background image

Problemy Genezy 2015, t. XXIII, s. 131–192. 

 

 

Kazimierz Jodkowski 

O twardym jądrze ewolucjonizmu 

*

 

 

A. W poszukiwaniu twardego jądra ewolucjonizmu

 **

 

 

 

Teoria naukowa nie jest taka sama co do wszystkich szczegółów przez cały 

okres, kiedy jest akceptowana. Ulega stopniowym zmianom. Przyczyny tych zmian 
są rozmaite. Najważniejsze z nich dokonują się pod wpływem nowych odkryć 
empirycznych. Teorie coś przewidują, ale nie zawsze przewidywania te kończą się 
sukcesem. W wypadku niepowodzenia uczony może, oczywiście, porzucić teorię, 
ale ze zrozumiałych względów (pozostanie z niczym) robi to w ostateczności. 
Uczony raczej stara się wówczas w taki czy inny sposób (tu ujawnia się jego 
pomysłowość) przystosować teorię do znanych faktów empirycznych. 
Przystosowanie to polega najczęściej na dodaniu nowej lub niewielkim 
zmodyfikowaniu dotychczasowej tzw. hipotezy pomocniczej, będącej częścią 
teorii.  

 Falsyfikowalność teorii wymaga, by wykluczała ona jakieś możliwe 
zdarzenia, i to im więcej, tym lepiej, by była do pewnego stopnia „sztywna”, by się 
nie dawała  łatwo adaptować do rozmaitych możliwych faktów. Teoria absolutnie 
„sztywna” zostanie bardzo szybko odrzucona po konfrontacji z faktami, teoria 
absolutnie „miękka” po takiej konfrontacji nie zostanie odrzucona nigdy. Pierwsze 

                                                      

 

*

 Jest to zmodyfikowana (poprawiona i rozszerzona) wersja dwu moich 

wcześniejszych artykułów: „W poszukiwaniu twardego jądra ewolucjonizmu”, Filozofia 
Nauki
 2001, nr 2 (34), s. 7-18 oraz „Twarde jądro ewolucjonizmu”, Roczniki Filozoficzne 
2003, t. 51, z. 3, s. 77-117. 

 

**

 W tej części wykorzystałem kilka spostrzeżeń Waltera ReMine'a (The Biotic 

Message. Evolution versus Message Theory, St. Paul Science, Saint Paul, Minnesota 
1993). 

background image

 - 132 - 

niebezpieczeństwo nie istnieje, na szczęście wszystkie teorie są do pewnego 
stopnia „miękkie”. Jednak drugie niebezpieczeństwo jest realne. Historia nauki zna 
przypadki proponowania absolutnie „miękkich”, czyli niepodatnych na empiryczną 
krytykę teorii.  

 Jak 

sprawdzić, co w danej teorii jest „twardym” elementem? Najlepiej 

testować teorię. Jak wiadomo, teorię testuje się wyprowadzając z niej 
konsekwencje i porównując je z obserwacjami lub eksperymentami. Żeby teorię 
poddać testowi, musi ona coś przewidywać.  

 

Co przewiduje teoria ewolucji? Kitcher twierdzi, że niewiele, jeśli coś w 

ogóle:  

Gdybyśmy wiedzieli wystarczająco dużo na temat sposobów, w jakie 
środowiska będą się zmieniały, gdybyśmy wiedzieli wystarczająco dużo o 
genetyce organizmów – nie tylko samych naczelnych, ale zwierząt i roślin, 
z którymi wchodzą we wzajemne oddziaływania – wówczas być może 
moglibyśmy przewidzieć przyszłą ewolucyjną drogę naczelnych. Ale 
założenie, że wiemy – albo powinniśmy – wiedzieć wystarczająco dużo, jest 
wyraźnie absurdalne. [...] 

Kiedy [ewolucyjni biologowie] próbują rozwiązać problem, jak jakiś 
gatunek będzie ewoluował, prawie wszystko jest potencjalnie istotne. Mała 
środowiskowa zmiana może przenieść falę uderzeniową przez cały 
ekosystem, nakładając nieprzewidywane wymogi na badany gatunek. 
Ważne kwestie rozgałęziają się bez końca. 

1

 

 Ta 

niemożność przewidywania dotyczy przyszłości. Teoria ewolucji nie 

przewiduje przyszłych losów gatunków, gdyż – jak twierdzi Kitcher – wiemy za 
mało. Jednak teoria ewolucji przewiduje i to całkiem sporo na temat przeszłości 
ustalając rozmaite linie filogenetyczne. W astronomii przewidywanie przyszłości 
(predykcja) praktycznie niczym się nie różni od przewidywania przeszłości 
(retrodykcji). W biologii najwyraźniej się różni. Dziwaczność tej sytuacji wzmaga 
się jeszcze bardziej, gdy uświadomimy sobie, że teoria ewolucji nie jest w stanie 
przewidywać przyszłości, gdyż wiemy za mało o obecnym stanie rzeczy. Jednak o 
przeszłych epokach, o tym, co było miliony lat temu, wiemy jeszcze mniej i nie 
przeszkadza to snuć uczonym szczegółowe scenariusze.  

 

Nieodparcie nasuwa się podejrzenie, że większa wiedza paraliżuje 

ewolucjonistów, natomiast swobodnie i z rozmachem przedstawiają swoje wizje, 
gdy nie są krępowani posiadanymi faktami, gdy są bardziej oderwani od empirii.  

 Różnica między przewidywaniem „w przód” i „w tył” polega na tym, że 

                                                      

 

1

 Philip Kitcher, Abusing Science: The Case Against Creationism, MIT Press, 

Cambridge, Massachusetts – London, England 1982, s. 79. 

background image

 

- 133 -

tego, co będzie, kompletnie nie znamy, natomiast to, co było, jest mniej lub 
bardziej znane. Retrodykcja, w której teoria ewolucji święci takie tryumfy, jest 
przewidywaniem „po fakcie”. Wyjaśnienia, jakich dostarcza teoria ewolucji, to 
wyjaśnienia „po fakcie”. A co warte są wyjaśnienia „po fakcie”? Przyjrzyjmy się 
wypowiedzi Stephena Goulda:  

[Ptaki mogły  łatwo stać się dominującymi mięsożercami], ale ssaki 
ostatecznie zyskały przewagę i nie wiemy, dlaczego. Możemy wymyślać 
opowiadania o dwu nogach, ptasich mózgach i braku zębów jako czegoś, co 
z konieczności jest niższe wobec wszystkich czworonożnych i ostrozębnych 
psowatych, ale wiemy w głębi serca, że gdyby ptaki zwyciężyły, to 
moglibyśmy opowiedzieć równie dobrą opowieść o ich nieuchronnym 
sukcesie. 

2

 

 Gould 

mówi, 

że jeśli wiemy, co mamy wyjaśnić, to zawsze da się to 

zrobić. Ewolucjoniści wyjaśniają, dlaczego ssaki zyskały przewagę jako 
dominujący mięsożercy, ale gdyby przegrały z ptakami, to to też dałoby się 
wyjaśnić. Mamy tu przykład „miękkości” teorii ewolucji. Teoria ta jest w stanie 
wyjaśnić równie dobrze przeciwne sytuacje empiryczne.  

 Może wyzwanie Darwina pozwoli zidentyfikować „twardy” element tej 
teorii?  

Gdyby można było dowieść,  że jakikolwiek szczegół organizacji jednego 
gatunku został wytworzony wyłącznie na korzyść drugiego gatunku, 
obaliłoby to moją teorię, ponieważ szczegół taki nie mógłby powstać drogą 
naturalnego doboru. 

3

 

 Wypowiedź Darwina sugeruje, że teoria ewolucji nie może przystosować 
się do hipotetycznej sytuacji, gdy jakiś gatunek funkcjonuje tak, że jemu samemu 
to nie przynosi korzyści, natomiast korzysta na tym jakiś inny gatunek. Gdyby 
znaleziono tak powiązane gatunki, teoria ewolucji upadłaby. Czy rzeczywiście? 
Otóż, nie. Nie upadłaby. Teoria ewolucji jest w stanie wyjaśnić i taką sytuację. 
„Jest w stanie” to zwrot zbyt ogólny. Lepiej powiedzieć: bez najmniejszego 
problemu, z największą  łatwością. Przyjrzyjmy się temu, co na ten temat pisze 
Futuyma:  

Jakie losy spotkały wyzwanie Darwina? Nikt jeszcze nie odnalazł 
przypadku gatunku altruistycznie służącego innemu gatunkowi, bez zysku 

                                                      

 

2

 Stephen Jay Gould, Wonderful Life. The Burgess Shale and the Nature of 

History, W.W. Norton & Company, New York 1989, s. 297. 

 

3

 Karol Darwin, Dzieła wybrane, tom II, O powstawaniu gatunków drogą 

doboru naturalnego czyli o utrzymaniu się doskonalszych ras w walce o byt
Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, Warszawa 1959, s. 201. 

background image

 - 134 - 

dla siebie samego. Rozważmy związki między gatunkami, jak zapylenie, w 
których na pierwszy rzut oka wydaje się istnieć jakiś altruizm. Kwiaty 
produkują nektar, by zwierzęta pomogły im się rozmnażać. Rośliny, które 
nie potrzebują zwierząt, jak zapylane przez wiatr sosny i trawy, nie 
produkują nektaru. Niektóre rośliny zwodzą zwierzęta i zachowują energię, 
którą by zużyły produkując nektar. Wiele rodzajów kwiatów storczyków na 
przykład, jest tak ukształtowanych i ubarwionych, aby wyglądać jak muchy 
lub pszczoły. Zapylenie następuje, kiedy samiec muchy lub pszczoły 
„myśli”, że widzi samicę i przybywa z nią kopulować – z kwiatem. 

4

 

 

Słowa te sugerują,  że test zaprojektowany przez Darwina teoria ewolucji 

przeszła pomyślnie („Nikt jeszcze nie odnalazł przypadku gatunku altruistycznie 
służącego innemu gatunkowi, bez zysku dla siebie samego”). Przykład, jaki 
Futuyma dał, dotyczy kwiatów i nektaru. Rośliny kwiatowe nie są altruistami, w 
zamian za nektar są zapylane. Futuyma nie zna przykładu gatunku funkcjonującego 
w pełni altruistycznie. Kilka stron dalej okazuje się jednak, że zna, tylko sobie tego 
nie uświadamia.  

[...] spójrzmy na pospolity mniszek, a zobaczymy gatunek przystosowany 
do swojej przeszłości. Większość gatunków mniszka rozmnaża się płciowo, 
ma nektar i jasne żółte płatki, które przyciągają owady do krzyżowego 
zapylania. Ale pewien konkretny gatunek mniszka, jaki rośnie na każdej 
łące, jest anachronizmem: rozmnaża się całkowicie bezpłciowo i nie musi 
być zapylany. Jednak on nadal ma nektar i żółte płatki, do których 
przybywają owady, chociaż nie pełnią żadnej funkcji. 

5

 

 

Cztery strony wcześniej Futuyma powiedział, że nie znaleziono przypadku 

gatunku altruistycznie służącego innemu. Teraz jednak podaje przykład rośliny, 
która produkuje nektar, z nektaru tego korzystają owady i nie przynosi to żadnej 
korzyści samej roślinie. Co ciekawe, Futuyma nawet nie zauważył, że zaprzeczył 
tym samym swojej wcześniejszej kategorycznej wypowiedzi, iż takich roślin nie 
znaleziono! A dlaczego nie zauważył? Odpowiedź jest prosta, a znajduje się w 
wyjaśnieniu, jak w ogóle może istnieć roślina, z której funkcjonowania korzysta 
inny gatunek:  

Są to bezużyteczne cechy, pozostałości z płciowej przeszłości tego 
mniszka. 

6

 

 Okazuje 

się, że kwiat i nektar mniszka powstały nie dla dobra owadów, ale 

dobra samego mniszka, tyle że później mniszek przestał z nich korzystać, bo 

                                                      

 

4

 Douglas J. Futuyma, Science on Trial: The Case for Evolution, Pantheon 

Books, New York 1983, s. 123. 

 

5

 Futuyma, Science on Trial..., s. 127. 

 

6

 Futuyma, Science on Trial..., s. 127. 

background image

 

- 135 -

znalazł lepszy sposób rozmnażania się. Teoria się broni zarówno wtedy, gdy nie 
znajduje się gatunków służących altruistycznie innemu gatunkowi, jak i wtedy, gdy 
taki gatunek się znajduje. Teoria wyjaśnia obie te przeciwne sytuacje, i to „równie 
dobrze”, żeby użyć słów Goulda. Tak dobrze, w tak oczywisty sposób, że Futuyma 
nawet nie zauważył tego, że dał kontrprzykład dla twierdzenia Darwina. Test, jaki 
zaprojektował Darwin, okazał się być testem nie dla teorii ewolucji, ale dla 
pomysłowości ewolucjonistów. Jak widać, przeszli oni go celująco.  

 Podobnie 

celująco przechodzą oni test w innym przypadku, gdy jeden 

gatunek altruistycznie służy dobru drugiego gatunku

7

 Chodzi o osę 

Hymenoepimecis, która po zaatakowaniu pająka Plesiometa argyra składa na jego 
odwłoku jajo. Po chwilowym paraliżu w trakcie ataku przez następne 7-14 dni 
pająk zachowuje się normalnie, tka pajęczynę, by łapać w nie ofiary. W tym czasie 
z jaja wykluwa się larwa i rośnie ssąc hemolimfę pająka. W nocy, podczas której 
larwa zabije (a potem zje) swego gospodarza, pająk zaczyna tkać specjalnie 
przystosowaną do przyszłego kokonu osy sieć. Sieć ta ma inne własności i kształt 
niż normalna sieć pająka i autor dokładnie wymienia te nadzwyczajne cechy sieci. 
Powodują one, że sieć teraz jest bardzo mocną strukturą utrzymującą kokon owada 
i dobrze chroni przepoczwarzającego się owada przed deszczem i wiatrem. 
Wszystko, co robi pająk owej fatalnej dla niego nocy, służy wyłącznie dobru 
innego gatunku, spełnia więc wyzwanie Darwina. Można by przypuszczać,  że 
larwa osy fizycznie wpływa na rodzaj ruchów pająka, zmuszając go do tkania 
takiej sieci, jaka jest najlepsza dla przyszłego kokonu. Ale tego wyjaśnienia nie da 
się utrzymać. Gdy usunięto larwę z odwłoka pająka tuż przedtem, zanim zaczął on 
tkać sieć na potrzeby swojego pasożyta, zachowywał on się tak, jakby nadal 
pasożytowała na nim larwa osy. Skoro nie fizycznie, to pewnie chemicznie – 
wnioskował autor artykułu – larwa osy wpływa na swojego gospodarza. Jak nie 
tak, to inaczej. Pająk zachowuje się altruistycznie, tka sieć przystosowaną 
wyłącznie do potrzeb przepoczwarzającego się owada – mówiąc słowami Darwina, 
mnóstwo szczegółów organizacji jednego gatunku zostało wytworzonych 
wyłącznie na korzyść drugiego gatunku. Eberhard zwraca uwagę,  że wiele 
pasożytów manipuluje zachowaniem swoich gospodarzy, ale większość z nich 
indukuje tylko proste zmiany, jak ruch z jednego środowiska do innego, zmiana w 
żywieniu lub zapadanie w sen. To, do czego doprowadza larwa Hymenoepimecis
jest prawdopodobnie najbardziej subtelną i skomplikowaną zmianą zachowania się 
gospodarza, jaką obserwuje się w przyrodzie. Ale to wszystko da się tak czy 
inaczej wyjaśnić, fizycznie bądź chemicznie (albo, dodajmy, jeszcze jakoś inaczej). 
Trudno zresztą przypuszczać, by spełnienie wyzwania Darwina mogło być w tym 

                                                      

 

7

 Por. William G. Eberhard, “Spider manipulation by a wasp larva. A parasitic 

wasp forces its host to weave a special web for its own ends”, Nature 20 July 2000, vol. 
406, No. 6793, s. 255-256. 

background image

 - 136 - 

przypadku podstawą zwątpienia w teorię ewolucji. Jeśli jeszcze teraz nie potrafimy 
podać dokładnego mechanizmu „kierowania” pająkiem przez larwę osy, to 
przecież od tego są uczeni, by odpowiedni mechanizm znaleźć i nie ulega 
wątpliwości, że w końcu jakiś znajdą.  

 

Teoria ewolucji wyjaśnia nie tylko utrzymanie się niepotrzebnych już cech, 

ale i utratę cech dobrze rozwiniętych. W książce Kitchera znaleźć można 
wyjaśnienie, dlaczego mamy gorszy węch niż nasi przodkowie:  

Jedną ze zdolności, która jest wyraźnie mniej rozwinięta u ludzi niż u 
naszych ssaczych przodków, jest nasz zmysł  węchu. [...] Homo sapiens 
utracił  tę cechę, która była korzystna dla naszych przodków. Jednak nie 
wzrusza to fundamentów teorii ewolucji. Nietrudno skonstruować 
scenariusz ewolucyjny, który pokaże, jak mogliśmy utracić ostrość 
powonienia. Oto jedna z możliwości. W środowisku leśnym wykrycie 
przedmiotów przy pomocy węchu wydaje się być dużo mniej godne 
zaufania, niż na otwartych równinach. Dlatego wśród nadrzewnych 
zwierząt, od których pochodzimy, mogła istnieć selekcja alternatywnej 
metody rozpoznawania zagrożeń i obietnic istniejących w środowisku. 
Wzrok stał się naszym dominującym zmysłem. W miarę jak nasi 
przodkowie doskonalili zdolność osiągania informacji wzrokiem, być może 
nie uznali za konieczne zużywać  środków na rozwijanie wypracowanego 
systemu węchowego. W ten sposób nasz zmysł powonienia jest mniej ostry, 
niż był u wczesnych ssaków, od których pochodzimy. 

8

 

 

Znowu widzimy zdolność teorii do wyjaśniania przeciwnych sytuacji: 

teoria może wyjaśnić utrzymanie się niepotrzebnych cech, jak i utratę nawet dobrze 
rozwiniętych cech.  

 Czyżby teoria ewolucji mogła wszystko wyjaśnić, co tylko sobie 
wyobrazimy? W literaturze przedmiotu można znaleźć parę prób pokazujących, że 
teoria ta nie jest jednak całkowicie elastyczna. Oto próba Riddiforda-Penny'ego. 
Ich zdaniem podczas ewolucji słonia nie mogła się na jego grzbiecie pojawić 
struktura podobna do gniazda ptasiego, w którym mieszkałyby ptaki żywiące się 
rybami.  

Oto organizm, który byłby spójny z kreacjonizmem, ale nie z doborem 
naturalnym. Byłby to słoń ze złożoną strukturą na grzbiecie, która 
funkcjonowałaby tylko jako gniazdo dla ptaka odżywiającego się rybami 
albo jakiegoś innego ptaka, co nie dawałoby żadnego zysku dla słonia.  

Istnieją niezliczone przykłady tego rodzaju, które byłyby „dobrym 
projektem”, ale są zakazane przez dobór naturalny. 

9

 

                                                      

 

8

 Kitcher, Abusing Science..., s. 73-74. 

 

9

 A. Riddiford and D. Penny, “The scientific status of modern evolutionary 

background image

 

- 137 -

 Chytrze 

pomyślane. Wiadomo, że słonie takiej struktury nie mają. Teraz 

Riddiford i Penny zaczęli udawać, że utracili charakterystyczną dla ewolucjonistów 
pomysłowość w znajdowaniu scenariuszy ewolucyjnych. Nawet ktoś, kto 
zawodowo nie zajmuje się znajdowaniem takich scenariuszy, potrafi wymienić 
kilka różnych możliwości w „wyjaśnianiu” rzekomo niemożliwej struktury 
ptasiego gniazda na grzbiecie słonia. Oto kilka przykładów:  

1. Był to element ozdobny, zwiększający atrakcyjność słonia dla przeciwnej płci. 
Teraz już tej funkcji nie pełni i jest wykorzystywany przez ptaki (albo pełni i jest 
ubocznie wykorzystywany przez ptaki).  

2. Ptaki zamieszkujące gniazdo były sojusznikami w odstraszaniu przeciwnika 
(ćwierkając mu nad uchem albo latając nad nim). Teraz ci przeciwnicy wymarli, a 
struktura pozostała. 

10

 

3. Być może struktura ta pierwotnie stanowiła magazyn pożywienia i wody, a 
dopiero potem została przystosowana na miejsce dla ptaków.  

4. Może to był wymiennik ciepła, gdy w czasie ewolucji słonia był cieplej.  

5. Może ta struktura pozwalała rozróżniać jednostki własnego gatunku od innych, 
podobnych, które teraz wymarły.  

6. Być może strukturę te zamieszkiwał ptak, który współpracował ze słoniem (np. 
ostrzegał go przed zagrożeniem z zewnątrz). Pierwotnie była to więc współpraca 
korzystna dla słonia, ale ptak wymarł i teraz z tej struktury korzysta inny ptak, 
który już nie współpracuje. [Rozwiązanie analogiczne do tego z mniszkiem 
pospolitym.]  

7. I tak można ciągnąć bez końca. 

 Próbę Riddiforda-Penny'ego należy uznać za chybioną. Może lepiej się 
powiedzie Ruse'owi? Ruse twierdzi, że gatunek nie może wyewoluować ponownie, 
po raz drugi:  

[...] inaczej niż lamarckowska ewolucja, darwinowska ewolucja nie może 
się powtarzać. Dodo odszedł na zawsze. Załóżmy, że znaleźliśmy w zapisie 
geologicznym cały zbiór kopalnych ssaków sprzed czterech miliardów lat i 

                                                                                                                                       

theory”, w: J.W. Pollard (ed.), Evolutionary Theory: Paths into the Future, A Wiley-
Interscience Publication 1984, s. 25 [137]. 

 

10

 Znane są takie formy symbiozy. Na przykład bąkojad czerwonodzioby 

(Buphagus erythrorhynchus), afrykański gatunek szpaka, siada na grzbietach bawołów 
afrykańskich, nosorożców czy zebr, żywi się kleszczami i innymi pasożytami, 
przymocowanymi do skóry gospodarza, który sam nie może się ich pozbyć. Oprócz tego 
szybkimi uderzeniami skrzydeł i nawoływaniem ostrzega go na czas przed 
niebezpieczeństwem. 

background image

 - 138 - 

dalej nic, aż ssaki wracają. Darwinizm byłby fałszywy. 

11

 

 Ruse 

najwyraźniej jest przekonany, że darwinizm przynajmniej do 

pewnego stopnia jest teorią „sztywną”, że coś wyklucza, że można sobie wyobrazić 
sytuację niezgodną z tą teorią. Myli się. Inny ewolucjonista, Steven D. 
Schafersman, daje realny przykład takiej rzekomo niemożliwej sytuacji i pokazuje, 
że nadzieje Ruse'a są złudne:  

[...] ewolucja nie zakłada ani nie wymaga niepowtarzalności, a współczesna 
teoria ewolucji z pewnością pozwala na nią. [...] faktycznie istnieją 
udokumentowane przykłady powtarzanej czyli „iterowanej” ewolucji 
homeomorfów od tych samych i od różnych linii ewolucyjnych. Przypadki 
te występują na przykład w planktonowych otwornicach; powtórzone 
homeomorfy uważa się za absolutnie nieodróżnialne, za wyjątkiem 
położenia w zapisie stratygraficznym [...] 

12

 

 Ruse 

twierdził,  że ten sam gatunek nie może powtórnie wyewoluować. 

Schafersman zaś uznał, że nie tylko może, ale też, że wyewoluował. 

13

 

 W 

słynnym  Ślepym zegarmistrzu Richarda Dawkinsa również 

znajdujemy argument, że teoria ewolucji ma falsyfikowalny charakter. Podobnie 
jak Riddiford i Penny, Dawkins także jako falsyfikującą przedstawia sytuację, o 
której wie, że nie miała miejsca:  

Gdyby w skałach sprzed 500 milionów lat występowała choćby jedna 
niewątpliwa czaszka ssaka, cała współczesna teoria ewolucji ległaby w 
gruzach. 

14

 

                                                      

 

11

 Michael Ruse, Darwinism Defended: A Guide to the Evolution 

Controversies, Addison-Wesley Publishing Company 1982, s. 137. 

 

12

 Steven D. Schafersman, “Fossils, Stratigraphy, and Evolution: Consideration of 

a Creationist Argument”, w: Laurie R. Godfrey (ed.), Scientists Confront Creationism
W.W. Norton and Company, New York – London 1983, s. 228 [219-244]. 

 

13

 Schafersman uznawał niepowtarzalność tylko dla złożonych sekwencji przy 

konstruowaniu związków i historii ewolucyjnych, takich jak genealogie i filogenezy (por. 
tamże, s. 229). 

 

14

 Richard Dawkins, Ślepy zegarmistrz czyli, jak ewolucja dowodzi, ze świat nie 

został zaplanowany,  Biblioteka Myśli Współczesnej, Państwowy Instytut Wydawniczy, 
Warszawa 1994, s. 352. Pomysł,  że podobnie można by sfalsyfikować teorię ewolucji, 
przedstawił kilka lata później Jerry Coyne, profesor biologii ewolucyjnej na Uniwersytecie 
Chicagowskim, w recenzji znanej książki Michaela J. Behe'ego Darwin's Black Box. The 
Biochemical Challenge to Evolution
 (The Free Press, New York 1996; wyd. polskie: 
Czarna skrzynka Darwina. Biochemiczne wyzwanie dla ewolucjonizmu,  Biblioteka 
Filozoficznych Aspektów Genezy
 t. 4, Wyd. Megas, Warszawa 2008): „Mogę wyobrazić 
sobie  świadectwo empiryczne, które sfalsyfikowałoby ewolucjonizm (dobrym 
falsyfikatorem byłoby znalezienie skamieniałości hominida w warstwie prekambryjskiej) 

background image

 

- 139 -

 

Dawkins nie ma jednak racji, że znalezienie czaszki ssaka w skałach sprzed 

500 milionów lat obaliłoby teorię ewolucji. A kluczem do zrozumienia tego jest 
użyte przezeń  słowo „niewątpliwa”. Czaszka ssaka sprzed 500 milionów lat 
automatycznie staje się wątpliwa, gdyż jej istnienia nie przewiduje teoria ewolucji. 
Bo to teoria sprawia, czy jakieś odkrycie jest wątpliwe czy niewątpliwe. Istnieje 
całkiem sporo tego typu znalezisk, 

15 

a mimo to (i dodam: słusznie z punktu 

                                                                                                                                       

[...]” (Jerry Coyne, 

„God in the details”

,  Nature 1996, vol. 383, s. 227-228), 

http://pondside.uchicago.edu/ceb/Behe_review.pdf Podobny argument przedstawił Bernard 
Korzeniewski: „Obserwacją wskazującą na nieprawdziwość teorii ewolucji byłoby 
znalezienie kości słonia w osadach z wczesnej ery prekambryjskiej (ewolucjonizm nie 
dopuszcza nagłego wyewoluowania słonia z żyjących wtedy bakterii, bez stadiów 
przejściowych) lub też szkieletu człowieka z głową krokodyla (według teorii ewolucji 
konieczną cechą organizmów żywych jest funkcjonalność)” (Bernard Korzeniewski, 
Powstanie i ewolucja życia, Erem Fosze, Rzeszów 1996, s. 150). Do argumentu typu „słoń 
w prekambrze” ustosunkowuję się w głównym tekście omawiając oryginalny argument 
Dawkinsa. Jeśli chodzi o warunek stadiów przejściowych, to olbrzymia większość 
gatunków i wyższych jednostek taksonomicznych pojawia się w zapisie kopalnym bez tych 
stadiów (omawiam tę sprawę gdzie indziej, por. Kazimierz Jodkowski, „Ewolucja 
ewolucjonizmu z popperowskiego punktu widzenia”, Filozofia Nauki 2003, Rok XI, nr 2 
(42), s. 51–63, http://tiny.pl/g4gds). Natomiast drugi argument Korzeniewskiego jest 
najsłabszy i praktycznie nie do przyjęcia. Już sam Darwin wskazywał na liczne przypadki 
niedoskonałości u organizmów żywych zwalczając poglądy kreacjonistyczne, a ostatnio też 
zauważono w świecie bakterii odpowiednik „człowieka z głową krokodyla”, co tłumaczy 
się poziomym transferem genów (patrz dalej ten artykuł). 

 

15

 Można je znaleźć na przykład w książce Michaela A. Cremo i Richarda L. 

Thompsona,  Ukryta historia człowieka. Zakazana archeologia, Wydawnictwo Arche, 
Wrocław 1998. Randy L. Wysong

 

wymienia co najmniej 15 takich przykładów, w tym 

osławione  ślady dinozaurów i człowieka (por. R.L. Wysong, The Creation-Evolution 
Controversy
, Inquiry Press, Midland, Michigan 1976, tenth printing 1997, s. 370-381). 
Najnowszy przykład to doniesienie, że dr Steven Austin odnalazł w Wapieniu Redwall 
Wielkiego Kanionu szacowane na miliard lat i długie na 24 cale łodziki (nautiloidy) (por. 
John D. Morris, “A Thankful Look Back at 2000”, Acts & Facts January 2001, vol. 30, No. 
1, s. 1 [1-2]). 

 Kreacjoniści największą nadzieje pokładali i pokładają nadal, przynajmniej 
niektórzy z nich, na odkryciu pyłków roślin kwiatowych w prekambryjskich warstwach 
skalnych. Sprawa zaczęła się od Clifforda Burdicka, który badał warstwy łupków Hakatai 
w Wielkim Kanionie i znalazł w nich dużą różnorodność pyłków i sporów (Clifford L. 
Burdick, „Microflora of the Grand Canyon”, Creation Research Society Quarterly 1966, 
vol. 3, s. 38-50; tenże, „Progress report on Grand Canyon palynology”, Creation Research 
Society Quarterly
 1972, vol. 9, s. 25-30; tenże,  Canyon of canyons, Bible-Science 
Association, Caldwell, Idaho 1974). Wkrótce potem inni kreacjoniści potwierdzili odkrycie 
Burdicka (Arthur V. Chadwick, Philip DeBord and Lanny H. Fisk, „Grand Canyon 
Palynology – A Reply”, Creation Research Society Quarterly 1973, vol. 9, s. 238). 
Odkrycie to było niewiarygodne, gdyż rośliny wydające pyłki wyewoluowały setki lat po 
okresie prekambryjskim. Sam Burdick wymieniał też inne rejony na naszej planecie, gdzie 
odkryto pyłki prekambryjskie i kambryjskie (Clifford L. Burdick, “More Precambrian 

background image

 - 140 - 

widzenia tego, co mówi filozofia nauki o relacji faktów do teorii naukowych) 
teoria ewolucji nie tylko nie legła w gruzach, ale ewolucjoniści nie mają ani chęci, 
ani czasu, by szczegółowo rozprawiać się z rewelacjami tego typu. Fakty są ważne 
dopiero razem z teorią, której odpowiadają. A teoria kreacjonistyczna niezgodna 
jest z naturalizmem – obowiązującym obecnie na mocy decyzji większości 

                                                                                                                                       

pollen”,  Creation Research Society Quarterly 1974, vol. 11, s. 122-123, 126; tenże, 
“Cambrian and other pollen in the literature”, Creation Research Society Quarterly 1975, 
vol. 12, s. 175-177; tenże, “Reply to Rusch”, Creation Research Society Quarterly 1982, 
vol. 19, s. 144). Jednak późniejsze badania łupków Hakatai prowadzone przez kreacjonistę 
Chadwicka wykazały, że nie ma tam skamieniałości roślin, co skłoniło go do wysunięcia 
przypuszczenia,  że przyczyną wcześniejszych znalezisk pyłków i sporów było 
zanieczyszczenie (por. Arthur V. Chadwick, “Precambrian pollen in the Grand Canyon. A 
reexamination”, Origins 1982, vol. 8, s. 7-12). W tej sprawie nawet więc sami kreacjoniści 
są podzieleni. Jedni nadal popierają odkrycie pyłków (por. George F. Howe, “Creation 
Research society studies on Precambrian pollen: Part I – A Review”, Creation Research 
Society Quarterly
 1986, vol. 23, s. 99104; George F. Howe, Emmett L. Williams, George 
T. Matzko and Walter E. Lammerts, “Pollen research update”, Creation Research Society 
1986, vol. 22, s. 181-182; George F. Howe, Emmett L. Williams, George T. Matzko and 
Walter E. Lammerts, “Creation Research Society studies on Precambrian Pollen, Part III: A 
pollen analysis of Hakatai Shale and other Grand Canyon rocks”, Creation Research 
Society
 1988, vol. 24, s. 173-182; George F. Howe, “Precambrian Pollen in Hakatai Shale, 
Grand Canyon, Arizona”, Creation Research Society 2003, vol. 40, s. 7), inni zaś, z 
różnych zresztą względów, je zwalczają (por. Stephen A. Austin (ed.), Grand Canyon: 
Monument to catastrophe
, Institute for Creation Research, Santee, CA 1994, s. 63, 137; 
Stephen A. Austin and Kurt P. Wise, “The Pre-Flood/Flood boundary: As defined in Grand 
Canyon, Arizona and eastern Mojave Desert, California”, w: Robert E. Walsh (ed.), 
Proceedings of the Third International Conference on Creationism, Creation Science 
Fellowship, Pittsburgh, PA 1994, s. 38-39 [37-47]. W podanej literaturze można znaleźć 
dalsze dane bibliograficzne na ten temat. 

 

O podobnych odkryciach donoszono także i w literaturze naukowej głównego 

nurtu (por. R.M. Stainforth, “Occurrence of pollen and spores in the Roraima Formation of 
Venezuela and British Guiana”, Nature 1966, vol. 210, s. 292-294). Odkrycie pyłków i 
sporów w formacji prekambryjskiej było czymś tak zaskakującym,  że zorganizowano 
ekspedycję wykwalifikowanych geologów, by sprawdzić te fakty. Ponieważ się 
potwierdziły, interpretowano je na dwa sposoby: albo pyłki znalazły się w tych warstwach 
w rezultacie zanieczyszczenia, albo formacja Roraima nie pochodzi z prekambru. 

 

Inny fakt podnoszony przez kreacjonistów to odkrycie trawy w skamieniałych 

odchodach dinozaurów (V. Prasad, C. Strömberg, H. Alimohammadian, and A. Sahni, 
„Dinosaur coprolites and the early evolution of grasses and graziers”, Science 18 November 
2005, vol. 310, no. 5751, s. 1177–1180). Problem polega na tym, że dinozaury wymarły 65 
milionów lat temu, a trawa miała wyewoluować ok. 55 milionów lat temu, czyli 10 
milionów lat po wymarciu dinozaurów (por. Tas Walker, „Dino dung overturn objection”, 
Creation, Sepotember–November 2007, vol. 29, no. 4, s. 35; Marta Cuberbiller, „Rola 
odchodów dinozaura w sporze ewolucjonizm–kreacjonizm”, Idź Pod Prąd 2007, nr 39, 
październik, s. 11 oraz w: Małgorzata Gazda (red.), Idź Pod Prąd w sporze 
ewolucjonizm-kreacjonizm
, Wyd. Pod Prąd, Lublin 2017, s. 173–174). 

background image

 

- 141 -

uczonych epistemicznym układem odniesienia. W tym układzie odniesienia 
możliwe są tylko różne wersje ewolucjonizmu – ewolucja to jedyna rozrywka w 
mieście, jak mawia Richard Dawkins. 

16

 Poza tym paleontologowie używają 

pojęcia „out-of-placed fossils” – wskutek rozmaitych procesów geologicznych 
skamieniałości mogą znaleźć się w innej warstwie, niż ta, która odpowiada tej 
epoce, w której powstały. 

17

 

 

Ostatni wreszcie przykład, ale i dotyczący najważniejszej sprawy. 

Fundamentalne przekonanie ewolucjonistów dotyczy pokrewieństwa wszystkich 
organizmów. Przekonanie to dotyczy czegoś, co się nazywa drzewem 
filogenetycznym. 

18

 Organizmy żywe są ze sobą spokrewnione na poziomie 

anatomicznym, fizjologicznym i molekularnym. Standardowa literatura 
ewolucjonistyczna definiuje ewolucję biologiczną jako pochodzenie od wspólnego 
przodka. Wybitny ewolucjonista, Niles Eldredge, uznał to za główną konsekwencję 
teorii ewolucji:  

[...] głównym przewidywaniem teorii ewolucyjnej jest to, że istnieje 
pojedynczy zagnieżdżony wzorzec podobieństwa, wiążący wszystkie 
organizmy. 

19

 

                                                      

 

16

 Richard Dawkins, Najwspanialsze widowisko świata.  Świadectwa ewolucji

Wydawnictwo CIS, Stare Groszki 2010, s. 9. 

 

17

 Warto może wspomnieć,  że w XIX wieku stopniowy postęp  życia w zapisie 

kopalnym uważano za ideę chrześcijańską: „[...] duchowieństwo pragnęło stwórczej 
progresji jako znaku, że Bóg stale rozwijał  życie. Ukierunkowany zapis kopalny był 
dowodem, że od początku miał On na myśli człowieka. Potwierdzało to marsz naprzód, od 
pierwszego Dnia Stworzenia do ostatniego Dnia Sądu” (Adrian Desmond, Huxley: From 
Devil's Disciple to Evolution's High Priest
, [1994], Perseus, Reading MA 1999, s. 154). 
Thomas Henry Huxley jako zaciekły antykreacjonista mocno wierzył,  że w zapisie 
kopalnym da się znaleźć resztki garnków paleozoicznych, używanych niegdyś przez „ludzi 
paleozoicznych” (por. tamże, s. 204-205). Łatwo zauważyć, że dążył do odkrycia czegoś, 
co zdaniem Dawkinsa obaliłoby teorię ewolucji. Dziś kreacjoniści i antykreacjoniści 
zamienili się miejscami. Kreacjoniści (młodej Ziemi) marzą o znalezieniu czegoś takiego, 
jak garncarstwo paleozoiczne i nie uważają progresji zapisu kopalnego za świadectwo 
Bożej opatrzności. 

 

18

 Prototypem były drzewa rodowe, jakie rysowano od czasów Odrodzenia. 

Wszystkie organizmy systematycznie ułożone w postaci drzewa po raz pierwszy 
przedstawił niemiecko-rosyjski przyrodnik, Peter Simon Pallas, w 1776 roku. W ten sam 
sposób  świadectwo kopalne uporządkował Heinrich Bronn w 1861 roku. Ale to Ernst 
Haeckel w monumentalnej Generalle Morphologie (1866) po raz pierwszy przedstawił 
historię  życia na Ziemi w postaci drzewa. „Drzewa filogenetyczne są powszechne w 
dzisiejszych czasopismach naukowych, ale rzadko kiedy uświadamiamy sobie, jak bardzo 
są one spekulatywne, gdyż wyglądają tak realnie” (Geir Hestmark, „Temptations of the 
tree”, Nature 2000, vol. 408, s. 911). 

 

19

 Niles Eldredge, “Do Gaps in the Fossil Record Disprove Descent with 

background image

 - 142 - 

Jest to wielkie przewidywanie ewolucji: że wzorce podobieństw w świecie 
organicznym są  ułożone jako złożony zbiór chińskich pudełek tkwiących 
jedno w drugim. [...] Ale nie to jest najważniejsze. Ważniejsze jest, by 
zobaczyć,  że podstawowe pojęcie ewolucji ma fundamentalne 
konsekwencje, które muszą być prawdziwe, jeśli sama ta idea jest 
poprawna. Gdyby się nam nie udało znaleźć tego zagnieżdżonego wzorca 
podobieństw łączących wszystkie formy życia w znanych nam dziedzinach, 
to bylibyśmy zmuszeni jako uczeni przez reguły tej gry do odrzucenia 
samego pojęcia ewolucji. Ewolucjonizm przewiduje i dzięki temu jest na 
wskroś naukowy. 

20

 

 

Wzorzec, o jakim mówi Eldredge, tłumaczy, dlaczego na przykład nie 

mógł pojawić się pegaz, latający koń. Pegaz musiałby wyewoluować z jakiegoś 
gatunku koniowatych. A wszystkie one miały dwie, nie trzy, pary kończyn. 
Ewentualni przodkowie pegaza nie dysponują niczym, co mogłoby przekształcić 
się ewolucyjnie w skrzydła. Dlatego tradycyjna teoria ewolucji wyklucza istnienie 
pegazów, wyklucza na przykład znalezienie ich skamieniałości w warstwach 
geologicznych. W tym ujęciu dzieje linii ewolucyjnych rozpoczynają się od 
wspólnego przodka, od jednego pnia, a następnie rozwijają się w górę i na boki, 
zajmując coraz więcej miejsca wyrastającymi kolejno konarami, gałęziami, 
gałązkami i pędami (jednostkami taksonomicznymi). Obraz ten był powszechnie 
przyjmowany. Na przykład Stephen Jay Gould, który kwestionował ten kształt, 
zaproponował inny, ale uznał,  że „wspólny pień stanowi założenie teorii, a nie 
wynik przesądów społeczno-kulturowych”. 

21

 

 Okazuje 

się jednak, że w pewnym zakresie faktów idea drzewa życia 

upada, gdyż w ostatnich latach zaobserwowano coś analogicznego do pegaza, coś 
co zgodnie z zagnieżdżonym wzorcem podobieństw nie powinno istnieć.  

 Od 

późnych lat 1970-tych organizmy żywe klasyfikowano w trzy 

                                                                                                                                       

Modifications?”,  Creation/Evolution 1981, Issue 4, s. 17-18 [17-19]. Eldredge uważa 
nawet,  że Linneuszowska hierarchia gatunków jest „konieczną konsekwencją” 
ewolucjonizmu (por. Niles Eldredge, The Triumph of Evolution and the Failure of 
Creationism
, W.H. Freeman 2000, s. 27). 

 

20

 Niles Eldredge, The Monkey Business: A Scientist Looks at Creationism

Washington Square Press 1982, s. 36-38. 

 

21

 Stephen Jay Gould, „Drabiny i stożki: jak kanoniczne przedstawienia narzucają 

wizję ewolucji, w: Oliver Sacks, Jonathan Miller, Stephen Jay Gould, Daniel J. Kevles, 
R.C. Lewontin, Ukryte teorie nauki, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 1996, s. 48 [30-53]. 
Na uznanie zasługuje to, że Gould – inaczej niż wielu naiwnych ewolucjonistów – nie 
twierdzi, iż teoria ewolucji jest rezultatem „logiki i faktów” i widzi wpływ historycznie 
zmiennych czynników kulturowych (por. np. Stephen Jay Gould, Niewczesny pogrzeb 
Darwina. Wybór esejów
,  Biblioteka Myśli Współczesnej, PIW, Warszawa 1991, s. 184, 
186, 189). 

background image

 

- 143 -

królestwa – archeaty (albo archebakterie), prawdziwe bakterie i eukarionty, do 
których należały zwierzęta, rośliny, grzyby i pierwotniaki. 

22

 Eukarionty miały 

rozwinąć się z archebakterii. Bakterie i archebakterie są komórkami bezjądrowymi 
i nazywa się je prokariontami. Wierzono, że wszystkie zmiany w kwasach 
nukleinowych pochodzą od pojedynczych podstawień nukleotydów oraz 
niewielkich delecji i insercji w ciągu miliardów lat, dając liniowy ciąg kolejnych 
pokoleń. Geny miały być przekazywane z pokolenia na pokolenie, a nowe 
organizmy w procesie specjacji miały powstawać wskutek pojawiania się 
zmutowanych genów. 

 

Jednak zbadanie sekwencji chromosomalnego DNA u prokariontów i 

drożdży, które są eukariontami, ujawniły dziwne pokrewieństwa. Na przykład 
enzymy wiążące aminokwasy w łańcuchy (tworząc przez to białka) wykazują 
niezgodne wzajemnie wzorce podobieństwa, jeśli chodzi o wspomniane trzy typy 
komórek, archebakterie, bakterie i eukarionty. Enzymy, które syntetyzują 
aminokwasy, jak syntetaza izoleucyny, są bardziej podobne między 
archebakteriami i eukariontami (zgodnie z tradycyjnym drzewem filogenetycznym, 
gdzie eukarionty wywodzono z archebakterii), ale syntetazy waliny już są bardziej 
podobne między bakteriami i eukariontami. 

23

 

 Ciekawych 

wniosków 

dostarczyło również badanie termofilnej bakterii 

Aquifex aeolicus. Bakterię  tę umieszcza się w różnych miejscach drzewa 
filogenetycznego, zależnie od tego, które geny się bada. 

24

 Gen syntezy 

aminokwasu zwanego tryptofan jest powodem umieszczania Aquifexa  wśród 
archebakterii. Natomiast gen enzymu uczestniczącego w syntezie fragmentów 
DNA świadczy o tym, by umieścić go poza archebakteriami.  

 

Takie niespójne wyniki dotyczą nie tylko pojedynczych genów, ale także 

ich grup, czasami setek genów. Wyróżnia się dwie klasy genów – informacyjne 
oraz operacyjne. 

25

 Gdy porównano całe genomy dwu bakterii, E. coli i 

Synechocystis, archebakterii Methanococcus oraz drożdża (czyli eukarionta) 
Saccharomyces, to okazało się,  że eukariotyczne geny operacyjne są bliżej 

                                                      

 

22

 Por. np. Carl R. Woese and G.E. Fox, “Phylogenetic Structures of the 

Prokaryotic Domain: The primary Kingdoms”, Proceedings of the National Academy of 
Science
 1977, vol. 74, s. 5088-5090. 

 

23

 Carl R. Woese, “The Universal Ancestor”, Proceedings of the National 

Academy of Science 1998, vol. 95, s. 6854-6859. 

 

24

 E. Pennisi, “Genome Data Shake Tree of Life”, Science 1998, vol. 280, No. 

5364, s. 672-673. 

 

25

 M.C. River, R. Jain, J.E. Moore and J.A. Lake, “Genomic Evidence for Two 

Functionally Distinct Gene Classes”, Proceedings of the National Academy of Science 
1998, vol. 95, s. 6239-6244. 

background image

 - 144 - 

spokrewnione z genami bakterii E. coli, natomiast geny informacyjne są bliższe 
tym z archebakterii Methanococcus.  

 

Te dziwne wzorce podobieństw i niepodobieństw tłumaczy się rezultatem 

tzw. horyzontalnego lub poziomego transferu genów, czyli mechanizmu 
używanego przez mikroorganizmy do pobierania nowych genów ze środowiska, od 
innych rodzajów organizmów.  

 Eldredge 

twierdził,  że poziomy transfer jest niemożliwy, ale inny 

znakomity ewolucjonista uważa, że jest możliwy, tylko że u bakterii i grzybów, a 
nie u zwierząt:  

Debata na temat poziomego transferu nie koncentruje się na wiarygodnych 
mechanizmach. [...] Sporną sprawą nie jest wiarygodność, ale względna 
częstość. Poziomy transfer jest sensowny i możliwy do przeprowadzenia, 
ale jak często się zdarza w przyrodzie? Ta kluczowa kwestia musi być 
ustalona przez przykład, nie przez teorię. (Często podkreślałem [...], że 
historia naturalna jest tak twardą nauką, ponieważ większość jej głównych 
kwestii to debaty na temat względnej częstości, a nie sprawy logiki czy 
mechanizmu. W naszym ogromnym i różnorodnym  świecie sprawy 
względnej częstości są szczególnie trudne do rozwiązania.) 

26

 

 Gould 

kwestionował odwoływanie się do mechanizmu poziomego 

transferu przy wyjaśnianiu istnienia cząsteczki podobnej do hemoglobiny (tzw. 
leghemoglobiny) u niektórych roślin strączkowych. Twierdził też,  że sukces 
Linneuszowskiej klasyfikacji przemawia przeciwko częstemu występowaniu 
transferu horyzontalnego. 27 Nie wykluczał jednak tego mechanizmu u bakterii i 
grzybów, jeśli wymagać tego będzie sytuacja empiryczna.  

 

Idea horyzontalnego transferu pomaga ewolucjonistom zrozumieć przejście 

od prokariontów do eukariontów, ale nie tylko.  

Naprawdę niezwykłym odkryciem badaczy z HGP [Human Genome 
Project] było zidentyfikowanie w naszym materiale genetycznym 233 
genów... bakterii! Co najciekawsze, nie są one wcale pieczołowicie 
przechowywaną pamiątką po wspólnym prapraprzodku człowieka i 

                                                      

 

26

 Stephen Jay Gould, “Linnean Limits”, Natural History 1986, vol. 95, no. 8, s. 18 

[16-23]. 

 

27

 „Główny argument przemawiający przeciw wysokiej częstości [poziomego 

transferu] jest stwierdzeniem prostego zdrowego rozsądku – oczywistym i mocnym. Mamy 
dość solidną klasyfikację Linneuszowską, przynajmniej dla zwierząt. Poziomy transfer nie 
może być wyrażony w hierarchicznym systemie nazewnictwa Linneuszowskiego. Gdyby 
poziomy transfer był rozpowszechniony u zwierząt, nigdy nie moglibyśmy skonstruować 
funkcjonalnej klasyfikacji dla nich na podstawie kryteriów Linneusza” (Gould, „Linnean 
Limits...”, s. 23). 

background image

 

- 145 -

mikroorganizmów. Ponieważ nie znaleziono ich w DNA muszki owocowej, 
nicienia i drożdży, są prawdopodobnie nabytkiem stosunkowo nowym. 
Szczegółowe analizy porównawcze wykazały,  że tajemnicze geny, oprócz 
bakterii, są obecne tylko w genomach kręgowców. Wydaje się, że znalazły 
się tam wskutek tzw. poziomego transferu genów – przekazywania DNA 
między w ogóle niespokrewnionymi gatunkami. Ten proces jeszcze do 
niedawna uważano za całkowicie niemożliwy. Niesamowity jest fakt, że w 
ludzkim DNA geny pochodzenia bakteryjnego nie są wcale bezużyteczne. 
Naukowcy sądzą, że komórki człowieka mogą je wykorzystywać m.in. do 
obrony przed stresem. 

28

 

 

Poziomy transfer genów wykorzystuje się więc nie tylko do wyjaśniania 

podobieństw mikroorganizmów, ale także wyższych organizmów: wyższych roślin, 
a nawet organów u zwierząt wielokomórkowych, 

29

 w tym naczelnych. 

30

 W 2003 

roku zespół badawczy, kierowany przez U. Bergthorssona, doniósł o znalezieniu 
homologicznych sekwencji mitochondrialnego DNA u wielu gatunków roślin, 
także bardzo odległych ewolucyjnie. Autorzy uznali, że poziomy transfer genów 
zachodził nie tylko między współcześnie istniejącymi gatunkami, ale także od 
starożytnych linii rodowych do aktualnych, co implikuje istnienie przez wiele 
milionów lat pośredniczącego nośnika tych genów

31

 Późniejsze badania tego 

samego zespołu nad rośliną kwiatową  Amborella trichopoda doprowadziły do 
wniosku o masowym poziomym transferze od licznych wyższych roślin. 

32

 Także 

inni uczeni donosili o odkryciu poziomego transferu genów między roślinami. 

33

 

Matthew H.J. Cordes i Greta J. Binford donieśli ostatnio o odkryciu związku 
chemicznego u pewnego rodzaju pająków, nieobecnego w królestwie zwierząt, ale 
występującego w pewnym szczepie bakterii. Zbieżność  tę  tłumaczą poziomym 

                                                      

 

28

 Piotr Kossobudzki, „Oto człowiek!”, Wiedza i Życie kwiecień 2001, s. 17 [14-

17]; podkr. moje – KJ. 

 

29

 „Podczas gdy oczy kałamarnicy i kręgowca różnią się wieloma szczegółami, 

rozwiązują te same podstawowe problemy i każde nadzwyczajnie skorzystałoby z wymiany 
fragmentów planów. Ciągły przepływ i wymiana aprobowanych części genów 
wyjaśniałyby i ułatwiały ewolucję równoległą” (N. Anderson, „Evolutionary Significance 
of Virus Infection”, Nature 1970, September 26, vol. 227, s. 1346 [1346-1347]). 

 

30

 O. Thalmann et al, Mol Ecol 2004, vol. 13, s. 321-335 (cyt. za: W. Martin, 

„Lateral gene transfer and other possibilities”, Heredity 2005, vol. 94, s. 565-566). 

 

31

  U.  Bergthorsson  et  al.,  Nature 2003, vol. 424, s. 197-201 (cyt. za: Martin, 

„Lateral gene transfer…”). 

 

32

 U. Bergthorsson et al., Proc Natl Acad Sci USA 2004, vol. 101, s. 17747-17752 

(cyt. za: Martin, „Lateral gene transfer…”). 

 

33

 H. Won, S.S. Renner, Proc Natl Acad Sci USA 2003, vol. 100, s. 10824-10829 

(cyt. za: Martin, „Lateral gene transfer…”). 

background image

 - 146 - 

transferem genów. 

34

 

 

Od kilku lat wybitni ewolucjoniści molekularni, jak Carl Woese czy W. 

Ford Doolittle, argumentują,  że w związku ze zjawiskiem poziomego transferu 
genów należy odrzucić ideę LUCA (Last Universal Common Ancestor), 
najdawniejszego uniwersalnego wspólnego przodka: „[...] współczesna komórka 
mogła wyewoluować w wielu równoległych liniach rodowych. Najstarsze życie 
mogło naprawdę mieć charakter polifiletyczny”

35

 Jak ważne twierdzenie porzuca 

się w ten sposób, świadczyć może fakt, iż przy pomocy pochodzenia od wspólnego 
przodka definiuje się najczęściej ewolucję. W jednym ze swoich artykułów 

36

 

Woese postulował istnienie złotej ery przeddarwinowskiego życia, w czasie której 
powszechny był horyzontalny transfer genów, a oddzielne gatunki nie istniały. 
Życie było wtedy wspólnotą komórek, wymieniających się informacją genetyczną, 
w rezultacie czego pomysłowe triki chemiczne i procesy katalityczne, wymyślone 
przez jedną komórkę, mogły być dziedziczone przez nie wszystkie. Stopniowe 
wydzielanie się gatunków i darwinowska ewolucja były sprawą miliony lat 
późniejszą. Przez pierwsze kilkaset milionów lat podstawowe mechanizmy 
biochemiczne ewoluowały szybko, ale po podziale życia na gatunki przez następne 
dwa miliardy lat ewolucji zmieniły się niewiele. Ewolucja darwinowska jest wolna, 
gdyż indywidualne gatunki, gdy już powstały, ewoluują w niewielkim stopniu. W 
późniejszym stadium ery darwinowskiej ewolucję gatunków przyspieszyły trzy 
innowacje: rozmnażanie płciowe, podobne do horyzontalnego transferu genów, 
powstanie organizmów wielokomórkowych i pojawienie się układów nerwowych, 
zwłaszcza mózgów. Zdaniem Dysona 

37

 po trzech miliardach lat nastał koniec ery 

darwinowskiej. Biologiczna ewolucja została zastąpione ewolucją kulturową. W 
ostatnich 30-tu latach, w opinii Dysona, Homo sapiens odnowił przeddarwinowską 
praktykę horyzontalnego transferu genów w postaci inżynierii genetycznej, która 
ponownie zamazuje granice międzygatunkowe. Najnowsze odkrycia 
horyzontalnego transferu genów u roślin i zwierząt podważają jednak przemyślenia 
zarówno Woesego, jak i Dysona. 

                                                      

 

34

 Matthew H.J. Cordes, and Greta J. Binford, “Lateral gene transfer of a 

dermonecrotic toxin between spiders and bacteria”, Bioinformatics 2006, vol. 22, no. 3, s. 
264-268 (wg abstraktu http://bioinformatics.oxfordjournals.org/cgi/content/abstract/bti811). 

 

35

 Mike Syvanen, „On the Occurrence of Horizontal Gene Transfer Among an 

Arbitrarily Chosen Group of 26 Genes”, Journal of Molecular Evolution 2002, vol. 54, s. 
265 [258-266]. 

 

36

 Carl Woese, “A New Biology for a New Century”, Microbiology and Molecular 

Biology Reviews June 2004 (cyt. za: Freeman Dyson, “The Darwinian Interlude”, 
Technology Review February 4, 2005; https://www.technologyreview.com/s/403777/the-
darwinian-interlude/). 

 

37

 Dyson, “The Darwinian Interlude…”. 

background image

 

- 147 -

 

Poziomy transfer genów staje się coraz bardziej popularny wśród 

ewolucjonistów, gdyż może wyjaśnić niezrozumiały fakt przyspieszania tempa 
ewolucji w trakcie upływu czasu. Ewolucja organizmów jednokomórkowych 
trwała aż 2,5 miliarda lat z ogólnego 3,5 miliarda lat okresu trwania życia na 
Ziemi. Wyewoluowanie rozmaitych roślin, płazów, gadów, ssaków, owadów zajęło 
zaledwie 1 miliard lat. Według badań prowadzonych na Uniwersytecie Rice to 
przyspieszenie ewolucji było możliwe dzięki temu, że bakterie i wirusy stale 
wymieniały fragmenty DNA między gatunkami. Tak szybka ewolucja nie byłaby 
możliwa, gdyby oparta była jedynie na doborze seksualnym i przypadkowych 
mutacjach genetycznych. Model matematyczny takiej ewolucji stworzyli Michael 
Deem i Jeong-Man Park. Deem uważa,  że „życie najwyraźniej wyewoluowało 
możliwość gromadzenia informacji genetycznej w postaci wymiennych modułów 
oraz zdolność do przyjmowania od innych gatunków takich użytecznych modułów 
informacji genetycznej”. 

38

 

 Oczywiście, horyzontalny transfer genów w takiej skali, jaką się obecnie 
przyjmuje, unieważnia ideę drzewa filogenetycznego, 

39

 co znaczy – wbrew 

cytowanej wypowiedzi Eldredge'a – że idea ta nie należy do trwałego jądra teorii 
ewolucji. 

40

 Pod naporem faktów ewolucjoniści są w stanie porzucić tę centralną, 

jak się poprzednio tylko wydawało, ideę i przyjąć coś, co jeszcze do niedawna 
uważano za całkowicie niemożliwe. Poziomy transfer genów jest nieźle 

                                                      

 

38

 „Does Evolution Select For Faster Evolvers? Horizontal Gene Transfer Adds To 

Complexity, Speed Of Evolution” Science Daily January 27, 2009, http://tiny.pl/q6xtf. 

 

39

 „[...] historii życia nie można właściwie przedstawiać w postaci drzewa” (W. 

Ford Doolittle, 

„Phylogenetic classification and the universal tree”

Science 25 June 1999, vol. 

284, no. 5423, s. 2124 [2124-2128], http://tiny.pl/g4gf1. 

 

40

  Są też  głosy,  że prokarionty pochodzą od eukariontów (por. Hervé Philippe, 

Patrick Forterre, “The Rooting of the Universal Tree of Life Is Not Reliable”, Journal of 
Molecular Evolution
 1999, vol. 49, s. 509-523 (http://tiny.pl/g4gfw; oraz Matt Ridley, “The 
Search for LUCA”, Natural History November 2000, vol. 109, No. 9, s. 82-85, 
http://tiny.pl/g4gfc). Trzeba też zwrócić uwagę, że w literaturze przedmiotu można znaleźć 
opinie,  że idea drzewa filogenetycznego jest niezależna od teorii doboru naturalnego: 
„Sama w sobie ta teoria [doboru naturalnego] nie wyjaśnia rozbieżnego, podobnego do 
drzewa przebiegu ewolucji. Był on [Darwin] dobrze świadomy tego, że ewolucja biegła 
takim torem; hierarchiczna struktura, grupy wewnątrz grup w klasyfikacji, została ustalona 
jako fakt na początku dziewiętnastego stulecia” (Mark Ridley, Evolution, Blackwell 
Scientific 1993, section 14.8); „To, że organizmy można klasyfikować, niekoniecznie 
implikuje ewolucję. Ani Arystoteles, ani Linneusz nie żywili  żadnej koncepcji ewolucji. 
Faktycznie Linneusz, zgodnie z religijnymi poglądami swych czasów, uważał każdy 
gatunek za specjalnie stworzony. Ale z pewnością jest prawdą,  że możliwość 
klasyfikowania organizmów pasowała bardzo dobrze do idei ewolucji, gdy ideę tę zaczęto 
rozważać” (George S. Carter, A Hundred Years of Evolution, Sidgwick and Jackson, 
London 1957, s. 15). 

background image

 - 148 - 

udokumentowany i nie ma wątpliwości, że ma miejsce w przyrodzie. Problemem 
jest tylko, w jakiej skali zachodzi. Niektórzy uważają, że jest on „istotą filogenezy” 
i że w rzeczywistości, na poziomie biologii molekularnej, nie istnieje żadne drzewo 
życia – jest ono aprioryczną strukturą, jaką nasz umysł usiłuje narzucić danym 
empirycznym. 

41

 W związku z tym wyraża się opinię,  że nie należy już  łączyć 

nazwiska Darwina z ewolucjonizmem, gdyż ten ostatni dotyczy wielu nieznanych 
Darwinowi sposobów przekazywania informacji między organizmami. W biologii 
musi nastąpić rewolucja, przejście od indywidualizmu (traktowania pojedynczych 
organizmów jako względnie autonomicznych całości) do kolektywizmu (uwzględ-
niania zjawisk kolektywnych przy rozpatrywaniu strumieni energii, informacji i 
genów, jakie docierają do świata ożywionego) i rewolucji tej musi towarzyszyć od-
powiednia zmiana używanego języka. 

42

 Inni są zdania, że jest to przesada, 

wynikająca częściowo z polegania na nieadekwatnych metodach identyfikowania 
transferu i że ma on miejsce w dużej skali tylko w prymitywnych genomach, a u 
współczesnych organizmów jest ograniczony przez bariery selekcji. 43 Bada się 
różne sposoby wymieniania genów – koniugację, transformację i transdukcję. 44 
Jednak myliłby się ten, kto by sądził,  że teoretycy poziomego transferu genów 
odwołują się wyłącznie do czegoś, co jest znane empirycznie:  

Niektórzy teoretycy filogenetyki molekularnej – m.in. Mitchell L. Sogin z 
Marine Biological Laboratory w Woods Hole w Massachusetts i Russell F. 
Doolittle [...] z University of California w San Diego – odwołali się do 
poziomego przekazu genów także po to, by wyjaśnić zagadkę  długo 
dręczącą naukowców. Wiele genów eukariotycznych nie przypomina 
żadnych ze znanych, występujących u bakterii ani archebakterii; wyglądają, 
jakby pojawiły się znikąd. Dotyczy to na przykład genów kodujących 
składniki dwóch charakterystycznych elementów komórek eukariotycznych: 
cytoszkieletu i systemu wewnętrznych błon. Sogin i Doolittle 
przypuszczają,  że te zaskakujące geny trafiły do genomu jądrowego 
eukariontów na drodze horyzontalnego przekazu od jakiegoś wymarłego już 

                                                      

 

41

 Por. W. Ford Doolittle and Eric Bapteste, „Pattern pluralism and the Tree of Life 

hypothesis”,  Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of 
America
 ; www.pnas.org/cgi/content/reprint/0610699104v1. 

 

42

 Nigel Goldenfeld and Carl Woese, „Biology/s next revolution”, Nature 25 

January 2007, vol. 445, s. 369; http://tiny.pl/g4gfd. 

 

43

 Por. C.G. Kurland, B. Canback, and Otto G. Berg, “Horizontal gene transfer: A 

critical view”, Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of 
America
 August 19, 2003, vol. 100, no. 17, s. 9658-9662; http://tiny.pl/g4gf5. 

 

44

 Ich przystępny opis por. w artykule Robert V. Miller, „Wymiana genów 

bakteryjnych w przyrodzie”, Świat Nauki, marzec 1998, nr 3 (79), s. 43-47. 

background image

 

- 149 -

czwartego nadkrólestwa organizmów. 

45

 

 Jeśli wydaje się, że jakieś geny pojawiły się znikąd, to tylko tak się wydaje. 
Musiały istnieć organizmy, od których te geny zostały „wypożyczone”. Ale jakie 
to organizmy? No, cóż, pewnie wymarły i nie ma po nich żadnego  śladu. Ale 
ewolucjoniści przyznają, że to żaden kłopot, bo nie zgodność z empirią stanowi o 
wartości hipotezy:  

[...] główna siła argumentu opiera się nie na jego bezpośredniej 
weryfikowalności (lub falsyfikowalności), ale na jego mocy wyjaśniającej: 
przedstawił on rozwiązanie dla wielu wielkich taksonomicznych i 
ewolucyjnych zagadek i dostarczył przynajmniej logicznie wiarygodnego 
ujęcia pochodzenia komórek eukariotycznych. 

46

 

 

Te wielkie zagadki to problemy, jak dopasować ogólny schemat 

ewolucyjny do zdobywanych danych empirycznych. Jeśli trzeba, to – dajmy na to – 
przywołuje się mechanizm transferu horyzontalnego, jeśli nie trzeba, to się go 
odrzuca. Oto teoria ewolucji w działaniu. 

 

Autorzy pewnego podręcznika biologii słusznie pisali o kreacjonizmie: 

„Spróbujcie wyobrazić sobie obserwację, która obaliłaby ideę boskiego stworzenia. 
Cokolwiek zaproponujecie, zawsze można argumentować,  że jakiś boski czynnik 
tak stworzył rzeczy, że wyglądają tak, jak wyglądają.” 

47

 Ale o ewolucjonizmie 

można napisać podobnie: spróbujcie wyobrazić sobie też obserwację, która 
obaliłaby ideę Darwina. Cokolwiek zaproponujecie, zawsze można argumentować, 
że mechanizmy ewolucji, np. mutacje i dobór naturalny tak stworzyły rzeczy, że 
wyglądają tak, jak wyglądają... 

48

 

 

Teoria ewolucji jest niezwykle elastyczną teorią. Dzięki pomysłowości 

zawodowych ewolucjonistów potrafi dopasować się do niezwykle zróżnicowanego 

                                                      

 

45

 W. Ford Doolittle, „Filogeneza na rozstajach”, Świat Nauki, maj 2000, nr 5 

(105), s. 70 [66-71]. 

 

46

 Evelyn Fox Keller, “One woman and her theory”, New Scientist, July 3, 1986, s. 

48 [46-50]. Cytat dotyczył hipotezy endosymbiozy, ale nie ma powodu, by podobnych 
uwag nie wypowiadać pod adresem hipotezy poziomego transferu genów. 

 

47

 George B. Johnson and Peter H. Raven, Biology: Principles and Explorations

Holt, Rinehart & Winston, Austin, Texas 1998, s. 226. 

 

48

 Tak właśnie Karl Popper postrzegał ewolucjonizm: „Nie istnieje żadne prawo 

ewolucji, a tylko fakty świadczące, że rośliny i zwierzęta ulegają zmianom, a dokładniej – 
że ulegały. Koncepcja prawa wyznaczającego kierunek i charakter ewolucji jest typowym 
dziewiętnastowiecznym złudzeniem mającym swe źródło w przypisywaniu «Prawu 
Natury» funkcji tradycyjnie przyznawanych Bogu” (Karl Popper, Droga do wiedzy. 
Domysły i refutacje
, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1999, s. 567). Jeśli jednak 
nie ma prawa ewolucji, to trudno chyba mówić o teorii ewolucji. 

background image

 - 150 - 

zakresu możliwych faktów. 

49

 Trudno sobie wyobrazić jakieś fakty, których teoria 

ta nie byłaby w stanie wyjaśnić. Nie wydaje się, by istniało jakieś empiryczne 
twarde jądro ewolucjonizmu.  

 

B. Naturalizm – twarde jądro ewolucjonizmu 

 

Wstęp 

 Dyskusje 

między ewolucjonistami i kreacjonistami przyjmują z reguły 

nieoczekiwany, zaskakujący charakter. Wydawałoby się,  że skoro antagoniści 
różnią się poglądami co do pochodzenia życia i jego rozmaitych form, to 
dominować winny argumenty natury merytorycznej. Tymczasem merytoryczne 
dyskusje między tymi zaciekle zwalczającymi się stronami są niezwykle rzadkie. 
W swojej książce 

50

 zastanawiałem się, dlaczego tak jest. W odpowiedzi 

odwołałem się do pojęcia niewspółmierności. Pokazałem,  że ewolucjonizm i 
kreacjonizm są niewspółmierne na płaszczyźnie językowej (używają pojęć, które 
często niełatwo, a czasami zupełnie nie można zdefiniować w aparaturze 
pojęciowej przeciwnika), na płaszczyźnie obserwacyjnej (odmiennie interpretują te 
same fakty), na płaszczyźnie metodologicznej (inaczej rozumieją istotę nauki i 
podstawowe schematy eksplanacyjne) oraz wreszcie, co raczej nie zaskakuje, na 
płaszczyźnie ontologicznej. 

51

 Kreacjonizm i ewolucjonizm wedle tej odpowiedzi 

miały być tak bardzo różnymi przedsięwzięciami intelektualnymi, że zwolennicy 

                                                      

 

49

  Tę zdolność ewolucjonistów do wyjaśniania nawet wzajemnie sprzecznych 

faktów znakomicie obrazuje wypowiedź J.C. Fentressa: „Gdy byłem w Cambridge, 
zajmowaliśmy się dwoma gatunkami brytyjskich nornic. Przeprowadzaliśmy niewielki test, 
w którym poruszaliśmy pewien przedmiot nad ich głowami. Wówczas jeden gatunek 
uciekał, a drugi zastygał w miejscu. Tak się zdarzyło, że drugi żył w lasach, a pierwszy – 
na polach. Zabawne, bo nie będąc naprawdę zoologiem, odwiedziłem kiedyś moich 
przyjaciół-zoologów i zamieniłem dane. Zapytałem ich po prostu, dlaczego gatunek, który 
żył na polach zastygał w miejscu, a ten, który żył w lasach, uciekał (faktycznie było 
odwrotnie). Szkoda, że nie zanotowałem ich wyjaśnień, ponieważ naprawdę były bardzo 
przekonujące” (w: P.S. Moorhead and M.M. Kaplan (eds.), Mathematical Challenges to 
the Neo-Darwinian Interpretation of Evolution
, Wistar Institute Press, Philadelphia 
1967, s. 71). 

 

50

  Metodologiczne aspekty kontrowersji ewolucjonizm-kreacjonizm,  Realizm. 

Racjonalność. Relatywizm t. 35, Wydawnictwo UMCS, Lublin 1998, http://tiny.pl/gpdgl. 

 

51

 Por. tamże, s. 204-318. Por. też Kazimierz Jodkowski, „Spór o istotę nauki. 

Studium przypadku: kontrowersja ewolucjonizm–kreacjonizm”, w: Jolanta Świderek, 
Marianna Flis-Jaszczuk, Waldemar Pycka (red.), Considerationes Philosophicales. W 
czterdziestolecie pracy naukowej Profesora Tadeusza Kwiatkowskiego
, Wydawnictwo 
UMCS, Lublin 1999, s. 101-165. 

background image

 

- 151 -

ewolucjonizmu widząc obcość koncepcji przeciwnej, obcość przejawiającą się na 
tylu płaszczyznach, odruchowo dyskwalifikują  ją już wstępnie, odmawiając jej 
miana koncepcji naukowej. W rezultacie merytoryczne dyskusje między obu 
stronami należą do rzadkości.  

 Kreacjoniści są stroną słabszą w tym sporze – można się zastanawiać, czy 
stanowią margines życia naukowego, czy też znajdują się nawet poza tym 
marginesem. Dlatego chyba z ich strony widać większą chęć prowadzenia 
merytorycznej dyskusji, chociaż odpłacają ewolucjonistom pięknym za nadobne, 
uznając teorię ewolucji za nienaukową (znana sprawa tautologiczności zasady 
doboru naturalnego), a nawet za pewnego rodzaju religię.  

 Dziś nie kwestionuję swoich analiz na temat niewspółmierności 
ewolucjonizmu i kreacjonizmu, sądzę jednak, że analizy te nie były pełne i 
pomijały pewną istotną  własność koncepcji ewolucjonistycznej. Bodźcem dla 
zmiany stanowiska był jeden z artykułów Phillipa E. Johnsona, 

52

 inicjatora 

najciekawszego chyba i najbardziej dojrzałego intelektualnie prądu po stronie 
antyewolucjonistycznej,  tzw. ruchu inteligentnego projektu. 

53

 

                                                      

 

52

 Phillip E. Johnson, “What Is Darwinism?”, w: Michael Bauman (ed.), Man and 

Creation. Perspectives on Science and Theology, Hillsdale College Press, Hillsdale, 
Michigan 1993, s. 177-190; przedr. w: Phillip E. Johnson, Objections Sustained. 
Subversive Essays on Evolution, Law & Culture
, InterVarsity Press, Downers Grove, 
Illinois 1998, s. 19-33 (tłumaczenie polskie: “Co to jest darwinizm?”, Na Początku... 2000, 
nr 7-8, s. 197-211, http://creationism.org.pl/artykuly/PEJohnson3). 

 

53

 Najwybitniejsi członkowie ruchu to (podaję jedynie ich najważniejsze 

publikacje książkowe): Phillip E. Johnson (Darwin on Trial 1991 [2nd edition InterVarsity 
Press, Downers Grove, Illinois 1993]; tłum. polskie Roberta Piotrowskiego: Sąd nad 
Darwinem
, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 1997; Reason in the Balance. 
The Case Against Naturalism in Science, Law & Education
, InterVarsity Press, 
Downers Grove, Illinois 1995 (tłumaczenie polskie Piotra Bylicy trzech pierwszych 
rozdziałów tej książki ukazało się najpierw w miesięczniku  Na Początku... (2002, nr 1-2 
(152-153), s. 3-14, http://creationism.org.pl/artykuly/PEJohnson; 2002, nr 3-4 (153-154), s. 
89-106, http://creationism.org.pl/artykuly/PEJohnson4; 2002, nr 5-6 (155-156), s. 131-151 i 
2002, nr 9-10 (159-160), s. 280-303, http://tiny.pl/q6x7l), a później w postaci osobnej 
broszury Phillip E. Johnson, Wielka metafizyczna opowieść nauki,  Archiwum Na 
Początku...
 z. 13, Polskie Towarzystwo Kreacjonistyczne, Warszawa 2003); Defeating 
Darwinism by Opening Minds
, InterVarsity Press, Downers Grove, Illinois 1997 (tłum. 
polskie  Z otwartym umysłem wobec darwinizmu. Poradnik krytycznego myślenia
Wydawnictwo Wista, Warszawa 2007); Objections Sustained...;  The Wedge of Truth. 
Splitting the Foundations of Naturalism
, InterVarsity Press, Downers Grove, Illinois 
2000), Michael J. Behe (Darwin's Black Box. The Biochemical Challenge to Evolution
The Free Press, New York – London – Toronto – Sydney – Singapore 1996; tlum. polskie 
Dariusza Sagana: Czarna skrzynka Darwina. Biochemiczne wyzwanie dla 
ewolucjonizmu
,  Biblioteka Filozoficznych Aspektów Genezy t. 4, Wydawnictwo Megas, 
Warszawa 2008), William A. Dembski (Mere Creation. Science, Faith & Intelligent 

background image

 - 152 - 

Johnson wskazuje, że ewolucjonizm ma dwa oblicza. Z jednej strony udziela 
przekonujących i dobrze popartych empirycznie odpowiedzi, w jaki sposób może 
się rozwinąć pewien poziom zróżnicowania form żywych, kiedy już istnieją różne 
typy skomplikowanych żywych organizmów (chodzi o mikroewolucję). Ale 
ewolucjonizm odpowiada także na znacznie szersze pytanie: jak powstały tak 
skomplikowane organizmy, jak ptaki, kwiaty i ludzie? Odpowiedzi na oba pytania 
odwołują się do tego samego mechanizmu, makroewolucja jest tylko ekstrapolacją 
i rozszerzeniem mikroewolucji. To, co dzieje się na naszych oczach, zmiany 
mikroewolucyjne, mają po dostatecznie długim okresie czasu prowadzić do 

                                                                                                                                       

Design, ed. by William A. Dembski, InterVarsity Press, Downers Grove, Illinois 1998; The 
Design Inference. Eliminating Chance Through Small Probabilities
Cambridge Studies 
in Probability, Induction, and Decision Theory
, Cambridge University Press, Cambridge – 
New York – Melbourne 1998; Intelligent Design. The Bridge Between Science & 
Theology
, InterVarsity Press, Downers Grove, Illinois 1999; William A. Dembski (ed.), 
Uncommon Dissent. Intellectuals Who Find Darwinism Unconvincing, ISI Books, 
Wilmington, Delaware 2004; William A. Dembski, Jonathan Wells, The Design of Life. 
Discovering Signs of Intelligence in Biological Systems
, Foundation for Thought and 
Ethics, Dallas 2008; William A. Dembski, Sean McDowell, Understanding Intelligent 
Design. Everything You Need to Know in Plain Language
, Harvest House Publishers, 
Eugene, Oregon 2008; William A. Dembski and Jonathan Wells, How To Be An 
Intellectually Fulfilled Atheist (or not)
, ISI Books, Wilmington, Delaware 2008; William 
A. Dembski (ed.), Darwin’s Nemesis. Phillip Johnson and the Intelligent Design 
Movement
, InterVarsity Press, Leicester, England 2006; William A. Dembski & Jay 
Wesley Richards (eds.), Unapologetic Apologetics. Meeting the Challenges of 
Theological Studies
, InterVarsity Press, Downers Grove, Illinois 2001; William A. 
Dembski & James M. Kushiner, Signs of Intelligence. Understanding Intelligent Design
Brazos Press, Grand Rapids 2001), Del Ratzsch (The Battle of Beginnings. Why Neither 
Side Is Winning the Creation-Evolution Debate
, InterVarsity Press, Downers Grove, 
Illinois 1996; Science & Its Limits. The Natural Sciences in Christian Perspective
InterVarsity Press, Downers Grove, Illinois, Leicester, England 2000; Nature, Design and 
Science. The Status of Design in Natural Science
,  SUNY Series in Philosophy and 
Biology
, State University of New York Press, Albany 2001), Jonathan Wells (Icons of 
Evolution. Science or Myth? Why Much of What We Teach About Evolution Is 
Wrong
, Regnery Publishing, Inc., Washington 2000; tłum. polskie Bożeny Olechnowicz: 
Ikony ewolucji. Nauka czy mit?, W wyłomie, Gorzów Wlkp. 2007), Paul A. Nelson (On 
Common Descent
,  Evolutionary Monographs vol. 16, University of Chicago Press, 
Chicago 2000), Dean H. Kenyon (Percival Davis, Dean H. Kenyon, Of Pandas and 
People. The Central Question of Biological Origins
, Haughton Publishing Company, 
Dallas, Texas 1993); J.P. Moreland (ed.), The Creation Hypothesis. Scientific Evidence 
for an Intelligent Designer
, InterVarsity Press, Downers Grove, Illinois 1994; Science 
and Evidence for Design in the Universe. Papers Presented at a Conference Sponsored 
by the Wethersfield Institute, New York City, September 25, 1999
, Ignatius Press, San 
Francisco 2000. Zwolennicy ruchu inteligentnego projektu wydawali przez parę lat 
kwartalnik  Origins & Design (wersja elektroniczna http://www.arn.org/odesign/), gdzie 
znaleźć można wiele innych ich publikacji oraz prowadzą witryny internetowe 
http://www.arn.org/ i http://www.discovery.org/. 

background image

 

- 153 -

zasadniczych zmian ogólnych planów budowy ciała, czyli do zmian 
makroewolucyjnych.  

 

Jednak makroewolucja jest dużo słabiej uzasadniona niż mikroewolucja 

54

 

i dlatego argumentacja ewolucjonistów w tej kwestii musi być wsparta 
argumentami pozaempirycznymi. Phillip E. Johnson przekonuje, że spór o 
makroewolucję dotyczy ogólnej filozoficznej wizji rzeczywistości i natury nauki. 
Wypowiada też zaskakującą tezę, że podstawowe poparcie teoria ewolucji czerpie 
nie z empirii, ale ze swojego filozoficznego, materialistyczno-naturalistycznego 

lepym zegarmistrzem” w sensie 

sprecy

                                                     

zaplecza.  

 Dla 

żadnego współczesnego filozofa nauki nie ulega wątpliwości,  że 

uczeni nie mogą funkcjonować bez jakiegoś filozoficznego zaplecza, bez 
wstępnego rozumienia zarówno natury rzeczywistości, jak i natury uprawianej 
przez siebie nauki. Istnienie filozoficznych założeń, także materialistyczno-
naturalistycznych, nie może więc być uznane za coś nagannego. Ale jak to często 
bywa ze wstępnymi założeniami, ich istnienie nie musi być i często nie jest – 
przynajmniej wyraźnie – uświadamiane. Uczonym niejednokrotnie wydaje się, że 
dalecy są od filozofii, że działają w sferze „faktów i logiki”. Oto przykład, jeden z 
wielu, jak darwiniści nieświadomie zakładają, iż nie dysponują niczym więcej, jak 
tylko doborem naturalnym, będącym „ś

zowanym przez Richarda Dawkinsa: 

55

 

Większość struktur biologicznych ma ewolucyjną plastyczność, która 
umożliwia alternatywne funkcje. Termin „preadaptacja” dotyczy struktury, 
która ewoluowała w jednym kontekście i dostosowała się także do innej 
funkcji. Pojęcie to nie pociąga, że struktura ta jakoś ewoluuje przewidując 
swoje przyszłe zastosowanie. Dobór naturalny nie może przewidywać 
przyszłości i może jedynie ulepszać jakąś strukturę w kontekście jej obecnej 
użyteczności. Lekkie siateczkowate kości ptaków (patrz Rys. 1.6 [tu 
niereprodukowany]) są homologiczne wobec kości związanego z ziemią 
przodka ptaków. Jednak siateczkowate kości nie mogły ewoluować u 
przodków jako przystosowanie do przyszłych lotów. Jeśli lekkie kości 
poprzedzały zdolności do lotu, na co wyraźnie wskazuje zapis kopalny, to 
musiały one pełnić jakąś funkcję na ziemi. Prawdopodobnymi przodkami 
ptaków były ruchliwe dwunożne dinozaury, które także korzystałyby z 
lekkiego szkieletu. Być może skrzydłopodobne kończyny przednie i pióra, 

 

 

54

 „Należy wszak podkreślić,  że syntetyczna teoria ewolucji w odniesieniu do 

zdarzeń makroewolucyjnych, pomimo wspierania jej znaczącymi danymi z różnych 
dziedzin, pozostała w zasadzie nie udowodniona” (Solomon Eldra Pearl, Linda R. Berg, 
Diana W. Martin, Claude A. Villee, Biologia, Multico Oficyna Wydawnicza, Warszawa 
1996, s. 445). 

 

55

 Patrz dalej cytaty opatrzone przypisami 111 i 112. 

background image

 - 154 - 

które zwiększyły powierzchnię tych kończyn, zostały przystosowane do lotu 
po tym, jak funkcjonowały w jakiejś innej zdolności, takiej jak społeczna 
prezentacja, na przykład w zalotach. Pierwsze loty mogły być tylko 
powiększonymi skokami w pościgu za ofiarą lub w ucieczce przed 
drapieżnikiem. Gdy już lot stał się zaletą, dobór naturalny mógł 
p

trzygnięta przez przyjęcie tezy naturalizmu 

mniej i bardziej podstawowych. Najbardziej podstawowym 

twierdzeniem jest teoria adaptacji: 
natural

alne, ponieważ nie mamy innej 

Teoria makroewolucji jako ekstrapolacji mikroewolucji jest jego zdaniem słabszym 

                                                     

rzemodelować skrzydła i pióra, by lepiej spełniały tę dodatkową 

funkcję. 

56

 

 

Mamy opisany przypadek, który może (powtarzam: może) sugerować 

wcześniejsze planowanie – pewna linia gadów 

57

 osiąga wcześniej pewne cechy, 

będące warunkiem przyszłych lotów. A jednak autorzy eksploatują wszystkie inne 
możliwości, tylko nie tę. I nie ma dla nich znaczenia, że możliwości te 
najzwyczajniej w świecie leżą poza zasięgiem empirii. Jeśli jakaś cecha niezbędna 
do lotu pojawiła się wcześniej, to musiała być przydatna do czegoś innego (idea 
preadaptacji). Musiała niezależnie od tego, czy wiemy, do czego była przydatna. 
Tu wystarczy tylko wyobraźnia, umiejętność tworzenia bajeczek, jak je nazywa 
Gould, 

58

 (oprócz wymienionej w cytowanym tekście przydatności do zalotów w 

literaturze znaleźć można jeszcze pomysły,  że „półskrzydła” służyły do łapania 
owadów i że mogły kontrolować temperaturę ciała). Musiała ta cecha być do 
czegoś przydatna, bo jaką mamy alternatywę? Ingerencję Stwórcy? Otóż z 
logicznego punktu widzenia taka alternatywa istnieje. Możemy dyskutować, czy 
jest ona płodna metodologicznie (być może nie jest). Ale ewolucjoniści dyskusji 
takiej nie podejmują, bo ich zdaniem sprawa została już dawno rozstrzygnięta, 
jeszcze przez Darwina. Została rozs
metodologicznego: w wyjaśnieniach naukowych nie można odwoływać się do 
ingerencji czynnika nadnaturalnego.  

 Na 

przykład Mark Ridley uważa,  że neodarwinizm obejmuje cały zbiór 

twierdzeń, 

adaptacje ewoluują tylko poprzez dobór 

ny.  

To stwierdzenie jest najbardziej fundament
teorii niż doboru naturalnego do wyjaśniania adaptacji; bez niej musimy 
opierać się na cudach jako na wyjaśnieniu.  

 

 

56

 Neil A. Campbell, Jane B. Reece, Lawrence G. Mitchell, Biology, 5th ed., 

Benjamin Cummings, Menlo Park, California 1999, s. 458. 

 

57

 Pomijam sprawę,  że „ruchliwe dwunożne dinozaury” pojawiają się w zapisie 

kopalnym dziesiątki milionów lat po pierwszym ptaku, archeopteryksie. 

 

58

 Por. Stephen Jay Gould, Niewczesny pogrzeb Darwina. Wybór esejów

Biblioteka Myśli Współczesnej, tł. N. Kancewicz-Hoffman, PIW, Warszawa 1991, s. 195. 

background image

 

- 155 -

twierd

a ji z 

n

akty mogą obalać niektóre 

ch – kiedy albo Boga nie ma, albo jeśli jest, to nie działa 

 bezpo

Powsz

a otów jest argumentem przemawiającym za ich 

                                                     

zeniem neodarwinizmu.  

Jeśli twierdzenie to okaże się  błędne, to pozostaje nadal mnóstwo 
naukowych alternatyw, a wszystkie one są zgodne z neodarwinowską teorią 
doboru naturalnego. Ekstrapolacyjna teoria makroewolucji może więc być 
łatwo odrzucona, jeśli kiedykolwiek okaże się niezgodna z faktami. Jeśli 
okaże się,  że jakieś większe przejście ewolucyjne jest nagłe czy 
nieadaptacyjne, to neodarwinizm w fundamentalnym sensie z pewnością nie 
zostanie odrzucony. O ile nie pomylimy neodarwinowskiej teorii adapt c

eodarwinowską teorią makroewolucji, żaden problem się nie pojawi. 

59

 

 

Filozof nauki w tych słowach zauważy dwie bardzo interesujące tezy. Po 

pierwsze, teoria doboru naturalnego ma w istocie „religijne” uzasadnienie, jest 
tylko sformułowaniem naturalizmu metodologicznego, i – po drugie, ale co się 
ściśle wiąże z pierwszym – jako taka teoria doboru naturalnego jest empirycznie 
nieobalalna, jest jedyną naukową możliwością. F
twierdzenia neodarwinizmu, ale nie to podstawowe. 

 

Teza naturalizmu metodologicznego ma sens przy pewnych mocnych 

założeniach ontologiczny
w

średni sposób.  

 

I to właśnie twierdzenie – Boga nie ma albo nie działa w przyrodzie – jest 

twardym jądrem ewolucjonizmu. Za takie jądro powszechnie uważa się tak lub 
inaczej rozumianą dziedziczoną zmienność (w neodarwinizmie wywołana jest ona 
przez przypadkowe mutacje) oraz działający deterministycznie dobór naturalny. 
Jeśli jednak para mutacje+dobór stanowią empiryczne twarde jądro, to można 
sobie przynajmniej wyobrazić takie obserwacje lub wyniki eksperymentów, które – 
gdyby się okazały prawdziwe – kazałyby odrzucić teorię ewolucji. Jakie to 
obserwacje? We pierwszej części tego artykułu przeanalizowałem i oceniłem 
negatywnie kilka propozycji ewolucjonistycznych. Teraz żeby wzmocnić jej 
konkluzję, przedstawię nowy przykład: uniwersalności kodu genetycznego

echnie się uważa, że uniwersalność ta przemawia na rzecz ewolucjonizmu:  

[...] związek między kodonem i aminokwasem nie jest nieuniknioną 
konsekwencją kształtu cząsteczek, co dowodzi, że jednolitość kodu 
jądrowego wszystkich euk ri
wspólnym pochodzeniem.

 60

 

Ponieważ nie znaleziono przekonujących danych świadczących o tym, aby 
uniwersalność kodu wynikała z jakichś ograniczeń strukturalnych, panuje 

 

 

59

 Mark Ridley, Evolution, Blackwell, Cambridge MA (Second Edition) 1996, s. 

586-587. 

 

60

 Henryk Szarski, Mechanizmy ewolucji, PWN, Warszawa 1986, s. 13. 

background image

 - 156 - 

przekonanie,  że jest ona konsekwencją pochodzenia wszystkich żyjących 

61

te zostały 

wywoł

rwotniaków 

63

dria, są 

64

 podobnych 

przypa

ie wydaje się, by 

istniało jakieś empiryczne twarde jądro ewolucjonizmu. 

                                                     

dziś organizmów od wspólnego przodka.   

 Jeśli uniwersalność kodu genetycznego świadczy na rzecz ewolucji, to czy 
ewentualne odkrycie, że kod genetyczny nie jest uniwersalny, przeczyłoby tej 
teorii? Otóż, nie. Skoro kod genetyczny jest, jak każdy kod, arbitralny, to ślepy 
proces ewolucyjny mógłby doprowadzić do istnienia różnych kodów. I 
rzeczywiście, w 1979 roku pewne małe odmiany w kodzie zostały odkryte 

62

 i nie 

ma nic zaskakującego w tym, że ewolucjoniści wierzą, iż odmiany 

ane przez trwającą ewolucję uniwersalnego kodu genetycznego:  

Odchylenia w kodzie mitochondrialnym mogłyby więc być pozostałościami 
kodu, jaki występował u tych dawnych organizmów. Z drugiej strony, fakt 
występowania pewnych odstępstw od uniwersalnego kodu u pie
(np. Paramecium) wskazuje, że zmiany te mogą być wtórne.   

[...] odmienność kodu mitochondrialnego popiera hipotezę  głoszącą,  że 
rozmaite organelle zawierające DNA, a szczególnie mitochon
zmodyfikowanymi symbiontami pochodzenia prokariotycznego.   

 Jak 

się więc okazuje, teoria ewolucji jest doskonale zgodna zarówno z 

uniwersalnością kodu genetycznego, jak i z ewentualną wielością tego kodu. W 
pierwszej części niniejszego artykułu po przeanalizowaniu kilku innych

dków doszedłem w końcu do ogólnego sceptycznego wniosku:  

Teoria ewolucji jest niezwykle elastyczną teorią. Dzięki pomysłowości 
zawodowych ewolucjonistów potrafi dopasować się do niezwykle 
zróżnicowanego zakresu możliwych faktów. Trudno sobie wyobrazić jakieś 
fakty, których teoria ta nie byłaby w stanie wyjaśnić. N

 

 

61

 Halina Krzanowska, „Zapis informacji genetycznej”, w: Halina Krzanowska, 

Adam Łomnicki, Jan Rafiński, Henryk Szarski, Jacek M. Szymura, Zarys mechanizmów 
ewolucji
, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1995, s. 24 [17-70]. 

 

62

 Odkryto, że mitochondria kręgowców używają nieco odmiennego kodu 

genetycznego (patrz B.G. Barrell, A.T. Bankier, J. Drouin, „A Different Genetic Code in 
Human Mitochondria”, Nature November 8, 1979, vol. 282, no. 5735, s. 189-194; por. 
Syozo Osawa, Thomas H. Jukes, K. Watanabe, A. Muto, “Recent evidence for evolution of 
the genetic code”, Microbiological Reviews March 1992, vol. 56, no. 1, s. 229-264). Dziś 
twierdzi się, że istnieje piętnaście wariantów tego kodu u bardzo różnych organizmów, w 
tym u bakterii mikoplazmy, paru gatunków drożdży  Candida i u niektórych organizmów 
morskich (por. Todd Charles Wood and Megan J. Murray, Understanding the Pattern of 
Life: Origins and Organization of the Species
, Broadman and Holman Publishers, 
Nashville, Tennessee 2003, s. 29). 

 

63

 Krzanowska, „Zapis informacji genetycznej...”, s. 25. 

 

64

 Szarski, Mechanizmy ewolucji..., s. 13. 

background image

 

- 157 -

 

Wniosek ten dotyczył tylko empirycznie rozumianego twardego jądra. 

Okazuje się jednak, że o ile nie sposób znaleźć jakiekolwiek twierdzenia 
empiryczne, przy którym ewolucjoniści upieraliby się od samego początku, o tyle 
zaskakująco  łatwo znaleźć jest takie twierdzenia pozaempiryczne, a dokładniej: 
filozoficzne, a może nawet w pewnym sensie religijne.  

 

Twierdzenia tego typu wypowiada się od półtora wieku, począwszy od 

Darwina, a skończywszy na współczesnych koryfeuszach ewolucjonizmu. W 
przeciwieństwie do twierdzeń empirycznych, tych nigdy nie porzucono. Co więcej, 
wydają się one istotnym elementem ewolucjonistycznej argumentacji, znacznie 
wzmacniającym jej moc.  

 Tezę prezentowanego tu artykułu głosiłem już w swojej książce 
Metodologiczne aspekty... Nie mogę jednak rościć sobie pretensji do 
pierwszeństwa. Kreacjoniści od dawna oskarżali ewolucjonizm o to, że jest 
zamaskowaną religią (czasami przesadnie, ale czasami trafnie). Ukazała się też 
monografia Corneliusa G. Huntera, 

65

 w której autor przekonuje, że celem Darwina 

było rozwiązanie problemu zła w świecie przyrody i że Darwin rozwiązał ten 
problem odsuwając Boga „poza horyzont” rozważanych w przyrodoznawstwie 
zdarzeń. W przedstawianej niżej części artykułu zebrane wcześniej argumenty 
uzupełniłem o kilka pochodzących z książki Huntera, a zainteresowanych 
problemem odsyłam do tej książki po dalsze.  

 

a. Ogólna naturalistyczna perspektywa ontologiczna ewolucjonizmu 

 Darwin 

był wierzący w wieku młodzieńczym, ale już kilka lat przed 

opublikowaniem swojego głównego dzieła był zdeklarowanym ateistą (aczkolwiek 
ze względów praktycznych nie afiszował się tym)

66

 White i Gribbin, biografowie 

Darwina, nie mają w tej sprawie cienia wątpliwości: po śmierci córki, Annie, w 
1851 roku  

                                                      

 

65

 Cornelius G. Hunter, Darwin's God. Evolution and the Problem of Evil

Brazos Press, Grand Rapids, MI 2001. 

 

66

 Dokładniej zagadnienie to omówiłem w artykule „Naturalizm ewolucjonizmu a 

wiara religijna. Przypadek Darwina”, Przegląd Religioznawczy 1999, nr 1 (191), s. 17-34 
oraz w: Metodologiczne aspekty..., s. 321-332. Por. też Kazimierz Jodkowski, „Poglądy 
teologiczne Darwina”, w: Damian Leszczyński (red.), Ewolucja, filozofia, religia
Lectiones & Acroases Philosophicae 2010, t. 3, s. 59-84, http://tiny.pl/g475t oraz Grzegorz 
Malec, „«Wzniosły jest pogląd,  że Stwórca…», czyli łapówka Darwina dla chrześcijan”, 
Filozoficzne Aspekty Genezy 2014, t. 11, s. 187-204, http://tiny.pl/g475d i Grzegorz Malec, 
„Teologiczne dylematy Karola Darwina”, Roczniki Filozoficzne 2012, t. 60, nr 1, s. 67-85, 
http://tiny.pl/g4751. 

background image

 - 158 - 

wracając wiejskimi drogami do Kent czuł się zdruzgotany, był pogrążony w 
najgłębszym w swym życiu, porażającym smutku. Tracąc uroczą córeczkę – 
którą tak bardzo kochał, bo było to dziecko wręcz idealne, miłe i spokojne, 
które nigdy świadomie nikomu nie zrobiło przykrości, bystre i inteligentne, 
wesołe i czułe – stracił też wszelkie resztki wiary. Od tej chwili Darwin stał 
się absolutnym, nieprzejednanym ateistą, jego jedynym bogiem był 
racjonalizm, jedynym zbawieniem nauka i logika, i temu poświęcił resztę 
swojego  życia. Istnienie jest jedynie nagromadzeniem wydarzeń 
biologicznych. Życie jest samolubne i okrutne, bezcelowe i nieczułe. Poza 
biologią nie ma nic. 

67

 

 Darwin 

dokonał przełomu w sposobie myślenia o świecie ożywionym. 

Przed nim popularne było widzenie tego świata jako pola dla aktywności Boga, 
tego który życie stworzył i który podtrzymuje jego istnienie. 

68

 Dla Darwina było 

to absolutnie wykluczone:  

Gdybym był przekonany, że do teorii doboru naturalnego potrzeba mi 
takich uzupełnień, uznałbym ją za bzdurę. [...] Słowa bym nie powiedział w 
obronie teorii doboru naturalnego, gdyby w którymkolwiek stadium 
powstawania gatunków potrzebna była jakaś cudowna interwencja. 

69

 

 Darwin 

dokonał nie tylko rewolucji naukowej, ale także metodologicznej. 

Zabronił odwoływania się do sfery nadprzyrodzonej. Odrzucał jakiekolwiek próby 
„ochrzczenia” swojej teorii. 

70

 I tę metodologiczną istotę teorii ewolucji 

                                                      

 

67

 Michael White, John Gribbin, Darwin, Żywot uczonegoNa Ścieżkach Nauki

Prószyński i S-ka, Warszawa 1998, s. 170. Por. też Grzegorz Malec, „Kiedy Darwin stracił 
wiarę w Boga?”, Diametros 2016, t. 48, s. 38-54, http://tiny.pl/gpvwk. 

 

68

 „Przed Darwinem uważaliśmy,  że zostaliśmy stworzeni przez dobrego Boga” 

(Stephen Jay Gould, Ever Since Darwin, Pelican, W.W. Norton, New York 1977, s. 267). 

 

69

 List Darwina do Lyella (cyt za: Dawkins, Ślepy zegarmistrz..., s. 390). 

Dawkins nie podaje jednak bliższych danych bibliograficznych. Jest to list z 11 
października 1859 roku (Life and Letters of Charles Darwin, D. Appleton and Co., 
London 1911, vol. II, s. 7). 

 

70

 Wysiłek uzasadnienia teistycznego światopoglądu Darwina przybiera czasami 

zabawne formy: „Harwardzki botanik, Asa Gray, w niespełna trzy lata po opublikowaniu 
The Origin [czyli w 1862 roku – KJ] pisał do autora dzieła, z którym łączyły go więzy 
przyjaźni: «Jestem zdecydowany ochrzcić je, co chcąc nie chcąc zapewni mu zbawienie». 
Intelektualny chrzest dokonywał się za pośrednictwem serii artykułów publikowanych we 
wpływowych periodykach. Sam Darwin zdawał się sympatyzować z interpretacją Graya, 
podkreślał bowiem, iż jego przyjaciel stanowiący hybrydę poety, prawnika, przyrodnika i 
teologa nie wypowiedział nigdy nawet słowa, które 
«nie wyrażałoby w pełni moich 
przekonań
»” (Józef Życiński, Ułaskawianie natury, Wyd. ZNAK, Kraków 1992, s. 89-90; 
podkr. moje – KJ). Odsyłacz do tych słów Darwina wskazuje jednak, że zostały one 
sformułowane w roku 1860, a więc dwa lata przedtem, jak Asa Gray zdecydował się 
„ochrzcić” darwinizm. Trudno więc uznać,  że mają one jakąkolwiek moc dowodową w 

background image

 

- 159 -

współcześni ewolucjoniści doskonale rozumieją:  

Tu nie mamy do czynienia z żadnym drobiazgiem. Z punktu widzenia 
Darwina, cała wartość teorii ewolucji w drodze doboru naturalnego polega 
właśnie na tym, że dostarcza ona nie-cudownego wyjaśnienia, w jaki sposób 
powstają złożone przystosowania organizmów. [...] Dla Darwina ewolucja, 
dokonująca skoków jedynie dzięki pomocy boskiej, w ogóle nie byłaby 
ewolucją. Istota ewolucji straciłaby wówczas jakikolwiek sens. 

71

 

 

Dawkins trafnie odczytuje istotę darwinowskiego ewolucjonizmu: jest nią 

metodologiczny naturalizm, zakaz odwoływania się do nadnaturalnych 
interwencji. 

72

  

Naturalizm był główną przesłanką w myśleniu Darwina, a sukces jego teorii 
mocno poparł  słuszność naturalizmu, pokazując  że nadnaturalne ujęcie 
rzekomego projektu świata było powierzchowne. 

73

 

                                                                                                                                       

uzasadnianiu przekonania, że „Darwin zdawał się sympatyzować z interpretacją Graya”. 
Warto zauważyć, że w późniejszej książce Życiński usunął przypis, na podstawie którego 
można obalić jego tezę; samą tezę jednak zachował (Abp Józef Życiński, Bóg i ewolucja. 
Podstawowe pytania ewolucjonizmu chrześcijańskiego
, Towarzystwo Naukowe 
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 2002, s. 26). Wiadomo też,  że Darwin 
publicznie odrzucił teistyczną interpretację Graya, kiedy na ostatniej stronie swojej książki 
Variation of Animals and Plants Under Domestication, opublikowanej w 1868 roku, 
konkludował: „Mimo szczerej chęci trudno zgodzić się ze zdaniem prof. Asy Graya, że 
«przemiany były kierowane wzdłuż pewnych korzystnych linii», podobnie jak rzeki 
«prowadzone są po określonych i pożytecznych liniach nawodnienia»„ (vol. 2, s. 428; za: 
Ian T. T

AYLOR

,  In the Minds of Men – Darwin and the New World Order, TFE 

Publishing, Toronto 1984, s. 369, tłum. polskie: Karol Darwin, Dzieła wybrane, t. III, 
Zmienność zwierząt i roślin w stanie udomowienia
cz. II, Państwowe Wyd. Rolnicze i 
Leśne, Warszawa 1959, s. 403). 

 

71

 Dawkins, Ślepy zegarmistrz..., s. 390. Niektórzy pomniejszają znaczenie 

Dawkinsa i jego książki wskazując, że ma ona charakter popularny, ale trzeba pamiętać, że 
w 1990 roku otrzymał on od Brytyjskiego Towarzystwa Królewskiego Nagrodę Michaela 
Faradaya jako „uczony, którzy najwięcej zdziałał dla rozumienia nauki przez zwykłych 
ludzi”, co znaczy, że poglądy Dawkinsa nie są tylko jego osobistą własnością. A Francis 
Crick tak oceniał  Ślepego zegarmistrza: „Jeśli wątpisz w moc doboru naturalnego, to 
zachęcam cię, abyś na zbawienie swej duszy przeczytał książkę Dawkinsa” (Francis Crick, 
What Mad Pursuit: A Personal View of Scientific Discovery, BasicBooks 1988, s. 29; 
cyt. za: Johnson, Reason in the Balance..., s. 76 i 227). 

 

72

 „Darwin interesował się filozofią i był  świadomy jej implikacji. Wiedział,  że 

jego teoria różniła się od innych doktryn ewolucjonistycznych tym przede wszystkim, że 
przyjmowała bezkompromisowy materializm filozoficzny” (Gould, Ever Since Darwin...
s. 23). 

 

73

 David R. Oldroyd, Darwinian Impacts: an Introduction to the Darwinian 

Revolution, Humanities Press, Atlantic Highlands, N.J. 1980, s. 254. 

background image

 - 160 - 

Zakaz ten nie jest tajemnicą dla żadnego ewolucjonisty:  

Darwinizm odrzucił ze sfery racjonalnej dyskusji całą ideę Boga jako 
stwórcy organizmów. Przed Darwinem tacy myśliciele jak Paley ze swoimi 
znanymi  Evidences mogli wskazywać na ludzką  rękę lub oko i mówić: 
„Ten organ jest pięknie przystosowany; został on w oczywisty sposób 
zaprojektowany do spełniania swego celu; projekt wymaga projektanta; a 
więc musi istnieć nadnaturalny projektant”. Darwin wskazał,  że  żaden 
nadnaturalny projektant nie jest potrzebny; a ponieważ dobór naturalny 
może wyjaśnić każdą znaną formę życia, to nie ma miejsca w jej ewolucji 
na żadną nadnaturalną aktywność. 

74

 

 I 

właśnie ten zakaz uznawany jest przez dzisiejszych biologów za 

największe osiągnięcie Darwina, potwierdzone przez półtora wieku rozwoju nauki: 

Największym dokonaniem Darwina było pokazanie, że organizacja życia 
może zostać wyjaśniona jako rezultat naturalnych procesów, doboru 
naturalnego, bez jakiejkolwiek potrzeby odwoływania się do Stwórcy lub 
innych zewnętrznych czynników. 

75

 

Darwin zebrał wystarczające poparcie dla teorii pochodzenia z modyfikacją, 
by przekonać większość uczonych swej epoki, iż organizmy ewoluują bez 
nadnaturalnej interwencji. Późniejsze odkrycia, w tym najnowsze odkrycia 
biologii molekularnej, dalej popierają  tę wielką zasadę, jednoczącą fakty, 
które bez niej byłyby tylko dzikim chaosem. 

76

  

 Idąc  śladem Darwina ewolucjoniści uważają,  że naturalizm jest 
definicyjnym elementem nauki, że nauka nienaturalistyczna po prostu nie istnieje: 

Biologowie muszą stale pamiętać,  że to, co widzimy, nie zostało 
zaprojektowane, ale raczej wyewoluowało. 

77

 

[...] każda „teoria”, która wyjaśnia zjawiska odwołując się do działań 
wszechmocnego i wszechwiedzącego najwyższego bytu czy jakiejś innej 

                                                      

 

74

 Wypowiedź Juliana Huxleya (“«At Random». A Television Preview”, w: Sol 

Tax and Charles Callender (eds.), Evolution After Darwin. The University of Chicago 
Centennial
, Vol. III: Issues in Evolution. The University of Chicago Centennial 
Discussions
, The University of Chicago Press, 1960, s. 45-46 [41-66]). 

 

75

 Francisco Ayala, “Darwin’s Revolution”, w: J.H. Campbell and J.W. Schoff  

(eds.),  Creative Evolution?!, Jones and Bartlett, Boston 1994, s. 5 (cyt. za: Michał 
Ostrowski, „Kambryjska eksplozja życia: biologiczny Big Bang”, Na Początku... 2005, nr 
1-2 (190-191), s. 2-3 [2-44]. 

 

76

 Neil A. Campbell, Lawrence G. Mitchell and Jane B. Reece, Biology. Concepts 

and Connections, Benjamin/Cummings Publishing Co., Redwood City, CA 1994, s. 258. 

 

77

 Francis H.C. Crick, What Mad Pursuit: A Personal View of Scientific 

Discovery, [1st ed. 1988] Penguin, London 1990, s. 138. 

background image

 

- 161 -

nadnaturalnej wszechmocnej istoty, nie jest teorią naukową. [...] Nie musi 
być błędna. Po prostu nie nadaje się do badania naukowego. 

78

 

Nienaturalistyczne koncepcje nie mogą być nauką, bo są religią: 

Pytanie: Jeśli jakaś teoria, która mówi o nadnaturalnej interwencji Stwórcy, 
nie jest nauką, to czym jest? 

Odpowiedź: Jest religią. Moim zdaniem opieranie się na działaniach 
Stwórcy jest z natury rzeczy religijne. Nie musi być  błędne. Jest to po 
prostu inna perspektywa. Ma ono swoje miejsce, tak jak nauka ma swoje 
miejsce, ale nie jest nauką. 

79

 

 Ewolucjoniści nie mają też  złudzeń, jaka relacja łączy darwinowski 
ewolucjonizm i tradycję religijną:  

Kamieniem węgielnym metody naukowej jest postulat obiektywności 
przyrody. Jest to, innymi słowy, systematyczne zaprzeczanie, że dzięki 
interpretowaniu zjawisk w kategoriach przyczyn celowych możemy 
uzyskać „prawdziwą” wiedzę, czyli zaprzeczanie, że istnieje jakiś 
„zamysł”. 

80

 

Współczesna nauka bezpośrednio implikuje, że  świat jest zorganizowany 
ściśle według deterministycznych zasad albo przypadku. Nie ma żadnych 
celowościowych zasad w przyrodzie. Nie istnieją żadni bogowie i nie ma sił 
projektujących, które można by racjonalnie wykryć. Często wypowiadane 
twierdzenie,  że współczesna biologia i założenia judeochrześcijańskiej 
tradycji są w pełni zgodne, jest fałszywe. 

81

 

Nauka stoi więc w wyraźnej opozycji do religii. Według Goulda:  

Przed Darwinem myśleliśmy, że stworzył nas dobry Bóg. 

82

 

                                                      

 

78

 Douglas J. Futuyma, Science on Trial: The Case for Evolution, Pantheon, 

New York NY 1982, s. 169. 

 

79

 Michael Ruse, “Witness Testimony Sheet. McLean v. Arkansas”, w: Michael 

Ruse (ed.), But Is It Science? The Philosophical Question in the Creation/Evolution 
Controversy
, Prometheus Books, Amherst NY 1996, s. 301 [287-306]. 

 

80

 Jacques Monod, Chance and Necessity, Vintage, New York 1972, s. 21 (cyt. 

za: William A. Dembski, “Reinstating Design within Science”, w: John Angus Campbell 
and Stephen C. Meyer (eds.), Darwinism, Design and Public Education, Michigan State 
University Press, East Lansing 2003, s. 416 [403-417]; tłum. polskie: William A. Dembski, 
“Powrót projektu do nauk przyrodniczych”, Na Początku… 2004, nr 9-10 (185-186), s. 325 
[323-342];  http://tiny.pl/g4g23). 

 

81

 William B. Provine, “Progress in Evolution and Meaning in Life”, w: Matthew 

H. Nitecki (ed.), Evolutionary Progress, University of Chicago Press, 1983, s. 65 [49-74]. 

 

82

 Gould, Ever Since Darwin…, s. 267 (cyt. za: Johnson, Reason in the 

Balance..., s. 75). 

background image

 - 162 - 

ale po Darwinie nasze widzenie świata zmieniło się radykalnie:  

Żaden aktywny duch nie kontroluje z miłością spraw przyrody (chociaż 
Newtonowski bóg nakręcający zegar mógł nastawić cały mechanizm na 
początku czasu i pozwolić mu na ruch). Żadne siły życiowe nie popychają 
zmiany ewolucyjnej, I cokolwiek myślimy o Bogu, jego istnienie nie 
manifestuje się w wytworach przyrody. 

83

 

Gdzie indziej 

84

 zastanawiałem się, dlaczego rację ma Provine, kiedy mówi:  

Ewolucjonizm jest najskuteczniejszym narzędziem do produkowania 
ateizmu, jaki kiedykolwiek wymyślono. 

85

 

i doszedłem do wniosku, że jest tak nie dlatego, że ewolucjonizm ma charakter 
naturalistyczny, bo fizyka też ma taki charakter, a do ateizmu nie prowadzi, ale 
dlatego,  że ewolucjonizm działa w sferze, w której w tradycji judeo-
chrześcijańskiej (także islamskiej) upatrywano miejsce szczególnej aktywności 
stwórczej Boga.  

 Związek między ewolucjonizmem i ateizmem widoczny jest wyraźnie w 
literaturze ateistycznej. 

86

 

                                                      

 

83

 Stephen Jay Gould, “In Praise of Charles Darwin”, w: Charles L. Hamrun (ed.), 

Darwin's Legacy, Harper & Row 1983, s. 6-7. 

 

84

 Por. Kazimierz Jodkowski, „Naturalizm ewolucjonizmu a wiara religijna. 

Przypadek Darwina”, Przegląd Religioznawczy 1999, nr 1 (191), s. 17-34, 
http://tiny.pl/g4g89. 

 

85

 William B. Provine, „Evolution: Free will and punishment and meaning in life”, 

Second Annual Darwin Day Celebration, University of Tennessee, Knoxville, Feb. 12, 
1998, http://tiny.pl/q6xp8. Por. też opinię Colina Browna: „jak dotąd najmocniejszym 
pojedynczym czynnikiem, podważającym powszechną wiarę w istnienie Boga, jest w 
czasach nowożytnych teoria ewolucji Charlesa Darwina” (Colin Brown, Philosophy and 
the Christian Faith
, Tyndale, Wheaton, IL. 1971, s. 147) i Hustona Smitha: „Powodem, 
dla którego instytucje edukacyjne eliminują wiarę [w Boga], jest nauczanie ewolucjonizmu; 
przesuwanie się samego Darwina od ortodoksyjnych poglądów do agnostycyzmu było 
symptomatyczne. Martin Lings przypuszczalnie ma rację, gdy mówi, że «więcej 
przypadków utraty wiary religijnej należy przypisać wpływowi teorii ewolucji [...] niż 
jakiemukolwiek innemu powodowi»” (Huston Smith, The Christian Century 1982, July 7-
14, s. 755; cytuje on tam Studies in Comparative Religion, Winter 1970). Cytaty z Browna i 
Smitha podaję za: John Ankerberg and John Weldon, The Facts on Creation vs. 
Evolution
, Harvest House Publishers, Eugene, Oregon 1993, s. 35 i 47; tlum. polskie: 
Fakty w sporze: stworzenie czy ewolucja?, Wydawnictwo Megas, Warszawa 2003, s. 53. 

 

86

 Oprócz Richarda Dawkinsa por. na przykład George H. Smith, Atheism: The 

Case Against God, Nash, Los Angeles 1974, s. 112-113. Por. też opinię Newmana Wattsa: 
„Przygotowując książkę Britain Without God [Brytania bez Boga] musiałem przeczytać 
bardzo wiele antyreligijnej literatury. Dwie rzeczy mnie uderzyły. Jedna to olbrzymia ilość 
i dostępność tej literatury, a druga to fakt, że każdy atak na wiarę chrześcijańską, jaki się 

background image

 

- 163 -

 Ewolucjonizm 

ma 

niewątpliwie charakter naturalistyczny. Niektórzy 

uważają nawet, że była to istota propozycji Darwina:  

[...] duża część konfliktu w czasach Darwina pochodziła z faktu, że istniały 
w efekcie dwa, a nie jeden, główne systemy poznania historii naturalnej [...] 
pozytywizm i kreacjonizm. Pozytywista ograniczał poznanie naukowe, 
które uznawał za jedynie poprawną formę poznania, do praw przyrody i do 
procesów obejmujących wyłącznie „drugorzędne” czyli przyrodnicze 
przyczyny. 

87

 

Naturalizm był główną przesłanką w myśleniu Darwina, a sukces jego teorii 
mocno poparł  słuszność naturalizmu, pokazując  że nadnaturalne ujęcie 
rzekomego projektu świata było powierzchowne. 

88

 

Darwin odniósł sukces, bo przedstawił radykalną alternatywę wobec 
dotychczasowego kreacjonizmu:  

Dla Darwina alternatywny mechanizm, jaki należało zastąpić, było Boskie 
Stworzenie. Gdyby argumentował on zamiast tego na rzecz czegoś 
podobnego do współczesnego modelu punktualistycznego, to ofiarowałby 
coś, co nie byłoby już przekonujące w naukowym sensie. [...] jego 
argumenty utraciłyby wiarygodność. 

89

 

Z wielu różnych zasad metodologicznych, które decydują o specyfice 
poznania naukowego i które odróżniają to, co jest nauką, od tego, co nią nie 
jest, na pierwsze miejsce wysuwa się postulat niczym nieograniczonego 
dążenia do wyjaśnienia danego zagadnienia. Nauka ze swej natury nie może 
zatrzymywać się w swych badaniach na jakimś jednym rozwiązaniu, 
któremu zostanie nadany status wyjaśnienia ostatecznego i 
niewymagającego  żadnych dalszych analiz. Ten postulat – nazywa się go 
niekiedy postulatem totalitaryzmu metody naukowej – znajduje swoje 
uzasadnienie w przekonaniu, że zadaniem nauki jest wyjaśnianie zjawisk i 
procesów fizycznych przez inne zjawiska i procesy fizyczne, a nie przez 
czynniki pozanaturalne, które dostarczają ostatecznych rozstrzygnięć i przez 
to w pewnym sensie zamykają proces naukowego badania. Nauka ma 
„wyjaśniać wszechświat samym wszechświatem” i dlatego w swoich 

                                                                                                                                       

dzisiaj przeprowadza, za swą podstawę ma doktrynę ewolucjonizmu” (Newman Watts, 
Why Be an Ape? Observations on Evolution, Marshall, Morgan & Scott, Ltd., London 
[b.d.w.], s. 97; cyt. za: Ankerberg and Weldon, The Facts..., s. 36 i 48). 

 

87

 Neal C. Gillespie, Charles Darwin and the Problem of Creation, University 

of Chicago Press, Chicago 1979, s. 3. 

 

88

 Oldroyd, Darwinian Impacts…, s. 254. Por. też George Gaylord Simpson, 

“The World Into Which Darwin Led Us”, Science 1960, vol. 131, s. 966-969. 

 

89

 Steven M. Stanley, The New Evolutionary Timetable: Fossils, Genes, and the 

Origin of Species, Basic Books. In., Publishers, New York 1981, s. 48. 

background image

 - 164 - 

badaniach – np. nad genezą wszechświata – nie może uwzględniać hipotezy 
Boga. 

90

 

 

Ewolucjonizm akceptuje metodologiczny naturalizm, ale czy tylko 

metodologiczny? Teistyczni ewolucjoniści (czy ogólniej: teiści usiłujący pogodzić 
współczesną naukę z religią) twierdzą,  że naturalizm naukowy ma charakter 
metodologiczny, nie metafizyczny. 

Pomiędzy myślą metafizyczno-teologiczną a sprawdzonymi osiągnięciami 
m.in. kosmologii, antropologii i biologii nie ma i nie może być 
sprzeczności, ponieważ jedne i drugie traktują wprawdzie o tych samych 
przedmiotach, ale z całkowicie różnych punktów widzenia. 

91

  

Nie należy jednakże zapominać o tym, że powyższy postulat – określa się 
go mianem naturalizmu metodologicznego – jest jedynie założeniem 
metody naukowej, które nie rozstrzyga niczego na temat ontycznej struktury 
świata. W szczególności postulat ten nie domaga się, by zakładać, ze poza 
fizycznym wszechświatem nic innego nie istnieje (byłby to już naturalizm 
ontologiczny), ale jedynie, by badania naukowe ograniczyć  do tego, co 
fizyczne, bo tylko to jest w stanie „uchwycić” metoda nauk 
empirycznych. 

92

 

                                                      

 

90

 Michał Heller, Tadeusz Pabjan, Stworzenie i początek wszechświata. Teologia 

– filozofia – kosmologia, Copernicus Center Press, Kraków 2014, s. 104–105. Autorzy nie 
wyjaśnili jednak, dlaczego uważają, że wyjaśnienia przez czynniki pozanaturalne mają być 
ostateczne, niewymagające  żadnych dalszych analiz. Każde wyjaśnienie, naturalistyczne 
również, jest w pewnym sensie ostateczne – proponuje się je nie po to, by je odrzucić, ale 
po to, by je akceptować. Jeśli je za ostateczne nie uważamy, to tylko dlatego, że ten sam 
uczony, który je przedstawił, albo każdy inny uczony, może w słuszność tego wyjaśnienia 
zwątpić, odrzucić i zaproponować inne. Ale przecież to samo może spotkać wyjaśnienie 
nienaturalistyczne – może być zakwestionowane z różnych powodów (na przykład 
empiryczne przewidywania z niego płynące mogą się nie sprawdzić) i w rezultacie może 
być zastąpione przez inne wyjaśnienie (zwłaszcza naturalistyczne). 

 

91

 Szczepan W. Ślaga, „Przedmowa”, w: Kazimierz Kloskowski, Między ewolucją 

a kreacją, Wydawnictwa Akademii Teologii Katolickiej, Warszawa 1994, s. 6 [5–9]. Autor 
tych słów najwyraźniej utrzymuje tzw. koncepcję teologii opancerzonego bunkra (bomb-
shelter theology
), jak ją nazwał Brian W. Harrison („Bomb–Shelter Theology”, 
Watchmaker 1995, vol. 2, no. 3, s. 1–28; przedruk z Living Tradition May 1994, no. 52, 
http://www.rtforum.org/lt/lt52.html). jeśli chodzi o uwagi na temat tego typu eskapistycznej 
teologii, patrz moje Metodologiczne aspekty..., s. 52 oraz „Eskapizm teologii i filozofii 
katolickiej w sprawie «nauka a religia»”, Na Początku... lipiec-sierpień 2005, nr 7-8 (196-
197), s. 261-284, http://tiny.pl/bpl6. 

 

92

 Heller, Pabjan, Stworzenie i początek wszechświata..., s. 105. Autorzy nie 

zauważają,  że druga połowa ostatniego zdania ma charakter tautologiczny – nauka przy 
pomocy swojej metody może uchwycić tylko to, co fizyczne (naturalne), ponieważ metodę 
empiryczną nauki definiujemy naturalistycznie (jako ograniczoną do tego, co fizyczne). 

background image

 

- 165 -

 Podobnie 

argumentują niektórzy ateistyczni ewolucjoniści nie chcąc zrażać 

ludzi wierzących do ewolucjonizmu darwinowskiego. 

93

 Jednak wypowiedzi 

czołowych ewolucjonistów rzucają poważne wątpliwości, czy pogląd,  że 
naturalizm metodologiczny stosowany w nauce nie ma nic wspólnego z 
naturalizmem ontologicznym, jest prawdziwy i czy nie prowadzi do tego, że nauka 
może się znaleźć w ślepym zaułku i tworzyć fikcyjne wyjaśnienia. Oto przykład z 
ostatniej książki Stephena Jaya Goulda, wydanej tuż przed śmiercią 
monumentalnej monografii na temat teorii ewolucji: 

W zasadzie można by proponować taką rewizję argumentując,  że jakaś 
wyższa siła, działająca na mocy zasady wyższego rzędu, „używa” doboru 
naturalnego jako swojego mechanicznego narzędzia. (Mówię tu tylko 
hipotetycznie, ponieważ nie istnieje obecnie żadna taka możliwa do obrony 
hipoteza naukowa, chociaż pojęcie to z pewnością jest zrozumiałe. Jawnie 
teologiczne wersje nie są nauką, bez względu na ich rodzaj czy formę 
potencjalnej słuszności.) 

94

 

Innymi słowy, nawet jeśli kreacjonizm jest prawdziwy, to nauka musi proponować 
przyczyny naturalne. Podobnie wypowiadają się polscy filozofowie deklarujący się 
jako osoby wierzące: 

Nawet jeśli działanie Boga w świecie przyrody miałoby z jakichś powodów 
przejawiać się w nadzwyczajnych interwencjach polegających na 
chwilowym zawieszeniu praw przyrody (przyjmowanie takiego wyjaśnienia 
nie jest wskazane z racji teologicznych [...]), to i tak nauka – jeśli ma być 
nauką, a nie teologią – nie może brać pod uwagę takich interwencji. 

95

 

 

Definicje naturalizmu metodologicznego i ontologicznego rzeczywiście 

pokazują,  że są to poglądy odmienne i że naturalizm ontologiczny nie wynika z 
naturalizmu metodologicznego (w drugą stronę jednak wynikanie zachodzi). A 
jednak choć można, to nie jest łatwo pogodzić akceptację naturalizmu 
metodologicznego z odrzuceniem naturalizmu ontologicznego. Jeśli bowiem Bóg 
przynajmniej od czasu do czasu działa w świecie w widomy, empiryczny sposób 
(skutki tego działania nazywamy cudami) i jeśli uczeni posłuchają rady Goulda 
oraz Hellera i Pabjana, że nauka nie może brać pod uwagę takich interwencji, to 
zabrnie ona w ślepy zaułek i skazana będzie na fikcyjne naturalistyczne 

                                                      

 

93

 Por. Robert T. Pennock, Tower of Babel. The Evidence against the New 

Creationism, A Bradford Book, The MIT Press, Cambridge, Massachusetts – London, 
England 2000 (1st ed. 1999), s. 191. 

 

94

 Stephen Jay Gould, The Structure of Evolutionary Theory, The Belknap 

Press, Cambridge, MA 2002, s. 21. Por. Mieczysław  Pajewski, „Gould: Nauka więźniem 
naturalizmu”, Problemy Genezy 2010, t. XVIII, s. 68. 

 

95

 Heller, Pabjan, Stworzenie i początek wszechświata..., s. 105. 

background image

 - 166 - 

wyjaśnienia. Istnieje pewna perspektywa, z punktu widzenia której taki problem 
nie powstaje. To deizm. Jeśli Bóg istnieje, ale za wyjątkiem pierwotnego 
stworzenia nie działa empirycznie w świecie, czyli że cudów nie ma, to można 
wierzyć w Jego istnienie i ze spokojem sumienia uprawiać naturalistycznie 
rozumianą naukę. Czy to znaczy, że najlepiej gdyby uczony był ateistą, a jeśli już 
jest człowiekiem wierzącym, to albo będzie deistą, albo nie może być uczonym? 

 Wbrew 

pokutującym poglądom, główną „herezją” Darwina nie była jego 

teoria ewolucji, ale filozoficzny materializm. 

96

 Ewolucjonizm w pierwszej 

połowie XIX wieku był szeroko i otwarcie analizowany. Oczywiście, sprzeciwiała 
mu się wówczas większość, ale najwięksi przyrodnicy przyznawali się do niego 
bądź przynajmniej rozważali jego słuszność. Neal Gillespie wykazał,  że Darwin 
był zwolennikiem pozytywistycznego stylu myślenia. Odrzucał jakiekolwiek 
pojęcia specjalnego stworzenia, boskiej interwencji lub boskiej teleologii w świecie 
przyrody. 

97

 Notatki Darwina ujawniają, że żywił on przekonania, których obawiał 

się ujawnić: filozoficzny materializm, postulat iż materia jest wszystkim, co 
istnieje i że wszelkie umysłowe i duchowe zjawiska są jej wytworami 
ubocznymi. 

98

 Gould tak pisze na ten temat:  

Notatki te dowodzą, że Darwin interesował się filozofią i był świadomy jej 
implikacji. Wiedział,  że jego teoria różniła się od innych doktryn 
ewolucjonistycznych tym przede wszystkim, że przyjmowała 
bezkompromisowy materializm filozoficzny. Inni ewolucjoniści mówili o 
siłach witalnych, kierowanej historii, dążeniu organicznym i o istotnej 
nieredukowalności umysłu – używali pojęć, jakie tradycyjne 
chrześcijaństwo mogło zaakceptować jako kompromis, gdyż dopuszczały 
one, by chrześcijański Bóg działał przez ewolucję zamiast przez stworzenie. 
Darwin mówił jedynie o przypadkowej zmienności i doborze naturalnym.  

W notatkach tych Darwin stanowczo stosował swoją materialistyczną teorię 
ewolucji do wszystkich zjawisk życia, włączając to, co nazwał „samą 
twierdzą” – do ludzkiego umysłu. A jeśli umysł nie miał żadnego realnego 
istnienia poza mózgiem, to czy Bóg mógł być czymś więcej, niż złudzeniem 
wymyślonym przez złudzenie?... To przekonanie było tak heretyckie, że 

                                                      

 

96

 Por. Stephen Jay Gould, „Drabiny i stożki: jak kanoniczne przedstawienia 

narzucają wizję ewolucji”, w: Oliver Sacks, Jonathan Miller, Stephen Jay Gould, Daniel J. 
Kevles, R.C. Lewontin, Ukryte teorie nauki, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 1996, s. 47 
[30-53]. 

 

97

 Gillespie, Charles Darwin and the Problem of Creation..., s. 1-18. 

 

98

 „Chociaż twierdził,  że jego praca nie ma żadnych innych celów oprócz 

naukowych, to na podstawie jego prywatnych dzienników jasne jest, że jego motywy były 
nie mniej metafizyczne niż tych duchownych, którzy go atakowali” (G.S. Johnston. „The 
Genesis Controversy”, Crisis May 1998 s. 12 [12-18]). 

background image

 

- 167 -

Darwin opuścił je w O powstawaniu gatunków (1859), gdzie zaryzykował 
jedynie tajemniczy komentarz, iż „mogłaby ona [książka] rzucić pewne 
światło na pochodzenie człowieka i jego historię”. Ośmielił się przedstawić 
swoje przekonania dopiero wówczas, gdy nie mógł już ich dłużej utrzymać 
w ukryciu, w O pochodzeniu człowieka (1871) oraz O wyrazie uczuć u 
człowieka i zwierząt
 (1872). [...]  

Darwin był rzeczywiście  łagodnym rewolucjonistą. Nie tylko opóźnił tak 
długo swoje dzieło, ale także pilnie unikał wszelkich publicznych 
wypowiedzi na temat filozoficznych implikacji swojej teorii. 

99

 

 Darwin 

sam 

przyznawał, że jego główny cel miał charakter antyreligijny, 

dokładniej: antykreacjonistyczny, a cel naukowy (dobór naturalny) był – jak się 
wydaje – mniej ważny, a przynajmniej Darwin wymieniał go na drugim miejscu:  

[...] muszę jednak przyznać,  że w pierwszych wydaniach mojego 
„Powstawania gatunków” prawdopodobnie przeceniłem działanie doboru 
naturalnego, czyli zasady przeżywania osobników najbardziej 
przystosowanych. [...] Na moje usprawiedliwienie niech mi wolno będzie 
wyjaśnić,  że chodziło mi o dwa różne cele: po pierwsze, o wykazanie, że 
gatunki nie zostały stworzone oddzielnie, i po drugie, że dobór naturalny 
był głównym czynnikiem zmienności, jakkolwiek duże znaczenie miało tu 
także oddziaływanie dziedzicznych skutków przyzwyczajeń oraz w 
mniejszym stopniu bezpośrednie oddziaływanie otaczających warunków 
środowiska. [...] Niejedni z tych, którzy przyjmują zasadę ewolucji, ale 
odrzucają dobór naturalny, zdają się zapominać, krytykując moje dzieło, iż 
miałem w nim na widoku dwa wyżej wymienione cele. Jeśli tedy 
zbłądziłem to nie dlatego że przypisywałem doborowi naturalnemu 
ogromne znaczenie, lecz, co jest w zasadzie możliwe, przeceniając jego 
rolę. Mam jednak nadzieję,  że przynajmniej pomogłem do odrzucenia 
dogmatu o oddzielnych aktach stworzenia. 

100

 

Darwin właściwie utożsamiał uzasadnianie swojej teorii z walką z kreacjonizmem:  

Chociaż wiele rzeczy jest i długo jeszcze pozostanie nie wyjaśnionych, to 
jednak na podstawie najskrupulatniejszych badań, najbezstronniejszego 
sądu, do jakiego jestem zdolny, nie wątpię bynajmniej, że pogląd 
wyznawany dotychczas przez większość przyrodników i podzielany 
dawniej przeze mnie, a mianowicie, że każdy gatunek został stworzony 
oddzielnie, jest błędny. Jestem całkowicie przekonany, że gatunki są 
zmienne i że gatunki należące do jednego tak zwanego rodzaju są w prostej 
linii potomkami jakiegoś innego, zazwyczaj wygasłego gatunku, tak samo 

                                                      

 

99

 Gould, Ever Since Darwin..., s. 23-26. 

 

100

 Karol Darwin, O pochodzeniu człowieka, w: Karol Darwin, Dzieła wybrane

t. 4, tł. S. Panek, s. 117-118. 

background image

 - 168 - 

jak uznane odmiany jednego gatunku są pochodnymi tego gatunku. 

101

 

 Darwin 

ukrywał swoje poglądy, ujawniając tylko ich część dopiero wtedy, 

gdy widział,  że jego teoria jest dobrze przyjmowana. Tak było na przykład z 
poglądem o ewolucji człowieka od zwierząt:  

Przez wiele lat gromadziłem notatki dotyczące powstania, czyli 
pochodzenia człowieka, nie zamierzając czegokolwiek publikować na ten 
temat, a raczej z postanowieniem niepublikowania niczego z obawy, aby nie 
potęgować jeszcze uprzedzeń co do moich poglądów. Zdawało mi się,  że 
wystarczyło zaznaczyć w pierwszym wydaniu mojej pracy O powstawaniu 
gatunków
,  że «mogłaby ona rzucić pewne światło na pochodzenie 
człowieka i jego historię», co zawiera w sobie myśl,  że rozpatrując 
zagadnienie, w jaki sposób człowiek pojawił się na ziemi, musi się 
uwzględnić wszystkie ogólne wnioski dotyczące innych istot żywych. 

102

 

Ale wyraźnie swojego ateizmu i materializmu nigdy publicznie nie ujawnił i 
fałszywie przedstawiał się jako agnostyk. 

103

 Możemy o jego światopoglądzie, a 

nawet o tym, że walczył z religią, dowiedzieć się dopiero z prywatnych notatek i 
listów: 

Mam wrażenie (słuszne czy niesłuszne), że występowanie wprost przeciwko 
chrześcijaństwu i teizmowi nie znajduje u ludzi praktycznie żadnego 
oddźwięku; natomiast zwiększaniu wolności myślenia najlepiej służy 
stopniowe oświecanie umysłów, dokonujące się dzięki postępowi nauki. 
Zatem zawsze staram się nie pisać o religii, lecz skupiać się na nauce.  

104

 

 Ponieważ Darwin nie deklarował się jako ateista, jego współcześni sądzili 
co najwyżej, że charakter taki mają jedynie jego teorie, a nie ich twórca. Sądził tak 
na przykład współczesny Darwinowi Charles Hodge:  

Wnioskiem z całej sprawy jest, że zaprzeczenie projektu w przyrodzie jest 
potencjalnie negacją Boga. Teoria pana Darwina zaprzecza jakiemukolwiek 
projektowi w przyrodzie; dlatego jego teoria jest potencjalnie ateistyczna – 
jego teoria, a nie on sam. On wierzy w Stwórcę. Ale jeśli ten Stwórca, 
miliony milionów wieków temu, uczynił coś – powołał do istnienia materię 
i zarodek życia – i porzucił wówczas Wszechświat samemu sobie, by był on 
kontrolowany przez przypadek i konieczność, bez jakiegokolwiek celu czy 

                                                      

 

101

 Karol Darwin, O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego czyli o 

utrzymaniu się doskonalszych ras w walce o byt, w: Karol Darwin, Dzieła wybrane, tom 
II, tł. Szymon Dickstein i Józef Nussbaum, Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, 
Warszawa 1959, s. 17. 

102

 Darwin, O pochodzeniu człowieka..., s. 1. 

 

103

 Por. Life and Letters of Charles Darwin, New York 1911, t. 1, s. 286. 

 

104

 Cyt. za: M. Shermer, „Racjonalny ateizm”, Świat Nauki 2007, nr 10, s. 22. 

background image

 

- 169 -

interwencji bądź kierownictwa, to potencjalnie równa się to Jego nie-
istnieniu. 

105

 

 Hodge 

stosował tu tzw. argument do projektu, którego nie należy mylić z 

bardzo popularnym argumentem z projektu. Zdaniem Hodge’a, jeśli Bóg istnieje, 
to  żywe organizmy są rezultatem projektu. Jeśli więc teoria Darwina zaprzecza 
istnieniu projektu, to zaprzecza tym samym istnieniu Boga. Zdaniem Hodge’a 
darwinizm jest ateizmem

106

 Ale znany dziewiętnastowieczny teolog, Adam 

Sedgwick, który od wielu lat znał Darwina, uznał, że to sam Darwin chciał uwolnić 
nas od Stwórcy. 

107

 

 Poglądy Darwina w tej sprawie podzielają najwybitniejsi ewolucjoniści. 
Ernst Mayr uważał, że  

istnieje naprawdę jedno przekonanie, jakie utrzymują wszyscy prawdziwi 
darwiniści, a jest nim odrzucenie kreacjonizmu. [...] To była flaga, wokół 
której się gromadzili i pod którą maszerowali. [...] przekonanie, iż 
rozbieżność 

świata przyrodniczego była rezultatem procesów 

przyrodniczych, a nie dziełem Boga, było ideą, która zgromadziła 
wszystkich tzw. darwinistów, pomimo występującej wśród nich niezgody 
co do innych teorii Darwina. 

108

 

Według George’a Gaylorda Simpsona  

Chociaż wiele szczegółów pozostaje do opracowania, to jasne już jest, że 
wszystkie obiektywne zjawiska historii życia można wyjaśnić czynnikami 
czysto naturalistycznymi albo – używając właściwego sensu tego czasami 
nadużywanego słowa – materialistycznymi. Łatwo je wyjaśnić różnicową 
reprodukcją w populacjach (co jest głównym czynnikiem w nowoczesnej 
koncepcji doboru naturalnego) i głównie przypadkowym oddziaływaniem 
znanych procesów dziedziczności. [...] Człowiek jest wynikiem 
pozbawionego celu przyrodniczego procesu, który nie miał go na myśli. 

109

 

 

Znany ewolucjonista, Richard Dawkins, w swoim bestsellerze, Ślepy 

                                                      

 

105

 Charles Hodge, What Is Darwinism?, Baker Books 1995, s. 155 (oryginał 

ukazał się w 1874 roku). 

 

106

 Por. w tej sprawie Jonathan Wells, Charles Hodge's Critique of Darwinism: 

An Historical-Critical Analysis of Concepts Basic to the 19th Century DebateStudies 
in American Religion
, vol. 27, The Edwin Mellen Press, Lewiston, NY 1988. 

 

107

 Por. Robert E.D. Clarke, Darwin Before and After, Paternoster Press, London 

1950, s. 96. 

 

108

 Ernst Mayr, One Long Argument: Charles Darwin and the Genesis of 

Modern Evolutionary Thought, Harvard University Press, Cambridge, MA 1991, s. 99. 

 

109

 George Gaylord Simpson, The Meaning of Evolution, Yale University Press, 

New Haven 1967 (rev. ed.), s. 344-345. 

background image

 - 170 - 

zegarmistrz, pisze, że Darwin sprawił, iż dziś „ateizm jest w pełni 
satysfakcjonujący intelektualnie”. 

110

 Dotychczas spostrzeżenie olbrzymiej 

złożoności organizmów biologicznych skłaniało ludzi do wniosku, że musiał je 
zaprojektować niezwykle inteligentny Projektant. Ale padamy ofiarą złudzenia. Do 
wyjaśnienia, dlaczego takie obiekty istnieją, nie jest potrzebna teoria Rozumnego 
Stwórcy:  

Wbrew wszelkim pozorom jedynym zegarmistrzem w przyrodzie są  ślepe 
siły fizyczne [...]. Dobór naturalny – odkryty przez Darwina ślepy, 
bezrozumny i automatyczny proces, o którym wiemy dziś,  że stanowi 
wyjaśnienie zarówno istnienia, jak i pozornej celowości wszystkich form 
życia – działa bez żadnego zamysłu. Nie ma ani rozumu, ani wyobraźni. Nic 
nie planuje na przyszłość. Nie tworzy wizji, nie przewiduje, nie widzi. Jeśli 
w ogóle można o nim powiedzieć,  że odgrywa w przyrodzie rolę 
zegarmistrza – to jest to ślepy zegarmistrz. 

111

 

Dobór naturalny to ślepy zegarmistrz – ślepy, bo nie patrzy w przód, nie 
planuje konsekwencji, nie ma celu. A mimo to żywe efekty działania 
doboru naturalnego sprawiają wrażenie przemyślanego projektu, jak gdyby 
zaplanował je prawdziwy zegarmistrz. 

112

 

 Nieprzewidywalność, niepowtarzalność, chaotyczność i losowość procesu 
ewolucyjnego podkreśla w wielu publikacjach czołowy współczesny 
ewolucjonista, Stephen Jay Gould:  

„Powtórzmy taśmę milion razy od początku w Burgess [Shale] i wątpię, by 
coś takiego jak Homo sapiens kiedykolwiek wyewoluowałoby 
ponownie”; 

113

 Człowiek jest „niesamowicie nieprawdopodobnym 

wydarzeniem ewolucyjnym”; 

114

 jest to „kosmiczny przypadek”. 

115

 

[...] wielu paleontologów, w tym i ja, widzi obecnie gatunek Homo sapiens 
jako maleńką i całkowicie nieprzewidywalną gałązkę na bogato 
ugałęzionym drzewie życia – szczęśliwy przypadek ostatniej geologicznej 
chwili bez najmniejszej szansy powtórnego pojawienia się, gdyby to drzewo 
jeszcze raz wyrastało od nasienia. 

116

 

                                                      

 

110

 Dawkins, Ślepy zegarmistrz..., s. 28. 

 

111

 Tamże, s. 27. 

 

112

 Tamże, s. 47. 

 

113

 Stephen Jay Gould, Wonderful Life: The Burgess Shale and the Nature of 

History, W.W. Norton & Co., New York, NY 1989, s. 289. 

 

114

 Tamże s. 291. 

 

115

 Tamże s. 44. 

 

116

 Stephen Jay Gould, „Modified Grandeur”, Natural History, March 1993, s. 20 

background image

 

- 171 -

H. sapiens jest tylko małą, późną gałązką na ogromnie rozkrzewionym 
drzewie życia; niewielkim pędem, który niemal na pewno nie pojawiłby się 
ponownie, gdybyśmy mogli jeszcze raz zasadzić nasienie drzewa życia. 

117

 

Jesteśmy tutaj, ponieważ pewna osobliwa grupa ryb miała swoistą anatomię 
płetw, które mogły przekształcić się w nogi organizmów lądowych; 
ponieważ komety zderzyły się z Ziemią i wygubiły dinozaury, dając tym 
samym ssakom szansę, jaka inaczej nie byłaby dla nich dostępna (a więc 
dziękujcie swoim szczęśliwym gwiazdom w dosłownym sensie); ponieważ 
Ziemia nigdy całkowicie nie zamarzła podczas epoki lodowcowej; 
ponieważ niewielki gatunek, jaki wyłonił się w Afryce ćwierć miliona lat 
temu, przetrwał do dzisiaj nie przebierając w środkach. Możemy wzdychać 
za „szlachetniejszą” odpowiedzią – ale żadna taka odpowiedź nie istnieje. 
Wyjaśnienie to, choć na pierwszy rzut oka kłopotliwe, jeśli nie straszne, 
ostatecznie niesie ze sobą uwolnienie i dodaje ducha. 

118

 

 

Podobne idee znaleźć można w książce Władysława J.H. Kunickiego-

Goldfingera, której tytuł mówi, że człowiek z punktu widzenia teorii ewolucji jest 
bytem „znikąd donikąd”. Jak to się ma do twierdzeń chrześcijaństwa, że Bóg znał 
imiona zbawionych jeszcze „przed założeniem świata” (nie jesteśmy znikąd) i że 
„w domu Ojca jest mieszkań  wiele”  (nie  podążamy donikąd)? W 
ewolucjonistycznym światopoglądzie człowiek jest niczym więcej jak tylko częścią 
przyrody. Ewolucjonizm zrywa widzianą wcześniej więź człowieka ze światem 
nadnaturalnym, wiążąc go ściśle z przyrodą: 

W  świecie Darwina człowiek [...] jest w najpełniejszym sensie częścią 
przyrody, a nie kimś oddzielonym od niej. Jest on krewnym nie przenośnie, 
ale dosłownie każdego żywego organizmu, czy to będzie ameba, tasiemiec, 
wodorost, dąb czy małpa – nawet chociaż stopień pokrewieństwa jest różny 
i możemy odczuwać mniejszą sympatię dla czterdziestu dwóch kuzynów w 
rodzaju tasiemca niż dla, porównawczo mówiąc, braci w rodzaju małp 
[...]. 

119

 

 Przyroda, 

będąca „stwórcą” człowieka, jest ślepa, co jest wyraźnie 

niezgodne z jakimkolwiek świadomym i celowym działaniem rozumnego 

                                                                                                                                       

(cyt. za: Henry M. Morris, “Foreword”. w: Duane T. Gish, Creation Scientists Answer 
Their Critics
, Institute for Creation Research 1993 s. v [iv-vii]). 

 

117

 Stephen Jay Gould, „Ewolucja życia na Ziemi”, Świat Nauki, grudzień 1994, nr 

12 (40), s. 68 [61-68]). 

 

118

 Cyt. za: Ravi Zacharias, Can Man Live Without God, Word Pub., Dallas 

1994, s. 31. Tę samą myśl Gould formułuje w: Niewczesny pogrzeb..., s. 328-329. 

 

119

 Simpson, “The World into Which Darwin...”, s. 970 (cyt. za: Wendell R. Bird, 

The Origin of Species Revisited. The Theories of Evolution and of Abrupt 
Appearance
, vol. 1: Science, Regency, Nashville, Tennessee 1991, s. 139). 

background image

 - 172 - 

projektanta:  

Rozwój ewolucyjny form żywych jest ślepy i nie przebiega wedle żadnego 
programu. 

120

 

Jego [Darwina – przyp. K.J.] teoria doboru naturalnego, działającego przede 
wszystkim na znikome, sumujące się zmiany, zakłada przypadkowość 
ewolucji, będącej rezultatem przypadkowych licznych zdarzeń. 

121

 

Ewolucja nie ma żadnego programu. Jest ona ślepa, nawet jeśli możliwe jest 
wyśledzenie jakiegoś kierunku procesu ewolucyjnego. Kierunek ewolucji, 
jeśli istnieje, wynika bowiem nie z programu, lecz z sumowania losowych 
ograniczeń dotyczących realizacji każdego kolejnego ewolucyjnego 
etapu 

122

 

Ewolucja jest owocem przypadkowych dziedzicznych, znikomych co do 
natężenia zmian oraz naturalnej selekcji, w sposób naturalny i też 
przypadkowy ustalającej pewne prawdopodobieństwo doskonalenia wciąż 
nowych form. Proces ten jest z konieczności bardzo powolny, będąc 
kumulacją przypadkowych zmian, jakie niekiedy – także przez przypadek – 
mogą się okazywać korzystne. 

123

 

Ssaki, których przedstawicielem nas najbardziej interesującym jest 
człowiek, pojawiły się jako wynik serii przypadków bardzo późno w 
ewolucji. Nic nie przemawia za tym, by była jakakolwiek konieczność ich 
pojawienia się. Gdyby seria przypadków prowadząca do ich powstania, nie 
zdarzyła się, pewno nie byłoby ich na Ziemi. 

124

 

Los zdarzył, że Wszechświat ma takie, a nie inne właściwości [...]. Losowi 
też zawdzięczamy,  że na tej planecie od blisko 4 miliardów lat panują 
warunki umożliwiające powstanie i ewolucję życia. 

125

 

Jacques Monod twierdził, że  

Tylko przypadek leży u źródła każdej zmiany wszystkich istot żyjących w 
biosferze. Czysty przypadek, zupełnie wolny, lecz ślepy [...]. 

126

 

                                                      

 

120

 Kunicki-Goldfinger, Znikąd donikąd..., s. 50. 

 

121

 Tamże, s. 63. 

 

122

 Tamże, s. 85-86. 

 

123

 Tamże, s. 187. 

 

124

 Tamże, s. 202. 

 

125

 Tamże, s. 203. 

 

126

 Jacques Monod, Chance and Necessity, A.A. Knopf, New York 1971, s. 110 

(cyt. za: Michael Denton, Evolution: A Theory in Crisis, Burnett Books, London 1985, s. 
43). 

background image

 

- 173 -

Zimna i surowa, nie proponująca  żadnego wyjaśnienia, ale narzucająca 
ascetyczne wyrzeczenie się wszelkiej innej duchowej strawy, idea ta nie 
usunęła trwogi, ale pogorszyła sytuację. Za jednym posunięciem chciała 
usunąć tradycję stu tysięcy lat, która wtopiła się w ludzką naturę. Stanowiła 
koniec dla starożytnego animistycznego przymierza między człowiekiem i 
przyrodą, nie pozostawiając niczego na miejscu tego cennego związku, jak 
tylko trwożliwe poszukiwanie w zamrożonym wszechświecie samotności. 
Bez żadnego poparcia, jedynie z pewną purytańską arogancją, jak taka idea 
mogła zdobyć akceptację? Nie zdobyła jej w przeszłości, ani obecnie. 
Wymusiła ona jednak uznanie; ale tylko z powodu swoich kolosalnych 
osiągnięć. [...] jak początkowy 'wybór' w biologicznej ewolucji gatunku 
może być wiążący na całą jego przyszłość, tak wybór praktyki naukowej, 
nieświadomy wybór na początku, uruchomił ewolucję kultury na 
jednokierunkowej drodze; na trasie, którą dziewiętnastowieczny scjentyzm 
uważał za prowadzącą wzwyż do empirejskiego szczytu dla rodzaju 
ludzkiego, podczas gdy my widzimy przed sobą otwierającą się otchłań 
ciemności. 

127

 

I wreszcie konkluzja:  

[człowiek – przyp. K.J.] jest samotny w nieczułym ogromie Wszechświata, 
z którego się przypadkowo wyłonił [...]. 

128

 

 

Podobnie miejsce człowieka w przyrodzie widzi J.O. Burrow:  

Przyroda według Darwina była wytworem ślepego przypadku i ślepej walki, 
a człowiek samotnym, inteligentnym mutantem walczącym ze zwierzętami 
o utrzymanie się przy życiu. Dla niektórych poczucie straty było 
nieodwołalne; jak gdyby przecięta została pępowina, a człowiek stał się 
częścią „zimnego bezdusznego Wszechświata”. Inaczej niż przyroda w 
rozumieniu Greków, Oświecenia i racjonalistycznej tradycji chrześci-
jańskiej, przyroda Darwinowska nie daje żadnych wskazówek, jak człowiek 
ma postępować, ani żadnych odpowiedzi na moralne dylematy 
człowieka. 

129

 

 Również Steven D. Schafersman zwracał uwagę,  że historia ewolucyjna 
człowieka przepełniona jest strachem przed wrogim wszechświatem, brakiem 
sensu i oczekiwaniem śmierci. 

130

 Kilkadziesiąt lat wcześniej, bo w 1923 roku, 

                                                      

 

127

 Monod, Chance and Necessity..., s. 170. 

 

128

 Monod, Chance and Necessity..., s. 112 (cyt. za: Theodore Roszak, Where the 

Wasteland Ends: The aquarian frontier and the evolution of consciousness, Harper & 
Row, New York 1972, s. 249). 

 

129

 J.W. Burrow, „Introduction”, w: Charles Darwin, The Origin of Species

Penguin, Baltimore 1974, s. 43 (cyt. za: Ankerberg and Weldon, The Facts..., s. 37 i 48). 

 

130

 Por. Steven D. Schafersman, “Fossils, Stratigraphy, and Evolution: 

background image

 - 174 - 

Bertrand Russell uważał,  że prawdy takie jak to, że „człowiek jest wynikiem 
przypadków, z którymi nie wiąże się  żadna wizja końca;  że jego pochodzenie, 
rozwój, nadzieje i obawy, jego uczucia i wierzenia są tylko wynikiem 
przypadkowych zderzeń atomów”, są  źródłem nieustającej rozpaczy

131

 Zdaniem 

Asimova „wizje świata, jakie prezentuje [nauka], są przerażające – 
obezwładniająco ogromny wszechświat powstały przez przypadek, bez żadnej 
znanej ludziom przyczyny, pusty i porzucony, niepojęty i powodujący zamęt 
myśli.” 

132

 

 Według Williama B. Provine'a (profesora biologii na Cornell University):  

Kiedy Darwin wydedukował teorię doboru naturalnego do wyjaśnienia 
adaptacji, w których poprzednio widział dzieło rąk Bożych, to wiedział, że 
popełnia kulturowe morderstwo. Od razu zrozumiał, że jeśli dobór naturalny 
wyjaśnił adaptacje i ewolucja przez dziedziczenie jest prawdziwa, to 
argument z projektu jest martwy i wszystko, co się z nim wiąże, mianowicie 
istnienie osobowego Boga, wolna wola, życie po śmierci, niezmienne prawa 
moralne i ostateczny sens życia. Bezpośrednie reakcje na książkę Darwina 
O powstawaniu gatunków ujawniają, oprócz przychylnych odpowiedzi od 
względnie niewielu uczonych, zrozumiały lęk i odrazę, które nigdy nie 
znikły w zachodniej kulturze. 

133

 

Jeśli naprawdę akceptujesz ewolucję poprzez dobór naturalny, mówi 
Provine, wkrótce zetkniesz się twarzą w twarz ze zbiorem implikacji, które 
podminowują fundamentalne założenia zachodniej cywilizacji:  

– Nie istnieją bogowie ani siły celowe w przyrodzie.  

– Nie istnieją wewnętrzne moralne lub etyczne prawa, kierujące ludzkim 
społeczeństwem.  

– Ludzkie istoty są  złożonymi maszynami, które stają się istotami 
etycznymi poprzez dziedziczenie i wpływy  środowiska, przy czym 
środowisko odgrywa nieco mniejszą rolę, niż to się powszechnie 
przypuszcza.  

– Nie istnieje wolna wola w tradycyjnym sensie zdolności do dokonywania 

                                                                                                                                       

Consideration of a Creationist Argument”, w: Laurie R. Godfrey (ed.), Scientists Confront 
Creationism
, W.W. Norton & Company, New York – London 1983, s. 243 [219-244]. 

 

131

 Cyt. za: Michio Kaku, Hiperprzestrzeń. Wszechświaty równoległe, pętle 

czasowe i dziesiąty wymiar, Prószyński i S-ka, Warszawa 1995, s. 384 (Kaku te słowa 
Russella cytuje z kolei za: Heinz Pagels, Perfect Symmetry: The Search for the 
Beginning of Time
, Bantam, New York 1985, s. 382). 

 

132

 Isaak Asimov, Błądzący umysł, tł. M. Przygocki, :Pandora, Łódź 1995, s. 21. 

 

133

 Cyt. za: John Marks Templeton (ed.), Evidence of Purpose: Scientists 

Discover the Creator, Continuum, New York 1994, s. 30. 

background image

 

- 175 -

nieprzewidywalnych wyborów.  

– Kiedy umieramy, to umieramy – ostatecznie, całkowicie i na zawsze. 

134

 

Zdaniem Provine'a nowoczesna nauka prowadzi bezpośrednio do ateizmu, tylko z 
praktycznych względów nie należy o tym zbyt głośno mówić:  

Zastanówmy się nad następującą fantazją: Narodowa Akademia Nauk 
publikuje swoje stanowisko w sprawie nauki i religii stwierdzające,  że 
nowoczesna nauka prowadzi bezpośrednio do ateizmu. Co by się stało z jej 
funduszami?

 135

 

Douglas Futuyma jest świadomy tego, że  

Niektórzy wzdragają się przed wnioskiem, że gatunek ludzki nie został 
zaprojektowany, nie ma żadnego celu i jest wytworem jedynie 
mechanicznych mechanizmów – ale to właśnie wydaje się być przesłaniem 
ewolucjonizmu. 

136

 

Podobnie uważa John C. Avise:  

Nasze współczesne zrozumienie procesu ewolucji wskazuje na to [...], że 
ostateczny sens życia nie istnieje. 

137

 

 

W 27-stronicowej broszurze, jaką Narodowa Akademia Nauk USA wydała 

przeciwko kreacjonistom, znaleźć można bardzo wyraźne stwierdzenie 
naturalistycznego charakteru nauki:  

[...] celem nauki jest odkrywanie naturalistycznych wyjaśnień dla zjawisk – 
a pochodzenie życia, Ziemi i Wszechświata są dla uczonych takimi 
zjawiskami – w ramach praw i zasad przyrodniczych oraz operacyjnej 
reguły testowalności. 

138

 

Że ten naturalizm jest materializmem, stwierdza explicite obszerne wprowadzenie 
do ewolucjonizmu:  

Ewolucjonizm znacznie rozszerza zasięg materializmu, zasięg z którym 

                                                      

 

134

 George Liles, “The Faith of an Atheist”, „MD” magazine, March 1994, s. 60. 

 

135

 Phillip E. Johnson, Reason in the Balance, InterVarsity Press, Downers Grove, 

ILL. 1995, s. 189. Podobnie twierdzi Richard Milton, Shattering the Myths of 
Darwinism
, Vermont: Park Street Press, Rochester 1997, s. 276. 

 

136

 Futuyma, Science on Trial..., s. 12-13. 

 

137

 Cyt. za: Edward J. Larson i Larry Witham, „Naukowcy a religia w USA”, Świat 

Nauki 1999, nr 11 (99), s. 78 [72-78]. 

 

138

 James Ebert et al.,  Science and Creationism: A View from the National 

Academy of Science, National Academy of Sciences, Committee on Science and 
Creationism, National Academy Press, Washington, D.C. 1987, s. 26. 

background image

 - 176 - 

ludzie nadal się zmagają. 

139

 

A zmagają się, bo nie chcą uznać, że są organizmami jedynie materialnymi.  

 Nauka 

zakłada, że wszystko ma materialne wyjaśnienie. Założenie to było 

tak pomyślne, że obecnie jest często uważane za rezultat. Ewolucjonizm i biologia 
molekularna rozszerzają zakres materialistycznych wyjaśnień na wszystkie 
biologiczne byty. Dopóki to, co wyjaśniano, nie obejmowało ludzi, implikacje 
materializmu nie były kontrowersyjne, ale przynajmniej od opublikowania 
Darwina O powstawaniu gatunków w 1859 roku ludzie działający w nauce i poza 
nią zmagają się z materialistycznymi wyjaśnieniami rodzaju ludzkiego. 

140

 

 Bardzo 

wyraźnie ateistyczne wnioski z darwinizmu wyprowadza filozof 

Daniel C. Dennett. 

141

 Jego zdaniem Darwinowi należy się nagroda za najlepszą 

ideę, jaką kiedykolwiek zaproponowano, przed Newtonem, Einsteinem i każdym 
innym. 

142

 Osiągnięcie Darwina to dużo więcej niż teoria naukowa. Teoria 

Darwina przypomina kwas uniwersalny, który wszystko rozpuszcza. Kiedy 
bowiem naprawdę zrozumie się  tę teorię, rozpuści ona prędzej czy później 
wszystkie dotychczasowe poglądy  na  nasz  temat.  Na  przykład jeśli chodzi o 
moralność, to chrześcijanie uważają,  że przykazania pochodzą od Boga-Stwórcy. 
Ale po przyjęciu teorii Darwina musimy uznać,  że zachowanie moralne jest 
tworem doboru naturalnego, który jest ślepym i bezcelowym procesem. 
Podobnemu rozpuszczeniu ulegnie sama idea Boga:  

Dobrotliwy Bóg, który z miłością ukształtował każdego z nas (wszystkie 
stworzenia wielkie i małe) oraz skropił niebiosa świecącymi dla naszej 
przyjemności gwiazdami – ten Bóg, podobnie jak Święty Mikołaj, jest 
mitem z dzieciństwa, czymś, w co zdrowy psychicznie i pozbawiony 
złudzeń dorosły nie może wierzyć w dosłownym sensie. Ten Bóg musi albo 
przekształcić się w jakiś symbol czegoś mniej konkretnego, albo należy go 
całkowicie porzucić. 

143

 

 

Zdaniem Dennetta teistyczny ewolucjonizm polega na głębokim 

                                                      

 

139

 Stephen C. Stearns and Rolf F. Hoekstra, Evolution: An Introduction, Oxford 

University Press, London – New York 2000, s. 332. 

 

140

 Tamże. 

 

141

 Por. Daniel C. Dennett, Darwin's Dangerous Idea: Evolution and the 

Meanings of Life, Simon & Schuster, New York 1995; tenże, “Darwin's Dangerous Idea”, 
The Sciences May/June 1995, s. 34-40. 

 

142

 Por. Dennett, Darwin's Dangerous Idea..., s. 21. 

 

143

 Tamże, s. 18. 

background image

 

- 177 -

nieporozumieniu, a w przyszłości religia przetrwa jedynie w „kulturowym zoo”. 

144

 

 

Złudna jest nadzieja niektórych teistycznych ewolucjonistów, że proces 

ewolucji można jakoś wiązać z ideą kierowania go przez jakąś istotę 
nadprzyrodzoną. 

145

 Koryfeusze ewolucjonizmu na pewno nie mówią o takiej 

ewolucji.  

Należy wyrzucić z nauki kosmiczną teleologię. [...] Nie myślę, by istniał 
choć jeden współczesny uczony, który by nadal w nią wierzył. 

146

 

John Maddox, redaktor Nature, wyraźnie nadzieje te rozwiewa:  

Nauka jako swoją ogólną hipotezę roboczą przyjmuje, iż wszelkie układy 
(w fizyce i biologii) zawierają składniki i siły swojej własnej ewolucji. 

147

 

Podobnie uważa Darlington:  

Olbrzymią tajemnicą ewolucjonistyczną jest, jak materia powstała i 
ewoluowała, dlaczego ma ona obecną postać we Wszechświecie i na Ziemi, 
oraz dlaczego może formować się do postaci złożonych i ożywionych 
zbiorów cząsteczek. Zdolność ta tkwi wewnątrz materii, jak wiemy, w jej 
organizacji i energii. Podstawowym uogólnieniem ewolucyjnym jest to, że 
żaden zewnętrzny czynnik nie nałożył życia na materię. Materia przyjmuje 
formy takie, jakie przyjmuje, ponieważ posiada wewnętrzną zdolność do 
tego. [...] Jednym z najokazalszych i tajemniczych faktów, dotyczących 
naszego Wszechświata, jest to, że istnieje w nim taka materia, która ma 
zdolność kształtowania siebie do postaci najbardziej złożonych wzorców 
życia. 

Nie chcę przez to sugerować istnienia siły witalnej, entelechii czy 
uniwersalnej inteligencji, ale tylko stwierdzam pewien atrybut materii, 
reprezentowanej przez znane nam atomy i cząsteczki [...]. Nie rozwiązuje 
się tej tajemnicy wymyślając mistyczne wyjaśnienia przy użyciu naszych 
niedoskonałych mózgów. 

148

 

 

Istotnym znaczeniem używanego przez uczonych słowa „ewolucja” jest to, 

                                                      

 

144

 Por. tamże, s. 520. 

 

145

 Patrz np. wypowiedź Kloskowskiego (Między ewolucją a kreacją..., s. 114). 

 

146

 Ernst Mayr, “Ideological Resistance”, s. 131 (cyt. za: Templeton (ed.), 

Evidence of Purpose..., s. 26). 

 

147

 John Maddox, „Defending science against anti-science”, Nature, March 17, 

1994, vol. 368, s. 185. 

 

148

 Philip Jackson Darlington, Evolution for Naturalists, Wiley, New York 1980, 

s. 15, 233 (cyt. za: John Woodmorappe, “An Anthology of Matters Significant to 
Creationism and Diluviology Report 2”, Creation Research Society Quarterly 1982, vol. 
18, s. 205 [201-224]). 

background image

 - 178 - 

że jest to proces nieukierunkowany, pozbawiony celu. 

149

 Skoro spontaniczne 

powstanie życia jest mało prawdopodobne, i skoro Bóg nie działa w przyrodzie, to 
może dlatego A.R. Peacocke „argumentował [...], iż Bóg mógł [...] stworzyć 
nieskończenie wiele wszechświatów, ufając,  że przynajmniej niektóre [...] będą 
zawierały życie tylko przez przypadek”? 

150

 

 

b. Zło istniejące w świecie a dobroć Stwórcy 

 Stwórcę tradycyjnie widziano jako nieskończenie mądrego, potężnego i 
dobrego. Darwin mocno odczuwał dysonans między takim postrzeganiem Boga, a 
niedoskonałością przyrody i złem, jakie w niej się spotyka na każdym 
kroku. 

151

Nie wyobrażał sobie na przykład, by dobry Bóg mógł  świadomie 

stworzyć osę, której potomstwo karmi się  żywym ciałem gąsienicy, albo kota, 
który bawi się myszą, zanim ją zje. 

152

 Tego typu zjawiska nie są zgodne z 

istnieniem dobrego Boga, ale całkowicie zgodne są z wiarą w dobór naturalny:  

                                                     

Cierpienie jest całkowicie zgodne z wiarą w Dobór Naturalny, który nie jest 
doskonały w swoim działaniu, ale dąży jedynie, by każdy gatunek odnosił 
tak duże sukcesy, jak to możliwe w walce o życie z innymi gatunkami w 
cudownie złożonych i zmieniających się okolicznościach.  

Nikt nie spiera się,  że istnieje wiele cierpienia w świecie. Niektórzy 
usiłowali wyjaśnić to odwołując się do ludzkich istot, wyobrażając sobie, że 
służy ono ich moralnemu ulepszeniu. Ale wielu ludzi w świecie jest niczym 
w porównaniu z liczbą wszystkich innych czujących istot, a te często cierpią 
wielce bez żadnego moralnego ulepszenia. Istota tak potężna i tak pełna 
wiedzy jak Bóg, który mógł stworzyć Wszechświat, jest dla naszych 

 

 

149

 Por. Phillip E. Johnson, “Darwinism's Rules of Reasoning”, Paper at Plenary 

Session, Annual Meeting, Southwestern Anthropological Association, Berkeley, California, 
April 1992 (tł. polskie: Phillip E. Johnson, „Reguły rozumowania darwinizmu”, w: 
Jodkowski, Metodologiczne aspekty..., s. 460-472). 

 

150

 John Leslie, Universes, Routledge and Kegan Paul, London and New York 

1989, s. 181 (cyt. za: Duncan MacIntosh, “Could God Have Made the Big Bang? (On 
Theistic Counterfactuals)”, Dialogue 1994, vol. 33, s. 16-17 [3-20]). Podobnie Dennett 
(Darwin's Dangerous Idea...) uważał,  że „istniała ewolucja światów (w sensie całych 
Wszechświatów), a świat, w którym sami się znajdujemy, jest po prostu jednym spośród 
niezliczonych innych światów, jakie istniały w ciągu całej wieczności”. 

 

151

 Por. Ernst Mayr, Toward a New Philosophy of Biology, Harvard University 

Press, Belknap Press, Cambridge, Mass. 1988, s. 170 oraz Neal C. Gillespie, Charles 
Darwin and the Problem of Creation
, University of Chicago Press, Chicago 1979, s. 72, 
77-79, 126-127. 

 

152

 Por. Stephen Jay Gould, “Nonmoral Nature”, w: tenże,  Hen's Teeth and 

Horse's Toes, W.W. Norton, New York 1983. 

background image

 

- 179 -

skończonych umysłów wszechmocną i wszechwiedząca. To zmienia nasze 
rozumienie i przypuszczamy, że jego dobroć nie jest nieograniczona, 
bowiem jaki zysk może istnieć z cierpień milionów niższych zwierząt przez 
niemal nieskończony czas? Ten bardzo stary argument z istnienia cierpienia 
przeciwko istnieniu inteligentnej Pierwszej Przyczyny wydaje mi się 
mocnym argumentem, a wszechobecność cierpienia zgodna jest znakomicie 
z poglądem, że wszystkie istoty ożywione rozwinęły się przez zmienność i 
dobór naturalny. 

153

 

 

c. Brak optymalności struktur biologicznych 

 

Z istnieniem Boga kłóci się też fakt niedoskonałości organizmów żywych. 

Niektóre gatunki są źle przystosowane do swojego środowiska:  

Kto wierzy, że każda istota została stworzona taką, jaką ją dzisiaj widzimy, 
ten będzie nieraz zdumiony, gdy napotka zwierzęta, których budowa i 
obyczaje nie odpowiadają sobie wcale. Cóż może być bardziej oczywistego, 
jak to, że nogi kaczek i gęsi z palcami połączonymi błoną zostały utworzone 
do pływania? Jednakże istnieją górskie gęsi z nogami opatrzonymi błoną, 
które rzadko tylko zbliżają się do wody, a [...] nikt nie widział, by fregata, 
która ma wszystkie cztery palce połączone błoną, siadała na powierzchni 
morza. Z drugiej strony, perkozy i łyski są to ptaki przeważnie wodne, 
chociaż ich palce są tylko obrzeżone błoną. Cóż zdaje się bardziej 
oczywistego niż to, że długie nie połączone błoną palce brodzących 
(Grallatores) stworzone są do chodzenia po błotach i pływających 
roślinach? Tymczasem do rzędu tego należą kurka wodna (Ortygometra), 
która prowadzi prawie tak samo wodny tryb życia jak łyska, oraz derkacz, 
który jest prawie tak lądowy, jak przepiórka lub kuropatwa. W takich 
wypadkach, a moglibyśmy podać wiele jeszcze innych, obyczaje zmieniły 
się bez odpowiedniej zmiany w budowie. 

154

 

Inne gatunki są nie najlepiej skonstruowane:  

Jakże trudno wyjaśnić podobne zjawiska homologii szeregowej 
powszechnym poglądem o stworzeniu. Dlaczego mózg zawarty jest w 
puszce zbudowanej z tak wielu i tak niezwykle ukształtowanych kawałków 
kości, które, jak się zdaje, są kręgami! [...] Lub też dlaczego nietoperz ma 
podobne kości w swych skrzydłach i w swych nogach, jakkolwiek służą one 
do zupełnie innych celów – do latania i chodzenia? A dlaczego skorupiaki 
mające otwór gębowy zaopatrzony wielu parami narządów mają 
odpowiednio do tego mniej odnóży i na odwrót – gatunki mające więcej 

                                                      

 

153

 Charles Darwin, The Autobiography of Charles Darwin, Harcourt, Brace and 

Company, New York 1958, s. 90. 

 

154

 Darwin, O powstawaniu gatunków..., s. 178-179. 

background image

 - 180 - 

odnóży mają otwór gębowy uzbrojony mniejszą ilością przysadek? 
Wreszcie dlaczego działki kielicha i płatki korony, pręcik i słupki jednego 
kwiatu pomimo przystosowania do różnych zupełnie celów zbudowane są 
wszystkie według tego samego wzoru? 

155

 

Podobne poglądy są utrzymywane także i przez współczesnych ewolucjonistów. 
Douglas Futuyma wymienia  

szczątkowe oczy zwierząt  żyjących w jaskiniach; niewielkie bezużyteczne 
nogi wielu wężopodobnych jaszczurek; resztki biodra u pytonów. 

156

 

A Kenneth Miller tak mówi o genach produkujących różne postacie hemoglobiny u 
człowieka:  

Czy 5 genów tego zespołu jest eleganckim produktem projektu, czy 
szeregiem błędów, z których korzysta ewolucja? Sam klaster, a w 
szczególności szósty gen b-globiny, daje na to odpowiedź. Ten gen łatwo 
rozpoznać jako część rodziny globin, ponieważ posiadają sekwencję DNA 
prawie identyczną z innymi genami. Dziwne jest jednak to, że owy gen 
nigdy się nie ujawnia, nigdy nie tworzy białek, a co za tym idzie, nie gra 
żadnej roli w produkcji hemoglobiny. Biologowie nazywają takie regiony 
„pseudogenami”, odzwierciedlającymi fakt, że chociaż bardzo 
przypominają działające geny, to w rzeczywistości nimi nie są. 

157

 

Pseudogeny – zdaniem – Millera ujawniają projektanta, który  

robił poważne błędy, marnując milion zasad DNA na projekt pełen śmieci i 
bazgrołów. 

158

 

nie może więc być Bogiem, gdyż Bóg nigdy by czegoś takiego nie robił.  

 

Richard Dawkins przedstawił dwa przykłady niedoskonałości  świadczące 

jego zdaniem przeciw istnieniu Projektanta:  

Czaszka płaskich ryb kostnoszkieletowych stanowi skręcone i 
zniekształcone świadectwo ich ewolucji. Jej niedoskonałość bardzo dobrze 
odzwierciedla ich dawne dzieje, historię stopniowych zmian, a nie 
przemyślanego projektu. Żaden rozsądny projektant nie wymyśliłby takiego 
potwora, gdyby dać mu pełną swobodę tworzenia płaskiej ryby na czystej 
rysownicy. Podejrzewam, że większość projektantów wymyśliłaby coś w 

                                                      

 

155

 Darwin, O powstawaniu gatunków..., s. 462. 

 

156

 Futuyma, Science on Trial..., s. 207. 

 

157

 Kenneth R. Miller, „Wielki projekt życia”, Filozoficzne Aspekty Genezy 2004, t. 

1, s. 27 [9–30], http://tiny.pl/xh2pv. 

 

158

 Tamże, s. 28. 

background image

 

- 181 -

rodzaju płaszczki. 

159

 

Drugi przykład niedoskonałego projektu dotyczy budowy oka ludzkiego (i 
wszystkich innych kręgowców):  

Każdy inżynier zakładałby naturalnie, że komórki światłoczułe są 
skierowane do światła, a ich przewody biegną do tyłu, w stronę mózgu. 
Wyśmiałby pomysł, że komórki światłoczułe są odwrócone od światła, a ich 
przewody wyprowadzone są po stronie najbliższej źródła światła. A jednak 
tak właśnie jest skonstruowana siatkówka oka u każdego kręgowca. W 
konsekwencji – każda komórka światłoczuła jest podłączona tyłem do 
przodu, a jej przewód sterczy w stronę światła. Wszystkie przewody biegną 
po powierzchni siatkówki aż do miejsca, gdzie przechodzą przez dziurkę w 
siatkówce (tzw. plamka ślepa),  żeby połączyć się ze sobą w nerw 
wzrokowy. Oznacza to, że  światło wcale nie ma swobodnego dostępu do 
komórek  światłoczułych i musi przechodzić przez cały las drutów, 
prawdopodobnie ulegając przy tym pewnemu osłabieniu i załamaniu (w 
gruncie rzeczy te efekty są, jak się wydaje, słabe, ale chodzi tu przecież o 
zasadę, która byłaby nie do przyjęcia dla żadnego porządnego inżyniera). 

160

 

Oczy ośmiornicy są bardzo podobne do ludzkich, tyle że przewody 
wychodzące z komórek światłoczułych nie są skierowane w stronę światła, 
jak to jest u człowieka. Pod tym względem oczy ośmiornicy skonstruowane 
są rozsądniej od naszych. 

161

 

                                                      

 

159

 Dawkins, Ślepy zegarmistrz..., s. 153. 

 

160

 Tamże, s. 155. 

 

161

 Tamże, s. 157. Ten argument Dawkinsa powtórzył Kenneth R. Miller, profesor 

biologii na Brown University („Wielki projekt życia...”), a wcześniej wysuwał go William 
M. Thwaites (“An Answer to Dr. Geisler – From the Perspective of Biology”, 
Creation/Evolution, Summer 1983, Issue XIII, s. 19 [13–20]; “Design: Can We See the 
Hand of Evolution in the Things It Has Wrought?”, Proceedings of the 63rd Annual 
Meeting of the Pacific Division, American Association for the Advancement of 
Science
, 1984, vol. 1, Part 3, s. 210). Z argumentami Thwaitesa polemizował H.S. 
Hamilton („The Retina of the Eye – An Evolutionary Road Block”, Creation Research 
Society Quarterly 1985, vol. 22, No. 2, s. 62-63 [59-64] powołując się na fachową literaturę 
i dochodząc do wniosku, że „zamiast być wielką wadą, 'przekleństwem' czy niepoprawną 
konstrukcją, odwrócona siatkówka jest olbrzymią zaletą, jeśli chodzi o funkcjonowanie i 
projekt, w porównaniu z prostym i mniej skomplikowanym nieodwróconym ustawieniem”. 
Krytykę kreacjonistyczną argumentu Dawkinsa por. też w następujących publikacjach: Carl 
Wieland, “Seeing back to front: are evolutionists right when they say our eyes are wired the 
wrong way?”, Creation Ex Nihilo 1996, vol. 18, s. 38-40; Peter Gurney, “Our 'inverted' 
retina – is it really 'bad design'?”, Creation Ex Nihilo Technical Journal 1999, vol. 13, s. 
37-44; Michael J. Denton, The Inverted Retina: Maladaptation or Pre-adaptation?, Origins 
& Design 1999, Issue 37, http://tiny.pl/xh24q; Jerry Bergman, „Is the Inverted Human Eye 
a Poor Design?”, Journal of the American Scientific Affiliation March 2000, vol. 52, no, 1, 
s. 18–30; Peter Gurney, „Dawkins' eye revisited”, TJ 2001, vol. 15, s. 92-99; George 

background image

 - 182 - 

Nic dziwnego, że zetknąwszy się z takimi faktami biolog wnioskuje, jak Futuyma:  

Weźmy dowolną większą grupę zwierząt, a ubóstwo wyobraźni, jakie 
musimy przypisać Stwórcy, staje się oczywiste. 

162

 

 Poglądy nieewolucjonistyczne, zdaniem ewolucjonistów, umniejszają 
wszechmoc Boga:  

Mianem kreacjonizmu, przeciwnie, określa się – obrażającą metodologię 
naukową – tezę pseudonaukową, która zarazem umniejsza wszechmoc 
boską poglądem,  że Pan Bóg nie potrafił na początku nadać  światu 
jednorazowo praw i odpowiedniego impulsu, z którego ten mógłby 
ewoluować przybierając różne stany i formy, ale musiał «ręcznie» wstawiać 
pierwsze pary przedstawicieli każdego gatunku [...]. 

163

 

Komentując tę wypowiedź Piotr Kublicki trafnie zauważa:  

Oto przedstawiciele nauk przyrodniczych na podstawie – jak sami twierdzą 
– „nauki” wyciągają teologiczne wnioski. I tak dowiadujemy się, co może 
umniejszać wszechmoc Bożą, a co jej nie ogranicza, a także jakiego 
mechanizmu stworzenia powinien użyć Pan Bóg, aby mógł pozostać w 
zgodzie z nowoczesną metodologią naukową. 

164

 

 

d. Dziwne, niezrozumiałe i zabawne fakty 

 Biologowie 

zwracają uwagę na fakty, które stają się zrozumiałe dopiero w 

świetle teorii ewolucji. Praktykę tę zapoczątkował Darwin:  

Przyjmując pogląd, iż gatunki są tylko bardzo wyraźnymi i trwałymi 
odmianami i że każdy gatunek istniał najpierw jako odmiana, możemy 

                                                                                                                                       

Ayoub, „O projekcie siatkówki kręgowców”, Na Początku... 2002, nr 3-4 (153-154), s. 67-
78, http://tiny.pl/g474p; Jerry Bergman and Joseph Calkins, „Is the Backwards Human 
Retina Evidence of Poor Design?”, Acts & Facts October 2005, vol. 34, no. 10, Impact 
#388; Michał Ostrowski, „Siatkówka oka kręgowców – kolejna bajeczka darwinistów”, 
http://tiny.pl/g474n; Michał Ostrowski, „Oko kręgowców - kolejna odsłona”, 
http://tiny.pl/g474k. Analizę problemu nie angażując się po żadnej ze stron przedstawił 
Łukasz Pająk, „Spór o celowość organizmów żywych na przykładzie budowy oka 
kręgowców”, Na Początku... 2004, nr 11–12A (187–188), s. 469–476; 2005, nr 1–2 (190–
191), s. 58–66; 2005, nr 5–6 (194–195), s. 225–236; 2005, nr 7–8 (196–197), s. 313–320; 
2005, nr 9–10 (198–199), s. 363–376; 2005, nr 11–12A (200–201), s. 461–479. 

 

162

 Futuyma, Science on Trial..., s. 62. 

 

163

 Jerzy Andrzej Chmurzyński, „A jednak człowiek różni się od zwierząt”, Świat 

Nauki, lipiec 1997, s. 81-82. 

 

164

 Piotr Kublicki, „(Po)mieszanie”, Na Początku... 2001, nr 1-3 (138-140), s. 80 

[78-84]. 

background image

 

- 183 -

zrozumieć, dlaczego nie podobna przeprowadzić granicy pomiędzy 
gatunkami uważanymi powszechnie za wynik tylu samych oddzielnych 
aktów stworzenia oraz pomiędzy odmianami uważanymi za skutek działania 
praw wtórnych. Pogląd ten pozwala nam następnie zrozumieć, dlaczego na 
obszarze, na którym powstały i istnieją dziś liczne gatunki jakiegoś rodzaju, 
gatunki te zawierają liczne odmiany, tam bowiem, gdzie powstawały 
gatunki w dużych ilościach, możemy przyjąć jako ogólną zasadę, że obecnie 
jeszcze również to się odbywa; w tym właśnie wypadku odmiany będą 
powstającymi gatunkami. Prócz tego gatunki obszerniejszych rodzajów 
obejmujące najwięcej odmian, czyli powstających gatunków, same 
zachowują do pewnego stopnia cechy odmian, różnią się bowiem od siebie 
w mniejszym stopniu niż gatunki mniej obszernych rodzajów. Blisko ze 
sobą spokrewnione gatunki obszerniejszych rodzajów mają, o ile się zdaje, 
ściśle ograniczone zasięgi i tworzą wskutek wzajemnego pokrewieństwa 
małe, dokoła innych gatunków zgromadzone grupy, co je także zbliża do 
odmian. Jeślibyśmy przyjęli, iż każdy gatunek został stworzony niezależnie, 
powyższe fakty przedstawiałyby dla nas zjawiska zagadkowe; ale są 
zrozumiałe, gdy przyjmiemy, że wszystkie gatunki rozwinęły się z 
odmian. 

165

 

To dążenie do powiększania się wielkich grup i do wzrastającej 
rozbieżności ich cech związane z nieuniknionym wskutek tego 
wymieraniem innych grup tłumaczy nam uszeregowanie wszystkich form 
organicznych w grupy podporządkowane innym grupom w obrębie kilku 
nielicznych wielkich gromad; uszeregowanie to zawsze miało swoje 
znaczenie. Wielki ten fakt zgrupowania wszystkich istot organicznych w tak 
zwany układ naturalny zupełnie byłby dla nas niezrozumiały ze stanowiska 
teorii stworzenia. 

166

 

 

Podobnie jak niegdyś Darwin dziś argumentuje Gould. Jego zdaniem 

pewne fakty kopalne byłyby niezrozumiałe, gdyby nie były skutkiem ewolucji:  

Jeżeli Bóg stworzył każdy z pół tuzina gatunków człowieka odkrytych w 
skałach, to dlaczego stworzył je w nieprzerwanej sekwencji czasowej 
stopniowo coraz bardziej współczesnych cech: wzrastająca objętość mózgu, 
zredukowana twarz i zęby, większy rozmiar ciała? Czy stwarzał po to, by 
imitować ewolucję i w ten sposób sprawdzić naszą wiarę? 

167

 

Ten argument sugeruje, że teoria ewolucji przewiduje pewien ciąg zdarzeń 
ewolucyjnych (wzrastanie objętości mózgu, redukcja zębów itp.) i te 
przewidywania zgodne są z zapisem kopalnym. Jednak teoria ewolucji niczego 

                                                      

 

165

 Darwin, O powstawaniu gatunków..., s. 496. 

 

166

 Tamże, s. 497. 

 

167

 Gould, Niewczesny pogrzeb..., s. 136. 

background image

 - 184 - 

takiego nie przewiduje. Przewiduje ona cokolwiek, zależnie od warunków 
środowiska. Sam Gould zwracał gdzie indziej uwagę,  że przebieg ewolucji jest 
nieprzewidywalny. 

168

 O wzroście objętości mózgu i redukcji zębów wiemy nie z 

teorii, lecz z badań empirycznych. Argument, że gdyby to Bóg stwarzał 
wspomniane gatunki człowieka, to imitowałby proces ewolucyjny, jest więc 
chybiony, co akurat w kontekście niniejszego artykułu nie jest istotne, ale co może 
warto wskazać.  

 Współcześnie wskazuje się także na fakty zaskakujące z punktu widzenia 
koncepcji stworzenia:  

Kiedy porównujemy anatomie różnych roślin lub zwierząt, odkrywamy 
podobieństwa i różnice tam, gdzie najmniej byśmy się spodziewali, że 
Stwórca je umieści. 

169

 

 Futuyma 

odwołując się do wyników badań sekwencji aminokwasów w 

białku zastanawia się, dlaczego cząsteczki hemoglobiny są nieco różne u różnych 
gatunków i dochodzi do wniosku, że fakt ten nie pasuje do koncepcji stworzenia:  

Kreacjonista może przypuszczać, że Bóg dostarczył tę samą cząsteczkę, by 
spełniała tę samą funkcję, ale biolog nigdy nie będzie oczekiwał,  że 
ewolucja postępuje dokładnie po raz drugi tą samą drogą. 

170

 

 

Mark Ridley uważa,  że gdyby gatunki były stworzone niezależnie, to nie 

mielibyśmy do czynienia z tym samym kodem genetycznym (czyli że Stwórca jest 
z jakiegoś powodu zobowiązany do konstruowania odmiennych kodów 
genetycznych dla odmiennych gatunków). 

171

 Podobnie uważa Tim Berra. Jego 

zdaniem teoria ewolucji jest „jedynym rozsądnym wyjaśnieniem” dla faktu, że 
wszystkie organizmy do przenoszenia informacji używają cząsteczki DNA. 

172

 

 Ewolucjoniści często wskazują, że organizmy żywe nie są skonstruowane 
tak, jak powinny, gdyby były stworzone.  

Dlaczego jeśli wieloryby powstały niezależnie od innych czworonogów, 
mają używać kości, które są przystosowane dla wykształcenia się kończyny, 

                                                      

 

168

  „Łańcuchy i sieci wydarzeń historycznych są tak splątane, tak przepełnione 

czynnikami losowymi i chaotycznymi, że modele prostego przewidywania i powtarzalności 
wyników do nich się nie stosują” (Gould, „Ewolucja życia na Ziemi...”, s. 61). Por. też 
tenże, Niewczesny pogrzeb..., s. 328-329. 

 

169

 Futuyma, Science on Trial..., s. 199. 

 

170

 Tamże, s. 55. 

 

171

 Por. Mark Ridley, Evolution, Blackwell Scientific, Boston 1993, s. 49. 

 

172

 Tim M. Berra, Evolution and the Myth of Creationism, Stanford University 

Press, Stanford, Calif. 1990, s. 19. 

background image

 

- 185 -

aby podeprzeć organy reprodukcyjne? Gdyby były one naprawdę 
niezależne, to użyte zostałoby jakieś inne podparcie. 

173

 

Dlaczego nasze ciało od kości pleców do mięśni brzucha ujawnia 
pozostałości ustawienia lepiej dopasowane dla czworonożnego  życia, jeśli 
mamy nie być potomkami organizmów czworonożnych? 

174

 

Przeciw stworzeniu przemawiają też fakty z embriologii:  

Fakty embriologii, badanie rozwoju, także mają niewielki sens, jeśli nie są 
widziane w świetle ewolucji. Dlaczego gatunki, które ostatecznie rozwijają 
adaptacje do całkowicie odmiennych sposobów życia, były niemal 
nieodróżnialne na wczesnych etapach rozwoju? Dlaczego Boży plan dla 
ludzi i rekinów wymaga, by miały niemal identyczne embriony? 

175

 

Przejście etapu rybopodobnego przez płody wyższych kręgowców nie jest 
wyjaśnione przez stworzenie, ale łatwo je wyjaśnić jako pozostałość 
ewolucyjną 

176

 

Za podsumowanie niech posłuży opinia Goulda:  

Dziwne ustawienia i zabawne rozwiązania są dowodem ewolucji – drogami, 
którymi rozumny Bóg nigdy by nie podążał, ale na których działa proces 
naturalny, ograniczony przez historię. Nikt lepiej tego nie rozumiał niż 
Darwin. Ernst Mayr pokazał, jak Darwin broniąc ewolucjonizmu stale 
zwracał uwagę na organiczne części i rozmieszczenie geograficzne, które 
miały niewielki sens. 

177

 

 

e. Różne środki do tych samych celów, te same środki do różnych celów 

 

Szczególnym upodobaniem ewolucjonistów cieszyło się wskazywanie na 

niezgodne z koncepcją stworzenia, nielogiczne z jej punktu widzenia stosowanie 
struktur biologicznych – tych samych środków do różnych celów i różnych 
środków do tych samych celów.  

Jakże dziwny jest mniej ważny, lecz uderzający przykład, że tylne kończyny 
kangura, tak dobrze przystosowane do skakania na otwartych równinach, 

                                                      

 

173

 Ridley, Evolution..., s. 50. 

 

174

 Stephen Jay Gould, „Darwinism Defined: The Difference between Fact and 

Theory”, Discover January 1987 (cyt. za: Cornelius G. Hunter, Darwin's God. Evolution 
and the Problem of Evil
, Brazos Press, Grand Rapids, MI 2001, s. 48). 

 

175

 Futuyma, Science on Trial..., s. 48. 

 

176

 Berra, Evolution and the Myth..., s. 22. 

 

177

 Stephen Jay Gould, „The Panda's Thumb”, w: tenże,  The Panda's Thumb

W.W. Norton, New York 1980, s. 20-21. 

background image

 - 186 - 

kończyny  łażącej i karmiącej się liśćmi koali, przystosowanej dobrze do 
chwytania gałęzi, kończyny torbacza Perameles ryjącego w ziemi i 
żywiącego się owadami oraz korzeniami i niektórych innych torbaczy 
australijskich – wszystkie zbudowane są według tego samego niezwykłego 
typu, a mianowicie mają niezmiernie smukłe i okryte wspólną skórą kości 
drugiego i trzeciego palca, tak że wyglądają one jak jeden palec zaopatrzony 
dwoma pazurami. Pomimo tego podobieństwa budowy kończyny tylne tych 
różnych zwierząt używane są, jak widać, do tak różnorodnych celów, jakie 
tylko można sobie wyobrazić. Przykład będzie jeszcze bardziej uderzający, 
jeśli dodam, że kończyny dydelfów amerykańskich, mających prawie taki 
sam sposób życia jak niektórzy ich australijscy krewniacy, są zbudowane 
według zwykłego typu. [...] Nie ma rzeczy bardziej beznadziejnej niż próby 
wyjaśnień podobieństwa planu budowy u członków tej samej gromady za 
pomocą użyteczności lub celowości. 

178

 

Darwin wskazywał też na stosowanie różnych środków do tego samego celu:  

Możemy następnie zrozumieć, dlaczego w całej naturze ten sam cel ogólny 
może być osiągnięty przez nieskończoną prawie różnorodność  środków, 
każda bowiem raz osiągnięta właściwość  będzie przez długi czas 
dziedziczona, a struktury już w różny sposób zmienione muszą się nieraz 
przystosowywać do tego samego ogólnego celu. Jednym słowem 
zrozumiemy, dlaczego natura jest tak rozrzutna pod względem 
różnorodności, a tak skąpa w nowości. Nie podobna by było jednak 
zrozumieć, dlaczego istnieje takie prawo przyrody, gdyby każdy gatunek 
był oddzielnie stworzony. 

179

 

 Darwin 

nie 

rozumiał też, dlaczego Bóg miałby używać tego samego 

wzorca do różnych użyć, czasami nawet w tym samym gatunku. 

180

 Problem 

zauważony przez Darwina jest po półtora wieku także problemem współczesnych 
ewolucjonistów:  

Gdyby Bóg wyposażył bardzo różne organizmy do podobnych sposobów 
życia, nie istniałby powód, dlaczego nie miałby On dostarczyć im 
identycznych struktur, ale faktycznie podobieństwa są zawsze 
powierzchowne. 

181

 

 

Podobnie przez półtora wieku utrzymały się wnioski Darwina, że storczyki 

nie zostały stworzone, lecz wyewoluowały:  

Storczyki wykonują swoje wewnętrzne części z powszechnych składników 

                                                      

 

178

 Darwin, O powstawaniu gatunków..., s. 459-460. 

 

179

 Tamże, s. 497. 

 

180

 Por. tamże, s. 462 (patrz cytat opatrzony przypisem 155). 

 

181

 Futuyma, Science on Trial..., s. 46. 

background image

 

- 187 -

zwykłych kwiatów, z części zwykle dopasowanych do różnych funkcji. 
Gdyby Bóg projektował piękną maszynę, by odzwierciedlała jego mądrość i 
moc, z pewnością nie użyłby zbioru części ogólnie ukształtowanych do 
innych celów. Storczyki nie zostały wykonane przez idealnego inżyniera; są 
one sklecone w zaimprowizowany sposób z ograniczonego zbioru 
dostępnych składników. A więc musiały wyewoluować ze zwykłych 
kwiatów. 

182

 

 Warto 

zwrócić na ten powtarzający się motyw w tego typu 

rozumowaniach: nie zostały stworzone, a więc wyewoluowały. Nie trzeba nawet 
przedstawiać szczegółowych scenariuszy, jak wyewoluowały, żeby mieć pewność 
faktu ewolucji. 

183

 Co więcej, pewności tego faktu nie mogą podważyć  żadne 

argumenty. 

 Oto 

typowy 

przykład, jak ewolucjonista traktuje antyewolucjonistyczne 

argumenty (w tym przypadku argumenty Jonathana Wellsa z książki  Icons of 
Evolution
 

184

):  

jeśli całe  świadectwo na rzecz ewolucji jest błędne, to jakie jest jego 
alternatywne wyjaśnienie? Specjalne stworzenie każdego przedmiotu 
naturalnego? Trochę boskiej interwencji tu i tam? Uznanie, że nie 
powinniśmy badać naturalnych przyczyn ewolucji biologicznej? Że mogą 
nie istnieć naturalne procesy rządzące wzorcami biologicznymi, inaczej niż 
to jest w fizyce, chemii i astronomii? Wells i jego koledzy nie chcą na te 
pytania odpowiadać. 

185

 

Skoro nie istnieje alternatywa dla ewolucjonizmu, to musi on być  słuszny bez 
względu na argumenty:  

Sam ewolucjonizm jest przyjęty przez zoologa nie dlatego, że 
zaobserwowano zachodzenie ewolucji w przyrodzie albo [...] że można 
udowodnić jego prawdziwość przy pomocy logicznie spójnego świadectwa 
empirycznego, ale ponieważ jedyna alternatywa, specjalne stworzenie, jest 
wyraźnie niewiarygodna. 

186

 

                                                      

 

182

 Gould, “The Panda's Thumb...”, s. 20. 

 

183

 Por. Johnson, Darwin przed sądem..., s. 46. 

 

184

 Polskie wydanie: Ikony ewolucji. Nauka czy mit?, W wyłomie, Gorzów 

Wlkp. 2007. 

 

185

 Kevin Padian, Alan D. Gishlick, “The Talented Mr. Wells (A review of Icons 

of Evolution: Science or Myth? Why Much of What We Teach About Evolution Is 
Wrong
, By Jonathan Wells)”, The Quarterly Review of Biology March 2002, vol. 77, No. 
1, s. 37 [33-37]). 

 

186

 D.M.S. Watson, „Adaptation”, Nature August 10, 1929, vol. 124, s. 231, 233 

[231-234], cyt. za: Jerry Bergman, „The Transitional Form Problem”, Creation Research 

background image

 - 188 - 

 

Podsumowanie 

 Co 

naprawdę jest ważne dla ewolucjonistów, to odrzucenie myśli,  że w 

procesie powstawania i różnicowania się organizmów żywych mogła mieć miejsce 
jakaś nadnaturalna interwencja. Trwałym jądrem teorii ewolucji, twierdzeniem, 
któremu nigdy się nie zaprzeczy, jest wyłącznie filozoficzna zasada naturalizmu. A 
jeśli o istocie teorii decyduje jej twarde jądro, to teoria ewolucji w istocie jest 
teorią filozoficzną, obudowaną co prawda w szereg twierdzeń empirycznych, 
egzemplifikowaną ciągle zmieniającym się repertuarem twierdzeń empirycznych, 
ale jednak teorią filozoficzną. Ponieważ to filozoficzne jądro dotyczy Boga, a 
dokładniej: jego nieistnienia lub niedziałania, można uznać,  że jest ono teologią 
negatywną, a więc czymś w rodzaju religii.  

 

Zoolog i popularyzator ewolucjonizmu i ateizmu, Richard Dawkins, pisał:  

Cała wartość teorii ewolucji polega właśnie na tym, że dostarcza ona nie-
cudownego wyjaśnienia, w jaki sposób powstają  złożone przystosowania 
organizmów. 

187

 

Przekonanie to jest powszechnie przyjmowane przez następców Darwina, przez 
czołowych współczesnych ewolucjonistów.  

 Kreacjoniści od dawna zarzucali swoim adwersarzom, że głoszą religię w 
naukowym przebraniu. Zarzuty takie są natychmiast odrzucane jako śmieszne, ale 
ostatnio jeden z czołowych filozofów-ewolucjonistów, nie zmieniając swoich 
dotychczasowych poglądów, uznał racje swoich przeciwników w tej konkretnej 
sprawie. 

188

 Oto jak wspomina swoje utarczki z kreacjonistami przy okazji obalania 

                                                                                                                                       

Society Quarterly, December 1998, vol. 35, no. 3, s. 146 [134-147]. 

 

187

 Dawkins, Ślepy zegarmistrz..., s. 390. 

188

 Por. Michael Ruse, „Is Evolution a Secular Religion?”, Science 7 March 2003, 

vol. 299, s. 1523-1524: 

Główną skargą kreacjonistów, którzy zaangażowano są po stronie opartej na 
Księdze Rodzaju opowieści o początkach, jest to, że ewolucjonizm – a zwłaszcza 
darwinizm – jest czymś więcej niż tylko naukową teorią. Stawiają oni zarzut, że 
zbyt często ewolucjonizm działa jako pewnego rodzaju świecka religia, popierając 
normy i propozycje prawidłowego (czyli w ich opinii – nieprawidłowego) 
postępowania. Ewolucjoniści odrzucają ten argument jako kolejny retoryczny 
chwyt stosowany w dyskusji i w większości przypadków jest on nim. Twierdzenie, 
że naturalistyczna opowieść o pochodzeniu prowadzi bezpośrednio do swobody 
seksualnej i innych zakładanych chorób współczesnego społeczeństwa jest 
niemądre. Ale jeśli chcemy zaprzeczyć,  że ewolucjonizm jest czymś więcej niż 
tylko teorią naukową, to kreacjonistom trzeba przyznać rację (s. 1523). 

background image

 

- 189 -

przed sądem prawa stanu Arkansas o tzw. zrównoważonym traktowaniu teorii 
ewolucji i naukowego kreacjonizmu:  

Pamiętam nadal spory w gmachu sądu Arkansas z jednym z najbardziej 
znanych literalistów (obecnie ogólnie znanych jako kreacjoniści). Duane T. 
Gish, autor bestsellera Evolution: The Fossils Say No!, był gorzko 
oburzony za to, co odczuwał za bezpodstawne poczucie wyższości 
zakładane przez nas ze strony nauki.  

– Doktorze Ruse – rzekł p. Gish – kłopot z wami, ewolucjonistami, polega 
na tym, że po prostu nie gracie uczciwie. Chcecie powstrzymać nas, ludzi 
religijnych, od nauczania naszych poglądów w szkołach. Ale wy, 
ewolucjoniści, jesteście tak samo religijni, tylko na wasz sposób. 
Chrześcijaństwo mówi nam, skąd się wzięliśmy, dokąd idziemy i co 
powinniśmy robić w międzyczasie.  Żądam od pana, by pokazał pan 
jakąkolwiek różnicę po stronie ewolucjonizmu. Mówi on wam, skąd się 
wzięliście, dokąd zmierzacie i co powinniście robić w międzyczasie. Wy, 
ewolucjoniści, macie swojego Boga, a nazywa się on Charles Darwin. 

Wówczas raczej bagatelizowałem to, co p. Gish mówił, ale rozmyślałem 
nad jego słowami podczas powrotnego lotu do domu. I myślę nad nimi 
odtąd. Rzeczywiście, kierowały one większością mojego badania przez 
ubiegłe dwadzieścia lat. Może to być heretyckie, co powiem – i wielu moich 
przyjaciół uczonych przywiązać mnie do stosu i podłożyć ogień pod 
zgromadzone wokół drewno – myślę teraz, że kreacjoniści w rodzaju p. 
Gisha mieli absolutną słuszność w swojej skardze.  

Ewolucjonizm jest propagowany przez ewolucjonistów jako coś więcej niż 
tylko nauka. Ewolucjonizm jest rozpowszechniany jako ideologia, jako 
świecka religia – jako dojrzała alternatywa dla chrześcijaństwa, dająca sens 
i moralność. Jestem zawziętym ewolucjonistą i byłym chrześcijaninem, ale 
muszę przyznać, że skarżąc się – a p. Gish jest tylko jednym z wielu, którzy 
to czynią – literaliści mają absolutną rację. Ewolucjonizm jest religią. Było 
to prawdą o ewolucjonizmie na początku i jest prawdą o ewolucjonizmie 
nadal dzisiaj. 

189

 

 

Ostatnie zdanie Ruse'a w jego intencji dotyczy tylko niektórych 

ewolucjonistów: w czasach Darwina ewolucjonizm jako substytut religii głosił nie 
Darwin, ale Thomas Henry Huxley, w połowie XX-go wieku – George Gaylord 
Simpson, a dzisiaj – Stephen Jay Gould i Edward O. Wilson. Jeszcze przed 
Karolem Darwinem jego dziadek, Erazm, uważał myśl o ewolucji za coś więcej niż 
naukową hipotezę.  

                                                      

 

189

 Michael Ruse, „How evolution became a religion. Creationists correct?: 

Darwinians wrongly mix science with morality, politics”, National Post, Saturday, May 13, 
2000; http://tiny.pl/g4rxp. 

background image

 - 190 - 

 

Ewolucja to był marsz w górę przez królestwo zwierząt, prowadzący do 

rodzaju ludzkiego. Ewolucjonizm to postępowa wizja, wspierająca i uzasadniająca 
brytyjski sukces w Rewolucji Przemysłowej, rywalizująca z chrześcijańskim 
poglądem o Opatrzności Bożej. 

190

 Ponieważ Huxley widział,  że główne 

ideologiczne poparcie dla przeciwników reform społecznych płynie z kościoła 
anglikańskiego, „widział potrzebę zbudowania swojego własnego kościoła, a 
ewolucjonizm był do tego idealnym kamieniem węgielnym”. 

191

 

 Z 

dążeniem tym współgrał pogląd Herberta Spencera, że droga do 

prawdziwej cnoty wiedzie przez postęp, ujawniający się w rezultacie walki, jaka 
się toczy zarówno w społeczeństwie, jak i w biologii. „W ten sposób ewolucjonizm 
miał swoje przykazania, podobnie jak chrześcijaństwo.” 

192

 

 

Nawet budowane wtedy muzea historii naturalnej, wypełnione okazami 

nowoodkrytych dinozaurów, do złudzenia przypominały chrześcijańskie katedry. 
Ten „religijny” wątek istnieje do dzisiaj, głównie wśród socjobiologów. Ruse 
twierdzi, że E.O. Wilson zapewnia, iż ewolucjonizm jest mitem, który obecnie jest 
gotów zastąpić chrześcijaństwo i cytuje jego słowa: „Ostateczne, rozstrzygające 
zwycięstwo, którym wypadnie cieszyć się naukowemu materializmowi, przypadnie 
mu dzięki możliwości wyjaśnienia tradycyjnej religii – jego głównego rywala – 
jako zjawiska całkowicie materialnego. Jest mało prawdopodobne, aby teologia 
mogła utrzymać się jako niezależna dyscyplina intelektualna”. 

193

 

 

W opinii Ruse'a ewolucjonizm jest i może być zwykłą teorią naukową i 

apeluje, by studentów nauczać „nauki i niczego więcej”, odkładając inne dyskusje 
na bardziej odpowiedni czas. 

194

 

[...] kiedy chrześcijanie ewangeliczni skarżą się, że jest nie w porządku, jeśli 
do klas szkolnych dopuszcza się  świecką religię (ewolucjonizm), ale nie 
dopuszcza się rywalizujących z nią poglądów teologicznych, to zaczynam 
odczuwać do nich sympatię. Nie do kreacjonizmu, który jest szkodliwym 
nonsensem, ale z powodu ustawiania się przeciwko myśli religijnej, 
dopuszczając dogmat w nauce, ale nie w teologii. My, którzy troszczymy 
się namiętnie o naukę, powinniśmy wiedzieć, kiedy trzeba utrzymać naukę i 
religię w separacji i zawsze pamiętać, kiedy jest właściwe nauczanie jednej, 

                                                      

 

190

 Por. Michael Ruse, „Double-Dealing in Darwin. Are intellectuals allowing 

dogma in science but not in religion?”, http://tiny.pl/g4rxb. 

 

191

 Ruse, „Is Evolution a Secular Religion?...”, s. 1524. 

 

192

 Tamże. 

 

193

 Edward O. Wilson, O naturze ludzkiej, przełożyła Barbara Szacka, Biblioteka 

Myśli Współczesnej, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1988, s. 232-233. 

 

194

 Por. Ruse, „Is Evolution a Secular Religion?...”, s. 1524. 

background image

 

- 191 -

a nie drugiej. 

195

 

 W 

przeciwieństwie do Ruse’a myślę,  że religijny (czy łagodniej: 

filozoficzny) charakter ewolucjonizmu jest jego immanentną i najbardziej istotną 
cechą, czymś, bez czego nie może on istnieć. I nie dotyczy to tylko T.H. Huxleya, 
Goulda, Wilsona czy Dawkinsa, ale wszystkich czołowych ewolucjonistów, 
poczynając od samego Darwina. 

196

 

 

Teoria ewolucji niewątpliwie jest teorią naukową, ale nie tylko. W sferze 

pozanaukowej jej główna rola, na co zwracał uwagę Phillip E. Johnson, 

197

 polega 

na dostarczaniu alternatywnego mitu pochodzenia. Każda cywilizacja, każda 
ogólna organizacja życia społecznego, musi dysponować odpowiedzią na pytanie, 
skąd pochodzimy? Dotychczasowe odpowiedzi na to pytanie miały charakter 
religijny. Odpowiedź udzielana przez ewolucjonizm jest inna: 

Ewolucjonizm jest mitem stworzenia naszej epoki. Mówiąc nam o naszym 
pochodzeniu, kształtuje on nasze poglądy na temat, kim jesteśmy. Wpływa 
nie tylko na nasze myśli, ale również na nasze uczucia i działania i to w 
sposób, który przekracza jego oficjalną funkcję jako teorii biologicznej. 

198

 

Naprawdę istotny znaczeniem słowa „ewolucja” nie jest to, że stworzenie 
było stopniowym procesem wymagającym miliardów lat. Jest nim to, że 
proces ten miał być nieukierunkowany i pozbawiony celu. 

199

 

Odpowiedź ta powoli i skutecznie wypiera dotychczasowe. Wypiera więc religię ze 
świadomości społecznej. „Odpowiadając na tak fundamentalne pytania: Czy życie 
ma jakikolwiek sens? Po co istniejemy? Kim jest człowiek? – już nie musimy 
odwoływać się do sił nadprzyrodzonych” – pisał Dawkins. 

200

 

                                                      

 

195

 Ruse, „Double-Dealing in Darwin…”. 

 

196

 Por. Kazimierz Jodkowski, „Darwinowska teoria ewolucji jako teoria 

filozoficzna”, w: Stefan Konstańczak i Tomasz Turowski (red.) Filozofia jako mądrość 
bycia
 Oficyna Wydawnicza Uniwersytetu Zielonogórskiego, Zielona Góra 2009, s. 17-23. 

 

197

 Por. Phillip E. Johnson, Reason in the Balance. The Case Against 

Naturalism in Science, Law & Education, InterVarsity Press, Downers Grove, Illinois 
1995, s. 12–13; tenże, Wielka metafizyczna opowieść naukiArchiwum „Na Początku...” 
z. 13, PTK, Warszawa 2003, s. 9–10. 

 

198

 Mary Midgley, „The Religion of Evolution”, w: John Durant (ed.), Darwinism 

and Divinity. Essays on Evolution and Religious Belief, Basil Blackwell, Oxford 1985, s. 
154 [154-180]). 

 

199

 Phillip E. Johnson, „Reguły rozumowania darwinizmu”, w: Jodkowski, 

Metodologiczne aspekty..., s. 465 [460–472]. 

 

200

 Richard Dawkins, Samolubny gen, Prószyński i S-ka, Warszawa 1996, s. 17. 

background image

 - 192 - 

                                                     

 

W swojej książce 

201

 sygnalizowałem przekonanie, że  żyjemy w 

przełomowym okresie, w okresie rewolucji, ale rewolucji pełzającej, rozciągniętej 
na całe dziesięciolecia (choć od trzydziestu lat stale przyspieszającej) i przez to 
słabo dostrzeganej i uświadamianej, rewolucji która od stu pięćdziesięciu lat 
zmienia w decydujący sposób charakter naszej cywilizacji, prowadzi do cywilizacji 
postchrześcijańskiej, gdyż – na co zwrócił uwagę Dennett 

202

 – darwinizm jak 

uniwersalny kwas rozpuszcza wszystko, nawet moralność i religię. W książce 
propagowałem performancyjny model wiedzy, który każe naukę widzieć jako „kły 
i pazury” rodzaju ludzkiego, a nie jako bezinteresowne dążenie do prawdy. To 
zerwanie ze starożytną tradycją, liczącą sobie dwa i pół tysiąca lat, zerwanie 
motywowane przecież ewolucjonistycznym spojrzeniem, będące konsekwencją 
ewolucjonizmu, również świadczy o głębokości zachodzącej rewolucji. 

203

 

 Ewolucjoniści są w stanie zmieniać wszystkie twierdzenia, tylko nie to, że 
Boga nie ma, albo jeśli istnieje, to że nie działa jako pierwszorzędna przyczyna. 
Teza naturalizmu została tak mocno zinternalizowana, że dla współczesnego 
pokolenia stała się oczywista. Charakterystyczny jest odruch zżymania się 
uczonego, gdy zetknie się z dziwakami-kreacjonistami. Feyerabend w swoich 
pismach lubił analizować podobnie głęboko zinternalizowane twierdzenia 
dawniejszych systemów naukowych. Nazywał je naturalnymi interpretacjami. 

204

 

Dopiero zderzenie z radykalnie odmiennym sposobem myślenia pozwala te 
twierdzenia „wydobyć”, uświadomić sobie ich istnienie. A to z kolei sprzyja ich 
ponownej analizie, dalszemu potwierdzeniu, ewentualnie odrzuceniu bądź 
zmodyfikowaniu, i w ten sposób sprzyja postępowi w nauce.  

  

  

 

 

 

201

 Por. Jodkowski, Metodologiczne aspekty..., s. 199-202. 

 

202

 Dennett, Darwin’s Dangerous Idea... 

 

203

 Por. Jodkowski, Metodologiczne aspekty..., s. 199-202. 

 

204

 Por. Paul K. Feyerabend, „Problems of Empiricism, Part II”, w: Robert G. 

Colodny (ed.), The Nature and Function of Scientific Theories. Essays in 
Contemporary Science and Philosophy
University of Pittsburgh Series in the Philosophy 
of Science
 vol. 4, University of Pittsburgh Press, Pittsburgh 1970, s. 304–307 [275–353]. 


Document Outline