background image

,,Noc mówi dobranoc’’

Nie chciałem odchodzić. Kochałem ją, naprawdę. Kiedy trzy lata po ukończeniu 
Hogwartu spotkaliśmy się ponownie, zaiskrzyło między nami. Można uznać to za 
niedorzeczne, bo przecież jak dwoje zagorzałych wrogów może się kochać? Sam tego nie 
wiedziałem. Nie miałem nawet pojęcia kiedy to się stało.

Było to dwa lata temu. Ona – pracowniczka Działu Zapobiegania klątwom i Urazom 
Pozaklęciowym, ja – początkujący Auror. Nie jestem pewien kiedy dokładnie to się 
wydarzyło, a jednak pamiętam ten dzień bardzo dobrze. Wszystko zaczęło się w św. 
Mungu, kiedy Voldemort zaatakował po raz kolejny. Sam nie wiedziałem co ja tam robię. 
Powinienem być teraz jednym ze śmierciożerców jak mój ojciec, a tymczasem stoję w 
szpitalu po zwycięskiej walce. Co prawda było paru rannych, ale urazy nie były zbyt 
ciężkie. Właśnie wracałem z kubkiem gorącej kawy z automatu na miejsce patrolu, kiedy 
pojawiła się ona. 

Była niesamowita. Włosy spięte niefortunnie, opadały jej na twarz pojedynczymi 
kosmykami, żakiet przerzucony przez ramię… no i ten wzrok. Głęboki, stanowczy, 
dumny. Niezbyt to było inteligentne, wiem, ale kiedy podeszła pytając się o Pottera 
potrafiłem tylko patrzeć na nią z otwartymi ustami. Uniosła brew i ponowiła pytanie. W 
końcu zdołałem wydusić, że Harry przebywa w szóstce i ma lekki uraz głowy. Uspokoiła 
się i odetchnęła z ulgą. Kiedy się przedstawiła zakrztusiłem się napojem. Granger? 
Granger?! Jak to? Ta Granger? Nie miała pojęcia o co chodzi dopóki i ja się nie 
przedstawiłem. Byliśmy dorośli, więc obyło się bez zbędnych docinków choć oczywiście 
nie zdołałem się wyzbyć swojej wrodzonej szyderczości. Ale musiałem przyznać, że ona 
też miała niezłe gadki. Najbardziej chyba brakuje mi naszych sporów przesyconych kpiną 
i ironią. Potrafiliśmy tak ,,rozmawiać’’ przez wiele godzin i nigdy nam to nie 
przeszkadzało. Lubiliśmy do siebie mówić po nazwiskach. Spotykaliśmy się przez parę 
miesięcy, ale tylko jako przyjaciele. Najczęściej szliśmy z Potterem i Weasley’em do Gift 
Club, choć zdarzyło nam się kilka wyjazdów poza kraj. Ron był trochę przygaszony po 
śmierci Charlie’go, ale rozkręcał się na naszych spotkaniach. Nauczyłem się lubić jego i 
Pottera, a Granger pokochać. Za nic wam nie powiem kiedy mniej więcej to się stało, bo 
sam nie wiem. Gdy się zorientowałem już nie było odwrotu. Owszem, próbowałem. 
Chciałem się z tego wyswobodzić, ale za każdym razem gdy znalazłem się blisko niej, 
zatracałem się bez reszty. 

Pierwszy raz kochaliśmy się w moim mieszkaniu. Przyszła do mnie całkiem 
przemoczona prosto z ministerstwa. Odgarnąłem tylko włosy z jej czoła, a ona przywarła 
do mnie całym ciałem i pocałowała. Byłem zaskoczony, ale pragnąłem jej od tak dawna, 
że nawet nie próbowałem jej powstrzymać. To był ten moment w naszym życiu kiedy 
zrozumieliśmy ile naprawdę dla siebie znaczymy. 

Niedługo potem zamieszkaliśmy razem. Mieszkanie było niewielkie, ale nam pasowało. 
Od kiedy sprzeciwiłem się ojcu, nie chciał mnie znać, a matka nie miała nic do 
powiedzenia. Wydziedziczył mnie, ale udało mi się stanąć na nogi i zacząłem karierę 
aurorską. Oczywiście Mrocznego Znaku nie dało się zniszczyć. Za każdym razem kiedy 

background image

na niego spojrzałem napawał mnie wstręt do samego siebie. Były takie chwile kiedy 
zastanawiałem się dlaczego właściwie zrezygnowałem z bycia śmierciożercą. Może 
byłem tchórzem? Albo po prostu nauczyłem się, że to mi wszyscy usługują i nie byłem 
przygotowany na wykonywanie rozkazów Voldemorta? W każdym razie nie żałowałem. 
Zawsze wierzyłem, że postąpiłem słusznie przechodząc na dobrą stronę zanim było za 
późno. Muszę także przyznać, że nie byłem wcale taki odważny. Bałem się. Mieszkanie 
miałem chronione wieloma zaklęciami. Nie było takiej chwili żebym nie przestał myśleć 
o niebezpieczeństwie, które mi grozi. No chyba, że byłem z Granger. Przy niej 
zapominałem co to jest strach. Liczyła się tylko jej obecność. Mogliśmy całymi dniami 
siedzieć i patrzeć na siebie w milczeniu. Nie potrzebowaliśmy słów, ponieważ 
uważaliśmy je za zbędne w takich chwilach. Wszystko co chcieliśmy sobie przekazać, 
wyrażaliśmy w spojrzeniach.

Czas mijał, a ja zastanawiałem się co będzie z nami dalej. W końcu dotarłem do wniosku, 
że powinniśmy się pobrać. Kochaliśmy się, czego chcieć więcej? Ale tego dnia wszystko 
się skomplikowało. A mianowicie odwiedził mnie mój drogi ojciec. Nie powiedział mi 
tego wprost, ale dal mi do zrozumienia, że ,,jeśli nie zostawię Hermiony, ona umrze’’. 
Chodziło o moją matkę, a ja wiedziałem, że on nie żartuje. Był zdolny do wszystkiego 
tym bardziej, że tak naprawdę wcale jej nie kochał. Nie widziałem jej wtedy od dwóch 
lat, bo zabroniono nam się widywać. Sługa Voldemorta wyszedł zadowolony, a mnie 
życie się zawaliło. Kiedy wracałem do domu nic nie miało dla mnie znaczenia. Przecież 
musiałem odejść od mojej kochanej istotki. 
,,Och, Granger gdybyś znała prawdę! 
Ale wiedziałem, że nie mogę ci powiedzieć’’. To zbyt ryzykowne. Kiedy wszedłem do 
przedpokoju Hermiona podeszła do mnie i uśmiechnęła się lekko – przytuliłem ją 
najmocniej jak mogłem. Westchnąłem i bez słowa skierowałem swoje kroki do sypialni. 
Zacząłem wyrzucać swoje rzeczy z szuflad i wkładać do walizki.
-Co robisz? – spytała. Na jej twarzy malowało się zaskoczenie. Popatrzyłem na nią 
smutno.
-To koniec, przykro mi – tylko to potrafiłem jej powiedzieć. Myślałem, że ona zacznie mi 
robić wymówki i krzyczeć, ale ona stała spokojnie nie odzywając się ani słowem. 
Zdziwiło mnie to, ale nie zaprzestałem pakowania. Pamiętam kiedy obiecałem jej, że 
nigdy nie będzie przeze mnie płakać. Właśnie złamałem tą obietnicę. Spojrzałem na nią 
przelotnie i zauważyłem pojedynczą łzę spływającą po jej policzku. Odwróciłem się. Nie 
potrafiłem patrzeć na to jak cierpi z mojego powodu. Gdy skończyłem chwyciłem 
walizkę i ruszyłem drzwi. Bardzo chciałem ją przytulić, pocałować… Ale wiedziałem, że 
gdybym to zrobił nie potrafiłbym jej zostawić.
-Kocham cię – dotarł mnie ledwo słyszalny szept Granger. To było bardzo trudne. Nie 
wyobrażałem sobie bez niej jutra. Ale nie miałem wyboru.
-Zapomnij – powiedziałem gorzko i wyszedłem z mieszkania pewien, że nigdy jej już nie 
zobaczę. To tak bardzo bolało.

~*~ 

Było to dziwne uczucie. Na początku nie zdawałam sobie z niczego sprawy, to było 
bardzo skomplikowane. Kiedy podeszłam do niego i spytałam o Harry’ego patrzył na 

background image

mnie jak gdyby zobaczył ducha. Powiem szczerze, że gdy go zobaczyłam od początku 
wydał mi się szorstki oraz złośliwy. I taki też był. Ale mnie to nie przeszkadzało, wręcz 
przeciwnie. Lubiłam go takiego. No, ale wróćmy do tematu. Nie rozumiałam o co mu 
chodzi kiedy się przedstawiłam, ale wszystko się wyjaśniło gdy podał swoje nazwisko. 
Uderzyła we mnie fala gorąca. Malfoy? Malfoy?! Jak to? Ten Malfoy? Byłam 
zaskoczona, chociaż gdy przyjrzałam mu się dokładnie zauważyłam podobieństwo do 
hogwarckiego tlenionego Ślizgona. Szare oczy, marszczący się co chwilę nos i głupi 
uśmieszek. No, ale udało mi się ukryć zmieszanie, a przynajmniej mi się tak wydaje. Nie 
było już odzywek typu „głupia szlama’’, ale nie potrafił się wyzbyć swojej wrodzonej 
,,życzliwości’’. Och, jak on mnie denerwował!

Uganiał się za mną przez długi czas i nie przyjmował do wiadomości, że mnie nie 
interesuje. No, ale w końcu stało się. Spotykaliśmy się na przyjacielskich spotkaniach 
razem z Harrym i Ronem, organizowaliśmy wspólne wyjazdy. Wiele osób mówiło mi, że 
jestem bardzo inteligentna, a najczęściej powtarzała mi to profesor McGonagall. Teraz 
jednak moja inteligencja mnie zawiodła, bo nawet nie zauważyłam kiedy ten bufon 
zaczął mnie pociągać. Wiele razy zdarzały nam się potyczki słowne, które wprost 
uwielbiałam. Po imieniu mówiliśmy do siebie bardzo rzadko. Zazwyczaj zwracaliśmy się 
do siebie po nazwisku lub po prostu używaliśmy ,,lekkich’’ przezwisk. 

Pewnej nocy rozszalała się burza gdy wracałam z ministerstwa. Byłam przemoczona do 
suchej nitki i postanowiłam, że zajrzę do Malfoy’a. Sama nie wiem co we mnie wstąpiło. 
Kiedy odgarnął kosmyk włosów z mojego czoła, znalazł się tak blisko. Nie myśląc dużo 
oraz czując potrzebę jego bliskości, pocałowałam go. Tej nocy kochaliśmy się. Nigdy 
jeszcze nie czułam się tak szczęśliwa. Po jakimś czasie postanowiliśmy zamieszkać 
razem. Przy nim czułam, że jestem wartościową osobą. Teraz brak mi naszych 
śmiesznych kłótni. Jest tak cicho. Tyk, tyk, tyk… słyszę jak wskazówki zegara 
przekręcają się. Minęły już dwa lata… to tak dużo.

Tego wieczoru czułam się podwójnie szczęśliwa. Chciałam mu powiedzieć, że wkrótce 
będzie nas troje. Kiedy tylko usłyszałam przekręcanie klucza w zamku, wbiegłam do 
przedpokoju i wtuliłam się w Dracona. Wydał mi się taki… inny? Po chwili odsunął 
mnie i wszedł do sypialni. Zaczął wysuwać szuflady, wyciągnął walizkę. Nie rozumiałam 
co się dzieje. Bałam się spytać o co chodzi, a kiedy w końcu się na to zdobyłam 
usłyszałam odpowiedź, która wydawała mi się być ostatnią z możliwych. Bo przecież to 
nie mogło być prawdziwe. Emocje zastygły we mnie, a po chwili opadły na dno duszy. 
Nie miałam siły na jego wyjaśnienia, nie chciałam wiedzieć. Stałam w ciszy i patrzyłam 
jak się pakuje. Cholerny drań! Przychodzi, przytula się, a potem pakuje swoje rzeczy jak 
by to nie było nic specjalnego. Nic ważnego… No, ale to chyba rzeczywiście było bez 
znaczenia, prawda? Kochał, ale już nie kocha. Do diabła, czy to możliwe? Nie 
rozumiałam dlaczego się tak zachowuje, tak po prostu odchodzi. Aż w końcu przyszła mi 
do głowy dziwna myśl. Pewnie kogoś ma, ale kogo? Przecież jeszcze dzisiaj rano 
wszystko było w porządku, nawet kiedy się spotkali na lunchu. Gdy był przy drzwiach 
wyrwało mi się wyznanie miłości. Malfoy odwrócił się, powiedział ,,zapomnij’’ i 
wyszedł. 

background image

Jak to? Mam zapomnieć? Tego co do niego czułam nie dało się tak łatwo wymazać z 
pamięci. Określiłabym to jako nieosiągalne. Po jego wyjściu osunęłam się na podłogę i 
siedziałam. Siedziałam, siedziałam… jego słowa docierały do mnie bardzo powoli. ,,To 
koniec… zapomnij…’’. Nie odpowiedział mi tylko na jedno pytanie: Jak?

~*~

Koniec