background image

Sondaże a manipulowanie społeczeństwem 
 
Ryszard Dyoniziak 
 
Czy  sondaże  są  potrzebne  i  komu:  społeczeństwu  czy  grupom  politycznym?  Czy 

można  wierzyć  sondażowym  prognozom  wyborczym?  Jak  można  fałszować  opinie 
badanych?  Jak  preparuje  się  wyniki  sondaży?  Czy  sondaże  mogą  ułatwiać  manipulowanie 
społeczeństwem i demokracją? Co sądzą o sondażach sami socjologowie? 

Tym kwestiom poświęcona jest ta książka.  
 
 
Sondaże 

manipulowanie społeczeństwem 
 
KRAKÓW 
 
Książka dotowana przez Akademię Ekonomiczną w Krakowie 
(c) Copyright by Ryszard Dyoniziak and Towarzystwo Autorów 
i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 1997, wyd. I 
ISBN 82-7052-429-X TAiWPN UNIVERSITAS 
Projekt okładki i stron tytułowych Robert Guzik 
 
 
W obecnym stanie rzeczy, gdy zniszczono gdzie indziej wszystko, co godne szacunku, 

i podejmuje się próby zniszczenia w nas samego zmysłu szacunku, człowiek czuje się niemal 
zmuszony do przepraszania, że żywi jakiekolwiek ludzkie uczucia. 

Edmund Burke 
 
 
 
 
UWAGI WSTĘPNE 
PROBLEM 
W Polsce po II wojnie światowej sondaże socjologiczne przyjmowały się stopniowo. 

W latach 1948-1956 władze państwowe wręcz zabraniały tego typu badań. Ale nawet po 1957 
roku  sondaże  przeprowadzane  były  (poza  ośrodkiem  badań  opinii  przy  Polskim  Radio,  a 
później  również  Telewizji)  tylko  na  pewne  tematy  (np.  oceny  programów  PR  przez 
radiosłuchaczy),  wybiórczo  i  pod  cenzurą.  Również  Ośrodek  Badań  Prasoznawczych  w 
Krakowie  mógł  się  koncentrować  na  badaniu  preferencji  czytelniczych,  ale  wyniki  tych 
sondaży  były  ocenzurowane.  Ze  względu  na  charakter  totalitarny  państwa  (tylko  lekko 
złagodzony  w  latach  siedemdziesiątych)  wiele  przedsięwzięć  badawczych  było  utajnionych 
lub wręcz powstawało na zamówienie różnych ogniw władzy (np. wojewódzkich komitetów 
PZPR,  ministerstw  czy  nawet  Biura  Polityeznego  -  najwyższej  wówczas  instancji 
politycznej).  Powstałe  po  stanie  wojennym  Centrum  Badania  Opinii  Społecznej, 
nieprzypadkowo  kierowane  przez  pułkownika  w  stanie  czynnym,  również  miało  dostarczać 
materiałów  badawczych  zgodnie  z  potrzebami  najwyższych  władz.  Dopiero  po  1989  roku 
istniejące już ośrodki badawcze przy Radiu i Telewizji oraz inne, obok katedr uczelnianych 
(które  rzadko  publikowały  swoje  sondaże)  -  uzyskały  pełną  samodzielność  merytoryczną. 
Powstało  jednak uzależnienie  finansowe od różnych  firm  i grup "biznesu",  niekiedy równie 

background image

uciążliwe z punktu widzenia  horyzontów badawezych  i  merytorycznej wartości. Utworzono 
nowe ośrodki, głównie badające skuteczność reklam szeroko upowszechnianych w ostatnich 
latach. 

Pojawił się nowy typ sondaży - prognozy wyborcze dla różnych partii i polityków. Są 

one  często  publikowane.  I  chociaż  tzw. opinia  publiczna  wcale  się  o to  nie  prosiła  -  prasa, 
radio,  telewizja  zalewane  są  wprost  danymi  z  tych  sondaży.  To,  z  czym  się  stykają 
telewidzowie, 


 
czytelnicy czy słuchacze to albo zwięzłe, suche dane, albo zniekształcone informacje, 

jeśli nie tendencyjne interpretacje. 

Ta  sytuacja  grozi  kompromitacją  badań  -  tym  bardziej,  że  ośrodki  badawcze  nie 

komentują sposobu prezentacji ich ustaleń w środkach masowego przekazu. Zdarza się, że w 
tym samym tygodniu przedstawia się w mediach wyniki badań kilku ośrodków, podaje inne 
dane procentowe na podobne pytania, a czytelnicy i słuchacze tracą orientację, co właściwie 
oznaczają podawane cyfry. 

Oto  dlaczego  potrzebna  jest  praca,  która  przybliży  czytelnikom  warsztat  badawczy 

socjologa  oraz  ukaże  źródła  zniekształconych  lub  specjalnie  mylnie  formułowanych  w 
interesie różnych grup politycznych i społecznych informacji.  

 
 
 
CO NAZYWAMY SONDAŻEM  
 
Sondaż  (angielski  termin  survey,  francuski  -  sondage)  to  szczególny  sposób  badania 

opinii (postaw, wartości,  norm  społecznych, aspiracji) przy pomocy wywiadów (rozmów) z 
konkretnymi  ludźmi,  najczęściej  posiłkujący  się  z  góry  przygotowanymi  kwestionariuszami 
(często utożsamianymi z ankietami). 

Badania  takie  mogą  obejmować  całe  małe  społeczności  w  określonym  wieku  albo 

wielkie społeczności na podstawie badań mniejszej części danej zbiorowości stanowiącej tak 
zwaną próbę reprezentacyjną. Zawsze  jednak  badacze (często nazywani ankieterami)  muszą 
bezpośrednio rozmawiać z wylosowanymi do badań informatorami (nazywanymi w żargonie 
respondentami), a nie na przykład z ich rodzinami czy znajomymi. 

Kwestionariusz  (ankieta),  którą  posługujemy  się  w  czasie  wywiadu  (rozmowy)  to 

specjalnie  przemyślany  zestaw  pytań,  uwzględniający  główne  założenie  danych  badań. 
Pytanie  źle  postawione,  niejednoznaczne,  z  góry  sugerujące  odpowiedź,  zawierające  treść 
obraźliwą albo krępującą dla informatorów - z góry należy uznać za wykluczające uzyskanie 
rzetelnych odpowiedzi. 

Również wywiad (rozmowa)  musi spełniać wiele wymagań, aby  informator zechciał 

mówić  prawdę,  aby  wypowiadał  to,  co  rzeczywiście  mniema  lub  w  co  wierzy.  Dlatego 
konstrukcja  kwestionariuszy  oraz  zasady  przeprowadzania  wywiadów  stanowią  dziś  osobne 
poddyscypliny socjologii. Tylko osoby z najlepszym przygotowaniem teoretycznym i dużym 
doświadczeniem  praktycznym  mogą  się  właściwie  posługiwać  tymi  instrumentami  badań. 
Tym  też  tłumaczy  się  fakt  występowania  u  nas  wielu  naiwnych  i  błędnych  badań 
sondażowych  prowadzonych  przez  osoby  bez  odpowiednich  kwalifikacji  merytorycznych  i 
moralnych, kierujące się chęcią szybkiego dorobienia  się (np. przy projektowaniu kampanii 
reklamowych) lub względami propagandowymi na rzecz określonych grup politycznych czy 
grup  interesów.  Nie  istnieje  -  jak  dotąd  ochrona  zawodu  badacza  specjalizującego  się  w 
sondażach, chociaż niedawno również w Polsce formalnie obowiązuje swoisty kodeks badań 
opinii  publicznej.  Nie  znaczy  to  jednak,  że  zasady  tego  kodeksu  są  powszechnie 

background image

przestrzegane. Np. głównym księgowym może zostać tylko osoba, która ukończyła określone 
studia  i  zdała,  już  po  studiach,  specjalne  egzaminy  państwowe.  Takie  wymagania  nie  są 
stosowane wobec realizatorów sondaży opinii publicznej. 

Nie  mam  tu  zamiaru  zajmować  się  szczegółami  konstruowania  kwestionariuszy  czy 

przeprowadzania wywiadów. Tego wszystkiego nie można się nauczyć na podstawie jakiejś 
publikacji,  lecz  tylko  w  toku  studiów  i  wieloletnich  praktycznych  działań.  W  pracy  tej, 
przeznaczonej  dla  szerszego  kręgu  czytelników,  pragnę  uzmysłowić,  jak  powstają  sondaże, 
jakie  są  ich  zasady,  na  czym  polegają  ich  zalety  i  wady  oraz  do  jakich  celów  mogą  być 
wykorzystywane  przez  władze,  grupy  polityczne  i  grupy  interesów.  Chodzi  o  to,  aby 
uświadomić  społeczeństwu,  jak  można  nim  manipulować  i  jak  przeciwstawiać  się  takim 
manipulacjom, do których czasami przyczyniają  się sami  badacze, ale  najczęściej ci, którzy 
upowszechniają  wyniki  sondaży  w  środkach  masowego  przekazu,  odpowiednio  je 
interpretując czy wręcz fałszując dla celów politycznych, propagandowych, ideologicznych. 

 
 
 
 
KRYTYKA SONDAŻY ZE SPOŁECZNEGO PUNKTU WIDZENIA 
 
Niemiecki tygodnik "Die Zeit" (1995,  nr 33) zwraca uwagę, że w Berlinie wścibscy 

autorzy  sondaży  pytali  o  życie  intymne  (gdzie,  kiedy,  ile  razy,  jak),  ale  brak  jest 
zainteresowania  sprawami  adaptacji  tysięcy  berlińczyków  obcego  pochodzenia  (Turków, 
Rosjan,  Polaków,  Żydów)  do  nowych  warunków  życia.  Brak  sondaży  na  temat  przyczyn  i 
skutków wielkiego bezrobocia, dochodzącego do 25% potencjalnej siły roboczej. 

Nie  może  być  obojętne  dla  opinii  publicznej  czy  sondaże  dotyczą  różnego  rodzaju 

ciekawostek, czy ważnych problemów gospodarczych, politycznych Iub kulturalnych. 

W  Polsce  mamy  wiele  sondaży  (w  tym  obfitość  niepotrzebnych  przeciętnemu 

Polakowi prognoz wyborczych), ale ważne kwestie społeczne również są pomijane. Niewiele 
wiemy o przyczynach niewydolności administracji, bezkarności aferzystów, korupcji od dołu 
do  góry,  wyjątkowego  nieprzystosowania  przepisów  prawa  do  ewidentnych  przejawów 
przestępczości (ograbianie  banków przez nieuzasadnione kredyty,  niekaralność producentów 
narkotyków  i  tych,  którzy  je  przewożą).  Brak  sondaży  dotyczących  możliwości 
przezwyciężania  bezrobocia  w  różnych  częściach  kraju,  utrudnień  wychowawczych  w 
rodzinach,  przestępczości  wśród  nieletnich,  młodocianych  narkomanów.  Malo  jest  sondaży 
odnoszących  się  do  terenów  wiejskich,  możliwości  aktywizacji  rolników,  aspiracji  i 
perspektyw  młodzieży  wiejskiej.  Nie  jest  to  wina  ośrodków  badawczych,  lecz  instytucji 
(również ministerstw), które źle gospodarują środkami finansowymi (np. Ministerstwo Pracy 
więcej wydało na zakup sprzętu komputerowego i biurowego niż na tworzenie nowych miejsc 
pracy) i nie mają właściwych priorytetów. 

PODSTAWY TEORETYCZNE BADAŃ NAD OPINIĄ PUBLICZNĄ 
Przez wiele wieków nikogo nie interesowały opinie jako źródło do badań naukowych 

o życiu społecznym, chociaż służby wywiadowcze ceniły znajomość opinii (o rządzących, o 
podejmowanych  decyzjach,  o  nastrojach  ludności)  dla  celów  praktycznych.  Dopiero 
opublikowane w USA w latach 1918-20 wielkie, 5 tomowe dzieło Floriana Znanieckiego oraz 
Amerykanina  Williama  I.  Thomasa  pt.:  The  Poliste  Peasant  in  Europe  and  America 
(tłumaczenie  polskie  ukazało  się  dopiero  w  latach  siedemdziesiątych)  uprawomocniło 
doniosłość  studiów  nad  opiniami,  postawami,  wartościami  i  ocenami.  We  wspomnianym 
dziele opinie czy wartości odtwarzano na podstawie analizy treści listów wysyłanych z Polski 
do USA, do krewnych, którzy wyemigrowali w poszukiwaniu pracy oraz listów wysyłanych z 
Ameryki  do  najbliższych,  mieszkających  pod  trzema  zaborami  (rosyjskim,  pruskim  i 

background image

austriackim) i później w niepodległej już Polsce. Dzieło Polski chłop w Europie i Ameryce do 
dziś  stanowi  niedościgniony  wzór  badań  empirycznych  nad  postawami,  wartościami  i 
opiniami, gdyż autorzy wykazali, że zachowania ludzi są zrozumiałe, jeśli wykryjemy z n a c 
z  e  n  i  e,  jakie  oni  przywiązują  do  różnych  stwierdzeń  i  opinii,  do  wierzeń  i  tradycji,  do 
instytucji i wydarzeń. To wszystko znajdowało się we wspomnianych listach, obszernych i w 
dużej ilości wysyłanych przez członków rodzin. Okazało się, że to, jak dany człowiek d e f i n 
i u j e s y t u a c j ę, w j a k i e j s i ę z n a 1 a z ł, wpływa na stosunek do innych ludzi  i 
instytucji, wyznacza jego dążenia i aspiracje, a więc także jego potrzeby społeczne. 

Odkrycie  doniosłości  poznania  postaw  i  opinii  wymagało  jednak  opracowania 

metodologii rekonstrukcji np. postaw z treści listów, ich porównywalności w różnych listach, 
zestawiania różnego typu opinii i ilościowego przedstawiania. 

Stąd już tylko dzielił badaczy jeden krok od powstania pomysłu, aby powołać do życia 

specjalny  ośrodek  badań,  który  by  się  specjalizował  w  poznawaniu  opinii  całego 
społeczeństwa o czymś ważnym, przede 

11 
 
wszystkim  dla  celów  praktycznych,  dla  biznesu,  dla  władz.  W  ten  sposób  powstał 

Instytut  Gallupa,  który  od  1936  roku  zaczął  prowadzić  systematyczne  badania  opinii. 
Naturalnie trzeba było jeszcze rozwiązać wiele problemów metodologicznych, jak poznawać 
opinie (już nie na podstawie listów, bo Amerykanie między  sobą nie pisali tak obszernych  i 
pełnych  społecznych  obserwacji  listów  jak  polscy  imigranci  i  ich  rodziny;  ciekawe,  że  nie 
powstało żadne  inne dzieło, które wykorzystywałoby  listy  jako główne źródło w  badaniach 
socjologicznych; również w żadnym innym kraju, oprócz Polski, nie ma tak wielkiego zbioru 
pamiętników, wspomnień i w ogóle danych osobistych powstałych świadomie na zamówienie 
socjologów  w  postaci  odpowiedzi  na  konkursy  adresowane  do  rolników,  robotników, 
inteligencji, do lekarzy i urzędników, do młodzieży). 

Chciano  znać  opinie  całego  społeczeństwa,  ale  badanie  tak  wielkiej  zbiorowości  nie 

mogło być brane pod uwagę. Trzeba Więc było opracować z a s a d y w y ł a n i a n i a p r ó b 
y reprezentatywnej, ustalenia w i e 1 k o ś c i tej próby. Osobną kwestią było, j a k w y 1 o s o 
w  yw  a  ć  osoby,  które  miały  być  pytane  o  opinię  w  danej  sprawie,  jakie  należy  brać  pod 
uwagę c e c h y s p o ł e c z n e (np. zawód, zamożność, wykształcenie, miejsce zamieszkania, 
wiek  i  płeć).  Istotne  było  także,  w  jaki  sposób  zwracać  się  do  konkretnych  osób  (w  USA 
ciągle jest istotne czy mamy rozmawiać z Murzynem, czy z tzw. białym, czy z Polakiem czy z 
Włochem z pochodzenia, z Rosjaninem czy z Zydem, z wierzącym czy z ateistą, z kobietą czy 
z męźczyzną, z osobą młodą czy starszą, itp.). 

Wszystkie  te  kwestie  były  przedmiotem  wielu  prac  i  dziś  można  je  uważać  za 

wyjaśnione w ogólnych zarysach (w ogólnych, gdyż pozostaje sprawą otwartą jak w danym 
kraju,  w  ramach  okreslonej  struktury  społecznej  i  kultury  rozwiązywać  konkretne 
zagadnienia). 

Wielkie  znaczenie  dla  badaczy  miała  analiza  skutków  społecznych  audycji  radiowej 

Orsona Wellesa, który w dramatyczny sposób poinformował mieszkańców Nowego Jorku o 
inwazji  mieszkańców  Marsa  na  USA.  H.  Cantril  poświęcił  osobne  dzieło  tej  sprawie  (The 
Ihvasion from Mars. A Study in the Psychology of Panic, Princeton 1940). Okazało się, źe o p 
i  n  i  a  upowszechniona  przez  radio  (moglibyśmy  dziś  powiedzieć:  przez  wszystkie  środki 
masowego przekazu), nawet tak absurdal 

na  jak  lądowanie  przybyszów  z  innej  planety,  odpowiednio  udramatyzowana,  może 

spowodować panikę społeczną na wielką skalę. Można rozważać, dlaczego ludzie (tym razem 
Amerykanie)  byli  (i  są!)  tak  podatni  w  okres'lonych  sytuacjach  na  absurdalne  nawet 
informacje.  Dziś  wiemy,  że  w  ten  sposób,  tzn.  podając  choćby  nieprawdziwą  (ale 
prawdopodobną  dla  pewnych  kręgów  społecznych)  opinię  np.  na  temat  jakiegoś  banku 

background image

(sugerując  bankructwo)  można  istotnie  doprowadzić  do  jego  upadku,  na  zasadzie  tzw. 
samospełniającej  się  przepowiedni.  Na  tym  założeniu  oparte  są  liczne  badania  sondaźowe 
dotyczące szans wyborczych danego polityka czy którejś z partii:  podając często okres'lone 
wyniki  i  sugerując,  że  np.  zwiększa  się  popularność  jednych  i  zwiększa  niechęć  do  innych 
polityków (partii) można podsunąć ludziom mniej zorientowanym w sprawach politycznych 
(a takich  jest zdecydowana większość w każdym  społeczeństwie), na kogo warto głosować, 
aby się zbytnio nie wychylać (większość ludzi obawia się zajmować stanowisko odmienne niż 
sąsiedzi, krewni czy znajomi  lub osoby występujące w radiu, telewizji czy na łamach prasy 
jako tzw. autorytety, które w tym celu można najpierw sztucznie kreować, chociaż osoby te 
nie mają same z siebie cech szczególnie cenionych w danej społeczności). 

Podatność  ludzi  na  opinie  jest  jednak  "bronią"  obosieczną  w  tym  sensie,  że  skutki 

szeroko  upowszechnianej  danej  opinii  mogą  doprowadzić  do  odwrotnych  rezultatów  niż 
zamierzone:  zbyt  natarczywie  upowszechniana  opinia  w  postaci  reklamy  może  zniechęcić 
ludzi  do  nabywania  określonego  towaru.  Można  bowiem  przyjąć,  że  jeśli  dany  towar  tak 
usilnie  się  reklamuje,  to  pewnie  nie  ma  on  tych  pożądanych  cech,  o  których  mówi  się  w 
reklamie.  (Np.  w  1995  roku  stwierdzono  w  Rumunii,  że  większość  ludzi  nie  wierzy 
reklamom*). Sprzyja to zresztą przekupywaniu dziennikarzy, aby pisali niby to informacyjne 
artykuły, które w rzeczywistości są ukrytą reklamą. 

Por.: "Sztandar" 1995, nr z 24 lipca, s. 8. 
~' 13 
 
BADANIE OPINII I INNYCH ELEMENTÓW OSOBOWOŚCI SPOŁECZNEJ 
Najczęściej  czytelnicy  gazet  czy  słuchacze  radia  oraz  telewidzowie  słyszą  o 

"wynikach sondażu"  na temat opinii o politykach czy partiach politycznych. Jednak solidne 
badania  socjologiczne  nie  mogą  się  ograniczać  do  poznawania  opinii,  a  więc  ciągle  się 
zmieniających poglądów na dany temat. W badaniu opinii  nade wszystko  nas  interesuje  ich 
zasięg  społeczny  (jakie  grupy  je  reprezentują),  powtarzalność  lub  zmienność,  kierunek  tej 
zmienności (czy coś zaczyna się cenić bardziej czy mniej). Przeważnie nie dowiadujemy się 
jednak z publikowanych sondaży, dlaczego badani mają takie to a takie opinie o k i m ś 1 u b 
o c z y m ś. Polityków czy biznesmenów to specjalnie nie interesuje. Ale z naukowego punktu 
widzenia jest to problem wielkiej wagi. 

Aby jednak odpowiedzieć poprawnie, dlaczego dana zbiorowość ma okreslone opinie 

np. o sytuacji politycznej albo o swoich planach życiowych, lub choćby zakupach  -  musimy 
poznać m o t y w a c j e (tendencje zachowań), postawy (względnie trwałe nastawienia wobec 
kogoś lub czegoś), potrzeby społeczne (świadome lub nieuświadomione dążenia wynikające z 
sytuacji  i  przyswojonych  wartości),  akceptowane  i  realizowane  normy  społeczne 
(spontanicznie  ukształtowane  nakazy  i  zakazy  aprobowane  w  danym  środowisku)  oraz 
właściwe danej zbiorowości wartości (tzn. przedmioty materialne i niematerialne, do których 
ludzie przywiązują szczególne znaczenie). 

Takich badań nie da się przeprowadzić szybko, bez odpowiedniej wiedzy teoretycznej 

i  bez  doświadczenia.  Zwłaszcza  że  badania  takie  muszą  wykrywać  współzależności, 
współwystępowania  i  zależności  np.  między  określonymi  opiniami  a  motywacjami,  między 
motywacjami  a  postawami,  między  postawami  a  wartościami.  Przy  czym  może  nas 
interesować  s  t  a  n  a  k  t  u  a  1  n  y  (opinii,  postaw,  motywacji,  dążeń),  ale  również 
przewidywanie,  jakie  np.  opinie  mogą  się  stać  dominujące  lub  mogą  zanikać  wciągu 
najbliższych miesięcy czy lat. Przewidywanie opinii, postaw czy w ogóle zachowań dużych 
zbiorowości  stanowi  bardzo  trudny  problem  badawczy,  wymagający  stosowania  wielu 
skomplikowanych  procedur,  niełatwych  nawet  dziś,  gdy  powszechnie  posługujemy  się 
komputerami. Zaden bowiem 

background image

komputer  nie  rozwiąże  zagadnienia,  które  będzie  źle  postawione,  teoretycznie 

nieuzasadnione czy po prostu błędne. 

W Polsce nie wiąże się badań nad opinią (zamawiane są bowiem przez różne redakcje 

i  grupy  polityczne,  którym  zależy  na  szybkim  sondażu  dla  celów  diagnozowania  sytuacji  i 
przygotowywania strategii wyborczej) z badaniami nad osobowością społeczną ludzi, chociaż 
takie studia mogłyby wnieść wiele nowych obserwacji*. 

Wśród teoretyków obecnie są i tacy, którzy w ogóle wątpią, aby istniało coś takiego 

jak "osobowość": "panuje na ogół zgodność co do tego, że osobowości nie można pojmować 
w  sposób  statyczny  jako  zbioru  cech,  jako  mozaiki  zbudowanej  z  elementów.  (...)  przez 
osobowość  należy  rozumieć  wieloczynnikową  strukturę  integrującą  zachowanie  jednostki, 
której  poziom  i  osiągnięcia  uzależnione  są  od  procesów  poznawczych,  procesów 
motywacyjnych,  cech  temperamentu  i  inteligencji"  (Encyklopedyczny  słownik  psychiatrii, 
Warszawa 1986, s. 358). Co najwyżej zakłada się jakąś kierunkową orientację czy sytuacyjną 
predyspozycję okreslonych zachowań. Takie stanowisko dziś wiąże się z postmodernistyczną 
modą w naukach społecznych**. 

 

W socjologii jednak nadal uważamy za płodne poznawczo badania  

nad 

osobowością społeczną. Chodzi o osobowość jako dynamiczną struk 

turę,  powstałą  w 

toku życia społecznego (w odróżnieniu od cech wro 

dzonych).  Osobowość  społeczna 

jest to więc pewna całość obejmująca:  

a) jaźń subiektywną; 

b) jaźń odzwierciedloną; c) ideał kulturowy; 
d) zespół ról społecznych. 
Jaźń subiektywna to wszystko to, co ludzie (w danym okresie życia) myślą o sobie na 

podstawie  własnych  doświadczeń  i  przemysleń.  Jaźń  odzwierciedlona  obejmuje  to,  co 
mys'limy  o  sobie  n  a  p  o  d  s  t  a  w  i  e  o  p  i  n  i  i  i  n  n  y  c  h  1  u  d  z  i,  chociaż  sobie  nie 
uświadamiamy,  że  patrzymy  na  siebie  oczami  naszych  znajomych,  krewnych,  sąsiadów. 
Kulturowy ideał osobowości to wyobrażenie każdego człowieka o tym, 

*  Por.  monografię  M.  Pacholskiego,  Typy  osobowości  spolecznej  a  postawy  i 

warfości, Kraków 1990; M. Harris, Kulturanthropologie, 1989. 

** Por. "Teksty Drugie" 1993, nr 1; jest tam cykl artykułów o postmodernizmie. 
14 15 
 
kim chciałby być (jakie cechy osobowości imponują mu np. u innych ludzi). 
W socjologii do osobowości społecznej zaliczamy również zespół ról społecznych. Są 

to  wyuczone  zachowania  ukształtowane  w  procesie  wzajemnego  oddziaływania  na  siebie 
ludzi.  Rola  społeczna  to  postawy  i  zachowania  danego  człowieka  (w  okreslonej  sytuacji) 
oczekiwane przez najbliższe otoczenie i daną grupę*. 

Jeśli  udałoby  się  wykryć  zależności  między  opiniami  ludzi  wobec  różnych  spraw, 

instytucji i osób oraz wspomnianymi elementami osobowości społecznej - wówczas z większą 
pewnością m o g 1 i b y ś m y przewidywać powstawanie okres'lonychopiniiorazpostaw i w 
ogóle zachowań w różnych grupach i różnych sytuacjach. Badania tego typu są jednak trudne, 
pracochłonne i kosztowne, chociaż ich poznawcze walory są nie do przecenienia. 

OCENA DEKLARACJI INFORMATORÓW 
W omawianych tu badaniach opinii często mamy do czynienia ze stwierdzeniami, że 

dany  informator  "gdyby  dziś  były  wybory"  głosowałby  tak  a  tak,  albo  "zamierzam  w  tym 
roku kupić" to a to, lub "chciałabym spróbować zdobyć" taką to a taką pracę. Krótko mówiąc 
są  to  stwierdzenia  projektujące  jakieś  zachowanie.  Nie  możemy  być  pewni,  że  informator 
istotnie tak się zachowa. Tego typu deklaracje są tylko ogólną orientacją (nawet dana osoba 
nie wie czy w przewidywany sposób postąpi, a cóż dopiero badacz, który musi uwzględniać 
różne okoliczności utrudniające realizację danych planów). Taka orientacja jest o tyle ważna, 
że stanowi punkt wyjścia naszych badań, że może je ukierunkować. Jesli jednak będziemy w 

background image

regularnych odstępach czasu zbierać informacje (np. co miesiąc, co pół roku, co rok, co dwa 
lata) może to być wskazówką intencji naszych informatorów. 

A. Bartoszek, Społeczne tworzenie osobowości, Katowice 1994. 
~ r, 
Trwa  spór  między  specjalistami,  w  jakim  stopniu  można  wierzyć  deklaracjom 

informatorów.  Nie  jest  to  kwestia  do  abstrakcyjnego  rozstrzygnięcia.  Wszystko  zależy  od 
tego,  jaki  problem  badamy,  w  jakim  środowisku,  w  jakim  okresie  (np.  przed  wyborami,  w 
okresie  kryzysu  politycznego  lub  gospodarczego),  w  jaki  sposób  (czy  zachowana  jest 
anonimowość  informatorów).  Często  informatorzy  nie  chcą  zdradzić  swoich  opinii,  jeśli 
dominujące  środki  przekazu  stosują  swego  rodzaju  terror  psychiczny  popierając  określoną 
grupę  polityczną  czy  biznesową.  Tak  było  przed  wyborami  do  Sejmu  w  Polsce  oraz  w 
wyborach prezydenta we Francji w 1995 roku. Trudno też liczyć na szczerość wypowiedzi w 
instytucji czy w  mieście opanowanym przez  mafie gospodarcze czy polityczne, czy różnego 
rodzaju  gangi.  Wówczas  możliwa  do  zastosowania  jest  tylko  technika  obserwacji 
uczestniczącej  (badacz  pracuje  lub  przebywa  w  sposób  naturalny  w  środowisku,  które  ma 
obserwować i w sposób utajony zbiera informacje). 

MODA NA POSTMODERNIZM A SONDAŻE SPOLECZNE 
Wśród  polskich  teoretyków  wzorujących  się  na  tzw.  intelektualistach  zachodnich 

szerzy  się  moda  na  snobowanie  się  postmodernistyczt1ą  postawą  teoretyczną.  Tak  jak  w 
latach  pięćdziesiątych,  siedemdzie~łątych  bezkrytycznie  przyjmowano  metodologię 
marksistowską  (u  nas  pewna  nawiedzona  jeszcze  w  1980  r.  próbowała  w  obronionej  pracy 
doktorskiej zastąpić socjologię empiryczną - "socjologią" wywiedzioną z dialektyki Lenina!), 
obecnie  neguje  się w ogóle  możliwość wykrywania w  naukach  społecznych prawidłowości, 
podważa się elementarne i sprawdzone zasady pracy badawczej jako niepewne i zbyt sztywne 
i proponuje indywidualną wyobraźnię badacza jako ostateczną rację teot'etyczną. 

Myli  się  przy  tym  dwa  niejako  poziomy  postępowania  badawczego.  Poziom 

elementarnych narzędzi i technik (sposoby zbierania informa~ji, ich analizy i selekcji, krytyki 
wewnętrznej i zewnętrznej źród 

~ poziomem uogólnień, porównań, wreszcie praw przyczynowych ~~:ź 
'. ~.. ~'~"a,y...~~ 
 
cjonalnych  (współwystępowanie  zjawisk  i  ich  wzajemne  oddziaływanie).  Ten 

pierwszy poziom jest nieodzowny, aby w ogóle moźliwe było sensowne rozpoznanie zjawisk 
społecznych,  choćby  opinii,  postaw  i  aspiracji  różnych  grup.  Natomiast  poziom  drugi  nie 
musi  "na  siłę"  wyszukiwać  praw  o  stałych  zależnościach  i  uwarunkowaniach 
(ekonomicznych,  świadomościowych,  historycznych),  ale  formułować  interesujące  pomysły 
interpretacyjne, hipotezy, modele myslowe traktowane nie jako "niepodważalne prawdy" (jak 
niektórzy interpretują wyniki sondaży wyborczych), lecz tylko jako potencjalne wyjaśnienia, 
z których to jest "prawdziwsze", które głębiej i wszechstronniej ujmuje i przedstawia materiał 
empiryczny lub przemyślenia. 

Ale  ponieważ  bez  wywiadów,  bez  rozmów  i  obserwacji  nie  byłoby  sondaży  -  nie 

neguje się ich niezbędności. Natomiast modę postmodernistyczną dostrzec można w pewnych 
dowolnościach zbierania informacji i swoistej "zabawowej" interpretacji (która może jednak 
niespecjalistów  wprowadzać  w  błąd  i  sugerować  określone  decyzje  wyborcze).  Taką 
dowolność  w  gromadzeniu  informacji  dostrzec  można  w  praktyce  niektórych  naszych 
ośrodków badawczych, których rzecznicy powiadają, że pytają także osoby od 15 roku życia 
(na  kogo  by  głosowały),  chociaż  uprawnione  są  tylko  osoby,  które  ukończyły  18  lat  i  że 
uwzględnienie małoletnich nie zakłóca jakoby próby reprezentatywnej, bo stanowią one tylko 
mały odsetek. A przecież wiemy,  że w wyborach nawet 0,25% próby oznaczać  moźe kilka 
milionów  głosujących,  nie  można  więc  lekceważyć  wpływu  tej  zbiorowości  na  wynik 

background image

wyborów  (i  wpływu  sugestii  ze  strony  małoletnich  osób,  które  są  za  takim  to  a  takim 
kandydatem na prezydenta czy posła). 

"Zabawy"  interpretacyjne  publikowane  były  (np.  na  łamach  "Gazety  Wyborczej"  i 

"Rzeczpospolitej").  Na  tablicach  analizowano  potencjalne  możliwości,  a  to  wyboru  danej 
osoby na prezydenta (w pierwszej i drugiej turze), a to znów kto ze zwolenników tejże osoby 
w  pierwszej  turze  byłby  skłonny  oddać  swój  głos  w  drugiej  turze  na  innego  kandydata.  W 
sytuacji,  gdy  nie  ma  nawet  pełnej  listy  kandydatów,  gdy  nie  ma  stałego  elektoratu  (bo  nie 
może  być,  gdy  dana  partia  nie  ma  jeszcze  tradycji  i  sprecyzowanego  programu,  nie  jest 
dostatecznie  znana  potencjalnym  wyborcom)  wszelkie  rozważania,  kto  na  kogo  będzie 
głosował w poszczególnych turach jest czystą spekulacją, zabawą intelektualną 

(mogą  być  też  ujawnione  przed  wyborami  informacje  niekorzystne  dla  określonego 

kandydata  na  prezydenta  czy  posła).  I  gdyby  piszący  wyraźnie  to  zaznaczył  -  wszystko 
byłoby w porządku. Jeśli jednak poważnie się analizuje potencjalne zachowania wyborców  - 
stwarza się iluzje, że spekulacje są naukową analizą, zasługującą na uwagę. 

Słabością większości naszych sondaży jest to, że mają one doraźny charakter, często 

zarobkowy. Nie poszukuje się więc  ani swoistości postaw  ludzi w polskich warunkach, ani 
szerszych  uogólnień  dotyczących  czy  to  zachowań  konsumentów,  czy  zachowań 
politycznych,  nie  mówiąc  jui  o  badaniu  dominujących  typów  osobowości  społecznej,  gdyż 
takie  badania  nie  przynoszą  zysku  finansowego,  a  wymagają  dużych  kompetencji 
analitycznych i teoretycznych (potwierdzają się więc zarzuty Adama Podgóreckiego*). 

Niefrasobliwość  badawcza  występuje  też  w  tych  ośrodkach  badań  nad  opinią  i 

reklamą,  w  których  przeprowadza  się  sondaże  w  taki  spo(r)6b,  że  wyniki  z  góry  muszą 
wprowadzać  w  błąd.  Zamiast  pytać,  na  kogo  dana  osoba  by  głosowała,  tylko  tych,  którzy 
mają już zdanie na ten temat i tylko tych, którzy w ogóle zamierzają wziąć udział w wyborach 

skłania się do odpowiedzi wszystkie badane osoby, stwarzając swoi~ty terror moralny 

wobec informatorów, którzy chcąc mieć święty  spo~dj wymieniają jakieś nazwisko spośród 
sugerowanych im postaci. W rzeczywistości takie deklaracje są fikcjami. Badaczom może to 
jed~~ic wystarczać, jes'li sondaż ma przynieść korzyści finansowe. WówCzas ważniejsze jest 
zadowolenie instytucji (osoby) zamawiającej son~ż, a nie poznanie prawdy. 

SONDAŻE NA TEMATY PROGNOSTYCZNE 
Osobno omawiamy sondaże dotyczące prognoz w y b o r c z y c h. `staj chodzi o inne 

sondaże  na tematy społeczno-polityczne. Prosi się typ.  informatorów, aby powiedzieli,  jaka 
będzie ich zdaniem inflacja do 

Por. A. Podgóreclti, Spoleczeństwo polskie, Rzeszów 1995. 
Ih 19 
 
grudnia 1995 roku. Badani mają przewidzieć wysokość inflacji bądź z sugerowanych 

możliwych odpowiedzi, bądź stawia się im pytanie otwarte, nic nie sugerujące (jakie można 
wymienić cyfry). 

Tego  typu  sondaże  mają  pewien  walor  poznawczy,  gdyż  przeważnie  są  one 

odzwierciedleniem  informacji,  które  sobie  przyswoili  nasi  rozmówcy  na  podstawie  prasy, 
radia, telewizji, czy choćby rozmów z sąsiadami czy krewnymi. Tylko specjaliści mogą brać 
pod uwagę uwarunkowania ekonomiczno-polityczne jako rzeczywistą przyczynę takiego lub 
innego  poziomu  inflacji.  Nie  oznacza  to  wcale,  iż  specjaliści  mają  dobre  rozeznanie  w  tej 
sprawie.  Politycy  znów  mogą  sugerować taki  czy  inny  poziom  inflacji  ze  względu  na  cele, 
jakie sobie stawiają. 

Jest  interesujące,  że  np.  prognozy  notowań  giełdowych  sporządzane  przez  wysoce 

wykwalifikowanych  specjalistów  często  są  mniej  trafne  niż  przypadkowych  graczy  (np. 
gospodyń  domowych  w  USA).  Właściciel  firmy  elektronicznej  Microsoft  Bill  Gates  (ani 
nabywcy  jego  programów)  -nie  przewidział,  że  cena  jego  akcji  od  1986  roku  wzrośnie  70 

background image

razy! Ale ci, którzy interesują się notowaniami giełdy mogą ulegać informacjom o wzroście 
(czy  spadku)  ceny  danych  akcji  i  w  ten  sposób  przesądzać  rzeczywisty  ruch  cen  (nawet 
wbrew swoim życzeniom). 

Do  sondaży  prognostycznych  należy  badanie  CBOS  (z  lipca  1995  roku):  "Czy 

sytuacja w Rosji zmierza w kierunku: a) dyktatury, b) demokracji, c) nie mam zdania". Jak się 
okazało, 62% badanych wybrało  stwierdzenie "do dyktatury", a 13% "do demokracji", 25% 
nie miało zdania. 

Z góry można przyjąć, że odpowiedzi byłyby zupełnie inne, gdyby ankietowani sami 

mogli swobodnie odpowiedzieć  "dokąd zmierza  sytuacja  w Rosji". Skoro zasugerowano im 
tylko  dwie  możliwości:  dyktaturę  i  demokrację  -  wybrali  w  większości  pogląd  tradycyjnie 
wiązany  z  systemem  politycznym  caratu  i  Rosji.  W  rzeczywistości  wariantów  odpowiedzi 
mogłoby być co najmniej kilka, nawet dyktatura może być z woli narodu lub z woli wojska, 
byłego  aparatu  partyjnego  i  administracyjnego,  lub  z  woli  biznesu  i  finansjery,  które  nie 
gardzą dyktaturą, jeśli sprzyja ona wielkim dochodom (jak to miało miejsce kilka lat temu w 
Chile). Inaczej mówiąc: samo stwierdzenie, że w Rosji sytuacja zmierza w kierunku dyktatury 
jest wieloznaczne, a więc poznawczo bez znaczenia. Interesujące byłoby natomiast ustalenie, 
pod wpływem czego lub 

kogo  badani  tak  mniemali.  Wtedy  sondaż  byłby  przyczynkiem  do  badania 

rzeczywistego  wpływu  np.  prasy,  radia  i  telewizji  czy  osób  opinioIwórczych  spośród 
znajomych i krewnych. 

Jeśli się badanym stwarza możliwość tylko dwóch wyborów (dykt~tura - demokracja) 

plus  stwierdzenie  "nie  wiem"  -  wówczas  bez  ja~Cichkolwiek  badań  można  przewidzieć,  że 
większość  ankietowanych  wybierze  "dyktaturę"  ze  względu  na  powszechnie  znaną  historię 
Rosji.  Nie  można  tylko  dokładnie  przewidzieć  procentu  odpowiedzi,  w  czym  pomóc  może 
sondaź. 

>c~ 
 
SONDAŻ A MANIPULACJA 
JAK MOŻNA MANIPULOWAĆ INFORMATORAMI 
W lutym 1995 roku OBOP przeprowadził interesujący sondaż, którego wyników nie 

opublikowała  ani  "Gazeta  Wyborcza",  ani  "Wprost",  ani  "Rzeczpospolita",  lecz  "Głos 
Wielkopolski"  (1995,  nr  74).  Dziennik  ten  sporządził  dwa  wykresy  "najpopularniejszych 
kandydatów na prezydenta RP". Jeden wykres obejmujący siedmiu kandydatów miał podtytuł 
"Badanym  nie  sugerowano  nazwisk  kandydatów".  Drugi  wykres  miał  podtytuł:  "Badanym 
zasugerowano nazwiska kandydatów". 

Różnice  w  odpowiedziach  są  zdumiewające,  chociaż  nie  stanowią  zaskoczenia  dla 

specjalistów.  Gdy  informatorom  nie  sugerowano  żadnych  nazwisk  -  np.  Aleksander 
Kwaśniewski uzyskał tylko 16% pozytywnych odpowiedzi, natomiast gdy przeprowadzający 
wywiady  zasugerowali  badanym  jego  nazwisko  -  33%  uznało  go  za  "najpopularniejszego" 
(ale nie podano, ilu spośród nich głosowałoby na tego kandydata, a takie pytanie powinno być 
postawione - wówczas wiedzielibyśmy, co informatorzy rozumieją przez słowo "popularny"). 
Kuronia za popularnego uznało 9%, ale gdy  informatorom zasugerowano to nazwisko 28% 
wyraziło  taką  opinię  (skądinąd  wiadomo,  że  głosowałoby  za  nim  o  połowę  mniej  spośród 
zdecydowanych w marcu 1995, w lipcu liczba tych osób jeszcze się przerzedziła). 

Co  może  zdziałać  badacz  sugerujący  informatorom  różne  nazwiska  kandydatów  na 

prezydenta  -  dowodzi  fakt,  że  gdy  badanym  zasugerowano  nazwisko  Tymińskiego,  aż  4% 
uznało go za popularnego. Jes7i ktoś miał wątpliwości, czy popularność nie wskazuje na chęć 
głosowania  na  daną  osobę  -  ten  wynik  dowodzi,  iż  ludzie  przeważnie  przez  popularność 
rozumieją rozgłos, bo przecież jest jasne, że badani nie zamierzają głosować na Tymińskiego, 
który w ogóle nie kandyduje.  

background image

 
 
 
ZASADY BADAŃ SONDAŻOWYCH 
 
W  każdej  dziedzinie  badań  naukowych  wieloletnie  doświadczenia  prowadzą  do 

sformułowania  pewnych  zasad,  które  zapewniają  solidność  i  rzetelność  uzyskiwanych 
wyników. 

Już  w  latach  czterdziestych  i  pięćdziesiątych  dopracowano  się  wielu  takich  zasad, 

które  i  dziś  stanowią  niepodważalną  gwarancję  poprawności.  Późniejsze  prace  i 
doświadczenia tylko uzupełniają tę wiedzę. 

Oto zestaw takich fundamentalnych założeń: 
(1)  "Należy  pamiętać,  że  w  większej  grupie  społecznej  opinia  bywa  zazwyczaj 

podzielona"*.  

(2)  "Należy  wykorzystywać  wszystkie  dostępne  źródła  informacji.  (...)  Trzeba 

uwzględniać  wszystkie  warstwy  społeczne-prawników,  sklepikarzy,  gospodynie  domowe, 
konduktorów  tramwajowych,  chłopów,  kobiety,  pracowników  zaopatrzenia,  bankierów, 
kelnerów,  kaznodziejów,  pucybutów,  przypadkowych  przechodniów,  ludzi  spotykanych  w 
l~awiarni,  itp." Oczywiście, aby takie osoby znalazły  się w  naszej próbie reprezentatywnej, 
musimy  tak  zaprojektować  badania,  by  dysponować  adresami  środowisk  maksymalnie 
zróżnicowanych pod względem zawoda, środków zdobywania pieniędzy, a nawet sposobów 
spędzania  czasu  wolnego  (w  szczególności  dotyczy  to  młodzieży,  ale  także  chodzących  do 
kawiarni, opiekujących się dziećmi w domu, itp.).  

(3) "Przy interpretacji jakiejś ogólnej opinii należy uwzględniać   ~_ 

kontekst, 

jakim występowało sformułowane odnośne do danej spra  wy 

pytanie. 

By 

uniknąć 

nieporozumień,  Instytut  Badania  Opinii  Publicznej  radzi  tak  formułować  pytania,  by  na 
ogólną opinię miały wpływ   t'bwnież elementy pośrednie".  

(4) "Na rezultaty badań opinii publicznej wpływają urastające do znaczenia symbolu 

autorytety, stereotypy  i wyrażenia tendencyjne. (...) Sposób sformułowania pytania wywiera 
wpływ na otrzymywane rezultaty. Z drugiej strony, im bardziej ludzie są uświadomieni, tym 
mniejczy wpływ wywiera na nich emocjonalne zabarwienie pytania". 

* Punkty (1)-(6) cyt. za E. G. Boring, Ocena opinii i panujących nastrojów, [w:] tegoż 

(red.), Psychologia, tlum. R i L. Sternikowie, Warszawa 1960.  

(5)  "Można  w  sposób  doświadczalny  przekonać  się,  że  ludzie  są  skłonni  słyszeć  i 

pamiętać to, co odpowiada ich życzeniom albo zgadza się z ich uprzedzeniami".  

(6)  "Celem  większości  badań  naukowych  jest  stwierdzenie  prawdziwości  jakiejś 

hipotezy, a każda  hipoteza stanowi w pewnym  sensie opinię.  Wprawdzie  nie wszystkie, ale 
duża  część  metod  naukowych  polega  na  tworzeniu  takich  warunków  przy  zdobywaniu 
nowych  faktów,  aby  upodobania  naukowca  nie  mogły  wpłynąć  na  rezultat  badań"*  (A.B. 
Blankenship, 1943, G.H. Gallup, 1944).  

(7) "W badaniach nad postawami i opiniami niezbędne jest często określenie stopnia 

poinformowania respondentów. Jest rzeczą niebezpieczną zakładać,  iż zdarzenia  i problemy 
są w jednakowy sposób rozumiane~rzez wszystkich i trudno jest stwierdzić, jakie ludzie mają 
poglądy w danej sprawie, zanim stwierdzimy, jak rozumieją oni dany problem"**.  

(8) "Badacze (...) nie zadowalają się zazwyczaj stwierdzeniem, jakie są postawy ludzi 

wobec  określonych  spraw.  Często  znacznie  jest  ważniejsze  zbadanie  całego  układu  postaw 
oraz  wzajemnych  zależności  między  nimi.  (...)  W  ten  sposób  możemy  wyodrębnić  pewne 
postawy  ogólne  i  uchwycić,  jakie  postawy  specyficzne  podlegają  wpływom  owych  postaw 
ogólnych, a jakie są od nich niezależne".  

background image

(9) "Badanie motywów i oczekiwań jest jednym z najtrudniejszych zadań w badaniach 

sondażowych.  Pojęcie  motywu  nie  oznacza  bowiem  tylko  podanych  powodów  danego 
zachowania,  to  jest  odpowiedzi  na  pytanie  »dlaczego«  (np.  »Dlaczego  głosowałeś  na 
Republikanów?«),  lecz  oznacza  również  bardziej  ogólne  siły  zmuszające  respondenta  do 
działania. Oczekiwania oznaczają rozciągające się w przyszłości czasowe perspektywy danej 
osoby, tj.  jej opinie i postawy na temat tego, co się zdarzy, jak również jej własne intencje  i 
plany".  

(10)  "Ankieta  (...)  jest  skutecznym  narzędziem  badania  tylko  wówczas,  kiedy 

respondent chce i jest w stanie wypowiedzieć się jasno (...) 

*  Por.  E.  G.  Boring,  op.  cit.;  por.  też  A.  B.  Blankenship,  Consumer  and  Opinion 

Ko.sr~arch,  New  York  1943;  G.  H.  Gallup,  A  Guide  to  Public  Opinion  Polls,  Princeton  I 
~14d. 

" Punkty (7)-(13) cyt. za S. Nowak, Metodologia badań spolecznych, Warszawa 
Każdy  doświadczony  badacz  wie,  iż  za  odpowiedzią  nawet  na  najprostsze  pytanie 

kryje się bardzo rozległa sfera motywacji, pożądań, postaw, i że w swej konkretności ma ona 
charakter bardzo złożony".  

(11) "Głównym zadaniem badań opinii publicznej jest studiowanie  

=  procesów 

kształtowania się opinii. (...) Liczne badania wykazały, że  kształtowanie  opinii  zależne  jest 
od podstawowych predyspozycji jed ~ostek.  Znaczy  to,  że  postawy  wobec  danego  problemu 
są rzadko tylko  

(jeśli  w  ogóle  kiedykolwiek  się  to  zdarza)  niezależne  od  ogólnego 

zespołu postaw, z jakim ludzie podchodzą do sytuacji, w których uczest niczą.  

(11) "Pozycja społeczna różnych grup stanowiących układy odnie~ienia w zestawieniu 

z pozycją osoby  badanej  może  być  jednym z  zasadniczych czynników okres'lających, która 
grupa odniesienia przeważy w sytuacji konfliktowej".  

(13)  "Kierunek  kształtowania  opinii  jest  w  znacznej  mierze  wyniklem  aktywizacji 

poprzednich doświadczeń i postaw". 

(14) "Jeśli człowiek uważa sytuację za rzeczywistą, to jest ona rzeczywistą w swych 

skutkach"*. 

 
 
 
SONDAŻ JAKO SOCJOTECHNIKA 
 
Socjotechnika,  jak  wiadomo,  jest  swoistą  umiejętnością  wywierania  pożądanego 

wpływu na grupy i szersze społeczności stosownie do  

góry  zamierzonych  celów  przez 

dany ośrodek kierowniczy. Może być 

-ttim  jakaś  instytucja,  grupa  polityczna  czy  grupa  interesów,  a  także  pla~~wka 

naukowa. 

Opublikowany  niedawno**  obszerny  artykuł  należał  -  jak  się  wyda~c  -  do 

socjotechniki  stosowanej  (w  odróżnieniu  od  socjotechniki  teorerlycznej,  która  rozpatruje 
abstrakcyjne  modele  projektowanych  zachowań).  Autor  eseju  Jak  daleko  są,  jak  blisko  jest 
wicedyrektorem CBOS f kierownikiem Pracowni Badań Wyborczych Instytutu Studiów Poli 

* W. J. Thomas, cyt. za S. Nowak, op. cit. * "Gazeta Wyborcza" 1995, nr 195. 
25 
 
(5)  "Można  w  sposób  doświadczalny  przekonać  się,  że  ludzie  są  skłonni  słyszeć  i 

pamiętać to, co odpowiada ich życzeniom albo zgadza się z i 

ch uprzedzeniami". 
(6)  "Celem  większości  badań  naukowych  jest  stwierdzenie  prawdziwości  jakiejś 

hipotezy, a każda  hipoteza stanowi w pewnym  sensie opinię.  Wprawdzie  nie wszystkie, ale 

background image

duża  część  metod  naukowych  polega  na  tworzeniu  takich  warunków  przy  zdobywaniu 
nowych  faktów,  aby  upodobania  naukowca  nie  mogły  wpłynąć  na  rezultat  badań"*  (A.B. 
Błankenship, 1943, G.H. Gallup, 1944). 

(7) "W  badaniach  nad postawami  i opiniami  niezbędne  jest często określenie stopnia 

poinformowania respondentów. Jest rzeczą niebezpieczną zakładać,  iż zdarzenia  i problemy 
są w jednakowy sposób rozumiane przez wszystkich i trudno jest stwierdzić, jakie ludzie mają 
poglądy w danej sprawie, zanim stwierdzimy, jak rozumieją oni dany problem"**. 

(8) "Badacze (...) nie zadowalają się zazwyczaj stwierdzeniem, jakie są postawy ludzi 

wobec  okreslonych  spraw.  Często  znacznie  jest  ważniejsze  zbadanie  całego  układu  postaw 
oraz  wzajemnych  zależności  między  nimi.  (...)  W  ten  sposób  możemy  wyodrębnić  pewne 
postawy  ogólne  i  uchwycić,  jakie  postawy  specyficzne  podlegają  wpływom  owych  postaw 
ogólnych, a jakie są od nich niezależne". 

(9) "Badanie motywów i oczekiwań jest jednym z najtrudniejszych zadań w badaniach 

sondażowych.  Pojęcie  motywu  nie  oznacza  bowiem  tylko  podanych  powodów  danego 
zachowania,  to  jest  odpowiedzi  na  pytanie  »dlaczego«  (np.  »Dlaczego  głosowałeś  na 
Republikanów?«),  lecz  oznacza  równieź  bardziej  ogólne  siły  zmuszające  respondenta  do 
działania. Oczekiwania oznaczają rozciągające się w przyszłości czasowe perspektywy danej 
osoby, tj. jej opinie i postawy na temat tego, co się zdarzy, jak również jej własne intencje i 
plany". 

(10)  "Ankieta  (...)  jest  skutecznym  narzędziem  badania  tylko  wówczas,  kiedy 

respondent chce i jest w stanie wypowiedzieć się jasno (...) 

Por.  E.  G.  Boring,  op.  cit.;  por. też  A.  B.  Blankenship,  Consumer  and  Opinion  Nc-

.cc~arch, New York 1943; G. H. Gallup, A Guide to Public Opinion Polls, Princeton I ~)~14. 

"  1'~mkty  (7)-(13)  cyt.  za  S.  Nowak,  Metodologia  badań  spolecznych,  Warszawa 

I~JńS 

Każdy  doświadczony  badacz  wie,  iż  za  odpowiedzią  nawet  na  najprostaze  pytanie 

kryje się bardzo rozległa sfera motywacji, pożądań, postaw, i że w swej konkretności ma ona 
charakter bardzo złożony". 

(11)  "Głównym  zadaniem  badań  opinii  publicznej  jest  studiowanie  procesów 

kształtowania się opinii. (...) Liczne badania wykazały, że kształtowanie opinii zależne jest od 
podstawowych  predyspozycji  jedpostek.  Znaczy  to,  że  postawy  wobec  danego  problemu  są 
rzadko  tylko  (jeśli  w  ogóle  kiedykolwiek  się  to  zdarza)  niezależne  od  ogólnego  zelpołu 
postaw, z jakim ludzie podchodzą do sytuacji, w których uczestni 

(12) "Pozycja społeczna różnych grup stanowiących układy odniehienia w zestawieniu 

z  pozycją  osoby  badanej  może  być  jednym  z  zasa~niczych  czynników  okreslających,  która 
grupa odniesienia przeważy w sytuacji konfliktowej". 

(13) "Kierunek kształtowania opinii jest w znacznej mierze wyni~_ ilem aktywizacji 

poprzednich doświadczeń i postaw". 

(14) "Jeśli człowiek uważa sytuację za rzeczywistą, to jest ona rze~~ywistą w swych 

skutkach"*. 

SONDAŻ JAKO SOCJOTECHNIKA 
Socjotechnika,  jak  wiadomo,  jest  swoistą  umiejętnością  wywiera~l~~  pożądanego 

wpływu na grupy i szersze społeczności stosownie do 

Miry  zamierzonych  celów  przez  dany  ośrodek  kierowniczy.  Może  być  j~itn  jakaś 

instytucja, grupa polityczna czy grupa interesów, a takźe pla~~wka naukowa. 

 

Opublikowany niedawno** obszerny artykuł należał - jak się wyda 

do 

socjotechniki stosowanej (w odróżnieniu od socjotechniki teore  ~eznej,  która  rozpatruje 
abstrakcyjne modele projektowanych zacho itvatS). Autor eseju Jak daleko są, jak  blisko jest 
wicedyrektorem CBOS  

~ kierownikiem Pracowni Badań Wyborczych Instytutu Studiów 

Poli 

background image

' W. J. Thomas, cyt. za S. Nowak, op. cit. *' "Gazeta Wyborcza" 1995, nr 195. 
25 
 
 

tycznych  PAN.  W  innych  naszych  rozważaniach  omawialiśmy  wyniki 

 

sondaży  prezentowanych  przez  dziennikarzy  i  publicystów.  Autor  jest 

 

profesjonalistą, który z tytułu swojego zawodu musi uwzględniać nade   wszystko 

naukowe wymagania. W jakiej mierze udało mu się to przed 

sięwzięcie 

zobaczymy. 

Autor stawia istotny problem: w jakim stopniu wyborcy głosując na danego kandydata 

kierują  się zgodnością  jego poglądów  i opinii z  własnymi. Trafnie zauważa, źe  są  moźliwe 
trzy ujęcia: 

yl  a)  jedni  badacze  sądzą,  że  wyborcy  popierają  tego  polityka,  który  potrafił  się 

dopasować do przyswojonych sobie przez nich wcześniej przekonań i opinii; 

I~~  b)  druga  koncepcja  zakłada,  że  dany  kandydat  może  potrafić  przeII~[  konać 

potencjalnych wyborców do swojego punktu widzenia; 

 

c)  wreszcie  trzecia  orientacja  badawcza  przyjmuje  hipotetyczne  za

 

łożenie, że wyborcy dopatrują się u kandydata takich poglądów, jakie  

l  właściwie 

sami posiadają. 

Nie  przesądza,  który  schemat  badawczy  jest  trafny.  Stawia  sobie  'I  skromniejsze 

zadanie, chce poznać: 

(1) jak blisko ogółu wyborców znajdują się potencjalni kandydaci, I np. na prezydenta 

(pod względem oczekiwań i poglądów) 

oraz 
(2) co łączy  i dzieli kandydatów od własnego elektoratu. Jak dotąd rozważania te są 

bez zarzutu. 

Następuje  bliższe  sprecyzowanie  metody  badań,  która  zaczyna  wzbudzać  pierwsze 

wątpliwości.  Oto,  aby  poznać  dystanse  (między  poglądami  i  oczekiwaniami  kandydatów  i 
potencjalnych  wyborców)  wyodrębniono  dziewięć  problemów,  które  -  sądząc  na  podstawie 
innych wcześniej przeprowadzonych sondaży - "skupiają na sobie uwagę społeczeństwa". Już 
tutaj występuje dość arbitralne wyodrębnienie "problemów" 

 

' I (dlaczego dziewięć, a nie np. dziesięć czy dwanaście?). Czy czasami   '' tych 

wyselekcjonowanych kwestii nie zasugerowano ankietowanym?   Czy  rzeczywiście  ludzie  na 
co dzień żyją tymi problemami? Są to bo  wiem takie kwestie jak: z czym przede wszystkim 
walczyć? jak walczyć  

r przestępczością? kto odpowiada za świadczenia socjalne? jakie 

podat  ki'? czy chronić rolnictwo? czy wejść do NATO i UE? jak prywatyzo 

W~iĆ'~  Jtłkl 

Kościół? jak traktować byłą nomenklaturę? Na każdą kwestię 

przewidziano dwie skrajne możliwe odpowiedzi, np. na pytanie: jak prywatyzować? - 

przewidziano odpowiedzi: szybko lub wolno i rozważnie. 

Zdumiewa brak w tych kwestiach spraw związanych z ochroną zdroWia, z warunkami 

lecznictwa  i  zdrową  żywnością.  Brak  sprawy  ugrun~wania  niepodległości  (czy  jest  ona  już 
bezspornie  zabezpieczona?).  Niektóre  sprawy  postawione  są  absurdalnie:  problem  w  ogóle 
nie  pole~a  na  tym  "czy  chronić  rolnictwo?"  tylko:  jak  to  należy  robić;  tym  bardziej,  że  na 
polskie  produkty  na  Zachodzie  jest  wielki  popyt,  o  czym  ~wiadczy  fakt,  że  tylko  jedno 
przejście  na  granicy  polsko-niemieckiej  ~txekroczyło  w  1994  roku  134  mln  głównie 
przygranicznych  nabyw~bw  polskich  produktów żywnościowych  (por.  "Die  Welt"  1995,  nr 
198). W kwestii prywatyzacji zupehue nie jest istotne, czy "szybko" czy "wolno i rozważnie", 
lecz: na jakich warunkach, co z prywatyzacji będzie miał 

-  przeciętnie  zarabiający  Polak.  Pytanie:  "Jaki  Kościół?"  jest  również  Absurdalne. 

Wierzących  jest ok. 95% i czy dla tych osób sprawą główną ~~qt kwestia, czy  Kościół  ma 
być  "oddzielony  od  państwa"  czy  "mający  duży  wpływ  na  państwo  i  politykę"?  To  jest 

background image

problem dla lewicy laickiej, która stanowi może ok. 0,5% ogółu Polaków. Tak więc mamy tu 
do  ~xynienia  z  podrzuceniem  ankietowanym  -kwestii,  którą  z  pewnością  "nie  żyje" 
zdecydowana większość społeczeństwa - jest to zatem typoWy chwyt socjotechniczny. 

 

Zamiar  autora  był  interesujący,  ale  w  ten  sposób  wyselekcjonowane 

 

mblemy raczej sugerują ankietowanym, co jest jakoby dla nich ważne   liż 

odzwierciedlają rzeczywistą ich hierarchię spraw istotnych. (Tym hardziej,  że  potencjalni 
wyborcy są bardzo zróżnicowani pod względem 

_:  zainteresowań  życiem  społeczno-politycznym.  Miliony  kobiet,  część  tencistów  i 

część  młodzieży  w  ogóle  nie  czyta  systematycznie  gazet  !  nie  korzysta  z  programów 
informacyjnych  telewizji,  a  przecież  wiadoWio,  że  nie  istnieje  ktoś  taki  jak  "przeciętny" 
wyborca.) 

Nasz  autor  brnie  dalej  przyjmując,  że  będzie  sześciu  liczących  się  kandydatów 

(alfabetycznie:  Hanna  Gronkiewicz-Waltz,  Jacek  Kuroń,  Aleksander  Kwaśniewski, 
Waldemar  Pawlak,  Lech  Wałęsa,  Tadeusz  Zie~lński).  Tymczasem,  w  momencie 
opublikowania  omawianego  artykułu  (23  sierpnia  1995)  nie  wiadomo  było  jeszcze,  kto 
oficjalnie zostanie zgłoszony na kandydata do prezydentury. Wprawdzie można by stwier 

27 
 
dzić,  że  inni  kandydaci  uzyskają  tak  mało  głosów,  iż  to  nie  podważy  zasadniczej 

koncepcji  autora.  Jest  jednak  inaczej,  gdyż  np.  pięciu  dodatkowych  kandydatów  może 
odebrać głównym rywalom ok. 10% głosów, a to już się będzie liczyło w ogólnym rachunku. 
Kolejny  interesujący  pomysł  -  odróżnianie  "ogółu  Polaków"  od  "elektoratu"  danego 
kandydata.  Teoretycznie  rzecz  biorąc  rozróżnienie  to  może  być  istotne,  gdyż  oczekiwania 
"ogółu" od zdecydowanych zwolenników (tzn. "elek toratu") mogą być znaczne i dobrze jest 
wiedzieć,  jeśli  jest  się  kandydatem,  na  kogo  tak  naprawdę  można  liczyć  i  czy  wystarczy 
poparcie  własnego  elektoratu.  Trudność  w  zastosowaniu  tego  schematu  w  Polsce  (w 
odróżnieniu  od  takich  np.  krajów  jak  Niemcy,  Francja  czy  USA)  wynika  z  faktu,  że  nasze 
partie polityczne same jeszcze nie mają skrystalizowanego programu, nie mówiąc już o nikłej 
wiedzy  na  ten  temat  potencjalnych  wyborców  (83%  badanych  nie  zna  poglądów 
kandydatów).  Co  najwyżej  można  u  nas  zaobserwować  niechęć  lub  życzliwość  do  danego 
kandydata  jako  osoby,  jako  człowieka.  Ale  cała  koncepcja  autora  opiera  się  przecież  na 
potencjalnym  poparciu  okreslonego  programu  danego  kandydata,  a  nie  jego  wyglądu, 
sposobu  życia,  kontaktu  z  innymi  ludźmi.  Czy  więc  w  Polsce  istnieje  "elektorat"  w 
zachodnioeuropejskim  znaczeniu  tego  słeywa?  Co  najwyżej  takim  elektoratem  dysponuje 
Aleksander  Kwaśniewski,  który  skupia  wokół  siebie  byłych  członków  PZPR  i  "starych" 
związków  zawodowych  oraz  część  byłego  aparatu  partyjnego,  wojskowego  i 
administracyjnego. Dla tych kręgów nie tak ważne są szczegółowe kwestie, jakie reprezentuje 
A.  Kwaśniewski  lecz  to,  że  jest  on  jedynym  oficjalnym  kandydatem-spadkobiercą  dawnej 
struktury politycznej. 

Jeśli chodzi o innych kandydatów - trudno mówić, że mają oni swój elektorat, a więc 

zdecydowanych zwolenników, przywiązanych od dłuższego czasu, którzy pozostaną wierni w 
pierwszej i w drugiej turze wyborów prezydenckich (a druga tura będzie z pewnością, gdyż 
żaden z kandydatów nie może liczyć na więcej niż ok. 25% głosujących*). Jeśli 

* Z ostatnich danych empirycznych wynika, że istotnie, kandydaci na  prezydenta nie 

mają  stałych  elektoratów  (por.  "Zycie  Warszawy"  1995,  nr  266),  co  podsunęło  temu 
dziennikowi tytuł informacji: Dawni wyborcy Tymińskiego chcą Kwaśniewskiego. (Tekst ten 
pisany był we wrześniu 1995 - uwaga moja - R.D.) 

słuszne są nasze wątpliwości - nie można się sensownie posługiwać w cadniesieniu do 

wszystkich  sześciu  kandydatów  koncepcją  właściwych  -~Itt  elektoratów.  Amylne  byłoby 

background image

uznawanie  za  elektorat  aktualnych  "zwo~nników"  przypadkowo  wyselekcjonowanych  w 
czasie wywiadów. Są 

często  sytuacyjnie  skłonieni  do  wyrażenia  opinii,  przyszli  wyborcy,  nie  stali, 

wypróbowani i wierni danemu kandydatowi ludzie. 

Nie  można  też  zapominać,  że  tak  wyselekcjonowany  w  sierpniu  1995  i,~łektorat" 

może do listopada całkowicie zmienić swoje poglądy i oczeawania, tym bardziej, że nie były 
one wcześniej wyraźnie ukształtowane. 

 

Autor sondażu najwidoczniej nie liczył się z tymi faktami. I przed - 

~tuwił 

czytelnikom, co jest wspólne w odniesieniu do każdego z sześciu  ~_ątjdydatów - dla nich, dla 
"ogółu" potencjalnych wyborców oraz dla   szczególnych "elektoratów". 

 

1 tutaj przedstawiciel CBOS odkrył rzecz nieoczekiwaną i zdumieWajtlcą: 

otóż ci, którzy - jak wynikało z dokonanej przez niego analizy  

sprezentują 

poglądy 

opinie jak najbardziej zgodne z opiniami Jacka  

urania, wcale nie zamierzają go poprzeć w 

wyborach (CBOS sądzi, że   -tualnie popiera Kuronia od 10 do 13% osób ankietowanych - w 
rze 

ywistości procent popierających go stopniowo malał). Chociaż więc 
zmudne  i  kosztowne  badania,  przy  zastosowaniu  skądinąd  ciekaweśchematu 

badawczego,  doprowadziły  do  wniosku,  że  ten,  kto  iepreI~tuje  poglądy  zbliżone  do 
"przeciętnego wyborcy" małe ma szanse na 

 

~ybór  -  autor  sondażu  nie  szuka  przyczyn  tego  paradoksu  w  błędach 

 

~Swionych wyżej. Przeciwnie: skoro zgodność poglądów nie wystar 

aby  zyskać 

poparcie - co proponuje? Wybacz, Czytelniku, to nie 

ł  żart:  "Konieczna  jest,  co  wiemy  z  innych  badań  CBOS,  poprawa  o  »cech 

zewnętrznych« i publicznej prezencji"! 

Wydano setki milionów po to, aby doradzać Kuroniowi, aby się przeł i umalował i to 

miało  wystarczyć  do  wygrania  wyborów  na  prezytttu?  Myślę,  że  pracownik  CBOS  nie 
doceniał inteligencji naszych 

Wyborców. Zaskakujących odkryć w tym artykule było więcej. Za swego rodza 
~u  xart  można  uznać  jego  spostrzeżenie,  że  "Aleksander  Kwaśniewski  ~łiski  jest 

poglądom ogółu społeczeństwa właśnie w negatywnej ocenie ~ułalicznej roli Kościoła". Jesli 
do takich wniosków dochodzi się w po5ważnym bądź co bądź (przynajmniej w zamierzeniu) 
sondażu, oznacza 

28 29 
 
to,  że  niektórzy  badacze  CBOS  utracili  kontakt  z  rzeczywistością.  Zalecenia,  jakie 

proponował kandydatom na prezydenta raczej im zaszkodziły niż pomogły. (Poza tym, jak to 
możliwe, aby badacz mylił "ogół społeczeństwa" z ogółem badanych osób!) 

PS.  Zaledwie  kilka  dni  po  napisaniu  tego  tekstu  podano  wyniki  sondażu  OBOPu. 

Wskazują one, że wytypowane przez pracownika CBOS problemy, które jakoby "skupiały na 
sobie  uwagę  społeczeństwa"  były  -  jak  przewidywałem  -  fikcją.  Wbrew  autorowi 
omówionego  eseju  ankietowani  przez  OBOP  "na  pierwszym  miejscu  stawiają  problem 
bezrobocia",  aż  31%  badanych  ,  jest  najbardziej  zmartwionych  postępującym  ubóstwem", 
następnie  są  zaniepokojeni  "niesprawną  służbą  zdrowia".  Wreszcie:  "Nie  przejmujemy  się 
natomiast kwestią przyjęcia Polski do NATO, problemami demokracji, oświaty czy Kościoła" 
("Sztandar Młodych" 1995, nr 191, s. 3). 

Tak więc cała konstrukcja logiczna wicedyrektora CBOS uległa zburzeniu, a jego rady 

i wnioski okazały się bezprzedmiotowe. 

Ponadto zrezygnował z kandydowania prezes Sądu Najwyższego Adam Strzembosz i 

poznański milioner Gawronik - co w istotny sposób zmieniło szanse innych kandydatów. 

DIAGNOZY 

PROGNOZY 

NA 

TEMAT 

ROLI 

KOŚCIOŁA 

SPOŁECZEŃSTWIE 

background image

sondaże  dla  niektórych  osób  są  podstawą  do  stawiania,  w  sposób  celnie 

nieuzasadniony, uogólniających diagnoz i prognoz. Inni, scep~y, powiadają: ależ cóż chcecie, 
to t y 1 k o sondaże! Istotnie, niektórych kwestiach o dużym znaczeniu społecznym, sondaże 
(na~t  jeśli  intencją  autorów  jest  rzetelne  badanie  opinii  i  postaw,  a  nie  ~sadnianie  z  góry 
przyjętych założeń) nie wystarczają do formułowa 

 

szerszych uogólnień. Potrzebne byłyby wielostronne studia przed iwiające 

obiektywny stan rzeczy, aktualny opis świadomości społecz 

arat 

kierunki 

przemian 

instytucji, zachowań, oczekiwań i wierzeń.  ('zęsto  się  upowszechnia  stare  schematy 
myślenia. Pomijając już 

~licystyczne  harce  nawiedzonych  przeciwników  Pana  Boga  (jeden  lich  niedawno 

sugerował  (oczywiście  w  "Polityce"),  że  jeśli  Marksa  yrti  się  współwinnym  za  obozy 
koncentracyjne w byłym ZSRR, rówt dobrze można Chrystusa uważać za odpowiedzialnego 
za procesy ~mwnic!),  nawet skądinąd poważani w pewnych kręgach myśliciele Wolni są od 
wielce upraszczających sądów. Np. Isaiah Berlin  stwier~~ w wywiadzie:  "W  Anglii  nie  ma 
inteligentów.  Inteligenci  są  w  Rooraz  w  krajach  katolickich  -  we  Włoszech,  Francji.  Bo 
inteligenta  gził  bunt  przeciw  dominacji  klerykalizmu  w  życiu  publicznym"*.  ~rsamianie 
inteligenta  z  antyklerykałem  jest  nieporozumieniem.  Gdybyla  to  prawda, obecnie  w  Izraelu 
byłoby 70% inteligentów sądząc liczbie osób nie związanych z judaizmem i nie aprobujących 
podpo~~kowania  instytucji  państwowych  wymaganiom  rabinatów.  Zapewne  byli  inteligenci 
o silnym nastawieniu antyklerykalnym (są ~2tą także księża - antyklerykałowie), ale również 
osoby  przywiązatia  religii  i  Kościoła.  Berlin  z  niewiadomych  powodów  pominął  Pol:  jako 
kraj,  który  nie  tylko  miał  i  ma  inteligentów,  lecz  w  którym  ełigencja  odgrywała  niezwykle 
aktywną  rolę  w  XIX  w.  jako  warstwa  ltrzymująca  ducha  narodowego,  walcząca  o 
niepodległość i wyzwoie społeczne szerokich kręgów ludności. Można też powiedzieć, że 

' "Gazeta Wyborcza" 1995, nr 187; U. Huppert, Rabini i heretycy, Łódź 1994. 
31 
 
ta 
to,  że  niektórzy  badacze  CBOS  utracili  kontakt  z  rzeczywistością.  Zalecenia,  jakie 

proponował kandydatom na prezydenta raczej im zaszkodziły niż pomogły. (Poza tym, jak to 
możliwe, aby badacz mylił "ogół społeczeństwa" z ogółem badanych osób!) 

PS.  Zaledwie  kilka  dni  po  napisaniu  tego  tekstu  podano  wyniki  sondażu  OBOPu. 

Wskazują one, że wytypowane przez pracownika CBOS problemy, które jakoby "skupiały na 
sobie  uwagę  społeczeństwa"  były  -  jak  przewidywałem  -  fikcją.  Wbrew  autorowi 
omówionego  eseju  ankietowani  przez  OBOP  "na  pierwszym  miejscu  stawiają  problem 
bezrobocia",  aż  31  %  badanych  ,  jest  najbardziej  zmartwionych  postępującym  ubóstwem", 
następnie  są  zaniepokojeni  "niesprawną  służbą  zdrowia".  Wreszcie:  "Nie  przejmujemy  się 
natomiast kwestią przyjęcia Polski do NATO, problemami demokracji, oświaty czy Kościoła" 
("Sztandar Młodych" 1995, nr 191, s. 3). 

Tak więc cała konstrukcja logiczna wicedyrektora CBOS uległa zburzeniu, a jego rady 

i wnioski okazały się bezprzedmiotowe. 

Ponadto zrezygnował z kandydowania prezes Sądu Najwyższego Adam Strzembosz i 

poznański milioner Gawronik - co w istotny sposób zmieniło szanse innych kandydatów. 

DIAGNOZY 

PROGNOZY 

NA 

TEMAT 

ROLI 

KOŚCIOŁA 

SPOŁECZEŃST~'VIE 

Sondaże  dla  niektórych  osób  są  podstawą  do  stawiania,  w  sposób  iU~ełnie 

nieuzasadniony,  uogólniających  diagnoz  i  prognoz.  Inni,  scep~rCy,  powiadają:  ależ  cóż 
chcecie,  to  t  y  1  k  o  sondaże!  Istotnie,  1V  niektórych  kwestiach  o  dużym  znaczeniu 
społecznym,  sondaże  (naiW~t  jeśli  intencją  autorów  jest  rzetelne  badanie  opinii  i  postaw,  a 
nie i~~asadnianie z góry przyjętych założeń) nie wystarczają do formułowa 

background image

 

~a  s2.erszych  uogólnień.  Potrzebne  byłyby  wielostronne  studia  przed

 

~i`~wiające obiektywny stan rzeczy, aktualny opis świadomości społecz  j 

oraz 

kierunki przemian instytucji, zachowań, oczekiwań i wierzeń. 

 

Często  się  upowszechnia  stare  schematy  myślenia.  Pomijając  już 

 

~lhlicystyczne harce nawiedzonych przeciwników Pana Boga (jeden  

_`~ 

~ic:h 

niedawno sugerował (oczywiście w "Polityce"), że jeśli Marksa 

 

dyni się współwinnym za obozy koncentracyjne w byłym ZSRR, rów 

-~~e 

dobrze można Chrystusa uważać za odpowiedzialnego za procesy  

parownic!), 

nawet 

skądinąd poważani w pewnych kręgach myśliciele 

~ wolni są od wielce upraszczających sądów. Np. Isaiah Berlin stwicrli w wywiadzie: 

"W  Anglii  nie  ma  inteligentów.  Inteligenci  są  w  Ro~  ~~raz  w  krajach  katolickich  -  we 
Włoszech, Francji. Bo inteligenta 

 

_ dził bunt przeciw dominacji klerykalizmu w życiu publicznym"*.  

~_ 

ożsamianie inteligenta z antyklerykałem jest nieporozumieniem. Gdy 

była  to  prawda, 

obecnie w Izraelu byłoby 70°Io inteligentów sądząc 

ęliczbie  osób  nie  związanych  z  judaizmem  i  nie  aprobujących  podpoą-~dkowania 

instytucji  państwowych  wymaganiom  rabinatów.  Zapewne  byli  inteligenci  o  silnym 
nastawieniu  antyklerykalnym  (są  sztą  także  księża  -  antyklerykałowie),  ale  również  osoby 
przywiązado religii i Kościoła. Berlin z niewiadomych powodów pominął Poljako kraj, który 
nie tylko miał i ma inteligentów, lecz w którym 

leligencja odgrywała niezwykle aktywną rolę w XIX w. jako warstwa 
cldtrzymująca  ducha  narodowego,  walcząca  o  niepodległość  i  wyzwognie  społeczne 

szerokich kręgów ludności. Można też powiedzieć, że 

"Gazeta Wyborcza" 1995, nr 187; U. Huppert, Rabini i heretycy, Łódź 1994. 
31 
 
bez wybitnej roli inteligencji nie powstałaby Polska w 1918-20, nie byłoby odrodzenia 

we  wszystkich  dziedzinach  w  latach  1920-1939,  państwa  podziemnego  w  okresie  okupacji 
hitlerowskiej,  a  także  narodowego  ducha  oporu  w  latach  1944-1989.  We  wszystkich  tych 
działaniach  inteligencji  jako  warstwy  oświeconej  uczestniczył  Kościół  katolicki,  co  dla 
większości Polaków jest oczywistością*. 

Inteligenci to przede wszystkim  ludzie wolnych  zawodów, nie ograniczający  swoich 

zainteresowań  do  spraw  osobistych  i  kariery  zawodowej,  mający  ambicje  przodowania  w 
aktywności  kulturalnej  i  społecznej  na  rzecz  szerszej  zbiorowości,  wyróżniający  się 
uzdolnieniami  i  twórczym,  często  nowatorskim,  nastawieniem  do  życia.  Te  cechy  były 
przynajmniej  właściwe  polskim  inteligentom  od  lat  trzydziestych  XIX  w.  po  dziś  dzień. 
(Niestety, szeregi takich inteligentów przerzedzają się.) Inspiracja działań inteligentów mogła 
mieć charakter religijny lub pozareligijny. 

Wróćmy  jednak  do  stereotypów  badań  nad  religią  i  Kościołem.  Przykładowo 

przyjrzyjmy  się  stosunkowo  wysublimowanej  postaci  takich  stereotypów  mających  swoje 
źródła  jeszcze  w  myśli  ateistycznej  XVIII  i  XIX  w.  Leszek  Gajos  w  artykule  Kościół  a 
przemiany  współczesnego  społeczeństwa  polskiego**  wysuwa  jako  podstawowe  kwestie: 
"problem  mJacji  zachodzących  pomiędzy  Kościołem  a  społeczeństwem,  po  drugie,  istotne 
jest  pytanie,  w  jaki  sposób  zmiany  w  społeczeństwie  wymuszają  zmiany  w  Kościele".  Już 
takie  ustawienie  problematyki  jest  archaiczne.  Autor  z  góry  zakłada,  że  istnieje  jakieś 
przeciwieństwo  między  wyalienowanym  Kościołem  i  osobno  rozwijającym  się 
"społeczeństwem".  W  XVIII  w.  we  Francji  częściowo  tak  mogło  być,  ale  nie  w  Polsce  w 
latach  dziewięćdziesiątych!  Kościół  jest  nie  tylko  immanentny  częścią  tego  społeczeństwa, 
lecz,  co  więcej,  instytucją,  która  zapewniła  temu  społeczeństwu  narodową  tożsamość 
zagrożoną  przez  niemieckich  i  sowieckich  ciemiężców.  Zupełnie  jest  też  wydumany 

background image

"problem"  wymuszania  zmian  w  Kościele  pod  wpływem  tego  społeczeństwa.  To  nic 
"społeczeństwo" wymusza coś na Kościele, a jedynie małe grupy, mające 

*  Por.  M.  Kukiel,  Społeczna  genealogia  inteligencji  polskiej,  w:  Historia  w  slu:  bie 

teraźniejszości,  Warszawa  1994;  oraz  Il.  Natęcz,  Sen  o  wladzy.  Inteligencja  wobr~ 
niepodleglości, Warszawa 1994. 

** "Nomos" 1994, nr 7-8. 
zagraniczne wsparcie finansowe i logistyczne (ruch new age, ruch wolnomys'licielski, 

ateistyczni  intelektualiści  hołubieni  przez  ZSRR,  także  finansowo,  swobodnie  działający  w 
Europie Zachodniej w okresie po lł wojnie światowej). Te m a ł e g r u p y usiłują narzucić 
dominującej i~viększości wartości, wzory i normy nie zakotwiczone ani w tradycjach, dni w 
doświadczeniach historycznych społeczeństwa polskiego. 

Dość  przytoczyć  wyniki  sondażu  OBOPu  z  lipca  1995  roku:  na  pyMnie  "Jakie 

zachowania potępiamy?" 93% badanych wymieniło "znieW~żanie symboli religijnych". Taka 
jednomys'lność prawie ogółu bada 

~-~lyc.h  wskazuje,  że  przeciwstawianie  "społeczeństwa"  -  Kościołowi  jest  zbawione 

sensu. 

 

_  Wielka  akcja  ateizacji  społeczeństwa  dokonywana  przez  totalitarne 

 

tSstwo w Polsce w latach 1944-1989 również poniosła całkowitą klę 

_- 

~I~ę 

(inaczej niż w byłej NRD, gdzie ok. 70% ludności deklaruje niewia 

w Boga). Jak wiadomo, ok. 90% badanych w naszym kraju deklaruje zywiązanie do 

religii  i  Kościoła  katolickiego.  Naturalnie,  w  niektórych  gach  pracowników  umysłowych  i 
wśród  części  inteligencji  przywiąie  do  religii  i  Kościoła  jest  mniejsze,  o  jakieś  20-30%. 
Dotyczy  to  Jaszcza  tzw.  lewicy  ateistycznej  i  różnych  małych  grup  młodzieży  ~rchistów, 
członków  Unii  Studentów  Zydowskich  i  innych  ugrupo).  Również  ta  okoliczność  podważa 
zasadność upowszechniania przez le grupy tezy o przeciwstawności społeczeństwo - Kościół. 

 

Autor jednak brnie dalej i bez żadnego uzasadnienia stwierdza jak -  t~  była 

oczywista prawda, że "współcześnie nasilają się procesy roz 

ięku 

Kościoła 

społeczeństwa" i dodaje: "Autorzy aktualnych s<m ~  opinii  na  temat  roli  Kościoła  we 
współczesnym społeczeństwie  

kurują  na  obniżanie  się  jego  znaczenia".  W  jaki  sposób 

przepr<>wa  no te sondaże (lekceważąc elementarne zasady warsztatu naukowe 

), 

będzie jeszcze kilkakrotnie mowa. Tu należy zaznaczyć, że - mi m<> 

wicznego  upowszechniania  przez  małe  grupy  opiniotwórcze  pogląii  "obniża  się 

znaczenie"  Kościoła,  jego  autorytet  moralny  -  jak  yYnaje  cytowany  autor:  "W  Kościele 
spoleczeństwo widzi więc nadal 

łd  autorytetu  moralnego  i  jednocześnie  instytucję,  która  może  sprzy1'oTwiązywaniu 

problemów społecznych". 

Mimo  tego  stwierdzenia,  Leszek  Gajos  bezkrytycznie  przyjął  wyni~c~ndażu,  w 

którym wymuszano na ankietowanych odpowiedź, czy 

32 __ 33 
 
bez wybitnej roli inteligencji nie powstałaby Polska w 1918-20, nie byłoby odrodzenia 

we  wszystkich  dziedzinach  w  latach  1920-1939,  państwa  podziemnego  w  okresie  okupacji 
hitlerowskiej,  a  także  narodowego  ducha  oporu  w  latach  1944-1989.  We  wszystkich  tych 
działaniach  inteligencji  jako  warstwy  oświeconej  uczestniczył  Kościół  katolicki,  co  dla 
większości Polaków jest oczywistością*. 

Inteligenci to przede wszystkim  ludzie wolnych  zawodów, nie ograniczający  swoich 

zainteresowań  do  spraw  osobistych  i  kariery  zawodowej,  mający  ambicje  przodowania  w 
aktywności  kulturalnej  i  społecznej  na  rzecz  szerszej  zbiorowości,  wyróżniający  się 
uzdolnieniami  i  twórczym,  często  nowatorskim,  nastawieniem  do  życia.  Te  cechy  były 
przynajmniej  właściwe  polskim  inteligentom  od  lat  trzydziestych  XIX  w.  po  dziś  dzień. 

background image

(Niestety, szeregi takich inteligentów przerzedzają się.) Inspiracja działań inteligentów mogła 
mieć charakter religijny lub pozareligijny. 

Wróćmy  jednak  do  stereotypów  badań  nad  religią  i  Kościołem.  Przykładowo 

przyjrzyjmy  się  stosunkowo  wysublimowanej  postaci  takich  stereotypów  mających  swoje 
źródła  jeszcze  w  mysli  ateistycznej  XVIII  i  XIX  w.  Leszek  Gajos  w  artykule  Kościół  a 
przemiany  współczesnego  społeczeństwa  polskiego**  wysuwa  jako  podstawowe  kwestie: 
"problem relacji zachodzących pomiędzy Kościołem a społeczeństwem, po drugie, istotne jest 
pytanie, w  jaki  sposób zmiany w  społeczeństwie  wymuszają zmiany w  Kościele". Już takie 
ustawienie  problematyki  jest  archaiczne.  Autor  z  góry  zakłada,  że  istnieje  jakieś 
przeciwieństwo  między  wyalienowanym  Kościołem  i  osobno  rozwijającym  się 
"społeczeństwem".  W  XVIII  w.  we  Francji  częściowo  tak  mogło  być,  ale  nie  w  Polsce  w 
latach  dziewięćdziesiątych!  Kościół  jest  nie  tylko  immanentną  częścią  tego  społeczeństwa, 
lecz,  co  więcej,  instytucją,  która  zapewniła  temu  społeczeństwu  narodową  tożsamość 
zagrożoną  przez  niemieckich  i  sowieckich  ciemiężców.  Zupełnie  jest  też  wydumany 
"problem"  wymuszania  zmian  w  Kościele  pod  wpływem  tego  społeczeństwa.  To  nie 
"społeczeństwo" wymusza coś na Kościele, a jedynie małe grupy, mające 

*  Por.  M.  Kukiel,  Spoleczna  genealogia  inteligencji  polskiej,  w:  Historia  w  slup  bie 

teraźniejszości,  Warszawa  1994;  oraz  D.  Nałęcz,  Sen  o  wtadzy.  Inteligencja  wobec 
niepodległości, Warszawa 1994. 

* "Nomos" 1994, nr 7-8. 
%agraniczne wsparcie finansowe i logistyczne (ruch new age, ruch wolttomyślicielski, 

ateistyczni  intelektualiści  hołubieni  przez  ZSRR,  także  ~łnansowo,  swobodnie  działający  w 
Europie Zachodniej w okresie po I wojnie światowej). Te m a ł e g r u p y usiłują narzucić 
dominującej 

__ większości wartości, wzory  i  normy  nie zakotwiczone ani w tradycjach, _= ~i w 

doświadczeniach historycznych społeczeństwa polskiego. 

 

Dość przytoczyć wyniki sondażu OBOPu z lipca 1995 roku: na py 

dnie "Jakie zachowania potępiamy?" 93 % badanych wymieniło "znie 

ilYSŻanie  symboli 

religijnych". Taka jednomys'lność prawie ogółu bada 

Iyc;h 

wskazuje, 

że 

przeciwstawianie "społeczeństwa" - Kościołowi jest  

zbawione sensu. 

 

_  Wielka  akcja  ateizacji  społeczeństwa  dokonywana  przez  totalitarne 

 

Listwo w Polsce w latach I 944-1989 również poniosła całkowitą klę 

~_ 

idę 

(inaczej niż w byłej NRD, gdzie ok. 70% ludności deklaruje niewia 

w Boga). Jak wiadomo, ok. 90% badanych w  naszym kraju deklaruje tywiązanie do 

religii  i  Kościoła  katolickiego.  Naturalnie,  w  niektórych  gach  pracowników  umysłowych  i 
wśród  części  inteligencji  przywiąie  do  religii  i  Kościoła  jest  mniejsze,  o  jakieś  20-30%. 
Dotyczy  to  łaszcza  tzw.  lewicy  ateistycznej  i  różnych  małych  grup  młodzieży  ~rchistów, 
członków Unii Studentów Zydowskich i innych ugrupo 

~tS).  Również  ta  okoliczność  podważa  zasadność  upowszechniania  precz  łe  grupy 

tezy o przeciwstawności społeczeństwo - Kościół. 

Autor  jednak  brnie  dalej  i  bez  żadnego  uzasadnienia  stwierdza  jakto  była  oczywista 

prawda, że "współcześnie nasilają się procesy rozwi~;ku Kościoła i społeczeństwa" i dodaje: 
"Autorzy  aktualnych  sonży  opinii  na  temat  roli  Kościoła  we  współczesnym  społeczeństwie 
~i~uzują  na  obniżanie  się  jego  znaczenia".  W  jaki  sposób  przeprowa~no  te  sondaże 
(lekceważąc elementarne zasady warsztatu naukowe), będzie jeszcze kilkakrotnie mowa. Tu 
należy  zaznaczyć,  że  -  mimo  nwicznego  upowszechniania  przez  małe  grupy  opiniotwórcze 
pogląiż "obniża się znaczenie" Kościoła, jego autorytet moralny - jak yznaje cytowany autor: 
"W  Kościele  społeczeństwo  widzi  więc  nadal  dło  autorytetu  moralnego  i  jednocześnie 
instytucję, która może sprzyrazwiązywaniu problemów społecznych". 

background image

Mimo  tego  stwierdzenia,  Leszek  Gajos  bezkrytycznie  przyjął  wyni~c~ndażu,  w 

którym wymuszano na ankietowanych odpowiedź, czy 

33 
 
~(!-`-Ę-ł(»I  ..fLttlji!E'  '·II·t~'  ':Ittnt't'1CII~t44'll~~  I  ~I:It  !t';'t~  Illt-  y\'l.lllw,  t'/V 

IIlISZ.B 

(juti~ltk(ł .,(1(rlm(- slnty sl)alccr,eristW'u".' allw ury n:mr ; y ~ I c nl s ą_ () (. w n t u i 

y,  nk  wyt(~xunliuły  wt)hm'  ali'r/y.~liw,  t.,l~~lkiiw  mafii  I  Illl~vl~ya:lr(uluwych 
lu)chsztaplerGw - "(I<)hrru sIW v ~Illfl('l'rCIlstWU"? t'ry ilunc.ja autor(iw tego sondażu nic 
hyla ur.yłcll:n! 

SONDAZ  NA  POTWIERDZENIE  Z  GÓRY  PRZYJĘTY('ił  7,Af.()'/I:N 

I'It()I'~1(~ANI)()WYCH 

W  1992  roku  CBOS  na  zlecenie  "Polityki"  zrealizowało  sondaż  dotyczący  opinii  o 

religii  i  Kościele.  Rzecz  jednak  bardzo  interesująca:  odpowiednią  ankietę  opracowali  nie 
profesjonaliści, lecz dziennikarze i publicyści - Ewa Nowakowska, Janina Paradowska, Jerzy 
Baczyński  (red.  naczelny  "Polityki")  oraz  Wiesław  Władyka.  Centrum  Badania  Opinii 
Społecznej  wystąpiło  tylko  jako  realizator  w  terenie  sondażu  oraz  ośrodek  zapewniający 
obliczenia statystyczne. Raport opublikowała "Polityka" pod bombastycznym tytułem: Polski 
kolulic_yzm areno clominini 1992*. 

Tytuł  jest wielce  mylący, gdyż  na podstawie ankiety w ogóle nie da się przedstawić 

tak  wielostronnego  i  złożonego  zjawiska  jak  katolicyzm  (to  samo  można  powiedzieć  o 
protestantyzmie, islamie czy judaizmie). Nie wystarczy poznać pewnych opinii. Musimy też 
orientować  się  w  systemie  wartości,  w  postawach  (które  przecież  są  czymś  innym  niż 
przelotne opinie). Powinniśmy dysponować obserwacjami konkretnych środowisk i instytucji, 
związanych  z  religią  i  Kościołem.  Konieczna  byłaby  znajomość  "mapy"  wierzeń  i  praktyk 
religijnych  w  r(>żnych  częściach  Polski  oraz  różnorodnych  zależności  np.  między  drogą 
życiową  ludzi  i  ich  wierzeniami,  między  systemem  wartości  i  potrzebami  psychicznymi  i 
społecznymi. Tego wszystkiego w sondażu, oczywiście, nie mogło być, ale też, jak wynika z 
analizy opracowania, autorom o to nie chodziło. Zależało im na zebraniu opinii dotyczących 
kontrowersyjnych spraw, kwestii podejmowanych przez zdecydowanych krytyków Kościoła i 
religii, na wykryciu jakichś sprzeczności w opiniach. Liczo 

"Polityka" 1992, nr 49. 
no wyraźnie na ustalenie, że religijność wiąże się z nietolerancją. Chciano wykazać, iż 

wierzący są w konflikcie z hierarchią kościelną oraz z postulatami moralnymi i społecznymi 
Kościoła  (dokładnie  tak  samo  propagandyści  komunistyczni  czynili  w  całym  okresie 
powojennym). Tego typu sondaż nie mógł mieć charakteru naukowego (nie można po prostu 
dowolnie  wybierać  kilku  spraw  ważnych  dla  celów  bieżącej  propagandy,  lecz  trzeba 
całościowo badać katolicyzm jako zjawisko społeczne i z góry nie przesądzać odpowiedzi na 
podchwytliwe pytania). 

Sami  autorzy  sondażu  byli  jednak  zaskoczeni,  że  95%  badanych  deklarowało,  że  są 

wierzący,  że  nie  utożsamiają  wiary  z  praktykami  religijnymi  (z  tego  widać,  że  autorzy 
traktowali  uprzednio  wierzących  jak  półgłówków),  iż  "wierzący  są  gotowi  do  rzeczowej 
dyskusji o problemach współczesnego katolicyzmu i jego Kościoła" (widocznie i w to 

- wątpiono). Nie udało się wykazać, że wierzący są nietolerancyjni (autorom sondażu 

nie  wystarczyło porównać choćby  stosunku do "obcych" w Polsce  i  np. w Czechach, gdzie 
spalono żywcem kilku Cyganów, czy w Niemczech, gdzie dochodzi do częstych fizycznych 
napaści i podpaleń obiektów mieszkalnych i religijnych). 

Szczególnie  symptomatyczne  były  pytania  (na  które  odpowiedzi  można  z  góry 

przewidzieć) skupione wokół tematu: "religia w życiu publicznym". Zapytano więc: 

background image

Czy  jest  Pani)  za:  1.  Obecnością  symboli  religijnych  w  miejscach  publicznych?  [a 

gdyby pytano: "Obecnością symboli patriotycznych?" też wynik z góry można przewidzieć]; 
2.  Nadawaniem  oprawy  religijnej  uroczystościom  państwowym?  [podobny  efekt  dałoby 
pytanie:  "Nadawaniem  oprawy  uroczystościom  państwowym  w  duchu  marksizmu-
leninizmu"];  3.  Umieszczaniem  zapisu  o  przestrzeganiu  wartości  chrześcijańskich  w  aktach 
prawnych?  [taki  sam  wynik  dałoby  pytanie:  "Umieszczaniem  zapisu  o  przyjaźni  polsko-
radzieckiej  w  aktach  prawnych"];  4.  Publicznym  okazywaniem  własnej  religijności  przez 
urzędników  państwowych?  [odpowiedzi  byłyby  z  pewnością  podobne  gdybyśmy  zapytali: 
"Publicznym okazywaniem własnego przywiązania do ruchu komunistycznego"]; 5. Cenzurą 
chroniącą uczucia religijne wierzących? [zbliżony wynik dałoby pytanie: "Cenzurą chroniącą 
przekonania  ideowe  obywateli"];  6.  Bezpośrednim  angażowaniem  się  Kościoła  w  życie 
polityczne?  [tak  samo  odpowiadaliby  ankietowani  na  zbliżone  pytanie:  "Bezpośrednim 
angażowaniem się Partii - to znaczy PZPR - w prywatne spory między ludźmi"]. 

Starałem  się  wykazać,  że  przewidywane  odpowiedzi  opracowane  przez  publicystów 

zostały tak pomyslane, że z góry wiadomo, jak odpo 

~`1 ~ 35 
 
wiedziałaby  większość  badanych;  podobne  odpowiedzi  byłyby  na  pytania  moje, 

wymienione  w  nawiasach.  Jeśli  z  góry  można  przewidywać  wyniki  -  badania  są 
bezprzedmiotowe  i  nie  mają  wartości  naukowej.  Mogą  być  natomiast  wykorzystywane  w 
walce  politycznej,  w  tym  przypadku  prowadzonej  przez  "Politykę".  I  rzeczywiście,  skoro 
badani  w  81,3%  deklarują,  że  są  przeciwni  "bezpośredniemu  angażowaniu  się  Kościoła  w 
życie  polityczne"  -  redaktorzy  "Polityki"  od  razu  sugerują,  ni  mniej  ni  więcej,  że  z  tego 
powodu  "Polityk  (...)  może  atakować  te  zachowania  Kościoła,  które  są  jednoznacznym 
wkraczaniem  w  sferę  życia  publicznego".  Okazuje  się  więc,  że  sondaż  spełnia  rolę 
podbudowywania  działań  polityków  prowadzących  walkę  z  Kościołem  przy  wykorzystaniu 
opinii ankietowanych, jak pamiętamy - w 95% katolików! Zastosowano tu chwyt polegający 
na  tym,  że  informatorów  pytano  o  kwestię  ogólną  ("wtrącanie  się"  Kościoła  w  życie 
polityczne),  natomiast  omawiający  ankietę  sami  dodają  szczegóły,  co  zaliczają  do  tego 
"wtrącania  się".  A  przecież  należało  najpierw  zapytać  badanych,  czy  ich  zdaniem  jakieś 
konkretne  działania  Episkopatu  (jakie?)  mogłyby  świadczyć  o  tym,  że  Kościół  w  sposób 
nieuzasadniony wypowiadał się w sprawach politycznych? O to jednak nie zapytano traktując 
sprawę jako oczywistą, a tak się nie postępuje, jeśli sondaż ma być intelektualnie 

uczciwy. Sondaż potraktowano ponadto _jak<> synonim Apokalipsy: 
Osoby  deklarujące  się  -  stwicnlrają  autorzy  jnk"  wiurr:lcu  i  praktykujące  w  takich 

właśnie  kwestiach  jak  penalizacja  almri'li,  i:,k:v  rmcmulaw,  używanie  środków 
antykoncepcyjnych, w wiyk.si".si niu pnlri~'I;y:l n:uu,wiska Kościoła i grona wojujących w 
jego  imieniu  lu>litvks~m  .Icmli  wiyc  ~Im  nimnale.l  liczby  polskich  konfliktów  mamy 
dorzucać .jcsrcm p~lmn. m mn wlasniu wydaje się niezwykle bolesny i najmniej potrzchny. 
M"iv  m~  i:umu"wag'  m,w:l  p<rlsk:l  wojną  i  nową  polską  schizofrenią  wystawiyjący'lit~iy 
k:W ,lu h·I m uiyil~:l lun5hp. 

Cóż  za  troska  "Polityki"  o  katolicyzm!  ,lak  ~lol,rr.u  auWrzy  tego  tygodnika  życzą 

Kościołowi, a on nic nic m<>żu r.r zmnim~! 

Zarty  na  bok.  Okazuje  się,  iż  dricrmikati.u  ..I'mlilyki"  ni~·  r«iumieją,  że  jeśli 

stanowisko Kościoła rciini siy,ul  y,inii :mrufawyclt katolików  - to jest to zjawisko tak stare 
jak  l3jl~lj,.  I'n,siS~  spr;tmlzić.  ile  miejsca  poświęcali  ewangeliści  na  wytykanie  wiernym 
mukmnsc~kwenc.ji  i  braku  wytrwałości  w  wierze.  Nawet  Jezus  t:tkiu  r;trrmE~  sl:m-inl 
swoim bli 

skitu uczniom! A wynika to nie z faktu, że Jezus był "nieżyciowy", lecz po prostu z 

faktu,  że  religia  katolicka  (jak  każda  inna)  nie  może  schlebiać  ludzkim  słabościom,  ale 

background image

przeciwnie,  stawia  wiernym  duże  wymagania,  aby  nie  żyli  jak  istoty,  które  mogą  robić  co 
chcą  i  jak  chcą  stosownie  do  swojej  fizycznej  natury.  To  właśnie  religie  nadają  ludziom 
poczucie  godności  i  wzniosłości,  dzięki  czemu  muszą  stale  przezwyciężać  słabości  swojej 
natury*. Dlatego Kościoła nie można traktować jako instytucji politycznej, która na podstawie 
głosowania ma realizować postulaty obywateli. Publicyści laiccy wpadli tu w pułapkę swojej 
mentałności:  zarzucają  Kościołowi  "wtrącanie  się  do  życia  publicznego",  lecz  w  istocie 
traktują  Kościół  jako  instytucję  polityczną,  gdy  jest  on  instytucją  należącą  do  porządku 
moralnego,  a  nie  politycznego.  Kościół,  jeśli  ma  pozostać  Kościołem,  nie  może  po  prostu 
realizować  kaprysów  wiernych.  To  wierni  muszą  trwałe  wartości  Dekalogu  stosować  w 
zmiennych okolicznościach życia. 

Wróćmy  jednak  do  autorów  ankiety.  Sądzili  oni  -  był  to  1992  rok  że  różnica  zdań 

między  Kościołem  jako  instytucją  nauczającą  a  współnotami  wiernych  -  w  sprawach 
etycznych (np. oceny aborcji) "może zaowocować nową polską wojną"! Ten absurdalny osąd, 
co  można  było  z  góry  też  przewidzieć  -  oczywiście  się  nie  sprawdził.  Dziennikarze  z 
"Polityki"  ośmieszyli  siebie  i  swój  sondaż.  Ale  czy  sama  taka  zapowiedź  "wojny"  nie 
prowokowała,  na zasadzie samospełniającej  się przepowiedni,  niepokojów społecznych? Na 
szczęście  masy  katolików  w  Polsce  nie  czytają  "Polityki"  i  nie  ulegają  sugestiom  jej 
redaktorów. 

W  interpretacji  autorów  "Polityki"  była  jeszcze  inna  -  jak  pamiętamy  -  groźna 

przestroga, tak jakby akurat "Polityka", od lat zdecydowanie wrogo nastawiona do Kościoła 
katolickiego  i  religii  (a  sprzyjająca  innym  wspólnotom  religijnym  i  różnym  sektom), 
zatroskana była o życie duchowe wiernych. Mianowicie ostrzegano, że różnica zdań między 
Kościołem  a  wiernymi  może  zaowocować  "nową  polską  schizofrenią  wystawiającą  religię 
katolicką na ciężką próbę". Nawet gdyby się tak 

* Jak to ujął G. W. E Hegel: "Zdolność do poświęceń - oto najważniejsza cecha tych, 

którzy  należeć  będą  do  królestwa  dobra  (...)  każdy  kto  chce  poświęcić  się  poprawie 
człowieka, niech naprzód sprawdzi siebie i przekona się, czy w tej walce będzie umiał wyrzec 
się  wszystkiego,  co  poza tym  mogłoby  go  jeszcze  pociągać";  por.  Życie  Jezusa,  Warszawa 
1995. 

36 3~ 
 
stało, "Polityka" powinna się cieszyć skoro zawsze była tak niechętna wobec kultury 

religijnej. W sformułowaniu "Polityki" nie tylko chodzi jednak o wieszczenie "schizofrenii" 
na tle religijnym, lecz ponadto 0 jakąś "polską" schizofrenię. Okazuje się więc, że to Polacy 
mają  jakąś  szczególną  (tu,  co  prawda,  tylko  potencjalną)  podatność  na  taki  rodzaj 
"schizofrenii". Autorzy tej pseudo-teorii jakoś zapomnieli, że w polskich dziejach katolicyzm 
na  tle  innych  krajów  (jak  choćby  Francja  czy  Anglia)  wyróżniał  się  nie  surowością  w 
przestrzeganiu nakazów i zakazów, ale łagodnością rzadką chyba w Europie. Jest to widoczne 
nie  tylko  w  twórczości  choćby  Kochanowskiego,  a  później  Mickiewicza,  Słowackiego  i 
Krasińskiego,  lecz  także  w  życiu  codziennym  zarówno  wiernych  katolików,  jak  również 
zamieszkujących  w  Polsce  wyznawców  innych  religii.  Jeśli  przez  kilkaset  lat  nie  było 
zjawiska  społecznego w postaci  "schizofrenii"  -  dlaczego  miałoby ono pojawić  się teraz, w 
dobie  dominującego  wpływu  kosmopolitycznych  treści  areligijnych  i  ateistycznych, 
upowszechnianych  przez  środki  masowcgc>  przekazu,  w  tym  także  przez  "Politykę"? 
Przestrogę  "Polityki"  nu~i.na  więc  chyba  rozumieć  tyłko  jako  zapowiedź  zachęcania 
wiernych  dc,  nicposhlszeństwa  wobec  hierarchii  kościelnej,  którą  chciano  by  irolowae  c>d 
milionów  wiernych  (co  już  można  obserwować  na  łamach  niekt<irych  tygodników  i 
dzienników centralnych i regionalnych). 

Dziwi, dlaczego "Polityka" nie troszczy się o nasilunic się objawów "schizofrenii" u 

wyznawców judaizmu, który - jak lrzyp>nu~iał niedawno w polskiej telewizji naczelny rabin 

background image

w  Polsce  (ten  z  Warszawy)  wymaga  od  wiernych  przestrzegania  rygorystycznie  pnad 
sześciuset  różnych  nakazów  i  zakazów  (a  nie  jest  to  łatwe,,jeśli  na  co  dzień  żyje  się  w 
otoczeniu katolików, protestantów i prawosławnych). Skąd to wyczulenie  - tak widoczne w 
państwowej propagandzie antykościelnej w całym okresie powojennym (z różnym nasileniem 
w  zalci.ności  od  zmiennej  taktyki  władz)  do  1989  roku?  A  przecież  skład  redakc,j  i  tego 
tygodnika  od  1957  roku  zmieniał  się.  Ktoś  więc  czuwa  nad  zachowaniem  dość  trwałego 
nastawienia  wobec  Kościoła  i  religii  katolickiej?  Pozostawmy  tę  kwestię  otwartą.  (Warto 
dodać,  że  w  styczniu  1997  r.  możliwość  "wojny  cywilnej  między  zbiorowością  laicką  i 
religijną"  sygnalizowały  badania  sondażowe  w  Izraelu.  Patrz:  "Le  Monde"  z  11.l  .1997: 
Patrice Claude, Israel, La montće des "hommes en noir.") 

NAJCZĘSTSZE BŁĘDY W SONDAŻACH 
:E BŁĄD ZAMIANY SŁOWA "POPULARNOŚĆ" NA SŁOWO "ZAUFANIE" 
Nagminnie  (stosunkowo  często  czyni  tak  "Gazeta  Wyborcza"  i  tygodnik  "Wprost") 

podaje  się  w  informacji  o  sondażu  w  jednej  rubryce  CBOS  o  popularności  polityków*  a 
poniżej: Komu ufamy najbardziej, po czym wymienia się kilka nazwisk. Ze wszystkich badań 
sondażowych  wiemy,  że  zdecydowanie  inne  uzyskuje  się  wyniki,  gdy  pytamy  o 
"popularność" (chociaż samo to słowo z pewnością wprowadza w błąd informatorów), a inne, 
gdy pada pytanie o "zaufanie". Z reguły dużo mniej osób deklaruje zaufanie, co jest zresztą w 
pełni zrozumiałe, lecz jak się okazuje - nie dla niektórych dziennikarzy. Ale jeśli domyślamy 
się,  kto  w  danym  czasie  jest  stosunkowo  "bardziej  popularny"  i  chcemy  zasugerować 
czytelnikom, że "mamy do niego zaufanie", to w ten sposób wykorzystując sondaż możemy 
ich dezorientować. 

A  gdybyśmy  pytali,  jaki  proszek  do  prania  jest  najbardziej  popularny,  i  na  tej 

podstawie  pisalibyśmy:  taki  to  a  taki  procent  badanych  ma  zaufanie  do  tego  proszku  - 
wiarygodność  byłaby  bardziej  oczywista.  Byłoby  to  zrozumiałe,  gdyż  stosunkowo  łatwo 
sprawdzić skuteczność działania proszku. 

BŁĄD BRAKU SZERSZYCH INFORMACJI U RESPONDENTÓW 
Jak pamiętamy, jedną z kardynalnych zasad sondażu jest pytanie informatorów tylko o 

to,  co  jest  im  znane,  o  czym  mają  dostateczne  rozeznanie.  Publikowane  wyniki  sondaży  w 
naszych mediach z reguły nie przestrzegają tej zasady. Na przykład Pracownia Badań Społecz 

"Gazeta Wyborcza" 1995, nr z 29. 06. 
3R 39 
 
nych  w  Sopocie  (której  sondaże  często  relacjonuje  dziennik  "Rzeczpospolita") 

postawiła informatorom pytanie: "Czy zgadza się Pan(i), czy też nie zgadza na sposób, w jaki 
Lech Wałęsa sprawuje urząd prezydenta RP?". Pytanie jest jasne i jednoznaczne. Ale zupełnie 
nie wiemy,  jaki procent badanych w ogóle nie  interesuje się polityką, gdyż sondaż tego nie 
wyjaśnia. Skądinąd wiadomo, że wśród kobiet jest takich osób ok. 80%, a wśród mężczyzn 
ok. 40%. Jak więc osoby, które nie  interesują  się polityką,  mogą sensownie oceniać kogoś, 
kto  tę  politykę  realizuje?  Nie  zbadano  również,  czy  dany  informator  ma  bezstronne 
informacje,  czym  zajmował  się  prezydent,  np.  w  ostatnim  półroczu.  Nie  pytano,  skąd 
informator  czerpie  dane  o  sprawach,  którymi  zajmował  się  prezydent  (nie  jest  przecież 
obojętne,  czy  na  podstawie  tych  gazet,  które  systematycznie  prowadzą  przeciw  niemu 
kampanię  niechęci,  czy  też  na  podstawie  wypowiedzi  jakichś  polityków,  czy  dziennikarzy, 
czy wreszcie na podstawie własnego rozeznania). 

W  komentarzach  prasowych,  radiowych  czy  telewizyjnych  trudno  byłoby  znaleźć 

informację,  że  krytyka  wobec  szefa  państwa  prowadzona  jest  w  zmasowany  sposób  i 
maksymalnie  niewybredny,  zwłaszcza  na  łamach  tygodnika  wydawanego  przez  byłego 
rzecznika rządu Jaruzelskiego, a rzecznik ten dał się wówczas poznać jako notoryczny kłamca 
i cynik. Dlaczego teraz miałby być bardziej rzeczowy i odpowiedzialny za słowo, skoro nawet 

background image

wielu złodziei-biznesmenów jest bezkarnych, nie mówiąc już o bezkarności wielu wysokich 
urzędników  państwowych.  Badacz  musi  obiektywnie  gromadzić  dane  o  opiniach 
informatorów niezależnie od tego, czy osobiście odpowiada mu działalność danego polityka. 

W  tej  konkretnej  sprawie*  -  w  ocenie  prezydenta  -  inne  uzyskiwano  wyniki  w 

zależności  od  sformułowania  pytania.  Gdy  pytano  w  listopadzie  1994  r.  o  sposób 
sprawowania  urzędu  -  aprobowało  go  poniżej  20%  badanych,  ale  w  zbliżonym  czasie,  gdy 
postawiono  pytanie,  czy  dana  osoba  opowiada  się  za  "przyznaniem  większych  uprawnień 
prezydentowi"  ok.  30%  było  tego  zdania.  Jes'li  więc  uważa  się,  że  prezydent  ma  za  małe 
uprawnienia, to przecież może to utrudniać krytykowany sposób sprawowania urzędu. 

* Por. ,.RzccxPoaPolita" Ir)~)~1, nr 297. 
Zapewne  jeszcze  inne  wyniki  by  uzyskano,  gdyby  pytano,  czy  prezydent  jest 

skutecznym politykiem albo - czy jest lepszym czy gorszym prezydentem niż prezydent Rosji, 
lub - czy inny polityk w służbie państwowej po 1989 roku ma większe czy mniejsze zasługi 
dla Polski. 

Sposób  sformułowania  pytania,  dobór  jego  treści  pod  kątem  utajonej  krytyki  czy 

aprobaty - w zdecydowany sposób może wpływać na uzyskane wyniki. Zwłaszcza w sytuacji, 
gdy w ogóle nie pytamy, czy informator interesuje się polityką. 

BŁĄD ZAKAMUFLOWANEGO UPRZEDZENIA 
Sondaż  z  istoty  swej  powinien  być  pozbawiony  podstępnych  założeń  politycznych. 

Osobiste sympatie badacza w żaden sposób nie powinny wpływać na sposób stawiania pytań 
ankietowanym.  Tak  byłoby,  gdyby  sondaże  były  przeprowadzane  dla  celów  naukowych.  U 
nas  obecnie  zamawiający  sondaż  na  dany  temat  oczekują  przeważnie  nie  obiektywnych 
badań, lecz danych, które można wykorzystać na rzecz określonej linii politycznej, w interesie 
danej grupy czy partii. Ośrodek badawczy chce zarobić jak najwięcej. Wprawdzie wszystkich 
pracowników nauki obowiązuje kodeks etyczny, ale dla pieniędzy niektórzy gotowi są łamać 
zasady etyczne. 

Przykładem  takiego  sondażu  jest  pytanie:  "Czy  zgadza  się  Pani)  na  sposób,  w  jaki 

sprawują swój urząd: 1) Prezydent Lech Wałęsa, 2) Premier Józef Oleksy?" 

Przewidziano trzy odpowiedzi: tak, nie, trudno powiedzieć. 
Już wymyslenie tego pytania wskazuje, że określonej opcji politycznej nie podoba się 

osoba  prezydenta  i  to  zapewne  z  kilku  względów.  Aby  niechęć  ta  nie  była  zbyt  czytelna, 
pytanie sformułowano tak, by ankietowani byli przekonani, że nie ocenia się prezydenta jako 
człowieka,  lecz  sposób  "sprawowania  swojego  urzędu".  Od  razu  nasuwa  się  pytanie,  skąd 
zwykły obywatel, gospodyni domowa czy  emeryt  lub urzędniczka  na poczcie  ma wiedzieć, 
jak  prezydent  sprawuje  swój  urząd?  Skądinąd  wiadomo,  że  tylko  mała  część  społeczeństwa 
interesuje się 

4() 41 
 
sprawami  politycznymi,  np.  tylko  4°~o  badanych  zamierza  spotkać  się  z  jakimś 

kandydatem na prezydenta, co wskazuje na całkowitą obojętność w sprawach politycznych. 

Nie pytano ankietowanych, j a k p o w i n i e n sprawować swój urząd prezydent, a to 

dopiero  byłoby  wskaźnikiem  oczekiwań  i  mogłoby  stanowić  podstawę  oceny  aktualnego 
sprawowania urzędu prezydenckiego. 

Następnie  powinno  się  postawić  pytanie,  jakimi  sprawami  zajmował  się  prezydent  - 

zdaniem  ankietowanych  -  np.  w  okresie  ostatnich  sześciu  miesięcy.  Wtedy  można  zapytać 
dopiero, które z tych spraw były ewentualnie właściwie rozwiązywane, a które niewłaściwie 
(jeśli dana osoba miałaby na temat coś do powiedzenia). 

Ale  to  nie  wszystko.  Rzetelne  badanie  sondażowe  powinno  też obejmować  kwestię, 

czy zdaniem badanych prezydent ma możliwość: a) wpływania na decyzje rządu w sprawach 

background image

gospodarczych, b) politycznych, c) finansowych. Następnie, czy na arenie międzynarodowej 
prezydent cieszy się uznaniem. 

Celowe byłoby też pytanie czy prezydent Lech Wałęsa więcej (czy mniej) zrobił dla 

Polski niż np. prezydent Jelcyn dla Rosji oraz prezydent Clinton dla USA (ci, którzy mieliby 
zdanie  w  tej  kwestii,  mogliby  być  zapytani,  skąd  przeważnie  mają  informacje  na  temat:  a) 
prezydenta Wałęsy, b) prezydenta Jelcyna, c) prezydenta Clintona). 

Dopiero  tego  typu  sondaż  mógłby  rzetelnie  informować  o  opiniach  na  temat 

działalności prezydenta. Główne pytanie nie mogłoby jednak brzmieć "czy zgadza się Pani) 
na  sposób,  w  jaki  sprawuje  swój  urząd"  (prezydent,  premier)  lecz  raczej:  "oczekuję  od 
prezydenta  (premiera),  aby  swój  urząd  wykorzystał  do...",  a  następne  dopiero  pytanie 
sprawdzałoby  to  oczekiwanie:  "czy  prezydent  spełnił  jakieś  Pana(i)  oczekiwania?  Jakie?  A 
jeśli nie, to których nie spełnił?" 

Taki  sondaż  dostarczyłby  obszernej  wiedzy  o  stanie  świadomości  społecznej  bez 

sugerowania czegokolwiek ankietowanym. 

BŁĄD ABSURDALNOŚCI PYTANIA 
Tygodnik "Wprost" przytoczył za CBOS informację o sondażu (z czerwca 1995 r.) na 

temat  "popularności  Kościoła  rzymskokatolickiego"*.  Do  tekstu  dołączony  jest  wykres 
mający ilustrować "dezaprobatę" i "aprobatę". 

Trudno o wyraźniejszą absurdalność. Słowo "popularność" w żadnej mierze nie może 

się  odnosić  do  takich  instytucji  jak  Kościół,  rodzina  czy  gmina  żydowska.  Pomijając  już 
znaną  wieloznaczność  słowa  "popularność"  (popularny,  niepopularny),  które  część  osób,  w 
tym  przypadku  czytelników,  może  utożsamiać  z  rozgłosem,  z  nagłośnieniem  spraw 
związanych z Kościołem w różnych środkach masowego przekazu, a część z przychylnością 
wobec działań Kościoła - termin ten ponadto jest po prostu niestosowny do przedmiotu badań. 
Jeśli pytamy o popularność jakiejś piosenkarki, mniej więcej wiemy, o co chodzi. Nuwct jeśli 
chodzi  o  znajomość  popularnego  leku  -  można  by  wymienić  np.  polopirynę  czy  "tabletki  z 
krzyżykiem". Ale co miałoby znaczyć, że popularna jest rodzina czy Kościół? Nie wiadomo. 
A te dodatkowe słowa, na które mają zareagować informatorzy: "aprobata", "dezaprobata"  - 
co  miałoby  oznaczać,  że  ktoś  nie  aprobuje  popularności  albo  że  ją  aprobuje?  Co  wynika  z 
tego, że ktoś nie aprobuje rozgłosu Kościoła? 

Z  podstawowych  reguł  przeprowadzania  sondaży  wiemy,  że  badacz  nie  powinien 

stawiać  pytań,  które  dla  informatorów  są  wieloznaczne,  mogą  ich  wprowadzać  w  błąd,  a 
publikowane  odpowiedzi  bałamutnie  wpływać  na  opinię  publiczną.  Zwłaszcza  jes'li  słowo 
"popularność" dziennikarz przekłada na słowo "aprobata" (czy "dezaprobata") i przy pomocy 
tego tricku triumfalnie  stwierdza  jako pewnik, że społeczeństwo polskie w takim to a takim 
procencie coś aprobuje. 

"Wprost" 1995, nr 27. 
4:ś 
 
 

BE.ĄD OGÓLNIKOWOŚCI W SONDAZACH  rile;  czy  też  ukazujących 

sposoby lepszego współżycia ze sobą ludzi 

 

 

z różnych grup społecznych. z różnych warstw i klas). 

 

 

Opinie telewidzów mogą być poznawczo ciekawe, jeśli badani orien- 

 

W sondażu przeprowadzonym w czerwcu 1995 na temat wpływu  tują  się  w 

danej sprawie. Jeśli jednak pytamy ich, czy programy telewi- 

 

telewizji publicznej na odbiorców zastosowano po dwie skrajne oceny  zji 

"wzbudzają poszanowanie dla tradycji narodowej" to od razu nasu- 

 

w danej kwestii. Wyglądało to tak:  wa  się  kwestia:  jakie  programy.  Bo 

przecież telewizja jako taka, jako 

background image

 

Programy TvP SA: 

całość  programowa,  nie  może  ani  "wzbudzać 

poszanowania dla trady- 

 

 

cji", ani nie wzbudzać, po prostu takie pytanie jest zbyt ogólnikowe. Co 

 

wzbudzają poszanowanie dla tradycji narodowej 51 

innego 

gdybyśmy 

pytali o ocenę konkretnego filmu, reportażu czy dys- 

 

zniechęcają do tradycji narodowej 13 

kusji.  Zadając  takie  ogólnikowe 

pytania skłaniamy telewidzów do zu- 

 

zachęcają do rzetelnej pracy lub nauki 49  pełnie  intuicyjnego  formułowania 

odpowiedzi, jak się to mówi, pi razy 

 

wpływają na brak szacunku do pracy lub nauki 19  oko. 

Nawet 

ktoś 

inteligentny i wykształcony skąd ma wiedzieć, czy te- 

 

uczą szacunku dla każdego człowieka 47  lewizja 

ogóle 

"wzbudza 

poszanowanie dla tradycji"? Jeśli dany infor- 

 

uczą pogardy, braku szacunku dla Iudzi 14  mator  ma  nawet  coś  konkretnego 

na myśli, to jednak inny przypomina 

 

wyrabiają dobry gust, pokazują to co jest modne 45sobie odmienny program, a 

więc ich stwierdzenia nie będą porówny- 

 

rozdrażniają   

 

pokazując kosztowne ubio   

 

i luksusow 

 

 

 

 

26 

 

 

Walne, a to jest waruriklem "podllCZarila" oplrili OdblorCÓw. 

 

ry 

 

 

 

 

omy 

 

 

dobrze wpływają na życie rodzinne 39 

 

 

źle wpływają na życie rodzinne 2o  Inne  pytanie:  programy  TVP  "zachęcają 

do rzetelnej pracy i nauki" 

 

umacniają religijność, przyciągają do wiary 31 

zawiera  podstawowy  błąd 

warsztatowy: nie można w jednym pytaniu 

 

zrażają do spraw wiary i religii 23  wymienić  dwóch  różnych  kwestii.  Co 

innego "zachęcanie do rzetelnej" 

 

łagodzą obyczaje 29  pracy  a  co  innego  do  nauki.  "Zachęcanie  do  rzetelnej" 

nauki może się 

 

wpływają na zwiększenie brutalności w życiu codziennym 32 

 

 

wpływają na zmniejszenie przestępczości 29 

odnosić 

głównie 

do 

młodzieży, a zachęcanie do rzetelnej pracy ważne 

 

wpływają na wzrost przestępczości 41 

jest  dla  wszystkich  dorosłych 

telewidzów. Ale jak ustalić, czy telewizja 

 

 

zachęca do rzetelnej pracy i nauki, jeśli emituje się mnóstwo progra- 

 

Sondaż OBOPu na próbie reprezentatywnej  

 

 

mÓw O zróżnlCOwallej treśCl? 

 

Cele tego sondażu nie są zbyt jasne. Mogłoby się wydawać 

TY~o 

badania o charakterze eksperymentu społecznego mogłyby 

 

że cho-  

 

dostarczyć odpowiednich danych. Mogłoby to być zaaranżowane w na- 

 

dziło po prostu o poznanie opinii telewidzów na dane kwestie szcze- 

 

 

 

- stępujący sposób: w ramach programu dla rolników popularyzowano- 

 

gółowe związane z tematem w p ł y w u telewizji   

background image

 

bez względu na to 

 

 

by konkretne sposoby zwalczania np. stonki ziemniaczanej. Następnie 

 

 

 

czy odbiorcy telewizji orientują się w tych sprawach czy też nie   

 

Same   

 

trzeba by wylosować do badań rolników, którzy ten program oglądali 

 

opinie telewidzów mają pewne znaczenie jako obraz stanu świadomości   

 

 

-  i  sprawdzić,  czy  zastosowali  się  oni  do  zaleceń  danego  programu.  I 

do- 

 

publiczności telewizyjnej. Jednak nawet przy takim celu sondażu waż-   

 

 

_ piero na tej podstawie można by pytać (rolników, a nie tych, którzy 

 

ne jest, aby odbiorcy programów telewizyjnych dobrze rozumieli dane   

 

 

nigdy takich programów nie oglądają), czy telewizja, w jakichś swoich 

 

stwierdzenia (w ramach całej kafeterii możliwych odpowiedzi)  ki" 

 

Wsz 

" i 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

nej pracy 

 

stkie wymienione wyżej stwierdzenia (które badani mieli w 

oso 

 

bierać) s 

no " 

 

 

o rzete 

 

 

nej nau 

 

 

np. serialach "zachęca do rzete 

 

 

kż 

 

Jeśli jednak pytamy w s z y s t k i c h z próby reprezentatywnej (ta 

 

ą 

 

jasne - może poza zwrotem "łagodzą obyczaje" (nie wiadomo, czy cho-  tych, 

którzy w ogóle na ten temat nic nie wiedzą) - wówczas uzyskuje- 

 

dzi tu o popularyzowanie przez telewizję programów ukazujących więk-  my 

co najwyżej intuicyjne wypowiedzi (na wyczucie, bo wypada coś 

 

szą  swobodę  zachowań,  bez  względu  na  to  czy  są  one  naganne  moral-

 

ankieterowi powiedzieć). 
 

44 

45 

 
Podobnie  ma  się  sprawa  ze  stwierdzeniem,  że  programy  TVP  "dobrze  wpływają  na 

życie rodzinne" lub że .,źle wpływają na życie rodzinne". Skąd telewidz ma to wiedzieć? Na 
jakiej  podstawie?  Mamy  tu  zresztą  jeszcze  inny  aspekt  sprawy.  Może  przecież  być  tak,  że 
same programy telewizyjne bezpośrednio nie wpływają na życie rodzinne ani w złym, ani w 
dobrym kierunku, ale ponieważ c z ę s t o o g 1 ą d a s i ę j e z c a ł ą r o d z i n ą w tym sensie 
telewizja może sprzyjać życiu rodzinnemu, ale nie ze względu na s w o i s t e p r o g r a m y, 
lecz na sam fakt w s p ó 1 n e g o oglądania (a przy okazji dyskutowania, odnoszenia do siebie 
różnych obserwacji). Telewizja w tym przypadku byłaby tylko p r e t e k s t e m wspólnego 
spotkania rodziny. 

W zestawie pytań, na które mieli odpowiedzieć telewidzowie brakło bardzo istotnych, 

np.  takich:  czy  telewizja  w  ogóle  wpływa  na  sposób  myslenia  ludzi  (i  osobno),  na  ludzkie 
zachowania; czy jest uzasadnione, aby dopatrywać się w telewizji wpływu pożądanego albo 

background image

niepożądanego? A może to co upowszechnia telewizja ma mały wpływ na telewidzów, bo jest 
on równoważony przez radio i prasę? 

Takich kwestii można by wymienić więcej. Omawiany sondaż w najlepszym wypadku 

informuje o d o m y s ł a c h telewidzów, a nie o ich przekonaniach; tym bardziej, że nie było 
pytania,  czy  dany  telewidz  sam  kiedykolwiek  się  zastanawiał  nad  tym,  jaki  jest  wpływ 
telewizji  na  obyczaje,  postawy  i  poglądy  ludzi  (choćby  tych,  którzy  stale  oglądają 
przynajmniej niektóre programy). 

BŁĄD FIKCYJNOŚCI PROBLEMU BADAWCZEGO 
Na  łamach  "Gazety  Wyborczej"  pewien  profesor  psychologii,  a  równocześnie  autor 

wielu sondaży w jednym z ośrodków badania opinii, opublikował obszerny raport* na temat 
stanu  umysłów  Polaków.  Podstawą  był  sondaż  na  temat:  "Kto  nas  krzywdzi?".  Rzadko  się 
zdarza,  aby  tak  przejrzyście  ktoś  przedstawił  wyniki  swoich  badań  w  przekonaniu,  że 
odkrywa ważne cechy osobowości Polaków. 

"Gazeta Wyhrncza" 1995, nr z 25-26. 02. 
Badaniami  objęto  1050 osób  dorosłych  (próba  reprezentatywna).  Wszystkie  wnioski 

autora  sondażu  są  pochodną  zasadniczego  pytania:  "Czy  czuje  się  Pan(Pani)  osobiście 
skrzywdzony(a) przez...?" W tym miejscu wymieniono 15 potencjalnych "krzywdzicieli": 

Kto nas krzywdzi? 
 

 

tak (%) 

 

obecny rząd   

 

ludzie bogacący się  46 

 

prezydent 

41 

 

nowy ład po 1989 r.  41 

 

stary ład sprzed 1989 r. 

31 

 

urzędy 2g 

 

"Solidarność" 24 

 

przełożeni w pracy  19 

 

Rosjanie 

18 

 

Niemcy 

', 17 

 

Kościół katolicki 

I 12 

żona/mąż policja/prokuratura Zydzi 
rodzice 
Trudno  byłoby  wymyslić  równie  wydumany  sondaż  sądząc  tylko  z  samego 

opublikowanego tekstu. Informuje on nie tyle o stanie umysłów społeczeństwa polskiego, lecz 
raczej o sposobie myślenia autora sondażu. 

Pytanie "Kto nas krzywdzi?" jest zupełnie sztuczne, ludzie na ogół w ten sposób nie 

ustosunkowują  się  do  otaczającego  świata.  Pytanie  to  jest  zbyt  abstrakcyjne  i  musi 
prowokować do udzielania fikcyjnych odpowiedzi. Autor sondażu być może obawiał się tego. 
Postanowił więc sam z góry wytypować potencjalnych "krzywdzicieli" i skłonić bada 

46 47 
 
Podobnie  ma  się  sprawa  ze  stwierdzeniem,  że  programy  TVP  "dobrze  wpływają  na 

życie rodzinne" lub że .,źle wpływają na życie rodzinne". Skąd telewidz ma to wiedzieć? Na 
jakiej  podstawie?  Mamy  tu  zresztą  jeszcze  inny  aspekt  sprawy.  Może  przecież  być  tak,  że 
same programy telewizyjne bezpośrednio nie wpływają na życie rodzinne ani w złym, ani w 
dobrym kierunku, ale ponieważ c z ę s t o o g 1 ą d a s i ę j e z c a ł ą r o d z i n ą w tym sensie 
telewizja może sprzyjać życiu rodzinnemu, ale nie ze względu na s w o i s t e p r o g r a m y, 
lecz na sam fakt w s p ó 1 n e g o oglądania (a przy okazji dyskutowania, odnoszenia do siebie 
różnych obserwacji). Telewizja w tym przypadku byłaby tylko p r e t e k s t e m wspólnego 
spotkania rodziny. 

background image

W zestawie pytań, na które mieli odpowiedzieć telewidzowie brakło bardzo istotnych, 

np.  takich:  czy  telewizja  w  ogóle  wpływa  na  sposób  myślenia  ludzi  (i  osobno),  na  ludzkie 
zachowania; czy jest uzasadnione, aby dopatrywać się w telewizji wpływu pożądanego albo 
niepożądanego? A może to co upowszechnia telewizja ma mały wpływ na telewidzów, bo jest 
on równoważony przez radio i prasę? 

Takich kwestii można by wymienić więcej. Omawiany sondaż w najlepszym wypadku 

informuje o d o m y s ł a c h telewidzów, a nie o ich przekonaniach; tym bardziej, że nie było 
pytania,  czy  dany  telewidz  sam  kiedykolwiek  się  zastanawiał  nad  tym,  jaki  jest  wpływ 
telewizji  na  obyczaje,  postawy  i  poglądy  ludzi  (choćby  tych,  którzy  stale  oglądają 
przynajmniej niektóre programy). 

BŁĄD FIKCYJNOŚCI PROBLEMU BADAW('Z.1?G() 
Na  łamach  "Gazety  Wyborczej"  pewien  profesor  psychologii,  a  równocześnie  autor 

wielu sondaży w jednym z ośrodków badania opinii, opublikował obszerny raport* na temat 
stanu  umysłów  Polaków.  Podstawą  był  sondaż  na  temat:  "Kto  nas  krzywdzi?".  Rzadko  się 
zdarza,  aby  tak  przejrzyście  ktoś  przedstawił  wyniki  swoich  badań  w  przekonaniu,  że 
odkrywa ważne cechy osobowości Polaków. 

* "Gazeta Wyborcza" 1995, nr z 25-26. 02. 
Badaniami  objęto  1050 osób  dorosłych  (próba  reprezentatywna).  Wszystkie  wnioski 

autora  sondażu  są  pochodną  zasadniczego  pytania:  "Czy  czuje  się  Pan(Pani)  osobiście 
skrzywdzony(a) przez...?" W tym miejscu wymieniono 15 potencjalnych "krzywdzicieli": 

Kto nas krzywdzi? 
 

 

tak (%) 

 

obecny rząd   

 

ludzie bogacący się  46 

 

prezydent 

41 

 

nowy lad po 1989 r.  41 

 

stary lad sprzed 1989 r. 

31 

 

urzędy 28 

 

"Solidarność" ' 24 

 

przełożeni w pracy  19 

Rosjanie 18 Niemcy 17 Kościót katolicki 12 
żona/mąż policja/prokuratura Żydzi 
rodzice 
Trudno  byłoby  wymys'lić  równie  wydumany  sondaż  sądząc  tylko  z  samego 

opublikowanego tekstu. Informuje on nie tyle o stanie umysłów społeczeństwa polskiego, lecz 
raczej o sposobie mys'lenia autora sondażu. 

Pytanie "Kto nas krzywdzi?" jest zupełnie sztuczne, ludzie na ogół w ten sposób nie 

ustosunkowują  się  do  otaczającego  świata.  Pytanie  to  jest  zbyt  abstrakcyjne  i  musi 
prowokować do udzielania fikcyjnych odpowiedzi. Autor sondażu być może obawiał się tego. 
Postanowił więc sam z góry wytypować potencjalnych "krzywdzicieli" i skłonić bada 

10 47 
 
nych do wyboru tych "krzywdzicieli"  i  tu właśnie dowiadujemy  się,  jaką  mentalność 

reprezentuje autor (kogo potencjalnie obwinia). Te błędy są widoczne na pierwszy rzut oka. 
Postanowiliśmy jednak empirycznie sprawdzić nasze obawy. 

Katedra  Socjologii  AE  w  Krakowie  na  próbie  reprezentatywnej  mieszkańców 

Krakowa,  w  lipcu  1995  roku,  przeprowadziła  sondaż  stawiając  badanym  również  pytanie: 
"Czy czuje się Pan (Pani) osobiście skrzywdzony(a)?", j e d n a k j a k o p y t a n i e o t w a r t 
e (bez wyszczególniania potencjalnych "krzywdzicieli"). Wyniki okazały się szokujące: 82% 
badanych nie mogło zrozumieć o co chodzi! Pytano więc, czy ćhodzi o "krzywdy" moralne 

background image

czy  materialne,  czy  pytanie  się  odnosi  do  złej  woli  osób  czy  instytucji,  czy  "krzywdzący" 
osobiście coś złego uczynił osobie  badanej czy  jakiejś zbiorowości (grupie,  np. rodzinie), z 
którą osoba badana mogłaby się identyfikować. Nie jest też jasne, czy badany ma uważać, że 
ktoś  go  świadomie  "krzywdzi"  bądź  wynika  to  z  przyczyn  obiektywnych  łub 
nieprzewidzianych  przez  samego  "krzywdziciela".  Jeśli  pytanie  jest  tak  wieloznaczne  - 
stanowi to o bezzasadności takich badań w ogóle. 

Naturalnie  mogliśmy  skłonić  badanych, aby wybierali potencjalnych "krzywdzicieli" 

spośród zasugerowanych im możliwości, tak jak to uczynił autor tej koncepcji badań. Rzecz 
w  tym  jednak,  że  chcieliśmy  uniknąć  podsuwania  badanym  fikcyjnych  "krzywdzicieli".  Ich 
wykaz był "wydumany", ale ponadto wymieszano w nim różne poziomy logiczne: co innego 
dopatrywać  się  ewentualnych  "krzywdzicieli"  wśród  mężów  (żon),  co  innego  w  różnych 
instytucjach  państwowych  takich  jak  rząd,  policja  (prokuratura),  jeszcze  inny  poziom 
podziału  logicznego  stanowiliby  "obcy"  (Niemcy,  Rosjanie,  Zydzi),  i  jeszcze  inny  poziom-
różne  grupy  społeczne  ("ludzie  bogacący  się",  "przełożeni  w  pracy").  Gdyby  przewidziano 
pytania  osobno  dla  każdego  poziomu  -  wiarygodność  deklaracji  ze  strony  informatorów 
byłaby większa. 

Zastrzeżenie wzbudzali "krzywdziciele" wymienieni tu w poziomie logicznym "obcy". 

Posługiwanie  się  ogólnym  określeniem  "Niemcy",  "Rosjanie",  "Zydzi"  jest  wyjątkowo 
błędne:  zarówno  z  naukowo-warsztatowego  punktu  widzenia,  jak  też  ogólno-
metodologicznego. Mianowicie te ogólne terminy (Niemcy, Rosjanie, Zydzi) wprowadzały w 
błąd informatorów, gdyż zamazywały zasadniczą różnicę między zwy 

kłymi  Rosjanami,  Niemcami  czy  Zydami,  a  wysokimi  funkcjonariuszami 

politycznymi, partyjnymi i administracyjnymi (cywilnymi i wojskowymi), którzy decydowali 
o śmierci i życiu Polaków czy to pod okupacją hitlerowską, czy sowiecką, czy pod rządami 
podległych ZSRR funkcjonariuszy władz bezpieczeństwa i władz politycznych (w większości 
pochodzenia żydowskiego), którzy pełnili funkcje kierownicze w latach 1944-1989 w Polsce. 

Posługując  się  ogólnymi  terminami  (Niemcy,  Rosjanie,  Zydzi)  upowszechniano  w 

toku  badań  stereotypy  narodowe  zamiast  unikać  takich  sytuacji,  maksymalnie 
upraszczających  wzajemne  stosunki  między  ludźmi  o  odmiennym  pochodzeniu  etnicznym. 
Tego  wszystkiego  pragnęliśmy  się  wystrzegać  sprawdzając  w  praktyce  główny  temat  badań 
ustalony w badaniach omawianych w "Gazecie Wyborczej". 

Postawiliśmy  więc  naszym  badanym  (980  osobom)  inaczej  sformułowane  pytanie: 

"Jak Pan (Pani) sądzi, czy ktoś (lub coś) nas krzywdzi jako  naród?" (tak, nie). "Jeśli tak, to 
proszę wymienić kto (lub co) wyrządza nam jako narodowi największą krzywdę?". 

Nic  nie sugerując  - chcieliśmy, aby sami  badani  wyrazili  swoją opinię. Uzyskaliśmy 

całkiem  odmienny  obraz  umysłowości  Polaków,  nie  skażony  z  góry  podsuwanymi, 
wyimaginowanymi "odpowiedziami". Poza tym zamiast pytać o to, czy badany o s o b i ś c i e 
doświadczył  krzywdy,  przenieśliśmy  to  poczucie  na  grunt  bardziej  obiektywny  -  na 
ewentualną  krzywdę  wobec  narodu.  W  ten  sposób  uniknęliśmy  sytuacji,  w  której  dany 
informator miałby zdradzać swoje intymne doświadczenia (np. konflikty z mężem lub żoną), 
co  na  ogół  czyni  się  niechętnie,  jes'li  w  ogóle  nie  przemilcza  się.  Chodziło  też  o  to,  że  - 
zwłaszcza młodzi ludzie, do lat 20 - mogli w ogóle na razie nie doświadczać o s ob i ś c i e 
krzywdy, ale mają opinię na temat tego, co krzywdzi nas j a k o n a r ó d. Sformułowane przez 
nas  pytanie  dawało  im  szerokie  możliwości  wypowiedzenia  się.  90%  badanych  udzieliło 
odpowiednich  informacji  (jaki  procent  informatorów  wypowiedziało  się  w  krytykowanych 
badaniach - niestety nie podano). 

48 49 
 
Jak Pani) sądzi, czy ktoś (lub coś) nas krzywdzi jako naród? Nasze ustalenia wskazują, 

że w zależności od sposobu postawienia .Ieśli tak, to proszę wymienić kto pub co) wyrządza 

background image

nam  jako  narodowi  pytania  oraz  w  zależności  od  tego,  czy  badanym  podsuwa  się  pewne 
największą krzywdę? odpowiedzi, czy też pozwala na swobodne wypowiedzi, uzyskuje się 

całkiem odmienne wyniki. tak (%) 
sprytni politycy, którzy przede wszystkim dbają o swoje ', interesy (i zbliżone opinie) 

30 

 

partie polityczne postkomunistyczne ' 

26 

 

sami sobie szkodzimy wybierając niewłaściwych polityków 

24 

 

ludzie skorumpowani i przestępcy wśród biznesmenów 

 

 

i wysokich urzędników 

20 

 

wschodni sąsiad I 

14 

 

mafie, ludzie podziemia gospodarczego 

12 

 

bezmyślne naśladownictwo Wschodu (dawniej) i Zachodu  

 

(obecnie) I 

10 

 

ludzie niekompetentni we wszystkich dziedzinach życia i  7 

 

własne lenistwo umysłowe i głupota i 

 

inne czynniki ' 3 

Zestawienie  powyższe  -  w  porównaniu  z  tabelą  wymienioną  wcześniej  -  wykazuje 

zasadnicze różnice. Tylko pojedyncze osoby wymieniały  jako krzywdzicieli  narodu policję, 
prokuraturę,  Niemców,  Zydów  czy  ludzi  "bogacących  się"  oraz  rodziców.  Łącznie  tylko  3 
procent badanych wyrażało takie opinie. Najwięcej zastrzeżeń sformułowano w stosunku do 
skorumpowanych  polityków  oraz  nieuczciwych  biznesmenów  i  wysokich  urzędników,  i 
świata przestępczego. Interesujące są krytyczne opinie o bezmyślnym naśladowaniu wzorów 
życia  ze  Wschodu  i  Zachodu  oraz  o  niekompetencji  pracowników  w  różnych  instytucjach. 
Istotne  jest  także  dostrzeżenie  "własnych  wad"  Polaków  (egoizmu,  lenistwa,  wad 
osobowości), co wskazuje, że badani mają świadomość słabości rodaków. 

Tablica  wspomnianego  na  wstępie  psychologa  podsuwała  badanym  niechęć  do 

"Solidarności", Kościoła katolickiego, do Niemców, do prezydenta i rodziców. Nasze wyniki 
wskazują,  że  badani  w  większości  nie  dostrzegają  "krzywdzicieli"  tam,  gdzie  im  to 
sugerowano. 
 

BŁĄD BEZZASADNEGO PORÓWNYWANIA 
"Gazeta  Wyborcza"  jedną  z  relacji  dotyczących  sondaży  zatytułowała  Kośció~  w 

dołku*. Chodziło o wyniki sondażu Centrum Badania Opinii Społecznej na temat: "Aprobata 
dla  instytucji publicznych".  W Polsce  -  jak wiadomo  -  mamy wiele tysięcy różnego rodzaju 
instytucji.  Ale  CBOS,  które  prowadzi  sondaże  na  zlecenia  (a  kosztują  one  setki  tysięcy 
nowych  złotych)  wyselekcjonowało  tylko  kilka  instytucji:  Polskie  Radio,  wojsko,  TVP, 
rzecznika praw obywatelskich, policję, samorząd lokalny, Najwyższą Izbę Kontroli, Kościół 
katolicki, rząd, Sejm, Senat, prezydenta. 

Trudno  o  gorsze  zestawienie  z  naukowego  punktu  widzenia.  Jest  to  typowy  groch  z 

kapustą (który zresztą smakuje  nieźle), tymczasem wyselekcjonowany zestaw  instytucji  jest 
wręcz  absurdalny.  Jesli  w  zestawie  jest  radio,  dlaczego  nie  ma  prasy?  Jes'li  jest  Kościół 
katolicki, dlaczego nie ma Kościoła prawosławnego czy gminy żydowskiej (są już obecnie w 
kilkunastu miejscowościach)? Jes'li jest Sejm i Senat, dlaczego nie ma sądownictwa? Ale i tak 
opinie  o  tych  instytucjach  nie  mają  wartości  poznawczej.  Bo  cóż  dzisiaj  (gdy  działają 
rozgłośnie państwowe  i prywatne) znaczy, że ktoś "aprobuje" radio?  Ale  jakie radio  i  jakie 
programy?  Podobnie,  co  to  znaczy,  że  ktoś  "aprobuje"  telewizję?  Czy  jako  swoisty  środek 
przekazu (są tacy, którzy z zasady nie oglądają telewizji, nie tylko u nas ale także w USA, w 
Wielkiej Brytanii czy w Holandii, co mogłem osobiście zaobserwować)? Czy ktoś "aprobuje" 
tylko  wiadomości  (dzienniki),  czy  także  filmy  kryminalne  i  obyczajowo-obsceniczne?  Czy 
programy dla dzieci czy fantastykę? 

background image

"Gazeta Wyborcza" 1995, nr 176. 
SO 51 
 
Jeśli każda badana osoba co innego ma na myśli aprobując lub nie aprobując radia czy 

telewizji - to "podliczanie" tych odpowiedzi jest elementarnym błędem warsztatowym, nawet 
studenci  nie  mogą  takich  błędów  popełniać,  jeśli  chcą  zaliczyć  egzamin  z  metod  badań 
sondażowych. 

Wątpliwości jest więcej. Co to znaczy, że ktoś np. nie aprobuje wojska? Czy chodzi 

mu  o  stan  wyposażenia  bojowego,  czy  o  kadrę  szkoleniową  lub  dowódczą?  Czy  ocenia  się 
kierownictwo resortu obrony, czy służbę wojskową jako taką? 

Gdy mowa o "samorządzie lokalnym" czy chodzi o uprawnienia czy o aktualny stan 

kadrowy  na  danym  terenie?  Czy  chodzi  o  sposób  respektowania  woli  mieszkańców,  czy  o 
występujące pod szyldem samorządu - kliki i mafie lokalne? 

Również ocena policji nie może być pojmowana jednoznacznie (a jest to kardynalna 

zasada badań sondażowych). Czy ma się na mysli aprobatę działań policji drogowej, czy tych 
wydziałów,  które  zwalczają  nadużycia  lub  przeciwdziałają  zaburzeniom  porządku 
publicznego?  Czy  chodzi  o  aprobatę  dla  kierownictwa  policji  czy  lokalne  komendy?  We 
wszystkich tych sprawach mogą być istotne różnice zdań między informatorami. 

Jeśli ktoś ma oceniać Kościół katolicki, to czy chodzi o aprobatę dla wierzeń? Czy dla 

praktyk  religijnych?  Czy  chodzi  o  tradycje  religijne,  czy  zasady  moralne  głoszone  przez 
Kościół?  Czy  informator  ma  oceniać  swoją  wiarę,  swojego  proboszcza,  czy  episkopat, 
prymasa  lub  poszczególnych  biskupów?  Czy  chodzi  o  ocenę  roli  Kościoła  jako  instytucji 
stojącej  na  straży  zasad  życia  społecznego?  Czy  aprobuje  się  episkopat  jako  instytucję 
przeciwstawiającą  się  nihilizmowi  moralnemu,  czy  jako  reprezentanta  interesów 
ogólnospołecznych?  Wszystkie  te  kwestie  musiałyby  być  rozpatrywane  osobno  i  to  w 
kontekście  wiedzy  danego  informatora.  Jeśli  dana  osoba  nic  nie  wie  na  temat  postulatów 
Kościoła,  np.  w  sprawach  polityki  wobec  rodziny,  nie  może  przecież  oceniać  pod  tym 
względem tej instytucji. 

Oczekuje się od  informatorów oceny prezydenta. Ale znów: czy  chodzi o to, czemu 

się  przeciwstawiał  nie  chcąc  zatwierdzić  rządowego  programu  komercjalizacji 
przedsiębiorstw? Czy o to, że zablokował nominację byłego superszpiega, w USA skazanego 
na dożywocie, na 

szefa  polskich  służb  wywiadowczych?  Czy  też  chodzi  o  sposób  wyrażania  się 

prezydenta przy różnych okazjach? Czy informator ma oceniać zaproszenie przez prezydenta 
szefów  państw  z  okazji  50-lecia  zakończenia  wojny  przeciw  Trzeciej  Rzeszy?  A  jak  ma 
oceniać działania prezydenta ktoś, kto w ogóle nie interesuje się polityką? 

To samo dotyczy oceny rządu czy Sejmu i Senatu: tylko ktoś, kto orientuje się w tych 

sprawach,  śledzi  posiedzenia  tych  instytucji,  wie  czym  się  zajmowały  -  np.  w  ostatnim 
półroczu - mógłby coś sensownego powiedzieć. 

Dlaczego  więc  przeprowadza  się  w  sposób  tak  niekompetentny,  nieprofesjonalny  i 

kompromitujący w świetle naukowych zasad - sondaże? Mógłby ktoś powiedzieć: zapłacono 
im  mnóstwo  pieniędzy  -  więc  nie  chcieli  rezygnować  z  zysku.  Ale  przecież  szanująca  się 
instytucja  nie  może,  kierując  się  względami  wyłącznie  komercjalnymi,  do  tego  stopnia  się 
poniżać. 

Osobna sprawa, jak przedstawiono w cytowanej "Gazecie Wyborczej" wyniki sondażu 

z 7-12 lipca 1995 roku. Tytuł notatki brzmiał:  Kościół w dołku. Ale w tekście napisano: "W 
lipcu  -  w  porównaniu  z  majem  -  spadła  społeczna  aprobata  dla  Sejmu  (0  11  %),  rzecznika 
praw obywatelskich (0 10%), Senatu i NIK (po 8%)". Chociaż aprobata dla Sejmu spadła w 
wyższym stopniu niż aprobata dla Kościoła - w tytule napisano Kościół w dołku, a nie Sejm 
w  dołku.  Ta  selektywna  informacja  ma  nastawić  widocznie  czytelnika  niekorzystnie  wobec 

background image

Kościoła  katolickiego,  podano  ją  więc  w  tytule  komunikatu,  dużymi  literami.  Natomiast 
informacja  o  dużym  spadku  aprobaty  dla  Sejmu,  Senatu,  NIKu  i  rzecznika  praw 
obywatelskich - podana została małymi literkami i cyframi. 

Cały  sondaż  CBOS  został  więc  wykorzystany  w  celach  propagandowych  przeciw 

Kościołowi katolickiemu dla wywoływania - pod pozorem obiektywnej informacji - niechęci 
(por.: K. Czuba, Media i władza, Warszawa 1995). 

52 
 
Jeśli każda badana osoba co innego ma na myśli aprobując lub nie aprobując radia czy 

telewizji - to "podliczanie" tych odpowiedzi jest elementarnym błędem warsztatowym, nawet 
studenci  nie  mogą  takich  błędów  popełniać,  jeśli  chcą  zaliczyć  egzamin  z  metod  badań 
sondażowych. 

Wątpliwości jest więcej. Co to znaczy, że ktoś np. nie aprobuje wojska? Czy chodzi 

mu  o  stan  wyposażenia  bojowego,  czy  o  kadrę  szkoleniową  lub  dowódczą?  Czy  ocenia  się 
kierownictwo resortu obrony, czy służbę wojskową jako taką? 

Gdy mowa o "samorządzie lokalnym" czy chodzi o uprawnienia czy o aktualny stan 

kadrowy  na  danym  terenie?  Czy  chodzi  o  sposób  respektowania  woli  mieszkańców,  czy  o 
występujące pod szyldem samorządu - kliki i mafie lokalne? 

Również ocena policji nie może być pojmowana jednoznacznie (a jest to kardynalna 

zasada badań sondażowych). Czy ma się na mysli aprobatę działań policji drogowej, czy tych 
wydziałów,  które  zwalczają  nadużycia  lub  przeciwdziałają  zaburzeniom  porządku 
publicznego?  Czy  chodzi  o  aprobatę  dla  kierownictwa  policji  czy  lokalne  komendy?  We 
wszystkich tych sprawach mogą być istotne różnice zdań między informatorami. 

Jeśli ktoś ma oceniać Kościół katolicki, to czy chodzi o aprobatę dla wierzeń? Czy dla 

praktyk  religijnych?  Czy  chodzi  o  tradycje  religijne,  czy  zasady  moralne  głoszone  przez 
Kościół?  Czy  informator  ma  oceniać  swoją  wiarę,  swojego  proboszcza,  czy  episkopat, 
prymasa  lub  poszczególnych  biskupów?  Czy  chodzi  o  ocenę  roli  Kościoła  jako  instytucji 
stojącej  na  straży  zasad  życia  społecznego?  Czy  aprobuje  się  episkopat  jako  instytucję 
przeciwstawiającą  się  nihilizmowi  moralnemu,  czy  jako  reprezentanta  interesów 
ogólnospołecznych?  Wszystkie  te  kwestie  musiałyby  być  rozpatrywane  osobno  i  to  w 
kontekście  wiedzy  danego  informatora.  Jeśli  dana  osoba  nic  nie  wie  na  temat  postulatów 
Kościoła,  np.  w  sprawach  polityki  wobec  rodziny,  nie  może  przecież  oceniać  pod  tym 
względem tej instytucji. 

Oczekuje się od  informatorów oceny prezydenta. Ale znów: czy  chodzi o to, czemu 

się  przeciwstawiał  nie  chcąc  zatwierdzić  rządowego  programu  komercjalizacji 
przedsiębiorstw? Czy o to, że zablokował nominację byłego superszpiega, w USA skazanego 
na dożywocie, na 

szefa  polskich  służb  wywiadowczych?  Czy  też  chodzi  o  sposób  wyrażania  się 

prezydenta przy różnych okazjach? Czy informator ma oceniać zaproszenie przez prezydenta 
szefów  państw  z  okazji  50-lecia  zakończenia  wojny  przeciw  Trzeciej  Rzeszy?  A  jak  ma 
oceniać działania prezydenta ktoś, kto w ogóle nie interesuje się polityką? 

To samo dotyczy oceny rządu czy Sejmu i Senatu: tylko ktoś, kto orientuje się w tych 

sprawach,  śledzi  posiedzenia  tych  instytucji,  wie  czym  się  zajmowały  -  np.  w  ostatnim 
półroczu - mógłby coś sensownego powiedzieć. 

Dlaczego  więc  przeprowadza  się  w  sposób  tak  niekompetentny,  nieprofesjonalny  i 

kompromitujący w świetle naukowych zasad - sondaże? Mógłby ktoś powiedzieć: zapłacono 
im  mnóstwo  pieniędzy  -  więc  nie  chcieli  rezygnować  z  zysku.  Ale  przecież  szanująca  się 
instytucja  nie  może,  kierując  się  względami  wyłącznie  komercjalnymi,  do  tego  stopnia  się 
poniżać. 

background image

Osobna sprawa, jak przedstawiono w cytowanej "Gazecie Wyborczej" wyniki sondażu 

z 7-12 lipca 1995 roku. Tytuł notatki brzmiał:  Kościół w dołku. Ale w tekście napisano: "W 
lipcu  -  w  porównaniu  z  majem  -  spadła  społeczna  aprobata  dla  Sejmu  (o  I  1  %),  rzecznika 
praw obywatelskich (0 10%), Senatu i NIK (po 8%)". Chociaż aprobata dla Sejmu spadła w 
wyższym stopniu niż aprobata dla Kościoła - w tytule napisano Kościół w dołku, a nie Sejm 
w dot`ku. Ta selektywna informacja ma nastawić widocznie czytelnika niekorzystnie wobec 
Kościoła  katolickiego,  podano  ją  więc  w  tytule  komunikatu,  dużymi  literami.  Natomiast 
informacja  o  dużym  spadku  aprobaty  dla  Sejmu,  Senatu,  NIKu  i  rzecznika  praw 
obywatelskich - podana została małymi literkami i cyframi. 

Cały  sondaż  CBOS  został  więc  wykorzystany  w  celach  propagandowych  przeciw 

Kościołowi katolickiemu dla wywoływania - pod pozorem obiektywnej informacji - niechęci 
(por.: K. Czuba, Media i władza, Warszawa 1995). 

52 
 
BŁĄD WYMUSZANIA POZĄDANYCH SKOJARZEŃ 
Dziennik  "Rzeczpospolita"  (1995,  nr  252)  opublikował  sprawozdanie  pt.:  Wartości 

kapitalizmu  i  socjalizj~u  w  ocenach  wyborców  (kandydatów  na  prezydenta).  Autorzy, 
Krzysztof  Chmielewski  i  Krystyna  Skarżyńska  opisują  "tzw.  symboliczne  ideologie,  czyli 
oceny  i  emocjonalne  reakcje  dotyczące  różnych  pojęć  politycznych  i  związanych  z  nimi 
symboli".  Sondaż  przeprowadził  Demoskop  na  próbie  losowo-kwotowej  (988  osób  od  15 
roku życia). Podstawą opisu było jedno pytanie: 

Przeczytam  teraz  Panu(i)  szereg  cech,  które  mogą  charakteryzować  różne  systemy 

społeczne  i  polityczne.  Proszę  powiedzieć  o  każdej  z  nich,  czy  kojarzy  się  ona  Panu(i)  z 
systemem kapitalistycznym czy z socjalistycznym? 

Według  autorów  owe  "cechy-wartości"  to:  wolność,  postęp  techniczny,  dobrobyt 

materialny, sprawiedliwość, wydajność, równość, bezpieczeństwo. Badani mogli ewentualnie 
te same  cechy przypisywać kapitalizmowi  i  socjalizmowi  lub  stwierdzić, że dana cecha  nie 
kojarzy się im ani z kapitalizmem, ani z socjalizmem. Autorzy przyjęli, że 

im więcej wartości wiąże respondent bardziej z kapitalizmem niż z socjalizmem - tym 

bardziej jest on "prokapitalistyczny". Im więcej wartości wiąże bardziej z socjalizmem niż z 
kapitalizmem - tym bardziej jest on "prosocjalistyczny". Autorzy najwyraźniej nie zdają sobie 
sprawy, że najpierw podsunęli 

badanym  zupełnie  dowolnie  zestaw  "cech-wartości",  a  następnie  skłaniali  ich  do 

skojarzeń,  które  rozmijają  się  z  obiektywnym  stanem  rzeczy.  Czy  w  istocie  istnieje  coś 
takiego  jak  "socjalizm"  w  ogóle  i  "kapitalizm"  w  ogóle?  Nic  na  to  nie  wskazuje.  W 
rzeczywistości ani w Polsce do 1989 roku, ani w byłym ZSRR nie było "socjalizmu" w takiej 
postaci, jaką znamy z dzieł Marksa i Engelsa (a było przecież wielu teoretyków socjalizmu, 
jak Proudhon, Kautsky, Bebel). Niektórzy teoretycy twierdzili, że Szwecja miała po I wojnie 
światowej system socjalistyczny, a Korwin-Mikke, co prawda enfant terrible wśród naszych 
polityków,  wielokrotnie  twierdził,  że  USA  są  rządzone  przez  socjalistów!  Jesli  nawet 
pozostać przy oficjalnych swego czasu określeniach, to socjalizm był zarówno w Chinach jak 
w Angoli, w NRD i na Kubie. Z którym z tych "socjalizmów" mają badani w Polsce kojarzyć 
siedem cech (dlaczego akurat siedem, a nie dziesięć? ta arbitralność jest wręcz absurdalna)? 

Można  wprawdzie  powiedzieć,  że  Krzysztof  Chmielewski  i  Krystyna  Skarżyńska 

odnoszą opinie respondentów do polskich doświadczeń ustrojowych (chociaż w Polsce daleko 
było  nawet do tej postaci "socjalizmu", który zbudowano w byłej NRD). Ale kto zna realia 
tego ustroju, czy osoby od 15 do 23 lat, które też objęto badaniami? Skąd one mogą wiedzieć, 
czym charakteryzuje się socjalizm i kapitalizm? A nie można zapominać, że tzw. kapitalizm 
we  Francji  jest  inny  niż  w  Niemczech  czy  Wielkiej  Brytanii,  nie  mówiąc  już  o  USA  czy 
Australii. 

background image

Ale jeśli byśmy chcieli poznać po prostu abstrakcyjne skojarzenia (nie odnoszone do 

konkretnego  ustroju  w  danym  kraju)  to  czy  można,  jak  to  uczynili  wspomniani  autorzy,  te 
skojarzenia  przypisywać  różnym  elektoratom  u  nas,  np.  elektoratowi  L.  Wałęsy  czy  T. 
Zielińskiego?  Przecież  głosujący  na  kandydatów  na  prezydenta  przerzucali  swoje  głosy  na 
różnych  polityków,  nie  mają  więc  oni  stałych  zwolenników.  Wątpliwe  jest  również  czy  o 
głosowaniu na daną osobę w ogóle decydują przypisywane politykom poglądy. 

Stwierdzenia takie, że 
Nasilenie  "prokapitalistycznej"  postawy  [zamieniono  już  "cechy-wartosci"  na 

"postawy", chociaż termin ten oznacza coś więcej - moja uwaga - RD] jest silnie związane z 
tym, kogo respondent zamierza poprzeć w najbliższych wyborach 

- należy do żartów. W istocie różnice w przypisywanych danym politykom opiniach są 

małe, a doświadczenie uczy, że obietnice wypowiadane w kampanii wyborczej z reguły są w 
minimalnym  stopniu  dotrzymywane  zarówno  z  obiektywnych  przyczyn,  jak  również 
subiektywnych  przekonań,  jes'li  dany  polityk  w  ogóle  takie  przekonania  posiada.  W  ten 
sposób  autorzy  doszli  do  wniosku,  że  "najbardziej  »prokapitalistyczny«  jest  elektorat 
Tadeusza Zielińskiego i Lecha Wałęsy; najmniej »prokapitalistyczny« - elektorat Aleksandra 
Kwaśniewskiego  i  Jacka  Kuronia".  Wprawdzie  autorzy  sondażu  relacjonują  zaaranżowaną 
przez siebie sytuację badawczą, pozbawioną realności (wskutek nieokreśloności "socjalizmu" 
i "kapitalizmu"), ale nie dystansują się do opinii badanych, co może sugerować, że podzielają 
deklaracje respondentów. 

Omawiany  artykuł  nie  jest  tylko  sprawozdaniem.  Ma  on  również  aspekt 

socjotechniczny:  autorzy  przypuszczali  (na  kilka  dni  przed  wyborami  prezydenckimi  w  I 
turze), że skoro dominują u badanych opinie 

54 55 
 
 

 

 

 

"prokapitalistyczne", kandydaci, którzy przekonają wyborców, że bu- 

 

i ~ 

dowany w Polsce kapitalizm można wzmocnić cechą (z pochodzenia) 

 

 

"prosocjalistyczną", mianowicie poczuciem bezpieczeństwa-uzyskają 

 

'I 

duże poparcie. To, że taki chwyt wyborczy jest nie tylko naiwny, ale 

 

również nieetyczny - gdyż żaden polityk nie jest w ogóle w stanie za- 

 

 

pewnić ludziom poczucia bezpieczeństwa zwłaszcza w naszym, na ra- 

 

i I 

zie  zupełnie  niecywilizowanym  "kapitalizmie",  który  ludziom 

przeważnie 

 

I ~ !~   

 

 

 

li 

kojarzy się (o czym wiemy skądinąd) z działalnością oszustów banko- 

 

 

 

' ' i~'~ ~ 

wydr, korupcją władzy i bezradnością policji i sądownictwa - o 

tym nie 

 

 

znajdujemy nawet wzmianki. 

 

 

 

BŁĄD NIEUPRAWNIONYCH PORÓWNAŃ I KOMENTARZY 

 

 

 

 

III I 

 

 

W "Rzeczpospolitej" (1996, nr 134) Jolanta Babiuch i Jonathan Lux- 

 

'I ' ', I'I i 

moore  przedstawili  wyniki  badań  na  temat  "wizerunku"  Jana 

Pawła II 

 

' ", I!,, ~ 

w  świadomości  Polaków.  Sondaż  zrealizowało  Centrum 

Badania Opi- 

background image

 

nii  Społecznej  na  próbie  reprezentatywnej  1161  dorosłych  osób  w 

dniach 

 

 

21-25 marca 1996 roku. Temat badań był interesujący, ale niełatwy w 

 

 

interpretacji. Uzyskane dane wskazują, że 

 

', 'I 

dla 94% wszystkich Polaków Jan Paweł II pozostaje przede wszystkim 

autoryte- 

 

 

tem "intelektualnym", następnie dla 92% "religijnym". Papież jest także 

nadal 

 

 

 

' I 

autorytetem "moralnym" dla 91%, a "narodowym" dla 89%. 

 

'i 

 

 

'I 

Różnice między wspomnianymi typami autorytetu są tak minimal- 

 

', 

ne,  że  można  uznać  je  za  zupełnie  nieistotne.  Autorzy  ustalili,  że 

"Więk- 

 

 

szość niewierzących Polaków także uznaje papieża za autorytet. Bada- 

 

 

nia wykazują, że Jan Paweł II jest nim również dla sympatyków partii 

 

 

lewicowych (SLD, UP)". 

 

 

Wprawdzie autorzy nie przytoczyli konkretnych pytań w tych kwe- 

 

snach stawianych informatorom, ale można przypuszczać, że były one 

 

 

zrozumiałe. 

 

 

W sondażu znalazło się jednak pytanie: "Czy można krytykować 

 

 

Papieża?"  ("nie"  -  odpowiedziało  60%  badanych,  39%  -  "tak",  I  % 

"trud- 

 

il i~~.  no powiedzieć"). Pytanie to nie jest poprawne, gdyż brzmi niejedno- 

 

I, ~ ' I I, 

5h 

znacznie,  a  nawet  dziecięco  naiwnie.  Czy  chodzi  o  to,  że  papież  we  wszystkim  ma 

mieć rację, czy tylko w sprawach moralnych, czy również w kwestiach organizacyjnych lub 
politycznych? Nie jest to jasne. 

Kolejna  sprawa  to  znajomość  przez  Jana  Pawła  II  spraw  polskich.  Podchwytliwe 

pytanie  brzmiało:  "Czy  Pana  (Pani)  zdaniem  Pąpież  rozumie  obecną  sytuację  w  Polsce?". 
(Można  by  odpowiedzieć  pytaniem,  dlaczego  miałby  nie  rozumieć,  skoro  często  cytuje  się 
opinie na tematy polskie Jerzego Giedroycia, który od wielu lat przebywa w Paryżu czy też 
innych  publicystów  lub  pracowników  nauki,  jak  np.  Leszek  Kołakowski,  który  nierzadko 
gości w II programie telewizji, ale mieszka w Wielkiej Brytanii). Nic więc dziwnego, że 45% 
odpowiedziało, że "bardzo dobrze", a 34%, iż "dobrze", a więc łącznie 79%. Gdyby autorzy 
poprzestali  na  przytoczeniu  tych  danych,  można  by  je  uznać  za  interesującą  próbę 
charakterystyki opinii Polaków. 

Jednak  w  omawianym  tekście  są  też  pewne  porównania  i  komentarze,  które  (nie 

wchodząc w intencje autorów) nie spełniają naukowej poprawności. Mamy więc absurdalne 
stwierdzenie,  które  jakoby  potwierdzają  "badania  międzynarodowe",  że  "przeciętny 
Europejczyk  jest  antyautorytarny  -  przeciętny  Polak  ma  potrzebę  autorytetu".  Przede 
wszystkim  nie  istnieje  ktoś taki,  jak  "przeciętny  Europejczyk",  gdyż  opinii  ludzi  w  różnych 
krajach  nie  można  dodawać  jak  kartofli  i  obliczać  przeciętnych.  Czy  zwolenników  silnej 
władzy  w  Rosji,  w  Serbii  można  porównywać  z  opiniami  Polaków?  Czy  to  w  Polsce 
prezydenci mają taką władzę jak choćby prezydent we Francji czy na Ukrainie albo kanclerz 
w  Niemczech  lub  w  Austrii?  Czy  to  nie  głównie  w  odniesieniu  do  Niemców  Adorno 
sformułował koncepcję "osobowości autorytarnej" i to wiele lat temu, gdy uciekł z Niemiec 
hitlerowskich do USA? Dodajmy, że "przeciętnego" Europejczyka praktycznie, przynajmniej 
w ciągu najbliższych 50 lat, z pewnością nie będzie: nawet ci, którzy już dziś należą do Unii 
Europejskiej, Bawarczycy i Niemcy z części północnej, ba, nawet Ossis i Wessis (Niemcy z 

background image

byłej  NRD  oraz  z  Niemiec  Zachodnich)  w  istotny  sposób  się  różnią  w  szczególności  w 
sprawach  religii  i  oceny  Papieża,  podobne  różnice  występują  między  Francuzami  i 
Anglikami,  Anglikami  a  Szkotami  czy  Irlandczykami.  A  czyż  to  nie  w  Austrii  duża  część 
społeczeństwa  poparła  nacjonalistyczny  i  ksenofobiczny  program  polityczny,  podobnie  jak 
ok. 14% Francuzów utożsamiło się z partią 

57 
 
Le Pena, której przypisuje się niechęć do kolorowych i Żydów? Jeśli więc w samych 

tych krajach istnieją duże rozbieżności między politycznymi opiniami, cóż dopiero mówić o 
"przeciętnym"  Europejczyku!  W  ogóle  operowanie  przeciętnymi  ma  bardzo  ograniczony 
sens;  czy  można  choćby  racjonalnie  mówić  o  "przeciętnej"  emeryturze,  czy  "przeciętnej" 
płacy, gdy jedni zarabiają miesięcznie 5 tysięcy marek, a inni 30 czy 50 tysięcy? 

Nawet  gdyby  wymyślone  mierniki  autorytarnych  postaw  były  wiarygodne,  należy 

uwzględnić kontekst historyczno-społeczny. Otóż dziś, w porównaniu z Niemcami, Francją, 
Austrią  oraz  Ukrainą  (której  prezydent  ma  takie  uprawnienia  jakich  nigdy  nie  miał  żaden 
prezydent w Polsce) Polska ma system wyjątkowo słabej władzy wykonawczej, co powoduje 
bezkarność  zarówno  wysokich  funkcjonariuszy  państwowych,  jak  również  naruszających 
prawo  biznesmenów,  bankowców,  prawników  i  pracowników  nauki.  W  sytuacji,  gdy 
dominuje  nieegzekwowanie  ustaw  (np.  posłowie  głosują  przeciw  pozbawieniu  immunitetu 
swojego  kolegi  partyjnego,  któremu  prokurator  zarzuca  nadużycia)  wówczas  dążenie  do 
wzmocnienia  autorytetu  władzy  oraz  do  stanowczego  przestrzegania  prawa  -  byłoby 
najracjonalniejszym działaniem, a nie neurastenicznym pożądaniem autorytaryzmu, o którym 
pisali Adorno i znana psychoanalityczka Karen Horney. 

Kolejna  kwestia  podnoszona  przez  autorów  sondażu  wyraża  się  w  stwierdzeniu,  że 

"istnieje  obecnie  silny  kontrast  między  postawami  wobec  papieża  i  wobec  Kościoła". 
Zdaniem tych badaczy "w latach osiemdziesiątych Kościół w Polsce i papież byli traktowani 
powszechnie  jako  jedno".  Ten  pogląd  jest  całkiem  błędny:  Polacy  tak  nie  uważali,  może 
niektórzy  badacze.  Papież  jako  osoba  zawsze  był  inaczej  postrzegany  niż  np.  Kościół  jako 
instytucja  społeczna.  Również  w  Polsce.  Co  innego  oceniać  osobowość  Papieża,  jego 
uzdolnienia i cechy charakteru, a co innego oceniać Kościół jako instytucję, organizację czy 
też jako wspólnotę wiernych. W badaniach CBOS czy OBOPu nigdy nie wprowadzono tego 
typu  uściśleń.  Po  prostu  wymieniano  Kościół  w  kontekście  instytucji  takich  jak  sejm,  rząd, 
wojsko,  policja.  I  właśnie  na  te  skompromitowane  naiwnością  sondaże  bezkrytycznie 
powołują  się  cytowani  autorzy:  "społeczne  poparcie  dla  publicznej  roli  Kościoła  spadło  z 
około 90% w 1989 roku do ok. 50% obecnie". Jeśli się porównuje "społeczne 

poparcie"  dla  Kościoła  (nie  badając  tej  kwestii  osobno)  w  kontekście  poparcia  dla 

wojska czy policji to trudno sobie wyobrazić, aby zdecydowana większość Polaków tak samo 
oceniała wojsko  i policję w stanie wojennym czy kilka  lat po nim  i  podobnie obecnie.  Jest 
jasne,  że  poparcie  dla  tych  instytucji  samo  przez  się  musiało  wzrosnąć.  Natomiast  dziś 
społecznej  roli  Kościoła  nie  można  badać  w  tak ogólnikowy  sposób,  gdyż  Kościół  szeroko 
uczestniczy  w  dyskusjach  publicznych  w  rozmaitych  kwestiach,  jak  projekt  nowej 
konstytucji, jak założenia różnych ustaw itp. i jest oczywiste, że w tak różnorodnych i często 
nieznanych  szerszej  publiczności  sprawach,  opinie  wśród  samych  katolików  nie  mogą  być 
identyczne, choćby ze względu na złożoność zagadnień i wieloaspektowość (kwestie prawne 
splatają  się  z  kwestiami  etycznymi,  administracyjnymi  czy  politycznymi).  Trudno  więc 
mówić  o  "społecznym  poparciu"  jako  takim,  to  byłby  naukowy  absurd.  W  jednej  kwestii 
katolicy  są  lepiej  zorientowani,  w  innej  mniej,  stąd  też  nagabywanie  informatorów  w 
sprawach  mało  im  znanych  nie  ma  nic  wspólnego  z  badaniem  naukowym  postaw  wobec 
Kościoła katolickiego w Polsce, tym bardziej, że CBOS oraz OBOP  jakoś nie interesują się 
poparciem dla Kościoła prawosławnego czy ewangelickiego. Nie ma również badań na temat 

background image

tego,  kogo  by  popierali  -  gdyby  mieli  taką  możliwość  -  w  ostatnich  wyborach  w  Izraelu 
wyznawcy  religii  Mojżeszowej  w  Polsce.  Autorzy  przypisują  dziś  Kościołowi  katolickiemu 
globalne poparcie aż 50% badanych, gdy poparcie dla sejmu czy rządu oscyluje wokół 30%. 
W  tym  kontekście,  gdyby  w  ogóle  słuszne  było  posługiwanie  się  takim  całościowym 
pojęciem  poparcia,  Kościół  pozostawałby  instytucją  o  najpotężniejszym  "poparciu 
społecznym". W tak uproszczony sposób nie można jednak badać uznania społecznego. 

Nie można nie wspomnieć jednak o swoistym fenomenie społecznym: w Europie nie 

ma  drugiego  kraju  o  tak  szerokim  poparciu  dla  Kościoła  katolickiego  mimo  zmasowanej 
ofensywy  krytyki  i  dezinformacji,  bezpośredniej  (gdy  wymienia  się  Kościół  lub  osobę 
prymasa  czy  papieża)  i  pośredniej  (przy  pomocy  filmów  o  przeszłości  chrześcijaństwa, 
książek  o  polityce  Watykanu,  o  Jezusie  Chrystusie  i  jego  poprzednikach  wywodzących  się 
jakoby  z  Indii).  Pełno  jest  w  księgarniach  wydawnictw  antykościelnych,  które  muszą 
kosztować  miliony  dolarów  i  wiele  milionów  złotych,  a  zalegają  półki  nie  ciesząc  się 
większym 

Sg 59 
 
zainteresowaniem.  Co  najmniej  kilkadziesiąt  gazet  i  czasopism  wydawanych  przez 

dziwne  spółki  polskie  i  zagraniczne  (z  Niemiec,  Szwajcarii,  a  nawet  Norwegii)  albo 
zamieszcza  różne  krytyczne  materiały,  albo  maksymalnie  odwraca  uwagę  (głównie 
czytelniczek) od spraw religijnych, społecznych i narodowych. Skupia się natomiast uwagę na 
dobrym wyglądzie, zdrowiu, radości życia, na seksie, na prowadzeniu domu i radzeniu sobie z 
dziećmi i mężami. Nie brak tam też spotkań z aktualnie rządzącymi politykami, informacji o 
życiu prywatnym znanych działaczy i działaczek SLD (niektóre z nich mają swoje rubryczki 
w  tygodnikach  ilustrowanych).  W  ten  sposób  oswaja  się  czytelniczki  z  myślą,  iż  skądinąd 
znane  z  radykalizmu  osoby  to  całkiem  dobre  żony,  matki,  kobiety  samodzielne,  zaradne  i 
oświecone,  którym  religia  nie  jest  potrzebna  do  szczęścia.  Taką  politykę  wychowawczą 
kiedyś  realizowało  państwo  w  NRD.  Dziś  są  to  inicjatywy  różnych  fundacji,  spółek,  grup 
wydawniczych,  a  nawet  hurtowni  wydawnictw,  które  -  jak  mogliśmy  się  przekonać  - 
prowadzą  wyraźną  politykę  kulturalną  skutecznie  blokując  dostęp  do  księgarni  i  kiosków  z 
książkami setkom cennych prac zagranicznych i polskich autorów. Również hurtownie nie są 
zainteresowane  rozprowadzaniem  uczelnianych  wydawnictw,  niekiedy  zaadresowanych  do 
szerszych kręgów czytelniczych. 

Wspomniałem o polityce kulturalnej NRD. Z krajów  należących do strefy wpływów 

byłego  ZSRR  tylko  społeczeństwu  wschodnioniemieckiemu  udało  się  narzucić  w  szerokim 
zakresie ateizację. Skutek: gdy w Niemczech Zachodnich ok. 67% deklaruje przynależność do 
Kościoła  katolickiego  lub  ewangelickiego,  wśród  mieszkańców  byłej  NRD  takich  osób  jest 
tylko ok. 31 %. Dziś po rozproszeniu  się po terenie całych Niemiec mają te osoby zapewne 
wpływ na odchodzenie od wierzeń religijnych członków rodzin. Jak wskazują dane za 1995 
rok  z  Kościoła  ewangelickiego  wystąpiło  ok.  150  tys.  osób,  z  katolickiego  ok.  50  tysięcy. 
Wiąże się to niewątpliwie z pogorszeniem sytuacji ekonomicznej, która skłania wiele rodzin 
do rezygnacji z płacenia tzw. podatku kościelnego. Muszą być jednak i inne przyczyny tego 
stanu rzeczy. 

O  tych  aspektach  społecznych  warunkujących  przecież  "społeczne  poparcie"  dla 

Kościoła  cytowani  autorzy  nie  wspominają  ani  jednym  słowem,  tak  jakby  ta  instytucja 
działała w próżni społecznej i politycznej ! Powołują się natomiast na opinię prof. Tomasza 
Stycznia, gdy zwra 

cają  uwagę,  że  część  tych  osób,  które  przypisują  wysoki  autorytet  Papieżowi,  nie 

zawsze uczestniczy w praktykach religijnych. Prof. Styczeń z Instytutu Jana Pawła II (KUL) 
zauważył,  że  "brak  konsekwencji  między  wiarą,  pryncypiami  światopoglądowymi  i 
postępowaniem  jest  bardzo  charakterystyczny  dla  polskiego  katolicyzmu".  Istotnie,  duża 

background image

część wierzących na co dzień nie wiąże ściśle zasad religii z zachowaniami w domu, pracy i 
życiu publicznym. Ale takich wierzących jest większość także we Francji, w Niemczech, w 
Wielkiej Brytanii, w USA. Podobne problemy  mają wyznawcy  islamu (jedni twierdzą, że z 
Koranu wypływa konieczność zwalczania Zydów i pozbawiania ich życia, inni uważają to za 
świętokradztwo).  Również  wyznawcy  religii  Mojżeszowej:  zabójca  premiera  Rabina 
powoływał się, nie bez racji, na kilku rabinów, którzy uważali, że premier rządu izraelskiego 
zdradził państwo, bo odstępuje Palestyńczykom  "świętą ziemię żydowską". Cóż by to było, 
gdyby Włosi chcieli powrócić na tereny, które do nich należały przed wiekami? A Germanie, 
a  Słowianie?  Nic  dziwnego,  że  światli  izraelscy  publicyści,  pisarze  i  działacze  polityczni 
przerażeni są takim fundamentalizmem żydowskim, a żona zamordowanego premiera Rabina 
rozważała wyemigrowanie z Izraela w proteście przeciw dominacji ekstremistów żydowskich, 
którzy  w  czasie  kampanii  wyborczej  przedstawiali  sylwetki  premiera  i  ministra  spraw 
zagranicznych w hitlerowskich mundurach. Wyobraźmy sobie, że w Paryżu czy w Warszawie 
jacyś  gracze  polityczni  przedstawialiby  w  ten  sposób  przeciwników  politycznych.  W 
katolicyzmie  polskim  takich  rozłamów,  podziałów,  rozdźwięku  między  zasadami  a 
codziennym zachowaniem nie ma. Chociaż przeciwnicy lewicowi mówią o konserwatystach, 
o  osobistościach  "nowoczesnych"  (co  często  oznacza  dużą  tolerancję  dla  byłych  działaczy 
komunistycznych,  dla  mniejszości  etnicznych  i  seksualnych),  a  ich  katoliccy  krytycy 
ośmieszają  znów  "katolewicę"  (katolików  sprzyjających  postawom  i  postulatom  lewicy 
laickiej chcącej uchodzić za "europej ską"). 

We  współczesnym  świecie  niewiele  jest  wspólnot  religijnych,  których  wyznawcy 

konsekwentnie  przestrzegaliby  w  życiu  codziennym  zasad  swojej  wiary.  Może  takimi 
wyznawcami są  mormoni (na pewno nie ewangelicy, czy  muzułmanie  jako całość), a także 
członkowie mniejszych sekt żyjących w izolacji od szerszej zbiorowości grupy ortodo 

60 61 
 
ksów  żydowskich  mieszkających  w  zamkniętych  dla  obcych  gettach.  Natomiast 

katolicy  czy  ewangelicy  na  co  dzień  żyjący  z  niewierzącymi,  w  warunkach  zmasowanego 
oddziaływania  kosmopolitycznej,  zamerykanizowanej  kultury  masowej,  w  otwartych 
społecznościach,  po  prostu  nie  mają  szansy  na  konsekwentne  przestrzeganie  w  życiu 
osobistym i społecznym wszystkich zalecanych praktyk oraz zasad społecznej nauki Kościoła. 
Trzeba  też  pamiętać,  że  wielka  część  wierzących  uwikłanych  w  kłopoty  życia  codziennego 
nie  ma  ani  przygotowania,  ani  wiedzy,  aby  aktywnie  uczestniczyć  w  życiu  społecznym 
zgodnie z zaleceniami Kościoła. Nowoczesną ewangelizację można rozumieć jako szerokie i 
pogłębione  uczestnictwo  w  kształtowaniu  nowoczesnego,  wykształconego  i  wrażliwego  na 
krzywdę i niesprawiedliwość wyznawcy w demokratycznym państwie. 

Wracam  do  sondażu;  jedno  pytanie  brzmiało:  "Czy  Pana(i)  zdaniem  Jan  Paweł  II 

przyczynił  się  do  obalenia  systemu  komunistycznego?".  Zdecydowanie  tak  odpowiedziało 
23%, a 27% raczej tak, z tym, że 24% nie miało zdania. Autorzy opracowania wydają się być 
rozczarowani słabym uzasadnieniem tych opinii. Zapytałem dziesięciu profesorów: żaden nie 
był  w  stanie  szybko  i  zwięźle  dać  zadowalającej  odpowiedzi  (a  cóż  dopiero  zwykli  ludzie, 
którzy przecież nie zastanawiają się specjalnie nad takim problemem). Rzecz jednak w tym, 
że  na  tak  postawione  pytanie  nie  może  być  prostej,  jednoznacznej  i  wyczerpującej 
odpowiedzi,  bo sama  sprawa  jest po prostu skomplikowana. Czy sensowne  było zadawanie 
pytania, na które nie sposób odpowiedzieć bez znajomości wielu danych i bez odpowiedniego 
przygotowania naukowego? To kwestia profesjonalizmu i etyki badawczej. Nie powinno się 
stawiać  pytań,  na  które  dane  osoby  nie  są  w  stanie  zadowalająco  odpowiedzieć.  Chyba  że 
chcemy  wstępnie  sprawdzić  poprawność  sformułowanych  przez  nas  pytań,  po  to,  aby  je 
ulepszyć  lub  żeby  z  nich  zrezygnować,  jesli  okaże  się,  że  badani  nie  mogą  na  nie 
odpowiedzieć bez odpowiedniego przygotowania merytorycznego. Nieetyczne jest natomiast 

background image

stawianie  pytań  bardzo  trudnych  poznawczo,  a  następnie  stwierdzanie,  że  badani  "nie 
rozumieją i nie pamiętają" tego, o co ich pytaliśmy. 

KILKA  REFLEKSJI  NA  TEMAT  ANTYSEMITYZMU  W  BADANIACH 

SONDAŻOWYCH 

W  sondażach  na  temat  antysemityzmu  popełnia  się  wiele  elementarnych  błędów 

warsztatowych. A ponieważ wszystko, co bywa nazywane antysemityzmem jest natychmiast 
nagłaśniane  na  cały  świat  przez  dziennikarzy  żydowskiego  pochodzenia,  których  wielu 
pracuje w mediach - każdy błąd warsztatowy urasta do szczególnych rozmiarów. Nie jest też 
korzystny  dla  badań  fakt,  że  sondażami  na  temat  antysemityzmu  zajmują  się  prawie 
wyłącznie  osoby  pochodzenia  żydowskiego  (por.:  Czy  Polacy  sg  antysemitami?  Warszawa 
1996 )~ 

Równie  błędne  byłoby  powierzanie  badań  nad  wrogością  wobec  Murzynów  -  tylko 

Murzynom, albo wrogością wobec Niemców - tylko Niemcom. Rzecz w tym, że taka sytuacja 
sprzyja zbyt emocjonalnemu traktowaniu tematu. 

Nad sondażami na temat antysemityzmu ciążą również stereotypy upowszechniane na 

wielką  skalę  przez  różnych  publicystów,  polityków  i  dziennikarzy.  Jednym  z  tych 
stereotypów  jest  przeświadczenie,  że  jakakolwiek  krytyczna  uwaga  o  Zydach  w  ogóle,  a  o 
konkretnych osobach w  szczególności,  jest oznaką antysemityzmu.  W ten  sposób  następuje 
diabolizowanie  krytyków  i  ich  mnożenie  ponad  wszelką  miarę.  Wśród  w  ten  sposób 
wyselekcjonowanych  "antysemitów"  czołowe  miejsce  zajmują  wybitni  intelektualiści 
pochodzenia  żydowskiego:  Karol  Marks,  Jean  Paul  Sartre,  Ludwik  Gumplowicz,  Henry 
Miller i wielu innych, którzy mieli nieszczęście powiedzieć coś krytycznego na temat Zydów. 
W ten sposób rośnie ciągle lista urojonych wrogów Żydów. W konsekwencji takiego sposobu 
myślenia,  niestety  bardzo  rozpowszechnionego  w  wielu  krajach,  powstały  w  różnych 
państwach specjalne ośrodki badań wyłącznie nad antysemityzmem (w USA jest nawet kilka 
takich placówek). Stwarza się więc wrażenie, że najbardziej znienawidzoną społecznością są 
żydzi (jako osoby wierzące) i Zydzi (jako członkowie odrębnej grupy etnicznej). 

A  przecież  kpi  się  ze  Szkotów  (że  skąpi),  z  Francuzów  (żabojady),  z  Chińczyków 

("wszyscy tacy sami", "nieodgadnieni"), z Włochów 

63 
 
(makaroniarze,  mafiozi),  z  Japończyków  ("podkradacze  cudzych  pomysłów"),  z 

Niemców  ("kartoflarze",  "filistrzy").  Ale  nie  powstał,  o  ile  się  orientuję,  żaden  osobny 
ośrodek  badań  sondażowych  dotyczący  każdego  z  tych  narodów.  Nie  ma  takiego  ośrodka 
przy  żadnej  wyższej  uczelni  w  Polsce  (ostatnio  powołano  placówkę  do  badań  przejawów 
antypolonizmu przy ZChN). 

Rzecz  przy  tym  ciekawa:  mimo  wielkich  nakładów  finansowych  żaden  z  ośrodków 

badań  antysemityzmu  nie  opublikował  dzieła,  które  w  sposób  wyczerpujący  naświetlałoby 
wrogość wobec Zydów w różnych krajach; nie powstała żadna monografia, która wniosłaby 
znaczący  wkład  do  rozwoju  nauk  społecznych.  Ośrodki  te  odnotowują  po  prostu  opinie  o 
Zydach  w  różnych  okresach  i  w  różnych  środowiskach  i  publikują  wyniki:  że  zjawisko 
niechęci albo się gdzieś nasila, albo maleje. Ale co z tego wynika zarówno dla nauki, jak też 
dla samych społeczności żydowskich zamieszkujących różne kraje? Poza wykorzystywaniem 
tych  wyników  dla  praktyki  politycznej  (w  okresie  wyborów),  dla  załatwienia  bieżących 
postulatów ekonomicznych lub wywarcia wpływu na decyzje różnych władz - trudno byłoby 
wskazać na poszerzenie horyzontów intelektualnych tą drogą. 

POJĘCIE ANTYSEMITYZMU 
Wielu publicystów, pisarzy i polityków żydowskiego pochodzenia (chociaż nie tylko 

oni)  utożsamia  antysemityzm  z  jakimkolwiek  przejawem  niechęci  wobec  Zydów.  Jest  to 
zupełnie  pozbawione  sensu.  Każdy  specjalista  wie,  że  Semitami  są  zarówno  Zydzi  jak  i 

background image

Arabowie  (w  każdej  solidnej  encyklopedii  można  znaleźć  odpowiednie  informacje). 
Antysemityzm  musi  więc  oznaczać  wrogość  i  do  Zydów,  i  do  Arabów.  Jednak  publicyści 
żydowscy przyswoili sobie to pojęcie wyłącznie do okres'lania wrogości wobec Zydów. W tej 
sytuacji  dla  określenia  wrogości  wobec  Arabów  stworzono  osobny  termin  "antyarabizm". 
Zydzi i Arabowie są Semitami, tak jak Polacy i Rosjanie są Słowianami (chociaż różnią się 
dominującą religią, alfabetem, tradycjami i doświadczeniami historycznymi). 

Być  może  fakt,  że  Zydzi  i  Arabowie  należą  wspólnie  do  Semitów,  jest  jednym  z 

powodów,  dla  których  rząd  Rabina  -  Peresa  szukał  dalekosiężnego  porozumienia  z 
Palestyńczykami jako Arabami. Temu porozumieniu, a nawet pojednaniu, przeciwstawiają się 
fanatycy  religijni  i  żydowscy,  którzy  znaleźli  się  w  nowym  rządzie,  i  arabscy,  przy  czym 
rządowi  izraelskiemu  więcej  przeszkód  stwarzają  obecnie  sfanatyzowani  Izraelczycy  niż 
Arabowie.  Przyczyniło  się  do  tego  morderstwo  z  zimną  krwią  dokonane  na  modlących  się 
Arabach  w  meczecie  przez  doktora  medycyny,  a  równocześnie  fanatyka  i  terrorystę  -  B 
arucha  Goldsteina.  Codziennie  na  miejscu  jego  pochówku  spotykają  się  duże  grupy 
Izraelczyków, uznając w nim kogoś na podobieństwo świętego. W ten sposób "podgrzewają" 
atmosferę  nienawiści.  Fanatycy  arabscy  rewanżują  się  samobójczymi  aktami  terroru  wobec 
Zydów. Tak więc wrogość do Żydów splata się z wrogością do Arabów - tak jak to wynika z 
terminu "antysemityzm". 

Tylko że Zydzi przejawów wrogości do Arabów nie nazywają antysemityzmem, które 

to  słowo  w  zdominowanych  środkach  masowego  przekazu  nabrało  wyraźnie  charakteru 
terminu oznaczającego postawę wrogości wobec Zydów. 

CZYM WIĘC NAPRAWDĘ JEST ANTYSEMITYZM? 
Idiotyzmem  byłoby  utożsamianie  każdej  krytycznej  uwagi  na  temat  Zydów  (lub 

Arabów)  z  antysemityzmem.  Tym  bardziej,  że  -  jak  już  była  o  tym  mowa  -  same  osoby 
pochodzenia  żydowskiego  nie  oszczędzają  Żydom  krytycznych  ocen.  Co  więcej,  są  tacy, 
którzy  ca&iem  cynicznie  usiłują  zarabiać  na  wykorzystywaniu  przejawów  wrogości  wobec 
Zydów dla osiągania korzyści majątkowych. Wielki magnat prasowy w USA, Hearst (którego 
córka  znalazła  się  wśród  bandytów  napadających  na  banki),  publikuje  gazety  sprzyjające 
Żydom  i  gazety  o  tendencji  wrogiej  Żydom.  Zapytany  o  to  odpowiedział,  że  jest 
biznesmenem  i  sprzedaje  to,  na  co  jest  zapotrzebowanie.  U  nas  podobnie  cyniczną  postawę 
zajmuje  wydawca  i  główny  autor  tygodnika  "Nie".  Również  on  indagowany  przez 
dziennikarza "Agory" dlaczego zamieszcza anty 

64 65 
 
żydowskie  materiały  -  stwierdził:  "To  sprawa  rynkowa".  Inaczej  mówiąc  -  to  się 

dobrze  sprzedaje,  więc  dlaczego  na  tym  nie  zarobić,  nawet  jeśli  samemu  jest  się  z 
pochodzenia Zydem. Taka postawa byłaby nie do pomyślenia wśród redaktorów "Tygodnika 
Powszechnego",  którzy  znów  są  tak  uczuleni  na  kwestie  żydowskie,  że  w  ogóle  unikają 
publikowania  jakichkolwiek  informacji  agencyjnych,  które  by  mogły  zawierać  jakąś  uwagę 
nieprzyjemną  dla  Zydów.  Nawet  po  tym  jak  dr  Goldstein  strzelał  do  modlących  się 
Palestyńczyków  nie  opublikowano  specjalnych  oświadczeń,  protestów  i  większych 
komentarzy. Takie uczulenie na sprawy żydowskie można rozumieć, ale czy dobrze służy ono 
autentycznym interesom osób pochodzenia żydowskiego? 

Rzeczywistym  antysemityzmem  może  być  całościowe  traktowanie  Zydów  jako 

społeczności z natury złej, o przymiotach nagannych, która chce być zawsze uprzywilejowana 
w stosunku do innych, zwłaszcza pod względem materialnym i w dążeniu do władzy. Należy 
przy tym odróżniać antysemityzm jako o s o b i s t e p o g 1 ą d y danej osoby od d z i a ł a 1 n 
o ś c i p r a k t y c z n e j podyktowanej totalną wrogością wobec Żydów jako społeczności. 

Stąd też można wyróżniać pewne poziomy tej wrogości (można by je przedstawiać na 

wydłużonej skali). 

background image

Tymczasem  w  praktyce  sondażowej  na  podstawie  jednego  pytania  albo  pojedynczej 

opinii wnosi się o istnieniu w r o g o ś c i, a przynajmniej n i e c h ę c i (często dziennikarze 
utożsamiają  te  terminy,  które  przecież  oznaczają  jakościowo  odmienne  stany).  CBOS  w 
jednym z sondaży posłużył się pytaniem: "Jakie odczucia wzbudzają obywatele polscy innych 
narodowości?". 

Na  podstawie  "odczuć"  trudno  jest  "mierzyć"  postawy.  "Odczucia"  to  zupełnie 

nieokreślone nastawienie wobec kogoś lub czegoś, dlatego z faktu, że ktoś ma takie czy inne 
"odczucia" nie wynika nic konkretnego, więc takich pytań w ogóle nie powinno się stawiać. 
Bo cóż miałoby znaczyć, jakie mamy "odczucia": czy to, że klient z pochodzenia Ukrainiec 
będzie  inaczej  obsługiwany  niż  osoba  pochodzenia  żydowskiego?  Czy  jeśli  studenta  będzie 
egzaminował z pochodzenia Litwin lub Zyd to inaczej będą oni oceniać? Czy takie lub inne 
"odczucia"  przesądzają,  że  dana  dziewczyna  zakocha  się  w  panu  X  czy  Y?  Czy  jes'li  obok 
mnie zamieszka Polak pochodzenia tatarskiego bądź czeskiego, to mój stosu 

nek  do  nich  będzie  inny  niż  gdyby  byli  "tutejsi"?  Czy  jeśli  dany  pracownik  jest  z 

pochodzenia Niemcem, to automatycznie będzie on szykanowany bez względu na ocenę jego 
wyników pracy? Czy w ogóle w Polsce w codziennym życiu dominuje zwyczaj, aby kontakt z 
kimś  rozpoczynać  od  sprawdzenia  jego  pochodzenia  (co  ma  np.  znaczenie  w  Wielkiej 
Brytanii)? 

W powyższym  badaniu różnorodność "odczuć" sprowadzono do trzech tylko typów: 

sympatii, obojętności i niechęci. Zasugerowano więc badanym posiadanie jakiegoś s t a ł e g o 
"odczucia"  wobec  Polaków  odmiennego  pochodzenia,  gdy  tak  naprawdę  niewielu  ludzi  ma 
takie stałe "odczucia". Skądinąd wiadomo, że ludzie (przynajmniej w Polsce) różnicują swój 
stosunek do innych w zależności od rozmaitych okoliczności: czy ten ktoś jest atrakcyjny jako 
kobieta lub mężczyzna, jakie ma wykształcenie, jaki zawód, jak jest oceniany w pracy. Jeśli 
to  wszystko  się  pominie,  uzyskujemy  zupełnie  błędne  dane  na  temat  rzekomych  stałych 
odczuć, z których wyprowadza się następnie wnioski w odniesieniu do całego społeczeństwa. 
Regułą jest bowiem w sprawozdaniach z badań sondażowych, że myli się procent badanych z 
procentem  konkretnego  społeczeństwa,  chociaż  przedmiotem  badań  jest  tylko  próba 
reprezentatywna  (która  może  być  karykaturą  opinii  i  postaw  danego  społeczeństwa,  jak  to 
wykazały  sondaże  na  temat  szans  wyborczych  kandydatów  na  prezydenta  Francji  w  1995 
roku). 

Zapomina się, że nawet jeśli ktoś ma "odczucie" sympatii, np. do Niemców, wcale to 

nie oznacza, że dana osoba badana obdarzy sympatią Polaka pochodzenia niemieckiego, który 
byłby  znany  z  cwaniactwa  czy  chamstwa.  Gdyż  ludzie  na  co  dzień  nie  kierują  się  ogólną 
postawą wobec danej grupy etnicznej bez względu na to, co czyni i co reprezentuje k o n k r e 
t n y Polak niemieckiego, rosyjskiego czy żydowskiego pochodzenia. 

Właściwe  zatem  pytanie  powinno  się  odnosić  do  osobistego  doświad~  =  czenia 

naszego informatora, do jakichś konkretnych sytuacji życiowych, f = a nade wszystko trzeba 
znaleźć sposób, aby badać nie "odczucia" (które 

są czymś nieokreślonym i przelotnym), lecz postawy. Jak pamiętamy, można mówić o 

występowaniu  konkretnej  postawy,  jeśli  dana  osoba  charakteryzuje  się  względnie  trwałym 
stosunkiem do k o g o ś 1 u b d o c z e g o ś. Takiej postawy nie można wykryć 

66 67 
 
stawiając  informatorom  tylko  jedno  pytanie.  Konieczne  jest  posłużenie  się  kilkoma 

pytaniami (wzajemnie się sprawdzającymi) skorelowanymi z wielu zmiennymi (aby możliwe 
było  wykrycie  ewentualnych  sprzeczności  w  wypowiedziach,  które  trzeba  umieć 
wytłumaczyć). 

background image

W  przeciwnym  wypadku  uzyskujemy  fikcyjne  dane,  o  fikcyjnym  nastawieniu  do 

"innych"  (które  może  jako  "odczucie"  szybko  się  zmienić  -  w  kierunku  "sympatii"  bądź 
"niechęci"). 

Dlatego wyniki sondażu CBOS  (z  listopada 1994) na temat "odczuć" są  mylące, nie 

mogą odzwierciedlać rzeczywistych postaw, a dopiero one są istotne w naszym stosunku do 
Polaków np. żydowskiego pochodzenia. 

Jest jeszcze  jedna  istotna sprawa odnosząca się do sposobu przekazywania wyników 

badań  wspomnianego  sondażu  przez  tygodnik  "Wprost"*.  Powołując  się  na  te  wyniki 
napisano:  "Podatni  na  szowinizm  stanowią  mniejszość,  ale  na  tyle  znaczącą,  że  jej  głosy 
mogą  zaważyć  na  wynikach  wyborów"  (na  prezydenta).  A  więc  "niechęć"  dziennikarz 
zamienił już na "szowinizm", co przecież jest czymś całkowicie odmiennym! Jesli ktoś żywi 
"niechęć" do teściowej, czy człowiek zdrowy na umyśle nazwie to "odczucie" szowinizmem? 
W  ten  sposób  dziennikarz  s  t  w  a  r  z  a  nieistniejące  fakty,  oczywiście  powołując  się  na 
naukowe badania, które przekształcają się w narzędzie propagandy. Niestety, z reguły nasze 
ośrodki  badań  sondażowych  istniejące  poza  uczelniami  wyższymi  nie  mają  zwyczaju 
protestowania na łamach prasy (czy w innych mediach) przeciw wykorzystywaniu wyników 
ich badań do walki politycznej i to bez podstaw merytorycznych, jak w tym przypadku. Nie 
trzeba  dodawać,  że  dziennikarz,  który  przeistoczył  "niechęć"  w  "szowinizm"  traktuje 
przywoływany  przez  siebie  sondaż  jako  coś  w  rodzaju  niepodważalnego  pewnika,  co  jest 
absurdalnym uproszczeniem. 

Osobna  kwestia  warsztatowa:  w  artykule  omawiającym  wspomniany  sondaż  jest 

rysunek  ilustrujący  procentowy  rozrzut  "odczuć"  i  na  dole  przypis:  "Uwaga!  Pominięto 
odpowiedzi »trudno powiedzieć«. Jednak nie podano liczby badanych w ogóle nie mających 
zdania  (czy  odczuwają  sympatię,  obojętność  lub  niechęć).  Jest  to  bardzo  istotne:  nieraz  się 
zdarza, że na główne pytanie odpowiada tylko ok. 25% bada 

* "Wprost" 1995, nr 27. 
nych i od tej tylko grupy traktowanej jako 100% odlicza się procenty odpowiedzi na 

daną  kwestię,  a  pozostałe  75%  to  ci,  którzy  "nie  mają  zdania"  albo  w  ogóle  nie  udzielają 
odpowiedzi. Ta kategoria osób stanowi zbiorowość zasługującą  na  szczególną uwagę. Fakt, 
że  wstrzymują  się  od  odpowiedzi  albo  mówią,  że  "nie  mają  zdania"  może  oznaczać,  że 
pytanie było źle postawione, że sprawa jest zbyt drażliwa, że informator nie chce odpowiadać 
konkretnemu ankieterowi, bo nie ma do niego zaufania i wiele innych jeszcze spraw (zajął się 
tą  sprawą  szczegółowo  A.  Sułek  w  pracy  o  charakterystycznym  tytule:  Jak  działa  filtr  "nie 
wiem". O perspektywie badań sondażowych, Warszawa 1993, maszynopis). 

ANTYSEMITYZM A ANTYPOLONIZM 
W  Polsce  kilkanaście  ośrodków  badawczych  zajmuje  się  sondażami.  Kilka  z  nich 

dotyczy antysemityzmu. Jednak nie przeprowadzono przynajmniej do października 1995 roku 
- ani jednego sondażu wśród Zydów (lub choćby wśród Polaków żydowskiego pochodzenia) 
na  temat  ich  stosunku  do  Polaków,  Niemców  czy  Rosjan.  Już  sam  ten  fakt  jest 
zastanawiający.  Dlaczego  osoby  i  instytucje  zamawiające  sondaże  nie  są  zainteresowane 
opiniami  Żydów  czy  Polaków  żydowskiego  pochodzenia?  Wylosowanie  informatorów  nie 
stwarza  żadnego  problemu:  mamy  w  Polsce  gminy  żydowskie,  działają  stowarzyszenia 
(ostatnio  hardzo  aktywna  jest  Unia  Studentów  Zydowskich  w  Polsce),  kluby,  firmy, 
publicznie  często  zabierają  głos  przedstawiciele  Komisji  Koordynacyjnej  Stowarzyszeń  i 
Organizacji  Zydowskich  w  Polsce,  ukazują  się  czasopisma,  powołano  do  życia  domy 
wydawnicze. 

Jeśli interesujące może być poznanie opinii Polaków o Zydach, dlaczego nie miałyby 

być ciekawe opinie Zydów o Polakach, Niemcach czy Rosjanach? 

Niektórzy  twierdzą,  że  takie  opinie  łatwo  sobie  wydedukować  z  faktów  życia 

codziennego, po co więc badać coś co jest z grubsza znane. Inni sądzą, że taki sondaż mógłby 

background image

zakłócić dobre współżycie sąsiedzkie Polaków i Zydów (a czy badanie opinii tylko Polaków o 
innych nie 

68 69 
 
moźe prowokować wzajemnych niechęci?). Jeszcze inni obawiają się, że takie sondaże 

mogłyby wskazywać na istnienie swoistego getta kulturowego i społecznego. Sądzi się więc, 
że  poszukiwanie  prawdy  o  wszystkich  przejawach  życia  społeczeństwa  nie  jest  społecznie 
pożądane.  Z  tym  stwierdzeniem  też  trudno  się  zgadzać:  czy  z  góry  można  kategorycznie 
twierdzić,  jaka  wiedza  jest  społecznie  pożądana,  a  jaka  niepożądana?  Przecież  to 
prowadziłoby do swoistej cenzury przez zaniechanie pewnych badań, które miałyby stanowić 
tabu. A jesli jakąś dziedzinę życia społecznego traktuje się jako coś zakazanego - to łatwo o 
posądzenie, że chce się coś ukryć przed opinią publiczną! 

Nie  ulega  więc  wątpliwości,  że  powinniśmy  znać  opinie  o  Polakach  wypowiadane 

przez  Zydów  oraz  Polaków  żydowskiego  pochodzenia.  Jest  to  szczególnie  ważne  z  punktu 
widzenia  utrzymywania  się  w  niektórych  kręgach  w  Polsce  i  za  granicą  -  antypolonizmu, 
postaw  wrogości  do  Polaków  jako  takich,  jako  pewnej  zbiorowości,  która  miałaby  się 
wyróżniać  cechami  niepożądanymi  w  danych  społecznościach.  Czasem  antypolonizm 
przejawia się w przypisywaniu narodowi polskiemu postaw antyeuropejskich; czasem mówi 
się o ksenofobii, nietolerancji, a nawet religijności Polaków jako czymś "nienowoczesnym". 

Jeśli  byłoby  wiadome,  jak  Polaków  oceniają  np.  Zydzi,  można  byłoby  rzeczowo 

konfrontować opinie z faktami, wykrywać stereotypy, wyjaśniać nieporozumienia. 

Jak  ciekawa  może  być  taka  konfrontacja  sondaży  (Polaków  o  "innych",  "innych"  o 

Polakach)  wskazują  badania  polskie  i  niemieckie.  Jeśli  przyjąć  (mimo  naszych  zastrzeżeń 
metodologicznych)  za  oznakę  stosunku  Polaków  do  Niemców  sondaż  CBOS  (z  listopada 
1994,  chodziło  tam  jednak  o  opinię  o  obywatelach  polskich  niemieckiego  pochodzenia),  to 
"niechęć"  deklarowało  30°Io  badanych.  Gdy  zapytano  Niemców  (obywateli  Republiki 
Federalnej  Niemiec)  o  stosunek  (m.in.)  do  Polaków  -  odpowiednik  "niechęci"  deklarowało 
ok. 80% Niemców (więcej  niż  "niechęć" do Rosjan!). Taka konfrontacja opinii  -  zakładając 
nawet  ich  nieadekwatność  -  jest pouczająca. I dopiero takie porównanie stwarza  możliwość 
głębszego  badania  społecznych  uwarunkowań  opinii,  roli  środków  masowego  przekazu, 
systemu  szkolnictwa  i  różnych  organizacji  i  stowarzyszeń  w  upowszechnianiu  stereotypów. 
Wiadomo nie od dzisiaj, że w różnych krajach niektóre gazety i organizacje 

specjalizują się w upowszechnianiu stereotypów o "obcych". Im nie chodzi o ustalanie 

prawdy, 1 e c z o w y r a b i a n i e u c z y t e 1ników postaw wrogości czy to do Murzynów, 
Arabów, Azjatów, Zydów, czy Polaków i  innych grup etnicznych (por.:  Konflikty etniczne, 
Warszawa 1996). 

70 
 
j . I~~I~~~I~~.I I 
RYNEK I REKLAMA 
SONDAŻE "SEKTY BADACZY RYNKU" 
Po  1989  roku  powstało  w  Polsce  kilka  większych  i  kilkadziesiąt  mniejszych  agencji 

(biur, ośrodków) badań nad reklamą i marketingiem. Obsługują one głównie wielkie koncerny 
i  firmy  międzynarodowe,  gdyż  małe  firmy  nie  mają  dostatecznych  środków  finansowych. 
Jesli za sondaż obejmujący tysiąc osób przewiduje się u nas ok. 21 tysięcy dolarów - staje się 
zrozumiałe,  że  nawet  dużej  polskiej  firmy  nie  stać  na  taki  wydatek  (chyba  'ze  jest  to 
przedsiębiorstwo  polskie  jedynie  z  nazwy,  a  faktycznym  jego  właścicielem  są  zagraniczni 
akcjonariusze).  Tym  też  tłumaczy  się  fakt,  że  w  telewizji,  w  radiu  i  prasie  jest  dużo  mniej 
reklam  polskich  firm  i  polskich  produktów,  które  muszą  torować  sobie  drogę  do 
konsumentów  tylko  odpowiednią  jakością  i  stosunkowo  niższą  ceną.  Dość  często  jednak 

background image

firmy  zagraniczne  (lub  z  zagranicznym  kapitałem)  zaniżają  ceny  swoich  produktów,  aby 
wyeliminować  polskie  firmy  w  ogóle  z  rynku  (świetne  polskie  wytwórnie  lodów,  ciast, 
słodyczy  z  największą  trudnością  mogą  się  utrzymać  na  rynku,  chociaż  porównywalne 
produkty firm zagranicznych akurat w tej branży nie mają do zaoferowania smaczniejszych i 
zdrowszych towarów). 

Wysokie  koszty  badań  nad  reklamą  (oraz  kampaniami  reklamowymi)  powodują 

rywalizację  między agencjami o dostęp do wielkich pieniędzy. Stąd też  jedna z publicystek 
osoby  zajmujące  się  sondażami  i  kampaniami  reklamowymi  zaliczyła  do  "sekty  badaczy 
rynku"*. Istotnie, niełatwo się znaleźć w takiej "sekcie". Nawet wybitni znawcy problematyki 
reklamy i marketingu nie mają dostępu do badań i do danych agencji. Pozostaje tylko jedna 
możliwość - założyć własną agencję reklamową. Ale na ten cel też trzeba mieć duże środki 
finansowe.  Tylko  różne  kontakty  nieformalne,  powiązania  prywatne  i  polityczne,  ułatwiają 
otrzymanie zlecenia. 

* I. Sadowiska, Sekta badaczy rynku, "Wiadomości Kulturalne" 1995. 
72 
CEL I METODY BADAŃ REKLAMOWYCH 
Sondaże reklamowe i marketingowe zmierzają do poznania zachowań konsumentów, 

ich potrzeb  i gustów oraz do zachęcenia konsumentów do zakupu określonych produktów i 
usług. 

W  tym  celu  ważne  jest  poznanie  obyczajów  i  zwyczajów  konsumenckich  (na  tle 

właściwych  w  danej  społeczności  wzorów  i  wartości  kulturowych).  Ważne  jest 
wyselekcjonowanie grup celowych, które mogą ułatwiać opracowanie koncepcji scenariuszy i 
kampanii  reklamowej.  Trzeba  znać  oceny  produktów  w  różnych  kręgach  konsumenckich, 
potencjalne  i  rzeczywiste  sytuacje  konfliktowe  w  danym  społeczeństwie,  które  mogą 
rzutować  na  sprzeczne  gusty  i  upodobania.  Znajomość  tych  problemów  wymaga  wiedzy 
socjologicznej,  psychologicznej,  antropologicznej,  a  także  ekonomicznej.  Niełatwo  wiec 
znaleźć odpowiednich fachowców, którzy nie tylko wyróżnialiby się wiedzą teoretyczną, lecz 
również  umieli  w  praktyce  stosować  zasady  teoretyczne  i  metodologiczne,  sprawdzone  w 
wielu badaniach. 

Polskie  zespoły  badawcze  dysponują  w  zasadzie  kadrą  przyuczającą  się  do 

powyższych  wymagań.  Konieczne  jest  też  krytyczne  przyswajanie  sobie  wzorów  sondaży  i 
akcji  reklamowych  z  różnych  krajów  zachodnich,  gdzie  mentalność  konsumentów  z  reguły 
różni się od przyzwyczajeń odmiennych grup polskich konsumentów. 

Metody  i  techniki  badań  reklamowych  i  marketingowych  są  podobne  do  tych,  które 

stosuje się w naukach społecznych, w szczególności w socjologii i psychologii społecznej. 

Najcenniejsze  są  badania  eksperymentalne,  bo  można  sprawdzać  empirycznie 

założoną  hipotezę,  w  określonych  warunkach,  a  następnie  w  szerokiej  skali  wykorzystać 
wykryte zależności np. do zaprojektowania kampanii reklamowej*. Są one jednak stosowane 
rzadko  ze  względu  na  pracochłonność  całego  przedsięwzięcia  i  koszty  (mam  na  myśli  nie 
cksperymenty  laboratoryjne,  lecz  społeczne  tzn.  dokonywane  na  wyteranej  "żywej" 
społeczności,  której  stwarza  się  określone  warunki,  aby  sprawdzić,  jak  się  będzie 
zachowywać w nowej dla niej sytuacji). 

* Por. S. Nowak, op. cit.; J. Sztumski, Wstęp do metod i technik badań spoleczn,ych, 

Katowice 1995; K. Lutyńska, Surveye w Polsce, Warszawa 1993. 

73 
 
Często stosuje się testy psychologiczne, wywiady pogłębione i zestandaryzowane oraz 

zogniskowane  (na  pewien  temat).  Ośrodek  Badań  Prasoznawczych  w  Krakowie  często 
wykorzystywał jeszcze inną technikę jakościową, mianowicie analizę treści (np. prasy). 

background image

Jeszcze  częściej  ośrodki  badawcze  posługują  się  takimi  technikami  ilościowymi  jak 

próby  losowe,  kwotowe  i  próby  złożone  np.  z  ekspertów,  z  menedżerów  podejmujących 
kluczowe decyzje, czy też z osób wpływowych w danych środowiskach. 

Nie jest tu naszym celem dokładna charakterystyka metod i technik badawczych (jest 

na ten temat obszerna literatura, także w języku polskim). 

Raczej  chodzi  nam  o  ocenę  badań  z  punktu  widzenia  szerszych  horyzontów 

poznawczych. 

"Sekta  badaczy  rynku"  nastawiła  się  wyraźnie  na  doraźne  badania  praktyczne  na 

użytek i zlecenie klienta (bo to przynosi szybkie efekty finansowe). Zaniedbane są badania o 
charakterze n a u k o w y m, a nie komercyjnym: co wynika z dotychczasowych sondaży dla 
zrozumienia polskich konsumentów, dla wykrycia trendów zmian w potrzebach społecznych i 
gustach. Sygnalizowaliśmy te problemy  jeszcze w 1966 roku (R. Dyoniziak)  i rozwijaliśmy 
później w serii artykułów naszych współpracowników*. 

Co wynika z badań rynkowych dla określenia osobowości społecznej nabywców dóbr 

i usług? Jak zmieniające się gusty i upodobania konsumpcyjne wpływają na kształtowanie się 
grup i warstw społecznych? Czy zanikają klasy społeczne na rzecz warstw konsumenckich? 
Czy nowe możliwości konsumpcyjne pogłębiają rozwarstwienie społeczne i utrwalają je, czy 
też dokonuje się proces ustawicznego "przemieszczania" się zamożności, pozycji społecznych 
i  gustów  konsumpcyjnych?  Jak  się  mają  te  wszystkie  procesy  do  zmian  w  państwach 
ościennych? 

O ile się orientuję, na razie brak znaczących publikacji z tego zakresu. 
*  Por.  Zeszyty  Naukowe  AE  w  Krakowie.  Prace  z  zakresu  socjologii,  1980,  nr  122, 

por. też: Zeszyty Prasoznawcze, 1993, nr 3-4. 

JAK INTERPRETOWAĆ SONDAŻE REKLAMOWE 
Firma  "Indicator"  (por.  "Businessman"  Raport  specjalny.  Rynek  reklamy  w  Polsce, 

1995,  nr  1,  s.  10-14)  przeprowadziła  w  1994  roku  sondaż  na  temat  skuteczności  reklamy. 
Dowiadujemy się z tych badań m.in., że 27,7% badanych nie podobała się reklama proszku 
"Ariel",  ale  z  innego  zestawienia  wynika,  że  22,7%  badanych  pod  wpływem  tej  właśnie 
reklamy dokonało zakupu tego proszku. Podobnie 22,7% badanych nie spodobała się reklama 
pasty  do  zębów  Blend-a-Med,  ale  aż  29,7%  badanych  zakupiło  jednak  tę  pastę  -  jak 
deklarowali  -  pod  wpływem  tej  reklamy.  Co  to  oznacza,  mamy  tu  przecież  wyraźną 
sprzeczność?  We  wspomnianym  artykule  Jana  Garlickiego  brak  wyjaśnienia.  A  sprawa  jest 
interesująca. Nie wiemy jednak, czy ci, którym te reklamy się nie podobały są tymi samymi 
osobami,  które  dokonały  zakupu.  Jesli  byłyby  to  odmienne  społeczności  konsumenckie  - 
wytłumaczenie byłoby proste: jedni nie akceptują reklamy, ale innym się podoba, i to wpływa 
na ich zakupy. Inna interpretacja: konsumenci odróżniają atrakcyjność (czy nieatrakcyjność) 
reklamy  od  zalet  (sugerowanych)  danego  produktu.  Fakt,  że  reklama  jest  nieatrakcyjna  nie 
musi  pociągać  za  sobą  odrzucania  produktu.  Jeszcze  inne  wyjaśnienie:  nie  ma  ścisłego 
związku między atrakcyjnością reklamy a chęcią zakupu produktu, który uważa się za godny 
nabycia. Czy w takim przypadku - reklamy są w ogóle potrzebne? Nawet gdyby konsumenci 
ich  nie  oczekiwali  i  tak  byłyby  upowszechniane,  ponieważ  koncerny  są  zainteresowane  w 
wydatkach na reklamy, gdyż sumy te mogą następnie odliczać od podstawy opodatkowania. 

PROBLEMY ETYCZNE 
Badania  nad  reklamą  przynoszą  olbrzymie  zyski.  A  tam,  gdzie  w  grę  "wchodzą" 

pieniądze łatwo może dochodzić do naruszania norm etycznych, chociaż badaczy obowiązuje 
kodeks  opracowany  przez  ESOMAR,  tzn.  European  Society  for  Opinion  and  Marketing 
Research. 

74 75 
 

background image

A  praktyka?  Oprócz  posługiwania  się  sztuczkami  warsztatowymi  (odpowiednio 

"dobrane" grupy ankieterów, merytorycznie nieuzasadnione sformułowanie pytań, ukrywanie 
przed  zleceniodawcami  niewygodnych  danych,  "błędy"  statystyczne)  zdarzały  się  również 
takie praktyki: 

Jedna  z  dużych  firm  ma  na  sumieniu  współpracę  z  koncernem  wydawniczym, 

polegającą na tym, że przez wiele miesięcy ten właśnie koncern utrzymywał się na pierwszym 
miejscu  w  jej  rankingu  wydawnictw  książkowych.  Udział  w  kształtowaniu  wyników  badań 
miały również dwie stacje radiowe, które przez pewien czas rywalizowały w ten sposób, że 
stacja A zamawiała badania słuchalności i wtedy miała gwarancję, że znajdzie się na szczycie 
radiowego podium. Kiedy widzieli to decydenci stacji B, natychmiast zamawiali badania i już 
w  następnym  tygodniu  oni  mieli  największą  liczbę  słuchaczy.  Niektóre  ośrodki  badawcze 
otrzymywały  niemoralne  propozycje  od  agencji  reklamowych,  które  chciały  wykazać  się 
przed swoimi klientami porażającą wręcz skutecznością własnych kampanii reklamowych"`. 

BADANIA  NAD  REKLAMĄ  A  BADANIA  NAD  OPINIAMI  I  PROGNOZAMI 

WYBORCZYMI 

Chociaż  metody  i  techniki  badań  stosowane  mogą  być  do  różnego  typu  sondaży, 

przenoszenie  technik  i  interpretacji  z  badań  rynkowych  na  badania  dotyczące  np.  postaw 
religijnych czy prognoz wyborczych  mogą być  bardzo zawodne. Wynika to (jeśli w grę nie 
wchodzi  świadome  manipulowanie  opinią  publiczną)  przede  wszystkim  ze  swoistości 
uwarunkowań  religijności  oraz  szczególnych  mechanizmów  prowadzenia  kampanii 
wyborczych. Jeśli chodzi o religijność, opinie  - jako coś zmiennego, przelotnego, zależnego 
od  przypadkowych  okoliczności  niewiele  nam  mówią  o  utrzymywaniu  się  i  zmienności 
praktyk religijnych. Religia to przecież i określone wierzenia, i praktyki, obyczaje, instytucje, 
stowarzyszenia, kodeksy (ogólny i etyczny). To także badania nad motywacjami i potrzebami 
psychicznymi  i  społecznymi.  Religijności  nie  można  poznać  zadając  jedno  pytanie 
informatoro czy w ogóle wyłącznie dzięki technice wywiadu, gdyż sprawy religii i etyki 

" I. Sadowska, op. cit. 
należą  do  najbardziej  intymnych  elementów  osobowości.  Niezbędne  jest  głębsze 

poznanie  danej  społeczności,  dłuższe  przebywanie  w  niej,  uczestnictwo  w  życiu  wspólnoty 
wierzących.  W  przeciwnym  wypadku  informacje  mogą  być  tylko  powierzchowne,  a 
odpowiednio  spreparowane  pytania  mogą  wtedy  z  góry  przesądzać  o  odpowiedzi,  na  czym 
właśnie zależy często zleceniodawcom takich badań. Jeśli więc ośrodek badań 

_  reklamowych  chciałby  uczciwie  zaprojektować  studia  nad  religijnością  (co 

teoretycznie  rzecz  biorąc  jest  możliwe)  musiałby  zastosować  kilka  technik  równocześnie; 
badania takie musiałyby trwać nawet kilkanaście miesięcy, a ankieterzy powinni być dobrani 
spośród  osób  z  dużym  doświadczeniem,  przynajmniej  neutralnych  w  kwestiach  religijnych 
(wojujący  ateiści  po  prostu  nie  nadają  się  do  takich  przedsięwzięć).  Nieprzypadkowo  do 
tendencyjnych i bałamutnych sondaży na temat stosunku do religii i Kościoła należą badania 
przeprowadzone  przez  placówkę  komercyjną  (z  kapitałem  zagranicznym),  nastawioną  na 
badania rynkowe, GfK Polonia*. 

Również rzetelne  badania  nad prognozami  wyborczymi (jes'li w ogóle  nie chodzi  w 

nich  o  stymulowanie  opinii  publicznej  na  rzecz  z  góry  upatrzonego  kandydata)  wymagają 
zespołu  założeń  teoretycznych  i  metodologicznych  odmiennych  od  sondażu  na  temat opinii 
konsumentów o jakimś proszku do prania czy o paście do zębów. Mechaniczne przenoszenie 
praktyk  badawczych  z  sondaży  reklamowych  na  prognozy  wyborcze  musi  prowadzić  do 
poważnych  błędów,  gdyż  uwarunkowania  zachowań  wyborców  (lub  potencjalnych 
wyborców)  są  dużo  bardziej  skomplikowane  niż  zachowania  konsumentów  nabywających 
powszechnie  niezbędne produkty  i usługi. Stąd też prawidłowości tych zachowań są  łatwiej 
uchwytne i powtarzalne. 

KAMPANIE REKLAMOWE I NIEPOKOJE OPINII PUBLICZNEJ 

background image

Reklamy  stały  się  codziennością  na  ulicy,  w  radiu,  prasie,  a  przede  wszystkim  w 

telewizji: 

'~ Por. dodatek. 
76 ` ' 77 
 
I  cóż  takiego  widzimy?  Calkowite  zaprzeczenie  kampanii  reklamowych,  amatorskie 

montaże i lawirowanie na granicy prawa. 

Kampania  reklamowa  polega  na  wpychaniu  swych  zajawek  (opowiastek 

reklamowych) tam, gdzie  nie dociera źadna konkurencja. Oczywiście  jest to w dzisiejszych 
czasach  niemożliwe,  więc  stara  się  upychać  swoje  spoty  w  lepszych  miejscach,  a  już  na 
pewno  oddzielnie.  (...)  W  TVP  można  zobaczyć,  że  coca-cola  to  orzeźwiający  napój,  a  po 
chwili dowiedzieć się, że lepsza jest fanta. W jednym bloku potrafią zetrzeć się dwie kawy i 
dwa proszki do prania, z których każdy jest lepszy od zwykłego. (...) Wreszcie prawo. Kilka 
lat temu mówiono z niepokojem o reklamie dla dzieci. Padły wówczas slowa, że nie należy 
przekonywać  najmłodszych,  że  posiadanie  czegoś  ustawi  je  lepiej  w  oczach  innych. 
Tymczasem z ekranu padają kwestie typu: "Tego nie mają inni". Podobnie porównywanie ze 
"zwykłym proszkiem" na calym świecie jest karalne`. 

SONDAŻE A PRAWIDŁOWOŚCI ŻYCIA POLITYCZNEGO 
Dziennik  "Rzeczpospolita"  zamówił  w  dwóch  ośrodkach  badania  opinii  publicznej 

sondaże dotyczące stosunku państwo-Kościół. Prezentacji tej nadano rozgłos przez reklamę w 
radio.  Istotnie,  wyniki  są  interesujące  i  nie  wzbudzają  zasadniczych  sprzeciwów  z 
metodologicznego  punktu  widzenia.  I  skłaniają  do  refleksji.  Autorką  omówienia  tych 
wyników  jest  Ewa  K.  Czaczkowska,  która  stara  się  rzetelnie  komentować  poszczególne 
tablice wynikowe. Warto w szczególności zwrócić uwagę na znaczenie niektórych danych dla 
zrozumienia pewnych prawidłowości życia politycznego w Polsce*. 

OGÓŁ SPOŁECZEŃSTWA A TZW. ELITY 
Dźwignia handlu, "Trybuna" 1995, nr 187. 
Intuicyjnie  wiadomo  było,  że  w  wielu  sprawach  życia  społecznego  postawy 

zdecydowanej  większości  społeczeństwa  są  odmienne  od  postaw  elit  (w  badaniach 
sondażowych  Centrum  Badania  Opinii  Społecznej  wyodrębniono  trzy  "elity":  polityków, 
biznesmenów  i  wolne  zawody  na  próbie  150  osób).  Tak  więc,  gdy  wśród  ogółu  badanych 
(reprezentujących  osoby  od  18  do  65  roku  życia)  niewierzących  jest  tylko  5%,  to  wśród 
biznesmenów  14%,  wśród  polityków  18%,  a  wśród  wolnych  zawodów  nawet  28%. 
Zdumiewa  fakt,  że  elitom  brak  odwagi,  aby  sprecyzować  swój  stosunek  do  religii:  26% 
polityków nie chciało powiedzieć, czy  są wierzący, 24% przedstawicieli wolnych zawodów 
oraz  16%  biznesmenów.  Wydaje  się,  że  te  osoby  są  albo  obojętne  na  sprawy  religii,  albo 
niechętne,  jeśli  nie  niewierzące.  Ten  głęboki  rozziew  między  przekonaniami  ogółu  oraz 
elitami  daje  pojęcie  o  stopniu  alienacji  (wyobcowania)  elit  z  powszechnie  uznanych 
przekonań,  dążeń  i  nadziei.  Tę  alienację  potwierdzają  dane  z  innych  badań.  Wiadomo,  iż 
większość bada 

"Rzeczpospolita" 1996, nr 153. 
79 
 
nych  (na  próbie  ogólnospołecznej)  sądzi,  że  politycy  nade  wszystko  dbają  o  swój 

własny  interes,  a  nie  o  dobro  narodu.  Przekonanie  o  niezbyt  godnej  roli  polityków 
potwierdzają  badania  (OBOP)  na  temat:  "Kim  chcielibyśmy,  aby  było  moje  dziecko". 
Podczas  gdy  40%  badanych  wybrałoby  zawód  lekarza, to tylko  2%  polityka,  dziennikarza  i 
oficera  policji  tylko  6%.  Aby  jeszcze  umocnić  tę  niechęć  do  polityków,  sejm  w  którym 
dominują posłowie SLD - uchwalił, a prezydent podpisał ustawę, która rozszerza immunitet 

background image

posła  na  odpowiedzialność  karnoadministracyjną.  Oznacza  to,  jak  zauważył  jeden  z 
dziennikarzy, że 

Mogą  oni  obecnie  bez  obaw  kraść,  znęcać  się  w  obecności  dzieci  nad  zwierzętami, 

rzucać  kamieniami  w  samochody,  pisać  nieprzyzwoite  hasla  w  miejscach  publicznych, 
jeździć po pijanemu (Jerzy Szostak). 

Wielokrotnie mówiono i pisano, że powinniśmy się dostosowywać do cywilizowanych 

krajów  Europy  Zachodniej.  W  Wielkiej  Brytanii,  na  przykład,  taką  ustawę  uznanoby  za 
skandal  polityczny.  Poseł  może  tam  być  tak  samo  jak  inny  obywatel  ukarany  za 
nieprawidłową jazdę, awanturowanie się po pijanemu czy za obrażanie obyczajności. 

Jeśli  dodamy  do  tego  fakt,  jak  nasi  posłowie  dbają  o  swoje  finansowe  interesy 

podwyższając  sobie  diety  wysoko  ponad  poziom  inflacji  zrozumiała  się  stanie  postawa 
niechęci wobec takiej "elity". 

KWESTIA ATEIZACJI ZYCIA 
Ewa K. Czaczkowska przytacza opinię badanych przez Pracownię Badań Społecznych 

na pytanie: "Czy zgadza się Pani) z opinią papieża, że w Polsce realizowana jest zaplanowana 
ateizacja życia?". 29% badanych odpowiedziało tak, i raczej tak, 59% nie, i raczej nie, a 12% 
stwierdziło,  że  "trudno  powiedzieć".  Komentarz  autorki  artykułu:  opinie  badanych  "często 
odbiegają od stanowiska  hierarchów Kościoła". Sprawa ta wymaga szerszego przemyślenia. 
Co  w  istocie  wyraża  fakt,  że  59%  badanych  ma  inny  pogląd  na  sprawę  ateizacji  życia 
społecznego w Polsce? Autorka odnotowała po prostu wynik badań, a uwaga o odmienności 
stanowiska  "hierarchów  Kościoła"  w  zależności  od  stopnia  emocjonalnego  zaangażowania 
czytelników może być interpretowana jako sym 

80 
patyzowanie  z  opinią  wspomnianych  59%  badanych,  lub  podkreślenie 

nieprzystawania  opinii  dostojników  kościelnych  do  poglądu  większości  badanych.  Rzecz  w 
tym  jednak,  że  2/3  "głęboko  wierzących  i  regularnie  praktykujących"  w  pełni  popiera 
stanowisko papieża, a im słabsza więź z religią, tym mniej osób podziela pogląd zwierzchnika 
Kościoła.  Trzebateżpamiętać,że  stanowisko  papieża  oparte  jest  na  pewnym  badaniu,  na 
analizie  różnych  danych  i  faktów  napływających  do  Watykanu,  tymczasem  informatorzy 
zapytywani są bez uprzedzenia i natychmiast mają dać odpowiedź, spośród kilku możliwych, 
sugerowanych  przez  przeprowadzającego  sondaż.  Ta  sytuacja  wywiadu  odpowiadać  może 
tylko  osobom  o  zdecydowanych  przekonaniach,  którzy  bardziej  interesują  się  problemami 
życia społecznego i mają pewną samowiedzę religijną. 

Co  innego,  gdy  pada  stwierdzenie  do  zaopiniowania:  "adwokat,  który  był  doradcą 

aferzysty  i  przestępcy,  powinien  tracić  prawo  do  wykonywania  zawodu":  59%  badanych 
podzieliło  ten  pogląd  a  27,1  %  było  odmiennego  zdania  (Gallup-Polska).  W  takiej  sprawie 
łatwiej jest zająć stanowisko. Podobnie jak na pytanie: "Czy lekarze biorą łapówki?" (CBOS): 
86% odpowiedziało negatywnie, a tylko 11 % pozytywnie. 

DLACZEGO WIERZĄCY GŁOSOWALI NA SOCJALDEMOKRATF~? 
Cytowana autorka nawiązała do sprawy wyboru prezydenta: 
Po  wyborach  prezydenckich,  wygranych  przez  kandydata  lewicy,  w  pierwszych 

reakcjach hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego można było usłyszeć, iż nadszedł czas na 
weryfikację przekonania, że ponad 90 procent Polaków  jest katolikami. Skoro głosowali  na 
kandydata nie reprezentującego wartości podstawowych dla  Kościoła, dla religii, to znaczy, 
że się z nim nie utożsamiają i utracili wiarę. Tymczasem z naszych badań wynika, że Polacy 
nadal uważają się za ludzi wierzących. 

Problem  ten  warto  rozpatrzyć  szerzej.  Czy  głosujący  na  kandydata  lewicy  popierali 

tym samym przeciwnika Kościoła i religii? W żadnym 

81 
 

background image

I  ';  wystąpieniu  Aleksander  Kwaśniewski  jednak  nie  zajmował  się  krytyką  ani 

Kościoła, ani tym bardziej religii. Co najwyżej można mówić o alu 

 

'! zjach. Sprawą paradoksu, że wierzący częściowo poparli członka lewi  cy, 

zainteresowała się nawet pani prezydentowa Clintonowi, w czasie  

!;  pobytu  w  lipcu 

1996 roku w Warszawie. Zapytała więc o to towarzyszą 

cego  jej  przedstawiciela  naszej  elity,  który  z  uśmiechem  odpowiedział:  nasze 

społeczeństwo jest wierzące, ale antyklerykalne. Była to wprawdzie dezinformacja, gdyż sam 
ten intelektualista nie lubi ani Kościoła, 

 

fiI~~II~ ani  jego reprezentantów, ale  - trzeba przyznać  - było to pewne wyja

 

śnienie, chociaż naiwne i błędne. Dziś wiadomo już, że osoby głęboko   "I  i  wierzące 

i regularnie praktykujące nie głosowały na kandydata lewicy. 

Fenomenem był też fakt, że mimo zmasowanej krytyki pod adresem !I !', 
II~I~, Lecha  Wałęsy ze strony  nie tylko  ludzi  lewicy, ale także niektórych grup  li I' 

katolików oraz środowiska "Gazety Wyborczej" (zanim, niemal w ostat;, 

niej chwili, tuż przed drugą turą wyborów, nie zmieniono stanowiska, podobnie jak to 

uczynił  redaktor  naczelny  "Tygodnika  Powszechnego"),  choć  masy  tych  pism  nie  czytają  - 
stosunkowo  więcej  osób  z  wyższym  wykształceniem,  studentów  oraz  absolwentów 
gimnazjów poparło wła 

I,',li~~'~,  śnie  Wałęsę.  Chociaż  mu  wymawiano,  że  nie  ma  odpowiedniego 

wykształcenia, obycia  językowego i wielu  innych przymiotów. Natomiast kandydata  lewicy 
poparła tzw. Polska powiatowa, mieszkańcy wielu 

 

i~l'  małych  miast,  miasteczek  i  okręgów  rolniczych,  gdzie  polikwidowano 

 

- w rezultacie świadomej polityki ówczesnego wicepremiera i ministra   ',  finansów  - 

gospodarstwa państwowe i spółdzielcze. Również znaczna  

część 

mieszkańców 

Nadodrza (poza Opolem i Wrocławiem) i Pomorza 

 

Zachodniego  opowiedziała  się  za  A.  Kwaśniewskim.  Podobnie  jak  wo

 

jewództwa wschodnie. Wszędzie tam dominuje prasa zdecydowanie  

I,II 

 

antykościelna i radykalnie lewicowa, i brukowa odciągająca uwagę czy  ~I'',i I 

telników od ważnych problemów społecznych i ideowych. Wprawdzie   i w województwach, 
gdzie poparcie dla A. Kwaśniewskiego przeważa  ło,  większość  wyborców  to  osoby 
wierzące (często praktykujące niere  gularnie lub w ogóle nie praktykujące), to jednak ulegały 
one nadziei,   że rez dent z nowe orientac i zmieni ich ołożenie na le sze zablo 

p Y J j P P 
',', ", kuje dociekanie dawnej przynależności  i  aktywności politycznej  w apai  '' racie 

partyjnym, państwowym, wojskowym i w bezpieczeństwie. Prze 

i cież młodym obiecywano mieszkania, a młodzieży chcącej awansować 
-  bezpłatne  studia.  Już  w  styczniu  jednak  oficjalny  przedstawiciel  władzy 

zapowiedział rozszerzenie zakresu opłat za studia, a dane statystyczne wskazują na malejącą 
liczbę oddanych do użytku nowych mieszkań. Wreszcie nie byłoby sukcesu dla lewicowego 
kandydata na prezydenta bez udziału radia i telewizji. Środki masowego komunikowania dziś 
inaczej oddziaływują na ludzi niż w okresie gierkowskim czy w stanie wojennym. Wówczas 
wiadomo było, że prasa, radio i telewizja często kłamią. Stąd też regułą była nieufność wobec 
państwowej  propagandy.  Dziś  telewidzowie,  słuchacze  czy  czytelnicy  uważają  środki 
masowego  przekazu  za  bardziej  wiarygodne.  Tym  bardziej,  że  często  konfrontuje  się  różne 
wypowiedzi na dany temat, co niejako podkreśla obiektywizm telewizji czy radia. Jednak aby 
w  tej  masie  poglądów  i  informacji,  które  docierają  do  słuchacza  czy  telewidza,  odróżnić 
prawdę od kłamstwa, przypuszczenie od dowodu, poszlakę od insynuacji, trzeba mieć wiedzę 
i  wykształcenie.  Dla  milionów  ludzi  w  dalszym  ciągu  czyjeś  zapewnienie  lub  informacja, 
podane np. w telewizji czy w radiu, uważane są za wiarygodne "bo przecież niemożliwe, aby 
ktoś wobec całego świata tak kłamał". Tymczasem okazało się, że kandydat lewicy nie tylko 

background image

w  kampanii  wyborczej,  ale  nawet  kilka  dni  po  wyborze  na  prezydenta  utrzymywał  (wbrew 
opinii  władz  uczelni),  że  ukończył  studia  i  jest  magistrem.  Również  małżonka  kandydata, 
zarówno w telewizji jak również udzielając wywiadu prasie kobiecej, twierdziła to samo, co 
mąż. Z wielu rozmów przeprowadzonych z osobami z różnych środowisk dowiedzieliśmy się, 
że tak zwani zwykli telewidzowie  lub  słuchacze  (głównie z wykształceniem podstawowym, 
lecz zdarzali się także ludzie z wykształceniem wyższym) nie wyobrażali sobie po prostu, że 
można  "w  żywe  oczy"  podawać  nieprawdziwe  informacje.  Niektórzy  sądzili,  iż  to 
przeciwnicy polityczni podają niekorzystne dla kandydata lewicy informacje. Nigdy przedtem 
w polskich mass mediach twarz mówiącego, jego głos i spokojny t o n w y p o w i e d z i (nad 
czym czuwała francuska agencja reklamowa) w tak wielkim stopniu nie wpływały na opinie 
telewidzów. To pewna nowa jakość. Co prawda już dawno zauważono, że gdyby dziś Hitler 
przemawiał "na żywo" i pokazanoby go z bliska przez dłuższy czas w telewizji - nie miałby 
żadnych szans, gdyż każdy gest i grymas twarzy zdradzałby jego 

82 ( ~ 83 
 
fanatyzm,  prymitywizm  i  komediancki  styl  bycia.  Wówczas  uczestnicy  wielkich 

partyjnych manifestacji nie widzieli tych ośmieszających cech wodza Niemiec. Dziś mówi się 
o p o 1 i t y c z n y c h o s o b o w ościach telewizyjnych.Osobawizualnie przekonywaj ą c a 
jest również potencjalnie wiarygodna w tym, co mówi, co stwierdza i co obiecuje. Kandydat 
lewicy stwarzał wrażenie człowieka wiarygodnego. Wprawdzie przywódca Rosji nie został p 
r z e k o n a n y przez nowego prezydenta Polski, że przystąpienie naszego kraju do NATO 
nie stanowi żadnego zagrożenia dla sąsiadów, ale polscy słuchacze i telewidzowie (duża ich 
część)  potraktowali  A.  Kwaśniewskiego  jako  polityka,  któremu  warto  dać  szansę  działania; 
tym  bardziej,  że  opowiadał  się  za  patrzeniem  w  przyszłość  i  wspólnym  rozwiązywaniem 
problemów gospodarczych i politycznych, które stwarza perspektywa przynależności do Unii 
Europejskiej.  Dlatego  kandydat  lewicy  nie  stwarzał  problemu  moralnego  dla  wielu 
wierzących  (zwłaszcza  niepraktykujących),  bo  nie  skłaniał  ich  do  porzucenia  Kościoła  i 
wiary. 

t __ 
SONDAŻE ZAGRANICZNE 
JAK OCENIAĆ WŁADZĘ? 
Informacje  dotyczące  oceny  najwyższych  władz  w  Polsce  publikowane  w  naszych 

mediach sprowadzają się najczęściej do prezentowania wyników sondażu zawierającego dwa 
pytania:  "Czy  jest  Pani)  zadowolony  ze  sposobu  sprawowania  urzędu  przez  prezydenta 
(premiera)?"  oraz  "Gdyby  wybory  odbywały  się  w  najbliższą  niedzielę  na  kogo  by  Pani) 
głosował?" (i tu wymienia się kilka nazwisk). Inaczej we Francji. Znany tygodnik francuski 
"Paris  Match"  w  sondażu  z  marca  1996  roku  postawił  badanym,  metodą  próby 
reprezentatywnej całego społeczeństwa od 18 do 65 lat, następujące pytania: "Jaka jest Twoja 
opinia  o  J.  Chiraku  jako  prezydencie  Republiki:  dobra,  zła,  brak  zdania"?  (kolejne 
odpowiedzi: 44, 50 oraz 6%); "Jaka jest Twoja opinia o A. Juppe jako premierze: dobra, zła, 
brak  zdania?"  (kolejne  odpowiedzi:  30,  64  oraz  6%).  Te  dane  zestawia  się  z  opinią 
wypowiadających  się,  a  reprezentujących:  lewicę,  prawicę-oraz  łącznie  ani  lewicę,  ani 
prawicę. Oczywiście wyniki są zupełnie inne. Prezydent wśród informatorów, którzy uważają 
się za prawicę uzyskał 79% dobrych opinii, ale wśród lewicy tylko 18%, a wśród tych, którzy 
nie zaliczają się ani do lewicy, ani do prawicy, dobrych opinii było 37%, złych 54, zdania nie 
miało 9%. 

Podobnie  premier:  na  prawicy  dobrych  opinii  miał  60%,  złych  37%,  9% 

sygnalizowało  brak  zdania.  Natomiast  na  lewicy  odwrotnie:  dobrych  opinii  było  tylko  8%, 
złych 89%. 

background image

Kolejne  pytanie  brzmiało:  "Czy  jesteś  zadowolony  czy  niezadowolony  ze  sposobu 

rządzenia  Francją?". Przewidywano trzy  możliwe odpowiedzi:  zadowolony, niezadowolony, 
nie  mam  zdania  (kolejne  odpowiedzi:  26,  70  oraz  4%).  Ale  wśród  prawicy  zadowolonych 
było 53%, wśród lewicy tylko 7%. Osoby, które nie uważają się ani za lewicę, ani za prawicę: 
zadowolonych tylko 20%, nie zadowolonych aż 76%, zdania nie miało 4%. Jak z tego widać, 
Francją jest jeszcze trudniej rządzić niż Polską. 

85 
 
Posłużono się jeszcze dwoma pytaniami: "Biorąc wszystko pod uwagę, gdybyś został 

posłem, czy głosowałbyś za votum zaufania dla rządu A. Juppe?" (tak 29, nie 63, brak zdania 
8%). Według politycznych orientacji: zwolennicy prawicy głosowaliby za zaufaniem - 61 %, 
tylko 8% zwolenników lewicy głosowałoby za rządem (89% przeciw), 3% nie ma zdania. I 
następne pytanie: "Jeśli w najbliższą niedzielę odbywałyby się nowe wybory parlamentarne, 
kandydat jakiej partii miałby największą szansę poparcia z twojej strony?". 

W  polskich  sondażach,  publikowanych  na  łamach  prasy,  takich  pytań  nie  stawiano. 

Podobnie  sformułowano  drugie  z  powyższych  pytań:  "Gdyby  wybory  odbywały  się  w 
najbliższą  niedzielę,  na  przedstawiciela  jakiej  partii  oddałbyś  głos?".  Wyrażenie  z 
francuskiego  pytania  "kandydat  jakiej  partii  miałby  największą  szansę"  jest  lepsze,  gdyż 
jakby  obiektywizuje  wybór  przez  daną  osobę,  podczas  gdy  w  polskim  sformułowaniu 
akcentuje się osobiste stanowisko wyborcy,  bez  względu  na to, czy dany kandydat w ogóle 
ma szansę na wybór. 

Ośrodek badania opinii we Francji, Sofres, często wykonujący sondaże dla tygodnika 

"Figaro Magazine", do oceny prezydenta i premiera stosuje pytanie: 

Czy  wyrażasz  w  stosunku  do  J.  Chiraka  w  jego  działaniach  w  celu  rozwiązywania 

aktualnych problemów rozważanych we Francji: 

całkowite  zaufanie  7  raczej  zaufanie  38  raczej  brak  zaufania  27  całkowity  brak 

zaufania 26 brak zdania 2 

(sondaż  przeprowadzono od  26  do 28  marca  1996  na  próbie  ogólnospołecznej  1000 

osób). 

Pytanie  to  ma  kilka  zalet:  sprawa  zaufania  jest  zróżnicowana,  dzięki  czemu 

informatorowi  łatwiej  jest  wyrazić  własne  zdanie;  kwestia  zaufania  nie  jest  stawiana 
abstrakcyjnie, lecz w nawiązaniu do "rozwiązywania problemów" i to problemów najbardziej 
"aktualnych",  którymi  żyje  kraj,  więc  obywatele  francuscy  łatwo  mogą  sobie  skojarzyć,  o 
jakie problemy  może chodzić. Dodatkową zaletą jest jasność i trzymanie się podstawowego 
terminu  "zaufanie",  a  nie  zbliżonych  pojęć,  które  jednak  mogłyby  nie  mieć  identycznego 
znaczenia. 

W  polskich  badaniach,  o  ile  sobie  przypominam,  tak  sformułowanym  pytaniem  nie 

posługiwano  się  dotąd.  Dlatego  w  środkach  masowego  przekazu  dziennikarzom  łatwo  było 
zastępować  "zaufanie"  takimi  terminami  jak  "poparcie",  "sympatia"  (do  danego  polityka), 
"podobanie się". 

POSTAWY RELIGIJNE 
Wiara bez Kościoła? 
Niemiecki  instytut  badania  opinii  publicznej  INKA  (na  zlecenie  tygodnika  "Focus") 

przeprowadził sondaż na temat religijności w Niemczech w roku 1996 ("Focus" 1996, nr 15). 
Raport  uzupełniono  danymi  z  urzędów  statystycznych  oraz  ze  źródeł  kościelnych.  U  nas  z 
reguły  podaje  się  tylko  opinie  badanych,  nie  poszerzając  ich  obiektywnymi  danymi 
urzędowymi  czy  kościelnymi,  co  naturalnie  zuboża  obserwacje  i  uogólnienia.  Niemiecki 
raport odnotowuje różnice  miedzy religijnością w Niemczech Zachodnich oraz Wschodnich 
(do  1989  roku  NRD).  Różnice  są,  jak  już  wiemy,  skrajnie  duże:  w  części  zachodniej  67% 
uważa się za wierzących, we wschodniej tylko 31 %. Dokonuje się też porównań w czasie (co 

background image

niekiedy  i  u  nas  się  podaje):  np.  40  lat  istnienia  NRD  oraz  państwowej  ateizacji 
spowodowało,  że  chociaż  w  1960  roku  procent  wierzących  zarówno  w  Niemczech 
Zachodnich jak Wschodnich był podobny, obecnie utrzymują się wspomniane różnice, nawet 
po  włączeniu  w  1989  roku  wschodnich  landów  do  RFN.  (Pominiemy  tu  kwestię,  dlaczego 
władzom komunistycznym w NRD udało się wykorzenić religijność. Należy tylko zaznaczyć, 
że  do  1989  roku  NRD  faktycznie  była  pod  kontrolą  okupacyjnych  wojsk  ZSRR  oraz  że 
ludność  była  całkowicie  pozbawiona  kontaktów  z  rodzinami  w  Niemczech  Zachodnich  i 
możliwości wyjazdu do jakiegokolwiek kraju zachodniego.) Obecnie między poszezególnynu 
landami  (Niemcy  są  federacją  kilkunastu  regionów  z  odrębną  administracją)  różnice  w 
wierzeniach są szokujące: podczas gdy w Bawarii 69% stanowią katolicy i 24% ewangelicy; a 
niewierzących  jest  tylko  7%,  to  w  Saksonii-Anhalt  76,9%  stanowią  niewierzący,  16,5% 
ewangelicy i 6,6% katolicy! Nawet w Berlinie, który (część zachodnia) 

86 ! 87 
 
miał kontakty z Zachodem, obecnie 57,8% to niewierzący, 32,1 % ewangelicy, a 10,1 

%  -  katolicy.  (U  nas  z  reguły  prasa  nie  informuje,  podając  wyniki  sondaży,  o  różnicach  w 
postawach  religijnych  w  poszczególnych  województwach).  Tak  podzieleni  w  stosunku  do 
Kościoła  katolickiego  i  ewangelickiego  Niemcy  stoją  przed  wielu  trudnymi  problemami 
wychowawczymi,  np.  w  szkołach,  w  działalności  gmin,  w  aktywności  kulturalnej:  jak 
zapewnić  współdziałanie  na  co  dzień  ludzi  o  skrajnie  odmiennych  postawach  i  systemach 
wartości,  jak  unikać  różnego  typu  konfliktów,  do  jakich  symboli  i  tradycji  się  odwoływać. 
Dlatego  tak  trudna  była  wizyta  papieża  w  czerwcu  1996  roku  w  Berlinie,  gdzie  osobiście 
zetknął się z przejawami wrogości wykraczającej poza granice przyzwoitości, chociaż przez 
wspólnotę wierzących przyjmowany był nader serdecznie jako autorytet moralny (na główne 
spotkanie przybyło ponad 100 tysięcy osób, także ok. 30 tysięcy z Polski). 

Główna  obserwacja:  zapytywani  w  Monachium  ewangelicy  (43%)  wyrażali  niechęć 

wobec  swojego  Kościoła  uważając,  że  sami  mogą  utrzymywać  duchowy  kontakt  z  Bogiem 
bez  pośrednictwa  duchownych.  Stąd  sygnalizowany  problem  "wiary  bez  pośrednictwa 
Kościoła". 

Sytuacja  Kościołów  ewangelickiego  i  katolickiego  jest  swoista.  Po  1990  roku 

zjednoczone  państwo,  oparte  na  zasadach  praworządności  i  respektowania  instytucji 
demokratycznych,  spełnia  z  powodzeniem  swoje  funkcje:  zapewnia  bezpieczeństwo,  pracę, 
prawa  obywatelskie,  zabezpieczenie  socjalne  w  szerokim  zakresie.  Wydatki  na  pracę 
(szkolenie  w  zawodach,  ochrona  miejsc  pracy,  nadzór  pracy,  szkolnictwo  zawodowe) 
stanowią prawie jedną trzecią budżetu! W pełni przeprowadzono dekomunizację: zwolniono z 
dotychczasowych  stanowisk  w  aparacie  państwowym,  w  szkolnictwie  i  nauce  wszystkie 
osoby, które narzucały ideologię marksizmu-leninizmu (wykładowcy i oficerowie, urzędnicy 
z  policji  politycznej  otrzymali  emerytury  lub  zasiłki  dla  bezrobotnych,  jesli  nie  mogli  się 
przekwalifikować). Oficerowie władz bezpieczeństwa i wywiadu, Stasi, nie mogą już nikomu 
szkodzić  i  nikogo  szantażować,  ponieważ  każdy  obywatel  ma  dostęp  do  własnej  teczki  z 
tajnymi  informacjami  zbieranymi  przez  policję  polityczną.  Osoby,  które  naruszyły  prawo  - 
podlegają  sądom.  Chociaż  nie  wszystkie  powiązania  między  policją  bezpieczeństwa  a 
różnymi  organizacjami  (również  kościelnymi)  zostały  wyjaśnione,  to  jednak  obywatele  nie 
czują obawy, że ktoś może 

ich skrzywdzić. Raczej ubolewa się nad bezkarnością niektórych wysokich dygnitarzy 

byłej NRD, którzy jeśli otrzymują kary to bardzo niskie i najczęściej w zawieszeniu  - sądzi 
się,  że  to  wynik  faktu,  że  dysponują  oni  informacjami  o  wielu  politykach 
zachodnioniemieckich, w których ujawnieniu podejrzani  nie są, oczywiście, zainteresowani. 
W  tych  okolicznościach,  gdy  Kościoły  nie  mają  obiektywnej  potrzeby  bezpośredniego 

background image

wpływania  na  funkcjonowanie  państwa  i  systemu  demokratycznego  (inaczej  niż  u  nas), 
powstaje problem: jakie obecnie zadania stoją przed wspólnotami religijnymi? 

Zadania Kościołów 
Dane uzyskane na podstawie pytania: 
Jakie zadania są dla Kościoła ważne? 
Pomoc grupom marginesu, jak bezdomni czy chorzy na AIDS 93 Zbieranie datków na 

losowe kłopoty ludzi 91 Zaktadanie stacji opieki, domów seniorów i in. 86 Wychowywanie 
do pracy spolecznej z ludźmi 79 Rozbudzanie żywych uczuć przynależności do wspólnoty 78 
Udzielanie  sakramentów z okazji urodzin, zawierania związków  matżeńskich 71 Udzielanie 
odpowiedzi  na  pytania  dotyczące  sensu  życia  70  Pozyskiwanie  ludzi  do  wiary  64 
Przygotowywanie  wiernych  do  życia  przysztego  64  Popieranie  politycznych  kierunków 
dzialania 14 

W polskich badaniach swoistość sytuacji Kościoła katolickiego jest z reguły pomijana. 

Postawy wobec Kościoła ujmowane są abstrakcyjnie, poza autentycznym życiem społecznym. 
Powracając do omawianego raportu: zwraca on uwagę na wielkie zaangażowanie Kościołów, 
ewangelickiego  i  katolickiego,  w  działania  na  rzecz  potrzebujących  opieki  duchowej  czy 
materialnej:  ok. 170 tysięcy osób bezpośrednio  jest zatrudnionych w  Kościele katolickim w 
tej  działalności,  ponadto  430  tysięcy  w  Caritasie,  a  Kościół  ewangelicki  zatrudnia  w  tych 
celach ok. 200 tysięcy osób oraz jeszcze 370 tysięcy w instytucjach wspierających. Łącznie 1 
mln  200  tysięcy  osób  działa  dla  dobra  konkretnych  potrzebujących.  Nawet  największe 
koncerny  niemieckie,  Siemens  czy  MercedesBenz,  nie  mają  tylu  pracowników.  W  polskich 
sondażach przemilcza się 

88 89 
 
szeroką  działalność  społeczną  Kościoła,  parafii,  Caritasu  i  wielu  innych  jeszcze 

instytucji związanych z tą działalnością. 

Sondaż amerykański na temat sity wiary 
Tygodnik  "Time"  zamówił  sondaż  (zrealizowany  telefonicznie  na  próbie  1004  osób 

przez  Yankelovich  Partners  Inc.)  z  oryginalnymi  pytaniami,  które  warto  przytoczyć  (por. 
także "Time" 1996, nr 25). 

Czy wierzysz: 
tak ~ nie % % 
 

(1) w uzdrawiającą moc osobistej modlitwy? 

82 

13 

 

(2) w modlitwę za kogoś innego, aby pomogla mu   

 

 

w wyleczeniu choroby? 

73 

21 

 

(3) ie Bóg czasami wpływa na wyleczenie kogoś   

 

 

z poważnej choroby? 77 

18 

 

(4) w zdolność uzdrowiciela sprawienia, aby przez wiarę   

 

 

i bezpośredni dotyk polepszyć samopoczucie pacjenta? 

28 

63 

 

(5) że lekarze powinni uczestniczyć wraz z pacjentami 

 

 

 

w modlitwie, jesli pacjenci sobie tego życzą? 

64 

27 

Tego typu sondażu w Polsce, o ile się orientuję, również nie przeprowadzono, chociaż 

stanowi  on  uzupełnienie  badań  nad  religijnością.  Amerykański  sondaż  wskazuje,  jak 
zdecydowanie odmiennie traktuje się odwoływanie do mocy Boga i do własnej modlitwy od 
możliwości przypisywanych uzdrowicielom. 

Angielska obserwacja 
Wprawdzie  w  Wielkiej  Brytanii  nie  przeprowadzono  specjalnego  sondażu  na  temat 

moralności  i  religii,  jednak  obserwacja  arcybiskupa  Canterbury  i  równocześnie  prymasa 
Kościoła  anglikańskiego,  Georga  Careya  zasługuje  na  uwagę,  jako  hipoteza  do  dalszych 
badań.  Powiedział  on  w  audycji  dla  BBC  (a  wcześniej  mówił  o  tym  w  Izbie  Lordów),  że 

background image

religia  w  Anglii  staje  się  rodzajem  hobby,  a  moralność  sferą  osobistego  wyboru  (jak  to 
upowszechniają zwolennicy postmodernizmu w życiu społecznym). 

Swoje  poglądy  arcybiskup  Carey  przedstawił  także  na  łamach  "Daily  Telegraph". 

Dziennik ten zapytał czytelników, co sądzą o poglądach 

zwierzchnika Kościoła anglikańskiego: wiele osób potwierdziło jego opinię. Ponadto 

20% jest zdania, że społeczeństwo w Wielkiej Brytanii jednoczą wspólne wartości moralne, 
ale  75%  uważa,  że  w  sprawach  moralnych  ludzie  podejmują  swobodnie  decyzje 
("Rzeczpospolita"  1996,  nr  156).  Trzeba  jednak  mieć  na  uwadze,  że  "Daily  Telegraph"  to 
dziennik  o  orientacji  konserwatywnej  i  opinie  jego  czytelników  wymagałyby  porównania  z 
innymi,  w  powiązaniu  z  wykształceniem,  wiekiem,  zawodem,  miejscem  zamieszkania, 
zamożnością, postawą wobec Boga, wobec wartości powszechnie uznanych. Tym bardziej, że 
w poszczególnych miejscowościach (dzielnicach) znaczny procent mieszkańców to Hindusi, 
Afrykanie, Azjaci, Arabowie, a ostatnio nawet Rosjanie. 

.TAKIE STAWIAĆ PYTANIA? 
W  sprawach  politycznych  u  nas  najczęściej  ośrodki  badania  opinii  publicznej 

zapytują:  "Kto  jest  najbardziej  popularny  spośród  niżej  wymienionych  polityków?".  W 
gazetach  odpowiedzi  przedstawiane  są  w  postaci  zwrotów:  "najbardziej  lubimy...", 
"największym  zaufaniem  cieszy  się..."  lub  "największe  poparcie  zyskał...".  Zwracałem  już 
uwagę,  że  zamiana  słowa  "popularny"  na  "zaufanie",  "poparcie"  albo  ,jest  lubiany"  to 
nadużycie.  W  czasopismach  zagranicznych  takich  sztuczek  się  z  reguły  nie  stosuje.  Gdy 
chodzi o ocenę polityków, stawia się następujące pytania: "czy myśląc o przyszłości darzysz 
zaufaniem którąś z poniższych osób?" ("L'Express", sondaż zamówiony w ośrodku Ifop). W 
omawianiu wyników stosuje się ciągle okres'lenie "zaufanie". Inny przykład:  "Która z niżej 
wymienionych  osobistości  politycznych  Twoim  zdaniem  powinna  odegrać  ważną  rolę  w 
nadchodzących  miesiącach  i  latach?"  ("Figaro  Magazine",  sondaż  zamówiony  w  ośrodku 
Sofres).  Podobne  pytanie  stawia  się  Niemcom  (na  zlecenie  tygodników  "Der  Spiegel"  lub 
"Focus").  Wśród  polityków,  wymienianych  do  oceny,  nigdy  nie  spotka  się,  jak  u  nas, 
zwierzchnika  jakiegoś  kościoła,  ponieważ  słusznie  się  uważa,  że  taka  osoba  nie  jest 
zawodowym politykiem. A  jeśli nawet ktoś taki jest kimś wpływowym w życiu publicznym, 
to podobną rolę pełnią też przecież pisarze, dziennikarze, aktorzy, pracow 

90 91 
1 .:_ 
 
nicy nauki, ale ich nazwisk nie zestawia się z profesjonalistami-politykami. 
U nas się zdarza, że w ogóle nie podaje się dokładnego brzmienia pytania, czytelnik 

sam  musi  się  domyślać,  o  co  właściwie  pytano.  W  ten  sposób  jednak  łatwo  manipulować 
wynikami i naciągać je dla własnych politycznych celów. 

W  amerykańskich  sondażach,  np.  dotyczących  wyborów  prezydenckich,  zadawano 

pytania:  "Na  kogo  chciałbyś  głosować  w  wyborach  prezydenckich?"  po  czym  wymieniano 
pięciu kandydatów - Jelcyna, Jawlińskiego, Lebiedzia, Zyrynowskiego i Ziuganowa ("Time" 
1996,  nr  z  27  maja).  Wówczas  na  Jelcyna  chciało  głosować  28%,  na  Ziuganowa  18%,  na 
Jawlińskiego 9%, na Lebiedzia 6% i na Zyrynowskiego 4%; później rozkład głosów zarówno 
w prognozie jak też w samych wyborach był inny, w czym zapewne mieli swój udział tajni 
doradcy  do  spraw  kampanii  wyborczej,  a  częścią  ich  działań  było  częste  przeprowadzanie 
sondaży  i  nagłaśnianie  ich  w  kierunku  sprzyjającym  Jelcynowi.  Powyższe  pytanie  można 
uznać  za  jasne  i  jednoznaczne.  Kolejne  brzmiały  (oba  sondaże  dla  korporacji  CNN 
przeprowadzał Institute for Comparative Social Research-ICSR):  "Co  jest dla ciebie sprawą 
najważniejszą:  gospodarka,  bezpieczeństwo  socjalne,  patriotyzm?".  Okazało  się,  że  wśród 
tych, którzy popierali Jelcyna najwięcej było tych osób, które przywiązują głównie znaczenie 
do spraw gospodarczych  - 35 %, na drugim  miejscu wymieniano  bezpieczeństwo socjalne  - 

background image

22%  i  dalej  patriotyzm  22%.  Wśród  zwolenników  Ziuganowa  wymieniano  na  pierwszym 
miejscu  bezpieczeństwo  socjalne  -  46%,  dalej  gospodarkę  -  16%  oraz  patriotyzm  -  9%. 
Pytanie  to  i  sugerowane  możliwe  odpowiedzi  były  zdecydowanie  zbyt  uproszczone.,  ale  w 
rosyjskich warunkach może pomogły odpowiednio pokierować kampanią wyborczą na rzecz 
Jelcyna.  Równie  uproszczone  do  granic  sensowności  było  pytanie:  "Jak  myślisz,  co  jest 
bardziej  istotne:  porządek  czy  demokracja?".  Za  porządkiem  wypowiedziało  się  77% 
badanych,  za  demokracją  9%.  Wprawdzie  pytanie  to  było  w  takim  sformułowaniu  zbyt 
sugerujące  (ostatecznie  każdy  wolałby,  aby  w  kraju  był  jakiś  ład,  a  nie  anarchiczna 
demokracja  jak  w  Rosji),  lecz  jeśli  chodziło  o  sprawdzenie  podatności  na  potrzebę 
silniejszego  kierowania  państwem,  uzyskano  wynik,  który  był  testem.  Nie  zaniechano  przy 
okazji sprawdzenia, czy osoby zapytywane: interesują 

się polityką, słabo się interesują, w ogóle się nie interesują (kolejne wyniki: 35, 43 i 

20%). co w naszych sondażach czyni się rzadko (sondaż przeprowadzał w styczniu 1996 roku 
zespół badaczy z University of Strathclyde, na próbie 2426 dorosłych Rosjan). 
 

Przykład pytania absurdalnego 
Tygodnik niemiecki "Die Woche", skądinąd całkiem interesujące czasopismo, często 

wykorzystujące wyniki badań sondażowych, przed wizytą Jana Pawła II w tym kraju zapytał 
badanych:  "Jak  myślisz,  czy  Kościół  katolicki  jest  przeciwny  seksowi?"  (dwie  trzecie 
badanych  odpowiedziało  "tak").  Absurdalność  polega  w  ogóle  na  założeniu,  że  jakikolwiek 
kościół w Europie mógłby zachęcać do uprawiania seksu: kaźda wielka religia (islam, Kościół 
katolicki,  ewangelicki,  anglikański,  nie  mówiąc  już  o  nadzwyczaj  rygorystycznej  religii 
Mojżeszowej)  nakłada  na  wyznawców  obowiązek  powściągania  zmysłów,  w  tym  w  sferze 
seksu. Jednak właśnie Jan Paweł II jest autorem traktatu o miłości, w którym, jak w żadnym 
innym  dokumencie  papieskim  w  przeszłości,  ukazuje  się  również  piękno  miłości  fizycznej, 
jeśli  jest  ona  uzupełniona  miłością  duchową,  opartą  na  zasadzie  poszanowania  godności 
osoby ludzkiej i poczuciu odpowiedzialności (por. K. Wojtyła, Osoba a mi~ość, Lublin 1991). 
W różnych sondażach zdarzają się takie "wpadki". 

WZORCOWE BADANIE OPINII DLA CELÓW POLITYKI SPOŁECZNEJ 
Tygodnik "Figaro Magazine" zlecił ośrodkowi badania opinii Solfres przeprowadzenie 

sondażu  (w  1995  roku,  na  próbie  1000  osób  w  wieku  od  lat  I8)  na  temat  polityki  państwa 
wobec rodziny, który można uznać za wzór. Tym cenniejszy, że był to sondaż przeznaczony 
nie dla  informacji, lecz jako wytyczna dla rządu. U nas, jak wiadomo, władze nie przejmują 
się  sondażami  (np.  większość  badanych  była  za  przeprowadzeniem  lustracji,  jak  np.  w 
Niemczech  czy  Czechach,  aby  osoby  współpracujące  z  tajnymi  służbami  lub  naruszające 
prawo nie mogły pełnić wysokich stanowisk państwowych). Czasem zamawia się sondaże, by 
potwierdziły już podjęte decyzje lub aktualne stanowisko władz 

92 11~ 93 
 
w danej sprawie (trzeba więc tak formułować pytania, aby uzyskać pożądany wynik). 
Telewizja a sytuacja rodzin 
Raport z sondażu omawia wyniki uzyskane na podstawie pięciu pytań. Jedno z pytań 

brzmiało*: 

Oceniając programy telewizji, czy wpływają one na wzmocnienie rodziny, czy na jej 

osłabianie,  czy  też  ani  nie  wzmacniają,  ani  nie  osłabiają?  A  jak  oddziaływają  gazety 
codzienne i magazyny ilustrowane?: 

programy tv dzienniki i magazyny 
% % 
wzmocnienie  rodziny  8  14  osłabienie  rodziny  51  17  ani  nie  wzmacniają,  ani  nie 

osłabiają 38 62 brak zdania 3 7 

background image

Dzięki porównaniu oddziaływania programów telewizyjnych z wpływem dzienników i 

magazynów ilustrowanych wzrasta wiarygodność ocen dotyczących telewizji. W przeciwnym 
wypadku  można  by  domniemywać,  że  widzowie  są  tendencyjni,  z  góry  negatywnie 
nastawieni, np. wobec programów rozrywkowych i amerykańskich filmów. Jeśli  więc 51 % 
badanych dostrzega negatywny wpływ programów telewizyjnych na funkcjonowanie rodziny, 
nie można takiej opinii bagatelizować. 

Zasiłek macierzyński a trwałość rodziny Kolejne pytanie brzmiało: 
Co się tyczy zasiłku macierzyńskiego dla kobiet pozostających w ognisku domowym z 

dziećmi w wieku szkolnym, jak sądzisz czy był on: 

I % 
środkiem  wstecznym  udaremniającym  kobietom  udział  w  życiu  społecznym  12 

środkiem postępowym, który podkreslał uznanie pracy ojca rodziny 82 brak zdania 6 

Wprowadzenie  krańcowych  ocen  wobec  społecznej  roli  zasiłku  macierzyńskiego 

pozwoliło na wyraźne sprecyzowanie stanowiska. Po 

Por. "Figaro Magazine" 1995, nr 760. 
mysł ten był trafny skoro aż 82% badanych wybrało ten punkt widzenia, a tylko 12% 

było innego zdania. I co ciekawe, wspomniane 82% odnosi się tak do badanych kobiet jak i 
mężczyzn, co na ogół jest rzadkością. 

Problem przyszłości rodziny Inne pytanie: 
Czy życzyłbyś sobie, aby w przyszłości rodzina uzyskała 

najwyższą rangę w społeczeństwie 78  mniejszą rangę 1 ani  najwyższą, ani  mniejszą 

19 brak zdania 2 

Tak  postawione  pytanie  pozwoliło  sprawdzić  różne  potoczne  mniemania, 

upowszechniane  przez  małe  krzykliwe  grupy  różnych  "postępowców",  a  właściwie 
ekstremistów,  którzy  wieszczyli  upadek  instytucji  rodziny  złożonej  z  mężczyzny,  kobiety  i 
dzieci,  i  proponowali  swobodniejsze  związki,  również  homoseksualne.  Okazało  się,  że  aż 
78%  badanych  chciałoby  jeszcze  wzmocnienia  dotychczasowej  pozycji  rodziny.  Nawet  ci, 
którzy  nie  oczekują  ani  tego,  aby  rodzina  traktowana  była  jako  instytucja  o  najwyższej 
randze,  ani  o  mniejszej  randze  (19%  badanych),  nawet  oni  nie  mogą  być  postrzegani  jako 
zwolennicy jakichś radykalnych zmian w pozycji rodziny. 

Ocena aktualnej pozycji rodziny 
Przy  pomocy  innego  pytania  starano  się  uzyskać  opinię  na  temat  ewolucji  rangi 

społecznej rodziny we Francji. W tym celu postawiono pytanie: 

Jak to oceniasz, w stosunku do minionych dwudziestu lat, czy rodzina dziś zajmuje 
najwyższą pozycję 37 mniejszą pozycję 37 ani najwyższą, ani mniejszą 23 brak zdania 

Można było oczekiwać, że w tym wypadku nie należy spodziewać się zdecydowanie 

jednolitego stanowiska ze względu na wiele zmian 

94 1 j~ 95 
 
 

w  życiu  społecznym,  choćby  sygnalizowanych  pierwszym  pytaniem  d0-

 

BADANIE OPINII DLA CELÓW UZYTKOWYCH 
 

tyczącym wpływu (negatywnego!) telewizji na funkcjonowanie rodzi- 

 

 

ny. Sformułowanie powyższego pytania pozwalało na uchwycenie kie-   

 

runku  ewentualnych  zmian.  Jeśli  37%  badanych  dostrzega  mniejszą

 

Typowym sondażem tego typu było badanie opinii zrealizowane 
 

pozycję rodziny w społeczeństwie, to niewątpliwie muszą być znane 

przez 

wyspecjalizowaną firmę, już cytowaną, Sofres, na zlecenie po- 

background image

 

badanym  obiektywne  mierniki  takiego  kierunku  przeobrażeń.  Dlatego

 

ważnego tygodnika "Le Nouvel Observateur", w czerwcu 1996 roku, na 
 

poprzednie  pytanie,  dotyczące  przyszłości  rodziny  -  zyskuje  na  zna-

 

próbie reprezentatywnej ogółu studentów uniwersytetów, którą objęto 
 

czemu. 300 osób. Należy zaznaczyć, że w roku 1995 było we Francji wiele 

 

Istotne jest, że dotychczasowe pytania wzajemnie się uzupełniają  niepokojów  i 

kilka wielkich manifestacji studenckich: studenci maso- 

 

i tak właśnie trzeba projektować porządne sondaże. wo  krytykowali  aktualny 

stan szkolnictwa wyższego, braki kadry nau- 

 

Z  powyższych  pytań  logicznie  wynika  ostatnie  pytanie,  mające  bez-

 

czającej, zbyt mało pomieszczeń, sposób przyjmowania na studia. To 
 

pośrednie  znaczenie  dla  rządu  prowadzącego  określoną  politykę  spo-

 

wszystko skłoniło redakcję wspomnianego tygodnika do zamówienia 
 

łeczną. Pytanie brzmi: 

sondażu. 

 

Które  z  poniżej  wymienionych  środków,  mogących  pomóc  rodzinie,

 

Pierwsze pytanie dotyczyło sprawy zasadniczej: 
 

mogą być przyjęte jako priorytetowe: 

Czy  jesteś  zdania,  że  wielka 

reforma wyższego wykształcenia we Francji 

 

 

jest dziś 

 

( 1 ) utrzymanie zasiłków rodzinnych, dopóki dzieci nie osiągną 22 lat 37  

 

(2) stworzenie zasiłku dla osób w podeszłym wieku, które są 

(1) 

konieczna 26 

 

uzależnione od opieki ze strony innych osób 38 ~  (2) potrzebna 30 

 

(3) zasiłek z wolnego wyboru z okazji pierwszych urodzin (3) czy byś jej sobie 

życzył 33 

 

dla rodziców, którzy nie pracują 18  (4) czy też tak naprawdę jest niepotrzebna 

 

(4) wypłata zasiłku macierzyńskiego głowie rodziny, która (5) brak zdania 2 

 

pozostaje w ognisku rodzinnym 55   

 

(5) utrzymanie granicy wieku emerytalnego dla rodziców  Redakcja 

dodała 

trzy rubryki od góry i zaznaczyła w tytule nad ta- 

 

z rodzin o liczniejszym składzie osobowym 13 

blicą  z  wynikami:  "89% 

jest za reformą uniwersytetu". Można się zasta- 

 

 

 

 

nawiać, dlaczego w tym pytaniu trzy pierwsze rubryki są pojęciowo 

 

(6) brak zdania 

 

 

Poproszono również badanych o wskazanie rangi danego środka  zbliżone, 

chociaż niejako stopniują postawy studentów wobec projek- 

 

umocnienia pozycji rodziny w społeczeństwie. Tym razem okazało się,  tów 

reform. Czy nie wystarczyłoby jedno stwierdzenie, czy jest ona 

 

że  ta  sugestia  była  zbędna,  gdyż  rangi  pokrywają  się  z  kolejnością  gło-

 

konieczna? Autorzy sondażu słusznie uznali, że wśród studentów są różne 
 

sów.  Jednak  z  góry  nie  można  było  tego  przewidzieć  (dodajmy,  że  bada-

 

nastroje, nie wszyscy są w równym stopniu radykalni w domaganiu się 
 

ni mogli wymienić najwyżej dwie rubryki). Odpowiedzi na powyższe 

z~~ 

~'~' szkolnictwie wyższym. Dlatego stopniowanie poparcia dla re- 

 

pytanie  dają  wyraźne  wskazówki,  które  środki  wzmocnienia  rodziny

 

formy było uzasadnione. Oczywiście, gdyby w pytaniu było tylko stwier- 
 

można  uznać  za  priorytetowe,  gdyż  rozkład  opinii  nie  jest  zbyt  rozstrze-

 

dzenie, czy reforma jest konieczna, odpowiedzi pozytywnych byłoby 

background image

 

lony.  Oznacza  to,  że  projektujący  sondaż  trafnie  zróżnicowali  możliwe

 

stosunkowo mniej. W tym sensie można powiedzieć, że samo sformu- 
 

typy odpowiedzi. 

 

 

 

łowanie pytania sprzyjało zdobyciu szerszego poparcia dla postulatu 

 

Z  tych  wszystkich  powodów  można  uznać  ten  sondaż  za  wzorcowy.

 

>,wielkiej reformy". 
 

 

 

 

 

96 

 

 
Kolejne pytanie: 
Czy jesteś za jakąś formą selekcji przy wstępowaniu na uniwersytet: I% 
(1) całkowicie popieram 13 (2) raczej popieram  35 (3) raczej  jestem przeciw 28 (4) 

jestem całkowicie przeciw 24 

~,ącząc  rubrykę  1  i  2  uzyskujemy  48%  zwolenników  selekcji,  a  dodając  3  do  4 

otrzymujemy 52% tych, którzy są przeciwni wstępnej selekeji. Odpowiedzi na to pytanie są o 
tyle zobiektywizowane, że pytano nxe osoby aspirujące na studia, lecz aktualnych studentów, 
więc ich opinie są bardziej wyważone, oparte już na pewnym doświadczeniu. 

Inne pytanie: 
Jesli  byłaby  wprowadzona  sełekcja  przy  wstępowaniu  na  uniwersytet,  jaki  sposób 

wydawałby ci się najlepszy: 

I % 
(1) przedstawienie dokumentów w czasie spotkania 42 (2) przyjmowanie na podstawie 

egzaminu  30  (3)  przyjmowanie  na  podstawie  matury  15  (4)  żaden  z  tych  sposobów  12  (5) 
brak zdania 1 

W takim typie pytania istotne jest dokładne odróżnienie poszczególnych możliwości i 

jasne ich sprecyzowanie, co rzeczywiście ma miejsce. Również następne pytanie należy do tej 
kategorii: 

Aby system uniwersytecki łepłej funkcjonował, jak sądzisz, co można zaakceptować,a 

co byłoby nie do przyjęcia: 

I% 
(1) przedłużenie roku studiów wraz ze skróceniem wakacji łetnich 
a) można przyjąć 55 b) nię do przyjęcia 44 c) brak zdania 1 
(2) zamiana części zajęć wykładanych w  salach  w ramach  studiów  magisterskich  na 

odbiór w sieci telewizyjnej wewnątrz uczelni 

 

a) można przyjąć 40   b) nie do przyjęcia 60  

(3)  wprowadzenie  tutorów 

(opiekunów) dla każdego studenta na 

pierwszym roku według systemu DEUG 
a) można przyjąć 86 b) nie do przyjęcia 14 
Zarysowane w głównym pytaniu kwestie są kontrowersyjne, można więc oczekiwać, 

że  odpowiedzi  na  poszczególne  sprawy  nie  będą  zbyt  zdecydowane,  może  poza  sprawą 
opiekunów dla  młodszego rocznika.  Jednak w każdej kwestii  zaznacza  się  wyraźna różnica 
między  zwołennikami  i  przeciwnikami,  co  wskazuje,  że  badacze  właściwie  sformułowali 
możliwe rozwiązania. 

I kolejne pytanie (sondaż obejmuje ich jeszcze kilka): 
Mówi  się  o  podwyższeniu  pomocy  socjalnej  dla  studentów.  Z  drugiej  strony,  jak 

oceniasz zwiększenie praw do zapisu na studia: czy jest ono 

(1) całkowicie do przyjęcia 4 (2) raczej do przyjęcia 24 (3) raczej nie do przyjęcia 29 

(4) ca&owicie nie do przyjęcia 41 (5) brak zdania 2 

background image

Jeśli  doda  się  wyniki  rubryki  1  i  2  (28%)  oraz  3  i  4  (70%),  wówczas  wyraźnie 

widoczne  są  odmienne  stanowiska  wśród  badanych  studentów  i  pytanie  daje  możliwość 
zasygnalizowania  tej  odmienności,  co  jest  zapewne  zaletą  tego  pytania.  Można  mieć 
natomiast  pewną  wątpliwość,  czy  trafne  było  umieszczenie  zdania  poprzedzającego 
zasadnicze pytanie ("Mówi się o podwyższeniu pomocy socjalnej dla studentów"), gdyż ono 
niejako przestrzega, że jes'li  ma  być zwiększona  pomoc socjalna dla studentów, to  przecież 
nie  można  zbyt  łatwo  przyjmować  na  studia,  bo  pomoc  ta  z  konieczności  będzie  mniejsza. 
Jest to więc jakby delikatne sugerowanie ankietowanym, co leży w ich interesie. Tymczasem 
pytania w sondażach z zasady nie powinny podsuwać gotowych odpowiedzi, choćby nawet w 
subtelnej postaci. 

Poza tą uwagą krytyczną omówione badania opinii do celów użytkowych trzeba uznać 

za dobre narzędzie wpływania na decyzje władz z pozycji ochrony interesów społeczeństwa 
obywatelskiego. 

BADANIE OPINII DLA CELÓW ROZRYWKOWYCH 
Sondaż  jako  metoda  badań  obejmuje  różne  procedury  o  charakterze  naukowym. 

Można jednak wykorzystywać je do różnych celów. Tygod 

98 99 
 
Kolejne pytanie: 
Czy jesteś za jakąś formą selekcji przy wstępowaniu na uniwersytet: I % 
(1) całkowicie popieram 13 (2) raczej popieram  35 (3) raczej  jestem przeciw 28 (4) 

jestem całkowicie przeciw 24 

Łącząc  rubrykę  1  i  2  uzyskujemy  48%  zwolenników  selekcji,  a  dodając  3  do  4 

otrzymujemy 52% tych, którzy są przeciwni wstępnej selekeji. Odpowiedzi na to pytanie są o 
tyle zobiektywizowane, że pytano nie osoby aspirujące na studia, lecz aktualnych studentów, 
więc ich opinie są bardziej wyważone, oparte już na pewnym doświadczeniu. 

Inne pytanie: 
Jeśli  byłaby  wprowadzona  sełekcja  przy  wstępowaniu  na  uniwersytet,  jaki  sposób 

wydawałby ci sig najlepszy: 

I~ 
(1) przedstawienie dokumentów w czasie spotkania 42 (2) przyjmowanie na podstawie 

egzaminu  30  (3)  przyjmowanie  na  podstawie  matury  15  (4)  żaden  z  tych  sposobów  12  (5) 
brak zdania 1 

W takim typie pytania istotne jest dokładne odróżnienie poszczególnych możliwości i 

jasne ich sprecyzowanie, co rzeczywiście ma miejsce. Również następne pytanie należy do tej 
kategorii: 

Aby system uniwersytecki lepfej funkcjonował, jak sądzisz, co można zaakceptować, 

a co byłoby nie do przyjęcia: 

(1) przedłużenie roku studiów wraz ze skróceniem wakacji łetnich a) można przyjąć 
b) nie do przyjęcia c) brak zdania 
 

(2)  zamiana  części  zajęć  wykładanych  w  salach  w  ramach  studiów 

 

magisterskich na odbiór w sieci telewizyjnej wewnątrz uczelni   a) można przyjąć 
b) nie do przyjęcia 
(3)  wprowadzenie  tutorów  (opiekunów)  dla  każdego  studenta  na  pierwszym  roku 

według systemu DEUG 

a) można przyjąć b) nie do przyjęcia 
55 44 

40 60 
86 14 

background image

Zarysowane w głównym pytaniu kwestie są kontrowersyjne, można więc oczekiwać, 

że  odpowiedzi  na  poszczególne  sprawy  nie  będą  zbyt  zdecydowane,  może  poza  sprawą 
opiekunów dla  młodszego rocznika.  Jednak w każdej kwestii  zaznacza  się  wyraźna różnica 
między zwolen 

nikami  i  przeciwnikami,  co  wskazuje,  że  badacze  właściwie  sformułowali  możliwe 

rozwiązania. 

I kolejne pytanie (sondaż obejmuje ich jeszcze kilka): 
Mówi  się  o  podwyższeniu  pomocy  socjalnej  dla  studentów.  Z  drugiej  strony,  jak 

oceniasz zwiększenie praw do zapisu na studia: czy jest ono 

(1) całkowicie do przyjęcia 4 (2) raczej do przyjęcia 24 (3) raczej nie do przyjęcia 29 

(4) całkowicie nie do przyjęcia 41 (5) brak zdania 2 

Jeśli  doda  się  wyniki  rubryki  1  i  2  (28%)  oraz  3  i  4  (70%),  wówczas  wyraźnie 

widoczne  są  odmienne  stanowiska  wśród  badanych  studentów  i  pytanie  daje  możliwość 
zasygnalizowania  tej  odmienności,  co  jest  zapewne  zaletą  tego  pytania.  Można  mieć 
natomiast  pewną  wątpliwość,  czy  trafne  było  umieszczenie  zdania  poprzedzającego 
zasadnicze pytanie ("Mówi się o podwyższeniu pomocy socjalnej dla studentów"), gdyż ono 
niejako przestrzega, że jeśli ma być zwiększona pomoc socjalna dla studentów, to przecież nie 
można zbyt łatwo przyjmować na studia, bo pomoc ta z konieczności będzie mniejsza. Jest to 
więc jakby delikatne sugerowanie ankietowanym, co leży w ich interesie. Tymczasem pytania 
w  sondażach  z  zasady  nie  powinny  podsuwać  gotowych  odpowiedzi,  choćby  nawet  w 
subtelnej postaci. 

Poza tą uwagą krytyczną omówione badania opinii do celów użytkowych trzeba uznać 

za dobre narzędzie wpływania na decyzje władz z pozycji ochrony interesów społeczeństwa 
obywatelskiego. 

BADANIE OPINII DLA CELÓW ROZRYWKOWYCH 
Sondaż  jako  metoda  badań  obejmuje  różne  procedury  o  charakterze  naukowym. 

Można jednak wykorzystywać je do różnych celów. Tygod 

98 =99 
 
nik "Paris Match" zamówił w ośrodku badań Ipsos Opinion sondaż na temat miłości w 

czasie lata. Miłość jako problem może jak najbardziej nadawać się do badań naukowych (por. 
R. Dyoniziak, Postacie mitości. Przeobrażenia obyczajowe w Europie Zachodniej i w Polsce, 
Kraków 1995). Wszystko zależy jednak od tego, jakie kwestie zamierzamy badać, czy chodzi 
o  zdobycie  obiektywnej  wiedzy  o  realnych  zjawiskach,  czy  też  o  płytkie  opinie  o 
wyimaginowanych  sytuacjach, które można traktować tylko  jako zabawne ciekawostki. Tak 
właśnie  zaprojektowano  omawiany  sondaż.  Zastosowano  wszystkie  "szykany"  naukowe: 
wylosowano  reprezentatywną  próbę  ludności  od  18  do  60  lat,  uzyskując  709  ważnych 
odpowiedzi  na  pytania  zadawane  przez  telefon.  Mysię,  że  badani  traktowali  te  pytania  z 
przymrużeniem oka*. 

Gdzie szukać przygody miłosnej? 
Dokładnie  pytanie  brzmiało:  "Gdzie  znajduje  się  idealne  miejsce  do  szukania 

przygody miłosnej tego lata we Francji?". Najwięcej osób wymieniało nocny lokal w Saint-
Tropez  (38%),  plażę  w  Belle-Ile-enMer  (35%),  tarasy  w  jakiejś  kawiarni  w  Paryżu  (32%), 
camping  w  Correze  (14%),  w  Pyli  (12%),  na  jeziorze  Lustrzanym  w  Chamonix  (11%),  w 
kasynie  w  Deauville  (8%),  brak  danych  (6%).  Z  opisu  nie  wynika,  czy  te  miejscowości 
zostały  w  rozmowach  wymienione,  wydaje  się  jednak  że  tak,  gdyż  trudno  sobie  wyobrazić 
podobną zgodność opinii sprowadzającą się do siedmiu możliwości. To byłby błąd badawczy, 
gdyż na pewno daleko odbiegają wyniki od codziennie doświadczanych sytuacji. Ostatecznie 
przygody miłosne mają miejsce we wszystkich miejscowościach na świecie. 

Zadano również pytanie: 

background image

Jak zamierzasz spędzić lato? I% 
wypoczywać  50  bawić  się  18  uprawiać  sport  13  często  kochać  się  11  przeżyć 

przygodę miłosną 3 brak zdania 5 

* Por. "Paris Match" 1996, nr 2459. 
Duże  różnice  w  odpowiedziach  zaznaczyły  się  wśród  tych,  którzy  chcą  głównie 

wypoczywać: wśród osób stanowiących pary 56% wyra 

 

ziło takie pragnienie, wśród innych było 36%. 

 

Co już sig zdarzyło? 

 

_ Kolejne pytanie: 

 

Jest lato, czy już zdarzyło się czy nie, że: 

 

 

 

tak % nie % 

 

nabyłeś (na kasecie) lub oglądałeś rewię albo film  29 

70 

 

podrywałeś kogoś na ulicy  20 

80 

 

kochałeś się w miejscu publicznym  14 

85 

 

zmoczyłeś swojego partnera(kę) 

13 

87 

 

prowadziłeś podwójne życie  9 

91 

 

poderwałeś kobietę twojemu najlepszemu koledze  7 

93 

 

przyglądałeś się przez okno rozbierającej się osobie 

94 

 

kochałeś się w miejscu pracy 5 

94 

 

kochaleś się z kilkoma osobami 

95 

 

odpowiedziałeś na propozycję spotkania 

96 

 

poderwałaś męża twojej najlepszej koleżance (lub innej kobiecie) 2 

97 

 

(W języku francuskim poszczególne rubryki odnoszą się zarów  no  do  m

 

ężczyzn 
 

jak do kobiet, z wyjątkiem ostatniej rubryki). 

 

 

Z powyższych odpowiedzi  najbardziej charakterystyczne są stwierdzenia  negatywne: 

oznaczają one, że badani nie potrafili się zmieścić w zaproponowanym zestawie możliwości. 
Inaczej mówiąc, zastosowane rubryki były zbyt uproszczone, a nawet dziwaczne. Tak jakby 
badającym bardziej zależało na zaskakujących, atrakcyjnych czy szokujących pytaniach, aby 
zainteresować  znudzonego  czytelnika,  niż  na  opisie  realnych  doświadczeń  i  przeżyć. 
Zamówiony przez siebie sondaż "Paris Match" określił jako grand sondage. Istotnie, zadano 
aż dwadzieścia pytań informatorom, co się rzadko zdarza, gdyż sondaż taki musi kosztować 
wiele  tysięcy  franków.  A  służy  jedynie  zabawie.  Trudno  tu  przytaczać  odpowiedzi  na 
wszystkie pytania, gdyż chodzi nam tylko o ukazanie swoistości takiego typu badania opinii. 

100 101 
 
 

nik "Paris Match" zamówił w ośrodku badań Ipsos Opinion sondaż na 

Duże 

różnice w odpowiedziach zaznaczyły się wśród tych, którzy 

 

temat miłości w czasie lata. Miłość jako problem może jak najbardziej  chcą 

głównie wypoczywać: wśród osób stanowiących pary 56% wyra- 

 

nadawać się do badań naukowych (por. R. Dyoniziak, Postacie miłości.  ziło 

takie pragnienie, wśród innych było 36%. 

 

Przeobrażenia obyczajowe w Europie Zachodniej i w Polsce, Kraków 

 

 

1995). Wszystko zależy jednak od tego, jakie kwestie zamierzamy ba- 

Co 

już się zdarzyło? 

 

dać,  czy  chodzi  o  zdobycie  obiektywnej  wiedzy  o  realnych  zjawiskach,

 

Kolejne pytanie: 
 

czy też o płytkie opinie o wyimaginowanych sytuacjach, które można 

Jest 

lato, czy już zdarzyło sig czy nie, że: 

background image

 

traktować tylko jako zabawne ciekawostki. Tak właśnie zaprojektowa-   

 

 

tak % nie % 

 

no omawiany sondaż. Zastosowano wszystkie "szykany" naukowe: 

 

 

 

glądałeś rewię albo film 29 70 

 

 

ył 

 

 

 

 

 

wylosowano reprezentatywną próbę ludności od 18 do 601at, uzyskując  ali o 

 

 

od 

 

 

wałeś ko 

 

 

oś na 

 

 

p ry g y 20 80 

 

709  ważnych  odpowiedzi  na  pytania  zadawane  przez  telefon.  Myślę,  że

 

kochałeś się w miejscu publicznym 14 85 
 

badani traktowali te pytania z przymrużeniem oka*. 

zmoczyłeś  swojego 

partnera(kę) 13 87 

 

 

prowadziłeś podwójne życie 9 91 

 

GdZle SZUkaĆ przygody mlłOSllej? 

poderwałeś 

kobietę 

twojemu 

najlepszemu koledze 7 93 

 

Dokładnie  pytanie  brzmiało:  "Gdzie  znajduje  się  idealne  miejsce  do

 

przyglądałeś się przez okno rozbierającej się osobie 6 94 
 

szukania  przygody  miłosnej  tego  lata  we  Francji?".  Najwięcej  osób  ~

 

kochałeś się w miejscu pracy 5 94 
 

wymieniało  nocny  lokal  w  Saint-Tropez  (38%),  plażę  w  Belle-Ile-en-  ;

 

kochałeś się z kilkoma osobami 4 95 
 

 

odpowiedziałeś na propozycję spotkania 3 96 

 

Mer (35%), tarasy w  jakiejś kawiarni  w Paryżu (32%), camping w  Correze  `

 

poderwałaś męża twojej najlepszej koleżance (lub innej kobiecie) 2 97 
 

(14%), w Pyli (12%), na jeziorze Lustrzanym w Chamonix (11 %), 

 

 

W kasynie w DeauVllle (8%), brak danych (6%). Z opisu rile wynika, 

(W 

języku francuskim poszczególne rubryki odnoszą się zarówno do mężczyzn 

 

czy  te  miejscowości  zostały  w  rozmowach  wymienione,  wydaje  się  jed-  ~

 

jak do kobiet, z wyjątkiem ostatniej rubryki). 
 

nak  że  tak,  gdyż  trudno  sobie  wyobrazić  podobną  zgodność  opinii  spro-  ~

 

Z powyższych odpowiedzi najbardziej charakterystyczne są stwier- 
 

wadzającą  się  do  siedmiu  możliwości.  To  byłby  błąd  badawczy,  gdyż  na  ~

 

dzenia negatywne: oznaczają one, że badani nie potrafili się zmieścić w 
 

pewno  daleko  odbiegają  wyniki  od  codziennie  doświadczanych  sytua-

 

zaproponowanym zestawie możliwości. Inaczej mówiąc, zastosowane 
 

cji.  Ostatecznie  przygody  miłosne  mają  miejsce  we  wszystkich  miej-

 

rubryki były zbyt uproszczone, a nawet dziwaczne. Tak jakby badają- 
 

scowościach na świecie. 

cym  bardziej  zależało  na  zaskakujących, 

atrakcyjnych czy szokujących 

 

Zadano również pytanie: 

pytaniach,  aby  zainteresować  znudzonego 

czytelnika, niż na opisie real- 

 

.lak zamierzasz spędzić lato? nych  doświadczeń  i  przeżyć.  Zamówiony  przez 

siebie sondaż "Paris 

 

Match" określił jako grand sondage. Istotnie, zadano aż dwadzieścia 

 

 

pytań informatorom, co się rzadko zdarza, gdyż sondaż taki musi ko- 

 

ć 5o   

background image

 

wypoczywa  sztować wiele t si c franków. A służ ed nie zabawie. Trudno tu 

rz - 

 

bawić się 18  Y ę Y Yj Y p y 

 

uprawiać sport 13 

taczać  odpowiedzi  na  wszystkie  pytania,  gdyż  chodzi 

nam tylko o uka- 

 

często kochać się 11  zanie swoistości takiego typu badania opinii. 

 

przeżyć przygodę miłosną 3   

 

brak zdania 5   

* Por. "Paris Match" 1996, nr 2459. 
100 - 101 
 
 

Jedno z pytań brzmiało: 

O kim marzą?  

 

Czy Ttvoim marzeniem byłoby przeżycie:  Są samotne, żyją w separacji lub są 

rozwiedzione: ich 

serca są do wzięcia. 

 

 

Gdybyś był wolny, którą z poniżej wymienionych osób 

pragnąłbyś 

uwodzić? 

 

ogółem % mężczyźni % kobiety %  (wymieniono  12  pań;  uzyskały  one 

następujące uznanie wśród panów): 

 

(1) wielkiej miłosnej przygody, 

 

 

 

 

ogólem % osoby poniżej 35 lat %  35 lat i więcej % 

 

 

 

 

która by trwała całe lato 70 71 68  _ 

 

 

 

 

 

(2) wiele przygód nocą 12 16 9 

Isabelle Adjani 25 24 27 

 

 

Nathalie Baye 24 14  33 

 

W tego typu pytaniu ważny jest nie tyle fakt, iż ludzie marzą o mi- 

vanessa Demony 19 29 

11 

 

łości, gdyż oznacza to, jak bardzo współcześni mieszkańcy Francji cier-  ~ 

Carla Bruni 16 24 

l0 

 

pią na głód uczuć, których nie zaspokaja liberalizm ekonomiczny (moc-  ~ 

Farmy Ardant 15 8 

21 

 

no  tam  zresztą  krytykowany),  lecz  to,  że  w  większości  odrzucają  prze-

 

Ophelie Winter 15 24 8 
 

lotne miłostki, sugerowane przez drugą rubrykę. W tym sensie zdradza-  _ 

vanessa Paradis 11 12 lo 

 

ją pewien romantyzm uczuć. ~ Lady Diana 10 6 

14 

 

 

 

 

Sophie Favier 8 

 

 

Ocena "podrywania"  Elizabeth Taylor 2 2  3 

 

 

Liz Hurlcy 2 2 1 

 

Pytanie: "Czy sama) popierasz podrywanie i sama) chciałbyś być  Fergie, 

księżna 1 1 

 

podrywany(a)?" zyskało poparcie 72% badanych, w tym 65% mężczyzn  brak 

zdania 7 8 

 

i 79% kobiet. Okazuje się, że część mężczyzn (14%) nie lubi wystę- 

 

 
 

pować  w  tej  roli.  Dlaczego?  To  nie  było  celem  badań.  W  sondażach,

 

Podobne pytanie postawiono paniom: 

 

 

w odróżnieniu od badań naukowych, nie chodzi o wykrywanie przy- 

ł  Są 

samotni, żyją w separacji lub są rozwiedzeni: ich serca są do wxięcia~ 

background image

 

czyn utrzymywania się określonych opinii, lecz jedynie o odnotowywa-  = 

Gdybyś była wołna, którego z poniżej wymienionych pragnęłabyś uwodzić? 

 

nie akie o finie w st u  

 

 

J P Y ęP Ją 

- ogólem % losoby poniżej 35 lat %  I35 lat i więcej %- 

Ocena przypadkowych znajomości Zadano także pytanie: 
Michael Douglas Patrick Bruel Jean Luc Delarue vincent Lindon Johnny Depp Hugh 

Grant Leciano Pavarotti Michel Polnareff Albert de Monaco Yves Mourousi Książę Andrew 
Warren Beatty brak zdania 

23 21 16 16 15 lI 8 6 5 3 3 2 13 
21 24 23 16 27 17 2 5 3 2 4 1 6 
25 18 l0 IS 5 6 14 7 6 4 2 3 18 
Czy gdyby ktoś nieznany zaproponował ci tego lata udział w podróży dookoła świata, 

przyjąłbyś (przyjęłabyś) taką propozycję? 

ogółem % ~ mężczyźni % I kobiety % 
(1) tak, bez zastanowienia 8 14 2 (2) tak, być może 27 35 20 (3) nie 64 50 77 (4) brak 

zdania 1 

Powyższe odpowiedzi wskazują na  istotne różnice  między kobietami  i  mężczyznami 

oraz  ogółną  niechęć  do  przypadkowych  propozycji  towarzyskich.  Trudno  jednak  nie 
zauważyć,  że  szansa  spotkania  fundatora  takiej  wycieczki  równa  się  prawie  zeru.  Stąd 
abstrakcyjność takiego sondażu. Potwierdza to również kolejne pytanie: 

Tego typu pytania wywołują różne wątpliwości: czy wszyscy badani znają choć trochę 

osoby wymienione, poza kilkoma plotkami na ich 

102 ~ ~ 103 
 
temat? Czy w r ó w n y m s t o p n i u znane są te godne zainteresowania kobiety  i 

mężczyźni? Jes'li jedne osoby znane są lepiej, a inne gorzej - nie ma równości szans wyboru, 
a więc badanie opinii  jest wątpliwe.  Ale to nie  wszystko:  dlaczego badanym podsunięto do 
wyboru akurat te osoby? Czy tylko dlatego, że prasa bulwarowa coś o tych osobach pisała? 
Wśród  wymienionych  kobiet  dominują  aktorki,  są  też  księżne,  podobnie  wśród  mężczyzn. 
Czy  tylko  aktorki  i  aktorzy  i  tylko  osoby  związane  z  monarchią  są  w  stanie  wzbudzić 
marzenia?  Czyżby  nie  było  godnych  zainteresowania  kobiet  i  mężczyzn  reprezentujących 
inne  zawody?  Czy  więc  sprawdzanie  opinii  o  z  góry  wyselekcjonowanych  przez  badaczy 
osobach ze świata filmu i monarchii nie jest zupełną fikcją? Jaki sens ma sondaż, w którym 
pytamy o zupełnie nierealne, nawet niedorzeczne pragnienia miłosne? 

 

Odpowiedź nasuwa się tylko jedna: to rodzaj zabawy, aby można  było 

sobie 

trochę pomarzyć, gdyż rzeczywistość takich szans nie daje.  

Inny,  całkiem  poważny 

tygodnik francuski "L'Evenement du Jeudi"* 

wpadł na pomysł sondażu na temat stosunku kobiet do polityków francuskich. Badania 

zlecono  Instytutowi  CSA,  cenionej  placówce,  która  przeprowadziła  sondaż  wśród  417  pań 
stanowiących  reprezentację  Francuzek  od  lat  18.  Postawiono  pytanie:  "Z  którym  z  poniżej 
wymienionych polityków pragnęłabyś spędzić noc?". Podsunięto badanym paniom 18 osób z 
pierwszych  stron  gazet.  Wśród  pięciu  pierwszych  szczęs'liwców  znaleźli  się:  Bernard 
Kouchner,  Jack  Lang  (b.  minister  kultury),  Philippe  Douste-Blazy,  Jacques  Chirac  (obecny 
prezydent)  i  Bernard  Tapie  (b.  minister  i  hochsztapler  finansowy  sądownie  karany  za  różne 
przestępstwa). Jednak zwolenniczek było mało, od 13 % dla Kouchnera do 8% dla prezydenta 
i  7%  dla  Bernarda  Tapie.  Najciekawsza  była  informacja,  jaki  procent  pań  nie  wybrałby 
żadnego  z  18  polityków,  czym  udowodniły,  że  mają  bardziej  romantyczne  upodobania. 
Okazało  się,  że  aż  42%  badanych!  Ponadto  5%  nie  miało  w  ogóle  zdania.  Czasem  więc 
sondaże są bardzo pouczające. 

SONDAZOWY HAZARD ZA GRANICĄ I W POLSCE 

background image

W 1995 roku oraz w pierwszych miesiącach 1996 ośrodki badania opinii publicznej w 

różnych krajach doświadczyły goryczy kompromitacji, zwłaszcza w prognozach wyborczych. 
Tę  swoistą  falę  zapoczątkowały  w  1994  roku  francuskie  placówki  badawcze,  całkowicie 
błędnie  przewidujące  wyniki  wyborów  prezydenckich.  Opublikowano  na  ten  temat  wiele 
artykułów,  które  nie  wyjaśniły  istoty  rzeczy.  Skończyło  się  na  konstatacji  jednego  z 
profesorów francuskich, który stwierdził: "proszę pamiętać, że chodzi nie o kwestię naukowej 
pewności.  To  były  tylko  sondaże,  nic  ponadto".  Inaczej  mówiąc,  od  sondaży  nie  należy 
oczekiwać  pewności  przewidywań,  są  to  co  najwyżej  pewne  sygnały,  hipotezy  co  do 
utrzymywania się takich czy innych opinii. W Polsce, w okresie wyborów prezydenckich w 
1995 roku, niektóre ośrodki również popełniły gafy. Nawet w dzień wyborów o godzinie 22 
wyniki  sondażu  były  inne  niż  końcowy  wynik.  Także  w  Izraelu  były  wpadki:  do  końca 
wyborów  (premiera  i  partii)  kilka  ośrodków  badania  opinii  utrzymywało,  że  zwycięży 
premier Peres i jego Partia Pracy. Okazało się jednak, że zwyciężył jego przeciwnik, "Bibi" 
Netaniahu, który nie oponował, gdy jego zwolennicy przedstawiali Peresa i premiera Rabina 
w  mundurach  hitlerowców spod znaku SS. Tak czy  inaczej, prognozy  były  błędne, chociaż 
Netaniahu  zwyciężył  przewagą  tylko  ok.  20  tys.  głosów.  Nie  może  to  być  jednak 
usprawiedliwieniem  dla  błędnej  prognozy.  Również  w  Rosji,  nawet  dzień  przed  wyborami, 
ośrodek  badania  opinii  "studiów  parlamentarnych"  utrzymywał,  że  wyraźną  przewagę 
uzyskuje Ziuganow przed Jelcynem. Ośrodek ten przedstawiano jako "najbardziej wiarygodne 
źródło"  m.in.  w  polskich  mediach.  Tymczasem  kilkunastopunktową  przewagę  uzyskał 
ponownie  kandydujący  prezydent  Jelcyn.  Po  takiej  kompromitacji  ośrodek  badawczy 
powinien całkowicie wymienić swój skład kierowniczy. 

Osobna  sprawa  to  nagłaśnianie  korzystnych  dla  danego  polityka  prognoz  i 

przemilczanie wyników badań innego ośrodka badania opinii, co też nagminnie występuje w 
różnych  krajach  i  niewątpliwie  wywiera  wpływ  na  decyzje  wyborców.  Tak  przygotowywał 
swoją kampanię wyborczą obóz znanego z licznych afer biznesmena włoskiego, Berlusco 

"L'Evenement du Jeudi" 1996, nr 609. 
104 ~ 105 
 
niego,  który  jednak  przegrał  wybory,  gdyż  wcześniej  jako  premier  dał  się  poznać  z 

decyzji,  które  miały  jego  (również  jego  brata)  oraz  podlegające  mu  firmy  wybronić  przed 
zarzutami  korupcji.  Nawet  intensywna  propaganda  wyborcza  przy  zastosowaniu  techniki 
sondażów z wzrastającym poparciem - nie udała się. Są bowiem granice naiwności wyborców 
i ich podatności na rozmaite techniki wpływania na ich decyzje. 

W Polsce blamażem sondażowym można nazwać wyjątkową, nawet w skali krajowej, 

odmienność  "notowań",  jak  to  określają  niektórzy  dziennikarze,  poszczególnych  partii  i 
ugrupowań politycznych w czerwcu 1996 roku. Według Centrum Badania Opinii Społecznej 
rządząca SLD uzyskała 18% poparcia, a według Ośrodka Badania Opinii Publicznej 24%. Ale 
opozycyjny  Ruch  Odbudowy  Polski  odwrotnie,  według  CBOS  cieszy  się  poparciem  16% 
badanych, a na podstawie badań OBOPu tylko 13%. 

Różnice w poparciu dla PSL wynoszą nawet 5 punktów, (CBOS okresla poparcie na 

15% badanych, a OBOP  na 9%), co z punktu widzenia poprawności naukowej wskazuje na 
istotne  wadliwości  procedury  badań.  Przedstawiciel  OBOPu,  dr  Wojciech  Pawlak,  zwierzył 
się:  "Wyniki  CBOS  są  dla  mnie  zaskoczeniem";  dyrektor  CBOS,  Lena  Kolarska-Bobińska, 
stwierdziła: "Nie jestem zaskoczona naszymi wynikami (...) Poparcie dla SLD cały czas waha 
się  i  tak  będzie,  bo  SLD  rządzi,  a  sytuacja  polityczna  wciąż  się  zmienia"*.  Rzecz  w  tym 
jednak, że badania obu tych ośrodków miały miejsce prawie w identycznym czasie (różnica 
jednego  tygodnia),  trudno  więc  się  zgodzić  z  poglądem,  że  tak  nagle  zmieniły  się  opinie 
badanych.  Nawet  jes'li  w  życiu  politycznym  mają  miejsce  jakieś  ważne  decyzje  czy 
wydarzenia,  ludzie  nie  reagują  natychmiast,  lecz  dopiero  po  pewnym  czasie,  np. 

background image

kilkutygodniowym,  gdy  społeczeństwo  uświadomi  sobie,  "przetrawi"  fakty.  Tylko  małe 
opiniotwórcze  grupy  mogą  szybko  modyfikować  swoje  opinie.  W  szerszej  skali  społecznej 
występuje swoiste opóźnienie reakcji, tym bardziej, że miliony ludzi na bieżąco nie interesują 
się polityką. 

Trudno  tu  zbyt  szeroko  rozważać  problem  różnic  w  "notowaniach"  różnych  partii 

politycznych czy problem wiarygodności prognoz wyborczych (była o tym częściowo mowa 
we wcześniejszych rozwaźa 

" Por. "Gazeta Wyborcza" 1996, nr 153. 
mach  i  komentarzach).  Warto  jednak  rozważyć  kwestię  czy  z  naukowego  punktu 

widzenia  można  liczyć  na  precyzyjne  badanie  opinii  (oraz  prognozy  wyborcze),  czy  też  z 
góry trzeba przyjąć, iż nieosiągalna jest zarówno dokładność prognoz wyborczych, jak i duża 
zgodność  w  wynikach  badań  opinii  na  ten  sam  temat  w  tym  samym  czasie.  Sądzę,  że  z 
teoretycznego  punktu  widzenia  -  wspomniana  dokładność  jest  możliwa  po  spełnieniu 
podstawowych  warunków.  Jednak  w  praktyce  badania  te  wymagałyby  takich  nakładów 
finansowych  i  tak  perfekcyjnych  zespołów  badawczych,  że  stworzenie  zadowalających 
warunków nie jest możliwe. 

Pozostaje jednak kwestią otwartą sprawa "błędów W sztuce", o czym wielokrotnie już 

mówiliśmy.  (Niezależnie  od  tego  osobno  trzeba  rozważać  manipulowanie  wynikami  badań 
nad  opinią  publiczną  przez  różne  grupy  interesów,  redakcje,  ośrodki  władzy  itp.  w  postaci 
naciąganych  wniosków,  przemilczania  niewygodnych  danych,  przekręcania  sformułowań  w 
pytaniach, nagłaśniania tylko tego, co jest korzystne dla danej 

partii.) W odniesieniu do wspomnianych rozbieżności między sondażem 
 

CBOS i OBOP, można brać pod uwagę takie "błędy w sztuce", jak:  

wadliwy dobór próby reprezentatywnej; zbyt długie wykorzystywanie   tych 

samych 

ankieterów do danego sondażu; wpływ osobistych poglą 

dów  badaczy  na  sposób  stawiania  pytań  i  reagowania  na  odpowiedzi  informatorów; 

posługiwanie się innymi sposobami stawiania pytań, co innego pytać o ocenę danej partii bez 
wymieniania przewodniczącego, a co innego, gdy jest on wskazywany (por. korespondencję z 
Niemiec Walka na sondaże w "Sztandarze" 1996, nr 181 ). 

NIEMCY O EUROPIE 1 POLSCE 
Wpływowy  tygodnik  niemiecki  "Der  Spiegel"  zamówił  sondaż  w  znanym  ośrodku 

badania  opinii  publicznej  EMNID  na  temat  stosunku  Niemiec  do  niektórych  spraw 
europejskich*. 

" "Der Spiegel" 1996, nr 26. 
I06 s 107 
 
Przede wszystkim chodziło o to, "Czy jest Pani) za przystąpieniem Niemiec do Unii 

Walutowej?". Jak wiadomo, Komisja zarządzająca Unii Europejskiej przewiduje  stworzenie 
wspólnej  waluty  europejskiej  (być  może  będzie  się  ona  nazywała  EURO)  zamiast  wielu 
narodowych  walut  będących  aktualnie  w  obiegu.  Jednak  52%  badanych  Niemców  jest 
przeciwnych  przystąpieniu  do  Unii  Walutowej  i  tym  samym  przeciw  likwidacji  marki 
niemieckiej. Instytut EMNID chciał  jednak poznać  motywy przeciwników Unii  Walutowej. 
Podsunięto badanym możliwe odpowiedzi: 

Jest Pani) przeciwny przystąpieniu Niemiec do Unii Walutowej 
(1)  gdyż  zagroziłoby  to  stabilności  DM  55  (2)  ponieważ  to  zaszkodzi  naszym 

pieniądzom 11 (3) ponieważ Niemcy tym samym stracą na znaczeniu 30 

Wydaje  się,  że  w  tego  typu  badaniu  nie  powinno  się  z  góry  upowszechniać 

określonych argumentów, gdyż może to sugerować odpowiedzi. Lepiej byłoby sformułować 
pytanie  otwarte  "Dlaczego  jest  Pani)  przeciwny  przystąpieniu  do  Unii  Walutowej?".  W  ten 
sposób  można  byłoby  poznać  sposób  myslenia  zwykłych  mieszkańców.  Tymczasem 

background image

wymienienie gotowych argumentów - i to tylko trzech z konieczności skłoniło informatorów 
do wybrania argumentu najbardziej dla nich przekonywającego. 

To  samo  można  powiedzieć  o  zwolennikach  przystąpienia  Niemiec  do  Unii 

Walutowej,  których  było  40%  (badania  przeprowadzono  w  czerwcu  1996  roku).  Im 
podsunięto następujące argumenty do wyboru: 

Jest Pani) za wspólną walutą 
(1)  gdyż  w  ten  sposób  Niemcy  będą  lepiej  związani  z  Europą  52  (2)  dlatego,  że 

wówczas lepiej nam będzie pod względem 

gospodarczym brak danych (3) gdyż ułatwi to wymianę pieniędzy w podróży 17 
("Der  Spiegel"  nie  podaje,  ilu  było  zwolenników  drugiego  argumentu).  Z  innego 

pytania  wynika,  że  spośród  zwolenników  Unii  Walutowej  29%  sądzi,  że  nowa  waluta 
wspomoże gospodarkę niemiecką. 

Dodajmy,  że  redakcja  tygodnika  przypuszcza,  iż  stosunek  do  Unii  Walutowej 

uwarunkowany  jest  aktualnym  przeświadczeniem,  że  "zbliża  się  kryzys  gospodarczy". 
Sprawa posługiwania się - zastosowanymi tutaj pytaniami zamkniętymi lub też otwartymi w 
konkretnym sondażu jest 

_  kwestią  dyskusyjną  i  nie  da  się  jej  rozstrzygnąć  w  sposób  abstrakcyjny.  Można 

jednak  dowodzić,  że  wszędzie  tam,  gdzie  chcemy  poznać  sposób  myślenia  ludzi,  pojęcia, 
jakimi  się  posługują,  rozmaitość  postaw,  tam  stosowanie  pytań  otwartych  jest  bardziej 
zasadne. Natomiast tam, 

_  gdzie  ważne  jest  tylko  poznanie  zasadniczego  stanowiska  w  danej  sprawie,  tam 

pytania zamknięte lepiej się sprawdzają. Trzeba też pamiętać, że "obróbka" pytań otwartych 
jest bardziej kosztowna i wymaga więcej czasu, co niekiedy  może przesądzać o możliwości 
jej zastosowania. 

Pytanie zamknięte jednak w pełni nadawało się do poznania opinii Niemców na temat: 
Jakie  polityczne  zadania  uważa  Pani)  za  szczególnie  ważne?  (1)  zwalczanie 

bezrobocia g3 

(2)  zabezpieczenie  przed  przestępczością  57  (3)  ochronę  środowiska  naturalnego  57 

(4) ograniczenie długu państwowego 53 (5) uregulowanie współżycia z obcokrajowcami 25 

Warto zauważyć, że również nasi obywatele mogliby przychylić się, 
w zbliżonych proporcjach, do opinii Niemców. 
Czy Niemcy by nam pomogli? 
Inny  tygodnik  niemiecki,  "Focus",  przytacza  opinię  Niemców  ale  tylko  elity,  czy 

Bundeswehra powinna się włączyć do działania, "gdyby Rosja zaatakowała Polskę?". Tylko 
30% badanych akceptuje ten pogląd. Stąd komentarz redakcji:  "W  stanie zagrożenia Polacy 
nie powinni  zbytnio polegać na  niemieckiej warstwie kierowniczej"*. Opinia ta  jest istotna, 
chciałbym jednak zwrócić uwagę na swoistość tego sondażu, gdyż problemy metodologiczne 
interesują  nas  tu  szczególnie.  Otóż  badania  przeprowadziła  firma  Infratest  Burke, 
wylosowując wyłącznie 

"Focus" 1996, nr 21. 
108 ~ 109 
 
osoby  spośród  ELITY,  do  której  zaliczono  polityków,  menedżerów  wysokiego 

szczebla,  redaktorów  naczelnych,  przywódców  związków  zawodowych,  doradców 
politycznych  oraz  biskupów,  razem  próba  objęła  824  osoby  (sondaż  zrealizowano  wiosną 
1996 roku). W próbie nie uwzględniono tak u nas rozpowszechnionej (przez media)  profesji 
"intelektualistów",  przez  których  rozumie  się  poetów,  literatów,  czasem  pracowników 
naukowych  przedziwnych  specjalności.  Natomiast  nasze  ośrodki  badania  opinii,  gdy 
przeprowadzają sondaż wśród "elit", wówczas wylosowują tylko polityków, biznesmenów  i 
wolne  zawody  (dowolność  takiej  selekcji  jest  nieuchronna).  Wśród  polityków  mogą  więc 

background image

znaleźć  się  nawet  osoby  jedynie  z  wykształceniem  podstawowym,  biznesmenami  są  u  nas 
często  ludzie  z  byłego  aparatu  partyjnego  i  państwowego,  a  do  wolnych  zawodów  należą 
osoby  z  tak  bardzo  zróżnicowanych  grup  zawodowych,  że  nie  bardzo  wiadomo  kogo 
reprezentują. Tak więc pojęcie "elity" może być całkowicie sztuczną konstrukcją myślową. 

UWAGI KOŃCOWE 
SONDAŻ JAKO NIEZASTĄPIONY SPOSÓB BADANIA 
Są  problemy,  których  nie  sposób  opisać  precyzyjnie  inaczej  niż  metodą  sondażu. 

Przykładem  może  być  praca  "na  czarno",  nielegalne  zatrudnianie  pracowników,  zarówno 
obywateli  polskich  jak  też  cudzoziemców.  Władze  nasze  nie  prowadzą  żadnych  rejestrów, 
żadnych  empirycznych  studiów.  Dopiero  od  1  lipca  1995  roku  przy  urzędach  pracy  działa 
"policja  pracy"  dysponująca  w  całym  kraju  500  etatami*.  Ci  inspektorzy  mają  duże 
uprawnienia:  mogą  wejść  na  teren  każdego  zakładu  pracy  i  wylegitymować  dowolnego 
pracownika  i  to  bez  uprzedzenia,  mogą  robić  zdjęcia  "podejrzanym",  nakładać  kary  w 
wysokości 500 zł. Ale aby inspektorzy mogli wyszukiwać zatrudnionych nielegalnie, muszą 
mieć dostęp do poufnych informacji. Nie jest jasne, kto ma zbierać odpowiednie dane, które 
nie naruszałyby obowiązującego prawa. 

Ukazało  się  kilkanaście  publikacji,  wykorzystujących  materiał  historyczny,  dane 

zagraniczne, szacunki oparte na pośrednich źródłach**. 

Instytut  Badań  nad  Demokracją  i  Przedsiębiorstwem  Prywatnym  Krajowej  Izby 

Gospodarczej  przeprowadził  badania  pracy  "na  czarno"  odnoszące  się  do  ostatnich  lat 
(omawiają  je  Paweł  Domarecki  i  Krystyn  Fok,  w  wyżej  wymienionym  artykule) 
wykorzystując  dane  z  rozmów  z  anonimowymi  informatorami.  Gdy  temat  jest  dyskretny  i 
dotyczy  spraw  karalnych  -  tylko  takie  rozmowy  mogą  być  podstawą  do  zbierania  istotnych 
informacji,  które  nawet  jes'li  nie  są  wystarczające,  to  jednak  pozwalają  na  formułowanie 
szacunków  (por.  także:  R.  Dyoniziak,  A.  Słaboń,  Patologia  życia  gospodarczego,  Kraków 
1996). 

* Por. Polska "na czarno", "Sztandar Młodych" 1995, nr 146-47. 
**  Por.  K.  Z.  Sowa,  Gospodarka  nieformalna,  Rzeszów  1990;  tenże,  Gospodarka 

cienia i korzenie kryzysu, Rzeszów 1991. 

111 
 
Rozmówcami  Instytutu  byli  m.in.  prywatni  przedsiębiorcy.  O  skali  zagadnienia 

świadczy  fakt,  że  ok.  25  do  35%  wynagrodzeń  jest  wypłacanych  przez  prywatne  firmy 
zatrudnionym bez wpłacania składki ubezpieczeniowej, która wynosi ok. 45% płacy. 

W samym województwie łódzkim ok. 100 tysięcy osób pracuje "na czarno". Ustalono 

w  toku  rozmów,  że  stosuje  się  wiele  sposobów,  aby  oszukać  skarb  państwa  i  firmy 
ubezpieczeniowe.  Zatrudnia  się  np.  tylko  na  5  dni,  bo  nie  trzeba  wtedy  rejestrować 
pracowników, którzy faktycznie pracują dłużej. Albo przyjmuje się bezrobotnych do pracy na 
najniższą  stawkę,  ale  nieformalnie  od  300  do  700  zł  otrzymują  bez  jakiejkolwiek 
dokumentacji. Albo zatrudnia się kogoś oficjalnie tylko na ćwierć etatu - resztę otrzymuje "w 
kopercie".  Pomijamy  tu  kwestię,  w  jakim  stopniu  takim  praktykom  sprzyja  niesolidność 
pracodawców, a w jakim "nieżyciowe i uciążliwe przepisy". Tylko gdybyśmy z powodu tych 
przepisów  nie  przestrzegali  wielu  innych  zarządzeń  i  ustaw  bylibyśmy  jednak  ukarani. 
Prywatnym przedsiębiorcom udaje się jednak łamać prawo tylko za cenę 500 zł kary. 

Tego  typu  informacje  poufne  można  zdobyć  metodą  sondażu,  ponieważ  badacze  w 

żadnym wypadku nie mogą wykorzystywać tą drogą zdobytych danych przeciw konkretnym 
osobom i przekazywać poufnych informacji władzom sądowym. Rozmówcy muszą być o tym 
w pełni  przekonani. Należy też  stawiać  im odpowiednio  sformułowane pytania.  W  naszych 
badaniach*  pragnęliśmy  ustalić,  jaki  procent  zatrudnionych  w  jednym  z  przedsiębiorstw 
przemysłu maszynowego w godzinach pracy wykonuje tzw. fuchy, a więc-pewne przedmioty 

background image

na  prywatny  użytek,  wykorzystując  materiał  firmy  oraz  jej  maszyny.  Początkowo  pytanie 
brzmiało:  "Czy  Pan  czasem  wykonuje  w  godzinach  pracy  »fuchy«?"  (pytanie  to  zostało 
wymienione  w  anonimowej  ankiecie,  więc  informatorom  nie  mogły  grozić  żadne  karne 
konsekwencje). Ok. 80% odpowiedziało, że nie  wykonuje "fuch". Tylko 20% przyznało się 
do tego "hobby". Gdy  jednak pytanie sformułowano inaczej:  "Czy Pana koledzy w pracy w 
ciągu  ostatniego  miesiąca  wykonywali  jakieś  »fuchy«?"  -  wynik  był  dokładnie  odwrotny: 
80%  potwierdziło  wykonywanie  "fuch".  Ten  skrajny  przykład  wskazuje,  że  sposób 
sformułowania 

* Por. R. Dyoniziak, Społeczne uwarunkowania wydajności pracy, Warszawa 1969. 
pytania  może  być  decydujący  w  uzyskaniu  odpowiednich  danych.  Jeśli  jednak 

stawiamy  sobie  jakiś  strategiczny  cel  badawczy  (najlepiej  w  postaci  hipotezy)  -  np.:  zasięg 
pracy  "na  czarno"  zależy  głównie  od  łatwości  JEJ  UZYSKIWANIA,  wówczas  właściwe 
pytania  powinny  poprzedzać  próbne,  które  najpierw  trzeba  sprawdzić  w  rozmowach 
anonimowych z uczestnikami pracy "na czarno" (wcześniej rozpoznanymi), a dopiero później 
można  sformułować  poprawne  brzmienie  właściwych  pytań.  W  wielu  znanych  nam 
sondażach nie przestrzega się tej procedu 

ry badawczej. 
Zajmowaliśmy  się  głównie  wadliwościami  warsztatu  naukowego,  widocznymi  w 

wielu  sondażach. Nie oceniamy  jednak całościowo jakiegoś ośrodka badania opinii.  W tym 
celu trzeba by poświęcić każdemu ośrodkowi osobną monografię. Wytykając błędy - czy to w 
sformułowaniach  czy  w  interpretacji  -  pragniemy  zwrócić  uwagę  szerszym  kręgom 
czytelników na konieczność krytycznego zapoznawania się z różnymi sondażami. Nie mogą 
być one traktowane jako źródło niepodważalnej wiedzy, lecz tylko jako namiastki społecznie 
ważnych  informacji.  Szczególnie  krytycznie  oceniać  trzeba  sposób  omawiania  wyników 
danego  sondażu  w  środkach  masowego  przekazu:  telewizji,  w  radiu  oraz  na  łamach  prasy. 
Zwracaliśmy  uwagę,  jak  często  "zapominano"  podawać,  np.  w  sondażach  wyborczych,  że 
wymieniane procenty nie odnoszą się do ogółu badanych osób, ale tylko do małej części osób 
zdecydowanych w czasie badań, na kogo zamierzali głosować. A przecież mogli oni już kilka 
dni  później  zmienić  zdanie  pod  wpływem  nowych  informacji,  a  ponadto  zrezygnować  w 
ogóle z głosowania. Zresztą kampania wyborcza wykazała, że prawie wszyscy kandydaci na 
prezydenta  nie  mają  stałych  zwolenników,  lecz  dopiero  w  toku  spotkań  i  dyskusji  bądź 
pozyskują nowych, bądź tracą dotychczasowych. Inaczej  mówiąc, na razie w Polsce nie ma 
jeszcze  stałego  elektoratu  żaden  polityk  i  żadna  partia  polityczna,  która  może  być  tylko 
zlepkiem  małych  grup  ludzi  o  różnych  zawodach  w  ogóle  nie  związanych  z  polityką, 
zainteresowanych  zdobyciem  udziału  w  rządzeniu.  Nie  ukształtowała  się  bowiem  jeszcze 
osobna  warstwa  zawodowych  polityków  (na  to  potrzeba  przynajmniej  kilkunastu  lat 
doświadczeń). 

112 ~ 113 
 
Również  większość  osób  biorących  udział  w  opracowywaniu  projektów  sondaży  i 

przeprowadzaniu  ich  zdobywa  dopiero  kwalifikacje  i  gromadzi  doświadczenia  niezbędne  w 
tej  działalności.  Wiele  wad  warsztatowych  w  sondażach  wynikać  może  z  braku 
profesjonalizmu. Nie ulega jednak wątpliwości, że niektóre konkretne sondaże powstały nie z 
chęci  zdobycia  obiektywnej  wiedzy  o  tym,  co  myśli  społeczeństwo  w  danej  sprawie,  ale  z 
chęci  dostarczenia  materiału  do  walki  politycznej  lub  światopoglądowej,  do  podbudowy  z 
góry  założonego  celu  propagandowego.  Taka  postawa  sprzeczna  jest  z  etyką  naukową. 
Zdumiewa również  fakt, że różne ośrodki  badania opinii  nie reagowały, gdy zleceniodawcy 
naginali  wyniki  sondażów  do  własnych  celów  politycznych  wbrew  oczywistym  faktom, 
znanym  badaczom.  Widocznie  uważano,  że  jeśli  ktoś  płaci  za  sondaż,  lepiej  go  nie 
zniechęcać, aby znów złożył kosztowne zamówienie. Niektórzy zleceniobiorcy najwidoczniej 

background image

uważają,  iż  "pieniądze  nie  śmierdzą".  Na  krótką  metę  lekceważenie  podstawowych  norm 
etycznych  może  nie  być  dostrzeżone,  jednak  wcześniej  czy  później  okaże  się  zgubne  dla 
danego ośrodka badawczego, gdyż straci on wiarygodność i autorytet. 

I  jeszcze  jedna  uwaga:  nasze  rozważania  przeznaczyliśmy  nie  dla  wąskiego  kręgu 

specjalistów,  lecz  dla  nieprofesjonalistów:  dziennikarzy,  prawników,  działaczy  społecznych 
oraz  nauczycieli  i  studentów  z  różnych  kierunków  studiów.  Wszyscy  oni,  jeśli  pragną 
świadomie uczestniczyć w życiu społecznym, powinni znać blaski i cienie sondaży. 

DODATEK f 
Chociaż w Polsce zniesiono urzędową cenzurę, która obowiązywała do czerwca 1989 

roku,  została  ona  faktycznie  zastąpiona  ostrą  cenzurą  redakcyjną.  Od  wpływowych 
redaktorów zależy czy dany artykuł lub komunikat ukaże się w danej gazecie, czasopiśmie, w 
radiu  czy  w  telewizji.  Można  wymienić  wiele  takich  cenzuralnych  decyzji,  wynikających  z 
grupowych interesów reprezentowanych przez wpływowe osoby. O niektórych ingerencjach 
cenzury redakcyjnej dowiadujemy się wtedy, gdy np. jedna gazeta odrzuca dany materiał, ale 
inna publikuje. W tym dodatku umieściliśmy takie właśnie teksty z ostatnich lat. Wprawdzie 
w ten sposób czytelnicy dowiadują się o treści danej wypowiedzi autora, jednak przeważnie 
są to i n n i czytelnicy, którzy nie znają bliżej przedmiotu sporu (jeśli jest to polemika). W ten 
sposób  opinia  publiczna  jest  nie  w  pełni  poinformowana,  a  więc  może  być  wprowadzana 
świadomie w błąd przez redakcję, która ukrywa pewne  aspekty sondażu (pytano w nim  np. 
jaką  popularnością  cieszy  się  dana  osoba,  ale  redakcja  zamiast  słowa  popularność  używa 
słowa zaufanie, które oznacza coś innego). 

 
Od autora: Do redaktora "PZ" Przesyłam materiał, który powinien Zabawa w sondaże 
się ukazać na łamach "Wprost". Jednak 
obawiano  się  mojej  polemiki,  chociaż  pisałem  tylko  z  naukowego  punktu  widzenia. 

Sądzę,  że  ludzie  związani  z  wojskiem  powinni  wiedzieć  w  jak  oszukańczy  sposób 
przeprowadza się sondaże i podważa autorytet dowódców. 

Kolejny  "ranking"  polityków  ("Wprost"  nr  28  s.  22-24)  wyraźnie  wskazuje,  że 

opracowanie  Bogusława  Mazura  należy  traktować  jako  zabawę,  Tymczasem  autor  tak 
formułuje  zdania,  jakby  stwierdzał  pewniki.  Brak  w  ogóle  w  tekście  zwrotów:  "to  tylko 
przypuszczenia",  "prawdopodobnie"  czy  "trudno  powiedzieć".  Pan  Mazur  w  ogóle  nie 
odróżnia  opinii  od  postaw.  Na  tej  samej  płaszczyźnie  omawia  opinie  badanych  na  temat 
prywatyzacji  (w  tej  kwestii  informatorzy  mają  pewne  rozeznanie)  oraz  "ranking  partii"  i 
"ranking polityków" chociaż nie przytacza choćby faktu, który świadczyłby o tym, że badani 
w ogóle znają program polityczny danej partii lub polityka. Jeśli takich programów nie znają 
to  na  jakiej  podstawie  mają  wypowiadać  sensowne  opinie?  Afe  skoro  ankieter  skłania 
informatora, aby coś powiedział-odpowiada co w danej  chwili przychodzi  mu do głowy. Na 
pewno  nie  ma  to  nic  wspólnego  ze  świadomym  głosowaniem  na  określoną  partię  czy 
polityka.  Elementarnym  brakiem  tekstu  jest  nieinformowanie  Czytelników,  jakie  naprawdę 
postawiono  pytania  informatorom.  Niedopuszczalne  jest  posługiwanie  się  zamiennie  takimi 
słowami jak "aprobata", "poparcie", "dobra lokata" czy "popularność". Np. "popularność" dla 
wielu ludzi oznacza tylko nagłośnienie danej osoby w telewizji i innych środkach przekazu, w 
żadnym  jednak wypadku nie jest to równoznaczne z "aprobatą" (w tym celu trzeba by znać 
program  polityczny).  Czy  "ranking"  20  polityków  jest  odpowiedzią  na  pytanie  o 
"popularność"? Jeśli tak, byłoby to nieporozumienie, bo ktoś może być popularny (często sam 
mówi lub o nim mówią w masowych środkach przekazu), ale w żadnym wypadku nie myśli 
się, aby był on dobrym kandydatem na prezydenta. Myszka Miki jest bardzo popularna, ale 
chyba nie zostanie prezydentem nawet w USA. 

Dalej, umieszczanie w  "rankingu polityków" prymasa  jest czymś więcej  niż głupotą, 

nie  jest  on  przecież  ani  przywódcą  jakiejś  partii,  ani  w  ogóle  politykiem,  a  tym  bardziej 

background image

kandydatem  na  prezydenta.  Ani  w  USA  ani  w  Niemczech  czy  we  Francji  źaden  ośrodek 
badania opinii publicz 

"Polska Zbrojna" nr 174 z dn. 11.09.1995. 
nej  nie  uwzględnia  tamtejszych  prymasów.  Chyba  że  badania  dotyczyłyby  opinii 

dotyczącej zaufania do zwierzchników wspólnot religijnych:  należałoby  wtedy zapytać, czy 
dana osoba darzy zaufaniem prymasa, naczelnego rabina w Polsce, czy zwierzchnika kościoła 
prawosławnego. Wtedy byłoby to sensowne porównanie. 

Obrzydliwe jest wmawianie szefowi Sztabu Tadeuszowi Wileckiemu, że ma ambicje 

zostania prezydentem, a zwrot Bogusława Mazura "wydaje się on - oby - lepszym generałem 
niż  politykiem"  jest  zwykłym  chamstwem.  Poza  tym:  skąd  autor  może  wiedzieć,  kto  jest 
dobrym  generałem  i  czy  generał  nie  może  być  (jak  np.  de  Gaulle  czy  Franco)  dobrym 
politykiem? Przecież to zwykła demagogia, bez jakichkolwiek podstaw merytorycznych. 

I  wreszcie:  Bogusław  Mazur  wyraźnie  nie  zaznacza,  że  procenty  (nie  wiadomo  czy 

popierających,  czy  wskazujących  na  popularność)  mające  świadczyć  o  pozycji  danego 
kandydata na prezydenta - nie wskazują wcale, że np. 20 procent kandydata X obliczono nie 
od ogółu badanych, lecz tylko od ich części, tej, której członkowie już wiedzą na kogo będą 
głosować.  Takich  osób  było  19  i  20  procent  (w  badaniach  CBOS  i  OBOP).  Jeśli  "Pentor" 
uzyskał 39 procent to albo jest to ewidentna pomyłka, albo błąd w procedurze badań. Ale jak 
głosować skoro brak pełnej listy kandydatów? 

prof. dr hab. Ryszard DYONIZIAK 
Jak nie można opisywać religijności 
Pani dr I. B. przedstawia w miesięczniku "Sens" (numer specjalny), 1991 swoje opinie 

na temat przemian religijności w Polsce w ostatnich latach. Temat jest interesujący. Podstawą 
rozważań  autorki  jest  omówienie  wyników  ankiety,  pt.:  "Moje  życie,  moja  wiara".  Same 
badania  w  róźnych  rejonach  kraju  przeprowadzili  ankieterzy  zatrudnieni  w  ośrodku  badań 
opinii Instytut GfK Polonia wśród tysiąca osób (do opracowania danych wykorzystano 978 
ankiet, które uznano za poprawne). 

W swoim artykule dr B. formułuje różne uogólnienia (np.:  "Społeczeństwo polskie  i 

Kościół  mają  odmienne  wizje  przyszłości"),  które  jednak  z  naukowego  punktu  widzenia  są 
bądź nieuprawnione, bądź w ogóle błędne. 

116 ł~ 117 
 
Nie  kieruję  się  ani  względami  personalnymi  ani  religijnymi,  interesuje  mnie  tylko 

problem poprawności naukowej, a ponieważ niektórzy nasi pracownicy naukowi w Katedrze 
Socjologii  AE  w  Krakowie  przeprowadzili  ponad  1500  badań  empirycznych,  nagromadziły 
się doświadczenia, które tu wykorzystam. 

Postaram się wykazać, że ankieta, którą się posłużono, zawiera elementarne błędy, a 

opis i interpretacje Autorki są subiektywne i błędne, co wynika - jak sądzę - nie ze złej woli, 
lecz  braku  doświadczenia  badawczego  (również  współautor  ankiety  W.P.,  dotąd  zajmujący 
się  problematyką  teoretyczną  i  krytycznie  oceniający  socjologię  empiryczną,  najwyraźniej 
niepewnie  porusza  się  na  tym  terenie,  bo  ankieta  jest  jedną  z  metod  właśnie  socjologii 
empirycznej). 

CZY OPINIE INFORMUJĄ NAS O RELIGIJNOŚCI? 
Trzeba  tu  zauważyć,  że  Instytut,  który  przeprowadzał  badania  ankietowe  wśród 

wylosowanych  tysiąca  osób  (które,  jak  sądzono,  są  reprezentacją  ogółu  osób  od  18  roku 
życia) specjalizuje się w badaniach komercyjnych (mających na względzie osiąganie dobrych 
wyników  finansowych)  nad  opinią  konsumentów  Otóż  te  badania  (np.  na  temat  opinii  o 
jakimś kosmetyku czy środku odżywczym), dokonywane na zlecenie jakiejś firmy, mogą być 
wystarczające  i  poprawne,  aby  się  zorientować  czy  konsumenci  są  zainteresowani  danym 
produktem, czy zechcą go nabyć, itp. Natomiast badając opinie o religijności wkraczamy na 

background image

zupełnie  inny  teren,  niezwykle  skomplikowany,  uwarunkowany  wieloma  czynnikami.  Co 
więcej,  same  opinie  mogą  być  zmienne  (zależnie  od  sytuacji),  niezgodne  ze  stanem 
faktycznym  (gdy  kogoś  zapytamy  czy  uważa  się  za  demokratę  i  odpowie,  że  tak  -  czy  to 
znaczy, że on rzeczywiście jest demokratą? Czy postępuje jak demokrata?). 

Podstawowy  błąd  Autorki  badań  polega  nie  tylko  na  tym,  że  ograniczyła  się  do 

poznania opinii, lecz także na tym, że n i e o d r ó ż n i a ona w swoim opracowaniu opinii od 
ocen, przekonań i zachowań ludzi. 

Kolejny błąd: autorka nie zdaje sobie sprawy, że niektóre pytania ankiety są sztuczne i 

stawiały osoby badane w kłopotliwej sytuacji. Np. pytanie: "Czy może Pani) powiedzieć, co 
stanowi podstawę Pana(i) stosunku do wiary?". Jeśli ktoś pochodzi z rodziny katolickiej i od 
dziecka  związany  jest  z  praktykami  religijnymi,  które  traktuje  jako  coś  samo  w  sobie 
zrozumiałego,  jak  ma  odpowiedzieć?  Przecież  to  nie  jest  tak,  że  ktoś  ma  najpierw  jakąś 
podstawę do wiary, a potem staje się wierzący. 

Np.  w  Izraelu  wszystkie  dzieci  od  najmłodszych  lat  obowiązkowo  się  uczy  religii 

Mojżeszowej, przyucza do rygorystycznego udziaiu w obrzędach, do przestrzegania nakazów, 
co można, a czego nie moźna spożywać. Iczytakaosoba, gdy jest już dorosła, ma od razu (na 
pytanie ankietera) mieć gotową odpowiedź, co stanowi "podstawę stosunku" (ten zwrot sam 
w sobie jest niezręczny, chciałoby się zapytać autorkę: a jaką pani ma "podstawę stosunku" 
do  np.  Francuzów?).  Nawet  ksiądz  czy  rabin  miałby  problem  z  odpowiedzią  na  temat 
"podstawy  stosunku",  a  cóż  dopiero  przeciętny  rolnik,  robotnik  czy  pracownik 
administracyjny. 

Dalej, niedopuszczalne są w ankiecie sformułowania, które w ogóle nie wiadomo co 

oznaczają. Na  jedno z pytań przewidziano odpowiedź (którą ankietowani  mieli podkreślić): 
"niezdecydowany, ale przywiązany do tradycji religijnej". Co to znaczy: czy dana osoba jest 
wierząca  czy  nie?  Czy  jest  wierząca,  ale  niezbyt  się  orientuje  w  zasadach  wiary?  Czy  nie 
wierzy  w  istnienie Boga? Tak  jak  nie  można  być częściowo w ciąży,  nie  można podsuwać 
badanym określenia "niezdecydowany" w sprawach wiary. Niezdecydowaną można być czy 
wyjść  za  mąż  albo  jaki  wybrać  zawód.  W  sprawach  wiary  trzeba  uściślić  pytania,  aby 
odpowiedzi  różnych  osób  były  jednoznaczne  i  w  pełni  zrozumiałe  i  do tego  niezbędne  jest 
właśnie doświadczenie badawcze. 

GLĘDY W PODAWANIU DANYCH STATYSTYCZNYCH 
Osobna grupa błędów dotyczy sposobu przytaczania danych statystycznych. Autorka 

żongluje  procentami  nie  tylko  w  dowolny  sposób,  lecz  wręcz  przypadkowy  W  jednym 
miejscu  pani  B.  napisała,  że  "w  końcu  1990  roku  do  wierzących  i  głęboko  wierzących 
zaliczało siebie 79 procent dorosłych Polaków" (s. 8) ale na s. 6 jest podtytuł "Wiarę w Boga 
deklaruje 88 proc. Polaków". Więc jak jest? Mało tego, okazuje się, że wymienione wyżej 79 
procent wierzących ma świadczyć o tym, że spadła ogólna liczba wierzących w stosunku do 
roku 1989, gdyż wtedy było "93 procent wierzących" Quż bez wyodrębnienia "wierzących" i 
"głęboko  wierzących",  co  jest  nieuzasadnionym  porównaniem,  wprowadzającym  w  błąd 
czytelników). A I e s k ą d w z i ę ł a s i ę c y f r a 79 procent dla roku 1990?Okazuje się, że 
autorka  pominęła  po  prostu  osoby,  które  określały  się  jako  "przywiązane  do  tradycji 
religijnej"  tzn.  14  proc  e  n  t  b  a  d  a  n  y  c  h!  Widocznie  autorka  uznała,  że  są  to  osoby 
niewierzące, ale skądinąd wiadomo (o czym jest informacja w miesięczniku "Sens"), że tylko 
3 (trzy) procent badanych uważa się za "niewie 

118 ~ 119 
 
rzących".  Jeśli  więc  dodamy  79  procent  badanych  ("wierzących"  i  "głęboko 

wierzących") i 14 procent "przywiązanych do tradycji religijnej", bo przecież są to wierzący 
(chociaż  mogą  mieć  takie  czy  inne  wątpliwości  religijne,  co tylko  dobrze o  nich  świadczy, 
gdyż  wskazuje  na  dociekanie  głębszych  prawd  wiary)  -  wówczas  okaże  się,  że  łącznie 

background image

wierzących  jestw(badanejpróbie) 93 procent a więc dokładnie tyI e,  c o w 1989 r o k u.  A 
więc  wszystkie  wywody  autorki  o  "spadku  wiary"  (i  "odmiennych  wizjach  przysztości" 
Kościoła  i  społeczeństwa)  są  nieporozumieniem  wynikającym  z  elementarnego  błędu.  Jeśli 
przygotowana przez autorkę książka (zapowiadana przez cytowany miesięcznik) powtarza ten 
błąd i inne - będzie to wydawnicza porażka. 

Nie są to jedyne wady omawianego opracowania. 
BtĘDY W INTERPRETACJI 
Autorka  często  używa  zwrotu  "społeczeństwo  polskie"  -  uważa,  że  "społeczeństwo 

polskie"  ma  taką  to  a  taką  wizję  przyszłości,  "dorośli  Polacy",  "21  osób  na  sto  straciło 
zaufanie".  Wszystkie tego typu zwroty  językowe są  naukowo  niedopuszczalne. Autorka nie 
badała bowiem "społeczeństwa", lecz tylko dysponuje danymi o opinii 978 osób, które byty 
wylosowane z szerszej zbiorowości osób powyżej 18 lat. Już sam fakt pominięcia młodzieży 
od 12 do 17 lat wskazuje (a chodzi o kilka milionów młodych Polaków, którzy w większości 
też  są  przecież  wierzący),  że  dr  B.  nie  ma  podstaw  naukowych  do  wypowiadania  się  o 
"społeczeństwie",  ale  jedynie  o  osobach  "badanych".  I trzeba  przyznać,  że  niekiedy  stosuje 
zwrot  tyle  a  tyle  procent  "badanych",  niestety  tego  zwrotu  używa  zamiennie  ze  słowem 
"społeczeństwo", co już jest poważnym błędem. Można jednak mieć także wątpliwości, czy 
wylosowana próba spośród dorosłych Polaków rzeczywiście jest d o k ł a d n ą m i n i a t u r ą 
n a s z e g o s p o ł e c z e ń s t w a. Przy badaniu opinii konsumentów ta niedokładność może 
nie być istotna, jeśli upodobania i gusty występują w masowej skali i są podobne, natomiast 
przy  badaniu  opinii,  postaw,  przekonań  i  praktyk  religijnych  ewentualna  niedokładność 
struktury próby statystycznej (chodzi o proporcjonalność w takiej próbie osób o określonym 
wykształceniu, wieku, losach życiowych i zawodowych, nawykach kulturowych - w stosunku 
do  liczebności  tych  osób  w  całym  społeczeństwie)-  może  całkowicie  zniekształcać  wyniki 
badań.Takwłaśnie  było  w  1990  roku  w  okresie  kampanii  wyborczej  na  prezydenta: 
przewidywania  wszystkich  ośrodków  badania  opinii  publicznej  w  Polsce  na  temat  szans 
wyborczych danych kandydatów w I turze były błędne, 

niekiedy  nawet  w  20  procentach  (a  przedmiotem  badań  były  przeważnie  1000  lub 

1500 osobowe próby statystyczne). 

Kolejny  błąd  Autorki  to  wadliwa  interpretacja  odpowiedzi  na  różne  pytania  osób 

badanych.  Jeśli  byłoby prawdziwe domniemanie, że wśród dorosłych Polaków "tylko" 79% 
określa się jako wierzących i głęboko wierzących, to dlaczego Autorka zapomina, że na inne 
pytanie  ("Czy  jest  ważne,  aby  dzieci  wyniosły  z  domu  wiarę  religijną?")  aż  89% 
odpowiedziało  pozytywnie.  Czyżby  tak  twierdziły  osoby  mające  wątpliwości  religijne  lub 
krytycznie  oceniające  działalność  Kościoła?  Co  więcej,  na  inne  jeszcze  pytanie  ("Czy  jest 
bardzo ważne, aby dzieci wyniosły z domu tolerancję i szacunek do innych ludzi?") aż 98% 
stwierdziło, iż jest to "bardzo ważne" i "dość ważne". Czyż ta opinia nie wynika z inspiracji 
religijnej  i  nie  potwierdza,  że  ok.  90  procent  badanych  to  osoby  wierzące?  (a  przecież  w 
badaniach  pominięto  kilka  milionów  osób  od  12  do  17  lat,  które  znacznie  zwiększyłyby 
zbiorowość Polaków wierzących). 

Naturalnie, w ankiecie, której wyniki omawiamy, są sprzeczności w wypowiedziach, 

ale Autorka w ogóle ich nie wyjaśnia. A może one wynikają właśnie ze źle sformułowanych 
pytań, zbyt abstrakcyjnych, odległych od codziennych doświadczeń, a także i dlatego, że nie 
można  się  ograniczać  do  badania  opinii  -  pomijając  postawy  i  praktyki,  a  także  hierarchię 
potrzeb psychicznych i społecznych, które warunkują dynamikę wierzeń religijnych? 

Najbardziej  irytujące  jest,  że  popełniając  tak  wiele  błędów  badawczych  (których 

najwyraźniej sobie w ogóle nie uświadamia) - Autorka z niezwykłą pewnością siebie twierdzi, 
że "spada wiara", "spada popularność" instytucji Kościoła (tak jakby do tego typu instytucji w 
ogóle odpowiednim słowem była "popularność"  - przecież Kościół czy państwo lub rodzina 
to nie są gwiazdy filmowe czy piosenkarki). Odnosi się wrażenie, że Autorka nie zna takich 

background image

słów  jak  "prawdopodobnie",  "być  może",  "wydaje  się",  "intuicyjnie  rzecz  biorąc"  i  w  ten 
sposób 100 tysięcy potencjalnych czytelników miesięcznika "Sens" (taki jest nakład) zostało 
wprowadzonych  w  błąd.  Tymczasem,  jak  widzieliśmy,  badanie  religijności  to  sprawa 
niełatwa, wymagająca stosowania różnych metod (nie tylko ankietowych) i posługiwania się 
zestawem  pytań  wyjątkowo  dobrze  sformułowanych  oraz  pogłębionej  interpretacji 
uzyskanych danych empirycznych. Okazało się zresztą, że nawet zebrane przez Autorkę dane 
przeczą jej głównym stwierdzeniom. 

prof. dr hab. Ryszard Dyoniziak "Gość Niedzielny" 1992, nr 13 
120 121 
 
rzących".  Jeśli  więc  dodamy  79  procent  badanych  ("wierzących"  i  "głęboko 

wierzących") i 14 procent "przywiązanych do tradycji religijnej", bo przecież są to wierzący 
(chociaż  mogą  mieć  takie  czy  inne  wątpliwości  religijne,  co tylko  dobrze o  nich  świadczy, 
gdyż  wskazuje  na  dociekanie  głębszych  prawd  wiary)  -  wówczas  okaże  się,  że  łącznie 
wierzących  jestw(badanejpróbie) 93 procent a więc dokładnie tyI e,  c o w 1989 r o k u.  A 
więc  wszystkie  wywody  autorki  o  "spadku  wiary"  (i  "odmiennych  wizjach  przyszłości" 
Kościoła  i  społeczeństwa)  są  nieporozumieniem  wynikającym  z  elementarnego  błędu.  Jeśli 
przygotowana przez autorkę książka (zapowiadana przez cytowany miesięcznik) powtarza ten 
błąd i inne - będzie to wydawnicza porażka. 

Nie są to jedyne wady omawianego opracowania. 
BŁĘDY W INTERPRETACJI 
Autorka  często  używa  zwrotu  "społeczeństwo  polskie"  -  uważa,  że  "społeczeństwo 

polskie"  ma  taką  to  a  taką  wizję  przyszłości,  "dorośli  Polacy",  "21  osób  na  sto  straciło 
zaufanie".  Wszystkie tego typu zwroty  językowe są  naukowo niedopuszczalne. Autorka nie 
badała bowiem "społeczeństwa", lecz tylko dysponuje danymi o opinii 978 osób, które byty 
wylosowane z szerszej zbiorowości osób powyżej 18 lat. Już sam fakt pominięcia młodzieży 
od 12 do 17 lat wskazuje (a chodzi o kilka milionów młodych Polaków, którzy w większości 
też  są  przecież  wierzący),  że  dr  B.  nie  ma  podstaw  naukowych  do  wypowiadania  się  o 
"społeczeństwie",  ale  jedynie  o  osobach  "badanych".  I trzeba  przyznać,  że  niekiedy  stosuje 
zwrot  tyle  a  tyle  procent  "badanych",  niestety  tego  zwrotu  używa  zamiennie  ze  słowem 
"społeczeństwo", co już jest poważnym błędem. Można  jednak mieć także wątpliwości, czy 
wylosowana próba spośród dorosłych Polaków rzeczywiście jest d o k ł a d n ą m i n i a t u r ą 
n a s z e g o s p o ł e c z e ń s t w a. Przy badaniu opinii konsumentów ta niedokładność może 
nie być istotna, jeśli upodobania i gusty występują w masowej skali i są podobne, natomiast 
przy  badaniu  opinii,  postaw,  przekonań  i  praktyk  religijnych  ewentualna  niedokładność 
struktury próby statystycznej (chodzi o proporcjonalność w takiej próbie osób o określonym 
wykształceniu, wieku, losach życiowych i zawodowych, nawykach kulturowych - w stosunku 
do  liczebności  tych  osób  w  całym  społeczeństwie)-może  całkowicie  zniekształcać  wyniki 
badań.Takwłaśnie  było  w  1990  roku  w  okresie  kampanii  wyborczej  na  prezydenta: 
przewidywania  wszystkich  ośrodków  badania  opinii  publicznej  w  Polsce  na  temat  szans 
wyborczych danych kandydatów w I turze byty błędne, 

niekiedy  nawet  w  20  procentach  (a  przedmiotem  badań  były  przeważnie  1000  lub 

1500 osobowe próby statystyczne). 

Kolejny  błąd  Autorki  to  wadliwa  interpretacja  odpowiedzi  na  różne  pytania  osób 

badanych.  Jeśli  byłoby prawdziwe domniemanie, że wśród dorosłych Polaków "tylko" 79% 
określa się jako wierzących i głęboko wierzących, to dlaczego Autorka zapomina, że na inne 
pytanie  ("Czy  jest  ważne,  aby  dzieci  wyniosły  z  domu  wiarę  religijną?")  aż  89% 
odpowiedziało  pozytywnie.  Czyżby  tak  twierdziły  osoby  mające  wątpliwości  religijne  lub 
krytycznie  oceniające  działalność  Kościoła?  Co  więcej,  na  inne  jeszcze  pytanie  ("Czy  jest 
bardzo ważne, aby dzieci wyniosły z domu tolerancję i szacunek do innych ludzi?") aż 98% 

background image

stwierdziło, iż jest to "bardzo ważne" i "dość ważne". Czyż ta opinia nie wynika z inspiracji 
religijnej  i  nie  potwierdza,  że  ok.  90  procent  badanych  to  osoby  wierzące?  (a  przecież  w 
badaniach  pominięto  kilka  milionów  osób  od  12  do  17  lat,  które  znacznie  zwiększyłyby 
zbiorowość Polaków wierzących). 

Naturalnie, w ankiecie, której wyniki omawiamy, są sprzeczności w wypowiedziach, 

ale Autorka w ogóle ich nie wyjaśnia. A może one wynikają właśnie ze żle sformułowanych 
pytań, zbyt abstrakcyjnych, odległych od codziennych doświadczeń, a także i dlatego, że nie 
można  się  ograniczać  do  badania  opinii  -  pomijając  postawy  i  praktyki,  a  także  hierarchię 
potrzeb psychicznych i społecznych, które warunkują dynamikę wierzeń religijnych? 

Najbardziej  irytujące  jest,  że  popełniając  tak  wiele  błędów  badawczych  (których 

najwyraźniej sobie w ogóle nie uświadamia) - Autorka z niezwykłą pewnością siebie twierdzi, 
że "spada wiara", "spada popularność" instytucji Kościoła (tak jakby do tego typu instytucji w 
ogóle odpowiednim słowem była "popularność"  - przecież Kościół czy państwo lub rodzina 
to nie są gwiazdy filmowe czy piosenkarki). Odnosi się wrażenie, że Autorka nie zna takich 
słów  jak  "prawdopodobnie",  "być  może",  "wydaje  się",  "intuicyjnie  rzecz  biorąc"  i  w  ten 
sposób 100 tysięcy potencjalnych czytelników miesięcznika "Sens" (taki jest nakład) zostało 
wprowadzonych  w  błąd.  Tymczasem,  jak  widzieliśmy,  badanie  religijności  to  sprawa 
niełatwa, wymagająca stosowania różnych  metod (nie tylko ankietowych) i posługiwania się 
zestawem  pytań  wyjątkowo  dobrze  sformułowanych  oraz  pogłębionej  interpretacji 
uzyskanych danych empirycznych. Okazało się zresztą, że nawet zebrane przez Autorkę dane 
przeczą jej głównym stwierdzeniom. 

prof. dr hab. Ryszard Dyoniziak "Gość Niedzielny" 1992, nr 13 
120 ' ~ 121 
 
DODATEK II 
Umieszczone  tu  zostały  polemiczne  wypowiedzi  na  temat  sondaży,  które  udało  się 

opublikować. Nie było jednak merytorycznych dyskusji na temat poruszonych zagadnień. 

Oczywiście  można  było  napisać  w  tej  sprawie  do  jednego  z  fachowych  czasopism. 

Wówczas odbyłaby się dyskusja w wąskim gronie. Tymczasem  zależało  mi, aby  liczniejsze 
grono czytelników orientowało się,  jakie kwestie wiążą się  z przeprowadzanymi sondażami 
oraz ze sposobami przedstawiania wyników w prasie, telewizji i radiu. 

Sondaż to nie dowód 
Pan  Jarosław  Gowin  we  wstępie  do  artykułu  "Kościół  w  polityce"  ("TP"  nr  35) 

napisał: "Sondaże opinii publicznej w ciągu ostatnich kilku lat informują o spadku zaufania 
do  Kościoła".  Jako  socjolog  muszę  stwierdzić,  że  traktowanie  sondaży  realizowanych  nie 
przez uczelnie  lecz placówki komercyjne  jako dowodu, jakie przekonania  mają Polacy,  jest 
całkiem  błędne.  W  zależności  od  zleceniodawcy,  od  sposobu  postawienia  pytania,  od  tego 
kogo  pytamy  (czy  osoby  od  lat  15  czy  od  18)  i  co  chcemy  wykazać  -  wyniki  mogą  być 
odmienne.  Poza  tym,  we  wspomnianych  sondażach  popełniano  zupełnie  podstawowe  błędy 
warsztatowe,  które  powodują,  że  sondaże  takie  trzeba  traktować  po  prostu  jako  element 
propagandy. Tylko dwa przykłady: w kilku sondażach posłużono się pytaniem: "Czy Pana(i) 
zdaniem  działalność  tych  instytucji  (tu  wymieniono  obok  Kościoła  -  senat,  sejm,  rząd, 
wojsko, policję i sąd RD) dobrze służy społeczeństwu i jest zgodna z jego interesami?". Tak 
sformułowane pytanie z  naukowego punktu widzenia (w odróżnieniu od celu politycznego) 
jest wręcz niedopuszczalne; nie wolno pytać w jednym zdaniu o dwie kwestie (bo nie wiemy, 
której  kwestii  dotyczy  odpowiedź);  nie  wolno  zestawiać  obok  siebie  instytucji 
nieporównywalnych 

(co  mamy  porównywać,  jeśli  każe  się  nam  oceniać  wojsko  i  Kościół,  albo  senat  i 

policję? To tak, jakbyśmy pytali, czy człowiekowi lepiej służy serce, czy wątroba); Kościół 
katolicki  można  by  oceniać  (oczywiście,  trzeba  by  skonkretyzować  pytania,  np.  czy 

background image

upowszechnianie  zasad  Ewangelii  przez  Kościół  jest  obecnie  szczególnie  potrzebne), 
porównując jego działalność z działalnością Kościoła prawosławnego oraz gmin żydowskich 
(lub oceniając zwierzchników tych wspólnot religijnych). 

Druga  sprawa:  już  w  roku  1991  pewna  autorka  sondażu  (z  wykształcenia  nawet  nie 

socjolog  lecz  pedagog)  twierdziła,  szeroko  rozpowszechniając  swoje  "rewelacje"  m.in.  na 
łamach  tygodnika  "Wprost",  że  "religijność  spadła  z  93  do  79  proc.".  Tymczasem  CBOS 
przeprowadził sondaż na zlecenie "Polityki" w 1992 roku i okazało się, że 95 proc. badanych 
(por. "Polityka", nr 49, 1992) uznało się za katolików! 

Czy  można  mieć  zaufanie  do  takich  sondaży,  które  nawet  gdyby  były  realizowane 

zgodnie z regułami naukowymi, w sposób niezwykle powierzchowny i jednostronny (bada się 
tylko opinie, a czy ludzie zawsze mówią prawdę?) ukazują przejawy religijności? 

prof. dr hab. Ryszard Dyoniziak (Kraków) 
"Tygodnik Powszechny" 1995, nr 36 
Trzy niewybaczalne błędy 
W  artykule  "Prezydentem  może  zostać  nawet  modelka"  (Sztandar  nr  158-159)  pan 

prof.  Janusz  Czapiński  snuje  nie  tylko  interesujące  spekulacje  na  temat  wyborów 
prezydenckich, lecz również popełnia trzy błędy, których żaden profesor po prostu nie może 
się dopuszczać, jeżeli nie chce wprowadzać w błąd czytelników: 

-j  utożsamia  zaufanie  do  jakiegoś  kandydata  z  sympatią  do  niego  i  po~  parciem. 

Każdy z tych terminów - jak wskazuje doświadczenie ba 

dawcze-  pojmowane  jest  przez  opinię  publiczną  inaczej.  Można  darzyć  kogoś 

sympatią, ale to automatycznie nie oznacza, że ma się do tej osoby zaufanie albo że chciałoby 
się go poprzeć aż na stanowisko prezydenta. 

122 `~ 123 
 
Nawet ktoś, kto uzyskuje 50 proc. głosów jako osoba sympatyczna, może liczyć tylko 

na 10 proc. tych, którzy mają do niego zaufanie. 

 

Prof. Czapiński bezkrytycznie pisze o jednym z kandydatów: "cie szy  się  on 

25-27 procentowym poparciem w społeczeństwie". Otóż   nie  ma  takich  badań,  które  by  to 
potwierdzały. Te procenty odnoszą sig  

tylko  do  osób,  które  już  wiedzą,  na  kogo  będą 

głosować (lub na kogo  

teraz by głosowały), a tych osób jest tylko ok. 20 proc. spośród 

wyloso wanych do badań. Oznacza to, że ok. 80 proc. jest albo przeciw, albo  

wstrzymuje 

się od wyrażania opinii. 

Z powyższych stwierdzeń wynika też, że nie tylko owe 25-27 proc. nie wolno obliczać 

od ogółu badanych, ale również utożsamiać z 

25-27  proc.  "poparciem  społeczeństwa",  bo  w  najlepszym  przypadku,  jeśli  próba 

badanych jest właściwa, procenty te stanowią dużo mniejszy odsetek i tylko "badanych" a nie 
"społeczeństwa". 

prof. dr R. Dyoniziak "Sztandar" nr 166 z 31.7.95 (Listy do Redakcji) 
Sondażowe fuszerki 
Niedawno  Antoni  Sułek  ("Rzeczpospolita"  nr  23  z  1993  r.)  przedstawił,  jakże  na 

czasie, zasady publikowania w mass mediach wyników tzw. sondaży, opartych na badaniach 
opinii publicznej wylosowanych grup informatorów. Niestety, zasady te nie są przestrzegane 
przez  różne  srodki  masowego  przekazu.  Zdarza  się  też,  że  tytuł  informacji  (np.:  "Polacy 
uważają...",  "Ludzie  tęsknią  za...")  nie  wynika  wcale  z  podawanych  danych:  na  przykład  z 
opinii pewnej  liczby  informatorów, że 15  lat temu było  im  lepiej,  nie  można wyprowadzać 
wniosku, że chcieliby, aby ówczesny ustrój  społeczno-polityczny powrócił. Tak  jak  fakt,  iż 
ktoś miał szczęśliwe dzieciństwo, nie może oznaczać, że dana osoba pragnie przenieść się w 
"kraj lat dziecinnych". 

background image

Jednak  A.  Sułek  pisał  o  różnych  sposobach  upowszechniania  wyników  sondaży  i 

związanych  z  tym  nieprawidłowościach,  nie  zajmując  się  sposobem  formułowania  pytań  (i 
konstruowania 

próby 

statystycznej 

zbiorowości 

informatorów) 

przez 

ośrodki 

przeprowadzające badania. 

A w tej dziedzinie mamy do czynienia wciąż z przejawami niekompetencji czy wręcz 

"fuszerki" z punktu widzenia naukowej poprawności. 

Do  niedawna  posługiwano  się  np.  pytaniem:  "Czy,  pana  zdaniem,  działalność  tych 

instytucji  (tu  wymieniano  Sejm,  Senat,  rząd,  wojsko,  ale  także  Kościói-  RD)  dobrze  służy 
społeczeństwu i jest zgodna z jego interesami?". Informatorzy mieli się zdecydować na którąś 
z  tych  instytucji.  Otóż  pytanie  to  nie  spełnia  elementarnych  wymagań  naukowych:  nawet 
studenci wiedzą - bo inaczej nie zdaliby egzaminu z socjologii że wykluczone jest pytanie w 
jednym  zdaniu  o  dwie  sprawy,  jak  to  ma  miejsce  w  tym  przypadku.  Dalej,  skłaniano 
informatorów  do  wybierania  instytucji  zupełnie  nieporównywalnych,  z  których  każda  pełni 
inne zadania, a więc trzeba  ją oceniać według odmiennych kryteriów, np. rząd, wojsko czy 
Kościół  (...).  A  trzeba  pamiętać,  iż  kardynalną  zasadą  wszelkiej  nauki  jest  m.in. 
porównywanie tego, co jest porównywalne. 

Poza  tym,  wręcz  głupotą  jest  pytanie,  czy  dana  instytucja  "dobrze  służy 

społeczeństwu",  jeśli  się  wcześniej  nie  ustaliło,  czy  ta  osoba  (najczęściej  ludzie  z 
wykształceniem  podstawowym  i  średnim  zawodowym)  w  ogóle  coś  wie  o  zadaniach  i 
działaniach  konkretnej  instytucji,  np.  w  okresie  ostatniego  półrocza.  A  jeśli  się  uwzględni 
fakt, że ok. 60 proc. ludzi od 18 do 65 lat nie czyta w ogóle gazet i nie interesuje się polityką, 
sprawami wojska czy poszczególnymi działaniami całego Kościoła (a przecież jest też istotne, 
czy  ludzie  znają  tylko  życie  parafii,  czy  wiedzą  coś  o  pracach  Episkopatu  bądź  Kościoła 
powszechnego  w  różnych  krajach)  -  to  zmuszanie  informatorów,  aby  oceniali  działalność 
instytucji,  której  nie  znają,  jest  nie  tylko  błędne  z  naukowego  punktu  widzenia,  ale  nawet 
bezczelne,  bo  zmusza  się  ludzi  do  blagowania.  Wyniki  natomiast,  jako  rzekome  "prawdy 
naukowe",  nagłaśnia  się  we  wszystkich  środkach  masowego  przekazu,  niejako  wmawiając 
ludziom, jakie to oni mają poglądy i opinie. 

Jest  to  manipulowanie  opinią  publiczną  w  czystej  postaci,  które  właściwie  powinno 

być prawnie zabronione w demokratycznym społeczeństwie. (...) 

Jeszcze  niedawno  jedna  z  placówek  badania  opinii  zapytywała  o  "zaufanie  do 

poszczególnych  polityków"  (znów  bez  sprawdzenia,  czy  informatorzy  znają  konkretne 
osiągnięcia,  czy  choćby  programy  działania  tych  osób).  I  żeby  osiagnąć  dno  -  obok 
przywódców różnych partii podsuwano informatorom - osobę prymasa. To już nie jest zwykły 
błąd  niekompetencji,  lecz  włączenie  się  do  walki  politycznej  po  określonej  stronie.  I,  zdaje 
się, większość badań sondażowych zamawianych przez 

124 ~ 125 
 
Nawet ktoś, kto uzyskuje 50 proc. głosów jako osoba sympatyczna, może liczyć tylko 

na 10 proc. tych, którzy mają do niego zaufanie. 

 

Prof. Czapiński bezkrytycznie pisze o jednym z kandydatów: "cie szy  się  on 

25-27 procentowym poparciem w społeczeństwie". Otóż   nie  ma  takich  badań,  które  by  to 
potwierdzały. Te procenty odnoszą sig  

tylko  do  osób,  które  już  wiedzą,  na  kogo  będą 

głosować (lub na kogo  

teraz by głosowały), a tych osób jest tylko ok. 20 proc. spośród 

wyloso wanych do badań. Oznacza to, że ok. 80 proc. jest albo przeciw, albo  

wstrzymuje 

się od wyrażania opinii. 

Z powyższych stwierdzeń wynika też, że nie tylko owe 25-27 proc. nie wolno obliczać 

od ogółu badanych, ale również utożsamiać z 

background image

25-27  proc.  "poparciem  społeczeństwa",  bo  w  najlepszym  przypadku,  jeśli  próba 

badanych jest właściwa, procenty te stanowią dużo mniejszy odsetek i tylko "badanych" a nie 
"społeczeństwa". 

prof. dr R. Dyoniziak "Sztandar" nr 166 z 31.7.95 (Listy do Redakcji) 
Sondażowe fuszerki 
Niedawno  Antoni  Sułek  ("Rzeczpospolita"  nr  23  z  1993  r.)  przedstawił,  jakże  na 

czasie, zasady publikowania w mass mediach wyników tzw. sondaży, opartych na badaniach 
opinii publicznej wylosowanych grup informatorów. Niestety, zasady te nie są przestrzegane 
przez  różne  środki  masowego  przekazu.  Zdarza  się  też,  że  tytuł  informacji  (np.:  "Polacy 
uważają...",  "Ludzie  tęsknią  za...")  nie  wynika  wcale  z  podawanych  danych:  na  przykład  z 
opinii  pewnej  liczby  informatorów,  że  15  lat  temu  było  im  lepiej,  nie  można  wyprowadzać 
wniosku, że chcieliby, aby ówczesny ustrój  społeczno-polityczny powrócił. Tak  jak  fakt,  iż 
kioś miał szczęśliwe dzieciństwo, nie może oznaczać, że dana osoba pragnie przenieść się w 
"kraj lat dziecinnych". 

Jednak  A.  Sułek  pisał  o  różnych  sposobach  upowszechniania  wyników  sondaży  i 

związanych  z  tym  nieprawidłowościach,  nie  zajmując  się  sposobem  formułowania  pytań  (i 
konstruowania 

próby 

statystycznej 

zbiorowości 

informatorów) 

przez 

ośrodki 

przeprowadzające badania. 

A w tej dziedzinie mamy do czynienia wciąż z przejawami niekompetencji czy wręcz 

"fuszerki" z punktu widzenia naukowej poprawności. 

Do  niedawna  posługiwano  się  np.  pytaniem:  "Czy,  pana  zdaniem,  działalność  tych 

instytucji  (tu  wymieniano  Sejm,  Senat,  rząd,  wojsko,  ale  także  Kościół-  RD)  dobrze  służy 
społeczeństwu i jest zgodna z jego interesami?". Informatorzy mieli się zdecydować na którąś 
z  tych  instytucji.  Otóż  pytanie  to  nie  spełnia  elementarnych  wymagań  naukowych:  nawet 
studenci wiedzą - bo inaczej nie zdaliby egzaminu z socjologii że wykluczone jest pytanie w 
jednym  zdaniu  o  dwie  sprawy,  jak  to  ma  miejsce  w  tym  przypadku.  Dalej,  skłaniano 
informatorów  do  wybierania  instytucji  zupełnie  nieporównywalnych,  z  których  każda  pełni 
inne zadania, a więc trzeba  ją oceniać według odmiennych kryteriów, np. rząd, wojsko czy 
Kościół  (...).  A  trzeba  pamiętać,  iż  kardynalną  zasadą  wszelkiej  nauki  jest  m.in. 
porównywanie tego, co jest porównywalne. 

Poza  tym,  wręcz  głupotą  jest  pytanie,  czy  dana  instytucja  "dobrze  służy 

społeczeństwu",  jeśli  się  wcześniej  nie  ustaliło,  czy  ta  osoba  (najczęściej  ludzie  z 
wykształceniem  podstawowym  i  średnim  zawodowym)  w  ogóle  coś  wie  o  zadaniach  i 
działaniach  konkretnej  instytucji,  np.  w  okresie  ostatniego  półrocza.  A  jeśli  się  uwzględni 
fakt, że ok. 60 proc. ludzi od 18 do 65 lat nie czyta w ogóle gazet i nie interesuje się polityką, 
sprawami wojska czy poszczególnymi działaniami całego Kościoła (a przecież jest też istotne, 
czy  ludzie  znają  tylko  życie  parafii,  czy  wiedzą  coś  o  pracach  Episkopatu  bądź  Kościoła 
powszechnego  w  różnych  krajach)  -  to  zmuszanie  informatorów,  aby  oceniali  działalność 
instytucji,  której  nie  znają,  jest  nie  tylko  błędne  z  naukowego  punktu  widzenia,  ale  nawet 
bezczelne,  bo  zmusza  się  ludzi  do  blagowania.  Wyniki  natomiast,  jako  rzekome  "prawdy 
naukowe",  nagłaśnia  się  we  wszystkich  środkach  masowego  przekazu,  niejako  wmawiając 
ludziom, jakie to oni mają poglądy i opinie. 

Jest  to  manipulowanie  opinią  publiczną  w  czystej  postaci,  które  właściwie  powinno 

być prawnie zabronione w demokratycznym społeczeństwie. (...) 

Jeszcze  niedawno  jedna  z  placówek  badania  opinii  zapytywała  o  "zaufanie  do 

poszczególnych  polityków"  (znów  bez  sprawdzenia,  czy  informatorzy  znają  konkretne 
osiągnięcia,  czy  choćby  programy  działania  tych  osób).  I  żeby  osiagnąć  dno  -  obok 
przywódców różnych partii podsuwano informatorom - osobę prymasa. To już nie jest zwykły 
błąd  niekompetencji,  lecz  włączenie  się  do  walki  politycznej  po  określonej  stronie.  I,  zdaje 
się, większość badań sondażowych zamawianych przez 

background image

124 125 
 
różne  dzienniki  i  czasopisma  usiłuje  nie  tyle  odtwarzać  opinie  ludzi,  co  raczej  je 

kształtować w podstępny sposób. Tym bardziej że wiadomo, iż niektóre placówki badawcze 
przyjmują  gotowe  pytania  od  danej  redakcji  bez  przetworzenia  ich  według  kryteriów 
rzetelności  naukowej. Ten stan rzeczy  niepokoi  wielu  socjologów w Polsce, bo podważa w 
opinii  społecznej sam sens  badań sondażowych. (...) Konieczne  będą także pewne regulacje 
prawne,  aby  uniemożliwić  manipulowanie  opinią  społeczną  przez  sondaże,  na  których 
placówki  "sprzedające  pożądane  informacje"  dorabiają  się  miliardów.  Dodajmy,  że  takie 
sondaże  nie  mają  żadnej  wartości  naukowej,  ponieważ  badania  naukowe  wymagają 
zastosowania  procedur,  technik  i  weryfikacji  uzyskanych  danych,  które  z  reguły  nie  są 
stosowane w badaniach komercyjnych u nas przeprowadzanych. 

 

Ryszard Dyoniziak   Autor jest profesorem, kierownikiem Katedry Socjologii 

AE w Krakowie  

"Życie Warszawy" 1993, nr 63 (Analizy) 

Opinie i konflikty 
Pani  dr  Kolarska-Bobińska  opublikowała  artykuł`,  oparty  na  badaniach  opinii 

publicznej, a dotyczący konfliktów w Polsce. Jednak tak naprawdę niewiele dowiadujemy się 
o  konfliktach,  natomiast  są  tam  informacje  o  alienacji  politycznej,  zróżnicowaniu 
majątkowym,  o  demokracji  i  nastrojach  społecznych.  Brak  opisu  jakiegoś  konkretnego 
konfliktu. Zresztą trzeba zauważyć, że o p i n i e o ewentualnych konfliktach nie oznaczają 
jeszcze,  że  takie  konflikty  wystąpiły  rzeczywiście,  tak  jak  opinie  informatorów  o  tym,  czy 
same  badania  nad  opinią  publiczną  nie  są  niekiedy  próbą  manipulowania,  nie  mogą  być 
wiarygodne,  bo  przecież  większość  badanych  ani  nie  interesuje  się  sprawami  politycznymi, 
ani nie ma przygotowania merytorycznego do oceny wyników sondaży. 

W  publikacji  pani  dr  Kolarskiej-Bobińskiej  nie  ma,  niestety,  informacji,  co  rozumie 

ona przez konflikt społeczny (a przecież w literaturze 

Konflikty w nowej Polsce, "Gazeta Wyborcza" 1992, nr 280. 
naukowej  występują  też  inne  terminy,  zbliżone  treściowo,  ale  jednak  o  innym 

znaczeniu,  jak  napięcia,  nieporozumienia,  niezgodność  opinii  lub  interesów  społeczno-
ekonomicznych). Z kontekstu jej wywodów wynika, że  jeśli  ludzie różnią się opiniami (np. 
jedni odpowiadają, że "stan" naszej demokracji jest zadowalający, inni - mają wątpliwości), to 
mamy do czynienia z konfliktem. Autorka powołuje się na ogólnikową opinię, że ankietowani 
wspominają  o  "konflikcie  między  władzą  a  społeczeństwem"  (czy  ten  zwrot  nie  był 
"podpowiadany"  informatorom?),  lecz  okazuje  się  w  dalszych  wywodach,  że  lokują  ten 
konflikt  "gdzieś  wysoko,  ponad  głowami,  wewnątrz  struktur  władzy".  Ale  przecież  jeśli  te 
"konflikty"  występują  wewnątrz  władzy,  nie  są  więc,  jak  poprzednio  stwierdzała  autorka, 
"konfliktami między WŁADZĄ A SPOŁECZEŃSTWEM"! 

Trzeba wyraźnie stwierdzić, że różnice w opiniach czy zróżnicowania regionalne lub 

majątkowe  (które  autorka  wymienia)  nie  są  synonimami  konfliktów.  A  przecież  konflikty 
mogą  być  międzygrupowe,  międzywarstwowe,  międzyklasowe,  względnie  trwałe  lub 
przejściowe,  funkcjonalne  (gdy  usunięcie  ich  przyczyn  umacnia  daną  instytucję  czy  grupę) 
oraz dysfunkcjonalne (gdy powodują nieodwracalne, niepożądane skutki społeczne) i inne. 

Czy  w  Polsce  występują  rzeczywiste  konflikty  (a  nie  tylko  opinie  o  jakichś 

abstrakcyjnych  konfliktach)?  Jak  w  każdym  społeczeństwie  europejskim  (zwłaszcza  we 
Włoszech,  Francji  i  Niemczech,  nie  wspominając  nawet  o  Rosji  czy  byłej  Jugosławii) 
zapewne tak. Ale jakie są to konflikty społeczne, między jakimi społecznościami, jaki  mają 
charakter  i  jakie  możliwe  skutki  -  tego  wszystkiego  nie  dowiemy  się  badając  tylko  opinie 
wylosowanych  informatorów.  Trzeba  pamiętać,  że  badani  często  myślą  gazetowymi 
stereotypami  (z  pewnego  sondaźu  wynika  na  przykład,  że  większość  badanych  dostrzega 
korupcję  w  sferach  rządowych).  Opisując  więc  wyniki  w  terminach  naukowych  musimy 

background image

odróżniać  badania  nad  stereotypami  od  badań  na  temat  rzeczywistych  wydarzeń  czy 
rzeczywistych konfliktów. 

Tego typu uściśleń brak w omawianym tekście. 
prof. dr hab. Ryszard Dyoniziak 
126 127 
 
 
 
Bibliografia ważniejszych publikacji 
ASK, Warszawa 1995, nr 1 
 

Franciszek Adamski (red.), Wartości - Społeczeństwo - Wychowanie, Kraków 

1995   Edwin  G.  Boring,  Ocena  opinii  i  panujących  nastrojów,  [w:]  tegoż  (red.),  Psycholo
 

gia, tłum. z angielskiego Franciszka i Leon Sternikowie, Warszawa 1960 
K. Czuba, Media i władze, Warszawa 1995 
Monique  Dagnaud,  Sondages:  tel  est  pris...,  "Le  Monde",  Paryż  1995,  nr  z  29.4. 

Ryszard  Dyoniziak,  Społeczne  uwarunkowania  wydajności  pracy,  Warszawa  1969  Ryszard 
Dyoniziak, Socjologia systematyczna w zarysie, Kraków 1993 

Leon B. Dyczewski, Kultura polska w procesie przemian, Lublin 1993 
Uwe  Engel,  Jost  Reinecke,  Panelanalyse.  Grundlagen,  Techniken,  Beispiele,  Berlin 

1994 

Winfried Gebhardt (i in.), Charisma. Theorie - Religion - Polnik, Berlin 1993 Dagmar 

Krebs, Peter Schmidt, New Directions in Attitude Measurement, Berlin 1993 Józef Mariański, 
Badania nad religijnością ludową, "Roczniki Socjologii Wsi" 1987, t. 20 

Walter  Muller  (i  in.),  Die  faktische  Anonymitat  von  Mikrodaten,  Wiesbaden  1991 

"Nomos", Kraków 1994, nr 7-8 

Krystyna  Lutyńska,  Surveye  w  Polsce,  Warszawa  1993  (tam  również  bibliografia) 

Stefan Nowak, System wartości społeczeństwa polskiego, "Studia Socjologiczne" 1979, nr 4 

Stefan Nowak, Metodologia badań społecznych, Warszawa 1985 
Ewa  Nowakowska,  Kim  są  ludzie,  którzy  w  sondażach  odpowiadają  "nie  wiem"? 

"Polityka" 1995, nr 9 

Władysław  Piwowarski,  Badania  nad  religijnością  ludową  w  Polsce,  "Roczniki 

Socjologii Wsi" 1987, t. 20 

Adam Podgórecki, Społeczeństwo polskie, Rzeszów 1995 
Robert R. Remer, "Popularny" nie znaczy "lubiany", "Gazeta Wyborcza" 1996, nr 191 
Lutz Spenneberg, Demoskopie  informiert oder manipuliert?, "Die  Woche", Hamburg 

1994 z 25.8. 

Sondaże wyborcze w TV. Błąd w sztuce lub zamierzone posunięcie, "Rzeczpospolita" 

1995, nr 237 (podpisane: M. M., M. J.) 

Kazimierz Z. Sowa, Gospodarka nieformalna, Rzeszów 1990 
Kazimierz Z. Sowa, Gospodarka cienia i korzenie kryzysu, Rzeszów 1991 
Antoni  Sułek,  O  rzetelności  i  nierzetelności  badań  sondażowych  w  Polsce,  [w:]  W 

terenie, w archiwum, w laboratorium, Warszawa 1990 

Janusz  Sztumski,  Wstęp  do  metod  i  technik  badań  społecznych,  Katowice  1995 

Wojciech Świątkiewicz (red.), Spoteczny świat i jego legitymizacje, Katowice 1993 Andrzej 
Tyszka, Interesy i ideały kultury, Warszawa 1987 

Karol Wojtyła, Osoba a miłość, Lublin 1991 
'I~eść 
Uwagi wstępne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 Problem . . . . . . . . . . . . . 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 Co nazywamy sondażem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 8 
Krytyka sondaży ze społecznego punktu widzenia . . . . . . . . . . . . . . . 10 

background image

Podstawy teoretyczne badań nad opinią publiczną . . . . . . . . . . . . . . . . . . 11 Badanie 

opinii  i  innych  elementów  osobowości  społecznej  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  14  Ocena  deklaracji 
informatorów  . .  .  . .  .  . .  .  . .  .  . .  .  . .  .  . .  .  . . .  .  16  Moda  na  postmodernizm  a  sondaże 
społeczne . . . . . . . . . . . . . . . . . 17 Sondaże na tematy prognostyczne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . 19 

Sondaż a  manipulacja . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 22 Jak  można 

manipulować ińformatorami? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 22 Zasady badań sondażowych . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 23 Sondaż jako socjotechnika . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 25 

Diagnozy i prognozy na temat roli Kościoła w społeczeństwie . . . . . . . . . . . 31 Sondaż 

na potwierdzenie z góry przyjętych założeń propagandowych . . . . . 34 

 

Najczęstsze błędy w sondażach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  . 39 

 

Błąd zamiany słowa "popularność" na słowo "zaufanie" . . . . . . . . . . . 

. 39 

 

Błąd braku szerszych informacji u respondentów . . . . . . . . . . . . . . . 

. 39 

 

Błąd zakamuflowanego uprzedzenia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

. 41 

 

Błąd absurdalności pytania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

. 43 

 

Błąd ogólnikowości w sondażach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

. 44 

 

Błąd fikcyjności problemu badawczego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  . 46 

 

Błąd bezzasadnego porównywania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

. 51 

 

Błąd wymuszania pożądanych skojarzeń . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  . 54 

 

Błąd nieuprawnionych porównań i komentarzy . . . . . . . . . . . . . . . . 

. 56 

 

Kilka refleksji na temat antysemityzmu w badaniach sondażowych . . . . . . . .

 

. 63 
 

Pojęcie antysemityzmu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 64 

 

Czym więc naprawdę jest antysemityzm'' . . . . . . . . . . . . . . . . . .  . 65 

 

Antysemityzm a antypolonizm . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

. 69 

 

Rynek i reklama . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

. 72 

 

Sondaże "sekty badaczy rynku" . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

. 72 

 

Cel i metody badań reklamowych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

. 73 

 

Jak interpretować sondaże reklamowe . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  . 75 

 

Problemy etyczne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  . 75 

 

Badania  nad  reklamą  a  badania  nad  opiniami  i  prognozami  wyborczymi  .  .

 

. 76 
 

Kampanie reklamowe i niepokoje opinii publicznej . . . . . . . . . . . . . 

. 77 

128 t 129 
 
Sondaże  a  prawidłowości  życia  politycznego  .  .  .  .  . .  . ,  . .  .  . .  . .  . .  . .  .  79  Ogół 

społeczeństwa a tzw. elity . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 79 Kwestia ateizacji życia . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 80 Dlaczego wierzący głosowali na socjaldemokratę? . . . . . . . . . . . 
. . . . 81 

Sondaże zagraniczne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 85 Jak oceniać władzę? . 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . , . . . . . . 85 Postawy religijne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . 87 Jakie stawiać pytania? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 91 Wzorcowe badanie opinii 
dla celów polityki społecznej . . . . . . . . . . . . 93 Badanie opinii dla celów użytkowych . . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . 97 Badanie opinii dla celów rozrywkowych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 99 
Sondażowy hazard za granicą i w Polsce . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 105 Niemcy o Europie i 
Polsce . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 107 

Uwagi  końcowe.  Sondaż.  jako  niezastąpiony  sposób  badania  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  111 

Dodatek I . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 115 Dodatek II . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 122 Bibliografia ważniejszych publikacji . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . 128 

background image

 
 
UNIVERSITAS poleca 
R. Dyoniziak 
Postacie milości. Przeobrażenia obyczajowe w Europie Zachodniej i w Polsce 
K. Gorlach 
Socjologia polska wobec kwestii chlopskiej 
Spoleczeństwo w procesie zmian. Znrvs socjologii ogólnej 
R. Dyoniziak, K. Iwanicka, A. Karwińska, Z Pucek 
Z zagadnień socjologii stosowniej 
Red. K. Frysztacki 
:; ·4 %? 
 
Książki TAiWPN UNIVERSITAS można zamawiać listownie 
w siedzibie wydawnictwa 
31-128 Kraków, ul. Karmelicka 34 tel./fax (012) 34 5107 
Nie doliczamy kosztów przesyłki! 
Zapraszamy do 
Księgarni firmowej UNIVERSITAS 31-004 Kraków, pl. Wszystkich Świętych 7 
oraz do prowadzonej przez Towarzystwo Przyjaciół Polonistyki Wrocławskiej 
Księgarni im. Mikołaja Kopernika ul. Kuźnicza 30/33 
50-137 Wrocław 
Dystrybutor: BMR ul. Radziwiłłowska 29/6 
31-026 Kraków tel. (012) 22 34 61 fax (012) 22 10 18