background image

Rozdział 1 

  

  

Na sierści gniadosza pojawiły się ciemne strużki potu. Prychnął głośno 
i rozejrzał się po gwarnym tłumie. Po chwili podniósł kopyto i uderzył nim 
gwałtownie w trawę. 

– Gerry! – zawołała siedząca na jego grzbiecie Hanna Boswell. 

Podenerwowany koń szarpnął za lejce i stanął dęba. Hanna z trudem go 
uspokoiła. Kiedy zawracała, robiąc małe kółko, o mało nie przewróciła stojącej 
obok wysokiej, szczupłej dziewczyny, która obserwowała całe zajście. 

– Przepraszam, Amy. On się tak ekscytuje, kiedy ma wejść na wybieg. 

– Spokojnie – powiedziała Amy Fleming cichym, łagodnym głosem. Stanęła 
obok łba zwierzęcia i zaczęła kreślić delikatne kółka na jego rozgrzanej szyi. Koń 
prychnął w jej stronę. 

– Cii, Spartan – szepnęła, ale w tej samej chwili ugryzła się w język. Miała 
nadzieję, że Hanna tego nie słyszała. To już nie jest Spartan, powiedziała 
do siebie. Teraz to jest Gerry. 

W głębi duszy wiedziała jednak, że ten koń już na zawsze pozostanie dla niej 
Spartanem, pięknym ogierem, który niespełna rok wcześniej zjawił się 
w prowadzonym przez jej rodzinę schronisku dla koni. Był po okropnym 
wypadku. Jak się okazało, został skradziony. Amy pomogła mu odzyskać spokój 
po wypadkowej traumie i odnalazła jego prawowitych właścicieli – rodzinę 
Hanny. 

Nadal kreśliła kółka na szyi gniadosza i czuła, jak stopniowo uchodzi z niego całe 
napięcie. Odetchnął głęboko i trącił ją delikatnie pyskiem. 

– Jak ty to zrobiłaś? – Hanna nie kryła zdumienia. 

– Mama mnie tego nauczyła – Amy wzruszyła ramionami i poklepała 
spokojnego już gniadosza. – To zupełny wariat – dodała czule. – Gdybyś zabrała 
go na ring w takim stanie, wszystkie płotki by fruwały. 

background image

– To prawda – powiedziała Hanna ze smutkiem. – W ostatnich trzech 
konkursach w dodatkowej rundzie zrzucił przeszkodę. On tak łatwo traci spokój. 

– Powinnaś przed osiodłaniem wmasowywać mu w nozdrza rozcieńczony olejek 
lawendowy. Działa uspokajająco. A kilka dni przed konkursem możesz zacząć 
dodawać mu do paszy sproszkowaną walerianę i tarczycę. 

– Naprawdę? Dobrze, wypróbuję to – powiedziała i spojrzała na Amy. – Nie 
mogę uwierzyć, że tak się na tym znasz. Czy... – zawahała się – czy to twoja 
mama cię tego nauczyła? 

Amy zrozumiała powód wahania w głosie Hanny. Mama zginęła w tym samym 
wypadku, który zostawił takie piętno na Spartanie. Wszystko wydarzyło się, 
kiedy wracały do domu po uratowaniu Spartana zamkniętego w opuszczonej 
stodole. Zerwała się burza, a powalone drzewo uderzyło w samochód. 

– Tak, mama nauczyła mnie wszystkiego – odpowiedziała cicho. 

Rozmowę przerwało im chrypienie głośnika: 

– A teraz runda dodatkowa w klasie 146 – skoki dzieci i młodzieży w lidze 
Marshalla i Sterlinga. Zaczynamy od numeru 203, na koniu Geronimo pojedzie 
Hanna Boswell. 

Rozpoczęło się otwieranie bramki wjazdowej i Hanna chwyciła mocniej za lejce. 

– Trzymam kciuki, żeby wam dobrze poszło! – zawołała za nią Amy. 

– Pewnie, że pójdzie! – odparła Hanna. 

Amy pobiegła na widownię. Zajęła miejsce, odgarniając z twarzy długie, 
jasnobrązowe włosy i obserwowała uważnie, jak Geronimo wjeżdża na parkur. 
Był pełen entuzjazmu, ale wyglądał na opanowanego. Sierść mu błyszczała 
w promieniach słońca niczym ciemne drewno dębowe. Tor był skrócony i – 
mimo sześciu wysokich przeszkód – wyglądał zachęcająco. W tej rundzie 
mierzono czas, a więc wygra ten koń, który pokona tor najszybciej z najmniejszą 
liczbą błędów. 

Rozległ się dźwięk rozpoczynający rundę, a przez głowę Amy przemknęła myśl: 
to ja jechałabym teraz na nim, gdyby został w Heartlandzie. Poczuła ukłucie 

background image

żalu, ale kiedy koń z Hanną na grzbiecie zbliżył się do pierwszej przeszkody, 
uczucie to minęło bezpowrotnie. 

– No, dalej! – szepnęła, zsuwając się na krawędź siedzenia. Gerry wydłużył krok 
i poszybował ponad pierwszym płotkiem. Amy uniosła się na krzesełku, 
zupełnie jakby skakała razem z nim. 

Uważaj teraz, nie przyspieszaj, bo zrzucicie poprzeczkę, pomyślała, kiedy Hanna 
ustawiła się przed drugą przeszkodą. Gerry przyspieszył, podekscytowany, ale 
dziewczyna była przygotowana na taki obrót sprawy. Odchyliła się do tyłu 
i ustawiła go w idealnej pozycji do skoku. Przednie kopyta Gerry’ego znalazły się 
tuż przy jego klatce piersiowej. Hyrda, podwójna przeszkoda, triple barre, mur. 
Pokonał je wszystkie ze sporym marginesem. 

Amy odetchnęła z ulgą, kiedy przebiegł linię mety. Udało mu się przeskoczyć 
wszystkie płotki, a do tego miał dobry czas. Zerwała się z krzesełka i wybiegła 
z trybuny. 

– Dobra robota! – zawołała do Hanny. 

– Był świetny, prawda? – wydyszała Hanna, klepiąc Gerry’ego zawzięcie po szyi. 

– Najlepszy – potwierdziła Amy. 

– Cieszę się, że go mam – niebieskie oczy Hanny błyszczały z dumy. – To 
niezwykły koń. 

Gerry zupełnie jakby rozumiał, co dziewczyna powiedziała, bo odwrócił łeb 
i trącił pyskiem jej nogę. W jego oczach widać było szczęście. 

– Przejdę się z nim dookoła, żeby trochę ochłonął – powiedziała Hanna 
i zeskoczył z siodła. – Nie mam teraz nic do roboty, mogę najwyżej obejrzeć, jak 
idzie innym zawodnikom z mojej klasy. 

Amy skinęła głową i ruszyła za Hanną. 

– A ty, dlaczego dzisiaj nie startujesz? – zainteresowała się Hanna. – Gdzie jest 
Figaro? 

– W zeszłym tygodniu naderwał sobie ścięgno – wyjaśniła Amy. – Nasz 
weterynarz mówi, że nie będzie mógł jeździć przez co najmniej trzy miesiące. 

background image

– To straszne! – Hanna była zszokowana. 

– Wiem – Amy zmusiła się do uśmiechu. – Ale Figaro się nie zmartwił. Robi się 
bardzo rozpieszczony. 

– Gorzej z tobą – powiedziała Hanna ze współczuciem. – Nie uda ci się wystąpić 
w żadnym konkursie tego lata. 

– Mamy tyle pracy w Heartlandzie, że i tak pewnie nie miałabym czasu – 
odparła Amy pogodnie, chociaż czuła się nieco zawiedziona. Na pierwszym 
miejscu zawsze stała pomoc potrzebującym zwierzętom, ale od czasu do czasu 
fajnie było pojeździć na koniu, który nie wymagał takiej pomocy. Uwielbiała 
zabierać Figara na konkursy, o ile tylko nadarzyła się okazja. 

Poklepała Gerry’ego po wilgotnej sierści, próbując ukryć rozczarowanie. 

– Przyniosę coś do picia. Masz ochotę? – spytała Hannę. 

– Chętnie, dziękuję – Hanna odpowiedziała z uśmiechem. – Cieszę się, że tu 
jesteś. Dziadkowie nie mogli przyjechać. Chuck mnie przywiózł – to nasz 
stajenny, ale on ogląda zawody hunterów. Fajnie, że ktoś mi kibicuje. 

Amy uśmiechnęła się w odpowiedzi. Szkoda, że Hanna nie mieszka bliżej, 
pomyślała, przeciskając się przez tłum ludzi. Mogłybyśmy widywać się częściej – 
a może nawet razem jeździć na konkursy. Amy złapała się na własnych myślach. 
Musi przestać o tym marzyć. Nie będzie już więcej występować. W przyszłym 
roku wyrośnie z Figaro i czas zaakceptować ten fakt. 

Znalazła namiot, w którym sprzedawano przekąski, i kupiła dwa napoje 
w puszkach. Wracała szybko do Hanny, kiedy drogę przecięła jej dżokejka 
na eleganckim kasztanku. Amy w ostatniej chwili uskoczyła na bok. 

– Uważaj! – zawołała. 

Dżokejka skróciła lejce, a wtedy Amy rozpoznała, że to Ashley Grant. Rodzice 
dziewczyny byli właścicielami sąsiadującej z Heartlandem stadniny Green Briar, 
w której szkolono ekskluzywne konie i kuce, stosując przemoc i surową 
dyscyplinę. Ashley i Amy chodziły do tej samej szkoły, ale nic poza tym ich nie 
łączyło. 

background image

– Widzę, że stchórzyłaś przed występem w klasie Large Pony Hunter, co? – 
Ashley uśmiechnęła się pogardliwie. 

– Figaro okulał – odpowiedziała Amy krótko. 

– Wiesz co? – Ashley pokręciła głową. – To przykre, że nie masz lepszego konia. 
Kiedyś byłaś całkiem dobra – to mówiąc, poklepała z wyższością szyję swojego 
kasztanka. – Jak ci się podoba Jasny Magik? To duński koń gorącokrwisty. 

Amy przyjrzała się zwierzęciu. Około 160 centymetrów wysokości, cztery białe 
skarpetki – był naprawdę piękny. 

– Jest wart pięć zer – powiedziała Ashley. – Biorę z nim udział w klasie Junior 
Jumpers. Mama uważa, że mam już prawie szesnaście lat i czas przesiąść się 
z kuca. Więc nawet jeśli Figaro przestanie kuleć, nie spotkamy się na parkurze. 
Ja przechodzę na wyższy poziom, Amy – na pięknej twarzy Ashley pojawił się 
uśmiech. – Szkoda, że nie będę mogła cię pobić. 

Amy spojrzała na nią z odrazą. 

– Ty tego w ogóle nie rozumiesz, prawda, Ashley? Ja nie jeżdżę po to, żeby 
zdobywać nagrody, i nie obchodzi mnie, ile koń jest wart. 

Ale Ashley już nie słuchała. Wpatrywała się w coś za plecami Amy. 

– Popatrz tylko! – zawołała z niedowierzaniem. 

Amy odwróciła się. W kierunku wybiegu służącego do rozgrzewki szła właśnie 
dereszowata klacz. Miała gruby pysk i masywne nogi, niczym u konia 
pociągowego. W siodle siedział szczupły, ciemnowłosy jeździec. Amy uznała, 
że ma koło osiemnastu lat. Chłopak miał na sobie kurtkę z łatami na łokciach 
i podniszczone bryczesy. Nawet Amy nie mogła powstrzymać się przed 
wgapianiem się w tę parę. Pośród innych uczestników zawodów zarówno koń, 
jak i jeździec rzucali się bardzo w oczy. 

– Hej ty! – zawołała Ashley. – Ty na tym dereszu! 

Chłopak odwrócił się i zauważył Ashley, jej konia oraz stojącą obok Amy. 

– Ja? – zapytał, marszcząc czoło. 

background image

– Tak, ty – Ashley wzniosła oczy do góry, jakby chciała powiedzieć: a do kogo 
niby mówię? – W jakiej klasie występujesz? 

– W Open Jumping i Six Bar – odpowiedział krótko. 

Amy otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. W tych klasach startowały tylko 
najlepsze konie. 

– Jasne – Ashley uniosła brwi z niedowierzaniem. – A tak naprawdę, to w jakiej? 

– Przecież powiedziałem – chłopak powtórzył lodowatym głosem. – Za chwilę 
zaczyna się konkurs Six Bar, a Open Jumping będzie po południu – to mówiąc, 
spojrzał gniewnie na obie dziewczyny i odjechał. 

– Nie wiem, kto jest gorszy – on czy ten jego koń zaprzęgowy – zaśmiała się 
Ashley. 

Chłopak odwrócił się gwałtownie w siodle. Sądząc po wyrazie twarzy, usłyszał 
każde słowo. 

– Ashley! – obróciły się obie, słysząc za plecami ostry głos. W ich stronę 
maszerowała Val Grant, mama Ashley, marszcząc gniewnie opalone czoło. – 
Co ty sobie myślisz, żeby tak stać i nic nie robić? Przecież kazałam ci ćwiczyć 
z Magikiem! 

Amy poczuła przez moment, że robi jej się żal Ashley, ale uznała, że dziewczyna 
ma to, na co zasługuje. Odeszła, by poszukać Hanny. 

  

Amy i Hanna oglądały, jak skaczą ostatnie konie, i cały czas trzymały zaciśnięte 
kciuki. 

– Udało ci się! – zawołała Amy w podekscytowaniu, kiedy ostatni koń strącił 
pierwszą poprzeczkę w potrójnej przeszkodzie. – Wygrałaś! 

– Nie mogę w to uwierzyć! – krzyknęła Hanna. 

Spiker wywołał zwycięski numer i Hanna pojechała odebrać niebieską wstążkę. 

Po zrobieniu zdjęć zwycięzcom Hanna i Amy poszły do przyczepy Gerry’ego. 
Za wycieraczką tkwiła karteczka od Chucka – pisał, że idzie obejrzeć zawody 

background image

hunterów na parkurze pierwszym i prosi, by Hanna zadzwoniła do niego 
na komórkę, kiedy będzie gotowa wracać do domu. 

W tej samej chwili rozległ się głos spikera, oznajmiającego, że rozpoczyna się 
konkurs Six Bar. 

– Chciałabym go obejrzeć – powiedziała Hanna. – Pójdziesz ze mną? 

Amy zerknęła na zegarek – miała jeszcze godzinę do przyjazdu Trega. 

– Pewnie – uśmiechnęła się. Uwielbiała przyglądać się zawodom w tej 
konkurencji, gdzie w jednym rzędzie ustawiano sześć płotków, każdy 
o kilkanaście centymetrów wyższy od poprzedniego. Trzeba było przeskoczyć 
wszystkie, a do następnej rundy przechodziły konie, którym to się udało. 
W kolejnej rundzie płotki były podwyższane, a potem w następnej i następnej – 
aż do wyłonienia zwycięzcy. Konkurs Six Bar był prawdziwym testem zręczności 
i wytrzymałości. 

Amy i Hanna załadowały Gerry’ego na przyczepę i pobiegły do głównego 
parkuru. Znalazły dwa wolne miejsca na trybunie i usiadły. 

– A teraz następny zawodnik: z numerem 365, Andrew Ramone na Jasnym 
Baronie ze stajni Travers. 

Na wybiegu pojawił się koń czystej krwi o siwo-jabłkowitym umaszczeniu. 

– Przypomina trochę Pegaza, konia, na którym skakał mój tata – powiedziała 
Amy do Hanny. Kiedy obserwowała, jak koń kłusuje wokół areny, poczuła, 
że ogarnia ją smutek. Pegaz, który razem z tatą brał udział w zawodach 
olimpijskich, zmarł w zeszłym roku. Amy strasznie za nim tęskniła i nie było 
praktycznie dnia, żeby nie zatrzymała się przy bramie i nie popatrzyła na młode 
dębowe drzewko, posadzone w miejscu, gdzie został pochowany. 

– Niezły koń! – powiedział ktoś z przodu. 

Amy spojrzała w tamtą stronę i zauważyła grupę skoczków z kategorii juniorów, 
którzy regularnie brali udział w zawodach. Jak mogła się spodziewać, była 
wśród nich Ashley. 

- Dobra robota! – skomentował ktoś, kiedy siwek pokonał wszystkie przeszkody 
i wyjeżdżał z parkuru pośród owacji. 

background image

– Oto za nami drugi zawodnik, który pokonał czysto cały tor – oznajmił spiker. – 
A teraz numer 278, Bursztynka, a na niej właściciel, Daniel Lawson. 

Brama otworzyła się i Amy mogła obserwować, jak na parkur wjeżdża kłusem 
dereszowata klacz, którą widziała wcześniej na wybiegu przeznaczonym 
do rozgrzewki. Po poprzednim koniu wydawała się jeszcze bardziej toporna niż 
wcześniej. 

– To Daniel – powiedziała Hanna. Tłum na widowni zaczął coś szeptać. 

– Znasz go? 

– Mieszka po sąsiedzku. Widziałam już, jak skacze. Przypatrz się dobrze. 
Bursztynka jest niesamowita! 

Ashley i jej przyjaciele śmiali się głośno z klaczy. 

Amy pokręciła głową, widząc, że Daniel spogląda gniewnie w ich stronę. To, 
że Bursztynka nie wyglądała tak dobrze, jak inne konie, nie znaczyło przecież, 
że nie potrafi skakać. Amy dostrzegała siłę drzemiącą w krótkim zadzie klaczy 
i jej tylnych nogach, a przy tym bez wątpienia w oczach klaczy czaił się 
entuzjazm i zapał. Niezadowolona z zachowania Ashley i jej przyjaciół, zaczęła 
gorączkowo pragnąć, by Bursztynce się powiodło. 

– Daniel kupił ją na wyprzedaży – szepnęła Hanna, kiedy klacz pokłusowała 
dookoła wybiegu. – Nikt inny jej nie chciał. Daniel dostał ją za grosze, a potem 
okazało się, że klacz jest doskonałym skoczkiem. 

Rozległ się dźwięk rozpoczynający turę. Tłum zamilkł. W powietrzu czuć było 
napięcie, jakby wszyscy czekali tylko na to, by jakieś nieszczęście spotkało 
jeźdźca i jego dziwacznego wierzchowca. 

Daniel ustawił Bursztynkę w linii płotków. Klacz odbiła się silnymi kopytami 
i bez trudu pokonała pierwszą przeszkodę. Przeskoczyła ponad płotkami, 
perfekcyjnie podkurczając masywne nogi. Przez cały ten czas Daniel siedział 
mocno w siodle, trzymając lekko za lejce. Kiedy poprowadził klacz bezpiecznie 
przez szósty i ostatni płotek, rozległy się gromkie brawa. 

– Mówiłam ci, że Bursztynka jest świetna! – Hanna próbowała przekrzyczeć 
hałas. Tymczasem Daniel łagodnie zwolnił i wyjechał z parkuru z wyrazem 

background image

satysfakcji na twarzy. – Daniel zaczął na niej jeździć zaledwie dwa lata temu, 
a już awansował do zawodów Open. Wygląda na to, że dojdzie na sam szczyt. 

Sądząc po tym, co widziała na arenie, Amy musiała zgodzić się z opinią Hanny. 
A kiedy Bursztynka przeskoczyła czysto przez wszystkie przeszkody w kolejnych 
dwóch rundach, była pewna, że Daniel daleko z nią zajdzie. 

W czwartej rundzie zostały już tylko trzy konie: Bursztynka, siwo-jabłkowity 
koń, którego wcześniej podziwiały, oraz ogier o kasztanowatym umaszczeniu, 
na którym jechał Nick Halliwell, skoczek o międzynarodowej sławie. Amy 
dobrze znała Nicka – rok wcześniej wyleczyła jednego z jego koni ze strachu 
przed wchodzeniem na przyczepę; w innych okolicznościach z pewnością to 
jemu by kibicowała. Teraz jednak pragnęła, by to Bursztynka wygrała konkurs. 
Nie była zresztą w tym odosobniona. Kiedy tylko klacz wjechała na wybieg, tłum 
zaczął wiwatować. Bursztynka nie wydawała się jednak zaniepokojona hałasem 
– łagodnie nastawiła uszu i posłusznie pokłusowała wokół areny. Płotki były 
tym razem dużo wyższe, ostatni sięgał 180 centymetrów. Siwo-jabłkowity koń 
strącił dwie poprzeczki, koń Nicka Halliwella – jedną. Jeśli Daniel i Bursztynka 
pojadą bezbłędnie, zdobędą niebieską wstążkę. 

Rozległ się dźwięk startowy. Daniel skierował Bursztynkę na pierwszą 
przeszkodę. Klacz pokonała ją trzema potężnymi susami, a potem przeskoczyła 
przez następny płotek, i następny, aż do końca toru. 

W tłumie podniosła się wrzawa – wszyscy poderwali się z miejsc, klaskali 
i wiwatowali. Bursztynka podniosła dumnie łeb. 

– Czy to nie było wspaniałe? – zapytała radośnie Hanna. 

– Niesamowite! – Amy aż wstała z miejsca, głośno klaszcząc. 

Spiker zaprosił Daniela i Bursztynkę po odbiór pucharu i niebieskiej wstążki. 
Kiedy wokół zebrali się fotografowie, Bursztynka odwróciła łeb i trąciła pyskiem 
nogę swojego pana. Daniel zignorował wołanie reporterów i zamiast popatrzeć 
prosto w obiektywy, nachylił się, by pogłaskać klacz po czole. Amy uśmiechnęła 
się, widząc taką więź między koniem a jeźdźcem. 

Hanna przeciągnęła się i wstała. 

– Muszę już iść. 

background image

Amy wyszła w ślad za koleżanką. Kiedy mijały wybieg do rozgrzewek, 
zauważyła, jak Nick Halliwell zsiada ze swojego ogiera. 

– Poczekaj chwilę! – powiedziała do Hanny. 

Schyliła się i przeszła pod liną. Wokół Nicka zebrała się grupka trzech czy 
czterech osób, które podtykały mu programy zawodów z prośbą o autograf. 
Na widok Amy przerwał podpisywanie. 

– Amy! Co słychać? 

– Wszystko dobrze. Przyszłam panu pogratulować. 

– Nie dostaliśmy co prawda niebieskiej wstążki, ale to jeszcze młody gość – 
powiedział, poklepując boki konia. Stajenny właśnie zabierał go do przyczepy. – 
Widziałaś tego chłopaka, który wygrał? 

– Tak – przytaknęła. – Świetny był, prawda? 

– Jeszcze jak – przytaknął Nick. – No i ten koń – dodał i zdjął toczek. – Cieszę się, 
że cię spotkałem, Amy. Miałem do ciebie dzwonić. Jeden z moich młodziaków 
zaczyna się dziwnie zachowywać. Jeszcze kilka miesięcy temu wszystko było 
dobrze, a teraz zaczyna stawiać opór. Scott go przebadał, ale niczego nie 
znalazł. Pomyślałem więc sobie, że może byś na niego zerknęła. 

– Pewnie – zgodziła się Amy. 

 W takim razie odezwę się do ciebie – powiedział i wrócił do podpisywania 
programów. 

Amy ruszyła w kierunku Hanny. 

– Uważaj! – rozległ się nagle gniewny krzyk. 

Amy zatrzymała się, przestraszona. Tak się zamyśliła nad tym, co powiedział 
Nick Halliwell, że nie zauważyła, jak z wybiegu wyjeżdża Bursztynka, i omal nie 
weszła jej prosto pod kopyta. Podniosła wzrok i zauważyła, że Daniel patrzy 
na nią z wściekłością, przytrzymując klacz. 

– Może byś tak uważała, gdzie idziesz? – warknął. 

– Ja... przepraszam – wyjąkała. 

background image

– Myślisz, że jesteś tu panią czy co? – kontynuował Daniel. – Niedobrze mi się 
robi na widok takich ludzi, jak ty! 

– Że co? – Amy była kompletnie zaskoczona. 

– Jak ty i te twoje nadęte przyjaciółki! Tylko pogardzacie innymi, patrzycie 
z góry na kogoś takiego, jak ja i konie takie, jak Bursztynka! 

– Co? Ale... 

Daniel nie zamierzał jednak jej wysłuchać. Rzucił tylko wściekłe spojrzenie 
i odjechał. Amy stała w miejscu, patrząc w ślad za chłopakiem. 

– O co chodziło? – zapytała Hanna, podchodząc do Amy. 

– Powiedział, że jestem nadęta! – wyrzuciła z siebie zaskoczona Amy. – Oskarżył 
mnie o to, że się z niego śmieję! 

– Dziwne – Hanna otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. – Daniel nie jest może 
bardzo przyjacielski, ale na pewno nie jest opryskliwy. 

– No, przed chwilą właśnie był – Amy zmarszczyła czoło. 

– Zapomnij o tym – powiedziała Hanna i rozejrzała się. – Muszę odnaleźć 
Chucka. A ty jak wracasz do Heartlandu? 

– Treg po mnie przyjedzie – odparła i spojrzała na zegarek. – No właśnie, 
na mnie też czas. O tej godzinie miałam czekać na niego przed wejściem. 
Na razie. I gratulacje! 

– Pa! – zawołała Hanna. 

Amy dobiegła do wyjścia w chwili, gdy Treg podjechał swoim pikapem. Widząc, 
jak szuka jej wzrokiem w tłumie, poczuła radosny ucisk w sercu. Przez lata Treg 
był dla niej jak starszy brat, z którym pracowała ramię w ramię w schronisku. 
Od kilku miesięcy był jednak jej chłopakiem i teraz za każdym razem, gdy go 
widziała, miała wrażenie, że gdzieś w środku zapala jej się ciepły ogieniek. 

– Cześć! – powiedziała, podbiegając do samochodu. – To był świetny dzień. 
Hanna przyjechała z Gerrym i wygrała w Jumper Classic. Spotkałam też Nicka 
Halliwella – powiedział, że może podeśle nam konia. No i jeszcze taka 
dereszowata klacz... 

background image

– Amy... – przerwał jej Treg. 

Amy zdała sobie nagle sprawę z dziwnej miny chłopaka. 

– Co się stało? – zapytała zaskoczona. 

– Był do ciebie telefon. Twój ojciec dzwonił… 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Rozdział 2 

  

  

Amy słuchała z niedowierzaniem, jak Treg zdradza jej szczegóły rozmowy. 

– Konia?! Co to znaczy, że kupił nam konia? – zawołała, myśląc gorączkowo 
o tym, czego się właśnie dowiedziała. Nie mogła w to uwierzyć – do czasu 
wizyty ojca, która miała miejsce kilka miesięcy wcześniej, przez dwanaście lat 
nie miały z siostrą żadnego kontaktu z tatą. A teraz dowiaduje się, że kupił im 
konia i że dostaną go dzisiaj po południu. – Opowiedz mi o tym dokładnie – 
zażądała, podekscytowana. 

– Wiem tylko, że ma 160 centymetrów w kłębie i że to gorącokrwisty wałach – 
powiedział Treg, wyjeżdżając z terenów konkursowych. – Twój tata dzwonił 
parę godzin temu. Lou i dziadka nie było akurat w domu, więc ja z nim 
rozmawiałem. Powiedział, że przyjechał w interesach, szukając młodych koni 
na eksport do Australii i że zobaczył tego wałacha i postanowił kupić go tobie 
i Lou. 

– Ale dlaczego? Mówił coś? 

– Nie. Spieszył się, bo jechał do klienta. Zadzwoni jeszcze raz wieczorem. 

Amy oparła się o siedzenie. A więc dostaną konia. Konia, któremu nie trzeba 
będzie znaleźć nowego domu, który nie będzie musiał wracać do właścicieli tak, 
jak większość zwierząt w Heartlandzie. Czuła narastającą radość, ale przy tym 
nie mogła przestać myśleć – dlaczego? Na dobrą sprawę nie potrzebowali 
żadnych nowych koni. Ona miała Figara, a Lou bała się jeździć od dwunastu lat, 
od czasu wypadku, który zakończył karierę olimpijską ojca. 

Nagle coś jej przyszło do głowy – przypomniała sobie, jak podczas ostatniej 
wizyty taty Lou obiecała, że spróbuje pokonać swój lęk i zacznie znowu jeździć. 
Może tata kupił konia właśnie dla niej? Miał duże doświadczenie, z pewnością 
zdał sobie sprawę z tego, że większość koni w Heartlandzie zupełnie nie nadaje 
się dla niepewnych, nerwowych jeźdźców. Oczywiście, pomyślała. O to chodzi. 
Na pewno o to. 

background image

– Nic nie mówisz – Treg popatrzył na nią z ciekawością. 

– Zastanawiałam się, po co tata kupił tego konia – odparła – i doszłam 
do wniosku, że dla Lou. To będzie stateczny, spokojny koń, który przywróci jej 
wiarę w siebie. 

– Być może – zamyślił się Treg. 

– Na pewno – powiedziała z przekonaniem. – Ciekawe, jaki jest. Ile ma lat? Jakie 
ma umaszczenie? – powiedziała i uśmiechnęła się. Czy to ma jakieś znaczenie? 
To miał być ich własny koń i już za parę godzin będzie w Heartlandzie. Tylko to 
było ważne. 

  

Kiedy Treg wjechał na długi podjazd prowadzący do schroniska, oczom Amy 
ukazał się pokryty białymi klepkami dom i budynek stajni. W kierunku domu 
szła Lou. 

Słysząc warkot samochodu, zatrzymała się i przysłoniła oczy od słońca. 
Na widok Trega i Amy pomachała ręką. 

– Lou! – Amy wyskoczyła z auta, kiedy tylko Treg się zatrzymał. – Treg 
powiedział mi o koniu. 

– Nie mogę w to uwierzyć – Lou wydawała się zbulwersowana. – Tata kupił go 
pod wpływem impulsu – powiedziała i przejechała ręką po krótkich, jasnych 
włosach. – Impulsu, rozumiesz! Jak można kupować konia pod wpływem 
impulsu? 

Amy chętnie udzieliłaby Lou odpowiedzi na to pytanie, ale była przekonana, 
że jej praktyczna aż do bólu siostra i tak nie zrozumie. 

– Zresztą przecież nie potrzebujemy tu żadnego dodatkowego konia – 
kontynuowała Lou. – Mamy dosyć pracy z tymi, które tu są. 

Amy weszła za siostrą do domu. Jack Bartlett, dziadek obu dziewczyn, siedział 
przy kuchennym stole i naprawiał zepsutą uździenicę. 

– Widzę, że już wszystko wiesz – powiedział, patrząc na rozentuzjazmowaną 
twarz wnuczki. 

background image

– Tak – odpowiedziała. – Cudownie, prawda? 

Zmarszczka na czole dziadka pogłębiła się. 

– Nie jestem pewien, kochanie. Jeśli umieścimy go w którymś boksie, będziemy 
mieli jedno miejsce mniej dla konia, który może naprawdę potrzebować naszej 
pomocy. Wiem, że wasz tata chciał dobrze, ale uważam, że mógł się najpierw 
nas poradzić. 

– Tata jest taki niepraktyczny – odezwała się Lou. 

Amy poczuła się dotknięta tym, co powiedziała siostra. 

– Nie bądź niemiła, Lou. W końcu, moim zdaniem, tata kupił tego konia dla 
ciebie. 

– Dla mnie? – Lou zmarszczyła brwi. 

– Ja przecież nie potrzebuję – powiedziała Amy. – Mogę jeździć na każdym. 
Myślę, że to będzie koń treningowy, na którym będziesz mogła znowu nauczyć 
się jeździć. 

– O rety! – Lou była wstrząśnięta. – Naprawdę tak sądzisz? 

– Tak – potwierdziła Amy. W niebieskich oczach siostry zauważyła wyraz 
zaintrygowania. 

– Właściwie to zamierzałam zacząć znowu jazdę konną – powiedziała Lou 
z namysłem. – Odkładałam to jednak na później, bo nie chciałam denerwować 
naszych koni moim stresem. Ale gdybym miała spokojnego konia, wszystko 
wyglądałoby zupełnie inaczej. 

– Będzie cudownie, Lou, zobaczysz – entuzjazmowała się Amy. – Pomogę ci. 
Będziemy razem jeździć. 

– Może jeszcze niczego nie planujcie – wtrącił pospiesznie dziadek. – Nie wiemy 
nic konkretnego o tym koniu. 

– Nie – powiedziała Amy, śmiejąc się do Lou. – Ale nie możemy się doczekać, 
kiedy się dowiemy! 

background image

Amy zostawiła dziadka i Lou w kuchni, a sama poszła na podwórze zająć się 
codziennymi obowiązkami. Przez cały czas rozmyślała o prezencie od taty. 
Oczyma wyobraźni widziała już jasnego gniadosza o szlachetnym kroju łba 
i bystrym spojrzeniu – idealnego wierzchowca dla Lou. Będzie miał pewnie koło 
dwunastu lat, nadal młody, ale już nie młodzieńczo uparty. 

Przypomniała sobie wyraz zaskoczenia i radości na twarzy Lou, kiedy oznajmiła, 
że koń będzie na pewno dla niej. Lou co prawda nigdy nic takiego nie 
powiedziała, ale Amy wyczuwała, że zdaniem siostry tata faworyzuje swoją 
młodszą córkę. Amy wiedziała, że to nieprawda – po prostu było jej łatwiej 
rozmawiać z tatą, bo oboje kochali konie. To jednak wyjaśniałoby, dlaczego Lou 
była taka zadowolona, kiedy pomyślała, że tata być może kupił konia specjalnie 
dla niej – byłby to dowód na to, że jest dla niego ważna. 

Amy doszła do murowanego budynku stajni i skierowała się do boksu Jake’a, 
konia rasy Clydesdale. 

– Co słychać, wielkoludzie? – zapytała. 

– Dziękuję, dobrze – odezwał się głos i Amy aż podskoczyła. Zza Jake’a wyłoniła 
się wysoka, szczupła postać – Ben Stillman, pomocnik w Heartlandzie. 

– Mam cię! – zaśmiał się na widok jej zaskoczonej miny. 

– Bardzo zabawne! – odpowiedziała ze śmiechem i otworzyła mu drzwi 
do boksu. 

– Wiesz co? Jestem pewien, że pewnego dnia któryś z koni rzeczywiście ci 
odpowie – powiedział Ben, wychodząc. – Rozmawiasz z nimi, jakby były ludźmi. 

– No i co z tego? – powiedziała i pogłaskała Jake’a po pysku. – Potrafią lepiej 
słuchać niż większość ludzi. 

Ben pokręcił tylko głową. Pojawił się w Heartlandzie siedem miesięcy temu, 
przedtem pomagał ciotce – właścicielce wielkiej stadniny Arabów, w której 
konie traktowano co prawda dobrze, ale przedmiotowo; były po prostu częścią 
biznesu. Ben powoli przyzwyczajał się do metod stosowanych w Heartlandzie, 
ale Amy wątpiła, żeby kiedykolwiek stał się podobnie zwariowany na punkcie 
koni, jak ona czy Treg. Nie licząc Reda, bo Ben był całkowicie oddany swojemu 
kasztankowi. 

background image

– Jak było na zawodach? – zapytał Ben, zamykając zasuwę na drzwiach boksu. 

– Świetnie – odpowiedziała i poszła za Benem, żeby pomóc mu zebrać puste 
siatki od siana z pozostałych boksów w rzędzie. Po drodze opowiedziała 
o konkursie Six Bar i zwycięstwie Daniela Lawsona. – Ale on ma jakiś problem 
ze sobą – dodała i zrelacjonowała to, jak Daniel naskoczył na nią po zawodach. 

– Na konkursy przejeżdżają różni dziwacy – powiedział Ben. – Są wśród nich 
fajni ludzie, ale część to wariaci. Nie przejmuj się. 

Amy pokiwała głową. Ben wiedział, co mówi, w końcu regularnie brał udział 
w zawodach w klasie Jumper. 

– Martwisz się, że ty nie startowałeś? – zapytała. 

Ben wyraził chęć udziału w konkursie High Prelim, ale wycofał się, kiedy Red 
kilka tygodni wcześniej na treningach stracił całą pewność siebie. 

– Postąpiłem słusznie – wyjaśnił Ben, kiedy szli razem przez podwórze. – Jest 
coraz bardziej pewny siebie, ale zawiezienie go na tak prestiżowy konkurs, jak 
ten w Meadowville, nie byłoby dobrym pomysłem. Zaczniemy od mniej 
zatłoczonych miejsc – zapisałem się na zawody za tydzień. 

– Pomóc ci z tymi siatkami? – zapytała Amy, bo podeszli właśnie do sterty siana. 

– Nie trzeba – odparł. – Idź lepiej do Figara, bo pół dnia stał przy drzwiach 
boksu i wyglądał jakby nikt się nim nie interesował. 

– Nikt się nim nie interesował?! – oburzyła się Amy. – Przecież siedziałam z nim 
ponad godzinę przed zawodami. Polewałam mu nogę zimną wodą 
i wmasowywałam w szyję olejek lawendowy. 

– Mam wrażenie, że temu twojemu kucowi spodobało się chorowanie – zaśmiał 
się Ben. 

Amy przeszła do drugiej stajni. Było tak, jak mówił Ben – Figaro wyglądał ponad 
drzwiami boksu, a na widok Amy uniósł swój jasny łeb i zarżał przeszywająco. 

– Cześć, koniku – szepnęła Amy i wyciągnęła ręce. Figaro przejechał po nich 
pyskiem, a kiedy nic nie znalazł, zaczął trącać jej kieszeń. Podała mu resztki 
kostek i otworzyła drzwi do boksu. 

background image

– Jak tam twoja noga? – zapytała, wchodząc do środka. 

Ukucnęła i odwinęła bandaż. Pod spodem znajdowała się niebieska torebka 
z żelem. Rano Amy wyjęła ją prosto z zamrażarki i lodowatą przyłożyła do nogi 
kuca, ale teraz woreczek był już ciepły. Mimo to, wydało jej się, że opuchlizna 
na ścięgnie nieco zmalała. 

– Czas zmienić opatrunek – powiedziała do kuca, który opuścił łeb i badał 
pyskiem chorą nogę. Podniosła bandaż, piankę i torebkę z żelem. – Zaraz 
wracam. 

Kiedy wychodziła z boksu, Figaro przycisnął łeb do drzwi. 

– Przykro mi – westchnęła. – Nie możesz wyjść. Twoja noga musi odpocząć. 

Figaro nie był przyzwyczajony do spędzania całego dnia w boksie. Wszystkie 
konie w Heartlandzie przynajmniej pięć godzin dziennie pasły się na zewnątrz 
w małych grupkach. Czuły się lepiej, jeśli mogły – tak, jak każe instynkt – paść 
się na łące w towarzystwie innych koni. 

Kuc ponownie trącił pyskiem drzwi, ale Amy zasunęła zasuwę. Gdyby go 
wypuściła, mógłby jeszcze bardziej uszkodzić sobie nogę. 

Wróciła ze wszystkimi potrzebnymi rzeczami i zmieniła opatrunek, 
zastanawiając się przy tym, czy jest coś jeszcze, co mogłoby mu pomóc. 
Podawała mu żywokost, grykę i wiązówkę błotną – co miało wspomagać 
gojenie ścięgna. Przypomniała sobie o olejkach do aromatoterapii, które stały 
w szafce w siodlarni. Może olejek z czarnego pieprzu pomoże? 

Przeszła kilka boksów dalej, gdzie Treg czyścił Perłę. Pracował w ciszy, 
z wyrazem zamyślenia na twarzy. 

– Jak myślisz, co jeszcze mogłoby być dobre dla Figara? – zapytała, nachylając 
się ponad drzwiami. 

Treg sprawiał wrażenie, jakby właśnie się obudził. 

– Słucham? – zapytał, zupełnie jak gdyby nie słyszał, co mówiła. 

Amy zmarszczyła brwi. To już nie pierwszy raz w ciągu ostatnich tygodni 
przyłapała go na takim zamyśleniu. Czy miał jakieś zmartwienie? 

background image

– Wszystko w porządku? – zapytała. 

– Tak – odpowiedział i szybko zmienił temat. – Myślę, że możesz spróbować 
podać mu olejek pieprzowy, a może jeszcze jakieś inne. Najlepiej sprawdź 
w zeszytach. 

Amy skinęła głową i pobiegła do siodlarni. Zaczęła przerzucać strony zeszytu 
z zapiskami mamy, szukając informacji na temat kontuzji ścięgna. 

– Tutaj coś jest – odezwała się. – Kiedy zejdzie początkowa opuchlizna, 
masować na ciepło olejkiem eukaliptusowym, limonowym i z czarnego pieprzu, 
by poprawić krążenie. 

– Tu mam podobną informację – powiedział Treg. – Ale jeszcze jest wzmianka 
o olejku z mięty pieprzowej. 

– Tu w ogóle jest sporo o urazach ścięgna – zauważyła Amy, przewracając luźne 
kartki. 

– Czasem sobie myślę, że nigdy nie będę wiedział nawet połowy tego, co twoja 
mama – westchnął Treg. 

Amy poczuła, jak coś ściska ją za serce. Nie chciała rozmawiać o mamie – to 
przywoływało zbyt wiele bolesnych wspomnień. 

– Tutaj jest napisane, że terapia magnetyczna może przyspieszyć gojenie – 
powiedziała szybko. – Może powinniśmy jej spróbować. 

Treg nie skomentował zmiany tematu. 

– Zapytamy o to Scotta, gdy jutro wpadnie zbadać Figara – powiedział. 

– Dobry pomysł – odparła. 

– Wyleczymy go – uśmiechnął się i chwycił Amy za rękę. – Zobaczysz. 

Amy poczuła, jak oblewa ją fala ciepła. To właśnie jest najlepsze w Tregu, 
pomyślała, zbierając wszystkie zeszyty, że mnie rozumie. I Heartland. Treg nie 
był tylko chłopakiem, z którym się spotykała, był jej prawdziwym przyjacielem. 

Amy i Treg zamiatali właśnie kamienną podłogę paszarni, kiedy w drzwiach 
stanął Ben. 

background image

– Zgadnijcie, kto właśnie jedzie? 

Amy rzuciła miotłę i stanęła na progu. Pod dom podjeżdżał samochód z dużą 
białą przyczepą dla konia. 

– To ten koń! Pójdę po Lou i dziadka! – zawołała i pobiegła do domu. 

Lou rozkładała właśnie talerze do kolacji. 

– Koń przyjechał! – wydyszała Amy. – Chodź! Szybko! 

Wszyscy wyszli przed dom dokładnie w momencie, gdy samochód się 
zatrzymał. 

Amy podeszła do szoferki, a wtedy otworzyły się drzwi i wysiadł kierowca. 
W ręku trzymał papiery. 

– Witam. Przywiozłem konia dla... – zajrzał do kartki – Amy i Lou Fleming. 

– To ja! – zawołała Amy. – To znaczy my. Ja jestem Amy Fleming. 

Była tak podekscytowana, że z trudem znajdowała właściwe słowa. Jaki jest ten 
koń? Jakie ma umaszczenie? Czy to będzie gniadosz, jak sobie wyobrażałam? 
A może kasztanek? 

Kierowca wyciągnął rękę na powitanie. 

– Bardzo mi miło – powiedział. – Jestem Marvin Campbell. – A to moja 
zmienniczka, Heather – kiwnął głową w stronę kobiety, która właśnie wysiadała 
z auta. 

Heather uśmiechnęła się. 

– To co, wyprowadzamy go? – zapytała. 

Amy potwierdziła. Dziadek, Lou, Treg i Ben stanęli obok niej i obserwowali, jak 
opuszczana jest ciężka rampa. 

Amy aż krzyknęła. Na szczycie rampy stał młody jabłkowity siwek. Dokładna 
kopia dawnego konia ojca – Pegaza! 

 

 

background image

Rozdział 3 

  

  

Amy stała nieruchomo, jakby wrosła w ziemię. Miała wrażenie, że każdy nerw 
w jej ciele płonie niczym rozżarzony węgiel. 

Piękny siwek prychnął i zarzucił łbem, pokazując mięśnie falujące pod 
aksamitną skórą szyi. 

– Spokojnie! – powiedział Marvin, nieświadomy reakcji Amy. – Schodzimy – 
dodał i cmoknął, po czym sprowadził konia po rampie. Na dźwięk własnych 
kopyt stukających na żwirze, koń odwrócił się gwałtownie do tyłu, z wysoko 
podniesionym łbem i postawionymi uszami. 

Marvin i Heather zabrali się za zdejmowanie ochraniaczy, chroniących nogi 
konia w czasie podróży, i Amy zaczęła dostrzegać różnice pomiędzy siwkiem 
a dawnym koniem ojca. Przede wszystkim był mniejszy od Pegaza – miał 
zaledwie 160 centymetrów w kłębie. Łeb miał nieco spłaszczony, nozdrza 
delikatniejsze, a uszy drobniej żłobione. Poza tym jednak był do Pegaza 
niezwykle podobny – te same siwe plamki na śnieżnobiałej sierści, 
ciemnopopielata grzywa i srebrzysty puch ogona. 

W tej samej chwili Amy zrozumiała, że koń, przed którym stoi – tak młody 
i pełen charakteru – nie nadaje się do nauki jazdy dla Lou. Odwróciła się. Lou 
wyglądała na bardzo zaskoczoną. Dziadek i Treg też nie kryli zdumienia. Tylko 
Ben, nieświadom napięcia, zachowywał się normalnie. 

– Niesamowity koń! – powiedział z niekłamanym podziwem, patrząc 
na wałacha. 

Amy tylko pokiwała głową. Na ten widok koń wyciągnął szyję w jej kierunku 
i rozszerzył nozdrza. Podała mu dłoń – powąchał ją i spojrzał na nią 
z zainteresowaniem ciemnymi oczami, a potem podniósł pysk do jej głowy. 
Prychnął i pociągnął ją za włosy. 

– Hej! – zaprotestowała, odzyskując wreszcie głos. – Witaj, przystojniaku – 
dodała i pogłaskała go po szyi. 

background image

Koń wypuścił powietrze prosto w twarz dziewczyny, a potem trącił z nadzieją jej 
dłonie, zupełnie jak Figaro. Uśmiechnęła się i pogładziła go po miękkim nosie. 

– Przygotuję dokumenty – powiedział Marvin i podał jej lonżę. – Nazywa się 
Letni Piorun, ale wszyscy wołają na niego po prostu Piorun. Mamy dla niego 
siodło i pledy – powiedział, patrząc na Heather, która właśnie wychodziła 
z przyczepy z naręczem derek. – Gdzie to wszystko położyć? 

– Ja pokażę – zadeklarował się Ben – W porządku, Amy? 

Skinęła tylko głową, bo nie mogła oderwać wzroku od Pioruna. Marvin poszedł 
do samochodu po dokumenty. 

Przez chwilę panowała cisza, najwyraźniej nikt nie wiedział, co powiedzieć. 

Pierwszy odezwał się dziadek. 

– To niedokładnie to, czego się spodziewaliśmy, co? 

– To koń konkursowy – Treg wydawał się zaniepokojony. 

– Ale jest przepiękny – powiedziała Amy. Oczy jej się świeciły, kiedy Piorun 
oparł się o nią łbem. 

– Owszem, ale to koń nie dla nas – powiedział Treg i poklepał Pioruna 
delikatnie. – Co zrobimy z takim... – zaczął, ale przerwał, bo wrócił Marvin. 

– Oto wszystkie papiery – powiedział mężczyzna. – Jest tu też list od pana 
Fleminga. 

Lou zrobiła krok do przodu. 

– Dziękujemy – powiedziała i wzięła dokumenty. Miała opanowany wyraz 
twarzy, ale Amy wyczuwała drżenie w jej głosie. 

– Lou... – zaczęła Amy, gdy Marvin odszedł z resztą rzeczy. – Ja... – powiedziała, 
ale urwała. Nie miała pojęcia, co mówić. Że też musiała zasugerować, że to 
będzie koń dla Lou... – Naprawdę, bardzo... 

– Zobaczmy, co jest w liście – przerwała jej Lou. Wyjęła dokumenty 
z plastikowej teczki. Pośród papierów dotyczących rejestracji konia Amy 

background image

dostrzegła kopertę od ojca. Tymczasem Piorun zaczął się niecierpliwić – ciągnął 
za linę i wbijał kopyto w żwir. 

– Cii... – powiedziała Amy. 

– To może wy zajmijcie się papierami – powiedział Treg – a ja się z nim przejdę. 

Amy niechętnie puściła lonżę. Nie chciała rozstawać się z Piorunem ani 
na moment, ale zwyciężyła ciekawość. 

– Ma siedem lat, to krzyżówka rasy Trakhener i angielskiego konia czystej krwi – 
powiedziała Lou, zaglądając do papierów. W tym czasie Treg poprowadził 
Pioruna wokół podwórza. 

Amy skinęła głową. To ta czysta krew sprawiała, że tak bardzo przypominał 
Pegaza. A rasa Trakhener – rasa niemiecka – wyjaśniała nieco spłaszczony pysk, 
elegancko wygiętą szyję i płynne ruchy. 

– Przyjechał z Niemiec, kiedy miał dwa lata. Od tego czasu miał trzech 
właścicieli – powiedziała Lou i otworzyła kopertę, by przeczytać list od ojca: 

Droga Lou, droga Amy, mam nadzieję, że spodobał się Wam Piorun. Kiedy tylko 
go zobaczyłem, wiedziałem, że muszę go kupić – jest tak bardzo podobny 
do Pegaza, a na dodatek nieźle skacze. Początkowo chciałem go zabrać ze sobą 
do Australii, ale potem pomyślałem o moich córkach – to idealny koń dla 
Was. Zauważyłem, że Amy wyrasta już ze swojego kuca i potrzebny jest jej 
nowy koń – dorównujący jej talentem. A i Lou... 

- głos Lou załamał się na chwilę, jednak szybko odzyskała opanowanie i czytała 
dalej, choć z trudem, niemalże szeptem. – Chciałbym wierzyć, że i Ty kiedyś 
będziesz na nim skakać. Jestem pewien, że kiedy zaczniesz znowu jeździć, 
staniesz się tak odważna i ambitna, jak dawniej. Zadzwonię do Was dzisiaj 
wieczorem i odpowiem na wszystkie Wasze pytania. Piorun to dobry koń – 
wygrał już ponad pięć tysięcy dolarów w konkursach skoków w klasie Jumper. 
Wiem, że to dla Was nic nie znaczy – i tak będziecie go kochały. Moje dwie 
cudowne córki. Mam nadzieję, że podoba się Wam prezent. Kocham Was. Tata. 

Zapadło milczenie. Amy spojrzała na siostrę. Jak tata mógł się aż tak pomylić? 
Z pewnością chciał dobrze, ale kompletnie źle ocenił sytuację. Pozbawiony 
strachu przed końmi nie zrozumiał, że Lou naprawdę boi się jazdy konnej. 

background image

Dziadek spoglądał z jednej wnuczki na drugą. 

– To co teraz zrobimy? – zapytał. 

– Jak to, co zrobimy? – zapytała Amy, zastanawiając się, co dziadek ma na myśli. 

– Przecież nie możemy go zatrzymać – powiedział dziadek, patrząc na Lou. 

– Co? – Amy nie kryła zdumienia. 

– Wasz ojciec chciał dobrze, w to nie wątpię – odezwał się dziadek łagodnie. – 
Ale Treg ma rację: w Heartlandzie nie ma miejsca dla konia takiego, jak Piorun. 

– Przecież nie możemy go odesłać z powrotem! – Amy podniosła głos. 

– Nie stać nas na utrzymywanie takiego zawodnika – powiedział dziadek 
spokojnym tonem. 

– Skoro nas nie stać, to nie będę brała udziału w żadnych konkursach – 
powiedziała uparcie. 

– Kochanie! – dziadek potrząsnął głową. – To nie byłoby sprawiedliwe wobec 
tego konia. Wystarczy na niego popatrzeć, by zauważyć, że on urodził się po to, 
by rywalizować. A jeśli do tego jest tak utalentowany, jak twierdzi wasz ojciec, 
nie można go zmarnować. Wiesz sama, z jakimi kosztami wiąże się uczestnictwo 
w zawodach – wpisowe, opłata za klasę, koszty podróży, nie wspominając 
o noclegu. Nie stać nas na to. No i jakie to czasochłonne. I tak masz już zbyt 
wiele zajęć. 

– Znajdę czas – powiedziała, patrząc desperacko na Pioruna. – I nie będę jeździć 
na duże, drogie konkursy. Dziadku, proszę, nie odsyłajmy go. To Pegaz, nie 
widzisz? 

– Wiem, że wygląda jak Pegaz – dziadek zmarszczył czoło – ale zatrzymanie go 
nie wskrzesi Pegaza. A ty co o tym sądzisz, Lou? 

Amy straciła nadzieję. Miała wrażenie, że doskonale wie, co powie jej siostra. 

Ale ku jej zdziwieniu, Lou zawahała się. 

– Nie działajmy pospiesznie, dziadku – powiedziała. – To znaczy... ja nigdy nie 
będę skakać na Piorunie, bez względu na to, co myśli sobie ojciec. Ale to nie fair 

background image

wobec Amy, żeby kazać jej oddawać tego konia. Amy wyrasta już z Figara 
i chociaż nie mamy czasu ani pieniędzy, żeby regularnie brać udział 
w najlepszych zawodach, to może uda się nam jakoś znaleźć kompromisowe 
rozwiązanie. W okolicy też są organizowane rozmaite konkursy – powiedziała 
i spojrzała na Amy. – Wiem, że uważasz, że ja nie podzielam twoich uczuć 
do koni i że traktuję je jak część biznesu. Moim zdaniem jednak powinnaś 
zatrzymać Pioruna. 

– Och, Lou! – Amy jeszcze nigdy nie czuła tak wielkiej miłości do siostry. – 
Dziękuję! 

Lou spojrzała na starszego pana. 

– A ty się zgadzasz, dziadku? 

– Pewnie, że tak – odparł, odchrząkując. – To prezent od waszego ojca, wiem, 
ile dla was znaczy. Nie musicie go odsyłać, jeśli tego nie chcecie. Ale – dodał, 
wbijając wzrok w Amy – musicie mi obiecać, że w razie czego – jeśli jego pobyt 
u nas nie wypali – będziecie miały na uwadze jego szczęście, a nie własne. 

– Obiecuję! – zawołała uradowana Amy. – Ale jemu tu będzie dobrze. Jestem 
tego pewna! Znajdę czas, żeby zabierać go na konkursy, a i Lou będzie na nim 
jeździła, prawda? – zapytała, ale widząc niepewny wyraz twarzy siostry, dodała 
– Oczywiście nie od razu, ale jak odzyskasz pewność siebie. To będzie tak samo 
twój koń, jak i mój. 

– Może – powiedziała Lou cicho. 

Amy wycałowała dziadka i siostrę i pobiegła do Pioruna. Wystraszył się jej 
nagłego przybycia, więc zatrzymała się w miejscu. 

– Nie bój się – powiedziała i wyciągnęła rękę. Powąchał ją i uspokoił się. – 
Zatrzymujemy go! – powiedziała do Trega z wielką radością. – Będę mogła 
jeździć z nim na konkursy. Tata pisze, że Piorun wygrał mnóstwo pieniędzy 
na zawodach – dodała z błyskiem ekscytacji. – Och, Treg – czy to nie cudowne? 

Zanim jednak chłopak zdążył odpowiedzieć, podeszli do nich Marvin i Heather. 

– Zrobione – oznajmił radośnie Marvin. – Wszystko wypakowane. 

Heather rozejrzała się dookoła z podziwem. 

background image

– Wspaniałe miejsce. Ben nas właśnie oprowadził. 

– Może wypijecie kawę przed wyjazdem? – zaproponował dziadek. 

– Musimy się zbierać, długa droga przed nami – powiedział Marvin. – Ale 
dziękujemy za propozycję – to mówiąc, poklepał Pioruna. – Mam nadzieję, 
że szybko się tu zadomowi. 

Marvin i Heather wsiedli do samochodu i chwilę później wyjeżdżali 
z Heartlandu. Lou i dziadek wrócili do domu, a Amy poprowadziła Pioruna przez 
podwórze do pustego boksu obok Jake’a. Siatka była już pełna siana, a podłoga 
wymoszczona słomą. 

– To twój nowy dom – powiedziała, po czym odpięła uździenicę i pozwoliła mu 
obwąchać boks. – Spodoba ci się u nas, jestem tego pewna. 

Piorun zbliżył się do niej i stał uszczęśliwiony, gdy głaskała go po szyi. Popatrzyła 
na niego zaintrygowana. To było coś nowego. Większość koni przyjeżdżających 
do Heartlandu to były zwierzęta nerwowe albo zaniedbane – odbudowanie ich 
zaufania trwało zwykle dość długo. A oto Piorun – dopiero co przyjechał, a już 
traktował ją z czułością. Na pewno zawsze był dobrze traktowany. Pocałowała 
go i poszła poszukać Trega. 

Znalazła go w paszarni. Rozmawiał o czymś z Benem, ale na jej widok przerwali. 

– I co sądzicie o Piorunie? – zapytała. 

Ben spojrzał na Trega i Amy zrozumiała, że właśnie o tym dyskutowali. 

– Uważam, że jest świetny – powiedział Ben. – Jesteś szczęściarą, Amy. Będziesz 
chyba na nim skakać, co? 

– Pewnie tak. Treg mówił ci, że on wygrał już ponad pięć tysięcy dolarów 
w skokach? 

– Możesz zawsze jeździć ze mną na konkursy – powiedział Ben, po czym 
spojrzał na zegarek. – Muszę iść. Mama dzisiaj przyjeżdża, mam zrobić kolację. 
Do jutra. 

– Cześć – powiedzieli Treg i Amy jednocześnie. 

Kiedy Ben wyszedł z paszarni, Amy odwróciła się do Trega. 

background image

– No i? – zapytała. 

Treg milczał. 

– O co chodzi? – zapytała, widząc jego wahanie. 

– Nic – odparł. – Tylko... – pokręcił głową. – Mamy tyle pracy, Amy. Kiedy 
znajdziesz czas, żeby jeździć na zawody? 

– Dam radę – odparła. Widziała jednak, że Treg jest zmartwiony. – Nie 
zaniedbam pracy przy koniach – powiedziała. – Będę tylko musiała wstawać 
wcześniej albo pracować dłużej wieczorami, ale wszystko zrobię. 

– Jakim cudem? Już teraz się przepracowujesz. 

– Będzie dobrze, znajdę czas – zapewniła i chwyciła go za rękę, patrząc mu 
prosto w oczy. – Treg, proszę! Ciesz się z mojej radości. 

Z wielką ulgą zobaczyła, że się uśmiecha – był to uśmiech nieco zaniepokojony, 
ale jednak uśmiech. 

– Dobrze – powiedział. 

Amy westchnęła z ulgą. 

– Żałuję, że mówiłam wcześniej Lou, że to będzie koń dla niej. Nastawiła się 
chyba, że będzie miała na czym jeździć. 

– Przecież zawsze może wybrać sobie któregoś konia – powiedział Treg. – Może 
Perłę? Jest już zdrowa i łatwo na niej jeździć. 

Amy zastanowiła się nad sugestią. Perłę, srokatą klacz, znaleziono na wpół 
zagłodzoną na malutkim pastwisku, ze spętanymi przednimi kopytami. 
Początkowo bała się ludzi, ale w Heartlandzie wyleczono ją i przywrócono jej 
ufność. Co prawda jeździli na niej dopiero od kilku miesięcy, ale Treg miał rację. 

Tak – pokiwała głową Amy. – Nie pomyślałam o Perle. 

– Lou może od niej zacząć, a potem przesiądzie się na inne, nawet na Pioruna, 
kiedy już będzie pewna siebie. 

background image

– Ja jej pomogę – Amy poczuła się o wiele szczęśliwsza. – To takie miłe z jej 
strony, że chciała, żeby Piorun został. Chcę coś dla niej zrobić. Nakłonię ją 
do jazdy na Perle – to świetny pomysł. 

  

Tego wieczoru, po kolacji, zadzwonił ojciec. 

– Tata! – zawołała Amy, słysząc po drugiej stronie słuchawki brytyjski akcent 
ojca. – Piorun jest cudowny! 

Ojciec zaśmiał się, zadowolony. 

– Podoba ci się? 

– Jest idealny! – odparła. 

– W tej samej sekundzie, w której go zobaczyłem, od razu o was pomyślałem. 
Traktujcie go jako zaległy prezent na wszystkie urodziny i Boże Narodzenia, 
które ominąłem. A Lou jest zadowolona? 

Amy zawahała się. 

– Tak. Oczywiście – powiedziała i szybko zmieniła temat. – Już się nie mogę 
doczekać, kiedy na niego wsiądę. Wygląda na niesamowitego wierzchowca. 

W tym momencie Lou wyszła z sypialni. W ręku trzymała kosmetyczkę. 

– Lou! – Amy skinęła na siostrę. – Tata dzwoni. 

Podała siostrze słuchawkę i odsunęła się od telefonu. Tak jak mogła się 
spodziewać, Lou była powściągliwa w podziękowaniach. 

– To bardzo hojny prezent, tato. Musiał kosztować majątek – powiedziała 
i słuchała. – Tak – jestem pewna, że Amy będzie miała z niego mnóstwo 
przyjemności. – Znowu zamilkła. – Tak, ja też – powiedziała, ale Amy wyczuła 
brak przekonania w głosie Lou. – Muszę już iść. Wychodzę dzisiaj ze Scottem. 
Do usłyszenia, tato – i jeszcze raz dziękujemy. 

Amy wyjęła słuchawkę z rąk siostry. 

background image

– No więc – powiedziała, rozsiadając się na krześle, gotowa na długą 
pogawędkę. – Opowiedz mi wszystko o Piorunie. Gdzie go znalazłeś? W jakich 
klasach skakał? Kto na nim jeździł? 

Pół godziny później Amy odłożyła telefon. Treg zajrzał do kuchni, by powiedzieć 
dobranoc, a Lou pojechała spotkać się ze Scottem. Amy przeciągnęła się. 
W głowie aż jej huczało od informacji na temat Pioruna. Urodził się 
w Niemczech, a potem został sprowadzony do Stanów przez znaną stadninę 
specjalizującą się w hodowli skoczków. Brał udział w zawodach i wielokrotnie 
wygrywał w klasie Amateur-Owner Jumper także wtedy, gdy został sprzedany. 
Tata powiedział Amy, że kiedy zobaczył Pioruna od razu wiedział, że to 
wyjątkowy koń. To i uderzające podobieństwo do Pegaza sprawiły, 
że postanowił kupić go dla swoich córek. 

Amy wyjęła z zamrażarki świeży woreczek z żelem i poszła do stajni zmienić 
opatrunek swojemu kucowi – ostatni raz tego dnia. Kiedy przechodziła przez 
podwórze, Piorun podszedł do drzwi boksu i wyjrzał. W świetle zachodzącego 
słońca wydawał się tak podobny do Pegaza, że Amy poczuła dreszcze. 

Podeszła do boksu. 

– Cześć – powiedziała cicho. – I co? Jak ci się podoba twój nowy dom? 

Koń trącił pyskiem jej ręce, a ona pogłaskała go po nosie. 

– Będzie ci tu dobrze, obiecuję – pocałowała go i poszła do boksu Figara. 

Na zewnątrz było jeszcze jasno, ale w stajni panował półmrok. Amy zapaliła 
światło. Kilka koni parsknęło z zaskoczenia, ale zaraz wróciły do skubania siana. 
Na widok dziewczyny Figaro zarżał cicho. 

– Witaj – powiedziała. Pogłaskała go po uszach i potarła jego czoło. 

Weszła do boksu i zmieniła opatrunek, przykładając świeżą torebkę żelową. 
Zakładając bandaż, opowiadała mu o Piorunie. 

– Polubisz go – powiedziała, po czym zaśmiała się sama do siebie. Co też 
mówię? Przecież Figaro nie lubi innych koni! Ba, większości ludzi też nie 
toleruje. Amy pogłaskała kuca, myśląc, że miał o wiele trudniejsze życie niż 
Piorun. 

background image

Pomyślała też o innych koniach w Heartlandzie. Wszystkie w taki czy inny 
sposób ucierpiały w życiu, a w Heartlandzie miały zostać uleczone. Treg ma 
rację, przyszło jej nagle do głowy. Tu nie ma miejsca dla konia takiego, jak 
Piorun. 

Szybko pozbyła się tej myśli. Piorun to prezent od taty i nie odda go nikomu. 
Oparła się o Figara i zaczęła kreślić palcami małe kółka na jego złotej szyi tak, 
jak to robiła z Gerrym przed południem. Przesuwała dłonie w górę szyi, na pysk, 
wargi i uszy. Figaro westchnął zadowolony i opuścił łeb, a Amy poczuła, 
że odzyskuje spokój i jasność umysłu. 

Kiedy w końcu poszła do domu, czuła się spokojna i świeża. 

– Konie w boksach? – zapytał dziadek, kiedy zdejmowała buty. 

Potwierdziła skinieniem głowy. 

– Pomyślałem sobie, że zjemy coś na zimno – powiedział i wskazał na blat 
kuchenny, na którym stała pieczona szynka, sałatka ziemniaczana i surówka 
z kapusty. 

– Super – odpowiedziała i ziewnęła. – Mam w czymś pomóc? 

– Nie, siadaj – dziadek zaczął rozkładać jedzenie na stole. – Dzień pełen wrażeń, 
co? 

Amy potwierdziła. Wydawało jej się, że tyle czasu upłynęło od ranka, kiedy 
obserwowała, jak Gerry skacze na zawodach. 

– Amy – zaczął dziadek powoli, siadając obok wnuczki. – Musimy porozmawiać. 
Jestem pewien, że pamiętasz o tym, że za trzy tygodnie mija rocznica śmierci 
mamy. 

Amy wbiła wzrok w talerz, bo nagle poczuła się słabo. Odłożyła nóż i widelec. 

– Nie zapomniałam – powiedziała ochrypłym głosem. 

– Pomyślałem sobie, że może pojedziemy na cmentarz, żeby położyć świeże 
kwiaty – tylko ty, ja i Lou – może jeszcze Scott i Treg. 

background image

Amy przygryzła wargę, ale skinęła twierdząco. Bardzo starała się odepchnąć 
myśl o zbliżającej się rocznicy, ale codziennie budziła się ze świadomością, 
że jest do niej o jeden dzień bliżej i codziennie dręczyła ją myśl, że gdyby tylko... 

Gdybym tylko nie nakłaniała mamy do uratowania Spartana tamtego wieczoru. 
Gdyby nie było burzy. Gdyby to drzewo się nie zawaliło... 

Dziadek spojrzał na nią, wyczuwając chyba jej zdenerwowanie. 

– Jedzmy – powiedział i ścisnął ją za rękę. – Porozmawiamy o tym innym razem. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Rozdział 4 

  

  

– Ale jesteś szczęściarą! – powiedziała Soraya do Amy, kiedy następnego ranka 
stały przed szkołą przy fontannie. Amy właśnie opowiedziała przyjaciółce 
o Piorunie. Soraya przytrzymała ręką czarne, sięgające ramion włosy i nachyliła 
się, by napić się wody. 

– Dlaczego ja nie mogę mieć ojca, który kupi mi konia do skakania? 

– Bo ty masz normalną rodzinę – zaśmiała się Amy. Wiedziała, że przyjaciółka, 
mieszkająca normalnie z rodzicami, wcale jej nie zazdrości sytuacji. 

– To prawda – Soraya wypuściła włosy, które opadły jej luźno na ramiona. – Ale 
i tak nie miałabym nic przeciwko, gdyby postanowili kupić mi konia – 
jakiegokolwiek. 

Amy popatrzyła na nią ze współczuciem. Największym zmartwieniem Sorai było 
to, że ojciec nie pozwala jej na konia. 

– Przecież wiesz, że możesz jeździć w Heartlandzie kiedy tylko chcesz – 
powiedziała Amy. 

– Wiem – odpowiedziała Soraya, a w jej oczach zamigotał chochlik. – Przecież 
tylko dlatego się z tobą przyjaźnię. 

– Dawno to odkryłam – zaśmiała się Amy. 

Dziewczęta uśmiechnęły się do siebie. Przyjaźniły się od trzeciej klasy i znały 
niemal na wylot. 

W tej samej chwili zadzwonił dzwonek. 

– Chodź – powiedziała Soraya. – Wracamy do klasy. 

Kiedy Amy wróciła ze szkoły do domu, Piorun wyglądał ponad drzwiami 
swojego boksu. Podeszła, by się z nim przywitać, i pogłaskała go po szyi. 

– Za chwilę pojedziemy na przejażdżkę – powiedziała, podekscytowana tym 
faktem. 

background image

Piorun podniósł pysk na wysokość jej twarzy, wypuścił powietrze z nozdrzy 
i spojrzał na nią ufnym i czułym wzrokiem. 

Pocałowała go w czubek nosa i pobiegła do domu, żeby się przebrać. Założyła 
stare dżinsy i koszulkę, po czym poszła poszukać Trega; chciała usłyszeć, co się 
działo, kiedy była w szkole. Znalazła go na wybiegu treningowym – jeździł 
właśnie na Majorze, koniu, który został przywieziony do Heartlandu, bo miał 
nawyk brykania. 

Na widok Amy Treg zatrzymał gniadego wałacha i podjechał do bramy. 

– Coraz lepiej mu idzie! – zawołała. 

– Ani razu dzisiaj nie bryknął – potwierdził Treg i poklepał go po szyi, 
a następnie zdał relację z całego dnia. 

 Jeszcze trzeba popracować z Hektorem, Mefisto, Madisonem, Jaśminą 
i Wiosną – no i przydałoby się wkrótce zmienić opatrunek na nodze Figara. 

– Od razu to zrobię – powiedziała. – Jeśli ty zajmiesz się Hektorem, a Ben 
Mefisto, to ja wezmę Madisona i Wiosnę. A Soraya, jak się zjawi, może 
pojeździć na Jaśminie. 

– A co z Piorunem? – zapytał. – Myślałem, że chcesz się teraz na nim 
przejechać. 

– To może zaczekać – odparła, próbując nie okazywać rozczarowania. Strasznie 
chciała usiąść w siodle na Piorunie, ale wiedziała, że nie może teraz jeździć, 
skoro jest jeszcze tyle rzeczy do zrobienia. Zwłaszcza że poprzedniego dnia 
powiedziała Tregowi, że Piorun nie będzie przeszkadzał jej w pracy. 

– Nie musi – Treg czytał jej chyba w myślach. – Najpierw się przejedź. 

– Nie masz nic przeciwko? – zapytała. 

Pokręcił głową. 

– Och, Treg, dziękuję! – ucieszyła się. 

Zanim jednak osiodłała Pioruna, poszła do boksu Figara. Opuchlizna znacznie 
zmalała. Amy przejechała delikatnie palcami po uszkodzonym ścięgnie – było 
ciepłe, ale nie tak gorące, jak bezpośrednio po urazie. 

background image

– Jest lepiej – powiedziała do kuca, przykładając świeżą torebkę z lodem 
i obwiązując ją bandażem. – Zobaczymy, co powie Scott, jak tu jutro przyjedzie. 
– Poklepała Figara, zabrała przyrządy do czyszczenia i przeszła do boksu 
Pioruna. Kończyła właśnie szczotkowanie jego sierści, kiedy przyjechała Soraya. 

– On jest boski! – zawołała, wchodząc do stajni. 

– Wiem – powiedziała Amy z dumą. 

– I naprawdę przypomina Pegaza – zauważyła Soraya. Koń trącił pyskiem jej 
ręce. 

– Mam nadzieję, że skacze równie dobrze. 

Amy osiodłała Pioruna i wyprowadziła na wybieg treningowy. Słysząc stukot 
kopyt, Ben i Treg porzucili swoje zajęcia i stanęli obok Sorai. 

– Dzisiaj nie będę go przemęczać – powiedziała Amy i usiadła w siodle. Chwyciła 
za lejce i przycisnęła boki konia łydkami. Piorun błyskawicznie ruszył do przodu, 
chwytając pyskiem za wędzidło. Przy najmniejszym dotyku zmieniał kierunek 
jazdy, obracał się, zawracał i zatrzymywał. Amy była wniebowzięta. Jeszcze 
nigdy nie jeździła na tak dobrze wyszkolonym koniu. Kazała mu kłusować, 
a potem galopować. 

Piorun poruszał się bez wysiłku, płynnym, gładkim krokiem. Był niezwykle silny 
i wysportowany, a przy tym Amy miała wrażenie, że wystarczy najmniejszy 
sygnał z jej strony, by zrobił to, co chciała. Na środku wybiegu stała pojedyncza 
przeszkoda, miała około 120 centymetrów wysokości. Amy dwa razy się nie 
zastanawiała. Zapominając, że miała nie przemęczać Pioruna, skierowała go 
wprost na płotek. Wydłużył krok i odbił się. Przez krótką, cudowną chwilę Amy 
miała wrażenie, że frunie w powietrzu, a potem wylądowali zgrabnie po drugiej 
stronie. 

– Dobry konik – zawołała, klepiąc go radośnie. Poprowadziła go do miejsca, 
w którym stali Treg, Soraya i Ben. 

– Nieźle! – Soraya nie kryła podziwu. 

background image

– To dopiero koń! – zawołał Ben. – Czy ty zdajesz sobie sprawę, jak daleko 
możesz z nim zajść? Zawody krajowe, mistrzostwo świata, a może nawet 
olimpiada! 

– Uważaj, już pędzę! – zaśmiała się Amy, ale w głębi serca czuła oszałamiającą 
radość. Piorun był nie tylko dobrym skoczkiem – był koniem naprawdę 
wyjątkowym. Poklepała go po szyi, a wtedy powróciło marzenie z dzieciństwa: 
kiedyś, kiedy dorośnie, będzie słynnym skoczkiem, jak jej rodzice. Wiedziała, 
że Ben tylko kpił, ale kto wie – może ona i Piorun staną kiedyś razem 
na podium? 

Bądź realistką!, ofuknęła sama siebie. 

– Skoczysz jeszcze raz? – zapytał Ben. 

– Na pierwszy dzień wystarczy. Mogę najwyżej pojechać z nim na ścieżkę. 
Możemy razem jechać, Soraya, jeśli chcesz wziąć Jaśminę. 

– Pewnie. Zaraz ją osiodłam. 

– Pomogę ci – zaoferował się Ben. 

– Dzięki – Soraya obdarzyła chłopaka uśmiechem. Kiedy odeszli, Amy zdała 
sobie nagle sprawę, że Treg nie odezwał się ani słowem na temat skoku 
Pioruna. 

– A ty co o tym sądzisz? – zapytała. – Co jest grane? – dodała, widząc jego minę. 

Treg zawahał się. 

– Amy, Piorun to bardzo utalentowany koń. 

– No i? Tak mówisz, jakby to był problem. 

– Bo moim zdaniem jest – powiedział Treg cicho i westchnął. – Znam cię 
dobrze, Amy. Nie wystarczy ci, że będziesz zabierała takiego konia, jak Piorun 
na lokalne konkursy. Będziesz chciała czegoś więcej – zawodów stanowych, 
konkursów w dni powszednie. Jak to pogodzimy z Heartlandem? 

– Przecież już wczoraj o tym rozmawialiśmy. Powiedziałam ci, że konkursy 
w żaden sposób nie będą kolidowały z pracą w schronisku. 

background image

– Aha, czyli będziesz pracowała nocami i przychodziła do domu na obiad. 
Faktycznie, nic trudnego. 

– Wszędzie widzisz problemy – zaprotestowała. – Uda się, sam zobaczysz. 

Przez chwilę wydawało się, że Treg będzie dalej argumentował, ale w końcu 
wzruszył ramionami. 

– Jak uważasz – powiedział. I odszedł. 

Patrzyła w ślad za nim. Wiedziała, że go nie przekonała. Ale Treg nie ma racji. 
Nie zaniedbam Heartlandu, na pewno nie. 

– Dzwonił Nick Halliwell, kiedy jeździłaś – oznajmiła Lou. Był wieczór i Amy myła 
właśnie ręce. – Chce, żebyśmy wzięli do siebie jednego z jego koni. 

– A tak – Amy przypomniała sobie rozmowę, jaką przeprowadzili podczas 
konkursu w Meadowville. Spojrzała na dziadka, który siedział przy kuchennym 
stole. 

– Mówił mi o tym. 

– Powiedziałam mu, że chwilowo nie mamy miejsca – wyjaśniła Lou. Trzymała 
w ręku kluczyki od samochodu i chyba się gdzieś wybierała. – Ale Nick nie chce 
go posyłać nigdzie indziej. Czy któregoś z koni można już odesłać do domu? 

– Madisona – powiedziała Amy. – Wchodzi do przyczepy bez problemów. 
Właściciele mogliby odebrać go w weekend. 

– Czyli koń Nicka Halliwella może zająć jego boks? 

– Jasne. 

– Super – powiedziała Lou. – W takim razie jutro zadzwonię do Nicka. 

Amy ruszyła w kierunku schodów. 

– Idę się przebrać. 

– Amy – zaczął dziadek – zanim pójdziesz: musimy coś razem przedyskutować. 

Wróciła powoli do stołu. Podejrzewała, czego będzie dotyczyć ta rozmowa, 
i nagle zaschło jej w gardle. 

background image

Dziadek i Lou wymienili spojrzenia. 

– Rozmawiałem właśnie z Lou o pójściu na cmentarz i przeczytaniu czegoś – 
powiedział. 

– Tak... dobry pomysł – wyjąkała. 

– Dobrze, Amy... – ale zanim dziadek zdążył dokończyć zdanie, uciekła schodami 
na górę. Kiedy znalazła się w swoim pokoju, wzięła głęboki, drżący oddech. 
Do rocznicy śmierci mamy zostały już niecałe trzy tygodnie. Jak przetrwam ten 
dzień? 

  

Niebo było ciemne. W zacinającym deszczu pojawiła się jakaś postać 
zmierzająca ku samochodowi. Nie! Amy próbowała krzyczeć, widząc, że mama 
otwiera drzwi szoferki, ale z jej gardła nie wydobył się żaden dźwięk. Nie mogła 
mówić ani się ruszać. Kiedy usiadła obok mamy w szoferce pikapa, deszcz płynął 
strugami po drodze. Była przemoczona i miała dreszcze. Przyczepa za plecami 
zatrzęsła się, kiedy koń uderzył kopytami w metalowe ścianki. Uderzenie 
pioruna zagłuszyło jednak walenie końskich kopyt. Błyskawica rozświetliła nagle 
niebo i Amy zaczęła krzyczeć. A potem to się stało. Tuż przed nimi zaczęło walić 
się drzewo... 

Amy obudziła się spocona. Usiadła na łóżku. Znowu ten sen. Już dawno go nie 
śniła. Odgarnęła spocone włosy, odrzuciła pościel i podeszła drżącym krokiem 
do okna. Świt sączył się już przez zasłony. Odsunęła je, otworzyła okno i zaczęła 
nabierać hausty zimnego powietrza. 

Kiedy jej oddech się uspokoił, spojrzała na budzik. Już prawie szósta. Równie 
dobrze może się ubrać i zabrać do pracy. Na pewno nie wróci już do łóżka. 

Poranek był piękny. Promienie słońca odbijały się od tafli wody stojącej 
w beczce. Piorun wyglądał ponad drzwiami boksu, na jej widok zarżał cicho. 

Amy zmieniła zdanie. Zamiast zabierać się za codzienne obowiązki, chwyciła 
siodło i uździenicę Pioruna. 

Kiedy zapinała popręg, Piorun trącił psykiem jej plecy. Uśmiechnęła się. 

– Chodź – powiedziała. – Wybierzemy się na przejażdżkę. 

background image

To był idealny dzień na jazdę. Kłusując po piaszczystej ścieżce, Amy poczuła, 
że uspokaja ją regularny rytm uderzeń końskich podków. Zanim wróciła 
do domu, nie było już śladu po wspomnieniach nocnego koszmaru. 

  

Tego dnia Amy z trudem koncentrowała się na lekcjach w szkole – cały czas 
wracała myślami do Pioruna. Oczami wyobraźni widziała już, jak siedzi na jego 
grzbiecie i razem szybują ponad kolorowymi przeszkodami, a tłum na trybunie 
wiwatuje na ich cześć. 

– O czym tak dzisiaj rozmyślasz? – zapytała Soraya, kiedy wychodziły z klasy 
na długą przerwę. 

– O Piorunie – odpowiedziała Amy z uśmiechem. – On jest doskonały – dodała 
i westchnęła. – Szkoda, że Treg tego nie widzi. Jest przeciwny mojemu 
udziałowi w zawodach! 

– Wiesz, że Treg nie pasjonuje się konkursami – Soraya wzruszyła ramionami. 

– Pewnie masz rację. Tylko nie mogę zrozumieć, dlaczego on jest tak 
negatywnie nastawiony do Pioruna. To nie w jego stylu. 

– Rzeczywiście, nie – zgodziła się Soraya, po czym zamyśliła się. – Może coś 
jeszcze go gryzie? 

– Na przykład co? – zapytała Amy. Doszły do szafek i zaczęły wkładać do nich 
książki. 

Soraya zawahała się. 

– Treg był mocno związany z twoją mamą, prawda? No wiesz, skoro wkrótce 
minie rok od... od wypadku. Może on o tym myśli? 

Amy poczuła, jak coś ściska ją za gardło. 

– Może – wydusiła z siebie. – Tylko czemu nic nie mówi? 

Soraya spojrzała badawczo na przyjaciółkę. 

– Tak jak ty. 

Amy zamarła. 

background image

– Amy, w ogóle o tym nie wspominasz – powiedziała cicho Soraya, przyglądając 
się koleżance. – A taka skrytość jest zupełnie do ciebie niepodobna. 

Amy nie odezwała się, więc Soraya westchnęła i dalej odkładała książki. 

– Ja tylko chciałam powiedzieć, że skoro ty nie chcesz o tym rozmawiać, to nie 
powinnaś się dziwić, że i Treg nie chce. 

– Pewnie tak – Amy zmusiła się, żeby coś powiedzieć. 

Soraya dotknęła jej ramienia. 

– Wiesz, że zawsze jestem przy tobie, gdybyś chciała porozmawiać. 

– Tak, wiem – Amy zamknęła szafkę z trzaskiem. – Ale wszystko jest OK. 
Całkiem OK. – dodała. Nie chciała o tym rozmawiać, nawet z Sorayą. Zmusiła się 
do uśmiechu. – Chodźmy na lunch. Opowiem ci o konkursach, na jakie 
chciałabym zabrać Pioruna. 

  

– Widzę dużą poprawę – powiedział weterynarz, Scott Trewin. Właśnie badał 
nogę Figara. – Cieszę się, że tak szybko zeszła mu opuchlizna. 

– Co teraz robimy? – zapytała Amy. 

– Trzeba zaprzestać zimnych okładów – powiedział Scott. – A potem będzie mu 
potrzebny odpoczynek. Za kilka dni może zacząć się ruszać – ale żadnej jazdy, 
tylko spacer na lonży. 

– A może iść na pastwisko? – zapytała Amy z nadzieją. 

Scott pokręcił przecząco głową. 

– Obawiam się, że nie. Gdyby zaczął kłusować, mógłby znowu uszkodzić sobie 
to ścięgno. To częsty problem: koń wydaje się zdrowy, ale kontuzja jeszcze nie 
została wyleczona i łatwo o ponowne naderwanie ścięgna. 

– A masaż na ciepło z olejkami mógłby pomóc? I co z terapią magnetyczną? 
Czytałam o niej wczoraj. W artykule było napisane, że kabina magnetyczna 
przyspiesza gojenie. 

background image

– Masaż na ciepło to zawsze dobry pomysł – odparł Scott. – A i kabinę 
magnetyczną możesz wypróbować, jeśli ją gdzieś znajdziesz. Sprawdzimy 
postępy za dwa tygodnie. 

Wyszli z boksu Figara na podwórze. 

– To ten nowy koń? – zapytał Scott, widząc że Piorun wygląda ponad drzwiami. 

– Tak jest – odpowiedziała i podeszła do boksu. 

– Jest szansa, że zobaczę, jak na nim jeździsz? Lou mówiła mi, że to niezwykły 
koń. 

– Jasne! 

Amy osiodłała Pioruna, zaprowadziła na wybieg i usiadła w siodle. Ben ustawił 
mały tor z sześciu przeszkód, więc po rozgrzewce Amy poprowadziła Pioruna 
prosto na płotki. 

Przeskoczył metrowe przeszkody bez trudu. Lou i Ben dołączyli do Scotta. 

– Mam podnieść poprzeczki? – zapytał Ben. – On je po prostu przeszedł. 

Amy zawahała się. Dopiero trzeci raz siedziała na Piorunie, ale skakanie na nim 
wydawało się takie naturalne. 

– Dobrze – powiedziała. 

Ben podniósł poprzeczki do ponad 120 centymetrów. 

Czując przyspieszone bicie serca, Amy popędziła Pioruna do kłusu, a potem 
nakierowała na pierwszą przeszkodę. Płotek wznosił się wysoko tuż przed nimi, 
ale Piorun pokonał go z łatwością. Twarz Amy rozświetlił szeroki uśmiech. 

– I co o tym sądzisz? – Ben zapytał Scotta, kiedy Amy podjechała do nich. 

– On ma wielki talent – powiedział Scott. 

Ben spojrzał na dziewczynę. 

– Kiedy zaczniesz jeździć z nim na zawody? 

– Jeszcze nie postanowiłam. 

background image

– W ten weekend jadę do East Creek, można zapisać się na konkurs w ten sam 
dzień. Może pojedziesz ze mną? 

– W ten weekend? – powtórzyła. Miała wrażenie, że to trochę za wcześnie. 

– Po co masz czekać? – Scott wzruszył ramionami. – Przecież on skacze tak, 
jakby chciał ze skóry wyskoczyć. To będzie dla was obojga pozytywne 
doświadczenie. 

– Dobra – powiedziała Amy bez zastanowienia. – Jadę! 

Scott uśmiechnął się na te słowa. 

– Amy, zawodowy skoczek – powiedział. – Wygląda na to, że odziedziczyłaś 
po mamie nie tylko jej zdolności do leczenia koni, ale masz także jej talent 
jeździecki. 

Amy zamyśliła się. To, co powiedział Scott, odzwierciedlało jej własne myśli. Czy 
rzeczywiście mogłaby jednocześnie prowadzić Heartland i robić karierę 
w skokach? Teraz, po słowach Scotta, wydawało jej się to całkiem możliwe. 
Poczuła falę ekscytacji. Gdyby się udało, byłaby zupełnie jak mama. Poklepała 
Pioruna po grzbiecie. Niczego innego bardziej nie pragnęła. 

Kolejne dni upływały pracowicie i zanim Amy się zorientowała, była już sobota. 
O piątej nad ranem zadzwonił budzik, więc skulała się z łóżka, na wpół śpiąca, 
z zaspanymi oczami. 

– Może te zawody to wcale nie jest taki dobry pomysł – mruknęła pod nosem, 
robiąc sobie kawę, a potem wyszła na chłodne poranne powietrze, 
by przygotować Pioruna. 

Kiedy zajechali do East Creek, była dopiero dziewiąta, ale trwały już pierwsze 
konkursy. Ben zaparkował przyczepę w cieniu dębów i poszedł sprawdzić 
program. Amy wyprowadziła z przyczepy Reda i Pioruna. Rozejrzała się 
po ludziach i poczuła prawdziwe emocje. Być może nie są to jeszcze 
profesjonalne skoki, ale czuła się cudownie, mogąc tam być. 

Wybieg treningowy był usytuowany nieco na uboczu i składał się z toru ośmiu 
przeszkód, których wysokość można było dowolnie regulować. Amy zrobiła 
rozgrzewkę z Piorunem, a potem zapłaciła stewardowi. W kolejce stały jeszcze 

background image

trzy inne konie. Czekając na swoją kolej, zaczęła jeździć z Piorunem dookoła, 
podenerwowana, ale i podekscytowana. Jak Piorun się zachowa? 

– Czy taka wysokość płotków może być? – zapytał steward, kiedy przyszła jej 
kolej. 

Poprzeczki były ustawione na wysokości około 115 centymetrów – wyżej, niż 
Amy zamierzała skakać. Zawahała się przez chwilę, ale ostatecznie 
zdecydowała, że spróbuje. 

– Tak – powiedziała. – Dziękuję. 

Wzięła głęboki oddech i przyspieszyła Pioruna do kłusu, po czym skierowała go 
na pierwszą przeszkodę, jaką była stacjonata. Piorun nastawił uszu, wydłużył 
krok i poszybował w powietrze. 

W tej krótkiej chwili lotu zniknęło całe zdenerwowanie Amy. Kiedy Piorun 
wylądował po drugiej stronie, czuła wszechogarniającą radość. To było jej 
przeznaczenie. To właśnie powinna robić. Serce jej się radowało na widok 
kolejnej przeszkody – biało-czerwonego oksera. Piorun wymierzył idealnie 
i pokonał ją bez trudu. 

Osiem przeszkód jakby płynęło pod nimi. Kiedy wylądowali za ostatnią z nich, 
Amy uśmiechnęła się, szczęśliwa. 

– Niezła runda – powiedział steward. – Wyglądaliście, jakbyście się dobrze 
bawili. 

– Bo tak było! – zawołała Amy, a jej oczy aż błyszczały z radości. Poklepała 
Pioruna, podziękowała stewardowi i wyjechała z parkuru. 

– Niesamowite skoki! – powiedział Ben. 

– Prawda? Czy on nie jest doskonały? – Amy zeskoczyła z siodła i uściskała 
Pioruna. Mimo radości czuła lekkie rozczarowanie, bo zdała sobie sprawę, że jej 
pięć minut na tych zawodach już minęło. Marzyła o tym, by znowu skakać 
na Piorunie. Na główne konkursy trzeba się jednak było zapisywać 
z wyprzedzeniem. 

Któregoś dnia, pomyślała, to my będziemy startować w najlepszych klasach i to 
my będziemy je wszystkie wygrywać! 

background image

 

Rozdział 5 

  

  

Dla Pioruna to był już koniec występów, a Red miał odpocząć przed 
rozpoczęciem konkursu. Amy i Ben zaprowadzili konie do przyczepy i poszli 
rozejrzeć się po okolicy. Na parkurze odbywały się właśnie zawody w klasie 
Modified Jumper. Poprzeczki ustawiono na wysokości 135 centymetrów, a koń, 
który je wszystkie przeskoczył, od razu skakał dogrywkę, bez wyjeżdżania 
z parkuru. Amy wiedziała, że wielu jeźdźców w klasie Open Jumpers traktuje 
ten konkurs jako rozgrzewkę. 

Amy i Ben kupili sobie po hot dogu i puszce coli, następnie zajęli miejsca 
na trybunie. Minęła dopiero połowa konkursu. 

– To była Helen Pierson na Bumerangu i cztery zrzutki, a przed nami z numerem 
45 Daniel Lawson na Bursztynce – oznajmił spiker przez megafon. 

Amy chwyciła Bena za rękę. 

– To ten chłopak, o którym ci opowiadałam! Ten, który wygrał konkurs Six Bar 
w Meadowville. 

Ben przyjrzał się Bursztynce, gdy wchodziła na parkur. 

– Ale koń nie jest zbyt urodziwy – zauważył. 

– Poczekaj, aż zobaczysz, jak skacze. Mogę się założyć, że niczego nie strąci. 

Tak, jak Amy przewidziała, Bursztynka przeskoczyła bezbłędnie wszystkie 
przeszkody, a potem w doskonałym czasie pokonała skrócony tor dogrywkowy. 
Jednak coś zaniepokoiło Amy – klacz co prawda przeskoczyła wszystkie płotki, 
ale jej skokom brakowało tego entuzjazmu, który wywarł na niej takie wrażenie 
tydzień temu. Widać było nawet znaki, świadczące o lekkim oporze – 
machnięcie ogonem w czasie podjazdu na triple barre, odchylenie uszu w czasie 
skoku przez bramkę, drobne wahanie przed murem. Wszystko jednak 

background image

przeskoczyła czysto i to było najważniejsze. Daniel zwolnił, a tłum na widowni 
zaczął bić brawo. 

– Miałaś rację. Są dobrzy! – powiedział Ben. 

– Taak – powiedziała Amy z roztargnieniem. Zaskoczyła ją zmiana w zachowaniu 
klaczy, a kiedy Daniel wyjeżdżał z parkuru, była pewna, że dostrzega na jego 
twarzy oznaki zaniepokojenia. 

Po chwili na wybieg wjechał kolejny koń i Amy zapomniała o Bursztynce. 

Kiedy konkurs dobiegł końca, Ben podniósł się z siedzenia. 

– Idę osiodłać Reda – powiedział. – Za moment moja klasa. 

Poszła razem z nim. Przy bramce prowadzącej na parkur siedmiu jeźdźców 
czekało na wręczenie wstążeczek. Był wśród nich Daniel, ze zmierzwionymi 
włosami i lejcami zawieszonymi na ręku. Bursztynka trącała przyjacielsko jego 
ramię. Daniel wygrał ten konkurs. 

Rozpoznał ją, gdy go mijała, i rzucił jej wściekłe spojrzenie. Odwdzięczyła się 
podobną miną i pomaszerowała dalej. 

Kiedy Ben robił z Redem rozgrzewkę, Amy została przy Piorunie. Nie chciała, 
żeby się zbytnio niepokoił w samotności. Niepotrzebnie się jednak obawiała, był 
spokojny jak zwykle. Wyszczotkowała mu sierść i zerknęła na zegarek. Ben 
będzie pewnie za chwilę startował. Trzeba iść. 

Dotarła do parkuru, kiedy Ben szykował się do startu. Życzyła mu powodzenia 
i usiadła na trybunie. Tor składający się z dziesięciu przeszkód wyglądał 
podobnie do tego, na którym sama przed chwilą skakała – płotki były szerokie, 
solidne, wyglądały zachęcająco. Ben wjechał na ring. 

Amy wstrzymała oddech, zwłaszcza w momencie, w którym Red dotknął 
poprzeczki w czasie drugiego skoku. Na szczęście nie spadła i pokonał tor bez 
żadnej zrzutki. 

Ben był szczęśliwy. Amy zostawiła go, by Red trochę ochłonął, a sama 
zdecydowała się zajrzeć do Pioruna. 

background image

Kiedy szła pomiędzy drzewami, zauważyła, że jakaś kobieta próbuje nakłonić 
konia palomino do wejścia na przyczepę. Zwierzę nie chciało zrobić nawet 
jednego kroku, odmawiało z położonymi do tyłu uszami. Kobieta była już 
spocona i zdenerwowana. 

Amy zatrzymała się na chwilę i obserwowała rozwój sytuacji. Kobieta 
próbowała przekupić konia wiaderkiem pełnym jedzenia oraz zmusić biczem 
do wejścia na rampę. Wszystko na próżno, koń uparcie zatrzymywał się przed 
przyczepą. 

Widząc, że kobieta zaczyna się desperacko rozglądać dookoła, Amy podeszła 
do niej. 

– Pomóc pani? – zapytała. 

– Jeżeli sądzisz, że ci się uda, to proszę – kobieta spojrzała na nią z wyraźną 
ulgą. – To mój pierwszy raz na zawodach i się nie spodziewałam, że on będzie 
się tak zachowywał. 

Amy poszła do przyczepy Bena po buteleczkę rozcieńczonego olejku 
lawendowego. Pomagał bardzo przy zdenerwowaniu i Amy zawsze zabierała go 
na konkursy. 

Kiedy wróciła, wtarła sobie w dłonie nieco olejku, a potem przejęła lonżę 
i zaczęła masować pysk palomino. Wtedy właśnie zauważyła Daniela Lawsona. 
Stał na uboczu, pod drzewami i obserwował ją z zainteresowaniem. 

Odwróciła się do niego plecami i skupiła na tym, co robi. 

Dwadzieścia minut później – po uspokajającym masażu z olejkiem i terapii T-
touch – udało jej się nakłonić konia do wejścia na przyczepę. 

– Bardzo ci dziękuję! – właścicielka nie kryła radości. – Nie wiem, jakbym sobie 
poradziła bez ciebie. 

– Nie ma sprawy – odpowiedziała Amy. – Cieszę się, że mogłam pomóc. 

Zajrzała jeszcze do konia przez okienko i pożegnała się z nim, a potem ruszyła 
w stronę własnej przyczepy. 

– Hej! 

background image

Odwróciła się i zesztywniała, bo zobaczyła, że idzie za nią Daniel Lawson. 
Ciekawe, co tym razem jej powie? Ale z twarzy chłopaka zniknął nieprzyjemny 
grymas. Podbiegł do niej rozpromieniony. 

– Jak to zrobiłaś? – zapytał, zatrzymując się tuż przed nią. – Obserwowałem cię. 
Miałem wrażenie, że pocierasz szyję i pysk tego konia. 

Amy zawahała się, ale wyglądało to na szczere zainteresowanie ze strony 
chłopaka. 

– To była tak zwana terapia T-touch – wyjaśniła. – W ten sposób można uzyskać 
zaufanie zwierzęcia. Stosujemy ją u nas często – prowadzimy schronisko dla 
koni, Heartland. Pomagamy koniom z problemami – leczymy je, a potem 
znajdujemy im nowe domy. 

– Naprawdę? – Daniel spojrzał na nią z zainteresowaniem. 

Kiedy Amy potwierdziła, pokręcił głową z niedowierzaniem. 

– Widzę, że źle cię oceniałem – powiedział. – Kiedy zobaczyłem cię w zeszłym 
tygodniu, myślałem, że jesteś typową nadętą dziewczyną, jakich pełno 
na zawodach, tylko plotki i ploteczki. Ale chyba jednak nie. 

– Oczywiście, że nie! – oburzyła się Amy. – Dlaczego tak uważałeś? 

– Widziałem jak wyśmiewasz się z koleżanką z Bursztynki. Znaczy... ja wiem, 
że ona nie jest piękna, ale to cudowny koń i do tego świetnie skacze. Wkurza 
mnie strasznie, kiedy ludziom się wydaje, że to śmieszna pokraka. 

– Wyśmiewałam się z koleżanką? – Amy nie miała pojęcia, o czym Daniel mówi. 
Przecież ani ona, ani Hanna nie śmiały się z klaczy. 

– Tak, z taką blondynką na super kasztance. 

– Na kasztance? – zdziwiła się Amy. Nagle otworzyła szeroko oczy, 
bo uświadomiła sobie, o kim mówi Daniel. – Chodzi ci o Ashley? To nie jest 
moja koleżanka! 

– Przecież rozmawiałyście ze sobą! 

– Raczej się sprzeczałyśmy – powiedziała Amy i pokręciła głową z oburzeniem. – 
Nigdy nie śmieję się z koni, choćby nie wiem jak wyglądały. 

background image

– No tak – Daniel przygryzł wargę. Wyglądał na zmieszanego. – W takim razie 
przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem po zawodach. Wziąłem cię za kogoś, 
kto nawet nie spojrzy na konia, jeśli nie można za niego dostać pięciocyfrowej 
sumy. 

– Koleżanka, z którą byłam – Hanna – mówiła, że kupiłeś Bursztynkę na końskim 
targu – powiedziała Amy. 

– Tak. Pracuję u sprzedawcy koni na południu. Wysłał mnie kiedyś, żebym 
rozejrzał się za końmi do prywatnej jazdy. Tam właśnie zobaczyłem Bursztynkę. 
Była bardzo chuda i nikt jej nie chciał – powiedział Daniel i zawahał się, jakby 
zastanawiał się, czy może powiedzieć więcej. 

– Ja na podobnej zasadzie kupiłam Figara – powiedziała Amy. – Miał iść pod 
nóż, bo był taki narowisty, ale przekonałam mamę, żeby go kupić. 

– Naprawdę? 

Amy potwierdziła. 

– Wszyscy na targu śmiali się z Bursztynki, bo była wyjątkowo brzydka – 
kontynuował Daniel. – Musiałem ją kupić. Miałem trochę pieniędzy, zbierałem 
na konia do skoków – uśmiechnął się na samo wspomnienie. – Nigdy się nie 
spodziewałem, że Bursztynka okaże się takim dobrym skoczkiem. 

– To właśnie chcesz robić? – zapytała Amy. – Skakać? 

– Od zawsze. Tylko mój tata... – Daniel przełknął ślinę. – Nigdy nie kupiłby mi 
konia. Wiedziałem, że muszę to zrobić sam. 

– A ten sprzedawca, u którego pracujesz, też zajmuje się skokami? 

– Nie. Chcę znaleźć pracę jako uczeń w stadninie przygotowującej konie 
do skoków. To właśnie dlatego przyjeżdżam na zawody. Brad Shaffer widział 
mnie w konkursie Six Bar i zgodził się wpisać na listę kandydatów na uczniów. 

– Brad Shaffer! Nieźle! – powiedziała Amy. Wiedziała, że to najlepszy skoczek 
w Maryland, a stadniny takie jak jego były na wagę złota. 

– Poprosił wszystkich kandydatów o wzięcie udziału w zawodach w Maryland 
w przyszły weekend. Powiedział, że wtedy zdecyduje, kogo zatrudnić. 

background image

– Na pewno dobrze ci pójdzie – powiedziała Amy. – Bursztynka jest 
niesamowita! 

– Amy! 

Odwróciła się gwałtownie i zobaczyła Bena. Chwyciła się za głowę. Dogrywka! 
Zupełnie o tym zapomniała. 

– Przepraszam cię! – wyjąkała. – Pomagałam jakiejś pani władować konia 
do przyczepy, a potem... – zaczęła, ale przerwała, bo zauważyła niebieską 
wstążkę zwisającą z uprzęży Reda. – Wygrałeś! 

– Tak! Red był świetny – uśmiechnął się Ben, po czym przełożył nogę przez 
siodło i zeskoczył. 

– Szkoda, że nie oglądałam. Red na pewno niesamowicie skakał. 

– Zgadza się – Ben poklepał konia. – Czysta runda, żadnej zrzutki, a do tego miał 
trzy sekundy przewagi nad pozostałymi zawodnikami. 

– Ty zdolniacho – Amy pogłaskała kasztanka po nosie. – To jest Daniel – dodała 
szybko, bo zauważyła, że Ben spogląda na chłopaka. – Pamiętasz? Oglądaliśmy 
go na parkurze. Daniel – to mój kolega, Ben. 

Daniel skinął głową na znak powitania. 

– Muszę już iść – powiedział lakonicznie. – Miło było z tobą porozmawiać, 
Amy. Będziesz tu jutro? 

– Nie jestem pewna – odparła. Wiedziała, że Ben zapisał się na kolejny konkurs 
w klasie Intermediate następnego dnia i odczuwała pokusę, by mu kibicować. 

– Jeżeli będziesz, może się spotkamy – powiedział. 

– Będę skakał w konkursie Open – uśmiechnął się krótko i odszedł. 

Ben popatrzył na Amy z niedowierzaniem. Nie miała mu tego za złe – w końcu 
zaledwie kilka godzin wcześniej opowiadała mu o tym, jaki Daniel jest niemiły. 

– Zaczęliśmy rozmawiać, kiedy już pomogłam temu koniowi – wyjaśniła, gdy 
ruszyli w kierunku przyczepy. 

background image

– Zaczął mi opowiadać o tym, że chce zostać skoczkiem i że kupił Bursztynkę 
na końskim targu, bo nikt inny jej nie chciał. 

– Chyba mu się spodobałaś – powiedział Ben, patrząc na nią chytrze. 

– Komu? Danielowi? No coś ty! 

– Jesteś pewna? 

– Absolutnie – odpowiedziała z przekonaniem. Wyczuła pewną więź 
z Danielem, kiedy rozmawiali o Bursztynce i skokach, ale to było wszystko. – 
Myślę, że jemu było po prostu miło, że mógł porozmawiać z kimś, kto nie 
wyśmiewa się z jego Bursztynki – powiedziała Benowi. – Z tego, co mówił, 
wynikało, że nie ma zbyt wielu przyjaciół na parkurze. 

Ben pokiwał głową. 

– To prawda, jak się nie ma kibiców, bywa samotnie – potwierdził. – Dlatego ja 
wolę, kiedy jeździsz ze mną – dodał, po czym spojrzał na nią kpiąco. – Nawet 
jeśli zapominasz obejrzeć dogrywkę. 

– Przepraszam! 

– Możesz to zrekompensować, jeśli jutro ze mną przyjedziesz – powiedział. 

– Mam dużo pracy – powiedziała. 

– Zaczynam z samego rana – odparł. – Wrócimy przed jedenastą. Fajnie byłoby 
mieć twoje wsparcie. 

Amy zawahała się. W końcu wrócą do południa, a zależało jej, by znowu 
przyjechać na zawody. 

– No dobra – powiedziała. – Przyjadę! 

  

Do Heartlandu dotarli wczesnym popołudniem. Kiedy Treg wyszedł im 
na powitanie, Ben opowiedział mu o bezbłędnej rundzie Amy i swoim 
zwycięstwie. 

– To dobrze – odparł Treg. Nie pytał o nic więcej, tylko zaczął pomagać Benowi 
opuścić rampę. 

background image

– A tu co się działo? – zapytała Amy, kiedy już wyprowadziła Pioruna 
z przyczepy. 

– To, co zwykle – odparł. – Dzwoniła pani Hampton, o czwartej przyjedzie 
po Madisona, więc ja z kolei zadzwoniłem do Nicka Halliwella, żeby go 
poinformować, że boks się zwolnił. Ponieważ ma przyczepę w naprawie, 
poprosił, żebyśmy odebrali tego konia – Dylana – jutro lub w poniedziałek. 
Odkąd przeprowadził się w nowe miejsce, to już kawał drogi, ale powiedziałem, 
że damy radę. Mam oddzwonić, który dzień nam bardziej pasuje. Myślałem 
o jutrze. 

– Nie, poniedziałek – powiedziała Amy bez namysłu. – Jutro jadę z Benem 
na zawody. 

– Rozumiem – Treg zesztywniał. – Cóż, skoro wybierasz się na konkurs, w takim 
razie zostaje poniedziałek. 

Amy widziała, że zdenerwowała chłopaka, więc próbowała złagodzić sytuację. 

– Słuchaj, przecież możemy jechać jutro. Zawody nie zajmą nam dużo czasu, 
klasa Bena startuje od samego rana. Możemy jechać do Nicka po południu. 

– Zapomnij – powiedział Treg. – Pojedziemy w poniedziałek. Heartland musi 
kręcić się wokół tego, co ty chcesz robić – jak zwykle. 

– Treg – to niesprawiedliwe! – zaprotestowała zaskoczona. 

Ale Treg już zdążył odejść. 

Amy posmutniała. Nie cierpiała kłócić się z Tregiem, ale nie miała zamiaru 
rezygnować z konkursów tylko po to, by mu zrobić przyjemność. Mogła przecież 
startować na Piorunie i jednocześnie robić to, co zawsze w Heartlandzie – 
wiedziała, że to możliwe. 

Tylko jak ma przekonać Trega? Westchnęła ciężko. 

 

 

 

background image

Rozdział 6 

  

  

– Wspaniale! – zawołała Amy następnego dnia, kiedy Red wyjechał z parkuru. 

Ben zatrzymał konia, a na jego twarzy zakwitł szeroki uśmiech. 

– Jeszcze nigdy tak dobrze nie skakał. 

– Gwiazdor z ciebie, co? – Amy pogłaskała kasztanka. – I mogę się założyć, 
że wygrasz. 

– To będzie zależało od czasów pozostałych zawodników – powiedział Ben, 
zsiadając z konia. 

W przeciwieństwie do zawodów z poprzedniego dnia, każdy zawodnik, który 
przejechał czysto cały tor, od razu zaliczał rundę dogrywkową. Red pokonał tor 
dogrywkowy bez żadnej zrzutki i w dobrym czasie, więc prowadził w konkursie. 
Zostało jednak jeszcze dziesięć innych koni. 

– Jeśli chcesz, ja z nim zostanę, żeby ochłonął, a ty możesz iść obejrzeć resztę 
konkursu – zaproponowała Amy. 

– Dzięki – odparł z wdzięcznością. Poklepał Reda i poszedł na trybuny. 

Kiedy Amy prowadziła kasztanka obok wybiegu do rozgrzewki, zauważyła, 
że Daniel ćwiczy z Bursztynką. Pomachała mu, ale był zbyt zajęty i jej nie 
zauważył. Bursztynka nie zachowywała się dobrze. Miała podniesiony łeb 
i wygięty grzbiet. 

Amy zatrzymała się na chwilę, by popatrzeć. Daniel usiadł głęboko w siodle 
i kazał Bursztynce kłusować. Klacz machnęła ogonem i zarzuciła łbem. Daniel 
spróbował ponownie, a wtedy Bursztynka uderzyła ze złością kopytem o ziemię, 
ale posłuchała. 

Amy zmarszczyła czoło. Co się dzieje? Przypomniała sobie, co mówił Daniel 
poprzedniego dnia. Wspominał, że Bursztynka bywa czasem humorzasta – czy 
o to właśnie mu chodziło? Rozumiała, dlaczego się denerwuje, zwłaszcza 
że miał go oglądać Brad Shaffer. 

background image

Klacz nadal biegła sztywnym krokiem. Daniel zawrócił ją na płotek treningowy. 

Skoczyła płasko i strąciła poprzeczki. Daniel zatrzymał ją na środku wybiegu, 
wziął głęboki wdech i podniósł wzrok. 

Amy uniosła dłoń w geście przywitania. 

Chłopak podjechał do ogrodzenia. 

– Dobrze nam idzie, co? – zażartował, ale widać było, że wcale nie jest mu 
do śmiechu. 

– Co jest grane? – zapytała. Red wyciągnął szyję, by trącić Bursztynkę nosem, 
a klacz zarżała i odrzuciła łeb. 

– To jeden z tych jej humorów – odparł Daniel. – Zwykle ma je tuż przed 
sezonem. Łatwo wpada wtedy w rozdrażnienie i nie chce skakać. Weterynarz 
uważa, że to brak równowagi hormonalnej. 

Amy pomyślała o klaczach z podobnymi problemami, które mieli z Heartlandzie. 

– To się przecież da wyleczyć – powiedziała. 

– Tak – potwierdził Daniel. – Lekarz podawał jej hormony w proszku, które ją 
uspokajały, ale nie można ich stosować zbyt długo, bo są szkodliwe. A poza tym 
– Daniel wyglądał na zakłopotanego – one są drogie, a mnie na to nie stać. 
Wystarcza mi tylko na zawody, a ponieważ zbieram na przyczepę, pomyślałem 
sobie, że się bez nich obejdę. Dotychczas po prostu wycofywałem się 
z konkursów, kiedy zaczynała się tak zachowywać. Jeśli jednak wycofam się 
z następnego, Brad mnie nigdy nie zatrudni. 

– A nie możesz kupić leków chociaż na ten tydzień? – zapytała Amy. 

Daniel pokręcił przecząco głową. 

– Trzeba je podawać we właściwym czasie cyklu hormonalnego – wyjaśnił. – 
Zanim zacznie się tak zachowywać. 

Amy myślała gorączkowo. 

– Jestem pewna, że dałoby się wyleczyć to ziołami – powiedziała w końcu. 

background image

– Ale przecież zioła zaczynają działać dopiero po jakimś czasie. To nic nie da, nie 
wyleczę jej w ten sposób do następnego weekendu. 

Daniel miał rację. Terapie naturalne nie od razu rozwiązywały problemy. 

– Zawsze warto spróbować – powiedziała. – Daj mi swój telefon, zadzwonię 
do ciebie, kiedy wrócę do Heartlandu, sprawdzę, jakich ziół potrzebujecie. 

– Dobrze – odparł, ale nie wyglądał na przekonanego. – Dzięki – dodał 
i poklepał szyję Bursztynki. – No cóż, lepiej się wycofam z dzisiejszego konkursu. 
Nie ma co z nią skakać, skoro tak się zachowuje. To do usłyszenia? 

– Do usłyszenia – odpowiedziała. 

Amy pospacerowała jeszcze chwilę z Redem, a potem zabrała go w okolice 
parkuru. Zastanawiała się, czy Red nadal prowadzi w konkursie. 

Z parkuru wyjechał jakiś koń przy wtórze grzecznościowych oklasków. 

– Cztery zrzutki dla numeru 63, Jennifer Rosen na Taniej – zachrypiał głośnik. – 
Tym samym zakończyliśmy konkurs w klasie Intermediate Jumper. 

– Amy! 

Odwróciła się i zobaczyła, że w jej stronę biegnie Ben. 

– Mamy drugie miejsce! 

– Fantastycznie! – zawołała z radością. 

Ben szybko zapiął popręg i usiadł w siodle. Właśnie wzywano zwycięzców 
na parkur. Red wyglądał pięknie, kiedy Ben jechał odebrać czerwoną wstążkę. 
Amy klaskała najgłośniej, jak potrafiła. Ponieważ poprzedniego dnia zdobyli 
pierwsze miejsce, Red został mistrzem klasy Intermediate. Ben zrobił z nim 
rundę honorową wokół wybiegu przy akompaniamencie gromkich braw. Amy 
tak się cieszyła, jakby sama zdobyła tę nagrodę. Ben ciężko pracował z Redem, 
cudownie było patrzeć, jak teraz wygrywa. 

Do Heartlandu jechali ze wstążeczkami przyczepionymi dumnie po wewnętrznej 
stronie przedniej szyby. Któregoś dnia także i Piorun będzie zdobywał wstążki 
i puchary, pomyślała. 

background image

  

Amy nie zapomniała o obietnicy danej Danielowi – kiedy tylko znaleźli się 
w Heartlandzie, pobiegła do paszarni, by przejrzeć zeszyty. Im szybciej Daniel 
dowie się, jakie zioła są mu potrzebne, tym prędzej będzie mógł rozpocząć 
kurację. Pośród notatek mamy znalazła taki fragment: 

  

Klacze, które stwarzają problemy w związku ze zmianami hormonalnymi. 

Badania kliniczne wykazują, że niepokalanek pospolity (Agnus Castus) może 
pomóc w takich przypadkach. Zioło to wspomaga utrzymanie równowagi 
hormonalnej w organizmie, łagodnie modyfikując niewłaściwy poziom 
hormonów. Uwaga! Agnus Castus działa powoli i zwykle nie przynosi 
błyskawicznej poprawy zachowania klaczy. 

  

Amy westchnęła. Było tak, jak myślał Daniel. Ale w tej samej chwili zauważyła, 
że mama zrobiła dopisek na marginesie: Bywa, że działa szybko – w ciągu kilku 
dni. 

Amy przejrzała resztę notatek. Mama zapisała, że należy podawać piętnaście 
gramów dziennie, w dwóch porcjach podawanych pomiędzy karmieniem. Nie 
wolno zioła stosować u ciężarnych klaczy, w pozostałych wypadkach jest jednak 
bezpieczne. Na końcu Amy znalazła jeszcze jedną uwagę mamy: 

  

Trudno dostać w sklepach. Najlepiej zbierać samemu. Nasiona i owoce zbierane 
są jesienią, a potem suszy się je lub mrozi. 

  

Sprawdziła zapasy w szafce. Treg dbał o to, by niczego nie brakowało, zbierał 
zioła w odpowiednich porach roku i przechowywał je w paszarni. Znalazła 
jeszcze pół buteleczki suszonego niepokalanka i postanowiła zadzwonić 
do Daniela na komórkę. 

background image

– Cześć, to ja, Amy – zaczęła i opowiedziała mu o tym, co odkryła. – Znalazłam 
coś na temat zaburzeń hormonalnych. Wychodzi na to, że potrzebujesz 
niepokalanka. Może podziałać szybko. W każdym razie, warto spróbować. 

– Naprawdę? – zainteresował się Daniel. – Dzięki. 

– Problem polega na tym – ciągnęła Amy – że trudno go dostać. Mamy 
w Heartlandzie pół buteleczki – jeśli chcesz, możesz podjechać w drodze 
do domu. 

– Już wyjechałem – powiedział. – Nie miałem po co tam się szwendać. Ale nie 
przejmuj się, na pewno kupię przez Internet. 

– Ale trochę potrwa, zanim przesyłka do ciebie dotrze – odparła. – Jeżeli chcesz, 
żeby zadziałało do weekendu, musiałbyś zacząć od razu – dodała. W tej samej 
chwili wpadł jej do głowy pewien pomysł. – Gdzie ty właściwie mieszkasz? 

– Na północ od Lexington. 

– Wiem, co zrobimy. Jutro jadę z Tregiem w twoim kierunku – odbieramy konia 
od Nicka Halliwella, niedaleko Charlottesville. Możemy wpaść do ciebie 
po drodze. 

– Nie, na to ci nie pozwolę – zaprotestował. – Przecież to kawał drogi. 

– Nie kłóć się ze mną. Lepiej podaj mi swój dokładny adres. 

Daniel zrobił to, o co prosiła, ale niechętnie. 

– Słuchaj, Amy – jeżeli nie dacie rady przyjechać, zrozumiem. Obdzwonię wtedy 
sklepy w okolicy, może gdzieś znajdę. 

– Jutro jest święto – przypomniała mu. – Więc pewnie wszystko będzie 
pozamykane. Będziemy u ciebie koło czternastej. 

Odłożyła słuchawkę i wyszła z kuchni. Treg prowadził właśnie Solo przez 
podwórze. 

– Treg! – Amy pobiegła w jego stronę, podekscytowana faktem pomocy 
Danielowi i Bursztynce. – Jutro, kiedy pojedziemy po Dylana, musimy zajechać 
też do Lexington. Ten chłopak... Daniel... musimy mu pomóc... Bo on... 

background image

– Powoli! – przerwał jej Treg, zatrzymując Solo. – Powiedz mi na spokojnie, 
dlaczego musimy jutro jechać do Lexington. 

– Opowiadałam ci o Danielu – próbowała mu tłumaczyć. – Poznałam go 
w Meadowville, zwyciężył w konkursie Six Bar – Amy opowiedziała Tregowi 
o tym, że Daniel potrzebuje niepokalanka. – Powiedziałam mu, że jutro mu 
podrzucimy w drodze do Nicka. 

Treg spojrzał na nią z niedowierzaniem. 

– Ale przecież Lexington to godzina drogi stąd. Powiedziałaś temu gościowi, 
że pojedziemy taki kawał, żeby dać mu ziele, dzięki któremu będzie mógł jechać 
na zawody? Amy, czy ty oszalałaś? 

– Ty nie rozumiesz – zaprotestowała. – Jemu to jest naprawdę potrzebne. 

Treg pokręcił tylko głową. 

– Mamy ważniejsze rzeczy na głowie niż gonienie po całym stanie, żebyś mogła 
pomóc swoim przyjaciołom z zawodów – powiedział i ruszył dalej z Solo do jego 
boksu. 

– Treg! – Amy prawie krzyknęła, tak była zdesperowana. – Wysłuchaj mnie! Nie 
chodzi o byle zawody. To ważne! 

Treg zatrzymał się i podniósł brwi do góry na znak sceptycyzmu. 

– Daniel nie ma pieniędzy i naprawdę ciężko pracował, żeby zostać tym, kim 
jest – powiedziała szybko, zanim zdołał się odezwać. – A teraz ma szansę zostać 
uczniem w stadninie Bena Shaffera, ale dostanie to miejsce tylko wtedy, gdy 
dobrze się spisze na zawodach w przyszły weekend – spojrzała na Trega 
błagalnie, szukając zrozumienia. – Chcę mu tylko pomóc. 

Zauważyła, że z twarzy chłopaka znika zdenerwowanie. 

– Rozumiem – powiedział. 

– Proszę, Treg! – Amy poczuła się zachęcona. – To miły chłopak i zasługuje 
na coś lepszego – uratował Bursztynkę, choć nikt inny jej nie chciał. Polubisz go. 

Treg nie wyglądał na przekonanego, ale, ku jej uldze, skinął twierdząco głową. 

background image

– Dobrze – powiedział niechętnie. – Możemy jechać. 

Amy westchnęła z ulgą. 

– Och, Treg! Dziękuję! – zawołała i impulsywnie go wyściskała. 

Treg objął ją ramionami, ale nie trzymał jej tak czule, jak zwykle. Amy wyczuła 
od razu, że chociaż zgodził się na wyjazd do Daniela, to jednak nie zapomniał 
o sprzeczce z poprzedniego dnia. Odsunęła się od niego. 

– Treg – powiedziała – nie gniewaj się na mnie. 

Jego twarz natychmiast przerodziła się w kamienną maskę. 

– Nie wiem, o czym mówisz – powiedział, po czym cmoknął i poprowadził Solo 
do boksu. 

Amy zastanawiała się przez moment, czy ma to tak zostawić, i uznała, że nie 
może. 

– Dobrze wiesz, o czym mówię – powiedziała, idąc za nim. – Wydaje ci się, 
że skoro teraz jeżdżę na konkursy, to zapomnę o Heartlandzie. Ale ja ci 
powiedziałam, że tak nie będzie. Nie zrobiłam wczoraj mniej niż zwykle tylko 
dlatego, że pojechałam na konkurs. Dzisiaj też wszystko zrobiłam. Znajduję czas 
na wszystko, co konieczne. 

Treg zatrzymał się w połowie rozsiodływania Solo. 

– Wszystko, Amy? – zapytał, unosząc brwi. 

– O co ci chodzi? 

– A Lou? – zapytał. – Nie zauważyłem, żebyś jej pomagała jeździć. 

Amy patrzyła na Trega w milczeniu. Miał rację. Była tak zajęta przez ostatnie 
dni, że kompletnie o tym zapomniała. 

Treg zauważył zmieszanie na jej twarzy. 

– A widzisz? – powiedział cicho, po czym podniósł siodło oraz uździenicę Solo 
i wyszedł z boksu. 

background image

Amy przeszła powoli do Pioruna, wyglądającego ponad drzwiami boksu. Trącił 
pyskiem jej włosy, ale ledwo zwróciła na to uwagę. Jak mogła zapomnieć o Lou? 
Przecież wydawało się jej, że tak dobrze sobie radzi, że na wszystko znajduje 
czas. Poczuła, że palą ją policzki. Treg ma rację. Gdyby nie myślała o zabieraniu 
Pioruna na zawody, pomogłaby Lou tak, jak obiecała. 

Podjęła decyzję. Chciała co prawda wyczyścić Pioruna, ale to może poczekać. 

– Później cię wyszczotkuję – powiedziała. – Teraz mam coś innego do roboty. 

Poklepała go i pobiegła do domu. 

Lou siedziała w gabinecie. Na widok wchodzącej siostry podniosła głowę. 

– Cześć. I jak poszło Benowi na konkursie? 

– Bardzo dobrze. Zajął drugie miejsce, a Red dostał tytuł mistrza – powiedziała, 
ale nie miała zamiaru rozmawiać o zawodach. – Lou, tak się zastanawiałam – 
Czy... czy nie miałabyś ochoty pojeździć dzisiaj na Perle? 

– Ja? – Lou była wyraźnie zaskoczona. – Dzisiaj? 

– Perła jest bardzo spokojna – powiedziała szybko Amy. – Powinnam była 
wcześniej ci to zaproponować, ale byłam zajęta i wyleciało mi to z głowy. 
Przepraszam. 

– Nic nie szkodzi – rozumiem – powiedziała Lou, która bawiła się trzymanym 
w ręku długopisem. 

Amy skinęła głową. 

– Perła jest kochana – powiedziała, nie dając siostrze szansy na protest. 
Spojrzała tylko uważnie na jej zaniepokojoną minę. – Spodoba ci się jazda 
na niej. 

Lou wahała się. 

– Chodź, Lou. Przecież powiedziałaś, że chcesz znowu jeździć. Dlaczego by nie 
zacząć już teraz? 

W oczach Lou pojawiła się mieszanka chęci i strachu, ale także dumy 
i determinacji. 

background image

– Dobrze – Lou pokiwała powoli głową. 

Amy była wniebowzięta. 

– Nie będziesz żałować! 

– Mam nadzieję, że nie – odparła zdenerwowana Lou. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Rozdział 7 

  

  

– To zaczynamy – powiedziała Lou, chwytając za lejce Perły i stawiając lewą 
stopę w strzemieniu. Jednak zamiast się podnieść, przerwała. 

Amy dostrzegła w jej oczach strach. 

– Będzie dobrze – powiedziała uspokajająco. – Perła jest bardzo spokojna. 

Lou nadal się wahała. 

– Przecież potrafisz to zrobić. 

– Tak – na twarzy Lou pojawiła się determinacja. – Potrafię. 

Lou znowu położyła prawą dłoń na siodle, dwa razy podskoczyła na prawej 
nodze i usiadła w siodle. Od razu chwyciła nerwowo za lejce i wbiła kolana 
w boki konia. 

– Perła nic nie zrobi – powiedziała Amy. – Możesz poluzować. 

Lou bardzo powoli poluzowała lejce. Drżącą ręką pogłaskała brązowo-białą 
szyję Perły. 

– Nie będziemy nic robić, dopóki nie będziesz gotowa – powiedziała Amy. 

Stały tak przez jakiś czas, aż Lou przestała się denerwować. 

– Chyba możemy ruszać – powiedziała w końcu. 

Ruszyły wokół wybiegu, Amy szła cały czas u boku Perły. Początkowo Lou 
siedziała sztywno w siodle i pozwalała, by to Amy kierowała Perłą, ale po kilku 
okrążeniach zaczęła sama dyrygować jazdą. 

– Ja tu zostanę – powiedziała Amy, zatrzymując się na środku wybiegu. Uznała, 
że Lou już poradzi sobie sama. Lou objechała powoli wybieg. 

– Może spróbuję truchtem – powiedziała po jakimś czasie. 

– Świetny pomysł – zawołała do niej Amy. 

background image

Perła posłuchała polecenia i przyspieszyła. Nogi Lou nieco się trzęsły, a jej ręce 
podskakiwały przy każdym kroku Perły. W końcu jednak odzyskała równowagę 
i poruszała się rytmicznie. Dobrze jej idzie, pomyślała zadowolona Amy. 

Lou chwyciła inaczej za lejce. Z każdym okrążeniem jechała coraz pewniej. 
A kiedy zatrzymała Perłę, na jej twarzy zakwitł uśmiech. 

– Może spróbujesz kłusem? – zaproponowała Amy. 

– Jeszcze nie teraz. Może następnym razem. 

– A więc będzie następny raz? – ucieszyła się Amy. 

– Zdecydowanie tak – potwierdziła jej siostra i poklepała szyję klaczy. – Już 
zapomniałam, jak fajna jest jazda. – Zeskoczyła z siodła z uśmiechem. – Wiem, 
że to tylko podstawy, ale i tak dobrze się bawiłam. Dzięki, Amy. 

– Poczekaj jeszcze trochę i będziesz skakać – zakpiła Amy. 

– Zobaczymy – zaśmiała się Lou. 

Rozsiodłały Perłę i poszły do siodlarni, gdzie Treg czyścił właśnie uździenicę. 

– Dobrze poszło? – zapytał, kiedy weszły. 

– Naprawdę mi się podobało – Lou popatrzyła z wdzięcznością na siostrę. – I to 
wszystko dzięki Amy. Gdyby mnie nie nakłoniła do jazdy, siedziałabym nadal 
w biurze przy komputerze. 

Amy nie była w stanie spojrzeć Tregowi w oczy. Czuła wielki wstyd. Przecież 
Treg doskonale wiedział, co skłoniło ją do odszukania Lou. 

– To ja wracam do pracy – powiedział, po czym zawiesił uździenicę Perły 
na kołku i wyszedł z pomieszczenia. 

  

Amy unikała Trega przez resztę popołudnia. Kiedy tylko znajdowała się w jego 
pobliżu, zaczynała czuć się niezręcznie. Nie chodziło tylko o wstyd w związku 
z Lou, ale trudno jej było nie wspominać w ogóle o Piorunie i konkursie, a nie 
chciała tego robić, bo bała się, że Treg się zdenerwuje. Przyzwyczaiła się 

background image

do tego, że może powiedzieć mu o wszystkim, i ciążyła jej świadomość, że są 
rzeczy, o których nie mogą porozmawiać. 

Następnego ranka zabrała butelkę niepokalanka i poszła do samochodu, gdzie 
czekał na nią Treg. Gdy szła przez podwórze, zdała sobie sprawę z tego, że boi 
się wspólnej jazdy. O czym będą ze sobą rozmawiać podczas tak długiej drogi? 

Weszła do auta i rzuciła krótkie spojrzenie na Trega. Włożył kluczyk do stacyjki, 
ale miał kamienną twarz, z której nic nie mogła odczytać. 

– Masz wszystko? – zapytał. A kiedy potwierdziła, rzucił tylko – W takim razie 
jedziemy. 

Wyjechali z Heartlandu w milczeniu. Spięta Amy wyglądała przez okno. Miała 
wrażenie, że pomiędzy nimi rozpostarła się niewidzialna bariera, i bardzo jej się 
to nie podobało. 

Czuła się paskudnie. Zerknęła na Trega. Jak się okazało, on też na nią spojrzał. 
Przez chwilę myślała, że chłopak coś powie, i już serce podskoczyło jej na samą 
myśl o tym. Ale Treg zmienił chyba zdanie, bo odwrócił wzrok i skupił się 
na jeździe. Jechali w milczeniu, przy wtórze monotonnego warkotu silnika. 

  

Tuż przed czternastą dojechali do stajni North Run, w której pracował Daniel. 
Na końcu podjazdu widać było budynek mieszkalny, wybieg dla koni oraz dwie 
stajnie o czerwonych ścianach i białych dachach. Amy przeczytała napis 
na drewnianym drogowskazie: Jeff Clark. Kupno i sprzedaż koni. 

Z najbliższej stajni wyszedł rudowłosy mężczyzna. 

– Witam – powiedział, uśmiechając się do przybyłych. – W czym mogę państwu 
pomóc? 

– Przyjechaliśmy do Daniela – powiedziała Amy. 

Z twarzy mężczyzny znikł uśmiech. 

– Pójdę po niego – powiedział. Jednak Daniel właśnie wychodził z drugiego 
budynku. 

background image

– Amy! – zawołał i podbiegł do nich. – Panie Jeff, to jest moja koleżanka. Zrobię 
sobie teraz przerwę obiadową, jeśli mogę. 

Jeff skinął głową. 

– Tylko pamiętaj, że za pół godziny przyjeżdża klient! – oznajmił i poszedł 
z powrotem do stajni. 

– To mój szef – wyjaśnił Daniel. – Jest zły, bo ostatnie dwa dni spędziłem 
na zawodach – dodał i spojrzał na Trega. 

– To Treg – Amy przedstawiła chłopaka. – Pracujemy razem w Heartlandzie. 
Treg, to jest Daniel. 

Skinęli głowami, ale Amy posmutniała widząc, że traktują się z chłodną rezerwą. 
Miała nadzieję, że nie będą dla siebie niemili. 

– No dobrze – powiedziała szybko, żeby wypełnić ciszę. – Gdzie jest Bursztynka? 
Który to jej boks? 

– W budynku po lewej – powiedział. – Ale siedzi w nim tylko przy wyjątkowo 
paskudnej pogodzie. Wydaje mi się, że ma jakieś złe wspomnienia ze stajni 
z czasów, zanim ją kupiłem. Jeżeli jest w boksie zbyt długo, zaczyna się 
stresować i przestaje jeść. Przez większość czasu trzymam ją na dworze – zimą 
to koszmar, bo nie mogę jej zbyt krótko strzyc, w przeciwnym razie by zamarzła. 
Ale wolę mieć więcej roboty przy czyszczeniu niż ją unieszczęśliwiać. 

Daniel zaprowadził ich na pastwisko za stajniami. Bursztynka skubała trawę 
i odganiała ogonem muchy. Miała położone do tyłu uszy i nie wyglądała 
na szczęśliwą. Daniel zawołał ją po imieniu. Zmiana była błyskawiczna. Klacz 
podniosła wzrok i zarżała głośno, a potem postawiła uszy i przyszła truchtem 
do swojego pana. 

Daniel przeszedł przez płot. Bursztynka zatrzymała się przed nim i oparła swój 
masywny pysk o jego klatkę piersiową. Kiedy pogłaskał ją po czole, przymknęła 
oczy z zadowolenia. 

– Co z nią? – zapytała Amy. 

background image

– To samo, co zwykle, kiedy wpada w te swoje humory – odparł. – Wszystko 
jest OK, dopóki zajmuję się nią na pastwisku, ale kiedy tylko próbuję jeździć, 
zaczyna się denerwować. 

– Przywiozłam niepokalanek – powiedziała Amy i wyjęła butelkę. – Musisz jej 
podawać piętnaście gramów dziennie. 

– Dziękuję. Mam nadzieję, że to podziała. 

Treg podszedł do ogrodzenia i przyglądał się klaczy. 

– Mogę ją obejrzeć z bliska? 

Daniel zawahał się. 

– Może gryźć – w takim nastroju nie bardzo lubi obcych. Ale proszę bardzo – 
podprowadził ją bliżej. 

– Witaj, mała – szepnął Treg, przechodząc przez płot i zbliżając się do klaczy. 
Rzuciła się na niego z zębami, ale Treg nie zareagował. Pogłaskał ją po szyi, 
a potem jego palce zaczęły kreślić małe kółka. Kiedy masował jej szyję, 
rozluźniła się. 

– To właśnie robiłaś, prawda? – zapytał Daniel, podchodząc do Amy. – Z tym 
koniem na zawodach. 

Amy potwierdziła. 

Obserwowali zręczne ruchy rąk Trega, to, jak intuicyjnie wie, które miejsca 
należy masować. Bursztynka westchnęła głęboko, gdy masował jej skronie 
i czoło. 

Amy spojrzała na Daniela – był wyraźnie zdziwiony. 

– Zwykle nie pozwala nikomu się dotknąć w takim stanie – powiedział. 

– Nie jest szczęśliwa, prawda? – powiedział cicho Treg, nie spuszczając wzroku 
z klaczy. – Oprócz niepokalanka, dałbym jej Impatients – środek ziołowy 
doktora Bacha. Powinien zmniejszyć rozdrażnienie i złagodzić napięcie. 

– OK – powiedział Daniel. – Na pewno warto spróbować – dodał i po raz 
pierwszy uśmiechnął się do Trega. – Dziękuję. 

background image

– Nie ma sprawy – odparł Treg i odsunął się od Bursztynki. Amy poczuła ulgę, 
widząc, że i on nie jest już taki spięty. – Amy mówiła, że w przyszły weekend 
czeka cię ważny konkurs. 

Daniel potwierdził i opowiedział o tym, jak stara się o posadę ucznia 
w stadninie. 

– Trudno o miejsce u kogoś takiego, jak Brad – wyjaśnił. – Ale dla mnie to 
jedyny sposób, żeby coś osiągnąć. Jeff nie daje mi tyle wolnego na udział 
w zawodach, ile potrzebuję, a ja zarabiam za mało, żeby utrzymać konia 
i intensywnie startować w konkursach. 

– Od jak dawna pracujesz dla Jeffa? – zapytała Amy. 

– W pełnym wymiarze odkąd skończyłem szesnaście lat, ale pomagałem tu już, 
jak miałem dwanaście lat. Wtedy jeszcze nie interesowały mnie konie, ale 
potrzebowałem pieniędzy, a Jeff – kogoś do pomocy przy czyszczeniu boksów 
w weekendy. A skoro już tu byłem, to zacząłem jeździć. Byłem najlżejszy, więc 
Jeff sadzał mnie na najmniejsze kuce – to mówiąc, Daniel wzruszył ramionami. 
– Jeździłem coraz lepiej, bo Jeff kazał mi zabierać kuce na zawody. Wtedy też 
przeniosłem się do pracy przy koniach. A kiedy skończyłem szkołę, Jeff 
zaproponował mi pracę z zakwaterowaniem. Mieszkam w przyczepie na tyłach 
domu – powiedział. Nagle przypomniał sobie, że jest gospodarzem. – Może się 
czegoś napijecie? 

– Chętnie – powiedziała Amy, poszli więc do przyczepy Daniela. 

– Kiepsko tu mam, prawda? – zapytał Daniel, patrząc na gołe, zielone ściany 
i starą brązową kanapę. 

Przyniósł trzy szklanki z lemoniadą i usiedli na zewnątrz, na trawie. 

– To jak właściwie wszedłeś w posiadanie Bursztynki? – zapytał Treg. 

Daniel opowiedział, jak zobaczył ją na końskim targu. 

– Początkowo myślałem, że zwariowałem – zbierałem pieniądze na konia, 
na którym mógłbym skakać, a Bursztynka wydawała się jego zaprzeczeniem. Ale 
ten zakup to była najlepsza rzecz, jaką zrobiłem w życiu. Bursztynka jest 
cudowna. 

background image

Amy potwierdziła. 

– Powinieneś zobaczyć, jak ona skacze, Treg. Wtedy na konkursie 
w Meadowville – zwróciła się do Daniela - widziałam silną więź między tobą 
i Bursztynką. Była taka ochocza! Zupełnie, jakby była gotowa przeskoczyć dla 
ciebie przez księżyc. 

Daniel uśmiechnął się. 

– Może nie jest rasowym koniem, ale jest twarda i odważna, a do tego ma 
wielkie serce, większe niż jakikolwiek koń, na którym dotąd jeździłem. 

– A twoi rodzice? – zapytała Amy. – Przyjeżdżają, żeby ci kibicować? 

Z oczu Daniela zniknęła łagodność. 

– Moi rodzice? – zapytał lodowatym głosem. – Oni nawet nie wiedzą, gdzie ja 
mieszkam. 

– Dlaczego? – Amy popatrzyła na niego zdumiona. 

– Moja mama zostawiła mnie, gdy miałem osiem lat. Od tamtego czasu w ogóle 
jej nie widziałem. Wychowywałem się z ojcem, mieszkaliśmy w przyczepie. 
A jego – Daniel popatrzył gdzieś daleko, na horyzont – interesuje tylko butelka. 

Treg i Amy nie odezwali się. Trudno było powiedzieć coś w takiej sytuacji. 

– Tak właśnie wygląda moje życie – powiedział Daniel twardo. – A to jest mój 
dom – dodał i spojrzał na Amy. – Teraz widzisz, dlaczego muszę dostać tę 
posadę. 

Amy pokiwała głową. 

– Będzie ci brakowało tego miejsca i Jeffa? 

– A czego ma mi brakować? – zaśmiał się Daniel. – Nie sądzisz chyba, że Jeff 
zastępował mi ojca. On jest zadowolony, jeśli pracuję czternaście godzin 
dziennie i nie narzekam. Zatrudnia mnie. To wszystko. 

– Daniel! 

Obejrzeli się wszyscy, słysząc rozgniewany okrzyk. W ich kierunku szedł Jeff. 

background image

– Mówiłem ci, że zaraz przyjeżdża klient! A konie nie są nawet osiodłane! Ruszaj 
się! – to mówiąc, rzucił im wściekłe spojrzenie i odmaszerował. 

– Muszę iść – powiedział Daniel, wstając. – Mam wyrzuty sumienia, 
przyjechaliście taki kawał drogi, a... 

– Nie przejmuj się – powiedziała szybko Amy i też wstała. – Rozumiemy. 

– Miło było cię poznać – powiedział Treg. – Mam nadzieję, że niepokalanek 
okaże się skuteczny... 

– Dzięki – odparł Daniel i spojrzał na Amy. – Będziesz w sobotę na zawodach? 

Poczuła się niezręcznie, bo wiedziała, co powie Treg, jeśli znowu będzie chciała 
jechać na konkurs. 

– Nie – odpowiedziała. Daniel wyraźnie posmutniał. 

– Mamy teraz dużo pracy – próbowała wyjaśnić. – Nie dam rady. 

Daniel pokiwał głową. 

– Dam ci znać, jak mi poszło. Do zobaczenia. 

Amy i Treg wrócili do samochodu. Kiedy chłopak włączył silnik, spojrzała 
na niego, bo już chciała zapytać, co sądzi o Danielu. Pytanie zamarło jej jednak 
na ustach – Treg wyglądał na zatopionego w myślach. 

– Co jest grane? – zapytała. 

– To mogłem być ja – powiedział cicho. 

– Nie rozumiem – spojrzała na niego zaskoczona. 

– Ja też mogłem skończyć w miejscu takim, jak to. Nie rozumiesz? – zapytał 
na widok jej skonfundowanej miny. – Mam tyle wspólnego z Danielem. Żaden 
z nas nie pochodzi z rodziny zajmującej się końmi. Obaj zaczęliśmy pracę przy 
koniach, bo potrzebowaliśmy pieniędzy, a teraz i dla niego, i dla mnie to pasja. 
Owszem, powiesz, że nie miałem tak ciężko, jak Daniel – mój tata nie interesuje 
się tym, co robię, ale przynajmniej nie pije. A moja mama – chociaż chora – to 
jednak mnie nie zostawiła. Ale oprócz tego nasze życie jest bardzo podobne. 
Gdybym nie spotkał na swojej drodze twojej mamy, mógłbym żyć tak, jak on: 

background image

mieszkać w przyczepie i pracować dla szefa takiego, jak Jeff – Treg pokręcił 
głową. – Kiedy po raz pierwszy opowiedziałaś mi o Danielu, myślałam, że to taki 
typowy zawodnik, i nie rozumiałem, dlaczego mamy sobie zadawać tyle trudu. 

– Po prostu czułam, że trzeba mu pomóc – powiedziała Amy. 

– Teraz rozumiem – skinął głową. – I kiedy go poznałem, zdałem sobie sprawę 
z tego, ile zawdzięczam twojej mamie. To ona uwierzyła we mnie, gdy nikt inny 
nie chciał. Twoja mama była bardzo ważną osobą w moim życiu. Nie mogę 
uwierzyć, że już mija rok od... – zaczął, ale nie skończył. – Przepraszam, Amy – 
westchnął. – Byłem ostatnio trochę spięty. Nie mogłem przestać myśleć, że to 
już prawie rok. 

– Nie szkodzi. Rozumiem – powiedziała i wzięła głęboki oddech. – Dziadek chce, 
żebyśmy z Lou pojechali na cmentarz na rocznicę śmierci. Pojedziesz z nami? 

– Przecież wiesz, że tak – odparł i spojrzał na nią ze współczuciem. – A ty, jak się 
trzymasz? 

Amy wzruszyła ramionami i opuściła wzrok, przyglądając się własnym kolanom. 

Na szczęście Treg nie naciskał. 

– Nie musisz o tym mówić, jeśli nie chcesz – powiedział łagodnie. 

– Dziękuję, Treg. 

Wyciągnął rękę i ścisnął jej dłoń. Ich wzrok spotkał się, a wtedy uśmiechnęli się 
do siebie. 

Kiedy dojechali do stadniny Nicka, przywitał ich Taylor Ellis, główny stajenny, 
i zaprowadził do konia, którego mieli zabrać. Dylan to był wysoki, jasny 
gniadosz – miał około 170 centymetrów w kłębie. Przyglądali się, jak Taylor 
na nim jeździ – wszystko było dobrze, dopóki lejce były luźne, ale kiedy Taylor 
zaczął kierować Dylanem, pojawił się opór. Stajenny próbował nakłonić 
gniadosza do przeskoczenia rozłożonych na ziemi poprzeczek, ale koń zarzucił 
wysoko łbem, potknął się o pierwszą kłodę, a potem pognał w panice 
na przeciwległy koniec wybiegu. 

– Ciągle tak robi. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby koń się podobnie 
zachowywał – powiedział Taylor, podjeżdżając do nich. 

background image

– Badał go weterynarz? – zapytał Treg. 

– Tak. Powiedział, że wszystko jest w porządku, nie ma żadnych fizycznych 
problemów. 

– Zobaczymy, co da się zrobić – stwierdziła Amy i poklepała Dylana. 

Taylor zeskoczył z siodła. 

– Chodź, Dylan – powiedział – przygotujemy cię do podróży. 

Gniadosz został obandażowany, a Taylor wprowadził go do przyczepy. Kiedy szli 
razem rampą, koń nastąpił na stopę Taylora. 

Mężczyzna zawył z bólu, a kiedy wydostał stopę, zaczął podskakiwać na rampie, 
przeklinając. 

– Nic panu nie jest? – zaniepokoiła się Amy. 

– Przeżyję – powiedział Taylor i spojrzał gniewnie na Dylana. – To najbardziej 
niezdarne stworzenie na kuli ziemskiej. Wiecznie depcze po ludziach albo ich 
przewraca. 

– Hmm... A weterynarz badał mu wzrok? Może on kiepsko widzi? – 
zasugerowała Amy. 

– Z oczami wszystko w porządku. On po prostu nie wie, gdzie stawia kopyta! – 
to mówiąc, mężczyzna przywiązał Dylana wewnątrz przyczepy, a potem pomógł 
im podnieść rampę. 

– Życzę szczęścia w leczeniu Dylana. Przyda się wam z pewnością! 

– Jak myślisz, co mu dolega? – zapytała Amy, kiedy wyjeżdżali ze stadniny 
w kierunku Heartlandu. 

– Nie wiem – powiedział zamyślony. – Ale nie widziałem nigdy takiej reakcji, jak 
przy tym przejeździe przez poprzeczki. Miałem wrażenie, że dla niego to jakaś 
potwornie wielka przeszkoda. 

Amy przypomniała sobie widok Dylana. Wyglądał na spanikowanego, gdy 
przejeżdżał przez przeszkody, kopyta mu się rozjechały na wszystkie strony. 

background image

– Zupełnie, jakby nie wiedział, gdzie stawia nogi – powiedziała powoli. – Kopyta 
mu się rozsuwały we wszystkie strony i... 

– To jest to! – zawołał Treg. – On nie wie, gdzie stawia kopyta! Pamiętam, 
że czytałem o tym w książce twojej mamy. Niektóre konie mają kiepskie 
wyobrażenie o pozycji własnych nóg, więc jeśli mają zrobić coś, co wymaga 
większej koordynacji ruchów – jak na przykład przechodzenie przez poprzeczki 
– mają z tym problem, robią się nerwowe i stawiają opór. Wypisz, wymaluj – 
Dylan! 

– Masz rację! – zawołała Amy, bo też sobie przypomniała, że o tym czytała. – 
W tej książce było też napisane, że pomocna może okazać się terapia T-touch – 
dzięki niej konie stają się bardziej świadome różnych części swojego ciała. 

–1 ćwiczenia naziemne mogą pomóc – kontynuował Treg. – Czytałem, 
że można prowadzić konia przez labirynt poprzeczek ułożonych na ziemi pod 
różnymi kątami. 

– Racja – stwierdziła Amy. – Prowadzi się konia wokół przeszkód, a także je 
przekracza. Koń koncentruje się wówczas na tym, gdzie idzie, poprawia się jego 
poczucie równowagi i ogólna świadomość własnego organizmu – powiedziała 
i popatrzyła na Trega z radością. – Trafiliśmy. Jestem pewna, że w ten sposób 
pomożemy Dylanowi. 

Ich wzrok spotkał się. Amy dostrzegła w oczach Trega ten sam entuzjazm, który 
sama odczuwała, i aż jej się zachciało śpiewać z radości. 

– Och, Treg! – powiedziała impulsywnie. – Nie wiem, co ja bym bez ciebie 
zrobiła. 

Pocałował ją w rękę, patrząc ciepło. 

– Mam nadzieję, że nigdy nie będziesz chciała tego sprawdzić – powiedział. 

 

 

 

 

background image

Rozdział 8 

  

  

Ledwie Amy zdążyła wrócić następnego dnia ze szkoły, zadzwonił Daniel. 

– Cześć! – przywitała się. – I jak Bursztynka? 

– Nie wiem, czy to dzięki tym ziołom, które mi dałaś, ale wydaje się 
spokojniejsza. 

– Może działają – powiedziała Amy optymistycznie. 

– Mam nadzieję – odparł. – Do konkursu zostały już tylko cztery dni. Brad 
Shaffer dzwonił dzisiaj zapytać, czy będę. 

– Ale chyba odpowiedziałeś twierdząco, prawda? 

– Tak – w głosie Daniela można było wyczuć wahanie. – Jesteś pewna, że nie 
dasz rady przyjechać? To nie tak daleko od was. 

– Niedaleko – potwierdziła. – Ale jesteśmy teraz okropnie zajęci. Zadzwoń 
i powiedz, jak poszło, OK? 

– Jasne – powiedział. 

Amy wyszła z domu, rozmyślając o zawodach. Bardzo chciała na nie jechać, ale 
mieli dużo pracy w Heartlandzie, a do tego prawie cały poprzedni weekend 
spędziła na konkursach. 

Treg szorował wiadra od paszy przy hydrancie. 

– Właśnie dzwonił Daniel – powiedziała mu. – Twierdzi, że z Bursztynką jakby 
lepiej. 

– To dobrze – odparł Treg. Wyprostował się i wytarł ręce o dżinsy. – Słuchaj, 
Amy, tak myślałem – zaczął powoli – Daniel chyba bardzo chciałby, żebyś 
pojechała z nim na te zawody, co? 

W oczach Amy zaświtała nadzieja. Do czego Treg zmierza? 

– Pewnie tak – odpowiedziała. 

background image

– To jedź. Poradzimy sobie z Benem. 

– Nie miałbyś nic przeciwko? – zapytała szybko. 

Chłopak pokręcił głową. 

– Och, Treg! – zawołała i zarzuciła mu ręce na szyję. Wiedziała, ile to musiało go 
kosztować – był to jego sposób przeprosin. – Dziękuję ci! 

Amy bardzo spieszyła się z robotą. Załatwiła boksy, wyczyściła konie, 
przygotowała siatki z sianem i poszła poszukać Trega. Chciała zacząć pracę 
z Dylanem. Wkrótce zabrali tego dużego gniadosza na wybieg, a na ziemi 
rozłożyli sześć poprzeczek. 

Kiedy Treg próbował poprowadzić Dylana przez leżące słupki, ten zatrzymał się 
i obniżył łeb, by się im przyjrzeć. Treg cmoknął. 

– No, chodź. 

Dylan wbił kopyta w ziemię i nie ruszył się z miejsca. 

– Może zastosujmy terapię T-touch – zasugerowała Amy. 

Treg przyklasnął pomysłowi. Razem kreślili kółka na pysku i szyi Dylana, 
aż przestał być taki spięty i opuścił łeb. Wtedy powoli zaczęli przesuwać palcami 
po jego nogach. Na końcu Treg chwytał po kolei każde kopyto Dylana i poruszał 
nim dookoła. Amy zauważyła, że obniżając kopyta, nakłaniał Dylana do tego, 
by stał przez kilka sekund, opierając ciężar ciała na czubku kopyta. 

– Po co to robisz? – zapytała zaintrygowana. 

– Mam nadzieję, że w ten sposób Dylan skupi się na swoich nogach – 
powiedział Treg, a koń postawił kopyto płasko na ziemi, w normalnej pozycji. – 
Zwykle nie stoi na czubku kopyta, więc zmuszam go, żeby zaczął myśleć 
o swoich nogach i tym, co się z nimi dzieje. 

– Rozumiem – odparła i pogłaskała Dylana po pysku. Miał półprzymknięte oczy. 
– Spróbujemy znowu z poprzeczkami? 

Treg poprowadził Dylana po raz drugi w stronę labiryntu przeszkód. 

background image

Dylan zawahał się na ich widok. Treg przemówił do niego uspokajająco i – 
ku radości Amy – gniadosz ruszył do przodu. Nozdrza mu drgały, gdy starannie 
wybierał drogę pośród poprzeczek. Stąpał ostrożnie, ale nie wpadał w panikę. 

– Jest o niebo lepiej! – zauważyła Amy. Podeszła do Dylana z drugiej strony toru 
przeszkód i poklepała go, kiedy przeszedł przez ostatnią poprzeczkę. 

Treg uśmiechnął się i również pogłaskał gniadosza. 

– Dobry konik – powiedział. 

Pod koniec sesji treningowej Dylan przechodził nad przeszkodami i wokół nich 
z dużo większą pewnością siebie. 

– Jestem pewna, że to zadziała – powiedziała Amy, gdy prowadzili Dylana 
w kierunku wyjścia. 

– Ja też tak uważam – powiedział Treg. – Ale to trochę potrwa. 

– Zadzwonię do Nicka Halliwella i powiem mu, że potrzebujemy czasu. 

W tej samej chwili do ogrodzenia podeszła Lou. 

– I jak wam idzie? – zawołała. 

– Dobrze – odpowiedziała Amy. 

– Tak sobie myślałam – powiedziała Lou niepewnie, otwierając im bramę – 
że może mogłabym dzisiaj wieczorem pojeździć na Perle? Oczywiście, jeśli nie 
masz czasu, to nie ma sprawy, możemy to przełożyć... 

– Mam czas – przerwała jej siostra. – Osiodłamy Perłę, jak tylko skończę 
przygotowywać pasze. 

– Ja to zrobię z Benem – zaoferował się Treg. – Wy możecie od razu jechać. 

– Mogłybyśmy wybrać się na przejażdżkę za Heartland – powiedziała Amy. – Ja 
wzięłabym Pioruna. 

– No, nie wiem – Lou była pełna zwątpienia. – Może kiedyś, jak będę czuła się 
pewniej. 

background image

– Chodź, zróbmy to dzisiaj. Wieczór jest piękny, spodoba ci się jazda 
na ścieżkach. A Perła będzie spokojna, jestem tego pewna. 

Lou wahała się jeszcze przez chwilę, ale w końcu się zgodziła. Co więcej, w jej 
oczach widać było ekscytację. 

Po wyczyszczeniu oraz osiodłaniu Pioruna i Perły, Amy i Lou wyjechały 
na wzgórze Teak’s Hill. Początkowo Lou była zdenerwowana i siedziała spięta 
w siodle. 

– Zrelaksuj się – powiedziała Amy. – Przecież nic się nie stanie. Będziemy szły 
tak długo, jak będziesz chciała, nie musimy przyspieszać. 

Promienie słońca przedostawały się przez baldachim liści i rzucały plamki cienia 
na piaszczystą ścieżkę. Zdenerwowanie Lou mijało. Usiadła swobodniej i zaczęła 
rozglądać się po okolicy. 

– Ale tu jest spokojnie – zauważyła. 

– Mówiłam, że spodoba ci się jazda na ścieżkach. 

– Pamiętam takie jazdy z Anglii, kiedy byłam młodsza – powiedziała Lou. To 
wspomnienie wywołało delikatny uśmiech na jej twarzy. – Przeskakiwałam 
na Nuggecie powalone pnie drzew. Ale dzisiaj tego nie zrobię – pogłaskała szyję 
Perły i westchnęła. Spojrzała na siostrę. – Jakaś część mnie chciałaby cwałować 
i galopować, jak kiedyś, ale kiedy tylko o tym pomyślę, od razu sztywnieję 
i wiem, że to niemożliwe. 

– Uda ci się – z czasem. 

– Mam nadzieję – powiedziała Lou cicho. 

– Musisz po prosto robić wszystko stopniowo, powoli – dokończyła Amy. 

– Byle nie za wolno, bo nigdy niczego nie osiągnę – szepnęła Lou pod nosem. 

Nagle drzewa otworzyły się przed nimi i siostry wyjechały na odsłonięte zbocze. 

– Pięknie! – powiedziała Lou, patrząc na dolinę i budynki Heartlandu 
przyklejone do stoku. – Cudowny widok! 

– Wiedziałam, że to będzie lepsze niż jazda na wybiegu – uśmiechnęła się Amy. 

background image

– Nie myliłaś się – powiedziała Lou i spojrzała na trawiasty pagórek, który 
zachęcająco majaczył przed nimi. – Mogłybyśmy przyspieszyć do truchtu – 
powiedziała z nagłą determinacją. 

– Jeśli jesteś pewna, że tego chcesz. 

– Chcę – powiedziała Lou i obie przyspieszyły. Perła nastawiła uszu i ruszyła 
kłusem. Amy natychmiast powstrzymała Pioruna, żeby Lou mogła zwolnić, ale – 
co ją niezmiernie zaskoczyło – Lou wcale tego nie zrobiła. Chwyciła się 
kurczowo grzywy Perły, nachyliła do przodu i pozwoliła klaczy biec kłusem. 

– Lou! – zawołała Amy. – Chcesz się zatrzymać? 

Lou pokiwała przecząco głową. Była blada, ale zdecydowana. 

Kłusowały jeszcze z dziesięć kroków, a potem Perła przeszła do truchtu. Lou 
podskoczyła na siodle, próbując utrzymać równowagę. Koń zwolnił do chodu. 

– Kłusowałaś, Lou! – zawołała rozradowana Amy podjeżdżając do Perły. 

Lou odwróciła się w stronę siostry, ukazując rozpromienione oblicze. 

– Udało się! Kłusowałam! – zawołała i poklepała Perłę po szyi. – Muszę 
przyznać, że było fajnie! 

Amy ucieszyła się. Poczuła, że tworzy się między nimi nowa więź. Zawsze 
darzyły się miłością, ale strach Lou przed jazdą konną stanowił niewidzialną 
barierę. Teraz w końcu bariera zaczęła zanikać. 

Jeździły aż do momentu, kiedy słońce zaczęło chować się za horyzontem. 
Piorun i Perła szły powoli na poluzowanych lejcach, a Amy rozmawiała z Lou 
tak, jak nigdy jeszcze tego nie robiła – jakby to była Soraya albo Treg. 
Opowiedziała jej o Danielu i Bursztynce. 

Lou popatrzyła na nią z zainteresowaniem. 

– Chciałabyś zostać zawodowym skoczkiem? No wiesz, tata uważa, że Piorun to 
niezwykły koń. 

– Bardzo bym chciała, ale i tak zawsze najważniejszy będzie Heartland. 

background image

– To może być trudne – powiedziała Lou. – Nawet mama nie zajmowała się 
jednocześnie i jednym, i drugim. 

Amy nigdy wcześniej o tym nie myślała. 

– No nie – powiedziała. Ale po chwili górę wziął jej wrodzony optymizm. – Ale 
może ja mogę. 

Chwilę jechały w milczeniu. W końcu Lou odezwała się ponownie. 

– Powiedzmy, że Piorun zacznie wygrywać, będziesz chciała występować coraz 
częściej. Jak pogodzisz to ze szkołą i zajmowaniem się pozostałymi końmi? 

– Jakoś pogodzę – powiedziała Amy z przekonaniem. – Jestem tego pewna. 

W sobotę nastąpiło załamanie pogody. Kiedy Amy wstała rano, deszcz lał jak 
z cebra, więc spojrzała tylko za okno i postanowiła, że jednak nie będzie jeździć 
na Piorunie. Zresztą i tak powinna zabrać się do pracy, żeby nie mieć wyrzutów 
sumienia, że zostawia Trega i Bena, a sama jedzie kibicować Danielowi. 

Wyszła na zewnątrz i zaczęła myśleć o rozmowie telefonicznej z Danielem. 
Bursztynka zachowywała się całkiem dobrze. Amy wyobraziła sobie klacz 
w takiej kondycji, w jakiej ujrzała ją po raz pierwszy. Miała nadzieję, że tym 
razem będzie skakać podobnie. 

Deszcz nadal padał, kiedy Amy wysiadała z samochodu Trega. 

– Do zobaczenia – powiedział. – Przekaż Danielowi, że życzę mu powodzenia. 

– Dobrze – obiecała. – Dzięki za podwiezienie. 

– Nie ma za co – nachylił się przez siedzenie, by ją pocałować. 

Idąc przez teren, na którym odbywały się zawody, prawie nie czuła padającej 
mżawki. 

Umówiła się z Danielem na dziewiątą trzydzieści przy głównym parkurze. Stał 
tam i oglądał zawody. 

– Cześć! – zawołała do niego. – I jak Bursztynka? 

– O wiele lepiej – powiedział. – Prawie normalnie. 

background image

Ale Amy zauważyła, że jest zdenerwowany. 

– Nie wyglądasz, jakbyś się cieszył – powiedziała. 

– To nie o to chodzi... Popatrz na ziemię – wskazał na wybieg. – Robi się niezłe 
błoto. 

Amy zasępiła się. Bursztynka była niezwykle masywnym koniem, co dawało jej 
ogromną siłę, ale oznaczało także, że trudniej będzie jej skakać w rozmokłej 
ziemi. 

– Z każdym kolejnym przejazdem będzie coraz gorzej – powiedział Daniel. – 
A jeszcze nawet ten konkurs się nie skończył. Potem jest mój, a ja skaczę 
dopiero w połowie. 

Amy przyjrzała się par kurowi. Pomiędzy trawą przed płotkami prześwitywały 
duże brązowe plamy błota. Właśnie skakał kasztanek – kiedy ruszył w kierunku 
muru, poślizgnął się i zatrzymał, a spod jego kopyt trysnęła brązowa maź. Amy 
rzuciła spojrzenie Danielowi – on też to zauważył. 

– Daniel! 

Odwrócili się oboje. W ich stronę szedł przysadzisty mężczyzna 
o przerzedzonych, brązowych włosach. Miał na sobie jasne bryczesy 
i granatową wiatrówkę. Amy od razu go rozpoznała – był to Brad Shaffer. 

– Dzień dobry – przywitał się Daniel. 

– Cześć, Daniel – powiedział mężczyzna, podchodząc i uścisnął rękę chłopaka. – 
Wkrótce będziesz startował? 

Daniel nie wiedział, co odpowiedzieć. Widząc to, Amy postanowiła zabrać głos. 

– Dla takiego konia, jak Bursztynka, będzie to trudne zadanie, prawda? 

Mężczyzna sprawiał wrażenie, jakby dopiero ją zauważył. 

– To Amy – przedstawił ją Daniel. – Moja koleżanka. 

– Witam – powiedział krótko Brad Shaffer, po czym odwrócił się do niej plecami 
i poklepał Daniela. – Muszę już iść spotkać się z ludźmi. Powodzenia – to 
mówiąc, mrugnął okiem. – Będę cię oglądał. 

background image

Amy była zaskoczona. Mężczyzna nawet nie odpowiedział na jej pytanie. 

– Czy to sprawiedliwe, żeby zmuszać konia takiego, jak Bursztynka, do skakania 
w błocie? – zaprotestowała, gdy zbierał się do odejścia. 

– Talent to talent – powiedział, przystając. – Jeżeli koń Daniela jest rzeczywiście 
tak dobry, jak on twierdzi, nie będzie mieć żadnych problemów. Pozostali 
jeźdźcy zupełnie się nie przejmują. 

Amy poczuła wściekłość, słysząc ten pełen wyższości ton, ale nie zdążyła się 
odezwać, bo ubiegł ją Daniel. 

– Panie Brad, widział pan przecież Bursztynkę. W przeciwieństwie do innych 
koni jest ciężka. Wspaniale skacze na krytym parkurze, bo ma w sobie wiele siły, 
ale na grząskim terenie – to może być katastrofa... 

– Zadziwiasz mnie, Danielu – przerwał mu mężczyzna i pokiwał głową. – To 
fatalna postawa. Nie chcesz chyba powiedzieć, że nie potrafisz skakać 
na niewielkim błotku? 

Daniel zaczerwienił się. 

– Nie, oczywiście, że nie. 

– To dobrze – Brad uśmiechnął się szeroko, ale jego oczy pozostały zimne. – 
Bo w mojej stadninie nie ma miejsca dla tchórzy. Masz wziąć udział w tym 
konkursie i pokazać, na co cię stać – to mówiąc, odszedł. 

– Ty naprawdę chcesz dla niego pracować? – zapytała Amy. 

– To Brad Schaffer. 

– No i co z tego? 

– To, że jeśli zaoferuje mi posadę, to się zgodzę – powiedział Daniel z zaciśnięta 
szczęką. – W ten sposób mogę się wyrwać ze swojego życia – a widząc minę 
Amy, dodał – Muszę zostać uczniem u Brada Shaffera. To może być moja jedyna 
szansa, żeby cokolwiek osiągnąć. Jeżeli mnie przyjmie, będę jeździł na konkursy, 
spotykał sponsorów i właścicieli. 

background image

Amy chciała protestować, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. Po tym, 
co usłyszała, nie darzyła Brada Shaffera sympatią, ale Daniel miał rację – taka 
szansa nie pojawia się zbyt często. 

– Pewnie tak – powiedziała niechętnie. 

– Pójdę po Bursztynkę – westchnął Daniel. 

Amy przyglądała się, jak Daniel ćwiczy ze swoją klaczą. Pośród wspaniałych 
rasowych i gorącokrwistych koni poplamiona błotem dereszowata sierść 
Bursztynki i jej masywny łeb zdecydowanie się wyróżniały. 

– Wygląda, jakby ją odczepiono od zaprzęgu – zawołał chłopak przejeżdżający 
obok na ciemnej, gniadej klaczy. Daniel spojrzał na niego złowrogo, ale chłopak 
zaśmiał się tylko i odjechał. 

Och, Bursztynko, błagała Amy, proszę cię, skocz dobrze. Pokaż tym wszystkim 
patałachom, na co cię stać! 

Wyszła z wybiegu w kierunku głównego parkuru. Właśnie ustawiano poprzeczki 
na konkurs w klasie Open. Amy poczuła na ręce kroplę deszczu i spojrzała 
w górę. Na niebie gromadziły się czarne chmury. Daniel był dziesiąty 
w kolejności. Jeśli znowu zacznie padać, ziemia stanie się bagnem. 

Zaniepokojona postanowiła wrócić do Daniela. Po drodze zauważyła znajomą 
postać – był to Scott Trewin. Zatrzymała się zaskoczona. 

– Cześć, Scott! Co tu robisz? – zapytała. 

– Jestem naczelnym weterynarzem na tych zawodach – odparł. – Zastępuję 
kolegę, bo niedawno urodziło mu się dziecko. A ty dlaczego się tu zjawiłaś? – 
zapytał z uśmiechem. 

Zaczęła mu opowiadać o Danielu, ale przerwał im spiker, który przez głośniki 
wzywał Scotta. 

– Muszę iść – zawołał Scott przez ramię, odchodząc. – Do zobaczenia później. 

Pożegnała się ze Scottem i ruszyła dalej w stronę wybiegu. Brad Shaffer stał 
na nim w towarzystwie czterech młodych jeźdźców. Wszyscy się do niego 

background image

uśmiechali i Amy odgadła, że są to pozostali kandydaci na praktyki. Zatrzymała 
się przy ogrodzeniu. Po chwili podjechał do niej Daniel. 

– A więc to jest moja konkurencja – mruknął cicho. 

Przez megafony ogłoszono rozpoczęcie konkursu skoków w klasie Open 
Jumping. 

Brad zatarł ręce. 

– No, chłopaki, bawcie się dobrze – powiedział, odwrócił się i odszedł 
na trybuny. 

Na parkur wjechał pierwszy zawodnik. 

Zaczął wiać zimny wiatr. Daniel postanowił pospacerować z Bursztynką, żeby 
miała cały czas rozgrzane mięśnie, a Amy w tym czasie zajęła miejsce i zaczęła 
oglądać występy pierwszych zawodników. Błoto przed przeszkodami utrudniało 
koniom właściwe odbicie i żaden z nich nie wyglądał na zadowolonego. Nikt też 
nie zaliczył czystej rundy. 

Zawodnik poprzedzający bezpośrednio Daniela zrobił aż dwanaście błędów. 
Bramka startowa otworzyła się i na parkur wyjechała Bursztynka z łbem 
pochylonym pod naporem wiatru. 

– No, dalej, mała – szepnęła Amy. – Poradzisz sobie. 

Rozległ się dźwięk startowy i Daniel ustawił klacz przed pierwszą przeszkodą. 
Klacz nie wahała się. Niepokalanek podziałał i była znowu tym samym pełnym 
energii koniem, którego Amy widziała na pierwszych zawodach. Bursztynka 
postawiła uszy, patrząc na przeszkodę i cała się na niej skupiła. Przyspieszyła, 
a chwilę później poszybowała ponad pierwszym płotkiem. 

Kiedy kłusowała na wprost trybun w kierunku drugiej przeszkody, Amy słyszała 
ciężkie uderzenia jej kopyt o rozmiękłą ziemię. Daniel siedział lekko 
na grzbiecie, balansując ciałem. Amy widziała, jak porusza ustami, szepcząc coś 
na zachętę. Przeskoczyli ponad drugim płotkiem, a potem nad kolejnym. 
Wkrótce została im już tylko jedna przeszkoda – duży okser. 

Amy zsunęła się na krawędź siedziska. Proszę, niech go przeskoczy, błagała 
w myślach. 

background image

Jej modlitwy zostały wysłuchane. Bursztynka wylądowała bezpiecznie 
po drugiej stronie bez żadnej zrzutki. 

– Pięknie! – Amy aż podskoczyła z radości. 

Zgromadzony wokół tłum zaczął głośno bić brawo. 

Daniel wyjechał z parkuru, poklepując Bursztynkę po szyi. Uśmiechał się 
szeroko. 

Amy wybiegła mu naprzeciw. 

– Fantastycznie wam poszło! 

Daniel zsunął się z siodła i uścisnął ją. 

– Bursztynka była wspaniała – wyrzucił z siebie chłopak, cały mokry od deszczu. 
– Widziałem, że bardzo nie podoba jej się grząski grunt, ale się postarała. 
Bursztynko, jesteś najlepsza na świecie! 

Klacz trąciła go czule pyskiem w odpowiedzi. 

– Jak dotąd tylko ty przejechałeś bez zrzutki – zauważyła Amy. – Jeśli nikomu 
więcej się to nie uda, wygrałeś. 

– Została jeszcze cała masa koni. Na pewno nie będę jedyny. 

Daniel miał rację. Jeszcze dwa inne konie pokonały czysto cały tor – chłopak 
na ciemnym gniadoszu, który też kandydował na ucznia u Brada Shaffera oraz 
starsza kobieta na kasztanku. 

Amy przytrzymała Bursztynkę, a Daniel przeszedł po torze. Wrócił 
z zaniepokojonym wyrazem twarzy. 

– Nawierzchnia jest paskudna – powiedział, siadając w siodle. – Gruba warstwa 
błota. 

– Przecież nie musisz startować – zauważyła Amy, spoglądając na niebo, 
bo znowu zaczęło padać. – Tych dwoje weźmie udział w dogrywce, a ty zajmiesz 
trzecie miejsce. 

Daniel był rozdarty. 

background image

– Ale w ten sposób stracę szansę na pracę u Brada. Sama słyszałaś – nie ma 
u niego miejsca dla tchórzy. Muszę startować. 

Amy nie wiedziała, co powiedzieć. Zdawała sobie sprawę, jak bardzo Daniel 
marzy o tej pracy. 

– Zrobię z Bursztynką rozgrzewkę – powiedział chłopak. 

Amy ruszyła w stronę parkuru. Trawa zrobiła się śliska od deszczu. Chłopak 
na ciemnym gniadoszu skakał jako pierwszy. Jego klacz dobrze skakała i chociaż 
dwukrotnie omal nie straciła równowagi, to jednak udało jej się pokonać 
przeszkody. 

Amy zaklaskała z grzeczności, kiedy zawodnik minął metę, ale miała duszę 
na ramieniu. Daniel będzie miał naprawdę ciężkie zadanie, jeżeli chce wygrać. 

– To był Carl Carpenter na Złotej – odezwał się megafon. – I pierwsze czyste 
przejście toru w tej dogrywce. 

Amy puściła się pędem do miejsca, w którym zawodnicy czekali na start. Deszcz 
uderzał w jej kurtkę i rozpryskiwał się na twarzy. 

– Daniel! – zawołała. 

Daniel odwrócił się. 

– Ziemia zrobiła się jeszcze bardziej błotnista – powiedziała, przeskakując przez 
ogrodzenie. 

W tej samej chwili Carl Carpenter wyjechał z parkuru z triumfalną miną. 

– A teraz numer 165, Daniel Lawson na Bursztynce – ogłosiły megafony. Bramka 
została otwarta. 

Carl Carpenter podjechał do Daniela i zatrzymał się. 

– W życiu ci się nie uda na tym koniu – powiedział. – Nie teraz, kiedy podnieśli 
poprzeczki. 

Na twarzy Daniela pojawił się wyraz determinacji. 

– Daniel... – zaczęła Amy. Ale było już za późno. Daniel wjechał na błotnisty 
parkur. 

background image

Rozdział 9 

  

  

Amy podbiegła do ogrodzenia. Błagam, niech Bursztynka wszystko przeskoczy, 
pomyślała, widząc, że Daniel pochyla się i zwalnia. Teraz deszcz bębnił już 
równo o ziemię. 

Gdy rozległ się dzwonek ogłaszający start, Daniel zawrócił Bursztynkę w stronę 
pierwszej przeszkody. Był blady, ale zdeterminowany – musiał udowodnić, 
co potrafi jego koń. 

Bursztynka przyspieszyła. Odbiła się silnymi tylnymi nogami, ale jedno kopyto 
poślizgnęło się na błotnistej mazi. 

Amy wstrzymała oddech. Klacz rzuciła się do przodu, napinając każdy mięsień, 
by pokonać płotek. 

Z ust widzów wyrwało się zbiorowe westchnienie ulgi. Udało się. Bursztynka 
ruszyła teraz na drugą przeszkodę – szeroko rozstawioną parę biało-zielonych 
płotków. Przeskoczyła bez problemu. Także kolejne cztery przeszkody pokonała 
bez wahania. Całkowicie ufała jeźdźcowi siedzącemu na jej grzbiecie i starała się 
za wszelką cenę zrobić to, czego od niej oczekiwał. I choć deszcz ciął powietrze, 
a błoto chlapało pod kopytami, Bursztynka dawała z siebie wszystko. 

Jeszcze tylko dwie przeszkody, pomyślała Amy, kiedy klacz zbliżyła się 
do ostatniej pary płotków. Tylko dwie przeszkody i będzie miała wszystko 
za sobą. 

Ale Bursztynka była już zmęczona trudnymi warunkami. Dyszała głośno, a na jej 
boki wstąpił pot. Amy zauważyła nagle na ziemi poprzeczkę, która spadła 
podczas występu poprzedniego konia. Jakoś nikt nie pofatygował się, żeby ją 
podnieść. Amy zamarła. Bursztynka nie da rady, będzie musiała się zatrzymać. 
Jednak ani Daniel, ani klacz nie widzieli przeszkody, bo wpatrywali się w płotek, 
który mieli za chwilę pokonać. 

– Nie! – jęknęła Amy, kiedy Bursztynka nagle zauważyła poprzeczkę. Klacz 
potknęła się, a Amy zamarła, sądząc, że za chwilę upadnie. Ale ona odbiła się 

background image

ostatkiem sił i zachowała równowagę. Amy odetchnęła z ulgą. Bursztynka była 
zbyt blisko przeszkody, żeby bezpiecznie ją pokonać. Zaryła kopytami w gęstym 
błocie. Musi się zatrzymać. 

Ale nie zrobiła tego. 

Tłum wydał jęk grozy, kiedy klacz wyskoczyła w powietrze, kładąc po sobie uszy 
z wysiłku. 

Czas wydawał się płynąć w zwolnionym tempie, kiedy Bursztynka uderzyła 
w poprzeczkę i pokoziołkowała w powietrze. Na wybiegu zapanował chaos. 
Drążki poszybowały w górę, Daniel wyleciał z siodła, a klacz z hukiem uderzyła 
o ziemię. 

Przez chwilę na widowni panowała kompletna cisza. Jeździec i koń leżeli bez 
ruchu na wybiegu. Moment później rozpoczęła się gorączkowa bieganina. 
Obsługa gnała na środek areny. Zaniepokojony tłum coś mruczał. Amy poczuła, 
jak zalewa ją fala paniki. Przepychając ludzi, pobiegła do wejścia na parkur. 

Siwobrody ochroniarz próbował ją zatrzymać. 

– Przykro mi, ale nie możesz wejść. 

– Ale to mój przyjaciel! – zawołała. Minęła mężczyznę i biegła w ulewnym 
deszczu do leżącego jeźdźca i konia. 

Z ulgą zauważyła, że Daniel się rusza. Chłopak z trudem podniósł się na rękach 
i wstał chwiejnie na nogi. 

– Daniel! – krzyknęła szczęśliwa, że nie jest ranny. – Daniel! Nic ci nie jest? 

Usłyszał jej głos i odwrócił się. Twarz miał umazaną błotem i wyglądał 
na zdezorientowanego. 

– Co... co się stało? – wyjąkał, patrząc na zbliżającego się pracownika obsługi. 

Ale zanim zdążyła odpowiedzieć, Daniel dostrzegł leżącą na ziemi Bursztynkę. 
Zbladł nagle i z przerażenia szeroko otworzył oczy. 

– Nie! – krzyknął i puścił się biegiem w stronę konia. 

Amy pobiegła za nim. 

background image

Bursztynka rozpoznała najwyraźniej głos swojego właściciela, bo uniosła łeb, 
a następnie z ogromnym wysiłkiem wyprostowała przednie nogi i z trudem 
podniosła się z ziemi. Zachwiała się jednak i zatoczyła do tyłu. Kiedy odzyskała 
równowagę, opierała się o ziemię czubkiem kopyta jednej przedniej nogi. 
Bardzo krwawiła. 

Daniel objął Bursztynkę za szyję i pogładził ją delikatnie. 

– Co ja ci najlepszego zrobiłem! – jęknął i z przerażeniem spojrzał na zranioną 
nogę klaczy. – Będzie dobrze, obiecuję – dodał desperacko. – Wyzdrowiejesz. 
Na pewno wyzdrowiejesz. 

Bursztynka trąciła go pyskiem w ramię. Jej ciemne oczy były zamglone z bólu, 
ale patrzyła na chłopaka z ufnością, jakby chciała powiedzieć: Wierzę ci. Jesteś 
przy mnie, więc wiem, że nic mi nie grozi. 

Spojrzenia Amy i Daniela spotkały się – pojawiła się pomiędzy nimi nić 
porozumienia i strachu. Oboje zdawali sobie sprawę, że Bursztynka jest 
poważnie ranna. Amy nie wiedziała, co powiedzieć – dotknęła tylko szyi klaczy, 
czując, jak pieką ją zebrane pod powiekami łzy. 

– Zaraz tu będzie weterynarz – zawołał ktoś z obsługi. 

– Nic ci się nie stało? – ktoś inny zwrócił się do Daniela. 

– Mnie? – chłopak spojrzał nieobecnym wzrokiem na pytającego, zupełnie 
jakby to była ostatnia rzecz, o jakiej mógłby pomyśleć. – A jakie to ma 
znaczenie? Tylko Bursztynka się teraz liczy. 

– Może jednak powinien cię zobaczyć lekarz. My w tym czasie dopilnujemy, 
żeby zabrał ją weterynarz. 

Daniel spojrzał na mężczyznę, jakby ten był szaleńcem. 

– Mam ją zostawić? Nie ma mowy! 

Pracownicy nie nalegali. Chwilę później po rozmokniętej od deszczu trawie 
podjechał samochód weterynarza wraz z przyczepą. Scott od razu podbiegł 
do Bursztynki. 

– Da radę przejść? – zapytał. 

background image

– Nie wiem – odpowiedział Daniel. Cmoknął i pociągnął delikatnie za lejce. 
Bursztynka pokuśtykała kilka kroków do przodu. 

Scott zastopował Daniela i uklęknął, uważnie badając nogę klaczy. Na jego 
twarzy pojawiła się posępna mina. 

– Trzeba ją stąd zabrać... i to szybko! 

  

Część boksów na terenie zawodów przeznaczono na polowy szpital 
weterynaryjny. Scott tam właśnie podjechał, ostrożnie wyprowadził Bursztynkę 
z przyczepy i zaczął ją dokładnie badać. 

Daniel cały czas szeptał coś do klaczy i łagodnie głaskał jej łeb. 

Amy stała z boku i milczała. Gotowa była pomóc, jeśli będzie taka konieczność, 
ale nie chciała przeszkadzać, jeśli jej pomoc nie była do niczego potrzebna. 

– Co jej jest? – zapytał Daniel, kiedy Scott się wyprostował. 

– Nie mam pewności bez rentgena – Scott przygryzł wargę. – Ale uważam, że to 
może być złamanie stawu kolanowego. 

Amy z trudem powstrzymywała łzy. Tego się właśnie obawiała. 

– Ale wyleczy ją pan, prawda? – zapytał szybko Daniel. – Nogi się goją. Nie 
trzeba jej będzie uśpić, prawda? – w głosie Daniela pojawiła się nuta desperacji. 
– Na pewno coś pan może z tym zrobić. Musi pan! 

Amy pomyślała, że jeszcze nigdy nie widziała Scotta tak zasępionego. 

– Dopóki nie zrobimy prześwietlenia, nie wiemy, jak poważny jest uraz – 
wyjaśnił. – Jeśli to rzeczywiście staw kolanowy – to tak, można przeprowadzić 
operację, ale musisz wiedzieć, że już nigdy nie będzie skakać na podobnym 
poziomie. Staw po urazie nie wytrzyma takiego obciążenia. 

– To nieważne – Daniel zacisnął szczękę. – Nie musimy skakać. Byle tylko była 
ze mną – tylko to się liczy. 

– Cóż – zawahał się Scott. Miał bardzo poważną minę. – Jak tylko podam jej 
środki przeciwbólowe, ściągnę tu mojego asystenta i prześwietlimy nogę. 

background image

  

Amy i Daniel musieli zaczekać na zewnątrz. Twarz Daniela była jak kamienna 
maska. Nie wydawał się ani zły, ani zrozpaczony, był raczej odrętwiały. Chyba 
jeszcze w pełni nie dotarło do niego, co się stało. Amy doskonale to rozumiała. 
W ten sposób radził sobie z całą tą sytuacją. Tylko tyle mógł zrobić. 

W końcu Scott zawołał ich do środka. Przymocował czarno-białe zdjęcie 
rentgenowskie do podświetlonego ekranu i pokazał im uszkodzenie – tak, jak 
podejrzewał, było to złamanie w stawie kolanowym. 

– Odłamał się kawałek kości razem z wiązadłem – wyjaśnił Scott, wskazując 
na rentgen. – Można to operować – trzeba otworzyć kolano i przyśrubować 
odłamaną kość. Ale to zaledwie początek – gojenie się potrwa wiele miesięcy. 
Klacz będzie musiała cały ten czas spędzić w boksie, a to może rodzić problemy. 
Niektóre konie nie potrafią znieść takiego przymusowego więzienia. 
Niestety, to konieczne, jeśli kość ma się prawidłowo zrosnąć. 

Amy spojrzała na Daniela. Pamiętała, jak mówił, że Bursztynka nie cierpi 
boksów. 

– Poradzi sobie – powiedział ponuro. 

Scott był poważny. 

– Najgorsze będą pierwsze dni po operacji – powiedział. – Trzeba będzie ją 
uważnie obserwować, czy nie wdała się jakaś infekcja. A wraz z upływem lat 
prawdopodobnie rozwinie się zapalenie stawów, co ograniczy jej możliwości 
i będzie wymagało podawania środków przeciwbólowych. 

Daniel skinął głową z zaciśniętymi ustami. 

– Nie obchodzi mnie, jakie to będzie trudne. Musimy spróbować. 

– Dobrze – zgodził się Scott. – Możemy spróbować. Po prostu chciałem jasno 
postawić sprawę. Musimy też porozmawiać o kosztach – powiedział 
z wahaniem. – To nie będzie tanie. 

– Mam trochę oszczędności – powiedział Daniel i spojrzał na Amy. – Zbierałem 
na nową przyczepę, ale pomoc Bursztynce jest w tej chwili najważniejsza. 
Zresztą, skoro nie będę już skakał na konkursach, po co mi nowy środek 

background image

transportu – Amy zauważyła przelotny błysk rozpaczy w oku chłopaka, ale 
szybko go zdławił. 

– OK. Najbliższa klinika weterynaryjna znajduje się piętnaście minut drogi stąd. 
To nie mój gabinet – ja tu dzisiaj zastępuję kolegę – wyjaśnił Scott. – Ale 
powinniśmy ją tam zabrać. Mają duże doświadczenie w składaniu złamanych 
kości – twoja klacz znajdzie się w dobrych rękach. A co z operacją? Skąd jesteś? 

– Z Lexington. 

– Obawiam się, że Bursztynka na razie nie wróci do domu – Scott zmarszczył 
brwi. – Załatwię, żeby została w klinice do czasu, kiedy będzie mogła odbyć tak 
długą podróż. 

Amy zauważyła, że Daniel się zaniepokoił. Domyślała się, o co chodzi. 
Zatrzymanie w klinice weterynaryjnej oznaczało wysokie koszty. Danielowi 
może nie wystarczyć na operację, a co dopiero mówić o kilkutygodniowym 
pobycie w klinice. Nagle przyszedł jej do głowy pomysł. 

– A może Bursztynka mogłaby przyjechać do Heartlandu? To tylko pół godziny 
drogi – to mówiąc, myślała gorączkowo. Co prawda, wszystkie boksy mieli 
zajęte, ale któryś z kuców mógł przez ten czas wypasać się na zewnątrz. 
W końcu chodziło tylko o kilka tygodni. 

Daniel wahał się. 

– Dla nas to nie problem – nalegała Amy z nadzieją, że dziadek i Lou zgodzą się 
na taki pomysł. Daniel nadal był pełen wątpliwości. – Nie musisz nawet nam 
płacić, najwyżej dostarczysz paszę. 

– Heartland byłby idealnym miejscem na rekonwalescencję po operacji – 
odezwał się Scott. – Mógłbym się tam nią zajmować, monitorować postępy. 

– Jeżeli jesteś pewna... – Daniel popatrzył z wdzięcznością na Amy. – Dziękuję. 
Bardzo dziękuję. 

– No dobrze – powiedział Scott, zdejmując zdjęcie rentgenowskie – trzeba 
przygotować ją do podróży. 

background image

Bursztynka miała jechać do szpitala w przyczepie weterynarza – zapewniało to 
bardziej komfortową jazdę niż na przyczepce Daniela. Daniel został, żeby zająć 
się Bursztynką, a Amy poszła po ochraniacze. Wracając, przystanęła nagle. 

Carl Carpenter, chłopak, który tak szydził z Bursztynki, prowadził właśnie swoją 
klacz w kierunku stajni. Tuż obok niego szedł Brad Shaffer. Śmiali się 
i rozmawiali. 

Amy poczuła, że gotuje się w środku. Wyglądali, jakby w ogóle nie zauważyli, 
co się stało z Danielem. 

– Bardzo się cieszę, że do nas dołączysz – usłyszała głos Brada Shaffera. – 
Stworzymy świetny zespół. 

Carl uśmiechnął się szeroko. 

Przez krótką chwilę Amy miała ochotę podbiec do nich i wykrzyczeć, że to, 
co się stało, było po części winą Brada. Z trudem się jednak powstrzymała. Nic 
by to nie zmieniło. Teraz była potrzebna Bursztynce. Minęła ich i pobiegła 
do Daniela. 

  

Kiedy Daniel czekał na zakończenie operacji, Amy zadzwoniła do Trega 
i opowiedziała mu o wszystkim. 

– To fatalne wieści – powiedział zszokowany. – A jak Daniel? 

Zerknęła w jego stronę – siedział przy automacie z kawą, trzymał się rękoma 
za głowę i wpatrywał w podłogę. 

– Niedobrze – szepnęła. Miała wrażenie, że do Daniela dopiero teraz zaczyna 
docierać to, co się stało. Rekonwalescencja Bursztynki miała być długotrwałym 
procesem i na dodatek nie było żadnej gwarancji, że klacz to przetrzyma. 

– Treg – zaczęła ostrożnie – zaproponowałam Danielowi, że Bursztynka może 
po operacji przyjechać do Heartlandu. To tylko kilka tygodni zanim wydobrzeje. 
Myślisz, że dobrze zrobiłam? 

– Oczywiście – odparł. – Tylko co z Danielem? Gdzie on będzie w tym czasie 
mieszkał? 

background image

O tym Amy nie pomyślała. 

– Ja... nie wiem – powiedziała. Była pewna tylko jednego – że Daniel nie wróci 
do domu bez Bursztynki. 

– Może mógłby przez jakiś czas mieszkać w pokoju gościnnym? Czy dziadek jest 
w domu? Lepiej go zapytam. 

Treg poprosił do telefonu dziadka i Amy opowiedziała mu, co się zdarzyło. 

– Tak sobie pomyślałam, dziadku, że Daniel mógłby przez pewien czas u nas 
mieszkać... 

– Kochanie, twój przyjaciel może zostać u nas, jak długo chce – powiedział 
dziadek. – To żaden problem. 

– Pewnie za jakiś czas będzie musiał wrócić do pracy – odpowiedziała, czując 
pod powiekami piekące łzy. 

– Nie wyobrażam sobie, jak on zostawi Bursztynkę. Och, dziadku, to takie 
niesprawiedliwe! 

– Cii... – powiedział dziadek. – Powiedz mi lepiej, gdzie teraz jesteście, to 
po was przyjadę. 

Amy podała mu adres szpitala. Poczuła ulgę wiedząc, że dziadek po nich 
przyjedzie. Wyłączyła telefon, wzięła głęboki oddech, a potem wróciła 
do Daniela. 

– Mój dziadek zaraz tu będzie – oznajmiła. – Opowiedziałam mu o wszystkim. 
Zaprasza cię do Heartlandu. 

Daniel milczał przez chwilę, a potem skinął głową. 

– Dziękuję – powiedział głuchym głosem. 

– Bursztynka jest w dobrych rękach – pocieszyła go Amy. 

Kilka godzin później pojawiły się pierwsze wieści – cechował je ostrożny 
optymizm. 

– Wszystko poszło zgodnie z planem – obwieściła Robyn Hartman, lekarka, 
która operowała Bursztynkę. – Teraz pozostaje nam czekać. 

background image

– Mogę ją zobaczyć? – zapytał Daniel. Na jego twarzy widać było ciężar 
ostatnich kilku godzin. 

– Dobrze, ale tylko na chwilę. Stoi na nogach, ale po znieczuleniu jest dość 
chwiejna, a powinna zachować maksymalny spokój. 

– Kiedy będziemy mogli zabrać ją do Heartlandu? – zapytał dziadek. Przyjechał 
dwadzieścia minut wcześniej i razem z Danielem i Amy czekał na pierwsze 
informacje. 

– Jeśli wszystko będzie dobrze, jutro po południu – odpowiedziała lekarka. – 
Proszę tędy – wskazała. – Pokażę boks Bursztynki. 

Poszli korytarzem za doktor Hartman i wyszli z budynku. Bursztynka znajdowała 
się w wyściełanym boksie, w dużej, przestronnej stajni. Obok niej stała 
pielęgniarka. 

– Przyszliście odwiedzić pacjentkę? – zapytała z uśmiechem. 

Amy potwierdziła skinieniem głowy. Łeb Bursztynki zwisał nisko, a jej pysk 
niemal sięgał ziemi. Miała półprzymknięte oczy i stała chwiejnie na nogach. 

– Bursztynko – powiedział cicho Daniel. 

Klacz poruszyła uszami, podniosła lekko łeb, a na widok Daniela otworzyła 
szerzej oczy i próbowała zarżeć. Daniel natychmiast do niej podszedł i zaczął ją 
głaskać. 

– Już dobrze, dobrze – szeptał. 

Bursztynka westchnęła i oparła łeb na jego ramieniu. 

Daniel przełknął ciężko ślinę. Amy widziała, że z trudem powstrzymuje łzy 
na widok cierpienia Bursztynki. Dziadek ścisnął jej rękę. 

– Obawiam się, że nie możecie zostać dłużej – odezwała się stojąca w wejściu 
pani weterynarz. – Karen zadzwoni do was wieczorem i powie, co się dzieje. 
Podamy wam bezpośredni numer, żebyście mogli telefonować, kiedy zechcecie. 
Jutro rano ją zbadam i dam wam znać, gdy będzie można ją zabrać. 

– Dziękujemy – powiedziała Amy. Zdała sobie sprawę z tego, że do Daniela 
niewiele dotarło ze słów lekarki. 

background image

– Chodźmy – powiedziała cicho, podchodząc do chłopaka. – Przyjedziemy jutro. 
Teraz musimy zostawić Bursztynkę. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Rozdział 10  

  

Podczas drogi do Heartlandu Daniel prawie w ogóle się nie odzywał. Amy 
siedziała tuż obok i intensywnie myślała, czy jest coś, co mogłoby pocieszyć 
chłopaka. Nic takiego jednak nie było. Bursztynka już nigdy nie będzie skakać. 
Mogli mieć tylko nadzieję, że wyzdrowieje na tyle, że będzie można czasem 
wybrać się na niej na przejażdżkę. Wszystkie marzenia Daniela legły w gruzach. 

Kiedy dojechali na miejsce, dziadek otworzył drzwi. Daniel siedział nieruchomo 
i wpatrywał się we własne dłonie. 

– Chodź, Daniel – powiedział dziadek łagodnym głosem. – Jesteśmy 
w Heartlandzie. 

Daniel podniósł głowę i spojrzał bez wyrazu, a potem wysiadł powoli 
z samochodu. 

– Przyniosę krople Bacha – powiedziała Amy. – Pomagają w stresie. 

Pobiegła po lekarstwo, a w tym czasie dziadek zaprowadził Daniela do pokoju 
gościnnego. 

Po pięciu minutach od zażycia kropli z oczu Daniela zaczęło znikać odrętwienie. 
Chłopak przejechał dłonią po twarzy. 

– Wyglądasz na wykończonego – zauważył dziadek, stawiając w kącie pokoju 
rzeczy Daniela. – Zostawimy cię, odpoczywaj. Na łóżku leżą ręczniki, gdybyś 
chciał wziąć prysznic. My będziemy na dole, zejdź do nas, kiedy poczujesz się 
na siłach. 

– Dziękuję – odparł Daniel cicho. 

  

Podczas gdy Daniel odpoczywał, Amy opowiedziała wszystkim dokładnie, 
co wydarzyło się podczas konkursu. 

– To było straszne – powiedziała, kiedy usiedli przy kuchennym stole. – Było 
bardzo ślisko, ale Daniel musiał startować, by pokazać Bradowi Shafferowi, 
na co stać Bursztynkę – Amy potrząsnęła głową, bo przed oczami cały czas 

background image

miała obraz wypadku. – Cały czas to widzę – powiedziała, z trudem 
powstrzymując łzy. 

– Brzmi okropnie – odrzekła ze smutkiem Lou. 

– Daniel ma jakąś rodzinę? – zapytał Ben. 

– Właściwie nie. Tylko on i Bursztynka. To jeszcze pogarsza sytuację. 

– Pomożemy mu – powiedział dziadek i objął ją ramieniem. 

Lou potwierdziła. 

– Bardzo dobrze, że go tu ściągnęłaś. Biedny chłopak. Chyba przyda mu się 
teraz pobyt w Heartlandzie. 

Wszyscy zgodzili się z Lou. Amy poczuła ścisk w gardle. 

– Trzeba wracać do pracy – powiedział Treg do Bena i spojrzał na Amy. – Jeśli 
wolisz zostać, nie ma sprawy. Poradzimy sobie. 

– Nie, pójdę wam pomóc – odpowiedziała. 

– A co Scott powiedział na temat Bursztynki? – zapytał Treg, kiedy wyszli razem 
z domu. 

– Że jeśli ma wyzdrowieć, będzie musiała przez kilka miesięcy być trzymana 
w boksie. Nie spodoba jej się to – pamiętasz, co mówił Daniel? Ona tego nie 
cierpi. 

– Tak – zamyślił się Treg. – Ale skoro to jedyny sposób na wyzdrowienie, 
musimy spróbować. 

Amy pokiwała głową z poważną miną. 

– Trzeba będzie pomyśleć o czymś uspokajającym, żeby Bursztynka nie 
obciążała nadmiernie chorej nogi. Może masaż z olejkiem z lawendy lub 
rumianku? A Daniel mógłby dodawać do paszy tarczycę i walerianę. 

– No i żywokost mógłby przyspieszyć zrastanie się kości – dodał Treg. 

– Tak. A wierzbę wiciową można jej podawać, kiedy będzie odczuwała ból. 

Treg skinął głową. 

background image

– Co jest jeszcze do zrobienia? – zapytała Amy, kiedy dotarli do stajni. 

– Wszystko – odparł i zaczął wymieniać, czego jeszcze nie zrobili. 

Amy jęknęła w duchu. Miała nadzieję, że pojeździ na Piorunie, ale skoro było 
tyle pracy, pewnie nie będzie miała okazji. Jeśli jednak zażegnywała się, 
że potrafi pogodzić wyjazdy na konkursy z pozostałymi obowiązkami, teraz musi 
to udowodnić. 

– Dobrze – odpowiedziała, zmuszając się do uśmiechu. – To zabieram się 
do roboty. 

  

Dopiero o wpół do ósmej wieczorem Amy miała szansę wyjechać z Piorunem. 
W głębi duszy marzyła tylko o tym, by rzucić się na fotel przed telewizorem, ale 
uznała, że musi pokazać, że potrafi wszystko pogodzić. Osiodłała więc Pioruna 
i wyjechała na wybieg. 

Piorun był jak zwykle doskonały. Reagował na najmniejsze nawet wskazówki, 
poruszał się płynnie, z wygiętą szyją, pełen gracji i równowagi. Amy zrobiła 
ćwiczenie z łopatką do wewnątrz wzdłuż dłuższego ogrodzenia i podziękowała 
niebiosom, że ma tak wspaniale wytresowanego konia. Usiadła luźniej w siodle, 
napawając się wspaniałym uczuciem, że poruszają się jak jedna całość. 

Nagle zauważyła, że w cieniu bramy stoi jakaś postać. 

– Daniel? – zapytała. Podjechała bliżej. To rzeczywiście był on. 

– Cześć – powiedział, uśmiechając się blado. – Miałem ochotę wyjść na świeże 
powietrze. 

– Jak się czujesz? – zapytała. 

– Przecież wiesz – odparł i zmienił temat. – Wspaniały koń. 

Amy pragnęła bardzo powiedzieć coś takiego, żeby Daniel wiedział, że go 
rozumie. Szukała właściwych słów, ale wszystko wydawało się takie trywialne. 
W końcu Daniel przerwał milczenie. 

– Byłem takim kretynem – powiedział, wpatrując się w jakieś odległe drzewa. – 
Amy, dlaczego ja skakałem? – zapytał, ale nie czekał na odpowiedź. – Chyba 

background image

chciałem pokazać, co Bursztynka potrafi. Udowodnić, że jest tak samo dobra, 
jak te wszystkie wypasione konie. 

– Rozumiem – powiedziała Amy. 

Daniel ukrył twarz w rękach. 

– Całe jej cierpienie, to wszystko moja wina. 

– To był wypadek – powiedziała szybko Amy. – Bursztynka upadła, bo na ziemi 
przed przeszkodą leżała strącona poprzeczka. 

Daniel milczał. 

– Nie możesz winić siebie – nalegała Amy. 

– Owszem, mogę – odparł ostro. – Gdybym nie zabrał Bursztynki na ten parkur, 
nie miałaby teraz złamanej nogi – to mówiąc, odwrócił się na pięcie i poszedł 
do domu. 

  

Zanim Amy rozsiodłała Pioruna i wytarła go do sucha, nigdzie nie było śladu 
po Danielu. W kuchni dziadek rozkładał wszystko do kolacji. 

– Gdzie jest Daniel? – zapytała. 

– Poszedł na górę. Proponowałem, żeby coś zjadł, ale nie chciał. Powiedział, 
że idzie spać. 

– Muszę z nim porozmawiać – powiedziała Amy i ruszyła w kierunku schodów. 

– Zostaw go, kochanie – powstrzymał ją dziadek. – Dzisiaj sporo przeszedł. 
Porozmawiasz z nim jutro rano. 

Amy ustąpiła niechętnie. 

  

Następnego dnia rano, po śniadaniu, zadzwoniła Robyn Hartman z kliniki 
weterynaryjnej i oznajmiła, że Bursztynka ma się na tyle dobrze, że można ją 
będzie zabrać po południu. Słysząc tę nowinę, Ben zaoferował się podwieźć 
Daniela po przyczepkę, a potem do kliniki weterynaryjnej. 

background image

– To dla mnie żaden problem – powiedział. 

– Byłoby świetnie – podziękował Daniel, a potem zwrócił się do Amy i Trega. – 
Co mam zrobić? Chciałbym wam pomóc. 

– Trzeba wyczyścić boksy – powiedziała Amy. 

W tej samej chwili zadzwoniła komórka Daniela. Sprawdził, kto dzwoni, 
a potem wziął głęboki oddech i odebrał połączenie. 

– Dzień dobry, panie Jeff – powiedział, odchodząc na bok. 

Amy wymieniła spojrzenie z Tregiem. Ciekawe, jak szef Daniela zareaguje 
na wiadomość o Bursztynce. 

Daniel stał odwrócony plecami i rozmawiał bardzo cicho. 

– Zostawmy go – powiedział Treg. 

Amy zaczęła czyścić boks Jake’a, kiedy Daniel schował telefon do kieszeni 
i ruszył przez podwórze. 

– I co powiedział Jeff? – zapytała, podchodząc do drzwi. 

– Że mam sobie iść – odparł szorstko. 

– Co? Nie może tak postąpić. Przecież nic złego nie zrobiłeś. 

– W jego oczach – owszem, zrobiłem. Powiedziałem mu, że nie wrócę przez 
kilka najbliższych tygodni, dopóki Bursztynka nie wydobrzeje na tyle, żeby 
mogła podróżować. Jeff nie zgodził się na urlop bezpłatny. 

– Dlaczego? 

– Bo to najbardziej gorący okres w interesach – wyjaśnił Daniel. – Dużo ludzi 
kupuje konie na początku lata. Jeff powiedział, że albo wracam za kilka dni, albo 
stracę pracę – Daniel potrząsnął głową. – Nie zostawię Bursztynki. 

– Przecież ja mogę się nią zająć – powiedziała Amy, próbując obejść jakoś 
problem. 

background image

– To, co się stało, to wszystko moja wina – powiedział Daniel. – Nie opuszczę jej 
teraz. Znajdę sobie inną pracę. Nie obchodzi mnie, co to będzie, byleby zarobki 
wystarczyły na utrzymanie Bursztynki. 

Amy starała się myśleć optymistycznie. 

– Może uda ci się zostać uczniem w jakiejś innej stadninie – powiedziała. 

– Już dawno napisałem do wszystkich głównych stadnin hodujących skoczków. 
Nigdzie nie ma wolnych miejsc. 

– Przecież to nie musi być stadnina skoczków – powiedziała Amy. W okolicy 
mnóstwo jest innych stadnin. Mógłbyś się szkolić, opiekować Bursztynką, 
a w przyszłości kupić sobie innego konia. 

– Nie stać mnie na konia, który może być dobrym skoczkiem. A już na pewno 
nie znajdę takiego, jak Bursztynka. Jej zakup to była jedna szansa na milion – 
powiedział ponuro. – Niestety, muszę spojrzeć prawdzie w oczy – straciłem 
wszystko to, o czym marzyłem, czego pragnąłem. Tego już nie ma. Nie będzie. 
Być może nawet stracę Bursztynkę... – dodał i odszedł. 

– Daniel! – zawołała za nim. 

Ale nie zatrzymał się. Amy patrzyła, jak odchodzi, z rosnącym poczuciem 
smutku. 

Po południu Daniel przywiózł Bursztynkę do Heartlandu. 

– I jak się masz, kochana? – zapytała Amy po cichu, kiedy klacz wyszła powoli 
z przyczepy. 

Bursztynka trąciła pyskiem jej ręce. 

Daniel zdjął ochraniacze i zaprowadził ją do boksu obok Pioruna. Klacz 
poruszała się sztywno, kuśtykając na rannej przedniej nodze. 

Amy z trudem kryła psychiczne katusze, widząc kulejące kroki Bursztynki 
i potworne cierpienie klaczy. Odwróciła wzrok, czując, że oczy zachodzą jej 
łzami. 

– Mam nadzieję, że szybko się zadomowi – powiedział Daniel. 

background image

– Jest kilka rzeczy, które mogą jej pomóc – powiedziała Amy. – Suszony 
rumianek albo tarczyca oraz waleriana – to podziała uspokajająco. Możesz też 
wypróbować terapię T-touch. 

– Chciałbym bardzo, jeśli pokażesz mi, co trzeba robić. 

– Jasne – odparła. – Trzeba kreślić czubkami palców małe kółka na skórze. 
O tak. 

Podeszła do Bursztynki i pokazała Danielowi, jak masować skórę okrężnymi 
ruchami, zgodnymi z ruchem wskazówek zegara, każde kółko w innym miejscu. 
Daniel przyglądał się uważnie, a potem sam spróbował. 

– Musisz oddychać w rytmie kreślenia kółek – powiedziała mu Amy. – Bądź 
zrelaksowany i skup się całkowicie na tym, co robisz. 

Daniel masował szyję Bursztynki, aż w końcu klacz opuściła stopniowo łeb 
i wydała z siebie głębokie westchnienie. 

– O to właśnie chodziło – powiedziała cicho Amy. 

Daniel pokiwał głową i zrobił krok do tyłu. 

– Potem jeszcze to powtórzę, tylko odstawię przyczepkę. 

Bursztynka podniosła łeb, podeszła do drzwi boksu i oparła się o nie. A potem 
odwróciła się i odeszła kulejąc. 

– Cii... – powiedział Daniel. – Musisz teraz odpoczywać. 

Bursztynka poruszyła uszami ze smutkiem i znowu podeszła do drzwi. 

Kiedy nadeszła pora karmienia, Bursztynka wcale nie była mniej zestresowana. 
Wyglądała ponad drzwiami boksu, miała napięte mięśnie, a jej uszy drgały przy 
najmniejszym nawet dźwięku. 

– Spróbujcie masażu z olejkiem lawendowym – zasugerował Treg. 

Amy przyniosła buteleczkę, a potem razem z Danielem wmasowali olejek 
w szyję i pysk klaczy. 

– Wszystko jest dobrze, dopóki jestem przy niej – powiedział Daniel. – Ale kiedy 
tylko odejdę, od razu się stresuje. 

background image

– Jeszcze trochę i się zadomowi – Amy próbowała myśleć pozytywnie. 

W głębi duszy nie była jednak do tego przekonana. 

– Scott niepokoi się stanem Bursztynki – powiedział Treg do Amy, kiedy wróciła 
ze szkoły następnego dnia. 

– Nie podoba mu się to, że jest taka zestresowana i że spuchła jej noga. Scott 
uważa, że to może być początek infekcji. Podał jej antybiotyk, a my mamy ją 
uważnie obserwować. 

Amy spojrzała w kierunku boksu Bursztynki. Klacz nie wyglądała przez drzwi. 
Treg zauważył, gdzie patrzy Amy. 

– Daniel jest w środku – wyjaśnił. – Bursztynka jest spokojniejsza w jego 
obecności – dodał i pokręcił głową. 

– Czeka ją długi pobyt w tym boksie – co najmniej dwa miesiące. 

– Jeżeli będzie chodzić wte i wewte, jej noga nigdy się nie zagoi – zatrwożyła się 
Amy. 

– To nie jest szczęśliwy koń – zauważył Treg. 

Amy westchnęła i podeszła do boksu. Daniel masował Bursztynkę z użyciem 
olejku rumiankowego. Klacz miała półprzymknięte oczy. Na widok Amy chłopak 
uśmiechnął się blado. 

– Cześć – powiedział i powoli oderwał dłonie od klaczy. – Cii... – szepnął – 
odpoczywaj. 

Wyszedł z boksu i dołączył do Amy. Bursztynka natychmiast otworzyła szeroko 
oczy i poszła w ślad za nim, opierając się o drzwi. 

– Jestem tu z nią już od dwóch godzin – powiedział Daniel, spoglądając 
z niepokojem. – I ciągle to samo. Kiedy tylko próbuję wyjść, ona się od razu 
denerwuje. 

Amy pogładziła klacz po szyi, ale ta ją zignorowała. Chciała tylko Daniela. 
Wyciągnęła szyję i trąciła go nosem. 

– Nie wiem, co robić – powiedział wyczerpany Daniel. 

background image

– Chodźmy do domu, napijesz się czegoś – powiedziała Amy. – A potem 
porozmawiamy z Tregiem, może przyjdzie mu do głowy coś jeszcze, 
co moglibyśmy wypróbować. 

W domu Amy zrobiła kawę. Daniel usiadł z ciężkim westchnieniem. Na stole 
leżała lokalna gazeta, więc odszukał stronę z ogłoszeniami o pracę i zaczął je 
niedbale przeglądać. 

– Rozkładanie towaru na półkach, dostarczanie pizzy, telemarketing – 
przeczytał. – I co ja mam robić? Muszę wkrótce znaleźć jakąś pracę – powiedział 
i czytał dalej. – O, tu jest coś z końmi – powiedział nagle. – Poszukiwany 
stajenny z doświadczeniem w skokach do przygotowywania młodych koni 
do zawodów w ekskluzywnej stadninie. To niedaleko stąd. Może tam spróbuję? 

– Wydaje się ciekawe – powiedziała Amy. – Podali nazwę? 

– Green Briar – przeczytał Daniel. 

– Green Briar? – zawołała Amy. – W takim razie zapomnij. To stadnina 
prowadzona przez Grantów – paskudna rodzina. Zresztą – dodała, bo sobie coś 
przypomniała – to właśnie z Ashley Grant widziałeś mnie na pierwszych 
zawodach. Dla nich liczy się tylko, ile koń jest wart. 

– Hmm... – Daniel przejrzał resztę ogłoszeń. – Nic innego nie ma przy koniach – 
powiedział i westchnął. – W takim razie, zostaje mi układanie towaru 
na półkach. 

– Coś się na pewno pojawi – pocieszyła go Amy. 

– Mam nadzieję – powiedział Daniel i zamknął gazetę. – Trudno mi nawet 
myśleć o szukaniu pracy. Teraz tylko chciałbym skupić się na Bursztynce – 
dodał, po czym zabrał swoją kawę i wyszedł na zewnątrz. Amy poszła za nim. 

Bursztynka kołysała się na boki, jej łeb i szyja poruszały się rytmicznie z jednej 
strony na drugą. Wyglądała przy tym ponad drzwiami boksu. Takie zachowanie 
było często spotykane u nieszczęśliwych koni lub zwierząt zmuszonych 
do ciągłego przebywania w boksie. Kiedy Daniel podszedł do drzwi, Bursztynka 
zatrzymała na chwilę kołysanie i zarżała cicho na powitanie. Daniel pokręcił 
głową. 

background image

– Mam nadzieję, że dobrze zrobiłem – mruknął pod nosem. 

– To znaczy? – zapytała Amy. 

– Że zgodziłem się na operację – wyjaśnił. – Co będzie, jeśli jej się nie polepszy? 
Jeśli okaże się, że cały ten ból i cierpienie na nic się nie zdadzą. 

– Polepszy się jej – powiedziała stanowczo Amy. 

– Nie mogę znieść tego, że jest taka nieszczęśliwa – westchnął Daniel, po czym 
podszedł do boksu. Klacz z ogromnym wysiłkiem wyciągnęła szyję w jego 
stronę. Oczy Amy zaszły łzami. 

– Już dobrze, kochana. Jestem tu z tobą – powiedział cicho Daniel i położył dłoń 
na szyi klaczy, a ona ewidentnie się uspokoiła. 

Amy poszła do boksu Figara. Noga kuca goiła się ładnie. Zaczęła nawet 
wyprowadzać go codziennie na spacer, żeby mógł zażyć trochę ruchu. 

– Chciałabym móc coś zrobić dla Bursztynki – powiedziała do niego, zakładając 
uździenicę. – Ona jest taka nieszczęśliwa. 

Wyprowadziła Figara ze stajni i przeszła wzdłuż podjazdu. Kuc spacerował 
z postawionymi uszami. 

– Pewnie cieszysz się, że jesteś na dworze, co? – zapytała. 

Figaro zaczął skubać długą trawę, która rosła na poboczu, więc Amy zatrzymała 
się, żeby mógł się popaść. Spojrzała tylko do tyłu, w kierunku budynku stajni. 

– Tak się zastanawiam, co mama zrobiłaby w sprawie Bursztynki – powiedziała 
Amy do kuca, wzdychając. 

Figaro prychnął tylko, skubiąc trawę, a Amy posmutniała, bo zdała sobie 
sprawę, że jeszcze dwanaście miesięcy wcześniej mama odpowiedziałaby jej 
na to pytanie. Zamknęła oczy i przełknęła ciężko ślinę. 

Gdybym tylko nie znalazła Spartana w tej opuszczonej stajni. Gdybym tylko nie 
błagała mamy, żeby po niego pojechać... 

Figaro pociągnął za lonżę i Amy wróciła do rzeczywistości. Głęboko 
w podświadomość odepchnęła wszystkie myśli dotyczące wypadku. 

background image

  

Pomimo kuracji antybiotykowej, infekcja rozprzestrzeniała się. Na drugi dzień 
noga Bursztynki była jeszcze bardziej spuchnięta, a jej wzrok matowy 
i nieszczęśliwy. Daniel został z nią w boksie do późna w nocy. O jedenastej 
przyszła po niego Amy. 

– Co z nią? – zapytała, zaglądając do boksu. 

Daniel wmasowywał właśnie olejek lawendowy w pysk klaczy. 

– Niedobrze – powiedział cicho. – Nic nie zjadła, a infekcja się rozszerza. Zobacz 
– powiedział i wskazał na nogę klaczy. Bursztynka opierała się o ziemię zaledwie 
koniuszkiem kopyta. Obszar nad i pod blizną pooperacyjną był bardzo 
opuchnięty. 

Amy przygryzła wargę. Daniel miał rację – wyglądało to niedobrze. 

– Lepiej zadzwońmy po Scotta. 

– Poczekajmy do rana – powiedział Daniel. – Dzisiaj był u niej już dwa razy. 
Pewnie nic więcej nie pomoże – trzeba czekać, aż antybiotyk zacznie działać. 

– Pójdziesz do domu? – zapytała, patrząc na jego bladą twarz. 

– Jeszcze nie – westchnął zmęczony. – Jeżeli ją zostawię, będzie się ruszała, a to 
tylko pogorszy jej stan. 

– Ja mogę z nią zostać, jeśli chcesz – zaoferowała się Amy. – Wyglądasz 
na wykończonego. 

– Nie, dziękuję. Ja zostanę – powiedział. Bursztynka trąciła go w ramię. – Ona 
mnie potrzebuje, nie mogę jej teraz zostawić. 

Amy nie nalegała, bo wiedziała, że gdyby chodziło o Figara, miałby podobne 
odczucia. 

– Gdybyś zmienił zdanie, przyjdź po mnie – powiedziała tylko. 

– Dobrze – Daniel zmusił się do uśmiechu. – Dziękuję, Amy. 

  

background image

Amy obudziła się tuż przed szóstą rano. Przypomniała sobie o Bursztynce, więc 
szybko ubrała się i wybiegła z domu. 

Daniel siedział w kącie boksu, oparty o ścianę. Bursztynka opierała łeb na jego 
kolanach. Wyglądała na zmęczoną i chorą. 

Słysząc wchodzącą Amy, Daniel otworzył oczy. 

– Która godzina? – zapytał zdezorientowany. 

– Dochodzi szósta – szepnęła i weszła do środka. 

– Zobacz – pokazał ręką na nogę Bursztynki. 

Klacz miała oczy półprzymknięte z bólu, a z blizny sączyła się ropa. Amy 
uklęknęła obok i delikatnie dotknęła jej nogi. Była gorąca i spuchnięta. 

– Nie tylko infekcja ją męczy – powiedział Daniel. – Ona nienawidzi siedzieć 
w boksie. Widzisz sama, jaka jest zestresowana. A przecież będzie tu zamknięta 
przez kilka miesięcy. Jak mogę jej to robić? 

– Możesz, bo ją kochasz – powiedziała Amy stanowczo. – Bo nic innego nie 
możesz zrobić. Zadzwońmy do Scotta – poda jej znowu jakieś środki 
przeciwbólowe – dodała z desperacją. – Od razu się lepiej poczuje. 

  

Kiedy Scott przyjechał godzinę później, Amy wyczytała z jego spojrzenia 
prawdę. 

– Mogę podać jej kolejny zastrzyk i wtedy zobaczymy, co się będzie działo, ale 
nie wygląda to dobrze – powiedział i pogłaskał Bursztynkę, wychodząc z boksu. 
– Przyjadę tu jutro z samego rana, żeby ją zbadać, ale jeśli nic się nie poprawi, 
trzeba będzie pomyśleć o alternatywnym rozwiązaniu. 

– Alternatywnym? – zapytał Daniel, patrząc ze złością. – Co znaczy: 
alternatywnym? 

Scott wzruszył ramionami z zakłopotaniem. 

– Musisz myśleć o tym, co będzie dla niej najlepsze – powiedział i próbował 
położyć dłoń na ramieniu Daniela, ale chłopak zrobił unik. 

background image

– Nie dam za wygraną – powiedział Daniel. – Ona wyzdrowieje. Nie pozwolę jej 
uśpić. Zobaczcie sami – ona walczy – to mówiąc, podniósł rękę w stronę klaczy, 
a ta spojrzała na niego, wykrzesując z siebie resztki energii. 

– Może – powiedział Scott. Amy wyczuła wahanie w jego głosie. Starał się być 
miły dla Daniela, ale widać było, że nie chce mu czynić nadziei. 

Następnego dnia Amy obudziła się jeszcze wcześniej. Przez krótką chwilę 
wydawało jej się, że wszystko jest tak jak trzeba. A potem przypomniała sobie 
Bursztynkę. Scott miał wkrótce przyjechać i ją zbadać. Amy wyskoczyła z łóżka, 
ubrała się i zbiegła na dół. Pierwsze promienie słońca omiatały powoli 
podwórze. Tak jak się spodziewała, Daniel siedział w boksie, obok Bursztynki. 
Miał pogniecione ubranie i twarz mokrą od łez. Spojrzał na Amy, kiedy 
wchodziła. 

– I jak? – zapytała łagodnie. 

– Gorzej... o wiele gorzej – Daniel ciężko przełknął ślinę. – Ten obrzęk 
na nodze... jest gorący jak ogień, a ona mnie praktycznie nie poznaje. 

Amy nie wiedziała, co powiedzieć. W uszach dźwięczały jej jeszcze słowa, które 
powiedział Scott poprzedniego dnia. Wyciągnęła rękę, żeby pogłaskać klacz – 
nie drgnął jej nawet jeden mięsień. Oczy klaczy – zwykle pełne blasku – były 
teraz matowe i niespokojne. 

– Przyniosę jej poranną paszę – powiedziała pospiesznie Amy i pobiegła 
do paszarni. Ładując jedzenie do wiadra, czuła jak ściska ją coś za gardło. 

Kiedy wróciła do boksu, Daniel zdążył wstać. 

– Masz, Bursztynko – powiedział, podając jej mieszankę. 

Ale klacz nawet na niego nie spojrzała. Stała nieruchomo z przymkniętymi 
powiekami. 

Daniel zamrugał gwałtownie. Amy widziała, że oczy błyszczą mu od łez. 

– W ogóle nie jest zainteresowana jedzeniem – powiedział. – Siedziałem tu cały 
czas i rozmyślałem – wiesz, o tym, co powiedział Scott. Bo jeśli się kogoś kocha, 
nie można pozwolić, by ten ktoś cierpiał. Trzeba zrobić to, co dla niego 
najlepsze. 

background image

Amy poczuła zimny dreszcz na plecach. Z tyłu słychać było czyjeś kroki – widok 
Trega dodał jej otuchy. Wiedziała, co Daniel chce powiedzieć, wiedziała, o czym 
myśli, ale uważała, że to straszne... Tylko Daniel mógł podjąć tę decyzję. 

W tym samym momencie rozległo się trzaśnięcie drzwiczek samochodowych, 
a potem kroki na żwirze. W drzwiach stanął Scott. 

Podszedł powoli do klaczy i obejrzał jej nogi. Bursztynka nawet nie drgnęła. 
Scott nie musiał się odzywać, jego mina mówiła sama za siebie. 

– Nie jest dobrze, Danielu... – zaczął, ale nie skończył, bo Daniel przerwał mu 
wpół słowa. – Podjąłem decyzję – powiedział powoli. – Byłem głupcem, sądząc, 
że jeden dzień zrobi różnicę. Wiem, że ona bardzo cierpi. Byłoby bardziej 
humanitarnie, gdybyśmy... gdybyśmy... 

– Moglibyśmy dalej leczyć infekcję – wtrącił Scott. – Ale nawet jeśli by nam się 
udało, czekałyby ją długie miesiące rekonwalescencji i bólu bez gwarancji, 
że nastąpi poprawa. 

– Wiem. 

Amy stała w progu, a serce jej pękało z żalu nad Danielem. Wiedziała, ile znaczy 
podjęcie takiej decyzji. Sama musiała kiedyś to zrobić, kiedy umierał Pegaz. 

Daniel dotknął pyska Bursztynki. 

– Nie mogę pozwolić ci cierpieć – szepnął. – To by było nie fair – to mówiąc, 
spojrzał na Scotta. – Czy można... można ją uśpić? – zapytał, a przy ostatnim 
słowie załamał mu się głos. 

Amy poczuła palące łzy pod powiekami. 

Scott skinął głową. 

– Jeżeli to ci pomoże, to chciałbym powiedzieć, że podjąłeś właściwą decyzję – 
powiedział łagodnie. – Zrobiłeś wszystko, co było w twojej mocy, Danielu, żeby 
jej pomóc. A jeśli tak to się miało skończyć – to lepiej, żeby nastąpiło to szybko, 
by oszczędzić jej bólu – to mówiąc, dotknął ze współczuciem ramienia Daniela. 
– Pójdę po moją torbę. 

background image

Kiedy Scott przygotowywał zastrzyk, Daniel gładził pysk klaczy. Po twarzy 
płynęły mu łzy. Scott podał zastrzyk, a Daniel przytrzymał Bursztynkę 
za uździenicę i pocałował ją na pożegnanie. 

Początkowo nic się nie wydarzyło. Ale potem Bursztynka zachwiała się 
na nogach i opadła na podłogę. 

Daniel ukucnął obok niej, trzymając jej łeb w objęciach. 

– Wybacz mi, proszę – szeptał desperacko. – Wybacz mi – powtórzył, z nadzieją, 
że klacz usłyszy po raz ostatni jego głos. 

Bursztynka zamrugała powiekami. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się 
w Daniela wzrokiem pełnym miłości i zaufania, a potem westchnęła ciężko 
i opadła bez ruchu. 

Scott położył dłoń na ramieniu Daniela. 

– Odeszła – powiedział cicho. – Ona odeszła, Danielu. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Rozdział 11  

  

Było już po wszystkim. Amy odwróciła się do Trega. Przytulił ją mocno, kiedy 
próbowała odzyskać panowanie nad sobą. Musiała być silna – dla Daniela. To 
jemu było potrzebne teraz wsparcie. Połykając łzy, oderwała się od Trega, 
podeszła do Daniela i ukucnęła przy Bursztynce. 

– Daniel – szepnęła drżącym głosem. 

Wstał, minął ją bez słowa i pobiegł do domu. 

Na szczęście dziadek pozwolił Amy zostać w domu i nie iść do szkoły. 
Po obiedzie próbowała porozmawiać z Danielem, ale ten nie chciał wyjść 
z pokoju. 

– Proszę – powiedział przez zamknięte drzwi. – Chcę zostać sam. 

Amy rozumiała go doskonale. Kiedy zmarła jej mama, ona też chciała, żeby cały 
świat się od niej odczepił. Zostawiła więc Daniela sam na sam z żałobą. Poszła 
do boksu Pioruna i objęła go za ciepłą, mocną szyję. 

– Dlaczego tak się musi dziać? – zapytała szeptem, opierając policzek o jego 
aksamitną skórę. 

Wiedziała dobrze, że na takie pytanie nie znajdzie nigdy odpowiedzi. 

  

Daniel nie wychodził z pokoju przez cały dzień i noc. Ale kiedy następnego 
ranka Amy wróciła z jazdy z Piorunem, zobaczyła go na podwórzu, jak pcha 
przed sobą taczkę. 

– Daniel! – zawołała, podjeżdżając. – Jak się czujesz? 

– Pracuję – powiedział i spojrzał na nią bezbarwnym wzrokiem. – Sprzątam 
boks po Bursztynce. 

– Przecież nie musisz tego robić. 

– Muszę – powiedział i ruszył dalej. Amy opowiedziała wszystko dziadkowi. 

background image

– Nic nie możemy zrobić. Trzeba tylko być przy nim – powiedział dziadek. – 
Mówiłem Danielowi, że może zostać u nas, jak długo chce. Ale ty mi wyglądasz 
na zmęczoną – powiedział i popatrzył na wnuczkę z troską. 

– Bo jestem – przyznała. – Tyle teraz pracy z końmi i w szkole. No i ta historia 
z Danielem. 

– A do tego wstajesz bardzo wcześnie, żeby jeździć na Piorunie – zauważył, 
zabierając się za zmywanie naczyń po śniadaniu. 

– Ale to mi nie przeszkadza. 

– Może Lou mogłaby pomóc – zamyślił się dziadek. 

– Mówiła, że podoba jej się jazda konna. Nie mogłaby czasem jeździć 
na Piorunie? 

Amy zastanowiła się przez chwilę. 

– To chyba dla niej trochę za trudne – powiedziała powoli. – Piorun jest 
co prawda dobrze wytresowany, ale to koń z charakterem. Gdyby zaczął 
pokazywać różki, Lou mogłaby znowu stracić pewność siebie. 

– No tak, to nie byłoby dobre – przyznał dziadek. – Może kiedyś. 

– Może – zgodziła się Amy. 

– Ale to nie zmienia faktu, że dnia ci nie starcza na zajęcia. 

– Nie jest źle – Amy zapewniła dziadka, powstrzymując ziewnięcie. – Nie martw 
się o mnie. Dam sobie radę. 

Ale wbrew własnym słowom Amy kilkakrotnie o mały włos nie zasnęłaby 
w czasie lekcji. Czuła się wykończona – ale nie tylko pracą w Heartlandzie. 
Każdej nocy prześladowały ją koszmary senne z wypadku mamy. Następnego 
dnia przypadała rocznica jej śmierci i chociaż Amy starała się o tym nie 
myśleć, to jednak w głowie czuła tykanie zegara, odliczającego czas do tej 
rocznicy. 

Sytuację pogorszyło jeszcze zadanie, jakie wyznaczyła im pani Schwartz, 
nauczycielka kreatywnego pisania – mieli opisać najważniejszą w życiu osobę. 

background image

– O kim pisałaś? – zapytała ją Soraya, kiedy pakowały swoje rzeczy. – O... 

– O dziadku – przerwała jej Amy. – Pisałam o dziadku. 

– Aha – Soraya spojrzała zagadkowo na przyjaciółkę, ale na szczęście nic więcej 
nie powiedziała. Amy zabrała swoje książki. Wiedziała, że Sorayę niepokoi jej 
milczenie w sprawie rocznicy śmierci mamy, ale nie potrafiła o tym rozmawiać. 
Lepiej było zapomnieć i o rocznicy, i o dręczących ją koszmarach. 

– Co to za pośpiech? – zapytał Treg, kiedy po południu zobaczył, jak Amy 
zamiata podłogę w magazynie siana. – Zwolnij, bo zaraz nic nie zostanie z tej 
podłogi. 

– Po prostu pracuję – odparła. 

Poczuła ulgę, gdy o nic więcej nie zapytał. Wzruszył tylko ramionami i poszedł 
do paszarni. 

Odłożyła miotłę i już miała iść mu pomóc, kiedy z siodlarni wyszedł Daniel. 
Spotkali się po raz pierwszy od porannej rozmowy. Chłopak wyglądał 
na niepocieszonego. 

– Cześć – przywitała się. – Pomógłbyś nam z paszami? Masz chwilę czasu? 

Przez moment miała wrażenie, że wykręci się jakąś wymówką, ale skinął 
twierdząco i poszedł za nią do paszarni. Treg spojrzał zaskoczony, w odpowiedzi 
wzruszyła ramionami. Nie miała pojęcia, dlaczego poprosiła Daniela o pomoc, 
ale czuła, że dobrze mu zrobi powrót do obowiązków. Kiedy mieszali pasze, 
myślała usilnie o tym, co mogłaby powiedzieć. W końcu to jednak Daniel 
przerwał ciszę. 

– Postanowiłem zgłosić się do tej pracy z ogłoszenia – powiedział. – W tej 
pobliskiej stadninie. 

– Masz na myśli Green Briar? – zapytał Treg. 

– Nie pamiętasz, co ci mówiłam o Grantach – im chodzi tylko o zarabianie 
pieniędzy! – zdumiała się Amy. 

– To nie ma dla mnie znaczenia – Daniel wzruszył ramionami. – Pasuje mi praca, 
w której konie są tylko częścią biznesu. 

background image

– Nie mówisz chyba poważnie – powiedziała. 

– Owszem, mówię – odparł bez wyrazu. – Potrzebuję czegoś, gdzie nie ma 
zaangażowania emocjonalnego. Tak czy inaczej, zgłaszam się – dodał i spojrzał 
na nich niemal buntowniczo. – Cokolwiek będziecie mówić – to powiedziawszy, 
zaczął mieszać pasze. 

Amy otworzyła usta i już miała zaprotestować, ale uprzedził ją Treg. 

– Powinieneś zrobić to, co uważasz, że będzie dla ciebie najlepsze – powiedział 
Danielowi. – Jakakolwiek będzie twoja decyzja, my ją poprzemy. 

Amy popatrzyła na Trega z niedowierzaniem, ale Treg skinął głową w kierunku 
Daniela. Amy popatrzyła w ślad za jego spojrzeniem. Daniel stał zgięty nad 
wiadrami z paszą i miał wyraz bezbrzeżnej rozpaczy na twarzy. Amy zrozumiała 
nagle, że bez względu na to, ile będzie to ją kosztować, musi wesprzeć Daniela. 

– Jeśli chcesz pracować w Green Briar, to OK. – zdołała wydusić z siebie, chociaż 
słowa przechodziły jej przez gardło, jakby były ostrymi nożami. 

– Naprawdę? – Daniel nie krył zaskoczenia. 

Oboje pokiwali głowami. 

Na ustach Daniela zamajaczył cień uśmiechu. 

– Dziękuję – powiedział i wrócił do mieszania pasz. – Doceniam to. 

Amy zdążyła wrócić wieczorem do domu, kiedy zadzwonił Nick Halliwell, 
by dowiedzieć się o postępach w pracy z Dylanem. 

– Dobrze mu idzie – powiedziała Amy. – Poprawiła się koordynacja ruchów 
i poczucie równowagi, wydaje się też szczęśliwszy. Myśleliśmy o tym, żeby 
za kilka dni zacząć na nim jeździć. 

– To dobra wiadomość – ucieszył się Nick. – Wpadnę w weekend, żeby go 
zobaczyć. 

– Dobrze – zgodziła się, ale po chwili przypomniała sobie o czymś, 
co spowodowało, że żołądek podjechał jej do gardła. – Ale nie w sobotę, 
w sobotę nam nie pasuje. 

background image

Na szczęście Nick nie dopytywał dlaczego. 

– OK – odparł. – Wpadnę w niedzielę. 

Już miała się pożegnać, kiedy nagle przyszła jej do głowy pewna myśl. 
Wspaniała myśl. Że też wcześniej o tym nie pomyślała! 

– Jeszcze jedno – powiedziała szybko. – Nie ma pan przypadkiem miejsca dla 
ucznia w swojej stadninie? 

– Obawiam się, że nie – Nick nie krył zdziwienia. – Dlaczego pytasz? 

– To dla przyjaciela – wyjaśniła. – Spotkał go pan. To Daniel Lawson, wygrał 
konkurs Six Bar w Meadowville, pamięta pan? 

– Pamiętam. Dobry był. Ale niestety, przyjąłem ucznia sześć tygodni temu. 

– Och! 

– Przykro mi – Nick wydawał się szczerze zmartwiony. – Jeśli coś się pojawi, 
dam ci znać. 

– Dziękuję – powiedziała i odłożyła słuchawkę. Odwróciła się i aż podskoczyła. 
W drzwiach do kuchni stał Daniel. 

– Daniel! – powiedziała, zastanawiając się, jak długo tam już stoi. 

– Kto to dzwonił? Słyszałem, że rozmawiasz o mnie. 

– To był Nick Halliwell – wyjaśniła. – Skoczek, właściciel Dylana. Pomyślałam 
sobie, że zapytam, czy przypadkiem nie potrzebuje ucznia. Niestety, nie. 

– Przecież ci powiedziałem, że staram się o tę pracę w Green Briar – powiedział 
szorstko. 

– Wiem. Tylko... przecież nie ma pośpiechu, prawda? Dziadek powiedział, 
że możesz tu zostać, jak długo zechcesz. Może poczekasz jeszcze trochę – a nuż 
w jakiejś stadninie pojawi się miejsce dla ucznia? 

Daniel wyglądał przez chwilę na rozdartego, ale szybko zacisnął zęby. 

– Nie zamierzam czekać – powiedział. – Mówiłem ci, że już nie chcę być 
skoczkiem. 

background image

– Przecież nie mówisz tego poważnie! 

– Nie? – popatrzył na nią beznamiętnie. – Ja już dostałem szansę od losu, 
Amy. I ją zmarnowałem. Muszę to przyjąć do wiadomości i żyć dalej. Skończyły 
się moje marzenia. 

– Ale to głupie podejście – zaprotestowała. 

– Wcale nie! – Daniel spojrzał na nią ze złością, po czym odwrócił się na pięcie 
i wymaszerował z pomieszczenia. 

Amy pobiegła za nim. 

– Daniel! – zdołała chwycić go za ramię na szczycie schodów. 

Daniel wziął głęboki oddech. 

– Muszę być realistą – powiedział przez ściśnięte gardło. – Nie mogę czekać, 
aż się pojawi cudowna praca. Trzeba jakoś żyć. 

Ale przecież nie tak, pomyślała. Słowa cisnęły jej się na usta, ale ugryzła się 
w język. 

– Po tym, jak nakarmiliśmy konie, zadzwoniłem do Green Briar – kontynuował 
Daniel. – Zaprosili mnie na rozmowę jutro rano – powiedział i popatrzył jej 
prosto w oczy. – Jeśli zaoferują mi tę pracę, biorę ją. 

– Rozumiem – Amy przełknęła z trudem ślinę. 

Daniel odwrócił się i odszedł do swojego pokoju. 

Patrzyła w ślad za nim, a kiedy zatrzasnął za sobą drzwi, westchnęła i zeszła 
na dół. Z salonu wychodziła właśnie Lou. 

– Przyjechały kwiaty na jutro – powiedziała jej siostra. – Są tutaj, gdybyś chciała 
je zobaczyć. 

– Nie, nie chcę – wyjąkała Amy, czując ścisk w żołądku. 

– Na pewno nie? 

– Na pewno. – Amy wyminęła Lou i weszła do kuchni. 

 

background image

Rozdział 12  

  

Deszcz zacinał równo, a krople podskakiwały na kałużach. Niebo było ciemne. 
Przy ciężarówce stała kobieta ze smutną twarzą, deszcz przykleił jej blond włosy 
do głowy. 

– Mamo – szepnęła Amy, biegnąc w stronę kobiety. 

– To ty prosiłaś, żebym jechała – kobieta potrząsnęła głową. 

Po twarzy Amy płynęły łzy i mieszały się z deszczem. 

– Och, mamo – szlochała. – Przepraszam! 

Amy usiadła na łóżku. Szary świt przesączał się przez zasłony. Przejechała 
dłońmi po twarzy i westchnęła głęboko. A więc nadszedł ten dzień, którego tak 
się bała. 

Wstała, ubrała się i wyszła na zewnątrz. Ranek był chłodny i rześki, słońce 
dopiero wstawało na niebie. 

Podeszła powoli do boksu Figara. Kuc podniósł łeb i zarżał zdziwiony na jej 
widok. Pogłaskała go po złotobrązowym pysku i oparła głowę o jego łeb. Trącił 
ją z zaciekawieniem. 

Chcę zapomnieć, pomyślała. Chcę tylko zapomnieć. 

Założyła kucowi uździenicę i wyprowadziła go ze stajni. Kopyta zastukały 
na betonie, a dźwięk poniósł się daleko w ciszy poranka. Kilka innych koni 
wyjrzało ponad drzwiami swoich boksów, jakby z nadzieją, że zaraz pojawi się 
śniadanie. Kiedy jednak Amy wyprowadziła Figara, by popasł się na trawie przy 
podjeździe, straciły zainteresowanie i cofnęły się do swoich boksów. 

Właśnie mija rok... 

Figaro zaczął skubać długą trawę, a Amy opadła przy nim na kolana. Zamknęła 
oczy i zaczęła odtwarzać tamten dzień. Znowu to wszystko zobaczyła – Spartana 
w opuszczonej stodole, szaleńczą podróż w deszczu, wyprawę z przyczepą... 

– Amy? 

background image

Otworzyła gwałtownie oczy. Naprzeciw niej stał Daniel i patrzył z troską. 

– Dobrze się czujesz? Widziałem cię z okna mojego pokoju. Co ty robisz? 

Amy nie była w stanie odpowiedzieć. Dławiły ją łzy. 

– Co się stało? – zapytał Daniel, widząc że płacze. 

– Nic – próbowała powiedzieć, ale z piersi wydarł się szloch. – Wszystko – 
wyszlochała bez ładu i składu, chowając głowę na kolanach. – Po prostu 
wszystko. 

Na ramieniu poczuła rękę Daniela. 

– Co jest grane? – zapytał, kucając obok niej. 

W jego głosie słychać było taki niepokój, że Amy zmusiła się do wyjaśnień. 

– Moja mama... Dzisiaj jest pierwsza rocznica jej śmierci. 

– Przykro mi... – powiedział i potrząsnął głową. – Czasem żadne słowa nie 
wydają się odpowiednie. 

– Nie szkodzi – wymamrotała Amy, po czym wstała i wytarła łzy wierzchem 
dłoni. 

– Jak zmarła? – zapytał cicho Daniel. 

– W wypadku – Amy pogłaskała Figara, z trudem wypowiadając te słowa. – 
Ratowałyśmy konia. Była burza i drzewo zwaliło się na samochód – w oczach 
Amy znowu pojawiły się łzy. – To ja nakłoniłam ją do tego, żeby pojechać, 
chociaż była okropna pogoda – głos Amy załamał się. – To moja wina. 

– Na pewno nie twoja – powiedział Daniel. 

– Moja – szepnęła. 

Zapadło milczenie. 

– Wypadki się zdarzają – powiedział w końcu Daniel. – Oboje wiemy to w głębi 
duszy. Chcesz być zła na siebie, bo jeśli człowiek obwinia siebie, jest mu łatwiej. 
Ale winienie siebie za coś, za co się nie jest odpowiedzialnym, do niczego nie 
prowadzi. To dzięki tobie to zrozumiałem. 

background image

– Dzięki mnie? – wyjąkała. 

Daniel potwierdził. 

– To, co powiedziałaś wczoraj – miałaś rację, nawet jeśli nie chciałem cię 
słuchać. Starałem się ukarać samego siebie za to, co stało się z Bursztynką, ale 
ten wypadek to nie była moja wina – powiedział i przez chwilę wpatrywał się 
we własne dłonie. – Wydawało mi się, że łatwiej otrząsnę się z jej śmierci, jeśli 
będę miał na kogo się złościć – nawet jeśli miałem to być ja sam. Brzmi 
idiotycznie? – zapytał, spoglądając na Amy. 

– Nie – odpowiedziała powoli. Wiedziała, do czego Daniel zmierza. Pomyślała 
nawet, że sama właśnie tak postępowała przez ostatni rok. 

– Myślę, że w głębi duszy chcemy wierzyć, że wszystko dzieje się z jakiejś 
przyczyny – mówił dalej. – Ale to nie jest tak. Życie nie na tym polega. Czasem 
po prostu człowiek znajduje się w niewłaściwym czasie w nieodpowiednim 
miejscu. 

Amy pokiwała głową ze smutkiem, a Figaro trącił pyskiem jej dłonie. Wiedziała, 
że Daniel ma rację. 

Chłopak pogłaskał ją po ramieniu. 

– Chyba musisz postępować zgodnie z radą, którą mi dałaś – zaakceptować fakt, 
że to, co się stało z twoją mamą, to był wypadek, przestać się za to obwiniać 
i żyć dalej. 

Amy nie była w stanie nic powiedzieć. Daniel objął ją ramieniem, a ona 
przytuliła się do niego. 

– Myślisz, że ten ból z czasem mija? – zapytała drżącym głosem. 

– Nie – odparł cicho. – Ale na pewno się zmniejsza. Nigdy nie zapomnisz swojej 
mamy, a ja nie zapomnę Bursztynki. Zawsze zostaną w naszych sercach, ale my 
musimy żyć swoim życiem. Musimy przyjąć to, co od nich dostaliśmy, i iść 
do przodu. 

Przez chwilę oboje milczeli, zatopieni we wspomnieniach. 

– Dzięki – Amy odezwała się pierwsza i spojrzała na Daniela. 

background image

– Nie ma za co – uśmiechnął się. – To ja dziękuję za to, że dzięki tobie 
zrozumiałem, że nie mogę tkwić w przeszłości. 

– Naprawdę pojedziesz na tę rozmowę w sprawie pracy do Green Briar? – 
zapytała. 

– Tak. Może to nie jest idealna stadnina, ale w tej chwili potrzebuję czasu, żeby 
dojść ze sobą do ładu. Żadnego emocjonalnego zaangażowania, tylko czas 
na zdecydowanie, co właściwie chcę robić. 

– Czy to znaczy, że być może kiedyś znowu spróbujesz zostać uczniem w jakiejś 
stadninie przygotowującej do skoków? – zapytała z nadzieją. 

– Może – odparł. 

– A więc nie zrezygnowałeś tak zupełnie z marzeń – powiedziała szybko. 

– Tak zupełnie nie. Ale na razie zamierzam działać powoli. 

– Ja też – uśmiechnęła się do niego. 

Tak, pomyślała, gładząc Figara. Ja też. 

Gdy przyjechali Treg i Ben, Amy i Daniel gawędzili, przygotowując poranną 
paszę. 

Amy zauważyła, że Treg przygląda się im zaskoczony. 

– Daniel nie wygląda już na takiego zrozpaczonego – powiedział Treg, gdy 
zostali sami. 

– Nie wygląda – potwierdziła. 

O dziewiątej Daniel pojechał do Green Briar. Wrócił po godzinie z wiadomością, 
że przyjął posadę. 

– Kiedy Val Grant usłyszała o tym, że skakałem, od razu chciała mnie przyjąć – 
powiedział Daniel do Amy, która wyszła mu na spotkanie. – Chyba planuje 
rozwój stadniny w dziedzinie skoków. Dała mi tę pracę bez wahania. 

Amy nie była zachwycona tą perspektywą, ale zmusiła się do uśmiechu. 

background image

– Gratulacje – powiedziała. – Przynajmniej będziesz blisko – dodała, próbując 
znaleźć coś pozytywnego w całej tej sytuacji. – Możesz odwiedzać nas, kiedy 
tylko będziesz chciał. 

– Niech mnie tylko ktoś spróbuje powstrzymać – zażartował. – A kto wie, może 
pewnego dnia uda mi się przekonać Val Grant do metod stosowanych 
w Heartlandzie. 

– Akurat! – zaśmiała się Amy. 

– Amy, dziękuję za wszystko – powiedział z uśmiechem. – Jesteś naprawdę 
wspaniałym przyjacielem. 

– Przepraszam, że nakrzyczałam na ciebie wczoraj wieczorem – westchnęła. – 
Nie byłam zbyt delikatna. 

Daniel zaśmiał się. 

– Ktoś mi to musiał powiedzieć. Tak czy inaczej, sądząc po tym, jak skacze 
Piorun, pewnie będziemy się spotykać w weekendy na konkursach. Jeszcze 
trochę i zaczniecie wygrywać je wszystkie. 

– Nawet o tym nie marzę – powiedziała Amy, po czym zerknęła na zegarek. – 
Muszę iść się przebrać, o wpół do jedenastej jedziemy na cmentarz – wyjaśniła 
i spojrzała na Daniela. – Chcesz jechać z nami? 

Chłopak potrząsnął przecząco głową. 

– Dziękuję za propozycję, ale czuję, że mi nie wypada. 

Amy rozumiała, co ma na myśli. W końcu w ogóle nie znał jej mamy. 

– Jasne – odparła. – W każdym razie ja idę się przebrać. 

Weszła na górę i już wyciągała z szafy odświętną, szarą spódniczkę, kiedy nagle 
zatrzymała się w miejscu. Mama wcale nie chciałaby, żebyśmy się przebierali, 
pomyślała. Wolałaby nas w codziennych strojach. Odłożyła spódnicę 
na miejsce, założyła z powrotem dżinsy i przeszła korytarzem do pokoju siostry. 

– Ja się nie przebieram – powiedziała, kiedy Lou otworzyła jej drzwi. 

– Dlaczego? – Lou nie kryła zaskoczenia. 

background image

– Bo mama wcale by tego nie chciała. Chciałaby żebyśmy wyglądali tak, jak nas 
zapamiętała. 

– Masz rację – uśmiechnęła się Lou. 

Dwadzieścia minut później Amy stała z rodziną i przyjaciółmi przy grobie mamy. 

Dziadek przywitał wszystkich, a potem odczytał ten sam wiersz, który Amy 
czytała prawie rok wcześniej. Kiedy słowa wypełniły powietrze, a lekki wiatr 
rozwiał jej włosy, Amy przypomniała sobie indiańskie powiedzenie, który 
Huten, znajomy mamy, wypowiedział jakiś czas temu: Nie ma śmierci, tylko 
zmiana światów. 

Mamy już nie ma, uświadomiła sobie nagle Amy. Ale jej duch żyje. We mnie – 
we wszystkim, co robię. 

Dziadek zamilkł i Amy zrozumiała, że skończył czytać. Wszyscy zaczęli się powoli 
rozchodzić. 

– Wracamy do domu, kochanie? – zapytał dziadek, podchodząc do niej. 

– Mogę zostać tu na chwilę sama? – zapytała. 

– Oczywiście – odparł i pocałował ją w czoło, a potem podszedł do Lou, objął ją 
ramieniem i razem poszli na parking. 

– Dasz sobie radę? – Treg ścisnął jej rękę. 

Skinęła głową w odpowiedzi. Poczekała, aż zostanie sama, a kiedy zrobiło się 
cicho, uklęknęła przy grobie. Mamo, szepnęła. Chyba rozumiem. Muszę 
wykorzystywać zdolności, które posiadam. Będę pomagać wszystkim koniom, 
jakie napotkam, zdrowym i chorym. I będę brać udział w zawodach. I kto wie – 
może będę taka, jak ty. 

Przymknęła powieki. Wiatr tak delikatnie dotknął jej włosów, że wyobraziła 
sobie, iż jest to pocałunek mamy. 

Chwilę później otworzyła oczy i dotknęła kamienia na grobie. Odkąd odeszłaś, 
mamo, świat się zmienił. Ale wiem, że jesteś ze mną, cokolwiek robię. Będę 
kontynuować twoją pracę, obiecuję. 

 

background image

 

Zapowiedź części 11. 

„Szczera prawda” 

  

  

Piorun był spokojny, patrzył pogodnie i nie wyglądał na zmęczonego 
weekendowymi zawodami. Amy wyprowadziła go z boksu, szybko 
wyszczotkowała, osiodłała i zabrała na wybieg. Starała się zawsze, by pierwszy 
trening po zawodach był mniej męczący, więc najpierw pozwoliła mu biec 
własnym tempem. Dopiero po chwili zaczęła ściągać i popuszczać lejce, żeby 
poruszał się płynnie. Wcale nie było po nim widać śladów sobotniego wysiłku. 

– Dobry konik – pochwaliła go i zwolniła. Objechała wybieg na długich wodzach, 
zachęcając Pioruna, by rozciągał mięśnie szyi. W pewnej chwili zauważyła, 
że w jej stronę idzie Treg. Pomachała mu radośnie. 

– Amy! – zawołał chłopak. – Masz gościa... 

Nie musiał tego mówić. Amy dostrzegła już idącą za nim osobę – do wybiegu 
zbliżała się właśnie Ashley Grant. Już widzę ten jej ton pełen wyższości, 
pomyślała Amy i podjechała do bramy. 

– A więc jednak miałaś mój bicz – uśmiechnęła się Ashley. 

– Tak. Przepraszam cię. To było nieporozumienie – wyjaśniła sztywno Amy. – 
Ben go podniósł, a ja znalazłam dzisiaj rano w przyczepce. 

Zrobiła pauzę, oczekując sarkastycznego komentarza, ale... 

– Nie ma sprawy – powiedziała Ashley beztrosko. – I tak przecież nie jeżdżę 
od kilku dni. Za to widzę, że ty już z powrotem na Piorunie. 

– Tak – powiedziała ostrożnie Amy. Do czego ta Ashley zmierza?, pomyślała 
i ześlizgnęła się z grzbietu konia. 

– Ależ nie przeszkadzaj sobie – powiedziała szybko Ashley. – Ja chętnie 
popatrzę, jak z nim pracujesz. 

background image

– W zasadzie już skończyłam – odpowiedziała Amy z wymuszonym uśmiechem. 

Otworzyła bramę i wyprowadziła Pioruna z wybiegu. Był spokojny, tylko 
postawił po sobie uszy. Amy spodziewała się, że Ashley odejdzie, ale ta uparcie 
szła obok Pioruna i go chwaliła. 

– Wygląda na zrelaksowanego – zauważyła. – To dziwne, bo jest po treningu. 

Amy spojrzała na Ashley i zmarszczyła czoło. 

– Taka jest idea – powiedziała. – Po zawodach powinien łagodnie wracać 
do codziennych ćwiczeń. A jak niby miałoby być? 

Ashley wzruszyła tylko ramionami. Amy popatrzyła wyczekująco na koleżankę. 
Dlaczego ona tak uparcie idzie z nami? Co ją tu sprowadziło? Wizyty Ashley 
należały do rzadkości – nawet jeśli miała wymówkę w postaci bicza. Na pewno 
coś się za tym kryje. Tylko co? 

– Kto ćwiczy z Magikiem, skoro ty nie jeździsz? – zapytała, rozpinając popręg 
Pioruna. 

Ashley zapatrzyła się na podjazd. 

– Pewnie moja mama – odparła. 

– Na zawodach był dość zdenerwowany – kontynuowała Amy. 

– Dziękuję bardzo za informację, ale nie musisz mi tego przypominać – 
dziewczyna odpowiedziała lodowatym tonem. 

– Chciałam tylko zapytać, jak się miewa – rzuciła Amy niecierpliwie. – Kiedy 
znowu wsiądziesz na jego grzbiet? Wkrótce powinien się już nadawać do jazdy. 

Zdjęła siodło i popatrzyła na Ashley. Dziewczyna unikała jej wzroku. 

– Nie będę już na nim jeździć – powiedziała dziwnym głosem. 

– Co? – zdumiała się Amy. – Nie będziesz jeździć? Dlaczego? Przecież lekarze ci 
pozwolili, prawda? 

Ashley odwróciła się powoli i, ku zdumieniu Amy, ukazała drżące wargi i oczy 
pełne łez. – Magik od kilku tygodni zachowuje się fatalnie – przyznała trzęsącym 
się głosem. – Mama twierdzi, że to moja wina, że to wszystko przez moją jazdę. 

background image

I dlatego teraz sama na nim pracuje, a potem zamierza znaleźć kogoś innego, 
kto zajmie moje miejsce w klasie Junior Jumpers. 

Amy była zszokowana. Przypomniała sobie pięknego ogiera o wspaniałej 
postawie i szlachetnym pysku. A potem wyobraziła sobie, jak jeździ na nim Val 
Grant i tłamsi tak, że znika cała jego szlachetność! Aż się zatrzęsła z oburzenia. 
Szkoda tego konia! Po raz pierwszy zrobiło jej się też żal Ashley – i sama się 
z tego powodu zdziwiła. 

– A poprawił się od soboty? – zapytała. 

– Nie wiem – powiedziała Ashley, odzyskując szybko równowagę. – Mama mnie 
do niego nie dopuszcza. 

Amy ruszyła, żeby odnieść siodło. 

– Wcale się nie dziwię, że tak się zachowuje w tym wędzidle – rzuciła przez 
ramię. 

Ashley poszła za nią, a kiedy Amy układała siodło, oparła się o drzwi siodlarni. 

– Naprawdę sądzisz, że to przez wędzidło? – zapytała. 

– Sprzęt do kiełznania koni może pomagać zwalczyć pewne zachowania, ale 
nigdy nie leczy problemu. 

– Może w takim razie powinnam to zmienić – mruknęła Ashley prawie 
niesłyszalnie. 

– Podobno nie możesz na nim jeździć. 

Na twarzy Ashley pojawiła się dziwna mina. Wyglądała jakby jednocześnie była 
zdenerwowana, zdeterminowana, ale i dość tajemnicza. Dziewczyna poprawiła 
nieskazitelne pasmo włosów za uchem i popatrzyła Amy prosto w oczy – Muszę 
coś z tym zrobić – odparła. – Magik to mój koń. Czuję się za niego 
odpowiedzialna. Kiedy do nas przyjechał był idealny... Chcę, żeby znów taki był. 
Bo wiesz – on na to zasługuje. 

To wyznanie było dla Amy sporym zaskoczeniem. Ashley sprawiała wrażenie, 
jakby rzeczywiście przejmowała się Magikiem. Takiej Ashley jeszcze nie znała. 
Dziewczyna nigdy nie zżywała się z końmi, na których jeździła – miewała 

background image

po prostu idealne kuce, bez charakteru, za to posłuszne w każdym calu. Może 
Magik był inny... 

– Co zamierzasz zrobić? – zapytała ostrożnie, podnosząc wiaderko ze sprzętem 
do czyszczenia, a przy tym rzuciła koleżance ukradkowe spojrzenie. Ashley 
nadal miała dziwny wyraz twarzy. 

– Zamierzam na nim jeździć, kiedy mama nie będzie widzieć – odparła. – Muszę 
jej udowodnić, że mogę wydobyć z niego to, co najlepsze. Nie chcę go stracić. 

Amy wyszła z siodlarni i weszła do boksu Pioruna. Zaczęła czyścić go równym 
ruchami. 

– W jaki sposób to zrobisz? 

Ashley obdarzyła ją słodkim, cukierkowym uśmiechem. 

– Właśnie miałam cię o to zapytać – powiedziała. – Prawdę powiedziawszy, 
zastanawiałam się, czy ty byś mi nie pomogła…