background image

− 1 −

background image

DAVID HATCHER

CHILDRESS

TAJEMNICA OLMEKÓW

Starożytni odkrywcy Ameryki

Przekład

PRZEMYSŁAW BIELIŃSKI

− 2 −

background image

SPIS TREŚCI

1. TAJEMNICA POCHODZENIA OLMEKÓW   ........   5

Dziwny świat Olmeków
Jak odkryto Olmeków

Kim byli Olmekowie
Czy Olmekowie to cudzoziemscy kolonizatorzy zza oceanów?

Olman: kraina Olmeków
Przesmyk Tehuantepec

Olmekowie w południowej Ameryce Środkowej
Olmekowie w środkowym Meksyku

La Venta i olmecki matecznik

2. TAJEMNICA ZAGŁADY OLMEKÓW   ........   17

Hunab Ku zniszczenie czwartego świata
Olmekowie i koniec czwartego świata

Tajemnica Teotihuacan
Teotihuacan: miasto na wodzie

3. TAJEMNICA QUIZUO   ........   27

W poszukiwaniu quizuo

Związki Olmeków z Afryką

4. TAJEMNICA HANDLU TRANSOCEANICZNEGO   ........   32

Tajemnica handlu transoceanicznego
Egipcjanie i handel poprzez Ocean Spokojny

Świat starożytnych królów mórz
Chińscy eunuchowie i podróże dookoła świata

5. TAJEMNICA DEFORMOWANIA CZASZEK PRZEZ OLMEKÓW   ........   39

Olmekowie i deformowanie czaszek

Po co deformowano czaszki?
Obwiązywanie głów w Afryce i na Vanuatu

Deformowanie czaszek przez Olmeków i nacięcie w kształcie litery V
Ty, ja i jajogłowi

Kapłani−węże z Malty
Czaszki innej rasy?

Inne deformacje
Chińscy eunuchowie a zwyczaj obwiązywania głów

Trepanacja czaszki
Olmekowie, istoty pozaziemskie i Atlantyda

6. TAJEMNICA PISMA OLMEKÓW   ........   49

Tajemnica olmeckich hieroglifów

Statuetka z gór Tuxtla i pismo epiolmeckie
Pismo Zapoteków, Epiolmeków i Majów

Najwcześniejsze olmeckie pismo datowane na 900 rok p.n.e.
Starożytne znaki z Chin epoki Szang: ostateczne rozwiązanie?

7. TAJEMNICA OLMEKÓW NADAL NIEROZWIĄZANA   ........   57

Zaginione kopalnie Olmeków

Złoto Olmeków − złoto Azteków?
Jadeit, turkusy, obsydian i szmaragdy wydobywane przez olmeków

Zaginiony świat Olmeków w Gwatemali
O Olmekach wciąż się mówi

BIBLIOGRAFIA   ........   66

− 3 −

background image

− 4 −

background image

1

TAJEMNICA POCHODZENIA OLMEKÓW

Możemy prześledzić rozwój człowieka w Meksyku, nie napotykając w tym okresie (1000−650
p.n.e.)   żadnych   konkretnych   wpływów   Starego   Świata   oprócz   silnego   pierwiastka

negroidal−nego, powiązanego z magami (najwyższymi kapłanami).

Frederick Petersem Ancient Mexico („Starożytny Meksyk”), 1959

Dziwny świat Olmeków

Najstarszą i prawdopodobnie największą tajemnicą wczesnego Meksyku i Ameryki Północnej

są Olmekowie. Obecnie archeolodzy z kręgów akademickich często określają ich jako Proto-
majów lub Olkanów, ponieważ zamieszkiwali Olkan − taks nazwę nadano teraz krainie Olme-

ków. Każdemu, kto zobaczy tajemnicze rysunki naskalne oraz olbrzymie głowy Olmeków, o
twarzach wyrażających agresję  i wojowniczość, z charakterystycznie zmarszczonym czołem,

natychmiast nasuwa się pytanie: „Kim są te przedziwne istoty?”

Nieodgadniony jak dotąd świat Olmeków jest odtwarzany powoli, fragment po fragmencie.

Ich dzieła − posągi i inne wytwory sztuki − przedstawiają ludzi w skórzanych hełmach, ma-
jących szerokie twarze, grube, wywinięte wargi (oraz spłaszczone nosy) i robiących groźne

miny.   Wyglądają   niczym   drużyna   rozwścieczonych   afrykańskich   rugbistów   z   Nigerii   albo
Tanzanii.   I   chociaż   wywodzący   się   z   głównego   nurtu   nauki   archeolodzy   zapewniają,   że

Afrykanie nigdy nie skolonizowali Meksyku ani Ameryki Środkowej, niefachowiec, który ogląda
te posągi i głowy, dziwi się, jak uczeni mogą trwać w tak rażąco błędnym, tak zdumiewająco

nienaukowym   przeświadczeniu.   Zgodnie   z   tradycją   akademiccy   uczeni   przekonują   rzesze
turystów i studentów, że to nie są Afrykanie. Czyżby ci uczeni byli ślepcami lub szaleńcami albo

jednym i drugim?

Owa   enigmatyczna   cywilizacja   fascynuje   nas   pozostawionymi   przez   nią   wizerunkami   jej

przedstawicieli. Nie wszyscy mają negroidalne rysy twarzy. Wiele artefaktów prezentuje osob-
ników o rysach orientalnych lub europejskich. Dlatego interesujące będzie zwrócenie bacznej

uwagi na to, jak te postaci są ukazane − jaki noszą strój, jakie nakrycie głowy; jaki kształt
mają ich oczy, nos, uszy i usta; jak trzymają ręce; jaki jest wyraz ich twarzy. Dzieła sztuki

Olmeków są doskonałe pod względem artystycznym. Ich ekspresja i symbolika ukazanych w
tych dziełach obiektów świadczy o wysokim poziomie wyrafinowania twórców i o podobieństwie

ikonografii. Co to wszystko znaczy? Kim są ci ludzie? Czy byli mieszkańcami odizolowanych
osad, czy przybyszami z dalekich stron?

Jak odkryto Olmeków

Do lat 30. XX wieku powszechnie uważano, że najstarszą cywilizacją Ameryki byli Majowie.
Mnogość majańskich pomników, stel, ceramiki, posągów i innych artefaktów odkrytych na

Jukatanie, w Gwatemali i nad Zatoką Meksykańską przekonała archeologów, że Majowie to
pierwsza cywilizacja Ameryki Środkowej.

Jednak niektóre artefakty utożsamiane z Majami różniły się nieco od pozostałych, między

innymi   tym,   że   pewne   rzeźby   przedstawiały   ogromne   głowy   o   twarzach   mających   rysy

afrykańskie. Malowidła i rzeźby Majów są dość zróżnicowane, jednak afrykańskie rysy twarzy

− 5 −

background image

wyraźnie nie były majańskie. Twarze owych wielkich głów często miały przesadnie zmarszczone
brwi, były zakryte maską lub przedstawiały oblicze pół człowieka, pół jaguara. Ten powtarza-

jący się motyw nie pasował do innych znalezisk związanych z Majami.

W 1929 roku Marshall H. Saville, dyrektor Muzeum Indian Amerykańskich w Nowym Jorku,

zaklasyfikował   te   dzieła   jako   wytwory   odrębnej   kultury,   niewywodzącej   się   z   dziedzictwa
Majów. Nazwał tę kulturę − nie w pełni trafnie − olmecką, co znaczy „kauczukowi ludzie” w

języku nahuatl, którym posługiwali się mieszkańcy Meksyku − Aztekowie (pierwszy raz nazwy
„Olmekowie”  użyto   w   1927   roku).   Większość   wczesnych   znalezisk   z   kręgu   owej   kultury

pochodziła ze stanów Tabasco i Veracruz w południowym Meksyku. Jest to pokryty bagnami
rejon, w którym wydobywa się gaz ziemny, natomiast w starożytności stanowił on ośrodek

uzyskiwania   kauczuku.   Starożytni   Mezoamerykanie,   od   Olmeków   po   Azteków,   otrzymywali
kauczuk   z   rosnącego   tam   drzewa   o   nazwie   kastylka   sprężysta   (Castilla   elasticd).   Kauczuk

mieszano z sokiem miejscowego pnącza  Ipomoea alba  i wytwarzano gumę już w 1600 roku
p.n.e.   (być   może   nawet   wcześniej).   „Olmekowie”   było   azteckim   określeniem   ludu,   który

zamieszkiwał ów obszar w dużo późniejszych czasach panowania tam Azteków.

Obecnie uważa się, że to Olmekowie wynaleźli grę zwaną pelotą, która odgrywa tak zna-

czącą   rolę   we   wszystkich   mezoamerykańskich   cywilizacjach,   oraz   używane   w   niej   gumowe
piłki. Jednak gra może być starsza niż Olmekowie. Obszar, na którym owa gra zyskała popular-

ność, rozciągał się od obecnych stanów Arizona i Utah w Ameryce Północnej po Kostarykę i
Panamę w Ameryce Południowej.

Zdaniem   uznanego   meksykańskiego   archeologa   Ignacio   Bernala   olmecką   sztukę   po   raz

pierwszy zauważono już w 1869 roku, jednak, jak wspomniałem już, terminu „Olmekowie”,

czyli   „kauczukowi   ludzie”,   użyto   dopiero   w   1927   roku.   Oczywiście,   znaleźli   się   i   tacy
prominentni archeolodzy − w tym Erie Thompson, mający udział w rozszyfrowaniu kalendarza

Majów − którzy nie chcieli uznać, że ta nowa kultura, zwana olmecką, może być starsza od
kultury Majów. Dopiero na spotkaniu archeologów w mieście Meksyk w 1942 roku przyjęto, że

Olmekowie byli poprzednikami Majów. Jednak data powstania olmeckiej kultury nadal pozosta-
wała tematem gorących dyskusji.

Bernal   tak   opisuje   ten   ciekawy   epizod   badań   archeologicznych   w   książce  A   History   of

Mexican Archeology (Historia archeologii meksykańskiej):

Dzisiaj trudno wręcz   uwierzyć,   że − z wyjątkiem kilku pojedynczych   wzmianek,

opracowań niewielkich znalezisk czy ekspedycji odbytych przez Bloma i La Farge'a (1925)
oraz   Weyerstalla   (1937)   −   kultura   ludu   zwanego   obecnie   Olmekami   była   całkowicie

nieznana.   Dopiero   w   1938   roku   Smithsonian   Institution   i   Narodowe   Towarzystwo
Geograficzne   zainicjowały   w   tym   regionie   badania,   którymi   z   entuzjazmem   kierował

Matthew   Stirling.   W   ciągu   kilku   lat   uzyskano   sensacyjne   rezultaty   dzięki   eksploracji,
chociaż niekompletnej, Tres Zapotes i La Venta. Niezwykłe monolity znalezione w tych

miastach i w innych miejscach w owym regionie (uzupełnione wkrótce przez Stirlinga o
równie   wspaniałe   znaleziska   z   Cerro   de   las   Mesas   −   lokacji,   która   nie   jest   olmecką,

chociaż znaleziska, o których piszę) wywołały wielkie poruszenie w kręgach archeologów.
Stały się również źródłem wielu problemów, których rozwiązanie ma zasadnicze znacze-

nie dla zrozumienia przeszłości.

Pierwszy pojawił się problem następujący: jak datować tę kulturę? Czy istniała ona w

okresie wciąż nazywanym wtedy archaicznym? Czy jest prekursorką kultury Majów i in-
nych ludów, a przez to macierzystą kulturą całej Mezoameryki?  Czy też  mamy tu do

czynienia z późną miejscową kulturą, współistniejącą z „historycznymi” Olmekami, zna-
nymi ze źródeł pisanych?  Na każde  z tych bez  wątpienia powiązanych ze  sobą pytań

padała   inna   odpowiedź.   Erie   Thompson,   najwybitniejszy   badacz   Majów,   i   liczni   inni
naukowcy   z   dużą   dozą   sceptycyzmu   odnosili   się   do   opinii,   że   Olmekowie   są   ludem

starożytnym. Thompson swoje stanowisko opierał głównie na nieuznawaniu za zgodne z
prawdą bardzo wczesnego datowania kamiennych inskrypcji, takich jak na steli C w Tres

Zapotes, ani tego, że mogą one być starsze od kalendarza Majów. Zasadniczą zmianę w
archeologicznym datowaniu spowodowało odkrycie, że kalendarz Majów nie jest wyłącz-

nie ich dziełem i że stosowano go przed powstaniem pierwszych inskrypcji w Uaxactun.
Majowie więc jedynie go rozwinęli i udoskonalili. Pierwsza data wyryta na steli C była

przedmiotem   szerokiej   dyskusji,   teraz   jednak   nie   budzi   prawie   żadnych   wątpliwości.
Teoria Stirlinga, sformułowana jeszcze przed odkryciem drugiej połowy steli, jest zgodna

z prawdą. Sterling nie tylko prawidłowo uznał datę powstania steli za bardzo wczesną−
obecnie uważa się, że jest nawet nieco wcześniejsza, niż zakładał − ale także twierdził,

− 6 −

background image

że cała kultura Olmeków jest starsza od kultury Majów. W tamtym czasie takie poglądy
były obłożone anatemą akademików, ponieważ niemal wszystkie przedsięwzięcia podjęte

przez   Carnegie   i   inne   instytucje,   zwłaszcza   w   Ameryce   Północnej,   ukierunkowano   na
badanie Majów. Panowała zgodna opinia, że najstarsza jest kultura Majów i że wszystkie

inne kultury Mezoameryki z niej właśnie wyrosły. Na głośnym spotkaniu, zwołanym pod
egidą Sociedad Mexicana de Antropologia w 1942 roku w celu omówienia zagadnienia

Olmeków, zwanym Mesa Redonta de Tuxtla, archeolodzy na czele z Caso, Covarrubiasem
i Noguerą, a także Stirling, jednogłośnie stwierdzili, że Olmekowie przynależą do okresu

archaicznego.

Caso uważał, że „kultura olmecka jest bez żadnej wątpliwości kulturą matką innych

kultur,   takich   jak   Majów,   Teotilitiacin   i   z   El   Tajin”.   Covarrubias   utrzymywał,   że   „inne
zespoły kulturowe mają wspólne cechy »olmeckie«, natomiast styl olmecki nie wykazuje

cech ani elementów zapożyczonych z innych kultur, chyba że ze znanych jako archa-
iczne”. Jeden z naukowców z Ameryki Północnej wykazał się odwagą, popierając te teorie,

a  zrobił  to,   ponieważ   w   trakcie   badań   na   Centralnej   Wyżynie   Meksykańskiej,   których
wyniki   są   już   nam   znane,   natknął   się   na   archaiczne   figurki   wykazujące   niewątpliwe

pokrewieństwo  z  olmeckimi.  Z  kolei  Erie  Thompson uważał,  że Olmekowie  byli późną
kulturą w okresie, który obecnie nazywamy postklasycznym.

Nazwa „Olmekowie”, po raz pierwszy użyta przez Beyera w 1927 roku na określenie

tego konkretnego stylu sztuki, utrzymała się jednak aż do dzisiaj, choć może być nie-

właściwa. Jest przyczyną nieporozumień, ponieważ zaczerpnięto ją ze źródeł historycz-
nych określających terminem „Olmekowie” ludy o wiele późniejsze. W 1942 roku Jimenez

Moreno   wyjaśnił   nieco   tę   kwestię,   wykazując,   że   nazwa   „Olmekowie”   odnosi   się   do
mieszkańców   obszarów   występowania   kauczukodajnej   kastylki   sprężystej,   mimo   to

należy rozróżniać stosunkowo niedawnych nosicieli tego  miana i lud zwany Olmekami
archeologicznymi. Dlatego zaproponował, by tych drugich nazywać „ludem z La Venta”

dla unikania niejasności. Miano przydane im na „chrzcie” przylgnęło jednak mocno i jest
używane do dziś. Na Mesa Redonda de Tuxtla w 1942 roku ustalono prowizoryczną datę

pojawienia się Olmeków na około 300 roku p.n.e. Jednak nieco późniejsze prace w San
Lorenzo, przeprowadzone z wykorzystaniem datowania węglem 

14

C, wykazały, że bardziej

realistyczną   datą   jest   1200   rok   p.n.e.   Pasuje   ona   doskonale   do   wszystkiego,   co
odkrywano w całej Mezoameryce. Badacze XIX-wieczni często proponowali fantastycznie

wczesne datowania ludów prekolumbijskich, co wywołało w następnym stuleciu żywioło-
wy sprzeciw. W jego wyniku datowania owe zbyt drastycznie zawężono. Jednak po 1950

roku trudność tę zaczęto przezwyciężać dzięki wykorzystywaniu technik datowania, które
nie są ściśle archeologiczne. Wiele problemów dotyczących kultury Olmeków wciąż pozos-

taje nierozwiązanych, ale jej istnienie i znaczenie nie ulegają już żadnej kwestii. Prace
prowadzone   na   licznych   stanowiskach   poza   określonymi   rejonami,   o   których   już

wspominałem, przyczyniły się  do poważnej dyskusji o mezoamerykańskiej archeologii.
Uwaga badaczy skupiała się głównie na architekturze, rzeźbie i ceramice; z zasady nie

przywiązywali   oni   wagi   do   wątków  pobocznych,   które   moglibyśmy   nazwać   etnologicz-
nymi.   Mimo   wszystko   rezultaty   owych   prac   były   wyjątkowe   i   już   w   1950   roku   na

opracowanie czekała olbrzymia ilość materiałów.

Olmekowie zostali odkryci. Odkrycie to jednak nasunęło więcej pytań niż gotowych odpowie-

dzi. Podało w wątpliwość wiele dawnych założeń dotyczących prehistorii Ameryki. Nagle pojawił

się   odmienny   od   innych   lud,   który   z   imponującą   biegłością   rzeźbił   monumentalne   posągi,
„wynalazł” cyfry i system pisma hieroglificznego używany przez Majów, grę w piłkę wykonaną z

gumy, a nawet znał koło (o czym świadczą olmeckie zabawki na kółkach).

Największa zagadka do rozwiązania przypadła archeologom − kim byli Olmekowie?

Kim byli Olmekowie

Bernal kontynuował badania nad Olmekami − twórcami wczesnej środkowoamerykańskiej

kultury − i napisał jedyne liczące się opracowanie na ich temat, wydane w 1969 roku  The

Olmec World  („Świat Olmeków”). Omówił tam zaliczone do olmeckich ciekawe znaleziska z
całego południowego Meksyku i Ameryki Środkowej, aż po Guanacaste w Nikaragui. Nie udało

mu się jednak ustalić pochodzenia owego dziwnego i wyróżniającego się spośród innych ludu,

− 7 −

background image

który w dziełach sztuki utrwalił wizerunki brodatych mężczyzn, wyrzeźbił negroidalne głowy i
wyrył   niedające   się   odczytać   hieroglify.   Nawet   miejsca   słynnych   znalezisk   związanych   z

Majami,   jak   Uaxactun   i   El   Mirador,   według   Bernala   wcześniej   były   zamieszkiwane   przez
Olmeków.

Ajednak ortodoksyjni archeolodzy, w tym znany brytyjski pisarz i archeolog Nigel Davies,

utrzymują, że Olmekowie nie mogli pojawić się na kontynencie amerykańskim w rezultacie

wędrówek poprzez oceany. Davies twierdzi:

Pominąwszy   romantyczne   koncepcje   migracji   Olmeków   drogą   morską,   pozostawała

wątpliwość   co   do   tego,   w   której   części   Meksyku   pojawili   się   najpierw,   by   później

rozprzestrzenić   się   w   całym   regionie.   Problem   ten   był   przedmiotem   gorącej   debaty;
Miguel Covarrubias uznał,  że cywilizacja olmecka rozkwitła  najpierw w meksykańskim

stanie   Guerrero,   nad   Oceanem   Spokojnym,   jego   pogląd   nie   zyskał   jednak   większego
poparcia. Inni z równą mocą przekonywali, że Olmekowie pochodzili z meksykańskich

wyżyn.   Obecnie   jednak   naukowcy  utrzymują   dość   zgodnie,   że   ich   matecznikiem  była
kraina kauczuku w południowych stanach Veracruz i Tabasco.

Davies   twierdzi,   że   Olmekowie   mogli   pochodzić   z   Monte   Alban   na   wyżynach   Oaxaca,   z

Oxtotitlan   lub   Juxtlahuaca   w   pobliżu   Acapulco   nad   Oceanem   Spokojnym   albo   −   najpraw-
dopodobniej   −  z   Tres  Zapotes  i   La  Venta   na  bagnach   ciągnących   się  wzdłuż   atlantyckiego

wybrzeża nad  Zatoką  Meksykańską. We  wszystkich  tych  miejscach znaleziono  artefakty  ol-
meckie. Pogląd, że owe dziwne negroidalne głowy mogą być świadectwem wczesnej eksploracji

owego regionu przez Afrykanów, jest całkowicie obcy historykom i archeologom, którzy mają
decydujący   wpływ   na   archeologię   Ameryki.   Choć   odkryto   wizerunki   rozmaitych   władców,

królów,   podróżników,   magów   i   nie   wiadomo   kogo   jeszcze,   wyglądających   na   Afrykanów,
Chińczyków,   brodatych   Europejczyków   czy   innych   cudzoziemców,   większość   kadry   profe-

sorskiej wykładającej na największych amerykańskich uniwersytetach twierdzi, że nie dowodzi
to pojawienia się w tym regionie prekolumbijskich eksploratorów. Przyznają jednak, że widz

może odnieść takie wrażenie − ich zdaniem mylne − po „powierzchownym” obejrzeniu tych
posągów i płaskorzeźb.

A więc nawet dla historyków głównego nurtu nauki początki Olmeków są owiane tajemnicą.

W   kręgu   historii   alternatywnej   sformułowano   jednak   wiele   teorii   mówiących   o   tym,   jak

negroidzi dotarli do Ameryki Środkowej. Jedna z nich łączy ich z Atlantydą − należeli do klasy
wojowników istniejącej w tej cywilizacji, byli więc twardzi i nieustępliwi. Mogli też stanowić

część egipskiej kolonii w Ameryce Środkowej albo pochodzić z jakiegoś innego, nieznanego
afrykańskiego imperium. Inni badacze sugerują, że Olmekowie przypłynęli przez Ocean Spo-

kojny z zaginionego kontynentu Mu lub jako najemnicy Chińczyków z epoki Szang. Niektórzy
dopatrują   się   związku   między   „magami”   (czyli   szamanami   czarownikami,   stosującymi   w

magicznych praktykach grzyby i inne środki halucynogenne) a wieloma olmeckimi posągami −
czyżby wizerunkami magów z Afryki, Chin lub nawet Atlantydy?

Czy Olmekowie to cudzoziemscy kolonizatorzy zza oceanów?

Nie wiemy, jak starożytni Olmekowie nazywali samych siebie; późniejsze mezoamerykańskie

źródła określają ich jako Tamoanchan. Przyjmuje się, że klasyczny okres cywilizacji Olmeków

to lata 1200-400 p.n.e. Uważa się, że wczesne główne artefakty olmeckie pochodzą z 1500
roku p.n.e. lub są nawet starsze.

Nikt nie wie, skąd Olmekowie się wzięli; oto dwie główne teorie:

Byli rdzennymi Amerykanami, wywodzącymi się z tych samych syberyjskich plemion, co

pozostali, i przypadkiem tylko uzewnętrznił się negroidalny materiał genetyczny, „uśpio-

ny” w ich genach.

Byli przybyszami, którzy dotarli do krainy Olman drogą morską, zapewne jako maryna-

rze lub pasażerowie łodzi odbywający podróże przez oceany, co czynili prawdopodobnie

przez stulecia.

W   centrum   debaty   o   pochodzeniu   Olmeków   leży   klasyczny   spór   między   izolacjonistami

(uważającymi, że człowiek starożytny nie był zdolny do transoceanicznych podróży i, co za tym
idzie, niemal każda starożytna kultura rozwinęła się niezależnie od pozostałych) a dyfuzjonis-

tami   (którzy   uważają,   że   człowiek   starożytny   potrafił   przemierzać   oceany,   co   tłumaczy

− 8 −

background image

podobieństwa łączące szeroko rozrzucone po całym globie kultury). W tradycyjnym środowisku
akademickim jest niewielu dyfuzjonistów. Ivan Van Sertima z Uniwersytetu Rutgera w New

Jersey aktywnie propaguje dyfuzjonisryczną teorię, że człowiek starożytny pokonał zarówno
Atlantyk, jak i Ocean Spokojny i że kontakty nawiązywane poprzez oceany były długotrwałe.

Jego książki African Presence in Early America („Obecność Afrykanów we wczesnej Ameryce”)
oraz  African   Presence   in   Early   Asia  („Obecność   Afrykanów   we   wczesnej   Azji”)   zawierają

artykuły i zdjęcia wykazujące ponad wszelką wątpliwość, że ludy czarnoskóre żyły, dosłownie,
na całym świecie, w tym w starożytnej Ameryce. Van Sertima nie ucieka się do takich nieorto-

doksyjnych teorii jak Atlantyda czy zaginiony kontynent na Oceanie Spokojnym, bez wątpienia
jednak   uważa,   że   czarnoskórzy   w   starożytności   stworzyli   wiele   rozwiniętych   cywilizacji   i

zamieszkiwali całą kulę ziemską.

Niestety,   większość   autorów   z   kręgów   akademickich   wspiera   teorie   izolacjonistyczne,   co

praktycznie eliminuje dyfuzjonistów.

W niedawno wydanej książce Richarda A. Diehla  The Olmecs: American's First Civilization

(„Olmekowie: pierwsza cywilizacja Ameryki”) autor poświęca temu tematowi zaledwie jeden
akapit:

Początki  kultury  Olmeków  intrygowały  zarówno  specjalistów,   jak  i  laików,  odkąd  w

stanie Veracruz 140 lat temu odkryto olbrzymią ludzką głowę nr 1 z Tres Zapotes, o nieco
negroidalnych rysach twarzy.  Od tamtej pory  kulturę  i sztukę  Olmeków przypisywano

żeglującym   przez   oceany   Afrykanom,   Egipcjanom,   Nubijczykom,   Fenicjanom,   Atlanty-
dom, Japończykom, Chińczykom i innym starożytnym podróżnikom. Jak to często bywa,

prawda jest nieskończenie bardziej racjonalna, choć mniej romantyczna: Olmekowie byli
rdzennymi Amerykanami, którzy stworzyli jedyną w swoim rodzaju kulturę na przesmyku

Tehuantepec   w   południowym   Meksyku.   Archeolodzy   łączą   pochodzenie   Olmeków   z
przedolmeckimi   kulturami   tego   regionu   i   nie   ma   żadnych   wiarygodnych   dowodów   na

większe wpływy z zewnątrz. Co więcej, ani jeden bona fide (w dobrej wierze uznany za
taki) artefakt Starego  Świata  nie  pojawił się  w żadnym  z  archeologicznych stanowisk

olmeckich ani też, skoro już o tym mowa, nigdzie w całej Mezoameryce.

Tym krótkim akapitem Diehl rozprawia się ze wszystkimi teoriami i dowodami przemawia-

jącymi za kontaktami transoceanicznymi. Nie wiemy, czym byłby artefakt bona fide, ponieważ

obiekty ze Starego Świata i Nowego Świata często niczym się nie różniły, o czym dalej w tej
książce będzie mowa. Poza tym nie przedstawiono żadnych więcej informacji o przedolmeckich

kulturach, z których Olmekowie mieliby się wywodzić.

Gdyby Olmekowie naprawdę byli Afrykanami − a nie tylko na takich wyglądali − musieliby

niemal   na   pewno   przybyć   do   przesmyku   Tehuantepec   drogą   morską.   Ponieważ   możliwość
morskich podróży jest jednak od razu odrzucana i nie dopuszcza się żadnej dyskusji na ten

temat, Olmekowie po prostu muszą być tutejsi − niemal od zawsze. Bardzo dawno temu, w
zamierzchłej prehistorii, ich przodkowie wkroczyli na obszar olmeckiego matecznika.

Według Diehla Olmekowie byli na swoim terenie grupą odizolowaną, prawie niekontaktującą

się z innymi plemionami żyjącymi na przesmyku Tehuantepec:

Nie   wiemy,   jak   ów   lud   siebie   nazywał   ani   czy   w   ogóle   miał   nazwę   dla   wszystkich

mieszkańców Olmanu. Nie ma żadnych dowodów, że tworzył grupę jednorodną etnicznie,
a niemal na pewno żaden Olmek nie uważał ludzi mieszkających dalej niż o kilka godzin

marszu za członków swojej społeczności. Mimo to liczne niezależne miejscowe kultury
były do siebie tak podobne, że współcześni naukowcy uważają je za jedną całościową

kulturę.

To zdecydowane stwierdzenie należy powtórzyć: „(...) niemal na pewno żaden Olmek nie

uważał ludzi mieszkających dalej niż o kilka godzin marszu za i członków swojej społeczności”.

Skoro Olmekowie byli odizolowani od sąsiadów mieszkających o kilka godzin marszu od nich, z
całą pewnością nie utrzymywali kontaktów z ludami za oceanem. Koniec, kropka. W dalszej

części książki zbadamy, na ile prawdziwe jest to stwierdzenie − akceptowane powszechnie na
wielu dzisiejszych uniwersytetach.

Według Diehla olmeckie osady powstały na określonym obszarze Mezoameryki niezależnie

od   wszelkich   innych   kultur.   Ich   mieszkańcy   wszyscy   nagle   zaczęli   stawiać   monumentalne

posągi z bazaltu (jednego z najtwardszych i najtrudniejszych w obróbce kamieni) oraz wznosić
wielkie budowle o skomplikowanych systemach odwadniających. Ale początkowo nie utrzymy-

− 9 −

background image

wali kontaktów ze swoimi sąsiadami. Do rozprzestrzenienia się olmeckich artefaktów doszło
później, kiedy olmeckie  „style” zostały wykorzystane  przez inne, bardziej rozprzestrzenione

kultury.

Teorii Diehla zadało kłam odkrycie w styczniu 2007 roku olmeckiego miasta Zazacatla w

okolicach   Cuernavaca,   setki   kilometrów   od   terytorium   Olmeków   nad   Zatoką   Meksykańską.
Archeolodzy donieśli, że znaleziono miasto sprzed 2500 lat, noszące ślady wpływów Olmeków,

których   kulturę   często   nazywa   się   kulturą   matką   dla   całej   Mezoameryki,   położone   setki
kilometrów od terytorium Olmeków znajdującego się na wybrzeżu nad Zatoką Meksykańską −

podaje. Więcej informacji na ten temat zawiera ostatni rozdział tej książki.

Archeolodzy doszli do wniosku, że Olmekowie zamieszkiwali bardzo duży obszar południo-

wego Meksyku, o wiele większy niż przypuszczano. Odkrycie to nie jest całkowitym zasko-
czeniem, gdyż olmeckie miasto Chalcatzingo w pobliżu miasta Meksyk odkryto i opisano już w

latach 70. XX wieku.

Liczne   znaleziska   dowodzą,   że   Olmekowie   wiedzieli   o   istnieniu   innych   osad   w   bliskim

sąsiedztwie,   a  także   o   miastach   i  ludach   daleko   od  nich.   Czy   wiedzieli  też   o   cywilizacjach
oddzielonych oceanami?

Książka  Diehla,   już   nieaktualna,   choć   wydana   w  2004   roku,   jest   interesująca,   mimo   że

porusza dość wąski krąg zagadnień. Diehl nie omawia kwestii negroidalnych rysów twarzy w

sztuce   Olmeków   i   kontaktów   transoceanicznych   ani   −   nie   licząc   jednej   krótkiej   wzmianki
(przytoczonej poniżej) − deformowania czaszek − jednego z ciekawszych zwyczajów Olmeków

i Majów, występującego także w wielu innych kulturach na całym świecie.

Olmekowie wykazywali wiele niezwykłych podobieństw do Majów i do innych kultur oddzie-

lonych od nich oceanami, w tym upodobanie do jadeitu i piór egzotycznych ptaków, używanie
halucynogennych grzybów i innych psychodelicznych narkotyków oraz stosowanie hieroglifów

na kamiennych stelach jako znaczników.

Diehl tak opisuje artefakty znalezione w grobowcu olmeckim w Tlatilco:

Jedna  kobieta   zajmująca  wysoką   pozycję   społeczną   została   złożona   do   grobu  z   15

naczyniami, 20 glinianymi figurkami, 2 kawałkami pomalowanego na czerwono jasnego
jadeitu, mogącego  być częścią  bransoletki, plakietką z hematytu, fragmentem kości z

pozostałościami   malowidła   al   fresco   i   rozmaitymi   kamieniami.   W   kolejnym   grobowcu
znajdowały się szczątki mężczyzny, któremu w niemowlęctwie umyślnie zniekształcono

czaszkę, a już dorosłemu spiłowano zęby w geometryczne wzory. Mógł być szamanem,
ponieważ wszystkie przedmioty wraz z nim złożone do grobu prawdopodobnie stanowiły

zawartość  świętego  zawiniątka. Były  wśród  nich  małe  metates  do  ucierania halucyno-
gennych grzybów, ulepione z gliny grzyby, kwarc, grafit, smoła i inne materiały, które

mogły mieć zastosowanie w rytuałach związanych z leczeniem. Na wspaniałej ceramicznej
butli umieszczonej w jego grobie widnieje wizerunek akrobaty, leżącego na brzuchu z

rękami  pod  brodą i nogami wygiętymi tak, że stopy stykają  się z głową. Czy jest to
wizerunek pochowanego tam człowieka?

Diehl jest wręcz zafascynowany Olmekami. Czyżby jednak naprawdę byli pozostającymi pod

wpływem środków halucynogennych szamanami − wyznawcami kultu jaguara, którzy rzeźbili
monumentalne głowy dla zabicia czasu?

Olmekowie   z   całą   pewnością   są   fantastycznym,   wyjątkowym,   trudnym   do   zrozumienia,

przedziwnym ludem. Nie wiemy, skąd przybyli. Nie wiemy, jak się znaleźli tam, gdzie odkryto

ich ślady. Nie wiemy, na czym polegała ich „misja”. Krótko mówiąc, wiemy o nich bardzo mało.
Wiemy tylko to, że są ludem żyjącym dawno temu i niepodobnym do innych.

Łatwo   ich   uznać   za   Protomajów   i   mieszkańców   Olmanu   (bez   względu   na   wielkość   tej

krainy), ale powinniśmy także rozważyć, czy nie mogliby być Protomezoamerykanami, których

początki okryte są tajemnicą. A wtedy można snuć fantastyczne przypuszczenia, że są przyby-
łymi   z   kosmosu,   Obcymi   posługującymi   się   laserem   do   wyciosywania   w   blokach   bazaltu

gigantycznych   głów;   uchodźcami   z   Atlantydy,   osiadłymi   w   Tabasco;   pochodzącymi   ze
wschodniej Afryki lub z Melanezji chińskimi najemnikami z epoki Szang, wyszkolonymi przez

Chińczyków   do   zarządzania   pacyficznymi   (a   później   i   atlantyckimi)   portami   przesmyku
Tehuantepec;   a   może   przybyszami   zza   Atlantyku,   czarnoskórymi   żołnierzami   z   Egiptu   lub

Afryki Zachodniej, którzy znaleźli się w Ameryce około 1500 roku p.n.e. Możliwości jest dużo.

Tak więc z otwartym umysłem zagłębmy się w tajemnice Olmeków, ich fantastyczną sztukę,

rozwiniętą technologię, niezwykły system liczb i pisma oraz w ich zwyczaje. To, co odkryjemy,
być   może   nas   zaskoczy.   Prawdopodobnie   okaże   się,   że   Olmekowie   byli   geniuszami,   ale

− 10 −

background image

pamiętajmy, że wiele innych kultur miało podobne osiągnięcia.

Olman: kraina Olmeków

Olmekowie zamieszkiwali krainę Olman. Tak Aztekowie nazywali porośnięte dżunglą poblis-

kie   wybrzeże.  Tradycyjna   definicja   Olmeków   określa  ich  jako   starożytny  prekolumbijski   lud
zamieszkujący   tropikalne   niziny   południowo-środkowego   Meksyku,   mniej   więcej   na   terenie

obecnych stanów Veracruz i Tabasco na przesmyku Tehuantepec. Bezpośredni wpływ Olmeków
sięgał jednak o wiele dalej − wytwory ich sztuki znajdowano nawet w Salwadorze i Kostaryce.

Za matecznik Olmeków uważa się rejon nadbrzeżnej równiny nad Zatoką Meksykańską w

Veracruz i Tabasco, dlatego że tam właśnie odkryto największą liczbę olmeckich pomników oraz

najwięcej olmeckich osiedli. Jest on uważany za północny kraniec kraju Majów − Comacalco to
najdalej na północ wysunięte majańskie miasto wzdłuż pasa brzegowego zatoki na przesmyku

Tehuantepec.

Ten rejon ma około 200 kilometrów długości i 80 kilometrów szerokości; przez jego środek

płynie   rzeka   Coatzacoalcos.   Jego   charakterystyczną   cechą   są   bagniste   niziny   przetykane
niskimi pasmami wzgórz i wulkanami. Góry Tuxtla wznoszą się gwałtownie na północy, wzdłuż

zatoki Campeche. Tutaj Olmekowie wybudowali zespoły miejsko-świątynne w kilku miejscach:
San Lorenzo Tenochtitlán (zwykle nazywanym po prostu San Lorenzo), Laguna de los Cerros,

Tres Zapotes, La Mojarra i La Venta.

Ich wpływy sięgały poza ten rejon: od Chalcatzingo na wyżynach meksykańskich do Izapa

na wybrzeżu pacyficznym w pobliżu dzisiejszej Gwatemali. W całej Mezoameryce znajdowano
olmeckie przedmioty z tego okresu, w tym w Salwadorze i Kostaryce na wybrzeżu pacyficznym.

Ziemie Olmeków rozciągały się od gór Tuxtla na zachodzie do nizin Chontalpa na wschodzie

−   to   obszar   bardzo   zróżnicowany   geologicznie   i   ekologicznie.   Ponad   170   olmeckich   monu-

mentów znaleziono w tym właśnie rejonie; na 80% z nich natrafiono w trzech największych
ośrodkach Olmeków: La Venta w stanie Tabasco (38%), San Lorenzo w stanie Veracruz (30%) i

Laguna de los Cerros, również w stanie Veracruz(12%).

Te   trzy   najważniejsze   ośrodki   Olmeków   rozmieszczone   są   −  w  kierunku   od   zachodu   na

wschód − tak, że każdy z nich mógł wykorzystywać, kontrolować i dostarczać określone zasoby
naturalne ważne dla całości olmeckiej gospodarki. La Venta, ośrodek wschodni, leżący w pobli-

żu bogatych w surowce ujść rzek na wybrzeżu, mógł dostarczać kakao, kauczuk i sól. San
Lorenzo, w centrum ziem Olmeków, kontrolował rozległą równinę zalewową zlewiska Coatza-

coalcos i rzeczne szlaki handlowe.

Laguna de  los Cerros, przylegająca do gór  Tuxtla, leży blisko  ważnych źródeł bazaltu −

kamienia potrzebnego do wytwarzania manosmetates i posągów. Strategiczne związki między
olmeckimi ośrodkami ułatwiały zapewne utrzymywanie sieci wymiany handlowej.

Przesmyk Tehuantepec

Serce krainy Olmeków to najwęższy skrawek lądu w Meksyku − teren o wyjątkowym zna-

czeniu, gdyby poprowadzić tam szlak handlowy łączący oba oceany. Ten fragment południo-

wego   Meksyku  znany  jest  jako  przesmyk  Tehuantepec  i  stanowi   najkrótszą  drogę   z  Zatoki
Meksykańskiej   do   Oceanu   Spokojnego.   Jego   nazwa   pochodzi   od   miasta   Santo   Domingo

Tehuantepec w stanie Oaxaca, zaś nazwa miasta wywodzi się z języka nahuatl − od tecnani-
tepec 
(wzgórze jaguarów).

Jeśli wpisze się hasło „przesmyk Tehuantepec” do wyszukiwarki Google, można się dowie-

dzieć, że:

(...)   obejmuje   on   część   Meksyku   położoną   między   94   i   96   południkiem   szerokości

geograficznej   zachodniej   albo   południowo-wschodnie   części   stanów   Veracruz   i   Oaxaca
oraz niewielki obszar stanów Chiapas i Tabasco. Przesmyk ma 200 kilometrów szerokości

w najwęższym miejscu od zatoki do zatoki albo 192 kilometrów do Laguna Superior na
wybrzeżu pacyficznym. Góry Sierra Madre przechodzą w tym miejscu w szeroki, przypo-

minający płaskowyż grzbiet, którego wysokość, w najwyższym punkcie osiągniętym przez

− 11 −

background image

linię kolejową poprowadzoną przez przesmyk Tehuantepec (przełęcz Chivela), wynosi 224
metry   n.p.m.   Północny   brzeg   przesmyku   jest   bagnisty   i   gęsto   porośnięty   dżunglą

stanowiącą o wiele większą przeszkodą w budowie linii kolejowej niż stromizny gór.

Według Wikipedii cały rejon przesmyku Tehuantepec jest:

(...) gorący i malaryczny, z wyjątkiem otwartych, wyżej położonych terenów, gdzie

dzięki   wiatrom   wiejącym   od   Oceanu   Spokojnego   klimat   jest   stosunkowo   chłodny   i

zdrowy. Roczne opady deszczu po stronie  atlantyckiej, czyli północnej, wynoszą 3960
milimetrów, a maksymalna temperatura − około 35°C w cieniu. Po stronie pacyficznej

opady są mniejsze, a klimat bardziej suchy. Niewielka szerokość przesmyku i miejscowe
silne obniżenie terenu w paśmie Sierra Madre powodują że pasaty docierają do Oceanu

Spokojnego. Co więcej, ukształtowanie gór zwiększa prędkość wiatru. Często wieje on z
siłą huraganu, zwłaszcza w zimie po przejściu silnego, zimnego frontu atmosferycznego

na północ. Zatoka Tehuantepec, od strony Oceanu Spokojnego, znana jest wśród żeglarzy
z częstych sztormów.

Od   czasów   Hernanda   Cortesa   przesmyk   Tehuantepec   uważano   za   najdogodniejszą

lokalizację najpierw dla kanału łączącego oceany, zaś od XIX  wieku − linii kolejowej.

Transakcja Gadsdena z 1853 roku − zakup przez Stany Zjednoczone części północno-
zachodniego   Meksyku   −   umożliwiała   też   Stanom   Zjednoczonym   transport   poczty   i

towarów przez  przesmyk Tehuantepec wozami i koleją. W 1859 roku traktat McLane-
Ocampo, który podpisał Benito Juarez, ale którego nigdy nie ratyfikował Kongres Stanów

Zjednoczonych, dawał Stanom Zjednoczonym prawo transportu tą trasą.

To   dowód,   jak   ważną   rolę   odgrywał   przesmyk   w   czasach   nowożytnych,   podobnie   jak   w

starożytności.

Dyfuzjoniści (którzy propagują teorię transoceanicznych kontaktów między Ameryką Północ-

ną i Ameryką Południową a Europą, Azją oraz wyspami na Oceanie Spokojnym) utrzymują, że

starożytni żeglarze budowali ważne dla nich porty i że każda lądowa droga łącząca porty nad
Oceanem   Spokojnym   z   portami   atlantyckimi   była   dla   nich   bardzo   przydatna.   Podobnie   jak

europejscy inżynierowie 200 lat temu, starożytne cywilizacje sprzed tysiącleci rozumiały, że
potrzebny im jest kanał przeprowadzony przez jakiś wąski fragment lądu Ameryki Środkowej.

Nawet upatrzone miejsca były te same: wąski Przesmyk Panamski z licznymi bagnami i jezio-
rami, Nikaragua z rzeką Rama i wielkimi jeziorami sięgającymi niemal do wybrzeża pacyficz-

nego oraz przesmyk Tehuantepec.

Wikipedia informuje:

Przesmyk Tehuantepec był przez pewien czas faworytem, ponieważ leży bliżej między-

narodowych   szlaków   handlowych   niż   szlak   panamski.   Jednak   Przesmyk   Panamski   jest
znacznie od niego węższy. Olbrzymie koszty przekopania kanału przez przesmyk Tehua-

ntepec zmusiły inżynierów i inwestorów do odstąpienia od tego pomysłu. James B. Eads
zaproponował wtedy poprowadzenie tamtędy szlaku okrętowo-kolejowego i plan ten przez

jakiś czas cieszył się sporą popularnością. Później powstał projekt przeprowadzenia tylko
linii kolejowej. Rząd Meksyku wydał w związku z tym w latach 1857-1882 kilka koncesji.

W   roku   1882   Meksykanie   postanowili   sami   wybudować   połączenie   kolejowe   i   rząd
podpisał kontrakty ze znaczącym meksykańskim wykonawcą.

Budowę linii kolejowej rozpoczęto w 1888 roku; w 1893 roku pozostało do położenia

60 kilometrów torów. Oceaniczne wybrzeża połączono ostatecznie w 1894 roku. Równo-

cześnie przekonano się, że porty krańcowe nie mają odpowiedniej infrastruktury, a tory
nie   są   przystosowane   do   dużego   natężenia   ruchu.   Rząd   Meksyku   podpisał   umowę   z

londyńską   firmą   S.   Pearson   &   Son   Ltd.   −   która   już   budowała   systemy   odwadniające
dolinę   Meksyku   i   nowy   port   w   Veracruz   −   tym   razem   zlecono   jej   przebudowę   linii   i

budowę portów w Coatzacoalcos nad Zatoką Meksykańską i w Salina Cruz na wybrzeżu
pacyficznym. Prace rozpoczęto 10 grudnia 1899 roku i zakończono w styczniu 1907 roku,

kiedy to oficjalnie otwarto trasę dla ruchu.

Tak oto Meksyk połączył ważne porty nad Atlantykiem i Oceanem Spokojnym na przesmyku

Tehuantepec − obszarze zbiegiem okoliczności będącym niegdyś matecznikiem Olmeków. Czy

był to jednak zbieg okoliczności?

Ignacio Bernal w książce The Olmec World pisze:

− 12 −

background image

Na przesmyku Tehuantepec − obszarze zamieszkanym przez Olmeków − znajdują się

depresja Chiapas i dział wodny Oceanu Spokojnego. Ten region przyciągnął Olmeków,
ponieważ nie przecinają go żadne góry, a klimat jest tropikalny. W centralnej depresji i −

ogólnie  mówiąc − w całym stanie  Chiapas pozostałości olmeckie  lub z nimi związane
spotyka   się   nieustannie,   choć   −   jak   w   innych   regionach   Ameryki   Środkowej   −   nie

stanowią   podstawy   ani   większości   znalezisk   archeologicznych.   Mamy   do   czynienia   z
kulturą   pokrewną   Olmekom,   lecz   o   własnych,   odrębnych   cechach.   Czarna   ceramika   z

białymi krawędziami lub plamami pojawia się tu dość często. W innych miejscach, takich
jak San Agustin i na wybrzeżu pacyficznym w stanie Chiapas, podczas badań naukowych

znaleziono takie same egzemplarze ceramiki. W Santa Cruz mają one wyraźne powiąza-
nie z innymi typami ceramiki należącymi do zespołu olmeckiego. W Mirador wykopano

dużą liczbę olmeckich figurek. Jeszcze bardziej olmecka jest stela z Padre Pietra; widać
na niej stojącą męską postać, przed którą klęczy drugi mężczyzna. W obecnym kształcie

stela mierzy 2,15 metra, pierwotnie była jeszcze większa. Możliwe, że jest wytworem
lokalnym. Stela ta być może łączy się z ceramiką korespondującą z okresami I i II Chiapa

de Corzo, podobną do olmeckiej. Relief na skale w pobliżu Batehaton również wykonano
w charakterystycznie  olmeckim  stylu,  kolejne   zaś  olmeckie   przedmioty  znajdowano  w

licznych miejscach, w tym w Simojovel i Ocozuacuautla.

Bernal stara się tu dowieść, że Olmekowie zamieszkiwali nie tylko wybrzeże atlantyckie, ale

także pacyficzne w stanie Chiapas. Wiemy, że byli obecni na wybrzeżach Gwatemali i Salwa-

doru. Bernal dalej pisze, że osady znad Oceanu Spokojnego mogą być starsze niż te z matecz-
nika atlantyckiego i że niektóre majańskie osiedla na tym terenie, takie jak Izapa, początkowo

były olmeckie:

Skorelowanie   okresów   Chiapa   de   Corzo   z   olmeckim   II   nasuwa   pewne   trudności,

ponieważ Chiapa I wydaje się wcześniejszy od olmeckiego II. Późny okres Chiapa II i

wczesny Chiapa III odpowiadałyby dość dobrze olmeckiemu II. Okresy Chiapa późny III,
IV i V są wiązane z olmeckim III, ale znaleziska nie potwierdzają w pełni tej zależności.

Najważniejsza grupa przedmiotów związanych z naszą dyskusją o Olmekach składa się z
czterech   wspaniale   rzeźbionych   kości   znalezionych   w   grobowcu   nr   1.   Grobowiec   ten

jednak należy do okresu Chiapa VI, datowanego na lata 100-1 p.n.e., czyli dość późno.
Nie ma wątpliwości, że styl rzeźbień owych kości przypomina styl steli w Kaminaljuya i

pewnych elementów z Monte Alban I, ale najbardziej rzuca się w oczy związek z La Venta
i Izapa, drugim miastem leżącym w granicach imperialnego świata Olmeków.

Najważniejszym odkryciem było znalezienie w 1961 roku fragmentów steli w Chiapa

de Corzo. Choć stela była rozbita i niekompletna, owe fragmenty sugerują związek z

Izapa i Tres Zapotes; osobiście uważam, że należy je zaliczyć do okresu olmeckiego III.
Interesujący jest zwłaszcza jeden z fragmentów, tak zwana stela 2, ponieważ zawiera

inskrypcję Drugiej Rachuby. (...) Stela 2 z Chiapa de Corzo byłaby najstarszą znalezioną
jak dotąd mezoamerykańską inskrypcją o trzy lata i dziewięć miesięcy starszą niż stela C

w Tres Zapotes. Należy ją datować na 7 grudnia 35 roku p.n.e. według korelacji B, a na
294 rok p.n.e. według korelacji A.

Naukowcy wciąż się spierają, od jakiej daty rozpoczął się kalendarz Olmeków (i Majów).

Jedna z proponowanych dat, według korelacji A, jest wcześniejsza od pozostałych, wskutek
czego olmeckie daty, te już odczytane, też są wcześniejsze. Kalendarz i datowanie Olmeków

zostaną omówione w dalszej części książki.

Olmekowie w południowej Ameryce Środkowej

Wiadomo,   że   Olmekowie   opanowali   −  a   co   najmniej   mieli   tam   duże   wpływy   −  rozległe

obszary południowej Ameryki Środkowej, od dzisiejszych Gwatemali i Salwadoru po Nikaraguę i
Kostarykę, a prawdopodobnie jeszcze dalej. Jeden z najsłynniejszych olmeckich posągów w

Muzeum Narodowym w San Jose w Kostaryce przedstawia garbatą postać o wydłużonej czasz-
ce  i orientalnym wykroju oczu. Także z Kostaryki  pochodzą enigmatyczne, idealnie  okrągłe

granitowe kule niewiadomego przeznaczenia. Czy Olmekowie wyrzeźbili je w podobny sposób

− 13 −

background image

jak olbrzymie głowy?

Jednak zasięg osad uznanych za olmeckie kończy się na Salwadorze. Według Bernala:

Wybrzeże Chiapas jest bardzo wąskie; być może z powodu nieobjęcia badaniami tego

obszaru o jego archeologii wiemy niewiele. Z drugiej strony tam, gdzie wybrzeże jest
szersze,   ziemia   odsłania   pozostałości   bardzo   ważnej   kultury,   niemal   całkowicie   nam

nieznanej.   Miejsca   znalezisk   ciągną   się   od   Tonala   w   Chiapas   po   Chualchuapa   w
Salwadorze.   Niegdyś   ów   nadmorski   region   miał   ważne   powiązania   z   gwatemalskimi

wyżynami, z centralną depresją Chiapas i z centrum państwa Majów.

Biorąc pod uwagę, że miejsca takie jak Tonala i Izapa były wczesnymi osadami Olmeków,

zajętymi później przez Majów, można założyć, że inne osiedla, takie jak Monte Alban dalej na

północ, w stronę doliny Meksyku (dokładniej: doliny, w której leży miasto Meksyk), również
były najpierw zamieszkane przez Olmeków, a później przez inne kultury.

Odkąd w latach 40. XX wieku Olmeków uznano za najstarszą kulturę Mezoameryki, zawyro-

kowano   również,   że   to   oni  są  założycielami   wielu   tamtejszych   starożytnych   miast.   Ogólnie

mówiąc,   jeśli   dało   się   udowodnić,   że   na   stanowisku   archeologicznym   odkrywano   olmecką
ikonografię, założycielami danego miasta musieli być Olmekowie, ponieważ to oni byli kulturą

najstarszą. Chociaż równie dobrze w Mezoameryce mogły istnieć kultury starsze, archeolodzy
nie zidentyfikowali jak dotąd żadnej (a przynajmniej mnie nic o tym nie wiadomo).

Ponieważ uważa się, że najstarsze miasta Majów, takie jak Uaxactun w dżungli Peten na

północ   od   Tikal,   zostały   wzniesione   przez   Olmeków,   możliwe   jest,   że   założycielami   innych

starych miast Majów są również Olmekowie. Na takiej liście mogłyby znaleźć się między innymi
Copan, El Mirador, Piedras Negras i wiele innych.

Olmekowie w środkowym Meksyku

Archeolodzy sądzili niegdyś, że Olmekowie zamieszkiwali jedynie wąski pas nizin w Veracruz

i Tabasco. Wykopaliska w dalekim Chalcatzingo w latach 60. i 70. XX wieku wykazały jednak,

że było to miasto Olmeków. To ważne stanowisko leży w stanie Morelos, na 93. kilometrze
autostrady Cuernavaca-Cuautla, niedaleko na południe od miasta Meksyk.

Tamtejsze płaskorzeźby, znajdujące się u podnóża Cerro de la Pantera, skalistego wzniesie-

nia o dwóch wierzchołkach w południowo-wschodniej części Morelos, przedstawiają tematykę

mityczną i religijną związaną z rolnictwem i płodnością. Słowo „Chalcatzingo” pochodzi z języka
nahuatl i może oznaczać „miejsce najwyżej cenione przez Chalcasów”, „czczone miejsce świętej

wody” albo „miejsce drogocennych jadeitów” − nikt nie potrafi z całą pewnością stwierdzić,
która wersja jest właściwa.

Pochodzącymi stamtąd kamiennymi reliefami i rzeźbami zainteresowała się  w 1934 roku

archeolog Eulalia Guzman. Na terenie tym znajdują się pozostałości rozmaitych kultur, datowa-

nych na lata od 3000 roku p.n.e. po dzień dzisiejszy, wskazujące na obecność tam przybyszów
z zewnątrz, w tym na wpływy olmeckie, najsilniejsze, jak się uważa, w latach od 700 p.n.e do

500 n.e.

Archeolodzy wysnuli tezę, że Chalcatzingo było placówką olmecką, założoną w celu ułatwie-

nia kontaktów handlowych. Olmeccy kupcy przywozili ceramikę, płody rolne i surowce z innych
obszarów państwa, a Chalcatzingo stało się centrum handlowym tego regionu.

Znajdują się tam reliefy i rzeźby takie jak Król, Latający Człowiek, Mural Płodności, Procesja,

Puma i Królowa, a także budowle takie jak ołtarz Tlahuica, ołtarz Olmeków i boisko. Wiele

znalezisk opisano w 1984 roku w opracowaniu Davida C. Grove'a Chalcatzingo: Excavations on
the Olmec Frontier
 („Chalcatzingo: wykopaliska na olmeckim pograniczu”).

W   styczniu   2007   roku   ogłoszono,   że   w   Zazacatla,   niedaleko   Chalcatzingo   i   Cuernavaca,

znaleziono kolejne miasto ze śladami wpływów Olmeków. Czy Olmekowie mieli rozległe wpływy

w północnym Meksyku? Czy przyłożyli rękę do wzniesienia tajemniczych piramid w Teotihua-
can?   Uważano,   że   są   zbyt   oddalone   od   terenów   Olmeków,   by   mogły   być   ich   dziełem,   ale

Chalcatzingo i Zazacatla znajdują się niewiele bliżej!

La Venta i olmecki matecznik

− 14 −

background image

Być może stolicą państwa Olmeków było La Venta, jedno z największych i najsłynniejszych

olmeckich miast. Jego funkcjonowanie zazwyczaj datuje się na lata 1200-400 p.n.e., co osadza

główny etap rozwoju miasta w tak zwanym środkowym okresie formatywnym. Położone na
wyspie   na   nadbrzeżnych   bagnach,   nad   istniejącą   wtedy   rzeką  Rio   Palma,   miasto   La  Venta

kontrolowało obszar między rzekami Mezcalapa i Coatzacoalcos. Dzisiaj Rio Palma to bagniste
moczary. Być może Olmekowie w ramach gigantycznych prac ziemnych skierowali strumień

wody przez bagna − stworzyli rzekę, nad którą założyli swoją stolicę.

Samo miasto leży około 28 kilometrów w głąb lądu, na wyspie o powierzchni około 5 kilo-

metrów kwadratowych. Główną jego część stanowi zespół glinianych budowli rozciągających się
na odcinku 19 kilometrów z północy na południe (dokładnie − na linii oddalonej o 8 stopni na

zachód od kierunku północ-południe). Cały południowy kraniec dawnego miasta obecnie jest
zajęty przez rafinerię ropy naftowej Ta część miasta została w większości zniszczona, przez co

prowadzenie prac wykopaliskowych nastręcza trudności lub jest niemożliwe.

Wiele tamtejszych wspaniałych pomników obecnie wystawiono w muzeum archeologicznym i

parku w mieście Villahermosa w Tabasco, głównym meksykańskim ośrodku wydobywczym ropy
naftowej. Z La Venta i pobliskiego San Lorenzo pochodzą liczne olbrzymie głowy, z których

słyną Olmekowie. W pobliskich górach Tuxtla znajdują się kamieniołomy − źródło bazaltu do
owych głów i pryzmatycznych kamiennych monolitów.

Południowy   kraniec   reprezentacyjnej   dzielnicy   La   Venta   wyznacza   olbrzymi,   piramidalny

kopiec. U jego podnóża stała stela 25/26, przedstawiająca zoomorficzną postać, ulistnioną na

szczycie; uważa się, że reprezentuje ona Drzewo Świata albo axis mundi (środek świata).

Północny kraniec zespołu A to zamknięty dziedziniec z dużym podziemnym złożem serpen-

tynu, który miał przedstawiać pierwotne wody powstałe w akcie stworzenia.

Pod dziedzińcem była zakopana ofiara nr 4, słynna obecnie ofiara grobowa składająca się z

sześciu jadeitowych toporków i 15 jadeitowych figurek Olmeków z wydłużonymi czaszkami i
skośnymi oczami. Samotna postać, stojąca naprzeciw pozostałych, jest wyrzeźbiona z granitu.

Grupa   figurek   znajduje   się   pomiędzy   pionowo   ustawionymi   jadeitowymi   toporkami,   najwy-
raźniej mającymi być miniaturowym odzwierciedleniem wysokich granitowych stel, powszech-

nie używanych przez Olmeków i Majów (oraz Egipcjan, Hindusów i inne starożytne kultury).

Chociaż znaczenie tych miniatur nie jest znane, wyraźnie widać koncepcyjne pokrewieństwo

między kształtem toporków i granitowych stel; jadeitowe toporki mają kształt miniaturowych
stel, a jadeitowe figurki stoją wokół nich jakby na ważnym spotkaniu. To wspaniałe znalezisko

można   oglądać   w   Narodowym   Muzeum   Antropologii   w   mieście   Meksyk;   jest   jednym   z
najsłynniejszych eksponatów działu poświęconego Olmekom.

Dwie wielkie ceglane platformy z suszonej gliny strzegą wejścia na zamknięty dziedziniec.

Pod   nimi,   na   naprzemiennych   warstwach   kolorowego   piasku,   ułożono   warstwami   olbrzymie

ilości serpentynu. Uważa się, że choć zasypane piaskiem niemal natychmiast po ułożeniu, te
olbrzymie, zielone chodniki miały przesycić ziemię „kosmiczną siłą”. Co więcej, górne warstwy

kamienia pod obiema platformami są ułożone we wzór kwinkunksu, oznaczającego cztery kąty
wszechświata i mającego oś środkową, czyli axis mundi.

Trzeci chodnik, niemal identyczny jak dwa pierwsze, znajdował się między dwoma równo-

ległymi   kopcami   obramowującymi   środkowy   dziedziniec   lub   aleję   biegnącą   od   piramidy   do

zamkniętego   dziedzińca.   W   przeciwieństwie   jednak   do   dwóch   poprzednich   na   tym   były
widoczne ślady erozji, tak jakby nie został zasypany od razu.

Jakby dla podkreślenia znaczenia pierwotnych wód, ukrytych pod powierzchnią zamkniętego

dziedzińca   w   La   Venta,   na   jego   środku,   na   warstwach   serpentynu,   spoczywa   sarkofag   z

piaskowca w kształcie olmeckiego smoka. Chociaż z jego wnętrza wydobyto cenną jadeitową
biżuterię,   nie   znaleziono   żadnych   pozostałości   ludzkiego   szkieletu.   Uważa   się,   że   kwasowy

charakter   gleb   w   okolicy   jest   przyczyną   całkowitego   rozkładu   materii   organicznej.   Jednak
biżuteria ta najpewniej przyozdabiała kiedyś złożone w sarkofagu ciało jednego z władców La

Venta.

Odkryto   tam   również   słynny   ołtarz   nr   4,   prawdopodobnie   funkcjonujący   jako   tron.   Ten

masywny blok rzeźbionego bazaltu, ważący wiele ton, przedstawia władcę w ptasim przybraniu
głowy, siedzącego we wnęce. Trzyma on linę opasującą obie strony ołtarza. Na boku ołtarza,

który nie uległ zniszczeniu, widnieje postać siedzącego człowieka z rękami skrępowanymi liną,
wyglądającego   na   jeńca.   Przypuszcza   się   też,   że   być   może   symbolizuje   on   dziedzictwo

przodków.   Nad   siedzącym   władcą   z   przodu   ołtarza   znajduje   się   olbrzymia   otwarta   paszcza
wielkiego kota − jaguara. Rozdziawiony pysk jaguara jest chyba metaforycznie powiązany z

− 15 −

background image

otwartą wnęką, z której wyłania się władca.

Chociaż uważa się, że La Venta było stolicą, czyli najważniejszym z miast Olmeków, być

może wcale nie jest to prawda. Wiemy o nich tak niewiele, że nie da się stwierdzić na pewno,
jak ważne było to miasto ani czy Olmekowie nie mieli ważniejszych miast i świętych miejsc.

Na przykład niektóre z nich mogą znajdować się pod powierzchnią Zatoki Meksykańskiej

albo być zalane wodą na bagnach w stanach Tabasco i Veracruz. Najważniejsze siedliska Olme-

ków mogą też leżeć w głębi Meksyku, tak jak Chalcatzingo czy niedawno odkryte Zazacatla.
Znajdują się one dość daleko od matecznika Olmeków, co sugeruje, że ich kraina − Olman −

była rozległa. Jak już wspomniano, miejsca takie jak Monte Alban czy Teotihuacan niektórzy
archeolodzy uważają za powiązane z Olmekami i możliwe, że to one właśnie były ich najważ-

niejszymi ośrodkami.

Im więcej dowiadujemy się o Olmekach, tym głębsza staje się otaczająca ich tajemnica.

Odkrywamy,   że   żyli   wśród   nich   przedstawiciele   niemal   wszystkich   ras   na   świecie.   Jak   to
możliwe? Olmekom przypisuje się wynalezienie koła, gry w piłkę i pisma hieroglificznego, a

wiadomo   już,   że   kontrolowali   większą   część   południowego   Meksyku   od   wybrzeża   jednego
oceanu   do   wybrzeża   drugiego.   Z   punktu   widzenia   dyfuzjonistów   kraina   Olman   mogła   być

„środkiem świata”, tak jak byłby nim przesmyk Tehuantepec, gdyby prowadzono handel na
szlakach łączących oceany Spokojny i Atlantycki. Jeśli taki handel i takie podróże statkami

rzeczywiście się odbywały, Olmekowie mogli być kosmopolitycznym centrum, w którym stykały
się i mieszały ze sobą kultury całego świata.

− 16 −

background image

2

TAJEMNICA ZAGŁADY OLMEKÓW

Chociaż to była noc, chociaż to nie był dzień, chociaż nie było światła, zebrali się, bogowie

naradzali się tam, w Teotihuacan.

Mit w języku nahuatl o końcu czwartego świata

Spisujemy to (...) bo próżno dziś szukać  Popol Vuh, księgi znanej pod tym imieniem (...)

Istniała kiedyś pierwsza księga, napisana w dawnych czasach (...). Wspaniały był to opis i
opowieść o tym, jak zakończyło się trwanie całego nieba i ziemi (...).

Popol Vuh. Księga rady narodu Quiche

przekład H. Czarnocka i C. Marradan Casas

Hunab Ku zniszczenie czwartego świata

Według Majów i Azteków uprzednio istniały cztery światy; teraz żyjemy w świecie piątym.

Każdy z poprzednich  został zniszczony przez kataklizm: lód,  wodę  albo  ogień. Kiedy  jeden
świat zostaje zniszczony, rodzi się następny z nowymi mieszkańcami i nowym porządkiem.

Obecny, piąty świat, również ma ulec zniszczeniu, przypuszczalnie dokonanym przez wodę.

Wszystkie kultury Mezoameryki, a w pewnym stopniu i północnoamerykańskiego południo-

wego zachodu, wykazywały podobieństwo, miały również wspólne niektóre mity, w tym mit o
stworzeniu świata i o zniszczeniu światów poprzednich. Wersje tych mitów różnią się w zależ-

ności od regionu, a próba ich uporządkowania nie jest łatwa. Często są znajdowane tylko ich
fragmenty w starożytnych ruinach, co również nie ułatwia ich pełnego zrozumienia. Choć mity

te są niejasne i w szczegółach bardzo się różnią, istnieje wątek powtarzający się we wszystkich
relacjach.

Nie znamy żadnych legend pochodzących bezpośrednio od Olmeków, ale ślady po ich społe-

czeństwie pozostały w późniejszych cywilizacjach (jako motywy w sztuce, pismo i kalendarz),

można   więc   przypuszczać,   że   ich   mitologia   i   kosmologia   również   zostały   przejęte   przez   te
cywilizacje. Tradycyjne przekazy Azteków, Misteków, Majów i innych tamtejszych ludów opo-

wiadają   o   czterech   światach   poprzedzających   nasz   piąty   świat.   Natychmiast   pojawia   się
pytanie związane z Olmekami: czy zostali zniszczeni przez jeden z kataklizmów kończących

któryś z poprzednich światów, czy może przybyli na początku świata piątego; tak twierdzili o
sobie Majowie.

Przyjrzyjmy  się   azteckiej  (najmłodszej)  wersji  opowieści  o   zniszczeniu  czterech  światów.

Francuski   archeolog   Jacques   Soustelle   przedstawia   dobre   wyjaśnienie   poprzednich   czterech

światów Azteków w książce The Four Suns („Cztery słońca”):

Nasz wszechświat według starożytnych ludów Meksyku jest piąty z kolei. Przed nim

istniały cztery słońca. Na azteckim kalendarzu ich hieroglify są wyryte pomiędzy czterema

gałęziami znaku ollin. Nazywają się:

Naui-Ocelotl,   Cztero-jaguar.   Według   tradycyjnych   przekazów   ludzie   zostali   pożarci

przez jaguary. Ale dla najstarszych ludów Meksyku ten wielki kot był symbolem mrocz-
nych sił ziemi, symbolem  tajemnicy czającej się  „w sercu gór”. Dla ludów  Meksyku z

młodszego z okresu tolteko-azteckiego jaguar symbolizował Tezcatlipocę, boga nocnego
nieba, usianego gwiazdami tak jak futro jaguara jest usiane cętkami.

Naui-Eecatl, Cztero-wiatr. Tym razem kres słońcu położyła wichura; magiczna burza,

pod której działaniem ludzie przemienili się w małpy. Symbolem tego świata jest maska

− 17 −

background image

boga   wiatru,   który   z   kolei   jest   jedną   z   postaci   Quetzalcoatla   −   Pierzastego   Węża   i
odwiecznego rywala Tezcatlipoki.

Naui-Quiauitl,   Cztero-deszcz.   Deszcz   ognia   (tlequauitl)   spadł   na   ten   wszechświat   i

unicestwił   go.   Ten   kosmiczny   okres   jest   symbolizowany   przez   Tlaloca,   boga   dobro-

czynnego deszczu, ale też gromu i błyskawic, gór i wulkanów.

Naui-Atl, Cztero-woda. Potop trwał 52 lata. Przeżyła jedna para ludzi, która schroniła

się w pniu olbrzymiego cyprysu. Ponieważ jednak sprzeciwili się rozkazom Tezcatlipoki,
mężczyzna i kobieta, którzy uciekli z czwartego wszechświata, zostali zamienieni w psy.

Pierzasty Wąż musiał zejść do świata podziemnego i oblać oboje własną krwią by obecna
rasa ludzka mogła zbudzić się do życia.

Ponieważ przypuszcza się, że Majowie pochodzą od Olmeków, można zakładać, że to oni

przekazali najdokładniejszą wersję zniszczenia czterech światów. Według  Popol Vuh  i  Chilam
Balam
  Majów   Quiche,   najwyższy   stwórca   bóg   Hunab   Ku   stworzył   cztery   światy   po   kolei,

przebudowując ziemię cztery razy po potopach, które spłynęły z paszczy niebiańskiego węża.
Niebo spadło na ziemię, a czterej bogowie, spłodzeni przez Hunab Ku, znani jako Bacab, stoją

na czterech krańcach świata i podtrzymują je, podobnie jak mityczny Atlas.

Na początku, według świętego majańskiego rękopisu  Popol Vuh, Hunab Ku był wszystkim,

co istniało. Z badań nad Majami wynika, że Hunab Ku to bóstwo kontrowersyjne. Był najwięk-
szym bogiem w ich panteonie, ale przetrwało niewiele jego wyobrażeń, ponieważ uważano, że

nie ma on postaci.

Był najwyższym stworzycielem Majów i nazywano go bogiem bogów. Glif oznaczający cyfrę

1 (w języku Majów nazywany  hun) to kropka albo małe  kółko  symbolizujące  kropkę i jest
związany z Hunab Ku, „jedynym”. Jose Arguelles w książce „Faktor Majów” twierdzi, że istnieje

glif Hunab Ku, którego Arguelles nazywa „kosmicznym motylem”.

Na nielicznych znanych wizerunkach tego boga, na przykład na ceramicznych tacach, Hunab

Ku jest Pierwszą istotą Stworzycielem pod postacią młodego boga kukurydzy, wskrzeszającego
się   do   nowego   życia   przez   rozszczepienie   własnej   czaszki   i   wyjście   z   niej   jako   nowy   bóg

kukurydzy.  Hunab   Ku,  choć jedyny,  był  zarazem  dwoisty,  ponieważ   ucieleśniał także   swoją
żeńską   wersję.   Symbol   Hunab   Ku   bardzo   przypomina   symbol   jin-jang   i   uważa   się,   że

przedstawia   kalendarz   słoneczny,   dwoistość   stworzenia,   zrównoważone   sny   i   doskonałość.
Przypomina tym koncepcję niepoznawalnego „tao”.

Niektórzy   archeolodzy   i   astrofizycy   przypuszczają,   że   Hunab   Ku   to   według   starożytnych

Majów symbol bramy wiodącej do innych galaktyk. Byłby on „bramą gwiazd”, podobną do wrót,

które według Egipcjan miały ułatwiać duszom przechodzenie do części nieba zwanej duat. Inni
twierdzą, że Hunab Ku to centrum Galaktyki, rdzeń, wokół którego się ona obraca.

Oprócz   czworga   potomków   znanych   jako   Baco,   rządzących   czterema   krańcami   świata,

Hunab Ku spłodził także Itzamnę, znanego jako „syn Hunab Ku”. Itzamna jest uważany za

założyciela kultury Majów. Przypisuje mu się wprowadzenie uprawy kukurydzy kakao, a także
nauczenie ludzi pisania, leczenia i używania kalendarza. Jako twórca kultury został państwo-

wym bogiem imperium Majów. Będąc bogiem księżyca, władał nocą. Itzamna miał także tytuł
„pana wiedzy”.

Oznaczono   go  dwoma  różnymi  hieroglifami.  Pierwszy  był  konwencjonalnym   przedstawie-

niem   jego   głowy,   w   drugim   widniał   znak   dnia  Ahau.   Ten   znak   oznacza   króla,   imperatora,

monarchę, księcia albo wielkiego pana, nadając w ten sposób  Itzamnie  pozycję przywódcy
majanskich   bogów   oraz   patrona   dnia  Ahau,   ostatniego   z   20   majańskich   dni.   Itzamnę

przyrównuje się do azteckiego boga Ometeotla.

W   mitologii   Majów   Hunab   Ku   najpierw   stworzył   ziemię   z   pomocą   siedmiu   pomniejszych

bogów, w tym Tepeu i Gucumatza, nazywanych stwórcami, stworzycielami i ojcami. Byli oni
dwiema pierwszymi istotami i byli bardzo mądrzy. Huracan, albo Serce Niebios, również był

jednym   z   pierwszych   bogów,   ale   nie   miał   personifikacji,   jaką   odznaczali   się   inni   bogowie.
Huracan działał jak straszliwa burza i to od jego imienia pochodzi słowo „huragan”.

W zaraniu dziejów Tepeu i Gucumatz po naradzie z innymi bogami, takimi jak Huracan,

postanowili, że dla zachowania dziedzictwa muszą stworzyć rasę istot, które będą ich wielbić.

Huracan podjął się  dzieła tworzenia, Tepeu i Gucumatz kierowali procesem kreacji.  Została
stworzona   Ziemia,  jednak  bogom   nie  od  razu  udała   się   istota,   która  chciałaby   ich   wielbić.

Najpierw   stworzono   zwierzęta,   jednak   ich   piski   i   wycia   nie   były   oddawaniem   czci,   dlatego
wygnano je na wieki do lasu.

Potem   z   gliny   ulepiono   człowieka,   ale   ci   pierwsi   gliniani   ludzie   okazali   się   nietrwali   −

rozpuszczali   się   i   kruszyli.   Wespół   z   innymi   bogami   stworzono   człowieka   z   drewna.   Owi

− 18 −

background image

drewniani ludzie nie mieli duszy i szybko zapomnieli o swoich stwórcach. Bogowie zniszczyli
więc świat, zsyłając na drewnianych ludzi czarny żywiczny deszcz. Ludzie z drewna uciekli do

lasu i stali się małpami.

Bogowie zebrali się znów, w jeszcze większym gronie, i stworzyli nowego człowieka, tym

razem   z   kukurydzianego   ciasta.   Według   Majów   to   właśnie   dzisiejszy   człowiek.   Dla   nich
kukurydza była nie tylko podstawą pożywienia − stanowiła takie budulec ich ciała. Najstarsze

ślady uprawy kukurydzy odkryto w Olmanie i łączy się je z najstarszymi Protoolmekami. Może
takie   właśnie   są   początki   Olmeków,   a   odniesienia   do   kukurydzy   pochodzą   z   ich   wciąż

nieznanych nam legend.

Indianie Hopi z północnej Arizony mają podobne legendy o kolejnych katastrofach światów i

powstawaniu nowych. Wierzą jednak, że obecnie żyjemy w czwartym świecie − którego koniec
niedługo   nastąpi!   Hopi   wierzą  także,   że   różne   typy   i   kolory   ziaren   kukurydzy   przydzielono

różnym ludom, a im, Hopi, dano błękitną.

Powyżej starałem się przedstawić najważniejsze punkty mitu Majów o stworzeniu świata,

przekazanego w  Popol Vuh; interpretacja tego mitu nie jest jednolita. Niektórzy uważają, że
każda   podejmowana   przez   bogów   próba   stworzenia   istot,   które   by   ich   czciły,   kończyła   się

kataklizmem  (zwierzęta  −  to   pierwszy  świat,   ludzie   z  gliny   −  drugi   świat   itd.).  Popol  Vuh
jednak   mówi  o   zagładzie  świata  dopiero  po  stworzeniu   ludzi   z  drewna.   Starodawne   teksty

często   nie   są   jednoznaczne   albo   nawet   zawierają   sprzeczne   wersje   wydarzeń   (w   Księdze
Rodzaju w Biblii są dwie wersje aktu stworzenia). Naukowcy nie są zgodni, kiedy dochodziło do

kolejnych kataklizmów według Majów. Bez wątpienia wierzyli oni, że poprzednie światy uległy
zagładzie zalane przez potop. Popol Vuh wspomina, że woda lała się z nieba, z paszczy węża

rozciągniętego na niebie, ale istnieje też wersja, że woda wylewała się z misy trzymanej przez
Hunab Ku. Po zniszczeniu czwartego świata nastąpili Majowie jako ludzie świata piątego. Ale

ten też zostanie zniszczony − niektórzy twierdzą, że zagłada nadejdzie wraz z końcem kalen-
darza Majów w 2012 roku.

Olmekowie i koniec czwartego świata

Kto został zniszczony podczas końca czwartego świata? Czy byli to Olmekowie − poprzed-

nicy Majów w Mezoameryce? Kiedy doszło do tego zniszczenia?

Upadek Olmeków, przynajmniej w okolicy miasta La Venta, uważanego za stolicę Olmanu,

nastąpił  w  latach   400-500   p.n.e.  Mniej  więcej  wtedy   cały   ten  obszar   został  opuszczony,  a

olmecka sztuka zaczęła zanikać. Czy wskutek trzęsienia ziemi rzeki zmieniły bieg, zalewając
ten obszar i zamieniając go w bagno? Czy koniec czwartego świata to zatopienie La Venta?

Richard Diehl w The Olmecs pisze:

Olmecka cywilizacja dobiegła kresu w 400 roku p.n.e. La Venta, San Lorenzo i duże

obszary nadrzecznej niziny wyludniły się, rzemieślnicy nie tworzyli już olmeckich rzeźb,

klejnotów   i   naczyń,   a   rozległa   sieć   handlowa,   niegdyś   łącząca   Olman   z   resztą   Mezo-
ameryki, przestała działać. Ludzie  jednak wciąż  zamieszkiwali te  tereny i pojawiła się

nowa cywilizacja, nazywana niekiedy Epiolmekami, w Tres Zapotes na północnym skraju
gór Tuxtla.

Co się stało z kulturą Olmeków? Kiedy i dlaczego zniknęła? Po dziesięcioleciach speku-

lacji   archeolodzy   mają   wreszcie   częściowe   odpowiedzi   na   te   pytania.   Okres   upadku

można zawęzić do V-IV wieku p.n.e. (...). Wielka Piramida z La Venta, a prawdopodobnie
i   reszta   miasta   zostały   opuszczone   na   początku   IV   wieku   p.n.e.   San   Lorenzo   z   fazy

Palangana   oraz   otaczające   je   liczne   wioski   i   osady   opustoszały   mniej   więcej   w   tym
samym   czasie.   Nie   było   to   tymczasowe   przemieszczanie   się   populacji;   obszar   dolnej

Coatzacoalcos  pozostał niezamieszkany przez  blisko  1000 lat, a w  okolicach La Venta
ludzie osiedlili się dopiero w połowie XX wieku.

Ustalono datę upadku Olmeków, ale co mogłoby go spowodować? Upadek i rozkład

kultury to normalna rzecz w dziejach ludzkości; regularne przemiany dokonują się we

wszystkich   cywilizacjach.   Jednak   bardzo   rzadko   społeczności   rolnicze   opuszczają   całe
regiony na kilkaset lat; zdarza się to wtedy, gdy coś nie pozwala im wrócić. Archeolodzy

zajmujący   się   upadkiem   Olmeków   biorą   pod   uwagę   dwie   główne   przyczyny:   zmiany
środowiska i działanie człowieka. Obecnie materiały archeologiczne wskazują na zmiany

środowiska, ale poważne badania nad tym problemem dopiero się rozpoczęły.

− 19 −

background image

Niedawno  przeprowadzone  prace   meksykańskich   geomorfologów   wykazały,  że   rzeki

wokół La Venta i San Lorenzo to układy dynamiczne, które w ciągu ostatnich 4000 lat

przechodziły   nieustanne   zmiany.   Upadek   San   Lorenzo   pod   koniec   wczesnego   okresu
formatywnego   zbiega  się   z  wyraźnymi   zmianami   koryta   rzeki   Coatzacoalcos,   to  samo

przydarzyło się w La Venta 500 lat wcześniej. Zmiany te nastąpiły w wyniku naturalnych
procesów: wskutek ruchów tektonicznych i cofnięcia się linii wybrzeża ukształtowała się

nowa topografia. Podnoszący się na całym świecie poziom mórz spowodował zatopienie
wybrzeża, zaś muł z popiołem wulkanicznym zatamował nurt rzek. Muł był zmywany z

zajmujących   coraz   większą   powierzchnię   pól,   popiół   pochodził   z   erupcji   wulkanów   na
pobliskich wyżynach.

Diehl uznaje ruchy tektoniczne i cofanie się linii wybrzeża za czynniki związane ze zmianami

środowiska, które zmusiły ludzi do opuszczenia obszaru La Venta. Wymienione wyżej procesy
geologiczne przebiegają bardzo powoli, być może miały wpływ na stopniowe zmiany zacho-

dzące   w   dynamicznych   systemach   rzecznych   w   tym   regionie,   ale   wydaje   mi   się   bardziej
prawdopodobne, że to, co spowodowało exodus ludzi − którzy już nigdy nie wrócili − zaszło

gwałtownie.

Trzęsienia ziemi również zmieniają bieg rzek − szybko i radykalnie. W latach 1811 i 1812

seria wstrząsów zakołysała północnoamerykańskim środkowym zachodem, kiedy uaktywnił się
uskok Nowy Madryt. Największe trzęsienie ziemi 7 lutego roku miało epicentrum w południo-

wym   stanie   Missouri,   ale   było   odczuwane   tysiące   kilometrów   dalej   w   Bostonie   (gdzie
rozdzwoniły się kościelne dzwony!). Koryto wielkiej rzeki Missisipi zostało trwale zmienione, a

przez kilka dni jej wody płynęły w drugą stronę. Czy podobny scenariusz mógł się rozegrać w
okolicach   La   Venta?   Aktywność   sejsmiczna   może   wzbudzić   aktywność   wulkaniczną,   a   w

Meksyku wulkanów jest pod dostatkiem. Jeśli takie kataklizmy wystąpiły łącznie i rzeczywiście
spowodowały wyludnienie olmeckiego matecznika, mogły się jawić końcem świata, a na pewno

były końcem dotychczasowego życia. Może ludzie będący świadkami zniszczenia swoich rodzin-
nych okolic myśleli, że to zemsta bogów − gniew Hunab Ku na koniec czwartego świata. Czy

jest   sprawą   przypadku,   że   rozkwit   kultury   Majów   zbiegł   się   z   upadkiem   miast   Olmeków?
Wiemy, że Majowie przejęli miasta, takie jak Piedras Negras, Uaxactun, Izapa i Comalcalco,

uprzednio zamieszkiwane przez Olmeków. Ale innych olmeckich miast już po prostu nie było.
To   jeden   z   niewielu   faktów   dotyczących   Olmeków,   jakie   znamy:   część   olmeckiego   świata

została zniszczona, ich posągi zagrzebane w ziemi, ich ziemie opuszczone, a pamięć o nich
zatarta.   Dopiero   współcześnie   prowadzone   prace   poszukiwawcze   ropy   naftowej   i   badania

archeologiczne   wydobyły   ten   zapomniany   lud   na   światło   dzienne.   Ekscytujące   znaleziska
olbrzymich głów w latach 30. i 40. XX wieku oznaczały odkrycie zaginionego świata − świata,

który  najwyraźniej   został  zniszczony  przez   jakiś   kataklizm!   Dalsze  prace  wokół  La  Venta   z
pewnością rzucą więcej światła na ten temat.

Próbując zrozumieć, czym były kolejne światy Majów i innych plemion rdzennych Amery-

kanów, zacznijmy od rozpatrzenia rozmaitych kataklizmów, które powalały kolejne cywilizacje.

Były to erupcje wulkanów, fale tsunami, trzęsienia ziemi, mrozy i susze, najazdy sąsiednich
plemion. Wszystko to zdarzyło się w Meksyku i w jego sąsiedztwie. Czy któraś z tych katastrof

była częścią „końca jednego świata i początku następnego”? Byłoby chyba logiczne założenie,
że tak gwałtowne wydarzenia kojarzone są z następstwem światów.

Zniszczenie jednego z tych światów mógł spowodować kataklizm, który zakończył ostatnią

epokę   około   12.000   lat   temu.   Koniec   epoki   lodowcowej   przyniósł   olbrzymie   zniszczenia   na

pacyficznym północnym zachodzie, kiedy wielkie jeziora w stanach Montana, Dakota i prowincji
Alberta   przełamały   lodową   tamę   i   wylały   się   na   zachód,   do   Oceanu   Spokojnego.   Podobne

wielkie   jezioro   w   stanach   Utah   i   Wyoming   przelało   się   przez   północną   Arizonę,   być   może
tworząc  Wielki  Kanion  (geolodzy  spekulują  że   Wielki  Kanion  powstał szybko,  w ciągu  kilku

tysięcy   lat,   a   nie   milionów).   Wyginięcie   mamutów   i   innych   wielkich   zwierząt   dokonało   się
właśnie wtedy.

W latach od 500 p.n.e. do 250 n.e. w centralnej dolinie Meksyku panowała spora aktywność

wulkaniczna   i   pod   koniec   tego   okresu   zniszczeniu   uległa   jeszcze   jedna   olmecka   cytadela.

Tajemnicza okrągła piramida w Cuicuilco została zalana lawą. Dzisiaj Cuicuilco jest otoczone
wioską   olimpijską   w   mieście   Meksyk.   Piramida   ma   17   metrów   wysokości   i   100   metrów

średnicy. Większą jej część pokrywa zastygła lawa z pobliskiego wulkanu Xitle.

Cuicuilco zostało odkopane po raz pierwszy przez meksykańskiego archeologa Manuela

− 20 −

background image

Gamio w 1917 roku, kiedy natknął się on na spore wzniesienie przy głównej drodze na
południe od miasta. Okazało się, że jest to ścięta piramida lub stożek. Ma cztery galerie i

centralne schody prowadzące na szczyt. Uważa się, że Cuicuilco jest jedną z najstarszych
budowli w dolinie Meksyku.

Uważa się także, że to jedna z najstarszych budowli w całej Mezoameryce, datowana

na około 700 roku p.n.e. Wiąże się ją również z Olmekami. Według Wikipedii:

Cuicuilco było starożytnym miastem na Centralnej Wyżynie Meksykańskiej, leżącym na

południowym brzegu jeziora Texcoco w południowo-wschodniej części Meksyku. Dzisiaj to

ważne miejsce wykopalisk, zamieszkane w średnim i późnym mezoamerykańskim okresie
formatywnym (od około 700 roku p.n.e. do 150 roku n.e.). Zgodnie z tym datowaniem

Cuicuilco może być uznane za najstarsze miasto w dolinie Meksyku; istniało mniej więcej
w czasach Olmeków zamieszkujących niziny nad Zatoką Meksykańską w obecnych sta-

nach Veracruz  i Tabasco  (matecznik Olmeków), a może  utrzymywało  z nimi kontakty.
Cuicuilco powstało jako rolnicza wioska; są tam ślady wczesnych praktyk religijnych, w

tym   ofiar   z   kamieni,   a   także   używania   ceramiki   jako   wyposażenia   grobów.   Miasto
rozwinęło się wokół dużego ośrodka ceremonialnego z piramidami oraz przyległego terenu

miejskiego z placami i alejami biegnącymi nad ciągiem małych, płytkich stawów. Stawy te
zasilała woda spływająca z pobliskich wzgórz Zacayuca i Zacaltepetl. Liczebność populacji

miasta w szczytowym okresie rozwoju ocenia się na 20.000 osób. Na obszarze wykopalisk
występują tarasy, różne budynki, umocnienia oraz rowy i kanały irygacyjne.

Archeolodzy   uważają,   że   Cuicuilco   było   najważniejszym   ośrodkiem   miejskim   przed

rozwinięciem się Teotihuacan; sześć niewielkich osad, które złożyły się ostatecznie na to

drugie miasto, zostało założonych i wykazywało oznaki niewielkiego rozwoju wtedy, gdy w
Cuicuilco powstawały piramidy i publiczne pomniki. Miasto zostało opuszczone w latach

150-200   n.e.   po   wybuchu   pobliskiego   wulkanu   Xitle,   chociaż   tereny   te   zostały   dużo
później ponownie zasiedlone. Ceramika i inne znaleziska sugerują, że uchodźcy z wulka-

nicznej katastrofy wywędrowali na północ i zmieszali się z populacją Teotihuacan, nieda-
leko północnego brzegu jeziora Texcoco.

Jak bardzo datowanie starożytnych monumentów może być kontrowersyjne i mylne, świad-

czy to, że dawniejsi geolodzy sądzili, iż zastygła lawa pokrywająca większą część piramidy w
Cuicuilco   ma   ponad   7000   lat   (a   więc   piramida   byłaby   jeszcze   starsza!).   Taką   informację

zamieszczono  w prestiżowym  czasopiśmie  National  Geographic  w 1923  roku. W 1922  roku
autor artykułu, archeolog Byron Cummings, zainteresował się Cuicuilco, kiedy dowiedział się,

że geolog George E. Hyde ocenił wiek lawy pokrywającej piramidę (nazywanej wtedy lawą
Pedregal, teraz − lawą Xitle) na 7000 lat. Cummings wspomina o dziwnym niebieskim świetle,

które pojawiło się na wierzchołku piramidy, kiedy zaczęto ją odkopywać. Robotnikom dodało to
werwy, ponieważ uznali je za znak, iż w głębi musi się kryć aztecki skarb.

Niedawne badania metodą węgla  

14

C wskazują na datę około 245 roku n.e. Nieważne, jak

stare jest Cuicuilco. Jest to starożytne miasto, będące zaskakującym odkryciem dla archeolo-

gów. Bernal w książce A History of Mexican Archeology pisze:

W 1917 roku Gamio rozpoczął wykopaliska pod zastygłą lawą w rejonie Copilco i kazał

w tym celu wydrążyć tunele. Znaleziska były sensacyjne: odkryto pozostałości budynków

i  grobowców,   kamienne  narzędzia   i   liczne   egzemplarze   ceramiki,  bardzo  podobnej  do
znalezionej w Potzalco, co wskazywało, że pochodzi z okresu archaicznego.

Jeśli La Venta zostało zniszczone w 400 roku p.n.e., czy pozbawieni domów uchodźcy prze-

nieśli się do doliny Meksyku, do już zamieszkanych osad, takich jak Cuicuilco i Teotihuacan?

Tajemnica Teotihuacan

Azteckie mity w języku nahuatl głoszą, że bogowie zebrali się w Teotihuacan pod koniec

świata czwartego i na początku piątego:

Chociaż to była noc,
Chociaż to nie był dzień,

Chociaż nie było światła,

− 21 −

background image

Zebrali się,
Bogowie naradzali się

Tam, w Teotihuacan.

Według mitologii Azteków Teotihuacan już istniało, kiedy kataklizm zmienił dzień w noc i

słońce   nie   wzeszło.   Mieszkańcy,   lub   „bogowie”,   w   Teotihuacanie   musieli   uratować   świat   i

sprawić, by słońce wróciło na niebo.

Michael Coe w książce Mexico („Meksyk”) z 1962 roku pisze:

Najpokorniejszy   z   nich   wszystkich,   Nanahuatzin   (Wrzodowaty,   pokryty   wrzodami)

rzucił się w płomienie i stał się słońcem. Ale ciała niebieskie się nie ruszyły, więc wszyscy
bogowie   poświęcili   się   dla   rodzaju   ludzkiego.   W   końcu   ustanowiono   rządy:   władcami

Teotihuacan   zostali   »mędrcy,   znawcy   rzeczy   magicznych,   dziedzice   tradycji«.   Po   ich
śmierci   budowano   nad   ich   grobami   piramidy.   Największe   z   nich,   piramidy   Słońca   i

Księżyca, miały być zbudowane przez olbrzymów, którzy w tamtych czasach istnieli.

Ten mit ma biblijną paralelę − o kataklizmie, po którym słońce nie chciało wzejść, oraz że

„w owych czasach byli na ziemi giganci” (Rdz 6,14).

Czy ci „mędrcy, znawcy rzeczy magicznych, dziedzice tradycji” byli Olmekami, wędrującymi

w głąb lądu po „zniszczeniu ojczyzny”? Byliby więc „dziedzicami tradycji”.

Uważa się, że początki Teotihuacan sięgają czasów, gdy Cuicuilco również było zamiesz-

kane; najwcześniejsze budynki datuje się na około 200 roku p.n.e., a ukończenie największej

piramidy, Piramidy Słońca, na 100 rok p.n.e.

W latach 50. XX wieku słynny archeolog M. Covarrubias z niedowierzaniem Przyznał, że

datowanie węglem radioaktywnym ustaliło datę powstania tego miejsca na „niemal niemożliwy
rok  900  p.n.e.”   (Indian  an   of  Mexico  and   Central  America  −  „Indiańska  sztuka   Meksyku   i

Ameryki   Środkowej”).   Kolejne   badania   przesunęły   ją   na   1474   rok   p.n.e.,   a   dziś   niektórzy
archeolodzy przyjmują datę około 1400 roku p.n.e. Jeśli daty te są prawdziwe, wiek Teotihu-

acan przesunąłby się o 1000 lat wstecz, do czasów, kiedy Olmekowie rzeźbili swoje gigan-
tyczne głowy.

Datowanie stanowisk archeologicznych zawsze jest trudne: wiek znalezisk można ustalać

dzięki   datowaniu   materiału   organicznego,   na   przykład   kości   lub   drewna,   albo   przy   użyciu

innych metod − datowania ceramiki − ale kamienne budowle mogą być setki lat starsze niż
materiał organiczny. W przypadku Teotihuacan wiadomo, że było opuszczane i zaludniane kilka

razy. Zważywszy na datowanie wskazujące na starożytność tego miejsca, jest bardzo możliwe,
że Olmekowie przenieśli się tu po zniszczeniu La Venta.

Jeden z powodów, dla których Piramidę Słońca w Teotihuacan wzniesiono tam, gdzie stoi,

odkryto w 1971 roku. Natrafiono na niezwykłą jaskinię pod piramidą, stanowiącą naturalne

ujście lawy, powiększone w starożytności. Biegnie ona 100 metrów w kierunku wschodnim na
głębokości 6 metrów pod tą budowlą, od schodów na jej głównej osi, i kończy się kilkoma

komorami w układzie przypominającym czterolistną koniczynę.

Michael Coe pisze:

Należy przypomnieć, że według azteckiej tradycji stworzenie słońca i księżyca, a nawet

obecnego wszechświata, odbyło się w Teotihuacan. Starożytni wykorzystywali jaskinie w
czasach poprzedzających wzniesienie piramidy; po jej zbudowaniu dalej pozostawały one

ośrodkiem kultu. Niestety, wyniki prowadzonych w nich oficjalnych wykopalisk nigdy nie
zostały   opublikowane.   Naukowcy   Doris   Heyden   i   profesor   Milion   piszą,   że   w  Meksyku

przed   konkwistą   takie   groty   uważano   za  symboliczne   łona,   z   których   w  mitologicznej
przeszłości wyłonili się bogowie, tacy jak słońce i księżyc, oraz przodkowie ludzi. Chociaż

w jaskini nie było źródła, znaleziono kanaliki drenów w kształcie litery U (przypominające
prototypy olmeckie), a więc prawdopodobnie doprowadzano tam wodę. To święte miejsce

zostało niegdyś splądrowane i zapieczętowane, ale pamięć o nim mogła przetrwać aż do
czasów Azteków.

Coe zwraca uwagę, że wyników wykopalisk nie opublikowano. Można się zastanawiać, cóż

tak ważnego znaleziono w podziemnych kryptach, że postanowiono tego nie rozgłaszać. Prze-
cież odkrycie starożytnego systemu komór pod najważniejszą piramidą Meksyku jest czymś,

czego   archeolodzy   nie   lekceważą.   Musiano   odkryć   coś   radykalnie   zmieniającego   przyjęte
poglądy na starożytny Meksyk. Mógł to być datowany radioaktywnym węglem materiał orga-

− 22 −

background image

niczny   sprzed   dziesiątków   tysięcy   lat   albo   coś   bardziej   znaczącego,   na   przykład   wyraźnie
identyfikowalne obiekty z Bliskiego Wschodu albo innych dalekich stron.

Ciekawe,   że   wiele   piramid   w   Mezoameryce   zbudowano   nad   naturalnymi   jaskiniami.   Pod

znanymi   piramidami   Ameryki   Północnej   może   być   więcej   takich   naturalnych   grot,   które

oczekują na odkrycie, ale prawdopodobnie nigdy odkryte nie zostaną.

W   trakcie   pierwszych   wykopalisk   wokół   Piramidy   Księżyca   w   Teotihuacan,   rozpoczętych

dopiero w 2004 roku, znaleziono kości dorosłych mężczyzn. Jak doniósł londyński Guardian 6
grudnia   2004   roku,   okazało   się,   że   10   z   tych   mężczyzn   zostało   ściętych,   a   wszystkich

najwyraźniej złożono w ofierze bogom. Podczas wkopywania się głębiej w ziemno-kamienną
budowlę znaleziono jeszcze szczątki trzech ofiar ludzkich.

Według meksykańskiego archeologa Rubena Cabrery, w zbiorowym grobie złożono dwóch

mężczyzn o wysokim statusie, przyozdobionych między innymi naszyjnikami z muszli, mający-

mi kształt żuchwy, typowymi dla mezoamerykańskich wojowników. Obaj mężczyźni, prawdo-
podobnie uśmierceni ciosami małych jadeitowych sztyletów, leżeli w otoczeniu 10 bezgłowych

dorosłych ze spętanymi rękami i nogami. Kości pum, jaguarów, kojotów, wilków, orłów i węży
wypełniały   wszystkie   wolne   miejsca;   oprócz   tego   znaleziono   cenne   misternie   wykonane

przedmioty, w tym obsydianowe noże ofiarne.

Cabrera   stwierdził,   że   niedługo   po   wybudowaniu   Piramidy   Słońca   (około   300   roku   n.e.)

Teotihuacan  zajmowało   obszar   20   kilometrów  kwadratowych  i  liczyło   około   150.000  miesz-
kańców. Trzysta lat później zniknęło, według jednej z teorii, w rezultacie powstania ludowego

wywołanego nieurodzajem. Dzisiaj Teotihuacan jest jednym z najintensywniej badanych miast
cywilizacji prekolumbijskich, mimo to jednym z najmniej znanych.

W   czasach   świetności   Teotihuacan,   około   VI   wieku   n.e.,   mieszkało   tam   200.000   osób.

Według Michaela Coe było szóstym pod względem wielkości miastem na świecie w tym czasie.

Teotihuacan było wtedy miastem Tolteków. Uważa się, że Toltekowie przejęli już istniejący

zespół piramid. Jego budowniczych określa się często po prostu kulturą Teotihuacan. Była ona

powiązana z Olmekami i wiadomo, że pozostawała pod wpływem Epiolmeków. Po odkryciach w
Chalcatzingo w latach 60. i 70. XX wieku i niedawnym odkryciu nowego olmeckiego ośrodka w

Zazacatla niedaleko miasta Xochitepec silny wpływ Olmeków w rejonie doliny Meksyku i jeziora
Texcoco uważa się za pewnik.

Przez wiele wieków Teotihuacan było największym miastem Mezoameryki, handlującym z

Kostaryką na południu i Arizoną na północy. Słynęło z produkowanych w nim narzędzi, broni i

przedmiotów z obsydianu, a jego kulturalne i religijne wpływy sięgały bardzo daleko. Tolteko-
wie prowadzili  wojny  nawet w rejonie  Peten i Jukatanu. Potem, nagle, Teotihuacan  zostało

opuszczone i stało się wymarłym miastem bogów.

Uważa się powszechnie, że opuszczenie Teotihuacan zbiegło się w czasie z rozwojem nowej

tolteckiej stolicy, Tollan (obecnie Tula), 80 kilometrów na północ od Teotihuacan. Toltekowie
najwyraźniej zbudowali ją na wzór Teotihuacan, choć w niniejszej skali.

Teotihuacan: miasto na wodzie

Ostatnie znaleziska wykazują, że Teotihuacan było miastem zaprojektowanym przez uzdol-

nionych inżynierów, którzy zaplanowali zespół piramid jako miasto na wodzie, ze sztucznymi

kanałami i jeziorami. Archeolodzy sądzili dawniej, że są to ulice i place; nie przychodziło im do
głowy, że miasto leżało na wodzie.

Jak pięknie musiało wyglądać: olbrzymie piramidy odbijające się w taflach wody, pływające

ogrody pełne kolorowych lilii i innych kwiatów, łodzie zacumowane u stopni licznych świątyń i

piramid. Przez wiele lat Teotihuacan rozkwitało jako jedno z największych i najpiękniejszych
miast na świecie.

Zechariah Sitchin, autor książek o astronautach w starożytności, twierdzi, że system tuneli

pod Piramidą Słońca i w jej wnętrzu był swego rodzaju wodociągiem: „O tym, że pierwotna

jaskinia została w jakimś celu umyślnie przekształcona, świadczy to, iż sklepienie jest wyko-
nane   z   ciężkich   kamiennych   bloków,   a   ściany   tunelu   otynkowano   (...)   przy   użyciu   najróż-

niejszych materiałów; podłogi, ułożone segmentami, są dziełem rąk ludzkich; rury odwadnia-
jące   zamontowano   w   dziś   nieznanym   celu   (być   może   prowadziły   do   wyschniętego   obecnie

podziemnego   źródła).   Tunel   kończy   się   pod   czwartym   stopniem   piramidy   w   wydrążeniu   w
kształcie liścia koniczyny, podpartym kolumnami z cegieł adobe i bazaltowymi głazami”.

Sitchin tak opisuje długą Aleję Zmarłych, biegnącą przez miasto:

− 23 −

background image

Wzdłuż alei stoją mury i niskie budowle, składające się na kompleks sześciu częściowo

zagłębionych w gruncie otwartych zbiorników. Prostopadłe ściany są wyposażone w śluzy
na poziomie podłogi. Całość sprawia wrażenie, jakby kompleks miał służyć kierowaniu

wody spływającej aleją. Nurt mógł brać początek przy Piramidzie Księżyca (gdzie znale-
ziono okrążający ją podziemny tunel) i łączyć się w jakiś sposób z podziemnym tunelem

Piramidy   Słońca.   Kolejne   zbiorniki   zatrzymywały   i   wypuszczały   wodę,   która   w   końcu
docierała do kanału rzeki San Juan. Czy to dzięki owym sztucznym kaskadom i uregulo-

wanemu   przez   człowieka   nurtowi   wód   fasadę   świątyni   Quetzalcoatla   udekorowano
wizerunkiem falistych wód − w głębi lądu, setki kilometrów od morza?

Wygląda na to, że Teotihuacan zostało zaplanowane i zbudowane jako wielki ciąg wodny.

Czy miało to służyć jakimś procesom technologicznym? Teorię tę wspiera odkrycie pokładów
miki wokół Piramidy Słońca.

Sitchin konkluduje:

W trzecim segmencie licząc od Piramidy Słońca, podczas odkopywania ciągu połączo-

nych podziemnych komór odkryto, że w niektórych podłogę wyłożono warstwą grubych

płatów miki − krzemianu odpornego na wodę, temperaturę i prąd elektryczny. Mika służy
od   dawna   jako   izolator   w   różnych   procesach   chemicznych,   ma   też   zastosowanie   w

urządzeniach   elektrycznych   i   elektronicznych,   w   ostatnich   zaś   czasach   w   technologii
jądrowej i kosmicznej. Właściwości miki zależą do pewnego stopnia od zawartości w niej

pierwiastków   śladowych   i   −   co   za   tym   idzie   −   od   położenia   geograficznego   złoża.
Zdaniem ekspertów mika znaleziona w Teotihuacan występuje tylko w odległej Brazylii.

Ślady tej miki znaleziono także na pozostałościach stopni Piramidy Słońca, gdy odkopy-
wano ją na początku XX wieku. Do czego miał służyć ten izolujący materiał w Teoti-

huacan?

Odnoszę wrażenie, że (...) pochyła aleja, ciąg budowli, podziemne komory i tunele,

kanał rzeczny, częściowo zagłębione w ziemi zbiorniki ze śluzami oraz podziemne po-
mieszczenia wyłożone miką − wszystko to było elementami umiejętnie zaprojektowanego

urządzenia służącego oddzielaniu, rafinowaniu lub oczyszczaniu substancji mineralnych.

Mamy więc coraz więcej dowodów, że Teotihuacan było miastem, przez które przepływały

wielkie ilości wody; być może stanowiło ono ogromną rafinerię złota lub innych metali. Sitchin

utrzymuje   także,   że   ruiny   Tiahuanaco   w   Boliwii   świadczą,   iż   w   tamtym   mieście   również
znajdowały się podziemne kanały mogące pomieścić dużo wody. Interesujące jest podobień-

stwo nazw owych dwóch starożytnych i potężnych miast. Gdyby mika używana w Teotihuacan
rzeczywiście   pochodziła   z   Brazylii,   powinniśmy   zmienić   nasze   poglądy   na   handel   między

Ameryką Północną a Ameryką Południową.

Do czego były potrzebne płaty miki? Oczywiście, musiano je przywozić łodziami, ale dlacze-

go w ogóle je przywożono? Czy mika była wykorzystywana w procesach technologicznych, na
przykład   do   wypłukiwania   rud   metali,   jak   twierdzi   Sitchin?   A   może   miała   służyć   zmianie

ładunku elektrycznego wody w mieście i wokół niego albo − jako minerał połyskliwy − być
dobrze widoczna z daleka?

Ostatnie   odkrycia   w   Teotihuacan   wykazały,   że   wśród   ofiar   znalezionych   w   Piramidzie

Księżyca byli ludzie sprowadzeni z odległych miejsc. Podobnie jak inne nowe dowody, wskazuje

to, że Mezoamerykanie, w tym Olmekowie, odbywali dalekie wyprawy. Choć ofiary znalezione
w   Teotihuacan   pochodziły   z   późniejszego   okresu   długiej   historii   miasta,   świadczą,   że   w

starożytnej Mezoameryce ludzie pokonywali duże odległości.

Agencja Reutera donosi 11 kwietnia 2007 z miasta Meksyk:

Starożytni  Meksykanie   przez  wieki   sprowadzali   ludzi  z  ziem  odległych  o  setki  kilo-

metrów,   by   złożona   z   nich   ofiara   uświęciła   piramidę   w   najstarszym   mieście   Ameryki
Północnej − stwierdził jeden z archeologów.

Testy DNA szkieletów ponad 50 ofiar odkrytych w 2004 roku w Piramidzie Księżyca w

ruinach Teotihuacan wykazały, że ludzie ci wywodzili się z Majów, żyjących na odległych

wybrzeżach   pacyficznym   i   atlantyckim.   Ciała,   z   których   wiele   było   zdekapitowanych,
datowano na lata 50-500 roku n.e. Ludzi tych zabijano przy okazji święcenia kolejnych

etapów budowy piramidy na północ od miasta Meksyk.

„Ofiary były prawdopodobnie jeńcami wojennymi albo pozyskiwano je w wyniku per-

− 24 −

background image

traktacji”, powiedział archeolog Ruben Cabrera, kierujący wykopaliskami wokół piramidy.
Piramida Księżyca i większa od niej Piramida Słońca są dwiema głównymi piramidami

Teotihuacan,   zamieszkiwanego   u   szczytu   potęgi,   około   500   roku   n.e.,   przez   200.000
osób.

„W Teotihuacan mogła istnieć tradycja chwytania jeńców na ofiary”, oznajmił Cabrera.
Aztekowie i inne ludy z kręgu starożytnych meksykańskich cywilizacji składały ludzi w

ofierze,   wyjmując   im   z   rozciętych   piersi   bijące   jeszcze   serca;   badacze   nie   są   jednak
pewni, jak zabijano ofiary w Teotihuacan.

Niewiele wiadomo, jaki lud zamieszkiwał to miasto ani jakim językiem mówił. To mias-

to, najstarsze z odkrytych w Meksyku, było czczone przez późniejsze cywilizacje Mezoa-

meryki, w tym przez Azteków, którzy nadali mu obecną nazwę, oznaczającą w języku
nahuatl „miejsce, gdzie rodzą się bogowie”.

A   oto   kolejna  tajemnica  −  dlaczego   nie  znaleziono   żadnego   królewskiego  pochówku   ani

nawet jego śladów? W zawalonych gruzem tunelach piramid znajdowano szczątki ludzi złożo-
nych w ofierze, ale nic nie wskazuje, by te piramidy wzniesiono jako królewskie grobowce.

Jeśli nimi nie były − a większość archeologów uważa, że w tym właśnie celu budowano

piramidy − czemu miały służyć? Były jedynie ośrodkami ceremonialnymi? A może miały jakieś

inne  zastosowanie?   Piramidy   spotykamy   na  całym   świecie,   od  Chin,   Egiptu   i  wysp   Oceanu
Spokojnego po Amerykę Północną i Południową. Wiele z nich, podobnie jak ta w Teotihuacan,

ma związek z wodą i sztucznymi zbiornikami, na przykład piramidy w Gizie, niedaleko których
rozciągało się niegdyś duże jezioro Moeris. Na jego środku również stała piramida, tak jak w

Teotihuacan. La Venta także zbudowano na sztucznej wyspie na środku rzeki o zmienionym
biegu.

Moim zdaniem jest oczywiste, że podobieństwo budowli w olmeckim mateczniku i w central-

nej dolinie Meksyku nie może być dziełem przypadku. Upadek La Venta około 400 roku p.n.e.

wstrząsnął hierarchiczną strukturą olmeckiego imperium i sprawił, że Olmekowie się rozpro-
szyli. Duże ich grupy wyruszyły do rozwijających się osad, takich jak Cuicuilco czy Teotihuacan.

Upadek ten mógł być końcem czwartego świata, o którym opowiadają Majowie. Zaczęli oni
wtedy przejmować palmę pierwszeństwa w Mezoameryce piątego świata. Wpływ Epiolmeków

stopniowo malał i pewne plemiona mogły się przeciw nim buntować. Niektóre miasta ulegały
zagładzie   wskutek  dalej  zachodzących  zmian  geologicznych.  Olmekowie,  którzy  początkowo

panowali nad przesmykiem Tehuantepec, a ich wpływy sięgały o wiele dalej, popadli w zapom-
nienie. Wskrzesili ich po wiekach archeolodzy.

Chociaż lepiej już rozumiemy przyczyny upadku Olmeków, ich prawdziwa tożsamość wciąż

jest   zagadką.   Przyjrzyjmy   się   dokładniej   ich   obyczajom,   w   tym   stosowaniu  quizuo  i

deformowaniu czaszki, i przeanalizujmy ich pismo, a może zaczniemy lepiej dostrzegać, kim
byli naprawdę.

− 25 −

background image

− 26 −

background image

3

TAJEMNICA QUIZUO

Tym, co rozstrzyga o obecności Afrykanów, są ich czaszki i szkielety znalezione w ruinach

olmeckich siedzib.

Doktor Ivan Van Sertima African Presence in Early America

(„Obecność Afrykanów we wczesnej Ameryce”), 1987

W poszukiwaniu quizuo

W środowisku akademickim interesującym się Olmekami trwa wielka debata, czy w kulturze

olmeckiej   da   się   wykazać   wpływy   zewnętrzne   −   ludów   oddzielonych   oceanami.   Jednym   z

dowodów, na które powołują się niektórzy uczeni, jest przedstawianie przez olmeckich artys-
tów ludzi w niezwykłej klęczącej postawie, znanej jako quizuo.

Do propagatorów dyfuzjonizmu w tradycyjnym systemie uniwersyteckim należy doktor Ivan

Van Sertima z Uniwersytetu Rutgera w New Jersey. Ivan Van Sertima urodził się w Kitty Village

w Gujanie 26 stycznia 1935 roku. Kształcił się na Wydziale Orientalistyki i Afrykanistyki na
Uniwersytecie Londyńskim, który ukończył z wyróżnieniem. Był oficerem prasowym w Gujańs-

kich Służbach Informacyjnych w latach 1957-1959. Do Stanów Zjednoczonych przyjechał w
1970 roku i ukończył studia doktoranckie na Uniwersytecie Rutgera. W 1972 roku Van Sertima

rozpoczął tam karierę nauczyciela akademickiego jako wykładowca, a teraz jest profesorem na
Wydziale Afrykanistyki i redaktorem naczelnym The Journal of African Studies.

Van   Sertima   propaguje   dyfuzjonistyczną   teorię,   że   ludzie   starożytni   przepływali   oceany

Atlantycki   i   Spokojny   i   utrzymywali   trwałe   kontakty   transoceaniczne.   Jego   książki  African

Presence in Early America,  African Presence in Early Asia  oraz  They Came Before Columbus
(„Byli   tam   przed   Kolumbem”)   zawierają  artykuły  i   zdjęcia   dowodzące,   że   rasa  czarnoskóra

zamieszkiwała cały glob, w tym starożytną Amerykę.

Van Sertima ukazuje liczne paralele między posągami olmeckimi a posągami ze starożyt-

nego Egiptu, Indii, Chin i wysp Oceanu Spokojnego − paralele, które, jak utrzymuje, nie mogą
być przypadkowe. Jedną z cech figur z tych wszystkich zakątków świata jest pozycja  quizuo.

Van Sertima, przede wszystkim lingwista, choć mający dokonania i w innych dziedzinach nauki,
podziela ciekawy pogląd archeologa Wayne'a B. Chandlera, że przedstawianie postaci w pozycji

quizuo jest spotykane na całym świecie.

Postaci w postawie quizuo klęczą z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała, z dłońmi na kolanach

albo złączonymi przed tułowiem. Twarz na ogół jest skierowana do przodu, ale bywa także
skierowana w dół albo lekko do góry. Te charakterystyczne figurki, najwyraźniej przedstawia-

jące ludzi w kornej postawie przed królem, kapłanem czy innym władcą, znajdowano w tak
odległych od siebie miejscach, jak Wyspa Wielkanocna, Chiny, Pakistan, Egipt i wiele olmeckich

ruin w Ameryce Środkowej.

W monografii z 1986 roku  Trait-influences in Meso-America: the African-Asian Connection

(„Ślady wpływów w Mezoameryce: kontakty z Afryką i Azją”), włączonej do książki Van Sertimy
African Presence in Early America, Wayne B. Chandler twierdzi, że pozycja quizuo była znana w

Chinach w czasach dynastii Szang, a więc w latach 1300-1100 p.n.e., o czym świadczą posążki
datowane na ten okres. Pokazuje też jadeitową olmecką figurkę w pozycji quizuo, pochodzącą

z doliny Lima Ulua w Hondurasie i datowaną na około 1150 roku p.n.e.

Chandler dowodzi, że niektóre posążki z czasów dynastii Szang (1600-1028 p.n.e.) przed-

stawiały   ludzi   klęczących   w   pozycji  quizuo  i   mających   fryzury,   które   teraz   powszechnie   są
znane jako irokezy. Jedna ze słynnych figurek z La Venta przedstawia identyczną postać − w

− 27 −

background image

pozycji quizuo z irokezem na głowie. Podobieństwo między statuetkami jest zdumiewające.

Chandler twierdzi, że ta fryzura, noszona przez Olmeków, Kolumbijczyków, Azteków, Mo-

hawków   znad   Rzeki   Świętego   Wawrzyńca,   a   także   Chińczyków   z   epoki   Szang   −   i   nadal
spotykana − pochodzi od starożytnych chińskich czarowników! Według Chandlera:

Występowanie tej fryzury w kulturze Szang, a potem u Olmeków, świadczy o przeka-

zaniu charakterystycznej cechy. Taka fryzura początkowo była znana tylko u Chińczyków
Szang i  Olmeków,  później jednak przyjęła  ją pozostająca pod  wpływem Chin z  epoki

Szang kultura San Agustin w Kolumbii. Potwierdzają to niemal wszystkie ich kamienne
rzeźby (...). Dowody świadczą, że fryzurę tę nosili pierwotnie tylko szamani i czarownicy

Chińczyków Szang i Olmeków, tak jak dredy nosili początkowo tylko najwyżsi kapłani i
sadhu w Indiach.

Tajemnica quizuo jest ciągle nierozwiązana. Czemu ci ludzie klęczą w tej dziwnej pozycji, z

rękami na kolanach?

Powiązania   z   czarownikami   Szangów   i   irokezy   przydają   wiarygodności   teorii,   że   część

Olmeków to chińscy admirałowie i ambasadorowie, w wielu przypadkach będący eunuchami. O
tych specjalnie wyszkolonych eunuchach, którzy rozumieliby koncepcję quizuo, będzie mowa w

jednym z następnych rozdziałów.

Chandler zauważa, że irokezy noszą zazwyczaj postaci w pozycji  quizuo, choć większość

figurek nie ma takiej fryzury. Posążki  quizuo  z całego świata mają na głowie turbany albo
skórzane   czapki,   jakieś   inne   fryzury,   są   łyse   albo   czaszki   ich   są   wydłużone.   U   posążków

olmeckich na skórzanych czapkach widnieją hieroglify, być może oznaczające tożsamość albo
status tej osoby.

Człowiek trzymający obie dłonie płasko na kolanach znajduje się w pozycji, która wyraża

całkowitą podległość. To gest podobny do uścisku dłoni albo machania otwartą ręką na znak,

że się nie  trzyma w niej broni. Właśnie całkowita bezbronność dominuje w pozycji  quizuo.
Człowiek w tej pozycji, bezbronny i podległy drugiemu, dosłownie nadstawia karku w oczeki-

waniu   nagrody   bądź   kary.   Przypomina   kogoś,   kto   ma   zostać   ścięty   albo   −   przeciwnie   −
pasowany na rycerza.

Słynna jest opowieść o spotkaniu królowej Elżbiety I z Francisem Drakiem po jego powrocie

z wyprawy dookoła świata, drugim admirałem, który opłynął świat (tak naprawdę był pierw-

szym,   bo   Magellan   poniósł   śmierć   na   Filipinach).   Drake'a,   gdy   powróci!   w   1581   roku,
zaszczyciła odwiedzinami na pokładzie jego okrętu „Golden Hind” królowa angielska. Chciała

usłyszeć od niego wyjaśnienie, dlaczego napada na hiszpańskie kolonie w Ameryce Południo-
wej.   Rozkazała,   by   przed   nią   uklęknął,   i   wydobyła   ostry   miecz   z   pochwy.   Po   wysłuchaniu

admirała, uniosła miecz do góry, tak jakby chciała ściąć mu głowę. Czy Drake trzymał wtedy
dłonie   na kolanach,  pogodzony z  losem?   Królowa Elżbieta łagodnie  opuściła  miecz  na  jego

ramiona i nadała mu szlachectwo.

Gdy Krzysztof Kolumb wyruszał z Hiszpanii w 1492 roku w podróż morską do Indii, został w

podobny sposób pasowany na sługę królestwa; klęknął w pozycji quizuo przed królową Izabelą
i otrzymał pozwolenie na wyprawę i eksplorowanie nowych ziem.

Klęczenie w pozycji quizuo − geście poddania − to tradycja kontynuowana do dzisiaj między

innymi   na   dworze   brytyjskim.   Paul   McCartney,   Mick   Jagger   i   Richard   Branson,   otrzymując

tytuły szlacheckie od królowej Elżbiety II, też klęknęli, choć na krótko, w tej postawie.

Rzeźby dowodzą, że w pozycji  quizuo nie przedstawiano królów i władców. Wydaje się, że

ukazywano   w   niej   szamanów,   dygnitarzy   wysokiego   szczebla,   ambasadorów,   generałów,
admirałów i innych funkcjonariuszy państwa. Być może figurki te przedstawiają ważnych urzęd-

ników lub dyplomatów w trakcie zaprzysięgania na urząd. Byłaby to więc pozycja wyrażająca
zarazem podporządkowanie i pełnienie władzy!

Quizuo  jest kojarzone z Olmekami zdecydowanie bardziej niż z jakąkolwiek inną kulturą.

Choć posążki ludzi w tej pozycji znajdowano na całym świecie, wiadomo że występowały w

dużej   obfitości   właśnie   w   osadach   olmeckich.   Czy   Olman   −   obszar   obejmujący   przesmyk
Tehuantepec − był, jak dzisiejsza Panama z Kanałem Panamskim krajem, w którym przebywali

rozmaici ambasadorowie, dyplomaci, admirałowie i żeglarze, centrum portowym, rynkowym,
handlowym,   w   którym   można   było   spotkać   również   podejrzane   typy?   Czy   taki   był   dawny

Olman?

Statuetki   w   pozycji  quizuo  można   znaleźć   w   różnych   miejscach   na   kuli   ziemskiej   −   w

Egipcie,   na   Wyspie   Welkanocnej,   w   Mohendżo   Daro   (Indie),   Chinach,   Tiahuanaco,   Mezo-
ameryce i wielu innych. Ponieważ  quizuo  staje się coraz lepiej znane archeologom i history-

− 28 −

background image

kom, czy dostrzegą, że jest jednym z dowodów jednolitości kultur na całym świecie.

Związki Olmeków z Afryką

Według   Van   Sertimy   przekłuwanie   przez   Olmeków   nosa   jadeitowymi   kolczykami,   tatuaż,

zdobienie twarzy, dziwne fryzury oraz szczególna mowa ciała to kolejne dowody, że ich kultura
pozostawała pod wpływem innych.

O wpływach afrykańskich pisze on w They Came Before Columbus:

Wskutek zagłady afrykańskich rozwiniętych kultur spowodowanej długotrwałymi i nisz-

czącymi najazdami Europejczyków wielu Afrykanów przetrwało na peryferiach tego, co

było najlepsze w cywilizacjach afrykańskich. Nowe fakty narzucające taki obraz wyda-
rzeń budzą tak wielką konsternację i niedowierzanie, że niektórzy najbardziej szanowani

członkowie establishmentu naukowego rozpętują pełną emocji kampanię, mającą inter-
pretować   nowe   dane.   Przenikanie   wpływów   dynastycznego   Egiptu   poza   Afrykę   nagle

przestano   rozpatrywać.   Niedawne   odkrycia   archeologiczne   potwierdzają   to,   co   głoszą
mity. Coraz większe fragmenty historii Afryki są rekonstruowane na podstawie niezbitych

obiektywnych   faktów,   a   nie   na   egoistycznych   spekulacjach   i   rasistowskich   teoriach   o
czarnych dzikusach.

(...) Indianie z Haiti (Hispanioli) mówili, że na wyspę przybyli czarni ludzie, którzy

mieli   włócznie   o   grotach   z   metalu   zwanego   przez   nich  gua-nin;   [Kolumb]   wysłał   te

włócznie   do  Hiszpanii,  by  tam  oceniono,  co   to   za  metal.  Stwierdzono,  że  spośród  32
egzemplarzy 18 było  ze złota, 6  ze srebra i 8 z miedzi. Pochodzenie  wyrazu  gua-nin

można   wywieść   z   języków   grupy   mande   z   Afryki   Zachodniej:   mandingo,   kabunga,
toronka, kankanka, bambara, mande i vei. W języku vei istnieje forma wyrazu ka-ni, co

po transliteracji na miejscową fonetykę dałoby gua-nin.

Van Sertima, który jest znawcą języków afrykańskich, podaje liczne przykłady, że nazwy,

kultury i rytuały Afrykanów są zbieżne z nazwami, kulturami i rytuałami starożytnej Ameryki.

Dla badań nad Olmekami istotne jest jego stwierdzenie, że kult wilkołaka u ludu Bambara,
którego naczelnik zwany jest  amantigi  (głowa wiary), występuje w meksykańskich rytuałach

pod   nazwą  amanteca.   Obrzędy   towarzyszące   tym   rytuałom,   pisze   Van   Sertima,   są   zbyt
podobne, by powstały niezależnie u ludów niemających wcześniej ze sobą żadnych kontaktów.

Określenie „mówiący diabeł” w mandingo brzmi hore, w karaibskim  haure − to tylko jeden z
przykładów. W aztecko-misteckim języku nahuatl przepaska biodrowa to maxtli; w afrykańskim

malinke   taka   przepaska   nazywa   się  masiti.   Przepaska   kobieca   to   w   Meksyku  nagua;   w
zachodnioafrykańskim języku mande − nagba.

Van Sertima dowodzi:

(...) W języku malinke słowa znaczące „palić” to dyamba i dyemba. U ludów południo-

woamerykańskich słowa mające takie samo znaczenie to dema − w guipi-navi, iema − w

traiana, jema − w maypures, sema − w guahiba, scema − w caberi, djeema − w baniva i
tak dalej. Słowo duli w języku mandingo („palić”), występujące w tej samej formie w

językach   toma   i   bambara,   i   w   formach  nduli  i  luli  w   mende,   można   znaleźć   w
amerykańskich   językach   karaibskim,   arawak,   chavantes,   baniva,   acroamirin   i   goajiro.

Afrykańska nazwa banana również występuje w tych językach (...)

Van Sertima wspomina, że pierwsi podróżnicy spotykali wioski zamieszkane w całości przez

czarnoskórych:

W 1513 roku Vasco Nunez de Balboa, hiszpański uzurpator, ujrzał grupę afrykańskich

jeńców wojennych w indiańskiej osadzie. Powiedziano mu, że czarni mieszkają niedaleko i
bez przerwy toczą z Indianami wojny. Ksiądz, ojciec Gregoria Garcia, opisał inne spot-

kanie w książce, do której rozpowszechnienia nie dopuściła inkwizycja: „Znaleźliśmy tu
sługi Pana, Negrów − byli pierwszymi ludźmi, jakich nasi ujrzeli w Indiach”.

Van Sertima jest szanowanym członkiem społeczności akademickiej, więc izolacjoniści są

zmuszeni do uwzględniania jego teorii, ale zazwyczaj omawiają je z lekceważeniem w kilku

− 29 −

background image

zdaniach i nigdy tak naprawdę nie biorą poważnie jego twierdzeń. Szerokie rozprzestrzenienie
quizuo,   w   tym   u   Olmeków,   po   prostu   pomija   się   milczeniem.   Van   Sertima   jest   nazywany

„afrocentrystą” przez oponentów; ich zdaniem myli się, sądząc, że wszystkie amerykańskie
kultury, w tym meksykańska, wywodzą się z Afryki. Van Sertima wcale tak nie twierdzi, ale w

ten sposób pomniejsza się znaczenie jego badań.

Współczesna archeologia, zdominowana przez izolacjonistyczne teorie głoszące, że oceany

to bariery, a nie szlaki komunikacyjne, miała spore kłopoty z wytłumaczeniem, skąd wzięły się
na kontynencie amerykańskim artefakty o negroidalnych rysach twarzy, wyraźnie różniące się

od tradycyjnego wizerunku amerykańskiego Indianina. Poradzono sobie z tym, między innymi
głosząc, że to wcale nie są negroidalne rysy twarzy, lecz stylizowane przedstawienia syberyjs-

kich   myśliwych,   od   których   wywodzą   się   wszystkie   plemiona   Amazonii,   Andów,   Ameryki
Środkowej i Ameryki Północnej.

Innym   unikiem   było   przyznanie,   że   to   rzeczywiście   są   negroidalne   rysy   twarzy,   lecz   z

zastrzeżeniem, że Murzyni również musieli przedostać się do Ameryki przez Cieśninę Beringa

podczas ostatniej epoki lodowcowej. Głównonurtowy argument o Murzynach, którzy przebyli
cieśninę z syberyjskimi myśliwymi około 12.000 lat temu, jest szeroko omówiony w książce

The Ancient Kingdoms of Mexico  („Starożytne królestwa Meksyku”) brytyjskiego archeologa
Nigela Daviesa, krytyka teorii zakładających możliwość żeglowania przez oceany w czasach

starożytnych. Davies odrzuca wszelkie teorie, że Fenicjanie, Egipcjanie, Chińczycy, wikingowie,
Afrykanie czy ktokolwiek inny kiedykolwiek dotarli do Meksyku łodziami. Mimo to, w przeci-

wieństwie do niektórych historyków, przyznaje otwarcie, że Olmekowie to ludzie rasy czarnej.
Jego wytłumaczenie obecności czarnoskórych w Meksyku jest interesujące.

We wspomnianej wyżej książce Davies pisze:

Co się tyczy negroidalnych rysów twarzy w sztuce prekolumbijskiej, istnieje z pew-

nością bardziej logiczne wytłumaczenie, nieopierające się na wymysłach o afrykańskich

żeglarzach. Wielorakie ludy negroidalne można znaleźć w Azji tak samo jak w Afryce i nie
ma powodu, dla którego kilka z nich nie miałoby przyłączyć się do wędrujących grup,

które przekroczyły most Beringa łączący północno-wschodnią Azję z północno-zachodnią
Ameryką przez tyle tysiącleci. Niewielkiego wzrostu ludzie o negroidalnych rysach twarzy

byli pierwotnymi mieszkańcami wielu ziem nad Oceanem Indyjskim, w tym Indii, Półwys-
pu Malajskiego, a także Filipin, gdzie  żyją do dziś. Nie trzeba wychodzić daleko poza

międzynarodowy   port   lotniczy   w   Manili,   żeby   znaleźć   dowody   ich   istnienia.   Niedaleko
lotniska znajduje się Muzeum Filipińskich Kultur Tradycyjnych; w nim na wprost wejścia

wiszą na ścianie zdjęcia „nieznajomych twarzy”. W wyraźnym kontraście do dzisiejszych
Filipińczyków, w większości typu azjatyckiego, wiele z nich to ciemnoskórzy aborygeni,

znani jako „Negritos”, którzy obecnie są rozrzuceni wzdłuż wschodniego brzegu najwięk-
szej wyspy Luzon; większość z nich ma grube wargi i czarną skórę. Weddowie z Cejlonu

są kolejnym przykładem negroidalnych grup aborygeńskich. Nie powinno więc dziwić, że
przedstawiciele takich grup mogli dołączyć do dawnych wędrowców, którzy przekroczyli

most Beringa, zanim ten zniknął pod falami; wydaje się to logiczniejszym wytłumacze-
niem negroidalnych rysów twarzy niż jakiekolwiek inne.

Tak   więc   nawet   przyjmując   niepewne   założenie,   że   olmecka   sztuka   oparta   jest   na

portretowaniu   prawdziwych   negroidów,   nie   pozwala   ono   na   wniosek,   że   ludzie   ci   byli

Afrykanami. W dzisiejszym stanie Tabasco bez trudu można znaleźć osobników o twa-
rzach podobnych do twarzy olbrzymich głów, a jednocześnie rysach przypominających

wielkie kamienne rzeźby kultury Czarnów w Kambodży, kolejnego kraju, w którym wciąż
żyje negroidalna populacja aborygenów.

Choć argument ten brzmi rozsądnie − być może ludzie o najróżniejszych kolorach skóry

rzeczywiście wędrowali po wszystkich kontynentach w zamierzchłych czasach − na pewno nie
wystarczy, by uznać, że kolonizacji nie można było dokonać (z obu kierunków) drogą morską.

Uwaga Daviesa, że „w dzisiejszym stanie Tabasco bez trudu można znaleźć osobników o

twarzach   podobnych   do   twarzy   olbrzymich   głów”,   tak   naprawdę   niczego   nie   dowodzi.   Jeśli

negroidzi skolonizowali Tabasco po dotarciu tam lądem lub morzem, to normalną koleją rzeczy
mieli potomstwo − które oczywiście było podobne do swoich przodków.

Dlaczego archeolodzy głównego nurtu nauki nie są w stanie przyznać, że starożytni mogli

odbywać podróże łodziami i statkami? Jak, według Daviesa, negroidzi dostali się na Wyspy

Filipińskie? Jakim cudem Murzyni, wszyscy wywodzący się z Afryki, dotarli do tak odległych od
Afryki  zachodnich  wysp  Oceanu  Spokojnego   jak  Nowa  Gwinea,  Wyspy  Salomona,  Vanuatu,

− 30 −

background image

Nowa Kaledonia i Fidżi. To wciąż zagadka historii.

Czy Davies przypuszcza, że tysiące wysp na Oceanie Spokojnym zaludnili wędrowcy prze-

kraczający starożytne lądowe mosty? Chociaż jego pokroju „eksperci” są zmuszeni przyznać,
że Polinezyjczycy i Mikronezyjczycy skolonizowali odległe wyspy Oceanu Spokojnego − maleń-

kie skrawki lądu tysiące kilometrów od jakiegokolwiek kontynentu − nie chcą przyznać, że
żeglarze   w   starożytności   mogli   podobnie   odkryć   olbrzymie   kontynenty,   takie   jak   Ameryka

Północna   i   Ameryka   Południowa!   Przyjmuje   się,   że   Madagaskar   został   skolonizowany   przez
Malajów, docierających przez cały Ocean Indyjski do odległego zakątka południowo-wschodniej

Afryki, ale odrzuca się teorię, że starożytni dysponujący wielką flotą: Chińczycy, Egipcjanie,
Hindusi czy Fenicjanie, mogli powtórzyć taki wyczyn!

By   ominąć   powyższe   kwestie,   dzisiejsi   izolacjoniści   wymyślili   nowy   chwyt:   każdego,   kto

dopuszcza możliwości transoceanicznych wędrówek przez Atlantyk i Ocean Spokojny, nazywają

„rasistą”. Metodę tę zastosowali z powodzeniem majaniści, którzy twierdzą, że rasizmem jest
sugerowanie, iż mieszkańcy Ameryki Środkowej nie mogli stworzyć własnej kultury i że byli

pod wpływem rozmaitych innych kultur.

Nie jest przy tym rasizmem utrzymywanie, że inne kultury nie potrafiły budować statków i

pokonywać oceanów, tak jak zrobili to Europejczycy tysiące lat później. Spróbujcie powiedzieć
afroamerykańskiemu profesorowi historii, który jest zwolennikiem teorii zakładającej kontakty

transoceaniczne, że jest rasistą, bo uważa, że Afrykanie pokonywali kiedyś Atlantyk i stworzyli
imperium w Ameryce Środkowej!

Przed wszystkimi archeologami stoi zadanie wyjaśnienia zagadki: dlaczego tak dużo olmec-

kich   posągów   tak   bardzo   przypomina   Afrykanów?   Jak   to   możliwe,   że   postaci   tak   wyraźnie

afrykańskie nie mają nic wspólnego z Afryką? Archeolodzy tacy jak Van Sertima twierdzą, że
Olmekowie   są   podobni   do   Afrykanów,   ponieważ   są  Afrykanami.   Izolacjoniści   muszą   szukać

innych wyjaśnień; mówią, że niektórzy amerykańscy Indianie są podobni do Afrykanów, ponie-
waż w tajemniczy sposób ujawniły się u nich pewne cechy genetyczne. Wszelkie podobieństwo

Olmeków do Afrykanów lub negroidów przybywających do Ameryki przez Azję i wyspy Oceanu
Spokojnego   (na   przykład   Melanezję,   Andamany)   jest   czysto   przypadkowe.  Quizuo  to   też

sprawa przypadku i chociaż jest spotykane na całym świecie, znalezione figurki postaci w tej
pozycji nie muszą być ze sobą powiązane.  Quizuo  jest ignorowane przede wszystkim przez

badaczy głównonurtowych, ponieważ badania nad nim nie przysłużyłyby się izolacjonistycz-
nemu punktowi widzenia.

Jeśli zacznie się akceptować pogląd, że Olmekowie stanowili część imperium morskiego w

czasach, gdy po oceanach pływały wielkie floty − gdy starożytni władcy mórz panowali i na

lądzie − można zaakceptować i to, że quizuo również było elementem tej sieci, podobnie jak
zwyczaj deformowania czaszki. Zacznijmy od omówienia transoceanicznych kontaktów Olme-

ków z innymi ludami.

− 31 −

background image

4

TAJEMNICA HANDLU

 TRANSOCEANICZNEGO

Zdumienie budzi fakt, że we wszystkich częściach Meksyku, od Campeche na wschodzie po

południowe wybrzeże Guerrero, i od Chiapas przy granicy z Gwatemalą po rzekę Panuco w
regionie Huasteca (na północ od Veracruz), natrafiano na znaleziska archeologiczne przedsta-

wiające   Murzynów   bądź   ludzi   o   cechach   negroidalnych,   zwłaszcza   pochodzące   z   okresów
archaicznego i preklasycznego.

Alexander von Wuthenau Unexpected Faces in Ancient America

(„Niespodziewane twarze w starożytnej Ameryce”), 1986

Tajemnica handlu transoceanicznego

Zaczynamy rozumieć, że zawężając się do poglądu, iż Olmekowie byli odizolowani od innych

kultur mezoamerykańskich i nie mieli kontaktów z ludami, od których dzieliły ich oceany, nigdy
nie rozwikłamy związanych z nimi tajemnic. Dokładne rozpoznanie możliwości i dowodów na

istnienie   kontaktów   transoceanicznych   −   przez   Ocean   Spokojny   i   Atlantyk   −   pozwoli   nam
dowiedzieć się, kim są Olmekowie.

Aby wyjaśnić choćby częściowo tajemnicę handlu transoceanicznego, przyjrzyjmy się staro-

żytnemu miastu Comalcalco − to najbardziej wysunięta na zachód znana osada Majów w Mek-

syku.   Kilka   majańskich   osad   odkryto   na   półwyspie   Jukatan,   wrzynającym   się   w   Zatokę
Meksykańską, na wschód od kontynentu, natomiast Comalcalco leży niedaleko kontynental-

nego wybrzeża zatoki, kilka kilometrów na zachód od delty rzeki Usumacinta. Ta ważna rzeka
prowadzi do majańskich miast leżących głęboko w gwatemalskim regionie Peten.

Comalcalco było głównym majańskim miastem portowym, które rozkwitało w latach między

700 a 900 n.e. Jak większość miast Majów, pochodzi bez wątpienia z czasów wcześniejszych

niż   majański   okres   klasyczny,   a   po   niedawnych   odkryciach   w   Nakbe   w   Peten   może   być
datowane nawet na 1000 rok p.n.e. albo wcześniej. Comalcalco, jak wiele innych miast Majów,

było − jak się uważa − początkowo zamieszkane przez Olmeków. Miasta portowe są często
zatapiane   w  czasie   huraganów  i   Comalcalco   mogło  być   odbudowywane  wiele  razy  w  ciągu

setek czy nawet tysięcy lat. W okresie hiszpańskiej konkwisty wciąż było kwitnącym majańs-
kim portem, ale niedługo potem popadło w ruinę.

Comalcalco   jest wyjątkowe   z dwóch  powodów. Po  pierwsze,  ponieważ   w  okolicy nie  ma

kamieni, zbudowano je z cegieł wykonanych z mułu. Majowie wznieśli z nich olbrzymie budow-

le, jedyne w majańskim świecie. Po drugie, na wielu z tych cegieł znajdują się inskrypcje. W
latach   1977   i   1978   pracownicy   Narodowego   Instytutu   Antropologii   i   Historii   odkopali

Comalcalco i odkryli, że zbudowano je w całości z wypalanych cegieł. Odkryto, że na około 3%
cegieł znalezionych w ruinach są inskrypcje.

Podczas   badań   przeprowadzonych   przez   meksykańskiego   archeologa   Neila   Steede'a   dla

Narodowego Instytutu Antropologii i Historii ustalono, że 3671 cegieł ma inskrypcje. Z tych

cegieł na 2129 (58%) są majańskie hieroglify. Inskrypcje ze Starego Świata pojawiły się na
499 cegłach (13,6%) w językach takich jak arabski, fenicki, libijski, egipski, ogam, tifinag,

chiński, birmański i palibirmański. Naprawdę inskrypcje ze Starego Świata były na 640 cegłach
(17,3%),   ale   jeśli   na   cegle   były   majańskie   hieroglify   z   dodanymi   inskrypcjami   ze   Starego

Świata, umieszczano ją w kategorii „majańskie”. Inne cegły miały rysunki (753, 20%), a 308
(8,4%) było z inskrypcjami i hieroglifami lub nie zostało zidentyfikowane.

− 32 −

background image

Steede informuje, że komplet fotografii cegieł zawieziono do Towarzystwa Epigraficznego w

San Diego w Kalifornii, gdzie przebadali je lingwiści. Tam właśnie zidentyfikowano wymienione

wyżej języki. Na niektórych z cegieł znajdowały się wizerunki słoni. Jak już wspomniano, kilka
miało   inskrypcje   majańskie   i   w   innych   językach;   najczęściej   były   to   tłumaczenia   tekstów

majańskich.

Doktor Barry Feli z Towarzystwa Epigraficznego wyraził opinię, że cegły pochodziły ze szkoły

językowej w Comalcalco, gdzie uczniowie, poznający różne języki, ćwiczyli pisanie, używając
do tego mokrych i miękkich cegieł. Później cegły te służyły za materiał budowlany. Cegły z

inskrypcjami zostały znalezione przez meksykańskich archeologów jako zwykłe cegły budowla-
ne, położone tak, że nie było widać napisów. Napisy odkryto dopiero podczas rozbiórki budyn-

ków w trakcie prac wykopaliskowych prowadzonych na zlecenie rządu.

Steede słusznie zauważa, że są problemy z datowaniem, ponieważ języki występujące na

cegłach pochodzą z okresu mniej więcej 0-400 n.e., a Comalcalco na ogół datuje się na lata
700-900 n.e. Steede podkreśla, że być może cegły wzięto z innych budowli i wykorzystano

przy budowie kolejnych!

Steede sądzi, że skoro do tej pory zbadano zaledwie pół procent cegieł, istnieje możliwość,

iż w Comalcalco na odkrycie czeka wciąż ponad 1.000.000 zapisanych cegieł. Ma on bardzo
interesującą opinię o obecnie przyjętej korelacji datowania majańskiego:

(...) wydaje się, że daty mieszczą się w ramach przyjętego okresu klasycznego (lata

700-900 n.e.). Sugerowałoby to, że nasza korelacja kalendarza Majów jest przesunięta o
300-400 lat. Obecna korelacja jest zasadniczo autorstwa Thompsona. Korelacja Goodma-

na-Martineza-Thompsona (GMT) wykorzystywała trzy podstawowe czynniki jako wyznacz-
niki początków okresu klasycznego. Były to łuk, ceramika polichromowana i datowanie

węglem 

14

C. Wszystkie trzy przesunięto w czasie do tyłu o około 300 lat od daty ustalonej

w   obecnej   korelacji,   ale   samej   korelacji   nie   zmieniono.   W   Comalcalco   mamy   bardzo

wyraźne wskazówki, by to zrobić. Zachowując ostrożność, można powiedzieć, że korelacja
Spindena, przesuwająca wszystkie daty o 260 lat w tył, byłaby bardziej poprawna.

Steede pisze dalej, że jak dotąd lingwiści uważają, iż na cegłach z Comalcalco widnieją

różne obce języki, natomiast archeolodzy nie zgadzają się z ich opinią tylko dlatego, że to, co
mówią lingwiści, „po prostu nie może być prawdą”. Nie jest to, ośmielę się twierdzić, w pełni

naukowy argument ze strony archeologów.

Chciałbym także przypomnieć czytelnikowi, że ruiny Comalcalco i pokryte napisami cegły

odnalazł uznany zespół naukowców z Narodowego Instytutu Antropologii i Historii Meksyku.
Jednak  izolacjoniści  niechętnie  opuszczają  pozycje,  na  których się  okopali.  Prawdopodobnie

pominą milczeniem odkrycia z Comalcalco i mało który student archeologii na jakimkolwiek
uniwersytecie w ogóle dowie się o kontrowersjach wokół tamtejszych cegieł.

Egipcjanie i handel poprzez Ocean Spokojny

W książce z 1923 roku The Children of the Sun („Dzieci słońca”) archeolog z Uniwersytetu

Manchesterskiego W.J. Perry starał się wykazać, że dualistyczny system Egipcjan i Hindusów

rozprzestrzenił się na Oceanie Spokojnym i dotarł do Tonga, Tahiti, Hawajów i Wyspy Wielka-
nocnej. Perry przedstawił dowody, że wysłannicy starożytnych królestw Słońca − Egiptu i Indii

−   docierali   do   Indonezji   i   podróżowali   po   Oceanie   Spokojnym   około   1500   roku   p.n.e.,
rozprzestrzeniając swoją wysoko rozwiniętą kulturę. Perry śledzi pojawianie się megalitycznych

budowli − od miejsca ich narodzin w Egipcie przez Indonezję i Ocean Spokojny aż do Ameryki.
Ci   starożytni   żeglarze,   pokonujący   oceany,   poszukiwali   złota,   obsydianu   i   pereł,   płynąc   od

wyspy do wyspy. Perry twierdzi, że nazywano ich dziećmi słońca!

Zgodnie z jedną z teorii biblijna opowieść o krainie Ofir może odnosić się do kontaktów

transpacyficznych.   Biblia   mówi,   że   około   1000   roku   p.n.e.   fenickie   statki   króla   Salomona
wyruszyły w trzyletnią podróż do krainy złota, zwanej Ofirem. Sformułowano teorię następu-

jącą: w 4000 roku p.n.e., a prawdopodobnie dużo wcześniej, Egipcjanie żeglowali przez Ocean
Indyjski do Sumatry, Australii i Nowej Gwinei. Wydobywali złoto i handlowali z Indonezyjczy-

kami, badali Australię i czerpali z jej olbrzymich bogactw co tylko mogli. Wyruszyli dalej, przez
Ocean   Spokojny,   wspólnie   z   Hindusami,   by   kolonizować   i   komercjalizować   obszar   Oceanu

Spokojnego i nawiązali w końcu stosunki handlowe z rozwiniętymi kulturami Ameryki Północnej

− 33 −

background image

i Ameryki Południowej. Statki króla Salomona popłynęły wyznaczonymi szlakami, by przywieźć
skarby opisane w Biblii.

Ceramikę Lapita znajdowaną na Salomonach, w Nowej Kaledonii, Vanuatu, a nawet na Fidżi,

Tonga i Samoa datuje się na 4000 lat. Istniejąca bez wątpienia sieć połączeń handlowych w

2000 roku p.n.e. może mieć związek z egipskimi kupcami i ich dalekimi podróżami do odległej
krainy, którą nazywali Puntem. Historycy tacy jak Barry Feli z Harvardu uważają, że główną

rolę w długich podróżach morskich w starożytności odegrała wyspa Sumatra.

Feli twierdzi, że podróżnicy wypływali z portów Morza Czerwonego i północno-wschodniego

wybrzeża Afryki w kierunku Cejlonu, Sumatry, wschodniej Indonezji, Nowej Gwinei i dalej na
Ocean Spokojny. Załogę statków stanowili ludzie biali typu kaukaskiego i Murzyni. Feli uważa,

że   ci   podróżnicy,   podczas   trwającej   rok   wyprawy   do   przesmyku   Tehuantepec   (albo   Peru),
wpływali na Ocean Spokojny, omijając od północy bądź południa Nową Gwineę, a potem płynęli

wzdłuż wysp takich jak Nowa Brytania, Nowa Irlandia, Wyspy Salomona i Vanuatu, by przybyć
w końcu do Fidżi, Tonga i Samoa. Tonga i Samoa stały się głównymi ośrodkami na Oceanie

Spokojnym.

Piramidy i inne megalityczne budowle znajdowane na tych wyspach, takie jak kamienny łuk

Ha'amonga na Tonga, przydają tej tezie  wiarygodności. Kupcy przywozili ze sobą ceramikę
Lapita. Tahiti i Hawaje zostały zasiedlone później, a Rai'tea niedaleko Tahiti stało się wschodnią

stolicą. Stąd zostały skolonizowane takie wyspy jak Markizy, Rapa Iti i Wyspa Wielkanocna. Feli
przypuszcza,   że   starożytni   żeglarze   docierali   do   Meksyku,   Ameryki   Środkowej,   Ekwadoru   i

Peru, wyruszając z tych właśnie lądowych baz.

Na całym Oceanie Spokojnym w nazwach wielu wysp występuje człon „Ra” − egipskie imię

boga słońca. Poza tym na wielu posągach z Wyspy Wielkanocnej widnieje egipski znak  ankh
umieszczony   u   podstawy   tylnej   strony   tułowia.   Każdy   z   posągów   ustawionych   przez   Thora

Heyerdahla na plaży Anakena ma wyrzeźbiony na plecach duży znak  ankh. Umiejscowienie
tych znaków u podstawy kręgosłupa ma, być może, symbolizować moc kundalini kryjącą się −

według starożytnych − w kręgosłupie.

Egipcjanie   budowali   statki   bez   użycia   gwoździ.   Dużo   starożytnych   statków,   w   tym   bez

gwoździ, znaleziono na wybrzeżach Australii. Dwa statki, długości 12 metrów i szerokości 3
metrów, zbudowane bez użycia gwoździ, znaleziono niedaleko  Perth w  zachodniej Australii,

kolejny, częściowo przysypany wydmą, w Wollon-gong w Nowej Południowej Walii.

W dolinie Rzeki Księcia Regenta w górach Kimberley w zachodniej Australii znajduje się

malowidło jaskiniowe, przedstawiające mężczyznę z brodą i w wysokiej czapce; wygląda on jak
Egipcjanin   albo   mieszkaniec   Bliskiego   Wschodu.   Wokół   niego   stoją   trzy   kobiety   z   długimi

włosami związanymi na końcu. Kobiety te zidentyfikowano jako egipskie tancerki z ciężarkami
przywiązanymi   na   końcach   włosów.   Długie,   obciążone   włosy   odgrywały   istotną   rolę   w   ich

tańcu.

Chociaż to australijscy Aborygeni słyną z używania bumerangów, mało kto wie, że używali

ich również Egipcjanie. Regularnie używali ich do polowań na kaczki na bagnach Nilu, a także w
różnych   grach.   Jest   archeologicznym   faktem   (choć   mało   nagłośnionym),   że   w   1924   roku

archeolog Howard Carter, po otwarciu grobowca króla Tutanchamona, znalazł skrzynię pełną
bumerangów. Wiele z nich, wykładanych złotem i lapis-lazuli, można obejrzeć w sali poświęco-

nej Tutanchamonowi w Muzeum Egipskim w Kairze. Obok nich dla porównania leży bumerang
australijski.

Bumerangów używano także w południowym Meksyku, Teksasie, Arizonie i Kalifornii. Jest

prawdopodobne, że używali ich również Olmekowie; bumerangi można zobaczyć na ekspozycji

w Narodowym Muzeum Antropologii w mieście Meksyk. To interesujący pogląd − że australijscy
Aborygeni,   tak   jak   plemiona   północnoamerykańskiego   południowego   zachodu,   nauczyli   się

posługiwania prostymi, ale zmyślnymi bumerangami od Egipcjan!

Francuscy badacze Luis Pauwels i Jacques Bergier piszą w książce  Eternal Man  („Wieczny

człowiek”):

W 1963 roku z Australii dotarła do nas niezwykła informacja. W ziemi osłoniętej ska-

łami znaleziono stos egipskich monet, zakopanych tam około 4000 lat temu. Czytelnicy,

którzy podali nam tę informację, odwoływali się do publikacji raczej mało znanych, gdyż
o   znalezisku   nie   było   wzmianki   w  żadnych   pismach   archeologicznych.   Tylko   poczytne

radzieckie pismo „Technika Młodzieży”, poświęcające regularnie kolumnę niewyjaśnionym
faktom komentowanym przez ekspertów, podjęło ten temat. Opublikowało nawet zdjęcia

wykopanego skarbu.

− 34 −

background image

Antropolog   Elizabeth   Goud   Davis   donosi   w   książce  The   First   Sex  („Pierwsza   płeć”):   „W

Australii znaleziono wisiorek z minerału zwanego zieleńcem, rzeźbiony w kształt celtyckiego

krzyża, będący dokładną repliką amuletu znalezionego w Egipcie w Tell el-Amarna, mieście, w
którym 3500 lat temu rządzili Nefertiti i faraon Echnaton”.

Okres   panowania   Echnatona   i   Nefertiti   (około   1200   roku   p.n.e.)   jest   również   okresem

ceramiki Lapita (około 1100 roku p.n.e.) i chińskiej dynastii Szang (1600-1028 rok p.n.e.). Na

okres ten często datuje się także początki Olmeków.

Istnieje jedno wyraźne ogniwo łączące Australię i Egipt − mieszkańcy wysp Cieśniny Tor-

resa,   między   Nową   Gwineą   a   północnym   Queenslandem,   stosują   interesującą   praktykę
mumifikowania zmarłych. W Muzeum Macleaya uniwersytetu w Sydney znajdują się zmumifiko-

wane zwłoki mieszkańca Wyspy Darnleya (Cieśnina Torresa); użyta w mumifikacji metoda jest
podobna do stosowanej w Egipcie w latach 1090-945 p.n.e.

W 1875 roku uczestnicy wyprawa Sheverta odkryli podobieństwo łodzi z Wyspy Darnleya do

starożytnych łodzi nilowych. Z wyspy wyprawiano w morze zmarłych łodziami, które osiadały

na rafie koralowej. Egipcjanie przewozili zmarłych łodziami przez Nil bądź wzdłuż niego, by
pochować ich na pustyni.

Kenneth Gordon Mclntyre zauważył w książce The Secret Discovery of Australia („Sekretne

odkrycie  Australii”),  że  nazwa wyspy  Mir  w Cieśninie  Torresa  to  egipski  wyraz  oznaczający

piramidę, a nawet że nazwa samego Egiptu to „Misr”. Kolejne podobieństwo łączące miesz-
kańców wysp cieśniny (a także Wysp Salomona, Fidżi i Polinezji) ze starożytnymi Egipcjanami

to używanie do spania drewnianej poduszki. Rzeźbiony kawałek drewna służył jako podkładka
pod   głowę,   a   śpiący   leżał   na   plecach.   Ten   wyjątkowy   zwyczaj   występował   w   starożytnym

Egipcie i jest spotykany na niektórych wyspach Oceanu Spokojnego wokół Nowej Gwinei.

Świat starożytnych królów mórz

Wyobraźmy sobie świat, w którym oceany były autostradami dla starożytnego człowieka.

Wyobraźmy sobie, że co kilkaset lat podejmowano wytrwałe wysiłki, by dotrzeć do dalekich
brzegów i zdobyć cenne towary. Załóżmy, że istniała komunikacja przez Atlantyk dzięki stat-

kom większym od okrętów Kolumba. Wyobraźmy sobie podróże morskie w wielkich łodziach,
jednych z trzciny, innych − z drewna.

Ci ludzie  poszukiwali egzotycznych towarów, w tym jadeitu, złota,  rzadkich ptasich piór,

środków halucynogennych, ziół i mnóstwa innych drogocennych przedmiotów. Uważa się, że

uczestnicy tych wypraw byli grupą starożytnych żeglarzy rozmaitego pochodzenia, zaciąganych
w portach od Hiszpanii i Maroka po Egipt, Etiopię, Oman, Keralę, Cejlon i wyspy indonezyjskie,

takie jak Sumatra, Jawa i Bali.

To   właśnie   byli   starożytni   królowie   mórz;   zwie   się   ich   rozmaicie   −   Ligą   Atlantydzką,

Hetytami z Byblos, Fenicjanami albo Khyberami. Budowali wielkie statki towarowe, przewożące
setki pasażerów i załogi oraz tony ładunku, i dowodzili nimi. Łodzie zwane tongaraki, używane

przez królów Tonga na środkowym Oceanie Spokojnym, mogły pomieścić 300 osób. Kapitano-
wie tych statków byli arystokracją i znali się na gwiazdach oraz zasadach nawigacji, tak jak

dzisiejsi Polinezyjczycy.

Kapitanowie z Oceanu Indyjskiego, z Omanu albo z Morza Czerwonego sprzymierzali się z

hinduskimi żeglarzami z południowego Oceanu Indyjskiego, którzy pochodzili z Indii, Maledi-
wów, Cejlonu i Indonezji. Płynąc na wschód z Indonezji, napotykali górzyste i dzikie wyspy

Nowej Gwinei i Wyspy Salomona. Za nimi otwiera się przestwór Oceanu Spokojnego. Mijali
takie   archipelagi   jak   Fidżi,   Tonga,   Tahiti   i   Markizy,   zanim   lądowali   na   wybrzeżu   Ameryki

Północnej, przypuszczalnie w okolicach Zatoki Kalifornijskiej. Stamtąd kierowali się na południe
do pacyficznych portów w pobliżu ośrodków takich jak Monte Alban w Oaxaca w Meksyku.

Ci starożytni królowie mórz byli grupą niejednolitą − w jej skład wchodzili brodaci i wąsaci

przedstawiciele typu kaukaskiego, a także ludzie o afrykańskich, orientalnych i klasycznych

„chińskich” rysach twarzy. Spotykano też wśród nich karły i garbatych (uważano, że przynoszą
szczęście), często pełniących rolę muzyków i gawędziarzy dla rozrywki załogi. Nikt nie był na

statku   niewolnikiem,   choć   panowała   ścisła   hierarchia.   Wszyscy   mogli   świętować   w   portach
docelowych   i   wszyscy   mieli   udział  w  zdobyczach.   Żeglarz,   który  odbył  kilka  podróży,   mógł

prowadzić dostatnie życie.

Na każdym statku, oprócz kapitana i bosmanów, był zapewne również kapłan, szaman albo

czarownik. To on rozmawiał z lokalnymi ekspertami od roślin i pozyskiwał odpowiednie zioła

− 35 −

background image

oraz środki halucynogenne. Kapłani prawdopodobnie nosili spiczaste czapki i postępowali tak,
jak można tego oczekiwać po starożytnym czarowniku.

Chińscy eunuchowie i podróże dookoła świata

Ostatnimi czasy ukazały się popularne i pozytywnie recenzowane książki opisujące histo-

ryczne fakty o wczesnych podróżach Chińczyków dookoła świata. W bestsellerze „1421: Rok, w

którym Chińczycy odkryli Amerykę i opłynęli świat” autor Gavin Menzies utrzymuje, że 8 marca
tego roku w morze wyruszyła wielka flota dżonek długości prawie 150 metrów. Flotą dowodzili

admirałowie-eunuchowie, poddani cesarza Zhu Di; mieli popłynąć na krańce świata, by zebrać
daniny od barbarzyńców; dotrzeć do najdalszych mórz i zjednoczyć świat w konfucjańskiej

harmonii. Podróż trwała dwa lata, a flota opłynęła cały świat, twierdzi Menzies.

W   innej   książce   o   chińskich   prekolumbijskich   wyprawach,  When   China   Ruled   the   Seas

(„Kiedy Chiny rządziły morzami”) autorka Louise Levathes twierdzi, że Chińczycy z epoki Szang
żeglowali   do   Ameryki   około   1000   roku   p.n.e.   Choć   nie   utrzymuje   ona,   że   w   kontaktach

Chińczyków   z   Meksykiem   pośredniczyli   Olmekowie,   tak   właśnie   twierdzą   inni   archeolodzy   i
historycy, w tym związani z prestiżową Smithsonian Institution.

Smithsonian   Institution   wydała   w   1974   roku   monografię   zatytułowaną  The   Transpacific

Origin of Mesoamerican Civilization („Transpacyficzne początki cywilizacji mezoamerykańskiej”)

autorstwa Berty J. Meggers, archeolog, w 2007 roku zatrudnionej w tej instytucji. W mono-
grafii tak pisze:

Antropolodzy generalnie zakładają, że cywilizacje na wschodniej i zachodniej półkuli

rozwijały   się   niezależnie   od   siebie.   Badanie   cech   wyróżniających   kulturę   mezoamery-
kańskich Olmeków spośród poprzedzających ich kultur rolniczych osad wykazuje jednak,

że wiele z tych cech występuje we wcześniejszej cywilizacji Chin z okresu dynastii Szang.
Jeśli cywilizacja Olmeków narodziła się pod wpływem czynnika zza Oceanu Spokojnego,

wynikają z tego ważne implikacje zarówno dla rekonstrukcji rozwoju kulturowego Nowego
Świata, jak i dla sformułowania aktualnej teorii ewolucji cywilizacji.

Nie licząc teorii ewolucji kulturowej, żadna teoria nie wywołała gwałtowniejszej dys-

kusji wśród antropologów niż teoria kontaktu zwanego transpacyficznym. Te dwa tematy

pierwsi dyfuzjoniści uznali za powiązane ze sobą. Przekonywali oni, że źródłem cywilizacji
Indian amerykańskich był Stary Świat: Egipt, Fenicja, Izrael, Atlantyda i Mu. Dla kontras-

tu dzisiejsi teoretycy biorą za pewnik, że cywilizacje rozwijały się kolejno, a przynajmniej
niezależnie w Starym i Nowym Świecie. (...) Niniejszy artykuł zajmie się kontekstem i

cechami charakterystycznymi najwcześniejszej cywilizacji Mezoameryki, znanej jako ol-
mecka, i porównaniem ich z cywilizacją Szang w Chinach. Dyskusja o znaczeniu wielu

uderzających podobieństw unaoczni niektóre problemy teoretyczne, które trzeba rozwią-
zać, zanim da się położyć wiarygodne podwaliny pod teorię narodzin cywilizacji.

W swojej monografii Meggers podaje archeologiczne dowody, że Olmekowie są najwcześ-

niejszą cywilizacją Mezoameryki, omawia ich piramidy, pomniki, sztukę, kalendarz, handel i
religię. Potem opisuje różne cechy cywilizacji Szang. Do podobieństw łączących te społeczności

zalicza styl pisania, szerokie wykorzystanie i dalekosiężny handel jadeitem, używanie pałek
jako symboli rangi, schematy osiedli oraz style architektoniczne, sprowadzanie luksusowych

dóbr z wielkich odległości, czczenie bóstw mających postać wielkich kotów (jaguar) i stosowa-
nie deformacji czaszki.

Chociaż przyznaje, że zadanie jest trudne, Meggers dochodzi do wniosku, że podobieństwa

między Olmekami a Szangami można wykorzystać jako dowód albo niezależnego rozwoju, albo

kulturowej dyfuzji. Podstawową trudnością, jaką napotykamy, pisze, jest to, że poszukiwanie
początków kultur hamują nieuświadomione uprzedzenia i ograniczona ilość danych.

Jeden z uczniów Meggers, Vincent H. Malmstrom, w monografii  Izapa: Cultural Hearth of

the Olmecs („Izapa: kulturowa kuźnia Olmeków”), wydanej przez Darthrnouth College dostęp-

nej w Internecie pod adresem: www.darthmouth.edu/~izapa/M6.pdf, również podaje, że staro-
żytne miasto Izapa, w pobliżu pacyficznego wybrzeża przesmyku Tehuantepec, było dużym

portem morskim utrzymującym kontakty z Ekwadorem oraz, prawdopodobnie, z Chinami epoki
Szang. Malmstrom twierdzi:

− 36 −

background image

Blisko krańca nadbrzeżnej równiny nad Oceanem Spokojnym, w południowo-wschod-

nim zakątku stanu Chiapas w Meksyku leży duży, prekolumbijski ośrodek ceremonialny

znany jako Izapa. Położone na tarasie niewielkiego dopływu Rio Suchiate, rzeki granicznej
między Meksykiem i Gwatemalą, miasto składa się z ponad 130 kopców rozrzuconych na

kilku hektarach porośniętej bujnie tropikalnej niziny u podnóża wulkanu Tacana, drugiej
najwyższej góry (4094 metrów) w Ameryce Środkowej. Choć jak dotąd odrestaurowano

zaledwie pół tuzina obłożonych otoczakami kopców i piramid, jest jasne, że wchodziły
kiedyś w skład rozbudowanego, dobrze zaplanowanego kompleksu znacznej wielkości. Na

ile ów kompleks był ważny, dopiero badamy.

Archeolodzy   ostrożnie   datują   Izapa   na   okres   późny   formatywny   (odpowiadający   z

grubsza okresowi 600-100 p.n.e.), głównie na podstawie dowodów stylistycznych. Mamy
jednak   powód   sądzić,   że   Izapa   jest   o   wiele   starsze,   niż   wskazywałyby   tego   rodzaju

dowody.   Bernal   zgadza   się,   że   Izapa   może   być   rówieśnikiem   najstarszych   znanych
olmeckich miast w San Lorenzo i La Venta. Wykazano na przykład, że osiadły, wiejski tryb

życia   istniał   w   rejonie   Izapa   być   może   już   w   1500   roku   p.n.e.,   sądząc   po   wynikach
datowania węglem radioaktywnym znalezisk z Ocós, na wybrzeżu Gwatemali, zaledwie 45

kilometrów dalej. Dodatkowe dowody, choć poszlakowe, pojawiły się ostatnio jako wynik
zidentyfikowania przez autora właśnie Izapa jako miejsca narodzin mezoamerykańskich

systemów kalendarzowych i wiedzy o magnetyzmie wśród prekolumbijskich kultur tego
regionu. (...) Mimo to, jeśli hipotezy autora są słuszne, da się ustalić dwa astronomiczne

stałe  punkty, w odniesieniu do  których można  sprawdzić jedyną dokładną datę, którą
zostawili nam majańscy chronologowie − oraz, przypuszczalnie, Olmekowie przed nimi.

To data uznana za początek systemu Długiej Rachuby, wyznaczona na 13 sierpnia 3113
roku   p.n.e.   przez   korelację   Goodmana-Martineza-Thompsona.   W   innym   miejscu   (w

prasie) autor wyjaśnią jak ustalił, że system Długiej Rachuby − połączenie 260-dniowego
kalendarza religijnego i 365-dniowego kalendarza świeckiego − sprawia wrażenie, jakby

zapoczątkowano go w 235 roku p.n.e., którą to datę proponował już w 1930 roku Teeple,
ale która została odrzucona przez Thompsona.

Mając świadomość, że niezależnie doszedł do tego samego wniosku co wcześniejszy

naukowiec, którego Thompson wychwalał za matematyczny „geniusz” przy innej okazji,

autor użył komputera, by „cofnąć” oba kalendarze do punktu startowego. W przypadku
kalendarza   świeckiego   oznaczało   to,   że   dzień   znany   Majom   jako   „0   Pop”   powinien

przypaść na letnie przesilenie, natomiast w przypadku kalendarza religijnego dzień „/ /
wir” powinien przypaść na 13 sierpnia. W wyniku tej operacji autor wykazał, że świecki

kalendarz rozpoczął się prawdopodobnie 21 czerwca 1323 roku p.n.e., a religijny − 13
sierpnia 1358 roku p.n.e.

Co ważne, obie daty zgadzają się całkowicie z wynikami badań węglem radioaktyw-

nym, przeprowadzonych w rejonie Ocós na południe od Izapa oraz z rejonu San Lorenzo

w   stanie   Veracruz,   przypuszczalnie   jednego   z   pierwszych   miast   Olmeków,   w   których
„zadomowiły   się”  kalendarze.   Gdyby   Izapa   było   tylko   miejscem  narodzin   mezoamery-

kańskich   kalendarzy,   wystarczyłoby   to,   by   uznać   je   za   główny   ośrodek   kulturalny
Olmeków. Jednak co najmniej na jednym jeszcze polu wiedzy Izapa przoduje w olmeckiej

nauce − chodzi mianowicie o ziemski magnetyzm. Przez jakiś czas badacze sądzili, że
Majowie  go znali, najwyraźniej stosując go  do  ustawiania swoich budowli w głównych

ośrodkach ceremonialnych.

Potem, w 1973 roku, Coe odkrył niewielką sztabkę wypolerowanego hematytu w San

Lorenzo   i   uznał,   że   mogła   służyć   jako   część   kompasu.   Znaleziono   ją   w   warstwie
datowanej na około 1000 roku p.n.e., co sugeruje, że Olmekowie wiedzieli o magnety-

zmie ziemskim prawie na 1000 lat przed Chińczykami. Jednak podczas prac polowych w
Izapa w styczniu 1975 roku autor znalazł dowody, że mieszkańcy tego miasta nie tylko

znali magnetyzm, ale także kojarzyli go z instynktem odnajdywania drogi przez żółwie
morskie. Taki wniosek wynika z faktu, że około 30 metrów na południowy wschód od

głównej piramidy znaleziono dużą rzeźbę głowy żółwia, wykonaną z bazaltu bogatego w
magnetyczne żelazo i wykończoną z taką precyzją, że wszystkie magnetyczne linie siły

zbiegają   się   na   pysku   żółwia.   Chociaż   w   Izapa   nie   znaleziono   więcej   magnetycznych
kamieni,   są   tam   przynajmniej   dwa   inne   wizerunki   żółwia.   Jednym   z   nich   jest   rzeźba

niedaleko   wschodniej   ściany   głównej   piramidy,   mająca   kształt   odwróconej   żółwiowej
skorupy, która − napełniona wodą podczas pory deszczowej − mogła stanowić pozba-

wioną tarcia powierzchnię, na której unosiłaby się swobodnie igła magnetytowa. Drugim
jest wielki ołtarz w formie żółwia na zachodnim końcu ceremonialnego boiska, na którego

− 37 −

background image

północnej   ścianie   znajduje   się   płaskorzeźba   brodatego   mężczyzny   stojącego   w   łodzi
unoszącej się na falach. O tym, że Izapanie byli żeglarzami i przez długi czas utrzymywali

stosunkowo   regularne   kontakty   z   miejscami   tak   odległymi   jak   Ekwador,   świadczą
podobieństwa ceramiki znajdowanej w tych dwóch rejonach.

Trudno sobie wyobrazić, że nie zauważyliby podczas takich podróży wielkich migracji

żółwia czarnego, wędrującego między wybrzeżem Gwatemali i wyspami Galapagos.

Nie trzeba też wielkiej wyobraźni, by przypuszczać, że pewność nawigacji żółwi zrobiła

na nich wrażenie i że porównali ją z właściwościami magnetytu ułatwiającymi nawigację.

Czy morskie kontakty Izapa obejmowały podróże przez Ocean Spokojny, w tym momen-
cie   nie   da   się   wykazać,   chociaż   Meggers   −   między   innymi   −   wykazała   uderzające

podobieństwa między Olmekami a Chińczykami dynastii Szang. Tak czy inaczej, wygląda
na to, że Izapa było głównym ośrodkiem kulturowego rozwoju w Mezoameryce, czy to

jako przyczółek dla wpływów zza Oceanu Spokojnego czy jako ośrodek rozwijający się
samodzielnie.

Izapa mogło więc być głównym portem olmecko-chińskim na Oceanie Spokojnym. Jeśli tak,

zbiegałyby   się   tam   liczne   lądowe   drogi   z   Oaxaca   i   innych   obszarów.   Towary   z   atlantyckiej
strony   przesmyku   również   przywożono   by   lądem   i   bardzo   możliwe,   że   tony   jadeitu,   złota,

halucynogennych   grzybów,   ziaren   kakaowca   i   innych   cennych   dóbr   wysyłano   z   Izapa   z
powrotem przez Ocean Spokojny − w części bez wątpienia do Chin. W późniejszych czasach

Hiszpania prowadziła zyskowny handel, wykorzystując porty w Manili i Acapulco.

W artykule  w  US News & World Report  z 4 listopada 1996  roku doniesiono, że chiński

językoznawca   Han   Ping   Chen   zbadał   słynne   olmeckie   figurki   i   towarzyszące   im   jadeitowe
toporki znalezione w La Venta, obecnie przechowywane w Narodowym Muzeum Antropologii.

Według czasopisma, po przestudiowaniu niektórych „napisów” na toporkach Chińczyk oznajmił,
że   „najwyraźniej   są   to   chińskie   znaki”.   Meggers   też   miała   udział   w   tym   ważnym   odkryciu

(dokładniejszy jego opis jest w rozdziale 6).

A więc należy sądzić, że dzieci o twarzach wykrzywionych dziwnymi minami, pozbawione

genitaliów, to tak naprawdę chińscy eunuchowie? Nieszczęśliwi, bo usunięto im genitalia albo
dlatego że ich ojczyzna w Chinach została zrujnowana i nie mają dokąd wracać?

Czy   wyjaśnia   to   nam,   czemu   negroidalne   posążki   mają   również   orientalne   cechy?   Czy

negroidzi wywiezieni z Afryki lub Melanezji byli wojownikami utrzymywanymi przez chińskich

podróżników jako armia?

Wyobraźmy sobie następującą sytuację: chłopcy zrodzeni z matek Chinek są kastrowani w

młodym wieku i szkoleni w sztuce wojennej, żeglarstwie i dyplomacji. To żołnierze potężnej
postury, dobrze uzbrojeni i zdyscyplinowani. Mając przy sobie niewielką grupę takich ludzi,

chińsko-olmecki generał był w stanie pokonać przeciwnika na odległej wyspie czy kontynencie.
Specjalnie wyszkoleni chińscy eunuchowie byli królami mórz i oceanów, wzbudzającymi respekt

wszędzie, gdzie się pojawili. Wielbiono ich, stawiano im pomniki. Byli wspaniałymi wojowni-
kami, a niektórzy z nich czarownikami.

Ale byli eunuchami i nie mogli uprawiać seksu dla przyjemności. Rozkosz znajdowali w je-

dzeniu i piciu. Jako dygnitarze i dworacy musieli być traktowani po królewsku i prawdopo-

dobnie   pochłaniali   ogromne   ilości   jedzenia   i   pili   halucynogenne   trunki.   Ci   chińsko-olmeccy
eunuchowie mogli też być traktowani jako ludzie-jaguary, gdyż obcowali z lokalnymi duchami i

zwierzętami totemicznymi.

Tak więc kraina Olman to nie tylko wybrzeża pacyficzne. Przesmyk Tehuantepec jest tak

wąski, że po krótkiej podróży lądem można było znaleźć się w portach, także nad Atlantykiem.
Nic nie napędza sukcesu tak jak sukces. Jeśli Olmekowie potrafili rozwinąć sieć handlowana

przesmyku, mogli też stać się dominującą kulturą w regionie.

− 38 −

background image

5

TAJEMNICA DEFORMOWANIA CZASZEK

PRZEZ OLMEKÓW

Wydłużamy głowy naszych dzieci, ponieważ to nasza tradycja,

a wywodzi się ona z podstawowych wierzeń naszego ludu.

Uważamy także, że ludzie z wydłużonymi głowami są piękniejsi,

a poza tym długie głowy są oznaką mądrości.

Opinia mieszkańców południowego wybrzeża wyspy Malekula w Oceanii

Olmekowie i deformowanie czaszek

Wśród   wielu   dziwnych   rzeczy  związanych   z   Olmekami   deformowanie   czaszek  jest   chyba

najdziwniejsze.  Deformowanie   głowy  to   praktyka   wspólna   dla   ludów  Peru,  niektórych   wysp
Oceanu Spokojnego, plemion Afryki, irackich Kurdów i Egipcjan, a także wielu innych kultur.

Ten niezwykły zwyczaj łączy przeciwległe brzegi obu oceanów: Atlantyckiego i Spokojnego.

Dla niewtajemniczonych widok zdeformowanych czaszek jest dość wstrząsający. Czaszki te

mają najróżniejszy kształt i rozmiary, niektóre są skrajnie wydłużone, spiczaste, inne − raczej
kanciaste. Kim dokładnie byli ci ludzie, czemu zmieniali kształt swoich głów i jak dokonywali

tych dziwnych modyfikacji − pozostaje nadal tajemnicą. Proponuje się różne wyjaśnienia.

W antropologii istnieje naukowy termin „dolichocefalia”, co znaczy długogłowość. Tak się

nazywa kształt głowy ludzkiej wydłużony ku tyłowi. Laicy i popkulturowe media mówią o takich
ludzkich prześmiewczo „jajogłowi”. Wielu Amerykanów pamięta serial telewizyjny w Sarurday

Night Live, w którym występował Dan Akroyd i inni jako cudaczna rodzina Jajogłowych. Serial
zdobył   taką   popularność,   że   powstał   pełnometrażowy   film   pod   takim   właśnie   tytułem.

Członkowie rodziny komicznych dziwolągów mieli długie, łyse głowy, dwa razy dłuższe od nor-
malnych, do tego spiczasto zakończone. Swoją odmienność usprawiedliwiali tym, że przyjechali

z Francji, ale było jasne, że są kosmitami, badającymi Ziemian. Czy komediowy serial przypad-
kiem nie naprowadza na trop wiodący do początków zwyczaju deformowania czaszki?

Specjaliści od dawna wiedzą, że deformacji czaszki u człowieka można dokonać tylko  w

okresie niemowlęctwa. Głowę niemowlęcia wkłada się między deszczułki i obwiązuje mocno

sznurkiem albo silnie się bandażuje, wskutek czego czaszka, rozrastając się, staje się nienatu-
ralnie wydłużona.

Czaszka   jest   obwiązywana,   kiedy   jej   kości   u   dziecka   jeszcze   się   nie   zrosły;   siłę   ucisku

zmienia się w miarę upływu czasu. Po kilku latach takiego krępowania głowa dziecka zaczyna

wyraźnie się wydłużać, a kiedy dziecko osiąga osiem czy dziewięć lat (czasami wcześniej!),
czaszka jest już nieodwracalnie uformowana i nie trzeba jej nadal obwiązywać.

Wiadomo że u Olmeków i Majów z Ameryki Środkowej często się spotyka dolichocefalicznie

zdeformowane czaszki. W tropikach znaleziska szkieletowe są rzadkie ze względu na szybki

rozkład   materii   organicznej,   znajdowano   jednak   przypisywane   Olmekom   jadeitowe   figurki
przedstawiające ludzi z wydłużonymi głowami, wiemy więc, że ta dziwna „moda” była szeroko

rozprzestrzeniona; napotykamy ją od Andów przez dżungle Panamy, Kostarykę, Nikaraguę, po
wybrzeża i góry Meksyku. Dotarła nawet do północnego zachodu Stanów Zjednoczonych.

Największy słodkowodny zbiornik na zachód od Missisipi to jezioro Flathead w zachodniej

Montanie, nazywane tak, ponieważ miejscowi rdzenni Amerykanie nazywali siebie Indianami

Flatheads   −   Płaskogłowymi.   I   rzeczywiście   mieli   dziwnie   wydłużone   i   spłaszczone   głowy   w
wyniku deformowania czaszek.

− 39 −

background image

Kiedy pierwsi europejscy eksploratorzy dotarli w pobliże obecnego Seattle na północnym

zachodzie Stanów Zjednoczonych, stwierdzili, że Indianie z miejscowych plemion Chinooków

mają wydłużone i spłaszczone głowy. Rosyjscy, hiszpańscy i angielscy podróżnicy, którzy tam
przybyli,   udokumentowali   obce   dla   nich   zwyczaje;   istnieje   wykonany   przez   nich   rysunek

kobiety   z   dolichocefaliczną   głową,   trzymającej   na   kolanach   dziecko   w   drewnianej   „kołysce
deformacyjnej”. Co ciekawe, na skórze tej kobiety jest widoczny przypominający pismo tatuaż i

ma ona niezwykle małe stopy; być może, kiedy była niemowlęciem, stopy również jej obwiązy-
wano, tak jak głowę.

Wiadomo także, że władcy starożytnego Egiptu − Echnaton, Nefertiti, Tutanchamon, Meri-

taton i inni − mieli głowy dolichocefaliczne. Nefertiti nie była Egipcjanką, pochodziła z Mittani,

obszaru północnego Iraku uważanego za powiązany z Hetytami i starożytnymi Indiami (dzisiaj
to   terytorium   Kurdów).   Chociaż   szkieletów   Echnatona,   Nefertiti   i   ich   dzieci   jak   dotąd   nie

odnaleziono, na przedstawiających ich malowidłach i rzeźbach rzeczywiście mają wydłużone
czaszki. Głowa mumii Tutanchamona też jest dolichocefaliczna.

Istnieje więc zastanawiający związek między Egipcjanami z okresu Atona (około 1200 roku

p.n.e.) a Olmekami − praktyka obwiązywania głów i zniekształcania czaszek. Dysponujemy

dowodami praktykowania tego zwyczaju w tak odległych od siebie miejscach jak Malta, Egipt,
Irak, wyspy Oceanu Spokojnego i obie Ameryki, nasuwa się więc pytanie: czy we wszystkich

tych kulturach pojawił się samorzutnie − a jeśli tak, dlaczego? Archeolodzy głównonurtowi,
jako   zwolennicy   izolacjonizmu,   utrzymują,   że   zwyczaj   deformowania   czaszki   w   większości

miejsc na świecie powstał samorzutnie.

Wiadomo że Olmekowie byli prekursorami tej praktyki, przynajmniej w Mezoameryce. Ale

zdaniem   konserwatywnych   autorytetów   −   jest   to   stwierdzenie   zbyt   daleko   idące.   Jak
wspomniano w rozdziale 1, archeolog z Uniwersytetu stanu Alabama Richard Diehl twierdzi, że

Olmekowie byli w swoim regionie grupą odizolowaną, utrzymującą słabe kontakty z innymi
plemionami, nawet żyjącymi na przesmyku Tehuantepec:

Nie ma żadnych dowodów, że ów lud tworzył grupę jednorodną etnicznie, a niemal na

pewno żaden Olmek nie uważał ludzi mieszkających dalej niż o kilka godzin marszu za
członków swojej społeczności. Mimo to liczne niezależne miejscowe kultury były do siebie

tak podobne, że współcześni naukowcy uważają je za jedną całościową kulturę.

A więc według Diehla „liczne niezależne miejscowe kultury” mieszkające o kilka godzin mar-

szu od siebie, wszystkie − nie znając jedna drugiej − postanowiły deformować w podobny

sposób głowy swoich dzieci.

Diehl wspomina o deformacjach czaszki jedynie mimochodem, przy okazji opisu olmeckiego

pochówku w Tlatilco:

(...)   W   kolejnym   grobowcu   znajdowały   się   szczątki   mężczyzny,   któremu   w   niemo-

wlęctwie umyślnie zniekształcono czaszkę, a już dorosłemu spiłowano zęby w geome-

tryczne wzory. Mógł być szamanem, ponieważ wszystkie przedmioty wraz z nim złożone
do grobu prawdopodobnie stanowiły zawartość świętego zawiniątka. Były wśród nich małe

metates  do ucierania halucynogennych grzybów, ulepione z gliny grzyby, kwarc, grafit,
smoła   i   inne   materiały,   które   mogły   mieć   zastosowanie   w   rytuałach   związanych   z

leczeniem.

Być może niepodejmowanie dyskusji o deformacjach czaszek to tak naprawdę ucieczka od

tematu. Chociaż niewiele o tym zwyczaju wiadomo − poza samą metodą deformowania − jest

on ciekawym elementem kultury Olmeków i Majów, z którego byli znani, tak jak starożytni
Peruwiańczycy z pustynnego wybrzeża, zwłaszcza okolic Paracas, Ica i Nazca, na południe od

Limy. Praktykowano go także w Tiahuanaco, Wysoko w Andach. Tak dziwna praktyka powinna
budzić ciekawość i stać się tematem spekulacji, ale skoro Olmekowie mają być odizolowaną

grupą, wzmianka o deformacjach czaszek mogłaby sprowokować dyskusję o szeroko rozpo-
wszechnionym stosowaniu tej metody. Jednak w książce promującej izolacjonistyczny punkt

widzenia nie wolno do tego dopuścić.

Deformowanie czaszki, metoda niezwykła, ale spotykana na całym świecie, świadczy wyraź-

nie o istnieniu kontaktów transoceanicznych. Stosowano ją nie tylko w Ameryce, ale i w innych
częściach globu. Taka popularność dość osobliwego zwyczaju dowodzi przenikania kultur, a nie

ich odizolowania.

− 40 −

background image

Po co deformowano czaszki?

Najważniejsze   pytanie   brzmi:   po   co   od  starożytności   niektóre   cywilizacje,  aż   do  czasów

europejskiego osadnictwa na pacyficznym wybrzeżu północnego zachodu Ameryki Północnej,

praktykowały deformowanie głowy?

Sformułowano   rozmaite   teorie:  ludzie   stosujący  tę   metodę   uważali,  iż   większa  głowa  to

oznaka większej mądrości; była to próba upodobnienia się do „przybyszy”, którzy mieli wydłu-
żone   głowy;   był   to   element   praktyk   religijnych;   miało   służyć   wyróżnieniu   elity,   do   której

należeli kapłani i królowie.

„Technologia” deformacji czaszki była stosunkowo prosta. Zastosować ją mogła każda rodzi-

na, w której przyszło na świat dziecko, wystarczyło kilka kawałków drewna i sznurek. Reszta
była kwestią cierpliwości i czasu. Ale raz jeszcze musimy zadać sobie pytanie − skąd się wziął

ten zwyczaj?

Dla   wypracowania   jednolitej   teorii   tłumaczącej   deformowanie   czaszki   ważne   jest,   że   ów

zwyczaj   znano   w   najdalszych   zakątkach   kuli   ziemskiej.   Wydaje   się,   że   kraina   Olman   na
przesmyku Tehuantepec stanowiła centrum, z którego się zaczął rozprzestrzeniać. Czy tysiące

lat temu wszyscy kapłani na całym świecie mieli wydłużone czaszki? Chyba tak, jak się dalej
przekonamy. Deformowanie czaszek było tysiące lat temu najwyraźniej powszechnie praktyko-

wane aż po czasy nowożytne, a Olmekowie również je stosowali.

Czy chcieli wyglądać jak istoty z natury mające wydłużone czaszki? Moim zdaniem powinno

się przyjąć następującą hipotezę: obwiązywanie głowy w celu jej wydłużenia ściśle przylega-
jącymi opaskami − zwyczaj spotykany na całym świecie − było praktykowane po to, by się

upodobnić wyglądem do długogłowej rasy z zamierzchłej przeszłości, która przekazała wiedzę i
mądrość naszym przodkom. Do dziś żyją na Ziemi ludy wciąż praktykujące takie obwiązywanie

głowy (na przykład mieszkańcy Vanuatu). Twierdzą, że czynią tak, bo chcą być podobni do
inteligentnej obcej rasy, która niegdyś tam przybyła.

Obwiązywanie głów w Afryce i na Vanuatu

Obwiązywanie głowy i deformowanie czaszki praktykowano aż po czasy nowożytne w wielu

miejscach   globu:   w   niektórych   częściach   Afryki,   na   Vanuatu,   wśród   Kurdów   w   północnym

Iraku. W odległych zakątkach Vanuafu (dawniej Nowych Hebrydów) stosowano obwiązywanie
głów   aż   do   czasów   II   wojny   światowej.   Według   strony   internetowej   Muzeum   Australii,   z

herosem   Ambat   są   łączone   początki   ścisłego   krępowania   czaszek   w   pewnych   rejonach
południowego wybrzeża wyspy Malekula, będącej częścią Vanuatu. Sam Ambat miał wydłużoną

głowę   i   wąski,   długi   nos.   Kształt   wydłużonych   czaszek   różni   się   nieco   na   zróżnicowanych
językowo   i   kulturowo   obszarach   południowego   Malekula.   Najdłuższe   głowy   występują   na

obszarze języka nahai na wyspie Tomman oraz na południowo-zachodnim wybrzeżu Malekula.
Osoba o wydłużonej głowie jest uważana za bardziej od innych inteligentną, mającą wyższy

status   społeczny   i   bliższą   światu   duchów.   Do   dzisiaj   na   Vanuatu   określenie   w   bislama/
angielskim pidżinie longfala hed (długa głowa) jest synonimem inteligencji.

Według muzeum w rejonach tych zaczynano obwiązywać głowę jednomiesięcznemu niemo-

wlęciu. Głowę dziecka codziennie smarowano maścią sporządzoną z orzechów zwanych tam

navanai-molo,   by   zapobiec   podrażnieniu   skóry   i   wysypce.   Głowę   następnie   obwiązywano
miękkim bandażem z wewnętrznej części kory pewnego rodzaju bananowca. Na zabandażo-

waną   głowę   wkładano   koszyk   upleciony   z   rośliny   nazywanej   nibirip,   ten   zaś   obwiązywano
sznurkiem z włókien. Czynności te powtarzano codziennie przez około pół roku, by osiągnąć

wymagany kształt głowy.

Tubylcy praktykowali deformację głów, bo wierzyli, że ludzie długogłowi są bardziej inteli-

gentni. Tacy najwyraźniej byli dawni herosi o wydłużonych głowach, tak bardzo podziwiani.
Muzeum   cytuje   wypowiedź   jednego   z   mieszkańców   Vanuatu:   „Wydłużamy   głowy   naszych

dzieci, ponieważ jest to u nas tradycja, a wywodzi się ona z podstawowych wierzeń duchowych
naszego ludu. Uważamy także, że ludzie z wydłużonymi głowami są piękniejsi, a poza tym

takie długie głowy są oznaką mądrości”.

Muzeum informuje też, że w opinii zamieszkującego Borneo ludu Bintulu Malanus z grupy

Dajaków   płaskie   czoło   to   oznaka   urody.   Rozpłaszczanie   głowy   rozpoczynano   w   pierwszym

− 41 −

background image

miesiącu  życia  dziecka za pomocą narzędzia  zwanego  tadal. Na czole  dziecka  umieszczano
poduszkę z opaskami obejmującymi całą głowę. Sznurki regulujące opaski zawiązywano tak,

by dziecku nie przeszkadzały. W pierwszych etapach rozpłaszczania głowy stosowano bardzo
lekki ucisk, stopniowo go jednak zwiększano.

Strona   internetowa   wspomnianego   muzeum   podaje   także,   że   lud   Mangbetu   z   północnej

Demokratycznej   Republiki   Konga   również   praktykował   wydłużanie   głów.   Upragniony   kształt

osiągano, owijając główkę dzieci materiałem. Dorośli, by osiągnąć lepszy efekt, upinali włosy
wokół koszyka plecionego tak, by głowa wydawała się jeszcze dłuższa.

Na stronie internetowej muzeum informuje także, że aż do końca XIX wieku wydłużanie

głowy praktykowano w niektórych częściach Europy, zwłaszcza we Francji. W rejonie Deux-

Sevres głowy dzieci owijano ciasno bandażem na okres dwóch, czterech miesięcy, potem zaś
bandaż zastępowano dopasowanym koszykiem. Kiedy dziecko było starsze, kosz wzmacniano

drutem.

Wydaje się że jednym z celów ścisłego obwiązywania głowy było jak największe wydłużenie

części   ciemieniowej   czaszki.   Człowiek   z   tak   wydłużoną   głową   sprawiał   wrażenie   wyższego,
zwiększała się u niego objętość mózgu oraz, nie trzeba dodawać, wyróżniał się spośród innych

wyglądem.   Im  dokładniej  zapoznajemy  się  ze   zwyczajem   deformacji   czaszek,   tym  bardziej
staje się on zagadkowy i nie nasuwają się żadne proste wytłumaczenia tego fenomenu. Być

może właśnie dlatego większość archeologów unika tego tematu, szybko bowiem prowadzi on
w grzęzawisko pytań, na które lepiej będzie nie szukać odpowiedzi, jeśli teoria izolacjonizmu

ma nadal obowiązywać. Dlaczego taki zwyczaj w ogóle powstał? Dlaczego niezależne kultury −
rzekomo nieutrzymujące ze sobą żadnych kontaktów − praktykowały taki zwyczaj? Czy ludzie z

wydłużonymi głowami stanowili arystokrację w każdym z tych społeczeństw? Czy starożytna
chirurgia mózgu i trepanacje czaszki wywodzą się z praktyk deformacji czaszki?

Deformowanie czaszek przez Olmeków

i nacięcie w kształcie litery V

W nielicznych książkach, jakie w ogóle poświęcono Olmekom, o deformacji czaszki napisano

niewiele, poza tym że była stosowana. Wielu autorów ignoruje ten temat, zamieszcza jednak

zdjęcia wielu olmeckich figurek z wyraźnie zniekształconymi głowami; inni pobieżnie go wspo-
minają.

Ignacio Bernal poświęca temu zagadnieniu dwie strony w książce z 1969 roku  The Olmec

World. Opisując jadeitowe figurki z La Venta, twierdzi:

Deformacje (rzeczywiste lub tylko symboliczne), którym Olmekowie poddawali własne

ciała, są wyraźniej widoczne na małych figurkach niż na dużych kamiennych pomnikach.

Głowę   deformowano   przez   przywiązanie   małej   deski   do   czoła   noworodka   i   pozo-

stawienie  jej tam  dotąd,  aż  siła nacisku nadała elastycznej czaszce pożądany kształt.
Dokonywano   także  deformacji   mających  na  celu  nadanie  czaszce  baniastego  kształtu.

Sugeruje się w związku z tym, że hełmy widoczne na olbrzymich głowach i na głowach
posągów to formy używane do osiągania celu. Jedną z najbardziej charakterystycznych

zniekształcających cech jest nacięcie w kształcie litery V w górnej części głowy, czasem
tak   głębokie,   że   staje   się   szczelinowatym   otworem.   Ponieważ   pojawia   się   także   w

figurkach   jaguarów,   może   oznaczać   wgłębienie   na   szczycie   czaszki   tego   zwierzęcia.
Poprzednio  uważano,   że  tego  rodzaju  nacięcie   w  posążkach   ludzi   oznacza  deformację

czaszki   zwaną  bilobe,   którą   jak   sądzono,   pewne   grupy   praktykowały.   Potem   jednak
wykazano, że deformacja taka jest anatomicznie niemożliwa i nie mogła być stosowana

przez   Olmeków   ani   przez   nikogo   innego.   Nacięcie,   być   może   odzwierciedlające   jakąś
rzeczywistą cechę, przekształciło się w element stylistyczny, który stracił znaczenie nawet

dla swoich twórców, choć przedstawiali go jeszcze przez długi czas w figurkach i topor-
kach. Posążki z Teotihuacan II miewają ten element. Z drugiej strony nie występuje on w

Monte Alban, mimo, że można tam zaobserwować wiele artefaktów Olmeków, zwłaszcza
wizerunki jaguara. Stąd moje przekonanie, że jeśli nacięcie zaistniało jako przedstawienie

otworu nadoczodołowego jaguara, związek ten zanikł w czasach, gdy rzeźbiono figurki
tego zwierzęcia w Monte Alban, gdzie − jeśli przedstawione zwierzę jest odpowiednikiem

olmeckiego   jaguara   −   na   figurkach   nie   ma   nacięcia   w   kształcie   V.   Nacięcie   to   bywa

− 42 −

background image

ukazywane jako zmarszczka przecinająca głowę, tak jak na małej rzeźbie znalezionej w El
Tejar, ale stanowisko to znajduje się poza olmecką jednostką metropolitalną. Inne posążki

mają głowy wygolone lub tylko z pasemkiem włosów biegnącym przez środek głowy.

Interesująca   uwaga   Bernala,   że   nacięcie   jest   próbą,   upodobnienia   czaszki   człowieka   do

czaszki jaguara, może być kolejnym wytłumaczeniem zwyczaju deformowania czaszek, choć

wydaje się, że Bernal nie wiedział, iż zwyczaj ten jest tak szeroko rozpowszechniony.

Bernal w przypisie wspomina, że Michael Coe napisał mu w prywatnym liście: „To nacięcie

od  dawna   mnie   zastanawiało.   Zgodziłbym   się   teraz   z   Tobą,   że   to   naturalna   cecha   żywego
jaguara, bo podczas niedawnych wizyt w zoo w Regent's Park i w Waszyngtonie zauważyłem,

że   dorosłe   samce   jaguarów  mają   wyraźną   bruzdę   na   szczycie   łba,   gdzie   dość  luźna  skóra
układa się prawie w fałdę”.

Pogląd, że deformacja czaszki i nacięcie w kształcie V miały kogoś bardziej upodobnić do

jaguara, brzmi logicznie, przynajmniej w odniesieniu do Olmeków. Wiadomo że panował u nich

kult jaguara, nosili maski jaguara i widzieli w tym zwierzęciu symbol potęgi.

Natomiast przypuszczenie, że niektórzy z nich faktycznie mieli na głowie głębokie nacięcie,

jest raczej niedorzeczne − i Bernal szybko je odrzuca. Wydaje się jednak, że nie wszystko jest
do końca wyjaśnione. Nacięcie takie może mieć związek z krępowaniem głów i deformacjami

czaszek, tak popularnymi wśród Olmeków.

Czy rodzice tych dzieci − na wizerunkach ludzie o marsowym czole − rzeczywiście dokony-

wali   na   głowie   własnego   dziecka   głębokiego   nacięcia   w   kształcie   V,   a   potem   głowę   ściśle
obwiązywali opaską? Jeśli tak, czy powodowało to ucisk części mózgu, przez co Olmekowie

stawali   się   gwałtowni   i   wojowniczy?   Bernal   wspomina   o   tym,   ale   tematu   nie   rozwija.   Czy
Olmekowie   starali się  upodobnić  do  jaguarów  przez  opiłowywanie   zębów,  blizny  na twarzy,

tatuaż, przekłuwanie nosa i uszu oraz jeszcze inne zdobienie ciała, by nabrać „cech jaguara”?

Jeśli   czytelnikowi   wydaje   się,   że   jest   to   pomysł   zbyt   niedorzeczny,   odsyłam   go   do

dzisiejszych   ludzi-kotów.  Taki   jest  mieszkający  w  Seattle  Dennis  Avner,  lat  47,  znany   jako
człowiek-kot   (Catman),   który   przeszedł   serię   operacji   plastycznych,   by   upodobnić   się

wyglądem   do   kota.  Seattle   Times  pisał   o   nim   16   sierpnia   2005   roku:   „Avner,   który   jako
rdzenny Amerykanin na co dzień posługuje się imieniem Zaczajony Kot, znany jest na świecie

jako  Catman.   Przez   ostatnich   25   lat  Zaczajony   Kot   przeszedł  tyle   operacji   chirurgicznych  i
plastycznych,   że   sam   stracił   już   rachubę.   I   twierdzi,   że   wszystkie   −   tatuaż   całej   twarzy,

sztuczne kły, wszczepienie stalowych implantów do instalowania odpinanych „wąsów” − zostały
wykonane, by zjednoczył się z tym, kogo uważa za swój totem − tygrysem”.

Kwaśny charakter  gleby wokół olmeckich rejonów  nad Zatoką Meksykańską sprawiał,  że

czaszki   i   inne   kości   zachowały   się   tylko   w   nielicznych   grobowcach,   dlatego   olmeckie

przedstawienia zniekształceń dotrwały do naszych czasów w formie posągów i figurek. Na nich
zaś wyraźnie widać, że wielu Olmeków miało zdeformowane czaszki, a niektórzy − nacięcie w

kształcie V na szczycie głowy. Czy figurki te mogły przedstawiać prawdziwych ludzi? Bernal i
większość archeologów uważa, że nie.

Wiele dziwnych i ekstremalnie wydłużonych czaszek można zobaczyć w muzeach rozmiesz-

czonych wzdłuż pustynnych wybrzeży Peru i Chile, tam gdzie dobrze się zachowały. Na żadnej z

nich nie ma nacięcia w kształcie V. Figurki z takim nacięciem mogły więc przedstawiać innego
rodzaju   deformację,   polegającą   na   obwiązywaniu   głowy   dziecka   tak,   by   ją   spłaszczyć   i

poszerzyć, w wyniku czego na szczycie głowy powstaje niewielkie wgłębienie w kształcie V.

Gdy omawia się zniekształcenia czaszek i temat ludzi-jaguarów, warto zadać pytanie, czy

nie wiąże się z tym handel halucynogennymi grzybami. Rytuały z ich użyciem są dobrze znane
w olmeckiej kulturze, nasuwa się więc pytanie, czy kapłani olmeccy, przypuszczalnie ludzie

mający zdeformowane głowy, spożywali magiczne grzyby i „przemieniali się” w jaguary, gdy
osiągali odmienny stan świadomości. Wydaje się, że taki był przebieg rytualnych obrzędów w

krainie Olman.

Ty, ja i jajogłowi

Sprawy dotyczące deformacji czaszki stają się coraz bardziej zagadkowe w miarę zagłębie-

nia   się   w   ten   temat.   Niedawno   moją   uwagę   zwrócił   fakt,   że   słynne   posągi   moai   z   Wyspy
Wielkanocnej również  są  jajogłowe;  większość  z nich  bez  wątpienia  przedstawia  osoby  z

wydłużonymi czaszkami, takimi jakie mieli Olmekowie czy starożytni Peruwiańczycy.

− 43 −

background image

W książce z 1969 roku More Things („Więcej czegoś”) zoolog Ivan T. Sanderson omawia list,

który   otrzymał   od   sapera   stacjonującego   na   aleuckiej   wyspie   Shemya   podczas   II   wojny

światowej.   W   trakcie   budowy   pasa   startowego   oddział,   którego   ów   saper   był   członkiem,
zniwelował kilka pagórków, odkrywając kilka warstw ludzkich kości, głównie czaszek i długich

kości   nóg.   Wyglądało   to   na   cmentarzysko.   Czaszki   miały   długość   55-60   centymetrów   od
podstawy do wierzchołka. Były bardzo długie, zbyt długie jak na proporcjonalnie zbudowanych

ludzi, mniej więcej dwa razy dłuższe od normalnych. Co więcej, każda czaszka nosiła ślady
umiejętnie przeprowadzonej trepanacji!

Sanderson starał się zdobyć więcej informacji i w końcu dostał list od innego członka od-

działu,   który   potwierdził   informację   o   znalezisku.   Autorzy   obu   listów   twierdzili,   że   szczątki

zostały zabrane przez pracowników Smithsonian Institution, ale słuch o nich zaginął. Sander-
son jest przekonany, że nie było to fałszerstwo, ale zastanawia się, czemu instytut nie upu-

blicznił znaleziska. Pisze: „(...) czy ci ludzie nie potrafią zmierzyć się z wyzwaniem napisania na
nowo wszystkich podręczników?”

Nie są dokładnie znane szczegóły związane z tym znaleziskiem; nie mamy pewności, czy

czaszki były poddane deformacji, to znaczy nieproporcjonalnie długie w stosunku do długości

innych   kości   szkieletu.   Inne   dziwne   czaszki,   na   ogół   wydłużone,   a   czasem   z   podwójnymi
rzędami zębów, znajdowano w różnych częściach Ameryki Północnej. W 1833 roku żołnierze

kopiący   dół   pod   prochownię   w   Lompock   Rancho   w   Kalifornii   przekuli   się   przez   warstwę
scementowanego żwiru i natknęli się na szkielet człowieka o wzroście ponad 3,5 metra. Szkie-

let otaczały rzeźbione muszle, wielkie kamienne topory i bloki porfiru, pokryte nieczytelnymi
symbolami. Poza tym olbrzym miał podwójne rzędy zębów górnych i dolnych. Kiedy miejscowi

Indianie zaczęli przypisywać szkieletowi i artefaktom znaczenie religijne, władze rozkazały w
tajemnicy szkielet pochować i tak znalezisko zostało stracone dla nauki.

W latach 80. XIX wieku w czasopismach Minnesota Geological SurveyPioneer i Globe z St.

Paul   opisano   pewną   liczbę   dziwnych   odkryć   w   kopcach   na   terenie   Minnesoty.   W   Chatfield

znaleziono sześć olbrzymich szkieletów. W Clearwater − siedem. Według doniesień prasowych
szkielety były ułożone w pozycji pionowej głową w dół; czaszki miały cofnięte czoło i pełny

podwójny   zestaw   uzębienia.   Cofnięte   czoło   to   cecha   charakterystyczna   „płaskogłowych”   i
Jajogłowych”.

Kapłani-węże z Malty

W bardzo interesującym artykule Adriana Forgionego, opublikowanym w piśmie Hera, wspo-

mina się, że pewną liczbę dolichocefalicznych czaszek znaleziono w starożytnych podziemnych

świątyniach na śródziemnomorskich wyspach Malcie i Gozo. Według Forgionego:

Wiadomo   że   do  1985   roku   pewna   liczba   czaszek,   znalezionych  w  prehistorycznych

maltańskich świątyniach w Taxien, Ggantja i Hal Saflieni, była wystawiona w Muzeum

Archeologicznym w La Valletcie. Jednak kilka lat temu wycofano je z wystawy i schowano
w magazynie. Od tamtej pory nie pokazywano ich publicznie. Jedynie zdjęcia maltań-

skiego badacza doktora Antona Mifsuda i jego kolegi doktora Charlesa Savony Ventury
dokumentują   istnienie   czaszek   i   są   dowodem   ich   anomalii.   Książki   pióra   tych   dwóch

maltańskich naukowców, którzy od pierwszego dnia naszego pobytu na Malcie życzliwie
udostępniali nam dokumentację potrzebną do badań, zawierają ilustracje zbioru czaszek

wykazujących ciekawe anomalie i/lub patologie. Zaliczyć do nich można brak szwów w
mózgoczaszce,   nadmiernie   rozrośnięte   kości   skroniowe,   nawiercone   naroślą   kostne

świadczące o przebytych urazach; najciekawsza jest dziwna, wydłużona czaszka, większa
i   bardziej   odmienna   od   innych,   też   pozbawiona   szwów.   To   znalezisko   nasuwa   kilka

hipotez. Podobieństwo do innych tego typu czaszek, od Egiptu po Amerykę Południową
szczególne   zniekształcenie,   wyjątkowe   na   tle   medycznych   patologii   z   tak   odległych

czasów (mniej więcej 3000 lat p.n.e.) może oznaczać, że to bardzo znaczące odkrycie.
Czy ta czaszka to rezultat krzyżowania się różnych ras zamieszkujących w starożytności

wyspę?

To   ogromnie   interesujące   znalezisko   −   ludzka   wydłużona   czaszka   bez   szwów   między

kośćmi? Forgione twierdzi, że wyspy Malta i Gozo były bardzo ważnymi ośrodkami od czasów

prehistorycznych,   miejscem,   gdzie   dokonywano   magicznych   uzdrowień,   zasięgano   rady

− 44 −

background image

wyroczni i spotykano się rytualnie z kapłanami bogini. Istniały tam liczne sanktuaria, gdzie
kapłani otaczali kultem boginię uzdrawiania. Forgione przypomina, że powszechnie wiadomo, iż

w starożytności wąż był atrybutem bogini i że kojarzono go z umiejętnością leczenia. Wąż
przynależy także do świata podziemnego. Dlatego też hypogeum − miejsce poświęcone bogini

−   było   właściwym   miejscem   dla   grupy   określanej   w   większości   starożytnych   kultur   jako
„kapłani-węże”.

Forgione:

Być może czaszki znalezione w hypogeum i przebadane podczas naszego pobytu na

Malcie rzeczywiście należały do owych kapłanów. Jak wspomniano wcześniej, przejawiają

one znaczną dolichocefalię, która nas szczególnie interesuje. Długa głowa i zwężony zarys
twarzy musiały nadawać człowiekowi wężowego wyglądu; skóra na jego głowie i wokół

oczu była napięta. Nie dysponując dolną częścią [szkieletu], możemy jedynie spekulować,
ale nie może być daleka od prawdy hipoteza, że (...) takie zniekształcenia z pewnością

powodowały trudności z chodzeniem, co zmuszało człowieka do pełzania! Brak szwu w
puszce mózgowej, i co za tym idzie, niemożność równomiernego rozwoju mózgu w całej

puszce [sprawiły], że mózg rozwijał się w potylicznej części móżdżku; zniekształcało to
mózgoczaszkę tak, że od części czołowej do potylicznej wyglądała jak pojedyncza pokry-

wa. Z pewnością taka czaszka przysparzała temu człowiekowi straszliwych cierpień od
niemowlęctwa, ale prawdopodobnie doznawał on spotęgowanych wizji, co uważano za do-

wód więzi z boginią.

Czaszki innej rasy?

Wydłużone czaszki z Malty mogą należeć do człowieka rasy różniącej się od gatunku Homo

sapiens.   Forgione   zauważa:   „Nawet   inne   czaszki,   które   badaliśmy,   miały   dziwne   anomalie.
Niektóre   mniej   odbiegały   od   normy   niż   opisana   czaszka,   która   najmocniej   przykuła   naszą

uwagę, ale też wykazywały naturalną dolichocefalię i mogliśmy założyć, bez obaw o nieuznanie
tej  tezy,  że  to   cecha  wyróżniająca   odrębną  rasę  człowieka,  innego  niż  rdzenni  mieszkańcy

Malty i Gozo”.

Możliwość   taką   potwierdzili   maltańscy   archeolodzy,   Antonio   Buonnano   i   Marco   Antonio

Mifsud, którzy powiedzieli Forgionemu: „To odrębna rasa, choć badań DNA czy 

14

C jeszcze nie

przeprowadzono. Być może osobnicy ci pochodzili z Sycylii”.

Forgione pisze dalej:

Spora część 7000 szkieletów wykopanych w hypogeum Hal Saflieni i przebadanych

przez Temistoklesa Zammita w 1921 roku wykazywała specjalnie wywołane zniekształ-

cenia. Jeden ze szkieletów z tej grupy, wykopany przez archeologa Brochtorffa Circle'a,
nosi wyraźne ślady umyślnej deformacji przez krępowanie. Zniekształceń takich dokony-

wano z różnych okazji: inicjacji, małżeństw, rytuałów słonecznych, kary za przestępstwa i
wykroczenia.   Stosowany   przez   plemię   zestaw   deformacji   ciała   −   nacięć,   perforacji,

częściowych lub całościowych amputacji, kauteryzacji, otarć, umieszczania ciał obcych w
mięśniach − oraz modyfikacje ciała do celów magicznych, medycznych czy kosmetycz-

nych   były   praktykami   okrutnymi,   lecz   przeprowadzanymi   „w   najlepszej   intencji”,   dla
dobra społeczności. Skąd taka zawziętość w dręczeniu własnego ciała? Czy istniał jakiś

związek   między   plemiennymi   rytuałami   a   ludźmi   o   wydłużonych   czaszkach?   Czy   to
możliwe, że i tu − tak jak w innych kulturach − kolejne populacje zniekształcały głowy

niemowląt, by upodobnić je do rasy „kapłanów-węży”? Na Malcie wszystko to praktyko-
wała tajemnicza cywilizacja, która wzniosła gigantyczne świątynie bogini matki w latach

4100-2500 p.n.e. Czaszki te mogą należeć do ostatnich przedstawicieli kasty kapłanów,
której początki sięgają w głąb starożytności. Wznosiła ona megalityczne świątynie i nigdy

nie mieszała się z lokalną populacją. Przez tysiąclecia związki małżeńskie zawierano tylko
w obrębie kasty (jak to miały w zwyczaju elity). W konsekwencji doszło do zubożenia jej

materiału  genetycznego,  aż  zaczęły się   przejawiać  nieuniknione  patologie  i  cała  kasta
wyginęła.

Forgione przedstawia bardzo interesujący scenariusz zdarzeń prowadzących do powstania

zjawiska   deformacji.   Megalityczne   ruiny   na   Malcie   naukowcy   głównego   nurtu   uważają   za

− 45 −

background image

najstarsze   na   świecie   −   czyż   jest   lepsze   miejsce,   by   szukać   początków   nierozwikłanej
antropologicznej zagadki?

Inne deformacje

Wiadomo że istniał również zwyczaj krępowania kobietom stóp, co stosowali Chińczycy z

kontynentu azjatyckiego aż do lat 40. XX wieku. W starożytności (i współcześnie) w Chinach

panowało przekonanie, że kobiety o małych, zdeformowanych stopach są bardziej pociągające
niż kobiety mające stopy normalne; zwyczaj krępowania stóp był niestety dość powszechny.

Poddawano tej deformacji zwłaszcza konkubiny i kobiety z wyższych klas w obrębie społecz-
ności mandaryńskiej.

W 1976 roku udzielił mi gościny tajwański minister skarbu, generał Yi. Jego żona miała

stopy zniekształcone stosunkowo nieznacznie, ale i tak nie mogła normalnie chodzić. Gdy była

dziewczynką palce stóp pozakładano jej jeden na drugi, tak by stopa zmieściła się w bardzo
wąskim   i   małym   pantofelku.   Konkubiny,   którym   stopy   krępowano   i   podwijano   palce   stóp

całkowicie do wewnątrz, nie mogły chodzić w ogóle i służba musiała je nosić do łoża ich pana
na cotygodniowe igraszki.

Wiemy,   że   Majowie   uważali   kobiety   zezowate   za   seksowniejsze   od   kobiet   bez   tej   wady

wzroku.   Wieszali   więc   małą   glinianą   lub   kamienną   kulkę   przed   oczami   niemowlęcia-

dziewczynki, zmuszając ją do patrzenia na kulkę. Po pewnym czasie dziewczynka nabywała
trwałego zeza. W tym czasie być może także obwiązywano jej głowę.

Widzimy więc, że celowe zniekształcanie czaszki, stóp i oczu może być kulturowym fetyszem

i wyrazem odmiennego pojmowania piękna.

Chińscy eunuchowie a zwyczaj obwiązywania głów

Z usług eunuchów korzystano w Afryce, na Bliskim Wschodzie i w Chinach aż do czasów

nam współczesnych. Chińscy eunuchowie na ogół mieli usunięte genitalia w całości i oddawali

mocz jak kobiety. W Chinach i innych krajach byli wysoko opłacanymi urzędnikami państwo-
wymi, często zaufanymi cesarza. Admirał Zhang, słynny żeglarz, który poprowadził chińską

flotę do Nowego Świata, jak opisano to w bestsellerze 1421, też był eunuchem.

Bernal w The Olmec World również wspomina o eunuchach, pokrótce omawiając deformacje

ludzkiego ciała przedstawiane w sztuce Olmeków:

Kolejną transformację twarzy, tym razem tylko stylistyczną, widać w różnych zasta-

wieniach człowiek-jaguar, a często − dziecko-jaguar. W tych przypadkach widać dążenie

do nadania ludzkiej twarzy kocich rysów; zazwyczaj jest to twarz człowieka z wargami
jaguara.

Opisałem już wcześniej charakterystyczne cechy (być może rzeczywiste) całych pos-

taci; choć niemal zawsze były to postacie mężczyzn nagich, żaden nie miał genitaliów.

Nie sądzę, by kierowano się tu względami skromności; być może miało to jakiś związek z
intrygująco konsekwentnym przedstawieniem w sztuce olmeckiej postaci ludzi przejawia-

jących cechy patologiczne. Być może te figury to eunuchowie. Znane są również figurki
karłów i ludzi garbatych oraz w pełni realistyczne przedstawienia osób chorych, być może

trędowatych  albo  ludzi cierpiących na kretynizm z powodu niedoczynności tarczycy, a
także ludzi bardzo otyłych w wyniku zaburzeń równowagi hormonalnej.

Wiele przemawia za tym, że powodem braku genitaliów w tylu posągach Olmeków jest właś-

nie   to,   że   przedstawiają   one   eunuchów!   Wyjaśniałoby   to   wiele   dziwnych   zachowań   i   scen
wyobrażonych w olmeckiej sztuce. Ale czemu z książąt, kapłanów czy władców Olmeków miano

by czynić eunuchów? W Chinach i na Bliskim Wschodzie eunuchami byli nie tylko strażnicy
haremu cesarza, ale także cesarscy dyplomaci i wysłannicy. Powszechnie uważano, że eunuch-

owie, pozbawieni popędu seksualnego cechującego normalnego mężczyznę, to doskonali nau-
czyciele młodych władców i ludzie, którym można zaufać.

Czyżby postaci o charakterystycznie skrzywionej dziecięcej  twarzy i nienaturalnie  długiej

− 46 −

background image

głowie, przedstawiane w rzeźbach (poza tym niemające genitaliów) to, jak przypuszcza Bernal,
eunuchowie? Czy dawni olmeccy zarządcy pochodzili z Chin epoki Szang i zatrudniali eunu-

chów? Z jakiego by innego powodu Olmekowie kastrowali małe dzieci? Czy w niekontaktującej
się z resztą świata cywilizacji Olmeków eunuchowie pełniliby tę samą rolę, co w Chinach −

strażników królewskiego haremu?

Współcześni archeolodzy stanęli przed zagadką, którą są Olmekowie, ich wygląd i zachowa-

nia. Olmeckie figurki, z ich tak rozmaitymi formami głowy i ciała, są pod wieloma względami
intrygujące dla naukowców.

Trepanacja czaszki

Z drugiej strony należy zauważyć, że w  wyniku wydłużającej  czaszkę deformacji  niemal

podwaja się objętość puszki mózgowej, wskutek czego mózg może rozwinąć się do o wiele

większych rozmiarów niż bez tej ingerencji. Czy to oznacza, że ludzie wykazujący dolichocefalię
mieli większe mózgi, byli więc mądrzejsi lub odznaczali się bardziej złożoną psychiką od pozos-

tałych? To interesujące założenie, zważywszy że zdaniem badaczy człowiek i tak nie wykorzys-
tuje   całego   potencjału   mózgu.   Ktoś   mający   większą   czaszkę   i   większy   mózg   mógłby   mieć

dzięki temu przewagę nad ludźmi o mózgach normalnych rozmiarów.

Pojawia się kolejna intrygująca kwestia − archeolodzy znajdują na całym świecie czaszki, w

których są widoczne celowo wywiercone otwory. Przeprowadzanie operacji na kościach czaszki,
polegającej na wywierceniu lub wypiłowaniu w nich otworów, nazywa się trepanacją. Ślady

takich zabiegów znajdowano na czaszkach zarówno wydłużonych, jak i normalnych. Wynikiem
trepanacji może być otwór okrągły lub kwadratowy, zrobiony czterema nacięciami piły. O tym,

że ludzie przeżywali tę starożytną „neurochirurgię”, świadczą ślady później powstałych zwap-
nień wokół otworów. I znów nasuwa się pytanie, po co czyniono te otwory?

Badacze z głównego nurtu nauki głoszą teorię, że trepanację przeprowadzano w starożyt-

ności u ludzi z problemami umysłowymi. Różne kultury, które stosowały tę praktykę, wierzyły,

że człowiek z zaburzeniami psychicznymi, które dziś nazywa się schizofrenią, albo „słyszący
głosy” jest opętany przez  złe  duchy. Dzięki wycięciu  otworu w głowie  chorego  można było

spowodować wydostanie się ich na zewnątrz, co dawało nadzieję, że stan chorego się polepszy.

Istnieje również dość intrygujący pogląd, że przez wywiercenie otworu w kościach czaszki

można uzyskać u człowieka zwiększenie zdolności psychicznych. Z tego, co wiem, w literaturze
popularnej po raz pierwszy przedstawił go brytyjski autor T. Lobsang Rampa w książce z 1960

roku The Third Eye („Trzecie oko”). Opisuje w niej, jakoby autentyczną, historię swojego życia.
W latach 20. XX wieku. Rampa, wówczas młody człowiek, szkolił się jako lekarz w klasztorze

tybetańskim. Twierdzi, że wywiercono mu otwór w kości czołowej, by wyzwolić u niego uśpione
moce psychiczne.

Zabieg przeprowadzono, używając prymitywnego ręcznego świdra. Wykonano nim w czaszce

Rampy pięciocentymetrowej średnicy otwór. Potem zatkano go kawałkiem specjalnego drewna,

a zoperowane miejsce posmarowano ziołową maścią. Rampa pisze, że było to doświadczenie
traumatyczne, uważa jednak, że potem na przykład wyraźniej dostrzegał u swoich pacjentów

eteryczną aurę. Chociaż opowieści Rampy nie można bez zastrzeżeń przyjąć za w pełni au-
tentyczną, jest to mimo wszystko interesujące doniesienie.

Takiego rodzaju operacjom poddało się w latach 60. XX wieku w Wielkiej Brytanii i Holandii

kilku ekscentryków. Wierzyli, że dzięki wywierceniu otworu na czubku głowy uzyskują stan

permanentnego „haju” i, jak zakładali, rozbudzą w sobie moc psychiczną. Brytyjski autor John
Michell opisuje niektóre z tych przypadków w książce z 1984 roku, Eccentric Lives and Peculiar

Notions  („Ekscentryczne żywoty i dziwaczne pomysły”) w rozdziale pod tytułem  The people
with holes in their heads
 („Ludzie z otworem w głowie”).

Według Michella założycielem współczesnego ruchu trepanatorów jest doktor Bart Hughes z

Holandii. Hughes w 1962 roku doszedł do wniosku, że stan umysłowy i stopień świadomości

zależą od ilości krwi w mózgu. Uznał, że przyjęcie w toku ewolucji postawy wyprostowanej
przyniosło   gatunkowi ludzkiemu  pewne  korzyści,  ale też  spowodowało, że mózgowi zaczęło

brakować tlenu z powodu działania grawitacji i trudności z dostarczaniem do niego wystar-
czającej ilości krwi. Zrównoważyć niedobór można na różne sposoby, między innymi stawaniem

na głowie, braniem naprzemiennych kąpieli w gorącej i zimnej wodzie, a także przez używanie
narkotyków;   jednak   poszerzenie   świadomości,   tak   uzyskane,   jest   tylko   chwilowe.   Hughes

uważał, że po wywierceniu w głowie otworu nieodwracalnie zwiększy się ilość krwi dopływa-

− 47 −

background image

jącej do jego mózgu, co pozwoli mu pokonać działanie siły ciążenia.

W 1965  roku londyńczyk Joseph Mellen zetknął się z  Hughesem na hiszpańskiej wyspie

Ibizie i stał się jego zagorzałym zwolennikiem. Również on poddał się zabiegowi trepanacji
czaszki, po  kilku  zaś latach opisał swoje  doświadczenia w książce  Bore  Hole  („Wywiercona

dziura”). Z inną ekscentryczną mieszkanką Londynu, Amandą Feilding, Mellen zamieszkał. Idąc
w jego ślady, przeprowadziła na samej sobie taką operację i nawet utrwaliła jej przebieg na

filmie   zatytułowanym  Heartbeat   in   the   Brain  („Bicie   serca   w   mózgu”).   Widać   na   nim,   jak
Feilding, po zgoleniu włosów na głowie, przewierca świdrem kości czaszki, a krew tryska stru-

mieniem.

Choć cała ta historia brzmi dość makabrycznie, oboje, Mellen i Feilding, przeżyli te zabiegi

przeprowadzane na własnej głowie, a nawet spotkałem ich oboje na przyjęciu w Londynie parę
lat temu. Sprawiali wrażenie całkowicie normalnych.

Olmekowie, istoty pozaziemskie i Atlantyda

W   ostatnich   kilku   latach   głównonurtowi   archeolodzy   zauważyli,   że   Olmekowie   stali   się

modnym obiektem rozważań na temat „starożytnych astronautów”. Kiedy Ignacio Bernal, pod

koniec lat 60. XX wieku, publikował swoje uwagi na temat Olmeków, hipoteza o starożytnych
astronautach nie stała się jeszcze częścią popkultury. Ale już wkrótce zaczęto spekulować, że

olbrzymie   głowy   o   afrykańskim   wyglądzie   mogą   poświadczać,   iż   niektórzy   ze   starożytnych
bogów byli w rzeczywistości kosmonautami. Pisarze George Hunt Williamson, Robert Charroux,

Erich von Däniken, Zechariah Sitchin i inni zaczęli łączyć starożytnych Sumerów (i nie tylko) z
Olmekami i istotami pozaziemskimi.

Teoria  ta,  mówiąc ogólnie, zakłada, że  na naszą planetę  przybyli  kiedyś  kosmici,  którzy

przyczynili się do ukształtowania starożytnych cywilizacji. Przybysze z kosmosu mieli wydłu-

żone głowy i orientalne rysy (wąskie skośne oczy).

Posągi i inne figurki znajdowane w starożytnych sumeryjskich miastach na terenie obecnego

Iraku   przedstawiają   istoty   o   wydłużonych   czaszkach   i   wypukłych   skośnych,   przymkniętych
oczach. Wygląd ich głowy przywodzi na myśl głowę gada; obecnie archeolodzy nadali im nazwę

„kapłanów-węży” albo „Jaszczurów”. Czy to byli ludzie, czy kosmici?

Teoria o przybyszach z kosmosu przypisuje im rolę władców prymitywnych społeczności na

Ziemi (być może kosmici przeprowadzali na tych ludziach zabiegi z zakresu inżynierii genetycz-
nej). Poddani im ludzie oddawali władcom cześć, rozmaicie okazując uwielbienie. Gdy kosmici

powrócili na planety, skąd przybyli, ludzie, którym przekazali władzę, postanowili upodobnić się
wyglądem do tych pierwszych władców, mających wydłużone głowy i różniących się wyraźnie

od Ziemian. Dlatego ludzie z kręgu elity zaczęli deformować czaszki, by wyglądać jak poza-
ziemscy władcy, którzy niegdyś tu rządzili.

Podobna teoria dotycząca Olmeków i ich zdeformowanych czaszek głosi, że Olmekowie to

ostatni   przedstawiciele   ludów   zamieszkujących   zaginiony   kontynent   Atlantydy.   Atlantydzi,   z

nieznanych  powodów, nadawali  głowie  wydłużony, stożkowaty kształt,  być może  dla zwięk-
szenia w sobie mocy psychicznej. Atlantydę zamieszkiwało  wiele różnych ras, podobnie jak

teraz Stany Zjednoczone czy nieco wcześniej krainę Olman.

Uważa się, że Atlantydzi, podróżując po świecie, wzbudzali w ludziach innych kultur podziw

zaawansowaniem cywilizacyjnym, naukową wiedzą, znajomością psychiki. W kolonizowanych
przez Atlantydów miejscach − w Meksyku, Peru i Egipcie − zaczęto naśladować ich niezwykłe

zwyczaje, takie jak między innymi obwiązywanie głów.

Tłumaczyłoby to, czemu deformacje czaszek są spotykane tak powszechnie w starożytnej

Sumerii, w Kurdystanie, a także wśród egipskiej arystokracji. Pasuje  to także do teorii, że
Olmekowie, kultura Tiahuanaco znad jeziora Titicaca oraz ludy na płaskowyżu peruwiańskim

(gdzie  również  praktykowano  zniekształcanie  głów) miały kontakt z niedobitkami cywilizacji
Atlantydy. Jednym ze znaków szczególnych królów mórz było noszenie turbanu, co może mieć

związek z obwiązywaniem głowy. Właśnie − czy turban to ostatnia pozostałość tego starożyt-
nego obyczaju?

− 48 −

background image

6

TAJEMNICA PISMA OLMEKÓW

Wiele   elementów  sztuki   Majów  widać   już  w  stylu  z Izapa,   który rozkwitał  w  południowej
Gwatemali mniej więcej na początku ery chrześcijaństwa. Pismo i skomplikowany kalendarz

były w użyciu na kilka wieków przed ich pojawieniem się na nizinnych terenach Majów.

Betty J. Meggers Prehistorie America („Prehistoryczna Ameryka”), 1972

Tajemnica olmeckich hieroglifów

Kwestia pisma w Ameryce zawsze budziła kontrowersje. Według większości archeologów w

Ameryce   Południowej  pisma   nie   znano.   Dlaczego   uważają   oni,   że   starożytni   Peruwiańczycy
potrafili   wznosić   doskonale   zaprojektowane   megalityczne   budowle   i   mury,   ale   z   jakiegoś

powodu nigdy nie wynaleźli pisma − to sprawa, nad którą warto się zastanowić.

Pismo w różnych postaciach było jednak używane w Ameryce Północnej, a za najstarsze

uważa  się  pismo  Olmeków.  Pismo   Epiolmeków (postolmeckie)  jest  znane   także  jako  pismo
istmijskie. Ze względu na długą inskrypcję na steli nr 1 z La Mojarra, określa sie je również

jako pismo z La Mojarra. Wiadomo że stela pochodzi co najmniej z 650 roku p.n.e.

Nieodczytane pismo Olmeków mogło być ich własnym wynalazkiem − a może pochodziło od

jakiejś jeszcze starszej od nich cywilizacji? Cywilizacji leżącej za oceanem?

Najwcześniejsze glify olmeckie pochodzą z 1000 roku p.n.e. lub wcześniej, ale nie występu-

ją w formie tekstu. Nie znamy żadnych ksiąg olmeckich. Konkwistę przetrwały tylko cztery
księgi Majów.

Ignacio Bernal w krótkim omówieniu olmeckiego pisma w The Olmec World twierdzi:

Na terytorium Olmeków istnieją inne inskrypcje, które, choć nie kalendarzowe, mają

glify ukazujące wykorzystanie pewnego typu pisma. Stąd też na posągu nr 13 z La Venta

można   zobaczyć   różne   hieroglify,   wśród   nich   przedstawiający   stopę   −   glif,   który
powtarzał się w późniejszych epokach. Człowiek na posągu nr 10 z San Lorenzo ma glif

na piersi. Na innych rzeźbach widnieją znaki, które również funkcjonują jako glify, na
przykład X oznaczający cętki na skórze jaguara. Podobnie część ciała jaguara − pazur

albo paszcza − oznacza całe zwierzę. Konwencja ta miała stać się powszechna w piśmie
Mezoameryki. Inne elementy są jedynie dekoracyjne, ale niektóre mogły stać się hiero-

glifami w czasach późniejszych, ponieważ taką funkcję pełnią w kulturze olmekoidalnej i
następnych. Na przykład V z wywiniętymi końcówkami staje się glifem C w Monte Alban.

Drucker sugerował, że Olmekowie stworzyli glify rozbudowane później przez Majów, na
przykład kwadraty z zaokrąglonymi rogami, zazwyczaj puste u Olmeków, ale wypełnione

różnymi motywami w sztuce majańskiej. Wszystko to bez wątpienia wskazuje na istnienie
pisma na terytorium Olmeków, jak również istnienie kalendarza będącego prototypem w

Mezoameryce.

Monument nr 13 z La Venta zawiera być może najstarsze hieroglify w Ameryce. Przedstawia

on brodatego mężczyznę w turbanie i przepasce biodrowej. Mężczyzna trzyma w lewej ręce

proporzec albo kosę. Za nim znajduje się hieroglif stopy, a przed nim trzy inne: górny to koło,
które być może miało zostać wypełnione, ale nie zostało. Środkowy wygląda jak Myszka Miki, a

dolny przypomina głowę ptaka, być może papugi. Wszystkie trzy przypuszczalnie tworzą imię
mężczyzny.

− 49 −

background image

Co ciekawe, monument nr 13 z La Venta jest często pomijany w książkach dotyczących

Olmeków. Nie znalazłem żadnej wzmianki o nim w książce Diehla The Olmecs („Olmekowie”)

ani u Davida C. Grove'a w Chalcatzingo. Wydaje się to dość intrygujące, ponieważ znaleziono
go w La Venta i być może zawiera on najstarsze hieroglify Olmeków i całej Mezoameryki. Czy

nie omawiają monumentu nr 13, bo widniejąca tam postać ma dość ciekawe cechy rasowe?
Chociaż   przyzwyczailiśmy   się,   że   Olmekowie   wyglądają   jak   Afrykanie   lub   Chińczycy,   ten

człowiek wygląda zupełnie inaczej. Wydaje się pochodzić z rejonu Morza Śródziemnego − ma
gęstą brodę i wąsy, niczym żeglarz fenicki czy libijski. Jest wyraźnym dowodem kosmopoli-

tycznej natury Olmeków − mogli wyglądać jak Afrykanie, Fenicjanie, Chińczycy lub Indianie.
Posągi czy figurki z tego samego miejsca wykopalisk często bardzo się różnią rysami twarzy i

strojem.

Archeolodzy uważają, że Olmekowie używali prostych hieroglifów przez setki lat i że w końcu

hieroglify te rozwinęły się w powszechnie tam spotykaną postać pisma, zwaną pismem epi-
olmeckim. W przeciwieństwie do pisma Majów, choć podobne, pismo epiolmeckie i wcześniej-

sze hieroglify Olmeków sprawiały kłopot archeologom przez dziesięciolecia. Choć na jadeito-
wych ozdobach i kamiennych posągach widnieją dziwaczne znaki i glify pisma epiolmeckiego,

znamy bardzo nieliczne teksty w nim zapisane.

Epiolmekowie   przetrwali,   jak   się   uważa,   do   500-300   roku   p.n.e.   Około   300   roku   p.n.e.

powstało pismo Majów. Istnieją cztery ważne epiolmeckie teksty, każdy z nich dość pokaźny:
stela   nr   1   z   La   Mojarra,   statuetka   z   gór   Tuxtla,   stela   C   z   Tres   Zapotes   maska   w   stylu

Teotihuacan (obecnie w prywatnej kolekcji).

Statuetka z gór Tuxtla i pismo epiolmeckie

Mającą ważne znaczenie statuetkę z Tuxtla znalazł w 1902 roku rolnik orzący pole niedaleko

La Mojarra u zachodniego podnóża gór Tuxtla w stanie Veracruz. W górach Tuxtla znajdują się
także kamieniołomy, w których wykuwano głazy na słynne olbrzymie głowy. Ze względu na

pismo na statuetce sprzedano ją na czarnym rynku i przemycono do Nowego Jorku ukrytą w
ładunku tytoniu. Smithsonian Institution zakupiła ją niedługo potem za niewyjawioną sumę.

Statuetka z gór Tuxtla jest niewielkim (16 centymetrów), zaokrąglonym kawałkiem nefrytu

(zielonego kamienia,   podobnego do jadeitu, ale nie tak twardego), wyrzeźbionym na kształt

krępego człowieka z kaczym dziobem i skrzydłami. Widnieje na niej 75 glifów wyciętych w
piśmie epiolmeckim. Statuetka z Tuxtla jest jednym z nielicznych znanych przykładów tego

pisma i jako taka jest bezcenna.

Ludzka głowa  wyrzeźbiona   z  kamienia   jest  łysa,   oczy  mają  wykrój  orientalny,   w  uszach

tkwią duże okrągłe kolczyki. Najbardziej rzuca się w oczy to, że zamiast ust ma długi dziób,
opadający   na   piersi.   Dziób   ten   zidentyfikowano   jako   należący   do   rakojada,   ptaka   masowo

występującego na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej w Tabasco i południowym Veracruz. Skrzydła
niczym peleryna spowijają ciało, stopy stanowią część podstawy statuetki. Można by nazwać

ten posążek „skrzydlatym kaczodziobym Olmekiem”. Zdarzają się przedstawienia Olmeków w
trakcie lotu, zazwyczaj zwane „latającymi Olmekami”.

Statuetka z gór Tuxtla zwraca również uwagę tym, że w glifach pojawia się mezoamery-

kańska Długa Rachuba z datą marca 162 roku n.e., która w 1902 roku była najstarszą z dotąd

odkrytych. Amerykański archeolog i epigrafik Sylvanus Morley sugerował, podobnie jak inni, że
datę wyryto po upływie długiego czasu od wykonania posążka. Może więc on pochodzić z 500

roku p.n.e. lub być jeszcze starszy.

Statuetka z Tuxtla jest obecnie przechowywana w Dumbarton Oaks w Waszyngtonie jako

część większej kolekcji Smithsonian Institution. Można się zastanawiać, czy epiolmeckie pismo
na tej figurce jest rodzajem zaklęcia lub magicznej inkantacji. Innym ciekawym przedmiotem z

kolekcji w Dumbarton Oaks jest pektorał w stylu Izapa ukazujący siedzącą postać z hierogli-
ficznym tekstem. Czy statuetka z Tuxtla była magicznym talizmanem, noszonym przez właści-

ciela dla ochrony?

Od   czasu   jej   odkrycia   znaleziono   inne   epiolmeckie   glify,   takie   jak   te   na   czterech   dość

zniszczonych stelach z Cerro de las Mesas w stanie Veracruz. Cerro de las Mesas uważa się za
miasto olmeckie; znajdują się tam setki sztucznych kopców, wiele zgrupowanych wokół sztuc-

znie stworzonej laguny. W rejonie tym znaleziono pewną liczbę steli zawierających przykłady
epiolmeckiego pisma.

Ciąg glifów widnieje na odłamku ceramiki z Chiapa de Corzo, rdzennej stolicy stanu Chiapas.

− 50 −

background image

Tutaj na skorupie wyryto datę Długiej Rachuby, 36 rok p.n.e. oraz kilka epiolmeckich glifów.
Olmecki system liczb, a przypuszczalnie też ich kalendarz, były takie same jak u Majów.

W  1997   roku   archeologowie   epigraficy   John   S.   Justeson   i   Terrence   Kaufman   ogłosili,   że

odkryli kolumnę hieroglificznego tekstu na steli nr 1 z La Mojarra. Bardzo wytarta kolumna

znaków została odkryta w listopadzie 1995 roku na boku steli nr 1 z La Mojarra w południowej
części stanu Veracruz w Meksyku. Justeson i Kaufman twierdzą, że większość znaków w kolum-

nie   zidentyfikowano   podczas   nocnych   badań   przy   sztucznym   świetle,   co   umożliwiło   niemal
kompletną transkrypcję i tłumaczenie. Powiedzieli, że dane te powiększają skromny zbiór epiol-

meckich   tekstów   hieroglificznych   i   potwierdzają   rozmaite   aspekty   odszyfrowywania   pisma
Epiolmeków.

Justeson   i   Kaufman   twierdzili,   że   dzięki   nowemu   hieroglificznemu   tekstowi   ze   steli   nr   1

odszyfrowali pismo epiolmeckie i w pracy z 1997 roku przedstawili odczytanie języka istmij-

skiego, umiejscawiając go w rodzinie języków mixe-zoque.

Jednak w następnym roku ich interpretacja została podważona przez Stephena Houstona i

Michaela D. Coe. Bezskutecznie próbowali oni zastosować system Justesona i Kaufmana do
maski   O’Boyle'a,   czyli   maski   Teo,   kamiennej   maski   nieznanego   pochodzenia   z   prywatnej

kolekcji.

Na masce O’Boyle'a znajduje się około 23 glifów. To kamienna maska, której przypisuje się

styl Teotihuacan. Nie ma chyba wątpliwości, że zarówno ona, jak i glify są autentyczne. Ale co
znaczą − pozostaje tajemnicą, tak jak wszystkie olmeckie i epiolmeckie inskrypcje.

Według   doniesień   z  Desert   News  z   26   stycznia   2004   roku   archeolog   z   Uniwersytetu

Brighama Younga, Stephen Houston, oraz jego kolega z Uniwersytetu Yale, Michael D. Coe,

powiedzieli, że ich badania nad maską Teo obalają wcześniejsze twierdzenia, iż język ten został
odczytany przez Justesona i Kaufmana.

W artykule stwierdzono:

Dwaj badacze − John S. Justeson z Uniwersytetu Stanu Nowy Jork z Albany i Terrence

Kaufman z Uniwersytetu Pittsburgha, obaj profesorowie antropologii − donieśli w piśmie
Science, że odszyfrowali ten język pisany.

Kaufman i Justeson nazywają to pismo „epiolmeckim”. Jednak Houston i Coe określają

je jako „istmijskie”, ponieważ używali go ludzie mieszkający na meksykańskim przesmyku

Tehuantepec i dokoła niego. Datują je na 500 lat p.n.e. i 500 lat n.e. Kaufman i Justeson
powiedzieli, że odczytali to pismo na podstawie semantycznych śladów powiązanych ze

znanymi praktykami kulturowymi i podobieństwa hieroglifów do innych pism z tego regio-
nu, które już odczytano. Twierdzili, że są w stanie przeczytać najstarsze znane zapisy z

Ameryki   Północnej   −   inskrypcje   na   wielkich   kamiennych   rzeźbach,   zwanych   stelami,
znalezionych w Veracruz w Meksyku. Daty na kamieniach, dodali, to 159 rok n.e. i 162

rok n.e. Wiadomość ta trafiła na pierwsze strony gazet na całym świecie. Ale Houston i
Coe wątpią, by ktokolwiek był w stanie odczytać to pismo. (...) W swojej najnowszej

pracy przyznają, że Justeson i Kaufman to szanowani naukowcy, ale nie zgadzają się, że
pismo zostało odczytane.

Jest   ono   „ogromnie   złożone.   To   znaczy   −   jest   dobrze   rozwinięte   i   ma   dużą   liczbę

znaków”,   powiedział   Houston   dziennikarzowi  Desert   Morning   News.   „Gdyby   naprawdę

można było je odczytać”, ciągnął, „otworzyłoby się okno na wielkie fragmenty przesz-
łości”.

Maska pojawiła się około 15 lat temu. Duża liczba widniejących na niej symboli ozna-

cza, że to ważny element wąskiego kanonu tekstów będących przykładem tego pisma. Do

pozostającej w prywatnej kolekcji maski doprowadził Houstona i Coe ich kolega.

„To jeden z bardzo niewielu dobrze zachowanych egzemplarzy tego pisma, który wy-

szedł na światło dzienne”, stwierdził Houston.

Znalezisko pozwoliło naukowcom sprawdzić rzekome znaczenia hieroglifów opubliko-

wane przez Justesona i Kaufrnana. Coe wyróżnił czynniki, które muszą się zgadzać, zanim
starożytne pismo będzie można przekonująco odczytać. Powinno być dostępne jakiegoś

rodzaju pismo równoległe. Nieznane pismo powinno reprezentować język dobrze rozu-
miany, z odniesieniami do ikonografii pozwalającymi naukowcom sprawdzać znaczenia.

„Sęk w tym, że w proponowanej metodzie odczytu żaden z tych warunków nie był

spełniony”, to słowa Houstona.

Olbrzymi problem, według niego, polega na tym, że znamy niewiele przykładów tego

pisma. Liczba przykładów pisma Majów osiąga około 10.000. W tym przypadku jednak

− 51 −

background image

znamy nieco ponad 10 przykładów.

Kiedy do maski uzyskano dostęp, można było ocenić twierdzenia Kaufrnana i Juste-

sona.

„Mike i ja bardzo dokładnie wprowadziliśmy wartości przypisane hieroglifom we wcześ-

niejszych badaniach”, dalej mówił Houston. Rezultaty? Przekaz byłby dziwnym ciągiem
słów takich jak „Krew... usta... brać on brać...”

Houston i Coe piszą w swojej pracy, że „odczytanie” symboli na masce „nie mówi nam

nic   nowego,   niespodziewanego   ani   nawet   spodziewanego   o   tym   istmijskim   tekście   i

masce, na którym go wyryto. Wprowadzone wartości dają semantyczną sieczkę”.

„Rzekome odczytanie pisma przez Justesona i Kaufmana jest, naszym zdaniem, raczej

nieprawidłowe”, zakończyli naukowcy.

Mimo licznych prób skontaktowania się z nimi przez telefon lub pocztą elektroniczną

Justeson i Kaufman nie zgodzili się na rozmowę.

Justeson wysłał jednak e-mailem jedno zdanie komentarza na temat pracy Houstona i

Coe'a: „Ich argumenty przeciw naszej metodzie i wynikom łatwo odeprzeć, i odpowiemy
na nie w stosownym naukowym piśmie”. Stwierdzenie to jest podpisane przez Justesona i

Kaufmana.

Zdaniem   Houstona   zdecydowany   sposób,   w  jaki   opublikowano   pierwotne   ustalenia,

hamował  możliwość  naukowej   dyskusji.   Sprawił,  że   „trudniej   było   o  tym   dyskutować,
ponieważ teraz sprawa stała się jeszcze bardziej nieprzyjemna, skoro nie zgadzamy się z

tymi dwoma panami”, stwierdził.

„Naprawdę jestem przekonany, że przy obecnym stanie wiedzy niemożliwe jest odczy-

tanie tego pisma”, podsumował Houston. „Brakuje nam zbyt wielu kawałków układanki”.

Chęć   ogłoszenia,   że   odczytano   pismo   Epiolmeków,   wydaje   się   jedynym   powodem,   dla

którego   nieznaną   przedtem   maskę   pokazano   opinii   publicznej.   Cały   ten   epizod,   w   którego

centrum   leży   jeden   z   nielicznych   artefaktów   świata   z   epiolmeckirn   pismem,   wskazuje,   ile
podobnych artefaktów może być wciąż ukrytych w prywatnych kolekcjach − ich cenny wkład w

poznanie Olmeków może nigdy nie zostać wniesiony.

Twierdzenia Kaufmana i Justesona wciąż pozostają niezweryfikowane, choć bitwa toczy się

dalej w monografiach i e-mailach autorstwa tych, dla których są to sprawy ważne.

Może być prawdą, że język epiolmecki należy do rodziny języków mixe-zoque, ale co nam to

mówi? Skąd pochodzi to pismo? Z Chin epoki Szang? Czy zostało stworzone niezależnie przez
Olmeków?   Czy   ma   związek   z   językiem   fenickim   czy   innymi   językami,   jak   te   znalezione   w

Comalcalco?

Pismo Zapoteków, Epiolmeków i Majów

Wczesne olmeckie hieroglify i późniejsze epiolmeckie pismo skłoniły współczesnych archeo-

logów do dokładnego przyjrzenia się kwestii, gdzie w Ameryce Północnej powstało pismo. Trwa
debata, choć pewne bardzo świeże ustalenia (opisane dalej w tym rozdziale) rzucają na ów

temat zupełnie nowe światło. Choć pismo epiolmeckie jest badane dokładnie dopiero od 20 lat,
większość archeologów uważa, że pierwszym pismem były wczesne olmeckie hieroglify takiejak

na monumencie nr 13 z La Venta.

Języki   majański   i   epiolmecki   mogły   się   rozdzielić   dość   wcześnie,   a   z   całą   pewnością

majańskie   pismo   okazało   się   najtrwalsze.   Około   200   roku   p.n.e.   istniały   co   najmniej   trzy
systemy pisma: zapotecki, epiolmecki i majański. W mezoamerykańskim okresie klasycznym

(lata   300-900   n.e.)   było   ich   więcej;   większość   wywodziła   się   z   pisma   Zapoteków,   tak   jak
teotihuanacki, nuine, xochicalco, mistecki, mistecko-puebloski i aztecki. Przyjmuje się pow-

szechnie,   że   wszystkie   pisma   Mezoameryki   można   podzielić   na   dwie   grupy:   południowo-
wschodnią i oaxakańską. Do grupy południowo-wschodniej należą pisma Majów i Epiolmeków.

Epigrafik   Lawrence   Lo,   programista   z   San   Francisco   prowadzący   portal   internetowy

Ancientscripts.com, pisze o piśmie Epiolmeków:

Niewiele wiadomo [o piśmie epiolmeckim], ponieważ jesteśmy na wczesnym etapie

jego odczytywania. Można jednak powiedzieć, że jest to pismo zdecydowanie logofone-
tyczne, wykorzystujące znaki zarówno fonetyczne, jak i logograficzne, i że przedstawia

ono   starożytny   język   z   rodziny   mixe-zoque.   Wykorzystuje   także   Długą   Rachubę   do

− 52 −

background image

datowania ważnych wydarzeń, a zakładając, że epiolmecka Długa Rachuba ma tę samą
datę startową co Rachuba Majów, epiolmecka sięga od I wieku p.n.e. do VI wieku n.e.,

choć jest prawdopodobne, że zaczęła się dużo wcześniej.

(...) Justeson i Kaufman zasugerowali, że językiem, który utrwalało to pismo, był pre-

proto-zoque,   należący   do   niewielkiej   rodziny   językowej   mixe-zoque.   Językami   z   tej
rodziny   mówi   się   do   dziś   w   okolicach   przesmyku   Tehuantepec.   Czemu   mixe-zoque?

Czemu nie  majańska czy jakakolwiek inna rodzina? Cóż, powstały teorie, że mówiący
językami mixe-zoque mieszkali w rejonie przesmyku Tehuantepec od okresu preklasycz-

nego,   a   wieloma   językami   z   tej   rodziny   mówi   się   tam   do   dziś.   Po   drugie,   w   innych
językach mezoamerykańskich jest dużo słów zapożyczonych z rodziny mixe-zoque, na

przykład  pom,  czyli   kadzidło  żywiczne,  bardzo  istotny   składnik   wielu   rytuałów  (nawet
dziś),   oraz  kakawa,   czyli   ziarna   kakaowca,   używane   do   przygotowywania   rytualnych

napojów, a także funkcjonujące jako waluta. Jest prawdopodobne, że Olmekowie mówili
językiem mixe-zoque, ponieważ wymagania środowiskowe tych roślin pasują do wybrzeża

Zatoki Meksykańskiej. Kaufman przekonywał,  że w miarę jak Olmekowie  przekazywali
swoje rytuały, rozprzestrzeniały się słowa z nimi związane. Jest również prawdopodobne,

że   ludy   zamieszkujące   kolejno   te   same   tereny   co   Olmekowie   były   ich   dziedzicami   i
mówiły językiem mixe-zoque. Co za tym idzie, ich pismo utrwalałoby również język mixe-

zoque.

Nie jest to oczywiście teoria bez wad. Wciąż jest za mało informacji, by mieć pewność,

że   na   przesmyku   nie   było   ludności   napływowej,   która   wyparłaby   poprzednich   miesz-
kańców. Poza tym fundamentalne założenie, że Olmekowie mówili językiem mixe-zoque,

wciąż   jest   przedmiotem   dyskusji.   Poprawność   odczytania   przez   Justesona   i   Kaufmana
została zakwestionowana wraz z odkryciem nowej maski. Kiedy doświadczeni epigraficy

Stephen   Houston   i   Michael   Coe   podłożyli   wartości   zaproponowane   przez   Justesona   i
Kaufmana pod teksty z maski, wynik uznali za całkowicie niezadowalający.

Oaxacańskie Monte Alban, miasto położone na szczycie góry (całkowicie zniwelowanym w

wyniku szeroko zakrojonych gigantycznych prac ziemnych, prowadzonych najwyraźniej przez
Olmeków),   jest   miejscem,   w   którym   przejawia   się   aktywność   zarówno   Olmeków,   jak   i

Zapoteków. Znaleziono tam wczesne olmeckie glify i cyfry; rozsądnie byłoby więc założyć, że
Zapotekowie czerpali zapożyczenia z wczesnego olmeckiego języka i pisma. Przez jakiś czas

dyskutowano, czy twórcami mezoamerykańskiego pisma byli Zapotekowie, czy Olmekowie. Na
szczęście nowych odkryć dotyczących pisma olmeckiego i epiolmeckiego dokonuje się niemal

corocznie.

Najwcześniejsze olmeckie pismo datowane na 900 rok p.n.e.

Kiedy archeolodzy kopiący w pobliżu Veracruz nad Zatoką Meksykańską odkryli najwcześ-

niejszy znany przykład pisma Olmeków w Nowym Świecie, ogłoszono, że odkrycie to przesuwa
datę pojawienia się tego kulturowego wynalazku o co najmniej 350 lat do tyłu do około 650

roku p.n.e.

Znalezisko opisano w Los Angeles Times z 6 grudnia 2002 roku:

Co ważniejsze, odkrycie pieczęci z inskrypcją i fragmentów tabliczki sugeruje, że pis-

mo zostało opracowane przez cywilizację Olmeków, a nie Zapoteków, twórców najstar-
szego znanego dotychczas pisma, ani Majów, którzy rozwinęli je do najwyższego poziomu

zaawansowania (...). Nowe znalezisko jest potwierdzeniem kontrowersyjnej teorii „kultury
matki”,   głoszącej,   że   Olmekowie   są  twórcami   większości   idei   i   przekazali   je   kolejnym

cywilizacjom, podobnie jak Grecy − twórcy kultury europejskiej.

Jednak data 650 roku p.n.e. została cofnięta jeszcze bardziej, kiedy ogłoszono, że tabliczka

jest w rzeczywistości o setki lat starsza. Znaleziono ją w 1999 roku. Wtedy to robotnicy w

meksykańskim   kamieniołomie   odkryli   trzycentymetrowej   grubości   kamienną   tabliczkę   z
niezwykłymi nacięciami na wierzchu i uświadomili sobie, że w ręce wpadło im coś niezwykłego.

Skontaktowali się z miejscowymi archeologami, którzy nazwali tabliczkę „tablicą z Cascajal” od
nazwy wsi obok miejsca znaleziska i przechowywali ją, bez nadawania rozgłosu, w meksykańs-

kim stanie Veracruz.

− 53 −

background image

W marcu 2006 roku Stephen Houston, profesor antropologii na Uniwersytecie Browna w

Providence, stan Rhode Island, oraz jego zespół dowiedzieli się o jej istnieniu. Wraz z kilkoma

archeologami z innych uczelni Houston przyjechał do Veracruz i z podnieceniem stwierdził, że
mają do czynienia z najstarszym znanym przykładem pisma z obszaru półkuli zachodniej.

W artykule napisano, że po analizie ceramicznych skorup i glinianych figurek wykopanych w

tym samym kamieniołomie datowano je na około 900 roku p.n.e. − a więc powstały one 3000

lat temu. Data ta o cztery wieki wyprzedza to, co uważano dotąd za najstarszy przykład pisma
na tej półkuli: badacze są przekonani, że tablica z Cascajal została wyrzeźbiona przez Olme-

ków.

Jest to prostokątna tablica wielkości mniej więcej kartki A4, ma 13 centymetrów grubości i

waży aż 12 kilogramów. Zawiera 62 znaki, w tym 28 unikatowych. Niektóre wydają się przed-
stawiać warzywa, kwiaty, muszle czy owady, inne − figury geometryczne takie jak sześciany

czy bryły.

Znaki na tablicy ułożone są w poziome rzędy, czego się nie spotyka w mezo-amerykańskich

pismach,  gdzie  z  reguły  stosuje   się  rzędy  pionowe.  Są  pogrupowane   w pary  i  kręte  ciągi,
zawierające do 10 znaków.

Według oświadczenia prasowego na temat tej tablicy w National Geographic News Service z

14 września 2006 roku:

„Tablica, datowana na 900 roku p.n.e., pochodzi ze starożytnego kopca, gdzie miejsco-

wi robotnicy wydobywali kamienie do utwardzenia pobliskiej drogi. W 1999 roku, kiedy
znaleźli   tabliczkę,   właściciel   terenu   od   razu   stwierdził,   że   jest   to   niezwykły   kamień”,

poinformował Houston.

Właściciel zaalarmował miejscowe władze, które wezwały dwóch archeologów, Marię

del Carmen Rodriguez Martinez z meksykańskiego Narodowego Instytutu Antropologii i
Historii oraz Ponciano Ortiza Ceballosa z Uniwersytetu Veracruz. Z pomocą Houstona z

Uniwersytetu   Browna   i   czwórki   innych   archeologów   zespół   przeanalizował   pismo   na
tablicy. Badacze przyjrzeli się patynie − warstwie substancji chemicznych osiadających na

powierzchni przedmiotów w miarę ich starzenia. Zbadali też ceramikę znalezioną w tym
samym kopcu. Większość artefaktów pochodzi z okresu 1200-900 p.n.e., kiedy wpływy

Olmeków były tu największe.

Kilka sąsiadujących kultur stworzyło później własne pisma, ale aż do tej pory nikt nie

znalazł przykładu pisma Olmeków.

„To była czarna dziura”, wyznał Karl Taube, archeolog z Uniwersytetu Stanu Kalifornia

w   Riverside,   również   zaangażowany   w   prace   nad   tablicą.   „Znaliśmy   niewiarygodnie
rozwiniętą   cywilizację,   mającą   kontakty   z   całą   Mezoameryką   i   dysponującą   olbrzymią

bazą gospodarczą. Ale gdzie jest jej pismo?” Na biżuterii, figurkach i kilku kawałkach
ceramiki widniały pojedyncze symbole, które mogły być pismem olmeckim. Ale tablica to

pierwszy   wyraźny   dowód,   że   kultura   ta   używała   pisma   mającego   formę   znaków   o
konkretnym znaczeniu oraz stylizowanych rysunków zdobiących monumenty i posągi z

tego obszaru. „Cała ikonografia bardzo silnie kojarzy się z Olmekami”, ocenił Taube. (...)
Archeolog   Christopher   Pool   z   Uniwersytetu   Stanu   Kentucky   w   Lexington   wiedział   o

istnieniu tablicy od paru lat.

„Odnosiłem się do niej ze sceptycznym”, wyznał. „Po pierwsze, jest jedynym takim

znaleziskiem”, ciągnął, „i co istotne, kiedy Rodriguez i Ortiz zaczęli badać tę tablicę, była
już wyjęta z ziemi, z oryginalnego kontekstu archeologicznego”. Houston z Uniwersytetu

Browna ma jednak nadzieję, że odkrycie to ściągnie uwagę na ów rejon, co doprowadzi
do znalezienia kolejnych przykładów pisma. Archeolog Mary Pohl z Uniwersytetu Stanu

Floryda w Tallahassee zgadza się z nim. Tablica to „wielkie odkrycie”, stwierdziła. „Podej-
rzewam, że nastąpią kolejne”.

Dzięki temu zamieszaniu wokół tablicy z Cascajal Olmekowie zyskali ponownie 15 minut

sławy w głównonurtowych mediach. Datowanie na 900 rok p.n.e. dowodzi, że olmeckie pismo
istniało  od tysięcy lat i że musi być o wiele więcej jego przykładów, wciąż czekających na

znalezienie.

Jak mówi Mary Pohl, prawdopodobnie nastąpią kolejne odkrycia, zwiększające naszą wiedzę

o piśmie Olmeków, w tym być może odkrycie jeszcze starszych tekstów, datowanych na 1100
rok p.n.e.

− 54 −

background image

Starożytne znaki z Chin epoki Szang: ostateczne rozwiązanie?

Do nowych odkryć i doniesień dotyczących olmeckich hieroglifów i pisma dojdzie bez wątpie-

nia w ciągu najbliższej dekady. Być może jednak najważniejsze odkrycie już zostało dokonane.

Według chińskich naukowców pomysł, by z normalnych mężczyzn czynić eunuchów, powstał

w epoce panowania dynastii Szang (lata 1600-1028 p.n.e.). Na tamten okres datuje się także

wynalezienie pisma, przynajmniej przez Chińczyków. Najwcześniejsze znaki chińskie odkryto
na kościach wróżebnych wykonanych w tamtym czasie. Są podobne do znaków olmeckich.

W artykule w  U.S. News & World Report  z 4 listopada 1996 roku doniesiono, że chiński

językoznawca Han Ping Chen zbadał olmeckie figurki i jadeitowe toporki znalezione w La Venta,

obecnie   przechowywane   w   Narodowym   Muzeum   Antropologii,   i   po   zakończeniu   badania
niektórych „napisów” na toporkach oznajmił, że „są to najwyraźniej znaki chińskie”:

Dla   dyfuzjonistów   sztuka   olmecka   jest   kuszącą   areną   spekulacji.   Datowanie   radio-

aktywnym węglem umiejscawia erę Olmeków w latach między 1000 a 1200 p.n.e., co
nakłada się na upadek dynastii Szang w Chinach. Amerykańscy i meksykańscy archeo-

lodzy odkryli w 1955 roku grupową rzeźbę. Gdy oglądali znalezisko wystawione w Galerii
Narodowej wraz z innymi olmeckimi artefaktami, zauważyli ich wyraźne podobieństwo do

artefaktów chińskich. I rzeczywiście, archeolodzy początkowo uznali pierwsze olmeckie
figurki znalezione na przełomie wieków za wytwory chińskie. Migracja z Azji przez lądowy

most 10.000-15.000 lat temu mogłaby częściowo tłumaczyć orientalne cechy tych figu-
rek,   takie   jak   skośne   oczy,   ale   skąd   wzięły   się   u   nich   stylizowane   usta   i   pozycje

charakterystyczne dla sztuki chińskiej rozwijającej się w ostatnich tysiącleciach?

Dopóki Chen nie zawędrował do meksykańskiego muzeum, żaden badacz z Chin epoki

Szang nie zajął się Olmekami. Naukowiec wyszedł z wystawy z gotową teorią. Kiedy ar-
mia Szangów została rozbita, a cesarz zginął − zasugerował Chen − część jego zwolen-

ników mogła dopłynąć Żółtą Rzeką do oceanu. Tam, być może, podryfowali z prądem,
który omija wybrzeże Japonii, kieruje się do Kalifornii i wygasa niedaleko Ekwadoru. Betty

Meggers,   słynna   archeolog   ze   Smithsonian   Institution,   która   połączyła   ekwadorską
ceramikę z ceramiką z rozbitego przed 5000 lat japońskiego statku, twierdzi, że pomysł

ten jest „sensowny”, ponieważ starożytni azjatyccy żeglarze byli o wiele sprawniejsi, niż
się to im przypisuje.

Ale identyfikacja przez Chena znaków na toporkach jeszcze bardziej zaognia kontro-

wersje wokół ich powstania. Mezoamerykanista Michael Coe z uniwersytetu Yale nazywa

poszukiwania chińskich znaków przez Chena uwłaczającymi rdzennym ludom Meksyku.
Na całym świecie żyje zaledwie około tuzina ekspertów od pisma Szangów, nieczytelnego

dla ludzi posługujących się współczesną chińszczyzną. Kiedy Mike Xu, profesor historii
Chin   z   Uniwersytetu   Środkowej   Oklahomy,   pojechał   do   Pekinu,   by   poprosić   Chena   o

zbadanie indeksu 146 znaków z prekolumbijskich znalezisk, Chen odmówił, twierdząc, że
nie interesuje go nic oprócz Chin. Uległ, dopiero kiedy namówił go kolega znający prace

Xu. Obejrzał indeks i odkrył, że wszystkie oprócz trzech obiektów Xu mogły pochodzić z
Chin. Xu stał obok Chena w Galerii Narodowej, kiedy specjalista od Szangów przeczytał

tekst na olmeckim toporku napisany po chińsku i przetłumaczył: „Władca i jego wodzowie
założyli   podwaliny   królestwa”.   Chen   znalazł   każdy   ze   znaków   na   toporku   w   trzech

wytartych chińskich słownikach, które miał przy sobie.

Dwa z nich występujące obok siebie odczytuje się zazwyczaj jako „pan i poddani”, ale

Chen uznał, że w tym kontekście mogą oznaczać „władcę i jego wodzów”. W znaku w linii
poniżej rozpoznał symbol „królestwa” albo „kraju” − dwa szczyty to wzgórza, krzywa linia

pod nimi − to rzeka. Następny znak, powiedział, sugeruje ptaka, ale oznacza „wodospad”,
co uzupełnia opis. Dolny znak odczytał jako „podstawa” albo „ustanowić”, co sugerowało

akt ustanowienia czegoś ważnego. Jeśli Chen ma rację, toporek zawiera nie tylko najstar-
szy  tekst   Nowego   Świata,   ale   oznacza  założenie   tam   chińskiej  osady   ponad   3000  lat

temu.

Dalej cytowana jest wypowiedź Betty Meggers z Smithsonian Institution: „Pisma są zbyt

przypadkowe i złożone. Nie można ich odtworzyć niezależnie”.

Artykuł kończy się stwierdzeniem, że przetrwało ponad 5000 znaków Szangów, mimo że

żołnierze, którzy rozbili ich armię, mordowali uczonych i palili lub zakopywali wszystko, na

czym widniało pismo. Podczas niedawnych wykopalisk w stolicy Szangów, Anjang, archeolodzy

− 55 −

background image

znaleźli   przysypaną   ziemią   bibliotekę,   którą   stanowiły   skorupy   żółwie   pokryte   pismem.   U
wejścia leżał szkielet bibliotekarza, zamordowanego ciosem w plecy, przyciskającego do piersi

pisma.

Olmeckie   figurki  i   toporki,   których  ułożenie  w  ziemi   nie   było   przypadkowe,   zakopano   w

białym piasku, pokrytym naprzemiennie warstwami piasku brązowego i rudobrązowego, Chen
uważa, że być może ukryto je przed prześladowcami, usiłującymi wymazać wszelką pamięć o

Szangach.

Interesująca jest myśl, że rozkwit cywilizacji Olmeków mógł mieć coś wspólnego z upadkiem

stolicy   w   Chinach.   Los   wielu   dalekich   kolonii   wiązał   się   z   wydarzeniami   w   kraju.   Ciekawie
byłoby zbadanie tego, co uważamy za „tajemniczy” rozwój i upadek niektórych cywilizacji, i

sprawdzenie, czy istnieją korelacje  między losami kultur, które  uważano  za niezwiązane ze
sobą.

Możliwe jest więc, że wskutek upadku cywilizacji Szang ustały coroczne odwiedziny Chińczy-

ków w portach na Oceanie Spokojnym, należących do krainy Olman. Olmekowie używali przez

jakiś czas wróżebnego pisma Szangów, rozwinęło się ono jednak i zmieniło w pismo epiolmec-
kie, a może i majańskie. Comalcalco mogło być odpowiednikiem kampusu uniwersyteckiego,

gdzie w starożytności żeglarze i tubylcy uczyli się obcych języków.

W tym czasie na wybrzeżu atlantyckim dominował już język Majów, w głębi lądu zaś i na

wybrzeżu Oceanu Spokojnego − język Zapoteków. Wyjątek stanowiły Izapa i osady rozmiesz-
czone wzdłuż pacyficznego wybrzeża Gwatemali, należące do majańskiej sfery wpływów.

Widzimy więc, że w miarę upływu czasu kraina Olman podzieliła się na wiele krain, a pismo i

język Olmeków − na różne pisma i liczne języki.

− 56 −

background image

7

TAJEMNICA OLMEKÓW NADAL

NIEROZWIĄZANA

Badania archeologiczne postępują tak szybko, że nawet ogólne podsumowanie jest narażone

na   szybką   utratę   aktualności.   Dochodzi   do   tego   problem   błędnych   informacji   (...).   Kiedy
dowodów jest w bród, często są wzajemnie sprzeczne, a przyjęcie bądź odrzucenie alter-

natywy zależy od zastosowanej podstawy teoretycznej.

Betty J. Meggers Prehistorie America, 1972

Zaginione kopalnie Olmeków

Co roku dokonuje się nowych odkryć na temat Olmeków. Udowadnia się, że żyli w starszych

epokach   i   zajmowali   większe   obszary,   niż   ktokolwiek   sądził.   Im   więcej   o   nich   wiemy,   tym
bardziej doceniamy ich geniusz, kosmopolityczną kulturę, zdumiewającą sztukę, umiejętność

tworzenia   skomplikowanych   systemów   wodno-kanalizacyjnych   w   miastach   i   wiele   innych
osiągnięć. Wielkie dawne cywilizacje nie tylko wznosiły budowle z ogromnych bloków kamienia,

nie tylko doprowadzały do swoich siedzib czystą wodę i miały kanalizację, nie tylko tworzyły
sieć wymiany handlowej. Robiły także użytek z niezbędnych im metali.

Jedną z tajemnic Mezoameryki jest starożytne górnictwo. Źródła jadeitu, szmaragdów, złota

i innych metali wciąż nie zostały w pełni zlokalizowane. W Ameryce Południowej odkryto dużo

metalowych artefaktów i starożytnych kopalni, ale w Ameryce Północnej liczba wykonywanych
niegdyś przedmiotów z metalu i miejsce jego wydobycia nadal są zagadkową sprawą. Zdobyte

w Ameryce Północnej przedmioty ze złota i innych metali Hiszpanie uznali za skarb i wysłali do
Hiszpanii   na   początku   konkwisty,   a   później   obiektów   metalowych   znaleziono   już   niewiele.

Kopalnie jadeitu również prawie nie istniały, a jedynym jego źródłem znanym archeologom były
kopalnie   niedaleko   Quirigua   w   Gwatemali.   Gdzie   mieściły   się   starożytne   olmeckie   kopalnie

jadeitu i metali? Czy Olmekowie w ogóle znali metale i ich używali? Dziś wiemy, że tak, ale
dawniej archeolodzy nie mieli takiej pewności.

Bogate złoża minerałów można znaleźć w całym Meksyku i Ameryce Środkowej. Wiadomo że

Toltekowie i Aztekowie znali się na wydobyciu i wytapianiu złota i srebra i używali tych metali

do wytwarzania ozdób, tarcz i przedmiotów domowego użytku.

Kiedy pierwsi hiszpańscy odkrywcy dotarli do Peru, Ameryki Środkowej i Meksyku, łakomym

okiem oglądali złote, srebrne i miedziane ozdoby, popularne wśród tamtejszych mieszkańców.

W latach 40. i 50. XX wieku dwoma kontrowersyjnymi tematami w meksykańskiej arche-

ologii   byli   Olmekowie   i   kwestia,   jak   szerokie   było   w   Mezoameryce   rozpowszechnienie
metalurgii. Archeolodzy doszli do wniosku, że w czasach starożytnych znano jedynie podstawy

wytopu złota. Uważano, że różne kultury nie potrafiły obrabiać metali aż do czasów Azteków i
ich imperium (1200 rok n.e.). Choć trudno w to uwierzyć, obróbka metalu rozwinęła się w

Ameryce   Południowej   już   w   1200   roku   p.n.e.,   ale   umiejętność   ta   nie   dotarła   do   Meksyku
jeszcze przez 1000 lat.

Meksyk w 1519 roku znajdował się, zdaniem archeologa C.A. Burlanda, na etapie rozwoju,

takim  jak  „Sumeria  i  Egipt  w 3500  roku  p.n.e.”.  Innymi  słowy,  głównonurtowi  archeolodzy

twierdzą,   że   kultury   Ameryki   Środkowej   miały   wielotysiącletnie   opóźnienie   w   rozwoju   w
stosunku do cywilizacji Azji, Europy i Afryki. Kultury Ameryki Południowej takie jak Tiwanaku

(Tiahuanaco)  i  późniejsi  Inkowie   miały  rozwinięte   górnictwo   i  hutnictwo  na  1000  lat  przed
Meksykiem, ale wciąż jakoby nie znały koła i pisma.

− 57 −

background image

Von Hagen i inni głównonurtowi archeolodzy twierdzą, że żadna z wczesnych meksykańskich

kultur nie obrabiała metalu i że umiejętność ta napływała z Ameryki Południowej powoli, eta-

pami, poprzez pośredni handel. W książce z 1958 roku The Aztec: Man and Tribe („Aztekowie:
człowiek i plemię”) napisał: „Nie pojawia się ona w Teotihuacan, które było już wspomnieniem,

kiedy technologia obróbki złota i miedzi dotarła do Meksyku. Była nieznana pierwszym Majom,
a olmecki rzemieślnik zadowalał się wyrabianiem diademów z jadeitu. W Meksyku nie używano

jej zbyt często przed XI wiekiem”.

Założenie,   że   obróbka   metali   nie   istniała   w   Meksyku   aż   do   czasów   poprzedzających

konkwistę   o   400   lat,   wydaje   się   dość   intrygujące.   Jest   prawdopodobne,   że   metalurgia   w
Meksyku, tak jak w Starym Świecie i Ameryce Południowej, była znana od tysięcy lat.

W   artykule   w  Boston   Globe  z   1995   roku   Davida   L.   Chandlera   zatytułowanym  Ancient

mahners: strong evidence of Andean-Mexican seagoing trade as early as 600 AD („Starożytni

żeglarze: przekonujące dowody istnienia andyjsko-meksykańskiego handlu morskiego już w
600   roku   n.e.”)   autor   powtarza   głównonurtową   myśl   o   braku   metali   w   Meksyku   i   pisze:

„Zaawansowane i unikatowe technologie obróbki metali, rozwinięte w Ameryce Południowej już
w  1200   roku   p.n.e.,   pojawiły   się   nagle   w   zachodnim   Meksyku   około   600   roku   n.e.   −   bez

pozostawiania śladów nigdzie po drodze. Jedynym rozsądnym wyjaśnieniem, według archeolog
Dorothy Hosler, jest handel morski”.

Omawiając   pracę   Hosler,   Chandler   pisze:   „Setki   lat   po   ich   pojawieniu   się   w   Ameryce

Południowej metalowe przedmioty pojawiły się  nagle  na zachodnim wybrzeżu Meksyku. Ale

brak jakichkolwiek metalowych artefaktów z tego okresu w całej Ameryce Środkowej pomiędzy
tymi dwoma obszarami, czy to w interiorze, czy na wschodnim wybrzeżu Meksyku, oznacza, że

metody odlewu, stopy i wzory nie mogły tam trafić szlakami lądowymi (...). W przeciwieństwie
do wykorzystywania metali w całym świecie starożytnym, gdzie skupiano się głównie na broni i

narzędziach rolniczych, metalurdzy meksykańscy i indyjscy kładli nacisk na przedmioty ozdob-
ne i ceremonialne, takie jak dzwony i biżuteria, oraz małe narzędzia, takie jak igły i szczy-

pczyki”.

Chandler wspomina dalej, że w Kolumbii i Meksyku stosowano metodę wosku traconego.

Przeprowadzona przez Hosler szczegółowa analiza metali z Ameryki Północnej i Ameryki Połud-
niowej wykazała, że niemal wszystkie przedmioty znalezione w Meksyku zostały wykonane z

meksykańskich rud, a nie przywiezione z południa, a więc przedmiotem importu musiała być
technologia. By przekazać taką wiedzę, konkluduje Hosler, wizyty musiały trwać o wiele dłużej,

niż wymagałaby tego zwykła wymiana towarów.

Na   końcu   artykułu   Chandler   cytuje   Hosler:   „Jednym   z   aspektów   bardzo   interesujących

archeologów   jest   to,   że   sądzimy,   iż   te   dwie   wielkie   cywilizacje   [meksykańska   i   andyjska]
rozwinęły się  bez  większych  wzajemnych wpływów  (...). [Umiejętność  obróbki  metalu]  jest

dość   niejednoznacznym   dowodem,   że   dochodziło   między   nimi   do   większej   interakcji,   niż
dotychczas uważano”.

A   więc   widać   już   spore   rysy   w   dogmacie   głównonurtowej   archeologii   twierdzącej,   że

metalurgia dotarła do Meksyku bardzo późno. Choć w 1958 roku uważano, że metale pojawiły

się tam dopiero w XI wieku, teraz panuje przekonanie, że były tam powszechne już w VII
wieku,  co   moim  zdaniem  wciąż   jest  datą  stosunkowo  późną.  Problem  z  większością  meta-

lowych artefaktów polega na tym, że jeśli są wystawione na działanie wody, wiatru, powietrza,
ognia, korodują i niszczeją. W parnej dżungli porastającej większą część omawianych terenów

proces   korozji   zachodziłby   bardzo   szybko.   Z   kolei   złoto   jest   niezniszczalne,   ale   często
przetapiano je na sztabki lub przekuwano w inne przedmioty. Cortes dostał złote sztabki od

wysłanników Montezumy, kiedy wylądował w Veracruz po podróży z Kuby w 1519 roku.

Ale   czy   prawdą   jest,   że   Majowie   i   Olmekowie   nie   znali   metali?   Mormońscy   archeolodzy,

szukając dowodów, że Księga Mormona podaje właściwą wersję mezoamerykańskiej historii −
w tym omówienie dawnej metalurgii − zauważyli, że z badań nad językiem wynika, iż obróbka

metali była stosowana w meksykańskiej odległej starożytności. Naukowcy zajmujący się Maja-
mi i Olmekami, którzy rekonstruowali część kilku mezoamerykańskich języków, ze zdumieniem

odkryli, że słowo oznaczające „metal” istniało już w 1000 roku p.n.e., a w języku Olmeków −
nawet  w  1500  roku p.n.e.  (John  L. Sorenson  An  Ancient American Settingfor  the  Book   of

Mormon [„Starożytna Ameryka tłem Księgi Mormona”]).

Co   ważniejsze,   w   Mezoameryce   znajdowano   metale   pochodzące   sprzed   600   roku   n.e.

Ceramiczne naczynie datowane na około 300 roku n.e. (wspominane przez Sorensona) mogło
być używane do wytopu. Metaliczna masa w jego wnętrzu zawierała miedź i żelazo. Archeolog,

który dokonał tego odkrycia, znalazł także w starożytnym mezoamerykańskim grobowcu kawa-
łek oczyszczonego żelaza.

− 58 −

background image

O   wiele   starsze   są   tony   żelaza,   które   najwyraźniej   wydobyli   Olmekowie.   W   1996   roku

archeolog  doktor  Anne  Cyphers,  niezwiązana  z  mormonami,  zapewniła,  że  „ogółem  10 ton

żelaza znaleziono w San Lorenzo, w kilku potężnych stosach, z których największy ważył 4
tony. Do tej pory wiadomo było jedynie o kilku kawałkach żelaza. Znaleziono je przy użyciu

wykrywaczy  metali  (William  J.   Hamblin  Talk   on the  Olmecs  by  Cyphers  [„Cyphers  mówi  o
Olmekach”]).

Christopher Pool w książce Olmec Archaeology and Early Mesoamerica („Olmeckie znaleziska

i wczesna Mezoameryka”) pisze:

Olmekowie   uczestniczyli   także   w   bardzo   dużym   stopniu   w   wymianie   prestiżowych

dóbr. Dosłownie   tony  rudy  żelaza  w  postaci  perforowanych  żelaznych  sześcianów  i
polerowanych luster importowano z Chiapas i Oaxaca do San Lorenzo, później zaś lustra

żelaza   umieszczono   w   grobach   wysoko   postawionych   osób   w   La   Venta.   Importowany
jadeit   i   serpentyn   ze   źródeł   na   gwatemalskich   i   być   może   meksykańskich   wyżynach

składano jako ofiary w Laguna Manati przed 1500 rokiem p.n.e. Wykorzystywanie tak
egzotycznych   kamieni   osiągnęło   poziom   ekstrawagancji   w   środkowym   formatywnym

okresie La Venta, gdzie tysiące ton bloków serpentynu zakopywano jako ofiary.

Wydobycie takich bloków to skomplikowana czynność i podobnie jak pozyskiwanie kamienia,

przemieszczanie i rzeźbienie olbrzymich głów wskazuje na wysoko rozwiniętą kulturę, podobną

do starożytnego Egiptu, Indii, Sumerii czy Chin. Ale gdzie się te wszystkie materiały podziały?
Czy część wywieziono z Mezoameryki do innych rejonów Ameryki? Czy część żelaza, jadeitu,

zieleńca i szmaragdów popłynęła za ocean?

Złoto Olmeków − złoto Azteków?

Początki i stosowanie obróbki metali w Meksyku, jak widzimy, budzą wiele kontrowersji. Jak

wiele   datowań   w   archeologii,   datę   początków   wykorzystania   metali   w   Meksyku   cofa   się
nieustannie w coraz dawniejsze czasy, aż do punktu, w którym zrówna się z datą początków

metalurgii w Ameryce Południowej. Wygląda na to, że możemy przypisać Olmekom wynale-
zienie niemal wszystkiego w Mezoameryce, od gry w pelotę, kauczukowych piłek i pisma po

wydobycie metali i drogocennych kamieni.

Złoto jest zasadniczo niezniszczalne. Całe złoto z olmeckich czasów istnieje do dziś. Cała

złota   biżuteria   ze   starożytnego   Egiptu,   Chin,   Mezoameryki   i   innych   miejsc   wciąż   istnieje,
przetopiona na złote sztabki i monety lub wystawiona jako artefakty w muzeach i prywatnych

kolekcjach. Jadeit  jest w dużej  mierze  również  niezniszczalny  −  to  bardzo  twardy  kamień.
Można go jednak pokruszyć i zemleć, wskutek czego pozostają jedynie pojedyncze fragmenty

oryginalnych dzieł.

Dla  naszych rozważań  interesujące   jest to, że  późniejsze   mezoamerykańskie   cywilizacje,

takie   jak   Aztekowie,   dysponowały   złotem,   srebrem,   miedzią   i   innymi   metalami,   a   także
przypuszczalnie   miały   kopalnie.   Ale   część   ich   złota   mogła   pochodzić   od   wcześniejszych

cywilizacji,   takich   jak   Olmekowie,   azteckie   kopalnie   zaś   mogły   być   pierwotnie   kopalniami
olmeckimi lub epiolmeckimi.

Von   Hagen   twierdzi,   że   kopalnictwo   Azteków   stało   na   poziomie   podstawowym:   „Złoto

wymywano lub zbierano jako nugaty; srebro, które w naturze rzadko znajduje się w czystej

postaci,   stanowiło   większy   problem   i   rzadziej   go   używano.   Złoto   jest   metalem   o   wysokiej
ciągliwości − z 65 mg złota można wyciągnąć drut długości 150 m. Aztekowie obrabiali je za

pomocą najprostszych technik. Złoto topiono w piecach, podgrzewano na węglu drzewnym, a
przepływ   powietrza   zapewniał   człowiek   dmuchający   przez   rurę   w   rozżarzone   węgle.   Złoto

obrabiano przez wyklepywanie, wytłaczanie, walcowanie, szlifowanie i polerowanie”.

Na targach w Meksyku sprzedawano gęsie pióra wypełnione złotym pyłem. Konkwistador

Bernal Diaz widział, jak na targowiskach handluje się powszechnie złotem: „umieszczonym w
cienkich gęsich piórach, tak że prześwitywało”. Złotnicy zrzeszali się w cech. Pracujący przy

zdobieniu wielopokojowego pałacu Montezumy nie płacili podatków; otrzymywali zanieczysz-
czone złoto i zajmowali się wykonywaniem ozdób dla króla i innych urzędników. Bernal Diaz

opowiada o „obrabiających złoto i srebro (...) a tych była wielka liczba w mieście Atzcapotzalco,
pięć   kilometrów   od   Meksyku   [miasta]”.   Ponieważ   złoto   sprzedawano   na   targach,   przypusz-

czalnie każdy rzemieślnik, którego stać było na zakup gęsich piór ze złotem, mógł przerobić je

− 59 −

background image

na biżuterię dla siebie albo na sprzedaż.

Większość   złota   wymuszonego   przez   konkwistadorów   od   Montezumy,   ważącego   około

600.000   peso,   została   przetopiona   na   sztaby;   część   przedmiotów   Hiszpanie   uznali   za   zbyt
piękne, by je niszczyć, między innymi te otrzymane w Veracruz na początku konkwisty. Według

relacji   Diaza,   były   wśród   nich:   „koło   w   kształcie   słońca,   wielkie   jak   od   wozu,   z   licznymi
obrazkami,   całe   z   czystego   złota;   piękny   widok   (...).   Potem   przyniesiono   drugie,   jeszcze

większe, ze srebra wielkiej jasności w kształcie księżyca (...). Potem przyniesiono 20 złotych
kaczek,  pięknie  wykonanych  i  bardzo   naturalnie   wyglądających,  i  kilka  [ozdób]   w  kształcie

psów, i wiele przedmiotów ze złota w kształtach tygrysów, lwów i małp (...). Dwanaście strzał i
łuk z cięciwą (...) wszystko pięknie wykonane ze szczerego złota”.

Wszystkie   te  skarby  wysłano   nietknięte  królowi  hiszpańskiemu  Karolowi  V.  Przebywał  on

podówczas we Flandrii, więc statek Cortesa tam wysłano. Król jednak był już wtedy w Brukseli

i   12   lipca   1520   roku   wysłannicy   Cortesa   przekazali   mu   azteckie   złoto.   Komentarz   króla,
jakikolwiek   był,   nie   zachował   się   dla   potomności.   Złoto   to,   jak   pozostałe   przywiezione   z

Ameryki, trafiło do tygli i zostało przetopione na sztaby, by opłacić wojsko konieczne do utrzy-
mania Karola na chwiejnym tronie Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Na szczęście znalazł się

świadek tych wydarzeń, wielki artysta Albrecht Durer, który opisał swoje wrażenia w pamiętni-
ku. Jako spadkobierca rodu węgierskich złotników osiadłych w Norymberdze, Durer wiedział,

na co patrzy. Zanotował:

Widziałem rzeczy, które przywieziono królowi [Karolowi V] z Nowego  Złotego Kraju

[Meksyku]; słońce całe ze złota, szerokie na sążeń; podobny księżyc cały srebrny, tak

samo   wielki;   tudzież   rozmaite   ciekawostki   z   ich   broni,   zbroi   i   strzał   (...),   wszystkie
cieszące oko i zadziwiające (...).

Rzeczy te były tak wspaniałe, że wyceniono je na 100.000 guldenów. Ale nie ujrzałem

przez wszystkie moje dni niczego, co by tak uradowało moje serce jak te skarby. Bo

widziałem wśród nich niesłychane dzieła sztuki i dziwowałem się przemyślności ludzi w
tych dalekich krajach. Nie umiem dość się nachwalić tego, co wtedy przed sobą zobaczy-

łem.

To był jedyny komentarz na temat owych dzieł sztuki, wypowiedziany przez kogoś, kogo

opinia cokolwiek znaczyła. Karol V rozkazał, by całe złoto i srebro przywożone z Indii − jak

nazywano ziemie odkryte przez Kolumba − natychmiast przetapiać. Mało co ocalało − z wyjąt-
kiem wspaniałych opisów pozostawionych przez pierwszych konkwistadorów. W późniejszych

czasach znajdowano i widziano tak niewiele złota, że XVIII-wieczni historycy zaczęli wierzyć, że
opowieści zdobywców o wspaniałych skarbach Azteków były sporą przesadą. Uważali, że choć

Aztecy mogli mieć nieco złotych sztabek i ładnych ozdób, nie było tego tyle, ile na początku
twierdzono.

Nieprawdziwość  tego   przekonania   wykazano   w  1931   roku,   kiedy   meksykański   archeolog

doktor Alfonso Caso znalazł nietknięty grobowiec meksykańskiego wodza na Monte Alban, na

południe od miasta Meksyk. Grobowiec zawierał wspaniałe naszyjniki, kolczyki i pierścienie.
Historycy zrozumieli, że relacja prostego i szczerego Bernala Diaza była niepełna i że Monte-

zuma musiał być właścicielem olbrzymiej ilości metalurgicznych skarbów.

Archeologów zmyliło to, że konkwistadorzy zdobyli na Aztekach fortunę w postaci złota i

klejnotów,   ale   niedługo   potem   w   kraju   Azteków   złota   i   klejnotów   już   nie   było.   Skąd   więc
azteckie złoto pochodziło − i gdzie się podziało? Czy „skarb Montezumy” naprawdę jest gdzieś

ukryty od czasu, kiedy tubylcy go wywieźli, zdawszy sobie sprawę z prawdziwych motywów
zdobywców?

Jadeit, turkusy, obsydian i szmaragdy
wydobywane przez Olmeków

Olmekowie i inni Mezoamerykanie w złoto i srebro oprawiali kamienie szlachetne. Szlifierze

byli bardzo liczni, a „Montezuma zatrudniał zręcznych rzemieślników”. Podstawowym kamie-

niem   był   jadeit.   Wydobywano   go   w   południowym   Meksyku   (obecnie   Gwatemala)   i   ceniono
bardziej niż samo złoto, co ku swojemu zadowoleniu odkrył Bernal Diaz. Podczas pierwszego

wycofania   się   Hiszpanów   z   Tenochtitlan   zabrał   cztery   jadeity   i   „przydały   mi   się   bardzo   w

− 60 −

background image

leczeniu ran i zdobywaniu jedzenia”.

Jadeit   był   bardzo   cenionym   materiałem   i   glif   na   jego   oznaczenie   widnieje   w   Azteckiej

księdze danin, rzadkim kodeksie. To niesłychane, z jaką zręcznością azteccy rzemieślnicy obra-
biali tak twardy kamień; wymagało to wielkiej cierpliwości. Zachowywano nawet najmniejsze

kawałki „cennej zieleni” i wkładano je w usta zmarłych, by zastąpiły znieruchomiałe serce.

Jadeit był najcenniejszym ze wszystkich kamieni dla starożytnych Chińczyków, Olmeków,

Majów,   Zapoteków,   Misteków,   Tolteków   i   Azteków.   Dotąd   nie   wiemy,   skąd   się   wzięło   jego
szerokie zastosowanie w Mezoameryce. Był najwyraźniej bardzo popularny, a mimo to odkryto

tylko jedno jego źródło − kopalnie w pobliżu Quirigua w Gwatemali. Von Hagen twierdzi, że
istnieje mineralogiczna różnica między jadeitem amerykańskim a dalekowschodnim, co powin-

no   ostatecznie   obalić   teorię,   że   amerykańscy   Indianie   sprowadzali   jadeit   z   Chin;   jest   on
amerykański.   Mimo   to,   choć   tak   popularny,   nie   wiadomo,   gdzie   go   wydobywano.   Jedno   z

możliwych wyjaśnień brzmi, że pochodził z południowej Nevady, gdzie istnieją kopalnie jadeitu,
ale historycy nie uznają tego twierdzenia.

Maski   na   ogół   wykonywano   z   jadeitu,   a   jeśli   ten   nie   był   dostępny,   z   mniej   cenionego

zieleńca. Miały pozbawione wyrazu oczy w formie szparek i wypukłe, duże usta. Taka ich forma

była   powszechna   u   wszystkich   mezoamerykańskich   kultur.   Niektóre   maski   są   wspaniałe   i
wyjątkowe,   inne   −   pospolite.   Szlifierze   różnili   się   umiejętnościami   −   duże   artefakty   bez

wątpienia były dziełem profesjonalistów, ale wiele wykonywali zwykli rzemieślnicy. Kryształ,
bardzo twardy kamień, z trudem poddaje się obróbce, a mimo to Aztekowie wytwarzali z niego

nie tylko bardzo małe ozdoby i przedmioty, ale także naturalnej wielkości kryształowe czaszki.
Najpiękniejszy egzemplarz takiej czaszki, symbolu śmierci, wystawiono obecnie, na tle czarne-

go aksamitu, w British Museum.

Wiadomo   że   turkus   sprowadzano   z   północy.   Był   bardzo   poszukiwany   i   docierał   aż   do

Jukatanu. Aztekowie zdobywali go jako daninę, według zapisów z 11 miast. Używano go wraz z
innymi materiałami do inkrustowania masek, nadając im formę mozaik; do wysadzania nim

noży, a nawet ścian.

Jednym z powodów, dla których Aztekowie i inne plemiona mezoamerykańskie nie używały

metalu do wyrabiania włóczni i mieczy, jak to czyniono w Starym Świecie, był wysokiej jakości
obsydian pozyskiwany z okolic jeziora Texcoco. Ostrzejsze niż jakikolwiek metal, obsydianowe

szkło było mezoamerykańską specjalnością; eksportowano je jako surowiec oraz jako gotowy
wyrób. Wydobywany niedaleko i będący produktem działania wulkanu obsydian wykorzysty-

wano do wytwarzania noży, brzytew, kolczyków do warg, polerowanych luster i innych wyjątko-
wo pięknych artefaktów.

Według von Hagena szmaragdy (quetzal-itzli) były dla Azteków równie cenne jak dla Hisz-

panów.   Jose   de   Acosta,   jeden   z   pierwszych   europejskich   przybyszów   do   Nowego   Świata,

napisał:   „Królowie   Meksyku   bardzo   je   cenili;   niektórzy   przebijali   sobie   nozdrza,   by   je   tam
umieścić, na podobieństwo swoich bałwanów”. Montezuma po wybraniu go na głównego mówcę

od razu „przekłuł sobie chrząstkę nosową i umocował w niej drogocenny szmaragd”.

Von Hagen pisze:

Konkwistadorzy   widzieli   w   nich   symbole   bogactwa.   Hernan   Cortes   zagarnął   bardzo

wiele dla siebie; wiedział, że Kleopatra nosiła szmaragdy i że chrześcijański pielgrzym,
który   wrócił   dopiero   co   z   Indii,   widział   je   w   świątyni   Buddy,   gdzie   „ogień,   przez   nie

rzucany, widoczny był z 1000 kilometrów w bezchmurną noc”. Montezuma nie wiedział,
skąd pochodzą; były z „południa”. Rzeczywiście, pochodziły z jednego tylko regionu −

górzystego obszaru w Kolumbii w okolicach Muzo, będącego jedynym źródłem szmarag-
dów w tych czasach. W Kolumbii było ich mnóstwo i wymieniano je na bawełnę i złoty

pył. Powszechnie je znano w Panamie i na ogół łączono je ze złotem. Dla Montezumy
pozyskiwali   je   kupcy  pochteca,   docierający   aż   za  Nikaraguę.   Szmaragdy   są  miękkie   i

łatwo się kruszą, mimo to jednak Aztekowie wycinali w nich złożone wzory − kwiaty, ryby
i inne wymyślne kształty, wymagające od artysty dużej zręczności. Cortes dostał szma-

ragdy   bezpośrednio   od   Montezumy,   jeden   w   kształcie   piramidy,   „szeroki   jak   nasada
dłoni”, inne tak piękne, że jakoby wzbudziły pożądanie samego Karola V. Cortes odmówił

sprzedania ich w Genui za 400.000 dukatów, zachowując je dla Dony Juany de Zuniga,
swojej narzeczonej, córki książęcego rodu. Dał jej pięć azteckich szmaragdów,, jeden w

kształcie róży, jeden podobny do dzwonka z perłą zamiast serca, jeden w kształcie ryby,
jeden − trąbki i jeden − filiżanki”.

Widzimy więc, że Aztekowie stanowili centrum rozległej sieci handlu klejnotami i cennymi

− 61 −

background image

metalami. Szmaragdy sprowadzali z Ameryki Południowej (jak dotąd nie znaleziono ich źródła
w Ameryce Środkowej). Turkus pochodził z amerykańskiego południowego zachodu, jadeit − z

południowej Gwatemali i być może Nevady.

Złoto i srebro pochodziło najwyraźniej z wielu rejonów Mezoameryki, w tym z kopalni na

amerykańskim południowym zachodzie i w północnym Meksyku. Wydaje się, że tak ogromna
sieć   handlowa   musiała   mieć   solidne   podstawy.   Praca   Poola   z   2007   roku   wskazuje,   że   to

Olmekowie   położyli   prawdopodobnie   podwaliny   pod   ów   handel   i   brali   w   nim   udział.   Wiele
kopalni Azteków, Tolteków, Majów i Zapoteków mogło pierwotnie być kopalniami olmeckimi i o

wielu z nich wciąż niczego nie wiemy. Źródła złota, jadeitu i szmaragdów, którymi handlowano,
pozostają do dziś tajemnicą. Czy w starożytnej krainie zwanej Olmanem czekają na odkrycie

kopalnie Olmeków?

Zaginiony świat Olmeków w Gwatemali

Wczesne mapy olmeckich osiedli, takie jak mapa Betty Meggers z wydanej w 1972 roku

książki  Prehistorie   America,   lokalizują   olmecki   matecznik   wokół   La   Venta   i   Tres   Zapotes.
Olmeckie  artefakty   sąjednak   znajdowane   również   w  centralnej  dolinie  Meksyku,   a  Meggers

nazywa   je   „stylem   Teotihuacan”,   podczas   gdy   te   znalezione   wzdłuż   pacyficznego   wybrzeża
Chiapas i Gwatemali to „styl Izapa”.

Wiadomo już, że kraina Olman rozciągała się od centralnej doliny Meksyku do rejonu La

Venta i do pacyficznego wybrzeża przesmyku Tehuantepec, a nawet dalej, przez Gwatemalę do

Salwadoru, Nikaragui i Kostaryki. Rzeczywiście, tajemnicze kostarykańskie kule mogą pocho-
dzić z epoki wczesnych Olmeków.

Chociaż   to   w   Kostaryce   znaleziono   niewielkie   olmeckie   figurki,   w   Gwatemali   odkryto

największe posągi i kamienne głowy. Niektóre z nich dorównują olbrzymom z wybrzeża Zatoki

Meksykańskiej wielkością i wykonaniem.

Christopher   Pool   o   monumentalnych   olmeckich   rzeźbach   tak   pisze   w   książce  Olmec

Archaeology and Early Mesoamerica:

Wśród kultur Mezoameryki okresów wczesnego i średniego formatywnego Olmekowie z

wybrzeża   Zatoki   Meksykańskiej   są   wyjątkowi   pod   kilkoma   względami.   Ich   najbardziej

oczywistym osiągnięciem były monumentalne rzeźby z kamienia. Chociaż kamienne rzeź-
by pojawiają się przynajmniej tak samo wcześnie na pacyficznym wybrzeżu Gwatemali, w

miastach takich jak Takalik Akaj i Monte Alto, żadna inna współczesna kultura nie może
się równać z Olmekami co do kunsztu wykonania, wielkości i liczby posągów. To skupienie

olmeckich monumentów w południowym Veracruz i Tabasco określa Olman jako region
kulturowy najbardziej wyraziście.

Choć olmeccy rzeźbiarze stosowali kilka schematów, a style rzeźb na terenie Olmanu

różnią   się   w   czasie   i   przestrzeni,   zbieżności   w   sposobie   przedstawiania,   temacie   i

symbolizmie określają spójną olmecką tradycję rzeźbiarską na okres od 1400 do 400 roku
p.n.e.   Przedstawia   się   w   niej   głównie   ludzi   i   istoty   będące   na   pół   ludźmi,   na   pół

zwierzętami ponadnaturalnej wielkości. Dominują harmonijne, łagodne linie oraz wydęte
krzywizny, a także używa się standardowego zestawu symboli przedstawiających koncep-

cje kosmologiczne i siły natury.

Archeolodzy początkowo uznawali posągi znajdowane w Gwatemali za gorsze od olmeckich i

przypisywali   ich   autorstwo   innej   niż   olmecka   kulturze.   Okazało   się   to   jednak   niesłuszne.

Najpierw rolnicy odkryli zakopane głowy wokół La Venta i Tres Zapotes w Meksyku, a później
farmerzy   uprawiający   trzcinę   cukrową   na   południe   od   miasta   Gwatemala,   niedaleko   La

Democracia,   zaczęli   odkrywać   olbrzymie   głowy   i   bazaltowe   posągi   wyraźnie   pochodzenia
olmeckiego. Na głównym placu La Democracia stoją gigantyczne olmeckie posągi ustawione w

okrąg.   Typowo   dla   najsłynniejszych   olmeckich   rzeźb,   te   olbrzymie   bazaltowe   głowy   i   całe
postaci często  mają negroidalny wygląd. Spora ich liczba przedstawia wielkich, masywnych

mężczyzn o płaskich nosach, grubych wargach i wytrzeszczonych oczach, z rękami splecionymi
na brzuchu. Inne rzeźby to azjatyckie głowy; jedna ma nakrycie w formie zakręconych w dół

rogów barana i dziwne znaki na policzkach.

Wewnątrz   miejscowego   muzeum   znajdują   się   kolejne   olbrzymie   głowy,   pokryte   plamami

porostów.   Są   tam   również   kamienne   grzyby,   wysokości   30-45   centymetrów.   Archeolodzy

− 62 −

background image

uważają,   że   prawdopodobnie  przedstawiają  halucynogenne   gatunki,   bardzo  cenione.   Uważa
się, że boską „somą” starożytnego Egiptu i Indii jest sfermentowany napój z takich właśnie

grzybów, być może pochodzących z Ameryki Środkowej.

W muzeum znajdują się także kamienne słoneczne dyski, jadeitowa maska (najważniejszy

eksponat), bardzo duże kamienne naczynia i maczugi. Chyba najbardziej interesujące ekspo-
naty   są   te   najmniejsze.   W   szklanej   gablocie   przy   drzwiach   leży   kilka   kamiennych   pieczęci

wielkości   około   5   centymetrów.   W   połowie   lat   70.   XX   wieku   mieszkałem   na   Tajwanie,   w
Hongkongu   i   Chinach,   dlatego   znam   się   nieco   na   chińskich   pieczęciach   i   nawet   jestem   w

posiadaniu kilku. Nazwisko właściciela jest artystycznie wyryte na podstawie; pieczętuje się
nimi przy użyciu laku bądź atramentu dokumenty, listy itp. W Chinach nazywa się je „chop”.

Jak nazywały się olmeckie wersje izapańskie, nie wiadomo, ale są to na pewno pieczęcie.

Niedaleko La Democracia leży duża plantacja trzciny cukrowej i prywatne muzeum znane

pod nazwą Finca el Baul. W muzeum tym znajduje się co najmniej 20-30 megalitycznych figur,
również   olmeckich.   Przedstawiają   brodatych   mężczyzn   oraz   potwory,   smoki   i   ludzi-jaguary.

Inne rzeźby to prostokątne bloki kamienia albo mniejsze czaszki z szeroko otwartymi oczami i
wyszczerzonymi zębami. Jest tam olbrzymia starożytna stela, z dużym glifem, jakoby starożyt-

nym   majańskim   oznaczeniem   jadeitu;   to   jedyny   możliwy   do   odczytania   znak   oprócz   kilku
majańsko-olmeckich cyfr z kropek i kresek.

W małym muzeum na farmie znajduje się też duża stela człowieka w masce jaguara, wyso-

kości 2,6 metra, człowiek ów jest przybrany w egipski kołnierz (mam na myśli szeroki kołnierz,

zazwyczaj   ze   złota   albo   miedzianych   płytek;   podobne   nosili   Majowie)   i   ukazany   w   pozie
tryumfu nad brodatym więźniem; w górnej części steli są trzy okrągłe glify. Jeden z nich, w

górnym lewym rogu, przedstawia mężczyznę wychodzącego z chmury. Na dole steli przedsta-
wiono   sześciu   siedzących   mężczyzn   ze   skrzyżowanymi   nogami   i   ramionami   splecionymi   na

piersiach.

Kolejnym posągiem jest olbrzymia wysokości metra kamienna głowa brodatego mężczyzny z

egipskim kołnierzem wokół szyi i przybrana również egipskim nakryciem. Następny ukazuje
wielkiego, półtorametrowego granitowego jaguara w pozycji łaszącego się psa. Zwierzę też ma

na   szyi   szeroki,   egipski   kołnierz.   Być   może   najbardziej   intrygująca   z   nich   wszystkich   jest
prostokątna kamienna kolumna wysokości około metra, z idealnie okrągłą kulą na szczycie.

Całość   wyrzeźbiona   jest   z   jednego   bloku   granitu   i   ma   po   obu   stronach   wyryte   maltańskie
krzyże.

Wszystkie te rzeźby leżały na polach, gdzie znaleźli je robotnicy, którzy oczyszczali teren

pod uprawę trzciny cukrowej. Niedaleko farmy, na małej, rzadko używanej ścieżce przez pola,

stoi Wielka Głowa z El Baul. To potężna, 8-tonowa rzeźba, częściowo zakopana, z haczykowa-
tym nosem, nakryciem głowy, kolczykami i wielkimi oczami.

Kiedy odwiedziłem to miejsce, znane jako El Castillo (Zamek) w 1990 roku, dwaj mężczyźni

oddawali   cześć   starożytnemu   posągowi.   Palili   kadzidło   według   tradycyjnego   majańskiego   (i

hinduskiego) zwyczaju, a dokoła podstawy rzeźby ustawili pięć zapalonych świec. Tam też zło-
żyli ofiary z alkoholu i jadeitu.

Posąg jest wyrzeźbiony z wyjątkowo twardego bazaltu i pokrywa go warstwa sadzy i wosku

z poprzednich ofiar ze świec i kadzidła. Wciąż jest zakopany w ziemi po dolną wargę, a część

wystająca ma półtora metra wysokości. Z tyłu rzeźby są żłobienia, przypuszczalnie służące do
mocowania jej do budynku lub innej kamiennej konstrukcji (może była nią reszta ciała).

Drugi megalit znajduje się w pobliżu − 2-metrowa stela całkowicie wystająca nad ziemię,

stojąca  pod drzewem.  Na niej  widnieje  wyrzeźbiony  mężczyzna  z nakryciem głowy,  gładko

ogolony, zwrócony w prawo. Jego głowę otacza dziewięć okręgów: sześć po lewej stronie i trzy
po prawej. Trzeci po prawej przedstawia zwierzę w obroży, zwrócone pyskiem do mężczyzny.

Wygląda ono jak byk, choć w tym okresie bydło było w Ameryce nieznane.

Mężczyzna   na   steli   ma   na   sobie   spódniczkę   (nosili   je   starożytni   Egipcjanie),   a   na   niej

widnieje kolejny okrąg, tym razem z baranem.

Podczas tamtej wizyty uświadomiłem sobie, że tak jak w przypadku gigantycznych posągów

w La Democracia, tu też musiało być ich więcej. Gdzie są budynki, w których stały kiedyś te
rzeźby? Większość z nich była w części lub w całości zakopana. Olbrzymie posągi z Finca leżały

rozwłóczone po polach i przysypane ziemią, kiedy je znaleziono. Wydało mi się oczywiste, że w
którymś momencie cały pacyficzny rejon Gwatemali był tętniącą życiem megalityczną kulturą.

Jak to mam w zwyczaju, znów pytam: „Gdzie są zaginione miasta?”

Uważam, że gdyby w El Castillo przeprowadzono badania archeologiczne, wykopaliska od-

słoniłyby bez wątpienia kolejne konstrukcje. W okolicy znajdowało się sporo dużych, kancias-
tych głazów, które wyglądały na części budowli niegdyś kryjącej rzeźby.

− 63 −

background image

Wiele potężnych posągów z parku w La Democracia pochodziło z niedalekiej piramidy w

Monte Alto. Olmeckie miasto Kaminaljuyu leży setki kilometrów na zachód. Ale czy te miejsca

były ze sobą powiązane? Posągi przedstawiają ludzi rozmaitych ras, od negroidalnych głów,
przez typy azjatyckie po brodatych mężczyzn, podobnych do ras znad Morza Śródziemnego

podobieństwo staje się więc oczywiste. Taka różnorodność ras występuje i w innych miastach
Olmeków.

Czy tę fascynującą cywilizację zniszczył jakiś kataklizm? Czy mogła to być katastrofa, którą

opisuje Biblia, teksty Sumerów, legendy Indian Hopi i mitologia Chińczyków? Wydaje mi się to

prawdopodobne.

O Olmekach wciąż się mówi

Niedawno − w styczniu 2007 roku − ogłoszono, że w dolinie Meksyku odkryto kolejne duże

miasto Olmeków lub pozostające pod ich wpływem, na południe od miasta Meksyk. Artykuły
opisujące  to  odkrycie  wyrażały  zaskoczenie,  że  nowe  odkryte   miasto  Olmeków  leży nie  na

wybrzeżu nad Zatoką Meksykańską, lecz setki kilometrów w głąb lądu.

Dwudziestego szóstego stycznia 2007 roku kilka agencji prasowych podało wiadomość, że

miasto   to,   znane   jako  Zazacatla,   zostało  „oficjalnie   odkryte”  przez   meksykańską  archeolog
Giselle   Canto   w   pobliżu   miasta   Xochitepec,   leżącego   około   40   kilometrów   na   południe   od

miasta Meksyk.

Na   konferencji   prasowej   Canto   powiedziała,   że   dwa   posągi   i   szczegóły   architektoniczne

znaleziska   wskazują,   iż   mieszkańcy   Zazacatla   przyjęli   styl   Olmeków,   kiedy   „zmieniali   się   z
prostego, egalitarnego społeczeństwa w bardziej złożone i hierarchiczne”.

„Kiedy ich społeczeństwo się rozwarstwiło, nowi władcy potrzebowali symboli (...) uspra-

wiedliwiających ich władzę nad ludźmi, którzy dotąd byli im równi”, oznajmiła Canto. Stwier-

dziła, że mieszkańcy nie musieli być etnicznie Olmekami, ale najwyraźniej uważali tę kulturę za
najbardziej prestiżową.

Wykopaliska   w   Zazacatla   rozpoczęły   się   w   2006   roku   i   do   końca   stycznia   2007   roku

archeolodzy odsłonili sześć budynków i dwie rzeźby, prawdopodobnie przedstawiające olmec-

kich kapłanów. Oprócz innych olmeckich symboli posągi mają nakrycia głowy przedstawiające
jaguary − zwierzęta otaczane przez Olmeków czcią − oraz inne olmeckie symbole statusu i

władzy. Archeolodzy ocenili wiek miasta na około 2500 lat, datując je na około 500 roku p.n.e.

Część   meksykańskich   archeologów,   jak   również   archeolodzy   ze   Smithsonian   Institution

spekulowali,   że   ślady   olmeckich   wpływów   w   Zazacatla   i   na   innych   obszarach   dalekich   od
wybrzeża Zatoki  Meksykańskiej  mogą sugerować, że  są to  olmeckie  osiedla,  miejsca  przez

Olmeków podbite lub ośrodki, skąd prowadzili misje. Canto oświadczyła jednak, że najsłyn-
niejszy ośrodek ceremonialny Olmeków (La Venta), około 400 kilometrów na wschód, jest zbyt

odległy jak na bezpośredni kontakt, choć mogły istnieć szlaki handlowe.

Canto może się mylić, sądząc, że Zazacatla, czy jakikolwiek inny obszar, jest zbyt daleko

położony, by utrzymywać bezpośrednie kontakty ze scentralizowaną kulturą Olmeków. Takie
absurdy wygłaszane przez „ekspertów” przejmują trwogą. Dlaczego Olmekowie nie mogliby

utrzymywać kontaktów z miastami oddalonymi 400 kilometrów od ich centrum? Majowie   i
Aztekowie   mieli   terytoria   o   wiele   większe   i   budowali   łączące   je   porządne   drogi.   Aztekowie

założyli   sieć   handlową   sięgającą   setki   kilometrów   na   północ,   prawie   do   amerykańskiego
południowego zachodu. Biorąc pod uwagę coraz to nowe archeologiczne odkrycia, nie byłoby

zaskoczeniem, gdybyśmy się dowiedzieli, że Olmekowie położyli podwaliny również pod ten
system dróg.

Rzymianie,   Chińczycy,   Persowie,   Inkowie   i   inni   budowali   setki   kilometrów   dróg,   a   także

tunele i mosty, Canto jednak twierdzi, że Olmekowie tego nie potrafili. I kto tu przedstawia

„rasistowskie” argumenty? Czy rasistowska nie jest teoria głosząca, że cywilizacje w Europie,
Afryce i Azji potrafiły tworzyć sprawnie funkcjonujący system dróg, ale Olmekowie nie byli w

stanie tego osiągnąć?

To, że „nowe” olmeckie miasto Zazacatla, w pobliżu znanego uprzednio olmeckiego Chalca-

tzingo,   zostało   odkryte,   nie   jest   zaskoczeniem.   Zaskakujące   jest   zaskoczenie   archeologów.
Skąd się ono bierze?

Być może z faktu, że wielu archeologów, takich jak Coe i Diehl, przekonuje, iż Olmekowie

byli małą, odizolowaną grupą zajmującą niewielki obszar. A mimo to, w jakiś niewytłumaczalny

sposób, ich sztuka i ikonografia rozprzestrzeniały się we wszystkich kierunkach z przesmyku

− 64 −

background image

Tehuantepec i ich „matecznika” La Venta i Tres Zapotes.

Czy to możliwe, że część pacyficznego wybrzeża, jak okolice Izapa w Chiapas i wybrzeże

Gwatemali,  to  prawdziwe  miejsce  pochodzenia   Olmeków?  Niektóre  rejony  Gwatemali  noszą
ślady fal tsunami nadeszłych z Oceanu Spokojnego, co mogło w jednej chwili zniszczyć miasta

tego regionu i pogrzebać pod ziemią wiele kamiennych głów i posągów. Czy pierwszą stolicą
Olmeków było zniszczone obecnie miasto na wybrzeżu Chiapas albo Gwatemali?

Być może ośrodki Olmeków nad Oceanem Spokojnym zostały zburzone przez tsunami około

1000 roku p.n.e. Wtedy palmę pierwszeństwa przejęły La Venta i Tres Zapotes, które upadły

500   lat   później.   Inne   olmeckie   miasta   rozwinęły   się   w   dolinie   Meksyku   −   Chalcatzingo,
Cuicuilco, Teotihuacan i Zazacatla.

Wydaje się, że tajemnica Olmeków, nie będzie rozwiązana za dzień czy tydzień, ani nawet

za kilka lat. Przetrwa jeszcze długo. Może do zbadania olmeckich glifów zostaną zaproszeni

kolejni chińscy uczeni, którzy rzucą na tę sprawę nowe światło. Może czekające nas jeszcze
nowe, ekscytujące odkrycia całkowicie zmienią nasze wyobrażenia o Olmekach? Archeologia

przeżywa bardzo interesujący okres, przynajmniej jeśli chodzi o naszą wiedzę o Olmekach i, co
za   tym   idzie,   o   korzeniach   cywilizacji   Ameryki   Północnej.   Jak   przytoczono   w   cytacie   na

początku   tego   rozdziału   (Berty   Meggers),   interpretacja   dowodów   jest   ograniczona   przez
przyjęte podstawy. Historia nie zawsze jest politycznie poprawna; nie odnośmy się więc do

tego,   co   wydarzyło   się   w   odległej   przeszłości,   z   polityczną   poprawnością   i   ugrzecznioną
ostrożnością.

Miejmy nadzieję, że w przyszłości zdumiewająca sztuka i kultura kosmopolitycznej cywili-

zacji   Olmeków   doczeka   się   sprawiedliwej   oceny,   dokonywanej   z   większym   szacunkiem   dla

tajemnic historii.

− 65 −

background image

BIBLIOGRAFIA

Abrams H. Olmec Art of Ancient Mexico, Nowy Jork 1996.

Argiielles J. „Faktor Majów, Warszawa 2004.
Baudez C.F. Central America; Archaeological Mundi, Genewa 1970.

Bernal I. A History of Mexican Archaeology, Londyn 1980.
Bernal I. The Olmec World, Berkeley 1969.

Boland C. They All Discovered America, Nowy Jork 1961.
Bovallius C. Nicaraguan Antiquities, Sztokholm 1886.

Branigan K. (red.) The Atlas of Archaeology, Nowy Jork 1982.
Brown H.A. Cataclysms of the Earth, Nowy Jork 1967.

Carter G.F. Megalithic Man in America?, Santa Barbara 1991.
Charroux R. „Tajemnicza przeszłość”, Wrocław 1995.

Childress D.H. „Zaginione miasta i pradawne tajemnice Ameryki Południowej”, Warszawa
2000.

Childress D.H. Cities of North and Central America, Kempton 1994.
Clements F. Historical Sketch of the Spiro Mound, Nowy Jork 1945.

Coe M.D. Mexico, Londyn 1962.
Coe M.D. Mexico: From the Olmecs to the Aztecs, Londyn 2002.

Corliss W. Ancient Man: A Handbook of Puzzling Artifacts, Glen Arm 1978.
Corliss W. Strange Artifacts, Glen Arm 1974.

Davies N. The Ancient Kingdoms of Mexico, Middlesex 1982.
de Landa D.  Relacion de las Cosas de Yucatan, 1579 (wydane jako  Yucatan Before &

After the Conquest, Baltimore 1937).
Deuel L. Conquistadors Without Swords, Nowy Jork 1967.

Diaz B. The Conquest of New Spain, Londyn 1963.
Diaz del Castillo B. „Pamiętnik żołnierza Korteza czyli prawdziwa historia podboju Nowej

Hiszpanii”, Łódź 1986.
Diehl R.A. The Olmecs: America s First Civilization, Nowy Jork 2004.

Edwards F. Strange World, Nowy Jork 1964.
Edwards F. Stranger Than Science, Nowy Jork 1959.

Emmerich A. Sweat of the Sun and Tears of the Moon, Seattle 1965.
Fagan B. Elusive Treasure, Nowy Jork 1977.

Fagan B.M. From Black Land to Fifth Sun, Reading 1998.
Fagan B.M. The Great Journey, Nowy Jork 1987.

Fagan B. Men of the Earth, Boston 1974.
Fell B. America BC, Nowy Jork 1976.

Fell B. Bronze Age America, Boston 1982.
Fell B. Saga America, Nowy Jork 1980.

Freidel D., Schele L. A Forest of Kings, Nowy Jork 1990.
Gartn T. Mystery Cities of the Maya, Londyn 1925.

Girard R. La Antropologia Americanista en la Actualidad Vol. 1, Meksyk 1980.
Girard R. La Antropologia Americanista en la Actualidad Vol. 2, Meksyk 1980.

Gladwin H. Men Out of Asia, Nowy Jork 1947.
Gordon C.H. Riddles in History, Nowy Jork 1974.

Gould R. Enigmas, Nowy Jork 1945.
Grant M. Atlas of Ancient History, Londyn 1971.

Grove D.C. Chalcatzingo: Excavations on the Olmec Frontier, Nowy Jork 1984.
Hansen. L.T. The Ancient Atlantic, Amherst 1969.

Hapgood C. The Path of the Pole, Filadelfia 1970.
Hawkes J. Atlas of Ancient Archaeology, Nowy Jork 1974.

Helfritz H. Mexican Cities of the Gods, Nowy Jork 1968.

− 66 −

background image

Heyden D., Villasenor L.F.: The Great Tempie and the Aztec Gods, Meksyk 1984.
Honore P. In Quest of the White God, Londyn 1963.

Honore P. In Search of Quetzalcoatl, Kempton 2006.
Hope O.L. 6000 Years of Seafaring, Gastonia 1983.

Hunter B. A Guide to Ancient Maya Ruins, Norman 1986.
Instituto Nacional de Antropologia e Historia: The Oaxaca Valley, Meksyk 1973.

Kolosimo P. Timeless Earth, New Jersey 1974.
Lal C. Hindu America?, Bombaj 1960.

Lamb D. i G. Quest For the Lost City, Santa Barbara 1951.
León-Portilla M. Time & Reality in the Thought of the Maya, Norman 1988.

LePlongeon A. Queen Moo & the Egyptian Sphirn, Londyn, Nowy Jork 1900.
LePlongeon A.  Sacred Mysteries Among the Mayas & the Quiches, Londyn, Nowy Jork

1886.
Levathes L. When China Ruled the Seas, Nowy Jork 1994.

Meggers B.J. Prehistorie America, Chicago 1972.
Menzies G. „1421: Rok, w którym Chińczycy odkryli Amerykę i opłynęli świat, Warszawa

2002.
Morley S. The Ancient Maya, Palo Alto 1946.

Muzeum Antropologiczne Xalapa: Przewodnik, Xalapa 2004.
National Geographic Society Mysteries of the Ancient World, Waszyngton 1979.

O'Brien T.J. Fair Gods and Feathered Serpents 1997.
Peissel M. The Lost World of Quintana Roo, Nowy Jork 1963.

Peny W. J. The Children of the Sun, Kempton 1923.
Pohl F. Atlantic Crossings Before Columbus, Nowy Jork 1961.

Pool C. Olmec Archaeology and Early Mesoamerica, Nowy Jork 2007.
Popol Vuh, [wyd. pol. „Popol Vuh. Księga rady narodu Quiche, przeł. H. Czarnocka. C.

Marrodan Casas, Warszawa 1980]. Nowy Jork 1985.
Portillo J.L. Ouetzalcoatl, Kraków 1978.

Prescott W. Conquest of Mexico, Londyn, Nowy Jork 1843.
Proskouriakoff T. An Album of Maya Architecture, Waszyngton 1946.

Rivet P. Maya Cities, Nowy Jork 1960.
Sabloff J. The Cities of Ancient Mexico, Nowy Jork 1989.

Sanders R. Lost Tribes & Promised Lands, Nowy Jork 1978.
Sanderson I.T. More „Things”, Nowy Jork 1969.

Savoy G. Antisuyo, The Search For the Lost Cities of the Amazon, Nowy Jork 1970.
Savoy G. Project X: The Search For Immortality, Jamillian 1981.

Schreiber H. i G. Vanished Cities, Nowy Jork 1957 [wyd. pol. „Zaginione miasta”, przeł. A.
Ligocki, Katowice 1959].

Schroeder D., Ruhl K. Metallurgical Characteristics of North American Prehistorie Copper
Work
American Antiquity, t. 33, nr 2, 1967

Soustelle J. Los Olmecas, Meksyk 1979
Soustelle J. The Four Suns, Nowy Jork 1970.

Squier E.G. Aboriginal Monuments of the State o/New York, Waszyngton 1850.
Sąuier E.G. Nicaragua, Nowy Jork 1860.

Sąuier  E.G.,   Davis  E.H.  105  Ancient   Monuments   of  the  Mississippi  Valley,  Nowy  Jork
1848.

Squire   E.G.  Nicaragua;   Its   People,   Scenery,   Monuments,   Resources,   Condition,   and
Porposed Canal
, Nowy Jork 1860.

Steede N. Preliminary Catalogue of the Comalcalco Bricks, Meksyk 1984.
Stevens J.L.  Incidents of Travel in Central America, Chiapas and Yucatan, Nowy Jork

1841.
Stevens J.L. Incidents of Travel in Yucatan, Nowy Jork 1843.

Stirling M. Early History of the Olmec

− 67 −


Document Outline