background image

OLA MA KOTA 

Odcinek 8.

 Adam nie wierzył, że wychodzę spotkać się z dziewczynami w klubie. 
–  Masz mnie za idiotę? Zmieniasz buty, bluzki, kolczyki, torebki... godzinę się malujesz i chcesz mi 

wmówić, że to babskie spotkanie?

– Całkowicie.
– Gdzie będziecie? – spytał niby od niechcenia.
– W „Zielonym kocie”.
– Może cię odwiozę?
– Zamówiłam już taksówkę... poza tym nie udawaj nagle zazdrosnego męża.
– Ale kiedy ja jestem zazdrosny... dla mnie już dawno się tak nie wystroiłaś!
–  Jak zaprosisz mnie do „Zielonego kota”, włożę szpilki... obiecuję!
Adam nic nie odpowiedział... chyba się obraził.

Faceci nie mają za grosz wyobraźni, o co tu się obrażać? Przecież wiedział doskonale, że wystroiłam 
się, bo lustereczko w oczach przyjaciółki zawsze prawdę powie. Oczarować faceta – to prawdę mówiąc 
bułka z masłem, oczarować przyjaciółkę – oto jest wyzwanie! 
Trudniej jest okraść złodzieja czy oszukać oszusta. Kobieta doskonale potrafi  ocenić, czy wspaniały 
dekolt należy wyłącznie do nas, czy to sprawka najnowszego stanika linii push-up. Przyjaciółce rzut 
oka wystarczy, żeby wiedzieć, czy nasza fi gura to zasługa obciskającego gorsetu, czy naprawdę 
ćwiczyłyśmy całą jesień, żeby osiągnąć talię osy, cera zachwyci świeżością naiwne oko mężczyzny, 
nienawykłe do analizowania szczegółów... Natomiast kobieta spyta: „Gdzie kupiłaś, kochana, taki 
świetny podkład? Jaki to odcień?”, i dopiero wtedy masz pewność, że dobrze wyglądasz. 

OLA MA KOTA

ODCINEK 8.

background image

OLA MA KOTA 

Odcinek 8.

 

–  Sebastian chce odejść od Nataszy – wyjaśniła mi sytuację Patrycja, kiedy tylko weszłam do „Zielonego 

kota”, tak jakbym była w toalecie w przerwie na reklamy, a serial się zaczął i żeby się znowu wciągnąć, 
muszę poznać kilka faktów.

–  Jak to możliwe? – spytałam, patrząc na prześliczną i jak zwykle dopracowaną w każdym szczególe 

Nataszę, dziennikarkę kolorowego pisma dla kobiet. 

Natasza westchnęła ciężko, była naprawdę zdruzgotana.
–  Kupiłam kota. To wszystko! Oto cała moja wina! A on chce odejść! – powiedziała Natasza teatralnym 

tonem. 

– Sebastian nie lubi kotów? Jest uczulony? – próbowałam zgadywać.
– Nie wiem... Może lubi, może nie, ale co to ma do rzeczy?
Wymieniłyśmy z Patrycją porozumiewawcze spojrzenia. 
– Nie uzgadniałaś z nim tego kota?
–  Tak jakbym cokolwiek musiała z nim ustalać, chciał się kimś zajmować, to zdecydowałam się na 

kota. Wiesz, ile miałam z tym zachodu, ile mnie to kosztowało, z iloma hodowcami i właścicielami 
rozmawiałam? Na szczęście mam teraz tyle materiału,  że zaraz machnę jakiś duży artykuł 
o kotach. Zaczęłam od przeanalizowania, jak się ma wygląd i stałe cechy rasy do... osobowości i czy 
czasochłonne zabiegi są wprost proporcjonalne do... 

– Zaraz, zaraz, co to znaczy, że chciał się kimś zajmować?
Natasza wzruszyła ramionami i streściła rozmowę, że Sebastian znowu wrócił jak bumerang do tematu, 
że powinniśmy mieć dzieci, bo to, bo tamto... i że dopiero wtedy będziemy prawdziwą rodziną... a ja, 
że dlaczego, przecież teraz jest nam bardzo dobrze, a on, że mów za siebie, a ja, że kto ci powiedział, 
że ja w ogóle chcę mieć dzieci... a on, że kiedy się pobieraliśmy, był taki plan, a ja, że plany się 
zmieniają, a on, że nie dla niego, że on wciąż mnie kocha, chociaż nie ma pojęcia dlaczego, więc ja 
powiedziałam, że też go kocham, ale że teraz nie chcę dzieci, że być może za trzy-cztery lata, kiedy 
zostanę redaktorem naczelnym, a on, że ma tej mojej kariery po dziurki w nosie... a kiedy przyniosłam 
do domu kota, trzasnął drzwiami, do tej pory go nie ma itd. 
– To znaczy chcesz mieć dzieci czy nie? – trochę się pogubiłam. 
–  Oczywiście,  że nie! Kto by chciał teraz tracić czas na wychowywanie dwójki rozwrzeszczanych 

dzieciaków, skoro w tym samym czasie można robić oszałamiająca karierę. 

Patrzyłam na Nataszę i już chciałam jej odpowiedzieć, że znam taką wariatkę, to ja, ale uprzejmie się 
nie odezwałam.

background image

OLA MA KOTA 

Odcinek 8.

–  Nie wiem, dlaczego nie możemy stanowić modelu rodziny 2 plus kot – Natasza szukała u nas poparcia 

– Za dwadzieścia lat społeczeństwo będzie się składać z jednostek domowych singiel plus domowe 
zwierzę albo para plus domowe zwierzę, pisałam o tym artykuł. Dlaczego do pełni szczęścia ludzie 
potrzebują dzieci? O co tu chodzi? 

Słuchałam Nataszy i wiedziałam, że albo jest zdrowo kopnięta, albo rzeczywiście jest kobietą bez tego 
czegoś, to znaczy jest nowoczesna i nie ma ochoty na wychowywanie dzieci i broń Boże nie wolno jej 
do tego zmuszać. Tylko dlaczego na czele eksperymentu „Czy Natasza jest w stanie kimś się zająć?” 
ma być kot? Niewinne kocię, które będzie potrzebowało ciepła i zrozumienia, a codziennie rano przed 
wejściem do łazienki natknie się na buldożera, czyli Nataszę.
–  Jakiego kota kupiłaś? – Patrycja wciąż była singlem i sprytnie skręciła rozmowę z grząskiego gruntu 

polityki rodzinnej. 

–  Och, kotek jest wspaniały – jak go zobaczyłam, to się zakochałam. Zobaczcie!
Natasza miała przygotowane zdjęcia.
Na kilku fotografi ach przeciągał się śliczny szary kotek. 
–  Ja też mam podobnego – wyrwało mi się niechcący. 
Natasza spojrzała na mnie chłodno i spytała lodowato:
– Dlaczego wydał ci się podobny? 
–  Jest taki sam... no wiesz... szary – niepotrzebnie się tłumaczyłam.
Natasza nagle wyciągnęła (jej torebka przypomina raczej torbę podróżną niż torebkę) olbrzymi i ciężki 
album „Koty”. Żółtymi karteczkami miała zaznaczone strony. 
–  Ale z tego co pamiętam, to ty masz zwykłego kota, prawda?
– Nie wiem... chyba tak.
– A to jest niebieski kot brytyjski.
– Aha! 
– Przeczytaj, Patrycja, co tu jest napisane.
Natasza podała Patrycji album. 
–  „Najbardziej znanym i lubianym kotem jest z pewnością niebieski kot brytyjski”  – Patrycja przerwała 

i spojrzała na mnie.

–  Czytaj dalej – zareagowała od razu Natasza. 
–  „Jego futro w dotyku przypomina plusz i jest to jeden z największych kotów domowych, jest 

samodzielny, chętnie chodzi własnymi drogami, ale wiernie przywiązuje się do swojej rodziny”. 

– No widzisz! Idealny! Takiego kota mu kupiłam, już nie powiem za ile... a Sebastian się obraża! 
Natasza sterroryzowała nas, a że spotkałyśmy się tu, żeby ją wesprzeć w trudnym momencie życia, 
więc nie mogłam powiedzieć, że szczerze współczuję Sebastianowi i kotu, zwłaszcza że w dodatku 
jest podobno niebieski.

background image

OLA MA KOTA 

Odcinek 8.

Potem dołączyła do nas spóźniona Majka, przy której jeszcze raz musiałyśmy wysłuchać całej historii 
z dziećmi i kotem. Zamówiłam drugiego drinka, potem zjadłam w dość szybkim tempie sałatkę. Teraz Majka 
oglądała album „Koty”, a Natasza tłumaczyła Patrycji, że Sebastian od dawna prawdopodobnie szukał 
pretekstu, żeby od niej odejść, i że kot nie ma tu nic do rzeczy.
Kiedy szukałam w karcie deserów, co by tu zamówić, Natasza spojrzała na mnie i spytała z pretensją 
w głosie: 
– A ty znowu jesteś w ciąży? 
– Co?
Zatkało mnie. Przytyłam!? No może kilogram, ale chyba nawet niecały... ale miałam nadzieję, że tego nie widać. 
Widać? Nie! To przez ten luźny sweter... nie powinnam go nosić. Powinnam była zdecydować się na małą czarną 
i wysokie buty. Ale ta Natasza jest podła! Nawet gdyby ona wyglądała jak beka, nigdy w życiu nie 
powiedziałabym jej czegoś tak... wprost. 
–  Nie, a skąd to przypuszczenie? – przełknęłam gulę w gardle i udałam obojętny i lekko rozbawiony ton.
– Jakoś dziwnie ładnie wyglądasz! A ty w ciąży zawsze ładnie wyglądałaś.
–  To prawda... też miałam ci powiedzieć, że bardzo ładnie wyglądasz – dodała Patrycja.
–  A poza tym – ciągnęła Natasza – Sebastian ciągle mi mówi Ola to, a Ola tamto, zobacz, Ola ma dwoje 

dzieci, Ola świetnie sobie radzi... gdybyś miała trzecie dziecko, chybaby mnie zamęczył twoim przykładem, 
musiałabym cię znienawidzić!

–   Ach, nie przesadzaj – roześmiałam się przesadnie głośno. 
Trochę mnie pocieszyła, ale i tak wieczór miałam zepsuty, myśląc, że już nigdy w życiu nie włożę tego swetra, 
bo na pewno mnie pogrubia, że zapiszę się na siłownię, przysięgam, że za dwa miesiące będę miała brzuch 
jak skała, a wtedy ta okropna Natasza samotna i szlochająca za Sebastianem będzie mi zazdrościć, i niech 
sobie wtedy mówi, co chce.

background image

OLA MA KOTA 

Odcinek 8.

Nagle do „Zielonego kota” wpadł Sebastian. 
– Natasza! – wołał prawie od progu.
– Sebastian? 
Tak, ta scena miała w sobie coś z dawnych fi lmów rosyjskich typu „Lecą żurawie”.
– Szukałem cię wszędzie.
Padli sobie w ramiona tak szczęśliwi, jakby cudem ocaleli z dywanowego bombardowania miasta.
– Szukałeś mnie? 
– Jak mogłaś zostawić małego kotka samego na trzy godziny? 
– Więc zgadzasz się na kota?
– Oczywiście, że się zgadzam, zresztą małe dzieci uwielbiają koty.
Sebastian i Natasza znowu padli sobie w objęcia.

 

Do domu wróciłam dosyć późno. Scenka, jaką zobaczyłam, przypominała „I kto to mówi”. Adam leżał na 
kanapie i chrapał, na nim leżała jego najukochańsza córeczka Zuzia, a obok z modelem na kolanach siedział 
Szymon. Założę się, że Adam pozwalał im na wszystko (łącznie z jedzeniem czekolady po myciu zębów), 
i Zuzia zasnęła w jego ramionach. Telewizor był włączony na kanale sportowym, ale chrapanie Adama i tak 
zagłuszało dźwięk z zawodów żużlowych.
Podbiegł do mnie miękko i bezgłośnie Gustaw. Popatrzył niby od niechcenia, a potem ocierał się o moją 
nogę pod hasłem „Fajnie, że już jesteś”.
Wzięłam go na ręce. Szkoda, że Natasza nie widzi, jakiego mam superkota i jak się do nas już przywiązał. 
Usiadłam w fotelu i patrzyłam na moje śpiące szczęścia (sztuk trzy... czwarte miałam na kolanach). Było mi 
całkiem dobrze. Głaskałam Gustawa, był taki puszysty i miękki, założę się, że futerko miał sto razy bardziej 
miękkie niż plusz, a w świetle telewizora wydał mi się zupełnie niebieski.