background image

CHARLOTTE LAMB

 

Trudna miłość

 

 

Harlequin

 

Toronto • Nowy Jork • Londyn

 

Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg

 

Madryt • Mediolan • Paryż • Sydney

 

Sztokholm. • Tokio • Warszawa

 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

 

Rozglądając się na bazarze za prezentem dla matki, 

Annis  zobaczyła  nagle  afisz  koncertowy.  Stanęła  jak 

wryta pośrodku wąskiej, krętej uliczki, tak że o  mało 

nie  wpadła  pod  przejeżdżającą  taksówkę.  Rozzłosz-

czony kierowca wykrzykiwał coś po grecku. Z trudem 

oderwała wzrok od nazwiska wydrukowanego ogrom-
nymi literami na afiszu i wyjąkała:

 

-  Przepraszam.

 

Twarz kierowcy złagodniała.

 

-  Ach, ci Anglicy - powiedział pod nosem do siebie 

tak,  jakby  to  wszystko  wyjaśniało.  Gdyby  Annis  w 

ogóle  się  nie  odezwała,  sam  zgadłby  zapewne  jej 

narodowość.  W  jasnoniebieskiej,  płóciennej  sukience  o 

prostym  kroju  wyglądała  na  klasyczną  Angielkę: 

niebieskie oczy, szczupła sylwetka, długie nogi, jasne, 

upięte w koczek włosy, delikatna, niemal alabastrowa 

cera. Kierowca taksówki w uśmiechu wyszczerzył zęby. 

-  Podwieźć panią, lady? 

Annis  zrezygnowała  z  zakupów,  teraz  stać  ją  było 

tylko na powrót do hotelu. Skinęła potakująco głową i 

wsiadła  to taksówki. Staruszka  trzeszczała  za  każdym 

razem,  gdy  kierowca  brawurowo  pokonywał  zakręty, 

pędząc  do  placu  Syntagma  i  hotelu  Grand  Bretagna. 

Zachowywał  się  przyjaźnie.  Znał  angielski  i  mówił 

bez przerwy niemal tak szybko, jak jechał, ale prawie 

nic  z  tego  do  Annis  nie  docierało.  Kiedy  na  nią 

spoglądał,  odpowiadała  machinalnie  uśmiechem  i  za-

niepokojona myślała tylko o jednym.

 

Niepotrzebnie się przejmuję, uspokajała samą siebie.

 

background image

6 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Koncert  odbędzie  się  jutro  wieczorem,  a  wycieczka 

autokarowa,  z  którą  zwiedzała  Grecję,  opuszczała 

Ateny  już  o  siódmej  rano.  Orkiestra  jeszcze  pewnie 

była  w  drodze.  Annis  dobrze  wiedziała,  jak  bardzo 

podczas  każdego  tournee  są  napięte  wszystkie  te-

rminy. Muzycy powinni zjawić się na miejscu dopiero 

po  jej  odjeździe  z  Aten,  a  jeśli  nawet  przyjadą 

wcześniej,  zamieszkają  w  innym  hotelu,  których  tu 

jest bez liku. Z pewnością nie natknie się na nikogo.

 

Mieszkała wraz z Loveday w dużym, dwuosobowym 

pokoju. Przyjaciółka nieprędko wróci jednak do hotelu, 

pojechała  z  Carlem  odwiedzić  starego  przyjaciela 

rodziny, mieszkającego nad morzem, w Vouliagmeni, 

jakieś  dwadzieścia  parę  kilometrów  na  południe  od 
Aten.

 

-  Jedź  z  nami,  Annis  -  prosił  Carl.  -  Petros  jest 

bardzo gościnny. Zapowiedział barbecue nad basenem, 
czy to nie wspaniale?

 

Annis nie czułaby się dobrze z wizytą u kogoś, kogo 

nie znała. Co innego Loveday i Carl, którzy wszędzie 

czuli się swobodnie i nic nie było w stanie zakłócić ich 

spokoju  ducha.  Pochodzili  z  zamożnej  rodziny  i 

wyrośli  na  bardzo  pewnych  siebie  młodych  ludzi. 

Annis  zazdrościła  im,  ale  naśladować  nie  potrafiła. 

Uśmiechnęła się więc przepraszająco do Carla.

 

-  Dzięki  za  zaproszenie,  ale  przyrzekłam  sobie 

pożegnalny  spacer  po  Atenach.  Widziałam  ładną 

biżuterię, będzie świetnym prezentem dla matki. 

-  Nie  powinnaś  chodzić  nigdzie  daleko  w  tym 

upale  -  powiedziała  zaniepokojona  Loveday.  Była 

rudowłosa i, podobnie jak Annis, miała delikatną cerę. 

Chroniąc się przed udarem, musiała zawsze coś nosić 

na  głowie  i  bardzo  uważała,  by  nie  pozostawać  zbyt 

długo na słońcu. 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

7

 

-  Nie martw się, wezmę kapelusz - odrzekła Annis 

z uśmiechem. 

-  Weź koniecznie - nalegał Carl. On i Loveday byli 

bliźniakami, wprawdzie nie identycznymi, lecz bardzo 

podobnymi,  o  jednakowych  płomiennych  włosach, 

zielonobrązowych  oczach  i  nieodpornej  na  słońce 
cerze. 

-  Postaram się iść w cieniu - przyrzekła Annis. Nie 

martwcie  się  o  mnie.  Miłej  zabawy  i  do  zobaczenia 

jutro na śniadaniu. 

-  Kawę  z  bułką  nazywasz  śniadaniem?  -  skrzywił 

się Carl. - A potem trzeba będzie z pustym brzuchem 

jechać taki kawał drogi przez góry, aż do Koryntu. 

-  Myślisz tylko o jedzeniu - drażniła go Loveday. 

-  Ta wycieczka to był przecież twój pomysł!

 

-  Mój, i do tego znakomity, prawda, Annis? - Carl 

się  roześmiał.  -  Gdybym  was  nie  namówił  na  ten 

wyjazd,  leżałybyście  teraz  plackiem  na  plaży  w  Hisz-

panii,  dziko  znudzone,  i  smażyły  na  słońcu  jak  na 
patelni. 

-  To by było wspaniale - westchnęła Loveday. 

-  A  propos  plaży  i  morza,  czy  nie  powinniśmy  już 

jechać? - zwróciła się do brata. - Chętnie jeszcze bym 

się wykąpała. Przy naszym hotelu przydałby się basen.

 

Annis miała ochotę na pływanie, ale i tak z przyjem-

nością  spędzi  te  kilka  godzin  sama.  Na  wycieczce 

trochę  czasu  dla  siebie  bardzo  się  liczy  -  pomyślała. 

Dla  rodzeństwa  nie  miało  to  znaczenia.  Widocznie 

jako  bliźniaki  przywykli  do  ciągłego  przebywania  w 
towarzystwie.

 

Jeszcze przed wyjściem na spacer pożegnała Carla i 

Loveday  na  stopniach  hotelu.  Teraz,  po  powrocie, 

żałowała,  że  się  z  nimi  nie  zabrała.  Nie  zobaczyłaby 

wówczas afisza i nie wiedziałaby ani o koncercie, ani 

o tym, kto przyjeżdża do Aten.

 

Weszła do windy i wcisnęła guzik na piąte piętro.

 

background image

8

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Usiłowała  myśleć  o  czymś  innym.  Dlaczego  w  ogóle 

miałaby  się  przejmować  jutrzejszym  koncertem? 

Orkiestra  występowała  przecież  w  Londynie  i  Annis 

nigdy tak emocjonalnie na to nie reagowała.

 

Drzwi się otworzyły i wyszła z windy, wpadając na 

czekającego przy drzwiach mężczyznę.

 

-  Przepraszam  -  wykrzyknęli  odruchowo  oboje,  po 

czym  podnieśli  na  siebie  wzrok.  Dziewczyna  zbladła,  a 

rysy mężczyzny wyraźnie stężały. 

-  To  ty!  -  powiedział,  a  jego  głos  przeraził  Annis 

do  głębi.  Przesunęła  się  pod  ramieniem  mężczyzny  i 

zaczęła biec wzdłuż korytarza. Klucz do pokoju, który 

znajdował  się  blisko  windy,  trzymała  w  garści,  lecz 

roztrzęsionymi  rękoma  nie  zdołała  szybko  otworzyć 

zamka. Mężczyzna dogonił ją na progu. 

-  Tym razem już mi nie uciekniesz. 

Pchnął Annis w głąb pokoju, zatrzasnął drzwi nogą 

i stanął, przyglądając się jej uważnie, jakby nie w pełni 

wierząc  własnym  oczom.  Dziewczyna  zareagowała 

identycznie.  Spotkanie  się  w  Atenach,  w  tym  samym 

hotelu  i  tak  daleko  od  Londynu  było  wręcz 

niepodobieństwem!

 

Utkwiwszy  wzrok  w  podłodze,  Annis  miała  nadal 

przed  oczyma  obraz  mężczyzny:  wrogie  spojrzenie, 
smagłą, delikatnie zarysowaną twarz - twarz człowieka 

mocnego  i  równocześnie  wrażliwego,  zacięte  usta  i 

przejmujący, lodowaty wzrok.

 

Jest  nie  ten  sam  -  pomyślała  zaskoczona.  A  czego 

mogła się spodziewać po dwóch lata niewidzenia? W 

miarę upływu czasu każdy się przecież zmienia. Sama 

była  o  dwa  lata  starsza,  musiał  więc  spostrzec  ślady, 

które  w  tym  czasie  pozostawiły  udręka  i  samotność. 

Ale  jego  trudno  było  poznać.  Schudł,  był  spięty,  a  z 

zaciętej twarzy emanowała surowość.

 

Jest  teraz  kimś  obcym,  nieznanym.  A  może  nigdy 

go naprawdę nie znałam? - zadrżała.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ 

9

 

-  Co  tutaj  właściwie  robisz?  -  zapytał  ostro 

mężczyzna. 

-  Jestem...  spędzam  urlop  -  odpowiedziała  zalęk-

niona. 

-  Urlop? - powtórzył, jakby zaskoczony. 
-  Z wycieczką zwiedzam autokarem Grecję. - Zwil-

żyła  językiem  zaschnięte  wargi.  Czytała  kiedyś,  że 

mówienie o byle czym rozładowuje napiętą atmosferę. 
-  Trzy  dni  temu  przylecieliśmy  samolotem  do  Aten, 

zrobiliśmy  już  wycieczki  do  Pireusu  i  Sounionu, 

zwiedziliśmy galerie i muzea, tak jak to robią wszyscy 

turyści.  -  Mówiła  dalej  szybko,  uśmiechając  się 
niepewnie.  -  Najbardziej  podobał  mi  się  Partenon. 

Kiedy  przyjechaliśmy,  był  prawie  niewidoczny,  cały 

we  mgle,  ale  już  tam,  na  samym  wzgórzu,  wyglądał 

bajecznie. Podobały mi się także Plaka i bazar.

 

Stał, patrząc na nią, gdy ciągnęła dalej.

 

-  A... a jutro jedziemy na dwa dni do Koryntu. 
-  Jedziemy? 

Annis spojrzała na mężczyznę zaskoczona.

 

-  Z kim tutaj jesteś? - zapytał szorstko. 
-  Już mówiłam, z wycieczką autokarową. 

Odwróciła  się,  nie  mogąc  znieść  dłużej  jego  wzro-

ku.  W  lustrze  stojącym  na  toaletce  zobaczyła  odbicie 

swej  bladej  twarzy  z  błyszczącymi  oczyma. 

Wyglądam jakbym miała gorączkę, pomyślała. Muszę 

wziąć  się  w  garść.  Teraz,  gdy  stał  tak  blisko,  nie 

mogła jasno myśleć. Wrogość odbijająca się na twarzy 

mężczyzny  była  nie  do  zniesienia.  Zasłużyłam  sobie 

na nią, przyznała w myśli, ale ta jego postawa sprawia, 

że wszystko staje się jeszcze trudniejsze.

 

-  Nie  spędzasz  przecież  urlopu  sama.  Z  kim 

przyjechałaś? Czy z tym, dla którego mnie rzuciłaś?

 

-  Mówiąc to, zaczął zbliżać się do niej.

 

Na dźwięk tych słów cofnęła się jak spoliczkowana.

 

background image

10 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Patrzyła    na  mężczyznę  przerażona,  jak    zaszczute 

zwierzę na myśliwego.

 

-  Nie  bój  się,  nie  dotknę  cię  nawet  palcem. 

-  Skrzywił  cynicznie  usta.  -  Kiedyś  może  miałem 

ochotę  nawet  cię  zamordować,  ale  to  było  dawno 

temu  i  już  mi  przeszło.  Nic  mnie,  do  diabła,  nie 

obchodzi, czy jesteś nadal z facetem, z którym odeszłaś, 

czy  się  go  pozbyłaś  i  masz  następnego.  Zapytałem 

tylko ze zwykłej ciekawości.

 

Na  pogardę  brzmiącą  w  głosie  mężczyzny  dziew-

czyna odpowiedziała ze złością:

 

-  Jak śmiesz tak mówić! 
-  Prawda w oczy kole? - odparował drwiąco. 
-  To  nieprawda,  nie  jestem  taka  -  wyszeptała, 

wiedząc,  że  wszelkie  tłumaczenia  są  daremne.  Miał 

prawo  mieć  do  niej  żal,  na  jego  miejscu  czułaby  to 
samo. 

-  A  jaka?  -  Omiótł  szybko  wzrokiem  cały  pokój. 

Annis zdawała sobie sprawę z tego, że oba przygoto-

wane do snu łóżka nie mogły ujść jego uwagi. Ściągnął 

brwi i zacisnął usta. 

-  Mam wierzyć, że nie mieszkasz razem z nim? 
-  Jestem tu z przyjaciółką z biura. - Annis przebiegła 

przez pokój i otworzyła drzwi szafy. - Czy nie widzisz, 

że  są  to  same  damskie  rzeczy?  Zajrzyj  do  szuflad, 

zobacz, co leży pod poduszkami. Damskie piżamy. 

-  Wierzę  ci.  -  Wzruszył  ramionami.  -  No  to 

dlaczego nie jesteście razem? Pokłóciłaś się z nim? 

Zamierza  ciągnąć  ten  temat,  pomyślała  Annis  z 

goryczą.

 

-  Przestań  -  wyszeptała.  -  Przepraszam  za  to,  co 

się  stało.  Ale  w  żaden  sposób  nie  mogę  ci  tego 

wyjaśnić,  przykro  mi.  Idź  już,  proszę,  i  zostaw  mnie 

samą.

 

Stała z pochyloną głową i ze zwieszonymi rękoma. 

Przez dłuższy czas mężczyzna pozostawał bez ruchu,

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ 

11

 

przyglądając się dziewczynie. Annis słyszała urywany 

oddech, wyczuwała jego wściekłość. Bała się tego, co 

może nastąpić.

 

-  Tylko list. Nie odważyłaś się spojrzeć mi w oczy. 

Po  prostu  napisałaś,  że  wszystko  między  nami 

skończone,  i  zniknęłaś.  Nie  zasłużyłem  na  to,  abyś 

powiedziała,  co  się  stało  i  dlaczego  zrywasz?  Na 

Boga, dlaczego nie spotkałaś się ze mną i wszystkiego 

nie wyjaśniłaś?

 

Annis  stała  nieporuszona,  bojąc  się  spojrzeć  na 

mężczyznę.  Odpowiedziała  tak  cichym  głosem,  że 

musiał wytężyć słuch, by zrozumieć jej słowa.

 

-  Bałam  się.  Spójrz  na  siebie.  W  złości  jesteś 

przerażający.

 

Ta  ciemna  strona  jego  charakteru  uwidaczniała  się 

także w muzyce, którą tworzył, w ponurych, surowych 

tonach,  kiedy  to  słowa  nie  są  w  stanie  skryć  siły 

witalnej kompozytora, agresji tkwiącej głęboko w jego 
psychice.

 

-  Przerażający?  -  wybuchnął.  -  Próbujesz  zrzucić 

winę  na  mnie, jak  typowa kobieta?  Wszystkiemu  jest 

zawsze  winien  mężczyzna!  A  ty  jesteś  bez  winy? 

Oczywiście,  jakże  mogłoby  być  inaczej,  jesteś  bez 

skazy, jesteś tylko ofiarą, skończoną niewinnością! 

-  Tego  nie  twierdzę.  Nie  oskarżam  cię.  Jesteś  na 

mnie zły, przykro mi. Upłynęły już przecież dwa lata, 

wszystko skończone. Czy nie możemy zapomnieć? 

-  Zapomnieć? - warknął, z jakiegoś powodu jeszcze 

bardziej  rozzłoszczony.  -  Nie,  Annis,  nie  mogę,  do 

diabła, zapomnieć! Rzuciłaś mnie bez żadnego wyjaś-
nienia  i  od  tamtej  pory  tkwi  to  we  mnie  jak  zadra, 

doprowadza do szału. Ciągle się zastanawiam, dlaczego 

tak  postąpiłaś.  -  Zbliżył  się  do  niej  z  roziskrzonymi 
oczyma. - Muszę wiedzieć, muszę. 

Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Oboje zamilkli.

 

-  Twoja przyjaciółka? - zapytał cicho.

 

background image

12

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Zanim  odpowiedziała,  usłyszeli  z  korytarza  jakieś 

greckie  słowa,  a  po  chwili  ktoś  otworzył  kluczem 

drzwi. W progu stanęła pokojówka ze stosem czystych 

ręczników.  Zaskoczona,  przepraszając  zaczęła  się 

wycofywać. Annis szybko zareagowała:

 

-  Zmienia pani ręczniki? Proszę wejść... 

Zdawała się nie widzieć ponurego spojrzenia swego

 

towarzysza. Pokojówka weszła do łazienki, a Annis 

zwróciła się do milczącego mężczyzny:

 

-  Zostaw  mnie  samą.  Przykro  mi,  ale nie  mam  nic 

więcej  do  powiedzenia.  Muszę  iść  wcześniej  spać, 

jutro wyjeżdżamy o świcie.

 

Przez  chwilę  Annis  bała  się,  że  gość  nie  posłucha. 

Spojrzał  na  dziewczynę  tak,  jakby  próbował  utrwalić 

w  pamięci  jej  obraz  lub  go  na  zawsze  wymazać  -  i 

wyszedł z pokoju.

 

Drżąc  z  wrażenia,  Annis  stała  jeszcze  chwilę  w 

bezruchu,  oszołomiona.  A  więc  znów  go  zobaczyła! 

Był tutaj, rozmawiał z nią. I... odszedł. Nie mogła w to 

uwierzyć.

 

Pokojówka  opuściła  łazienkę,  uśmiechnęła  się  do 

Annis nie ukrywając ciekawości i wychodząc odezwała 

się po angielsku:

 

-  Dobranoc pani.

 

Annis odwzajemniła się machinalnym uśmiechem.

 

Przez dwa lata często wyobrażała sobie, że go znów 

zobaczy,  ale  nigdy  nie  przyszło  jej  do  głowy,  iż 

spotkanie może mieć tak przykry przebieg. Wymarzyła 

sobie  zupełnie  inny  scenariusz,  mimo  że  była  pewna, 

iż  on  zachowa  się  nieprzyjaźnie,  wręcz  wrogo.  Już 

dwa  lata  temu  wiedziała,  że  może  ją  znienawidzić,  i 

nic na to nie mogła poradzić.

 

Tak bardzo chciała cofnąć czas, wrócić do tego, co 

było  kiedyś.  Ale  czasu,  podobnie  jak  rzeki,  zawrócić 

się nie da. Trzeba godzić się z faktami i żyć dalej. Tak 

robiła przez ostatnie dwa lata. To, co się wówczas

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

13

 

wydarzyło,  było  jak  koszmarny  wypadek,  z  którego 

wyszła  żywa,  lecz  okaleczona.  Aby  żyć  dalej,  trzeba 

umieć uporać się z przeszłością, ale przedtem  - dojść 

do  porozumienia  z  samą  sobą.  W  pewnym  stopniu 

Annis to się udało. Odzyskiwała powoli radość życia i 

pewność  siebie.  Dziś  jednak  się  okazało,  że  ten  jej 

cały świat, tak mozolnie ze skorup posklejany, rozpadł 

się na nowo.

 

Gdy  około  północy  Loveday  weszła  na  palcach  do 

pokoju,  Annis  leżała  bez  ruchu,  udawała,  że  śpi. 
Bardziej niż przedtem żałowała teraz, że nie pojechała 
do Vouliagmeni.

 

Następnego ranka LoVeday, spojrzawszy na Annis, 

wykrzyknęła:

 

-  Wyglądasz okropnie! Jesteś chora? 
-  Coś  mi  chyba  wczoraj  zaszkodziło  -  skłamała 

Annis. 

-  Mam tabletki na niestrawność. Jedzenie w Grecji 

jest tak dobre, że nie sądzę, aby były  mi potrzebne.  - 

Loveday  woziła  ze  sobą  całą  aptekę.  Wyciągnęła 

jakieś lekarstwo i podała Annis. - Lepiej nic nie jedz, 
dopóki nie wy dobrzejesz - dodała. 

Annis i ,tak nie byłaby w stanie niczego przełknąć. 

Teraz  już  nie  będzie  musiała  się  tłumaczyć,  dlaczego 

pozostawi  śniadanie  nietknięte.  Trudniej  było  znieść 
zaniepokojone  spojrzenia  Loveday  i  Carla.  Nienawi-

dziła kłamstwa.

 

Westchnęła. Przecież od chwili poznania nie powie-

działa im całej prawdy. Zadawali jej sporo osobistych 

pytań, na niektóre odpowiadała wymijająco. Pozwalała, 

by  pod  pewnymi  względami  mieli  o  niej  mylne 

wyobrażenie, i to już było właściwie kłamstwem.

 

Loveday  i  Carl  znali  ją  od  niedawna,  ale  byli 

przekonani, że znają na wylot. Życie Annis - w wersji, 

którą  podała  -  nie  było  bogate  w  wydarzenia. 

Mieszkała z matką w Manchesterze, potem przeniosły

 

background image

14

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

się  do  Londynu,  aby  matka  mogła  tam  roztoczyć 

opiekę nad chorowitym starszym bratem, który rzadko 

podnosił się z łóżka. Nie wymagał stałej opieki, był po 

prostu  coraz  słabszy  w  wyniku  długotrwałej, 

nieuleczalnej choroby. Potrzebował przede wszystkim 

kogoś  bliskiego,  serdeczności,  a  pani  Hilton  była 

szczęśliwa, że ma się o kogo troszczyć. Bardzo kochała 

swego  jedynego  brata.  Gdy  zachorował,  postanowiła 

sprzedać dom i przenieść się do niego.

 

Przeprowadzka  do  Londynu  nastąpiła  w  dobrym 

momencie dla Annis. Początkowo zamierzała pozostać 

w  Manchesterze,  później  jednak,  po  dramatycznych 

przejściach, poczuła potrzebę natychmiastowego wyjaz-
du. Przyjęła z zadowoleniem propozycję matki i także 

przeniosła  się  do  Londynu.  Obie  zamieszkały  w  ob-

szernym, wiktoriańskim domu wuja w Croydon.

 

Annis była dobrą sekretarką, bez trudu znalazła więc 

pracę w centrum Londynu, w agencji reklamowej. Tam 

poznała  Loveday,  zatrudnioną  w  dziale  sztuki.  Carl 

pisał  teksty  reklamowe.  Firmę  założył  ich  wuj.  Od 

początku  stosunki  między  całą  trójką  układały  się 

bardzo  dobrze,  mimo  że  różniło  ich  wychowanie. 

Annis pochodziła z niezamożnej rodziny, podczas gdy 
w  domu  Loveday  i  Carla  pieniędzy  było  pod 
dostatkiem.

 

O  siódmej  rano  mieli  zająć  miejsca  w  autokarze 

stojącym  przed  hotelem.  Ateny  tętniły  już  życiem  - 

było  słychać  klaksony,  samochody  objeżdżające  plac 

Syntagma  połyskiwały  w  słońcu,  które  po  jednej 

stronie  placu  ginęło  w  liściach  palm  Ethnicos  Kipos, 

parku  narodowego,  i  odbijało  się  w  szybach  gmachu 
Vouli, greckiego parlamentu.

 

Wraz  z  innymi  pasażerami  Annis  stanęła  obok 

autokaru.  Nie  tylko  ona  miała  pobladłą  twarz  i 

znużone oczy. Jedna z Amerykanek głośno ziewnęła i, 
przepraszając, powiedziała:

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

15

 

-  Poszłam  późno  spać.  Chcieliśmy  przez  chwilę 

popatrzeć na nocne życie Aten. Skończyło się na tym, 

że  bawiliśmy  się  świetnie  niemal  do  rana,  i  spałam 

tylko  cztery  godziny.  Czuję  się  fatalnie.  Okropne  te 
wczesne pobudki. 

-  W Koryncie zostaniemy dwa dni, będzie się pani 

mogła tam wyspać - powiedział Paddy, pilot wycieczki, 

usłyszawszy ostatnie zdanie. 

Loveday  przyglądała  się  prostej,  białej  fasadzie 

hotelu.

 

-  Zastanawiam się, kiedy go zbudowano. 
-  Jest  wiktoriański  -  odpowiedział  Carl.  Właśnie 

pytałem  o  to  Paddy'ego.  Mówi,  że  hotel  jest  z  roku 

1862.  Postawiono  go  na  skale,  tak  że  można  dość 

bezpiecznie w nim mieszkać podczas trzęsienia ziemi. 

-  Czy tutaj są trzęsienia ziemi? - zapytała nerwowo 

Loveday. 

-  Od  czasu  do  czasu,  chyba  niewielkie,  więc  się  z 

góry nie zamartwiaj. Podczas drugiej wojny światowej - 

ciągnął  dalej  Carl  -  Niemcy  zajęli  ten  hotel  na  swą 

kwaterę  główną,  gdyż  wiedzieli,  że  jest  mocny  jak 
forteca. 

-  Zbyt  elegancki  jak  na  fortecę  -  oponowała 

Loveday, mrużąc w słońcu oczy utkwione w fasadzie 
budynku.  -  Spójrzcie  na  balkon  drugiego  piętra.  Tam 

stoi mężczyzna. 

Annis  spojrzała  w  górę  i  zdrętwiała.  Zobaczyła 

Raphaela. Zejdzie na dół i zrobi scenę?

 

-  Chyba go poznaję - mówiła dalej Loveday - a ty, 

Carl?

 

Brat spojrzał w górę i potrząsnął głową.

 

-  Nie, nie sądzę. Czy myślisz, że to jakiś gwiazdor 

filmowy?  -  zapytał  żartobliwie,  a  Loveday  zrobiła  do 

niego minę. 

-  Tego  nie  powiedziałam,  ale znam   tę  twarz 

background image

16

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  upierała  się.  -  Czy  ten  facet,  tam  na  górze,  nie  jest 
super? - zwróciła się do przyjaciółki.

 

Annis  stała  milcząca.  Loveday  marzycielsko  wes-

tchnęła.

 

-  Uwielbiam takich mężczyzn  - wysokich, szczup-

łych, o czarnych oczach i śniadej cerze. 

-  Południowcy - orzekł z przekąsem Carl. - Ten to 

pewnie kelner z Jiotelu. 

-  Coś  ty!  W  takim  szlafroku?  To  gość,  musi 

mieszkać  w  wielkim  apartamencie,  z  takim  dużym 

balkonem... Może to grecki milioner? - zmyślała Love-
day.  -  Milioner  ze  wspaniałym  jachtem  i  małą  wyspą 

przy wybrzeżu Grecji...  -  Podekscytowana spoglądała 

nadal  na  mężczyznę.  -  Patrzcie,  przygląda  się  nam. 

Jestem  pewna,  że  patrzy  na  mnie.  Och,  gdybyśmy 

zostali  tutaj  jedną  noc  dłużej,  mogłabym  go  spotkać, 

zjeść wspólną kolację... 

-  Ale  masz  fantazję.  -  Carl  rzucił  siostrze  roz-

bawione spojrzenie. 

Loveday nie dała jednak za wygraną.

 

-  Popatrz  sam.  Wychylił  się  przez  balustradę  i  mi 

się przygląda. Zaprzecz, jeśli to nieprawda! 

-  Ten facet patrzy na ciebie, bo się na niego gapisz 

-  odpowiedział brat.

 

Annis  wsiadła  do  autokaru  pierwsza,  zadowolona, 

że  wreszcie odjeżdżają. Loveday  i Carl weszli chwilę 

później, a Loveday, podniecona, wykrzykiwała:

 

-  Wyobraź  sobie,  że  to  jest...  Nie,  nigdy  nie 

zgadniesz!  Portier  powiedział  mi,  że  to  jest  Raphael 
Leon, kompozytor! 

-  Naprawdę? - Annis udawała zaskoczoną. 
-  Czy  się  przypadkiem  nie  zaziębiłaś?  -  pytała  z 

niepokojem  Loveday.  -  Może  dlatego  całą  noc  bolał 

cię brzuch. Złapałaś jakąś infekcję. 

-  Czuję  się  dobrze  -  odparła  cicho  Annis.  -  Już  są 

wszyscy na miejscach, czemu autokar nie rusza? 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ 

17

 

-  Pilot i kierowca oglądają mapę - powiedział Carl. 

-  Mam  nadzieję,  że  to  nie  jest  zły  znak.  Jeszcze  by 

tego brakowało, żeby kierowca nie znał drogi. 

-  Wyobraź  sobie,  Raphael  Leon  w  tym  samym 

hotelu!  -  ciągnęła  swoje  Loveday,  ignorując  uwagę 

brata. Spojrzała zniecierpliwiona na przyjaciółkę. 

-  Wiesz chyba, kto to jest? - zapytała. 
-  Tak - przyznała Annis. 
-  Napisał tę świetną muzykę do filmu... no wiesz... 

Jak  się  ten  film  nazywał?  Wszyscy  to  nucą  od  lat, 

płyta  była  przebojem.  Pamiętam  tę  muzykę.  Idzie  to 
tak...  -  Loveday  zaczęła  śpiewać,  a  Carl  zatkał  sobie 
uszy. 

-  Przestań, proszę. Zaraz mnie głowa rozboli. 
-  „Podróż  do  najodleglejszej  z  gwiazd"  -  powie-

działa bezbarwnie Annis. 

-  Tak, to właśnie ten film. Widziałaś go? Ja na nim 

byłam - wykrzyknęła Loveday. 

-  Była  i  nic  nie  zrozumiała,  jeśli  mnie.  pamięć  nie 

myli. - Carl dokuczał siostrze. 

-  Przestałbyś  już  wreszcie.  To  był  chyba  kiepski 

film, ale z fantastyczną muzyką. Raphael Leon jest nie 

tylko  dyrygentem,  lecz  także  kompozytorem. 

Przyjechał  do  Aten  na  dzisiejszy  koncert.  Szkoda,  że 

wyjeżdżamy. Po koncercie wrócilibyśmy do hotelu, on 

by  przyszedł,  poprosilibyśmy,  żeby  zjadł  z  nami 

kolację, i... - ciągnęła rozmarzona Loveday. 

-  Przestań!  -  Annis  przerwała  szorstko,  chwilę 

potem  gorzko  żałując,  że  nie  ugryzła  się  w  język. 

Loveday  i  Carl  odwrócili  się  i  spojrzeli  na  nią 
zaskoczeni. Poczuła, że się czerwieni i wyjąkała: 

-  Przepraszam, Loveday. Przerwałam ci dlatego, że 

głowa mnie boli. 

-  Nic się nie stało. Ale to do ciebie niepodobne, tak 

naskoczyć na mnie. Jesteś na pewno chora. Zaraz 

background image

18

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

po przyjeździe do Koryntu poprosimy Paddy'ego, żeby 

wezwał do ciebie lekarza.

 

-  Zobaczymy, jak będę się czuła, gdy dojedziemy

 

-  odpowiedziała szybko Annis. Autokar ruszył. Z ulgą 

oparła  się  na  siedzeniu,  zamykając  oczy.  -  Spróbuję 

trochę pospać - dodała.

 

I  rzeczywiście  spała,  gdy  przejeżdżali  przez  wzgó-

rza  w  drodze  do  Teb,  miasta  słynnego  w  starożytnej 

Grecji,  a  dziś  ruchliwego  centrum  handlowego  dla 
miejscowych  rolników  i  hodowców.  Gdy  zatrzymali 

się na chwilę na szybką kawę, Annis otworzyła oczy.

 

-  Jak się czujesz? - spytał Carl. 
-  Dobrze, dziękuję - uśmiechnęła się do niego. 

-  Przepraszam, byłam w złym nastroju.

 

-  O  tak  nieprzyzwoicie  wczesnej  porze  nikt  nie 

może  mieć  dobrego  humoru  -  dodał,  ciepło  na  nią 

spoglądając.  Cały  Carl,  pomyślała.  Z  jednej  strony 

leniwy,  niedbały  i  arogancki,  z  drugiej  -  praktyczny 

i  czuły.  Miała  do  Carla  zaufanie  i  bardzo  go  lubiła. 

Nie  była  w  nim  jednak  zakochana,  choć  to  roz 

wiązałoby większość problemów.

 

Zjedli lunch w małej tawernie pod Koryntem, której 

właścicielem był - jak się okazało - szwagier kierowcy 
autokaru.  Jedzenie  podano  skromne,  lecz  bardzo 

smaczne.  Gołąbki  z  liści  winogronowych,  kebab  z 

jagnięcia  i  wiejska  sałata  z  pieczywem  w  postaci 

płaskich,  okrągłych  placków,  a  na  deser  miodowe 

ciastka  i  świeże  winogrona  zbierane  z  krzewów 

rozpiętych nad tarasem tawerny.

 

Gdy  pili  bardzo  słodką  i  mocną  kawę  z  malutkich 

filiżanek,  Loveday  -  rozglądając  się  po  skąpanej  w 

słońcu okolicy - westchnęła:

 

-  Jak  pięknie!  Pomyślcie,  my  tutaj,  a  reszta  haruje 

w agencji jak woły!

 

Na te słowa reszta osób przy stole zaczęła się

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

19

 

śmiać.  Annis  niemal  żałowała  swego  przyjazdu. 

Otworzyły się zabliźnione rany.

 

W drodze do hotelu zwiedzili słynny Kanał Koryn-

cki.  Jedni  poszli  potem  na  spacer  wokół  ruin  staro-

żytnego  Koryntu,  inni  odpoczywali  przed  kolacją  w 
pokojach hotelowych.

 

Następnego,  bardzo  upalnego  przedpołudnia,  wy-

posażeni w kapelusze, a niektórzy nawet w staromodne 
parasole,  zwiedzali Korynt.  W  tym  miejscu na rynku, 

w  którym  święty  Paweł  zwracał  się  do  Koryncjan, 

wysłuchali wykładu Paddy'ego na temat historii miasta. 

Po  lunchu  w  hotelu  część  osób  korzystała  ze  sjesty, 

reszta  poszła  po  zakupy  i  na  dalsze  zwiedzanie. 

Loveday,  Annis  i  Carl  szukali  pamiątek  i  prezentów. 

Przed kolacją zdecydowali się jeszcze na krótką kąpiel 
w  basenie  hotelowym.  Loveday  kupiła  nowe  bikini. 

Przymierzyła je zaraz po przyjściu do hotelu i uznała 

za zbyt skąpe.

 

-  Zejdź na dół, Annis. Włożę stary kostium i zaraz 

cię dogonię - powiedziała poirytowana.

 

O  tej  porze  nad  basenem  było  pusto,  wszyscy 

przebierali  się  do  kolacji.  Po  Carlu  też  ani  śladu.  Na 

leżance Annis zostawiła bawełniany sarong i skoczyła 

do wody. Płynąc wolno poczuła nagle, że czyjaś ręka 

łapie ją za stopy i ciągnie w dół.

 

Próbowała  się  oswobodzić,  odwracając  w  stronę 

atakującego.  W  niebieskiej,  rozświetlonej  wodzie 

zobaczyła roześmianego Carla. Puścił ją i na powierz-

chnię wody wynurzyli się razem.

 

-  Chyba zwariowałeś - wykrztusiła Annis. 
-  Nie mogłem oprzeć się pokusie, przepraszam. 
-  Masz dziwaczne pomysły.  Zobaczymy, czy teraz 

będzie  ci  tak  wesoło.  -  Wzbiła  wokół  Carla  fontannę 
wody. 

-  Sama  tego  chciałaś.  -  To  mówiąc  złapał  Annis* 

wpół i pociągnął. Straciła grunt pod nogami. 

background image

20

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Wyrywała  się,  śmiejąc,  a  Carl  nie  zwracał  na  to 

żadnej  uwagi.  Przewracali  się  w  wodzie  jak  barasz-

kujące  delfiny  i  dopiero  gdy  padł  na  nich  cień  kogoś 

stojącego  z  tyłu  za  Annis,  na  brzegu  basenu,  Carl, 

zaskoczony, puścił ją. Obejrzała się roześmiana, sądząc 

że ujrzy Loveday.

 

To nie była przyjaciółka i Annis od razu zrozumiała, 

dlaczego  Carl  tak  nagle  się  uspokoił.  Na  brzegu 
basenu  stał  Raphael  Leon  i  ponurym,  wręcz  złym 

wzrokiem obserwował ich wodne igraszki.

 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

 

Carl poznał go od razu.

 

-  To  ten  facet,  którego  poderwała  sobie  Loveday  - 

wymamrotał po cichu.

 

Annis zaniosła się gwałtownym, niemal histerycznym 

śmiechem.  Obaj  mężczyźni  spojrzeli  na nią  -  Carl  ze 

zdumieniem, a Raphael z nie tajoną złością. Odwróciła 

się i, żeby zebrać myśli, zaczęła szybko płynąć w stronę 

przeciwległego brzegu basenu.

 

To,  że  Raphael  może  przyjechać  aż  tutaj,  nie 

przeszło jej nawet przez myśl. Nie powiedziała mu, w 

którym  hotelu  zatrzymają  się  w  Koryncie,  ale  to 

nieduże  miasto.  Stojąc  na  balkonie  zobaczył  pewnie 

wczoraj  nazwę  biura  podróży  wymalowaną  na  auto-

karze.  Wystarczyło  parę  telefonów,  żeby  dowiedzieć 

się, gdzie będą ulokowani w Koryncie.

 

Dlaczego  tutaj  przyjechał?  Położyła  się  i  zaczęła 

unosić  na  powierzchni  wody,  patrząc  w  szafirowe 

niebo. Była siódma wieczór, słońce już tak nie prażyło. 

Lekko zadrżała.

 

Co zamierzał zrobić? Nienawidził jej, co do tego nie 

miała  żadnych  wątpliwości.  Jego  pojawienie  się  w 

Koryncie zapowiadało dalsze kłopoty.

 

Zesztywniała,  gdy  dobiegł  ją  głos  Raphaela.  Była 

jednak  za  daleko,  aby  usłyszeć,  co  powiedział. 

Roześmiał się. Po chwili do Annis dotarł jeszcze inny 

głos  -  kobiecy,  egzaltowany.  Loveday,  pomyślała. 
Szybko podpłynęła do brzegu basenu i wyszła z wody.

 

Stali  w  trójkę,  rozmawiając,  i  nie  zauważyli  Annis 

idącej w ich kierunku. Wzięła z leżanki sarong i owinęła

 

background image

22

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

go  wokół  siebie,  a  potem  zaczęła  wykręcać  włosy, 

przysłuchując się rozmowie.

 

-  O  koncercie  dowiedzieliśmy  się  dopiero  tego 

ranka, którego opuszczaliśmy Ateny - mówiła właśnie 

Loveday. Z lekko zaróżowioną twarzą i błyszczącymi 

oczyma  zwróciła  się  do  Raphaela:  -  Jestem  pana 

wielbicielką. 

-  Dziękuję - odpowiedział uśmiechając się Raphael. 

Annis  była  wielokrotnie  świadkiem  prawionych  mu 

komplementów.  Dobrze  znała  ten  ton,  ten  uśmiech 

będący  wyrazem  szacunku  i  wystudiowanej  uprzej-

mości, uśmiech, który urzekał teraz Loveday! 

-  Czy  często  dyryguje  pan  poza  Anglią?  -  zapytał 

Carl, nieco ubawiony podekscytowaniem siostry. 

-  Tak - przytaknął Raphael. - Tym razem jeździłem 

po Europie przez ostatnie sześć tygodni. 

-  To musi być męczące. 
-  Bardzo. - Głos Raphaela zabrzmiał jakby ostrzej. 

Annis patrzyła z boku na jego twarz. Dopiero teraz

 

zauważyła  oznaki  znużenia  -  podkrążone  oczy, 

zmarszczki wokół ust, bladość przebijającą spod śniadej 

cery.  Wiedziała  dobrze,  jak  bardzo  wyczerpują  go 

tournee.  Zawodowy  muzyk  żyje  w  ciągłym  napięciu. 

Stałe  stresy  na  próbach  i  koncertach,  ciągłe  podróże. 

Raphael przekroczył dopiero czterdziestkę. Ile jeszcze 

wytrzyma, prowadząc taki tryb życia? Annis przygryzła 

wargę, zaniepokojona.

 

-  Czy  koncertuje  pan  w  Koryncie?  -  zapytała 

Loveday. 

-  Nasze tournee skończyło się w Atenach - odrzekł. 

- Mam teraz kilka dni odpoczynku. 

-  Zostaje pan tutaj? 

Annis wstrzymała oddech. Powiedz, proszę, że nie, 

pomyślała. Raphael jednak przytaknął.

 

-  Zamierzam  objechać  Peloponez,  zwiedzić  naj 

ciekawsze wykopaliska, Mykeny i Argos.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

23

 

Loveday zawołała zadowolona:

 

-  Tam  właśnie  jedziemy!  W  autokarze  są  wolne 

miejsca, może zabierze się pan z nami? Mamy świetnego 

pilota,  jest  pół-Grekiem  i  zna  na  wylot  historię  tego 

kraju. A w każdym ze zwiedzanych miejsc są lokalni 
przewodnicy.

 

Annis  była  przerażona  perspektywą  wspólnej  po-

dróży. Carl też nie wyglądał na zachwyconego. Do tej 

pory  wszystko  układało  się  między  nimi  znakomicie, 

czuł,  że  towarzystwo  sławnego  kompozytora  może 

pogorszyć atmosferę.

 

Raphael przez chwilę jakby się zastanawiał.

 

-  Kusi  mnie  pani  -  odpowiedział.  -  Za  propozycję 

dziękuję,  ale  mam  wynajęty  samochód.  Obdarzył 

Loveday  tym  swoim  zawodowym  uśmiechem.  Na 

widok reakcji przyjaciółki Annis poczuła wzbierającą 

złość. Nie na miejscu byłby żal do Loveday, która nie 

miała pojęcia, że jest to jego zwykłe i nic nie znaczące 
zachowanie.  Na  widok  tak  doskonałego  okazu  męs-

kiego  gatunku  Loveday  reagowała  przecież  zupełnie 

naturalnie. Annis zapragnęła w tym momencie uderzyć 
Raphaela. 

-  Och, jaka szkoda - stwierdziła Loveday. - Bylibyś-

my zachwyceni pańskim towarzystwem. 

 

-  Ja też byłbym szczęśliwy - zapewnił ją szarmancko. 

Rzuciła mu figlarne spojrzenie. 
-  Może jeszcze natkniemy się gdzieś na pana? 
-  Z  pewnością  -  rzekł  Raphael,  patrząc  z  ukosa  na 

Annis, aby się przekonać, jak to przyjmie.

 

Zdążyła  się  już  opanować.  Nie  spoglądając  na 

Raphaela  odwróciła  się i  zaczęła iść  w  stronę  hotelu. 

Zobaczyła to Loveday i zawołała:

 

-  Poczekaj! Chcę cię przedstawić panu Leonowi... 
-  Proszę  mi  mówić  po  imieniu.  Jestem  Raphael  - 

przerwał. 

-  Cóż za romantyczne imię - powiedziała dziew- 

background image

24

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

czyna  wzdychając.  -  Mam  na  imię  Loveday,  a  to  są 

mój brat i przyjaciółka Annis.

 

Raphael wyciągnął rękę. Annis podała mu swoją.

 

-  Pracujemy  w  jednej  firmie  -  wyjaśniła  Loveday. 

-  Jest  to  agencja,  może  słyszałeś  o  niej?  Quayland, 
Corris  i  Worth.  Mój  stryj,  Dan  Worth,  był  jednym 

z  założycieli.  Reklamujemy  same  poważne  firmy, 

musiałeś  widzieć  nasze  ogłoszenia  w  gazetach i  perio 

dykach.  Czy  jeździsz  nowym  orage?  Prowadziliśmy 

całą  kampanię  prasową  tego  wozu.  Jestem  graficzką, 

a  Carl  pisze  teksty.  Wymyślił  już  kilka  znanych 
sloganów.  Nigdy  jednak  nie  reklamowaliśmy  jeszcze 

żadnej orkiestry. Byłoby to interesujące, prawda, Carl?

 

Loveday paplała po to, aby jak najdłużej zatrzymać 

Raphaela. Annis rozumiała ją, był typem  mężczyzny, 

który  bardzo  podobał  się  kobietom.  Jego  męski  urok 

był dla nich wyzwaniem.

 

Takie sceny widywała wielokrotnie. Chętnie ostrzeg-

łaby Loveday przed Raphaelem, ale to by ją zdradziło.

 

Raphael zwrócił się do Annis:

 

-  Co robisz w tej agencji? 
-  Jestem  sekretarką  -  odpowiedziała  i  spojrzała  na 

Loveday. - Idę się przebrać przed kolacją. Zrobiło się 

późno. 

Odeszła szybko. Wzięła prysznic, wysuszyła włosy 

i powoli robiła makijaż.

 

Po  co  tutaj  przyjechał?  Zastanawiała  się.  Żeby  ją 

zranić,  wziąć  odwet  za  to,  co  zrobiła?  Mógł  jej 

zatruwać życie, dręczyć ją i prześladować. Nie, to nie 

leżało  w  charakterze  Raphaela.  Bywał  arogancki, 

apodyktyczny  i  wyciskał  siódme  poty  z  muzyków,  z 

którymi  pracował  -  po  to,  aby  osiągnąć  jak  najlepsze 

wyniki.  Równocześnie  był  jednak  bardzo  wrażliwy  i 

potrafił  być  czuły  i  miły.  Nie  widziała,  żeby 
kiedykolwiek zachowywał się złośliwie lub lekceważąco.

 

Co teraz zamierza? Co robi tutaj, w hotelu? Aż

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

25

 

podskoczyła,  gdyż  w  tej  właśnie  chwili  ktoś  zapukał 

do drzwi. Odetchnęła z ulgą, słysząc głos Loveday.

 

-  Otwórz.  Przepraszam,  nie  mam  ze  sobą  klucza. 

Późno, muszę się spieszyć. - Weszła do łazienki, skąd 

nadal docierał do Annis jej podniecony głos. - Szkoda, 

że nie możemy siedzieć z Raphaelem przy kolacji. To 

wspaniale  spotkać  go  tutaj.  Czy  nie  jest  super?  Ale 

uważaj, jest mój, zobaczyłam go pierwsza. Jak myślisz, 

czy  mu  się  spodobałam?  Gdy  wróciłaś  do  hotelu 

i  Carl  poszedł  się  przebrać,  rozmawialiśmy  jeszcze 

przy basenie. Zadawał mi moc pytań.

 

Po  pewnym  czasie  Loveday  wyszła  z  łazienki 

zawinięta w duże prześcieradło kąpielowe, z mokrymi 

włosami  wijącymi  się  wokół  zaróżowionej  twarzy. 

Annis zapytała:

 

-  Co go interesowało?

 

Loveday  włączyła  suszarkę  do  włosów  i  prze-

krzykując szum zawołała:

 

-  Co mówiłaś?

 

Siląc się na obojętność Annis powtórzyła pytanie.

 

-  Och,  interesowały  go  różne  rzeczy.  I  ja,  Carl,  ty 

też. - Loveday odłożyła suszarkę i popatrzyła w lustro.

 

-  No i jak wyglądam?

 

-  Wyglądasz  świetnie  -  odpowiedziała  Annis.  Była 

przestraszona.  Raphael  zadawał  pytania.  O  co  mu 

chodziło? Całkiem serio myślała o tym, by uciec

 

-  natychmiast  wyjechać  i  wrócić  do  Londynu.  Ale  co 

im  powiedzieć?  Musi  wymyślić  jakiś  powód.  Złe 

samopoczucie? Choroba? Nie, musiałabym symulować 

coś poważnego...

 

Loveday zaczęła grzebać w szafie.

 

-  W  co  mam  się  ubrać?  W  czym  będę  wyglądała 

najlepiej? 

-  Włóż  tę  jedwabną  zieloną  sukienkę  -  zapropo-

nowała Annis, szykując się do wyjścia z pokoju. 
-  Schodzę na dół. Do zobaczenia na kolacji. - Nie

 

background image

26

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

mogła  już  dłużej  słuchać  piania  Loveday  na  temat 
Raphaela.

 

W barze dołączyła do grupy znajomych z autokaru, 

wzięła  kieliszek  greckiej  retsiny  -  pachnącego  żywicą 

białego  wina,  które  już  zdążyła  polubić.  Usiadła, 

przysłuchując się rozmowom.

 

Do jadalni przeszła wraz z innymi, bojąc się zostać 

sama,  w  razie  gdyby  pojawił  się  Raphael.  Loveday  i 

Carl  przyszli  chwilę  później.  Podano  kolację.  Ich 

grupa  jadła  gotowy  zestaw  potraw.  Mimo  że  nie  z 

karty,  jedzenie  było  dobre.  Najpierw  na  stole  znalazł 

się  rosół  z  kurczaka,  o  smaku  cytrynowym.  Potem 

podano makaron z  mięsem, przypominający spaghetti 

po bolońsku, a na deser - świeże, zielone figi lub lody. 

Annis  wybrała  figi,  były  doskonałe.  Po  wypiciu 

maleńkich  porcji  kawy  przenieśli  się  z  jadalni  nad 

oświetlony basen, popijając grecką brandy i obserwując 

księżyc  wiszący  nad  ginącym  w  mroku  parkiem 
hotelowym.

 

Raphaela nigdzie nie spotkali. Loveday była niepo-

cieszona.

 

-  Może  poszedł  wcześnie  spać,  musiał  być  bardzo 

zmęczony  -  rzucił  Carl,  zniecierpliwiony.  -  Albo 

z  przyjaciółmi  wyszedł  gdzieś  na  obiad.  Taki  sławny 

facet  ma  wszędzie  znajomych.  Zastanawiające,  co  on 
w  ogóle  robi  w  tym  hotelu,  powinien  zatrzymać  się 
w  luksusowym.  -  Wstał.  -  Pogram  w  ping-ponga, 

muszę  wytrząść  trochę  kolacji.  Idziecie  ze  mną, 
dziewczyny?

 

Loveday zerwała się ochoczo.

 

-  Pójdę do łóżka, chce mi się spać - odpowiedziała 

Annis. 

-  Postaram się wrócić po cichu, żeby cię nie obudzić 

- przyrzekła Loveday. 

-  Mam nadzieję, że tym razem wzięłaś klucz. 
-  Tak - roześmiała się Loveday. Okręciła klucz na 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

27

 

palcu i wrzuciła go do małej srebrnej torebki. - Wejdę 

tak, abyś się nie obudziła - powtórzyła.

 

Było jeszcze za wcześnie, żeby iść spać. Po odejś-

ciu Loveday i Carla Annis postanowiła przejść się po 

parku  hotelowym.  Idąc  wąskimi,  żwirowanymi 

ścieżkami  słuchała  głosu  cykad  i  wdychała  woń 

kwiatów. Na zakręcie zobaczyła nagle tuż przed sobą 

ciemną  sylwetkę  mężczyzny.  Był  to  Raphael  w 

wieczorowym garniturze i bielejącej w mroku koszuli.

 

-  Sama?  -  zapytał  drwiąco.  -  A  gdzie  Carl?  Nie 

opowiadaj,  że  nie  jest  twoim  chłopakiem.  Gadatliwa 

siostrzyczka zwierzyła mi się, że marzy o tym, byście 

się pobrali. 

-  Na  pewno  nic  takiego  nie  mówiła!  -  zawołała 

Annis. W ogóle nie było o tym mowy. Przyjaźnili się, 
ale nie byli kochankami. 

-  Zabroniłaś jej mówić? - Głos Raphaela zabrzmiał 

jadowicie. 

-  Nie! - wykrzyknęła. 
-  No tak, zbyt wiele im o  sobie nie mówiłaś 

-  przyznał.  -  O  nas  nie  wiedzą  nic.  Ale  co  sobie 

pomyślą, gdy się wszystko wyda?

 

Groźba ukryta w głosie Raphaela rozzłościła Annis.

 

-  Nie  próbuj  mnie  szantażować!  A  co  ty  tutaj 

robisz? Dlaczego nie wracasz do Aten i do Londynu?

 

-  prawie  krzyczała.  -  Jedź,  gdzie  chcesz,  ale  zostaw 
mnie w spokoju!

 

Odwróciła  się  i  chciała  odbiec.  W  tym  właśnie 

momencie duża ćma uderzyła ją skrzydełkami w twarz. 

Krzyknęła  przerażona.  Od  dziecka  bała  się  nocnych 
motyli.

 

-  Co się stało? - Raphael zbliżył się szybko i objął 

ją ramieniem. 

-  Ćma - wyszeptała. 
-  Ćma? - W świetle księżyca zobaczył jej pobladłą 

background image

28

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

twarz i drżące wargi. - Pamiętam, że zawsze bałaś się 
ciem.

 

Przytulił ją mocno do siebie. Annis wyrywała się.

 

-  Przykro  mi,  że  cię  zraniłam.  Przepraszam.  Ale, 

zrozum, nie miałam wyboru. 

-  Dlaczego? - szybko zapytał. 
-  Wracajmy  do  hotelu  -  prosiła.  -  Nie  mam  ci  już 

nic  więcej  do  powiedzenia.  Między  nami  wszystko 

skończone. 

-  Nie dla mnie. - Był rozzłoszczony. - Nie puszczę 

cię dopóki nie powiesz, dlaczego mnie rzuciłaś. - Ujął 

w dłonie jej twarz i pochylił się. Dziewczyna zaczęła 

się szamotać. 

-  Muszę przynajmniej wiedzieć jedno. - To mówiąc 

zaczął ją całować. 

Pod Annis ugięły się nogi. Przeszłość powróciła w 

ułamku sekundy. Raphael przyciągał ją do siebie coraz 

bliżej, ich złączone ciała tworzyły wspólny cień. Wyjął 
delikatnie  grzebyki  z  włosów  dziewczyny,  tak  że 

rozsypały się na ramiona. Pieścił kark i ramiona. Jego 

ręka  zsuwała  się  powoli  w  dół,  aż  wreszcie  objęła 

pierś. Annis bezwolnie poddała się fali ogarniającego 

ją pożądania.

 

W  pewnej  chwili  Raphael  podniósł  głowę.  Oboje 

oddychali nierówno.

 

-  Nie  całowałabyś  mnie  tak,  gdybym  ci  był  oboję-

tny  -  powiedział,  kiedy  zaczęła  powracać  do  rzeczy-

wistości.  Nie  powinnam  pozwolić  mu  się  pocałować, 

pomyślała. 

-  Nigdy  nie  mówiłam,  że  twoje  pieszczoty  są  mi 

obojętne  -  wyszeptała.  -  Zawsze  byłeś  pociągający. 

Ale seks to nie wszystko, prawda? W małżeństwie jest 

potrzebne pełne zaangażowanie. Jeszcze nie jestem do 
tego gotowa. 

-  Ale byłaś. - Potrząsał nią, rozzłoszczony. - Byłaś. 

Oboje chcieliśmy małżeństwa, aż do ostatniego tournee. 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

29

 

Wyjechałem wtedy tylko na miesiąc, a kiedy wróciłem, 

ciebie już nie było. Co się stało?

 

-  Już ci mówiłam. Zmieniłam zdanie. To wszystko

 

-  mówiła zdesperowana Annis.

 

-  Co  z  tym  mężczyzną?  Wiem  od  Loveday,  że 

Carla poznałaś dopiero niedawno, więc to nie był on. 

A  więc  kto?  Gdzie  jest?  Dlaczego  nie  wyszłaś  za 
niego? - Raphael nie dawał za wygraną.

 

Annis nie miała siły dłużej się spierać.

 

-  A więc kolekcjonujesz mężczyzn. I kiedy jeden ci 

się znudzi, wtedy go zostawiasz i bierzesz innego?

 

Odpowiedziała udręczona:

 

-  Tak.  Robię  właśnie  tak.  Chcę  wrócić  do  hotelu. 

Na  litość  boską,  przestań  się  nade  mną  znęcać.  Nie 

trać czasu i energii, wracaj do Londynu i zostaw mnie 

wreszcie. Mam dość. 

-  Tak, masz dość. 

Roześmiał  się  gorzko.  Ujął  mocno  ramiona  dziew-

czyny;  poczuła  się  zagrożona.  Gdy  byli  razem, 

zakochani  w  sobie  i  bardzo  szczęśliwi  -  świat  wokół 

zdawał  się  nie  istnieć.  Raphael  był  radosny,  czuły  i 

opiekuńczy. A teraz - stojąc z wściekłością w oczach

 

-  wygląda tak, jakby chciał jej zrobić krzywdę.

 

-  Posłuchaj uważnie - powiedział z groźbą w głosie.

 

-  Z  twojej  winy  mam  za  sobą  dwa  lata  pełne  udręki, 

a  ty  mówisz,  że  masz  dość?  Musisz  jeszcze  wiele 

przecierpieć,  żebyś  zrozumiała,  na  co  mnie  naraziłaś. 

Myślisz, że ci daruję?

 

Tego Annis się nie spodziewała. Nie przyszło jej do 

głowy, że Raphael tak ciężko odchoruje ich rozstanie. 

Znając jego styl życia była przekonana, że już dawno 

o  niej  zapomniał,  że  nadal  pasjonuje  się  swą  pracą, 

która mu zajmuje prawie cały czas i wszystkie myśli. 

Była  przekonana,  że  znajdzie  się  wiele  wielbicielek, 

które go ukoją i pomogą zapomnieć.

 

-  Prze... - zaczęła nieśmiało.

 

background image

30

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Jeśli jeszcze raz mnie przeprosisz, to cię uderzę!

 

-  wykrzyknął.

 

Półprzytomna, pozostawiając za sobą mrok i drzewa 

skąpane  w  księżycowej  poświacie,  pobiegła  przez 
park do hotelu.

 

W pokoju Loveday szczotkowała włosy.

 

-  Gdzie  byłaś?  -  zapytała  natychmiast,  gdy  Annis 

stanęła  w  drzwiach.  -  Mówiłaś,  że  idziesz  prosto  do 

łóżka. 

-  Było tak ciepło, że poszłam jeszcze na spacer 

-  odpowiedziała  zadyszana.  Złapała  piżamę  i  weszła 

szybko  do  łazienki,  tak  aby  Loveday  nie  zauważyła 
jej wzburzenia.

 

-  Z  kim  byłaś?  -  dopytywała  się  śmiejąc  przy-

jaciółka. 

-  Sama spacerowałam przy księżycu. 
-  Sama?Co  za  marnotrawstwo  księżyca!-  Loveday 

była coraz bardziej rozbawiona, a Annis zatrzasnęła za 

sobą  drzwi.  Pocałunki  Raphaela  wstrząsnęły  nią.  Pod 

strumieniem wody uspokajała się powoli. 

Wróciła do pokoju. Loveday czytała w łóżku jakąś 

powieść.

 

-  Jestem  zbyt  zmęczona,  aby  czytać.  -  Annis 

ziewnęła głośno, żeby uniknąć dalszych pytań. 

-  Ja  też.  -  Loveday  odłożyła  książkę  i  zgasiła 

światło. 

Nazajutrz  wstały  wcześnie.  Czekała  je  długa  droga 

do  Myken  i  innych  wykopalisk  na  Peloponezie.  Jak 

zwykle,  ranek  był  najchłodniejszą  porą  dnia.  Kiedy 

opuszczały  Korynt,  niebieskawe  cienie  drzew  kładły 
się  na  drodze.  Potem  zniknęły,  a  rozgrzana  ziemia 

zaczęła  wydzielać  zapach  aromatycznych  ziół.  Mimo 

klimatyzacji powietrze w autokarze niemal stało.

 

Loveday  nie  przestawała  mówić  o  Raphaelu.  Na 

śniadaniu go nie widzieli.

 

-  Mam nadzieję, że jeszcze nie wyjechał.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ 

31

 

W Mykenach autokar zatrzymał się na zboczu, skąd 

droga prowadziła pod górę do Lwiej Bramy

 

-  głównego  wejścia  do  ruin  starożytnego  grodu.  Idąc 

skupili  się  wokół  pilota  i  miejscowego  przewodnika, 

którzy  opowiadali  historię  Myken.  Carl  biegał  z  apa 

ratem  i  robił  mnóstwo  zdjęć.  Prosił  dziewczęta,  aby 

mu pozowały przed słynną bramą i na pozostałościach 
murów obronnych twierdzy.

 

Widok był stąd cudowny. Loveday z nieodłącznym 

szkicownikiem  usiadła  na  murze  i  zaczęła  rysować. 
Annis  obserwowała  ją  przez  chwilę,  a  potem  poszła 

posłuchać  opowiadania  przewodnika  o  grobowcach 
Agamemnona i Klitajmestry.

 

-  Oczywiście  -  mówił  -  chociaż  odkrycie  tych 

grobowców  nastąpiło  w  wyniku  badań  prowadzo 

nych  przez  Schliemanna  w  Mykenach,  wiemy  dziś 

dużo  więcej  o  historii  Grecji.  Wiadomo  też,  że 

grobowce  pochodzą  z  innego  okresu  niż  uprzednio 
ustalono...

 

Annis  spacerowała  wachlując  się  białym,  słom-

kowym kapeluszem. Upał był niesamowity. Usiadła w 
cieniu pod murem.

 

-  Dobrze się czujesz? - zapytał Carl, pochylając się 

nad nią. 

-  Tak, ale jest strasznie gorąco - żaliła się. 
-  W tej  niebieskiej  sukience jest ci do twarzy 

-  powiedział  Carl.  -  Uśmiech,  proszę.  -  Zrobił 

zdjęcie, po czym wyciągnął rękę i pomógł jej wstać.

 

-  Idziemy  teraz  zobaczyć  groby  podobne  do  uli.  Czy 
przyszło  ci  kiedyś  na  myśl,  jak  wiele  w  archeologii 

ma  się  do  czynienia  ze  śmiercią?  Same  grobowce, 

groby,  cmentarzyska  i  te  wszystkie  przedmioty  zwią 

zane  z  kultem  chowania  zmarłych.  Aż  ciarki  chodzą 
po grzbiecie.

 

Schodząc w dół do Lwiej Bramy, Annis zachybotała 

się nagle na obluzowanym kamieniu.

 

background image

32

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Uważaj!  -  Carl  objął  ją  ramieniem.  -  Nie  chcesz 

chyba stłuc kolana i popsuć sobie całej wycieczki.

 

U stóp wzgórza spotkali Loveday.

 

-  Zgadnijcie,  kogo  widziałam!  -  zawołała  na  ich 

widok. 

-  Znów  ten  facet?  -  Carl  skrzywił  się.  -  Czy  on  za 

nami jeździ? 

-  Kto  wie?  -  kokieteryjnie  odpowiedziała.  Sama 

myśl wyraźnie jej pochlebiała. 

Annis  spoglądała  na  przejeżdżający  obok  nich 

samochód.  Za  kierownicą  siedział  Raphael.  Ich  oczy 

spotkały  się,  ale  zanim  odwrócił  wzrok,  zdążyła 

zauważyć ich lodowaty wyraz. Zrobiło jej się przykro.

 

Szli  teraz  całą  grupą  do  Grobowca  Agamemnona, 

zwanego także Skarbcem Atreusza, znajdującego się u 

stóp wzgórza, poza granicami mykeńskiego grodu. Po 

dToóze  przewodnik  zwracać  im  trwagę  na  resztki 

murów  cyklopich.  Zbudowane  z  ogromnych  głazów 

kamiennych,  idealnie  do  siebie  dopasowanych,  były 

uważane za kładzione rękami olbrzymów.

 

Grobowiec  Agamemnona  jest  budowlą  podziemną, 

z wielką kopułą podobną do pszczelego ula, wzniesioną 
ze starannie ułożonych kamieni. Przewodnik długo im 

o  niej  opowiadał,  była  wspaniałym  dziełem 

starożytnych architektów i budowniczych. Cała grupa 

weszła  teraz  do  grobowca  i  podziwiała  od  środka 

konstrukcję  sklepienia.  Wąskim  przejściem  zaczęli 

przechodzić  do  najciemniejszej  części  budowli,  do 
grobu.

 

-  Nie znoszę takich rzeczy - rzuciła nagle Loveday i 

pędem wybiegła na zewnątrz. 

-  Co  się  stało?  Źle  się  poczuła?  -  zapytała  Annis 

Carla. 

-  To chyba klaustrofobia. Wyjdę i zobaczę, co się z 

nią dzieje. 

Annis chciała  iść z Carlem,  ale poprosił,  aby

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

33

 

posłuchała,  co  mówi  przewodnik,  który  poprowadził 

grupę w głąb grobowca.

 

Podążyła  za  resztą.  Właśnie  przewodnik  oświetlał 

zapałką  mroczne  przejście.  Po  chwili  płomyk  zgasł  i 

turyści szli po ciemku. Niektórzy chichotali przy tym 

nerwowo.  Annis  poczekała,  aż  wszyscy  przejdą, 

odwróciła się i nagle wpadła na kogoś w ciemnościach.

 

-  Przepraszam.  -  Ledwo  zdążyła  to  powiedzieć, 

szóstym zmysłem wyczuła, kto koło niej stoi. 

-  Już  ci  mówiłem,  przestań  w  stosunku  do  mnie 

używać  tego  słowa  -  usłyszała  głos  Raphaela.  Przy-

trzymał ją za ramiona i odwrócił, przypierając plecami 

do kamiennej ściany. 

-  Zostaw mnie! - krzyknęła przestraszona. 

Zbliżył się jeszcze bardziej, wargami dotknął jej ust

 

i wyszeptał:

 

-  Postanowiłem, że od dziś będziesz jechała ze mną. 
-  Nie - pokręciła przecząco głową. 
-  Nie zamierzam być dłużej świadkiem twych flirtów 

z  Carlem  Worthem.  Opuścisz  grupę.  Zrobisz  to, 
albo... - przerwał nagle, słysząc zbliżające się kroki.

 

Wchodziła  następna  grupa  turystów,  było  słychać 

głos innego przewodnika.

 

-  Jesteśmy  teraz  we  wnętrzu  grobowca  -  mówił, 

oświetlając  zapałką  kamienne  ściany.  W  tej  chwili 

Annis  wyrwała  się  Raphaelowi  i  pobiegła  za  swoją 

grupą,  która  właśnie  opuszczała  mroczne  wnętrze 

i wychodziła na zewnątrz, na słońce.

 

Loveday i Carl siedzieli już w autokarze.

 

-  Idiotka  ze  mnie.  Wiem,  że  to  głupie,  ale  nie 

cierpię mrocznych, podziemnych miejsc - uśmiechając 

się powiedziała Loveday. - Nie znoszę nawet londyń-
skiego metra. 

-  Można  było  dostać  gęsiej  skórki  -  dodała  Annis. 

Siadając,  przez  szybę  autokaru  zobaczyła  Raphaela 

otwierającego drzwi białego mercedesa. Zagryzła wargi. 

background image

34

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Co  chciał  powiedzieć  w  chwili,  gdy  do  grobowca 

przybyła nowa grupa turystów? Że muszę zrobić to, co 

mi każe, albo... Albo co?

 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

 

-  Annis,  czy  coś  się  stało?  -  zapytał  przy  kolacji 

Carl. - Cały dzień jesteś czymś zaabsorbowana.

 

Rzuciła  mu  szybkie,  ostrożne  spojrzenie,  zasta-

nawiając się, czy czegoś nie zauważył lub nie usłyszał.

 

-  Wszystko w porządku. Czemu pytasz? 
-  Kiedy  wyjeżdżaliśmy  z  Londynu,  byłaś  naszą 

wycieczką  bardzo  podekscytowana.  Ale  od  chwili 

wyjazdu  z  Aten,  tak,  od  tamtego  tanka,  stałaś,  się 

przesadnie spokojna. Czy źle się czujesz? A może upał 
jest zbyt dokuczliwy? 

-  Tak,  i  chyba  zrobiło  się  jeszcze  goręcej.  -  Zoba-

czyła serdeczne spojrzenie Carla i uśmiechnęła się do 
niego. 

-  Masz  rację.  Właśnie  przed  chwilą  to  sobie 

pomyślałem. Sam źle znoszę wilgoć w powietrzu- Ty 

Annis,  z  twoją  delikatną  cerą,  musisz  bardzo  uważać 

na słońcu. 

-  Zawsze noszę kapelusz. 
-  Zauważyłem,  robisz  rozsądnie.  -  Carl  wachlował 

się  białą  serwetką.  -  To  dopiero  początek  czerwca,  a 

jak tu musi być w lipcu? 

-  Upalniej! - Annis roześmiała się i nagle, w drugim 

końcu sali, dojrzała utkwione w niej twarde spojrzenie 
szarych,  zimnych  oczu.  Z  przyspieszonym  biciem 

serca odwróciła szybko wzrok. Raphael musiał dopiero 

przed  chwilą  wejść  do jadalni.   Wyczułaby jego 

background image

36

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

obecność,  gdyby  był  tu  wcześniej.  Po  przyjściu 

rozejrzała się po sali i odetchnęła z ulgą, upewniwszy 

się,  że  go  nie  ma.  Później  się  nie  rozglądała.  Od-

prężyła  się,  zjadła  spokojnie  kolację  i  rozmawiała  z 

innymi turystami siedzącymi przy tym samym, długim 
stole.

 

-  Powinniśmy  tutaj  przyjechać  wiosną  -  stwierdził 

Carl.

 

Annis  kiwnęła  potakująco  głową.  Odpowiadała  na 

zadawane  jej  pytania,  nie  bardzo  wiedząc,  co  mówi. 

Nagle  Loveday  nachyliła  się  do  niej  przez  stół  z 

błyskiem w oczach.

 

-  Jest  tutaj!  -  szepnęła.  -  Popatrz,  o  tam,  przy 

drzwiach!  Mam  nadzieję,  że  go  posadzą  gdzieś 
blisko nas.

 

Nie  spoglądając  w  stronę  Raphaela,  Annis  przytak-

nęła  przyjaciółce.  Pochyliła  głowę  nad  talerzykiem, 

jedząc  dalej  krem  cytrynowy,  żeby  się  czymś  zająć  i 

ukryć  pragnienie,  by  Raphael  usiadł  jak  najdalej  od 
nich.

 

Nie musiała patrzeć w jego stronę, aby wiedzieć, co 

zrobi.

 

Loveday informowała dalej podnieconym szeptem.

 

-  Szef  sali  prowadzi  go  do  stołu  pod  oknem. 

Raphael  nie  chce tam  usiąść.  Kręci  przecząco  głową  i 

się  rozgląda.  Patrzy  właśnie  w  naszą  stronę.  Dojrzał 

pusty stół obok nas i... 

-  Zamknij  się,  Loveday!  -  rzucił  ostro  Carl.  - 

Zachowujesz  się  jak  sprawozdawca  sportowy  na 
Wimbledonie. 

-  Idzie  tutaj  -  nie  zważając  na  słowa  brata  Loveday 

mówiła  dalej.  Nagle  upuściła  serwetkę.  Pochyliła  się, 

aby ją podnieść. 

Annis  patrzyła  uparcie   w   talerzyk,   na   resztki

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

37

 

bladożółtego  kremu.  Czuła,  że  Raphael  stoi  tuż  przy 

ich stole. Usłyszała nieco zadyszany głos Loveday.

 

-  Dziękuję.  Jestem  taka  niezdarna,  zawsze  coś 

upuszczam.  Jak  twój  urlop?  Czy  bawi  cię  oglądanie 
tych wszystkich wykopalisk? 

-  Niektórych  -  stwierdził  sucho  Raphael.  -  Dobry 

wieczór. 

Słysząc nieco podniesiony głos, Annis wiedziała, że 

Raphael zwraca się teraz przez stół do niej i Carla.

 

-  Dobry  wieczór  -  Carl  odezwał  się  grzecznie,  ale 

bez entuzjazmu.

 

Annis  udała,  że  nie  słyszy.  Nie  podniosła  głowy. 

Niemal  w  tej  samej  chwili  Loveday  ściągnęła  uwagę 

Raphaela na siebie, mówiąc szybko:

 

-  Ale dziś upał, prawda? Na szczęście mamy basen, 

nie  wiem,  jak  byśmy  bez  niego  wytrzymali.  Nie 

widziałam cię tam jeszcze. Czy pływasz? 

-  Pływam, ale kiedy byłem  w wodzie, was nigdzie 

nie widziałem - odpowiedział Raphael. - Czy to ostatni 

wieczór? Jutro wyjeżdżacie? 

-  Tak,  jeszcze  na  koniec  spędzimy  kilka  dni  nad 

morzem,  kąpiąc  się  i  opalając  przed  powrotem  do 
domu. A ty? - Loveday zwróciła się do Raphaela. 

-  Jeszcze nie zdecydowałem, co będę robił - odrzekł, 

a  Annis  wyczuła  w  jego  głosie  jakąś  groźną  nutę. 

Podniosła  głowę  i  spojrzała  na  Raphaela  szeroko 

otwartymi niebieskimi oczyma. Poczuła ucisk w żołąd-

ku. Co chciał dać jej do zrozumienia, gdy spotkali się 

przed  południem  w  Mykenach?  Powiedział,  że  albo 

ona  opuści  grupę  i  pojedzie  z  nim,  albo...  Albo  co? 

Albo co się stanie? 

Gróźb wielu mężczyzn można nie traktować poważ-

nie, na ogół blefują. Ale nie dotyczy to pogróżek

 

background image

38 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Raphaela.  Zawsze  stanowił  zagrożenie.  Miał  ciemną 

stronę charakteru, dobrze ukrytą pod warstwą dobrych 

manier. Otoczenie dostrzegało tylko jego męski urok. 

Nigdy  nie  było  wiadomo,  co  zrobi.  Jego  słów  nie 

mogła więc bagatelizować.

 

-  Po  kolacji  obejrzysz  chyba  greckie  tańce  -  z  na-

dzieją w glosie powiedziała Loveday, zwracając się do 
Raphaela.  -  Dzisiaj  są  tutaj  występy  nocne,  or-

ganizatorzy wycieczki przyrzekli nam dobrą rozrywkę. 

-  Wiem - roześmiał się. - Prosili, żebym zagrał. 
-  Koniecznie!  Marzę  o  tym,  aby  usłyszeć,  jak 

wykonujesz swe utwory! - przerwała mu Loveday. 

-  To bardzo miła propozycja. Ale gra na fortepianie 

to moja praca, tak zarabiam na chleb, a tutaj chcę mieć 

chwilę wytchnienia, jestem na urlopie. 

-  Oczywiście,  masz  rację,  dobrze  rozumiem.  -  Lo-

veday nie była w stanie ukryć swego rozczarowania. 

 

-  Wielka szkoda, prawda? - zwróciła się do Annis. 
-  Byłybyśmy zachwycone! 

Annis  nadal  milczała.  Loveday  szturchnęła  ją  pod 

stołem.  Dziewczyna  powoli  podniosła  głowę  i  po-

słusznie odpowiedziała:

 

-  Tak.

 

Raphael  przyglądał  się  jej  uważnie,  z  krzywym 

uśmiechem na ustach.

 

-  Czy naprawdę chcesz, żebym dla ciebie zagrał?

 

-  zapytał.

 

Zrozumiała  ukryty  podtekst,  wiedziała,  co  Raphael 

ma  na  myśli  mówiąc  te  słowa  z  drwiącym  wyrazem 
twarzy.  Nie  zagra  dla  Loveday,  ale  zrobi  to  dla  niej, 

jeśli będzie go usilnie prosiła.

 

-  Zagraj,  proszę.  Oszalejemy obie z zachwytu.

 

-  Loveday  promieniała.   Nie  pojmowała  nic,   bo

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

39

 

oczywiście  nie  mogła  wiedzieć,  o  co  tutaj  chodzi. 

Sądziła  zapewne,  że  prośba  większej  liczby  osób 

przeważy szalę.

 

Annis  spojrzała  na  przyjaciółkę,  a  potem,  wojow-

niczo,  na  Raphaela.  Dlaczego  nie  miałby  spełnić 

życzenia Loveday?

 

-  Proszę,  zagraj  dla  nas  -  powiedziała  słodkim 

głosem.

 

Skrzywił się.

 

-  Pod warunkiem, że powiesz, co mam zagrać

 

-  zwrócił  się  do  Annis.  -  Pójdziesz  tam  ze  mną, 

będziesz przy mnie stała i przewracała kartki nut.

 

Na  te  słowa  oczy  dziewczyny  posmutniały.  Mogła 

się  przecież  od  początku  spodziewać,  że  sama  jej 

prośba Raphaelowi nie wystarczy!

 

Na odpowiedź nie czekał. Odwrócił się, usiadł przy 

stole obok i zaczął studiować menu. Loveday spojrzała 
na  Annis  z  nie  ukrywanym  oburzeniem.  Zrobiła  się 

czerwona.  Jak  wszyscy  rudowłosi,  wybuchała  nagle, 
ale na krótko.

 

-  Hej, co tu się właściwie dzieje? Wpadł ci w oko? 

Ja go zobaczyłam pierwsza, jest mój! Wyłącz się, Annis! 

-  Sama wciągnęłaś mnie przecież do rozmowy, nie 

chciałam mieć z tym nic do czynienia - rzekła Annis, 

biorąc  do  ręki  filiżankę  mocnej  i  słodkiej  kawy, 

przyniesioną właśnie przez kelnera. 

-  Nie musiałaś zaczynać z nim flirtować! 
-  Nie  flirtowałam  -  rzuciła  rozgniewana  Annis. 

Obawiała  się,  że  Raphael  może  usłyszeć  tę  wymianę 

zdań. 

-  Tym  razem  ci  uwierzę.  Mężczyznom,  zwłaszcza 

tym  z południa, najbardziej podobają się blondynki o  
niebieskich  oczach.  -  Loveday  ciągnęła  dalej. 
-  Dlaczego tak na nie lecą? Ktoś powinien się zająć

 

background image

40 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

badaniami psychologicznymi  tego  zjawiska. Poważnie 

myślę o tym, żeby sobie rozjaśnić włosy i zrobić się na 

blondynkę.  Uważaj,  Annis.  Sama  powiem  Ra-

phaelowi, co ma grać, i będę mu przewracała nuty. A 

ty zostaniesz z Carlem i nie będziesz się tą całą sprawą 

w ogóle interesowała, dobrze? Jeśli pomyśli, że jesteś 

dziewczyną Carla, da spokój tej historii.

 

-  Bardzo uprzejmie dziękuję, to miło z twej strony

 

-  odpowiedział Carl, nieco skwaszony. 

Annis uśmiechnęła się do niego.

 

-  Loveday bezwstydnie nami manipuluje, prawda? 
-  Bezwstydnie!  To  najwłaściwsze  określenie.  Ale 

oczywiście chętnie zabawię się dziś w twego chłopaka. 

-  Uśmiechnął  się  szeroko.  -  Co  mamy  więc  robić, 

Loveday?  Całować  się  i  ściskać  po  kątach?  Chętnie 

piszę się na to)

 

-  Głupi jesteś - odpowiedziała siostra z czułością.

 

-  Chodzi  tylko  o  to,  żeby  Raphael  zobaczył,  że  jest 

tobą zajęta.

 

Annis spoglądała na tył ciemnej głowy przy sąsied-

nim stole, zastanawiając się, jak Raphael zareaguje na 

plany Loveday. Miała niejasne wrażenie, że tym razem 

nie wszystko będzie po myśli przyjaciółki.

 

Skończyli  kawę.  Annis  podniosła  się  i  ruszyła  do 

wyjścia  z  sali.  Loveday  i Carl  po chwili  dołączyli  do 

niej. Występy miały się rozpocząć dopiero za godzinę, 

tak  aby  wszyscy  mogli  spokojnie  dokończyć  kolację. 

Większość grupy poszła nad basen.

 

Annis,  Loveday  i  Carl  wyszli  na  przesiąknięte 

wilgocią wieczorne powietrze i usiedli wraz z innymi 

nad  wodą,  dzieląc  się  ostatnimi  wrażeniami.  Po 

męczącym zwiedzaniu wszyscy czekali z utęsknieniem 

na wyjazd nad morze i leniwe opalanie się na plaży.

 

Zanim wrócili do hotelu obejrzeć występy, słońce

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

41

 

zaszło,  a  na  ciemnym  niebie  pokazały  się  księżyc  i 

pierwsze gwiazdy. Annis kusiło, by uciec stąd prosto 

do  pokoju  i  położyć  się  do  łóżka,  ale  bała  się,  że 

Raphael może tam za nią pójść.

 

Na  sali  Loveday  wybrała  stolik  tuż  obok  kwad-

ratowego parkietu. Annis usiadła między nią a Carlem, 

modląc  się,  aby  jakaś  osoba  z  ich  grupy  zajęła 

pozostałe,  czwarte  miejsce  przy  stole.  Ktoś  chciał 

nawet  zabrać  puste  krzesło,  ale  Loveday  na  to  nie 

pozwoliła.

 

-  Przepraszam, to miejsce jest zajęte - powiedziała. 
-  Dla  kogo  je  rezerwujemy?  -  zapytał  zdziwiony 

Carl. - Czy mam zgadywać? Przecież ten facet w ogóle 

nie  zechce  usiąść  z  nami.  Przestań  prześladować 
biedaka - zwrócił się do siostry. 

Loveday zrobiła się czerwona jak burak.

 

-  Wcale go nie prześladuję. Jest samotny i musi mu 

być smutno, o nic więcej mi nie chodzi. 

-  Słyszałaś,  Annis?  -  Carl  roześmiał  się  głośno.  - 

Jest taki samotny i smutny, a ona na faceta nie poluje. 

Jest tylko dla niego miła, o nic więcej jej nie chodzi! 

Annis  nie  chciała  się  włączać  do  tej  rodzinnej 

sprzeczki. Przyglądała się niewielkiej lokalnej orkiestrze, 

strojącej  instrumenty.  Występy  rozpoczęły  się  od 

skocznego  greckiego  tańca.  Na  salę  wbiegli  kelnerzy 

ubrani w stroje ludowe. Zaczęli w takt muzyki krążyć 

po  parkiecie,  przytupując  nogami  i  śpiewając.  Na-

kłaniali równocześnie widzów do klaskania, wybijania 

rytmu  i  wspólnej  zabawy.  Następnie  wyjaśniono 

gościom,  skąd  pochodzi  taniec  grecki,  a  jeden  z  tan-

cerzy pokazał w zwolnionym tempie wszystkie kroki. 
Teraz turyści zostali zaproszeni na parkiet.

 

-  Chodźmy - powiedział Carl, podrywając Annis

 

background image

42

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

i Loveday z krzeseł. Spletli wyprostowane ręce i zaczęli 

tańczyć.  Utworzył  się  łańcuch  tancerzy.  Tak  razem 

wybiegli z parkietu, krążąc między stolikami i wciągając 

resztę siedzących do tanecznego korowodu.

 

Na  salę  wszedł  Raphael.  Stojąc  obserwował  tań-

czących. Annis napotkała jego spojrzenie, ale natych-

miast  odwróciła  głowę.  Wiele  dałaby  za  to,  aby  znać 

jego  myśli.  Zamknięta,  ściągnięta  twarz  Raphaela 

zdradzała  tylko  jedno:  że  może  spodziewać  się 

kłopotów.

 

Loveday także go zobaczyła. Kiedy tańcząc zbliżyli 

się do Raphaela, puściła Annis i chwyciła go za rękę, 

wciągając do wspólnej zabawy. Obdarzył ją uśmiechem, 

a następnie zza półprzymkniętych powiek spojrzał na 

Annis i wyciągnął do niej rękę. Nie miała wyjścia. By 

nie  przerwać  łańcucha,  musiała  podać  mu  swoją. 

Kiedy  zacisnął  chłodne  palce  na  jej  dłoni,  poczuła 

dreszcz  przebiegający  ciało.  Na  twarzy  Raphaela 

malowała  się  satysfakcja.  Czuł,  jak  dziewczyna  drży. 

Było widać, że sprawia mu to przyjemność.

 

Zdawała sobie sprawę z tego, że Raphael obserwuje 

uważnie  każdą,  nawet  najmniejszą  jej  reakcję.  Im 

bardziej  próbowała  mu  się  wymykać,  tym  większą 

okazywała  słabość  i  łatwiej  mógł  ją  prześladować. 
Gdyby udało się przekonać go o tym, że stał się jej już 

zupełnie  obojętny,  wówczas  zostawiłby ją  zapewne  w 

spokoju.  Nie  kochał,  lecz  nienawidził.  W  oczach 

Raphaela odbijała się chęć odwetu, zranienia Annis tak 

samo, jak ona to niegdyś uczyniła. I za to nie mogła go 

winić.  Pragnienie  zemsty,  w  cywilizowanych 

społeczeństwach  ścigane  przez  prawo,  ale  nigdy  nie 

wytępione, to przecież zwykły, ludzki odruch.

 

Raphael pochodził z południa. Mając ojca Hiszpana 

wychowywał się i uczył w Hiszpanii. Dzięki matce

 

background image

TRUDNA

 

MIŁOŚĆ

 

43

 

Angielce  znał  świetnie  angielski,  a  po  studiach 

filologicznych i muzycznych w Madrycie kształcił się 
nadal w Oxfordzie.

 

Raphael  reprezentował  odmienną  kulturę.  Jego 

reakcje były znacznie bardziej skrajne niż u urodzonych 
w  obszarze  zimniejszego  klimatu.  Miał  gorącą  krew, 

był  spontaniczny  i  porywczy.  Ta  jego  odmienność 

fascynowała  Annis  od  samego  początku,  od  chwili, 

gdy  się  po  raz  pierwszy  spotkali.  Z  ciekawością 

obserwowała  jego  reakcje,  pasję  i  wybuchowość. 

Ciemne  strony  charakteru  Raphaela  odbijały  się 

zarówno  w  muzyce,  którą  komponował,  jak  i  w  jego 

oczach. To jej wtedy nie przeszkadzało.

 

Teraz  Annis  była  poważnie  zaniepokojona,  wręcz 

przerażona. Dziś, znając jego wrodzone cechy charakte-

ru,  wiedziała  dobrze,  że  żadnych  poczynań  Raphaela 

przewidzieć się nie da.

 

Nie mogła nawet na chwilę zapomnieć ani demonicz-

nego spojrzenia, ani ostrego, przejmującego głosu, gdy 

mówił:

 

- Albo zrobisz to, co ci każę, albo...

 

Albo  co  zrobi?  Annis  chciała  znać  ciąg  dalszy  tej 

ukrytej  groźby,  ale  oczywiście  nie  miała  odwagi  go 

zapytać. Po prostu za bardzo bała się odpowiedzi.

 

Chwilę  później  ludowy  taniec  grecki  się  skończył. 

Wszyscy opuścili ramiona przerywając łańcuch i stali 

roześmiani, klaszcząc. Greccy tancerze jeszcze raz się 

ukłonili i śmiejąc się wybiegli z sali. Orkiestra zaczęła 

grać  współczesnego  walca.  Większość  gości  zeszła  z 

parkietu, pozostało na nim niewiele par.

 

Raphael  przytrzymał  Annis  za  rękę.  Zaskoczona, 

poczuła, że mocno obejmuje ją wpół.

 

Przez głowę przebiegła jej myśl, że Raphael zacznie

 

background image

44 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

zaraz  ją  całować,  tutaj,  na  parkiecie,  na  oczach 

wszystkich.  Przeraziła  się.  Zrobiła  się  czerwona. 

Stawiając  mu  opór  zaczęła  drżeć  na  całym  ciele,  a 

źrenice jej niebieskich  oczu  rozszerzyły  się  ze strachu. 

Raphael spoglądał na nią drwiąco.

 

-  Uważaj,  Annis!  -  szepnął  dziewczynie  do  ucha. 

-  Twój  chłopak  zaraz  zauważy,  jakie  na  tobie  robię 

wrażenie, i zacznie się zastanawiać, co to oznacza.

 

Zesztywniała, wbiła wzrok w ziemię, jeszcze bardziej 

przerażona następstwem jego słów. Nie czekając na to, 
co Annis mu odpowie, Raphael pociągnął ją na środek 

parkietu i zaczął prowadzić w rytmie walca. Była tak 

zdenerwowana,  że  nie  bardzo  wiedziała,  co  tańczy. 

Potykała  się  przy  obrotach,  tak  że  aby  utrzymać 

równowagę,  musiała  się  na  nim  wesprzeć.  Raphael 

objął ją mocno ramieniem, ścisnął wymykającą mu się 

dłoń  dziewczyny  i  przyciągnął  Annis  do  siebie  tak 

mocno,  że  ich  ciała  zetknęły  się  od  ramion  w  dół. 

Czuła każdy ruch, który wykonywał.

 

-  Wiesz,  że  jutro  nie  wyjeżdżasz  z  nimi.  -  Zbliżył 

twarz i szeptał jej wprost do ucha. W tym momencie, 

pod  wpływem  jego  dotyku,  Annis  poczuła  dreszcz 

pożądania.  Reagowała  na  zbliżenie  całym  ciałem. 

Poczuła nagle żar w piersiach, serce waliło jak opętane, 

a  nogi  zaczęły  się  pod  nią  uginać,  kiedy  Raphael 

przycisnął ją jeszcze mocniej w intymnym uścisku.

 

Dalsze myślenie o nim, jego bliskości i dotyku było 

niepodobieństwem!  Annis  poczuła,  że  musi  wyrwać 

się z tego szalonego, pełnego uniesienia transu, w który 

Raphael  ją  wciągał.  Wróciła  myślami  do  ostatniego 
zdania wypowiedzianego przez Raphaela.

 

-  Wyjeżdżam - wyszeptała, próbując mu się przeciw 

stawić. Stykając się z nim w tańcu niemal całym ciałem, 

poczuła, jak nagle zesztywniał.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

45

 

-  Pojedziesz ze mną! 
-  Nie, do niczego mnie nie zmusisz, przestań grozić 

- powiedziała cicho, świadoma obecności wielu obcych 

ludzi tuż obok nich. 

Tańczyli dalej. Raphael poderwał ją nagle do góry, 

tak że stopy dziewczyny straciły kontakt z ziemią. W 

powietrzu  zatoczył  jej  ciałem  pełny  krąg.  Kloszowa 

spódnica  Annis  zafalowała  wokół  jej  nóg.  Wszyscy 

tańczący  obok  na  parkiecie  przyglądali  się  tym 

ewolucjom  z  uśmiechem,  przekonani,  że  to  tylko 

dobra  zabawa. Byli  zupełnie  nieświadomi  wściekłości 

ogarniającej  Raphaela,  pasji,  której  dawał  upust 

podrzucając dziewczynę  i zataczając  nią  kręgi.  Annis 

była bliska zawrotu głowy.

 

Raphael  opuścił  ją  wreszcie  na  ziemię,  stopami 

dotknęła  parkietu.  Zachwiała  się  i  oparła  o  niego, 

niezbyt przytomna. Pochylił się teraz nad nią i w dzikim 

porywie  przywarł  wargami  do  jej  ust.  Wydawało  się, 

że wyciska na nich rozżarzoną pieczęć. Puścił szybko 

dziewczynę. Półprzytomna Annis drżała na całym ciele.

 

Zaczęły  do  niej  docierać  śmiechy.  Zdała  sobie 

sprawę  z  tego,  że  pary  na  parkiecie  cały  czas  przy-

glądały  się  im.  Jedni  się  uśmiechali,  inni  nawet  bili 

brawo,  tak  jakby  sądzili,  że  ten  gorący  pocałunek, 

szalony  taniec,  a  także  sposób,  w jaki  Raphael unosił 

ją nad ziemią, były częścią widowiska przedstawianego 

ku uciesze publiczności. Annis była zbyt oszołomiona 

i zagniewana na Raphaela, by zważać na otoczenie i na 
to, co ludzie sobie o nich pomyślą. Miała dostatecznie 

dużo  własnych  zmartwień.  Musiała  myśleć  nie  o 

ludziach,  lecz  o  samej  sobie,  i  zastanowić  się,  co 

począć dalej.

 

Chwilę później umilkły ostatnie tony muzyki. Annis 

odsunęła się od Raphaela. Próbował ją przytrzymać,

 

background image

40

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

ale  wyrwała  się  spod  jego  wyciągniętej  ręki  i  szybko 

zbiegła z parkietu. Nie była w stanie od razu wrócić do 

stolika  i  stanąć  twarzą  w  twarz  z  przyjaciółmi.  Już 

niemal widziała oskarżające spojrzenie, jakim obdarzy 

ją  Loveday.  Opuściła  więc  pospiesznie  salę  i  poszła 

szukać toalety.

 

W toalecie na szczęście było pusto. Przed jednym z 

luster  usiadła  na  fotelu  wybitym  różowym  aksamitem. 

Zobaczyła zmienioną twarz i zagryzła wargi, z trudem 

powstrzymując się od łez. W każdej chwili mógł tutaj 

ktoś wejść, nie mogła więc się rozpłakać. Nie powinna 

zwrócić  na  siebie  niczyjej  uwagi.  Musiała  wyglądać 

normalnie,  by  nie  dać  nikomu  powodu  do  plotek  i 
komentarzy.

 

Swym zachowaniem Raphael doprowadził Annis do 

prawdziwej  rozpaczy.  Co  miała  z  tym  wszystkim 
począć?  Co  zrobić?  Jeśli,  jakby  nigdy  nic,  pojedzie 

dalej  autokarem,  nie  da się już  dłużej  ukryć  faktu,  że 

za  nią  jeździ  i  ją  prześladuje.  Loveday  stanie  się 

podejrzliwa  i  zazdrosna,  zacznie  sądzić,  że  Annis  z 

premedytacją  chce  go  jej  odebrać.  Jedynym  sposobem 

wyjaśnienia Loveday, dlaczego Raphael za nią jeździ, 

byłoby  opowiedzenie  przyjaciółce  całej  historii.  A  na 

to,  by  mówić  o  przeszłości,  Annis  zdobyć  się  nie 

mogła. Byłoby to zbyt bolesne.

 

Z  drugiej  strony,  jeśli  nic  nie  powie  o  tym,  co  ją 

łączyło  z  Raphaelem,  on  sam  wcześniej  czy  później 
zapewne  opowie  wszystko  Loveday  i  Carlowi,  którzy 

wówczas się dowiedzą, jak byli okłamywani. Zniszczy 

to przyjaźń całej trójki i dalsza praca Annis w agencji 

reklamowej stanie się niemożliwa. Znów będzie musiała 

gdzieś  się  przenosić,  zacząć  układać  sobie  życie  od 

nowa,  gdzie  indziej.  Sama  myśl  o  tym  bardzo  ją 

przygnębiła. Annis nie znosiła zmian. Przywyknięcie

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

47

 

zarówno do życia w Londynie, jak i do nowej pracy, 

zajęło jej wiele czasu.

 

Drzwi  do  toalety  nagle  się  otworzyły.  By  ukryć 

zmienioną  twarz,  Annis  spuściła  głowę  i  udawała,  że 

szuka czegoś w kosmetyczce. Po chwili się opanowała. 

Podniosła  głowę  i  machinalny  uśmiech  zastygł  jej na 

wargach na widok wchodzącej Loveday.

 

-  Nic  dziwnego,  że  tu  się  ukrywasz!  -  wybuchnęła 

Loveday.  -  Ale  dałaś  przedstawienie.  Co  za  popis! 

Taniec buźka przy buźce. Uwiesiłaś się na Raphaelu i 

otoczyłaś  go  jak  boa  dusiciel!  A  potem  ten  ognisty 

pocałunek! - Przerwała, oddychając głośno. Zrobiła się 
purpurowa, a orzechowe oczy Loveday aż pozieleniały 

ze złości. 

-  Bardzo  cię  przepra...  -  zaczęła  mówić  Annis,  ale 

Loveday  ostro jej  przerwała.  -  Tylko  mi  nie  mów,  że 

przepraszasz i że jest ci przykro! Jesteś fałszywa. Tak 

samo kłamałaś mówiąc, że ci na nim nie zależy. Jeśli 

się  zakochałaś,  to  trudno,  nic  na  to  chyba  nie 
poradzisz,  ale  przynajmniej  w  stosunku  do  mnie 

mogłabyś zachowywać się uczciwie. 

Pod wpływem pełnego pogardy spojrzenia przyjació-

łki twarz Annis jakby się skurczyła.

 

-  Loveday, nie mogę ci tego wyjaśnić, ale..., ale nie 

jest  tak,  jak  myślisz.  Nie  miej  do  mnie  żalu,  bardzo 

proszę!  Nie  chciałam  odbierać  ci  Raphaela.  Zupełnie 

nie wiem, co powiedzieć... 

-  Najlepiej prawdę - warknęła Loveday. 

Annis  zakryła  twarz  rękoma,  zaczęły  jej  drżeć 

ramiona  i  wybuchnęła  tłumionym  łkaniem.  Chciała 
wyrzucić  wreszcie  z  siebie  całą  prawdę,  zresztą 

zwierzenie  się  komukolwiek  przyniosłoby  jej  wielką 

ulgę, ale nadal nie była w stanie opowiedzieć wszyst-

 

background image

48

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

kiego. Nie zniosłaby dociekliwych pytań zadawanych 

przez  Loveday,  nie  mogłaby  patrzeć  prosto  w  oczy 

rozżalonej przyjaciółce.

 

Milczały  obie.  Loveday  podeszła  do  Annis,  wycią-

gnęła  rękę  i  ujmując  podbródek  podniosła  do  góry 

twarz  dziewczyny.  Annis  nie  spojrzała  na  nią.  Zacis-

nęła  mocno  powieki.  Czuła  jednak,  że  Loveday 

przygląda się jej uważnie, widzi zapuchnięte powieki i 

ślady  łez  na  policzkach.  Odsunęła  się,  drżącą  ręką 

przetarła  oczy  i  pociągnęła  nosem,  szukając  równo-

cześnie  chusteczki  w  torebce.  Loveday  wyciągnęła 

kawałek  różowej  bibuły  z  wiszącego  na  ścianie 
pojemnika.

 

-  Masz - odezwała się nieprzyjaźnie.

 

Annis wytarła zapuchnięte, czerwone oczy, a potem 

nos. W lustrze napotkała wzrok Loveday. Przyjaciółka 

się skrzywiła.

 

-  Przepraszam,  że  tak  na ciebie naskoczyłam.  Jeśli 

wpadł  ci  w  oko,  nic  na  to  nie  poradzisz.  No  cóż,  nie 
ruszywszy  nawet  palcem  ten  prawdziwy  mister  sek- 

sapilu  ściął  nas  obie  z  nóg!  -  Roześmiała  się  z  przy 

musem i usiadła na fotelu obok Annis. Zaczęła oglądać 

się w lustrze.

 

Zupełnie  bez  entuzjazmu  przesuwała  spojrzenie 

orzechowych oczu po rudych włosach, owalnej twarzy 

i całej postaci.

 

-  Nie mam u niego żadnych szans  - stwierdziła po 

chwili.  -  Nie  pociągam  go.  Od  samego  początku 

bardziej  interesuje  się  tobą.  Nie  sądź,  że  tego  nie 

zauważyłam! Jak myślisz, dlaczego ciągle sprawdzałam, 
jaki  jest  twój  stosunek  do  niego?  Dobrze  widziałam, 

że nie odrywa wzroku od ciebie.

 

Annis zrobiła się czerwona. Zwiesiła głowę. Loveday 

przyglądała się uważnie przyjaciółce.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

49

 

-  Nie  przejmuj  się,  nie  jestem  przecież  ani  głupia, 

ani ślepa. Ale za każdym razem mówiłaś, że Raphael 

cię  nie  interesuje.  Wierzyłam  ci.  I  dlatego  prosiłam, 

żebyś się starała trzymać od niego z daleka. Sądziłam, 

że...  A  zresztą  nieważne.  Co  się  stało,  to  się  nie 

odstanie.  Nie  ma  w  tym  przecież  twojej  winy,  że  tak 

obie wyglądamy. - Wskazała na lustro. 

-  Lepiej  zrób  coś  z  sobą,  nim  wrócimy  na  salę  - 

zaproponowała  nieco  łagodniejszym  tonem.  Annis 

przytakująco skinęła głową. 

Pod  wzrokiem  Loveday  opryskała  twarz  letnią 

wodą, aby zmniejszyć opuchnięcie, ostrożnie przemyła 

ją  i  osuszyła,  a  potem  nałożyła  trochę  jasnego 

podkładu. Przypudrowała się i umalowała.

 

-  Nie  on  jeden  jest  przecież  na  świecie.  -  Loveday 

powiedziała to tak, że Annis aż się roześmiała. 

-  Jest  jak  marynarz  w  porcie.  Dziś  tutaj,  a  jutro 

gdzie  indziej  -  dorzuciła  Annis.  -  Żadna  z  nas  już  go 
prawdopodobnie  nigdy  nie  zobaczy.  Zresztą  jutro 

wyjeżdżamy z Koryntu. 

-  Masz  rację  -  przytaknęła  Loveday.  -  Raphael  nie 

jest  wart  tego,  abyśmy  się  o  niego  sprzeczały. 

Przepraszam cię. 

-  Zapomnijmy  o  wszystkim.  -  Annis  uśmiechnęła 

się  do  niej  w  lustrze.  -  Jak  wyglądam?  Czy  już 
normalnie? 

-  Wyglądasz dobrze - odpowiedziała Loveday. 

Wróciły  razem   na  salę.   Raphael  siedział  przy

 

fortepianie, dyrektor hotelu stał obok, przerzucając plik 
nut.

 

-  Zapomniałam, że ma grać - powiedziała Loveday. 

- Prosił, byś ty mu przewracała nuty. 

-  Nie jestem wcale potrzebna, tylko żartował. Żadne 

nuty mu nie są potrzebne. Całe koncerty gra z pamięci. 

background image

50 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Loveday spojrzała na Annis z ukosa.

 

-  Skąd to wszystko wiesz? - zapytała.

 

Dziewczyna  się  zaczerwieniła.  Jeszcze  jedno  po-

tknięcie!  Wruszyła  ramionami.  Unikając  wzroku 

Loveday rzuciła mimochodem:

 

-  Widocznie gdzieś o tym czytałam. 

Przechodziły przez salę, kierując się do stolika.

 

Raphael zobaczył je i niecierpliwym gestem zaczął 

przywoływać do siebie Annis.

 

-  A  dopiero  co  mówiłaś,  że  cię  nie  potrzebuje 

- zaśmiała się sucho Loveday.

 

Dyrektor  hotelu  też  patrzył  w  stronę  Annis.  Zdała 

sobie  sprawę  z  tego,  że  prośby  Raphaela  zignorować 

nie może. Ociągając się podeszła do fortepianu.

 

-  Zagram  to.  -  Raphael  wyjął  nuty  z  rąk  dyrektora 

hotelu.

 

-  Mój ulubiony utwór - odrzekł dyrektor. 

Annis rzuciła okiem na nazwisko kompozytora

 

figurujące na okładce nut. Nic jej nie mówiło.

 

-  Świetny współczesny kompozytor grecki - widząc 

to odpowiedział Raphael.

 

Dyrektor hotelu uśmiechał się z zadowoleniem.

 

-  Czy znasz ten utwór? - zapytała niepewnie Annis. 

Wiedziała, że Raphael zagra wszystko, ale zazwyczaj 

wolał przedtem przestudiować nuty. 

-  Był napisany trzy lata temu do filmu, którym się 

zajmowałem. 

Dyrektor skłonił się przed Raphaelem i zapytał:

 

-  Czy  już  mogę  zapowiedzieć  publiczności  pański 

występ, maestro?

 

Było  widać,  że  Raphaela  bawi  ten  górnolotny 

zwrot. Skinął potakująco głową.

 

-  Tak, jestem gotowy.

 

Dyrektor hotelu podszedł do orkiestry, która właśnie

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ 

51

 

grała do tańca, i coś powiedział. Raphael spojrzał na 
Annis.

 

-  Czy dobrze się czujesz? - zapytał. 
-  Czemu pytasz? - Dziewczyna rzuciła mu krótkie, 

niepewne spojrzenie. 

-  Bo  marnie  wyglądasz.  -  Mówił  nadal  ostrym 

tonem,  ale  z  jego  oczu  przebijała  troska.  -  Dobrze 

wiesz,  że  upały  nie  są  dla  ciebie,  po  kiego  licha 

zwiedzasz  Grecję  w  lecie?  Powinnaś  tutaj  przyjechać 

wiosną. 

-  Ze  względu  na  agencję  tylko  o  tej  porze  roku 

mogliśmy wyjechać całą trójką. 

-  Czy jesteś sekretarką tego Wortha? 
-  Tak - odrzekła bezbarwnym głosem. 
-  A  więc  całe  dni  przesiadujesz  z  nim  w  firmie?  - 

warknął Raphael. 

-  Tak  -  odparła  Annis.  W  tym  momencie  orkiestra 

przestała grać. Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Dyrektor 

hotelu  sprawdził  mikrofon,  chrząknął  i  bardzo  po-

prawną angielszczyzną zaczął zapowiadać recital. 

Reszta gości opuściła parkiet. Raphael poprawił się 

na stołku, zginając długie, silne palce.

 

-  Gotowa?  -  zapytał  Annis  z  oczyma  utkwionymi 

już w pierwszej stronicy nut. 

-  Tak - odpowiedziała cicho. 

Kiedy  umilkły  powitalne  brawa,  Raphael  zaczął 

grać  łagodnie  brzmiący,  elegijny  utwór.  Annis  stała 

obok, słuchając muzyki i przewracając nuty. Nauczyła 

się  je  czytać  jeszcze  jako  dziecko,  biorąc  lekcje 

fortepianu. Nie była zbyt utalentowana. Naukę muzyki 

zarzuciła więc z tego względu już jako nastolatka, ale 

nadal pamiętała nuty i z przyjemnością grała sobie od 

czasu  do  czasu.  Prawdziwą  pasją  stały  się  natomiast 

wszelkie kontakty z muzyką. Porzuciła wprawdzie

 

background image

52 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

lekcje,  ale  nadal  była  aż  tak  zafascynowana  muzyką, 

że  pragnęła  pozostać  w  świecie  muzycznym.  I  tak 

poznała Raphaela.

 

Była  sekretarką  orkiestry  manchesterskiej,  gdy 

Raphael  zaczął  regularnie  dawać  gościnne  występy 

dyrygenckie.  Sam  koncertował  wówczas  za  granicą  i 

jako  wirtuoz  pianista  grał  z  innymi  orkiestrami. 

Komponował  też  muzykę  do  filmów.  Wszystkie  te 

zajęcia  nie  pozwalały  mu  wiązać  się  z  orkiestrą 

manchesterską na co dzień. Jej stałym dyrygentem był 

pan  w  podeszłym  wieku,  którego  męczyła  ciągła 

praca.  Aby  więc  dać  mu  chwile  wytchnienia,  an-

gażowano  od  czasu  do  czasu  innych  dyrygentów  na 

gościnne  występy.  Wśród  nich  najbardziej  popularny 

stał się Raphael.

 

Matka  Raphaela,  Angielka,  pochodziła  z  bardzo 

starej  manchesterskiej  rodziny,  która  -  odkąd  sięgnąć 

pamięcią - mieszkała w jednej z najbardziej szacownych 

dzielnic  miasta,  w  okazałym  wiktoriańskim  domu, 
otoczonym  pięknym,  starym  ogrodem.  Po  śmierci 

dziadka  Raphael  odziedziczył,  jako  jedyny  wnuk,  tę 

siedzibę  rodową  i  ilekroć  wracał  do  Manchesteru, 

tylekroć  w  niej  mieszkał.  Podzielił  dom  na  dwa 

mieszkania. Sobie zatrzymał piętro, a pozostałą część 

domu  oddał  siostrze  i  jej  rodzinie,  złożonej  z  męża  i 

dwojga  dzieci.  Annis  bardzo  się  bała  pierwszego 

spotkania z siostrą Raphaela, Carmel, ale od razu obie 

dziewczyny przypadły sobie ogromnie do serca.

 

Często spędzali razem rodzinne wieczory - kolacja, 

gra w karty, rozmowa, a potem Raphael grał dla nich 
na  fortepianie.  Carmel  jako  dziecko  uczono  gry  na 

flecie,  ale,  podobnie  jak  Annis,  zarzuciła  później 
uprawianie muzyki.

 

- Szybko się zorientowałam, że nigdy nie dorównam

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

53

 

Raphaelowi. - Carmel zwierzała się Annis. - A w żad-

nym razie nie chciałam być od niego gorsza! Dlatego 

przerzuciłam się na haftowanie.

 

Przez  chwilę  Annis  zastanawiała  się  nawet,  czy 

Carmel nie zazdrości bratu talentu i sławy, ale szybko 

tę myśl odrzuciła. Nigdy w stosunkach między Carmel 
a  Raphaelem  nie  wyczuła  ani  nuty  zazdrości,  ani 

jakiegokolwiek żalu. Kochali się bardzo. Carmel była 

młodsza  od  brata  o  dwanaście  lat.  Był  samotnym 

chłopcem  i  pojawienie  się  w  domu  małej  istotki 

zachwyciło  go.  Od  początku  był  siostrą  oczarowany. 
Poznawszy  lepiej  rodzeństwo  Annis  zorientowała  się, 

że Raphael otacza siostrę wręcz ojcowską opieką. Ich 

własny  ojciec  zmarł,  gdy  Carmel  miała  cztery  lata. 

Wtedy szesnastoletni Raphael został głową rodziny.

 

Carmel  wyszła  bardzo  wcześnie  za  mąż.  Barry  był 

sprzedawcą  samochodów.  Przystojny,  miał  wiele 

uroku,  ale  słaby  charakter.  Wydawał  pieniądze  bez 

umiaru,  tak  że  małżeństwo  nie  miało  ich  nigdy  zbyt 
wiele.

 

Burza  oklasków  oderwała  Annis  od  wspomnień. 

Spojrzała  na  Raphaela  w  chwili,  gdy  się  podnosił  i 

kłaniał  rozentuzjazmowanej  publiczności.  Na  chwilę 

Annis zapomniała, gdzie się znajduje.

 

Raphael spojrzał na nią z ukosa, podnosząc brwi.

 

-  Zamyśliłaś  się  nad  czymś?  -  zapytał  drwiącym 

tonem. 

-  Myślałam  właśnie  o  Carmel.  -  Dziewczyna 

odruchowo powiedziała prawdę. - Co dzieje się z twoją 

siostrą? Jak się czuje? 

Spojrzenie Raphaela zrobiło się wręcz lodowate.

 

-  Sądziłem, że już nigdy o nią nie zapytasz. 

Uderzyła ją gorycz w jego głosie. Miał rację, powinna

 

zapytać o Carmel i jej rodzinę od razu, przy pierwszej

 

background image

54

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

okazji,  ale  zawiodły  nerwy.  Sala  nadal  biła  brawo. 

Raphael skłonił się ponownie.

 

-  Carmel nie czuje się dobrze - odpowiedział kątem 

ust. 

-  Tak mi jest przy... - zaczęła Annis. 
-  Prosiłem  cię,  żebyś  tego  więcej  nie  mówiła!  To 

fałsz - syknął. Twarz dziewczyny pokryła się bladością. 

-  To prawda! Bardzo lubię Carmel. 
-  Tak  bardzo  ją  lubisz,  że  z  chwilą  gdy  ode  mnie 

odeszłaś, więcej się do niej nie odezwałaś! 

Po  tej  pełnej  jadu  uwadze  Annis  poczuła  łzy 

zbierające się pod powiekami.

 

-  Nie  mogłam!  Jest  przecież  twoją  siostrą  i  wiem, 

jak by się wówczas czuła. Ale nadal bardzo ją lubię.

 

Napotkała wzrokiem spojrzenie jego pociemniałych 

oczu.

 

-  Oczywiście  nadal  bardzo  lubiłaś  Carmel,  ale  nie 

odwiedziłaś jej, bo nie mogłaś znieść myśli, że możesz 

natknąć się na mnie. Czy o to chodziło?

 

Nic  nie  odpowiedziała.  Przy  publiczności  ciągle 

bijącej  brawo  Raphael  odwrócił  się  do  fortepianu  i 

zaczął  machinalnie  zbierać  rozrzucone  nuty.  Z  zaciś-

niętymi wargami powiedział:

 

-  Carmel nigdy się nie skarży. Już taka jest. 
-  Wiem  -  odrzekła  Annis  łagodnie,  obserwując 

Raphaela  z  ukosa.  Dostrzegła  ból  widoczny  na  jego 

twarzy. Patrzył tępo na jakieś kartki z nutami. 

-  Nadejdzie taki dzień, że tego już nie będę w stanie 

znieść.  Carmel jest  taka  krucha  i...  -  Urwał  na  widok 

podchodzącego dyrektora hotelu, który z promiennym 

uśmiechem wyciągał do niego rękę. 

-  To było cudowne! Zrobił nam pan wielką przyjem-

ność.  Dziękuję,  bardzo  dziękuję.  Nasi  goście  chętnie; 

by jeszcze pana posłuchali. Proszę się zgodzić i zagrać.? 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

55

 

Może coś niewielkiego? Wiem, że jest pan tutaj tylko 
na urlopie, lecz...

 

-  Zagram  innym  razem  -  odpowiedział  Raphael. 

-  Przykro  mi,  ale  dziś jestem  już  zmęczony.  -  Skłonił 

się  raz  jeszcze  publiczności,  która  ponownie  zaczęła 

bić  brawo.  Odwrócił  się  do  Annis,  ujął  ją  za  łokieć 
i wyprowadził z sali. Była ciepła, księżycowa noc

 

Annis szła posłusznie obok Raphaela, ale gdy tylko 

znaleźli się w parku hotelowym, odsunęła się od niego 

i stanęła bez ruchu, patrząc w księżycowe niebo.

 

-  Pójdę już do siebie, zrobiło się późno. 
-  Jeszcze nie teraz. Jest coś, co chcę wiedzieć. Czy 

rzuciłaś mnie ze względu na Carmel? 

-  Słucham? - zesztywniała. 
-  Wiesz  przecież,  o  czym  mówię.  Dlatego  nie 

chciałaś  wyjść  za  mnie?  Barry  mi  powiedział,  że  zna 

chyba  przyczynę.  Opuściłaś  mnie  dlatego,  że  nie 

chcesz  być  obarczona  chorą  szwagierką  i  opiekować 

się nią podczas mych częstych wyjazdów. 

Annis poczuła nagły przypływ wściekłości. Kto jak 

kto, ale właśnie Barry tak ją oskarżał? W bezsilności 

zacisnęła kurczowo dłonie.

 

-  I ty w to uwierzyłeś? Jak śmiałeś pomyśleć, że się 

odwrócę od chorej dziewczyny? Byłam zawsze szczęś-

liwa, gdy mogłam zrobić coś dla Carmel. Jej choroba 
nie ma absolutnie nic wspólnego z naszym rozstaniem. 

To było... - W porę się powstrzymała. Dwa lata temu 

przysięgła  sobie  nigdy,  ale  to  nigdy,  nie  wyjawić 
Raphaelowi  przyczyny  odejścia.  Postanowiła,  że  bez 

względu na to, jak będzie rozgoryczona, nigdy mu nie 

powie czegoś, czego mogłaby potem gorzko żałować. 

-  Mówiłam ci, dlaczego - odpowiedziała spokojnie. 

-1 nie chcę rozmawiać dłużej na ten temat. - Odwróciła 

background image

56

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

się, chcąc odejść w stronę hotelu, lecz Raphael złapał 

ją za ramiona i obrócił twarzą do siebie.

 

-  Ale ja  chcę  o  tym  mówić!  W  liście  napisałaś,  że 

kogoś  spotkałaś,  że  jest  inny  mężczyzna!  Gdzie  on 
jest? 

-  Puść  mnie,  proszę.  -  Drżała  na  całym  ciele.  - 

Pozwól mi już iść. 

-  Nie  teraz.  Nie  pozwolę  ci  odejść  dopóty,  dopóki 

nie  poznam  całej  prawdy.  Spójrz  na  mnie,  Annis. 

Spójrz  i  powiedz  mi  prosto  w  oczy,  że  jestem  ci 

obojętny. 

Uświadomiła  sobie,  że  nie  potrafi  skłamać  w  tę 

ciemną, upojną noc, z poświatą księżycową ukazującą 

wyraźne, piękne rysy twarzy Raphaela. Zrozumiała, że 

jeśli  nawet  zdobędzie  się  na  słowa  kłamstwa,  nie 

będzie w stanie ukryć prawdziwych uczuć przed jego 

wnikliwymi  oczyma.  Wiedziała,  że  ma  do  zrobienia 
tylko jedno: musi przed nim uciec.

 

Odwróciła  się  szybko  i  pobiegła  przez  mroczny 

park.  Gdzieniegdzie  promienie  światła  księżycowego 

odbijały  się  na  kamiennych  ścieżkach.  Czuła  grozę 

wiszącą w powietrzu. W parku panowała niesamowita 

wręcz cisza. Nie było słychać nawet cykad. Powietrze 

było nieruchome, liści na drzewach nie poruszał nawet 

najmniejszy  powiew  wiatru.  Było  parno.  Nagle 

chmura  przesłoniła  księżyc  i  zrobiło  się  bardzo 
ciemno.

 

Annis  wbiegła  szybko  do  hotelu.  Na  schodach 

zobaczyła, że Raphael ją dogania.

 

Dobiegła do drzwi pokoju, otworzyła je i wpadła do 

środka.  Zatrzasnęłaby  mu  drzwi  przed  nosem,  gdyby 

nie rzucił się w przód. Zdążył wpaść za nią do pokoju.

 

-  Idź sobie, proszę! Zostaw mnie! - krzyczała.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

57

 

Raphael miał nieprzejednany wyraz twarzy.

 

-  Czy tego rzeczywiście chcesz? 
-  Tak, bardziej niż kiedykolwiek - odparła z mocą, 

mimo że wypowiadane słowa raniły ją samą. 

W  pewnym  sensie  mówiła  mu  prawdę.  Od  chwili 

nieoczekiwanego spotkania w Grecji zastanawiała się 

poważnie,  czy  ich  związku  nie  da  się  odnowić  mimo 
tego,  co  się  stało.  Ale  po  rozmowie  z  Raphaelem 

dzisiejszego wieczoru, po tym, co usłyszała, pojednanie 

wydawało się bardziej nierealne niż przed spotkaniem. 

Nie było sposobu, aby mogła wrócić do Raphaela.

 

-  Nie wierzę ci - powiedział zachrypniętym głosem, 

podchodząc do niej.

 

Annis  walczyła  jak  dzika  kotka,  ale  był  silniejszy. 

Przyciągnął  ją  do  siebie  bardzo  blisko  i,  w  gniewie, 

spieczonymi  wargami  wycisnął  na  jej  ustach  gorący 

pocałunek.  Wyrwała  się,  odchylając  głowę.  Opór 

jeszcze  bardziej  spotęgował  gwałtowność  Raphaela. 

Trzymając mocno Annis, całował ją coraz gwałtowniej.

 

W  tej  chwili  dziewczyna  poczuła,  jak  wszystko 

zaczyna wokół nich drgać i falować. Podłoga zadrżała 

pod jej stopami. Annis zamknęła oczy.

 

-  Co się tutaj, do diabła, dzieje? - zapytał. 
Annis spoglądała na niego osłupiała, nic, ale to

 

absolutnie nic nie pojmując.

 

I  w  tym  właśnie  momencie  świat  zupełnie  oszalał. 

Nastąpił  potężny  wstrząs,  potem  huk.  Cały  pokój 

zakołysał  się  i  zawirował.  Raphael  zdążył  jeszcze 

mocno objąć Annis, zanim ziemia usunęła im się spod 
nóg.

 

Oboje runęli w dół.

 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

 

Annis ocknęła się w ciemnościach, cała zesztywniała. 

Miała  wrażenie,  że  całą  noc  przespała  w  skurczonej 

pozycji. Sądziła najpierw, że jest w domu w Croydon. 

Było bardzo zimno, zadrżała. Widocznie koce zsunęły 

się z łóżka. Trzeba je podnieść i się przykryć. W tym 

momencie  poczuła,  że  nie  może  się  poruszyć.  Chyba 

jestem jeszcze niezbyt przytomna, pomyślała, szeroko 

ziewając. Podniosę koce, jak tylko dojdę do siebie.

 

Było niesamowicie ciemno. Nic nie mogła dojrzeć. 

Czuła się tak, jakby oślepła. Mimo że musiała to być 

głęboka noc, słyszała jakieś głosy, stłumione i odległe. 

Nie  mogła  rozróżnić  słów.  Gdzieś  w  oddali  ludzie 
krzyczeli.

 

Annis  natężyła  słuch.  Nie,  to  nie  były  krzyki,  lecz 

jęki i nawoływania. A może wszystko jest wytworem 

jej wyobraźni? - pomyślała.

 

Nie  miała  pojęcia,  dlaczego  czuje  się  tak  dziwnie. 

Czy jest chora? Czy może... Pamięcią wróciła nagle do 

innej,  bezksiężycowej  nocy,  kiedy  była  w  pułapce, 

przerażona. Serce zaczęło mocno kołatać. Tamtej nocy 

było  jej  strasznie  zimno,  trzęsła  się  jak  liść  i  nie 

wiedziała,  co  się  wokół  dzieje.  Dziś  już  znała  te 

objawy szoku. Przeżyła go kiedyś. Czyżby jeszcze raz 

miał się powtórzyć? Nie wiedziała, czy dzieje się coś 

na  jawie,  czy  przeżywa  koszmarny  sen.  Do  takich 

snów  zdążyła  się  już  przyzwyczaić,  do  koszmarów 

powracających  co  noc.  Przebudziłam  się,  czy  jeszcze 

śpię?  -  zastanawiała  się.  Jeśli  wszystko  dzieje  się  na 

jawie, to skąd te niespokojne nawoływania i jęki? Kto

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

59

 

woła?  Ludzie  na  ulicy?  Pewnie  pijani,  pomyślała. 

Krzyczą w jakimś obcym języku. Próbowała zrozumieć. 

Nagle wyłowiła pojedyncze greckie słowo. Grecy!

 

I nagle wszystko stało się jasne. Przypomniała sobie 

wydarzenia  ostatniej  nocy.  Trzęsienie  ziemi. 
Spadanie.

 

Podświadomie zajęczała w szoku i z bólu.  - A Ra-

phael? - Spadał wraz z nią, ale gdzie był teraz? Stracił 

przytomność? Czy jest jeszcze żywy?

 

Łzy  nabiegły  Annis  do  oczu  i  stoczyły  się  po 

policzkach. Musi znaleźć Raphaela! Musi się sama stąd 

wydostać, przywołać pomoc i odszukać go. Próbowała 

się  poruszyć,  jęknęła  z  bólu,  traciła  przytomność. 

Resztkami  sił  zapanowała  nad  sobą.  Nie,  nie  była  w 

stanie nic zrobić. Ból był przeszywający. Zrozumiała, że 

jest  ranna,  nie  pamiętała  jednak,  kiedy  i  jak  to  się 

stało.  Z  przerażeniem  poczuła,  że  jest  przyciśnięta 

czymś ciężkim, co leży w poprzek brzucha.

 

Próbowała  wyciągnąć  przed  siebie  drżącą  rękę  i 

poczuła,  jak  drzazga  wbija  się  jej  w  palec.  Drewno! 

Sprawdzała  po  omacku  dalej  -  drewniana  belka! 

Znajdowała się w pułapce, przygnieciona belką z sufitu 

lub podłogi. Może uda mi się jakoś wysunąć, pomyś-

lała. Po kilku ostrożnych ruchach znów jęknęła z bólu. 

To noga, nie mogła nią poruszyć.

 

Pomoc.  Była  potrzebna  pomoc.  Musiała  zacząć 

wołać,  dać  znać  innym^  że  jest  tutaj,  pod  gruzami. 

Nabrała głęboko powietrza i zaczęła wzywać pomocy.

 

Po  paru  chwilach  przestała  i  zamilkła.  Nie  mogła 

oddychać i nie mogła dłużej wołać. Leżała tak z falującą 

piersią,  kaszląc i się  dusząc.  Powietrze  było  gęste od 

kurzu i gryzącego dymu.

 

Ogarnęła  ją  panika.  Uprzytomniła  sobie,  że  jest 

żywcem  pogrzebana,  leży  pod  rumowiskiem  hotelu  i 

brak  jej  tlenu.  Spadająca  belka  przygniotła  ją,  ale 

jednocześnie ocaliła życie, ponieważ osłoniła przed

 

background image

60 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

zwałami lecącego z góry  gruzu, który w przeciwnym 

razie  zmiażdżyłby  ją.  Ale  co  się  stanie,  gdy  resztka 

tlenu się wyczerpie?

 

Annis  znów  zaczęła  oddychać  szybko,  przerażona, 

że za chwilę może zacząć się dusić, i nagle zdała sobie 

sprawę  z  tego,  że  działa  powodowana  strachem. 

Spróbowała  się  opanować.  Tylko  spokój  może  mnie 

uratować, pomyślała. Żeby przeżyć, musiała zachować 

przytomność  umysłu.  Przez  chwilę  leżała  spokojnie, 

aż bicie serca się uspokoiło.

 

Postanowiła teraz sprawdzić, co jej właściwie jest.

 

Na  rękach  miała  zdartą  skórę,  były  pokaleczone. 

Czuła także wilgoć spływającą z czoła wzdłuż twarzy. 

W kącikach ust poczuła słony smak. Krew.

 

Lewą  nogą  mogła  poruszać  swobodnie,  za  każdym 

razem  jednak,  kiedy  próbowała  przesunąć  prawą, 

okazywało się to niemożliwe. Czy noga była złamana? 

Każdy, najmniejszy nawet ruch powodował nieznośne 

cierpienie.  Wyglądało  na  to,  że  ma  także  połamane 

żebra, ponieważ każdy oddech wywoływał ostry ból w 

piersiach.  Po  tej  diagnozie  pomyślała:  mogło  być 
gorzej.

 

I  nagle  uprzytomniła  sobie,  że  może  być  jeszcze 

gorzej. Wyobraźnia dziewczyny zaczęła pracować jak 

szalona.  A  co  się  stanie,  jeśli  budynek  zawali  się 

zupełnie?  Odpowiedź  nasuwała  się  sama:  zostanie 

zgnieciona i spotka ją niechybnie śmierć.

 

Wciągając  powietrze  do  płuc,  Annis  zaczęła  się 

znów  dławić.  Całą  siłą  woli  uspokoiła  się  i  zaczęła 
oddychać spokojniej.

 

Nie, o śmierci myśleć nie może.

 

Nagle  usłyszała  w  pobliżu  jakiś  dziwny  odgłos. 

Wytężyła  słuch.  Powtórzył  się,  bardzo  cicho.  Chyba 

ktoś  niedaleko  głośno  wciąga  do  płuc  powietrze  - 

pomyślała.  Serce  zabiło  jej  żywiej.  Nie  jest  sama. 

Jakiś człowiek jest w pobliżu. Oddycha!

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ 

61

 

-  Czy jest tutaj ktoś? - wyszeptała. 

Przełknęła ślinę i próbowała mówić znowu, tym

 

razem głośniej.

 

-  Halo, kto tutaj jest?

 

Nie było odpowiedzi. Odwróciła głowę w stronę, z 

której  dochodziły  odgłosy.  Przy  każdym  ruchu  czuła 

osypujący  się  gruz.  Na  moment  znieruchomiała, 

próbując  przebić  wzrokiem  panujące  ciemności.  W 

pierwszej  chwili  nie  widziała  nic.  Gdy  oczy  się 

przyzwyczaiły, dojrzała nieopodal jakby ludzki kształt, 

leżące ciało.

 

-  Halo, halo! Kto tutaj jest? - zawołała głośniej. 

Głucha cisza panowała nadal. Na myśl, że obok

 

leży  ktoś  ciężko  ranny,  nieprzytomny  lub  nawet 

umierający, zaczęła trząść się z przerażenia. Opanowała 

nerwy. Wyciągnęła rękę. W panującym mroku trudno 

było ocenić odległość między nią a leżącą nieruchomo 

postacią.  Po  chwili,  która  wydała  się  jej  bardzo, 

bardzo długa, dotknęła czegoś czubkami wyciągniętych 
palców. To skóra - pomyślała. Skóra zimna i mokra od 
potu.

 

Annis delikatnie przesunęła palce wzdłuż nierucho-

mego ciała. Wyczuła kształt policzka, oczodoły, usta, 

a wreszcie nozdrza, z których wydobywało się ciepłe 
powietrze.

 

Zaczęła  spazmatycznie  płakać.  Poznałaby  tę  twarz 

zawsze  i  wszędzie.  Znała ją  tak  dokładnie, jak  swoją 

własną. Dotknęła palcami ust leżącego i łkając zaczęła 

wymawiać jego imię.

 

-  Raphaelu...  najdroższy...  kochany..  Nie  umieraj, 

proszę.  Nie  umieraj,  nie  przeżyję  tego.  Czy  mnie 

słyszysz? Raphaelu, to ja...

 

Pod jej palcami usta leżącego zaczęły się nieznacz-

nie  poruszać.  Nagle,  z  bijącym  sercem,  zdała  sobie 

sprawę  z  tego,  że  Raphael  lekko  muska  wargami  jej 
palce.

 

background image

62

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Dzięki ci, Boże! - wyszeptała.

 

Po chwili poczuła, że Raphael unosi nieco głowę j 

obraca w jej stronę, tak jakby teraz on chciał przebić 

wzrokiem panujące ciemności.

 

-  Annis?

 

Jego  głos  był  bardzo  słaby.  Przeraziła  się.  Czy 

Raphael byl poważnie ranny?

 

-  Boli cię coś? - zapytał.

 

Powiedziała  mu  o  swej  diagnozie.  Kończąc,  z  po-

nurym humorem dodała:

 

-  Miałam szczęście. 
-  Szczęście?  -  powtórzył.  Próbował  się  chyba 

roześmiać i zaczął bardzo kasłać. 

-  Mogło być gorzej. 
-  Rzeczywiście? - wyszeptał słabym głosem. 
-  A  co  z  tobą?  -  zapytała  Annis.  -  Nadal  jesteś  w. 

jednym.  kawałku?.  -  Próbowała  żartować,  ale 

panicznie bała się odpowiedzi Raphaela. 

-  Jeszcze nie wiem. 

Annis  zorientowała  się,  że  Raphael  mówi  z  trud-

nością.

 

-  Chyba... - Odetchnął boleśnie i dokończył: - lepiej 

wiedzieć najgorsze.

 

Leżała przysłuchując się w ciemności jego ostrożnym 

ruchom.  Sprawdzał,  gdzie  jest  ranny.  Jej  nerwy  były 

napięte do ostatnich granic. Czy jest w ciężkim stanie? 

A  może  nawet  umiera?  Ach,  gdyby  tylko  mogła  się 

dostać  do  niego,  zająć  się  nim!  Czekanie  stało  się 

prawdziwą torturą.

 

-  No  więc...  -  Usłyszała  niepewny  głos  Raphaela. 

Chyba mam połamane nogi. Obie.

 

Annis  zagryzła  wargi,  żeby  się  nie  rozpłakać. 

Usłyszała  chrapliwy  oddech  Raphaela.  Po  chwili,  z 

wysiłkiem, powiedział:

 

-  Coś jest nie w porządku z ramieniem. W piersiach 

boli jak diabli, musiałem złamać sobie żebra. Mam

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

63

 

zakrwawioną twarz. I chyba cały jestem poharatany, od 

stóp do głów. A poza tym wszystko jest w porządku. 

Odetchnęła z ulgą. Bała się, że będzie gorzej.

 

-  A  jakie  masz  dla  mnie  d o b r e   wiadomości?  - 

zażartowała. Usłyszała słaby śmiech Raphaela. 

-  Że nadal żyję - odpowiedział. 

W  tej  chwili  poczuła  się  dziwnie.  Zamknęła  oczy, 

zrobiło  jej  się  słabo.  Po  jakimś  czasie  usłyszała 

natarczywy głos Raphaela. Powtarzał jej imię.

 

-  Wszystko w porządku - odezwała się z wysiłkiem. 

Teraz on odetchnął z ulgą. 

-  Czy zemdlałaś? 
-  Zrobiło mi się słabo, ale już przeszło. 

Oboje zamilkli. Z oddali słyszeli teraz ludzkie głosy, 

a  także  inne  dźwięki  -  stukot  i  warkot  maszyn, 

odgłosy uderzeń w mur.

 

-  Zaczęli odkopywać - stwierdził Raphael. 

Nagle Annis zawołała:

 

-  Zupełnie  zapomniałam  o  Loveday  i  Carlu!  Gdy 

nastąpiło trzęsienie, byli w sali, na dole. Hotel runął na 

nich całym ciężarem! 

-  Uspokój  się  -  powiedział  ostro  Raphael.  -  Prze-

stań  wyobrażać  sobie  najgorsze.  Sądzę,  że  nic  im  się 

nie  stało.  Przebywali  na  dole,  ale  pamiętaj,  że  byli  z 

nimi  miejscowi  Grecy,  którzy  już  jakieś  trzęsienie 

ziemi chyba przeżyli. Na pewno wcześniej się zorien-

towali,  co  się  dzieje,  i  w  porę  ostrzegli  angielskich 

turystów.  To  tylko  my  byliśmy  w  tym  czasie  zbyt 

zajęci,  żeby  zwrócić  uwagę  na  taki  drobiazg,  jak 

trzęsienie ziemi... 

Zaczął  się  śmiać,  a  Annis  była  szczęśliwa,  że  w 

ciemności  Raphael  nie  może  dostrzec  poruszenia  na 

jej  twarzy.  Śmiech  urwał  się  nagle,  a  z  gardła 

Raphaela wydobył się jęk.

 

-  Co to było? - spytała zaniepokojona.

 

background image

64

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Nic  -  odpowiedział  przytłumionym  głosem,  z 

którego przebijał ból. 

-  Czy jest ci zimno? - Szczękała zębami. - Potwornie 

marznę,  czy  to  nie  dziwne?  Dzisiaj  był  taki  upał...  A 

teraz  ogromnie  się  ochłodziło.  Och,  gdybyśmy  mogli 

się poruszać! 

-  Nie  możemy  -  stwierdził  Raphael  zmęczonym 

głosem. - Spowodowalibyśmy lawinę gruzu. 

Annis trzęsła się nadal.

 

-  Jak myślisz, ile im czasu zajmie... 
-  Dotrą  do  nas  najwcześniej,  jak  to  tylko  będzie 

możliwe  -  powiedział  łagodnie,  uspokajająco.  Jego 

głos powoli zanikał w oddali. 

Dziwne  -  pomyślała,  przecież  nie  głuchnę.  Może 

zasypiam?

 

Gdzieś nad nimi coś trzasnęło. Jakieś odgłosy nagle 

ją oprzytomniły. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę z 

tego, że leżała zemdlona.

 

-  Raphaelu! - krzyknęła z przerażeniem. 
-  Tu jestem, kochanie! 

Głos  Raphaela  był  teraz  bardziej  wyraźny,  moc-

niejszy. Odwróciła ku niemu głowę i nagle dostrzegła 

wyraźnie blady kształt jaśniejący w ciemnościach.

 

-  Widzę cię! - zawołała i zobaczyła, że jego wargi 

się poruszają. Raphael się uśmiechał. 

-  Ja też cię widzę. 
-  Muszę wyglądać okropnie. 

Zaśmiał  się,  a  właściwie  był  to  szczególny  rodzaj 

charkotu, przypominający śmiech.

 

-  Prawdziwa  kobieta! Tak jakby  twój  wygląd  miał 

jakieś  znaczenie.  -  Oddychał  głośno,  nierówno.  - 

Używają lamp łukowych - dodał. 

-  A  może  to  światło  dzienne?  Jak  długo  tutaj 

jesteśmy? - zapytała. 

-  Nie wiem. 

Annis leżała, patrząc, jak światło przesuwa się

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

65

 

w  dół,  w  ich  stronę.  Tak,  to  nie  świt,  lecz  sztuczne 

światło, pomyślała.

 

-  Masz rację. Pracują przy lampach łukowych. 

Raphael nie odpowiadał. Oddech miał bardzo słaby.

 

Przeraziła się.

 

-  Nie umieraj!

 

Nie było odpowiedzi. Stracił przytomność lub zasnął. 

Leżała nadal bez ruchu, wsłuchując się w jego oddech. 

Słabo,  ale  oddychał.  Słuchała  tak  intensywnie,  jakby 

to  mogło  podtrzymać  jego  życie.  Co  chwilę  sama 

zapadała w półsen.

 

Odgłosy nad ich głowami były coraz wyraźniejsze i 

bliższe.  Uderzenia  mechaniczne  ustały  i  ktoś  zaczął 

wołać po grecku, a następnie po angielsku.

 

-  Halo, jesteśmy tutaj! Halo! - odkrzyknęła Annis. 

Usłyszała jakiś głos.

 

-  Jak  się  macie?  -  Ktoś  pytał,  co  im  jest.  -  Lekarz 

zejdzie do was niedługo, da zastrzyki przeciwbólowe. 
- Głos zamilkł i znów zapanowała cisza.

 

Kilka  minut  później  Raphael  się  ocknął.  Nie 

pamiętał o swych kontuzjach. Próbując nieco zmienić 

pozycję ciała, jęknął z bólu.

 

-  Mieliśmy  gościa  -  powiedziała  Annis.  -  I  za 

chwilę zjawi się jeszcze jeden, lekarz z zastrzykami. 

-  Nigdy w życiu nie czekałem z taką niecierpliwością 

na  żaden  zastrzyk  -  mruknął  Raphael.  -  Nie  znoszę 
tego,  ale...  -  Urwał  nagle  i  Annis  dotknęła  jego 
policzka. 

-  Wiem. Ból bardzo męczy, prawda? - uśmiechnęła 

się do Raphaela i w tej właśnie chwili oboje usłyszeli 

odgłosy  kopania  wprost  nad  głowami.  Spadł  płat 

tynku, tworząc w świetle lamp kremowy obłok pyłu, a 

po chwili tuż obok nich rozbił się kawał gruzu. Annis 

się przeraziła. 

-  Ostrożniej! - zawołała. Zapadła cisza, jakiś głos ją 

uspokajał. Kopanie znów się rozpoczęło. Na dół 

background image

66

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

docierało coraz więcej światła. Annis i Raphael widzieli 

teraz  wyraźnie  nie  tylko  siebie,  lecz  także  fragmenty 

przesuwających się w górze niebieskich ubrań ratow-

ników. Spadło jeszcze trochę gruzu. Annis krzyknęła, 

gdyż coś ją uderzyło.

 

Raphael ze złością zawołał:

 

-  Do diabła, uważajcie! Czy chcecie ją zabić? 

Nad leżącymi widniał okrągły otwór. Ukazała się

 

w  nim  czyjaś  głowa.  Poznali,  że  to  Grek.  Miał 

oliwkową  skórę,  czarne  włosy  i  ciemne  oczy.  Mówił 

słabo po angielsku.

 

-  Nie  możemy  was  jeszcze  stąd  wyciągnąć,  to 

niebezpieczne.  Za  dużo...  Czy  mnie  rozumiecie? 

Opuszczą  mnie  zaraz  w  dół  i  dam  wam  zastrzyki 

przeciwbólowe. Nie denerwujcie się, to już długo nie 
potrwa.

 

Twarz  lekarza  zniknęła  w  górze.  Po  chwili  Annis 

zobaczyła, jak w białym kitlu i z kaskiem opuszcza się 

powoli w dół, przywiązany w pasie liną. Ukląkł obok 

dziewczyny,  bez  słowa  zbadał  ją,  a  następnie  włożył 

jej kask na głowę.

 

-  Ochroni panią w razie gdyby jeszcze spadał gruz 

-  powiedział.  Wskazując  na  leżącą  w  poprzek  belkę, 
zapytał: - Czy mocno przygniata? 

-  Nie,  właściwie  wcale,  i  na  szczęście  zatrzymuje 

większość osuwającego się gruzu. Ale gdyby dało się 

ją podnieść, mogłabym się wysunąć. 

-  To  niemożliwe  -  odrzekł  z  przepraszającym 

uśmiechem.  -  Jeszcze  nie  teraz.  Wkrótce  ratownicy 
będą  mogli  użyć  maszyn  i  wtedy  belkę  się  podniesie. 

Dam pani teraz zastrzyk, nie będzie bolało. - Z małego 

plastykowego  sterylizatora  wyjął  strzykawkę  i  zrobił 

zastrzyk,  dezynfekując  uprzednio  ramię.  Założył 

opatrunek  i  zanim  zajął  się  Raphaelem,  przykrył  ją 

kocem, na którym położył cienką folię termiczną. 

Od samego początku Annis wiedziała, że Raphael

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ 

67

 

jest  w  znacznie  gorszym  stanie  niż  ona  sama.  Ton 

głosu  lekarza  się  zmienił, dziewczynę  ogarnął  strach. 

Na ile groźne są rany Raphaela?

 

Ze  ściśniętym  sercem  słuchała  w  napięciu  pytań, 

które  zadawał  lekarz,  i  krótkich,  urywanych  od-
powiedzi Raphaela.

 

-  Czy może pan wreszcie zrobić mi ten zastrzyk?

 

-  spytał  ostro  Raphael.  Musi  bardzo  cierpieć,  pomyś 

lała.

 

Bez słowa lekarz dał zastrzyk, pocieszył, że wszystko 

będzie w porządku i że nie ma czym się przejmować.

 

Annis zaczęła ogarniać fala spokoju. Było jej ciepło, 

środek  przeciwbólowy  zaczynał  działać.  Wszystko 

będzie dobrze, nie ma czym się martwić, pomyślała.

 

Lekarz owinął Raphaela kocem i folią.

 

-  Jak pan się teraz czuje? - zapytał. 
-  Dziękuję za pomoc i przepraszam, że tak wybuch-

nąłem - odrzekł Raphael. 

-  Rozumiem, wiem, że musi pana bardzo boleć. 

-  Lekarz zamykał torbę. - Już jest wam obojgu lepiej, 

prawda?  To  dobrze.  Proszę  spokojnie  leżeć,  zanim 
was  stąd  nie  wydobędziemy.  Muszę  już  iść,  inni 

pacjenci  czekają.  -  Pociągnął  lekko  linę,  w  otworze 

ukazała  się  jakaś  twarz.  Lekarz  powiedział  coś  po 
grecku.

 

Annis szybko zapytała:

 

-  Doktorze, zanim pan stąd wyjdzie... W hotelu byli 

także moi przyjaciele, Worthowie, Loveday i Carl. Czy 

pan wie, co się z nimi stało? 

-  Przykro mi, ale niestety nie wiem - odpowiedział 

lekarz. -  Zajmuję się tylko rannymi. Wiem jednak, że 

większość Anglików zdążyła w porę opuścić hotel. O 

ile  się  orientuję,  wiele  osób  było  blisko  wyjścia,  gdy 

zaczęło się trzęsienie. Zaledwie kilka zostało przywa-

lonych. Nie mieliście państwo szczęścia! 

Annis wydawało się, że dziwnie na nią spoglądał.

 

background image

68

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Uprzytomniła sobie, że lekarz się zastanawia, co oboje 
robili na górze, w jej sypialni, gdy nastąpił wstrząs. W 

tym  momencie  dotarło  do  niej,  że  nie  tylko  lekarz 

zdaje  sobie  z  tego  sprawę.  Prędzej  czy  później 

wszyscy  się  dowiedzą,  że  była  z  Raphaelem!  Zaczną 

się  spekulacje  na  ten  temat.  A  co  sobie  pomyśli 

Loveday?  Z  niepokojem  myślała  o  czekającym  ją 

spotkaniu z przyjaciółką.

 

Lekarz  mocował  linę  do  pasa.  Uśmiechnął  się  na 

pożegnanie.

 

-  Niedługo będzie po wszystkim. Wkrótce was stąd 

wyciągniemy. 

-  Dziękuję, doktorze. 
-  Jesteś już szczęśliwa? - warknął Raphael. 

Zdziwiona spojrzała na niego, zaskoczona ostrością

 

głosu.

 

-  Czuję  się  znacznie  lepiej.  Zastanawiam  się,  co 

nam  zaaplikował.  Morfinę?  Czy  po  niej  człowiek 

czuje się lekki i zrelaksowany? 

-  Nie  mam  pojęcia.  Najważniejsze,  że  lek  działa. 

Ale  miałem  na  myśli  nie  to,  lecz  Wortha.  Cały  czas 

zżera cię przecież niepokój o tego faceta. 

Nie  bardzo  wiedziała,  o  co  chodzi  Raphaelowi. 

Zdziwił ją drwiący ton.

 

-  Carl to przecież przyjaciel... 
-  Przyjaciel? - Głos Raphaela był lodowaty. 
-  Tak,  jest  mym  przyjacielem.  I  jego  siostra  też. 

Odkąd pracuję w agencji, są bardzo dobrzy dla mnie i 

się przyjaźnimy. 

Raphael odchrząknął i zapytał:

 

-  Kiedy to się zaczęło?

 

Wstępuje znów na niebezpieczny grunt, westchnęła 

Annis.

 

-  Czy  możemy  więcej  nie  mówić  o  przeszłości? 

-  wyszeptała  i  nawet  ta  jej  uwaga  była  błędem,  gdyż 
Raphael znów ostro zaatakował.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

69

 

-  Dlaczego  tak  bardzo  nie  chcesz  mówić  o  prze-

szłości? Co tak cię niepokoi? Czy ta przeszłość, która 

należała do mnie, czy późniejsza? 

-  Nie  teraz,  proszę!  -  Po  lekarstwie  czuła  się 

raźniej,  lekko  oszołomiona  jak  po  paru  kieliszkach 

wina, ale na Raphaela lek tak, niestety, nie podziałał. 

Nadal węszył jak myśliwski pies, tropiący zwierzynę 

na obcym sobie terenie.

 

-  A  dlaczego  nie?  -  agresywnie  zapytał.  -  Mamy 

teraz  dużo  czasu.  Oczywiście  wolałbym  robić  z  tobą 

zupełnie  coś  innego,  ale  żadne  z  nas  nie  może  się 

nawet poruszyć, więc jest to wykluczone...

 

Poczerwieniała,  wiedząc,  co  Raphael  ma  na  myśli. 

Kątem oka nieprzyjaźnie ją obserwował.

 

-  Może  zagramy  w  słówka?  -  zakpił.  -  Lubisz 

przecież tę grę. Jesteś w niej dobra. Dlatego nie mogę 

zupełnie  zrozumieć,  czemu  wtedy,  zanim  uciekłaś, 

napisałaś  list,  a  nie  powiedziałaś  mi  prosto  w  twarz, 

co myślisz.

 

Znów  próbował  ją  zdenerwować.  Ale  Annis  była 

zdecydowana.  Nie,  nie  pozwoli  mu  otworzyć  zabliź-

nionej rany. Brak jej było sił. Nie odczuwała wprawdzie 

teraz  skutków  kontuzji  spowodowanych  trzęsieniem, 

ale tkwił w niej nadal stary ból i żaden środek nie był 

w stanie go uśmierzyć. Czuła się fatalnie. Była bardzo 

zmęczona.  Wiedziała,  że  nie  znajdzie  siły  na  dalszą 

walkę z Raphaelem na słowa. Był silniejszy, okrutny, 

za każdym razem trafiał ją celnie.

 

Spróbowała zmienić temat.

 

-  Chciałabym  usłyszeć  coś  więcej  o  ostatnim 

tournee. Chyba było przyjemne? Co sądzisz o Turcji? 

Byłeś  w  Stambule?  Piękne  są  tam  meczety,  prawda? 

Zawsze  marzyłam  o  tym,  żeby  zobaczyć  Błękitny 

Meczet.  Na  zdjęciach,  które  widziałam,  jego  wnętrze 

wyglądało  bajecznie.  Lataliście  samolotami,  prawda? 

Wymarzyłam sobie podróż statkiem przez Bosfor.

 

background image

>0

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Chciałabym wówczas ujrzeć zachodzące słońce i ciemne 
sylwetki  strzelistych  minaretów  w  Stambule  na  tle 

Wonącego nieba.

 

Raphael wykrzywił się w cierpkim uśmiechu.

 

-  Pozostałaś nadal marzycielką? 
-  Tak - odpowiedziała. Jego 

oczy nagle złagodniały. 
-  Płynąłem  przez  Bosfor  i  widziałem  Stambuł  na 

tle zachodzącego słońca. To było cudowne.

 

Uśmiechnęła się.

 

-  Gdzie jeszcze wiodła trasa tournee? 
-  Byliśmy w Paryżu - wyszeptał, a jej serce mocniej 

zaabiło. 

Czekał,  aż  dziewczyna  coś  powie.  Ponieważ  nie 

mogła wydobyć z siebie głosu, ciągnął dalej:

 

-  Ale tylko dwadzieścia cztery godziny, bardzo 

Krótko. Ledwie widziałem miasto. Zatrzymaliśmy się 

w tym samym hotelu, co kiedyś. Pamiętasz?

 

Westchnęła.

 

-  Spędziliśmy  wtedy  cudowny  tydzień.  Czy  przy-

pominasz  sobie  koncert  w  lewobrzeżnym  Paryżu,  jak 

spacerowaliśmy całą noc, jedliśmy na mieście kolację, 

a  potem  rozmawialiśmy  z  grupą  studentów?  Przecho-

dziliśmy  przez  mosty,  oglądając  Sekwanę.  Czy  pa-

miętasz śniadanie w małym bistrze na tyłach Boulevard 
Saint  Michel?  Od  ulicznej  sprzedawczyni  kupiłen 
czerwone  róże,  jedną  włożyłem  ci  we  włosy.  Przypo-
minasz to sobie? 

-  Musiałam  wyglądać  bardzo  głupio,  chodząc  w 

biały dzień po Paryżu z różą za uchem. - Uśmiechnęła 

się. 

-  Czy  chcesz  wiedzieć,  jak  wyglądałaś?  -  zapytał 

takim głosem, że aż zaczęła głośniej oddychać. 

Raphael obrzucił ją drwiącym spojrzeniem.

 

-  Co się stało? Oddychasz tak, jak byś odbyła bieg 

maratoński.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

71

 

-  Przestań. - Odwróciła głowę, żeby ukryć spłonioną 

twarz. 

-  Na  razie  nic  na  to  nie  mogę  zaradzić,  jestem 

unieruchomiony.  Odłóż  podniecenie  na  później,  a 

udowodnię, czego ci brakuje. 

Nie odpowiedziała. Postanowiła udawać, że śpi. 

Zamknęła oczy i zaczęła regularnie oddychać. Raphael 

mówił łagodnym głosem:

 

-  Jesteś dla mnie tajemnicą. Nic nie rozumiem- Ale 

nie  dam  ci  spokoju,  muszę  znać  odpowiedz  na 

wszystkie pytania. Wcześniej  czy  później powiesz  mi 

prawdę o tym, dlaczego mnie opuściłaś i dla kogo!

 

Nadal  udawała,  że  śpi.  Po  leku  uspokajającym, 

który dostała, przychodziło to jej z łatwością.

 

-  Masz szczęście, trzeba będzie poczekać.

 

Po dłuższej chwili zapytał cieplejszym głosem:

 

-Jak się czujesz?

 

Już go nie usłyszała. Zasnęła.

 

Wrócił  znów  dawny,  koszmarny,  uporczywie  po-

wtarzający się sen. Krzyknęła ze strachu, pot spływał 

jej wzdłuż twarzy.

 

-  Co się stało? - Głos Raphaela był pełen niepokoju. 

Zlał  się  z  jej  snem,  w  którym  zawsze  była  rozdarta 

między chęcią biegnięcia do niego a ucieczką. We śnie 

powtarzał się ten sam konflikt, który przeżyła dwa lata 

temu i przed którym uciekała do dziś na jawie. 

-  Annis!  -  Raphael  zawołał  znowu  i  wyrwał  ją  z 

dręczącego  snu.  Obudziła  się  i  oprzytomniała. 

Zobaczyła wyraźnie twarz Raphaela. Było jasno. Pełny 

dzień. 

-  Czy długo spałam? - wyszeptała. 
-  Parę  godzin.  Dlaczego  krzyczałaś?  Czy  dręczył 

cię jakiś koszmar? Mówiłaś coś... 

-  Co? - spytała zaniepokojona. 
-  Nie  mogłem  nic  zrozumieć.  Raz  chyba  wypowie-

działaś imię mojej siostry. 

background image

72 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Zwrócił się do Annis.

 

-  Jeśli  odeszłaś  ze  względu  na  chorobę  Carmel,  to 

czemu się o nią jeszcze niepokoisz? Wydawałaś się nią 

zmartwiona, płakałaś przez sen. Co to było? 

-  Nie  pamiętam.  Która  godzina?  Mój  zegarek  jest 

chyba rozbity, nie chodzi. 

-  Już  prawie  siódma  -  odpowiedział  Raphael.  Był 

zły, wiedział, że Annis umyślnie zmienia temat. 

-  Spędziliśmy tutaj noc? 
-  Tak,  całą.  Sami  we  dwoje,  a  ja  nie  mogłem  się 

ruszyć nawet o centymetr! Zmarnowana okazja! 

-  Nie  jesteśmy  sami.  Wokół  są  przecież  ludzie, 

którzy próbują nas stąd wydostać. 

-  Ale jesteś rzeczowa. 

W tej właśnie chwili z góry zaczął osypywać się pył, 

a przez znacznie powiększony otwór nad nimi dostało 

się ostre, oślepiające światło reflektorów.

 

Pod żółtymi kaskami Annis zobaczyła uśmiechnięte 

twarze  ratowników,  zadowolonych,  że  wreszcie  się 
przebili.

 

Podnieśli  powoli  belkę,  wyjęli  Annis  i  wynieśli  na 

powietrze. Owiniętą kocami wsunięto ją do czekającej 

karetki.  Była  półprzytomna,  czuła,  że  dostaje  jakiś 

zastrzyk.  Niepokoiła  się  o  Raphaela.  Gdzieś  z  boku 

usłyszała, jak Raphael mówi po agnielsku:

 

-  Doktorze,  martwię  się  tylko  o  ręce.  Zdrętwiały, 

są całe we krwi, jedną nie mogę w ogóle poruszać.

 

Lekarz  powiedział  coś  uspokajającego.  W  tym 

momencie Raphael wybuchnął:

 

-  Czy pan nie rozumie? Moje ręce - to moje życie! 

Jestem pianistą. Jeśli nie będę mógł poruszać palcami, 

będę skończony!

 

Annis  była  przerażona.  Och,  tylko  nie  ręce.  Przez 

całą noc nic jej o nich nawet nie wspomniał, a równo-

cześnie  musiał  szaleć  z  niepokoju.  Dla  Raphaela 

muzyka była czymś najważniejszym na świecie. W razie

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

73

 

niepowodzeń w niej zawsze szukał ucieczki. Dzięki tej 

jego  pasji  Annis  była  pewna,  że  Raphael  szybko 

zapomni o ich rozstaniu, właśnie w muzyce znajdując 

ukojenie.  Jeśli  nie  będzie  mógł  grać,  wszystko  się  w 

nim wypali. Umrze od środka, pomyślała.

 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

 

Dopiero następnego dnia Annis zobaczyła Loveday i 

Carla, i dowiedziała się, co się z nimi działo. Leżała w 

prywatnej  klinice  w  Atenach.  Powiedziano  jej,  że 

Raphael  jest  tu  także,  ale  żadne  z  nich  nie  może 

Opuszczać łóżka. Niektóre z pielęgniarek znały trochę 

angielski, lecz pytania Annis o stan Raphaela zbywały 

zdawkową odpowiedzią, że mu nic nie grozi. Nie udało 

jej się zdobyć angielskiej gazety, chciała Przynajmniej 
z prasy dowiedzieć się czegoś o jego stanie. Przez całą 

dobę otrzymywała środki uspokajające. Dużo spała.

 

Następnego  popołudnia  w  godzinach  odwiedzin 

Przyszli  do  niej  Loveday  i  Carl,  niosąc  ogromny 
bukiet kwiatów.

 

Annis  słuchała  właśnie  z  taśmy  Rachmaninowa  * 

wykonaniu Raphaela. Słuchawki na uszach odgradzały 

ją od całego świata zewnętrznego - tak że nie od razu 

zauważyła, iż drzwi do pokoju się otworzyły. Loveday 

i Carl stanęli obok łóżka.

 

Na ich widok Annis ściągnęła szybko słuchawki.

 

-  Jak  to  cudownie,  że  was  widzę!  Co  się  z  wami 

działo? Czy zdążyliście wyjść z hotelu przed trzęsieniem?

 

Wyglądali zupełnie normalnie, byli cali i zdrowi. Po 

powitalnych  pocałunkach  położyli  kwiaty  na  łóżku. 

Ąnnis wdychała z przyjemnością ich zapach.

 

-  Dziękuję, są piękne! Siadajcie i mówcie o sobie. 
-  Ważne jest to, jak ty się czujesz! - stwierdził Carl 

widząc  obandażowane  żebra i  nogę  w  gipsie, a  także 
Wszystkie  skaleczenia  i  zadrapania  w miejscach, 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

75 

których  nie  zasłaniała  biała,  bawełniana  nocna  ko-
szula.

 

-  Mogło  być  gorzej  -  odpowiedziała  lekko  Annis. 

Tam,  pod  gruzami  była  blisko  śmierci,  teraz  nie 

chciała, by rozczulali się nad nią. 

-  Jesteś  biedna,  ale  dzięki  Bogu,  że  to  tak  się 

skończyło - orzekł Carl. 

-  Ciągle  sobie  powtarzam,  że  mogło  być  gorzej. 

Grunt, że żyjemy. 

-  Nie mów o tym więcej! Sama myśl mnie przeraża 

 

-  powiedziała Loveday. Usiadła na brzegu łóżka. 
-  Masz wylew pod okiem. 

-  Wiem, po wyjściu ze szpitala będę musiała nosić 

ciemne okulary.

 

Loveday dziwnie spojrzała na Annis.

 

-  Mam nadzieję, że to nie Raphael podbił ci oko. 
-  Nie bądź śmieszna! 
-  Ciągle  się  zastanawiam,  co  robiliście  oboje  na 

górze.  -  Loveday  wpatrywała  się  uważnie  w  twarz 

Annis.  Dziewczyna  zaczerwieniła  się,  ale  nic  nie 

odpowiedziała. 

-  Miałaś przecież o tym nie wspominać - z przyganą 

w głosie zwrócił się do siostry Carl. 

-  Gdyby... gdyby została z nami, nie wylądowałaby 

teraz w szpitalu, no nie? - Loveday spojrzała na Annis. 
-  Przepraszam  cię,  nie  zwracaj  na  mnie  uwagi, 

zachowuję się okropnie. 

-  Nic mi nie mówicie, co się z wami działo - Annis 

zmieniła temat. 

-  Po pierwszym małym wstrząsie - opowiadał Carl 

-  przybiegli  kelnerzy  i  wygonili  nas  z  sali  do  parku. 

Nie  uszliśmy  daleko.  Hotel  zatrząsł  się  w  posadach 

i  rozpadł  jak  domek  z  kart.  Nie  mieliśmy  wówczas 

pojęcia, że byłaś w środku.

 

-  A potem sprawdzili listę gości i okazało się, że nie 

ma ani ciebie, ani Raphaela - dodała sucho Loveday.

 

background image

76

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Annis szybko zapytała:

 

-  Co z wycieczką? Czy pojechaliście nad morze? 
-  Tak  -  odpowiedział  Carl.  Wszystko  odbywa  się 

zgodnie  z  planem.  Pozwolono  nam  odwiedzić  cię  w 

Atenach,  Paddy  nas  tutaj  przywiózł.  Robi  zakupy, 
potem po nas przyjedzie. 

-  Pozdrówcie  ode  mnie  resztę  grupy.  Czy  wszyscy 

są zadowoleni? 

-  Prosili,  by  cię  uściskać,  martwili  się  o  ciebie. 

Odpoczywają  teraz  po  zwiedzaniu  i  po  dodatkowych 
emocjach. 

Z torby Loveday wystawała gazeta.

 

-  Czy mogę ją obejrzeć? - zapytała Annis. W hotelu 

podobno nie mają żadnej angielskiej prasy. 

-  Zatrzymaj  sobie.  -  To  mówiąc  Loveday  rzuciła 

gazetę na łóżko. - Czy zawiadomiłaś matkę? 

-  Tak,  rano  pozwolili  mi  zatelefonować.  Chciała 

natychmiast  przylecieć  do  Aten,  ale  jej  obiecałam,  że 

za  tydzień  powinnam  być  już  w  domu.  Tak  orzekli 

lekarze. Będę obandażowana jak mumia egipska, a na 

obu lotniskach będą mnie wozić na wózku. 

-  Kiedy zamierzasz wrócić do pracy? - zapytał Carl 

i szybko dodał: - Nie zrozum mnie źle, w żadnym razie 

cię  nie  popędzam.  Damy  sobie  radę  bez  ciebie,  ale 

będzie nam cię brakowało. 

-  Jeszcze  nie  wiem,  ale  chyba  niedługo,  jak  tylko 

zdejmą gips. Nie byłoby mi łatwo wskakiwać do metra 

z  taką  sztywną  nogą,  ale  w  razie  napadu  byłaby  to 

świetna broń! 

Wizyta dobiegła końca.

 

-  Nie będziemy mogli cię więcej odwiedzać - stwier 

dził  Carl.  -  Do  Aten  przyjedziemy  dopiero  w  drodze 

powrotnej  do  domu.  Skontaktujemy  się  ze  szpitalem, 

by  się  upewnić,  że  wszystko  jest  w  porządku.  Do 
zobaczenia w Londynie. - Pochylił się i pocałował ją.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

77

 

Loveday  też  ją  uściskała  i  oboje  wyszli.  Annis 

poczuła się nagle bardzo osamotniona.

 

Westchnęła  i  wzięła  do  ręki  gazetę.  Zobaczyła 

fotografię  Raphaela  z  pałeczką  dyrygencką  w  ręku  i 
wielki  nagłówek:  Słynny  kompozytor  żywcem  po-
grzebany,  
a  pod  spodem,  mniejszymi  literami:  Trzę-

sienie  ziemi  w  Grecji,  hotel  się  zawalił.  Annis  szybko 

przebiegła  wzrokiem  treść  artykułu.  Znali  tylko  te 

same  fakty,  co  ona.  Nic  więcej.  Autor  artykułu 

wspominał też, że podobno z rękoma kompozytora jest 

coś nie w porządku.

 

Gdyby coś się stało z rękoma Raphaela - pocieszała 

się  zrozpaczona  Annis  -  przecież  nadal  mógłby 

zajmować się muzyką. Pracowałby jako dyrygent, ale 

wiedziała, że gry na fortepianie nic nie będzie w stanie 

mu zrekompensować.

 

Następnego  dnia  poprosiła  pielęgniarkę,  żeby  ją 

zawiozła  do  Raphaela.  Gdy  przekraczała  próg,  serce 

biło jej mocno.

 

Pokój  Raphaela  był  pełen  kwiatów.  Ma  przecież 

wszędzie tylu wielbicieli, pomyślała.

 

Dzień dobry - powitała go nieśmiało.

 

Pielęgniarka zostawiła ich samych.

 

-  Za  chwilę  wrócę  -  ostrzegła,  podnosząc  do  góry 

obie dłonie. 

-  To  znaczy  za  dziesięć  minut  -  objaśnił  Raphael. 

Zwężonymi  oczyma  uważnie  przyglądał  się  dziew-

czynie. Annis ręką zasłoniła twarz. 

-  Wiem,  że  mam  podbite  oko,  ale  wylew  już  się 

zmniejsza. A jak ty się czujesz? 

Raphael  wyglądał  przerażająco.  Było  widać  liczne 

skaleczenia  na  twarzy,  a  także  na  wygolonej  części 

głowy.  Miał  zabandażowaną  klatkę  piersiową,  na 

jedno  ramię  i  obie  nogi  założono  gips.  Annis  rzuciła 
wzrokiem na ręce. Były w bandażach.

 

-  Kiepsko, co? - zapytał.

 

background image

78

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  O  nie,  wyglądasz  doskonale  -  zapewniła  dziew-

czyna, przełykając łzy. 

-  Kłamczucha - powiedział i uśmiechnął się czule. 
-  Czy ktoś cię odwiedzał? - zapytała po chwili. 
-  Prawie  cały  czas  śpię.  Dają  mi  środki  przeciw-

bólowe i uspokajające. Rozmawiałem z Carmel przez 

telefon. Wiesz, że przyjechać nie może. Barry ofiarował 

się,  że  przyleci,  ale  nie  chciałem,  żeby  zostawiał  ją 

samą  z  dziećmi.  A  co  z  tobą?  Miałaś  z  pewnością 

wizytę Carla Wortha? 

Udała, że nie słyszy. Patrzyła na kwiaty.

 

-  Chyba tłumy przyjaciół chcą cię odwiedzać. 
-  Poprosiłem,  żeby  tego  na  razie  nie  robili.  Niech 

poczekają, aż będę w lepszej formie. 

-  Jeśli źle się czujesz, to może już sobie pójdę? 
-  Gdybym  nie  chciał  cię  widzieć,  nie  byłoby  cię 

tutaj - odpowiedział. 

Annis zobaczyła leżące słuchawki.

 

-  Możesz przynajmniej słuchać muzyki. 
-  Tak,  to  jedno  mogę  robić,  nie  ogłuchłem,  a  to 

byłaby ostateczność. 

-  Beethoven był głuchy. 

 

-  Nie jestem Beethovenem! - warknął. 

Spojrzała na jego zabandażowane ręce. 
-  Co z nimi? 
-  Jeszcze  nie  wiadomo.  Musieli  operować  i  nie 

wiedzą, czy operacja się udała.

 

Zagryzła wargi.

 

-  Mam nadzieję, że tak. 
-  Dziękuję.  -  Był  wyraźnie  zły,  że  wspomniała  o 

rękach. Widocznie próbował o nich nie myśleć. 

-  Podobno za tydzień będę mogła wrócić do domu. 
-  Zostań  -  powiedział  szorstkim  głosem.  -  Zostań 

tak długo, jak ja tu będę - dodał. 

W  tej  chwili  weszła  pielęgniarka.  Uśmiechała  się, 

mówiąc:

 

background image

TRUDNA MIŁOSC

 

79

 

-  Koniec wizyty. 
-  Przyjdź jutro - poprosił Raphael. Annis 

wiedziała, że nie może odmówić. 

W następne dni tygodnia wizyty dziewczyny u Ra-

phaela stawały się coraz dłuższe. Rozmawiali i słuchali 

muzyki. Annis czytała na głos, gdyż Raphael nie mógł 

utrzymać  w  rękach  książki.  Nie  znał  prawie  wcale 

greckiego,  tak  więc  oglądanie  lokalnej  telewizji  nie 

miało  większego  sensu.  Na  stoliku  przy  łóżku  leżał 

stos książek i Annis przeczytała mu kilka z nich. Ciągle 

się dopytywał, czy miała wizytę Loveday i Carla. Kiedy 

powiedziała,  że  są  zbyt  daleko  od  Aten,  by 

przyjeżdżać  i  że  to  jest  przecież  ich  urlop,  Raphael 

rzucił kpiąco:

 

-  No cóż, ten twój romans jest raczej nieciekawy. 
-  Już ci mówiłam, Carl jest tylko moim przyjacielem. 
-  Czy mu się zwierzasz? 
-  Co masz na myśli? 
-  Opowiadałaś  mu  o  facecie,  dla  którego  mnie 

rzuciłaś?

 

Annis  się  rozzłościła.  Raphael  nie  przestawał  być 

natarczywy.

 

-  Nie - ucięła. - Czy możemy zmienić temat? 
-  Dobrze. - Przesuwał teraz swymi szarymi oczyma 

po całej sylwetce dziewczyny. Poczuła, jak robi się jej 

nagle gorąco, uprzytomniła sobie, że jest ubrana tylko 

w  bawełnianą  nocną  koszulę  przykrytą  jasno-
niebieskim, cienkim szlafrokiem. 

-  Ale  masz  seksowny  strój.  -  Raphael  odezwał  się 

takim  głosem,  że  aż  się  roześmiała.  Wiedziała,  że 

żartuje. 

-  Wszystko,  co  miałam  ze  sobą,  przepadło,  gdy 

hotel się zawalił. A tę koszulę kupiła mi Loveday. Nie 
wiedziała,  czy  chcę  mieć  coś  eleganckiego,  czy  prak-

tycznego, więc... 

-  Więc wybrała coś praktycznego? 

background image

80

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Tak,  bawełna  jest  dobra  w  tym  klimacie,  pod 

nylonem skóra się poci, a jedwab jest zbyt drogi. 

-  Mam jedwabną piżamę - powiedział Raphael. 
-  Ciebie na to stać. 
-  Nie lepi się do ciała, sprawdź sama. - Widząc, że 

dziewczyna  się  czerwieni,  Raphael  roześmiał  się 

drwiąco. 

Annis  z  ulgą  przyjęła  pojawienie  się  pielęgniarki, 

która  pomogła jej  wrócić do  pokoju.  Dziewczyna  nie 

korzystała już z wózka. Lekarz zalecił krótkie spacery 

z  laską,  ale  żeby  nic  się  jej  nie  stało  po  wyjściu  z 

pokoju,  za  każdym  razem  miała  przy  sobie  pielęg-

niarkę.

 

Loveday  i  Carl  odwiedzili  Annis  w  dniu  swego 

wyjazdu z Grecji.

 

-  Przykro  mi,  że  cię  tutaj  zostawiamy.  -  Czy  nie 

mogliby przetransportować cię do szpitala w Londynie? 

-  To  już  nie  ma  sensu,  z  każdym  dniem  czuję  się 

coraz lepiej - odpowiedziała Annis. 

-  I  znacznie  lepiej  wyglądasz.  Przyjedź  więc  do 

domu  najwcześniej,  jak  będziesz  mogła,  dobrze? 

Będziemy tęsknili. 

Następnego  dnia  zapytała  lekarza,  kiedy  będzie 

mogła  wrócić  do  Londynu.  Odrzekł,  że  jak  tylko 

załatwią  wszystkie  formalności.  Podzieliła  się  tą 

informacją  z  Raphaelem.  Prosił,  aby  jeszcze  nie 

wracała.

 

-  Mój  stary  znajomy,  który  ma  willę  na  jednej 

z  tutejszych  wysp,  zaproponował  mi,  żebym  tam 

odbył rekonwalescencję...

 

Przerwała mu.

 

-  Wiem,  co  chcesz  zaproponować.  To  na  nic.  - 

Myśl  o  mieszkaniu  sam  na  sam  z  Raphaelem,  przez 

kilka tygodni pod jednym dachem, przeraziła Annis. 

-  Zastanów się, proszę. Spójrz na moje ręce! Czego 

się boisz? Co ty do diabła sobie myślisz, że co zrobię 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

81

 

ci  w  tym  stanie?  Nie  mogę  chodzić  ani  pływać.  Nie 

mogę  nawet  czytać.  Co  mam  więc  robić  przez  cały 

czas? Leżeć i smażyć się na słońcu? To zresztą też nie 

jest zdrowe. Mam godzinami słuchać samemu muzyki? 

Annis, ja tam zwariuję!

 

W  jego  głosie  było  słychać  panikę,  strach  i  złość. 

Annis  zrobiło  się  żal  Raphaela.  Dałaby  wiele,  żeby 

móc  zostać  i  opiekować  się  nim,  sprawić,  by  długie 

tygodnie rekonwalescencji spędził w spokoju. Ale nie 

mogła  ryzykować.  A  co  będzie,  jeśli  zjawią  się  jacyś 

odwiedzający?  Może  się  wówczas  znaleźć  w  bardzo 

kłopotliwej sytuacji.

 

-  Chyba  ktoś  będzie  mógł  z  tobą  pojechać  -  ode-

zwała się niepewnie. 

-  Nie chcę nikogo innego - odrzekł uparcie i z deter-

minacją zacisnął szczęki. 

Annis  odwróciła  się.  Nie,  nie  mogę  się  zgodzić, 

pomyślała.

 

-  Masz tak wielu znajomych i przyjaciół. 
-  Słuchaj,  najbliższe  tygodnie  będą dla  mnie  kosz-

marnie  trudne  do  zniesienia,  zwłaszcza  czekanie  na 

wyrok, czy będę mógł nadal grać, czy nie. Konieczny 

jest więc spokój. Nie chcę widzieć nikogo, kto będzie 

usilnie  starał  się  być  taktowny.  Nie  życzę  sobie 

przebywać w towarzystwie ludzi, którzy mogą chodzić 

na  spacery  lub  pływać,  podczas  gdy  ja  będę  leżał 

nieruchomo jak kłoda! A już najmniej ze wszystkiego 
potrzebna  mi  kobieta,  która  będzie  usiłowała 

zachowywać się uwodzicielsko za każdym razem, gdy 

na 

nią 

spojrzę! 

Ty 

też 

musisz 

przejść 

rekonwalescencję, nie będziesz mogła ani spacerować, 

ani  pływać.  Oboje  lubimy  tę  samą  muzykę,  lubisz 

czytać  na  głos,  zawsze  ci  to  sprawiało  przyjemność. 

Przecież urlop w tym klimacie będzie idealny dla nas 
obojga! 

Annis zagryzła wargi, próbując wymyślić jakąś

 

background image

82

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

sensowną  odpowiedź,  ale  taką,  która  nie  rozzłości  go 

jeszcze  bardziej.  Wtedy  właśnie  dostrzegła  błagalne 
spojrzenie Raphaeia i strach widoczny w jego oczach.

 

-  Zgódź  się,  Annis,  proszę  -  powiedział  swym 

niskim, schrypniętym głosem. - Czy mam cię błagać?

 

Jak więc mogła odmówić?

 

Szpital opuścili dopiero po jakichś dziesięciu dniach, 

gdy  lekarze  orzekli,  że  stan  Raphaeia  pozwala  na 

podróż.  Na  małą  wyspę  polecieli  prywatnym  od-

rzutowcem, należącym do znajomego Raphaeia, który 

udostępniał  im  swą  willę.  Raphael  nie  wspomniał,  że 

jest  to  bogaty  grecki  armator.  Annis  zorientowała  się 

dopiero wtedy, kiedy zobaczyła jego nazwisko wyma-

lowane  na  kadłubie  odrzutowca,  którym  mieli  lecieć. 

Silvia Diandrosa, wielkiego miłośnika muzyki, poznała 

kiedyś  w  Londynie,  gdy  przyszedł  po  koncercie  za 

kulisy do Raphaeia, żeby mu pogratulować.

 

Raphaeia  wniesiono  na  pokład  na  noszach.  Annis 

weszła  sama,  podpierając  się  laską.  Byli  jedynymi 

pasażerami  tego  luksusowo  wyposażonego  samolotu. 

Podczas zaledwie półgodzinnego lotu częstowano ich 
kawiorem i szampanem.

 

Gdy kołowali w powietrzu przed lądowaniem, przez 

okno  samolotu  Annis  oglądała  rozciągające  się  pod 

nimi  morze.  Było  ciemnoniebieskie,  roziskrzone  w 

słońcu.  Z  dużej  wysokości  mała,  górzysta  wyspa 

wyglądała wręcz nierealnie. W dole rozpościerały się 

zielone doliny, szare skały i rudawe wrzosowiska.

 

Na  małym  lotnisku  czekały  na  nich  tylko  dwie 

osoby: miejscowy lekarz i pielęgniarka. Oboje weszli 

na  pokład  samolotu,  żeby  się  upewnić,  czy  Annis  i 

Raphaeia  można  bezpiecznie  przetransportować  do 

karetki zaparkowanej tuż obok wyjścia z samolotu.

 

Kiedy  odjeżdżali,  Annis  z  niepokojem  dostrzegła 

bladość Raphaeia. Miał zamknięte oczy, a na czole

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

83

 

widniał  kroplisty  pot.  Droga  była  wyboista.  Musiał 

odczuwać boleśnie każdą nierówność.

 

-  Czy  to  daleko?  -  zapytała  Annis  pielęgniarkę 

siedzącą obok nich z tyłu karetki. 

-  Jakieś  dziesięć  minut, ale drogi  są tutaj  okropne, 

nie  będzie  to  przyjemna  jazda.  -  Pielęgniarka  była 

Greczynką o ciemnych włosach i czarnych oczach. Po 

angielsku  mówiła  biegłe.  Lekarz  odjechał  od  razu,  a 

pielęgniarka miała z nimi pozostać w willi na wypadek 
gdyby 

potrzebowali 

pomocy.  Przedstawiła  się 

imieniem. Było dość długie i brzmiało obco, Annis go 

nie zapamiętała. 

-  Czy dużo ludzi mieszka na wyspie? - zapytała. 
-  Jakieś  pięć  tysięcy  osób.  -  Pielęgniarka  mówiła 

cichym, miękkim głosem. - Kilka kilometrów stąd jest 

małe  miasteczko.  -  Wskazała  ręką  w  tył,  w  stronę 
lotniska.  -  Liczy  około  tysiąca  mieszkańców.  Tam 

praktykuje  doktor  Spiriatou.  Na  wybrzeżu  jest  parę 

miejscowości  rybackich,  w  sezonie  przyjeżdża  trochę 

turystów. Jest jeszcze kilka mniejszych wiosek w głębi 
wyspy, rozproszonych w  górach. Mieszkańcy  zajmują 

się uprawą winorośli i oliwek, hodują kozy i sprzedają 

ser i mleko, mają po kilka kur... W ten sposób starają 

się zarobić na życie. 

-  Czy pani tu stale mieszka? Mówi pani świetnie po 

angielsku. 

-  Miło  mi  to  słyszeć.  Wychowałam  się  tutaj,  na 

wyspie,  i  już  w  szkole  uczyłam  się  angielskiego.  Po 

śmierci  ojca  matka  zawiozła  mnie  do  Anglii,  gdzie 

mieszka  moja  siostra,  która  wyszła  za  mąż  za 

angielskiego  dziennikarza.  Chodziłam  tam  rok  do 

szkoły,  a  potem  zaczęłam  praktykować  jako  pielęg-
niarka w szpitalu w Manchesterze. 

-  W Manchesterze? - Annis spojrzała zaskoczona. - 

Ja stamtąd pochodzę! 

background image

84

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Co  za  zbieg  okoliczności!  A  gdzie  pani  tam 

mieszkała?

 

Przez  chwilę  rozmawiały  z  ożywieniem  o  znanych 

im miejscach.

 

-  Przepraszam  -  powiedziała  Annis.  -  Nie  umiem 

wymówić pani imienia. Mai..., Malnxth... 

-  Proszę do mnie mówić Melina, tak będzie prościej. 
-  Ja  mam  na  imię  Annis.  Powiedz  mi,  proszę,  czy 

zatrudnił  cię  Raphael,  czy  też  ten  grecki  armator,  do 

którego należy willa? 

-  Przysłał  mnie  tutaj  pan  Diandros.  Wie,  że 

pochodzę  z  wyspy.  Pracuję  dla  niego  w  Atenach,  ma 

tam swoją centralę, a ja należę do zespołu pielęgniarek 

obsługujących linię okrętową. Jako personel medyczny 

pływamy  na  zmianę  na  statkach  pasażerskich  lub 
pracujemy w gmachu centrali w Atenach. Czasami pan 
Diandros daje nam prywatne zlecenia. 

-  Bardzo to miło z jego strony, że przysłał cię tutaj 

do opieki nad panem Leonem. 

Melina spojrzała na Annis zdziwiona.

 

-  Już  tutaj  byłam.  Pan  Diandros  zadzwonił  i  poin 

formował  o  przyjeździe  pana  Leona.  Poprosił  mnie, 

żebym  wraz  z  doktorem  Spiriatou  odebrała  gościa 
z samolotu.

 

-  Spędzasz urlop na wyspie? Melina 

potrząsnęła przecząco głową. 
-  Nie, opiekowałam się tutaj Dioną Munthe. 

 

-  Tą  sławną  śpiewaczką?  Czytałam  gdzieś,  że  jest 

chora. Czy mieszka na wyspie? 

-  Diona  Munthe  od  miesiąca  przebywa  w  willi 

pana Diandrosa. 

Ta  wiadomość  była  dla  Annis  bardzo  przykrym 

zaskoczeniem. Spojrzała w stronę Raphaela. Czy wie, 

że  Diona  Munthe  jest  tutaj?  Może  pan  Diandros 

zapomniał mu o tym powiedzieć.

 

Annis kilka razy widziała na scenie Dionę Munthe.

 

background image

TRUDNA MlŁO$Ć

 

85

 

Była  bardzo  ładną  kobietą,  po  trzydziestce.  Miała 

długie, czarne włosy, zmysłową figurę i zielone oczy, 

odziedziczone  zapewne  po  ojcu,  pół-Niemcu,  pół--

Amerykaninie,  który  ożenił  się  z  młodą  Greczynką 

pracującą u niego jako gospodyni. Diona Munthe stała 

się jedną z najpopularniejszych śpiewaczek od chwili 

swego  debiutu  przed  kilku  laty  w  tytułowej  roli 

Carmen  w  operze  Bizeta.  Od  tamtej  pory  sława  jej 

rozprzestrzeniła się na cały świat.

 

-  Czy Diona Munthe pozostaje nadal w willi?

 

-  zapytała  zaniepokojona  Annis,  gdyż  śpiewaczka 

miała  opinię  osoby  wyniosłej  i  wymagającej,  a  miesz 

kanie  z  kimś  takim  pod  jednym  dachem  nie  może 

należeć do przyjemności.

 

-  Tak,  jeszcze  tutaj  mieszka,  ale  jutro  przenosi  się 

do małego domku w pobliżu. - Melina uśmiechnęła się 
do Annis. - Ta wyspa jest biedna, ale nawet tutaj życie 

się  poprawia.  Grecy,  zwłaszcza  z  Aten,  zaczęli 

przyjeżdżać na weekendy i spodobało im się tutaj. We 

wsiach  na  wybrzeżu  pobudowali  małe  domki  i  w 

przystani trzymają jachty. Cały wolny czas spędzają na 

wyspie,  żeglując  i  pływając.  Staliśmy  się  popularni. 

Ceny  domków  na  wyspie  poszły  w  górę,  ostatnio 

pobudowano  wiele  nowych.  Taki  właśnie  domek 

wynajął pan Diandros dla Diony Munthe i jej służącej. 

-  Czy będziesz mieszkała z nimi? 
-  Nie,  pani  Munthe  czuje  się  już  dobrze.  Nie 

potrzebuje  mnie,  więc  gdy  pan  Diandros  dowiedział 

się  o  kłopotach  pana  Leona  i  koniecznej  rekon-

walescencji, zaofiarował mu swą willę i moje usługi. 
-  Melina  roześmiała  się.  -  Jak  tak  dalej  pójdzie,  to 

do  końca  życia  zostanę  na  wyspie!  Pan  Diandros 

zna  wielu  słynnych  ludzi,  a  im  zdarza  się  choro 

wać...

 

Karetka nagle stanęła.

 

-  Jesteśmy już przy bramie. Jest sterowana elek-

 

background image

86

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

tronicznie,  musimy  troszkę  poczekać  -  wyjaśniła 
Melina.

 

Po  chwili  ruszyli,  a  przez  małe  okienko  karetki 

Annis zobaczyła trawniki okolone cyprysami, sosny i 

drzewa  oliwne.  Dom  był  olśniewająco  biały,  pokryty 

czerwonym  dachem.  Wzdłuż  frontu  biegł  ocieniony 
taras podparty kolumnami, a z kamiennych mis zwisały 

przepiękne, kolorowe kwiaty.

 

Raphael  otworzył  oczy.  Annis  uśmiechnęła  się  do 

niego.

 

-  Jesteśmy na miejscu. 
-  Czuję  się  bardzo  zmęczony  -  powiedział  niemal 

przepraszająco. 

-  To była długa podróż dla pana. - Raphael spojrzał 

na  mówiącą  te  słowa  pielęgniarkę  tak,  jakby  jej 

przedtem w ogóle nie widział. 

Kierowca karetki z pomocnikiem wnieśli Raphaela 

na noszach do domu, Melina pomogła Annis wysiąść z 

karetki i przejść przez taras.

 

W tym momencie dobiegł je kobiecy głos - głęboki, 

słodki i bardzo egzaltowany.

 

-  Drogi  maestro!  Słyszałam,  że  podczas  tego 

okropnego  trzęsienia  ziemi  był  pan  w  Koryncie, 

zakopany  pod  gruzami,  być  może  martwy.  Płakałam, 

maestro,  płakałam!  To  niemożliwe  -  powiedziałam 

sobie. Taka piękna muzyka nie może umrzeć. I kiedy 

dotarły  do  mnie  wieści,  że  pan  żyje,  lecz  jest  bardzo 

chory,  od  razu  zaproponowałam  Diandrosowi,  żeby 

wypożyczył  panu  tę  willę.  -  Czuję  się  już  lepiej 
- mówiłam - oddaj, proszę, ten dom mistrzowi!

 

Stając  w  drzwiach  Annis  zobaczyła  piękną  Dionę 

Munthe  klęczącą  przy  noszach.  W jej  pozie  było  coś 

teatralnego.  Z  gracją  pochyliła  głowę  i  złożyła 

pocałunek na zabandażowanej ręce Raphaela.

 

-  Zdrowiej nam, maestro, tak byśmy wszyscy mogli 

nadal słuchać twej pięknej muzyki!

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

87

 

Annis  przypomniało  to  scenę  z  jakiejś  opery. 

Spojrzała  ze  zdziwieniem  na  Raphaela.  Był  wręcz 

zachwycony! No cóż, kto nie byłby, widząc tak piękną 

i  ponętną  kobietę  składającą  hołd  -  klęczącą  u  jego 

boku  i  całującą  po  rękach  z  prawdziwym 
uwielbieniem!

 

-  To  miło  z  pani  strony  -  rzekł  Raphael.  -  Jak 

zawsze jest pani dobra i wielkoduszna, jak zawsze...

 

Zirytowana  Annis  spojrzała  na  Melinę.  Ich  oczy 

spotkały się i widać było, że obie dostrzegają sztuczność 
tej sceny.

 

Po  chwili  Diona  Munthe  zdała  sobie  sprawę  z  ich 

obecności. Spojrzała na obie kobiety.

 

-  A  to  kto?  -  zapytała  podnosząc  się  z  kolan.  To 

też  robiła  z  gracją,  zawsze  świadoma  utkwionych 

w  niej  oczu  publiczności,  pewna,  że  jest  centralną 

postacią na scenie.

 

Raphael dokonał prezentacji.

 

-  Annis  także  była  ranna  podczas  trzęsienia  i  przy 

jechała tutaj na rekonwalescencję.

 

Annis uśmiechnęła się grzecznie i wyciągnęła rękę, 

ale Diona gest ten zignorowała.

 

-  Diandros nic nie mówił, że przywozisz ją ze sobą! 
-  Widocznie  zapomniał  uprzedzić  -  powiedział 

uśmiechając się Raphael. 

Oczy  Diony  zwęziły  się,  przebijała  z  nich  otwarta 

wrogość.

 

Nie  zdziwiło  to  Annis.  Dobrze  znała  reakcje 

śpiewaczek na każdą ewentualną konkurencję. W świe-

cie  muzyki  Raphael  był  postacią  zarówno  bardzo  się 

liczącą, jak i wpływową, a jego sława rosła z roku na 

rok. Diona stała wprawdzie na szczycie swej kariery, 

ale  była  sprytna  i  z  pewnością  nie  pomijała  żadnych 

szans, by swą pozycję jeszcze bardziej umocnić. Taka 

znajomość, jak z Raphaelem, w ich świecie bardzo się 

liczy. Musiała więc być zadowolona, że ma szansę

 

background image

88 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

pobytu na wyspie, w tak romantycznym miejscu, sam 

na sam z Raphaelem, i wykorzystania swego wpływu 

na chorego i słabego muzyka. Annis była przekonania, 

że Diona Munthe tak to sobie wykalkulowała.

 

A może chciała mieć z nim także romans?

 

Annis zatrzęsła się nie tylko z zazdrości, lecz także 

ze złości. Była przekonana, że jej obecność na wyspie 

przed  niczym  Diony  nie  powstrzyma.  Była  zbyt 

wyrachowana  i  bezwzględna,  aby  się  wycofać  ze 

względu na obecność innej kobiety.

 

Nie,  nie  zostanę  tutaj  ani  chwili  dłużej,  nie  będę 

uczestniczyła  w  tym  trójkącie!  -  pomyślała  Annis 

rozgoryczona.  Wyjeżdżam  stąd  natychmiast,  jak  to 

tylko będzie możliwe.

 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

 

Następnego  ranka  Annis  obudziła  się  wcześnie.  W 

szpitalu  przyzwyczaiła  się  do  hałasów  -  salowe, 

pielęgniarki, lekarze i goście przewijali się od rana do 

nocy.  Tutaj  było  cicho.  Po  chwili  wyłowiła  uchem 

szum  pobliskiego  morza,  odległe  szczekanie  psów  i 

gdakanie kur. W willi ktoś otwierał okiennice.

 

Spojrzała  na  zegarek.  Dochodziła  już  dziewiąta! 

Usiadła  ostrożnie  i  spuściła  nogi  z  łóżka.  Mycie  i 

ubieranie  się  było  operacją  skomplikowaną  i  długo-

trwałą.  Ze  względu  na  obandażowane  żebra i  gips  na 

nodze nie mogła się wykąpać. Wieczorem wypakowano 

i  ułożono  jej  rzeczy.  Nie  było  ich  wiele.  Raphael 

nalegał,  by  przed  wyjazdem  zrobiła  zakupy  na  jego 

koszt.  Nie  miała  pieniędzy,  gdyż  wszystko  straciła 

podczas  trzęsienia.  Musiała  więc  pożyczyć  od  Ra-

phaela. Przed wyjazdem z Aten rozmawiała telefonicz-

nie  z  matką,  która  obiecała,  że  jej  od  razu  wyśle 

pieniądze. Annis miała zamiar szybko zwrócić zaciąg-

nięty dług.

 

Kupiła  niewiele:  sandały,  bieliznę,  dwa  kostiumy 

kąpielowe, kilka cienkich sukienek letnich, dwie pary 

szortów,  pasujące  do  nich  koszulki  i  bawełniane 

spodnie.  Melina  przysłała  na  górę  młodą  Greczynkę, 

Irenę,  która  pomogła  Annis  się  rozpakować.  Irena 

mówiła  tylko  po  grecku,  tak  że  obie  dziewczyny 

musiały porozumiewać się na migi.

 

background image

90

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Annis  tak  bardzo  nie  chciała  stąd  wyjeżdżać,  nie 

zobaczyłaby  już  nigdy  więcej  Raphaela,  ale  sama 

myśl  o  tym,  że  będzie  musiała  przyglądać  się,  jak 

uwodzi go Diona, napawała ją obrzydzeniem.

 

Otworzyła  okiennice.  Oślepiło  ją  słońce.  Przez 

otwarte  okno  docierał  zapach  kwiatów,  słonego 

morskiego  powietrza  i  słaby,  miły  aromat  parzonej 
kawy.

 

Ktoś zapukał do drzwi.

 

-  Proszę! 
-  Dzień dobry. - Melina, ubrana już w śnieżnobiały 

strój pielęgniarski pojawiła się w drzwiach. 

-  Nie  powinnaś  mi  pozwolić  tak  długo  spać! 

Straciłam prawie cały ranek. 

-  Usłyszałam,  jak  otwierasz  okiennice.  Zejdziesz 

na dół na śniadanie, czy wolisz zjeść tutaj? 

-  Wolałabym jeść na tarasie. 
-  Czy pomóc ci przy schodzeniu ze schodów? 
-  Chyba  dam  sobie  radę,  ale  bądź  przy  mnie, 

dobrze? - Annis uśmiechnęła się do Meliny. - W razie 

czego mnie podtrzymasz. Czy Raphael już wstał? 

-  Tak, jakąś godzinę temu zadzwonił po śniadanie. 

-  Melina  patrzyła, jak  Annis idzie przez pokój.

 

-  Zupełnie dobrze radzisz sobie chodząc z laską. Czy 

już  ci  pokazywałam,  jak  korzystać  z  domowego 

telefonu, gdybyś czegoś potrzebowała?

 

-  Tak, ale nawet nie przyszło mi do głowy, żeby użyć 

tego urządzenia - śmiejąc się odpowiedziała Annis.

 

Idąc korytarzem usłyszała nagle niski głos Raphaela, 

a  zaraz  potem  perlisty  śmiech  Diony.  Obie  zesztyw-

niały.

 

-  Nie traci czasu - stwierdziła Melina. 
-  Kiedy ma stąd odjechać? 
-  O jedenastej. 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

91

 

-  Chyba że zostanie. 
-  Pan  Diandros  polecił  Dionie  się  wyprowadzić. 

Nie  zechce  mu  się  przeciwstawiać.  Służąca  wraz  z 

bagażem jest już w domku, a po panią Munthe wróci 

samochód. Będzie jednak mieszkała niedaleko stąd, w 

każdej chwili może przyjść z wizytą! 

-  To miło - stwierdziła ponuro Annis. 

Zjadła  śniadanie  na  tarasie.  Melina,  po  wypiciu 

tylko filiżanki kawy, wstała mówiąc:

 

-  Muszę  zrobić  masaż  panu  Leonowi.  Codzienna 

terapia  jest  niezbędna.  W  bezruchu  łatwo  o  zanik 

mięśni. Później, po południu, tobie też zrobię masaż. 

-  Tak  bym  chciała  popływać!  -  Annis  dostrzegła 

prześwitującą wśród drzew niebieską wodę basenu. 

-  Szkoda,  że  nie  możesz.  Ale już  niedługo  zdejmą 

ci gips. 

Następną  godzinę  Annis  spędziła  na  tarasie  prze-

glądając  bez  większego  zainteresowania  stare  amery-

kańskie czasopisma.

 

Zaczynała  się  już  porządnie  nudzić,  gdy  zobaczyła 

Dionę Munthe i Melinę wychodzące przed dom. Diona 

wyglądała  świetnie  w  jedwabnym  turkusowym 

spodnium,  które  nadawało  jej  cerze  złoty  odcień.  Na 

widok Annis się zatrzymała.

 

-  Chcę  zamienić  z  tobą  kilka  słów  -  rzuciła, 

równocześnie w niegrzeczny sposób odsyłając Melinę 
po zostawiony w domu kapelusz. 

-  Pan  Leon  powiedział  mi,  dlaczego  przywiózł  cię 

tutaj.  Uważał  to  za  swój  obowiązek,  gdyż  oboje 

byliście  zasypani.  Ale  nie sądź,  że  jesteś taka  bardzo 

cwana zmuszając go do opieki nad sobą tylko dlatego, 

że jesteś daleko od domu i nie masz pieniędzy. 

-  Wcale  nie  chciałam,  żeby  się  czuł  za  mnie 

odpowiedzialny - wybuchnęła Annis. 

background image

92 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Tylko  nie  kłam.  Wiem  sama,  jak  łatwo  jest 

owinąć  sobie  mężczyznę  dookoła  palca.  Oni  są  tacy 

łatwowierni.  Ale  twoje  gierki  już  się  skończyły.  Nie 

chcę,  żebyś  tu  się  kręciła  i  mi  przeszkadzała.  Wiem, 

że przeżyłaś ostatnio ciężkie chwile, dlatego z własnej 

kieszeni  opłacę  ci  tygodniowy  pobyt  w  jakimś  przy 

zwoitym hotelu i kupię bilet powrotny do domu.

 

Annis spojrzała na Dionę zdumiona.

 

-  Czy pani rzeczywiście myśli, że się na to zgodzę?; 

W tej chwili podeszła do nich Melina. 
-  To hojna zapłata - powiedziała szybko Diona. 

 

-  Przemyśl sobie. Odpowiesz mi jutro, tutaj na lunchu. 
-  Odwróciła się, wzięła kapelusz z rąk Meliny i wsiadła 
do samochodu. 

Upokorzona Annis stała nieruchomo.

 

-  O czym ona mówiła? - zapytała Melina. 
-  Zachowała się okropnie. 
-  Nie przejmuj się, zawsze tak się zachowuje. 

Podpierając się laską Annis weszła powoli do domu. 

Miała straszny żal do Raphaela. Jak śmiał dać Dionie 

do zrozumienia, że to Annis namówiła go, żeby ją ze 

sobą zabrał! Powie mu zaraz, co sobie o nim myśli, i 

zażąda  natychmiastowego  odwiezienia  do  Aten.  Nie 

zostanie  tutaj  ani  dnia  dłużej.  Nie  zostałaby  ani 
godziny, gdyby miała dokąd iść. A może w miasteczku, 

o którym mówiła Melina, jest jakiś hotel? Może mają 
wolny pokój?

 

Weszła  zadyszana  do  pokoju  Raphaela.  Siedział 

przy  otwartych  drzwiach  balkonowych  w  fotelu  na 

kółkach, z książką w ręku. Uśmiechał się zapraszająco.

 

-  Zastanawiałem się właśnie, kiedy się zjawisz. 

Zatrzasnąwszy drzwi za sobą, Annis weszła w głąb

 

pokoju i spojrzała na niego.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

93

 

-  Jak  śmiałeś  naopowiadać  tej  kobiecie  tyle 

kłamstw? - wybuchnęła. - Oskarżyła mnie o to, że cię 

zmusiłam, byś  mnie tutaj przywiózł. Przeciesz wiesz, 

że chciałam wracać do domu. 

-  Nic Dionie o tobie nie mówiłem. 
-  Nie przerywaj mi, jeszcze nie skończyłam. Błagałeś 

mnie, żebym z tobą przyjechała, bo nie wiedziałeś, że 

ona  tu  będzie.  Teraz  mnie  już  nie  potrzebujesz,  więc 

próbujesz się pozbyć, a Diona z przyjemnością podjęła 

się wykonać brudną robotę! Powtórzyła mi wszystko, 

co mówiłeś! Zaraz się wyprowadzam do hotelu i będę 

tam  dopóty,  dopóki  nie  uda  mi  się  dostać  do  Aten,  a 
potem do domu! 

-  W hotelu nie ma miejsc - warknął Raphael. 
-  Skąd  wiesz?  Czy  już  próbowałeś  mnie  tam 

ulokować? - zapytała podejrzliwie. 

-  Nie  i  nie  zamierzam.  Ale  Diandros  chciał  tam 

umieścić  Dionę  ze  służącą  i  to  mu  się  nie  udało. 

Wszystkie  pokoje  są  zajęte.  Dlatego  wynajął  dla  niej 
domek weekendowy. 

-  Kiedy  będę  mogła  odlecieć  do  Aten?  -  zapytała 

Annis. 

-  Zostajesz tutaj. 
-  Nie zostanę ani chwili, wracam do domu. 
-  Bez paszportu? 
-  To  nie  moja  wina,  że  go  straciłam.  Muszą  mi 

wydać nowy. 

-  Na  to  trzeba  czasu.  Trzeba  sprawdzić  w  Anglii, 

kim  jesteś,  a  to  potrwa.  -  Raphael  zmienił  ton.  - 

Usiądź, proszę. Wyglądasz tak, jakbyś miała za chwilę 

upaść. 

Rzeczywiście, ledwo trzymała się na nogach. Pode-

szła do krzesła i ciężko na nie opadła.

 

-  Jesteś jeszcze bardzo słaba. Potrzebny ci od-

 

background image

94

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

poczynek  i  dobra  opieka.  Nie  chcesz  chyba  narobić 

matce  kłopotu  i  wracać  w  takim  stanie  do  Londynu. 

No  i  przed  naszym  wyjazdem  z  Aten  powinnaś  była 

załatwić sobie paszport.

 

-  Chciałam,  ale  zapomniałam.  To  twoja  wina,  tak 

mnie popędzałeś, żeby tu przyjechać. 

-  Oczywiście, wszystko moja wina. 
-  Jak zwykle! - Annis była wściekła. 
-  Jędza!  -  Był  teraz  cały  w  uśmiechach.  Gniew 

Annis powoli się rozpływał. I jak można się na niego 

gniewać, gdy patrzy takim czułym wzrokiem? 

-  Skontaktuję  się  z  naszą  ambasadą.  Zadzwonić, 

czy  lepiej  napisać?  -  zastanawiała  się  głośno.  -  Będę 

musiała wypełnić jakiś formularz i dać im zdjęcie. 

-  Dowiem  się,  jak  to  zrobić  -  obiecał  spokojnie 

Raphael. 

-  Ile czasu to zabierze? - zapytała. 
Wzruszył  ramionami  i  książka,  którą  trzymał  na 

kolanach,  spadła  na  podłogę.  Annis  próbowała  ją 

przyciągnąć laską.

 

-  Zostaw,  i  tak  do  szału  doprowadza  mnie  prze 

kładanie  stronic  tymi  zabandażowanymi  rękoma. 

A może mi poczytasz? - Uśmiechał się teraz szeroko. 
- Masz taki miły i czysty głos.

 

Ten komplement zrobił jej dużą przyjemność, wie-

działa,  że  nie  jest  zdawkowy.  Zawsze  wtedy,  kiedy 

Raphael  był  zbyt  zmęczony,  aby  słuchać  muzyki  lub 

oglądać telewizję, lubił, gdy mu czytała siedząc obok na 

kanapie lub zwinięta w kłębek na dywanie u jego stóp.

 

To przypomnienie uderzyło ją, patrzyła na trzymaną 

w ręku książkę nie widząc jej.

 

Właśnie  wtedy,  kiedy  mu  czytała,  pocałował ją  po 

raz  pierwszy.  Aby  załatwiać  sprawy  organizacyjne, 

towarzyszyła orkiestrze podczas trasy koncertowej

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

95

 

w  Holandii.  Były  to  dla  Annis  bardzo  pracowite  dni. 

Na  nogach  od  rana  do  nocy  załatwiała  dziesiątki 

spraw.  Dla  członków  orkiestry  była  kimś  w  rodzaju 
matki i niewolnicy zarazem.

 

Po  ostatnim  koncercie  urządzono  przyjęcie.  Annis 

była już tak zmęczona, że postanowiła wrócić wcześniej 
do siebie do pokoju. W windzie spotkała Raphaela. On 

także  wymknął  się  z  przyjęcia.  Miał  twarz  szarą  ze 

zmęczenia.

 

-  Jesteś chory? - spytała zaniepokojona. 
-  Nie, skonany. 
-  Zaśniesz, gdy tylko przyłożysz głowę do poduszki. 
-  To nie takie proste. Najpierw muszę się odprężyć, 

wrócić  z  przestworzy  na  ziemię.  Poczytam  sobie  z 

godzinę. 

Zatrzymali się przed drzwiami jego pokoju.

 

-  A może byś mi poczytała? Bardziej lubię słuchać 

niż  czytać,  to  mnie  szybciej  uspokaja.  -  Spojrzał  na 

wahającą się dziewczynę. - Czy myślisz, że ja specjalnie 
pod tym pretekstem chcę cię wciągnąć do siebie? 

-  Nie - zaprzeczyła. Nic takiego nie przyszło jej w 

ogóle do głowy. 

W  pokoju  nalał  szampana,  usiedli  obok  siebie  na 

kanapie  i  Annis  przez  pół  godziny  czytała  na  głos 

poezję,  sama  przy  tym  prawie  zasypiając.  Oparła  mu 
bezwiednie  głowę  na  ramieniu,  przytulił  ją.  Kiedy 

skończyła  czytać,  nachylił  się  nad  nią  i  delikatnie 

pocałował w usta.

 

Była  zbyt  oszołomiona,  żeby  zareagować.  Raphael 

Leon,  światowa  sława,  bożyszcze  publiczności  sal 

koncertowych.  Nigdy  nie  przypuszczała,  że  taki 

człowiek może się nią zainteresować.

 

Podniosła głowę i spojrzała na niego nieśmiało.

 

-  Też jesteś chyba bardzo zmęczona,  kochanie

 

background image

96

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  powiedział.  -  Idź,  połóż  się,  dziękuję  ci,  bardzo  mi 

pomogłaś, masz uroczy głos.

 

Wróciła do swego pokoju niezbyt przytomna.

 

Wiele dni później uświadomiła sobie, że tego właśnie 

wieczoru zakochała się w Raphaelu. Czy już wówczas 

odwzajemniał jej uczucie?  -  zastanawiała się,  patrząc 
teraz na niego.

 

-  O czym myślisz? - zapytał Raphael. 

Zmieszała się.

 

-  Właściwie  o  niczym,  ja...  pomyślałam,  czy  nie 

wyciągnąć cię na słońce. 

-  Dobry  pomysł  -  stwierdził.  Annis  pomogła  mu 

wyjechać fotelem na balkon. 

Miała  właśnie  zacząć  czytać,  gdy  Raphael  powie-

dział:

 

-  Melina  pokazała  mi  nasz  rozkład  zajęć.  Oboje 

będziemy mieli masaże i nadal te specjalne ćwiczenia, 

które robiliśmy w szpitalu. Ta dziewczyna nie da nam 

próżnować,  ma  zadatki  na  tyrana.  Zastanawiam  się, 

dlaczego wszystkie pielęgniarki mają takie dyktatorskie 

zapędy? 

-  To wynika z rodzaju pracy, którą wykonują 

-  odpowiedziała  Annis  podnosząc  książkę.  -  Czy 

zacząć ci czytać?

 

-  Proszę.  -  Usadowił  się  wygodnie  w  fotelu,  jak 

mały  chłopiec,  któremu  mama  obiecała  opowiedzieć 

bajkę.

 

Po smacznym lunchu Melina zarządziła odpoczynek. 

O  trzeciej  zrobiła  Annis  masaż,  a  potem  oboje  z 
Raphaelem  wykonywali  pod  jej  kierunkiem  specjalne 

ćwiczenia.

 

W  ten  sposób  czas  upłynął  szybko  prawie  aż  do 

kolacji. I tym razem potrawy były proste, lecz bardzo 
smaczne.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ 

97

 

-  Uwielbiam  grecką  kuchnię  -  zwróciła  się  Annis 

do  Meliny.  -  Wszystko  jest  pieczone  na  grillu  lub  na 

rożnie  i  podawane  z  sałatą  lub  z  ryżem.  Łatwo  tutaj 

zachowywać dietę. 

-  Pod  warunkiem  że  nie  pokochasz  miodowych 

ciasteczek - roześmiała się Melina. 

Po kolacji pozostali w trójkę na tarasie, obserwując 

słońce  zachodzące  powoli  za  drzewami  i  słuchając 

głosu cykad.

 

Annis  była  zupełnie odprężona  fizycznie.  Myślami 

wróciła jednak do chwil, o których chciała zapomnieć, 

lecz nie była w stanie.

 

Jej kontakty z Raphaelem, początkowo tak niewinne, 

przerodziły  się  w  gorące  uczucie.  Dopiero  gdy  go 

poznała  bliżej,  zorientowała  się,  jak  bardzo  złożoną 

ma psychikę. W ciągu paru sekund z jednej skrajności 

przechodził  w  drugą,  czuły  i  delikatny  przeradzał  się 

nagle w pasjonata. Za każdym razem, gdy się spotykali, 

ujawniały  się  nowe  cechy jego  charakteru,  niektóre  z 

nich niepokoiły dziewczynę.

 

Kiedyś Raphael wrócił z trasy koncertowej o dzień 

wcześniej.  Przyjechał  do  Annis  o  północy  i  zobaczył 

wychodzącego mężczyznę. Zadzwonił do drzwi i z furią 

zapytał:

 

-  Kto to jest? 

Zaskoczona, spytała: 
-  O czym ty mówisz? 
-  Nie  próbuj  kłamać!  Widziałem,  jak  od  ciebie 

wychodził - wykrzyknął zmienionym nie do poznania 

głosem. - Od kiedy to trwa? Czy od dawna spotykasz 

się z nim za moimi plecami?

 

Wreszcie Annis zrozumiała, o co mu chodzi.

 

-  Masz na myśli Jacka? - zapytała drżącym głosem, 

przerażona wybuchem złości Raphaela.

 

background image

98

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Nie  obchodzi  mnie  jego  imię,  ty  mała  wstrętna 

oszustko!  -  krzyknął.  Złapał  dziewczynę  za  ramiona 

i z furią zaczął nią gwałtownie potrząsać.

 

W  tym  momencie  otworzyły  się  drzwi  sypialni  i 

dziewczęcy głos powiedział:

 

-  Proszę pana, Jack jest moim chłopakiem. 

Raphael odwrócił głowę i puścił Annis. W drzwiach

 

stała Tracy, osiemnastoletnia maszynistka z biura. 

Uśmiechała się niepewnie.

 

-  Zostałam  na  noc  u  Annis,  bo  uciekł  mi  ostatni 

pociąg  do  domu.  Byliśmy  z  Jackiem  w  teatrze  i  na 

kolacji,  zrobiło  się  późno...  Zadzwoniłam  do  Annis  i 

zgodziła  się,  żebym  spędziła  tu  noc.  Jack  mnie 

odwiózł i przed chwilą wyszedł... 

-  Wszystko  w  porządku,  Tracy  -  odezwała  się 

Annis. - Kładź się do łóżka. 

Dziewczyna z widoczną ulgą wymknęła się z pokoju, 

zamykając za sobą drzwi. Raphael spojrzał na Annis z 

krzywym uśmiechem.

 

-  Pewnie  mnie  nienawidzisz.  A  co  teraz  mogę 

powiedzieć?  Że  zbyt  pochopnie  cię  osądziłem?  Tak, 

powinienem przecież wiedzieć, że nie jesteś z gatunku 

tych kobiet, które oszukują... 

-  Tak,  powinieneś  to  wiedzieć  -  odpowiedziała 

Annis, przestraszona gwałtownością Raphaela. 

Ujął jej ręce i podniósł do ust, całował z pochyloną 

głową.

 

-  Zobaczyłem  jakiegoś  wychodzącego  mężczyznę 

i  dźgnęła  mnie  zazdrość.  Nie  zastanawiałem  się,  nie 

pomyślałem,  czy  to  w  ogóle  możliwe,  że  mnie 

zdradzasz. Od razu wpadłem w szał. Przepraszam cię, 

Annis. Zachowałem się jak głupiec.

 

Annis nie była w stanie dłużej się na niego złościć, 

Uśmiechnęła się na myśl, że takie objawy zazdrości

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

99

 

oznaczają, że Raphael musi bardzo ją kochać. Spojrzała 

na  niego.  Zaczął  ją  całować,  przyciskając  do  siebie 

drżącymi rękoma.

 

W tym momencie coś się między nimi zmieniło. Po 

raz  pierwszy  tak  wyraźnie  ujawniło  się  pożądanie 
Raphaela.  Annis  zobaczyła,  jak  przytulony  do  niej 

drży, czuła, jak bardzo rozpalona jest jego skóra.

 

-  Zląkłem  się,  że  sypiasz  z  kimś  innym  -  rzekł 

Raphael  zduszonym  głosem.  -  Wydaje  mi  się,  że  już 

całe  wieki  czekam  na  to,  by  kochać  się  z  tobą. 

Dostałem  nagle  szału  widząc  innego  mężczyznę, 

pomyślałem  sobie...  To  było  głupie,  wiem,  że  byś 

mnie  nie  oszukiwała.  Pragnę  cię,  Annis.  Nie  zniosę 

tego  dłużej.  Jeśli  chcesz  czekać,  aż  staniemy  się 

małżeństwem, to bierzmy ślub od razu.

 

Nie  było  to  łatwe  zadanie.  Kalendarz  koncertów 

miał zapełniony na wiele tygodni naprzód. Z rozkładem 

zajęć  Raphaela  w  ręku  spędzili  wiele czasu, próbując 

między  koncerty  i  objazdy  wstawić  termin  ślubu.  I 

cała  sprawa  skończyła  się  tak,  że  Annis  uciekła  od 

niego na długo przedtem, nim nastąpił ten dzień.

 

Wtedy,  kiedy  pisała  do  niego  list,  że  wszystko 

skończone, że wyjeżdża z innym mężczyzną, wykorzys-

tała  świadomie  chorobliwą  zazdrość  Raphaela.  Ten 

sławny  i  pewny  siebie  muzyk  ujawnił  przed  Annis 
inne,  skrywane  cechy  charakteru  -  niepewność, 

zwątpienie  i  obawę  przed  utratą  dziewczyny.  Annis 

miała pewność, że Raphael uwierzy łatwo w to, że ona 

kocha kogoś innego.

 

Melina ziewnęła i podniosła się z krzesła, przerywając 

senny,  urokliwy  spokój  greckiego  wieczoru.  Annis 

oderwała się od wspomnień, wróciła do rzeczywistości 

i rozejrzała się wokół.

 

-  Zasnęłaś  na   siedząco? -  zapytała   serdecznie

 

background image

100

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Melina.  -  Ja  też  prawie  spałam.  Chyba  pora  iść  do 

łóżka.

 

Spod półprzymkniętych powiek Raphael przyglądał 

się Annis. Spojrzała na niego, zmieszała się i odwróciła 

wzrok.  O  czym  rozmyślał?  Czy  obserwował  ją  cały 

czas, gdy wspominała przeszłość, przypominając sobie 

dawne, wspólne chwile? Czy jej twarz zdradzała ukryte 

myśli?

 

Jak  długo  jeszcze  -  zapytywała  się  w  duchu  - 

wytrzymam  tutaj  tę  zdradziecką,  tak  bardzo  bolesną 

intymność?

 

Następnego  dnia  w  południe  wąż  powrócił  do 

Edenu.  Annis  usłyszała  warkot  silnika  i  przez  okno 

sypialni  zobaczyła  Dionę  Munthe  wchodzącą  po 

stopniach  na  taras.  Z  promiennego  uśmiechu  na 

twarzy  Annis  odgadła  od  razu,  że  jest  przeznaczony 

dla  Raphaela.  Wyszedł  właśnie  przed  dom  powitać 

gościa.

 

-  Kochany!  -  Diona  zamruczała  jak  kotka  i  przez 

otwarte okno Annis usłyszała wyraźnie odgłos pocałun-

ku.  Zatrzasnęła  okno  i  usiadła  przed  toaletką, 

spoglądając  na  siebie  w  lustrze.  Twarz  miała  spiętą, 

skórę rozpaloną, a oczy świeciły zimnym blaskiem.

 

Czy uda mi się stawić czoło Dionie przez cały czas? 

Ten gatunek kobiet Annis znała aż za dobrze. Często je 

widywała.  Drapieżne  wielbicielki  talentów  i  profes-

jonalne śpiewaczki, które nie przebierając w środkach 

Próbują się zbliżyć do najbardziej sławnych mężczyzn. 

Takich kobiet wokół Raphaela było zawsze pełno, a on 

nie  miał  jak  uciec  przed  nimi,  gdyby  nawet  tego 

chciał!  Teraz,  w  swym  fotelu  na  kółkach,  też  nigdzie 

utiec  nie  może.  Jest  -  dosłownie  -  doskonałym,, 
nieruchomym celem wszelkich ataków.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

101

 

Annis  byłaby  zazdrosna  o  każdą  kobietę,  która 

próbowałaby  zainteresować  sobą  Raphaela.  Gdyby 

jednak  miała  pewność,  że  inna  kobieta  kocha  go 

równie mocno jak ona, że Raphael byłby szczęśliwszy 

z inną kobietą, zagryzłaby zęby i to zniosła. Ale w tym 

wypadku ani przez sekundę nie wierzyła, że Diona jest 

zakochana w Raphaelu lub że rzeczywiście zależy jej 

na nim. Jest jedynie ambitną oportunistką. W świecie 

muzycznym  Raphael  ma  duże  wpływy.  Mógłby pisać 

dla  niej  wspaniałą  muzykę  i  wprowadzić  w  świat 

liczących się ludzi.

 

Annis  powoli  pokonała  schody  pomagając  sobie 

laską.  Och,  jak  chciała  się  już  pozbyć  gipsu,  prze-

szkadzał jej coraz bardziej. U stóp schodów zobaczyła 

bardzo zdenerwowaną Melinę. Ten stan ducha pielęg-

niarki nauczyła się poznawać po ściągniętych brwiach, 

które stawały się jakby gęstsze i czarniejsze. Zaciśnięte 

wargi dziewczyny tworzyły jedną linię.

 

-  Jest tutaj - powiedziała ze złością do Annis. 
-  Wiem, widziałam z okna. 
-  Wygoniła mnie! - syknęła Melina. Na policzkach 

dziewczyny  ukazały  się  dwie  czerwone  plamy.  -  Od-

pędziła  mnie  jednym  ruchem  ręki,  jak  jakaś  hrabina! 

Proszę  nas  zostawić  samych,  powiedziała.  Nie  jest 
nam pani potrzebna. 

Melina zacisnęła dłonie w pięści i dyszała ze złości.

 

-  Z  jaką  przyjemnością  bym  jej...  -  przerwała, 

słysząc,  że  Annis  się  śmieje.  -  To  nie  jest  wcale 
zabawne - dodała nieco urażona. 

-  Nie,  ale  ty  jesteś  zabawna.  Twoja  mina.  Masz 

oczywiście rację, ale nie daj się Dionie wyprowadzić z 
równowagi! Nie rób jej tej przyjemności, nic jest tego 
warta. 

Melina zastanowiła się przez chwilę.

 

background image

102 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Masz rację - kiwnęła głową. - Nie jest tego warta. 

Ale  mężczyźni  są  tak  głupio  łatwowierni!  Pan  Leon 

siedzi  tam  z  błogim  uśmiechem  na  twarzy,  podczas 
gdy  ona  przy  nim  klęczy,  patrzy  czule  w  oczy,  prawi 
komplementy  i  traktuje  jak  bóstwo.  A  on  nie  zdaje 

sobie sprawy z tego, że to wszystko są tylko sztuczki, 

puste słowa i gesty. Czy nie przejrzy na oczy? Czy jest 

ślepy?  Przecież  nie  może  być  aż  tak  beznadziejnie 
naiwny! 

-  Raphaela  zawsze  otaczają  takie  kobiety  -  stwier-

dziła  poważnie  Annis,  starając  się  zachować  nie-

przeniknioną  twarz,  mimo  że  opis  sceny  między 

Raphaelem i Dioną ugodził ją do żywego. - Gdzie się 

tylko ruszy, od razu kobiety rzucają mu się w ramiona, 

nie  zdając  sobie  sprawy  z  niestosowności  takiego 

zachowania.  Raphael  miał  wiele  czasu,  by  do  tego 

przywyknąć,  a  teraz  zawsze  spodziewa  się  jawnej 
adoracji. 

Nie  był  zaskoczony,  że  zakochałam  się  w  nim, 

pomyślała Annis. Zachowywał się przy tym w sposób 
bardzo pewny siebie. Zdumiewające, nieprawdopodob-

ne było tylko to, że wybrał właśnie mnie.

 

Melina spoglądała z ciekawością na Annis.

 

-  Oboje stanowicie dla mnie zagadkę. Ty mu nigdy 

nie pochlebiasz i traktujesz jak normalnego człowieka, 

a  nie  jak  sławnego  artystę.  Czasami  myślę,  że  będąc 

razem, oboje jesteście szczęśliwi...

 

Annis zaczerwieniła się. Odwróciła wzrok. 

Melina ciągnęła dalej.

 

-  A czasami wyglądacie, jakbyście się nienawidzili. 

- Zatrzymała się, czekając na jakieś wyjaśnienie.

 

Co mogę jej powiedzieć, pomyślała Annis. Wcześniej 

czy  później  Melina  domyśli  się  prawdy.  Lepiej  więc 

chyba, żeby wiedziała.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

103

 

-  Znamy  się  od  dawna  -  rzekła  opanowanym, 

spokojnym głosem i wyszła na taras.

 

Raphael wypoczywał na miękkiej leżance, z głową 

na podifszce, w pełni zrelaksowany. Obok, na drugiej 

kanapce, leżała Diona ze szklanką koktajlu z różowego 

szmapana w ręku.

 

Drwiącymi oczyma Raphael patrzył w stronę Annis, 

obserwując uważnie obojętne i beznamiętne spojrzenie 

dziewczyny. Wiedziała, że oszukać się nie dał - widziała 
rozbawienie  na  twarzy  -  ale  go  zlekceważyła.  Annis 

pragnęła  zwieść  tylko  Dionę.  Śpiewaczka  rzuciła  jej 
lodowate spojrzenie.

 

-  Annis  poznałaś  już  wczoraj,  prawda?  -  Raphael 

zwrócił  się  do  Diony,  która  bez  słowa  kiwnęła 

głową.

 

Annis  przysunęła  się  do  stołu  i  nalała  sobie  do 

szklanki lemoniadę z lodem.

 

-  Może  chcesz  koktajl  z  szampana?  -  zapytał 

Raphael. - Irena za chwilę przyniesie.

 

Annis potrząsnęła przecząco głową.

 

-  Nie,  dziękuję,  lemoniada  z  lodem  jest  w  tym 

upale  najlepsza.  -  Nie  chciała  pić  szampana,  przez 

następne  kilka  godzin  wizyty  Diony  musi  zachować 

trzeźwofć umysłu. 

-  A więc jedziesz na festiwal do Szwecji? - zapytała 

Diona Raphaela, nie zwracając uwagi na Annis. 

-  To zależy, ile czasu potrwa moja rekonwalescencja. 
Nagle Diona wydała z siebie odgłos przypominający

 

gruchanie gołębia.

 

-  Biedaku! Nawet nie zagrasz na fortepianie! Co za 

szczęście,  że  będziesz  mógł  przynajmniej  kom-

ponować! Jeśli ci potrzebny ktoś do pisania nut, będę 

zaszczycona mogąc ci pomóc. 

-  Nie sądzę, abym był w nastroju do komponowania 

background image

104

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Odpowiedział  sucho  Raphael.  -  Za  propozycję 

pomocy bardzo dziękuję.

 

Teraz  Diona  zaczęła  opowiadać  o  swej   pracy

 

-  0  operach,  w  których  śpiewała,  i  festiwalach, 

w których brała udział. Mówiła o ulubionych utworach 
i kompozytorach.

 

Tych wszystkich opowiadań, w których na każdym 

kroku  przewijał  się  ogromny  egocentryzm  Diony, 

Raphael słuchał spokojnie. Annis wydawało się nawet, 

że całe to samouwielbienie śpiewaczki go bawi.

 

Chwilę później przyszła Irena, oznajmiając, że lunch 

czeka.  Diona  wstała  i  sama  zaczęła  popychać  fotel 

Raphaela. Nieco dalej na tarasie ustawiono duży stół. 

Był  nakryty  tylko  dla  trzech  osób.  Zazwyczaj  jadła  z 

nimi  także  Melina,  ale  dziś  widocznie  chciała  się 

trzymać z daleka. Tak więc Annis przypadło w udziale 

krojenie mięsa na talerzu Raphaela.

 

-  Ja  to  zrobię  -  zdecydowała  Diona,  wyrywając 

nóż i widelec z rąk Annis.

 

Raphael zaprotestował.

 

-  Sama zajmij się od razu jedzeniem, nie czekaj na 

mnie - zwrócił się do Diony.

 

Spod  długich,  sztucznych  rzęs  śpiewaczka  rzuciła 

mu powłóczyste spojrzenie.

 

-  Jesteś taki troskliwy, kochanie.

 

Nadal  wyraźnie  ignorowała  Annis.  Wtrącając  się, 

Raphael  dał  Dionie  do  zrozumienia,  że  usługuje  mu 

Annis  i  że  to  ona  może  poczekać  z  jedzeniem.  Jest 

tutaj najmniej ważna.

 

2 zaciśniętymi zębami Annis kroiła mięso na talerzu 

Raphaela.  Pozostała  dwójka  nie  zwracała  na  nią 

żadnej  uwagi.  Diona  rozmawiała  z  Raphaelem. 

otwarcie z nim flirtując. Uśmiechała się czule, dotykała 

ręką, gdy chciała coś podkreślić, muskała palcami

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

105

 

jego  policzek,  gdy  żartował.  Annis  udawała,  że  tego 

nie widzi. Jadła milcząc, z nosem utkwionym w talerzu. 

Zrobiło  się  jej  bardzo  przykro.  Diona  jest  taka 

efektowna,  oboje  z  Raphaelem  mają  z  sobą  wiele 

wspólnego... Była zazdrosna.

 

Przypomniała  sobie inne,  podobne  okazje.  Podczas 

przyjęć,  na  które  chodzili,  zawsze  czuła  się  osamot-

niona.  Raphaela  otaczały  piękne  kobiety,  rywalizując 

między sobą o jego względy. W takich okolicznościach 

Annis czuła się źle. Jestem taka przeciętna i nieatrak-
cyjna,  nie  mam  żadnych  zalet  ani  talentów.  Co  mam 

właściwie do zaoferowania Raphaelowi? - zapytywała 

samą siebie.

 

Lunch ciągnął się w nieskończoność. Wreszcie Irena 

podała  kawę.  Annis  pomogła  Raphaelowi  podnieść 

filiżankę do ust. Ich oczy się spotkały.

 

-  Jesteś taka milcząca - powiedział.

 

Rzuciła mu niechętne spojrzenie. Przecież rozmawiał 

tylko z Dioną.

 

-  Milcząca? - powtórzyła głośno.

 

Diona  wybuchnęła  swym  perlistym,  operowym 

śmiechem. Dotknęła ręką głowy Annis.

 

-  Kochany,  nie  wprowadzaj  jej  w  zakłopotanie! 

Powinniśmy  pamiętać,  że  rozmawiamy  sami!  To,  co 

dla  nas  obojga  jest  interesujące,  dla  obcych  jest 
nudne, prawda?

 

Annis  spłonęła  rumieńcem.  W  środowisku,  do 

którego  należeli  Raphael  i  Diona,  była  intruzem,  ale 
nikt nigdy oprócz Diony tego jej wprost nie powiedział. 

Uwaga śpiewaczki bardzo ją zabolała.

 

-  Czy nudzisz się, Annis? - zapytał Raphael. Bawiło 

go rozzłoszczone spojrzenie dziewczyny. Znów skorzys 

tał z okazji, żeby ją dręczyć, wiedział, że w obecności 

Diony mu się nie przeciwstawi.

 

background image

106

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Nagle przy stole zjawiła się Melina.

 

-  Pora na odpoczynek - oznajmiła.

 

Raphael zrobił przepraszający gest w stronę Dionjl

 

-  Muszę  słuchać  poleceń,  widzisz,  jak  mną  tutaj 

rządzą. 

-  Pozbądź  się  ich  obu,  kochany  -  odpowiedziała 

mu  słodkim  głosem  Diona,  całując  czule.  Annis 

wiedziała, że artyści ciągle się ściskają i całują, ale ten 

pocałunek był inny  - w usta, długi, zmysłowy. Annis 

ogarnęła złość, odwróciła się w drugą stronę. 

Melina  też  była  zirytowana.  Nagłym  ruchem  od-

ciągnęła  fotel  Raphaela,  zmuszając  w  ten  sposób 

Dionę do przerwania pocałunku. Ze złości śpiewaczka 

zrobiła się czerwona.

 

Melina  i  Raphael  zniknęli,  Diona  siedziała  dalej, 

coraz  bardziej  rozwścieczona.  Spojrzała  na  Annis. 

pytając:

 

-  No i co? Przemyślałaś moją ofertę? 

Annis wstała od stołu.

 

-  Tak,  i  moja  odpowiedź  brzmi  „nie"  -  od 

powiedziała odchodząc powoli.

 

Usta Diony wykrzywiły się w złym uśmiechu. Nagle 

niespodziewanym ruchem wysunęła przed siebie nogę. 

Annis się potknęła. Padając krzyknęła głośno z prze-

rażenia.

 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

 

Annis miała dużo szczęścia. Kilkanaście centymetrów 

dalej,  a  byłaby  upadła  na  marmurową  podłogę  i 

wylądowała z powrotem w szpitalu, na czym zapewne 

zależało Dionie. Przewracając się, zdała sobie sprawę 

z grożącego niebezpieczeństwa i całym ciałem rzuciła 

się  w  bok,  trafiając  szczęśliwie  na  jedną  z  miękkich 

leżanek ustawionych wokół tarasu.

 

Upadła  ciężko  i  przez  chwilę  leżała  tak  oszoło-

miona, że nie była w stanie zobaczyć, co robi Diona.

 

Nagle znalazła się przy niej Melina. Pomogła Annis 

się podnieść.

 

-  Co się stało? Co sobie zrobiłaś? Boli cię? - pytała 

zaniepokojona. 

-  Chyba  nic  mi  się  nie  stało  -  odpowiedziała 

niepewnie  Annis.  Nadal  nie  mogła  utrzymać  równo-
wagi.  -  Miałam  miękkie  lądowanie  -  dodała,  próbując 

wykrzesać z siebie iskierkę humoru. 

-  Jak  to  się  stało?  Potknęłaś  się?  -  dopytywała  się 

Melina. 

-  Tak, potknęłam. 

Diona  Munthe  jest  chyba  nienormalna,  pomyślała 

Annis.  Podłożyła  nogę  umyślnie,  żeby  zrobić  mi 

krzywdę?

 

-  Gdzie jest Diona? - spytała.

 

Melina odwróciła się i spojrzała w stronę podjazdu.

 

-  Właśnie wsiada do samochodu - odrzekła z nieuk 

rywanym zadowoleniem. - Wiedziałam, że się wyniesie, 

jak tylko pan Leon stąd odejdzie. Dzięki Bogu, że

 

background image

108

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

odjechała.  Chodźmy  lepiej  do  twego  pokoju,  musisz 

się położyć.

 

-  Nie  bez  powodu  Raphael  nazywa  cię  tyranem  - 

żartowała Annis. 

-  Czy  tak  rzeczywiście  powiedział?  Od  samego 

początku  postanowiłam  być  surowa,  w  przeciwnym 

razie  nie  słuchałby  wskazówek.  Chciałby  już  niemal 

biegać,  a  jeszcze  nie  może  się  nawet  poruszać.  Jeśli 

chce  w  ogóle  chodzić,  musi  się  stosować  do  mych 

poleceń. To bardzo ważne. 

-  Czy  będzie  normalnie  chodził?  -  zapytała  zanie-

pokojona Annis. 

-  Po złamaniu obu nóg to nie takie proste. Musi być 

cierpliwy,  cały  czas  ćwiczyć  mięśnie,  żeby  utrzymać  je 

w dobrej formie. Pan Leon dobrze wie, że mam rację, 
ale, jak większość mężczyzn, jest niecierpliwy. 

-  Boi się przyszłości - stwierdziła Annis. Na myśl, 

że  Raphael  może  być  niezdolny  do  chodzenia  lub 

grania na fortepianie, zabolało ją serce. 

Melina uśmiechnęła się do niej.

 

-  Nie  możemy  pozwolić,  by  zawczasu  się  zamart 

wiał. Musi się nauczyć cieszyć każdym dniem. Jestem 

zadowolona,  że  jesteś  tutaj,  Annis.  Będąc  w  pobliżu 

bardzo ułatwiasz mi pracę. Podtrzymujesz pana Leona 

na duchu. Potrzebuje cię.

 

Tych  słów  Annis  wolałaby  nie  usłyszeć.  I  bez 

obciążenia odpowiedzialnością za powrót Raphaela do 

zdrowia  było  jej  ciężko  powziąć  decyzję,  czy 

wyjechać, czy też zostać.

 

-  A co z jego rękoma? Jakie są szanse? - spytała. 
-  Jeszcze nie wiadomo. Ze ścięgnami różnie bywa. 

Operacje na nich raz się udają, a raz nie. Wyniku nie 

da się przewidzieć. Pan Leon będzie mógł z pewnością 

posługiwać się rękoma, ale czy uda mu się nadal grać 

jak  kiedyś,  nie  wiadomo.  Sądzę,  że  nawet  chirurg, 

który go operował, nie założyłby się o to. 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ 

109

 

Annis  porozmawiała  jeszcze  chwilę  z  Meliną,  po 

czym poszła do siebie. Przy zamkniętych okiennicach 

i wśród niebieskawych cieni, błądzących po pokoju w 

ociężałym  słońcu  greckiego  popołudnia,  spała  przez 

godzinę.

 

Nagle się obudziła. Wyrwała się z koszmaru. Leżała 

pod  gruzami,  zasypana,  z  ustami  pełnymi  pyłu, 

oślepła.  Usiadła  na  łóżku  i  z  bijącym  sercem 

rozejrzała  się  nieprzytomnie  po  pokoju.  Z  ulgą 

uzmysłowiła  sobie,  gdzie  się  znajduje.  Zlana  potem 

pokuśtykała  do  łazienki,  zimną  wodą  obmyła  twarz, 

kark i ręce.

 

Przy kolacji Melina zapytała:

 

-  Czy  mogłabym  mieć  dziś  wolny  wieczór?  Chcia 

łabym z kimś się spotkać.

 

Annis uśmiechnęła się.

 

-  Masz randkę? Przystojny? 

Melina zaczerwieniła się.

 

-  Dla mnie tak. - Była zmieszana. Jej grecki akcent 

stał się wyraźniejszy niż zazwyczaj. 

-  Masz  prawo  do  wolnego  wieczoru  -  orzekł 

Raphael. 

-  Dziękuję.  Wrócę  koło  dziesiątej,  jeszcze  zanim 

się  położycie.  -  Wstała  i  poszła.  Annis  i  Raphael 

zostali  przy  kawie,  obserwując  z  tarasu  księżyc 

wschodzący na jasnogranatowym niebie. 

-  Chcesz  czegoś  posłuchać?  -  zapytała  Annis 

Raphaela.  Wybrała  jego  ulubione  utwory  Szopena  i 

bez słowa przez godzinę słuchali muzyki. 

-  Miałem  dziś  telefon  od  Barry'ego  -  powiedział 

nagle Raphael. Spojrzała na niego. 

-  Czy gorzej z Carmel? 
-  Chciał  tylko  pożyczyć  pieniądze.  Mówił,  że  jest 

mu  potrzebny  nowy  samochód,  a  na  koncie  ma  zbyt 

mało. Wydaje mi się jednak, że nie mówi prawdy, sam 

nie wiem, dlaczego. Ciągle mu nie dowierzam 

background image

11o

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

i to mnie niepokoi. Carmei ma wystarczająco dużo 

Własnych kłopotów, by mąż miał jej sprawiać nowe! 

Annis rozejrzała się po ogrodzie skąpanym w księ-

życowej poświacie.

 

-  Carmei mu ufa, prawda? - spytała. 
-  Tak,  z  każdym  dniem  bardziej  na  niego  liczy  - 

odpowiedział  ponuro  Raphael.  -  Do  sprzątania  i 
pomocy  przy  dzieciach  przychodzi  kobieta,  a  codzien-

nie  na  parę  godzin  zatrudniają  pielęgniarkę,  która 

zajmuje  się  Carmei.  Barry  pracuje  nadal  sześć  dni  W 

tygodniu, ale kiedy Carmei źle się czuje, wtedy zostaje 

w domu i zarządza wszystkim. 

-  Nie lubisz go. 
-  Zawsze byłaś spostrzegawcza w takich sprawach. 

Nigdy  nie  lubiłem  Barry'ego,  za  bardzo  się  różnimy. 

Ale,  trzeba  przyznać,  nie  jest  mu  łatwo  i  się  nie 

uskarża,  przynajmniej  przede  mną.  Carmef  Polega  na 

nim,  widzi  w  nim  oparcie.  Nie  chciałem,  żeby  tak 

wcześnie  wychodziła  za  mąż.  Mniej  bym  się  o  nią 

martwił, gdyby wybrała innego faceta. Nadal nie mam 

przekonania  do  Barry'ego,  nigdy  go  nie  polubię.  Jest 

zbyt gładki. Każdemu potrafi Wcisnąć samochód i go 

zagadać,  a  ja  nie  uważam  tego  za  szczególnie 

pozytywną  cechę  charakteru.  znam  wiele  osób,  które 

uważają,  że  Barry  ma  Wiele  wdzięku,  ale  to  są 
zazwyczaj tylko kobiety. 

-

 Spojrzał na Annis spod oka. 

-  A  co  ty  o  nim  sądzisz?  Od  samego  początku  nie 

lubiłaś Barry'ego, Prawda? 

Skinęła milcząco głową.

 

-  Dlaczego? 
-  Nie  wiem,  chyba  instynktownie.  Wtedy  nic  nie 

mogłam mu zarzucić... 

-  A teraz możesz? - Oczy Raphaela się zwęziły. 
-  Tak,  teraz  mogę,  bo  go  poznałam  bliżej.  Mój 

instynkt na ogół nie zawodzi. 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

111

 

-  Kobieca  intuicja  -  potwierdził.  -  Szkoda,  że 

Carmel jej nie miała. Co ona widzi w Barrym? 

-  Miłość kieruje się własną logiką. 
-  Co logika ma do miłości? Nic. 

Annis wstała, żeby zmienić płytę. Nastawiła koncert 

fortepianowy  Czajkowskiego.  Kiedy  wróciła,  zoba-

czyła,  że  Raphael  ma  zamknięte  oczy.  Pochyliła  się, 

by  mu  odgarnąć  włosy  z  czoła.  Otworzył  oczy  i, 

zanim zdążyła się wyprostować, objął ją ramieniem.

 

-  Puść mnie.

 

Poczuła wargi Raphaela na szyi. Zamknęła oczy.

 

-  Przestań, proszę. - Próbowała się uwolnić. Wargi 

Raphaela  błądziły  po  jej  skórze.  Odchylił  sukienkę 

i zaczął wodzić ustami po piersiach dziewczyny.

 

Annis  znieruchomiała,  gdy  jego  usta  zaczęły  się 

przesuwać  w  dół  między  piersiami.  Podniosła  ręce  i 

ujęła  w  dłonie  jego  ciemną  głowę.  Zamierzała 

odepchnąć  Raphaela,  ale  poczuła,  jak  ogarnia  ją 

pożądanie.  Podobnie  jak  tony  muzyki,  jej  od  dawna 

tłumione  uczucia  przybierały  na  sile.  Nadal  trzymała 
w dłoniach jego głowę, zanurzając palce we włosy.

 

Usta Raphaela zatoczyły pełny łuk na jej piersiach. 

Annis nie nosiła biustonosza. Przestała go wkładać po 

wypadku, gdyż ramiączka urażały poranione ciało.

 

Raphael  odsunął  sukienkę  jeszcze  dalej,  wargami 

objął  sutki  dziewczyny.  Delikatne  ruchy  języka 

podniecały  Annis,  lecz  równocześnie  przenikała  ją 

niemal  macierzyńska  czułość.  Jak  dziecko  Raphael 

wtulał głowę w jej piersi, szukając ukojenia.

 

Pochyliła  się  i  ucałowała  jego  skronie.  Głowa 

Raphaela opadła na poduszkę, wypuścił dziewczynę z 

objęć i spojrzał na nią zmęczonym wzrokiem.

 

-  Nie oszukujmy się! Na razie nie nadaję się jeszcze 

do niczego, jestem słaby jak nowo narodzone dziecię. 

-  Biedny Raphael. 

background image

11Z

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Nie  kpij  ze  mnie!  Poczekaj,  aż  wyzdrowieję, 

a wtedy zobaczymy, kto będzie śmiał się ostatni.

 

Pochyliła się i pocałowała go w usta. Wstrząśnięta 

wrażeniem,  jakie  na  niej  wywierał,  usiadła  z  dala  na 

kanapce.  Raphael  uważnie  ją  obserwował.  Drżała  z 

podniecenia, pożądanie ogarnęło całe ciało.

 

Raphael leżał w milczeniu.

 

-  Kiedy wreszcie powiesz mi całą prawdę? - zapytał. 

- Kłamałaś?

 

Annis nie odpowiedziała.

 

-  Wiem, że w twym życiu nie ma innego mężczyzny. 

Nie  ma  i  nie  było.  Wymyśliłaś  to  wszystko,  żeby 

ukryć  prawdziwą  przyczynę  odejścia.  Dlaczego  nadal 

nic nie chcesz powiedzieć?

 

Milczała. Raphael ciągnął dalej.

 

-  Gdybym  wiedział,  o  co  chodzi,  pomógłbym  ci. 

Powiedz mi teraz, proszę. 

-  Nie  -  rzekła  Annis  po  długim  milczeniu.  -  Nie 

mogę. Zapomnij o wszystkim. 

-  Mam  zapomnieć?  Przez  całe  dwa  lata  próbowa-

łem,  ale  się  nie  udało.  Rzuciłaś  mnie,  gdy  byłem  w 

tobie  zakochany.  Nic  takiego  mi  się  przedtem  nie 

zdarzyło.  Widocznie  mnie  nie  kochałaś,  ale  mimo  to 

trudno ci wymazać sprawę z pamięci. 

Odpoczął chwilę.

 

-  Odkąd  spotkaliśmy  się  w  Atenach,  widzę,  że 

nadal  cię  pociągam.  Czy  tylko  pożądanie  między 

nami pozostało? Czy nic więcej nas nie łączyło? Może 

pragnęłaś tylko pieniędzy i sławy? Spotykam mnóstwo 

kobiet,  którym  na  tym  zależy.  Sam  nic  dla  nich  nie 

znaczę. A jak było z tobą? Zostałem tylko zdobycznym 
trofeum i niczym więcej? Czy odegrałaś tę rolę na mój 

użytek, żeby zdobyć prywatnego Oscara?

 

Rękoma zakryła uszy.

 

-  Przestań, proszę. - Po twarzy zaczęły spływać jej 

łzy.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

W  tym  momencie  ruchome  światła  reflektorów 

przebiły ciemności. Wracała Melina.

 

-  W porę się zjawia - powiedział ze złością Raphael. 

- Jesteś pewnie zachwycona.

 

Annis  sięgnęła  po  laskę,  wstała  i  skierowała  się  w 

stronę drzwi wejściowych. Była wykończona.

 

-  Znów uciekasz - stwierdził gorzko. 
-  Dobranoc. 
-  Miłych snów. 

Gdyby  wiedział,  jakie  miała  sny!  Od  wypadku 

często  śniło  się  jej  trzęsienie,  teraz  cały  przeżyty 

koszmar wracał prawie co noc.

 

W następne dni Annis unikała Raphaela na każdym 

kroku,  rzadko  przebywali  sami.  W  wolne  wieczory 

Meliny  chroniła  się  w  pokoju,  udając,  że  jest  już 

śpiąca. Raphael jej nie zatrzymywał.

 

Dużo  ćwiczyli  pod  kierunkiem  Meliny.  Niemal  co 

dzień  Raphaela  odwiedzała  Diona.  Annis  nie  brała 

udziału w tych spotkaniach.

 

Któregoś  dnia  wchodząc  do  salonu  zastała  Dio-nę 

przy  fortepianie.  Grała  nieznany  utwór.  To  muzyka 
Raphaela, pomyślała Annis. Komponuje dla Diony?

 

Raphael  siedział  tuż  obok  śpiewaczki  i  nucił.  W 

pewnej  chwili  Diona  przestała  grać  i  powiedziała 
podekscytowana:

 

-  Kochany,  to  znakomita  muzyka  do  tekstów! 

Jesteś cudowny. - Pochyliła się i pocałowała go.

 

Annis wyszła z salonu tak cicho, jak weszła. W ogóle 

jej nie zauważyli.

 

Poczuła się bardzo samotna. Liczyła dni do zdjęcia 

gipsu, coraz bardziej jej przeszkadzał. Raphael z dnia 

na dzień też był w gorszym humorze. Wypogadzał się 

tylko  wtedy,  kiedy  oboje  z  Dioną  pracowali  przy 
fortepianie.

 

Na kilka dni przed umówioną w Atenach wizytą

 

background image

114

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

u  specjalisty  Raphael  i  Diona  spędzili  razem  cały 

wieczór, mówiąc tylko o muzyce i całkowicie ignorując 

obecność  Annis.  Było  za  wcześnie,  żeby  iść  spać.  W 
sypialni  dziewczyna  też  nie  chciała  siedzieć.  Tkwiła 

więc  uparcie  na  tarasie,  patrząc  w  ciemne  niebo  i 

licząc  gwiazdy.  Zażyłość  Raphaela  z  Dioną  przeży-

wała boleśnie.

 

-  Kiedy poczujesz się lepiej, musimy zacząć razem 

pracować  -  mówiła  Diona  z  prowokującym  uśmie 
chem.  Miała  na  myśli  nie  tylko  muzykę.  -  Trzeba 

zorganizować  wspólny  koncert.  Ty  zagrasz  jedną  ze 

swych sonat, a ja zaśpiewam twoje nowe melodie. Są 

wspaniałe!  Właśnie  takie  powinny  być  współczesne 

pieśni,  dramatyczne.  -  Roześmiała  się  radośnie.  -  Są 
idealne dla mojego głosu.

 

Annis  nadal  obserwowała  gwiazdy.  Była  pełna 

wewnętrznego bólu.

 

Po wyjściu Diony Raphael zwrócił się do dziewczyny:

 

-  Czy zawsze musisz być taka niegrzeczna?

 

Ta  krzycząca  niesprawiedliwość  odjęła  jej  mowę. 

Patrzyła  na  Raphaela  z  otwartymi  ustami,  chwytała 
powietrze jak ryba bez wody.

 

-  To ja jestem niegrzeczna? Siedzę tutaj co wieczór, 

podczas gdy ty się zabawiasz z Dioną, a mnie traktujesz 
jak powietrze! 

-  Nigdy  nawet  nie  spróbowałaś  włączyć  się  do 

rozmowy. 

-  Kiedy?  Przecież  bez  przerwy  mówicie  tylko  o 

muzyce! 

-  Swego czasu słyszałem, że lubisz muzykę. 
-  Tak,  ale  tylko  słuchać.  Nie  znam  wcale  tych 

ludzi,  o  których  mówicie, nie  wiem  nawet,  nad  czym 

w  tej  chwili  pracujesz.  Diona  świetnie  zdaje  sobie  z 

tego sprawę, triumfuje... 

-  Nie  musisz  być  o  nią  zazdrosna  -  powiedział 

Raphael. - Jest tylko koleżanką, nikim więcej. Razem 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

115

 

pracujemy,  to  wszystko.  Diona  świetnie  zna  się  na 

muzyce. Wyczuwa, czy słowa i muzyka łączą się razem. 

Czyżby  Raphael  nie  zdawał  sobie  sprawy  z  tego,  jak 
bardzo  Dionie  na  nim  zależy?  Pewnego  dnia 

śpiewaczka  wyciągnie  pazury.  A  może  doszedł  do 

wniosku,  że  jest  mu  potrzebna  żona  o  tak  bliskich 

zainteresowaniach, żona z jego własnego świata?

 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

 

Następnego  ranka  Melina  bardzo  późno  obudziła 

Annis,  odciągając  zasłony  i  wpuszczając  słońce  do 
pokoju.

 

-  Śniadanie  do  łóżka  -  powiedziała  wesoło,  trzy-

mając tacę w rękach. 

-  Która  to  godzina?  -  Annis  spojrzała  z  obawą  na 

zegarek. - Nie powinnaś mi pozwolić tak długo spać! 

-  Dlaczego? Przecież to twój urlop. Wyskakuj z łóż-

ka  i  biegnij  do  łazienki.  Śniadanie  czeka.  Muszę  iść 

teraz do pana Leona, dziś także dłużej śpi. Co robiliście 
razem ostatniej nocy? - Melina odwróciła się śmiejąc. 

Jako  pielęgniarka  wie  dobrze,  że  nie  mogliśmy  nic 

robić,  pomyślała  Annis,  ale  nawet  ta  żartobliwie 

wypowiedziana sugestia bardzo ją poruszyła.

 

Po  wyjściu  Meliny  piła  kawę,  patrząc  w  okno  i 

obserwując  przezroczyste  niebo.  Widoczność  była 

znakomita.  Jakby  to  było  dobrze  -  westchnęła  - 

gdybym moje życie mogła widzieć równie wyraźnie.

 

Usłyszała ciche pukanie. W drzwiach stanął Raphael, 

podpierając się dwiema laskami. Ostatnio zręcznie się 

nimi posługiwał. Annis uśmiechnęła się na widok jego 
zadowolonej z siebie miny.

 

-  Niedługo będziesz biegał z laskami - powiedziała. 
-  I grał w golfa! 
-  Nie dasz rady utrzymać kija! 
-  A od czego są moje laski? - To mówiąc oparł się 

na jednej z nich i zaczął wymachiwać drugą. 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

117

 

Śmiała się, ale była nieco zaniepokojona.

 

-  Bądź ostrożny.

 

Raphael  wyprostował  się,  oparł  na  obu  laskach  i 

spojrzał ciepło na dziewczynę.

 

-  Z  przepaską  na  włosach i w  niebieskiej  koszulce 

wyglądasz zupełnie jak Alicja z Krainy Czarów. 

-  Nie lubiłam nigdy tej książki, przerażała mnie. 
-  Sądzę, że nie podobała ci się w niej cała bezsen-

sowność  -  powiedział.  -  Brak  logiki,  wszystko  na 
opak.  Ty,  Annis,  jesteś  ogromnie  rzeczowa.  Chcesz, 

żeby wszystko było na swoim miejscu. Lubisz gładko 

układać sobie życie, masz niezwykłe poczucie ładu. 

-  A więc jestem bardzo nudna - orzekła smętnie. 
-  Nudna? Nie jesteś nudna, to niedobre określenie. 

Jesteś  zaskakująca,  nie  można  przewidzieć,  jak  się 
zachowasz.  Raz  bywasz  praktyczna  i  rzeczowa,  a  raz 

jesteś  rozmarzoną  romantyczką.  Nie  ma  sposobu,  by 

zgadnąć,  kiedy  jaka  będziesz.  -  Wzrok  Raphaela 

stwardniał. - Na przykład nie spodziewałem się, że tak 

całkiem bez ostrzeżenia znikniesz z mego życia... 

Zagryzła  wargi.  Gdybym  tylko  mogła  wyznać 

Raphaelowi  prawdę,  pomyślała.  Być  może  mylę  się, 

przewidując  jego  gwałtowną  reakcję.  Wybuchnie  jak 

wulkan i będzie krzyczał tak, że go usłyszy każdy na 

milę  stąd?  Gdybym  porozmawiała  z  nim  spokojnie  i 

wszystko wytłumaczyła...

 

-  Dlaczego mnie rzuciłaś? - zapytał tak nagle, że aż 

podskoczyła.  Często  zaskakiwał  ją  tym,  że  wpadał  w 

tok jej myśli. 

-  Czy zraził cię mój tryb życia? 

Po raz pierwszy Annis zdała sobie sprawę, że to też 

stało się po części powodem jej ucieczki.

 

-  Niełatwo jest zwykłej kobiecie być żoną sławnego 

mężczyzny.

 

background image

118

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Niełatwo  jest  zwykłemu  mężczyźnie  być  sławnym 

mężczyzną. Jak wiesz, nie zawsze byłem sławny. Stało się 

to dość szybko i trudno było się przyzwyczaić. Muzycy, 

wszyscy  artyści,  żyją  jak  ptaki,  w  ciągłym  ruchu.  Przed 

każdą moją podróżą byłaś zdenerwowana i smutna. Nic 

na to poradzić nie mogę, wyjazdy są częścią mojej pracy. 

Sam już nie lubię tych ciągłych tournee, życia na walizkach, 
w  hotelach.  W  miarę  upływu  czasu  to  przestawało  być 

zabawne.  Cieszyłem  się  na  myśl  powrotu  do  domu, 

którego, jak  wiesz, nigdy nie sprzedałem. Dom  w Man 

chesterze  miał  być  naszą  bazą.  Gdybyśmy  mieli  dzieci, 

zostawałabyś w domu z nimi lub jechała ze mną.

 

Rzuciła mu krótkie spojrzenie.

 

-  Wiem, że to egoizm - mówił dalej Raphael - mieć 

zarówno  ciebie,  jak  i  muzykę.  Kocham  muzykę  i  nie 

jestem  w  stanie  zmienić  swego trybu  życia  nawet  dla 
ciebie... 

-  Wiem  o  tym  -  odpowiedziała  z  westchnieniem. 

Raphael nigdy nie był zdolny do kompromisów. Zbyt 

dobrze  go  znała,  aby  wiedzieć,  jaka  będzie  jego 

reakcja, gdy dowie się prawdy o przyczynach zerwania. 

Byłby zbyt rozzłoszczony, żeby baczyć na jakiekolwiek 
konsekwencje. 

Usłyszeli głos Meliny. Wołała, że śniadanie czeka na 
Raphaela na tarasie. Zwrócił się do Annis.

 

-  Czy zejdziesz zaraz na dół? 
-  Chyba  zostanę  dziś  w  łóżku  -  odrzekła  unikając 

jego wzroku. 

Przez chwilę stał milcząc, wreszcie wybuchnął:

 

-  A rób sobie, co chcesz!

 

Drzwi zamknęły się z trzaskiem. Annis miała oczy 

pełne łez. Nie, nie może teraz powiedzieć mu prawdy, 

szalałby z wściekłości, za duże ryzyko.

 

background image

TRUDNA

 

MIŁOŚĆ

 

119

 

Długo leżała patrząc w niebo. Kiedy Melina wróciła 

po tacę, Annis zerwała się szybko.

 

-  Zgadnij,  kto  właśnie  podjechał  wielką  limuzyną, 

żeby  zabrać  ukochanego  maestro  na  przejażdżkę  po 
wyspie?

 

Annis odpowiedziała sztywno:

 

-  Diona Munthe.

 

-  Zgadłaś, otrzymujesz pierwszą nagrodę. 

Annis wyjrzała przez okno. Cała radość poranka

 

gdzieś się ulotniła.

 

-  Czy tutaj jest dużo do zwiedzania? - zapytała. 
-  Zrobią  małą  rundkę,  która  skończy  się  w  jej 

domku. Diona chce mieć pana Leona dla siebie. Co ma 

pisać  dla  niej?  Pieśni?  Operę?  Mówiłam  ci,  jak  ona 

działa.  Z  wyrachowaniem.  Podczas  choroby  bez 

przerwy wisiała przy telefonie. Dzwoniła do mężczyzn 

na całym świecie. Ale pan Diandros otrzyma rachunek 
za te telefony! 

-  Może poprosi Dionę, żeby zapłaciła. 
-  Sam  zapłaci,  stać  go  na  to.  Jest  mały  i  gruby, 

bywa nieprzyjemny, ale za to jest bardzo bogaty. Czy 

sądzisz,  że  pozwolił  Dionie  mieszkać  w  willi  tylko 

dlatego, że była chora? 

Melina uśmiechnęła się cynicznie i sama odpowie-

działa na swoje pytanie:

 

-  Nie sądzę. 
-  Ubiorę  się.  -  Annis  miała  nadzieję,  że  zanim 

zejdzie  na  dół,  Diona  z  Raphaelem  już  odjadą.  Nie 

chciała patrzeć, jak go wywozi ta śpiewająca pirania. 

Melina, z tacą w ręku, odwróciła się.

 

-  Mam  pomysł.  Ponieważ  mój  pacjent  znika,  będę 

miała  trochę  wolnego  czasu.  Może  się  przejedziemy? 

Niewiele tutaj zdążyłaś zobaczyć. 

-  Świetnie. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

120 

 

 

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Dzień był piękny, szkoda było go marnować. Oprócz 

drogi z lotniska do willi, Annis nie widziała prawie nic.

 

Ubrała się i zeszła na dół, przekonana, że Raphael i 

Diona  już  pojechali.  Zastała  jednak  śpiewaczkę, 

właśnie dopijała kawę. Spojrzała wrogo na Annis.

 

-  Jeszcze tutaj jesteś? 
-  Jak widzisz. 
-  Tracisz  czas,  odczep  się  wreszcie  od  Raphaela. 

Mówiła dużo przykrych rzeczy, ale dziewczyna prawie 

jej nie słuchała. 

Z  domu  wyszedł  Raphael,  podpierał  się  dwiema 

laskami.  Diona  wstała  i  wsunęła  mu  rękę  pod  ramię, 

promiennie  się  uśmiechając.  Szli  oboje  w  stronę 
Annis.

 

-  Jedziesz z nami? - zapytał Raphael. 
-  Nie, zabiera mnie Melina. 
-  Chodź, kochany, nie możemy tracić czasu - słod-

kim  głosem  ponaglała  Diona.  -  Potem  będzie  za 

gorąco na zwiedzanie wyspy. 

Melina wybiegła z domu, ubrana w krótkie różowe 

szorty i wydekoltowaną czarną bluzkę.

 

-  Przepraszam, że czekałaś - zwróciła się do Annis. 
-  Wyglądasz świetnie. 
-  Ty też. 
Annis  miała  na  sobie  zielono-białą  bawełnianą 

sukienkę. Ze względu na gips nie mogła włożyć stroju 

plażowego.  Zazdrościła  Melinie.  Obie  poszły  do 
samochodu.

 

-  Czy  nie  masz  nic  przeciwko  temu,  że  się  z  kimś 

po drodze spotkamy? - zapytała Melina. 

-  Z kim? 
-  Z pewnym młodym człowiekiem. - Melina zrobiła 

tak niewinną minę, że Annis aż się roześmiała. 

-  On z nami nie pojedzie - dodała Melina. - Pomyś

background image
background image

lałam sobie, że możemy gdzieś wpaść na lunch. Ale jeśli nie chcesz...

 

-  Oczywiście, że chcę go poznać. Jak ma na imię? 
-  Yanni. Jego rodzina prowadzi małą tawernę. 
-  I tam się zatrzymamy na lunch? 
-  Tak. - Melina śmiała się. 
-  Gdzie go poznałaś? - zapytała Annis. 
-  Nasze rodziny mieszkały obok siebie, gdy byłam mała. Jego matka 

lubi moją mamę. 
Wsiadły do samochodu sportowego. Był zdezelowany, ale gdy Melina 

uruchomiła starter, ruszył z rykiem, jak wóz wyścigowy.

 

To  świetny  samochód  -  stwierdziła  -  chociaż  jest 

dość  stary.  Georgi,  brat  Yanniego,  ma  mały  warsztat 

i sam mi go wyszykował.

 

Przez  godzinę  jechały  wzdłuż  wybrzeża,  mijając  wioski  rybackie 

skupione  wokół  mól.  Przy  malutkich  portach  nieliczni  turyści 
spacerowali w szortach i koszulach, siedzieli w kawiarniach pod gołym 
niebem,  rozmawiając  i  popijając  kawę,  lub  zaglądali  do  sklepików. 

Słońce  grzało  już  mocno,  przez  otwarty  dach  samochodu  wiatr 

chłodził rozgrzane ciała dziewcząt.

 

W jednej z miejscowości nad brzegiem morza zatrzymały się na kawę. 

W pobliskich sklepach dla turystów Annis kupiła niedrogie prezenty i 

wróciła do stolika, przy którym siedziała Melina nad szklanką wody z 
lodem.

 

Jesteś 

gotowa? 

Pojedziemy 

teraz 

do 

tawerny 

Yanniego.

 

Wróciły  do  samochodu  i  od  morza  skręciły  w  głąb  lądu,  w  wąską, 

kamienistą  drogę.  Pięła  się  pod  górę.  Po  obu  stronach  ciągnęły  się 

kwitnące  wrzosowiska.  Nad  nimi  unosiły  się  setki  hałaśliwych 

pszczół. Na

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

121

 

background image

                                                                                               

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

 122

zboczach  pagórków  rozciągały  się  gaje  oliwne,  a  z 

cienia  przed  starymi,  białymi  kościółkami  ubrani  na 

czarno  księża  przyglądali  się  przejeżdżającym. 

Gdzieniegdzie w cieniu sosen kryły się domki z ogró-
dkami. 

-  Jest  tutaj  dużo  ładniej  niż  w  tych  wszystkich 

miejscowościach turystycznych  na wybrzeżu  -  powie-

działa rozmarzona Annis. 

-  To typowo grecki krajobraz. Bardzo go lubię. 
-  Nie  do  porównania  z  Manchesterem!  -  Annis  i 

Melina roześmiały się. 

Kiedy  dotarły  do  tawerny,  dochodziło  południe. 

Spod  tarasu  zaczął je  obszczekiwać  pies.  Gdy  poznał 

Melinę, zbliżył się merdając wesoło ogonem. Z niskiego, 

pomalowanego  na  biało  domu  wyszła  teraz  cała 

rodzina.  Melina  przedstawiła  Annis,  która  przywitała 

się z niskim, czarnowłosym ojcem, pulchną, uśmiech-

niętą  matką,  siostrą,  mówiącą  trochę  po  angielsku,  i 

Yannim.  Był  bardzo  przystojny,  miał  typowo  grecką 

urodę, ciemnowłosy i brązowooki, z oliwkową cerą.

 

-  Melina  uczy  mnie  angielskiego  -  powiedział  do 

Annis, ściskając jej rękę. Przywitał się mówiąc:  - Jak 

się czujesz? 

-  Dziękuję, dobrze, a jak ty? 
-  OK - odpowiedział bardzo z siebie zadowolony. 

Cała rodzina przyglądała się Annis uważnie, coś

 

tam szeptali, Melina im potakiwała.

 

-  O co chodzi? - zapytała Annis. 
-  Powiedzieli, że wyglądasz jak typowa Angielka. 
-  Czy to miał być komplement? 

Melina  roześmiała  się  i  zamieniła  kilka  słów  z 

gospodarzami.

 

-  Tak,  komplement,  bo  masz  cerę  jak  angielska 

róża.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

123

 

Cała  rodzina  śmiała  się  serdecznie,  Annis  zrobiła 

się czerwona.

 

Obie dziewczyny reprezentowały skrajnie różne typy 

urody.  Przejeżdżając  wybrzeżem  ściągały  na  siebie 

spojrzenia  młodych  mężczyzn.  Angielscy  turyści 

przyglądali  się  tylko  Melinie,  Grecy  zaś  nie  mogli 

oderwać oczu od Annis.

 

Jadły lunch na tarasie, w cieniu winorośli rozpiętych 

na  drewnianych  żerdziach.  Słońce  przezierało  przez 

liście,  tworząc  jasne  cętki  na  twarzach  jedzących,  na 

stole i podłodze.

 

Lunch  rozpoczął  się  od  ogromnych  pomidorów 

faszerowanych ryżem z papryką. Potem było duszone 

mięso jagnięcia z zieloną sałatą wymieszaną z kawał-
kami  domowej  roboty  ostrego  owczego  sera,  a  na 

deser  dostały  zielone  figi.  Potrawy  podawał  Yanni. 

Obsługiwał  on  także  grupę  amerykańskich  turystów. 
Przybyli  autokarem  ze  statku  wycieczkowego,  który 

zawinął na jeden dzień do portu na wyspie.

 

-  Ta tawerna ma bardzo dobrą opinię - powiedziała 

Melina  z  dumą.  -  Przyjeżdża  tutaj  wiele  osób, 

zwłaszcza podczas weekendów. 

-  Nic dziwnego, jedzenie jest świetne  - stwierdziła 

Annis. 

Tutaj,  w  górach,  było  chłodniej  niż  nad  samym 

morzem."  Mimo  to  jednak  w  miarę  upływu  czasu 

robiło  się jej coraz  cieplej.  Rozgrzana  dobrym  jedze-

niem  i  słodkim  greckim  winem  zrobiła  się  senna. 

Ziewnęła.

 

-  Chyba wypiłam za dużo wina. 
-  Wracajmy, odpoczniesz w domu. - Melina weszła 

do  domu,  by  pożegnać  się  z  Yannim.  Podczas  jej 

nieobecności odjechali amerykańscy turyści, narzekając 

na długą drogę przed nimi. Tawerna opustoszała, 

background image

124

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

zapanowała cisza. Annis drzemała na krześle w cieniu 

winorośli.

 

Zjawiła się Melina.

 

-  Jedziemy?

 

Annis wstała. Yanni podał jej laskę i podprowadził 

do samochodu.

 

-  Czy on może z nami jechać? - spytała Melina. 
-  Oczywiście. 
-  Dziś idziemy na tańce - dodał Yanni. 
-  Mam wolny wieczór - uzupełniła Melina. Yanni 

usiadł z tyłu. Odjeżdżając pomachali całej 

rodzinie żegnającej ich z tarasu.

 

W  dół,  w  stronę  morza,  zjeżdżali  szybko,  aż  za 

szybko.  Przy  pokonywaniu  ostrych  zakrętów  Annis 

zapierało dech.

 

-  Nie  bój  się,  jedziemy  bezpiecznie  -  zapewniła  ją 

Melina.

 

Annis  odniosła  wrażenie,  że  dziewczyna  popisuje 

się  przed  chłopakiem  i  chociaż  była  chyba  dobrym 

kierowcą, Annis odetchnęła z ulgą, gdy zjechali z gór i 

znaleźli  się  na  płaskiej  drodze  prowadzącej  wzdłuż 

wybrzeża.

 

Powrót do domu zajął im nie więcej niż pół godziny. 

Po drodze mieli przygody. Raz samochód o mało nie 

wyskoczył z drogi, gdy Melina ostro skręciła, żeby nie 

najechać staruszka jadącego na ośle samym środkiem, 

potem  wpadli  w  tak  dużą  dziurę,  że  Annis  była 

przekonana,  iż  złamie  się  tylna  ośka,  jeszcze  później 

Melina  przegoniła  stado  kur  z  taką  szybkością,  że  aż 

fruwały w powietrzu, a w pewnej chwili samochód znów 

o  mało  co  nie  wypadł  z  drogi,  gdy  dziewczyna 
próbowała  wyprzedzić  inny,  powolniejszy  wehikuł, 

który miał nieszczęście się przed nimi znaleźć.

 

Wszystkie te incydenty Yanni witał wybuchami

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ 

125

 

głośnego śmiechu. Annis zamknęła oczy i, blada ze 

strachu, zaczęła się modlić.

 

Przez całą drogę Melina rozmawiała bez przerwy z 

Yannim.  Dopiero  gdy  dojeżdżali  do  willi,  zorien-

towała  się,  że  Annis jest  bardzo  milcząca.  Przypisała 

to tylko zmęczeniu.

 

-  Ta  wyprawa  trwała  za  długo  -  orzekła.  -  Mam 

wyrzuty  sumienia.  Powinnaś  iść  od  razu  do  łóżka 

i zjeść kolację u siebie w pokoju. - A potem powiedziała 

coś po grecku do Yanniego.

 

Gdy  tylko  samochód  zatrzymał  się  przed  domem, 

Yanni wyskoczył, otworzył drzwi od strony Annis  i - 

zanim  się  zorientowała,  co  się  dzieje  -  wyniósł  ją  na 

rękach z samochodu i zaczął wnosić na stopnie tarasu.

 

Trzymała go kurczowo za szyję i prosiła, żeby puścił.

 

-  Jestem za ciężka, postaw mnie!

 

Yanni nie rozumiał, co do niego mówiła. Śmiał się 

od ucha do ucha, pokazując białe zęby.

 

-  OK,  ślicznotko!  -  wykrzyknął  z  wyraźnie  amery 

kańskim  akcentem,  tak  że  Annis  nie  mogła  po 

wstrzymać się od śmiechu.

 

Na widok Raphaela stojącego nieruchomo na tarasie 

śmiech  zamarł  jej  na  ustach.  Wyglądał  jak  chmura 

gradowa, tak że aż Yanni się speszył i zatrzymał.

 

-  Gdzie  byłyście  cały  dzień?  -  spytał  Raphael.  - 

Kim jest ten facet? 

-  Puść  mnie,  Yanni  -  poprosiła  Annis  spokojnym 

głosem.  Na  tarasie  Yanni  posadził  ją  na  jednym  z 

krzeseł stojących obok stołu. Melina podbiegła do niej 

przynosząc laskę zostawioną w samochodzie. 

Annis  spojrzała  na  rozzłoszczonego  Raphaela  i 

spokojnie powiedziała:

 

-  Yanni jest przyjacielem Meliny, byłyśmy na lunchu 

u jego rodziny.

 

background image

126 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Wygląd Raphaela się nie zmienił.

 

-  Czemu się złościsz na mnie? - spytała cicho. 

Nagle zauważyła, że w oczach Raphaela odbijają

 

się zarówno złość, jak i ból. Zorientowała się, że coś 

jest nie w porządku.

 

-  Co się stało? - zapytała. Raphael 

odrzekł zdławionym głosem: 
-  Carmel jest znów na oddziale reanimacji. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

 

Wieczorem odlecieli do Aten tym samym odrzutow-

cem, który ich przywiózł  na wyspę. Przed wyjazdem, 

czekając na Annis, Raphael załatwił wiele spraw przez 
telefon.

 

Umówił  się  z  lekarzem  specjalistą  na  pospieszną 

wizytę. Pan Diandros zaoferował mu swój samolot nie 

tylko do Aten, lecz także na przelot później do Anglii.

 

-  Zaoszczędzimy  w  ten  sposób  cały  dzień  -  po 

wiedział  Raphael.  -  W  Londynie  będziemy  jutro 
wieczorem.

 

Annis  zaczęła  się  pakować,  pomagała  jej  w  tym 

Melina.

 

-  Co właściwie dolega siostrze pana Leona?  - spy-

tała. 

-  Od czterech lat choruje na nerki. Sądziłam, że jej 

stan  jest  na  tyle  ustabilizowany,  iż  może  prowadzić 

niemal normalne życie. Widocznie się myliłam. 

-  Czy ma dzieci? 
-  Dwoje.  Sylvia  ma  osiem  lat,  a  Robert  sześć. 

Byłoby straszne, gdyby straciły matkę. 

-  Nie  martw  się  zawczasu.  Medycyna  zrobiła 

ostatnio ogromne postępy  w leczeniu chorób nerek.  - 

Melina  domknęła  walizkę.  -  Szkoda,  że  wyjeżdżasz, 

będzie mi ciebie brakowało. 

-  Mnie też. Kiedy przyjedziesz do Anglii, będziesz 

musiała nas koniecznie odwiedzić.  - Annis podała jej 
swój  adres.  -  Napisz  do  mnie.  I  zawiadom  o  ślubie  z 

Yannim. Przyjadę, jeśli mnie zaprosisz. 

background image

128

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Oczywiście.

 

Pożegnały  się  czule  na  tarasie.  Z  dużej  kolorowej 

torby  plażowej  Annis  wyjęła  pakiecik  i  podała  gq 
Melinie.

 

-  To  prezent  dla  ciebie.  Dziękuję  za  wszystko. 

Jesteś  świetną  pielęgniarką,  powiem  to  panu  Diand- 

rosowi, gdy tylko go zobaczę w Londynie.

 

Raphael wręczył Melinie kopertę.

 

-  Do  widzenia.  Dziękuję  za  opiekę.  Proszę  sobie 

kupić  jakiś  ładny  prezent  ode  mnie.  Annis  ma  rację, 

jesteś doskonałą pielęgniarką.

 

Nie czekając na odpowiedź zszedł sam po schodach, 

Annis kuśtykała za nim.

 

-  Chodź  szybciej  -  poganiał  ją  Raphael.  -  Nie 

mamy czasu na dłuższe pożegnania.

 

Już w samochodzie dodał:

 

-  To  dobrze,  że  miałaś  podarunek  dla  Meliny.  Nie 

byłem  przygotowany,  dałem  jej  tylko  czek,  mimo  że 
nie jest to najbardziej elegancki prezent. Co jej dałaś? 

-  Czerwoną  jedwabną  bluzkę.  Widziała  ją  na 

wystawie i bardzo się jej podobała. Kupiłam dzisiaj, w 

tajemnicy  przed  Meliną,  tak  jakbym  przewidziała,  że 

wcześniej wyjedziemy. 

-  Chciałbym,  żebyś  umiała  przewidzieć,  co  będzie 

z Carmel - powiedział smutnym głosem. Annis położyła 

mu rękę na ramieniu. 

-  Będzie  lepiej,  zobaczysz.  Miewała  już  przecież 

takie pogorszenia. 

-  Tak,  ale  tym  razem  to  jest  kryzys.  -  Zamilkł. 

Widocznie  nie  chciał  mówić  więcej,  więc  Annis  nie 

pytała. 

Noc spędzili w hotelu Grand Bretagna, w pokojach 

obok siebie. Słyszała, jak Raphael do późna miota się 

po pokoju, niczym zwierzę w klatce. Bał się z pewnością 
jutra.

 

Rano pojechali do kliniki. Każde z nich, lekarz

 

background image

TRUDNA MłLOSC

 

129

 

badał  z  osobna.  Annis  poszła  na  pierwszy  ogień.  Już 

wcześniej  Melina  zdjęła  jej  bandaże  z  żeber,  teraz  z 

nogi usunięto gips.

 

Na wyjście Raphaela od lekarza czekała w klinice, 

pijąc jedną kawę po drugiej. Trwało to bardzo długo. 

Była  coraz  bardziej  zdenerwowana.  Nagle  ukazał  się 
w drzwiach, wyprostowany, bez gipsu na nogach i bez 

lasek. A co z rękami? - pomyślała. Zobaczyła, że nie 

są zabandażowane. Czekała w napięciu, co Raphael jej 
powie.

 

Podszedł bliżej, zatrzymał się i nagle twarz mu się 

rozpromieniła.  Wiedziała  już,  że  wynik  badania  jest 

pomyślny.  Rzuciła  mu  się,  szczęśliwa,  w  ramiona. 

Raphael pochylił się, pocałował mocno w usta i spojrzał 

na nią, zadowolony.

 

-  Jest dobrze, jest cholernie dobrze! Mogę grać! W 

pomieszczeniu dla personelu jest pianino. Lekarz mnie 
tam zaprowadził. I grałem! Trochę jeszcze niezdarnie, 

ale grałem. Po kilku tygodniach ćwiczeń będę grał jak 
przedtem. 

-  To  cudownie.  Jestem  taka  szczęśliwa.  A  co  z 

nogami, z żebrami? 

-  W  porządku.  Czeka  mnie  jeszcze  fizykoterapia, 

to wszystko. 

-  Mnie  też.  Lekarz  stwierdził,  że  jestem  w  dobrej 

formie. 

Do centrum Aten wracali taksówką.

 

-  Jak to dobrze, że dziś lecimy do domu. Nie mogę 

się  już  doczekać.  Och  -  wykrzyknęła  nagle  Annis.  - 

Nie mogę jechać, nie mam paszportu! 

-  Masz. Chyba zapomniałem ci o tym powiedzieć. 

Spod gruzów wydobyto nie uszkodzony sejf hotelowy, 

w którym były paszporty turystów, twój też. Odesłali 

go panu Diandrosowi, a on przysłał mnie. 

Annis spojrzała uważnie na Raphaela.

 

-  Kiedy to było?

 

background image

130 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Z tydzień temu. 
-  I nic mi nie mówiłeś? - zapytała zdumiona. 
-  Musiałem widocznie zapomnieć. 

Z wrażenia Annis aż zaniemówiła, ale nie na długo.

 

-  Jak mogłeś nie powiedzieć o tak ważnej sprawie! 

Źrebiłeś to umyślnie! 

-  A właściwie dlaczego miałbym to zrobić? - Spoj-

rzał na nią z ukosa. Po chwili nachylił się i szepnął jej 
do ucha: - Kierowca ci się przygląda. 

-  Nic mnie to nie obchodzi! 

Nagle Raphael pochylił się do przodu i rzucił parę 

słów  po  grecku.  Taksówka  zwolniła,  dojechała  do 

krawężnika i się zatrzymała. Wysiedli.

 

Annis zobaczyła, że do placu Syntagma jeszcze nie 

dojechali.

 

-  Co robisz? Gdzie jest nasz hotel? - zapytała.

 

-.  Nk.  wm  jak  ty,  ak.  ja  jestem  "Ltes&mvi  ^odwj. 

Już  południe.  Kilka  przecznic  stąd  jest  świetna 
restauracja. Z akwarium wybierzesz sobie homara i ci 

go przyrządzą tak, jak będziesz chciała.

 

-  I  stanie  mi  w  gardle!  -  Annis  krzyknęła  roz 

złoszczona.  Odwróciła  się  i,  przebiegając  jezdnię 

między  samochodami,  wpadła  do  parku.  Po  chwili 

dogonił  ją  Raphael,  zadyszany  po  nadmiernym 

wysiłku.

 

^  Poczekaj,  Annis  -  zawołał.  Rzuciła  mu  lodowate 

spojrzenie.

 

-  Zostaw mnie, nigdzie nie pójdę. Jestem na ciebie 

naprawdę zła. Zmusiłeś mnie do pozostania na wyspie, 

oszukałeś.  Przecież  od  dawna  wiedziałeś,  że  paszport 

się znalazł!

 

Potrzebowałem cię - powiedział wyciągając rękę.

 

Odtrąciła ją gniewnie.

 

I dlatego spędzałeś tyle czasu z Dioną?

 

-^ Zazdrosna?

 

-- O kogo? O ciebie? Nie rozśmieszaj mnie i nie

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

131

 

kłam.  Nie  potrzebowałeś  mnie,  lecz  chciałeś  zmusić, 

bym  została  na  wyspie  po  to,  żebyś  mógł  się  nadal 

nade mną znęcać!

 

-  Co  to?  Nagle  stałem  się  wrogiem  publicznym 

numer jeden? Dlaczego mnie nienawidzisz? Nigdy nie 

wiem, jak się zachowasz. W szpitalu byłaś taka miła, 
a  teraz...  No  dobrze,  po  powrocie  do  Londynu 

pożegnamy  się.  Na  zawsze.  -  Odwrócił  się  i  poszedł 

w stronę hotelu.

 

Gdy  była  już  w  swoim  pokoju,  Raphael  przyniósł 

jej paszport i bez słowa wyszedł.

 

Wzięła  prysznic,  a  potem  zeszła  na  dół  na  lunch. 

Zrobiła się głodna.

 

Wracając  ujrzała  Raphaela  siedzącego  w  holu  na 

skórzanej  kanapie.  Wyglądał  bardzo  źle,  był  smutny. 

Podeszła i usiadła obok.

 

-  Masz jakieś nowe wiadomości? - zapytała. 
-  Telefonowałem do szpitala. Powiedzieli mi, że są 

powody do obaw. Czy nie mogą mówić po ludzku, że 

Carmel  jest  w  ciężkim  stanie?  Przecież  nie  jestem 

dzieckiem. Muszę być przygotowany na najgorsze. 

-  Nie  wyobrażaj  sobie  tego  -  poprosiła  Annis. 

Zrobiło  się  jej  bardzo  przykro.  W  takiej  chwili  nie 

może go przecież zostawić samego. 

Raphael ujął rękę dziewczyny i pocałował. Spojrzał 

na nią z uczuciem.

 

-  Dziękuję  ci,  że  jesteś  przy  mnie.  Nie  wiem,  co 

bym  bez  ciebie  zrobił.  Czy  zostaniesz  ze  mną  w 

Manchesterze,  dopóki...  dopóki  nie  dowiem  się,  co  z 
Carmel? 

-  Jeśli zechcesz, zostanę. Wynajmę pokój w hotelu 

w pobliżu szpitala. 

-  Nie.  Pojedziesz  ze  mną  do  domu.  Sprowadzę 

dzieci... 

-  Skąd? - spytała zaskoczona. 

background image

132

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Są u mojej kuzynki w Birmingham. Czy zajmiesz 

się nimi przez kilka dni?

 

Annis milczała.

 

Twarz Raphaela stężała.

 

-  Wiem, że zbyt wiele od ciebie wymagam. Zapom-

nij, że prosiłem. 

-  Oczywiście, że się nimi zajmę. 
-  Dziękuję. Kamień spadł mi z serca. Powinny być 

blisko  matki,  w  razie  gdyby...  Gdyby  chciała  je 

zobaczyć,  jeśli  odzyska  przytomność.  Dzieci  muszą 

być  przerażone, nie  wiedzą,  co  się  dzieje.  Ani  matki, 
ani ojca. 

-  Co  z  nim?  -  spytała  zaskoczona,  a  zarazem 

przerażona. 

Raphael patrzył tępo przed siebie. Nie odpowiadał.

 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

 

Raphael zmarszczył czoło.

 

-  Nie mówiłem? Musiałem przecież coś powiedzieć. 

Annis zaprzeczyła ruchem głowy. Była blada i bardzo

 

zdenerwowana.

 

-  Myślałem, że powiedziałem ci wtedy, kiedy Carmel 

straciła przytomność. Na pewno! 

-  O...  -  zrobiła  długą  przerwę.  -  Nawet  nie 

wspomniałeś...  -  Zawiesiła  głos  i  przełknęła  ślinę. 

Wciąż jeszcze to imię nie mogło przejść jej przez usta. 

Przywodziło  na  myśl  zbyt  przykre  skojarzenia. 

Wolała, aby cała sprawa była nadal zamknięta głęboko 

w pamięci. Przemogła się wreszcie i spróbowała jeszcze 
raz. 

-  Nic  mi  nie  mówiłeś  o...  Barrym.  Czy  coś  mu  się 

stało? Miał wypadek? 

-  Nie  było  żadnego  wypadku.  -  Ze  słów  Raphaela 

zaczynała przebijać wściekłość. 

-  To  dlatego...  -  Przerwał  na  dźwięk  głosu,  który 

dobiegł  ich  z  tyłu,  z  zatłoczonego  holu  hotelowego. 

Był to wysoki głos kobiety, mówiła być może specjalnie 

tak przenikliwie i ostro, by Raphael usłyszał. 

-  Popatrz  tam.  Czy  to  nie  jest  ten...,  jakże  on  się 

nazywa?  No  wiesz,  ten  kompozytor.  Z  hiszpańskim 
nazwiskiem. Tak, jestem pewna, że to on! Objeżdżał z 

orkiestrą  całą  Europę.  Wszędzie,  dokąd  przyjeż-

dżaliśmy, już był wcześniej. Weźmy od niego autograf! 

Jenny,  nie  sądzisz,  że  wygląda  bombowo?  Lubię 

południowców... 

Annis spojrzała za siebie i zobaczyła dziewczynę

 

background image

134

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

z dużym biustem, ubraną w obcisłe spodnie i pur-

purową koszulę. Badawczo im się przyglądała. 

Raphael się nie odwrócił.

 

-  Nie  można  tutaj  w  ogóle  rozmawiać  -  rzucił 

rozeźlony.  -  Za  duży  tłok.  Jeszcze  ktoś  usłyszy,  o 
czym  mówimy.  -  Wstał  i  pociągnął  Annis  za  sobą, 

kierując  się  w  stronę  windy  i  nie  zważając  na  odgłos 

szybkich, zbliżających się kroków. 

-  Nie oglądaj się - rozkazał. Chwilę później znaleźli 

się w windzie, która ruszyła w górę. 

-  Cały kłopot polega na tym - zaczął - że jeśli jesteś 

postacią  publiczną,  to  wszyscy  wokół  uważają  cię  za 

swą  prywatną  własność,  a  dziennikarzy  bawi  cudze 

życie. Mnie mogą nagabywać i opisywać, ale Carmel 

muszą zostawić w spokoju, w żadnym razie nie może 

się znaleźć pod ich ostrzałem. Co by było, gdyby ona i 
dzieci  przeczytali  o  sobie  na  pierwszych  stronach 
gazet? 

Dojechali  na  właściwe  piętro.  Raphael  szybko 

otworzył drzwi swego pokoju i wpuścił dziewczynę do 

luksusowego  apartamentu,  który  zamówił  mu  grecki 

armator. Stojąc, Annis rozglądała się zaskoczona. Nie 

wiedziała,  że  apartament  Raphaela  jest  aż  tak  duży. 

Ubawiło  ją  to.  Oczywiście,  potraktowano  go  jak 

gwiazdora. Niczego innego spodziewać się nie mogła.

 

-  Siadaj, Annis, jesteś bardzo blada. - Wskazał ręką 

na  wyściełaną  kanapę  pod  oknem  wychodzącym  na 
plac  Syntagma.  Jak  lunatyczka  przeszła  przez  pokój  i 

posłusznie usiadła. Raphael chodził w furii po pokoju. 

Zdenerwowany, z rękoma w kieszeniach i z pochyloną 

głową, zaczął mówić: 

-  Wczoraj dowiedziałem się o wszystkim telefonicz-

nie od mojej kuzynki. Poczułem się jak znokautowany. 
-  Zatrzymał  się  przy  oknie.  Nie  patrzył  na  siedzącą 

dziewczynę, lecz skierował wzrok gdzieś ku górze. Po 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

135

 

chwili dodał: - Trzy dni temu Barry uciekł z domu z 

dziewczyną, która opiekowała się dziećmi. Annis aż 

jęknęła. Raphael spojrzał na nią.

 

-  Dlatego Carmel... - Przerwał, nie mogąc wydobyć 

z siebie głosu. 

-  ...  dostała  ataku  -  Annis  dokończyła  za  niego 

zaczęte zdanie. 

-  Tak  -  potwierdził.  Wymknęli  się  oboje,  gdy 

dzieci były w szkole. Sprzątaczce, która akurat była w 

domu, powiedzieli, że idą tylko na chwilę po zakupy. 

Carmel  spała.  Przyszedł  umówiony  lekarz,  żeby 

pobrać  jej  krew  na  rutynowe  badanie.  Sprzątaczka 

wpuściła go do domu i zostawiła samego. Na stoliku w 

holu leżał list. Lekarz zobaczył, że jest adresowany do 

Carmel, więc go jej zaniósł. Otworzyła, przeczytała i... 

Gdyby lekarza przy tym nie było, zapewne już by nie 

żyła!  Barry  z  dziewczyną  dobrze  wiedzieli,  co  jej 

zagraża.  Jak  sobie  pomyślę,  co  mogłoby  się  stać... 

Dzieci  same  musiałyby  dostać  się jakoś  ze  szkoły  do 
domu,  tutaj  znalazłyby  list,  dałyby  go  matce  i... 

Możesz sobie chyba wyobrazić szok, który by przeżyły, 

widząc jak Carmel... 

Annis wzięła Raphaela za rękę.

 

-  Przestań, proszę.

 

Z ciężkim westchnieniem usiadł koło niej.

 

-  Coś  we  mnie  pękło,  Annis!  Jak  Barry  mógł  tak 

postąpić!  Ostatnie  lata  nie  były  dla  niego  łatwe,  ale 

robiłem  wszystko,  by  im  było  lżej.  Nie  musiał  płacić 

za  mieszkanie,  ja  wynająłem  opiekunkę  do  dzieci,  tę 

przeklętą  dziewczynę,  opłacałem  sprzątaczki.  Mam 

pieniądze,  dla  mnie  to  nie  problem.  Wiedziałem,  że 
Barry'ego  na  to  nie  stać,  a  byłem  przekonany,  że 

kocha moją siostrę. Przyznaję, nigdy nie poświęcałem 

mu  więcej  czasu  i  uwagi.  Należymy  do  różnych 

światów i nie mamy wspólnego języka. Barry nie jest 

człowiekiem wartościowym.  Szasta  pieniędzmi  na

 

background image

136

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

prawo  i  lewo,  zawsze  tkwi  po  uszy  w  długach,  jest 

samolubny  i  ma  słaby  charakter.  Byłem  jednak 

przekonany, że kocha Carmel. Nigdy nie przychodziło 

mi  do  głowy,  że  któregoś  dnia  może  opuścić  żonę  i 
dzieci.

 

-  A mnie przychodziło - stwierdziła Annis. Raphael 

spojrzał na nią zaskoczony. 

-  Nigdy mi nie mówiłaś, że nie ufasz Barry'emu! 
-  Nie  mogłam  -  ciężko  westchnęła.  -  Wiedziałam, 

jak  bardzo  kochała  go  Carmel.  Sądziłam,  że  jeśli  się 

dowie, iż jej mąż ugania się za inną kobietą, ostatecznie 

się załamie. 

Raphael zesztywniał. Spojrzał uważnie na Annis.

 

-  Skąd  ci  to  przyszło  do  głowy?  -  zapytał  powoli. 

Zorientowała się, że Raphael zaczyna rozumieć ukryty 

sens jej słów.

 

Tak długo Annis milczała.

1

  Tak  bardzo  na  każdym 

kroku uważała, by nigdy nikomu nic na ten temat nie 

wspomnieć,  że  teraz,  właśnie  w  tej  chwili,  poczuła 

ogromną ulgę.

 

-  Barry  się  mną  interesował  -  powiedziała.  -  Za 

wsze.

 

Głos jej drżał, przebijała w nim tłumiona przez lata 

pretensja do samej siebie, czuła się tak, jakby zrobiła 

jakiś  błąd.  Ale  nie  było  w  tym  jej  winy.  Nie  znosiła 

Barry'ego. Nie chciała przebywać z nim nigdy sam na 

sam,  nie  cierpiała,  gdy  kręcił  się  w  pobliżu.  Czasami 

jednak Annis ogarniało zwątpienie: a może była w tym 

jednak  jakaś  część  jej  winy?  Może  powinna  całą 

sprawę obrócić w żart, powstrzymać Barry'ego?

 

Czy  Raphael  będzie  na  nią  zły?  Mężczyźni  często 

sądzą,  że  wina  leży  zawsze  po  stronie  kobiet,  że 

kobiety  prowokują  ubiorem,  zachowaniem,  wręcz 

tym, że w ogóle istnieją!

 

Annis siedziała nieruchomo. Raphael był blady jak 

ściana, a na jego twarzy malowała się taka wściekłość,

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

137 

jakiej nigdy u niego nie widziała. Na kogo jest zły? - 

myślała. Na mnie, czy na Barry'ego? Wreszcie Raphael się 

odezwał:

 

-  Mów dalej, wyczuwam, że to nie wszystko. 

Widziała, że opanowuje się z trudem. Skoro już

 

zaczęła mówić, słowa lały się strumieniem jak lawa, która 

przebiła się przez skorupę Ziemi.

 

-  Za każdym razem gdy wyjeżdżałeś, prosiłeś, żebym 

odwiedzała Carmel, a ja nie byłam w stanie ci odmówić 

i  wyznać,  że  nie  chcę  chodzić  do  twego  domu.  Nie 

mogłam  odmówić  twojej  siostrze,  gdy  dzwoniła  do 

mnie  zapraszając  na  kolację,  lunch  lub  na  herbatkę 

z  dziećmi.  Odwiedzałam  ją,  bo  co  mogłam  innego 

uczynić?  Byłam  w  pułapce.  Wyczerpałam  wszystkie 

wymówki.  Składałam  więc  wizyty  Carmel,  starając 

się  trzymać  jak  najdalej  od  Barry'ego,  nigdy  ani  na 
chwi\ę  nie  zostawałam  i  mm  sam  na  sam.  Ale  był 

diabelsko sprytny. Zawsze nalegał, aby mnie odwozić 

do domu, a kiedy mówiłam, że wolę wezwać taksówkę, 

Barry  zwracał  się  do  Carmel,  prosząc  ją  czule,  żeby 
mi przemówiła do rozsądku.

 

Annis zaczęła drżeć na całym ciele.

 

-  To  było  straszne!  Zupełnie  nie  wiedziałam,  co 

robić.  Czułam  się  tak,  jakbym  chodziła  po  bardzo 

cienkim lodzie. Jeszcze jeden nierozważny krok, a lód 

się załamie, a ja zniszczę życie Carmel, twoje i dzieci... 

Barry  świetnie  zdawał  sobie  z  tego  sprawę  i  był 

pewien, że nikomu nic nie powiem. Powiedział mi to 

wprost, gdy po raz pierwszy próbował zaciągnąć mnie 

do łóżka... 

-  Do  łóżka?  -  wykrzyknął  Raphael.  Był  siny  z 

wściekłości. 

-  Tak.  -  Skinęła  głową.  -  Myślałeś,  że  chciał  mi 

tylko  skraść  całusa?  Dobrze  wiedział,  czego  chce,  i 

dokładnie  mi  to  uzmysłowił.  Dziesiątki  razy  mówiłam 

mu „nie" i trzymałam się od niego z daleka. Zawsze 

background image

138

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

jednak,  wcześniej  czy  później,  przyłapywał  mnie 

samą,  toczyła  się  między  nami  zacięta,  bezgłośna 

walka.  Nie  mogłam  głośno  protestować  ani  wołać, 

gdyż zwróciłoby to uwagę Carmel. Barry'ego to nawet 

bawiło.  Mówisz,  że  ma  słaby  charakter?  Barry?  Jest 

człowiekiem  bez  żadnych  skrupułów,  dla  mnie  był 
bezlitosny! Raphael nie pozwolił Annis mówić dalej.

 

-  Dlaczego, na Boga, nic mi nie powiedziałaś? Nie 

doniósłbym nic Carmel, lecz zrobił z niego prawdziwą 

miazgę! 

-  Właśnie taką twoją reakcję przewidywałam  - od-

rzekła  Annis  wzdychając.  -  I  właśnie  dlatego  nie 

mogłam ci się poskarżyć. 

-  Żeby chronić tego łobuza? - zapytał. 
-  Nie. - Potrząsnęła przecząco głową. - Oczywiście 

że  nie  dlatego,  lecz  po  to,  by  chronić  Carmel.  Raz 

zagroziłam mu, że opowiem ci o wszystkim. Wyśmiał 

mnie. Odpowiedź miał przygotowaną. Jeśli się dowiesz 
i dojdzie do awantury między nim a tobą, nie będziecie 

mogli  mieszkać  dłużej  pod  jednym  dachem.  On  i 

Carmel  się  wyprowadzą. Będą  musieli  egzystować w 

małym,  wynajętym  mieszkaniu,  w  bardzo  złych 

warunkach.  I  to  zabije  Carmel.  Dokładnie  tak  to 

planował. 

-  Co  za  drań!  Wstrętny  szantażysta!  -  Ręce 

Raphaela zwinęły się w pięści. Nagle coś mu przyszło 

na  myśl.  Spojrzał  na  dziewczynę  z  nie  ukrywanym 

przerażeniem. 

-  Annis, czy on... czy ty i on...? 
-  Nie! - wykrzyknęła. - Nigdy. Nie pozwoliłam mu 

się  nawet  dotknąć,  na  jego  widok  robiło  mi  się 

niedobrze.  To  właśnie  ze  względu  na  Barry'ego 

musiałam od ciebie odejść. 

Do Raphaela dotarła wreszcie cała prawda.

 

-  To był ten powód!

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

139

 

-  Tak,  dlatego  cię  opuściłam  -  odpowiedziała 

zgnębiona dziewczyna.

 

Po chwili Raphael zerwał się na równe nogi. Długimi 

krokami  zaczął  przemierzać  pokój,  chodził  z jednego 

końca  w  drugi.  Nie  patrzył  na  Annis. Miał  kamienną 

twarz, ale oczy ciskały błyskawice. Przeraziła się, nie 

wiedziała, o czym Raphael myśli, i co zrobi.

 

Zatrzymał się nagle tuż przed dziewczyną i spojrzał 

na nią wrogo.

 

-  Wolałaś raczej uciec ode mnie niż powiedzieć, co 

ten drań z tobą robi? 

-  Przykro  mi,  że  tak  się  stało  -  szepnęła  zdener-

wowana. 

-  Jest ci przykro? Przykro? - wybuchnął. 
-  Spróbuj  mnie  zrozumieć,  proszę.  -  Annis  chciała 

go  uspokoić.  -  Co  miałam  robić?  Byłam  w  pułapce. 
Tak samo czułam się wtedy, jak później, po trzęsieniu, 

zasypana  pod  gruzami.  Byłam  zupełnie  sama,  nie 

widziałam żadnego wyjścia z sytuacji. Ogarnęło mnie 

przerażenie.  Czy  naprawdę  nie  możesz  sobie  tego 

wyobrazić? 

-  Mogłaś mi zaufać! 
-  Nie mogłam, przecież wtedy Carmel dowiedziała-

by  się  o  wszystkim!  Gdybym  została  i  wyszła  za 

ciebie, nie miałabym chwili spokoju w tym domu. Za 

każdym  razem,  podczas  każdego  wyjazdu,  Barry 

mógłby  mnie napastować. Uwierz mi, długo nad tym 

myślałam.  Prosiłam  cię,  żebyś  mnie  zabierał  ze  sobą 

na  tournee,  ale  ciągle  odmawiałeś.  I  chyba  wiem, 

dlaczego.  Dlatego,  że  wiedziałeś,  jak  bardzo  lubię 

moją  pracę  w  Manchesterze,  i  chciałeś,  żebym  miała 

nadal  swoje  własne  życie  i  obowiązki  zawodowe, 

żebym się nie czuła dodatkiem do ciebie... 

-  Tak, bo sądziłem, że zależy ci na samodzielności! 
-  Miałeś  rację,  wiedziałam,  że  jeśli  rzucę  pracę  i 

będę z tobą podróżowała, to inni sobie pomyślą, że 

background image

140

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

jestem zaborcza, że cię pilnuję i nie daję ci odejść na 

krok od siebie. Nikt z orkiestry nie zabiera z sobą żony 

na tournee. Potrząsnął głową.

 

-  Ale w takich okolicznościach... 
-  Nie byłoby to dobre rozwiązanie. Zastanawiałam 

się  też,  czy  nie  prosić  cię,  byśmy  sobie  kupili  inny 
dom,  gdzie  indziej,  ale  -  pomyśl  -  czy  mogłam 

proponować ci, żebyś opuścił własną rodzinną siedzibę? 
Dom, który tak kochasz? Zarówno ty, jak i Carmel, od 

razu  pomyślelibyście,  że  nie  chcę  go  dzielić  z  nią. 

Uraziłabym twoją siostrę, a to jest ostatnia rzecz, jaką 

chciałabym  zrobić!  Do  Carmel  jestem  bardzo 

przywiązana. 

-  Ona  też  cię  lubi  -  powiedział  Raphael  już  nieco 

spokojniej. 

-  Nadal?  -  Annis  się  uśmiechnęła.  -  Sądziłem,  że 

przestała, z chwilą gdy cię opuściłam. Oboje jesteście 
w stosunku do siebie tak niezwykle lojalni. 

-  Carmel  widzi  więcej  niż  inni  ludzie.  To  dziwne, 

ale  ona  zamartwiała  się  o  ciebie  znacznie  wcześniej, 

zanim jeszcze mnie opuściłaś. Obawiała się, że jesteś 

chora,  wyglądałaś  na  roztrzęsioną  nerwowo.  -  Roze-

śmiał  się  smutno.  -  Dzięki  Bogu,  że  nie  znała 
przyczyny! 

-  I  nigdy  jej  nie  pozna  -  stwierdziła  stanowczo 

Annis, podnosząc oczy. 

-  Ale  teraz  -  spojrzał  na  nią  -  kiedy  Barry'ego  już 

nie ma... 

-  Pomyśl,  Carmel  może  winić  nie  męża,  lecz  tę 

dziewczynę, za to, że go jej zabrała. Gdybyś powiedział 

o mnie, wówczas musiałaby sobie uświadomić, że nie 

jest  to  pierwszy  raz,  że  wina  może  leżeć  po  stronie 

Barry'ego,  że  nie  był  jej  wierny.  Obawiam  się,  że 

mimo  twych  zapewnień  o  mojej  niewinności,  Carmel 

może zmienić swój  stosunek do mnie.  Kiedy się 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ 

141

 

dowie o całej sprawie, skończy się nasza przyjaźń. Barry 

będzie nas dzielił do końca życia, bo Carmel go kocha. 

Twej siostrze wystarczy jedno zmartwienie, nie obciążaj 

jej innym. Obiecaj, proszę, że nic nie powiesz.

 

-  Chyba  masz  rację.  -  Skinął  głową.  Nie  znam  się 

na kobiecej psychologii. Nie wiem, co myślicie, przecież 

nawet ciebie nie rozumiałem. 

-  Nie mogłeś, bo nie znałeś faktów. 
-  Tak,  byłem  nieświadom  tego,  co  się  dzieje.  Nie 

ufałaś mi na tyle, żeby się zwierzyć! - I znów patrzył 
na  Annis  tym  swoim  ponurym  wzrokiem,  który  ją 

przerażał. 

-  Kiedy  mnie  opuściłaś,  zawiadamiając,  że  wyjeż-

dżasz z innym mężczyzną, cały mój świat się zawalił. 

Czy  masz  pojęcie,  jaką  krzywdę  mi  zrobiłaś?  Wy-

chodziłem z siebie, żeby cię odnaleźć i dowiedzieć się, 

kim jest ten facet. Gdybym znalazł was oboje, wówczas 

zabiłbym go gołymi rękami! 

W obliczu takiego gniewu Annis była niemal pewna, 

że Raphael mógłby to uczynić, że w furii byłby zdolny 

nawet do popełnienia morderstwa.

 

-  Nie  mogłem  pracować  ani  spać,  nie  mogłem 

nawet myśleć o niczym innym!

 

Spojrzała na niego ze smutkiem.

 

-  Opuściłam  cię,  bo  nie  było  innego  wyjścia.  Tak 

bardzo mi przykro... 

-  Nie  używaj  więcej  tego  słowa,  bo  jeszcze  cię 

uderzę! 

Jego  wściekłość  zupełnie  ją  obezwładniła.  Bywał 

groźny, ale takiego nigdy go jeszcze nie widziała.

 

-  Miałaś kogoś innego? - zapytał nagle. 

Zaczęła się jąkać.

 

Raphael pochylił się nad Annis.

 

-  Tym razem powiesz prawdę!

 

Nie była w stanie wymówić ani słowa, zrobiła tylko 

przeczący ruch głową.

 

background image

142

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Czy  zdradzałaś  mnie  z  kimś,  odkąd  się  roz 

staliśmy?

 

Ponownie zaprzeczyła tylko ruchem głowy. Raphael  

zbliżył  się,  złapał  Annis za  ramiona i szarpnął w 

górę, stawiając na nogi.

 

-  Spójrz mi w oczy!

 

Bała  się  go  tak  panicznie,  że  nie  była  w  stanie 

podnieść  wzroku.  Po  chwili  ujął  mocno  podbródek 
dziewczyny  w  obie  ręce  i  zwrócił  jej  twarz  ku  sobie. 

Tym razem Annis już nic nie ukrywała, w oczach jej 

odzwierciedlało się całe uczucie do jedynego mężczyzny, 

którego kochała.

 

Usta Raphaela znalazły się na jej wargach, poddała 

się.

 

Objęła  go  za  szyję,  w  porywie  pożądania  zapomi-

nając o wszystkim.

 

Miłość  do  Raphaela  tłumiła  w  sobie  zbyt  długo. 

Pękła teraz cienka skorupka, Annis przestała udawać, 

załamały  się  wszelkie  opory.  Całowała  go  mocno, 

porywczo, głaszcząc po włosach, twarzy i karku. Pod 

palcami  czuła  żar  bijący  z  jego  ciała.  Słyszała 

przyspieszone bicie serca, czuła pulsującą żyłę na szyi.

 

Najdroższy mój, najdroższy - szeptała. 

Raphael spojrzał głęboko w niebieskie oczy dziew 
czyny.

 

-  Powiedz, że mnie kochasz i że zawsze kochałaś. 
-  Kocham  i  nigdy  cię  kochać  nie  przestałam  - 

wyszeptała  dziewczyna  składając  usta  do  pocałunku. 

Wargi  Raphaela  z  całą  siłą  przylgnęły  do  ust  dziew-

czyny. Zaczął ją pieścić. Przesuwał ręką wzdłuż ciała. 

Annis drżała z emocji i pożądania. Jej ręce błądziły po 
plecach  Raphaela,  z  szerokich  ramion  przesunęły  się 

w dół, do szczupłych pośladków. 

Nie  odrywając  ust  od  warg  dziewczyny,  Raphael 

nagle uniósł ją w górę. Trzymała go mocno, wiedziała,

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

143 

co  on  zaraz  uczyni.  Z  pożądania  serce  biło  jej  jak 

oszalałe.

 

Raphael  zaniósł  Annis  do  sypialni  i  położył  na 

łóżku. Ukląkł przy niej i przez chwilę przyglądał się, 

podniecony.  Odpiął  trzy  białe  guziki  od  sukienki.  Z 

zaschniętymi,  rozchylonymi  wargami  dziewczyna 

obserwowała  uważnie  jego  wszystkie  ruchy.  Kiedy 

wsunął  rękę  pod  sukienkę,  poderwała  się  i  z  mocą 

przywarła do Raphaela, dysząc ciężko.

 

Odsunął ją od siebie.

 

-  Powoli, kochanie, powoli.

 

Zaczął pieścić jej piersi. Zamknęła oczy. ppchylił się 

nad  nią  i  językiem  zaczął  drażnić  różowe  sutki. 

Odrzucała  głowę  na  boki,  nie  mogąc  znieść  tej  ostrej 

pieszczoty.  Z  twarzą  tuż  nad  piersiami  dziewczyny 

Raphael  uniósł  ją  nieco,  zsunął  sukienkę  najpierw  z 

ramion,  a  potem  wzdłuż  nóg.  Leżała  z  zamkniętymi 

oczami, nieprzytomna z rosnącego pożądania.

 

-  Przebacz  mi,  proszę  -  wyszeptała.  -  Daruj,  ale 

nie  zniosę  dłużej  twego  gniewu.  -  Nie  chciała,  by 

kochał ją teraz pełen wewnętrznej wściekłości.

 

Raphael podniósł się z kolan i spojrzał na Annis.

 

-  Mam  ci  przebaczyć?  Za  to,  że  zostawiłaś  mnie 

bez  jednego  słowa  wyjaśnienia?  To  nie  takie  łatwe. 

Przeszedłem  piekło,  ale  to  mógłbym  ci  wybaczyć. 

Nigdy jednak nie daruję tego, że nie powiedziałaś mi o 

Barrym. Gdybyś mi zaufała, moglibyśmy położyć kres 

tej  sprawie.  Poruszyłbym  niebo  i  ziemię,  żeby  cię 

przed nim uchronić, powinnaś była o tyrn wiedzieć. 

-  Wiedziałam, już ci tłumaczyłam... 
-  Wiem,  wiem, najdroższa!  - Raphael położył palec 

na  ustach  dziewczyny.  -  Byłaś  w  nieznośnej  sytuacji. 

Czy  sądzisz,  że  nie  zdaję  sobie  z  tego  sprawy?  Ale 

gdybyś mnie naprawdę kochała... 

background image

144 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Jak  możesz  tak  mówić!  Czy  nie  widzisz,  że 

właśnie z miłości opuściłam ciebie?

 

Dziewczynie pociekły łzy po twarzy.

 

-  Nie płacz, kochanie. - Całował jej wilgotne rzęsy.

 

-  Sprawiasz,  że  zaczynam  sam  siebie  nienawidzieć. 

Nie  zrozumiałaś,  to  ja  powinienem  błagać  cię  o  prze 
baczenie.  Wierzę,  że  mnie  kochałaś,  a  mimo  to 

opuściłaś  dla  dobra  Carmel.  Jak  więc  mogę  cię  o  to 

obwiniać? To czysty egoizm stawiać się na pierwszym 

miejscu,  przed  własną  siostrą,  podczas  gdy  ty  za 

chowujesz  się  tak  wspaniałomyślnie!  Zraniłaś  mnie, 

szkoda,  że  mi  nie  zaufałaś  na  tyle,  by  się  zwierzyć. 

Mam żal nie do ciebie, lecz do siebie.

 

-  To nie była sprawa zaufania - zaprzeczyła. 
-  Wiem,  chodziło  o  mój  piekielny  temperament. 

Byłaś na tyle dorosła, żeby wiedzieć, co trzeba zrobić, 

lecz  w  twoich  oczach  ja  nie  byłem  na  tyle  dojrzały, 

byś mogła zwrócić się do mnie. 

Spojrzała  nieco  zaskoczona  na  Raphaela.  Jego 

reakcje  zawsze  ją  zdumiewały,  z  jednej  skrajności 

przechodził natychmiast w drugą. Gdy w grę wchodziły 

uczucia, nigdy nie mógł się opanować. Dlatego Annis 
o  niczym  nie  powiedziała.  Ale  kochała  Raphaela 

takiego, jaki był.

 

-  To nie jest sprawa dojrzałości - rzekła z łagodnym 

uśmiechem. - Po prostu taki jesteś, zarówno w muzyce, 

jak i w życiu. Wszystko albo nic. I nie chcę, żebyś był 

inny. Kocham cię takiego, jaki jesteś, najdroższy.

 

-  Dotknęła  ręką  policzka  Raphaela  i  czule  się  do 

niego  uśmiechnęła.  -  Zapomnijmy  o  Barrym  i  za 

cznijmy myśleć o nas samych.

 

Przyciągnął do siebie jej rękę i pocałował, z oczyma 

pełnymi uwielbienia i pożądania.

 

-  Przed odlotem samolotu mamy jeszcze dużo czasu.

 

-  Tak, dużo czasu - przytaknęła. 

Raphael zaczął rozpinać koszulę.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

145

 

W  Manchesterze  wylądowali  w  ulewnym  deszczu. 

Kiedy wprost z lotniska jechali do szpitala, opustoszałe 

ulice miasta wyglądały jak rwące potoki.

 

Carmel  była  przyłączona  do  sztucznej  nerki.  Nie-

przytomna.  Znajdowała  się  na  oddziale  intensywnej 

terapii.  Pielęgniarka  powiedziała  im  jednak,  że  mogą 

chorą zobaczyć.

 

-  Czy  tym  razem  atak  był  poważny?  -  zapytał 

Raphael głosem pełnym obaw. Pielęgniarka obdarzyła 
go profesjonalnym uśmiechem. 

-  Jest  ciężko  chora,  ale  z  podobnych  ataków  już 

wychodziła.  Trudno  powiedzieć  coś  konkretnego. 

Proszę  się  skontaktować  jutro  z  lekarzem  specjalistą, 

może on będzie mógł udzielić bliższych wyjaśnień. 

Annis  wzięła  Raphaela  za  rękę.  Ścisnął  mocno  jej 

dłoń.

 

-  Chodźmy do Carmel - zaproponowała. 

Dziewczyna leżała woskowo blada, z nabrzmiałą

 

twarzą, zamkniętymi oczami i bezbarwnymi wargami. 

Raphael stał trzymając nadal rękę Annis.

 

-  Dzięki Bogu, że jesteś ze mną. Bez ciebie tego nie 

zniósłbym - wyszeptał. 

-  Zawsze  będę  przy  tobie  -  odpowiedziała  Annis. 

Jakby na dźwięk jej głosu chora podniosła powieki. Jej 

spojrzenie  zatrzymało  się  na  Annis.  Potem  przeniosła 
wzrok  na  Raphaela,  zaskoczona.  Po  twarzy  chorej 

przebiegł cień uśmiechu. 

-  Hej, siostrzyczko - odezwał się Raphael. - Zobacz, 

kogo przyprowadziłem. 

Annis nachyliła się nad chorą.

 

-  Dzień dobry, Carmel.

 

Usta  chorej  poruszyły  się  bezdźwięcznie.  Raphael 

rozumiał, o co chodzi siostrze.

 

-  Jesteśmy  z  Annis  znów  razem.  Już  na  dobre.  Po 

tym  wypadku  w  Grecji  zdaliśmy  sobie  sprawę,  że 

jesteśmy sobie przeznaczeni - zażartował. Po chwili

 

background image

146

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

jednak  spoważniał.  -  Pobierzemy  się  jak  tylko 

wydobrzejesz,  abyś  mogła  uczestniczyć  w  weselu. 

Wracaj  więc  szybko  do  domu,  gdyż  spieszno  mi 

włożyć obrączkę na palec Annis.

 

Chora  z  trudem  się  uśmiechnęła.  Tym  razem  to 

Annis  odczytała  z  ruchów  warg  Carmel,  że  jest 
zadowolona.

 

-  Sprowadzamy  dzieci  do  domu  -  powiedział 

Raphael.  -  Annis  u  nas  zamieszka  i  zajmie  się  nimi. 

O  dzieciaki  nie  musisz  się  więc  niepokoić,  będą  pod 

dobrą opieką.

 

Carmel spojrzała na Annis.

 

-  Dziękuję - wyszeptała cichutko. 
-  Twoje  dzieci  są  wspaniałe.  Cieszę  się,  że  będę  z 

nimi. 

Słysząc  te  słowa,  Carmel  jakby  odetchnęła  z  ulgą. 

Zamknęła oczy.

 

Kilka  minut  później  kazano  im  opuścić  chorą.  Do 

szpitala  wrócili  następnego  ranka,  jeszcze  przed 

wyjazdem  po  dzieci.  Na  korytarzu  zatrzymała  ich 

pielęgniarka.  U  Carmel  był  lekarz  specjalista,  trzeba 

było poczekać.

 

-  Muszę  z  nim  pomówić  -  stwierdził  Raphael. 

Usiedli  przed  pokojem  chorej.  Po  chwili  drzwi  się 
otworzyły. Wyszedł lekarz z grupą studentów. Spojrzał 

na  Raphaela,  poznał  go  i  zatrzymał  się,  wyciągając 

rękę. 

-  To  pan  Raphael  Leon,  prawda?  Dzień  dobry. 

Wielka  to  dla  mnie  przyjemność  poznać  pana.  Mam 

sporo  pańskich  nagrań,  jestem  wielbicielem  pańskich 
utworów. 

Raphael się skłonił.

 

-  Dziękuję,  to  bardzo  miło  z  pańskiej  strony.  - 

Odczekał chwilę, a potem powiedział: 

-  Pan  doktor  był  właśnie  u  mojej  siostry.  Jak  się 

czuje? Czy jest pan zadowolony ze stanu jej zdrowia? 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

147

 

-  Zadowolony  nie  jestem,  ale  też  się  nie  martwię. 

Od  wczoraj  stan  pacjentki  wyraźnie  się  poprawił. 

Jeśli tak dalej pójdzie, będą powody do zadowolenia. 

Jest  nadal  bardzo  poważnie  chora,  ale  jej  życiu  już 

nie  zagraża  niebezpieczeństwo.  -  Lekarz  spojrzał  na 
zegarek.  -  Przepraszam,  muszę  skończyć  obchód. 

Było  miło  pana  poznać.  Przyniosę  pańskie  płyty,  czy 

złoży pan na nich swój autograf?

 

-  Z przyjemnością - odpowiedział Raphael. 

Grupa lekarzy ruszyła dalej. Annis i Raphael zostali

 

na korytarzu.

 

-  To może potrwać jeszcze z pół godziny - ostrzegła 

ich pielęgniarka.

 

-  Nie szkodzi, poczekamy - odrzekł Raphael. 

Wzruszyła ramionami i poszła. Raphael westchnął.

 

Annis  wsunęła  dłoń  w  jego  rękę  i  gdy  tak  siedzieli 

ramię przy ramieniu, ze splecionymi rękami, Raphael 

rzucił  jej  pełne  miłości  spojrzenie.  Nie  musieli  nic 

mówić, rozumieli się bez słów. Szczęśliwi, siedzieli w 

milczeniu, czekając spokojnie. 

*    *    * 

Sześć  miesięcy  później  Annis  w  przybrudzonych 

dżinsach  i  białym  swetrze  klęczała  przed  wielkim 

pudłem. Mozolnie zdejmowała opakowanie, a siedząca 

obok niej Carmel usiłowała zgadywać, co jest w środku 

przesyłki.

 

-  Gigantyczny  toster?  Duży  rożen  ogrodowy?  A 

może naturalnej wielkości statua Diony Munthe? 

-  Ciii... - uciszyła ją ze śmiechem Annis, zdejmując 

ostatnią warstwę opakowania i zaglądając do środka. 

-  Och! 
-  Co tam jest? - spytała Carmel. Wstała z krzesła i 

podeszła  do pudła,  żeby  się  przekonać,  co  się  w  nim 
znajduje. 

-  Jakiś posąg. 
-  Ale nie Diony. 

background image

148 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Dzięki Bogu - roześmiała się Carmel.

 

Annis włożyła ręce do pudła i wyciągnęła posąg. 

Przyglądały mu się obie.

 

-  Jest  piękny  -  powiedziała  Annis.  -  Jak  myślisz, 

czy to art nouveau? 

-  Nie, późniejszy - oceniła po namyśle Carmel. 
-  Chyba  masz  rację.  Jest  z  pewnością  z  okresu  po 

pierwszej wojnie światowej, z późnych lat dwudziestych. 

Będzie prezentował się znakomicie w salonie muzycz-
nym  Raphaela.  -  Annis  oglądała  opakowanie.  -  Ale 

kto  go  przysłał?  Chwilę  później  znalazła  w  środku 

bilet i przeczytała. - Od Giinthera. To słynny niemiecki 

kompozytor, zaprzyjaźniony z Raphaelem. 

-  Ten  posąg  wygląda  na  wschodnioeuropejski. 

Podoba mi się - powiedziała Carmel, przesuwając ręką 

po ciemnych, gładkich powierzchniach kamienia. 

Annis  obserwowała  Carmel.  Dziewczyna  była 

zrelaksowana i wyglądała zdrowo. Z oczu nie przebijał 

smutek.  Zaczyna  przychodzić  do  siebie,  pomyślała 

Annis.  Coraz  rzadziej  nawiedzają  ją  złe  nastroje, 

dzięki  Bogu.  Barry  zostawił  oczywiście  pustkę  po 

sobie  w  jej  życiu.  W  małżeństwie  szukała  oparcia,  a 

kiedy  mąż  odszedł,  zaczęła  polegać  na  sobie.  Zdawała 

sobie  sprawę,  że  dzieci  jej  teraz  bardzo  potrzebują. 

Brakowało  im  ojca.  Zranił  ich  uczucia  i  przeraził 

ucieczką.  Dla  dobra  dzieci  Carmel  musiała  ukrywać 

ból.  Początkowo  jej  śmiech  i  dzielne  zachowanie  się 

były tylko fasadą, w miarę jednak upływu czasu Annis 

zauważyła,  że  dziewczyna  się  odpręża  i  zaczyna 

spontanicznie cieszyć się życiem.

 

Przez  ostatnie  miesiące  Raphael  starał  się  usilnie 

być  jak  najbliżej  domu,  w  razie  gdyby  Carmel  go 

potrzebowała.  Annis  była  zadowolona,  że  bardziej 

zajmuje  się  siostrą  niż  nią.  Uważała  to  za  słuszne. 
Oboje z  Raphaelem postanowili odłożyć swój ślub aż 

do chwili, w której Carmel będzie się czuła znacznie

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

149

 

lepiej. Wiele przebywali razem, gdyż Annis zamieszkała 

w  domu  Raphaela,  pomagając  Carmel  i  dzieciom 

przystosować się do życia bez ojca.

 

Z czasem Annis i Raphael stawali się coraz bardziej 

rozdrażnieni,  napięci  i  sfrustrowani.  Coraz  częściej 

chcieli przebywać sam na sam, pragnęli jak najszybciej 

założyć  własny  dom  i  zacząć  wspólne  życie,  równo-

cześnie jednak nie zakłócając świeżej stabilizacji w życiu 
Carmel.

 

Rozwiązanie ich problemu przyszło z nieoczekiwanej 

strony. Ze strony samej Carmel.

 

Raphael miał od dawna zaplanowaną dwumiesięczną 

trasę koncertową w Południowej Ameryce na początek 

marca.  Na  odwołanie  wyjazdu  było  już  za  późno. 
Annis  i  Raphael  właśnie  ubolewali,  że  będ/ie  im 

ciężko  się  rozstać,  gdy  Carmel  ni  stąd  ni  zowąd 

zapytała:

 

-  Dlaczego  nie  chcecie  potraktować  tego  wyjazdu 

jako podróży poślubnej?

 

Spojrzeli na nią, zaskoczeni.

 

-  W  przeciwnym  razie  będziecie  z  dala  od  siebie 

przez całe miesiące - powiedziała Carmel. - A przecież 

oboje nie lubicie rozłąki. 

-  Tak, nie lubimy.  - Raphael wziął Annis za rękę i 

przytrzymał ją mocno. 

Annis spojrzała zaniepokojona na Carmel.

 

-  A  co  będzie  z  tobą?  Nie możemy  przecież  oboje 

wyjechać... 

-  Nie  martwcie  się  o  mnie,  dam  sobie  radę. 

Postanowiłam wrócić do pracy. 

-  Co masz na myśli? - zapytał zaskoczony Raphael. 
-  Załatwiłam  sobie  zajęcie  w  biurze  architektoni-

cznym, jako recepcjonistka. Przez trzy dni w tygodniu. 

To  lekka  praca,  siedząca.  Będę  tylko  odbierała 
telefony,  uśmiechała  się  i  i  rozmawiała  z  interesan-
tami. 

background image

150

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Carmel, jeśli nie masz pieniędzy, chętnie ci pomogę

 

-  zaofiarował się Raphael.

 

Siostra potrząsnęła przecząco głową.

 

-  To  nie  tylko  sprawa  pieniędzy.  Chcę  po  prostu 

czymś się zająć, nie jestem przecież inwalidką. Muszę 

tylko na siebie uważać, nie przemęczać się i przyjmować 

lekarstwa. Jestem już znużona ciągłym przebywaniem 

w czterech ścianach. Czekam z radością na rozpoczęcie 

tej pracy. W biurze wszyscy są mili, a zwłaszcza szef. 
Pan już  nieco łysawy,  ale z  uroczym  uśmiechem.  Nie 

musisz się więc o mnie troszczyć, braciszku. 

-  A co będzie z dziećmi? - zapytała Annis. 
-  Cały  dzień  spędzają  w  szkole,  jeśli  będę  po-

trzebowała,  wezmę  kogoś  do  pomocy  na  weekendy. 

Dam  sobie  radę!  -  Mówiąc  to  Carmel  wyglądała  na 

zdeterminowaną. - Muszę uporządkować swoje życie, 

nie  chcę już  dłużej  korzystać  z  ciągłej  opieki  innych. 

Za bardzo szukałam oparcia w Barrym, kiedy był tutaj. 

Może właśnie dlatego tak trudne było jego życie? Czy 

kiedykolwiek  o  tym  pomyśleliście?  Nie  byłam  dla 

niego  prawdziwą  żoną  i  nie  byłam  dla  moich  dzieci 

prawdziwą  matką.  Nie  jestem  zupełnie  skazana  na 

innych, 

lecz 

wy 

skakaliście 

koło 

mnie, 

rozpuszczaliście, tak że zrobiłam się zupełnie bezradna 

i zachowywałam się jak ciężko chora. Teraz wszystko 

będzie  inaczej.  Ja  będę  zarządzała  własnym  życiem, 

opiekowała się dziećmi i podejmowała wszelkie decyzje. 

Muszę wziąć się w garść, zanim będzie za późno. 
-  Carmel zwróciła się do brata. - Nie próbuj mnie 

powstrzymywać.

 

Raphael spojrzał na nią z podziwem.

 

-  Nie odważyłbym się. 

Carmel się roześmiała. 
-  No to zabierajmy się od razu do listy. 
-  Listy?  Jakiej?  -  zapytali  jednocześnie  Annis 

i Raphael.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ 

151

 

-  Chodzi  o  wykaz  tego,  co  jest  do  zrobienia.  Na 

początek, jaki to ma być ślub? Z pompą? Cichy?

 

-  Carmel  uśmiechnęła  się  do  brata.  -  Decydujesz  nie 

ty, lecz twoja przyszła żona. Powiedz mi, Annis, jaki 

chcesz mieć ślub?

 

-  Cichy - odpowiedziała rozmarzona Annis. W koś-

ciele,  w  białej  sukni  i  tylko  z  rodziną  i  najbliższymi 

przyjaciółmi. Będą grały organy i... 

-  Druhną  będę  ja!  -  zawołała  mała  Sylvia,  która 

właśnie  wróciła  ze  szkoły.  Dopiero  co  skończyła 

dziewięć lat, ale jak na swój wiek była bardzo dojrzała, 

chyba ze względu na długotrwałą chorobę matki. 

Wszyscy się roześmieli.

 

-  A kto będzie niósł tren? Kto będzie paziem?

 

-  zapytała Carmel, patrząc na sześcioletniego Roberta. 

Przerażony  chłopiec  skrył  się  za  oparciem  krzesła 

i zawołał:

 

-  Nie będę paziem, nie będę! 
-  Skreśl pazia - powiedział rozbawiony Raphael. 

-  Gdybym  ja  sam  był  na  jego  miejscu,  też  bym  nie 

chciał.  Inne  wasze  propozycje  akceptuję.  Wolałbym 

cichy ślub.

 

Mogli się byli domyślić, że kiedy prasa się dowie o 

projektowanym  małżeństwie  Raphaela,  wszystkie  ich 

plany  spalą  na  panewce  i o  cichym  ślubie  nie  będzie 

mogło być mowy.

 

Gdy  tylko  w  kronice  towarzyskiej  ukazała  się 

wzmianka  o  dacie  ślubu,  Annis  i  Raphael  zaczęli 

odbierać  telefony  i  listy  od  przyjaciół  i  wielbicieli 

talentu  Raphaela,  z  prośbą  o  zaproszenie  na  tę 

uroczystość.  Z  dnia  na  dzień  telefonów  i  listów 

przybywało, a dom wypełniał się prezentami. Musieli 

więc  zorganizować  ogromne  przyjęcie.  Gości  ze 

strony Raphaela było na liście całe mnóstwo, ze strony 

zaś  Annis  figurowała  tylko  bliska  rodzina  i  kilku 

przyjaciół.

 

background image

152 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Czy  bardzo  jesteś  niezadowolona,  że  wszystko 

wymknęło się spod naszej kontroli? 

-  Nie  twoja  wina,  że  jesteś  sławny.  -  Pocałowała 

go. - To jeden dzień, szybko minie, a potem będziemy 
mieli  tylko  siebie.  -  Mówiąc  te  słowa  Annis  za-

stanawiała  się,  na  ile  się  sprawdzą  w  przyszłości  ze 

względu na publiczne życie RaphaeJa. 

Wszedł  do  pokoju,  gdy  obie  z  Carmel  przyglądały 

się posągowi przysłanemu z Niemiec.

 

-  Od  kogo?  -  zapytał  Raphael,  dotykając  zimnego 

kamienia. 

-  Od  Giinthera  -  odpowiedziała  Carmel.  -  Idę 

nastawić herbatę. 

Zwykle Annis ubiegłaby dziewczynę, ale już nauczyła 

się tego nie robić.

 

Raphael przeczytał bilet od Giinthera.

 

-  Muszę mu od razu podziękować. Na ślubie się nie 

zjawi,  wyjeżdża  do  Nowego  Jorku  na  koncert  Diony, 

który odbędzie się w następny czwartek. 

-  Powinieneś  też jechać  -  bez  chwili  zastanowienia 

rzuciła Annis. - To są przecież twoje utwory, tak długo 

pracowaliście  z  Dioną  nad  nimi.  Gdybyśmy  się  nie 

pobierali,  mógłbyś  polecieć  do  Nowego  Jorku  w 

drodze do Rio. Orkiestrą powinieneś dyrygować ty, a 
nie Gunther. 

Od  dłuższego  czasu  sprzeczali  się  na  ten  temat. 

Raphael położył rękę na ramieniu Annis.

 

-  Nie zaczynaj znowu. Recenzje przeczytam potem. 

Już ci mówiłem, niech Diona, rozhisteryzowana przed 

premierą,  wyładowuje  się  na  Giintherze,  a  nie  na 

mnie.  Miałem  tego  dość  przez  ostatni  miesiąc  prób. 

Nie masz pojęcia, jaka ona bywa męcząca. Ciągle się 

na  coś  uskarża,  chce,  żeby  bez  przerwy  prawić  jej 

komplementy... 

Ta 

kobieta 

jest 

emocjonalną 

terrorystką! 

-  Biedny Gunther. - Annis nie była już zazdrosna 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

153

 

o  Dionę,  wiedziała,  że  nie  musi.  Po  kilku  godzinach 

prób  z  Dioną  Raphael przychodził  do  domu  zupełnie 

wykończony, marząc o spokojnym wieczorze w towa-

rzystwie  Annis.  Słuchali  jego  ulubionej  muzyki  lub 

sam grał.

 

-  To  tygrysica,  nie  kobieta.  Wysysa  całą  moją 

energię.  Uciekam  do  domu,  do ciebie,  i  dopiero  przy 

tobie odżywam.

 

Annis gładziła jego czarne, gęste włosy.

 

-  Nie mogę się doczekać wspólnych dwóch tygodni 

po ślubie - narzekał. - Jest nam potrzebny urlop tylko 

we  dwoje.  To  ostatnie  pół  roku  było  dla  nas 
wszystkich  trudne,  ale  ty  potrzebujesz  odpoczynku 

bardziej niż ja. Bałaś cudowna w stosunku do Carmel i 

dzieci. Jesteś przemęczona, kochanie. 

-  To było przyjemne, mimo że czasami rzeczywiście 

męczące. 

-  Lubisz  być  pożyteczna  -  stwierdził  Raphael 

patrząc z czułością w niebieskie oczy Annis.  - A ja... 
ja potrzebuję cię jak nikt inny w świecie. 

jeszcze  dwa  dni  -  pomyślała  Annis  -  i  będziemy 

mężem i żoną.

 

-  Jeszcze dwa dni - powiedział Raphael - i będziesz 

tylko moja. - Pocałował ją z uniesieniem.

 

Od  bardzo  dawna  Annis  pragnęła  należeć  do 

Raphaela. Dziś nie mogła wręcz uwierzyć, że za dwa 

dni to się stanie.

 

Uwierzyła dopiero wtedy, kiedy szła powoli wzdłuż 

głównej nawy w stronę przyszłego  męża, przy trium-

falnym  dźwięku  organów,  w  promieniach  wiosennego 

słońca  wpadających  przez  witrażowe  okna  dużego, 

wiktoriańskiego kościoła w Manchesterze, znajdującego 

się tuż obok rodzinnego domu Raphaela.

 

To  nie  był  cichy  ślub,  jaki  sobie  wymarzyła.  W 

ławach  kościelnych  siedziało  wiele  osób.  Jej  matka, 
krewni, znajomi, przyjaciele i koledzy Ra-

 

background image

1>I

 

TRUDNA MIŁOSC

 

phaela. Przed  kościołem  zgromadziła  się liczna rzesza 
jego wielbicieli.

 

Annis  prowadził  do  ołtarza  stary  wuj.  Był  bardzo 

słaby, musiał się podpierać laską.

 

Wśród  zaproszonych  znaleźli  się  także  Loveday  i 

Carl.

 

Loveday była pierwszą druhną. W długiej, atłasowej 

sukni  wyglądała  wspaniale.  Morelowy  odcień  sukni, 

którą  wybierały  razem  z  Annis,  harmonizował  dos-

konale  z  rudymi  włosami  dziewczyny  i  rzucał  ciepłe 

światło na jej zazwyczaj bladą twarz. Były także dwie 
malutkie  druhny:  Sylvia  i  kuzyneczka  Annis.  Obie 
ubrane  identycznie  jak  Loveday  i  wszystkie  trzy 

trzymały  w  ręku  wiktoriańskie  bukieciki.  Kwiaty 

miały także we włosach. Annis też miała we włosach 

żywe kwiaty, umieszczone w perłowym stroiku, spod 

którego opadał długi welon.

 

Ciemne włosy Raphaela połyskiwały w promieniach 

słońca. Annis wydawał się wyższy niż zazwyczaj.

 

Dziś wyglądał wręcz obco.

 

Nagle  Annis  poczuła  się  bardzo  niepewnie.  Serce 

podeszło jej do gardła. Idąc zachwiała się, aż stary wuj 

spojrzał  na  nią  niespokojnie.  Zagryzła  wargi  walcząc 

ze  łzami.  Spojrzała  w  bok  i  zobaczyła  czuły  wzrok 

Carmel,  która  w  ten  sposób  starała  się  dodać  jej 

otuchy, rozumiała panikę, która ogarnęła dziewczynę.

 

I wtedy Raphael się odwrócił, szukając jej wzrokiem.

 

Annis  zobaczyła,  jak  na  jej  widok  z  radości 

rozszerzają się źrenice jego oczu. Oczywiście nie widział 

przedtem wspaniałej wiktoriańskiej sukni. Długa, suta 

spódnica,  zrobiona  z  ogromnej  ilości  materiału, 

kołysała  się  na  trzech  sztywnych  halkach.  Do  góry 

stanika, przybranego falbankami i naszytymi perłami, 

był  przypięty  maleńki  bukiecik  drobnych  różowych 

różyczek. Spódnicę pokrywała piękna koronka, ściąg-

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ 

155

 

nięta  w  kilku  miejscach  bukiecikami  bladoróżowych 

różyczek i atłasowymi kokardami. Annis zdecydowała 

się  na  ten  romantyczny  styl,  gdyż  wiedziała,  że  taka 

suknia powinna spodobać się Raphaelowi. Wyglądała 

dobrze  przy  jej  gładkich,  jasnych  włosach,  szczupłej 
sylwetce i cienkiej talii.

 

Oczywiście,  nie  była  wcale  pewna,  czy  jej  strój 

ślubny spodoba się Raphaelowi, aż do chwili, w której 

napotkała jego zachwycone spojrzenie.

 

Obdarzył Annis ciepłym uśmiechem.  Odwzajemniła 

uśmiech i z oczami pełnymi uwielbienia zrobiła ostatni 

krok, żeby się z nim połączyć przed ołtarzem.

 

Wuj cofnął się, a ręka Raphaela odszukała jej dłoń. 

Przyszły  mąż  władczym  gestem  zacisnął  rękę  dziew-

czyny w swojej dłoni.

 

Nadeszła wreszcie chwila, w której mogli rozpocząć 

wspólne życie.