background image

 

Agnieszka Kruszyńska 

 

DZIAŁANIE ŚWIATA BAŚNI 

 
 
- Wszyscy książęta, których znam, to tacy głupiutcy chłopcy  
powiedziała księżniczka do ojca.  
- Dlaczego muszę być uratowana przez księcia?  
- Tak czyni się zawsze,[1] moja droga - odparł król (...)  
E. Nesbit: Ostatni smok 
 
   Jeśli zastanowimy się  nad fenomenem baśni, to chyba te  właśnie słowa są kluczem do ich 
ś

wiata, do którego - wbrew wszelkim pozorom - trzeba dorosnąć. Tak czyni się zawsze - jest 

to  w  baśniach  najpotężniejszym  zaklęciem,  owo  "zawsze",  które  gwarantuje  trwałość, 
niezmienność  i  prawo.  "Zawsze",  dzięki  któremu  wartości  nie  mogą  być  sfałszowane, 
odrzucone,  zapomniane.  Z  całą  pewnością  mamy  do  czynienia  z  tekstami  kultury 
wybiegającymi  poza  granice  literatury  rozumianej  tylko  jako  system  będący  swego  rodzaju 
lustrem  dla  rzeczywistości;  mamy  przed  sobą  to,  czego  ułamkowym  odbiciem  -  odbiciem 
jakże  niedoskonałym!  -  może  być  rzeczywistość.  Czyżby  zatem  znowu  Platon?  Świat  idei  i 
ś

wiat rzeczy. Nowa i stara Narnia C. S. Lewisa.  

   Jaka jest natura baśniowego świata? Z samym  już tworzeniem i czytaniem baśni wiąże się 
coś niepokojącego, co tkwi w mentalności współczesnego człowieka, który gotów jest gardzić 
"legendami,  które  niegdyś  największym  mędrcom  oddały  usługi"  i  -  jak  zauważa  G.  K. 
Chesterton - od czasu przeczytania baśni trudno jest znaleźć dorównującą im książkę[2]. Nie 
chodzi  tu  tylko  o  walory  literackie  -  choć  istotnie  są  znaczące  -  ale  o  coś  więcej,  bez  czego 
cała sztuka świata byłaby niewiele wartym ozdobnikiem - o zdrową, nienaruszalną, szlachetną 
hierarchię  wartości,  która  chwiać  się  może  wszędzie  wokół,  ale  nie  w  baśniach.  Jeśli 
zatrzymamy  na  baśniach  wzrok  na  dłużej  i  będzie  to  wzrok  uważny,  dojść  możemy  do 
wniosku, że od baśni krok tylko do Pisma Świętego, czy też od Pisma Świętego krok było do 
baśni.  I  jeśli  zestawienie  to  może  szokować,  bo  skłonni  jesteśmy  je  przyjąć  jako  odbieranie 
rangi prawdy Słowu Bożemu, widać, że świata baśni nie rozumiemy. Nie idzie o zaprzeczanie 
prawdziwości, idzie o wymiar wartości, na których straży baśnie stoją.  
   Najbardziej  zdradliwą  pułapką,  największą  przeszkodą  we  właściwym  odbiorze  baśni  jest 
mylne  rozumienie  kwestii  opowiadacza  i  odbiorcy  jako  relacji  pouczającego  autorytetu  do 
hałaśliwego, nierozumnego dziecka, które trzeba czymś zająć. Nic bardziej błędnego. J. R.R. 
Tolkien  zauważa,  że  miejsca  jego  opowieści  najbardziej  skrytykowane  przez  jego  własne 
dzieci,  to  właśnie  te,  które  starał  się  kierować  wyłącznie  do  najmłodszych.[3]  Materia  baśni 
nie jest równa materii celowo udziecinnianego języka pani z przedszkola; jeżeli zaś będzie w 
jakikolwiek  sposób  celowo  infantylizowana,  nie  będzie  tym  typem  literatury,  o  którym 
chcemy  mówić.  To,  co  baśń  czerpie  z  postawy  dziecka,  to  nie  ograniczanie  świata  do 
rozmiarów półki z zabawkami, lecz poszerzanie go o to wszystko, na co jako bardzo dorośli 
zamykamy oczy; Lewis Carroll ujmuje to tak:  
    "Nie wierzę, że  Bóg chce, byśmy podzielili nasze życie na dwie połowy  i nosili poważne 
twarze  w  niedziele,  a  w  dni  powszednie  pilnowali,  by  nie  wspominać  Go  nawet.  Czy 
myślicie, że On dba tylko o klęczące postacie i o to, żeby słyszeć wznoszone do siebie modły, 
a nie pragnie zobaczyć jagniąt skaczących w promieniach słonecznych i usłyszeć szczęśliwe 
głosy dzieci, gdy baraszkują na sianie? Z pewnością w Jego uszach ich niewinny śmiech jest 
tak  słodki  jak  najwspanialszy  hymn  z  najbardziej  dostojnej  katedry.  Jeśli  napisałem  coś,  co 
można  dodać  do  tych  opowieści  dających  niewinną  i  zdrową  radość,  która  spoczywa  w 
książkach  dla  dzieci,  to  dlatego,  iż  może  te  opowieści  to  coś,  co  do  czego  mogę  mieć 

background image

 

nadzieję, iż będę mógł obejrzeć się na nie wstecz, bez wstydu i smutku, kiedy przyjdzie moja 
kolej, by przejść przez dolinę cieni."[4]  
   Zauważmy też, iż adresatami najdawniejszych baśni nie były dzieci - opowieściami takimi 
bawiono  gości,  urozmaicano  widowiska  i  spotkania.  W  "Listach  pogańskich"  Wacława 
Grubińskiego  baśni  Koroiwy  słuchają  przebywający  w  Jerozolimie  z  czasów  Chrystusa 
rzymscy patrycjusze. Co więcej - opowieści tego dziwnego kupca, którego towarem bardziej 
niż sukno jest słowo, są na tyle ważne, by rozmyślać o ich sensie i pisać o nich do przyjaciół. 
Relacje  Koroiwy  spełniają  wszystkie  wymogi  gatunku,  włącznie  z  byciem  odpowiedzią  na 
pragnienia  i  pytania  człowieka.  Jest  wśród  tych  opowieści  bajka  o  kocie,  którego 
dziewczynka  imieniem  Fi  lubiła  ogromnie,  ale  i  bała  się  z  powodu  jego  skrzącego  iskrami, 
niezwykłego  ogona.  Za  sprawą  czarów  kot  zaczął  zamiast  ogonem  pysznić  się  kiścią 
kwiatów.  Jaki  sens  tej  baśni?  Otóż  sposób  jej  opowiedzenia  w  najbardziej  chyba  zwięzły 
sposób odkrywa istotę gatunku:  
   "Tę bajkę o dziewczynce i o śmiesznym kocie opowiedział wolno i z takim upodobaniem, 
jak  gdyby  odsłaniał  przez  nią  widok  w  głąb  prawdy,  utajonej  przed  ludźmi,  dostępnej  tylko 
bogom i niektórym mędrcom." [5]  
   To  odkrywanie  prawdy  o  świecie  i  ludziach  jest  wszak  esencją  gatunku.  Jeżeli  szukać  w 
literaturze  chcemy  tego,  co  uniwersalne  będzie  dla  wszystkich  i  tego,  co  skieruje  nasz 
zagubiony i niepewny wzrok na wzorce, których nie podważy żadna filozofia, szukać musimy 
w  baśniach.  Rzymski  patrycjusz  w  utworze  Grubińskiego  snuje  jedną  jeszcze  ważną  dla 
rozważań  o  naturze  baśni  opowieść.  Jest  to  historia  dwóch  pisarzy  -  Jusa  i  Nizochy.  Jus 
tworzył  rzeczy  nudne,  lecz  potrafił  przekonać  ,  iż  są  mądre,  uczone  i  wielkie.  Nizocha 
"pisywał rzeczy krótkie,  językiem zrozumiałym dla wszystkich i umiał zająć , rozśmieszyć i 
wzruszyć opowiadaniem wydarzeń tak błahych, jak na przykład liszka, siedząca na liściu (...), 
jak dobry uczynek lichwiarza (...). Wszyscy czytywali powiastki Nizochy i nie przywiązywali 
do nich wagi. [Zapominali o nich] niby o powiewie , czy o ćwierkaniu szczygła (...) i wszyscy 
odzywali się o tych opowiadaniach przez nos, tonem wyższości, ba! lekceważenia, nie mogli 
się  przecież  oprzeć  chęci  mówienia  o  nich,  przypominania  ich  i  przytaczania."  [6]  Jus  po 
ś

mierci  kurczy  się,  Nizocha  -  niewiarygodnie  rośnie.  Wyjaśnienie  działania  świata  baśni 

wyłożone  przez  Grubińskiego  (warto  dodać,  że  autor  używa  terminu  bajka  zarówno  w 
odniesieniu  do  opowieści  Koroiwy,  jak  i  w  odniesieniu  do  utworów  Nizochy)  jest  nie  tylko 
apoteozą  gatunku,  ale  i  bardzo  wyrazistym  i  trafnym  ujęciem  jego  właściwości.  Oto  arche-
typiczność  świata  baśni  sprawia,  że  nie  można  się  oprzeć  jego  czarowi,  a  jednocześnie 
znajomość wszystkich jego elementów i naturalne ich "zatopienie" w naszej psychice pozwala 
zapominać  o  sobie  jak  o  śpiewaniu  ptaków.  Magia  nie  odwraca  naszego  wzroku  od  świata 
wokół;  przeciwnie  -  baśń  kieruje  uwagę  na  to,  czego  jak  drzew  i  świerszczy  czy  liszki  na 
liściu nie zauważamy. Naprawdę bowiem, jak zauważa Tolkien, dach stacji kolejowej nie jest 
bardziej  prawdziwy  niż  chmury,  a  już  na  pewno  jest  mniej  inspirujący  niż  smoki  strzegące 
skarbców.  Nowoczesne  surowe  i  brzydkie  życie  nie  może  równać  się  z  żadnym  baśniowym 
zamkiem,  który  jest  nie  tylko  piękniejszy  niż  realna  fabryka,  ale  i  -  bardziej  prawdziwy.[7] 
Siłą baśni jest bowiem odwołanie do tego, co znamy naj-lepiej i co tkwi w nas najmocniej. I 
jeżeli  dziś  cykl  opowieści  Joanne  K.  Rowling  "Harry  Potter"  jest  pozycją  wydawniczą,  po 
którą  zarówno  w  bibliotekach  jak  i  w  księgarniach  ustawiają  się  długie  kolejki,  to  właśnie 
dlatego,  iż  świat  tego  tekstu  sięga  znowu  po  to,  co  jak  pragnienie  przygody,  przyjaźni  i  - 
powrotu  do  NATURALNEGO  dla  NIE-MUGOLI  świata,  uczenia  się  go  (zatem  i  jego 
smakowania  !)  jest  marzeniem  człowieka.  Zauważmy,  iż  mimo  że  magii  TRZEBA  SIĘ 
NAUCZYĆ, Artur Weasley na informacje o działaniu telefonu, reaguje uwagą: "Ile ci Mugole 
wymyślają, by obyć się bez magii!" A więc jednak magia JEST pierwsza, dawniejsza, lepsza i 
- bardziej naturalna.  

background image

 

    Zauważmy  pewną  bardzo  istotną  właściwość  baśni,  którą  gatunek  ten  dzieli  z  mitami  i 
Biblią.  Chodzi  o  to,  iż  nie  stanowią  baśnie  gatunku  hermetycznego,  zamkniętego  pod 
względem  formy,  lecz  o  ile  są  pod  względem  ukształtowania  językowego,  konwencji 
ukazania  świata  niezależne  od  zmian  zachodzących  w  literaturze  (  ich  forma  jest  czymś 
constans)  [8],  o  tyle  same  w  widoczny  sposób  rzutują  na  inne  gatunki,  czy  też  są  przez  nie 
wykorzystywane.  Nie  mam  tu  na  myśli  wyłącznie  przetwarzania  motywów,  lecz 
wyzyskiwanie  szeroko  rozumianych  właściwości  baśni,  a  zatem  np.  specyficznej  zwięzłości 
formy,  ograniczenia  materii  słownej  do  niezbędnych  słów,  co  pociąga  za  sobą  brak 
psychologizowania i kieruje uwagę czytelnika na to, na co powinna być skierowana w danym 
momencie.[9]  Nie  tylko  nadawanie  utworom  literatury  współczesnej  formy  baśni,  ale 
wszelkie wplatanie do tekstów innych gatunkowo baśniowych przypowieści- jak to się dzieje 
we  wspominanym  utworze  Grubińskiego  -  jest  wynikiem  działania  tej  formy  w  systemie 
literatury.  
   Pierwszym skojarzeniem każdego chyba czytelnika na słowo "baśń" będzie - magia. Jest to 
tak  oczywisty  wyznacznik  świata  baśni,  iż  z  pewnością  możemy  mówić  o  kategorii  magii, 
która  nie  może  być  mylona  z  ogólnym  pojęciem  fantastyczności,  takiej  jak  np.  w  utworach 
typu  science-fiction.  Jeżeli  bowiem  zadamy  sobie  pytanie  o  różnice  między  -  ujmijmy  to 
ogólnie-  tym,  co  wykracza  poza  ramy  znanej  nam  rzeczywistości  i  prawdopodobieństwa  w 
baśniach i w literaturze fantastycznej, okaże się iż mówimy o dwóch różnych właściwościach 
ś

wiata  przedstawionego  w  dziele  literackim.  O  tym,  że  nie  zdajemy  sobie  sprawy  z 

odrębności magii od fantastyki współczesnej może świadczyć już fakt, na który zwraca uwagę 
Adam  Ziółkowski  w  artykule  "J.R.R.  Tolkien  albo  baśń  zrehabilitowana";  otóż  podczas  gdy 
nierealność  w  literaturze  science-fiction  uważa  się  za  atrakcyjną  i  wartą  uwagi,  tę  sama 
nierealność  w  baśniach  traktuje  się  jako  banalne  zmyślenie  i  stawia  w  jednym  rzędzie  z 
przekłamaniem  i  nieprawdą,  z  iluzją  rzeczywistości.  Do  takiego  poglądu  prowadzi 
spoglądanie  na  powierzchniowy  tylko  efekt,  na  pojedyncze  motywy,  nie  zaś  na  mechanizm 
działania  świata  baśni.  Dokąd  teksty  te  traktować  będziemy  jak  zmyślenia  dla  dzieci  i 
deprecjonować  jako  rzekomy  obiekt  wiary  dawnych,  prymitywnych  ludzi,  dotąd  baśń  stała 
będzie  w  jednym  szeregu  z  tak  długo  niedocenianymi  i  nierozumianymi  cudownościami 
literatury  średniowiecznej.  Tak  długo  jak  na  lampę  Aladyna  będziemy  patrzeć  jak  na 
przedmiot, który i tak nie istnieje, a hebanowego konia spróbujemy zaprząc do drabiniastego 
wozu, zaś ludzi średniowiecza uznamy za ograniczonych, bo pisali o tym, jak to z raju święta 
Dorota przysłała jabłka, tak długo nie zrozumiemy istoty magii. Kiedy królowa słyszy, że jej 
córka zapadnie w stuletni sen, przebiega następująca rozmowa:  
 
- W stuletni sen! Ładna historia! -zawołała królowa - Ach, ach! Zemdleję jeszcze raz!  
-  Chwileczkę,  Wasza  Królewska  Mość!  -  podtrzymał  ją  wesoła  wróżka-  Proszę  przedtem 
wysłuchać mnie łaskawie do końca. Po stu latach - ciągnęła dalej z uśmiechem- zjawi się syn 
królewski i obudzi królewnę.  
- Syn królewski?- zapytała królowa raźniejszym głosem.  
- Po stu latach? - westchnął król.  
-I sto lat warto poczekać na takiego królewicza! - zawołała wesoła wróżka - Będzie to bardzo 
piękny królewicz.  
- A! - powiedziała królowa.  
- Z zacnego rodu, rozumny i odważny.  
- A - a ! - powiedział król. (...)  
- Cierpliwości - powiedziała wróżka.  
- Nic nam innego nie pozostaje - mruknął król."  
/Ch. Perrault: "Śpiąca królewna", /w:/ tegoż "Bajki", Warszawa 1984, s. 12/ 
 

background image

 

   Zauważmy, że magia stuletniego snu i pojawienia się królewicza jest tu czymś najzupełniej 
naturalnym;  ani  król  ani  królowa  nie  są  bardziej  zdziwieni  niż  zniecierpliwieni,  król  w 
odpowiedzi  zaledwie  "mruknął",  zaś  królową  interesuje  przede  wszystkim  to,  że  królewicz 
będzie  przystojny.  Magia  jest  immanentną  cechą,  czy  ogólniej  -  właściwością  świata  baśni, 
magia  jest  planem  i  prawem,  którego  nie  można  przyspieszać  -  stuletni  sen  musi  być  snem 
stuletnim,  a  cała  historia  musi  się  wydarzyć.  Niezwykłość  służy  tu  czemuś  i  do  czegoś 
wiedzie,  tak  jak  narodziny  brzydkiego  lecz  mądrego  Knypsa  z  Czubkiem  i  pięknej, 
głupiutkiej  królewny  były  zaplanowane  przez  wróżki,  by  wydarzył  się  czar  ich  miłości  i  by 
wzbogacili  się  wzajemnie  swoim  zakochanym  wzrokiem.  Z  magii  wyrasta  wartość 
cierpliwości  i  miłości,  która  akceptuje;  czy  też  -  precyzyjniej  -  magia  jest  mówieniem  o 
wartościach w sposób maksymalnie oczywisty, jednoznaczny, niezachwiany. Jest to, jak pisze 
G.  K.  Chesterton,  "wizja  (...)solidna  i  godna  zaufania.  Wizja  to  zawsze  fakt.  Natomiast 
rzeczywistość  często  bywa  fałszem."[10]  Baśń  jest,  jak  widać,  gatunkiem  o  idealnie  spójnej 
treści i formie; naturalność magii opowiedziana jest naturalnym językiem, czar nie szokuje, a 
zatem  i  słowo  jest  tym,  o  czym  mówi  Wilhelm  Grimm:  Poszukujemy  czystości  w  prawdzie 
prostej  narracji,  niczego  nie  ukrywającej  w  zanadrzu.[11]  Podczas  gdy  magia  -  a  co  za  tym 
idzie  -  cały  świat  baśni  jest  wydobyty  z  naszej  podświadomości  (jest  więc  w  pewien 
specyficzny  sposób  oczywista),  fantastyka  science-fiction  wydaje  się  być  częściej  efektem 
pracy intelektu. Na naturalność magii najlepiej chyba wskazuje Chesterton, kiedy pisze, iż w 
ś

wiecie  wokół  zbyt  często  nazywamy  coś  "prawem",  choć  nie  rozumiemy  mechanizmu 

działania;  prawo  to  idea  więzienia  i  kieszonkowca,  a  zamiana  myszy  w  konie,  tak  jak 
wykluwanie  się  piskląt  i  blask  słońca,  są  po  prostu  -  magią.[12]  Naturalność  magii  to  także 
władanie  nią  w  baśniach  przez  siły  pierwotne,  stwórcze,  idealnie  SPRAWIEDLIWE,  co  jest 
gwarantem  zachowania  nienaruszonego  porządku  nagrody  i  kary,  zwycięstwa  szlachetności 
nad  niegodziwością.  Magia  baśni  jest  PRAWEM;  nierealność  "nowoczesnej"  fantastyki  nie 
daje  podobnego 

glejtu.  Jest  METODĄ,  SPOSOBEM,  ale  nie 

IDELNYM 

BEZWZGLĘDNYM  PRAWEM.  Stąd  znajduje  się  w  rękach  istot  wtórnych;  idealne  siły 
stwórcze tracą swój prymat.  
   Mimo  pułapek  i  częstego  lekceważenia  czar  baśni  działa  nieodparcie;  czytywane  są  z 
upodobaniem i nawet- jest to może zabawne, ale  o jakże wielkiej sile gatunku świadczy  - w 
tajemnicy. Przez co zatem, przez jakie swoje właściwości działa świat baśni? Zasadne będzie, 
jak myślę, omówienie następujących cech:  
1. powtarzalność elementów (różnorodnych);  
2. ukazanie świata trwałego, jasnego porządku i prawa;  
3. odniesienie do kategorii dawności i dzieciństwa;  
4. archetypiczność;  
5. właściwości językowe;  
6. konstrukcję niemilczącej rzeczywistości.  
   Powtarzalność,  czy  to  między  utworami,  jak  w  przypadku  motywów  wędrownych,  czy  w 
obrębie  jednego  tekstu,  jak  np.  trzykrotne  powtarzanie  zaklęcia  czy  próby  (jak  pamiętamy, 
Ośla Skórka prosi króla  o trzy stroje, dżin trzykrotnie przysięga sobie, jak wynagrodzi tego, 
kto uwolni go z amfory), jest owym magicznym "zawsze", o którym mówi król z przytaczanej 
baśni "Ostatni smok". Jest gwarantem, po pierwsze nieza-wodnego działania praw w świecie 
baśni,  po  drugie  -  tego,  że  z  trzecią  próbą  na  pewno  coś  się  stanie.  Autor  "Etyki  w  krainie 
elfów" powtarzalność tę wyjaśnia jako dziecięcy pęd do życia, do powtarzania tego, co bawi, 
co  jest  piękne;  do  powtarzania  tego,  co  jest  pewne  jak  wschody  słońca.  Ta  niezwykła 
powtarzalność - niezwykła , bo nienużąca - zbliża baśnie do literatury średniowiecza, w której 
snuto opowieści już opowiedziane (a jak chce Umberto Eco - każda historia snuje opowieść 
raz  już  opowiedzianą),  tak,  że  wszystko  zyskiwało  wymiar  dziania  się  nunc  et  semper. 

background image

 

Zauważmy też, że ponadczasowość baśni zasadza się na tej powtarzalności- przygody nie są 
przypisane datom, nie wydarzyły się raz; sezam otwiera się teraz i zawsze.  
   Jedna  z  baśni  Koroiwy  -  o  wyspie,  z  której  co  sześć  pokoleń  kobiety  o  zielonych  oczach 
wypływają na poszukiwanie mężów - powtarzalności zdarzeń nadaje rangę prawa życia, które 
pozwala  istnieć.  W  świecie  baśni  toczy  się  nieprzerwany  krąg  -  trwałość  jest  najwyrazistszą 
cechą tej konstrukcji.  
Prawo  nagrody  i  kary,  zwycięstwa  dobra  nad  złem  i  niezachwianej  sprawiedliwości  jest 
znowu tym, co łączy interesujący nas gatunek z literaturą średniowiecza. Etyka krainy elfów 
jest niezmienna; jest etyką chrześcijaństwa. Spoglądanie przez pryzmat tej krainy "daje czyste 
okno  spojrzenia  na  świat"[13]  ;  czyste  w  dwojakim  sensie.  Kiedy  Charles  Dodgson,  znany 
nam jako Lewis Carroll, pisze swe prace poświęcone logice, i kiedy tworzy "Alicję w Krainie 
Czarów"  i  "Alicję  po  drugiej  stronie  lustra"  ,  w  baśnie,  w  których  toczą  się  gry  -  krykiet, 
warcaby...  wpisuje  reguły  i  mówi  o  tym,  jak  ważne  jest,  by  zawsze  jasno  je  widzieć  -  i 
widzieć drogę.[14] Dlatego jeśli Alicja widzi bezsens dziwacznej gry w krykieta u królowej, 
to jest to genialną właściwością świata baśni, który przypomina , że nie wolno dać się zgubić. 
Konwencja rozgrywki w dziele Carrolla uwidacznia tę jasność zasad, czy też raczej - w tym 
szalonym  świecie  -  każe  pamiętać  o  regułach  ;  są  niezmienne  i  niezastąpione.  Czyste  okno 
spojrzenia.  
Skoro  zaś  odzyskujemy  to  nieskażone  rzeczywistością  pozabaśniową  wejrzenie,  zwróćmy 
uwagę, co dojrzymy. Otóż zobaczymy idealny porządek; wszystkie wartości, o które człowiek 
może zabiegać. Dla Jana Twardowskiego baśń jest nośnikiem świętości:  
 
ś

więty Kopciuszku /.../  

ś

więta Dziewczynko z zapałkami  

ś

więty Andersenie  

ś

więta Mario Konopnicka [15] 

 
   Gdy Aladyn zwycięża złego czarnoksiężnika i gdy wróżki nagradzają za dobro, za każdym 
razem  patrzymy  na  świat  idealnego  porządku.  Na  świat  niezmiennych  wartości,  do  których 
powróci  Herbert  w  "Panu  Cogito"  i  o  których  Chesterton  powie,  iż  są  pierwsza  i  ostatni 
filozofią  nienaruszonej  pewności;  w  baśniach  "to  nie  ziemia  osądza  niebiosa,  lecz  niebiosa 
osądzają ziemię", stąd to kraina elfów może krytykować rzeczywistość, ale nigdy odwrotnie. 
To z "Pięknej i Bestii" uczymy się kochać, zanim obiekt miłości będzie jej godny.  
   Ponieważ  zaś  prawo  i  wartości  są  nienaruszone,  nienaruszony  musi  być  i  plan.  Plan,  jaki 
odnosi się do Knypsa i jego księżniczki i plan , jaki wyznacza przygody pana Bilbo Bagginsa, 
który, gdy słyszy, iż jest tylko małą cząstką ogromnego świata - rozumie swoje w nim miejsce 
i akceptuje je. A zatem znowu wracamy do średniowiecza. Wracamy do epoki, która tak samo 
jak baśnie nie uznawała niczego pośredniego- żadne-go półdobra, które w istocie jest złem i 
ż

adnej  półprzyjaźni,  która  jest  fałszem.  Baśniowi  bohaterzy  to  zawsze  postacie  czarne  lub 

białe;  nie  chodzi  tu  jednak  o  krytykę  ich  zarysowania,  ale  przeciwnie,  o  podkreślenie 
doskonałego dostosowania postaci do idei tekstów; skoro nie ma kawałków dobra i ułamków 
prawa, nie ma czynów i cech obojętnych. Nie może też być wątpliwości , co do oceny danego 
czynu;  kiedy  Mardżana  zabija  przebranego  za  kupca  herszta  rozbójników,  który  zgładzić 
chciał  Ali  Babę,  czytamy,  iż  "Allach  rzucił  natychmiast  jego  duszę  do  smoły  i  ognia,  gdzie 
jęczą  potępieni."[16]  Świat  baśni  jest  zamkniętą,  doskonałą  całością;  Ali  Baba  nie  tylko 
odstępuje  od  wymierzenia  Mardżanie  kary,  ale  nie  ma  żadnych  wątpliwości  co  do  tego,  iż 
służąca  zasługuje  na  nagrodę,  zaś  nowy  dzień  wstaje  tylko  dzięki  woli  Allacha.  Siły 
nadprzyrodzone ustanawiające w tej rzeczywistości porządek nie są nadprzyrodzone w sensie 
czegoś  niezwykłego,  budzącego  zdziwienie;  są  nadprzyrodzone,  bo  PONADLUDZKIE  I 

background image

 

DOSKONAŁE. W takim modelu człowiek - będąc wolnym w działaniu - nie jest skazany na 
błądzenie.  
   Zwróćmy  uwagę,  iż  ta  wspaniała  jednoznaczność  modelu  baśniowego  świata  pociąga 
konieczność bycia jednoznacznym; jest się albo tchórzem albo człowiekiem odważnym, albo 
głupcem  albo  obdarzonym  mądrością.  Wszak  każdy  z  "głupich"  braci  od  początku  jest  tym 
najmądrzejszym i wiemy to, mimo sugestii narracji czy tytułu. Baśnie pozwalają człowiekowi 
na używanie rozumu, którego apoteoza w pełni wyraża się w "Opowieści o rybaku i dżinie".  
   Ale  jest  w  tej  jednoznaczności  coś  więcej  jeszcze  -  konieczność  dokonywania  wyborów 
ostatecznych  i  podejmowania  ryzyka,  bez  którego  nie  ma  bohaterstwa  i  wielkich  czynów. 
Etyka  krainy  elfów  i  średniowiecznego  modelu  świata  jest  więc  spójna.  Dlatego  model  ten 
jest modelem wzorcowym; idealny ład i ostoja wartości, których w żadnej innej literaturze nie 
znajdziemy.  Jeżeli  zarzucimy  baśniom,  iż  zachowanie  bohaterów  w  obliczu  ogromnego 
niebezpieczeństwa (jak  w "Aladynie",  "Rybaku  i dżinie", czy  "Ali Babie...") jest nadmiernie 
wyważone,  chłodne,  a  zatem  -  nieprawdziwe  psychologicznie,  zarzut  ten  będzie  niesłuszny. 
W  konwencji  świata  baśni  nie  idzie  przecież  o  realizm,  ale  o  -  WZORCE,  O  ZASADY 
uwidocznione  przez  przełamanie  realności.  O  wzorce,  które  ustawiają  wszystko  na 
właściwym miejscu i do których zacny książę Knyps należy na równi z Sir Galahdem, a bez 
których nie byłoby ani Korczaka ani Hubala.  
   Nie  da  się  zaprzeczyć,  iż  zasady,  których  świat  baśni  broni,  są  także  częścią  odpowiedzi, 
jakich  utwory  te  udzielają  na  pragnienia  i  pytania  człowieka.  Jeśli  bowiem  zgodzimy  się,  iż 
jest  w  człowieku  pragnienie  dobra  i  prawa,  to  i  ta  konstrukcyjna  (także  stylistyczna  zatem!) 
precyzja i jasność należy do właściwości archetypicznych modelu. Ale oczywiście świat baśni 
archetypiczny  jest  w  całości.  Odpowiada  na  wszelkie  niezmienne  i  odwieczne  potrzeby 
człowieka  -  na  pragnienie  bycia  kimś  znaczącym,  pięknym,  mądrym...  Na  pragnienie 
POCZUCIA  OPIEKI  BOSKIEJ  TAKŻE.  Ukazuje  odwieczne  reakcje  i  postawy.  Tolkien 
wskazuje jeden utwór, który jest najpełniejszą baśnią - jest to Ewangelia:  
   Ewangelia  zwiera  baśń,  czy  też  opowieść  poważniejszego  rodzaju,  która  ma  w  sobie  całą 
esencję baśni... i pomiędzy cudami jest najwspanialszą i najbardziej wiarygodną opowieścią o 
szczęśliwej  historii  człowieka.  Narodziny  Chrystusa  są  tym,  co  poruszy  historię  człowieka. 
Zmartwychwstanie jest zakończeniem opowieści o Wcieleniu.[17]  
   Ewangelia  jest  rzeczywistym  uosobieniem  wszelkich  możliwych  pragnień  człowieka, 
pragnienia  bezgranicznej,  wiecznej  i  nie  cofającej  się  przed  niczym  miłości  (co  realizuje 
przecież Chrystus), ale i pragnień wiary w samego siebie. I podczas gdy  Ewangelia wiarę tę 
przywraca  przez  postawę  Chrystusa,  który  -  mimo  Piotrowej  słabości-  pyta  "Czy  mnie 
miłujesz?",  baśnie,  dając  swoim  bohaterom  magię,  szklane  góry  i  skarbce  do  zdobywania, 
pozwalają  otwierać  zamknięte  wcześniej  bramy  i  czynią  z  człowieka  koronowanego  władcę 
zaczarowanego świata.  
   W pracy Jane Nitzsche czytamy dalej, iż : "Baśń jako projekcja ludzkich nadziei, pragnień i 
fantazji  ucieleśnia  ideały  człowieka  -  subkreatora."[18]  Świat  otwierający  się  przed  nami  w 
baśni  jest  równoległy  wszelkim  wytworom  kultur  różnych  epok,  które  szukały  możliwości 
wyrażenia  tego,  co  pozostawało  w  głębi  ludzkiej  natury,  ludzkiej  duszy;  według  Junga  "/.../ 
wyraz  ten  nigdy  nie  oddaje  w  pełni  [praprzeżycia]  i  nigdy  nie  wyczerpuje  jego 
bezgraniczności.  /.../  To,  co  pojawia  się  w  wizji,  jest  zbiorową  nieświadomością  /.../.  Istota 
dzieła sztuki nie polega bowiem na tym , że obrasta ono osobistymi przypadłościami /.../ ale 
na  tym,  że  wznosi  się  ono  wysoko  ponad  to,  co  osobiste,  i  przemawia  z  ducha  i  serca 
ludzkości  i  w  imię  jej  serc  i  ducha."  [19]  Chcąc  znaleźć  dzieło  literackie  działające  w  taki 
sposób, wykorzystujące , czy trafniej - wydobywające, pragnienia, lęki, pierwowzory postaw 
z podświadomości, z głębi ludzkiej psychiki, możemy zwrócić się ku baśniom.  
   Wśród  tych  odwiecznych  marzeń  jest  i  to  ,  by  tworzyć.  Baśń  o  tworzeniu.  Magia 
ustanawiania  nowego.  Każda  prawdziwa  baśń  jest  przestrzenią  nieograniczonej  twórczości; 

background image

 

czar, który ma moc powoływania do życia, daje krainie elfów ruch i dynamikę stawania się. 
Trzeba podkreślić, iż czar tworzenia dzieje się już na poziomie języka. Skoro bowiem rzeczy 
mogą  wyglądać  inaczej,  niż  to  widzimy  przez  okno,  skoro  mogą  nieustannie  się  zmienić, 
ś

wiat  ten  ciągle  staje  się;  język  stwarza  rzeczywistość.  Jest  to  nieustannie  ciekawe  -  stąd 

wróżka,  jak  opowiada  pan  Chesterton,  zadziwiona  jest  cudownymi  czarami.  Słowo  w  baśni 
funkcjonuje  samo  jak  czar  -  na  zasadzie  podświadomej  umowy;  kiedy  umówimy  się,  ze  coś 
jest  białe,  to  tak  to  będziemy  traktować-  są  to  poglądy,  które  Lewis  Carroll  wkłada  w  usta 
Humpty'ego- Dumpty'ego. Autor jest zatem - dzięki specyfice działania słowa w literaturze - 
prawodawcą;  w  baśniach  jednak  ma  to  charakter  szczególny,  ponieważ  nawet  zaczarowanie 
słowem  barw  nie  łamie  reguł  krainy.  Autor  prawdziwej  baśni  przyjmuje  zasady  tej 
rzeczywistości  i  tym  samym  -  zasady  jej  tworzenia.  [20]  Na  tym  właśnie  polega  językowe 
działanie gatunku, który zwięzłym, ascetycznym słowem prowadzi w świat mitologizowany. 
Słowo jest proste i naturalne, pierwsze, pozbawione jakiegokolwiek zmanieryzowania - słowo 
o  takich  właściwościach  tworzy  taką  samą  rzeczywistość.  Kiedy  księżniczka  Badr-el-Budur 
opowiada ojcu swą przygodę, mówi:  
   Aż przybył do mnie mój Aladyn we własnej osobie i wymyślił podstęp dla uwolnienia mnie 
z  rąk  czarownika.  /.../Dał  mi  pewien  proszek,  a  ja  nasypałam  go  do  mego  pucharu,  który 
podałam  czarownikowi.  /.../  Po  czym  przybył  do  nas  mój  małżonek  i  nie  wiem,  co  potem 
zrobił, lecz wkrótce z afrykańskiej krainy powróciliśmy na swoje dawne miejsce. [21]  
   W  relacji  księżniczki  wszystko  opowiedziane  jest  prosto,  składnie;  wszystko  jest  bowiem 
oczywiste,  nie  ma  w  słowach  bohaterki  emocji  nie  dlatego,  że  pisarz  nie  umiał  ich  wyrazić, 
ale dlatego, że przeczyłyby konstrukcji świat baśni, odwracały uwagę czytelnika od zdarzeń, 
nade  wszystko  zaś  -sprawiałyby  wrażenie,  jakoby  przygoda  mogła  mieć  inny  koniec.  Skoro 
jednak model rzeczywistości jest czymś pewnym i określonym, także słowo musi być pewne i 
jasne.  
   Światu stającemu się nieustannie można przyglądać się z zadziwieniem, można powrócić do 
postawy  dziecka  -  do  magii  dzieciństwa  i  dawności.  Jest  to  kolejny  sposób,  w  jaki  baśnie 
przyciągają naszą uwagę. Otóż dają możliwość powrotu do rzeczywistości, w której dorosły 
musi zamilknąć [22], a zasady i prawa stają się raz jeszcze proste i jednoznaczne. Dawność, 
która jest chyba zawsze jako kategoria literacka mądrzejsza od teraźniejszości, a na pewno od 
przyszłości,  buduje  cały  krajobraz  baśniowego  świata;  dlatego  czar  wpleciony  w  "Śmiech 
Najady"  budzi  starożytną  boginkę,  a  Lewis  Carroll  (który  notabene  pseudonim  swój  tworzy 
latynizując  swe  imię  -  Charles!)  pisząc  Jabberwocky,  sięga  do  dawnego  języka  anglo  - 
saksońskiego  i  mitologii  skandy-nawskiej.[23]  Powrót  do  dzieciństwa  i  operowanie 
dawnością- choćby na poziomie ornamentyki - jest powrotem do podstaw naszego świata. Dla 
braci  Grimm  był  to  powrót  do  historii  życia  narodu,  do  jego  źródeł  i  jego  najstarszych 
opowieści.  
   Świat,  w  który  wkraczamy,  otwierając  księgę  baśni,  daje  nam  coś  jeszcze  -  oswojoną, 
ż

yjącą i czującą naturę wokół człowieka. Jest to tak, jak w kulturze dawnych Greków, którzy 

nie widzieli różnicy między drzewem a driadą, bo gdyby ją dostrzegali, żywą częścią świata 
byłaby  tylko  boginka,  drzewo  zaś  nadal  pozostawałoby  nieme.[24]  Tę  właściwość  świata 
baśni  w  pełni  wykorzystał  C.S.  Lewis.  W  każdym  pierścieniu  może  mieszkać  dżin,  pod 
drzewem będą się uwijać mali kucharze, i nawet sezam jest jakby ożywiony, tylko dyskretnie 
milczy...  Razem  z  tryumfem  obrazowania  realistycznego  świat  staje  się  pusty  i  obcy, 
człowiek - samotny.  
 
© Agnieszka Kruszyńska  

 
 
[1]E. Nesbit: "Ostatni smok" /w:/ tejże "Księga smoków", Warszawa 1992, podkr. A. K.  
[2] . G. K. Chesterton: "Etyka krainy elfów" /w:/ tegoż "Ortodoksja", Warszawa 1998, tłum. A. Szymanowski, s. 59.  

background image

 

[3] Za: J. Ch. Nitzsche: "Tolkien's Art. A Mithology for England", Londyn 1979.  
[4] L. Carroll: "An Easter Greeting" /za:/ A. Clark : "Lewis Carroll. A Biography", Londyn 1979, tłum. A. K.  
[5] W. Grubiński: "Listy pogańskie", Warszawa 1991,s. 38 , podkr. A. K.  
[6] Ibidem, s. 42-43, podkr. A.K.  
[7] J.R.R. Tolkien: "On Fairy-Stories" /w:/ "Tree and Leaf",Londyn 1988, s. 57-59.  
[8] Podkreślam, że mam na uwadze wyłącznie zagadnienie właściwości ukształtowania formalnego, nie zaś kwestię tradycji 
literackiej i tradycjonalizmu, w czym baśnie są z samej ich natury zatopione.  
[9]  Ukształtowanie  językowe  baśni  jest  zatem  zbieżne  z  tym,  które  właściwe  jest  utworom  średniowiecznym;  zob.  J.R.R. 
Tolkien: "Sir Gawain and the Green Knight" /w:/ "The Monsters & the Critics and Other Essays" Glasgow 1990.  
[10] G. K. Chesterton, op, cit. s.58.  
[11] W. Grimm: "Przedmowa" /1819/, s.258,za:"Mnifesty romantyzmu 1790-1830",Warszawa 1995.  
[12] G.K. Chesterton, op.cit.s. 66-67.  
[13] J.R.R. Tolkien: "On the Fairy-Stories" /w:/ "The Monster & the Critics".  
[14] A. Clark: op. cit. s.170-171.  
[15] J. Twardowski: "Odszukany w cieniu".  
[16] "Baśnie z 1001 nocy", wg niemieckiego opr. Enno Litmnna; spolszczone przez K. Radziwiłł i J. Zeltzer.  
[17] J.R.R.Tolkien: "On Fairy-Stories", za: J. Nitzsche, op.cit.s.52, tłum. A.K.  
[18] Ibidem, s.53.  
[19] Carl Gustaw Jung: " Psychologia i twórczość" /za:/ "Z problemów teorii literatury", Warszawa 1997, s.117-120.  
[20] A. Clark, op. cit.  
[21] "Aladyn...", s.127.  
[22] J. Nitzsche,op.cit.  
[23] A. Clark, op. cit. s.170-171.  
[24] G. K. Chesterton ,op. cit.s.63.