background image

Pomnik Żołnierzy Wyklętych w Kępnie 

www.pomnik.kepno.net       e-mail: pomnik@kepno.net  

 

Żródło: „Tygodnik Kępiński”      zebrał: Jarosław Skiba 

 

 

 

 

 

 

Żołnierze Wyklęci w Kępnie 

i na ziemi kępińskiej. 

 

v. 1.0 

 

 

artykuły publikowane 

„Tygodniku Kępińskim” 

 

zebrał 

Jarosław Skiba 

 

 

prof. Krzysztof Szwagrzyk: 

„Znam powojenną historię mieszkańców Kępna, 

w którym w latach czterdziestych XX wieku walczyli Żołnierze Niezłomni. 

Za tę walką ponieśli ofiarę najwyższą, stracili życie. 

My powinniśmy dbać o to, żeby ich właściwie uhonorować. 

Chciałbym zaapelować, do tych, w których gestii 

leży podejmowanie decyzji na terenie miasta i powiatu, 

aby poprzez budowę pomnika uhonorować kępińskich Żołnierzy Niezłomnych” 

background image

Pomnik Żołnierzy Wyklętych w Kępnie 

www.pomnik.kepno.net       e-mail: pomnik@kepno.net  

 

Żródło: „Tygodnik Kępiński”      zebrał: Jarosław Skiba 

 

Wspomnienia „Krysi” z oddziału „Otta”

 

Mirosław Łapa 

Spotkanie z „Otto” 

Urodziłam się na Szpocie i tu mieszkam do dziś. Jesienią 1945 r. po ataku (z 22.11. na 23.11. 
1945 r. o godz. 24.00 oddział „Otta” w sile ok. kilkudziesięciu ludzi zaatakował kępiński 
Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. W trakcie ataku spalono wszystkie akta Sekcji 
I — zajmowała się tzw. zagadnieniem niemieckim. Rozbito również a-reszt w urzędzie 
bezpieczeństwa. W czasie zaciętej obrony przez funkcjonariuszy PUBP zginęło 8 osób, a 4 
zostały ciężko ranne. Po 45–minutowym ataku oddział „Otta” wycofał się bez strat) oddziału 
„Otta” (Franciszek Olszówka ur. 1923 r. w Pi-sarzowicach, podczas okupacji powołany do 
Wehrmachtu zdezerterował w stopniu kaprala. W latach 1943–1945 żołnierz Armii Krajowej 
w powiecie kępińskim. Od stycznia do kwietnia służył w MO, zdezerterował, poszukiwany 
przez UB. Od kwietnia 1945 r. tworzy oddział zbrojny, podporządkowany strukturom AK. 
Zginął w Pisarzowicach 8.02.1946 r.) na kępiński Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa 
Publicznego, kiedy to udało się im uwolnić uwięzionych tam ludzi oraz zniszczyć część 
dokumentów „stworzonych” przez bezpiekę, przyszli ukryć się do naszej miejscowości. 
Przyprowadził ich „Lis” (Edward Jeziorny ur. 1917 r. w Biadaszkach w latach 1945–1946 
członek oddziału „Otta”), gdyż miał tu swoją rodzinę. Wówczas kilkanaście osób zostało 
rozlokowanych po kilku domostwach na Szpocie. „Otto” kwaterował u mojego wuja, 
Wojciecha Jokla. Wieczorem „Otto” zapytał się gospodarza, czy mieszka jeszcze na Szpocie 
mój ojczym, Roman Piętak, znali się bowiem jeszcze z czasów, gdy siłą zostali wcieleni do 
Wehrmachtu i stamtąd razem z „Lisem” uciekli i ukrywali się w bunkrach okolicznych lasów. 
Gdy się dowiedział, że mieszka tu R. Piętak kazał go przywołać do siebie. Mój ojczym poszedł. 
Po jakimś czasie przyszli do naszego domu. Wówczas to po raz pierwszy zobaczyłam „Otta”. 
Pamiętam była to niedziela, on był przystojnym postawnym mężczyzną, miał wówczas 24 
lata. Zrobił na mnie wrażenie stanowczego, choć z drugiej strony dało się wyczuć, że jest 
dobrym człowiekiem. Byli u nas krótko, gdyż zaraz poszli do Piętaków, którzy mieszkali pod 
lasem, aby się spytać, czy brat mojego ojczyma, Józef Piętak nie chce wstąpić do oddziału. 
Wyraził on wtedy zgodę i przybrał pseudonim „Huragan”. Gdy wracali na Szpot spotkali 
„Rudego” (Stanisław Panek, ur. 1924 r. w Czeladzi. W kwietniu 1945 r. zdezerterował z 
Wojska Polskiego, od sierpnia do września 1945 r. współpracował z „Ottem” jako urzędnik 
Starostwa Powiatowego w Kluczborku, jesienią 1945 wstąpił do oddziału „Otta”. Od grudnia 
1945 r. dowodził jednym z jego pododdziałów. Zginął w zasadzce zorganizowanej przez UB w 
Wójcinie — w młynie „Papiernia” 10.08.1946 r.), który jechał bryczką i razem przyjechali 
jeszcze do nas. Wówczas poznałam również „Rudego”. Chwilę byli u nas i odjechali. Tego 
dnia już „Otta” nie widziałam. 

 
 

background image

Pomnik Żołnierzy Wyklętych w Kępnie 

www.pomnik.kepno.net       e-mail: pomnik@kepno.net  

 

Żródło: „Tygodnik Kępiński”      zebrał: Jarosław Skiba 

 

Śmierć „Otta” 

Dopiero na początku 1946 r. „Otto” przyszedł na Szpot razem z kilkoma partyzantami. 
Zdawał wówczas sobie sprawę, że prowadzona jest już obława na niego przez UB. Stąd 
często się przemieszczał w różne miejsca. W tym czasie jego oddział przeprowadził kilka 
akcji, m.in. w By-czynie i Dobrymgościu. Osobiście nie brałam udziału w żadnej akcji zbrojnej 
„Otta”. Wtedy pod koniec stycznia 1946 r. przyszedł do mnie razem z Józefem Piętakiem, 
Zygmuntem Habrzykiem „Burzą” (ur. 1923 r., w Piaskach. Od 1945 r. po dezercji z Wojska 
Polskiego wstąpił do oddziału „Otta”, gdzie pełnił funkcję dowódcy drużyny. Miał jeszcze 
pseudonim „Ostry”. Ujawnił się 1.03.1947 r. w PUBP w Częstochowie), Stanisławem Pałką 
„Prędkim” (ur. 1923 r., w latach 1945–1946 członek oddziału „Otta”) oraz Alfonsem Moską z 
Opa-towa. Razem pojechaliśmy wówczas na koniach do Pisarzowic. Tam przed wojną jego 
ojciec miał majątek. Wszyscy znali Franciszka Olszówkę, gościli nas kolejni gospodarze. Co 
jakiś czas „Otto” wyprawiał się gdzieś w nocy z partyzantami. Ja jednak nie pytałam się, 
dokąd idą. I przyszedł feralny 8.02.1946 r. wcześniej „Otto” otrzymał wiadomość, że chcą 
wstąpić do oddziału nowi ludzie, których ma przyprowadzić „Lis”. Kwaterowaliśmy wówczas 
w Bałdowicach, tj. ok. 2 kilometrów od Pisarzowic. Wieczorem „Otto” zdecydował, że idzie 
do Pisarzowic spotkać się z „Lisem”. Zabrał ze sobą: „Wasyla” (Tadeusz Durak, obecnie 
Darski, ur. 1924 r. w Jarocinie, milicjant i komendant posterunku MO w Tokarzewie i Lipce. 
Po dezercji w październiku 1945 r. wstąpił do oddziału „Otta”. Od końca 1946 r. ukrywał się 
we Wrocławiu pod nazwiskiem Bohdan Michorowski. Ujawnił się w WUBP we Wrocławiu w 
kwietniu 1947 r. Aresztowany 12.03.1948 r. wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w 
Poznaniu na sesji wyjazdowej w Kępnie w czerwcu 1948 r. skazany na karę śmierci. Karę 
zamieniono na 15 lat więzienia. Zwolniony z więzienia w 1956 r.), „Graba”, „Groma” 
(Władysław Jaskóła ur. 1916 r. w Łukowcu Wiśniowskim, w latach 1945–1946 członek 
oddziału „Otta”. Od czerwca 1946 r. ukrywał się. Nie został aresztowany), „Wichra” (Stefan 
Kowalczyk, w latach 1945 — 1946 członek oddziału „Otta”) „Waldemara” (Józef Zawadka ur. 
1910 r. w Bał-dowicach. W 1946 r. członek, a następnie dowódca jednej z grup zbrojnych 
oddziału „Otta”. W 1946 zbiegł do Niemiec), „Kokota” (Edmund Daszczyk, ur. 1929 r., 
członek oddziału „Otta” w latach 1945 — 1946, miał też pseudonim „Kogut”. Zginął 
31.08.1946 r. w Birzowie (?) powiat Kępno), „Wasyla” (Tadeusz Barski) i „Huragana”. Jak 
wychodził spojrzał na mnie, chwilę się zastanowił i powiedział — „Krysia zostajesz”. W Bał-
do-wicach zostałam ja oraz „Zuch”. Wszyscy inni poszli z „Ottem” do Pisarzowic. W kilka 
godzin później słyszeliśmy strzały i schroniliśmy się w lesie. Gdy z obławy wrócił Józek Piętak, 
ps. „Huragan” tak później relacjonował nam śmierć „Otta”: „Lis” przyszedł po „Otta” do 
Bałdowic, szli razem w szyku. W pewnym momencie „Lis” powiedział, że idzie na bok za 
potrzebą. Oni szli dalej. Wtem z lasu wychodzi oficer w mundurze i idzie w kierunku „Otta”. 
Wówczas „Otto” tylko powiedział: „Panie majorze, ręce z kieszeni.” Był to mjr Jonas (Jakub 
Jonas, ur. 1911 r. w Grodnie, magister Wydziału Chemii Uniwersytetu Stefana Batorego w 
Wilnie. W latach 1941–1944 żołnierz Armii Czerwonej. W latach 1944–1955 służył w Wojsku 
Polskim. W 1955 r. przeniesiony do rezerwy. W 1969 r. wyjechał do Izraela. Rozkazem 

background image

Pomnik Żołnierzy Wyklętych w Kępnie 

www.pomnik.kepno.net       e-mail: pomnik@kepno.net  

 

Żródło: „Tygodnik Kępiński”      zebrał: Jarosław Skiba 

 

personalnym MON z 1971 r. zdegradowany do szeregowca), który strzelił z ok. 5 metrów do 
niego. Przewrócili się obaj. Józek „posiał” z erkaemu po wybiegających żołnierzach KBW i 
rzucił go do rowu. Wszyscy rozproszyli się po lesie. KBW otwarło zmasowany ostrzał, strzelali 
na oślep. „Otto” został zastrzelony. Po jakimś czasie do Bałdowic wrócili inni partyzanci z 
oddziału „Otta”, którzy wydostali się z zasadzki. „Prędki”, „Huragan”, Alfons Moska, „Burza”, 
wówczas razem poszliśmy polami do Opatowa. Wychodząc na wzgórek, usłyszeliśmy głos: 
„Uwaga, uwaga tu Jastrząb”, był to pseudonim chłopaka, który już zginął w Dobrym-gościu. 
Włosy stanęły nam dęba. I dalszą drogę już biegliśmy. Nad ranem wyszliśmy na drogę do 
Opatowa, tam się pożegnaliśmy. „Burza”, A. Moska i „Prędki” poszli do domu Mosków, a ja z 
„Huraganem” wróciłam na Szpot. Później „Burza” i „Prędki” poszli do oddziału „Rudego” do 
Bolesławca. Gdy „Rudy” dowiedział się o zabójstwie „Otta”, w odwecie za jego śmierć 
zatrzymał pociąg w Czastarach, gdzie członkowie jego grupy zastrzelili kilku żołnierzy 
radzieckich. 

… 

18.02.1946 r. to był pogodny, bez śniegu dzień, kiedy zostałam aresztowana w domu na 
Szpocie. Przyszedł do nas „Lis” (Edward Jeziorny) razem z trzema wojskowymi, wśród nich 
był major Jakub Jonas. Gdy ich zobaczyłam, wycofałam się do pokoju babci i stamtąd 
wyskoczyłam przez okno do ogródka. Czułam, że dom jest obstawiony, więc ukryłam się w 
komorze, gdzie było zboże i becz-ki z mąką. Siedziałam tam tak cicho, że słyszałam własny 
oddech, aż tu nagle drzwi do komory się uchyliły i wszedł ten zdrajca „Lis” oraz jeden z 
wojskowych. Pomyślałam wówczas to już koniec. Podniosłam się z ukrycia, wojskowy ka-zał 
chwycić „Lisowi” mnie za włosy i wyprowadzić. Szłam jak w letargu. Widziałam, że na 
podwórzu mieli już zabite trzy indyki, zwiniętą kurtkę ojczyma i moją harmonię. To wszystko 
kazali zabrać Frankowi Habrajskiemu, który wówczas u nas przebywał. Prowadzili mnie przez 
pola do Opatowa, tam czekało na nas auto KBW. Jak przypuszczam, było błoto i nie mogli 
dojechać na Szpot, a może przez ostrożność nie wjechali do wioski. Wcześniej, przed 
aresztowaniem, miałam sen, śniło mi się, że wyrywam sobie z moją sąsiadką Moniką 
różaniec i ona uderzyła mnie kijem. I to się spełniło, wieczorem już dostałam bicie od 
funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa.  
Z Opatowa zawieźli mnie do Bolesławca. Zatrzymaliśmy się w Rynku przy budynku po lewej 
stronie, takim piętrowym z balkonem, tam mieli swoją siedzibę. Poprowadzili mnie na górę, 
gdzie spotkałam po raz pierwszy Irenę Tomaszewicz ps. „Danka” (wówczas miała 15 lat), 
wcześniej się nie znałyśmy. Była uśmiechnięta, zrobiła na mnie miłe wrażenie. Jeszcze wtedy 
nie wiedziałyśmy, że spędzimy ze sobą wiele lat w więzieniu. Na korytarzu major Jonas spytał 
nas — „No co, rywalki nie macie żalu do siebie o Otta” (Franciszek Olszówka). 
Odpowiedziałam — „Nie mamy o co, bo „Otto” nie żyje”. 
Na drugi dzień przyszła do Bolesławca moja babcia przynieść mi jedzenie. Żołnierze z KBW od 
razu zaczęli ją przesłuchiwać i zagrozili, że jeżeli nie przyniesie mojego pistoletu, to 
rozstrzelają mnie publicznie na Rynku w Bolesławcu. Babcia bardzo się przestraszyła tej 

background image

Pomnik Żołnierzy Wyklętych w Kępnie 

www.pomnik.kepno.net       e-mail: pomnik@kepno.net  

 

Żródło: „Tygodnik Kępiński”      zebrał: Jarosław Skiba 

 

groźby, wróciła na Szpot i prosiła „Huragana” (Józef Piętak), aby dał jej pistolet, bo inaczej 
zostanę zastrzelona. On dał jej stary bębenkowy rewolwer. I babcia przyniosła od razu tę 
broń do Bolesławca. Ten podstęp ze strony KBW przyczynił się do tego, że oskarżono mnie 
później również o to, że posiadałam broń. Choć była to nieprawda. 

 

Przesłuchanie w Bolesławcu

 

Rozpoczęło się śledztwo, wyszłam z założenia, że jak będę posłuszna, to mnie nie będą bili. 
Poprowadzili nas z Irką do dużej sali, kazali usiąść na krześle z rękoma skrzyżowanymi. Było 
tam oprócz nas kilkunastu funkcjonariuszy i wojskowych. Jeden z nich stał obok nas z 
pejczem, a drugi zadawał pytania. I zaczęło się, pytania i bicie na przemian. „Kiedy poznałaś 
tego AK–owca?”, „Gdzie się spotykaliście?” „Kto jest w organizacji?” Trwało to kilka godzin. 
Bili nas żołnierze KBW. W pewnym momencie przyszedł Jonas i powiedział nam, że chce nas 
przejąć NKWD, ale zaraz dodał: „Nie pozwolę, żeby się cała Azja nad wami pastwiła”. Noc 
spędziłam na krześle w sali przesłuchań, razem z Irką. Cały ten czas obok nas byli wojskowi. 
Rano obudzili mnie i kazali wychodzić. Irka miała zostać. Wyszłam przed budynek i tu stało 
dwóch żołnierzy z KBW, pamiętam ich nazwiska: Grzywacz i Kulesza, oprócz nich jeszcze 
kilkunastu żołnierzy. W pewnej chwili jeden z tych funkcjonariuszy powiedział mi: „Będą 
proponowali tobie w czasie jazdy ucieczkę. Nie daj się namówić, bo to kula w plecy”. 
Wsiedliśmy do samochodu ciężarowego, ja sama wśród tych kilkunastu z KBW, jednak przez 
całą drogę nikt nie zaproponował mi ucieczki. 

 

Rozpoznanie „Otta” i przyjęcie z enkawudzistami 

Zawieźli mnie do willi „Marta” w Sycowie, gdzie było NKWD. Tam pokazano mi zdjęcie 
martwego „Otta” i kazano zidentyfikować, czy to jest on. Zdjęcie było niewyraźne, leżał 
zakrwawiony na stole, miał otwarte usta, ale poznałam: to był Franciszek Olszówka. Gdy 
wyprowadzano mnie z pokoju, nagle podszedł do nas radziecki oficer i zaprosił nas na 
przyjęcie. Jonas posłusznie razem z eskortą z KBW i ja weszliśmy do dużej sali. Tam przy 
zastawionych stołach z jedzeniem i alkoholem siedzieli żołnierze z NKWD. Usiedliśmy z 
drugiej strony naprzeciwko nich. Obok mnie usiadł Jonas. W pewnej chwili jeden z 
enkawudzistów zwrócił się do mnie z pytaniem: „Ja dziewuszku, gdzies ciebia uwidział?” 
Wcześniej przed aresztowaniem jeździłam do kuzynki do Sycowa i mógł mnie przypadkiem 
zobaczyć. Od razu nachylił się do mnie Jonas i szepnął mi do ucha: „Nie przyznawaj się, że 
jesteś aresztowana”. Odpowiedziałam przecząco, że to niemożliwe, żeby mnie znał. W tym 
czasie adiutant oficera NKWD podszedł do adapteru, nastawił płytę i poprosił mnie do tańca. 
Niesamowite: ja aresztowana tańczę z enkawudzistą. To przyjęcie trwało kilka godzin. Jak się 
skończyło, wieczorem wsiedliśmy z powrotem do samochodu i pojechaliśmy znów do 
Bolesławca. Jak przyjechałam, już nikogo nie widziałam, ani Irki, ani innych aresztowanych. 
Albo byli już wywiezieni, albo też zamknięci w celach piwnicznych. 
Nazajutrz wcześnie rano pobudka i w eskorcie kilku żołnierzy, którymi dowodził Jonas, 

background image

Pomnik Żołnierzy Wyklętych w Kępnie 

www.pomnik.kepno.net       e-mail: pomnik@kepno.net  

 

Żródło: „Tygodnik Kępiński”      zebrał: Jarosław Skiba 

 

pojechaliśmy do wrocławskiego aresztu, który mieścił się przy ulicy Wałowej. Tu Jonas 
odprowadził mnie do przejmujących mnie ubowców, na pożegnanie zasalutował i podał 
rękę, życząc szybkiego powrotu na wolność. 

 

Śledztwo na Wałowej 

Zaprowadzono mnie do celi bez światła, okno było zabite deskami. Idąc po ścianach, 
namacałam dwa łóżka. Były na nim sienniki, przełożyłam jeden i weszłam pomiędzy dwa, bo 
było bardzo zimno. Miałam na sobie tylko płaszczyk. Gdy rano obudziłam się, byłam cała w 
sieczce z tego siennika. Obrałam się ze słomy, odchyliwszy deski, wyjrzałam przez okno. 
Przede mną widniało duże podwórze, naprzeciwko małe okienka z innego bloku 
więziennego. Patrzyłam przez okno, gdy z jednego z nich ktoś mnie zawołał: „Krysia, 
poznajesz mnie?” Nie poznawałam. Poprosiłam, żeby zdjął czapkę. Zdjął nakrycie głowy i 
wówczas poznałam: to był Józef Woźniak, ps. „Iwan”. Chwilę rozmawialiśmy. W tym czasie 
otworzyła się cela i weszło dwóch wartowników, podali mi pajdę chleba i kubek kawy (lura). 
Jednak ja nie odbierałam, tak mnie sparaliżował strach. Jeden z nich powiedział wtedy: 
„Zostaw, posiedzi dłużej, to sama się będzie prosiła”. Gdy wychyliłam się znów przez okno, 
„Iwana” już nie było. Po kilku godzinach przynieśli obiad, kasza na jakimś śmierdzącym oleju, 
nie szło tego jeść. Potem przenieśli mnie piętro niżej do celi, gdzie było już tylko jedno łóżko. 
Cela 2x3 metry, łóżko zamykane do ściany. Całe dnie w niej tylko chodziłam tam i z 
powrotem. I nagle: jaka radość, dowiedziałam się, że obok mnie w celi siedzi Irka 
Tomaszewicz. Rozmawiałyśmy przez okno. 
Po jakimś czasie wyprowadzili mnie z celi na korytarz. Tam zobaczyłam też Irkę, która stała 
pod ścianą. Podszedł do nas Rosjanin, który ocalał z akcji „Rudego” (Stanisław Panek) na 
pociąg w Czastarach. Ubowcy pytają się: „Czy któraś z nich była w tej bandzie?” Patrząc na 
mnie, odpowiedział, że nie ta. Podszedł do Irki i powie-dział: „Da, eto ta”. Po tym 
„obejrzeniu” wprowadzili nas znów do cel. 
Kilka godzin później wezwana zostałam na pierwsze przesłuchanie, śledztwo prowadził 
Ludwik Senkowski. Weszłam do jego pokoju wprowadzona przez funkcjonariuszy UB. Siedział 
za stołem, na którym leżał bat. Krzyczał w czasie przesłuchania, ale nigdy mnie nie uderzył. I 
tak przesłuchiwana byłam kilkakrotnie. Te same pytania i odpowiedzi z mojej strony, że 
niczego nie wiem i w żadnej akcji „Otta” nie brałam udziału. Trwało to kilka dni, byłam 
strasznie głodna. Po którymś z kolei przesłuchaniu zaprowadził mnie do stołówki. Posadził 
przy stole i kazał podać coś do jedzenia. Sam usiadł przy drzwiach i obserwował. Przynieśli mi 
chleb i zupę. Jadłam łapczywie, nie widząc nawet, że obok dosiedli się inni żołnierze i coś 
mówią do mnie. Nie zwracałam na nich uwagi. Jak skończyłam jeść, on kiwnął głową, abym 
wstała i za-prowadził mnie pod celę. W czasie gdy siedziałam na Wałowej, po kryjomu chleb 
przynosił mi Jasiu, był to góral, który służył jako wartownik w UB. Tu w areszcie przez cztery 
miesiące myłam się tylko w ubikacji, nie prowadzili nas w ogóle do łaźni, za ręcznik służyła mi 
chusteczka, którą miałam jeszcze z domu. Śledztwo trwało kilka miesięcy, mnie przesłuchiwał 

background image

Pomnik Żołnierzy Wyklętych w Kępnie 

www.pomnik.kepno.net       e-mail: pomnik@kepno.net  

 

Żródło: „Tygodnik Kępiński”      zebrał: Jarosław Skiba 

 

zawsze Senkowski, a Irkę ubek Józef Turek (ur. 1922 r. w Miłkowie. Od stycznia 1946 r. pełnił 
funkcję oficera śledczego Sekcji II Wydziału IV „a” w WUBP we Wrocławiu. W latach 1947–
1948 w Wydziale Śledczym WUBP. Zmarł w 1948 r. we Wrocławiu). 

Wyrok 

31.05.1946 r. razem z kilkunastoma innymi członkami grupy „Otta” przewieziono mnie do 
Wojskowego Sądu Rejonowego we Wrocławiu przy ulicy Okrzei. Mężczyźni byli skuci 
kajdankami, natomiast kobiety szły tylko w eskorcie funkcjonariuszy UB. Obrońców trzech 
lub czterech mieliśmy z urzędu, żaden z nich nie odezwał się ani raz w czasie trzydniowej 
rozprawy. Oskarżał nas prokurator Badner, później zmienił nazwisko na Barski (por./ppłk. 
Filip Barski, ur. 1909 r. W 1946 r. został wyznaczony na stanowisko zastępcy wojskowego 
prokuratora rejonowego we Wrocławiu. W 1947 r. przeniesiony na podobne stanowisko do 
Szczecina. Wskutek reorganizacji wojskowych prokuratur w 1955 r. przeszedł na stanowisko 
prokuratora Prokuratury Wojewódzkiej we Wrocławiu. W 1969 r. wyjechał do Izraela). Dla 
wszystkich „bandytów” żądał kary śmierci, mnie łzy ciekły ciurkiem. Sędziom w naszej 
sprawie był ppłk. Bronisław Ochnio (ur. 1908 r. w Krasewie, pow. Radzyń. Absolwent 
Wydziału Prawa Uniwersytetu w Lublinie (1939 r.). W Ludowym Wojsku Polskim od 
30.08.1944 r. Od marca do grudnia 1946 r. pełnił funkcję pierwszego szefa WSR we 
Wrocławiu, a następnie w Łodzi i Lublinie. W 1955 r. przeniesiony do rezerwy. W procesach, 
którym przewodniczył, skazał na karę śmierci pięć osób (lista niepełna), w tym czterech z 
oddziału „Otta”). Razem ze mną byli oskarżeni również: Marian Mikulski ps. „Celus” z 
Rychtala (skazany na karę śmierci, postanowieniem Najwyższego Sądu w Warszawie 
zamienioną na 10 lat pozbawienia wolności), Sylwester Mikulski z Rychtala (skazany na 15 lat 
więzienia), Helena Motykówna ps. „Dziuńka” z Dobiesława (skazana na karę śmierci, wyrok 
wykonano 18.07.1946 r. w więzieniu przy ulicy Kleczkowskiej we Wrocławiu), Edward 
Szemberski ps. „Śmigus” z Bytomia (skazany na karę śmierci, wyrok wykonano 18.071946 r.), 
Idzi Piszczałka ps. „Osóbka” z Kuźnicy Słupskiej (skazany na karę śmierci wyrok wykonano 
18.07.1946 r.), Roman Roszowski ps. „Wiarus” z Bolesławca (skazany na karę śmierci, wyrok 
wykonano 18.07.1946 r.), Józef Woźniak ps. „Iwan” z Borku (skazany na 12 lat więzienia), 
Stanisław Kuźnik (15 lat pozbawienia wolności), Irena Tomaszewicz ps. „Danka” z Ignacówki 
(skazana na dwukrotną karę śmierci, łączny wyrok 15 lat więzienia, bez prawa do amnestii. 
Pisała do Bieruta, aby anulował jej karę. Darował jej 7 lat, resztę odsiedziała w więzieniu), 
Jan Jeziorny, zawiadowca stacji w Czastarach (skazany na 1 rok więzienia). Ja otrzymałam 
wyrok 10 lat pozbawienia wolności. 

 

 

 

 

background image

Pomnik Żołnierzy Wyklętych w Kępnie 

www.pomnik.kepno.net       e-mail: pomnik@kepno.net  

 

Żródło: „Tygodnik Kępiński”      zebrał: Jarosław Skiba 

 

Śmierć „Dziuńki”, „Śmigusa”, „Osóbki” i „Wiarusa” 

Po wyroku przewieźli nas na Kleczkowską i osadzili w celach, trafiłam do celi nr 51 razem z 
Ireną. Cela na parterze bez szyb, tylko kraty. Po kilku dniach przenieśli nas na drugi pawilon, 
tam dołączyła do nas Gertruda Mnichówna z Katowic. Kilka dni później rozdzielili mnie z 
Ireną. Trafiłam do celi trzyosobowej, gdzie już siedziały: Zosia Linowiecka z Bolesławca oraz 
Helena Motykówna, która miała wyrok śmierci. Później znów mnie przenieśli do innej celi i 
tylko Zosia opowiedziała mi, jak przyszli po Helenkę, to powiedzieli jej, że idzie do naczelnika, 
już do celi nie wróciła. Postawili wszystkich, którzy dostali wyroki śmierci, w trakcie gdy 
byłam sądzona, pod mur i rozstrzelali. Pod murem stali: Helena Motykówna, Roman 
Roszkowski, Edward Szemberski i Idzi Piszczałka. 
Przypadek sprawił, że w tym dniu, kiedy wykonywali wyroki na skazanych w naszym procesie 
(18.07.1946 r.), przyjechała do mnie w odwiedziny moja mama. Widziała, jak po egzekucji 
wychodzili pijani w sztok ubowcy. (Nieżyjący już Idzi Gatner z Kępna, który czekał na proces, 
osadzony w tym więzieniu był świadkiem tej egzekucji, tak ją zapamiętał — „Dowódcą 
plutonu egzekucyjnego był ppor. Julian Lach. Pod mur ich postawiono kobietę (…) [H. 
Motykówna] i tego Idziego [Piszczałka] i innych. Ja to widziałem. Ile tam było: dwadzieścia, 
trzydzieści metrów. Na tę egzekucję KBW przyszło podpite. I nie, że sędzia odczytał wyrok. 
Wyprowadzili, oczy zawiązane i karabinami jak tylko mogli, tak siekli. W trakcie brutalnej 
egzekucji ranna Helena Motyka miała głośno krzyczeć: „Mamo, mamo dobij!”. Więźniowie, 
słyszący i obserwujący dramatyczny przebieg rozstrzeliwania skazanych, rzucili się wówczas 
do okien i „zaczęli walić w miski — to był ich protest”). Mama ich zapamiętała, bowiem byli 
oni obecni w czasie naszego procesu jako eskorta. Widziała, jak wyjeżdżała platforma z 
trumnami i ładowali ich do samochodu, chciała wiedzieć, dokąd je wywożą. Mama myślała, 
że wsiądzie w tramwaj i pojedzie za nimi. Wsiadła jednak w zły tramwaj i oni pojechali na 
Cmentarz Osobowicki. Dopiero po kilkunastu latach dowiedziałam się, w którym miejscu 
zostali pochowani na cmentarzu we Wrocławiu. (Wszystkich rozstrzelanych partyzantów 
pochowano w „kwaterze więziennej” nr 77 na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu). 

 

Więzienie w Fordonie

 

Z Wrocławia 1.11.1946 r. w bydlęcych wagonach i pajdą chleba w ręce przewieźli nas do 
Fordonu koło Bydgoszczy. W Fordonie przez miesiąc siedziałam w celi 40–osobowej na tzw. 
kwarantannie. Po czym trafiłam do celi nr 36, gdzie razem ze mną były: Irena Tomaszewicz, 
Zosia Gębiś z Radłowa nad Dunajcem, Bożena Mirowska z Łodzi, Ania Saja z Trzemeszna i 
Marysia Skonieczna z Lachmirowic k. Inowrocławia. W kolejnej celi siedziałam z: Genowefą 
Białatą z Gołebia woj. lubelskie, Martą Raich, Zosią Franek (Poznań), Izą Mazurkiewicz 
(Poznań), Marysią Skoniczną i Anią Sają. Spałyśmy w poszwach, aby nie gryzły nas pluskwy, 
które obsiadywały nasze łóżka. Jedzenie już było lepsze niż w areszcie UB i na Kleczkowskiej. 
Jedyny raz w czasie całego okresu uwięzienia na urodziny Stalina w 1948 r. dostaliśmy na 
obiad kartofle i gulasz, wcześniej ani później już mięsa na obiad nie było. Co jakiś czas 

background image

Pomnik Żołnierzy Wyklętych w Kępnie 

www.pomnik.kepno.net       e-mail: pomnik@kepno.net  

 

Żródło: „Tygodnik Kępiński”      zebrał: Jarosław Skiba 

 

przenosili mnie do innej celi i tak w grudniu 1946 r. trafiłam do celi wieloosobowej, gdzie 
były dziewczyny, które brały udział w powstaniu warszawskim: Krystyna Kosiorek i Alina 
Romanowska. Siedziały w niej również: Janeczka Oszast i Olga Siwek (obie z Krakowa), 
Bożena Mirowska i Doris Berliner (Holenderka, która miała męża w SS), Katarzyna Pec z 
Sobniowa. Tu znów trafiłam, ku mojej wielkiej radości, na moją serdeczną koleżankę Irenę 
Tomaszewicz. Chodziliśmy do pracy w szwalni. Ja robiłam swetry na drutach. Była norma, na 
jeden duży sweter miałam 5 dni czasu, a na bluzeczkę 3 dni. Za naszą pracę otrzymywałyśmy 
wynagrodzenie, za co mogłyśmy sobie kupić cebulę lub papierosy z tzw. wypiski. Swetry te 
były wysyłane do Warszawy. W celi przeżyłam niezwykłe wydarzenie. Zbliżał się sylwester, 
dziewczyny przy cichej zgodzie strażniczek postanowiły zorganizować bal w celi. Tworzyłyśmy 
12 par, przebrałyśmy się w prześcieradła z dodatkami, które udało się nam przemycić ze 
szwalni. Zrobione nawet miałyśmy kotyliony. Łóżka były 4–piętrowe, więc wszystkie nie 
mieściłyśmy się, żeby tańczyć. Część patrzyła na tańczące pary z łóżek, później następowała 
zmiana, następne schodziły i tańczyły. W pewnej chwili uchylił się wizjer i ktoś patrzył jak my 
tańczymy. Przeraził nas zgrzyt otwieranych drzwi celi, stanął w nich kierownik specjalny 
Fordonu Tomaszewski. Zamarłyśmy z prze-rażenia. Wszystkim kazał wyjść na korytarz i 
ustawić się pod ścianą. Jednej z koleżanek kazał iść zobaczyć, co robią w celi obok, spojrzała 
przez „judasza” i oznajmiła, że czytają książki. Za naszą „zabawę” ukarał nas tylko 
miesięcznym wstrzymaniem paczek i listów. Nie zaprowadził nas boso do karceru, bo tego 
spodziewałam się, tak zakończył się mój pierwszy rok w więzieniu. 
Pod koniec lat czterdziestych zorganizowano nam w Fordonie kurs korespondencyjny na tzw. 
„małą maturę”. Pisałyśmy prace z różnych przedmiotów. Każda z nas dostała wówczas 
numer, którym podpisywała swoją pracę, miałam numer 33. Gdy jedna z prac wróciła 
poprawiona i oczywiście przeczytana przez naczelnika więzienia na marginesie był dopisek: 
„Zamiast kryptonimu napisz swoje nazwisko”. Podpisywałam się wówczas już nazwiskiem 
pod swoimi pracami. Łaciny uczyła nas wówczas Basia Szwarczyk, wykładowca KUL z Lublina, 
a angielskiego Basia Sadowska. Jednak po 4–5 miesiącach, nie wiem z jakich powodów, 
przerwano kurs. Wówczas śmiałyśmy się, że mamy niepełne wykształcenie WSW, to znaczy 
Wyższej Szkoły Więziennej, to najlepsza szkoła życia. 

 

Wolność 

Dzień do dnia podobny mijał. Zmieniano mi tylko cele, gdzie poznawałam nowe więźniarki, 
głównie były to młode dziewczyny, które zostały skazane za walkę z ustrojem 
komunistycznym. Przyszedł 20.03.1951 r., moje wyjście z więzienia, albowiem objęła mnie 
amnestia i darowano mi 5 lat z wyroku. To był również dzień moich urodzin. Przyjechała po 
mnie mama i prosto z więzienia poszłyśmy do kościoła pomodlić się za moje uwolnienie. Ja 
modliłam się też za moje koleżanki więzienne, a szczególnie za Irkę, która jeszcze była za 
kratami. Jak dojechałam na Szpot do domu, nie pamiętam, taka byłam szczęśliwa. 

background image

Pomnik Żołnierzy Wyklętych w Kępnie 

www.pomnik.kepno.net       e-mail: pomnik@kepno.net  

 

Żródło: „Tygodnik Kępiński”      zebrał: Jarosław Skiba 

 

10 

 

Do napisania tego artykułu wykorzystałem książkę Krzysztofa Szwagrzyka pt. „Winni? 

Niewinni? Dolnośląskie podziemie niepodległościowe (1945–1956) w świetle dokumentów 

sądowych” wydaną przez Stowarzyszenie Społeczno–Kombatanckie „Wolność i 

Niezawisłość”, Wrocław 1999, s. 90–91, 103. Artykuł K. Szwagrzyka zamieszczony w 

„Aparacie Represji w Polsce Ludowej 1944–1989” nr 1/5/2007 wydawnictwo IPN, 

zatytułowany „Działania wojsk bezpieczeństwa wewnętrznego województwa 

wrocławskiego przeciwko oddziałowi Franciszka Olszówki ps. „Otto” (23 grudnia 1945 — 

23 lutego 1946 r.) s. 103 — 135 oraz artykuł z Biuletynu Instytutu Pamięci Narodowej nr 5 

(40) maj 2004, autorstwa Jerzego Bednarka pt. „Stacja Czastary” s. 57, 61.