background image

Sarah Morgan

Tajemniczy list

(A Bride for Glenmore)

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Prom wpłynął do portu wczesnym rankiem. 
Był początek lata, rześki czerwcowy dzień. Złowrogie chmury kłębiły się na niebie. Ethan 

stał przy białym relingu i wpatrywał się w brzeg. Chłodny wiatr targał jego ciemne włosy, 
jakby   chciał   mu   przypomnieć,   że   oto   znalazł   się   w  odległej   Szkocji,   gdzie   nawet   latem 
pogoda jest nieprzewidywalna. 

Mimo wczesnej pory port tętnił życiem. Ethan stał w miejscu, z którego rozciągał się 

doskonały widok na skupiska domów, kawiarnię, sklep z upominkami, a także tradycyjny 
zieleniak z wymyślnie ułożonymi owocami i warzywami. Droga wiodąca w głąb wyspy wiła 
się ku górze, by wreszcie zniknąć za zakrętem. 

Nawet nie znając okolicy, wiedział, dokąd ona prowadzi. Właściwie miał wrażenie, że 

widział już każdy zakątek wyspy, mimo że nigdy tu nie był. 

Jakby dla przypomnienia, po co przybył na Glenmore, wsunął rękę do kieszeni i dotknął 

listu. Robił to już tyle razy, że papier był zmięty, a pismo miejscami nieczytelne. Ale Ethan 
nie musiał czytać listu. Od dawna pamiętał jego treść. 

Opis zawarty w liście był tak dokładny, że okolica wydawała mu się znajoma. W myślach 

czuł chłodny powiew wiatru, widział niegościnne góry zajmujące środek wyspy i spacerował 
po skalistych brzegach. 

W wyobraźni  żeglował po jeziorze  i wspinał się do ruin starego zamku,  który przed 

wiekami był miejscem krwawej bitwy pomiędzy Celtami i wikingami. 

Glenmore   ma   burzliwą   przeszłość   i   bogatą   historię,   którą   zawdzięcza   niezłomnej 

determinacji mieszkańców w walce o zachowanie wolności. 

Wolność. 
Czy nie tego wszyscy pragną?
Jest   to   z   pewnością   jeden   z   powodów,   dla   których   się   tutaj   znalazł.   Musi   uciec   od 

dławiącego uścisku przeszłości. 

Nagle zapragnął wbiec na najwyższy szczyt i wziąć głęboki oddech, a potem zanurzyć się 

w lodowatych wodach Atlantyku. Dobrze byłoby uciec od zewnętrznej presji i oczekiwań 
innych, lecz musiał pamiętać, że to chęć odkrycia prawdy jest powodem, dla którego tu się 
znalazł. 

Przybył tu, by uzyskać odpowiedzi na wiele pytań. 
Jeśli przy okazji pobyt w tym dzikim odległym zakątku Szkocji okaże się przyjemny, tym 

lepiej. 

Nagle nastrój Ethana, niespodziewanie  dla niego samego, się poprawił. Przyjaciele w 

dobrej   wierze   mówili   mu,   że   chyba   musiał   zwariować,   by   dać   się   pogrzebać   na   jakiejś 
szkockiej wyspie. Z jego kwalifikacjami powinien był wrócić do Afryki albo pracować w 
renomowanej   londyńskiej   klinice.   Ostrzegano   go,   że   życie   na   wyspie   będzie   monotonne. 
Tylko wrastające paznokcie i żylaki. Znudzi się w ciągu tygodnia. 

Klasyczną twarz Ethana rozjaśnił słaby uśmiech. Ciekawe, czy ich słowa o zawodowej 

background image

stagnacji się sprawdzą, bo w tej chwili Ethana ogarnęła euforia. I bezgraniczny smutek z 
powodu utraty czegoś cennego. 

Odetchnął głęboko i poczuł, jak słone powietrze drażni płuca. Pora opuścić prom. Powoli 

odsuwał się od relingu i nagle przystanął. Jego wzrok przykuła wysoka szczupła dziewczyna 
mijająca ludzi kręcących się po doku w oczekiwaniu na przybycie promu. 

Szła sprężystym krokiem, jakby miała mnóstwo rzeczy do zrobienia i zbyt mało czasu, by 

ze wszystkim zdążyć. Odpowiadała na pozdrowienia machnięciem ręki lub zamieniała z kimś 
kilka słów. Jej długie włosy opadały na ramiona, uśmiech był szeroki i przyjazny. Przez ramię 
przewieszoną miała dużą torbę. Z wdziękiem gazeli wskoczyła na rampę. 

Ethan natychmiast zauważył, że nie była to dziewczyna, lecz młoda kobieta, na oko po 

dwudziestce. Była pełna życia. Wiatr wiał w kierunku relingu, więc do uszu Ethana dotarły 
fragmenty rozmowy. 

–   Kyla,   nie   możesz   wejść   bez   biletu.   –   Przewoźnik   szedł   w   jej   stronę   z   szerokim 

uśmiechem na ogorzałej twarzy. Dziewczyna wspięła się na palce i pocałowała go w policzek. 
W jej oczach pojawiły się iskierki. 

– Jim, przyszłam po przesyłki. Logan zamówił jakiś sprzęt z kontynentu. Mam rozkaz 

odebrać go przed śniadaniem razem z pocztą i nowym lekarzem. 

Ethan zmarszczył brwi. Kyla. W liście wymienione było to imię. Teraz mógł wreszcie 

dopasować do niego twarz. A była to twarz tak śliczna, że nie był w stanie oderwać od niej 
wzroku. 

Przewoźnik   wyciągnął   na   pomost   worek.   Jego   buty   były   zakurzone,   a   przedramiona 

ubrudzone olejem. 

– Nowy lekarz?
– Uhm. Jego też zamówiliśmy. – Kobieta pochyliła się, by pomóc mu nieść worek. – 

Lepiej, żeby był dobry, bo jeśli nie, to go odeślemy. Mój biedny brat potrzebuje pomocy w 
przychodni i porządnego wypoczynku. 

– Marne szanse przy niespełna rocznym dziecku – prychnął Jim. 
Ethan obserwował, jak uśmiech Kyli blednie. 
– Nie jest źle; Jedna z dziewcząt Fosterów od kilku tygodni mu pomaga. To całkiem 

niezły układ. 

– Dopóki nie zacznie ciągnąć go do ołtarza, jak każda, która zbliży się do tego twojego 

braciszka. – Jim sięgnął po paczkę i torbę z pocztą. – Podejrzewam,  że po to przyszłaś. 
Wczorajsza impreza była udana, co? Wcześnie wstałaś jak na kogoś, kto późno poszedł spać. 
Czy ty nigdy sobie dłużej nie poleżysz?

Wrzuciła listy do torby i ostrożnie podniosła paczkę. 
– Jim, znajdź mi kogoś, z kim będę mogła sobie poleżeć, a z chęcią zostanę w łóżku. Do 

tego czasu zajmę się pracą. Ktoś musi dbać o to, żeby ludzie na tej wyspie byli zdrowi. 

– Jeśli tylko będziesz potrzebowała towarzystwa, daj znać. 
Kyla   otworzyła   usta,   ale   nie   powiedziała   ani   słowa,   a   piękny   uśmiech   zniknął   z   jej 

twarzy. Coś przykuło jej wzrok. Minęła chwila, zanim Ethan zorientował się, że patrzy na 
niego. I kolejna, zanim zdał sobie sprawę, że on sam nadal się w nią wpatruje. 

background image

Coś go do niej przyciągało i ta świadomość go zaniepokoiła. Przywykł do kontrolowania 

własnych reakcji, zwłaszcza jeśli chodzi o kobiety. 

Zły na siebie powiedział chłodno:
–   Słyszałem,   że   przyszła   pani   po   nowego   lekarza.   To   ja.   Jestem   Ethan   Walker.   – 

Przyglądał się jej, oczekując, że go rozpozna. Odetchnął z ulgą, gdy nic takiego nie nastąpiło. 
Dlaczego miałoby być inaczej? Nie znała przecież jego nazwiska, a on na razie nie zamierzał 
się z niczym zdradzać. Potrzebuje czasu, by ocenić sytuację. Wszystko skomplikowałoby się 
zapewne, gdyby teraz ujawnił swoją tożsamość. 

– Doktor Walker? – Jej spojrzenie było szczere i badawcze. Nie kryła, że właśnie poddaje 

go surowej ocenie. Ethan miał nieodparte wrażenie, że gdyby nie była zadowolona z wyników 
swej inspekcji, bez skrupułów odesłałaby go tam, skąd przybył. 

Dziwne ciepło ogarnęło jego ciało. 
Jego   styl   życia   przekreśla   szanse   na   stworzenie   poważnego   związku,   nie   znaczy   to 

jednak,   że   nie   potrafi   docenić   kobiecych   wdzięków.   W   innej   sytuacji   być   może 
wykorzystałby  chemię,  jaka pojawiła  się między  nimi.  Wiedział  jednak, że  romans  tylko 
skomplikowałby to, co i tak już jest zawikłane. 

Próbował znaleźć logiczne uzasadnienie dla prymitywnego przypływu pożądania, jakie 

ogarnęło jego ciało. To prawda, jest w niej coś uderzającego, ale był już z kobietami o wiele 
piękniejszymi   i   bardziej   wyrafinowanymi.   Z   kobietami,   których   głównym   zajęciem   było 
dbanie   o   siebie.   Wyglądu   Kyli   nie   można   było   określić   jako   wymuskany.   Ona   jest 
nieokiełznana jak wyspa, na której mieszka. Jej włosy opadają na ramiona, twarz nie nosi 
śladów   makijażu.   Uśmiech   jest   szeroki,   a   w   oczach   widać   wręcz   zaraźliwą   chęć   życia. 
Wygląda na kobietę, która wie, co znaczy szczęście. Czerpie z życia pełnymi garściami i 
cieszy się każdą sekundą. 

Ethan przypomniał sobie, że w tym najdalszym  zakątku Szkocji znalazł się wcale nie z 

powodu braku damskiego towarzystwa. 

–   Kyla   MacNeil.   Jestem   siostrą   Logana.   –   Przytrzymała   paczkę   jedną   ręką,   a   drugą 

wyciągnęła   do   Ethana.   –   Witamy   na   Glenmore,   doktorze   Walker.   Zaprowadzę   pana   do 
gabinetu, pokażę dom i pomogę się rozpakować. 

– Siostra Logana? – Ethan patrzył w jej niebieskie oczy, szukając podobieństwa – Logan, 

co prawda, wspominał o młodszej siostrzyczce... 

– To ja. Mam dwadzieścia pięć lat, ale to sześć lat mniej niż ma Logan, więc pewnie 

dlatego pozostaję młodszą siostrzyczką. To jak? Przywita się pan ze mną?

Jak to się stało, że tak się zagubił? W końcu Ethan uścisnął rękę Kyli i skinął w kierunku 

Jima. 

– Dzięki za transport! do zobaczenia. 
–   Skoro   jest   pan   naszym   nowym   lekarzem,   to   mam   nadzieję,   że   się   nie   spotkamy. 

Zamierzam się z panem widywać jedynie w pubie, względnie pomachać na pożegnanie, kiedy 
będzie pan odjeżdżał. – Jim odsunął się, robiąc miejsce dla ostatniego zjeżdżającego z rampy 
samochodu. – W żadnym wypadku nie zamierzam chorować. 

– Skoro o tym mowa, jak twoja dieta? – zapytała Kyla, a Jim się skrzywił. 

background image

– Odkąd Maisie z tobą o tym rozmawiała, nie gotuje nic poza rybą i owsianką. Żadnych 

jajek ani bekonu, a sera nie widziałem już od dawna. Zycie jest ciężkie. Całe szczęście, że 
Logan   przestał   mnie   nękać.   Wreszcie   jest   zadowolony   z   mojego   poziomu   cholesterolu. 
Obniżył się po tym nowym leku. 

– Pewnie zaaplikował ci statynę. Dobrze, musimy już iść. Logan będzie zrzędził, jeśli nie 

dotrzemy na czas do przychodni. Trzymaj się, Jim, zapowiadali sztormy. 

Jim obserwował ostatni zjeżdżający na ląd samochód. 
– Zdziwiłbym się, gdyby nie zapowiadali, w końcu jesteśmy na Glenmore. 
– Nie ma pan auta? – Kyla odwróciła się do Ethana. 
– Do niedawna pracowałem za granicą. Podróżowałem pociągiem, ale samochód dotrze 

tu jeszcze dziś. 

– W takim razie będę musiała pana podrzucić. To za daleko, żeby iść pieszo. 
– Poniosę to pudło. – Ethan chwycił walizkę drugą ręką. 
–   Proszę   bardzo.   Nie   gardzę   szlachetnym   gestem,   mimo   że   żyjemy   w   dwudziestym 

pierwszym wieku. 

– Oddała mu paczkę i poprawiła torbę na ramieniu. 
– Tylko proszę nie upuścić. To nowy defibrylator. Taki, co potrafi mówić. Chociaż, jak 

znam mojego brata, pewnie będzie z nim polemizował. 

Ethan wziął paczkę i szedł za Kylą nabrzeżem. Spostrzegł, że wszyscy zwracają na nią 

uwagę. 

– Kyla! – Starsza kobieta przeszła przez jezdnię, żeby z nią porozmawiać. – Czytałam 

ulotkę, którą mi dałaś. Tę o wzmacnianiu kości... 

– To świetnie, pani Porter! – Przystanęła i uśmiechnęła się przyjaźnie. – Wszystko w 

porządku?

– Ależ tak. Wyczytałam, że trzeba więcej spacerować i podnosić ciężary. Trochę jestem 

za stara, żeby chodzić na siłownię, więc ćwiczę z butelkami po mleku. 

– Świetny pomysł! Jeśli ma pani jakieś pytania, będę w przychodni i chętnie pani udzielę 

odpowiedzi. I proszę nie zapomnieć porozmawiać z Evanną o ćwiczeniach. 

Przeszli kawałek, gdy zatrzymał ją jeden z rybaków rozplątujący sieci. 
– Siostro MacNeil, trzeba mi zdjąć te szwy. 
– Jak noga?
– Boli. 
Skinęła głową. To była paskudna rana. 
– Układaj nogę wyżej, kiedy odpoczywasz. Wpadnij w piątek, zdejmę szwy i obejrzę 

nogę. Gdyby potrzebny był antybiotyk, porozmawiam z Loganem. 

Z każdym witała się i zamieniała kilka słów, nie wdając się w dłuższe pogawędki. Ethan 

patrzył na to z podziwem, próbując wyobrazić sobie podobną scenę w Londynie. Ale nie 
potrafił. Tam każdy zajmował się swoimi sprawami. 

– Wszystkich tu pani zna?
– To jest wyspa, doktorze. Wszyscy wszystkich znają. – Odgarnęła z twarzy niesforne 

kosmyki i unosząc brwi, spojrzała na Ethana. – Czy to dla pana jakiś problem?

background image

– Dlaczego? Taksowała go wzrokiem. 
– Jest pan mieszczuchem, a duże bezduszne miasto gwarantuje anonimowość. Niektórym 

to odpowiada. Nie wszyscy lubią dzielić się prywatnymi sprawami z innymi. 

Mieszczuch. 
Ethan pomyślał o miejscach, w których pracował – kurz, skwar i przytłaczający bezmiar 

cierpienia. Kyla nie ma o tym pojęcia. Zaznał anonimowości, ale takiej, gdzie krzyczysz i nikt 
cię nie słucha. 

Kyla wydłużyła krok, skinęła do starszej kobiety, którą mijali, a potem zatrzymała się, by 

pogłaskać dziecko siedzące w spacerówce. 

– Aż trudno uwierzyć, Alice, że mały ma już dwa miesiące. Pamiętaj, żeby przyjść z nim 

na  szczepienie.  –  Szli  dalej.  Ethan  przyglądał  się,  jak  wyjmowała  pęk  kluczy z  kieszeni 
kurtki. 

– Anonimowość to jedno, a prywatność to drugie. Jakim cudem udaje się pani trzymać 

wszystkich na dystans?

– Ogólnie rzecz  biorąc, ludzie  nie wtrącają się w nasze życie  prywatne.  Jeśli jestem 

umalowana, na nogach mam szpilki, a w dłoni drinka, zdają sobie sprawę, że to nie czas na 
rozmowy o hemoroidach. – Bawiła się kluczami. – Ale to faktycznie mała społeczność, co 
może mieć swoje dobre i złe strony. Jeśli nie będziesz uważać, zorientujesz się, że za każdym 
rogiem udzielasz improwizowanych konsultacji. Nie zawsze mi to przeszkadza, ale też chcę 
czuć, że po pracy mam swoje życie. Musimy się pospieszyć. Przychodnia jest w wiosce, 
dziesięć minut jazdy stąd. 

– To nie jest wioska?
–   Nie,   doktorze,   to   jest   nabrzeże.   Ludzie   mieszkają   rozsiani   tu   i   ówdzie.   Robi   się 

zabawnie w przypadku nagłej domowej wizyty, jak sam pan się przekona. – Zatrzymała się 
przy maleńkim fioletowym aucie. – Zapraszam. Pojedziemy do przychodni, przedstawię pana 
bratu, a później podrzucę do domu, – To jest pani samochód? – spytał z niedowierzaniem, a 
Kyla rzuciła mu groźne spojrzenie. 

– Jeżeli zamierza pan wygłosić jakąś pogardliwą uwagę na temat koloru, to odradzam. 

Tak się składa, że jestem  bardzo  przywiązana do tego auta. Proszę dla  niego o  szacunek, 
doktorze, ponieważ gdyby nie ono, szedłby pan na to wzgórze piechotą, taszcząc walizkę, że 
się tak wyrażę. 

Mimo że dopiero się poznali, Ethan zdążył zauważyć, że Kyla jest kobietą o gorącym 

sercu i nieposkromionym temperamencie. Było to intrygujące zestawienie. Po raz pierwszy od 
miesięcy musiał starać się, by ukryć uśmiech. 

– Uwierzy pani, jeśli powiem, że wściekły fiolet jest moim ulubionym kolorem?
– Bardzo zabawne. – Popatrzyła na niego przez chwilę, a potem uśmiechnęła się szeroko. 

– No dobra. Będę szczera. Kupiłam go po śmiesznie  niskiej cenie. Najwyraźniej  nikomu 
innemu ten kolor nie przypadł do gustu. 

– Zadziwia mnie pani. 
– Nie pasuje do pana ten sarkazm, doktorze. Bagażnik jest otwarty, jeśli chce pan się 

uwolnić od tej walizki. 

background image

Wśliznęła się na siedzenie kierowcy. Ethan jakoś zdołał upchnąć walizkę w maleńkim 

bagażniku i próbując wcisnąć swoje metr dziewięćdziesiąt w maleńki pojazd, usiadł obok 
Kyli. 

– Może i ma okropny kolor – wymamrotał, zatrzaskując drzwi – ale przynajmniej jest 

przestronny. 

– Obraża pan mój samochód? – Spojrzała na niego i wybuchnęła śmiechem. – Wygląda 

pan komicznie. 

– To ten samochód jest komiczny. 
–   Samochód   jest   w   porządku.   To   pan   jest   za   duży.   Ethan,   wiercąc   się,   próbował 

wygodniej ułożyć nogi. 

– Zdaję sobie z tego sprawę. – Przesunął się do przodu, by nie dotykać głową sufitu. Tym  

samym jego kolana znalazły się pod brodą. – Tak jest wygodnie. Możemy jechać. Lepiej, 
żebyśmy tam szybko dotarli, bo inaczej będę potrzebował fizjoterapeuty, a na tak odległej 
wyspie nie spodziewam się go zastać. 

– Hm. Glenmore może i jest na końcu świata, ale mieszka tu dużo ludzi. Fizjoterapia to 

działka Evanny. Zwłaszcza masaż. Całkiem nieźle radzi sobie zarówno z płaczącymi dziećmi, 
jak i jęczącymi staruszkami. – Kyla zapaliła silnik, zerknęła w tylne lusterko i w szaleńczym 
tempie ruszyła wzdłuż wybrzeża. 

– Evanna? – Ethan zastanawiał się, jakim cudem tak mały samochód może rozwijać taką 

prędkość. – Rozmawiała pani o niej z tą kobietą, którą spotkaliśmy na nabrzeżu. Ona też jest 
pielęgniarką?

– Tak.  Każda  z  nas ma   inne  obowiązki.   Evanna  jest położną   i  pielęgniarką,  zna  też 

podstawy fizjoterapii. Wszyscy po trochu zajmujemy się wszystkim. To zaoszczędza ludziom 
podróży na ląd. 

Krajobraz   wybrzeża   zmieniał   się,   ukazując   skaliste   zatoczki   i   piaszczyste   plaże. 

Dramatyczna   historia   wyspy   pozostawiła   po   sobie   wraki   wielu   statków,   które   teraz 
zaśmiecały dno. Ethan patrzył na morze, a jego myśli krążyły wokół nierozwiązanych spraw. 
Było ich wiele, ale nie mógł zadawać Kyli pytań wprost. Zbyt wiele mogłoby to ujawnić. 
Odwrócił się i spojrzał na Kylę, studiując jej profil. Zauważył, że ma delikatnie zadarty nos i 
długie rzęsy oraz piękną szczęśliwą twarz, bez zmarszczek i cieni. 

– Przygląda mi się pan, a to mnie rozprasza. 
– W takim razie będę patrzył przed siebie. – Uśmiechnął się blado. – Jedziemy tak blisko 

urwiska, że wolałbym pani nie rozpraszać. 

– Mam w małym palcu wszystkie zakręty na tej drodze. W ogóle jestem jak człowiek 

orkiestra. Jestem dietetyczką, specjalistką od astmy, opiekuję się cukrzykami. Skończyłam 
kurs planowania rodziny, ale nie zachęcamy mieszkańców do kontroli urodzeń, ponieważ w 
tej   chwili   populacja   na   wyspie   spada.   Jeśli   ktoś   przychodzi   do   mnie   po   środki 
antykoncepcyjne, odsyłam go do domu, żeby korzystał z życia i płodził więcej dzieci. Jeśli 
ich nie będzie, najpierw odeślą lekarza, a potem zamkną szkołę. 

Mimo ponurego nastroju Ethan się roześmiał. 
– No cóż, całkiem nowatorskie podejście do planowania rodziny. Mówi pani poważnie, 

background image

że chcą zamknąć szkołę?

– Na razie nie. – Spojrzała na niego i uśmiechnęła się przelotnie. – Właściwie to życie na 

wyspie kwitnie. Ale to prawda, że jest coraz mniej ludzi, szczególnie na wsi. Ciężko im się 
żyje, więc wyjeżdżają szukać szczęścia w dużych miastach i już nie wracają. Biorą ślub z 
kimś z kontynentu i rodzą dzieci gdzie indziej. 

Zmieniła bieg i z olbrzymią prędkością weszła w zakręt. 
– Zawsze tak szybko pani jeździ?
– Wszystko robię szybko, dlatego mogę zrobić dwa razy więcej rzeczy w ciągu dnia, a to 

ważne w takim miejscu. Ale dość już o mnie. Co pana tu sprowadza? Od czego pan ucieka, 
doktorze Walker?

Ethan zesztywniał. 
– Dlaczego miałbym od czegoś uciekać?
– Tacy jak pan z reguły nie spędzają lata w takiej dziczy. Chyba że chcą od czegoś uciec 

– powiedziała wesoło. – Jeśli nie są stąd, przyjeżdżają szukać przestrzeni albo chcą zacząć 
nowe życie. Co pana tu przygnało? Praca czy coś bardziej osobistego? Miłość?

Poczuł pulsowanie w skroniach. Spodziewał się pytań, ale nie tak wcześnie. Nie miał 

gotowych odpowiedzi. 

– Zawsze jest pani taka bezpośrednia?
– Na wyspie nic się nie ukryje. – Uchyliła okno, i wiatr rozwiał jej włosy. – Tajemnice 

snują się za tobą jak cień. Lepiej grać w otwarte karty. 

Ethan wpatrywał  się w jej  profil. W końcu odwrócił się i popatrzył  w okno. Gdyby 

wiedziała, co ukrywa, bez wątpienia zatrzymałaby auto i zepchnęła go z urwiska. 

– Nie mam zwyczaju rozmawiać o moim życiu intymnym. 
– Rozumiem. – Przesunęła ręce na kierownicy – Ale ja nie pytam o pana życie intymne,  

tylko uczuciowe. – Ethan odniósł wrażenie, że Kyla dogadałaby się z jego byłą dziewczyną. 
„Nie masz serca, Ethan. Nie wiesz, co to bliskość”. 

– Jestem tu, bo szukaliście lekarza. Logan mówił, że potrzebuje pomocy. 
– To prawda, ale to nie wystarczy, żeby zachęcić kogoś do przyjazdu tutaj. W dodatku 

Logan zdradził, że jest pan geniuszem. Pierwszy we wszystkim, najlepszy student. 

– O tym, czy jest się dobrym lekarzem, nie świadczą wyniki egzaminów. 
–   Dobrze   wiedzieć,   że   w   czymś   jesteśmy   zgodni.   –   Zmieniła   bieg   i   zwolniła   przed 

zakrętem. – Tak czy inaczej miło, że pan przyjechał. Ostatnie miesiące były naprawdę trudne. 
Nie wiem, czy Logan o tym wspomniał, ale prawie rok temu stracił żonę. 

Ethan zesztywniał, pulsowanie w skroniach się nasiliło. 
– Wiem – powiedział cicho, próbując zapanować nad emocjami. – Wspominał o tym. 
– To był straszny okres. – Głos Kyli złagodniał, a dłonie zacisnęły się na kierownicy. 
Ethan poczuł, że robi mu się niedobrze. 
– Jak to się stało?
– Zmarła przy porodzie. W dzisiejszych czasach wydaje się to niemożliwe. Czyta się o 

statystykach śmiertelności podczas porodu, ale nie bierze się pod uwagę, że może przytrafić 
się to komuś, kogo znasz. Wydaje ci się, że jeśli zachowasz kontrolę, to wszystko będzie 

background image

dobrze, ale w tym przypadku nie było. I wiem, że Logan nadal się obwinia, mimo że zrobił 
wszystko. Miała ukrytą wadę serca. 

Ethan wziął głęboki oddech. 
– A jak Logan radzi sobie z małą? To musi być trudne. 
– Skąd pan wie, że to dziewczynka? – Spojrzała na niego spod przymrużonych powiek. – 

Wspomniałam o tym?

– Logan mi mówił. – Ethan naprawił szybko błąd. – Kirsty. Jedenaście miesięcy. 
– Aha. Jest taka słodka. Jeszcze nie chodzi, ale raczkuje i wszędzie jej pełno. Logan daje 

sobie radę. Jest wspaniałym ojcem i wszyscy na wyspie mu pomagają. Jedna z ciotek razem z 
kuzynką prowadzi kawiarnię na nabrzeżu. Często one zajmują się Kirsty w ciągu dnia. 

– Jedna z ciotek?
– Babcia zadbała o przyszłość wyspy. Moja mama miała pięć sióstr. – Uśmiechnęła się. – 

Mam   pięć   ciotek   i   jedenaścioro   kuzynostwa   w   pierwszej   linii.   Niektórzy   oczywiście   się 
przeprowadzili, ale większość nadal mieszka na wyspie, co znacznie ułatwia życie Loganowi. 
Od dawna sam nie musi sobie gotować, szczęściarz. Nie sądzi pan, że miło mieć przy sobie 
rodzinę?

Ta myśl była tak obca Ethanowi, że nie wiedział, co odpowiedzieć. By uniknąć kolejnych 

pytań, skierował rozmowę na inne tory. 

– Nie lubi pani gotować?
– Nie jest to moja domena. Ale lubię jeść. 
– Logan mieszka tu od czasu, kiedy ukończył staż?
– Nie. Pracował jakiś czas w Londynie, gromadząc doświadczenia, które są niezmiernie 

przydatne w takim miejscu jak to. Praca tutaj to wyzwanie, doktorze Walker. Nie można 
liczyć na wsparcie. Trzeba mieć umiejętności i pewność siebie, żeby sobie z tym poradzić. 
Większość mieszkańców wyspy ucieka, żeby sprawdzić, czy trawa faktycznie jest bardziej 
zielona w innym miejscu, a kiedy przekonują się, że nie... – Wzruszyła lekko ramionami, 
włączyła kierunkowskaz i zjechała na mały parking. – Wtedy wracają. To jest przychodnia w 
Glenmore. 

Przychodnia okazała się większa, niż się spodziewał. Był  to nowoczesny przeszklony 

budynek stojący tuż obok wspaniałego pomalowanego na biało domu z kilkoma balkonami 
wychodzącymi na morze. 

– Tu mieszka pani brat?
– Tak. Przychodnia przylega do domu, więc ludzie roszczą sobie prawo niepokojenia 

Logana, nawet kiedy bierze kąpiel. – Uśmiechnęła się i zgasiła silnik. – Ale on uwielbia to 
miejsce. 

– Z tego, co wiem, pani brat jest świetnym lekarzem. Wszędzie mógłby dostać pracę. 
– To prawda. – Sięgnęła po torbę leżącą na tylnym siedzeniu. – Ale wybrał pracę tu, 

gdzie dorastał. Gdzie jego talent naprawdę coś znaczy. W Glenmore nie jesteś jednym z wielu 
lekarzy, jesteś jedynym lekarzem. Czasem jesteś też jedyną osobą, która może coś zmienić. I 
naprawdę jesteś potrzebny. 

– I pani to uwielbia. 

background image

– O tak, zdecydowanie. – Położyła torbę na kolanach i uśmiechnęła się w zadumie. – Ja 

też próbowałam wyjechać, ale nigdzie nie czułam się dobrze. Kiedy jestem w Glenmore, 
wszystko jest tak, jak powinno. Czuję, że tu jest mój dom. 

– To musi być miłe uczucie. 
–  Każdy  ma   jakieś  miejsce,   w  którym   czuje   się   jak  w  domu   –   powiedziała   wesoło, 

otwierając drzwi samochodu. – Dla pana to Londyn?

Ethan zastanawiał się nad odpowiedzią. 
– To zależy, co rozumiemy przez słowo dom. Czy jest to miejsce, gdzie się urodziłeś, czy 

gdzie dorastałeś?

– Nie musi to być żadne z nich. Dom to miejsce, w którym czujesz się swobodnie. Kiedy 

tam wracasz, nie możesz sobie przypomnieć, po co w ogóle wyjeżdżałeś, bo jest to jedyne 
miejsce, w którym naprawdę chcesz być. 

Ethan przez chwilę wpatrywał się w jej twarz. 
– W takim razie ja nie mam domu – powiedział cicho. – Ponieważ nigdzie się tak nie 

czułem. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Kyla otworzyła bagażnik i przesunęła pudło. Starała się nie przyglądać, jak po wyjściu z 

samochodu Ethan się przeciąga, aby rozprostować kości. 

Przez całą drogę silnie odczuwała jego obecność. Kątem oka dostrzegała kilkudniowy 

zarost   pokrywający   jego   twarz,   a   jego   długie   nogi   muskały   jej   własne,   gdy   pokonywali 
zakręty.   Czuła   też,   jak   się   jej   przygląda   i   coś,   jakby   paląca   intensywność   jego   wzroku, 
rozpraszała  ją do tego  stopnia, że  przekraczała  dozwoloną prędkość,  aby skrócić  podróż. 
Nerwy miała napięte do granic możliwości i była niezwykle wyczulona na każdy jego ruch. 

Znała wszystkich mieszkańców wyspy. Przyzwyczaiła się do ludzi godnych zaufania i 

przewidywalnych. Czuła, że Ethan Walker jest inny. 

Kiedy brat opowiedział jej o nowym lekarzu, wyobraziła sobie naukowca w okularach, 

który spędzał życie nad mikroskopem, a pacjentów przyjmował, pozostając po drugiej stronie 
ogromnego biurka. 

Nie spodziewała się, że jego widok zwali ją z nóg. Nie tylko przystojna twarz i wspaniałe 

ciało sprawiały, że trudno było oderwać od niego wzrok. Od tego mężczyzny emanowała 
niemalże złowieszcza aura tajemniczości. Wyczuwała, że głęboko skrywa swoje emocje. 

Czy dlatego jego oczy mają tak cyniczny wyraz?
I co on robi w tak odległym zakątku Szkocji?
Uniknął odpowiedzi na to pytanie, ale ona nie da się tak łatwo zbyć. Jeśli Logan ma rację, 

Ethan   zrobił   błyskotliwą   karierę.   Swego   czasu   był   najmłodszym   konsultantem   w   historii 
szpitala. Pełnym determinacji, ambitnym  i osiągającym ponadprzeciętne wyniki. Dlaczego 
człowiek z takimi perspektywami nagle porzuca pracę i przenosi się na prowincję?

To musi mieć związek z jego życiem osobistym. 
Czy nie zignorował jej, gdy o to zapytała?
Typowy facet, pomyślała. Wszak mężczyźni nie rozmawiają o uczuciach. Wszyscy oni są 

beznadziejni. 

Zatrzasnęła bagażnik. Ciekawie będzie czegoś o nim się dowiedzieć. I spędzać w jego 

towarzystwie czas. 

Ta myśl ją zaskoczyła. Od dawna nie marzyła o spędzaniu czasu z mężczyzną. 
Problem z życiem na wyspie jest taki, pomyślała, że zna się absolutnie wszystkich. Nie 

ma   co   liczyć   na   niespodzianki.   Przecież   nie   zacznie   się  nagle   rumienić   na   widok  Nicka 
Hilliera,   miejscowego   policjanta.   Nie   będzie   zasypiać,   marząc   o   Alastairze   i   jego   łodzi 
rybackiej. Zna wszystkich na wyspie tak dobrze, jak swoją rodzinę. 

Co   innego   Ethan...   On   jest   niespodzianką.   I   to   taką,   która   niesie   ze   sobą   obietnicę 

ciekawszych niż zwykle długich letnich dni. 

Uśmiechnęła się, myśląc o przyszłości, i otworzyła drzwi przychodni. Jej brat siedział 

rozparty na krześle w recepcji i stukał w klawiaturę komputera. 

– Mam tu pełną listę. Czy to ty ich wszystkich zarejestrowałaś, Kyla?
– Ja też się cieszę, że cię widzę. – Spojrzała na brata, szukając na jego twarzy oznak 

background image

przepracowania. Logan jest najtwardszą osobą, jaką zna, niemniej martwi się o niego. – Byłeś 
tu przez całą noc?

– Chyba tak. – Odsunął krzesło i przeciągnął się. Miał ciemne włosy sięgające ramion i 

oczy równie niebieskie jak ona. – Nie starczy mi dnia, żeby przyjąć wszystkich pacjentów. 
Musimy przestać ich rejestrować. 

Kyla rzuciła mu zirytowane spojrzenie. 
– A co miałam zrobić, idioto? Powiedzieć, żeby sobie poszli i zachorowali kiedy indziej?
– Jak miło, że darzysz mnie szacunkiem – wycedził Logan, ale w oczach miał radosne 

iskierki. – Chciałbym tylko zauważyć, że jestem tu sam i w chwili obecnej raczej słabo sobie 
z tym radzę. 

Kyla rzuciła pocztę na blat recepcji. 
– No, nie myślisz chyba, że jeżdżę po całej wyspie, rozkręcając ci interes naganianiem 

nowych pacjentów. Nic nie poradzę na to, że ludzie tak do ciebie ciągną. Ale nie jesteś już 
osamotniony.  – Obróciła się i wskazała ręką stojącego za nią mężczyznę.  – Przywożę  ci 
posiłki. To pan Ethan Walker.  Sądzę, że już o tym  wiesz, bo jest to jedyny obcy,  który 
wysiadł z porannego promu. Zapewne od pół godziny wszyscy o tym trąbią. 

– Bardzo mi miło. – Logan wyprostował się i obaj mężczyźni  uścisnęli sobie dłonie, 

podczas gdy Kyla przyglądała im się badawczo. 

Mają podobną budowę, ale mimo to się różnią. Obaj są ciemni, wysocy i barczyści, ale na 

tym podobieństwa się kończą. Jej brat jest szorstki i ogorzały, jakby właśnie zszedł z gór. Za 
to Ethan jest estetyczny i uprzejmy.  Typowy mieszczuch, pomyślała Kyla. Obróciła się i 
zaczęła starannie segregować pocztę dla Janet, ich recepcjonistki. On mi wygląda na takiego, 
który lubi... wystawne życie. I pewnie w Glenmore nie wytrzyma dłużej niż pięć minut. 

Obaj mężczyźni byli pogrążeni w rozmowie, gdy zadzwonił telefon. Kyla sięgnęła po 

słuchawkę. Opadające włosy przesłoniły jej twarz. 

– Przychodnia Glenmore. – Jej głos był pogodny i przyjazny. Zignorowała ostrzegawcze 

spojrzenie Logana. Chciał dać jej do zrozumienia, że dopisanie kolejnego pacjenta na poranną 
listę może kosztować ją życie. – Witaj Janet, co słychać? – Wyprostowała się i wykrzywiła 
twarz. – O nie, to straszne! Nie ruszaj jej. Logan zaraz będzie. 

Odłożyła słuchawkę. Logan wpatrywał się w nią z niedowierzaniem. 
– Przypomnij mi, że mam cię zwolnić i zatrudnić na twoje miejsce ponurą i opryskliwą 

babę, która będzie odstraszać pacjentów. Jeśli umówiłaś mi wizytę domową na dwie minuty 
przed otwarciem przychodni, to uduszę cię gołymi rękami! – warknął. – Za kogo ty mnie 
masz? Za bohatera?

– Za dobrego lekarza. – Kyla zapisała szczegóły na skrawku papieru, podeszła do niego i 

czule ucałowała go w policzek. – Dobrego, ale wyjątkowo gburowatego. To była nasza Janet. 
Rano wpadła na chwilę do swojej mamy i znalazła ją leżącą na podłodze. 

– Gladys? – Logan zrobił zatroskaną minę. 
– Widzisz, jak bardzo się przejmujesz? Tylko starannie to ukrywasz. To nie może czekać, 

Logan. Ona potrzebuje pomocy natychmiast. 

– Mam jeszcze przychodnię. Nie mogę być w dwóch miejscach jednocześnie. 

background image

– Uważam, że twoje miejsce jest teraz przy pani Taylor. Janet twierdzi, że złamała nogę. 

Jedź,   a   ja   zajmę   się   pacjentami.   Z   Evanną   pomożemy   tym,   którym   się   da,   a   pozostali 
zaczekają. – Kyla wskazała ręką drzwi. – Gdy będziesz niósł pomoc potrzebującym niczym 
rycerz w błyszczącej zbroi, ja będę tu wszystkich zabawiać. 

– Ja mogę zostać w przychodni. – Ethan wydawał się spokojny i nieporuszony wymianą 

zdań, której przed chwilą był świadkiem. – Chyba że masz coś przeciwko temu. 

Logan podrapał się w kark. 
– Jechałeś całą noc. Pewnie chcesz wziąć prysznic i odpocząć. Nie znasz pacjentów ani 

wyspy. Ilu jeszcze argumentów potrzebujesz?

Ethan uśmiechnął się blado. 
– Jestem przyzwyczajony do podróży. Prysznic i odpoczynek zaczekają. A jeśli chodzi o 

nieznajomość   pacjentów   czy   wyspy   –   lekko   wzruszył   ramionami   –   nie   sądzę,   żeby   to 
stanowiło problem. Poza tym twoja siostra jest pod ręką. Na wszelki wypadek nie wyłączaj 
telefonu. Zadzwonię, jeśli będę miał wątpliwości. 

– Zgoda. – Logan chwycił swoją torbę. – Jeżeli złamała sobie biodro, będę potrzebował 

śmigłowca. Zadzwonię do ciebie, Kyla. 

–   Jasne.   –   Kyla   patrzyła,   jak   jej   brat   wychodzi,   zabierając   po   drodze   pęk   kluczy.   – 

Dobrze, doktorze Walker. Wygląda na to, że ma pan dyżur. Pokażę panu gabinet, a potem 
przyniosę filiżankę kawy. Miejmy nadzieję, że pozwoli to panu przetrwać... 

Nagłe trzaśniecie drzwi uniemożliwiło jej dokończenie zdania. Do przychodni, zataczając 

się,   wszedł   potężny   mężczyzna.   Był   bardzo   blady.   Ręce   mocno   przyciskał   do   klatki 
piersiowej. 

– Doug! – Kyla znalazła się przy nim w mgnieniu oka. – Co się dzieje? Jesteś chory?
– Boli. – Cierpienie wykrzywiało  zroszoną potem twarz mężczyzny.  – Okropnie boli 

mnie w piersiach. Poczułem się jakoś dziwnie, kiedy przestawiałem w piwnicy skrzynki z 
piwem. I nagle to się stało. Jakby mnie słoń nadepnął. 

– Możemy go gdzieś położyć?
– W gabinecie. 
Ethan chwycił mężczyznę pod ramię i razem z Kylą przeprowadzili go przez korytarz. 
– Położymy pana na leżance, panie... ?
– McDonald – odrzekła szybko Kyla, pomagając mężczyźnie zająć w miarę wygodną 

pozycję. – Doug McDonald. Pięćdziesiąt sześć lat. Od trzech lat leczy się na nadciśnienie. 
Zażywa betaadrenolityki i statynę. 

Ethan, który właśnie badał puls, uniósł lekko brwi, po czym sięgnął po stetoskop. 
– Zna pani na pamięć historię choroby każdego pacjenta?
– To mała społeczność, doktorze. Co panu podać?
– Zacznijmy od tlenu. 
–   Aparat   z   maską   jest   po   pana   prawej   stronie.   Pewnie   będzie   pan   chciał   się   wkłuć. 

Przyniosę  sprzęt.  – Szybko  sięgnęła  do szafy,  wyjęła  potrzebne  rzeczy i  postawiła  je na 
stoliku obok Ethana. – Po prostu oddychaj przez maskę, Doug. Świetnie. Ścisnę tu, żeby 
łatwiej mógł pan znaleźć żyłę, doktorze. – Objęła dłońmi ramię Douga i przyglądała się, jak 

background image

Ethan gładzi je, by znaleźć odpowiednie miejsce. 

– Czy mamy możliwość podłączenia kroplówki?
– Oczywiście. 
–  Ma   pan  dobre   żyły.   –   Przetarł   skórę   i   wkłuł   się  tak   sprawnie,   jakby  powtarzał   tę 

czynność tysiące razy. Kyla skinęła głową z aprobatą i rozluźniła uścisk. 

–   Wszystko   będzie   dobrze,   Doug.   Niedługo   poczujesz   się   lepiej.   Wyświetlę   historię 

choroby na ekranie. – Kyla  podeszła do biurka, włączyła  komputer i wyciągnęła  EKG z 
narożnika. – Komputer za chwilę się uruchomi. 

Doug jęknął z bólu i zdjął maskę. 
– Zawsze się tego obawiałem. To dlatego próbowałem schudnąć. I rzucić palenie. Tylko 

że wtedy zaczynałem więcej jeść. – Skrzywił się i położył z powrotem, gdy Ethan podłączył 
kroplówkę. – Naprawdę się starałem, ale to takie trudne. 

– Robiłeś, co mogłeś, Doug, wiesz o tym. Nie zamartwiaj się teraz – powiedziała Kyla, 

zakładając mu na drugą rękę aparat do mierzenia ciśnienia. – Musimy się tylko dowiedzieć, 
co się dzieje. 

Pokazała wynik Ethanowi, a ten kiwnął głową. 
– Czy możemy zrobić EKG?
–  Już   się  robi.   –   Kyla   szybko   przykleiła   pacjentowi   elektrody.   –  Wytrzymaj   jeszcze 

trochę,   Douglas,   wyjdziesz   z   tego.   Doktor   Walker   jest   cudownym   dzieckiem   medycyny. 
Ludzie zwykle płacą grube pieniądze za wizytę u niego, a ty masz to za darmo. To twój 
szczęśliwy dzień. 

Wiedziała, że Ethan sardonicznie zmarszczył brwi, ale postanowiła go zignorować. To 

jest jej teren. Nie pozwoli się zdominować żadnemu lekarzowi, nawet temu. 

Doug przymknął oczy i uśmiechnął się blado. 
– To chyba nie jest mój szczęśliwy dzień, złotko. Serce Kyli przepełniała czułość. Znała 

Douga od dziecka. 

– Oczywiście, że szczęśliwy.  Bo ja mam dyżur – oznajmiła z uśmiechem i włączyła 

aparaturę. – Zobaczysz, będzie dobrze – zapewniła go. 

Nagle otworzyły się drzwi i do gabinetu weszła ciemnowłosa dziewczyna w niebieskim 

fartuchu. 

–   Właśnie   minęłam   Logana.   Pędził   jak   szalony.   Kiedy   zobaczyłam   jego   minę, 

pomyślałam, że przyda ci się tu pomoc. – W jej łagodnych oczach widniał niepokój, koński 
ogon falował przy każdym ruchu głową. – Doug? Co ci się stało?

– To jest Ethan Walker, nowy lekarz. A to Evanna, kolejna pielęgniarka. Logan pojechał 

do matki Janet, która miała groźny upadek. A tutaj nasz Doug ma okropne bóle w klatce 
piersiowej. Czy możesz wezwać helikopter? – Kyla spojrzała na przyjaciółkę w sposób, który 
nie pozostawiał wątpliwości, że prośba jest pilna. – Musimy przetransportować Douga na ląd. 
Doug, muszę zadzwonić do twojej żony i powiedzieć jej, co się dzieje. Czy Leslie jest w 
domu?

Evanna wymknęła  się z pokoju, nie zadając pytań.  Kyla  poczuła  ulgę. Wiedziała,  że 

przyjaciółka sprowadzi śmigłowiec na wyspę tak szybko, jak tylko to możliwe. 

background image

– Nie. – Douglas odwrócił głowę. – Nie wolno ci niepokoić Leslie. Ma dość problemów z 

naszą Andreą, która przechodzi okres buntu. Mam zawał, wiem o tym. To byłoby dla niej za 
dużo. 

– Ona cię kocha, Doug – powiedziała Kyla. Włączyła EKG i śledziła wykres, który wcale 

jej   się nie   spodobał.  Nie  okazała   tego  jednak. –  Tworzycie  związek.   Jak myślisz,  co  by 
powiedziała, gdyby odkryła, że poleciałeś do szpitala, a ją tu zostawiłeś?

Doug uśmiechnął się blado i pokręcił głową. 
– Zawsze zamęcza mnie, żebyśmy choć na chwilę opuścili wyspę. 
– Sam widzisz. – Kyla stanęła z boku, tak by Ethan mógł obserwować zapis. – Uniesienie 

odcinka ST. Pewnie zechce pan podać heparynę i areplex. Pójdę przygotować. 

W oczach Ethana wyczytała potwierdzenie i odrobinę zaskoczenia. 
– Czy mamy morfinę i nitromint?
– Oczywiście. – Pytanie ją rozbawiło. A więc sądził, że pracuje na totalnej prowincji? 

Otworzyła   szafkę  z  lekami   i  zaczęła  szukać   odpowiednich  specyfików,   przysłuchując   się 
Ethanowi. 

– Obawiam się, że EKG pokazuje stan przedzawałowy. Prawdopodobnie powodem jest 

zakrzep krwi w jednej z tętnic – mówił spokojnym tonem. – Dam panu środek, który go 
usunie. 

– To taki pogromca zakrzepów, o których czytałem?
– Tak. Musimy sprawić, żeby krew znów popłynęła przez tętnicę. Ale najpierw muszę 

zadać panu kilka pytań. 

Doug zbladł, a na jego twarzy pojawił się nieprzyjemny grymas. 
– Muszę pana ostrzec, że nienawidzę zgadywanek. Jeśli chce mnie pan odpytać ze stolic 

krajów, to proszę od razu dać sobie spokój. Rzuciłem szkołę, gdy miałem szesnaście lat, i 
zaciągnąłem się na kuter ojca. Ethan uśmiechnął się. 

– Czy ma pan jakieś zaburzenia krwawienia? Czy był pan ostatnio operowany? – Zadał 

serię szybkich pytań i wziął lekarstwa od Kyli. – Jak długo leci tu helikopter i gdzie ląduje? 
Nie   jestem   pewien,   czy   stan   pacjenta   jest   już   na   tyle   stabilny,   żeby   można   było   go 
transportować. 

–   Załoga   jest   wykwalifikowana,   a   pan   może   lecieć   z   nimi.   Mają   defibrylator   i   cały 

potrzebny sprzęt. 

Ethan ostrożnie odmierzył lek. 
– Mogą tutaj przylecieć?
– O tak, jeśli pogoda jest odpowiednia, a dziś powinno być w porządku. – Kyla wzięła od 

niego pustą strzykawkę i sprawnie wypełniła ją płynem. – Trzeba zadzwonić do szpitala i 
wypełnić odpowiedni formularz. 

– Jeśli ja pojadę z nim, to zostaniecie bez lekarza. Uśmiechnęła się. 
–   Logan   pewnie   niedługo   wróci.   Niech   pan   nie   popełnia   błędu   i   nie   myśli,   że   jest 

niezastąpiony,  doktorze  – powiedziała  wesoło i  zerknęła  na napiętą  twarz Douga. – My, 
tutejsze pielęgniarki, jesteśmy niezwykle wszechstronne. 

Jego wzrok powędrował za jej spojrzeniem. Zmarszczył czoło i zmierzył Dougowi tętno. 

background image

– Nadal boli? Jest jakaś poprawa? Doug kiwnął głową. 
– Lepiej – szepnął w momencie, gdy do pokoju wróciła Evanna. 
– Helikopter będzie za piętnaście minut – oznajmiła swoim ciepłym, przyjaznym głosem. 

– Wytłumaczyłam pacjentom w poczekalni, że muszą poczekać na Logana. 

– Dzwoniłaś do niego? – zapytała Kyla. 
– Tak. Pani Taylor ma okropną ranę na nodze i jest w szoku, ale nic sobie nie złamała. 

Logan przywiezie ją tu, żeby założyć szwy. 

Kyla z zatroskaną miną sięgnęła po telefon. 
– Powinna uczęszczać na twoje zajęcia ruchowe. Potknęła się o coś?
–   Nie   wiadomo.   Janet   znalazła   ją   przy   schodach.   Miała   szczęście,   że   nic   sobie   nie 

złamała. – Evanna spojrzała na zegarek. – Jeśli nie jestem tu potrzebna, pójdę do pacjentów 
Logana. Zajmę się tymi, którym mogę pomóc. 

Opuściła pokój, a Kyla podała słuchawkę Ethanowi. 
– Połączę pana z ordynatorem oddziału intensywnej opieki kardiologicznej. Nazywa się 

Angus Marsh. To miły gość. – Podeszła do Douglasa. – Najwyższa pora powiadomić twoją 
żonę. To jest wyspa, Doug. Leslie zobaczy śmigłowiec ratowniczy i wkrótce dowie się, kim 
jest pacjent. Najpierw będzie się zamartwiać i wyobrażać sobie Bóg wie co, a potem mnie 
zabije. 

Jakby na potwierdzenie jej słów drzwi otworzyły się z hukiem i do gabinetu wpadła 

Leslie. 

– Komu potrzebne są telefony, kiedy na wyspie działa poczta pantoflowa? – mruknęła do 

siebie Kyla. Westchnęła i odsunęła się od kozetki. 

– Co ci się stało, Douglas?
Doug wydał z siebie cichy jęk, ale w jego oczach nie brakowało czułości. 
– Co tu robisz, kobieto?
–   Kupowałam   ryby   u   Geoffa   na   nabrzeżu.   Powiedział   mi,   że   tu   szedłeś.   Podobno 

wyglądałeś naprawdę kiepsko. – Leslie wpatrywała się przerażona w EKG, po czym obróciła 
się do Kyli. – Siostro MacNeil? Co się dzieje?

Kyla spojrzała błagalnie na Ethana, ale on rozmawiał właśnie o przewiezieniu pacjenta do 

szpitala. 

– Doug miał bóle w klatce piersiowej i wygląda na to, że mógł mieć zawał – powiedziała 

łagodnie. – Teraz czuje się już lepiej. Z pewnością nie ma powodów do paniki. Zamierzamy 
przewieźć go do szpitala. To standardowa procedura. Za chwilę będzie tu śmigłowiec. 

Leslie westchnęła. 
– Wybierasz się na ląd? Miałeś zawał? Kiedy zamierzałeś mi o tym powiedzieć, Doug? 

W następne święta?

–  Przestań zrzędzić.  Kyla właśnie miała się z tobą  skontaktować. Cały czas  pracowali 

przy mnie bez  wytchnienia. – Doug mówił słabym głosem, nie otwierając  oczu. – Wracaj i 
pilnuj Andrei. Zadzwonię ze szpitala. 

– Andrei nic nie jest. – Leslie spojrzała na Kylę. Jej twarz poszarzała ze zmartwienia. – 

Mogę z nim lecieć?

background image

Kyla skinęła głową. 
– Sądzę, że tak, ale muszę jeszcze porozmawiać z załogą. Jesteś bardzo blada, Leslie. 

Usiądź. – Szybko przysunęła kobiecie krzesło. 

– Zaraz dojdę do siebie – mruknęła pod nosem, pocierając ręką czoło. – To tylko szok. 
Ethan odłożył słuchawkę w momencie, gdy Evanna po raz kolejny zajrzała do gabinetu. 
– Helikopter już przyleciał. 
– Rozmawiałem z personelem szpitala. Czekają. – Ethan zerknął na wyniki badań, po 

czym razem z ratownikami położyli Douga na noszach. 

Umieścili go w śmigłowcu i pomogli Leslie wejść na pokład. Ethan zwinnie wskoczył do 

środka i usiadł obok. 

Kyla odsunęła się od śmigłowca i skierowała się w stronę przychodni. W zatłoczonej 

poczekalni wytłumaczyła pacjentom, co się stało, i szybko oceniła, komu może pomóc. 

– Czy Doug z tego wyjdzie? – zapytała Paula Stiles, pracownica sklepu z upominkami. 
Konieczność zachowania dyskrecji  w sprawach pacjentów jest koszmarem,  pomyślała 

Kyla,   udzielając   skąpych   informacji   w   sposób,   który   dodał   wszystkim   otuchy.   Potem 
otworzyła drzwi swojego pokoju i włączyła komputer. 

– Interesujący poranek – mruknęła do siebie. – Nie ma jeszcze dziewiątej, a już czuję się 

jak po całym dniu harówki. 

Nawet nie chciała myśleć o tym, jak musi czuć się Ethan. Podróżował przez większą 

część   nocy,   aby   złapać   pierwszy   prom.   A   teraz   musi   wysłać   go   z   powrotem   na   ląd.   Z 
doświadczenia wiedziała, że przed lunchem nie wróci. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Pierwszą pacjentką Kyli była dyrektorka miejscowej szkoły podstawowej. 
– Przepraszam, że musiała pani czekać, pani Carne – rzekła Kyla, sięgając po długopis. – 

Jeśli znów dokucza pani astma, możemy o tym porozmawiać, a potem przekażę wszystko 
Loganowi. 

– Tak, to astma. – Ann Carne postawiła torebkę na podłodze i usiadła na krześle. – Mam 

problemy w czasie zajęć na boisku. Wyobrażasz sobie? Tracę oddech przy sześciolatkach. 

– Sześciolatki mają niespożytą energię – zauważyła Kyla. – A więc co się dzieje? Czy 

przed zajęciami używa pani inhalatora?

– Czasami. – Ann wyglądała na zakłopotaną. – Staram się wtedy wymknąć do pokoju 

nauczycielskiego, ale nie zawsze się to udaje. 

– Dlaczego się pani ukrywa?
– Nie chcę, żeby dzieci mnie widziały. 
Kyla spojrzała na nią, zastanawiając się, w czym tkwi problem. 
– Chodzi o panią czy o dzieci?
– O jedno i drugie. – Ann uśmiechnęła się smutno. 
– Nie znoszę myśli, że jestem chora, a poza tym nie chcę, żeby dzieci się martwiły. 
Kyla zmarszczyła brwi i stukała długopisem w biurko. 
– W szkole jest przecież kilku astmatyków, więc nikogo nie dziwi widok inhalatora. 
– Ale nie u nauczyciela. 
Widząc, że problem dotyczy bardziej Ann niż uczniów, Kyla powiedziała:
– To już prawie rok, odkąd rozpoznano u pani astmę. Jak sobie pani z tym radzi?
Ann odetchnęła ciężko i powiedziała:
– Nadal nie mogę uwierzyć, że spotkało to właśnie mnie. Mam dopiero pięćdziesiąt dwa 

lata, to absurd!

– Ta choroba nie ma nic wspólnego z wiekiem. Składa się na nią wiele czynników. 
– Nie mogę przywyknąć do tej myśli. 
– To dlatego nie używa pani inhalatora? – Głos Kyli był łagodny. – Na zasadzie: nie 

zażywam leków, to nie jestem chora?

– Jak na to wpadłaś? – Ann uśmiechnęła się słabo. – Pamiętam cię jako sześciolatkę. 

Przyniosłaś do klasy żabę i schowałaś ją w moim biurku. 

– Pamiętam. To była żaba mojego brata. Strasznie był wtedy na mnie zły. 
– Ciągłe wydaje mi się, że jestem młoda. – Ann westchnęła. – Dopiero kiedy patrzę w 

lustro, zdaję sobie sprawę z upływu lat. I kiedy moje ciało o tym przypomina. 

–   Pani   organizm   może   jeszcze   doskonale   funkcjonować,   jeśli   tylko   trochę   mu   pani 

pomoże. – Kyla sięgnęła do szuflady po ulotkę. – Proszę to przeczytać. Nie wyobraża sobie 
pani dnia bez szczotki i pasty do zębów, prawda? Inhalator ma taką samą funkcję, pomaga 
dbać o higienę. 

Ann wzięła ulotkę i uśmiechnęła się zamyślona. 

background image

– Higiena. Niezły pomysł. 
– Proszę mi obiecać, że przez następne dwa tygodnie będzie pani używała inhalatora. 

Wtedy proszę do mnie przyjść i porozmawiamy. I niech pani nie ukrywa się przed dziećmi. 
Chcemy im przecież pokazać, że to coś, z czym można żyć. 

–   Nie   myślałam   o   tym   w   ten   sposób,   ale   faktycznie   masz   rację.   –   Ann   wstała   i 

uśmiechnęła się z wdzięcznością. – Bardzo się zmieniłaś od czasów szkoły podstawowej. 
Mogę zapytać, co z Dougiem, czy powiesz mi, żebym nie wtrącała się w nie swoje sprawy?

– Jak mogłabym powiedzieć coś takiego mojej nauczycielce? – roześmiała się Kyla. – Ale 

faktycznie, jest za wcześnie, żeby o tym mówić. Nasz nowy lekarz z nim poleciał. Miejmy 
nadzieję, że będzie miał dla nas dobre wieści. 

– Wiesz, że wszyscy się martwimy. 
– Wiem – odrzekła Kyla z uśmiechem. – Dlatego właśnie zostałam w Glenmore. Życzę 

miłego dnia, pani Carne. I proszę nie pozwolić tym małym  potworkom przynosić żab do 
klasy. 

Ethan pojawił się pod koniec dyżuru Kyli, godzinę po powrocie Logana od mamy Janet. 
Kyla poszła z nim do gabinetu, gdzie we troje dokończyli przyjmowania pacjentów. W 

tym czasie Evanna przejęła obowiązki recepcjonistki. 

– Są  jakieś  wizyty  domowe?  –  Logan  stłumił   ziewnięcie,  kiedy już wszyscy  stali   w 

recepcji. 

– Tylko jedna, u Helen McNair. Ma złe wieści ze szpitala i pyta, czy możesz do niej 

zadzwonić. Całą resztę udało mi się namówić na wizytę w przychodni dziś po południu, żeby 
zaoszczędzić ci jeżdżenia. Pomyślałam, że chcesz mieć czas dla doktora Walkera. 

–   Wyperswadowałaś   komuś   wizytę   domową?   –   zapytał   Logan   z   niedowierzaniem.   – 

Aniele ty mój, chyba cię awansuję. Od dziś masz etat recepcjonistki i mojej ulubienicy. – 
Kyla zauważyła zdradliwy rumieniec, jaki zalał policzki Evanny, i uważnie spojrzała na brata. 
Ten   jednak   z   zainteresowaniem   przeglądał   najnowszy   numer   czasopisma   medycznego, 
nieświadomy wrażenia, jakie na Evannie zrobiły jego słowa. 

Kyla   potrząsnęła   głową   z   dezaprobatą.   Mieszkańcy   wyspy   mają   Logana   za   bardzo 

wrażliwego człowieka. Wydaje im się, że wszystko o wszystkich wie. 

Były jednak rzeczy, których Logan zupełnie nie dostrzegał. Kyla pogrążona w myślach 

chowała dokumenty do szafki. Minął rok od śmierci Catherine. Prędzej czy później trzeba 
będzie coś z tym zrobić. 

–   Odwiedziła   mnie   dziś   Ann   Carne.   –   Wracając   myślami   do   pracy,   wręczyła   bratu 

notatki. 

– O, jak się ma nasza ulubiona nauczycielka? – Logan odchylił się na krześle, prostując 

nogi. 

– Nadal udaje, że nic jej nie dolega. Jeśli nie zacznie używać inhalatora, narobi sobie 

kłopotów. 

Logan pokiwał głową. 
– Rozmawiałaś z nią o tym?

background image

– Masz mnie za głupią? – Kyla uniosła brwi. 
– Mam odpowiedzieć na to pytanie?
– Nie zaczynajcie znowu – wtrąciła Evanna, rzucając Ethanowi przepraszające spojrzenie. 

– Proszę na nich nie zwracać uwagi. Tak tylko się przekomarzają, jak to rodzeństwo. Ale 
naprawdę się uwielbiają. 

Eathan nawet się nie uśmiechnął, a Kyla zauważyła jego zaciśnięte usta i napięte mięśnie. 

Zastanawiało ją posępne spojrzenie Ethana i chciała się dowiedzieć, co się za tym kryje. Nie 
lubi żartować w pracy? Z pewnością nie o to chodzi. 

Pochwyciła ostrzegawcze spojrzenie Logana. 
– Zajmij się sobą – szepnął. 
– Właśnie się zastanawiam, czy nie zająć się nim – odpowiedziała z uśmiechem. 
Logan przewrócił oczami i wstał. 
– Nigdy nie zrozumiem kobiet. 
– To oczywiste – mruknęła Kyla, zerkając na Evannę. – Ale próbuj dalej. 
– Trenuję na mojej córce. A skoro o niej mowa, to jeśli skończyliśmy, zamierzam spędzić 

następną   godzinę  z  dziewczyną  mojego   życia,  która  to  lada   moment  się  obudzi  i  będzie 
gotowa upaćkać się tym, co ma zjeść ha lunch. Zaprosiłbym cię do nas – zwrócił się do 
Ethana  – ale  nie  sadzę, że  masz  ochotę  wyglądać  jak zmiksowane  warzywa.  Zrób  sobie 
przerwę. Moja siostra pokaże ci dom, mam nadzieję, że ci się spodoba. Daj znać, gdybyś 
czegoś potrzebował. 

Logan poszedł w kierunku drzwi łączących przychodnię z jego domem, a Kyla zwróciła 

się do Ethana:

– Gotowy na kolejną przejażdżkę moim samochodem?

– Co za ekscytujący poranek. – Ethan wydostał się z samochodu i poszedł za Kylą w 

kierunku   dwóch   budynków.   Przed   nimi   rozciągał   się   widok   na   morze.   Ethan   oddychał 
głęboko, rozkoszując się słonym, chłodnym powietrzem. – Każdy dzień tak wygląda?

– Ależ skąd! – Pchnęła furtkę i przytrzymała ją, by Ethan mógł przejść. – Często jest tak, 

że albo nic się nie dzieje, albo wszystko naraz. Nieźle pan sobie poradził. 

– To był test?
– Nie, ale gdyby był, zdałby pan. – Zerknęła na Ethana. – Proszę się nie gniewać, ale nie 

każdy nadaje się do pracy na wyspie. Musimy tu uważać na wszystko i często czujemy się jak 
na froncie. Czy to pana martwi?

– Nie. – Niepokoiło go tylko pożądanie, jakie odczuwał, patrząc na nią. Zacisnął zęby i 

skupił się na widoku. – Przepięknie. Kto tu zwykle mieszka?

– Letnicy.  Przeważnie wynajmujemy dom na cały sezon, ale Nick Hillier, właściciel, 

naciął się w zeszłym roku. – Kyla próbowała znaleźć w torebce klucz i otworzyć drzwi. – 
Grupa ludzi z Londynu urządziła tu dziką imprezę i zdemolowała dom. Tak więc w tym roku 
Nick postanowił wynająć go panu. 

– Postaram się go nie zawieść. – Ethan wszedł za nią do środka, próbując zignorować 

wspaniały zapach i niesamowity blask jej złocistych włosów. – Kim jest Nick Hillier?

background image

– To nasz policjant. Chodziliśmy razem do szkoły. Zaplatał mi warkocze. 
Nie   wiedział   dlaczego,   ale   ta   uwaga   jeszcze   wzmogła   jego   napięcie.   Wziął   głęboki 

oddech i skulił się w sobie. Musi popływać. Pobiegać. Zrobić cokolwiek, żeby pozbyć się 
tych myśli. 

– Chodziła pani do szkoły z wszystkimi na wyspie?
– Z wszystkimi nie, ale z większością tych, którzy się tu urodzili i byli mniej więcej w 

moim wieku. To mała społeczność i ma to swoje złe strony. Czasami wydaje mi się, że Ann 
Carne   nadal   widzi   we   mnie   krnąbrne   dziecko,   które   w   szkolnej   stołówce   ogłosiło   strajk 
głodowy. 

Odwróciła   się   i   uśmiechnęła.   Ethan   poczuł   gwałtowny   przypływ   pożądania.   Potem 

uśmiech zniknął z twarzy Kyli i wpatrywali się w siebie bez słowa. 

Odsuń  się, ostrzegł   się w  myślach   Ethan.  Nie  teraz   i  nie  z tą  kobietą.  Nie  po to  tu 

przyjechałeś. 

– Dowodziła pani strajkiem przeciwko obiadom szkolnym?
Jej zdziwione spojrzenie mówiło, że wyczuła ostrzejszą nutę w jego głosie. 
– Byłam strasznym niejadkiem. Buntowałam się przeciw wszystkiemu, co znalazło się na 

moim talerzu i chciałam, by inni robili tak samo. Namówiłam dzieciaki, żeby nie jadły. 

Z łatwością wyobraził ją sobie w takiej roli. Z iskrzącymi błękitnymi oczami i dumnie 

uniesioną głową. 

– Ile miała pani lat?
– Pięć. – Uśmiechnęła się bez cienia skruchy. – Mama powiedziała mi, że nigdy się tak 

nie wstydziła. Wezwali ją do szkoły. Dostałam wtedy straszną burę. 

Ethan również się uśmiechnął. 
– I potem już grzecznie jadła pani obiady?
– Wcale nie. Chowałam jedzenie w serwetkę i ukrywałam dowody. 
– Nikt się nie zorientował?
–   Niestety,   wszystko   się   wydało.   –   Kyla   otworzyła   drzwi   i   weszła   do   pięknego 

przeszklonego salonu. – I to tylko dlatego, że pewnego razu wrzuciłam zawiniątko do torebki 
panny Carne. To była lasagne albo coś o podobnej konsystencji. Obrzydliwe. Od tego czasu 
pilnowali mnie przy jedzeniu. 

– Wcale się nie dziwię. – Rozejrzał się zaskoczony. – . Ładnie tu. 
–   Gdyby   pan   widział   to   miejsce   dwa   lata   temu!   Całkowita   ruina.   Nick   spędził   tu 

wszystkie weekendy, kiedy kupił ten dom. – Podeszła do okna i patrzyła na morze. – Miał 
szczęście, bo było wielu chętnych. To jedno z najładniejszych miejsc na wyspie. 

– Dlaczego więc pani go nie kupiła?
– Nie było potrzeby. – Spojrzała na niego z rozbawieniem. – Do mnie należy ten dom 

obok. Proszę o tym pamiętać, zanim nagi wybierze się pan zażyć kąpieli w morzu. 

Nagle atmosfera zagęściła się, a Ethan poczuł, że niebezpiecznie poruszyła się w nim 

jakaś struna. 

–   A   zatem   to   miejsce   należy   do   mnie   na   czas   mojego   pobytu   na   wyspie?   –   spytał 

zmienionym głosem, klnąc się w duchu. Czy ona też to czuje?

background image

Czy zauważyła zmianę atmosfery?
– Tak długo, jak pan zechce. – Przyglądała  mu  się przez chwilę, po czym  zgrabnie, 

niczym tancerka podeszła do drzwi balkonowych. Kiedy je otwierała, Ethan spostrzegł, że 
drżą jej ręce. 

– Zaraz za ogrodem jest plaża, więc w czasie sztormu proszę dokładnie zamykać drzwi. 

Inaczej będzie pan tygodniami wymiatał piasek z salonu. 

– Sztormu? – Ethan spojrzał na bezchmurne niebo. – Morze jest takie spokojne. Trudno 

mi to sobie wyobrazić. 

– Nie będzie pan musiał sobie wyobrażać, bo już niedługo zobaczy pan to na własne 

oczy. – Roześmiała się. – Mam nadzieję, że lubi pan gwałtowne zmiany pogody, doktorze. I 
mam nadzieję, że sztorm pana nie przeraża. Wszystko, co pan do tej pory widział, to nic w 
porównaniu z żywiołem szalejącym wokół wyspy. 

– Niełatwo mnie przestraszyć. – Odwrócił się, czując, że przebywanie z nią w jednym 

pomieszczeniu staje się niebezpieczne. Musi się od niej trzymać z daleka. Jak najdalej. – A 
pani, Kylo? Boi się pani, czy raczej lubi ryzyko? – Ethan igrał z ogniem. Sprawdza ją, a ze 
spojrzenia jej błękitnych oczu wyczytał, że ona o tym wie. 

– Tutaj żyje się pełnią życia. Urodziłam się na tej wyspie i jestem jej częścią, dlatego nic 

mnie w niej nie przeraża. Ani sztormy, ani odosobnienie. – Ani ty, mówiło jej spojrzenie. 

Ethan   poczuł   nagłe   ukłucie   zazdrości.   Zastanawiał   się,   jak   to   jest   być   tak   pewnym 

wszystkiego i mieć miejsce na ziemi, które można nazwać domem. Nagle znów zapragnął 
przeczytać list tkwiący w jego kieszeni. I go zrozumieć. 

– Muszę się rozpakować i wziąć prysznic. – Powiedział to ostrzej, niż zamierzał. Widząc 

zakłopotanie z oczach Kyli, musiał powstrzymać nagłą chęć, by ją objąć i przeprosić. 

Ethan, którego wszyscy uważali za chłodnego, sam był zaskoczony tą reakcją. Cofnął się, 

przypominając sobie, że przecież nie musi niczego wyjaśniać. 

Powinien jednak dowiedzieć się wielu rzeczy. 

Kyla zamknęła za sobą drzwi i przeskoczyła przez mały żywopłot dzielący ich posesje. 

Wchodząc do środka, zastanawiała się nad chemią, jaka pojawiła się między nią a Ethanem. 
Nie ma wątpliwości, że coś między nimi zaiskrzyło. Czuła też, że go to złości. 

On nie chce, żeby tak było. 
A ona? Czego ona chce? Tak bardzo przywykła do życia w pojedynkę... 
– Przecież on tu nie zostanie – stwierdziła, zrobiła sobie herbatę i wyszła z nią na taras. 

Cokolwiek między nimi zaistniało, nie będzie trwało długo, ponieważ ona nie zamierza stąd 
wyjeżdżać. 

– Siostro MacNeil!
Podniosła głowę, słysząc, że ktoś ją woła. Westchnęła i poszła przez ogród w stronę, skąd 

dochodził   głos.   Gdyby   mieszkała   w   jakiejś   podupadłej   części   Londynu,   mogłaby 
przynajmniej w spokoju dokończyć herbatę. 

– Fraser Price? A ty co robisz na plaży w czasie lekcji?
Pewnie wagaruje, tak jak ona w latach szkolnych. 

background image

– Proszę nie mówić pannie Carne. Ona myśli, że jestem chory – powiedział chłopiec, 

próbując złapać oddech. 

– Ale nie jesteś? – Kyla zrobiła poważną minę. – Powinieneś być w szkole i się uczyć, a 

nie udawać chorego. 

O mało się nie roześmiała, mówiąc to, bo przecież sama wiele razy uciekała ze szkoły, by 

posiedzieć na plaży. 

– Tylko to przyszło mi do głowy, a musiałem wrócić do domu. 
– A to dlaczego?
– Żeby zająć się mamą. Rano dziwnie się zachowywała i nie chciałem jej zostawiać 

samej. Bałem się. 

Chłopiec wydawał się zagubiony, co obudziło czujność Kyli. 
– A dokładniej? Chodzi ojej cukrzycę? Co to znaczy, że zachowywała się dziwnie? Coś 

się mamie stało?

– Nie wiem. Wydawała się taka... inna. – Wzruszył ramionami. – Zabiłaby mnie, gdyby 

się dowiedziała, że tu jestem. Czy mogłaby pani do niej wpaść, ale nie mówić, że tu byłem? 
Wie pani, niby tak przez przypadek. 

– Fraser, ja nikogo nie odwiedzam przez przypadek. 
Jej rozbawienie przerodziło się w troskę, kiedy zobaczyła wyraz twarzy chłopca. 
– Dobrze, dobrze! Dzisiaj znajdę powód, żeby odwiedzić ją ot tak. 
– Naprawdę? To świetnie. – Odetchnął z ulgą. – A czy ten przypadek mógłby być już 

teraz?

Porzuciła myśli o lunchu i skinęła głową. 
– Tylko  zamknę  dom  i  przyprowadzę   samochód.   Spotkamy  się  u ciebie.  Możesz  mi 

otworzyć drzwi. Aha, Fraser, co do twojej mamy – chwyciła go za ramię – to możesz opisać, 
jak wyglądała?

– Miała taki dziwny kolor skóry i trzęsły jej się ręce, kiedy robiła mi śniadanie. Nie wyda 

mnie pani? – Spojrzał z niepokojem na Kylę. – Powiedziałem, że źle się czuję i muszę wyjść 
na świeże powietrze. 

Kyla pomyślała o wszystkich swoich grzechach z czasów szkolnych. 
– Nie wydam. Zmykaj. Będę za pięć minut. 
– Co pani powie mamie?
– Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę – odrzekła Kyla i wróciła do domu. Zauważyła 

Etłiana stojącego w ogrodzie i nagle ją olśniło. – Doktorze Walker!

Spojrzał w jej stronę, a Kyla bezradnie rozłożyła ręce. 
– Jeśli nie jest pan zbyt zmęczony, znów poproszę pana o pomoc. Myślę, że będzie mi 

potrzebny lekarz. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Kyla zapięła pas i zapaliła silnik. 
– Aisla Price to samotna matka. Przeprowadziła się na wyspę, kiedy Fraser był mały. 

Uważała,   że   to   dobre   miejsce,   żeby   wychować   dziecko.   Ma   sklepik   internetowy,   gdzie 
sprzedaje to, co zrobi na drutach. Całkiem nieźle jej to idzie. Robi naprawdę ładne swetry. 
Mieszkają prawie nad samym morzem. 

– I choruje na cukrzycę? – dodał Ethan. 
– Tak, ale kontroluje ją, więc nie wiem, co się stało. – Kyla zmieniła bieg i włączyła 

kierunkowskaz. – Skoro jednak Fraser mówi, że coś jest nie tak, powinniśmy to sprawdzić. 

–   Nie   dzwoniła   po   panią?   Składamy   jej   zatem   niezapowiedziana   wizytę.   –   Ethan 

próbował wyobrazić sobie podobną sytuację w Londynie. Z drugiej strony, w Londynie żadne 
dziecko nie dobijałoby się do drzwi pielęgniarki środowiskowej. 

– Tak. Przypadkowe odwiedziny. – Zatrzymała samochód na uliczce z rzędem białych 

domków i zaciągnęła hamulec. – Jesteśmy na miejscu. 

Ethan patrzył na Kylę z niedowierzaniem. 
– Co, na Boga, zamierza pani powiedzieć? Zapuka pani do drzwi i poinformuje, że jej 

synowi wydawało się, że zbladła przy śniadaniu?

– Nie, dlatego właśnie zabrałam pana. – Uśmiechnęła się i sięgnęła po torebkę. – Jest pan 

nowym lekarzem i zamierzam pana przedstawić. W końcu będzie pana pacjentką. 

Żałując, że dał się wpuścić w maliny, zamiast stać teraz pod prysznicem, poszedł za Kylą 

w stronę domu.  Drzwi wejściowe otworzyły  się, i Ethan natychmiast dostrzegł  panikę w 
oczach Frasera. 

– Szybko! Ona leży na podłodze – powiedział chłopiec, gwałtownie wciągając Kylę do 

środka. – Nie mogę jej dobudzić, a ona jęczy i próbuje mnie uderzyć. 

Ethan wpadł do domu, zostawiając Kylę z przerażonym  dzieckiem. Kobieta leżała na 

podłodze  w  kuchni  wśród  kawałków  rozbitej  filiżanki.  Ethan  zaklął   cicho  i   ukląkł,   żeby 
sprawdzić puls. 

– Czy ona umarła? – usłyszał za plecami dziecięcy głos. 
– Nie, żyje. – Starał się mówić spokojnie, by jeszcze bardziej nie wystraszyć chłopca. – 

Mógłbyś przynieść moją torbę z samochodu? Jest na tylnym siedzeniu. 

Fraser pokiwał głową i wybiegł z kuchni. Tymczasem Kyla uklękła obok Ethana. 
– Aisla?
Kobieta jęknęła, otworzyła oczy i zamrugała powiekami, mamrocząc coś niezrozumiale. 
– Cukier. Wiesz, gdzie szukać? – rzucił Ethan, rozglądając się wokół. 
– Nie mam pojęcia. – Kyla wstała i otwierała kolejne szafki. – No dalej, Aisla, gdzie 

trzymasz  cukier? – Zdenerwowana przestawiała paczki i butelki. – Sos sojowy,  makaron, 
miód, kurkuma. Co to w ogóle jest?

Jezu, ludzie  naprawdę  tego  wszystkiego   używają?  Nic  dziwnego,  że  gotowanie  mnie 

przerasta. 

background image

– Pospiesz się – warknął Ethan, a Kyla wyrzuciła na blat zawartość kolejnych szafek. 
– Słodzik. Może być. – Znalazła go w momencie, gdy Fraser wbiegł do kuchni, trzymając 

torbę Ethana. – Myślisz, że da radę to wypić? – Nawet nie zauważyli, kiedy zaczęli mówić do 
siebie po imieniu. 

– Powinno się udać. – Ethan podniósł kobietę, a Kyla przyłożyła jej szklankę do ust. 
–   Aisla,   musisz   to   wypić   –   powiedziała   stanowczo.   Kobieta   jednak   tylko   coś 

wymamrotała i próbowała ich odepchnąć. Kyla  w końcu wlała jej do ust kilka łyków.  – 
Dobrze ci idzie. Jeszcze tylko trochę. 

Kobieta wreszcie zaczęła pić posłusznie, a Kyla zwróciła się do Frasera, który przerażony 

wpatrywał się w chorą matkę. 

– Kotku, wszystko będzie dobrze. Macie może jakieś ciastka?
Fraser spojrzał na nią i nieco się odprężył. 
–  Jasne.   –  Na  jego  twarzy  pojawił   się  cień   uśmiechu.  –  Czekoladowe.  Są  naprawdę 

pyszne, ale tylko na specjalne okazje. 

– To jest specjalna okazja – zapewniła go szybko Kyla. – I podaj mi, proszę, jeszcze 

szklankę mleka. 

Ethan sięgnął po torbę. 
– Dasz sobie radę sama? Chciałbym jej zbadać poziom cukru. 
– Dochodzi do siebie – mruknęła Kyla. – Co wywołało hipoglikemię? Fraser, co twoja 

mama robiła dziś rano?

– Późno wstała. – Chłopiec stał na krześle i sięgał po puszkę z ciastkami. – Musiałem ją 

dobudzić. Dlaczego pan kłuje ją w palec?

– Muszę jej zbadać poziom cukru. – Ethan odczytał wynik. – Mamy przyczynę. Mniej niż 

trzy   milimole.   Pewnie   przedawkowała   insulinę.   Fraser,   czy   twoja   mama   rano   się 
gimnastykowała?

Dziecko potrząsnęło głową, wręczając puszkę Kyli. 
– Nie, ale wczoraj wieczorem poszła na plażę. Widziałem, jak biega, bo czytałem książkę 

przy oknie. To dlatego była taka dziwna?

– Nie wiem, ale zamierzam to sprawdzić. Wyślę próbkę krwi do badania – rzekł Ethan, 

sięgając po fiolkę. – Muszę mieć dokładniejszy wynik. 

Zanim Ethan skończył  oznaczać próbkę, Kyla wcisnęła w Aislę kilka czekoladowych 

ciastek. Pacjentka szybko odzyskiwała formę. 

–   Nie   mogę   uwierzyć,   że   do   tego   dopuściłam   –   jęknęła,   próbując   stanąć   na   nogi   o 

własnych siłach. – Wczorajszy wieczór był taki piękny, że nie mogłam oprzeć się pokusie, 
poszłam na plażę i trochę poćwiczyłam. Miałam zamiar potem coś zjeść, ale zadzwonił wujek 
Frasera i zupełnie zapomniałam. Poszłam prosto do łóżka. Przepraszam. A tak w ogóle, to jak 
mnie znaleźliście?

Ethan już miał wyjaśnić, jak naprawdę było, gdy Kyla go uprzedziła. 
–   Przejeżdżaliśmy   tędy   –   powiedziała   szybko.   –   Chciałam   ci   przedstawić   doktora 

Walkera. 

– Wolałabym, żebyśmy poznali się w innych okolicznościach. – Aisla uśmiechnęła się 

background image

zmęczona. – W każdym razie dziękuję. Mam u was dług. Gdybyście nie przyjechali, kto wie, 
co by się mogło stać. 

Ethan zerknął na Kylę, która w tym momencie posłała Fraserowi pełen uznania uśmiech. 

Aisla również spojrzała w tę stronę. 

– Fraser? – powiedziała łagodnie. – Dobrze się czujesz? Mówiłeś chyba, że ci niedobrze. 
– Już mi dużo lepiej, po tym spacerze na plaży – odpowiedział chłopiec. 
– Świeże powietrze potrafi czynić cuda – rzuciła Kyla beztrosko, a Fraser odetchnął z 

ulgą. 

–   Trudno   uwierzyć,   że   to   przeciętny   dzień.   Dostajesz   czasem   wolne   za   dobre 

sprawowanie? – zażartował Ethan, wsiadając do samochodu, a Kyla się uśmiechnęła. 

– Tak to jest na wyspie, bez przerwy na dyżurze. Ale naprawdę nie zawsze jest tak źle. Za 

to ty zasłużyłeś sobie na wolne. Podrzucę cię do domu, ale proszę, zjedz z nami dziś kolację. 
Przynajmniej tak możemy ci się odwdzięczyć za ten dzień. 

Zauważyła,   że   wyraz   jego   twarzy   się   zmienił.   W   ciemnych   oczach   dostrzegła 

zaskoczenie. 

– Jadasz kolacje z bratem?
– Jasne, w końcu jesteśmy rodziną – oznajmiła. 
– Nie w każdej rodzinie jest taki zwyczaj. 
– U nas tak. Zwykle  jadamy razem kilka razy w tygodniu.  Coś w tym  dziwnego? – 

spytała,   zakłopotana   jego   reakcją.   Dla   niej   było   to   tak   naturalne,   że   nie   wymagało 
komentarza. – Uwielbiam spędzać czas z moją siostrzenicą, a poza tym zawsze jest też z nami 
któraś  ciotka   albo  kuzynka.   Pewnie   będzie  tam  dziś dosyć   głośno. Będziesz   miał  okazję 
spotkać kilku mieszkańców wyspy. Jedna z moich ciotek prowadzi kawiarnię na nabrzeżu, 
druga ma sklepik z dzianiną w wiosce. Mam też dwóch kuzynów, którzy są rybakami, a jeśli 
trzeba, pływają łodzią ratunkową. 

– A twoi rodzice?
– Przeprowadzili  się na  kontynent  do jednej  z ciotek.  Po śmierci  wuja potrzebowała 

pomocy na farmie. Ale i tak często się spotykamy. 

– Jesteście ze sobą bardzo blisko. 
– Tak myślisz? – Zmarszczyła brwi i wzruszyła ramionami. – Jesteśmy chyba normalną 

rodziną. Zdarzają nam się kłótnie i nieporozumienia, ale lubimy ze sobą przebywać i dużo o 
sobie wiemy. A ty masz dużą rodzinę? Braci, siostry?

Jej słowa sprawiły, że Ethan stał się niedostępny. 
– Nie mam nikogo – odparł chłodno, unikając jej wzroku. – Moi rodzice rozwiedli się, 

kiedy miałem osiem lat, a drugie małżeństwo ojca nie trwało długo. 

Kyla   próbowała   sobie   wyobrazić,   jak   to   jest   być   samotnym,   ale   nie   potrafiła.   Może 

dlatego Ethan jest taki skryty i powściągliwy. 

– Musiało ci być ciężko. 
–   Wprost   przeciwnie.   Nie   musiałem   słuchać   ciągłych   kłótni,   a   poza   tym   byłem 

niezależny. 

background image

Kyla zmarszczyła brwi, jakby w ogóle nie brała tego wcześniej pod uwagę. 
– Miałem całkiem proste i swobodne dzieciństwo – ciągnął Ethan. – Wszyscy byli zbyt 

zajęci sobą, żeby zainteresować się tym, co robię. Nawet mi to odpowiadało. 

Kyli trudno było w to uwierzyć. 
– Ale przecież dzieciństwo polega na tym, że ktoś nas rozpieszcza, martwi się o nas i nas 

kocha. – Podniosła wzrok i dojrzała w jego oczach wyraz kpiny. 

– Nie potrzebuję współczucia – odparł. – Ani tego, żeby ktoś mnie przytulał. 
– Wszyscy tego potrzebują. – Nawet tacy ludzie jak on: twardzi, powściągliwi, niezależni. 
– Wolę sam rozwiązywać swoje problemy. 
–   Właściwie   ja   czasami   też.   –   Roześmiała   się.   –   Ale   na   wyspie   to   praktycznie 

niemożliwe.  Nie tylko  wszyscy znają twoje problemy,  ale też zdaje im się, że tylko  oni 
potrafią je rozwiązać. I nie omieszkają ci o tym powiedzieć, na przykład w pubie, kiedy w 
spokoju   chcesz   wypić   drinka.   Przyjdź   dziś   na   kolację.   Naprawdę.   To   będzie   namiastka 
realiów tutejszego życia. Takie wścibstwo kontrolowane. 

Jej dowcipna uwaga sprawiła, że się uśmiechnął. 
– Podobno nie gotujesz. 
– Ja nie, ale na szczęście Evanna jest w tym świetna. Dziś serwuje owoce morza. Przyjdź. 

Będzie  dobra zabawa. Jeśli pogoda się utrzyma,  zjemy w ogrodzie i założę  się, że moja 
siostrzenica zrobi zamieszanie. – Starała się mówić pogodnie, próbując na niego nie patrzeć. 

Miał   zmierzwione   włosy   i   kilkudniowy   zarost,   ale   i   tak   był   najprzystojniejszym 

mężczyzną, jakiego spotkała. 

– Mała też tam będzie?
Kyla   oderwała   wzrok   od   ust   Ethana,   którym   od   dłuższej   chwili   przyglądała   się 

ukradkiem. 

– Właściwie to już nie jest taka mała. Odkąd zaczęła raczkować, musimy stale na nią 

uważać. Czy to jakiś problem? – spytała, widząc jego nagłe napięcie. 

– Nie, dlaczego?
– Nie wiem. Wydawało mi się, że... – Urwała, widząc jego chłodne spojrzenie. Skoro sam 

nie ma rodziny, pewnie nie jest przyzwyczajony do dzieci. – Nie, nic. W każdym razie czuj 
się zaproszony. Możesz się ze mną zabrać. 

Serce biło jej mocno i zastanawiała się, dlaczego Ethan tak na nią działa. 
– Moja przyjaźń z twoim samochodem chyba dobiegła końca. Dziś odbieram własny – 

rzekł zgryźliwie, unosząc brwi. – Może pojedziesz ze mną?

– To znaczy, że przyjmujesz zaproszenie?
– Tak, jeśli twój brat nie będzie miał nic przeciwko temu. – Kyla wyczuła wahanie w jego 

głosie, a serce zabiło jej szybciej. Skarciła się w duchu. Nie powinno jej tak zależeć na tym, 
żeby przyszedł. To nie jest mężczyzna dla niej. Zbyt wiele jest w nim tajemnic, a ta odrobina, 
którą odkrył, robiąc aluzje do trudnego dzieciństwa i deklaracja, że nie potrzebuje bliskości, 
potwierdzały, że do siebie nie pasują. 

– Wpadniesz po mnie o szóstej? Jadamy dość wcześnie, bo Logan kładzie Kirsty spać 

około siódmej, a ja chciałabym spędzić z nią trochę czasu. 

background image

Ethan siedział bez ruchu, po czym spytał:
– Jak on sobie radzi?
– Z dzieckiem? Bardzo dobrze. Logan jest wspaniałym ojcem. Zabawnym, kochającym i 

praktycznym. – Kyla wzruszyła ramionami. – Oczywiście potrzebna mu pomoc, bo inaczej 
nie mógłby pracować. Moje ciotki mają ustalony grafik, a ja pomagam, kiedy tylko mogę. 
Kuzynostwo też się przyłącza. Logan zatrudniał swego czasu miejscowe dziewczęta, ale to 
nie zdało egzaminu. 

– Nie nadawały się?
– Wprost przeciwnie, ale przy okazji wszystkie próbowały go usidlić – odrzekła sucho. – 

Najwyraźniej dla nich nie ma nic atrakcyjniejszego niż lekarz z małym  dzieckiem.  Teraz 
pomaga mu Amy Foster, a wszyscy robią zakłady, ile czasu wytrzyma. 

– A co z Evanną? Wspominałaś, że też pomaga. 
– Evanna uwielbia małą. – Kyla uśmiechnęła się ciepło. 
– I podejrzewam, że raczej nie zakocha się w Loganie. 
Kyla roześmiała się, zastanawiając się, dlaczego mężczyźni niczego nie dostrzegają. 
– Evanna kocha go przez całe życie. Mam nadzieję, że pewnego dnia Logan wreszcie się 

ocknie i to zauważy. Inaczej ja z tym zrobię porządek. – Zatrzymała samochód przed domem 
i   spojrzała   na   Ethana,   który   z   kamiennym   wyrazem   twarzy   wpatrywał   się   w   morze.   – 
Strasznie trudno cię rozgryźć, wiesz o tym?

Odwrócił głowę. 
– Po co miałabyś to robić?
– Łatwiej żyć z ludźmi, jeśli się ich rozumie. 
– Nie zależy mi, żeby mnie rozumiano, więc możesz sobie darować – rzekł łagodnie, a w 

kącikach jego ust pojawił się lekki uśmiech. 

– Nienawidzisz tego miejsca? To zbyt duże odludzie?
Nie odpowiadał przez dłuższą chwilę, a Kyla zastanawiała się, czy w ogóle usłyszał jej 

pytanie. 

– Nie nienawidzę. 
Co to za odpowiedź? Kyla poczuła narastające rozczarowanie. 
– Dziękuję za pomoc przy Aisli i do zobaczenia o szóstej. Miłej kąpieli, doktorze. 
Wszedł do domu, przebrał się w strój sportowy i wyszedł do ogrodu. Musi się wykąpać, 

ogolić i wypocząć, ale na żadną z tych rzeczy nie miał ochoty. Teraz chciał po prostu biec. 
Szybko. Rozmowa z Kylą bardzo go poruszyła, sam nie wiedział dlaczego. Zapragnął pozbyć 
się wszystkich myśli. 

Mimo   słonecznej   pogody   wiał   porywisty   wiatr,   Ethan   jednak   tego   nie   zauważył. 

Skupiony   i   ponury   przeciął   ogród,   kierując   się   na   plażę.   Biegł   miarowo   i   rytmicznie, 
pokonując dystans długimi krokami. Zmuszał ciało do ogromnego wysiłku. Czuł pulsowanie 
w rękach i nogach, serce waliło mu jak młot, a pot spływał stróżką między łopatkami. Mimo 
to narzucił sobie jeszcze większe tempo, jakby chciał dogonić wiatr. 

Dotarł do miejsca, gdzie kończył się piach, a zaczynała skalista ścieżka. Siłą woli wbiegł 

na szczyt klifu. Płuca i mięśnie zdawały się krzyczeć na znak protestu, lecz on zignorował te 

background image

sygnały. Czuł, że serce bije mu szybko, jakby starało się sprostać wysiłkowi, jaki mu narzucił. 
Jego umysł skupił się tylko na wysiłku fizycznym. 

Biegnij. 

Kyla   stała   przy   oknie   w   sypialni   i   patrzyła   na   plażę.   Ethan   biega   jak   prawdziwy 

sportowiec. Albo jak człowiek, którego goni diabeł. 

Nawet z tej odległości wyczuwała determinację, która kierowała krokami Ethana. Niemal 

czuła siłę i energię jego ciała,  gdy stanął do walki z żywiołem  i nadludzkim wysiłkiem. 
Wpatrywała się w ten obraz jak zauroczona. 

Wpadła   do   domu   tylko   na   chwilę,   by   zabrać   coś   na   popołudniowy   dyżur,   i   przez 

przypadek   spojrzała   w   okno.   Zaczęła   mu   się   przyglądać   z   niepokojem,   myśląc,   że   taki 
wysiłek może doprowadzić do urazu, ale po chwili już syciła oczy tym widokiem. 

Nie wyglądał jak mieszczuch, który ubzdurał sobie, że zacznie biegać. Był to człowiek, 

który regularnie wyciskał z siebie siódme poty. Biegł rytmicznie, z zaskakującym wdziękiem. 
Nie widziała jego twarzy, ale wiedziała, że ma kamienny wyraz. 

Czując, że ten bieg niewiele ma wspólnego ze zwykłą chęcią przyspieszenia pulsu, Kyla 

odwróciła się, oddając mu prywatność, o którą tak wyraźnie zabiegał. Rozbudziło to jednak 
jej ciekawość. 

Kim on jest?
Jego chłodna obojętność i powściągliwy stosunek do życia były jej zupełnie obce. Kim 

jest człowiek, który trzyma się z dala od wszystkich? I dlaczego tak na nią działa?

Za długo mieszka na wyspie z ludźmi, których zna na wylot. Oto dlaczego. Ethan Walker 

jest   obcy,   a   kiedy   mieszkasz   otoczony   znajomymi,   nieznajomi   zawsze   wydają   się 
interesujący. Tylko o to chodzi. 

Otrząsnęła się z tych myśli  i przypomniała sobie, że ma zaledwie dziesięć minut, by 

wrócić do przychodni. Inaczej brat ją przeklnie. 

Dom   Logana   przylegał   do   przychodni   i   otoczony   był   ogrodem   pełnym   kwitnących 

jabłoni. 

Odświeżona prysznicem po dyżurze, Kyla otworzyła furtkę i bez pukania weszła prosto 

do kuchni. 

Evanna   stała   przy   piecu,   mieszając   coś   w   garnku.   Włosy   miała   związane   w   kucyk, 

policzki zaróżowione od gorąca. Ubrana była w śliczną zwiewną sukienkę, – Ach, to ty. 
Wcześnie przyszłaś. Możesz mi podać kolendrę?

– Kolendrę?  – Kyla  rozejrzała się niepewnie.  – Masz na myśli  to zielone  coś, które 

wygląda jak chwast? – Wzięła przyprawę, powąchała i podała ją Evannie. – Jestem wcześniej 
z winy Ethana, a właściwie jego samochodu. Musiałabyś go widzieć. Jest cały czarny i z 
pewnością podnosi poziom testosteronu. – Zajrzała do garnka. – To nasz obiad? Wygląda 
ładnie, ale nie przypomina grillowanego jedzenia. Zgubiłaś przepis?

– To akurat jest rosół dla Kirsty.  Jeszcze się nie obudziła z popołudniowej drzemki. 

Logan jest beznadziejny, jeśli chodzi o przestrzeganie jej pory snu. Ciągle ją budzi, żeby się 
przytulić. 

background image

Evanna   szybko   pokroiła   kolendrę,   wrzuciła   ją   do   zupy   i   zaciekawiona   spojrzała   na 

przyjaciółkę. 

– Hm, podobno jesteś już na ty z panem doktorem. Zaprzyjaźniliście się?
Kyla uśmiechnęła się. 
– Jeszcze nie, ale powinnaś była widzieć, jak biegał po plaży. Myślałam, że zemdleję. Co 

za ciało! Ale ty pewnie nie zwracasz uwagi na takie rzeczy. 

–   Nie   jestem   ślepa,   Kyla   –   powiedziała   Evanna   łagodnie,   mieszając   powoli   zupę.   – 

Potrafię dostrzec przystojnego mężczyznę, a Ethan z pewnością nieźle wygląda. 

– Ale? – Kyla pochyliła się ostrożnie i spróbowała zupy. – Słyszę, że jest jakieś ale. 

Pyszna zupa. Mogę wziąć trochę na jutrzejszy lunch?

– Nie wygląd jest najważniejszy.  – Evanna klepnęła ją po palcach – Zostaw. To dla 

Kirsty. 

– Próbuję, czy nie zatruta. W Ethanie też jest coś więcej niż tylko wygląd. 
– I to mnie właśnie martwi. – Evanna zmarszczyła brwi. – Jest w nim coś niepokojącego. 

Jakaś tajemnica. 

– Tajemnica? – Kyla wrzuciła łyżkę do zlewu i roześmiała się, próbując ukryć uczucia, 

jakie wywołały w niej słowa Evanny.  – Naczytałaś  się za dużo celtyckich  legend. Masz 
wypaczoną wyobraźnię. 

– Możesz się śmiać, ale ja wiem, że mam rację. Ten człowiek coś ukrywa. 
Kyla poczuła niepokój. 
– Co ukrywa?
– Gdybym  wiedziała, nie byłoby tajemnicy.  Ale  myślę, że  to nic dobrego. – Evanna 

przestała mieszać w garnku i spojrzała poważnie na Kylę. – Jest w nim coś dziwnego. – 
Rozejrzała   się,   upewniając   się,   że   są   same.   –   Nie   czujesz   tego?   Jakaś   szorstkość.   Jest 
nieustępliwy i trochę przerażający. Nie wiem... – Wzruszyła ramionami, żałując, że w ogóle 
rozpoczęła tę rozmowę. – Coś musiało się wydarzyć w jego życiu. Jestem pewna. Coś, z 
czym boryka się każdego dnia. Ma jakiś problem. 

– W naszym życiu też się wiele wydarzyło – przypomniała jej Kyla, próbując otrząsnąć 

się z nieprzyjemnego wrażenia, jakie wywierała na niej ta rozmowa. – I musimy z tym żyć. 
Wszyscy mamy jakieś problemy. 

– To prawda. Po prostu bądź ostrożna. To wszystko. Nie chcę, żeby ktoś cię skrzywdził. 
– Nie byłby to pierwszy raz. 
Evanna spojrzała na przyjaciółkę i jej twarz złagodniała. 
– Nie byłaś blisko z nikim, odkąd ten szczur, Mike Robinson, podniósł żagle i uciekł na 

kontynent. Pora, żeby ktoś zajął jego miejsce. Nie jestem tylko pewna, czy to ma być Ethan. 
Coś się między wami dzieje, czy to tylko twoje pobożne życzenie?

– Nie można wyobrazić sobie chemii. Za każdym razem, kiedy na siebie patrzymy, mam 

wrażenie, że ten płomień spali dom. – Kyla przygryzła wargi w zamyśleniu. – Chyba nie 
bardzo mu się to podoba. Walczy sam ze sobą. 

– Ma świadomość,  że spędzi tu tylko  lato. To pewnie dlatego – powiedziała  szybko 

Evanna. – Dzięki Bogu, że chociaż jedno z was ma trochę rozumu. 

background image

– Z pewnością nie ja – westchnęła Kyla. – Zawsze wybieram niewłaściwych mężczyzn. A 

ty? Jeśli mówimy już o problemach, to podejrzewam, że nie wystroiłaś się w tę białą sukienkę 
tylko po to, żeby nakarmić Kirsty. Jak dla mnie, to dziwny wybór, zważywszy na jej zwyczaje 
przy stole. Będziesz miała problem, żeby usunąć plamy. 

– Tak się składa, że bardzo lubię tę sukienkę. – Evanna jeszcze bardziej się zaczerwieniła. 
– I słusznie. Bardzo ci w niej ładnie. Miło cię widzieć w czymś innym niż dżinsy. – Kyla 

otworzyła  szufladę, wyjęła łyżkę  i zanurzyła  ją w zupie. – Mojemu bratu pewnie też się 
spodoba. I taki też był cel, prawda?

– Twój brat nie zauważyłby nawet, gdybym stanęła przed nim nago i zatańczyła tango. – 

Evanna uśmiechnęła się cierpko. 

– Niestety, dochodzę do wniosku, że Logan jest strasznie gruboskórny, i pewnego dnia 

mu   to   wypomnę.   Ale   tymczasem   zjem   owoce   morza,   które   przygotuje.   Najpierw 
przyjemność, potem konflikty. 

–   Nie   waż   się   mu   o   niczym   wspominać!   A   nazywanie   go   gruboskórnym   jest 

niedorzeczne. Po prostu myśli cały czas o Catherine, co jest zrozumiałe – dodała szybko, 
wlewając zupę  do miksera  i przytrzymując  pokrywkę.  – Była  jego żoną,  a on bardzo ją 
kochał. 

Kyla poczekała, aż hałas ucichnie, i powiedziała:
– Z pewnością, ale to nie znaczy, że nie może już nikogo pokochać. 
– To się nigdy nie stanie. – Ich oczy się spotkały. 
– Proszę cię, nie mówmy o tym. 
Kyla podeszła do niej i ją uściskała. 
– Daj mu czas i bądź cierpliwa. – Zauważyła Ethana wchodzącego do pokoju i zabrakło 

jej powietrza. 

– Logan już zaczął grillowanie – oznajmił Ethan. 
– Pyta, co wy dwie robicie tu tak długo. 
– Przytulamy  się,  jak  to  przyjaciółki.  Nasz  pan doktor  nie  należy  do najczulszych  – 

powiedziała Kyla, naśladując jego sposób mówienia, i odsunęła się od Evanny, usiłując nie 
patrzeć na Ethana. 

Kiedy tu jechali, nie miała okazji mu się przyjrzeć, ale teraz dostrzegła, że się ogolił, 

wykąpał i przebrał w dżinsy. Czarna koszulka podkreślała jego umięśnione ramiona. Kyla 
poczuła nagły ucisk w żołądku, a ręce zaczęły jej lekko drżeć. Odwróciła się i upuściła łyżkę 
do   zlewu,   by  ukryć   rumieniec.   Evanna   ma   rację.  Doskonale   wie,   że   Ethan   jest   trudnym 
człowiekiem. Ale jest też jedynym mężczyzną, który sprawia, że nie może się ruszyć, mimo 
że jej ciało rwie się do ucieczki. 

– Wyjmij krewetki z lodówki – mruknęła do siebie i szarpnęła drzwi lodówki. Może to ją 

ostudzi. Wyjęła talerze ze świeżymi owocami morza i podała je Emanowi. – Zabierz to, a my 
zaraz przyniesiemy sałatkę. 

– Idź, Kyla. – Evanna nalała zupy do miseczki. – Zabiorę Kirsty i przyjdę do was. 
Logan i Ethan zaczęli rozmawiać o tym, co przydarzyło się Aisli, a Kyla wpatrywała się 

bezmyślnie w jedzenie. 

background image

– Logan, czy mógłbyś najpierw to przyrządzić, a potem gadać? Jeśli szybko czegoś nie 

zjem, też mi spadnie poziom cukru – powiedziała, a brat spojrzał na nią urażony. 

– Masz jakiś problem z rękami? Nie możesz sama tego zrobić?
–   Nie   ryzykowałabym   po   ostatnim   moim   występie   kulinarnym,   który   przyprawił 

wszystkich o ból brzucha. 

– No tak, słusznie. – Logan wyszczerzył zęby w uśmiechu, a Kyla lekko go popchnęła. 
– Zacznij już, bo nie zjemy przed północą. Aisla ma się dobrze, a poza tym jest teraz 

pacjentką Ethana. 

– Ma przyjść do przychodni, żebym mógł ją zbadać. Dziś ja gotuję. – Ethan wziął talerz i 

zgrabnie przełożył jedzenie na rozgrzany ruszt. 

Kyla przyglądała się temu z podziwem. 
– Ty gotujesz?
Posłał jej miły uśmiech. 
– Kiedy mam czas, to owszem, gotuję. 
Evanna się myli, pomyślała Kyla uspokajająco. Nie ma w nim demonów. Taki po prostu 

jest, zdystansowany. Ale tu w ogrodzie się odprężył. 

To wrażenie znikło jednak, gdy pojawiła się Kirsty. 
– Nie możesz pozwalać jej zasypiać tak późno – upomniała Logana Evanna, przytulając 

wierzgające dziecko. – Ona potrzebuje stałej pory snu. 

– Ja też – odparł sucho, otwierając butelkę piwa. – Czy ktoś może to powiedzieć naszym 

pacjentom?   Ja   też   muszę   się   kiedyś   wyspać   i   normalnie   jeść.   Nie   mogę   dłużej   tak 
funkcjonować. – Logan westchnął i wyciągnął ręce do córki. 

Serce Kyli biło mocniej, kiedy patrzyła na tych dwoje. Nagle coś ścisnęło ją za gardło. 

Logan jest wspaniałym ojcem, pomyślała, a z wyrazu twarzy przyjaciółki wyczytała, że ta 
podziela jej zdanie. 

Spojrzała na Ethana i coś ją zaniepokoiło. Zobaczyła, że jest wstrząśnięty. W oczach miał 

taki ból i smutek, że trudno było na to patrzeć. Nie zdejmował wzroku z dziecka. 

– Zaproponowałam jej zupę, ale nie wyraziła zainteresowania – oznajmiła Evanna, robiąc 

śmieszne miny, co wywołało wesołość Kirsty. 

Czy nikt inny tego nie zauważył? – zastanawiała się Kyla, zbliżając się instynktownie do 

Ethana. 

Nie lubi dzieci? Stracił dziecko? Co mogło stać się w jego życiu, że tak reagował? W 

głowie kołatały jej się tysiące myśli. 

Pewnie   dramatyzuje.   W   końcu   jest   samotny.   Bardzo   możliwe,   że   po   prostu   nie   lubi 

dzieci. 

– Niepotrzebna jej zupa, tylko zainteresowanie. Przytul tatusia – przemówił czule Logan, 

a dziewczynka, gaworząc, podniosła rączkę i pociągnęła go za włosy. 

–  Musisz  przestać   tak   robić,   kluseczko,   bo   tatuś   całkiem   wyłysieje.   –   Chwycił   małą 

piąstkę i głośno cmoknął Kirsty w policzek. – Ciągnij kogoś innego. Kylę na przykład, ma 
dużo włosów. 

– Ethan. – Kyla przysunęła się i dotknęła jego ramienia. – Wszystko w porządku?

background image

Dopiero po chwili zorientował się, że stoi przy nim. 
– Jasne – powiedział beznamiętnie. – A dlaczego?
– Nie wiem, po prostu wydawało mi się, że jesteś... 
– Zmęczony – dokończył i spojrzał na nią chłodno. – To był ciężki dzień i ciężka noc. 

Powinienem był raczej zostać w domu i się wyspać. 

Czy to rzeczywiście tylko zmęczenie?
Kyla spojrzała na bratanicę, a później znów jej wzrok powędrował do Ethana. Chciała o 

coś spytać,  ale  nie wiedziała,  jakich  słów ma  użyć.  Dlaczego  widok obcego dziecka  tak 
bardzo go poruszył?

– Słodka jest, prawda?
Ethan stał w milczeniu, ściskając butelkę z piwem tak mocno, że aż zbielały mu palce. 
–   Nie   znam   się   na   dzieciach   –   powiedział   ochryple   i   pociągnął   łyk   piwa.   –   Ale   z 

pewnością jest śliczna. 

Jest samotnikiem, pomyślała Kyla. Niewiele wie o rodzinie. To naturalne, że nie czuje się 

swobodnie w towarzystwie dzieci. Żaden z tych powodów jednak jej nie uspokoił, a w uszach 
wciąż dźwięczały jej ostrzegawcze słowa Evanny. 

– Dzwonili  dziś  do  mnie  ze  szpitala   – oświadczył   Logan,  idąc  w ich  kierunku.  –  Z 

Dougiem coraz lepiej, ale zatrzymają go jeszcze kilka dni. 

–   Musimy   go   przekonać,   żeby   zaczął   ćwiczyć   –   stwierdziła   Kyla,   patrząc   wciąż   na 

Ethana. Evanna prowadzi raz w tygodniu zajęcia w domu kultury. – Porozmawiam z nim, 
kiedy już dojdzie do siebie. 

– To Leslie będzie potrzebowała wsparcia. – Logan skrzywił się z bólu, kiedy Kirsty 

znów szarpnęła go za włosy. – Dzwoniła już do mnie z tysiącem pytań. 

– Nie mogli jej wszystkiego powiedzieć w szpitalu?
– Nie ufa im. – Logan się roześmiał. – Chciała to wszystko usłyszeć ode mnie. 
Kyla przewróciła oczami. 
– Jak to jest być alfą i omegą?
–   Męcząco.   Leslie   przychodzi   pojutrze   na   badania   z   Andreą.   Dziewczyna   jest 

przygnębiona i bardzo się martwi o tatę. Krewetki są gotowe. Tam są talerze i cytrynowy 
majonez Evanny. Częstuj się, Ethan. 

Kyla zauważyła, że Ethan się odprężył.  Obierał krewetki, popijał piwo i rozmawiał z 

Loganem, od czasu do czasu doglądając ognia. 

Może to tylko zadziałała jej wyobraźnia?
Rzeczywiście teraz wydawał się swobodny, a nawet podał Kirsty kawałek chleba. 
– Sonia Davies z biblioteki była  dziś u mnie na badaniu przed porodem – oznajmiła 

Evanna, zwracając się do Logana. – Ona naprawdę chcę. urodzić w domu. 

– Nie przyjmuję porodów domowych – odparł szorstko. – Nawet mnie o to nie proś. 
– To jej drugie dziecko. – Evanna przygryzła wargę. – I jest... 
– Nie zrobię tego. 
– Ale Logan, ona nie jest... 
– Może jechać do szpitala. Mają tam warunki jak w domu i nie wiąże się to z żadnym  

background image

ryzykiem. Evanno, to jest wyspa. Wiem, zaraz mi powiesz, że w razie komplikacji można ją 
przetransportować. Ale czy zdążymy?  Nie możemy sobie gdybać, musimy trzeźwo ocenić 
sytuację. Nie jesteśmy w stanie zapewnić intensywnej opieki ani noworodkowi, ani matce – 
skomentował szorstko i sięgnął po kolejne piwo. 

Evanna   bezradnie   spojrzała   na   Kylę,   która   potrząsnęła   głową   na   znak,   by   Evanna 

zostawiła temat. Obie wiedziały, co kryje się za nieustępliwością Logana. Catherine. 

W przypływie współczucia Kyla podeszła do brata i położyła mu rękę na ramieniu. 
– Mama wczoraj dzwoniła – powiedziała, starając się ukryć emocje. – Chce przyjechać na 

urodziny taty i spędzić trochę czasu z wnuczką. Strasznie za nią tęsknią. Są zachwyceni 
zdjęciami, które im ostatnio wysłałeś. Zwłaszcza tym, na którym mała siedzi w koszu do 
bielizny. 

Logan milczał przez chwilę, po czym odetchnął głęboko i rozluźnił ramiona. 
– Dobrze by było. Kirsty uwielbia, kiedy przyjeżdżają. 
– Mama martwi się, że tracą wszystkie najlepsze momenty. – Kyla delikatnie ścisnęła 

ramię Logana. – Mam tylko nadzieję, że będą tu, kiedy Kirsty zrobi pierwszy krok. 

Logan   spojrzał   na   Kylę,   a   ona   uśmiechnęła   się,   obserwując,   jak   wyraz   jego   twarzy 

łagodnieje. 

– Wszystko w porządku – powiedział szorstko. 
Kyla kiwnęła głową na znak, że wie, i odwróciła się do Ethana, który przyglądał się im 

zaciekawiony. 

To   bardzo   dziwny   człowiek,   pomyślała   Kyla,   zmierzając   w   kierunku   Evanny. 

Nieprzenikniony. 

Wróciła do obrazu Ethana, kiedy po raz pierwszy zobaczył Kirsty. Zdecydowała, że sobie 

coś wyobraziła. Niepotrzebnie słuchała ponurych wynurzeń Evanny. 

Ethan jest poważnym człowiekiem, co do tego nie ma wątpliwości. Niektórzy ludzie tacy 

są. 

Nie znaczy to jednak, że drzemią w nim demony. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Następne   dwa   tygodnie   minęły   bardzo   szybko.   Kyla   odniosła   wrażenie,   że   między 

kolejnymi pacjentami ledwo znajdują czas na chwilę wytchnienia. 

Doug McDonald wyszedł ze szpitala przygnębiony. Martwił się, że nie wolno mu nic 

robić. Kyla codziennie sprawdzała, jak sobie radzi. Wiedziała, że Ethan również dzwonił do 
niego kilka razy. Cieszyło ją jego zaangażowanie. 

Dwa   tygodnie   wystarczyły,   aby   przekonać   się,   że   jest   doskonałym   lekarzem.   Nawet 

bardzo trudne przypadki nie sprawiały mu problemu. Dotychczasowi lekarze w konfrontacji z 
tak szerokim spektrum przypadłości, pozbawieni wsparcia szpitala, wpadali w panikę. Kyla 
była pod wrażeniem profesjonalizmu Ethana. 

Wciąż jednak czuła, że nie zbliżyła się do niego nawet o krok. Poważnie i z pełnym 

zaangażowaniem traktował pracę, ale nikomu nic o sobie nie mówił. 

Od   czasu   do   czasu   jadał   z   nimi   kolację.   Rano   o   wschodzie   słońca   biegał   po   plaży. 

Czasami Kyla widywała go, jak samotnie przesiadywał w ogrodzie i wpatrywał się w morze. 
Uważała, że są to skutki życia w wielkim mieście, gdzie często zapomina się, jak to jest 
pośród bliźnich. 

Sprzątała właśnie gabinet zabiegowy, gdy zadzwoniła Janet z informacją, że pojawiła się 

jeszcze jedna pacjentka. 

– To Mary Hillier. Chciałaby, żebyś zerknęła na Shelley. Logan wyjechał na wizytę, a 

Ethan ma do przyjęcia jeszcze cały tłum. 

Kyla pomyślała o czekających ją sześciu wizytach i pracy papierkowej. 
– Oczywiście, Janet. Przyślij ją do mnie. Wyrzuciła zużyte strzykawki i umyła ręce. Mary 

zapukała i weszła do gabinetu. 

–   Przepraszam,   że   panią   niepokoję   –   powiedziała   oficjalnym   tonem   i   delikatnie 

wepchnęła Shelley do środka – ale czy może pani na coś spojrzeć?

– Oczywiście. Jak mogę pomóc?
– Nie chodzi o mnie, a o Shelley. Ma takie dziwne siniaki na całym ciele. 
– Siniaki? – Kyla uśmiechnęła się do dziewczynki. – Co słychać? Widziałam cię podczas 

meczu na początku semestru. Byłaś fantastyczna. 

– Oglądała pani? – Shelley się zaczerwieniła. 
– Miałam pogadankę o zdrowym odżywianiu i nie mogłam się powstrzymać, żeby nie 

zajrzeć. No dobrze, gdzie te siniaki?

Shelley nieśmiało uniosła koszulkę. 
–   Są   naprawdę   wszędzie.   Identyczne   mam   na   nogach.   –   Dziewczynka   podciągnęła 

nogawki. 

Kyla pochyliła się, by obejrzeć je z bliska. 
– Od kiedy je masz?
– Od kilku dni – wymamrotała dziewczynka. – Na początku myślałam, że się uderzyłam, 

ale teraz są wszędzie. 

background image

– Chorowałaś ostatnio? – Kyla sięgnęła po termometr i zmierzyła jej temperaturę. 
– Nie. Nie chorowałam. 
Mary z niepokojem spojrzała na Kylę. 
– Temperatura   jest  w porządku.  Pójdę  do doktora  Walkera  i  zapytam,  czy może  cię 

przyjąć. 

Mary wybiegła za nią na korytarz. 
– Siostro MacNeil... 
Kyla odwróciła się i zobaczyła zmartwioną twarz kobiety. Przeczuwała, skąd bierze się ta 

obawa. 

– Wątpię, żeby to było to, co pani myśli – powiedziała łagodnie. – Ale sprawdzimy to 

natychmiast.   Doktor   Walker   jest   świetnym   fachowcem.   Miał   praktykę   w   jednym   z 
najlepszych szpitali w Londynie. Proszę wrócić do Shelley, bo za chwilę ona też zacznie się 
martwić. 

Mary przygryzła wargę i wróciła do gabinetu zabiegowego. 
Kyla zapukała do drzwi Ethana i weszła do środka. Odczytywał coś z ekranu komputera. 

W ręce trzymał długopis. 

– Tak?
–   To   ja.   I   możesz   przestać   marszczyć   brwi.   Nie   dam   się   tak   łatwo   zastraszyć   – 

powiedziała łagodnym tonem dostrzegając iskierki rozbawienia w jego oczach. 

– Nie wątpię. Czy mogę coś dla ciebie zrobić? – Miał na sobie ciemny, dobrze skrojony 

garnitur. Wyglądał oficjalnie i odrobinę wyniośle. 

– Mam nadzieję, że tak. – Kyla przeszła do sedna. – Mam pacjentkę, która mnie niepokoi. 

Jedenastolatka z siniakami na całym ciele. Najpierw pomyślałam, że to zapalenie opon, ale 
poza lekkim zmęczeniem dziewczynka czuje się dobrze. Nie ma gorączki i nie chorowała. 

– Rozumiem, przyjmę ją natychmiast. – Ethan odłożył długopis i wstał. – Co jeszcze 

podejrzewasz?

Podbudowana faktem, że Ethan traktuje ją tak poważnie, Kyla powiedział wprost:
– Białaczka. Nie chcę dramatyzować, ale ta myśl nasuwa się sama, prawda?
– Jest wiele możliwych diagnoz – stwierdził Ethan, wychodząc zza biurka. – Białaczka 

jest tylko jedną z nich. 

– Wiem, ale... – przerwała mu Kyla i przygryzła wargę. – Powinieneś wiedzieć, że matka 

Shelley miała siostrę chorą na białaczkę. Zmarła jakieś trzy lata temu. 

Ethan podszedł do drzwi. 
– W takim razie im wcześniej ją przyjmę, tym lepiej. Będę mógł powiedzieć więcej, 

kiedy ją obejrzę. Oczywiście niezbędne są badania krwi. Poproś ją – powiedział rzeczowym 
tonem. – Dobrze by było, gdybyś została, jeśli masz czas. 

– Zostanę. – Nie zamierza nigdzie odchodzić, dopóki nie dowie się, co dolega Shelley. 

Ethan gruntownie przebadał małą pacjentkę. Przez cały czas wyczuwał ogromne napięcie 

jej matki. 

– Będę musiał pobrać ci krew, żeby zrobić kilka rutynowych badań. Dobrze? – zapytał z 

background image

uśmiechem. 

Na twarzy Shelley pojawił się grymas. 
– Będzie bolało?
– Odrobinę – powiedział uczciwie Ethan. – To potrwa tylko chwilę. 
Kyla skierowała rozmowę na przyjemny temat. 
– Jak wam poszło w zeszłym tygodniu z dziewczynami z St. Jude?
Shelley uśmiechnęła się od ucha do ucha. 
– Wygrałyśmy szesnaście do jednego. 
–  Wspaniale.   –   Kyla   odwróciła   się  do   Ethana.   –  Szkoła   jest   tak   mała,   że   wszystkie 

dziewczęta są w drużynie!

Ethan uśmiechnął się, błogosławiąc w duchu łatwość, z jaką Kyla potrafi odwracać uwagę 

od trudnych spraw. 

– Poczujesz ukłucie – powiedział łagodnie. Shelley nie przestawała mówić:
– Najlepsza była Mia Wilson. Trafiła do kosza czternaście razy. 
– No tak. Jest wysoka, a to oczywiście pomaga – szepnęła Kyla, podając Ethanowi wacik. 

– A w dodatku jej mama jest nauczycielką wychowania fizycznego. 

Shelley zaśmiała się, a Ethan wyciągnął igłę, po czym przycisnął wacik do skóry. 
– Ja to zrobię, a ty zajmij się próbką – szepnęła Kyla. Przypadkiem musnęła palcami jego 

dłoń. 

Ma takie smukłe i delikatne palce. Ethan poczuł, jak nagle wzbiera w nim fala gorąca. 

Zacisnął zęby, opanował emocje i ostrożnie oznaczył próbkę. 

– Muszę to dać do analizy. Jak tylko dostanę wyniki, powiadomię panią. 
Widząc niepokój w oczach Mary, zwrócił się do Kyli:
– Czy mogłabyś zabrać Shelley do zabiegowego i nakleić jej jakiś plaster?
Kyla od razu wyczuła jego intencje. 
– Ach, ci lekarze – powiedziała wesoło, po czym objęła dziewczynkę. – Znają się na 

wszystkim, co zawiłe, ale kiedy chodzi o coś tak prostego jak plaster, to nie możesz na nich 
liczyć. Zobaczymy się za chwilę w recepcji. 

Ethan poczekał, aż zamkną za sobą drzwi, i zwrócił się do Mary. 
– Rozumiem, że bardzo się pani martwi. Mary kurczowo ściskała torebkę. 
– Czy mam powody do obaw?
– Póki nie otrzymam wyników, nie mogę mieć pewności, ale jestem przekonany, że to nie 

białaczka. 

Mary przygryzła wargę. Widział, że walczy ze łzami. 
– Jeśli jest... 
– Nie sądzę – powiedział Ethan stanowczo. – Kiedy dostaniemy wyniki, zadzwonimy do 

pani. Czy jest sens, abym mówił pani, żeby się nie przejmować?

– Nie ma. – Mary uśmiechnęła się blado. – Ale dziękuję za troskę. 

– A więc uważasz, że to jednak nie białaczka? – Kyla zamknęła drzwi i oparła się o nie 

plecami. 

background image

– Przebadałem ją bardzo dokładnie. Wątroba i śledziona są w porządku, węzły chłonne 

nie są powiększone. 

– W takim razie skąd te siniaki?
– Oczywiście dopóki nie zobaczę wyników morfologii, nie mogę być pewny, ale myślę, 

że to może być choroba Werlhofa. 

Kyla zmarszczyła czoło. 
– Słyszałam o tym, ale nigdy się z tym nie spotkałam. Jak to się leczy?
– Zależy od poziomu płytek krwi. Być może przyjdzie nam tylko czekać i obserwować. U 

dzieci w wieku Shelley choroba zazwyczaj ma ostry przebieg i mija po kilku miesiącach. 

– A jeśli nie?
Ethan uśmiechnął się lekko. 
– Gdzie się podział twój optymizm, Kyla?
– Chcę tylko poznać wszystkie warianty. – Odwróciła wzrok, walcząc z silną reakcją 

ciała na jego uśmiech. 

Jest nieprzyzwoicie pociągający. 
–   Mary   jest   przyjaciółką   mojej   mamy.   Urodziła   Shelley   w   późnym   wieku,   więc 

dziewczynka jest dla niej wszystkim. 

–   W   nielicznych   przypadkach   choroba   może   mieć   charakter   przewlekły.   Wówczas 

Shelley   będzie   musiała   unikać   sportów   kontaktowych.   –   Wzruszył   ramionami.   –   Ale 
wszystko  zależy od morfologii. Jeśli ilość czerwonych  krwinek jest wystarczająca, to nie 
będzie problemu. Naprawdę jest za wcześnie, żeby cokolwiek przewidywać. 

– Twierdzisz, że organizm może sobie sam poradzić z chorobą?
– Tak. – Przyjrzał się jej uważnie. – Wyglądasz na tak samo zmartwioną jak jej matka. 

Nadmierne przywiązanie do pacjentów nie pomaga, siostro MacNeil. 

Wyprostowała ramiona, słysząc ten komentarz. 
– Wiem. – Uniosła głowę. – Ale spróbuj się zdystansować, gdy mieszkasz na wyspie, na 

której wszystkich znasz. Zapewniam cię, że to nie jest łatwe. I szczerze mówiąc, nie sądzę, 
żebym chciała przestać się o nich troszczyć. 

Ethan zmarszczył czoło. 
– Kyla... 
– A teraz wybacz mi, ale mam coś do zrobienia. Nacisnęła klamkę i wyszła z pokoju. 

Wzięła kilka głębokich wdechów, by zapanować nad emocjami. 

Jak on śmie sugerować, że jest przesadnie związana z pacjentami? Cóż w tym złego, że 

się o nich martwi?

Poruszona   do   głębi,   poszła   do   swojego   gabinetu,   by   dokończyć   sprzątanie,   które 

rozpoczęła przed wizytą Shelley. 

Co za irytujący typ, pomyślała, chowając pudełko z opatrunkami. Z trzaskiem zamknęła 

szafkę. Może i jest przystojny, ale za to całkowicie pozbawiony emocji. Zupełnie do niej nie 
pasuje. 

Evanna ma rację. 
Bezpieczniej będzie trzymać się od niego z daleka. 

background image

Ethan przeskoczył przez parkan i przeszedł przez ogród. Drzwi do kuchni były otwarte. 

Kyla stała boso przy kuchence i śpiewała piosenkę, która właśnie płynęła z radia. Jej kręcone 
blond włosy były luźno upięte.  Miała na  sobie wytarte dżinsy,  które podkreślały kuszące 
kształty jej opalonego brzucha. Była smukła, zgrabna i niewiarygodnie seksowna. Zacisnął 
zęby  i   przypomniał   sobie,   że   nie   stać   go  na   luksus  jakichkolwiek   głębszych   relacji   z   tą 
kobietą. 

Życie   i   tak   jest   wystarczająco   skomplikowane.   Nie   potrzeba   mu   dodatkowych 

problemów, jakie niewątpliwie przyniósłby ten związek. 

Właśnie układał sobie w głowie, co powinien powiedzieć, gdy Kyla go zobaczyła. 
Przestała śpiewać. 
– O ile pamiętam, dzwonek przy drzwiach frontowych działa. 
– Usłyszałem cię, więc pomyślałem, że mogę wejść od tyłu. – Zignorował jej lodowaty 

ton i powoli wszedł do kuchni. – Przestań tak na mnie patrzeć. Przyszedłem cię przeprosić. 

– A więc się myliłeś?
– Nie. – Ma takie piękne oczy, pomyślał. W ogóle cała jest piękna. – Nadal twierdzę, że 

błędem jest zbytnie przywiązanie do pacjentów, ale wiem, że na takiej wyspie jest to trudne. I 
nie ma wątpliwości, że jesteś im bardzo oddana. 

Nagle zapragnął jej dotknąć. Chciał ją poczuć, skosztować i zanurzyć  się w niej bez 

reszty. 

– Właśnie to oddanie sprawia, że ta społeczność jest tak wyjątkowa. 
– Jestem pewien, że tak. Ale nadmierna troskliwość może także przeszkadzać w pracy, 

prawda?

Jej błękitne oczy pociemniały. 
– Być może, ale trudno jest zmienić swój charakter, Ethan. Trzeba pracować mimo tego, 

jakim się jest. 

Ethana ogarnęło poczucie winy. Ona jest prostolinijna i szczera. Autentyczna. Podczas 

gdy on... 

Jej ciche wyznanie uświadomiło mu ponownie, że Kyla nie ma pojęcia o tym, kim on 

naprawdę jest. 

Zacisnął   pięści,   powstrzymując   się   przed   tym,   by   ją   przytulić.   Taki   gest   byłby 

niewybaczalny z powodu tego wszystkiego, co przed nią ukrywał. 

–   Chodzi   mi   tylko   o   to,   że   można   lepiej   wykonywać   pracę,   kiedy   człowiek   jest 

zdystansowany. To pozwala jaśniej myśleć. 

Westchnęła i odwróciła się twarzą do kuchenki. 
– Mówisz jak Logan. On zawsze stara się być wyważony. Ja za to wszystko biorę do 

siebie, ale nic na to nie poradzę. 

– I dlatego wszyscy cię lubią. – Zdał sobie sprawę, że to prawda. Nawet podczas tak 

krótkiego pobytu na wyspie nie sposób było nie zauważyć, że pracy i mieszkańcom Kyla 
oddaje całe serce. – Co gotujesz?

– Zupę z puszki. – Bez entuzjazmu wpatrywała się w kleistą ciecz. – Poczęstowałabym 

cię, ale szczerze mówiąc, nie chcę cię otruć. Lepiej będzie, jak skorzystasz z tego, co masz w 

background image

swojej lodówce. 

– W mojej lodówce nie ma nic poza mlekiem i piwem. Z tych produktów nie da się zrobić 

porządnego posiłku. Czy na wyspie jest jakaś dobra knajpa?

–   Tak,   na   nabrzeżu.   Po   tym,   co   zrobiłeś   dla   Douga,   wątpię,   żebyś   musiał   płacić   za 

kolację. Pewnie powitają cię jak bohatera. 

– Nie mam nic przeciwko płaceniu, ale muszę coś zjeść, i to szybko. Ominął mnie lunch. 

– Pochylił się i wyłączył kuchenkę. – Chodźmy. 

Popatrzyła na niego, a potem na rondel. 
– Ja jem zupę. 
– Nie. Zjesz ze mną. Zmrużyła oczy. 
– A jeśli nie mam ochoty jeść poza domem?
– Wolisz jeść zupę pochodzącą z bliżej nieokreślonego źródła? – Wiedział, że Kyla się 

waha, i uśmiechnął się. – No dalej. Oboje wiemy, że każdy obcy jest w nowym miejscu z 
góry skazany na przesłuchanie. Jeśli jesteś tak bardzo zdeterminowana, żeby pomagać swojej 
społeczności, to w ostateczności możesz chyba udzielić mi moralnego wsparcia?

Spojrzała na garnek z zupą, następnie na niego. 
– Wybór wcale nie jest trudny. 
– Świetnie. – Opuścił wzrok na jej stopy. – Tylko włóż jakieś buty, bo ludzie zaczną 

gadać. 

Miał nadzieję, że zmieni także spodnie, bo inaczej jego puls nigdy się nie uspokoi. 

Kyla weszła do pubu przed Ethanem i poczuła, że wszystkie spojrzenia kierują się w ich 

stronę. 

Niech sobie gadają, pomyślała wesoło i zaczęła przepychać się do baru. Już od dawna 

ludzie nie mają powodów, by o niej plotkować. Dobrze im to zrobi. 

– Przejście! – zawołała, torując sobie drogę. – Mamy nagły przypadek. Pacjent umiera z 

głodu i pragnienia. 

Barman uśmiechnął się szeroko i otworzył lodówkę. 
– A więc to akcja ratunkowa?
– Oczywiście. A cóż by innego? – Kyla usiadła na krześle i oparła ręce o bar. 
Ben podał jej kieliszek białego wina. 
– Wszyscy byliśmy zszokowani, kiedy usłyszeliśmy o Dougu. 
– Logan rozmawiał dziś z lekarzem ze szpitala. Doug ma się dobrze. Dojdzie do siebie 

wcześniej, niż ci się wydaje. 

–   Tak   czy   owak,   czuję   się   odpowiedzialny.   –   Ben   podrapał   się   z   zakłopotaniem   po 

głowie. 

Kyla spojrzała na niego pytająco. 
– Jakim cudem ty możesz być za to odpowiedzialny?
– Dźwigał moje skrzynki z piwem – wyjaśnił Ben posępnie, na co Kyla uśmiechnęła się 

ciepło. 

– Z tego, co wiem, to ty wysłałeś go prosto do przychodni, więc wyświadczyłeś  mu 

background image

ogromną przysługę. Przestań się przejmować. 

Kyla   spojrzała   za   siebie   i   zauważyła,   że   Ethan   nie   wie,   co   ze   sobą   począć.   Złożyła 

zamówienie i zaczęła przedzierać się w stronę wolnego stolika. 

– Dla ciebie mam lokalne piwo. Usiądźmy tutaj. 
– Czuję się jak zwierzę w zoo. Czy oni kiedyś przestaną się gapić?
– Tylko wtedy, jeśli wejdzie ktoś bardziej interesujący. Masz. Spróbuj tego. – Podała mu 

butelkę. – Wyrosną ci od tego włosy na klacie. 

Ich spojrzenia spotkały się, a Kyla  poczuła,  że jej serce zaczyna  bić szybciej. Po co 

wygaduje takie głupstwa, skoro tak bardzo stara się nie myśleć o jego ciele?

– Sugeruję, żebyś  przestała na mnie patrzeć w ten sposób. Chyba  że chcesz, by cała 

wyspa zaczęła plotkować – rzekł Ethan łagodnym tonem i sięgnął po butelkę. 

–   To   nie   ja   patrzę   na   ciebie,   tylko   ty   na   mnie.   Poza   tym,   jeśli   wchodzę   do   baru   z 

mężczyzną, to ludzie i tak będą plotkować. Takie życie. 

– Przepraszam. Nie zwykłem być w centrum uwagi. Czyżby? Kyla postawiłaby każdy 

zakład, że Ethan, gdziekolwiek wchodzi, przyciąga uwagę wszystkich kobiet. Ale być może 
nie zdaje sobie z tego sprawy. 

– Czy to ci przeszkadza?
– Nie. A tobie? Uśmiechnęła się. 
– Spędziłam tu większość życia. Przyzwyczaiłam się. Ale wiem, że Catherine czasami 

doprowadzało to do szału. 

– Jaka ona była?
–   No...   –   Zastanawiała   się,   dlaczego   go   to   interesuje.   –   Pełna   życia,   trochę 

niekonwencjonalna, zalotna, zabawna. Miała ostry język i była strasznie niecierpliwa. 

– Jak poznała Logana?
–   Podróżowała   i   któregoś   dnia   zawitała   na   wyspę.   Spotkali   się   i   przespali   ze   sobą. 

Catherine zaszła w ciążę. Pobrali się. Wszystko na odwrót, więc nie zaczynaj tego tematu z 
moją matką. – A potem... – Kyla zawiesiła głos i westchnęła – a potem wszystko poszło nie 
tak. 

– To dlatego Logan nie chce, żeby kobiety rodziły w domu?
– Dziwisz mu się? Po tym, co się stało, odsyła wszystkie do szpitala, jak tylko pojawią się 

pierwsze skurcze. 

– A Evanna się z nim nie zgadza?
– Evanna jest położną. Chce, żeby każda kobieta rodziła tak, jak ma na to ochotę. Ale 

jednocześnie akceptuje ograniczenia, jakie narzuca życie w takim miejscu. 

– Rozumiem niechęć Logana. 
–   Miejscowe   kobiety   znają   przypadek   Catherine   i   potrafią   to   uszanować.   Szczerze 

mówiąc, większość z nich woli mieć gwarancję, że rodzą na wyspecjalizowanym oddziale, 
więc nie mamy  aż tak dużo próśb o porody w domu.  No, umieram  z głodu. Muszę coś 
zamówić, zanim zemdleję. – Odwróciła się i zerknęła na tablicę wiszącą na ścianie. – Mają tu 
niesamowite potrawy. Na co masz ochotę?

– Zdecyduj za mnie. Tylko muszę cię ostrzec, że nie cierpię baraniny. 

background image

– Mięczak. – Napotkała wzrok Jima, przewoźnika z promu, który popijał piwo z jednym z 

miejscowych   rybaków.   Mrugnął   do   niej,   a   ona   uśmiechnęła   się   szeroko.   –   Proponuję 
polędwicę a la Wellington. Jest wyśmienita. 

– Czuję się tak, jakby wszyscy o mnie wszystko wiedzieli – powiedział Ethan. – Czy tu w 

ogóle można się z kimś tak po prostu spotykać? Jest miejsce na prywatność?

–   Jeśli   chodzi   o   spotykanie   się,   to   nie   jest   tak   źle   –   odrzekła   Kyla.   –   Gorzej   z 

prywatnością.   Trzeba   umieć   ignorować   ciekawskie   spojrzenia.   A   poza   tym,   my   się   nie 
spotykamy. Jesteśmy tylko znajomymi z pracy, którzy wyszli na wspólny posiłek. 

Przytrzymał jej spojrzenie. 
– No właśnie. Jesteśmy znajomymi. 
Nie   przestawali   na   siebie   patrzeć.   Kyla   dostrzegła   jego   zaciśnięte   usta   i   wyczuła 

wzrastające w nim napięcie. 

– Powinniśmy coś zamówić. 
– Tak. – Oderwał od niej wzrok i przeniósł go na bar. 
– Poprosimy dwa razy polędwicę – powiedziała szybko Kyla, gdy Ben pojawił się przy 

ich stoliku. – Dzięki, Ben. 

Barman przyjął zamówienie i zapytał:
– Jak się czuje mała Shelley?
– Dobrze. 
– Mary strasznie się martwi. 
– Wiem. – Kyla mówiła ściszonym głosem. – Zrobimy wszystko, żeby jej pomóc, Ben. 
Skinął głową. 
– Zadzwoń do mnie, kiedy już będzie coś wiadomo. – Odszedł w stronę baru, a Ethan 

patrzył za nim zdumionym wzrokiem. 

–  Skąd  on  wie  o  Shelley?  I  skąd  tyle  wie  o  Dougu?  Jak  w  ogóle  można  zachować 

tajemnicę lekarską na tej wyspie?

– Doug pracuje dla niego, a Ben jest kuzynem Mary. Ale pozostaje faktem, że ludzie 

dowiadują się wszystkiego pięć sekund po tym, jak postawisz diagnozę. Poza tym Ben jest w 
załodze łodzi ratunkowej Glenmore, więc w naszej społeczności jest kimś wyjątkowym. 

– Wyspa ma łódź ratunkową?
– Tak. Cumuje przy nabrzeżu. Nie widziałeś jej?
– Ostatnio byłem tam w dniu przyjazdu. Dużo mają wezwań?
–   Niestety   tak.   Zwłaszcza   latem.   Przeważnie   od   ludzi   spacerujących   po   klifach. 

Zapuszczają   się   na   dół,   żeby   zobaczyć   piękne   zatoczki,   i   odcina   ich   przypływ.   A   jeśli 
potrzebna jest pomoc medyczna, wzywają Logana. Jak widzisz, wszyscy pracujemy razem. 
Tak, interesujemy się sobą nawzajem, ale nie nadużywamy tego zaufania. Jest sposób, żeby 
odpowiadać na pytania, a jednocześnie się nie wygadać. Mogę cię zapewnić, że gdy tylko 
poinformujesz Mary o wynikach, ona zadzwoni do co najmniej pięciu osób. A każda z nich 
zadzwoni do kolejnych pięciu. Ale to ich sprawa. 

Ethan pokręcił głową. 
– W Londynie jest inaczej. 

background image

–   Właśnie   dlatego   mieszkamy   tutaj.   –   Przechyliła   głowę,   jakby   chciała   mu   rzucić 

wyzwanie. – Nie dostrzegasz pozytywów. Jak chociażby tego, że tutaj wszyscy są częścią 
nieformalnej grupy wsparcia. Kiedy pani Linton spadła ze schodów, ktoś zadzwonił do nas w 
ciągu godziny, bo zauważył, że jej kosz na śmieci nie jest odstawiony na swoje miejsce. W 
Londynie leżałaby na podłodze przez tydzień, zanim ktoś zorientowałby się, że coś jest nie 
tak. 

– Pewnie nawet dłużej – powiedział oschle Ethan i dopił piwo. – No dobra, przekonałaś 

mnie. Widzę, że są jakieś pozytywy. 

–   Ale   nie   jest   to   miejsce,   w   którym   mógłbyś   osiąść   na   stałe   –   powiedziała   baz 

zastanowienia. Zamarła i zganiła się w duchu za swą niedyskrecję. 

Dlaczego   to   powiedziała?   Co   się   z   nią   dzieje?   Przecież   nie   chce,   żeby   został   tu   na 

wieczność. Chciała tylko... chciała zaszaleć. Przyznała to w końcu przed samą sobą. Pragnęła 
przeżyć   szaloną   i   namiętną   przygodę   z   niewiarygodnie   przystojnym   mężczyzną,   a   Ethan 
Walker doskonale się do tego nadaje. 

–   A   ty?   –   zapytał   spokojnym   tonem,   podając   jej   sztućce.   –   Jesteś   świetnie 

wykwalifikowaną pielęgniarką. Czy kiedykolwiek myślałaś o tym, żeby stąd wyjechać?

– Co masz na myśli? Czy ludzie na wyspie zasługują na gorszy los niż ci na lądzie?
– Nie o to mi chodzi – powiedział cierpko. – Jesteś bardzo drażliwa. Przestań mi skakać 

do gardła. Zastanawiam się tylko, czy nie jesteś tym wszystkim znudzona. 

– Uczyłam się w dużym mieście i to mi wystarczy.  Tutaj jestem bardziej niezależna. 

Czasem   wydaje   mi   się,   że   anonimowość   jest   przeceniana.   –   Przez   chwilę   ;   bawiła   się 
jedzeniem na talerzu, po czym podniosła wzrok. – Lubię ludzi, Ethan. Lubię wiedzieć, co się 
u nich dzieje. Nie przeszkadza mi nawet fakt, że oni wiedzą, co robię, zanim w ogóle zacznę 
to robić. Lubię uczucie przynależności. Odpowiada mi świadomość, że gdzieś tam jest grupa 
ludzi,   która   chce   działać   wspólnie   i   sobie   pomagać.   W   miastach   na   okrągło   czytasz   o 
morderstwach i napaściach, podczas gdy tu... – Zawiesiła głos i wzruszyła ramionami. 

– Czuję, że znów wracamy do problemu troski. 
– W miastach ludzie zapewne też są troskliwi i opiekuńczy. Tylko życie płynie tam tak 

szybko,   że   nie   ma   okazji,   żeby   to   okazać.   Zazwyczaj   nawet   nie   rozpoznajesz   swoich 
sąsiadów. 

Ethan zaśmiał się krótko. 
– Przecież nie będziesz siedzieć tu bez końca, próbując wszystkich poznać. 
– Mamy tutaj raczej stałą liczbę mieszkańców, z wyjątkiem sezonu turystycznego. Ludzie 

w   miastach   przychodzą   i   odchodzą,   a   tu   znasz   wszystkich.   To   duża   różnica.   Poza   tym 
uwielbiam wyzwanie, jakim jest praca bez szpitalnego zaplecza. Dzięki temu jestem bardziej 
zaradna. 

Kyla nagle zdała sobie sprawę, że ta rozmowa bardzo ją zaabsorbowała. W ogóle nie 

zauważyła, że skończyli jeść. 

– Smakowało ci?
Zdziwione spojrzenie, jakie rzucił na swój pusty talerz, świadczyło o tym, że on również 

nie myślał o posiłku. 

background image

– Bardzo. Sos był wyborny. 
– Zamówić kawę? Ethan spojrzał na nią. 
– Wypijmy kawę w domu. Tam przynajmniej nikt nie będzie nas obserwował. 
Uśmiechnęła się. 
– Dobry pomysł. 

Co go opętało, by proponować jej coś takiego? Przecież powinien trzymać się od niej jak 

najdalej. 

Zły na siebie, postanowił, że spotkanie przy kawie będzie krótkie i oficjalne. 
– Ethan? Wszystko gra? – Glos Kyli miał łagodną i lekko chropawą barwę. 
– Nic mi nie jest. – Czuł na sobie jej wzrok. – Jak sobie radzi Doug? Czy Logan ma jakieś 

wieści ze szpitala?

– Sądzę, że jest dużo lepiej. Chyba jest już spokojniejszy. Leslie dba o niego i spędza 

przy nim każdą minutę. Jadę tam jutro, żeby zapytać, czy mogę jej pomóc jakoś to wszystko 
ogarnąć. 

I o to chodzi, powiedział w duchu Ethan, kiedy doszli do domu. Rozmowa o pracy jest 

najbezpieczniejsza. Szybka kawa. Krótka pogawędka. I nie będzie jej dotykać. 

Wytrwał w swoim postanowieniu do momentu, w którym weszła do kuchni. Ciągle miała 

na sobie dżinsy, ale dodała do tego seksowne buty na obcasie i błękitny rozpinany sweterek, 
który podkreślał kolor jej oczu. 

– Wstawię wodę – powiedziała wesoło, sięgając po kubki i kawę. – Możemy zejść na 

plażę,   jeśli   masz   ochotę.   Cudownie   jest   siedzieć   na   piasku   i   w   ciemności   obserwować 
gwiazdy. 

Poczuł, że zalewa go fala gorąca. 
– Tu jest dobrze – powiedział zmienionym głosem i potarł ręką kark. Ciemność i gwiazdy 

nie są mu potrzebne. – W kuchni jest w sam raz – powtórzył, a w duchu ucieszył się, że w 
świetle żarówki nie ma nic romantycznego. 

–   Zgoda.   Jeśli   tak   wolisz.   –   Rzuciła   mu   zdziwione   spojrzenie.   –   Czy   zdajesz   sobie 

sprawę, że jesteś tu od dwóch tygodni, a ja ciągle prawie nic o tobie nie wiem?

I o to mu właśnie chodzi. 
– Po prostu nie ma o czym mówić. 
– Chyba  raczej nie ma  rzeczy,  o których  ty chciałbyś  opowiadać. – Nalała wody do 

czajnika. – Gdzie ostatnio pracowałeś?

– W piekle – wyszeptał do siebie, a głośno powiedział: – Za granicą. 
Zaśmiała się cicho i odwróciła, aby spojrzeć mu w twarz. 
– Nigdy się nie wygadasz, co, Ethan? Czy nikt ci nigdy nie powiedział, że rozmowa nie 

polega na wymianie krótkich słów?

– Nie potrafię rozmawiać. Powinnaś już to wiedzieć. 
Nigdy wcześniej nie widział tak błękitnych oczu. I tak niezwykle długich nóg. 
– Powinienem iść... 
Po   chwili   wahania   zbliżyła   się   do   niego,   zmniejszając   dystans,   który   on   wcześniej 

background image

przezornie zachował. 

– Nie wypiłeś kawy. 
Nie zorientował się nawet, kto kogo pierwszy dotknął. Nagle jej ramiona oplotły jego 

szyję, a ich usta zetknęły się w namiętnym pocałunku. 

Dobre   intencje   gdzieś   się   ulotniły,   tak   jak   sumienie,   które   dotychczas   go 

powstrzymywało. Jego ręce błądziły po jej ciele. Całował ją zachłannie. Przesunął dłonie na 
jej   biodra,   by   mocniej   przycisnąć   ją   do   siebie.   Jej   smak   i   zapach   niebezpiecznie   nim 
zawładnęły. Oderwał usta od jej warg i zaczął całować jej szyję. 

– Ethan... – wyszeptała i przylgnęła do niego całym ciałem. Ten ruch wystarczył,  by 

zatracił się bez reszty. 

Znów   odnalazł   jej   usta,   a   ręce   wsunął   pod   bluzkę,   aby   delikatnie   pieścić   jej   gładką 

opaloną skórę. 

Całe jego ciało płonęło. Poczuł, że Kyla drżącymi dłońmi zaczyna rozpinać mu koszulę. 

Dotyk jej palców na jego nagim torsie sprawił, że odzyskał zmysły. 

Jeszcze chwila i przekroczyliby granicę. 
– Kyla... – Z trudem oderwał od niej wargi i zmusił się, by cofnąć ręce od jej złocistej 

skóry. – Powinniśmy przestać. To nie jest dobry pomysł. 

Jęknęła   i   spróbowała   przytulić   się   do   niego   ponownie,   ale   on   cofnął   się   o   krok, 

oddychając ciężko. 

– Kyla, nie. 
– Dlaczego? Co się stało? – Usta miała nabrzmiałe i zaczerwienione od jego pocałunków. 
Ethan zacisnął zęby, przypominając sobie po raz kolejny, że Kyla nic o nim nie wie. Ale 

gdyby się dowiedziała... 

– Zaufaj mi. To pomyłka. 
Cofnęła się, a kiedy przemówiła, głos jej się łamał. 
– Czy naprawdę czujesz, że to pomyłka, Ethan? Nie. Ale są jeszcze inne okoliczności, 

które nakazują mu zachować rozsądek. 

– Musimy zapomnieć o tym, co się wydarzyło. 
– Dlaczego? – Błękitne oczy błądziły po jego twarzy w poszukiwaniu odpowiedzi. – 

Przecież ty też tego chciałeś. 

– Wiem. 
– Więc... 
– Nie potrafię tego wyjaśnić. Nie chodzi o ciebie, tylko o mnie – wyrzucił z siebie i  

desperacko złapał za klamkę. – A teraz muszę iść do domu. 

– Ale... 
– Dobranoc, Kyla. Dziękuję za kolację. 
Nie czekał na odpowiedź. Po prostu wyszedł. 
Kiedy dotarł do domu, zapalił światło w kuchni i wyciągnął list. Musi przypomnieć sobie, 

po co tak naprawdę tu przyjechał. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Następnego dnia wszedł do jej gabinetu zamaszystym krokiem. 
– Mam wyniki badania krwi Shelley. Kyla osłupiała. Tylko tyle?
Ich pocałunek prawie zatrząsł całą wyspą, a on tylko to ma jej do powiedzenia?
Serce biło jej szybko w oczekiwaniu na jakiekolwiek słowa odnoszące się do tego, co 

zaszło  poprzedniego  wieczoru,  ale  Ethan  pozostawał rzeczowy,  zimny  i niedostępny.  Jak 
gdyby ten pocałunek nie miał miejsca. 

Kyla   wzięła   głęboki   oddech.   Wciąż   nie   mogła   uwierzyć,   że   przerwał   wszystko   tak 

gwałtownie.   Pytanie   tylko   dlaczego?   Evanna   miała   rację.   Ten   facet   coś   ukrywa. 
Zdecydowała, że to nie czas i miejsce na trudne rozmowy i spojrzała na niego wyczekująco. 

– Jaka diagnoza?
–   To   na   pewno   choroba   Werlhofa.   Ale   poziom   płytek   krwi   nie   jest   najgorszy,   więc 

miejmy   nadzieję,   że   po   kilku   miesiącach   nastąpi   samoistna   remisja.   Rozmawiałem   z 
hematologiem. Powiedział, żeby na razie nic z tym nie robić. Będziemy po prostu regularnie 
badać krew i obserwować, czy choroba nie postępuje. 

– To dobra wiadomość. – Kyla odetchnęła z ulgą. – Mary się ucieszy. 
–   Już   do   niej   dzwoniłem   i   poprosiłem,   żeby   przyszły   do   przychodni.   O   piątej. 

Pomyślałem, że pewnie chciałabyś przy tym być. 

– Jasne. Dzięki. – Czy on w ogóle nie zamierza poruszyć tematu pocałunku? Czy chce 

zapomnieć o całej sprawie i nigdy do niej nie wracać?

Jakby czytając w jej myślach, spojrzał na nią, a serce Kyli zabiło mocniej. Zacisnął usta, 

odchrząknął i powiedział:

– Muszę iść. 
– Jasne. – Głos uwiązł jej w gardle. 
Ethan gwałtownie wciągnął powietrze, odwrócił się i pospiesznie opuścił gabinet. 
Kyla patrzyła za nim i czuła narastającą irytację. Chciała wybiec i zadać mu pytania, 

które same cisnęły jej się na usta: W co ty ze mną grasz? Chcesz zignorować to, co się między 
nami dzieje?

A może wszystko jej się tylko przywidziało, a on nie jest nią w ogóle zainteresowany... 
– Mężczyźni! – mruknęła do siebie. – Jak oni mogą oskarżać nas, kobiety, że jesteśmy 

skomplikowane?

Do końca dnia próbowała skupić się na pracy, a o piątej poszła do gabinetu Ethana. 
– Mary i Shelley zaraz będą. – Spojrzała na niego, starając się przezwyciężyć strach, jaki 

budziło w niej jego oficjalne zachowanie. – Znowu włożyłeś garnitur. 

– Jestem w pracy. – Uśmiechnął się słabo. 
– I taki strój pomaga ci zachować dystans? – zapytała bez zastanowienia i natychmiast 

pożałowała, że nie potrafi trzymać języka za zębami. 

– To nie jest odpowiednia pora, Kylo. – Patrzył na nią spokojnie. 
Kyla zarumieniła się. Była wściekła na siebie, bo doskonale o tym wiedziała. Zraniona i 

background image

zagubiona odwróciła się, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. 

Mary Hiller wprowadziła Shelley do gabinetu, a Ethan natychmiast wskazał im krzesła. 
–   Proszę,   usiądźcie.   Widzę,   że   się   martwicie,   więc   przejdźmy   od   razu   do   rzeczy.   – 

Przedstawił w skrócie wyniki badań. 

–  Proszę   dokładniej  opowiedzieć   mi  o  tej  chorobie.   Co  to  dokładnie  oznacza?   –  Na 

twarzy Mary pojawiło się uczucie ulgi. 

– Chodzi o to, że we krwi jest za mało  czerwonych  krwinek. Na pewno wie pani z 

biologii, że to one w głównej mierze odpowiedzialne są za krzepliwość. 

– Więc skoro Shelley nie ma ich w odpowiedniej ilości, to może krwawić?
– Właśnie. Dlatego ma więcej siniaków niż zwykle. 
– A co jest przyczyną choroby?
– To schorzenie autoimmunologiczne. Innymi słowy organizm zwraca się sam przeciwko 

sobie.   W   tym   przypadku   atakuje   płytki   krwi.   A   co   do   przyczyn,   większość   fachowców 
twierdzi, że u dzieci przyczyną jest wirus. 

– Nie można tego leczyć?
– Leczenie nie zawsze jest konieczne. Zwłaszcza u dzieci. Zazwyczaj same sobie z tym 

radzą, bez żadnej medycznej interwencji. 

– A co, jeśli będzie miała problemy?
Ethan sięgnął po długopis i zapisał coś na kartce. 
– To mój numer. – Wręczył kartkę Mary. – Jeśli nie zastanie mnie pani w gabinecie, 

proszę śmiało dzwonić, gdyby coś panią zaniepokoiło. Będziemy robić regularne badania 
krwi, żeby zobaczyć, czy ilość płytek wraca do normy. 

Kyla  skinęła głową, na potwierdzenie  jego słów. Może nosić garnitur i wydawać  się 

niedostępny, ale dla zmartwionych pacjentów jest otwarty i nie budzi w nich strachu. 

Mary pieczołowicie złożyła kartkę i schowała ją do torebki. 
– A czy Shelley musi zrezygnować ze sportu? Ona uwielbia netball. 
– W obecnej sytuacji nie ma takiej potrzeby. – Ethan zanotował coś jeszcze. – Jeśli okaże 

się, że poziom płytek spada, wtedy lepiej, żeby unikała sportów kontaktowych. 

Uspokojona Mary opuściła gabinet, a Kyla przywołała na twarz wymuszony uśmiech. 
– Bardzo dobrze tłumaczysz. 
–   Mimo   że   noszę   garnitur?   –   zażartował,   ale   Kyla   czuła   się   zbyt   niepewnie,   by 

odpowiedzieć mu w ten sam sposób. 

– Dziękuję, że poświęciłeś im tyle czasu – rzekła szybko, idąc w kierunku drzwi. Musi 

uciec. Jego obecność całkowicie wytrąca ją z równowagi. On tego tak nie odbiera, więc im 
szybciej się z tym pogodzi, tym lepiej dla nich obojga. – Muszę iść. 

– Kyla, poczekaj. – Zatrzymała się w pół ruchu i zacisnęła dłoń na klamce. 
– Nie teraz, Ethanie – powiedziała cicho, patrząc przed siebie. – Jak sam mówiłeś, to nie 

jest dobry moment. 

Ethan patrzył na nią, czując narastającą frustrację. Dlaczego ona i dlaczego właśnie teraz?
Gwałtownym ruchem rozluźnił krawat i zaklął cicho. Zranił jej uczucia. Kyla myśli, że ją 

odtrącił, ale nie miał prawa postąpić inaczej. 

background image

Tępo patrzył w okno, obserwując pierwsze czarne chmury, które pojawiły się na niebie. 
Oczywiście, mógłby powiedzieć jej prawdę. Wyjawić, kim jest i dlaczego tu przyjechał. 
Ale jeszcze nie jest na to gotowy. 
Wciąż jest tyle rzeczy, których nie rozumie. Musi wyjaśnić wszystkie kwestie, które go 

nurtują. Może wtedy zajmie się Kylą MacNeil. 

Ona zaś czuła się jak skończona idiotka. 
Wsiadła do samochodu, rzucając ukradkowe spojrzenie w kierunku czarnego sportowego 

auta,   które   stało   obok.   Eleganckie   i   wytworne.   Zupełnie   jak   jego   właściciel,   pomyślała 
smutno i opuściła parking przychodni. 

Ethan Walker nie pasuje do tego miejsca i nigdy nie zainteresuje się taką kobietą jak ona. 
Zmarszczyła brwi, analizując własne myśli. Jakie to patetyczne, pomyślała ze złością i 

gwałtownie zmieniła bieg. Strasznie nisko się ceni. Nie o to chodzi, że nie jest dla niego 
wystarczająco dobra. Tyle że są związki, które nie mają prawa bytu. I to jest najwyraźniej 
jeden z nich. 

To   prawda,   jest   między   nimi   chemia.   Wręcz   niezwykła.   Ale   ich   życie   jest   całkiem 

odmienne. Cenią różne wartości. Są po prostu... inni. 

Nie   ma   wątpliwości,   że   Ethan   jest   doskonałym   lekarzem   i   ma   świetny   kontakt   z 

pacjentami,   ale   też   wyraźnie   trzyma   się   na   uboczu.   Jest   taki   –   szukała   odpowiedniego 
określenia – powściągliwy. 

Czasami, kiedy towarzyszył im na kolacji u Logana, łapała go na tym, że bacznie ich 

wszystkich obserwuje. 

Przypomniała sobie, co powiedział jej o swoim dzieciństwie. O rozwodzie rodziców. O 

braku zainteresowania z ich strony. 

Westchnęła i postanowiła wpaść do Leslie i Douga. Teraz potrzebują wsparcia, a ona 

będzie mogła zapomnieć na chwilę o swoich problemach. Musi przestać myśleć o Ethanie, 
postanowiła w drodze do McDonaldsów. 

Przestanie   patrzeć,   jak   biega   co   rano   po   plaży,   skończy   wynajdywać   powody,   by 

porozmawiać z nim w jego gabinecie i wreszcie wyrzuci z pamięci tamten pocałunek. 

Zaparkowała samochód przed domem. 
– Jest tu kto? – Drzwi wejściowe były otwarte, więc zajrzała do środka. – Halo!
Z kuchni wyszła Leslie. 
– Proszę wejść, siostro MacNeil! – powiedziała dziarsko, ocierając ręce w fartuch. – Twój 

pacjent  jest  w ogrodzie,   ale  zgodnie  z  zaleceniami   był  już dziś  na  spacerze.  Tyle   że  na 
krótkim. Przechadzał się tylko koło domu. Napijesz się herbaty? Właśnie zagotowałam wodę. 

– Z przyjemnością. – Kyla weszła do kuchni. – Nie pamiętam już, kiedy ostatnio jadłam 

lunch. 

Leslie cmoknęła z dezaprobatą. 
– Wszyscy za ciężko pracujecie w tej przychodni, ale jesteśmy wam wdzięczni. Strach 

pomyśleć, jak byśmy skończyli bez was. – Zawahała się. – Doug i ja tyle wam zawdzięczamy. 
I  temu nowemu lekarzowi.  W szpitalu  byli  pod  wrażeniem tego, jak dobrze zajęliście się 

background image

Dougiem. Prawdopodobnie uratowaliście mu życie. 

– Robiliśmy, co do nas należy, Leslie – powiedziała Kyla łagodnie – i niczego nam nie 

zawdzięczacie. Dobrze, że Ben tak szybko przywiózł do nas Douga. 

– Ben to dobry człowiek. – Leslie pokiwała głową. – A teraz brakuje mu ludzi do pracy w 

pubie. 

– Da sobie radę. – Kyla spojrzała w okno i zobaczyła Douga wpatrującego się w ogród. – 

Jak on się ma?

– Bóle się już nie powtórzyły, ale jest zmęczony. W szpitalu powiedzieli mu, że takie 

może być działanie leków. I że doktor Walker zmieni dawkę, jeśli będzie trzeba. 

– Chodziło mi bardziej o stronę psychiczną. – Kyla odwróciła się. – Doug jest bardzo 

aktywnym człowiekiem. Jak sobie radzi z tym, że musi spasować?

–   Nie   miał   wyjścia,   ale   myślę,   że   bardzo   go   to   denerwuje.   –   Leslie   przyglądała   się 

mężowi przez chwilę, a potem uśmiechnęła  się pogodnie. – No tak, ale co to ja miałam 
zrobić? Aha, herbatę. Zaproponowałabym kawałek ciasta, ale kiedy wróciliśmy ze szpitala, 
zrobiłam   czystkę   w   szafkach   i   wyrzuciłam   wszystkie   niezdrowe   produkty.   Mamy   tylko 
owoce. 

– Dobrze, że dbasz o jego dietę. 
Leslie wrzuciła torebki herbaty do imbryka. 
– Trudno myśleć o czymkolwiek innym – mruknęła, a Kyla położyła jej dłoń na ramieniu. 
– Rozmawiałaś z kimś?
– Ja? – Ręce Leslie zadrżały i rozlała wrzątek. 
– Dlaczego miałabym z kimś rozmawiać? To nie ja jestem chora. 
– To dotyczy was obojga – szepnęła Kyla, odbierając jej czajnik i odstawiając go na bok. 

Sięgnęła po ścierkę i wytarła wodę. – To duży stres. Musisz być silna za was dwoje. To 
bardzo trudne. 

– Nic mi nie jest – powiedziała żywo Leslie i uśmiechnęła się trochę zbyt pogodnie. – Idź 

do Douga, ja zaraz do was dołączę. 

– Właściwie to chciałabym porozmawiać z tobą. 
– Ale ja nie jestem chora. – Leslie złożyła ręcznik kuchenny z przesadną starannością. 

Nagle na jej twarzy pojawił się grymas, a ręce kurczowo się zacisnęły. – Cały czas się boję, 
że on umrze – przyznała cicho. 

– Za każdym razem, kiedy wstaje z fotela, chciałabym go powstrzymać. Chcę krzyknąć, 

żeby   się   nie   ruszał,   a   oni   każą   mu   zacząć   ćwiczyć.   Ma   zacząć   rehabilitację.   –   Leslie 
pociągnęła nosem. – Nie chcę, żeby podnosił filiżankę, a co dopiero ćwiczył!

– Och, Leslie. – Głos Kyli przepełniało współczucie. Podeszła do kobiety i uściskała ją. – 

Rehabilitacja jest bardzo ważna po ataku serca. Wiem, że cię to przeraża, ale trzeba powoli 
zwiększać wysiłek fizyczny. 

– Dostał nagranie wideo i broszurki. I będzie musiał zrzucić kilka kilogramów. 
– To prawda. – Kyla pokiwała głową. – Ale nie chodzi tylko o dietę i ćwiczenia, Leslie. 

Obojgu wam potrzeba emocjonalnego wsparcia. Żebyście mogli zacząć na nowo żyć. 

– Czy to w ogóle jest możliwe?

background image

– Na pewno – powiedziała Kyla łagodnie. – Wiesz, że możecie na nas liczyć. 
– Ale nie możecie mi obiecać, że wszystko będzie dobrze, prawda? Nie macie gwarancji, 

że to się nie powtórzy. 

– Nie – przyznała szczerze Kyla. – W życiu niczego nie można zagwarantować. Ale 

zrobimy wszystko, co w naszej mocy. Wielu ludzi po ataku serca żyje normalnie do późnej 
starości. 

– W nocy boję się zasnąć, bo on może mnie potrzebować. 
– To normalne, Leslie. Może mi nie uwierzysz, ale to uczucie z czasem minie i oboje 

staniecie na nogi. Będziesz zaskoczona, jak dobrze potraficie sobie z tym radzić. Wiem z 
doświadczenia. Zobaczysz, że po kilku tygodniach zostanie tylko wspomnienie. 

– Tak myślisz? Cały czas widzę go, jak leży na szpitalnym łóżku, z maską tlenową na 

twarzy. Słyszę te wszystkie urządzenia. Wyobrażam sobie, że nasza mała Andrea mogłaby 
zostać bez ojca. – Leslie urwała i przykryła usta dłonią, powstrzymując łzy. 

– Ale przecież on żyje – powiedziała Kyla spokojnie. – Musisz pamiętać, że wszyscy o 

was myślą. Na miejscu jest dwóch lekarzy, a poza tym Doug będzie pod stałą opieką szpitala. 

– Myślałam, że oszaleję od dźwięku tych stale pikających aparatów. – Leslie zaśmiała się 

gorzko. – Teraz mi ich brakuje, bo kiedy je słyszałam, przynajmniej miałam pewność, że on 
żyje. 

– To naturalne, że czujesz się niepewnie, ale nie jesteś sama, pamiętaj. 
– Leslie, czy to Kyla? – dobiegł z ogrodu głos Douga. Leslie odchrząknęła i odwróciła się 

do zlewu, by przemyć twarz zimną wodą. 

– Tylko nie mów mu, że się martwię – powiedziała szorstko, ocierając twarz ręcznikiem i 

wygładzając sukienkę. – Niepotrzebny mu dodatkowy stres. 

– Myślisz, że on nie wie? – Kyla potrząsnęła głową i uśmiechnęła się. – Pójdę i chwilę z 

nim porozmawiam, a ty się uspokój. Może przyniesiesz herbatę, kiedy już ochłoniesz?

– Tak zrobię. I Kylo... – zatrzymała ją Leslie. 
– Tak?
– Dziękuję. Dobra z ciebie dziewczyna. 

Kyla rzuciła się w wir pracy, by nie myśleć o Ethanie. 
W drodze do domu często wpadała do McDonaldsów i odwiedzała Aislę. Przyjmowała 

wszystkich pacjentów i wypełniła swój grafik dyżurami. Wieczorem wykończona padała na 
łóżko i śniła o Ethanie. 

Jego początkowa niepewność co do kontaktów towarzyskich z Loganem i Kirsty minęła i 

teraz   często   wpadał   do   nich   na   kolację.   Pojawił   się   nawet   na   pierwszych   urodzinach 
dziewczynki, obdarowując ją, ku jej nieopisanej radości, ogromnym pluszowym misiem. 

Kyla  zaczęła  więc odwiedzać  Kirsty w ciągu dnia, by uniknąć  spotkania  z Ethanem. 

Wieczorami zaś przesiadywała w kawiarni ciotki. 

– Ostatnio często u nas bywasz – zauważyła ciotka i ostrożnie postawiła przed Kylą talerz 

gorącej zupy. – Czy coś się stało?

– Nie, skąd. – Kyla powąchała potrawę. – Pachnie fantastycznie. To nie moja wina, bo 

background image

mając   do   wyboru   samodzielne   gotowanie   albo   stołowanie   się   tutaj,   nawet   się   nie 
zastanawiam, co lepsze. 

– Kyla. – Ciotka usiadła naprzeciwko niej. – Znam cię całe życie i widzę, że coś cię trapi. 
– Zupełnie nic. 
– A czy to „nic” przypadkiem nie nosi garnituru i nie jeździ sportowym autem?
Kyla podniosła wzrok znad talerza. 
– Nie wiem, o czym mówisz. 
– Czyżby? To jest wyspa, Kylo. Nic tu nie pozostaje niezauważone. – Glos ciotki był 

łagodny. – Masz prawo do prywatności, jeśli tego właśnie chcesz. Ale przypominam, że masz 
tu rodzinę, która cię kocha. Nie zapominaj o tym. 

Kyla przełknęła ślinę. 
– On nie jest zainteresowany, ciociu Meg. 
– Wydaje mi się, że on coś ukrywa. 
– Mówisz zupełnie jak Evanna. – Kyla uśmiechnęła się krzywo. – Ona też twierdzi, że 

Ethan ma jakieś sekrety. 

– Może ma, a może po prostu musi kilka rzeczy przemyśleć, a Glenmore to całkiem dobre 

miejsce. 

Kyla potrząsnęła głową. 
– Nie chcę mu się narzucać. 
– To dlatego objadasz mnie tu ze wszystkiego? – Meg podsunęła jej kilka kawałków 

chleba. – On spędza czas z twoim bratem, a ty go unikasz. 

– Uwielbiam tu jadać i z tobą przebywać – powiedziała Kyla w poczuciu winy. 
– Nie musisz mi tego mówić. – Meg prychnęła. – Ja się nie obrażam, tylko po prostu się o 

ciebie martwię, dziewczyno. 

– Niepotrzebnie, dam sobie radę. – Kyla wstała, by uściskać ciotkę. – Dziękuję. 
– Jedz – ciotka przytuliła ją i dodała: – zanim zupa całkiem ostygnie. 
Kyla dokończyła kolację, zastanawiając się, czy ktoś jeszcze zauważył, że spędza teraz 

dużo czasu w kawiarni, zamiast starym zwyczajem przesiadywać w ogrodzie Logana. 

Przemyślała wszystko tej nocy i następnego dnia, kiedy Evanna zaprosiła ją na wspólny 

piknik na plaży, Kyla zdecydowała się przyjąć zaproszenie. 

Nie chciała narażać się na sarkastyczne  uwagi Logana, więc włożyła  sandały,  wzięła 

lodówkę   turystyczną   i   zeszła   na   plażę.   Evanna   rozkładała   koc   w   kratę   i   starała   się 
jednocześnie kontrolować rozbrykane dziecko. 

– Nie jedz piasku – upomniała  dziewczynkę.  Uśmiechając się, wzięła  ją na kolana i 

przytuliła. – Idź na chwilę do cioci Kyli, a ja przygotuję jedzenie. 

–   Przyniosłam   quiche   i   sałatkę.   –   Kyla   postawiła   lodówkę   na   kocu   i   pocałowała 

siostrzenicę. 

Podszedł do nich Logan. Jego mokre ciało lśniło kropelkami morskiej wody. 
– Całkiem przyjemnie. 
– Innymi  słowy woda jest lodowata – roześmiała się Evanna, podając mu  ręcznik. – 

Szybko. Wytrzyj się. 

background image

Logan posłał Kyli pytające spojrzenie. 
– A niech mnie, moja zaginiona siostra. Gdzie się podziewałaś przez cały tydzień? – 

Wytarł się i włożył koszulkę. – Nie było cię nigdzie widać. 

– Byłam kilka razy u cioci Meg – odparła Kyla obojętnie, jedząc pomidora. Podniosła 

głowę, by coś dodać, gdy nagle zobaczyła idącego w ich stronę Ethana. 

Słowa uwięzły jej w gardle. 
– Kyla – powiedziała Evanna – brudzisz koc. 
Ze zdenerwowania nie zauważyła, że upuściła pomidora. 
– Przepraszam. – Nie miała pojęcia, że on też tu będzie. Serce tłukło jej się jak oszalałe, 

więc próbowała się uspokoić. 

Unikała go przez cały tydzień. Zmuszała się, by nie obserwować go, jak biega o poranku. 

Nawet udało jej się zapomnieć na chwilę o tamtym pocałunku. 

Myślała, że nieźle sobie radzi. A teraz, kiedy czuła przyspieszone bicie serca, wiedziała, 

że to nieprawda. 

Ethan ciągle tak samo na nią działa. 
– Przepraszam za spóźnienie. – Miał na sobie krótkie dżinsy i luźny sprany T-shirt, jego 

twarz   pokrywał   delikatny   zarost.   Kyla   pomyślała,   że   w   życiu   nie   widziała   bardziej 
seksownego mężczyzny. 

– Teraz zabrzmiałeś jak prawdziwy mieszczuch – powiedział Logan, podając mu butelkę 

piwa. – Trzymaj. Dzisiaj ja mam dyżur. 

Ethan podziękował mu skinieniem głowy. 
– Mam nadzieję, że będziesz miał spokojniejszą noc niż ja. 
Logan uśmiechnął się krzywo i spojrzał na córkę. 
– Pewnie nie, ale z innych przyczyn. Zakładam, że kilka razy musiałeś się zrywać. 
– Jak na taką małą wyspę, jest tu co robić. – Wypił łyk piwa, a Kyla złapała się na tym, że 

go obserwuje. 

Te usta jej dotykały. Te ręce... Ethan pochwycił jej spojrzenie i spojrzał jej prosto w oczy. 

Żadne z nich nie powiedziało słowa, a napięcie między nimi rosło. Kyla nie mogła oderwać 
wzroku   od   Ethana   i   czuła,   że   on   prowadzi   taką   samą   wewnętrzną   walkę.   Wtedy 
niespodziewanie Kirsty wdrapała się na jej kolana i pociągnęła ją za włosy. 

–   Au!   –   Czar   prysł.   Kyla   chwyciła   pulchną   piąstkę   Kirsty   i   wyplątała   ją   ze   swoich 

włosów. – Musimy nauczyć cię czegoś nowego. 

Ku jej zaskoczeniu Ethan odstawił piwo i pochylił się nad Kirsty. 
– Ja się nią zajmę. – Ukucnął, uśmiechając się do dziewczynki. – Masz ochotę pobawić 

się na falach?

Kirsty wyglądała niepewnie, a kiedy Ethan wziął ją na ręce, zesztywniała i poszukała 

wzrokiem Logana. 

– Córeczka tatusia. – Logan uśmiechnął się dumnie i pogładził uspokajająco jedwabiste 

loki dziecka. 

Ethan   łagodnie   powiedział  do  małej   kilka   słów,  wskazując  na  mewę,   a  twarz   Kirsty 

rozjaśnił uśmiech aprobaty. Zapomniała o swoich uprzedzeniach do nieznajomego mężczyzny 

background image

i gaworząc wesoło, z zapałem chwyciła go za włosy. 

– Zostałeś wyróżniony zauważyła Evanna, sięgając po słone paluszki. – Ona tak robi 

tylko tym, których naprawdę kocha. 

Ethan skrzywił się z bólu i wywinął się z uścisku. Z rozbawieniem w oczach zwrócił się 

do Logana:

– Mogę ją wziąć do wody?
– Jasne. Ona to uwielbia. Eve, zrobiłaś może swojego sławnego kurczaka z orzechami? – 

Logan   nachylił   się   nad   koszykiem   i   studiował   jego   zawartość,   po   czym   wziął   kawałek 
świeżego mango. – Wygląda to przepysznie. 

– To jest karaibska sałatka owocowa, na później. – Evanna zabrała mu miskę. – Zostaw. 

Zawsze zjadasz wszystko w niewłaściwej kolejności. 

Czując, że to dobry moment, by na chwilę zostawić tych dwoje sam na sam, Kyla wstała i 

z ociąganiem podążyła za Ethanem w kierunku morza. Dotąd próbowała trzymać się od niego 
z daleka, ale teraz bardzo chciała, by Logan i Evanna zostali na chwilę sami. 

Niezadowolona, że czuje się nieswojo na własnym terytorium, przyglądała się scence na 

brzegu morza. 

Ethan zdjął Kirsty skarpetki i wetknął je sobie do kieszeni spodenek. Trzymał ją mocno w 

pasie, delikatnie zanurzając jej stopki w bijących o brzeg falach. Kirsty chichotała z uciechy i 
wierzgała nóżkami. 

Kyla wzruszyła się, widząc zachwyt na twarzy siostrzenicy, a potem spojrzała na Ethana. 

Nigdy dotąd nie widziała, by uśmiechał się w taki sposób. Chłód i rezerwa zniknęły. Ich 
miejsce zajęła czułość. Pierwszy raz był tak odprężony. Podniósł Kirsty, uciekając przed zbyt 
wysoką falą. Śmiał się i przemawiał do niej cicho. 

Kyla   poczuła   ucisk   w   gardle.   Było   coś   niebywale   poruszającego   w   tym   zestawieniu 

silnego, zamkniętego w sobie człowieka z niewinnym dzieckiem. 

Ethan   nagle   podniósł   Kirsty   i   wziął   ją   w   ramiona,   a   Kyla   spojrzała   na   jego   twarz. 

Zobaczyła w niej tęsknotę i niewypowiedziany smutek. Instynktownie przesunęła się w jego 
kierunku, ale po chwili się zatrzymała. Nie mogła go pocieszyć i wesprzeć, skoro już raz to 
odrzucił. Każdy taki gest z jej strony może być źle odebrany. Poza tym Ethan już wiele razy 
dał jej do zrozumienia, że nie jest skory do zwierzeń. Co on w ogóle o sobie powiedział? 
Prawie nic. 

Kyla   rzuciła   ostatnie   powłóczyste   spojrzenie   w   stronę   Ethana   i   odwróciła   się.   Nie 

wiedziała,   co   go   gnębi,   ale   była   pewna,   że   nie   do   niej   należy   pocieszanie   go.   Odrzucił 
wszystko, co chciała mu ofiarować. 

Pożałowała, że w ogóle dała się namówić na ten piknik. Może za jakiś czas będzie w 

stanie patrzeć na Ethana jak na zwykłego kolegę z pracy. Teraz jeszcze nie jest na to gotowa. 
Miała bolesną świadomość jego obecności. Olbrzymim wysiłkiem woli powstrzymywała się 
od tego, by na niego nie patrzeć. 

Uklękła na kocu i sięgnęła po talerz. 
– Dziękuję za zaproszenie, ale zjem coś szybko i polecę. 
– Skąd ten pośpiech? – Logan podał jej kawałek bagietki. – Nie widzieliśmy się przez 

background image

cały tydzień. Co się z tobą dzieje? Zachowujesz się jakoś dziwnie. 

– Nieprawda. 
– Zwykle wkładasz kostium i idziesz popływać. 
– Mam dużo pracy w domu. W tym tygodniu nawet nie miałam kiedy posprzątać. 
– Ale przecież ty nie znosisz sprzątać – zdziwił się Logan. – A poza tym... 
– Oj, daj spokój, Logan – wtrąciła Evanna, podając mu talerz z kurczakiem. – Przestań ją 

kontrolować. Kyla sama najlepiej wie, czy musi spędzić ten wieczór w domu, czy nie. A 
tymczasem   może   spróbujesz   mojego   kurczaka?   Tylko   pilnuj,   żeby   nie   dostał   się   w   ręce 
Kirsty. 

Kyla w myślach błogosławiła Evannę za jej wyczucie taktu. Zarumieniła się lekko, czując 

na sobie badawczy wzrok Logana. A więc on wie. 

Wyczytała to z jego twarzy. Uśmiechnęła się słabo i wzruszyła ramionami. Jej brat jest 

bardzo  bystry,  jeśli  chodzi  o sprawy innych  ludzi,  skonstatowała  Kyla.  Inaczej  jest,  jeśli 
chodzi o jego własne życie. Kiedy wreszcie zauważy, że Evanna jest dla niego stworzona?

Ethan wrócił do nich i podał Kirsty Loganowi. 
– Ona uwielbia wodę. 
– Wiadomo, w końcu tu się urodziła. Zanim skończy cztery lata, będzie już pływać jak 

mała syrenka. – Logan uśmiechnął się szeroko. – Tak jak ciocia Kyla. 

– Ja miałam trzy. 
– I skakałaś do wody ze skał. „Uważaj na siostrę, Logan”. – Logan zacytował słowa 

matki. – Nie miałaś w ogóle poczucia zagrożenia. 

– Nie można żyć w ciągłym strachu. – Kyla skończyła jeść, nie patrząc na Ethana. Miała 

ochotę popływać, ale nie teraz. Nie w jego obecności. Pójdzie do domu i poczeka, aż skończą 
piknik, a potem wróci na plażę. – Idę. 

Wstała energicznie i strzepnęła okruchy ze spodni. 
– Dzięki,  Evanno. Wszystko  było  pyszne.  Do zobaczenia  jutro. Logan,  nie zapomnij 

zadzwonić do mamy. Nigdy nie może cię zastać, kiedy dzwoni, żeby omówić urodziny cioci 
Meg. 

Ethan bacznie ją obserwował. Czuła na sobie jego spojrzenie. Zmusiła się, by spojrzeć na 

niego obojętnie i uśmiechnęła się. 

– Cześć, Ethan. Do zobaczenia jutro. 
Nie zatrzymuj się. Idź i nie odwracaj głowy. Są jeszcze inni mężczyźni, rozmyślała Kyla, 

idąc w stronę domu. Mili. Nieskomplikowani. Pewnego dnia i ona takiego spotka. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Ethan zawahał się, stojąc pod drzwiami Kyli. Wiedział, że nie powinien tu się znaleźć. 

Przez niego ona unika swej rodziny. Zacisnął zęby i podniósł rękę, by zapukać, ale w tym 
samym momencie Kyla weszła do kuchni i go zobaczyła. 

Z   pewnością   właśnie   wzięła   prysznic.   Miała   na   sobie   szorty   i   kusą   bluzeczkę.   Jej 

wilgotne włosy opadały na ramiona. 

Ich oczy spotkały się na dłużą chwilę. Zastanawiał się, czy Kyla może go tak po prostu 

zignorować. 

Chwilę potem otworzyła drzwi. 
– Czy coś się stało? Właśnie kładłam się do łóżka. Do łóżka? Czy tak wygląda ktoś, kto 

idzie spać? Ethan poczuł, że puls mu przyspiesza i nagle zdał sobie sprawę, że lepiej byłoby, 
gdyby odłożył tę wizytę na jutro. Mógłby wytłumaczyć jej wszystko za dnia, kiedy Kyla ma 
na sobie granatowy kitel. Chociaż w jej przypadku nawet służbowe ubranie nie jest w stanie 
wiele ukryć. 

– Ethan? – Zmarszczyła brwi. – O co chodzi? Zebrał się na odwagę. 
– Idziesz spać? Nie ma jeszcze dziewiątej. 
– Jestem zmęczona. 
– Mogę wejść?
Niespodziewanie stali się powściągliwi. Ostrożni. 
– Po co?
– Ponieważ muszę  cię przeprosić – przeszedł  prosto do sedna – i ponieważ musimy 

porozmawiać. 

Kyla nie miała zamiaru udawać, że nie wie, o co mu chodzi. Nie należała do kobiet, które 

lubią gierki. 

– To było ponad tydzień temu. Nie ma o czym mówić – Próbowałem udawać, że nie ma 

to dla mnie znaczenia, ale nie udało się. I tobie też nie, prawda? Nie widziałem cię u Logana 
w tym tygodniu. – Domyślił się, że w ten sposób Kyla próbuje uniknąć spotkania. 

Gwałtownie nabrała powietrza. 
– Byłam zajęta, Ethan. 
– Zajęta unikaniem mnie. Zesztywniała. 
– Nawet jeśli tak, to co z tego? Potrafię odczytywać sygnały. Wyraziłeś się jasno, a mnie 

nie trzeba dwa razy powtarzać. 

– A gdybym powiedział, że źle mnie zrozumiałaś?
– Sądziłabym,  że  kłamiesz.  –  Przechyliła   głowę.  – Potrafię   poznać,  kiedy  ktoś mnie 

odtrąca. 

– Ja cię nie odtrąciłem, Kyla. 
– W takim razie moja znajomość mowy ciała nie jest tak dobra, jak sądziłam. 
Nie spodziewał się po niej takiego chłodu. Przeczesał włosy palcami. 
– Nie odtrąciłem cię. Byłem od tego daleki. Uwierz mi. Ale wszystko się skomplikowało. 

background image

– A ja nie chcę, żeby skomplikowało się jeszcze bardziej. Dobranoc, Ethan. 
Zrobiła taki gest, jakby chciała zamknąć drzwi. Ethan powstrzymał ją i wszedł do środka. 
– Odejdę, kiedy wysłuchasz mnie do końca. Jest coś, co muszę ci powiedzieć. Pewnie 

powinienem był zrobić to wcześniej, ale nie potrafiłem. 

Kyla zawahała się, ale wpuściła go do środka, nie zamknąwszy drzwi. 
– No dobrze. Słucham. Zamierzasz mi powiedzieć, że ten pocałunek to pomyłka?
– To nie była pomyłka. Po prostu tego nie planowałem. 
– Planujesz wszystko, co dzieje się w twoim życiu?
– Nie. Są jednak rzeczy, które muszę ci wyjaśnić, zanim dalej w to zabrniemy. 
Znów pojawiła się między nimi chemia. Powietrze w kuchni szybko stało się ciężkie. 

Nagle Ethanowi zaschło w gardle. 

– Nic nie musisz mi wyjaśniać. 
– Muszę. Kyla. To ważne – powiedział zachrypniętym głosem. 
– W takim razie słucham. 
Łatwo powiedzieć, tylko że nic nie przychodziło mu do głowy.  Nie miał pojęcia, od 

czego zacząć. Nie wie nawet, gdzie jest początek. 

– Jesteś żonaty? – Zdumiało go, z jaką łatwością zadała to pytanie. 
– Skąd ci to przyszło do głowy? Nie jestem żonaty. 
– Zatem cała reszta nie ma znaczenia. – W jej głosie jest tyle  przekonania. Dla niej 

wszystko w życiu jest takie proste. 

Przyciągnął ją do siebie i pocałował. Pomyślał, że będzie się martwił o wszystko później. 

Objęła go, a on poczuł ciepło jej szczupłego ciała. Zapomniał o powodach, dla których nie 
powinien był tego robić. Nie chciał myśleć, że Kyla znienawidzi go, gdy zorientuje się, kim 
on jest. Chciał ją posiąść. Jego dłonie wędrowały po jej udach, gdy nagłe usłyszeli walenie w 
drzwi. Ethan zmiął w ustach przekleństwo. 

– Co za wyczucie! – syknęła Kyla. Oboje pomyśleli, że nie jest to najlepsza pora na 

odwiedziny. – Muszę sprawdzić, kto to. 

– Jest dość późno. Spodziewasz się kogoś?
– Nie, ale ludzie tutaj tak właśnie robią. Szczególnie jeśli mają kłopoty. – Zmarszczyła 

brwi i ruszyła w kierunku drzwi wejściowych. 

– Aisla?
Ethan po głosie poznał, że jest zaskoczona. Zastanawiał się, co sprowadza Aislę o tak 

późnej porze, i to w taką pogodę. Może to znowu cukrzyca. 

Potem usłyszał przerażony glos. 
– Fraser. Zniknął. 
– Jak to zniknął?
– Nie wiem. Powiedział, że idzie na noc do Hamisha. Ale u nich go nie ma, bo przed 

chwilą rozmawiałam z jego mamą. Hamish też nie ma pojęcia, gdzie może być mój syn. 

– Ma bujną wyobraźnię. Pewnie się gdzieś bawi. 
– Ale zaraz się ściemni. – Aisla ukryła twarz w dłoniach. 
– Ciągle mu powtarzałam, że nie powinien się oddalać, ale on wymyka się, kiedy nie 

background image

patrzę. Jestem okropną matką. 

– To nieprawda – zaprzeczyła pospiesznie Kyla – i postaraj się nie panikować. Pewnie 

poszedł   do   jakiegoś   kolegi   i   zapomniał   zadzwonić.   Pytałaś   Paula   Westona?   Henry'ego 
Masona? Może oni coś wiedzą... 

– Dzwoniłam do obu, ale go nie widzieli. 
– Wobec tego ja zadzwonię do Ann Carne. – Kyla sięgnęła po telefon. – Może ona nam 

pomoże. 

Nie bacząc na konsekwencje ujawnienia swojej obecności w domu Kyli, Ethan podszedł i 

zapytał:

– Gdzie zwykle Fraser się bawi? 
Aisla spojrzała na niego przestraszona. 
– Nie wiem, może na plaży? To jego ulubione miejsce. Ciągle tam siedzi i rozmyśla o 

wikingach. Wyobraża sobie różne historie. 

Kyla odłożyła słuchawkę – Ann Carne mówi, że był dziś w szkole do lunchu, a potem 

zwolnił się z powodu wizyty u lekarza. Dał jej usprawiedliwienie. 

Aisla wpatrywała się w Kylę. 
– Nie miał żadnego usprawiedliwienia. Mój Boże... 
– Na pewno jest jakieś racjonalne wytłumaczenie. – Kyla włożyła tenisówki i sięgnęła po 

płaszcz.   –   Musimy   po   prostu   przestać   panikować   i   logicznie   pomyśleć.   Trzeba   też 
powiadomić Nicka Hilliera. Postawi na nogi całą wyspę, jeśli będzie trzeba. Do tego czasu 
poszukamy go na własną rękę. 

Po raz kolejny Ethan zauważył, że w trudnych sytuacjach wszyscy zwracają się o pomoc 

do Kyli. 

– Pójdę z tobą. Wezmę tylko kurtkę i kluczyki. 
– Wracaj do domu – rzekła Kyla do Aisli. – Zawiadomisz nas, gdyby wrócił. Będę miała 

włączoną komórkę. Zadzwoń teraz do Nicka. 

Ethan dołączył do Kyli na plaży. 
– Zbliża się sztorm. Warto zadzwonić do straży przybrzeżnej. Jeśli Fraser chodził po 

klifach, mógł  wpaść do morza.  – Ethan wpatrywał  się we wzburzone fale. Starał się nie 
wyobrażać sobie, co mogło chłopcu się przytrafić. 

– Nawet o tym nie myśl – powiedziała Kyla i przyspieszyła kroku. – Fraser nie jest głupi. 

Poza tym byliśmy tu wcześniej. Gdyby się tu kręcił, to byśmy go zauważyli. 

– Jeśli oczywiście nie poszedł na inną plażę. Oboje zatrzymali się, nawołując, jednak 

wiatr zagłuszał ich krzyki. 

– Jeśli zamierzał iść na wagary, po co w ogóle pokazywał się w szkole? To nie ma sensu. 

– Kyla zatrzymała się, aby odgarnąć z twarzy rozwiane włosy. 

– Myślisz, że to ma znaczenie?
– Nie wiem. Być może. Zadzwonię raz jeszcze do Ann Carne, ale z domu. Tutaj wiatr 

wszystko   zagłusza.   Ethan...   –   Spojrzała   na   niego.   –   Myślę,   że   masz   rację.   Powinniśmy 
zawiadomić straż przybrzeżną. 

Wrócili do domu, by zadzwonić. Kiedy Ethan skończył rozmawiać, Kyla wpatrywała się 

background image

w niego zaniepokojona. 

– Rozmawiałam z Ann Carne. Ostatnią lekcją rano była historia. Mówili o wikingach i 

Celtach. 

Ethan próbował nadążyć za tokiem jej myśli. 
– Dlaczego to takie ważne?
– Ponieważ najbardziej krwawa bitwa w historii tej wyspy rozegrała się między Celtami i 

wikingami. 

– A Fraser uwielbia historię. – Ethan nagle zrozumiał. 
– Gdzie to było?
– W zamku. 
Ethan uśmiechnął się ponuro i chwycił klucze. 
– No to chodźmy. 
Kyla owinęła się płaszczem i spojrzała w niebo. Ethan dodał gazu. 
– Nadciąga burza. Miejmy nadzieję, że zdążymy go odnaleźć. 
– On wcale nie musi być w pobliżu zamku. Możemy się mylić. Jak blisko da się tam 

podjechać?

– Jeszcze kawałek. Stąd musimy iść pieszo. – Kyla odpięła pas i wysiadła z samochodu, 

zanim Ethan zdążył  zgasić silnik. – Dzieci rzeczywiście czasami tu przychodzą, żeby się 
bawić. W ciągu dnia przewodnicy opowiadają przerażające historie o lochach. 

– Takie opowieści mają trafić do bujnej wyobraźni dwunastolatka. 
– Właśnie. 
– A czy dziś nie było przewodników? Jeśli wpadł tam po południu, z pewnością ktoś go 

widział. 

Kyla pokręciła głową. 
– Nie. Zamek jest czynny od dziesiątej do drugiej. Na pewno czekał, aż wszyscy wyjdą. 
– Nie miałem jeszcze okazji obejrzeć ruin. 
–   Są   cudowne.   Przypomnij   mi,   żebym   cię   tutaj   zabrała   w   bardziej   sprzyjających 

okolicznościach. – Puściła się biegiem, myśląc o Fraserze. 

Co on sobie myślał? Dokąd mógł pójść? Wspięła się na starą kamienną drogę prowadzącą 

do zamku. 

– Fraser? Fraser! – Wiatr zagłuszał jej krzyk. Zrozpaczona spojrzała na Ethana. – Nawet 

jeśli tu jest, to i tak nas nie usłyszy. 

– W takim razie musimy go poszukać. 
– To miejsce to labirynt, a poza tym robi się ciemno. 
Nagle zdała sobie sprawę, że w ogóle o tym nie pomyślała. Odetchnęła z ulgą, kiedy 

Ethan podał jej latarkę. 

– Dzięki Bogu choć jedno z nas ma głowę na karku. 
– Ale to ty wpadłaś na pomysł, żeby tu przyjść – rzekł Ethan i oświetlił drogę. – Jeśli tu 

jest, powinien dostrzec światło. 

– Tak sobie myślę, że chyba nie robi tego celowo. Nie chciałby martwić swojej mamy. 
– A jednak poszedł na wagary. 

background image

– Ale po południu. – Kyla przygryzła wargę. – Założę się, że miał zamiar wrócić do domu 

o zwykłej  porze, tak żeby mama  nic nie zauważyła.  Pamiętasz  ten dzień, kiedy po mnie 
przyszedł? Nie chciał, żeby Aisla się dowiedziała. On naprawdę się o nią martwi. 

– Myślisz, że coś mu się stało?
– Tak. – Kyla kiwnęła głową i wzięła głęboki oddech. – Tego się właśnie obawiam. 
– Więc musimy szukać. 
– Tylko bądź ostrożny, kiedy pójdziesz wzdłuż szańców. Za nimi jest urwisko. – Miała 

głęboką nadzieję, że Fraser tamtędy nie poszedł. 

Otuliła się płaszczem i zaczęła przeszukiwać ruiny kawałek po kawałku. Nic jednak nie 

znalazła. Kiedy spotkała się z Ethanem, była już bliska paniki. 

– Nic. Ani śladu. To nie był najlepszy pomysł. Tu go nie ma. 
– Nie wrócił też do domu. Dzwoniłem do Nicka Hilliera, żeby to sprawdzić. 
Wiatr wiał coraz mocniej, więc schronili się za wyższym fragmentem muru. 
– Wspominałaś coś o lochach. 
–   Tak,   ale   nie   można   już   do   nich   wchodzić,   bo   to   niebezpieczne.   Zamknięto   je   dla 

zwiedzających kilka lat temu... – Kyla urwała przerażona. – Nie, nie zrobiłby tego. 

Ethan potrząsnął nią delikatnie. 
– Gdzie jest wejście?
– W baszcie jest tunel, ale zablokowany. Niemożliwe, żeby... 
– Skąd wiesz o tym przejściu? – Ethan już szedł w kierunku baszty. 
– Bo w jego wieku robiłam to samo – szepnęła Kyla i podążyła za Ethanem. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Tunel był ciemny. Czuć w nim było wilgoć i stęchliznę. 
– Tu przynajmniej słyszymy własne myśli mruknął Ethan, kierując światło latarki pod 

nogi. Przy każdym kroku rozlegał się plusk. – Strasznie tu mokro. 

Kyla potknęła się i chwyciła Ethana za ramię. Czuła, jak napinają się jego mięśnie. 
– Idź ostrożnie. Podłoże jest bardzo zdradliwe. 
– Może spróbujmy krzyknąć. – Stanęła bez ruchu. – Fraser! Fraser!
Jej głos odbijał się echem od ścian, ale odpowiedziała jej tylko głucha cisza, przerywana 

odgłosem kapiącej wody. 

– To jest jak szukanie igły w stogu siana – powiedziała, kiedy powoli przesuwali się w 

głąb tunelu. – Może on siedzi teraz w domu i... 

– Cii... – Ethan chwycił ją za ramię. – Coś słyszałem. Kyla zamarła. Teraz i ona coś 

usłyszała. 

– Co to było?
– Nie wiem, ale to nie był wiatr ani woda, więc lepiej sprawdźmy. Jak daleko jest wejście 

do piwnic?

–   Nie   pamiętam.   Od   lat   tu   nie   byłam,   ale   wydaje   mi   się,   że   to   daleko.   Krata   jest 

zamknięta, ale jest też szczelina. – Kyla włączyła latarkę i kiwnęła głową. – Tutaj, widzisz?

– Chcesz mi powiedzieć, że kiedyś sama się tędy prześliznęłaś?
–   Miałam   wtedy   dwanaście   lat   –   mruknęła.   Wtedy   oboje   usłyszeli   jakiś   hałas   i 

natychmiast rozpoznali głos. 

– Fraser! – krzyknęła Kyla, przysuwając się bliżej krat. – Fraser! Czy to ty? Jesteś tam na 

dole?

– Nie mogę wyjść! – Jego głos był cienki i piskliwy, a Kyla poczuła, że serce podeszło jej 

do gardła. 

–   Spokojnie,   tylko   bez   paniki,   Fraser.   Wszystko   będzie   dobrze.   Wyciągniemy   cię.   – 

Prawie się roześmiała, słuchając własnych słów. Bo niby jak to zrobić?

Zanosi się na sztorm, Fraser tkwi uwięziony pod ziemią, a nikt inny nie ma pojęcia, gdzie 

się znajdują. 

– Musimy tylko... musimy... – Po raz pierwszy zabrakło jej pomysłu i spojrzała bezradnie 

na Ethana. – Nie wiem, co musimy zrobić. Jak my go stamtąd wyciągniemy?

– Sposobem.  – Ethan zachował spokój. – Najpierw musimy do niego zejść, a potem 

zobaczymy,   jak   go   wydostać.   Będzie   nam   potrzebna   pomoc.   Wyjdę   na   powierzchnię   i 
zawołam Nicka. Potrzebujemy kilku ludzi na górze i liny. Zaraz wracam. 

Jego opanowanie i pewność dodały jej odwagi. 
– Jesteście tam? – Słaby i drżący głos Frasera dobiegał z dużej odległości. 
– Ja jestem i nigdzie się stąd nie ruszę. Wybrałeś sobie niezłe miejsce na kryjówkę przed 

sztormem. 

– Tu jest strasznie ciemno. – Drżenie w jego głosie sprawiło, że serce Kyli ścisnęło się ze 

background image

współczucia. On musi być przerażony. 

– Jak się tam dostałeś, Fraser?
– Otworzyłem kratę. Chciałem tylko popatrzeć, a potem wpadłem. Nie pamiętam, co było 

później. 

Pewnie stracił przytomność. Kyla na chwilę zamknęła oczy i spróbowała sobie wyobrazić 

jego strach. 

– Zaraz cię wyciągniemy. – Spojrzała za siebie i zobaczyła światło latarki Ethana. To 

dodało jej otuchy. Nagle zdała sobie sprawę z tego, co przed chwilą powiedział chłopak. 

– Otworzyłeś kratę? Fraser? Mówiłeś, że ją otworzyłeś? Jak? Jest zaryglowana. 
– Ale można ją otworzyć. Zawiasy są przerdzewiałe. 
– Pomoc jest w drodze. – Ethan stanął obok Kyli. 
– Co robisz?
– Nie przeszedł przez szczelinę, tylko tędy. Można to otworzyć. – Szarpnęła mocno, a 

cała konstrukcja drgnęła. 

– Siostro MacNeil? – rozległ się z dołu głos chłopca. – Dziwnie się czuję. 
– To znaczy jak? – Z pomocą Ethana udało jej się otworzyć przejście. – Mów coś do 

mnie, Fraser. 

Nastąpiła długa cisza, a Kyla z przerażeniem pomyślała, że Fraser stracił przytomność. 

Wtedy usłyszała go znowu, ale tym razem jego głos był znacznie słabszy. 

– Kręci mi się w głowie i jest mi niedobrze. Po co tu w ogóle przyszedłem! Chcę do 

mamy. – Rozpacz dziecka chwyciła Kylę za serce. Ethan wręczył jej latarkę. 

– Trzymaj się, Fraser! – powiedział, chcąc dodać chłopcu otuchy. – Schodzę do ciebie. 
– Nie możesz tego zrobić. – Kyla chwyciła go za ramię, ale uwolnił się od jej uścisku. 
– Muszę. Nie wiemy, jakie ma obrażenia. 
– Nie możesz tak po prostu skoczyć. To za głęboko. Połamiesz się. 
– Nie będę skakał. – Zdjął płaszcz. – Zejdę, przytrzymując się wyłomów w ścianie. 
– Żartujesz? – Patrzyła na niego z niedowierzaniem. 
– Zostań tu, a kiedy cię poproszę, podaj mi latarkę. Fraser? – krzyknął i zaczął przeciskać 

się przez otwór. – Idę do ciebie. Trzymaj się!

Nie usłyszeli żadnej odpowiedzi, jedynie plusk wody. Nagle Kyla poczuła falę mdłości. 

Powinna była powstrzymać Ethana, ale wiedziała, że życie Frasera może wisieć na włosku. 

Ethan stanął pewniej i wyciągnął rękę. 
– Daj mi latarkę. 
– Ale nie będziesz mógł się przytrzymać i... 
– Kyla! Latarka!
–   Już.   –   Powstrzymała   się   przed   ostrzeżeniem,   by   uważał.   Już   dawno   przestali   być 

ostrożni. 

Ethan chwycił latarkę w zęby i zaczął się zsuwać z zadziwiającą zręcznością. 
Piętnaście minut, myślała Kyla, czując, jak serce wali jej w piersi. Tyle zajmie Nickowi i 

całej reszcie dotarcie na miejsce. Oby tylko dla Frasera nie było to zbyt długo. 

Nie mieli pojęcia, jak rozległe są obrażenia chłopca. 

background image

– Kyla! Jestem na dole. – Głos Ethana odbijał się echem z wnętrza piwnicy. – Możesz mi 

poświecić? Cholernie tu ciemno. 

Spełniła jego prośbę, czując ulgę, że nic mu się nie stało. Nagle usłyszała nad sobą jakiś 

hałas i uświadomiła sobie, że przybyła pomoc. 

– Już tu są! Ethan, dotarłeś do Frasera? Nic mu nie jest? – Nagle zapragnęła znaleźć się 

na dole. Tu czuła się bezradna. 

– Ma okropną ranę na czole i kilka siniaków, ale chyba nic nie złamał. Jest przytomny, 

tylko osłabiony. 

Kyla słyszała, jak Ethan rozmawia z chłopcem, a potem za jej plecami rozległy się kroki. 

Odwróciła się i zobaczyła Logana, Nicka i dwóch innych ratowników. 

– Wzięliśmy  liny.  Na górze jest jeszcze  dodatkowy sprzęt.  – Nick zapalił  latarkę  na 

hełmie. – Jak to wygląda?

– Ethan jest na dole, więc powinno pójść łatwo – powiedziała Kyla. 
– Zrzucimy uprząż? – Logan zwrócił się do Bena. 
– Możemy go tak wyciągnąć. 
Ben przytaknął skinieniem głowy. 
– To chyba najszybszy sposób, jeśli chłopak da radę. Jest przytomny?
– Tak myślę – rzekła Kyla, a Ben zmarszczył brwi. 
– Jak, do diabła, Ethan się tam dostał?
– Zszedł po ścianie. 
– Bez liny?
Kyla wyczuła naganę w głosie Bena i spojrzała na niego ze zniecierpliwieniem. 
– Fraser przestał odpowiadać. Martwiliśmy się o niego. Na naszym miejscu czekałbyś na 

linę?

– Raczej nie. – Ben uśmiechnął się przepraszająco. 
– Słuszna decyzja. Odważny facet. Wiszę mu kolejne piwo. Dobra, miejmy to już za 

sobą. Pogoda się pogarsza i jeśli okaże się, że trzeba będzie przetransportować go do szpitala, 
to lepiej się pospieszmy. 

Logan porozumiał się z Ethanem, oceniając sytuację i ustalając, w jaki sposób najłatwiej 

wyciągnąć Frasera. 

– No to do roboty. 
Wszystko działo się błyskawicznie. Rzucili linę Ethanowi, a kilka chwil później Kyla 

zobaczyła w szybie czubek głowy chłopca. Odetchnęła z ulgą i poczuła, że trzęsą jej się ręce. 
Tak bardzo się o niego bała. 

Twarz pokrywał mu kurz i zaschnięta krew. Pomimo uśmiechu, którym próbował pokryć 

zmieszanie, Kyla odgadła, że Fraser powstrzymuje łzy. 

Logan posadził go na wilgotnej podłodze tunelu. 
–   Dzielny   chłopak.   –   Kyla   objęła   Frasera.   –   Gdybyś   walczył   w   szeregach   Celtów, 

wikingowie nie mieliby żadnych szans. – Przytuliła go mocniej. 

– Mama mnie zabije – szepnął, szczękając zębami. 
– To jest prawdopodobne – przytaknął Ben, okrywając chłopca kocem. – Ale później 

background image

ucieszy się, że nic ci nie jest. Ten opatrunek przesiąka. Kyla? Logan?

– Już sprawdzam. – Kyla delikatnie odchyliła gazę na czole Frasera i przyjrzała się ranie. 

Była głęboka i miała poszarpane brzegi. – Zrobię ci na razie większy opatrunek. – Jasne było, 
że trzeba będzie założyć szwy. Kyla zerknęła na Logana, który skinął na znak, że rozumie. 

– Chciałbym, żebyś odpowiedział mi na parę pytań, Fraser – powiedział Logan z pozoru 

obojętnym tonem, świecąc prosto w oczy chłopca, by sprawdzić reakcję źrenic. – Jaki jest 
dziś dzień?

Fraser odpowiedział, a Logan schował latarkę do kieszeni. 
– Jak ma na imię twoja mama?
– Aisla. I na pewno mnie zabije. 
– Będę cię bronił – odrzekł Logan z uśmiechem. – Jak głowa?
– Lepiej. 
– Nadal masz mdłości? Fraser zaprzeczył. 
– Wydaje mu się – wtrącił Ethan, który właśnie do nich dotarł – że stracił przytomność, 

kiedy upadł, ale nie jestem tego pewien. 

– Wyślesz go na tomografię? – zapytała Kyla. 
– Nie sądzę, że teraz jest to konieczne – odparł spokojnie Ethan. – Uderzył się, ale nie ma 

żadnych   klinicznych   objawów  wskazujących   na  uszkodzenie   czaszki.   Proponowałbym   go 
obserwować. 

Logan się z nim zgodził. 
–  Zabierzmy   go  do  przychodni  –  powiedział   cicho.   –  Tam   go  dokładnie   obejrzymy. 

Założę mu szwy, zbadam, a potem zobaczymy. Może zostać u mnie na noc, żebym mógł go 
mieć pod kontrolą. 

– Jest u ciebie Evanna? – zapytała Kyla, wciąż obejmując Frasera. 
–   Tak,   przyszła   zająć   się   Kirsty,   kiedy   dostałem   wasz   telefon.   Ona   też   może   go 

przypilnować. – Położył  dłoń na ramieniu Frasera i uścisnął go. – Wszyscy będziemy na 
ciebie uważać. 

– Nigdy nie mówiłeś, że potrafisz się wspinać – Kyla zwróciła się do Ethana. 
– Nie pytałaś. 
– A czy ty nigdy nie mówisz nic o sobie, dopóki ktoś tego z ciebie nie wyciągnie?
Ethan wytarł rękawem błoto z policzka. 
– Wiesz, że nie jestem zbyt rozmowny. – Dotknął głowy Frasera. – Dobrze się spisałeś. 

Jak się czujesz?

–   W   porządku.   –   Fraser   spojrzał   na   niego   i   połączyła   ich   nagle   nić   zrozumienia.   – 

Dziękuję. 

– Nie ma za co. – Na poważnej twarzy Ethana pojawił się słaby uśmiech. 
Logan przyjrzał się Kyli i Ethanowi. 
– Wyglądacie paskudnie. Ja mam dzisiaj dyżur, więc idźcie wziąć prysznic. Zajmę się tu 

wszystkim, ale nie wyłączajcie telefonów, na wypadek gdybym was potrzebował. 

Sztorm zaczął się o świcie. 

background image

Słysząc   uporczywe   łomotanie,   Ethan   ocknął   się   z   niespokojnego   snu.   W   pewnym 

momencie zdał sobie sprawę, że dźwięk dochodzi od drzwi. 

Jakiś problem z Fraserem?
Zanim się położył, zadzwonił do Logana, ale ten zapewnił go, że chłopak śpi i wydaje się, 

że wszystko z nim w porządku. 

Tym razem stukanie w drzwi było silniejsze niż poprzednio, więc zmusił się, by wstać z 

łóżka. 

Naciągnął dżinsy, zastanawiając się, z czym przyjdzie mu się zmierzyć. Otworzył drzwi i 

zamarł. 

Stała przed nim Kyla. Jej twarz zdradzała oznaki silnego podniecenia. 
– Chodź ze mną. Chcę, żebyś coś zobaczył. Ethan otrząsnął się z resztek snu. 
– Coś z Fraserem? Kiedy dzwoniłem, wszystko było dobrze. 
– O ile mi wiadomo, z nim nic się nie zmieniło. Nie chodzi o niego i nie ma to związku z 

pracą. – Wyciągnęła do niego rękę. – Chodź. 

– Teraz?
– Teraz jest najlepszy moment. – Uśmiechnęła się. 
– Ale jest środek nocy, a na zewnątrz szalej e sztorm. 
– Jeszcze się nie zaczął. Jest bardzo jasno. – W jej oczach pojawił się dziwny błysk. – 

Boisz się?

Wszystko w niej było pełne życia, a Ethan zdał sobie sprawę, że powinien odpowiedzieć 

twierdząco. Tak, boi się. 

Ale nie burzy. Boi się jej. Swoich uczuć do niej. Tego, dokąd to wszystko ich zaprowadzi. 
Nadal nie wyznał jej prawdy o sobie. 
– Niczego nie zobaczymy w taką pogodę. Widoczność jest praktycznie żadna. 
Rzuciła mu płaszcz i otworzyła drzwi frontowe. Wiatr próbował je znowu zamknąć, ale 

Kyla przytrzymała je i zapięła kurtkę. 

– Dokąd idziemy? – Byli teraz na dworze, więc musiał przekrzyczeć wyjący wiatr, żeby 

go usłyszała. 

– Z powrotem do zamku. Ale tym razem pieszo. 
– Słucham? – Patrzył na nią z niedowierzaniem, zastanawiając się, co ją napadło. – Kyla, 

właśnie stamtąd wróciliśmy. 

– To co innego. Mówiłeś, że nigdy nie widziałeś ruin. 
– Ale jest burza i na dodatek wcale nie jest jasno. 
– To najlepsza pora. Zaufaj mi. 
Minęła samochód i skierowała się w stronę porośniętego trawą wzgórza prowadzącego do 

ruin. Postrzępione kontury zamku były ledwo widoczne w strugach deszczu. Ethan skrzywił 
się, wycierając twarz mokrą od deszczu i morskiej bryzy. Patrzył zdumiony na Kylę. 

Szaleństwem jest wychodzić w taką pogodę, ale ona zdawała się nie widzieć w tym nic 

dziwnego. Był gotów stwierdzić, że obcowanie z żywiołem sprawia jej przyjemność. Nigdy 
nie widział Kyli tak szczęśliwej. 

Jej zachowanie intrygowało go tym bardziej, że nie znał kobiety, która tak dobrze czułaby 

background image

się w takich warunkach. Jest na wpół dzika, uznał, patrząc, jak przechodzi przez zamkniętą 
bramę i zaczyna wspinać się na wzgórze. 

Walczyła   z   wiatrem,   który   próbował   ją   zawrócić   z   drogi,   ale   ona   szła   pewnie   i   z 

wdziękiem.   Ethanowi   nie   pozostało   nic   innego,   jak   tylko   pobiec   za   nią.   Czuł   euforię 
pomieszaną ze złością. Kyla przeszła przez zewnętrzny mur, z którego pozostało zaledwie 
kilka kamieni, i ruszyła w kierunku starego niszczejącego fortu. 

– Musimy tam wejść – zawołała, a Ethan podszedł do niej i nagle zrozumiał, dlaczego go 

tu przywiodła. 

Wściekle   czerwone   smugi   przecinały   niebo.   Szary,   przerażający   zarys   ruin   zamku 

majaczył we mgle i strugach deszczu. Za nimi rozciągało się kipiące wściekle morze. 

– Przemawia do wyobraźni, prawda? – Odgarnęła targane wiatrem włosy, wpatrzona w 

zachodnią część wyspy. – Wikingowie musieli być przerażeni, kiedy tu dotarli i zobaczyli 
zamek. Pewnie zastanawiali się, czy nie zawrócić. Zawsze, kiedy tu jestem w czasie sztormu, 
mam wrażenie, że w tym miejscu historia staje się wręcz namacalna. 

– Jesteś taka sama jak Fraser. – Ethan nie mógł oderwać wzroku od jej profilu. 
Odwróciła się do niego z uśmiechem. 
– Warto było tu przyjść?
Przeniósł spojrzenie z jej twarzy, by popatrzeć na ruiny i wyłaniające się zza nich morze. 

Nigdy nie widział tak dzikiego, nastrojowego miejsca. 

– Warto. 
– To miejsce jest najpiękniejsze właśnie w taką pogodę. 
Ethan roześmiał się i potrząsnął głową. 
– Jesteś szalona, wiesz?
–   Czyżby?   –   Silny   podmuch   wiatru   sprawił,   że   na   moment   straciła   równowagę   i 

odruchowo   chwyciła   się   Ethana.   –   Niedaleko   wieży   jest   osłonięte   miejsce,   możemy   tam 
usiąść i poczekać na wschód słońca. 

– Nie wydaje mi się, że słońce w ogóle się pojawi – mruknął, wpatrując się w niebo, lecz 

mimo to poszedł za nią, omijając większe kamienie. 

Po chwili znaleźli się przy wysokim murze. 
– Kiedy byliśmy dziećmi, Logan i ja przychodziliśmy tu bawić się w wojowników. On 

był najeźdźcą, a ja broniłam zamku. 

Wyobraził sobie ją w tej roli, z włosami opadającymi na plecy, z dumnie uniesioną głową 

i błyszczącymi oczami. 

– Wylewałaś na niego wrzący olej?
– Nie, wiadra lodowatej wody. Zawsze idealnie trafiałam. Logan był wściekły. – Podeszła 

do   Ethana   i   chwyciła   poły   jego   kurtki.   –  Byłeś   wczoraj   bardzo   dzielny,   ratując   Frasera. 
Działałeś jak jeden z nas. 

Jej twarz była tak blisko, że niemal dotykali się policzkami. Ethan zacisnął zęby i patrzył 

przed siebie. Wiedział, że gdyby teraz odwrócił głowę, nie zapanowałby nad sobą. 

– Nie jestem jednym z was – ostrzegł bardziej siebie niż ją. Ma jej jeszcze tak wiele do 

powiedzenia. Jednak kiedy świadomość wzajemnej bliskości ogarnęła ich oboje, zapomniał o 

background image

wszystkim. 

– Ale mógłbyś. 
Otaczała go. Jej zapach, jej głos, bliskość. Rezerwa zamieniła się w nim w pożądanie. 

Oboje mieli świadomość tego, co musi nastąpić. I nagle wszystkie powody, które go przed 
tym powstrzymywały, zostały zdominowane przez to, czego naprawdę pragnął. 

Objął  jej  szyję.   Oddając   się  namiętnemu   pocałunkowi,   niecierpliwie  rozpinała  zamek 

kurtki, a Ethan zaczął zdejmować z niej resztę ubrania. Nie było czasu na zbędne gesty. Byli 
zapatrzeni w siebie, a ich spragnione pieszczot ciała domagały się bliskości. Kyla powtarzała 
jego imię, tuląc się do niego. Czuł, jak drżała. Oddychała gwałtownie w odpowiedzi na jego 
zachłanne pocałunki. Potem poczuł, jak wbija paznokcie w jego nagi tors. Dopiero wtedy 
zorientował się, że Kyla zaczęła go rozbierać. Miał rozpiętą koszulę, a jej dłonie błądził po 
jego ciele. Kiedy sięgnęła do spodni, Ethan wstrzymał oddech i chwycił ją za nadgarstki. 

– Poczekaj. – Odsunął się trochę, próbując nad sobą zapanować. – Poczekaj. 
– Nie mogę. I ty też. – Wspięła się na palce, szukając znów jego ust. 
Ethan nie potrafił jasno myśleć. Patrzył na Kylę nieprzytomnym wzrokiem. Zdjął z niej 

szorty i bieliznę, po czym sięgnął dłonią w dół brzucha. Poczuł, jak jej palce znów manipulują 
przy jego spodniach, lecz tym razem jej nie powstrzymał. Pragnął jak najszybciej poznać 
wszystkie zakamarki jej ciała. 

Później, kiedy Ethan myślał o tym, co się wydarzyło, wiedział, że było to nieuniknione. 

Już od pierwszego momentu, kiedy zobaczył ją na promie. Być może nie powinno do tego 
dojść tutaj, podczas burzy. To gorączkowe, zachłanne i desperackie zespolenie bliskie było w 
swej intensywności prymitywnym instynktom. 

Kiedy podniósł ją i oparł plecami o stary kamienny mur, zastanawiał się, ile takich aktów 

zmysłowej desperacji w ciągu wieków widział już ten zamek. 

Chwilę później nie był już w stanie myśleć, mógł tylko czuć. Płomień, który ich ogarnął, 

trawił ich ciała. Ruchy i gwałtowne oddechy stawały się jednym. I wtedy nadeszło spełnienie. 
Cudowne i przejmujące. Porwało ich oboje. 

I nagle wiatr ustał, jakby zadowolony z tego, czego. dokonał. Oddychając ciężko, Ethan 

ostrożnie postawił Kylę na ziemi i próbował jasno pomyśleć. Był nadal zbyt oszołomiony, by 
coś powiedzieć. 

Kyla drżała w jego ramionach, a splątane włosy opadały na jej nagie ciało. Znowu jej 

zapragnął.   Wiedział,   że   nigdy   się   nią   nie   nasyci.   Ujął   jej   twarz   w   dłonie,   czując   nagłą 
potrzebę podzielenia się z nią tymi emocjami. 

– Kyla... – zaczął i zamilkł. 
– Nic nie mów – szepnęła drżącym głosem, a on pochwycił jej spłoszone spojrzenie. 
Wiedział, że go zrozumiała. Nie było słów, które mogłyby wyrazić to, co przed chwilą 

stało się ich udziałem. 

Pogładził  palcem jej pełne wargi. Przygryzła  go delikatnie,  a jej  oczy wyrażały jego 

własne myśli. 

Znów jej pragnął. 
– Słońce wschodzi – powiedział cicho, mimo że byli sami i nikt nie mógł ich usłyszeć. – 

background image

Burza się skończyła. 

– Chodź, popatrzmy. – Ubrała się szybko, podeszła do niego i zaczęła zapinać guziki jego 

koszuli. – Uwielbiam twoje ciało, mówiłam ci to już?

Nie, ale on też nie powiedział, co sądzi o jej wyglądzie, choć przecież sposób, w jaki się 

kochali,   nie   pozostawiał   żadnych   wątpliwości.   Jej   pytanie   przypomniało   obojgu 
nieprzyjemnie,   że   takie   rozmowy   nie   są   częścią   ich   codzienności,   a   to,   co   ich   łączy, 
zbudowane jest na chwiejnym niebezpiecznym gruncie. 

Wzięła go za rękę i poprowadziła wzdłuż niskiego, kamiennego muru. 
– Stąd jest najpiękniejszy widok na wyspie. A taka pogoda jest najlepsza. Patrz. 
Ethan siedział jak zauroczony. Słońce wynurzało się z nadal wzburzonego morza. 
– Myślisz, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu? – Kyla chwyciła go za rękę. 
– Co przez to rozumiesz?
Najprawdopodobniej wyczula znużenie w jego glosie, bo się uśmiechnęła. 
–   Że   niektóre   rzeczy   muszą   się   zdarzyć.   Pojawiłeś   się   znikąd.   Szczęśliwym   trafem. 

Mogłeś przecież uciec gdziekolwiek, a zalazłeś się właśnie tutaj. 

Ethan poczuł, że ogarnia go chłód. To nie jest przypadek. I wcale nie pojawił się nie 

wiadomo skąd. Jej słowa boleśnie trafiały do jego świadomości, a magiczny nastrój chwili 
ulotnił się bezpowrotnie. 

– Kyla... 
– Nie teraz. – Położyła mu palec na ustach, nie pozwalając dokończyć zdania. – Teraz 

chcę,   żebyś  mnie   jeszcze  raz  pocałował.   A potem  pójdziemy   do domu   i  powtórzymy   to 
wszystko w zwolnionym tempie. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Niestety, ich plany pokrzyżowała dziewczynka z atakiem astmy. 
Logan nadal zajmował się Fraserem, który teraz wymiotował i uskarżał się na nieustające 

bóle głowy. Ethan nie miał więc innego wyjścia, jak tylko odprowadzić Kylę do domu i 
wrócić do pracy. 

Z powrotem stał się nieobecny i zamknięty w sobie, a Kyla odczuła nagłą tęsknotę za tą 

cząstką jego osobowości, którą odkryła w ruinach zamku. 

–   Zobaczę,   co   z   dzieckiem   Robertsów,   a   potem   się   przebiorę   i   pójdę   prosto   do 

przychodni. Logan uważa, że będzie trzeba przewieźć Frasera do szpitala na tomografię. 

Można by sądzić, że są tylko znajomymi z pracy, kiedy tak omawiali dalszy porządek 

dnia. Wizyta tu, zabieg tam. 

Co się nagle stało? – zastanawiała się Kyla, wpatrując się tęsknie w twarz Ethana. Gdzie 

się podziała ta niezwykła bliskość, która jeszcze przed chwilą ich łączyła?

– Albo nie. Mogłabyś przywieźć mi garnitur do przychodni? – powiedział, wręczając jej. 

klucze. – Tak będzie szybciej, niż gdybym miał tu wracać. 

– Oczywiście. – Wzięła klucze i czekała, aż Ethan powie coś, co wyrazi siłę tego, czego 

doświadczyli w czasie sztormu. Ale on nawet na nią nie spojrzał. 

Jego przystojna twarz była ponura i poważna. 
– No dobrze. – Zmusiła się, by jej głos zabrzmiał normalnie i nie zdradzał rozczarowania. 

– Przywiozę ci garnitur. Gdzie go znajdę?

– W szafie, w sypialni. Weź którykolwiek. I Kyla... 
– W końcu na nią spojrzał, ale jego oczy były smutne. 
– Dziś wieczorem musimy porozmawiać. 
Porozmawiać? Patrzyła, jak idzie w stronę samochodu, i czuła ucisk w gardle. Miała złe 

przeczucia. 

W jakiś niewytłumaczalny sposób zakochała się w tym dziwnym mężczyźnie. I jeszcze 

pięć minut temu mogłaby przysiąc, że on czuje to samo. 

Czyżby to wszystko, co przeżyli w zamku, było tylko wytworem jej wyobraźni?
Pomyślała, że chyba popada w jakąś paranoję. 
Nie ma się czym martwić. 
Kiedy zdejmowała ubranie, była świadoma słodkiego bólu, jaki przenikał intymne części 

jej ciała. Na twarzy Kyli pojawił się mimowolny uśmiech. Na pewno żywi do niej jakieś 
uczucie. Jak inaczej mógłby kochać się z nią w taki sposób? Musi być po prostu cierpliwa. 

On nie jest mężczyzną, który łatwo się otwiera. 
Wysuszyła włosy, przebrała się w roboczy strój i wzięła klucze, które zostawił jej Ethan. 
Wbiegła po schodach, wzięła garnitur i szybko opuściła dom. Kiedy kładła go na tylnym 

siedzeniu samochodu, zauważyła, że z kieszeni wypadł list. Już miała włożyć go z powrotem, 
gdy nagle jedno zdanie przykuło jej uwagę. Znieruchomiała w osłupieniu i zaczęła czytać. 

– Czyli zamierzasz wysłać Frasera na tomografię? – zapytał Ethan, gdy Logan sięgał po 

background image

słuchawkę. 

–   Tak,   jestem   pewny,   że   ma   po   prostu   objawy   wstrząśnienia   mózgu,   ale   muszę   to 

sprawdzić. Wolę być  ostrożny... – Urwał, gdy drzwi recepcji otworzyły się gwałtownie  i 
stanęła w nich Kyla. – Moja siostra wstała dziś najwyraźniej lewą nogą. 

Ethan poczuł nagły niepokój, gdy Kyla zatrzasnęła drzwi kopniakiem. Spojrzała na niego, 

a wtedy zrozumiał, że Kyla już wszystko wie. 

Kiedy sztywnym krokiem podeszła do niego i wcisnęła mu w ręce garnitur, w jej oczach 

zobaczył pogardę. 

– Garnitur, doktorze Walker. Proszę go szybko włożyć, bo w końcu to część pańskiego 

przebrania. 

– Co się z tobą do diabła dzieje? – spytał zaskoczony Logan. 
Kyla odwróciła się do niego. Jej oczy ciskały iskry. 
– Lepiej spytaj o to doktora Walkera – powiedziała zjadliwym tonem, a Ethan gwałtownie 

nabrał powietrza. 

–   Kyla,   może   pójdziemy   gdzieś,   gdzie   będziemy   mogli   spokojnie   porozmawiać?   – 

zapytał. 

– Żebyśmy nadal mogli ukrywać nasz sekret? A może raczej pański sekret. – Rzuciła mu 

oskarżycielskie   spojrzenie.   –   Poza   tym   o   jakiej   rozmowie   mówisz?   Czy   ty   w   ogóle 
kiedykolwiek rozmawiałeś? Wolisz raczej słuchać, prawda? Zwłaszcza jeśli chcesz się czegoś 
dowiedzieć o innych ludziach. 

Żałując, że tak długo zwlekał z ujawnieniem prawdy, zastanawiał się, jakim cudem zdoła 

się przed nią wytłumaczyć. Zwłaszcza że sam wszystkiego nie rozumie. 

– Zaraz otwieramy przychodnię – wtrącił Logan spokojnie – więc przełóżcie tę kłótnię na 

później. I tak wystarczy już plotek. 

– Ethan jest... – zaczęła Kyla. 
– Nie chcę tego słuchać – uciął Logan stanowczo. – Idź się przygotować, porozmawiamy 

później. 

Kyla zawahała się, walcząc z emocjami. Mrugnęła kilka razy, głośno przełknęła ślinę i z 

pochyloną głową odeszła w stronę swojego gabinetu. 

Próbowała skupić się na pracy, ale na próżno. Nie wiedziała, czy ma płakać, czy walić na 

oślep pięściami. Wszystkie czynności wykonywała automatycznie. 

Cały czas myślała tylko o Ethanie. 
I o liście. 
Wreszcie poddała się i poszła do gabinetu Evanny. 
– Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałam cię prosić, żebyś zajęła się resztą moich 

pacjentów. Jest ich jeszcze trzech,  a ja w ogóle nie mogę  się skupić. Muszę zaczerpnąć 
świeżego powietrza, bo w przeciwnym razie obawiam się, że założę opatrunek komuś, kto 
przyszedł na EKG. 

Evanna odłożyła opaskę uciskową. 
– Co się dzieje? Źle się czujesz? Może to przez tę noc spędzoną w tunelu?

background image

–  Nie   jestem   chora   –  zapewniła   ją  przygnębiona   Kyla.   –   Po  prostu   jest   mi   trochę... 

Muszę... 

– Nie ma sprawy. – Evanna machnęła ręką. – Idź. Nie musisz mi niczego tłumaczyć. 
Kyla   uśmiechnęła   się   z   wdzięcznością   i   szybko   opuściła   pokój,   wpadając   prosto   na 

Ethana. 

Spojrzeli na siebie. Kyla odetchnęła głęboko i ruszyła w stronę parkingu. 
– Kyla, poczekaj! – zawołał Ethan, lecz ona zignorowała prośbę i przyspieszyła kroku. 
Miał wiele okazji, żeby z nią porozmawiać. Nigdy z nich nie skorzystał. Teraz ona nie 

jest   gotowa.   Czuła   się   zdradzona.   Wsiadła   do   samochodu   i   odjechała   w   poszukiwaniu 
miejsca, gdzie spokojnie się nad wszystkim zastanowi. 

Instynktownie udała się w kierunku ruin i natychmiast  tego pożałowała,  ponieważ to 

miejsce było teraz pełne wspomnień o Ethanie. 

Po sztormie nie było już ani śladu. Słońce świeciło na bezchmurnym błękitnym niebie, 

ale Kyla nadal drżała. Usiadła na skale i bezwiednie wpatrywała się w morze. 

Nagle usłyszała za plecami szybkie kroki i zerwała się z miejsca, spodziewając się, kogo 

ujrzy. W skrytości ducha miała nadzieję, że Ethan pojedzie za nią i że wreszcie wszystko się 
wyjaśni. 

– Dlaczego mnie śledzisz? – rzuciła oskarżycielskim tonem. 
– Musimy porozmawiać, ale niekoniecznie przy świadkach. Nie chcę, żeby wszyscy się 

już o tym dowiedzieli – rzekł stanowczym tonem. – Najpierw muszę porozmawiać z tobą. 

–   Po   co?   –   Odwróciła   się   do   niego   z   rękami   zaciśniętymi   w   pięści.   –   Chcesz   się 

wytłumaczyć?

– Nie zamierzam się usprawiedliwiać. 
– Oszukałeś nas – rzekła Kyla, zastanawiając się, skąd bierze się w nim ten spokój. Głos 

jej się załamał i była wściekła na siebie, że zdradziła się, jak bardzo Ethan zranił jej uczucia. – 
Oszukałeś nas wszystkich. Myśleliśmy, że jesteś... 

– Jestem Ethan Walker – dokończył za nią. Spojrzała mu prosto w twarz, przeszywając go 

wzrokiem. 

– Ale jesteś też bratem Catherine – wyszeptała. 
– Kyla... – Postąpił krok w jej stronę. 
–   To   nie   przypadek,   że   się   tu   znalazłeś.   Chciałeś   odnaleźć   jej   dziecko,   prawda? 

Przyjechałeś tu po swoją siostrzenicę. Po Kirsty. 

– To prawda, chciałem ją poznać. 
– Nie, Ethanie. – Kyla zaprzeczyła ruchem głowy i ujęła się pod boki. – Gdyby tak było, 

schodząc z promu powiedziałbyś po prostu: „Cześć, jestem wujem Kirsty.” Ale nie zrobiłeś 
tego. Trzymałeś się na uboczu i wszystko obserwowałeś. Żyłeś naszym życiem i cały czas 
tylko patrzyłeś. 

– Wiele rzeczy musiałem najpierw zrozumieć. Chciałem was lepiej poznać. 
– I dlatego się ze mną przespałeś? Potrzebowałeś kilku intymnych szczegółów do swoich 

obserwacji? – Musiała to z siebie wyrzucić, zmuszając się, by patrzeć mu prosto w twarz. – 
To zapewne jedyny sposób, żeby kogoś lepiej poznać, tak?

background image

– Przestań, Kyla. 
– Niby dlaczego? Takie są fakty. Jestem przynajmniej szczera, a ciebie nie było na to stać 

aż do tej pory. 

– To, co jest między nami, nie ma nic wspólnego z tym, że jestem bratem Catherine. 
– A właśnie, że ma. Bo gdyby nie ona, w ogóle by cię tu nie było! Nigdy byśmy się nie 

spotkali. Celowo zataiłeś przede mną, kim jesteś. Przed nami wszystkimi. 

– Próbowałem ci powiedzieć. 
– Widocznie marnie się starałeś. Co ty sobie wyobrażałeś? – Kyla kipiała ze złości. – 

Sprawdzałeś, czy Logan jest wystarczająco dobrym ojcem? Powiem ci szczerze, że jest sto 
razy więcej wart niż ty. Logan jest szczery i prostolinijny i jeśli zamierzasz skrzywdzić jego 
lub   Kirsty,   osobiście   dopilnuję,   żebyś   wyniósł   się   z   tej   wyspy.   –   Urwała   z   braku   tchu. 
Oddychała szybko, próbując odzyskać panowanie nad sobą. 

Szczęki Ethana zaciskały się miarowo, zdradzając jego narastające wzburzenie. 
– Chcesz, żebym ci wszystko wyjaśnił, więc to zrobię. Bronisz Logana, bo go kochasz. 
–   Oczywiście,   że   go   kocham.   Jest   moim   bratem.   –   Jej   ton   zdradzał   lekceważenie   i 

zniecierpliwienie. 

– Dla ciebie to wszystko jest proste, ale życie nie zawsze tak wygląda. Czasem bywa 

skomplikowane. 

– A co skomplikowanego jest w mówieniu prawdy? Powinieneś był nam powiedzieć. Ja 

bym tak zrobiła. 

Ethan zaklął cicho i zbliżył się do niej. 
– Może i tak, ale ja nie jestem taki jak ty, a moja rodzina w niczym nie przypomina  

twojej. 

Kyla próbowała się cofnąć, ale Ethan ujął ją za ramiona i zmusił, by na niego spojrzała. 
– Chcesz o tym porozmawiać? A więc dobrze. – Jego głos był nabrzmiały od emocji, 

jakich Kyla nigdy wcześniej u niego nie dostrzegła. – W twojej rodzinie jest tak, że wszyscy 
żyją życiem pozostałych krewnych. Każdy z was to odrębna część, ale razem tworzycie jedną 
całość. 

– I... ? Wszystkie rodziny takie są. – Kyla zdawała się nie zauważać, że palce Ethana 

wbijają się jej w ramiona. 

– Moja nie. – Zwolnił uścisk. – Moja rodzina taka nie była – powiedział schrypniętym 

głosem. 

– Wiem, mówiłeś, że twoi rodzice się rozwiedli, a potem każde z nich powtórnie wzięło 

ślub, ale... 

– Niczego nie wiesz. – Patrzył daleko w morze. – Między mną a Catherine nigdy nie było 

takiej   więzi,   jaka   łączy   cię   z   Loganem.   Ty   kochasz   Logana,   a   wiesz,   co   ja   czułem   do 
Catherine? Nienawidziłem jej przez większą część życia. – Odwrócił się, by na nią spojrzeć. 
Na jego twarzy malował się drwiący uśmiech. – Zszokowana?

Kyla nie wiedziała co powiedzieć. Stała w milczeniu. Ethan roześmiał się gorzko. 
– Jasne, że zszokowana, bo przecież tu na wyspie takie rzeczy się nie zdarzają, prawda? 

Dla was rodzina to rzecz święta. Ale prawda jest taka, że nienawidziłem Catherine. A ona 

background image

mnie. Było tak od naszego pierwszego spotkania, kiedy miałem jedenaście, a ona osiem lat. 
Ona nie znosiła mnie za to, że mój ojciec poślubił jej matkę i już nie mogła mieć jej tylko dla 
siebie. Musiała zabiegać ojej uwagę. Ja z kolei uważałem ją za najbardziej samolubną osobę, 
jaką w życiu spotkałem. Do szału doprowadzało mnie jej przekonanie, że świat się kręci 
wokół niej. Brała narkotyki, kradła, robiła wszystko, by zwrócić na siebie uwagę. Jak ja jej 
nienawidziłem. 

– Byłeś tylko dzieckiem. – Pamiętając, że została oszukana, Kyla próbowała podsycić 

swój gniew, ale czuła, że złość uchodzi z niej z każdym jego słowem. 

–   Nie   usprawiedliwiaj   mnie.   Przez   kolejne   dziesięć   lat   Catherine   i   ja   nawzajem 

uprzykrzaliśmy   sobie   życie.   Kłóciliśmy   się,   obwinialiśmy   wzajemnie   o   beznadziejną 
atmosferę w domu. Ona była niepokornym typem. Uciekała ze szkoły. Mój ojciec trzy razy 
odbierał ją z posterunku. Wspominała o tym? Nie mogliśmy się doczekać, żeby nasze drogi 
się rozeszły. 

– Kiedy ją ostatni raz widziałeś?
– Dziesięć lat temu. 
– Dziesięć lat... – Kyla próbowała sobie wyobrazić siebie w takiej sytuacji. – Dlaczego tu 

przyjechałeś? Dlaczego nagle teraz, skoro nic was nie łączyło?

Ethan nie odpowiadał przez dłuższą chwilę. 
– W zeszłym roku napisała do mnie list. Teraz wiem, że prawdopodobnie musiało to być 

na kilka dni przed urodzeniem Kirsty. To jedyny list, jaki kiedykolwiek od niej dostałem, i 
pewnie jedyna próba komunikacji nie przesiąknięta jadem. Napisała, że odnalazła raj na ziemi 
i nagle inaczej spojrzała na życie. Doceniła wartość rodziny i chce nawiązać ze mną kontakt. 
Przekazała mi też, że zostanę wujem. 

– Odpisałeś?
– Zanim dostałem list, Catherine już nie żyła. 
– Ale... 
– Pracowałem wtedy w Sudanie. Zmagałem się z kurzem, upałem i chorobami, których 

nawet nie potrafisz sobie wyobrazić. 

Kyla nagle zdała sobie sprawę, jak wielu rzeczy o nim nie wie. 
– Przysłała list na mój adres w Londynie. Z jakichś powodów nikt mi go nie przekazał. 

Przeczytałem go dopiero po powrocie do domu, jakieś dwa miesiące temu. 

– Dlaczego nie powiedziałeś, kim jesteś, tylko udawałeś inną osobę?
Zmarszczył czoło w odpowiedzi na jej pytanie. 
– Niczego nie udawałem. 
– Ale ona nazywała się King. Dlaczego więc ty przedstawiasz się jako Walker?
– Jej matka nie przyjęła nazwiska mojego ojca. 
– Catherine nigdy o tobie nie wspomniała – zauważyła Kyla. – Zawsze powtarzała, że jej 

rodzinie dobrze by zrobiło życie na Glenmore. Myślę, że miała świadomość, że dziecko wiele 
w jej życiu zmieni. 

– Ten list był dla mnie torturą. Pozostawiał tak wiele pytań bez odpowiedzi. Catherine, 

która napisała ten list, nie była osobą, którą zapamiętałem z dzieciństwa. Twierdziła, że to 

background image

miejsce ją zmieniło. – Odetchnął głęboko i rozejrzał się wokół. – Morze, natura. Ale przede 
wszystkim ludzie. 

– Przyjechała tu z plecakiem i została. Glenmore tak właśnie na niektórych działa. 
Ale nie na Ethana. On jest jak zawsze zdystansowany i zamknięty w sobie. 
– Coś w jej liście bardzo mnie poruszyło. Mówiła o wszystkich tak, jakby dobrze ich 

znała. Pierwszy raz odniosłem wrażenie, że poza nią samą jeszcze ktoś się dla niej liczy. 
Zobaczyłem ją w zupełnie innym świetle. 

– Bardzo szybko się tu zadomowiła. – Kyla obserwowała jego reakcję, ale jak zwykle 

twarz Ethana nie zdradzała żadnych uczuć. – Więc dlaczego tu przyjechałeś? Ze względu na 
Kirsty?

– Nie. Miałem wrażenie, że coś straciłem. To dość dziwne uczucie, bo do czasu tego listu 

nigdy nie myślałem w ten sposób o Catlierine. Nigdy nas nic nie łączyło. Ale najwyraźniej 
ona sama odkryła w sobie drugą naturę i doceniła inne wartości. Ja chyba też. – Uśmiechnął 
się. – Praca  w Afryce  zmienia  spojrzenie na życie.  Jej list mnie  zaintrygował.  Chciałem 
zobaczyć miejsce, które tak bardzo ją zmieniło. Pragnąłem zobaczyć je oczami Catherine. 
Chciałem też poznać człowieka, za którego wyszła, i zobaczyć moją siostrzenicę. 

– I dlatego nie mogłeś być z nami szczery? – Mimo tego, co przed chwilą usłyszała, Kyla 

nadal była na niego zła za ukrywanie prawdy. – Nie mogłeś powiedzieć chociaż mnie?

– Zazwyczaj sam sobie ze wszystkim radzę. Taki właśnie jestem. 
– Oszukałeś nas. 
–   Nie   zrobiłem   tego   celowo.   Zamierzałem   wszystko   wyjaśnić.   Przykro   mi,   że 

dowiedziałaś się w ten sposób. 

– Ten list wypadł z kieszeni. Nie chciałam go czytać, ale zobaczyłam imię Kirsty.  – 

Wzięła głęboki oddech. – I co teraz? Wrócisz do Afryki? – Pytanie zawisło w powietrzu, a 
Ethan przez dłuższą chwilę milczał. 

–   Nie.   Bardzo   bym   chciał   stać   się   częścią   życia   Kirsty,   więc   powrót   do   Afryki   nie 

wchodzi w grę. A co do... – Wzdrygnął się, walcząc z bolesną potrzebą wypowiedzenia się na 
temat tego, co ich łączyło. 

– Musisz im powiedzieć. 
– Jasne – szepnął. – Od początku miałem taki zamiar. Czekałem tylko na odpowiedni 

moment. Najlepiej zrobię to od razu. Idziesz ze mną?

Kyla potrząsnęła głową. Nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. 
– Idź sam. 
– Do zobaczenia później. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

– Wyobrażasz to sobie? Mieć szansę na naprawę stosunków z siostrą i dowiedzieć się, że 

już za późno? To straszne, żyć z tą świadomością. Ciekawe, dlaczego Catherine nigdy nie 
wspomniała, że ma brata. – Evanna ostrożnie obróciła kurczaka na ruszcie. – Biedny Ethan. 

– Biedny? – Kyla z niedowierzaniem spojrzała na Evannę. – Nie jesteś na niego zła? Nie 

uważasz, że powinien był nam powiedzieć?

– To miło, że Kirsty ma jeszcze jedną osobę, która ją kocha. Nie wszyscy kierują się w 

życiu tymi samymi zasadami – rzekła Evanna łagodnie, tuląc Kirsty w ramionach. – Każdy z 
nas jest inny, poszukuje czegoś innego, a przede wszystkim nikt nie jest doskonały. 

– Och, przestań być taka wyrozumiała. – Kyla popatrzyła ze złością na Evannę. – On 

wykorzystał naszą gościnność. 

– Od wieków Glenmore dawało schronienie obcym – przypomniała jej Evanna – i zawsze 

byliśmy z tego dumni. 

– Ale gdybyśmy wiedzieli, kim on jest... 
– Przywitalibyśmy go z jeszcze większą radością – odparła Evanna stanowczo. Posadziła 

sobie Kirsty na kolanach i dała jej drewnianą łyżkę do zabawy. – To dobrze dla Kirsty, że w 
jej życiu pojawił się ktoś, kto znał jej matkę jako dziecko. 

– Zapewniam cię, że te wspomnienia nie są zbyt miłe. Zobaczysz, Kirsty się do niego 

przywiąże, a wtedy on wyjedzie – zawyrokowała Kyla. 

– Czy na pewno tylko to cię martwi? – Evanna spojrzała na nią podejrzliwie. 
Nie chcę, by to miało jakieś znaczenie. Jestem taka głupia, pomyślała Kyla. 
– Nie, oczywiście, że nie. No tak... Po prostu... 
– Nie chodzi o Kirsty, ale o ciebie, prawda? Zakochałaś się w nim i nie chcesz, żeby 

wyjeżdżał. Mówiłaś mu o tym?

W pierwszym odruchu Kyla chciała zaprzeczyć, ale nie miała siły kłamać. 
– Nie bądź śmieszna. Wiesz przecież, że on w ogóle nie potrafi rozmawiać o uczuciach. 
– To fakt, ale ty nie masz z tym problemu i z reguły robisz to całkiem dobitnie. – Evanna 

uśmiechnęła się szeroko. – Powinnaś mu to uświadomić. 

– Tak samo jak ty uświadomiłaś Loganowi, co do niego czujesz? – ironizowała Kyla. 
– To zupełnie co innego. – Evanna zarumieniła się. – Logan nie zwraca na mnie uwagi i 

na pewno mnie nie kocha. Postawiłabym nas oboje w kłopotliwej sytuacji, zdradzając swoje 
uczucia. Za to Ethan szaleje na twoim punkcie, ale trzeba to z niego wyciągnąć. Mogę się 
założyć, że on nie ma pojęcia, że go kochasz. 

Kyla pomyślała o namiętności, jaka zawładnęła nią i Ethanem w ruinach zamku. Dzika i 

nieokiełznana... 

– Gdyby mnie kochał, chyba zaufałby mi na tyle, żeby powiedzieć prawdę?
– Nie sądzę. To nie jest człowiek, który dzieli się swoimi problemami. – Evanna zdjęła 

kurczaka z rusztu i położyła go na talerzu. 

– W takim razie to nie jest mężczyzna dla mnie. 

background image

– Może warto się przekonać? – Evanna uśmiechnęła się i podała jej talerz. – Jedz. Zawsze 

marudzisz,   kiedy   jesteś   głodna.   Logan   powinien   niedługo   wrócić.   Rozmawia   właśnie   z 
Ethanem. 

Kyla nie czekała, aż brat wróci do domu. Była zdenerwowana i zagubiona. Potrzebowała 

chwili samotności, więc poszła do siebie. 

Spędziła kilka minut w kuchni, patrząc bezmyślnie na morze. Nie poprawiło jej to jednak 

samopoczucia. Włożyła buty i postanowiła pójść na plażę. Nagle poczuła na ramieniu czyjąś 
dłoń. 

To był Ethan. 
– Chciałbym cię przeprosić – rzekł poważnym tonem. 
Kyla odwróciła się i poczuła, że serce zamiera jej w piersi. Czy kiedykolwiek będzie 

reagowała na niego spokojnie?

– Za co?
–   Za   to,   że   kochałem   się   z   tobą,   zanim   się   o   wszystkim   dowiedziałaś.   Naprawdę 

zamierzałem ci powiedzieć o Catherine. To, co jest między nami, jest takie silne... – Urwał, a 
Kyla poczuła się rozczarowana, uświadamiając sobie, że Ethan mówi o seksie. 

– Przepraszam, że rano na ciebie nakrzyczałam. Byłam wściekła. 
– Wcale ci się nie dziwię. A teraz? Nadal jesteś zła?
– Nie wiem. Myślałam o wszystkich naszych rozmowach i zastanawiam się, ile z tego, co 

zostało powiedziane, było próbą wyciągnięcia ze mnie informacji. 

– A więc wydaje ci się, że wszystko, co wydarzyło się między nami, było próbą zdobycia 

informacji o Catherine?

– Pytałeś mnie o nią już wtedy w pubie. – Potrząsnęła głową z niedowierzaniem. – A ja 

opowiedziałam   ci   wszystko,   chociaż   nie   wiedziałam,   kim   jesteś   i   dlaczego   pytasz. 
Zastanawiam się, czy zdradziłam coś, czego nie powinnam. 

– Była moją przyrodnia siostrą i chciałem się dowiedzieć, jaka była – odparł cicho. – W 

ogóle   jej   nie   znałem.   Ta   Catherine,   którą   pamiętam,   nigdy   by   nie   zamieszkała   w   takim 
miejscu jak to. Chciałem, żebyś mi o niej opowiedziała. Nie wyznałem ci, kim jestem, bo nie 
chciałem, żeby to wpłynęło na twoją odpowiedź. 

– W takim razie powinieneś był rozmawiać z Loganem. To on znał ją najlepiej. 
– Ale każde z was postrzegało ją inaczej. 
Kyla zaczęła zastanawiać się, czy nie potraktowała Ethana zbyt surowo. 
– Chcesz usłyszeć więcej? – Zastanawiała się przez chwilę, by pozbierać myśli. – Chyba 

była   trochę   nieokiełznana   i   nieprzewidywalna.   Flirtowała   ze   wszystkimi   mężczyznami, 
których spotkała, i raczej nie można było na niej polegać. Nosiła różowe szpilki, kiedy padał 
deszcz. Ale cieszyła się życiem i uwielbiała tę wyspę. 

– Była szczęśliwa, kiedy zaszła w ciążę?
–   O   tak.   Cały   czas   mówiła   o   rodzinie.   –   Kyla   przełknęła   ślinę,   porażona   we 

wspomnieniach. – Powtarzała, że teraz będzie inaczej, ale kiedy pytałam, co ma na myśli, 
nigdy mi tego nie wyjaśniła. Teraz wiem dlaczego. Jej śmierć była straszną tragedią. Logan 

background image

bardzo to przeżył. 

– Wyobrażam sobie. 
– Wszystko stało się tak nagle. Nie mogliśmy jej przewieźć do szpitala. Pogoda była 

wtedy okropna. Myślę, że to zaważyło na wszystkim, co się wówczas wydarzyło. Lekarze 
twierdzili,  że jej pobyt  w szpitalu  niczego by nie zmienił,  ale  Logan czuje się winny.  – 
Uśmiechnęła się smutno. – Przez to nie chce odbierać tu żadnych porodów. 

– To całkiem zrozumiałe. 
– Nikt go nie wini. – Kyla pomyślała o swoim bracie i żal ścisnął jej serce. – Ale on sam 

nadal nie może się z tego otrząsnąć. 

– Widziałem Logana przy pracy i jestem przekonany,  że zrobił wszystko,  co w jego 

mocy. Zrobił dla niej więcej niż ktokolwiek w życiu. Żałuję, że nie mogłem jej spotkać. – 
Głos   Ethana   był   nabrzmiały   z   emocji.   –   Kiedy   przeczytałem   ten   list,   poczułem,   że   coś 
straciłem. Mimo że było już za późno, żeby cokolwiek naprawiać, chciałem zmienić chociaż 
moje wyobrażenie o niej. 

– Udało ci się?
– Prawie. – Zamyślony spoglądał w morze. 
– Powiedziałeś Loganowi, kim jesteś?
– Tak. Chyba był zadowolony z tego, że Kirsty będzie miała większą rodzinę. – Cień 

uśmiechu pojawił się na jego twarzy. – Nie jestem przekonany, czy będę odpowiednią rodziną 
dla Kirsty. 

– Co to znaczy odpowiednia rodzina? – Kyla zmarszczyła brwi. – Rodzina to rodzina. 

Nikt nie jest doskonały, ale staramy się nawzajem wspierać. 

– Do tej pory to było dla mnie puste słowo. Dla ciebie to sposób na życie. Twoi najbliżsi 

mogą na sobie polegać i trzymają się razem bez względu na wszystko. Dzielą swoje troski i 
radości. Żadna z tych rzeczy nie jest moją mocną stroną. Jestem przyzwyczajony do tego, że 
pakuję walizki i wyjeżdżam, dokąd mam ochotę, nie oglądając się na innych. Przywykłem do 
tego, że nikogo nie potrzebuję i sam nikomu nie jestem potrzebny. 

Kyla zastanawiała się, jak to jest być samotnym pośród innych ludzi. 
– To raczej smutne życie – szepnęła, a wzrok Ethana błądził po jej twarzy. 
– Jedyne, jakie znam. 
– Dobrze jest potrzebować ludzi i dobrze jest być  ważnym  dla innych. O to właśnie 

chodzi. – Spojrzała mu głęboko w oczy i natychmiast zapragnęła, by znowu pocałował ją tak 
jak wtedy, w ruinach zamku. 

On jednak ani drgnął. Stał wpatrzony w jej oczy, jakby czegoś w nich szukał. Nagle 

wcisnął ręce do kieszeni, odwrócił się i odszedł w stronę domu. 

A więc tak to jest, pomyślała Kyla posępnie. Tak się czuje ktoś, komu złamano serce. 
Było to dużo bardziej bolesne, niż sobie wyobrażała. 

– To wszystko? – Evanna patrzyła na Kylę siedzącą po drugiej stronie stolika w kawiarni. 

Stąd miały doskonały widok na prom i całe nabrzeże. – Nawet o was nie wspomniał?

–   Ani   słowem.   –   Kyla   wbiła   łyżeczkę   w   potrójną   porcję   lodów   czekoladowych, 

background image

zastanawiając się, dlaczego czuje się taka przybita. – Muszę się pozbierać, bo zaczynam być 
żałosna. 

– A ty? Powiedziałaś mu coś?
– Niby co?  Miałam go błagać?  – Kyla  nabrała  pełną  łyżeczkę  lodów, ale nawet  nie 

poczuła ich smaku. – Mam swój honor. 

– On nadal nie wie, co do niego czujesz. 
–   Powiedziałaś   mi   kiedyś,   że   coś   z   tym   człowiekiem   jest   nie   tak.   I   miałaś   rację   – 

stwierdziła ponuro Kyla, odłożyła łyżeczkę i zapatrzyła się na prom wypływający z doku. 

– I pozwolisz, żeby to o wszystkim zdecydowało?
– A co proponujesz? – Kyla  odsunęła lody.  – Mam postawić przed domem  tablicę i 

wypisać na niej, co czuję?

–  Kiedyś   pewnie   wyryłabyś   jego  imię   na   swojej   ławce,   „K  kocha   E”   –   zażartowała 

Evanna – a panna Carne kazałaby ci zostać za karę po lekcjach. 

– Cały czas mam wrażenie, że na coś mam szlaban. 
– Poddajesz się? To do ciebie niepodobne. – Evanna pochyliła się i ścisnęła dłoń Kyli. – 

Znasz plany Ethana? Wyjedzie?

– Nie powiedział. – Kyla zaśmiała się gorzko. – Pewnie dowiem się o tym dopiero, kiedy 

lim rozgłosi, że Ethan wjechał tym swoim błyszczącym samochodem na prom. 

– Musisz z nim porozmawiać. 
– Mam swoją dumę. 
– Duma nie ogrzeje cię w mroźny zimowy wieczór – westchnęła Evanna. – Pomyśl o 

tym, kiedy będziesz leżała sama w łóżku, gapiąc się w sufit. A teraz zjedz te lody. Jeżeli jest 
coś, co może pomóc w takich chwilach, to właśnie czekolada. W dużych ilościach. 

Kyla była w przychodni, kiedy przyszła Aisla. 
– Chciałam ci podziękować. Gdybyś nie odgadła, dokąd mógł pójść Fraser, Bóg jeden 

wie, co mogło się wydarzyć. 

– Najważniejsze, że go znaleźliśmy i że nic mu nie jest. – Kyla uśmiechnęła się. – Logan 

mówi, że wyniki tomografii są w normie. 

– Muszę na niego uważać, mimo że to nie było nic poważnego. Doktor Walker zmieniał 

mu dziś opatrunek i powiedział, że rana ładnie się goi. Nadal nie mogę uwierzyć, że zszedł do 
tego stęchłego ciemnego lochu, żeby wydostać Frasera. 

– Jest odważnym człowiekiem i świetnym lekarzem. 
– To będzie dla nas wielka strata. 
– Strata? – Kyla poczuła suchość w ustach. 
– Przecież  przyjechał  tu tylko  na jakiś czas. Przypomniał mi o tym  dziś rano, kiedy 

próbowałam go przekonać, żeby został. Nie rozumiem tego. Ten człowiek tu idealnie pasuje, 
więc dlaczego wyjeżdża?

– Podejrzewam, że nie jesteśmy mu w stanie zaoferować tego, czego potrzebuje. – Pod 

wpływem nagłego impulsu Kyla wstała i podeszła do drzwi. – Cieszę się, że Fraser odzyskuje 
formę. Dzwoń, gdyby tylko coś cię zaniepokoiło. 

background image

Odprowadziła Aislę do drzwi i wpadła do gabinetu Ethana. 
– Czego ty chcesz od życia?
Ethan siedział przy biurku. Podniósł głowę, a jego spojrzenie stało się czujne. 
– O czym ty mówisz?
– Nie rozumiem,  czego ci brakuje. – Kipiąc z emocji, dużymi  krokami  przemierzyła 

pokój. – Wszystko tu jest, wystarczy się rozejrzeć. Uwielbiasz biegać i nigdzie nie znajdziesz 
lepszych  warunków. Chyba że wolisz spaliny i asfalt od morskiej  bryzy i piasku. Lubisz 
pływać? Tu masz dla siebie cały ocean, a może wolisz chlorowany basen?

– Kyla... 
– A może chodzi o pracę? – ciągnęła nieprzerwanie, krążąc po gabinecie. – Jeżeli tak, to 

zapewniam   cię,   że   nigdzie   nie   znajdziesz   większego   urozmaicenia.   Mamy   tu   narodziny, 
śmierć i wszystkie inne przypadki, które są częścią życia. I ze wszystkim potrafimy sobie 
radzić sami. Będziesz miał tu lepszą praktykę, niż w jakimkolwiek londyńskim szpitalu. I w 
pewnym sensie praca na wyspie to takie samo wyzwanie jak praca w Afryce. 

Ethan otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale Kyla drążyła dalej, nie dając mu dojść do 

słowa. 

– A może to ludzie? – powiedziała wreszcie, patrząc na niego wyzywająco. Ethan był 

nienaturalnie  sztywny.  Oczy miał utkwione w twarzy Kyli.  – To prawda, że wszyscy na 
wyspie interesują się cudzym życiem, ale w końcu jesteśmy małą społecznością, a nie po 
prostu garstką ludzi bez twarzy, którzy żyją obok siebie, tyle że nic ich nie łączy. My się 
troszczymy o siebie, Ethanie. Nigdy nie znajdziesz tego w dużym mieście. Przejmujemy się 
tym, co przydarza się innym. Zależy nam na sobie nawzajem i zależy nam na tobie. Mnie 
zależy. Właściwie... ja cię kocham. – Urwała, czując nagłe zażenowanie. 

No tak, powiedziała za dużo. Przypomniała sobie słowa Evanny o dumie i pomyślała, że 

Ethan i tak sam wszystkiego by się domyślił. 

Wstał i podszedł do niej, a Kyla poczuła, jak serce równo i rytmicznie tłucze jej się w 

piersi. 

– Kochasz mnie? – zapytał, a Kyla się cofnęła. 
–   Owszem,   ale   i   tak   możesz   zostać   na   wyspie.   Nie   musisz   się   ze   mną   wiązać. 

Moglibyśmy... 

– Możemy zacząć tę rozmowę jeszcze raz? Dlaczego myślisz, że wyjeżdżam?
– Aisla mówiła, że twoja posada jest tymczasowa. Wiem, że ta wyspa jest inna od tego, 

do czego przywykłeś. Zdaję sobie sprawę, że do tej pory żyłeś samotnie. Mówisz, że tylko 
takie   życie   znasz,   ale   to   nie   znaczy,   że   nie   możesz   spróbować   innego.   Jeśli   oczywiście 
zechcesz. 

– Kyla... 
– Wiem, że ci się tu podoba. Martwisz się o pacjentów. Przejmujesz się nimi na tyle, że 

spuściłeś się na linie do ciemnego lochu, żeby uratować małego chłopca. 

Ethan przycisnął usta do jej warg i pocałował ją namiętnie. Zakręciło jej się w głowie, 

kolana jej zmiękły. Wydała z siebie pomruk zaskoczenia, kiedy zatopił dłonie w jej włosach i 
przytrzymał mocno, by pocałować ją goręcej. Kiedy w końcu podniosła głowę, nie mogła się 

background image

w ogóle skupić. 

– To nie fair. Nie powinieneś tego robić, kiedy staram się skoncentrować. Dlaczego to 

zrobiłeś?

– Pokazałem, że dbam o mieszkańców wyspy. 
Kyla z trudem przełknęła ślinę. Nadal zaciskała dłonie na połach fartucha. 
– Jestem zaledwie jej przedstawicielką. 
– Ale jakże ważną – rzekł łagodnie i patrzył na nią z uśmiechem. – Nie miałem pojęcia, 

że mnie kochasz. A to wiele zmienia. 

– Nie wiedziałeś? – Poczuła, że się rumieni. – Myślisz, że rozbieram się przed każdym 

mężczyzną w ruinach zamku?

– Mam nadzieję, że nie. – Gładził jej włosy. – Ale bałem się, że wszystko zepsułem, nie 

mówiąc ci prawdy o sobie. 

– Byłam wściekła na ciebie i jednocześnie było mi przykro, że mi nie zaufałeś. 
– A teraz? – Wziął głęboki oddech i spojrzał na nią pytająco. – Co czujesz teraz?
– Jest mi smutno, że wyjeżdżasz. 
Wypuścił ją z objęć, podszedł do okna i zapatrzył się na pola rozciągające się za domem 

Logana. 

– Kiedy tu przyjechałem, nawet nie byłem do końca pewny, po co to zrobiłem. Myślę, że 

jakaś cząstka mnie chciała odnaleźć brakujące fragmenty układanki. Chciałem się przekonać, 
co tak zmieniło Catherine. Teraz już wiem, bo sam się zmieniłem. To miejsce przywraca 
wiarę w człowieka. Uczy dzielić życie z innymi. To właśnie sprawia, że ta wyspa jest tak 
wyjątkowa. 

– Myślę, że to właśnie odkryła Catherine. Poczuła, że jest częścią tego miejsca. 
– – Tak. – Odwrócił się, a serce Kyli zabiło mocniej. 
– Myślałam, że mnie zostawisz – szepnęła pod wpływem jego spojrzenia. 
–   Nigdy.   –   Podszedł   do   niej   i   zakrył   jej   usta   dłonią.   Oczy   mu   błyszczały.   –   Kiedy 

będziemy małżeństwem, będę cię musiał kneblować, bo inaczej nie będę miał szansy się 
odezwać. A wtedy ty zarzucisz mi znowu, że jestem niekomunikatywny. 

Serce w niej zamarło i chciała poprosić go, by powtórzył to, co właśnie usłyszała. Ale 

Ethan nadal zakrywał jej usta, więc zdołała tylko wymruczeć:

– Uhm... 
– Masz rację, uwielbiam Glenmore. – Gładził jej usta palcami. – Masz rację, że kocham 

morskie bryzy i plaże. Masz rację, że lubię pływać i to prawda, że wystarczająco tu wyzwań 
medycznych. Kocham Kirsty i chcę patrzeć, jak dorasta. Ale nie dlatego zostaję. – Patrzył na 
nią łagodnie. – Zostanę ze względu na ciebie. Dlatego, że cię kocham. Wszystko w tobie 
kocham.   Twoje   ciepło,   szczerość,   szaleństwo   i   to,   jak   się   o   wszystkich   troszczysz   i   jak 
kochasz swoją rodzinę. Chcę być jej częścią. 

Patrzył na nią wyczekująco, ale Kyla miała tak ściśnięte gardło, że nie mogła wydusić z 

siebie ani słowa. 

– Kyla? – ponaglił ją. 
– Ja nie... Powiedziałeś... Przed chwilą wspomniałeś o... małżeństwie. 

background image

– Zgadza się. – Rozejrzał się po gabinecie i przewrócił oczami. – Mam trzydzieści dwa 

lata   i   kiedy   w   końcu   zdecydowałem   się   oświadczyć,   zrobiłem   to   w   otoczeniu   sprzętu 
medycznego. 

– Nieważne – mruknęła Kyla. Nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje. – Nie zwróciłam 

nawet uwagi. 

– A więc zgadzasz się?
– Przyjechałeś tu, żeby znaleźć Kirsty... 
– Przyjechałem tu z powodu listu Catherine. Chciałem zobaczyć to miejsce. – Pogładził ją 

palcem po policzku. – Ale zostaję dla ciebie. 

– Zostajesz na wyspie?
– Trudno byłoby nam być  małżeństwem  na odległość  – odparł  łagodnie.  – Wszyscy 

wiemy, że należysz do tego miejsca. Poza tym mamy obowiązek wobec tej społeczności. 
Musimy często się kochać. 

– Ethan! – Kyla spojrzała spłoszona w kierunku drzwi. 
– Nie bądź taka zgorszona. To ty mi pierwsza powiedziałaś, że tutejsi muszą mieć dużo 

dzieci. 

– No tak, ale... – Kyla wybuchnęła śmiechem. 
– Poza tym mogą nam zamknąć szkołę, więc lepiej już zacznijmy działać. W ten sposób 

będziemy mieć po jednym dziecku w każdej klasie podstawówki. 

– Panna Carne dostałaby ataku astmy, gdyby były podobne do mnie. 
– Ale ich tatuś byłby zachwycony. Nie mógłbym wymarzyć sobie wspanialszego życia 

niż w otoczeniu dziesięciu małych Kyli. – Pochylił się i pocałował ją. 

– Kocham cię. Powiedz słowo, a zaczniemy natychmiast. 
– Ale dziesięcioro dzieci? Nie sądzę, żeby się udało. – Objęła go w przypływie radości. – 

Nie mogę uwierzyć, że tego chcesz. Jesteśmy tacy różni. I ty prawie nic nie mówisz. Och, 
Ethan! 

– Postaram się mówić więcej – mruknął między pocałunkami. Radosne iskierki igrały w 

jego oczach. 

–   Pod   warunkiem,   że   zamilkniesz   choć   na   chwilę,   żebym   miał   szansę   się   odezwać. 

Zgoda?

– Myślisz, że przyzwyczaisz się do życia tutaj? Otoczony przez wyspiarzy ciekawych, co 

jadłeś na śniadanie, i ogromną hałaśliwą rodzinę, która często będzie ci w tym  śniadaniu 
towarzyszyć?

Oczy Ethana spoważniały. 
– Odpowiedź na te wszystkie pytania brzmi tak. Ale ty jeszcze nie odpowiedziałaś na 

moje. Wyjdziesz za mnie?

– Tak. – Głos jej drżał, kiedy wspięła się na palce, by go pocałować. – Oczywiście, że 

tak. 


Document Outline