background image

Spis treści

Przedmowa ... 7

O potrzebie filozofii w codzienności ... 8

Tworzenie siebie ... 12

Niepowtarzalne chwile ... 1

Dystans do siebie ... 21

Nieporozumienia wokół wolności ... 24

Czynnik destrukcyjny ... 30

Przemoc ... 33

Zwierzęta  ... 36

Człowiek  – istota aspołeczna  ... 39

Manowce ... 41

Miłość erotyczna ... 44

Odrodzenie wewnętrzne ... 0

Ostrożnie z modą ... 4

Smakowanie codzienności ...6

Nadwrażliwa psychika ... 8

Aptekarze i magiczne leczenie ... 61

Nałogi ... 69

Życzliwość  ... 72

Refleksje słoneczne ... 74

Przeciw wygodzie ... 76

Nadzieja ... 78

Ucieczka przed sobą ... 81

Upadek ... 84

Twórczy niepokój ... 87

Aprobata siebie ... 90

Pośpiech ... 92

background image

6

Smak zemsty ... 94

Uczciwość ... 96

Nawyki ... 98

Wiarygodność ... 101

Niszczenie talentów ... 104

Pozytywna anormalność ... 107

Myśli ... 110

Poziomy uczuć ... 113

Korozja słowa ... 120

Nadmiar racjonalizmu ... 126

Irracjonalizm w polityce ... 129

Pokój ... 133

Inny ... 13

Wyznania religijne ... 140

Sny ... 143

Niezaspokojenie ... 146

Wątpliwości ... 11

Rozmowy ... 17

Rywalizacja ... 19

Poszukiwanie wroga ... 162

Wypada – nie wypada ... 166

Słabość jako siła ... 168

Rozkwit cywilizacji ... 171

Konfucjusz i taniec ... 177

Poczucie bezpieczeństwa ... 183

Edukacja w XXI wieku ... 186

Niezbędność ideałów ... 19

Braterstwo z roślinami i zwierzętami ... 200

W opozycji  do neoliberalizmu ... 203

background image

7

Przedmowa

Niniejsza książka jest kolejną z zakresu filozo-

fii  codzienności,  by  wymienić  spośród  wydanych 
poprzednio  „Odcienie  codzienności”,  „Twórcze 
niepokoje  codzienności”,  „Filozofia  codzienności 
w  rzeczywistości  neoliberalnej”,  „Zagubieni  w  co-
dzienności”, „Za horyzontem”. Jej fragmenty zosta-
ły napisane  w mojej nałęczowskiej kawiarni - galerii 
sztuki „Ewelina”.

Filozofia ma znaczenie zarówno teoretyczne, po-

znawcze, jak również praktyczne. Dzięki niej można 
odnaleźć sens własnego życia.

Filozofowie rozmaitych epok byli zdania, że wła-

dza  w  państwie  powinna  należeć  do  jednostek  po-
nadprzeciętnych, bowiem sprzeczne z przyzwoitoś-
cią jest podleganie osób mądrzejszych głupcom, czy 
na przykład osobom poszukującym w sprawowaniu 
władzy  zaspokojenia  własnych  interesów.  Zgłębia-
nie  filozofii  służy  mądrości,  której  brak  w polityce 
jest dotkliwie odczuwany.

Społeczeństwo składa się z jednostek różniących 

się między sobą. Człowiek przeciętny jest z reguły 
zadowolony  z  siebie  i  traktuje  własną  przeciętność 

background image

8

jako normę. Wykształcenie, co należy dodać, nie jest 
wskaźnikiem  ponadprzeciętności.  Wyraża  się  ona 
w szerokich  horyzontach  myślowych,  rozbudowa-
nej  wyobraźni,  wielkiej  wrażliwości,  wysokim  po-
ziomie  rozwoju  uczuć  oraz  twórczym  stosunku  do 
siebie  i świata.  Jednostki  nieprzeciętne  znamionuje 
także mądrość i zespolona z nią życzliwość wobec 
rozmaitych punktów widzenia.

background image

9

O potrzebie filozofii           

w codzienności

Filozofię ceniono o wiele wyżej w poprzednich 

epokach  niż  obecnie.  Początkowo  filozofia  była 
wszechnauką. W starożytnej Grecji stanowiła zara-
zem wyraz mądrości. 

Czasy specjalizacji spowodowały, że wykształ-

cenie nie prowadzi w sposób konieczny do mądro-
ści oraz jej nie gwarantuje. Jak napisał Jan Stępień 
w jednym ze swoich aforyzmów, mamy wiele osób 
wykształconych i coraz mniej oświeconych. Potęgu-
je ten stan rzeczy przypisywanie większego znacze-
nia  statusowi  materialnemu  niż  temu,  co  człowiek 
reprezentuje w wymiarze duchowym. 

Narasta coraz mocniej zainteresowanie pogląda-

mi ludzi przeciętnych – zamiast stanowiskiem osób 
odznaczających  się  wysokim  poziomem  rozwoju 
wewnętrznego i zarazem kultury osobistej. Poglądy 
większości społeczeństwa nie powinny być wiążące 
dla tych, którzy poszukują własnej drogi. 

Wpływ  mediów  oraz  sprawowanie  władzy  po-

litycznej  nie  przez  wybitne  indywidualności,  przy-
niosło  jako  skutek  oddziaływanie  tego,  co  myśli 
przeciętny  człowiek.  W  rezultacie  funkcjonują 
w społeczeństwie poglądy większości, chociaż wia-
domo,  że  liczba  osób  wyrażających  jakiś  pogląd 
nie czyni go tym samym godnym szerzenia i na-
śladowania.
  We  współczesnych  społeczeństwach 
europejskich i amerykańskich miejsce filozofów za-
jęli socjologowie. Zatem odciskają się na świadomo-

background image

10

ści społeczeństwa poglądy osób nie tworzących elity 
duchowej.

Dziś, pod wpływem amerykanizacji, przestało się 

przywiązywać wagę do kształtowania światopoglą-
du, w tym własnej hierarchii wartości. Większe zna-
czenie przypisuje się obecnie zachowaniu człowieka, 
jego przedsiębiorczości niż rozwojowi duchowemu, 
to  znaczy  intelektualnemu  oraz  rozwojowi  uczuć, 
wyobraźni i wrażliwości. Filozofia nie jest pomocna 
w wyrabianiu zaradności życiowej, bo wzmaga wąt-
pliwości i skierowuje uwagę ku sprawom wprawdzie 
istotnym, ale niecenionym przez dzisiejszych mene-
dżerów i organizatorów życia publicznego. 

Filozofia, wyłączając pozytywizm i neopozyty-

wizm, skierowuje uwagę ku ideałom. Budzi zastano-
wienie nie tylko nad istotą zjawisk otaczającego nas 
świata, ale także każe się zastanawiać nad światem 
takim, jakim on być powinien. Skłania do wyrywania 
się z bierności i odważnego przekładania poglądów 
na czyny. Wytycza drogowskazy. Filozofia skłania 
do pytania czy możliwe jest poznanie świata w któ-
rym żyjemy, bowiem mamy ograniczone możliwości 
poznawcze. Na gruncie filozofii europejskiej rysuje 
się więc wyraźna cezura

 

między wiedzą a wiarą. 

Zachwyceni  rozwojem  cywilizacji,  która  nota-

bene  nas  rozleniwia  i  niszczy  świat  przyrody,  nie 
zdajemy  sobie  wyraźnie  sprawy  z  tego,  że  żyjemy 
także w wielkich czasach filozofii. Przeniknięte ra-
cjonalizmem systemy filozoficzne są równoważone 
stanowiskami  filozoficznymi  głoszącymi  irracjona-
lizm. Fryderyk Nietzsche przeprowadził krytykę ra-

background image

11

cjonalizmu  sokratejsko-kartezjańsko-heglowskiego 
wykazując ograniczenie poglądu uznającego rozum 
jako jedyne źródło prawdziwej wiedzy. Egzystencja-
lizm dokonał przewrotu, czyniąc istnienie człowieka 
–  nie  zaś  naszą  istotę  –  przedmiotem  dociekań  fi-
lozofii. New  Age  podkreśla  rolę  intuicji  w  zgłębia-
niu wiedzy o człowieku. Jesteśmy nie tylko cząstką 
ludzkości, ale także Kosmosu na równi z roślinami 
i zwierzętami.

Skoro rodzimy się jako istoty wolne, więc nie-

zbędne  staje  się  uzyskanie  wiedzy  o  rozmaitych 
systemach  wartości,  by  móc  ukształtować  własny 
światopogląd. Oczywiście nie każdy studiuje filozo-
fię, ale dzieła literackie przybliżają okruchy wiedzy 
filozoficznej.

background image

12

Tworzenie siebie

 Przychodząc na świat mamy w sobie rozmaite 

talenty i możliwości nie tylko nie wykrystalizowane, 
ale nawet nieuświadomione. Stan  samowiedzy osią-
ga się później i stopniowo.

Na każdego człowieka oddziaływają cechy dzie-

dziczne,  środowisko  oraz  –  jak  to  określa  w  teorii 
dezyntegracji  pozytywnej  Kazimierz  Dąbrowski 
– czynnik trzeci. Jest to czynnik zależny od każde-
go z nas. Ten autonomiczny element w kształtowa-
niu  własnego  człowieczeństwa  wiąże  się  ze  samo-
świadomością. Pojawia się ona w rozmaitym wieku 
w życiu jednostek.

Proces poznawania siebie przez siebie nie ma kre-

su i powinien trwać przez całe nasze życie. Poznaje-
my siebie przede wszystkim w sytuacjach skrajnych. 
Są  one  trudne,  ale  przynoszą  zarazem  możliwość 
zdobycia  wiedzy  o  sobie.  Na  ogół  bowiem  mamy 
pozytywne wyobrażenia o właściwościach naszego 
charakteru. Sprawdzianem takiej oceny może być je-
dynie jakaś skrajna, graniczna sytuacja.

Nie  należy  poprzestawać  na  wiedzy  o  sobie. 

Poznawanie siebie powinno się przyczynić do zary-
sowania  obrazu  siebie  udoskonalonego.  Oceniając 
własne ja krytycznie, powinniśmy zmierzać do prze-
zwyciężania  tego,  co  sami  oceniamy  negatywnie. 
Przedstawiciele  nauki  jaką  jest  higiena  psychiczna 
twierdzą,  że  przejawem  zdrowia  psychicznego  jest 
zdolność do rozwoju w kierunku ideałów, Dotyczy to 
zarówno życia jednostek, jak i społeczeństw, a więc 

background image

13

przekształcanie charakterologiczne i światopoglądo-
we są pożądane, ale pod warunkiem ich autentyzmu. 
Konformizm, a więc wyrzekanie się własnych poglą-
dów dla korzyści, degraduje daną jednostkę.

Skoro  po  urodzeniu  się  jesteśmy  jedynie  za-

lążkiem człowieka, to spada na nas obowiązek po-
głębiania  i  poszerzania  nie  tylko  świadomości,  ale 
również podnoszenia na wyższy poziom naszej uczu-
ciowości. System edukacyjny jest nastawiony u nas 
głównie na rozwój sfery intelektualnej. Sfera uczuć, 
doznań, problem kształtowania charakteru, a w tym 
siły woli oraz wyobraźni, nie są przedmiotem zain-
teresowania i zabiegów edukacyjnych. A sfera uczuć 
i  wrażliwości  nie  powinna  być  deprecjonowana  na 
rzecz  kształtowania  sfery  intelektualnej.  Problem 
jest istotny, ponieważ poziom reakcji uczuciowych, 
wrażliwość  oraz  wyobraźnia  w  większym  stopniu 
decydują  o  człowieczeństwie  niż  poziom  rozwoju 
intelektualnego.

Żyjemy w kulturze europejskiej, która kultywuje 

rozum. Funkcjonuje pogląd, że namiętności i uczu-
cia  mają  być  podporządkowane  nakazom  rozumu. 
Pogląd o sile rozumu i trafności jego rozstrzygnięć 
jest  powszechny  w  naszej  kulturze  europejskiej. 
Tego  punktu  widzenia  nie  zachwiał  nawet  rozkwit 
kultury  masowej.  A  wiadomo,  że  manipuluje  ona 
świadomością  człowieka.  Nie  ma  wątpliwości,  że 
trudniej jest manipulować uczuciami niż rozumem. 
Jednak prądy wskazujące na intuicję jako źródło po-
znania oraz odwołujące się bardziej do uczuć niż do 
rozumu, należą w Europie do nielicznych.

background image

14

Współczesna  psychologia  wykazała,  że  nie  ma 

stanów psychicznych wolnych od obecności uczuć. 
Niepodważalny też jest fakt, że reagujemy uczucio-
wo na wszelkie przejawy życia. To uczucia skiero-
wują nas ku czemuś albo od czegoś odwodzą.

Spoczywa na nas obowiązek poznawania siebie 

oraz kształtowania własnych cech indywidualnych. 
Istotne znaczenie ma także odnalezienie w sobie osta-
tecznego  punktu  oparcia.  Wymaga  to  umiejętności  
zaaprobowania w jakieś mierze siebie. Aprobowania 
siebie nie należy mylić z narcyzmem, z zachwytem 
dla rzekomej własnej doskonałości.

Aprobata siebie przez siebie powinna w proce-

sach  samowychowania  odgrywać  o  wiele  bardziej 
znaczącą  rolę  niż  troska  o  aprobatę  ze  strony  in-
nych. Wychowuje się nas w nakazie przystosowania 
do otoczenia, ale ten, kto uzyskuje wyższy poziom 
świadomości wie, że tylko droga buntu wobec obie-
gowych  poglądów  i obyczajów  może  doprowadzić 
do wykrystalizowania cech indywidualnych.

background image

1

Niepowtarzalne chwile 

Nic w życiu się nie powtarza. Każda chwila ma 

swój  nastrój.  Nawet  upragnione  wyznanie  miłości 
inaczej odbiera się w rozmaitych momentach życia. 
I to  nie  dlatego,  że  tak  radykalnie  się  zmieniliśmy. 
Nastrój wywołany zmiennymi okolicznościami i na-
szym wewnętrznym nastawieniem decyduje o tym, że 
to samo przeżywamy inaczej. Wyobraźnia też zmie-
nia się w rozmaitych momentach naszego życia. 

Często marnotrawimy czas, skierowując uwagę 

na sprawy błahe. Nie wykorzystujemy chwil, które 
już nie powrócą. Na ogół nie zastanawiamy się nad 
tym, czym jest czas. Interesujący jest pogląd Kanta, 
który twierdził, że czas występuje tylko i wyłącznie 
w ludzkim świecie. Traktował go jako sposób budo-
wy ludzkich zmysłów. Pogląd ten stał się inspiracją 
dla Einsteina i jego teorii względności.

Pośpiech, w którym często żyjemy, nie rodzi się 

ze  świadomości  upływu  czasu,  ale  z  niecierpliwo-
ści współczesnego człowieka i jego pazerności. Nie 
wszyscy  chcą  ją  w  sobie  pohamować,  ale  zdarzają 
się jednostki obdarzone naturą refleksyjną. Niektóre 
spośród nich konstatują po latach, że czas nie płynie; 
ich  oczekiwania  i  cele  życiowe  pozostają  niezmie-
nione przez lata. Świadczy to o kultywowaniu nie-
zmiennie tych samych wartości. 

Wszystko, co nas żywotnie obchodzi przebiega 

w czasie.  Jego  upływ  powinien  skierowywać  naszą 
uwagę szczególnie na chwilę, która trwa. Sensowne 
jest  zanurzanie  się  w  teraźniejszości,  która  stanowi 

background image

16

zresztą zarzewie przyszłych chwil; z przeszłymi war-
to się rozstawać. Rozpamiętywanie tego, co przemi-
nęło, przesłania smak chwil obecnych i zabiera ener-
gię, którą powinno się dziś wykorzystać dla nowych 
celów.

Działanie  czasu  w  życiu  człowieka  szczegól-

nie wyraźnie zilustrował Bergman w  filmie „Tam, 
gdzie rosną poziomki”. Nie każdy zdaje sobie spra-
wę  z upływającego  czasu.  Ale  należy  wziąć  pod 
uwagę,  że  upływ  czasu  przynosi  poczucie  bezpie-
czeństwa  jeżeli  doznajemy  nieprzemijających  wię-
zów przyjaźni. Z osobami, które można zaliczyć do 
grona  tzw.  bratnich  dusz,  spotykamy  się  nieraz  po 
latach, podejmując rozmowę jak gdyby przed chwilą 
przerwaną. 

Upływ  czasu  zaspokaja  ciekawość.  Przyszłość, 

która  nadchodzi  przynosi  nieraz  niespodzianki  na 
miarę naszej wyobraźni i oczekiwań. 

Umiejętność  wykorzystywania  bezpowrotnie 

przemijających  chwil  mają  osoby  o  wyostrzonej 
wrażliwości, wyobraźni i dużej uczuciowości. A tak-
że ci, którzy nie stracili zdolności do dziwienia się 
światem i nie traktują tego, co się zdarza w sposób 
pozbawiony entuzjazmu. 

Teraźniejszość nie powraca. Duże wrażenie wy-

warła  na  mnie  sztuka  teatralna  Becketta  w  której 
zwierciadłem dla bohatera stały się taśmy z utrwa-
loną przez niego własną przeszłością. Podobną rolę 
pełnią niektóre fotografie. Patrząc na nie, zdarza się, 
że mamy poczucie obcości wobec utrwalonego obra-
zu siebie i naszych gestów.

background image

17

Upływający czas staje się mniej zauważalny dla 

osób,  które  nie  mają  dzieci.  Natomiast  nabiera  fo-
toplastikonowej wyrazistości, gdy ktoś spogląda na 
dorastające dzieci, wnuki, prawnuki. Uosabiają czas, 
który minął. Dzieci zmieniając się w osoby dorosłe 
wywołują refleksje o przemijaniu. Wzbudzają w ro-
dzicach i dziadkach nadzieję na zastępcze spełnienie 
niespełnionych własnych oczekiwań. Ale jest to ilu-
zja.

Od  wieków  toczą  się  dyskusje  na  temat  czasu. 

Formułowane  są  nowe  teorie  czasu,  ale  nie  wyjaś-
niają  jednoznacznie  jego  istoty.    Nie  zmieniają  też 
odczucia, że to, co ma istotne znaczenie dla człowie-
ka przebiega w czasie.

Są  filozofowie  głoszący,  że  świat  pozostaje 

w bezruchu,  nie  podlega  żadnym  zmianom,  nato-
miast  czas  to  złudzenie  naszych  zmysłów.  Głosił 
ten  pogląd  na  przykład  Parmenides  w  starożytno-
ści. Platon przyjmując istnienie świata idei i uznając 
go za świat doskonały twierdził, że jest on wieczny 
i niezmienny. Czas i zmienność zdaniem tego filozo-
fa zaznaczają się w świecie, który stanowi zaledwie 
cień świata idei. W tym świecie niedoskonałym, po-
znawanym przy pomocy zmysłów, materialnym,  za-
znacza się oddziaływanie czasu. 

Kant  –  którego  teoria  wpłynęła  inspirująco  na 

Einsteina  –  twierdził,  że  czas  występuje  jedynie 
w ludzkim  świecie.  Czas,  to  element  budowy  na-
szych  zmysłów,  czysty  ogląd  jak  to  nazywa  Kant. 
Czas  sprawia,  że  człowiek  ujmuje  wrażenia,  wy-
wołane  w  nas  przez  niepoznawalny  świat  rzeczy 

background image

18

samych w sobie, jako następujące po sobie. Filozof 
ten przyjmował istnienie innych istot rozumnych niż 
człowiek  i  czas  jego  zdaniem  stanowi  szczególną 
właściwość ludzkiego sposobu poznawania. 

Czas ma wymiar indywidualny, to znaczy różni-

my się między sobą w sposobie przeżywania i wy-
korzystywania  czasu.  Na  ogół  upływ  czasu  budzi 
niepokój, a nawet grozę, wywołuje załamania psy-
chiczne,  wznieca  myśl  o  kresie  istnienia,  a  nawet 
obezwładnia. Ale świadomość upływu czasu powin-
na działać odwrotnie, to znaczy wywoływać chęć in-
tensyfikowania doznań oraz działań. Wszak w tych 
samych  jednostkach  czasu  można  więcej  przeżyć! 
Może nastąpić  swoista multiplikacja naszego istnie-
nia pod warunkiem, że zdobędziemy się na właściwy 
stosunek do mijającego czasu.

Nie każdy z nas ma wyraziste poczucie przemi-

jania. Dobroczynne znaczenie upływu czasu zawie-
ra się w tym, że sprzyja on procesowi poznawania 
siebie przez siebie. Poza tym w miarę upływu czasu 
uczymy się uniezależniać od poszukiwania aprobaty 
dla siebie w innych ludziach – na rzecz poszukiwa-
nia aprobaty siebie w sobie. W miarę upływu czasu 
rodzi  się  siła  psychiczna  pozwalająca  na  nieulega-
nie presji społeczeństwa, w tym rodziny. Działanie 
czasu może umacniać nas w dokonanych wyborach 
życiowych. 

Nonsensem  jest  rozważanie  czasu  minionego 

i czynienie  sobie  wyrzutów  z  powodu  wadliwych 
wyborów  dokonanych  w  przeszłości.  Krzywdzimy 
siebie  tak  postępując,  bowiem  dziś  nie  pamiętamy 

background image

19

naszych  stanów  emocjonalnych  i  nastroju  oraz  do-
znań, które towarzyszyły nam, gdy podejmowaliśmy 
kiedyś  decyzje.  Nonsens  opłakiwania  naszych  rze-
komych pomyłek zawiera się w tym, że dziś jeste-
śmy nieco inni niż wczoraj. 

Upływ czasu prowadzi niejednokrotnie do odna-

lezienia w sobie nowych możliwości, a w tym talen-
tów. Są twórcy, którzy dopiero po siedemdziesiątym 
roku odkryli swój talent. 

Upływ czasu może doprowadzić do ukształtowa-

nia bogatszego poglądu na świat niż ten, który mie-
liśmy mając lat dwadzieścia lub trzydzieści. Upływ 
czasu  bywa  dobrodziejstwem  także  z  tego  punktu 
widzenia, że przemijają te przeżycia i doznania, któ-
re wywołały w nas głębokie cierpienia. 

Wzmożona świadomość upływu czasu, to zarze-

wie  twórczych  wysiłków  dotyczących  rozmaitych 
obszarów  istnienia,  w  tym  relacji  człowiek-czło-
wiek.

Niestety, nie koncentrujemy wystarczająco uwa-

gi na czasie, który jest i bezpowrotnie przemija. Po-
czucie czasu teraźniejszego oddał wspaniale Proust 
w  powieści  „W  poszukiwaniu  straconego  czasu”. 
Doznania o ile nauczymy się przywiązywać znacze-
nie do nich, osadzają nas w teraźniejszości. One są 
zdolne  zatrzymać  czas.  W  tym  odczuwaniu  teraź-
niejszości pomocna jest wyobraźnia – niedoceniany 
czynnik życia psychicznego.

Powtarzalność  zjawisk  w  czasie,  by  wymienić 

imieniny, święta, sylwester – przynosi poczucie bez-
pieczeństwa. Zdarzenia te każdego roku powracają, 

background image

20

a więc są nieprzemijalne. Te dni mogą stać się oka-
zją do rozmowy ze sobą i zarazem momentem w któ-
rym możemy się odrodzić w znaczeniu rozpoczęcia 
wielu spraw od nowa. 

W płynności zdarzeń pragniemy znaleźć trwałe 

punkty odniesienia. Nasze dni nieutrwalone w formie 
zapisków,  czy  na  fotografiach,  niepokojąco  nikną. 
Ulotność chwil powinna prowadzić do ich utrwale-
nia. Wyobraźnia dodaje kolorytu temu, co przeminę-
ło. Fotografie zatrzymują czas, utrwalają to, co ist-
nieje zaledwie przez moment. W szczególny sposób 
zatrzymuje czas teraźniejszy zapomniany fotoplasti-
kon. Oglądane w nim fotografie poruszają zastygłoś-
cią gestów i wyrazów twarzy. Stare fotografie budzą 
zadumę także nad czasem teraźniejszym. 

Paradoks  naszych  czasów  zawiera  się  w  tym, 

że przedłuża się ludzkie życie, ale deprecjonuje się 
wartość ludzi sędziwych, czyli wiek mądrości. Nie 
można jej osiągnąć wcześniej. Właśnie upływ czasu 
sprzyja narastaniu mądrości. Z tego powodu ci, któ-
rzy decydują o życiu publicznym, a więc sędziowie, 
politycy,  powinni  być  ludźmi  sędziwymi.  W ple-
mionach  pierwotnych  ceni  się  ludzi  najstarszych. 
Oni wyznaczają drogowskazy młodszym. A ponadto  
upływ czasu jest niezbędny do tego, by wyzwalać się 
z uprzedzeń, schematów myślowych i stereotypów, 
których w XXI wieku nie szczędzi nam świat wirtu-
alny i świat polityków. 

background image

21

Dystans do siebie

W kulturze europejskiej przeważa pogląd o nad-

rzędnym  znaczeniu  rozumu.  Ma  on  pełnić  nie  tyl-
ko  istotną  rolę  w  poznawaniu  świata,  ale  także 
w kontaktach między ludźmi. Niemal każdy słyszał 
w dzieciństwie pouczenia, by panować nad emocja-
mi.  Wychowuje  się  nas  w  przekonaniu,  że  reakcje 
spontaniczne  należy  kontrolować.  Motywuje  się  to 
m.in. zasadami dobrego wychowania. 

Równowaga wewnętrzna jest zalecana jako stan 

pożądany. Stanowi ona rezultat kontroli rozumu nad 
uczuciami  i  doznaniami.  Ma  prowadzić  także  do 
wyważonych ocen odnoszących się do innych ludzi 
oraz zjawisk świata, w którym żyjemy. I tu powsta-
je problem, bowiem spontaniczne reakcje są o wiele 
bardziej szczere niż te zalecane, czyli poddane kon-
troli rozumu. Właśnie niejednokrotnie rozum wpro-
wadza  element  wyrachowania  do  kontaktów  mię-
dzyludzkich. 

Reakcje spontaniczne – będące wyrazem nieskrę-

powanych  rozmaitymi  względami  uczuć  i  doznań 
–  przypominają  nasze  zachowania  z  okresu  dzie-
ciństwa. Mając kilka lat w nieposkromiony sposób 
manifestujemy nasze odczucia i przeżycia, również 
sympatie  i  antypatie.  Tłumienie  ich  w  życiu  doro-
słym przynosi nieraz korzyści. Prowadzi do uznania 
kogoś za osobę dobrze wychowaną. Jednakże to, co 
stłumione, funkcjonuje w naszej psychice. Jesteśmy 
zdrowsi, gdy zarówno pozytywne, jak i negatywne 
doznania odważnie manifestujemy. 

background image

22

Witold Gombrowicz podkreśla w swoich dzien-

nikach,  że  człowiek  dorosły  jest  „podszyty  dzie-
ckiem” i to, co niedojrzałe i nieuładzone jest cenne. 
Wyraża więc pochwałę tego, co w nas autentyczne, 
spontaniczne  i  niepoddane  kontroli  rozumu.  Taki 
był  –  utrwalony  w  wielu  wspomnieniach  poetów 
i pisarzy okresu międzywojennego – Franciszek Fi-
szer,  który  żył  w  latach  1860-1937.  Nie  opubliko-
wał swoich poglądów filozoficznych, lecz wygłaszał 
je, prowadząc gorące dysputy w kawiarniach litera-
ckich  niepodległej,  czyli  międzywojennej,  Polski. 
Toczył polemiki, wpływając swoją spontanicznością 
inspirująco na pisarzy i artystów. Wywodów Fiszera 
– określanego mianem polskiego Sokratesa – słuchał 
z uwagą na przykład Reymont, czy Leśmian.

Spontaniczność  uczuć  i  doznań  stanowi  prze-

ciwwagę dla zbyt nikłego krytycyzmu rozumu, któ-
ry  ulega  modom,  czy  pseudoautorytetom.  Rozmai-
te, często sprzeczne poglądy próbują nas zniewalać. 
Dlatego  istotne  znaczenie  ma  umiejętność  dystan-
su wobec tego, co nie w pełni  przemawia do nas. 
Staramy się upodobnić do innych, ażeby zyskać ich 
aprobatę. Warto głosić poglądy niepopularne, ale za 
to autentyczne. Czyniąc tak, nie zgubimy niezawod-
nego oparcia, które każdy z nas powinien odnaleźć 
w  swoim  własnym  ja,  pohamowując  instynkty  na-
śladowcze. 

Próbujemy szukać oparcia w drugim człowieku, 

zabiegamy o aprobatę rodziny. Szukamy punktu od-
niesienia w rozmaitych instytucjach. Ale nawet dzie-
ci zawodzą rodziców i dziadków. 

background image

23

Spontaniczność nie wyklucza niezbędnej samo-

dyscypliny. Ta ostatnia wprowadza stan wewnętrz-
nej  równowagi.  Powinniśmy  mocno  przeżywać 
świat, ale jednocześnie bywa potrzebny dystans do 
siebie. Ma on tę zaletę, że osłabia siłę negatywnych 
przeżyć. Rozwinięty stan samodyscypliny prowadzi 
do tego, że niepostrzeżenie stajemy się psychotera-
peutą samych siebie. 

Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że żyjemy 

wśród ludzi, z ludźmi, przeciwko niektórym ludziom, 
przy kimś, czy z kimś. Te rozmaite relacje wymagają 
refleksji.  Mając  poczucie  niezależności  –  przyjem-
niej jest łączyć spontaniczność z samodyscypliną niż 
być ograniczanym przez kogoś. Kształtowanie siebie 
ma wiązać się ze świadomością powinności wobec 
samego siebie, a nie tylko wobec innych.

background image

24

Nieporozumienia wokół 

wolności

Wolność jest ideałem o tak wielkim znaczeniu, 

że od pokoleń oddawane jest za nią życie. Dążenie 
do niej jest zdolne przezwyciężyć nawet instynkt sa-
mozachowawczy. Rewolucje i powstania narodowe 
towarzyszą nam od wieków.

Jednakże  nie  wszyscy  myśliciele  twierdzą,  że 

człowiek  rodzi  się  jako  istota  wolna.  Nie  wszyscy 
twierdzą, że wolność jest niezbywalna. Funkcjonu-
ją  poglądy  w myśl  których  jesteśmy  zdetermino-
wani  cechami  dziedzicznymi  oraz  środowiskiem. 
Inni myśliciele twierdząc, że człowiek ma prawo do 
szczęścia  –  zarazem  uzasadniają  niezbędność  wol-
ności, bowiem szczęście ma wymiar indywidualny. 
W Europie od starożytności pojawiają się poglądy, 
które wolność utożsamiają z opanowaniem psychiki 
przez rozum, a więc swoista kontrola sfery emocjo-
nalnowolitywnej przez rozum ma zapewnić wolność 
w rozumieniu wyrugowania namiętności i uczuć.

Niewątpliwie wyrazem wolności jest tworzenie 

własnego poglądu na świat oraz możliwość  zgodne-
go z nim istnienia. Wolność wyraża się w możliwości 
dokonywania wyborów. Dotyczą one spraw wielkiej 
miary,  jak  również  spraw  drobnych,  codziennych, 
a jednak mających wpływ na nasze istnienie. Rezyg-
nacja z dokonywania wyborów sprawia, że inni za 
nas tego dokonają.

Jako istoty wolne nie musimy poszukiwać na-

kazów  regulujących  czynienie  użytku  z  wolności. 

background image

2

Chęć  nadania  naszym  wyborom  waloru  powszech-
ności powinna prowadzić do zmniejszenia niepoko-
ju związanego z pytaniem czy prawidłowo wybrali-
śmy. Wolność połączona z odrzuceniem autorytetów 
staje się zadaniem trudnym zwłaszcza, że wiąże się 
z  odpowiedzialnością.  Świadomość  wolności  jest 
warunkiem  poszukiwania  własnej  drogi  i  zarazem 
podstawą  protestu  wobec  manipulacji  przez  media 
świadomością człowieka.

W  Polsce  funkcjonuje  podział  na  wolność  od 

czegoś oraz wolność do czegoś, zaczerpnięty z dzieł 
Fromma.  Jednakże  wolni  od  czegoś  mogą  charak-
teryzować  się  pasywnością,  bądź  ostrożnością  tak 
wielką, że ten stan zwycięża chęć wolności ku cze-
muś. Uważam, że bardziej wyrazisty byłby podział 
na wolność zewnętrzną oraz wewnętrzną. Tę ostat-
nią  można  osiągnąć  także  w  stanie  zewnętrznego 
zniewolenia, by powołać jako przykład obozy jenie-
ckie, więzienia, czy państwo o ustroju totalitarnym, 
a więc narzucające wszystkim jeden światopogląd.

Pozornie każdy człowiek jest spragniony wolno-

ści. Wolność, to trudne zadanie. W swej większości  
poszukujemy „świętego spokoju”. Z natury wygod-
ni  –  wolimy  naśladowczo  przejmować  światopo-
gląd  najbliższych,  bądź  taki,  który  w  określonych 
warunkach  przynosi  wymierne  korzyści.  Konfor-
mizm, czyli wypieranie się własnego światopoglądu 
na rzecz opłacalnego jest zagrożeniem dla zdrowia 
psychicznego. Trud związany z poczuciem własnej 
wolności jest tak wielki, że powodzeniem cieszą się 
ruchy faszystowskie, na co zwrócił uwagę Fromm, 

background image

26

bowiem  uwalniają  one  jednostkę  od  konieczności 
dokonywania  wyborów.  Rozstrzygająca  jest  wola 
wodza, na którego ceduje się własną wolność.

Wolności ku czemuś, wbrew Frommowi nie na-

leży wyodrębniać, bowiem jest to integralny skład-
nik  wolności.  Mianowicie  człowiek  wolny  zawsze 
wykracza poza teraźniejszość, bowiem wolności po-
trzebne są drogowskazy.

Wolność  wymaga  wyrabiania  w  sobie  odwagi, 

by żyć zgodnie z nadaną jej treścią. Wolność wyma-
ga wiedzy o rozmaitych punktach widzenia, w tym 
o rozmaitych  światopoglądach,    ponieważ  inaczej 
nie ma między czym a czym wybierać. Wolność wy-
maga  wyobraźni,  która  podpowiada  rozmaite  spo-
soby  wykorzystania  wolności.  Pomocne  w  tym  są 
dzieła z zakresu literatury pięknej. Wolność wymaga 
też  krytycznej  oceny  przez  rozum  poglądów,  które 
są sugerowane przez media. Pomocną rolę powinna 
pełnić również nasza intuicja.

Wolność  wiąże  się  z  poczuciem  osamotnienia 

i niejednokrotnie  –  zagubienia.  Zdarzają  się  więc 
jednostki, które jedynie w marzeniach są wolne. Za-
pewne  od  pragnienia  wolności  silniejsza  bywa  po-
trzeba bezpieczeństwa,  a więc znalezienia aprobaty 
poprzez  przystosowanie  się  do  sposobu  myślenia 
i obyczajów większości.

Osiąganie wolności wewnętrznej jest procesem 

zespolonym  z  wychodzenia  z  „gorsetu”  popraw-
nych  poglądów,  czyli  poglądów  większości.  Ale 
historia kultury uczy, że mniejszość zawsze miała 
rację.

background image

27

Wolność wiąże się z tolerancją, bowiem bez niej 

niemożliwe  jest  respektowanie  wolności  drugiego 
człowieka. Człowiek wolny staje się tym, czym sie-
bie uczyni na co zwracali uwagę egzystencjaliści. 

Wolność  ekonomiczna  jest  obecnie  w  Europie 

szczególnie  ceniona.  Natomiast  brakuje  analogicz-
nych gwarancji prawnych dla wolności światopoglą-
dowej oraz obyczajowej. Do szczególnie cenionych 
obszarów  wolności  należy  wolność  religijna,  wol-
ność światopoglądowa, wolność w dziedzinie sztuki 
i literatury pięknej i wolność badań naukowych. Na-
rastające  procesy  migracji  doprowadzą  do  tego,  że 
ceniona stanie się wolność obyczajowa z uwagi na 
różnice kulturowe migrantów. Rzeczywista wolność 
w społeczeństwie wymaga neutralności światopoglą-
dowej państwa oraz rozdzielenia prawa i moralności. 
Nie znaczy to, że prawo ma być niemoralne lecz jego 
funkcją nie powinno być wcielanie w życie jednego 
spośród wielu poglądów moralnych. 

Wolność zewnętrzna bywa dana lub wywalczo-

na.  Wojny  określane  przez  filozofów  chrześcijań-
skich mianem sprawiedliwych mają właśnie na celu 
odzyskanie wolności przez państwo pozostające pod 
okupacją. Wyrazem dążenia do zewnętrznej wolno-
ści są też rewolucje oraz dążenia narodów do uzy-
skania  własnej  państwowości.  Niesienie  wolności 
zdarza się, że jest ukrytą formą dążeń imperialnych.  
Wolności zewnętrznej bywają spragnione nie tylko 
społeczności, ale także jednostki. Brak wolności ze-
wnętrznej  bywa  czynnikiem  wyzwalającym  twór-
czość  w  osobach  przebywających  w  więzieniu,  by 

background image

28

jako przykład podać dzieła Geneta, Maya, jak rów-
nież  polskiego  pisarza  czasów  międzywojennych 
Piaseckiego. 

Granice wolności są określone przez prawo, któ-

re karze czyny niedozwolone. Ale o wiele bardziej 
dokuczliwe jest ograniczanie wolności przez naciski 
obyczajowe.  Trwamy  w  absurdalnej  sytuacji,  bo-
wiem zachęcani jesteśmy do korzystania z wolności, 
a  jednocześnie  zdecydowana  większość  społeczeń-
stwa prowadzi podwójne życie. Rezygnuje pozornie 
z wolności, by sprostać oczekiwaniom otoczenia.

Wolność  jest  zaledwie  jednym  z  warunków 

szczęścia człowieka. Media sugerują jednak, że peł-
ni ona w naszym życiu rolę fundamentalną. Koloro-
we pisma oraz telewizja każą nam podziwiać osoby, 
które odniosły sukces i są wskazywane jako ucieleś-
nienie wolności. 

Mamy  teoretycznie  wolność  wyboru:  zawodu, 

miasta,  gdzie  ma  toczyć  się  nasze  życie,  a  nawet 
państwa, w którym zapuścimy korzenie. Ale za każ-
dym razem owa wolność wiąże się z uzależnieniem 
od czegoś i często od kogoś. 

To  właśnie  wolność  pozwala  na  przykład  na 

zażywanie  narkotyków,  bądź  częste  sięganie  po 
alkohol.  Skutki  są  jednak  tragiczne.  Narkomania 
i alkoholizm, to choroby niszczące życie jednostek. 
Uwolnić się od takiego uzależnienia jest bardzo trud-
no, podobnie jak od namiętnej miłości. 

Człowiek  wyzwolony,  nieliczący  się  z  konse-

kwencjami, na ogół jest krytykowany. Jednocześnie 
jednak fascynuje swoją odwagą tych, którzy kierują 

background image

29

się lękiem, by nie być odrzuconym przez środowi-
sko.  Wolny  wybór  zawodu,  czy  współtowarzysza 
życia  niesie  niejednokrotnie  zniewolenie,  którego 
nie  można  było  przewidzieć.  Bardzo  łatwo  z  per-
spektywy  europejskiej  podważać  sensowność  oby-
czajów  kultywowanych  na  innych  kontynentach. 
Ale warto zastanowić się nad tym, że konsekwencje 
małżeństwa  nakazanego  przez  rodziców  mogą  być 
równie dotkliwe, jak konsekwencje związku wybra-
nego w sposób nieskrępowany. 

background image

30

Czynnik destrukcyjny

Myślenie o świecie nie jest tym samym, co po-

znawanie go. Chcąc dociec prawdy, musimy odwo-
łać  się  także  do  doznań  zmysłowych,  uczuć  oraz 
intuicji.  Mając  bogatą  wyobraźnię,  można  tworzyć 
światy myślowe, które mają niewielki związek z ota-
czającą nas rzeczywistością. Każdy pamięta bajki, te 
kierują  nasze  myśli  ku  światom  będącym  dziełem 
fantazji. 

Myśli  są  wolne  od  jakichkolwiek  narzucanych 

reguł, łącznie z obyczajowymi. Myśl człowieka prze-
zwycięża wszelkie ograniczenia. Odwaga zaznacza 
się wtedy, gdy ktoś te nowatorskie bądź „nieobyczaj-
ne” myśli wyraża słowami. Potędze własnych myśli 
towarzyszy często bezradność wobec napotykanych 
przeszkód i zniewoleń. Niepokojące jest to, że nara-
sta w naszym społeczeństwie bierność. Coraz mniej 
osób kieruje się maksymą Mickiewicza: „mierz siły 
na zamiary”. 

Potęga myśli kończy się, jeśli nie koncentrujemy 

ich na określonym problemie. Chaos myślowy pro-
wadzi do stanów niepokoju i zmniejsza siłę nasze-
go oddziaływania. 

Prawie jedną trzecią część życia tracimy na sen. 

Są  to  godziny  wymykające  się  spod  kontroli  rozu-
mu. Dlatego są nurty psychologiczne przywiązujące 
szczególną wagę do analizy marzeń sennych, pozwa-
lających głębiej poznać człowieka. W snach jesteśmy 
szczerzy. Problem polega jednak na trudnościach w 
ich interpretacji. Bywają sny prorocze; wiadomo, że 

background image

31

kilkudziesięciu osobom, które miały wykupione bi-
lety  na  podróż  Titanikiem,  przyśniła  się  katastrofa 
morska. Przerażeni, nie popłynęli i uratowali życie. 

Sen jest niezbędny, ale wielu z nas nie umie za-

sypiać. Kładąc się do łóżka, myśli o wielu sprawach, 
które go nękają. Analizuje to, na co nie ma bądź nie 
chce mieć wpływu. Takie destrukcyjne myśli nie po-
zwalają  zasnąć.  Trudności  z  zasypianiem  biorą  się 
także z dążenia do nadmiernie uregulowanego trybu 
życia. Są osoby, które kładą się zawsze o tej samej 
porze, nie bacząc na to, czy chce im się spać. Leżąc, 
narzekają, że sen nie nadchodzi. Czytanie też nie po-
prawia sytuacji, bo pobudza myśli. Nie ma natomiast 
wątpliwości, że oglądanie telewizji usypia. 

Świadomość wolna od myśli nakierowanych na 

ekscytujące wydarzenia, wolna od rozpamiętywania 
przykrości  i  rozczarowań  –  umożliwia  zasypianie 
w momencie  położenia  głowy  na  poduszce.  Oczy-
wiście, pod warunkiem, że jest się zmęczonym. I to 
jest  problem,  bo  zewsząd  słyszy  się  narzekania  na 
zmęczenie; odczuwają je nawet ci, którzy co tydzień 
mogą sobie pozwolić na wolne soboty i niedziele. 

Natrętne, przykre myśli wprowadzają destrukcję. 

Niezbędne jest panowanie nad nimi. Myśli popychają 
do czynów, ale też od nich odwodzą. Krążą wokół na-
macalnych zdarzeń i osób, jak również wokół spraw 
abstrakcyjnych. Nie ma myślenia, które byłoby wy-
preparowane z kontekstu wyobrażeń, uczuć i dążeń.

Moc  myśli  uruchamia  światy  równoległe  do 

świata doświadczalnego. Obecnie oddziałuje na nas 
szczególnie  mocno  świat  wirtualny.  Nie  przylega 

background image

32

w pełni do rzeczywistości wspólnej nam wszystkim. 
Zważywszy siłę myśli, zbawienne okazują się medy-
tacje oraz rozmaite zabiegi wyciszające je. Sensow-
ne są wzory czerpane z Dalekiego Wschodu. 

Szczególnie cenie akupresurę.

background image

33

Przemoc

Nadal,  mimo  wzrostu  samoświadomości,  ludz-

kości towarzyszy przemoc. Przybiera ona w naszych 
czasach zarówno postać krwawą, jak i bezkrwawą. 
Do  tej  ostatniej  należy  zaliczyć  przemoc  cielesną, 
która występuje w rozmaitych zamkniętych środowi-
skach, by wskazać jako przykład więzienia. Sadyzm 
znajduje zaspokojenie w znęcaniu się nad osobami 
od siebie uzależnionymi, by podać przykład szpitali 
psychiatrycznych. 

Należy ubolewać nad tym, że nie zostały zażeg-

nane  te  przejawy  sadyzmu,  mimo  deklaracji  o  hu-
manizmie i godności człowieka. Przemoc przybiera 
jeszcze inną bezkrwawą postać, a mianowicie bywa 
naciskiem na umysły oraz uczucia człowieka. Warte 
jest zaznaczenia, że szerzony w Europie racjonalizm 
nie  spowodował  ograniczenia  przemocy,  co  wska-
zuje  wyraźnie  na  to,  że  w  ludzkim  postępowaniu 
dochodzą  przede  wszystkim  do  głosu  namiętności, 
uczucia,  jak  również  dążenie  do  zrównoważenia 
kompleksów – a nie racje rozumu. 

Przemoc określam jako działania mające na celu 

podporządkowanie  sobie  jednostek  bądź  grup  spo-
łecznych wbrew ich woli. To agresywna manipula-
cja, która zmierza do ukierunkowania kogoś w taki 
sposób, by osiągnąć własne cele. Myślę, że uzasad-
nione jest wiązanie przemocy z szeroko pojętą wła-
dzą. 

Być może przejawów przemocy jest nie więcej 

niż  w dawnych  epokach,  ale  znajduje  ona  współ-

background image

34

cześnie  wyraz  w  bardziej  zróżnicowanych  posta-
ciach.  Ponadto  ujawnia  się  dawniej  przemilczaną 
przemoc w rodzinie. Moim zdaniem, zachęcanie do 
bycia pierwszym, wyzwala przejawy przemocy wo-
bec konkurentów. Nową formą przemocy jest nacisk 
na uczucia, doznania i sposób myślenia wywierany 
przez  prasę  ilustrowaną,  radio  i  programy  telewi-
zyjne. Przemoc ta zmierza do ujednolicenia celów, 
a  więc  dążeń  jednostek  oraz  obyczajów.  Narzuca-
nie  mody  we  wszystkich  dziedzinach  życia  przy 
pomocy kultury obrazkowej, to przemoc niebez-
pieczna.
  Prowadzi  w  konsekwencji  do  braku  tole-
rancji wobec tych, którzy odstają od przeciętności. 

Przemoc może słabnąć pod warunkiem zmiany 

świadomości jednostek, do czego można doprowa-
dzić poprzez właściwe procesy edukacyjne, mające 
także wpływ na kształtowanie charakterów. Nie ma 
wątpliwości, że rozwój duchowy prowadzi do subli-
macji bądź powstrzymywania przejawów przemocy. 
Nowa edukacja jest konieczna, bo obecnie zaporą dla 
przemocy bywa głównie lęk przed karą, jak również 
lęk przed opinią otoczenia. Dodam, że kara śmierci 
powinna zostać wyrugowana z przepisów prawnych, 
bowiem jest ona nie tyle karą, co radykalną postacią 
przemocy sędziów i kata nad osobą przekraczającą 
przepisy prawne.

W relacjach człowiek – człowiek, ujmując skraj-

nie, dochodzi do głosu albo przemoc, albo zgoda na 
to, co odmienne. Chcę tym samym podkreślić, że no-
watorów  spotykają  różnorodne  formy  bezkrwawej 
przemocy.  Osoby  wykraczające  poza  przeciętność 

background image

3

narażone są z reguły na krytykę i bywają określane 
mianem – używając dzisiejszego języka – kontrower-
syjnych. Niewiele to znaczy, ale sprawia, że zamiast 
cenić – odrzucamy to, co odstaje od powszechno-
ści
. Trudno byłoby dziś znaleźć głębsze i charakte-
ryzujące  się  równie  głęboką  mądrością  rozważania 
na temat oryginalności niż te, które zawarł J. S. Mill 
w dziele O wolności, napisanym w XIX wieku. 

Niedorozwój  sfery  uczuć  leży  u  podstaw  róż-

norodnych  źródeł  przemocy.  Oczywiście  ułatwia 
stosowanie  przemocy  niska  samoświadomość. 
Szczególnie groźne bywa przekonanie o własnej wy-
jątkowości i nieomylności. Innymi słowy, fanatyzm 
prowadzi do narzucania własnych poglądów. Prze-
moc  bywa  też  swoistą  formą  przezwyciężania  osa-
motnienia,  bowiem  wytwarza  się  szczególna  więź 
między oprawcą i jego ofiarą. 

Do  przemocy  może  prowadzić  także  namiętna 

chęć władzy prowadząca nie tylko do podporządko-
wania, ale także zniewalania innych. Zresztą czynie-
nie zadość poczuciu własnej mocy może przybierać 
postać przemocy. 

Rozkwit techniki doprowadził do tego, że nie tyl-

ko na ulicy, ale także w domu spotykamy się z prze-
mocą, którą są natarczywe reklamy. Zniewalają one 
pragnienia,  wmawiając  oglądającemu  telewizję,  że 
będzie uzdrowiony pod warunkiem zażywania okre-
ślonego lekarstwa. Wmawiają także, że osiągnie się 
poprawę urody, kupując zalecane natarczywie kos-
metyki. W internecie formą przemocy bywają napas-
tliwe anonimy, wobec których jest się bezbronnym. 

background image

36

Zwierzęta 

Organizując  konferencje  filozoficzne,  zapra-

szam z reguły również lekarzy weterynarii. Uważam 
bowiem, że powinno się szerzyć pogląd o jedności 
człowieka z całym Kosmosem, a w tym z ludzkością 
i ze zwierzętami. Stan naszej świadomości jest nie-
pokojący; przeważa nieprawdziwy pogląd, że jeste-
śmy lepsi od zwierząt. Zwierzęta z pewnością są inne 
niż ludzie, ale pod wieloma względami powinniśmy 
brać z nich przykład. Stosunek do zwierząt traktuję 
jako miarę wartości człowieka. 

Towarzyszy  nam  odwieczne  pragnienie,  by 

czuć  się  lepszym  od  kogoś.  Wymaga  to  uzna-
nia  kogoś  za  gorszego  od  siebie
.  Ta  właściwość 
ludzkiej  natury  zaznacza  się  w  relacjach  człowiek 
– człowiek, naród – naród, przybiera też postać, na 
przykład,  antysemityzmu.  Zwierzęta  także  służą 
człowiekowi  do  tego,  by  móc  się  –  bezzasadnie  – 
czuć od kogoś lepszym. Nie jest wykluczone, że ma-
jąc poczucie mikromanii narodowej, równoważymy 
to  między innymi poczuciem wyższości w stosunku 
do zwierząt. 

Zwierzęta  cierpią,  kochają,  przywiązują  się,  są 

spragnione  czułości  podobnie  jak  człowiek.  Zna-
mienne, że ochrona ich przed sadyzmem człowieka 
bywa uzasadniona lękiem, że sadyzm wobec zwie-
rząt  przeniesie się na ludzi. 

Wyjaśnieniem – bo usprawiedliwić się tego nie 

da – niewłaściwego stosunku do zwierząt jest poczu-
cie  wyższości  człowieka.  Zwierzęta  są  traktowane 

background image

37

gorzej niż lubiane przedmioty. Kant nakazywał, by 
traktować człowieka oraz każdą istotę rozumną jako 
cel sam w sobie a nie środek do celu. Obejmował 
więc tym nakazem także zwierzęta, bo są rozumne. 
Duże liczebnie wyznania chrześcijańskie nie wyra-
żają troski o zwierzęta. Chrześcijaństwo głosi wyż-
szość  człowieka  z  racji  posiadania  nieśmiertelnej 
duszy.  Kościoły  chrześcijańskie  nakazują  „czynić 
ziemię poddaną” człowiekowi. Zostaje to wykorzy-
stywane do niszczenia Ziemi i zwierząt. Światowa 
Rada  Kościołów  nakazuje,  by  tworzyła  się  wspól-
nota człowieka z innymi stworzeniami. Ale przed-
stawiciele nie wszystkich wyznań chrześcijańskich 
wchodzą w jej skład. 

W procesach edukacji nie zaszczepia się właś-

ciwego  stosunku  do  zwierząt.  Wciąż,  na  przykład 
mówiąc o wadach człowieka, łączy się je z cechami 
zwierząt. Opisy negatywnych cech zwierząt nie po-
winny  być  lekturą  szkolną.  Pod  wpływem  ich  od-
działywania mówi się na przykład: „człowiek czło-
wiekowi  wilkiem”.  Ale  zwierzęta  atakują,  gdy  są 
głodne lub czują się zagrożone. Natomiast człowiek 
zabija  także  z  chęci  pomnażania  zysków,  z  chęci 
władzy, czy zaszczytów. Absurdalne i deprecjonu-
jące  zwierzęta  jest  potoczne  stwierdzenie:  „rusza 
się  jak  słoń  w  składzie  porcelany”.  Język  utrwala 
negatywny stosunek człowieka do zwierząt i nieja-
ko usprawiedliwia go. Jednakże człowiek powinien 
uczyć się od zwierząt wierności, pracowitości, lojal-
ności, uczuciowości, wdzięczności.

 

background image

38

Warto  zresztą  pamiętać,  że  tylko  człowiek 

jest istotą śmiecącą, niszczącą własne środowisko. 
Zwierzęta tego nie czynią

Na zmianę stosunku człowieka do zwierząt mo-

głyby wpłynąć media. Sugestywność obrazów tele-
wizyjnych  wprowadziłaby  zmianę  do  świadomości 
społeczeństwa.  Podobną  rolę  mogliby  odegrać  ka-
płani rozmaitych wyznań, wywołując lęk przed bo-
ską karą za brak szacunku dla zwierząt. 

background image

39

Człowiek                                   

– istota aspołeczna 

Od pokoleń trwamy w samozadowoleniu mają-

cym  źródło  w  poglądzie  o  społecznym  charakterze 
ludzkiej natury. Natomiast obserwuje się narastają-
cy  brak  poczucia  wspólnotowości,  mimo  że  naszą 
epokę określa się mianem globalizmu. Sam fakt pro-
wadzenia wojen wskazuje na brak poczucia brater-
stwa w skali ogólnoludzkiej. Jest ponadto wyrazem 
niedorozwoju  uczuć,  braku  wrażliwości  oraz  nie-
dostatków wyobraźni tych, którzy wzniecają wojny 
i w nich uczestniczą. Wzrasta liczba wykształconych 
Polaków,  ale  nie  przyczynia  się  do  ukształtowania 
poczucia braterstwa.

 

Błędem jest troska o rozwój in-

telektualny i jednoczesne pozostawianie na uboczu 
rozwoju duchowego człowieka, jak również kształ-
towania  siły  charakteru.  Wskazywanie  dobrobytu 
jako celu życia potęguje  agresję między ludźmi. 

Odbrązawiające  spojrzenie  na  ludzką  naturę 

może doprowadzić do sensownych przemian w ży-
ciu publicznym i jednostkowym. Warto przemyśleć 
fakt, że osoby odznaczające się niedorozwojem inte-
lektualnym  mają  uczuciowość  przewyższającą  nie-
jednokrotnie poziom uczuć tych, którzy wskazywani 
są jako wzór do naśladowania. 

Wycinanie lasów, zabijanie zwierząt, by zaspo-

koić próżność kobiet noszących ozdoby na przykład 
z kości słoniowej, czy pantofle ze skóry krokodyla 
– oto wyraz braku naszych instynktów społecznych. 
Należy ubolewać nad brakiem życzliwości człowie-

background image

40

ka dla istot z którymi powinniśmy życzliwie współ-
istnieć na naszej planecie. 

Nasze aspołeczne właściwości wyrażają się też 

w znęcaniu się nad słabszymi, co dochodzi do głosu 
najwyraźniej w zamkniętych środowiskach. Wymie-
nię przykładowo szpitale psychiatryczne, więzienia, 
domy dla ludzi sędziwych, czy domy dla osób z nie-
dorozwojem intelektualnym. 

Przeznaczanie  ogromnych  środków  finanso-

wych na zbrojenia jest wyrazem faktycznej obojęt-
ności decydentów wobec panującej biedy w każdym 
społeczeństwie,  a  w  szczególny  sposób  w  Afryce 
i w Azji.  Mitem  jest  także  bogate  społeczeństwo 
amerykańskie,  bowiem  narosła  liczba  bezdomnych 
i bezrobotnych.

Według  niejednego  filozofa,  by  wymienić  Lo-

ckea,  Hobbesa,  czy  Kanta  społeczeństwo  powstało 
w  rezultacie  zawartej  umowy  przez  naszych  pra-
praprzodków.  Powołane  w  jej  rezultacie  prawo 
ogranicza  rozmaite  przejawy  ludzkich  instynktów 
aspołecznych. Wynika stąd, że życie społeczne jest 
sztucznym  tworem.  Na  początku  dziejów  ludzkość 
żyła w tzw. stanie natury, który poprzedzał okres ży-
cia społecznego i państwowego. Można sobie wyob-
razić ludzkość żyjącą w stanie natury jako pustelni-
ków, egzystujących obok siebie a nie wspólnie. Ten 
początkowy okres w dziejach ludzkości był wyrazem 
rzeczywistych właściwości naszej natury. Okiełznać 
nas jest zdolne jedynie prawo, a więc niezbędne jest 
państwo, by wydawać stosowne przepisy prawne. 

background image

41

Manowce

Rozmaite wynalazki cywilizacyjne, łącznie z te-

lefonami komórkowymi, są rezultatem odkryć mają-
cych na celu doskonalenie przemysłu zbrojeniowe-
go. Niepokojące jest milczenie społeczeństw wobec 
koncentracji uwagi i pieniędzy na wynajdywaniu no-
wych środków zabijania człowieka przez człowieka. 
Walczący na wojnie otrzymują ordery. Zabicie czło-
wieka w warunkach pokoju jest czynem karalnym. 

Mijają wieki, ale ludzkość nie doskonali się mo-

ralnie. Wciąż te same niepohamowane popędy i na-
miętności  wyznaczają  bieg  świata.  Ludzie  mądrzy 
z reguły pozbawiani są wpływu na sposób myślenia 
społeczeństwa. 

Natura  człowieka  nie  doskonali  się  z  upływem 

czasu, co jest niepokojące, bowiem przemysł zbro-
jeniowy  dostarcza  coraz  doskonalsze  środki  służą-
ce zabijaniu. Wojny przyczyniają się do zatruwania 
środowiska  naturalnego  oraz  prowadzą  do  wynisz-
czenia  dzieł  kulturowych.  Filmy  amerykańskie  bu-
dujące fabułę osnutą na wojnie wietnamskiej czy tej 
w Iraku przynoszą niepokojącą wiedzę o okaleczaniu 
psychiki żołnierzy. Po udziale w wojnie nie powraca 
się do dawnego życia. Często niezbędna jest pomoc 
psychiatrów. 

Niebywały  rozkwit  techniki  staje  się  zagroże-

niem dla naszej planety i ludzkości. Odpowiedzial-
ność nie dorasta bowiem do poziomu rozkwitu wy-
nalazków  technicznych.  Koncerny  powodowane 
chęcią  zysku  przeznaczają  ogromne  kwoty  na  pro-

background image

42

pagowanie urządzeń służących wygodzie człowieka. 
Z  natury  jesteśmy  wygodni,  a  więc  chętnie  z  tego 
korzystamy. W rezultacie stajemy się rozleniwieni, 
co wzmaga naszą bierność. 

Możliwości, które przynosi rozkwit cywilizacji, 

wyprzedzają znacznie stan świadomości i charakte-
ru człowieka. W sposobie myślenia wciąż obecne są 
różnorodne uprzedzenia i wrogość, pomimo że żyje-
my w epoce jednoczenia się ludzkości. 

Technika rozwinęła się w kierunku mało poży-

tecznym dla człowieka. Wynalazki takie jak kuchen-
ki mikrofalowe, czy słuchawki na uszach nie służą 
zdrowiu. Zaspokajając wygodę człowieka, doprowa-
dziły one do stanu izolacji. Wielu spośród nas woli 
kontaktować się z innymi za pośrednictwem interne-
tu, czy telefonu komórkowego niż osobiście. Zamie-
ra życie towarzyskie albo toczy się przy włączonym 
telewizorze. 

Siła  sugestii  mediów  oddziałujących  za  pomo-

cą  obrazów  znacznie  osłabia  siłę  krytyczną  nasze-
go  rozumu.  Nawet  w  pociągu  rzadko  rozmawiamy 
z nieznajomymi, bo wybieramy na ogół kontakt te-
lefoniczny z kręgiem bliskich nam osób. Zanika cie-
kawość świata innego niż wirtualny. Co pewien czas 
niszczony przez człowieka świat przyrody daje o so-
bie znać w postaci niespotykanych katastrof. Ale de-
cydenci nie traktują poważnie ostrzeżeń odważnych 
uczonych. 

Rozkwit  wynalazków  technicznych  negatyw-

nie  wpłynął  na  sposób  odżywiania  się  człowieka. 
Reklamy  prężnych  firm  doprowadziły  do  narzuce-

background image

43

nia gustów kulinarnych oraz mody na potrawy nie-
zdrowe i niezaspokajające wyrafinowanych potrzeb 
podniebienia.  Wystarczy  nazwać  zwykły  makaron 
–  spaghetti,  by  wywołać  snobistyczną  modę  na  je-
dzenie czegoś odległego w smaku od włoskiego ma-
karonu. 

Towarzyszą  nam  od  wieków  te  same  podsta-

wowe  oczekiwania,  tęsknoty  i  nadzieje.  Zdobycze 
cywilizacyjne  skierowały  uwagę  milionów  osób 
w niewłaściwym  kierunku.  Ekspansywne  reklamy 
sugerują,  że  szczęście  można  uzyskać,  gromadząc 
rzeczy.  Systematycznie  pojawiają  się  na  obrazach 
oraz w pismach ilustrowanych znane postacie, wy-
wołując  chęć  naśladownictwa.  Proponują  na  przy-
kład modele aut, czy inne przedmioty, które rzekomo 
uszczęśliwią, bo zbliżają do poziomu życia bożyszcz 
kultury masowej. Rozum podlega nieustannej mani-
pulacji. Cywilizacja odwodzi nas od  wartości roz-
woju  duchowego,  który  wydaje  się  wielu  osobom 
czymś archaicznym. 

Niebezpieczeństwo upatruję również w tym, że 

karmi się nas sensacjami. Odrywają one uwagę od 
namysłu  nad  własnym  życiem  i  utrudniają  wybór 
drogowskazów  na  miarę  indywidualnych  oczeki-
wań. 

background image

44

Miłość erotyczna

Każdy  z  nas  pragnie  być  szczęśliwy.  Również 

masochiści  i  sadyści  łakną  szczęścia,  uzyskując  je 
na  drodze  niemożliwej  do  zaakceptowania  przez 
innych.  Zresztą  szczęście  ma  wymiar  indywidual-
ny, niepowtarzalny. Wielu myślicieli, a w tym Kant 
i Nietzsche, wskazywało na to, że celem życia czło-
wieka nie powinno być szczęście, co nie znaczy, że 
mamy go nie doznawać. Jest to jednak zagadnienie 
odrębne, które tu pominę. 

Nie ma wątpliwości, wyrażają to wszak od wie-

ków  poeci,  że  intensywne  i  namacalne  przeżycia 
szczęścia  przynosi  miłość  erotyczna.  Jest  ona    od-
wiecznym tematem twórczości literackiej i artystycz-
nej. Stanowi źródło najgłębszych cierpień i rozterek 
życiowych.  Miłość  erotyczna  czyni  nas  zależnymi 
od tego, kto ją w nas wywołuje. Nie ma znaczenia 
w niej ani wykształcenie, ani pochodzenie, ani status 
majątkowy, ani różnica lat. W miłości erotycznej nie 
są  istotne  również  cechy  charakteru  tego,  kto  wy-
zwala w nas to uczucie. 

Problem  zawiera  się  w  tym,  że  narosło  wiele 

obłudy i przesądów wokół miłości erotycznej. Oby-
czajowość danej kultury stara się okiełznać i poddać 
rozmaitym  rygorom.  Ustroje  totalitarne  –  a  więc 
narzucające  całemu  społeczeństwu  określony  ro-
dzaj  światopoglądu  i  zarazem  jeden  typ  moralno-
ści  –  z reguły  próbują  tę  miłość  okiełznać,  poddać 
rygorom,  kontrolować,  a  nawet  narzucać  swoisty 
ascetyzm. Podobnie wiele wyznań religijnych prze-

background image

4

konuje swoich wyznawców, że doznania erotyczne 
jako cielesne są źródłem grzechów. W nakazach nie-
jednego wyznania, co nie znaczy, że we wszystkich, 
skłania się wiernych, by traktowali swój seksualizm 
jako środek służący prokreacji. Bywają religie, które 
zespalają erotyzm z uduchowieniem. 

Miłość erotyczna wzmaga poczucie urody istnie-

nia i sprawia, że mocniej wrastamy w czas teraźniej-
szy. Wartość istnienia staje się dzięki niej niewątpli-
wa.  Wzmaga  wiarę  w  siebie,  ponieważ  obdarzanie 
uczuciami  odczuwamy  zarazem  jako  aprobatę  dla 
siebie.

Jest interesujące, że uczucie, o którym tu mowa, 

wzmaga  egoizm.  Inni,  bywa,  stają  się  dla  nas, 
w chwilach  wielkich  uniesień  miłosnych,  potrzeb-
ni  jedynie  do  tego,  by  móc  im  „wykrzyczeć”  nad-
miar  przeżywanych  uczuć.  Miłość  czyni  nas  mniej 
uważnymi  w stosunku  do  innych,  nawet  bliskich 
osób.  Zostało  to  znakomicie  wyrażone  w  powieści 
Romaina Rollanda Jan Krzysztof. Zakochani w sobie 
separują się od świata i wpatrzeni w siebie, i w uczu-
cie ich łączące, „wypalają się”. Zredukowali bodźce 
zewnętrzne do tego stopnia, że po jakimś czasie nie 
mieli  sobie  nic  do  powiedzenia.  Z  takiego  niebez-
pieczeństwa zdawała sobie sprawę Simone de Beau-
voir oraz Sartre. Jednym z ich sposobów spędzania 
wspólnego czasu było obserwowanie stałych bywal-
ców ich „własnej” kawiarni oraz budowanie możli-
wych historii życia miłosnego tych, których twarze 
wzbudziły ich zainteresowanie. 

background image

46

Potęgowanie  przez  miłość  erotyczną  egoizmu 

dotyczy  szczególnie  kobiet,  które  zaabsorbowane 
uczuciem, zdarza się, i to nierzadko, że zrywają wię-
zy przyjaźni, czy raczej je zawieszają, by potem, gdy 
miłość przemija, poszukiwać na nowo owego kon-
taktu. 

Dzieje  życia  wybitnych  twórców  są  wyrazem 

tego,  że  tworzyli  we  wzmożony  sposób  na  ogół 
w okresach  cierpień  miłosnych,  a  nie  w  chwilach 
upojenia miłością. 

Miłość,  kultywowanie  tego  uczucia,  wymaga 

czasu. Ktoś, kto się spieszy, ktoś, kto konkuruje z in-
nymi,  zmierzając  do  pomnożenia  majątku,  traktuje 
na ogół miłość instrumentalnie. 

Każdy  z  nas  podejmuje  decyzje  uczuciowe, 

a więc rozstrzyga problemy, których nie da się zra-
cjonalizować.  Świadomi  przeżyć  miłości,  nie  za-
wsze wiemy, jak postąpić, bo one przerastają naszą 
wiedzę.  Wahamy  się.  Naporowi  uczuć  towarzyszy 
świadomość  rozmaitych  naszych  uwikłań  i  presja 
środowiska.  Ludzie  zgorzkniali,  rozgoryczeni  mają  
poczucie zmarnowanego życia, to często ci, którzy 
nie mieli odwagi, by podążyć za miłością do kogoś.  
Przeważyły argumenty racjonalne. 

Każdy z nas jest egoistą. Nawet jeśli poświęca 

się dla kogoś, to u podłoża takiej postawy tkwi ego-
izm, w imię którego człowiek wybiera ucieczkę od 
siebie. Woli być dodatkiem do cudzego życia niż po-
dejmować trud własnego rozwoju duchowego. 

Oponenci tezy o egoizmie jako naturalnej właś-

ciwości człowieka przytaczają przykład m.in. macie-

background image

47

rzyństwa. Jednakże, będąc np. Europejczykiem, nie 
po to ma się dzieci, by zwiększać liczebnie białą rasę, 
lecz dlatego, że sprawia to komuś przyjemność. Jest 
to  jedna  z  możliwych  ilustracji  naszego  egoizmu, 
który wyraża się także w miłości erotycznej. Jeste-
śmy  jednak  zakłamani  i  skłonni  do  wiary  w  to,  że 
sensem życia jest poświęcanie się dla drugiego czło-
wieka. Jeżeli w ogóle można ustalać zasady moralne 
o charakterze ogólnoludzkim, to jedną z podstawo-
wych powinien być nakaz rozwoju duchowego, a nie 
cierpiętnictwo.

Potrzeba bycia kochanym jest w człowieku sil-

na. Każdy z nas tego pragnie łącznie z osobami nie-
sprawnymi  intelektualnie,  czy  sędziwymi.  Miłość 
erotyczną przeżywa się szczególnie intensywnie, bo 
wiąże się ona z doznaniami zmysłowymi. 

Kochać  można  nie  tylko  człowieka,  ale  także 

zwierzęta,  przedmioty,  czy  ziemię.  Według  Fryde-
ryka Nietzschego  miłość nie podlega ocenom dobra 
i zła. Isadora Duncan w swojej biografii podkreśla, 
że kobieta – kochając – wszystko podporządkowuje 
miłości. Mężczyzna natomiast ma znacznie większe 
obszary niż kobieta wypełniane jakąś pasją. 

Gwarancją  szczęścia  kobiety  jest  miłość.  Jed-

nakże  swoisty  rodzaj  wrażliwości  znamionujący 
„wieczną  kobiecość”  prowadzi  do  innego  sposobu 
przeżywania świata i odmiennego ustosunkowywa-
nia się do niego niż mężczyzny. 

Po to, by żyć prawdziwie, trzeba kogoś kochać. 

Ten  pogląd  wyrażają  przede  wszystkim  poetki  w 
swojej  twórczości.  Miłość  przezwycięża  poczucie 

background image

48

osamotnienia i wytwarza stan przenikalności z dru-
gim człowiekiem. 

Pod wpływem miłości czuje się mocniej radość 

istnienia. Wzmaga się też entuzjazm dla świata. Czu-
je się mocniej smak czasu teraźniejszego, ale potę-
guje się egoizm, ponieważ uwaga jest skoncentrowa-
na głównie na drugim człowieku i uczuciach, które 
w nas wznieca. Z miłością zespolona jest zaborczość 
wobec tego, kogo kochamy. 

Miłość erotyczna bywa, zgodnie z naszymi oby-

czajami,  wstydliwie  skrywana.  Chrześcijaństwo, 
wprowadzając poczucie grzechu, związało je z tym, 
co  cielesne.  Jednakże  erotyzm  miewa  wymiar  du-
chowy, o czym pisał pięknie Stanisław Przybyszew-
ski – ośmieszany i niedoceniany w Polsce. 

Miłość nie jest możliwa do racjonalnego wyjaś-

nienia. Być może tu tkwi jej siła. Pogląd, że kocha 
się raz w życiu, podobnie jak wiara w wieczną mi-
łość, działają obciążająco na tych, którzy przyjmują 
prawdziwość  owych  „pewników”.  Zniewala  także 
obyczaj  akceptowania  miłości  erotycznej  pod  wa-
runkiem ograniczania jej trudno rozerwalnym mał-
żeństwem, służącym głównie rodzeniu dzieci. 

Miłość  charakteryzuje  się  rozmaitym  stopniem 

żarliwości i uniesień. Pozostaje to w zależności od 
wrażliwości  i  rozwoju  uczuć  człowieka.  Czas  na-
rzeczeństwa znamionuje stan uczuciowych uniesień 
w większym stopniu niż małżeństwo, zwłaszcza po 
upływie lat. Przyjęło się traktować jako stan natural-
ny przeradzanie się miłości w rodzaj związku zespo-
lonego wzajemnym przyzwyczajeniem się do siebie. 

background image

49

Są jednak osoby, które mają potrzebę silnych uczuć 
miłości i nie zadowala ich stan wypalonej żarliwo-
ści. Stereotypowy pogląd o przeradzaniu się miłości 
w przyjaźń  wymaga  rewizji.  Małżeństwo  przynosi 
często  rozczarowanie  do  wybrańca.  Nierzadko  mi-
łość łączy osoby, które nie byłyby zdolne zawrzeć ze 
sobą przyjaźni. Aby nie obniżać rangi przyjaźni, nie 
powinno się określać tym mianem przyzwyczajenia 
wiążącego osoby po latach małżeństwa. 

Kontakty między ludźmi wymagają troski i za-

biegów niezależnie od charakteru łączącej ich więzi. 
Szczególnego wysiłku wymaga pielęgnowanie miło-
ści. Uczucia ze swej natury są ulotne i przemijające. 
Ich pielęgnowanie wymaga delikatności i wyobraźni. 
A także przełamywania wygodnictwa i bylejakości. 
Chcąc istnieć w atmosferze miłości erotycznej, nie-
którzy zawierają co pewien czas nowe małżeństwa. 
Zdarza się również, że obydwie strony odwołują się 
do wyobraźni. Nie szczędząc trudu, starają się wciąż 
czymś  zaskakiwać  drugą  stronę.  Miłość  wymaga 
koncentracji na tym ulotnym uczuciu. 

Miłość  może  się  rodzić  w  każdym  wieku.  By 

utrwalić miłość, trzeba okazywać ją drugiej stronie 
w rozmaity sposób – podobnie jak podsyca się ogień 
w kominku, podkładając systematycznie wciąż nowe 
drwa. 

background image

0

Odrodzenie wewnętrzne

Zmiany w sposobie myślenia i reakcjach uczu-

ciowych  towarzyszą  naszemu  życiu,  wpływając  na 
stosunek do świata oraz drugiego człowieka. Nie jest 
prawdą, że wewnętrzne, czyli psychiczne przeobra-
żenia  są  rezultatem  racjonalnych  przemyśleń.  To 
się  naturalnie  zdarza,  ale  znacznie  częściej  zmiany 
w psychice stają się następstwem silnych bodźców, 
poruszających uczucia i doznania. 

Nie  każda  z  przemian,  którym  podlegamy, 

wpływa na rozwój człowieka. Bywają metamorfozy 
o charakterze  negatywnym,  na  przykład  spadające 
na  kogoś  nieszczęścia  mogą  zadecydować  o  tym, 
że  nowym  motywem  życia  stanie  się  chęć  zemsty. 
Łuku triumfalnym Remarqua znajdujemy literacki 
opis  takiego  przeobrażenia  człowieka.  Trudno  też 
nazwać  rozwojem  przemianę  kogoś  obojętnego  re-
ligijnie w istotę spędzającą czas głównie w kaplicy, 
jeśli do tego skłania go lęk przed widmem krążącej 
śmierci. 

Jedynie  niektóre  spośród  możliwych  przemian 

duchowych,  czyli  psychicznych,  można  uznać  za 
wewnętrzną odnowę. Wewnętrzne odrodzenie wią-
że  się  nierozdzielnie  z  poczuciem  spotęgowanej 
wolności  od  stereotypowych  sądów  i  obiegowej 
obyczajowości,  a  więc  z  okrzepnięciem  w  sobie.
 
Taka przemiana przyczynia się do pogłębienia wie-
dzy o nas samych. Lepsze samopoznanie daje możli-
wość kolejnych pozytywnych przemian własnego ja, 
przynoszących poczucie odrodzenia wewnętrznego. 

background image

1

Pomaga to nam uniezależnić własne istnienie od opi-
nii otoczenia. 

W  każdym  momencie  naszego  życia  możliwy 

jest stan ducha, który przynosi mocne poczucie roz-
poczęcia  jakby  na  nowo  własnego  życia
.  Zdarza 
się, że wewnętrzne odrodzenie przynosi na przykład 
rozwód z człowiekiem, który nie aprobował naszych 
właściwości indywidualnych. To, co w obiegowym 
mniemaniu  jest  nieszczęściem,  może  być  punktem 
zwrotnym w czyimś życiu i mieć sens pozytywny. 
Zdarza  się,  że  pod  wpływem  jakichś  bodźców  po-
bożny  kleryk  porzuca  seminarium  duchowne,  re-
zygnując  z  planów  pozostania  kapłanem  któregoś 
z Kościołów. Jest to przykład odrodzenia duchowe-
go, jakkolwiek może być przez rodziców danej oso-
by przeżywany jako nieszczęście. 

Znałam sędziwego człowieka, który był zgorzk-

niały  i  cierpiał  na  poranne  lęki  przed  śmiercią. 
Nieoczekiwane  poznanie  kobiety  zadecydowało 
o wewnętrznym odrodzeniu. Miłość do niej, z wza-
jemnością, nadała jego istnieniu nowy sens, wywo-
łując  nieznane  wcześniej  zaciekawienie  wszelkimi 
przejawami  życia.  O  wewnętrznym  przeobrażeniu 
można  mówić,  gdy  na  nowo  zaczynamy  reagować 
na świat z dziecięcą wrażliwością. 

Aprobata siebie przez nas samych bywa począt-

kiem wewnętrznej odnowy. Mówi się o niej i pisze 
stanowczo zbyt mało, zwłaszcza biorąc pod uwagę 
powstające  licznie  w  Polsce  ośrodki  odnowy  bio-
logicznej. Interesujące i smutne, że tej ostatniej po-
święca się niepomiernie więcej uwagi niż sprawom 

background image

2

odnowy  psychicznej.  A  od  właściwych  przemian 
wewnętrznych i nastawienia człowieka do świata za-
leży zdrowie ciała. 

Wewnętrzne  odrodzenie  dla  niejednego  czło-

wieka zaczyna się wtedy, gdy odkryje prostą prawdę 
o  jedności  ze  światem  przyrody.  Teoretycznie  jest 
to oczywiste, ale w XXI wieku odgradzamy się od 
świata roślin i zwierząt murem wytworów cywiliza-
cyjnych. Kontakt bezpośredni ze światem przyrody 
wymaga wysiłku fizycznego, ale o innym charakte-
rze niż ten, na który trzeba zdobyć się w siłowniach. 
Powrót do pierwotnego związku z przyrodą jest za-
ledwie jedną z postaci odnowy wewnętrznej. A naj-
ważniejsze jest to, że można odradzać się wewnętrz-
nie wiele razy.

Potęga  tradycji  bywa  równie  zniewalająca,  co 

moda.  Przykładem  przyzwyczajenie  wynikłego 
z tradycji  jest  sprawa  sposobu  chowania  zmarłych. 
Niedawno wzburzenie w jednym z naszych miaste-
czek wywołał widok urny z prochami zmarłego syna, 
w mieszkaniu jego matki. Przyzwyczajeni do grzeba-
nia zwłok na ogół tolerujemy jedno tylko odstępstwo 
od tej zasady, a mianowicie wrzucanie ciał zmarłych 
marynarzy do morza. Wprawdzie palenie zmarłych 
i wrzucanie ich prochów do Gangesu jest kultywo-
wane od wieków w Indiach, to w Europie budzi sen-
sację. Rozum milknie wobec siły obyczajów, które 
zniewalają.  Wszak  palenie  zwłok  spowodowałoby, 
że cmentarze nie zajmowałyby tak dużych obszarów 
ziemi jak obecnie. Ma to znaczenie z uwagi na wzra-
stającą liczbę ludzkości. Ponadto niepokojącym zja-

background image

3

wiskiem  jest  usytuowanie  bardzo  wielu  cmentarzy 
w miasteczkach oraz wśród ornych pól.

Uciekamy przed wiedzą, że żyjemy na cmenta-

rzach, choćby sprzed wieków. Uwagi powyższe wią-
żą się zarówno z troską o zdrowie somatyczne, zagro-
żone  wadliwą  lokalizacją  cmentarzy,  jak  i z troską 
o zdrowie psychiczne mieszkańców domów uloko-
wanych obok grobów. Taki widok codzienny może 
budzić  smutek  i  wywoływać  nadmiernie  częste  re-
fleksje  o  przemijaniu.  Osoby  o  niezbyt  rozwiniętej 
wyobraźni i wrażliwości mogą pod wpływem takie-
go sąsiedztwa stać się jeszcze mniej uczuciowe. 

Sposób chowania zmarłych jest kwestią moralną, 

a raczej estetyczną i państwo powinno jedynie zaka-
zywać prawnie tego, co mogłoby jako skutek grozić 
epidemią. Nie jest prawdą, że opiekuńcze działania 
państwa są próbą ograniczania wolności. 

Zachodzi  istotna  różnica  między  człowiekiem 

żywym a jego ciałem po śmierci. Wierzenia religijne 
obiecują  nieśmiertelność  duszy.  Ale  dusza  nie  jest 
człowiekiem;  stanowimy  jedność  psychofizyczną. 
Należy ubolewać, że pieniądze z budżetu są przeka-
zywane na zbrojenia, zamiast na wysiłki uczonych, 
którzy przyczyniliby się do znacznego przedłużenia 
życia człowieka.

background image

4

Ostrożnie z modą

Chcąc być modnym, nie powinno się rozstawać 

z telefonami komórkowymi. Trzeba mieć meble oraz 
podłogi  z  tworzyw  sztucznych  lub  drewnopodob-
nych  i  założyć  w  oknach  plastikowe  ramy.  Wtedy 
ustaje wymiana powietrza i dusimy się jeszcze bar-
dziej w naszych mieszkaniach. 

Moda to bezkrytyczne naśladownictwo wzorów 

sugerowanych  w  programach  radiowych  i  telewi-
zyjnych. Moda jest również natarczywie narzucana 
poprzez  bilbordy  i  pisma  ilustrowane.  Ukazywane 
w nich wnętrza mieszkań bogatych osób wzniecają  
często chęć naśladownictwa. Skorzy jesteśmy uzna-
wać to, co jest reklamowane – czyli modne – za wzór 
do  powielania.  Za  mało  w  nas  krytycyzmu  wobec 
narzucanej  mody.  Zbyt  mało  odwagi,  by  odstawać 
od tego, co powszechne. 

Moda  wdziera  się  do  każdej  dziedziny  życia 

i sposobu myślenia. Warto mocą krytycznego osądu 
rozumu oceniać to, co narzuca. Wiele niemodnych, 
zdawałoby  się,  wartości  i  pojęć  zachowuje  nadal 
znaczenie w wąskich kręgach społeczeństwa. Cenne 
jest ich przetrwanie, mimo zmieniających się poglą-
dów na to, co modne. Cenna jest odwaga tych, dzię-
ki którym te wartości, pojęcia i obyczaje przetrwa-
ły.  Pozostawanie  przy  swoich  poglądach  wbrew 
większości wymaga wysiłku psychicznego
.

Powstaje  pytanie,  czy  ktoś  jest  uprawniony  do 

tego,  by  narzucać  innym  modę  w  jakiejkolwiek 
dziedzinie? Jest to swoista przemoc, rodzaj dyktatu-

background image

ry, zniewolenia naszego sposobu myślenia i działań 
przez sugerowany wzór. 

Chęć zysku materialnego rodzi pomysły tworze-

nia  mody  we  wszelkich  dziedzinach  życia.  Produ-
cenci, myśląc o własnych korzyściach, doprowadzają 
wiele osób do fałszywego poczucia niedoskonałości. 
Czują się gorsi, bo nie są w stanie sprostać modzie. 
To ona między innymi każe nam dążyć do wzboga-
cenia się. Człowiek ubogi zaczyna czuć się niewiele 
wart,  ponieważ  nie  stać  go  na  modne  przedmioty. 
Oddziaływuje despotyzm twórców mody. 

Interesującym  zjawiskiem  jest  również  moda 

dotycząca  odżywiania.  Bywały  okresy  reklamowa-
nia margaryny, czy też nakazy niejadania jajek. Roz-
maite  diety,  które  stają  się  modne,  mogą  stanowić 
zagrożenie  dla  zdrowia.  Wiadomo  na  przykład,  że 
masło  jest  niezbędnym  składnikiem  naszego  po-
karmu  ze  względu  na  oczy,  wyrażając  to  językiem 
niefachowym. Oczywiście, bywa, że pewien rodzaj 
mody  może  stać  się  korzystny  dla  naszego  organi-
zmu.  Przykładem  jest  moda  na  niepalenie  papiero-
sów, czy wegetarianizm. 

Sztuczne paznokcie, obecnie bardzo modne, na-

dają dłoni interesujący, artystyczny kształt, lecz nisz-
czą  naturalne.  Krytyczny  osąd  modnych  i  zarazem 
natarczywych propozycji w rozmaitych dziedzinach 
życia przezwyciężają ci, którzy mają poczucie włas-
nej wartości. Nie muszą więc szukać jej potwierdze-
nia w uleganiu modzie. 

background image

6

Smakowanie codzienności

Wbrew szerzonym poglądom, że człowiek stano-

wi jedność elementów duchowych i cielesnych, nie 
doceniamy  w  naszej  kulturze  doznań  zmysłowych. 
Może  to  spuścizna  europejskiego  średniowiecza 
sprawiła, że ciągle są one czymś wstydliwym, nie-
godnym uzewnętrzniania. Nasza kultura (np. w po-
równaniu z azjatycką) przywiązuje niewielką wagę 
do przeżyć węchowych oraz zmysłowych, a odgry-
wają one w życiu człowieka znacznie większą rolę 
niż na ogół chcemy się do tego przyznać. Głośno do-
ceniać je mają odwagę tylko esteci, jednostki wraż-
liwe,  wyraziściej  niż  inne  dostrzegające  w świecie 
piękno i brzydotę. 

Doznania  różnorodnych  smaków  i  zapachów 

nadają  naszym  dniom  barwę  oraz  wielowymiaro-
wość. Wzbogacają życie, zwielokrotniają jego inten-
sywność. Pozwalają zanurzyć się w teraźniejszości, 
wstrzymują  pośpiech,  który  niepotrzebnie  nam  tak 
często towarzyszy. Swoiste szczęście związane z wy-
rafinowanym smakiem niektórych potraw polega na 
tym, że działające bodźce wypełniają nas bez reszty. 
Jesteśmy przez kilka chwil „pochłonięci jedzeniem”, 
oddani  doznaniom  smakowym.  Nie  mniejszą  też 
rolę odgrywają zapachy i malowniczość stołu. Boha-
ter powieści Romain Rollanda – Colas Breugnon to 
symbol człowieka, który bez reszty oddaje się przy-
jemnościom stołu i pogardza udawaniem ascetyzmu. 

Jedząc  osiągamy  stan  chwilowego  spokoju. 

Sięgnięcie do potraw, których smakowanie sprawia 

background image

7

nam radość, pozwala chwilowo zapomnieć o często 
towarzyszącym nam uczuciu osamotnienia. Simone 
de Beauvoir nie żałowała pieszych wędrówek z Jean 
Paulem Sartrem filozofem, powieściopisarzem, pub-
licystą. Przynosiły jej bowiem wiele odkryć, nadając 
szczególne znaczenie dniu, który przemijał. A kiedy 
jedli chleb z pasztetem lub szli na kolację do piwiar-
ni nie czuła się niczego pozbawiona. 

Szczególny  nastrój  stwarzają  niektóre  zapachy. 

Nie przypadkowo używa się w świątyniach kadzideł. 
Zapach lawendy przywołuje pamięć przodków. Na-
sze prababki dbały bowiem o to, by pościel przekła-
dać woreczkami z lawendą. Aromat ściętego drewna 
lub igliwia przybliża nadchodzące Boże Narodzenie. 
Z  nim  kojarzy  się  też  zapach  pieczonego  drożdżo-
wego  ciasta.  I  znowu  wracamy  do  doznań  smako-
wych, wzbogaconych o aromat ulubionych potraw. 
Umiejętność cieszenia się nimi dodaje życiu urody. 
Warto  sobie  uświadomić,  że  nie  jest  ona  związana 
z materialnym dobrobytem. Ci, którzy żyją w nędzy, 
nieraz  mocniej  doznają  radość  istnienia  i  potrafią 
cieszyć się drobiazgami, niż ci, którym bardzo do-
brze się powodzi. 

Tracimy  wiele  nie  dostrzegając  smaków  życia, 

znaczenia wielorakich doznań odbieranych zmysła-
mi. 

background image

8

Nadwrażliwa psychika

Chorzy psychicznie to jedna z grup, o którą spo-

łeczeństwo  nie  troszczy  się  należycie.  Większość 
ludzi z wygodnictwa nie zastanawia się nad kłopo-
tami  mniejszości,  które  żyją  na  marginesie  świata 
tak zwanych zdrowych. Nie powinno się przenosić 
odpowiedzialności za tych, którzy nie mogą sami de-
cydować o swoim losie – wyłącznie na specjalistów, 
czyli psychiatrów. Wśród nich – jak wśród przedsta-
wicieli każdego zawodu – bywają ludzie nieudolni, 
nieodpowiedzialni, niedouczeni, pozbawieni talentu 
i powołania. Taki stan rzeczy nie wzbudza niepokoju 
w społeczeństwie, może dlatego, że nikła wyobraźnia 
nie podpowiada nam, iż każdemu zagrażają choroby. 
Co więcej, granica między zdrowiem psychicznym 
a  chorobą  jest  dyskusyjna.  Czasem  okazuje  się,  że 
wśród  ludzi  z  rozpoznaniem  schizofrenii  jest  dość 
znaczna grupa, która w istocie cierpi na schizoner-
wicę.  Jest  to  odkrycie  polskiego,  niedocenianego 
w kraju psychiatry Kazimierza Dąbrowskiego. Nie-
mniej cenne jest jego ustalenie, w myśl którego psy-
chonerwice nie są chorobą lecz objawem przyspie-
szonego rozwoju psychicznego. 

Kazimierz Dąbrowski pisał wyraźnie, że w przy-

szłości będzie zaszczytem znaleźć się w szpitalu psy-
chiatrycznym.  Osoby  o  nadprzeciętnej  wrażliwości 
i uczuciowości nie będą zdolne przystosować się do 
odhumanizowanych warunków życia. Szpitale staną 
się więc oazą dla ludzi uduchowionych, aczkolwiek 
w opinii wielu – chorych. 

background image

9

Człowiek  chory  psychicznie  jest  u  nas  trakto-

wany jako niepełnowartościowy, a zatem – gorszy. 
Bywa,  że  po  szpitalu  nie  jest  akceptowany  przez 
środowisko rodzinne i ma kłopoty ze znalezieniem 
pracy. Pozostaje na nim piętno inności. Wolno mieć 
chorą wątrobę, nerki czy płuca, ale nigdy głowę. 

W  imię  własnego  interesu  –  skoro  trudno  zdo-

być się na bezinteresowność – powinniśmy domagać 
się zmiany stosunku społeczeństwa do chorych psy-
chicznie,  jak  również  radykalnej  poprawy  warun-
ków w szpitalach. W Polsce skazujemy ludzi z chorą 
psychiką na wegetację, która niejednego człowieka 
zdrowego doprowadziłaby do zachwiania równowa-
gi umysłowej. Szczególnie alarmująca jest sytuacja 
w  państwowych  ośrodkach  opiekuńczych,  gdzie 
przebywają ludzie uznani za nieuleczalnie chorych. 
Zamiast  leczyć,  podaje  się  im  często  medykamen-
ty, których skutkiem ubocznym są otępienie i apatia. 
Bywa  to  wygodne  dla  personelu,  bo  usuwa  kłopot 
związany z organizowaniem terapii. Pod tym wzglę-
dem nie bierzemy przykładu z krajów europejskich, 
a zwłaszcza Holandii i Skandynawii, gdzie rozwinię-
te różnorodne formy pomocy – w tym psychoterapii 
– pozwalają powrócić do zdrowia tym, którzy u nas 
nie mają na to szans.

Większość społeczeństwa nie chce być informo-

wana,  co  dzieje  się  za  zamkniętymi  drzwiami  od-
działów psychiatrycznych. Takie filmy, jak Lot nad 
kukułczym gniazdem
 należą do rzadkości i na krótko 
wzburzają opinię społeczeństwa. A przecież można 
by nie dopuszczać do przejawów sadyzmu w miej-

background image

60

scach odosobnienia, gdyby starannie i odpowiedzial-
nie dobierało się personel, mający codzienną stycz-
ność z chorymi. 

Metody terapeutyczne stosowane na Zachodzie 

prowadzą niejednokrotnie do ujawniania talentu ar-
tystycznego osób psychicznie chorych. Okazuje się, 
że są wśród nich wybitni artyści, których dzieła za-
pełniają muzea (szczególnym przykładem jest muze-
um w Lozannie). Te dzieła sztuki charakteryzują się 
wielkim  autentyzmem  i  niepodleganiem  modnym 
prądom estetycznym. Leczą one twórców, pozwala-
jąc im wyrzucić z siebie w ten sposób nadmiar emo-
cji i przeżyć. Przynoszą także poczucie absolutnego 
spełnienia. 

Problem ludzi z chorobami psychiki jest szcze-

gólnie aktualny. Osoby o wysokiej uczciwości oraz 
wrażliwości źle przystosowują się do gwałtownych 
przemian  społecznych  i  cywilizacyjnych  naszych 
czasów.  Stąd  można  przewidywać  dalszy  wzrost 
liczby cierpiących na te zaburzenia. 

background image

61

Aptekarze                                   

i magiczne leczenie

Niestety, każdy z nas może stać się pacjentem. 

Sprawa aptek jest więc sprawą publiczną. Już w 1939 
roku  przedstawiciele  Związku  Polskiego  Przemy-
słu Farmaceutycznego ostrzegali, że szkodliwe jest 
dopuszczanie  do  sprzedaży  lekarstw  w  rozmaitych 
drogeriach oraz wielkich domach handlowych. Nie 
podlegają one przepisom o prowadzeniu aptek. A nie 
wolno udzielać zezwoleń na sprzedaż poza apteka-
mi, ponieważ lekarstwa mają być pełnowartościowe, 
a  więc  przechowywane  w  określonych  warunkach, 
a w tym w odpowiedniej temperaturze. Innymi sło-
wy, 70 lat temu wiedziano u nas, że nie można – je-
śli ceni się zdrowie społeczeństwa – zastąpić aptek 
punktami sprzedaży różnorodnych towarów, w tym 
lekarstw. 

Podejmuję  ten  problem,  ponieważ  reklamy  le-

karstw  stały  się  częścią  codzienności  każdego,  kto 
ogląda  telewizję.  A  czyni  to  niesłychanie  wysoki 
odsetek  Polaków.  Wszyscy  wiemy  o  tym,  jak  bar-
dzo kuszące są w mediach reklamy lekarstw. Doszło 
do sytuacji, w której lekomania staje się plagą. O jej 
niebezpiecznych  skutkach,  łącznie  ze  śmiertelnymi 
wypadkami,  u  nas  się  milczy.  Niebezpieczeństwo 
zawiera się także w tym, że łączenie niektórych le-
karstw,  bywa,  kończy  się  tragicznie.  Reklamy  nie 
ostrzegają  przed  interakcją  lekarstw.  One  powinny 
być, w formie informacji, skierowane wyłącznie do 
lekarzy, aptekarzy i stomatologów. 

background image

62

Są kraje, które – w porównaniu z Polską – znacz-

nie ograniczyły możliwość reklamowania lekarstw. 
Na marginesie trzeba dodać, że w Polsce nie ceni się 
lekarstw homeopatycznych. Nie ceni się u nas także 
leczenia  ziołami  mimo,  że  są  to  skuteczne  metody 
sprawdzone przez przodków. 

Uczciwość w szczególny sposób powinna funk-

cjonować  w  środowiskach  tych  zawodów,  które 
są  odpowiedzialne  za  życie  i  zdrowie  człowieka. 
Wybór  zawodu  lekarza,  bądź  farmaceuty  wymaga 
ograniczenia  chęci  pomnażania  zysku.  Żerowanie 
na  chorych  jest  naganne.  Należy  uświadamiać  po-
wszechnie, że wytwarzane przez przemysł farmaceu-
tyczny produkty nie są zwykłym towarem. Można tu 
przeprowadzić  analogię  z  dziełami  sztuki,  których 
też nie powinno się tak traktować. 

Dawniej  szukano  pomocy  u  aptekarzy.  Byli 

przygotowani do tego, by jej udzielać. Przygotowy-
wali lekarstwa biorąc pod uwagę indywidualne para-
metry. Firmy farmaceutyczne nie były tak bogate jak 
obecnie i nie miały wpływu na świadomość obywate-
li, bowiem lekarstw nie reklamowano. Obecnie cho-
rzy stali się środkiem w walce o pieniądze. Egoizm 
firm farmaceutycznych prowadzi do tego, że nie wa-
hają się  używać rozmaitych chwytów reklamowych 
w   rodzaju  zapowiedzi,  że  lekarstwo  zdrożeje,  czy 
też wywoływania presji psychicznej, by korzystać ze 
szczepionek, które w opinii części lekarzy mogą na-
wet szkodzić. Nieprawdą jest, że reklama równa się 
informacji,  czyli  że  nabywcy  swobodnie  wybierają 
lekarstwa. Odwrotnie, są zniewoleni reklamami. 

background image

63

Sięganie  do  dawnych  publikacji  skłania  do  re-

fleksji nad aktualnymi problemami. Nie w tym, co 
powszechnie uznane za prawdziwe, należy poszu-
kiwać drogowskazów. 

W  połowie  XIX  wieku  starannie  odróżniano 

aptekarzy  od  farmaceutów.  Jedynie  niektórzy  far-
maceuci  po  złożeniu  egzaminu  mieli  przyznawany 
„stopień aptekarza”. I tylko ci ostatni mogli zakładać 
apteki. Okazuje się więc, że wymagania etyczne w 
Królestwie Polskim były wyższe niż w czasach dzi-
siejszych. Dziś każdy może być właścicielem apteki 
i otwierać je w bliskim sąsiedztwie już istniejących. 
Wytwarza to niezdrową konkurencję. Na to nie po-
zwalały przepisy prawne w XIX wieku. 

Trzeba brać pod uwagę, że odporność ludzi cho-

rych  jest  zmniejszona.  Reklamowanie  cudownych 
możliwości nowych lekarstw pada więc na podatny 
grunt. Gdzie respekt dla człowieka? Mamy do czy-
nienia z niepohamowaną chęcią zysku i brutalnymi 
poszukiwaniami rynków zbytu. Zamiast opłacalno-
ści – ochrona zdrowia i dążenie do jego przywróce-
nia powinny kierować działaniami tych, którzy mają 
troszczyć się o pacjentów. 

Jak  proroctwo  brzmią  słowa  H.  Biertümpfla 

wypowiedziane  na  Pierwszym  Zjeździe  Aptekarzy 
w 1912 roku: „Może dojść do tego, że lekarz nie bę-
dzie  umiał  napisać  zwyczajnej  recepty,  a  aptekarz 
nie będzie miał nic do roboty w specjalnym swym 
zakresie,  gdyż  fabryki  lub  zagranica  dostarczą  mu 
środków gotowych”. 

background image

64

We współczesnym świecie obserwuje się stępie-

nie wrażliwości. Coraz bardziej przyzwyczajamy się 
do  powierzchownych  stosunków  międzyludzkich, 
opartych na wzajemnych interesach; „ja tobie, abyś 
ty  mnie”.  Można  wprawdzie  zyskać  w  ten  sposób 
całkiem wymierne korzyści, ale nie można budować 
ani  trwałej,  ani  pozytywnej  więzi  z  drugim  czło-
wiekiem.  Równie  nietrwałe  jest  szukanie  kontaktu 
z ludźmi, wynikające z pobudek snobistycznych. 

Filozofia  jest  nieodzowna  w  medycynie,  gdyż 

wprowadza  problem  wartości,  nierozdzielnie  zwią-
zany z człowieczeństwem. Świat wartości jest świa-
tem człowieka. Człowieczeństwo objawia się zdol-
nością do uczuć wyższych. Trudno powstrzymać się 
od uwagi, że nasz system edukacyjny jest nastawio-
ny jednokierunkowo: na rozwijanie umiejętności in-
telektualnych przy zaniedbaniu strony emocjonalno 
– wolitywnej. 

Świat bez uczuć jest nie do przyjęcia, szczególnie 

w medycynie. Oziębłość emocjonalna w kontaktach 
z ludźmi staje się m.in. podłożem, na którym rodzi się 
poczucie osamotnienia. Zmarły kilkanaście lat temu 
włoski  filozof,  Del  Vecchio,  odróżniał  osamotnie-
nie  od  samotności,  wskazując  na  destrukcyjną  rolę 
tego pierwszego w życiu człowieka. Jego zdaniem, 
jednym z podstawowych praw człowieka jest prawo 
do  samotności.  Współczesna  cywilizacja  daje  nam 
bardzo niewielki jej margines. Jesteśmy nieustannie 
nasycani błahymi informacjami, faktami. Jest nas co-
raz więcej. Wszystko to budzi poczucie bezradności 
i zagubienia. Ale jest też inny groźny aspekt współ-

background image

6

czesnej cywilizacji posługującej się kulturą masową 
i  masowymi  środkami  przekazu.  Oto  na  przykład 
o tragediach innych ludzi dowiadujemy się siedząc 
w fotelu  przed  telewizorem.  Słuchamy  informacji 
i  jesteśmy  bierni.  Zdławiony  zostaje  w  nas  odruch 
niesienia pomocy. Tak samo zachowuje się lekarz
który zdejmuje z drzwi tabliczkę po to, by dano mu 
spokój w jego domu. 

Powinniśmy  kształtować  swoje  właściwości, 

rozwijać  się  wewnętrznie.  Niezbędne  do  tego  jest 
obcowanie  z  innymi  ludźmi.  W  przypadku  lekarza 
jest  to  umiejętność  odczuwania  i  odbierania  wpły-
wów nie tylko z własnego środowiska profesjonal-
nego, ale i od chorych. Lekarz ma potencjalną moż-
liwość – znacznie większą niż inni – rozwoju swojej 
osobowości.  Bez  tego  nie  może  skutecznie  leczyć, 
nie może wczuć się w potrzeby psychoemocjonalne 
pacjentów. Nie potrafi nawiązać z chorym kontaktu. 

Wyobraźnia  i  odpowiedzialność  lekarza  może 

przyczynić się do wyrobienia w sobie umiejętności 
słuchania pacjentów. Potrzebna jest mu wyobraźnia, 
która by podpowiedziała, że wcześniej czy później 
on również może oczekiwać pomocy. 

Lekarze  weterynarii  uświadomili  mi,  że  moja 

nieufność w stosunku do europejskiej medycyny ma 
głęboki sens. Ujawnili mi uboczne skutki działania 
preparatów leczących określony chory organ. Ratu-
jąc  życie  psu  –  przyjacielowi,  musiałam  się  z  tym 
pogodzić. 

Wprawdzie  mój  dziadek  i  ojciec  byli  lekarza-

mi,  ale  zalecali  niejednokrotnie  placebo  i  w  wielu 

background image

66

wypadkach  było  ono  skuteczne.  Nie  ma  bowiem 
wątpliwości, że wbrew potocznemu porzekadłu za-
leżność jest następująca: w zdrowym duchu - zdro-
we  ciało.  W  ostatnich  latach  medycyna  odeszła  od 
tego,  co  pielęgnował  mój  dziadek.  Mianowicie,  od 
dostosowywania lekarstw do parametrów określone-
go indywidualnego człowieka. Dziś dane lekarstwo 
ma służyć każdemu, kto na coś choruje. Jedynie w 
kręgu nowocześnie myślących psychiatrów funkcjo-
nuje pogląd, że jest tyle odmian chorób, na przykład 
schizofrenii, ile jest osób cierpiących na tę chorobę. 
Różnice  indywidualne  między  nami  sprawiają,  że 
zaznaczają się także różnice w chorobach. 

Lekarz  zapracowany  i,  niejednokrotnie,  pozba-

wiony powołania do zawodu, nie zajmuje się oddzia-
ływaniem na psychikę pacjenta, ani też nie wypisuje 
recept. Zresztą nie w każdej aptece można takie le-
karstwo zamówić. 

Czynnikiem mącącym świadomość są nie tylko 

natarczywe  reklamy  lekarstw,  wywołujące  w  efek-
cie odruch zażywania rozmaitych tabletek. Wzmaga 
ten nawyk na przykład informacja, iż kupując więcej 
lekarstw – otrzyma się w danej aptece jakiś prezent. 
Świadomość nasza jest mącona także przez audycje, 
na  które  dwukrotnie  trafiałam  w  telewizji,  mające 
na  celu  ośmieszenie  lekarstw  homeopatycznych. 
Ma w nie wstępować siła diabelska, co głosił jeden 
z pozoru poważnych uczestników programu telewi-
zyjnego. 

Na  wschodzie  Polski,  zwłaszcza  w  okolicach 

Białegostoku, skutecznie zwalczają rozmaite choro-

background image

67

by tak zwane szeptuchy. Są to na ogół osoby niewy-
kształcone, zajmujące się uzdrawianiem, często po-
wołujące się na Boga. Jest prawdopodobne – o czym 
dowiedziałam  się  od  Stanleya  Devina  –  że  nazwa 
„szeptucha”  wiąże  się  z  wypowiadaniem  szeptem 
zaklęcia  mającego  moc  uzdrawiającą.  Ten  szept 
ma wpływać na podświadomość chorego. Również 
wśród  Białorusinów  funkcjonuje  pogląd  o  mocy 
leczniczej szeptucha, czy szeptuchy. Utrwalona jest 
tradycja przekazywania mocy leczniczej komuś, naj-
częściej z kręgu własnej rodziny. 

Zdarza się, że działania szeptuchy zespolone są 

z  kultywowaniem  tradycji  słowiańskich  obrzędów 
związanych  z  przyrodą.  Wiadomo  także  o  tym,  że 
umieją  one  zdejmować  urok  z  chorego.  Przypusz-
czam, że urok należy interpretować jako negatywną 
energię,  która  osacza  człowieka.  Taka  energia  po-
chodzi od kogoś nieprzyjaznego, od wroga, który nie 
zdaje  sobie  sprawy  z  tego,  że  wysyłając  złe  myśli, 
szkodzi nie tylko komuś – ale także sobie. 

Interesujące,  że  pojawiło  się  nagle  w  ostatnich 

latach wielu egzorcystów w Kościele rzymskokato-
lickim, a jednocześnie nie zmniejszyła się – ujmując 
geograficznie – w centralnej i zachodniej Polsce nie-
ufność  do  leczenia  przez  szeptuchy.  Są  one  często 
wyznania prawosławnego. Znam  kilka osób, które 
zostały tą drogą wyleczone. 

Żyjąc  w  świecie  cywilizacji,  przestaliśmy  zda-

wać  sobie  sprawę  ze  znaczenia  więzi  ze  środowi-
skiem naturalnym. Magia jako siła lecząca to często 
wyraz  odwoływania  się  do  samoleczniczych  mocy 

background image

68

tkwiących  w  człowieku.  Należy  uwzględniać  bez-
sporny  fakt,  że  stan  wewnętrznej  harmonii  służy 
zdrowiu  somatycznemu,  zaś  dysharmonia  ma  moc 
chorobotwórczą. 

Studia medyczne w Polsce pomijają akupunktu-

rę, która jest wiedzą i metodą leczniczą nie mieszczą-
cą się w utartych europejskich pojęciach o chorobie. 
Zachodnia medycyna zasadniczo różni się od medy-
cyny Dalekiego Wschodu. W tej ostatniej człowieka 
ujmuje się w sposób holistyczny, czyli całościowy, 
jako cząstkę Kosmosu, a jedna z cennych metod pro-
filaktycznych jest akupresura.

background image

69

Nałogi – potrzeba mądrych 

prawodawców

W  naszych  czasach  słyszy  się  często  deklara-

cje  o  wolności  człowieka.  Od  pewnych  uzależnień 
– ograniczających wolność – mają nas chronić prze-
pisy prawne. Oczywiście nie jest to jedyny sens ist-
nienia prawa. Obecnie szczególne restrykcje dotyczą 
palaczy tytoniu. Coraz trudniej o miejsca, w których 
wolno zaciągnąć się papierosem, czy cieszyć innych 
zapachem doskonałego tytoniu unoszącego się z faj-
ki. 

Ponieważ pozostałe rodzaje uzależnień człowie-

ka  nie  napotykają  na  analogiczne  restrykcje,  więc 
uprawniona  jest  hipoteza,  że  producenci  tytoniu 
stanowią grupę nacisku o małej sile oddziaływania. 
Większą  swobodą  cieszą  się  osoby  uzależnione  od 
alkoholu.  Mają  możliwość  kupowania  alkoholu  na 
stacjach  benzynowych  mimo  deklarowanej  przez 
państwo  walki  z  alkoholizmem.  Taka  dostępność 
rozmaitych  wódek,  koniaków,  win,  nalewek  przez 
dwadzieścia cztery godziny na dobę dla jeżdżących 
samochodami jest o wiele bardziej niebezpieczna niż 
zaciągnięcie się dymem papierosa w kawiarni. 

Prawo  nie  formułuje  zakazów,  które  by  sku-

tecznie  chroniły  każdego  z  nas  przed  produktami 
groźnymi  dla  zdrowia.  Wyśmiewana  przez  wielu 
opiekuńcza rola państwa dochodzi jednak do głosu 
w  odniesieniu  do  przemysłu  tytoniowego.  Szkoda, 
że z taką troską nie chroni się ludzi przed ekspansją 
reklam  przemysłu  farmaceutycznego.  Szkoda  też, 

background image

70

że restrykcji nie wprowadza się w stosunku do pro-
dukcji nowych sposobów zabijania człowieka przez 
człowieka;  przemysł  zbrojeniowy  rozkwita  mimo, 
że każda wojna może stać się ostatnią. Słyszy się też 
niepokojące żądania niektórych polityków, by posia-
danie broni było zjawiskiem powszechnym. Byłoby 
to  znacznie  większe  zagrożenie  niż  dym  papierosa 
dla niepalaczy. 

Warto wspomnieć, że w XIX wieku twórcy libe-

ralizmu domagali się, by państwo chroniło zwierzę-
ta domowe przed sadyzmem człowieka i skierowało 
swą  troskę  na  obronę  osób  chorych,  słabych  i  sę-
dziwych. Ograniczenie wolności osób bezdusznych 
i sadystów miało głęboki sens. Odeszło się od tego 
w  XXI  wieku,  aczkolwiek  natura  ludzka  nie  udo-
skonaliła się. 

Obecnie  byłoby  sensowne  ograniczenie  możli-

wości długotrwałego korzystania z internetu. Rów-
nież  i  w  tej  dziedzinie  niewiedza  przynosi  skutki 
niebezpieczne  dla  zdrowia  człowieka.  Podobnie 
przedstawia się sytuacja związana z nadużywaniem 
telefonów komórkowych oraz sposobem ich nosze-
nia.  Prawodawcy  powinni  bezinteresownie  działać 
na rzecz człowieka. 

Świat  wirtualny,  zwłaszcza  internet,  wytwarza 

zależność groźniejszą niż ma to miejsce w przypad-
ku na przykład tytoniu. Wiąże się bowiem nie tylko 
z  naruszaniem  zdrowia  cielesnego,  ale  także  psy-
chicznego. Prowadzi do lęków przed kontaktem ze 
światem  rzeczywistym  oraz  stanowi  swoistą  zgodę 
na  uzależnienie  własnego  światopoglądu  od  treści 
sugerowanych przez media oraz internet. 

background image

71

Jedzenie w KFC, czy w Mac Donaldach, a także 

posiłków przygotowywanych w kuchenkach mikro-
falowych  jest  zapewne  równie  szkodliwe,  co  pale-
nie  marihuany.  Lekomania  stanowi  zagrożenie  nie 
mniejsze niż narkomania. Ale jedynie wybrane nało-
gi napotykają na prawne zakazy. 

Państwo  nie  pełni  roli  mądrego  opiekuna  oby-

wateli i nie troszczy się o los biednych, bezdomnych, 
niedożywionych, krzywdzonych ale wprowadza re-
strykcje wywołujące dyskusje o drugorzędnym zna-
czeniu w stosunku do rzeczywistych problemów. Nie 
jest zadaniem prawa chronić nas przed namiętnymi 
pragnieniami, zwłaszcza że we współczesnej Europie 
trudno znaleźć państwo rządzone przez mędrców. 

Przyznając znaczenie intuicji, uczuciom, a także 

doznaniom – staje się oczywiste, że trudno jest pod-
porządkować  własne  życie  racjom  rozumu.  Ogra-
niczanie swoich nałogów i uzależnień wymaga siły 
charakteru. Niestety, przedszkole, szkoła i uczelnia 
nie uczą nas tego, że powinniśmy kształtować włas-
ny charakter oraz rozwijać uczuciowość. 

Poznałam  Polaków  odnoszących  się  z  wielkim 

szacunkiem  do  austriackiego  cesarza  Franciszka 
Józefa. Spotkałam się również z kultem jego osoby 
w Austrii. Przypuszczam, że mądry przywódca, ja-
kim był ten cesarz, mógłby nakłonić wielu do prze-
strzegania zasad mądrego życia, a w tym – rezygna-
cji z wygody, którą niosą ze sobą pewne wynalazki 
cywilizacji. Ale nie wierzę w dostosowywanie się do 
zakazów prawnych – jeśli przeszkadzają namiętnoś-
ciom człowieka – uchwalanym przez z reguły prze-
ciętne osoby wybierane do parlamentu. 

background image

72

Życzliwość 

Wpaja się w kulturze chrześcijańskiej nakaz mi-

łości bliźniego. Jednak od wielu wieków nie został 
urzeczywistniony. Nawet nie zostały wyeliminowa-
ne wojny. Wiele  wyznań głosi teorię słusznej, czyli 
sprawiedliwej wojny, co jest sprzeczne z życzliwoś-
cią. 

Nawoływania  do  zaprzestania    wojen  płyną 

w Europie  ze  strony  niektórych  małych  liczebnie 
wyznań chrześcijańskich. Głoszą je również niewiel-
kie grupy społeczne, by wymienić założone przeze 
mnie  Stowarzyszenie  Pacyfistyczne.  Uczą  one,  że 
człowiek  powinien traktować drugiego jako war-
tość  o  podstawowym  znaczeniu
.  Warto  zapamię-
tać,  emanującą  życzliwością  i  harmonią  wewnętrz-
ną, twarz Dalaj Lamy. Jak wiadomo, ten przywódca 
Tybetu, żyjący na wygnaniu, podobnie jak Gandhi, 
chce osiągnąć niepodległość dla swojego państwa na 
drodze pokojowej, bo w czasie wojny mógłby zginąć 
człowiek.

Życzliwość,  którą  darzymy  innych  ludzi  oraz 

zwierzęta, sprzyja naszemu zdrowiu. Gdybyśmy byli 
nią przepojeni, nie pozwoliłaby na wojny i niszcze-
nie środowiska w którym żyjemy. Wystarczy posta-
wić siebie w sytuacji człowieka, którego zwalczamy 
jako swojego domniemanego wroga, by zmienić do 
niego stosunek. Zaprzestać agresji. 

Nie  zawsze  nasze  życzliwe  nastawienie  wy-

wołuje  w  drugim  człowieku  przyjazne  nam  myśli 
i postawy,  ale  może  ocalić  nasze  zdrowie.  Powin-

background image

73

niśmy odrzucać od siebie agresję i nienawiść, które 
są w nas. 

Czyjaś silna niechęć powoduje zakłócenia w na-

szej psychice oraz zmiany w organizmie. Żyją latami 
w rodzinnym piekle. Jest oczywiste, że długotrwałe 
stresy są zagrożeniem takim, jak wirusy i bakterie. 

Można  wzbudzić  w  sobie  elementarną  życzli-

wość dla każdego człowieka, poprzez uświadomie-
nie, że wszyscy jesteśmy cząstką ludzkości. 

Uczucia i myśli negatywne uderzają – mówiąc 

w  przenośni  –  swym  ostrzem  przede  wszystkim 
w tego, kto wzbudza je w sobie
. W imię własne-
go  egoizmu  i  zdrowia  bądźmy  więc  życzliwi  dla 
otoczenia wiedząc, że życzliwość nie zawsze rodzi 
życzliwość. 

Najbardziej przesyceni agresją są ci, którzy nie 

lubią siebie, czy nie są ze sobą pogodzeni; niezado-
wolenie z siebie przenoszą na otoczenie. 

background image

74

Refleksje słoneczne

Słynny pisarz francuski żył i tworzył w półmro-

ku, mając stale zasłonięte okna przed światłem oraz 
słońcem. Jest w pełni zrozumiałe, że takie warunki 
zewnętrzne sprzyjają koncentracji myśli. Słońce wy-
zwala  wzmożoną  chęć  wypoczynku.  Upalne  letnie 
dni  rozleniwiają.  Arystoteles  był  filozofem,  który 
żył w czasach starożytnych, a jego uwagi na temat 
zależności  klimatu  i  psychiki  człowieka  są  do  dziś 
nadal  aktualne.  Tworząc  koncepcję  idealnego  pań-
stwa, podkreślał, że jednym z warunków, które mu-
szą być spełnione – jest klimat umiarkowany. Gorący 
rozleniwia, nie sprzyja wyrabianiu ducha bojowego. 
Zimny natomiast utrudnia twórczość artystyczną, nie 
sprzyja rozkwitowi kultury. Dzisiejsza wiedza na ten 
temat  nie  wniosła  nic  szczególnie  nowego.  Na  po-
twierdzenie poglądów Arystotelesa, przypomnijmy, 
że  Eskimosi  nie  dokonali  przełomowych  odkryć. 
Natomiast  starożytni  Grecy  i  szerzej  –  mieszkańcy 
klimatu śródziemnomorskiego – stworzyli wspania-
łe dzieła. 

Rzadko zastanawiamy się nad wpływem klimatu 

na  nasze  samopoczucie.  Doraźnie  słuchając  infor-
macji  pogodowych,  sugerujemy  się  wiadomością 
o  zbliżającym  niżu,  by  usprawiedliwić  przed  sobą 
własną bierność.  Meteopatia, nowa jednostka cho-
robowa,  być  może  objaśnia  pewne  stany  psychofi-
zyczne człowieka, ale zarazem wzmaga niemoc na 
wieść  o  niesprzyjającej  pogodzie.  Usprawiedliwia 
lenistwo, by kształtować własne życie zgodnie z mą-

background image

7

drym  nakazem  Adama  Mickiewicza:  mierz  siły  na 
zamiary. Postępując przeciwnie, a więc mierząc za-
miary na siły, znajdujemy w zmieniającej się pogo-
dzie wygodnego winowajcę naszych zaniechań. 

Słońce  w  magiczny  sposób  wpływa  na  nasze 

usposobienie.  Dodaje  energii,  wznieca  nadzieje, 
wzmaga  siły  witalne  organizmu.  Niestety,  żyjąc 
w klimacie  chłodniejszym,  który  występuje  w  na-
szym kraju, zjadamy owoce południowe, dojrzewa-
jące  w  nienaturalnych  warunkach.  Chciałabym  po-
czuć smak bananów zrywanych prosto z drzewa! 

Gdy  zaczynają  się  szare,  deszczowe  dni,  od-

czuwamy wzmożoną potrzebę obcowania z żółtym 
i pomarańczowym kolorem. Zastępują one w jakiejś 
mierze promienie słoneczne. Gdy zaczyna się wczes-
ne lato, najbardziej zachwyca mnie trawa, w której 
bujnie rozkwitają mlecze. Na marginesie dodam, że 
nie rozumiem podziału kwiatów na chwasty i uznane 
za szlachetne, cenione przez ludzi. 

W małych miasteczkach, a zwłaszcza na wsi, ży-

cie zamiera, gdy nadchodzi zima. Ulice są puste, a 
ludzie markotni. Kiedy nastaje pora słońca – świat 
się  ożywia.  Nie  chcemy  czuć  swojej  bliskości  ze 
światem przyrody, ale nie mam wątpliwości, że za-
padają pewne osoby w porach chłodu i anemicznego 
słońca  w  stan  pokrewny  do  snu  zimowego  niektó-
rych zwierząt. 

background image

76

Przeciw wygodzie

Warto zdać sobie sprawę, że sposób urządzenia 

mieszkania w znacznym stopniu oddziaływa na na-
sze stany psychiczne. Wbrew pozorom, mieszkanie 
funkcjonalne  i  zapewniające  wygodę  nie  zawsze  
korzystnie oddziaływuje. Podłoga z wyszorowanych 
desek jest trudniejsza do utrzymania w czystości niż 
polakierowany parkiet – ale jakże przyjazna i ładna!

Przejmujemy  wzory  nie  zdając  sobie  sprawy 

z tego,  że  nie  musimy  im  ulegać  i  że  nieraz  tracą 
one sens na polskim gruncie. Jako przykład posłu-
żę się zsypami. Ułatwiają one życie tym, którzy za-
mieszkują  w  krajach  Zachodu  w  wielopiętrowych 
domach. Skopiowanie tego u nas doprowadziło, że 
tam, gdzie zostały one wybudowane doszło do inwa-
zji robactwa i gryzoni.

 

Wynika to oczywiście z fak-

tu, że u nas owych zsypów należycie się nie czyści, 
że brakuje nie tylko stosownej pieczołowitości, ale 
również pieniędzy na środki chemiczne oraz folię do 
opakowania wyrzucanych śmieci.

Poczucie  zagubienia  w  osiedlach  nie  jest  dla 

wszystkich jego mieszkańców wyraziste. Ale wiele 
już pisano o szkodliwości wielkiej płyty. Osiedla sta-
nowią miejsce, do którego wraca się po pracy, ażeby 
obejrzeć program telewizyjny, coś zjeść i przespać 
się nie zawsze wygodnie, bo na wersalce w pościeli 
zwiniętej  w  ciągu  dnia.  Otwarta  przestrzeń,  chao-
tyczna zabudowa, nie dają poczucia takiego bezpie-
czeństwa  jak  tradycyjna  ulica,  by  sięgnąć  do  przy-
kładu Nowowiejskiej, czy Filtrowej w Warszawie. 

background image

77

Oddziaływa  na  nas  obezwładniająco  bądź  mo-

bilizująco  kształt  powierzchni  mieszkaniowej,  wy-
sokość, rodzaj używanych materiałów, jak również 
barwy kamienic. Warto powrócić do nieregularności 
układu  powierzchni,  co  przynosi  element  tajemni-
czości. Pokoje o kształcie pudełek, pozbawione ja-
kichkolwiek wnęk i zakamarków są nużące. 

Warto podkreślić, że w ludzkiej naturze drzemie 

dążenie do bierności. I tu zaczyna się niedoceniana 
rola wpływu architektury. Jej działanie na psychikę 
człowieka – inaczej niż na przykład muzyki, czy ma-
larstwa – rzadko sobie uświadamiamy. 

Feng-shui  wnosi  wiele  cennych  informacji  na 

temat  urządzenia  mieszkania,  ale  jestem  przekona-
na,  że  zbliżoną  rolę  może  odgrywać  nasza  intuicja 
i bogata wyobraźnia. Należy wyłamywać się ze stan-
dardów i snobizmu, jak również presji nowoczesno-
ści. I nie warto przejmować się tym, co inni powie-
dzą  o  wnętrzu  naszego  mieszkania.  Interesujące  są 
te wnętrza, które emanują indywidualnymi cechami 
mieszkańców. Nawet pokój hotelowy można „oswo-
ić”, kładąc na meblach książkę, fotografię, czy ser-
wetkę. 

background image

78

Upór i nadzieja

Za  mało  troszczymy  się  o  nasze  zdrowie.  Pro-

pagując  higienę  ciała,  nie  dbamy  równie  natarczy-
wie o higienę ducha. Wyrabianie nawyku mycia rąk 
przed jedzeniem nie jest wszak ważniejsze od okre-
ślonych przyzwyczajeń w sferze naszej psychiki. 

Życie  każdego  z  nas  toczy  się  w  podwójnym 

świecie: zdarzeń codziennych, namacalnie obecnych 
oraz pragnień, o których marzymy, aby stały się na-
szym udziałem. 

Nie chodzi tu o marzycielstwo, które prowadzi 

do bierności, fantasta bowiem zaspokaja swoje ocze-
kiwania często jedynie w wyobraźni. 

Niezgoda  na  to,  co  dzieje  się  w  naszym  życiu, 

niezadowolenie,  które  tak  często  nam  towarzyszy, 
łączą się zwykle z nadzieją, że coś się poprawi, na 
przykład niewdzięczne dzieci zrozumieją swój błąd, 
czy  też  zwierzchnik  wreszcie  doceni  wysiłki  pra-
cownika, mimo że ten nie jest ustosunkowany. Taka 
właśnie nadzieja towarzyszyła życiu Martina Edena 
– bohatera powieści Londona – gdy wysyłał odrzu-
cone rękopisy swoich opowiadań po raz siedemnasty 
do kolejnego wydawcy. 

Nadzieja jest źródłem sił żywotnych – nie tyl-

ko w sensie psychicznym, ale i biologicznym. Upór 
przez wielu krytykowany jako rzekomo negatywna 
cecha  charakteru  jest,  moim  zdaniem,  godny  sza-
cunku, prowadzi bowiem niezłomnie w określonym 
kierunku,  wytyczonym  przez  naszą  nadzieję.  A  to, 
że  inni  bywają  przeciwni  naszym  działaniom,  nie 

background image

79

powinno nas powstrzymywać, o ile żyjemy zgodnie 
z poczuciem wewnętrznej słuszności. 

Wiele  nieszczęść  płynie  z  diagnozy  lekarzy, 

którzy  często  odbierają  swoim  pacjentom  nadzie-
ję  na  wyleczenie.  Wiele  pychy  i  wiary  we  własną 
nieomylność  zawierają  słowa  lekarza,  stwierdzają-
cego  nieuleczalność  jakiejś  choroby.  Słynne  było 
przed kilkunastoma laty – i warte jest przypomnienia 
– dzieło profesora medycyny Juliana Aleksandrowi-
cza Nie ma nieuleczalnie chorych

Nadzieja  utrzymuje  przy  życiu.  Wiara,  że  bę-

dzie  się  zdrowym,  wydłuża  je.  Chwile  zwątpienia 
i załamania zdarzają się często, ale nie powinno się 
przeszkadzać w odbudowywaniu nadziei. Od naszej 
siły psychicznej zależy więcej niż jesteśmy w stanie 
uświadomić sobie i zaakceptować. Nawet rak bywa 
wywoływany negatywnymi napięciami psychiczny-
mi, nieumiejętnością naszego rozładowania ich. 

Możliwe są dwie zasadniczo odmienne postawy 

życiowe. Jedna z nich wiąże się z radością zmierza-
nia do wyznaczonych przez siebie celów. Z nadzie-
ją, że uda się osiągnąć to, do czego dążymy. Druga 
postawa  przesycona  jest  niezadowoleniem  i  rezyg-
nacją, spowodowaną tym, że teraźniejszość odbiega 
od pragnień. Bywa, że taki rozgoryczony człowiek, 
który nie działa na rzecz spełnienia swoich marzeń, 
podświadomie mści się na otoczeniu za swoje niepo-
wodzenia. 

Niezadowolenie  ze  swojego  życia,  rozpamięty-

wanie  cierpień,  rozczarowań,  poczucie  niespełnie-
nia i towarzysząca temu bierność zabija siłę nadziei. 

background image

80

Odwrotnie, życie czynne, pełne inicjatywy, mające 
na celu urzeczywistnienie nadziei – sprzyja zdrowiu. 
Nadzieja,  o  czym  wiadomo,  pozwoliła  przetrwać 
wielu ludziom piekło obozów. 

Każdy z nas mniej lub bardziej świadomie czeka 

na coś. Ale znaczenie ma taka nadzieja, która pobu-
dza do czynu. Kołacząca się myśl, że „kiedyś będzie 
lepiej”  nie  jest  wystarczająca,  bo  nie  wyrywa  nas 
z  bierności.  Chodzi  o  nadzieję  twórczą,  czyli  taką, 
która wzmaga bunt wobec tego, co oceniamy nega-
tywnie  i  pobudza  do  czynnego  życia.  Oczywiście 
sprzyjają niejednemu człowiekowi przyjazne sploty 
zdarzeń.  Ale  nic  nie  zastąpi  naszych  uporczywych 
dążeń do tego, czego szczególnie pragniemy. 

background image

81

Ucieczka przed sobą

Żyjemy w ciągłym pośpiechu, zapominając o od-

poczynku. Trwonimy siły witalne często na sprawy 
trzeciorzędnej  wagi.  Chcemy  zdobyć  dobra  mate-
rialne i jeśli mamy możliwość pracy zarobkowej, to 
nie zawsze oddajemy jej się z umiarem. Przyjęła się 
ostatnio nazwa pracoholicy na określenie tych, któ-
rzy nie umieją, a nawet nie chcą wyrwać się z koło-
wrotu spraw związanych z zarobkowaniem. Wytwa-
rza to w ich organizmie napięcie psychiczne, latami 
nie rozładowane. Żyją w swoistym transie, niebez-
piecznym dla zdrowia.

Tak zwany pracoholik  ucieka  przed zastanowie-

niem się nad celem i sensem własnego życia, w świat 
zajęć zawodowych. Uzyskuje tą drogą pozorny spo-
kój, bowiem staje się trybem w machinie. Wystarczy 
poddać się panującym regułom w miejscu pracy, by 
nie czuć ciężaru odpowiedzialności. Zostaje ona sce-
dowana na szefa. 

Bywają, i to nierzadko, pracoholiczki wśród pań 

przekonanych,  że  nie  umyte  okna,  nie  ugotowany 
obiad spowodują katastrofę. Wiecznie zabiegane w 
kręgu spraw codziennych, z myślami pełnymi troski 
o innych, przeżywają po latach dramatyczne załama-
nie na przykład z powodu odejścia z domu dorosłych 
dzieci, czy współmałżonka. 

Bywa, że nie znajdujemy czasu na odpoczynek, 

bo chcemy więcej zarabiać. Zdarza się też, że mając 
dużo  w  sferze  materialnej,  chcemy  jeszcze  więcej. 
Dochodzi do głosu pazerność lub przerost ambicji. 

background image

82

Nadmierna praca ma służyć uzyskiwaniu upragnio-
nego stanowiska. 

Pracoholikiem nie jest jednak ten, kto w swo-

ich działaniach widzi sens własnego życia, oddaje 
się pasji
. O sensie ludzkiego wysiłku decydują mo-
tywy. Byłoby śmiesznie określić mianem pracoholi-
ka na przykład Pasteura, Balzaca, czy Leonarda da 
Vinci. 

Zapracowanie i brak odpoczynku bywa również 

skutkiem  wyolbrzymionego  poczucia  obowiązku 
wobec  kogoś  z  rodziny,  najczęściej  dzieci.  Takie 
rozrośnięte  poczucie  obowiązku  niszczy  zdrowie 
psychiczne osoby poświęcającej się. W gruncie rze-
czy nikomu nie jest potrzebne nadmierne obdarowy-
wanie,  bo  rzadko  można  potem  sprostać  poczuciu 
wdzięczności. Często zawodzi się tych, którzy czy-
nią dla nas zbyt wiele. 

Nie  wszyscy  umieją  odpoczywać.  Lękamy  się 

wyrwania  z  codziennego  zabiegania.  Wolny  czas 
powoduje,  że  zastanawiamy  się  nad  sprawami,  od 
których pragnęlibyśmy uciec. Odpoczynek nastraja 
refleksyjnie,  więc  szuka  się  przeciwwagi  w  pracy, 
czy  w  nakładaniu  na  siebie  nadmiernych  obowiąz-
ków. 

Cywilizacja tworząc zaporę między nami i środo-

wiskiem naturalnym, przynosi zagrożenie dla zdro-
wia psychicznego. Mieszkając w mieście nie wiemy, 
co to znaczy rechot żab, zapach skoszonej trawy, czy 
szum drzew. A kontakt ze światem roślin i zwierząt 
uspokaja, zmniejsza napięcia psychiczne. Przywraca 
zachwiane  proporcje  zdeterminowanym  pozornymi 

background image

83

wartościami. Nie stajemy się bowiem lepsi, mądrzej-
si, zajmując na przykład upragnione stanowisko, czy 
stając się jednym z biznesmenów. 

Zmniejszając  liczbę  godzin  przeznaczonych 

na  pracę,  zyskujemy  możliwość,  by  spojrzeć  na 
nasze  życie  z  dystansu.  Przybliżamy  się  do  siebie. 
To bardzo istotna i korzystna zmiana perspektywy. 
W tym  zawiera  się  głęboki  sens  odpoczynku.  Psy-
chika i zdrowie somatyczne wymagają, aby od czasu 
do czasu mieć leniwy dzień – używając określenia 
Laryssy Humaniukowej. Te ślamazarnie płynące go-
dziny, to wyrwanie się z kręgu obowiązków faktycz-
nych i wyobrażonych. Czynić możemy wtedy to, na 
co mamy ochotę, a nie to, co musimy czy wypada. 

Leniwy  dzień  przynosi  uwolnienie  od  świata 

zewnętrznego. Może stać się chwilą wewnętrznego 
skupienia. 

background image

84

Upadek

Istniejemy w świecie względnych wartości, a na-

wet ocen o indywidualnym charakterze. To, co dla 
jednego jest wyrazem własnego upadku – dla innego 
może być stanem, w którym nieustannie się pogrąża. 
I nie ocenia go jako upadku. Punkt widzenia zależy 
od stanu świadomości oraz od wymagań jakie sobie 
stawiamy. 

Zdolność do krytykowania siebie też pełni istot-

ną rolę w ocenie własnych upadków. Mamy wszak 
tendencję  do  usprawiedliwiania  siebie,  co  zakłóca 
zdolność obiektywnej samooceny. Łatwiej jest wy-
rokować o upadku innych osób niż o własnym. 

Nie  sugerujemy  się  opiniami  otoczenia  o  nas. 

Dzisiejszy moralista – jutro, pod wpływem niezna-
nych  sobie  bodźców,  powieli  zachowania,  które 
oceniał dotąd jako upadek. Niedawno media upub-
liczniły przypadek polityka piszącego umoralniające 
scenariusze, a żyjącego inaczej. 

Można wyrządzić sobie krzywdę, oceniając nie-

które  własne  czyny  bądź  zachowania  jako  wyraz 
upadku. Bo może dotąd nie znaliśmy siebie. Może 
nikt nie poruszył głęboko uśpionych w nas namięt-
ności.  Trzeba  się  zastanowić  czy  mamy  rację,  gdy 
jako upadek oceniamy w sobie to, co odstaje od na-
rzucanych  nam  wzorów  obyczajowych.  Być  może 
trzeba zaaprobować własne odejście od dotychcza-
sowego sposobu życia, by pozwolić sobie doświad-
czyć nieznanej dotąd skali przeżyć. Może to nie jest 
upadek? 

background image

8

Upadkiem nie powinno się nazywać zdrady o cha-

rakterze seksualno-erotycznym. Porywy namiętności 
daje się tłumić, podporządkowywać racjom rozumu, 
ale nie zawsze. Natomiast nie mam wątpliwości, że 
upadkiem  jest  zdrada  przyjaciela,  czy  na  przykład 
upublicznienie powierzonej nam przez kogoś tajem-
nicy. Jako upadek należy też oceniać, częste u nas, 
przejawy sprzeniewierzania się woli zmarłego. Nie-
dotrzymywanie obietnic, niewdzięczność, oszustwo 
– to przykłady upadku, które w naszym mało tole-
rancyjnym społeczeństwie – paradoksalnie – nie są 
wystarczająco piętnowane. 

Warto,  a  nawet  trzeba  być  dla  siebie  surowym 

sędzią. Nie narzucajmy jednak sobie postaw heroicz-
nych, bo im nie sprostamy. Upadać i znów się podno-
sić może tylko ten, kto nie straci wiary w siebie. Być 
może życie wielu osób składa się z takich wzlotów 
i upadków. Jednak zdają sobie z tego sprawę jedynie 
ci, którzy zastanawiają się nad sobą. 

Niektórzy  współcześni  myśliciele  twierdzą,  że 

jeżeli  podejmujemy  decyzję  na  którą  zezwalamy 
myślowo  każdemu,  kto  znalazłby  się  w  naszej  sy-
tuacji – to postępujemy prawidłowo. Jeśli mamy do 
siebie pretensje za to, co oceniamy jako upadek, to 
często dlatego, że znika z pamięci stan emocji i do-
znań, który miał kiedyś silny wpływ na nasze postę-
powanie. Zmaganie się ze sobą nie jest ani łatwe, ani 
przyjemne. Łatwiej być twardym dla innych niż dla 
siebie. A powinno być odwrotnie. 

Wierność  wobec  przyjętego  poglądu  na  świat 

chroni  przed  upadkiem.  Jednak  nasze  wychowanie 

background image

86

oraz  edukacja  nie  wyrabiają  umiejętności  kształto-
wania  własnego  charakteru.  Nie  uczą  też  tego,  że 
człowiek powinien nie tylko deklarować jakieś po-
glądy,  lecz  również  być  konsekwentny  wobec  wy-
znawanego zespołu wartości.

Drzemią w nas stereotypowe normy obyczajowe 

przejęte od otoczenia. Często w takiej perspektywie 
– nie będąc wyzwolonym z obiegowej obyczajowo-
ści – osądzamy jakiś postępek jako wyraz naszego, 
bądź  cudzego  upadku.  Jednakże  wiele  rozmaitych 
sposobów  życia,  podobnie  jak  wiele  różnorodnych 
poglądów na świat, ma prawo obywatelstwa. Nie ma 
dowodu naukowego na mocy którego można by wy-
kazać, że określone postępowanie jest prawidłowe, 
a pozostałe są naganne i prowadzą do upadku.  Jedy-
nie wyznawcy rozmaitych religii są uczeni nakazów 
i zakazów chroniących przed grzechem, a sformuło-
wanych, jak twierdza kapłani, przez Boga. Ale róż-
nice poglądów są znaczne w poszczególnych wyzna-
niach.

background image

87

Twórczy niepokój

Począwszy od lat dziecięcych jesteśmy pouczani, 

że należy być spokojnym, opanowanym i przystoso-
wanym do otoczenia. Tymczasem niepokój jest war-
tością o znaczeniu doniosłym. To stan wzmagający 
uczucia, pragnienia, stwarzający nową perspektywę 
wobec tego, co znane i utrwalone. Utrudnia trzyma-
nie się określonych kolein. 

Naturalnie  nie  każdy  niepokój  jest  twórczy, 

a niektóre jego odmiany są wręcz szkodliwe. Mam 
tu na myśli sięgający hipochondrii niepokój o włas-
ne zdrowie lub dręcząco przytłaczającą obawę, czy 
na przykład szef zauważy nasze starania i awansuje 
wyżej w hierarchii instytucji. 

Wymienione  przykładowo  odmiany  niepoko-

ju  działają  deprymująco,  niewolniczo.  Wstrzymują 
nasz wewnętrzny rozwój, wzmacniając zależność od 
kogoś lub czegoś. Równie niekorzystne są niepokoje 
ściągające złe, nieprzyjazne myśli czy wyobrażone, 
wyprzedzające zdarzenia, które nie muszą nastąpić. 
Medycyna  Wschodu  od  wieków  przestrzega  przed 
niebezpieczeństwem negatywnych myśli, które „za-
truwają” nasz umysł, a także ciało. 

Jaki  więc  rodzaj  niepokoju  jest  twórczy?  Taki, 

którego źródło tkwi w naszych wątpliwościach i nie-
pewnościach  natury  psychicznej.  Nazwałabym  go 
niepokojem o charakterze metafizycznym. Dotyczy 
bowiem naszego losu rozpatrywanego w odniesieniu 
do wartości wyższych. 

background image

88

Postawa  „świętego  spokoju”  prowadzi  do  bier-

ności, lękliwości, by się komuś nie narazić, czy bra-
ku odwagi przed podejmowaniem decyzji. Bywa, że 
takie nastawienie wytwarza w konsekwencji posta-
wę konformistyczną. Ucieczki w stan „świętego spo-
koju” są chybione, ponieważ życie, to zmaganie się 
z przeciwnościami  i  konieczność  określania  wciąż 
na nowo kierunku własnej drogi. 

Mamy tendencję do uspokajania siebie. Wyob-

raźnia jednak podpowiada, że każdemu z nas w ja-
kiejś  mierze  zagrażają  choroby.  Bywają  sytuacje 
trudne do przewidzenia, które stają się czynnikiem 
wywołującym  schorzenia.  Zresztą  granica  między 
zdrowiem  psychicznym  i  chorobą  psychiczną  jest 
dyskusyjna.  Będąc  po  jednej  stronie,  powinniśmy 
czuć  się  odpowiedzialni  za  tych,  którzy  znaleźli 
się  po  drugiej.  W  tej  odpowiedzialności  mieści  się 
również  niepokój  o  warunki,  na  które  skazujemy 
chorych. W każdym razie w tych, jakie im obecnie 
zgotowaliśmy, nikt długo nie zachowałby zdrowia. 
Sytuacja jest alarmująca! 

Przełamując  postawę  „świętego  spokoju”  sta-

jemy  się  współtwórcami  świata  w  którym  żyjemy. 
Będąc czynnym i czując niepokój o jego los przynaj-
mniej w jakiejś mierze usiłujemy go zmienić. Ma to 
głęboki sens. Natomiast zalecana postawa „świętego 
spokoju”,  powszechnie  akceptowana,  usprawiedli-
wia stan bierności, czekania, że los coś zmieni. 

Składając  życzenia  świąteczne  wypowiadamy 

słowa,  nad  którymi  pewnie  głębiej  nie  zastanawia-
my  się.  Otóż  mówimy  sobie:  „spokojnych  świąt”, 

background image

89

zamiast  „twórczych  niepokojów  w  czasie  wolnych 
dni”.  A  tylko  one  mogą,  przynosząc  nowe  bodźce, 
nie dopuścić do stagnacji i obezwładnienia. 

Przekonanie, że każdy z nas ma jakiś wpływ na 

świat w którym żyjemy,  nie dopuszcza do stagnacji, 
rezygnacji.  Natomiast  stan  zobojętnienia  i  biernej 
negacji bywa chorobotwórczy. 

Współczesna  literatura  przynosi  wiele  przykła-

dów bohaterów nijakich, uciekających od życia i jego 
niepokojów. Słynna powieść Musila nosi znamienny 
tytuł:  Człowiek  bez  właściwości.  Natomiast  boha-
ter  współczesnego  tryptyku  powieści  Jana  Stępnia 
–  Przemijanie,  Pajęczyna,  Pulsowanie  –  przemaga 
w sobie bierność, by zacząć życie na miarę swoich 
marzeń. Zwycięża mimo wielu trudności. 

Przytłacza obraz życia żony Benedykta Korczyń-

skiego, jednej z bohaterek powieści Elizy Orzeszko-
wej Nad Niemnem. Spędzała ona dnie czytając po-
wieści,  głównie  romanse.  Przeżycia  ich  bohaterek 
stawały się jej zastępczym światem. Żyła pogrążona 
w bierności i chorobie. „Święty spokój” jej nie słu-
żył. 

background image

90

Aprobata siebie

Każdy z nas jest dla siebie ostatecznym punktem 

odniesienia. W sobie możemy odnaleźć niezawodne 
oparcie. Jednak z reguły tak bardzo pragniemy być 
zaaprobowani przez innych, że niejednokrotnie wy-
rzekamy się czegoś ważnego w życiu, w imię wspól-
noty z której moglibyśmy zostać wykluczeni. Bywa, 
że,  sterroryzowani  poglądami  i  obyczajami,  które 
uchodzą  za  słuszne,  bo  są  powszechne  –  tłumimy 
swoje przekonania i potrzeby lub zaspokajamy je po 
cichu. 

Sami  tworzymy  siebie  i  sami  też  powinniśmy 

decydować  o  kierunku  własnego  życia.  Jeśli  pod-
damy się i biernie dostosujemy się do otoczenia, to 
nasze  życie  może  odbiec  od  własnych  oczekiwań 
i marzeń. Każdy z nas jest sędzią własnych czynów. 
Jeśli podlegamy ocenom cudzym, choćby osób nam 
bardzo bliskich, jest to dla nas niekorzystne. Nie by-
łoby  słuszne,  gdyby  ktoś  zrezygnował  na  przykład 
ze swoich planów studiowania medycyny z tego po-
wodu, że w opinii rodziców i dziadków ma podtrzy-
mywać prawnicze tradycje rodziny. 

Nie jest prawdą, że jednostka ma się dostosować 

do rodziny i społeczeństwa. Nie wolno traktować ni-
kogo jako środka mającego zaspokoić oczekiwania 
bliskich lub państwa. Byłaby to przemoc w stosunku 
do  jednostki.  Jesteśmy  zbyt  podatni  na  opinie  oto-
czenia.  Słusznie  wskazał  Witold  Gombrowicz,  że 
nadmiernie staramy się istnieć dla kogoś i przez 
kogoś. 

background image

91

Nie można mówić wyłącznie o biologicznej na-

turze  człowieka,  bowiem  każdy  z  nas  kontynuuje 
w jakiejś mierze tradycje własnej rodziny i oddzia-
łuje  na  niego  określona  kultura.  Kształtujemy  się 
w zetknięciu  z  innym  człowiekiem.  Ale  niezbędna 
jest twórcza opozycja wobec tego, co zastane oraz 
z pozoru samo przez się oczywisteWięcej niż nam 

się wydaje, zależy od nas, od naszej odwagi urze-

czywistniania pragnień. Ale wymaga to umiejętno-
ści zaaprobowania siebie i własnych planów życio-
wych, często wbrew oczekiwaniom najbliższych.

Poglądy  otaczających  osób  nie  powinny  nas 

zniewalać. Mamy przede wszystkim obowiązki wo-
bec siebie, a dopiero potem wobec kogoś.

Warto słuchać drugiego człowieka, ale ostatecz-

nie każdy powinien decydować sam o swoim życiu. 
Aprobata ze strony bliskich przynosi wspaniałe do-
znania. Ale to radosne uczucie może wystąpić tylko 
wtedy, gdy nie rezygnujemy z własnego ja. Nieste-
ty,  często  nie  żyjemy  tak,  jakbyśmy  tego  pragnęli. 
Szukamy  dla  siebie  usprawiedliwienia  w  uwarun-
kowaniach,  zapominając,  że  są  granice  poświęceń 
dla innych. Postępujemy tak „jakby życie było karą, 
a przecież jest ono radością”, by odwołać się do słów 
poety Jana Stępnia.

Rezygnacja  z  wartości,  które  mają  dla  nas  za-

sadnicze  znaczenie  prowadzi  do  sytuacji  w  której 
żalimy  się  na  swój  los.  Naciski  otoczenia  bywają 
szczególnie silne, gdy własne niespełnienia pragnie 
się  zastępczo  zrealizować  przez  dzieci,  czy  wnuki. 
Nie jesteśmy tolerancyjni, gdy model własnego ży-
cia staramy się zaszczepić bliskim. 

background image

92

Pośpiech

Pośpiech stanowi jeden ze składników naszego 

współczesnego życia. Ulegając mu wprawiamy sie-
bie w stan bezmyślenia. Przynosi on wprawdzie wy-
mierne rezultaty w życiu praktycznym, ale pozbawia 
nas refleksji. Spieszymy się ku jakimś celom często 
niezbyt wzniosłym i zarazem stajemy się głusi wo-
bec oczekiwań natury uczuciowej osób najbliższych. 
Wchodzimy w stan podobny do narkotycznego i nie 
zauważamy urody czasu teraźniejszego. 

Pośpiech sprawia, że żyjemy w kręgach rodzin-

nych obok siebie i zamiast rozmów wypowiadamy 
niepełne  zdania.  Chwila  odpoczynku  to  telewizor, 
który również oddziela nas od bliskich, skierowując 
uwagę ku człowiekowi na ekranie. 

Pośpiech powoduje, że coraz mniej wiemy o so-

bie i ulegamy poglądom powszechnie uchodzącym 
za prawidłowe. Budzi także błędne przeświadczenie, 
że nasza wartość wzrośnie, gdy na przykład uzyska-
my wyższe stanowisko w hierarchii społecznej. Cza-
sem źródłem pośpiechu bywa niezdrowa rywalizacja 
i chęć wykazania innym, że nie jest się gorszym od 
kogoś.

Trzeba przyznać, że ulegając nerwowemu pośpie-

chowi, uciekamy przed rozlicznymi wątpliwościami. 
Pośpiech scala naszą psychikę. Różnorodne odczucia 
i przeżycia zostają zespolone chęcią spełnienia tego, 
co jest celem naszego wyścigu z czasem.

Pośpiech sprawia, że nie zauważamy piękna tego, 

co nas otacza. W tym nawet urody przedmiotów co-

background image

93

dziennego użytku. Absorbuje nas przede wszystkim 
ich przydatność. Prowadzi to do zubożenia świata. 

Niespieszny tryb życia pozwala zauważać urok 

pojawiającej się tęczy na niebie, czy kroplę deszczu 
spływającą po liściu. Jest nadzieja, że nie zabijemy 
bezmyślnie – mając czas na zastanowienie – pszczo-
ły, czy pająka. Żyjąc w zwolnionym tempie, czuje-
my się częścią świata przyrody, o czym na co dzień 
nie myślimy. 

Chwila refleksji może doprowadzić do uświado-

mienia sobie znaczenia przyjaźni, na którą być może 
zabrakło  nam  czasu.  Uwolnienie  się  od  pośpiechu 
przynosi  więc  pogłębienie  psychiczne.  Zmienia  się  
proporcja w widzeniu wielu spraw. 

background image

94

Smak zemsty

Przeżywanie  krzywdy,  spowodowane  zresztą 

różnymi  czynnikami,  budzi  u  wielu  chęć  odwetu. 
Silne poczucie sprawiedliwości nie godzi się z tym, 
by  ktoś,  kto  nas  zawiódł,  nadużył  zaufania,  wyka-
zał niewdzięczność, zdradził, oszukał, okradł – mógł 
żyć spokojnie. Skoro my cierpimy, pragniemy także, 
aby nie zaznał spokoju nasz krzywdziciel lub opraw-
ca.  Westerny  dobitnie  wyrażają  dążenie  człowieka 
do zemsty. 

Niektórzy  bohaterowie  tych  filmów  nie  mogą 

zaznać  spokoju  aż  do  chwili  wymarzonej  zemsty. 
Są gotowi nawet zepchnąć na drugi plan miłość do 
kobiety, jak w powieści Łuk triumfalny Remarqua. 
Zdrada przez przyjaciół bywa w westernach ocenia-
na jako uzasadniony powód do zemsty. Jej wymie-
rzanie jest aktem sprawiedliwości. 

Przytoczyłam  przykład  z  westernów,  ponieważ 

powszechnie traktuje się te filmy jako moralnie jed-
noznaczne;  uczące  dobra  i  wyraźnego  odróżniania 
go  od  zła.  Ale  szacunek  dla  ludzi  pragnących  po-
mścić doznane krzywdy jest, moim zdaniem, dalece 
dyskusyjny. Kiedyś karano wprawdzie zgodnie z za-
sadą: oko za oko, ząb za ząb, ale okazuje się, że jest 
to  droga  prowadząca  do  spotęgowania  negatywnej 
energii  w  społeczeństwie.  Mszczenie  się  wywołuje 
chęć odwetu na przykład tych, którym zabito kogoś 
bliskiego. Kara śmierci jako przejaw zemsty pozo-
stawia  żywego  z  ciężarem  odebrania  komuś  życia. 
Napawanie się cierpieniem innych i tak nie jest zdol-

background image

9

ne  zmienić  przeszłości.  Fakt,  który  pcha  kogoś  na 
drogę zemsty, nie zostanie zniwelowany tym, że na-
stąpi jakaś forma represji. 

Chęć wendety w wyjątkowo mocny sposób za-

kłóca myśli i uczucia. Interesujące też – o czym wia-
domo z wyznań rozmaitych osób – że czas, który na-
staje po zemście wywołuje stan pustki i zagubienia. 
Nagle brakuje sensu życia. Zdarza się, że niektórzy 
żałują zmarnowanego czasu na odwet. Czyjeś cier-
pienie nie jest zdolne zdjąć z nich przebytej udręki. 

Zadam  pytanie  natury  zasadniczej:  po  co  się 

mścić?  Zazwyczaj  będąc  egoistami  –  w  dobrym 
i złym znaczeniu tego słowa – bądźmy nimi również 
i wówczas, gdy ktoś nas skrzywdzi. Troszczymy się 
wtedy o powrót do wewnętrznej harmonii i wyrów-
nujmy własne cierpienia w inny sposób niż dążenie 
do  zemsty.  Cieszmy  się  własnym  istnieniem.  Szu-
kajmy  silnych  doznań,  które  rozproszyłyby  myśl 
o  doznanych  krzywdach  oraz  chęć  odwetu.  Nasze 
zdrowie powinno być dla nas cenniejsze niż dążenie 
do tego, by inny człowiek doznał cierpień. 

Nie  znaczy  to,  że  mamy  na  nowo  zaufać  tym, 

którzy nas skrzywdzili. Nie powinniśmy się z nimi 
spotykać. Byłoby to wyrazem głupoty. Ale pielęgno-
wanie chęci zemsty jest niekorzystne dla nas. 

Znane  są  kultury  pierwotne,  które  mocą  nega-

tywnej, skoncentrowanej energii, wyraźnie ukierun-
kowanej, doprowadzały winnego do śmierci. Akt ze-
msty bywa wpisany w kodeks honorowy niektórych 
kultur.  Jednakże  w  europejskiej  –  nuta  braterstwa 
i życzliwości jest nakazywana. 

background image

96

Uczciwość

Uczciwość jest wartością niepodważalną do tego 

stopnia, że nawet osoby jej pozbawione – deklarują 
nieskazitelność. Wypada być uczciwym i oburzać się 
na postawy przeczące temu. Uczciwość zwykło się 
kojarzyć  ze  sferą  stosunku  do  rzeczy  materialnych 
lub też z relacją do drugiego człowieka. O wiele rza-
dziej (u nas obecnie prawie nigdy) nie wiąże się jej 
ze sprawą poglądu na świat. Wyrazem najgłębszej 
nieuczciwości  jest  głoszenie  jakichś  poglądów 
ze  względu  na  spodziewane  korzyści
.  Narusza  to 
człowieczeństwo tego, kto wypiera się swoich prze-
konań po to, by zyskać wymierne korzyści i aprobatę 
innych. Taka rezygnacja z prawdy wewnętrznej jest 
świadoma i wykalkulowana. Innymi słowy, konfor-
mizm to przejaw nieuczciwości. 

Kłamstwo, kradzież, oszustwo, obmowa, podstęp 

– to przejawy braku uczciwości, jednakowo dotkliwe 
dla tego, kto ich doświadcza. Interesujące, że podro-
bienie legitymacji przyznającej ulgowy bilet kolejo-
wy, może stać się powodem publicznego oskarżenia 
o  nieuczciwość  człowieka  biednego.  Jednocześnie 
wielkie fortuny, które powstały m.in. na marginesie 
procesów prywatyzacyjnych naszego majątku naro-
dowego, pozwalają ich właścicielom należeć do gro-
na z pozoru nieskazitelnych obywateli. 

Są  zawody  w  których  nieuczciwość  odbieramy 

jako  szczególnie  drastyczną.  Nauczyciele,  lekarze, 
sędziowie, kapłani rozmaitych wyznań, dziennikarze, 
powinni bardzo skrupulatnie dbać o własną nieska-

background image

97

zitelność. W zawodzie dziennikarskim uczciwość to 
tyle, co bezstronność, na którą nie zawsze łatwo się 
zdobyć. Lekarze zalecający określone preparaty po 
to, by w następstwie zyskać jakieś korzyści material-
ne ze strony firm farmaceutycznych, są nieuczciwi. 
Nauczyciele  stawiający  dobre  oceny  uczniowi  dla-
tego, że dają mu płatne korepetycje – też nie mogą 
zaliczyć się do osób kryształowych. 

Uczciwość jest właściwością wyróżniającą czło-

wieka  przyzwoitego.  Człowiek  uczciwy  wzbudza 
zaufanie.  Bywa,  że  znajduje  się  w  sytuacji  gorszej 
materialnie niż ci, którzy są nieuczciwi. Zdarza się, 
że  człowiek  uczciwy  przeżywa  rozgoryczenie,  ma 
poczucie krzywdy, pretensję do losu, który nie na-
gradza prawości, ale egzystuje w sposób szlachetny 
i chroni własne zdrowie. 

background image

98

Nawyki

Potocznie sprowadza się złe nawyki do nadmier-

nego  picia  alkoholu,  palenia  papierosów  czy  zaży-
wania  narkotyków.  Cygara  i  fajki,  zapewne  z  tego 
powodu, że nie są tak powszechne jak papierosy, już 
do złych nawyków nie bywają zaliczane. Picie piwa 
też nie podlega na ogół krytycznej ocenie, mimo że 
za sprawą niekontrolowanych reklam staje się nało-
giem. 

Twierdzę, że do złych nawyków należy zaliczyć 

częste  zwracanie  się  w  pewnych  grupach  społecz-
nych  do  własnych  rodziców:  „babciu”,  „dziadku”. 
Jest  to  niedobre  przyzwyczajenie,  które  rodzi  nie-
prawidłowy stosunek do rodziców, zawęża ich funk-
cjonowanie do tej roli w rodzinie. W tym wyraża się 
egoizm dzieci, które pragną, by rodzice sprowadzili 
swoje  życie  do  usługiwania  im  oraz  ich  dzieciom. 
Ten  egoizm  to  również  niezgoda  na  to,  by  ludzie 
starsi i sędziwi mieli własne życie, w tym prawo do 
miłości erotycznej. Z niewłaściwym stosunkiem do 
rodziców wiążą się o wiele groźniejsze decyzje: od-
dawanie ich do rozmaitych domów opieki społecznej, 
gdy stają się fizycznie bądź psychicznie niesprawni. 

Złym  nawykiem  jest  też  zaglądanie  do  cudzej 

korespondencji. Zdarza się, że dzieci otwierają listy 
adresowane do rodziców lub odwrotnie. Bywa też, 
że  mąż  otwiera  korespondencję  żony.  Wyraża  to 
brak szacunku dla wolności drugiego człowieka. 

Powszechnym nawykiem, który trudno zaakcep-

tować, jest przyjmowanie gości przy włączonym te-

background image

99

lewizorze.  Pamiętam  imieniny  znajomej,  która  jest 
chirurgiem. Licznie zgromadzeni w jej domu lekarze 
wymieniali urywane zdania oglądając program tele-
wizyjny.  Gdy  poprosiłam  o  wyłączenie  telewizora, 
oczekując interesujących rozmów, zapanowała kło-
potliwa cisza i wszyscy zajęli się jedzeniem. 

Należałoby wykorzenić funkcjonujący w niektó-

rych środowiskach nawyk zdejmowania butów przy 
składaniu wizyt. Podłoga nie powinna być ważniej-
sza  nawet  od  przybrudzonych  butów  gości.  Zapo-
mina się zresztą o tym, że pantofle stanowią część 
stroju.  Wszystko,  co  można  określić  mianem  „nie-
eleganckie”, można uznać za złe przyzwyczajenie. 

Powszechnym  złym  nawykiem  stało  się  u  nas 

nieustępowanie  miejsca  osobom  starszym  w  środ-
kach lokomocji. Wyraża się tym brak szacunku dla 
nich, często chorych i niedołężnych, a zarazem nie-
pokojące przekonanie, że świat należy tylko do osób 
kalendarzowo młodych. Ten błędny sposób myślenia 
przekazywany jest dzieciom w niejednym domu. 

Zakorzeniło się niemówienie „dzień dobry” przy 

wchodzeniu  do  przedziału  w  pociągu,  co,  niestety, 
prawie nikogo już nie razi. Drażnią przejęte z innej 
kultury  życzenia  „miłego  dnia”.  Nowe  złe  nawyki 
niepokojąco szybko stają się normą. Do nich nale-
żą rozmowy przez telefon komórkowy, na przykład 
w przedziale pociągu, zamiast na korytarzu. Świad-
czy to o złym wychowaniu jak również niechęci na-
wiązywania kontaktu, choćby milczącego, ze współ-
pasażerami.  Takie  rozmowy  skazują  towarzyszy 
podróży  na  negatywne  dla  zdrowia  oddziaływanie 

background image

100

telefonów  komórkowych.  Owa  szkodliwość  nasi-
la się w pomieszczeniach zamkniętych. Także inne 
miejsca publiczne, zwłaszcza kawiarnie, nie są sto-
sownym  pomieszczeniem  do  prowadzenia  rozmów 
przez telefony komórkowe.

Nasz  język  również  podlega  niekorzystnym 

wpływom,  na  przykład  powszechnie  używane  sło-
wo  „fajny”  i  „super”  zubaża  sposób  przeżywania 
świata.  Różnorodne  odcienie  pozytywnego  nastro-
ju  i  miłych,  radosnych  uczuć  są  określane  tym  sa-
mym wyrazem. Powoduje to zanik chęci penetrowa-
nia własnych odczuć i precyzyjnego ich określania. 
Uproszczony język prowadzi do sprymitywizowane-
go sposobu przeżywania kontaktu ze światem oraz 
innymi ludźmi. 

Pospieszne przekłady dialogów w filmach emi-

towanych w telewizji zaszczepiają wadliwe nawyki 
językowe.  Już  nie  słyszy  się  pytania  „dlaczego?”, 
lecz pytanie „czemu?”. Uogólniając, kultura maso-
wa przyczynia się do obniżenia poziomu odbiorców 
i niedobrze, jeśli poświęcamy jej dużo czasu, co ob-
serwuje się w wielu domach. 

Zamiast  „znaczy”  używa  się  nagminnie  słowa 

„oznacza”.  Zamiast  stwierdzenia:  wyrwano  mi  ząb 
–  słyszy  się  błędnie  –  „zęba”.  Zamiast  kupowania 
lodów – kupuje się „loda”. Upadek polszczyzny po-
tęguje amerykanizacja naszego języka i tzw. maka-
ronizmy. Ustawa o języku polskim zabraniająca na 
przykład szyldów w języku obcym jest martwa, bo-
wiem nikt jej nie egzekwuje. 

background image

101

Wiarygodność

Świat  nie  jest  w  pełni  poznawalny,  świadczą 

o tym pojawiające się wciąż nowe teorie naukowe. 
W poszczególnych dziedzinach funkcjonują w spo-
sób  uprawniony  poglądy  często  przeciwstawne. 
Przykładem może być medycyna akademicka i spo-
ry związane z medycyną pozaakademicką. Które ze 
sprzecznych  stanowisk  uznać  za  prawdziwe?  Kla-
syczna  definicja  prawdy  głosi,  że  jest  to  zgodność 
poglądów z rzeczywistością. Ale problem zawiera się 
w tym, że rzeczywistość wciąż wymyka się naszemu 
poznaniu. Ponadto poznajemy świat oraz człowieka 
nie tylko dzięki uczonym, ale także pisarzom, poe-
tom i artystom. 

Świat w którym żyjemy podlega zmianom wy-

wołującym  stan  zagubienia.  Wynalazki  techniczne 
przyniosły  nam  nadmiar  informacji,  często  niewia-
rygodnych. Potęgują one zamęt myśli i uczuć. Wielu 
wiadomości podawanych nam jako fakty nie jeste-
śmy  w  stanie  sprawdzić.  A  ponadto  media  szerzą 
określone  poglądy,  które  miliony  ludzi  przyjmuje 
jako  niepodważalne.  Twierdzenie  np.  o  rzekomej 
śmierci  idei  jest  nieprawdziwe,  ale  wydaje  się  nie-
jednemu wiarygodne. Przynosi ono jako skutek po-
gląd, że liczą się głównie dobra materialne. 

Nikt z nas nie jest przygotowany do życia w izo-

lacji  od  innych  osób  i  każdy  pragnie  odnaleźć  po-
czucie bezpieczeństwa. Przynieść je może ktoś lub 
jakaś teoria, która do nas przemówi w sposób niewy-
wołujący  wątpliwości.  Ta  niepoznana  w  pełni  rze-

background image

102

czywistość    oraz  przeobrażający  się  wciąż  poprzez 
wynalazki cywilizacyjne świat kultury –  sprawiają, 
że brakuje punktu oparcia. 

Ażeby istnieć szczęśliwie, musimy komuś uwie-

rzyć. Mieć do kogoś pełne zaufanie. Uznawać jego 
poglądy za niepodważalne.

Dlaczego komuś ufamy? Jest to niemożliwe do 

uzasadnienia.  Owa  ufność  ma  bowiem  źródło  nie 
w racjonalnych przemyśleniach lecz w intuicyjnym 
przeświadczeniu, iż dany człowiek jest wiarygodny 
i jego oceny również. 

Na temat czyjejś wiarogodności mogą rodzić się 

spory. Nie ma bowiem obiektywnych dowodów na 
to,  że  określona  osoba  odznacza  się  tą  właściwoś-
cią. Małym dzieciom wiarygodni wydają się rodzice,  
dziadkowie. Trwa to tak długo, dopóki nie poznają 
innych  ludzi  oraz  poglądów  odmiennych  od  funk-
cjonujących w ich rodzinnym domu. Także rozmaite 
lektury, a zwłaszcza internet, sprzyjają podważaniu 
wiary w wiarygodność najbliższego otoczenia. Do-
rastająca młodzież bacznie obserwuje rodziców. Ich 
wiarygodność zostaje poddana w wątpliwość, o ile 
dzieci  zauważą  rozbieżność  między  deklaracjami 
a działaniami tych, którym zaufali. 

Warto zastanowić się nad tym, dlaczego komuś 

wierzymy? Nieraz mało znany człowiek wydaje się 
nam  bardziej  wiarygodny  niż  ktoś,  z  kim  jesteśmy 
„oswojeni”. Trudny moment dla nas – gdy szukamy 
czyjejś rady lub możliwości zwierzenia się z przeżyć 
bardzo osobistych – uświadamia nam, kto z naszego 
otoczenia  wzbudza  w  nas  pełne  zaufanie.  Na  ogół 

background image

103

taka decyzja zwrócenia się do kogoś jest intuicyjna. 
Znamienne,  że  chociaż  od  dzieciństwa  wyrabia  się 
w nas przekonanie, iż należy kierować się rozumem, 
to jednak nie on staje się pomocny przy odnajdywa-
niu doradcy i powiernika. Charakterystyczne, że ani 
wykształcenie, ani pozycja społeczna, ani tym bar-
dziej stan majątkowy nie mają żadnego wpływu na 
czyjąś wiarygodność. Człowiek wiarygodny dla ko-
goś – innemu może wydawać się niewiarygodny. 

Zazwyczaj szukamy osób wiarygodnych wśród 

tych, którzy wiele widzieli i dużo przeżyli. To staje 
się pomocne w obiektywnej ocenie problemów dru-
giego człowieka. I tu chcę zaznaczyć pewien para-
doks. Żyjemy w epoce deprecjacji starszego pokole-
nia i kultu młodości biologicznej. Wiedza czerpana 
z doświadczeń życiowych staje się ogromnie przy-
datna tym, którzy są zagubieni, a każdy z nas takie 
stany  przeżywa.  W  mało  znanej  powieści  Emila 
Ajara Życie przed sobą takim wiarygodnym doradcą 
i powiernikiem jest  prostytutka. Od niej czerpie ży-
ciową mądrość dorastający chłopiec, co nie ma nic 
wspólnego  z  jej  zawodem.  Innymi  słowy  problem 
wiarygodności  wznosi  się  ponad  wszelkie  moralne 
oceny ludzkiego życia. 

background image

104

Niszczenie talentów

Gombrowicz w swojej twórczości zwracał uwa-

gę na to, że jednostki przeciętne dominują z reguły 
w życiu publicznym. Ludzi o niewykrystalizowanej 
indywidualności,  pospolitych,  przeciętnych  –  jest 
niepomiernie  większa  liczba  niż  utalentowanych, 
a  więc  pod  jakimś  względem  ponadprzeciętnych. 
Ponadto utalentowani są najczęściej istotami o wy-
raźnie  wykrystalizowanych  cechach  indywidual-
nych.  Osoby  twórcze  odznaczają  się  wrażliwością 
ponadprzeciętnej miary. Raczej nie są one skłonne, 
by  stosować  metody,  które  ułatwiają  zajmowanie 
hierarchicznie  wysokich  stanowisk.  Mają  bowiem 
skrupuły. Ponadto, sprawą zasadniczą w życiu wie-
lu utalentowanych jednostek jest urzeczywistnianie 
pewnych wartości – nie zaś sukces i kariera. 

Jesteśmy  od  pokoleń  wychowywani  w  prze-

świadczeniu,  że  mamy  przystosowywać  się  do  po-
glądów i obyczajów, a także sposobu życia otacza-
jących  nas  ludzi.  W  wielu  domach  jako  argument 
przywołujący  do  porządku  osoby  wyłamujące  się 
z utrwalonych schematów – słyszy się trwożliwe py-
tania: „co sąsiedzi o tobie pomyślą?” lub „co rodzina 
o  tobie  pomyśli?”.  Moc  tradycji  i  przekazywanych 
tą drogą stereotypów, mitów oraz uprzedzeń jest nie-
zmiernie silna. Z tego powodu osoby utalentowane, 
odróżniające się często sposobem bycia czy ubiera-
nia  i  zachowania,  budzą  opór  otoczenia.  Ktoś,  kto 
jest  oceniany  jako  „inny”  jest  odrzucany.  Jeśli  nie 
brakuje  mu  odwagi,  by  akcentować  własną  niepo-

background image

10

wtarzalność,  to  utrudnienia  ze  strony  otaczających 
go ludzi są tym większe.

Przeciętność nie znosi nieprzeciętności. Czło-

wiek  utalentowany  jeśli  stara  się  rozwijać  własne 
talenty, stanowi swoiste zagrożenie dla biernej i wy-
godnej większości. Skłania do refleksji nad własnym 
życiem,  a  więc  do  czegoś,  co  jest  niewygodne,  bo 
zmusza do wysiłku. Mówi się nieraz o tym, że żół-
ty  ptak  bywa  zadziobany  przez  szare,  stanowiące 
gromadę. Odstępstwa od tego, co stadne, statycznie 
przeważające,  znajdują  aprobatę  jedynie  u  ponad-
przeciętnych jednostek. Mamy być tacy sami, a prze-
cież jesteśmy różni. Ponadto ten, kto narusza kanony 
stadnego życia, budzi częściej agresję niż aprobatę 
i chęć naśladownictwa. 

Inną barierą dla osób utalentowanych są powią-

zania  koleżeńskie,  czyli  pozamykane  kręgi  tych, 
którzy uzyskali  stanowiska. Przezwyciężyć powią-
zania klik i zamknięte kręgi zawodowe mogą ludzie 
rozpychający się w życiu łokciami. Wśród osób uta-
lentowanych nie ma takich wielu. Dlatego też w Pol-
sce zdarza się często, że jednostki wybitne znajdują 
uznanie dla swoich osiągnięć poza granicami kraju 
lub po śmierci. Niejeden artysta zaczynał występo-
wać na scenie operowej dopiero po debiucie za gra-
nicą. Niejeden też malarz rozpoczynał od wystaw na 
obczyźnie. 

Osoby  twórcze  odznaczają  się  ponadprzeciętną 

wrażliwością  i  uczuciowością  spotęgowaną  wyob-
raźnią, różnorodnymi skrupułami oraz często niewia-
rą w siebie. Natomiast jednostki przeciętne są zado-

background image

106

wolone z siebie i pozbawione wątpliwości. Brutalnie 
zmierzają do zajęcia dogodnych życiowo stanowisk. 
I jak pisał Jan Stępień w swoich Srebrnych myślach
beztalencia  mają  wyjątkowy  talent  do  utrudniania 
życia utalentowanym. 

Obowiązkiem  państwa  jest  roztaczanie  opieki 

nad osobami utalentowanymi, które z reguły są po-
zbawione sprytu. Życie w społeczeństwie ma sens, 
jeśli znajdujemy w nim także pomoc. Niestety, hoł-
dujemy  w  Polsce  liberalizmowi  ekonomicznemu. 
A więc każdy z nas jest pozostawiony sobie, nawet 
gdy nie potrafi zmierzyć się z problemami dnia co-
dziennego. 

background image

107

Pozytywna anormalność

Były epoki, które przyznawały poetom i artystom 

uprzywilejowane miejsce w społeczności.

 Stanowią 

oni elitę w społeczeństwie, która wyodrębnia się ze 
znacznie  większej  grupy  inteligencji.  Sam  proces 
tworzenia, a nie tylko dzieło będące jego rezultatem, 
przynosi twórcom głębokie poczucie sensu własne-
go życia. 

Człowiek z natury jest bierny, skłonny do wy-

gód i spragniony dóbr materialnych. U osób praw-
dziwie  twórczych  następuje  przezwyciężenie  tych 
właściwości i dążą one do urzeczywistnienia swoich 
możliwości  twórczych,  przełamując  opór  własnej 
natury. 

Twórcy poszukują nowych dróg zarówno w sfe-

rze treści, jak i sposobu jej wyrażania. Świadomość 
dorobku kulturowego przeszłych pokoleń jest w śro-
dowisku  twórców  większa  niż  w  jakimkolwiek  in-
nym. Nawet tworząc nowe prądy, też  twórca do tego 
dziedzictwa się odnosi. 

Tworzenie nie tylko sztuki i dzieł literackich, ale 

także teorii naukowych wymaga zdolności skupienia 
wewnętrznego i koncentracji na tym, co się tworzy. 
Zdarzają się wtedy momenty natchnienia, stany ob-
jawienia rozwiązań twórczych. Wielki polski filozof 
Józef  Hoene-Wroński  odkrył  w  stanie  natchnienia 
wzór matematyczny, wyrażający istotę Absolutu. Jak 
to u nas bywa, jego poglądy są mało znane w Polsce, 
a  cenione  na  Zachodzie.  Dodam,  że  jeden  z  jego 
kontynuatorów w XX wieku, Jerzy Braun, jest auto-

?

background image

108

rem słów znanej pieśni harcerskiej „Płonie ognisko 
i szumią knieje”. 

Tajemnica procesu twórczego sprowadza się do 

objawienia siebie w tym, co się tworzy. Ten twór-
czy  stan  odznacza  się  zmienioną  świadomością,  to 
znaczy zagłębieniem niemal wyłącznym w tym, co 
twórcę  absorbuje.  Ten,  kto  tworzy,  ma  poczucie, 
że jest wolny. Twórczość autentyczna nie godzi się 
z żadnymi  ograniczeniami.  Brand,  bohater  jednego 
z  dramatów  Ibsena  pod  tym  tytułem,  uwalnia  się 
nawet z więzi rodzinnych, by móc wznieść wielkie 
dzieło. Stan znużenia sposobem życia przeciętnych 
ludzi towarzyszy niejednemu twórcy.

Wiele  osób  traktuje  twórców  jako  istoty  anor-

malne. Nie należy tego mylić z oceną nienormalno-
ści. Dochodzimy tu do problemu względności ocen 
oraz odwagi niezbędnej do tego, by żyć inaczej niż 
większość. Wiadomo, że dzieła sztuki tworzą także 
osoby chore psychicznie. Tworzenie bywa sposobem 
przywracania utraconego zdrowia. Sztuka pacjentów 
jest związana głównie z ich wewnętrznymi stanami, 
nie zaś z zewnętrznymi okolicznościami. Tworząc, 
leczą się zarazem tzw. zdrowi oraz zaliczani do cho-
rych. Chorzy są bardziej szczerzy i czują się wolni 
od wpływu mody i prądów kulturowych, objawiając 
szczerze własne ja. Z tego powodu tę sztukę określa 
się mianem sztuki surowej. 

Rzadko tworzy się w stanie, który można okre-

ślić  jako  wyrównany.  Pomysły  twórcze  pojawiają 
się w nieoczekiwanych momentach. Wielu twórców 
doświadcza tego, że po obudzeniu się musi zanoto-

background image

109

wać  jakiś  pomysł.  Sam  stan  izolacji  nie  może  być 
wystarczającą podnietą twórczą. Sztuka jeńców, by 
podać  ten  przykład,  jest  mało  artystycznie  znaczą-
ca.  Również  nie  powstała  wielka  sztuka  tworzona 
w więzieniach,  jeżeli  pominiemy  takie  wyjątki  jak 
Genet, czy Stanisław Piasecki. 

Skoro trudno przeprowadzić linię demarkacyjną 

między zdrowiem psychicznym a chorobą, to należy 
z tego wyciągnąć przestrogę, ażeby nie dokonywać 
pochopnych, powierzchownych ocen. Nie sądzę, by 
twórcy kiedykolwiek zintegrowali się z resztą społe-
czeństwa.  Niektórzy  filozofowie  zaliczają  artystów 
do  wspólnej  grupy  razem  z  dziećmi  i  ludami  pier-
wotnymi  z  uwagi  na  spontaniczność  i  zespolenie 
z przyrodą. 

Ludzie nie są sobie równi i w każdym społeczeń-

stwie wyodrębnia się w naturalny sposób grono po-
nadprzeciętnych  jednostek.  Już  starożytni  filozofo-
wie dzielili społeczeństwo na mędrców i tłum. 

W postawie twórców zaznacza się heroizm, po-

nieważ  powołują  z  wewnętrznym  trudem  do  życia 
świat,  który  jest  naznaczony  śmiercią.  Nie  straciło 
swojego znaczenia hasło „sztuka dla sztuki” sformu-
łowane  przez  Stanisława  Przybyszewskiego.  Sztu-
ka  ma  być  tworzona  ze  względu  na  nią  samą.  Nie 
powinna być traktowana jako środek, nawet do naj-
bardziej  wzniosłych  celów.  Tylko  w  tym  przypad-
ku może być nasycona prawdą wewnętrzną twórcy 
i w związku z tym cenna dla tych, którzy z nią ob-
cują. 

background image

110

Myśli

Nasza wolność wyraża się w możliwości nada-

wania własnym myślom dowolnego kierunku. Nikt 
nikogo nie może zniewolić w sferze myśli.

Mając  rozbudowaną  wyobraźnię,  a  zwłaszcza 

fantazję, możemy tworzyć światy myślowe pozosta-
jące w niewielkim nawet związku z otaczającą nas 
rzeczywistością. Każdy w dzieciństwie słucha bajek, 
które skierowują nasze myśli ku światom nieistnie-
jącym poza fantazją. Można zaryzykować twierdze-
nie,  że  odpowiedniki  bajek  towarzyszą  nam  przez 
całe życie.  Zdarza się, że myśli są rozproszone, nie 
umiemy  ich  skoncentrować  na  jakiejś  określonej 
sprawie.  Taki  chaos  myślowy  staje  się  kłopotliwy, 
jeśli  chcemy  zasnąć.  Wiele  osób  narzekających  na 
bezsenność zażywa lekarstwa, zamiast wyrzucać ze 
świadomości ten chaos. Świadomość wolna od pa-
mięci  odniesionych  przykrości  umożliwia  zasypia-
nie w momencie położenia głowy na poduszce. 

Natrętne myśli nie tylko mogą powodować trud-

ności  w  zasypianiu,  ale  także  burzą  spokój  ducha 
i mają  znaczenie  chorobotwórcze.  Nasze  myśli  po-
zostają  w  zależności  od  wyobrażeń,  uczuć,  dążeń 
i nastrojów. Niewiele osób potrafi koncentrować się 
niemal  bez  reszty  na  zagadnieniu  będącym  przed-
miotem rozważań. 

Jesteśmy  gotowi  uznać  za  prawdę  takie  poglą-

dy, w które wierzymy. Zapewniamy się wzajemnie 
o mówieniu prawdy i domagamy się jej w życiu pry-
watnym i społecznym. Dobre wychowanie i obycza-

background image

111

je nakładają ograniczenia w wyrażaniu prawdy. Na-
sza subtelność powoduje lęk przed urażeniem kogoś, 
co skłania często do przemilczeń, bądź odchodzenia 
od prawdy. 

Niejednokrotnie nakładamy maski, jakby sztucz-

ne twarze, dzielące nas od innych, a także od siebie. 
Literacko  i  filozoficznie  podejmował  ten  problem 
Stanisław Przybyszewski chcąc dotrzeć do najgłęb-
szych  pokładów  psychiki  człowieka.  Uważał,  że 
ujawniają się one w sztuce i namiętnej miłości na tyle 
silnej,

 

że nie

 

pozwalają na stwarzanie pozorów. To 

właśnie  w  wielkiej  twórczości  i  miłości  erotycznej 
objawia się autentyzm, bo zawieszona zostaje kon-
trola  przez rozum. Dążenie do prawdy wewnętrznej, 
czyli  zgodności  siebie  z  samym  sobą,  zmusza  do 
wchodzenia w te zakamarki psychiki, które niechęt-
nie przed sobą odsłaniamy. 

Osiąganie  prawdy  o  sobie  wymaga  wchodze-

nia w stan wewnętrzny bez ocen. Poznanie wymaga 
przenikania z szacunkiem czyjegoś sposobu myślenia 
i reagowania. Wiele wykoślawionych obrazów czy-
jegoś życia nabrało mocy obywatelstwa w kulturze, 
jednym  wyrządzając  krzywdę,  a  innych  wynosząc 
na cokoły pomników. Bohaterka powieści Kazimie-
rza Wybranowskiego W połowie drogi powiada o 

in-

nej Nasza 

wyobraźnia jest zdolna wzbogacać obraz 

rzeczywistości i napotkanych ludzi. Utrudnia to do-
tarcie do prawdziwej wiedzy o człowieku. Na ogół 
charakteryzuje nas niechęć do oglądania siebie „na-
giego”,  bez  upiększeń  i  pozorów  uwznioślających 
motywy działań. 

background image

112

Problem  prawdy  dotyczy  człowieka,  ale  także 

otaczającego  go  świata.  Rozum  często  błądzi  oraz 
podlega manipulacji i dlatego wielu myślicieli przy-
znaje szczególne znaczenie prawdzie doznań, uczuć 
oraz intuicji.