background image

BARBARA BOSWELL 

FIKCYJNA NARZECZONA 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

Kristina Fortune często nieoczekiwanie wpadała do biura brata i Julii Chandler wcale 

nie  zdziwił  jej  widok.  Uniosła  oczy  znad  biurka  i  uśmiechnęła  się  do  przyrodniej  siostry 

swojego  szefa.  Kristina  jednym  susem  znalazła  się  przy  niej  i  rzuciła  na  blat  biurka 

ilustrowany magazyn. 

- Zobacz, co tu mam! Na kolorowej okładce wielkie litery głosiły, że w środku numeru 

znajduje się lista „dziesięciu najbardziej atrakcyjnych kawalerów w USA”. 

-  To  egzemplarz  sygnalny,  w  kioskach  będzie  dopiero  jutro.  Spójrz,  co  jest  na 

piętnastej stronie! 

Błysk  w  jej  oku  nie  wróżył  nic  dobrego.  Kristina,  wschodząca  gwiazda  działu 

reklamy, miewała pomysły działające na pracowników działu produkcji jak płachta na byka. 

Julia rzuciła okiem  na wskazaną stronę;  lista wybrańców prezentowała się  naprawdę 

okazale. Figurowali na niej: syn byłego prezydenta, milioner znany z telewizji, skandalizujący 

piosenkarz,  pewien  dopiero  co  rozwiedziony  senator,  aktor  wybrany  niedawno  „najbardziej 

seksownym mężczyzną roku”, sławny autor kryminałów, gwiazda koszykówki, a na ósmym 

miejscu... 

Z ust Julii wyrwał się okrzyk. 

- Michael Fortune! 

Kristina spojrzała na nią triumfalnie. 

-  Jak to  się  jutro  ukaże,  wszystkie  kobiety  w  całym  kraju  rzucą  się  na  mojego  brata! 

Wyobrażasz sobie? Michael stanie się obiektem powszechnego pożądania! 

Julia nie podzielała jej entuzjazmu. Pracowała w Fortune Corporation od ponad roku i 

zdążyła już poznać swego szefa na tyle, by wiedzieć, jak zareaguje na podobne „wyróżnienie” 

Michael  całe  życie  poświęcił  należącej  do  rodziny  firmie  i  bynajmniej  nie  łaknął 

takiego rodzaju sławy. Fakt, że po ukazaniu się owej nieszczęsnej listy kobiety zaczną go ści-

gać, nie mógł zyskać jego aprobaty. 

Kristina z wyraźną niecierpliwością przestępowała z nogi na nogę. 

-  Jak  myślisz,  co  on  na  to  powie?  Julia  przez  chwilę  się  zastanawiała.  Rodzina 

Fortune'ów była nieprzewidywalna, nigdy nie można było mieć pewności, co im wpadnie do 

głowy  i  kto  poniesie  tego  konsekwencje.  Nie  wiedziała  zresztą,  jaką  rolę  w  całej  tej  aferze 

odgrywa jej rozmówczyni. 

background image

- Może być niemile zaskoczony - powiedziała oględnie. - Pewnie wolałby się znaleźć 

na liście najlepiej prosperujących biznesmenów w kraju. 

Kristina skrzywiła się z niesmakiem. 

-  Firma!  Firma!  Tylko  jedno  mu  w  głowie!  Najwyraźniej  wyprowadzona  z 

równowagi, zaczęła wielkimi krokami przemierzać sekretariat jak lew zamknięty w klatce. 

Zupełnie  jak  jej  brat,  pomyślała  Julia.  Wszystkich  członków  tej  rodziny  rozsadzała 

energia; stale  musieli działać, być w ruchu. Ciekawe, jak się zachowują, kiedy się zbiorą w 

jednym  miejscu... Na samą  myśl o tym Julia, osoba opanowana  i zrównoważona, czuła,  jak 

ogarnia ją nieprzyjemny zawrót głowy. 

- To nie człowiek, to robot! Mutant! - Podczas wędrówki od ściany do ściany Kristina 

nie  przestawała  mówić.  -  Pracoholik!  Przecież  on  nie  ma  żadnego  życia  osobistego,  myśli 

tylko o interesach. W głowie ma komputer, a w sercu dyskietki. Nic do niego nie dociera, nie 

ma  żadnych  ludzkich  uczuć.  -  Utkwiła  w  Julii  baczne  spojrzenie.  -  Widziałaś,  żeby  kiedyś 

okazał jakieś emocje? 

Sekretarka z trudem zachowała powagę. 

- Owszem, tego dnia, kiedy Anne Campell z laboratorium badawczego przyprowadziła 

swoje  bliźniaczki.  To  był  tak  zwany  dzień  otwarty  i  każdy  mógł  dziecku  pokazać  swoje 

miejsce  pracy.  Jej  córeczki  postanowiły  same  przeprowadzić  kilka  doświadczeń.  Michael 

wszedł,  kiedy  właśnie  posypywały  się  pudrem  i  polewały  próbkami  perfum.  -  Przełknęła 

ślinę,  by  się  nie  roześmiać  na  wspomnienie  miny  szefa.  -  Zaskoczył  je,  przestraszyły  się  i 

zrzuciły  na  podłogę  półkę  z  próbkami.  Michael  był  siny  z  wściekłości.  Chyba  wtedy 

doświadczał właśnie „ludzkich emocji”, tak przynajmniej myślę. 

Kristina wzruszyła ramionami. 

-  To  się  nie  liczy,  chodzi  mi  o  sprawy  firmy.  -  Zatrzymała  się  i  znowu  spojrzała  na 

pismo  leżące  na  biurku.  -  Dobrze  wyszedł  na  tym  zdjęciu,  prawda?  Chociaż  to  mój  brat, 

muszę przyznać, że niezły z niego facet. 

Julia przyjrzała się mężczyźnie na fotografii. Niebieskie dżinsy, białe polo ze znakiem 

firmy,  wysoki,  dobrze  zbudowany,  o  silnie  zarysowanej  szczęce,  błękitnych  przenikliwych 

oczach  i  zmysłowych  ustach  -  niewątpliwie  musiał  przykuć  na  dłużej  spojrzenie  każdej 

czytelniczki. Każdej bez wyjątku. Julia tego nie okazywała, ale od początku uważała swojego 

szefa za wyjątkowo atrakcyjnego mężczyznę. 

Nigdy  nie  zapomniała  pierwszego  spotkania,  kiedy  to  czternaście  miesięcy  temu 

zjawiła się u niego na rozmowie kwalifikacyjnej. Została przyjęta i przez kilka tygodni przy-

zwyczajała się do jego obecności. Nigdy przedtem żaden mężczyzna nie działał na nią w ten 

background image

sposób:  najmniejszy  jego  gest,  sam  odgłos  jego  kroków  -  wprawiały  ją  w  stan  dziwnego 

podniecenia.  Serce  biło  jak  oszalałe,  ręce  zaczynały  drżeć,  czuła,  że  się  czerwieni.  Na 

szczęście nikt nic nie zauważył i mogła z udanym spokojem wysłuchiwać opowieści bardziej 

doświadczonych  koleżanek  o  wszystkich  sekretarkach  nieszczęśliwie  zakochanych  w 

Michaelu,  które  musiały  odejść  z  pracy,  niezdolne  pogodzić  uczuć  z  zawodowymi 

obowiązkami. 

Julia nie zamierzała podzielić losu swych poprzedniczek. Przeczytała kilka książek na 

temat  niebezpieczeństw,  jakie  niesie  z  sobą  biurowy  romans  i  wiedziała,  że  nie  zaryzykuje 

utraty pracy z powodu fascynacji swym przełożonym. Z czasem emocje przygasły, serce na 

jego widok przestało jej bić jak szalone i mogła spokojnie poświęcić się pracy. 

W  pewnym  sensie  uodporniła  się  na  jego  urok;  miała  zresztą  zbyt  dużo  zdrowego 

rozsądku, by popełniać błędy godne nastolatki. Zresztą, nawet gdyby chciała je popełnić, nie 

miała  żadnych  szans:  Michael  patrzył  na  nią  nie  widzącym  wzrokiem,  jak  na  jeden  z 

biurowych  sprzętów.  Była  szybka  i  niezawodna  jak  komputer  albo  faks,  i  o  wiele 

sprawniejsza  niż  drukarka,  która  stale  się  psuła.  Nie  groziło  jej  z  jego  strony  najmniejsze 

zainteresowanie i mogła się czuć całkowicie bezpieczna. 

Kristina nie zamierzała ustąpić. 

-  Został  uznany  za  jednego  z  najbardziej  atrakcyjnych  facetów  w  USA  -  ciągnęła.  - 

Pracujesz  z  nim  po  wiele  godzin  dziennie,  jesteś  samotna.  Jakie  on  na  tobie  robi  wrażenie? 

Powiedz, ale szczerze... 

Julia roześmiała się ze sztuczną swobodą. 

-  Nigdy  się nad tym  nie zastanawiałam. Szczerość z jej strony byłaby  niewybaczalną 

głupotą. 

Nie  miała  złudzeń  co  do  swojej  sytuacji;  od  Michaela  dzieliła  ją  przepaść.  On 

wydawał  jej  polecenia,  a  ona  skrupulatnie  je  wypełniała,  ale  należeli  przecież  do  dwóch 

różnych światów. Była wystarczająco mądra, by to wiedzieć i się z tym pogodzić. 

- Bądź spokojna - dodała Julia. - Z mojej strony nic mu nie grozi. 

-  Ja  wcale...  -  zaczęła  Kristina  i  urwała.  W  progu  ukazał  się  Michael  Fortune  we 

własnej  osobie,  jeszcze  przystojniejszy  niż  na  fotografii.  Przez  moment  stał  bez  słowa  w 

drzwiach oddzielających sekretariat od jego ogromnego gabinetu, a potem przeniósł chłodny 

wzrok z Julii na siostrę. 

-  Słyszałem,  jak  tu  rozrabiasz,  strasznie  głośno  mówisz.  Czyżbyś  przyszła  mi  zdać 

sprawozdanie z jakichś nowych osiągnięć waszego działu?  A może znowu wpadłaś na  jakiś 

background image

genialny pomysł, który okaże się kompletnym niewypałem? - W jego głosie brzmiała drwina, 

ale Kristina wcale się tym nie przejęła. 

- Mam mnóstwo genialnych pomysłów, ale na razie nic ci nie powiem. Muszę jeszcze 

dopracować szczegóły. Dopiero kiedy wszystko będzie zapięte na ostatni guzik... 

-  Zjawisz  się  tu,  żeby  uzdrowić  atmosferę  i  wnieść  powiew  świeżego  powietrza  do 

tego zatęchłego, konserwatywnego biura? - przerwał jej brat zniecierpliwiony. 

-  Doskonale  to  określiłeś.  Dodałabym  jeszcze,  że  wasze  metody  działania  są 

przestarzałe,  zupełnie  jakby  od  czasów  Nixona  nic  się  nie  zmieniło.  Wasz  sposób 

prowadzenia negocjacji... 

Michael machnął ręką. 

-  Dla  ciebie  to  bajki  o  żelaznym  wilku,  nie  masz  pojęcia  o  funkcjonowaniu  dużego 

przedsiębiorstwa. Daj sobie spokój, siostrzyczko, i zajmij się swoją małą działką. 

Julia  w  milczeniu  asystowała  przy  tej  rozmowie,  przypominającej  szybką  wymianę 

piłek. Tych dwoje dzieliło coś znacznie więcej  niż wiek  i płeć. Należeli do zupełnie  innych 

gatunków ludzi.  Kristina  była otwarta i swobodna, Michael  - zamknięty w sobie  i  sztywny. 

Rodzina uważała go za człowieka zagadkowego i nieprzeniknionego, a Julia  - po kilkunastu 

miesiącach spędzonych u jego boku - widziała w nim kogoś, kto po prostu nie ma potrzeby 

okazywania uczuć i dzielenia się emocjami. 

Jako introwertyczka doskonale to rozumiała i nieomylnie rozpoznawała. Sama była na 

dodatek  nieśmiała  i  dość  skryta.  Michael  natomiast  odznaczał  się  pewnością  siebie  i 

stanowczością  graniczącą  z  arogancją.  Był  też  strasznie  uparty  i  nieprzejednany.  Nieraz 

widziała, jak skutecznie opiera się cudzej argumentacji i naciskom. Nikomu z członków jego 

rodziny  nigdy  nie  udało  się  go  przekonać  do  niezwykle  towarzyskiego  trybu  życia,  jaki 

rodzina ta prowadziła. 

W oczach Kristiny ukazały się niebezpieczne ogniki. 

-  Właśnie  przeglądałyśmy  sobie  z  Julią  ten  oto  popularny  magazyn  -  oświadczyła  z 

niewinną miną i podała bratu kolorowe pismo. 

Julia spuściła oczy i zaczerwieniła się. Michael poczuł do niej coś w rodzaju sympatii 

i  współczucia.  Kristina  jak  zwykle  swoim  trajkotaniem  zawraca  jej  głowę  i  przeszkadza  w 

wypełnianiu  obowiązków.  Wiedział,  że  Julia  Chandler  nigdy  nie  pozwoliłaby  sobie  na 

czytanie jakiegoś szmatławca w godzinach pracy. 

Jest taka  akuratna,  punktualna,  dokładna  i  obowiązkowa.  W  niczym  nie  przypomina 

jego  dotychczasowych  sekretarek.  Poczuł  niemiły  dreszcz  na  samo  wspomnienie  tego,  co 

działo się przedtem, zanim zaczęła u niego pracować. 

background image

Bez  przerwy  znosił  aluzje  i  uszczypliwe  uwagi  o  swojej  skłonności  do  wymiany 

personelu. Powszechnie panowała opinia o jego absurdalnych wymaganiach, sprawiających, 

że  najbliższe  współpracownice  nie  potrafiły  zagrzać  miejsca  w  jego  biurze  dłużej  niż  przez 

kilka  tygodni.  Pracownicy  działu  personalnego  załamywali  ręce  i  prześcigali  się  w  pro-

gnozach dotyczących tego, co nazywali „gorącym biurkiem Michaela”. Stryj Jake, stojący na 

czele  korporacji,  radził  mu  złośliwie,  żeby  zasięgnął  porady  psychologa  i  nauczył  się,  jak 

układać stosunki z personelem, by firma nie ponosiła kosztów nieustannych zmian. 

-  To  kwestia  umiejętności  życia  z  ludźmi  -  mawiał  sentencjonalnie,  posapując  z 

wyższością. 

Michael  nie  sądził,  że  ma  się  czegokolwiek  uczyć,  a  rady  stryja  wydawały  mu  się 

absurdalne. Jeśli ktoś nie potrafi się pogodzić z jego stylem pracy, wolna droga! Zresztą Jake 

w roli specjalisty od stosunków międzyludzkich wydawał mu się komiczny. 

-  Zapiszę  się  do  psychoterapeuty,  jeżeli  ty  również  to  zrobisz  -  powiedział  kiedyś 

Jake'owi i ten obraził się śmiertelnie. 

Potem nastała Julia Chandler i jego niepowodzenia się skończyły. Julia w lot wszystko 

chwytała, była dokładna, inteligentna i lojalna. Jej obecność sprawiła, że mógł prawie w ogóle 

nie  opuszczać  gabinetu,  co  było  jego  niedościgłym  dotąd  ideałem.  Ponadto  była  spokojna, 

opanowana  i  nie  rzucała  się  w  oczy.  Michael  szczególnie  doceniał  jej  sposób  bycia:  szara 

myszka  w obszernym  kostiumie  i  pantoflach  na  niskim  obcasie  w  niczym  nie  przypominała 

sekretarek w obcisłych sweterkach i mini, które dotąd go prześladowały. Julia nie chciała na 

siebie zwracać uwagi  i  nikogo nie chciała w sobie rozkochać. Przychodziła najwcześniej ze 

wszystkich, wychodziła ostatnia, a w międzyczasie prawie nie podnosiła oczu znad papierów. 

Teraz  też  siedziała  za  biurkiem,  milcząca  i  opanowana,  czekając,  aż  gwałtowna 

wymiana zdań pomiędzy rodzeństwem dobiegnie końca. Ciemne włosy miała ciasno zebrane 

w koczek z tyłu głowy, szare oczy spokojnie utkwione w Kristinie. 

Michael nigdy się nie zastanawiał, czy Julia jest ładna. Nie była klasyczną pięknością, 

ale mogła się podobać. Nie jemu, oczywiście, tylko tak w ogóle... Michaelowi nie przyszłoby 

do  głowy  patrzeć  na  nią  w  ten  sposób.  Doceniał  jej  przydatność  i  ani  przez  chwilę  nie 

planował  zrobienia  czegokolwiek,  co  mogłoby  spłoszyć  najlepszą  sekretarkę,  jaką 

kiedykolwiek miał. 

Nie  narzekał  na  brak kobiet. Miewał krótkotrwałe związki,  bez zobowiązań, których 

podstawową zaletą było to, że nie przeszkadzały mu w pracy. 

- Zobacz, jacy przystojni faceci są na piętnastej stronie. 

background image

- Co mnie obchodzą jacyś faceci. - Michael wzruszył ramionami, słysząc głos siostry. 

- Nie zamierzam się upajać widokiem wysmarowanych tłuszczem kulturystów. 

-  Nie chodzi o żadnych kulturystów -  parsknęła Kristina.  -  Radzę ci rzucić okiem  na 

tych panów, zwłaszcza jeden z nich jest bardzo interesujący. 

Julia  zamarła.  Miała  wrażenie,  że  widzi,  jak  ktoś  wchodzi  na  jezdnię  wprost  pod 

rozpędzony  samochód.  Powinna  go ostrzec,  ale  głos  uwiązł  jej  w  gardle.  Zahipnotyzowana 

patrzyła,  jak  Michael  otwiera  magazyn  na  wskazanej  stronie  i  przebiega  wzrokiem 

nieszczęsną  listę.  Ciszę  przerwał  dopiero  szelest  upadającego  na  podłogę  pisma.  Magazyn 

wysunął się z rąk Michaela i leżał teraz u jego stóp niczym konający ptak. 

- Kto jest za to odpowiedzialny? - Głos Michaela był martwy i obojętny, spojrzenie  - 

lodowate; słowa padały wyraźne i ciężkie jak kamienie. 

W tym pozornym spokoju czaiła się groźba. Julia wiedziała, że wybuch może nastąpić 

lada chwila. Widywała już u niego ten rodzaj zimnej wściekłości, kiedy coś w firmie szło nie 

tak jak trzeba. Znała ten ton i ponury, zwiastujący niebezpieczeństwo wzrok. 

Kristina  chyba  się  nie  zorientowała  w  sytuacji  albo  po  prostu  nic  sobie  nie  robiła  z 

gniewu brata. 

- Fajne, prawda? Teraz będziesz jeszcze sławniejszy i wszystkie... 

Spojrzał na nią niczym bazyliszek. 

-  To  karygodne  naruszenie  mojej  prywatności!  Czy  ty  tego  nie  rozumiesz?  Jeśli  to 

twój pomysł, jeśli to ty wpadłaś na taki... chwyt reklamowy, jeśli to ty do nich zadzwoniłaś... 

Kristina wzruszyła ramionami. 

- Nie mam z tym nic wspólnego. 

-  To  jak  się  tam  znalazłem?  Skąd  mieli  moją  fotografię?  Przecież  ktoś  im  musiał  ją 

dać! 

-  Nic  im  nie  dawałam!  Sami  na  to  wpadli.  Jesteś  taki  sławny,  że  to  się  musiało  tak 

skończyć. 

- Wiem, że to teraz bardzo modne zwalać winę na ofiarę - zaczął zdławionym głosem - 

ale może mi łaskawie wytłumaczysz, dlaczego sądzisz, że ponoszę odpowiedzialność za to... 

to... 

Julia  nigdy  nie  widziała  jeszcze,  żeby  zabrakło  mu  słów.  Kristina  brawurowo  to 

wykorzystała. 

-  Zastanów  się  sam.  Masz  dwadzieścia  dziewięć  lat,  jesteś  samotny,  przystojny  i 

bogaty.  Należysz  do  znanej  rodziny  i  zajmujesz  w  rodzinnej  firmie  odpowiedzialne  sta-

nowisko.  Z  czasem  pewnie  zastąpisz  swojego  stryja  na  stanowisku  generalnego  dyrektora. 

background image

Wszystko to sprawia, że jesteś bardzo łakomym kąskiem i dlatego właśnie znalazłeś się na tej 

liście. 

Michael nie wyglądał na przekonanego. 

- A zdjęcie? Może powiesz, że sam je wysłałem? 

- Nie wiem, kto to zrobił. Może twoja matka wpadła na pomysł, żeby ogłosić wszem i 

wobec,  jakiego  ma  wspaniałego  syna,  w  nadziei,  że  jakaś  dziedziczka  ogromnej  fortuny 

spadnie nam tu z nieba i dorzuci trochę złota do rodzinnego kopczyka. Twoja mamusia, jak 

wiesz, bardzo lubi pieniądze i zrobiłaby niejedno, żeby je zdobyć. 

Zachował  kamienną  twarz;  stał  teraz,  górując  nad  obiema  kobietami,  i  Julię  ogarnął 

lęk w obliczu emanującej od niego siły. Kristina nic sobie z tego nie robiła. 

-  Nie  zamierzam  tracić  więcej  czasu  na  podobne  głupoty  -  odezwał  się  po  chwili 

milczenia. - Julio, czy mogłabyś wyprowadzić moją siostrę? 

Odwrócił  się  i  lekkim,  lamparcim  krokiem  poszedł  do  swojego  gabinetu,  cicho 

zamykając za sobą drzwi. W pokoju zapanowała cisza, którą przerwała Kristina. 

-  Może  niepotrzebnie  nagadałam  na  jego  matkę,  ale  to  przecież  naprawdę  stara 

czarownica, z którą nikt nie może wytrzymać. Poznałaś już Sheilę, prawda? 

O  tak,  spotkała  już  kiedyś  Sheilę,  pierwszą  żonę  Nate'a,  matkę  Michaela,  Kyle'a  i 

Jane. Nate, adwokat i młodszy brat Jake'a, w rodzinnej korporacji zajmował się kontraktami, 

patentami  i  wszystkim,  co  wymagało  znajomości  prawa  oraz  jego  kruczków.  Kristina  była 

córką  Nate'a  i  Barbary,  jego  drugiej  żony,  stanowiącej  przeciwieństwo  Sheili.  Julia  nie 

zamierzała  się  wypowiadać  na  temat  tej  ostatniej.  Jako  osobie  zatrudnionej  w  firmie,  nie 

wypadało jej krytykować matki szefa. 

Kristina  wcale  na  to  nie  czekała.  Sama  doskonale  dała  sobie  radę  z  charakterystyką 

pierwszej żony ojca. . 

- Nie wiem, jak to nieszczęsne rodzeństwo Michaela może z nią stale mieszkać. Tatuś 

mi powiedział, że ona specjalnie zachodziła trzy razy w ciążę, żeby mieć się na kim wyżywać 

do końca życia i zagwarantować sobie opiekę na starość... 

Na  szczęście  zadzwonił  telefon  i  Julia  z  ulgą  podniosła  słuchawkę.  Kristina  chwilę 

poczekała, a potem w podskokach opuściła sekretariat, zabierając z sobą kolorowe pismo. 

Reszta  przedpołudnia  minęła  bardzo  pracowicie  i  kiedy  koleżanki  przyszły  zabrać 

Julię na lunch, zastały ją pogrążoną w papierach. 

- Pora zrobić sobie przerwę - oznajmiła Lynn. - Dokąd idziemy? Może do Loon Cafe, 

żeby sobie popatrzeć na japiszony podłączone do komórek. Co wy na to? 

Julia zamrugała powiekami. 

background image

- To już tak późno? Diana spojrzała na nią z wyrzutem. 

-  Tak  się  przejęłaś  pracą,  że  nawet  nie  zauważyłaś.  Trudno,  ale  nawet  niewolnik  ma 

prawo od czasu do czasu coś przekąsić, i ten czas właśnie nadszedł. 

Chodziły  tak  razem  na  lunch  dwa,  trzy  razy  w  tygodniu  i  zawsze  zabierały  Julię. 

Wstała zza biurka i wtedy właśnie wszedł Michael. 

-  Chciałam  iść  coś  zjeść  -  wyjaśniła.  Spojrzał  na  nią  z  mieszaniną  zdumienia  i 

niezadowolenia. 

-  Zjeść?  -  powtórzył  tonem  człowieka,  który  nigdy  nie  pozwala  sobie  na  podobne 

fanaberie. 

Koleżanki wymieniły znaczące spojrzenia. 

- Tak, dokończę po powrocie - powiedziała. Nie jest niewolnicą i ma prawo do chwili 

odpoczynku. 

Michael położył na jej biurku stos dyskietek. 

- Trudno, poczekam z tym do twojego powrotu. - Odwrócił się i zniknął za drzwiami 

gabinetu. 

Margaret zadygotała, jakby przeniknął ją na wylot mroźny powiew. 

-  Brr,  jak  zimno!  Kiedy  ten  człowiek  wchodzi,  temperatura  spada  poniżej  zera. 

Prawdziwy sopel lodu. 

Diana cicho zachichotała. 

- Zrobiłby karierę, gdyby się przerzucił na produkcję mrożonek... 

Julia stanęła w obronie swojego szefa. 

-  Ma  dzisiaj  niedobry  dzień  -  powiedziała,  nie  wspominając  o  nieszczęsnej  liście  -  i 

mnóstwo ważnych spraw na głowie. 

Opuściły biuro i ruszyły korytarzem w stronę windy. 

-  A  czy  on  w  ogóle  miewa  dobre  dni?  -  skrzywiła  się  Lynn.  -  Widziałaś,  żeby  się 

kiedyś uśmiechnął? 

- Jest po prostu bardzo opanowany. - Julia znowu ujęła się za Michaelem. - To bardzo 

miły człowiek, kiedy się go lepiej pozna. 

Margaret nie wyglądała na przekonaną. 

- Skoro tak mówisz... - powiedziała i zaraz się ożywiła. - Zjedzmy lepiej coś na ulicy, 

dobrze? Przejdziemy się i zobaczymy, gdzie jest jakaś wyprzedaż! 

Dopiero  wieczorem,  kiedy  wracała  do  domu,  Julia  przypomniała  sobie,  co  Kristina 

mówiła o Sheili Fortune, matce Michaela rozwiedzionej z jego ojcem. 

background image

Julia do pracy jeździła autobusem, bo nie przysługiwał jej darmowy parking należący 

do konsorcjum, a miejsca postojowe w mieście były za drogie. Nie narzekała na komunikację 

miejską. Jeśli  akurat nie  miała nic do czytania, patrzyła przez okno i rozmyślała. Dzisiaj co 

prawda  miała  z  sobą  kryminał,  ale  położyła  go  na  kolanach  i  pogrążyła  się  w  myślach  o 

Michaelu. 

Doszła właśnie do wniosku, że burzliwe, zakończone rozwodem małżeństwo rodziców 

mogło  stać  się  powodem  jego  wrogiego  stosunku  do  zalegalizowanego  związku.  Na  tym 

punkcie  Michael  miał  po  prostu  obsesję.  Julia  nigdy  w  życiu  nie  słyszała,  by  ktoś  w  ten 

sposób wyrażał się o instytucji  małżeństwa. W ciągu ostatniego roku w rodzinie odbyły się 

trzy śluby, a Michael robił, co mógł, by swe uczestnictwo w tych podniosłych wydarzeniach 

sprowadzić  do  minimum.  Za  każdym  razem  -  kiedy  jego  kuzynka  Caroline  wychodziła  za 

Nicka Valkova, kiedy jego brat Kyle żenił się z Samanthą Rawlings i kiedy siostra Caroline, 

Allison, poślubiała Rafe'a Stone'a - kazał Julii samej wybierać ślubne prezenty. 

-  Proszę kupić coś wedle swojego uznania. Mnie  nie  interesuje  nic, co ma związek z 

tym smutnym obrzędem. - Mówiąc to, wręczał jej karty kredytowe. - I proszę nie liczyć się z 

kosztami - dodawał. 

Nigdy też nie pytał, co kupiła dla nowożeńców. Julia  miała nadzieję, że dokonywała 

słusznego wyboru. Utwierdzały ją w tym serdeczne podziękowania, które znajdowała w kore-

spondencji Michaela. Ona sama szczerze życzyła młodym parom „wiele szczęścia na nowej 

drodze życia”. Michael nie podzielał jej optymizmu. Za każdym razem, kiedy dawała mu do 

podpisu kartki z życzeniami, które dołączała do prezentów, uśmiechał się złośliwie i mruczał 

coś pod nosem. 

-  Sami  tego  chcą  i  sami  sobie  będą  winni  -  powtarzał.  Słyszała  już  kiedyś  podobne 

słowa: dotyczyły akrobatów ćwiczących na trapezach bez ochronnej siatki. 

- Wolałbym raczej umrzeć, niż się ożenić - dodawał jeszcze. 

Kiedy powtórzył to po raz trzeci, Julia zareagowała. 

- Lepszy trup niźli ślub? - zapytała, leciutko się uśmiechając. 

-  Tak.  Lepszy  trup  niźli  ślub  -  powtórzył  zamyślony.  -  Bardzo  trafna  uwaga  i...  do 

rymu. To by się nadawało na  hasło reklamowe. Trzeba by tym zainteresować Caroline, ona 

jest specjalistką od marketingu. 

- Ale ona już wybrała ślub - szepnęła Julia. - Dostała w prezencie dwa piękne srebrne 

lichtarze. Dwa miesiące temu wysłał jej pan życzenia wszelkiej pomyślności. 

- Pamiętam, że coś podpisywałem, ale o lichtarzach nie miałem pojęcia i bardzo się z 

tego cieszę. 

background image

- Bardzo się jej podobały. 

-  W takim razie, skoro macie tak podobny gust, proszę  w odpowiednim czasie kupić 

również coś dla potomka państwa Valkov, o ile oczywiście do czegoś takiego dojdzie. 

-  Słyszałam,  że  już  doszło  -  zauważyła  Julia  cicho.  Julia  ponadto  słyszała,  że 

specjalistka  od  marketingu  i  jej  mąż,  chemik  zatrudniony  w  laboratorium  firmy,  są  wprost 

nieprzyzwoicie szczęśliwi. 

- Tak to właśnie wygląda - oświadczył Michael oskarżycielskim tonem. - Żenią się, a 

potem nie wiadomo po co mają dzieci. Niektórzy oczywiście robią to w odwrotnej kolejności, 

ale to niczego nie zmienia. Głupstwo pozostaje głupstwem. 

Jego wywód wprawił ją w zakłopotanie. Nigdy przedtem tak szczerze nie rozmawiali 

o członkach jego rodziny i nie mogła się powstrzymać, by nie zareagować na jego pesymizm. 

- Nie myśli pan, że pańska kuzynka i jej mąż kochają się i dlatego chcą mieć dziecko? 

Spojrzał  na nią z tak bezgranicznym politowaniem,  jakby właśnie się dowiedział, że 

jego  nadworna  sekretarka  w  wieku  dwudziestu  sześciu  lat  wierzy  jeszcze  w  świętego 

Mikołaja. 

- Miłość nie ma z tym nic wspólnego. Dziecko bywa wynikiem przypadku, nadmiaru 

wypitego  alkoholu  albo  burzy  hormonów.  Przyczyny  zresztą  bywają  różne.  Caroline  może 

doszła do wniosku, że dziecko mocniej przywiąże męża do niej i do naszej firmy. Na pewno o 

tym  pomyślała,  ponieważ  jest  mądra  i  ma  głowę  do  interesów.  A  Nick  też  musiał  dostrzec 

niewątpliwy związek między dzieckiem a pieniędzmi. 

Julia uniosła na niego oczy. 

- Myli się pan - powiedziała. - Nieraz widziałam ich razem. Od razu widać, że bardzo 

się kochają. 

Michael zmarszczył brwi. 

-  Ludzie  od  niepamiętnych  czasów  wykorzystują  dzieci  dla  swoich  własnych, 

najczęściej materialnych, celów - oświadczył mentorskim tonem. 

Nie mogła tego tak zostawić. 

-  Nie  zawsze.  Czy  pańskim  zdaniem  nikt  na  świecie  nie  miewa  dzieci  z  innych 

powodów niż własny interes? 

Uśmiechnął  się  cynicznie  i  wzrokiem  wskazał  jej  stos  papierów  leżących  na  biurku, 

tak jakby jej naiwne pytanie nie zasługiwało na odpowiedź. Nie zaskoczyło jej to, rozumiała 

stan  jego  duszy:  jeśli  wierzyć  Kristinie,  jego  matka,  Sheila  Fortune,  urodziła  troje  dzieci 

wyłącznie ze względu na pieniądze. 

background image

Rozumiała go, ale nie podzielała jego opinii. Głęboko wierzyła w miłość, małżeństwo 

i sens posiadania dzieci. Pochodziła z kochającej się rodziny i miała nadzieję, że kiedyś sama 

taką  stworzy.  Przypomniała  sobie  cudowne,  razem  spędzone  lata.  Matka,  ojciec,  Julia  i  jej 

młodsza siostra, Joanna. Na myśl, że te czasy nigdy już nie wrócą, łzy napłynęły jej do oczu, 

żal  ścisnął  gardło.  Pozostały  jej  tylko  piękne  wspomnienia.  Ojciec  zmarł  z  powodu 

komplikacji  po  operacji  wyrostka,  kiedy  Julia  miała  siedemnaście  lat.  W  trzy  lata  później 

matka zginęła w wypadku samochodowym, w którym Joanna została ciężko ranna. 

Myśl o siostrze sprowadziła ją z powrotem na ziemię. Dwudziestoletnia teraz Joanna 

przebywała  w  centrum  rehabilitacyjnym,  gdzie  powoli,  kosztem  ogromnego  wysiłku, 

próbowała  przezwyciężyć  kalectwo.  Julia  z  czułością  i  dumą  przywołała  obraz  swej  małej 

siostrzyczki,  która  nigdy  się  nie  poddawała  i  z  pomocą  rozlicznych  specjalistów  - 

fizjoterapeutów, logopedów, psychologów i foniatrów - dzielnie walczyła o powrót do świata 

normalnych ludzi. 

Wszystkie plany Julii musiały poczekać; zdrowie Joanny było najważniejsze. Wysoka 

pensja  w  korporacji  pozwalała  na  opłacenie  jednego  z  najlepszych  ośrodków  rehabilitacyj-

nych  w  kraju.  Dlatego też  Julii  zupełnie  nie  raził  pracoholizm  szefa;  nie  miała  w  życiu  nic 

poza  pracą,  codziennymi  telefonami  do  siostry  i  cotygodniowymi  wizytami  w  centrum 

rehabilitacyjnym. 

Szczęśliwe  małżeństwo  z  ukochanym  i  kochającym  mężczyzną  oraz  ich  poczęte  z 

miłości  dzieci  muszą  poczekać.  Kiedyś  na  pewno  znajdzie  takiego  mężczyznę.  Albo  on 

znajdzie ją. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

- Znowu worek listów do naszego gwiazdora! - Denny, pracownik działu pocztowego, 

z zadowoloną miną wtaszczył sporych rozmiarów plastikowy wór do pokoju Julii i umieścił 

go obok dwóch innych na podłodze. - To nie wszystko, trzeba tu zrobić trochę miejsca, bo się 

nie zmieści. 

Julia nie podzielała jego dobrego humoru. 

- Pan Fortune nie będzie zadowolony... Denny wzniósł oczy do nieba. 

-  Nie  do  wiary!  Słyszałem,  że  go to  złości,  ale  nie  mam  pojęcia  dlaczego.  Kumple  z 

działu  przesyłek  też  strasznie  się  dziwią.  Gdyby  tak  do  mnie  pisały  te  wszystkie  kobitki, 

byłbym w siódmym niebie. 

Uważnie  przyjrzała  się  niskiemu  grubaskowi,  który  wyglądał  na  więcej  niż  jego 

dwadzieścia lat i pomyślała, że do niego „te wszystkie kobitki” nie napiszą. Nie napisze ani 

jedna. 

-  Pan  Fortune  nie  lubi  rozgłosu  -  wyjaśniła.  Denny  przytaszczył  kolejny  worek  i 

przysiadł, by trochę odsapnąć. Zwykle po dostarczeniu przesyłki natychmiast wychodził, ale 

tego dnia wydawał się wyjątkowo rozmowny. 

-  Musieliśmy  sprowadzić  dwie  nowe  osoby  do  segregowania  listów.  -  Obrzucił 

dumnym wzrokiem stojące na podłodze wory, jakby stanowiły jego własność. - Pracuję tu od 

pięciu lat i czegoś takiego nie widziałem. Zasuwamy jak szaleni. 

Julia milczała, nie chcąc podsycać jego monologu. 

- Musimy otworzyć każdą przesyłkę do pana Michaela  - ciągnął niezrażony Denny. - 

Chyba że ma taki specjalny kod. 

Julia skinęła głową. Żeby wprowadzić nieco ładu w chaos wywołany nawałem listów 

od wielbicielek, poprosiła stałych klientów firmy o opatrywanie listów specjalnym kodem. 

- Otwieramy nawet takie, na których jest napisane „do rąk własnych” albo „osobiście”. 

Pan  Fortune  kazał  nam  otwierać  zwłaszcza  takie.  -  Denny  konspiracyjnie  ściszył  głos.  - 

Nieraz można w nich znaleźć niezłe... załączniki. 

Julia drgnęła. 

- Niesamowite, co te facetki tam wkładają! Jedna przysłała mu majtki z wypisanym na 

wierzchu  numerem  swojego telefonu,  druga takie  czarne  koronki,  a  jeszcze  inna  podwiązki! 

Nigdy takich nie widziałem, bo teraz wszystkie noszą rajstopy... 

Julia uniosła głowę i spojrzała na niego karcąco. 

background image

- Mam nadzieję, że tę... bieliznę oddajecie do domów opieki. 

Denny uśmiechnął się obleśnie. 

-  Żaden  szanujący  się  dom  opieki  nie  wziąłby  czegoś  podobnego.  To  nie  jest  taka 

zwykła  bielizna...  Przesyłają  też  różne  zdjęcia.  To  ci  dopiero  zabawa!  Pan  Fortune  po-

wiedział, że możemy sobie je brać i my z chłopakami tak robimy. Oglądamy sobie, a czasem 

się  wymieniamy.  Jonesy  to  nawet  jedno  sprzedał  za  dziesięć  dolców!  Dawał  mi  za  moje 

dwadzieścia, ale figa! Takie cudo nie jest na sprzedaż! 

Julia powstrzymała uśmiech i zerknęła na zegarek. 

- Zrobiło się późno, a mam strasznie dużo pracy... Denny niczego nie zauważył. 

-  Najlepsze  są  filmy  wideo  -  mówił  dalej  podnieconym  głosem.  -  Leży  sobie  taka 

facetka, cała goła, przeciąga się, oblizuje i takim schrypniętym głosem nawija, co mu zrobi, 

jak się spotkają. Do tego gra muzyka, palą się świece... 

Julia zerwała się, omal nie przewracając krzesła. 

-  Muszę  zanieść  szefowi  coś  do  podpisu,  to  pilne.  Denny  z  ociąganiem  zaczął  się 

zbierać do wyjścia. 

-  Proszę  mu  powiedzieć,  że  robimy  wszystko,  jak  kazał.  W  workach  są  same  listy, 

resztę sobie zabieramy. 

Mogła sobie wyobrazić, z jakim entuzjazmem pracownicy działu przesyłek wykonują 

ostatnie polecenia szefa... 

-  No  nie!  Znowu  przynieśli  nowe!  -  Michael  stał  w  drzwiach  gabinetu  i  z 

obrzydzeniem spoglądał na worki. 

-  Denny  zapewnił  mnie,  że  w  środku  są  tylko  listy.  Wszystkie,  jak  to  określił, 

„załączniki”,  on  i  jego  koledzy  rozdzielili  między  siebie,  zgodnie  z  pańskim  poleceniem  - 

wyjaśniła Julia. 

- Tylko listy! - jęknął Michael. - Trudno sobie wyobrazić, co takie listy zawierają. 

-  Denny  mnie  uświadomił.  -  Mówiąc  to  miała  ochotę  przygładzić  jego  ciemną 

czuprynę;  na  wszelki  wypadek  szybko  splotła  dłonie.  -  Bardzo  sobie  chwali  pańskie  ko-

respondentki. 

-  To  jakiś  koszmar...  -  W  głosie  Michaela  zabrzmiało  zmęczenie.  Wszedł  do 

sekretariatu,  z  trudem  omijając  worki.  -  Odkąd  to  świństwo  pojawiło  się  w  sprzedaży,  nie 

miałem  chwili  spokoju.  Kobiety  dobijają  się  do  mnie  w  dzień  i  w  nocy.  Musiałem  zastrzec 

telefon, z domu wymykam  się w przebraniu, wślizguję się do windy  jak złodziej,  nie  mogę 

wejść  do  żadnej  restauracji.  Podają  mi  swoje  wymiary,  opowiadają  najbardziej  intymne 

sprawy, zupełnie jakbym... 

background image

Zarumienił się nagle jak mały chłopiec. Ogarnęło ją dziwne wzruszenie, ale zachowała 

kamienny wyraz twarzy. 

-  Denny  i  jego  ekipa  robią,  co  mogą,  żeby  wziąć  na  siebie  pierwszy  impet.  Mam  na 

myśli fotografie i filmy, które przechwytują i potem... sumiennie przeglądają. 

Spojrzał na nią z wyrzutem. 

- Nie ma w tym nic śmiesznego. Przecież w całej tej sprawie nie chodzi tylko o mnie. 

W grę wchodzi funkcjonowanie firmy, a to jest najważniejsze. 

Julia skinęła głową. 

- Owszem, trochę nam to utrudniło pracę. Cały system komputerowy na tym ucierpiał. 

Jest tak przeciążony, że od czasu do czasu się zawiesza. 

-  Wiem!  -  Michael  zbladł  z  wściekłości.  -  Od  trzech  dni  nie  mogę  się  z  nikim 

porozumieć! W takich warunkach przecież nie można pracować. To koszmar! 

Miał rację; ona też odczuwała tego skutki. 

-  Kiedy  mówiłem  Kristinie,  że  umieszczenie  mnie  na  tej  idiotycznej  liście  stanowi 

naruszenie  mojej prywatności,  nie zdawałem  sobie sprawy z rozmiarów katastrofy. Te stale 

zajęte  telefony  i  zatkane  faksy,  te  tłumy  dziennikarzy  żebrzących  o  wywiad!  Te  wszystkie 

stacje  telewizyjne  zapraszające  mnie  do  programów,  indywidualnie  albo  w  towarzystwie 

pozostałych dziewięciu idiotów! 

Julia zrobiła minę wyrażającą przekorne zrozumienie. 

- W towarzystwie zawsze raźniej... Istnieje nadzieja, że kilka wielbicielek rzuci się też 

na kogoś innego. 

Chyba nie dostrzegł ironii w jej głosie. 

- Co to za pocieszenie! Nie mogę tak żyć! Nie dość, że ja sam nie mogę się skupić na 

pracy, to jeszcze cała firma ma trudności, bo wysiada aparatura. 

Przez  chwilę  krążył  po  pokoju  jak  lew  w  klatce,  a  potem  nagle  zatrzymał  się  przed 

biurkiem Julii. 

-  Nic z tego nie rozumiem. Dlaczego one to  robią? Spoważniała, rozumiejąc bezmiar 

zagubienia szefa. 

-  Publikując  listę  napisali,  że  tych  dziesięciu  wybrańców  to  książęta  z  bajki  lat 

dziewięćdziesiątych  -  odezwała  się  poważnie.  -  Widocznie  istnieje  taka  potrzeba  i  wiele 

Kobiet  marzy  o  księciu  z  bajki,  a  kiedy  dostaje  jego  adres,  nie  może  się  powstrzymać  i 

wybiega mu na spotkanie. 

Michael skrzywił się z niesmakiem. 

background image

- Książę z bajki! Nonsens! Dzisiaj żadna dziewczyna nie chce być Kopciuszkiem! Też 

pomysł! 

Julia spokojnie skinęła głową. 

-  Coś  w  tym  jest.  Książę  z  bajki  jako  recepta  na  życie  rzeczywiście  wydaje  się  ciut 

przestarzały,  a  co  do  Kopciuszka...  Zawsze  myślałam,  że  to  osoba  patologicznie  bierna  i 

niezdolna do samodzielnego życia. Tylko że te kobiety, które do pana piszą, nie mają w sobie 

nic z Kopciuszka. Są energiczne i przebojowe i śmiało próbują szczęścia w konkursie na żonę 

Michaela Fortune'a. 

Wzruszył ramionami. 

-  Nie  ma  takiego  konkursu  i  nigdy  nie  będzie  żadnej  żony  Michaela  Fortune'a. 

Gdybym nawet kiedyś postanowił popełnić podobne głupstwo, na pewno nie będę szukał kan-

dydatki w pocztowym worku. Nikt by tak nie postąpił! Na co one liczą w takim razie? Po co 

bombardują mnie listami? 

- Nie tracą nadziei na szczęśliwy los. 

- Nadzieja jest matką głupich i do takich należą nadawczynie tych listów. 

Jego koncepcja wydała jej się nieco zbyt uproszczona. 

-  To nie tylko kwestia głupoty  -  powiedziała  z namysłem.  -  W wielu przypadkach w 

grę wchodzą też pewne ambicje. 

Skrzywił się cynicznie. 

-  Dobrze  znam  tego rodzaju  ambicje.  Wszystko to  potwierdza  tylko od  dawna  znaną 

mi  prawdę,  że  kobietom  zależy  wyłącznie  na  pieniądzach  i  że  zrobią  wszystko,  żeby  je 

zdobyć. 

-  Zbytnie  uogólnienie  -  odparła  Julia  z  niespotykaną  u  niej  stanowczością.  -  I 

nadmierny pesymizm. 

Musiała  bronić  przedstawicielki  swej  płci  przed  zarzutem,  że  wszystkie  bez  wyjątku 

lecą na fortunę Michaela i rodziny Fortune'ów. Gra słów sprawiła, że lekko uśmiechnęła się 

do  siebie.  Nigdy  dotąd  na  to  nie  wpadła;  nazwisko  Michaela  wydało  jej  się  nagle  bardzo 

znaczące.  Ale  przecież  „fortune”  oznacza  również  szczęście,  los,  a  co  za  tym  idzie  - 

przeznaczenie. 

Michael  obserwował  ją  spod  oka.  Oparł  się  o  ścianę  i  skrzyżował  ręce.  Uznała,  że 

zanosi się na dłuższe przemówienie. 

- Od wspomnianej reguły nie ma wyjątku, żadnego. Jestem gotów podać bardzo dobry 

przykład. Otóż osobą, która wysłała do tego brukowca moje zdjęcie, okazała się moja rodzona 

matka. Sama się do tego przyznała i ani słowem nie wspomniała, że żałuje tego, co zrobiła. 

background image

Po  prostu  zadzwonił  do  niej  jakiś  dziennikarz,  poinformował  o  artykule,  a  ona  natychmiast 

kurierem przesłała mu zdjęcie. Kosztem przesyłki obciążyła mojego ojca. 

Julia  już  o  tym  słyszała;  wiedziała  również,  że  Nate  Fortune  odmówił  zapłacenia 

rachunku i odesłał go byłej żonie. 

Ściany  mają  uszy;  zresztą  Nate  i  Sheila  tak  głośno  kłócili  się  na  korytarzu,  że  kto 

chciał, mógł ich usłyszeć. 

Michael spuścił wzrok i utkwił go w podłodze. 

- Chyba Kristina miała rację, kiedy mówiła, że to wina mojej matki. Matka wprost mi 

oświadczyła,  że  zrobiła  to,  ponieważ  uważa,  że  powinna  się  mną  zainteresować  jakaś 

miliarderka albo przynajmniej córka miliardera. 

Spojrzał na Julię, jakby czekał na komentarz. Teraz ona z kolei spuściła oczy. 

-  Nie  bardzo  się  znam  na  obyczajach  miliarderów  -  szepnęła  -  ale  nie  sądzę,  żeby 

szukali partnerów na łamach gazet. 

-  Mamie  to  nie  przeszkadza.  Każdy  sposób  jest  dobry,  żeby  zdobyć  pieniądze. 

Słyszałem  to  już  od  niej,  kiedy  chodziłem  do  przedszkola.  Czy  twoja  matka  też  ci  mówiła 

takie rzeczy? 

Julia zapatrzyła się w okno. 

-  Moja  matka...  Kiedy  byłam  w  przedszkolu,  rozmawiałyśmy  głównie  o  lalkach, 

zajączkach  wielkanocnych  i  innych  takich  sprawach.  Nie  przypominam  sobie,  żebyśmy 

kiedykolwiek rozmawiały o pieniądzach i ich znaczeniu w życiu człowieka. 

-  Doprawdy?  Nie  dawała  ci  rad,  jak  złapać  bogatego  męża?  Nie  uczyła  cię,  jak 

zredagować umowę przedślubną, żeby się ustrzec niespodzianek? Nie mówiła, ile karatów ma 

mieć brylant w zaręczynowym pierścionku i co robić, żeby oskubać faceta przed i po ślubie? 

Zawsze myślałem, że tego rodzaju sprawy matki omawiają z córkami od najmłodszych lat. 

~ Czy twoja matka rozmawiała o tym z twoją siostrą? 

-  Oczywiście, ale ta biedna romantyczna Jane nie chciała  jej słuchać. Wbiła sobie do 

głowy, że znajdzie prawdziwą bezinteresowną miłość i osiągnęła tyle, że ukochany opuścił ją 

natychmiast,  jak  tylko  się  dowiedział,  że  zaszła  w  ciążę.  Dla  matki  to  była  prawdziwa 

tragedia. Nie wiem, czy przejęła się tak faktem, że jej córka poszła do łóżka z facetem, który 

nie miał złamanego grosza, czy też tym, że zostanie babcią. Babcia Sheila nie lubi być babcią. 

Julia widziała sześcioletniego synka Jane na fotografii. 

- Przecież Cody jest taki śliczny... Michael nie krył złośliwego rozbawienia. 

-  Caitlyn,  córeczka  mojego  brata,  też  jest  niebrzydka,  co  nie  znaczy,  że  matka  lubi 

swoje wnuczęta. 

background image

Wszystko się zgadza. 

-  Sheila  Fortune  nie  pasuje  do  roli  babci  -  rzekła  ostrożnie  Julia.  Nie  zamierzała  być 

nietaktowna, tak jej się tylko wymknęło. 

- Święta prawda - zgodził się z goryczą Michael. - I trzeba przyznać, że robi, co może, 

żeby  to  podkreślić.  Uważa  się  natomiast  za  bardzo  dobrą  matkę  i  jest  przekonana,  że 

wysyłając  moje  zdjęcie  do  gazety,  spełniła  swój  macierzyński  obowiązek.  Zadbała  o  moją 

przyszłość.  Oczywiście  nie  bezinteresownie;  gdyby  interes  się  udał,  zażądałaby  swojego 

udziału. Usta Julii drgnęły. 

- Rodzaj opłaty manipulacyjnej... Michael uśmiechnął się smutno. 

-  Coś  w  tym  rodzaju.  -  Ciężko  westchnął.  -  Tak  bardzo  bym  chciał,  żeby  to  się  już 

skończyło. Czuję się jak mysz w pułapce. Chciałbym znowu w miarę normalnie żyć i żeby mi 

dali święty spokój. 

Jej wzrok wyrażał współczucie. 

- To tygodnik. Za dwa dni ukaże się następny numer i czytelniczki rzucą się na nową 

ofiarę. Wystarczy poczekać. 

- Mam nadzieję, że tak będzie. - Spojrzał niechętnym wzrokiem na plastikowe worki. - 

Proszę zawiadomić dział przesyłek, że odtąd tego typu korespondencję mają kierować prosto 

do  kosza.  Nie  ma  co  zagracać  biurowych  pomieszczeń  tymi  śmieciami.  Większości 

prywatnych listów kierowanych do mnie mogą w ogóle nie otwierać. 

Odwrócił się i poszedł do siebie, głośno zamykając za sobą drzwi. Od pewnego czasu 

tak  właśnie  robił.  Dawniej,  im  bardziej  był  zdenerwowany,  tym  ciszej  się  zachowywał,  w 

środku  tłumiąc  całą  wściekłość.  Teraz  zaczął  tracić  kontrolę  nad  sobą,  tak  jakby  przestał 

panować nad rzeczywistością. 

Julia  zamyśliła  się  nad  treścią  prywatnej  rozmowy,  którą  właśnie  skończyli.  Nigdy 

dotąd tak  nie  rozmawiali;  to też  stanowiło  nowość.  W  pancerzu  Michaela  zaczęły  pojawiać 

się szczeliny... Przypomniała sobie,  jak  bardzo podniecało Denny'ego i  jego kolegów to, co 

Michaelowi wydawało się odrażające i nudne. Podobna obserwacja stanowiła dobry wstęp do 

porównawczej analizy zachowań ludzkich. 

Kiedy znowu wróci do psychologii,  może napisze coś na ten temat. Pracę można  by 

zatytułować:  „Jeden  bodziec  -  wielość  reakcji”.  Julia  nie  wątpiła,  że  znowu  podejmie 

przerwane studia psychologiczne, nie wiedziała tylko, kiedy to nastąpi. 

Pewnego  dnia,  gdy  Joanna  całkowicie  wyzdrowieje,  marzenie  Julii  się  spełni.  Mimo 

że lekarze z wielką ostrożnością wypowiadali się na temat powrotu Joanny do samodzielnego 

życia,  Julia  często  wyobrażała  sobie  siostrę  jako  studentkę  uniwersytetu.  Sama  zrobiła 

background image

licencjat  z  psychologii  i  zamierzała  podjąć  studia  magisterskie,  by  pracować  z  trudnymi 

dziećmi i młodzieżą, ale los chciał inaczej. Na razie... 

Szybko  otrząsnęła  się  z  marzeń;  doświadczenie  nauczyło  ją,  że  lepiej  mocno  stać  na 

ziemi, niż bujać w przestworzach. Wiedziała, że wystarczy jedna chwila, by wszystko legło w 

gruzach, a życie całkowicie się zmieniło. Drogi naszego przeznaczenia są nieodgadnione i nie 

ma co się silić na ich poznanie. 

Wspomnienie  tragedii  przywiodło  jej  na  myśl  matkę  i  poczuła  do  niej  głęboką 

wdzięczność  za  to,  że  przed  laty  zmusiła  ją  do  pójścia  na  kurs  dla  sekretarek.  Tylko  świa-

dectwu ukończenia kursu, a nie licencjatowi z psychologii, zawdzięcza to, że pracuje teraz w 

wielkiej korporacji za całkiem godziwe wynagrodzenie. 

Zadzwonił  telefon  i  szybko  go  odebrała.  Jakiś  dziennikarz  przebił  się  przez  zapory 

centrali  i  dotarł  do  osobistej  sekretarki  Michaela.  Natychmiast  zasypał  ją  pytaniami  o  jego 

prywatne  życie  i  nie  dał  się  spławić  suchym  oświadczeniem,  że  „żadnych  komentarzy”  nie 

udziela.  W  końcu  Julia,  czerwona  z  gniewu,  rzuciła  słuchawkę  i  poczuła  niejaką  ulgę.  Nic 

dziwnego, że nawet Michael nauczył się trzaskać drzwiami. 

Mieszkała  na  terenie  campusu  z  trzema  koleżankami:  Jen,  Debby  i  Kią,  które 

studiowały na uniwersytecie w Minnesocie. 

Kia kończyła socjologię i od dwóch lat dzieliła pokój z Julią. Jen i Debby studiowały 

na wydziale aktorskim, a sprowadziły się do sublokatorskiego mieszkania dopiero w sierpniu 

tego roku. Kuchnia i salon stanowiły wspólny teren całej czwórki. 

Niestety,  w  mieszkaniu  była  tylko  jedna  łazienka.  W  chwilach  największego 

rozmarzenia  Julia  wyobrażała  sobie,  że  ma  własną  łazienkę  tylko  dla  siebie:  wannę,  kabinę 

prysznicową, wieszak na ręczniki, może niewielką toaletkę... szczyt marzeń. 

Mieszkanie  niczym  nie  różniło  się  od  innych  mieszkań  wynajmowanych  przez 

studentów ostatnich lat, którym nie podobało się życie w akademiku. Budynek nie był stary, a 

czynsz  -  niezbyt wysoki. To ostatnie zwłaszcza  bardzo odpowiadało Julii  i przesądzało o jej 

wyborze.  Cała  jej  pensja  szła  na  opłacenie  pobytu  siostry  w  ośrodku  rehabilitacyjnym. 

Ubezpieczenie  pokryło  co  prawda  koszty  niemal  rocznego  leczenia  w  szpitalu,  ale  koszty 

rekonwalescencji ponosiła sama Julia. 

Oddanie Joanny do domu opieki społecznej nie wchodziło w rachubę. Julia ani przez 

chwilę o tym nie myślała. 

Tylko  w  wyspecjalizowanym  ośrodku,  pod  opieką  najlepszych  fachowców,  Joanna 

miała  szansę  odzyskać  utraconą  sprawność.  W  domu  opieki  społecznej  czekałaby  ją  bezna-

background image

dziejna wegetacja. Julia bez wahania sprzedała rodzinny dom, umieściła siostrę w ośrodku, a 

sama przeniosła się do najtańszego mieszkania na terenie campusu. 

Miała tylko dwadzieścia sześć lat, ale czuła się o wiele starsza od swoich koleżanek. 

Życie  studenckie  jej  nie  interesowało,  a  nocne  imprezy  i  krzyki  pod  oknami  nieraz  wy-

prowadzały z równowagi; wstawała przecież o szóstej rano, żeby zdążyć do pracy. Tego dnia 

wróciła  do  domu  po  ósmej;  panująca  w  mieszkaniu  cisza  upewniła  ją,  że  koleżanki  gdzieś 

poszły.  Zwykle  wolny  czas  spędzały  razem;  nieraz  Julia  i  Kia  biegały  wieczorami  po 

okolicznych parkach albo robiły sobie wyprawy rowerowe. Dokoła pełno było zieleni, ścieżek 

i niewielkich jezior. 

Julia stanęła przy oknie i zapatrzyła się w ciemność. Szkoda, że Kia wyszła, mogłyby 

pobiegać.  Przez  dłuższą  chwilę  zastanawiała  się,  w  jaki  sposób  rozładować  napięcie  po 

ciężkim  dniu.  Jak  na  pierwszą  połowę  października  było  bardzo  ciepło,  ale  panujący  za 

oknem  mrok  miał w  sobie coś niepokojącego. Czy gdziekolwiek  na  świecie kobieta  może o 

zmroku przechadzać się sama? Czy nie jest to prowokowanie nieszczęścia? 

Wzruszyła  ramionami.  Takie  tam  gadanie.  Czuła  się  spięta  i  gotowa  stawić  czoło 

każdemu wyzwaniu. Przed dwoma laty skończyła kurs samoobrony i dotąd nie miała jeszcze 

okazji  wykorzystać  nabytych  tam  umiejętności.  Zresztą  okolica  należała  do  spokojnych. 

Wszędzie  o  każdej  porze  kręcili  się  ludzie,  zwłaszcza  obok  uniwersyteckiego  teatru 

znajdującego się naprzeciw jej domu. Wydział teatralny miejscowego uniwersytetu regularnie 

wystawiał nowe sztuki, co wieczór skupiając przed wejściem tłumy młodzieży. 

Przypomniała  sobie,  że  Jen  i  Debby  wspominały,  nad  czym  aktualnie  pracują,  ale 

wypadło jej to z głowy. Chyba jakaś komedia, w każdym razie coś lekkiego; Jen występowała 

na  scenie,  a  Debby  zajmowała  się  oświetleniem.  Trzeba  je  będzie  poprosić  o  wejściówkę. 

Swoją drogą, ciekawe, czy kiedykolwiek uda jej się wyjść z pracy wystarczająco wcześnie, by 

zdążyć  na  pierwszy  akt?  Chyba  jednak  nie,  przynajmniej  nie  w  dającej  się  przewidzieć 

przyszłości. Najbliższe tygodnie rysowały się czarno... 

Jak  na  filmie  ujrzała  ponownie  kolejne  sceny  tego okropnego  dnia.  Poczta  głosowa, 

przeciążona  dźwiękową  korespondencją  do  Michaela,  znowu  się  zawiesiła,  paraliżując 

działanie firmy. Tym razem do akcji wkroczył sam wielki boss, prezes rady nadzorczej, Jake 

Fortune. 

Michael uczestniczył w kolejnym zebraniu i ofiarą wściekłości głównego szefa padła 

Julia.  Lodowatym  głosem,  który  przybierał  specjalnie  na  takie  okazje,  Jake  polecił  jej 

przekazać Michaelowi swą opinię na temat wydarzeń ostatnich dni. Sformułował ją w sposób 

background image

tak  jadowity  i  arogancki,  że  Julia  niemal  fizycznie  cierpiała,  kiedy  następnie  kazał  jej 

powtórzyć wszystko, słowo w słowo, żeby przypadkiem czegoś nie przekręciła! 

Całe to doświadczenie wyprowadziło ją z równowagi. Po pierwsze, poczuła się, jakby 

wylano na nią kubeł pomyj, po drugie - fakt, że ktoś, choćby nawet rodzony stryj, mówił do 

Michaela  takie  okropne  rzeczy,  zabolał  ją  tak,  jakby  dotyczył  jej  samej.  Nie  przekazała 

Michaelowi słów stryja i przez resztę dnia zadręczała się myślą, co będzie, kiedy Jake dowie 

się  o  jej  niesubordynacji.  Na  szczęście  nie  pokazał  się  już  i  nie  sprawdził,  czy  stek  obelg 

dotarł do adresata. 

Potem  było  jeszcze  gorzej.  Do  firmy  zaczęły  docierać  zażalenia  klientów,  którzy  z 

powodu awarii systemu komputerowego nie mogli złożyć zamówień ani skontaktować się w 

innych handlowych sprawach. Po południu zaś nadeszła katastrofalna informacja, że w porcie 

od pewnego czasu stoi ładunek komponentów niezbędnych do produkcji kosmetyków, o które 

to składniki bezskutecznie dobija się dział produkcji. Terminowa realizacja umów stanęła pod 

znakiem  zapytania  i  korporacji  po  raz  pierwszy  od  początków  jej  istnienia  zagroziła 

perspektywa  płacenia  kar  i  odszkodowań  oraz  inne  wymierne  straty  finansowe.  W  firmie 

panował stan nerwowego podniecenia. 

Na  domiar  złego,  pod  gabinetem  Michaela  wyrosła  jak  spod  ziemi  Kristina, 

domagając  się  natychmiastowej  interwencji  w  jakichś  nie  znoszących  zwłoki  sprawach,  ale 

stan najwyższego wzburzenia, w jakim opuściła gabinet brata, wskazywał na kompletny brak 

zainteresowania tegoż dla jej problemów. 

Zamęt trwał od rana do wieczora i wśród ogólnego zamieszania nikt tak naprawdę nie 

pracował.  No,  może  tylko  Michael  próbował  coś  robić,  ale  on  potrafiłby  kierować  biurem 

nawet  podczas  sztormu  na  wzburzonym  morzu.  Porównanie  to  pojawiło  się  w  umyśle  Julii 

kilkakrotnie  tego  strasznego  dnia,  kiedy  miała  wątpliwą  przyjemność  pełnić  rolę 

piorunochronu podczas burzy imienia Jake'a Fortune'a. 

Najgorsze,  że  nie  miała  prawa  zareagować;  tego  nie  było  w  jej  kontrakcie.  Mogła 

tylko zacisnąć zęby i czekać, aż huragan minie. Nic dziwnego, że teraz nie mogła spokojnie 

usiedzieć  sama  w  domu.  Musiała  coś  zrobić,  by  rozładować  nagromadzone  w  ciągu  dnia 

napięcie.  I  niech  się  strzeże  każdy,  kto  stanie  jej  na  drodze!  Niech  tylko  ktoś  spróbuje  ją 

zaatakować!  Rozniesie  go  w  proch!  Szybko  przebrała  się  w  szorty  i  koszulkę  z  napisem 

„University of Minnesota”; założyła opaskę i ruszyła wprost w mrok październikowej nocy. 

Natychmiast  owiał  ją  lekki  przyjemny  wiatr,  pod  stopami  zaszeleściły  liście.  Mogła 

się  tylko  domyślać,  że  są  czerwone,  złote  i  brązowe.  Jak  liście  z  drzew,  jakby  za  sprawą 

background image

bryzy,  zaczęło  opadać  z  niej  napięcie,  myśli  zaczęły  płynąć  wolno  i  spokojnie,  zgodnie  z 

rytmem nieśpiesznego, regularnego biegu. 

Odetchnęła  głębiej  i  skierowała  się  na  brzeg  rzeki.  Ciekawe,  co  teraz  robi  Michael. 

Wiedziała,  że  dawniej  od  czasu  do  czasu  bywał  w  klubie  sportowym  i  grywał  z  bratem  w 

tenisa. Ale Kyle wyprowadził się z Minneapolis i obecnie mieszkał z żoną i córką na ranczu 

w Wyoming. Michael stracił partnera do tenisa; zresztą miejski klub sportowy po ósmej jest 

już zamknięty. 

Są  oczywiście  inne  sposoby  odpoczywania  po  wytężonym  dniu.  Do  tego  wystarczy 

zaciszna sypialnia... Julia poczuła, że się poci, i to chyba nie tylko z powodu przyśpieszonego 

biegu. 

Nie chciała myśleć o nim w ten sposób, ale nie mogła temu zapobiec w sytuacji, kiedy 

setki  kobiet  bombardowało  go  co  dzień  seksualnymi  propozycjami...  A  on  je  wszystkie 

odrzucał! 

Wcale  nie  dlatego,  że  nie  lubił  seksu  albo  był  pod tym  względem  jakoś  szczególnie 

wstrzemięźliwy.  Bynajmniej!  Jako  jego  sekretarka  wiedziała,  że  spotyka  się  z  kobietami. 

Przecież to ona rezerwowała im stoliki w restauracjach, zamawiała bilety lotnicze na krótkie 

eskapady  nad  ciepłe  morza,  przesyłała  kwiaty.  Michael  zwykle  kazał  jej  wysyłać  róże, 

ogromne bukiety purpurowych róż. A potem... po niezbyt długim czasie musiała jego paniom 

odpowiadać  przez  telefon,  że  go  nie  ma,  albo  że  jest  zajęty,  albo  że  właśnie  wyjechał  z 

miasta. 

Przez te kilkanaście miesięcy wystarczająco dobrze poznała jego zasady. Po pierwsze, 

spotykał się tylko z jedną kobietą naraz. Nazywał to „okazjonalną monogamią”. Tego samego 

wymagał też od swojej partnerki. Po drugie, ograniczał  znajomość do dość krótkiego, „bez-

piecznego”  okresu.  Głównie  po  to,  by  uczucie  nie  rozwinęło  się  zbytnio  i  nie  miało  szans 

przerodzić się w coś trwałego. Po trzecie, kiedy już postanowił zerwać, zrywał definitywnie i 

nie mogły jego decyzji zmienić ani uparte telefony, ani nawet wizyty. A jeśli stroną zrywającą 

była kobieta, nigdy nie nalegał, by zmieniła zdanie. I chyba zanadto się tym nie przejmował. 

Julia  kiedyś  usłyszała  pewien  komentarz  z  ust  jednej  z  pań,  które  postanowiły 

„powiedzieć  mu  do  widzenia,  zanim  on  to  zrobi”.  Brzmiał  on  następująco:  „Michaelowi 

wydaje się, że wszystko może. Sądzi, że wolno mu kierować czyimś życiem tak jak sprawami 

firmy. W ten sposób nie znajdzie żadnej wartościowej kobiety. Myślę, że lepiej jest dla niego 

pracować, niż go kochać.” 

Julia  zachowała  dyskretne  milczenie,  co  nie  znaczy,  że  w  duszy  nie  skomentowała 

tych słów. Pracować z Michaelem było całkiem nieźle, ale kochać się z nim musiało... 

background image

W  tym  miejscu  przerwała,  bo  kiedyś  postanowiła  nie  komplikować  sobie  życia. 

Rozumiała te wszystkie kobiety, których listy wypełniały wory i biurowe kosze. Za to one nie 

rozumiały  jego:  sam  fakt,  że  wychodziły  mu  naprzeciw,  automatycznie  je  dyskredytował  w 

jego oczach. Michael  nie pozwalał  się wybrać, to on wybierał;  nie był  łowną zwierzyną, był 

myśliwym. 

Spostrzegła,  że  nie  ona  jedna  tego  wieczoru  postanowiła  się  przebiec.  Raz  po  raz 

mijała pojedyncze osoby lub pary, lecz kiedy nagle z mroku wyłoniła się znana, wysoka syl-

wetka,  gwałtownie  zwolniła  kroku.  Niemożliwe!  Czyżby  wyobraźnia  płatała  jej  figle!  Za 

długo o nim myślała i teraz wydaje jej się... 

Ciemnowłosy mężczyzna w niebieskich szortach i sportowej koszulce nie był jednak 

wcale wytworem jej imaginacji. Stał przed nią Michael Fortune we własnej osobie i patrzył na 

nią zdumionym wzrokiem. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

Przez chwilę tkwili tak naprzeciwko siebie bez słowa, jakby bali się spłoszyć zjawę. 

- Julia? 

Głos  Michaela  był  cichy  i  niepewny.  Nie  wierzył  własnym  oczom.  Ta  zadyszana 

dziewczyna w szortach i przepoconej koszulce w niczym nie przypominała jego nienagannie 

ubranej sekretarki, którą widywał codziennie w swoim biurze. 

Julia szybkim ruchem przyczesała niesforne kosmyki, wymykające się jej spod opaski. 

W pracy zwykle nosiła włosy spięte w staroświecki mały kok z tyłu głowy. 

Nigdy  dotąd  nie  zauważył,  jakie  ona  ma  piękne  uszy;  drobne,  kształtne,  lekko 

zaróżowione,  z  maleńkimi  złotymi  kolczykami.  Nie  mógł  od  nich  oderwać  wzroku.  Nie  to, 

żeby nigdy dotąd nie widział jej uszu, nie, po prostu nigdy dotychczas nie spostrzegł, jakie są 

śliczne. I nie miał pojęcia, że Julia nosi kolczyki. I ma taką ładną szyję... 

Julia nerwowym ruchem uniosła dłoń, jakby chciała się zasłonić przed jego wzrokiem. 

Poczuł się głupio; gapi się na nią jak jakiś wampir spragniony krwi! Co się z nim dzieje? To 

wszystko wina tej cholernej listy i całej tej kretyńskiej korespondencji. Wydarzenia ostatnich 

dni wytrąciły go z równowagi. 

-  Cześć,  Michael.  -  Julia  swobodnie  zwróciła  się  do  niego  po  imieniu,  tak  jakby 

niezwykła sytuacja, w jakiej doszło do ich spotkania, wymagała niecodziennego zachowania. 

Nigdy  jeszcze  nie  widzieli  się  poza  miejscem  pracy.  Miała  wrażenie,  że  ściśle 

określone  reguły,  których  tam  przestrzegają,  tutaj  przestają  obowiązywać.  Strój  ich  obojga 

jeszcze to podkreślał. Michael w szortach i sportowej koszulce w niczym nie przypominał jej 

szefa ubranego w eleganckie garnitury. 

Jego nowy strój ukazywał również zupełnie nieznane cechy jego osoby. Muskularne, 

opalone  ramiona,  mocne  nogi,  szczupłą,  ale  silną  i  wysportowaną  sylwetkę.  Oderwała  od 

niego wzrok, czując dziwną suchość w ustach. Szkoda, że nie wzięła butelki z wodą. Choć do 

tej pory wcale nie czuła pragnienia... 

- Tak sobie biegasz, dla sportu? - wykrztusił wreszcie Michael i natychmiast poraziła 

go oczywista głupota własnego pytania. 

Nie,  ona  wcale  nie  biega  dla  sportu,  wyszła  tak  sobie  w  szortach  i  tenisówkach,  i 

właśnie  czeka  na  autobus!  Poczuł  się  jak  idiota,  on,  który  nigdy  nie  pozwalał  sobie  na 

najmniejszy błąd i tego samego wymagał od innych. Nie zdziwiłby się, gdyby w odpowiedzi 

background image

Julia wybuchnęła śmiechem. Kristina na jej miejscu wzniosłaby oczy do nieba i prychnęła mu 

prosto w nos: „Genialne, jak na to wpadłeś, braciszku?” 

Jednak jego wzorowa sekretarka nie zawiodła go i tym razem. 

-  Tak,  postanowiłam  pobiegać,  żeby  się  trochę  odprężyć.  Miałam  ciężki  dzień  - 

odparła miłym, spokojnym głosem. 

Michael  poczuł  się  znacznie  pewniej.  Świat  powrócił  w  zwykłe  koleiny;  odpowiedź 

Julii  sprowadziła  ich  znowu  na  dobrze  znany  obojgu,  bezpieczny  teren  biura  i  spraw  za-

wodowych. 

-  Doskonale  to  rozumiem  -  powiedział  z  widoczną  ulgą.  -  Ja  też  chciałem  trochę 

odetchnąć. 

Ruszyli  truchtem  przed  siebie,  wymieniając  uwagi  o  poszczególnych  wydarzeniach 

dnia  i  dowcipkując  na  temat  ostatnich  niefortunnych  wydarzeń  w  firmie.  Julia  napomknęła 

nawet o wizycie Jake'a i niemal dosłownie powtórzyła Michaelowi jego wypowiedź. 

-  Po  prostu  gotował  się  z  wściekłości,  a  przy  okazji  mnie  też  się  nieźle  dostało  - 

zakończyła. 

Michael spojrzał na nią z boku, nie przestając biec. 

- Biedna Julia! Strasznie mi przykro. Mam nadzieję, że nie wzięłaś tego do siebie. 

- Skądże! Nigdy nie uwierzyłabym, że ktoś może mnie nazwać infantylną idiotką! 

- Tak ci powiedział?  -  Michael oburzył  się nie na żarty.  -  Rozumiem, że był  na  mnie 

wściekły, ale to go nie upoważnia do obrażania ciebie. 

- Trudno, stało się. 

Nie  zamierzała  dyskutować  z  nim  o  prezesie  rady  nadzorczej  ani  zabierać  głosu  na 

temat  ich  rodzinnych  nieporozumień!  W  ogóle  nie  powinna  była  wspominać  o  awanturze, 

jaką jej zrobił Jake, ale mrok i konwencja przyjacielskiej rozmowy niepotrzebnie rozwiązały 

jej język. 

-  Nie  ma  o  czym  mówić  -  dodała,  chcąc  zbagatelizować  całą  sprawę.  -  Ja  już  o 

wszystkim zapomniałam. 

Michael zmarszczył brwi. 

-  Trudno  w to  uwierzyć.  Znam  stryja  i  jego  niewyparzony  język;  nawet  mnie  nieraz 

trudno  jest  się  pozbierać  po  tym,  co  od  niego  usłyszę.  Wyobrażam  sobie,  co  wygadywał  o 

mnie, skoro ciebie nazwał infantylną idiotką. Możesz mi powtórzyć? 

Julia przecząco pokręciła głową. 

- Nie ma sensu. Michael zapatrzył się przed siebie. 

background image

- Chyba masz rację. Nie zamierzam go tłumaczyć, ale wiem, że Jake przeżył straszne 

chwile po śmierci mojej babki. W tragicznych okolicznościach stracił matkę, a do tego musiał 

stanąć na czele firmy. Czuł się za wszystko odpowiedzialny, a mój ojciec bynajmniej mu nie 

pomógł, zadowolony, że to nie na jego barki spada taki wielki ciężar. Nareszcie starszy brat 

mu się do czegoś przydał. 

Julia milczała; wiedziała, że stosunki między braćmi pozostawiają wiele do życzenia, 

a śmierć matki, zamiast ich ze sobą pogodzić, jeszcze bardziej ich podzieliła. 

Nagły  zgon  przeszło  siedemdziesięcioletniej  Kate  Fortune  wstrząsnął  posadami 

korporacji  i  całej  rodziny.  Zyski  firmy  zaczęły  gwałtownie  spadać,  a  konflikty  pomiędzy 

ludźmi - pogłębiać. Julia znała okoliczności śmierci nestorki rodu z gazet, biurowych plotek i 

strzępów rozmów poszczególnych członków rodziny, którzy przewijali się przez sekretariat w 

drodze do gabinetu Michaela. 

Kate  zginęła  w  katastrofie  lotniczej  w  Brazylii.  Pilotowany  przez  nią  samolot 

roztrzaskał się w tropikalnej dżungli, a jedyne znalezione na miejscu wypadku zwłoki ziden-

tyfikowano jako zwłoki Kate. Rodzina jeszcze nie podniosła się po tym strasznym ciosie. 

- Miałam przyjemność widzieć kilka razy twoją babkę  - powiedziała cicho. - To była 

niezwykła  osoba.  Mądra,  dobra  i  dynamiczna.  A  jaką  nadzwyczajną  miała  pamięć!  Znała 

imiona wszystkich pracowników i dla każdego miała chwilę czasu i dobre słowo. 

Michael uśmiechnął się do wspomnień. 

- Tak, babcia właśnie taka była. Dostałem od ciebie list kondolencyjny po jej śmierci i 

nie podziękowałem ci... 

- Wcale na to nie liczyłam. Chciałam tylko, żebyś wiedział, jak bardzo ją szanowałam 

i jak bardzo ci współczuję. Na pewno strasznie ci jej brak. 

- Staram się zbytnio nie rozczulać. Praca to najlepszy środek na... 

Zdławiony głos odmówił mu posłuszeństwa. 

- Na rozpacz - dokończyła za niego. - Owszem, praca to świetne lekarstwo. 

Nie dodała, że nieraz rozmowa z przyjacielem też może sprawić człowiekowi pewną 

ulgę. 

- Jak rozumiem, wszyscy w waszej rodzinie je stosują - dodała łagodnie. 

-  Tak, tylko  że  wuj  Jake  ma  jeszcze  inne  problemy,  które  nie  mają  nic  wspólnego  z 

odejściem mojej babki. 

Czuł ulgę, rozmawiając z  nią o wszystkim, co tłumił przez długie  miesiące. Miał do 

niej  zaufanie,  przy  niej  czuł  się  bezpiecznie.  Znał  ją  na  tyle,  żeby  nie  mieć  najmniejszych 

wątpliwości co do tego, jak bardzo jest lojalna. 

background image

-  Podobno  przechodzą  z  Eriką  kryzys  małżeński.  Z  charakterem  Jake'a  trudno  o 

kompromis, a Erica jest podwójnie nerwowa, bo dzieci wyfrunęły i cierpi na syndrom pustego 

gniazda. 

-  Wiele  kobiet  ma  ten  problem.  Trudno  jest  się  pogodzić  tym,  że  w  pewnej  chwili 

dzieci opuszczają rodzinny dom. 

- W głosie Julii zabrzmiało zrozumienie i współczucie. 

- Nie wszystkie. Na przykład moja matka nie posiadała się z radości, że ma nareszcie 

gniazdo  tylko  dla  siebie  -  oświadczył  Michael  z  goryczą.  -  Erica  jest  zupełnie  inna,  nagle 

poczuła się stara i niepotrzebna. Weszła w okres przejściowy, zaczęła robić bilans zysków i 

strat i wyszło jej, że to z winy Jake'a przerwała studia, wyszła za niego i zajęła się dziećmi. 

Zupełnie  jakby  ktoś  ją  do  tego  zmusił!  Przecież  nikt  jej  nie  przystawił  pistoletu  do  głowy, 

sama tego chciała! 

Parsknął  ironicznym  śmiechem;  nie  było  wątpliwości,  co  myśli  o  niewczesnych 

zachciankach żony Jake'a. Julia jednak nie na darmo w swoim czasie studiowała psychologię. 

-  Czy  twoja  ciotka  nigdy  nie  myślała,  żeby  wrócić  na  studia, teraz,  kiedy  odchowała 

dzieci? Wiele osób tak robi. Czytałam, że są wśród nich nawet siedemdziesięcioletnie panie. 

Michael z uśmiechem zwrócił ku niej głowę. 

-  Musisz  z  nią  o tym  pogadać.  Erica  będzie  zachwycona.  Ma  tylko  pięćdziesiąt  dwa 

lata, a to wedle twoich kryteriów, jak widzę, bardzo mało... 

Julia przypomniała sobie piękną zadbaną blondynkę w sile wieku, zamożną i mającą 

oparcie  w  jednym  z  najbogatszych  mężczyzn  w  kraju.  Miała  dzieci  i  wnuki  i  wcale  nie 

wyglądała na sfrustrowaną kobietę w wieku przejściowym. 

-  Wygląda  na  zupełnie  pogodzoną  z  losem  -  szepnęła.  -  Trudno  zresztą  się  temu 

dziwić. 

Michael skrzywił się złośliwie. 

-  Jak  mówi  przysłowie,  pieniądze  szczęścia  nie  dają  -  rzekł  sentencjonalnie.  -  A  do 

tego podobno pieniądze to nie wszystko. Moja  matka oczywiście uznałaby to za bzdurę, bo 

jest całkiem przeciwnego zdania. 

Julia uśmiechnęła się łobuzersko. 

- Ludzie mówią też, że pieniądze to co prawda nie wszystko, ale i tak całkiem sporo. 

Inni dodają, że wcale nie zależy im na pieniądzach, tylko na tym, co za nie można kupić. 

Wybuchnęła dźwięcznym śmiechem i Michael znowu poczuł się jakoś dziwnie. Czy ta 

prześliczna,  wesoła  dziewczyna  u  jego  boku  to  naprawdę  poważna  i  przygaszona  Julia 

Chandler? Nic z tego nie rozumiał. Jak mógł dotąd nie zauważyć jej urody? 

background image

Zerknął  z  boku  na  zgrabną  sylwetkę  biegnącej  dziewczyny,  na  jej  drobne  piersi, 

smukłe  nogi...  Na  to  wszystko,  co  w  pracy  kryła  przed  ludzkim  wzrokiem  pod  workowatą 

garsonką i luźnymi bluzkami. Chciał się na nią napatrzyć za wszystkie czasy. Lekko zwolnił i 

przepuścił ją przodem; Julia od tyłu wyglądała równie wdzięcznie i poczuł, jak krew uderza 

mu do głowy. Nagle przystanęła i spojrzała na niego pytająco. 

- Kurcz w łydce - wyjaśnił szybko, nadrabiając dzielącą ich odległość. 

Przez chwilę biegli dalej w niekrępującej ciszy. 

- Posłuchaj... - odezwał się wreszcie Michael. 

- Tak? 

-  Chciałem  cię  przeprosić  za  to,  co  ci  powiedział  Jake.  On  łatwo  wpada  w  złość  i 

potem szybko o wszystkim zapomina. Bardzo bym chciał, żebyś mu wybaczyła. 

-  Już o wszystkim  zapomniałam  - zapewniła go Julia.  - Znasz go lepiej  niż  ja  i  jakoś 

sobie z nim radzisz. 

Za nic nie chciała rozmawiać o jego rodzinie. 

- Tak, jakoś sobie z nim radzę - powtórzył. - Nieraz to, co mówi, rani mnie, ale staram 

się go zrozumieć. Jest ostry i wymagający. Znam to, w sumie jesteśmy do siebie podobni. 

Nie mogła powstrzymać uśmiechu. 

- Też tak myślisz, prawda? Jesteśmy podobni? 

- Powiedzmy, że ty nikogo nie nazwałbyś tak pochopnie infantylnym idiotą  - odparła 

wymijająco. 

- Na pewno nigdy bym nie użył tego określenia w stosunku do ciebie. 

- A gdyby chodziło o sekretarkę Jake'a? Wytrzymał jej uważne spojrzenie. 

-  To  zależy...  Oboje  wybuchnęli  śmiechem.  Jak  ona  się  ładnie  śmieje,  pomyślał.  Ma 

taki ciepły, serdeczny śmiech. Nic wspólnego z tymi telefonicznymi  pomrukami, co to  niby 

mają działać na zmysły. Mimo woli otrząsnął się na samo wspomnienie. Nic dziwnego, że nie 

znał jej śmiechu, ostatnio w pracy nie mieli wiele powodów do radości. 

- Uwaga! Krzyk Julii wyrwał go z zamyślenia. W tej samej chwili Michael spostrzegł 

grupkę dziewcząt podążających w ich stronę. Były bardzo młode i chyba nieco pijane. Nagle 

wzrok jednej z nich padł na wysoką sylwetkę mężczyzny w niebieskich szortach. 

-  O  rany!  To  przecież  on!  Ten  facet  z  gazety!  Najfajniejszy  wolny  facet  w  naszym 

pięknym kraju! 

Julia  przypomniała  sobie  widziany  kiedyś  film  o  Beatlesach;  kiedy  w  1964  roku 

odwiedzili Nowy Jork, dziewczęta tak samo szalały na ich widok. 

background image

- Z nieba nam spadł! Michael struchlał. Postanowiła go bronić, a przy okazji również 

samą  siebie  przed  nieobliczalnymi  nastolatkami.  Lekko  wysunęła  się  do  przodu.  Wiedziała, 

że najlepszą obroną jest atak i że trzeba jak najszybciej objąć prowadzenie. Zwróciła spokojną 

twarz ku najbardziej rozwrzeszczanej dziewczynie. 

- Wy naprawdę myślicie, że to jeden z tych facetów? Który? Michael Fortune? Dobre 

sobie! Denny, one cię wzięły za takiego jednego milionera! 

Spojrzała na stojącego krok za nią Michaela. 

- Myślą, że to ty jesteś Michael Fortune!  - Znowu spojrzała prowodyrce w oczy. - To 

Denny, mój brat. Pracuje w firmie tego waszego idola, w dziale pocztowym. 

Na twarzy dziewcząt odmalowało się rozczarowanie. 

-  W  dziale...  pocztowym?  To  nie  jest  Michael  Fortune?  Julia  roześmiała  się  z 

wyższością. 

-  Jaki  tam  z  niego  Michael  Fortune!  On  mu  tylko  przynosi  listy!  Naprawdę  jest  do 

niego podobny? 

Dziewczyna wzruszyła ramionami. 

-  Gdzie tam! Tamten  jest zupełnie  inny. Taki... no, wygląda  jak  milioner. A ten tutaj 

wygląda jak listonosz. 

Julia spoważniała. 

- To bardzo dobry zawód. Denny całkiem nieźle zarabia,  ma premię, ubezpieczenie, a 

na  Boże  Narodzenie  zawsze  dostaje  bony.  A  do  tego  on  też  jest  wolny,  jeszcze  nie  ma 

dziewczyny. 

Zachęcającym wzrokiem obrzuciła otaczające ją wianuszkiem młode twarze. 

- Może by tak któraś z was... Dziewczęta zachichotały; widać było, że facet, któremu 

siostra szuka dziewczyny, nie jest w ich typie. 

- Wolałybyśmy Michaela albo kogoś podobnego - wydęła wargi jedna z nich. 

-  Ale  Denny  tak  naprawdę  jest  do  niego  bardzo  podobny  -  nie  ustępowała  Julia.  - 

Można nawet się pomylić i... 

-  Tak  się  pomylić  to  może  tylko  Wendy.  -  Druga  z  dziewcząt  palcem  wskazała 

winowajczynię,  która  pierwsza  rozpoznała  Michaela.  -  Ale  ona  jest  tak  pijana,  że  wzięłaby 

chłopaka od pizzy za Toma Cruise'a. 

Nie wdając się w dalszą dyskusję, odeszły, zostawiając Julię i Michaela samych. 

- Denny? Dlaczego właśnie Denny? - W głosie Michaela zabrzmiał lekki wyrzut. 

background image

- To pierwsze imię, jakie mi przyszło do głowy - wyjaśniła Julia. - Ale tak naprawdę, 

to  robisz  się  do  niego  coraz  bardziej  podobny.  Masz  teraz  takie  samo  cielęce  spojrzenie. 

Jeszcze chwila, a zaczniesz się ślinić na sam widok koperty z listem od wielbicielki Michaela. 

- Ślinić na widok koperty od wielbicielki... 

Jednocześnie wybuchnęli śmiechem i ruszyli przed siebie wolnym krokiem. Nie mieli 

ochoty biegać, byli już trochę zmęczeni. Woleli porozmawiać i pożartować. 

- Kim ty naprawdę jesteś? - Julia zrobiła wielkie oczy. 

-  Na  pewno  nie  Michaelem  Fortune'em.  Znam  go,  jest  moim  szefem  -  ciągnęła  z 

komicznym przejęciem. - Jesteś chyba jakimś posłańcem, może masz na imię Denny? 

-  Wolę  być  posłańcem  -  odparł  tym  samym  tonem  -  niż  infantylnym  idiotą,  chociaż 

muszę przyznać, że gdyby Jake zobaczył nas w tej chwili, nie pożałowałby nam ostrzejszych 

epitetów. 

- Ty nigdy nie zachowujesz się jak idiota, a już na pewno nie infantylny. 

- Mam nadzieję. Barbara, moja macocha, mówi nawet, że jestem nad wiek poważny  i 

nigdy się nie uśmiecham. 

- Przez ostatni rok nie miałeś wielu powodów do radości - szepnęła Julia. 

- To prawda. Raz po raz waliły się na nas nieszczęścia, od drobnych niepowodzeń po 

prawdziwe  katastrofy.  W  laboratorium  ktoś  podłożył  ogień,  Kate  zginęła  w  katastrofie,  a 

mojej kuzynce Allison napatoczył się ten dureń, jak mu tam, Rafe. 

-  Przynajmniej  to  ostatnie  nieszczęście  dobrze  się  skończyło  -  spróbowała  go 

pocieszyć Julia. - Allison wyszła przecież za swojego ochroniarza. 

Michael wzruszył ramionami. 

- Też mi szczęście. Małżeństwo! Osobliwy punkt widzenia. 

Julia ugryzła się w  język. Było to znacznie  łagodniej powiedziane  niż:  „Lepszy trup 

niźli ślub”. 

-  W  interesach  też  nam  się  nie  wiodło  -  westchnął  Michael.  -  Akcje  naszego 

przedsiębiorstwa  spadają,  a  ten  dotąd  nie  wyjaśniony  pożar  w  laboratorium...  Temu,  kto  to 

zrobił,  udało  się  skutecznie  spowolnić  nasze  prace  nad  „eliksirem  młodości”.  -  Uśmiechnął 

się smętnie. - Tak to się miało nazywać. 

Julia  wiedziała,  że  w  laboratoriach  firmy  od  lat  przeprowadzano  doświadczenia  nad 

nowym kosmetykiem. Tragicznie zakończona podróż Kate do Brazylii miała właśnie na celu 

sprowadzenie pewnego bardzo rzadkiego składnika potrzebnego do produkcji. Wyglądało na 

to,  że  po  latach  powodzenia  i  niczym  nie  zmąconych  sukcesów  nad  rodziną  zawisła  jakaś 

klątwa. 

background image

- A na domiar złego - ciągnął jej towarzysz - zostałem ogłoszony jednym z najbardziej 

atrakcyjnych kawalerów w kraju i mimo woli stałem się obiektem zupełnie niechcianego, ale 

za to męczącego zainteresowania. 

-  I  powodem  wysiadki  systemu  komputerowego  firmy  -  nie  mogła  się  powstrzymać 

Julia. 

-  O  ile  wiem,  zawiesiła  się  tylko  poczta  głosowa.  -  Spojrzał  na  nią,  jakby  chciał 

sprawdzić, czy bardzo ją to bawi. - Nie tylko firma na tym ucierpiała, ja osobiście też - dodał 

tonem wyjaśnienia. 

-  Doskonale  o  tym  wiem,  miałam  przecież  przyjemność  rozmawiać  z  tymi  paniami 

przez telefon, czytałam też niektóre faksy... 

Zupełnie jakby nie doceniała grozy sytuacji. Pełen wyższości ton jej głosu sprawił, że 

Michael dodał: 

- Sama widziałaś przed chwilą, że o mało mnie nie rozerwały na strzępy. Swoją drogą, 

musiały być nieźle wstawione, skoro się nabrały na tę twoją bajeczkę. 

- Może tak, może nie. 

- Ja naprawdę okropnie się męczę. Nie mogę tego dłużej znieść. Wyszedłem pobiegać, 

bo już nie wytrzymuję w domu. Tam też dochodzą listy, a nie mam Denny'ego i jego kumpli, 

żeby wzięli je na siebie. 

Zaczął biec i Julia dotrzymała mu kroku. 

-  Te  kobiety  sterczą  pod  moim  domem.  Wymykam  się  w  przebraniu  mechanika 

samochodowego,  mam  zaprzyjaźniony  warsztat  i  jego  właściciel  rozumie  moją  sytuację. 

Razem z synem współpracują z nami od lat i dostarczyli mi przebranie. 

Bał  się  zobaczyć  jej  minę,  ale  z  głosu  wywnioskował,  że  jeśli  chciał  ją  wzruszyć 

swoim losem, to celu nie osiągnął. 

-  To musi  być  naprawdę  świetny  strój. Dali ci też wąsy  i ciemne okulary?  -  zapytała 

niewinnie. 

Chyba sobie z niego kpiła, ale pewności nie miał. Trudno, dziś musi brać wszystko za 

dobrą monetę. 

- Poważnie myślałem, czy ich sobie nie kupić. 

-  Mógłbyś  też  kupić  perukę.  Co  myślisz  o  długich,  jasnych  włosach,  takich,  jakie 

noszą te chłopaki z kalifornijskich plaż? Nikt by cię nie poznał. 

Przystanął i bacznie się jej przyjrzał. 

background image

- Widzę, że sobie ze mnie stroisz żarty. Robisz to bardzo dyskretnie, mówisz jedno, a 

sens jest inny. Dopiero teraz to spostrzegłem. Chciałbym cię o coś zapytać: czy to znaczy, że 

przez cały ostatni rok kpiłaś sobie ze mnie? 

Julia zrobiła przestraszoną minkę. 

- Nigdy bym nie śmiała. Zresztą my, infantylne idiotki, nie jesteśmy zdolne do takich 

subtelności. 

Michael roześmiał się; ku jego zaskoczeniu cała ta rozmowa bardzo mu się podobała. 

Zupełnie  jakby  nareszcie  ktoś,  otwarcie  sobie  z  niego  żartując,  traktował  go...  najzupełniej 

serio. 

Dotarli do parkingu i trzeba było się pożegnać. 

- Odwiozę cię do domu. - Michael otworzył przed nią drzwi czerwonej corvetty. 

- Dziękuję - powiedziała Julia. 

-  Kobieta  nie  powinna  sama  chodzić  po  zmroku.  -  Dopiero  wypowiadając  ten  banał, 

zdał sobie sprawę, jak bardzo mu zależy na bezpieczeństwie tej dziewczyny.  - Nie powinnaś 

wychodzić o tej porze, ktoś cię może napaść. 

-  Dwa  lata  temu  skończyłam  kurs  samoobrony  -  wyjaśniła  spokojnie.  -  Nie  lubię  się 

bać  ani  ograniczać  swoich  poczynań,  wolę  mieć  pewność,  że  sama  skutecznie  potrafię  się 

obronić. 

Jej brawura nie zyskała jego aprobaty. 

-  Nie  uczyli  cię  na  kursie,  że  pierwszą  zasadą  bezpieczeństwa  jest  unikać 

niebezpiecznych  sytuacji?  Jeśli  tego  nie  wiesz,  możesz  nabrać  złudnego  poczucia,  że  kilka 

poznanych na kursie chwytów całkowicie ci wystarczy, a to nieprawda. Przyrzeknij mi, że nie 

będziesz biegała sama po ciemku. 

Mruknęła pod nosem coś niezbyt zrozumiałego, ale nie chciał dalej roztrząsać tematu. 

Zresztą to nie jego interes, jest dorosła i może sobie robić co chce... 

Spojrzał  na  jej  zaczerwienioną  od  biegu  buzię  okoloną  ciemnymi  włosami 

wymykającymi się spod opaski, i wydała mu się śliczna. 

-  Może  pojedziemy  coś  zjeść  albo  się  czegoś  napić?  -  zapytał  ku  swojemu 

zaskoczeniu; nigdy dotąd nie zachowywał się tak spontanicznie. 

Julia spojrzała na swoje szorty. 

- W takim stroju? Przecież ludzie pouciekają na nasz widok. 

- Na twój nigdy nikt nie ucieknie, ale co do mnie... W takim razie podjedźmy gdzieś, 

gdzie  dają  jedzenie  do  samochodu.  Zjemy  jakąś  kanapkę,  napijemy  się  czegoś  zimnego  i 

jeszcze chwilę pogadamy. 

background image

Widziała, że mu na tym zależy, ale wolała wracać. 

- Bardzo dziękuję, może innym razem. - Spojrzała na zegarek. - Na mnie naprawdę już 

czas. 

Zbliżała się pora codziennego telefonu do Joanny. Właśnie dzisiaj musi zadzwonić do 

niej punktualnie, bo siostra tego wieczoru  - razem z  innymi  młodymi pacjentami  - ogląda w 

telewizji pewien program dla młodzieży. Zasiadają przed telewizorem z prażoną kukurydzą i 

napojami,  zupełnie  jakby  znajdowali  się  w  domu  albo  w  gościnie  u  przyjaciół.  Julia 

wiedziała,  jak  bardzo  jest  to  istotne  w  tego  rodzaju  terapii.  Joanna  od  tak  dawna  żyła 

pozbawiona towarzystwa  rówieśników,  że  nie  można  tracić  najmniejszej  okazji  wyrównania 

tych braków. 

Z  rozpaczą  obserwowała  spadek  sił  psychicznych  i  intelektualnych  siostry. 

Bezpośrednio  po  wypadku  Joanna  znajdowała  się  na  umysłowym  poziomie  kilkuletniej 

dziewczynki,  a  zaburzona  percepcja  pozwalała  jej  na  oglądanie  i  reagowanie  na  programy 

przeznaczone  dla  dzieci  z  zerówki.  Teraz  wszystko  się  zmieniło.  Julia  uśmiechnęła  się  do 

siebie na myśl o tym, że siostra ma przyjaciół i zdaje się wracać do normalnego świata. 

-  Musisz  mi  pokazać  drogę  do  swojego  domu  -  powiedział  Michael.  Ciekawe, 

dlaczego musi wracać... Czy naprawdę  ma coś pilnego do zrobienia, czy też po prostu chce 

jak najszybciej uwolnić się od jego towarzystwa? 

Zdawał  sobie sprawę z niedorzeczności tej sytuacji. On, Michael  Fortune, za którym 

uganiają  się  kobiety  z  całego  kraju  i  ślą  do  niego  listy,  w  których  szeroko rozpisują  się  na 

temat tego, co mogą dla niego zrobić, nie jest w stanie zainteresować sobą własnej sekretarki 

na tyle, żeby się łaskawie zgodziła napić z nim coli na parkingu. 

Nie  jest się prorokiem we własnym kraju, pomyślał z goryczą,  i nie  jest się panem  i 

władcą  poza  własnym  biurem.  Przecież  to  naturalne,  że  Julia,  przestając  z  nim  po  wiele 

godzin  dziennie,  ma  go  dość  i  woli  wolny  czas  spędzić  z  kimś  innym.  Rozumiał  to,  ale  z 

niewiadomych  powodów  nie  mógł  się  z  tym  pogodzić.  Żeby  przerwać  panujące  w  sa-

mochodzie  milczenie,  włączył  radio.  Właśnie  trwała  transmisja  meczu  baseballowego. 

Michael nie kibicował żadnej z drużyn, ale wolał to niż tę krępującą ciszę. 

Julia  cichym  głosem  powiedziała  mu,  gdzie  ma  skręcić.  Podjechali  pod  dom. 

Otworzyła drzwi, zanim na dobre zahamował, wyskoczyła z samochodu i pobiegła w stronę 

wejścia. 

- Do widzenia i dziękuję! - usłyszał jeszcze. 

Jej  nagłe  zniknięcie  miało  w  sobie  coś  denerwującego.  Michael  spojrzał  na  ciemne 

okna budynku, pod którym się znalazł. Ciekawe, gdzie ona mieszka? Czy sama, czy z kimś? 

background image

Julia nigdy nie rozmawiała o swym prywatnym życiu; przynajmniej nie z szefem. Nigdy mu 

nie przyszło do głowy pytać ją o to, a ona jakoś nie miała ochoty na zwierzenia. 

Wracał do siebie zatłoczonymi ulicami, rozmyślając o tym, co go spotkało; nawet nie 

zauważył,  kiedy  znalazł  się  przed  luksusowym  wieżowcem,  gdzie  zajmował  nowocześnie 

urządzony  penthouse.  Z  niechęcią  sięgnął  po  przebranie  leżące  na  tylnym  siedzeniu.  Na 

szczęście, jego prześladowczynie chyba się zniechęciły i nic mu nie groziło. 

Szybko  przemknął  się  do  środka  i  wśliznął  do  prywatnej  windy  docierającej  do 

mieszkania  na  najwyższym  piętrze.  Otworzyła  się  wprost  przed  jego  drzwiami.  Po  lewej 

stronie, za szklaną ścianą rozpościerał się wspaniały widok na miasto i rozjaśnione światłami 

niebo. 

Michael nawet nie spojrzał w tym kierunku. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

W  końcu  ukazał  się  następny  numer  sławetnego  magazynu  i  lista  najbardziej 

atrakcyjnych  kawalerów  w  USA  straciła  na  aktualności.  Telefony  od  telewizyjnych  prezen-

terów ustały, prasa nieco się uspokoiła. Liczba listów też trochę zmalała. 

Gazety  o  krajowym  zasięgu  przestały  się  interesować  Michaelem,  czego  nie  można 

było,  niestety,  powiedzieć  o  prasie  lokalnej.  Michael  zmienił  numer  domowego  telefonu, 

natychmiast go zastrzegł i włączył na stałe automatyczną sekretarkę; odtąd wielbicielki mogły 

dzwonić do niego tylko do pracy i bez skrupułów z tej okazji korzystały. 

Do akcji włączyły  się też lokalne  media, nieustannie zasypując rzecznika prasowego 

firmy  pytaniami  o  życie  prywatne  i  upodobania  najsłynniejszego  z  przedstawicieli  rodu 

Fortune'ów. 

-  Jeden  jedyny  wywiad  i  już  mnie  nie  ma  -  oświadczyła  stanowczo  Faith  Carlisle  z 

telewizyjnego programu trzeciego, nie zrażając się żadnymi trudnościami. 

Jakoś  udawało  jej  się  przedrzeć  przez  wszelkie  zapory,  rozliczne  recepcjonistki  i 

sekretarki,  i  codziennie  bombardowała  telefonami  Julię  Chandler.  Jej  upór  i  natarczywość 

doprowadzały Julię do szaleństwa, przy czym nie mogła nie podziwiać skuteczności działań 

energicznej dziennikarki. 

Faith  Carlisle  z  tupetem  oświadczyła,  że  nie  zamierza  rezygnować  z  upragnionego 

wywiadu i że nie ustąpi, dopóki go nie uzyska. 

-  Naprawdę robię,  co  mogę  -  odparła  zmęczonym  głosem  Julia.  -  Pan  Fortune  wie  o 

wszystkich pani telefonach. 

- I co mówi? 

- Powtarza wciąż, że nie zgadza się na wywiad, naprawdę bardzo mi przykro. 

- Czy on nie rozumie, że unikając nas, powiększa tylko zainteresowanie swoją osobą? 

-  W  głosie  Faith  zabrzmiała  wyższość  zawodowca.  -  Proszę  sobie  przypomnieć,  jak  było  z 

Jacqueline  Onassis.  Dziennikarze  ją  oblegali,  bo  żadnemu  nie  chciała  udzielić  wywiadu. 

Widzę, że Mike Fortune stosuje te same metody. 

Julia westchnęła. 

- To nie są żadne metody, on po prostu chce, żebyście go zostawili w spokoju. 

- Nie ma mowy. A jak tam wasza poczta elektroniczna i głosowa? Jeszcze działa? 

background image

- Na szczęście, tak. - Julia wzdrygnęła się na przypomnienie wizyty Jake'a tego dnia, 

kiedy  zawiesił  się  system.  -  Od  pewnego  czasu  mniej  osób  się  do  nas  dobija.  Myślę,  że 

zainteresowanie Michaelem nareszcie słabnie. 

- Nie łudź się, kochanie - rzekła zagadkowo Faith i rozłączyła się. 

Julia szybko zapomniała o całej rozmowie i do południa spokojnie pracowała. Potem 

nieoczekiwanie  tyle  osób  chciało  zostawić  wiadomość  w  skrzynce  głosowej  Michaela,  że 

system  padł.  Znowu!  Zaraz  potem,  zupełnie  jakby  nagle  wszystkie  maszyny  solidarnie 

zastrajkowały, zawiesił się system komputerowy całej firmy. Michael wściekły wezwał Julie 

do siebie. 

-  Jestem  pewna,  że  to  ta  dziennikarka  maczała  w  tym  palce  -  wyznała  cicho  Julia.  - 

Nie  zwróciłam  uwagi  na  to,  co  powiedziała  na  zakończenie  naszej  rozmowy,  ale  teraz  już 

wszystko rozumiem. To była groźba. Chciała nam pokazać, do czego jest zdolna. Myślę, że 

nie przestanie nas dręczyć, dopóki pan... dopóki nie udzielisz jej wywiadu. 

Michael zacisnął pięści. 

- Nie ma mowy! Nigdy nie ugnę się przed szantażem tych telewizyjnych hien! Ja im... 

my im jeszcze... 

W  tej  samej  chwili  po  korytarzu  przetoczył  się  grzmot;  to  Jake  Fortune  zdążał  w 

kierunku biura swego bratanka. 

- Michael, do cholery! Zaraz chyba szlag mnie trafi! Julia zadrżała ze strachu; ciężkie 

kroki były coraz bliżej. 

Przypomniała sobie Wyrwidęba  i  Waligórę z bajki;  miała wrażenie, że któryś z nich 

zaraz tu wtargnie i połamie im kości... 

-  Najlepiej  zamknijmy  się  w  szafie  -  szepnęła  niezupełnie  żartem.  -  Może  nas  nie 

zauważy... 

Michael lekceważąco machnął ręką. 

-  Nie  bój  się,  dam  sobie  z  nim  radę.  Jake  przestąpił  próg  sekretariatu.  Ziemia  drżała 

pod jego nogami, drzwi dzielące go od gabinetu Michaela nagle wydały się bardzo wiotkie... 

Może Michael nie bał się własnego stryja, ale Julia umierała ze strachu. Z nadzieją w oczach 

spojrzała  w  stronę  biurowej  szafy.  Było  już  jednak  za  późno.  Drzwi  dzielące  gabinet  od 

sekretariatu rozwarły się jak za podmuchem huraganu i Jake wpadł do środka. 

-  Zdajesz  sobie  sprawę  z  tego,  co  te  twoje...  wielbicielki  robią!  Ale  będziemy  mieli 

straty! Czy ty w ogóle masz pojęcie... 

Gwałtowna tyrada płynęła jak górski potok po kaskadach z kamieni. Michael stał bez 

ruchu  i  czekał,  aż  amunicja  wuja  się  wyczerpie.  Julia  przykleiła  się  do  ściany,  próbując 

background image

przeniknąć  przez  nią  na  zewnątrz,  tam,  gdzie  nie  było  zepsutych  komputerów  ani  stryjów 

Jake'ów. 

Potem  głos  zabrał  Michael.  Najpierw  próbował  jakoś  załagodzić  sprawę,  potem 

wszystko zracjonalizować, a w końcu, kiedy przeciwnik okazał się głuchy na wszelkie argu-

menty  -  przeszedł  do  kontrofensywy.  Nie  na  darmo  byli  rodziną;  znali  swoje  słabe  punkty, 

uderzali celnie i bardzo boleśnie. 

Julia  miała  wrażenie,  że  za  chwilę  zaczną  się  obwiniać  o  suszę  w  Afryce,  fatalne 

zbiory  ryżu  w  Chinach  i  zbyt  późne  obalenie  muru  berlińskiego...  Poczuła,  że  ból  głowy 

zaczyna rozsadzać jej skronie; nigdy w życiu nie cierpiała na migrenę, ale teraz właśnie miała 

przeżyć jej atak po raz pierwszy. 

Jake zrobił krok do przodu; jego kark spurpurowiał. Jeszcze sekunda, a skoczą sobie 

do gardła. 

-  Podobno  wydzierasz  się  na  mojego  syna.  -  W  progu  stanął  Nate  Fortune  i  złym 

wzrokiem obrzucił brata. 

Julia  zrozumiała,  że  któraś  z  urzędniczek  nie  wytrzymała  i  wezwała  na  pomoc  ojca 

Michaela.  Żołądek  podszedł  jej  do  gardła.  Rozpoczynała  się  trzecia  wojna  światowa,  a ona 

stawała się tego mimowolnym świadkiem. 

- Przez tego twojego synalka firma praktycznie przestała działać. Te jego  zwariowane 

baby puszczą nas z torbami! - Jake z wysuniętą szczęką ruszył w stronę brata. - I to nie po raz 

pierwszy!  Nie  po  raz  drugi  ani  trzeci...  tylko  piąty!  Wszystko  wytrzymałem,  ale  każda 

cierpliwość ma swoje granice! Jako szef rady nadzorczej i osoba odpowiedzialna za to, co się 

tutaj dzieje, muszę ukrócić te idiotyzmy! 

-  To  nie  wina  mojego  syna,  że  kobiety  za  nim  szaleją.  -  Nate  z  udanym  spokojem 

wytrzymał natarcie brata. 

- Tato, proszę, daj spokój. - Michael wyraźnie nie potrzebował pomocy ojca. - Damy 

sobie radę sami. 

Nate nie zamierzał ustępować. 

-  Każdy  ojciec  w  podobnej  sytuacji  zachowałby  się  tak  samo  -  oświadczył 

wojowniczo. - Doskonałe wiem, do czego Jake jest zdolny, wystarczy spojrzeć na jego syna. 

Omal nie wykończył biednego Adama. Nie pozwolę, żeby się teraz znęcał nad tobą. 

Jake gwałtownie zbladł. Aluzja do jego ojcowskiego fiaska była ciosem poniżej pasa. 

- Tato, to  nie  ma  nic  wspólnego  z  Adamem  -  zaoponował  Michael.  -  Zresztą  ani  on, 

ani  ja  nie  jesteśmy  już  chłopcami  i  sami  ponosimy  odpowiedzialność  za  własne  czyny. 

Odpowiedzialność  za  to,  co  dzieje  się  obecnie  z  systemem  łączności  naszej  firmy  spada 

background image

wyłącznie na mnie. Stałem się mimo woli przyczyną zakłóceń i Jake ma rację, winiąc mnie za 

to, co się stało. 

- Mam ochotę cię zastrzelić! - ryknął Jake. Nate zrobił krok do przodu. 

- Tylko spróbuj coś mu zrobić, a ja... Jake zacisnął pięści. 

-  Co  ty  mi  możesz  zrobić?  Ty...  Julia  zamknęła  oczy,  by  nie  widzieć,  jak  bracia 

rozszarpują się na kawałki. To się musi skończyć masakrą. 

- Posłuchajcie... - próbował uspokoić ich Michael. 

- Z drogi - warknął Jake. 

- Od dawna mu się należało - syknął Nate. 

W  tej  samej  chwili  pomiędzy  zacietrzewionych  mężczyzn  wśliznęła  się  wysoka 

kobieta z długimi ciemnymi włosami. 

- Wyglądacie jak dwa koguty. Bardzo proszę, uspokójcie się i zostawcie sobie coś na 

potem. - Rebeka Fortune, młodsza siostra obu braci, położyła wąskie dłonie na ich ramionach. 

W oczach miała smutek; w jej głosie brzmiało rozczarowanie. 

Julia odetchnęła z ulgą. Co za szczęście, że Rebeka zjawiła się właśnie teraz! Mogłoby 

przecież naprawdę dojść do rozlewu krwi i Michael nic by na to nie poradził. A ona mogłaby 

potem najwyżej zadzwonić po pogotowie, by zabrało rannych z pola bitwy. 

- Nie wtrącaj się, Rebeko - burknął Jake, ale opuścił pięści. 

Nate zrobił to samo. 

-  Znęcał  się  nad  moim  chłopakiem  -  wytłumaczył  siostrze.  -  Nie  wystarczy  mu,  że 

zniszczył własnego syna i wygryzł go z firmy. Teraz chce to samo zrobić z Michaelem, ale... 

niedoczekanie jego. 

Mike z rozpaczą spojrzał na stryjenkę. 

-  On  nie  jest  w  stanie  zrozumieć,  że  przestałem  już  być  małym  chłopcem.  Tato,  ja 

mam  dwadzieścia  dziewięć  lat  i  sam  potrafię  się  bronić.  Nikt  mnie  znikąd  nie  wygryzie. 

Bardzo  ci  dziękuję  za  pomoc,  ale  wracaj  już  lepiej  do  siebie  i  udziel  komuś  jakiejś  porady 

prawnej albo czegoś tam. 

Nate powiódł wzrokiem od syna do brata. 

-  Jednym  słowem,  stajesz  po  jego  stronie,  tak?  Rozumiem,  Jake  jest  prezesem,  a  ja 

tylko jednym z jego zastępców. Brawo, synu! Jesteś taki sam jak twoja matka, wyrachowany i 

podły! - Wypadł z gabinetu, jakby go diabeł gonił. 

-  Michael  jest  zupełnie  inny  niż  ta  wiedźma  Sheila!  -  wrzasnął  Jake  i  pobiegł  za 

bratem. - Najwyższy czas, żebyś to zrozumiał! Mike od lat pracuje w firmie i nikt nigdy nie 

zarzucił mu, że robi coś z wyrachowania! Jest uczciwy do szpiku kości! Co z ciebie za ojciec, 

background image

że tak go traktujesz! Nic dziwnego, że Kyle uciekł od ciebie na drugi koniec świata! Tam w 

Wyoming ma przynajmniej trochę spokoju! 

Kłótnia przeniosła się na korytarz, a jej odgłosy jeszcze przez pewien czas dobiegały z 

podestu  przy  windach,  by  w  końcu  ucichnąć  w  dwu  osobnych  szklanych  klatkach,  którymi 

bracia pojechali każdy do swego biura. 

Rebeka, Michael i Julia przez dłuższą chwilę milczeli. 

- Lubię do was przychodzić - odezwała się wreszcie Rebeka. - Miło jest zobaczyć, jak 

rodzina zgodnie sobie pracuje. 

-  Wpadłaś  w  samą  porę,  ciociu  Becky  -  rzekł  z  uśmiechem  Michael.  -  Nie  mogłaś 

lepiej trafić. 

Była  od  niego  o  cztery  lata  starsza  i  uwielbiał  nazywać  ją  „ciocią”.  Od  dzieciństwa 

bardzo się przyjaźnili. 

- Wpadłam zabrać Kristinę na lunch - wyjaśniła Rebeka - i usłyszałam, jak oni się tutaj 

awanturują. Okropne, zupełnie  jak  mali chłopcy. Nie wiem, co by zrobiła  mama, gdyby  ich 

tak zobaczyła. 

- Nic by nie zrobiła. Była przyzwyczajona do ich kretyńskich zachowań. 

Rebeka spojrzała na Julię i uśmiechnęła się do niej serdecznie. 

- Biedna Julia! Aż zbladła! Musiałaś się strasznie przejąć tą gorszącą sceną! 

Julia  odlepiła  się  od  ściany.  Było  jej  przyjemnie,  że  Rebeka  pamięta  jej  imię,  choć 

widziały  się  tylko  dwa  razy.  Sheila  nigdy  w  życiu  nie  zadałaby  sobie  tyle  trudu,  by  za-

pamiętać, jak ma na imię sekretarka syna. 

- Bardzo mi miło znów panią zobaczyć, panno Fortune - powiedziała uprzejmie. 

Rebeka pisała powieści i Julia bardzo ją ceniła. 

- Mów mi po imieniu albo nazywaj mnie ciocią Becky, jak wolisz - uśmiechnęła się jej 

rozmówczyni.  -  Tylko,  błagam,  nigdy  nie  nazywaj  mnie  panną  Fortune,  dobrze?  Można 

spytać, o co tym razem moi bracia omal się nie pobili? 

Michael pokrótce opowiedział jej, o co poszło. 

- Ojciec oczywiście dolał tylko oliwy do ognia - zakończył z westchnieniem. - Musiał 

wspomnieć o Adamie, a to, jak wiadomo, działa na stryja jak płachta na byka. Nie może się 

pogodzić  z  tym,  że  jego  syn  nie  chce  pracować  w  firmie.  Odgryzł  mu  się,  wypominając 

ucieczkę Kyle'a, i nieszczęście gotowe. 

-  Trzeba  przyznać,  że  Kyle'owi  w  sumie  się  udało  -  zauważyła  Rebeka.  -  Ma  żonę, 

dziecko, żyje sobie na farmie, którą dostał od mamy, i dobrze mu się powodzi. 

Michael uśmiechnął się niewesoło. 

background image

-  Jake  mniej  więcej  właśnie  to  powiedział,  tylko  własnymi  słowami.  Według  niego 

Kyle dlatego żyje teraz jak człowiek, bo mu się udało uciec od niszczącego wpływu ojca. 

Julia westchnęła. 

- Najgorsze były te wszystkie zwroty akcji... Czuła się, jakby właśnie się wydostała z 

diabelskiego młyna; huczało jej w głowie od podniesionych głosów i nagłych zmian sytuacji. 

W  jednej  chwili  Jake  krzyczał  na  Michaela,  zaraz  potem  bronił  go  przed  Nate'em,  a  ten  z 

kolei napadał na syna, w którego to obronie przed sekundą kruszył kopie. 

U niej w domu działo się inaczej i wciąż nie mogła się przyzwyczaić do nerwowego 

sposobu życia swoich szefów, gdzie wszystko było szybkie, ulotne, zmienne i podminowane. 

Fortune'owie  krzyczeli,  kłócili  się,  mówili  sobie  okropne  rzeczy,  oskarżali  się  o  najgorsze 

czyny, a w chwilę potem dawali dowody niespotykanej solidarności i lojalności wobec siebie. 

U  niej  w  rodzinie  wszyscy  bardzo  się  kochali  i  nikt  nikomu  świadomie  nie  sprawiał 

przykrości. 

Rebeka ze zrozumieniem spojrzała na Michaela. 

- Dobrze, w takim razie pójdę z nimi pogadać. Z każdym z osobna - uściśliła, widząc 

przerażony wzrok Julii. - Pewnie siedzą teraz w swoich gabinetach i ani im w głowie zapalić 

fajkę pokoju. Jeśli spotkasz Kristinę, powiedz jej, że tu byłam. 

Michael  przez  chwilę  spoglądał  w  ślad  za  smukłą  sylwetką  ciotki  w  długiej, 

powiewnej szacie. 

- Becky jest cudowna - odezwał się po chwili. - Ma w sobie tyle ciepła i spokoju. Na 

pewno  uda  jej  się  ich  pogodzić,  może  nie  zaraz,  ale  niedługo.  Podadzą  sobie  ręce  i...  do 

następnego razu. 

Jeśli  to  prawda,  należy  jej  się  pokojowa  Nagroda  Nobla,  pomyślała  Julia,  ale 

zachowała to dla siebie. Gdy zamierzała opuścić gabinet szefa, nadeszła Kristina. 

- Nie odchodź - poprosiła złowrogo. - Nie zostawiaj mnie sam na sam z moim bratem, 

bo mogę go zamordować. 

Julia uśmiechnęła się słabo. Nie wiedziała, czy przeżyje kolejne starcie. 

-  Potrzebujesz  świadka  czy  raczej  kogoś,  kto  cię  powstrzyma  przed  popełnieniem 

zbrodni? - zapytała z płonną nadzieją na rozładowanie napięcia. 

I rzeczywiście, nic takiego nie nastąpiło. 

- O co chodzi? - sucho zapytał Michael siostrę. Obrzuciła go złym wzrokiem. 

-  Może  mi  wyjaśnisz,  dlaczego  te  cholerne  komputery  znowu  odmówiły 

posłuszeństwa! Straciłam przed chwilą trzy strony tekstu, nad którym pracowałam przez całą 

noc! Znikły, rozumiesz? Rozpłynęły się w powietrzu! 

background image

Jeśli oczekiwała współczucia, srodze się zawiodła. 

- Nie wpadło ci do głowy, że trzeba zapisywać każdą stronę na dysku? Wtedy, w razie 

czego, straty są mniejsze. 

Spokój w jego głosie nie wróżył nic dobrego. 

-  W  takich  warunkach  jak  ostatnio  musiałabym  chyba  zapisywać  każde  słowo  - 

odcięła się Kristina. - Mam tego dosyć! 

- Doprawdy? Przecież to takie śmieszne! - W głosie Michaela zabrzmiała drwina. - To 

świetna zabawa. Wysiadają komputery, znikają teksty, ludzie się wściekają, czy może być coś 

zabawniejszego? 

Kristina miała taką minę, jakby go chciała uderzyć. Ponieważ „cioci Becky” w pobliżu 

nie było, Julia postanowiła sama rozładować sytuację. 

- Przed chwilą była tutaj Rebeka - oznajmiła. - Chciała cię wziąć na lunch. Gdzie się 

wybierzecie, jak myślisz? Byłaś już w Black Forest? Mają tam cudowne desery. 

Rodzeństwo spojrzało na nią osłupiałym wzrokiem. 

- To może ja już lepiej sobie pójdę... - Julia zrobiła niepewny krok w stronę drzwi. 

Kristina powstrzymała ją ruchem dłoni. 

-  Zostań,  proszę.  Skoro  mój  braciszek  jest  dziś  taki  cięty,  wolę  porozmawiać  z  tobą. 

Podobno jego wielbicielki znowu odcięły nas od świata, zatykając system swoimi westchnie-

niami.  Nic  z  tego  nie  rozumiem,  przecież  ta  cała  historia  z  listą  supermenów  już  się 

skończyła. 

-  Niezupełnie.  Faith  Carlisle  w  dalszym  ciągu  nie  daje  nam  spokoju  -  westchnęła  w 

odpowiedzi Julia. 

- Ta z trójki? Hiena o spojrzeniu bazyliszka? Michael skinął głową. 

-  Jakbyś  zgadła.  Kristina  przez  chwilę  milczała,  słuchając  brata  i  Julii, 

wprowadzających ją w szczegóły aktualnej sytuacji. 

- Zgadzam się z Julią - powiedziała w końcu. - Musisz tej babie udzielić wywiadu, w 

przeciwnym razie nigdy się nie odczepi ani od ciebie, ani od nas. 

- Nie mam zamiaru. Przecież to zwyczajny szantaż. 

- A jak będzie nam tak codziennie blokować komputery? - zapytała retorycznie Julia. 

Dobrze  wiedziała,  co  się  wtedy  stanie.  Jake  i  Nate  pozabijają  się  i  nastąpi  koniec 

świata. 

Kristina zaczęła nerwowo chodzić po pokoju. 

-  Musi  być  jakieś  wyjście  -  mruczała  do  siebie.  -  Przecież  nie  możemy  pracować  ze 

świadomością, że lada chwila wysiądzie nam komputer. 

background image

- Tym wyjściem na pewno nie jest ustępstwo - oświadczył Michael. - Jeśli zgodzę się 

na  jeden  wywiad,  następnego  dnia  będę  musiał  udzielić  dziesięciu  kolejnych.  Nie  możemy 

zrobić  nic  gorszego,  jak  znowu  zwrócić  uwagę  opinii  publicznej  na  moją  osobę,  na  to,  że 

wciąż jeszcze jestem kawalerem. 

Kristina zatrzymała się, jakby nagle wrosła w ziemię. 

- Mam! Znalazłam! I o to chodzi!  - Przysiadła na biurku brata i zamachała nogami. - 

Wpadłam na cudowny pomysł! Mike, udzielisz tej babie wywiadu. Zrobisz to w taki sposób, 

że raz na zawsze uwolnisz się od niej i od tej całej reszty. Uratujesz swoją skórę, a przy okazji 

nas, a na tym ci chyba zależy. 

-  Oczywiście.  Myślisz,  że  mnie  bawi,  że  tropią  mnie  jak  zająca,  że  wysiadają 

komputery, a stryj Jake obiecuje, że mnie zastrzeli? Zrobię wszystko, żeby z tym skończyć. 

Kristina spojrzała mu prosto w oczy. 

- W takim razie masz tylko jedno wyjście. Musisz ogłosić swoje zaręczyny! Dzwoń do 

Faith i powiedz, że chcesz jej udzielić wywiadu, w którym przekażesz całemu Minneapolis i 

reszcie  świata,  że  zamierzasz  się  ożenić.  W  ten  sposób  raz  na  zawsze  uwolnisz  się  od tego 

stada kobiet. 

Entuzjazm Michaela osłabł. 

-  Zawiodłaś  mnie,  siostrzyczko.  A  już  podejrzewałem,  że  naprawdę  coś  wymyśliłaś. 

Nie zamierzam się zaręczać, ani tym bardziej żenić. 

Julia ze zrozumieniem skinęła głową. 

-  Lepszy  trup  niźli  ślub,  zawsze  tak  mówiłeś.  Innymi  słowy  lepsze  łoże  śmierci  niż 

małżeńskie. 

Kristina roześmiała się głośno. 

-  Nic  nie  zrozumiałeś.  To  nie  będą  prawdziwe  zaręczyny,  to  będzie  tylko  na  niby. 

Umówisz  się  z  kimś,  kto  zgodzi  się  grać  twoją  narzeczoną  przez  jakiś  czas,  do  momentu, 

kiedy  ludzie  zapomną  o  tej  absurdalnej  liście.  Radzę  ci  się  zastanowić,  Faith  Carlisle 

zawiadomi wszystkie chętne kobietki w całym mieście, że zwierzyna wymknęła im się z rąk. 

Dadzą ci święty spokój  i znowu będziesz  mógł sobie pracować do woli, a do tego będziesz 

miał sprawny system komputerowy. 

Michael otworzył usta, by zaprotestować, ale zamknął  je  i  zaczął przeżuwać pomysł 

młodszej siostry. 

- Może coś w tym jest... Ale to nie do zrobienia. 

- Dlaczego nie? 

background image

-  Skąd  ja  wezmę  tę  tymczasową  narzeczoną?  To  musi  przecież  wyglądać  bardzo 

wiarygodnie, żeby Faith dała się nabrać. 

-  Racja  -  wtrąciła  Julia.  -  Ona  jest  bardzo  przebiegła.  Nie  kupi  byle  czego,  zaraz 

wywęszy podstęp. 

Kristina powiodła po nich triumfalnym spojrzeniem. 

- I o to chodzi! Musimy jej dostarczyć towar pierwsza klasa! Narzeczona Michaela to 

powinien być ktoś naprawdę na poziomie. Po pierwsze, musi się zgodzić na cały ten plan, a 

po drugie, musi rozumieć powagę sytuacji. Żeby wszystko wyglądało prawdopodobnie, musi 

to być ktoś, kto od dawna jest niedaleko ciebie - wymownie spojrzała na brata - ale dotąd nie 

wysuwał się na pierwszy plan. Rozumiesz? 

Ich  oczy  spotkały  się  i  Michael  gwałtownie  zamrugał  powiekami.  W  gabinecie 

zapanowała cisza. 

-  Myślałam,  że  jesteś  bardziej  bystry,  braciszku.  -  W  głosie  Kristiny  zabrzmiało 

rozczarowanie. - Naprawdę nie wiesz, o kogo chodzi? Mam ci przeliterować imię? 

Michael gwałtownie poczerwieniał. 

- Myślę, że nie... 

- J - U - L - I - A - wyraźnie wysylabizowała Kristina. 

-  Nie powinniśmy tego mówić, zanim  nie zapytamy  jej o zdanie  -  rzekł rozpaczliwie 

Michael. 

Julia, która właśnie poważnie się zastanawiała, jakie imię spośród znanych jej kobiet 

wytypować, skierowała na nich osłupiały wzrok. 

-  Gratulacje,  moja  droga!  -  zawołała  Kristina.  -  Właśnie  zostałaś  mianowana 

tymczasową narzeczoną Michaela. 

- Kto? Ja? Michael spojrzał na nią z góry. 

-  Zgadzasz  się,  prawda?  Zabrzmiało  to  zupełnie  jak  służbowe  polecenie,  którym  w 

istocie było. Miał prawo mówić do niej takim tonem w służbowych sprawach, ale to nie była 

służbowa sprawa. Postanowiła się bronić. 

- Nie mówicie tego serio! 

Rozejrzała  się  rozpaczliwie,  ale  znikąd  nie  nadeszła  pomoc.  Rodzeństwo  wymieniło 

spojrzenia i Julia zapragnęła uciec stąd jak najdalej. Sprzymierzyli się przeciwko niej i przy 

tak zmasowanym ataku nie miała żadnych szans. 

- Mówimy całkiem serio - łagodnie zapewniła ją Kristina. - Jesteś idealną kandydatką. 

Spełniasz wszystkie warunki. 

Julia postąpiła krok do tyłu. 

background image

- Wszystkie oprócz jednego. Nikt nie uwierzy, że Michael się ze mną zaręczył. Nigdy 

nigdzie nas nie widywano, nigdy nawet razem nie zjedliśmy lunchu. 

Znowu się cofnęła i ponownie poczuła za plecami ścianę; nie było odwrotu. Czuła się 

jak zwierzę w potrzasku. Oni chyba nie sądzą, że ona się zgodzi na ten szalony plan? 

Michael zmarszczył brwi. 

-  Ona  ma rację, nikt nas nigdy razem  nie widywał, a gdyby rzeczywiście  łączyło  nas 

coś tak poważnego, firma huczałaby od plotek. 

Kristina zamyśliła się. 

- To prawda, tutaj nic się nie ukryje. Ściany mają uszy, a parapety oczy. 

Julia prawie odetchnęła z ulgą. 

- Gdyby coś... między nami było, wszyscy dawno by o tym wiedzieli... 

Kristina jednak nie pozwoliła jej się długo łudzić. 

-  Mogliście  być  bardzo  dyskretni.  To,  że  nikt  was  razem  nie  widywał,  świadczy  o 

powadze waszego związku. Utrzymywaliście go tak długo w tajemnicy w obawie przed plot-

kami.  Udało  wam  się  i  nikt  w  firmie  ani  przez  chwilę  nie  podejrzewał,  jak  bardzo  się 

kochacie. 

- Nawet my sami... - wtrąciła Julia, ale Kristina nie zwróciła na nią uwagi. 

-  Dopiero  ta  afera  z  listą  kawalerów  -  ciągnęła  w  natchnieniu,  uskrzydlona  własnym 

planem - sprawiła, że postanowiliście się ujawnić. 

Michael usiadł za biurkiem. 

-  To całkiem  sensowne  -  rzekł z uznaniem.  -  To się nawet  może udać. Oboje z Julią 

jesteśmy  dość  skryci  i  nie  lubimy  o  sobie  mówić.  Jest  też  logiczne,  że  postanowiliśmy 

przeczekać, aż to szaleństwo z listą się przewali, i dopiero wtedy ogłosić zaręczyny. 

Zupełnie  jakby  zabierał głos na zebraniu działu produkcyjnego! Tylko że tym razem 

była mowa o zaręczynach, o ich zaręczynach! Poczuła dreszcz i pomyślała, że zaraz zemdleje. 

- Nikt w to nie uwierzy - powiedziała drżącym, zmienionym głosem. - Rozmawiałam 

z  Faith  Carlisle  niemal  codziennie.  Ona  natychmiast  się  domyśli,  że  wpadliśmy  na  to  w 

ostatniej chwili, żeby się ratować. 

Poczuła na sobie chłodne spojrzenie błękitnych oczu. 

- Jak? - Michael tak właśnie patrzył, kiedy ktoś miał inne zdanie w interesach.  - Faith 

jest  może  dobrą  dziennikarką,  ale  nie  jest  jasnowidzem.  Tylko  od  ciebie  zależy,  jak  jej 

wszystko  przedstawisz.  Jeśli  zrobisz  to  umiejętnie,  uwierzy  i  jeszcze  na  dodatek  będzie 

podziwiać twój spryt. 

background image

- I tak wszystko dobrze się skończy - odetchnęła z wyraźną ulgą Kristina. - Czy mogę 

wam pogratulować jako pierwsza? Jesteście prześliczną parą. 

Julia uniosła ręce, jakby chciała odepchnąć ich od siebie. 

- Ja... nie potrafię! Nie mogę! To bez sensu. Musicie znaleźć sobie kogoś innego. 

Poczuła na sobie ich baczne, skupione spojrzenia, i ruszyła w stronę drzwi. 

- Przepraszam, ale mam pilną pracę, muszę iść. Na ustach Kristiny ukazał się drwiący 

uśmiech. 

- Swoją drogą to bardzo ciekawe. Tysiące kobiet bombarduje cię telefonami i listami, 

a twoja własna sekretarka ucieka od ciebie jak od zarazy. Ciekawe dlaczego? Michael lekko 

się skrzywił. 

- Nie mam pojęcia. Julii zrobiło się głupio. 

-  To  nic  nie  znaczy  -  zapewniła.  Miała  wrażenie,  że  stąpa  po  stalowej  linie,  wysoko 

nad  głowami  tłumu...  Jeszcze  chwila,  a  zachwieje  się  i  spadnie.  Michael  jest  jej  szefem, 

pracuje u niego i wiele swoją odmową ryzykuje. Postanowiła sprawę załagodzić. 

-  Ja  nie  umiem  kłamać.  Zrobię  taką  minę,  że  wszystko  zaraz  się  wyda.  Jeśli  komuś 

powiem, że właśnie zaręczyłam się z Michaelem, roześmieje mi się w twarz. 

Kristina spoważniała. 

-  Nie rozumiem dlaczego. Ja bym się wcale  nie zdziwiła, gdyby  Michael się w tobie 

zakochał. 

- To równie prawdopodobne - broniła się dalej Julia - jak to, co pokazują w Archiwum 

X. Zresztą każdy, kto choć trochę zna Michaela, zna też jego poglądy na temat małżeństwa. 

Dlaczego nagle miałby zmienić zdanie? 

-  Pojawiłaś się w jego życiu  i od tej chwili  wszystko się zmieniło, to bardzo proste  - 

łagodnie, jak dziecku, wyjaśniła jej Kristina. 

-  Nagle  postanowiłem  się  ożenić  i  żyć  długo  i  szczęśliwie  -  sarkastycznie  dokończył 

Michael. 

- A do tego mieć dzieci, oczywiście z sobie tylko znanych powodów - rzekła z ironią 

Julia. Jego opinie  na temat małżeństwa i potomstwa zawsze wyprowadzały  ją z równowagi, 

toteż  teraz  nie  mogła  się  powstrzymać.  -  Jak  ty  sobie  w  ogóle  wyobrażasz  odegranie  roli 

człowieka zamierzającego się ożenić, skoro nawet nie potrafisz o tym poważnie mówić? 

- Brawo, bardzo słuszna uwaga - odezwała się z podziwem Kristina. - Trzeba nad sobą 

popracować,  Mike.  Musisz  się  nauczyć  czule  spoglądać  na  narzeczoną,  przybierać 

odpowiedni  ton,  kiedy  się  do  niej  zwracasz,  cieszyć  się,  że  w  końcu  spotkałeś  odpowiednią 

background image

kobietę.  Od  czasu  do  czasu  zażartować  na  temat  swoich  dawnych  opinii  i  wyrazić  prze-

konanie, że głęboko wierzysz w waszą szczęśliwą przyszłość. 

-  On  tego  nigdy  nie  zrobi!  -  wyrwało  się  Julii.  Brzmiąca  w  jej  głosie  pewność 

zdenerwowała Michaela. 

Co ona może o nim wiedzieć? 

-  Zapewniam  cię  -  oznajmił,  patrząc  w  przestrzeń  -  że  zrobię  wszystko,  co  może  się 

przyczynić  do  sprawnego  funkcjonowania  naszej  firmy.  Jeśli  dla  jej  dobra  konieczne  jest, 

żebym odegrał rolę szczęśliwego narzeczonego, zrobię to. Zrobiłbym znacznie więcej, gdyby 

tego ode mnie wymagała sytuacja. 

Wstał zza biurka i ruszył ku niej, niebezpiecznie zmniejszając dzielącą ich odległość. 

Miał  na  sobie  elegancki  garnitur  i  koszulę  z  nieodłącznym  krawatem.  Julia  zamrugała 

powiekami.  Ze  zmęczenia  wyobraźnia  zaczęła  płatać  jej  figle.  Przed  oczami  stanął  jej 

Michael  taki,  jakiego  ujrzała  wtedy,  w  parku,  w krótkich  spodenkach  i  sportowej  koszulce. 

Zobaczyła  jego  długie  nogi,  opalone  ramiona,  szeroką  klatkę  piersiową.  Zadrżała  i  spuściła 

wzrok. Michael był coraz bliżej, a ona nie wiedziała, jak się zachować. 

-  Nigdy  nie  poddawałam  w  wątpliwość  -  zaczęła  drżącym  głosem  -  twojego 

przywiązania do firmy, ale nie tylko ty masz zagrać w tej niezwykłej... psychodramie. Mnie 

byłoby bardzo trudno przekonać moich przyjaciół, że się z tobą zaręczyłam. 

Wyobraziła  sobie,  jak  podczas  lunchu  zawiadamia  o  tym  fakcie  Lynn,  Margaret  i 

Dianę. Albo swoje współlokatorki. 

- To zupełnie niemożliwe. Michael jakby nie słyszał jej słów. 

-  Ciekawe,  co  cię  powstrzymuje.  Może  chodzi  o...  mężczyznę?  Czy  jest  w  twoim 

życiu  mężczyzna,  któremu  mogłoby  się  nie  spodobać,  że  zamierzasz  wziąć  udział  w  tym... 

spektaklu? 

Wystarczyło  przytaknąć  i  wszystko  się  skończy.  Można  przecież  na  poczekaniu 

wymyślić jakiegoś osiłka, który dostanie szału, gdy się dowie, że jego dziewczyna go rzuciła. 

- Tylko pamiętaj, przed chwilą powiedziałaś, że nie potrafisz kłamać - przypomniał jej 

od  niechcenia.  -  A  ja  nie  bardzo  chciałbym  dalej  zatrudniać  kogoś,  kto  mnie  oszukuje.  Nie 

potrafię pracować z osobą, do której nie mam zaufania. 

Wszystko jasne. Jeśli skłamie i kłamstwo się wyda, może się pożegnać z posadą. I co 

wtedy stanie się z Joanną? Przecież los siostry leży w jej rękach. 

Nie,  takie  rozwiązanie  w  ogóle  nie  wchodzi  w  rachubę.  Musi  u  niego  pracować,  bo 

tylko  w  ten  sposób  będzie  mogła  w  dalszym  ciągu  opłacać  pobyt  Joanny  w  ośrodku  reha-

bilitacyjnym. 

background image

- Nie, w moim życiu nie ma mężczyzny - powiedziała z wysiłkiem. Nie ma i na razie 

nie będzie. Czasy randek bezpowrotnie się skończyły. 

- W takim razie - usłyszała głos Michaela i ujrzała jego kamienną twarz  - nic nie stoi 

na  przeszkodzie  i  możemy  nasz  plan  wprowadzić  w  życie.  Jakiś  zazdrosny  facet  mógłby 

wszystko skomplikować, a tak mamy wolną drogę. 

Pomyślnie  zakończył  negocjacje  i  mógł  się  udać  na  zasłużony  odpoczynek,  ale 

przedtem musiał jeszcze wydać dyspozycje sekretarce. 

-  Julio,  zadzwoń  zaraz  do  Faith  Carlisle  i  umów  mnie  z  nią  na  wywiad.  Może  być 

pojutrze. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

Przez chwilę milczała, przestępując z nogi na nogę. Wydawało jej się, że stoi na skraju 

przepaści, w którą zaraz ją strąci telefon do Faith Carlisle.  Kristina zauważyła, co się z  nią 

dzieje. 

- Mike - zwróciła się do brata - nikt nie poddaje w wątpliwość twojego zaangażowania 

w sprawy  firmy, ale  musisz  spojrzeć  na to z punktu widzenia Julii. Przecież ona z tego nie 

będzie miała nic, oprócz pewnych niedogodności. 

Michael spochmurniał; opór sekretarki bardzo mu się nie podobał. Zupełnie  jakby  ją 

prosił o coś strasznego, a przecież chodzi tylko o osiągniecie konkretnego celu. Plan Kristiny 

pozwoli  im  raz  na  zawsze  przegnać  te  wszystkie  straszne  kobiety,  ustaną  maile  i  telefony, 

dziennikarze  się  odczepią,  do  biura  wróci  spokój  i  firma  będzie  mogła  nareszcie  znowu 

prawidłowo działać. Czy dla tak szczytnego celu nie warto poświęcić nieco czasu i  - przestać 

kaprysić? 

Obrzucił  wzrokiem drobną sylwetkę Julii. Obszerny szary kostium  i  biała, pod szyję 

zapięta bluzka starannie maskowały jej kobiece kształty. Do tego te półbuty... Szkoda, że na 

dodatek  nie  nosi  ortopedycznego  obuwia.  Przecież  nawet  jego  babka  by  się  tak  nie  ubrała! 

Zwłaszcza  ona!  Kate  odznaczała  się  wyrafinowanym  gustem.  Stłumił  ból  na  samo  jej 

wspomnienie i opanował irytację wywołaną ubiorem Julii. 

-  Julia  Chandler  u  nas  pracuje  i  powinno  jej  zależeć  na  sprawnym  funkcjonowaniu 

biura. To chyba nie są absurdalne wymagania? 

Julia z zapałem przytaknęła, ale Kristina z dezaprobatą pokręciła głową. 

- Całe to przedstawienie będzie od niej wymagało pracy po godzinach. Po oficjalnym 

ogłoszeniu  zaręczyn  będziecie  musieli  zacząć  razem  bywać,  żeby  to  wszystko  wyglądało 

prawdopodobnie. 

-  Przypuśćmy,  że  jesteśmy  takimi  narzeczonymi,  którzy  nade  wszystko  preferują 

własne towarzystwo. Co wtedy? 

Julia przymknęła oczy i poczuła, jak serce wędruje jej do gardła. Jak to by było, gdyby 

naprawdę się zaręczyli i spędzali razem wieczory, ona i Michael... Sami, tylko we dwoje. 

Poczuła na sobie jego uważne spojrzenie i natychmiast wróciła na ziemię. 

-  Posłuchaj,  Mike  -  rzekła  stanowczym  głosem  Kristina.  -  Jeśli  ten  plan  ma  wypalić, 

musisz przekonać ludzi, że coś się w twoim życiu zmieniło, musisz pokazać, że naprawdę ci 

background image

na  Julii  zależy.  Będziesz  ją  zabierał  do  teatru,  na  kolacje,  do  przyjaciół.  Oczywiście  nie  co 

wieczór, w taką zmianę nikt nie uwierzy, ale co jakiś czas, powiedzmy, raz na tydzień. 

Michael z rezygnacją skinął głową. 

- Masz rację. Julio, zarezerwuj nam jakiś stolik w restauracji i bilety na jakiś spektakl. 

- Mam też sobie wysłać róże? 

Kristina wybuchnęła śmiechem. 

-  Jak  widzę,  to  stara  piosenka.  Kolacja  w  restauracji,  wypad  do  teatru  i  róże... 

Rozumiem, ale tym razem nie chodzi o pierwszy lepszy romans, tylko o poważne zaręczyny, 

a to wymaga więcej starań i czasu. A ponieważ, jak rozumiem, zakres obowiązków Julii nie 

obejmuje tego rodzaju czynności, trzeba to będzie jakoś załatwić. 

Michael  uśmiechnął  się  cynicznie.  Ciekawe,  jak  ona  zareaguje  na  sugestię  Kristiny? 

W takim układzie nie będzie już mowy o przysłudze wyświadczonej firmie czy szefowi, ale o 

dodatkowy zarobek, i to niemały. 

Trzeba  było  tak  zacząć  od  razu!  Perspektywa  sowitego  wynagrodzenia  na  pewno 

skuteczniej przełamałaby opory  jego sekretarki  niż to całe gadanie o  interesie  firmy.  Każda 

kobieta zrobi wszystko dla pieniędzy. Jak on, rodzony syn Sheili Fortune, mógł zapomnieć o 

starej prawdzie, że każdy zrobi wszystko za pieniądze, zależy tylko za jakie... Ta reguła nie 

znosi wyjątków; nie należy do nich nawet Julia Chandler. 

Julia czytała w jego myślach; nie musiała patrzeć mu w oczy, żeby wiedzieć, co myśli. 

A  gdyby  tak  teatralnym  gestem  odrzucić  jego  finansową  propozycję?  Pokazać,  że  nie 

wszystko  można  mieć  za  pieniądze!  Nauczyć  go,  że  są  jeszcze  inne  wartości  i  że  jej,  Julii 

Chandler, nie można kupić? 

A może po prostu spokojnie i z godnością oświadczyć, że jest w stanie pracować po 

godzinach  i  grać  rolę  jego  narzeczonej  w  ramach  swoich  obowiązków  służbowych,  nie 

domagając się żadnego dodatkowego wynagrodzenia? Tak czy owak, rozbije w proch tę jego 

nędzną  teoryjkę,  że  pieniądze  rządzą  światem!  Uśmiechnęła  się  do  siebie  i  wtedy  usłyszała 

jego donośny głos. 

- Kristina ma rację. Sporządzimy odrębną umowę na... na prace zlecone. Nie masz nic 

przeciwko  temu,  prawda?  Trzeba  tylko  ustalić  wysokość  twoich  zarobków.  Co  byś  po-

wiedziała na... 

Specjalnie  zawiesił  głos,  żeby  pozwolić  dojrzeć  jej  chciwości.  Ciekawe,  na  ile  się 

wyceni taka Julia Chandler? 

- Pięćdziesiąt tysięcy dolarów - oświadczył i ujrzał zdumienie w jej oczach. 

background image

-  Trzeba  przyznać,  że  jesteś  dość  szczodry.  -  W  głosie  Kristiny  zabrzmiało 

zaskoczenie. 

- Nie bój się - uspokoił ją natychmiast. - Nie wezmę tych pieniędzy z funduszy firmy. 

Sam zapłacę Julii za przysługę, jaką mi wyświadczy. 

Słyszała  drwinę  w  jego  głosie  i  widziała  ją  w  jego oczach.  Michael  prowadził  teraz 

własną grę; grał przeciwko tym wszystkim kobietom, które przez całe życie utwierdzały go w 

przekonaniu,  że  pieniądze  są  dla  nich  najważniejsze  i  Julia  wiedziała,  że  jeśli  się  zgodzi 

przyjąć ofiarowaną jej sumę, Michael wygra. 

Musiała  jednak  ją  przyjąć.  Nie  mogła  pozwolić  sobie  na  luksus  odmowy,  nie  mogła 

odrzucić  jego  propozycji.  Gdyby  nie  Joanna,  z  przyjemnością  i  pogardą  wzruszyłaby 

ramionami na jego pięćdziesiąt tysięcy dolarów i okrasiła swoją odmowę jakimś zgrabnym i 

złośliwym  zdaniem.  Nie  wolno  jej  jednak  ulec  pokusie.  Joanna  jeszcze  przynajmniej  przez 

rok  musi  przebywać  w  ośrodku,  a  te  pieniądze  pozwolą  jej  uczestniczyć  w  wycieczkach  i 

innych imprezach, za które trzeba dodatkowo płacić. 

Wiedziała, że musi tak zrobić; byłoby czystym egoizmem unosić się teraz godnością i 

honorem. Michael spojrzał na nią z triumfem. 

- Jak rozumiem, możemy szykować umowę? Zaraz wezwę Fostera. Połowę dostaniesz 

zaraz po podpisaniu kontraktu, a resztę, jak ta farsa się skończy. To znaczy, kiedy zerwiemy 

zaręczyny z powodu odmienności charakterów. 

Mówił  teraz  do  niej  zupełnie  innym  tonem.  Nic  dziwnego,  przecież  właśnie  się 

dowiedział,  że  można  ją  kupić.  Przez  chwilę  chciała  mu  powiedzieć  o  Joannie,  ale  zrezyg-

nowała.  Nie  będzie  się  posługiwać  nieszczęściem  siostry,  by  podnieść  swe  notowania  w 

oczach  Michaela.  Ale  to  ona  sama  utwierdziła  go  w  przekonaniu,  że  można  ją  kupić  za 

określoną  cenę.  Poczuła,  że  palą  ją  policzki.  Trudno,  nie  zrezygnuje  z  Joanny  z  powodu 

fałszywie pojętej dumy. 

-  Tak  -  odparła  spokojnie  -  możemy  szykować  umowę.  I  bardzo  ci  dziękuję  za 

hojność. 

-  To  nie  będzie  wcale  łatwo  zarobiony  grosz  -  jowialnie  wtrąciła  Kristina.  -  Żeby 

zagrać rolę narzeczonej tego ponuraka, trzeba mieć wielkie zdolności aktorskie. 

- Wielkie zdolności wymagają wielkich pieniędzy. - Michael uśmiechnął się zjadliwie. 

- Czy sądzisz, że to wystarczy? - zapytał, zwracając się do Julii. - Czy coś jeszcze dorzucić? 

Wszystko będzie odtąd w twoich rękach. Jeśli zechcesz, możesz mnie zdemaskować w jednej 

chwili i powiedzieć wszystko dziennikarzom. Zastanów się dobrze, czy ta suma ci wystarczy? 

background image

Starała się go zrozumieć. Jako psycholog wiedziała, że toksyczni rodzice mogą zatruć 

umysł człowieka do tego stopnia, że przez całe życie będzie rozumował tak, jak go nauczyli. 

Nie  miał  jednak  prawa  igrać  z  nią,  jak  to  teraz  robił,  napawając  się  posiadaną  władzą. 

Postanowiła nie dać mu satysfakcji i nie okazać, jak bardzo ją obraził. 

- Tak, wystarczy - powiedziała spokojnie. - Przyjmuję twoje warunki. 

Kristina,  nieco  zdumiona  napięciem  panującym  między  bratem  a  Julią,  postanowiła 

przejść do rzeczy. 

- W takim razie, zabieramy się do roboty. Po pierwsze, musimy nasz plan utrzymać w 

tajemnicy. Jeśli dowie się ktoś jeszcze, wszystko się wyda. 

-  Zaraz  zadzwonię  do  Sterlinga  -  oświadczył  Michael.  -  Chcę,  żeby  wszystko  było 

zapięte  na  ostatni  guzik  od  strony  prawnej.  Mógłbym  prosić  o  to  ojca,  ale  on  natychmiast 

wszystko wygada. Do Sterlinga mam absolutne zaufanie. 

- Ja też. - Kristina spojrzała na Julię, jakby ją chciała włączyć do rozmowy. - Wszyscy 

mamy  do  niego  zaufanie.  Sterling  Foster  jest  nie  tylko  naszym  adwokatem,  jest  prawie 

członkiem rodziny. Wygląda strasznie surowo, ale to uroczy człowiek. 

Julia  widywała  już  Sterlinga  Fostera  i  mogła  stwierdzić,  że  wyglądał  naprawdę 

surowo, ale nie miała pojęcia, czy był uroczy. Nie znała go od tej strony; może przy niej po 

prostu się nie wysilał. 

Michael i Kristina zaczęli omawiać dalsze szczegóły planu. Julii to nie interesowało; 

była  przecież  nic  nie  znaczącym  pionkiem  na  szachownicy.  Zaczęła  myśleć  o  Joannie  i  to 

przyniosło jej pewną ulgę. 

Dziwne  wrażenie,  że  uczestniczy  w  czymś  nierzeczywistym,  ogarnęło  ją  znowu 

następnego dnia podczas spotkania z adwokatem; doszło do niego po pracy, w sali konferen-

cyjnej położonej w końcu korytarza. Sterling Foster, władczy sześćdziesięcioletni prawnik  z 

grzywą siwych włosów, na wstępie obrzucił ją przenikliwym spojrzeniem. Następnie wyjął z 

teczki plik papierów i położył je przed Julią. 

-  Proszę  przeczytać  i  trzy  razy  podpisać  w  zaznaczonych  miejscach  -  powiedział 

sucho. 

Julia rzuciła okiem na leżące na stole kartki. 

- Nie muszę tego czytać. 

Była głodna i zmęczona i chciała jak najszybciej skończyć tę komedię. Nie zamierzała 

studiować tych papierzysk. 

-  Proszę  mi  tylko  pokazać,  gdzie  mam  podpisać  -  dodała  znużonym  głosem.  - 

Podpiszę, gdzie trzeba i na tym koniec. 

background image

-  A  potem  pozwiesz  nas  do  sądu  i  zażądasz  odszkodowania  za  umowę  podpisaną  w 

warunkach urągających poprawności prawnej, tak? - warknął Michael. - Masz nas za idiotów? 

Poczuła  na  sobie  uważne  spojrzenie  adwokata  i  ze  zdziwieniem  spostrzegła,  że 

Sterling Foster się uśmiecha. 

- Proszę nie odpowiadać - ostrzegł ją. - Oskarży panią o zniesławienie. 

-  I  wygram  -  oświadczył  Michael  takim  tonem,  że  jego  własny  adwokat  z 

westchnieniem wzniósł oczy do nieba. - Nie wolno bezkarnie obrażać ludzi. 

Cały  dzień  był  nieznośny.  Czepiał  się  wszystkiego,  krytykował  każdy  jej  gest. 

Wszystko, co robiła lub proponowała zrobić, było nie tak jak trzeba. Zupełnie jakby pierwszy 

dzień pracowali razem i wątpiąc w jej umiejętności, musiał naprawiać jej rozliczne gafy. Nie 

zamierzała  dłużej  tolerować  jego  zachowania,  przynajmniej  nie  teraz,  po  godzinach  pracy. 

Spojrzała na niego z wyższością. 

- Doprawdy? Nie wiedziałam. To coś zupełnie nowego. Jak ty na to wpadłeś? 

Odwróciła  wzrok  i  zapatrzyła  się  w  ścianę,  jakby  gładka  biel  była  dla  niej  znacznie 

bardziej  interesująca  niż  wykrzywiona  gniewem  twarz  szefa.  Mecenas  Foster  niespokojnie 

poruszył się na krześle. 

- Pani pozwoli, że pokrótce streszczę jej ten dokument  - rzekł pojednawczo, zupełnie 

jakby rozumiał powody jej zniecierpliwienia. 

Michael na chwilę opuścił pokój i Julia ze Sterlingiem zostali sami. 

- Spędziliśmy wczoraj nad tym cały wieczór. Nic dziwnego, że Michael nie chce tego 

jeszcze raz słuchać. 

Julia  pokiwała  głową  ze  zrozumieniem.  Groźny  Sterling  Foster  wydał  jej  się  nagle 

całkiem miły. Pobieżnie przejrzeli kolejne strony kontraktu; sporządzony perfekcyjnie, szcze-

gółowo  obejmował  wszystkie  ewentualności,  zabezpieczając  interesy  obu  stron.  Julia,  za 

wymienione  w  odpowiednim  punkcie  wynagrodzenie,  zobowiązywała  się  do  wykonania 

określonych  czynności.  Wszystko,  co  wykraczało  poza  nie,  miało  być  objęte 

ekstragratyfikacją. W przypadku zaś, gdyby ujawniła komuś, że jej zaręczyny z Michaelem są 

farsą,  musiałaby  zwrócić  całą  otrzymaną  sumę  oraz  zapłacić  karę  za  niedotrzymanie 

warunków umowy. 

Michael  zajrzał  do  sali,  a  ujrzawszy,  że  skończyli  już  lekturę,  wszedł  do  środka. 

Obrzucił Julię wyniosłym spojrzeniem. 

- I co ty na to? 

- Doskonała robota. Kontrakt przewiduje wszystkie okoliczności. 

Sterling Foster pośpieszył z wyjaśnieniami. 

background image

- Zawsze się tak robi. Sprawy finansowe między dwojgiem ludzi wymagają pewnej... 

hm, dokładności. Zwłaszcza wyraźnie widać to przy rozwodach, chociaż Michael  nigdy  nie 

dał mi takiej szansy. Od tej historii z Delilah de Silva jakoś nie myśli o małżeństwie. - Starszy 

pan  zmarszczył  krzaczaste  brwi  i  spojrzał  na  Michaela.  -  Powinieneś  nareszcie  zmienić 

zdanie, nie wszystkie kobiety są takie jak twoja matka i Delilah. Na przykład, pani Chandler. 

Pracujesz z nią od ponad roku i nie zauważyłeś, że jest zupełnie inna? 

Michael milczał. W sali zapanowała krępująca cisza. 

- Kto to jest Delilah de Silva? - zapytała Julia. 

-  Nie powinno cię to obchodzić  - sucho odparł Michael, ale  jego adwokat  był  innego 

zdania. 

-  Oczywiście, że powinno, skoro ma zostać twoją narzeczoną. Kiedyś ktoś ją  może o 

to zapytać, w sumie to był przecież głośny romans. Mogę się założyć, że prędzej czy później 

dotrą do niej  jakieś żarty  na ten temat. Julia  musi wiedzieć o wszystkim,  jak na prawdziwą 

narzeczoną przystało. 

Michael dłuższą chwilę zwlekał. 

-  Dobrze  -  oświadczył  w  końcu.  -  Przed  laty  miałem  romans  z  kobietą  nazwiskiem 

Delilah de Silva. Nie ma to w tej chwili większego znaczenia, ale skoro Sterling przywiązuje 

do tego tak wielką wagę, bardzo proszę, mówię, jak było. 

Mówił nie patrząc na nią, ona jednak patrzyła prosto na niego. 

-  Mam  nadzieję,  że  nikt  nie  będzie  mnie  szczegółowo  odpytywał  z  tego  rodzaju 

historii - powiedziała. 

Sterling zadumał się na chwilę. 

- To była bardzo piękna kobieta - rzekł takim tonem, jakby nadal widział ją przed sobą 

-  ale  nade  wszystko  kochała  pieniądze.  Zamiast  serca  miała  bankowy  sejf,  a  w oczach  złote 

monety. Biedny Mike miał wtedy dwadzieścia jeden lat, Delilah była pięć lat od niego starsza. 

Oczarowała go i omotała, a on w swojej młodzieńczej naiwności zaufał jej. Przez pewien czas 

byli zaręczeni. 

Michael obrzucił go piorunującym wzrokiem. 

- Mógłbyś się łaskawie zamknąć? Julii to nie obchodzi. Podpiszmy wreszcie te papiery 

i chodźmy do domu. 

Julia nie mogła od niego oderwać wzroku; cała ta historia zafascynowała ją i sprawiła, 

że opary nierzeczywistości jakby się rozwiały. 

- Miałeś tylko dwadzieścia jeden lat? I zaręczyłeś się z kobietą o pięć lat starszą?  - W 

jej głosie zabrzmiało niedowierzanie. 

background image

Przypomniała sobie nieopierzonych studentów z sąsiedztwa i myśl, że ona albo któraś 

z  jej  koleżanek  mogłaby  się  związać  z  kimś  tak  dziecinnym,  wydała  jej  się  niepra-

wdopodobna. 

-  To  nie  trwało  długo.  -  Michael  wyraźnie  próbował  zbagatelizować  rewelacje 

Sterlinga.  -  Zaręczyliśmy  się po kilku tygodniach znajomości, a potem to... nieporozumienie 

się skończyło. 

- Ale sporo cię kosztowało - prychnął Sterling. - Kiedy Michael, jakby to powiedzieć, 

wreszcie się na niej poznał i zrozumiał, o co jej naprawdę chodzi, postanowił się z nią rozstać, 

ale  ona  niełatwo  dała  za  wygraną.  Wystawiła  nam  słony  rachunek  za  swoje  zawiedzione 

nadzieje,  szkody  psychiczne  i  zmarnowane  życie.  Poradziłem  Michaelowi  zapłacić  jej,  ile 

żąda,  i  odczepić  się  od  niej  raz  na  zawsze.  -  Postukał  wiecznym  piórem  w  lśniący  blat 

wielkiego stołu. - Swoją drogą ciekawe, ilu jeszcze facetów oskubała do tej pory... 

- Pewnie wyspecjalizowała się w czarowaniu niedoświadczonych dwudziestolatków... 

- rzekła cicho Julia. 

Sterling skinął głową. 

- Chyba tak. Tylko bardzo młody człowiek mógł się nabrać na jej sztuczki. Dla mnie 

od początku wszystko było jasne. 

-  Nazywała się Delilah, podobnie  jak Dalila z Biblii. To dość znaczące  imię, niezbyt 

dobrze wróży... 

Sterling uśmiechnął się. 

- Słuszna uwaga. Panna de Silva bardzo pasuje do swego imienia, albo ono do niej. 

Michael postanowił przerwać ich uczone dywagacje. 

- Jej imię nie ma tu nic do rzeczy, nie to było dla mnie ważne. Miałem dwadzieścia lat 

i koniecznie chciałem wierzyć, że nie wszystkie kobiety lecą tylko na pieniądze. 

Sterling ze zrozumieniem kiwnął głową. 

- Tak jak twoja matka. 

-  I  dlatego  wybrałeś  znacznie  od  siebie  starszą  kobietę,  wyraźnie  zainteresowaną 

materialnym aspektem sprawy? - Julia przez chwilę w milczeniu wpatrywała się w Michaela. 

To  wszystko  wyglądało  jak  przykład  z  podręcznika  dla  studentów  pierwszego  roku 

psychologii. - Myślę, że chodziło o coś zupełnie innego. Chciałeś sobie dowieść, że wszystkie 

kobiety są właśnie takie jak twoja matka, dlatego wybrałeś Delilah, która była tak bardzo do 

niej podobna. Wszystko to, oczywiście, podświadomie. 

Michael skrzywił się z niesmakiem. 

background image

-  Bardzo  proszę,  nie  udawaj  znawczyni  ludzkiej  duszy.  Taka  domorosła  psychologia 

jest,  według  mnie,  po  prostu  komiczna.  Zwłaszcza  u  kogoś,  kto  nie  ma  o  tych  sprawach 

pojęcia. 

Ona nie ma pojęcia o psychologii! On chyba niezbyt dokładnie czytał jej papiery! 

- Zrobiłam licencjat z psychologii - zaprzeczyła z godnością - i przez rok odbywałam 

praktyki w poradni. 

- Tym gorzej. Powierzchowna wiedza jest gorsza niż niewiedza. 

Sterling podniósł dłonie uspokajającym gestem. 

-  Przestańcie,  Michael  nie  lubi  o  tym  mówić.  Nikt  nie  lubi,  jak  mu  przypominać,  że 

dał się wyprowadzić w pole. Dość już o tym. Przejdźmy teraz do sprawy pierścionka... 

- Jakiego pierścionka? - spytała zdezorientowana. 

Nie  bardzo  wiedziała,  o  co  chodzi;  w  kontrakcie  nie  było  mowy  o  żadnym 

pierścionku. Gdy mecenas Foster wyjął z teczki następny plik papierów, jęknęła. 

- Znowu jakieś dokumenty? Traktat wersalski był chyba mniej skomplikowany... 

Sterling spojrzał na Michaela. 

- Masz pierścionek? 

- Jest w biurku, zaraz go przyniosę. Gdy wyszedł, prawnik spojrzał na Julię z prośbą w 

oczach. 

- Trzeba go zrozumieć. Jest taki czujny i podejrzliwy, bo już raz się sparzył. 

Uśmiechnęła się z goryczą. 

- Są jednak granice, za którymi zaczyna się paranoja. 

- Pochyliła się ku niemu i lekko ściszyła głos. - Ale to nieważne. Chciałabym z panem 

porozmawiać o czymś innym, to bardzo osobista sprawa. Honorarium proszę sobie potrącić z 

sumy, która jest dla mnie przewidziana w umowie. 

Sterling Foster cofnął się skonsternowany. 

-  Nie  mogę  reprezentować  w  jednej  sprawie  obu stron, to  byłby  przypadek  konfliktu 

interesów. 

-  Nie wchodzi w grę żaden konflikt  interesów  -  uspokoiła go Julia.  -  Chciałam tylko 

prosić o przekazanie przewidzianej dla mnie sumy wprost na konto ośrodka rehabilitacyjnego, 

w którym przebywa  moja siostra. Na wszelki wypadek, gdyby coś  mi się stało, wolałabym, 

żeby te pieniądze już się tam znajdowały. 

Na zwykle nieprzeniknionej twarzy Sterlinga Fostera pojawił się cień zdziwienia. Julia 

pobieżnie  wprowadziła  go  w  swoje  rodzinne  sprawy,  chcąc  wszystko  załatwić  przed 

powrotem Michaela. 

background image

-  Zrobię to z przyjemnością  i  bez dodatkowych opłat  -  oznajmił  adwokat poważnie  i 

spojrzał na Julię z sympatią. 

-  Myślę  jednak, że powinna pani powiedzieć Michaelowi o siostrze i o obowiązkach, 

jakie ma pani względem niej. On nie ma o niczym pojęcia. 

Julia skinęła głową. 

-  Rozumiem.  Jest  przekonany,  że  doskonale  zna  powody  mojej  decyzji.  Widzi  we 

mnie chciwą babę, gotową zrobić wszystko dla pieniędzy. Można powiedzieć, że coś w tym 

jest, prawda? 

-  Nic  podobnego!  -  zaprzeczył  Sterling.  -  Michaelowi  bardzo  by  się  przydała  taka 

lekcja.  Dowiedziałby  się,  że  nie  wszystkie  kobiety  lecą  na  pieniądze,  że  ludzie  miewają 

jeszcze  inne  motywy  działania  i  że  na  świecie  istnieje  coś  takiego  jak  współczucie, 

bezinteresowna  miłość  i  międzyludzka solidarność. To doskonała okazja, żeby  mu udowod-

nić, że nie ma racji. 

Julia dumnie uniosła głowę. Nie zamierza wykorzystywać rodzinnej tragedii po to, by 

prostować ścieżki tego zapatrzonego w siebie faceta. 

- Nie - oświadczyła. - Nie ma żadnego powodu, żeby mu mówić o Joannie, jej też nie 

wspomnę  o  tej  historii.  W  ośrodku  pacjenci  oglądają  tylko  pewne  określone  programy 

telewizyjne. Uprzedzę lekarzy, żeby jej nic nie mówili o moich zaręczynach. 

- Nie wolno sugerować, że to tylko pozorne - ostrzegł ją Sterling. 

Uśmiechnęła się do niego. 

-  Mój adwokat  uprzedził  mnie  już o odpowiedzialności karnej w przypadku, gdybym 

komukolwiek wyjawiła tę tajemnicę. 

- Żałuję, że Michael nie może poznać prawdy - westchnął Sterling, zbierając papiery. - 

Dobrze  by  mu  to  zrobiło.  Przy  okazji,  bardzo  przepraszam  za  część  punktów  tej  umowy. 

Zdaję sobie sprawę, że są obraźliwe, ale mój klient bardzo nalegał na niektóre sformułowania. 

Muszę  przyznać,  że  jest,  jakby  to  powiedzieć,  uczulony  na  pewne  sprawy.  Kobiety  i 

pieniądze... Sama pani zresztą rozumie, miał przykre doświadczenia i do tej pory nie potrafi 

ich przezwyciężyć. Teraz, kiedy dowiedziałem się o siostrze i lepiej rozumiem pani sytuację, 

jestem pełen... 

-  Jako  mój  adwokat  jest  pan  zobowiązany  do  zachowania  tajemnicy  -  przerwała  mu 

Julia. - Proszę ani słowem nie wspominać mu o Joannie. 

Adwokat głęboko westchnął. 

-  Dobrze,  ale  wolałbym  mieć  pani  pozwolenie  na... Przerwał  na  widok  wchodzącego 

Michaela. 

background image

- Oto pierścionek. - Michael położył safianowe pudełeczko przed Julią. 

Ponieważ  po  nie  nie  sięgnęła,  sam  je  otworzył  i  wyjął  złoty  pierścionek  z  wielkim 

rubinem. 

-  Dostałem  go  od  babki,  dała  mi  go  dla  mojej  przyszłej  żony,  a  ponieważ  nie 

zamierzałem  się  żenić,  a  sam  go  nosić  nie  mogę...  -  Uśmiechnął  się  złośliwie.  -  Przeleżał  u 

mnie,  a  teraz  jest  jak  znalazł.  Cała  rodzina  wie,  że  go  dostałem,  więc  musi  się  znaleźć  na 

palcu mojej narzeczonej. Przymierz, trzeba będzie go chyba dopasować. 

Wzięła  od  niego  klejnot,  nie  mogąc  powstrzymać  drżenia  dłoni,  i  wsunęła  na 

serdeczny palec lewej ręki. 

-  Niesamowite!  Zupełnie  jakby  zrobiono  go  dla  niej!  Michael  chłodnym  wzrokiem 

obrzucił swego adwokata. 

-  Nie  ma  w  tym  nic  nadzwyczajnego,  to  po  prostu  najczęściej  spotykany  rozmiar. 

Przejdźmy do rzeczy. 

Ruchem  dyrygenta  kierującego  orkiestrą  sięgnął  po  kolejne  papiery  i  zaczął  je 

przeglądać. Wzrok, jakim obrzucał kartki, pozwalał przypuszczać, że nieprędko skończy. 

- Jestem strasznie głodna... - jęknęła Julia, ale nie raczył nawet na nią spojrzeć. 

W  końcu  pozwolił  Sterlingowi  streścić  jej  aneks  dotyczący  pierścionka 

zaręczynowego. Klejnot pozostawał jego wyłączną własnością i Julia miała go zwrócić, gdy 

tylko komedia z zaręczynami się skończy. Gdyby próbowała go zatrzymać albo uzyskać jakąś 

sumę  za  jego  zwrot,  zobowiązana  jest  oddać  w  całości  sumę  otrzymaną  za  wymienioną  w 

umowie „przysługę”. Julia bez słowa złożyła swój podpis we wskazanych miejscach. 

-  Zupełnie  jakbym  załatwiał  sprawy  twoich  rodziców,  Michael  -  mruknął  Sterling.  - 

Pełne  zabezpieczenie  wszelkich  roszczeń,  kary  pieniężne,  zadatki  i  nadpłaty...  Nie  mogę 

powiedzieć,  że  mi  się  to  podoba,  ale  ty  jesteś  do  takiego  języka  przyzwyczajony  od 

dzieciństwa. 

-  Takie  sprawy  przechodzą  z  pokolenia  na  pokolenie  -  szepnęła  Julia,  znowu 

przypominając sobie studia. 

Michael spiorunował ich wzrokiem. 

-  Nie  bardzo  mi  się  podobają  te  wasze  uwagi.  Jeszcze  mniej  podobała  mu  się 

sympatia, jaka się między nimi nawiązała; wyczuł to zaraz po powrocie do sali. Śmieszne, ale 

czuł się tak, jakby nagle wyrzucili go poza nawias całej sprawy. Wiedział, że to niemożliwe, 

ale przykre uczucie nie ustępowało. 

-  Aneks  został  tak  sformułowany  -  wyjaśnił  nie  wiadomo  komu,  bo  przecież  nie 

Sterlingowi,  który  sam  sporządził  dokument,  ani  Julii,  bo  nie  wydawała  się  tym  zain-

background image

teresowana  -  ponieważ  nie  chcę  mieć  kłopotów,  kiedy  ta  cała  komedia  się  skończy.  Moja 

babka  chciała,  żeby  ten  pierścionek  pozostał  w  rodzinie,  więc  zamierzam  go  potem 

podarować którejś z moich sióstr albo siostrzenic z zastrzeżeniem, że ma być dziedziczony w 

linii żeńskiej. W ten sposób wszystko odbędzie się zgodnie z wolą babki. 

- O jednym tylko zapominasz - zauważył lekko rozdrażniony Sterling. - Kate życzyła 

sobie,  żeby  go  nosiła  twoja  żona.  Miała  nadzieję,  że  kiedyś  znajdziesz  kobietę,  którą 

pokochasz  i  której  zaufasz.  Znała  twoje  poglądy  i  uprzedzenia,  a  fakt,  że  ci  dała  ten 

pierścionek,  ma wymowę symboliczną. Zależało jej  na twoim życiu, a nie na tym, żeby ten 

pierścionek pozostał w rodzinie. 

- A mnie zależy właśnie na tym - oznajmił Michael. Sterling zacisnął wargi. 

-  Gdyby  Kate  chciała  go  dać  twoim  siostrom  -  syknął  -  zrobiłaby  to  sama.  Ten 

pierścionek jest przeznaczony dla twojej żony, a z czasem dla twojej córki. 

Julia  w  milczeniu  patrzyła  na  ciemną  bruzdę  rysującą  się  na  czole  Michaela,  jego 

posępne  spojrzenie  i  determinację.  Kate  Fortune  musiała  być  nie  lada  optymistką,  jeśli 

naprawdę  wierzyła,  że  pewnego  dnia  jej  wnuk  kogoś  poślubi.  Perspektywa,  że  na  świecie 

wkrótce zapanuje powszechna miłość i pokój, wydała jej się nagle bardziej realna... 

Michael wyjątkowo całkowicie się z nią zgadzał. 

-  Niektóre  prezenty  mojej  babki,  niestety,  bywały  chybione,  i  tak  właśnie  jest  w 

przypadku tego pierścionka. Chociaż trzeba przyznać, że nieraz  miała wyjątkowe wyczucie. 

Na przykład, kiedy podarowała mojemu bratu to ranczo w Wyoming. Kyle znalazł tam swoje 

miejsce na ziemi. 

Sterling spojrzał na niego spod oka. 

-  Kyle  przede  wszystkim  znalazł  odpowiednią  kobietę,  i  tego  właśnie  dla  ciebie 

pragnęła twoja babka. 

Michael uśmiechnął się cynicznie. 

-  Jak  na  prawnika,  zrobiłeś  się  strasznie  romantyczny.  Może  dlatego  tak  świetnie 

zgadzacie się z Julią. Ona też wierzy w miłość, która przywraca sens życiu, prawda, Julio? 

-  Tak  -  odparła  łagodnie  -  a  jeśli  to  nie  pomaga,  trzeba  stosować  terapię  grupową.  - 

Potem  przeniosła  wzrok  na  Sterlinga  Fostera.  -  Jeśli  to  wszystko, to  chciałabym  już  iść  do 

domu. 

Prawnik  skinął  głową.  Julia  zdjęła  z  palca  pierścionek  i  włożyła  go  z  powrotem  do 

pudełka. 

-  Będę  go  nosiła  tylko  w  twojej  obecności  -  rzekła  do  Michaela.  -  Obawiam  się,  że 

mogłabym go zgubić albo uszkodzić. 

background image

Wstała, skinęła im głową i wyszła. 

-  Jaka  ostrożna,  widać,  że  nie  zmarnuje  ani  grosza  z  fortuny,  na  którą  się  załapała  - 

mruknął złośliwie Michael, spoglądając za nią. 

Sterling przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią. 

-  Gdybyś  był  naprawdę  tak  bystry,  za  jakiego  się  uważasz  -  powiedział  w  końcu  - 

zrobiłbyś, co trzeba, i babka byłaby z ciebie zadowolona. 

Michael  zauważył,  że  Sterling  mówi  o  Kate  w taki  sposób,  jakby  wcale  nie  umarła. 

Sam przez wiele tygodni tak właśnie myślał, nie mogąc się pogodzić z jej śmiercią. Wiedział, 

że Kate, kiedy owdowiała, bardzo zaprzyjaźniła się ze Sterlingiem. Michaelowi nagle zrobiło 

się żal starego adwokata. 

Wziął ze stołu pudełko i zapatrzył się w rubinowy kamień. Kto by pomyślał, że jego 

babka, kobieta przedsiębiorcza, trzeźwa i mocno stąpająca po ziemi, podaruje mu pierścionek 

w nadziei, że znajdzie prawdziwą miłość... 

Skrzywił się. 

- Właśnie zrobiłem, co trzeba, mój drogi - wycedził. - Z taką umową nic mi nie grozi, 

a Julia jest wystarczająco mądra, żeby to wiedzieć i nie próbować żadnych sztuczek. 

Sterling Foster schował papiery do teczki i głośno zatrzasnął zamek. 

- Jesteś głupi jak but, mój drogi - powiedział z przekąsem i szybkim krokiem opuścił 

salę konferencyjną. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

-  Czy  Julia  powiedziała,  dlaczego  zgodziłem  się  na  ten  wywiad?  -  zapytał  Michael, 

kiedy Faith Carlisle wraz z objuczonym sprzętem kamerzystą zjawili się w jego apartamencie. 

Faith  spojrzała  na  niego  zaczepnie;  jej  nieskazitelna  blond  fryzura,  przylegająca  do 

głowy niczym hełm, robiła wrażenie czegoś, co oprze się każdemu sztormowi. 

-  Owszem.  Wspomniała,  że  się  zaręczyliście  i  nasza  rozmowa  ma  zakończyć  całą  tę 

historię z listą kawalerów. 

- Tak, chcę raz na zawsze skończyć z tym absurdem. Stanowczość jego głosu mało ją 

obeszła. 

- Czy właśnie dlatego postanowiliście tak nagle się zaręczyć? 

Michael  osłupiał;  ta  niesamowita  kobieta  ledwo  weszła  w  progi  jego  domu,  a  już 

zadała mu najtrudniejsze pytanie. 

- Oczywiście, że nie - odparł opanowanym głosem. - Bardzo to obraźliwe podejrzenie 

wobec nas. Powody naszych zaręczyn  są takie,  jak zwykle w podobnych przypadkach, ale o 

tym dokładniej powiemy w czasie wywiadu. 

Kamerzysta  zaczął  rozkładać  w  salonie  przyniesiony  sprzęt;  Faith  zamilkła.  Płynęła 

minuta za minutą. Michael spojrzał na zegarek. 

-  Julia  już  tu  powinna  być.  Nie  wiem,  dlaczego  się  spóźnia.  -  Zaczaj  nerwowo 

przemierzać wielką przestrzeń salonu, śledzony rozbawionym wzrokiem tamtych dwojga. 

-  To  do  niej  zupełnie  niepodobne.  -  Michael  znowu  zerknął  na  zegarek,  ale  ze 

zdenerwowania prawie nie widział cyfr. 

-  Julia  wcale  się  nie  spóźnia  -  zlitowała  się  nad  nim  wreszcie  Faith.  -  To  my 

przyszliśmy  nieco  wcześniej,  żeby  się  przygotować.  Zwykle  się  spóźniamy,  ale  ta  sytuacją 

jest wyjątkowa. Nie myślałam, że to będzie dla gospodarza takie kłopotliwe. 

- Kiedy się umawiam - wycedził Michael przez zęby - zamierzam rozpocząć spotkanie 

punktualnie. Nie później i nie wcześniej, tylko dokładnie o umówionej godzinie! 

Faith obrzuciła go znudzonym wzrokiem. 

- Przepraszamy za pośpiech - rzuciła. - Bardzo mi przykro. 

Wcale nie było jej przykro i doskonale o tym wiedział, dlatego rozzłościł się jeszcze 

bardziej. 

background image

-  Może  w  takim  razie  na  kilka  minut  wyjdziemy  i  wrócimy  o  umówionej  porze?  - 

zapytała Faith tonem, jakim zazwyczaj mówi się do rozkapryszonego, niezbyt rozgarniętego 

dziecka. 

Michael zauważył drwiące spojrzenie kamerzysty i przez chwilę się zastanawiał. 

-  Nie  ma takiej potrzeby  -  oświadczył wreszcie.  - Możecie tutaj zostać, a ja pójdę do 

swojego gabinetu. 

Wychodząc, usłyszał jeszcze jęk Faith. 

- Ale maruda! A do tego jak potrafi się opanować! 

Przez  chwilę  dumał,  jak  się  ustosunkować  do  tej  najkrótszej  charakterystyki  swojej 

osoby. Może i jest „marudą”, która potrafi się świetnie opanowywać, ale też i sytuacja trafiła 

mu  się  niecodzienna.  Ten  cały  wywiad  i  te  nieszczęsne  wymuszone  zaręczyny  każdego 

normalnego  człowieka  wyprowadziłyby  z  równowagi.  To  Julia  umówiła  ich  dzisiaj  na 

wywiad, ale pomysł, żeby wszystko odbyło się u niego w domu, wyszedł od Kristiny. 

-  Jeśli  będziecie z  nią rozmawiać w  biurze, natychmiast wejdziecie w swoje role  i w 

dalszym  ciągu  będziecie  sekretarką  i  szefem  -  oświadczyła  Kristina.  -  A  tak,  w  bardziej 

prywatnym miejscu, może uda wam się odegrać rolę zakochanych. 

Zgodził  się  dla  świętego  spokoju,  ale  teraz,  kiedy  ta  telewizyjna  harpia  w  hełmie 

jasnych  włosów  wtargnęła  do  jego  domu,  robiło  mu  się  niedobrze  na  samą  myśl  o  tym,  że 

będzie musiał przed nią udawać zakochanego! Oni będą grali komedię, a ta koszmarna baba 

będzie  oceniała  stopień  ich  wiarygodności!  Otarł  czoło  chusteczką.  Nie  miał  pewności,  czy 

się sprawdzi w roli narzeczonego. 

Fakt, że ekipa telewizyjna przybyła z dwudziestominutowym wyprzedzeniem, jeszcze 

wszystko pogorszył. Stracili z Julią jedyną okazję przygotowania się do wywiadu, omówienia 

pewnych kwestii, wejścia w rolę. Będą musieli improwizować... 

Dreszcz  przebiegł  mu  po  plecach.  W  pracy  też  nie  mieli  czasu  niczego omówić.  Od 

rana siedział na zebraniu i wyszedł z biura w godzinę po Julii. Sięgnął do kieszeni marynarki i 

wyjął  safianowe  pudełeczko.  Julia  będzie  musiała  tak  jakoś  włożyć  pierścionek,  żeby  ta 

podejrzliwa baba niczego nie zauważyła. W przeciwnym razie zaraz zacznie się zastanawiać, 

dlaczego jego narzeczona nie nosi pierścionka stale. 

Swoją drogą, ciekawe dlaczego Julia powiedziała, że będzie nosić pierścionek tylko w 

jego obecności?  Z  jakiego  powodu tak  się  uparła?  Te  jej  tłumaczenia,  że  boi  się  go  zgubić 

albo uszkodzić, są po prostu śmieszne. Gdyby w ogóle istniała taka ewentualność, umieściłby 

odpowiedni  punkt  w  umowie.  Nie  zrobił  tego,  bo  wie,  jak  jego  sekretarka  jest  sumienna. 

Przez czternaście miesięcy wspólnej pracy niczego nie zaniedbała i... 

background image

Rozległ się dźwięk dzwonka i Michael wypadł z gabinetu jak bomba. 

- To Julia! - krzyknął w stronę Faith i kamerzysty i sam zauważył, z jak ogromną ulgą 

to uczynił. 

- To ona nie ma klucza? - zapytała niewinnie Faith. Właściwie go nie zaskoczyła; z jej 

strony  spodziewał  się  wszystkiego.  Przyszła  przecież  tutaj,  żeby  podglądać  i  śledzić  każdy 

jego gest i  zadawać właśnie tego rodzaju podchwytliwe pytania. Przez sekundę  zastanawiał 

się, co by uczynił, gdyby  cała ta sytuacja  była prawdziwa. Nie  mógł wykluczyć, że  - mimo 

początkowego sprzeciwu - dałby swojej narzeczonej klucz do mieszkania. 

-  Julia  niedawno  zgubiła  swój  klucz  -  odparł  swobodnie,  zachwycony  własnym 

refleksem. - Właśnie zamówiliśmy nowy. 

-  Pewnie go jej odebrał, żeby  nie przychodziła za późno ani za wcześnie...  -  usłyszał 

komentarz Faith, kiedy ruszył ku drzwiom. 

Wywiad  się  jeszcze  nie  zaczął,  a  ta  kobieta  już  jest  do  niego  wrogo  nastawiona. 

Otworzył drzwi i w progu ujrzał Julię. 

- Witaj, kochanie! - Zarzuciła mu ręce na szyję i mocno się do niego przytuliła. 

Michael, nie przygotowany na takie powitanie, stał jak przysłowiowy słup soli. 

-  Zobacz,  ten  to  potrafi  być  wylewny...  -  dobiegło  go  z  salonu  i  jednocześnie  Julia 

zaczęła mu szeptać coś do ucha. 

- Zobaczyłam ich samochód przed domem - zrozumiał przez szum w uszach. - A teraz 

pocałuj mnie na niby. 

Nie wiedział,  jak się kogoś całuje na  niby, więc objął  ją  i zaczął całować  naprawdę. 

Poczuł  dotyk  jej  piersi  i  zapach  perfum.  Rozpoznał  produkt  własnej  firmy,  ale  nerwy  nie 

pozwoliły  mu  na  razie  ustalić  dokładnej  nazwy.  A  przecież  jako  szef  działu  produkcyjnego 

znał zapachy, kolory i opakowania wszystkich perfum jak własne nazwisko. Problem w tym, 

że gdyby go ktoś teraz zapytał, jak się nazywa, nie bardzo potrafiłby odpowiedzieć. 

Trzymał  w  ramionach  drobne  ciało  Julii,  całował  jej  usta  i  czuł,  jak  fala  pożądania 

ogarnia jego ciało. Była taka piękna i tak niesamowicie kobieca. Nie panując nad sobą, zaczął 

gładzić jej plecy. Julia wyprężyła się i poczuł, jak żar wypełnia jego serce. Oderwała się od 

niego nagłym ruchem i został samotny i pusty, jakby go opuściła organiczna część jego istoty. 

-  Witaj,  Faith!  -  krzyknęła  Julia  tak  entuzjastycznie,  jakby  widok  dziennikarki  był 

spełnieniem jej najskrytszych marzeń. 

Szybkim  krokiem  podeszła  do  kanapy,  a  Faith  i  kamerzysta  wstali,  by  się  z  nią 

przywitać. 

background image

-  Czuję  się,  jakbym  cię  znała  od  bardzo  dawna  -  ciągnęła  Julia.  -  Tak  często  w 

ostatnim czasie rozmawiałyśmy przez telefon. 

Spojrzała na stolik obok kanapy i malowniczo rozrzucone na nim ilustrowane pisma o 

sztuce,  tak  jak  je  tam  umieścił  dekorator  wnętrz.  Całe  mieszkanie  Michaela,  wymuskane  i 

bezosobowe,  robiło  wrażenie  dekoracji.  Mogłaby  się  założyć,  że  Michael,  odkąd  się 

wprowadził, nie przesunął ani jednego mebla. 

Interesowała go tylko praca i firma. 

-  Czy  Michael  zaproponował  wam  coś  do  picia?  -  zapytała  uprzejmie,  wchodząc  w 

rolę gospodyni. 

Nigdy  przedtem  nie  była  niczyją  narzeczoną,  ale  chyba  narzeczone  w  takich 

sytuacjach tak właśnie się zachowują... 

- Nie - odparła Faith. - Zrobiliśmy błąd, przychodząc dwadzieścia minut za wcześnie, i 

gospodarz miał ochotę zaproponować nam jedynie, żebyśmy się jak najszybciej wynieśli do 

diabła. 

Julia powiodła wzrokiem od Faith do Michaela. 

- Strasznie mi przykro. Przepraszam, że przyszłam tak późno. 

-  Trudno,  stało  się.  -  Faith  zmrużyła  oczy.  -  W  ten  sposób  zdobyliśmy  pierwszą 

informację  o  Michaelu  Fortune.  Wiemy  już,  że  jest  obsesyjnie  punktualny  i  tego  samego 

wymaga od innych. 

-  To  cecha  wszystkich  dyrektorów  -  szybko  wyjaśniła  Julia.  -  Nie  można  kierować 

wielkim działem, jeśli się nie posiadło tej umiejętności. Sama musisz coś o tym wiedzieć. 

- Dobra odpowiedź, brawo - pochwaliła ją nieco ironicznie dziennikarka. 

-  Czego się w takim razie  napijecie?  - Julia wróciła do roli gospodyni.  -  Co możemy 

im zaproponować, Mike? 

Słyszał  jej  głos,  widział  jej  pytające  spojrzenie,  a  mimo  to  nadal  stał  bez  ruchu. 

Kontakt  z  ciałem  Julii,  a  przede  wszystkim  jego  reakcja  na  jej  dotyk,  całkowicie  go  obez-

władniły.  Ta  rozgadana,  pewna  siebie,  śliczna  kobieta,  która  tak  swobodnie  radziła  sobie  z 

tymi  telewizyjnymi  gadami,  w  niczym  nie  przypominała  spokojniej,  wyciszonej  Julii,  którą 

znał. 

Patrzył  na  nią,  nie  wierząc  własnym  oczom.  Julia  w  krótkiej  spódniczce  i  obcisłej 

bluzce  wyglądała  jak  modelka.  Buty  na  wysokich  obcasach  nieco  ją  podwyższały  i  jeszcze 

wysmuklały  jej  zgrabną  sylwetkę.  Dawno  nie  widział  tak  atrakcyjnej  kobiety,  a  na  pewno 

nigdy  żadna  tak  go  nie  podniecała.  Zupełnie  jakby  jej  dotyk  obudził  go  do  nowego  życia  i 

background image

krew zaczęła szybciej krążyć mu w żyłach. Porównanie z wiosną, która nadeszła wreszcie po 

bardzo długiej i mroźnej zimie, narzucało się samo... 

Niezręczna cisza  i  naglące spojrzenie Julii wyrwały go z letargu. Nie potrafił  jednak 

odpowiedzieć, bo zapomniał, o co pytała. 

-  Może  coś  zimnego?  Mrożona  herbata  albo  jakiś  sok?  -  W  uprzejmym  głosie  Julii 

pojawił się lekki niepokój. 

Michael nie mógł oderwać od niej wzroku. Przy ogólnym zaskoczeniu i oczarowaniu 

dopiero teraz spostrzegł, że Julia również zmieniła fryzurę. Zamiast tego koszmarnego koczka 

miała teraz rozpuszczone włosy, ujmujące w ramę jej śliczną twarz. 

-  Napijmy  się  byle  czego  i  zaczynajmy  -  oświadczyła  energicznym  tonem  Faith, 

zdumionym spojrzeniem wodząc za wzrokiem Michaela. - Najpierw Ken zrobi ogólny widok 

salonu z najazdem na okno, żeby ująć ten fantastyczny widok miasta z tymi światłami, potem 

kamera  pójdzie  na  kominek  i  wreszcie  zsunie  się  na  was,  siedzących  na  kanapie.  Michael, 

bądź łaskaw... 

Julia  wstrzymała  oddech.  Michael  wciąż  stal  w  progu  salonu  jak  pogrążony  w 

hipnotycznym śnie. Dlaczego on nic nie mówi? Ona robi, co może, żeby to jakoś wypadło, a 

on stoi w drzwiach i patrzy na telewizyjną ekipę w takim osłupieniu, jakby Faith i Ken byli 

parą kosmitów, którzy nagle spadli z nieba. 

- Tak, teraz albo nigdy - powiedział bez sensu i ruszył ku nim. Miał na sobie ten sam 

garnitur  co  w  pracy,  śnieżnobiałą  koszulę  i  jedwabny  krawat.  Wyglądał  niesłychanie 

elegancko i kompletnie nieprzystępnie. 

Julia  spojrzała  na  Faith;  z  twarzy  dziennikarki  wyczytała,  że  nie  jest  dobrze.  Taka 

stara  wyga  jak  Faith  Carlisle  nigdy  się  nie  nabierze  na  coś  takiego.  Na  pierwszy  rzut  oka 

widać, że ktoś taki jak Michael Fortune znajduje się całkowicie poza zasięgiem kogoś takiego 

jak Julia Chandler. Jest zbyt przystojny, za bogaty i zbyt wymagający, żeby się związać z taką 

szarą myszką. Zrobiło jej się nagle strasznie przykro. 

Kamera ruszyła i Michael usiadł obok Julii na kanapie. 

-  Trochę  jestem  zaskoczony  tym  wywiadem  -  rzekł  opanowanym  już  głosem.  - 

Przepraszam, jeśli byłem niezbyt uprzejmy. 

Ujął  rękę  Julii  i  lekko  ją  uścisnął.  Julia  drgnęła.  Wtedy,  podczas  ich  „czułego” 

powitania  w  drzwiach,  była  zbyt  spięta  i  zdenerwowana,  żeby  cokolwiek  odczuwać.  Teraz 

dotyk Michaela sprawił, że serce zaczęło jej bić jak szalone; nie mogła powstrzymać drżenia. 

background image

Michael  wyczuł  jej  przerażenie  i  napotkał  czujny  wzrok  Faith.  Patrzyła  na  nich  jak 

syty kot, który spokojnie czatuje na  mysz, bo i tak wie, że nieszczęsna, prędzej czy później 

wysunie się z norki i wpadnie w jego łapy. 

Niedoczekanie! On  nie  jest bezbronną  myszką  i  nie stanie się  łupem tej telewizyjnej 

harpii! Nie na darmo pochodzi z potężnej rodziny; Fortune'owie nigdy się nie poddają! Julia 

zrobiła dobry początek, a teraz on poprowadzi batalię do zwycięskiego końca. Zdecydowanie 

objął ramieniem swoją „narzeczoną”. 

- Oboje z Julią bardzo cenimy sobie prywatność. Rozmowa przed kamerami o naszych 

sprawach bardzo nas peszy. Prawda, kochanie? 

Uniósł jej rękę i leciutko ucałował koniuszki palców. 

Jeśli  chcesz  dobrze  zagrać,  musisz  wejść  w  skórę  tej  osoby  i  po  prostu  się  nią  stać, 

przypomniała  sobie  Julia  wskazania  swojej  współlokatorki.  Jen  nauczyła  się  tego  w  szkole 

teatralnej i dziś wieczorem przekazała część swojej wiedzy Julii. 

-  Aktor musi wejść w rolę całym  sobą  - oświadczyła patetycznie Jen.  -  Musi  myśleć, 

oddychać,  ruszać  się  i  żyć  jak  postać,  którą  gra.  Przestaje  być  sobą  i  staje  się  innym 

człowiekiem. 

Na szczęście, zaabsorbowana własnymi słowami, nie zapytała Julii, skąd to jej nagłe 

zainteresowanie aktorskimi technikami. 

Jen  ma  rację,  przemknęło  Julii  przez  głowę.  Kiedy  wchodziłam,  nie  byłam  sobą, 

wczułam  się  w  rolę  i  dlatego tak  dobrze  mi  poszło,  a teraz  znowu  stałam  się  dawną  Julią  i 

dlatego tak się  boję. Muszę odrzucić starą skórę i stać się  innym człowiekiem  - narzeczoną 

Michaela. 

A  jego  narzeczona  musi  być  przede  wszystkim  osobą  pewną  siebie  i  doskonale  nad 

sobą  panującą.  Wzięła  głęboki  oddech  i...  weszła  w  rolę.  Wytrzyma  w  niej  tak  długo,  jak 

będzie  trzeba;  będzie  narzeczoną  Michaela  przez  cały  czas  pobytu  tych  ludzi  w  jego 

mieszkaniu. 

Uniosła dłoń Michaela i przytuliła ją do policzka. 

- Wolimy być sami - szepnęła czule. - Sami, tylko we dwoje... 

Tę kwestię przejęła żywcem z jakiegoś ilustrowanego pisma o sławnych ludziach. W 

oczach  Faith  dostrzegła  zniecierpliwienie;  prawdopodobnie  dziennikarka  czytała  ten  sam 

magazyn. 

- Nasi widzowie  na pewno są ciekawi,  jak się poznaliście. Julia  i Michael wymienili 

znaczące spojrzenia. 

- Ty im opowiedz, Julio. 

background image

- Nie, sam im opowiedz. Ty to zrobisz najlepiej, Mike. 

Obdarzyła  go  uśmiechem,  jaki  zwykle  mają  żony  prezydentów  tuż  po  wygranych 

wyborach. Była w nim miłość, podziw i bezwarunkowe oddanie. 

Michael poprawił się na kanapie. 

-  Jak  wiadomo,  Julia  pracuje  u  mnie  -  zaczął.  Miał  nadzieję,  że  wyręczy  go  i  sama 

opowie  jakąś  bajeczkę;  chyba  wystarczająco  dużo  jej  zapłacił,  żeby  nie  musieć  teraz  na 

poczekaniu  wymyślać  jakichś  bzdur.  -  Przyszła  do  mnie  -  ciągnął  pewnym  głosem  -  na 

rozmowę  wstępną,  miała  bardzo  dobre  kwalifikacje,  więc  ją  zaangażowałem.  Potem... 

zaczęliśmy pracować i tak jakoś, z miesiąca na miesiąc... w końcu się zaręczyliśmy. 

Spojrzenie Faith powiedziało mu, że sprawdzian wypadł słabo. 

- I to wszystko? Dosyć to prozaiczne. 

Szkoda, że nie wziął przedtem kilku lekcji u Jen. Zupełnie nie potrafi wczuć się w rolę 

i gotów jeszcze zawalić całe przedstawienie. Julia postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. 

- Mike trochę to wszystko uprościł - zaszczebiotała. - Trudno mu o tym mówić, ale ja 

powiem  ci,  jak  było,  Faith.  Będę  z  tobą  zupełnie  szczera:  zakochałam  się  w  nim  od 

pierwszego wejrzenia. Kiedy go zobaczyłam, wiedziałam, że spotkałam mężczyznę swojego 

życia. Gdy mnie przyjął, byłam w siódmym niebie, bo wiedziałam, że odtąd będę go mogła 

codziennie widywać. 

Michael zwrócił ku niej wzrok. Jakie ona ma piękne oczy, szarobłękitne, i takie długie 

ciemne  rzęsy...  Kiedy  tak  na  niego  patrzy,  nie  można  nie  wierzyć  w  jej  słowa...  Omal  nie 

zerwał się z kanapy, przerażony tokiem własnego myślenia. 

- A Mike? - zapytała Faith. - U niego to też była miłość od pierwszego wejrzenia? 

-  Nie  -  zaprzeczyła  ze  smutkiem  Julia.  Nie  chciała  przesadzać;  są  granice 

wiarygodności, takie rzeczy nie zdarzają się nawet w tych pięknych romansach, które pisuje 

Rebeka Fortune. 

- Tak - przytaknął w tej samej chwili Michael. 

- Tak czy nie? Zdecydujcie się, proszę. - Faith wyraźnie się ożywiła. 

„Narzeczeni” spojrzeli na siebie przeciągle. 

- Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia, ale nie dałem tego po sobie poznać 

- wyjaśnił Michael. 

Dlaczego ona robi taką minę, jakby nie mogła w to uwierzyć? Przecież ta dziennikarka 

natychmiast to zauważy i sama nabierze wątpliwości! 

-  Dziś  po  raz  pierwszy  się  do  tego  przyznaję  -  dodał,  chcąc  jakoś  uprawdopodobnić 

niedowierzanie Julii. 

background image

- To bardzo miło, że tak mówisz, ale to nieprawda - stanowczo zaprzeczyła Julia. 

We wszystkim trzeba zachować umiar, nie wolno przedobrzyć ani przeciągnąć struny. 

Przecież  to  zupełnie  normalne,  że  taka  szara  myszka  jak  Julia  Chandler  od  pierwszego 

wejrzenia zakochuje się w swoim atrakcyjnym szefie; natomiast to, że on od razu traci głowę 

na jej widok, zakrawa na czystą fantazję. 

-  Michael,  wspominając  nasze  pierwsze  spotkanie,  nakłada  swoje  obecne  uczucia  na 

ówczesne  emocje  -  wyjaśniła.  -  To  się  często  zdarza,  w  psychologii  mają  na  to  nawet  jakąś 

specjalną nazwę. Polega to na tym, że ludzie koloryzują przeszłość, bo teraźniejszość narzuca 

im wizję dawnych wydarzeń. Tak naprawdę nie zakochał się we mnie od razu, tylko po kilku 

miesiącach. 

- To nie jest żadne koloryzowanie przeszłości. - Michael nie zamierzał pozwalać jej na 

jakieś  tam  psychologizowanie.  -  Ja  chyba  sam  wiem  najlepiej,  kiedy  się  zakochałem,  a 

zakochałem  się  od  pierwszego  wejrzenia.  -  Miał  ochotę  jak  najszybciej  z  tym  skończyć.  - 

Pamiętam  nawet,  jak  byłaś  wtedy  ubrana.  Miałaś  na  sobie  szary  kostium,  białą  bluzkę  i 

półbuty, a uczesana byłaś w taki okropny koczek, którego po prostu nie znoszę! 

Nic  oczywiście  nie  pamiętał;  nic  dziwnego,  tego  dnia  przesłuchiwał  kilkanaście 

kandydatek. Opisał po prostu jej zwykły, codzienny ubiór, taki w jakim zawsze widywał ją w 

biurze. 

- A co ci się nie podoba w moim uczesaniu? - Julia spojrzała na niego z niekłamanym 

zdumieniem. 

Wyznał  to  tak  szczerze,  że  albo  naprawdę  nie  cierpi  jej  biurowej  fryzury,  albo  jest 

świetnym aktorem... 

- Nie znoszę takich koczków, lubię rozpuszczone włosy. 

Objął ją mocniej i przytulił. Poczuła jego udo przy swoim i lekko się poruszyła; Mike 

wzmocnił uścisk. Biło od niego ciepło i siła. 

- Taka fryzura - próbowała się bronić Julia - jest bardzo praktyczna w pracy. 

- Jak to się stało - zabrała głos wyraźnie rozbawiona Faith - że zakochałeś się w kimś, 

kto wyglądał tak mało atrakcyjnie, jak to właśnie opisałeś? 

-  To  bardzo  proste.  Zakochałem  się  w  niej  dlatego,  że  była  inna  i  nie  próbowała 

zwracać  na  siebie  uwagi  seksownym  ubraniem.  W  przeszłości  miałem  tego  aż  nadto.  Od 

pierwszej  chwili  zrozumiałem,  że  Julia  traktuje  swoje  obowiązki  poważnie,  że  przyszła  do 

mnie pracować, a nie mnie uwodzić. 

-  I  takie  to  na  tobie  zrobiło  wrażenie  -  powiedziała  z  namysłem  Faith  -  że  się  jej 

oświadczyłeś... 

background image

Nie musiała nic dodawać, cała ta historia nie trzymała się kupy. 

-  Tak  -  skinął  głową  Michael.  -  Tak  właśnie  było.  Zupełnie  jakby  wprowadzał  na 

rynek nowy produkt i z niepokojem czekał na opinię ekspertów. 

Faith nie spuszczała z niego oka. 

-  Jednym  słowem  -  wycedziła  -  dotąd byłeś otoczony wampami  i  nic cię  nie brało, a 

dopiero kiedy w twoim biurze pojawiła się skromna panienka, taki Kopciuszek... 

Julia przypomniała sobie niedawną rozmowę z Michaelem i postanowiła zabrać głos. 

-  Tylko  nie  to,  błagam!  W  dzisiejszych  czasach  żadna  kobieta  nie  zgodziłaby  się  na 

rolę Kopciuszka! Nie mówiąc o tym, że nie ma już książąt z bajki, pięknych i bogatych. 

-  Uważasz,  że  nie  jestem  piękny  ani  bogaty?  -  Michael  uśmiechnął  się  z  udaną 

swobodą. 

Spojrzała na niego tkliwie. 

- Nie o to chodzi, kochanie. Chciałam tylko powiedzieć, że wtedy, kiedy ty widziałeś 

we mnie samą skromność i prostotę, ja robiłam, co mogłam, żeby cię uwieść. 

Roześmiał się, tym razem szczerze, na samą myśl o skłonnościach Julii do uwodzenia 

kogokolwiek. 

- Nie zagrzałabyś u mnie długo miejsca, gdyby rzeczywiście tak było! 

Poczuł  do  niej  coś  w  rodzaju  wdzięczności  za  to,  że  tak  bardzo  się  stara  dobrze 

wypaść  w  narzuconej  sobie  roli.  Przytulił  ją  do  siebie  i  omal  nie  pocałował  w  czoło.  Julia 

poczuła zapach płynu po goleniu, „Drzewo Sandałowe”  firmy  Fortune, i zakręciło  jej się w 

głowie. 

Może to tylko sen? To nie może być rzeczywistość! Ale przecież tak jest: siedzi tutaj 

obok  niego,  czuje,  jak  Michael  ją  przytula,  a  wszystkie  jej  zmysły  dają  znać,  że  bardzo  in-

tensywnie  reagują  na  jego  obecność.  Może  za  bardzo  wczuwa  się  w  rolę?  Dobrze  zagrać 

określoną postać to jedno, ale zamienić się w nią i każdym nerwem odczuwać przewidziane 

scenariuszem  Emocje  to  zupełnie  co  innego!  To  bardzo  niebezpieczne,  można  przekroczyć 

linię dzielącą rzeczywistość od fikcji i... 

To  bicie  serca,  te  rumieńce,  te  drżące  dłonie  i  budzące  się  pożądanie  należą  do 

repertuaru  przeżyć  narzeczonej  Michaela,  a  nie  do  Julii  Chandler,  jego  sekretarki,  która 

dorabia po godzinach, siedząc tutaj na kanapie w jego mieszkaniu przed kamerą telewizyjną. 

Chyba powinna zrobić sobie przerwę i pozbierać rozproszone myśli. 

- Strasznie chce mi się pić, przepraszam, ale wezmę sobie szklankę wody. 

Zerwała  się,  umykając  z  objęć  Michaela.  Doskonały  pomysł  z  tą  szklanką  wody, 

chociaż pewnie zimny prysznic byłby lepszy... 

background image

Michael spojrzał w ślad za Julią, wybiegającą z pokoju poza zasięg kamery, i również 

wstał. 

- Przepraszam - rzucił swoim gościom - zaraz wracam. Przygotuję wam coś do picia. 

Dogonił Julię w drodze do jadalni. Pomieszczenie to, w porównaniu z gigantycznych 

rozmiarów  salonem,  było  niewielkie.  Pośrodku  królował  stół  i  sześć  krzeseł  w  orientalnym 

stylu. Pod ścianą stała wielka, stylizowana klatka dla ptaków. Julia odwróciła wzrok. 

-  Niepotrzebnie  za  mną  szedłeś  -  szepnęła.  -  Sama  znalazłabym  kuchnię.  Musi 

przylegać do jadalni. 

Michael skinął głową. 

-  Wyszedłem,  bo  nie  byłem  w  stanie  zostać  sam  na  sam  z  tą  harpią  i  tym  jej 

uśmiechniętym rekinem. Oni czują zapach krwi. Wyczuli go, zanim przyszłaś i teraz tylko idą 

tropem rannej zwierzyny. Chodź, kuchnia jest tutaj... 

Julia  rozejrzała  się  po  sterylnie  czystym  białoniebieskim  pomieszczeniu,  niezbyt 

udolnie okraszonym elementami mającymi przywodzić na myśl tradycyjne amerykańskie ku-

chnie.  Po  modernistycznym  salonie  i  orientalnej  jadalni,  folklor  w  kuchni  robił  wrażenie, 

jakby całe to wnętrze projektował ktoś... paranoidalnie eklektyczny. 

Uśmiechnęła się do siebie; chyba trafiła w sedno. 

-  Co  tak  patrzysz?  -  W  głosie  Michaela  zabrzmiało  coś  w  rodzaju  urazy.  -  Zupełnie 

jakbyś nagle wylądowała na Księżycu. 

-  Po  prostu  zachwycam  się  wystrojem  twojego  mieszkania.  Każdy  kolejny  pokój  to 

prawdziwa niespodzianka. 

Michael westchnął. 

-  Rozumiem,  nie  musisz  mówić  nic  więcej.  Rzadko  miewam  gości,  więc  już 

zapomniałem,  jakie  to  wrażenie  robi  na  ludziach.  Jesteś  bardzo  miła,  że  nazywasz  to 

niespodzianką,  ja  bym  to  raczej  nazwał...  schizofrenicznym  eklektyzmem.  To  dzieło  mojej 

matki. 

- Nie wiedziałam, że twoja matka jest dekoratorem wnętrz. 

Swoją drogą, musieli mieć podobne estetyczne upodobania, skoro niemal identycznie 

określili wystrój jego apartamentu. 

-  Nie  jest,  ale  ma  mnóstwo  przyjaciół  dekoratorów.  Przyjaznych  uczuć  starczyło  jej 

akurat  na  urządzenie  jednego  pomieszczenia.  Potem  dekorator odchodził,  a  na  jego  miejsce 

wkraczał inny, zaopatrzony w nową koncepcję. Potem wreszcie ich przegnałem i zostało tak, 

jak widzisz. 

- Bardzo interesujące... 

background image

-  Kristina  mawia,  że  moje  mieszkanie  przypomina  jej  odpowiedni  dział  domu 

towarowego. Dziękuję, że nie zapytałaś, dlaczego pozwoliłem matce je urządzać. 

Nie miała zamiaru pytać go o takie delikatne sprawy, ale Michael i tak jej to wyjaśnił. 

-  Moja  matka  jest  świetnym  manipulatorem.  Potrafi  w  ciągu  sekundy  przejść  od 

zachwytu do rozpaczy i z powrotem, i tak człowieka skołować, że nie wie, na jakim świecie 

żyje.  Postanowiłem  na  wszelki  wypadek  dać  jej  wolną  rękę  i  do  niczego  się  nie  wtrącać. 

Niech  sobie  robi,  co  chce,  bylebym  tylko  miał  spokój.  Przez  kilka  miesięcy  mieszkałem  w 

hotelu, ona sobie tu buszowała  i  było cudownie. Kiedy  było  już po wszystkim, Kyle  i Jane 

błagali mnie, żebym sobie kupił nowe mieszkanie i pozwolił mamie je urządzać; w ten sposób 

mielibyśmy znowu kilka miesięcy spokoju. 

Julia uprzejmie się uśmiechnęła; to, że mówił do niej w ten sposób o matce, nieco ją 

krępowało. 

- Gdzie są szklanki? - zapytała, chcąc zmienić temat. 

-  Nie  lubisz,  kiedy  się  ktoś  naigrawa  z  własnej  matki,  nawet  jeśli  jest  nią  Sheila 

Fortune? 

- Coś w tym rodzaju - przytaknęła. 

- Sama nigdy nie mówisz o swojej rodzinie, dopiero teraz zwróciłem na to uwagę. Ty 

znasz moją matkę, ojca, niemal wszystkie rodzinne historie, a ja nic o tobie nie wiem. Nic nie 

wiem  o  twoim  życiu,  prócz  tego,  że  po  pracy  lubisz  sobie  pobiegać  nad  rzeką  i  kiedyś 

ukończyłaś kurs samoobrony, dzięki czemu czujesz się po ciemku zupełnie bezpieczna. 

Nic  nie  wskazywało  na  to,  że  poda  jej  szklankę,  toteż  Julia  zaczęła  otwierać  kolejne 

szafki. W końcu nalała sobie wody i wypiła ją wielkimi łykami. 

- Muszę coś o tobie wiedzieć - nie ustępował Michael - na wypadek, gdyby Faith mnie 

zapytała.  Słabo  bym  wypadł  w  roli  narzeczonego,  gdybym  nie  miał  na  ten  temat  nic  do 

powiedzenia. Prawdę mówiąc, nigdy dotąd nie spotkałem kobiety, która by tak mało o sobie 

mówiła. 

Julia spuściła oczy; widziała teraz nienagannie lśniącą podłogę kuchni. 

-  Nie  mam  wiele  do  powiedzenia.  Moi  rodzice  nie  żyją,  mam  jedną  siostrę.  Pragnę 

kiedyś zostać psychologiem i pracować z nieprzystosowaną młodzieżą oraz dziećmi. Na razie 

jestem sekretarką w Fortune Corporation. 

Wyraźnie go to poruszyło. 

-  Jesteś  za  młoda,  żeby  tak...  być  zupełnie  sama.  Spojrzała  na  niego  ze  spokojem  w 

oczach. 

background image

-  Jestem  dorosła,  mam  dwadzieścia  sześć  lat  i  nie  jestem  sama.  Mam  siostrę,  która 

mieszka niedaleko, pod Minneapolis. 

Michaelowi przyzwyczajonemu do wielkiej, rozgałęzionej rodziny, zrobiło się jej żal. 

- Bardzo ci współczuję, a kiedy twoi... 

- Dziękuję ci - przerwała mu uprzejmie. - To miło z twojej strony. 

Pojął,  że  Julia  nie  zamierza  kontynuować  tej  rozmowy.  Przez  dłuższą  chwilę  stali 

naprzeciwko, patrząc na siebie w milczeniu. Pierwszy odezwał się Michael. 

-  W  takiej  sytuacji  to  zrozumiałe,  że  musisz  sama  zadbać  o  siebie  i  zapewnić  sobie 

fundusze.  -  Z  doświadczenia  wiedział,  że  kiedy  nie  ma  o  czym  mówić,  zawsze  można 

wspomnieć  o  pieniądzach.  -  Sterling  mógłby  ci  pomóc  tak  ulokować  otrzymaną  sumę,  że 

przyniosłaby  dodatkowy  dochód.  Porozmawiaj  z  nim,  jest  pod  tym  względem  wyjątkowo 

uzdolniony. 

Uśmiechnęła się w odpowiedzi. 

- Dziwne, że mnie nie namawiasz, żebym wszystko zainwestowała w twoją firmę. 

- Doskonały pomysł, jak mogłem na to nie wpaść? Każdy inwestor liczy się na wagę 

złota. - Zagubiła się i nie mogła dociec, czy Michael mówi poważnie, czy ironizuje. 

- A nasza firma ostatnio miewa kłopoty z inwestycjami, ze zbytem, z... 

- Jesteście tam czy zniknęliście? Hej, odezwijcie się! 

- Tubalny głos Faith dotarł do nich, z czeluści apartamentu. 

Julia wpadła w panikę. 

- Ona nas szuka! Chyba już jest w jadalni! 

- Owszem, burza nadciąga... Julia niecierpliwie przestąpiła z nogi na nogę. 

- Co robimy? Nie przygotowaliśmy im nic do picia. Pomyśli, że się tu namawiamy. 

Michael zachował kamienny spokój. 

- Nie zamierzałem nic im przygotowywać. Zresztą w domu nic nie mam. Nie miałem 

przyjmować gości, przyszli tu na wywiad. 

Julia spojrzała na niego z lękiem. 

-  Przecież  im  powiedziałeś,  że  idziesz  pomóc  mi  zrobić  coś  do  picia.  Co  ona  sobie 

pomyśli? Zaraz coś wykombinuje. Musimy szybko znaleźć jakieś wyjaśnienie. 

Michael wzruszył ramionami. 

-  Nie  zamierzam  niczego  szukać.  Mam  lepszy  pomysł.  W  jego  niebieskich  oczach 

dojrzała dobrze znany błysk. 

Zawsze tak patrzył, kiedy jakiś produkt jego firmy odnosił na rynku zwycięstwo nad 

rywalem  albo  kiedy  przebijał  w  dyskusji  argumenty  stryja  czy  ojca  i  musieli  przyznać  mu 

background image

rację. Wiedziała, że takie same ogniki zapalą się w jego oczach, kiedy pewnego dnia stanie na 

czele  korporacji  i  zasiądzie  na  miejscu  Jake'a  za  konferencyjnym  stołem.  Michael  Fortune 

miał plan i był pewien zwycięstwa... 

-  Zaraz  ich  przekonamy,  że  kiedy  zostajemy  sami,  robimy  to,  co  robią  wszyscy  w 

naszej  sytuacji:  korzystamy z okazji. Pokażemy  im taką scenę, że stracą wątpliwości. Jesteś 

gotowa? 

Ruszył  ku  niej  z  taką  determinacją,  że  instynktownie  cofnęła  się  o  kilka  kroków. 

Wyczuła blat i zatrzymała się. Michael oplótł ja ramionami i uwięził w uścisku. 

- Ja... Posłuchaj, ja... - szepnęła. Nie powiedziała nic więcej, bo zamknął jej usta poca-

łunkiem. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

Na sekundę wstrzymała oddech. On ją całuje! Całuje ją naprawdę! Ze zdumienia nie 

odpowiadała  na  jego pocałunki. Zresztą on tego nie oczekiwał; grał tylko scenę z przygoto-

wanego  przez  nich  przedstawienia.  W  miarę,  jak  głos  Faith  się  zbliżał,  pocałunek  Michaela 

stawał się coraz bardziej namiętny. 

- Zaraz tu wejdzie - szepnął w końcu. - Nie stój jak manekin. Czy mogłabyś się trochę 

przyłożyć? 

-  Tak...  Spojrzała  w  jego  błękitne  oczy  i  znajomy  błysk  uspokoił  ją.  Wszystko  jest 

normalnie.  Jej  szef  wypełnia  swoje  obowiązki  i  tego  samego  oczekuje  od  niej.  Przecież 

powiedział, że dla dobra firmy gotów jest zagrać każdą rolę, nawet zakochanego mężczyzny. 

Swoją drogą trzeba przyznać, że świetnie to wymyślił; Faith zobaczy, że się całują i nie będą 

musieli jej tłumaczyć, dlaczego nie przygotowali jeszcze nic do picia. 

- Obejmij mnie - polecił Michael. - Niech ta żmija się napatrzy. 

Chodzi tylko o to, żeby  Faith uwolniła go od wielbicielek. Julia podpisała kontrakt  i 

ma wypełnić warunki umowy. Objęła go, gotowa ciągnąć dalej grę. 

- Jesteś strasznie spięta... 

Na swój sposób podniecało go w niej również  i to, że tak się ociąga. Miało to swój 

urok.  Po  raz  pierwszy  w  życiu  trzymał  w  ramionach  kobietę,  która  była  z  nim  jedynie  z 

obowiązku. 

- Odpręż się, niedługo skończymy... - W jego głosie zabrzmiało rozbawienie. 

Przylgnęła ustami do  jego ust  i objęła go za szyję. To nie  jest znowu takie strasznie 

trudne,  nie  ma  czego  się  bać.  Mężczyzna,  którego  całuje,  gra  komedię  i  ona  też  tylko  gra 

przed widownią złożoną z Faith i tego operatora. Ta myśl przyniosła jej ulgę. Nagle Michael 

znowu oderwał od niej wargi. 

- Słyszysz coś? Poczuła jego dłonie na plecach. 

-  Nie  -  odszepnęła.  -  Może  sobie  poszli.  Jego  dotyk  działał  na  nią  kojąco;  strach 

ustąpił, odprężyła się nieco. 

- Może się wynieśli -  mówił cicho dalej -  i wzięli ze sobą te swoje graty. Przy okazji 

mogliby zabrać i moje. 

Julia zachichotała. 

- Zwłaszcza tę gustowną klatkę na ptaki z jadalni. Michael skrzywił się komicznie. 

- Nic się nie znasz na sztuce. Przecież to dzieło sztuki, jego miejsce jest w galerii. 

background image

- Właśnie. 

- Miałem nadzieję, że nie zauważysz tej cholernej klatki. 

- Tego nie można nie zauważyć, ale do tej pory taktownie milczałam. 

- W nagrodę dostaniesz ją na własność. Julia wzdrygnęła się. 

- Nie! Błagam, tylko nie to! Może ta klatka to zemsta dekoratora za to, że powierzono 

mu wystrój tylko jednego pokoju? 

- Zawsze tak myślałem. 

Spojrzał  na  jej  zarumienioną  twarz.  Julia  z  szarymi  rozjaśnionymi  oczami  i  lekko 

rozchylonymi ustami wydała mu się prześliczna. Poczuł, jak jego ciało wymyka się spod kon-

troli, a świadomość zaczyna rejterować. Bliskość tej dziewczyny sprawiała, że cały zamieniał 

się  w  dotyk.  Rozchylił  ustami  jej  wargi  i  zaczął  ją  całować  inaczej  niż  dotąd.  Bez 

zastanowienia mu odpowiedziała. Zapomnieli o całym świecie i o tym, jaką rolę przypadło im 

w nim odgrywać. Nie grali już żadnej roli i nie występowali w żadnej sztuce. 

-  A  mam  was!  Tutaj  jesteście,  robaczki!  Triumfalny  wrzask  Faith  sprawił,  że 

odskoczyli  od  siebie  jak  para  nastolatków,  przyłapanych  przez  dyrektora  szkoły.  Kamera 

pracowała; Ken kręcił jak szalony. 

-  Przestańcie  filmować.  -  Michael  machnął  ręką,  ale  operator  zatrzymał  kamerę 

dopiero na polecenie szefowej. 

Julia oparła się o blat. Nogi się pod nią trzęsły, bała się spojrzeć na Michaela. Utkwiła 

wzrok w dziennikarce, która przypatrywała się im z rosnącym zainteresowaniem. 

- Nie bójcie się, nie pokażemy tej sceny. Nadamy tylko krótki pocałunek. Emitujemy 

w porze najwyższej oglądalności, nie możemy gorszyć staruszków i dzieci. 

-  Nie  robiliśmy  nic  zdrożnego,  my  tylko...  -  Co  miał  jej  powiedzieć?  Że  pocałunek, 

który przygotował specjalnie dla kamery, wymknął  mu się spod kontroli,  bo w zetknięciu z 

ciałem Julii przestawał nad sobą panować? 

Napotkał  wzrok  swojej  sekretarki  i  poczuł  do  niej  coś  w  rodzaju  złości.  Jak  ona  to 

robi? Żarty się skończyły: to, co przed chwilą zaszło między nim a Julią, było rzeczywiste aż 

do bólu. Ta świadomość wzbudziła w nim nie znany dotąd lęk. 

Kiedy  ostatnio  w  ten  sposób  całował  kobietę?  Z  mgły  wspomnień  wyłoniła  się 

Delilah... Ale wtedy był nieopierzonym młodzieńcem, a ona  - wyrachowaną i doświadczoną 

uwodzicielką. Teraz jest dojrzały i dorosły; wie, że pocałunek - nawet bardzo namiętny - nic 

nie  znaczy.  Człowiek  zawsze,  w  każdej  sytuacji,  jest  w  stanie  nad  sobą  zapanować.  Nic 

takiego jak szał zmysłów nie istnieje. Przynajmniej w jego życiu! Przygotował tylko scenę dla 

tej dziennikarki... Wcale nie pragnie tej dziewczyny... 

background image

To tylko jego ciało, ale on nie pozwoli, by ciało mówiło mu, co ma robić. Nie pragnie 

Julii i dowiedzie tego. Od czego silna wola? 

- Dam wam trochę czasu na zebranie myśli - oświadczyła Faith - i zadam jeszcze kilka 

pytań. 

Michael nie odezwał się i Julia przejęła prowadzenie. 

-  Bardzo  nam  przykro  -  powiedziała  lekko  schrypniętym  głosem.  -  Trochę  nas 

zaskoczyłaś... 

-  Zauważyłam  -  przerwała  jej  Faith.  -  I  dajmy  sobie  spokój  z  zimnymi  napojami. 

Dokręcimy jeszcze kawałek i zostawimy was w spokoju. Możemy zaczynać? 

Michael zmarszczył brwi. 

- Kiedy ma się odbyć ślub? Milczał, jakby nie rozumiał pytania. 

-  Kiedy  ślub?  -  powtórzyła  Julia,  straciwszy  nadzieję,  że  Michael  przyjdzie  jej  z 

pomocą. - Jeszcze nie ustaliliśmy daty. - Przysunęła się do niego i lekko dotknęła go stopą w 

pantofelku  na  wysokim  obcasie.  -  Chcemy  się  nacieszyć  naszym  narzeczeństwem  -  dodała 

sztucznie ożywionym tonem. - Prawda, Mike? 

Jej  bliskość  działała  na  niego  jak  środek  podniecający,  utrudniający  zebranie  myśli. 

Michael  stał,  wsłuchany  w  pulsowanie  swojego  nowo  odkrytego  ciała.  Miał  ochotę  znowu 

wziąć ją w ramiona i unieść gdzieś daleko stąd, poza zasięg kamer i czujnego wzroku Faith. 

- Prawda, Mike? - powtórzyła z rozpaczą w głosie Julia. 

Nie miał pojęcia, o czym ona mówi. 

- Tak, kochanie, oczywiście. 

Czuła emanujące z niego podniecenie  i wiedziała, że posunęli się za daleko. Sprawy 

wymknęły  im się z rąk  i pojawiło się ryzyko przegranej. Postanowiła do tego nie dopuścić. 

Ogromnym wysiłkiem woli spojrzała w obiektyw i odpowiedziała na pytanie dziennikarki: 

-  Nasz  ślub  odbędzie  się  w  czerwcu.  Wiem,  że  to  strasznie  banalne,  bo  wszyscy  tak 

robią, ale ja zawsze marzyłam, żeby wyjść za mąż u progu lata. 

Faith spojrzała na nią ze zrozumieniem. 

-  Macie  jeszcze  sporo  czasu,  żeby  sobie  wszystko  przygotować.  Czy  mogłabyś  nam 

uchylić rąbka tajemnicy, jak to sobie wyobrażasz? 

Julia poczuła, że ją korci, by sobie trochę pożartować. Może w ten sposób uda jej się 

zmniejszyć grozę sytuacji? 

-  Tak...  -  zaczęła  z  udanym  wahaniem  -  chyba  mogę.  ..  chociaż  to  trochę 

ekstrawaganckie. 

background image

Stojący  tuż  obok  Michael  zesztywniał,  nie  wiedząc,  czego  się  spodziewać.  Skoro 

jednak  scedował  na  nią  odpowiedzialność  za  rozwój  wypadków,  musi  ponieść  tego  konse-

kwencje. 

Julia czarująco uśmiechnęła się do dziennikarki. 

- Znam Michaela i spodziewałam się, że zechce mieć bardzo uroczysty ślub, no wiesz, 

tłumy gości, bal w ogrodach, orkiestra, wspaniale zastawione stoły, może nawet loty balonem. 

Ken zerknął spoza kamery. 

-  Jak będziecie to  wszystko chcieli  nakręcić, polecam swoje usługi.  Oprócz telewizji, 

robię też filmy z różnych rodzinnych uroczystości, wesela, komunie, konfirmacje, bar micwa, 

wszystko. Proszę, oto mój bilet wizytowy. 

- Nie załatwiaj prywatnych spraw w czasie pracy - zganiła go Faith, ale się nie przejął. 

Taka gratka jak ślub Michaela Fortune'a wart jest kilku słów nagany szefowej. To wydarzenie 

roku i wielka forsa. 

Julia wzięła od niego wizytówkę i spojrzała na Faith. 

- Masz jeszcze jakieś pytania? 

-  Wybraliście  już  pierścionek?  -  spytała  dziennikarka.  Michael  ocknął  się  z  letargu  i 

sięgnął do kieszeni. Wyjął safianowe pudełeczko i otworzył je. 

-  Dostałem  go  od  babki  dla  mojej  żony  -  wyjaśnił.  -  Trzeba  go  było  dopasować  do 

palca Julii - skłamał gładko - ale jest już gotowy. 

Ken  zrobił  zbliżenie  i  Michael  wsunął  pierścionek  na  palec  „narzeczonej”.  Faith 

zadała jeszcze kilka pytań i wywiad się skończył. Julia odprowadziła gości do windy, a Mi-

chael ograniczył się do chłodnego pożegnania i został w mieszkaniu. 

-  Teraz,  kiedy  już  nie  nagrywamy  -  rzekła  Faith  do  Julii,  kiedy  czekały  na  windę  - 

chciałam cię prywatnie o coś spytać. Zamierzacie tutaj mieszkać po ślubie? 

-  Chyba  tak.  -  Julia  była  zbyt  wyczerpana,  by  na  poczekaniu  opracować  jakieś 

efektowne kłamstwo, dotyczące całkiem nierealnego miejsca ich wspólnego zamieszkania. 

Faith wzniosła oczy do nieba. 

-  Radzę  ci  wyrzucić  wszystko  na  śmietnik  i  urządzić  to  po  swojemu.  Nigdy  nie 

widziałam  równie  koszmarnego  wnętrza,  a  możesz  mi  wierzyć,  że  widziałam  już  niejedno. 

Najlepsza jest ta klatka na ptaki w jadalni! Spal to paskudztwo jeszcze przed ślubem. 

Julia  zrobiła  skromną  minkę.  Nie  mogła  się  powstrzymać,  żeby  znowu  sobie  nie 

„ulżyć”. 

- Mam na to wielką ochotę, ale nie mogę. Michael jest do niej bardzo przywiązany... 

Faith, niby taka przebiegła i sprytna, gładko przełknęła jej wyznanie. 

background image

-  Rozumiem  -  oświadczyła  ze  współczuciem.  -  Tak  to  bywa.  Można  mieć  wielkie 

pieniądze, ale za grosz gustu. 

-  Święte  słowa  -  z  powagą  przytaknęła  Julia.  Nadjechała  winda  i  ekipa  telewizyjna 

weszła do środka. 

-  Nadamy ten wywiad  jutro o wpół do szóstej. Zawiadom znajomych, niech oglądają 

nasz program! - zdążyła jeszcze krzyknąć Faith, zanim zasunęły się drzwi. 

Jednocześnie  otworzyły  się  drzwi  apartamentu  Michaela.  Czyżby  stał  za  nimi  i 

podsłuchiwał, czekając aż tamci sobie pójdą? No właśnie. 

-  Ja  jestem  niezwykle  przywiązany  do  tej  klatki?  -  Skrzywił  się  z  niesmakiem.  - 

Bardzo to nieładnie z twojej strony, moja droga. 

- Nie mogłam się powstrzymać. - Julia wśliznęła się do mieszkania, starannie unikając 

kontaktu  ze  stojącym  w  progu  Michaelem.  -  Zostawiłeś  mnie  z  nią  sam  na  sam,  więc 

musiałam jakoś się odegrać. 

-  Przez  cały  czas  sobie  używałaś.  „Michael  na  pewno  zaprosiłby  tłumy,  przyjęcie  w 

ogrodach,  orkiestra,  może  nawet  loty  balonem”!  Szkoda,  że  nie  powiedziałaś,  że  tańczące 

słonie są też w moim stylu. 

Julia o mało nie parsknęła śmiechem. 

- Zupełnie zapomniałam! Nie podzielał jej rozbawienia. 

- To wcale nie  jest  śmieszne. Nigdy  by  mi  nie przyszło do głowy organizować lotów 

balonem. - Mimo to lekko się uśmiechnął. - Co do orkiestry... 

-  Miałam  powiedzieć,  że  chodzi  o  damską  orkiestrę,  taką,  jakie  bywały  w  ubiegłym 

stuleciu w Wiedniu... 

-  Na  szczęście  nie  zdążyłaś.  Już  sobie  wyobrażam,  jak  po  tym  programie  zaczną  się 

telefony  od  tych  wszystkich  speców  od  przyjęć  weselnych,  ze  specjalnym  uwzględnieniem 

baloniarzy  i  muzyków.  A  to  wszystko  przez  ciebie...  -  Ostatnie  zdanie  powiedział  dziwnie 

łagodnie i objął ją w pasie. 

- Ale za to uratowaliśmy nasze biurowe faksy i komputery - powiedziała zmieszanym 

głosem, próbując wysunąć się spod jego ramienia. - Ilu może być tego rodzaju specjalistów w 

Minneapolis? Przecież nie tak znowu wielu? 

Zbliżył ku niej twarz. 

- Zawsze byłaś taka poważna. Nie przypuszczałem, że tak lubisz żartować. 

Wiedziała, że zaraz ją pocałuje, i bardzo tego pragnęła. 

- Ja też nie. Podziałał tak na mnie rozwój sytuacji. 

background image

-  Na mnie rozwój sytuacji też podziałał. Zaczął  ją całować tak gorąco, jakby wejście 

Faith  wcale  im  nie  przerwało  i  nadal  znajdowali  się  w  oku  cyklonu,  który  ogarnął  ich  w 

kuchni.  Zupełnie  jakby  spotkali  się  po  wielu  latach  poszukiwań  i  musieli  się  sobą  nasycić. 

Jakby dwie połówki tej samej istoty odnalazły się, by odtąd stanowić jedno. 

Michael rozpiął  jej  bluzkę  i dotknął piersi.  Widziała,  jak traci panowanie nad sobą  i 

czuła jego podniecenie. Sama znajdowała się w podobnym stanie. Pędzili ku spełnieniu i nic 

nie mogło ich powstrzymać... 

Nagłym ruchem wyrwała się z jego ramion i stała teraz przed nim, ciężko oddychając. 

Co ona robi? Przecież jeszcze chwila, a skończą w łóżku! Ale czy nie tego właśnie pragnie? 

Resztkami  świadomości  przywołała  się  do  porządku.  Przypomniała  sobie  ostatnio 

wypożyczoną z biblioteki książkę. Nosiła tytuł: „Dwanaście najgłupszych rzeczy, jakie może 

zrobić  kobieta,  żeby  sobie  zmarnować  życie”.  Nie  zdążyła  jej  jeszcze  przeczytać,  ale  była 

pewna, że romans z szefem  znajduje się  na  jednym z pierwszych  miejsc wspomnianej  listy. 

Sfingowane narzeczeństwo też pewnie byłoby wysoko ocenione przez autorów książki, gdyby 

oczywiście ktoś wpadł na coś podobnego. 

Spojrzała na rubin na swoim palcu i wydał jej się symbolem dwuznacznej sytuacji, w 

której  się  znalazła.  Oszukiwać  telewizyjną  dziennikarkę  i  wszystkich  widzów  programu 

trzeciego - to jedno, a oszukiwać samą siebie - to zupełnie co innego. 

Erotyczne  zabawy  z  fałszywym  narzeczonym  -  bez  świadków  i  kamer  -  to  bardzo 

niebezpieczny  eksperyment;  tym  bardziej  jeśli  się  wie,  co  „narzeczony”  myśli  o  „narze-

czonej”. A ona dobrze to wie. Gdyby przypadkiem zapomniała, ma przecież kopię umowy i 

zawsze może sobie odświeżyć pamięć. 

Ponadto  w  księgarniach  nie  brakuje  książek  o  mężczyznach  ogarniętych  obsesją,  że 

każda  kobieta  dybie  na  ich  pieniądze  i  próbuje  ich  oskubać.  Nigdy  nie  szukała  takich 

publikacji, bo nigdy nie miała do czynienia z kimś takim. Nie musiała brać do ręki książek, 

które radziły „Jak kochać mężczyznę organicznie niezdolnego do odwzajemniania uczuć”. 

Michael patrzył na nią bez zmrużenia powiek. 

- Chodź tutaj - zażądał. 

Mało  brakowało,  a  posłuchałaby  jego  rozkazu  i  znalazłaby  się  znowu  w  jego 

ramionach, gotowa „zmarnować sobie życie”. 

- Muszę wracać do domu! - powiedziała nagle i podbiegła do kanapy po torebkę. 

Michael podążył w ślad za nią. Tym razem nie próbował nawet sobie wmawiać, że jej 

nie pragnie; pożądał jej każdym nerwem swego ciała. Patrzył, jak Julia podchodzi do kanapy i 

bierze  torebkę,  jak  jej  piersi  rysują  się  pod  obcisłą  bluzką.  Widział  jej  usta  nabrzmiałe  od 

background image

pocałunków i przypomniał sobie ich smak. Pragnął jej tak bardzo, że gotów był zatrzymać ją 

siłą.  Nie  był  przyzwyczajony  do  sytuacji,  które  go  przerastały  i  nigdy  dotąd  sobie  tego  nie 

uświadamiał.  Zwykle,  kiedy  czegoś  pragnął,  po  prostu  to  dostawał;  jego  credo  brzmiało: 

rozpoznać sytuację, stawić jej czoło i rozwiązać problem. 

Obecną  sytuacje  rozpoznał  i  jakoś  próbował  stawić  jej  czoło,  ale  rozwiązanie 

problemu  nie  wchodziło  w  rachubę,  bo  niby  jak  miał  go  rozwiązać?  Julia  tkwiła  już  pod 

windą i rozpaczliwie naciskała przycisk. Nie obejrzała się, ale wiedziała, że Michael wyszedł 

za nią i stoi obok w małym korytarzyku. 

- Nie można jej wezwać, nie znając kodu  - rzekł chłodnym tonem. - Trzeba najpierw 

wystukać numer. 

Julia nie oderwała wzroku od drzwi windy. 

- W takim razie zrób, co trzeba, bardzo proszę. Nie poruszył się. 

- Przyjechałaś samochodem? - zapytał. Skinęła głową. Jak wezwać tę przeklętą windę, 

przecież tutaj nie ma nic poza tym jednym jedynym przyciskiem! 

- Gdzie zaparkowałaś? - pytał dalej. 

- Na parkingu, w środku - odparła zniecierpliwiona. - Mike, proszę, wezwij windę! 

- Na którym poziomie? Nie wytrzymała; zwróciła się ku niemu i wybuchła: 

-  Jakie  to  ma  znaczenie?  Co  się  tak  wypytujesz?  Chcę  się  stąd  wydostać!  Zaraz! 

Słyszysz? 

Zachował kamienny spokój. 

- Wcale cię nie wypytuję, po prostu z tobą rozmawiam. Jego opanowany głos miał się 

nijak do miotających nim uczuć, z których najsilniejsze było pożądanie. Pragnął tylko zabrać 

ją z powrotem do mieszkania i rzucić na łóżko. 

Julia  stała  naprzeciw  niego;  to,  co  się  działo,  było  nowe  i  przerażające  i  miała 

nadzieję, że uda jej się stąd uciec, zanim stanie się coś nieodwracalnego. Nie mogła stać tak 

przy  nim  i  rozmawiać,  chciało  jej  się  płakać,  krzyczeć,  walić  w  niego  pięściami,  a  przede 

wszystkim... jak najszybciej znaleźć się znowu w jego ramionach. 

- Myślę, że powinniśmy spokojnie pomówić o tym, co się dzisiaj wydarzyło  - zaczął, 

ale mu przerwała. 

-  Nie  ma o czym  mówić. Udało nam się wyprowadzić Faith w pole  i koniec. A teraz 

przywołaj windę. 

Ogarnęła go wściekłość. 

- Skąd ten pośpiech? Zapłaciłem ci za czas. Obraził ją, tak jak zamierzał. 

background image

- Czas pracy upłynął, kiedy dziennikarze opuścili twój dom. Możesz mnie uważać za 

płatną dziwkę, ale... 

-  Nigdy tego nie powiedziałem! Nigdy  mi to przez  myśl  nie przeszło!  -  krzyknął tak 

głośno, że sam się przestraszył własnego głosu. 

Znowu odwróciła się do niego plecami i utkwiła wzrok w drzwiach, za którymi miała 

ukazać się winda. 

- W takim razie dobrze. Skoro tak koniecznie musisz iść, idź sobie! 

Wbiegł do mieszkania, wystukał odpowiedni numer na tabliczce w korytarzu i winda 

natychmiast ruszyła. Jej szmer zbiegł się z hukiem zatrzaskujących się za Michaelem drzwi. 

Julia wskoczyła do windy i w tej samej chwili zauważyła rubin na swoim palcu. Nie 

oddała mu tego nieszczęsnego pierścionka! Trudno. Rozpaczliwie wcisnęła guzik wiodący na 

odpowiedni  poziom  garażu.  Poszło  po  prostu  wspaniale,  pomyślała.  Nie  tylko  obraziłam 

szefa, ale  na dodatek porwałam pierścionek  jego babki  i on pewnie umiera ze strachu, że go 

straci. 

Wyskoczyła  z  windy  i  szybkim  krokiem  poszła  w  stronę  samochodu.  Jej  poczciwy, 

brązowy plymouth horizon wydał jej się nagle upragnionym schronieniem. 

-  Poczekaj!  W  pustym  garażu  rozległy  się  kroki;  były  coraz  szybsze  i  coraz  bardziej 

wyraźne. Serce podeszło jej do gardła Zerknęła na ogromny rubin na swoim palcu i potykając 

się, ruszyła biegiem ku smudze światła padającej z otwartych drzwi. 

- Nie uciekaj! Poczekaj! 

Rozpoznała  głos  Michaela  i  odetchnęła  z  ulgą.  Odwróciła  się  i  ujrzała,  jak  ku  niej 

idzie. Z trudem zdołała wykrztusić pierwsze słowa: 

-  O  Boże!  Jak  to  dobrze,  że  to  ty!  Ruszyła  ku  niemu,  jakby  zapomniała,  że  jeszcze 

przed chwilą pragnęła od niego uciec. 

- Jak dobrze, że sobie o nim przypomniałeś - dodała, zdejmując z palca pierścionek. - 

Kompletnie zapomniałam, zauważyłam go dopiero w windzie i... 

Michael zamknął rękę na jej dłoni. 

-  Nie  chodzi  mi  o  pierścionek  -  powiedział  zdyszanym  głosem.  -  Postanowiłem 

odprowadzić  cię  do  samochodu,  automat  wskazał  mi,  na  którym  poziomie  wysiadłaś.  Po-

myślałem, że w pustym garażu... 

Spojrzała na niego z wahaniem. 

- Nie musiałeś tego robić, ale dziękuję. Przy okazji mogę ci zwrócić twoją własność. 

Zupełnie jakby jej nie słyszał. 

background image

-  Jest  obowiązkiem  mężczyzny  odprowadzić  kobietę  do  domu,  a  ponieważ 

przyjechałaś  tutaj  swoim  samochodem,  postanowiłem  chociaż  odprowadzić  cię  do  garażu. 

Tak będzie bezpieczniej. 

Uśmiechnęła się nie bez złośliwości. 

- Zwłaszcza kiedy mam przy sobie twój rodowy klejnot. Lekko się skrzywił. 

- Mam trochę dość tego przerzucania się tym pierścionkiem. Najlepiej będzie, jeśli go 

sobie zatrzymasz. 

Razem podeszli do samochodu, trzymając się za ręce. 

- Co ty na to? - zapytał. Jej rękę i pierścionek zamknął w swojej dłoni. 

-  Nie  mogę,  naprawdę  nie  mogę,  zrozum.  Ten  pierścionek  jest  więcej  wart  niż  cały 

mój  majątek,  nie  mogę  brać  na  siebie  takiej  odpowiedzialności.  Gdyby  się  z  nim  coś  stało, 

nigdy bym ci nie zwróciła... - Urwała. - A teraz muszę już jechać. 

Spojrzał  na  jej  skromny  samochód  i  pomyślał,  że  w  jego  rodzinie  samochody 

wymienia się co kilka miesięcy, a muzealne egzemplarze skupuje się do kolekcji. To, co miał 

teraz przed sobą, nie nadawało się jednak do żadnych zbiorów. 

-  Miły  masz samochodzik  - bąknął.  - Taki... czysty. Teraz, kiedy  już  masz pieniądze, 

pewnie kupisz sobie coś nowego. 

Nigdy o tym nie myślała; zamierzała jeździć swoim plymouthem tak długo, jak się da, 

a potem ewentualnie zamienić go na inny używany pojazd. 

- Te pieniądze przeznaczę na podróż dookoła świata - zażartowała. - Samochód kupię 

dopiero następnym razem, kiedy jakiś zdesperowany milioner zaangażuje mnie do roli swojej 

narzeczonej na niby. 

Michael obruszył się. 

-  Zdaje  się,  że  w  ten  niezbyt  miły  sposób  dajesz  mi  do  zrozumienia,  żebym  się  nie 

wtrącał w twoje sprawy i pozwolił ci wydać te pieniądze, jak chcesz. 

Wyswobodziła dłoń i sięgnęła do torebki po kluczyki. 

- Możesz mi wierzyć, że chciałam być miła. W każdym razie, próbowałam. 

Z  pierścionkiem  w  dłoni  patrzył,  jak  Julia  otwiera  samochód.  Poza  biurem  była 

zupełnie  inna.  Przeistoczyła  się:  opadała  z  niej  ochronna  skorupka  sumiennej  sekretarki  i 

wyłaniał  się  piękny,  barwny  motyl,  który  fruwał  sobie,  gdzie  chciał.  W  biurze  musiała 

wykonywać  jego polecenia, tutaj  nie zamierzała  nawet słuchać  jego rad. Teraz uśmiechnęła 

się i musiał zrobić to samo. 

-  Chyba  udało  nam  się  przekonać  Faith,  jak  myślisz?  -  zapytał,  powracając  na 

bezpieczny grunt. 

background image

-  Mam  nadzieję.  Ostatecznie  przekonamy  się  jutro,  kiedy  zobaczymy  wywiad  w 

telewizji. 

Michael przejechał ręką po włosach. 

-  Tak,  od  tego  wszystko  zależy.  Trzeba  będzie  zawiadomić  kilka  osób.  Jutro  z  rana 

dam ci  listę. Powiesz  im, że mają obejrzeć wywiad w programie trzecim o wpół do szóstej. 

Zawiadomimy całą moją rodzinę, kilku przyjaciół i znajomych. W ten sposób nie będę musiał 

rozmawiać z każdym oddzielnie. 

-  To  niezbyt  tradycyjny  sposób  zawiadamiania  bliskich  o  swoich  zaręczynach  - 

zauważyła Julia. - Ale trzeba przyznać, że same zaręczyny też są dość nietypowe. 

Patrzył, jak wsiada do samochodu. 

- Tak, dość nietypowe - powtórzył w zamyśleniu. Gdyby było inaczej, nie stałby tutaj i 

nie patrzył, jak Julia wsiada do tej swojej puszki po sardynkach. Gdyby było inaczej, nosiłaby 

na palcu pierścionek po jego babce, zamiast się zastanawiać, czy starczy jej pieniędzy, żeby 

mu  zwrócić  równowartość  w  przypadku  zguby.  Ale  przede  wszystkim,  gdyby  to  były 

normalne  zaręczyny,  zostałaby  u  niego  na  noc.  Nigdy  by  jej  nie  puścił,  a  ona  wcale  nie 

chciałaby uciekać. 

Poczuł,  że  w  miarę  jak  Julia  oddala  się  od  niego,  powraca  dawny  spokój.  Mały 

brązowy samochodzik ruszył w stronę bramy i z Michaela zaczęło opadać napięcie. Zupełnie 

jakby spadała gorączka i wracała nadzieja na wyzdrowienie. 

Przecież  w  sumie  wypadli  świetnie,  odegrali  swoje  role  po  mistrzowsku.  Udało  się, 

udało, powtórzył  w  myślach  jak zaklęcie  i skierował się do pustego mieszkania  na ostatnim 

piętrze. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

Następnego  dnia  rano  Julia  skontaktowała  się  z  osobami  wymienionymi  w  spisie, 

który dostarczył jej Michael. Zgodnie z jego prośbą nie wspomniała, czego dotyczy udzielony 

przez jej szefa wywiad. Z reakcji rozmówców mogła wnioskować, że ich zdaniem chodzi tu o 

reklamę jakiegoś nowego produktu firmy. 

Sekret znali tylko Kristina i Sterling Foster. Prawnik oświadczył, że zamierza obejrzeć 

program,  a  Kristina  z  ogromnym  entuzjazmem  zapewniła,  że  nie  ruszy  się  z  domu,  a  na 

dodatek nagra wszystko na kasetę. 

Michael  cały  dzień  spędził  w  Chicago  i  Julia  widziała  go  tylko  przez  chwilę,  kiedy 

wpadł  do  biura  po  jakieś  dokumenty.  Nie  poświęcił  jej  więcej  uwagi  niż  lampie  czy  kse-

rokopiarce. 

Rozmowa ze współlokatorkami okazała się trudna; może nawet trudniejsza, niż Julia 

przypuszczała. Na wszelki wypadek powiadomiła koleżanki o wszystkim dopiero kilka minut 

przed audycją. 

-  Zaręczyłaś  się  z  szefem?  -  Jen  zrobiła  wielkie  oczy.  -  Nie  wiedziałam,  że  się 

spotykacie! 

- Nawet mi do głowy nie przyszło, że w ogóle masz kogoś! - rzekła osłupiała Debby. - 

Opowiedz nam coś o tym ściśle tajnym romansie! 

Julia czuła się niewyraźnie; było jej głupio oszukiwać koleżanki, o wiele łatwiej szło 

jej  z  Faith.  Nagle  zrozumiała,  dlaczego  politycy  z  taką  łatwością  kłamią  przed  kamerami. 

Niespodziewanie Kia puściła do niej oko. No, tak, Kia nie da się oszukać; mieszkają razem od 

dwóch  lat  i  dobrze  się  znają.  Kia  nigdy  nie  uwierzy  w  te  nagłe  zaręczyny  rodem  z  bajki. 

Kompletnie się zagubiła, ale Kia natychmiast przyszła jej z pomocą. 

-  Skąd możecie wiedzieć  -  zwróciła się do dwóch pozostałych kobiet.  - Mieszkacie z 

nami dopiero od sierpnia. Nic dziwnego, że nie wiecie, że Julia spotykała się z Michaelem już 

w zeszłym roku. Potem, na wiosnę, coś się między nimi popsuło, prawda, Julio? Poszło chyba 

o to, że on nie bardzo chciał się żenić... Widocznie zmienił zdanie. 

Julia rzuciła jej dziękczynne spojrzenie. Postanowiła, że wykorzysta tę bajkę w biurze, 

gdyby  któraś  z  koleżanek  wykazała  nadmierne  zainteresowanie  sprawą.  A  tego  mogła  być 

pewna. Ciekawe, czy uwierzą... 

- Nic nie mówiłam, bo nie chciałam zapeszyć - wykrztusiła. - Nie wiedziałam, czy coś 

z tego wyjdzie... 

background image

Jej zmieszanie wypadło bardzo naturalnie i Debby natychmiast się z nią zgodziła. 

- Święta racja! W takich przypadkach lepiej uważać i nie gadać zbyt wcześnie. 

Kia zamyślonym spojrzeniem powiodła po koleżankach. 

- Sama nie wiem, co powiedzieć. Może później... 

Julia wiedziała, że Kia znajdzie odpowiednie słowa, tylko muszą zostać same. Tak też 

się  stało.  Kiedy  Jen  i  Debby  udały  się  do  teatru,  usiadły  w  salonie  z  kubkami  herbaty  w 

dłoniach. 

-  Bardzo  ładny  program  zrobiła  ta  Faith  Carlisle  o  tobie  i  twoim...  narzeczonym  - 

zaczęła  Kia.  -  W  tego  rodzaju  audycjach  nigdy  trochę  fikcji  nie  zawadzi,  zawsze  tak  my-

ślałam.  Oboje  zresztą  świetnie  zagraliście  wasze  role,  gratuluję.  Kiedy  już  skończysz 

pracować w tym biurze, nie idź na psychologię. Szkoda czasu, masz prawdziwy talent aktor-

ski. Wal od razu do szkoły teatralnej, możesz uczyć nawet zawodowych aktorów. 

Julia spokojnie wysłuchała jej perory. 

- Dziękuję, że mnie nie wydałaś - powiedziała. - Jen i Debby nie mogą nic wiedzieć. 

Nikt nie może wiedzieć, że to fikcja, oprócz mnie, Michaela i jego siostry, która to wszystko 

wymyśliła. No i oczywiście adwokata. 

-  Możesz  być  pewna,  że  nie  pisnę  słowa,  chociaż  muszę  ci  powiedzieć,  że  chyba 

upadłaś na głowę, że się dałaś wciągnąć w taką aferę. Tacy bogaci ludzie, wiesz... 

Kia  miała  niezbyt  dobre  mniemanie  o  wyższych  warstwach  społecznych,  bo  zbyt 

długo pracowała z  niższymi.  Jako pracownik socjalny  miała  na co dzień kontakt z różnymi 

sytuacjami i orientowała się, do czego można wykorzystać pieniądze. 

-  O  co  im  chodzi?  O  jakieś  odszkodowanie?  Co  tam  wykombinowali?  -  zapytała  z 

pogardą. 

Julia uśmiechnęła się. 

- Przysięgam, nie ma w tym nic nielegalnego. 

Opowiedziała  jej  o  liście  dziesięciu  najbardziej  atrakcyjnych  kawalerów  i  o 

nieszczęściu, jakie to ściągnęło na firmę. Nie ukryła przed przyjaciółką, że podpisała umowę, 

na  mocy  której  ma  otrzymać  pokaźną  sumę  za  udział  w  zaręczynowej  komedii.  Kia 

zmarszczyła brwi. 

- Nie trzeba było nic podpisywać - oświadczyła. - Wtedy mogłabyś ich szantażować i 

wyciągnąć  od  nich  tyle  forsy,  że  starczyłoby  na  kupienie  tego  całego  ośrodka  dla  Joanny. 

Chociaż... z takimi  ludźmi  lepiej  nie zaczynać. Zadzwonią, gdzie trzeba i znikasz,  jakby cię 

nigdy na świecie nie było. 

Julia wzruszyła ramionami. 

background image

-  Daj  spokój,  przecież  to  nie  gangsterzy.  Michael  mi  zaproponował  tę...  transakcję  i 

dobrowolnie wyraziłam na nią zgodę. A teraz przyrzeknij, że nikomu nie piśniesz ani słowa. 

-  Przyrzekam,  ale  tylko  dlatego,  żebyś  nie  musiała  płacić  temu  facetowi 

odszkodowania  i  innych  tam  kar,  które  na  pewno  umieścili  w  swojej  umowie.  -  Kia  nagle 

spoważniała.  -  Czy  ty  się  zastanowiłaś  nad  konsekwencjami  tej  sprawy?  -  Ponieważ  Julia 

milczała, Kia dodała: - Widziałam na ekranie, jak on na ciebie patrzył. On ciebie pragnie, ma 

to wypisane na twarzy. Musisz uważać. Jeśli bogaty człowiek czegoś pragnie, zrobi wszystko, 

żeby to dostać. Musisz być bardzo ostrożna i nie zostawać z nim sama. 

- Michael nigdy... - słabo zaprotestowała Julia. 

-  Owszem.  Michael  przy  pierwszej  okazji  -  przerwała  jej  bez  pardonu  koleżanka.  - 

Widziałam to wyraźnie, kamera nie kłamie. 

Wszystko  wskazywało  na  to,  że  inni  widzowie  odnieśli  podobne  wrażenie. 

Zachowanie „narzeczonych” było tak sugestywne, że wszyscy nagle zapragnęli pogratulować 

im  zaręczyn.  Telefony  zaczęły  się  już  następnego  dnia  od  świtu,  ale  na  szczęście  system 

komputerowy  tym  razem  nie  doznał  uszczerbku.  Przyjaciele  i  znajomi  życzyli  młodym 

wszystkiego,  co  najlepsze,  dopytywali  się  o  szczegóły,  żartowali,  dawali  dobre  rady  i 

wyrażali zdumienie, że tak długo udało im się zachować tajemnicę. 

Przed południem Michael wezwał ją do gabinetu. 

- Zupełnie nie można pracować - poskarżył się. Spojrzała na niego nieśmiało. Michael 

nie przypominał tego szalonego mężczyzny, który ją całował wtedy wieczorem. Wyglądał na 

znudzonego całą tą historią. 

- Dzisiejszy dzień jest najgorszy, potem będzie już tylko lepiej - pocieszyła go. - Jutro 

ludzie o nas zapomną i będzie można spokojnie pracować. 

- Mam nadzieję. Próbował na nią nie patrzeć, ale coś go samo ciągnęło. 

Zauważył,  że  Julia  ma  rozpuszczone  włosy,  tak  jak  lubił.  Przypomniał  sobie  tamte 

pocałunki  i  zdał  sobie  sprawę,  że  przez  cały  czas  ani  na  chwilę  nie  przestał  o  niej  myśleć. 

Myślał o niej podczas podróży do Chicago, w czasie lotu i potem, kiedy jechał do miasta. W 

nocy prawie nie zmrużył oka, wyobrażając sobie to, do czego między nimi nie doszło. Julia 

zerknęła na pierścionek, który miała na palcu. 

-  Całe  procesje  przychodzą  go  oglądać.  Nie  wiem,  czy  Lynn,  Diana  i  Margaret 

naprawdę uwierzyły w te zaręczyny - dodała. - To moje najbliższe koleżanki z pracy. 

- Na pewno uwierzyły - zapewnił ją Michael. - Nikomu nie przyjdzie do głowy, że to 

wszystko jest tylko farsą. 

Julia uśmiechnęła się smutno. 

background image

- Tak, to jeszcze mniej prawdopodobne niż nasz potajemny romans. 

Michael skinął głową. 

- Tylko Kristina mogła wymyślić coś podobnego. 

Julia głęboko odetchnęła. 

- Jak miło móc z kimś szczerze o wszystkim porozmawiać. Nie wiem, jak sobie radzą 

szpiedzy, przecież stale się maskując, można chyba zwariować. Nie wyobrażam sobie życia w 

nieustannym kłamstwie. 

- Mam nadzieję, że my zawsze będziemy wobec siebie szczerzy - powiedział i spojrzał 

jej w oczy. 

Leciutko  rozchyliła  usta,  by  coś  powiedzieć,  a  on  poczuł,  jak  wraca  tamto  napięcie, 

zapowiedź tego, co nigdy nie nastąpi. Odchrząknął. 

- Masz... ładną sukienkę - wykrztusił. - Zawsze do pracy wkładałaś te swoje garsonki 

albo tę ciemnozieloną suknię nadającą się najwyżej na pogrzeb. 

Spojrzała na niego lekko urażona. 

-  Nic  ci  się  we  mnie  nie  podoba.  Ani  moje  uczesanie,  ani  moje  stroje.  Może  czas 

anulować tę naszą umowę? 

- Mam inny pomysł. Zaraz powiem ci jakiś komplement. Bardzo ci dobrze w tej nowej 

sukience. 

- Serio? Sukienka była krótka, obcisła i cała w czarno - żółte pasy. 

Julia kupiła ją na wyprzedaży i nigdy jeszcze nie pokazała się w niej w pracy. 

-  Kupiłam  ją  okazyjnie  w  zeszłym  roku  -  wyznała  -  ale  dotąd  jej  nie  nosiłam.  Moje 

współlokatorki  mi  powiedziały,  że  po  wczorajszej  audycji  powinnam...  jakoś  inaczej 

wyglądać.  -  Przygryzła  wargi  i  nagle  się  zmieszała.  -  Może  nie  jest  najpiękniejsza  -  dodała 

szybko, jakby chciała ukryć zdenerwowanie. - Wyglądam w niej jak pszczółka Maja, prawda? 

- Jak kto? - Michael przypomniał sobie bohaterkę kreskówki i zaśmiał się cicho. - Nie 

przyszło mi to do głowy, ale może rzeczywiście... Julia posmutniała. 

- Wiedziałam. Nie wolno kupować rzeczy, które są przecenione o siedemdziesiąt pięć 

procent. Są takie tanie, bo nikomu się nie podobają. 

Michael spoważniał. 

- Bez względu na to, do kogo jesteś w niej podobna, jest ci w niej ślicznie i doskonale 

na tobie leży. 

Dotknął  jej ramienia  i zsunął dłoń  niżej. Julia wstrzymała oddech  i uniosła na niego 

oczy. 

background image

- Postanowiliśmy osobiście złożyć wam gratulacje!  - rozległ się w progu tubalny głos 

Nate'a. 

- Dzień dobry, tato - rzekł Michael, odsuwając się od Julii. - Bardzo prosimy. 

Julia  wstała  i  stanęła  pod  oknem  jak  najdalej  od  niego.  Czuła  na  twarzy  ciepło 

jesiennego słońca; w dole, na ulicy krzątały się małe ludziki, sunęły szeregiem samochody nie 

większe  od  match  boxów.  Perspektywa  trzydziestego  piętra  wydała  jej  się  nagle  niezwykle 

kojąca. Świat, oglądany z tej wysokości, nabierał właściwych proporcji. 

Kiedy  jednak do pokoju po kolei weszło czterech przedstawicieli rodu Fortune'ów, z 

rozpaczą  pomyślała  o  spadochronie.  Tymczasem  Nate,  Barbara,  Jake  i  Erica  stanęli  wokół 

nich. 

-  Mike,  tak  się  cieszę!  -  Barbara  serdecznie  ucałowała  pasierba,  a  Nate  uroczyście 

uścisnął dłoń syna. 

Erica skierowała się ku Julii. 

- Kochanie, jestem taka szczęśliwa z powodu waszych zaręczyn. 

Julia uśmiechnęła się nerwowo. 

-  Mike  ma  niesamowite  szczęście!  -  zaryczał  Jake.  -  Udało  ci  się  chłopie!  Ta 

dziewczyna to prawdziwy skarb! Piękna, mądra, pracowita... 

Trochę się zagalopował; Julia wiedziała, że pamięta, jak ją nazwał kilka dni wcześniej 

i postanowiła przerwać tę litanię. 

- Bardzo dziękuję, panie prezesie. Jake objął ją w niedźwiedzim uścisku. 

- Skończmy z tym „panem prezesem”. Mów do mnie Jake albo, jeśli wolisz, stryjaszku 

Jake! 

Wiedziała,  że  nigdy  nie  nazwie  go  stryjaszkiem;  Jake  na  zawsze  zostanie  dla  niej 

„panem prezesem”. Nate jak zwykle nie dał bratu przemawiać zbyt długo. Niemal siłą wyrwał 

Julię z jego ramion i poczuła się jak kość, o którą walczą dwa rottweilery. 

-  Postanowiliśmy z Barbarą uściskać naszą przyszłą synową  - oświadczył  i zaciągnął 

ją tam, gdzie stała Barbara z Michaelem. 

- Strasznie się cieszymy z waszych zaręczyn - oznajmiła ciepło Barbara. - W telewizji 

wyglądaliście cudownie. Od razu widać, jak jesteście w sobie zakochani! 

Próbowali na siebie nie patrzeć, żeby nie wybuchnąć śmiechem. 

-  Doskonała  robota,  Mike  -  pochwalił  bratanka  Jake.  -  Taka  reklama!  Założę  się,  że 

teraz ludzie rzucą się na nasze kosmetyki. Zwłaszcza kobiety będą je kupowały w nadziei, że 

może też usidlą swoich szefów. 

Erica wzruszyła ramionami. 

background image

- Jesteś nietaktowny, a do tego rozumujesz jak prawdziwy wróg kobiet. 

Spojrzała  na  „młodą parę”, a w  jej oczach  błysnęły szmaragdowe ogniki. Erica  była 

piękna, ale Julia miała wrażenie, że niezupełnie szczera. 

- Wybacz mu, proszę, Julio - mówiła dalej melodyjnym głosem. - Nigdy nie umiał się 

zachować, gafy to jego specjalność. Wszyscy dobrze wiemy, że nie miałaś potrzeby „usidlać” 

Michaela. Czasy się zmieniły i kobieta nie potrzebuje mężczyzny, żeby żyć pełnią życia. W 

moich czasach było inaczej. Myśmy musiały wychodzić za mąż, ale moje córki... 

-  Nie przesadzaj,  moja droga  - sapnął  Jake.  -  Nikt cię do niczego nie zmuszał. Sama 

oddałaś się w niewolę i żyłaś w niej jak królowa przez wiele lat. Fałszujesz własną przeszłość, 

a to nieładnie. 

Erica  spojrzała  na  męża  wzrokiem  bazyliszka.  Julia  zesztywniała.  Zaraz  zaczną  się 

kłócić  i  rozpęta  się  awantura.  Instynktownie  postąpiła  w  stronę  Michaela,  jakby  chciała  u 

niego szukać ochrony. Wyczuł to i postanowił interweniować. 

- Jak wiecie, podarowałem Julii pierścionek Kate - oświadczył i na dowód uniósł dłoń 

„narzeczonej”, pokazując wielki rubin. 

Zebrani uciszyli się. 

- Tak, to pierścionek mamy - przyznał cicho Jake. - Pamiętam, jak go nosiła. 

-  Szkoda,  że  nie  ma  jej  tutaj  i  nie  może  się  cieszyć  twoim  szczęściem,  synu  - 

zawtórował mu Nate. 

Kłótnia była zażegnana. Bracia przez chwilę milczeli, pogrążeni we wspomnieniach. 

-  Przyrzekam,  że  nic  mu  się  nie  stanie  -  rzekła  z  wahaniem  Julia.  -  Będę  o  niego 

bardzo dbała. 

- Wiem, kochanie. - Michael niechętnie puścił jej rękę i spojrzał na obecną w pokoju 

rodzinę. - Julia tak się boi, że coś mu się stanie, że nie chce go na noc zabierać do domu. 

Nie dodał nic więcej, ale pomyślał, że jeśli upór Julii pod tym względem nie zmaleje, 

będzie  musiał  kazać  Sterlingowi  dopisać  do  aneksu  punkt  zwalniający  ją  z  finansowej 

odpowiedzialności  za  pierścionek.  Ta  myśl  przypomniała  mu  wczorajsze  spotkanie  z 

adwokatem.  Foster  jakoś  dziwnie  się  zachowywał;  był  zniecierpliwiony  i  złośliwy  i 

napomknął coś o „hipokrytach, którzy uważają się za szczyt uczciwości, a tak naprawdę są 

pokręceni  i  mają  manię  prześladowczą”.  Nie  powiedział  tego  wprost,  lecz  Michael  odniósł 

nieprzyjemne wrażenie, że adwokat ma na myśli właśnie jego. 

-  Wszystkie  kobiety  boją  się  o  swoje  klejnoty  -  oświadczyła  Erica.  -  To  normalne. 

Wystarczy dobre zabezpieczenie i po kłopocie. A co ty masz, Julio? Sejf czy kamery? Dobrze 

zamaskowany sejf i sprawna agencja ochrony w zupełności wystarczą. 

background image

Julia spojrzała na nią bez mrugnięcia powieką. 

- Mamy z koleżankami w korytarzu kij bejsbolowy  - wyjaśniła. - Jak dotąd nigdy nie 

był potrzebny. 

Poczuła  na  sobie  wzrok  całej  rodziny  i  zachwiała  się.  Nie  spodziewała  się  aż  takiej 

reakcji. 

- Dlatego wolę, żeby pierścionek w nocy znajdował się u Michaela - dodała szybko. - 

U niego jest bezpieczny. 

Barbara nie spuszczała z niej przerażonych oczu. 

-  Ale chodzi o ciebie, kochanie!  Kij  bejsbolowy to nie  jest najlepsze zabezpieczenie. 

Przecież nie martwimy się o pierścionek, tylko o ciebie! Nate spojrzał na syna. 

- Barbara ma rację. Nie możesz pozwolić, żeby twoja narzeczona tak się narażała. 

- Mogą ją przecież porwać! - ryknął Jake. - To bardzo łakomy kąsek! 

Zupełnie jakby ziemia zatrzęsła się jej pod nogami. 

-  Nikt  mnie  nie  porwie  -  odezwała  się  cicho.  -  Po  co  miałby  to  robić?  Mieszkam  w 

bardzo bezpiecznej okolicy, tuż przy campusie, niedaleko... 

Urwała, bo teraz zaczęli  mówić wszyscy równocześnie. Zupełnie  jakby oświadczyła, 

że mieszka na terenie murzyńskiego getta. 

-  Nigdy  bym  nie przypuszczał, że  mój  syn  będzie tak lekkomyślny, żeby pokazywać 

swoją narzeczoną w telewizji i nie zapewnić jej bezpieczeństwa - oświadczył Nate. 

Brat nieoczekiwanie całkowicie go poparł. 

- Każdy bandyta w mieście może w każdej chwili zdobyć jej adres i zaczaić się na nią! 

- zagrzmiał Jake. 

- Czy ktoś cię śledził, kiedy jechałaś dziś do pracy? - spytał Nate tonem zawodowego 

detektywa. 

- Nie wiem. Autobus był zatłoczony, nic nie widziałam - szepnęła Julia. 

- Ona jechała autobusem! - zawołała Erica. - Przecież to strasznie niebezpieczne! 

Julia zrozumiała, że ma do czynienia z tym, co  w psychologii społecznej nazywa się 

nieporozumieniem  kulturowym.  Ludzie  należący  do  różnych  kręgów  kulturowych  zupełnie 

inaczej  pojmują  te  same  zjawiska.  To,  co  dla  jednych  jest  bezpieczne  i  zwyczajne,  drugim 

może się wydawać obce i groźne. 

-  Wiem,  że  należy  uważać  -  odezwała  się.  -  Kiedy  byłyśmy  z  siostrą  małe,  mama 

kazała  nam  się  nauczyć  na  pamięć  wszystkich  sytuacji,  których  należy  unikać.  Uczono  nas 

tego w szkole. 

background image

-  Bardzo  dobrze  -  pochwalił  ją  Nate  -  ale  teraz  wymagasz  dodatkowego 

zabezpieczenia. Jesteś narzeczoną Michaela i to sprawia, że stałaś się łatwym celem. Wszyscy 

cię znają. 

Barbara wzięła ją za rękę. 

- A może byś do dnia ślubu zamieszkała z nami - zaproponowała. - Mamy wielki dom, 

nie czułabyś się skrępowana, a nam byłoby z tobą bardzo dobrze. 

- Doskonały pomysł! - Oczy Eriki rozbłysły. 

- Ja... nie mogę... - wykrztusiła, pragnąc uciec stąd jak najdalej. Gdyby tak ziemia się 

rozstąpiła pod jej nogami... 

Michael bacznie obserwował jej reakcje. 

- Tak mi ją wystraszycie, że zaraz ze mną zerwie ~ powiedział poważnym tonem. 

Może on też już ma dość tej komedii i pragnie się wycofać? Postanowiła natychmiast 

z tego skorzystać. 

- Tak, tak - powiedziała szybko. - Bardzo proszę, zwracam ci pierścionek. 

Śmiech obecnych uświadomił jej, że się pomyliła. 

-  Ma dziewczyna poczucie  humoru!  -  Jake klepnął się w udo.  - Szczęściarz z ciebie, 

stary! 

Michael spokojnie przytaknął. 

-  Owszem,  mam  szczęście  i  bardzo  dowcipną  narzeczoną.  Julia  uwielbia  żartować.  - 

Objął  ją  i  przytulił.  -  A  teraz,  kochanie,  włóż  swój  pierścionek.  Bardzo  to  było  zabawne. 

Posłuchała go bez słowa; tu, w biurze, jest tylko jego sekretarką i musi wypełniać polecenia. 

Zerknęła  na  rubin;  zupełnie  jak  kamień,  jak  kula  u  nogi  więźnia,  z  tą  tylko  różnicą,  że 

noszona na palcu. W sumie na jedno wychodzi. 

- Nie chcieliśmy cię przestraszyć. - Barbara pogłaskała ją uspokajająco po ramieniu. - 

Chodzi nam tylko o twoje bezpieczeństwo. 

Jake przybrał napuszoną minę. 

-  Musisz  wiedzieć,  że  jeśli  chodzi  o  porwania,  mamy  niestety  pewne  doświadczenia. 

W dzieciństwie została porwana moja młodsza siostra. Mimo zapłacenia okupu nigdy się nie 

odnalazła. Została tylko jej bliźniaczka, Lindsay. 

Julia nie kryła zgrozy. 

- To straszne! Myślałam, że takie rzeczy zdarzają się tylko w powieściach! 

- Byliśmy wtedy małymi chłopcami, ale nigdy tego nie zapomnieliśmy - dodał Nate. - 

Nasi rodzice od tamtej pory bardzo się zmienili. 

Barbara czule objęła męża. 

background image

- Nic dziwnego. To koszmar tak nagle stracić dziecko. Mike - zwróciła się do pasierba 

- przepraszam, że tak panikujemy, ale teraz, po śmierci Kate, boimy się kolejnych tragedii w 

rodzinie. 

Jake napuszył się i przybrał prezesowską minę. 

-  Musisz  podjąć  odpowiednie  kroki,  żeby  zapewnić  swojej  narzeczonej  maksimum 

bezpieczeństwa  -  oświadczył.  -  Ale  rozumiem,  że  nie  macie  ochoty  mieszkać  z  rodzicami. 

Doskonale pamiętam, jak się czuje człowiek młody i zakochany... 

Urwał i tęsknie spojrzał w stronę żony. Erica udała, że tego nie zauważa. 

-  Wszyscy  jesteśmy  dorośli  i  rozumiemy  takie  sprawy  -  dorzucił  Nate.  -  Dlatego 

proponuję, żeby Julia zamieszkała z tobą, Mike. Przecież i tak niedługo się pobierzecie. 

Barbara poparła męża. 

-  W  ten  sposób  Julia  będzie  bezpieczna.  Mike  przeciągle  spojrzał  na  „narzeczoną”, 

która błagała go wzrokiem, żeby coś zrobił. 

- Może macie rację - odparł z namysłem. - Najlepiej będzie, jeśli zamieszkamy razem. 

- Czy ty zwariowałeś? 

Jeszcze  dobę  wcześniej  nie  pozwoliłaby  sobie  na  podobny  wybuch,  ale  wydarzenia 

ostatnich  godzin  zmieniły  między  nimi  wszystko  i  zwykły  takt  Julii  gdzieś  się  ulotnił.  Nie 

byli już szefem i sekretarką, tylko parą konspiratorów, od których zależy powodzenie akcji. I 

właśnie przed chwilą jedno z nich popełniło niewybaczalny błąd. 

Ze zdenerwowania zaczęła szybkimi krokami przemierzać gabinet i dopiero po chwili 

zorientowała się, że to robi. Zachowanie tej rodziny chyba rzeczywiście jest zaraźliwe... 

-  Nie  zamierzam  z  tobą  mieszkać!  Dlaczego  im  powiedziałeś,  że  się  do  ciebie 

przeprowadzę? 

Michael przysiadł na biurku, czego dawniej nie robił. 

-  Bo ich znam  -  odparł  spokojnie  -  i wiem, że się nie odczepią,  jeśli  nie postawią  na 

swoim. Nigdy by stąd nie wyszli, gdybym im nie obiecał zapewnić ci bezpieczeństwo. A tak, 

opuścili nas w mgnieniu oka. 

- Mam nadzieję, że się nie obrazili, że nie chcieliśmy iść z nimi na lunch. 

Michael  po  prostu  stanowczo  odmówił  w  imieniu  ich  obojga,  wyjaśniając,  że  są  już 

umówieni, co oczywiście nie odpowiadało prawdzie. 

- Wyczułem, że nie marzysz o uroczystym posiłku w gronie mojej rodziny. 

Miał  rację;  Julia  na  samą  myśl  o  podobnej  perspektywie  poczuła,  jak  przebiega  ją 

dreszcz. Na razie miała jego rodziny po uszy. 

background image

-  Czy  teraz  będziemy  musieli  udawać,  że  się  do ciebie  przeprowadziłam?  -  spytała  z 

niepokojem.  -  Moja  matka  słusznie  mi  zawsze  mówiła,  że  jedno  kłamstwo  pociąga  za  sobą 

drugie i dlatego nie warto kłamać. Bóg jeden wie, co teraz będziemy musieli wymyślać! 

Michael usiadł za biurkiem i przechylił się w fotelu. 

- Głupio wyszło z tym porwaniem. Skąd im to właściwie przyszło do głowy? 

-  Jak  to  skąd?  -  parsknęła  oburzona.  -  Przecież  sam  im  powiedziałeś,  że  boisz  się  o 

pierścionek! 

-  Wcale  nie  boję  się  o  pierścionek  i  nigdy  nic  takiego  nie  mówiłem  -  zaprzeczył  z 

niesmakiem.  -  To  ty  wyrwałaś  się  z  tą  opowieścią  o  kiju  bejsbolowym  i  okropnie  ich  wy-

straszyłaś. 

- Przecież dodałam, że nie miałam potrzeby go użyć. 

- Tak czy inaczej, to właśnie wtedy stryj Jake zaczął mówić o porwaniach dla okupu. 

Miał zresztą rację. Jako moja narzeczona jesteś łakomym kąskiem dla porywaczy. 

Spojrzała na niego twardo i nieustępliwie. 

-  Nie  ma  o  czym  mówić.  Nie  zamierzam  nigdzie  się  przeprowadzać  i  nikt  mnie  nie 

porwie. I wcale nie jestem twoją narzeczoną, zapomniałeś? 

-  Nie,  pamiętam  o  tym,  ale  dokoła  nie  brakuje  szaleńców,  którzy  o  tym  nie  wiedzą. 

Program  telewizyjny  był  bardzo  przekonujący  i  wszyscy  są  zdania,  że  jesteśmy  w  sobie 

zakochani - dodał z wyraźnym przekąsem i roześmiał się. 

-  Nie  ma  w  tym  nic  śmiesznego!  -  zaprotestowała.  -  Czuję  się  okropnie,  kiedy  tak 

okłamuję twoją rodzinę. Wyprowadzić w pole jakąś telewizyjną dziennikarkę to zupełnie co 

innego,  można  to  zrobić,  żeby  ratować  firmę,  ale  oszukiwać  koleżanki  albo  twoich 

rodziców... Czuję się podle. To, co robimy, jest obrzydliwe. 

-  Rozumiem,  że  nie  jesteś  wyznawczynią  teorii  o  celu,  który  uświęca  środki.  Albo 

przynajmniej za taką się uważasz. 

Jego  spokojny  głos  sprowadził  ją  na  ziemię.  Przecież  ratowanie  zdrowia  Joanny  jest 

właśnie  tym  celem,  a  środkami  jest  to  wszystko,  co  właśnie  z  taką  stanowczością  potępiła. 

Spuściła głowę. 

-  Przykro  mi,  ale  czasy,  kiedy  nawet  by  mi  to  nie  przyszło  do  głowy,  dawno  już 

minęły - przyznała ze smutkiem. 

Michael wyprostował się. 

- Ja nawet nie pamiętam takich czasów. Zawsze byłem dorosły. 

-  Najgorsze,  że  chyba  wcale  nie  przesadzasz.  -  Julia  ściszyła  głos.  -  Trudno  jest  być 

synem Nate'a i Sheili i nie być cynicznym. 

background image

-  Powiedzmy,  praktycznym.  A  skoro  o  mamie  mowa,  to  należy  się  spodziewać  jej 

wizyty. Ponieważ nie zadzwoniła zaraz po programie, prawdopodobnie chce mi pogratulować 

osobiście. Julia jęknęła. 

-  Tylko  nie  to!  Nie  jestem  przygotowana  na  rozmowę  z  twoją  matką!  Przecież  jej 

ukochany syn właśnie się zaręczył, a ja, w tej sukience... 

-  Nie  „ukochany”,  tylko  „najbardziej  atrakcyjny  pod  względem  handlowym”  - 

poprawił ją z uśmiechem. - A ty w tej sukience z przeceny bardzo miło wyglądasz. Zupełnie 

jak pszczółka, która kręci się wokół kwiatka... 

Przystanęła i spojrzała na niego z zaciekawieniem. 

- Zdumiewasz mnie. Jak możesz żartować w takiej sytuacji? 

-  Odpręż  się.  Gdzie  się  podziało  twoje  poczucie  humoru,  które  przed  chwilą  tak 

zachwalałem? 

-  Mam  poczucie  humoru,  kiedy  dzieje  się  coś  naprawdę  śmiesznego,  a  w  tym  nie 

widzę nic... Ojej, co ty robisz? 

Michael wstał, chwycił ją i posadził sobie na kolanach. Było to tak niespodziewane, że 

Julia  nie  zdążyła  wydać  z  siebie  głosu.  Ich  twarze  nagle  znalazły  się  bardzo  blisko  siebie. 

Widziała jego ciemny zarost i twardą linię podbródka. Jego niebieskie oczy przybrały znany 

jej już wyraz i poczuła suchość w ustach. 

- Mówiłaś coś? - spytał, przytulając ją mocniej. 

- Michael... - szepnęła ze skargą w głosie, ale stłumił ją pocałunkiem. 

Odpowiedziała  na  niego  bez  zastanowienia,  ogarnięta  jedną  tylko  myślą:  żeby  nie 

przestał jej całować. Zupełnie jakby od tego zależało jej życie. Zalała ją fala pożądania. Nie 

wiedziała, czy prosić go, by natychmiast przestał, czy zachęcać, by posunął się dalej. Michael 

nie czekał na zachętę; czuła jego dłonie wszędzie i wszędzie, pod jego dotykiem budziła się w 

niej  nieznana  dotąd  rozkosz.  Oboje  stracili  poczucie  czasu  i  miejsca.  Michael  chciał  ją 

rozebrać i wziąć tu, teraz. Jej dotyk doprowadzał go do szaleństwa. 

- Tak bardzo cię pragnę... 

- Ja też... 

Usłyszała swój głos, niczym echo wtórujący jego głosowi. Fotel przy biurku zrobił się 

za ciasny i Michael tęsknym wzrokiem spojrzał w stronę stojącej w rogu kanapy. Podniósł się 

z Julią w ramionach i przeniósł ją tam. W jej zamglonych oczach dostrzegł odbicie swojego 

pożądania.  Drzwi  do  gabinetu  otworzyły  się,  ale  nie  spostrzegli  tego.  Nie  widzieli,  jak 

Kristina  wchodzi  do  środka  i  patrzy  na  nich  w  osłupieniu.  Usłyszeli  dopiero  jej  zduszony 

krzyk. 

background image

-  Co  wy...!  Michael  uniósł  głowę  i  spojrzał  na  siostrę.  Miała  okrągłe  ze  zdumienia 

oczy i otwarte usta. 

-  Puść  mnie!  -  szepnęła  Julia.  Jej  schrypnięty  głos  sprawił,  że  Michael  tylko  ciaśniej 

oplótł ją ramionami. Nie był w stanie oderwać się od niej; nieważne, czy ktoś ich widzi, czy 

nie. Czuł, jak całe jego ciało drży od niespełnienia. 

-  Przepraszam,  powinnam  była  zapukać  -  powiedziała  Kristina,  odzyskawszy  głos.  - 

Nie myślałam... Nie przyszło mi do głowy, że możecie tutaj, w biurze, robić takie rzeczy... 

- Cicho bądź! I wyjdź stąd! - rzekł Michael stłumionym głosem. 

Kristina nie należała do osób, które robią to, czego się od nich żąda, kiedy nie mają na 

to ochoty, a tym razem - nie miała. Zamknęła drzwi i podeszła do kanapy. 

-  Na  przyszły  raz  albo  zamykajcie  drzwi  -  poradziła  im  -  albo  postawcie  kogoś  na 

czatach. Gdybym to nie była ja, tylko ktoś inny... Macie szczęście. 

Michael spojrzał na nią morderczym wzrokiem. 

-  Nie nazwałbym tego w tej chwili  szczęściem... Zwolnił uścisk  i Julia, korzystając z 

okazji,  wymknęła  mu  się  i  schroniła  w  łazience  przylegającej  do  gabinetu.  Michael  usiadł  i 

przeczesał ręką włosy. Jego ciało potrzebowało trochę więcej czasu niż umysł, żeby wrócić 

do rzeczywistości. Kristina przysiadła obok niego. 

- Ja chyba naprawdę umiem robić czary - zachichotała. 

- Kto by pomyślał, że wy naprawdę... Brat spojrzał na nią z wyższością. 

-  Dałaś  się  nabrać,  moja  droga.  Usłyszeliśmy,  że  idziesz,  i  odegraliśmy  tę  scenkę 

specjalnie  dla  ciebie.  Postanowiliśmy  na  tobie  wypróbować  nasze  umiejętności.  Wiemy,  że 

jeśli oszukamy ciebie, to znaczy, że uda nam się z całym światem. Jak widzę, możemy sobie 

pogratulować. 

Julia,  doprowadzając  w  łazience  ubranie  do  porządku,  słyszała  każde  słowo.  Gdyby 

tylko  mogła  uwierzyć  w  to,  co  mówił  siostrze  tym  ironicznym  tonem...  Nie  mogła  jednak 

wierzyć,  bo  tylko  ona  jedna  wiedziała,  co  działo  się  z  nimi  przed  chwilą.  Tylko  ona  znała 

ogrom  namiętności,  która  powaliła  ich  swoją  siłą.  Przecież  gdyby  nie  nagłe  wtargnięcie 

Kristiny, leżeliby teraz na tej kanapie i... 

Odepchnęła od siebie osaczające ją obrazy. Szybko przyczesała włosy, starając się nie 

widzieć  w  lustrze  swej  zarumienionej  twarzy,  nabrzmiałych  ust  i  rozszerzonych  źrenic. 

Tymczasem Michael raz po raz spoglądał na zamknięte drzwi do łazienki. 

- Nie próbuj mnie oszukiwać, Mike. - Kristina pobłażliwie poklepała go po ramieniu. - 

Uważam, że bardzo dobrze się stało, że się w niej zakochałeś. 

Podskoczył, jakby go ukłuła igłą. 

background image

- Nie bądź śmieszna! Wcale nie jestem zakochany! Drzwi od łazienki otworzyły się  i 

w progu stanęła Julia. 

Spojrzał  na  jej  nabrzmiałe wargi  i  mimo że była  już ubrana, ujrzał w  myślach to, co 

kryło się pod sukienką. Tlące się węgielki pożądania buchnęły płomieniem. Jednocześnie po-

czuł wściekłość, że tak się daje prowokować. Uznał, że nigdy dotąd nie znalazł się w równie 

skomplikowanej i trudnej sytuacji. 

- Idę coś zjeść - oświadczyła Julia chłodnym, opanowanym głosem i szybkim krokiem 

ruszyła do wyjścia. 

- Idź z nią - poradziła bratu Kristina. 

- Nie! - krzyknęli jednym głosem „narzeczeni”. 

-  Po  lunchu  idę  jeszcze  po  zakupy  -  dodała  Julia.  Nie  miała  ochoty  ani  jeść,  ani 

chodzić po sklepach, ale musiała coś zrobić, by natychmiast znaleźć się daleko od Michaela. 

Jego obecność nadal była dla niej groźna. 

-  Muszę  sobie  zrobić  godzinkę  przerwy.  Obowiązki  narzeczonej  są  bardzo 

wyczerpujące... - oznajmiła znacząco. 

We wzroku Michaela dostrzegła wściekłość. 

- Zrób sobie dwie godziny wolnego. Można się udusić od tego udawania, wiem coś o 

tym. 

Kristina powiodła po nich obojętnym wzrokiem. 

- Dobrze wam radzę, uciekajcie stąd, nieważne razem czy osobno. Sheila jest w firmie 

i  chyba  tu  nadciąga.  Właśnie  z  tym  do  was  przyszłam,  chciałam  was  ostrzec.  Najpierw 

posiedziała  w  dziale  prawnym,  żeby  trochę  podręczyć  tatę,  ale  na  szczęście  już  wyszedł  na 

lunch.  Poprosiłam  wtedy  Caroline,  żeby  ją  zagadała,  i  przybiegłam  tutaj.  Caroline  to  cwana 

sztuka,  ale  jak  długo  można  bawić  rozmową  kogoś  takiego  jak  Sheila?  Zmykajcie  jak 

najszybciej.  Chyba  że  wolicie  odegrać  kolejną  małą  scenkę,  tym  razem  specjalnie  dla 

mamusi... 

- Dzięki, już mnie tu nie ma - rzekła Julia, znikając za drzwiami i kierując się w stronę 

klatki schodowej. Wiedziała, że Sheila Fortune nie poniży się do wchodzenia po schodach. 

Dopiero  na  dwudziestym  szóstym  piętrze  wsiadła  do  windy  i  nie  zauważona  przez 

nikogo wymknęła się z budynku. Michael jednak nie miał takiego szczęścia. Sheila dopadła 

go, kiedy czekał na podeście przy windach. 

- Co ja słyszę! Zaręczyłeś się ze swoją sekretarką!  - krzyknęła i energicznym ruchem 

ujęła syna pod ramię. 

Lawina słów pociągnęła go za sobą i ogłuszyła. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

- Fajnie jest tak być narzeczoną szefa... 

Julia  usłyszała  to  od  jednej  z  młodych  recepcjonistek,  kiedy  po  południu  wróciła  do 

pracy. Zgodnie z sarkastyczną uwagą Michaela wzięła sobie dwie godziny wolnego, by nieco 

odetchnąć  i  uporządkować  myśli.  To  pierwsze  udało  jej  się  zrobić;  drugie  okazało  się, 

niestety, zupełnie niewykonalne. 

Spacerowała po mieście, nie widząc sklepów i automatycznie przeżuwając kanapkę z 

zapiekanym  serem,  całkowicie  pozbawioną  smaku.  Na  każdą  myśl  o  Michaelu  jej  ciało 

reagowało  podnieceniem  i  niepokojem.  Nie  rozumiała  siebie  i  gubiła  się.  Próba 

uszeregowania faktów skończyła się klapą. Pracowała u niego od kilkunastu miesięcy i... nic. 

Żadnemu z  nich  nie przyszło do głowy,  by w  jakikolwiek sposób zmienić rodzaj  łączących 

ich stosunków. Ona siedziała w sekretariacie; jego miejsce było w gabinecie szefa. 

Świat był uporządkowany i prosty. 

Potem  pojawiła  się  Kristina  z  tym  swoim  szalonym  pomysłem.  Niby  się  zaręczyli  i 

zaczęli grać parę. Zgodnie z wymogami roli, wymienili pierwszy pocałunek i... tama została 

przerwana.  Tak  jakby  od  dawna  tylko  na  to  czekali.  Pragnęli  być  ze  sobą,  dotykać  się, 

całować, i  nie tylko. Zadrżała z podniecenia  i wstydu. Przecież ona nie tylko odpowiada  na 

pieszczoty  Michaela,  nie  tylko  chętnie  im  ulega;  ona  go  zachęca,  wykazując  inicjatywę,  o 

którą nigdy się nie podejrzewała! Co teraz będzie? Michael wyraźnie dał jej do zrozumienia, 

że  nie  miałby  nic  przeciwko  romansowi  w  ramach  ich  narzeczeńskiej  umowy.  A  ona 

językiem ciała odpowiedziała mu, że i ona nie miałaby nic przeciwko temu. 

W  ich  obecnej  sytuacji,  jak  w  lustrze,  ujrzała  powtórzenie  jego  dotychczasowych 

związków  z  kobietami.  Szybki  seks  w  krótkim  czasie.  Co  dla  niego  jest  normalne,  dla  niej 

może  się  okazać  katastrofalne  w  skutkach.  Jeśli  pozwoli,  by  instynkt  wziął  górę  nad 

rozsądkiem i wda się w romans z szefem, jak potem będzie mogła nadal z nim pracować? 

Cała afera prędzej czy później dobiegnie końca; to oczywiste. Znała Michaela na tyle, 

by  nie  mieć  co  do  tego  najmniejszych  wątpliwości.  Ten  mężczyzna  nigdy  na  dłużej  nie 

zwiąże się z żadną kobietą i nie wolno jej się oszukiwać, że zrobi dla niej wyjątek. Kontrakt 

tego nie przewiduje; w każdej chwili może to sprawdzić, punkt po punkcie. 

Nigdy  w  życiu  nie  była  tak  zagubiona.  Zawsze  uważała  się  za  osobę  niezdolną  do 

seksu z kimś, kogo nie kocha. A dziś o mało nie oddała się Michaelowi w jego gabinecie. .. 

background image

A  przecież  nie  kochała  go;  chciała  się  z  nim  tylko  kochać,  bo  wzbudził  w  niej 

pożądanie!  Jęknęła  i  ukryła  twarz  w  dłoniach.  On  doskonale  wie,  jakie  uczucia  w  niej  wy-

wołuje,  i  jest  gotów  w  każdej  chwili  je  zaspokoić,  a  potem  -  do  widzenia.  Taki  zwykły 

biurowy romans, kończący się z chwilą, kiedy szef da do zrozumienia, że ma już dość. 

Miała  świadomość,  że  jeśli  ulegnie  Michaelowi  i  własnym  zmysłom,  śmiertelnie  się 

zakocha  w  mężczyźnie,  dla  którego  jest  tylko  przedmiotem.  Banalność  sytuacji  poraziła  ją. 

Wyobraziła sobie, że „potem” jak zwykle codziennie przychodzi do pracy, widuje Michaela, 

rozmawia z nim o biurowych sprawach, wykonuje jego polecenia. Kocha go, ale nie może go 

mieć. Wysyła kwiaty jego kobietom i rezerwuje stoliki w restauracjach... Oczyma wyobraźni 

ujrzała bukiety róż... 

Nigdy  tego  nie  zniesie!  Nie  trzeba  studiować  psychologii,  by  wiedzieć,  że  jedynym 

sposobem  uniknięcia  cierpienia  jest  unikanie  sytuacji  mogących  je  wywołać.  A  to  oznacza 

rezygnację z pracy. Rozwiązanie narzuca się samo. Romans z Michaelem jest równoznaczny 

z  utratą  pracy,  co  w  jej  przypadku  nie  wchodzi  w  rachubę.  Nie  w  sytuacji,  kiedy  ma  chorą 

siostrę. Dla Joanny gotowa jest zrobić wszystko, a zatem nie wolno jej narażać się na utratę 

pracy. To z kolei  zakłada natychmiastowe przerwanie tych erotycznych gierek, które tak im 

obojgu  przypadły  do  gustu.  Koniec  ze  znaczącymi  spojrzeniami,  koniec  z  pocałunkami, 

koniec z... 

-  Jak  to  miło  z  twojej  strony,  że  raczyłaś  nas  znowu  zaszczycić  swoją  obecnością.  - 

Drwiący głos Michaela wyrwał ją z zamyślenia. 

Podskoczyła; była tak pogrążona w myślach, że nie zauważyła, kiedy wszedł. Wstała i 

stanęła za krzesłem w bezpiecznej odległości od nieprzyjaciela. 

- Mówiłeś, że należą nam się dwie godziny przerwy - przypomniała mu. 

-  Doskonale  wiesz,  że  tak  nie  myślałem.  Musiałem  tak  powiedzieć  po  tej  twojej 

uwadze, że musisz odetchnąć od pełnienia uciążliwych obowiązków narzeczonej. 

- Nie zapominaj, że to ty dusisz się od tego udawania... Czyżbyś żartował? 

-  A  jak  myślisz?  Patrzył  na  nią  tak  jak  wtedy,  na  sekundę  przed  wejściem  Kristiny. 

Julia przywołała przed oczy obraz Joanny, jakby miał ją ochronić i dodać siły. 

- Myślę, że omal nie popełniliśmy strasznego głupstwa. Musimy zapomnieć o tym, co 

się działo, zanim Kristina nas... zaskoczyła - odparła dzielnie. 

-  I  ostatnie  dwie  godziny  spędziłaś  na  przekonywaniu  samej  siebie,  że  tak  właśnie 

należy postąpić? 

- Tak. 

background image

On  również,  po  krótkiej,  ale  gwałtownej  i  bardzo  wyczerpującej  wizycie  matki, 

próbował odzyskać równowagę. Przypomniał  sobie swoją dobrą, starą zasadę:  nigdy  nie  łą-

czyć pracy z rozrywką. Seks i praca to dwie różne sprawy i należą do dwóch osobnych sfer 

życia.  Przecież  właśnie  dlatego  zwalniał  urzędniczki,  które  tego  nie  rozumiały.  Romans  z 

własną sekretarką to granat o opóźnionym zapłonie. 

Kiedy jednak usłyszał słowa Julii zawiadamiającej go o swoim postanowieniu, poczuł, 

jak  budzi  się  w  nim  coś,  czego  dotąd  nie  dostrzegał.  Dziwna  pierwotna  siła  kazała  mu 

zapomnieć o rozsądku i logice. Pragnął porwać w ramiona stojącą przed nim kobietę, zanieść 

ją do siebie i znowu usłyszeć jej schrypnięty głos wymawiający jego imię... 

Nagle  otrząsnął  się,  wspomagany  przez  resztki  zdrowego  rozsądku.  Nigdy  żadne 

emocje nie będą nim rządziły! Zawsze będzie kontrolował swoje życie! Tak było dotychczas i 

tak będzie teraz! Uśmiechnął się drapieżnie. 

- Całkowicie się z tobą zgadzam - rzekł dobitnie. 

Julia patrzyła na niego, ogarnięta rosnącym lękiem. 

- Całkowicie się z tobą zgadzam - ciągnął. - Nie jesteśmy aktorami z Hollywood, żeby 

mieszać życie  z  fikcją. Innymi  słowy,  nie dla  nas romans  na zlecenie. Jesteśmy  za  mądrzy, 

żeby wykraczać poza ustalenia wiążącego nas kontraktu. 

Julia oparła się o biurko. Tego rodzaju rozmowę potrafiła kontynuować. 

-  Mamy  zresztą  więcej  szczęścia  od  aktorów.  Sceną  naszej  sztuki  jest  biuro,  a  nie 

jakieś romantyczne miejsce w rodzaju Tahiti czy Paryża. 

Zacisnęła dłonie na oparciu krzesła. Pierścionek zaręczynowy błysnął w promieniach 

słońca. 

-  Właśnie  tak.  -  Skinął  głową  Michael.  -  Pracować  będziemy  zupełnie  normalnie,  a 

odgrywać  komedię  będziemy  tylko  przy  ludziach.  Wtedy  będziemy  udawać  szaleńczo  za-

kochaną parę. A teraz do roboty. 

Odetchnęła z ulgą i zasiadła za biurkiem. 

-  Co  też  mamy  po  południu...  -  Głos  Michaela  był  oficjalny.  -  Zadzwoń  do 

Waszyngtonu  do  Gelmana  i  poproś,  żeby  się  ostatecznie  ustosunkował  do  sprawy  tych 

zapowiedzianych dostaw. Kiedy poda dokładną datę, wprowadź ją do mojego rozkładu zajęć. 

Znowu  był  tym  rzeczowym,  sprawnym  szefem,  którego  znała  od tak  dawna.  Z  ulgą 

powitała jego „powrót”; wszystko znalazło się na swoim miejscu, zagrożenie gdzieś zniknęło. 

Tego właśnie chciała. Tak właśnie musiało być. 

background image

-  Jeszcze  jedno  -  dodał  Michael,  stając  w  drzwiach.  -  Zarezerwuj  dla  nas  stolik  na 

jutrzejszy wieczór. Kristina sądzi, że  musimy się  pokazać, i chyba  ma rację. Narzeczeni tak 

zwykle robią. 

-  Chodzi  o  jakiś  konkretny  lokal?  -  zapytała  chłodno.  Mimo  wszystko  sprawiła  mu 

przykrość. Bardzo tęsknił za jej poprzednim wcieleniem, za uśmiechniętą, zarumienioną Julią 

z oczami błyszczącymi z podniecenia. Tak jednak musi być; ustalili reguły i nie wolno mu się 

z nich wyłamywać. 

- Wszystko mi jedno - rzucił. - Wybierz sama. Jak zwykle, nie licz się z kosztami. To 

ma być coś ekstra. 

Zniknął w gabinecie i Julia została sama. 

- Nie licz się z kosztami, coś ekstra, jak zwykle - powtórzyła do siebie szeptem. 

Zabrzmiało  to  jak  rozkaz  znudzonego  pana  i  władcy.  Jak  zwykle...  Michael  zwykle 

bywał w lokalach całkowicie niedostępnych dla takiej szarej myszki jak ona. Próbowała sku-

pić się na ekranie komputera, ale nie potrafiła. 

To jego Jak zwykle” dziwnie ją prześladowało i denerwowało. A do tego jeszcze: „nie 

licz  się  z  kosztami”!  Innymi  słowy:  „możesz  sobie  pohulać  i  wybrać  najdroższy  lokal  w 

mieście, gdzie z pewnością nigdy byś nie weszła, gdyby nie ja”. 

Obrzydliwe i upokarzające. Co on sobie myśli? 

Po  załatwieniu  zleconych  jej  spraw  nieco  ochłonęła.  Może  Michael  wcale  nie 

zamierzał jej obrazić? Może to tylko tak wyszło? Jest tak zdenerwowana, że w każdym jego 

słowie, najbardziej nawet niewinnym, węszy podstęp. 

Tak czy owak, Michael zamierza po raz kolejny powtórzyć „stary numer”. Ile już razy 

spędzał  wieczór  z  kobietą  w  ekskluzywnej  restauracji?  Sto?  Tysiąc?  Postanowiła,  że  ten 

wieczór będzie wyjątkowy, i to nie tylko dla niej. 

Jak  to  on  powiedział?  „Wszystko  mi  jedno,  sama  coś  wybierz”.  Oczywiście,  nie 

powiedział tego dosłownie; sądził, że Julia zrozumie to właściwie i zamówi im stolik w jednej 

z tych eleganckich restauracji, w których nigdy dotąd nie była. Może nawet się przestraszy, że 

to  dla  niej za wytworne miejsce. „Sama coś wybierz”, powtórzyła w  myślach  i postanowiła 

naprawdę to zrobić. 

Następnego wieczoru przyjechał po nią przed siódmą. Było ciepło i studenci tłumnie 

wylegli  na  uliczki  campusu  i  alejki  pobliskiego  parku.  Na  parapetach  siedziały  dziewczęta, 

wystawiając twarze do zachodzącego słońca. 

Patrzył na nich jak na istoty z innej planety. Byli tacy weseli, beztroscy i odprężeni... 

Przypomniał  sobie  własne  studia  i  samokontrolę,  jaką  narzuciło  mu  wychowanie  i  to,  co 

background image

uważał  za  własny  wybór.  Chyba  nigdy  w  życiu  nie  wałęsał  się  po  parku,  kopiąc  liście 

spadające z drzew... 

Drzwi otworzyła  mu  ciemnoskóra dziewczyna w obcisłych  legginsach  i takiej samej 

koszulce. 

- Ach, to ty. Jesteś szefem Julii. Michael uśmiechnął się z wysiłkiem. 

- Tak, ale jestem również jej narzeczonym. Kia parsknęła śmiechem. 

-  Racja!  Zapomniałam.  Nie  zaprosiła  go  do  środka.  Stali  w  progu  i  dziewczyna 

bacznie mu się przyglądała. 

-  Przyjechałem  zabrać  Julię  na  kolację  -  wyjaśnił  uprzejmie.  -  Mogłabyś  jej 

powiedzieć, że przyszedłem? 

Kia otaksowała go wzrokiem. 

- Wybierasz się w tym stroju? Miał na sobie nowy garnitur, który włożył specjalnie na 

ten wieczór; po powrocie z pracy zdążył jeszcze się przebrać, ogolić i wziąć prysznic, zanim 

zapukał do mieszkania Julii. 

-  Zresztą,  jak  chcesz  -  dodała  obojętnie  Kia.  -  Sam  sobie  będziesz  winien.  Jak  się 

spocisz,  najwyżej  oddasz  ubranko  do  pralni.  -  Cofnęła  się  i  wpuściła  go  do  środka.  -  Julia! 

Ten twój właśnie przyszedł! 

Zupełnie  jakby  anonsowała,  że  chłopak  z  przeciwka  wpadł,  żeby  zabrać  ją  na  colę. 

Zniknęła  w  głębi  mieszkania,  a  Michael  rozejrzał  się  po  saloniku.  Stara  kanapa,  krzesła, 

stolik,  telewizor;  wszystko,  poza  tym  ostatnim,  kupione  na  jakiejś  garażowej  wyprzedaży. 

Dlaczego ona tu mieszka? Przecież przy jej zarobkach mogłaby sobie wynająć coś lepszego. 

To  dobre  dla  biednych  studentów,  a  nie  dla  sekretarki  zatrudnionej  w  wielkiej  korporacji. 

Może po prostu odpowiada jej atmosfera? 

Nagle  sobie  uświadomił,  jak  niewiele  o  niej  wie.  Nigdy  mu  nie  przyszło  do  głowy 

pytać ją o cokolwiek. 

Julia weszła do pokoju i jego myśli rozpierzchły się jak fale jeziora poruszone nagle 

rzuconym  kamieniem.  Miała  na  sobie  dżinsy  i  bawełnianą  koszulkę;  rozpuszczone  włosy 

spadały  jej  na  ramiona.  Uśmiechnęła  się  do  niego  i  poczuł,  jakby  padł  na  niego  promień 

słońca.  Dopiero  po  dłuższej  chwili  uświadomił  sobie,  jak  bardzo  odmiennie  są  ubrani. 

Zupełnie jakby się wybierali w dwa różne miejsca. 

-  No  to  idziemy  -  usłyszał  energiczny  głos  koleżanki  Julii.  -  Strój  nie  jest  ważny. 

Każdy  włożył,  co  tam  miał,  a  pan  Fortune  wystroił  się  jak  na  bal,  bo  zawsze  wszystkim 

narzuca swój styl. 

Spojrzał na nią, a potem przeniósł wzrok na Julię. 

background image

- To chyba jakieś nieporozumienie - wycedził. Wiedział, że Kia tylko czeka, żeby się 

zdenerwował, i specjalnie go prowokuje. Postanowił nie dać jej satysfakcji. Te jej odzywki: 

„pan Fortune” i „zawsze wszystkim narzuca swój styl” bardzo go uraziły. 

Swoją  drogą  ciekawe,  czy  Julia  podziela  jej  zdanie  i  też  widzi  w  nim  faceta,  który 

zawsze robi, co chce i nigdy z nikim się nie liczy? Przecież on wcale taki nie jest! 

- Powiedziałeś, że mogę wybrać miejsce, gdzie spędzimy wieczór - wyjaśniła Julia. - 

Postanowiłam, że pójdziemy na festyn z okazji jesiennego święta sztuki. Kia pójdzie z nami, 

chyba nie masz nic przeciwko temu? 

-  Oczywiście,  że  nie  -  oświadczył  sztywno.  -  Chociaż  chyba  jeszcze  nas  sobie  nie 

przedstawiono. 

Julia machnęła ręką. 

- Nie szkodzi, ona i tak wszystko wie.  Kia, to Michael, Michael, to Kia.  Nie musimy 

się zgrywać, ona się domyśliła, jak jest naprawdę. 

Michael przestał uprzejmie się uśmiechać. 

- Przecież się umówiliśmy, że nikt nie pozna prawdy przed czasem. Tylko my... 

-  Nie  tylko!  -  przerwała  mu  Kia.  -  Sekret  zna  twoja  siostra  i  twój  adwokat,  a  to  już 

dwoje z twojej strony. Wypada chyba, żeby i Julia miała kogoś wtajemniczonego, na wszelki 

wypadek. 

Miała  rację,  ale  nie  zamierzał  przyznać,  że  trafiają  do  niego  jej  argumenty.  To,  co 

powiedziała,  podkreśliło  jeszcze  fakt,  że on  i  Julia  są  w  tej  sprawie  „stronami”,  że  grają  w 

przeciwnych drużynach, a przecież powinni być solidarni! Tak przynajmniej myślał, ale Julia 

najwyraźniej uważała inaczej. Wtajemniczyła we wszystko tę dziewczynę, bo mu nie ufała  i 

chciała się zabezpieczyć. Zabolało go to. 

- Kia jest bardzo dyskretna, nie bój się - pocieszyła go Julia. - Dochowa tajemnicy tak 

samo jak Kristina i Sterling. 

Kia zamruczała coś pod nosem, ale ją usłyszał. 

-  Jestem  bardziej  godna  zaufania  niż  ci  bogacze,  którym  się  wydaje,  że  mogą 

bezkarnie kłamać, bo mają pieniądze. 

Julia uciszyła ją wzrokiem. 

-  Przestań,  proszę.  Chyba  możemy  już  iść.  Festyn  gotów  się  rozpocząć  bez  nas,  a  w 

tym roku jest podobno wyjątkowo atrakcyjny. Słyszałeś już o nim, prawda? 

Pokręcił głową. Nie słyszał o żadnym  jesiennym  festynie sztuki, a nawet  gdyby, to  i 

tak by na niego nie poszedł. 

background image

-  Mam  nadzieję,  że  oprócz  dzieł  sztuki  będzie  tam  coś  do  zjedzenia  -  powiedział 

zrezygnowanym głosem. 

-  Jasne!  - potwierdziła Julia.  - Nasze koleżanki  już tam były  i  mówią, że w tym roku 

jest więcej jedzenia niż obrazów! 

Nie wyglądał na zachwyconego. 

-  Już  sobie  wyobrażam.  Pewnie  frytki,  tłuste  kiełbaski  i  zapiekanki,  a  do  tego 

gazowane  napoje  w  puszkach.  Oczywiście,  żadnych  jarzyn  i  owoców...  No  i  pewnie  gęste 

sosy, od których lepią się ręce i ubranie. 

Julii zaświeciły się oczy. 

-  Cudownie!  Idźmy  już!  Jestem  strasznie  głodna!  Wyszli  z  domu  i  pieszo  ruszyli  w 

stronę zamkniętego dla ruchu obszaru, gdzie odbywał się festyn. Samochód Michaela został 

na parkingu przed domem Julii, wzbudzając zainteresowanie studentów. 

-  Mogłaś  mnie  uprzedzić  o  zmianie  planów  -  szepnął  do  ucha  Julii,  kiedy  Kia 

wysforowała się do przodu. 

- Przecież wcale mnie nie pytałeś, dokąd idziemy - odrzekła wesoło. - Myślałam, że ci 

naprawdę wszystko jedno. Gdybyś zapytał, powiedziałabym ci z przyjemnością. 

Jej radość miała w sobie coś zaraźliwego; Michael poczuł, że drgają mu kąciki ust. 

-  Wyobrażam  sobie,  jak  świetnie  się  bawisz,  kiedy  widzisz  mnie,  jak  w  garniturze 

podążam na jakąś jarmarczną wyżerkę. 

- O, przepraszam, to nie jest jakaś jarmarczna wyżerka  - poprawiła go ze śmiechem - 

tylko festiwal sztuki. 

- Wyobrażam sobie tę sztukę - uśmiechnął się niemrawo - wśród hamburgerów i bitej 

śmietany. 

Julia spojrzała na niego z udaną powagą. 

-  Sztuką  jest  wszystko,  podobnie  jak  poezją.  Nawet  hamburger  i  bita  śmietana, 

wszystko zależy od punktu widzenia. 

Weszli na teren festynu i Michael rozejrzał się po eksponatach. 

- Właśnie czegoś takiego się spodziewałem - jęknął. Julia wskazała mu palcem jakieś 

czarne straszydło. 

- Zobacz, jaki piękny ptak! I duży! W sam raz do twojej klatki w salonie. 

Spojrzał na nią błagalnie. 

- Daj spokój mojej klatce, proszę. Kia spotkała znajomych i odeszła, machnąwszy  im 

ręką na pożegnanie. 

- Baw się dobrze, sztywniaku! Smacznego! Michael pytająco spojrzał na Julię. 

background image

- Ona mnie nie lubi, prawda? I wie, że nie znoszę takiego jedzenia. 

Julia spojrzała na niego niewinnym wzrokiem. 

- Jak możesz tego nie lubić? Przecież to wspaniałe. Podeszła do najbliższego stoiska i 

kupiła  sobie  wielką  bułę  napełnioną  kawałkami  pieczonego  kurczaka,  roztopionym  serem, 

grzybami, cebulą, sałatą i pomidorami i polaną gęstym białym sosem. Michael wzdrygnął się 

z obrzydzeniem. 

-  Nawet  jako  dziecko  nie  jadałem  w  takich  miejscach.  -  Zafascynowany  patrzył,  jak 

Julia wbija zęby w gigantyczną kanapkę, a sos cieknie jej po palcach. 

Sięgnął po papierową serwetkę i wytarł jej rękę. 

-  Pamiętam,  jak  ojciec  kiedyś  zaprowadził  nas  do  parku  i  kupił  nam  kukurydzę. 

Zemdlił mnie już sam zapach. Jeszcze dzisiaj robi mi się niedobrze, kiedy to wspominam. 

Julia zaśmiała się głośno. 

- Biedny Michael! Przepraszam, nie wiedziałam! 

-  Naprawdę?  Wsunął  palce  za  pasek  jej  dżinsów i  usunął  ją  z  drogi  małego  chłopca, 

który  szedł  prosto  na  nich,  zasłonięty  chmurą  waty  cukrowej.  Gdy  niebezpieczeństwo 

zderzenia minęło, nie zabrał ręki. Przeciwnie - przyciągnął Julię bliżej siebie i niemal słyszała 

bicie jego serca. 

Poczuła  płyn  po  goleniu  dobrze  znanej  sobie  firmy  i  ciepło  bijące  od  Michaela. 

Dotykał jej skóry pod koszulką, wprawiając ją w stan bliski omdlenia. Wiedziała, że powinna 

kazać  mu  przestać,  usunąć  się  daleko  poza  zasięg  jego  dłoni,  ale  nie  potrafiła  tego  zrobić. 

Całe  jej  ciało  buntowało  się  przeciwko  rezygnacji  z  bliskości  Michaela.  Pragnęło  go  jak 

jakiegoś  życiodajnego  soku,  o  którego  istnieniu  dotychczas  nie  miała  pojęcia.  Zagłuszyła 

szept rozsądku i przytuliła się do niego. Wiedziała, że wystarczy zwrócić ku niemu głowę, by 

napotkać jego usta. Tak bardzo pragnęła go pocałować... 

- Zimno ci? - spytał, kiedy drgnęła. Parsknęła krótkim, nerwowym śmiechem. 

- Nie. Przybliżył usta do jej ucha. 

- Gorąco? Nie musiała odpowiadać; wiedział, że jest jej gorąco, podobnie jak jemu, że 

ten buchający od nich żar ma inną naturę i nie ma żadnego związku z ciepłem jesiennego wie-

czoru.  Zapragnął  nagle  znaleźć  się  z  nią  sam  na  sam,  daleko  od  tego  tłumu,  dymiącego 

jedzenia  i  koślawych  eksponatów.  Rozmyślania  na  temat  powiązań  pomiędzy  prawdziwym 

życiem  a  fikcją  i  wnioski,  do  których  jeszcze  tak  niedawno  doszedł,  dotyczące  zakazu 

łączenia życia prywatnego z pracą - rozpłynęły się bez śladu. Nie liczyło się nic poza Julią. 

-  Posłuchaj...  -  zaczął,  ale  nie  było  mu  dane  skończyć.  Z  naprzeciwka  nadchodziła 

właśnie Rachel, bliźniacza siostra Allison, córka Jake'a i Eriki. 

background image

-  Czy  to  naprawdę  ty,  czy  mam  halucynacje?  -  W  głosie  Rachel  zabrzmiało  radosne 

zdumienie. - Co ty tu robisz? 

- Witaj, Rocky, miło cię spotkać. To naprawdę ja.  - Skłonił się lekko i spróbował się 

uśmiechnąć. 

Rocky przyjrzała mu się rozbawionym wzrokiem. 

-  A  już  myślałam, że to twój sobowtór. Kto  by pomyślał? Michael  na  festynie sztuki 

nowoczesnej... Nie mów, że jedzenie tutaj też ci smakuje. 

-  Myślałem,  że  jesteś  w  Wyoming,  Rocky  -  odparł  wymijająco.  -  Co  za  miła 

niespodzianka widzieć cię tutaj. 

Nie puścił Julii, jakby się bał, że skorzysta z chwili nieuwagi i ucieknie. 

Rachel mrugnęła okiem. 

-  Dla  mnie to też dość niespodziewane spotkać tutaj ciebie, drogi kuzynie. Bardzo ci 

do  twarzy  w  dymie  z  hamburgerów  i  hot  dogów,  że  nie  wspomnę  o  wspaniałym  aromacie 

pieczonych  jabłek,  cukrowej  waty  i  wielosmakowych  lodów.  -  Zwróciła  roześmiane 

spojrzenie  ku  Julii.  -  To  ty  go  tu  przyprowadziłaś?  W  takim  razie  wierzę,  że  jest  w  tobie 

zakochany na zabój. 

-  Mój  wpływ  nie  jest  aż  tak  wielki.  Michael  przebywa  tutaj  ciałem,  ale  jego  duch 

znajduje się zupełnie gdzie indziej. Nawet nie skubnął tych wszystkich pyszności. 

Rachel,  bliźniaczkę  Allison,  znała  z  opowieści.  Mimo  ogromnego  fizycznego 

podobieństwa, kuzynki  Michaela pod względem  charakteru stanowiły  całkowite przeciwień-

stwo. Rachel była doskonałym pilotem, a ponieważ po babce odziedziczyła rodzinną flotyllę 

powietrzną,  zarządzała  lotniskiem  w  Wyoming.  Wysoka  i  rudowłosa  jak  Allison,  miała 

krótko obcięte włosy i chłopięcą, zwinną sylwetkę. Nosiła sprane dżinsy i wyblakłą koszulkę. 

W  przeciwieństwie  do  siostry  nie  używała  tuszu  ani  pudru,  a  piękne  oczy,  które  Allison 

starannie  malowała,  wykorzystując  przy  tym  całą  paletę  kosmetyków  rodzinnej  firmy,  z 

twarzy Rachel spoglądały na świat spokojnie i z dystansem. 

-  Słyszałam  o  waszych  zaręczynach,  ale  jeszcze  nie  miałam  okazji  spotkać  twojej 

narzeczonej.  Mike,  masz  nas  natychmiast  ze  sobą  poznać  -  oświadczyła  Rachel.  Michael 

dokonał prezentacji. 

-  Allison  mówiła  mi, że razem pracujecie. Od kiedy z sobą chodzicie? I  jak wam  się 

udało utrzymać to w tajemnicy? 

Ostatnie pytanie skierowała do Julii; zbyt dobrze znała swego małomównego kuzyna, 

by  przypuszczać,  że  zdradzi  jej  szczegóły.  Julia  spróbowała  sobie  przypomnieć,  co  na  ten 

temat mówiła przed kamerą, ale na próżno. Ten pierwszy wieczór odpłynął jak sen. 

background image

-  Jak  to  się  zaczęło,  Michael?  -  Spojrzała  na  niego  pytająco.  -  Nic  nie  pamiętam, 

zupełnie jakbyśmy zawsze byli razem. 

Nawet nie drgnął. 

- To chyba była miłość od pierwszego wejrzenia - wyjaśnił opanowanym tonem. - Tak 

teraz oboje uważamy, a co do utrzymania naszego związku w tajemnicy, to po prostu byliśmy 

bardzo  dyskretni.  Teraz  ty  powiedz  nam  coś  o  sobie.  Całe  wieki  cię  nie  widziałem.  Kiedy 

przyjechałaś do Minneapolis? 

Rachel posmutniała. 

-  Wczoraj. Allison  mnie wezwała. Uważa, że powinnyśmy pogadać z rodzicami. Coś 

się  między  nimi  psuje  i  trzeba  to  omówić.  -  Lekko  ściszyła  głos.  -  Rzeczywiście,  nie  jest 

dobrze. Dziś rano przy śniadaniu odnosili się do siebie tak chłodno jak dalecy znajomi, którzy 

ledwo się poznają. 

Julia poczuła się niezręcznie w sytuacji, w której ktoś nagle zaczyna mówić o bardzo 

intymnych sprawach innych ludzi. Rachel uważała, że przy narzeczonej kuzyna nie musi się 

krępować, ale Julia przecież była obca. Michael chyba tak nie myślał. 

- To przykre - powiedział cicho. - Bardzo bym nie chciał, żeby to się skończyło jak w 

przypadku  moich  rodziców.  Ale  chyba  może  do  tego  dojść.  I  tak  strasznie  długo  razem 

wytrzymali.  -  Wzdrygnął  się,  jakby  wspominał  coś  niesłychanie  przykrego.  -  Przecież 

małżeństwo to  katorga! Co za koszmarna  instytucja. Zupełnie  nie rozumiem,  jak ktoś może 

znosić podobny układ! 

W oczach Rocky ukazało się zdumienie. 

-  Bardzo  ciekawe  rzeczy  mówisz,  Mike.  Dziwny  punkt  widzenia  jak  na  kogoś,  kto 

zamierza się ożenić... To musi być bardzo przykre dla Julii, słyszeć takie rzeczy. 

Współczującym spojrzeniem obrzuciła narzeczoną brata. 

- On tak mówi z przyzwyczajenia, naprawdę myśli zupełnie inaczej - ratowała sytuację 

Julia. 

Oboje wiedzieli, że coś trzeba zrobić. Tylko co? 

-  Trudno  jest  tak  nagle  zmienić  zdanie  -  zaczął  niezręcznie  Michael  -  ale  ostatnio 

patrzę na wszystko zupełnie inaczej. 

-  Michael  nieraz  tak  coś  powie  bez  zastanowienia  -  dodała  Julia  -  zupełnie  jakby 

zapomniał,  że  jego  ojciec  od  wielu  lat  żyje  w  szczęśliwym  związku  z  drugą  żoną,  a  moi 

rodzice bardzo długo byli niezwykle dobrym małżeństwem. 

Rocky uniosła brwi. 

background image

-  Powinieneś  nad  sobą  pracować,  Mike.  Taki  stereotyp  jest  bardzo  szkodliwy,  może 

nawet stać się drugą naturą człowieka. 

- Będziemy nad tym pracować - zapewniła ją Julia. 

Michael zrobił zniecierpliwiony gest. 

- Doskonale nam się tutaj gawędzi, ale może pójdziemy gdzie indziej. 

-  Dziękuję,  ale  nie  mogę  -  odparła  Rocky.  -  Jestem  tu  z  przyjaciółmi  i  po  festynie 

wybieramy  się  do  kina.  -  Uważnie  przyjrzała  się  kuzynowi,  jakby  dopiero  teraz  zauważyła 

jego strój. - Dziwnie wyglądasz. Ten ciemny garnitur na tej... 

Przerwał jej i uniósł dłonie obronnym gestem. 

- Wiem, nic już nie mów. W oczach Julii rozbłysły diabelskie błyski. 

-  Graliśmy  w  fanty.  Ja  wygrałam  i  kazałam  mu  włożyć  to  ubranie  na  dzisiejszy 

wieczór. Myślałam, że się załamie i tego nie zrobi, ale on jest twardy... 

- Jak coś powiem, to już powiem, kochanie - podchwycił Michael. 

Rachel podskoczyła z podniecenia. 

-  Każ  mu  zjeść  porcję  frytek  z  ostrym  sosem,  a  potem  pieczone  jabłko  na  patyku, 

błagam! I duże, ogromne lody! Takie, żeby mu się roztopiły w ręku! 

Michael spojrzał czule na „narzeczoną”. 

- Ona nie chciała mnie zabić, tylko dać mi nauczkę, prawda? 

Spojrzała mu w oczy, a potem przeniosła wzrok na jego usta i w powietrzu zrobiło się 

duszno od upału. 

-  Wygrałaś,  Julio  -  powiedział  i  teraz  on  zawisł  spojrzeniem  na  jej  ustach,  niemal 

czując  ich  smak.  -  Wygrałaś  -  powtórzył  dziwnym  głosem.  -  Następnym  razem  -  dodał 

normalnym  już  tonem  -  sam  zarezerwuję  stolik.  Nie  zlecę  tak  odpowiedzialnego  zadania 

mojej sekretarce. 

Rocky pokręciła zgrabną główką. 

-  Chyba  nie  do  końca  wszystko  rozumiem,  ale  trudno...  Mam  zresztą  wrażenie,  że 

wolicie zostać sami. Poszukam moich znajomych i pójdziemy sobie na ciacha. Słyszałam, że 

macie tutaj najbardziej tłuste i słodkie ciastka na świecie. 

-  Wolałbym  się  zabić,  niż  dotknąć  jednego  z  tych  lepkich  świństw  -  skrzywił  się 

Michael. - To naprawdę może człowiekowi zaszkodzić, przecież oni w tych budach na pewno 

nie myją rąk i... 

Rachel zaniosła się głośnym śmiechem. 

- To mi coś przypomina! Pamiętasz,  jak pojechaliśmy wszyscy do Disneylandu? Ja  i 

Allison  miałyśmy  osiem  lat,  a  ty,  Mike,  dwanaście.  Co  wieczór  musieliśmy  chodzić  do 

background image

restauracji,  bo  za  żadne  skarby  nie  chciałeś  jadać  w  McDonaldzie.  Byłeś  taki  mały,  a  już 

musieliśmy ci ustępować! 

Julia skinęła głową. 

- To mu zostało. On potrafi sprawić, żeby ludzie robili, co chce. 

Nie  dodała,  że  potrafi  również  uzależnić  ludzi  od  siebie  w  każdym  sensie: 

psychicznym  i  fizycznym,  bo  to  by  ją  zaprowadziło  za  daleko.  Odsunęła  się  od  niego  i 

wzrokiem poszukała koleżanki. 

- Gdzie się podziała Kia? Koleżanka była jej teraz bardzo potrzebna; jej trzeźwy umysł 

i zmysł krytyczny; jej przenikliwość i stanowczość. Kia od razu podejrzewała, że ta zabawa w 

narzeczoną może się okazać dla Julii bardzo kosztowna. 

- Moja koleżanka gdzieś tu była, ale teraz jej nie widzę - wyjaśniła kuzynce Michaela. 

-  Pewnie  bierze  udział  w  jakichś  zawodach  -  odrzekła  Rachel.  -  Ja  też  się  zmywam. 

Bardzo  się  cieszę,  że  cię  poznałam,  Mike  naprawdę  ma  szczęście.  Gratuluję  ci,  kuzynie.  - 

Pocałowała go w policzek i lekko klepnęła w ramię. - Trzymaj się, stary. Pojutrze wracam do 

siebie,  ale  na  pewno  się  zjawię  na  waszym  przyjęciu  zaręczynowym.  Nigdy  bym  sobie  nie 

darowała, gdybym tego nie zobaczyła. 

Zwinnym ruchem wmieszała się w tłum i zniknęła. Julia i Michael stali nieruchomo i 

patrzyli na siebie wzrokiem pełnym zaskoczenia i grozy. 

- Zaręczynowe przyjęcie... - jęknęli wreszcie uniżono. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

Po raz kolejny przemierzył nerwowym krokiem gabinet. 

- Za nic nie ustąpią - rzekł zrezygnowanym głosem. 

- Dla nich to równie ważne jak Święto Dziękczynienia albo coś w tym rodzaju. Nigdy 

jeszcze  nie  widziałem,  żeby  ciotka  i  Barbara  tak  się  uwzięły.  Uparły  się,  że  urządzą  nam 

zaręczynowe przyjęcie i nie popuszczą. Już sporządziły listę gości. Ustaliły też termin: piątek, 

w przeddzień Halloweenu. 

- Wobec tego powinniśmy chyba wziąć w tym udział. 

- W głosie Julii też nie było śladu entuzjazmu. Siedziała za jego biurkiem, dziękując w 

duchu za to, że kiedy Michael wezwał  ją do gabinetu, spacerował  już od ściany do ściany  i 

jego fotel nie był zajęty. Nie wytrzymałaby długo na stojąco w tych nowych butach na bardzo 

wysokich  obcasach.  Sama  nie  wiedziała,  dlaczego  uległa  namowom  Kristiny  i  kupiła  je, 

rezygnując  z  wygodnego  obuwia  noszonego  dotychczas.  Kristina  zaciągnęła  ją  do  naj-

droższego magazynu w mieście i niemal zmusiła do nabycia tego czegoś, w czym Julia czuła 

się jak na szczudłach, a wyglądała - podobno - rewelacyjnie. 

Od  jej  pseudozaręczyn  z  szefem  minęły  już  dwa  tygodnie  i  miała  dość  czasu,  by 

zrozumieć,  że  pozycja  narzeczonej  Michaela  związana  jest  z  pewnymi  towarzyskimi 

obowiązkami. Pod tym względem Kristina okazała się nieubłagana. 

-  Musisz zmienić  swój wizerunek  - oświadczyła  pewnego dnia.  -  Nie chciałabym cię 

urazić, ale to, co nosisz w pracy... Mówiąc wprost, nie możesz się tak ubierać! 

- Co ci się nie podoba w moim stroju? - odparowała bezceremonialnie Julia. 

Od czasu „zaręczyn”  nieświadomie traktowała  Kristinę raczej  jak kogoś z rodziny, a 

nie  jak  przyrodnią  siostrę  swojego  niedostępnego  szefa.  Zresztą,  przecież  już  sama  wpro-

wadziła pewne zmiany w swoim wyglądzie. Nie  czesała się w upiorny koczek, tylko nosiła 

włosy  rozpuszczone.  Nie  zamierzała  jednak  wyrzucać  pieniędzy  na  nowe  ubrania  tylko 

dlatego, że przez jakiś czas ma grać rolę narzeczonej. 

- Uważam, że jestem bardzo odpowiednio ubrana - dodała. 

Oboje, Michael i Kristina, wymownie spojrzeli na jej beżową garsonkę i nieodłączną 

białą bluzkę. 

-  Posłuchaj  -  odezwała  się  Kristina  -  twój  strój  jest  bardzo  odpowiedni  dla 

pięćdziesięcioletniej kobiety. To znaczy, nie dla każdej, bo ani moja matka, ani ciotka Erica 

background image

nigdy w życiu nie włożyłyby czegoś podobnego, a mają ponad pięćdziesiąt lat. Innymi słowy, 

tak jak ty teraz, mogłaby się ubierać siedemdziesięciolatka. 

Julia roześmiała się; skłonność Kristiny do przesady zawsze ją bawiła. 

-  Przyznaję,  że  moje  stroje  może  rzeczywiście  nie  są  specjalnie  atrakcyjne,  ale  mam 

wrażenie, że są idealne do pracy. Zapytaj Michaela, co sądzi o tych sekretarkach, które latają 

po biurze w mini i obcisłych bluzeczkach. 

Kristina nawet nie spojrzała na brata. 

-  Jestem  pewna,  że  bardzo  by  chciał,  żebyś  tu  latała  w  mini  i  bardzo  obcisłej 

bluzeczce. Co to za narzeczona, która się ubiera jak stara baba! 

-  Nie  jestem  jego  narzeczoną,  zapomniałaś?  Michael  odchrząknął  i  niespodziewanie 

zabrał głos. 

-  Muszę  w  tym  miejscu  przyznać  rację  Kristinie.  O tym,  że  nasze  zaręczyny  są...  na 

niby,  wiemy  tylko  my  i  trzy  inne  osoby.  Cała  reszta  jest  przekonana,  że  to  prawda.  Trochę 

dziwnie wygląda, że moja narzeczona ubiera się tak... jak by to określić... 

Kristina natychmiast wybawiła go z kłopotu. 

- Mało seksownie! Otóż to! Przecież to oczywiste, że musisz z tym coś zrobić. Jesteś 

śliczna,  zgrabna,  masz  cudowne  nogi  i  wszystko  zakrywasz,  zupełnie  jakbyś  chciała  się 

oszpecić. Ale teraz z tym koniec! Idziemy po zakupy! 

- Nie zamierzam nic kupować - uparła się Julia. - Ubrania wysypują mi się z szafy. 

Michael wyjął kilka kart kredytowych i wręczył je siostrze. 

- Trzeba chyba zmienić zawartość tych szaf - oświadczył. - Kristino, zaprowadź ją do 

jakiegoś sklepu. 

Nie musiał tego dwa razy powtarzać. 

- Tak jest, szefie! - Kristina chwyciła Julię za rękę i pociągnęła ku drzwiom. - Już nas 

nie ma! 

- Jeszcze nie widziałam, żebyś tak chętnie wykonywała jego polecenia  - mruknęła do 

niej Julia, lecz więcej się nie opierała. 

Spędziły bardzo pracowity dzień i garderoba Julii wzbogaciła się o kilka kostiumów i 

sukienek,  które,  łącznie  z  odpowiednimi  dodatkami,  stanowiły  wierne  odbicie  „strojów  dla 

kobiet  pracujących”  prezentowanych  przez  najlepsze  modelki.  Rzeczone  modelki  nigdy 

oczywiście  nie  były  w  prawdziwym  biurze,  a  same  stroje  miały  w  sobie  tyle  szyku  i 

kokieterii, że do żadnego biura nie pasowały. Ku zaskoczeniu Julii Michael był zachwycony. 

On, który do niedawna wyrzucał każdą sekretarkę, która „się stroiła”, teraz wprost rozpływał 

background image

się  w  komplementach.  Najwyraźniej  inną  miarę  przykładał  do  ubrań  swych  urzędniczek,  a 

inną do strojów swej narzeczonej. Nawet jeśli była to tylko „narzeczona na niby”. 

Teraz wszystko wskazywało na to, że na dokładkę grozi im zaręczynowe przyjęcie, i 

to wcale nie na niby. Michael z lekką urazą spojrzał na skuloną w fotelu Julię. 

-  Jakoś nie słyszę entuzjazmu w twoim głosie. Mówisz o tym przyjęciu  jakoś tak... z 

dystansem. 

- Może dlatego, że to strasznie odległe. Mamy jeszcze dziesięć dni i nie bardzo wierzę, 

że to prawda. Zupełnie nie mogę sobie siebie wyobrazić na balu w waszej rezydencji. To dla 

mnie równie nierealne jak zaproszenie na kolację w Białym Domu czy coś takiego. 

-  W  naszej  rezydencji?  -  powtórzył  Michael.  -  Nigdy  w  ten  sposób  o  tym  nie 

myślałem. 

-  Wszyscy  tak  to  widzą,  wszyscy  spoza  waszej  rodziny.  Wasza  posiadłość  jest  w 

Minneapolis synonimem luksusu i bogactwa. Prawdę mówiąc, zawsze marzyłam, żeby to zo-

baczyć na własne oczy. Tyle się nasłuchałam... 

W jej głosie zabrzmiał tłumiony żal. 

-  Przecież  zapraszałem  cię  na  dwa  ostatnie  weekendy  -  rzekł  Michael  urażony  -  ale 

odmówiłaś. 

Nie  rozumiał,  dlaczego  Julia  tak  uparcie  odrzuca  jego  zaproszenia.  Po  prostu 

oświadczała, że w soboty i niedziele jest bardzo zajęta, i nie podawała żadnych dodatkowych 

wyjaśnień. Na tym punkcie była nieustępliwa. 

Nawet  Barbara  i  Erica  miały  z  nią  sporo  kłopotu.  Początkowo  chciały  urządzić 

przyjęcie w sobotę, ale  Julia tak stanowczo zaprotestowała, że obie kobiety, bynajmniej  nie 

grzeszące brakiem stanowczości i zaprawione w niejednych trudnych negocjacjach, ustąpiły i 

przyjęcie  zostało  wyznaczone  na  piątek.  Zupełnie  inaczej  potraktowały  Michaela,  gdy 

próbował je przekonać, że nie chce żadnego przyjęcia. 

- Nie ma o czym mówić, mój kochany, to po prostu nasz obowiązek - sucho oznajmiła 

ciotka, a Barbara nie zrobiła nic, żeby stanąć po jego stronie. 

- To bardzo ważne, żeby wszyscy wiedzieli - powiedziała zamiast tego - że popieramy 

wasz związek i akceptujemy wasze plany. A ponieważ Julia nie ma rodziny, tym bardziej my 

musimy  zadbać  o  odpowiednią  oprawę.  Sterling  mi  powiedział,  że  w  tragicznych 

okolicznościach straciła rodziców. 

Foster  nie  powiedział  nic  więcej,  ale  ta  krótka  informacja  wystarczyła,  by 

zelektryzować  niemal  całą  rodzinę.  Wszyscy  -  oprócz  Sheili,  oczywiście  -  byli  bardzo 

podnieceni sytuacją: mała biedna sierotka Julia, ciężko dotąd borykająca się z losem, spotyka 

background image

nagle  mężczyznę,  którego  krewni  przyjmują  ją  z  otwartymi  ramionami  i  otaczają  ciepłem  i 

dobrobytem. Zupełnie jak w bajce... 

Tylko  Sheila  nie  mogła  się  pogodzić  z  faktem,  że  jej  syn  traci  ostatnią  nadzieję 

poślubienia dziedziczki wielkiej  fortuny. Nie przeszkadzało  jej, że na widnokręgu jak dotąd 

nie  pojawiła  się  żadna  miliarderka;  głęboko  wierzyła,  że  wymarzona  partia  istnieje  gdzieś  i 

wystarczy tylko poczekać, żeby ją znaleźć. 

- Wiesz, że w weekendy nie mogę - odparła Julia. - Wszystkie soboty i niedziele mam 

zajęte. 

- A co wtedy robisz? 

-  Nie  mogę  ci  powiedzieć.  Nie  dość,  że  ma  jakieś  tajemnicze  zajęcia,  to  jeszcze  na 

domiar wszystkiego uważa, że on nie jest godzien dostąpić zaszczytu i dowiedzieć się, co robi 

jego narzeczona we wszystkie weekendy. Jakoś przy tym nie pomyślał, że Julia wcale nie jest 

jego  narzeczoną,  i  wolał  dłużej  nie  zastanawiać  się  nad  faktem,  dlaczego  tak  bardzo  go 

zabolało, że coś przed nim ukrywa. 

Ani  dlaczego  właściwie  tak  bardzo  mu  zależy,  by  Julia  spędzała  z  nim  soboty  i 

niedziele,  no  i  przede  wszystkim  miała  do  niego zaufanie?  Starał  się  o tym  nie  myśleć,  ale 

podejrzenia nie dawały mu spokoju. Może Julia w weekendy spotyka się z jakimś mężczyzną, 

z którym związek utrzymuje w tajemnicy? Z człowiekiem, którego naprawdę kocha i szanuje 

i  który  nie  musi  jej  płacić,  żeby  poświęcała  mu  swój  czas?  Były  to  tak  nieprzyjemne  i 

frustrujące myśli, że postanowił ich unikać. 

Włożył  ręce  do  kieszeni  spodni  i  przyjrzał  się  siedzącej  za  jego  biurkiem  kobiecie. 

Miała  na  sobie  ciemnozielony  kostium  „z  tych  nowych”,  cudownie  podkreślający  zieleń  jej 

oczu.  Te  nowe,  dobrze  uszyte  stroje  podkreślały  także  wdzięk  i  smukłość  jej  figury. 

Przypomniał sobie chwile bliskości między nimi, przez głowę przemknęły mu szalone obrazy. 

Klimatyzowane  pomieszczenie  wydało  mu  się  nagle  duszne,  więc  nerwowym  ruchem 

rozluźnił krawat. 

Znowu ruszył w obchód od ściany do ściany. Wiedział, że wieczorem będzie  musiał 

przepłynąć  kilkanaście  basenów  i  przebiec  niejedną  milę,  by  rozładować  napięcie.  Poczuł 

nagle złość do tej kobiety. Jak ona może tkwić tak spokojnie w jego fotelu, jakby nigdy nic! 

Ani przez chwilę nie myśli o tym, co między nimi zaszło! Ostatni raz dotknął jej ciała na tym 

koszmarnym festynie; przyciągnął ją do siebie, a ona przylgnęła do niego bez oporu, jakby to 

było  zupełnie  normalne.  Od  tamtej  pory  jednak  trzymała  się  od  niego  z  daleka.  Kiedy  się 

zbliżał,  cofała  się,  tak  jakby  nieustannie  czuwała  nad  tym,  by  utrzymać  go  w  bezpiecznej 

background image

odległości. Czego ona tak się boi? Ostatnio mieli dużo pracy i wiele godzin spędzali razem, 

co sprawiało, że sytuacja stawała się trudna do zniesienia. Przynajmniej dla niego. 

Teraz,  gdy  zapraszał  Julię  na  kolację,  sam  rezerwował  stolik  w  restauracji.  Robiła 

wrażenie zadowolonej, świetnie się bawiła, a on po raz któryś przekonywał się. jak mu z nią 

dobrze.  Była  błyskotliwa  i  inteligentna  i  wieczory  w  jej  towarzystwie  zaliczał  do  bardzo 

udanych.  Tak,  „udanych”.  Jedli  kolację,  rozmawiali,  żartowali,  poza  tym  nic.  Ani  uścisku 

dłoni, ani spojrzenia w oczy, ani jednego czułego słowa. Odwoził ją potem do domu i żegnali 

się  pod  drzwiami.  Chadzali  również  razem  na  lunch,  z  podobnym  rezultatem.  Gawędzili  o 

kolegach i biurowych sprawach, jak kumple wymieniali ploteczki i żartowali. 

Wszystko  to  powinien  uznać  za  normalne  i  naturalne,  bo  przecież  tylko  pracowali 

razem.  Michael  musiał  to  sobie  powtarzać  kilka  razy  dziennie.  Próbował  sobie  nawet 

wmówić,  że  jest  jej  bardzo  wdzięczny,  że  z  takim  taktem  i  subtelnością  traktuje  ich 

nieprawdziwe  zaręczyny.  Cóż  gorszego  w  takiej  sytuacji  niż  kobieta,  która  starałaby  się 

wykorzystać okazję i przekroczyć granicę oddzielającą fikcję od rzeczywistości? 

Pomiędzy nim a Julią wszystko zostało dokładnie uzgodnione i teraz wystarczy tylko 

trzymać  się  punktów  umowy  i  szczęśliwie  dotrwać  do  końca.  Musiał  przyznać,  że  Julia 

zachowuje się bez zarzutu. 

-  Teraz  idę  poćwiczyć.  -  Rzucił  te  słowa  jak  wyzwanie  i  szybkim  krokiem  opuścił 

gabinet. 

Julia popatrzyła za nim ze zdziwieniem  i smutkiem. Szkoda, że nie  ma ochoty z  nią 

porozmawiać.  Powoli  wstała  z  fotela  i  poszła  do  sekretariatu.  Oczywiście,  to  wszystko 

odbywa  się  na  niby,  ale  mógł  z  nią  przecież  zamienić  kilka  słów  na  temat  tego  przyjęcia. 

Bardzo lubiła z nim rozmawiać, lubiła z nim przebywać, lubiła być blisko niego. Tak bardzo 

to  lubiła,  że  kiedy  mogła,  starała  się  unikać  tej  bliskości.  Każdej  nocy  przypominała  sobie 

jego dotyk i trwała godzinami nieruchomo, z oczami wbitymi w sufit. 

Przypomniała  sobie  wszystkie  wieczory  spędzone  z  nim  w  restauracjach.  Michael 

wypełniał tylko towarzyskie obowiązki, ale ona czuła się przy nim  szczęśliwa. Od czasu do 

czasu mówiła sobie, że to wszystko dzieje się naprawdę, i zamierała ze szczęścia u jego boku, 

wśród świec, dobrego wina i wykwintnych potraw. 

Potem przywoływała się do porządku; musi być silna. Musi ignorować sygnały, jakie 

dawało  jej  ciało,  kiedy  Michael  obok  niej  siedział.  Powtarzała  sobie,  że  ta  chemia  między 

nimi,  to  poczucie  wspólnoty  i  równości,  są  krótkotrwałe.  Sen  wkrótce  się  skończy.  Na 

szczęście,  soboty  i  niedziele  mogła  spędzać  z  Joanną,  odpocząć  nieco  od  nieustannego 

napięcia i zyskać nowe siły. Michael zresztą wystawiał ją swoimi zaproszeniami na nie lada 

background image

pokusy. Tego dnia, gdy ją zaprosił na jacht i musiała zdecydować, czy jechać do siostry, czy 

przyjąć  jego  zaproszenie,  wiele  się  dowiedziała  o  samej  sobie...  W  końcu  je  odrzuciła  i 

pojechała do Joanny, ale od tej pory musiała bardzo się pilnować. 

Michael spędza z nią tyle czasu, bo chce, by ich „zaręczyny” wyglądały normalnie, by 

ludzie widywali ich razem i nikt nie nabrał podejrzeń. Ona godziła się na to, bo musiała mieć 

pieniądze  na  opłacenie  leczenia  siostry.  Takie  są  fakty  i  dla  własnego  bezpieczeństwa  nie 

powinna o tym zapominać. Nawet gdyby bardzo chciała... 

Usiadła  za  biurkiem  i  zaczęła  przeglądać  papiery.  Tu  wszystko  jest  w  porządku; 

odbiorcy  produktów  firmy  wyrażali  zadowolenie  i  zapowiadali  dalsze  umowy.  Julia  po-

stanowiła wziąć to za dobrą monetę i cieszyć się, że przynajmniej życie zawodowe układa się 

dobrze. 

Pod jasno oświetloną rezydencję raz po raz zajeżdżały limuzyny z gośćmi przybyłymi 

na przyjęcie wydane z okazji zaręczyn Michaela i Julii. W sali balowej grała orkiestra i kilka 

par  kręciło  się  na  parkiecie,  podczas  gdy  inni  goście  przechadzali  się  po  ozdobionych 

kwiatami salonach. 

Michael  mocno  ujął  Julię  pod  ramię  i  ruszył  z  nią  w  tłum,  zatrzymując  się  i 

przedstawiając  jej  ludzi,  których  nazwiska  znała  z  korespondencji,  ale  nigdy  nie  przypusz-

czała, że może ich poznać osobiście. Absurdalność sytuacji docierała do niej jak przez mgłę; 

jej pobyt w tej posiadłości w roli narzeczonej syna gospodarzy był tak nierzeczywisty, że nie 

mogła  go  traktować  poważnie.  Jak  zahipnotyzowana  sunęła  przez  ogromny  salon  z  dłonią 

gotową  do  uścisków  i  miłym  uśmiechem  przylepionym  do  twarzy.  Realne  było  tylko  silne 

ramię podtrzymującego ją mężczyzny. 

Znowu grała rolę narzeczonej Michaela, ale tym razem to była prawdziwa gala, wielki 

spektakl,  w  kostiumach  i  przy  wypełnionej  do  ostatniego  miejsca  widowni.  Przypomniała 

sobie słowa Jen: „Aktor, kiedy jest na scenie, przestaje być sobą i staje się osobą, którą gra”. 

Z rodziną Michaela poszło jej zresztą całkiem nieźle; przywitała się z jego ojcem i Barbarą, z 

jego stryjem i Eriką, serdecznie i bez przymusu, tak jakby to zrobiła prawdziwa narzeczona. 

Czuła, że  ją polubili  i  było  jej głupio, że  ich oszukuje. Miała  nadzieję, że  nigdy  niczego się 

nie  dowiedzą  i  uwierzą  w  ich  zerwanie,  kiedy  przyjdzie  kończyć  tę  farsę.  Wolała,  by  po-

myśleli, że Michael ją rzucił, niżby mieli się dowiedzieć, iż oboje grali przed nimi komedię. 

Dla Michaela to przyjęcie  było  jednym  z wielu organizowanych w rodzinnym domu. 

Między jednym uśmiechem a drugim dzielił się z Julią swoimi odczuciami. 

-  Nie  znoszę  tych  spędów,  zwłaszcza  na  taką  skalę.  Nienawidzę  tych  wszystkich 

żarcików i głupawych rozmów.  - Urwał, bo podeszła do nich kelnerka ze srebrną tacą.  - Te 

background image

wszystkie kelnerki  w białych  fartuszkach, ta cała pompa, ohyda... Wolałbym  już  hot doga i 

lody na patyku, jak na tym twoim festynie. 

Ze zbolałą miną sięgnął po kieliszek szampana. Julia spojrzała na niego uważnie. Nie 

wiedziała, czy był to jego czwarty czy piąty kieliszek, ale na pewno nie był pierwszy, skoro 

Michael tak entuzjastycznie wypowiadał się na temat specjałów serwowanych na straganach. 

Szybko wypił i odstawił pusty kieliszek na kolejną mijaną srebrną tacę. 

-  Chyba zapomniałeś,  jak tam  było okropnie, na tym  festynie  -  szepnęła  mu Julia do 

ucha. 

- Przynajmniej wszystko było autentyczne - powiedział z grymasem. - Nie to co tutaj. 

- Czuję się, jakbym grała w filmie. 

-  Albo  w  teatrze.  Występujemy  w  sztuce  pod  tytułem  „Życie  rodzinne  w  rezydencji 

państwa F.”, akt pierwszy, scena pierwsza. 

Roześmiał się nieco zbyt głośno, lecz Julia mu nie zawtórowała. Rezydencja państwa 

F. to  była  poważna  sprawa.  Zanim  nadeszli  goście,  Michael  pokazał  jej  swoje  włości;  grali 

sztukę  na  rzeczywiście  imponującej  scenie.  Ogromny  biały  dom  w  stylu  kolonialnym,  z 

balkonami, werandami i wielkimi szklanymi drzwiami, z tyłu kort tenisowy i basen; tuż obok 

błękitne wody jeziora i przystań jachtowa. 

Flotylla  rodziny  Michaela  wprawiła  Julię  w  osłupienie.  Motorówki,  jachty,  łodzie  i 

kajaki, a w domku na przystani narty wodne i deski do surfingu wzbudziły w niej żal, że nie 

może  spędzać  tu  weekendów.  Po  raz  kolejny  musiała  sobie  przypomnieć,  jak  ważne  dla 

Joanny i dla niej samej są cotygodniowe wizyty w centrum rehabilitacyjnym. 

Siedziba  widziana  od  środka  wyglądała  równie  okazale.  Julię  zachwycił  zwłaszcza 

widok  antycznych  mebli  i  stare  obrazy,  nie  brakowało  również  perskich  dywanów  i  dziel 

impresjonistów. Była biblioteka, pomieszczenie do gry w bilard, sala koncertowa i oranżeria z 

gęstwiną  egzotycznych  roślin.  W  prywatnej  części  domu  komfort  walczył  o  lepsze  z 

luksusem. 

W  sumie  naliczyła  dziesięć  sypialni  z  przyległościami,  rzewnie  wspominając 

trzypokojowe  mieszkanie  swoich  rodziców,  zajęte  teraz  przez  inną  zapracowaną  rodzinę  z 

dwojgiem dzieci. Cały jej rodzinny dom mógł się łatwo zmieścić w holu siedziby Michaela. A 

pokój, który obecnie zajmowała, nie wypełniłby nawet połowy powierzchni tutejszej łazienki! 

Znowu z całą siłą uderzyła  ją  myśl o dzielących  ich różnicach. Ona  i Michael  żyli w 

dwóch światach. Ich zaręczyny stawały się przez to jeszcze bardziej absurdalne i groteskowe. 

Zupełnie jakby się urodzili na innych planetach, oddalonych od siebie o całe lata świetlne. 

background image

Kiedy  Erica  i  Barbara  zapytały  ją,  kogo  chce  ze  swej  strony  zaprosić  na  przyjęcie, 

odparła, że nikogo i nie udzieliła im żadnych wyjaśnień. Nie zamierzała nikogo wciągać w tę 

grę, a Kia sama ją uprzedziła, że „nigdy nie weźmie udziału w tej żałosnej  farsie”. Nikt na to 

nie zwrócił uwagi; nikt nie komentował braku gości zaproszonych przez Julię, nikt nie pod-

dawał w wątpliwość samego faktu zaręczyn. Wszyscy się uśmiechali i składali im najlepsze 

życzenia.  Niektórzy  mężczyźni  klepali  Michaela  po  plecach  i  ze  słowami:  „Ty  to  masz 

szczęście,  stary”  popatrywali  na  narzeczoną.  Wszystko  to  było  strasznie  dziwne  i 

niezrozumiałe. 

Julia wypiła drugi kieliszek szampana podany jej przez Michaela i zdziwiła się, jakie 

to  dobre.  Piła  już  parę  razy  szampana,  ale  zawsze  wydawał  jej  się  niesmaczny;  tym  razem 

miała wrażenie, że obłok bąbelków przyjemnie pieści jej podniebienie. 

-  Mam  wrażenie,  że  zaraz  pęknie  mi  maska  od tych  uśmiechów  -  rzucił  Michael  -  a 

jeśli jeszcze raz ktoś błyskotliwie napomknie o Kopciuszku, to nie ręczę za siebie. Nie jesteś 

zahukanym dziewczątkiem, które potrzebuje cudownej interwencji matki chrzestnej, żeby iść 

na bal. 

-  Wszyscy  są  dla  mnie  bardzo  mili  -  zauważyła  Julia.  -  Chociaż  jeśli  chodzi  o  bajki, 

bardziej odpowiednia wydaje mi się jednak „Alicja w krainie czarów”. 

- A teraz uczestniczymy właśnie w podwieczorku Zwariowanego Kapelusznika... 

Julia uśmiechnęła się lekko. 

-  Może  i  jest  w  tym  coś  z  Kopciuszka...  Chyba  się  oburzysz,  jeśli  cię  porównam  z 

matką  chrzestną  z  bajki,  ale  twoja  karta  kredytowa  ma  podobną  moc  co  czarodziejska 

różdżka. 

Spojrzała  na  swą  wieczorową  suknię,  ciemnoczerwoną,  wydekoltowaną  i  bardzo 

obcisłą. Kristina i Michael jednogłośnie zaprotestowali, kiedy im się pokazała w swojej „ma-

łej czarnej”, w której występowała na każdym balu w czasach studenckich, i oświadczyli, że 

absolutnie  nie  nadaje  się  na  dzisiejszy  wieczór.  Michael  natychmiast  wyciągnął  kartę 

kredytową, a na głośne protesty Julii odparł, że kupienie jej sukni na przyjęcie zaręczynowe 

należy do jego obowiązków i że gotów jest wezwać Fostera, by sporządził odpowiedni aneks. 

Julia, w obawie przed kolejnym posiedzeniem z adwokatem, ustąpiła i pozwoliła mu na zakup 

sukienki. 

- Wyglądasz w niej przepięknie. Michael obrzucił ją zachwyconym wzrokiem. Rubin 

na  palcu  Julii, doskonale współgrający z odcieniem  jej sukni, rzucał  ciepłe  blaski, skupiając 

na sobie uwagę patrzącego i przywołując  niezapomnianą postać ofiarodawczyni. Jednak nie 

tylko;  myśli  Michaela  zajmowała  przede  wszystkim  Julia.  Jej  obecność  pobudzała  jego 

background image

zmysły. Ślizgające się po niej spojrzenia innych mężczyzn denerwowały go i prowokowały. 

Bał się, że za którymś razem nie zdoła się powstrzymać i wywoła skandal. Poczuł jej dłoń na 

ramieniu. 

-  Zobacz,  przyszła  ciocia  Rebeka.  -  W  głosie  Julii  zabrzmiała  niekłamana  radość; 

nareszcie jakaś znajoma, przyjazna twarz. - Tam stoi, widzisz? 

Nic nie widział, nikogo nie chciał widzieć; poczuł, że brakuje mu powietrza. Julia od 

wielu dni  nie dotykała go  i teraz  jej palce  na  jego ramieniu wywołały  falę wspomnień. Nie 

miał ochoty na żadne rozmowy, nawet ze swą ulubioną ciotką. 

Julia jednak nawiązała już z nią kontakt wzrokowy i Rebeka ruszyła w ich kierunku. 

Towarzyszył  jej  muskularny  mężczyzna,  detektyw  Gabriel  Devereax,  któremu  Rebeka 

powierzyła  zbadanie  okoliczności  katastrofy,  w  której  zginęła  Kate.  Gabriel  zajmował  się 

również  nie  wyjaśnionym  dotąd  pożarem  w  laboratorium  firmy.  Wyglądał  na  kogoś,  kto 

niejedno już w życiu widział i nic nie jest w stanie go zaskoczyć. 

- Wyglądasz cudownie, Julio. - Rebeka spojrzała na nią z zachwytem. - Zupełnie jak... 

Michael przerwał jej ruchem dłoni. 

- Błagam, tylko nie wspominaj o Kopciuszku... 

-  Nawet  mi  to  do  głowy  nie  przyszło  -  obruszyła  się  Rebeka.  -  Myślałam  raczej  o 

Pięknej i Bestii. 

Przedstawiła  Julii  Gabriela,  starannie  podkreślając,  że  jest  wynajętym  przez  nią 

detektywem, a nie jej prywatnym znajomym. 

- Rozumiem - odrzekła Julia. - Jest pan tu służbowo? Detektyw zmarszczył brwi. 

-  Niezupełnie.  Nie  wyglądał  na  rozmownego  i  rzeczywiście  nie  dodał  nic  więcej. 

Zamienili jeszcze kilka słów z Rebeką i odpłynęli dalej. 

-  Dzisiejszy  wieczór  nie  jest  wcale  taki  okropny,  jak  się  spodziewałam  -  wyznała 

Michaelowi  Julia.  -  Pamiętam  z  dawnych  lat  pewną  naprawdę  okropną  randkę.  Chłopak  nie 

odezwał  się  do  mnie  przez  cały  wieczór.  Wymamrotał  „cześć”,  kiedy  po  mnie  przyszedł  i 

potem nic, ani słowa. Cały ciężar rozmowy musiałam wziąć na siebie, a jak wiesz, nie należę 

do osób specjalnie gadatliwych. 

Michael wychylił kolejny kieliszek szampana. 

- Nie powiedziałbym. Ze mną zawsze starasz się mieć ostatnie słowo. 

Julia też opróżniła swój kieliszek. 

-  To  zupełnie  co  innego. Ty  jesteś  moim  szefem,  a to tutaj  to  wcale  nie  jest  randka. 

Między nami nie może być mowy o... No wiesz, nie mamy obowiązku... 

Zaplątała się, a on wcale nie zamierzał jej pomóc. 

background image

-  Czy  wobec  innych  mężczyzn,  z  którymi  się  spotykasz,  masz  jakieś  erotyczne 

obowiązki? - zapytał i oczy mu się zwęziły. 

- Nie! To nie tak! - krzyknęła Julia i zaczerwieniła się po nasadę włosów. - Miałam na 

myśli co innego. Chciałam powiedzieć, że czasem ma się obowiązek podtrzymania rozmowy, 

żeby dobrze wypaść, że trzeba coś mówić, nawet jeśli się nie ma na to ochoty... 

-  Czy  mógłbyś  mi  przedstawić  swoją  milutką  narzeczoną?  -  rozległ  się  ociekający 

fałszywą słodyczą głos Sheili Fortune. 

Julia odetchnęła z ulgą; Michael zesztywniał. 

-  Skoro mowa o braku ochoty  -  szepnął  jej do ucha  -  będziesz teraz miała okazję się 

przełamać. 

Barbara  i  Nate  nie  byli  zachwyceni  perspektywą  zaproszenia  Sheili,  Michael  jednak 

uznał, że na przyjęciu zaręczynowym nie może zabraknąć jego matki. Dobrze wiedział, czego 

się można po niej spodziewać, ale nie chciał robić jej afrontu. 

Automatycznie zwrócili się ku niej, przywołując na twarze sztuczne uśmiechy. 

- Znasz już Julię, mamo - syknął Michael. - Wielokrotnie widziałaś ją w biurze. 

Sheila otaksowała Julię wzrokiem. 

-  Twoja  sekretarka  była  szarą  myszką  -  wycedziła  -  a  ta  tutaj  jest  zupełnie  inna. 

Pewnie dlatego jej nie poznałam. 

Przez dłuższą chwilę nie spuszczała z niej bacznego spojrzenia. Jej wieczorowy strój, 

błyszczący  i  rzucający  się  w  oczy,  w  niczym  nie  przypominał  wytwornych,  gustownych 

sukienek Barbary i Eriki. Sheila była obwieszona biżuterią, a jej ciężkie od bransolet dłonie 

robiły  wrażenie  martwych  ptaków  złapanych  w  złote  sidła.  Julia  postanowiła  być  miła  dla 

matki Michaela. 

- Witam - powiedziała z szerokim uśmiechem. - Miło panią zobaczyć, pani Fortune. 

Wiedziała,  że  Sheila  w  ćwierć  wieku  po  rozwodzie  nadal  lubi,  by  ją  tak  nazywać. 

Teraz uniosła dumnie głowę, perły w jej uszach zalśniły. 

- Jesteś w ciąży? - zapytała obcesowo. 

- Mamo! - Oczy Michaela aż pociemniały. - Zabraniam ci... 

- Nie jestem - przerwała mu szybko Julia. 

- Mnie nie oszukasz. Ja nie jestem taką hipokrytką jak tamte dwie, Erica i Barbara, co 

to robią słodkie minki i udają, że nic nie podejrzewają. Wszyscy tak myślą, ale tylko ja jedna 

mam  odwagę  powiedzieć  to  głośno.  Dlaczego  niby  Michael  miałby  się  żenić  ze  swoją 

sekretarką  czy  kim  tam  jesteś?  Pytam,  bo  chcę  wiedzieć,  kiedy  dziecko  się  urodzi.  Znowu 

przecież mam zostać babcią! Po raz drugi! 

background image

W jej głosie zabrzmiała prawdziwa rozpacz. Julia strasznie się zmieszała. 

- Nie jestem w ciąży. Myśmy z sobą wcale nie spali. Sheila zmrużyła oczy. 

- Tak to sobie wymyśliłaś? Znakomity pomysł, a taka z ciebie cicha woda! Udawałaś 

szarą myszkę, żeby go wziąć na niewinność! Nie dałaś mu przed ślubem, żeby go złapać na 

męża!  Takiemu  zblazowanemu  facetowi  musi  się  bardzo  podobać  taki  numer.  To 

podniecające widzieć, jak brzydkie kaczątko zmienia się w pięknego łabędzia! 

- Mamo, przestań! - Michael posiniał z wściekłości. 

- Ani myślę! Powiem wszystko, do końca! Jestem twoją matką i mam prawo, a nawet 

obowiązek ostrzec cię przed tą kobietą! Gra przed tobą komedię, a ty dajesz się  nabrać. To 

kuta na cztery nogi dziwka, co udaje skromnisię. Z takim wyglądem może z każdym facetem 

zrobić wszystko... 

Sheila utkwiła wzrok na wysokości piersi Julii. 

-  Nieźle  ją  ubrałeś.  Ta  sukienka  musiała  cię  sporo  kosztować.  Wiem,  kto  za  nią 

zapłacił, przede  mną  nic się  nie ukryje. Ta głupia Kristina opowiedziała Jane o wyprawie  z 

Julią po zakupy, i jak to ochoczo za wszystko płaciłeś. Swoją drogą bardzo się dziwię, bo od 

czasu Delilah byłeś bardzo ostrożny z kobietami. 

Michael uniósł dłonie, jakby osłaniał się przed ciosem. 

- Mamo, to nie ma nic wspólnego z obecną sytuacją. 

-  Może nie, a  może tak.  -  Sheila  skrzywiła się  i  pogardliwie spojrzała  na  narzeczoną 

syna.  -  Omotałaś  całą  rodzinę,  moja  panno,  nie  poszłaś  z  nim  do  łóżka,  a  dał  ci  już  nawet 

pierścionek  swojej  ukochanej  babki!  Wyższa  szkoła  jazdy,  ale  po  moim  trupie!  Nigdy  za 

niego  nie  wyjdziesz.  Każę  mojemu  adwokatowi  prześwietlić  cię  na  wylot,  zaangażuję 

detektywów! Oni już znajdą w twoim życiu co trzeba. A przy okazji, mogłabyś nauczyć tych 

swoich sztuczek moją córkę Jane, niechby sobie też złapała jakiegoś bogatego chłopa! 

Julia  milczała. Potok pełnych  jadu słów, wydobywający  się z ust Sheili, powalił  ją  i 

obezwładnił. 

-  Nic  nie  rozumiesz,  mamo.  -  Głos  Michaela  był  suchy  i  opanowany.  -  Jak  zwykle 

zresztą. Bardzo proszę, przeproś Julię i zapomnijmy o wszystkim. 

Sheila wybałuszyła wymalowane oczy. 

- Ja mam ją przeprosić! Za co, jeśli wolno zapytać? Mogę jej najwyżej pogratulować, 

że spotkała takiego osła jak ty i że jest wystarczająco sprytna, żeby to wykorzystać. 

- Ciociu! Cioteczko! - Rocky płynnym ruchem wśliznęła się pomiędzy nich i otoczyła 

Sheilę ramieniem. - Jak dobrze cię widzieć! Cudownie wyglądasz, jak zresztą zawsze! 

background image

Znad  ramienia  ciotki  mrugnęła  znacząco  do  Michaela  i  Julii;  najwyraźniej 

nieprzypadkowo zjawiła się w samą porę. 

-  Masz  tak  wspaniale  dobraną  suknię  do  koloru  oczu!  -  tokowała  dalej  Rocky.  - 

Świetnie ci w niebieskim! 

-  To  mój  ulubiony  kolor  -  łaskawie  zgodziła  się  „cioteczka”.  -  Ty  też  ładnie 

wyglądasz, kochanie, jesteś taka dziewczęca i naturalna. Widziałam też twoją siostrę. Ta jej 

suknia  nadaje  się  może  na  wybieg,  ale  nie  na  taką  rodzinną  uroczystość.  Ty  za  to  zawsze 

jesteś tak skromnie ubrana. To godne pochwały, że kupujesz wszystko na wyprzedaży. Ja też 

lubię rzeczy proste i zwyczajne... 

Rocky z anielskim spokojem słuchała wywodów ciotki. 

-  Dziękuję,  ciociu  -  odparła.  -  A  teraz  opowiedz  mi,  co  u  ciebie  słychać.  Nie 

widziałam cię od mojego wyjazdu do Wyoming. 

Sheila skrzywiła nos, jakby coś brzydko zapachniało. 

- Wyoming! - powtórzyła z niesmakiem. - Jak ty możesz mieszkać w takim miejscu? 

Przecież  to  okropne.  Kyle  też  się  tam  przeprowadził,  choć  nie  rozumiem  dlaczego.  Nie 

przyjechał nawet na przyjęcie z okazji zaręczyn brata. 

-  Kyle  jest  bardzo  zajęty  -  wtrącił  Michael.  -  Dzwonił  do  mnie  i  wszystko  mi 

wytłumaczył. 

- Ale ja w dalszym ciągu tego nie rozumiem - ciągnęła Sheila podniesionym głosem. - 

Nie  widzę  również  twojego  przyrodniego  brata.  Czyżby  on  też  miał  jakieś  nie  cierpiące 

zwłoki  zajęcia  na  ranczu?  Pewnie  nie  wiesz  -  zwróciła  się  do  Julii  -  że  Michael  ma 

przyrodniego  brata,  syna  Barbary  z  pierwszego  małżeństwa?  Nazywa  się  Grant  McClure. 

Julia skinęła głową. 

- Owszem, wiem. 

Wiedziała też, że Sheila dosiadła właśnie swojego ulubionego konika. 

- Ciekawe, czy wiesz, że Grant jako mały chłopiec wybrał życie z ojcem w Wyoming, 

żeby tylko nie mieszkać z matką i ojczymem. Prawda, jakie to smutne, kiedy dziecko pragnie 

być z dala od matki? Zupełnie tego nie rozumiem. Moje dzieci zawsze były ze mną. Barbara 

oczywiście  udaje,  że  ma  świetny  kontakt  z  synem,  ale  prawda  wygląda  zupełnie  inaczej: 

chłopak nigdy nie chciał mieć z nią nic wspólnego. 

- Wyoming  jest piękne, cioteczko  -  zaszczebiotała Rocky.  - Mam nadzieję, że kiedyś 

wpadniesz do mnie w odwiedziny. - Zerknęła na Michaela i Julię. - Idźcie do gości, a my tu 

sobie jeszcze trochę pogawędzimy. 

Sheila nie zaprotestowała i Michael szybko odciągnął Julię na bok. 

background image

-  Rocky  jest  nadzwyczajna  -  powiedział,  popatrując  z  daleka  na  kuzynkę,  pogodnie 

znoszącą wywody Sheili. - Zawsze pojawia się we właściwym momencie, kiedy trzeba kogoś 

ratować. 

-  Wygląda  na  osobę,  która  równie  dobrze  sobie  radzi  na  lądzie,  jak  i  w  powietrzu. 

Zawsze  pewnie  trzyma  stery.  Twoja  matka  chyba  nawet  ją  lubi  -  dodała  z  wahaniem,  nie-

pewna, czy można zaryzykować twierdzenie, że Sheila kogoś lubi. 

Michael zamyślił się. 

- Tak, chyba tak - odparł po chwili. - Rocky zawsze była dla niej miła, a matka czuła, 

że nie musi się jej bać, bo niczym jej nie zagraża. Rocky była niezależna, szybko nauczyła się 

pilotażu i odfrunęła do Wyoming. Za to jej siostra naraziła się mojej matce. Allison zawsze 

chciała  być  w  centrum  zainteresowania,  obnosiła  się  ze  swoją  urodą  i  strojami,  a  w  końcu 

została modelką. W oczach mojej matki to niewybaczalne. 

Julia przypomniała sobie historię o Królowej Śniegu i jej stłuczonym lustrze i uderzyła 

ją psychologiczna głębia baśni Andersena. 

-  Niektóre kobiety wszędzie węszą rywalkę  -  szepnęła w zadumie.  -  Bez względu  na 

wiek. 

- A ty? Pytanie padło nieoczekiwanie i Julia ze zdziwieniem uniosła oczy na Michaela. 

- Ja nie. Dlaczego? 

-  Jesteś  odporna  na  zazdrość  i  widok  pięknej  kobiety  uwieszonej  u  mojego  ramienia 

nic by cię nie. obszedł? - raczej stwierdził, niż zapytał Michael. 

Rozmowa  z  nim  tego  dziwacznego  wieczoru,  gdzie  baśnie  przeplatały  się  z 

rzeczywistością, stawała się trudna. 

- Nie mam prawa być o ciebie zazdrosna - wyjaśniła. - Ale widok kobiety uwieszonej 

teraz u twojego ramienia pewnie niejednego by zdziwił, wziąwszy pod uwagę, że to jest nasze 

przyjęcie zaręczynowe. 

Nie wyglądał na zadowolonego. Spochmurniał i zapatrzył się gdzieś daleko, ponad jej 

głową. Julia nie wiedziała, co powiedzieć. Może on zwykle po kilku kieliszkach tak dziwnie 

się  zachowuje?  Na  szczęście  tuż  obok  jak  spod  ziemi  wyrosła  Kristina  i  wszystko  znowu 

zaczęło wirować. 

-  Jak  się  macie,  narzeczeni!  Widziałam,  jak  Rocky  uratowała  wam  życie,  lądując 

prosto w ramionach Sheili, Zdążyła ci dokuczyć przyszła teściowa, co, Julio? 

Julia  uśmiechnęła  się  z  wysiłkiem.  Lepsza  już  ta  niemądra  paplanina  Kristiny  niż 

wywody Michaela. 

background image

-  Pogratulowała  mi  sprytu  i  przebiegłości.  Uważa,  że  chytra  ze  mnie  sztuka,  skoro 

udało mi się usidlić jej syna. 

Kristina wybuchnęła dźwięcznym śmiechem. 

-  To  niesamowite!  Taka  pochwała  ze  strony  prawdziwej  mistrzyni  manipulacji 

powinna bardzo ci pochlebić. 

Spojrzała na zasępionego Michaela. 

- Co tak nic nie mówisz? Dlaczego nie skaczesz z radości? Przecież nikomu nawet do 

głowy nie przyjdzie, że to komedia. A ty robisz minę, jakbyś... 

-  Powiedzmy,  że  muzyka  mi  nie  odpowiada  -  przerwał  jej  Michael.  -  Grają,  jakby 

chcieli,  a  nie  mogli.  Skąd  oni  ich  wytrzasnęli?  Piętnasty  raz  tłuką  ten  sam  kawałek  i  wy-

dzierają się, aż uszy bolą. 

Kristina spojrzała na niego podejrzliwie. 

- A może ty jesteś chory? Mówisz zupełnie jak dziadek, on też nie lubił takiej muzyki. 

-  Zwróciła  głowę  ku  Julii.  -  Nasz  dziadek,  Ben,  mawiał,  że  od  czasów  Gershwina  nikt  nie 

napisał dobrej muzyki. 

- Coraz częściej myślę, że dziadek miał rację - oświadczył Michael. 

- On nie lubi takiej muzyki - wyjaśniła Julia. - Jest dla niego za... młodzieżowa. 

- Co nie znaczy, że musi tak marudzić. Zaraz coś na to zaradzimy. - Kristina klepnęła 

brata  w  ramię.  -  Dzisiaj  twój  wieczór,  braciszku!  Lecę  załatwić  ci  coś  strawniejszego. 

Pomknęła  w  stronę  orkiestry  i  zostali  sami.  Michael  stał  zapatrzony  gdzieś  przed  siebie,  a 

Julia  była  zupełnie  zbita  z  tropu.  Niemożliwe,  żeby  to  orkiestra  wyprowadziła  go  z 

równowagi. Zerknęła na niego niepewnie. 

-  Masz teraz taką minę  - odezwał się drwiącym głosem  -  jak na  jednej  z tych twoich 

nieudanych randek. Czyżbym niedostatecznie bawił cię rozmową? 

- Pewnie się starasz, ale ja nie wszystko do końca rozumiem. Nie wiem, na przykład, 

dlaczego nagle tak się rozzłościłeś. Co ja takiego zrobiłam? 

Nie odpowiedział, bo z drugiego końca sali przez mikrofon popłynął głos. 

- Właśnie się dowiedzieliśmy, że przyszły pan młody ma specjalne życzenie. A zatem 

od Michaela dla Julii... 

Kojąca, romantyczna muzyka wypełniła salę. Goście umilkli, rozległy się szepty, ktoś 

poprosił, by narzeczeni wyszli na środek sali i zatańczyli. 

- Ja ją zabiję... - syknął Michael. 

- Mogło być gorzej  - odszepnęła  mu Julia.  - Mogła  ich poprosić, żeby znowu zagrali 

twój ulubiony szybki kawałek albo zaczęli rapować. 

background image

Michael jęknął i zaprowadził Julię na parkiet. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

-  Nareszcie  zagrali  coś  ładnego,  to  ulubiona  melodia  Bena.  -  Sterling  Foster  stał  na 

werandzie  i  patrzył  przez  szybę  na  tańczącą  parę.  Gęste  zielone  rośliny  kryły  go  przed 

wzrokiem gości zebranych w sali balowej. 

Obok  niego  stała  Kate,  prawdziwa  Kate  Fortune  z  krwi  i  kości.  Wbrew  temu,  co 

powszechnie  sądzono,  wyszła  cało  z  katastrofy  lotniczej  i  -  za  namową  Sterlinga  Fostera  - 

”udawała  martwą”,  postanawiając  na  jakiś  czas  zniknąć  z  pola  widzenia.  Wszystko 

wskazywało  na  to,  że  ktoś  celowo  spowodował  wypadek  nad  tropikalną  dżunglą  i  dla 

bezpieczeństwa nestorki rodu lepiej było rozgłosić wiadomość o jej śmierci. 

-  Prawda, że śliczna z  nich para?  -  Kate  jak zaklęta wpatrywała  się we wnuka  i  jego 

narzeczoną. - Nigdy dotąd nie widziałam, żeby Mike tak patrzył na jakąś kobietę - ciągnęła. - 

On  się  zakochał.  Oszalał  na  jej  punkcie  i  bardzo  się  z  tego  cieszę,  bo  ona  bardzo  mi  się 

podoba. A co ty o tym myślisz, Sterling? 

- Niestety, Michael jest strasznie uparty - z sarkazmem w głosie odparł adwokat. 

- Chyba jesteś niesprawiedliwy - obruszyła się Kate. - Michael jest przede wszystkim 

niezwykle inteligentny, rozsądny i... 

-  Nie  to  miałem  na  myśli  -  przerwał  jej.  -  Przyznaję,  że  ma  głowę  do  interesów,  ale 

jeśli  chodzi  o  kobiety,  nie  potrafi  odróżnić  tombaku  od  szczerego  złota.  Jak  widzę,  łączysz 

pewne nadzieje z Julią; nie chciałbym, żebyś się rozczarowała. Moim zdaniem nic z tego nie 

będzie, przeszkodą jest ta idiotyczna umowa. 

Kate ze zrozumieniem pokiwała głową. 

- Z tego, co mi powiedziałeś, wnioskuję, że w tym kontrakcie może się znajdować coś 

obraźliwego. 

- Delikatnie mówiąc... - w głosie adwokata zabrzmiała gorycz - on cały jest obraźliwy 

i  jest  mi  wstyd,  że  częściowo  ponoszę  za  to  odpowiedzialność.  Gdybyś  go  przeczytała... 

Bardzo  dobrze,  że  nie  znasz  treści.  To  prawdziwe  arcydzieło  cynizmu  i  ja  na  miejscu  Julii 

podarłbym  go,  rzucił  strzępy  w  twarz  Michaelowi,  a  przy  okazji  powiedziałbym  mu  kilka 

słów prawdy. Ale ona nie może tego zrobić, bo ma na swoim utrzymaniu kaleką siostrę. 

-  O  ile  wiem,  byłeś  w  tym  ośrodku  i  wszystko  sprawdziłeś.  Też  od  razu  jej  nie 

uwierzyłeś, więc nie zarzucaj Michaelowi, że jest podejrzliwy i chce się zabezpieczyć. Nigdy 

nie uwierzę, że mój wnuk jest cyniczny! 

background image

-  Jestem  jego  prawnikiem  i  należy  do  moich  obowiązków  dbanie  o  jego  interesy.  - 

Sterling  przybrał  obronną  postawę.  -  Pojechałem  do  tego  ośrodka  rehabilitacyjnego  i 

przekonałem  się,  że  Julia  nie  kłamie.  Jej  młodsza  siostra  wyszła  z  wypadku  w  strasznym 

stanie  i  wymaga  długiego  leczenia.  Julia  staje  na  głowie,  żeby  sprostać  jej  potrzebom. 

Pracownicy  ośrodka  nie  mogą  się  jej  nachwalić,  po  prostu  nie  mają  słów.  Wszystko,  co 

zarabia, przekazuje na leczenie. 

W oczach Kate ukazały się łzy. 

- Biedne dziecko - szepnęła. - Biedna mała, spotkała ją taka straszna tragedia. 

-  Julia  przezwyciężyła  zły  los  -  rzekł  z  emfazą  Sterling.  -  Jest  również  w  pewnym 

sensie moją klientką i jestem z niej dumny. 

Kate uśmiechnęła się. 

- Jest silna, szlachetna i mądra. To idealna kobieta dla mojego wnuka. 

- Julia jest aniołem, a twój wnuk traktuje ją jak połączenie Sheili z Delilah - odparł z 

goryczą  Sterling.  Widać  było,  że  bardzo  Julię  lubi.  -  Może  kiedyś  przejrzy  na  oczy  i 

zrozumie, kim ona jest. Może nawet zrozumie, że ją kocha, ale wtedy na wszystko będzie już 

za późno. Prócz tych cnót, które wymieniłaś, Julia jest jeszcze bardzo dumna i nie pozwoli się 

źle traktować, nikomu, nawet Michaelowi. 

- A może ona go kocha? - spytała Kate z nadzieją. 

-  Miłość  nieraz  nie  wystarczy.  Przyznaję,  że  ta  historia  z  Julią  jest  najlepszą  rzeczą, 

jaka się mogła przytrafić Michaelowi, ale on się tak okropnie zachowuje, że żadna porządna 

kobieta tego nie zniesie. 

Kate zmarszczyła brwi. 

-  Uwziąłeś  się  na  niego,  Sterling.  Sądzę,  że  pomimo  wszystkich  krzywd,  jakie  mu 

wyrządzili  rodzice  i  ta  jego  pierwsza  miłość,  Michael  ma  dość  rozsądku,  żeby  rozpoznać 

prawdziwy brylant. 

-  Ostatnio,  kiedy  nie  masz  nic  do  roboty,  czytasz  za  dużo  romansów  i  za  dużo 

oglądasz  filmów  -  wzruszył  ramionami  Sterling.  -  Twój  Michael  jest  zgorzkniałym  czło-

wiekiem i... 

- Koniec - przerwała mu Kate - ani słowa więcej o moim wnuku. Nie chcę nic więcej 

słyszeć. 

Zbliżyła się do szyby i spojrzała na młodą parę. Michael i Julia tańczyli, zapatrzeni w 

siebie. 

background image

-  Już  wkrótce  -  zaczęła  Kate  prawie  szeptem  -  wszystko  stanie  się  prawdą  i  Michael 

każe ci podrzeć ten głupi kontrakt. Jestem tego pewna - zakończyła mocnym głosem i Sterling 

poznał ton dawnej Kate Fortune. 

- Bardzo bym tego pragnął, ale... 

- Nie ma żadnego ale! - Kate raptem skuliła się i cofnęła. - Chyba mnie zobaczył! 

Sterling chwycił ją za ramię. 

-  Tylko  tego  brakowało.  Mówiłem  ci,  żebyś  tu  nie  przychodziła,  ale  jak  zwykle,  nie 

chciałaś mnie słuchać. Uparłaś się i... 

- Cicho bądź! Zrobiłeś się ostatnio strasznie nerwowy. Sterling szarpnął ją i odciągnął 

od okna. 

- Musimy uciekać! Jak ja mogłem się zgodzić na takie szaleństwo. Sterczeć w oknie i 

gapić  się  na  salę!  Te  twoje  pomysły  kiedyś  nas  zgubią.  Zupełnie  jakbyśmy  grali  w  jakimś 

filmie Moniki Malone. 

Kate nie stawiała już oporu. 

-  Idę  już,  idę,  tylko  przestań  marudzić  i  nie  wspominaj  mi  o  tej  koszmarnej  babie. 

Monica Malone! Nie chcę o niej słyszeć! Bardzo się cieszę, że tu dzisiaj przyszłam, chociaż 

muszę ci przyznać, że to bardzo ryzykowne. Jeśli Michael naprawdę mnie spostrzegł... Nie, to 

niemożliwe. 

Michael nagle przestał tańczyć i przez chwilę stał jak skamieniały. Dokoła nich pary 

wirowały w zwolnionym tempie, mijały ich zdziwione twarze, a on... zobaczył swoją babkę w 

oknie! 

-  Co  się  stało?  -  Julia  zbliżyła  ku  niemu  zaniepokojoną  twarz.  Jej  ramię  nadal 

spoczywało na jego karku. 

- Obejmij mnie mocniej - szepnął i natychmiast przylgnęła do niego całym ciałem. 

W tańcu stanowili jedność i tego właśnie pragnął przez ostatnie tygodnie. Kołysać ją 

w  ramionach,  tulić,  całować,  słyszeć  przyspieszony  oddech  i  czuć  drżenie.  W  duszy  po-

dziękował dziadkowi, że to pośrednio za jego sprawą może teraz obejmować Julię. Gdyby nie 

ta muzyka, jeszcze długo nie dostąpiłby tego szczęścia... 

Kiedy tylko poczuł ją tak blisko przy sobie, złe słowa matki odpłynęły gdzieś daleko. 

Na  początku  zarzuty  Sheili  rozgniewały  go.  Wiedział,  że  matka  się  myli;  Julia  nie  jest  ani 

chytra, ani przebiegła, a jej skromność i prostota wcale nie były kamuflażem. Potem pojawiły 

się podejrzenia... 

Raz zasiane zło pęczniało w jego myślach i zajmowało coraz więcej miejsca. A może 

Sheila  ma  rację?  Przypomniał  sobie,  jak  Julia  gorąco  odpowiedziała  na  jego  pieszczoty  na 

background image

samym początku ich „narzeczeństwa”. Dopiero potem zaczęła przed nim uciekać. Czyżby to 

była taktyka? Jeśli tak, to skuteczna. Myślał o tej kobiecie bez przerwy, pragnął jej w dzień i 

w nocy. Co ona planuje? Może rzeczywiście chce się za niego wydać? 

Wystarczyła  jedna  sukienka,  a  z  szarej  myszki  przekształciła  się  w  niezwykle 

atrakcyjną  kobietę,  za  którą  oglądają  się  mężczyźni.  Zupełnie  jakby  zrzuciła  przebranie  i 

znowu stała się sobą. Jaka jest prawdziwa twarz Julii? Czy kiedykolwiek ją pozna? Jedno jest 

pewne:  zafascynowała  go  i  jeśli  o  to  jej  chodziło,  w  pełni  zrealizowała  swój  plan.  Takie 

właśnie  myśli  przebiegały  mu  przez  głowę,  kiedy  podeszła  do  nich  Kristina  i  zapytała, 

dlaczego ma taką ponurą minę. Odparł, co mu ślina na język przyniosła, nie mógł powiedzieć 

prawdy;  zresztą,  naprawdę  nie  znosił  takiej  muzyki.  Kiedy  jednak  rozległy  się  powolne 

dźwięki zamówionej dla niego melodii i objął Julię, wszystko się zmieniło. Poczuł się nagle 

bardzo  zmęczony.  Miał  dość  ciągłej  ucieczki,  miał  dość  tego,  że  niby  ma  Julię,  ale  tak 

naprawdę  jej  nie  ma.  Teraz  była  przy  nim,  kołysał  ją  w  ramionach  i  nikt  nie  mógł  mu  jej 

odebrać. Wtedy właśnie... zobaczył w oknie twarz babki! Kate stała i patrzyła, jak tańczą. 

- Co ci się stało? - Julia uniosła na niego oczy. Stali na środku sali, kurczowo objęci. 

Michael zwolnił uścisk, odsunął się nieco i przesunął dłonią po włosach. 

-  Czy  ja  wyglądam  na  człowieka,  który  właśnie  zobaczył  ducha?  Chyba  za  dużo 

wypiłem. 

- Wypiłeś kilka kieliszków szampana, i to w dość szybkim tempie. Niedobrze ci? 

- Nie... Ale chyba zwariowałem. Wydawało mi się, że widzę w oknie Kate. Stała tam i 

patrzyła na nas. 

Julia poważnie się zaniepokoiła. 

-  Po  prostu  stale  o  niej  myślisz  -  powiedziała  spokojnym  głosem,  jakby  mówiła  do 

dziecka. - To naturalne. Nie możesz pogodzić się z jej śmiercią, a ta muzyka przypomniała ci 

twoich dziadków. I jednak coś niecoś wypiłeś. 

-  Nie  jestem  pijany!  -  zaprotestował,  a  potem  zwiesił  głowę.  -  Chociaż  może 

rzeczywiście... 

Spojrzał w okno, gdzie przed chwilą majaczyła twarz Kate, ale nikogo nie dostrzegł. 

Poczuł dojmujący ból. Kate stała tam jak żywa, z uśmiechem patrząc na niego i Julię... Gdyby 

tak  naprawdę  mogła  tu  być  i  cieszyć  się  z  jego  zaręczyn!  Na  pewno  tańczyłaby  teraz  ze 

wszystkimi, a może nawet kazałaby znowu zagrać któryś z tych utworów, które on uważał za 

„kocią muzykę”. Tak bardzo za nią tęsknił... 

- Musisz coś zjeść i napić się mocnej czarnej kawy - usłyszał cichy i czuły głos Julii. 

background image

Pokręcił przecząco głową. Był zanadto roztrzęsiony, żeby myśleć o tak prozaicznych 

rzeczach jak picie i jedzenie - Nie chcę tu być. Ten hałas, to wszystko, tu jest za dużo ludzi... 

Chodźmy stąd. 

Wziął  ją  za  rękę  i  wyprowadził  z  sali.  Pomyślała,  że  chce  iść  na  werandę;  świeże 

powietrze na pewno dobrze by mu zrobiło. On jednak zaprowadził ją na szerokie schody wio-

dące  na  piętro.  Gdy  nagle  się  zachwiał,  podtrzymała  go  i  objęła  wpół.  Poczuła,  że  Michael 

opiera się na niej całym ciężarem. 

-  Bardzo  bym  chciał,  żeby  to  była  prawda.  Gdybym  tak  mógł  ją  rzeczywiście 

zobaczyć... tam za oknem... 

Dostrzegła  w  jego  oczach  ból  i  serce  zabiło  jej  z  żalu  Dobrze  wiedziała,  co  znaczy 

tęsknić za kimś, kto nigdy już nie powróci. 

-  Może to  naprawdę była ona  -  szepnęła.  -  Może zjawił  się tu jej  duch? Takie rzeczy 

się zdarzają. 

Uśmiechnął się do swych wspomnień. 

-  Moja  babka  nigdy  nie  stanęłaby  tak  skromnie  za  oknem.  Nie  znałaś  jej.  Ona 

zrobiłaby coś znacznie bardziej efektownego. Wleciałaby do salonu i przysiadła na żyrandolu, 

albo coś w tym rodzaju. Miała ogromne poczucie humoru. 

Weszli na piętro i ruszyli przed siebie długim, jasno oświetlonym korytarzem. 

- Dokąd idziemy? - zapytała Julia. 

- Kto to może wiedzieć - odparł filozoficznie. - Człowiek nigdy nie wie, co go czeka. 

-  Mam  na  myśli,  dokąd  idziemy  konkretnie  teraz  -  sprowadziła  go  na  ziemię.  -  Nie 

chodzi mi o wielkie problemy egzystencjalne. Czego szukasz? 

Michael otworzył przed nią drzwi. 

-  Pokoju, w którym sypiam, kiedy tu jestem. Podeszła do nocnej  lampy stojącej przy 

łóżku i zapaliła ją. Michael zamknął drzwi na klucz. 

-  Widok  babki  na  tym  przyjęciu  -  zaczął  powoli  -  przypomniał  mi  coś.  Kate  zawsze 

mówiła, że najważniejszą rzeczą w życiu jest... wiesz co? 

- Co? 

- Wiedzieć, czego się naprawdę chce i robić to. Zawsze tak żyła. Nigdy nie czekała, aż 

coś  samo  przyjdzie,  szła  i  brała  to,  co  uważała  za  istotne.  Nigdy  nie  pozwalała,  żeby 

niepewność  i  wątpliwości  osłabiały  ją  i  sprowadzały  z  raz  obranej  drogi.  Gdyby  naprawdę 

tutaj była, kazałaby mi zastanowić się, czego naprawdę chcę, i zrobić to. 

- Przecież ty też taki jesteś, stanowczy, zdecydowany. Wszyscy w firmie uważają cię 

za... 

background image

Usiadł na łóżku i jednym ruchem zrzucił buty. 

-  Pewnie się zdziwisz, ale tym razem wyjątkowo nie  myślałem o pracy. Nawet  mi to 

do głowy nie przyszło. 

Skinęła głową i spojrzała na telefon stojący na stoliku. 

-  Połóż  się  teraz  i  wypocznij,  a  ja  zadzwonię  po  taksówkę,  żeby  mnie  odwiozła. 

Poczekam na dworze. Nikt mnie nie zauważy, wszyscy doskonale się bawią. 

Zdjął marynarkę i krawat i rzucił je na podłogę. 

-  Tak,  moja  obecność  na  tym  przyjęciu  jest  absolutnie  zbędna.  Goście  świetnie  dają 

sobie radę beze mnie. 

- Tak, a ty masz jutro wcześnie rano ważne posiedzenie musisz być wypoczęty. 

Ściągnął skarpetki i rozpiął pasek. 

- Doskonale mnie znasz. Sięgnęła po telefon. 

-  Jaki  numer  mam  wykręcić,  żeby  wyjść  na  zewnątrz?  Tak  jak  w  hotelu  czy...  Co ty 

robisz? 

Stanowczym ruchem wyjął jej z ręki słuchawkę. 

- Nigdzie nie pójdziesz - rzekł i rozpiął koszulę. 

- Michael, ja muszę... Nie myślisz chyba... 

-  Rzeczywiście,  nie  myślę.  Znudziło  mi  się  myślenie,  ostatnio  za  dużo  tego  było.  - 

Chwycił ją za ręce. - Umówmy się, że odtąd nie będziemy myśleć. 

-  Znowu  jakaś  umowa?  -  próbowała  żartować.  -  Mamy  wezwać  Sterlinga,  żeby 

wszystko ładnie spisał, punkt po punkcie? 

Nie zwolnił uścisku i poczuła się jak w potrzasku. 

-  Damy  sobie  radę  bez  niego.  Sami,  we  dwoje.  Przyciągnął  ją  do  siebie  tak 

gwałtownie,  że  sprawił  jej  ból.  Przestraszyła  się,  ale  nie  wyrwała.  Trochę  dlatego,  że 

wiedziała, o ile jest od niej silniejszy, a trochę dlatego, że nie miała na to ochoty. 

- Julio, proszę... - szepnął. 

- Wcale nie byłeś pijany, tylko udawałeś. Mogłeś sam wejść po schodach... 

- A ty wmówiłaś sobie, że musisz pomóc nieszczęsnemu pijanemu idiocie dotrzeć do 

łóżka. Jaka ty jesteś dobra i lojalna... 

Był prawie nagi i mogła bez przeszkód błądzić dłońmi po jego ciele. Zsunął ramiączka 

jej sukienki i zdjął jej maleńki czerwony biustonosz. Odrzuciła głowę do tyłu, zamknęła oczy 

i  pozwoliła  mu  całować  swe  ciało.  Gdy  ponownie  uniosła  powieki,  leżeli  na  łóżku  prawie 

nadzy. Ona miała na sobie tylko czerwone majteczki i pantofelki na wysokim obcasie, a on - 

background image

niebieskie  bokserki.  Nie  pamiętała,  kiedy  zrzucili  z  siebie  ubranie.  Wszystko  wydawało  się 

takie naturalne i zgodne z porządkiem świata: ona i Michael, razem w łóżku. 

-  Jaka  ty  jesteś  piękna...  Uniósł  się  na  łokciu  i  namiętnym  spojrzeniem  ogarnął  jej 

ciało.  Wygięła  się  i  zarzuciła  mu  ręce  na  szyję.  Nareszcie  byli  razem;  mógł  na  nią  patrzeć, 

dotykać  jej,  robić  to,  na  co  czekał  przez  całe  życie.  Jego  dłoń  zsunęła  się  w  dół  i  Julia 

wstrzymała oddech. 

- Wszystko masz dobrane kolorystycznie - szepnął Michael, dotykając jej majteczek. 

-  Sama sobie dobrałam  bieliznę  - odrzekła zaczerwieniona.  -  Wystarczy, że kupujesz 

mi sukienki. Nie chcę, żebyś na dodatek płacił za moje... 

-  Ale  ja  chcę,  żebyś  miała  ładne  rzeczy,  chcę  ci  dać  wszystko,  czego  tylko 

zapragniesz. 

Zwykle swoim kochankom kupował tylko kwiaty. 

- Ja chcę... tylko ciebie. - Poczuła, jak jej oczy napełniają się łzami. - Tylko ciebie, nic 

więcej. 

Kochała go i bardzo chciała mu to powiedzieć, ale nie mogła. Michael nie lubi słów. 

Zbyt  dużo  ich  słyszał  i  przestał  przywiązywać  do  nich  wagę.  Postanowiła  dowieść  mu,  co 

naprawdę czuje, i włożyła w pocałunki całą swą miłość. 

- Michael, proszę cię... 

Prosiła go o miłość; o to, żeby zrobił to, czego tak pragnęła. Świat, który eksplodował 

wokół  niej,  był  jak  z  dawna  oczekiwany  dar.  Michael  tulił  ją  w  ramionach  i  delikatnie  ją 

całował.  Rozkosz  wracała  falami,  niczym  chemiczna  reakcja  łańcuchowa.  Julia  otworzyła 

oczy  i  napotkała  jasne  spojrzenie  Michaela.  Patrzył  na  nią!  Przez  cały  czas  na  nią  patrzył! 

Widział jej dziką, zwierzęcą rozkosz. Odwróciła ze wstydem oczy. 

-  Nigdy...  -  szepnęła  przerywanym  głosem  -  nigdy  dotąd  nie  przeżyłam  czegoś 

podobnego. Nie wiem, co powiedzieć. 

-  Nic  nie  mów,  mnie  nie  musisz  się  wstydzić.  -  Przytulił  ją  jeszcze  mocniej  i 

pocałował w czoło. 

Czuł się cudownie; miał uczucie wielkiej siły, dzięki Której dał tej kobiecie rozkosz, 

jakiej nigdy nie zaznała. Ujął jej podbródek i spojrzał głęboko w oczy. 

-  Jesteś  przepiękna,  kochanie.  Wstyd,  że  widział  ją  w  czasie  orgazmu,  nagle  gdzieś 

zniknął. Nie wstydziła się Michaela  i nie wstydziła się  jego ciała. Pragnęła tylko, żeby  i on 

doświadczył tego, co stało się jej udziałem. 

- Nie mogę dłużej czekać, kochanie... - powiedział i spostrzegła, że sięga do szufladki 

po prezerwatywę. 

background image

Zafascynowana patrzyła na jego ciało, nie wiedząc, czy ma mu powiedzieć, że jest jej 

pierwszym kochankiem. 

Otworzyła  się  przed  nim  bez  słowa,  oddając  się  tej  niezwykłej  chwili,  w  której  nie 

było już praktycznej, rozsądnej Julii, tylko bohaterka cudownej bajki i jej wymarzony książę. 

Przecież Kopciuszek na jej miejscu postąpiłby tak samo... 

- Ja też nie chcę dłużej czekać - westchnęła głęboko. - Teraz, proszę... 

Mogła to zrobić tylko z kimś, kogo kochała tak bardzo  jak  jego. A  jeśli  myślała, że 

przed chwilą zaznała pełnej rozkoszy, to bardzo się myliła. Świat w środku niej rozpadł się na 

tysiące  kawałeczków,  które  niczym  maleńkie  lusterka  odbiły  rozkosz  jej  partnera  i  Julia 

głośno  krzyknęła  jego  imię.  Potem  oboje  z  wolna  opadli  w  przytulne  gniazdo  splecionych 

ramion, do swojej intymnej przystani. 

Wkrótce oddech  Michaela  stał  się  równy  i  spokojny  i  Julia  ucieszyła  się,  że  zasnął. 

Uśmiechnęła się do siebie radośnie. Nikt nie mógł odebrać jej tego, co właśnie przeżyła, i nie 

zamierzała  teraz  myśleć  o  niczym,  co  mogłoby  sprawić  ból.  Zostali  kochankami,  razem 

zaznali szczęścia i cokolwiek się stanie, nigdy nie będzie tego żałować. 

Przymknęła  oczy,  rozkoszując  się  bliskością  Michaela;  teraz  należał  do  niej.  Otuliła 

go w myślach swoją wielką miłością, i zasnęła. 

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

Telefon zadzwonił w chwili, kiedy nalewała sobie do kubka zupę pomidorową. 

-  Julia!  -  wrzasnęła  Kia.  -  Ten  twój  dzwoni  co  godzinę  i  dopytuje  się  o  ciebie.  Nie 

mówiłam mu, gdzie jesteś! 

Powiedziała coś do słuchawki i przekazała ją koleżance. Julia poczuła, jak pulsują jej 

skronie. Przez cały dzień myślała tylko o nim i tak strasznie chciała go zobaczyć... 

Rano  obudziła  się  o  szóstej  i  ze  zdumieniem  spostrzegła,  że  leży  obok  Michaela  w 

jego  sypialni  w  rezydencji.  Zerwała  się.  Jest  sobota;  musi  wracać  do  siebie,  wziąć  prysznic, 

przebrać  się  i  szybko  jechać  do  Joanny.  Na  Halloween  w  ośrodku  zaplanowano  wspólny 

poczęstunek, liczne gry i zabawy. Nie wolno jej sprawić zawodu siostrze. 

Cichutko  zbiegła  na  dół  i  wezwała  taksówkę.  Ogromne  domostwo  spało  spokojnym 

snem. Teraz dochodziła dziewiąta wieczór, a ona była z powrotem w domu po długiej wizycie 

u siostry w ośrodku. Michael dzwoni i musi z nim porozmawiać. 

Dźwięk  jej  głosu  sprawił,  że  przez  chwilę  dławiło  go  w  gardle.  Od  chwili 

przebudzenia myślał tylko o Julii. Mijała godzina za godziną, a jej nie było. Najpierw go to 

zdziwiło, potem zaniepokoiło, a w końcu zirytowało. Następnie znowu pojawił się niepokój. 

Teraz,  kiedy  wreszcie  mógł  z  nią  rozmawiać,  postanowił  okazać  się  jej  godny.  Skoro  ona 

prowadzi jakąś grę, on nie będzie gorszy. 

- Może byśmy się spotkali, co ty na to? - zapytał swobodnym tonem, dziękując losowi, 

że Julia nie może widzieć jego białej ze zdenerwowania twarzy i drżących rąk. 

- Teraz, zaraz? - zapytała niepewnie. 

- Za jakieś piętnaście minut. Spojrzała na swe wytarte dżinsy i spraną koszulkę, dobre 

na zajęcia w ośrodku, ale nie na wieczór z Michaelem. 

- Może być za dwadzieścia? 

-  Dobrze,  będę  za  pół  godziny  -  odparł  nonszalancko,  chociaż  chciał  ją  zobaczyć 

natychmiast. 

Jeśli  ona  mogła  spędzić  cały  dzień  bez  niego,  bez  słowa  wyjaśnienia,  on  też  jej 

pokaże, jak mało mu na niej zależy! 

W  pół  godziny  później  pukał  do  jej  drzwi.  Julia  zdążyła  się  przebrać  w  krótką 

spódniczkę  i  sweterek  i  rozpuścić;  zebrane  w  koński  ogon  włosy.  Chciała  mu  się  rzucić  na 

szyję,  ale  mina  Michaela  odebrała  jej  na  to  ochotę.  Jechali  potem  przez  mokre  od  deszczu 

ulice, wymieniając banalne uwagi o pogodzie. 

background image

- Gdzie pójdziemy? - zapytała w pewnej chwili. 

- Do mnie - odparł krótko. - Czy masz coś przeciwko temu? 

- Nie - odparła z wahaniem. - Tylko że jutro muszę być o dziesiątej w domu. 

Niedzielne wizyty w ośrodku zaczynały się w południe i kończyły o osiemnastej. 

- Odwiozę cię w porę, przyrzekam. Czekała, aż Michael zapyta, dlaczego musi wracać 

do domu w niedzielę rano i gdzie była przez cały dzień. Zamierzała powiedzieć mu prawdę; 

Joanna stanowiła część jej życia i nie chciała niczego przed nim ukrywać. Michael jednak o 

nic nie zapytał. Może tak i lepiej; mógłby ją podejrzewać o manipulację. Jego matka zwykle 

posługiwała się swymi dziećmi, by osiągnąć to, czego chciała. Julia nigdy nie pozwoliłaby, by 

ktoś  podejrzewał,  że  wykorzystuje  do  swych  celów  tragedię  rodzinną.  Jej  stosunki  z 

Michaelem były jeszcze zbyt świeże, żeby je wystawiać na próbę. 

Gdy dotarli do jego mieszkania, Michael przyrządził drinki. Julia umoczyła usta, a on 

odstawił szklankę na stolik i usiadł, nie spuszczając oczu ze swojego gościa. 

- Zaprosiłem cię tutaj, bo... - zaczął i urwał. - Przez cały dzień chciałem cię zobaczyć. 

Teraz, kiedy tu jesteś... 

Julia również odstawiła szklankę i wstała. 

- Teraz, kiedy tu jestem... To co? Przez chwilę na siebie patrzyli, a potem nagle rzucili 

się  sobie  w  ramiona  i  zaczęli  się  całować,  tak  jakby  przez  całe  życie  czekali  na  tę  chwilę. 

Kanapa w salonie doskonale zastąpiła im łóżko. 

-  Teraz  nic  się  nie  liczy  -  rzekł  Michael  później,  zmęczony,  lecz  zadowolony.  -  Ani 

nasza umowa, ani moja rodzina, ani firma... Nic nie jest ważne, kiedy jesteśmy razem. 

Julia pogładziła go po plecach. 

- Tak... 

Oboje  mieli  wrażenie,  że  znajdują  się  we  własnym  świecie,  do  którego  nikt  nie  ma 

dostępu. Przebywali w nim przez całą noc, a kiedy wreszcie rano powrócili do rzeczywistości, 

czuli się jak wygnani z raju. 

W drodze powrotnej oboje milczeli. Michael odwiózł ją do domu i nie poprosił, by z 

nim  została,  mimo  że  bardzo  tego  pragnął.  Gdyby  powiedział  choć  słowo...  Usłyszałby 

wszystko. Po tym, co stało się tej nocy, nie chciała nic przed nim ukrywać, bala się tylko, że 

źle ją zrozumie. Ale on o nic nie pytał; pewnie było mu wszystko jedno, co ona robi, kiedy 

nie  jest  z  nim  w  łóżku.  Kochali  się  ze  sobą,  ale  to  nie  znaczy,  że  ich  układ  przestał 

obowiązywać. Byłaby szalona, gdyby  myślała, że Michael się w niej zakochał tylko dlatego, 

że  się  z  nią  przespał.  Kobieta,  która  nie  potrafi  odróżnić  seksu  od  miłości,  jest  godna 

background image

pożałowania i Julia nigdy taka nie będzie. Nie na darmo studiowała psychologię. Kocha go, 

ale on nie kocha jej. Prawda bywa bolesna, co nie znaczy, że należy przed nią uciekać. 

Jen  i  Debby  uczyły  się  roli  w  swoim  pokoju,  a  Kia  i  Julia  tkwiły  u  siebie  nad 

książkami. Po dziewiątej wieczorem ktoś nagle zastukał do drzwi. 

-  Mam  nadzieję,  że  to  nie  któryś  z  tych  ich  komediantów...  -  Kia  uniosła  oczy  do 

nieba, głową wskazując pokój „aktorek”. 

Głos Michaela rozwiał jej wątpliwości. 

-  Powiedziano  mi,  że  jesteś  w  domu.  -  Wszedł  do  pokoju  bez  pukania.  -  Chciałem 

porozmawiać. 

Kia spojrzała na niego z pogardą. 

-  Czy  wy,  bogacze,  zawsze  w  ten  sposób  wchodzicie  do  cudzego  mieszkania? 

Przypominam, że to jest nasza sypialnia i mogłyśmy być w dezabilu. 

Michael nieco się stropił. 

- Przepraszam - mruknął. 

Podszedł do łóżka, na którym leżała Julia, i głośno odczytał tytuł trzymanej przez nią 

książki. 

-  „Nienawidzę  cię.  Błagam,  nie  opuszczaj  mnie”.  Bardzo  ciekawe,  i  jakie 

konsekwentne... Uśmiechnęła się do niego. 

- Nieraz tak bywa. Sprawił jej ogromną radość swoim przyjściem; on też wyraźnie się 

cieszył, że ją widzi. 

- Może byś pojechała do mnie na noc? Jutro rano razem pójdziemy do pracy. - Lekko 

ściszył głos, spod oka popatrując na Kię. Zawsze bardzo go krępowała. 

Julia natychmiast odłożyła książkę. 

- Doskonały pomysł. 

Kia  milczała,  ale  w  jej  oczach  można  było  wyczytać  naganę.  Nic  sobie  z  tego  nie 

robili; zbytnio się śpieszyli do swojego małego świata. 

Ten weekend posłużył  im za wzór i tak odtąd spędzali wszystkie  soboty  i  niedziele. 

Julia  jak dawniej  jeździła do Joanny, a wieczorem Michael zabierał  ją do siebie. Zgodnie  z 

milczącą umową, żadne z nich nie poruszało tematu dotyczącego weekendowych zajęć Julii. 

Nie tylko to jednak było powodem utrzymującego się między nimi napięcia. Oboje z czasem 

zauważyli, że ich znajomość przybiera nowy, nie przewidziany charakter. Zdali sobie sprawę, 

że doskonale się ze sobą czują, zarówno w pracy, jak w życiu prywatnym. 

Spędzali  razem  prawie  wszystkie  wieczory.  Chodzili  na  spacery,  na  koncerty,  do 

teatru.  Ćwiczyli  w  zaimprowizowanej  sali  gimnastycznej,  którą  Michael  urządził  w  swojej 

background image

ogromnej  sypialni.  Biegali  nad  rzeką  i  spotykali  się  z  jego  znajomymi  i  rodziną.  Oboje 

najbardziej  lubili  spokojne  wieczory  w  mieszkaniu  Michaela.  Czytali  wtedy  książki  albo 

oglądali telewizję. Szybko odkryli, że śmieszą ich i nudzą te same rzeczy. Każda ich noc była 

niczym  noc  poślubna.  Od  czasu  do  czasu  ktoś  pytał  ich  o  termin  ślubu.  Julia  zwykle 

odpowiadała,  że  go  jeszcze  nie  ustalili,  bo  bardzo  dobrze  się  czują  w  roli  narzeczonych. 

Pytania  te  jednak  uzmysławiały  jej,  że  wszystko  jest  nieprawdziwe  i  że  grają  komedię. 

Michael  w  ogóle  nie  odpowiadał  na  podobne  pytania  -  czuł  się  z  Julią  bardzo  szczęśliwy. 

Wszystko w niej było fascynujące i fascynacja ta wcale nie malała z czasem. Pragnął jej coraz 

bardziej, nic go w niej nie nużyło ani nie denerwowało, a sprawę nieszczęsnych weekendów 

wolał  odłożyć  na  potem.  Kiedy  jednak  zaprosił  ją  do  rodziców  na  Święto  Dziękczynienia  i 

Julia odmówiła, poprosił o wyjaśnienia. 

- Dlaczego nie możesz spędzić z nami tego dnia? 

- Bo już obiecałam siostrze. Odwrócił się do niej plecami i zapatrzył w okno. 

- Siostrze... - powtórzył ze złością. - Nigdy nie mówiłaś, że masz siostrę, nigdy dotąd 

jej nie odwiedzałaś... 

Julia westchnęła. 

- To, że nigdy o niej nie mówiłam, nie oznacza, że nie utrzymuję z nią kontaktów. 

Dzwoniła do niej każdego wieczoru i wcale tego przed nim nie kryła. To on nigdy nie 

pytał, z kim rozmawia. Po prostu nic go to nie obchodziło. Kiedy zapominała o prawdziwej 

naturze ich związku, ta świadomość sprowadzała ją na ziemię. Michael z nią pracuje i z nią 

sypia, ale nie kocha jej i nigdy nie pokocha. 

- Cała rodzina na nas czeka. Jest tylko jedno wyjście: 

powiesz siostrze, że nie możesz z nią spędzić tego dnia, bo masz inne plany. 

Gdyby oświadczył to mniej władczym tonem, powiedziałaby mu wszystko i poprosiła, 

żeby  pojechał  z  nią  do  siostry.  On  jednak  zachował  się  jak  szef  wydający  polecenia 

pracownicy, od której oczekuje tylko posłuszeństwa. 

-  W  takim  razie  -  odrzekła,  powstrzymując  łzy  -  to  ty  powiedz  swojej  rodzinie,  że 

mam inne plany. - Nie wolno mu pokazać, że płacze. - Może to i lepiej, przygotujemy w ten 

sposób grunt pod zerwanie zaręczyn. Chyba już najwyższy czas, żeby się dowiedzieli, że coś 

się nam nie układa, w ten sposób unikną szoku. Do tej pory graliśmy tak świetnie, że byłoby 

szkoda zepsuć ostatni akt. 

- Tak, szkoda... - powtórzył, nadal patrząc w okno. Zerwanie... Nigdy dotąd o tym nie 

myślał; dziwne, ale perspektywa rozłąki bardzo go zabolała. Wiedział, że z chwilą, gdy zerwą 

„zaręczyny”, Julia odejdzie od niego naprawdę. Nie chciał do tego dopuścić, a ona musiała o 

background image

tym wiedzieć i pewnie próbuje to wykorzystać. Odwrócił się ku niej, ale z jej twarzy nic nie 

wyczytał. Może matka miała jednak rację; może Julia jest sprytna i wyrachowana... 

-  Masz  rację  -  wycedził.  -  Jedź  sobie,  dokąd  chcesz,  a  ja  im  zasugeruję,  że  coś  się 

między nami psuje. 

„Jedź sobie, dokąd chcesz...” Nawet nie zapytał, jak jej siostra ma na imię i ile ma lat; 

nic go to nie obchodzi. 

Wieczorem, kiedy zaczął się zbierać do domu, Julia powiedziała, że nie jedzie z nim, 

bo woli wracać do siebie. 

Obrzucił ją chłodnym spojrzeniem. 

-  Doskonale, a gdybyś się rozmyśliła, to zadzwoń. Wolałaby  chyba sobie uciąć rękę, 

niż  sięgnąć  po  telefon  i  prosić,  by  ją  zabrał  do  swego  łóżka.  Uniosła  dumnie  głowę  i  nie 

raczyła odpowiedzieć. 

Podróż  autobusem  okazała  się  koszmarna.  Był  straszny  tłok  i  dusiła  się  od  upału; 

chyba zbytnio się przyzwyczaiła do klimatyzowanego samochodu... Do domu dotarła ledwie 

żywa, a rano obudziła się w strasznym stanie. Dowlokła się do łazienki i osunęła na posadzkę, 

plecami oparta o wannę. Tak właśnie zastała ją Kia. 

- Jesteś zielona jak te kafelki - oznajmiła. 

- Okropnie się czuję - jęknęła Julia. - To ten wczorajszy autobus, pewnie zatrułam się 

spalinami. 

Kia przyjrzała jej się uważnie. 

-  Rzadko  cię  ostatnio  widywałam,  ale  bardzo  się  zmieniłaś.  Coś  mi  to  przypomina... 

Kobieta tak wygląda, kiedy jest w ciąży. Może ty jesteś w ciąży? 

Julia raptownie usiadła i zakręciło jej się w głowie. Poczuła narastające mdłości. 

- To... niemożliwe... Bardzo uważaliśmy... Kia pokręciła głową. 

-  Nie  ma  stuprocentowych  środków  antykoncepcyjnych,  kochanie.  Kiedy  miałaś 

ostatnią miesiączkę? 

Julia zbyt źle się czuła, by się krępować odpowiedzią. 

-  Nie  miałam  miesiączki  od  początku  października,  ale  nie  zwracałam  na  to  uwagi. 

Myślałam, że prezerwatywa... 

-  Jedyną  absolutnie  skuteczną  metodą  zapobiegania  ciąży  jest  sterylizacja  albo 

wstrzemięźliwość - oświadczyła mentorskim tonem Kia. 

Julia przymknęła oczy. 

- Kia, ja nie mogę być w ciąży... To pewnie grypa... 

background image

- Czas pokaże. Na razie zaprowadzę cię do łóżka i dam ci kilka herbatników, żebyś nie 

miała pustego żołądka. 

Nieco później Julia zadzwoniła do pracy z informacją, że jest chora. Herbatniki nieco 

złagodziły  mdłości,  co  świadczyło,  że  w  grę  raczej  nie  wchodzi  grypa,  ale  Kia  tego  nie 

skomentowała. 

Michael  przyjechał  do  niej  po  pracy.  Cały  dzień  miał  zepsuty,  nie  przestawał  o  niej 

myśleć. Czy naprawdę jest chora, czy tylko udaje? Kiedy się zjawił, stała przed domem z Jen, 

Debby  i  innymi  koleżankami.  Była  nieco  bledsza,  ale  wyglądała  przepięknie.  Siłą  się 

powstrzymał,  żeby  jej  nie  porwać  prosto  do  swojego  domu.  Wcale  nie  wygląda  na  chorą, 

podpowiedział mu jakiś zły głos. Zahamował, przez chwilę przyglądał się roześmianej grupie, 

a potem odjechał. 

- Czy to był Michael? - zapytała Debby. 

- Nie wiem, nie zauważyłam - skłamała Julia i serce zabiło jej jak szalone. 

Następnego  dnia  czuła  się  jeszcze  gorzej.  Ledwo  przeżyła  podróż  autobusem  i 

dowlokła  się  do  toalety.  Zanim  Michael  przyszedł  do  pracy,  zwymiotowała  już  dwa  razy. 

Spojrzał  na  nią,  mijając  jej  biurko.  Miała  na  sobie  jeden  z  tych  swoich  koszmarnych 

kostiumów i pomyślał, że postanowiła go ukarać. 

- Niedobrze wyglądasz - oświadczył. - Jesteś blada i masz sińce pod oczami. Może cię 

odwieźć do domu? 

Julia powoli zwróciła ku niemu głowę, bo każdy gwałtowniejszy ruch mógł zaburzyć 

jej chwiejną równowagę. 

- Nie, dziękuję, nic mi nie jest. 

- Jeśli jesteś chora, powinnaś się położyć, jeszcze kogoś zarazisz. 

Utkwiła wzrok w ekranie komputera. 

- Nie martw się, to nie jest zaraźliwe. 

- W takim razie, co ci jest? Może się czymś zatrułaś'? - Jego głos nagle złagodniał. 

Omal  nie  parsknęła  śmiechem,  lecz  milczała.  Michael  poczuł,  jak  ogarnia  go  złość. 

Dwie noce bez Julii wyprowadziły go z równowagi, i ona dobrze o tym wie. Wszystko sobie 

zaplanowała,  żeby  zaręczyny  na  niby  zamienić  na  prawdziwy  związek,  którego  celem  był 

ślub! Zaklął w duchu i pomaszerował do swojego gabinetu. 

Po południu zjawił się Jake. Poprosił Julię, żeby z nim poszła do Michaela, bo ma im 

obojgu coś do zakomunikowania. Chciała się wykręcić, ale obaj bardzo nalegali, by została. 

- Zamierzamy z Eriką się rozejść - wypalił bez wstępów stryj, kiedy w trójkę znaleźli 

się w gabinecie. - Od pewnego czasu nie bardzo nam się układa, a dłużej nie chcemy udawać. 

background image

Julia doskonale to rozumiała; udawanie to ciężka sprawa. 

- Bardzo mi przykro - szepnęła. Michael uniósł brwi. 

- Naprawdę chcecie się rozstać? - Nagle zdał sobie sprawę, jak bardzo mu zależy, by 

do tego nie doszło. - Miałem nadzieję, że to tylko... przejściowe trudności.  - Odchrząknął. - 

To przecież bardzo poważna decyzja po tylu latach. Macie dzieci, wnuki... 

Jake zamrugał powiekami. 

-  Nic  się  nie  da  zrobić,  ale  bardzo  was  proszę,  nie  chciałbym,  żeby  nasze  sprawy 

zaciążyły nad waszymi planami. To, że my... to nie znaczy, że małżeństwo... 

Michael poczuł, jak rozżalenie zamienia się w nim w złość; powrócił dawny cynizm. 

- Nie wysilaj się, sam wiem, co to warte. My z Julią też myślimy o zerwaniu zaręczyn. 

Jake podskoczył. 

- Nie róbcie tego! Nigdy nie widziałem, żebyś był taki szczęśliwy jak teraz, odkąd ty i 

Julia... - Jake wyglądał na szczerze zmartwionego. 

- To pozory  - rzekł Michael.  - Ty z Eriką też robiliście wrażenie szczęśliwych. Masz 

rację, nie należy udawać. 

W  ciągu  dnia  Michaela  nieustannie  odwiedzali  członkowie  rodziny.  Julia  nie 

uczestniczyła w tych rozmowach. Kiedy  ją  mijali, spoglądali  na  nią ze współczuciem  jak  na 

kolejną  ofiarę  Michaela.  Musiał  im  powiedzieć  o  planowanym  zerwaniu  zaręczyn. 

Wieczorem  tego  samego  dnia  Julia  przeprowadziła  test  ciążowy  i  wynik  okazał  się 

pozytywny. 

-  Jestem  w  ciąży  -  powiedziała  martwym  głosem  do  przyjaciółki.  -  Kia,  co  ja  mam 

teraz zrobić? 

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY 

Kia widziała tylko jedno wyjście. 

-  Musisz  jak  najszybciej  wszystko  mu  powiedzieć.  Odwlekanie  tej  rozmowy  tylko 

pogorszy sprawę. 

Julia  wiedziała,  że  przyjaciółka  ma  rację.  Codziennie  rano  wychodziła  do  pracy  z 

mocnym postanowieniem, że  mu powie, ale w ostatniej chwili zawsze się wycofywała. Mi-

chael był wobec niej chłodny i wyniosły. Jak miała mu przekazać „radosną” nowinę, że jest w 

ciąży?  Przecież  nawet  nie  umiała  mu  powiedzieć  o  Joannie  wtedy,  gdy  ich  stosunki 

wyglądały zupełnie inaczej. Zresztą, zawsze radziła sobie sama. 

Święto Dziękczynienia jakoś minęło; Julia spędziła je z Joanną w ośrodku, a Michael 

ze swoją rodziną. Następnego ranka zjawił się w biurze jeszcze bardziej ponury niż zwykle. 

-  Wszyscy  o  ciebie  pytali  -  oświadczył  z  wyrzutem.  Był  pierwszy  dzień  grudnia  i 

płatki  śniegu  wirowały  już  w  powietrzu.  Julia  jeszcze  niezupełnie  doszła  do  siebie  po 

porannej podróży zatłoczonym autobusem. 

-  Przyjechał  Kyle  z  rodziną,  Grant też.  Chcieli  poznać  moją  narzeczoną  i  bardzo  się 

dziwili, że weekend spędzamy osobno. Dzwoniłem do ciebie, ale nikt nie odbierał. 

- Nie było mnie w domu. 

Jej spokojna odpowiedź wyprowadziła go z równowagi. 

- Domyśliłem się. A gdzie, do cholery, byłaś? 

- Poza domem. 

-  Ach  tak?  Nie  masz  mi  nic  więcej  do  powiedzenia?  Julia  uśmiechnęła  się  smutno. 

Miała mu do powiedzenia o wiele więcej, ale to nie była odpowiednia chwila. 

- Mam wrażenie, że nie chciałbyś słuchać... - Urwała. 

- Mam dzisiaj dużo pracy, więc zostaw mnie w spokoju, Michael. 

Obrzucił ją jadowitym spojrzeniem. 

-  Mówisz  mnie,  swojemu  szefowi,  że  masz  dużo  pracy  i  żebym  cię  zostawił  w 

spokoju? 

Siedziała  przed  nim  drobna  i  blada,  w  tej  swojej  przydługiej  szarej  sukience,  z 

włosami  ściągniętymi  do  tyłu,  tak  jak  tego  nie  znosił.  Na  pewno  zrobiła  to  specjalnie,  to 

dalszy  ciąg  tych  jej  gierek.  Ucieka  przed  nim,  nie  nosi  rzeczy,  które  jej  kupił,  traktuje  go 

gorzej niż on posłańca. Myśli, że go nabierze na takie sztuczki, że on złamie się i przyjdzie 

background image

żebrać o jej  jeden uśmiech. Będzie się czołgał u  jej stóp i błagał o jeszcze  jedną noc i żeby 

wszystko znowu było tak jak przedtem. Ale właściwie, co się stało? 

- Dlaczego my się tak zachowujemy? - zapytał nagle. 

- Jak to się stało, że jesteśmy wrogami? Julia zacisnęła dłonie. 

-  Powiedziałam,  że  spędzę  Święto  Dziękczynienia  z  siostrą  -  wyjaśniła  -  i  ty  się  na 

mnie obraziłeś. 

-  Wcale  się  nie  obraziłem.  To  ty  od  tamtej  pory  zachowujesz  się  jakoś  dziwnie,  jak 

sopel lodu. 

- Zachowuję się tak, bo... - już miała mu powiedzieć o wynikach testu, ale ugryzła się 

w język. 

- Bo co? Bo twój plan się nie udał? - spytał złośliwie. 

-  Nie  rozumiem,  o  czym  mówisz,  a  teraz,  jeśli  nie  masz  nic  przeciwko  temu, 

chciałabym wrócić do pracy. 

-  Przypominam  ci,  że  to  ja  decyduję,  kiedy  masz  pracować,  a  kiedy  nie.  Zresztą,  ja 

wszystko wiem. 

Julia gwałtownie zbladła. 

- Wiesz... Jak się domyśliłeś? 

- Mam pewne doświadczenie w tych sprawach, moja droga. 

- Jesteś... na mnie zły? 

- Owszem, jestem zły, bo nie znoszę manipulowania. Przez całe życie widziałem, jak 

moja  matka  manipuluje  ludźmi  i  przyrzekłem  sobie,  że  nigdy  nie  pozwolę,  żeby  ktoś  mnie 

wykorzystywał. 

Ogarnęła ją nagła panika i rozpacz. 

- Ale ja tego wcale nie zaplanowałam! Teraz mówili jednocześnie. 

-  Oczywiście,  że  to  zaplanowałaś.  Kiedy  postanowiłaś  zamienić  nasze  udane 

zaręczyny na prawdziwe, zaczęłaś robić wszystko, żeby dopiąć swego. 

Poczuła w oczach łzy. 

-  Kobieta  nie  zachodzi  w  ciążę  sama!  Oboje  sądziliśmy,  że  jesteśmy  zabezpieczeni. 

Przyznaję,  że  częściowo  to  moja  wina,  ale  nie  wolno  ci  uważać,  że  tylko  ja  ponoszę  za  to 

odpowiedzialność! 

Zapadła cisza. Stali i patrzyli na siebie, jakby widzieli się po raz pierwszy w życiu. 

- Jesteś... w ciąży? - spytał w końcu ze zdumieniem. 

- Przecież powiedziałeś, że wiesz. 

- Miałem na myśli twój plan, te sztuczki, które mnie do ciebie przywiązały... 

background image

- Moje sztuczki? Uważasz, że to były... moje sztuczki? 

-  A  na  wszelki  wypadek,  gdyby  nie  dały  rezultatu,  jak  słyszę,  postanowiłaś  się 

zabezpieczyć.  Zastosowałaś  najstarszy  sposób  usidlenia  mężczyzny  i  złapania  go  na  męża. 

Nie doceniałem cię, moja droga! 

Była bliska omdlenia; nie miała czym oddychać, strużka potu spłynęła jej z czoła. 

-  Oskarżasz  mnie,  że  celowo  zaszłam  w  ciążę,  żeby  cię...  złapać!  Ciekawe,  jak  ja  to 

zrobiłam? Przekłuwałam twoje prezerwatywy? A może stosowałam przeterminowane środki 

antykoncepcyjne,  żeby  cię  wyprowadzić  w  pole?  Jak  sobie  to  wyobrażasz?  Przecież  byłeś 

przy tym, ty, niewinna ofiara! 

Spojrzał na nią wrogo. 

-  Jak  widzę,  masz  mnóstwo  pomysłów.  Dorzucę  jeszcze  jeden.  Co  tydzień  gdzieś 

wyjeżdżałaś,  więc  może  to  twojemu  kochankowi  zawdzięczam  prezent,  który  właśnie 

usiłujesz mi wręczyć. 

Mówiąc to, zdawał sobie sprawę ze  swojej  nikczemności. Słowa padły  między  nich, 

ciężkie jak kamienie. Julia cicho jęknęła, a potem zdjęła z palca rubinowy pierścień i położyła 

go na biurku. 

-  Jeśli  naprawdę sądzisz, że jestem zdolna do czegoś podobnego, to  znaczy, że nigdy 

mnie nie znałeś. Od tej chwili ja nie chcę znać ciebie. 

Chwyciła  torebkę  i  wybiegła.  Michael  stał  przez  chwilę,  nie  wiedząc,  co  robić. 

Wściekłość  gdzieś  odeszła,  pozostał  niesmak  i  niezadowolenie  z  siebie.  Potem  złapał 

pierścionek i wypadł na korytarz. 

-  Julio!  Poczekaj!  Winda  właśnie  się  zamknęła  i  wolno  zaczęła  sunąć  w  dół.  Powoli 

wrócił do swego gabinetu. Julia słusznie się obraziła. Trzeba jej dać trochę czasu, zadzwoni 

do  niej  wieczorem,  a  może  nawet  pojedzie.  Zdecydowanie  posunął  się  za  daleko  z  tym 

absurdalnym oskarżeniem. Julia co prawda w każdy weekend gdzieś jeździła, ale nie wierzył, 

że spotyka się z kochankiem. Dlaczego to powiedział? Oślepiła go zazdrość i stracił głowę... 

Na widok wchodzącego Sterlinga Fostera prawie jęknął. Tylko jego tu brakowało! 

-  Słyszałem, że urządziłeś awanturę  i Julia wybiegła z płaczem...  -  Adwokat spojrzał 

na niego niezbyt przyjaźnie. 

Michael wzruszył ramionami. 

- Nie robiłem żadnej awantury. 

- O co się pokłóciliście? Michael zmarszczył brwi. Co on sobie wyobraża? 

- To sprawy osobiste, dotyczą tylko Julii i mnie. 

- Słyszałem, że wyszła stąd bez pierścionka. Michael zaczął chodzić po pokoju. 

background image

-  Czy  ludzie  nie  mają  naprawdę  nic  lepszego  do roboty,  niż  podglądać  i  szpiegować 

innych?! 

Sterling pokiwał głową. 

- A więc to prawda. Między wami wszystko skończone. 

-  Nieprawda!  Wcale  nie  skończone!  Michael  usłyszał  swój  krzyk  i  opanował  się. 

Usiadł za biurkiem i z pozornym spokojem spojrzał na prawnika. 

- Po to tu przyszedłeś? Roznosić biurowe plotki? 

- Niestety, nie tylko. Sterling potarł dłonią czoło. 

-  Mam  kilka  wiadomości,  a  wszystkie  niezbyt  dobre.  Jak  wiesz,  po  ogłoszeniu 

separacji  Jake'a  i  Eriki  nasze  akcje  znowu  spadły.  Taka  wiadomość  nigdy  nie  służy  firmie. 

Ostatnio mieliśmy kilka wpadek i nasi inwestorzy zaczęli brać na przeczekanie. Wizerunkowi 

firmy na pewno zaszkodzą dalsze pogłoski o waszych... rodzinnych problemach. 

Michael  prawie  go  nie  słuchał.  Przed  oczami  stale  miał  wykrzywioną  bólem  twarz 

Julii. Obraził ją i skrzywdził. Powinien teraz kupić tuzin czerwonych róż i jak najszybciej do 

niej pojechać. 

- Co ty na to, Michael? - Sterling spojrzał na niego pytająco. 

- Przepraszam, czy mógłbyś powtórzyć? 

- Wcale mnie nie słuchałeś, myślami byłeś daleko. Mam nadzieję, że przy Julii. Jeśli ją 

stracisz... 

- Nie stracę jej. W jego głosie zabrzmiała pewność, której wcale nie miał. 

-  Mam  nadzieję.  -  Sterling  zmienił  temat.  -  Monica  Malone  już  zaczęła  skupować 

nasze akcje. Trzeba coś robić, a Jake i Nate nie mają żadnego pomysłu. 

Monica  Malone,  hollywoodzka  gwiazda,  od  lat  reklamowała  z  powodzeniem 

kosmetyki ich firmy. 

- Przecież zawsze miała nasze udziały. 

- Tak, ale teraz przestało jej to wystarczać. 

Michael  jakoś  nie  mógł  się  skupić.  Po  raz  pierwszy  sprawy  firmy  zeszły  na  dalszy 

plan.  Potrzebował  Julii,  musiał  uzyskać  jej  przebaczenie  i  odzyskać  jej  miłość.  Zamienić 

zaręczyny  na  niby  w  prawdziwe  małżeństwo.  Nie  ma  co  zwlekać,  Julia  przecież  oczekuje 

dziecka. Jego dziecka! 

-  Przepraszam  cię  -  powiedział  wstając  -  ale  muszę  wyjść.  Dziękuję  za  informacje, 

wszystko sobie przemyślę. 

Sterling wcale się nie obraził. 

- Idź do niej, idź. I nie pozwól jej odejść. Michael uśmiechnął się. 

background image

-  Tego  możesz  być  pewny.  Po  drodze  zatrzymał  się  w  kwiaciarni  i  kupił  dwanaście 

długich czerwonych róż. Nie zauważył, że małego samochodu nie ma na parkingu i dopiero 

kiedy zapukał do drzwi, zorientował się, że Julia gdzieś pojechała. Dokąd? Nie miał pojęcia. 

Pojechała do ośrodka, chociaż tego dnia wcale nie była umówiona z siostrą. Musiała 

zobaczyć  Joannę;  od  trzech  lat,  które  upłynęły  od  śmierci  ich  matki,  nigdy  nie  czuła  się 

jeszcze tak potwornie samotna. 

Nagle jej smutek zamienił się w złość. Michael oskarżył ją, że ma kochanka! Że jest w 

ciąży  z  innym  mężczyzną!  Dał  jej  do  zrozumienia,  że  uważają  za  dziwkę.  Płatki  śniegu 

wirowały w powietrzu i widziała je przez łzy. Co ona zrobi z dzieckiem? Michael na pewno 

go nie uzna, trzeba będzie zrobić test DNA. A potem... jakie życie będzie miało dziecko bez 

ojca?  Kia uświadomiła  jej wszystkie prawa i  możliwości kobiety w takiej sytuacji, ale Julia 

widziała  tylko  jedno  wyjście:  urodzić  i  wychować  dziecko.  To  przecież  nie  tylko  dziecko 

Michaela, to przede wszystkim jej dziecko, wnuczek albo wnuczka jej rodziców, przedłużenie 

ich życia. 

Poczuła,  jak  ogarnia  ją  spokój,  tak  jakby  ta  myśl  przyniosła  z  sobą  coś  kojącego. 

Urodzi dziecko, zapewni ciągłość swojej rodzinie. Miłość jej matki i ojca nie zgaśnie, będzie 

trwała  we  wnuku,  którego  nigdy  nie  zobaczą.  Joanna  zostanie  ciocią,  będzie  miała  swoje 

miejsce  w  rodzinie...  Julia  uśmiechnęła  się  przez  łzy.  Joanna  uwielbia  dzieci,  na  pewno 

bardzo się ucieszy. 

Da  sobie  radę;  będzie  dobrą  matką,  bo  sama  miała  najlepszą  matkę  na  świecie. 

Wychowa swoje dziecko na szczęśliwego, dobrego człowieka, i w ten sposób spłaci dług, jaki 

sama  zaciągnęła  u  swoich  rodziców.  A  co  z  pieniędzmi?  Skąd  weźmie  na  to  wszystko 

fundusze? Szybko odsunęła od siebie strach. Dotąd jakoś dawała sobie radę; tak samo będzie 

teraz. Wjeżdżała na teren ośrodka spokojna, ufnie patrząca w przyszłość. 

Siedział  i  czekał w samochodzie zaparkowanym  przed domem  Julii. Kiedy dostrzegł 

Kię, wyszedł jej na spotkanie. 

- Nie wiesz, gdzie może być Julia? Spojrzała na niego chłodno. 

- A o co chodzi? 

- Dobrze wiesz. O dziecko. 

- Biedna Julia, nie zasłużyła sobie na takiego drania jak ty. - Spojrzała na niego ostro. 

Znał  niewyparzony  język  tej  dziewczyny  i  był  gotów  znieść  wszystkie  obelgi. 

Należało mu się. Tym razem jednak dowiedział się wreszcie o istnieniu Joanny. 

- Julia tylko dlatego zgodziła się na tę waszą kretyńską umowę  - podsumowała Kia z 

pogardą. - Potrzebowała pieniędzy na leczenie siostry. 

background image

- Dlaczego mi o tym nie powiedziała? 

- Widocznie nie miała do ciebie zaufania. On też jej nie ufał. Nigdy nie był wobec niej 

szczery. 

- To wszystko moja wina - przyznał z goryczą. Kia skinęła głową. 

- Jasne, że twoja. Jesteś bogatym, egoistycznym durniem. 

Nie szczędziła mu obelg, ale wpuściła go do mieszkania, gdzie znaleźli kartkę od Julii. 

-  Pojechała  do  Joanny  -  oświadczyła  Kia.  -  Ciekawe,  co teraz  zrobisz.  Pojedziesz  za 

nią, czy wrócisz do siebie i będziesz się nad sobą użalał. 

- Jadę do niej. Kia spojrzała na niego znacząco. 

- Nie pójdzie ci łatwo. Tej sprawy nie rozwiążesz za pomocą książeczki czekowej. 

Nie wiedzieć czemu, ta myśl wyraźnie ją ucieszyła. 

Do ośrodka dotarł dopiero po godzinie. Padał śnieg i musiał jechać bardzo wolno. W 

rejestracji  powiedziano  mu,  gdzie  znajduje  się  pokój  Joanny  Chandler.  Z  bijącym  sercem 

zbliżył się do drzwi. Pokój był pusty! 

- Joanna jest w sali koncertowej - powiedziała pielęgniarka, wskazując mu drogę. 

Julia  siedziała  na  widowni  i  patrzyła  na  scenę,  gdzie  trwała  próba  koncertu  w 

wykonaniu kilku młodych pacjentów. Joanna grała na dzwoneczkach; z wysiłkiem uderzała w 

oznaczony  kolorem  dzwonek  w  odpowiedniej  chwili.  Jej  ruchy  były  powolne,  a  wyraz 

napięcia  na  twarzy  świadczył  o ogromnej  koncentracji.  Julia  przypomniała  sobie  łatwość,  z 

jaką jej mała siostrzyczka grywała na pianinie kolędy przed wypadkiem. 

Michael  stał  z  tyłu  w  głębokim  mroku,  czekając  na  odpowiedni  moment.  Zanim 

nadszedł, śnieg rozpadał się na dobre. Parking zasłoniła drżąca kurtyna bieli i Julia z trudem 

zaczęła  torować  sobie  drogę  do  samochodu.  Chwile  spędzone  z  siostrą  przyniosły  jej 

ukojenie,  ale  teraz  znowu  poczuła  lęk.  Co  przyniesie  jutro?  Przecież  nawet  nie  wie,  czy 

jeszcze ma pracę... 

- Julio! Stanęła jak wryta w kopnym śniegu. Rozpoznała głos Michaela i przestraszyła 

się, że padła ofiarą halucynacji. 

-  Julio,  poczekaj!  Miłość  i  gniew  zlały  się  w  jedno  i  nie  wiedziała,  czy  ma  ochotę 

rzucić  mu  się  w  ramiona,  czy  cisnąć  mu  w  twarz  śniegową  kulę.  Nie  byłaby  jednak  sobą, 

gdyby uległa impulsowi. Stała i czekała, aż Michael podejdzie. 

- Kochanie... - zaczął. 

-  Kochanie?  Chyba  mnie  z  kimś  pomyliłeś.  Ja  przecież  chcę  cię  wrobić  w  cudze 

dziecko, zapomniałeś? 

- Chciałbym cię przeprosić, ja... 

background image

- Nie zamierzam tego słuchać. Odwróciła się i ruszyła do samochodu. 

-  Wiem, że  niełatwo mi przebaczysz, ale  bardzo cię proszę, wybacz  mi, zachowałem 

się podle. Jesteś dobra i wspaniałomyślna i... 

- Znam to. - Uniosła oczy do nieba. - Nieraz słyszałam, jak opowiadasz bajki naszym 

klientom. 

- To nie bajki, ja cię kocham. Wiem, że długo zwlekałem, ale teraz wyznaję ci miłość. 

Przyjmij  ten  pierścionek,  tym  razem  na  znak  prawdziwych  zaręczyn,  tak  prawdziwych  jak 

nasze dziecko. 

- Nie chcę pierścionka, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. 

- Pobierzmy się, zaraz. Polecimy do Las Vegas... 

- I weźmiemy ślub w kolorowej budzie z przebranym Elvisem. Nie, dziękuję. 

- W takim razie trochę poczekamy i Barbara urządzi nam najwspanialszy ślub stulecia. 

Julia nie raczyła na niego spojrzeć. 

- Nigdy. Znam twoje poglądy na temat małżeństwa. 

- Bardzo się zmieniłem, uwierz mi. 

-  „Lepszy  trup  niźli  ślub”.  Nic  ci  to  nie  mówi?  -  Doszli  do  samochodu  i  nerwowo 

sięgnęła do torebki po kluczyki. - Nie zamierzam uczestniczyć w żadnej nowej komedii. 

- Tym razem wszystko będzie na serio, przysięgam. 

- Nie zamierzam żyć w wiecznym kłamstwie, wśród podejrzeń i wyrzutów. Słyszałam, 

co sądzisz o związkach wymuszonych nieprzewidzianą ciążą. Nie zamierzam żyć w jednym z 

nich. O Boże! 

Wyszarpnęła  kluczyki  z  torebki  i  upuściła  je  wprost  w  śnieg.  Michael  podniósł  je  i 

schował do kieszeni. 

- Odwiozę cię do domu, a jutro rano przyślę kogoś po twój samochód. 

- Sama pojadę do domu, oddaj mi kluczyki! 

- Nie ma mowy, kochanie. Pójdziesz grzecznie ze mną, czy mam cię zanieść? 

Rzuciła się na niego, chcąc odebrać mu kluczyki, i Michael uwięził ją w ramionach. 

- Puszczaj! 

-  Nigdy  w  życiu.  Julio,  kocham  cię.  Wiem,  że  przez  swój  cynizm  omal  wszystkiego 

nie zepsułem i błagani, daj mi szansę. 

Uniosła na niego oczy. 

- Kochałeś mnie i mówiłeś takie straszne rzeczy? 

- Miłość to dla mnie coś nowego. Nie rozumiałem, co się ze mną dzieje. 

- A teraz nagle zrozumiałeś i zapragnąłeś świetlanej przyszłości u mego boku? 

background image

Roześmiała się drwiąco; Michael drgnął. 

- Nie popełniaj mojego błędu, Julio. Pozwól mi się kochać i bądźmy szczęśliwi tak jak 

twoi rodzice. 

Oczy Julii napełniły się łzami. 

- To nie fair mówić o nich teraz, kiedy właśnie widziałam się z siostrą. 

-  Wiem,  kochanie,  ale  walczę,  jak  umiem,  bo  tu  chodzi  o  moje  życie.  Bez  ciebie 

popadnę w autodestrukcję, jak to się u was nazywa w psychologii, i będziesz mnie miała na 

sumieniu. 

- Widzę, że rzeczywiście wszystkie chwyty są dozwolone. 

Uniosła głowę i przez chwilę wpatrywała się w niego uważnie. 

-  Najlepszych  jeszcze  nie  zastosowałem...  -  szepnął.  Białe  płatki  wirowały,  otulając 

ich gęstą zasłoną. - Pozwól mi się zawieźć do domu. 

Powiedział  to  tonem  człowieka  gotowego  na  wszystko.  Poczuła  się  nagle  bardzo 

zmęczona; nie miała siły dłużej się opierać. 

- Jak zwykle twoje na wierzchu. Michael Fortune zawsze musi mieć rację... 

Jechali  w  milczeniu  i  w  ciszy  padającego  śniegu.  Julia  oparła  głowę  i  przymknęła 

oczy. 

- To był strasznie długi, ciężki dzień... 

- Zaraz pójdziesz do łóżka... 

- Ale u siebie! - Uniosła głowę i spojrzała na niego. 

- Nie zamierzam... - zaczęła. 

- Czy postanowiłaś mi przebaczyć, bo mnie kochasz? 

- zapytał nieoczekiwanie. 

- Nieważne. Nawet jeśli cię kocham, i tak w to nie uwierzysz. Chcę jechać do domu, 

nie jesteś mi potrzebny. Może tylko poproszę cię o referencje, kiedy będę szukała pracy. 

Roześmiał się. 

-  Nie  będą  ci  potrzebne,  zawsze  będziesz  pracowała  tylko  u  mnie,  będziesz  kochała 

tylko mnie i wyjdziesz tylko za mnie. Potem będziemy razem wychowywać nasze cudowne 

dzieci, które będą najbardziej kochanymi dziećmi na tej planecie. 

Poczuła, że łzy płyną jej po policzkach. 

- Przestań. Nie mogę z tobą walczyć, kiedy mówisz takie miłe rzeczy. 

-  Do  końca  życia  nie  zamierzam  robić  nic  innego.  -  Ujął  ją  za  rękę.  -  Wybacz  mi, 

wybacz, proszę, moją podłość i głupotę. 

Julia sięgnęła po chusteczkę i głośno wytarła nos. 

background image

- Zarzuciłeś mi, że mam kochanka, a ja miałam tylko ciebie. Nie zauważyłeś? 

Michael spoważniał. 

- Zauważyłem. I będę cię za to kochał do końca życia. 

- Śnieżyca zamieniła się w szalejącą zawieruchę. - Jutro nie pójdziemy do pracy; cały 

dzień” spędzimy w łóżku - dodał. 

Julia nie odpowiedziała; w milczeniu weszli do jego mieszkania. 

- Czy postanowiłaś się do mnie nie odzywać? Spojrzała na niego uważnie. 

- Zastanawiam się nad tym wszystkim, co mówiłeś - odparła. 

Objął ją i mocno przytulił. 

- Kocham cię i zawsze będę cię kochał. Lekko pocałował ją w usta. 

- Ja też cię kocham - szepnęła. - Kocham cię od dawna, ale nigdy nie myślałam, że ty 

też możesz mnie kochać. 

Wziął ją w ramiona i zaniósł do sypialni. 

-  Muszę  jeszcze  gdzieś  zadzwonić  -  powiedział  nagle  i  sięgnął  po  słuchawkę.  - 

Sterling? Tak, to ja. Mam do ciebie prośbę, podrzyj tamten kontrakt, dobrze? Zamierzamy się 

z  Julią  pobrać.  Co?  Nie,  nie  będziemy  spisywać  żadnej  przedślubnej  umowy.  Nasze 

małżeństwo nigdy się nie rozpadnie. 

Odłożył słuchawkę i wziął Julię w ramiona. 

-  Bez umowy?  -  Spojrzała na niego z niepokojem.  - Ja tak nie  mogę, będziesz potem 

żałował. 

- Boisz się, że w razie czego zażądam połowy twojej wspaniałej limuzyny? Nic z tego, 

kochanie, musisz ponieść takie samo ryzyko jak ja. 

Zarzuciła mu ręce na szyję. 

-  Ja  tylko  nie  chcę  tych  wszystkich  podejrzeń  i  nieporozumień.  Pomyśl,  co  powie 

twoja matka, kiedy usłyszy, że nie zawarliśmy umowy przedślubnej. 

- Nic mnie to nie obchodzi, ale ty musisz się przygotować na rozliczne komplementy 

ze strony Sheili. 

-  Dla ciebie zniosę wszystko. Naprawdę tak myślała. Bardzo go kochała; prędzej czy 

później przebaczy mu jego słowa i zawsze będą razem. 

- Sterling serdecznie nam gratuluje - dodał Michael. - Cieszy się, że nie jestem takim 

idiotą, za jakiego mnie uważał. 

Julia  roześmiała  się.  Zaręczyny  na  niby  się  skończyły.  Zaczynali  pierwszą  wspólną 

noc prawdziwej miłości. 

background image

EPILOG 

-  Na  szczęście,  zgodziła  się  za  niego  wyjść  bez  umowy  przedślubnej.  -  W  głosie 

Sterlinga Fostera brzmiała wyraźna ulga. Napełnił dwa kieliszki i jeden z nich podał Kate.  - 

Przekonywała  go  do  ostatniej  chwili,  ale  on  nie  ustąpił.  Kto  by  przypuszczał...  a  tak  się 

upierał przy tej poprzedniej umowie. 

-  Michael  się  zakochał  -  przerwała  mu  Kate  -  a  to  wszystko  zmienia.  Tak  bardzo 

chciałam być na ich ślubie. 

- To była zupełnie prywatna uroczystość. Tylko oni dwoje, świadkowie i pastor. 

-  Mam  nadzieję,  że  ta  romantyczna  historia  wywrze  jakieś  wrażenie  na  Jake'u  i  jego 

żonie. 

Sterling skrzywił się. 

- Nie ma mowy. Zachowują się, jakby ich diabeł opętał. 

-  Skoro  mowa  o  diable  -  wpadła  mu  w  słowo  Kate  -  przypomniałam  sobie  Monikę 

Malone. Bardzo się martwię, ona naprawdę na gwałt skupuje nasze akcje. 

- Ogólnie sytuacja jest niewesoła - westchnął Sterling. - Dlatego jeszcze przez pewien 

czas musisz się ukrywać. 

- Marzę o tym, żeby spędzić z nimi Boże Narodzenie. Adwokat uśmiechnął się. 

-  Coś  wymyślimy.  Skoro  Święty  Mikołaj  może  się  wśliznąć  przez  komin,  Kate 

Fortune też to potrafi. Nie wiem tylko, czy zbierze się cała rodzina. Rocky pewnie zostanie w 

Wyoming, nie opuści swoich samolotów. 

- Dobrze zrobiłam, że jej dałam lotnisko. W ogóle moje prezenty były bardzo dobrze 

dobrane, prawda? Na przykład ten pierścionek z rubinem dla Michaela. 

- Cudowny. - Sterling kiwnął głową. - Wiem, że wyjątkowo lubisz komplementy, więc 

pozwól, że ci pogratuluję przenikliwości. 

-  Pozwalam  -  łaskawie zgodziła się  Kate i razem  ze swym doradcą wzniosła toast za 

szczęście i powodzenie wszystkich swych dzieci i wnucząt. 

background image

DROGIE CZYTELNICZKI! 

Przeczytałyście  właśnie  czwarty  tom  sagi  rodzinnej  Dzieci  Szczęścia,  poznając  tym 

samym  historię  ubogiej  Julii  i  bogatego  Michaela,  wnuka  legendarnej  Kate  Fortune, 

założycielki wpływowego rodu ze stanu Wyoming, o której mówi się, że zginęła niedawno w 

katastrofie samolotu... 

W listopadzie ukaże się następny tom sagi pod tytułem Ryzykantka. 

Jego  autorka,  Linda  Turner,  przedstawi  w  nim  losy  Rocky  -  bliźniaczej  siostry  Allie 

znanej Wam z tomu Modelka - która miała tylko jedno marzenie: latać...