background image

Czerwona księga dla wszystkich 

 

Wiktor Golikow

Materiał ten pojawił się na łamach rosyjskiego magazynu „Smiena” w dniu 26 lipca 2002 
roku, i dotyczy 90. rocznicy urodzin rosyjskiego podróżnika, naturalisty, entomologa, doktora 
nauk biologicznych, profesora zoologii Pawła Justinowicza Marikowskiego.

Człowiek ów całe swoje dorosłe życie poświęcił badaniu otaczającego nas świata i 
popularyzacji wiedzy o nim. Jest on autorem ponad 150 artykułów naukowych, dwóch 
monografii,, spod jego pióra wyszło ponad 70 książek na temat zwierząt Azji Środkowej i 
Kazachstanu, zaś u wielu kolekcjonerów można znaleźć niemal 300 obrazów namalowanych 
przez tego renesansowego człowieka.

Cały swój wolny czas Paweł Justinowicz poświęca na podróże, wiele fotografuje, rysuje i 
sporządza szkice przyszłych książek. Oczywiście na temat życia zwierząt, w których 
zamieszcza swe doniosłe spostrzeżenia. To właśnie on odkrył fantastyczne właściwości 
azjatyckiego specyfiku mumio – niezwykle silnego biologicznego stymulatora, to on zbadał 
mechanizm jego działania na organizm człowieka i zajmuje się opracowaniem specjalnego 
katalizatora do mumio, który jeszcze bardziej wzmocniłby działanie tego naturalnego leku.

Poza tym zajmuje się on walka z kłusownictwem i przemytem zwierząt, poświęcił temu ponad 
350 gazetowych artykułów. W roku 1997 wyszła na światło dzienne jego książka pt. „One 
mogą zniknąć” i drugie już wydanie „Czerwonej Księgi dla wszystkich”. Szerokość jego 
zainteresowań naukowych i pozanaukowych jest imponująca, co frustruje jego kolegów-
naukowców. Opowiemy tutaj o niektórych tajemnicach archeologii, z jakimi się on zetknął 
podróżując po  Azji.

Czym są petroglify?

Rozumiejąc, że rysunek czy fotografia na papierze nie dają człowiekowi całej gamy doznań, 
które może on przeżyć, Paweł Justinowicz kopiuje petroglify na... płytach kamiennych! I 
posiada on unikalną, jedyną w swym rodzaju kolekcję petroglifów, która liczy sobie w dniu 
dzisiejszym ponad 500 egzemplarzy. 

Wiosną br. w Rosyjskim Towarzystwie Geograficznym eksponowano tą kolekcję. A takich 
eksponatów nie było i nie ma w żadnym z muzeów świata. Tak zatem wystawę eksponatów 
prof. Marikowskiego zestawiono tylko z najciekawszych rysunków znalezionych i 
skopiowanych w czasie 50 lat jego podróży.

 

Tajemnice przeszłości – na dłoni.

Wszystkiego znaleziono i przebadano około 60.000 petroglifów - rysunków naskalnych, z 
których przerysowano i sfotografowano przeszło 1.500. W kolekcji znajdują się eksponaty, 
wykute młotkiem w płytach kamiennych, które są mniejsze o 1/3 od naturalnych wymiarów 
oryginałów. Na odwrotnej stronie każdej płytki znajduje się naklejona etykieta z dokładnym 

background image

opisem rysunku, przybliżonym datowaniem i miejscem znalezienia.      

Niemało interesujących rzeczy znaleźliby na tej wystawie i archeolodzy, bowiem niektóre 
interpretacje petroglifów mogą okazać się niezwykłymi.

Naskalne rysunki jakimi one są.

Ze względu na technikę wykonania, rysunki te można podzielić na trzy grupy:

Figuralne – kiedy zwierzęta są przedstawione pełnymi sylwetkami; Konturowe – kiedy 
zwierzęta są narysowane tylko przy użyciu linii konturowej; Szkieletowe – wykonane z linii, 
które jakby obrazują szkielet zwierzęcia. Godzi się wspomnieć, że są tam rysunki stosunkowo 
niedawne – wykonane jakimś ostrzem z żelaza. Szacuje się, że najstarszy rysunek sylwetkowo-
konturowy został stworzony w okresie pomiędzy VI a XII w. n.e. – na co wskazuje styl 
wykonania i stopień zwietrzenia skały.

Ze względu na kompozycję, rysunki można podzielić na pojedyncze – jest ich zdecydowana 
większość, i wielofigurowe – składające się z wielu elementów. Nierzadkimi są rysunki 
zbiorowe, kiedy to na jednej powierzchni kamienia znajdowało się wiele rysunków 
wykonanych przez niejednego autora, przy czym oddzielały ich nie tylko wieki, ale nawet 
tysiąclecia.

Zagadki dawnych rysowników.

W tej galerii znajdują się także wyobrażenia zwierząt, które znikły z oblicza Ziemi. I tak jest 
tam np. tur, krótkorogi bizon, wielkogłowy koń – który zamieszkiwał w środkowym 
Kazachstanie, a także ginący już gatunek konia Przewalskiego, który jeszcze zamieszkuje 
Kazachstan i Mongolię oraz dziki wielbłąd. Wiele zwierząt było nieznanych na terytorium 
Kazachstanu nawet paleontologom i pierwsze wieści o nich zostały opublikowane przez 
naszego Jubilata, co spotkało się z powszechnym niedowierzaniem.

Pokazano tam również znalezione wizerunki dzikiego „śnieżnego” człowieka – Yeti, czy jak 
kto woli Ałmasa (Ałmastnego)[1]. Wcześniej nikt nie znalazł jego rysunków. To zagadkowe 
stworzenie jest gatunkiem zanikającym i może stać się kolejną nierozwiązaną zagadką 
zoologii i to z winy świata nauki. Wszystkie wizerunki podkreślają jego wielkie rozmiary, a 
niekiedy jego charakterystyczne cechy: ostry wierzchołek ciemienia i długie ręce. I jeszcze to, 
że na rysunkach Yeti widać wyraźnie, że jego ręce mają po pięć palców u rąk, zaś wszystkie 
mitologiczne stworzenia mają na rysunkach cztery a czasem nawet trzy palce u rąk czy 
przednich łap.

Co nam mówi gwiazdozbiór Plejad?

Górskie barany, a szczególnie koziorożce niejednokrotnie są rysowane na skałach i ich 
wizerunki mają wielkie rozmiary. Na jednym z rysunków takiego koziorożca był 
uwidoczniony – nie wiedzieć czemu – rysunek gromady gwiezdnej Plejad. Rysunki te liczą 
sobie co najmniej 4.000 lat! Trzy następne znaleziska tego rodzaju uprawdopodobniły tą małą 
sensację. Dlaczego akurat Plejady?! Odpowiedź znają dawne i współczesne koczownicze, ale 
już odchodzące w przeszłość narody i Kazachowie. Niebo dla nich było wyobrażeniem świata i 
dlatego właśnie, by je przedstawić na Ziemi budowano kurhany i inne budowle megalityczne, 
które służyły im, jako prymitywne obserwatoria astronomiczne do wyznaczanie punktów 
równonocy i przesileń.[2] [...] Poza wizerunkami Słońca i Księżyca na malowidłach 
naskalnych widoczne są także Wielka i Mała Niedźwiedzica, Gwiazda Polarna. [...] 

background image

Najważniejsza asocjacja gwiezdna Plejad znajduje się w konstelacji Byka, i są one znane 
wszystkim narodom z naszej przeszłości. Były one   t r z e c i m   najważniejszym światłem 
niebieskim po Słońcu i Księżycu, mimo swej niepozorności. Według nich ustanawiano dawne 
kalendarze.

Alibi dla Marka Polo.

A teraz będzie o niektórych znaleziskach, które dotyczą relacji średniowiecznego podróżnika 
Marka Polo, w które wcześniej nikt nie wierzył.[3] Jak opisuje to Marko Polo – władca 
Mongolii Chiubilaj (Kubłaj) Chan lubił jeździć na polowania z liczną świtą na miejsca, gdzie 
przebywały dzikie zwierzęta. W tym ogromnym polowaniu uczestniczyły lamparty. W to nie 
uwierzył żaden myśliwy czy zoolog – wszak tresura tego dzikiego kota jest po prostu 
niemożliwa! Na jednym z rysunków znalezionym w górach Czułak (zachodnia część 
Dżungarskiego Ałatau) widać trzech uzbrojonych w kusze (!!!) myśliwych podchodzących 
koziorożce. Jeden z nich prowadzi lamparta na smyczy, a za nimi znajduje się jeszcze jeden, 
który idzie swobodnie, jak pies bez smyczy, kagańca i obroży! NB, jeszcze do niedawna 
sądziło się, że kusza była czysto europejską bronią!...

Dalej Marko Polo opowiada, jak w pewnej miejscowości Bagdaszanu do polowań żywa się 
ogromne i silne psy. Wyobrażenie takiego wielkiego psa zagryzającego górskiego barana 
znajduje się na rysunku w pewnym Uroczysku Tamgałytas w Czuilijskich Górach. Psy te 
miały silnie zakręcone ogony i krótką sierść. Dwa inne takie psy, które powalają dzikiego 
konia i tura – już wymarłego ssaka – znaleziono w zachodniej części pogórza Dżungarskiego 
Ałatau. 

Anteny i dinozaury?!

Uwagę przyciąga rysunek dwóch siedzących ludzi, z głów i szyj których wysuwają się jakies 
dziwne elementy przypominające jako żywo... anteny!

Fantastyczny i nierealny rysunek sylwetek zwierząt bardzo podobnych do dinozaurów – a 
konkretnie diplodoków (vide foto), które (podobno???) wymarły wiele milionów lat temu i 
podobnych do żyjącego gdzieś w głębinach jednego z jezior w Zachodniej Europie potwora o 
nazwie Nessie.[4]

Zawodowy artysta-malarz czy chociażby miłośnik lub znawca malarstwa od razu uchwyci 
piękno przestawionych na tych rysunkach i malunkach istot żywych, ich pozy, dynamikę i 
naturalność.

Rysunki naskalne, w które jest tak bogata Centralna Azja i Kazachstan, są – niestety – 
niedostępne dla szerokiego kręgu miłośników sztuki i uczonych. To, co nam udało się zobaczyć 
i o czym opowiedział nam Paweł Marikowskij – jest jedynie minimalną częścią tego pomnika, 
pozostającego na kamieniach pod odkrytym niebem, postawionego przez malarzy z dawno 
minionej przeszłości.

Rysunki jak rysunki – historia archeologii zna lepsze i gorsze, ale dla mnie najbardziej 
szokujące są dinozaury pasące się obok zupełnie współczesnych zwierząt. Czyżby żyły one 
zaledwie kilka tysięcy lat temu w Azji Środkowej? A może było inaczej?

Mogło być tak, że wiedza o nich przetrwała w pamięci ludzi, którzy przekazywali ja sobie z 

background image

ojca na syna od czasów zagłady platońskiej Atlantydy i Atlantyki?

Spójrzmy na zdjęcie tego rysunku. Kiedy nań patrzyłem, to przypomniały mi się natychmiast 
rysunki na kamieniach z Ica czy figurki z Acambaro. Identyczna maniera malarska czy 
rzeźbiarska. Czyż nie mogły one wyjść spod dłut i pędzli potomków ludzi, którzy kiedyś 
mówili jednym językiem, posługiwali się jednym pismem i potrafili wskrzeszać zwierzęta 
żyjące przed 65 milionami lat? Uważam, że tak.

Jest jeszcze jedna parantela – tym razem literacka. Kiedy byłem uczniem I klasy szkoły 
podstawowej, to nasz bibliotekarz, nie wiedzieć czemu, polecił mi do przeczytania książkę 
znanego radzieckiego geologa, paleontologa i pisarza prof. Iwana Jefriemowa pt. „Gwiezdne 
okręty”. Ta stara nowela – wydana u nas w 1949 roku – mówi o naukowcach, którzy odkryli 
kości dinozaurów uszkodzone w niezwykły sposób. Zwierzęta te zostały zabite jakąś potężną 
bronią zanim na Ziemi pojawił się człowiek, a zatem musiały to być inne Istoty z gwiazd... 
Potem wracałem do tej noweli niejednokrotnie i zastanawiałem się, co dało prof. 
Jefriemowowi impuls do napisania tego utworu? Teraz już chyba wiem – być może włócząc 
się po Azji prof. Jefriemow natknął się na rysunki dinozaurów sprzed tysięcy lat i to go 
natchnęło? A może znalazł dziwnie uszkodzone kości wielkich gadów i nie mógł opublikować 
swego odkrycia inaczej, jak pod płaszczykiem noweli fantastyczno-naukowej?    

Wracając do tematu, to uważam, że powinno się poszukać podobnych rysunków także i u nas, 
w Polsce, gdzie mogły się zachować w jaskiniach i szczelinach skalnych gór takich, jak Góry 
Sowie – jedne z najstarszych na kontynencie, liczące sobie 2 mld lat, czy Góry Świętokrzyskie 
– powstałe ponad pół miliarda lat temu. Dlaczego tam? Dlatego, że nikt takich rysunków nie 
szukał, bo się ich nie spodziewał. A jeżeli nawet znalazł, to nie uwierzył w informacje, które 
niosły... Myślę, że poszukać trzeba i warto. 

Z tym, że potem trzeba będzie historię naszej planety napisać od nowa...

Przekład z j. rosyjskiego i komentarz – inż. Robert K. Leśniakiewicz

[1] Tak nazywa się Yeti w Mongolii i azjatyckich republikach byłego ZSRR.  

[2] Por. Sir Brinsley le Poer-Trench (Lord of Clancarty) – "Men Among Mankind", Londyn 
1962 i "Operation Earth", Londyn 1976. 

[3] Zob. Marco Polo - "Opisanie świata", Warszawa. 

[4] Jest to jezioro Loch Ness w Szkocji.