tłumaczyła milila87-
www.chomikuj.pl/milila87
Rozdział dwunasty
Przez następne dwa tygodnie Elizabeth miała przyjemność pogłębienia
znajomości z panną Darcy. Jane czerpała mniejszą radość z bycia zauwaŜaną
przez jej przyszłe siostry w większym stopniu niŜ miało to miejsce, kiedy była
tylko ich "drogą przyjaciółką". Pan Bingley był ciągłym gościem na ulicy
Gracechurch, a chociaŜ rodzina przyzwyczaiła się do jego obecności, jej radość
ze związki z Jane nie zbladła.
Przy jednej z porannych wizyt panna Darcy dostarczyła zaproszenie na
nadchodzący bal, o którym jej ciotka wspomniała na wieczornym przyjęciu.
Elizabeth musiała się uśmiechnąć na niewinną szczerość panny Darcy, która
wspomniała o okolicznościach tego wydarzenia:
- Kiedy odwiedzałam wczoraj moją ciotkę, sporządzała właśnie listę gości.
Poprosiła mnie o pani adres, ale nie pamiętałam numeru domu. Zamiast czekać
na brata powiedziałam jej Ŝe się z panią dziś zobaczę i sama przyniosłam
zaproszenie.
Elizabeth była pewna, Ŝe dziewczynie nie przyszło nawet na myśl Ŝe Lady --
---- mogłaby uznać tą znajomość za niepoŜądaną, kiedy pozna miejsce ich
zamieszkania.
ChociaŜ Elizabeth duŜo czasu spędzała z panną Darcy, jej brata widziała
rzadko. Uznała to za sprzyjającą okoliczność, bo nadal nie rozwaŜyła zasadności
podejrzeń ciotki i znaczenia jego słów z przyjęcia. Jego obecność jeszcze
bardziej by ją zmieszała.
Pani Gardiner zapytała o czym rozmawiali przy pianinie i po wysłuchaniu
relacji Elizabeth, nie mogło być wątpliwości Ŝe jego słowa potwierdzały jej
spekulacje.
- Sądzę, Ŝe chciał złoŜyć ci rodzaj przeprosin za zlekcewaŜenie cię na balu
przy pierwszym spotkaniu. Musiał zrozumieć twoją aluzję do tego wieczoru.
Elizabeth musiała się zgodzić.
- Nie ma wątpliwości, Ŝe pojął moją aluzję. Jest na to wystarczająco
inteligentny. Miejmy nadzieję Ŝe zrozumiał teŜ moją naganę co do jego
nieprzyjemnych manier w Hertfordshire.
tłumaczyła milila87-
www.chomikuj.pl/milila87
Panna Gardiner uśmiechnęła się.
- Jeśli sądzisz, Ŝe twoja nagana na niego wpłynie, musisz zgadzać się z
moimi przypuszczeniami odnośnie jego uczuć.
Nie chcąc otwarcie przyznać Ŝe tak moŜe być szybko zmieniła temat. Ale po
cichu musiała przyznać, Ŝe uznała to przypuszczenie za bardzo prawdopodobne.
Zgadzała się z ciocią, Ŝe Darcy chciał wyrazić Ŝal, bo nie stanął z nią do tańca.
Ale czy Ŝal ten wynikał z jego obecnego uczucia czy teŜ naprawdę pojął swoje
błędy? Jego próby usprawiedliwienia się sugerowały, Ŝe jego Ŝal odnośnie tańca
musiał być sprowokowany przez pierwszy powód i Ŝe nadal uwaŜał swoje
zachowanie za nienaganne. Oczywiście ten wniosek zakładał sam w sobie, Ŝe
Ŝ
ywi do niej uczucia.
Nawet bardziej niepokojące było rozwaŜanie jego ostatniej wypowiedzi:
Teraz moŜe pani mną gardzić, jeśli chce. Ignorując moŜliwe znaczenie faktu Ŝe
zapamiętał jej słowa i je powtórzył, zastanawiała się dlaczego mógł coś takiego
powiedzieć. Nie rozwaŜała wcześniej czy jest świadomy Ŝe nie ceni go wysoko.
Zawsze wydawało jej się Ŝe Ŝywią do siebie wzajemną niechęć. To Ŝe jego
słowa wskazywały na znajomość jej uczuć nie było ani w połowie tak
kłopotliwe jak idea, jaką przekazywały: Ŝe jej niechęć jest nieusprawiedliwiona.
Kilka dni upłynęło, zanim Elizabeth doszła do takiej konkluzji. Za kaŜdym
razem rozwaŜała to pod róŜnymi kątami, usiłowała zrozumieć, irytowała się Ŝe
zajmuje się czymś tak niedorzecznym, a w dodatku nie moŜe znaleźć
odpowiedzi. Za kaŜdym razem była teŜ zadowolona, Ŝe spotkała go tylko raz
podczas dwóch tygodni które minęły od wtorkowego przyjęcia.
Darcy równieŜ był wdzięczny za tą okoliczność. ChociaŜ cieszył się z
towarzystwa Elizabeth, gubił się we własnych uczuciach. Przygniatał go cięŜar
walki związany z własnym afektem. Nie skupiał się dłuŜej na jej
nieodpowiedniości, ale skierował swoje wysiłki by dowiedzieć się, dlaczego
nadal pragnął kobiety która go nie lubi, dlaczego próbuje poprawić jej opinię i
czy mu się udało.
Był zaskoczony własnym zachowaniem. Nie dość Ŝe nie nadawała się na
jego Ŝonę, to jeszcze go nie lubiła. Jednak czuł nieodpartą potrzebę poznania
przyczyny jej niechęci i pokazania, Ŝe jego wart jej szacunku. To było niepojęte:
dlaczego wiedząc Ŝe go nie lubi, nadal ją kochał? PrzecieŜ uzyskał bardzo dobry
powód, by przestać. Zastanawiał się potem dlaczego w tak trudno mu było
tłumaczyła milila87-
www.chomikuj.pl/milila87
przebywać z dala od niej, dlaczego chciał zabawiać, zrozumieć, skupić na sobie
jej uwagę.
Kiedy z nim była ledwo utrzymywał spokój i dlatego musiał zdecydować raz
na zawsze zanim ją zobaczy na balu. Czy za nią gonić - próbować zmienić jej
złą opinię i ją w sobie rozkochać, czy teŜ się poddać. Było wiele powodów,
które skłaniały go do drugiej opcji, w tym jej niechęć. I nie zapomniał kwestii
jej niskiej pozycji, dezaprobaty jego rodziny, odrzucenia jakiego doświadczy,
braku znaczących koneksji i mnóstwa takich, które były nieodpowiednie. Musiał
przyznać, Ŝe lubi Gardinerów i chociaŜ nie mógł być zadowolony z ich sytuacji
Ŝ
yciowej, podobał mu się ich charakter i usposobienie. Być moŜe ich
najbardziej ujmującą cechą była miłość i troska którą otaczali Elizabeth.
Za drugą opcją przemawiała tylko jedna okoliczność: kochał ją - wciąŜ i
niezaleŜnie od wszystkiego. Siła jego uczuć go zaskoczyła, bo przetrwała nawet
wiadomość o jej niechęci. Taka informacja rozwiałaby na pewno słabsze
uczucie – „moŜe nawet skuteczniej niŜ poezja” mruknął do siebie
przypominając sobie słowa Elizabeth na ten temat. W jego uczuciach do niej
była pewność. Nie zbledną ani nie znikną. Chciał by była jego. Poza tym był
pewien, Ŝe jej opinia musiała ulec zmianie po jego szczerych przeprosinach za
niezatańczenie z nią przy pierwszym spotkaniu.
Był zdeterminowany by dokonać wyboru zanim ją zobaczy, kiedy jeszcze
mógł myśleć racjonalnie i obiektywnie. Wiedział Ŝe gdyby unikał podjęcia
postanowienia do momentu kiedy ją spotka, straciłby szansę wyboru. Jednak
czuł Ŝe nawet jeśli zdecyduje się zrezygnować, jego decyzja nie przetrwa w
porównaniu z pokusą, jaką odczuje w jej obecności.
Jak do tego doszło? Przejście od pewności Ŝe jeśli tylko ją zechce będzie
jego, do konieczności udowadniania Ŝe jest wart jej szacunku, w dodatku
podejmowanej przez niego dobrowolnie? Był od niej znaczniejszy w tylu
róŜnych kwestiach, a jej sytuacja sprawiała Ŝe powinna być wdzięczna za jego
względy. Związek przyniósłby jej nieporównywalnie większe korzyści w niemal
kaŜdym aspekcie oprócz jednego: pozyskania jej towarzystwa - tutaj jego zysk
byłby co najmniej równy.
ChociaŜ cieszył się przerwą w intensywności uczuć, jakie odczuwał kiedy z
nim była, bo mógł dokonać obiektywnego wyboru, radował się z daleka
kwitnącą przyjaźnią Elizabeth i jego siostry. W miarę jak mijały dni Georgiana
mówiła coraz więcej o obu pannach Bennet i szybko stało się jasne Ŝe chociaŜ
tłumaczyła milila87-
www.chomikuj.pl/milila87
bardzo lubi pannę Bennet, to Elizabeth została jej szczególną przyjaciółką. A
Georgiana nie mogła być bardziej zadowolona.
Zdarzyło się Ŝe kiedy pani Gardiner przebywała po drugiej stronie miasta,
Elizabeth skorzystała z okazji Ŝeby odwiedzić pannę Darcy około tygodnia po
przyjęciu. Elizabeth zwróciła pierwszy tom powieści, który poŜyczyła od panny
Darcy i gdy poszły do biblioteki po drugi tom, panna Darcy zorientowała się Ŝe
szukana ksiąŜka leŜy nadal w jej sypialni. Poszła po nią, prosząc Elizabeth by
została w bibliotece i przejrzała zawarte tam tytuły dopóki nie wróci.
Podczas tej krótkiej rozłąki pan Darcy wrócił z klubu i nie chcąc
przeszkadzać siostrze w porannych wizytach, poszedł prosto do biblioteki.
MoŜna sobie wyobrazić jego zaskoczenie, kiedy znalazł tam Elizabeth.
Spodziewając się w kaŜdym momencie powrotu przyjaciółki, Elizabeth teŜ była
zaskoczona kiedy na dźwięk otwieranych drzwi podniosła oczy i zamiast jego
siostry zobaczyła pana Darcy'ego.
- Panno Bennet - wykrzyknął Darcy. Potem uspokoił się i kontynuował - Nie
spodziewałem się tu pani. Mam nadzieję, Ŝe ma się pani dobrze od naszego
ostatniego spotkania.
Rumieniec który oblał jej policzki kiedy wszedł, teraz się cofnął.
- Owszem sir, dziękuję. Przypadkiem byłam tego ranka w sąsiedztwie i
skorzystałam ze sposobności odwiedzenia panny Darcy. Szukałyśmy ksiąŜki ale
przypomniała sobie, Ŝe zostawiła ją w swoim pokoju i właśnie jej szuka.
- Czy mogę zapytać o zdrowie pani siostry oraz pana i pani Gardiner?
- Wszyscy czują się dobrze, sier. Moja siostra jest w tym tygodniu w
szczególnie dobrym humorze.
- Pan Bingley równieŜ był przez ostatni tydzień bardziej radosny, chociaŜ
sądzę Ŝe widuje go pani więcej niŜ ja od czasu jego zaręczyn.
Elizabeth się uśmiechnęła.
- Spędza bardzo duŜo czasu odwiedzając dom mojego wuja i cieszy mnie
widzieć ich oboje w takim szczęściu. Nie sądzę, Ŝeby ktokolwiek bardziej
zasługiwać na radość, która naturalnie wynika z uczucia takiej miłości.
Darcy zamilkł na chwilę i odparł:
tłumaczyła milila87-
www.chomikuj.pl/milila87
- Nie powiedziałbym, Ŝe z miłości zawsze wynika szczęście.
- Sądzę, Ŝe musi. UwaŜam Ŝe takie uczucie z samej natury wywołuje uczucie
zadowolenia.
- Zgadzam się Ŝe tak powinno być, ale podtrzymuję opinię Ŝe szczęście nie
zawsze podąŜa za miłością. Na przykład kiedy miłość jest nieodwzajemniona
nie ma mowy o zadowoleniu.
Elizabeth zarumieniła się na chwilę, zastanawiając się czy coś sugeruje czy
teŜ mówi ogólnie. On teŜ lekko poczerwienial i odwrócił oczy kiedy zorientował
się, co właśnie powiedział. Elizabeth nie wiedziała jak odpowiedzieć i oboje
poczuli ulgę, gdy niezręczna cisza została przerwana przez wejście panny Darcy
z ksiąŜką, której miała poszukać.
Po wejściu do pokoju panna Darcy wyraziła radość z zobaczenia brata. Po
kilku minutach rozmowy panie wróciły do salonu pozostawiając Darcy'ego
własnym myślom. A kiedy on kontemplował o niej w gabinecie, Elizabeth
usiadła z panną Darcy myśląc o głębszym znaczeniem jego słów. Po krótkiej ale
miłej wizycie opuściła dom i nie widziała Darcy'ego aŜ do balu.
MoŜna prawdopodobnie załoŜyć Ŝe Darcy przygotowywał się do balu z tą
samą uwagą i z tych samych powodów, jak na inne wydarzenia na których była
ona obecna. Zaskakujący był jednak fakt, Ŝe Elizabeth teŜ szczególnie zadbała o
swój wygląd, w dodatku po raz pierwszy z myślą o nim. Nadal nie
odpowiedziała na pytanie czy ją kochał, albo przynajmniej to sobie wmawiała,
ale jej podejrzenia dały jej motyw do czegoś, czego nigdy wcześniej nie robiła:
obserwowała go, poznawała róŜne aspekty jego charakteru, usposobienia i
osoby. Wiele spostrzeŜeń zmieniło jej poprzednią złą opinię na bardziej
przychylną.
Smutne opowiadanie Wickhama nie zaprzątało jej juŜ umysłu, a kiedy
przychodziło jej na myśl odtrącała je, bo przestała dawać wiarę Ŝe historia
naprawdę odzwierciedla stosunki między dwoma dŜentelmenami. Nie otrzymała
co prawda Ŝadnego dowodu na jej potwierdzenie lub zaprzeczenie, ale sama
wątpliwość jak na razie wystarczała. W tym momencie nie potrzebowała
konfirmacji, bo skupiała się bardziej na odgadnięciu intencji i uczuć pana
Darcy'ego niŜ na swoich.
Kiedy wkroczyła na salę balową, był pierwszą osobą jaką dostrzegła. Stał
blisko wejścia z siostrą i Bingley'em udając, Ŝe prowadzi z nim rozmowę.
tłumaczyła milila87-
www.chomikuj.pl/milila87
Zastanawiała się czy moŜliwe było, Ŝe stał tam i czekał na nią i odkryła Ŝe myśl
ta sprawia jej przyjemność. Celem Bingley'a było oczywiście podejście do Jane
gdy tylko wejdzie do pokoju, a obecność Darcy'ego w tym samym miejscu
mogła być równie dobrze tłumaczona chęcią rozmowy z Bingley'em.
ZauwaŜyła, Ŝe był dziś wyjątkowo przystojny i zastanawiała się, czy
przygotowywał się tak do wieczoru ze względu na nią.
Darcy równieŜ zauwaŜył, Ŝe Elizabeth wygląda wyjątkowo dobrze. Nie
przestało go zadziwiać, Ŝe za kaŜdym razem kiedy ją widział, wydawała mu się
coraz cudowniejsza. Panowie i panna Darcy natychmiast powitali panie. Po
wymianie grzeczności Bingley zarezerwował dwa pierwsze tańce, Darcy teŜ
skorzystał ze sposobności by zapewnić sobie te same tańce z Elizabeth. Podjął
juŜ decyzję i miał zamiar osiągnąć swój cel. Bingley poprosił Elizabeth o dwa
trzecie tańce, bo poprzednie ofiarował pannie Darcy. A Darcy poprosił Jane o
drugą parę tańców.
Po tych ustaleniach rozpoczęli swobodną rozmowę czekając na kolejnych
gości. Szybko dołączył pułkownik Fitzwilliam i zajął dwa drugie tańce
Elizabeth i trzecie panny Bennet. Miał otwierać bal ze swoim kuzynem.
Po tym jak odszedł pojawili się Hurstowie z panną Bingley i panem
Tinleyem. Kiedy inni ustawili się w kolejce do przywitania, Tinley podszedł
bezpośrednio do Elizabeth. Uśmiechnęła się tak szeroko a jej oczy rozbłysły
kiedy go zobaczyła, Ŝe Darcy odwrócił spojrzenie by sprawdzić, co jest
powodem jej radości. Był pełen niepokoju gdy zobaczył zdąŜającego w ich
stronę pana Tinleya.
Kiedy do nich podszedł Elizabeth powiedziała:
- Panie Tinley, jak miło pana widzieć. Sądziłam, Ŝe do tej pory opuści pan
juŜ Londyn.
- Niespodziewane okoliczności sprawiły, Ŝe pozostałem w mieście nieco
dłuŜej, panno Bennet.
- Mam nadzieję, Ŝe szczęśliwe okoliczności? - spytała.
- Tak - odparł rumieniąc się lekko.
Potem zapytał ją o drugą parę tańców, ale musiał odłoŜyć przyjemność tańca
z nią do czwartej. Do tej pory Hurstowie i panna Bingley dołączyli do grupy.
Pan Darcy poprosił kaŜdą z sióstr Bingleya o taniec a pan Tinley postąpił tak
tłumaczyła milila87-
www.chomikuj.pl/milila87
samo. Caroline była widocznie rozczarowana, kiedy Darcy nie poprosił ją o
otwarcie z nim balu. Zastanawiała się kto dostąpił tego zaszczytu z nadzieją, Ŝe
to nie panna Eliza Bennet. Razem z Hurstami odeszła powitać innych, bardziej
znaczących gości.
Po ich odejściu nastąpiła miła rozmowa, w której Darcy uczestniczył
niewiele, a panna Darcy jeszcze mniej. Darcy był bardzo zirytowany atencjami
Tinley'a w kierunku Elizabeth. Widział, Ŝe oboje bardzo się lubią - za bardzo
aby mógł czuć spokój. Tinley zainteresował się Elizabeth juŜ podczas
pierwszego spotkania kilka tygodni temu. Co gorsza, Darcy czuł Ŝe góruje on
nad nim paroma cechami. Tinley posiadał coś czemu Darcy'emu brakowało, a
co musiało być pociągające dla Elizabeth - miłe, swobodne, ujmujące maniery.
Elizabeth pomyślała, Ŝe Tinley wydawał się bardzo rozkojarzony, bo co parę
minut zerkał na wejście do sali balowej. Wreszcie przy jednej z takich okazji
jego oblicze się rozjaśniło i przeprosił towarzystwo. Darcy poczuł ogromną ulgę
widząc jak kieruje swoje względu ku innej damie i sprawia wraŜenie gorąco
zakochanego. Teraz pojął jak absurdalna była jego zazdrość, bo stało się
oczywiste Ŝe Tinley i młoda dama się do siebie długotrwale przywiązani.
W międzyczasie Elizabeth przebiegła wzrokiem pokój i jej uwagę
przyciągnęli brat i siostra, którzy rozmawiali z Darcym w teatrze, a teraz stali na
przeciwległym końcu. Młoda dama patrzyła w jej stronę a potem pochyliła się
do brata i coś mu szepnęła.
Elizabeth znowu zwróciła się do Darcy'ego który teraz był w stanie
rozmawiać z nią z większą łatwością i byli zajęci konwersacją, kiedy wrócił pan
Tinley z młodą damą na ramieniu. Przedstawił ją towarzystwu jako pannę
Morland. Darcy spojrzał na Elizabeth szukając śladów rozczarowania, kiedy
była przedstawiania obiektowi uwielbienia Tinleya. Był zadowolony, Ŝe nie
wykazała Ŝadnego zaskoczenia tą okolicznością i wydawała się chętna to
zawarcia znajomości z młodą damą.
Panna Morland wydawała się młodziutka i chociaŜ posiadała wszystkie
przymioty właściwe damie z jej stroju i ogólnej postawy moŜna było
wywnioskować, Ŝe nie porusza się w najwyŜszych kręgach. Elizabeth niemal
roześmiała się widząc ciche uwielbienie Tinleya, wydającego się tego nie
dostrzegać. Panna Morland została przyjęta uprzejmie przez nowych znajomych
a Elizabeth była zaskoczona, kiedy Darcy poprosił ją o taniec.
tłumaczyła milila87-
www.chomikuj.pl/milila87
Darcy był ponad miarę szczęśliwy kiedy usłyszał muzykę zwiastującą
pierwszy taniec. Przez następne pół godziny miał Elizabeth tylko dla siebie i
zamierzał to wykorzystać. Z poprzedniego tańca w Netherfield wywnioskował,
Ŝ
e oczekuje rozmowy i był gotowy jej dostarczyć. Natychmiast po pierwszych
figurach tańca rozpoczął z zadowolonym uśmiechem:
- To znakomita sala dla takiej liczby par i pasuje do tego właśnie tańca.
Elizabeth spojrzała na niego i uśmiechnęła się pełna rozbawienia, ale
pozostała milcząca. Darcy teŜ kilka chwil milczał, a potem przemówił
ponownie:
- Mam nadzieję panno Bennet Ŝe nie zmieniła pani preferencji odnośnie
stosownej rozmowy podczas tańca. Nie chciałbym źle zrozumieć pani
milczenia.
Spojrzała na niego zdziwiona i była wdzięczna, Ŝe figura tańca ich na
moment rozdzieliła, bo mogła uporządkować myśli. Jego słowa były tak
zadziwiające jak podczas dwóch poprzednich rozmów, albo teŜ za duŜo w nich
upatrywała.
- Moje opinie na ten temat się nie zmieniły, sir - odparła, kiedy znowu mogli
ze sobą rozmawiać - Zwyczajnie nie zostawił mi pan nic do dodania.
Podejrzewam Ŝe mogłabym zgodzić się z panem, ale moŜe zamilkłam z
zaskoczenia Ŝe pan w ogóle się odezwał. Odniosłam wraŜenie Ŝe gardzi pan
takimi błahymi tematami.
Uśmiechnął się. Miała rację. Jeśli tylko mógł, zazwyczaj nie uczestniczył w
rozmowach o niczym. Nie potrafił i nie chciał udawać zainteresowania
sprawami tych, którzy byli tylko chwilowymi znajomymi. Ale z nią było
inaczej. Nie udawał zainteresowania, bo naprawdę był ciekawy, bardzo ciekawy
kaŜdego aspektu jej Ŝycia.
- Nie nazwałbym Ŝadnej rozmowy z panią błahą - odparł.
Elizabeth czuła się pochlebiona tą deklaracją, ale rozpoznała w niej
potwierdzenie części swoich podejrzeń. Znowu ukazał ją jako obiekt atencji,
które nie są dla niego charakterystyczne. Nie uwaŜał swojej oziębłości wobec
innych jako wadę. Jej stare uczucia względem niego zaczęły odŜywać kiedy
powiedziała:
- Sądzę, Ŝe kaŜdy zasługuje na podobną grzeczność, sir.
tłumaczyła milila87-
www.chomikuj.pl/milila87
Jego umysł przetwarzał wszystko co mówiła, aby znaleźć dalsze wskazówki
co do jej niechęci i dowiedzieć się jak zyskać jej względy. Zastanawiał się co
znaczyła jej wypowiedź i chociaŜ nie był pewien, odparł:
- Nie mogę się z panią nie zgodzić w odniesieniu do ludzi ogólnie. Ale nie
uŜyłbym takiego szerokiego terminu jak "kaŜdy". Sądzę Ŝe niektórzy nie
zasługują na Ŝaden rodzaj uprzejmości. Od kaŜdej reguły musi być wyjątek.
- Przyznał się pan do zawziętej niechęci wobec kaŜdego, kto straci pana
dobrą opinię. MoŜe to są wyjątki o których pan mówi?
- Owszem. Ale nie mówiłem o zawziętej niechęci jako zalecie. Proszę
pamiętać, Ŝe wymieniłem ją jako wadę.
Znowu Elizabeth poczuła, Ŝe jego słowa miały drugie dno.
- Więc sądzi pan, Ŝe to rzadka wada?
- Mam taką nadzieję. Pani na przykład nie Ŝywiłaby takiej uporczywej
urazy.
Znowu Elizabeth była zaskoczona jego śmiałością, jeśli by jego słowa
potraktować przez pryzmat podejrzeń ciotki.
- MoŜe nie - odparła - chociaŜ sądzę Ŝe zaleŜałoby to od rodzaju i wielkości
przewinienia względem mnie bądź moich bliskich.
- Więc jest nadzieja, aby odzyskać pani dobrą opinię, gdy raz ją pani straci?
Elizabeth zarumieniła się na aluzję zawartą w tych słowach.
- Wierzę, Ŝe zawsze jest nadzieja.
Darcy uśmiechnął się w odpowiedzi. Potem po krótkiej przerwie znowu
przemówił.
- Czy podobała się pani ksiąŜka polecona przez moją siostrę?
- Owszem. Pana siostra ma doskonały gust.
- Rozumiem, Ŝe była to powieść.
- Tak, historia miłosna.
tłumaczyła milila87-
www.chomikuj.pl/milila87
- Domyślam się Ŝe waleczny bohater musiał uratować wspaniałą pannę od
jakiegoś rodzaju sił piekielnych, zyskując przez to jej serce i rękę?
Elizabeth roześmiała się lekko.
- Nie, doprawdy. Bohaterowie po prostu musieli nauczyć się siebie
rozumieć. Obawiam się, Ŝe fabuła była dość zwyczajna, chociaŜ opowiedziana z
lekkością i dowcipem, który mnie oczarował.
- I taka forma realizmu bardziej się pani podoba niŜ opisy heroicznych
czynów?
- Owszem. Wszystkie z tych fantastycznych opowieści są takie same.
Tworzą ludzi i wydarzenia, które nie mogłyby istnieć. Ale ta powieść opowiada
prawdziwą historię ludzi, którzy mogliby być przyjaciółmi i sąsiadami.
Czytelnik dzieli ich Ŝycie, przechodzi przeszkody prowadzące do ich związku,
ciągle się ucząc tak jak oni.
- Przeszkody wynikające z wzajemnego niezrozumienia?
- Tak. O bohaterskich czynach miło się czyta, ale kiedy zostają dokonane a
nagroda przyznana nie pozostaje nic więcej. Takie czyny nie przetrwają. Czy
dama będzie nieustannie czekać aŜ ktoś ją uratuje? Takie charaktery teŜ nie
przetrwają. Panna nie pozostanie piękna, a bohater silny i męŜny, a to są ich
jedyne atrybuty. Ale prawdziwe porozumienie między kobietą a męŜczyzną
przetrwa, a kiedy czyta się o dwóch ludziach którzy je osiągnęli, moŜna
zamknąć ksiąŜkę z pewnością, Ŝe osiągną wspólne szczęście.
Darcy uśmiechnął się obserwując błysk w oku kiedy wygłaszała to
wyjaśnienie.
- A kto jest autorem tej uroczej i mądrej powieści?
- Napisane jest tylko, Ŝe autorem jest dama.
- Więc moŜe to być kaŜdy - odparł - moŜe jest nawet w tym pokoju.
- Gdyby tak było, chciałabym ją poznać. Cieszyłabym się mogąc
porozmawiać z nią o ksiąŜce i przedstawieniu postaci.
- Nie wątpię, Ŝe teŜ chętnie wysłuchałaby opinii na temat jej pracy.
Szczególnie tak pochlebnej jak ta.
tłumaczyła milila87-
www.chomikuj.pl/milila87
- Być moŜe.
I tak kontynuowali taniec i rozmawiali tak swobodnie jak nigdy. Elizabeth
nie przypuszczała, Ŝe moŜe czuć się tak dobrze w jego obecności. Na koniec
tańca czuła się bardziej niŜ kiedykolwiek skłonna uwierzyć w podejrzenia ciotki
na temat jego uczuć.
Darcy chciał zapewnić sobie ostatni taniec przed kolacją a widząc, jak
szybko jest rozchwytywana, skorzystał z okazji i zrobił to teraz.
Elizabeth była najpierw zaskoczona jego prośbą, co odzwierciedlała barwa
jej policzków, ale szybko odzyskała spokój i odparła:
- Z przyjemnością, sir.
Darcy zdąŜył się tylko uśmiechnąć zanim podeszli do nich pan i panna
Crawford. Pierwszy z nich zwrócił się do Darcy'ego domagając się
przedstawienia tej uroczej istocie, z którą tańczył. Darcy dość niechętnie ich
sobie przedstawił, a Crawford szybko poprosił pannę Elizabeth o taniec.
Najpierw zajął ostatni taniec, ale poinformowała go Ŝe juŜ go komuś obiecała
więc zamiast tego zarezerwował piątą parę. Darcy czuł się zmuszony do
zaproponowania tańca pannie Crawford zanim przeprosił i odszedł aby
zatańczyć z Jane.
Elizabeth czerpała przyjemność z towarzystwa partnerów kolejnych kilku
tańców. Pan Bingley, pułkownik Fitzwilliam i pan Tinley byli miłym
towarzystwem. Taniec z pułkownikiem Fitzwilliamem w dodatku naświetlił
kilka kwestii.
Po rozmowie na dwa czy trzy tematy zauwaŜył:
-Rozumiem, Ŝe bardzo przyjaźni się pani z moją kuzynką panną Darcy.
- Tak, bardzo lubię jej towarzystwo. Jest drogą dziewczyną, chociaŜ nieco
inną od moich oczekiwań.
- Mogę sobie wyobrazić Ŝe kaŜdy kto spotka pana Darcy'ego sądzi, Ŝe jego
siostra jest bardziej do niego podobna. I chociaŜ w charakterze i usposobieniu są
podobni, maniery panny Darcy są naznaczone nadmierną nieśmiałością, której
nie posiada jej brat. Jest pełna rezerwy juŜ wobec rodziny, a wobec obcych
niemal całkowicie cicha. Cieszę się, Ŝe pani się z nią zaprzyjaźniła.
tłumaczyła milila87-
www.chomikuj.pl/milila87
- Nie powiedziałabym, Ŝe jej małomówność wśród obcych jest róŜnicą w
porównaniu z panem Darcym - odparła Elizabeth -ale moje oczekiwania co do
charakteru panny Darcy nie uformowały się tylko na przypuszczeniu, Ŝe będzie
podobna do brata. Otrzymałam informacje z innych źródeł.
- Innych źródeł?- spytał z wielką ciekawością.
- Tak, panna Bingley i panna Hurst nieustannie ją chwaliły, pod niebiosa
wynosząc jej talenty - uśmiechnął się przy jej słowach - Ale obawiam się, Ŝe
inny raport który otrzymałam nie był tak pochlebny.
Pułkownik Fitzwilliam wydawał się zakłopotamy. Spodziewał się, jakie było
ź
ródło wiadomości bo Darcy powiedział mu Ŝe widział Wickhama w
Hertfordshire, ale miał nadzieję Ŝe jego podejrzenie było błędne.
- KtóŜ taki mógł wydać o niej niekorzystną opinię?
- Pan Wickham - odparła z nadzieją, Ŝe to moŜe być szansa czy historia
opowiedziana przez Wickhama była prawdziwa - Obawiam się, Ŝe wyraŜał się
ź
le nie tylko o pannie Darcy.
- Nie dziwi mnie, Ŝe chciał zdyskredytować Darcy'ego, ale Ŝeby czynić takie
uwagi o niewinnej młodej dziewczynie... ale znając ją tak jak pani zna ją teraz,
na pewno nie wierzy pani jego słowom.
- Wiem, Ŝe jego opis panny Darcy był błędny, sir, i chociaŜ dało mi to
podstawę do wątpienia w jego inne komentarze, nie mogłam ich do końca
zlekcewaŜyć.
- MoŜe mogę pani pomóc, jeśli będzie pani tak dobra i powtórzy co mówił.
- Tyle, Ŝe wychował się z panem Darcy i był lubiany przez jego ojca. Miał
kaŜdy powód by wierzyć, Ŝe moŜe czegoś oczekiwać po jego śmierci i
rzeczywiście otrzymał dochodowe stanowisko pod patronatem obecnego pana
Darcy'ego, ale zostało mu odebrane.
Po chwili zamyślenia pułkownik Fitzwilliam odpowiedział:
- Nie mogę zaprzeczyć prawdzie tego, co powiedział pan Wickham - serce
Elizabeth zacisnęło się kiedy to usłyszała - ale kilka waŜnych faktów zostało tu
pominiętych. Proszę mi wybaczyć Ŝe pozwolę sobie pani wyjaśnić całą sprawę,
ale jest pani juŜ zaznajomiona z niektórymi szczegółami i sądzę, Ŝe powinna
znać pani całą prawdę.
tłumaczyła milila87-
www.chomikuj.pl/milila87
Pokiwała głową, a on kontynuował:
- Kiedy mój wuj Darcy zmarł pięć lat temu ustanowił mnie jednym z
wykonawców jego woli. Wyznaczył dla Wickhama sumę tysiąca funtów i
poprosił, by dano mu posadę w Kympton. Jednak Wickham zrzekł się jej
tłumacząc, Ŝe nie ma zamiaru wykonywać rozkazów. Zamiast tego poprosił i
otrzymal trzy tysiące funtów. Trzy lata później wydał je lub przepuścił i będąc w
złej sytuacji finansowej, znowu poprosił Darcy'ego o posadę. Wtedy Darcy mu
odmówił.
Elizabeth w milczeniu próbowała pojąć te rewelacje. Pan Darcy został
oczyszczony z zarzutów. Pan Wickham ją zwiódł, oszukał tak samo jak przez
bezpośrednie kłamstwo. Jej zamyślenie skłoniło pułkownika do kontynuowania.
- Mój wuj do śmierci pozostał ślepy na prawdziwą naturę Wickhama. Ale
Darcy i ja z własnych obserwacji wiedzieliśmy, Ŝe to męŜczyzna bez Ŝadnych
zasad, honoru czy uczciwości. Jego zachowanie było niemoralne, styl Ŝycia
próŜny i rozwiązły. Mój wuj zapewnił mu edukację godną dŜentelmena, ale on
jej nie wykorzystał. Mój kuzyn, być moŜe na własną niekorzyśc, nie miał serca
powiadomić o tych sprawach swojego ojca. Pam Wickham odpłacił za hojność
mojego wuja podłym postępowaniem wobec jego rodziny.
Kiedy mówił ostatnie słowa w jego głosie pojawił się smutek, a kiedy
skończył, Elizabeth odzyskała zdolność mówienia.
- Dziękuję, sir, Ŝe mi pan to wszystko wyjawił Zdecydowanie stawia to obu
dŜentelmenów w innym świetle.
- Cieszę się, Ŝe mogłem być pomocny, madam - odparł z kulturalnym
uśmiechem - Nie chciałbym Ŝeby reputacja obojga moich kuzynów cierpiała w
wyniku zemsty Wickhama.
Zaczęli rozmawiać na przyjemniejsze tematy, aŜ koniec tańca połoŜył kres
jej dyskusji. Dla Elizabeth trudno było się na nim skupić, bo umysł miała zajęty
otrzymanymi właśnie wiadomościami, ale starała się uczestniczyć w
konwersacji i odłoŜyć rozwaŜania o Wickhamie na bardziej odpowiednią
chwilę.
Elizabeth mniej cieszyła się na taniec z panem Crawfordem niŜ innymi
partnerami bo wcale go nie znała, ale miała nadzieje Ŝe będzie tak miły jak
pozostali dŜentelmeni. Okazało się Ŝe pan Cwarford jest bardzo czarującym
tłumaczyła milila87-
www.chomikuj.pl/milila87
młodym dŜentelmenem. Jego usłuŜność i subtelny flirt miały na celu sprawienie
wraŜenia Ŝe oczarowała go jak Ŝadna inna kobieta i dobrze mu to wychodziło.
ChociaŜ cieszyła się rozmową i ujmującymi manierami Crowforda, wyczuła w
nim nieszczerość i była zadowolona kiedy taniec się skończył.
Podczas tańca wydawał się chętny dowiedzieć więcej o jej związkach z
panem Darcym.
- Czy dobrze pani zna pana Darcy'ego i pana Bingleya? - zapytał.
- Spotkałam obu ostatniej jesieni. Pan Bingley wydzierŜawił dom obok
mojego w Hertfordshire, a pan Darcy przebywał tam z nim. Pan Bingley jest
teraz zaręczony z moją starszą siostrą.
Uśmiechnął się.
- Przyznam, Ŝe cię temu nie dziwię. Sądzę Ŝe musi pani spędzać duŜo czasu
z oboma panami.
- Pan Bingley odwiedza dom mojego wuja gdzie się zatrzymałyśmy niemal
codziennie.
- A pan Darcy? Widzi go pani równie często?
- Jestem pewna Ŝe pan Darcy ma waŜniejsze rzeczy do zrobienia niŜ
towarzyszenie przyjacielowi w zalotach.
W tym momencie zmienił temat, ale powracał do niego jeszcze dwa lub trzy
razy zanim skończył się taniec. Elizabeth była zadowolona Ŝe uniknęła jego
towarzystwa i miała nadzieję, Ŝe nie będzie musiała szybko go znowu znosić.
Po kilku następnych tańcach Darcy podąŜył do niej na ostatni taniec przed
kolacją, a kiedy go spostrzegła jej serce zaczęło bić szybciej. Uśmiechnęła się
do niego, a jego oblicze pojaśniało z radości. Podczas poprzednich tańców
myślała tylko o rozmowie z pułkownikiem Fitzwilliamem. A jego rewelacje w
połączeniu z rosnącym przekonaniem o jego uczuciu pozwoliły swobodnie go
podziwiać. ChociaŜ nie mogła pominąć jego uprzednich nieprzyjaznych manier,
których poniechał w Londynie, nie miała powodu aby wierzyć Ŝe jego charakter
jest naprawdę zły. Nie dostrzegła zmiany w swoim zachowaniu, ale Darcy był
jej bardzo świadomy.
Kiedy stanęli do tańca Elizabeth wiedziała, Ŝe więcej niŜ jedna osoba w
pokoju dostrzegła Ŝe tańczą ze sobą drugi raz. NajwaŜniejszym z obserwatorów
tłumaczyła milila87-
www.chomikuj.pl/milila87
był lord -----, wuj Darcy'ego który obserwował ich z nieskrywanym
zainteresowaniem. Kiedy taniec się rozpoczął, Darcy ponownie zainicjował
rozmowę:
- Czy podoba się pani ten wieczór, panno Bennet?
- Bardzo, sir. Mam nadzieję Ŝe dla pana przebiega równie miło?
- Bardzo, dziękuje.
- Sporo pan tańczył - zauwaŜyła - Wydaje mi się, Ŝe kaŜdy taniec.
- Czy to panią dziwi.
- Przyznam Ŝe tak, skoro tak nie lubi pan tej rozrywki.
- W tej chwili bardzo mi odpowiada - powiedział znacząco.
ChociaŜ była skłonna myśleć o nim dobrze gdy zostały wyjaśnione
najgorsze informacje o jego charakterze, jego słowa nasunęły jej na myśl stare
obiekcje do jego manier. ChociaŜ czuła się pochlebiona jego napomknieniem,
kaŜda próba wyniesienia jej jako obiekt jego względów przypominała o jego
pogardliwym traktowaniu wszystkich innych w Hertfordshire.
- Pewnie uwaŜa pan londyńskie towarzystwo za znacznie przewyŜszające te,
które zastał pan na wsi.
Na początku chciał ją poprawić, powiedzieć Ŝe to jej towarzystwo a nie
londyńskie uznał za wyjątkowo miłe.
- Myli się pani, panno Bennet - zaczął - to nie...
Potem nagle przerwał, bo w tym momencie zrozumiał wszystko. Teraz
wszystko było jasne. Nie pochwalała jego pełnego rezerwy zachowania w
Hertfordshire. Tuzin wypowiedzi które ku niemu kierowała przy wielu okazjach
podczas ich znajomości - wskazówki i podpowiedzi o jej prawdziwej opinii -
przemknęły mu w umyśle z zaskakującą wyrazistością.
Spojrzała na niego, ewidentnie zaskoczona, Ŝe przestał mówić. Jego oblicze
było tak zamyślone, Ŝe musiała powstrzymać śmiech. Widząc jej reakcję
powiedział:
- Przepraszam panią. Zapomniałem co miałem powiedzieć. - Musiał
pomyśleć, rozwaŜyć jej oczywistą dezaprobatę.
tłumaczyła milila87-
www.chomikuj.pl/milila87
- Sądzę sir, Ŝe miał pan mówić o relatywnej wartości miejskiego
towarzystwa w porównaniu z wiejskim.
- Tego wieczora, madam, doszedłem do wniosku Ŝe miejskie towarzystwo
jest równie miłe i ujmujące jak te ze wsi.
Znowu była zaskoczona jego galanterią i nie mogła się nie zarumienić.
Jednak jego słowa ją zaskoczyły. MoŜliwe, Ŝe posiadały głębsze znaczenie, ale
nie była pewna, Ŝe taki był zamiar wypowiadającego.
W czasie kolacji siedzieli z Bingleyem i Jane, a takŜe z Georgianą i
pułkownikiem Fitzwilliamem, a Elizabeth odkryła Ŝe towarzystwo Darcy'ego
jest równie przyjemne jak innych. Rozmawiali o takich sprawach jak posiłek,
taniec, ich partnerzy i ogólnie o wieczorze. Po kolacji Darcy i Elizabeth ledwo
się widzieli, bo wypełniali zobowiązania dotyczące pozostałych tańców.
Na koniec balu zaistniała okazja do krótkiej wymiany zdań. Darcy podszedł
do Elizabeth wtedy, kiedy zaanonsowano powóz Gardinerów.
- Mam nadzieję Ŝe miała pani miły wieczór, panno Bennet.
- Owszem, sir. Dziękuję.
- W takim razie dobranoc - powiedział wyciągając ku niej rękę.
- Dobranoc - odparła umieszczając dłoń w jego.
Pokłonił się i kiedy pochylił się, uniósł jej rękę do warg, by złoŜyć na niej
lekki pocałunek.
- Do następnego spotkania.
Zaskoczona tym gestem spojrzała mu w oczy i dostrzegła uśmiech, kiedy
obserwował rumieniec rozpełzający się po jej policzkach. Szybko się odwróciła
i podąŜyła za krewnymi za drzwi.