background image

ERLE STANLEY 

GARDNER

SPRAWA ODŁOŻONEGO 

MORDERSTWA

Przełożyła: Anna Rojkowska

Wydanie polskie: 2000

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Perry Mason odsunął się nieco od biurka i usiadł tak, by być twarzą w twarz z młodą 

kobietą, która siedziała naprzeciwko w skórzanym fotelu dla klientów. Della Street, zaufana 
sekretarka, wręczyła adwokatowi kartkę, na której było napisane na maszynie:

NAZWISKO I IMIĘ 

Sylwia Farr

WIEK 

dwadzieścia sześć lat

ADRES 

North Mesa, Kalif., 694 Chestnut St.
Tymczasowo zamieszkała w 
Palmcrest Rooms.
Telefon: Hillview 6-9390

CEL WIZYTY 

chodzi o siostrę

UWAGI 

gdy, sięgając po puderniczkę, otworzyła 
torebkę,   zauważyłam   plik   banknotów   i 
kilka kwitów z lombardu. 

D.S.

Mason położył kartkę czystą stroną do góry i odezwał się:
– Panno Farr, chciała się pani ze mną widzieć w sprawie swojej siostry?
– Tak.
– Pani pali? – spytał, unosząc wieko kasetki na papierosy.
– Dziękuję, wolę własne.
Wyjęła z torebki nowe opakowanie, oddarła róg i wyjęła papierosa. Mason podał jej 

ogień.

– A co się dzieje z siostrą? – spytał adwokat, opierając się w fotelu.
– Zniknęła.
– Czy kiedyś już się to jej zdarzyło?
– Nie.

background image

– Jak ma na imię?
– Mae.
– Mężatka?
– Nie.
– I co z tym zniknięciem?
Sylvia Farr nerwowo się zaśmiała.
–   Trudno   mi   mówić,   jak   pan   bombarduje   mnie   pytaniami.   Mogę   opowiedzieć   po 

swojemu? – spytała.

– Oczywiście.
– Mieszkamy w NorthMesa i...
– Gdzie to jest? – przerwał jej Mason. – Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek 

słyszał o takiej miejscowości.

– Na pewno pan nie słyszał. Leży w północnej części stanu, z dala od głównych dróg. To 

zapadła dziura. Od lat nic się tam nie buduje. Udało się nam postawić nową pocztę, ale to 
niczego nie zmienia.

– To tyle o North Mesa – powiedział Mason z uśmiechem. – A co z Mae?
– Mae wyjechała z domu ponad rok temu. To odwrotność typowej historii. Mae była 

popychadłem domowym. Ja... mnie uważało się za tę ładniejszą, choć w North Mesa to nie 
znaczy   wiele   –   uśmiechnęła   się   z   dezaprobatą.   –   Wie   pan,   jak   to   zazwyczaj   jest.   To   ja 
powinnam mieć dość małomiasteczkowego zacofania i wyjechać do dużego miasta, starać się 
o pracę w filmie, a skończyć jako kelnerka w taniej knajpie i w końcu wyjść za mąż. Albo 
stracić wszystkie pieniądze, a wróciwszy do domu, rozczarowana, zgorzkniała i cyniczna, 
dowiedzieć się, że nieładna siostra poślubiła miejscowego grabarza, ma troje dzieci i słynie na 
całą okolicę z miłego usposobienia i doskonałej szarlotki.

– Mae odstawała od wzoru? – spytał Perry Mason z błyskiem w oku.
– I to jeszcze jak. Znudziła się North Mesa, postanowiła wyjechać i poznać świat.
– Gdzie jest teraz?
Oczy Sylwii Farr posmutniały.
– Nie wiem – odparła.
– Gdzie była ostatnio?
– Tutaj.
– Pracowała?
– Kilka razy zmieniała pracę – odparła ostrożnie Sylwia. – Myślę, że próbowała nadrobić 

czas stracony w North Mesa. Zawarła znajomości i bardzo się nimi cieszyła. Zrobił się z niej 
lekkoduch.

– Jest od pani starsza czy młodsza?
– Półtora roku starsza. Proszę mnie dobrze zrozumieć, panie Mason. Ona wiedziała, co 

robi... Mnie chodzi o to, że zmienił się jej charakter. W North Mesa była apatyczna. Rzadko 

background image

się śmiała. Czuła, że czas płynie, a życie przecieka jej przez palce, i to nastawienie widać było 
we wszystkim, co robiła. Gdy wyjechała do miasta, najwyraźniej wszystko się zmieniło. Z 
listów przebijała radość. Były dowcipne i... No cóż, nie wszystkie odważyłam się pokazać 
mamie. Pamiętam, że Mae powiedziała, że w mieście dziewczyna musi nauczyć się igrać z 
ogniem tak, żeby nie poparzyć palców, i sztuka polega nie na tym, żeby uważać na ogień, ale 
na palce.

– Kiedy otrzymała pani ostatni list?
– Nieco ponad dwa miesiące temu.
– Co wtedy robiła?
– Pracowała jako sekretarka u kogoś z branży papierniczej, ale nie podała mi adresu 

firmy. Mieszkała w Pixley Court Apartments i wydawało się, że nie narzeka na nudę.

– Ma pani jakiś jej list? – spytał Mason.
– Nie, wszystkie zniszczyłam... to znaczy prawie wszystkie. Niektóre pisała do mnie w 

tajemnicy. Czasem przysyłała listy, które mogła przeczytać Mama. Te były zazwyczaj bardzo 
krótkie.

– Czy odwiedziła was po wyjeździe do miasta?
– Tak, około pół roku temu. Ogromnie się zdziwiłam, kiedy ją ujrzałam. Nigdy wcześniej 

nie  widziałam  tak kompletnej  zmiany.  Mae miała  brzydką  cerę  i suche,  szorstkie  włosy. 
Rysów twarzy też nie można było nazwać pięknymi. A jak przyjechała!!! Eleganckie ubranie, 
o wiele lepsza cera, śmiejące się oczy, zadbane włosy i dłonie, stała się dowcipna i znała 
najnowsze powiedzonka. My, dziewczyny z North Mesa, poczułyśmy się beznadziejnie nie na 
czasie. Widzi pan, panie Mason, nie jestem chimeryczką. Biorę, co mi życie przynosi, i nie 
narzekam, ale proszę mi wierzyć, nigdy nie czułam się tak przygnębiona, jak wtedy, gdy Mae 
wyjechała i musiałam wrócić do dawnego życia. Dopóki była, nie było tak źle. Wystarczyło 
jej towarzystwo, żeby wszystkie dziewczyny czuły się wytwornie i wielkoświatowo, ale gdy 
wyjechała,   oklapłyśmy,   zupełnie   jak   balon,   z   którego   zeszło   powietrze.   Trudno   było   to 
wytrzymać...

– Chyba rozumiem – odparł Mason. – Zdaje się, że tyle wystarczy tytułem wstępu.
– Miesiąc temu lub coś koło tego – zaczęła pospiesznie Sylwia Farr – napisałam do 

siostry,  ale nie odpowiedziała.  Dwa tygodnie temu  wysłałam następny list i ten wrócił z 
adnotacją, że lokatorka przeprowadziła się, nie podając adresu.

– Wydaje mi się, że pani siostra doskonale nauczyła się dawać sobie radę – odparł Mason. 

– Nie widzę powodu do zmartwienia.

– W ostatnim liście – wyjaśniła Sylwia Farr – wspomniała jakiegoś pana Wentwortha, 

który ma jacht. Z tego, co napisała, zrozumiałam, że jest hazardzistą i ma dużo pieniędzy. 
Siostra   pływała   z   nim   jachtem.   List   zakończyła   jakoś   tak:   „Boże   drogi,   siostro,   kiedy 
przyjedziesz do dużego miasta, unikaj ludzi w rodzaju Penna Wentwortha. To, co mówiłam ci 
o igraniu z ogniem, nie sprawdza się w stosunku do niego. On idzie przez życie, biorąc 

background image

wszystko, na co ma ochotę, i wcale o to nie prosząc. Z mężczyznami takimi jak on nie da się 
uważać ani na ogień, ani na palce”.

– Pani siostra nie jest pierwszą dziewczyną, która przekonała się, że – jak to określiła – w 

zabawie z ogniem nie ma dobrych, pewnych reguł. Nie potrzebuje pani prawnika, panno Farr. 
Jeśli w ogóle kogoś pani potrzebuje, to detektywa. Proszę posłuchać mojej rady, wrócić do 
North Mesa i o wszystkim zapomnieć. Pani siostra doskonale potrafi o siebie zadbać. Nie 
komunikuje się z panią zapewne dlatego, że nie chce, żeby pani się dowiedziała, gdzie jest. 
Policja może pani powiedzieć, że to często się zdarza. Jeśli chce pani dobrego detektywa, 
mogę polecić pani Agencję Detektywistyczną Drake’a. Mieści się w tym samym budynku. 
Agencja zatrudnia kilku niezłych detektywów i można mieć absolutne zaufanie do uczciwości 
i dyskrecji jej szefa, Paula Drake’a. Pracuje dla mnie.

Mason obrócił się, dając znak zakończenia rozmowy.
Sylwia Farr podniosła się z fotela i, stojąc przy biurku, rzekła z rozpaczą w głosie:
– Panie Mason, bardzo pana proszę! Wiem, że to, co mówiłam, brzmiało niepoważnie. 

Nie umiałam dobrze naświetlić sprawy. Nie potrafię przedstawić siostry tak, jak ją widzę. 
Widzi pan, ja wiem, że to coś poważnego. Myślę... wydaje mi się, że została zamordowana.

– Dlaczego tak pani myśli?
– Z kilku powodów. Po pierwsze znam ją, a jeszcze to, co napisała w ostatnim liście...
– Nie zachowała pani tego listu?
– Nie.
– Jeśli jest pani absolutnie przekonana, że to coś naprawdę poważnego, proszę iść na 

policję. Zbadają sprawę. Ale może pani nie być zadowolona z tego, co wykryją.

– Chcę, żeby pan to zbadał, panie Mason. Pragnę, żeby pan...
– Wszystko, co bym zrobił, ograniczyłoby się do wynajęcia detektywa – odparł prawnik. 

– Może pani zaoszczędzić pieniędzy i sama to zrobić. Sądzę, że kwestia finansowa nie jest dla 
pani obojętna, prawda?

– Ma pan rację, ale siostra znaczy dla mnie więcej niż pieniądze, a wiem, że coś jest nie w 

porządku.

– Proszę iść do Paula Drake’a. Najprawdopodobniej będzie w stanie zlokalizować pani 

siostrę w ciągu dwudziestu czterech godzin. Jeśli okaże się, że siostra ma kłopoty i potrzebuje 
prawnika, może pani przyjść do mnie.

– Proszę za mną, panno Farr – odezwała się Della Street. – Zaprowadzę panią do biura 

pana Drake’a.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Paul Drake, wysoki i niezgrabny, wszedł do prywatnego biura z familiarnością zrodzoną z 

długiej zażyłości.

– Cześć Perry. Cześć Dello – powiedział. – Jak się macie?
Ulokował się w poprzek w fotelu dla klientów, opierając plecy o jedną poręcz, a nogi 

przewieszając przez drugą.

– Dziękuję za klientkę, Perry.
– Jaka klientkę?
– Dziewczynę, którą mi wczoraj przysłałeś.
– Masz na myśli pannę Farr?
– Uhm.
– Zarobiłeś coś?
– Tak sobie. Tyle co za wstępne rozpoznanie i raport. Pomyślałem, że znalezienie tej 

dziewczyny nie powinno zająć więcej niż trzy czy cztery godziny.

– Znalazłeś ją?
– Nie, ale dużo się o niej dowiedziałem.
Mason uśmiechnął się i sięgnął do kasetki po papierosa.
– Zapalisz, Paul?
– Nie, dziękuję. Dziś żuję gumę.
Mason odwrócił się do Delli Street i rzekł:
– Coś go gryzie, Dello. Kiedy jest w wirze spraw, pali papierosy i siada w fotelu jak 

człowiek   cywilizowany.   Natomiast   kiedy   zwija   się   jak   wąż   cierpiący   na   ból   brzucha,   to 
oznacza, że coś go gryzie. Żucie gumy to następny niechybny znak.

Drake rozdarł celofanowe opakowanie, włożył do ust trzy kawałki gumy, a papierki zmiął 

w kulkę, którą wrzucił do kosza na śmieci.

– Perry – rzekł – chcę ci zadać pytanie.
Mason puścił oko do Delli.
– Zaraz się przekonasz, Dello – powiedział.

background image

– Nie żartuję, Perry.
– Wiem, Paul. A o co chodzi?
– Po co, do diabła, zainteresowałeś się tą sprawą?
– Niczego takiego nie zrobiłem.
– Nie wziąłeś jej – przyznał Drake – ale z tego, co dziewczyna mi powiedziała, musiałeś 

poświęcić jej dużo czasu.

– Tak powiedziała?
–   Nie   –   odparł   detektyw.   –   Była   rozżalona.   Uważała,   że   wyrzuciłeś   ją   z   biura. 

Wyjaśniłem jej, że jesteś jednym z najdroższych adwokatów w mieście i niewiele osób może 
w ogóle dostać się do twojego biura. To ją trochę ugłaskało.

– Prawdę mówiąc, omal nie wziąłem tej sprawy, Paul – rzekł Perry Mason.
– Tak mi się wydawało. Dlaczego?
Mason uśmiechnął się i powiedział:
– Okazało się, że siostra jest w niezłych tarapatach, prawda, Paul?
Detektyw skinął głową, uważnie obserwując prawnika.
– Ukrywa się przed policją?
– Nie. Chodzi o fałszerstwo.
– Tak myślałem.
Della Street, zaciekawiona, spojrzała na szefa.
– No, Perry, nie bądź taki tajemniczy – rzekł Paul. – Zdradź nam, jak do tego doszedłeś.
Mason zmrużył oczy i, utkwiwszy wzrok w jakiś punkt za Drakiem, rzekł:
– Czasem żałuję, że tak pasjonuję się ludźmi i tajemnicami. Gdyby ta sprawa była trochę 

bardziej zagadkowa, wziąłbym ją i okazałoby się, że za pięćdziesiąt dolarów odwalam robotę 
wartą pięć tysięcy.

– Co to za tajemnica? – zainteresował się Drake.
– Znalazłeś Mae Farr? – spytał Mason.
– Nie, nie możemy jej znaleźć.
Mason wykonał gest, jakby rzucał coś przed siebie na biurko.
– To właśnie jest odpowiedź.
– Co masz na myśli, Perry?
– Popatrz na okoliczności. Dziewczyna przychodzi w sprawie siostry. Siostra zniknęła. 

Ona myśli,  że siostra  ma  kłopoty,  nie wie,  co to mogą  być  za  kłopoty,  ale  ma  niejasne 
przeczucia, że stało się coś złego. Zwróć uwagę, jak była ubrana: buty w najlepszym gatunku, 
spódnica i żakiet świetne w kroju, acz nie nowe, i płaszcz – najmodniejszy model, ale uszyty 
z   najtańszego   materiału,   z   futrzanym   kołnierzem,   który   wyglądał,   jakby   był   zdarty   z 
wyliniałego kota.

Mason urwał.
– I czego to dowodzi? – spytał Drake.

background image

Prawnik niecierpliwie machnął ręką.
– Miała bardzo staranny manikiur. Włosy gładko zaczesane do tyłu. Na twarzy ledwie 

ślad makijażu, a na ustach nie było prawie wcale szminki. A do tego miała portfel wypchany 
banknotami... i kwitami z lombardu.

Drake, nerwowo żując gumę, spojrzał na Dellę, potem na Masona, i rzekł:
– Widzę, Perry, że do czegoś zmierzasz, ale nie rozumiem, do czego.
– Po prostu: te rzeczy nie pasują do siebie. Co robi dziewczyna, jak przyjeżdża ze wsi do 

miasta? Przede wszystkim wkłada najlepsze ciuchy i robi się na bóstwo. Ładne dziewczyny 
ze wsi zawsze starają się zrobić z siebie eleganckie kobiety. Kiedy udają się po poradę do 
prawnika, mocno się malują. I idą do fryzjera od razu po przyjeździe do miasta.

– Ta nie miała czasu na fryzjera. Martwiła się o siostrę.
– Miała czas na manikiurzystkę – odparował Mason. – I była u fryzjera. Zaczesała włosy 

do   tyłu,   żeby   wyglądać   niemodnie   i   jak   najmniej   atrakcyjnie.   Dziewczyna   ze   wsi 
zaoszczędziłaby na butach, żeby kupić jak najlepszy płaszcz, chyba że akurat taki płaszcz by 
się jej podobał. Ale wówczas nie kupiłaby takich butów, jakie miała panna Farr. Płaszcz nie 
pasował do reszty ubrania ani do butów. Włosy nie pasowały do dłoni. Twarz nie pasowała do 
historyjki, jaką dziewczyna nam opowiedziała.

Drake przez chwilę żuł nerwowo gumę, po czym gwałtownie wyprostował się w fotelu.
– Do diabła, Perry, nie chcesz chyba powiedzieć, że... że...
– Ależ tak. Ukrywa się przed policją. Potrzebowała prawnika, który wyciągnąłby za nią 

kasztany z ognia. Nie odważyła się posłużyć prawdziwym nazwiskiem, zatem udawała siostrę 
Sylwię.

– Cholera – powiedział powoli i uroczyście Drake. – Wygląda na to, że masz rację.
–   Naturalnie,   że   mam   rację   –   odparł   Mason   niecierpliwie,   jakby   była   to   kwestia 

oczywista. – Dlatego właśnie niemal wziąłem jej sprawę. Byłem ciekaw, jaka ta dziewczyna 
jest, w co się wpakowała, co spowodowało, że wybrała taki sposób wybrnięcia z kłopotów. 
Większość   kobiet   uciekłaby   się   do   płaczu   lub   histerii   albo   próbowałyby   nadrabiać 
bezczelnością.   Ona   sprawiała   wrażenie   osoby   doświadczonej.   Bała   się,   ale   nie   płakała. 
Wyglądała na niezależną i pomysłową. Zastawiła wszystkie cenne rzeczy, kupiła rzucający 
się w oczy płaszcz, uczesała się tak, żeby wyglądać jak najmniej atrakcyjnie, ale całkowicie 
zapomniała o butach i o świeżo zrobionych paznokciach.

Drake wrócił do żucia gumy. Powoli pokiwał głową.
– Zgadza się – odparł. – Ma kłopoty.
– Jakie?
– Przede wszystkim podrobiony czek na osiemset pięćdziesiąt dolców.
– Kto inkasował?
– Dom Towarowy Stylefirst.
– Miała tam kredyt?

background image

– Kredyt do wysokości dziewięciuset pięćdziesięciu dolarów – odparł Drake. – Do domu 

towarowego czek przysłano pocztą, tam przeszedł przez księgowość, nie zwracając większej 
uwagi, po czym wrócił z banku z adnotacją, że jest podrobiony, co naturalnie zdenerwowało 
księgową. W tym czasie Mae Farr najwyraźniej zwąchała, co się święci, i dała nogę.

Mason   odsunął   krzesło   od   biurka,   wstał   i   zaczął   chodzić   po   pokoju,   w   skupieniu 

wpatrując się w dywan.

– Paul – rzekł. – Chcę cię o coś zapytać i mam nadzieję, że powiesz „nie”. Ale obawiam 

się, że usłyszę „tak”. Czy ten czek podpisał mężczyzna, który nazywa się Penn Wentworth?

– Owszem, Penn Wentworth. Jego podpis był podrobiony bardzo prymitywnie.
Mason gwałtownie odwrócił się do detektywa.
– Co powiedziałeś?
– Że był prymitywnie podrobiony.
Mason jeszcze raz wyrzucił dłonie w górę, w typowym dla siebie geście.
– No i proszę, Paul. Jeszcze jedna rzecz, która do niczego nie pasuje. Ta dziewczyna nie 

popełniłaby kiepskiego fałszerstwa. Zwróciłeś uwagę na jej dłonie, palce? Długie, szczupłe, 
zwężające   się,   artystyczne,   zgrabne   w   ruchach.   Kiedy   tu   przyszła,   była   bardzo 
zdenerwowana, ale z jaką gracją otworzyła torebkę, wyjęła paczkę papierosów, oddarła róg i 
włożyła papierosa do ust! Ona umie grać na fortepianie, prawdopodobnie maluje, i nigdy, 
absolutnie nigdy nie popełniłaby prymitywnego fałszerstwa.

– Tym razem to jednak zrobiła – upierał się Drake. – Widziałem czek. Wystawiony na 

Mae Farr, a na odwrocie było napisane: „wpłata na konto Domu Towarowego Stylefirst, Mae 
Farr”.

– A co z jej podpisem? – spytał Mason.
– Co masz na myśli?
– Był w porządku?
– Dlaczego miałby być nie w porządku? – spytał Drake, unosząc ze zdziwieniem brwi. – 

Do diabła, Perry, nikt nie będzie podrabiał czeku na osiemset pięćdziesiąt dolarów tylko po 
to, żeby dostarczyć rozrywki pracownikom domu towarowego!

– A co mówi Wentworth?
– Najwyraźniej bardzo się zmartwił. No i tu jest coś dziwnego. Wyobraź sobie, że kiedy 

Mae Farr otwierała ten rachunek kredytowy, Wentworth był poręczycielem.

– I mówisz, że poczuł się dotknięty fałszerstwem?
– Jeszcze jak! Mówi, że dziewczyna okazała się niewdzięcznicą i że zamierza wsadzić ją 

za kratki, na nic nie zważając.

Perry Mason westchnął głęboko.
– Paul – rzekł – ta cała sprawa jest pokręcona.
Drake rzucił Delli Street spojrzenie.
– Mnie zainteresowała. A co z nim, jak myślisz?

background image

Della uśmiechnęła się.
– Cały czas go intryguje, ale dopiero teraz przyznał się do tego przed sobą.
– Chyba masz rację, Dello – zauważył prawnik. – Okay, Paul, poinformuj pannę Farr, że 

wezmę   jej   sprawę.   Kiedy   przyjdzie,   powiedz,   że   fałszerstwo   to   poważna   sprawa   i   że 
powinniśmy   zrobić   coś,   żeby   bronić   jej   siostry.   Nie   wygadaj   się,   że   rozgryźliśmy 
mistyfikację. Chcę ją zaskoczyć wtedy, kiedy będzie najmniej się tego spodziewała.

– W porządku, Perry – zgodził się Drake.
– Jeszcze jedno – ciągnął Mason. – Czy mógłbyś dla mnie zdobyć fotokopię tego czeku?
– Bez kłopotu. Bank zrobił  zdjęcie. Ilekroć odmawiają  realizacji  czeku na podstawie 

podejrzenia o fałszerstwo, ubezpieczają się, robiąc kopie fotograficzne. Mam zdjęcie.

– Świetnie, Paul. Zadzwoń do Wydziału Komunikacji, żeby zrobili fotokopię prawa jazdy 

Mae Farr. Będzie na nim między innymi jej podpis. Kiedy go zdobędziesz, wyślę kopię czeku 
i jej podpis do grafologa.

– Do licha, Perry – zaoponował Drake – nie potrzeba eksperta, żeby zauważyć, że czek 

jest podrobiony. Podpis został przekalkowany i to się rzuca w oczy. Widać drżenie ręki, co 
jest charakterystyczne przy takim sposobie podrabiania.

– Nie będę go pytał o podpis Wentwortha – odparł Mason. – Chcę poznać jego opinię na 

temat podpisu Mae.

Detektyw uniósł brwi do góry.
– Nie rozumiesz?  – zdziwił  się prawnik. – Mae Farr ma  kredyt  z limitem na ponad 

dziewięćset dolarów w domu towarowym, przy czym poręczycielem jest Penn Wentworth. 
Sklep otrzymuje czek, wystawiony jak się wydaje przez Wentwortha, na Mae Farr, który ona 
przepisuje na dom towarowy. Przy realizacji okazuje się, że jest sfałszowany. Wraca do domu 
towarowego. Oni powiadamiają Wentwortha, który dostaje szału. Naturalnie, podejrzana jest 
Mae Farr, ponieważ wygląda na to, że ma z tego największe korzyści.

– No i co? Nie uda ci się temu zaprzeczyć – zauważył Paul.
Mason uśmiechnął się.
– Przypuśćmy – rzekł – że podpis Mae jest również sfałszowany.
– Nie rozumiem.
Mason wyszczerzył zęby od ucha do ucha.
– Przemyśl to, Paul. Ta sytuacja kryje w sobie wiele możliwości.
Po czym skinął głową w kierunku Delli Street i powiedział:
– Podyktuję ci list, Dello.
Sekretarka   wyjęła   notes   do   stenografowania   i   zasiadła   w   gotowości,   z   piórem 

zawieszonym nad kartką.

– „Do pana Penna Wentwortha” – podyktował Mason – Jego adres dostaniesz od Drake’a. 

„Szanowny panie, panna Sylwia Farr z North Mesa w Kalifornii zwróciła się do mnie z 
prośbą o odnalezienie jej siostry, Mae Farr, poprzednio zamieszkałej w Pixley Apartments, 

background image

oraz o reprezentowanie jej w każdej sytuacji, jaka mogłaby wyniknąć z podjętych działań”. 
Nowy akapit. „Wnioskując na podstawie niektórych listów Mae Farr do siostry wnoszę, że 
może   być   pan   w   stanie   udzielić   mi   potrzebnych   informacji   na   temat   aktualnego   miejsca 
przebywania osoby, o której wspomniałem. Gdyby był pan z nią w bezpośrednim kontakcie, 
proszę  ją poinformować,  że  siostra  zaangażowała  mnie,   bym   reprezentował   ją,  jak  mogę 
najlepiej”. Nowy akapit. „Dziękuję z góry za pomoc w tej sprawie i łączę wyrazy szacunku”.

Skończywszy dyktować, Mason rzucił okiem na Paula Drake’a.
– Jeśli się nie mylę – powiedział – ten list dostarczy nam trochę zajęcia.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Wchodząc do biura Perry’ego Masona z poranną pocztą, Della Street zauważyła:
– Czasami pieczone gołąbki przylatują same.
– Jakie gołąbki? – zdziwił się jej szef.
– Wysłałeś wczoraj list do Penna Wentwortha.
– Ten gołąbek jest bardzo tłusty – powiedział prawnik.
– Tłusty?
– Bogaty – wyjaśnił. – Od kiedy Wentworth czeka?
– Od pół godziny. Powinnam go związać.
– Poproś go.
Penn Wentworth był już po pięćdziesiątce, ale dbałością o wygląd najwyraźniej próbował 

zrekompensować   swe   lata.   Garnitur   miał   nienagannie   odprasowany.   Obwód   w   pasie,   w 
porównaniu z objętością klatki piersiowej, sposób, w jaki leżało  na nim ubranie, i ruchy 
wskazywały, że opadający brzuszek jest podtrzymywany elastycznym pasem.

Dłonie miał zadbane, wymanikiurowane paznokcie. Twarz, zaróżowiona i aksamitna po 

goleniu   w   zakładzie   fryzjerskim,   kontrastowała   z   szarozielonymi   oczami.   Końce   małego, 
starannie przyciętego wąsika, były dokładnie wywoskowane.

– Dzień dobry panie Mason – powiedział Wentworth.
– Dzień dobry. Niech pan siada.
Wentworth usiadł na wskazanym fotelu. Wzrokiem oceniał Masona, jak brydżysta ocenia 

karty przed pierwszym wistem.

– Ładną mamy pogodę – zauważył.
– Myśli pan, że będzie padać? – spytał Mason z kamienną twarzą.
– Nie. To tylko takie zagajenie. Otrzymałem pana list.
– Jeśli o mnie chodzi, jestem przekonany, że będziemy mieli deszcz. A co w związku z 

listem?

– Winien jestem panu wyjaśnienie.
– Świetnie – odparł Mason z powaga. – Lubię otrzymywać to, co ludzie są mi winni.

background image

– Niech mnie pan źle nie zrozumie, panie Mason.
– Postaram się – przyrzekł prawnik.
– Chciałem powiedzieć, że niewątpliwie został pan nabrany. Człowiek o pańskiej pozycji, 

reputacji i zdolnościach z pewnością nie zgodziłby się reprezentować Mae Farr, gdyby znał 
wszystkie fakty.

– Zapali pan?
– Tak. Dziękuję.
Wentworth sięgnął do kasetki, która podał mu Mason, i wybrał papierosa. Wydawał się 

zadowolony z przerwy.

Mason przypalił papierosa, wrzucił zapałkę do kosza, i rzekł:
– Proszę dalej.
–   Przypuszczalnie   zdziwi   się   pan,   kiedy   się   pan   dowie,   że   Mae   Farr   uciekła   przed 

wymiarem sprawiedliwości.

– Naprawdę? – powiedział prawnik bez wyrazu.
– Policja wydała nakaz jej aresztowania.
– O co jest oskarżona?
– O fałszerstwo.
– Czego?
– Czeku. Sfałszowała czek, wykorzystując podle nasza przyjaźń – odparł z oburzeniem 

Wentworth. – To niewdzięcznica, egoistka, intrygantka...

– Chwileczkę – rzekł Mason, przyciskając guzik.
– Jak mówiłem – ciągnął Wentworth – ta kobieta...
Prawnik uniósł w gorę dłoń.
– Chwileczkę – powiedział. – zadzwoniłem po sekretarkę.
– Po co?
– Chcę, żeby zanotowała to, co pan ma do powiedzenia o charakterze mojej klientki.
– Zaraz, zaraz – zawołał zaniepokojony Wentworth – nie chce pan chyba tego użyć!
W drzwiach gabinetu pokazała się Della.
– Chcę, żebyś zapisała uwagi pana Wentwortha o Mae Farr – wyjaśnił prawnik.
Della rzuciła okiem na skrępowanego gościa, podeszła do biurka i położyła przed szefem 

karteczkę.

Prawnik przeczytał:  „W sekretariacie  czeka Harold Anders. Przyszedł  zobaczyć  się z 

Pennem Wentworthem w sprawie osobistej, o której nie chce nic powiedzieć. Mieszka w 
North   Mesa.   Podobno   dowiedział   się,   że   Wentworth   wybiera   się   do   ciebie,   przyszedł   i 
postanowił czekać aż do skutku”.

Mason powoli podarł liścik i wrzucił do kosza.
– To, co mówiłem, było tylko między nami – zauważył Wentworth.
– Podejrzewam, że nie rzucałby pan takich poważnych oskarżeń przeciwko tej młodej 

background image

kobiecie, gdyby nie mógł ich pan udowodnić – rzekł Mason.

– Proszę nie próbować mnie złapać na haczyk. Przyszedłem tu w dobrej wierze, ostrzec 

pana przed tą kobietą. Nie mam zamiaru narażać się na sprawę o zniesławienie.

– Trochę późno pan o tym pomyślał, nieprawdaż?
– Co pan ma na myśli?
– Dello, wprowadź pana Andersa – rzekł Perry Mason – i powiedz mu, że pan Wentworth 

tutaj z nim porozmawia.

Wentworth   na   wpół   uniósł   się   z   fotela   i   zmierzył   prawnika   zaniepokojonym   i 

podejrzliwym wzrokiem.

– Kto to jest Anders? – spytał.
Della wyszła, a Mason rzekł uspokajająco:
–   Tylko   facet,   który   chce   się   z   panem   spotkać   w   sprawie   osobistej.   Próbował   pana 

odnaleźć, dowiedział się, że jest pan u mnie, więc tu przyszedł.

– Nie znam żadnego Andersa i nie sądzę, żebym miał ochotę się z nim spotkać. Mógłbym 

wyjść stąd prosto na korytarz...

– Pan mnie nie zrozumiał. On przyjechał z North Mesa. Sądzę, że chce się z panem 

zobaczyć w sprawie panny Farr.

Wentworth wstał, ale ledwie uczynił dwa kroki, Della otworzyła  drzwi i wpuściła do 

gabinetu wysokiego, kościstego mężczyznę tuż po trzydziestce.

– Który z panów nazywa się Wentworth? – spytał.
Mason, z uprzejmym gestem dłoni, rzekł:
– Ten mężczyzna, zmierzający właśnie do drzwi.
Anders przeciął Wentworthowi drogę.
– Panie Wentworth – powiedział – chciałbym z panem pomówić.
Mężczyzna próbował go wyminąć, ale Anders złapał go za ramię.
– Pan wie, kim jestem.
– Nigdy w życiu pana nie widziałem.
– Ale pan o mnie słyszał.
Wentworth nic nie odparł.
– Aresztowanie Mae to najpodlejszy z wszystkich śliskich, nieuczciwych chwytów. I to 

za   nędzne   osiemset   pięćdziesiąt   dolców.   Proszę,   oto   osiemset   pięćdziesiąt   dolarów. 
Wyrównuję pańskie straty.

Wyciągnął z kieszeni plik banknotów i zaczął odliczać dwudziestodolarówki.
– Niech pan podejdzie do biurka, żebyśmy mogli policzyć pieniądze. Chce mieć świadka 

i pokwitowanie.

– Nie może pan po prostu zwrócić mi tych pieniędzy.
– Dlaczego?
– Ponieważ cała sprawa trafiła już do prokuratora okręgowego. Gdybym wziął pieniądze, 

background image

popełniłbym przestępstwo. Pan Mason jest prawnikiem i może panu wyjaśnić, że mam rację.

– Zwraca się pan do mnie oficjalnie jako do prawnika? – spytał Mason.
– Do licha, po prostu wspominam o czymś, o czym wszyscy wiedzą.
– Niech pan schowa pieniądze, panie Anders – rzekł Mason – i niech pan usiądzie. Pan 

też, panie Wentworth. Kiedy już jesteście tu obydwaj, to chcę wam coś powiedzieć.

– Nie mam nic więcej do powiedzenia – oświadczył starszy mężczyzna. – Przyszedłem 

tutaj   w   dobrej   wierze,   pragnąc   zaoszczędzić   panu   żenującego   doświadczenia.   Nie 
przyszedłem po to, by mnie obrażano czy próbowano złapać w zasadzkę. Przypuszczam, że 
specjalnie przygotował pan to spotkanie z Andersem.

– O czym pan mówi? – zdziwił się Anders. – Nigdy o tym facecie nie słyszałem.
Wentworth tęsknie spojrzał na drzwi.
– Nigdzie pan nie pójdzie. Ścigałem pana po całym mieście nie po to, żeby teraz puścić. 

Musimy sobie tutaj wszystko wyjaśnić. Jeśli będzie pan próbował wyjść, pożałuje pan tej 
zachcianki.

– Nie może mnie pan powstrzymać.
– Może nie – odparł z zaciętością Anders – ale mogę wybić to panu z głowy ręcznie.
Mason uśmiechnął się do Delli Street i rozsiadł się wygodnie w fotelu, opierając stopy na 

biurku.

– Nie przeszkadzajcie sobie, panowie – rzucił. – Proszę się mną nie przejmować.
– Co to za pułapka? – spytał Wentworth.
– To nie pułapka – zaprzeczył Anders, trzęsąc się z oburzenia. – Wywinął pan świński 

numer. Nie ujdzie ci to na sucho. Oto osiemset pięćdziesiąt dolarów.

– Nie tknę ich. Nie chodzi o pieniądze, ale o zasadę – odparł Wentworth.
Nagle skoczył na równe nogi i zawołał:
– Tylko spróbujcie mnie powstrzymać, a zawołam policję. Wytoczę sprawę o zmowę, o...
– Niech go pan nie zatrzymuje, panie Anders – poradził Perry Mason, a potem zwrócił się 

do Wentwortha: – Chce panu powiedzieć, że jestem adwokatem Mae Fair. Może to pana 
zainteresuje, że przestałem fotokopię czeku grafologowi.

Wentworth, z ręką na klamce, odwrócił się i spojrzał na Perry’ego.
Mason wyjaśnił:
–  Podejrzewam,   że  jeśli  pański   podpis   jest  sfałszowany,  to   również  sfałszowany  jest 

podpis Mae.

– Zostałem słusznie ukarany – rzekł Wentworth – za to, że próbowałem zrobić panu 

uprzejmość. Powinienem przyjść tu z własnym prawnikiem.

– Zapraszam. A kiedy pan go tu przyprowadzi, może pan mu wyjaśnić sprawę czeku i 

poprosić go o poradę.

– Co pan ma na myśli?
– Pan oskarżył Mae Farr o sfałszowanie czeku wyłącznie na tej podstawie, że miał pokryć 

background image

rachunek za rzeczy kupione przez nią w domu towarowym Stylefirst. Zakładam, że nie ma 
pan żadnych dowodów na to, że to ona wysłała ten czek, ani że go wypisała, co zresztą 
udowodni grafolog. A zatem fałszerstwa dokonał ktoś inny.

Wentworth zawahał się, po czym powiedział ostrożnie:
– Naturalnie, jeśli to prawda...
– Oczywiście, że to prawda – odparł niedbale Mason. – Jest pan winien zniesławienia. 

Czynił pan oszczercze uwagi, że panna Farr popełniła fałszerstwo i uciekła przed wymiarem 
sprawiedliwości. Uwagi te czynił pan na policji i w obecności innych osób. Pana świadectwo 
sprawiło, że została oskarżona o czyn kryminalny... Niech pan znajdzie sobie prawnika, panie 
Wentworth. Jestem pewien, że poradzi panu, aby polecił pan bankowi zrealizować ten czek. 
Zapraszam w przyszłości do biura. Wystarczy zadzwonić do mojej sekretarki i umówić się na 
spotkanie. Do widzenia.

Wentworth   spoglądał   skonsternowany   na   Masona.   Nagle   szarpnął   drzwi   i   wypadł   na 

zewnątrz. Anders został, z niedowierzaniem przyglądając się adwokatowi.

– Niech pan siada – zaprosił Mason.
Anders ulokował się w wielkim skórzanym fotelu, który uprzednio zajmował Wentworth.
–  Problem   ze   mną   polega   na   tym   –  zauważył   Mason   lekko   –  że   jestem   urodzonym 

aktorem. Moi przyjaciele mówią, że mam zamiłowanie do inscenizacji, adwersarze – że do 
oszustwa. Jeśli dodać do tego, że interesują mnie ludzie i wszystko, co choć trochę pachnie 
tajemnicą, to nic dziwnego, że zawsze pakuję się w kłopoty. A jakie są pańskie złe nawyki?

Anders zaśmiał się i rzekł:
– Zbyt szybko tracę panowanie nad sobą. Nie przyjmuję odmowy do wiadomości. Za 

bardzo kocham ziemię i wyglądam jak wieśniak.

W oczach prawnika zapaliły się iskierki.
– Ta lista wygląda trochę tak, jakby ułożyła ją kobieta, która opuściła North Mesa, żeby 

przenieść się do miasta.

– To prawda. Tak było.
– Zostałem zaangażowany – powiedział Mason – żeby reprezentować Mae Farr. O ile 

byłem w stanie się dowiedzieć, nie ma innych kłopotów prócz tych z podrobionym czekiem, o 
czym pan wie. Nie sądzę, żebyśmy mieli dalsze problemy z tego tytułu.

– To pewne, że nie ona podrobiła ten czek. Mae by tego nigdy nie zrobiła. Niemniej ktoś 

to musiał zrobić. Pytanie, kto.

– Wentworth – odparł Mason.
– Wentworth?
– Naturalnie. Prawdopodobnie nie będziemy w stanie tego udowodnić, ale to zrobił albo 

on sam, albo ktoś, kogo o to poprosił.

– Ale po co?
–   Bardzo   możliwe   –   odparł   sucho   Mason   –   że   Wentworth   to   również   ktoś,   kto   nie 

background image

przyjmuje odmowy do wiadomości.

Powoli   twarz   Andersa   zaczęła   przybierać   wyraz   zrozumienia.   Raptem   zerwał   się   na 

równe nogi. Zanim zrobił dwa kroki w stronę drzwi, zatrzymał go stanowczy głos prawnika.

– Momencik, panie Anders. Jeszcze nie skończyłem. Chcę z panem porozmawiać.
Młody człowiek zawahał się. Na twarz wystąpił mu rumieniec.
– Proszę wrócić i usiąść na chwilę. Niech pan pamięta, że jestem prawnikiem panny Farr. 

Nie dopuszczę do niczego, co mogłoby jej zaszkodzić.

Anders   niechętnie   zawrócił   i   usiadł   na   fotelu.   Mason   chwilę   przyglądał   się   jego 

wzburzonej twarzy, opalonej skórze na obliczu i spalonemu karkowi.

– Prowadzi pan gospodarstwo?
– Mhm.
– Co pan tam ma?
– Głównie bydło, trochę lucerny i siana.
– Duże jest to gospodarstwo?
– Ponad sześćset hektarów – odparł z dumą Anders.
– Wszystko ziemia uprawna?
– Nie, kawałek zajmują zarośla. Duża część to teren pagórkowaty. Wszystko ogrodzone.
– Nieźle – zauważył Mason.
Przez   chwilę   mężczyźni   milczeli,   przyglądając   się   sobie.   Anders,   stopniowo   się 

uspokajając, coraz przychylniej patrzył na prawnika.

– Długo zna pan Mae?
– Prawie piętnaście lat.
– A jej rodzinę też pan zna?
– Owszem.
– Matka żyje?
– Tak.
– Ma rodzeństwo?
– Jedną siostrę, Sylwię.
– Gdzie ona jest?
– W North Mesa, pracuje w sklepie cukierniczym.
– Skąd się pan dowiedział, że Mae ma kłopoty?
– Sylwia zaczęła się martwić. Od jakiegoś czasu nie miała żadnej wiadomości, a listy 

wracały z adnotacją, że adresatka przeprowadziła się, nie zostawiając adresu.

– Nie pisze do pana regularnie?
Anders zawahał się, potem odpowiedział krótko:
– Nie.
– Ale utrzymuje z nią pan kontakt przez Sylwię?
– Właśnie. – Ton głosu Andersa wyraźnie sugerował, że Mason pyta o sprawy, które nie 

background image

powinny go obchodzić. – Ale tym razem sama do mnie zadzwoniła i powiedziała, że wpadła 
w kłopoty z powodu sfałszowanego czeku na osiemset pięćdziesiąt dolarów.

– Odnalazł pan pannę Farr?
– Nie. Chciałem, żeby pan... Jestem jej przyjacielem. Chciałbym dostać jej adres.
– Przykro mi – odparł Mason – nie mam go.
– Mówił pan, że zatrudniła pana.
–   Kobieta,   która   mnie   zaangażowała,   wyjaśniła,   że   robi   to   w   imieniu   Mae   Farr. 

Powiedziała, że nie ma pojęcia, gdzie jest Mae.

Na twarzy Andersa odmalowało się rozczarowanie.
– Ale sądzę, że odnalezienie jej nie sprawi szczególnych kłopotów. Kiedy wyjechał pan z 

North Mesa?

– Dwa dni temu.
– A gdzie jest jej siostra, Sylwia? Została w domu czy przyjechała z panem?
–   Nie,   została   w   North   Mesa.   Pracuje.   Mae   i   Sylwia   muszą   utrzymywać   matkę. 

Większość kosztów ponosiła Mae.

– A kilka miesięcy temu czeki przestały przychodzić?
– Nie. Dlatego właśnie usiłowałem znaleźć Wentwortha. Sylwia otrzymała od niego trzy 

czeki.  Powiedział,  że Mae pracuje u niego i poprosiła, aby część jej  zarobków przesyłał 
bezpośrednio Sylwii.

– Rozumiem.
–   Panie   Mason,   sądzę,   że   nie   powinniśmy   zostawiać   spraw   własnemu   biegowi. 

Powinniśmy zrobić coś z Wentworthem.

– Zgadzam się z panem.
– Więc?
– Nie lubię wyciągać wniosków, nie mając dostatecznych podstaw, ale przypuszczam, że 

zdarzyło się coś takiego: jak rozumiem, Wentworth jest spekulantem. Nie wiem dokładnie, 
czym  się zajmuje.  Wygląda  na to, że jest bogaty.  Panna Farr zaczęła  u niego pracować. 
Najwyraźniej nie chciała zdradzać przyjaciołom, gdzie pracuje.

– Ten rachunek w domu towarowym... – zaczął z wysiłkiem Anders, próbując ukryć 

niepokój.

– Wskazuje na to, że Mae pracowała jako hostessa gdzieś, gdzie Wentworth prowadził 

interesy albo że miała taką pracę, która wymagała od niej kontaktów z ludźmi. Jemu zależało, 
żeby   była   dobrze   ubrana,   i   pewnie   wysłał   ją   do   tego   domu   towarowego   z   listem 
gwarancyjnym. Niech pan zwróci uwagę, że nie zgodził się od razu płacić za zakupy, a biorąc 
jeszcze   pod   uwagę   fakt,   że   to   on   wysyłał   czeki   Sylwii,   możemy   przypuszczać,   że 
zatrzymywał większość zarobków Mae, z czego część miała iść na płacenie rachunków w 
domu towarowym, a część być wysyłana siostrze.

– Ale w listach pisała, że pracuje u niego i...

background image

– No właśnie. Ale nie napisała, na czym polega jej praca. Jeśli była hostessą w klubie 

nocnym, możliwe, że nie chciała informować o tym Sylwii.

– Rozumiem – powiedział Anders. Zaraz jego twarz się rozjaśniła. – To by wszystko 

tłumaczyło! Mae bała się, że matka dowie się, co ona robi. Jej matka jest bardzo staroświecka. 
Jest słabego zdrowia i Mae nie chciała, żeby się martwiła.

– Otóż to.
Anders podniósł się.
–  Nie  będę   dłużej   się  panu  naprzykrzać,  panie  Mason  –  rzekł.   –  Wiem,   że  jest  pan 

zajętym człowiekiem. Chciałbym... Mieszkam w hotelu Fairview. Gdyby spotkał pan Mae, 
proszę jej powiedzieć, że jestem tam i bardzo chciałbym się z nią spotkać.

– Na pewno jej powtórzę – przyrzekł Mason.
Prawnik wstał i podał rękę Andersowi. Obydwaj mężczyźni mieli wyraziste rysy twarzy i 

podobne sylwetki: byli wysocy i muskularni.

– Trudno mi wyrazić, jak bardzo jestem panu wdzięczny – zaczął Anders, ściskając dłoń 

Masona. – A jak z pańskim honorarium? Czy mógłbym...

–   Nie   –   przerwał   mu   prawnik.   –   Wydaje   mi   się,   że   panna   Farr   sama   wolałaby   je 

uregulować. A jak pan myśli?

– Ma pan rację. Proszę jej nie mówić, że o to pytałem.
Mason skinął głową.
– I powie mi pan, jeśli się czegoś pan dowie?
– Powiem jej, gdzie może pana znaleźć.
– Och, panie Mason, cieszę się, że właśnie tu spotkałem Wentwortha. Inaczej pewnie 

zrobiłbym z siebie głupca. Do widzenia.

– Do widzenia – odparł adwokat.
Anders zawahał się, potem ukłonił się Delli Street, która cały czas siedziała w pokoju. – I 

pani też dziękuję, panno...

– Street – wtrącił prawnik. – To Della Street, moja sekretarka.
– Bardzo pani dziękuję, panno Street.
Gdy za Andersem zamknęły się drzwi, Della spojrzała na szefa i spytała:
– Wierzysz w te historyjkę?
– Jaką historyjkę?
– Tę, którą opowiedziałeś Andersowi, wyjaśniając zachowanie Mae.
Mason wyszczerzył zęby.
– Nie wiem, Dello. To było najlepsze, co udało mi się wyprodukować na poczekaniu. Do 

diabła, czasem żałuję, że tak interesują mnie ludzie i że współczuję im, gdy pakują się w 
kłopoty.

– To była piękna historyjka – powiedziała Della z zadumą.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Mason, zrelaksowany po prysznicu,  w cienkiej  jedwabnej  piżamie,  siedział  w niskim 

fotelu, czytając kryminał. Złowieszcze chmury burzowe, przez całe popołudnie zbierające się 
nad  górami  na  północy i  wschodzie,  zaczęły  przesuwać  się nad miasto.  Coraz  wyraźniej 
słychać było grzmoty.

Wtem zadzwonił telefon.
Mason, nie podnosząc oczu znad książki, wyciągnął ramię i przez chwilę macał wkoło, 

szukając słuchawki. Gdy mu się to w końcu udało, podniósł ją do ucha i rzekł:

– Słucham? Tu Mason.
– Dobrze by było szefie, gdybyś tu przyjechał – usłyszał głos Delli Street.
– Gdzie?
– Do mnie do domu.
– Co się stało?
– Jest u mnie dwoje dość zdenerwowanych klientów.
– Rozmawiałaś z nimi?
– Tak.
– I uważasz, że powinienem przyjechać?
– Jeśli tylko możesz.
– W porządku, Dello. Będę za kwadrans. Pamiętaj, że ściany są cienkie, a podniesione 

głosy zawsze przyciągają uwagę. Niech trzymają buzie na kłódkę, dopóki się nie pojawię.

– Zabroniłam im cokolwiek mówić. Myślę, że chciałbyś pierwszy poznać szczegóły.
– Grzeczna dziewczynka. Już jadę.
Zadzwonił do strażnika w garażu, żeby przygotował jego samochód, wbił się w ubranie i 

minutę i piętnaście sekund przed czasem pojawił się na progu mieszkania Delli.

Della była ubrana tak, jakby miała wyjść do miasta, przez ramię przewieszony płaszcz 

przeciwdeszczowy, pod pachą ściskała notes do stenografowania i torebkę.

Naprzeciw niej na tapczanie siedzieli koło siebie, bladzi i wystraszeni, Harold Anders i 

Mae Farr.

background image

Mason, widząc gotowość Delli, skinął z zadowoleniem głową i powiedział do Andersa:
– Widzę, że znalazł ją pan.
– Chce pan powiedzieć, że cały czas pan wiedział?
– O tym, że pani jest Mae, a nie Sylwią?
Kiwnęła głowa.
– Oczywiście. Dlatego właśnie zainteresowała mnie ta sprawa. A o co teraz chodzi?
Anders zaczął coś mówić, ale Mae położyła mu rękę na ramieniu i poprosiła:
– Pozwól, że ja to powiem, Hal. Penn Wentworth nie żyje.
– Co się stało?
– Ktoś go zastrzelił.
– Gdzie?
– Na jego jachcie „Pennwent”.
– Skąd pani wie?
– Byłam tam.
– Kto go zabił?
Dziewczyna zawahała się.
– Nie ja – odparł Anders.
– Nie – poparła go szybko. – Nie on.
– A kto?
– Nie wiem.
– Jak to się stało?
– Walczyłam z nim, gdy ktoś pochylił się nad otwartym świetlikiem w mesie i strzelił do 

niego.

– Spojrzała pani w górę? – spytał Mason.
– Tak.
– Widziała pani kogoś?
–   Nie.   Błysk   i   strzał   otępiły   mnie.   Nie   widziałam...   To   znaczy   zauważyłam   tylko 

niewyraźną postać i to wszystko.

Mason uporczywie wpatrywał się w nią ze zmarszczonymi brwiami.
– Widzi pan – pospieszyła z wyjaśnieniem – w mesie było jasno. Tam, gdzie ta osoba 

stała, było ciemno. Świetlik został otwarty, ponieważ panowała duchota, i... miałam co innego 
na głowie. Penn próbował... próbował...

– W porządku – przerwał Mason. – Nie musi pani wyjaśniać mi drobiazgowo. Co się 

potem stało?

– Nie jestem pewna, czy to Penn, czy ktoś inny, ale słyszałam, że ktoś coś powiedział. 

Nie rozróżniłam słów. Penn spojrzał do góry.

– W jakiej pani była pozycji?
–   Leżałam   na   poduszce   jednego   z   siedzeń   w   mesie.   On   przygniatał   mnie   kolanem, 

background image

przyciskając je do mojego brzucha, a prawą ręką próbował mnie dusić. Wykręciłam się tak, że 
złapałam zębami jego nadgarstek, dzięki czemu nie mógł chwycić mnie za gardło. Rękami 
odpychałam jego nagie ramię.

– Gołe?
– Tak.
– Czy miał na sobie jakąś odzież?
– Bieliznę.
– I co dalej się stało?
– Ktoś coś zawołał, myślę, że Wentworth spojrzał w świetlik, i usłyszałam strzał.
– Zabito go na miejscu?
– Zatoczył się i, zgięty w pół, z twarzą w dłoniach wybiegł z mesy.
– I co?
– Spojrzałam w górę i zobaczyłam jakąś poruszająca się postać. Usłyszałam kroki na 

pokładzie. Podbiegłam do drzwi prowadzących do afterpiku. Krzyknęłam: Penn, jesteś ranny? 
Nie odpowiedział. Próbowałam więc otworzyć drzwi, ale musiał leżeć tuż pod nimi, bo nie 
mogłam.

– Drzwi afterpiku otwierają się do środka?
– Tak.
– I co dalej? – spytał Mason.
– Wybiegłam na pokład.
– Gdzie spotkała pani Andersa?
– Na pokładzie – rzekła, odwracając oczy.
Mason zmarszczył brwi i spojrzał na Andersa.
– Mae, pozwól teraz mi coś powiedzieć – poprosił młody człowiek.
– Bardzo proszę – zachęcił prawnik.
– Nie dowierzałem temu Wentworthowi. Pomyślałem, że może wiedzieć, gdzie jest Mae 

albo że Mae może chcieć się z nim skontaktować. Pojechałem do klubu jachtowego, gdzie 
trzyma swój jacht.

– I znalazł pan Mae?
– Tak. Około wpół do dziesiątej przyjechała tam.
– I?
– Zostawiła samochód i weszła na jacht, a ja... no cóż, ja...
– Cóż takiego pan zrobił? – przynaglił go Mason.
– Straciłem głowę. Pomyślałem, że weszła na pokład z własnej woli i że przypuszczalnie 

wolałaby, żebym nie mieszał się w jej sprawy.

– Mądre założenie.
– Siedziałem tam, czując się jak łajdak, gorzej niż świnia...
– Mój Boże – przerwał Mason – wiem, jak się pan czuł. Wyobrażam sobie, co mógł pan 

background image

myśleć. Chcę faktów! Możliwe, że musimy szybko działać. Niech pan powie, co się stało, nie 
owijając w bawełnę.

–   Usłyszałem   krzyki   Mae.   Wyskoczyłem   z   samochodu   i   pobiegłem   do   jachtu.   Mae 

jeszcze raz krzyknęła. Jacht był przywiązany do pomostu. Wzdłuż pomostu biegnie chodnik, 
a dalej rząd przegród...

– Wiem, jak to wygląda. Może pan pominąć szczegóły.
– Ale to ważne – nalegał Anders. – Widzi pan, trochę byłem oślepiony przez ciągłe 

wypatrywanie świateł na jachcie, biegłem szybko...

– I wpadł do wody – wtrąciła Mae Farr.
– Wpadłem do wody.
Mason obrzucił obydwoje ponurym spojrzeniem i rzekł:
– I ja mam w to uwierzyć?
– Tak właśnie było. Wpadłem do wody i właśnie wtedy musiał nastąpić wystrzał. Widzi 

pan, nic o nim nie wiedziałem. To się stało, kiedy byłem w wodzie.

– Potrafi pan pływać?
– Tak, dobrze pływam.
– Doskonale. Zdobył nagrody – poprawiła Mae Farr.
– Wygrałem kilka razy zawody, nie jakieś wielkie, tylko takie międzyszkolne.
– A co stało się z pańskim ubraniem? – spytał prawnik, spoglądając na suchą odzież 

Andersa.

– Przebrałem się, kiedy Mae dzwoniła do pańskiej sekretarki.
– Gdzie?
– W samochodzie.
– Miał pan zapasowy garnitur w samochodzie? – zapytał z nutą sceptycyzmu w głosie 

Mason.

– Wtedy byłem... w drelichach.
– Widzi pan – wyjaśniła Mae – próbował śledzić Penna i postanowił zmienić wygląd. 

Penn już go przecież widział. Więc Hal założył drelichowy kombinezon i czapeczkę, jaką 
noszą robotnicy, i...

– I to ubranie zostało w samochodzie?
Anders skinął głową.
– Miał pan w samochodzie broń?
– Tak.
– Gdzie jest teraz?
– Ja... myśmy ją wyrzucili.
– Gdzie?
– W drodze powrotnej z klubu jachtowego.
– Kiedy?

background image

– Jakieś pół godziny temu.
Mason przeniósł spojrzenie na Mae Farr.
– Zadzwoniła pani na policję? – spytał.
Pokręciła głowa.
– Dlaczego?
– Ponieważ nikt oprócz Hala nie wie, że byłam na pokładzie jachtu, a kiedy zobaczyłam 

Hala, ociekającego wodą, było to już niemożliwe.

– Po co pani poszła na ten jacht?
– Chciałam przemówić Pennowi do rozsądku.
– Już przedtem pani tego próbowała, nieprawdaż?
– Tak.
– Coś to dało?
– Nie... ale pan nie rozumie.
– To niech mi pani wytłumaczy.
– Penn... chciał... chciał mnie.
– Domyśliłem się tego – zauważył Mason.
– Ale on był gotów zrobić wszystko, żeby to osiągnąć. Widzi pan, chciał się ze mną 

ożenić.

– Pani się nie zgodziła?
Skinęła głową.
– Czy kiedykolwiek powiedziała mu pani „tak”?
– Nie – odparła, z oburzeniem w głosie.
– No, teraz narobiła pani sobie kłopotów.
– Wiem – przyznała, mrugając szybko oczyma.
– Tylko niech pani nie płacze – zażądał ostro Mason.
– Nie mam zamiaru. Nigdy nie płaczę. Łzy są oznaką słabości, a ja nienawidzę słabości. 

Po prostu nienawidzę.

– Aż tak bardzo? – zdziwił się prawnik.
– O wiele bardziej.
Mason zauważył, że Anders najwyraźniej zaczął czuć się nieswojo.
– Kto wiedział, że ma pani zamiar pojechać na jacht na spotkanie z Wentworthem?
– Nikt.
– Ani jedna osoba?
– Ani jedna.
– Gdzie jest pani samochód?
W oczach Mae pojawiło się nagłe przerażenie.
– Boże! – zawołała. – Zostawiliśmy tam mój samochód! Hal zabrał mnie swoim autem i...
– To pana samochód czy wynajęty?

background image

– Wynająłem go w agencji.
Mason przymrużył oczy i rzekł:
– W porządku. Jedziemy do klubu jachtowego. Pani wchodzi na pokład. Trochę poszarpie 

pani ubranie, żeby wyglądało tak, jak po walce. A propos. Ma pani jakieś sińce?

– Powinnam mieć. Biliśmy się nie na żarty.
– Proszę pokazać.
Dziewczyna zawahała się, spojrzała na Andersa.
– Nie ma czasu się wstydzić. Proszę iść do łazienki, jeśli pani woli, ale muszę obejrzeć te 

sińce.

Mae podniosła spódnicę do połowy uda.
– Proszę bardzo – powiedziała, pokazując siniec na lewej nodze.
– To wszystko? – spytał prawnik.
– Nie wiem.
– Idź z panią do łazienki – polecił Delli Mason – i dobrze się przyjrzyj. Chcę być pewien, 

że ma sińce.

Dziewczyny zniknęły w łazience. Mason, spojrzał na Andersa i rzekł:
– Pańska historia śmierdzi na odległość.
– Ale to prawda.
– Nie szkodzi. Czegoś pan nie powiedział. Czego?
– Mae uważa, że jestem słabeuszem. Nienawidzi mnie za to.
– A jest pan słabeuszem?
– Nie wiem. Chyba nie.
– Dlaczego tak o panu myśli?
–   Ponieważ   kręciłem   się   koło   przystani   z   bronią   w   ręce.   Ona   uważa,   że   prawdziwy 

mężczyzna wypadłby z samochodu i nie pozwolił jej wejść na jacht albo wszedłby za nią na 
pokład i przyłożył Wentworthowi.

– Może ma rację... – zauważył Mason.
Drzwi  łazienki  otworzyły   się i  prawnik  dostrzegł  jak Mae  Farr, w   cielistej  bieliźnie, 

walczy z sukienką. Zauważyła, że Mason przygląda się jej i spytała:

– Chce pan zobaczyć?
– I co? – spytał Mason Dellę.
– Mnóstwo sińców. Nieźle ją poturbował.
– Nie muszę ich oglądać. Może się pani ubrać.
Della zamknęła drzwi łazienki. Adwokat podniósł się i zaczął chodzić w tę i we w tę. 

Kiedy Mae wyszła, powiedział:

– Jeśli chodzi o was dwoje, to pan wraca do hotelu, porozmawia chwilę z recepcjonistą i 

przypilnuje, żeby zapamiętał, o której godzinie pan wrócił. Proszę mu powiedzieć, że nie 
może pan spać. Nie wracać do pokoju, tylko kręcić się po holu. Pani, Mae, wróci ze mną do 

background image

klubu jachtowego i wejdzie na jacht. Rozejrzawszy się po pokładzie, czy nie ma tam czegoś, 
co by mogło obalić pani historię, zaczyna pani wołać pomocy. Krzyczy pani tak długo, aż 
ktoś zwróci uwagę. I wtedy opowie pani swoją historyjkę.

– To znaczy to, że przyszłam tutaj i...
– Ależ skąd! – zaprzeczył  Mason. Walczyła  pani z Wentworthem. Ktoś go zastrzelił. 

Wentworth wbiegł do afterpiku. Pani próbowała tam wejść, usiłowała otworzyć drzwi. Ale 
osłabła pani po walce, a on blokował drzwi. Pani próbowała i próbowała, nie wie pani jak 
długo, wydawało się, że przez całą wieczność. W końcu wpadła pani w histerię i zaczęła 
wołać pomocy. Potrafi to pani przedstawić przekonująco?

– Chyba tak.
– Tylko tak może się pani z tego wyplątać. Zostawiła tam pani samochód. W mesie są 

wszędzie pani odciski palców. Nie sądzę, żeby je pani starła.

Pokręciła głową.
– Wentworth był w bieliźnie. Na jego ramionach są prawdopodobnie zadrapania. Pani w 

podartej  odzieży i z sińcami  na ciele. Policji nie będzie więcej  trzeba,  żeby zgadnąć, co 
próbował zrobić.

– A dlaczego nie mogłabym spróbować się z tego wyłgać? Wytarłabym odciski palców, 

zabrała samochód...

– Ponieważ policja od razu zacznie poszukiwać kobiety i jej chłopca – wyjaśnił Mason. – 

Znajdą Andersa i oskarżą go o morderstwo pierwszego stopnia. A tak będą mogli najwyżej 
oskarżyć go o nieumyślne zabójstwo. W najgorszym razie, jeśli dobrze odegra pani swoją rolę 
i   realistycznie   przedstawi   walkę,   Anders   dostanie   wyrok   za   zabójstwo   z  okolicznościami 
łagodzącymi. Ale jeśli będziemy próbować zatuszować sprawę, prokurator okręgowy powie, 
że pani sfałszowała czek, Wentworth był dla pani ciągłym zagrożeniem, więc poszła pani na 
spotkanie, gotowa zgodzić się na wszystkie jego warunki, żeby uniknąć aresztowania.

– Przecież się przekonają, że walczyłam o honor.
Mason spojrzał jej prosto w oczy.
–   Będą   tak   myśleli,   chyba   że   udowodnią,   że   była   pani   jego   kochanką,   a   jeśli   tego 

dowiodą, to niech Bóg ma panią w swojej opiece.

Mae Farr patrzyła na prawnika wzrokiem wyzutym z wszelkiego wyrazu.
– W porządku, ruszamy – rzekł Mason. – Już i tak straciliśmy dużo czasu.
– A co ze mną? – spytał Anders. – Mam siedzieć w hotelu i czekać na policję?
– Nie, ale proszę nie opuszczać hotelu, dopóki nie zadzwonię. Zatelefonuję, zanim policja 

się do pana dobierze. Potem najlepiej będzie, jeśli uda się pan do innego hotelu, wynajmie 
pokój na zmyślone nazwisko i nie wychyla nosa, udając, że miał pan w planie podjąć inne 
działania, aby skontaktować się z Mae, ale nie chciał nikomu mówić, jakie to miały być 
działania. Chodźmy, Mae. Dello, tym razem igram z dynamitem. Jeśli chcesz, możesz zostać 
w domu.

background image

– Nie zostanę, chyba że będę musiała.
– Okay, idziemy – powiedział Mason.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Kiedy byli  w połowie drogi do jachtklubu, kilka kropel deszczu uderzyło  o przednią 

szybę.   Gwiazdy   zasłonięte   były   wielkimi   chmurami,   od   czasu   do   czasu   rozrywanymi 
błyskawicami, którym towarzyszyły ogłuszające grzmoty. Zanim dojechali do zatoki, burza 
przeszła.

– Którędy teraz? – spytał Mason siedzącą przy nim dziewczynę.
– W prawo na najbliższym skrzyżowaniu. Proszę zwolnić. Zaraz będzie zakręt. To tutaj, 

przy płocie. O, jest. Może pan tu skręcić. Miejsce do parkowania jest po lewej.

– Gdzie jest pani samochód?
– Właśnie tam.
– Proszę chwilę poczekać. Co to za samochód? Jaki ma numer rejestracyjny?
– Ford kabriolet, WVM 574.
– Poczekajcie tu chwilę.
Mason zgasił światła, powiedział do Delli: „Miej ją na oku”, wyszedł z auta i poszukał 

samochodu opisanego przed Mae Farr. Po chwili wrócił i powiedział:

– Wszędzie cicho i spokojnie. Wchodzimy na jacht się rozejrzeć. Dello, lepiej zostań 

tutaj.

– Pozwól mi iść. Może będziesz chciał, żebym coś zapisała.
– W porządku – zgodził się Mason. – Jeśli ci zależy, to chodź. Proszę nas poprowadzić, 

Mae.

Mae położyła drżącą dłoń na ramieniu Masona.
– Och... nie wiem, czy... czy będę w stanie jeszcze raz na to patrzeć.
– Jeśli nie ma pani na tyle zimnej krwi, żeby odegrać swoja rolę, lepiej nie próbujmy. 

Niespecjalnie zależy mi na tym, żeby ryzykować głową. Jeśli jednak o panią chodzi, to jedyny 
sposób, żeby uratować pani chłopca. Czy kocha go pani na tyle, żeby spróbować?

– W ogóle go nie kocham – odparła z naciskiem. – On uważa, że mnie kocha. Możliwe. 

Nie wiem. Zapomniałam o nim, kiedy wyjechałam z North Mesa. Nie zostałam stworzona na 
żonę farmera.

background image

Mason spojrzał na nią pytająco.
– Robię to dla niego – wyjaśniła spokojnie – ponieważ jestem mu to winna. Wolałabym, 

żeby siedział w domu i zajmował się swoimi sprawami, ale on robił, co mógł, żeby mi pomóc.

– Czy myślisz, że to on zastrzelił Wentwortha, Mae? – spytał cicho Mason.
Mae Farr zacisnęła dłoń na ramieniu prawnika.
– Nie wiem. Czasami wydaje mi się... Nie, nie kłamałby w tej sprawie.
– W porządku. Teraz zacznie się niezłe zamieszanie, a ja nie mogę trzymać cię przez cały 

czas   za   rękę.   Jak   myślisz?   Robimy   to,   co   wymyśliłem,   czy   dzwonimy   na   policję   i 
przedstawiamy im całą sprawę?

–   Robimy   to,   co   pan   wymyślił   –   odparła   cicho.   –   Proszę   tylko   dać   mi   chwilę   na 

odzyskanie równowagi. Ohydna jest myśl, że będę musiała wrócić do tej mesy.

Mason ujął jej łokieć i rzekł:
– Jeśli chcesz to zrobić, rób to od razu. Jeśli nie chcesz, powiedz tylko, że nie.
– Zrobię to.
Mason skinął głową Delli Street. Wszyscy razem podeszli do rzędu zacumowanych przy 

kejach łodzi i jachtów. Sterczące maszty wskazywały na zaciągnięte chmurami niebo.

– Burza nas dogoniła – zauważył Mason.
Nikt nie  odpowiedział.  W ciszy słychać  było  ich  kroki na pomoście.  Lekki  wiaterek 

podniósł fale, które uderzały o burty.

– Gdzie ten jacht? – spytał Mason.
– Bliżej drugiego końca.
Szli   dalej.   Co   jakiś   czas   mijali   jachty,   na   których   paliło   się   światło.   Z   niektórych 

dobiegały dźwięki zabawy, ktoś grał na gitarze, gdzie indziej jakaś dziewczyna z oburzeniem 
mówiła komuś, żeby trzymał ręce przy sobie, że nie jest dżentelmenem, tylko świnią.

– Do diabła, gdzie jest ten jacht? – spytał Mason.
– Powinien być już blisko.
– Pozna go pani?
– Oczywiście. Często nim pływałam...
– Duży?
– Dosyć. Ma około pięćdziesięciu stóp.
– Motorowy, na żagle, czy to i to?
– Motorowy. To już stary model, ale całe wyposażenie jest nowe. Wszędzie elektronika i 

automatyczny pilot. Jest jakoś połączony z kompasem i sterem. Wybiera się kierunek, włącza 
automatycznego pilota i statek nigdy nie schodzi z kursu. Jak tylko zaczyna zbaczać, kompas 
włącza mechanizm naprowadzający. Nie znam szczegółów, ale działa doskonale.

– Przed nami trzy ostatnie jachty. Czy to któryś z nich?
Mae Farr zatrzymała się, patrząc z niedowierzaniem na trzy jachty, kołyszące się przy 

brzegu.

background image

– Nie, to żaden z nich.
– To znaczy, że go minęliśmy?
– Niemożliwe... ale chyba poszliśmy za daleko.
– Okay, wracamy. Proszę skupić się na tym, co pani robi. Trzeba uważnie przyjrzeć się 

jachtom.

Powoli wrócili pomostem aż do parkingu.
– Nie ma go – szepnęła Mae Farr.
– Spróbujmy znaleźć miejsce, gdzie był zacumowany. Pamięta pani jacht obok?
– Nie. Raczej  nie. Kiedy przyjechałam,  po prostu szłam pomostem  tak długo, aż go 

zobaczyłam.

– Czyli nie cumował koło żadnego z tych wielkich jachtów? – upewnił się Mason.
– Nie. Teraz przypominam sobie, że był między dwoma małymi. Jeden z nich to chyba 

„Atina”.

– Poszukajmy zatem „Atiny”.
Jeszcze raz ruszyli wzdłuż rzędu jachtów. W pewnym momencie prawnik zauważył:
– Przed nami „Atina”. Koło niej jest puste miejsce.
Mae Farr utkwiła wzrok w wodę i rzekła:
– Teraz sobie przypominam. To było tutaj. Pamiętam beczkę na wodę tuż koło tego paska 

ziemi. Nie ma jachtu.

Mason zmrużył oczy.
– Czy jest tu stróż? – spytał.
– Tak, mieszka w łodzi mieszkalnej. Nie wiem, po co go tu trzymają, chyba tylko po to, 

żeby odbierał telefony i przekazywał wiadomości. Koło północy i tak zamykają teren. Wie 
pan, tę bramę, która wjechaliśmy. Członkowie klubu mają klucze.

Na ziemię i do wody zaczęły spadać pierwsze ciężkie krople deszczu.
– W porządku. Zaczyna się burza. Niech pani wsiada do swojego samochodu. Ja wracam 

do miasta, a pani pojedzie za mną. Pamięta pani, gdzie Anders wyrzucił broń? Myśli pani, że 
znajdziemy to miejsce?

– Tak mi się wydaje. Mniej więcej pamiętam, gdzie to było.
– Kiedy tam dojedziemy,  proszę mignąć światłami,  to się zatrzymamy.  Mam latarkę. 

Poszukamy tego pistoletu.

– Ale co mogło się stać z „Pennwentem”? – spytała Mae.
– Tylko jedno. Przypuszczalnie odpłynął.
– To znaczy... że ktoś musiał być na pokładzie.
– Właśnie – przyznał Mason.
– Kto to mógł być?
Mason, spoglądając na nią spod zmrużonych powiek, spytał:
– Co by pani powiedziała, gdyby to był pani chłopak? Czy zna się na jachtach?

background image

– Tak... chyba tak.
– Dlaczego tak pani myśli?
– Kiedy był w szkole średniej, jeden raz w lecie zatrudnił się jako pomocnik na łodzi 

rybackiej   gdzieś  na  Alasce   i  wydaje   mi  się,   że  był  na   co  najmniej   jednym   rejsie   z  San 
Francisco do Turtle Bay.

– Dobrze. Wyjeżdżamy stąd. Porozmawiamy później.
Prawnik podprowadził Mae do jej samochodu i rzekł:
– Lepiej niech pani jedzie pierwsza, dopóki nie dotrzemy do głównej drogi. Gdyby ktoś 

panią zatrzymał, ja będę rozmawiał. Jak już dojedziemy do głównej drogi, wyprzedzę panią. 
Proszę pamiętać mignąć światłami, kiedy będziemy przejeżdżali koło miejsca, gdzie Anders 
wyrzucił broń.

– Dobrze – przyrzekła.
– Jak się pani czuje? Może pani prowadzić samochód?
– Tak, naturalnie.
– Dobrze, to jedziemy.
Deszcz padał coraz silniej, błyskawice rozświetlały niebo, od czasu do czasu rozdzierane 

hukiem pioruna.

Mason i Della wsiedli do samochodu prawnika. Mason zapalił silnik, włączył światła i 

wyjechał  za Mae z parkingu. Wycieraczki  monotonnie  poruszały się w tę i z powrotem, 
ścierając strugi wody.

– Myślisz, że kłamie? – spytała Della.
– Nie wiem. To kobieta. Powinnaś lepiej ocenić niż ja. A jakie jest twoje zdanie?
– Też nie wiem – przyznała Della. – Ale wydaje mi się, że coś przed tobą ukrywa.
Mason, ze wzrokiem utkwionym  w czerwony blask świateł samochodu przed nimi, z 

roztargnieniem skinął głową.

– Im dłużej o tym myślę, tym bardziej się cieszę, że nie weszliśmy na pokład tego jachtu 

– rzekł.

– Nie ma chyba sensu uzmysławiać ci, jak bardzo ryzykowałeś – zauważyła Della.
–  Żadnego   sensu  –  przyznał  prawnik,   uśmiechając  się   szeroko.  –  Muszę   ryzykować. 

Kiedy biorę jakąś sprawę myślę tylko o kliencie. Robię, co w mojej mocy, żeby poznać fakty, 
a czasami muszę iść na skróty.

– Wiem – szepnęła Della.
– Co nie znaczy, że ty też musisz ryzykować – powiedział, rzuciwszy na nią okiem.
Della nic nie odpowiedziała; najwyraźniej uważała, że komentarz jest zbędny.
Pięć-sześć minut jechali w milczeniu,  aż dotarli  do głównej ulicy.  Mason wyprzedził 

samochód Mae Farr.

– Chcesz, żebym obserwowała jej światła? – spytała Della Street.
– Nie, widzę je we wstecznym lusterku.

background image

Z   nieba   spływały   potoki   deszczu.   Pioruny   biły   jeden   po   drugim,   oświetlając   okolicę 

zielonkawym światłem. Raz po raz ciszę rozdzierały ogłuszające grzmoty.

Po kwadransie światła za Masonem mignęły. Prawnik zjechał na pobocze i zatrzymał się. 

Podniósł kołnierz i podszedł do auta Mae Farr, pracującego na jałowym biegu.

Mae opuściła okno.
– Myślę, że to było gdzieś tutaj – rzekła.
– Jest pani pewna?
–   Dosyć.   Pamiętam   tę   budkę   z   hot   dogami   po   drugiej   stronie   ulicy,   którą   właśnie 

minęliśmy. Myślę, że wyrzuciliśmy broń jakieś pięćdziesiąt jardów za nią.

– Teraz jest tam ciemno. Czy wtedy paliło się światło?
– Tak.
– Co zrobił pani chłopak? Stanął tutaj i rzucił pistolet, czy tylko otworzył okno?
– Wyszedł, stanął przy samochodzie i rzucił tak daleko, jak tylko mógł.
– Za ogrodzenie?
– Tak.
Mason patrzył przez moment na rów, w którym zbierała się woda z opadów, i rzekł:
– W porządku. Proszę tu czekać.
Wrócił do swojego samochodu, wyjął ze schowka latarkę, przeszedł przed ogrodzenie z 

kolczastego drutu i zaczął przeszukiwać mokrą trawę. Ilekroć zbliżał się jakiś samochód, 
wyłączał latarkę i trwał w bezruchu, dopóki auto nie przejechało.

Po  kwadransie   baterie  zaczęły   się  wyczerpywać.   Mason  z   powrotem  przeszedł  przed 

ogrodzenie i z trudem wspiął się po śliskiej skarpie przy drodze.

– Nic z tego – powiedział. – Nie mogę go znaleźć. Boję się dłużej szukać.
– Jestem zupełnie pewna, że to było tutaj.
– Rano dowiemy się czegoś więcej.
– Co mam teraz zrobić?
– Gdzie pani mieszka?
– To adres, który panu podałam, Palmcrest Rooms.
– Ma pani telefon?
– Tak. Bardzo mi przykro, że próbowałam pana oszukać, przedstawiając się jako Sylwia...
– Będzie jeszcze dużo czasu na przeprosiny – przerwał jej Mason – nie musi pani tego 

robić, kiedy stoję na deszczu. Jestem bardziej wyrozumiały, gdy po kręgosłupie nie ścieka mi 
zimna woda i kiedy mam suche buty.

– Co mam teraz zrobić?
– Ma pani numer Delli Street?
– Nie. Zadzwoniliśmy do biura i...
– To bez różnicy. Mamy numer dzienny i numer nocny. Numer nocny jest do mieszkania 

Delli Street. Ja mam numer zastrzeżony, który zna tylko Della. Teraz niech pani wraca do 

background image

miasta, do Palmcrest Rooms, i jakby nigdy nic położy się spać. Jeśli ktokolwiek zerwie panią 
z łóżka i zacznie zadawać pytania, proszę na nie nie odpowiadać. Proszę nic mówić ani słowa. 
Proszę nie zaprzeczać, nie wyjaśniać ani się do niczego nie przyznawać. Proszę tylko upierać 
się, że musi pani do mnie zadzwonić. Ja będę mówił za panią.

– A jeśli... jeśli nikt nic nie powie?
– Proszę wstać, zjeść śniadanie i rano skontaktować się ze mną. I, na Boga, niech pani w 

międzyczasie nie narobi sobie nowych kłopotów.

– Co pan ma na myśli?
– Niech się pani nie kontaktuje z Haroldem Andersem. Proszę mieć oczy otwarte i buzię 

zamkniętą na kłódkę.

Mae Farr położyła dłoń na ramieniu Masona.
– Dziękuję panu. Nie wie pan, jaka jestem wdzięczna.
– To również może poczekać. Dobranoc.
– Dobranoc, panie Mason.
Prawnik ruszył  do swego samochodu, przy każdym  kroku wyciskając wodę z butów. 

Della otworzyła mu drzwi.

– Znalazłeś? – spytała.
Mason pokręcił głową.
Mae Farr uruchomiła silnik, wyminęła ich auto, zatrąbiła dwa razy na pożegnanie i po 

chwili znikła z widzenia. Della wyjęła z torebki małą buteleczkę whisky.

– Skąd się to wzięto?
– Z mojej prywatnej piwniczki. Pomyślałam, że może ci się przydać. Och, szefie, jesteś 

cały mokry!

Mason podał Delli flaszkę, ale ona pokręciła głową.
– Potrzebujesz tego bardziej niż ja. Wypij do końca.
Mason uniósł flaszkę do ust.
– Lepiej napij się trochę, Dello – zaproponował ponownie.
– Nie, dziękuję. Nic mi nie jest. To ty się tam wymarzłeś.
– Chciałem znaleźć tę broń.
– Myślisz, że rzeczywiście pamiętała, gdzie to było?
– Powinna. Łatwo zapamiętać budkę z hot dogami.
– W takich ciemnościach trudno jest cokolwiek znaleźć.
–   Wiem   –   odparł   Mason   –   ale   szukałem   bardzo   dokładnie.   Przeczesałem   teren 

siedemdziesiąt pięć kroków na siedemdziesiąt pięć, centymetr po centymetrze.

– Nic dziwnego, że jesteś mokry na wylot.
Mason włączył silnik i wrzucił bieg.
– Czy coś się wyjaśniło? – spytała Della.
– Jeszcze nie. Mmm, ta whisky uratowała mi życie.

background image

– Dokąd teraz jedziemy?
– Do najbliższego telefonu. Zadzwonimy do Hala Andersa do hotelu Fairview.
Dłuższy czas jechali w milczeniu. Deszcz zmienił się w kapuśniaczek, a potem całkiem 

ustąpił.

Telefon znaleźli w całonocnej restauracji na peryferiach miasta i Mason zadzwonił do 

hotelu Fairview.

– Wiem, że jest bardzo późno – powiedział – ale zależy mi na skontaktowaniu się z 

panem Andersem. Pokój, zdaje się, numer trzysta dziewiętnaście.

– Czy oczekuje pańskiego telefonu? – zapytał recepcjonista.
– Może pan śmiało do niego dzwonić – zapewnił go Mason. – To sprawa służbowa.
Po chwili recepcjonista odezwał się znowu:
– Bardzo mi przykro, pan Anders nie odpowiada.
– Może jest w holu? – zasugerował prawnik. – Może go pan zawoła?
– Nie, nie ma go tu. W holu nie ma nikogo. Nie widziałem pana Andersa od wczesnego 

wieczoru.

– Pan go zna?
– Tak. Nie byłem pewien, czy jest w pokoju, ale zadzwoniłem, żeby sprawdzić.
– Czy jego klucz wisi?
– Nie.
– Proszę jeszcze raz zadzwonić. Niech pan mocno przyciska dzwonek. Może śpi?
Znowu minęło parę minut.
– Nie odpowiada – powiedział recepcjonista. – Dzwoniłem kilkakrotnie.
– Trudno. Dziękuję.
Gdy odkładał słuchawkę, usłyszał jeszcze pytanie: „Czy mam mu coś przekazać?”.
Mason przywołał Dellę, siedząca w aucie, zamówili kawę.
– Udało się? – spytała Della.
– Nie. Nie ma go.
– Nie ma go?
– Nie.
– Ale przecież poleciłeś mu...
– Wiem – odparł prawnik ponuro. – Nie ma go w hotelu. Chyba wezmę jajecznicę na 

szynce, Dello. Co ty na to?

– Świetnie.
Mason zamówił jedzenie. Czekali w milczeniu, popijając kawę. W oczach Delli malowało 

się zmartwienie. Twarz Masona zdradzała cierpliwość, ponure zdecydowanie i skupienie.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Wchodząc do biura, Mason zastał Paula Drake’a naradzającego się z Dellą Street.
– Cześć, kompania – zawołał, rzucając kapelusz na popiersie Blackstone’a, stojące koło 

drzwi. – Czemu macie takie ponure miny?

Drake, patrząc na prawnika oczyma bez wyrazu, rzekł:
– Wentworth nie żyje.
– To upraszcza sprawy, jeśli chodzi o Mae Farr – zauważył radośnie prawnik.
– Albo je komplikuje – dodał detektyw.
Mason   podszedł   do   biurka,   usiadł   na   kręconym   krześle   i   rzucił   okiem   na   Dellę. 

Sekretarka posłała mu dyskretnie oko.

– Przejrzyjmy pocztę, Dello – powiedział. – Jest coś ważnego?
– Nic, co by nie mogło poczekać.
Mason przerzucił stertę listów i odsunął na brzeg biurka.
– No i co, Paul? Co masz do powiedzenia? Na co zmarł Wentworth?
– Krwotok w mózgu...
Mason uniósł ze zdziwieniem brwi.
–   ...od   kuli,   która   weszła   z   prawej   strony   czaszki,   rozerwała   naczynia   krwionośne, 

spowodowała obfite krwawienie wewnętrzne, które stało się przyczyną śmierci – dokończył 
Drake.

– Śmierć była natychmiastowa?
– Najwyraźniej nie.
– Kto go zastrzelił?
– Nie wiadomo.
– Kiedy?
– Wczoraj w nocy. Jeszcze nie ustalono dokładnie.
Mason odwrócił się do Delli tak, że detektyw nie mógł widzieć całej jego twarzy.
– Powiadomiłaś o tym naszą klientkę? – spytał.
– Zadzwoniłam do niej do domu, ale nie było jej.

background image

– A gdzie jest?
– Nie wiadomo. W mieszkaniu nikt nie podnosi słuchawki.
– To już jest coś – powiedział powoli Mason.
– Nie wiesz nawet połowy – rzekła Della znacząco, wskazując głową Drake’a.
– Okay, Paul, mów resztę. Jak już poznam wszystkie fakty, to trochę pomyślę.
Drake usadowił się w wielkim skórzanym fotelu i włożył do ust trzy kawałki gumy. Jego 

oczy   cały   czas   pozostawały   bez   wyrazu.   Jedyną   oznaka   nerwowości   były   szybkie   ruchy 
szczęk.

– Wentworth – zaczął – ma jacht o nazwie „Pennwent”. Długość około pięćdziesiąt stóp, 

mnóstwo gadżetów, w tym automatyczny pilot. To taki przyrząd, za pomocą którego kapitan 
może połączyć mechanizm sterowniczy z kompasem. Pozwala bardzo precyzyjnie ustawić 
kurs. Producenci twierdzą, że statek prowadzony przez automat bardziej trzyma się kursu niż 
jest to możliwe, jeśli za sterem stoi człowiek.

– Tak, wiem coś o tym – rzekł Mason.
– Koło świtu – ciągnął Drake – gdzieś koło San Diego straż wybrzeża złapała ten jacht.
– Dlaczego straż wybrzeża?
– To długa historia. Tankowiec, płynący wzdłuż brzegu na północ, musiał zboczyć  z 

kursu, żeby uniknąć kolizji. Jacht nie reagował na sygnały, nie miał na pokładzie obserwatora, 
a pruł pełną para przed siebie. Kapitan tankowca nielicho się zirytował i nadał droga radiową 
wiadomość o tym, co się stało. Kuter straży wybrzeża, który akurat znajdował się w pobliżu, 
odebrał  wiadomość.  Po jakiejś  godzinie zauważył  jacht. Nadał do niego sygnały,  ale nie 
otrzymał żadnej odpowiedzi, i w końcu, po skomplikowanych manewrach, udało się komuś 
wejść na pokład jachtu. Ten ktoś znalazł ciało Wentwortha w mesie. Najwyraźniej Wentworth 
próbował nadaremnie zatrzymać krwotok. Poszedł do afterpiku, a potem wrócił do mesy. W 
końcu przewrócił się, stracił przytomność i zmarł.

– Policja znalazła kule, która go zabiła? – spytał Mason zdawkowym tonem.
– Nie wiem. Nie znam wszystkich szczegółów.
Mason zagwizdał parę taktów melodii, zabębnił palcami w biurko.
– Nikogo więcej nie było na jachcie, Paul? – spytał.
– Najwyraźniej nie. Naturalnie, zdejmą odciski palców i wtedy być może dowiemy się 

czegoś więcej.

–   Podali   wstępnie,   ile   czasu   żył   po   tym,   jak   został   postrzelony?   –   zainteresował   się 

prawnik.

–   Jeszcze   nie.   W   każdym   razie   wystarczająco   długo,   żeby   przejść   z   jednego 

pomieszczenia do drugiego i z powrotem.

– Znaleziono broń?
– Nie.
– Wiesz, gdzie trzymał jacht? – spytał Mason.

background image

– Tak. Miał własne miejsce postoju w porcie klubu jachtowego. Wypłynięcie z portu 

zabrałoby mu około dwudziestu minut.

Mason nieprzerwanie bębnił palcami w biurko. Della Street wolała nie patrzeć mu w 

oczy. Paul Drake, nerwowo żując gumę, nie odrywał wzroku od prawnika.

W końcu zapytał:
– Co mam robić, Perry? Kończymy sprawę, czy nadal mam się nią zajmować?
– Pracujemy dalej.
– A co mam robić?
– Zdobądź wszystko, co się da na temat tej śmierci. To nie mogło być samobójstwo?
– Raczej nie – odparł Drake. – Policja uważa, że nie.
– Naturalnie, jeśli żył na tyle długo, żeby przechodzić z afterpiku do mesy – zwrócił 

uwagę Mason – mógł również wyrzucić pistolet za burtę.

– Nie ma śladów prochu – rzekł Drake – i kąt, pod jakim wystrzelono pocisk wyklucza 

samobójstwo.

– Chcę wiedzieć, ile się da, na temat tego Wentwortha, Paul. To może okazać się ważne. 

Chcę   wiedzieć   wszystko   o   jego   przyjaciołach   i   znajomych,   o   jego   życiu,   na   co   sobie 
pozwalał, co uważał za szczęście i jakimi sposobami do tego dążył.

– Trochę już mam – powiedział Drake. – Zdobyłem, pracując nad zleceniem, które od 

ciebie otrzymałem. Część to rzeczy, których łatwo się dowiedzieć, a wydawało mi się, że 
możesz ich potrzebować.

– Ile już masz? – spytał Mason.
– Nie za wiele. Był żonaty i miał problemy w domu.
– Nie planował rozwodu?
– Nie, i w tym leży problem. Jego żona jest pół-Meksykanką. Piękna, oliwkowa cera, 

wiotka figura, czarne oczy pełne ognia.

– I niezły temperament – uzupełnił Mason.
– No właśnie – zgodził się Drake. – Rozstali się ponad rok temu. Nie mogli dojść do 

porozumienia w sprawie podziału majątku.

– Dlaczego nie postarała się o sądowy podział majątku?
– Wentworth był na to zbyt sprytny.
– Sprytniejszym też się nie udawało – zauważył Mason.
– Ale Wentworth działał szybko i wiedział, jak się do tego zabrać. Wygląda na to, że 

Juanita chce wyjść za mąż za faceta nazwiskiem Eversel, Sidney Eversel. Ma grubszą forsę. 
Trzyma z ludźmi z jachtklubu, ma swój jacht, robi rejsy do Cataliny itd. Juanita spotkała go 
właśnie na klubowym rejsie do Cataliny. Najwyraźniej była to pohulanka, bo Wentworth robił 
jej wyrzuty, a Juanita odpowiedziała impulsywnie. Potem nie układało im się już tak dobrze. 
Dwa miesiące później nastąpiła separacja.

– Czy w tym czasie widywała Eversela? – spytał Mason.

background image

Drake wzruszył ramionami i rzekł:
–   Wentworth   wynajął   detektywów.   Juanita   nie   wniosła   sprawy   o   rozwód.   Wnioski 

możesz sam wyciągnąć.

– Gdzie była Juanita, kiedy Wentworth został zastrzelony?
– Nie wiem. To jedna z tych rzeczy, nad którymi właśnie pracuję.
– Są jeszcze jakieś inne możliwości?
– Wentworth bywał w różnych miejscach. Wiesz, Perry, wolnoć Tomku w swoim domku. 

Impreza musi być nie wiadomo jak dzika, żeby w klubie zwrócili na nią uwagę. Wkoło są 
ludzie, którzy sami mają tam jachty albo ich goście. W klubach jachtowych stróże chodzą 
wcześnie spać i mają przytępiony słuch. Nie widzą też najlepiej i mają kłopoty z pamięcią, 
jeśli wiesz, co chcę powiedzieć.

– To znaczy, że Wentworth zapraszał na pokład kobiety?
– Kupę kobiet. Mam przeczucie, że zanim jacht odpłynął, było na nim jakieś przyjęcie. 

Oczywiście,   trudno   przypuszczać,   że   najpierw   Wentworth   został   zastrzelony,   a   potem 
wypłynął. Z drugiej strony, jeśli ktoś zamordował go na pełnym morzu, czy wyskoczył potem 
za burtę? Tak czy inaczej, coś tu nie pasuje. Na wszelki wypadek sprawdzam dokładnie, kto 
był wczoraj na tym jachcie. Mam już pewne wskazówki. Wczoraj wieczorem w jachtklubie 
widziano   młodą   kobietę,   która   była   kilka   razy   na   pokładzie   „Pennwenta”   i   jest   znana   z 
widzenia członkom klubu. Jeden z nich widział, jak wczoraj wysiadała z samochodu.

– Wie, jak się nazywa?
– Albo nie wie, albo się nie przyznaje – odparł Drake.
– Ale  prokurator  okręgowy  nie  miał  jeszcze  czasu  się  nim  zająć.  Kiedy  to zrobi,  to 

pewnie będą rezultaty. Moi ludzie pracują nad kolejna teorią.

– Nie jestem pewien, Paul, czy ta teoria jest taka ważna – powiedział Perry Mason.
– Myślałem, że chcesz wiedzieć wszystko.
– To prawda.
– W takim razie to, czego się dowiedziałem, też jest ważne.
– To może wpakować niewinną dziewczynę w straszne kłopoty, Paul.
– Dlaczego niewinną? – zdziwił się Drake.
– Ponieważ nie wierzę, że Wentworth wyprowadził jacht na pełne morze po tym, jak ktoś 

do niego strzelił.

– W porządku. Wytłumacz, jak ktoś mógł go zabić na morzu, a potem zawołać taksówkę. 

Perry, dziewczyna tkwi w tym po uszy. Ludzie prokuratora okręgowego zidentyfikują ją bez 
problemu.

Mason westchnął.
– Okay, Paul. Nic nie zdziałasz, siedząc tu i ględząc.
– Pięć osób pracuje nad tą sprawą! Chcesz więcej?
– Rób, jak uważasz za stosowne, Paul. Chcę jak najwięcej faktów. Wolałbym dostać je, 

background image

zanim policja je zdobędzie.

– Nie uda mi się. Mogę tu i tam zebrać okruchy, ale główne danie jest dla wydziału 

zabójstw. Mają możliwości i prawo za sobą.

– Moment. Jak Wentworth był ubrany, kiedy go znaleziono?
– Chodzi ci o kolor ubrania czy...
– Nie. Czy był kompletnie ubrany?
– Chyba tak.
– Dowiedz się, Paul, dobrze?
– W porządku. Nie pytałem, bo wydawało się oczywiste, że był ubrany, skoro nikt nie 

wspomniał, że był rozebrany.

– Dobra. Zajmij się tym i informuj mnie na bieżąco – powiedział Mason.
Drake nie ruszał się z fotela.
– Sprawiasz wrażenie, jakbyś był strasznie zajęty.
Mason wskazał ręka stos korespondencji i rzekł:
– Muszę zarobić na utrzymanie. Spójrz na listy.
– Patrzę na nie. Patrzę również na ciebie. Po raz pierwszy w życiu widzę, żebyś tak się 

rwał do korespondencji. Lepiej chwilę porozmawiajmy, Perry. Przypuśćmy, że to Mae Farr 
weszła na pokład wczoraj wieczór.

– Dlaczego akurat ona? – zdziwił się Mason.
– Dlaczego nie?
–   Chociażby   dlatego,   że   stosunki   między   nią   a   Wentworthem   nie   były   specjalnie 

serdeczne. Wentworth wystąpił o aresztowanie jej pod zarzutem fałszerstwa.

– Wiem – odparł Drake. – Panna Farr mogła jednak mieć nadzieję, że uda jej się załatwić 

tę sprawę, jeśli porozmawia sam na sam z Wentworthem.

– Nie miała co załatwiać – zaprotestował Mason. – Dowody zostały sfabrykowane.
– Wiem. Pytanie, czy Mae wiedziała.
– Oczywiście, że wiedziała. Jej chłopak był przy tym, jak zdemaskowałem Wentwortha.
– A jednak mogła tam pojechać, Perry – upierał się Paul Drake.
– Dlaczego myślisz, że to zrobiła?
– Rysopis pasuje.
– Skąd masz ten rysopis?
–   Od   faceta,   który   widział   dziewczynę   wysiadającą   z   auta.   Wiedział,   że   dziewczyna 

należy do Wentwortha.

– Miała na sobie jego piętno? – zakpił Mason.
– Nie, ale wiesz, jacy są ci żeglarze. Ładna, samotna dziewczyna, plącząca się po jachtach 

nie miałaby kłopotu ze znalezieniem sobie jakiegoś żeglarza, który by się nią zajął, ale jeśli 
dziewczyna już należy do kogoś z grupy, to inna sprawa.

– Nie podoba mi się, że mówisz o dziewczynie jak o własności.

background image

– Wiesz, co mam na myśli, Perry. Dziewczynę, która utrzymuje znajomość z konkretnym 

żeglarzem.

– Mae Farr jest naszą klientka.
– Wiem – odpad Drake. – Struś chowa głowę w piasek. Nie chciałbyś, żeby piasek dostał 

mi się do oczu, prawda, Perry?

– Idź stąd, do diabła – rzucił niecierpliwie Mason – i pozwól mi pomyśleć. Martwię się, 

bo nie mamy kontaktu z Mae Farr.

Drake zwrócił się do Delli:
– Próbowałaś dzwonić do jej przyjaciela?
Della pokręciła głową.
– Może byłoby dobrze spróbować z nim porozmawiać – zasugerował Drake.
– Może – zgodził się prawnik.
Drake westchnął i zaczął rozplątywać skręcone członki, żeby wstać z fotela. Kiedy stanął 

na nogi, przeciągnął się, ziewnął i rzekł:

– Niech będzie, jak chcesz, Perry. Wiesz, co robisz. Będę cię informował.
Powoli zbliżył się do drzwi, odwrócił się, jakby chciał coś powiedzieć, ale w końcu nic 

nie rzekł i wyszedł na korytarz.

Gdy drzwi się zamknęły, Mason i Della wymienili spojrzenia.
– W porządku, Dello. Weź notes do stenografowania.
– Długi tekst? – spytała, z notesem w ręku.
– Bardzo krótki.
– Jestem gotowa.
– Na górze napisz dużymi literami: WEZWANIE. Pod spodem data i tekst: „Niniejszym 

wzywam do okazania mojemu adwokatowi oryginalnego czeku rzekomo wystawionego przez 
Penna Wentwortha, który został przez Wasz bank odrzucony jako fałszerstwo. Czek został 
wystawiony   na   nazwisko   Mae   Farr   i   rzekomo   na   odwrocie   ma   wzmiankę:   »na   pokrycie 
zakupów w Domu Towarowym Stylefirst« „w podpisie: „Mae Farr”.

Długopis Delli szybko sunął po notesie.
– Pod spodem zostaw miejsce na podpis – polecił Mason. – Przepisz to na maszynie, a 

potem włóż kapelusz i poszukaj Mae Farr.

– Mam iść do niej do mieszkania? – spytała Della.
– Idź, dokąd tylko chcesz. Dowiedz się, czego tylko można. Pamiętaj, że to pismo jest 

twoją wymówką, w razie gdyby ktoś chciał zadawać pytania. Powiesz, że po prostu szukasz 
klientki, co mieści się w twoich obowiązkach sekretarki. Chcę, by podpisała to pismo, gdyż 
musimy je dostarczyć do banku.

– Czyli to tylko pretekst?
– Tak jest. Ma cię ochronić, w razie gdyby ktoś zaczął się interesować tym, co robisz.
– Jak długo mam to robić? – spytała Della.

background image

– Dopóki jej nie znajdziesz – odparł Mason – lub dopóki cię nie odwołam. Dzwoń co 

godzinę i informuj mnie, na jakim jesteś etapie. Spróbuj się czegoś dowiedzieć. Może ktoś 
widział, jak wchodziła lub wychodziła. Dowiedz się, gdzie trzyma samochód, i obejrzyj go. 
Innymi słowy, chcę znać wszystkie szczegóły, które zdołasz wykopać. Przekazuj mi je na 
bieżąco. Gdyby ktoś zaczął robić ci kłopoty, udawaj niewinną sierotkę. Kazałem ci znaleźć 
klientkę, aby podpisała pismo, i ty tylko próbujesz spełnić moje żądania.

– No to idę – rzekła Della i wyszła.

O wpół do dwunastej Della zadzwoniła z pierwszym raportem.
– Znalazłam samochód – powiedziała.
– Gdzie jest?
– W garażu, w którym zawsze go trzyma.
– Wiesz, o której godzinie wrócił do garażu?
– Tak, około trzeciej rano.
– Kto go prowadził?
– Ona.
– Dowiedziałaś się czegoś o Mae?
– Jeszcze nie.
– Zrób, co tylko możliwe, Dello, żeby rozpracować ten aspekt sprawy. Pamiętaj, że to 

jedyne, w czym  wyprzedzamy policję. Chcę znać wszystkie fakty,  zanim oni się do nich 
dobiorą.

– Myślę – powiedziała Della – że szłoby mi szybciej, gdyby pomógł mi ktoś z ludzi 

Drake’a.

– Nie chcę, Dello. Możemy wierzyć Paulowi, ale nie jego ludziom – wyjaśnił Mason. – 

Jako   moja   sekretarka   możesz   robić,   co   ci   poleciłem,   aby   zdobyć   podpis.   Jeśli   natomiast 
policja zapyta pracownika Drake’a, dlaczego szuka Mae, odpowiedź nie będzie taka prosta.

– Rozumiem – odparła Della. – O której idziesz na lunch?
–   Dopiero   po   twoim   następnym   telefonie.   Powęsz   trochę,   zobaczymy,   co   uda   ci   się 

zdobyć.

– Okay, będę dzwonić.
Drugi raz Della zadzwoniła po niecałej pół godzinie.
– Ktoś puścił farbę.
– Czego się dowiedziałaś, Dello?
– Około dziewiątej rano podjechało dwóch mężczyzn i waliło w drzwi mieszkania Mae 

tak długo, aż otworzyła. Weszli do środka, nie zdejmując kapeluszy. Kobieta mieszkająca 
naprzeciwko widziała to na własne oczy.

– Więcej nie musiała. Wracaj do biura, Dello, idziemy coś zjeść.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Paul Drake czekał już w biurze, kiedy Mason i Della Street wrócili z lunchu.
–   No   cóż,   Perry   –   powiedział   –   nie   mogę   zrobić   nic   więcej   ponad   dostarczenie   ci 

informacji godzinę przed ich opublikowaniem. Wszystko będzie w popołudniowym wydaniu 
gazet.

– Strzelaj – rzekł Mason.
– Sprawa nie wygląda ciekawie dla Mae Farr i jej chłopaka. Nie wiem, skąd policja 

wiedziała,   ale   dotarli   do   Mae   Farr.   Podobno   mężczyzna,   który   widział   jej   samochód, 
zidentyfikował ją bez problemu.

– Coś jeszcze?
– Tak. Mają coś na jej chłopaka.
– Znaleźli go?
– Nie było im łatwo. Zgarnęli go gdzieś poza miastem. Słyszałem, że w North Mesa.
– I co?
– Dziewczyna nic nie mówi, ale według informacji z północy, kiedy przedstawiciele biura 

prokuratora okręgowego polecieli do San Francisco, żeby spotkać się z lokalną policją, która 
sprowadziła tam Andersa, przyznał się do winy.

– Przyznał się? – upewnił się Mason.
Drake skinął głową, a po chwili rzekł:
– Nie wyglądasz dobrze, Perry.
– Co jest ze mną nie tak?
– Spójrz na swoje oczy. Ostatnio za dużo pracowałeś. Weź sobie urlop.
– Po co mi urlop? – zdziwił się prawnik.
– Pomyślałem, że to nie byłby zły pomysł. Na twoim miejscu wyjechałbym natychmiast.
– Co powiedział Anders?
– Nie wiem – przyznał Drake – ale słyszałem pogłoski, że w sprawę wmieszany jest 

znany adwokat.

– Bzdury, Anders nie może nikogo wplątać – zaprotestował Mason.

background image

– Może nie byłoby źle, gdybyś  zniknął na dzień lub dwa, dopóki nie zdobędę więcej 

informacji. W czterdzieści osiem godzin mogę obrócić całą sprawę do góry nogami.

– Do diabła z tym! Wyobrażasz sobie, jakie by to było święto dla policji, gdybym się 

wystraszył? Rozgłosiliby w gazetach, że dałem nogę, dowiedziawszy się o zeznaniu Andersa.

– Mają coś na ciebie? – spytał Drake.
Mason wzruszył ramionami i rzekł:
– Skąd mogę wiedzieć? Jak nakłonili Andersa, żeby zeznawał?
– Stara metoda. Powiedzieli mu, że Mae złożyła  zeznania i chce wziąć całą winę na 

siebie, więc on poczuł się rycerzem, oświadczył, że to nie była jej wina, i wszystko wygadał.

– No cóż... – zaczął Mason, ale przerwał mu dzwonek telefonu.
Della   podniosła   słuchawkę,   powiedziała   „słucham”,   zawahała   się   i   położyła   dłoń   na 

mikrofon. Patrząc na Perry’ego, rzekła głosem wyzutym z wyrazu:

–   Sierżant   Holcomb   z   wydziału   zabójstw   i   Carl   Runcifer,   zastępca   prokuratora 

okręgowego, chcą się natychmiast z tobą widzieć.

– Och, widzę, że szybko pracują – zauważył Paul Drake.
Mason wskazał głową drzwi:
– Wyjdź tamtędy na korytarz, Paul. Okay, Dello, wprowadź ich.
Drake swobodnym krokiem podszedł do drzwi i otworzył je. Nagle usłyszał męski głos:
– Spokojnie! Nie ruszaj się!
Drake zamarł.
Zanim Della zdążyła dojść do drzwi sekretariatu, te otworzyły się i stanął w nich sierżant 

Holcomb, otoczony chmurą tytoniowego dymu. Kapelusz miał zsunięty na tył głowy, a w 
oczach nienawiść.

Mężczyzna na korytarzu zawołał:
– Oto on, sierżancie.
Holcomb podszedł do drzwi i rzekł:
– To nie ten. Puść go i wejdź do gabinetu.
Przytrzymał drzwi i do pokoju wszedł Carl Runcifer, wysoki mężczyzna zbliżający się do 

czterdziestki, o grubych rysach i niebieskich oczach.

– Na podstawie rysopisu myślałem, że to Mason – tłumaczył.
Mason, siedzący za biurkiem, powiedział uprzejmie:
– Nie ma za co przepraszać, panie Runcifer. Jeszcze się nie spotkaliśmy. Niech pan siada.
Runcifer, skrępowany, usiadł w fotelu dla klientów. Mason rzucił okiem na sierżanta 

Holcombe’a.

– Jak się pan ma, sierżancie. Dawno pana nie widziałem – powiedział.
Holcomb nie usiadł. Stał z nogami szeroko rozstawionymi i rękami w kieszeniach.
– Wygląda na to, żeś się potknął, Mason – zauważył.
– Pan od niedawna pracuje w biurze prokuratora, prawda? – zagadnął Runcifera Mason.

background image

– Od jakichś trzech miesięcy.
Sierżant Holcomb wyjął z ust cygaro.
– Nie próbuj mnie wziąć na towarzyskie pogawędki, Mason, ponieważ to ci się nie uda.
– Nie próbuj mnie zastraszyć, sierżancie, ponieważ to ci się nie uda – odparował prawnik. 

– Jeśli czegoś chcesz się dowiedzieć, to możesz zapytać.

– Gdzie broń? – zapytał sierżant.
– Jaka broń?
– Ta, z której zabito Wentwortha.
Mason wzruszył ramionami i odparł:
– Możesz mnie zrewidować.
– Masz rację, że mogę to zrobić – powiedział zawzięcie.
– Masz nakaz rewizji?
– Nie potrzebuje nakazu.
– To zależy od punktu widzenia – odparł Mason.
Holcomb zbliżył się i usiadł na rogu biurka.
– Praktykować jako prawnik i kryć się za zasłoną tajemnicy zawodowej to jedno. Ale 

nadstawiać głowę tak, żeby stać się pomocnikiem przestępcy, do drugie.

– Proszę bardzo, wypluj to z siebie – powiedział Mason ze złością.
– Sierżancie, chciałbym zadać panu Masonowi kilka grzecznych pytań – wtrącił Runcifer 

– zanim zaczniemy rzucać oskarżenia. W końcu pan Mason jest adwokatem i...

– Do diabla! – zawołał Holcomb z niesmakiem. Po chwili rzekł: – Dobra, pytaj.
Stanął przed oknem, celowo odwracając się plecami do Runcifera i Masona.
– Wie pan chyba, że dziś wczesnym rankiem znaleziono ciało Penna Wentwortha na jego 

jachcie? – zaczął Runcifer.

Mason skinął głowa.
–  Został   zastrzelony.   Okoliczności   wskazują   na   dziewczynę,   Mae   Farr,   i   mężczyznę, 

Harolda Andersa. Dziewczyna niewątpliwie była wczoraj w nocy na miejscu zbrodni. Anders 
przyznaje, że był w pobliżu jachtu, kiedy oddano strzały. Na podstawie tego, co mówi, nie 
wygląda to na to morderstwo pierwszego stopnia, ale niewątpliwie zabójstwo, które trzeba 
będzie wyjaśnić przed sądem. Anders mówi, że kiedy dowiedział się pan od Mae Farr o tym, 
co zdarzyło się na jachcie, wysłał go pan do hotelu i kazał nie ruszać się z miejsca. Anders 
przemyślał   sprawę   i   postanowił   skonsultować   się   z   własnym   prawnikiem,   długoletnim 
przyjacielem, który ma biuro tam, gdzie Anders mieszka. Pojechał więc na lotnisko, wynajął 
samolot i poleciał na północ. Opowiedział o całym zdarzeniu swojemu prawnikowi, który 
poradził mu skontaktować się niezwłocznie z policją i złożyć zeznanie. Adwokat zdaje się 
sądził...

– Do diabla! – przerwał sierżant Holcomb, odwracając się gwałtownie ku Runciferowi – 

po co owijać w bawełnę? Adwokat powiedział mu, że udzieliłeś Andersowi najgorszej rady, 

background image

jakiej mógł udzielić prawnik.

– To miłe – skomentował Mason.
– Zawsze ci powtarzałem, Mason – ciągnął Holcomb – że któregoś dnia powinie ci się 

noga. I to się właśnie stało.

–   Dobra,   przestań   się   chełpić   jak   smarkacz   i   przejdźmy   do   rzeczy.   Wiem,   że   jesteś 

sprytny. Już dawno powinieneś otrzymać awans na kapitana. Już dawno przewidziałeś mój 
upadek. Prawnik Andersa twierdzi, że dałem mu kiepską radę. W porządku. I co z tego? A 
może on udzielił mu złej rady? Nie interesuje mnie to. Anders się wystraszył i poleciał do 
swojego prawnika. To, że on udzielił mu rady, która ci odpowiada, nie znaczy jeszcze, że on 
ma racje, a nie ja. Czego ode mnie chcesz?

– Chcemy dostać broń – odparł sierżant.
– Jaką?
– Tę, z której został zabity Penn Wentworth.
– Nie mam jej.
– Tak twierdzisz.
Twarz Masona pociemniała, lekko przymrużył oczy.
– Tak właśnie twierdzę – powiedział zimno.
– Okay. Chciałem dać ci szansę. Jeśli będziemy musieli, uciekniemy się do siły – zagroził 

sierżant.

– Proszę bardzo. Zaczynajcie.
– Chwileczkę. Popilnuj go, Runcifer – polecił sierżant Holcomb. Szarpnięciem otworzył 

drzwi do sekretariatu, poszedł do recepcji, zabrał stamtąd niewielką torbę i wrócił.

Otworzył   ją,   sięgnął   do   środka...   odczekał   moment,   aby   prezentacja   wypadła   jak 

najbardziej dramatycznie.

– No, Holcomb – pospieszył go Mason – wyciągnij tego królika z kapelusza.
Sierżant Holcomb wyszarpnął z torby parę butów.
– Obejrzyj je, powiedz, czy są twoje, i pamiętaj, że cokolwiek powiesz, będzie użyte 

przeciwko tobie.

Mason spojrzał na ubłocone buty, wziął jeden do ręki i spytał:
– Skąd je wziąłeś?
– Nie myśl, że uda ci się ta gierka, Mason. Miałem nakaz rewizji.
– Kto, do diabła, wydał nakaz rewizji mojego mieszkania?
– Sędzia – odparł Holcomb. – Ale to nie jest odpowiedź na pytanie, Mason. Czy to twoje 

buty?

– Oczywiście, że moje. Znalazłeś je przecież w moim mieszkaniu.
– Miałeś je wczoraj na nogach?
– Nie pamiętam.
– Czyżby?

background image

– Zadajesz pytania. Ja na nie odpowiadam. Lepiej wystrzegaj się komentarzy, bo możesz 

wpaść w kłopoty – poradził prawnik.

– Nie próbuj blefować, bo to na mnie nie działa. Jak wsadzę cię do aresztu pod zarzutem 

udzielenia pomocy, to inaczej zaśpiewasz.

– Na pewno nie do tej muzyki, którą ty zagrasz.
–   Spokojnie,   panowie   –   wtrącił   Runcifer.   –   Musi   pan   przyznać,   panie   Mason,   że   – 

łagodnie mówiąc – dowód jest obciążający. Zdaje też sobie pan sprawę, że w chwili, kiedy 
podejmiemy   jakiekolwiek   kroki   przeciwko   panu,   gazety   natychmiast   to   rozgłoszą. 
Przyszliśmy tu, aby uzyskać informacje w sposób uprzejmy.

–   Dlaczego   zatem   nie   trzymacie   się   zaplanowanego   sposobu   postępowania?   –   spytał 

Mason.

– Tak zrobimy – powiedział Runcifer, patrząc znacząco na Holcomba. – Sierżancie, teraz 

ja będę zadawał pytania.

Holcomb wzruszył ramionami i odwrócił się z pogardą.
– Panie Mason – zaczął Runcifer – będę z panem szczery. Anders złożył wyczerpujące 

zeznania. Powiedział, że panna Farr weszła na pokład „Pennwenta”, że usłyszał jej krzyki i 
odgłosy walki. Pospieszył  jej na pomoc. Biegnąc po pomoście, poślizgnął się i wpadł do 
wody. Wydaje mu się, że strzał musiał paść właśnie kiedy był w wodzie, ponieważ nie słyszał 
go,   choć   krzyki   o   pomoc   słyszał   wyraźnie.   Po   wejściu   na   jacht   podbiegł   do   otwartego 
świetlika i zajrzał do mesy. Panna Farr poprawiała odzież, która najwyraźniej była mocno w 
nieładzie. Wybiegła na pokład. Zobaczywszy go, poczuła się wielce zażenowana, zapytała go, 
co tu robi, a kiedy odrzekł, że przybiegł na pomoc, spytała, czy ma broń. Kiedy dowiedziała 
się, że ma, czym prędzej zgoniła go z jachtu.

Później,   gdy   jechali   do   miasta   jego   samochodem,   wyjaśniła,   że   nalegała   na 

natychmiastowe opuszczenia jachtu, ponieważ zastrzelono Wentwortha, a odgłos strzału mógł 
ściągnąć ludzi i bała się, że przypiszą ten czyn Andersowi. Bojąc się, że rzeczywiście może 
się tak zdarzyć, Anders postanowił pozbyć się broni. Zatrzymał samochód koło budki z hot 
dogami, którą potrafił doskonale opisać, i rzucił pistolet przed siebie, za ogrodzenie. Potem 
pojechali do miasta. Następnie Anders opowiada historię, w którą trudno jest mi uwierzyć. 
Twierdzi, że...

– Masz zamiar przekazać mu wszystko, co wiemy?
– Naturalnie – odparł Runcifer, zdradzając tym, że ma głównie wiedzę książkową, a na to, 

co dzieje się wokół, patrzy jak teoretyk.

– Dalej, pokaż im wszystkie asy, zanim on wyłoży swoje karty – zauważył zgryźliwie 

Holcomb – a on już będzie wiedział, którego asa przebić atutem.

– Uważam, że to jedyny etyczny sposób podejścia do sprawy – odparł Runcifer z chłodna 

nieodwołalnością w głosie. – Pańskie metody doprowadziły do kłótni, co nie przyniosło nam 
żadnych korzyści i było dla mnie osobiście przykre.

background image

– Głupoty!
Mason zwrócił się do Runcifera:
– Pan nie skończył.
– Zaraz, co to ja mówiłem... – Runcifer zmarszczył brwi. – Aha, co robił Anders po 

powrocie do miasta. Powiedział, że zajrzał do książki telefonicznej, żeby sprawdzić pana 
numer telefonu. Znalazł dwa numery do biura, jeden dzienny i jeden nocny. Zadzwonił pod 
nocny numer  i odebrała  pańska sekretarka. Próbował jej zrelacjonować wydarzenia  przez 
telefon, a ona kazała mu i pannie Farr natychmiast przyjechać do niej do domu.

Runcifer złączył końce palców i przyglądał się im w skupieniu, najwyraźniej bardziej 

zainteresowany swoim podsumowaniem niż obserwacją reakcji Masona.

Sierżant Holcomb mierzył  groźnym spojrzeniem zastępcę prokuratora okręgowego, na 

wpół zdecydowany, by przejąć przesłuchanie, lecz i wahając się, ponieważ miał działać pod 
jego rozkazami.

– Teraz – ciągnął Runcifer tonem akademickiego wykładu – następuje to, co wydaje mi 

się zupełnie niewiarygodnie. Nie rozumiem pańskiego postępowania w tej sprawie, panie 
Mason. Najpierw jednak zrelacjonuję, co powiedział  Anders. Powiedział, że panna Street 
zadzwoniła do pana, pan przyjechał do niej i poradził im obojgu, aby powstrzymali się od 
zawiadamiania władz. Podobno pan pojechał z panną Farr do portu, aby znaleźć jakiś sposób 
wyplątania jej z tej sprawy.

Anders przysięga, że kiedy odjeżdżali, „Pennwent” był zakotwiczony przy nabrzeżu. Jak 

pan wie, jacht został znaleziony na morzu za San Diego. Gdyby dalej podążał wyznaczonym 
kursem,   dotarłby   do   meksykańskiego   wybrzeża   koło   Ensenady.   Penn   Wentworth   był 
całkowicie ubrany. A według Andersa panna Farr twierdzi, że gdy z nim walczyła, miał na 
sobie tylko bieliznę.

Jeszcze   jedna   rzecz,   panie   Mason.   Funkcjonariusze   policji   postanowili   naturalnie 

sprawdzić to, co opowiadał Anders. Udali się w miejsce, gdzie podobno wyrzucił rewolwer. 
On pojechał z nimi i pokazał, gdzie to było. Pan pamięta, że wczoraj w nocy była burza. 
Policjanci ze zdziwieniem zobaczyli, że ktoś bardzo dokładnie przeszukał teren, gdzie został 
rzucony rewolwer. Ślady butów wyraźnie odznaczały się w miękkim gruncie.

Policjanci zrobili odlewy gipsowe tych śladów. Pańskie buty zostawiają identyczne ślady. 

Panie Mason, z tego wszystkiego można wyciągnąć jedyny logiczny wniosek: że pan z panną 
Farr   i   przypuszczalnie   pańską   sekretarką   weszliście   na   pokład   i   znaleźliście   ciało   Penna 
Wentwortha. Aby ocalić dobre imię panny Farr i nie mieszać jej w tę sprawę, ubraliście ciało 
Wentwortha, uruchomiliście  jacht, włączyliście automatycznego  pilota,  wybierając kurs w 
stronę Ensenady, a potem opuściliście jacht.

– Ciekawe – rzekł Mason. – A jak go opuściliśmy?
– Pewnie za jachtem płynęła druga łódź.
– I co dalej?

background image

– Pojechaliście poszukać broni, znaleźliście ją i zabraliście.
– Wszystkie wnioski – spytał Mason – oparte są na zeznaniach Andersa?
– Na jego wyznaniu.
– Do czego się przyznał?
– Do tego, że wszedł na pokład uzbrojony i – jak sam powiedział – gotów na awanturę.
– To jeszcze nie zbrodnia – odparł Mason. – A co złego zrobił?
– Mówi, że nic.
– Zatem przeciwko mnie świadczy tylko to, że Anders powiedział wam, iż pojechałem z 

panną Farr do klubu jachtowego i to, co Anders przypuszcza, że musiałem zrobić. Czy to 
prawda?

– Jego podejrzenia są całkiem logiczne.
– Bardzo mi przykro – powiedział Mason – ale nie mogę wam pomóc. Nie wszedłem na 

pokład „Pennwenta”. Nie ubierałem ciała. Nie miałem z tym nic wspólnego. Nie wiem, kto to 
zrobił.

– Wiedział pan, że na jachcie znajduje się ciało Penna Wentwortha?
– Nie.
– Ach, nie wiedział pan? Anders twierdzi, że panna Farr powiedziała o tym panu.
– Moją rozmowę z klientką chroni tajemnica zawodowa. Nie mam prawa powtarzać tego, 

co od niej usłyszałem, ani tego, co jej poradziłem. Zatem nie będziemy o tym mówić. Nie 
wolno wam tu o to pytać. Nie wolno wam pytać o to nawet w sądzie ani przed wielką ławą 
przysięgłych.

– Pomijając pewne wyjątki, ma pan rację – przyznał Runcifer. – Ale prawo dopuszcza 

jednak wyjątki.

– W porządku. Ja cytuję zasadę. Niech pan poda wyjątki. Ja twierdzę, że nie można 

przesłuchiwać mnie na okoliczność porady, jakiej udzieliłem klientce. A teraz przejdźmy do 
reszty – wniosku Andersa, że pojechałem do jachtklubu i tego, co tam musiałem robić.

– Jego wnioski wydają się jak najbardziej logiczne – upierał się Runcifer.
– Niech pan wybaczy, ale nie zgadzam się z panem.
– Jakie ma pan wyjaśnienia do zaoferowania?
– Nie mam żadnych.
– Ujmijmy to w ten sposób: w którym miejscu dedukcje Andersa rozmijają się z logiką?
– O tym powiem przed sądem.
– Ale panie Mason, pan przecież chodził i szukał w polu broni Andersa.
– I co z tego?
– Nie miał pan prawa tego robić. Powinien pan zgłosić zbrodnię policji.
– Skąd miałem wiedzieć, że popełniono jakąś zbrodnię?
– Powiedziano panu o strzale.
– Niech pan pozwoli zadać sobie pytanie. Dlaczego pojechaliście szukać broni?

background image

– Chcieliśmy sprawdzić zeznania Andersa.
– Innymi słowy, mieliście co do tego wątpliwości?
–   No,   jego   historyjka   była   dosyć   niecodzienna.   Myśleliśmy,   że   nie   powiedział   nam 

wszystkiego.

– W porządku – rzekł Mason. – Przypuśćmy, że ja też miałem wątpliwości i chciałem 

znaleźć coś na ich potwierdzenie?

– Rewolwer stanowił absolutne potwierdzenie.
– Jaki rewolwer?
– Ten, który tam był.
– A skąd wiecie, że tam był jakiś rewolwer?
– Panie Mason – zauważył z irytacją Runcifer – nie przyszedłem tu, aby się z panem 

kłócić. Dobrze pan wie, że tam był rewolwer.

– Szukaliście go dziś rano?
– Tak.
– Dlaczego?
– Już mówiłem. Chcieliśmy sprawdzić jego zeznania.
– Innymi słowy, szukaliście broni, ponieważ nie byliście pewni, czy rzeczywiście tam 

była. Ja też miałem prawo to zrobić.

–   To   nie   jest   uczciwe   postawienie   sprawy,   panie   Mason.   Obowiązkiem   policji   było 

poszukanie broni, ponieważ jest to dowód rzeczowy.

– Do tej pory mówił pan o Andersie. Dlaczego nie chce pan wierzyć temu, co mówi Mae 

Farr?

– Niestety – odparł Runcifer – panna Farr odmówiła złożenia zeznań. Co, jak uważam, 

jest dla niej niekorzystne.

– Powiedział jej pan o zeznaniach Andersa?
– Naturalnie – rzekł Runcifer. – Myśmy...
– Na Boga – przerwał mu sierżant Holcomb – przyszliśmy tu, aby zbierać informacje, a 

nie dostarczyć je Masonowi na srebrnym talerzu.

– Dosyć, sierżancie – uciął Runcifer.
Sierżant   Holcomb   zrobił   dwa   kroki   w   stronę   drzwi,   ale   pohamował   się   i   o   jego 

wzburzeniu mówiły tylko rumieńce na policzkach i złość w oczach.

–   Pana   postawa   nie   wskazuje   na   chęć   współpracy,   panie   Mason   –   rzekł   zastępca 

prokuratora.   –   Byłem   z   panem   całkowicie   szczery.   Ponieważ   jest   pan   adwokatem,   nie 
chciałbym aresztować pana, nie dając możliwości wytłumaczenia się.

– Doceniam pańską szczerość i szlachetne motywy, panie Runcifer. Jednak nie ma pan w 

tej sprawie nic do powiedzenia. Musi pan słuchać rozkazów. To nie pan decyduje o polityce 
biura prokuratorskiego. Przyszedł tu pan, mając konkretne instrukcje. Te instrukcje zostały 
panu dane w konkretnym celu. Prokurator okręgowy nie ma pańskiej delikatności. Gdyby 

background image

istniały jakiekolwiek podstawy do aresztowania mnie, na pewno by to uczyniono. Ale nie 
mogą tego zrobić. Wszystko, co Anders wie, to to, że zasugerowałem pannie Farr, abyśmy 
pojechali do przystani. Miałem prawo to zrobić, aby sprawdzić to, co mi powiedziała. To mi 
pan musi przyznać.

A jeśli chodzi o te bzdury z ubieraniem ciała i wyprowadzaniem jachtu w morze, to na ich 

poparcie   macie   tylko   jedno:   przypuszczenia   faceta,   który   opowiada   skądinąd   ciekawą 
historyjkę: że z rewolwerem w kieszeni obserwował jacht Wentwortha, że dziewczyna, którą 
kocha, weszła na jego pokład, że – jak twierdzi – słyszał odgłosy walki, chciał się wspiąć na 
pokład, ale wpadł do wody, że dokładnie wtedy, kiedy miał uszy pełne wody, a przed oczami 
przekrój poprzeczny Oceanu Spokojnego, jakiś uprzejmy osobnik wszedł na jacht, zastrzelił 
Wentwortha i uciekł, że – wracam do Andersa – udało mu się wreszcie wejść na jacht i to w 
chwili, gdy ukochana dziewczyna poprawiała na sobie ubranie.

To kiepska historyjka, panowie. Śmierdzi. Jesteście szaleni, jeśli myślicie, że jakikolwiek 

sąd w nią uwierzy. A ponieważ zeznania Andersa są tak nieprawdopodobne, to ani prokurator 
okręgowy, ani policja nie chcą oskarżyć mnie o udzielanie pomocy; w zamian wymyślili, aby 
przysłać do mnie po zeznania pana i Holcomba, z nadzieją, że wygadam się z czymś, co 
potwierdzi zeznania Andersa.

– Buty świadczą o prawdziwości jego zeznań – zauważył Holcomb. – Nie potrzebujemy 

innych dowodów.

– Buty dowodzą tylko jednego – sprostował Mason – że chodziłem po polu.
– Znalazł pan rewolwer – rzucił oskarżycielsko Runcifer – i ukrył go.
– Gdzie?
– Nie wiemy.
– To lepiej znajdźcie jakieś dowody, zanim zaczniecie mnie o to oskarżać.
Runcifer   przez   chwilę   patrzył   w   zamyśleniu   na   Masona,   przeniósł   wzrok   na   własne 

dłonie, w końcu spojrzał na Holcomba.

– Ma pan jakieś pytania, sierżancie? – spytał.
– Pytania? – zdziwił się z rozgoryczeniem Holcomb. – Zdradziłeś mu wszystko, co sam 

wiesz, a on nic ci nie powiedział. Pytania, cholera!

– Jest pan niesubordynowany, a nie pomocny, sierżancie – rzekł Runcifer.
– Chodźmy – wycharczał niewyraźnie sierżant Holcomb.
Runcifer wstał.
Holcomb ze złością wrzucił buty do torby, zamknął ją i ruszył do wyjścia.
Runcifer udał się za nim. W drzwiach odwrócił się, ukłonił się i powiedział:
– Do widzenia, panie Mason.
– Do zobaczenia, Runcifer – odparł prawnik z błyskiem w oku.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Mason zadzwonił po Dellę, a kiedy weszła, powiedział:
– Dello, weź zwykły formularz i wystąp z pozwem habeas corpus w sprawie Mae Farr. 

Chcę ich zmusić, aby wnieśli przeciwko niej oskarżenie albo ją wypuścili.

Della zatroskanym wzrokiem spoglądała na jego twarz.
– Jak poszło? – spytała.
Wzruszył ramionami.
– Co zrobili?
–   Niewiele   –   odparł   Mason.   –   Mogło   być   gorzej.   Najwyraźniej   Holcombowi 

powiedziano, że przesłuchanie prowadzi biuro prokuratora okręgowego.

– I jak je prowadzili?
– Koordynacja im nie wyszła, ale Runcifer okazał się dżentelmenem. Nie sądzę, żeby 

miał doświadczenie sądowe. Omówił szczegółowo wszystkie sprawy, co do których chcieli 
mnie przesłuchać.

– A co na to sierżant Holcomb?
– Próbował pokazać twardą rękę, przekonał się, że nic mu z tego nie przyjdzie, i popsuł 

mu się nastrój.

– Dzwonił Paul Drake – powiedziała Della. – Mówił, że ma ważne informacje i chce 

przyjść, jak tylko atmosfera się oczyści.

– Powiedz mu, że atmosfera już się oczyściła. Weź ten formularz pozwu habeas corpus i 

przypilnuj biura. Nie chcę widzieć żadnych klientów ani myśleć o rutynowych sprawach.

– Postępujemy tak samo jak w sprawie Smitha?
– Tak. Możesz wziąć za wzór dokumenty z tamtej sprawy. Sprawdź je i niech maszynistki 

zabiorą się za wypełnianie formularzy. Potrzebuję tego natychmiast.

Della wymknęła się do sekretariatu, a po chwili do drzwi zastukał Drake. Mason wpuścił 

go do środka.

– Jak poszło, Perry?
– Nie tak źle – odparł prawnik.

background image

– Czego chcieli?
– Zastępca prokuratora chciał poznać fakty,  a sierżant Holcomb  chciał dobrać się do 

mnie.

– Udało mu się?
– Jeszcze nie. Masz coś nowego?
– Mnóstwo. Spójrz w najświeższe wydanie gazety.
– Co tu jest?
– Zwykle nonsensy i stwierdzenia typu, że w policyjne sieci wpadł Anders, który uciekł 

do miasta  na północy,  że uczynił  częściowe wyznania, że w wyniku  jego zeznań policja 
wzięła pod lupę jednego z najbardziej znanych prawników specjalizujących się w sprawach 
karnych, że szuka broni, którą – jak sądzą – została popełniona zbrodnia, że Anders przyznaje 
się   do   wyrzucenia   rewolweru.   Policja,   udawszy   się   na   wskazane   przez   niego   miejsce, 
spostrzegła, że każdy cal kwadratowy został już przeszukany przez mężczyznę, który zrobił to 
wczoraj w czasie deszczu.

– Co to za zdjęcie?
– Sierżant Holcomb prezentuje parę butów i odpowiadające im gipsowe odlewy śladów, 

które zostały znalezione na polu.

– Mówią, skąd wziął buty?
– Nie, gazeta podaje, że to jedna z rzeczy, nad którą policja jeszcze pracuje i nie może 

zdradzać swoich podejrzeń ze względu na sensacyjne wnioski, jakie można by wyciągnąć z 
dowodów... Czy to twoje buty, Perry?

– Tak.
– Nie najlepiej to wygląda, co, Perry?
Mason niecierpliwie machnął ręką i przeszedł nad pytaniem do porządku dziennego.
– Epitafia będziemy wystawiać później – rzekł. – Teraz chcę faktów. Co to za zdjęcie 

obok?

– Pole, na którym, jak mniema policja, odnalazłeś rewolwer.
– Pozwól mi zobaczyć – poprosił Mason.
Wziął gazetę, złożył ją w pół i przyjrzał się reprodukcji fotografii ukazującej pole koło 

głównej drogi.

– Linia wysokiego napięcia biegnie po prawej stronie – mówił z zadumą. – Ogrodzenie z 

drutu kolczastego, betonowy rów irygacyjny. Nie za wiele możliwości ukrycia broni, same 
kępy trawy i chwasty. Dlaczego nie uprawia się ziemi, jeśli przeprowadzono irygację?

– Procesują się o nią – wyjaśnił Paul.
– Masz coś jeszcze, Paul?
– Niemało. Kupa informacji na temat gustów i zwyczajów Wentwortha.
– Jego hobby to żeglarstwo?
– Żeglarstwo, kobiety i numizmatyka – odparł Drake.

background image

– Dlaczego numizmatyka? – zdziwił się Mason.
– Pojęcia nie mam. Monety, łodzie, konie, wino i kobiety – to całe życie Wentwortha.
– Czym zarabiał na utrzymanie?
Drake wyszczerzył zęby i powiedział:
– To będzie drażliwy temat dla policji. Wszystko wskazuje na to, że był bukmacherem. 

Miał wspólnika nazwiskiem Marley, Frank Marley.

– Już o nim kiedyś słyszałem. Czy jakiś czas temu nie został aresztowany?
– Dwu – lub trzykrotnie.
– Co się stało z oskarżeniem?
– Odroczone, wznowione, oddalone.
– Przekupstwo?
– Nic na ten temat nie powiem. Ale może potrafisz czytać w myślach?
– Chyba potrafię – uśmiechnął się szeroko Mason. – A co z Marleyem? Możemy jego 

wplątać w sprawę?

– Wydaje mi się, że tak. Okazuje się, że Marley też ma jacht. Bardzo szybki, z potężnymi 

silnikami, bliźniacze śruby, mahoń – nie można tym wypłynąć na wzburzone morze, ale w try 
miga dowiezie cię do Cataliny i z powrotem.

– Gdzie spędził wczorajszą noc?
– Podobno w szpitalu. Miał mieć dziś rano operację – nic poważnego. Miał kilka ataków 

ślepej kiszki i doktor poradził mu, aby, jak będzie miał kilka wolnych dni, dał się zoperować. 
Poszedł wczoraj do lekarza i po południu został przyjęty do szpitala.

– Miał tę operację?
– Nie. Nie była pilna. Kiedy dowiedział się o śmierci Wentwortha, odwołał operację, bo 

powiedział, że w tej sytuacji nie może sobie pozwolić na porzucenie interesów. Za dużo ma 
spraw na głowie.

– To może nieważne, co powiem, ale ta sprawa ze szpitalem o niczym nie świadczy.
– Wiem. Ale mimo to wszystko sprawdziłem. Dostał pokój jednoosobowy. Na dziś po 

operacji miał zamówioną pielęgniarkę, ale wczoraj był jeszcze na oddziale ogólnym. Doktor 
przepisał mu amytal sodowy.

– I dostał?
– Tak. Pielęgniarka mu podała.
– Czy to znaczy, że nie mógł nigdzie wyjść?
– Chyba tak – odparł Drake. – Pielęgniarka z oddziału zaglądała do niego trzy czy cztery 

razy w nocy.

– Czy na karcie jest podany czas, kiedy zaglądała?
– Nie. Pielęgniarka twierdzi, że co najmniej raz przed północą, dwa po północy i raz dziś 

rano. Zamówiona pielęgniarka przyszła o ósmej rano. Miał być operowany o dziesiątej.

– Powiedziano mu o śmierci Wentwortha?

background image

– Nie mieli zamiaru, ale koniecznie chciał do niego zadzwonić, zanim dostanie środek 

nasenny. Mówił, że chce mu przekazać coś, co w ostatniej chwili przyszło mu do głowy, i 
sprawdzić pewne rzeczy. Próbowali mu to wyperswadować, ale się nie udało.

– A co z żoną Wentwortha? – zainteresował się Mason.
– Była w San Diego. Wygląda na to, że Wentworth miał się z nią spotkać dziś rano.
– Gdzie?
– Właśnie w San Diego.
– A jej chłopak?
– Jeszcze nie wiem. Ale ma jacht.
– Gdzie cumuje?
– W zewnętrznej przystani dla jachtów, po wewnętrznej stronie falochronu.
Mężczyźni wymienili spojrzenia.
– Lepiej sprawdź go porządnie – poradził Mason.
– Robię to. Z niego jest prawdziwy sportsmen, gra w polo, uprawia żeglarstwo i pilotaż.
– Pilotaż, mówisz?
– Tak. Ma hydroplan, którym lubi się chwalić.
– Gdzie go trzyma?
– W hangarze na swojej posiadłości.
– A gdzie to jest?
– Na urwistym cyplu nad oceanem, około szesnastu kilometrów od miejsca, gdzie cumuje 

jacht.

– Czy możesz dowiedzieć się, czy latał gdzieś ostatnio hydroplanem?
– Chcę zerknąć na dziennik pokładowy.
– A jeśli nie wpisał tego do dziennika?
Drake pokręcił głową i rzekł:
– Wtedy dowiemy się tylko cudem.
Mason zabębnił palcami po stole.
– Paul, możesz jakoś dostać się na teren posiadłości?
– To trudne, ale jeden z moich pracowników mógłby chyba to zrobić.
– Wczoraj w nocy padało, przez chwilę bardzo mocno. Gdyby w takich warunkach ze 

zwykłego pola startował samolot, zostałyby wyraźne ślady.

– Rozumiem, Perry – odparł Drake.
– A co ze służbą? Mógłbyś się dowiedzieć, czy słyszeli silniki?
– Od razu mogę ci odpowiedzieć na to pytanie, Perry. Nie słyszeli.
– Skąd wiesz?
– Wczoraj cała służba była nieobecna. Eversel dał im wolne na całą noc. Dostali nawet 

samochód z szoferem do dyspozycji.

Mason uniósł brwi.

background image

– Też tak myślałem – rzekł Paul – ale okazuje się, że to nic niezwykłego. Eversel ma 

trudności   z   utrzymaniem   służby.   Posiadłość   jest   położona   na   uboczu,   nie   ma   kina, 
kosmetyczki, ani żadnych rozrywek. Naturalnie trudno oczekiwać, żeby w takich warunkach 
służba spędzała w miejscu pracy siedem dni w tygodniu przez pięćdziesiąt dwa tygodnie 
rocznie. Kiedy mają wolne i chcą wyjechać do miasta, Eversel musi zapewnić im transport. 
Dlatego co jakiś czas wysyła ich na wycieczki, szczególnie wtedy, kiedy ma go nie być w 
domu.

– Rozumiem – odparł Mason. Ton głosu był zdawkowy, ale oczy zwęziły się w szparki.
– Kula – ciągnął Drake – została wystrzelona z góry, przez świetlik lub kiedy Wentworth 

pochylał   się   do   przodu.   Najprawdopodobniej   jednak   przez   świetlik,   który   otwiera   się   od 
środka.   Przy   ciepłej   pogodzie,   gdy   jacht   cumował   lub   płynął   po   spokojnym   morzu, 
Wentworth otwierał świetlik, żeby pomieszczenie się wietrzyło.

– Wczoraj było ciepło – zauważył Mason.
– Nie ma wątpliwości, że kiedy Anders wszedł na pokład, okno było otwarte. Anders 

zeznał tak na policji. Twierdzi, że właśnie dlatego słyszał krzyki Mae i odgłosy walki.

– Ktoś jeszcze słyszał, jak krzyczała?
– Nie. Najwyraźniej nie krzyczała zbyt głośno. A zresztą ci z jachtów nie zważają na 

takie   rzeczy.   Czasami   urządzają   tam   naprawdę   dzikie   brewerie.   Najczęściej   z   jachtów 
dobiegają, jak to mówią, „piski sztucznego dziewictwa”. Staram się o fotografie prasowe 
wnętrza mesy tuż po przyprowadzeniu jachtu do portu. Nawiasem mówiąc, Perry, Wentworth 
najprawdopodobniej zginął, zanim zaczął padać deszcz.

– Skąd wiesz?
– Nie zamknął świetlika. Nie trzymałby...
Do gabinetu  cichutko  weszła  Della,  stanęła  przy biurku.  I podała  Masonowi złożoną 

kartkę papieru. Wewnątrz było napisane: „Przyszedł Frank Marley, wspólnik Wentwortha. 
Chce się z Tobą natychmiast spotkać w ważnej sprawie”.

Mason chwilę myślał, a potem podał notatkę Drake’owi.
– Oho! – rzekł tylko detektyw, przeczytawszy ją.
– Wprowadź go, Dello – polecił Mason.
Mężczyźni czekali w milczeniu, aż Della przyprowadziła Marleya do gabinetu i wycofała 

się, zamykając cicho drzwi.

Marley, drobnokościsty, ciemnowłosy mężczyzna, zbliżający się do czterdziestki, stał bez 

ruchu, obojętnym spojrzeniem ogarniając Drake’a i Masona.

– Proszę usiąść – powiedział prawnik, wskazując fotel. – Nazywam się Mason. A to jest 

Paul Drake, któremu zlecam dochodzenia.

Duże oczy, koloru dojrzałych oliwek, przeniosły się z jednego mężczyzny na drugiego. 

Uśmiechnął się, podał Masonowi rękę i rzekł:

– Cieszę się, że pana poznałem, panie mecenasie.

background image

Mała, wąska dłoń Marleya zginęła niemal w potężnej dłoni Masona. Prawnik zdziwił się 

jednak siłą uścisku. Błyskając olbrzymim diamentem, Marley wyciągnął rękę do Drake’a.

Gość wyjął z kieszeni papierośnicę i, siejąc błyski kamieniem, włożył papierosa do ust.
– Zajmę panu tylko kilka minut – rzekł znacząco.
– Bardzo proszę.
Marley uśmiechnął  się, ale oczy nadal pozostały bez wyrazu.  Niskim,  modulowanym 

głosem powiedział:

– Moje informacje są poufne.
Drake rzucił okiem na Masona i poniósł brwi do góry. Prawnik skinął głową, a Drake 

rzekł:

–   Okay,   Perry.   Do   zobaczenia.   –   Przez   dłuższą   chwilę   przyglądał   się   Marleyowi   i 

powiedział: – Cieszę się, że pana poznałem. Pewnie się jeszcze spotkamy.

Marley nic nie rzekł.
Kiedy detektyw wyszedł, Mason zagaił:
– I co?
– Źle się stało, że Penn nie żyje – zauważył Marley.
Mason skinął głowa.
– Jestem człowiekiem światowym – ciągnął Marley – a pan, jak sądzę, jest człowiekiem 

interesu.

Mason jeszcze raz skinął głową.
– Może jednak pan usiądzie – rzekł.
Marley przysiadł na poręczy fotela, z którego przed chwilą podniósł się Drake.
– Pan jest adwokatem Mae Farr? – upewnił się.
Mason znowu skinął głową.
– Miła dziewczyna.
– Zna ją pan?
– Tak. Penn kochał się w niej bez wzajemności.  Z Pennem żyliśmy  blisko. Czasami 

wybieraliśmy się w rejs jego jachtem, czasami moim, w zależności od pogody. Mój jacht 
najlepiej sprawuje się na spokojnym morzu. Penn miał jacht, którym mógł wyruszyć w każdą 
pogodę.

Mason skinął głową.
– Mae jest bardzo niezależna – powiedział niemal z zadumą Marley.
– Zgaduje pan, kto go zabił? – spytał nagle Mason.
– Tak.
– Kto?
– Najpierw wolałbym coś panu opowiedzieć.
– Proszę bardzo.
– Chcę coś w zamian.

background image

– Nie wygląda pan na filantropa – zauważył Mason.
– To coś ma ogromne znaczenie dla mnie i niewielkie dla pana.
– Słucham – ponaglił go prawnik.
– Zawsze uważałem pana za najlepszego w tym interesie. Postanowiłem, że jeśli kiedyś 

wpadnę w kłopoty, udam się do pana.

Mason podziękował ukłonem tak lekkim, że wyglądał niemal na skinięcie głowy.
– W związku z tą sprawą mogę mieć kłopoty.
– Dlaczego?
– Penn się nie rozwiódł. Nie mogli dojść z żoną do porozumienia w sprawie podziału 

majątku. Ona próbowała go wziąć na przetrzymanie. On nie chciał jej dać rozwodu, ale ona 
jemu też nie. Nie mogli się rozwieść bez zgody drugiej strony. Sprawa w sądzie skończyłaby 
się wzajemnymi oskarżeniami i sędzia wyrzuciłby ich z sali.

– Współżycie im się nie układało?
– Na początku tak. Potem żyli jak pies z kotem.
– Podejrzewam, że dopiero po tym, jak zaczął się pan zabawiać z żoną przyjaciela?
Twarz   Marleya   nie   zmieniła   właściwie   wyrazu.   Można   powiedzieć,   że   zesztywniała, 

jakby uwaga Masona zmroziła mu rysy. Po dłuższej chwili spokojnie zaciągnął się dymem z 
papierosa i rzekł:

– Skąd to panu przyszło do głowy?
– Strzał w ciemno.
– Niech pan tego nie robi. Nie lubię tego.
Mason ostentacyjnie przysunął sobie kartkę papieru i zaczął szybko pisać.
– Co to? – spytał podejrzliwie Marley.
– Robię notatkę, by nie zapomnieć kazać detektywom zbadać sprawę pod tym kątem.
– Trudno z panem dojść do porozumienia – stwierdził Marley.
– Nie tym, którzy są ze mną uczciwi – odparował Mason. – Nie lubię, kiedy naprzeciw 

mnie siada facet i próbuje mi mącić w głowie.

– Lepiej niech pan posłucha, co mam panu do zaproponowania.
– Czekam na to od chwili, kiedy pan wszedł – zauważył Mason.
– Jak już mówiłem, uważam pana za świetnego adwokata. Wolałbym mieć pana za sobą, 

niż przeciw sobie. Juanita jest ciągle żoną Wentwortha. Wydaje mi się, że Penn nie napisał 
testamentu. To ona będzie likwidowała interes. Jako partner Wentwortha, muszę się z nią 
rozliczyć.

– No i?
– To będzie dla mnie kłopot – odparł Marley.
– Dlaczego?
– Były  rzeczy,  o których  Penn wiedział,  ale które niedobrze  by wyglądały pokazane 

czarno  na białym.  Uczyniłem  pewne posunięcia,  uzgadniając  je wcześniej  z Pennem,  ale 

background image

wszystko było na gębę, nie ma tego na papierze. Skąd mogłem wiedzieć, że go ktoś załatwi?

– I co w związku z tym?
– Chciałbym mieć pana za sobą.
– Po co? – spytał Mason. – Chodzi o wstępne rozgrywki czy główną walkę?
– Wstępne rozgrywki – pospiesznie zapewnił Marley. – Jeśli o mnie chodzi, nie będzie 

głównej walki. Chcę, aby reprezentował mnie pan w uporządkowaniu spraw dotyczących 
partnerstwa.

– To wszystko?
– Tak.
– Ile gotów byłby pan za to zapłacić?
– Zanim zaczniemy ten temat, chciałbym więcej panu powiedzieć o mojej ofercie.
– O co chodzi?
– Nie przepadam za glinami. Zbyt długo tkwię w tym interesie. Przykro mi, że Penna 

zabito, ale mój żal nic mu nie pomoże. Jego już nie ma, zostałem ja. Muszę zatroszczyć się o 
siebie. Oto moja propozycja. Penna zabiła Mae Farr. Mam świadka, który jest w stanie tego 
dowieść. W tej sprawie możemy dojść do porozumienia.

– Nie podobają mi się takie porozumienia – odparł Mason. – Pan ma same atuty.
– To nie tak, panie Mason, słowo daję. Wyłożyłem karty na stół. Mae Farr załatwiła go. 

Osobiście uważam, że miała powód i sąd też tak pewnie będzie uważać, ale byłoby dla niej o 
wiele   lepiej,   gdyby   nie   musiała   stawać   przed   sądem.   Widzi   pan,   Penn   zawsze   próbował 
zaciągnąć ją do łóżka. Nie sądzę, żeby Mae była dziewicą, ale nie zależało jej na Pennie. 
Może bawiło ją trzymanie go na dystans i przyglądanie się, jak mu ślina cieknie. Niektóre 
kobiety to lubią.

– Niech pan mówi dalej – zachęcił Mason.
– Mam panu wkładać łopatą do głowy?
– Owszem.
– Pewna osoba, której nazwiska nie wspomnę, była wczoraj w jachtklubie od późnej nocy 

do dzisiejszego ranka. Siedziała w samochodzie i czekała.

– Na co?
– A jak pan myśli?
– Nie wiem.
– Nieistotne, na co. Ważne, że czekała. Znała Penna, mnie i nasze jachty. Nie znała Mae. 

Czekała w samochodzie i nastrój jej się pogarszał, bo sądziła, że chłopak wystawił ja do 
wiatru. W pewnej chwili zobaczyła światła wpływającego jachtu. Najpierw myślała, że to ten, 
na który czeka, ale potem zauważyła, że to moja „Atina”.

Mason odwrócił oczy i zaczął obserwować dym, unoszący się z papierosa Marleya.
– Osoba, sterująca „Atiną”, nie była zbyt dobrym żeglarzem, miała kłopoty z przybiciem 

do lądu, ale w końcu wyłączyła silnik i wyskoczyła z cumą. To była kobieta, której nie znała, 

background image

ale   dobrze   się   jej   przyjrzała.   Później,   kiedy   usłyszała   o   morderstwie,   dodała   jedno   do 
drugiego, zadzwoniła do mnie i opisała tę dziewczynę. Opis zgadza się z wyglądem Mae.

– No cóż – rzekł Mason – ona...
– Jeszcze chwileczkę – poprosił Marley, podnosząc dłoń. – Chcę przedstawić sprawę 

zupełnie jasno. Mam zdjęcia z rejsów, na których jest Mae Farr. Dziewczyna jest pewna, że to 
Mae była na mojej łajbie.

– I co?
– Sam pan wie, jaki skutek wywrą jej zeznania.
– Dla mnie to nie ma znaczenia.
– Ale może mieć znaczenie dla pańskiej klientki.
–   Zeznania   –   oświadczył   Mason   –   to   jedno.   Przesłuchanie   to   drugie.   Proszę   nie 

zapominać, że mam prawo przesłuchać świadka. Już teraz przychodzi mi do głowy mnóstwo 
pytań,   które   chciałbym   zadać   temu   świadkowi.   Jak   poznam   szczegóły   sprawy,   dojdą 
następne.

–   Pewnie.   Właśnie   o   to   chodzi.   –   Marley   mówił   coraz   szybciej.   –   Jest   pan 

niebezpiecznym przeciwnikiem. Wiem o tym. Pewnie uda się panu wyciągnąć z tego Mae. To 
ładna dziewczyna, a sędziowie przysięgli nie są niewrażliwi na urodę. Może twierdzić, że 
broniła swego honoru. Nieraz się zdarzało, że kobieta przez wiele miesięcy żyła z mężczyzną, 
potem go zabiła, a przed sądem z powodzeniem odpierała zarzuty, mówiąc, że broniła honoru. 
Przysięgli   mieli   łzy   w   oczach,   uniewinnili   ją,   a   potem   prosili   o   numer   telefonu.   Jestem 
pewien, że panu się uda.

– Jeśli mi się uda – spytał Mason – to czemu mówi pan o porozumieniu?
– Po prostu dlatego, że jeśli osiągniemy porozumienie, nie dojdzie do rozprawy w sądzie. 

Policja zajmie się Andersem i spróbuje jemu przypiąć to morderstwo. Nic im z tego nie 
wyjdzie. Do pewnego miejsca wszystko się zgadza, ale dalej ani w ząb – bo zrobiła to Mae, a 
nie on.

– Skąd ta pewność?
– Jak usłyszałem o swojej łajbie, pojechałem do klubu. I sprawdziłem, czy rzeczywiście 

ktoś ją ruszał.

– Kiedy pan pojechał?
– Jakieś dwie-trzy godziny temu.
– I co pan stwierdził?
– Panie Mason – rzekł Marley – nie urodziłem się wczoraj.
– I co pan stwierdził? – powtórzył Mason.
– Że ktoś rozbił zamek i wypłynął jachtem. Zawsze po rejsie napełniam bak. Sądząc na 

podstawie wskaźnika poziomu  paliwa, jacht przepłynął  jakieś  dziesięć  mil.  Wiem coś na 
temat odcisków palców, nauczyłem się tego w twardej szkole życia. Poprószyłem proszkiem 
miejsca,   gdzie   były   największe   szanse   ich   znalezienia,   czyli   ster,   manetkę,   przyciski 

background image

włączające światła.

– I co pan znalazł? – zainteresował się Mason.
– Odciski palców.
– Czyje?
Marley wzruszył ramionami.
– Skąd mam wiedzieć? To zadanie dla policji.
– Zatem jaka jest pana propozycja? – spytał prawnik.
– Z miejsca daję panu pięć tysięcy dolców, biorę szmatę nasączoną olejem i ścieram 

wszystkie odciski na jachcie. Ponadto kupuję świadkowi bilet do Australii i każę mu tam 
pozostać tak długo, dopóki ta sprawa się nie skończy. Pan natomiast pomoże mi w sprawie 
rozliczenia się z wdową po Pennie.

– Nie może tego zrobić pierwszy lepszy prawnik?
–   Mówiłem   panu,   że   sprawa   jest   skomplikowana.   Byłem   nierozważny,   za   bardzo 

polegając na ustaleniach ustnych. Prawie wszystkie interesy robiłem w ostatnim czasie sam. 
Penn coraz więcej rzeczy składał na mnie.

– Uważa pan, że sprawę rozliczeń z wdową załatwię lepiej niż inni prawnicy? – spytał 

Mason.

– Ma pan opinię i konieczną wiedzę. Jeśli Juanita będzie zbyt twarda, może pan wywrzeć 

lekki nacisk. Dać jej do zrozumienia, że jeśli dojdzie do składania zeznań w sądzie, wywlecze 
pan wszystkie jej sprawy. Penn miał coś na nią. Ona o tym wie.

– To cała propozycja?
Marley skinął głową.
– Przepraszam na chwilę – rzekł Mason i zadzwonił po Dellę Street.
Kiedy stanęła w drzwiach, powiedział:
– Ponieważ pan Marley będzie wkrótce wychodził, poinformuj Drake’a, że może przyjść. 

I poproś go, żeby poczynił odpowiednie przygotowania do raportu na temat wszystkiego, co 
się od tej chwili będzie działo. Podkreśl, że ma informować mnie o wszystkim. Rozumiesz?

Sekretarka skinęła głową.
– Wszystko mu przekażę, panie Mason. Czy coś jeszcze?
Mason pokręcił głową i Della wyszła.
– Przepraszam, że przerwałem – rzekł Mason, odwracając się do Marleya. – A wracając 

do pańskiej propozycji, nie podoba mi się.

– Mógłbym wyłożyć więcej kasy... ale niewiele więcej, ponieważ akurat nie jestem przy 

forsie, a śmierć Penna...

– Nie chodzi o pieniądze.
– A o co?
– O to, co się za tym kryje.
– Czyli?

background image

– Po pierwsze, ukrywanie dowodów.
Marley spojrzał na prawnika ze zdziwieniem.
– Chce pan powiedzieć, że ma pan cykora przed tym, co się robi codziennie przez siedem 

dni w tygodniu?

– Może to pan nazwać, jak pan chce.
– Ależ... Nie musimy nic robić, po prostu możemy...
Mason pokręcił głową.
– Niech pan posłucha – nalegał Marley. – Sprawa jest uczciwa. Jesteśmy tu tylko we 

dwóch. Może się pan nie bać pułapki. To uczciwy interes.

Mason znowu pokręcił głową.
– Na Boga! Nie powie mi pan, że zamierza zaczynać z tej beczki! Jeśli już, to powinien 

pan dopilnować, aby świadek złożył zeznania na policji.

– Ma pan rację.
–   Niech   pan   nie   będzie   głupcem.   Biznes   jest   biznes.   Pan   dobrze   wie,   jak   pilnować 

własnego interesu.

– Z mojego punktu widzenia nie wydaje mi się, żeby miał mi pan coś do zaoferowania.
– Uważa pan, że jestem gotów pana zdradzić – oburzył się Marley. – Że nie można mi 

wierzyć?

– Po prostu nie jestem zainteresowany.
– Niech pan to przemyśli. Sam z pewnością dojdzie pan do wniosku, że nie można się nie 

zgodzić.   Anders   wszystko  wygadał.  Teraz   pan ma  kłopot.   Mae Farr  ma   kłopot.  Ja mam 
kłopot. Jeśli rozegramy to dobrze, wszyscy jakoś wybrniemy.

– Sam wolę rozgrywać swoje asy, Marley.
– Wiem, pan myśli, że blefuję. Myśli pan, że nie ma żadnego świadka, że pojechałbym po 

prostu do portu, usunął odciski palców z jachtu, powiedział, że wysłałem świadka do Australii 
i byłbym urządzony.

– Możliwe, że tak właśnie by było – zauważył Mason.
– Niech pan nie będzie głupcem.
– Postaram się – zapewnił Mason.
– Do licha,  jeśli   nie  ma   pan ani   krztyny   rozsądku, to  nie  chcę,  żeby był  pan  moim 

adwokatem. Uważam, że jest pan mocno przeceniany.

– Sam tak czasem myślę – powiedział Mason.
Marley ruszył do drzwi i zatrzymał się z ręką na gałce.
– Nie – rzekł, odwracając się do Masona – nie jest pan głupi. Jest pan sprytny. Uważa 

pan, że uda się mnie wrobić. Chyba się pan przeliczył.

Marley zatrzasnął drzwi za sobą.
Mason podniósł słuchawkę aparatu na biurku i powiedział do telefonistki:
– Proszę poprosić Dellę do telefonu.

background image

Prawie natychmiast usłyszał głos Delli.
– O co chodzi, szefie?
– Czy zrozumiałaś moje instrukcje dla Paula Drake’a?
– Tak myślę. Chciałeś, żeby ktoś śledził Marleya?
– Tak. Byłem ciekaw, czy zrozumiesz.
– W holu będzie dwóch detektywów. Trzeci – kobieta – jest w windzie. Wskaże Marleya 

tym z holu. Drake musiał szybko to zorganizować, ale mu się udało.

– Dobra dziewczynka – pochwalił ją Mason.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Brakowało   dziesięciu   minut   do   piątej,   kiedy   Paul   Drake   wszedł   do   biura   Masona   z 

raportem.

– Marley – rzekł – prosto stąd udał się do Balkan Apartments na Windstrom Avenue. Tak 

długo dzwonił do mieszkania Hazel Tooms, że w końcu dotarło do niego, że jej nie ma. 
Potem wyruszył w kierunku przystani na Figueroa Street. Moi ludzie go śledzą. Czy ta Tooms 
coś ci mówi?

– Jeszcze nie – odparł Mason. – Sprawdź ją. Zorientuj się, czy nie jest pielęgniarką.
–   Okay.   Jest   jeszcze   coś   innego.   Policja   znalazła   pistolet,   z   którego   zastrzelono 

Wentwortha.

– Są pewni?
– Tak. Porównali kule.
– Gdzie go znaleźli?
– To ciekawe. Właśnie tam, gdzie Anders, jak powiedział, go wyrzucił.
– Nie rozumiem, co masz na myśli.
– W tym miejscu szosa jest jakieś dwa i pół do trzech metrów wyżej niż teren wokół. Po 

każdej stronie drogi biegnie głęboki rów.

– Wiem – wtrącił Mason. – Jak się to stało, że znaleźli pistolet i gdzie go znaleźli?
– Anders stanął koło samochodu i rzucił, jak mógł najdalej. Przypuszczalnie pistolet odbił 

się od słupa wysokiego napięcia i wpadł do rowu. Wkrótce potem zaczął padać deszcz i w 
rowie zebrało się dużo wody. Kiedy pogoda jest deszczowa, woda w rowie ma z pół metra 
głębokości. Dziś po południu woda opadła i jakiś sprytny fotoreporter,  który miał zrobić 
zdjęcia twoich śladów, znalazł  go na dnie. Pistolet jest kalibru trzydzieści osiem. Policja 
wystrzeliła z niego kulę i porównała ją z tą, która zabiła Wentwortha. Obie wystrzelono z tej 
samej broni.

– Co na to Anders?
– Nie wiem – odparł Drake. – Zresztą to i tak nieważne, co powie. Wpadł jak śliwka w 

kompot.

background image

– Mają numer?
– Chyba tak. Nie zapominaj, Perry, że to wiadomości z ostatniej chwili. Mój znajomy z 

gazety przekazał mi je w locie.

– No cóż – zauważył Mason – Przypuszczam, że teraz uwolnią Mae. Wypisałem pozew 

habeas corpus.

– Zechcą ją zatrzymać jako świadka – rzekł Drake.
– Tak i nie. Jej zeznania to obosieczna broń. Kiedy przypną to morderstwo Andersowi, 

będzie   musiał   przytoczyć   okoliczności   usprawiedliwiające   albo   łagodzące.   Czyli   to   jemu 
będzie zależeć na tym, by mieć Mae pod ręką. Jest ważniejsza dla obrony niż oskarżenia. 
Słuchaj, Paul, zajmij się tą Tooms, dowiedz się o niej wszystkiego, co tylko możliwe. Spróbuj 
wyskrobać jeszcze coś na temat Eversela. A co z panią Wentworth? Przypuszczam, że policja 
ją sprawdza?

–   Pewnie   tak.   Wkrótce   po   dwunastej   udała   się   do   biura   prokuratora   okręgowego   i 

siedziała tam z godzinę. Z tego, co wiem, powiedziała, że żałuje tego, co się stało, że jest jej 
przykro, przyznaje, że się z mężem poróżnili, nie ma zamiaru udawać, że pozostawali w 
przyjaźni, kłótnie na temat podziału majątku były bardzo ostre, ale jego śmierć była dla niej 
szokiem.   Mój   znajomy   dziennikarz   podrzucił   mi   kilka   fotografii,   między   innymi   Juanita 
Wentworth wysiadająca z samochodu przed budynkiem sądu.

– Dlaczego akurat jak wysiada?
– Reporterzy mają tak robić zdjęcia – odparł Drake – żeby było widać jak największy 

fragment nóg. Nie można prosić wdowy, żeby tak pozowała. To niesmaczne. Zatem robią 
„prawdziwe zdjęcie”, jak wysiada z auta.

– Rozumiem – rzekł Perry Mason. – A co powiesz na temat jej zeznań? Czy w biurze 

prokuratorskim   przesłuchano   ją   bardziej   szczegółowo,   czy   skoncentrowali   się   na 
najważniejszych sprawach?

– Nie wiem dokładnie... – Drake urwał i spojrzał na wchodzącą do gabinetu Dellę Street, 

po czym szybko dokończył: – o czym rozmawiali Perry.

– Przyszła Mae Farr – oznajmiła Della.
– Lepiej wyjdź, Paul. – Mason wskazał głowa drzwi. – Chcę ją o coś zapytać. Jeśli nie ma 

przy   rozmowie   osób   postronnych,   takich   jak   ty,   chroni   ją   tajemnica   zawodowa.   W 
przeciwnym wypadku treść rozmowy może być ujawniona, a to mogłoby później okazać się 
kłopotliwe. Zajmij się tym, o co prosiłem.

– W porządku Perry – rzekł Drake. – A ty lepiej wykorzystaj okazję, jak tylko się da.
– To znaczy?
– To znaczy, że Mae teraz jest na wolności, ale mam przeczucie, że niedługo będzie się 

nią cieszyć.

– Dlaczego, Paul?
– Tak mi to wygląda – odparł Drake. – No, idę, Perry.

background image

– Do zobaczenia – rzekł Perry i skinął na Dellę.
Della wprowadziła Mae Farr. Dziewczyna podeszła do biurka adwokata i, nadrabiając 

nieco miną, spytała:

– Jeszcze ze sobą rozmawiamy, czy nie?
– Dlaczego nie? – zdziwił się Mason. – Niech pani siada i zapali.
– Będę potrzebna? – spytała Della.
Mason pokręcił głową.
– Przypilnuj, żeby nikt nam nie przeszkadzał – poprosił.
– Zamykam już biuro – odparła Della i szybko wyszła.
– Dlaczego nie mielibyśmy ze sobą rozmawiać? – spytał Mason.
– Obawiam się, że miał pan przeze mnie kłopoty.
– Nie szkodzi. Przyzwyczaiłem się. Co pani powiedziała policji?
– Nic.
– Co to znaczy?
– To, co powiedziałam. Nic kompletnie.
– Czy przeczytali pani zeznanie Andersa?
– Najpierw poinformowali mnie o tym, co powiedział, dorzucając to i owo od siebie, a 

potem pokazali mi podpisane zeznania, które różniły się dość znacznie od tego, co mówili.

– A pani nic im nie powiedziała?
– Absolutnie  nic.  Powiedziałam,   że  jestem  pracującą  dziewczyną,  która  musi  dbać  o 

opinię i nie mam zamiaru składać żadnych zeznań.

– Co oni na to?
– Że, przyjmując  takie  stanowisko, tylko  się pogrążam.  Powiedziałam im,  że nic nie 

szkodzi. Wręczyli mi wezwanie do stawienia się przed wielką ławą przysięgłych. Powiedzieli, 
że wtedy będę musiała mówić. Czy to prawda?

– Bardzo możliwe. Jeśli pani go nie zabiła, to lepiej będzie mówić.
– Nie zabiłam go.
– A Anders?
– Nie wierzę, że to zrobił, ale jeśli nie on, to kto?
– Wróćmy do wydarzeń ostatniej nocy. Razem wyruszyliśmy do miasta. Potem pani mnie 

wyprzedziła. Co robiła pani od tej chwili?

– Pojechałam do miasta.
– Udała się pani prosto do domu?
– Tak.
– I co potem?
– Dziś rano przyszli policjanci z wydziału zabójstw, wyciągnęli mnie z łóżka i zatrzymali 

w celu przesłuchania.

– Czy przypadkiem – spytał Mason – jak się rozstaliśmy, pani nie wróciła do jachtklubu?

background image

– Ależ skąd! Dlaczego pan pyta?
– Ktoś próbował wmówić mi, że tak było.
– Kto?
– Mężczyzna nazwiskiem Marley. Zna go pani?
– Och, Frank – powiedziała z pogardą, a po chwili zapytała: – A co on o mnie wie?
– Nie zna go pani?
– Znam. Chodziło mi o to, co wie na temat mojej bytności w jachtklubie.
– Mówi, że była tam pani i wypłynęła jego jachtem.
– Nonsens. Pewnie sam to zrobił i próbuje teraz zrzucić to na kogoś innego.
– Dlaczego pani myśli, że to on wypłynął jachtem?
– Ponieważ ma pokrętny umysł i nie potrafi do niczego podejść wprost. Do celu zawsze 

zbliża się drogą okrężną. Jeśli chce się wiedzieć, dokąd idzie, należy patrzeć w przeciwną 
stronę.

– Rozumiem – odparł Mason z uśmiechem.
– Ale jest sprytny – dodała pospiesznie. – Proszę tego nie przeoczyć.
– Dobrze go pani zna?
– Tak.
– Często się widywaliście?
– Zbyt często – przyznała.
– Nie lubi go pani?
– Nienawidzę.
– Uporządkujmy pewne sprawy, Mae. Dobrze pani znała Penna Wentwortha?
– Zbyt dobrze.
– A jego żonę?
– Nigdy jej nie spotkałam.
– Czy Frank Marley uwodził żonę Wentwortha?
– Skąd mam wiedzieć?
– Nie ma pani własnych wniosków na ten temat?
– Gdyby Juanita Wentworth zostawiła drzwi otwarte, Frank Marley na pewno by wszedł.
– Dlaczego go pani nienawidzi? – zapytał adwokat. – Czy kiedykolwiek narzucał się 

pani?

– Pewnie! I nigdy nic mu z tego nie przyszło.
– Czy właśnie dlatego go pani nienawidzi?
– Nie. – Spojrzała Masonowi prosto w oczy i rzekła: – Będę z panem szczera. Nie mam 

nic   przeciwko   temu,   żeby   mężczyźni   mnie   podrywali.   Nawet   lubię,   jeśli   robią   to   w 
odpowiedni sposób. Nie znoszę, jeśli jęczą albo próbują odwoływać się do mojej litości. 
Franka nie lubię, ponieważ jest nieuczciwy... nie, nawet nie chodzi o nieuczciwość. Nie mam 
nic przeciwko temu, że ktoś obchodzi prawo, jeśli robi to sprytnie. Znam mężczyzn, których 

background image

nie można by nazwać całkiem uczciwymi. Niektórzy z nich byli dla mnie fascynujący. U 
Franka   nie   lubię   jego   upodobania   do   snucia   podstępnych   intryg.   Z   nim   nigdy   nic   nie 
wiadomo. Jest grzeczny i miły, niby to otacza cię po przyjacielsku ramieniem, a w dłoni ma 
nóż. Bez mrugnięcia okiem wbije ci go po rękojeść. Nigdy nie podnosi głosu, nie traci głowy.

– Porozmawiajmy chwilę o pani – zmienił temat Mason.
– O czym?
– O, jest wiele tematów. Na przykład, co zdarzyło się na pokładzie „Pennwenta”.
– O co chodzi?
– Kiedy pani opowiadała mi o tym, był z panią przyjaciel.
– No i?
– Czy ze względu na niego nie naciągnęła pani trochę faktów?
Mae spojrzała prosto w oczy Masonowi i odparła:
– Nie. Trzeba by czegoś więcej niż Hal Anders, żebym zaczęła kłamać. Powiem panu coś 

o sobie. Drogo płacę za to, że żyję po swojemu. Wyjechałam z North Mesa, ponieważ nie 
mogłam tego robić. Mam własny kodeks, własne kredo, własne pomysły na życie. Próbuję im 
być wierna. Nienawidzę hipokryzji. Lubię uczciwą grę. Chcę żyć na swój sposób i jestem 
gotowa pozwolić żyć innym tak, jak oni tego chcą.

– A co z Andersem?
– Anders chciał, żebym wyszła za niego za maż. Przez jakiś czas myślałam, że to zrobię. 

Potem zmieniłam zdanie. Nienawidzę słabych mężczyzn.

– Co jest z nim nie w porządku?
– A co jest w porządku? – spytała z goryczą, a po chwili dodała: – Wszystko okay, tylko 

nieustannie potrzebuje kogoś, kto by poklepywał go po plecach i mówił, że świetnie sobie 
radzi, że jest wspaniałym facetem i tak dalej. Proszę tylko spojrzeć, jak to wyglądało w tej 
sprawie. Powiedział mu pan, co ma zrobić. Powiedział pan, że ma iść do hotelu i czekać na 
telefon. Czy to zrobił? Nie, nie dojechał nawet do hotelu. Musiał kogoś innego poprosić o 
radę. Z nim jest właśnie ten kłopot. Nigdy nie nauczył się stać na własnych nogach i radzić 
sobie samemu.

– Nie jestem pewien, czy nie osądza go pani zbyt pochopnie.
– Możliwe – przyznała.
– Czy nie jest tak, że próbował dawać pani rady, mieszać się w pani życie, a pani się to 

nie podobało, ale w rzeczywistości bardzo pani na nim zależy i tym bardziej próbuje pani 
rozdmuchać swoją niechęć, im mniej jest podstaw?

Uśmiechnęła się i odparła:
– Może to prawda. Zawsze go nie cierpiałam, bo był za dobry. W szkole dawano go za 

wzór. Nie pił, nie palił, nie uprawiał hazardu, pilnie pracował, był miły dla starszych pań, nie 
zalegał  z  opłatą   klubową,  miał  porządnie   obcięte   włosy i  czyste  paznokcie.   Czytał   tylko 
najlepsze   książki,   słuchał   najlepszej   muzyki,   hodował   najlepsze   bydło   i   najlepiej   je 

background image

sprzedawał. To, co robi, jest zawsze precyzyjnie zaprogramowane i szczegółowo opracowane. 
I zawsze opiera się na czyjejś  radzie.  Ogrodnik doradza mu,  jak zagospodarować ogród, 
prawnik   konsultuje   umowy,   urzędnik   w   banku   –   jak   ulokować   oszczędności.   A   mnie   to 
strasznie męczy. On jest zawsze taki aktywny, gotów dowiedzieć się czegoś nowego. Zawsze 
ma rację, ale tylko dlatego, że posłuchał rady kogoś, kogo zna. Zazwyczaj wie, czyja rada jest 
najlepsza, i stosuje się do niej.

– Czy wszyscy tak nie postępujemy? – spytał Mason. – W każdym razie w większym lub 

mniejszym stopniu?

– Ja nie – odparła Mae Farr ostro i dodała z uczuciem: – I nie chcę.
– Nie życzyła sobie pani, aby Anders odwiedził panią w mieście?
– Zgadza się. To miło z jego strony, że zaofiarował się pokryć czek, ale sama potrafię 

prowadzić swoje życie. Jeśli w coś wpadnę, chcę wydostać się własnymi siłami. Jeśli nie 
mogę, to wolę pozostać tam, gdzie wpadłam. Nie chcę, żeby Hal Anders pędził do miasta, 
wyciągnąć mnie z rynsztoka, a potem wyczyścił mi ubranie z błota, uśmiechnął się do mnie 
słodko i zapytał: Może zechcesz teraz, Mae, wyjść za mnie za mąż i żyć szczęśliwie do końca 
swoich dni?

– Ciągle chce się z panią ożenić?
– Oczywiście. Kiedy wbije sobie coś do głowy, to trudno mu to wybić.
– A pani nie chce?
– Nie. Chyba jestem niewdzięczna. Wiem, że tkwię po uszy w kłopotach. Przypuszczam, 

że pomoże mi finansowo i będzie moralnym wsparciem, w związku z tym powinnam być 
wdzięczna   i   paść   mu   w   ramiona,   kiedy   to   wszystko   się   skończy.   Dla   pana   prywatnej 
informacji, panie Mason, powiem, że niczego takiego nie zamierzam zrobić.

– W porządku. Porozmawiajmy na temat tego, co stało się na jachcie.
– Już panu powiedziałam.
– Mówiła pani, że był w bieliźnie.
– To prawda.
– Kiedy znaleziono ciało, było kompletne odziane.
– Nic na to nie poradzę. Kiedy do niego strzelano, miał na sobie tylko bieliznę.
– Jak to wszystko się stało?
– Powiedział, że wieczorem wypływa w rejs, i zapytał, czy nie będę miała nic przeciwko 

temu, jeśli pójdzie przebrać się w kombinezon. Wyjaśnił, że musi coś zrobić przy silnikach. 
Wyszedł do afterpiku, aby się przebrać. Drzwi zostawił otwarte, o czym nie wiedziałam. Idąc 
w kierunku maszynowni, mogłam widzieć wnętrze afterpiku. Może to go natchnęło myślą, 
żeby popracować nade mną zamiast nad silnikiem.

– Głośno pani krzyczała?
– W ogóle nie pamiętam, że krzyczałam. To Hal mi powiedział. Chyba oszalał. Wydaje 

mi się, że trochę klęłam, kopałam, drapałam i gryzłam. Jeśli krzyczałam, to na Penna, a nie 

background image

wołałam pomocy. Zawsze polegałam tylko na sobie.

– Była pani zdenerwowana, wpadła pani w histerię?
– Ja? – zdziwiła się.
– Tak.
– Dobry Boże, nie! Byłam wciśnięta w kąt i zaczynało mnie to męczyć. Nie wiem, ile 

bym jeszcze wytrzymała. Ale, panie Mason, nie pierwszy raz zdarzyło mi się bronić przed 
mężczyzną i pewnie nie ostatni.

– Czy pani nie wyzwala w mężczyznach pragnienia użycia siły?
–   Nie   sądzę   –   odparła.   –   Często   mężczyźni   uciekają   się   do   taktyki   jaskiniowców, 

ponieważ wiele kobiet to lubi. Ja nie. Gdy tylko mężczyzna zaczyna mnie ustawiać, marzę o 
tym, żeby walnąć go pierwszym przedmiotem, który wpadnie mi w ręce. Wydaje mi się, że 
mam w związku z tym więcej kłopotów niż przeciętna dziewczyna, bo lubię być niezależna, a 
mężczyźni tego nie lubią. Wiele kobiet mówi „nie” w taki sposób, że facetowi się to podoba. 
Kiedy ja mówię „nie”, to znaczy „nie”. Nie zastanawiam się, czy mu się to podoba, czy nie.

– Kiedy ostatni raz widziała pani Franka Marleya?
– Tydzień temu, w niedzielę.
– Gdzie to było?
– Popłynęliśmy w rejs, w kilka osób.
– Razem z Wentworthem?
– Tak.
– „Pennwentem”?
– Nie. Jachtem Marleya, „Atiną”. Zrobiliśmy krótki wypad do Cataliny.
– Umie pani sterować?
– Tak. To ja sterowałam całą powrotną drogę. Szkoda, że nie lubię Marleya tak, jak lubię 

jego łajbę. Jest cudowna.

– A co może pani powiedzieć na temat swoich kontaktów z Wentworthem?
– Spotkaliśmy się jakiś czas temu. Pracowałam u niego. Zauważyłam, że interesuje się 

mną. Zaprosił mnie na rejs. Wie pan, jakie bywają rejsy. Powiedziałam mu, co myślę, nie 
owijając w bawełnę. On na to, że nie ma nic przeciwko i pragnie tylko mojego towarzystwa. 
Popłynęłam. Dobra. Penn chciał założyć biuro bukmacherskie. Było to niezgodne z prawem, 
ale twierdził, że załatwił wszystko z policją. Chciał, żebym była w biurze, aby nadać mu klasę 
i pilnować Marleya. Wiedział, że nie dam się omotać Marleyowi, a nie całkiem mu ufał. 
Frank zajmował się głównie transakcjami pieniężnymi. Penn uważał, że byłoby dobrze mieć 
kogoś, kto by go popilnował. Prawdę mówiąc, nie jestem pewna, czy Frankowi przypadł do 
gustu   ten   pomysł.   Myślę,   że   gdyby   przejrzeć   jego   rachunki,   niejedno   wyszłoby   na   jaw. 
Powiedziałam o tym Pennowi.

– I co na to Penn?
– Niewiele. Powiedział, że nie mam racji, ale widziałam, że nie wychodziło mu to z 

background image

głowy.

– A jak pani wyjaśni to, że płacił za pani sukienki?
– Wpadam w furię, ile razy o tym pomyślę. Od początku do końca była to sprawa czysto 

służbowa.  Wentworth  miał  nie  płacić,  chyba  że  coś  by  się  stało  i  nie  mogłabym  zacząć 
pracować.   Rachunki   za  moją  odzież  miały   być   płacone   ratami  z   mojej   pensji.  Wszystko 
zostało wyjaśnione w banku przy zakładaniu konta. Mówiłam panu, że w tym nie było nic 
prywatnego.

– Ale w końcu pani nie płaciła za suknie?
– Oczywiście, że nie. Nie zaczęłam przecież pracować. Zmieniła się gwałtownie polityka 

miasta. Ci, którzy sadzili, że rządzą miastem, zostali przeniesieni do innych okręgów. Penn 
nie   zrezygnował   ze   swojego   pomysłu,   ale   postanowił   trochę   odczekać   i   nawiązać   nowe 
kontakty.

Przynajmniej tak było, kiedy przedstawił mi swoją propozycję. Ja wtedy byłam bez pracy. 

Miałam nie otrzymywać regularnej pensji, dopóki nie otworzą biura. Miałam spędzać dużo 
czasu   z   Pennem   i   spotykać   jego   znajomych.   Penn   miał   co   trzy   tygodnie   wysyłać   mojej 
siostrze czek i płacić za moje utrzymanie. Ja z kolei musiałam kupić wystarczająco dużo 
ubrań, aby robić dobre wrażenie. Można powiedzieć, że oczekiwał ode mnie bycia hostessą 
na rejsach.

Nie musiał mi nikt mówić, jak to wyglądało. Dobrze wiedziałam, że Penn ma nadzieję, że 

stanę się od niego zależna i w końcu zostanę jego kochanką. Miałam w nosie, co on myśli. 
Wiedziałam, o co mi chodzi. Niczego nie udawałam; z miejsca wyłożyłam kawę na ławę. Ale 
jemu wydawało się, że zmienię zdanie.

– Co na to pani rodzina? – spytał Mason.
– Tu  właśnie  był   pies   pogrzebany.   Nie  miałam  pracy i  nie  mogłam   znaleźć   niczego 

ciekawego. Tutaj widziałam szansę na niezłe zarobki. Zdawałam sobie jednak sprawę, że jeśli 
będzie nalot policji, mogę znaleźć się przed sądem. Liczyłam na to, że nic mi nie zrobią, ale 
nie miałam pewności. Wiedziałam, że bardzo mamę bolałoby, gdyby wiedziała, w co jestem 
zamieszana. Nie chciałam kłamać, więc przestałam pisać. Zdawałam sobie jednak sprawę, że 
Sylwia potrzebuje wsparcia finansowego, więc zorganizowałam to tak, że Penn miał wysyłać 
im trochę pieniędzy, dopóki nie będę otrzymywać regularnej pensji. Sądziłam, że wówczas 
sama będę mogła posyłać im pieniądze. To cała historia.

– Dobra, jeśli prawdziwa.
Oczy Mae Farr pociemniały z gniewu.
– Niech się pani nie denerwuje – uspokoił ją Mason. – Interesuje mnie szczególnie, co 

stało się po tym, kiedy się rozstaliśmy. Jest świadek, który zezna, że wypłynęła pani jachtem 
Marleya.

– Ja???
– Tak.

background image

– Kiedy?
– Niedługo po naszej wyprawie do klubu.
– To nieprawda.
– Świadek twierdzi, że tak było.
– Kłamie. Po co byłby mi potrzebny jacht Marleya?
– Zamiast jechać do hotelu, Hal Anders wrócił na „Pennwent” i wypłynął  na morze, 

kierując się ku Ensenadzie; pani mogła popłynąć jachtem Marleya, aby wziąć Andersa na 
pokład. „Atina” jest co najmniej dwa razy tak szybka jak „Pennwent”.

– To absurd. Hal pojechał od razu do North Mesa, aby zasięgnąć rady swojego prawnika.
– Naturalnie, że pojechał do North Mesa. Nie jestem tylko pewien, czy od razu.
– No cóż, ja powiedziałam panu prawdę.
Mason wstał, wziął kapelusz, i rzekł:
– W porządku. Niech pani będzie.
– Co mam robić? – spytała.
– Niech pani wraca do swojego mieszkania i zachowuje się jakby nigdy nic. Na pewno 

znajdą tam panią  dziennikarze.  Ludzie  będą zadawali  pytania.  Fotografowie będą chcieli, 
żeby   pani   pozowała   do   zdjęć.   Niech   się   pani   zgodzi   na   zdjęcia.   Proszę   pamiętać,   że 
dziennikarze tym zarabiają na życie. Muszą szukać ciekawego materiału, starać się o zdjęcia, 
wywiady.   Jeśli   zdobędą   coś   interesującego,   szef   klepie   ich   po   ramieniu.   Jeśli   nic   nie 
przyniosą, szef marszczy brwi. Zatem niech pani da im coś wartego zachodu. Niech pani 
pozuje do zdjęć tak, jak poproszą, i tyle razy, ile będą chcieli, i cały czas mówi, że nie będzie 
dyskutowała na temat sprawy.

– Rozumiem – odparła.
– Reporterom – rzekł Mason – może pani opowiedzieć wszystko o swoim romansie z 

Halem Andersem.

– Nie było żadnego romansu.
– Właśnie to ma im pani powiedzieć. Niech im pani przedstawi to tak, jak przedstawiła to 

pani mnie.

– Że jest słaby i zawsze polega na cudzych radach...
– Nie, nie to – przerwał adwokat. – Raczej że jest wyjątkowym chłopakiem, który nigdy 

nie robi błędów, i że to panią zmęczyło. Chciała pani przyjechać do miasta i zacząć żyć 
własnym życiem. Proszę im powiedzieć o propozycji Wentwortha, żeby pani pracowała u 
niego, ale niech się pani nie wygada z tym, że miało to być biuro bukmacherskie. Proszę tylko 
powiedzieć,   że   chciał   otworzyć   biuro   w   centrum,   że   nie   mówił   pani   wiele   o   przyszłych 
obowiązkach, z wyjątkiem tego, że miała pani zajmować się inwestycjami. Ani słowa na 
temat tego, co się wczoraj wydarzyło. Wprawdzie pani chciałaby o wszystkim opowiedzieć, 
ale adwokat pani zabronił.

– Innymi słowy mam dać im coś, z czego mogliby zrobić artykuł – podsumowała.

background image

– Tak jest.
– Okay, zrobię tak.
– Jak się pani czuje? – spytał Mason. – Nie jest pani przygnębiona, nie ma rozstrojonych 

nerwów?

– To część gry – odparła z uśmiechem. – Czasem jest się na górze i wszystko się układa. 

Kiedy indziej jest się na dnie. Nie ma sensu tym się zamartwiać.

Pod wpływem impulsu wyciągnęła do Masona rękę i uśmiechnęła się.
– Dobranoc, panie Mason – rzekła.
Mason, trzymając jej dłoń, spoglądał przez chwilę w jej oczy.
– Czy próbowali panią zastraszyć, byli brutalni? – zapytał.
– Czy próbowali? – zaśmiała się. – Wszyscy wrzeszczeli na mnie, kazali odgrywać to, co 

zdarzyło  się na jachcie, a kiedy nie udało im się nic osiągnąć, oskarżyli  mnie, że byłam 
kochanką Penna, co ukrywałam przed Halem, bo chciałam zostać jego żoną i urządzić się na 
całe życie. Chyba wszystkiego próbowali, panie Mason.

Mason wyszczerzył zęby w uśmiechu.
– Tak sądziłem. Okay, niech pani już idzie. Pamięta pani wszystko, co mówiłem?
– Pewnie – odparła.
Rzuciła mu jeszcze uśmiech od progu, a potem słychać było tylko stukanie obcasów, 

kiedy szła do windy.

Mason włożył kapelusz, zajrzał do sekretariatu i powiedział:
– Wychodzę, Dello. Zamów sobie jakąś kolację i nie oddalaj się od telefonu.
Della sięgnęła po jego prawą dłoń i zaczęła ją gładzić.
– Będzie pan ostrożny, szefie?
Uśmiechając się do niej, pokręcił głową.
Della zaśmiała się.
– Mogłam darować sobie tę prośbę. Ale miej oczy otwarte i daj znać, jeśli będę mogła ci 

jakoś pomóc.

– Dobrze, Dello, ale nie chcę, żeby wciągnęli cię w tę sprawę. Dali Mae Farr wezwanie 

do stawienia się w sądzie. Mnie przypuszczalnie też wezwą.

– A mnie?
Mason skinął głową.
– Co im powiemy?
– Nie popełnimy krzywoprzysięstwa, ale nie będziemy ułatwiać im zadania. I będziemy 

bronić   interesów   naszej   klientki.   Ogólnie   rzec   biorąc,   będziemy   twierdzić,   że   niemal 
wszystko, o co zapytają, jest chronione tajemnicą zawodową i wielka ława przysięgłych nie 
może w to wnikać. To ruszy lawinę wątpliwości w kwestiach technicznych. Nie martw się, 
Dello, wybrniemy z tego.

– Pewnie chcesz, żebym trzymała buzię zamkniętą.

background image

– Jak ostryga.
– W czasie przypływu?
– Co to za różnica? – spytał adwokat.
– Ostrygi zbiera się przy odpływie.
– Racja. Czyli jak ostryga w czasie przypływu.
Ledwie za Masonem zamknęły się drzwi, zadzwonił telefon. Della podniosła słuchawkę i 

powiedziała:

– Słucham.
– Cześć, piękna – powitał ją Paul Drake. – Chcę mówić z szefem.
– Właśnie wyszedł. Myślę, że szykował się na jakąś akcję.
– Och! Czekałem z nadzieją, że zadzwoni do mnie po wyjściu Mae Farr. Prokurator 

okręgowy ruszył całą parą. Gazety nie wymieniły żadnych nazwisk, ponieważ się boją, ale 
wymieniło je biuro prokuratorskie. Twierdzą, że mogą udowodnić, że wczoraj w nocy Mason 
pojechał poszukać tej broni, że mają zamiar wezwać go przed ławę przysięgłych i że w tym 
czasie będzie pod obserwacją.

– Do licha! – wykrzyknęła Della. – Muszę złapać go, zanim dotrze do windy!
Rzuciła słuchawkę i pobiegła do windy. Kilkakrotnie nerwowo przycisnęła guzik, a kiedy 

otworzyły się drzwi, wydyszała:

– Jak najszybciej na parter. Muszę tam natychmiast dotrzeć.
Windziarz uśmiechnął się, kiwnął głową i lekceważąc zdziwione spojrzenia pozostałych 

pasażerów i prośby o zatrzymanie się na innych piętrach, zjechał na sam dół.

Della   rozepchnęła   ludzi,   ruszyła   biegiem   w   kierunku   wyjścia   na   ulicę   i   zobaczyła 

Masona, wsiadającego akurat do taksówki jakieś sto pięćdziesiąt metrów dalej. Zawołała, ale 
nie mógł jej usłyszeć. Taksówka zjechała na ulicę. Dwóch mężczyzn w cywilu, siedzących w 
aucie   zaparkowanym   przed   hydrantem,   również   zjechało   na   ulicę   i   ustawiło   się   tuż   za 
taksówką.

Della rozejrzała się, ale nie było ani śladu innej taksówki. Samochody zmierzające w jej 

stronę   stanęły   na   czerwonym   świetle,   a   taksówka   z   Masonem   i   samochód   z   dwoma 
policjantami skręciły w prawo i zniknęły z widoku.

Della Street odwróciła się i wróciła powoli do biura.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Mason   wysiadł   z   taksówki   blok   przed   Balkan   Apartments   i   ostrożnie   się   rozejrzał. 

Policjanci w cywilu, którzy go śledzili, przejechali, nie patrząc w jego kierunku. Prawnik 
podszedł do wejścia i poszukał na domofonie nazwiska Hazel Tooms.

Gdy   przyciskał   guzik   koło   jej   nazwiska,   do   drzwi   podszedł   mężczyzna   i   sięgnął   do 

kieszeni po klucz.

Usłyszeli   brzęczyk   zwalniający   zamek,   mężczyzna   pchnął   drzwi   i   wszedł   na   klatkę. 

Mason wszedł za nim, wyminął go, wsiadł do windy i wjechał na piąte piętro. Numer 521 był 
przy końcu korytarza. Adwokat delikatnie zastukał.

Młoda kobieta, która otworzyła drzwi, była wzrostu powyżej przeciętnego i nosiła się 

bardzo prosto. Miała na sobie spodnium. Była brunetką z niebieskimi oczami, na włosach 
miała   zrobione   pasemka.   Zmierzyła   Masona   ostrożnym   spojrzeniem,   nie   była   jednak 
zdenerwowana ani wystraszona. Sprawiała wrażenie osoby, która w razie konieczności potrafi 
zadbać o siebie.

– Nie znam pana – rzekła.
– Pragnę to od razu naprawić – odparł Mason, zdejmując z głowy kapelusz i kłaniając się.
Przyjrzała mu się od stóp do głów, po czym rzekła:
– Proszę.
Gdy Mason wszedł do mieszkania, dziewczyna zamknęła drzwi, wskazała mu fotel, ale 

sama nie usiadła, tylko stała tyłem do drzwi, z ręką na gałce.

– W porządku – rzekła. – O co chodzi?
– Nazywam się Mason. Czy to coś pani mówi?
– Nie. Jeśli to ma być podryw, możesz sobie darować. Nie umawiam się z obcymi.
– Prowadzę dochodzenie – wyjaśnił adwokat.
– Aha.
– Mam powód wierzyć, że ma pani pewne informacje, które mnie interesują.
– Na jaki temat?
– „Pennwenta”.

background image

– A o co chodzi?
– Kiedy pani widziała ostatnio ten jacht i kiedy widziała pani ostatnio „Atinę” Franka 

Marleya?

– Detektyw?
– Niezupełnie.
– Zatem dlaczego to pana interesuje?
– Reprezentuję kogoś, kto pragnie się tego dowiedzieć.
– A co ja będę z tego miała?
– Nic.
Odeszła od drzwi i usiadła naprzeciw Masona. Założyła nogę na nogę, obejmując kolano 

splecionymi dłońmi.

–   Przepraszam   za   ostrożność   –   rzekła   –   ale   tyle   się   słyszy   o   mężczyznach,   którzy 

wchodzą   do   mieszkania,   a   potem   dają   kobiecie   po   głowie   albo   ją   duszą.   Wolałam   nie 
ryzykować.

– Czy wyglądam na jednego z takich zbirów?
– Nie wiem, jak oni wyglądają.
Mason roześmiał się.
– Dobrze. Wróćmy do mojego pytania – powiedział.
– Na temat jachtu?
– Tak.
– Co chce pan wiedzieć?
– Kiedy ostatnio widziała pani jacht Marleya?
–   Doprawdy,   panie   Mason   –   odparła   z   uśmiechem   –   wolałabym   wrócić   do   mojego 

pytania.

– Czyli?
– Co będę z tego miała.
– To, co pani powiedziałem za pierwszym razem. Nic.
– Dlaczego więc miałabym na nie odpowiedzieć?
– Spójrzmy na to inaczej – zaproponował adwokat z błyskiem w oku. – Dlaczego nie 

miałaby pani odpowiedzieć?

– Bliższa koszula ciału, niż suknia.
– W porządku – odparł. – Wyłożę karty na stół.
– Najpierw proszę o asy.
– Jestem prawnikiem. Reprezentuję panią Mae Farr w związku z...
– Ach, to pan jest Perry Mason!
Skinął głowa.
– Dlaczego pan nie powiedział tego od razu?
– Uważałem, że nic mi to nie pomoże w sprawie, w której przyszedłem.

background image

Dziewczyna przechyliła głowę na bok i przyglądała mu się ze zmarszczonymi brwiami.
– To pan jest Perry Mason – powtórzyła.
Mason nic nie odpowiedział.
– Myśli pan, że mam jakąś interesującą pana informację. Czy ta informacja nie wpakuje 

mnie w kłopoty?

– Nie wiem.
– Proszę posłuchać – rzekła. – Nie chcę być świadkiem w sądzie.
– Teraz nie jest pani w sądzie.
– Może pan sprawić, że będę.
– Ale nie muszę.
– Przyrzeknie pan, że mnie pan nie wezwie?
– Nie.
Przez chwilę dziewczyna pieściła swoje kolano czubkami palców, patrząc przed siebie 

niewidzącym  wzrokiem  i  rozważając  sytuację.  W  końcu  spojrzała  prawnikowi  w  twarz  i 
rzekła:

– W porządku, zaryzykuję. Lubię ryzyko.
Mason rozsiadł się wygodnie w fotelu i przestał patrzeć na Hazel Tooms, aby nie czuła 

się skrępowana.

– Nie chcę stawać jako świadek przed sadem – wyjaśniła – ponieważ boję się, że sprytny 

prawnik mógłby mnie łatwo ośmieszyć. Od zawsze uwielbiam sporty: tenis, jazdę konną, 
narciarstwo, a szczególnie żeglarstwo. Nie dostaje się zaproszeń na jachty, jeśli przebywa się 
w towarzystwie biednych, ale cnotliwych  młodych mężczyzn. A ja mam kota na punkcie 
jachtów. Ile razy szykował się rejs do Cataliny, umawiałam się z tyloma żeglarzami, z iloma 
tylko zdołałam. Jeśli chcieli ode mnie numer telefonu, to go podawałam. Nic więcej ode mnie 
nie dostają: numer telefonu, towarzystwo i dobra zabawę.

Żeglarze   chętnie   biorą   w   rejs   dziewczyny,   które   są   dobrymi   kompanami,   potrafią 

obchodzić się z jachtem, są gotowe pomóc w pracach i potrafią zabawić towarzystwo.

Cały swój czas poświęcam na wymyślanie zabawnych powiedzeń, gier, i sposobów picia 

tak, żeby nie upić się za bardzo. Nie wiem, czy pan wie, że dobrym sposobem jest zjeść dużo 
masła, zanim zacznie się pić. Przypuszczam, że gdybym poświęciła tyle wysiłku umysłowego 
jakiejś działalności handlowej, to zarobiłabym grubą forsę.

– Znam lepszy sposób na picie – zauważył Mason.
– Naprawdę?
– Tak.
– Niech mi pan zdradzi! Do tej pory masło to najlepsze, z czym się spotkałam.
– Moja metoda jest prostsza. Nie pić za dużo, kiedy już zaczyna się pić.
– Och. Myślałam, że pan naprawdę zna jakąś metodę – zauważyła z rozczarowaniem w 

głosie.

background image

– Przepraszam, że pani przerwałem.
– Rzecz sprowadza się do tego: Penn kochał się we mnie i chciał się ze mną przespać. To 

był taki facet, który, jeśli mówi mu się „nie”, zaczyna się z dziewczyną mocować i walka trwa 
tak długo, aż on straci panowanie nad sobą. Osobiście nie lubię brutali. Na szczęście potrafię 
dobrze ocenić odległość i wybrać czas. Nie darmo byłam zwycięzcą w zawodach tenisowych. 
Ale wracam do tematu. Któregoś dnia, kiedy zaczęło być gorąco, ostrzegłam go, żeby uważał, 
ale on był już w takim stanie, że na nic nie zważał. Więc zdjęłam pantofel, podgięłam nogę, 
wybrałam odpowiedni moment i kopnęłam go piętą w brodę.

– I co?
– Myślałam, że go zabiłam. Cuciłam go wodą, masowałam klatkę piersiową, wlewałam 

brandy łyżeczka do ust. Zanim odzyskał przytomność, minęła chyba godzina, a potem jeszcze 
przez pół godziny był oszołomiony.

– I jak się to skończyło? – zainteresował się Mason. – Była druga runda czy rzucił ręcznik 

na ring?

– Rzucił ręcznik i to był początek naszej przyjaźni. Bardzo go polubiłam, a on mnie 

szanował. To była jedna z tych rzadkich przyjaźni między kobieta a mężczyzną, byliśmy 
świetnymi kumplami. Kiedy dowiedział się, że lubię jachty, zapraszał mnie często na rejsy. 
Czasami,   jeśli   nie   miał   ochoty   na   niczyje   towarzystwo,   płynął   sam.   Nie   przepadał   za 
żeglarstwem dla samego sportu, ale lubił okoliczności towarzyszące: rejsy, przyjęcia i tak 
dalej. Właśnie dlatego miał tyle gadżetów na „Pennwencie”.

W to, co teraz powiem, na pewno pan nie uwierzy. Ale tak się składa, że jest to prawdą. 

Kiedy   Wentworth   miał   chandrę,   płynął   w   rejs.   Prowadzenie   jachtu   zostawiał   prawie 
całkowicie w moich rękach. Ja też gotowałam. Czasem w ciągu całego rejsu się nie odzywał, 
chyba żeby mi powiedzieć, co chce na obiad i dokąd mamy płynąć albo rzucił uwagę na temat 
prowadzenia jachtu. Bardzo mi to odpowiadało. Uwielbiam płynąć po oceanie, trzymając w 
rękach ster. To mnie podnieca, daje poczucie siły. Wiem, że ocean jest okrutny i bezlitosny, 
wiem, że pomyłka kosztuje życie. Lubię igrać z niebezpieczeństwem.

Hazel Tooms zawahała się, spojrzała na Masona, jakby czekając na jakąś uwagę, której 

nie uczynił.

– Naturalnie, znam Franka Marleya – ciągnęła po chwili. – Jest inny niż Penn. Frank 

nigdy mnie nie podrywał. Jeśli kiedykolwiek spróbuje, będzie miał w rękawie same asy. On 
wyczekuje na właściwy moment, obserwuje, kombinuje i na podstawie tego, co mówi, nigdy 
nie można odgadnąć, co myśli.

Penn   był   porządnym   facetem.   Wprawdzie   dziewczyna   nigdy   nie   mogła   mu   zaufać; 

próbował pięknych słówek, potem masażu, a jak to nie działało, zaczynał być brutalny. Ale 
przynajmniej   wiadomo   było,   co   jest   grane,   nie   był   hipokrytą.   Każda   dziewczyna,   która 
umawiała się z Wentworthem, wiedziała, że jest... że lubi się przyklejać. Lecz kiedy wygrało 
się z nim pierwszą rundę, zostawał dobrym przyjacielem. Miał dużo fajnych cech. Był cwany 

background image

i   sprawiedliwy.   Miał   poczucie   humoru   i,   kiedy   nie   opanowywały   go   czarne   myśli,   był 
świetnym kompanem. Kiedy miał chandrę, wolał, żeby wszyscy zostawiali go w spokoju, i on 
też się nie czepiał.

Frank Marley jest jego całkowitym  przeciwieństwem.  Wiele razy wypływałam  z nim 

jachtem. Nieraz sterowałam. On cały czas siedział koło mnie, paląc papierosy i obserwując 
mnie   spod   zmrużonych   powiek   poprzez   chmurę   dymu.   Zawsze   zachowywał   się   jak 
dżentelmen... i zawsze na coś czekał.

Dziewczyna urwała, spojrzała na Masona, i rzekła:
– No, niech pan na mnie patrzy. Mnie to nie przeszkadza.
– Wolę nie – odparł adwokat. – Teraz słucham. Słucham uszami,  a nie oczami.  Nie 

potrafię koncentrować się na dwóch rzeczach naraz. Teraz słucham pani głosu.

– Nie uważa pan, że o kobiecie można więcej powiedzieć, patrząc na nią, niż słuchając 

tego, co mówi?

– Nie zawsze. Prawnik uczy się słuchać. Świadkowie często odgrywają w domu wiele 

razy to, co mają powiedzieć – przynajmniej do tego stopnia, że gesty stają się mniej lub 
więcej mechaniczne. Ale robią to w ciszy. Uważam, że ludzie powinni mówić do siebie na 
głos. Dzięki temu dowiedzieliby się wiele na temat głosu.

Zaśmiała się i rzekła:
– Jak pan tak siedzi z odwróconą głową, zapamiętując każde moje słowo, sprawia pan, że 

czuję się strasznie naga.

– Nie miałem takiego zamiaru. Ma pani spostrzegawczy umysł.
– Tak pan myśli?
– Owszem.
– Dziękuję.
– Ale mówiła pani o jachcie Marleya.
– Raczej o jachtach i mężczyznach – sprostowała. – Późnym popołudniem Wentworth 

zadzwonił do mnie i powiedział, że chciałby się ze mną widzieć. Pojechałam do niego i 
weszłam na pokład. Penn mówił, że musi być następnego dnia w San Diego, bo ma spotkanie 
z   żoną.   Powiedział,   że   postanowił   przedstawić   jej   ultimatum:   albo   da   mu   rozwód   na 
rozsądnych warunkach, albo pozwie Sida Eversela, zarzucając mu wyłączną winę za rozpad 
małżeństwa.  Zasugerował, żebym  popłynęła z nim do Ensenady,  skąd pojechałby do San 
Diego na spotkanie z żoną. Naturalnie, miałam pozostać na jachcie. Nie chciał, żeby żona się 
dowiedziała, że z nim jestem.

Bardzo   mi   to   odpowiadało.   Chciałam   tylko   pojechać   po   ubranie   i   prowiant.   Dał   mi 

pieniądze i powiedział, żebym jedzenie kupiła w nocnym sklepie. Mieliśmy wypłynąć zaraz 
po moim powrocie.

Kiedy wróciłam, „Pennwenta” nie było. Pomyślałam, że może Penn pojechał na krótko i 

zaraz wróci. Nigdy nie wystawił mnie rufą do wiatru. Wiedziałam, że chce, żebym  to ja 

background image

sterowała, więc czekałam. Przyszło mi do głowy, żeby zobaczyć, czy jest ktoś na jachcie 
Franka Marleya, ale jego łajby też nie było.

Normalnie nie czekałabym tyle czasu, ale bardzo chciałam popłynąć do Ensenady, a poza 

tym   wiedziałam,   że   musiało   się   coś   stać,   bo   w   innym   wypadku   Penn   zostawiłby   mi 
wiadomość.

Koło   klubu   jest   miejsce   z   mnóstwem   skrzynek   na   listy,   w   których   zostawia   się 

wiadomości właścicielom jachtów. Zajrzałam do skrzynki Penna, ale była pusta. Wróciłam 
więc do samochodu i czekałam znowu.

– Chwileczkę – powiedział Mason – która była godzina?
– Nie wiem. Pamiętam, że zaczęło padać, kiedy robiłam zakupy. Czy to ma znaczenie?
Mason skinął głową.
– Kiedy dojechałam do klubu, nie padało chyba przez pół godziny do trzech kwadransów. 

Znad gór ciągnęły deszczowe chmury. Zdrzemnęłam się. Całe popołudnie grałam w tenisa – 
zorganizowano zawody dla amatorów. Zdobyłam drugie miejsce i medal w zawodach dla 
kobiet, a dziewczyna, która mnie pobiła, uciekała się do wszystkich możliwych trików. Boże, 
jak bardzo chciałam ją zwyciężyć.

Chyba sama miałam chandrę. W każdym razie myśl o rejsie do Ensenady wpłynęła na 

mnie   kojąco.   Czekałam   więc   i   drzemałam.   Wtem   dostrzegłam   wpływający   jacht. 
Pomyślałam, że to „Pennwent”. Otworzyłam drzwi i zaczęłam wysiadać z samochodu. Ale to 
była „Atina” Franka Marleya. Wpadłam na myśl, że Frank może wiedzieć, gdzie jest Penn, 
ale nie byłam pewna, czy jest sam. Widzi pan, etykieta żeglarska różni się trochę od tego, do 
czego jesteśmy przyzwyczajeni. Trzeba poczekać, żeby się upewnić, czy facet jest sam albo 
daje się mu szansę rozegrania sprawy po swojemu.

Poczekałam chwilę i na pokładzie pokazała się kobieta. Biegła z linami do brzegu. Ze 

sposobu, w jaki cumowała, zgadłam, że nikogo nie ma na pokładzie. Może pan być pewien, 
że dobrze się jej przyjrzałam.

– Zazdrość?
– Może. Przyszło mi do głowy, że zakochany Frank pozwala dziewczynie samej pływać 

na jachcie. To była myśl godna uwagi.

– Poznała pani tę dziewczynę?
– Wtedy nie. Potem dowiedziałam się, że nazywa się Mae Farr.
– Skąd pani wie?
– Widziałam jej zdjęcia.
– Kto je pani pokazał?
– Na ten temat nie będę teraz rozmawiać. Nie mam zezwolenia tej osoby na wspominanie 

o tej sprawie.

– Czy to był Frank Marley?
– Nie będę o tym rozmawiać – powtórzyła.

background image

– Co było dalej?
– Czekałam jeszcze pół godziny, a potem zrezygnowałam. Pomyślałam, że stało się coś 

ważnego i Penn musiał natychmiast odpłynąć, tak że nie miał nawet czasu mnie powiadomić. 
Wróciłam do domu, zrobiłam sobie gorącą kąpiel i poszłam spać.

– Skwapliwie przyjęła pani propozycję rejsu do Ensenady?
– Tak.
– Miała pani jechać sama z Wentworthem?
– Tak powiedziałam.
– To robi złe wrażenie – zauważył Mason.
– No i co z tego? – spytała z nutą wyzwania w głosie.
– Właśnie do tego zmierzam. Nie dba pani o pozory.
– Nie dałabym za nie złamanego grosza.
– Ma pani samochód?
– Tak.
– I jest pani w stanie rzucić wszystko i w każdej chwili udać się w rejs?
– O co panu chodzi?
Mason uśmiechnął się i rzekł:
– To pewnie mój nawyk przesłuchiwania świadków. Chciałem dowiedzieć się, z czego się 

pani utrzymuje.

–   Podejrzewam,   że   takimi   pytaniami   prawnik   mógłby   uprzedzić   do   mnie   sędziów 

przysięgłych, prawda?

Mason skinął głową.
– No cóż – zawahała się.
– No, niechże pani powie.
– Czy świadka w sądzie można o to spytać?
– Można to zrobić w taki sposób, jak ja to robiłem.
– Rozumiem. Czyli można by mnie było zmusić, żebym wszystko przedstawiła przed 

sadem przysięgłych, prawda?

– To zależy od pani.
– Nie chcę być świadkiem – rzekła.
– Ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie.
– To nie pana sprawa – powiedziała ze złością. A po chwili, z błyskiem w oku, dodała: – 

Pytanie niewłaściwe, nieważne i bez związku ze sprawą, panie Perry Mason.

Adwokat ukłonił się.
– Uwzględnia się sprzeciw, panno Tooms.
Zaśmiała się.
–   Moglibyśmy   być   przyjaciółmi.   Proszę   posłuchać,   powiedział   pan,   że   mam 

spostrzegawczy umysł. Musiałam go sobie wyrobić. Uwielbiam grać w tenisa. Lubię zresztą 

background image

wszystkie sporty. Kobieta nie może pracować w biurze i mieć dużo czasu na rozrywki tego 
rodzaju.

– To jasne – zgodził się Mason.
– Może mam rozwiedzionego męża, który mnie utrzymuje?
– A ma pani?
– Wydawało mi się, że sprzeciw został uwzględniony.
– Prawda.
– Czyli nie muszę odpowiadać na pytanie.
Pokręcił głowa.
– Mae Farr jest w nie najlepszej sytuacji, prawda? – zauważyła.
– Powiedziałbym, że Hal Anders jest w gorszej.
– Widzi pan, mogli działać razem. On mógł zabić Wentwortha w przystani, następnie 

wypłynąć i skierować się ku Ensenadzie. Ona mogła płynąć za nim drugim jachtem, wziąć go 
na pokład, wysadzić gdzieś na brzeg i odstawić łajbę Marleya na miejsce.

– Skąd ten pomysł? – spytał Mason.
Roześmiała się i odparła:
– Czytałam to, co pisali w gazetach i przemyślałam sprawę. Naturalnie, jak tylko wpadła 

mi w ręce gazeta, doceniłam znaczenie tego, co widziałam.

– Mówiła pani o tym komuś?
Pokręciła głowa.
– Dlaczego nie poszła pani na policję?
– Na policję? – zdziwiła się i wzruszyła ramionami.
– No, a dlaczego nie?
– Z kilku powodów.
– Na przykład?
– Nie chcę być świadkiem w sądzie.
– I dlatego postanowiła pani nikomu o niczym nie mówić?
Schwyciła kant spodni między kciuk i palec wskazujący i przesunęła dłoń aż do końca 

nogawki, a potem przyjrzała się, jakby sprawdzając, czy jest zupełnie prosty.

– Nie odpowie pani na moje pytanie?
– Niech pan słucha – powiedziała nagle. – Dawno temu odkryłam, że można mieć to, 

czego się zapragnie, jeśli tylko pragnie się tego wystarczająco mocno.

– Słyszałem już o tym od innych – zauważył Mason.
– Żyłam zgodnie z tą zasadą. Dostaję, co chcę, ale nie jest to szczególnie łatwe. Zużywa 

się na to całą energię.

– Zatem?
– Zatem nauczyłam się być egoistyczna i wyrachowana – odparła prowokująco.
– Większość ludzi sukcesu jest egoistyczna. To samo dotyczy ludzi o silnej osobowości. 

background image

Czasami   spotyka   się   wyjątek,   który   potwierdza   regułę.   Tak   to   już   jest.   Nie   ma   za   co 
przepraszać.

– Nie przepraszam.
– Czyli to było tylko tytułem wstępu do innej sprawy.
– Tak.
– Czekam na konkrety.
– W porządku. Jeśli pójdę na policję, moje nazwisko ukaże się w gazetach. Będę musiała 

stanąć   przed   sądem.   Ukażą   się   moje   zdjęcia.   Sądzę,   że   nadawałabym   się   na   temat   dla 
fotoreporterów   i   dziennikarzy,   a   planowany   rejs   do   Ensenady   zostałby   wyolbrzymiony   i 
przedstawiony w sposób wykoślawiony.

– Wydawało mi się, że pani nie dba o pozory.
– Ale dbam o reputację.
– Zatem?
– Zatem, panie Mason, jeśli będę zeznawać przed sądem, zaszkodzę pańskiej klientce. 

Pańska klientka powinna pragnąć, abym nie stanęła przed sądem. Tak samo ten Anders. I pan. 
Ja też nie chcę zeznawać przed sądem.

Chciałabym popłynąć w rejs. Znam kogoś, kto ma jacht. Darujmy sobie nazwiska. Ten 

ktoś i ja moglibyśmy wybrać się na morza  południowe. Mielibyśmy pecha. Zepsułby się 
silnik. Zniosłoby nas z kursu, musielibyśmy lądować na jakiejś małej wysepce w tropikach, 
skończyłoby się nam paliwo, musielibyśmy naprawiać maszt i cerować żagle i upłynęłyby 
miesiące, zanim byśmy wrócili.

– Trochę niebezpieczny sposób uniknięcia rozprawy, nie sądzi pani?
– Nie. Dla mnie to byłaby frajda.
– A co panią powstrzymuje? – spytał Mason.
– Rozumiem, co pan myśli – powiedziała nagle. – Panu się wydaje, że to Frank Marley. 

Nie.   Frank   musi   tu   zostać.   Osoba,   o   której   myślę,   ma   jacht   żaglowy   z   silnikiem 
pomocniczym.   Łajba   Marleya   nie   nadaje   się   na   ocean.   Byłoby   głupotą   próbować   nią 
wypłynąć.

– Sformułujmy to w ten sposób: co trzyma tamtą osobę?
– Pieniądze.
– Pieniądze?
– Tak. A raczej ich brak.
– Rozumiem.
– Panie Mason – powiedziała  skwapliwie  – na to  nie potrzeba  dużo  pieniędzy.  Jeśli 

sumienie nie pozwala panu na przyjęcie mojej propozycji, to przecież nie płaciłby mi pan za 
niestawienie się w sądzie, tylko sfinansował wycieczkę, o jakiej zawsze marzyłam. Tysiąc 
dolarów wystarczyłoby na pokrycie wszystkich kosztów.

Mason pokręcił głową.

background image

– Siedemset pięćdziesiąt? – spytała.
Mason znowu pokręcił głową.
– Panie Mason, zrobię to za pięćset. Nie będzie to łatwe, bo wycieczka ma być długa, a 

osoba,   którą   wspominałam,   ma   pewne   zobowiązania,   ale   moglibyśmy   zmieścić   się   w 
pięciuset dolarach.

– Nie chodzi o cenę – odparł Mason.
– A o co?
– Słowo na dziewięć liter. Nie jestem pewien, czy pani by to zrozumiała.
– Och, panie Mason, nie rozumie pan, ile to dla mnie znaczy.
Mason jeszcze raz pokręcił głową, podniósł się z fotela i, z rękami w kieszeniach spodni, 

stał   przez   chwilę   zagubiony   w   myślach.   Potem   zaczął   przechadzać   się   po   pokoju.   Nie 
bezcelowo, jak robi to osoba zamyślona, ale powoli, przyglądając się listwie wykończeniowej 
przy podłodze.

– O co chodzi? – spytała, patrząc na niego z lękiem w oczach.
– Nic. Myślę – odparł.
– Ogląda pan podłogę.
– Naprawdę?
– Tak.
Mason nie przerywał wędrówki.
Hazel Tooms stanęła przy nim.
– O co panu chodzi? – spytała ponownie. Ponieważ nie odpowiedział, położyła dłoń na 

jego ramieniu. – Panie Mason, pana by to nic nie kosztowało. Harold Anders jest bogaty. Ma 
mnóstwo pieniędzy i ziemi. Ja jestem biedna. To, o co proszę, to głupstwo w porównaniu z 
tym, co by musiał zapłacić panu za obronę.

– Nie jestem jego adwokatem – odparł Mason.
Hazel Tooms nagle zamyśliła się. Mason skończył oglądać listwę.
– Kto jest adwokatem pana Andersa? – spytała.
– Nie wiem. Ma kogoś z północy, z okolic North Mesa.
– To prawnik z North Mesa?
– Może mieszka na wsi.
– Nie wie pan, jak się nazywa?
– Nie.
– Panie Mason, zrobi mi pan przysługę? – poprosiła. – Jak dowie się pan, kto go broni, 

mógłby pan od razu zadzwonić i powiadomić mnie? Nic to pana nie kosztuje... a mogłoby 
mieć taki sam skutek.

– Może pani równie dobrze dowiedzieć się z gazet.
– W porządku, tak zrobię. Panie Mason, wyłożyłam karty na stół, ponieważ miałam dla 

pana propozycję. Nie wykorzysta pan tego przeciwko mnie, prawda?

background image

– Nie rozumiem pani.
– Chodzi o ten rejs do Ensenady i o to, co panu powiedziałam na temat tego, jak... co 

robię, żeby dostawać propozycje rejsów.

– Kiedy wykłada pani karty na stół, nie może się pani spodziewać, że druga osoba nie 

domyśli się, co chce pani zagrać.

– Ale pan mi tego nie zrobi, prawda?
– Nie wiem – odparł Mason. – Wszystko zależy od tego, co pani mi zrobiła.
– Złożyłam uczciwą propozycję.
– Miejmy taką nadzieję. W każdym razie nie zapłacę nawet pięciu centów za to, żeby 

zataić fakty.

– Nie powie pan policji, co widziałam?
– Niech się pani nie martwi. Nie działam na niekorzyść prokuratora okręgowego. – Wziął 

kapelusz i podszedł do drzwi. – Do widzenia, panno Tooms.

– Och, panie Mason, miałam nadzieję, że okaże pan zdrowy rozsądek.
– I co zrobię?
– Pan wie.
–   Różne   rzeczy   ludzie   uważają   za   rozsądne.   Wszystko   zależy   od   punktu   widzenia. 

Dobranoc.

Spojrzała mu prosto w oczy.
– Niech pan nie zapomni, panie Mason.
– Nie zapomnę.
Szedł już ku windzie, kiedy usłyszał jej głos:
– Proszę nie zapomnieć, że mam spostrzegawczy umysł.
I cicho, ale zdecydowanie zamknęła drzwi.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Dwa bloki od mieszkania Hazel Tooms Mason znalazł mały hotelik. Z budki zadzwonił 

do Paula Drake’a.

– Cześć, Paul – rzekł. – Co nowego?
– Mnóstwo! – zawołał podekscytowany Drake. – Śledzili cię, kiedy wyszedłeś z biura. 

Della próbowała cię złapać, ale spóźniła się. Dwóch w cywilu jechało za taksówka. Dokąd 
jechałeś? W jakieś ważne miejsce?

– Podejrzewałem to – rzekł Mason. – Chciałem przepytać świadka, kobietę. A ona kilka 

razy mi proponowała, że wyjedzie i się ukryje, jeśli moi klienci dadzą jej na to pieniądze.

– I co?
–   Za   trzecim   razem   zabrzmiało   mi   to   podejrzanie.   Obszedłem   mieszkanie,   żeby   się 

przekonać, czy jest na podsłuchu.

– Znalazłeś coś?
– Nie. Byli zbyt sprytni. Podsłuch trudno wykryć, ale zazwyczaj, jeśli jest montowany na 

chybcika, na listwie przy podłodze zostają ślady pyłu tynkowego.

– Myślisz, że to był fałszywy świadek?
– Nie – odparł Mason powoli. – Chyba nie była podstawiona. Ale możliwe, że próbuje w 

ten sposób rozliczyć się z policją za jakieś swoje sprawki. Rozumiesz, gdyby złapali mnie na 
tym, że próbuję ukryć świadka, pomagając mu wyjechać z kraju, pozwolili by jej uciec, po 
czym przyprowadziliby ją z fanfarami, a fakt, że próbowałem ją usunąć, pogrążyłby mnie i 
moich klientów. Jej świadectwo automatycznie stałoby się najważniejsze.

– Dałeś się nabrać?
– Ależ skąd!
– Mam tutaj te zdjęcia.
– A masz gdzieś zapasowy pistolet, Paul?
– Mam. Po co ci on?
– Taki, który nie jest wiele wart?
–   Mam   parę   tanich   rewolwerów,   które   mój   pracownik   zabrał   ambitnym   chłopcom, 

background image

pragnącym pobawić się zabawkami dla dorosłych. Czemu pytasz?

– Jak daleko potrafiłbyś nim rzucić? – spytał Mason.
– Nie wiem. Może trzydzieści metrów.
– Próbowałeś kiedyś to zrobić?
– Nie. Po co?
– Zabierz Dellę Street i spotkajcie się ze mną w tej restauracji, w której czasami jadam 

lunch. Della ją zna. Zjadłeś coś?

– Tak, wrzuciłem coś na ruszt.
– Ja złapię taksówkę, coś zjem i mogę jechać. Myślę, że Della jest po obiedzie?
– Wątpię. Stawała na głowie, żeby cię jakoś powiadomić o tym, że jesteś śledzony. Gdzie 

są teraz ci ludzie, Perry? Zgubiłeś ich?

– Nie wiem. Pewnie nie. Rozglądałem się, ale nikogo nie widziałem. Kiedy dzwoniłem 

do dziewczyny, do budynku wszedł jakiś facet. Mógł być jednym z nich.

– Czy to narobi ci poważnych kłopotów, Perry? – spytał Paul Drake.
– Skąd mam wiedzieć? Nie mam czasu, żeby zastanawiać się, co oni mają zamiar zrobić. 

Muszę działać szybko.

– Mam wiadomości na temat Eversela – rzekł Drake.
– Co?
– Dwa razy wylatywał samolotem. Raz przed deszczem. I raz po.
– Jesteś pewien?
–   Tak.   Jeden   z   moich   ludzi   skłonił   głównego   ogrodnika,   żeby   go   zatrudnił   jako 

pomocnika. Dostał pracę na stałe. Jest na miejscu, więc może zdobyć wszystko, co zechcemy.

– Możesz do niego zadzwonić? – spytał Mason.
– Nie. To on dzwoni do mnie po instrukcje.
–   Okay.   Mam   parę   pomysłów.   Zbieraj   swoje   rzeczy,   weź   Dellę   i   spotykamy   się   w 

restauracji. Do zobaczenia.

Mason   stanął   w   drzwiach   hotelu.   Nie   zauważył   nikogo,   kto   by   się   nadmiernie   nim 

interesował.

Zawołał taksówkę i pojechał  do restauracji,  gdzie zamówił  kanapkę, kawę i kawałek 

ciasta. Zanim pojawił się Paul Drake, adwokat zdążył się posilić.

– Della jest z tobą? – spytał Paula.
– Tak, siedzi w samochodzie.
– Jadła już?
– Mówi, że zjadła kanapkę i nie jest głodna.
– Masz ten rewolwer?
– Tak.
– Kupmy dwie latarki na pięć baterii. Chcę przekonać się, jak daleko poleci rewolwer.
– Gdzie masz zamiar przeprowadzić ten eksperyment?

background image

– Tam, gdzie rzucał Anders.
Drake z przerażeniem spojrzał na Masona.
– To... może być niebezpieczne.
– Dlaczego?
– Nie będzie to dobrze wyglądało w sądzie.
– Listy miłosne też nie wyglądają dobrze w sądzie, ale ludzie ciągle je piszą – odparł 

Mason.

– Jak chcesz, to twoja sprawa. Śledzono cię tutaj, Perry?
– Chyba nie, ale nie mam pewności.
Po drodze do samochodu Drake rzekł:
– Ten mój człowiek, który pracuje u Eversela, miał szczęście. Ogrodnik jest Szkotem. 

Zajmuje uprzywilejowaną pozycję, ma własny domek i nie jest uważany za kogoś ze służby.

– A gdzie mieszka twój pracownik?
– W pokoju w suterenie.
– Czegoś się dowiedział?
–  Mnóstwo.  Ogrodnik  nie   pojechał  zresztą  do  miasta,  choć   też   miał   jechać.  Jest  tak 

rozmowny jak kawałek granitu, chyba  że trafi na kogoś pochodzącego z pewnego rejonu 
Szkocji.

Stanęli   przy   krawężniku.   Mason   zobaczył   Dellę   Street   w   samochodzie   Drake’a, 

uśmiechnął się i rzekł:

– Cześć, Dello.
– Och, jak się o ciebie martwiłam! Bałam się, że wpadniesz w pułapkę.
– Mogło się tak zdarzyć – powiedział Mason. – Czego dowiedział się twój człowiek, 

Paul?

Drake   usadowił   się   za   kierownicą,   Mason   usiadł   koło   niego,   a   Della   usadowiła   się 

wygodnie na tylnym siedzeniu.

– Dokąd jedziemy? – spytał Drake.
– Tam, gdzie Anders rzucił broń – odparł Mason. – Spróbuj przekonać się, czy ktoś nas 

śledzi.

– Okay. Mam robić to tak, żeby się zorientowali, że wiemy?
Mason chwilę się zastanowił, a potem pokręcił głową.
– Nie, zrób to bez zwracania uwagi. Udawaj, że szukamy adresu. To da nam szansę 

poskręcać w prawo i lewo.

– W porządku, ale podejrzewam, że jeśli jeszcze jeżdżą za nami, to szybko się odczepią. 

Mądry   detektyw   daje   spokój,   jeśli   człowiek,   którego   śledzi,   zaczyna   iść   zygzakiem,   bez 
względu na pretekst. Chyba że mu się powie, że nie ma znaczenia, czy facet, którego śledzi, 
zauważy go, czy nie.

– Rób co chcesz, byle wyglądało niewinnie – polecił prawnik. – Co z tym ogrodnikiem u 

background image

Eversela?

Włączając się w ruch, Drake odpowiedział:
– Ogrodnik odtajał. Podobno, kiedy służba wyjechała, Eversel przyjechał samochodem. 

Po jakimś czasie wziął samolot, poleciał gdzieś i wrócił. Gdy wrócił, była z nim kobieta. Mój 
pracownik uważa, że ogrodnik wie, co to za kobieta, ale nie powie. To, czego się dowiedział, 
wydobył z ogrodnika okrężną drogą.

– Rozumiem. Mów, co masz, a resztę uzupełnimy później.
– Eversel poszedł z kobietą do domu i od razu udał się do pokoju, który pełni funkcje 

ciemni fotograficznej. Podobno jest maniakiem fotografii.

– Pani Wentworth poszła razem z nim?
– Kobieta, nie wiem, czy pani Wentworth.
– Co dalej?
– Zaczęło padać. Eversel poszedł do samolotu i zaczął rozgrzewać silnik. Po kwadransie 

odlecieli. Nie było go prawie całą noc, wrócił nad ranem. Sam.

– Pani Wentworth była podobno w San Diego – rzekł Mason.
– Mhm. Samolotem mogła bez problemu zdążyć tam i z powrotem. Moi korespondenci w 

San Diego sprawdzają, czy nie widziano tam tego samolotu.

– Gdzie był jacht Eversela?
– Podobno zacumowany w przystani.
– Jaką rozwija prędkość?
– Przy prędkości ekonomicznej jest około dwa węzły szybszy od jachtu Wentwortha, a 

maksymalnie wyciąga pięć węzłów.

– Wiesz, gdzie w San Diego mieszka pani Wentworth?
– Na jachcie z przyjaciółmi. Ma również wynajęty pokój w hotelu. Wiesz, jak jest na 

jachcie. Mnóstwo udogodnień, ale trudno wziąć kąpiel, umawiać się z kosmetyczką i tak 
dalej. Jeśli  jacht  cumuje  w  mieście,  wiele  kobiet  wynajmuje  pokój. Czasem kilka  kobiet 
wynajmuje pokój wspólnie.

– Dowiedziałeś się, gdzie Juanita Wentworth spędziła tamtą noc?
– Towarzystwo z jachtu mówi, że poszła do pokoju w hotelu. Natomiast ci z hotelu o 

niczym nie wiedzą. A jeśli wiedzą, to nie mówią.

– Jeśli byłoby to konieczne, myślisz, że potrafiłaby udowodnić, że była w hotelu?
– Może – rzekł Drake. – Wątpię, czy dałoby się udowodnić, że jej tam nie było... To 

wygląda   na   dobre   miejsce,   Perry.   Pojedziemy   wokół   bloku,   zatrzymamy   się   w   jednej   z 
bocznych uliczek, oświetlimy numer domu, potem pojedziemy jeszcze kawałek i zatrzymamy 
się.

– Okay, zrób tak – zgodził się Mason.
Drake skręcił, przejechał kilkaset metrów i znów skręcił.
– Oho, światła za nami – zauważyła Della.

background image

– Nie odwracaj się – polecił adwokat. – Paul widzi je we wstecznym lusterku.
Drake skręcił, zatrzymał samochód, oświetlił latarką numer domu, i powoli ruszył.
Samochód za nimi również skręcił w prawo, po czym przejechał koło nich, nie zwracając 

uwagi na zaparkowany przy krawężniku samochód.

– Rozejrzyj się dyskretnie, nie odwracając głowy – poinstruował Mason.
Ledwie skończył mówić, inne auto, które jechało bardzo wolno, nagle przyspieszyło i 

przejechało obok.

Drake, patrząc na znikające w oddali tylne światła samochodu, rzekł:
– Wydaje mi się, Perry, że ich więcej nie zobaczymy.
– Myślisz, że zgadli?
– Nie wątpię. Ale mam wrażenie, że się odmeldowali.
– Też tak myślę – zgodził się Mason. – Kiedy ten facet od Eversela ma się zgłosić?
– Za godzinę.
– Jedźmy. Chcę przeprowadzić eksperyment z bronią, a kiedy twój człowiek zadzwoni, 

chcę być w pobliżu posiadłości Eversela. On zadzwoni do biura, Paul?

– Tak.
– Lepiej zadzwoń do biura i powiedz, żeby trzymali go na linii. Będziemy chcieli z nim 

porozmawiać.

– W porządku, Perry.
Drake zapalił  silnik. Pojechali  prosto. Po kilkuset metrach  skręcili.  Gdy dojechali  do 

dużego skrzyżowania z aleją, przecięli je, a na następnym  skrzyżowaniu skręcili w lewo. 
Della, patrząca przez okno z tylu, zameldowała:

– Nikt nie skręcił za nami z tej ulicy, Paul.
– Mówiłem, że zostawili nas w spokoju. Najwyraźniej mieli nas śledzić tak długo, jak 

długo nie nabierzemy podejrzeń.

–   Okay,   Paul,   przyspiesz   trochę.   Zatrzymaj   się   przy   pierwszym   sklepie,   gdzie   będą 

latarki. Chcę kupić dwie na pięć baterii.

– Mam niezłą latarkę – rzekł Drake. – Ma tylko trzy baterie, ale...
– Przyda się – powiedział Mason – ale kupię też dwie większe.
Pięć minut później Drake natrafił na drugstore, gdzie kupił latarki i skąd zadzwonił do 

biura. Po następnym kwadransie mijali budkę z hot dogami, którą wskazała im Mae Farr.

– Jedź prosto jeszcze  przez pół mili,  a potem zawróć. Zwolnij, ile  się da, koło tego 

miejsca. Sprawdźmy, czy nikt go nie pilnuje.

Detektyw zrobił tak, jak kazał Mason.
– Wygląda, że jest pusto, Perry.
– Dobrze, zatrzymaj się. Zjedź na pobocze i zgaś silnik. Rozejrzyjmy się i posłuchajmy, 

czy wszystko w porządku.

Drake zgasił silnik, wyłączył światła i przez chwilę siedzieli w milczeniu, nasłuchując. Po 

background image

chwili adwokat rzekł:

– Okay, Paul. Kto nie ryzykuje, ten w kozie nie siedzi. Wychodź, i ty, Dello. Poczekamy, 

aż nie będzie żadnych samochodów. Ja prawą ręką rzucę broń i świecąc latarką w lewej, będę 
próbował śledzić tor jej lotu. Wy obydwoje też możecie oświetlać tor lotu rewolweru.

–   Co   to   za   pomysł?   Chcesz   udowodnić,   że   prawdopodobieństwo   trafienia   w   słup 

wysokiego napięcia jest jak jeden do tysiąca?

– Nie, to do niczego. Pomiędzy sędziami przysięgłymi zawsze znajdzie się jeden, który 

wierzy, że to mądra opatrzność kierowała ręką kryminalisty tak, że sam się zdradził. Niech 
tylko taka myśl mu zaświta, to zaczyna wierzyć, że jeśli dopuści do uniewinnienia, będzie to 
obraza Boga. Nie, Paul, ja po prostu chcę sprawdzić, jak daleko można rzucić broń.

– Dobra. Jak nas minie ten samochód, będziemy mieli okazję. Przygotuj się.
Mason wziął rewolwer z rąk Drake’a i ujął za bębenek. Ostatni samochód przemknął koło 

nich i zniknął w oddali.

– W porządku. Zaczynamy – powiedział Mason. – Raz, dwa, trzy.
Rewolwer wyleciał w powietrze. Mason uchwycił go promieniem swej latarki, podążał za 

nim przez chwilę, zgubił i znowu natrafił.  Della  cały czas  oświetlała  go latarką.  Latarka 
Drake’a przez chwilę niepewnie szukała rewolweru, po czym przylgnęła do niego i już nie 
zgubiła.

Razem patrzyli, jak leci ponad ogrodzeniem, nad pastwiskiem i spada na ziemię.
– Niezły rzut, Perry – pochwalił Drake. – Mógłbym cię zgłosić do mistrzostw... gdybyś 

tylko mógł na chwilę przestać mieszać się w morderstwa.

– Chodźmy zobaczyć,  gdzie spadł – zaproponował Mason. – Zapamiętajmy kierunek. 

Idziemy, Paul.

– Jak dama wspina się na płot z kolczastego drutu w obecności dwóch dżentelmenów? – 

spytała Della.

– Nie wspina się. Damę się przenosi – odparł prawnik.
Della roześmiała się i wsparła na ramieniu Masona, aby nie upaść przy schodzeniu ze 

śliskiej skarpy. Gdy doszli do ogrodzenia z drutu, Mason i Drake przenieśli ją górą.

– Nie świećcie więcej, niż to konieczne – poprosił Mason – a jeżeli już będziecie świecić, 

to osłaniajcie z boku.

Przez kilka sekund w milczeniu rozglądali się po wilgotnej, gliniastej ziemi. W końcu 

Drake zawołał:

– Patrz, Perry, jest przed nami!
Mason pochylił się i rozejrzał się wkoło.
– Dalej niż przypuszczałem.
– To był świetny rzut. Nie potrafiłbym go powtórzyć – rzekł Drake.
– Ale ty nie pracujesz fizycznie na świeżym powietrzu. Nie mieszkasz na farmie, nie 

jeździsz konno, nie łapiesz bydła. Rewolwer upadł dobre dziesięć stóp za tą betonową rurą.

background image

– Masz rację – przyznał Drake. – Ale co z tego?
– Wiesz, Paul, przyszło mi do głowy, że nie przeszukano dwóch miejsc.
– Jakich?
– Jeden, to rów melioracyjny. Wtedy stała w nim woda. Policja tam nie zaglądała. Potem 

znalazł tam broń dziennikarz. Drugie miejsce, które policja zaniedbała, to system betonowych 
rur przelewowych. Na ich dnie jest woda.

– To nieprawdopodobne, żeby wcelować w te rury. Poza tym policja ma już pistolet, 

którym popełniono morderstwo. Po co szukać innych?

– Ponieważ podejrzewam, że tu są.
– Przypuszczam, że jesteś jedynym facetem, który tak uważa. Chcesz zajrzeć do środka?
– Tak.
– W jaki sposób?
– Nie wiem. Wydaje mi się, że latarki oświetlą rurę na tyle wyraźnie, że zobaczymy broń, 

gdyby tam była.

– Właściwie w grę wchodzą tylko trzy rury. Droga biegnie po łuku jakieś czterdzieści 

pięć metrów stąd. Rury idą prosto – zauważył Drake.

– Rozejrzyjmy się – powiedział Mason.
Detektyw pochylił się nad jedną z rur. Mason zajrzał do drugiej.
Wystawała więcej niż metr ponad grunt. Adwokat pochylił się i oświetlił ją latarką.
Światło, rozproszone na białych betonowych ściankach, utrudniało Masonowi zajrzenie w 

głąb, gdzie główny promień przeniknął mroczną wodę. Po chwili odsunął się i zawołał cicho:

– Paul, spójrz na to, dobrze? Weź ze sobą Dellę.
Mason stał przy rurze z lekko złośliwym uśmiechem na ustach. W ciemności słyszał, że 

zbliża się Della z detektywem.

– No, spójrzcie – powiedział.
Wszyscy zajrzeli do środka rury.  Della musiała  stanąć na palcach, żeby coś widzieć. 

Mason zapalił latarkę.

– Widzę – szepnął po chwili z podnieceniem w głosie Drake. – Jest pod wodą. Dobry 

Boże, to naprawdę broń.

Della nie odezwała się. Mason spojrzał jej w oczy – były pełne obawy.
– Wygląda na to, że muszę zamoczyć nogi – powiedział prawnik.
Zdjął buty i skarpetki, podwinął spodnie i rzekł:
– Nie wyjdę, jeśli nie podasz mi ręki, Paul. Zobacz, czy będziesz mógł to zrobić.
Drake pochylił się nad rurą.
– Mogę trzymać go za nogi – zaofiarowała się Della.
– Niewykluczone, że będziesz musiała to zrobić – powiedział Drake.
– Nie chcę sobie poobcierać stóp – rzekł Mason. – Podtrzymuj mnie, jak długo możesz, 

Paul.

background image

Objął prawe ramię Drake’a, który pochylił się, i wspierając się lewym ramieniem i lewą 

noga na rurze, opuścił Masona na dno.

– Brrr... – zawołał prawnik. – Woda jest lodowata!
Puścił ramię przyjaciela i, przybierając niemal siedzącą postawę, macał ręką w wodzie.
– Jest – szepnął.
Wyjął broń i delikatnie przepłukał z błota.
– Kolt kalibru trzydzieści osiem – powiedział, oświetliwszy ją latarką. – Okay,  Paul, 

wyciągnij mnie.

– Jeśli sam jej tu nie podłożyłeś, jest to największy zbieg okoliczności, o jakim słyszałem.
–  To  nie   zbieg   okoliczności   –  odparł   adwokat,  wkładając  pistolet   do  jednej   kieszeni 

płaszcza,   a   latarkę   do   drugiej.   –   Te   rury   biegną   akurat   w   odległości,   na   jaką   zdrowy, 
wysportowany mężczyzna rzuciłby broń. Nie są od siebie bardzo oddalone. Co najmniej trzy 
biegną w zasięgu rzutu. Ich szerokość wynosi metr dwadzieścia do półtora metra. Przelicz to 
na metry kwadratowe, a zobaczysz, że wcale nie było bezpodstawne przypuszczać, że pistolet 
wpadł do którejś z rur. Prawdopodobieństwo było, powiedzmy, dwadzieścia procent.

Drake podał Masonowi ramię, wytężył siły i z pomocą Delli wyciągnęli Masona.
– Do licha  – wysapał  adwokat – nie zazdroszczę komuś, kto by się tam znalazł bez 

przyjaciół do pomocy.

Stojąc koło rury, dokładnie obejrzeli pistolet.
– Co z nim zrobisz? – spytał Drake.
– To jest problem. – Obejrzał bębenek. – Sześć kul, żadna nie wystrzelona.
– Nie możesz powiedzieć o tym policji?
– I narazić się na zarzut, że sam go tu podrzuciłem?
– Myślisz, że to pistolet Andersa?
– Pewnie. Taki właśnie pistolet do niego pasuje. To ten, który wyrzucił.
– To jak tu trafił ten, którym popełniono morderstwo?
Mason wzruszył ramionami.
Della otworzyła usta, ale szybko je zamknęła.
– Do licha, Perry – zmartwił się Drake – w tej sytuacji nic nie możesz zrobić! Jeśli 

zgłosisz tę broń na policji, będą twierdzić, że sam ją podłożyłeś. Jeśli wrzucisz ją z powrotem 
do rury,  nie zmusisz policji, żeby jeszcze raz urządzili poszukiwania. Mają już narzędzie 
zbrodni,   a   jeśli   ktoś   by   znalazł   ten   pistolet,   to   będą   mówić,   że   trafił   do   rury   długo   po 
morderstwie.

Mason wyjął chusteczkę i ostrożnie zawinął w nią pistolet, by go osuszyć.
Nagle usłyszeli pisk opon. Jakiś samochód zatańczył  na szosie. Mason przyglądał się 

temu z zadumą.

– Jak myślicie, co mogło wystraszyć kierowcę? – spytał.
– Myślę, szefie – odparła Della cicho – że tam stoi samochód z wyłączonymi światłami. 

background image

Zauważyłam go, kiedy oświetliły go światła tego auta.

– Stoi na szosie? – zdziwił się Mason.
– Nie, na poboczu, ale najwyraźniej kierowca zobaczył go dopiero w ostatniej chwili i się 

wystraszył.

– Chodźmy stąd, Perry – poprosił Drake.
– Chwileczkę. Chcę sprawdzić numer.
Trzymając pistolet przez chusteczkę, poświecił na wybity numer, i odczytał Delli, która 

zapisała go na karteczce.

– Moglibyśmy wszyscy poświadczyć, że naprawdę znaleźliśmy tę broń.
– Nic by to nie dało. Holcomb nadal by uważał, że ją podrzuciłem. A tak przynajmniej 

sam mam pewność.

– Ale co z tym zrobisz, Perry?
– Wrzucę z powrotem do rury.
Wyciągnął rękę, trzymając pistolet za osłonę spustu.
Nagle zalało ich oślepiające światło, rysując ich sylwetki ostrymi liniami na tle ciemnej 

ziemi. Z ciemności odezwał się jakiś głos:

– Nie ruszać się.
Mason zamarł.
– Weź tę broń, Jim, zanim ją upuści – powiedział rozkazujący głos.
Niewyraźne postaci, trzymające się skraju cienia, zebrały się wokół rury. Na nieruchomej 

postaci  Perry’ego  Masona skrzyżowało  się światło  kilku  latarek.  W krąg jasności  wbiegł 
nagle jakiś mężczyzna. Światło odbijało się od złotej odznaki na płaszczu.

– Nie ruszać się – ostrzegł.
Wyrwał broń z ręki Masona.
– O co chodzi? – spytał Drake.
Della odwróciła głowę, żeby nie raziło jej światło. Z cienia wyłonił się teraz sierżant 

Holcomb.

– Jesteście aresztowani! – zawołał.
– Pod jakim zarzutem? – spytał Mason.
– Świećcie trochę niżej – zażądał sierżant.
Snop światła obniżył się, tak że już nie oślepiał.
– Pod zarzutem współudziału w zbrodni.
– A co takiego zrobiliśmy?
– Podrzucaliście dowody.
– Nic nie podrzucaliśmy – wyjaśnił Mason. – Tę broń znaleźliśmy w rurze.
– A jakże.
– Tak właśnie było. Niech pan robi, co chce, sierżancie, ale proszę nie mówić, że nie 

ostrzegałem pana.

background image

– Nie jesteś w takiej sytuacji, żebyś mógł dawać komukolwiek ostrzeżenia.
Mason wzruszył ramionami.
– A to co za rewolwer? – spytał Holcomb Paula Drake’a.
– To jest broń, która była potrzebna do doświadczenia – rzekł Drake. – Mason chciał 

sprawdzić, jak daleko potrafi nią rzucić.

– Dawaj ją – polecił Holcomb.
Drake podał mu rewolwer.
– Myślałeś, że jesteś sprytny, Mason, co? – zadrwił sierżant.
Mason spojrzał na triumfujące oblicze Holcomba.
– Jeśli to określenie jest względne – odparł Mason – to odpowiedź brzmi: tak.
– Swoje dowcipy, Mason, zachowaj dla sądu.
– Tak właśnie zrobię – zapewnił go adwokat.
–   No,   chłopcy,   obwiążcie   ten   rewolwer   sznurkiem,   żebyśmy   mogli   go   potem 

zidentyfikować.   I   trzymajcie   go   oddzielnie,   dopóki   nie   oznaczymy   go   odpowiednio   w 
komisariacie.

Mason, opierając się o rurę, wytarł stopy w chustkę do nosa i założył skarpetki oraz buty.
– Pomyśleliśmy, że przyjedziesz tu, jak tylko uda ci się zgubić obstawę. Nie pomyliliśmy 

się za bardzo, prawda, Mason?

Mason nie odpowiedział.
– Niech pan posłucha – wtrącił Drake – cała nasza trójka może  zaświadczyć,  że ten 

pistolet leżał pod wodą.

– Pewnie – odparł Holcomb. – A kto go tam wrzucił? Perry Mason.
Mason skończył sznurować buty, przeciągnął się i ziewnął.
– Nie mamy co tu dłużej robić, Paul – rzekł.
–   Chyba   nie   słyszałeś,   jak   powiedziałem,   że   jesteście   aresztowani   –   przypomniał 

Holcomb.

– Słyszałem – przyznał prawnik – ale słowa jeszcze nic nie znaczą. Jeśli obserwowaliście 

to miejsce, sami widzieliście, co się działo. Widzieliście, że wszedłem do rury i wyciągnąłem 
broń.

– Którą tam podrzuciłeś.
– Masz na to jakieś dowody?
– Nie potrzebuję żadnych dowodów. Szykowałeś się, żeby wrzucić pistolet z powrotem 

do wody, kiedy cię powstrzymaliśmy.

– Szkoda zatem, że mnie powstrzymaliście – wytknął Mason – jeśli chcieliście mnie o to 

oskarżyć.

Odwrócił się tyłem do Holcomba i ruszył w kierunku szosy.
– Chodźcie – zachęcił Dellę i Drake’a.
Przez moment sierżant stał niezdecydowany, a potem rzekł:

background image

– Tym razem puszczam cię wolno, Mason, ale i tak nie zajdziesz daleko.
– Nie idę daleko, sierżancie – rzucił Mason przez ramię.
Della i Paul wymienili spojrzenia i ruszyli za prawnikiem.
Policjanci   zebrani   wokół   betonowej   rury   przyglądali   się,   jak   Mason,   Della   i   Drake, 

oświetlając sobie drogę latarkami, idą w milczeniu przez gliniaste pole.

– Przenosimy ją przez płot – powiedział Mason do Drake’a.
Podnieśli Dellę i spuścili za ogrodzenie, po czym sami przedostali się na drugą stronę.
– Nie podoba mi się to, Perry – powiedział Drake. – Myślę, że powinniśmy tu zostać. Nie 

wiadomo, co oni zrobią.

– Mam w nosie, co zrobią. Kiedy twój człowiek ma dzwonić z domu Eversela?
– Za jakieś dwadzieścia minut.
– Musimy poszukać telefonu.
– Chcesz jechać w kierunku posiadłości Eversela? – spytał Drake.
– Tak. A kiedy ten facet zadzwoni, powiedz mu, że chcemy z nim rozmawiać. Umówimy 

się z nim na spotkanie gdzieś w pobliżu posiadłości.

Przez kilka minut jechali w milczeniu.
– Perry – odezwał nagle Drake – czy bardzo wdepnęliśmy?
Mason uśmiechnął się i odparł.
– Opiszą nas w gazetach. W tej sprawie możesz polegać na Holcombie.
– A potem?
– To wszystko.
– Chcesz powiedzieć, że nie oskarżą nas o podrzucanie dowodów?
– Nic nie podrzuciliśmy, prawda?
– Prawda, ale to ich nie powstrzyma przed próbą oskarżenia nas o to.
– Zapomnij o tym, Paul.
– Nie dotarło to do ciebie, Paul? – zdziwiła się Della. – On wiedział, że policja tam 

będzie.

Drake spojrzał z niedowierzaniem na Masona.
– Naprawdę?
– No cóż – przyznał adwokat – kiedy odczepiliśmy się od naszej obstawy, przyszło mi do 

głowy, że Holcomb pomyśli, że jedziemy na to pole. Nie wiedziałem tylko, jakie nam zgotuje 
powitanie.

– Po co było wkładać głowę w paszczę lwa? – dziwił się Paul.
– A jak inaczej zmusiłbyś  policję do wzięcia pod uwagę możliwości, że na polu był 

więcej niż jeden pistolet?

– Wiedziałeś, że tam był?
– Nie wiedziałem, ale pomyślałem, że to możliwe.
Jechali w ciszy. Od czasu do czasu Mason spoglądał na zegarek. W końcu rzekł:

background image

– Zatrzymaj się przy tej przydrożnej restauracji. Może tu być telefon.
Drake zwolnił i wjechał na żwirowany podjazd, oświetlony czerwoną łuną neonu.
– Tak – powiedział. – Mają telefon. Jest znak.
– Nie zjesz talerza zupy, Dello? – spytał Mason, odwracając się.
– Chętnie – odparła.
– To chodźmy coś zjeść. Jak będziesz rozmawiał z tym facetem, zapytaj go, kto jest w 

domu.

– Okay – zgodził się Drake.
Weszli do restauracji, usiedli przy czteroosobowym stoliku i zamówili zupę oraz kawę. 

Paul Drake dodatkowo wziął jeszcze hamburgera. Mason uśmiechnął się i zauważył:

– Jemy nasz obiad w ratach.
– Wpycham w siebie teraz, ile się da – wtrącił Drake z pełnymi ustami – bo żarcie w 

więzieniu może mi nie smakować.

– Podobno po jakimś czasie można się przyzwyczaić – pocieszył go Mason.
– Wiem. Najgorsze jest pierwszych osiem czy dziesięć lat.
Drake nie skończył jeszcze hamburgera, kiedy prawnik rzekł:
– Na wszelki wypadek, Paul, idź już do telefonu i połącz się z biurem.
Drake   skinął   głową,  odsunął  krzesło   i  poszedł  do  budki.   Po  jakichś  trzech  minutach 

otworzył drzwi i kiwnął palcem na Masona.

– Mam go na linii – powiedział, kiedy prawnik stanął obok. – Służby znowu nie ma. 

Ogrodnik poszedł spać. Możemy spotkać się przy bramie.

– Znasz drogę? – spytał Mason.
– Tak.
– To jedźmy.
– Droga zajmie nam dwadzieścia minut – powiedział Drake do telefonu. – Czekaj na nas.
Odwiesił słuchawkę.
–   Oczywiście,   Perry  –   rzekł   –   jeśli   coś   się   stanie   i   przyłapią   naszego   człowieka,   to 

wszystko runie. Nie będzie nawet jednej szansy na tysiąc, żeby podstawić tam kogoś innego 
na tyle szybko, aby nam to coś dało.

– Wiem, ale muszę zaryzykować. Na szczęście lubię ryzyko.
– Nie mogę zaprzeczyć – powiedział żałośnie Drake.
Mason zapłacił. Kiedy już jechali, Drake spytał:
– Jakie masz konkretnie plany, Perry? Nie pytam, żeby się wtrącać, ale w razie gdybyś 

oczekiwał tam policji, wolałbym wiedzieć zawczasu. Moje serce nie wytrzyma wielu takich 
niespodzianek.

– Nie martw się – uspokoił go przyjaciel. – Nie sądzę, aby nas dzisiaj jeszcze śledzili. 

Najgorsze, czego możemy się spodziewać, to aresztowanie za włamanie.

– Perry – przeraził się detektyw – Nie chcesz chyba wejść do domu?!

background image

– Chcę, jeśli tylko się da.
– Po co?
– Przeoczyliśmy jedną z najważniejszych rzeczy w całej sprawie.
– Czyli?
– Nikt nie słyszał strzału.
– No to co? Został zastrzelony. Świadczy o tym kula w ciele i słowa Mae Farr.
– Czy przyszło ci do głowy, Paul, że jeśli strzelono akurat w tym momencie, kiedy Hal 

Anders miał głowę pod wodą, to ktoś musiałby to zaplanować co do ułamka sekundy?

– Tak było, nieprawdaż?
– Nie sądzę – odpowiedział Mason. – Podejrzewam, że nie było żadnego strzału.
Drake   gwałtownie   zahamował,   żeby   móc   obrócić   się   i   spojrzeć   na   prawnika,   nie 

rozbijając samochodu.

– Co podejrzewasz!? – wykrzyknął niedowierzająco.
– Że nie było żadnego strzału – powtórzył Mason.
– Czyli Mae Farr kłamie.
– Niekoniecznie.
– To jak myślisz, co się zdarzyło?
– Powiem wam więcej, kiedy będę miał okazję zabawić się w profesjonalne włamanie.
– Do licha, Perry – jęknął Drake. – Powinienem się tego spodziewać.
– Ty nie musisz nawet wchodzić za furtkę – pocieszył go Mason.
– To i tak wystarczająco daleko – rzekł Drake, a po chwili dodał: – to stanowczo za 

daleko.

Adwokat,   oparty   wygodnie   o   poduszki   fotela,   patrzył   na   płynącą   ku   nim   oświetloną 

wstęgę drogi. Della Street, na tylnym siedzeniu, nic nie mówiła, tylko od czasu do czasu 
spoglądała na tył głowy Masona, przyglądała się jego ramionom i dolnej szczęce. Drake, 
uważnie prowadząc samochód, od czasu do czasu popadał w zamyślenie, co uwidaczniało się 
spadkiem prędkości samochodu; a potem nagle przytomniał i przyspieszał o dwadzieścia-
trzydzieści kilometrów na godzinę.

Adwokat nie komentował skoków prędkości, a Della trwała w milczeniu.
Drake skręcił w prawo w drogę idącą zygzakiem pod górę. Po lewej widać było światła 

miasta i szosy ze sznurami samochodów. Po prawej błyski księżycowego światła na wodzie 
ustąpiły   w   końcu   –   gdy   droga   biegła   po   stosunkowo   płaskim   terenie   –   przepysznemu 
widokowi oceanu.

Drake zwolnił do czterdziestu kilometrów na godzinę.
– Tu gdzieś jest skręt w prawo – powiedział. Nagle gwałtownie skręcił kierownicę w 

lewo i samochód wspiął się po pochyłości. Przed nimi ukazały się zarysowane na tle nieba 
szczyty domu, linia żywopłotu, a po chwili światła auta wyłoniły z mroku zamkniętą żelazną 
bramę.

background image

Drake zgasił światła, włączył światło wewnętrzne i powiedział:
– No to jesteśmy.
– Jest tu gdzieś twój pracownik? – spytał Mason.
– Tak, jest tutaj.
W ciemności ujrzeli żarzącego się niczym węgielek papierosa. Po chwili podszedł do nich 

mężczyzna w roboczym ubraniu.

– Trochę się spóźniliście – powiedział z wyraźnym szkockim akcentem.
– Droga wolna? – spytał Drake.
– Tak.
Mason przyjrzał się twarzy tego człowieka, i gdy Paul przedstawił go i Delię Street, 

wyłączył światełko w aucie.

– Co chce pan wiedzieć? – spytał detektyw.
– Chcę wejść do tego domu, panie MacGregor.
Zapadła pełna skrępowania cisza. Wreszcie detektyw powiedział:
– Obawiam się, że to może być trudne.
– Jak trudne?
– Bardzo. Stary Angus kładzie się wcześnie, ale zawsze godzinę lub dwie czyta, zanim 

zgasi światło. I ma czujny sen.

– Gdzie śpi?
– W domku koło hangaru.
– Ma pan klucz do bramy?
– Skąd. Jestem tylko pomocnikiem ogrodnika. Śpię w komórce w suterenie.
– Czy drzwi z sutereny do dalszej części domu są otwarte?
– Mógłbym tam wejść. Oczywiście, gdyby mnie przyłapano, zostanę wywalony z pracy. 

Wtedy albo mógłbym pokazać papiery i przyznać, że jestem prywatnym detektywem i akurat 
wykonuję zlecenie, albo posłano by mnie do więzienia jako włamywacza.

– Jak pan myśli, długo nikogo nie będzie?
– Służba nie  wróci przed  pierwszą albo  drugą w  nocy.  Szofer zabrał  ich  do kina w 

mieście. Nie mam pojęcia, kiedy zjawi się Eversel.

– Czy nie daje służbie wolnego wtedy, kiedy zamierza spędzić noc poza domem?
–   Tamtej   nocy   zrobił   inaczej.   Dał   im   wolne,   żeby   się   ich   pozbyć   –   zwrócił   uwagę 

MacGregor.

Mason uśmiechnął się i rzekł:
– Zaryzykujmy.
– Nie możecie zostawić tu samochodu – zauważył MacGregor – a ja nie mogę wpuścić go 

do środka. Musicie zabrać go i zaparkować gdzieś przy głównej drodze.

– Ja to załatwię – ofiarował się Drake.
– Zostaniesz w aucie? – spytał Mason.

background image

Drake wziął głęboki oddech.
– Cholera... nie, Perry. Idę z tobą. Nie chcę, ale możesz potrzebować mojego moralnego 

wsparcia.

Mason   spojrzał   pytająco   na   Dellę.   Dziewczyna   otworzyła   drzwiczki   i   stanęła   koło 

adwokata.

– Poczekamy tu na ciebie, Paul.
– Słuchaj, Dello – zaoponował Mason – nie wiem, w co się pakuję. Może to okazać się 

kłopotliwe, a nawet niebezpieczne.

– Wiem – odparła spokojnie, ale tonem, który ucinał dyskusję.
Drake zawrócił  samochód.  Mason cicho zamknął  drzwiczki auta stanął koło Delli na 

podjeździe.

– Nie rób więcej hałasu niż to konieczne, Paul – ostrzegł prawnik.
– Nic się nie stało – powiedział MacGregor. – W księżycowe noce przyjeżdża tu dużo 

samochodów. Nie bardzo dużo, ale wystarczająco, żeby Angus przyzwyczaił się do tego, że 
zawracają przed zamkniętą bramą.

Nagle Mason dał znak Paulowi i pochylił się do okna samochodu.
– Po namyśle, Paul, doszedłem do wniosku, że lepiej by było, gdybyście razem z Dellą 

zostali w samochodzie.

Della pokręciła głową.
– Dlaczego nie? – zdziwił się adwokat.
– Możesz potrzebować świadka – odparła. – Zostanę przy tobie.
– Wracaj do głównej drogi – powiedział Mason Paulowi – odjedź jakieś sto jardów, 

zaparkuj, wyłącz światła i czekaj, aż ci dam znak. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, przyjdę 
przed upływem pół godziny. Jeśli po półgodzinie nie dam znaku życia, wracaj do miasta.

– Jeżeli mogę w czymś pomóc – zaczął Drake – chciałbym...
– Nie. Nie wiem, w co się pakuję. Tutaj jest MacGregor. W razie czego stanie po mojej 

stronie. Lepiej  pogódź się z myślą, że nie będziesz w centrum wypadków  i ruszaj. Czas 
płynie.

– Okay – zgodził się Drake. – Pół godziny.
Odjechał.
Mason odwrócił się do MacGregora:
– Idziemy.
– Wejdziemy przez dziurę w żywopłocie trzydzieści jardów stąd – powiedział detektyw. – 

Poprowadzę.

Rzucając   czarne,   groteskowe   cienie,   trzy   postaci   cicho   ruszyły   wzdłuż   żywopłotu. 

MacGregor wskazał dziurę. Gdy znaleźli się na terenie posiadłości, szepnął:

– Dokąd chcecie iść?
– Do pomieszczenia, do którego udał się Eversel po powrocie do domu – odparł Mason. – 

background image

Paul Drake powiedział, że to ciemnia.

– Rzeczywiście. To był normalny pokój, ale został przerobiony na ciemnię. Ma tam dużo 

sprzętu. Zajmuje się fotografią amatorsko.

– Chodźmy – szepnął adwokat.
– Mam was prowadzić przez całą drogę?
– Tak.
– Zachowujcie się cicho. Jeśli będziecie zapalać latarkę, musicie osłonić ją dłonią, żeby 

było tylko tyle światła, ile przedostanie się przez palce. Angus mógłby zauważyć światło w 
oknach.

– W porządku. Chodźmy – powtórzył Mason.
Minęli   oświetlone   księżycowym   blaskiem   podwórze   i   weszli   bocznymi   drzwiami   do 

sutereny. MacGregor doprowadził ich do schodów. Drzwi u szczytu były otwarte. Weszli do 
ciemnego holu na tyłach domu, minęli kuchnię i znaleźli się przed schodami z tyłu budynku. 
MacGregor poprowadził Dellę i Masona do korytarzyka wiodącego w górę, potem w dół, aż 
wreszcie stanął przed drzwiami.

– To ten pokój – rzekł. – Nie zapalajcie światła.
– Nie będziemy zapalać – przyrzekł prawnik.
– Gdzie mam na was czekać?
– Gdzieś na niższej kondygnacji, gdzie mógłbyś wszystko obserwować, ale – jeśli się coś 

stanie – skąd mógłbyś  się szybko przedostać do siebie. Jeżeli ktoś wjedzie przez bramę, 
trzaśnij drzwiami, i to mocno, i wracaj do siebie. Miej uszy otwarte. Gdybyś usłyszał jakieś 
zamieszanie, przybiegnij na pomoc. Odgrywaj służącego, który spał, zbudziły go hałasy, a 
teraz spieszy lojalnie na pomoc swemu pracodawcy. Ale kiedy dam ci znać, ujawniasz się i 
polecenia przyjmujesz ode mnie.

–   Okay   –   powiedział   cicho   MacGregor.   –   Trzasnę   drzwiami.   Jeśli   będzie   pan 

nasłuchiwać, to pan usłyszy.

– Będziemy nasłuchiwać – przyrzekł Mason.
MacGregor wycofał się. Mason przekręcił gałkę i wszedł do pokoju.
Kiedyś   była   to   mała   sypialnia,   ale   została   całkowicie   przerobiona.   Okna   zasłonięte. 

Bateria przełączników włączała ciemniowe światło, powiększalniki i elektryczne płuczkarki. 
Na półkach stały materiały fotograficzne. Przez całą długość pokoju biegł zlew, podzielony 
na segmenty do wywoływania, kopiowania i płukania. Na półce stały menzurki i odczynniki.

– Tutaj chyba możemy zapalić światło. Pokój ma zaciemnione okna.
Prztyknął kilkoma wyłącznikami, aż w końcu znalazł ten od zwykłego światła.
– Czego szukasz, szefie? – spytała Della.
– Myślę, że przyjechali tu wywołać zdjęcie. A jak je już wywołali, chyba włożyli do 

powiększalnika. Rozejrzyjmy się, czy czegoś nie znajdziemy.

– Tu jest archiwum negatywów, szefie – zauważyła Della.

background image

– Jak są poukładane? Według dat czy tematów?
– Według tematów. W kolejności alfabetycznej.
– Za duży porządek jak na dobrą ciemnię. Poszukaj kosza, Dello. Do diabła, wygląda, 

jakby przez miesiąc nikogo nie było, a przecież na pewno tu wywoływali to zdjęcie.

– Nie sądzisz, że Eversel go zabił, prawda?
– Nie wiem – odparł Mason.
– Cały czas zastanawiam się nad tą Farr – rzekła Della. – Wierzysz w to, co mówi, szefie?
– Nie ma właściwie powodu, żeby jej wierzyć.  Przyszła do nas i od razu próbowała 

okłamać...   ale,   Dello,   to   nasza   klientka.   Nie   da   się   zabronić   klientom   kłamania,   co   nie 
oznacza, że to zwalnia cię od starań o uczciwy proces.

– Myślisz, że ona...
– Co to? – spytał Mason, gdy głos Delli zamarł.
– Nie wiem. Mniejsza z tym, spróbujmy coś znaleźć. O Mae Farr porozmawiamy później.
– Zostaliśmy pokonani, zanim jeszcze zaczęliśmy. Co za cholerny porządek, nigdy nie 

widziałem takiej ciemni.

– Moglibyśmy spróbować przejrzeć archiwum negatywów – zaproponowała Della.
– Owszem. Nie sądzę, żeby to nam coś dało.
– Co to za przyrząd, wyglądający jak ciężarówka dla dzieci?
–   Powiększalnik.   Dwudziestocentymetrowe   kondensory,   do   negatywów   dwanaście   na 

osiemnaście   centymetrów.   Tamten   ekran   na   łańcuchach   służy   do   przesuwania   papieru 
fotograficznego. Poszukajmy wtyczki od tego powiększalnika, Dello. Chcę sprawdzić, jak 
duże było ostatnie powiększenie.

Mason, przyciskając włączniki, najpierw zapalił czerwone światło, potem zwykłe, białe, 

dopiero za trzecim razem zapaliła się żarówka powiększalnika.

Dellę zatchnęło.
Na  białej  płaszczyźnie  maskownicy   pojawił  się   obraz  z  klatki   filmu   umieszczonej   w 

powiększalniku. Pomijając fakt, że obraz był negatywowy, odnosiło się wrażenie, że spogląda 
się przez świetlik do mesy.

Mężczyzna, z twarzą częściowo odwróconą ku górze, walczył z dziewczyną, której twarz 

z kolei była niewidoczna. Postać mężczyzny zasłaniała większą część ciała kobiety. Jej ręce i 
nogi zastygły w ruchu, jakby zamrożone.

– To to, Dello.
– Nie rozumiem, szefie.
– Wentworth nie został zastrzelony, kiedy walczył z Mae Farr. To, co widziała, to nie był 

błysk strzału, ale flesza.

– Czyli chcesz powiedzieć...
– Że Eversel zrobił to zdjęcie. Możesz sama zgadnąć, dla kogo je zrobił i po co.
– I dlatego nikt nie słyszał wystrzału?

background image

– Tak.
– Domyśliłeś się tego, szefie?
– Podejrzewałem to.  Do licha,  gdyby  tak wziąć  trochę  wywoływacza,  włożyć  papier 

bromowy i zrobić odbitkę... Moglibyśmy...

Jego słowa przerwał huk zatrzaskiwanych drzwi na niższym piętrze.
Mason spojrzał na Dellę Street.
– Gdybyś nie wiedziała – szepnął – to popełniamy poważne przestępstwo.
– Oczywiście, że wiem. Nie darmo pracuję tyle lat w biurze prawniczym.
Mason uśmiechnął się szeroko, wyjął negatyw z powiększalnika i włożył do kieszeni. 

Zgasił światło i rzekł:

– Chodźmy.
Na palcach przebiegli aż do schodów z tyłu domu, którymi zeszli na dół do kuchni w 

suterenie.

MacGregor czekał na nich u stóp schodów.
– Eversel wjechał do garażu – rzekł cicho.
– Możesz wyprowadzić pannę Street poza obręb posiadłości? – spytał Mason.
– Nie wiem.  Mógłbym,  gdyby  coś  odwróciło jego uwagę. Jeżeli  wyjrzy  przez okno, 

jesteśmy spaleni. Księżyc jasno świeci.

Mason wyjął negatyw z kieszeni.
– Daj mi torebkę, Dello – poprosił.
Della podała mu torebkę, a on umieścił negatyw pomiędzy kartkami notesu.
– Wiesz, co z tym zrobić?
– To, co powiedziałeś, że zrobiłbyś na górze?
–   Tak.   Niech   Paul   natychmiast   się   tym   zajmie.   Zróbcie   w   największym   możliwym 

formacie. Spotkamy się w mieście.

– A ty co masz zamiar robić?
– Złożyć wizytę – odparł.
Prawnik skinął głową MacGregorowi, a on wyprowadził ich drzwiami w suterenie na 

zewnątrz.   Mason   cicho   ruszył   wokół   domu.   MacGregor   czekał   na   znak,   żeby   przebiec 
podwórze.

Przed domem zapłonęły światła. Mason, wychodząc zza rogu, dał znak MacGregorowi, 

wszedł po stopniach na ganek i zadzwonił do drzwi.

Przez chwilę nic się nie działo, a potem adwokat usłyszał szybkie kroki w holu. Cofnął 

się nieco, żeby spojrzeć na podwórze, i ujrzał dwa cienie znikające w żywopłocie. Przeniósł 
wzrok na ocean. Zauważył, że w niskim białym budynku przy garażu światło zapaliło się, a 
potem zgasło. Chwilę później usłyszał odgłos drzwi przesuwanych na metalowych szynach.

Zalała   go   jasność   światła   ganku.  Otworzyły   się   drzwi.   Mason   poczuł   na   sobie   czyjś 

wzrok.

background image

– Kim jesteś i czego chcesz? – spytał złowieszczo cichy i spokojny głos.
– Nazywam się Mason i chcę z panem rozmawiać.
– Perry Mason, ten prawnik?
– Tak.
– O czym chce pan ze mną rozmawiać?
– O Pennie Wentworthcie.
– Nie mam ochoty rozmawiać o nim.
– Myślę, że jednak zechce pan porozmawiać.
– A jednak nie. To jest teren prywatny, a ja nie toleruję obcych. Daję panu trzydzieści 

sekund na dojście do furtki. Potem dzwonię na policję.

Światła   na   ganku   zgasły.   Po   chwili   zgasły   również   światła   oświetlające   front   domu. 

Mason stał na werandzie skąpanej w blasku księżyca.

– Doskonale – mruknął. Zszedł z ganku, ale zamiast skierować się w prawo, ku bramie, 

skręcił w lewo i poszedł do hangaru.

Był już prawie pod drzwiami, kiedy usłyszał, że w domu zatrzasnęły się drzwi i ktoś 

biegnie po żwirowanym podjeździe.

Mason   wszedł   do   hangaru.   W   świetle   latarki   zobaczył   biały   hydroplan.   W   kabinie 

siedziała piękna kobieta o oliwkowej cerze i ciemnych oczach.

Mason wszedł na stopień samolotu i otworzył drzwi.
– Mój drogi, oślepiłeś mnie latarką – powiedziała kobieta z wymówką w głosie.
Adwokat wszedł do kabiny.
– Przepraszam, pani Wentworth – rzekł.
Na dźwięk jego głosu zesztywniała. Mason zauważył, że z emocji drżą jej usta. Drzwi 

kabiny otworzyły się i usłyszeli z tyłu głos Eversela:

– Wynocha stąd.
Juanita   Wentworth   włączyła   światła   samolotu,   oświetlając   kabinę   i   Eversela.   Był   to 

młody, opalony, potężny mężczyzna z brązowymi oczyma. W ręku trzymał rewolwer.

– Lepiej to odłóż – poradził Mason. – Nie sądzisz, że mieliśmy już dosyć  zabawy z 

bronią?

– To jest prywatny teren. Rozkazuję ci natychmiast stąd się zmyć. Jeśli nie, potraktuję cię 

jak każdego innego naruszającego moje prawa.

– Nie radziłbym tego robić. Już i tak ma pan kłopoty. Świadek rozpoznał pana jako tego 

faceta, który wszedł na jacht Wentwortha tuż przed strzałem.

– To kłamstwo.
Mason wzruszył ramionami.
– Proszę, Sidney... nie chcę kłopotów – poprosiła Juanita Wentworth.
Po chwili Eversel spytał:
– Czego pan chce?

background image

– Dostać pełne zeznania – odparł Mason. – Przyznanie się, że to pan był na pokładzie 

„Pennwenta”, kiedy Mae Farr walczyła w Wentworthem w mesie.

– Ale nie było mnie tam – zaprotestował Eversel.
Mason uniósł brwi.
– A potem poleciał pan swoim samolotem do San Diego.
– I co z tego? To prywatny samolot. Mogę lecieć, dokąd chcę.
–   Hydroplan   –   zauważył   Mason   zdawkowo.   –   Czy   w   drodze   do   San   Diego   nie 

przelatywał pan przypadkiem nad „Pennwentem” i nie zajrzał do oświetlonego wnętrza mesy?

– O czym do cholery pan gada?
– Tylko pytam.
– Proszę tego nie robić. To niezdrowe.
– Wie pan, Eversel – powiedział Mason swobodnym tonem – mam pewną szczególną 

koncepcję tego, co zdarzyło się na jachcie. Pan jest zapalonym fotografem amatorem. Hmm. 
Dziwna rzecz z tym strzałem. Nikt go nie słyszał.

– Co w tym dziwnego? – burknął wojowniczo Eversel. – Na jachtach wkoło zabawa była 

w pełnym toku. Jeśli słyszeli nawet jakiś hałas, pomyśleli, że to strzela w gaźniku ciężarówki 
albo jachtu.

–  Wie   pan,  zastanawiałem  się,  czy  to,  co  Mae   Farr  wzięła   za  strzał,   nie   mogło  być 

trzaskiem flesza. Jak tylko Wentworth zobaczył, że zrobiono mu zdjęcie, wiedział, że wpadł 
w potrzask. Pobiegł do afterpiku się ubrać i zamknął szczelnie drzwi. Pewnie pomyślał, że to 
obława policyjna.

–   Widzę,   że   stara   się   pan   wymyślić   jakąś   niewiarygodną   historię,   żeby   tylko   ocalić 

klientkę, Mae Farr.

– To awanturnica – dodała pani Wentworth.
– Tak sobie tylko pomyślałem – rzekł Mason, niemal przepraszająco.
– Tym razem panu nie wyszło – zauważył ostrym tonem Eversel – a jeśli będzie pan 

rzucał takie insynuacje w sądzie, pozwę pana o oszczerstwo.

– Naturalnie – kontynuował lekko Mason – miał pan nadzieję, że natychmiast, jak tylko 

Wentworth   zda   sobie   sprawę   z   tego,   co   się   stało,   postanowi   spotkać   się   z   żoną   i 
przedyskutować podział majątku. Wiedział, że zdjęcie stawia go w złym świetle.

– Pan jest szalony.
–   Pan   i   pani   Wentworth   chcieliście   się   pobrać.   Pan   był   tylko   trochę   niecierpliwy. 

Wentworth nie chciał polubownie dać żonie rozwodu. Pan był gotów na wszystko. Nie mógł 
pan pozwolić na to, by być wmieszanym w skandal.

– Pan jest naprawdę szalony!
–   Nie   chodziło,   jak   mi   się   wydaje,   tylko   o   pieniądze   –   ciągnął   spokojnie   Mason.   – 

Przypuszczam, że Wentworth był trochę zazdrosny. Cały czas fascynowała go kobieta, którą 
poślubił, a która nauczyła się go nienawidzić. – Prawnik odwrócił się do pani Wentworth i 

background image

złożył ukłon. – Widząc panią, można zrozumieć, co czuł.

– Nie dość, że plecie pan duby smalone, to jeszcze nas obraża. Na Boga, nie zniosę tego!
– Rozprawa wstępna – rzekł  Mason – jest wyznaczona  na jutro rano. Sędzia  pokoju 

wyraził   zgodę,   aby   świadkowie,   którzy   są   według   mnie   ważni,   otrzymali   wezwanie   do 
stawienia się w sądzie.

– Juanita tam będzie – powiedział Eversel.
– Wiem – odrzekł prawnik, wyjmując złożoną kartkę papieru i wręczając ją mężczyźnie. 

– I pan też.

Eversel wyrwał Masonowi z ręki wezwanie i rzucił je na podłogę.
– Nigdy w życiu! – zakrzyknął.
Mason wzruszył ramionami i rzekł:
– Jak pan chce. Niech pan przemyśli, czy lepiej się stawić i odpowiedzieć na rutynowe 

pytania,   czy   ściągnąć   na   siebie   uwagę   nieobecnością   i   zmusić   sąd   do   podjęcia   kroków 
zapewniających pana obecność.

– To niebywałe! – pieklił się Eversel. – Tak nie postępuje uczciwy prawnik!
– Pozwól mi z nim porozmawiać, Sidney – powiedziała pani Wentworth. A do Masona 

rzekła: – Czego pan właściwie chce?

–   Chcę   uczciwego   procesu   dla   mojej   klientki.   Chcę,   żebyście   przyszli   na   wstępną 

rozprawę i powiedzieli prawdę.

– Co pan ma na myśli, mówiąc „prawdę”?
– Że to, co Mae Farr wzięła za wystrzał z broni, było trzaskiem flesza.
– Kto miałby zrobić to zdjęcie?
– Juanita! Tylko nie... – ostrzegł Eversel.
– Sidney, nie przeszkadzaj, proszę cię – przerwała mu.
– Miałby je zrobić Eversel – odparł Mason.
– Pan Eversel zajmuje kilka ważnych stanowisk – powiedziała Juanita Wentworth. – Jest 

w zarządzie banku, przedsiębiorstwa powierniczego i innych ważnych instytucji. Nie może 
sobie pozwolić, aby z jego nazwiskiem wiązał się jakikolwiek skandal.

– Robienie zdjęć niekoniecznie oznacza skandal – wytknął Mason.
– W tym wypadku – tak.
– Czy obawa przed skandalem to było to, czym Wentworth trzymał panią w szachu?
Spojrzała mu prosto w oczy i odparła:
– Tak.
– A na co pani miała nadzieję?
– Na pieniądze dla rodziców – powiedziała spokojnie. – Sidney zaofiarował... mogłabym 

zdobyć je inaczej, ale jestem równie uparta co Penn. Moi rodzice mieli dużą hacjendę w 
Meksyku.   Rząd  zabrał  im  ziemię   i  rozdał  między  chłopów  bezrolnych.   Bardzo  zubożeli. 
Byłoby   uczciwe,   gdyby   Penn   zapewnił   jakąś   ugodę   finansową,   ale   wolał   skorzystać   z 

background image

nieuczciwej przewagi i groził, że wmiesza w sprawę Sidneya. Wiedziałam, że Sidney nie 
może pozwolić sobie na taki rozgłos, i Penn też to wiedział. Groził, że pozwie Sidneya do 
sądu,   zarzucając   mu   wyłączną   winę   rozpadu   naszego   małżeństwa.   Pozostał   tylko   jeden 
sposób. Musiałam rozpocząć z nim walkę i zwyciężyć. Inaczej nigdy nie mielibyśmy spokoju.

– A co z Everselem? – spytał Mason. – Co on o tym myślał?
– Jest bardzo impulsywny. Chciał...
– Juanito, proszę, nie mieszaj mnie w tę sprawę – odezwał się Eversel. – Ten sprytny 

prawnik wciąga cię w pułapkę.

– Prawda w niczym nam nie grozi – uspokoiła go, a po wymownej pauzie dodała: – teraz.
– Ucieszyła się pani, że zabito męża?
– Zabicie człowieka to nie powód do uciechy.
– Czy zatem poczuła pani ulgę?
Spojrzała adwokatowi prosto w oczy i odparła:
– Naturalnie. Choć był to dla mnie wstrząs. Penn miał w sobie dużo dobrego, i o wiele 

więcej złego. Pragnął dominować nad ludźmi. Chciał, żeby dostali się w jego szpony i żeby 
miał nad mini władzę. Był brutalem... szczególnie w stosunku do kobiet.

– No cóż, to wezwanie dla pana, Eversel. Nie może pan twierdzić, że nie dałem panu 

szansy na uczciwą grę. Jeśli się gdzieś wybieracie, możecie podrzucić mnie na lotnisko, a 
stamtąd wezmę taksówkę. – I dodał z uśmiechem: – Jeśli mówię „podrzucić”, używam tego 
terminu w znaczeniu przenośnym.

– Do diabła z tobą. Możesz wracać tak, jak się tu dostałeś.
– Moi znajomi już odjechali. Wiedziałem, że może będę musiał poczekać, zanim wręczę 

panu wezwanie.

Eversel spojrzał na niego podejrzliwie.
– Sidney, moglibyśmy podrzucić go do Los Angeles – odezwała się pani Wentworth. – 

Przecież nie wyjedziesz, zostawiając go tutaj.

Taka możliwość najwyraźniej zaniepokoiła Eversela.
– Sidney – poprosiła Juanita, rzucając na Eversela spojrzenie przepastnych czarnych oczu 

– uwierz mi, tym razem mam rację.

Eversel wahał się przez chwilę, po czym schował pistolet do kieszeni, siadł na fotelu 

pilota,   zapiął   pas   i   bez   słowa   zapalił   silnik.   Wyjechał   z   hangaru,   zachowując   ponure 
milczenie, i czekał, aż rozgrzeje się silnik.

Pani Wentworth, podnosząc głos, aby przekrzyczeć huk silnika, powiedziała:
– Nie myśli pan, panie Mason, że dla pańskiej klientki byłoby lepiej, żeby, zamiast nas w 

to wciągać, wyznała prawdę i poniosła konsekwencje?

Mason,   wepchnął   dłonie   głęboko   w   kieszenie   spodni,   oparł   brodę   na   piersi   i   w 

zamyśleniu wpatrywał się w podłogę samolotu.

– To samo przyszło mi na myśl – przyznał.

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Świt zastał Masona w ciasnym biurze Drake’a, pogrążonego w studiowaniu przez lupę 

zdjęć w olbrzymim powiększeniu.

Drake, siedząc przy biurku, nerwowo żuł gumę. W zamyśleniu spoglądał na Masona.
– To największe powiększenie, jakie można zrobić, żeby zdjęcie było jeszcze czytelne. 

Już i tak jest duże ziarno. Negatyw był drobnoziarnisty i bardzo ostry, ale powiększyliśmy tak 
mocno, że obraz zaczyna być niewyraźny. Każda z tych odbitek to ćwiartka negatywu.

–   Rozumiem   –   odparł   Mason,   nie   podnosząc   wzroku.   Cierpliwie   badał   przez   lupę 

powierzchnię zdjęcia.

–   A   to   dostałem   od   kumpla   –   rzekł   Drake.   –   Powiększenie   dwadzieścia   osiem   na 

trzydzieści trzy centymetry z filmu zrobionego, kiedy „Pennwent” został przyprowadzony do 
portu. Miałem szczęście, że zdobyłem tę fotografię. Mogę jeszcze bardziej ją powiększyć, ale 
to zajmie trochę czasu.

– Czas to jedna z tych rzeczy, których nam brakuje – powiedział adwokat. – Rozprawa 

wstępna została wyznaczona na dziś na dziesiątą rano.

– Czego właściwie szukasz, Perry?
– Czegoś, co jest na jednej fotografii, a nie ma na drugiej.
– Chodzi ci o postać, osobę...
– Nie, jakąś drobna zmianę w wyposażeniu. Na przykład przypatrz się tej popielniczce. 

Na fotografii Eversela jest w niej z sześć niedopałków. Na zdjęciu zrobionym po odkryciu 
ciała są tylko dwa.

– No i co?
Mason pokręcił głową.
– Osoba popełniająca morderstwo – powiedział – nie sprząta po sobie i nie wyrzuca 

śmieci z popielniczki. A nawet jeśli by to zrobiła, to nie zostanie jeszcze po to, żeby wypalić 
dwa papierosy.

Drake zmarszczył brwi.
– I o czym to świadczy, Perry? – spytał.

background image

– Nie mam pojęcia, ale idę droga eliminacji. Chciałbym znaleźć coś, co by potwierdzało 

mój domysł. Gdyby mi się udało... O, a to co?

Lupa Masona zawisła nieruchomo nad fragmentem obrazu.
Na zewnątrz pierwsze promienie słońca spoczęły na szczytach budynków i sprawiły, że 

elektryczne światło w biurze Drake’a zaczęło wydawać się sztuczne i nierealne. Wpadające 
przez okno promienie poranka ukazywały zmęczoną, nieogoloną twarz Masona.

– Co znalazłeś? – spytał Drake.
Mason podał mu zdjęcie, wskazując palcem odpowiedni fragment.
– Sam zobacz, Paul.
Drake przyjrzał się miejscu na fotografii przez lupę i powiedział:
– Cholera, Perry, nic specjalnego mi to nie mówi. To coś okrągłego w etui, to chyba jakaś 

rzadka moneta. Jak wiesz, Wentworth je kolekcjonował.

– Mhm. Przyjmijmy, że to moneta. Nie tyle chodzi o to, co to jest, ile o to, co się z tym 

stało. Zwróć uwagę, że na drugim zdjęciu tego nie ma. Stało to na półce, a górną część 
futerału coś zasłania.

– Wygląda jak nabój – powiedział Drake, przyglądając się uważnie.
– Owszem, chociaż nie sądzę, że to nabój. Nie zapominaj, że fotografia została zrobiona 

lampą błyskową, czyli  światło było dosyć  ostre, a my zrobiliśmy powiększenie z małego 
negatywu.   Mimo   wszystko   nie   mógłby   to   być   nabój   rewolwerowy.   Sądząc   z   długości   – 
ewentualnie nabój do karabinu.

– A nie jest?
– Współczesne karabiny – pouczył Mason – mają naboje innego kształtu, z łagodnym 

zwężeniem na końcu. To coś jest proste, jak nabój do rewolweru.

– A nabój do rewolweru nie mógłby być tej długości? – spytał Drake.
–   Pewnie   tak,   ale...   Wiesz,   Paul,   to   bardzo   duża   moneta.   Szkoda,   że   nie   widzimy 

szczegółów.

– Tu i ówdzie widać fragment linii, ale to nie wystarczy, żeby rozpoznać, co to za moneta.
Mason zmrużył oczy.
– Ta moneta – powiedział – coś musi znaczyć. Jedno jest pewne, Paul. Wentworth nie 

został zabity wtedy,  kiedy przyjmuje się, że został oddany strzał. Miał czas się przebrać, 
wyrzucić niedopałki z popielniczki, odcumować, zapalić silnik i wypłynąć na morze.

Drake pokręcił głową.
– Ktoś zrobił to za niego, Perry. Nie wierzysz przecież, że facet został zabity na morzu na 

jachcie, a w pobliżu nikogo nie było – nie wtedy, kiedy są ślady walki. Facet z pewnością nie 
wpuścił nikogo na pokład i...

– Na pewno nie obcych... ale przyjaciela?
– Nawet przyjmując, że masz rację, nie rozumiem, co moneta ma z tym wspólnego.
– Chciałbym, żeby przeszukano „Pennwenta” od dzioba do rufy i sprawdzono, czy nie ma 

background image

tej monety.

– Jacht sprawdzono szczegółowo, szukając odcisków palców i innych  śladów – rzekł 

Drake.   –   Wydział   zabójstw   ma   spis   wszystkiego,   co   znaleziono.   Mogę   sprawdzić,   czy 
figuruje tam moneta.

– To powinno być łatwe, jest w futerale z wieczkiem. Co znaczy, że jest cenna. Może uda 

ci się odgadnąć choćby fragment wzoru. Tu w poprzek biegnie chyba pas krzyżujących się 
linii.

– Mhm. Prawdopodobnie jakaś odmiana herbu – zgodził się Drake.
– To może być wskazówką – zauważył Mason z namysłem. – Gdybyśmy tylko mogli...
W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi.
– Proszę wejść – zawołał Drake.
Drzwi otworzył jeden z jego pracowników.
– Chce pan spojrzeć na gazety? Jest dużo... o panu Masonie.
Mason wyprostował się, odrywając się od kontemplacji fotografii.
– To będzie jakaś zmiana dla oczu – powiedział. – Co o mnie piszą?
– Niemal wszystko, co się da – odparł mężczyzna, uśmiechając się od ucha do ucha. – 

Wydaje   się,   że   jest   pan   winny   niemal   wszystkiego   z   wyjątkiem   morderstwa,   w   tym 
przekupienia świadka, aby wyjechał z kraju.

– Przekupienia świadka?
– Tak, dziewczyny, nazywającej się Hazel Tooms. Policja wysunęła teorię, że ktoś, kto 

chciał się jej pozbyć, dał jej pięćset dolarów, aby opuściła Stany. Powiedziała to policji, kiedy 
przyniesiono jej wezwanie do sądu.

– Wspomina moje nazwisko? – spytał Mason.
– Nazwiska nie.
Mason   rozłożył   gazetę   na   biurku   i   przeczytał   nagłówki:   POLICJA   ZŁAPAŁA 

PRAWNIKA   NA   GORĄCYM   UCZYNKU   –   SŁYNNY   PRAWNIK   SCHWYTANY   NA 
PODRZUCANIU FAŁSZYWYCH DOWODÓW. Mason uśmiechnął się do Drake’a:

– No i co, Paul, wygląda na to, że trafiliśmy na pierwsze strony gazet.
Drake wskazał palcem fragment w środku tekstu.
– Patrz tu – powiedział. – „Na polecenie wielkiej ławy przysięgłych wystawiono kilka 

wezwań do stawienia się w sądzie, które zostaną dziś doręczone. Policja zażądała, aby wielka 
ława   przysięgłych   zbadała   poczynania   prawnika,   znanego   z   oryginalnych   metod   obrony. 
Mówi się, że agencja detektywistyczna, która utrzymuje się głównie ze zleceń dostarczanych 
przez tegoż prawnika, również będzie poddana kontroli. Uważa się, że nawet jeśli nie zostanie 
przedstawiony   zarzut   przestępstwa,   to   policja   postara   się   nie   dopuścić   do   odnowienia 
licencji”.

Mason uśmiechnął się do Paula Drake’a.
– Co powiesz na śniadanko, Paul?

background image

– Pięć minut temu uważałbym to za świetny pomysł. Teraz musiałbym zmuszać się do 

przełknięcia czegokolwiek. Do licha, Perry, mam nadzieję, że wiesz, co z tym zrobić.

– Na razie mamy dosyć faktów. Teraz potrzebujemy tylko czasu, aby je przemyśleć. Idę 

do łaźni tureckiej, potem się ogolę i zjem śniadanie. Spotkamy się na rozprawie.

– A jak nam tam pójdzie? – spytał Drake.
– Jeśli chodzi o sędziego, powiem jedno: Emil Scanlon jest sprawiedliwy. Według niego 

gazeta   to   nie   miejsce   na   rozpoznawanie   sprawy.   Ze   względu   na  oskarżenia,   jakie   padły, 
pójdzie mi jak najbardziej na rękę przy przesłuchiwaniu świadków.

– A prokuratorowi okręgowemu?
– Da taką samą szansę.
Drake przeczesał palcami włosy.
– A ja jestem świadkiem – powiedział żałośnie. – Będę miał was obu na głowie.

W   gronie   sędziów   pokoju   Emil   Scanlon   był   wyjątkiem.   Doceniał   umiejętność 

wykorzystywania   dramatyzmu,   miał   żywe   poczucie   humoru   i   żywił   głębokie   pragnienie 
szerzenia   sprawiedliwości   za   wszelką   cenę.   Jego   filozofia   życiowa   czyniła   z   niego 
dobrodusznie   przyjacielskiego   wobec   wszystkich   żyjących   i   naukowo   bezstronnego   w 
stosunku do martwych. Traktując sumiennie swą funkcję, czuł się reprezentantem zarówno 
żywych, jak i umarłych.

Scanlon zaczynał  jako obiecujący zawodowy baseballista.  W latach dwudziestych,  po 

kontuzji,   która   zniszczyła   dalszą   karierę,   przeniósł   się   do   południowej   Kalifornii.   Został 
sędzią pokoju za pierwszym razem, kiedy postanowił kandydować, i od tej pory, mimo braku 
wykształcenia prawniczego, a nawet matury, rok po roku był wybierany na to stanowisko, ku 
konsternacji   kolejnych   prokuratorów   okręgowych   i   niecierpliwych   młodych   prawników, 
praktykujących jako adwokaci.

Scanlon   przyjrzał   się   Mae   Farr,   szepczącej   z   Perrym   Masonem,   i   pomyślał,   że   nie 

wygląda na zimnokrwistą morderczynię, jak ją przedstawiał prokurator okręgowy. Perry’ego 
Masona znał osobiście, stykając się z nim przy okazji dramatycznych rozpraw wstępnych, 
kiedy   to   prawnik,   dzięki   inteligencji,   żelaznej   logice   i   niekonwencjonalnym   metodom   z 
ostatniej pozycji wyprzedzał wszystkich i pierwszy dochodził od mety.

Ani w głosie, ani w twarzy Scanlona nie dawało się wyczuć nic, co by wskazywało, że 

podjął decyzję, iż nawet gdyby rozprawa miała trwać całą noc, jednakowo przewałkuje każdą 
ze stron.

Mae Farr szeptem czyniła zeznania Masonowi:
–   Wpędziłam   pana   w   kłopoty   –   mówiła.   –   Okłamałam   pana,   kiedy   pierwszy   raz 

przyszłam do pana do biura, i od tej pory stale kłamałam. Kiedy nie znalazł pan pistoletu Hala 
tam,   gdzie   go   rzucił,   pomyślałam,   że   pojechał   zabrać   broń,   a   potem   do   portu,   żeby 
wyprowadzić „Pennwenta” w morze i zatopić. Mógłby wrócić skifem, który Wentworth miał 

background image

na pokładzie. Zatem ja też udałam się do portu i jachtem Marleya popłynęłam po Hala.

– Znalazła go pani?
–   Nie.   Nie   szukałam   długo,   bo   byłam   przekonana,   że   straż   wybrzeża   została 

powiadomiona o zabójstwie i już mnie poszukuje.

– Dlaczego tak pani myślała?
– Kilka razy okrążył mnie samolot straży wybrzeża, a potem odleciał.
– Skąd pani wie, że to była straż?
– Nie wiem – odparła po chwili namysłu. – Tak mi się wydawało. Jaki inny samolot 

miałby   powód,   żeby   interesować   się   jakimś   jachtem?   Ta   Tooms   zobaczyła   mnie,   kiedy 
cumowałam.   A  słyszałam,  że   Marley  oddał  do  zbadania  daktyloskopowego   moje   odciski 
palców ze steru i manetki. Już się chyba nie wywinę.

Hal Anders, skrępowany, podszedł do panny Farr.
– Przepraszam, Mae – powiedział tylko.
Dziewczyna spojrzała na niego zmartwionym wzrokiem.
– Prokurator okręgowy zwolnił mnie – rzekł. – Nie rozumiem, co to znaczy.
– To znaczy, że skupią się na mnie – wyjaśniła.
– W rurze znaleźli mój pistolet – ciągnął Anders. – Myśleli, że Mason go tam podrzucił, 

ale sprawdziwszy numery doszli do tego, gdzie został sprzedany i że to ja go kupiłem. Poza 
tym odkryli jeszcze jakieś dowody. Nie wiem, jakie, ale wycofali oskarżenie przeciwko mnie.

–   Miło   to   słyszeć.   Gratulacje.   Zdaje   się,   że   oszczędziłeś   sobie   nieprzyjemnego 

doświadczenia. Dzięki radzie kompetentnego i wysoce etycznego prawnika.

– Proszę, Mae, nie bądź taka.
Odwróciła od niego twarz.
Anders, świadom tego, że znajduje się pod obstrzałem spojrzeń, że reporterzy ukradkiem 

robią zdjęcia, pochylił się do Mae Farr i Perry’ego Masona.

– Proszę cię, Mae, nie bądź taka – szepnął. – Posłuchaj mnie. Zrobiłem coś dla ciebie. I to 

bez zasięgania  czyjejkolwiek  porady.  Dziś rano skontaktowałem  się z Hazel Tooms. Nie 
będzie jej tutaj. Jest w samolocie do Meksyku, gdzie jej przyjaciel ma jacht. Natychmiast 
wyruszają w rejs w – cytuję – nieznane.

Na twarzy Mae odbiło się całkowite niedowierzanie.
– Ty to zrobiłeś??? – szepnęła.
Mason zmierzył Andersa zimnym, wrogim spojrzeniem.
– Pan chyba zdaje sobie sprawę – rzekł – że to mnie o to oskarżą.
– Nie. Jeśli będzie to konieczne, wezmę winę na siebie.
Odezwał się Scanlon:
–   Obejrzałem   już   ciało   zmarłego.   Lekarz   przeprowadzający   autopsję   opisał,   jak   kula 

przeszła przez ciało i wskazał przyczynę śmierci, którą był strzał w głowę. To jest sprawa 
jasna i nie będziemy marnować czasu doktora, każąc mu zeznawać.

background image

Odchrząknął, przeniósł spojrzenie z Perry’ego Masona na Oscara Overmeyera, zastępcę 

prokuratora okręgowego, i Carla Runcifera, reprezentującego biuro prokuratorskie.

– Postępowanie będzie krótkie i nieformalne. Postaramy się odkryć fakty. Nie życzę sobie 

przeciągania przesłuchań i piętrzenia przeszkód formalnych. Sam będę zadawał pytania, jeśli 
będę uważał, że to przyspieszy sprawę i pomoże odkryć prawdę. Nie pozwolę na przeciąganie 
przesłuchiwania świadków tylko w tym celu, żeby prawnicy mogli pokazać, że coś robią. 
Jeśli   jednakże   którakolwiek   ze   stron   zechce   zadać   świadkowi   pytania   wyłącznie   w   celu 
wyjaśnienia   pewnych   kwestii   lub   przytoczenia   faktów,   których   świadek   nie   ujawnił,   to 
zamierzam na nie zezwolić.

Carl   Runcifer   zaczął   już   wysuwać   jakieś   zastrzeżenia   do   pomijania   procedury,   ale 

Overmeyer, znający temperament Scanlona, pociągnął go za marynarkę na miejsce.

Do sędziego zbliżył się sekretarz i wręczył mu jakąś notatkę. Widząc przerwę, Sidney 

Eversel podszedł do Masona.

– Sprawa...
– Podejrzewam – powiedział złowieszczo – że uważa się pan za bardzo, ale to bardzo 

sprytnego.

– O co chodzi? – zdziwił się Mason.
– Odkryłem prawdziwy cel pańskiej wizyty w moim domu dziś rano. Chyba liczył pan na 

to,   że   będę   trzymał   buzię   na   kłódkę,   a   pan   zdoła   mnie   szantażem   skłonić   do   zrobienia 
wszystkiego, co będzie panu na rękę i utrzyma pan mój związek z tą sprawą w tajemnicy. 
Pomylił się pan. Od razu po dokonaniu odkrycia poszedłem na policję i zawiadomiłem biuro 
prokuratora okręgowego. Powiedziano mi, że zabierając negatyw dopuścił się pan włamania. 
Jedyne, czego nam potrzeba, to dowód. Niech pan wyciągnie  negatyw, a pójdzie pan do 
więzienia, panie Mason. Takie jest moje stanowisko.

Eversel odwrócił się na pięcie i odmaszerował. Adwokat zwrócił się do Mae Farr:
– Zawsze pani twierdziła, że Anders jest zbyt konserwatywny i nie zrobi żadnego kroku, 

nie   zasięgnąwszy   rady.   Okazuje   się,   że   bardzo   zdecydowanie   przeciął   troczki   fartucha. 
Zostawię was teraz na chwilę samych, macie o czym podyskutować.

Wstał   z   krzesła   i   pod   obstrzałem   ciekawskich   spojrzeń   całej   sali   podszedł   do   Paula 

Drake’a i Delli Street.

– Dzwoniłeś do biura, Paul? – spytał.
– Tak, przed chwilą. Mam raport z ostatniej chwili, ale nic w nim nie ma. Nie mogę 

zdobyć   nic   na   temat   Hazel   Tooms.   Najwyraźniej   jest   to   dziewczyna,   lubiąca   sporty   na 
świeżym powietrzu.

– Sama mi to powiedziała. Gdzie ona teraz jest, Paul?
– Dostała wezwanie i powinna być tutaj. Na Boga, Perry, chyba jej nie przekupiłeś, żeby 

wyjechała?

– Nie. Osobiście wolałbym, żeby tu była – odparł adwokat.

background image

– Jak sprawy wyglądają? – zapytała zaniepokojona Della.
W oczach Masona pojawił się zimny błysk.
– Fatalnie, Dello – przyznał. – Eversel doznał przypływu odwagi i poleciał na policję, 

zeznać, że ukradziono mu negatyw i najwyraźniej powiedział im wszystko o zdjęciu. Dzięki 
temu podejrzenia skupiły się na Mae Farr. Policja teraz będzie twierdzić, że dziewczyna miała 
broń,  wróciła  do  klubu  jachtowego,   zabrała   jacht  Marleya,   dogoniła   „Pennwenta”,   zabiła 
Wentwortha,   wróciła,   pojechała   tam,   gdzie   Anders   wyrzucił   rewolwer,   i   wyrzuciła   swój, 
licząc, że zostanie znaleziony, kiedy woda opadnie.

– Czy to ją obciąży w sposób przesądzający sprawę?
– Naturalnie – odparł Mason oschle. – Nie sądziłem, że Eversel pokona strach przed 

rozgłosem. Najwyraźniej chce mi dołożyć. Zgłosił kradzież negatywu do biura prokuratora 
okręgowego.   Naturalnie,   jego   zeznania   całkowicie   zmieniły   obraz   sprawy.   Wypuszczono 
Andersa, bo zamierzają skupić się na Mae Farr i na mnie.

– Dobierz się do nich, szefie – powiedziała Della Street.
Mason uśmiechnął się do niej.
– Nie wiem, jak to zrobić. Na szczęście mam jednego asa w rękawie. Jeśli zagram nim w 

odpowiednim momencie, może uda mi się wywinąć. Jeśli nie, jestem ugotowany.

– Co to za as? – zainteresował się Drake.
– Mam przeczucie. Chcę powołać świadka, choć nie wiem, co powie. Jeśli zezna to, 

czego   oczekuję,   sędzia   pokoju   powinien   zauważyć   jego   wyraźne   zaskoczenie.   W   innym 
wypadku będzie wyglądało na to, że próbuję sprowadzić śledztwo na fałszywe tory.

– Do licha, Perry, naraziłeś się tą kradzieżą negatywu. Czy musisz gwałcić prawo, żeby 

uzyskać sprawiedliwy wyrok dla klientów?

Mason uśmiechnął się od ucha do ucha i odparł:
– Nie wiem, Paul, czemu to robię. Pewno inaczej nie potrafię. Kiedy zaczynam wyjaśniać 

zagadkę, tracę wszelkie hamulce. Za każdym razem, gdy przyciskam pedał, trafiam na gaz.

– Na to wygląda – skomentował Drake.
– W rzeczywistości, szefie – powiedziała spokojnie Della – to ja zabrałam negatyw. Nie 

mogą ciebie o to oskarżyć.

– Zrobiłaś to na moje polecenie, Dello. Trzymaj się z dala od tej sprawy.
– Nie chcę. Muszę ponieść odpowiedzialność za to, co zrobiłam.
Emil Scanlon skończył czytać liścik, szepnął coś do sekretarza, i powiedział na głos:
– Wracamy do rozprawy wstępnej z oskarżenia publicznego przeciwko Mae Farr.
Oscar Overmeyer powstał i rzekł:
– Proszę Wysokiego Sądu, rozumiemy,  że Wysoki Sąd pragnie szybkiej, nieformalnej 

rozprawy.   Jednak   w   ciągu   kilku   ostatnich   godzin,   a   nawet   powiedziałbym   minut,   biuro 
prokuratora okręgowego zdobyło dowody, całkowicie zmieniające obraz sprawy.

Jesteśmy   gotowi   za   pomocą   zeznań   świadków   wykazać,   że   morderstwo   zostało 

background image

popełnione później, niż początkowo sądzono. Można by rzec, iż jest to sprawa odroczonego 
morderstwa.   To,   co   Harold   Anders   i   Mae   Farr   wzięli   za   strzał,   w   rzeczywistości   było 
trzaskiem flesza.

Naturalnie   zdajemy   sobie   sprawę,   że   Wysoki   Sąd   chce   jak   najszybciej   rozpatrzyć   tę 

sprawę.   Dlatego   naszym   pierwszym   świadkiem   będzie   Sidney   Eversel.   Chcemy   zwrócić 
uwagę   Sądu   na   fakt,   że   zeznanie   tego   świadka   będzie   tak   ważne,   powiedziałbym 
spektakularne, że zmieni zupełnie zaplanowaną kolejność wzywania świadków.

Scanlon chwilę zastanawiał się ze zmarszczonymi brwiami, rzucił ukradkowe spojrzenie 

na   Perry’ego   Masona,   ale   nie   zauważył,   żeby   adwokat   chciał   wysunąć   jakiekolwiek 
zastrzeżenia.

–   Dobrze.   W   celu   zgłębienia   sprawy   w   jak   najkrótszym   czasie   pozwalam   wezwać 

Sidneya Eversela.

Sidney Eversel stanął na miejscu dla świadków i został zaprzysiężony.
– Czy pan – spytał Scanlon – wie coś na temat tego morderstwa?
– Wiem jedno – odparł świadek. – Wiem, kiedy nie zostało popełnione.
– Skąd pan to wie?
– Postanowiłem wszystko wyznać. Od dawna kocham Juanitę Wentworth. Spotkałem ją i 

zakochałem się, kiedy jeszcze była żoną Penna Wentwortha i z nim mieszkała. Nie potrafiłem 
ukryć moich uczuć.

Eversel urwał i nerwowo przełknął ślinę. Widać było, że wcześniej ułożył sobie to, co ma 

powiedzieć,   ale   publiczne   wyznanie   okazało   się   trudniejsze,   niż   przewidywał.   Po   chwili 
podjął:

– Wentworth był diabelsko sprytny. Dowiedział się o naszym romansie. Był o mnie dziko 

zazdrosny. Chciał, żeby Juanita, to znaczy pani Wentworth, do niego wróciła. Opuściła go 
bowiem wkrótce po spotkaniu mnie. Groził, że jeśli nie wróci, to wytoczy mi proces o rozpad 
małżeństwa   z   mojej   winy.   Odmówił   rozwodu.   Całe   jego   zachowanie   było   typowe   dla 
człowieka w najwyższym stopniu samolubnego i nie mającego względów dla innych.

– To nieistotne – wtrącił Scanlon. – Proszę wrócić do tematu.
– Buntowałem się przeciw tej niesprawiedliwości, ponieważ wiedziałem, że Wentworth 

na swoim jachcie zabawia się z wieloma kobietami. Postanowiłem zdobyć dowód, który to 
jego   zmusiłby   do   obrony.   To   przywołałoby   go   do   rozsądku   i   dałby   żonie   rozwód,   nie 
wciągając mnie do sprawy.

– I co pan zrobił?
–   Wieczorem   dwunastego   –   rzekł   Eversel   –   zaczaiłem   się   w   klubie   jachtowym. 

Wiedziałem, że panna Farr często bywa na jego jachcie. Noc była gorąca i duszna. Wentworth 
miał otwarty świetlik w mesie. Zakradłem się w pobliże jachtu i nasłuchiwałem. Kiedy, jak 
mi się wydawało, nadszedł właściwy czas, wszedłem na pokład i spojrzałem przez świetlik. 
Zobaczyłem   Wentwortha   w   bardzo   kompromitującej   sytuacji.   Stał   tyłem   do   aparatu. 

background image

Położyłem  palec na spust i zawołałem go po imieniu. Za pierwszym  razem nie usłyszał. 
Zawołałem ponownie. Spojrzał w górę, zaniepokojony. Wtedy nacisnąłem spust i zapaliła się 
lampa błyskowa, pozwalając mi zrobić ostre, wyraźne zdjęcie.

– Co było dalej?
Carl Runcifer szepnął do Oscara Overmeyera:
–   To   kompletne   odstępstwo   od   zasad   postępowania   sądowego.   Naprawdę   chcesz 

pozwolić Scanlonowi na takie przesłuchanie? Nie zaprotestujesz?

– To nic nie da – odparł Overmeyer. – Emil Scanlon zawsze tak prowadzi rozprawy. 

Najdziwniejsze, że w rezultacie niczemu to nie szkodzi.

– Uciekłem z jachtu – ciągnął Eversel. – Pojechałem do domu i wywołałem zdjęcie. 

Negatyw wyszedł doskonale. Nie mogłem się doczekać, żeby pokazać go pani Wentworth, 
która   była   w   San   Diego.   Wsiadłem   zatem   w   swój   samolot   i   poleciałem   do   San   Diego, 
opowiedziałem jej o wszystkim i zabrałem ją do siebie do domu. Zanim przyjechaliśmy, 
negatyw zdążył wyschnąć. Włożyłem go do powiększalnika i zrobiłem odbitkę. Ależ byłem 
zadowolony! Potem odwiozłem panią Wentworth do San Diego.

Następnie negatyw został mi ukradziony. W czasie, kiedy zniknął, Perry Mason, adwokat 

Mae Farr, kręcił  się po mojej  posiadłości. Żądam,  aby przedstawił negatyw.  A  kiedy go 
przedstawi, zamierzam wytoczyć mu sprawę o włamanie.

Emil Scanlon w zamyśleniu przygryzł usta i, uporczywie unikając spoglądania w stronę 

Masona, powiedział:

– No cóż,  to  zdarzenie,  nawet  jeśli  jest  prawdziwe,  nie  ma   nic  wspólnego  z  obecną 

sprawą. Z tego, co widzę, pańskie zeznanie świadczy, iż morderstwa nie popełniono w czasie, 
który został pierwotnie przyjęty. To wszystko, co jest istotne dla tej sprawy.

– Wysoki Sądzie, mogę o coś zapytać? – odezwał się Overmeyer.
– Proszę.
– Kiedy pan pierwszy raz udał się do San Diego, czy przez część drogi leciał pan nad 

wodą?

– Tak. Mam hydroplan. Noc była spokojna; burza jeszcze się nie zaczęła. Ze względów 

bezpieczeństwa wolałem lecieć nad oceanem.

– Kiedy przelatywał pan nad wejściem po portu, czy zauważył pan jakiś jacht?
– Owszem.
– Co to był za jacht?
– To jacht turystyczny „Atina” Franka Marleya.
– Kto to jest Frank Marley?
– Wspólnik Wentwortha.
– Zna go pan?
– Tak, znam go osobiście. Dobrze znam jego jacht.
– Czy leciał pan nisko?

background image

– Tak.
– Czy, widząc jacht, coś pan zrobił?
– Kilkakrotnie go okrążyłem, ponieważ wydawało mi się dziwne, że wypływa na morze.
– Czy ma pan możliwość oświetlenia...
– Tak, mam szperacze umieszczone na skrzydłach. Włączyłem je i oświetliłem jacht.
– Co pan zobaczył?
– Upewniłem się na sto procent, że to „Atina”. Zobaczyłem kogoś przy sterze. Była to 

kobieta, ubrana w odzież identycznego koloru jak ta, którą nosiła Mae Farr, kiedy wieczorem 
weszła na „Pennwenta”.

Overmeyer ukłonił się z uśmiechem.
– To wszystko, Wysoki Sądzie – powiedział.
Mason uniósł brwi i spojrzał na sędziego i Emil Scanlon skinął głową.
– Czy po drodze do San Diego mijał pan jakieś inne jachty? – spytał zdawkowo Mason.
– Proszę  Sądu –  zaprotestował   Overmeyer   – to  nie  ma  nic  do  rzeczy.  Jest  to  próba 

zaciemnienia sprawy i...

–   Sam   bym   o   to   zapytał   –   przerwał   mu   sędzia   pokoju.   –   Nie   życzę   sobie   czysto 

proceduralnych zastrzeżeń. Proszę odpowiedzieć na pytanie.

Eversel, ogromnie skrępowany, poruszył się, rzucił błagalne spojrzenie Overmeyerowi, a 

potem odwrócił oczy.

– Proszę odpowiedzieć – powtórzył Emil Scanlon ostrzejszym tonem.
– No cóż – odparł Eversel – naturalnie, jeśli leci się do San Diego, kierunek lotu zgadza 

się z kursem statku płynącego do Ensenady.

–   Pomińmy   wyjaśnienia   –   powiedział   Scanlon.   –   Pytałem,   czy   przelatywał   pan   nad 

innymi jachtami.

– Tak.
– Czy rozpoznał pan któryś z nich?
– Jeden.
– Czy był to „Pennwent”? – spytał surowo sędzia pokoju.
Eversel, patrząc prosto przed siebie, odpowiedział z wysiłkiem:
– Owszem.
– Czy okrążył pan ten jacht?
– Tylko raz.
– I co pan zobaczył?
– Widziałem, że świetlik w mesie jest otwarty.
– Czy przy sterze ktoś stał? – spytał Scanlon.
– Nie sądzę, żeby świadek mógł widzieć aż tak wyraźnie – zaprotestował Overmeyer. – 

Za dużo pan od niego oczekuje...

– Świadek, który spojrzał na jeden jacht i zauważył, jakiego koloru odzież nosiła osoba 

background image

przy sterze  –  powiedział   Scanlon  – z  pewnością  był   w  stanie  zobaczyć,  czy przy  sterze 
drugiego ktoś w ogóle stoi. Proszę odpowiedzieć na pytanie, panie Eversel.

– Nikogo nie było przy sterze.
– Okrążył pan jacht jeden raz?
– Tak.
– I jest pan pewien, że nikogo nie było przy sterze?
– Tak.
– Gdzie był wtedy jacht?
– Około mili od brzegu i z dziesięć mil od falochronu.
– A jak daleko od jachtu Marleya?
– Sądzę, że jakieś trzy mile.
Teraz odezwał się Mason, tonem rozmowy towarzyskiej.
– Wiedział pan, że Wentworth jest gwałtownikiem, prawda, panie Eversel?
– Tak.
– I wiedział pan, że gdyby złapał pana na pokładzie „Pennwenta”, mógłby się na pana 

rzucić?

– Tak.
– Wiedział pan, że to silny mężczyzna?
– Tak.
– To pewnie dlatego wszedł pan na pokład uzbrojony.
– Owszem, miałem broń. Nie chciałem jednak... – urwał, gdyż nagle dotarło do niego, co 

kryje się za pytaniem Perry’ego Masona.

– I, wsiadając do samolotu, nie widział pan potrzeby zostawienia broni w domu?
– Zupełnie o niej zapomniałem.
– Zatem wtedy,  gdy krążył  pan nad jachtem Wentwortha, był  pan uzbrojony. Czy to 

prawda?

– Nie podoba mi się sposób, w jaki sformułował pan pytanie.
– Nieważne, czy się panu podoba – wtrącił Scanlon. – Proszę odpowiedzieć.
– Byłem uzbrojony – warknął Eversel.
– Co to była za broń?
– Kolt kalibru trzydzieści osiem.
Mason uśmiechnął się grzecznie.
– To wszystko – powiedział.
Scanlon zmarszczył brwi.
– Nie jestem pewien, czy przesłuchanie powinno się tym skończyć – rzekł. – No cóż, na 

razie możemy przerwać, a pan niech nie opuszcza sali, panie Eversel.

– Jeszcze tylko jedno pytanie – powiedział Mason. – Zeznał pan, że zrobił powiększenie z 

negatywu.

background image

– Tak zeznałem.
– Gdzie ono jest?
– Dałem je zastępcy prokuratora okręgowego.
– Panu Overmeyerowi?
– Nie, panu Runciferowi.
– Czy mógłby pan pokazać to zdjęcie, panie Runcifer? – poprosił adwokat.
– Raczej nie. Jest to część akt objętych tajemnicą. Nie zgadzam się na prezentację. Jeśli 

chce   pan   włączyć   fotografię   do   dowodów,   proszę   ją   nam   dać,   a   kiedy   to   pan   zrobi, 
wytłumaczyć się, skąd ma pan negatyw.

– Jeśli nie ma więcej pytań do pana Eversela – powiedział wyjątkowo uprzejmym tonem 

sędzia – świadek może wrócić na miejsce, ale mam prośbę, aby nie opuszczał sali.

Eversel wyszedł zza barierki.
Runcifer wymienił triumfujące spojrzenie z Overmeyerem.
– A teraz – powiedział Overmeyer – prosimy panią Hazel Tooms.
– Chwileczkę – wtrącił Scanlon. – Sąd ma własne zdanie na temat, kto teraz powinien 

zeznawać. Panie Runcifer, proszę podejść i złożyć przysięgę.

– Ja? – zawołał Runicfer. – Stanowczo protestuje ze względu na...
Scanlon skinął grzecznie głową i przerwał Runciferowi w połowie zdania.
– Proszę zająć miejsce dla świadków, panie Runcifer – powtórzył.
– Lepiej idź, jeśli nie chcesz zostać ukarany za obrazę sądu – poradził głośnym szeptem 

Oscar Overmeyer. – On nie żartuje.

Runcifer podszedł do barierki, podniósł dłoń i złożył przysięgę.
– Czy ma pan zdjęcie zrobione aparatem z lampą błyskową przez świadka, który przed 

chwilą zeznawał?

– Wysoki Sądzie – odezwał się Oscar Overmeyer – protestuję przeciwko temu pytaniu. 

Jest to część...

– Nie życzę sobie żadnych protestów. Jeśli ma pan fotografię, proszę ją pokazać.
Zapadła pełna napięcia cisza.
– Wbrew moim życzeniom i pomimo moich protestów pokażę zdjęcie, o które prosił 

sędzia pokoju.

Słowa „sędzia pokoju” Runcifer wymówił protekcjonalnym tonem. Otworzył aktówkę, 

wyjął   z   niej   powiększenie,   zrobione   na   błyszczącym   papierze,   i   wręczył   je   sędziemu. 
Masonowi rzucił wrogie spojrzenie.

– Widzę, że ma pan też inne zdjęcia – zauważył Scanlon.
– Czy to zdjęcia wnętrza „Pennwenta”?
– Tak.
– Niech je pan też wyjmie.
Runcifer wyciągnął plik zdjęć i wyjaśnił, co się na nich znajduje: tu pozycja ciała, tu 

background image

wnętrze mesy, tu jacht z zewnątrz, jacht zacumowany w porcie jachtklubu, widok z góry na 
klub i port z jachtami. Scanlon ponumerował zdjęcia i włączył do materiału dowodowego.

– To wszystko, panie Runcifer – oznajmił. – Jest pan wolny.
Runcifer sztywnym krokiem wrócił na miejsce.
– Teraz pani Hazel Tooms. Proszę podejść i złożyć przysięgę – powiedział Scanlon.
Na próżno ludzie wyciągali szyje, rozglądając się za Hazel Tooms.
– Czy nie dostała wezwania? – spytał Scanlon ze zmarszczonymi brwiami.
– Dostała – odparł Runcifer kwaśno. – Zeznała, że próbowano przekupstwem skłonić ją 

do ucieczki.  Wydaje  nam się, że kiedy wręczano  jej wezwanie, akurat  szykowała  się do 
wyjazdu.

– Nie obchodzi mnie to – rzekł Emil Scanlon. – Teraz zajmujemy się tylko jedną sprawą, 

to   jest   śmiercią   Wentwortha   i   przypuszczalnym   udziałem   oskarżonej,   Mae   Farr.   Pytanie, 
gdzie jest teraz świadek.

– Nie wiem – powiedział Runcifer.
Scanlon spojrzał na Perry’ego Masona.
– Panie Mason – rzekł surowo – teraz niech pan zajmie miejsce dla świadków.
Mason  posłusznie  stanął  za  barierka,   zdając  sobie  sprawę,  że  protesty  na  nic  się nie 

zdadzą.

– Czy zna pan świadka, Hazel Tooms? – spytał Scanlon.
– Tak.
– Rozmawiał pan z nią o sprawie?
– Tak.
– Wie pan, gdzie jest teraz świadek?
– Nie.
– Wie pan, jak to się stało, że wyjechała?
– Na ten temat nie mam wiadomości z pierwszej ręki.
– Czy, bezpośrednio lub pośrednio, ponosi pan odpowiedzialność za jej wyjazd?
– Nie.
– To wszystko – podsumował sędzia.
– Chciałbym zadać świadkowi kilka pytań – powiedział szybko Runicfer.
Scanlon zawahał się.
– Nie dałem panu Masonowi możliwości przepytywania pana.
– To co innego.
–   Proszę   powiedzieć,   co   to   za   pytanie,   a   ja   zastanowię   się,   czy   pozwolę   na   nie 

odpowiedzieć – postanowił sędzia.

– Kiedy pan rozmawiał z Hazel Tooms, czy nie został poruszony temat jej wyjazdu za 

odpowiednia gratyfikację i czy nie rozważano kwoty, która by wchodziła w grę?

– Ujmę to tak – odrzekł Mason. – Panna Tooms wysunęła propozycję. Ja ją odrzuciłem.

background image

– Och – zdziwił się pełnym sarkazmu tonem Runcifer. – Poszedł pan do jej mieszkania. 

Okazało się, że jej zeznania są na niekorzyść pana klientki, i zaproponowała wyjazd, a pan 
był zbyt etyczny, aby nawet rozważyć tę propozycję. Czy pan chce, żebyśmy w to uwierzyli?

– Nie musi pan odpowiadać na to pytanie, panie Mason – rzekł sędzia. – Panie Runcifer, 

proszę powstrzymać się na przyszłość od sarkazmu. Zebraliśmy się po to, by orzec, czy są 
wystarczające   dowody   przeciwko   oskarżonej,   by   sprawa   została   przekazana   Sądowi 
Najwyższemu. Swoje żale może pan wylewać poza salą sądową.

– Wysoki Sądzie – wtrącił Mason – chciałbym odpowiedzieć na to pytanie.
– Proszę bardzo – zezwolił sędzia.
Mason skrzyżował wyciągnięte przed siebie nogi, uśmiechnął się do Runcifera i rzekł:
– Pańskie pytanie zakłada jeden nieprawdziwy fakt. Świadectwo Hazel Tooms nie byłoby 

szkodliwe dla mojej klientki. Przeciwnie, byłoby jak najbardziej korzystne. Żałuję, że jej tu 
nie ma.

–   W   porządku   –   odparł   triumfująco   Runcifer.   –   Jeśli   już   poruszył   pan   sprawę   jej 

świadectwa, zadam takie pytanie. Mam nadzieję, że Sąd nie zaprotestuje, skoro sam dopuścił 
się tylu nieformalności. Czy nie jest prawdą, że Hazel Tooms pojechała do klubu jachtowego 
spotkać się z Wentworthem, że on powiedział jej, iż wieczorem udaje się do Ensenady i 
zaprosił, żeby popłynęli  razem,  że wróciła do domu  po ubranie i zrobić zakupy,  a kiedy 
wróciła   jachtu   nie   było,   że   czekała   jakiś   czas,   i   wtedy   ujrzała   wpływający   jacht   Franka 
Marleya, patrzyła, kto stoi przy sterze, i jedyną osobą, która wysiadła, była Mae Farr, pańska 
klientka?

– To właśnie powiedziała – przyznał Mason.
– I to pan uważa za świadectwo na korzyść swojej klientki? – spytał niedowierzająco 

Runcifer.

– Owszem – rzekł poważnie Mason.
Zapanowała cisza. Po chwili zaskoczeni prawnicy z biura prokuratora zaczęli naradzać się 

szeptem.

– To chyba wszystko, panie Mason – rzekł Scanlon. – Na więcej pytań i tak bym nie 

pozwolił. Może pan wrócić na miejsce.

Runcifer wstał i powiedział niemal błagalnym tonem:
– Wysoki Sądzie, czy mogę zadać tylko jedno pytanie?
– Raczej nie. Wystarczająco wyjaśnił pan sytuację. A o co chciał pan zapytać?
– Chciałem zapytać pana Masona, dlaczego twierdzi, że świadectwo Hazel Tooms jest 

korzystne dla oskarżonej.

Scanlon pokręcił głową.
– To by oznaczało nowe dyskusje – powiedział.
– Gdyby Wysoki Sąd pozwolił – wtrącił Mason – to odpowiedź na to pytanie wyjaśniłaby 

wiele nieporozumień.

background image

– Niech pan odpowiada. Szczerze mówiąc – przyznał sędzia Scanlon – też jestem ciekaw, 

choć   uważam,   że   pytanie   jest   niewłaściwe   i   stanowi   próbę   wyzyskania   świadka,   który 
odpowiadał bardzo dokładnie i uczciwie. Ale proszę, panie Mason.

Adwokat podszedł do ławy sędziowskiej, na której leżały fotografie, i rzekł:
– Żeby odpowiedzieć na to pytanie, muszę najpierw ustalić związki między faktami.
– Niech pan ustala – zachęcił sędzia. – Tylko proszę przedstawić to krótko, logicznie i nie 

odbiegać od faktów. Nie chcę, żeby pan odwoływał się do emocji.

– Nie zamierzam tego robić – uśmiechnął się Mason.
– Zatem proszę, niech pan odpowiada na pytanie.
– Wydaje mi się, że najlepszym streszczeniem tej sprawy jest nazwa, jaką nadał jej mój 

czcigodny   kolega.   Nie   wiem,   czy   Wysoki   Sąd   sobie   przypomina,   że   nazwał   to   sprawą 
odroczonego morderstwa.

Jest jasne, że Penn Wentworth nie został zastrzelony z bliska. Na ubraniu ani na ciele nie 

ma śladów prochu. Jak Wysoki Sąd wie od patologa, najwyraźniej zastrzelono go z góry. Jest 
rzeczą naturalną przypuszczać, że strzelił do niego przez świetlik ktoś, kto był wyżej niż 
Wentworth   –   w   odległości   od   dwóch   metrów   do   nieskończoności.   Odległość   jest   tylko 
ograniczona  możliwością  precyzyjnego   wycelowania.  Wydaje   mi  się,  że  pan  Eversel  jest 
świetnym strzelcem i że doskonale zna się na broni. Mam rację, panie Eversel?

Eversel zawahał się, ale skinął głową.
– Wysoki Sądzie, jeśli jeszcze zbieramy zeznania, sugeruję, żeby pan Eversel wrócił na 

miejsce dla świadków! – wybuchnął Runcifer.

– Ja się będę o to martwił, dobrze? – powiedział Scanlon.
– Czy,  na podstawie  pańskiej  fachowej  wiedzy na temat  broni, przyzna  pan, że mój 

wniosek jest prawidłowy?

Eversel siedział jak kamień.
–  To  zresztą  nieważne  –  rzekł   Mason.  –  Wspomniałem  tylko   tę   możliwość,  abyśmy 

pamiętali o pozycji osoby, która strzelała, i pozycji osoby, do której oddano strzał.

Teraz rozważmy różne możliwości. Najpierw Anders. Nie mógł popełnić morderstwa. 

Dowody wskazują na to, że kiedy Eversel leciał nad morzem, jacht Wentwortha tylko o kilka 
mil wyprzedzał jacht Marleya. Jacht Wentwortha był wolniejszy. Biorąc pod uwagę szybkość, 
jest   oczywiste,   że   Wentworth   musiał   wypłynąć   wkrótce   po   tym,   jak   Mae   Farr   i   Anders 
odjechali, może pół godziny. Anders mówi, że wyrzucił rewolwer. Poświadcza to Mae Farr. 
Znaleziono broń, z której strzelano do Wentwortha i nie był to rewolwer Andersa. Poza tym 
Anders   wrócił  do  miasta   i  niemal  natychmiast  wyjechał  do  North  Mesa.  Policja  zbadała 
wszystkie jego ruchy i jest przekonana, że po rozmowie ze mną nie wrócił do jachtklubu.

Mae Farr wraz ze mną pojechała do klubu, ale okazało się, że „Pennwenta” nie ma. 

Wróciliśmy i panna Farr jechała razem ze mną aż do miejsca, gdzie Anders wyrzucił broń. 
Stamtąd wróciła do klubu i wypłynęła jachtem Marleya.

background image

– Pan to przyznaje? – spytał z niedowierzaniem Runcifer.
–   Oczywiście.   Spójrzmy   na   sprawę   z   jej   punktu   widzenia.   Przypuśćmy,   że   dogoniła 

„Pennwenta”, co mogło się zdarzyć. Nie mogła przyczepić „Atiny” do „Pennwenta” tak, żeby 
Wentworth się nie zorientował. To niemożliwe bez zderzania się i wstrząsów. Nie mogła też 
płynąć   równo   z   „Pennwentem”,   zostawić   ster   i   bez   pomocy   przesiąść   się   na   jacht 
Wentwortha.   Wentworth   musiałby   zwolnić   albo   ktoś   musiałby   jej   pomóc   przejść,   albo   i 
jedno, i drugie.

Przypuśćmy, że Wentworth zwolnił i że przy jego pomocy Mae Farr weszła na pokład. 

Mogli potem pójść do mesy. Wentworth miał automatycznego pilota i nie musiał stać przy 
sterze. Ale nie znajdziemy żadnych okoliczności, które by tłumaczyły to, że on pozostał w 
mesie, a Mae Farr była na pokładzie i stamtąd strzeliła do niego przez świetlik.

Przyjrzyjmy   się   teraz   Everselowi.   Jest   lotnikiem.   Leciał   nisko   nad   jachtem.   Był 

uzbrojony. Jest świetnym strzelcem. Zanim jednak w to wejdziemy,  chce pokazać istotny 
element na zdjęciach. Proszę przyjrzeć się zdjęciu zrobionemu przez Eversela. Proszę Wysoki 
Sąd o zwrócenie uwagi na półeczkę. Jest na niej okrągły przedmiot w futerale i obok jakiś 
walcowaty obiekt.

Runcifer  wstał  i szybko  podszedł  do ławy sędziowskiej, żeby przyjrzeć  się  temu,  co 

pokazywał Mason.

– To jest jakaś rzadka moneta – odparł. – Wentworth był znanym kolekcjonerem monet.
– Możliwe – przyznał Mason. – Przez lupę można zobaczyć wzór na monecie. Dwie 

poziome linie z krzyżującymi się liniami pomiędzy nimi.

Sędzia pokoju przyjrzał się zdjęciu przez lupę.
– Dlaczego jest to ważne, panie Mason? – spytał.
– Chwileczkę, Wysoki Sądzie. Proszę obejrzeć to zdjęcie, zrobione przez policję przez 

świetlik po znalezieniu „Pennwenta”. To ta sama półka, ale nie ma na niej tych przedmiotów.

Scanlon skinął głową.
– Mamy zatem następującą sytuację – kontynuował Mason. – Te przedmioty były na 

jachcie, kiedy Eversel robił zdjęcie. Jak tylko pstryknął zdjęcie, opuścił jacht, Wentworth 
ukrył się w afterpiku, panna Farr wybiegła na pokład, zobaczyła Andersa i razem opuścili 
jacht. Nie ma dowodów na to, że Eversel, Anders czy Mae Farr wrócili na jacht.

Ale na jednym zdjęciu są dwa przedmioty, których nie ma na drugim. Dlaczego ich nie 

ma? Co się z nimi stało? Kto je zabrał?

– Ma pan jakieś wyjaśnienie? – zainteresował się sędzia Scanlon.
– Mam. Chciałbym wezwać jednego świadka.
– Nie jestem pewien, czy oskarżenie zakończyło przesłuchania – zaoponował niepewnie 

Overmeyer.

– Co to ma za znaczenie, skoro próbujemy wyjaśnić tę sprawę? – zdziwił się Scanlon. – 

Panie Mason, proszę wezwać, kogo pan pragnie.

background image

– Pan Robert Grastin – ogłosił Mason.
Na   środek   wyszedł   wysoki,   chudy   mężczyzna   z   długimi   rękami   i   nogami,   głęboko 

osadzonymi  oczyma, wąskimi wargami i wystającymi kośćmi policzkowymi. Liczył sobie 
trochę ponad pięćdziesiąt lat. Jego sposób bycia odznaczał się spokojem i brakiem pośpiechu.

– Nie lubię nikogo rozczarowywać – powiedział – ale o tej sprawie naprawdę nic nie 

wiem. Nie znam żadnej ze stron.

– Nie szkodzi – odparł Mason. – Niech pan wejdzie za barierkę, a zobaczymy, co pan 

wie.

Grastin usiadł na krześle dla świadków.
– Na wezwaniu, które panu wręczono, znajdowała się prośba o przyniesienie pewnych 

dokumentów – zaczął adwokat.

– Tak jest.
– Proszę wyjaśnić Wysokiemu Sądowi, kim pan jest i czym się zajmuje.
– Jestem sekretarzem i skarbnikiem Międzymiastowej Ligi Sportowej dla Amatorów. Jest 

to związek sportowców amatorów, sponsorowany przez linie autobusowe w celu popierania 
rozwoju związków społecznych i...

– I komunikacji? – podpowiedział z uśmiechem Mason.
– I komunikacji – przyznał Grastin. – W myśl zasady, że zawody międzymiastowe są 

organizowane   w   miejscach,   gdzie   łatwo   można   dojechać   liniami   międzymiastowymi. 
Przyznajemy nagrody. Linie autobusowe mają z tego reklamę.

– Dwunastego – powiedział Mason – organizowaliście zawody.
– Tak. Dwunastego odbywały się finały otwartych mistrzostw tenisowych.
– Czy w  pańskich  dokumentach  jest  zapisane,   kto  tego  dnia  w  zawodach  dla  kobiet 

zdobył drugą nagrodę?

– Drugą? – zdziwił się Grastin.
Mason skinął głowa.
– Chwileczkę.
Grastin wyjął z kieszeni notes w skórzanej oprawie, wyszukał odpowiednie miejsce i 

odparł:

– Według tego, co mam zapisane, drugie miejsce zdobyła Hazel Tooms, zamieszkała w 

Balkan Apartments.

– No właśnie. Chciałbym, żeby pan sprawdził jej osiągnięcia w innych dziedzinach. Czy 

ma pan indeks z nazwiskami zwycięzców?

– Tak.
– Ma pan go ze sobą?
– Jest w aktówce.
– Proszę go wyjąć.
Grastin podszedł do swojego miejsca z przodu sali, wziął aktówkę i wrócił za barierkę.

background image

– Proszę zajrzeć pod nazwisko Tooms – poprosił Mason – i sprawdzić, co jeszcze ma pan 

na jej temat.

Grastin przebiegł strony. Nagle odezwał się:
– Chwileczkę! Przypominam sobie. Ta kobieta wygrała  w niejednej konkurencji. Jest 

dobrym sportowcem.

–   W   porządku,   nich   pan   przejrzy   zapiski.   Co   pan   może   powiedzieć   o   zawodach   w 

pływaniu?

– W tym i w zeszłym roku zwyciężyła na długim dystansie. W ostatnim roku również 

wygrała zawody na czterysta metrów stylem dowolnym dla kobiet. W...

– To wystarczy – przerwał Mason – żeby udowodnić to, co chcę. Teraz pokażę panu 

zdjęcie. Panie Grastin, proszę przyjrzeć się temu przedmiotowi, przypominającemu monetę, 
na półce.

Mason wręczył mu odbitkę i lupę.
– Wie pan, co to jest?
Grastin ustawił lupę w odpowiedniej odległości i powiedział:
– Ależ tak. To medal za drugie miejsce w zawodach tenisowych dla kobiet. Te krzyżujące 

się linie oznaczają siatkę tenisową.

Mason uśmiechnął się do sędziego pokoju i rzekł:
– Myślę, Wysoki Sądzie, że kiedy biuro prokuratora okręgowego doda dwa do dwóch, 

otrzyma odpowiedź, kto zabił Penna Wentwortha. I nie była to Mae Farr.

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Mason,  Della  Street,   Mae Farr  i  Paul Drake  zebrali  się  w  biurze  Masona.  Mae Farr 

wydawała się jeszcze ogłuszona nieprzewidzianym rozwojem wypadków.

– Nie rozumiem, jak pan to odgadł – powiedziała. – Byłam przekonana, że mnie skażą.
– Stąpałem po cienkim lodzie – przyznał. – Już w czasie rozmowy z Hazel Tooms zdałem 

sobie sprawę, że była zbyt chętna do ucieczki. Najpierw pomyślałem, że ta jej skwapliwość 
wynika z faktu, że policja założyła jej podsłuch w mieszkaniu, żeby mnie przyłapać. A kiedy 
ona zorientowała się, że uniknąłem pułapki, próbowała mnie w nią wmanewrować, i trochę 
przesadziła.

Późniejsze wypadki sprawiły, że zmieniłem zdanie. Jeśli jej pragnienie wyjazdu nie było 

tylko próbą schwytania mnie w potrzask, to co za tym stało? To pytanie otworzyło ciekawe 
pole spekulacji. Wiedziałem, że uprawia różne dziedziny sportu. Widać to było po niej, a 
sama   powiedziała   mi   o   zajęciu   drugiego   miejsca   w   zawodach   tenisowych.   Wyczułem 
również, że Penn Wentworth był jej bardzo bliski i odniosłem wrażenie, choć nie mogę tego 
udowodnić, że ich związek nie był tylko platoniczny.

Wydawało mi się oczywiste, że Wentworth został zabity albo z samolotu, albo przez 

kogoś, kto był razem z nim na pokładzie i był w stanie przepłynąć dystans do brzegu.

Wiedziałem, że alibi Marleya  dałoby się obalić, ale nie sprawiał wrażenia człowieka, 

który potrafiłby przepłynąć taki kawał, wylądować niemal nagi na brzegu i wrócić do szpitala 
w takim stanie, żeby niczego po nim nie było widać. Pani Wentworth mogłaby tego dokonać, 
ale w tym czasie najwyraźniej była w San Diego. Jeśli Eversel nie zastrzelił Wentwortha z 
samolotu, nie potrafiłem również jego związać z tą sprawą. Pani była na jachcie Marleya i 
przyprowadziła go z powrotem do portu. Z powodów, o których wspomniałem, wydaje mi 
się, że nie mogła pani go zabić.

Jak tylko zrozumiałem, że to, co wzięła pani za strzał, było trzaskiem flesza, zdałem sobie 

sprawę, że morderstwo zostało popełnione później.

Kiedy na to wpadłem, rekonstrukcja wypadków poszła już łatwo. Hazel Tooms zdobyła 

drugie   miejsce   w   zawodach   tenisowych.   Pojechała   do   klubu   do   Wentwortha,   żeby   się 

background image

pochwalić. Znając Wentwortha, można być pewnym, że po jego gratulacjach konieczne było 
ponowne użycie szminki. Kiedy Hazel Tooms poprawiła wygląd, odłożyła szminkę i medal 
na półkę w mesie.

Wentworth   powiedział   jej   wtedy   o   zamiarze   wypłynięcia   wieczorem   do   Ensenady   i 

spytał, czy nie chciałaby popłynąć razem z nim. Ucieszyła się, ale powiedziała, że musi wziąć 
trochę rzeczy do ubrania i jedzenie. Pojechała więc się spakować i zrobić zakupy.

Kiedy jej nie było, pani, Mae, weszła na „Pennwenta” i miała starcie z Wentworthem. W 

tym czasie Eversel zrobił Wentworthowi zdjęcie w kompromitującej sytuacji i uciekł. Na 
pokład z kolei wszedł Anders, żeby panią ratować. Razem opuściliście jacht.

Wentworth   niewątpliwie   był   zły   i   wściekły.   Wiedział,   że   zrobiono   mu   zdjęcie. 

Zareagował instynktownie, schylając się i osłaniając twarz rękoma. Wiedział, że to zdjęcie 
utrudni mu wynegocjowanie dogodnych warunków rozwodu, kiedy następnego dnia spotka 
się z żoną. Przypuszczalnie o wszystkim powiedział Hazel Tooms.

Nie wiadomo, czy przyrzekł jej, czy też nie, że się z nią ożeni, kiedy będzie wolny. 

Myślę, że Hazel po prostu założyła, że ma taki zamiar, a on ją wyśmiał. Z jakiegoś powodu 
dziewczyna wpadła w morderczą wściekłość. Możliwe, że kiedy nacisnęła spust, on siedział i 
się z niej wyśmiewał.

Myślała, że go zabiła na miejscu. Tymczasem najwyraźniej został ogłuszony siłą strzału, 

a potem odzyskał przytomność i jeszcze miał siłę chodzić. Hazel Tooms musiała opuścić 
jacht.   Myślę,   że   miała   ze   sobą   płócienną   torbę,   taką   jaką   zabiera   się   na   pokład   zamiast 
walizki,   i   podejrzewam,   że   zawsze   nosiła   ze   sobą   broń   –   na   wypadek,   gdyby   któryś   z 
żeglarzy, z którymi się umawiała, zaczął ja molestować. Myślę, że zdjęła ubranie, włożyła do 
torby   razem   z   medalem,   szminką   i   rewolwerem,   nastawiła   automatycznego   pilota   na 
Ensenadę, jeśli on tego nie uczynił, wyskoczyła  za burtę, zabierając torbę i popłynęła do 
brzegu.

Najpierw nie pojmowałem, dlaczego wzięła broń, zamiast wyrzucić ją do morza. Kiedy 

jednak   postawiłem   się   na   jej   miejscu,   wszystko   zrozumiałem.   Miała   wyjść   na   brzeg   w 
odludnym i nie znanym sobie miejscu, założyć mokrą odzież i złapać kogoś, kto ją podwiezie 
w pobliże klubu jachtowego, gdzie zostawiła samochód. Na wszelki wypadek wolała zostawić 
sobie rewolwer.

Do klubu jachtowego przybyła akurat na czas, żeby zobaczyć Mae Farr przypływającą na 

„Atinie”. Potem Hazel Tooms pojechała do domu. Następnego dnia rano z gazety dowiedziała 
się, gdzie Anders wyrzucił broń. Pojechała tam i rzuciła swoją w to samo miejsce. Tego 
samego dnia rano powiedziała jeszcze Frankowi Marleyowi, że widziała Mae Farr na jego 
„Atinie”.

–   Niezła   rekonstrukcja,   Perry   –   powiedział   Paul   Drake   –   ale   nadal   nie   rozumiem, 

dlaczego ci przyszło do głowy, że normalna, zrównoważona dziewczyna jak Hazel Tooms 
popełniła morderstwo.

background image

– Udałoby jej się wystrychnąć mnie na dudka, gdyby nie jedna rzecz, Paul.
– Co takiego?
– Różne możemy snuć przypuszczenia co do przebiegu wypadków, Paul, ale jedna rzecz 

jest   absolutnie   jasna.   Ten,   kto   zabił   Wentwortha,   podłożył   broń,   którą   popełniono 
morderstwo,   z   nadzieją,   że   to   przesądzi   sprawę   przeciwko   Andersowi.   Innymi   słowy, 
morderca był gotów posłać Andersa na śmierć lub dożywotnie więzienie za zbrodnię, której 
nie popełnił. To znaczyło, że bał się, że jeśliby przeprowadzono dochodzenie, mogłyby na 
niego   paść   podejrzenia.   Postarał   się   zatem   zapobiec   dochodzeniu   i   podejrzeniom, 
wzmacniając dowody przeciw Andersowi.

– To prawda – przyznał Drake.
– Co jej zrobią? – spytała Mae Farr.
– To zależy. Po pierwsze, muszą ją złapać, co – jak mi się wydaje – nie będzie łatwe. 

Potem   muszą   ją   skazać,   a   to   będzie   trudne.   To   zdjęcie,   które   zrobił   Eversel,   niemal 
gwarantuje jej uniewinnienie, jeśli zezna, że Wentworth potraktował ją tak jak panią.

–   Podłożenie   rewolweru   w   celu   oszukania   policji   na   pewno   jej   się   nie   przysłuży   – 

powiedział Drake.

Mason uśmiechnął się szeroko i rzekł:
– Pewnie nie, ale z drugiej strony... Paul, kobieta z taką figurą nie dostanie wyroku za 

morderstwo, najwyżej za nieumyślne zabójstwo.

– A co z Everselem? – zainteresował się Drake.
– Podaliśmy sobie ręce. Tak cholernie się bał, że oskarżę go o morderstwo i przekonam 

do tego sąd, że prawdziwe rozwiązanie przyniosło mu ogromną ulgę. Był sztywny ze strachu. 
Poza tym, kiedy zobaczył, że dzięki temu, co zrobiłem, niewinna kobieta zyskała wolność, 
pomyślał, że może nie jestem taki straszny. W rezultacie, Dello, zaprosił nas na obiad w 
następnym tygodniu.

– Jedziemy? – spytała.
– Dlaczego nie? A tymczasem wsiadaj do samochodu. Jedziemy w pewne miejsce.
– Gdzie?
– Och, na wycieczkę. Może zobaczylibyśmy North Mesa?
– Zaryzykuje pan wypad w tamte strony? – spytała Mae Farr.
– Dlaczego mówi pani o ryzyku?
– Pewnie dojdzie do awantury z zaprzyjaźnionym prawnikiem Hala.
– Bzdury – odparł Mason. – Nie żywię do niego takich uczuć. Prawdę mówiąc, uważam, 

że facet miał rację.

– Ja też jadę tam dziś po południu – przyznała Mae Farr.
– Naprawdę? – zdumiała się Della.
Dziewczyna skinęła głową.
– No, no, no. Co się stało? – spytał prawnik.

background image

Mae zaczerwieniła się i odparła zadziornie:
– W końcu kobieta ma prawo zmienić zdanie, nieprawdaż? Może zmieniłam zdanie co do 

Hala?

– Wydaje się, że ostatnio wykazał duży stopień niezależności – zauważył Mason.
Mae Farr zaśmiała się nerwowo.
– Tak. Na kilka rzeczy wpadł sam. Myślę, że jemu to morderstwo się przysłużyło. Czy 

mógłby pan wpaść do nas na obiad jutro wieczorem,  panie  Mason? To będzie specjalna 
okazja.

Adwokat spojrzał na Mae Farr z błyskiem w oku.
– Jakieś święto?
Skinęła głową.
– Tak. Zamierzam mu powiedzieć, że wyjdę za niego za mąż.
– Dobra dziewczynka! – pochwalił Mason i zwrócił się do Delli Street: – Co ty na to, 

Dello?

– Ja mam podjąć decyzję, szefie?
Kiwnął głową.
– Jedźmy do North Mesa. Jeśli pani naprawdę chce nas widzieć, panno Farr.
– Oczywiście! – zawołała skwapliwie Mae.
Paul Drake wstał z fotela, włożył do ust gumę do żucia i powiedział:
– Miło było panią poznać.
– A pan nie przyjedzie, panie Drake? – spytała Mae Farr.
– Nie. Kiedy zaczynają bić weselne dzwony, entuzjazm zaczyna być zaraźliwy. A po co 

detektywowi żona?

– Nie masz racji – zażartował Mason. – Po co żonie detektyw?
Drake odwrócił się w drzwiach.
– Szczególnie detektyw, pracujący dla prawnika, który trzyma go całą noc w robocie i 

zmusza do popełniania przestępstw – dokończył myśl Masona i dla zaakcentowania swoich 
słów trzasnął drzwiami.


Document Outline