background image

Frid Ingulstad

WIĘZY RODZINNE

Saga część 73

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Kristiania, październik 1906 roku

Emanuel nie ruszył się z kuchennego taboretu.
Przez dłuższą chwilę Elise nie była w stanie wykrztusić słowa.
-   Peder,   ile   razy   muszę   ci   powtarzać,   byś  zamykał   drzwi!  Drew   już 

prawie nie ma, a Hugo jest przemoczony. Nie mogę przecież przebierać go 
w takim przeciągu.

Peder wstał skruszony.
- Przepraszam, zapomniałem.
- Nieustannie o czymś zapominasz. Sama już nie wiem, jak mam z tobą 

postępować.

Głos Elise brzmiał ostro, ale nie potrafiła zapanować nad tym nagłym 

wybuchem irytacji. Zbyt wiele wydarzyło się ostatnio. Najpierw Ansgar, 
potem pani Paulsen, a teraz to.

-   Nie   widzisz,   że   jest   u   nas   Emanuel?   -   Peder   pośpiesznie   zamykał 

drzwi, patrząc na siostrę zdumionym wzrokiem.

-   Oczywiście,   że   widzę,   ale   to   niczego   nie   zmienia.   Idź   poszukać 

chrustu. Może znajdziesz coś koło fabryki.

Chłopiec włożył czapkę i niechętnie ruszył do wyjścia. Kiedy znalazł się 

na progu, mruknął pod nosem: - Najpierw płacze, gdy tamten znika, a 
teraz się wścieka, bo nas odwiedził.

Kiedy za Pederem zamknęły się drzwi, Elise odwróciła się do Emanuela. 

Z trudem panowała nad wzburzeniem.

- Czego chcesz?
- Porozmawiać z tobą.
- Nie ma o czym.
Emanuel nie ukrywał zdziwienia.
- Czy coś się stało?
- Stało? O co ci chodzi?
Elise nie poznawała własnego głosu.
-   Ty...   To   znaczy...   Ta   surowość   wobec   Pedera...   To   do   ciebie 

niepodobne.

Położyła Hugo na starym dywaniku na podłodze i przyniosła koc z izby, 

by go okryć. Serce dudniło jej w piersi. Dlaczego? Dlaczego zjawia się 
właśnie dziś? Johan wątpił w to, że w ogóle przyjdzie, ona zresztą też. Aż 
tu nagle pojawia się tego samego dnia, w którym dotarł do niej list od 
Johana.

- Taka się stałam - odrzekła twardo, wciskając Hugo do rączki gałganek. 

background image

-   Po   tym   wszystkim,   co   przeżyłam   -   dodała,   nie   odwracając   się   do 
Emanuela.

Zapadło milczenie.
Zdziwienie   Emanuela   było   w   jakimś   sensie   uzasadnione.   Elise   nie 

przypominała   już   w   niczym   dziewczyny,   którą   kiedyś   poznał.   Sama 
zresztą dziwiła się tej odmianie.

Po co przyszedł? Bezładne myśli cisnęły się jej do głowy. Może chciał 

po prostu omówić jakieś praktyczne sprawy? Obróciła się ku niemu.

- Więc czego chcesz?
- Porozmawiać z tobą - powtórzył.
Dopiero teraz zwróciła uwagę na wyraz twarzy Emanuela i stwierdziła z 

zaskoczeniem, że on też się zmienił. Wciąż był bardzo przystojny, ale w 
jego  rysach  pojawił  się   cień   smutku,   może   nawet  goryczy. Tylko   skąd 
brała się ta gorycz? Wszak to on przespał się z inną, a potem wyniósł się z 
kochanką.

- Więc mów, o co ci chodzi. Muszę zająć się dzieckiem.
- Wolałabyś, bym tu nie przychodził - stwierdził urażony.
Więc wciąż niczego nie pojmował? Nie rozumiał, jak bardzo ją zranił?
- A co to ma za znaczenie? - westchnęła z rezygnacją. - Chodzi wam o, 

szybki rozwód. Nasz związek to już przeszłość.

- Nie całkiem.
- Co masz na myśli? - spytała zaskoczona.
- Doszły mnie pewne wieści. A teraz znajdują potwierdzenie.
Zapewne dostrzegł jej zaokrąglony brzuch, kiedy odwieszała szal. W 

zdenerwowaniu nie pomyślała, że jej odmienny stan nie ujdzie jego uwagi. 
Zagryzła wargi.

- I co z tego?
- To dlatego tak się zmieniłaś? Dlatego tak się irytujesz?
- Nie byłam zła, zanim nie weszłam do domu.
- A więc to moja wina?
Nic nie odrzekła. Zdawała sobie sprawę, że niepotrzebnie uniosła się 

gniewem   wobec   Pedera.   I   tak   jednak   ostro   by   zareagowała,   wizyta 
Emanuela wytrąciła ją z równowagi.

- Chcesz, żebym sobie poszedł?
- Możesz najpierw powiedzieć, co ci leży na sercu. Chyba że pragniesz 

powtórzyć to, co usłyszałam od ciebie  ostatnim razem. Jeśli taki masz 
zamiar, lepiej w ogóle się nie odzywaj.

Emanuel poczerwieniał.
- I nie zrzucaj winy na adwokata i ojca. Jesteś już dorosły - dorzuciła, 

background image

zanim zdążył powiedzieć coś na swoją obronę.

Spuścił   głowę   zawstydzony.   Dobrze,   że   zachował   choć   odrobinę 

przyzwoitości, pomyślała Elise.

Emanuel podniósł wzrok i spojrzał na nią. Widać było, że cierpi.
Jeszcze   jeden,   pomyślała   poirytowana   własną   słabością.   Dlaczego 

musiała nieustannie użalać się nad innymi? Miała przecież dość własnych 
kłopotów.

- Chcesz kawy?
- Przecież nie masz drewna.
- Nie jest tak źle. Rozzłościłam się na Pedera, bo nigdy nie zamyka 

drzwi za sobą. Nie stać nas na marnotrawienie opału.

- W takim razie chętnie wypiję filiżankę.
- Raczej kubek. Filiżanki wyparowały. Znów poczerwieniał.
- Wiem, że jestem złośliwa, Emanuelu, ale sameś sobie winien. Nigdy 

wcześniej nie słyszałam o mężczyźnie, który wynosi meble i serwis pod 
nieobecność żony. Meble należały do Ringstadów i wcale mi ich nie brak. 
Dobrze   wiesz,   że   nie   dbam   o   rzeczy   materialne.   Złości   mnie   jedynie 
sposób, w który  to zrobiłeś. Trzeba było spytać, a niczego bym ci nie 
odmówiła. Ani stołu, ani kanapy, ani całej reszty.

Przytaknął, nie patrząc na nią.
- Przykro mi z tego powodu.
Żeby choć nie zachowywał się jak zbity pies! Żeby choć był arogancki, 

traktował ją z góry, okazywał pogardę! Wtedy nie musiałaby się nad nim 
litować, okazywać współczucia. Powinien dowiedzieć się, co o nim myśli, 
zasłużył na gorzkie słowa prawdy.

- Nie pojmuję, że ośmielasz się tutaj przychodzić.
- Nie miałaś więc zamiaru powiedzieć mi o niczym?
- Nie.
- Chciałaś ukryć, że zostanę ojcem?
- Tak - odrzekła ze złośliwą satysfakcją. - Hilda zaproponowała, bym 

dała   dziecku   imię   po   twojej   matce,   jeśli   urodzi   się   dziewczynka.   Za 
dziesięć, piętnaście lat spotkałbyś mnie z córką na ulicy. Spojrzałaby na 
ciebie   niewinnymi   niebieskimi   oczyma,   dygnęłaby   i   przedstawiła   się: 
Marie Ringstad. To by dopiero była niespodzianka, nieprawdaż?

Emanuel odwrócił wzrok.
Elise dołożyła do ognia i dolała świeżej wody do czajniczka. Postawiła 

na stole mleko, cukier, chleb, masło i syrop.

- Pewnie jesteś głodny.
Emanuel wciąż się nie odzywał. Może płacze, pomyślała Elise, ale nie 

background image

spojrzała na niego z obawy, że ujrzy łzy w jego oczach.

Nie   chciała   pocieszać   mężczyzny,   który   okazał   jej   całkowity   brak 

szacunku. Złość przychodzi ludziom łatwiej niż litość.

W końcu jednak odwróciła się do niego i westchnęła głęboko.
-   Przepraszam   -   powiedziała.   -   Nie   jestem   dziś   sobą.   Mów,   z   czym 

przychodzisz.

-   Odwiedzili   nas   Carlsenowie.   Agnes   opowiedziała   Karolinę   o 

wszystkim.

- Powinnam się była domyślić - uśmiechnęła się kwaśno. - Jedna warta 

drugiej.

- Nieważne, skąd wiem. Chcę jedynie potwierdzenia.
- A więc po to tu jesteś? Emanuel zdziwił się.
- Spodziewałaś się więc, że okażę obojętność na wieść, że oczekujesz 

mojego dziecka?

- Niczego się nie spodziewałam. - Elise unikała jego wzroku. - Miałam 

nadzieję,   że   o   niczym   się   nie   dowiesz.   Nie   mam   zresztą   pojęcia,   czy 
dziecko   da   sobie   radę.   Połowa   niemowląt   nie   dożywa   paru   miesięcy, 
zwłaszcza w naszej dzielnicy.

-   Życzysz   śmierci   własnemu   dziecku?   -   Emanuel   spojrzał   na   nią 

wstrząśnięty.

-   Naprawdę   nie   rozumiesz   powagi   mojej   sytuacji?   -   rzuciła 

podniesionym głosem. - Mam dziecko poczęte z gwałtu, a teraz urodzę 
kolejne mężczyźnie, który mnie opuścił. Nie pracuję, a muszę zapewnić 
utrzymanie czwórce dzieci. Za parę miesięcy będzie ich pięcioro. Szyję dla 
pani Paulsen, która płaci mi godziwie, ale dziś właśnie dowiedziałam się, 
że jest poważnie chora.

-   Sprawami   finansowymi   nie   musisz   się   przejmować.   -   Emanuel 

machnął lekceważąco ręką. - To oczywiste, że będę łożyć na utrzymanie 
własnego potomka.

- A skąd nagle weźmiesz pieniądze? Masz tyle, ile dostaniesz od ojca, a 

na matkę nie możesz liczyć. Zrobi wszystko, by wyciszyć sprawę. Dobrze 
ją znam, więc domyślam się, jak zareagowała na rewelacje Karolinę.

Emanuel odwrócił wzrok.
- Co powiedziała? Wzruszył ramionami.
- Co powiedziała? - powtórzyła z naciskiem.
- Że ktoś inny musi być ojcem tego dziecka. Że tuż po porodzie nie 

zachodzi się w ciążę.

Poczuła, jak krew uderza jej do twarzy. A więc pani Ringstad uznała, że 

Elise   znalazła   pocieszenie   w   ramionach   innego   mężczyzny,   jak   tylko 

background image

Emanuel ją porzucił!

- To się nie stało tuż po porodzie - powiedziała twardo - tylko w maju. 

Powtórz matce, że kobieta karmiąca też może zajść w ciążę. Zresztą sądzę, 
że   to   taki   wybieg   z   jej   strony,   by   zdjąć   z   ciebie   brzemię 
odpowiedzialności. Powiedz jej, że niepotrzebnie się niepokoi. Nie wezmę 
ani grosza od rodziny Ringstadów, choćbym miała pójść na ulicę. Wracaj 
do Signe, najadaj się do syta i ciesz się dostatkiem, a o mnie i o dzieciach 
zapomnij.   Zawiodłam   się   na   tobie   bezgranicznie   i   nie   chcę   mieć   nic 
wspólnego ani z tobą, ani z twoimi krewnymi.

Emanuel   skulił   się   w   sobie,   oparł   głowę   na   dłoniach   i   wybuchnął 

głośnym płaczem.

Elise stała bezradnie, wpatrując się w jego drżące ramiona. Czuła coś na 

kształt pogardy pomieszanej te współczuciem. Mężczyźni nie płaczą. W 
każdym razie nie ci duzi, silni i żyjący w zbytku.

Z   zażenowaniem   napełniła   dwa   blaszane   kubki,   do   jednego   z   nich 

wsypała dwie łyżeczki cukru i wlała mleka. Właśnie taką kawę Emanuel 
lubił   najbardziej.   Nic   to   jednak   nie   pomogło,   mężczyzna   nie   mógł 
zapanować nad łzami.

- Nie chciałam cię zranić.
Słowa zawisły w powietrzu jak ręka wyciągnięta do zgody. Emanuel 

podniósł głowę, wyjął chusteczkę i wydmuchał nos.

- Przepraszam, Elise. Wiem, że zachowałem się jak głupiec. Nienawidzę 

samego siebie i nie mam pojęcia, co teraz począć. Czuję, jakbym tkwił w 
sieci i nie mógł się z niej wydostać.

Pokiwała głową.
- Rozumiem. Tak chyba właśnie jest. I mimo wzburzenia współczuję ci. 

Myślę,   że   powinieneś   wrócić   do   Ringstad   i   zapomnieć   o   nas.   Nasz 
związek nie miał przyszłości. Za bardzo się różnimy.

- Chciałbym choć wesprzeć cię finansowo.
- Może kiedyś wrócimy do tej rozmowy. Zobaczymy najpierw, jak życie 

się ułoży.

- Nie pozwolę, byś cierpiała niedostatek. Wszak powiedziałaś, że nie 

stać cię nawet na opał.

-   Nie   jest   aż   tak   źle.   Stać   mnie   na   więcej,   niż   sądzisz,   ale   unikam 

rozrzutności.

- Jak to możliwe? Z szycia dochód niewielki.
- Zarobiłam parę koron w inny sposób - wyjaśniła niechętnie.
- W inny sposób? Jako sprzątaczka?
Pokręciła głową. Mogła przyznać się, że dostała trzysta koron od jego 

background image

ojca,   ale   obiecała   przecież   zachować   dyskrecję.   Mogła   również 
powiedzieć,   iż   wspomógł   ją  Ansgar,   ale   nie   pozwoliła   sobie   na   taką 
złośliwość.

- Więc skąd bierzesz pieniądze? - dopytywał się.
Wielki Boże, nie sądził chyba, że została ulicznicą? Co prawda przed 

chwilą oświadczyła mu, że wolałaby  sprzedawać swe ciało niż przyjąć 
jego   wsparcie.   Równie   dobrze   mogła   wyznać   prawdę,   niech   ta 
pyszałkowata rodzina usłyszy o jej sukcesach.

- Gazeta „Verdens Gang" i pismo kobiece „Nylaende" przyjęły  moje 

opowiadania do druku.

Emanuel rozdziawił usta ze zdziwienia.
- Naprawdę?
- Co w tym dziwnego? Przecież razem z ojcem namawiałeś mnie, bym 

spisała swoje przeżycia.

- I o nas też napisałaś? - przeraził się.
-   Jeszcze   nie,   ale   odczuwam   taką   pokusę.   -   Elise   westchnęła   nagle 

znużona   rozmową.   -   Nie   masz   się   czego   obawiać,   Emanuelu.   Jeśli 
kiedykolwiek   opiszę   własne   życie,   uczynię   to   w   taki   sposób,   by   nikt 
nikogo nie rozpoznał. Twoja matka zostanie damą z zachodniego brzegu 
rzeki, a ojciec bogatym hurtownikiem z wielkim brzuchem i cygarem. Nie 
dał się przekonać.

- O kim napisałaś?
- O Mathilde, tej, która skoczyła do wodospadu, kiedy wyrzucono ją z 

pracy.

- O kim jeszcze?
-   O   Othilie,   ulicznej   dziewce,   która   zaopiekowała   się   obcym 

człowiekiem.   Trzecie   opowiadanie   zatytułowane   Bliźni   jest   o   pewnym 
człowieku,   który   poznaje   historię   Mathilde   z   gazety   i   kierowany 
współczuciem odwiedza jej siostrę Oline, by zapewnić jej dzieciom lepszą 
przyszłość.   Niczego   nie   zmyśliłam,   to   wszystko   prawda.   Oline   dostała 
pracę w restauracji tego jegomościa, któremu poświęciłam opowiadanie. A 
kiedy je przeczytał, kupił jej jeszcze mieszkanie przy Brogaten.

- Podziwiam cię - powiedział Emanuel. - Zdaje się, że więcej zdziałasz 

pisaniem niż ja pracą w Armii Zbawienia.

- Przesadzasz. Mam jednak nadzieję, że zdołam poruszyć niektóre serca 

i otworzyć ludziom oczy na niesprawiedliwość społeczną.

- Można z tego wyżyć?
- To zależy od liczby sprzedanych egzemplarzy. Zapłata jest godziwa w 

porównaniu z zarobkami prządki, ale nie spodziewam się wielu zamówień. 

background image

„Verdens Gang" nie chce drukować smutnych historii, bo to nie podoba się 
czytelnikom. Takie historie budzą wyrzuty sumienia, a wyrzuty sumienia 
zawsze są nieprzyjemne.

- Może mogłabyś napisać książkę?
- Myślałam o tym, ale na to trzeba czasu. Z czego miałabym żyć?
Emanuel spuścił wzrok.
- Nie cofam słowa, pomogę ci. Ojciec też spojrzy na sprawę inaczej, 

kiedy opadną emocje. W końcu kiedy zaszłaś w ciążę, byliśmy jeszcze 
małżeństwem. Zawsze darzył cię sympatią i nic się w tym względzie nie 
zmieniło. Sytuacja zmusiła go, by...

Urwał.
-   By   podjąć   decyzję,   o   której   w   dobrym   towarzystwie   się   milczy   - 

dokończyła   za   niego.   -   Sądzę,   że   przejrzałam   was   obu,   Emanuelu. 
Zostaliście zdominowani przez silną kobietę i boicie się lub nie chcecie 
stawić jej czoła. W głębi duszy czuję, że wstydzicie się tego, co stało się u 
Paulsenów,   kiedy   zostałam   zmuszona   do   podpisania   oświadczenia   o 
własnej niewierności, byś mógł uzyskać rozwód. Nie zdziwię się też, jeśli 
syn   Signe   odziedziczy   majątek.   Nie   wiem,   jak   twoi   rodzice   to 
przeprowadzą, ale nie chcę znać szczegółów. Straciłam wszelkie złudzenia 
w starciu z siłą pieniądza.

Przytyk był celny. Emanuel zaczerwienił się.
- Usiłowałem ci kiedyś wyjaśnić nasze położenie. Kto tego nie przeżył, 

nie jest w stanie nic zrozumieć.

Wzruszyła ramionami.
- To nie ma nic do rzeczy. Stało się. Ty masz Signe, dwór i dziedzica 

majątku,   ja   zostanę   na   swoim.   Musisz   przyzwyczaić   się   do   wyrzutów 
sumienia, a ja do roli porzuconej żony. A upokorzenie jest udziałem nas 
obojga.

Usiadła i pociągnęła łyk kawy z kubka.
- Proponuję, byśmy rozstali się jak przyjaciele. Oszczędzimy sobie bólu.
Zza progu dobiegł ich jakiś rumor, a chwilę później w drzwiach ukazała 

się głowa Pedera.

- Rozsypałem wszystko na schodach. Emanuel wstał, by pomóc chłopcu.
Elise skorzystała z okazji, by przewinąć Hugo. W kuchni zrobiło się 

trochę cieplej. Słyszała śmiech Emanuela i Pedera zbierających rozsypane 
szczapy   i   gałązki.   W   głosie   chłopca   brzmiała   radość.   Biedak   myślał 
pewnie, że Emanuel wrócił na dobre.

To   Johan   miał   rację.   Emanuel   przyszedł   tylko   po   to,   by   sprawdzić 

pogłoski o jej ciąży. Nie zamierzał zostać.

background image

Nie   wiedziała,   dlaczego   ta   myśl   sprawiła   jej   przykrość.   Całkiem 

niedawno uznała przecież, że nie życzy sobie jego powrotu. Należała do 
Johana, jego kochała od chwili, kiedy poznała, czym jest miłość. Może to 
zraniona duma porzuconej kobiety? A może jednak coś więcej? Wyszła za 
mąż z mocnym postanowieniem, by trwać w związku na dobre i na złe, 
zapomnieć o przeszłości i zbudować dom dla męża, chłopców, siebie i 
dziecka, które miała urodzić. Emanuel znał jej uczucia do Johana i musiał 
widzieć, że nie ustawała w wysiłkach, by sprostać sytuacji. Kochał ją i 
podziwiał cały ten czas, a wystarczyła jedna chwila, by po tych uczuciach 
nie pozostał ślad. Naprawdę był taki płytki i nieobliczalny?

Drzwi otworzyły się. Weszli obaj, niosąc naręcza chrustu, roześmiani i 

czerwoni   na   twarzy   z   wysiłku.   Trudno   było   uwierzyć,   że   parę   minut 
wcześniej Emanuel siedział na kuchennym taborecie, zalewając się łzami.

- Wiesz co, Elise? - emocjonował się Peder. - Dostanę od Emanuela 

diabolo! Prawdziwe blaszane z gumowymi krążkami!

Elise spojrzała ukradkiem na Emanuela. Czyżby próbował doprowadzić 

do pojednania?

Uśmiechnęła się do Pedera, nie miała serca mącić jego radości.
- Jak miło, Peder. Od dawna marzyłeś o tej zabawce.
- Nikt z chłopaków nie ma prawdziwego diabolo, tylko zwykłą szpulkę, 

którą   podrzucają   na   sznurku.   -   Spojrzał   na   Emanuela   wielkimi, 
niewinnymi oczyma. - Jeśli Evertowi zrobi się przykro, powiem, że jest 
nasze wspólne, dobrze?

Emanuel pogłaskał go po głowie.
- Dobrze, ale dam je tobie.
Dopiero teraz Elise spostrzegła, że Evert nie wrócił do domu. Wizyta 

Emanuela oderwała ją od rzeczywistości.

- Gdzie jest Evert? - spytała zaniepokojona.
Peder zakłopotał się i spuścił głowę, bojąc się spojrzeć siostrze w oczy.
- W pracy. W szkole.
- O tej porze?
- Skończyliśmy dwie godziny wcześniej. Elise nie zrozumiała.
- I cały ten czas byłeś w domu? Chłopiec pokręcił głową zmieszany.
- Musiałem zostać po lekcjach. Nie umiałem psalmu.
- Ale przecież uczyłeś się z Reidarem wczoraj wieczorem?
- Tak - Peder wciąż nie podnosił wzroku - ale Reidar kazał mi czytać, a 

sam poprawiał zeszyty. A ja nic nie rozumiałem.

Elise nie  odpowiedziała. Peder ledwie zdał do czwartej klasy! Miała 

nadzieję, że Reidar nie stracił jeszcze ochoty, by mu pomagać w lekcjach.

background image

Emanuel przysłuchiwał się w milczeniu tej wymianie zdań, po czym 

spojrzał na Elise wymownie.

- Nie wszyscy dają sobie radę w szkole powszechnej, Elise. Może Peder 

spróbowałby czegoś innego?

Elise   miała   ciętą   odpowiedź   na   końcu   języka,   ale   się   powstrzymała. 

Miała   w  pamięci  rozmowę   między   Emanuelem  i   Carlem Wilhelmem  i 
obawiała się, że Emanuel wymieni nazwę szkoły specjalnej w obecności 
chłopca.

-   Oczywiście,   że   Peder   da   sobie   radę   -   powiedziała   zdecydowanym 

głosem, choć w głębi duszy wcale nie była tego taka pewna. - Jeśli Reidar 
nie   ma   czasu,   sama   mu   pomogę.   Swoją   pracą   mogę   zajmować   się 
wieczorami. W zeszłym roku nam się udało, prawda, Peder?

Peder odważył się podnieść głowę. Przytaknął z wyraźną ulgą.
- Ty się tak nie złościsz, Elise.
A  więc   Reidar   wpadł   w   irytację.   Właściwie   nic   dziwnego,   praca   z 

chłopcem takim jak Peder wymagała wprost anielskiej cierpliwości.

Emanuel   wziął   kapelusz,   szykując   się   do   wyjścia.   Elise   odgadła,   że 

zmiana tematu była mu na rękę.

- Pociąg odchodzi za godzinę, muszę już iść. Peder spojrzał na niego ze 

zdziwieniem.

- Nie zostaniesz?
- Niestety nie mogę, Peder - zmieszał się Emanuel. - Pracuję teraz u 

mojego ojca.

- A ja myślałem, że wróciłeś na dobre.
W oczach chłopca pojawiły się łzy. Zamrugał gwałtownie, by je ukryć, 

ale bez powodzenia.

- Chłopcy nie płaczą - napomniał go łagodnie Emanuel i pogłaskał po 

głowie.

Peder otarł twarz brudnym mankietem koszuli. Pewnie bawił się gdzieś 

po   drodze,   pomyślała   Elise,   przecież   rano   włożył  czyste   ubranie.   No  i 
jeszcze zbierał chrust.

Peder walczył ze sobą dzielnie, ale w końcu się poddał. Popędził do 

drzwi i zniknął za progiem. Emanuel pokręcił głową.

- Pamiętasz, co ci mówiłem, Elise? Rozpieszczasz Pedera. Chłopiec w 

jego   wieku   musi   wiedzieć,   że   nie   wszystkie   marzenia   się   spełniają. 
Obiecałem mu diabolo i to powinno go zadowolić. Zostawiam pieniądze, 
byś mogła pójść z nim do sklepu.

- Nie wszystko można kupić, Emanuelu. Peder opłakuje tych, którzy 

zniknęli z jego życia. Całkiem sporo się ich uzbierało.

background image

Emanuel pociemniał na twarzy.
- Ja nie zniknąłem z jego życia.
- Doprawdy?
- Jak możesz tak mówić? Przecież jestem tutaj!
-   Aby   sprawdzić,   ile   prawdy   tkwi   w   pogłoskach.   Znalazłeś 

potwierdzenie i co teraz uczynisz? Wrócisz do Ringstad, udając, że nic się 
nie stało?

Odwrócił się gwałtownie  i ruszył do drzwi. Radość, którą  okazał na 

widok chłopca, gdzieś się ulotniła. Z tyłu wyglądał jak starzec, zgarbiony i 
ociężały.

- Nie osądzaj mnie zbyt surowo, Elise - mruknął, wychodząc za próg.
Miała   ochotę   pobiec   za   nim,   przytulić   do   siebie   i   pocieszyć,   ale 

wiedziała, że nie może cofnąć słów, które wypowiedziała.

I że nie chce ich cofnąć.

ROZDZIAŁ DRUGI

Jensine opadła bezsilnie na krzesło w mieszkaniu Asbjorna Hvalstada 

niedaleko Wzgórza Świętego Jana.

-   Niedługo   kończę   czterdzieści   lat!   Chorowałam!   Ja   tego   nie 

przetrzymam.

Asbjorn poklepał ja po policzku.
- Przetrzymasz. Ciąża to nie choroba. Pomyśl tylko, Anne Sofie będzie 

miała   siostrzyczkę   lub   braciszka!  A  poza   tym  brakuje   ci   trzech   lat   do 
czterdziestki.

Jensine pokręciła głową.
- Boję się i nic na to nie poradzę. Bardzo się boję.
- Przecież urodziłaś czwórkę dzieci! Twoja choroba nie trwała długo. 

Jeśli będziesz się dobrze odżywiać i korzystać ze słońca latem, suchoty nie 
wrócą.

Przyniósł kankę z mlekiem i napełnił szklankę.
- Słyszałem, że kobiety ciężarne powinny pić dużo mleka i jadać owoce 

oraz   warzywa.   Może   czas   pomyśleć   o   małym   domku   z   ogródkiem? 
Mogłabyś uprawiać sałatę, pietruszkę i marchewki.

Jensine spojrzała na niego przerażona.
- Dom z ogrodem? Przecież nas nie stać.
- Nie myślałem o niczym dużym. Wystarczyłby taki jak domek majstra z 

małym ogródkiem na tyłach, w którym rosłoby drzewo owocowe i byłoby 
miejsce na warzywnik. Zamówiłbym altankę dla dzieci, żeby miały się 
gdzie bawić, nie musiałabyś chodzić na wzgórze. Siedziałabyś sobie w 

background image

leżaku, a ja po obiedzie wylegiwałbym się w hamaku w cieniu czereśni z 
fajką i gazetą. Uśmiechnęli się oboje na wyobrażenie tej idylli.

- Sądzisz, że znajdziemy takie miejsce? Pokiwał głową.
- Z pewnością. Jednopokojowe mieszkania trudno zdobyć, bo mało się 

ich buduje, a do miasta wciąż napływają robotnicy. Na domy ich jednak 
nie stać. Musielibyśmy, rzecz jasna, wynająć mansardę, tak jak w domku 
majstra, ale mielibyśmy coś na własność: kawałek trawnika za furtką od 
frontu i zaciszny ogródek na tyłach.

Jensine rozmarzyła się.
- Zupełnie jakbyś opisywał mój dom rodzinny. Od chwili gdy przybyłam 

do   Kristianii,   nie   przestałam   tęsknić   za   Ulefoss.   Zwłaszcza   latem.   Nie 
mogę   przyzwyczaić   się   do   kamienic,   klatek   schodowych,   ciemnych 
podwórzy i szarych murów. Tęsknię za zieloną trawą, zapachem ziemi i 
wypalanych ściernisk, za widokiem roślin budzących się do życia.

Usiadł blisko niej.
- Niewiele opowiadałaś o swoich młodych latach.
- Wiesz dlaczego.
- Nie jestem zazdrosny o twoją przeszłość, Jensine. Wiem, że opuściłaś 

Ulefoss, ponieważ miałaś urodzić dziecko Mathiasowi Lovlienowi i razem 
postanowiliście   szukać   szczęścia   w   stolicy.   Wspomniałaś   również   o 
swoich dwóch braciach, którzy przeżyli epidemię cholery i wyemigrowali 
do Ameryki, porzucając cię na pastwę losu. Rzadko jednak wracasz do 
swojego  pierwszego  pobytu  w  Kristianii,   kiedy  mieszkałaś u  wujostwa 
niedaleko Stortorvet.

Jensine odwróciła wzrok.
- To smutna historia. Naprawdę chcesz ją poznać?
Wziął ją za rękę. Anne Sofie leżała już w łóżku. Zapadał zmierzch i 

mieli cały wieczór dla siebie. Dachy domów za oknem z wolna pogrążały 
się w ciemności, ale było jeszcze zbyt wcześnie, by zapalać lampę. Na 
ulicy   panował   spokój,   dawno   już   ustał   turkot   wozów,   jazgot 
rozkrzyczanych   dzieci   i   szczekających   psów.   W   migotliwym   świetle 
latarni   widać   było   jedynie   sylwetkę   samotnego   przechodnia,   a   ciszę 
przerywało tylko ciche miauczenie kota dopraszającego się wpuszczenia 
za próg.

- Chcę wiedzieć wszystko o tobie, Jensine. Nawet to, co wydaje ci się 

mało istotne. Jesteś moją żoną.

Oparła głowę o miękkie pluszowe oparcie krzesła i pogrążyła się we 

wspomnieniach.

- Kochałam ojca, ale stałam się przyczyną jego największych trosk. - 

background image

Urwała, by nabrać tchu. - Dzień, w którym wuj zgodził się przyjąć mnie 
do siebie, przyjął z wielką ulgą. Ubyła mu jedna osoba do karmienia.

Zamilkła, szukając właściwych słów.
- Pamiętam wszystko, jakby to zdarzyło się wczoraj. Trzeciego sierpnia 

1886 roku ojciec przewiózł mnie łodzią przez jezioro Nordsjo, od brzegu 
do Valeb0 dotarliśmy piechotą. Ojciec zdjął buty, by oszczędzić zelówki, i 
przewiesił je sobie przez ramię. Włożył je dopiero, kiedy zbliżyliśmy się 
do   stacji.   Chyba   nie   chciał,   bym   się   za   niego   wstydziła.   -   Jensine 
uśmiechnęła się do własnych myśli. - Miał też na sobie niedzielny garnitur. 
Na moją cześć, tak się przynajmniej wyraził.

I znów spoważniała.
-   Nie   miałam   pojęcia,   czy   go   kiedykolwiek   zobaczę,   czy   stać   mnie 

będzie   na   powrót   do   domu.   Kiedy   tak   staliśmy   przed   domem   wozaka 
Hansena, spostrzegłam ze zdumieniem, że ojciec się postarzał. Zgarbił się, 
a jego ogorzałą twarz przecinały głębokie zmarszczki. Znałam go dotąd z 
innej   strony,   z   filuternego   błysku   niebieskich   oczu   i   dowcipnych 
komentarzy.   Teraz   był   niewymownie   smutny,   a   przez   całą   drogę   nie 
odezwał się ani słowem. Dopiero kiedy wsiadałam na wóz, zwrócił się do 
mnie i powiedział: „Zachowuj się przyzwoicie, Jensine". To wszystko.

Nie   obejrzałam   się,   kiedy   wóz   ruszył.   Wiedziałam,   że   idzie   już   w 

kierunku   fiordu.   Boso,   z   butami   przewieszonymi   przez   ramię.   Zapadła 
cisza. Asbjorn ścisnął lekko dłoń żony.

- A potem? Co stało się potem? Jensine westchnęła.
- Nic ważnego. Spotkałam Mathiasa w „Alliancen", dyliżansie, który 

przewoził pasażerów do Nordagutu. Strasznie bałam się podróży. Ojciec 
opowiadał mi o kolei żelaznej, a ja nie mogłam pojąć, jak może poruszać 
się   bez   pomocy   koni.   Mówił,   że   pociąg   przejeżdża   przez   mosty 
zbudowane z drewna, które trzeszczą i chwieją się pod jego ciężarem, co 
tylko zwiększało moje przerażenie. W „Alliancen" było sześć miejsc dla 
pasażerów. Siedzieliśmy twarzą do siebie, naprzeciw mnie młody chłopak 
ubrany w koszulę i kamizelkę, czapkę z daszkiem i spodnie z szerokimi 
nogawkami. Czarny kosmyk włosów opadał mu na czoło. Kiedy zajęłam 
miejsce, uśmiechnął się i mrugnął do mnie. Zaczerwieniłam się ze wstydu 
i odwróciłam pośpiesznie wzrok.

Asbjorn roześmiał się.
- A więc tak wyglądało twoje pierwsze spotkanie z Mathiasem.
- Moje nieszczęsne spotkanie z Mathiasem - poprawiła go ze smutnym 

uśmiechem.

- Dlaczego nieszczęsne? Z tego, co wiem, pierwsze lata upłynęły wam 

background image

szczęśliwie.

-   To   prawda,   ale   musiałam   za   nie   zapłacić   wysoką   cenę.   Straciłam 

kontakt z rodziną i skończyłam jako biedna robotnica z czwórką dzieci i 
rozpijaczonym mężem. Nie było mi łatwo.

Asbjorn ponownie ścisnął jej dłoń.
- Rozumiem. Byłaś bardzo dzielna, Jensine. Pokręciła głową.
- Niewiele zostało z tej odwagi, teraz nie stać mnie nawet na to, by 

odwiedzać własne dzieci. I nie chodzi wyłącznie o siły fizyczne, Asbjorn, 
jest coś jeszcze, coś, czego tak do końca nie rozumiem. Nigdy z nikim o 
tym nie rozmawiałam i wstyd mi za samą siebie, ale kiedy zbliżam się do 
domu majstra, czuję ucisk w żołądku. Prześladują mnie wyrzuty sumienia 
na widok wysiłków Elise i niemego oskarżenia w jej wzroku. Kiedy Peder 
spojrzy na mnie tymi wielkimi niebieskimi oczyma, czuję się najgorszą 
matką   na   świecie.   W   ich   obecności   wracają   wspomnienia   choroby   i 
pijackich   wybryków   Mathiasa.   Mam   dość   nędzy,   nie   mogę   słuchać   o 
kłopotach   Pedera   w   szkole,   o   Hildzie,   która   nie   podołała   pracy   w 
gręplarni, ani o Emanuelu, który porzucił Elise. Jestem chora na myśl o 
dziecku Hildy, zbyt słabym, by żyć, o Braciszku oddanym na wychowanie 
bratankowi   majstra,   o   Johanie   skazanym   na   twierdzę   za   kradzież,   o 
dziecku Elise, które... Przerwała i zagryzła wargi.

- O dziecku Elise, które...? - powtórzył. Odwróciła się do męża, z jej 

oczu popłynęły łzy.

- Niczego nie zauważyłeś? Daremnie walczyła z płaczem.
- Coś się nie zgadza. Boję się spytać, ale ta sprawa nie daje mi spokoju. 

Pamiętasz,   co   wujek   Reidara   Jensena   powiedział   na   weselu?   Że 
młodzieniec,   którego   uratowaliśmy   przed   utonięciem,   i   ten   rudowłosy 
mężczyzna   z   Gjetemyrsveien   to   ta   sama   osoba.   Peder   zaś   wspominał 
nieustannie   o   rudzielcu,   który   ponoć   kochał   się   w   Elise   i   kręcił   koło 
domku majstra.

Przełknęła ślinę i wyjęła chusteczkę, by wytrzeć nos.
- Emanuel odszedł - ciągnęła. - Zastanawiałeś się dlaczego? Taki miły, 

odpowiedzialny i sumienny człowiek. Nie znajduję innego wytłumaczenia 
jak to, że Elise zrobiła coś niewybaczalnego - Jensine nagle wybuchnęła 
płaczem. - Tak mi wstyd.

Asbjorn spojrzał na nią wstrząśnięty.
- Przypuszczasz, że ona...? Jensine pokiwała głową, łkając.
- Tego się obawiam. Hugo nie jest w ogóle podobny do Emanuela, a w 

naszej rodzinie nikt nie ma rudych włosów.

- To straszne - pokręcił głową Asbjorn wyraźnie wstrząśnięty. - Ale... nie 

background image

całkiem pojmuję. Hugo wkrótce skończy roczek.

-   Emanuel   wcześniej   nie   mógł   tego   zauważyć.   Mnie   samej   nie 

przyszłoby to do głowy, gdybym nie słyszała opowieści krewnych Reidara 
Jensena o rudzielcu z Gjetemyrsveien. Jeśli dodać do nich słowa Pedera, 
wszystko układa się w logiczną całość. - Przerwała, by po raz kolejny 
wytrzeć nos. - Od dawna miałam przeczucie, że dzieje się coś niedobrego. 
Elise   i   Emanuel   kłócili   się   czasami,   ale   on   wtedy   nie   zdawał   sobie   z 
niczego sprawy, przecież nie dałby Hugo imienia własnego ojca. Latem 
rzadko ich widywałam. Jest tak, jak ci mówiłam, mam już dość biedy i 
nieszczęść, przede wszystkim jednak nie chciałam poznać prawdy o Hugo.

Asbjorn nie odezwał się, ale nie ukrywał wzburzenia. W końcu wolno 

pokręcił głową.

- Dobrze cię rozumiem, Jensine. To nie twoja wina, że dzieci takie są. 

Niczego innego nie można się było spodziewać, skoro wzrastały w takim 
środowisku   w   domu   alkoholika.   Co   złe   odziedziczyły   po   ojcu, 
upośledzenie Pedera to zapewne spadek po nim. Sądzę, że dobrze robisz, 
trzymając się od nich z daleka. Natrudziłaś się dość w życiu, zasługujesz 
teraz   na   lepsze   dni.   Pomyśl  o  maleństwie,   które   urodzisz.   Duże  dzieci 
dadzą sobie radę. Elise i Hilda są dorosłe, a Peder i Kristian już też wyrośli 
z   pieluch.   Jutro   zacznę   rozglądać   się   po   okolicy,   a   kiedy   znajdę   jakiś 
przytulny domek, wybierzemy się tam z Anne Sofie.

Jensine pochyliła się ku mężowi, a on objął ją ramieniem.
- Jestem szczęśliwy, że cię  znalazłem, Jensine,  i cieszę się,  iż mogę 

zapewnić ci lepsze życie. Zostawmy dzieci i wróćmy do twojej opowieści.

Roześmiała się cicho.
- Naprawdę chcesz ją usłyszeć? Historię mojej pierwszej miłości?
- Tak, nawet za cenę zazdrości.
- Zakochałam się w nim podczas podróży  do Kristianii. Pasażerowie 

musieli   nocować   w   Nordagutu.  W  nocy   zbudził   mnie   jakiś   rwetes   i   z 
początku nie zorientowałam się, o co chodzi. Drzwi się otworzyły i w 
bladym świetle księżyca ujrzałam jakąś ciemną sylwetkę. Ktoś wbiegł do 
pokoju   i   wyciągnął   mnie   z   łóżka.   „Pożar!",   krzyczał,   „dom   się   pali". 
Złapał   mnie   mocno   za   ramię   i   pociągnął   na   korytarz.   Przeraziłam  się, 
kiedy otoczyły nas kłęby dymu, ale on mnie nie puścił.

- To był Mathias - przerwał jej Asbjorn.
- Tak - potwierdziła Jensine. - Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to był 

on, zdjął mnie paniczny lęk. Później jednak zrozumiałam, że uratował mi 
życie.

- I dlatego się w nim zakochałaś?

background image

- Nie. Był bardzo przystojny, miał kruczoczarne włosy, ciemnobrązowe 

oczy i długie rzęsy. A poza tym biła od niego taka niezwykła pewność 
siebie - dodała szybko w obawie, by Asbjorn nie zorientował się, że w 
żyłach Mathiasa płynęła cygańska krew.

- I co było dalej? Jak zeszła wam podróż?
- Siedział obok mnie w pociągu. Pamiętam, że lokomotywa nazywała się 

„Mercur", z komina buchał czarny dym. Wagon pasażerski miał osiem 
wejść,   konduktor   musiał   trzymać   się   klamki,   kiedy   sprawdzał   bilety. 
Bałam się, że wypadnie.

- Mathias ośmielił się odezwać do obcej dziewczyny? Pokiwała głową.
- Miałam wrażenie, że znamy się od dawna. Za Kongsberg zostaliśmy 

sami w przedziale, a kiedy zbliżaliśmy się do Kristianii, chwycił mnie za 
dłoń i błagał o ponowne spotkanie. Protestowałam, mówiłam, że wuj z 
ciotką   nigdy   mi   na   to   nie   pozwolą,   ale   wtedy   zaproponował,   bym 
wymknęła się nocą.

- I zrobiłaś to? - zdziwił się Asbjorn.
-   Czekał   na   ulicy.   Kiedy   wyjrzałam   przez   okno,   posłał   mi   całusa. 

Przeraziłam się i szybko odsunęłam w głąb pokoju. Nie mogłam jednak 
zasnąć i kiedy późną nocą znów uchyliłam okno, usłyszałam, jak ktoś nuci 
piosenkę,   którą   matka   śpiewała   nam   w   sobotnie   wieczory.   To   była 
piosenka o Trulsie Wariacie, a zaczynała się od słów „Zerwał róży kwiat u 
wrót   doliny".   Miałam   wrażenie,   że   dzieje   się   coś   niezwykłego.   Nie 
znaliśmy się, nigdy wcześniej go nie widziałam, a on śpiewał mi ulubione 
strofy mojej matki.

- Nie odpowiedziałaś na pytanie. Wymknęłaś się z domu? - spytał z 

uśmiechem.

-   Ujrzałam   go   następnego   dnia.   Wybrałyśmy   się   z   ciotką   i   jej 

przyjaciółką   na   ulicę   Karl   Johan,   by   obejrzeć   pałac   królewski.   Za-
trzymałyśmy się przy pawilonie, gdzie grała orkiestra wojskowa. Ciotka z 
przyjaciółką usiadły na ławeczce, a ja przyglądałam się muzykom. Nagle 
stanął   za   mną,   chwycił   mnie   za   rękę   i   odciągnął   za   świerki   na   skraju 
chodnika. Powiedział mi, że wuj i ciotka często wychodzą wieczorami, a 
służącą   i   pokojówkę   można   przekupić.   Zanim   odszedł,   oświadczył,   że 
będzie na mnie czekał przy pompie na placu Stortorvet o godzinie siódmej 
tego samego wieczora.

- Poszłaś? Skinęła głową.
- Myślę, że to dobry moment, by przerwać opowieść - uśmiechnął się.
- To był błąd, Asbjorn. Dałam się omamić jego wyglądem, wesołością i 

pewnością siebie. Po latach odkryłam prawdę.

background image

Przyciągnął ją do siebie i wtulił twarz w jej włosy.
- Naszła mnie ochota, by dziś wcześniej pójść do łóżka. Co ty na to?
Pokiwała głową z uśmiechem, wstała i ruszyła za nim do sypialni.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Następnego dnia po wizycie Emanuela Elise postanowiła napisać list do 

Johana. Johan twierdził, że Emanuel nie wróci, ale mimo wszystko dręczył 
go   jakiś   niepokój.   Nie   odszedłby   od  Agnes,   gdyby   miał   pewność,   że 
dziecko jest jego. Elise znała go zbyt dobrze, by w to nie wątpić. I dlatego 
właśnie uważał, że Emanuel odszedł na dobre.

Zniknięcie Agnes mogło oznaczać tylko jedno: znalazła sobie kolejnego 

mężczyznę.   Im   więcej   Elise   o   tym   myślała,   tym   bardziej   nabierała 
przekonania, że Agnes przekomarzała się z nią jedynie, twierdząc, iż Johan 
jest ojcem jej dziecka. Agnes mogła marnować sobie życie, jeśli takie było 
jej   życzenie.   Johan   zapewne   też   nie   miał   nic   przeciw   temu.   A  rada 
Torkilda, człowieka ze wszech miar uczciwego, by wystąpić o rozwód, bez 
wątpienia dodała mu otuchy.

Najdroższy Johanie!
Miałeś rację, Emanuel nie wróci do mnie. Zjawił się wczoraj, bo doszły 

go słuchy, że jestem w ciąży. Pokłóciliśmy się, ale choć wzburzyło mnie 
jego zachowanie, trochę mi go żal. Zdaje sobie sprawę, że jest tchórzem, i 
wstydzi się tego, ale nie potrafi wystąpić przeciwko rodzinie. Jego rodzice 
o wszystkim wiedzą, ale matka ponoć twierdzi, że dziecko nie jest jego. 
„Nie   osądzaj   mnie   zbyt   surowo",   takie   słowa   wyrzekł,   zanim   odszedł 
Obiecał, że wesprze mnie finansowo, aleja sądzę, że to czcze gadanie. 
Emanuel   nie   ma   własnych   pieniędzy,   utrzymuje   go   ojciec.   Zresztą   nie 
wiem nawet, czy przyjęłabym jego pomoc.

Peder cierpi. Nie dlatego, by cenił Emanuela bardziej niż Ciebie, ale 

dlatego, że wciąż ktoś znika z jego życia.

Kiedy ostatnio szłam na pocztę, zaczepił mnie jakiś pijaczyna i pytał o 

Agnes. Twierdził, że nie można jej zastać na poddaszu przy Maridalsveien 
ani u Magnusa Hansena. Nie byłam pewna, czy pisać Ci o tym, ale w 
końcu chodzi o Twoją żonę, więc uznałam, że masz prawo wiedzieć. Ja też 
chcę   poznać   prawdę,   wszystko,   co   tyczy   Ciebie,   jest   dla   mnie   równie 
ważne.

Nie   potrafię   opisać,   jak   bardzo   tęsknię   za   Tobą.   Kiedy   nie   byliśmy 

razem, znajdowałam otuchę w tym, że mieszkałeś niedaleko. Wiedziałam, 
że   mogę   pójść   do   Ciebie,   a   ty   zawsze   znajdowałeś   czas,   by   mnie 
wysłuchać. Teraz gdy nie tłumię już w sobie zakazanych uczuć, wracam 
do   tamtych   szczęśliwych   chwil:   do   zimy   sprzed   dwóch   lat,   kiedy 
planowaliśmy ślub i zamierzaliśmy zamieszkać w kuchni u Twojej matki 
w Andersengdrden. W marzeniach wciąż przeżywam od nowa tamte dni. 

background image

Byłeś moim bohaterem i wciąż nim jesteś.

Twoja Elise
Pisała ostatnie słowa, kiedy usłyszała czyjeś kroki. Nie chciała, by Hilda 

lub chłopcy zorientowali się, czym się zajmuje, więc pośpiesznie nakryła 
arkusik   czystym   ręcznikiem   i   wróciła   do   poprzedniego   zajęcia. 
Wyjmowała pieluszki ze stosu prania na kuchennym stole i składała je w 
równe prostokąty.

To   nie   był  nikt  z   rodziny,  bo   rozległo   się   pukanie   do   drzwi.   Zanim 

zdążyła się odezwać, w szparze pokazała się głowa Torkilda.

-   Muszę   podzielić   się   z   tobą   pewną   wiadomością   -   powiedział   z 

uśmiechem.

Elise zdziwiła się, od kiedy przyjęto do druku Bliźniego, nie napisała nic 

nowego. Codziennie zastanawiała się nad wyborem tematu, ale nie mogła 
się   zdecydować.   Najbardziej   skłaniała   się   ku   opowieści   o   szwedzkiej 
rodzinie. Historia nie musiała być wcale smutna, wszystko zależało od 
tego, jak ubierze ją w słowa. Chodziło o to, by opisać zwykłą rodzinę 
pewnego   krawca,   która   winna   była   szczególnej   „zbrodni";   tego 
mianowicie, iż pochodziła ze Szwecji.

Torkild usiadł za stołem.
- Słyszałaś o pani Annie Marie Boe? Elise pokręciła głową.
- Razem z siostrą Cecilie wydają pismo „Urd", które drukują u Oscara 

Andersena.   Pismo   zdobyło   sobie   dużą   popularność,   również   wśród 
mężczyzn, choć właściwie skierowane jest do kobiet. Zajmuje się polityką 
i   kulturą,   a   wielu   publicystów   poczytuje   sobie   za   zaszczyt,   by   móc 
publikować w „Urd" swoje teksty.

- Nie sądzisz chyba, że przyjmą opowiadanie nieznanej autorki, skoro 

pracują dla nich same sławy?

-   Tak   właśnie   uważam.   Twoje   opowiadania   muszą   wzbudzić 

zainteresowanie   osoby   tak   bardzo   przejętej   problemami   tego 
społeczeństwa.

Elise zrobiło się gorąco z wrażenia.
- Mogłabym napisać o Hildzie? Tak, by nikt jej nie rozpoznał?
- Oczywiście. Uważam, że historia Hildy warta jest rozpowszechnienia. 

Wiele dziewcząt spotkał podobny los. Opowieść o matce zmuszonej do 
oddania własnego dziecka wstrząśnie czytelnikami.

- Żeby tylko majster nie dowiedział się o niczym. Niedawno domagał się 

ujawnienia, kto kryje się pod pseudonimem Elias Aas.

Torkild zmarszczył czoło.
-   Zmień   miejsce   pracy   na   fabrykę   zapałek,   papiernię   czy   wytwórnię 

background image

mydła. Wszędzie pełno jest młodych robotnic. Zresztą możesz pominąć 
takie szczegóły.

Elise   potakiwała   ochoczo,   w   myślach   tworzyła   już   zarysy   nowego 

tekstu.

-   Najlepiej   odwiedź   panią   Boe   i   porozmawiaj   z   nią.   Słyszałem,   że 

poświęca swoim autorom dużo czasu i udziela im cennych rad. Jeśli dowie 
się,   że   opublikowałaś  opowiadania   w   „Verdens  Gang"  i  „Nylaende",   z 
pewnością okaże zainteresowanie.

- Dziękuję, Torkild, że dodajesz mi otuchy.
- Słyszałem, że wczoraj kręcił się tu Emanuel - spoważniał.
- Nic się przed ludźmi nie ukryje.
-   Nie   przyszedłem   plotkować,   tylko   spytać,   czy   nie   potrzebujesz 

pomocy.

Elise pokręciła głową.
- Emanuel dowiedział się, że jestem w ciąży, i przyszedł sprawdzić, czy 

to   prawda.   Kiedy   wychodził,   wyglądał   dwadzieścia   lat   starzej   - 
uśmiechnęła się słabo.

Torkild przyglądał się jej badawczo.
- Czyżby było ci go żal?
- Tak. Niełatwo jest żyć komuś, kto stracił szacunek do samego siebie.
- Masz rację - przytaknął Torkild. - Niektórych ludzi nie nękają wyrzuty 

sumienia,   inni   zaś  mają   ich   w   nadmiarze.   Jestem   pewien,   że   Emanuel 
należy do tej drugiej kategorii.

-   Ja   też.   Prosił   mnie,   bym   nie   osądzała   go   zbyt   surowo.   Zapadło 

milczenie.

- Miałaś jakieś wieści od Johana? - spytał ostrożnie.
-   Tak,   dostałam   list   i   odpowiedziałam   nań.   Zanim   przyszedłeś, 

skończyłam pisać kolejny. Agnes przekazała mu wiadomość o mojej ciąży.

Torkild otworzył szeroko oczy.
- I jak to przyjął?
- Tak jak przystoi przyzwoitemu człowiekowi. Jedno czy dwoje, to nie 

ma żadnego znaczenia, napisał.

Torkild uśmiechnął się z ulgą.
- A więc odnaleźliście znów drogę do siebie?
- Tak, ale wciąż mamy daleko do celu.
-  Wiem.  Anna   i   ja   nie   traciliśmy   nadziei,   że   tak   się   stanie.   Ożenek 

Johana i twoje zamążpójście to były pomyłki. Nic nie ucieszyłoby nas 
bardziej   niż   powrót   do   starych   dobrych   czasów.   A   tak   przy   okazji, 
widziałaś się ostatnio z Agnes? Do nas od dawna nie zachodzi.

background image

-   Słyszałam,   że   nie   mieszka   już   przy   Maridalsveien   ani   u   Magnusa 

Hansena. Tyle że dowiedziałam się tego z ust pewnego pijaczyny, więc nie 
wiem, ile w tym prawdy.

Torkild zagryzł wargę w zamyśleniu.
- Doszły mnie słuchy, że widywano ją w zaułku koło sklepu wdowy po 

Jacobie.

Elise przeraziła się.
- Przy Myralokka? Pokiwał głową.
- W sklepie nie wolno pić alkoholu, więc wynoszą go na ulicę.
- Nad sklepem są robotnicze mieszkania. Wiem, że Agnes miała tam 

znajomych.   Jednego   chłopaka   pamiętam   nawet   ze   szkoły,   był   z   niego 
kawał łobuza. Ale może już tam nie mieszka - Elise zawahała się, po czym 
dodała: - Może źle zrobiłam, przekazując Johanowi słowa pijaczyny.

- Uważam, że dobrze zrobiłaś. Johan wiedział, że Agnes ma swoje za 

uszami, ale nie zdawał sobie chyba sprawy, jak bardzo jest lekkomyślna. 
Potrzebuje   wsparcia,   by   się   od   niej   uwolnić.   Kościół   sprzeciwia   się 
rozwodom   niezależnie   od   okoliczności.   Johan   czuje   się   za   nią 
odpowiedzialny.

- I nie porzuci jej, jeśli dziecko jest jego. Agnes oświadczyła Johanowi, 

że ojcem dziecka jest Magnus Hansen, mnie natomiast powiedziała, że to 
Johan. Myślę jednak, że zrobiła to z przekory. Nie spodobało się jej, iż 
odprowadziłam Johana na nabrzeże, i chciała wymusić na mnie obietnicę, 
że   zrezygnuję   z   prób   odzyskania   jego   miłości.  Agnes   na   Johanie   nie 
zależy, ale liczy na duże pieniądze, jeśli Johan kiedyś stanie się sławny. 
Wiele osób wróży mu świetlaną przyszłość.

Torkild prychnął pogardliwie.
- Agnes nie jest go godna. Johan to wspaniały człowiek, zasługuje na 

lepszy los.

Podniósł się z krzesła.
- Muszę wracać do pracy. Wpadłem tylko na chwilę, by powiedzieć ci o 

pani Boe.

- Dziękuję. Zaraz biorę się do pracy.
Kiedy   Torkild   zniknął   za   drzwiami,   Elise   włożyła   list   do   koperty, 

zakleiła ją i zasiadła do pisania.

Starała   się   opisać   pogodną   szesnastolatkę,   która   marzy   o   życiu   w 

luksusie, lecz skazana jest na pracę w fabryce w nadrzecznej dzielnicy. Aż 
do chwili, gdy zauważa, że jeden z kierowników z biura uśmiecha się do 
niej częściej niż do innych dziewcząt.

Prawdziwe   wyzwanie   to   wyjaśnić   czytelnikowi,   dlaczego   zwykła 

background image

dziewczyna,   marzeniami   i   tęsknotami   nieróżniąca   się   od   swoich 
rówieśniczek, idzie do łóżka z podstarzałym mężczyzną za coś do jedzenia 
i jakiś fatałaszek. Elise wciąż nie mogła zrozumieć, dlaczego Hilda tak 
postąpiła. By przydać opowiadaniu wiarygodności, zamierzała przerobić 
majstra na nieco atrakcyjniejszą postać; w ten sposób mogła wlać w tę 
dziewczynę jakieś uczucia. Trzeba było też podkreślić wiarę Hildy w to, że 
„kierownik"   zechce   zaopiekować   się   nią   i   dzieckiem.   Elise   pamiętała 
tamten   dzień,   gdy   Hilda   zwierzyła   się   jej   z   miłości   do   majstra,   który 
zapewniał jej bezpieczeństwo i dawał nadzieję na lepszą przyszłość.

Hugo zaczął marudzić i domagać się uwagi. Elise podniosła chłopca z 

podłogi i dała mu kawałek chleba zamoczony w mleku, po czym odłożyła 
go i wróciła do pisania.

Dziwnie   było   wracać   do   zdarzeń   sprzed   lat.   Wydobywała   dawno 

zapomniane szczegóły z zakamarków pamięci. Najlepiej pamiętała tamten 
dzień, kiedy Braciszek przyszedł na świat. Hilda leżała w łóżku, na jej 
wargach   błąkał   się   uśmiech   szczęścia.   Siostra   spojrzała   na   nią   z 
błyszczącymi oczyma i powiedziała: „On jest mój, Elise. Śliczny z niego 
bobas, nieprawdaż?" Przytaknęła przez łzy, ciesząc się w duchu, że Hilda 
urodziła zdrowego chłopczyka. I że kocha, co dziwne, ojca tego dziecka, a 
on także darzy ją miłością. Wtedy jeszcze w to wierzyła.

Jakże odmienne było kolejne wspomnienie. Dzień, w którym w panice 

popędziła do Agnes, by zdobyć adres kobiety z Mollergata. Kiedy wróciła 
z fabryki tamtego wieczora, zastała Hildę w kuchni.

Coś ją tknęło już od progu. Hilda zachowywała się dziwnie, nie ruszyła 

jedzenia, nie odpowiadała na pytania.

Minęła   dłuższa   chwila,   zanim   Elise   odkryła,   co   się   stało.   Zmywając 

naczynia   w   misce,   skaleczyła   się   nożem.   Ruszyła   na   poszukiwanie 
szmatki,   by   opatrzyć   skaleczenie,   i   dostrzegła,   że   szuflada   komody, 
służąca Braciszkowi za łóżko, była pusta. Wtedy jeszcze nie domyśliła się 
niczego, pomyślała po prostu, że Hilda zaniosła małego do Anny lub do 
majstra.   Siostra   długo   siedziała   w   milczeniu.   Kiedy   wreszcie   wyjawiła 
prawdę, Elise nie uwierzyła. „Kłamiesz", szepnęła, rozdziawiwszy usta. 
„Nikt nie oddaje własnego dziecka".

Nie   pamiętała   odpowiedzi   Hildy,   jedynie   jej   wzrok,   drżące   wargi   i 

histeryczny śmiech, który nie był oznaką wesołości. Kiedy siostra wsparła 
się o stół i wybuchnęła płaczem, Elise pojęła, że to nie żarty. Hilda oddała 
własne dziecko...

Pisała te  słowa, roniąc  łzy. Świadomość, że Braciszek znalazł ciepły 

dom u pani Paulsen, nie była żadną pociechą. Nie znajdowała również 

background image

otuchy w myśli, że Hilda ułożyła sobie życie u boku Reidara. Ból, który ją 
przenikał, nie obejmował wyłącznie siostry, ale wszystkie matki zmuszone 
do rozstania z własnymi dziećmi. Powinno istnieć prawo, które by tego 
zakazywało. Matkę łączą z dzieckiem więzy nierozerwalne.

Co działo się w głowie Hildy, kiedy podpisywała oświadczenie, iż nigdy 

nie   zażąda   zwrotu   chłopca?   Co   pomyśli   Braciszek,   jeśli   kiedykolwiek 
odkryje prawdę? Gdyby Hilda cierpiała na jakąś chorobę lub słabość, która 
nie pozwalałaby zajmować się dzieckiem, może okazałby wyrozumiałość. 
Hilda   jednakże   była   zdrowa   i   silna,   miała   pracę   i   rodzinę   gotową   do 
pomocy.

Przypomniała   sobie   pierwszą   noc   bez   Braciszka.   Peder   leżał   w 

ciemności i płakał. Elise obserwowała go wcześniej, jak wodził oddanym 
wzrokiem   za   maleństwem,   wślizgiwał   się   do   izby,   by   popatrzeć   na 
chłopczyka,   siadywał   przy   nim   i   studiował   ruchy   malutkich   rączek   i 
śmieszne miny niemowlęcia. Cieszył się, że Braciszek będzie dorastał u 
jego boku, że zyska towarzysza zabaw. Chwalił się nim przed kolegami z 
ulicy i wracał pośpiesznie ze szkoły, by go zobaczyć.

A teraz Braciszka już nie było, a żal Pedera przerastał niemal ten, który 

czuł   po   stracie   ojca.   Elise   uznała   nawet,   że   lepiej   by   się   stało,   gdyby 
Braciszek   umarł.   Peder   nie   potrafił   pojąć,   że   Hilda   oddała   synka,   by 
zapewnić mu lepszą przyszłość. Oznaczało to bowiem, że życie Pedera 
niewiele jest warte.

Późno w noc słyszała płacz Hildy i słowa, które wypowiadała przez sen: 

„Nie, powiedziałam, że tego nie chcę!"

Peder też to usłyszał i potykając się w ciemności, wprosił się do jej 

łóżka. Zwinął się w kłębek u jej boku przerażony tym, co się stało.

Elise   dopisała   zakończenie,   choć   wspominanie   tamtych   zdarzeń 

sprawiało   jej   niewypowiedziany   ból.   Zmieniła   jedynie   imiona   i   nazwę 
fabryki, a z majstra zrobiła „kierownika". Człowieka, który wykorzystał 
marzenia młodej dziewczyny o lepszym życiu.

Stawiając   ostatnią   kropkę,   poczuła,   jak   ogarnia   ją   zmęczenie.   Hugo 

płakał, pochłonięta pracą Elise nie pomyślała, by się nim zająć. Włożyła 
arkusiki papieru do koperty i zaadresowała ją do pani Anny Marie Boe z 
czasopisma „Urd". Potem na osobnej kartce napisała swoje nazwisko i 
adres   i   wyliczyła   opowiadania,   której   do   tej   pory   udało   się   jej 
opublikować. W zakończeniu wyjaśniła, iż ma nadzieję zwrócić uwagę 
ludzi na los najsłabszych istot w tym społeczeństwie: samotnych, biednych 
matek.

Potem wzięła Hugo na ręce i ruszyła na pocztę, by wysłać oba listy.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Przyszły   dni   nerwowego   oczekiwania.   Na   widok   listonosza   Elise 

wybiegała przed próg, ale za każdym razem czekało ją rozczarowanie.

Może   list   nie   dotarł?   Zrobiła   głupstwo,   wysyłając   go   pocztą,   mogła 

doręczyć go osobiście. Zdjął ją strach, pamiętała jeszcze uczucie wstydu, z 
jakim   wkraczała   do   siedziby   pisma   „Nylasnde",   i   krytyczny   wzrok 
sekretarki.   Wprawdzie   potraktowała   ją   uprzejmie,   ale   nie   ukrywała 
zdziwienia   faktem,   że   biedna   robotnica   przynosi   im   swoje   literackie 
próbki. Elise nie chciała ponownie przeżywać takiego upokorzenia.

Teraz będzie musiała napisać opowiadanie od początku, a wcale nie była 

pewna, czy zdoła to uczynić. Wizyta Torkilda dodała jej odwagi i wprawiła 
we właściwy nastrój. Za drugim razem mogła już nie znaleźć właściwych 
słów   i   tej   pasji,   z   którą   przelała   swe   uczucia   na   papier.   Nie   da   się 
dwukrotnie napisać tej samej historii w identyczny sposób.

I   nie   można   żyć   z   pisania.   Pieniądze   od   pani   Paulsen   starczyły   na 

tydzień   i   choć   Reidar   i   Hilda   płacili   część   czynszu,   wydatki   znacznie 

background image

przekraczały to, co zdołała zarobić.

Dach wymagał remontu. Właściciel odmówił pomocy, oświadczył, że 

równie dobrze mogą się wyprowadzić. Petrike i Hjalmar napomykali, że 
znajdą sobie inne mieszkanie, jeśli deszcz będzie kapał im na głowy. A 
kiedy   wieść   o   cieknącym   dachu   się   rozejdzie,   trudno   będzie   znaleźć 
nowych lokatorów.

Pani   Paulsen   nie   odzywała   się.   Elise   miała   nadzieję,   że   któraś   ze 

służących zjawi się z kolejnym zleceniem, ale dni mijały, a pani Paulsen 
nie   dawała   znaku   życia.   Próbowała   pisać,   ale   nie   miała   nastroju. 
Potrzebowała   stałego   zajęcia,   lecz   gdzie   takie   znaleźć?   Pieniądze   od 
Ansgara i pana Ringstada kończyły się, wkrótce zostanie bez grosza przy 
duszy z piątką dzieci na utrzymaniu.

Na   szczęście   Carl  Wilhelm   nie   zażądał   jeszcze   zwrotu   wózka.   Elise 

postanowiła   zabrać   Hugo   i   obejść   wszystkie   sklepy   przy   Sagveien   i 
Maridalsveien   w   poszukiwaniu   pracy.   W   najbliższej   okolicy   było   ich 
wiele,   sprzedawano   w   nich   nabiał,   wyroby   kolonialne,   kapelusze   i 
słodycze. Mogła też zapuścić się dalej, na Sandakerveien, spytać panią 
Grorud   lub   Magdę   na   rogu.   Lub   zająć   się   sprzątaniem   jak   Hilda.   W 
ostateczności mogła spróbować w przędzalni, choć szczerze wątpiła, że 
znajdzie tam posadę. Od pewnego czasu u Graaha nie zatrudniano nawet 
zamężnych   kobiet,   a   zresztą   Hugo   był   zbyt   mały,   by   mogła   liczyć   na 
miejsce w żłobku.

Nie zdążyła dojść do furtki, kiedy na moście pojawił się jakiś postawny 

mężczyzna w czarnym garniturze i białej koszuli, na głowie miał cylinder, 
a w dłoni ściskał laseczkę. Widok był tak niezwykły, że Elise mimowolnie 
zatrzymała się.

I z nagłym przestrachem rozpoznała eleganta: to był majster Paulsen! 

Nie pokazywał się w tej okolicy od dawna. Kiedy Hilda uciekła od niego 
tuż   przed   porodem,   nie   zrobił   nic,   by   ją   znaleźć.   Nie   zjawił   się   na 
pogrzebie małej Jensine, ale to można jeszcze było jakoś wytłumaczyć: 
ukrywał wszak przed ludźmi fakt, że był ojcem dziecka.

Chciała   zawrócić   i   schować   się   w   domu,   kiedy   mężczyzna   podniósł 

laskę i groźnym gestem skierował ją ku niej.

- Pani Ringstad? - powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu. - Chcę 

zamienić z panią kilka słów.

Użył oficjalnej formy, co natchnęło Elise nadzieją. Do robotnic zawsze 

mówił   po   imieniu,   ją   widocznie   zamierzał   traktować   z   większym 
szacunkiem,   skoro   została   żoną   syna   posiadacza   ziemskiego   i   byłego 
oficera Armii Zbawienia. Może nie miał pojęcia, co się zdarzyło? Może 

background image

nawet nie wiedział, że Hilda wyszła za mąż?

Elise nie ruszyła się z miejsca.
Zbliżał się zadyszany, czerwony na twarzy, był teraz znaczenie tęższy, 

niż kiedy widziała go po raz ostatni. Nie mogła pojąć, że Hilda poszła z 
kimś takim do łóżka.

Dygnęła   z   nawyku   i   zaraz   tego   pożałowała.   Nie   pracowała   już   w 

przędzalni, nie musiała traktować go tak uniżenie.

- Możemy wejść do środka?
Nie czekając na odpowiedź, pchnął furtkę i ruszył na schodki.
- Widzę, że pani wychodzi, ale te sprawy muszą zaczekać. Mam z panią 

do pomówienia.

Elise nie odważyła się zaprotestować.
Paulsen   okrążył  narożnik   domu,   pchnął  drzwi  kuchenne   i  wszedł  do 

środka,   jakby   był  panem  tego   domu.   Dysząc  głośno,   opadł  na  taboret, 
wyjął ogromną chusteczkę z kieszeni i otarł czoło.

-   Niech   mi   pani   powie,   pani   Ringstad   -   odezwał   się,   kiedy   złapał 

oddech. - Czy to prawda, że pani siostra wyszła za mąż za nauczyciela ze 
szkoły w Sagene?

Elise   zatrzymała   się   przy   drzwiach.   Spodziewała   się   gwałtownej 

przemowy, frontalnego ataku na Hildę za to, że uciekła spod jego skrzydeł. 
Albo oskarżeń pod jej adresem za opublikowanie opowiadania w „Verdens 
Gang". Skinęła głową zdziwiona.

- Czy to dobry człowiek?
Przytaknęła   po   raz   kolejny.   Chce   mnie   zwieść   swoją   uprzejmością, 

pomyślała. Zaraz się zacznie.

- Wiem, że dziecko zmarło. Niczego innego się nie spodziewałem.
Machnął   ręką,   rozglądając   się   po   kuchni   obwieszonej   praniem,   lichą 

bielizną chłopców i zniszczonymi ręcznikami.

Elise poczuła, że wzbiera w niej złość. Cóż z tego, że był majstrem, 

mieszkał w pięknym domu na szczycie wzgórza Aker i miał elektryczne 
oświetlenie. Tak łatwo się nie wywinie.

- Była bardzo słabowita. W ogóle nie przyjmowała pokarmu.
Z   satysfakcją   stwierdziła,   że   jej   głos   zabrzmiał   ostro   i   wyraźnie. 

Zdziwiła się jednak, widząc, że Paulsen kiwa głową z zamyśleniem.

-  Tak   słyszałem.   Może   i   lepiej,   że   tak   się   stało.   Zwłaszcza   że   żona 

mojego bratanka się rozchorowała. Nie zniosłaby takiej straty.

Elise nic nie odrzekła. Nie była pewna, co teraz nastąpi, i zdumiała się, 

że majster rozmawia z nią tak otwarcie. Zapewne nie przyznał się wobec 
nikogo,   że   jest   ojcem   obojga   dzieci,   które   Hilda   wydała   na   świat,   ale 

background image

musiał liczyć się z tym, iż Elise wie o wszystkim.

- Wiele się tu dzieje - ciągnął. - Dzieci umierają na odrę i suchoty, ludzie 

skaczą w odmęty wodospadu. Wciąż jakieś nieszczęścia.

Te słowa zbudziły jej czujność. Nie mogła zdradzić się choć słowem, że 

jest autorką opowiadania o Mathilde. Może chciał ją pociągnąć za język, 
by wydobyć z niej to wyznanie? Wzruszyła ramionami.

- Skąd mam to wiedzieć? Nie czytam gazet.
- Nie czyta pani gazet? - zdziwił się. - Sądziłem, że różni się pani od 

tych młodych ludzi, którym w głowie tylko hulanki i swawole.

-   Nie   stać   mnie   ani   na   gazety,   ani   na   hulanki,   panie   Paulsen.   Mam 

czworo dzieci na utrzymaniu, a piąte jest w drodze.

- No właśnie. Co rok prorok. Słyszała pani, że w jednym z mieszkań na 

Griinerlokka   gnieździ   się   siedemnastoosobowa   rodzina?   Po   co   rodzicie 
tyle dzieci, skoro nie stać was na ich utrzymanie?

Elise nie odpowiedziała. A jak tego uniknąć? Nie wiedział, co to znaczy 

małżeński obowiązek? Paulsen wbił w nią wzrok.

-   Sb/szałem,   że   była   pani   najlepszą   uczennicą   w   klasie.   Pewna 

nauczycielka opowiadała mi, że pisała pani piękne wypracowania, które 
odczytywano na głos.

Elise zmusiła się, by patrzeć mu prosto w oczy.
- To stare czasy. Po skończeniu szkoły poszłam do pracy.
- A teraz? Czym teraz się pani zajmuje?
- Szyciem.
- Doszły mnie słuchy, że pani mąż się wyprowadził.
- Musiał pomóc rodzicom we dworze, bo brakuje im rąk do pracy.
Kłamstwo   miało   gorzki   smak,   ale   nie   zamierzała   dzielić   się   swoim 

wstydem z tym człowiekiem.

- Ach tak. Nie należy więc wierzyć w plotki. Utrzymuje się pani z szycia 

czy też wspiera panią mąż?

- Oczywiście, że mąż łoży na rodzinę, ale muszę dorabiać, by starczało 

na czynsz.

Paulsen ponownie rozejrzał się wokół siebie.
- A pani siostra i jej mąż mieszkają tutaj?
Skinęła   głową   poirytowana.   Kto   dał   mu   prawo,   by   wpadać   tutaj   i 

zadawać jej te wszystkie intymne pytania? Nie przyszedł, by się zemścić. 
Przyszedł, by węszyć.

- Czego pan chce ode mnie, panie Paulsen? - spytała grzecznie, choć nie 

zdołała ukryć rosnącego rozdrażnienia.

Pokręcił głową zakłopotany. Ze zdziwieniem dostrzegła wyraz smutku 

background image

na jego twarzy i nagła myśl przyszła jej do głowy. Może majster naprawdę 
kocha Hildę? Może tęskni za nią, może jest zazdrosny o Reidara?

Jeśli jednak kocha Hildę, nie oddałby jej dziecka. Coś się nie zgadzało. 

Przecież   mężczyźni   chyba   rozumieją,   czym   dla   matek   jest   strata 
potomstwa?

Paulsen zagryzł wargę, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Przyszedłem właściwie sprawdzić, jak się pani miewa - powiedział 

wreszcie. - Wszak to ja wysłałem pani matkę do sanatorium i zająłem się 
Hildą, kiedy potrzebowała pomocy.

Elise   miała   ciętą   odpowiedź   na   końcu   języka,   ale   powstrzymała   się. 

Może rzeczywiście tak to widział? Może naprawdę uważał, że uchronił 
Hildę przed gorszym losem? Pokrętne wytłumaczenie, ale Elise przestało 
już cokolwiek dziwić. Roześmiał się nieco wstydliwie.

- A poza tym powiedział mi ktoś, że pisuje pani do gazet. Nie wiem, 

skąd   ta   osoba   wzięła   swe   informacje,   ale   uznałem   je   za   tak 
nieprawdopodobne,   że   postanowiłem   sprawdzić   u   źródła.   -   Znów 
zachichotał. - Skoro nie stać pani na kupowanie czasopism i spędza pani 
całe dni na szyciu, to skąd wzięłaby pani czas na pisanie?

Elise   też   się   roześmiała,   choć   w   jej   uszach   śmiech   zabrzmiał   nieco 

sztucznie.

- To rzeczywiście niedorzeczne. I ta osoba uważa, że mam posadę w 

gazecie? Z moją pozycją społeczną?

Paulsen  zaśmiał się raz jeszcze, tym razem,  by  pokryć zażenowanie. 

Uznał   wyraźnie,   że   wygłupił   się,   zdradzając   się   ze   swoim 
przypuszczeniem.

- Czego to ludzie nie wymyślą? Tak to już jest, pani Ring-stad, że ludzie 

wyróżniający się z tłumu stają się obiektem plotek i podejrzeń. A pani i 
pani siostra nie jesteście takie jak mieszkańcy tej dzielnicy. Matka pani też 
żyje inaczej. Wyszła za mąż po raz drugi i matkuje małej dziewczynce, 
zostawiwszy własne dzieci. To wystarczy, by ludzie obgadywali was za 
waszymi plecami, ale ja uważam, że każdemu z nas pisany jest odrębny 
los. Mój ojciec był majstrem, a dziad pracował w młynie zbożowym Ivera 
Olsena. Pani jest córką robotników, więc wydawałoby się właściwe, by 
podążała pani ich śladami. - Urwał, by wytrzeć czoło chusteczką. - Więc 
można wyżyć z szycia? Co będzie, jeśli pani mąż przestanie przysyłać 
pieniądze?

- Nie wiem, zbyt krótko się tym zajmuję. Dostawałam zamówienia od 

młodej  pani  Paulsen,   ale   teraz   zapadła   na   zdrowiu   i  nie   mam  nowych 
zleceń.

background image

- I została pani bez pracy? - przeraził się.
- Właśnie wybierałam się do sklepów przy Maridalsveien, by poszukać 

zajęcia, kiedy pan się zjawił.

Paulsen odetchnął z ulgą. Chyba nie do końca uwierzył w zapewnienia 

Elise, że nie pisuje do gazet. Skoro jednak dziewczyna szuka zatrudnienia, 
to chyba ma ku temu jakiś powód. I nie spędza czasu nad kartką papieru.

-   Jeśli   pani   chce,   rozpytam   się   wokół.   Umie   pani   coś   jeszcze   poza 

szyciem i przędzeniem? Zna się pani na pracy biurowej?

Elise pokręciła głową.
- Nie wiem nawet, jak wygląda maszyna do pisania.
- Ma pani ładny charakter pisma? Mógłbym zobaczyć jakieś próbki?
-  Nie   mam  papieru   ani  ołówka  i  nie   sądzę,   by   mój   charakter  pisma 

przypadł panu do gustu. Od ukończenia szkoły nie napisałam ani słowa.

- Jestem przekonany, że potrzeba nam kogoś do sprzątania pomieszczeń 

biurowych - ożywił się Paulsen. - Polecę brygadziście, by znalazł dla pani 
jakieś zajęcie.

- Dziękuję, ale rozejrzę się najpierw za posadą w sklepie. To łatwiejsza 

praca dla matki z małym dzieckiem.

- Rozumiem - powiedział, wstając. - Proszę pozdrowić siostrę i życzyć 

jej pomyślności w małżeństwie.

Zrobił dwa kroki w kierunku drzwi i zatrzymał się.
- A co pani sądzi o tym młodym nauczycielu? Lubi go pani?
- Reidar Jensen to miły człowiek. Pomaga mojemu młodszemu bratu 

odrabiać lekcje. Peder nie jest zbyt pilny.

- Hm. A skąd on pochodzi? Z jakiejś dobrej rodziny?
- Jego rodzice mieszkają przy Josefinegate.
- Ach tak? W takim razie Hilda ma szczęście. Miejmy nadzieję, że ten 

młody   człowiek   wytrzyma   po   wschodniej   stronie   rzeki.   A   może 
zamierzacie się przeprowadzić?

- Dobrze się nam tutaj mieszka, panie Paulsen - oznajmiła Elise z lekką 

irytacją.

- Doprawdy? I nie przeszkadza wam szum wodospadu?
- Nic a nic. Latem wygrzewamy się w słońcu wśród drzew i zieleni. Inni 

nawet tego nie mają.

- Smród od rzeki jest jednak nie do wytrzymania.
- To zależy, z której strony wieje wiatr. A jak robi się źle, wchodzimy do 

domu i zamykamy okna.

Pokręcił głową i ruszył do drzwi.
-   Jest   tak,   jak   mówię,   ludzie   powinni   mieszkać   tam,   gdzie   los   im 

background image

wyznaczył miejsce.

Elise odprowadziła go za próg. Hugo spał smacznie w wózecz-
ku.
- Miłego dnia, pani Ringstad. - Paulsen uchylił kapelusza. - Dziękuję za 

miłą pogawędkę.

- Ja też dziękuję, panie Paulsen.
Odprowadziła go wzrokiem, kiedy schodził po schodach i szedł w stronę 

furtki. Nie miała wątpliwości, dlaczego ją odwiedził.

To, co ją zdziwiło, to przyjazny sposób, w jaki ją potraktował. Mógł 

ciskać gromy i pogróżki. Tymczasem rozmawiał z nią tak, jakby należała 
do tej samej warstwy.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Elise znalazła pracę w sklepie. Zeszła całą ulicę do kościoła w Sagene, 

skręciła   w   Sandakerveien   i   znalazła   się   na   powrót   na   Maridalsveien. 
Chciała już zrezygnować, kiedy  w końcu szczęście uśmiechnęło się do 
niej.   Wdowa   Borresen   mieszkająca   w   starym   domu   niedaleko 
Telthusbakken potrzebowała pomocnicy w małym sklepiku z nabiałem.

Wdowa była starszą gadatliwą kobietą, je) zmarły  mąż zajmował się 

ogrodnictwem,   ale   w   dawnych   czasach   w   ich   domu   znajdowała   się 
wozownia. Dom zbudowano na wsi w roku 1800, perorowała kobiecina, a 
woda w rzece nadawała się wtedy do picia. Droga z doliny  Maridalen 
biegła   tuż   obok   zabudowań   i   przemierzali   ją   chłopi   na   koniach   i 
furmankach, wioząc płody ziemi do miasta i wracając bez ładunku, za to z 
solidną porcją gorzałki w brzuchu.

Elise od razu ją polubiła. Pani Borresen nie miała nic przeciw temu, by 

zabierała Hugo ze sobą do pracy. Zaczęła następnego dnia.

W przerwie obiadowej przed sklepem ustawiała się kolejka robotnic, 

które wykorzystywały czas wolny na zakupy. Elise wdawała się z nimi w 
pogawędki, co było przyjemną stroną zajęcia. Były też złe strony, cały 
dzień tkwiła za ladą, podając towar i obliczając zapłatę. Oprócz mleka 
wdowa sprzedawała również pieczywo i inne artykuły spożywcze. Miała 
także beczki z gorzałką.

Po   skończonym   dniu   Elise   dotarła   do   domu   na   ołowianych   nogach. 

Hugo marudził, nie lubił siedzieć w wózeczku, a przestrzeń za ladą była 
niewielka w porównaniu z kuchnią w domku majstra.

Hilda wróciła wcześniej, zwykle nie poświęcała sprzątaniu więcej niż 

kilka przedpołudniowych godzin. Reidar nie życzył sobie, by pracowała 
ponad potrzebę. Elise podejrzewała, że wstydzi się zajęcia żony.

- Wielki Boże, jestem wykończona! - Elise opadła na stołek kuchenny. - 

Zapomniałam już, jak to jest, kiedy cały dzień spędza się na nogach. Plecy 
mnie bolą.

- Może skorzystasz więc z propozycji Paulsena? - uśmiechnęła się Hilda 

przekornie. Opowieść siostry o wizycie majstra zdumiała ją niepomiernie. 

background image

Resztę   dnia   spędziła,   nie   odzywając   się.   Elise   zastanawiała   się,   co   też 
siedzi w jej głowie. Może wciąż darzyła majstra uczuciem? A może po 
prostu próbowała domyślić się, jakie ma zamiary?

- Przyszedł list do ciebie. Elise aż podskoczyła z wrażenia.
- I dopiero teraz mi o tym mówisz? Gdzie go położyłaś? Hilda zdjęła 

białą kopertę z półki na talerze.

-   Tutaj.   Wygląda   ciekawie.   Napisałaś   nowe   opowiadanie?   -   spytała, 

uśmiechając się.

Elise   nie   odpowiedziała,   niecierpliwie   rozdarła   kopertę   i   przebiegła 

wzrokiem po tekście.

Droga pani Ringstad!
Z   przyjemnością   przeczytałam   Pani   opowiadanie.   Nie   mam   teraz 

miejsca, by je opublikować, ale chętnie zachowam je na późniejszą chwilę. 
Byłabym rada poznać Panią osobiście i zapraszam do naszej siedziby. Ma 
pani sprawne pióro, a opowieść o losie młodej robotnicy jest wstrząsająca. 
Może spróbowałaby Pani napisać książkę? Pod pseudonimem, rzecz jasna, 
w innym razie byłby kłopot z ogłoszeniem jej drukiem. Czekam na wieści 
od Pani.

Z poważaniem Anna Marie Bee, redaktorka czasopisma „Urd"
Elise złożyła karteluszek i wsunęła do koperty.
-   Złe   wiadomości?   -   Hilda   patrzyła   na   siostrę   z   napięciem.   Elise 

wzruszyła ramionami. Rozczarowanie było bolesne.

- No, wykrztuś wreszcie! Do kogo napisałaś? Elise pokręciła głową.
- Do czasopisma dla kobiet o nazwie „Urd". Wysłałam im opowiadanie, 

ale je odrzucili.

- Nic nie mówiłaś. O czym napisałaś? To smutna historia?
- Tak.
-  Ale   ty   jesteś   głupia!   Przecież   wiesz,   że   ludzie   nie   chcą   czytać   o 

nieszczęściach i dramatach. Napisz o matce, która wyszła z choroby, albo 
o dżentelmenie, który obdarował Pedera kociakiem.

- Nie chodzi tylko o temat. Nie mają miejsca na mój tekst. Pani redaktor 

zaproponowała, bym napisała książkę.

-   Więc   jej   posłuchaj!   -   ekscytowała   się   Hilda.   -   Możesz   pisać   po 

powrocie ze sklepu. Pomogę ci z Hugo, będę robić jedzenie dla chłopców i 
przekonam Reidara, by częściej pomagał Pederowi w lekcjach. Wiem, że 
ostatnio niezbyt się starał, ale na pewno się zmieni, kiedy się dowie, że 
zostaniesz pisarką. Będzie z ciebie dumny!

Elise patrzyła na siostrę w milczeniu. Miała potraktować ją poważnie? 

Zrobiło się jej gorąco, mogłaby przelać na papier wszystko, co leżało jej 

background image

na sercu, powiązać losy Oline, Mathilde i Othilie i poszukać przyczyn ich 
życiowych decyzji. Czytelnicy książek nie mieli pojęcia, co czuje matka, 
stojąc w kolejce biedaków po garnek zupy dla gromadki potomstwa. Nie 
spędzali   bezsennych   nocy   w   niedogrzanych   mieszkaniach,   dygocąc   w 
lichej   pościeli.   Nie   musieli   bronić   dzieciom  pójścia   do   szkoły   z   braku 
odzienia   dla   nich.   Jeśli   ludzie   chcą   zrozumieć,   dlaczego   młode   matki 
sprzedają się na ulicy, muszą sięgnąć głębiej. Wczuć się w los biednej 
młodej dziewczyny śpieszącej o pół do szóstej rano do żłobka z zaspanym 
dzieckiem na ręku i wracającej po nie na ołowianych nogach o szóstej, 
czasem ósmej wieczorem.

Pokiwała głową.
- Dobrze, Hildo. Naprawdę mam ochotę spróbować.
Zaczęła następnego dnia. Przez trzy kolejne tygodnie poświęciła pisaniu 

każdy wieczór po skończonej pracy.

Hilda   dotrzymała   słowa,   a   Reidar   też   okazał   się   pomocny.   Razem 

zajmowali się Hugo i chłopcami. Reidar odrabiał lekcje z całą trójką i 
poświęcił dodatkowy czas na naukę z Pederem.

Kristian bawił się z Hugo, kiedy Hilda gotowała kaszę, potem karmił go, 

a Hilda kładła chłopczyka do łóżka. Później przygotowywała kolację, a 
Reidar nosił drwa i wodę. Na koniec dnia zmywała podłogę w kuchni i 
prała pieluchy. Elise nie mogła się nadziwić jej pracowitości.

- Nie wiem, jak ci dziękować - powiedziała jednego wieczora. - Bez 

waszej pomocy nie znalazłabym czasu na pisanie.

- Nie ma za co - zmieszała się Hilda. - Zresztą robię to też dla siebie. 

Rodzice Reidara zaczęli inaczej na nas patrzeć. Ponoć chwalą się, że mają 
pisarkę w rodzinie.

- Ale ja przecież nie wydałam jeszcze żadnej książki! - przeraziła się 

Elise.

- Jak skończysz pisać, to przyjmą ją do druku. Tak mówi Reidar.
- To nic pewnego - pokręciła głową Elise. - Wydawnictwa zazwyczaj 

odsyłają rękopisy. Torkild twierdzi, że tylko nielicznym udaje się wydać 
pierwszą książkę.

- Po co więc piszesz? - zdziwiła się Hilda.
- Bo, jak to mówią, kto nie ryzykuje, nic nie ma.
Pożałowała tych słów, widząc rozczarowanie Hildy. Pewnie teraz nie 

będzie już tak chętna do pomocy.

-   Redaktorzy   w   „Nylasnde",   „Verdens   Gang"   i   „Urd"   twierdzą,   że 

dobrze piszę. Jeśli będę miała szczęście, przyjmą mi książkę do druku. 
Przeszłam już przez pierwsze sito.

background image

- Skończ więc ją, a potem zobaczymy - ożywiła się Hilda. - Rodzicom 

Reidara   nic   nie   musimy   mówić.   Zresztą   jakoś   dziwnie   się   zachowują. 
Byłam tam dwukrotnie po ślubie i za każdym razem pytają mnie o ciebie i 
Emanuela.

- Myślę, że wiem dlaczego.
Hilda spojrzała na siostrę ze zdziwieniem.
- Rozpowiadali historie o rudzielcu z Gjetemyrsveien, a potem zobaczyli 

Hugo. Kiedy Peder się wygadał, że rudzielec kocha się we mnie, połączyli 
jedno z drugim. Jestem przekonana, że uważają, iż Emanuel odszedł ode 
mnie, bo się puściłam z innym.

- W takim razie powinnyśmy powiedzieć im prawdę. Elise zawahała się 

i pokręciła głową.

- Nie możemy. Nawet matka nie wie o niczym, a co dopiero obcy ludzie. 

Poza  tym pomyśl  o Ansgarze  Mathiesenie.  Jeśli ludzie  dowiedzą  się  o 
wszystkim, będzie skończony, a tego sobie nie życzę.

- Jezu Chryste! Co cię obchodzi ten łobuz?
- Dość się już wycierpiał. Teraz ma narzeczoną i szansę na normalne 

życie. Nie zapominaj, że dwukrotnie usiłował odebrać sobie życie.

Hilda pokręciła głową.
- Masz nierówno pod sufitem. Nie słyszałam dotąd, by dziewczyna brała 

w obronę człowieka, który ją zgwałcił!

W początkach listopada do Elise przyszedł niezwykły list.
Hilda, Reidar i chłopcy czekali na jej powrót z pracy, nie mogąc ustać w 

miejscu   z   ekscytacji.   Nawet   Petrike   i   Hjalmar   dostrzegli   jasnobrązową 
kopertę opatrzoną zagranicznymi znaczkami i wymyślili jakiś pretekst, by 
znaleźć się w kuchni, kiedy Elise zjawiła się w domu. Gdy Hilda posłała 
im zirytowane spojrzenie, pośpiesznie wrócili na górę.

Elise nie przyznała się nikomu, że napisała do wujka w Ameryce. Teraz 

cała gromadka spoglądała na nią z zaciekawieniem.

- Co to może być? - spytała Hilda.
-   Może   ktoś   z   zagranicy   chce   wydrukować   twoje   opowiadanie   - 

zasugerował Reidar.

- A może list jest od Johana? - nie tracił nadziei Peder.
- Nie widzisz, że znaczki są inne? - skarcił go Kristian.
Elise   nabożnym   gestem   podniosła   małą   kopertę   z   czerwonym   i 

fioletowym znaczkiem z wizerunkiem głowy jakiegoś mężczyzny. Głośno 
odczytała treść stempla: „SPOKANE, oct 2, 1906, WASH.".

Napis na  znaczku głosił „U.S. postage",  na fioletowym znaczku pod 

nadrukiem napisane było „3 cent", a na czerwonym „2 cent". Jej nazwisko 

background image

widniało na samym środku, wypisane wyraźnym i czytelnym charakterem 
pisma:   „Mrs.   Elise   Ringstad,   San-dakerveien   przy   Beierbrua,   Norway, 
Kristiania, Scandinavia, Europe".

Wszyscy tłoczyli się wokół niej, zaglądając jej przez ramię.
- Co znaczy „Mrs."? - dopytywał się Kristian.
- Pani, to po angielsku - wyjaśnił Reidar. Evert nic nie pojmował.
- Ten list jest z Anglii? A skąd on wiedzą o Elise?
-   List   jest   z  Ameryki   -   rozwiązała   problem   Elise.   -   Napisałam   do 

jednego z naszych wujków i właśnie dostałam odpowiedź.

Nawet jeśli list miał okazać się jednym wielkim rozczarowaniem, nie 

mogła  dłużej  ukrywać  tego  przed  nimi;  musiała   wyjaśnić,  dlaczego   go 
dostała.

- Wiesz, z jakiej części Ameryki go wysłano? - zwróciła się do Reidara.
- Ja wiem - wtrącił się ochoczo Kristian. - Waszyngton to miasto na 

Wschodnim Wybrzeżu, a także stan na Zachodnim Wybrzeżu. Spokane - 
wymówił ten wyraz tak, jak go napisano - to nazwa miasta.

Reidar potwierdził, wiedza chłopca zrobiła na nim wrażenie.
- Otwórz go! - Hilda przestępowała z nogi na nogę. - Może ten nasz 

wujek jest bogaty i zaprasza nas do swego wielkiego domu!

Peder obrócił głowę i spojrzał na nią z przerażeniem.
-   Chciałabyś   wyprowadzić   się   znad   rzeki?   Hilda   westchnęła   z 

rezygnacją.

- Może przysyła nam pieniądze. Ludzie, którzy wyjechali do Ameryki, 

dorobili się fortun.

Elise ostrożnie otworzyła kopertę. Kiedy wyjmowała złożony arkusik 

papieru, ze środka wysunął się zielony banknot. Kristian złapał go, zanim 
zdążył opaść na podłogę.

-   Banknot   jednodolarowy!   -   zdziwił   się   Reidar.   -   Wart   wiele   koron 

norweskich!

Wszyscy przyglądali się dolarowi, który bardzo różnił się wyglądem od 

norweskich pieniędzy.

Elise rozłożyła arkusik i przebiegła wzrokiem cały tekst, zanim zaczęła 

czytać na głos: - Droga siostrzenico! List z Norwegii to dla nas surprise...

- Co znaczy „surprise"? - spytała Reidara.
- Niespodzianka. Elise podała mu list.
- Może ty go przeczytasz?
- Lepiej znam łacinę i niemiecki, ale mogę spróbować.
I zaczął czytać od nowa, tłumacząc pojawiające się angielskie wyrazy.
Droga siostrzenico!

background image

List   z   Norwegii   to   dla   nas   niespodzianka.   Nie   sądziliśmy,   że   nasza 

siostra żyje i że dziecko, które miała urodzić, da sobie radę w robotniczej 
dzielnicy Kristianii, mając takiego ojca. Teraz dowiadujemy się, że mamy 
dwie   siostrzenice   i   dwóch   siostrzeńców.   Z   Norwegii   dotarliśmy   do 
Minnesoty   i   pracowaliśmy   w   gospodarstwie,   a   teraz   mieszkamy   w 
Spokane na Zachodnim Wybrzeżu i wozimy drewno. Nie jest tak źle, jeśli 
nie   zdarzają   się   wypadki,   ale   to   ciężka   praca.   Dziś   pień   przygniótł 
człowieka i musieliśmy zawieźć go do szpitala, teraz zaś siedzę i piszę to, 
co mi się w głowie lęgnie, i zastanawiam się, co tam słychać w Norwegii? 
Jak się ma Jensine, chętnie bym się dowiedział. Brat ma dwóch synów w 
takim wieku jak twoi bracia. Z pożyczek zbudowaliśmy sobie duży dom z 
werandą.   Wydaliśmy   dużo   pieniędzy,   ale   zarabiamy   dobrze,   jakieś 
trzydzieści dolarów na miesiąc, a może i więcej. Napisz, co tam słychać w 
ojczyźnie, twój list bardzo nas ucieszył.

Serdeczne pozdrowienia od wujka Kristiana
-   Słyszeliście?-   -   Hilda   przewróciła   oczyma.   -   Dobrze   zarabiamy! 

Zbudowaliśmy sobie dom z werandą!

- Wujek Kristian! - Kristian posłał Elise zdumione spojrzenie. - Co to 

znaczy?

- To brat mamy. Mama dała ci imię po nim.
- A dlaczego nie mnie? - spytał Peder z zazdrością. Hilda klasnęła w 

dłonie.

- Wiecie co? Weźmy list i chodźmy do mamy! Kristian, Peder i Evert aż 

podskoczyli z radości.

- To dobry pomysł, Hildo - uśmiechnęła się Elise. - Matka z pewnością 

się ucieszy.

I już po chwili cała gromadka szła przez Beierbrua do Maridalsveien i 

skręciwszy w Akersbakken, skierowała się na Wzgórze Świętego Jana.

Przed domem Paulsena Juniora stała bryczka. Dwóch mężczyzn szło w 

kierunku furtki, rozmawiali cicho, a miny mieli zafrasowane. Jednym z 
nich był pan Paulsen, drugi, ubrany w płaszcz i kapelusz, ściskał w dłoni 
torbę lekarską. Nie zwracali uwagi na otoczenie, a Elise nie zamierzała się 
witać.

Spojrzała na Hildę i napotkała zaniepokojony wzrok siostry.
- Myślisz to samo co ja? - spytała ostrożnie. Hilda pokiwała głową.
- Biedny Braciszek - szepnęła, by nikt nie usłyszał jej słów. Zwolnili, 

zbliżywszy się do domu, w którym mieszkała matka i pan Hvalstad. Elise 
nie była już taka pewna, czy pomysł Hildy miał jakiś sens. Matka nie 
lubiła niespodzianek, a wizyta sześciu osób, licząc Hugo nawet siedmiu, z 

background image

pewnością   ją   zaskoczy.   Mogła   pójść   sama,   ale   chłopcy   przystali   na 
propozycję z taką ochotą, że nie miała serca im odmówić.

- Nie sądzę, że wpuszczą nas do środka. Jest późno, Anne Sofie kładzie 

się już do łóżka, a mama nie lubi tłumów wokół siebie.

Peder wyglądał na rozczarowanego, Kristian nawet nie zmienił się na 

twarzy.

- Pokażemy jej list i sobie pójdziemy - powiedziała Hilda.
- Przecież to wasza matka! - zdziwił się Reidar. - Pokażecie list i sobie 

pójdziecie?

- Matka chorowała, jest słabowita - wyjaśniła szybko Elise. - Gdybyśmy 

zapowiedzieli wizytę, na pewno zaprosiłaby nas do środka.

- Wątpię. - Hilda  nie  owijała  niczego  w bawełnę.  -  Matka  ma   teraz 

własną rodzinę i nie znajduje dla nas czasu.

- Kłamiesz, Hildo! - Peder spojrzał gniewnie na siostrę. - Nie pamiętasz, 

co z nią było? Leżała blada w łóżku. Gdyby nie wyjechała do sanatorium, 
to...

Nie zdążył dokończyć, bo Kristian położył mu błyskawicznie dłoń na 

ustach.

- Zamknij się, gnojku!
Elise   spojrzała   na   brata   ze   zdumieniem.   Już   dawno   się   tak   nie 

zachowywał.   Może   pod   maską   obojętności   skrywał   gorące   emocje? 
Zamyślona zadzwoniła do drzwi.

Rozległy się kroki, drzwi się uchyliły i w szparze ukazała się głowa 

Asbjorna.

- Wielkie nieba... - zdumiał się. - Czy coś się stało?  Elise pokręciła 

głową pośpiesznie.

- Chcemy tylko przekazać mamie miłą wiadomość. Wszyscy razem.
- Doprawdy, nie wiem. Jensine jest zmęczona. Właśnie kładły się obie z 

Anne Sofie.

- My na krótko. Chcemy pokazać jej pewien list.
- To może ja go wezmę. Właśnie się przeprowadzamy.
-  Przeprowadzacie  się?   -  spytały  Hilda  i  Elise   jednocześnie.  Asbjorn 

uśmiechnął się z zażenowaniem.

- Wynajęliśmy dom w Kjelsas. Ceny są tam przyzwoite, a Jensine i Anne 

Sofie służyć będzie życie na wsi. Co to za list?

Elise wyjęła arkusik z kieszeni i wręczyła Asbjornowi.
- .Napisałam do jednego z mamy braci w Ameryce i dzisiaj dostałam 

odpowiedź. Uznałam, że mama się ucieszy.

- List od brata Jensine? Przecież obaj odwrócili się do niej plecami i 

background image

zostawili na pastwę losu.

- Minęło prawie dwadzieścia lat. - Twarz Elise ściągnęła się w gniewie. - 

Chyba już czas, by zapomnieć dawne urazy?

- Pokażę jej list. Idźcie już.
Elise gotowała się z wściekłości. Odwróciła się gwałtownie.
- Chodźmy więc. Nie mamy tu nic do roboty.
Poszli za nią bez słowa i zatrzymali się dopiero na ulicy.
- Do diabła! - Oczy Hildy ciskały iskry. - Teraz już rozumiesz, Reidar.
Reidar pokręcił głową.
- Co się z nią dzieje?
-   Słyszałeś,   co   powiedział?   Jest   zmęczona   i   kładzie   aniołka   spać. 

Utulenie pięciolatki do snu to ciężka praca! A poza tym przeprowadzają 
się na wieś.

Elise ścisnęła dłoń Pedera i położyła rękę na ramieniu Kristiana.
-   Nie   będziemy   się   tym  przejmować.   Jutro   napiszemy   list   do   wujka 

Kristiana, każdy z was może dodać parę słów od siebie.

- Na mnie nie licz! - Kristian kopnął kamień ze złością.
- Uspokój się, Kristianie! - powiedziała Elise. - Przecież wiesz, że mama 

jest   słaba.   Asbjorn   nie   chciał   sprawiać   jej   kłopotu,   a   ona   sama   nie 
wiedziała, że stoimy za progiem.

- Na pewno! - prychnął Kristian pogardliwie. - Słyszała nas. Wiedziała, 

że przyszliśmy. Widziałem, jak przemykała się do kuchni.

- Musiałeś się pomylić. Myślę, że mama leżała już w łóżku.
Zaczęła pchać wózek, Peder i Evert pobiegli przodem. Chłopcy w tym 

wieku szybko puszczali rozczarowania w niepamięć i znajdowali sobie 
nowe zajęcie. Teraz biegali beztrosko w ciemności, nie myśląc o lekcjach 
czy pracy. Ulica była pusta, w powietrzu tańczyły płatki śniegu, pierwsze 
tej jesieni. To wystarczyło, by dobrze się bawić.

Hilda   i   Reidar   szli   za   nią,   pogrążeni   w   cichej   rozmowie.   Hilda 

pochlipywała,   a   Reidar   usiłował   ją   pocieszyć.   Nie   ma   się   czym 
przejmować, pomyślała ze złością. Matka nie stała się taka z dnia na dzień, 
zdążyli już się przyzwyczaić do jej kaprysów. Trzeba zapomnieć o tym 
zdarzeniu i cieszyć się listem z Ameryki.

- Odpiszemy, nawet jeśli mama sobie tego nie życzy - odwróciła się. - 

Zapamiętałam adres. Gdzie jest Kristian? - rozejrzała się wokół.

- Kristian? - zdziwiła się Hilda. - Szedł za nami. Elise zatrzymała się.
- Nigdzie go nie widać. Reidar i Hilda stanęli przy niej.
- Wielkie nieba! - zdziwiła się. - Ledwie przed chwilą słyszałam jego 

kroki.

background image

Elise   ogarnął   niewyjaśniony   lęk.   Przed   drzwiami   domu,   w   którym 

mieszkała matka, ujrzała Kristiana sprzed lat, kiedy groził, że zniknie na 
zawsze. Co też strzeliło mu do głowy? Czy zawód, który  sprawiła mu 
matka, skłonił go do ucieczki?

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Johan ostrożnie otworzył drzwi i wślizgnął się do środka. Gospodyni nie 

lubiła, kiedy ktoś hałasował na schodach późnym wieczorem. Była miłą 
kobietą, ale wymagała, by lokatorzy wracali do domu przed jedenastą.

Światło nie paliło się, musiał więc poruszać się po omacku. W głowie 

mu   szumiało,   nie   nawykł   do   picia.   Wychylił   wprawdzie   tylko   jedną 
szklaneczkę,   ale   to   wystarczyło.   Inni   śmiali   się   z   tej   jego 
wstrzemięźliwości,   ale   nie   uznał   za   stosowne,   by   tłumaczyć   się   przed 
nimi. Nie znał ich zbyt dobrze. Większość pochodziła z dobrych domów, 
ale   pozostawała   skłócona   z   rodzinami   w   proteście   przeciw 
drobnomieszczańskim poglądom.

Uśmiechnął   się   do   samego   siebie.   Kto   by   pomyślał,   że   znajdzie   się 

background image

wśród   artystów,   będzie   jadał   i   popijał   w   najlepszych   restauracjach 
Kopenhagi, jak, nie przymierzając, bohema z Grand Café w Kristianii. 
Gdyby   matka   mogła   go   teraz   zobaczyć,   prychnęłaby   z   pogardą,   ale 
zarazem z dumą opowiadałaby o nim wszystkim znajomym.

Nie wyjaśnił nikomu, skąd pochodzi, a tamci przyjęli za pewnik, że jest 

synem   jakiegoś   szanowanego   obywatela.   Tego   wieczora   jeden   z 
towarzyszy zasugerował, że wstrzemięźliwość Johana brała się z jakiejś 
tajemniczej   choroby.   Aby   odsunąć   od   siebie   podejrzenia,   wypił 
szklaneczkę,   ale   nie   sprawiło   mu   to   żadnej   przyjemności.  Alkohol   był 
sprawcą tylu nieszczęść. Johan nie pił, solidaryzując się z tymi, którym 
wódka zmieniła życie w jedno pasmo udręk. Z Elise.

Elise...   Na   samo   wspomnienie   zrobiło   mu   się   cieplej   na   sercu. 

Niezliczoną ilość razy powtarzał w duchu ostatnie zdanie z jednego z jej 
listów: „Byłeś moim bohaterem i wciąż nim jesteś". Tyle jeszcze trzeba 
czekać,   zanim   znów   będą   razem.   Myśl   ta   wydała   mu   się   nieznośna. 
Pocieszał się, że może zdoła zaoszczędzić trochę pieniędzy na podróż do 
domu. Może przyszłego lata.

Z ulgą przyjął wiadomość, że Emanuel został we dworze i nie zmienił 

decyzji, dowiedziawszy się o ciąży Elise. Dla dziecka nie było to najlepsze 
rozwiązanie,   ale   przecież   Elise   nie   zostanie   samotną   matką.   Zamierzał 
ożenić się z nią, kiedy tylko sprawy rozwodowe ich obojga znajdą swój 
finał.   Wprawdzie   miał   jeszcze   przed   sotią   długi   okres   studiów   w 
Kopenhadze,   ale   najważniejsze   było   to,   by   oszczędzić   Elise   wstydu. 
Ludzie surowo potępiali rozwodników, szczególnie zaś kobiety.

Potknął się na stopniu i zaklął.
W   myślach   wracał   do   tamtych   chwil,   kiedy   stał   przy   drzwiach 

kuchennych   w  Andersengarden,   nasłuchują^   wrzasków   i   krzyków   ojca 
Elise, który wracał z kolejnej popijawy. Słyszał trzask otwieranych drzwi 
w mieszkaniu piętro wyżej, obelgi rzucane pod adresem pani Lovlien i 
dzieci, łoskot przewracanych krzeseł. Czasami opanowywał go taki gniew, 
że chciał biec na górę i rzucić się temu człowiekowi do gardła.

Kiedy to w końcu zrobił, przypisano mu winę za jego śmierć. Nie na 

długo, ale i tak mocno to przeżył. Nawet we wzroku Elise dostrzegł wtedy 
cień niepokoju, lęk, że przyczynił się do zgonu ojca, wypychając go za 
drzwi.

Minęły już dwa lata, a Johan wciąż czuł wściekłość na myśl o tym, co 

przeżywała   tamta   rodzina.   Pani   L0vlien   chorowała   na   suchoty   i   była 
przykuta do łóżka. Leżała bezsilna, nasłuchując wrzasków męża i płaczu 
dzieci. Ten nikczemnik posunął się nawet do tego, że sprowadzał do domu 

background image

dziewki uliczne.

Johan   pokręcił   głową   i   ruszył   cicho   dalej.   Zajmował   mansardę   na 

piątym  piętrze   i po  drodze  musiał  przejść   obok  drzwi  gospodyni,   pani 
Lauritzen, która na dźwięk podejrzanych odgłosów ze schodów potrafiła 
nagle wyskoczyć zza drzwi. Wystarczyło, że wyczuje woń alkoholu, by 
Johan stracił dach nad głową. Nie on pierwszy i nie ostatni.

Na szczęście gospodyni spała jak zabita. Johan prześlizgnął się koło jej 

drzwi i ruszył w górę, czepiając się poręczy w ciemności. Pani Lauritzen 
oszczędzała   na   prądzie   i   w   jej   domu   nie   paliła   się   ani   jedna   zbędna 
żarówka.

Dotarł prawie na górę, lecz kiedy stawiał stopę na kolejnym stopniu, 

zamarł z przestrachu. Jakiś człowiek leżał na schodach, nie poruszył się, 
kiedy Johan przypadkiem trącił go butem. Wielki Boże, to chyba nie... 
Całkiem niedawno gazety doniosły o mężczyźnie, który zażył truciznę i 
położył się na jakiejś klatce schodowej, by dokonać żywota.

A może ktoś zasłabł? Jakiś student zdążający do niego z wizytą?
Trącił bezwładne ciało stopą.
- Kim jesteś? - szepnął.
Nie doczekał się odpowiedzi. W kilku susach dopadł do drzwi, drżącymi 

rękoma   odnalazł   dziurkę   od   klucza   i   otworzył   drzwi.   Zapalił   lampę   i 
odwrócił się, w bladej smudze światła ujrzał ciało zwinięte na jednym ze 
stopni.

To była kobieta. Zbliżył się, by jej pomóc, i w tej samej chwili kobieta 

podniosła głowę. Johan rozpoznał ją.

- Agnes? - spytał z niedowierzaniem. Podnosiła się niezdarnie, Johan 

wsparł ją ramieniem.

- Co tutaj robisz? Stało się coś złego?
- Coś złego? - zaśmiała się. - W ten sposób wita się własną żonę? Długo 

cię nie było, chyba zasnęłam.

Johan podprowadził ją do drzwi.
- Jak dostałaś się do środka?
-   Wpuściła   mnie   kobieta   z   drugiego   piętra.   Powiedziała,   że   zaraz 

wrócisz i że rzadko spędzasz wieczory poza domem.

- Sama przyjechałaś z Kristianii? - Johan nie ukrywał konsternacji. Nie 

miał pojęcia, po co się zjawiła.

- Wielka mi rzecz, myślałeś, że nie dam sobie rady bez ciebie?
- Ale skąd wzięłaś pieniądze?
Nie odpowiedziała, rozglądała się po pokoju.
- No cóż, zdarzało mi się widzieć większe mieszkania. Sądziłam, że 

background image

dobrze ci płacą za twoje prace.

- Studiuję, Agnes. Czasami uda mi się coś sprzedać, ale jak dotąd wiele 

nie zarobiłem. Poza tym posyłam ci pieniądze.

Prychnęła pogardliwie. Johan zapalił kolejną lampę, a Agnes przyjrzała 

się meblom.

- Pod ścianą możemy postawić szezlong - stwierdziła.
- O co ci chodzi? - zdumiał się.
- Słuch ci się pogorszył? - spytała hardo. - Powiedziałam, że pod ścianą 

postawimy szezlong.

- Niepotrzebny mi szezlong - rozzłościł się. - Ani lokatorka.
- Doprawdy? - roześmiała się. - Sądziłam, że jestem twoją żoną.
Johan skrzyżował ramiona i spojrzał na nią beznamiętnie.
- Jeśli uważasz, że daje ci to prawo, by się szarogęsić, to się mylisz.
- Zionie od ciebie alkoholem. Zacząłeś pic? Nie odpowiedział.
- Johan! Chyba nie dajesz posłuchu plotkom? Dzieciak jest twój.
- Nie wierzę. Sama mówiłaś, że Magnus Hansen jest ojcem.
-   Ze   złości,   bo   nie   chciałeś   nigdzie   ze   mną   chodzić.   Ani   do 

kinematografu, ani do „Perły", ani do wdowy po Jakubie.

Johan nie poruszył się.
- Mówię prawdę! Nie zrobiłam niczego złego. Zresztą zapytaj Magnusa.
- Gdzie ostatnio mieszkałaś? Agnes zaczerwieniła się.
- Gdzie mieszkałam? Przecież wiesz. Pokręcił głową.
- Torkild pisał mi, że wyprowadziłaś się z Maridałsveien.
- Przeniosłam się do rodziców, żeby nie płacić czynszu. Nie wiedziałam, 

że z twego szwagra taka papla.

Nagle złapała się za czoło, wsparła na krześle, po czym zatoczyła się.
- Zaraz zemdleję - mruknęła, kolana się jej ugięły i opadła na kanapę.
Johan był pewien, że Agnes udaje, ale zaraz dostrzegł niezwykłą bladość 

na twarzy dziewczyny. Rzucił się na pomoc, uniósł jej nogi i rozsznurował 
buty.

-   Nie   pojmuję,   po   co   przyjechałaś   -   powiedział   poirytowany   i 

zaniepokojony zarazem. - Dobrze wiesz, że nasz związek nie ma sensu. 
Sama powiedziałaś, że nie możesz ze mną wytrzymać. Zresztą pisałem ci; 
że złożyłem papiery o rozwód.

Agnes   milczała.   Kiedy   odstawił   jej   buty,   zauważył,   że   dziewczyna 

płacze.

- Co ci jest? Stało się coś?
Nadal się nie odzywała. Leżała z zamkniętymi oczyma, a łzy spływały 

jej po policzkach.

background image

- Powiedz coś, Agnes! Poroniłaś?
Agnes   wciąż   miała   na   sobie   płaszcz   zimowy,   który   maskował   jej 

kształty. Może rzeczywiście straciła kolejne dziecko i wpadła w rozpacz z 
tego powodu? Po co jednak przejechała taki szmat drogi?

Przykrył ją kocem i przyniósł małą butelkę koniaku, którą trzymał na 

wypadek niespodziewanej wizyty przyjaciół.

Agnes   otworzyła   oczy,   uniosła   głowę   i   łapczywie   wypiła   zawartość 

kieliszka, który jej podał.

- Możesz położyć się w moim łóżku, ja prześpię się na podłodze.
Agnes   znów   zaczęła   płakać,   ukryła   twarz   w   poduszce,   ramiona   jej 

drżały.

Johan pokręcił głową bezradnie. Coś musiało się stać, nigdy wcześniej 

nie zachowywała się w ten sposób. Zawsze była odporna na ból, a słowa 
krytyki spływały po niej jak woda po kaczce.

Kiedy   poroniła   poprzednim   razem,   nie   dała   tego   znać   po   sobie   ani 

jednym grymasem.

- Domyślam się, że coś się stało, ale nie chcę dręczyć cię pytaniami. 

Spróbuj   złapać   trochę   snu,   porozmawiamy   jutro.   Potrzebujesz   czegoś? 
Jesteś może głodna?

Pokręciła głową, nie patrząc na niego.
Johan był wykończony po całym dniu pracy i wieczornym spotkaniu. 

Zrobił sobie posłanie na podłodze z tego, co znalazł w szafie, położył się i 
zasnął jak kamień.

Obudził go blask księżyca wpadający przez okienko w dachu. Był cały 

zdrętwiały, minęła dłuższa chwila, zanim przypomniał sobie, dlaczego leży 
na podłodze. Zerknął ku kanapie i dostrzegł zarys postaci. Agnes leżała 
twarzą do ściany. Wydawało mu się, że śpi.

Po co przyjechała do Kopenhagi? W Kristianii mieszkali jej rodzice, 

zresztą sam przyznała, iż wyniosła się do nich, by oszczędzić na czynszu. 
Prawdę mówiąc, Johan nie uwierzył w tę wersję, Agnes zapewne sama 
uciekła   albo   gospodyni   wywaliła   ją   na   bruk.   Nie   miało   to   żadnego 
znaczenia.

A może problem tyczy jej rodziców? Może im stało się coś złego?
W takim  wypadku  nic   dziwnego,  że  przyjechała.   Do  kogo  miała   się 

zwrócić, skoro zerwała z Magnusem?

Skończony   drań!   Zostawił   dziewczynę,   której   zrobił   dziecko.   Co   za 

podłość!   Magnus   wiedział,   że   jest   zamężna   i   że   ktoś   zajmie   się 
potomkiem. A może też nie dał jej wiary?

Zakładając, że Agnes wciąż jest w ciąży...

background image

Nie   wierzył   w   jej   zapewnienia.   Pamiętał   tamtą   kłótnię   tuż   przed 

wyjazdem do Kopenhagi. Nie miał najmniejszych wątpliwości, że wtedy 
powiedziała prawdę.

Przewracał się z boku na bok, nie mogąc zasnąć na twardej podłodze. 

Pewnie przyjechała, by wyssać z niego pieniądze. Myślała zapewne, że się 
wzbogacił na sprzedaży swoich prac. Nigdy nie słuchała, kiedy tłumaczył; 
po co jedzie do. Kopenhagi i ile czasu zajmie mu nauka.

Będzie musiał pożyczyć jakieś pieniądze i odesłać ją z powrotem. Nie 

zamierzał przystać na to, by z nim zamieszkała. Już od dawna nic do niej 
nie   czuł.   Nie   można   kochać   kogoś,   kto   zachowuje   się   w   ten   sposób. 
Okazał łatwowierność, sądząc, że Agnes zmieni się po ślubie.

A może zresztą nigdy jej nie kochał? Może ożenił się z nią z rozpaczy, 

nie   mogąc   związać   się   z   Elise?   Kiedyś   wierzył,   iż   mogą   pozostać 
przyjaciółmi, Agnes i on, Elise i Emanuel, a ich dzieci będą wychowywać 
się razem. Co za bezgraniczna naiwność! Nie pomyślał, ile bólu sprawi mu 
widok   Elise   u   boku   obcego   mężczyzny,   nie   docenił   siły   zazdrości 
Emanuela. Agnes zresztą też była zazdrosna, kiedyś najlepsza przyjaciółka 
Elise, po ślubie natychmiast się od niej odwróciła.

Westchnął   ciężko   i   przewrócił   się   na   drugi   bok.   Z   samego   rana 

zamierzał   wybrać   się   do   profesora   i   poprosić   go   o   zaliczkę   na   poczet 
pracy, którą miał na ukończeniu.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Elise rozejrzała się raz jeszcze, czując, jak ogarnia ją lęk.
- Musi być gdzieś w pobliżu. Kristian nigdy nie uciekał.
- Myślę, że przeżył ogromny zawód, kiedy mama nie wpuściła nas do 

środka - uznała Hilda.

- Mama nie wiedziała, że przyszliśmy.
- Nie wierzę. Kristian widział, jak przemyka się do kuchni. Peder i Evert 

nie odzywali się do tej pory.

- Pobiegniemy nad rzekę go poszukać! - ożywił się Evert. - Kiedy jest 

zły lub smutny, chowa się pod tymi dużymi drzewami przy Myralokka.

- Pójdę z wami - postanowił Reidar. Elise zawahała się, po czym skinęła 

głową.

- Dobrze, ale trzymajcie się razem. - I zwracając się do Hildy, dodała: - 

Możesz zawieźć Hugo do domu? Ja wracam do matki.

- Po co?
- Muszę się z nią rozmówić.
- Nie powinnyśmy najpierw znaleźć Kristiana?
- Reidar z chłopcami go znajdą. Evert ma rację, Kristian chodzi zawsze 

w to miejsce, kiedy coś mu doskwiera. I nie boi się ciemności, często 
wraca z pracy po zmierzchu.

Hilda nie zaprotestowała, choć słowa Elise jej nie przekonały - Elise 

zawróciła.

Dłuższą chwilę nikt nie otwierał, musiała kilkakrotnie pukać do drzwi. I 

znów zjawił się Asbjorn, na widok Elise twarz mu spochmurniała.

- Muszę porozmawiać z mamą. To ważne.
- Nie możesz zaczekać do jutra? - zmarszczył brwi Asbjorn. - Mówiłem 

background image

już, matka jest zmęczona i wcześnie się położyła.

- Nie mogę czekać. To bardzo ważne.
Patrzyła mu prosto w oczy. Asbjorn zmieszał się i odwrócił wzrok.
-   Jensine   sama   zamierzała   ci   to   powiedzieć,   ale   widzę,   że   nie   mam 

wyjścia. Twoja matka spodziewa się dziecka i nie czuje się najlepiej.

Ta   wiadomość   była   jak   grom   z   jasnego   nieba.   Matka   spodziewa   się 

dziecka? To niemożliwe. Elise poczuła, że oblewają zimny pot.

Zaraz jednak wzięła się w garść. Co w tym dziwnego? Matka właśnie 

wyszła za mąż, a w tym, że kobiety trzydziestosiedmio-letnie zachodzą w 
ciążę, nie ma nic niezwykłego. Niezwykłe było jedynie to, że miały rodzić 
o tym samym czasie. To wbrew naturze, pokolenie powinno następować 
po pokoleniu.

Musiał  wyczytać   z  wyrazu  jej   twarzy,  że   wiadomość   zrobiła   na   niej 

piorunujące wrażenie.

- Teraz już chyba rozumiesz, że należy się jej odpoczynek.
- Kristian zniknął, a ona jest jego matką. Muszę z nią porozmawiać.
-   Posłuchaj,   Elise!   -  Asbjorn   zaczerwienił   się.   -   Byliście   dla   matki 

źródłem   nieustannych   trosk.   Dobrze   wiesz,   że   ciężko   chorowała. 
Wysłuchiwanie   o   waszych   kłopotach   jej   nie   służy.   Najpierw   Hilda 
przyniosła wstyd rodzinie, zachodząc w ciążę z majstrem, a potem oddała 
własnego syna, kiedy matka przebywała w sanatorium! Najgorsze zaś jest 
to,   że   ty   nie   okazałaś   się   wcale   lepsza   i   również   spodziewasz   się 
nieślubnego   dziecka.   Nie   miałaś   nawet   odwagi,   by   powiedzieć   o   tym 
własnej matce, okłamywałaś ją przez ponad rok!

Elise   musiała   oprzeć   się   o   framugę.   Czuła   mdłości,   w   uszach   jej 

szumiało.

- To nie tak - szepnęła. - Zostałam zgwałcona. Nie chciałam zasmucać 

mamy, miała dość własnych kłopotów.

W środku rozległy się kroki.
- Kto przyszedł, Asbjorn?
- Domokrążca. Połóż się, Jensine!
- To ja, mamo! - krzyknęła Elise, wyciągając szyję. - Kristian gdzieś 

przepadł, chcę z tobą porozmawiać.

Matka nagle pojawiła się przy drzwiach. Wcale nie zamierzała się kłaść, 

nawet nie miała na sobie koszuli nocnej.

- Kristian zniknął? - zamrugała nerwowo oczami.
- Asbjorn mówi, że jesteś w ciąży. Nie zajmę ci dużo czasu.
- Wejdź do środka. Jeszcze ktoś nas usłyszy. Asbjorn niechętnie wpuścił 

ją za próg.

background image

- Myślę, że najwyższy czas, byśmy porozmawiały - rzuciła szybko Elise, 

obawiając się, że znów ją przegoni.

- Nie możemy zaczekać z tym do jutra?
-   Nie,   nie   możemy.   Słyszę,   że   przeprowadzacie   się   do   Kjelsas.   To 

daleko, dnia mi nie starczy, by was tam odwiedzić. Pracuję w sklepie przy 
Telthusbakken.

- W takim razie siadaj. Co to znaczy, że Kristian gdzieś przepadł?
- Był tutaj z nami wszystkimi przed chwilą. W drodze do domu zniknął.
Weszła za matką do pokoju i usiadła na skraju wyściełanego pluszem 

krzesła, które ta jej wskazała.

- Sądzę, że przejął się tym, że nas nie wpuściłaś.
Matka zaczerwieniła się. A więc wiedziała o ich wcześniejszej wizycie!
- Byłam bardzo zmęczona, Elise. Poza tym uzgodniliśmy z Asbjornem, 

że odtąd powinniście sami sobie dawać radę. Ty i Hilda jesteście dorosłe, a 
Peder   i   Kristian   też   już   wyrośli   z   pieluch.   Nie   mam   sił   patrzeć,   jak 
nieustannie pakujecie się w tarapaty.

Elise nie poruszyła się. Czuła, że Asbjorn stanął za oparciem krzesła, 

czujny jak policjant na służbie, gotowy wkroczyć w każdej chwili.

-   Przyznaję,   że   Hilda   postąpiła   niemądrze,   zawierzając   majstrowi. 

Dostała nauczkę i drogo zapłaciła za swój błąd. Poza tym nieszczęsnym 
zdarzeniem   nic   mi   nie   wiadomo,   by   któreś   z   nas   wpakowało   się   w 
tarapaty, by powtórzyć twoje słowa. Wiem, że przynoszę wstyd rodzinie, 
chcąc rozwieść się z Emanuelem, lecz nic nie mogę na to poradzić, że 
zakochał się w Signe i woli mieszkać z nią niż ze mną. Domyślam się, iż 
rozmowa   z   wujostwem   Reidara   na   weselu   u   Hildy   przywiodła   cię   do 
przypuszczenia, że Hugo nie jest synem Emanuela. Zgaduję, że od dawna 
miałaś   jakieś   podejrzenia   w.   tym   względzie,   i   przyznaję,   że   były 
uzasadnione.   Zostałam   zgwałcona   zeszłej   wiosny,   a   gwałt   miał   swoje 
następstwa.   Emanuel   uratował   mnie   od   zguby,   składając   mi   ofertę 
małżeństwa. Zachował się szlachetnie, udało się nam utrzymać wszystko 
w tajemnicy, póki nie pojawiła się Signe. Hugo nie był przyczyną wyjazdu 
Emanuela do Ringstad, choć pewnie miało to jakieś znaczenie. Niełatwo 
jest kochać cudze dzieci.

Nabrała tchu.
-   Chciałam   oszczędzić   ci   wstydu   i   trosk.   Od   czasu   twojej   choroby 

chroniliśmy cię przed światem.

Urwała, by zapanować nad emocjami. Matka nie poruszyła się, oczy jej 

zwilgotniały. Asbjorn zaraz się wtrąci, musiała się śpieszyć, by powiedzieć 
to, co najważniejsze.

background image

- Uważasz zapewne, że chłopcy uznali mnie za swoją matkę i że nie 

tęsknią   za   tobą   -   ciągnęła.   -   Tak   nie   jest.   Widzę   ich   wzrok,   kiedy 
wspominamy o tobie w rozmowach. Cieszyliśmy się, że będziemy mogli 
pokazać   ci   list   z   Ameryki,   chłopcy   przybiegli   do   ciebie   z   radością. 
Uraziłaś nas głęboko, nie wpuszczając za próg.

Sądziła,   że   matka   zaprotestuje.   Powie,   że   nie   prosiła   się   o   listy   do 

Ameryki, że nie życzy sobie kontaktu z braćmi. Matka nie powiedziała 
jednak ani słowa, kąciki jej ust zaczęły drżeć. Przyłożyła dłonie do twarzy 
i rozpłakała się.

Asbjorn podbiegł do niej.
-   Widzisz,   co   narobiłaś,   Elise?   Jensine   nie   może   się   denerwować. 

Powinnaś już sobie pójść.

Matka odjęła dłonie od twarzy i pokręciła głową.
- Nie, chcę wiedzieć wszystko. Pokaż mi list!
Asbjorn zawahał się. Nie wiedział, czy ustąpić, czy wyrzucić Elise z 

domu. W końcu niechętnie wyszedł z pokoju. Matka odwróciła zapłakaną 
twarz do córki.

- Spróbuj mi wybaczyć, Elise. Gdybyś opowiedziała mi o wszystkim, 

nie obwiniałabym cię o nic. Rozumiem Emanuela. To był wielkoduszny 
gest, że ożenił się z tobą, ale ten problem go przerósł. Trudno być ojcem 
takiego   dziecka   i   trudno   mu   było   przyzwyczaić   się   do   życia,   jakie 
prowadzimy.

Elise   nie   spodobał   się   sposób,   w   jaki   matka   mówiła   o   Hugo,   ale 

powstrzymała się od komentarza i skinęła głową.

- Tak, sprawa go przerosła. Zwłaszcza że jego matka zrobiła wszystko, 

by mnie porzucił.

Asbjorn wrócił z listem.
Matka zaczęła czytać, jej dłonie drżały.
Elise   milczała,   przyglądając   się   jej.   Gdzie   podziała   się   ta   silna 

dziewczyna,   która   porzuciła   rodzinę,   by   wyjść   za   mąż   za   człowieka, 
którego   kochała?  Człowieka,   w którego   żyłach  płynęła  cygańska  krew. 
Gdzie podziała się kobieta, która harowała, by zapewnić chleb gromadce 
dzieci, żyjąc u boku męża przepijającego każdy zarobiony przez nią grosz? 
Co się stało z tą odważną matką, którą choroba przykuła do łóżka i która 
samotnie spędzała całe dni, nie użalając się nad swym losem?

Kobieta, która siedziała przed nią, była jej obca. Ulepiona z innej gliny 

niż  te  twarde,  zaradne  robotnice  znad  rzeki Aker,  które  co  rok rodziły 
dzieci i bez słowa skargi wracały do pracy, kiedy tylko były w stanie ustać 
na nogach. Zgarbione śpieszyły do fabryk o szóstej rano, a na dźwięk 

background image

syren   wieszczących   koniec   dnia   biegły   do   domów,   by   zająć   się 
potomstwem. Kobieta, która siedziała przed nią, zmieniała się powoli w 
rozkapryszoną, stroniącą od wysiłku damę, która nie widzi dalej niż koniec 
własnego nosa.

Jesteś   dla   niej   zbyt   surowa,   pomyślała.   Matka   chorowała,   suchoty 

wywołały w niej tę przemianę.

Jensine skończyła czytać, w jej oczach pojawiły się iskierki ożywienia.
- To od Kristiana! On żyje, Elise! Moi bracia żyją i dopytują się o mój 

los.

Odwróciła się do Asbjorna.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? To jest list od moich braci! Nie 

widziałam ich od dwudziestu lat i sądziłam, że od dawna nie żyją.

-   Zamierzałem   zaczekać   do   jutra,   kochanie.   Byłaś   taka   zmęczona, 

wiedziałem, że list cię zdenerwuje.

-   Zdenerwuje?   Raczej   zachwyci   -   poprawiła   go.   -  To   najpiękniejszy 

moment mego życia. Bracia kiedyś się mnie wyparli, ale widzę, że dawne 
niesnaski poszły już w zapomnienie.

- Napisałam im, że ojciec nie żyje - wtrąciła się Elise. - I że ponownie 

wyszłaś za mąż.

Podniosła się z krzesła.
- Muszę sprawdzić, czy Kristian wrócił do domu.
- Mogę zatrzymać list na parę dni? Chciałabym przeczytać go jeszcze 

parę razy.

Elise skinęła głową.
- Poproszę Kristiana, by go odebrał od ciebie. Będziesz mogła z nim 

porozmawiać. To nie będzie łatwa rozmowa, ale warto spróbować.

Mijając Asbjorna, nie mogła się opanować.
- To miło, że spodziewacie się potomka, ale nie zapomnij, że mama ma 

już czworo dzieci. Kristian rzadko się odzywa i nie okazuje uczuć, ale ja 
znam go dobrze. Nikt nie może zastąpić mu matki, nawet ja.

Zanim  Asbjorn   zdążył   odpowiedzieć,   wyszła   na   korytarz,   otworzyła 

drzwi i ruszyła przed siebie.

Z niepokojem zbliżała się do domu. Co będzie, jeśli Reidar i chłopcy nie 

znaleźli Kristiana?

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Johan   nie   mógł   uleżeć   spokojnie.   Sen   nie   przychodził,   różne   myśli 

przelatywały mu przez głowę, plecy bolały A na dodatek Agnes chrapała.

Strach go nie opuszczał. A jeśli Agnes mówiła prawdę? Jeśli naprawdę 

był ojcem jej dziecka?

Los nie może być aż tak niełaskawy. Wszystko układało się po jego 

myśli,  wreszcie  miał zejść się  z  Elise.  Emanuel wybrał Signe,  chociaż 
wiedział, że Elise spodziewa się jego dziecka. Agnes wolała Magnusa. Tak 
przynajmniej myślał. Choć o rozwodach nie mówiono głośno, a procedura 
wiązała się z nieprzyjemnościami i trwała całą wieczność, Johan nie miał 
poczucia,   że   postąpił  źle,   wysyłając   dokumenty.  Agnes   z   pewnością   je 
podpisze, przecież to ona chciała odejść od niego. Wiedział, że Kościół 
patrzy na rozwody nieprzychylnym okiem i może wykluczyć ich ze wspól-
noty,   ale   po   tym,   co   przeszli,   ten   krok   wydawał   się   najwłaściwszy.   Z 
pogardą i niechęcią ludzką jakoś dadzą sobie radę.

Teraz zaś miał wrażenie, że ktoś chwycił go za gardło i nie chce puścić. 

Agnes nie przyjechała po pieniądze, mogła przecież zażądać ich listownie. 
Łzy mogły świadczyć o tym, że straciła dziecko i potrzebowała pociechy, 
ale coś podpowiadało Johanowi, że przyczyna jej przyjazdu leży gdzie 
indziej. Agnes chce wrócić do niego. Odmówić mu rozwodu i dochodzić 
swoich małżeńskich praw.

Wstał, zapalił lampkę i wlawszy zimnej wody do miednicy, obmył twarz 

i ręce. Nie pozwoli, by zniszczyła mu życie. Dostała jedną szansę, by się 
zmienić, i zmarnowała ją. Jeśli odmówi, przeprowadzi rozwód wbrew jej 
woli. W przypadkach zdrady rozwód orzekano sądownie.

Jego wzrok podążył ku postaci skulonej na kanapie. Nie czuł do niej 

pożądania, jedynie wstręt, nie mógł pojąć, że zdołał wytrzymać z nią tak 
długo. Stracił dla niej głowę, bo go skusiła. Agnes wiedziała, jak usidlić 
mężczyznę,   nie   miała   wstydu   za   grosz.   Jeszcze   przed   ślubem  potrafiła 
wsunąć mu rękę za pasek spodni i pieścić go. W życiu nie słyszał o innej 
dziewczynie, która ośmieliłaby się zrobić coś podobnego. Obnażała piersi 
w jego obecności, podnosiła spódnicę, by pokazać, że nie nosi bielizny. 
Jakiż   mężczyzna   oparłby   się   takiej   kobiecie?   Zwłaszcza   samotny   męż-
czyzna.

Teraz już go nie skusi. Teraz już wiedział, że Elise go kocha i będzie 

czekać.

Zauważył,   że   Agnes   się   poruszyła.   Zaraz   się   zacznie,   pomyślał   z 

niepokojem.   Dziewczyna   łatwo   wpadała   w   furię,   potrafiła   ciskać 

background image

przedmiotami,   przeklinać,   bić   i   kopać.   Jeśli   gospodyni   usłyszy   hałas, 
niechybnie przybiegnie na górę. Na myśl o tym Johanowi wystąpiły krople 
potu na czoło. O tanie mieszkanie w Kopenhadze nie było łatwo.

Podniosła głowę i spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Już jest rano? - spytała zaspana.
- Nie, nie wstawaj. Ja mam dużo pracy. Agnes opadła na poduszkę.
- Musimy sprawić sobie większe łóżko.
- To mi wystarczy.
- Mówię o nas.
- A ja o sobie.
Wyprostowała   się.   W   nocy   zdjęła   płaszcz,   okrągły   brzuch   wyraźnie 

rysował się pod suknią.

- Mam zamiar zostać tu z tobą, nie rozumiesz?
-   Rozumiem,   ale   ja   nie   mam   zamiaru   przyjąć   cię   do   siebie.  Agnes 

wyskoczyła z łóżka.

- Chcesz wyrzucić z domu własną żonę?
-   Tak.   Zwłaszcza   że   już   nie   jest   moją   żoną.   Zdradziła   mnie,   a   w 

przypadku zdrady o rozwodzie decyduje sąd.

- Nie zdradziłam cię. Powiedziałam tak tylko, bo byłam zła na ciebie.
- Mam w to uwierzyć?
- Spytaj Magnusa Hansena albo jego żonę.
Johan zdrętwiał. Minęła dłuższa chwila, zanim zdołał wykrztusić: - Jego 

żonę?

Pokiwała głową z triumfem.
- Nie wiedziałeś, prawda? Ja spałam w kuchni, a Magnus z żoną w izbie. 

Biorę ich oboje na świadków, że to prawda. Nie zdradziłam cię i nie mam 
zamiaru niczego podpisywać. Urodzę twoje dziecko. Zostaniesz ojcem, a 
nie jesteś z tych, którzy uchylają się od takiej odpowiedzialności.

Johan zbladł.
- Mówisz dziwne rzeczy, nigdy nie wiem, kiedy ci wierzyć. Jeśli nie 

Magnus, to z pewnością był jakiś inny mężczyzna.

Pokręciła głową.
-   Jeśli   mi   nie   wierzysz,   zapytaj   pastora.   Przysięgłam   wobec   niego. 

Powiedziałam mu, że nie dasz mi wiary. Wtedy spytał, czy odważę się 
przysiąc na słowo Boże i z ręką na Biblii. I tak zrobiłam.

Johan poczuł mdły zapach w ustach, coś dusiło go w piersi.
- Po co ciągnąć dalej tę komedię? Nie kochasz mnie, ja nie kocham 

ciebie.   Okłamujesz   mnie,   wymyślasz   niestworzone   historie,   znikasz   z 
domu. Dziwisz się, że podejrzewam cię o zdradę? Przecież się przyznałaś.

background image

Pokiwała głową, nagle zawstydzona.
- Przepraszam. Wiem, że zachowywałam się lekkomyślnie, ale odtąd 

będę inna. Nie chcę się wyprowadzać, chcę mieszkać z tobą. Mogę ci 
gotować, prać, a jak nie stać cię na większe mieszkanie, mogę nająć się 
jako sprzątaczka. Przynajmniej na początek.

Johan westchnął zrezygnowany.
- Nie pojmujesz, że nie chcę, byś została? Nie mogę pracować, kiedy 

kręcisz się po domu, a całe godziny spędzam nad szkicownikiem. Poza 
tym nie pasujesz do ludzi, z którymi tu przestaję. Źle czułabyś się w ich 
towarzystwie.

Oczy Agnes nagle wypełniły się łzami.
-   Nie   mogę   wracać   do   domu,   Johan.   Pokłóciłam   się   t   rodzicami   i 

wyrzucili   mnie   za   drzwi.   Gospodyni   z   Maridalsveien   też   nie   przyjmie 
mnie z powrotem. Mam mieszkać na ulicy? Niedługo urodzę dziecko. Jeśli 
odeślesz mnie do domu, będziesz miał dwie niewinne istoty na sumieniu.

Johan wziął kurtkę i czapkę i ruszył do wyjścia.
- Muszę iść. Nie mogę się spóźnić.
Trzasnął drzwiami,  nie   oglądając  się  za  siebie.  Z  wściekłości  ledwie 

panował nad sobą. Gdyby był taki jak Lort-Anders, nie przejąłby się łzami 
dziewczyny, która miała urodzić jego dziecko, tylko pokazałby jej drzwi.

Przecież ożeniłem się z nią, pomyślał z bezsilną złością. Ale ze mnie 

głupiec!

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Kristian nie wrócił do domu.
Reidar   i   chłopcy   nie   znaleźli   go   przy   Myralokka.   Wprawdzie   było 

ciemno   i   nic   nie   widzieli,   ale   przeszli   wzdłuż   rzeki   do   Beierbrua, 
nawołując  go   nieustannie.   Na   wszelki  wypadek  poszli  jeszcze   kawałek 

background image

dalej,   ale   Kristian   zapadł   się   jak   kamień   w   wodę.   Nie   mógł   pójść   do 
któregoś   z   kolegów,   bo   ludzie   kładli   się   już   spać.   Jeszcze   chwila   i   w 
domach robotników zgasną lampy.

Elise przestraszyła się nie na żarty. Była pewna, że chłopak wróci do 

domu, jak tylko minie mu pierwszy gniew. Kristian nie sprawiał żadnych 
problemów, odkąd przeprowadzili się do domku majstra. Elise cieszyła ta 
przemiana, wiązała ją z okresem dojrzewania i ze zmianą środowiska.

Hilda i chłopcy też nie ukrywali niepokoju.
- A było tak miło! - Peder ledwie hamował łzy. - List z Ameryki i w 

ogóle.

Wszystko przez ten list, pomyślała Elise.
To był jej błąd. Powinna była przewidzieć, że matka nie wpuści ich do 

domu. Nie wszystkich naraz i o tak późnej porze.

Źle   zrobiła,   zgadzając   się   na   propozycję   Hildy.   Teraz   wszyscy   byli 

rozczarowani, zwłaszcza chłopcy.

Usiłowała zapanować nad nastrojami, położyła Hugo i zagoniła Pedera i 

Everta do łóżek. Hilda i Reidar siedzieli przy piecu i posilali się kubkiem 
lurowatej kawy. Petrike i Hjalmar zeszli z poddasza, skarżąc się, że nie 
mają pieniędzy na opał, i wprosili się do ciepłej kuchni. Zwykle Hilda 
zbyłaby ich jakąś cierpką uwagą o ludziach, których nie stać na drwa, a 
kupują gazety, podroby i inne smakołyki, ale tym razem nie miała ochoty 
na   słowne   utarczki.   Petrike   i   Hjalmar   dostali   kawę,   kromkę   chleba   i 
miejsce przy kuchennym stole.

Elise nie przerwała swoich wieczornych obowiązków, poskładała pranie 

i   przygotowała   chłopcom   ubranie   na   rano.   Niepokój   o   Kristiana   nie 
pozwolił jej siedzieć bezczynnie.

- Na pewno stoi gdzieś w zaułku i udaje dorosłego - śmiał się Hjalmar. - 

Przecież   skończył   już   dwanaście   lat.   W   jego   wieku   znałem   już   smak 
gorzałki.

-   Kristian   taki   nie   jest  -  spojrzała   na   niego   gniewnie   Elise.   Hjalmar 

uśmiechnął się jeszcze szerzej.

-   Nie   rozumiesz   dorastających   chłopaków,   Elise.   We   wszystkim 

naśladują rówieśników. Jeśli chcesz czegoś dokonać w życiu, to lepiej się 
nie wyróżniać.

Elise miała cierpką uwagę na końcu języka, ale nic nie powiedziała. 

Hjalmar nie zaszedł za daleko, skoro nawet nie miał paru groszy na kilka 
szczap.

Wreszcie się rozeszli, rano trzeba było wstać do pracy.
Elise nie położyła się. Wyjęła papier i postanowiła pisać, aż Kristian nie 

background image

wróci. Zresztą i tak nie zdołałaby zasnąć.

W   ciągu   tych   trzech   tygodni   zapisała   cały   stos   kartek.   Nie   miała 

pewności,   jak   zatytułować   książkę.   Opisała   w   niej   losy   trzech   kobiet, 
Oline, Mathilde i Othilie, tytuł musiał więc spajać je w jedną całość, a 
jednocześnie zachęcić czytelników do zakupu.

Po długim namyśle znalazła słowo, które wydało się jej odpowiednie na 

tytuł. Wróbelki. Te kobiety były jak te szare, niepozorne ptaszki, biedne, 
pogardzane i pozbawione wartości.

Niepokój o Kristiana powinien zniechęcić ją do pisania, odkryła jednak 

ze zdziwieniem, że słowa z łatwością spływają na papier. Pisała o Oline z 
czasów,   kiedy   ta   mieszkała   w   ponurym   zaułku   przy   Seilduksgata.   W 
myślach   przeniosła   się   do   tamtej   śmierdzącej   nory,   zobaczyła   brudne 
dzieci siedzące na podłodze, błagające o jedzenie, trzymające się za puste, 
obolałe brzuchy.

Kiedy za drzwiami rozległy  się kroki, wróciła do rzeczywistości, ale 

przez   chwilę   nie   wiedziała,   gdzie   się   znajduje.   Przed   nią   na   stole 
kuchennym leżał stos zapisanych kartek. Księżyc za oknem wskazywał, że 
jest późna noc.

Wstała   pośpiesznie   i   podeszła   do   drzwi.  To   musiał   być   Kristian.   Ze 

wstydem pomyślała, że zupełnie zapomniała o jego nagłym zniknięciu. 

To był Kristian. W rozerwanej kurtce, w czapce na bakier, z podbitym 

okiem. Chwiał się, wionęło od niego alkoholem.

Elise nie powiedziała ani słowa, wciągnęła go do środka, zdjęła z niego 

kurtkę,   czapkę   i  buty   i  zaprowadziła   do   pokoju,   by   mógł   się   położyć. 
Porozmawiam   z   nim   jutro,   pomyślała   z   ciężkim   sercem.   Hjalmar   miał 
jednak rację.

Rankiem nie zamienili jednak ani jednego słowa, oboje byli nieludzko 

zmęczeni. Elise wyszła po wodę i zimne powietrze nieco ją otrzeźwiło. Na 
poważną rozmowę przyjdzie czas, kiedy Kristian wróci ze szkoły.

Okazja   nadarzyła   się   późnym   wieczorem.   Ledwo   trzymała   się   na 

nogach,   ale   nie   chciała   niczego   odkładać,   zdarzenia   poprzedniego   dnia 
wymagały   natychmiastowej   reakcji.   Wysłała   Pedera   i   Everta   na   dwór, 
poprosiła Hildę i Reidara, by jej nie przeszkadzali, i usiadła z Kristianem 
w pokoju.

Nie była zła, jedynie zawiedziona, i od tego właśnie zaczęła przemowę.
- Rozumiem, że wczoraj spotkał cię zawód, Kristianie. Sama byłam tak 

wzburzona,   że   wróciłam   do   mamy   i   powiedziałam,   co   myślę   o   jej 
zachowaniu.

Dotąd chłopak nie odzywał się, patrzył w podłogę z hardym wyrazem 

background image

twarzy,   który   znała   tak   dobrze.   Na   dźwięk   jej   słów   podniósł   wzrok 
zaskoczony.

- Mama zmieniła się. Nie wiem, czy pod wpływem choroby, czy to może 

Asbjorn za bardzo ją rozpieszcza. Wcześniej była silna i odważna. Nie 
wolno nam zapomnieć, ile dla nas zrobiła, kiedy ojciec pił. Pracowała w 
fabryce   przez   dwanaście,   czternaście   godzin   na   dobę,   a   po   powrocie 
szykowała   jedzenie,   szorowała   podłogę,   prała   i   cerowała.   Wódka   nie 
kosztuje wiele, ale ojciec i tak potrafił przepić wszystko, co zarobił. Wtedy 
kiedy jeszcze miał pracę, później przepijał zarobek mamy. Nie potrafię 
pojąć, jak to wytrzymała. Może zresztą zachorowała na suchoty bo źle się 
odżywiała, wszystko oddawała nam. Przyzwyczailiśmy się do tego i nawet 
nie   zwracaliśmy   na   to   uwagi.   Byliście   zbyt   mali,   by   docenić   jej 
poświęcenie. Starała się zapewnić nam byt w tych trudnych czasach.

Urwała, stwierdzając z ulgą, że Kristian uważnie słucha jej słów.
-   Sądziliśmy,   że   mama   wyzdrowieje,   ale   suchoty   zawsze   zostawiają 

ślady. Mama boi się, że choroba wróci, i ten strach nakazuje jej ostrożność. 
A przecież rozpaczała, kiedy Hilda zaszła w ciążę z majstrem, i doznała 
wstrząsu, gdy Braciszek zniknął z domu. Nie muszę ci przypominać, co 
zdarzyło się w naszej rodzinie przez ostatnich parę lat, wiesz to równie 
dobrze jak ja. Nie wiesz jednak, jak bardzo przeżywała każdy kolejny cios. 
Wstyd, że Hugo urodził się tuż po ślubie, śmierć pani Thoresen, lęk przed 
wojną,  obawę,  iż  Emanuel  nie  wróci  ze  służby  na  granicy. Miarka  się 
przebrała,   kiedy   Emanuel   odszedł.   Bojąc   się   o   jej   zdrowie,   Asbjorn 
postanowił   chronić   ją   przed   światem.   Dlatego   przyjął   nas   wczoraj   tak 
niechętnie i z tego samego względu mama nie chciała się z nami spotkać. 
Lękała się kolejnych złych nowin.

Kristian zacisnął wargi.
Wiedziała,   co   myśli.   Kto   jak   nie   matka   powinien   wspierać   dzieci   w 

chwilach próby? Pokiwała głową.

- Ludzie są różni, Kristianie. Niektórych żadna przeciwność losu nie 

złamie, inni są jak łodyga dzwonka, tak słabi, że nie potrafią chodzić z 
wyprostowaną   głową.   I   nic   nie   możemy   na   to   poradzić.   Powiedziałam 
mamie, że uciekłeś, bo wzburzyło cię jej zachowanie, i to wyjaśnienie 
bardzo ją zdziwiło. Sądziła, że już jej nie potrzebujecie, że ja zajęłam jej 
miejsce. Zrobiło się jej przykro i prosiła, byś ją odwiedził. Sam.

Nic nie odrzekł, jego twarz nie zdradzała żadnych emocji.
- Proszę cię, Kristianie. Nie bądź taki jak mama i jej bracia. Duma i 

nieumiejętność wybaczania prowadzą do cierpienia. Pokaż, że jesteś silny, 
że potrafisz zapomnieć zniewagę i nadstawić drugi policzek.

background image

Ani słowem nie wspomniała o jego wieczornym zachowaniu, bo sądziła, 

że słowa, które wypowiedziała, mają wystarczającą moc.

- Masz w sobie tyle talentów, że starczy  ci na całe życie. Użyj ich! 

Dobrze   się   uczysz,   lepiej   niż   twoi   rówieśnicy.   Wychowywałeś   się   w 
dobrym   domu,   mama   zrobiła   wszystko,   byśmy   wyrośli   na   porządnych 
ludzi. Nie załamuj się niepowodzeniami. Spójrz na Johana, skorzystaj z 
jego doświadczeń. Wszyscy wiemy, że popełnił głupstwo, wikłając się w 
kradzież.  Wiemy  jednak także, dlaczego  to zrobił, i wiemy, że poniósł 
surową karę. Johan podniósł się, odciął od zła i podjął walkę o lepszą 
przyszłość.   Uratował   się   siłą   własnej   woli.   Ty   też   masz   silną   wolę, 
Kristianie. Użyj jej we właściwy sposób, dla dobra własnego i tych, którzy 
cię kochają. Widzę, jak zajmujesz się Pederem i Hugo. Mały kwili z ra-
dości, kiedy się zjawiasz.

Kristian pochylił głowę, ale Elise zdążyła zauważyć nikły uśmiech na 

jego   twarzy.   Uznała,   że   słowa   dotarły   do   serca   chłopca.   Wstała   i 
pogłaskała go po głowie.

- A o dniu wczorajszym zapomnijmy. Jestem pewna, że nigdy się nie 

powtórzy.

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Dwa dni później przyszła wiadomość o śmierci pani Paulsen.
Elise i Hilda były zdruzgotane. Pani Paulsen nie żyje? Przecież stać ją 

było   na   wizyty   doktora,   jadła   zdrowo   i   pożywnie,   mieszkała   w 
ogrzewanym domu i nie pracowała ponad siły. Jak to możliwe?

- Biedny Braciszek - rozpłakała się Hilda. - To straszne! Stracił mamę! 

Tak nie powinno być. Matki małych dzieci nie powinny umierać.

Elise   pokiwała   głową   zdziwiona.   Zgadzała   się   z   Hildą,   ale   nie 

rozumiała,   dlaczego   siostra   uważa   panią   Paulsen   za   matkę   Braciszka. 
Zwróciła się do Torkilda, który przyszedł z wiadomością.

- Co się stało? Na co umarła?
-   Na   zapalenie   opłucnej.   To   ma   związek   z   suchotami,   ale   choroba 

zwykle nie jest śmiertelna. Wasza matka cierpiała chyba na to samo, ale 

background image

wyzdrowiała. Pani Paulsen była jednak bardzo słabowita i jej stan szybko 
się pogorszył. Do kaszlu i gorączki dołączyły się kłopoty z oddychaniem. 
Pan Paulsen chciał zawieźć ją do sanatorium, ale odmówiła. Wierzyła, że 
wyzdrowieje, i ufała, że medykamenty przywrócą ją do zdrowia.

- Ale jak... Dlaczego... taki ktoś jak ona?
- Zapalenie opłucnej może przytrafić się każdemu, zwłaszcza ludziom, 

którzy   często   zapadają   na   płuca.   Rozumiem   jednak   twoje   zdziwienie. 
Sądziłaś, że osoby z jej warstwy nie cierpią na takie dolegliwości. No cóż, 
niektórzy z nas rodzą się słabi, innych najgorsza choroba nie powali.

- Matka przeżyła - zamyśliła się Hilda - choć marzła całą zimę, popijała 

cienką kawę, jadła chleb i chodziła w dziurawych butach po słocie.

Torkiłd pokiwał głową.
- Jej czas jeszcze nie przyszedł. Bóg chciał inaczej.
- A może po prostu matka była silniejsza niż pani Paulsen. W głosie 

Hildy zabrzmiała lekka nuta drwiny.

Elise   zerknęłana   siostrę.   Hildą   też   targały   emocje,   choć   na   co   dzień 

starannie je ukrywała.

Kristian poszedł odwiedzić matkę i powinien był niedługo wrócić. Elise 

wypatrywała jego powrotu z lekkim niepokojem.

Stali   na   schodach   przed   domkiem,   spoglądając   w   kierunku   wzgórza 

Aker.

- I Co teraz będzie? - spytała Hilda.
-   Pan   Paulsen   zapewne   ożeni   się   powtórnie.   Wciąż   jest   młody, 

przystojny i zamożny. To znacznie ułatwia sprawę.

- Nie jego miałam na myśli.
Hilda spojrzała na Torkilda wyzywająco.
- Dzieci w jego wieku szybko zapominają - odrzekł spokojnie. - Zresztą 

i   tak   zajmowała   się   nim   głównie   niania.  W  bogatych   domach   związki 
między matką a dzieckiem są odmienne.

Elise   nie   zgadzała   się   z   nim,   ale   się   nie   odezwała.   W   oczach   pani 

Paulsen widziała miłość do dziecka, a Braciszek odwzajemniał to uczucie. 
To straszne, że stracił matkę. Co się z nim teraz stanie?

- Nie dostanę już zleceń na szycie - powiedziała szybko, aby ukryć ból.
- A po co miałabyś szyć? - zdziwiła się Hilda. - Przecież masz pracę w 

sklepie i piszesz książkę.

Torkild wyglądał na zaskoczonego.
- Zaczęłaś pisać książkę? Elise potaknęła niechętnie.
- Hilda wierzy, że przyjmą mi ją do druku, ale ja nie jestem tego pewna. 

Pisuję wieczorami, dzięki pomocy Hildy, Reidara i chłopców znajduję na 

background image

to czas. To niełatwe, zazwyczaj marzę jedynie o tym, by się położyć.

Torkild uśmiechnął się ciepło.
- Na pewno dobrze ci idzie. Opowiesz nam o książce czy to tajemnica?
- Opowiem, kiedy skończę. Dowiedziałeś się, gdzie przepadła Agnes?
Torkild pokręcił głową.
- Zapadła się jak kamień w wodę. Nie ma jej u Magnusa Hansena ani na 

Maridalsveien. Słyszałem, że jakiś czas mieszkała u rodziców, lecz ponoć 
ją wyrzucili. Takie krążą pogłoski.

- To dziwne, że nie dała znaku życia. Było nie było, jest żoną Johana.
- Pewnego dnia się zjawi. Jak skończą się jej pieniądze.
- Do was też przychodziła po prośbie? Pokiwał głową.
- Anna ma miękkie serce, a ja uważam, że to niedźwiedzia przysługa. 

Agnes nigdy niczego się nie nauczy, jeśli wszyscy będą jej pomagać.

- Zgadzam się z tobą. Mam tylko nadzieję, że w poszukiwaniu zarobku 

nie ruszy do miasta.

- Miałaby pójść na ulicę? - przeraził się Torkild. - Przecież jest w ciąży.
-   Nie   sądzę,   że   się   do   tego   posunie,   ale   z  Agnes   nic   nie   wiadomo. 

Czasami zachowuje się tak jak my, czasami zaś wydaje mi się zupełnie 
obca.

- I ja tak to widzę - zgodził się Torkild i odwrócił się. - Wracam do 

Anny. Wpadłem tylko, by podzielić się z wami tą smutną wiadomością.

W  chwilę   później   wrócił   Kristian.  Wszedł,   nie   mówiąc   ani   słowa,   i 

zabrał się do odrabiania lekcji. Nikt poza Elise nie wiedział, gdzie chłopak 
był. Elise spojrzała na niego pytająco, ale Kristian udał, że tego nie widzi.

Dopiero kiedy odmówili wieczorną modlitwę i Elise nachyliła się, by 

uściskać ich na dobranoc, szepnął: - Dziękuję.

Następnego ranka z ociąganiem wybierał się do szkoły. Elise czuła, że 

ma jej coś do powiedzenia, i znalazła sposób, by zostać z nim sam na sam.

- Nie żałujesz, że tam poszedłeś? Pokręcił głową, jego oczy błyszczały.
- Wiesz, co powiedziała? Że nie tylko imię odziedziczyłem po wujku, 

ale i głowę. Ponoć był najmądrzejszy w całej szkole.

Elise uśmiechnęła się.
- W takim razie powinieneś napisać do niego parę słów i opowiedzieć 

mu o tym. To go z pewnością ucieszy.

Następnego   dnia   przypadała   sobota.   Padał   rzęsisty   deszcz,   krople 

bębniły o dach, potoki wody wylewały się z rynny na bruk. Rzeka nieomal 
wystąpiła z brzegów, strach było iść przez most.

Hilda   podała   obiad   złożony   z   gotowanych   ziemniaków   i   dużego 

półmiska resztek mięsnych, które kupiła u masarza za pół korony.

background image

Elise przyglądała się zadowolonym twarzom biesiadników.
- Proponuję, by wieczorem każdy napisał parę słów do naszego wujka w 

Ameryce.

- Wiem, co napiszę - rozochocił się Peder.
-   Ja   też   mogę?   -   Evert   zwykle   zapominał,   że   nie   jest   z   nimi 

spokrewniony. Teraz jednak poprosił o pozwolenie.

-   Oczywiście,   Evert.   Napisz,   że   jesteś   jednym   z   nas.   Peder   pokiwał 

głową.

- Możesz napisać, że jesteś moim bratem, którego dostaliśmy z gminy, 

bo pani Berg umarła, a Hermansen to pijak.

Reidar znalazł ogryzek ołówka i kartkę dla każdego i zasiadł z Pederem, 

by mu pomóc.

Późnym wieczorem Elise głośno odczytała rezultat ich pracy.
Kochany wujku Kristianie! Mama mówi, że odziedziczyłem po Tobie 

więcej   niż   imię.   Dobrze   się   uczę,   za   dwa   i   pół   roku   skończę   szkołę 
powszechną.  Wtedy   wszyscy   moi   koledzy   pójdą   do   fabryki,   ale   ja   nie 
chciałbym przerywać nauki.

Pozdrawia Cię Twój siostrzeniec Kristian Lovlien
Domek majstra, Beierbrua, Kristiania, Norwegia
Do mojego wujka w Ameryce. Cieszymy się, że napisałeś, jak Ci się 

mieszka   w  Ameryce.   My   mamy   wielki   wodospad,   który   chyba   zmyje 
most,   jeśli   nie   przestanie   padać.   Latem   złapałem   dwie   ryby,   ale   nie 
smakowały mi, bo rzeka jest brudm.

Pozdrowienia Peder
Drogi wujku Pedera i Kristiana! Mam na imię Evert i mieszkam u Elise, 

bo ona jest miła i nie chciała, by Hermansen przepił wszystkie pieniądze z 
gminy.   Mamy   małego   kotka,   który   nazywa   się   Puszek.   Jak   dorosnę, 
zostanę lekarzem i wyleczę wszystkich, którzy chorują na suchoty.

Pozdrowienia Evert
Drogi wujku Kristianie! Mama bardzo się ucieszyła na wieść, że obaj 

żyjecie. Nigdy o Was nie zapomniała i często Was miło wspomina. Kiedy 
przyszedł list, popłakała się z radości. U nas wszystko dobrze, choć źle 
zarabiamy  i nie starcza nam najedzenie. Ani na ubranie. To znaczy na 
ładne ubranie. Jeśli uda mi się kiedyś zaoszczędzić pieniądze na podróż, to 
chciałabym Was odwiedzić.

Serdeczne   pozdrowienia   od   Hildy,   lat   siedemnaście,   niedługo 

osiemnaście

Elise podniosła głowę.
- Po co napisałaś, że nie mamy pieniędzy?

background image

-   A   skąd   miał   się   dowiedzieć,   że   jesteśmy   w   potrzebie?   Elise 

zesztywniała.

- Nie piszemy, by żebrać o pomoc. U nich też się nie przelewa. Wszak 

pisał, że musieli się zapożyczyć.

- Ja nie żebrzę - obruszyła się Hilda. - Napisałam prawdę.
- Ja też nie powinienem wspominać, że rzeka jest brudna? - zawstydził 

się Peder.

- To co innego.
List Elise brzmiał tak:
Drogi   wujku   Kristianie!   Dziękujemy   za   banknot.   Reidar,   mąż   Hildy, 

zaniesie   go   do   banku   i   wymieni   na   norweskie   korony.  To   miły   gest  z 
twojej strony, ale chcę Cię zapewnić, że nie cierpimy niedostatku: Elise, 
Reidar i ja pracujemy i zarabiamy. Bardzo się cieszę, że odpowiedziałeś na 
mój list. Nie zdawałam sobie sprawy, że matka tak bardzo cierpi z powodu 
rozłąki. Jej oczy błyszczały, kiedy siedziała z listem od Ciebie w dłoniach. 
Szkoda, że nie widziałeś moich braci, kiedy szliśmy do niej: obaj tańczyli i 
podskakiwali z radości. Czekała nas tam prawdziwa niespodzianka, mama 
znów spodziewa się dziecka. Właśnie wynajęli dom w Kjelsas i zamierzają 
się przeprowadzić. Opiszę Ci wszystko, jak tylko ich odwiedzę. To dobrze, 
że mama przeprowadzi się na wieś, powietrze jest tam lepsze niż tu, w 
pobliżu fabryk. Mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze.

Serdeczne pozdrowienia Elise
Na   wysłanie   listów   było   już   za   późno,   Elise   odłożyła   je   na   półkę   z 

talerzami, by pamiętać o nich w poniedziałkowy ranek.

Śmierć   pani   Paulsen   nie   dawała   jej   spokoju,   jej   myśli   biegły   też 

nieustannie do Braciszka. Co teraz z nim będzie? Może rację miał Torkild, 
wychowywany   głównie   przez   nianię   chłopczyk   mógł   niczego   nie 
zauważyć. Strata matki oznaczała jednak ogromną zmianę w jego życiu. 
Był zbyt mały, by to zrozumieć, ale ten brak położy się cieniem na jego 
przyszłości. Elise pragnęła pójść tam i wziąć go choć na chwilę, wsunąć 
go Hildzie w ramiona, by siostra przelała na niego całą tę miłość, którą 
skrywała gdzieś głęboko, nie okazując jej nawet najbliższym.

Jedna   rzecz   bardzo   ją   dręczyła,   a   z   nikim   nie   mogła   podzielić   się 

niepokojem.   Hilda   wspomniała   kiedyś,   że   Reidar   cierpi   na   pewną 
dolegliwość,   która   objawia   się   opuchlizną   gardła   i  innych  części  ciała. 
Kiedyś był poważnie chory, tak bardzo, że rodzina obawiała się, że nie 
przeżyje. Tak przynajmniej twierdziła Hilda.

Podobną historię Elise usłyszała kiedyś od Valborg. W czasie przerwy 

obiadowej w przędzalni Valborg wspomniała raz o swoim bracie, który 

background image

miał podobne schorzenie. Nabawił się go po ślubie, a jego żona nigdy nie 
urodziła   mu   dzieci.   Rodzina   Valborg   podejrzewała,   że   miało   to   jakiś 
związek z chorobą brata.

Jeśli Reidar nabawił się tej samej przypadłości, Hilda nigdy nie doczeka 

się   potomka.   W   tym   świetle   pozbycie   się   Braciszka   wydało   się   Elise 
jeszcze   bardziej   niedorzeczne.   Zwłaszcza   teraz,   kiedy   zabrakło   pani 
Paulsen. Jej mąż nie interesował się zbytnio maleństwem, zresztą rzadko 
który mężczyzna zajmował się małymi dziećmi. Pani Paulsen usiłowała 
wzbudzić   jego   ciekawość,   opowiadając   mu   o   postępach   w   rozwoju 
Braciszka. Miałby teraz wzrastać w domu obojętnego mu człowieka, który 
całe dni spędzał w pracy?

Potem jej myśli pobiegły do Agnes. Zapadła się jak kamień w wodę, 

powiedział   Torkild.   Mogła,   rzecz   jasna,   zatrzymać   się   u   którejś   z 
dziewcząt z fabryki, skoro nie miała gdzie mieszkać. Wiele z nich nie 
miało mężów, przesiadywały  samotnie w wynajętych klitkach i chętnie 
przyjęłyby koleżankę w potrzebie.

Może zatrzymała się u Valborg?  Valborg była straszną plotkarką, ale 

potrafiła troszczyć się o ludzi, których los mocniej niż ją doświadczył. 
Elise   wielokrotnie   była   tego   świadkiem.   Valborg   bywała   zazdrosna,   a 
nawet złośliwa wobec zamożniejszych od siebie, ale umiała też okazywać 
współczucie.

Może powinna się do niej wybrać?
A właściwie po co? Agnes nie była już jej przyjaciółką. Anna i Torkild 

również za nią nie tęsknili, powodowała nimi raczej ciekawość. A Johan 
podjął już decyzję, której nic nie mogło zmienić.

Elise wiedziała, co budzi jej największy niepokój: nie mogła zrozumieć, 

dlaczego   Agnes   wyniosła   się   od   Magnusa   Hansena.   Jeśli   Magnus 
rzeczywiście był ojcem jej dziecka, to fakt, że tak wcześnie się rozstali, 
budził jej zdumienie. Wprawdzie wielu młodych mężczyzn brało nogi za 
pas   w   takiej   sytuacji,   ale   Magnus   robił   na   niej   wrażenie   człowieka 
uczciwego i odpowiedzialnego.

Zamyślona zarzuciła na ramiona włóczkowy szal i poszła po wodę do 

studni.

Deszcz wreszcie przestał padać, ale od furtki do rzeki płynęły potoki 

brudnej   wody.   Skraj   jej   sukni   ciągnął   się   po   mokrej   trawie,   trzewiki 
przemokły   w   jednej   chwili.   Elise   wyciągnęła   wiadro   i   postawiła   je   na 
obramowaniu studni. Rozejrzała się. Wokół panowała cisza, fabryki były 
nieczynne, a w taką pogodę ludzie nie wyściubiali nosa za próg. Z,daleka 
dobiegł   jej   stukot   kół   o   bruk   i   ciche   pokrzykiwanie   dzieci,   poza   tym 

background image

jedynie   jednostajny   szum   wodospadu   mącił   atmosferę   spokoju   i 
bezczynności.

Było   chłodno,   nocą   zapewne   pojawią   się   przymrozki.   Zaczął   się 

listopad, czas do Bożego Narodzenia szybko teraz zleci. Zapowiadały się 
smutne święta w domu Paulsenów.

Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić, jak bolesna musi być strata matki, 

zwłaszcza   w   przedświąteczny   czas.   Słowa   Torkilda   nie   trafiły   jej   do 
przekonania. Pan Paulsen był zamożny, przystojny i młody, a wokół nie 
brakowało   panien   na   wydaniu.   Jeśli   jednak   kochał   panią   Paulsen   nad 
życie, żadna kobieta nie mogła zająć jej miejsca. Pamiętała dobrze tamten 
dzień,   kiedy   razem   z   Emanuelem   spotkali   ich   na   spacerze.   Państwo 
Paulsen wydali się jej wtedy tacy szczęśliwi i dumni z własnego dziecka. 
Nie mieli pojęcia, że ich synek jest dzieckiem siostry Elise.

Smutna wiadomość zainspirowała ją do opisania ostatnich godzin życia 

Mathilde.   Dotarła   do   sceny,   w   której   stoi   na   moście   i   usiłuje   odwieść 
dziewczynę   od   samobójczego   skoku.   Teraz   usiłowała   sobie   wyobrazić 
reakcję Oline i dzieci Mathilde.

To   nie   było   takie   proste.   Eliśe   kleciła   zdania   i   wymazywała   je, 

niezadowolona z rezultatu. Nie przeżyła tamtych zdarzeń bezpośrednio, 
znała   je   tylko   z   relacji.   Dziewczynki   były   zbyt   małe,   by   cokolwiek 
zrozumieć. A Oline, co zrobiła Oline? Rozzłościła się czy zalała łzami? A 
może   siedziała   apatycznie   na   skraju   łóżka,   zobojętniała   na   wszystko, 
przybita ciężarem własnego losu? Taką ją właśnie ujrzała wtedy Elise.

Reidar   siedział   w   pokoju   z   chłopcami   i   czytał   im   norweskie   bajki. 

Dorośli   rzadko   poświęcali   dzieciom   czas,   zazwyczaj   same   musiały 
wymyślać   zabawy.   Chłopcy   słuchali   z   przejęciem,   żywo   reagując   na 
czytane im słowa.

Hilda cerowała skarpetki przy kuchennym stole, siedząc obok siostry. 

Odwlekały moment zapalenia lampy, żeby oszczędzić na nafcie.

Elise podniosła wzrok znad częściowo zapisanej kartki.
- Zastanawiam się, gdzie podziewa się Agnes.
- A ja boję się nawet o tym myśleć - odrzekła Hilda. - Chyba tylko 

Magnus Hansen zna odpowiedź. Jedna z nas powinna się do niego wybrać, 
w końcu to szwagierka Anny. Może przytrafiło się jej jakieś nieszczęście? 
Może utonęła w rzece? Przyzwyczailiśmy się do jej wybryków i nikt nie 
potraktował jej zniknięcia poważnie.

-   Nawet   nie   przyszło   mi   to   do   głowy   -   przeraziła   się   Elise.   - 

Zamierzałam porozmawiać z Valborg. Ona wie najlepiej, co dzieje się w 
dzielnicy.

background image

- Zacznij od Magnusa, potem pogadaj z Valborg. Nie wydaje mi się, by 

Agnes i Valborg widywały się ostatnio.

-   Dobrze,   że   Johan   wyjechał.   Cała   ta   sprawa   wytrąciłaby   go   z 

równowagi. Nie mógłby pracować.

- Sądzisz, że Anna nie wspomina mu o Agnes w swoich listach?
-, Sama mu o tym napisałam, wtedy jednak zniknięcie Agnes tak bardzo 

mnie nie niepokoiło. Uznałam, że powinien znać prawdę, w końcu to jego 
żona.

-   No   i   miałaś   odrobinę   satysfakcji?   -   Hilda   zerknęła   na   siostrę.   - 

Pokazałaś mu, jak głupio postąpił, żeniąc się z Agnes.

Elise zaczerwieniła się.
- Nie z takim zamiarem to napisałam.
- Bądź ze mną szczera, Elise - uśmiechnęła się Hilda. - Teraz kiedy 

wreszcie   zejdziesz   się   z   Johanem,   możesz   w  końcu  pozwolić   sobie   na 
odrobinę uszczypliwości wobec tej głupiej kozy.

- Nie jestem aż tak złośliwa, by źle jej życzyć. Agnes była kiedyś moją 

najlepszą przyjaciółką.

-   Nie   o   to   mi   chodziło.   Nikt   na   tym  nie   straci,   że   Johan   dowie   się 

prawdy o własnej żonie. A tak przy okazji, dawno nie było listu od niego. 
Nie napisałaś niczego, co by go mogło urazić?

Elise   spojrzała   na   siostrę   przestraszona.   Rzeczywiście   minęło   sporo 

czasu od ostatniego listu, ale tłumaczyła to sobie zapracowaniem Johana. 
Nauka była obecnie najważniejsza.

- Nic talciego sobie nie przypominam. Elise zamyśliła się.
- Napisałam mu, że Emanuel nie wróci do mnie, mimo że wie, iż jestem 

w ciąży. I o tym, jak ciężko Peder to znosi.

Hilda zmarszczyła brwi.
-  A  dlaczego   wspomniałaś   o   Pederze?   Po   co   Johanowi   wiedzieć,   że 

Peder tak bardzo lubi Emanuela?

Elise poczuła ukłucie niepokoju.
- Dodałam, że Emanuel nie jest dla niego ważniejszy niż Johan. I że 

Peder   boleje   nad   tym,   iż   tylu   ludzi   znika   z   jego   życia.   Na   koniec 
napomknęłam o Agnes.

- Tego też nie powinnaś była robić. Napisz jeszcze raz, że tęsknisz i 

czekasz   niecierpliwie   na   odpowiedź.   Johan   może   twoją   cierpliwość 
zrozumieć opacznie. Uzna, że nie myślisz o nim za często. Jesteś zbyt 
skromna i ostrożna, Elise, a to nie zawsze popłaca.

Jeszcze   tego  samego   wieczora  Elise   napisała  długi  list.  Wszyscy  już 

spali, na kuchennym stole paliła się samotna świeca. Nie wspomniała ani 

background image

słowem o Agnes ani o Emanuelu, nie napomknęła o liście z Ameryki. 
Pisała   wyłącznie   o   tęsknocie,   o   pustce   w   swoim   życiu.   O   lęku   przed 
miesiącami, może latami rozłąki.

Zapomnijmy o złej przeszłości, Johanie. Należę do Ciebie, a ty do mnie 

i   taki   los   był   nam   pisany   od   wczesnych   lat.   Zaczynam   wierzyć,   że 
każdemu   dane   jest  spotkać   na   tym  świecie   tylko   jednego   człowieka,   z 
którym może żyć szczęśliwie. Tyle wokół małżeństw z przypadku, ale tak 
mało szczęśliwych ludzi. Z nami jest inaczej, stworzeni zostaliśmy, by być 
ze sobą i kochać się wzajemnie. Jesteśmy jak roślina o dwóch łodygach, 
jedna   zależna   od   drugiej.   Jeśli   jedna   uschnie,   druga   zwiesi   się   i   też 
zmarnieje. Ale nam się to nie przytrafi! Napisz do mnie! Brakuje mi listów 
od Ciebie.

Twoja Elise
To dobrze, że Hilda skłoniła ją do napisania tego listu. Johan przebywał 

z dala od domu i potrzebował wsparcia. Żył samotnie w obcym mieście, a 
ona miała chłopców, Hildę i Reidara. Nie powinna czuć się urażona jego 
milczeniem, był wszak zajęty nauką. I może nie miał pieniędzy na znaczki.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Z  początku Elise  nie  zamierzała  pójść  na pogrzeb  pani Paulsen.  Nie 

znała   nikogo   z   rodziny,   była   tylko   krawcową   zmarłej   i   pan   Paulsen   z 
pewnością jej nie pamiętał.

Jednak sumienie kazało postąpić inaczej. Pani Paulsen okazała jej tyle 

dobroci, płaciła szczodrze i traktowała ją z szacunkiem. Była jej winna 
ostatnie pożegnanie.

Wdowa Borresen zwolniła ją z pracy. Powiedziała, że o tej porze dnia w 

sklepie i tak nie ma wielu klientów.

Elise   zawiozła   Hugo   do  Anny.  Anna   już   wcześniej   oferowała   się   z 

pomocą, ale Elise obawiała się, że pilnowanie małego dziecka do zadanie 
ponad jej siły. Jeszcze parę miesięcy temu Anna była przykuta do łóżka. 
Wciąż poruszała się z trudem, podpierając laską, i szybko się męczyła. 
Hugo jednak złapał właściwy rytm, spał dwie, trzy godziny o tej samej 
porze dnia. Pogrzeb miał odbyć się w tym właśnie czasie.

Najpierw wniosła dziecko, potem zamierzała cofnąć się po wózek. Hugo 

nie zasnąłby w obcym łóżku.

Anna przyjęła ją z uśmiechem.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo się cieszę, Elise! Tyle razy 

oferowałam ci pomoc i wiem, że odmawiałaś, by mnie oszczędzić. Nie 
jestem jednak taka słaba, jak myślisz.

Codziennie spaceruję z Torkildem, nawet w deszcz i słotę, i z wolna 

nabieram sił. Niedługo będę poruszać się samodzielnie.

Elise uśmiechnęła się z zadowoleniem.
- Jeszcze przed rokiem żadna z nas by w to nie uwierzyła.
-   Tak   się   cieszę,   że   matka   dożyła   tej   chwili   -   przytaknęła   Anna, 

nachylając się nad Hugo. - Witaj, aniołku. Zostaniesz dzisiaj ze mną?

Hugo rozpromienił się i nie zaprotestował, kiedy wyciągnęła ręce, by go 

podnieść. Zaniosła go do kuchni, usiadła na taborecie i posadziła sobie 
chłopczyka na kolanach, po czym zaczęła zdejmować z niego czapeczkę i 
włóczkowy sweterek.

Elise odetchnęła z ulgą. Wprawdzie nie spodziewała się kłopotów, bo 

Hugo był ufnym dzieckiem, ale po raz pierwszy zostawiała go z kimś, kto 
nie należał do rodziny.

background image

Kiedy chwilę później taszczyła na górę wózek, Anna przywitała ją na 

progu   z   chłopcem   w   ramionach.   Hugo   dostał   do   zabawy   drewnianą 
łyżeczkę i tak był nią przejęty, że nawet nie zauważył nieobecności matki.

- Myślę, że dobrze robisz, idąc na pogrzeb pani Paulsen, Elise, choć nikt 

tego od ciebie nie oczekuje.

Weszły   razem   do   kuchni   i  Anna   posadziła   chłopca   na   dywaniku   na 

podłodze.

- Nie miałabym sumienia nie iść. Pani Paulsen zawsze była dla mnie 

miła   i   płaciła   mi   więcej,   niż   musiała.   Podejrzewam,   że   ostatnie   dwa 
zlecenia   dała   mi   bardziej   przez   wzgląd   na   mnie   niż   z   rzeczywistej 
potrzeby. Szkoda, że już nigdy nie skorzysta z tego kostiumu kąpielowego.

Anna skinęła głową.
- Myślę o niej nieustannie. To musi być straszne dla młodej matki, tak 

umierać ze świadomością, że na świecie zostaje małe dziecko. Sądzę, że 
zdawała sobie sprawę z nieuchronności swego losu.

- Nie jestem tego taka pewna. Torkild opowiadał, że odmówiła wyjazdu 

do sanatorium, chociaż pan Paulsen bardzo ją do tego namawiał. Gdyby 
zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji, nie sprzeciwiłaby się mężowi.

- Może nie miała już żadnej nadziei i chciała zostać w domu, blisko 

dziecka.

- Martwię się o Braciszka.
- Wciąż go tak nazywacie?
- Tak, dla nas na zawsze zostanie Braciszkiem.
- Nie rozumiem, jak wam się udało utrzymać tę sprawę tak długo w 

tajemnicy.

- Baliśmy się, że majster Paulsen narobi nam kłopotów.
- Torkild uważa, że Paulsen Junior ponownie się ożeni. Ponoć straszny z 

niego kobieciarz.

Elise zdumiała się.
- Doprawdy? A ja sądziłam, że tworzyli dobraną parę.
- Miejmy choć nadzieję, że jego nowa wybranka potrafi okazać uczucie 

obcym dzieciom.

Elise potakiwała głową w zamyśleniu.
- Emanuel nie potrafił, ale to w końcu mężczyzna.
- Johan potrafi. - Anna spojrzała na nią i zawahała się, zanim zadała 

kolejne pytanie. - Masz od niego jakieś wiadomości?

- Nie, od dawna nie pisał, ale pewnie jest bardzo zajęty. A może nie stać 

go na znaczki.

Anna zmarszczyła czoło.

background image

- Do nas też nie pisze. To dziwne. Wiesz przecież, że zawsze żyliśmy 

blisko. Johan zna mnie dobrze i zdaje sobie sprawę, że wszędzie wietrzę 
nieszczęście.

- Nie martw się, Anno. Mówił przed wyjazdem, że będzie bardzo zajęty.
Anna kiwała głową, ale nie dała się przekonać.
- Mam przeczucie, że stało się coś niedobrego.
-  Parę  dni temu  napisałam  do  niego  długi  list,  to   było  wtedy,  kiedy 

Torkild   przyniósł   nam   wiadomość   o   śmierci   pani   Paulsen.   Nie 
wspomniałam mu o Emanuelu ani o Agnes, pisałam jedynie o nas. Hilda 
uznała, że Johan mógł poczuć się urażony, bo opisałam mu żal Pedera po 
odejściu Emanuela.

- Johan by się tym nie przejął. On jest inny.
- Też tak uważam, lecz postanowiłam napisać wyłącznie o własnych 

uczuciach.

Anna uśmiechnęła się.
- Odpowiedź przyjdzie lada chwila. Chyba już czas na ciebie, Elise. Nie 

obawiaj się o Hugo. Spójrz, już czuje się jak u siebie w domu.

Z   ciężkim   sercem   Elise   wspinała   się   na   wzgórze  Aker.   Nikogo   nie 

spotkała   po   drodze,   bo   rodzina   i   przyjaciele   Paulsenów   mieszkali   po 
drugiej   stronie   wzgórza.   Nie   lubiła   pogrzebów,   ten   zaś   napawał   ją 
szczególnym lękiem, bo bała się, że w tłumie żałobników zwracać będzie 
uwagę swą odmiennością.

Zadyszana   dotarła   na   szczyt   wzgórza.   Strumień   ludzi   ciągnął   do 

kościoła, wzdłuż chodnika stał sznur dorożek i powozów, a nawet kilka 
automobilów. Tłum mężczyzn w cylindrach i kobiet w czarnych, długich 
do   kostek   płaszczach   zimowych   i   woalkach   zarzuconych   na   kapelusze 
zdążał powoli i dostojnie w kierunku drzwi świątyni.

Wślizgnęła się za nim, starając się nie rzucać w oczy. Mogli pomyśleć, 

że jest służącą, ale nawet jak na służącą ubrana była zbyt licho. Nikt nie 
miał na sobie szala z włóczki i chusty. Pożałowała przez chwilę, że nie 
pożyczyła od Hildy czarnego kapelusza.

Kościół   był   pełen,   na   pogrzeb   przybyło   kilka   setek   ludzi!   Elise 

rozglądała się chwilę zdziwiona, po czym zajęła miejsce w ostatniej ławce. 
Pani Paulsen miała tylu znajomych?

Widok trumny sprawił, że łzy popłynęły jej po policzkach. Nie mogła 

uwierzyć, że ta niegdyś radosna i pełna życia kobieta leżała nieruchomo 
pod wiekiem z książeczką do nabożeństwa pod podbródkiem i kwiatem w 
złożonych dłoniach.

Trumna była czarna i miała błyszczące uchwyty, w których odbijało się 

background image

światło świec. Elise odwróciła wzrok, by powstrzymać łzy.

Nigdzie   nie   było   widać   Paulsena   Juniora   ani   majstra.   Przed   nią 

rozciągało się morze ludzi w żałobnych strojach, nad nią wisiały srebrne 
świeczniki.   Docierały   do   niej   jedynie   urywki   kazania,   coś   o 
nieuchronności   śmierci   i   kary.   Słowa   brzmiały   surowo   i   brutalnie,   a 
przecież zmarła była młodą matką, która nie zdążyła jeszcze zasłużyć na 
karę. Na dźwięk psalmu jej ramiona zadrgały. Kiedy wyjęła chusteczkę, 
poczuła na sobie wzrok kobiety siedzącej obok. Na pewno zastanawiała 
się, kim jest ta uboga dziewczyna.

Ciało   miano   złożyć   niedaleko   kościoła,   w   grobie   na   cmentarzu 

Zbawiciela. Trumnę wstawiano na karawan opięty czarnymi draperiami. 
Pojazd ciągnęły cztery konie przykryte żałobnymi derkami.

Elise ustawiła się na końcu pochodu, wąż ludzi ciągnął się przed nią. 

Dotarłszy   na   miejsce   pochówku,   ludzie   szczelnie   ustawili   się   wokół 
trumny,   dziewczyna   ledwie   dostrzegała   białą   kryzę   pastora.   Usłyszała 
słowa   „prochem  jesteś   i   w   proch   się   obrócisz",   ale   nie   zobaczyła,   jak 
duchowny   bierze   w   dłonie   łopatę   i   rzuca   piędź   ziemi   na   trumnę.   Nie 
ujrzała też kwiatów rzucanych na stertę, ale kiedy rozległy się dźwięki 
pieśni Więc weź mą dłoń i poprowadź mnie, przeniosła się w duchu na 
pogrzeb własnego ojca i usłyszała mocny głos Emanuela. Ciarki przeszły 
jej po plecach.

Poczekała, aż tłum zrzednieje, większość żałobników zdążała na stypę. 

Podeszła   do   opustoszałego   grobu   i   spod   szala   wyjęła   świeżą   gałązkę 
świerku. Położyła ją powoli między dwoma bukietami białych kwiatów i 
szepnęła: - Do widzenia, pani Paulsen. Dziękuję, że była pani dla mnie 
taka dobra.

Wzdrygnęła się, kiedy z tyłu dobiegł jej jakiś dźwięk. Odwróciła się 

gwałtownie i ujrzała majstra. Poczuła, że rumieniec oblewa jej policzki.

- Moje kondolencje.
Nie odrzekł, patrzył na zieloną gałązkę świerku wśród białego kwiecia.
- Lubiła ją pani - powiedział zdziwiony.
-   Tak,   pani   Paulsen   zawsze   okazywała   mi   sympatię.   Chciał   coś 

powiedzieć, ale się powstrzymał.

- Więc widywała pani chłopca od czasu do czasu? - spytał nagle.
Elise skinęła głową.
- Tak - odrzekła i zdobywając się na odwagę, dodała: - Cieszyło mnie, że 

trafił w dobre ręce. Pani Paulsen kochała go jak własne dziecko.

- No tak. Wiedziała pani o wszystkim - stwierdził, unikając jej wzroku.
- Tak. Z Hildą zawsze dobrze się rozumiałyśmy. Majster zamilkł, był 

background image

bardzo poważny.

-   Może   powinna   była   go   zatrzymać.   Zwłaszcza   w   takich 

okolicznościach. -. Skłonił głowę w kierunku grobu.

- Tak byłoby najlepiej dla dziecka i dla Hildy. Była jednak zbyt młoda, 

by zdawać sobie sprawę z konsekwencji.

Znów nie odpowiedział. Coś wyraźnie leżało mu na sercu.
- A teraz jest dorosła, zamężna i dobrze się jej wiedzie.
- Tak, teraz wszystko wygląda zupełnie inaczej. - Elise patrzyła przed 

siebie zamyślona. - Gdybyśmy wtedy znali przyszłość...

-   Nie   da   się   jednak   ukryć,   że   należycie   do   innej   warstwy.  Pokiwała 

głową.

- Tak, jeśli mierzyć ludzkie szczęście wielkością majątku, znajdujemy 

się   na   szarym   końcu.   Znam   jednak   pewnego   zamożnego   człowieka   z 
dobrego   domu   i   na   dobrym   stanowisku,   który   usiłował   targnąć   się   na 
własne życie. Znam też pewną młodą kobietę, która wychowywała się w 
jednopokojowym   mieszkaniu   w   czynszowej   kamienicy   i   całe   dnie 
spędzała   samotnie.   Zachorowała   na   polio   i   aż   do   tej   wiosny   leżała 
przykuta do łóżka. To najpogodniejsza istota, jaką zdarzyło mi się spotkać. 
Nie mogła się poruszać, ale dla wszystkich miała uśmiech i dobre słowo.

Spojrzał   na   nią,   jej   opowieść   wywarła   na   nim   wrażenie.   Westchnął 

głęboko i odwrócił się.

- Muszę iść, czekają na mnie. Dziękuję pani, pani Ringstad.
Oparł   laskę   o   ziemię   zdecydowanym   ruchem   i   ruszył   przed   siebie. 

Mijając ją, dorzucił: - Głosi pani lepsze kazania niż pastor.

Odprowadziła wzrokiem jego potężną sylwetkę. Odniosła wrażenie, że 

los Braciszka leżał mu na sercu.

No i cóż w tym dziwnego, pomyślała, przecież jest jego ojcem.

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Tydzień później przyszedł list od Johana.
Elise   postanowiła   ukryć   go   do   chwili,   aż   wszyscy   się   położą.   List 

miłosny to rzecz intymna. Zamierzała odczytać go w spokoju, delektować 
się każdym słowem, powtarzać zdania, nauczyć się ich na pamięć i zabrać 
w sen.

Na   szczęście   była   sama   w   domu,   kiedy   przyszedł   list,   więc   nikt   o 

niczym nie wiedział. Później podzieli się z nimi tą wiadomością, ale list 
przeznaczony był wyłącznie dla niej.

background image

Wieczorem   czekała   ją   chwila   szczęścia.   Teraz   zdążyła   przemarznąć, 

przemierzając krótki odcinek od Telthusbakken do Beierbrua w drodze z 
pracy   do   domu,   ponieważ   wiał   silny   wiatr   z   północy.   Po   przelotnej 
śnieżycy   drogi   były   wyjątkowo   śliskie.   W   sklepie   wdowy   Borresen 
panował   nieprzyjemny   chłód.   Wdowa   rozpalała   wprawdzie   w   małym 
piecyku na zapleczu, ale niewiele to pomagało, z każdym nowym klientem 
do środka nieubłaganie wciskał się strumień mroźnego powietrza. Palce 
Elise   zesztywniały   tak   bardzo,   że   ledwie   trzymała   ołówek.   Marzły   jej 
stopy i bała się o Hugo, który był zbyt cienko ubrany.

Z   uczuciem   ulgi   weszła   za   próg   domu   i   rozpaliła   ogień.   Na   widok 

koperty   z   duńskim   znaczkiem   zapomniała   o   chłodzie   i   zmęczeniu. 
Przewinęła Hugo, ugotowała mu kaszkę i położyła stary włóczkowy koc, 
prezent   od   Anny,   na   dywaniku   chłopca   na   podłodze.   Właściwie   nie 
powinna kłaść go na podłodze, bo przez szpary w deskach parło w górę 
zimne powietrze z piwnicy, ale Hugo wyrósł już z kołyski.

Kiedy   skończyła,   wzięła   się   do   obierania   ziemniaków.   Wciąż   miała 

sztywne palce i z wielką niechęcią wkładała je do zimnej wody.

Johan na pewno dostał list od niej, zanim odpowiedział. Na tę myśl 

zrobiło się jej ciepło na duszy.

Wcześniej   popełniła   błąd,   ukrywając   uczucia,   ale   poprawiła   się   w 

ostatnim liście. Na pewno się ucieszył.

Gdyby mogła jak ten ptak rozwinąć skrzydła i polecieć do Kopenhagi, 

zaskoczyć   go   i   przywitać   na   schodach,   kiedy   wraca   z   pracy!   Mogła 
wyobrazić   sobie   tę   scenę:   zachwycony   wyraz   jego   twarzy,   radość   i 
uśmiech. Chwilę później trzymałby ją w ramionach.

Uśmiechnęła się do własnych myśli. Marzenie było piękne, zapomniała 

zupełnie   o   zdrętwiałych   palcach.   Odsunęła   fajerki   na   bok   i   postawiła 
garnek z ziemniakami na ogniu. Dzisiaj poda na kolację chleb i smażone 
ziemniaki, ulubiony przysmak całej rodziny i bardzo pożywną potrawę.

Za drzwiami rozległy się kroki. Hilda wracała do domu? Tak wcześnie?
Drzwi otworzyły się gwałtownie, a podmuch wiatru rzucił je o ścianę. 

Zimne powietrze wdarło się do środka.

Elise obróciła się szybko, miała cierpką uwagę na końcu języka.
To była Petrike. Elise nic nie powiedziała, ale nie ukrywała irytacji.
- Nie musisz się tak złościć, Elise. Już niedługo się nas pozbędziesz. 

Wyprowadzamy się.

-   Wyprowadzacie?   -   przeraziła   się   Elise.   Petrike   potwierdziła   z 

triumfującą miną.

- Znaleźliśmy mieszkanie po drugiej stronie. Tam nie będzie kapać nam 

background image

na głowy i żadne dzieciaki nie będą krzyczeć po nocach.

- Hugo często nie płacze.
- Nie? To może Peder? - zarżała Petrike.
Elise   nie   mogła   zrozumieć,   dlaczego   spośród   wielu   kandydatów   na 

lokatorów   mansardy   wybrały   z   Hildą   właśnie   ją   i   Hjalmara,   jednakże 
wiadomość   o   wyprowadzce   nie   była   dobra.   Minie   sporo   czasu,   zanim 
znajdą nowych chętnych. A nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi.

- Macie smażone ziemniaki na kolację? Nie zdążyłam do sklepu, nie 

zorientowałam   się,   że   jest   już   tak   późno.   Nie   poczęstowałabyś   nas   z 
Hjalmarem? Skoro się wyprowadzamy?

Elise pokiwała głową. Nie miała serca odmówić, choć pomysł Petrike 

wcale się jej nie spodobał. Na dodatek Petrike od razu rozgościła się przy 
stole.

- W taki deszcz na górze nie da się wysiedzieć. Elise nie zrozumiała.
- Przecież dach jest naprawiony, wydałam majątek. Właściciel odmówił 

pomocy.

-   Naprawiony?  To   czemu   wciąż   przecieka?   Idź   na   górę,   jak   mi   nie 

wierzysz.

Elise westchnęła. Musiała pilnować ziemniaków, na smażone najlepiej 

nadawały się lekko surowe. Wyjęła patelnię i odrobinę masła, pokroiła 
chleb i zaczęła nakrywać stół. Będzie ciasno, ale jeśli Peder i Evert usiądą 
na skrzynce z drewnem, zmieszczą się wszyscy.

Petrike oparła się o ścianę i gadała jak najęta. Opowiadała o pewnej 

kobiecie z Sandakerveien, która wychodząc do fabryki, znalazła trupa na 
schodach. Później okazało się, że mężczyzna nie był nieżywy, tylko pijany 
do   nieprzytomności.   Potem   oznajmiła,   że   córka   szewca   spodziewa   się 
dziecka z synem wozaka, który był trzy lata młodszy od niej, a siostra pani 
Pedersen z Sagveien ma suchoty i jej dwie córki też. Elise puszczała jej 
słowa mimo uszu, dziwiąc się jedynie, jak Petrike zdołała wywiedzieć się 
tego wszystkiego w ciągu jednego dnia.

Jej   myśli   krążyły   wokół   listu.   Powinna   była   go   otworzyć   zaraz   po 

przyjściu do domu. Teraz będzie musiała czekać, aż wszyscy się położą, a 
to potrwa całą wieczność. Szczególnie jeśli Petrike i Hjalmar zamierzają 
przesiedzieć u nich cały wieczór.

Rozległ   się   szybki   odgłos   kroków   wzdłuż   ściany   i   drzwi   znów   się 

otworzyły. Pomny uwag Elise, Peder przytrzymał je i zrobił małą szparkę, 
przez którą wślizgnął się Evert.

- Mniam - mruknął, poczuwszy zapach smażonych ziemniaków.
Evert zatrzymał się i wbił wzrok w patelnię.

background image

- Ale jestem głodny. Kiedy będzie kolacja?
- Znowu oddałeś komuś jedzenie w szkole? - Elise spojrzała na chłopca 

surowo.

Nie odważył się spojrzeć jej w oczy, musiał mieć nieczyste sumienie.
- Tylko trochę - powiedział, po czym nabrał tchu i dodał: - Konus zasnął 

w ławce, bo pracował całą noc. Bał się wracać do domu, żeby nie dostać 
lania.

Peder wziął Everta w obronę.
- I nie jadł od wczoraj, bo jego ojciec pije, a matka to głupia gęś.
Elise   skrzywiła   się.  Tyle   razy   powtarzała   Pederowi,   by   nie   mówił   o 

obcych w obecności Petrike, bo następnego dnia dowie się o tym cała 
dzielnica.

Stropiony Peder obrócił się ku Petrike.
- Znasz Konusa? Petrike pokręciła głową.
-   Nie,   ale   gdybym   ja   za   młodu   nazwała   matkę   kolegi   głupią   gęsią, 

dostałabym lanie.

Peder usiadł koło niej.
- To dobrze, że różnisz się od swojej mamy, Petrike. Jesteś nawet miła, 

milsza niż inne kobiety, które znam. Z wyjątkiem Elise. Jak dorosnę, kupię 
ci   kapelusz   z   czerwonymi   piórami,   żebyś   nie   musiała   chodzić   w   tym 
brązowym pierogu.

Elise podskoczyła, Evert zresztą też.
- A ja mu pomogę - pośpieszył Pederowi na odsiecz - bo znam taki 

sklep, gdzie trzymają kapelusz z czerwonymi piórami na wystawie. Na 
pewno by ci pasował.

Na   szczęście   Petrike   zachichotała,   choć   równie   dobrze   mogła   się 

śmiertelnie obrazić.

- Sądzisz, że ten kapelusz wciąż tam będzie, jak dorośniesz, Evert?
Wszyscy roześmiali się.
W tej samej chwili weszła Hilda.
- Co za okropna pogoda! Nienawidzę zimy! Jak będę bogata, sprawię 

sobie   dom  z   łazienką   i   przez   pół   dnia   będę   wylegiwać   się   w   wannie. 
Smażone ziemniaki na kolację? Jesteś wspaniała, Elise!

Rozejrzała się wokół.
- Reidar jeszcze nie wrócił? Sądziłam, że pomaga Pederowi.
- Dzisiaj nie miał czasu. Peder cały czas był w szkole i nosił z Evertem 

opał.

Hilda zmarszczyła czoło.
- Znów nie miał czasu? Nie rozumiem, dlaczego spędza tyle godzin w 

background image

pracy.   Jak   ci   minął   dzień,   Elise?   W   sklepie   pewnie   nie   jest   zbyt 
przyjemnie?

Elise pokiwała głową.
- Zimne powietrze wpada za każdym razem, gdy zjawia się nowy klient. 

Nie wiem, co będzie, kiedy przyjdzie prawdziwa zima. Wdowa Borresen 
mówi, że czasami ma tak zgrabiałe ręce, że nie może pisać. I myli się w 
rachunkach.

-   Dlaczego   nie   rozpali   w   piecu   na   zapleczu   i   nie   otworzy   drzwi  do 

sklepu?

-   Twierdzi,   że   jej   na   to   nie   stać.   Z   roku   na   rok   ubywa   klientów, 

przenoszą   się   do   konkurencji.   Nowe   sklepy   wyrastają   jak   grzyby   po 
deszczu.

- Może idą do innych, bo u wdowy jest zimno? - zastanawiał się Evert.
Hilda odwiesiła szal i zaczęła rozsznurowywać buty.
- Jak ci dzisiaj poszło w szkole, Peder? Pamiętałeś słowa psalmu?
Peder odwrócił wzrok. Elise zerknęła na niego i dostrzegła, że chłopiec 

się zaczerwienił i nerwowo zagryzł wargę. Pokręcił głową.

-   Nie   -  powiedział.   Był  na   krawędzi   płaczu.   -   Słowa   wylatują   mi   z 

głowy, kiedy staję koło katedry. One są chyba równie nerwowe jak ja.

- Nie wszyscy kończą szkołę powszechną, Peder - usiłowała mu pomóc 

Petrike.

- A dlaczego?
- Bo nie mają tyle rozumu. Możesz przerwać naukę i rozwozić węgiel. 

Ktoś to przecież musi robić.

Elise posłała jej ostre spojrzenie.
- Nie wiesz, że szkoła powszechna jest obowiązkowa?
- To trzeba go przenieść do szkoły specjalnej. Nic na to nie poradzisz.
Peder zerwał się ze stołka i ruszył przed siebie. Zanim Elise zdążyła go 

powstrzymać,   wybiegł,   trzaskając   drzwiami.   Zaczęło   padać,   krople 
deszczu bębniły o szyby, woda szumiała w rynnach.

-  Hildo,  skończ  smażyć  i odstaw   patelnię   Idę  go  poszukać.  Włożyła 

buty, nie zasznurowując ich, owinęła się szalem

i wyszła.
Chociaż zmrok już zapadł, znalazła chłopca od razu. Siedział skulony 

pod krzakami bzu. Elise ukucnęła obok niego. Strumyki deszczu spływały 
jej po plecach, z gałęzi spadały krople.

- Chyba nie przejąłeś się słowami Petrike? Ona jest mocna w gębie, a 

mówi takie głupstwa, że my z Hildą w ogóle jej nie słuchamy. Wejdźmy 
do środka, bo się przeziębisz. Podzielę się z tobą pewną tajemnicą.

background image

Płacz ucichł. Elise domyśliła się, że Peder uniósł głowę.
- Tajemnicą?
- Tak. Dzisiaj dostałam list od Johana. Postanowiłam nikomu o tym nie 

mówić,   ale   teraz   zmieniłam   zdanie.   Obiecujesz   nie   powtarzać   tego 
nikomu? Przeczytam go, jak wszyscy się położą. Kiedy będziecie już w 
łóżkach, wymkniesz się po cichutku i przyjdziesz do mnie do kuchni, a ja 
ci szepnę na ucho, co jest w liście.

Zapadła cisza, a po chwili Peder chlipnął żałośnie.
- I co z tego, że Johan nas lubi, skoro go tutaj nie ma? Gdybyś wyszła za 

niego, pomagałby mi w lekcjach i nie złościłby się tak jak Reidar. - Płacz 
wzmógł się. - Nie przeniosę się do szkoły specjalnej. Pingelen mówi, że to 
szkoła   dla   głupków.   Takich,   co   do   trzech   nie   potrafią   zliczyć.   Dla 
matołków, mówi Pingelen.

- Nie pójdziesz do szkoły specjalnej, Peder. Przysięgam.
- To co mam zrobić? Nie mogę zapamiętać choć jednej zwrotki!
- Musisz się skupić. Wczoraj umiałeś cały psalm. Masz takie rozbiegane 

myśli, Peder. Powiedz mi, co ci siedzi w głowie.

- Nie mam pojęcia.
- Zastanów się. Nie mogę ci pomóc, jeśli nie wiem, co się z tobą dzieje.
I nagle przyszedł jej do głowy pewien pomysł. Kristianowi pomogła 

rozmowa z matką. Może i Pederowi przydałoby się to samo? Chłopiec 
szybko zapominał o niepowodzeniach, ale to mogły być pozory. Kto wie, 
czy   choroba   matki   i   jej   przeprowadzka   nie   odcisnęły   na   nim   piętna, 
którego nikt z najbliższych nie dostrzegł?

- Przecież musisz wiedzieć, o czym myślisz.
- Nie myślę. Bawię się, że jestem kimś innym.
- Masz takie marzenia?
- Może. A potem przychodzi bandyta i ucina głowy chłopakom z mojej 

klasy.   Wszyscy   krzyczą,   a   ja   biorę   mój   magiczny   miecz   i   zabijam 
bandziora i wszyscy traktują mnie jak króla.

Elise pokiwała głową z zamyśleniem. Marzył, że jest kimś innym, żeby 

zapomnieć o kłopotach dnia codziennego. Marzył, że jest bohaterem.

- Jutro wieczorem, kiedy wrócę z pracy, wybierzemy się do kogoś, kto 

bardzo chce z tobą porozmawiać.

- Dlaczego teraz mi to mówisz? To ktoś ze szkoły specjalnej?
- Oczywiście, że nie, Peder. Obiecałam, że nigdy tam nie trafisz.
- To dlaczego mam iść do tego kogoś? Czy to ten doktor, który badał mi 

oczy?

-  Nie.   -  Elise   wstała.   -  Chodźmy   już!  Za   dnia   przemarzłam,   a  teraz 

background image

jestem cała przemoczona.

Peder wyczołgał się spod krzaka.
- Dlaczego? - powtórzył.
- Bo chcę ci pomóc. Jeśli skończysz marzyć o tym, że ratujesz kolegów 

przed   śmiercią,   to   będziesz   mógł   się   skupić   na   szkole   i   na   lekcjach. 
Nauczysz się psalmów i zdasz do czwartej klasy.

Wszyscy przypatrywali się im ciekawie, ale Elise i Peder nie odezwali 

się ani słowem. Elise odwiesiła mokry  szal na kołku, zdjęła zabłocone 
buty i wsunęła stopy w chodaki, potem zaś przyniosła piżamę Pedera. Nie 
miała   go   w   co   przebrać,   więc   na   koniec   jeszcze   owinęła   szczelnie 
włóczkowym kocem Hugo.

- Słyszę, że Reidar i Kristian wracają do domu, więc możemy siadać do 

stołu - oznajmiła zadowolona. Skoro matka udobruchała jakoś Kristiana, 
to na pewno pomoże młodszemu synkowi.

A poza tym czekał na nią list od Johana...
Siedzieli w milczeniu wokół stołu i jedli kromki chleba z ziemniakami. 

Elise zerkała od czasu do czasu na Pedera i puszczała do niego oko. Peder 
odwzajemniał się jej tym samym. Na jego obliczu malowała się duma, że 
siostra dopuściła go do tajemnicy. I zapewne też ciekaw był treści listu.

Miała nadzieję, że matka i Asbjorn się jeszcze nie przeprowadzili. To 

wszak nie takie proste. Zresztą będąc u nich, nie dostrzegła spakowanych 
skrzyń, a meble wciąż stały na swoich miejscach.

Hjalmarowi  nie   zamykały   się   usta,   wyraźnie   cieszył  się   perspektywą 

przeprowadzki.   Czyżbyśmy   źle   ich   traktowali?   -   pomyślała   Elise 
zawstydzona. Wprawdzie nie potrafiła ukryć irytacji, kiedy zjawiali się, 
żebrząc   o   kawę   lub   kawałek   chleba;   ale   przecież   wiedziała,   że   nie 
brakowało im pieniędzy.

Peder użył całego swojego wdzięku, rozmowa z Elise przywróciła mu 

dobry humor.

- Musisz nas odwiedzać, Petrike. Bez ciebie w domku majstra nie będzie 

już tak wesoło. Nikt nam nie powie, kto spodziewa się dziecka, kto łazi do 
karczmy i śpi na schodach w Andersengarden.

Petrike uśmiechnęła się. Pożałowała niezręcznych słów, których użyła 

wobec Pedera.

- I zawsze coś wam przyniosę, Peder. Jeśli będę miała porządny piec, 

zrobię karmelki.

- Cukier jest drogi - skarcił ją Hjalmar. Petrike zamilkła.
Reidar nie odzywał się, zresztą niewiele mówił od przyjścia do domu. 

Może miał wyrzuty sumienia, że nie przykładał się zbytnio do pracy z 

background image

Pederem? Elise nie życzyła sobie, by i on się wyprowadził z tego powodu. 
Musi pomyśleć o innym rozwiązaniu.

Po kolacji chłopcy wzięli się do lekcji. Hjalmar i Reidar czytali gazety, a 

Hilda jak zwykle zajęła się cerowaniem. Elise przygotowała Hugo do snu, 
dała mu kaszkę i położyła do swojego łóżka. Od czasu kiedy Hugo wyrósł 
z kołyski, spali razem. Chłopczyk protestował, gdy go kładła, ale szybko 
się   uspokoił   na   dźwięk   znajomej   kołysanki.   Słuchał   zachwycony   i 
uśmiechał   się,   jego   małe   ząbki   połyskiwały   w   półmroku.   Zamykając 
drzwi, słyszała, jak gaworzy pod kołdrą.

Wreszcie i dla pozostałych przyszedł czas odpoczynku. Hilda i Reidar 

zniknęli   w   izbie,   Petrike   i   Hjalmar   niechętnie   opuścili   ciepłą   kuchnię, 
udając się na poddasze. Elise wysłała chłopców do łóżek, Kristian i Evert 
nie opierali się. Obaj wybiegli na dwór za potrzebą.

- Zaraz to zrobimy - szepnął Peder.
Skinęła głową i przyłożyła palec do ust, pokazując mu, żeby się nie 

wygadał.

- Lepiej biegnij za chłopcami. Nocnika używamy tylko nocą.
Peder posłuchał jej momentalnie. Zmówili razem wieczorną modlitwę.
- Posiedzę jeszcze w kuchni i popiszę - powiedziała.
- Tylko nie siedź za długo - mruknął spod kołdry Kristian - bo będziesz 

jutro zmęczona.

- Tylko chwilkę. Dobrej nocy.
Podeszła   do   półki   i   zdjęła   list   ukryty   pod   pustą   kanką   na   mleko. 

Rozdarła pośpiesznie kopertę i zaczęła czytać.

Najdroższa Elise!
Dziękuję za list. Siedziałem sam w pokoju, czytając go, i nie wstydziłem 

się łez. Dlaczego życie jest takie skomplikowane? Wszystko układało się 
po   naszej   myśli,   a   masz   rację,   pisząc,   że   zawsze   byliśmy   sobie 
przeznaczeni.  Też   uważam,   że   w   życiu   znaleźć   trzeba   tę   jedną   jedyną 
duszę, która nam pisana. Nie wszystkim się to udaje, ale my trafiliśmy na 
siebie, będąc dziećmi. Los tak chciał, że nie połączyliśmy się od razu. 
Teraz myślę, że życie to szkoła, a kłopoty są po to, by wyciągać z nich 
nauczkę.   Może   ten   czas   został   nam   dany,   byśmy   zrozumieli,   jakie 
szczęście   nas   spotkało,   że   znaleźliśmy   siebie.   Przyznam   jednak,   że   ja 
zrozumiałem to już wtedy, gdy mieszkaliśmy w Andersengarden. Mówią, 
że przeciwności losu nas wzmacniają. Pniemy się mozolnie w górę, ale 
przecież kiedyś zajdziemy na szczyt. Ja też do niedawna tak myślałem.

Aż   przyszedł   wstrząs.   Wróciłem   pewnego   wieczora   ze   spotkania 

koleżeńskiego i na schodach zastałem Agnes. Słyszałaś już zapewne, że 

background image

przyjechała do Kopenhagi? Usiłowałem ją.

przekonać,   że   jest   już   za   późno,   i   chciałem   odesłać   z   powrotem   do 

domu.   Wyjaśniłem   jej,   że   złożyłem   papiery   w   urzędzie   w   Kristianii   i 
zażądałem rozwodu ze względu na wiarołomność małżonki. W przypadku 
zgody obu stron sprawa jest prosta. Kobieta nie może powtórnie wyjść za 
mąż przed upływem dziesięciu miesięcy od ustania poprzedniego związku. 
To nic wielkiego, myślałem. Agnes zaczeka, Magnus też.

Tymczasem Agnes zmieniła zdanie. Nie zgadza się na rozwód i twierdzi, 

że nigdy mnie nie zdradziła. Nie uwierzyłem, powiedziałem jej, co wiem o 
niej i o Magnusie Hansenie. Wszak przyznała się do wszystkiego przed 
moim wyjazdem. Teraz jednak twierdzi, że postąpiła tak z zemsty. Była zła 
na mnie, bo nie chciałem nigdzie jej zabierać. Dlatego też wyprowadziła 
się do Magnusa - i jego żony! Wiedziałaś, że ma żonę? Agnes spała w 
jednym pokoju, a Magnus z żoną w drugim, tak przynajmniej powiedziała. 
Sprawdziłem to, napisałem do jednego z moich dawnych towarzyszy i on 
wszystko potwierdził. Innymi słowy: to ja jestem ojcem dziecka, które 
nosi Agnes!

Znasz   mnie   dobrze   i   wiesz,   że   nigdy   nie   uchylam   się   od 

odpowiedzialności. Agnes zamieszkała ze mną w mansardzie i mówi, że 
odtąd już będzie dobrą żoną. Jak długo to potrwa, nie mam pojęcia. Wbiła 
sobie do głowy, że pewnego dnia zostanę sławny i bogaty, a ona będzie 
wtedy   u   mego   boku.   Ha!   Żeby   wiedziała,   ilu   ludzi   zyskało   sławę   i 
majątek, tworząc rzeźby! Pierwszego dnia uciekłem z domu wściekły i 
rozczarowany.   Czułem   się   podle,   przeklinałem   Boga   i   los.   Miałem 
wrażenie, że zamknięto mnie w ciasnym ciemnym pomieszczeniu, z któ-
rego nie mogę się wydostać.

Teraz jest trochę lepiej. Agnes bardzo się stara, gotuje, sprząta, układa 

moje ubrania. Dobrze wie, że jej obecność jest mi niemiła. Marzyłem o 
kimś innym, Agnes krzywi się bardzo na dźwięk Twojego imienia.

Mężczyzna nie porzuca żony, która spodziewa się dziecka. Wiesz, że 

małżeństwo   można   rozwiązać   jedynie   w   przypadku   niewierności. 
Sądziłem, że Agnes mnie zdradziła, ale się myliłem.

Mam   świadomość,   że   Cię   krzywdzę,   i   oddałbym   wiele,   by   Ci   tego 

oszczędzić, ale nie mogę dłużej zwlekać. Bałem się, że plotki dotrę do 
Ciebie, zanim przeczytasz ten list.

Błagam Cię, Elise, nie rozpaczaj. Nic nie zmieni moich uczuć do Ciebie. 

Moje serce należy do Ciebie na zawsze. W samotne bezsenne noce marzę 
o Tobie, tęsknię za dziewczęciem, które pokochałem już wtedy, gdy miało 
piegi,   zadarty   nosek   i   dwa   krótkie   warkoczyki.   Dziewczę,   które 

background image

przemieniło się w najsłodszą kobietę w Sagene. Wszystkie słowa, które 
zawarłaś w Swoim liście, mógłbym i ja napisać. Twoje myśli są moimi 
myślami. Użyłaś pięknego obrazu: dwie łodygi o wspólnym korzeniu. One 
stoją,   Elise,   i   wciąż   będą   wzrastać   na   wspólnym   korzeniu,   zależne 
wyłącznie od siebie. Bez Twojej miłości i marzeń o Tobie nie mógłbym 
tworzyć.   Jesteś   moim   natchnieniem,   bez   Ciebie   nie   byłbym   tym,   kim 
jestem.

Elise zapadła się w sobie. Poczuła ciepły dotyk i uniosła gwałtownie 

wzrok. Obok niej stał Peder i patrzył na nią smutnym wzrokiem. Dopiero 
teraz zdała sobie sprawę, że łzy płyną jej po policzkach i kapią na koszulę.

- Ty płaczesz, Elise?
Objęła chłopca i przytuliła mocno do siebie.
- Tak, płaczę, Peder, ale nie przejmuj się tym. Płaczę, bo bardzo kocham 

Johana, a on jest mężem Agnes. Zrozumiesz, jak dorośniesz. Pojmiesz, 
jakie to ważne, by do małżeństwa wybrać właściwą osobę.

-  Przecież  oni  pobrali  się  dawno  temu.   - Peder rzeczywiście  nic   nie 

rozumiał.

-   Tak,   ale   życie   się   im   nie   ułożyło,   tak   jak   mnie   i   Emanuelowi. 

Postanowiliśmy   z   Johanem,   że   będziemy   odtąd   razem,   ale   to   też 
niemożliwe. Agnes spodziewa się dziecka i Johan nie może jej opuścić.

- Więc już do nas nie wróci?
-   Myślę,   że   kiedyś  przyjedzie.   I  na   pewno   coś  ci  przywiezie,   Johan 

zawsze dotrzymuje słowa. Nie mogę jednak wyjść za niego i nie możemy 
zamieszkać razem.

Peder zaczął płakać, cicho, niemal bezgłośnie. Przycisnęła jego głowę 

do piersi i pozwoliła mu płakać. Jej własne łzy kapały na zmierzwioną 
czuprynę chłopca.

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Tej nocy spała niewiele. Kiedy wstała rankiem, jej poduszka była mokra 

od łez. Nie mogła się jednak załamać, bo rodzina jej potrzebowała. Tego 
dnia zamierzała przejść się z Pederem na Wzgórze Świętego Jana.

Peder wciąż nie domyślał się, dokąd się wybierają. Elise bała się, że 

chłopiec   odmówi,   jeśli   powie   mu,   dokąd   idą.   Zwłaszcza   po   ucieczce 
Kristiana, która zrobiła na nim wielkie wrażenie.

Nie odzywali się wiele. Kiedy zeszli z mostu i minęli fabrykę, Peder 

chwycił siostrę za rękę. Nie zrobił tego wcześniej z obawy, że zobaczy go 
któryś z kolegów szkolnych. Od razu poczuł się bezpieczniej.

Myśli Elise krążyły wokół listu. Brzmiały jej w uszach ostatnie zdania, 

które przeczytała, kiedy Peder uspokoił się i wrócił do łóżka.

Kocham   Cię,   Elise.   Wiem,   że   nie   mam   prawa   tak   mówić,   będąc 

związany z inną kobietą, ale ona nie jest właścicielką moich myśli. Moja 
miłość należy wyłącznie do Ciebie. Cieszmy się choć tym, że mamy to co 
najważniejsze, miłość właśnie.

Twój Johan
- Wiem,  dokąd  idziemy  -  usłyszała   głos  Pedera.  Byli sami,  na  ulicy 

panował półmrok między rzadko rozmieszczonymi latarniami.

Elise ścisnęła mu dłoń.
- Nic nie mówiłam, bo bałam się, że się nie zgodzisz.
- To nic. I tak się niedługo przeprowadzają. A po co tam idziemy? Mama 

wie, co może mi pomóc się skupić na nauce?

- Tak sądzę. Pomogła Kristianowi.
-  W  takim  razie   damy   jej  szansę.   -  Usłyszała,   że   zachichotał.   - Tak 

zawsze mówisz, prawda, Elise?

Elise uśmiechnęła się.
- Prawda. Damy jej szansę, Peder.
-   Może   będę   mógł   pobawić   się   z  Anne   Sofie?   Kiedy   mieszkaliśmy 

razem, lubiła się ze mną bawić.

- Przede wszystkim chciałabym, byś porozmawiał z mamą. Jeśli będzie 

czas, możesz pobawić się z Anne Sofie. Nie wiem jednak, kiedy  mała 
kładzie się spać. I nie wiem, czy ich w ogóle zastaniemy. Zapomniałam 

background image

zapytać, kiedy się przeprowadzają.

- To nic, Elise. Jeśli się przeprowadzili, wrócimy do domu. I powiemy, 

że po prostu wybraliśmy się na spacer. Nieczęsto mamy ku temu okazję.

- Masz rację - westchnęła, ciaśniej owijając się szalem. - Żeby choć było 

trochę cieplej.

- Ciągle marzną mi stopy. Reidar mówi, że jak nie będę o tym myślał, to 

zapomnę o mrozie. Teraz prawie zapomniałem, bo trzymam cię za rękę.

Elise czuła rosnące napięcie, kiedy zbliżali się do domu matki. Gdyby 

jej nie zastali, doznałaby chyba większego rozczarowania niż Peder. Wbiła 
sobie   do   głowy,   że   rozmowa   z   matką   rozwiąże   wszystkie   problemy 
chłopca,   lecz   jej   nadzieje   mogły   okazać   się   płonne.   Może   Pederowi 
brakuje zdolności?  Brak zdolności nie oznaczał wcale, że chłopiec jest 
głupi.   Peder   nie   był   głupi,   stawiał   ciekawe   pytania   i   zdradzał   myśli, 
których nikt nie spodziewałby się u dziesięciolatka.

W sieni panowała cisza, ale równie cicho i spokojnie było tu podczas ich 

poprzedniej wizyty. Wyglądało na to, że w domu nie mieszkają rodziny z 
małymi dziećmi, tylko ludzie starsi i nowożeńcy. Biedna Anne Sofie, w 
domku majstra miała przynajmniej towarzystwo i gromadkę dzieci zawsze 
skorych do zabawy. Zwłaszcza Larsine.

- Chyba się wyprowadzili. - W głosie Pedera zabrzmiała nuta nadziei.
- Nie masz ochoty spotkać się z nimi?
- To nie ma znaczenia - wzruszył ramionami.
- Asbjorn na pewno nas nie odprawi. Nie tym razem.
- Dlaczego?
- Bo rozmawiałam z mamą. Było jej przykro. Sądziła, że nie weźmiemy 

sobie tego tak bardzo do serca.

- Ja się nie przejąłem.
- Ty może nie, ale Kristian był zawiedziony.
Peder nic nie odrzekł, ale słowa Elise chyba dały mu do myślenia.
Do   mieszkania   prowadziły   solidne   drzwi,   zdobione   mosiężnymi 

okuciami i rozetami. Elise stuknęła kołatką i po chwili rozległ się odgłos 
kroków.

Asbjorn   wystawił   głowę,   a   na   ich   widok   otworzył   szeroko   drzwi. 

Zapewne takie było życzenie matki, pomyślała Elise, może opowiedziała 
mężowi o rozmowie z Kristianem.

-   Elise   i   Peder?   Co   za   niespodzianka.   Właśnie   siadamy   do   kawy, 

napijecie się z nami?

Elise podziękowała i weszła do środka. Peder dreptał za siostrą.
Matka siedziała z Anne Sofìe przed czarnym marmurowym kominkiem. 

background image

Ogień trzaskał wesoło, a w pokoju panowało przyjemne ciepło. Na małym 
stoliczku stały porcelanowe filiżanki i duży talerz domowych wypieków.

- Elise i Peder? - Matka wydawała się równie zaskoczona jak
Asbjorn. - Jak miło - powiedziała i zwracając się do Anne Sofie, dodała: 

-   Wreszcie   będziesz   się   mogła   pobawić.   Cały   czas   narzekasz,   że   w 
sąsiedztwie nie mieszkają żadne dzieci.

Anne Sofie wstała i spojrzała na Pedera zawstydzona.
- Chcesz zobaczyć mój domek dla lalek?
Peder stał nieruchomo, wpatrując się w talerz. Matka pojęła w lot, o co 

chodzi.

- Weź ze sobą kilka ciastek, Peder, i idźcie się pobawić do kuchni.
Peder   nie   dał   się   prosić   dwa   razy   i   z   garścią   ciasteczek   ruszył   za 

dziewczynką.   Asbjorn   oświadczył,   że   przyniesie   więcej   słodkości,   i 
poszedł do piwnicy. Elise wyczuła, że zrobił to po to, by mogły zostać 
same.

- Co słychać u Kristiana? - Matka spojrzała na nią z napięciem.
- Wszystko dobrze. Od tamtego wieczora nie zrobił już nic głupiego. I 

podziękował mi.

Matka westchnęła.
-   Byłam   w   głębokim   błędzie,   Elise,   i   wstydzę   się   tego   do   dziś.   - 

Podsunęła córce krzesło i poczęstowała ją ciastkami. - Zdaję sobie sprawę, 
że   niełatwo   wam   zrozumieć,   co   czułam,   kiedy   leżałam   w   izbie   w 
Andersengarden,   czekając   na   śmierć.   Bałam   się,   strasznie   się   bałam. 
Wiedziałam  jednak,   że   dacie   sobie   radę   beze   mnie.   Chłopcy   lgnęli   do 
ciebie bardziej niż do mnie, tak przynajmniej sądziłam, a ty prowadziłaś 
im  dom,   i  to   lepiej  ode   mnie.   Chyba  byłam  o  ciebie   nieco   zazdrosna. 
Kiedy Asbjorn i Anne Sofie pojawili się w moim życiu, uznałam, że już 
mnie nie potrzebujecie. Postanowiłam zastąpić dziewczynce matkę.

Elise pokręciła głową.
- Tak sądziłaś, ale prawda była inna. Dziewczynki potrafią okazywać 

uczucia, chłopcy tłumią je w sobie. Przecież wiesz, chłopcy nie płaczą. 
Kristian zamknął się w sobie, a Peder uciekał w marzenia.

Chwyciła   filiżankę,   którą   podała   jej   matka,   i   pociągnęła   łyk   gorącej 

kawy. Objęła filiżankę dłońmi, usiłując rozgrzać zgrabiałe palce.

-   Twoja   rozmowa   z   Kristianem   podziałała.   Pomyślałam   sobie,   że 

mogłabyś też pomóc Pederowi. Dlatego właśnie przyszliśmy.

- Peder też usiłował uciec? - przeraziła się matka.
- Nie, ale męczy się w szkole. Jakiś czas myślałam, że ma problemy ze 

wzrokiem,   ale   to   coś   innego.   Peder   nie   umie   się   skoncentrować. 

background image

Zapytałam go o to i zrozumiałam, że ucieka w świat marzeń. Wymyśla 
sobie, że jest bohaterem ratującym kolegów z opresji, i zapomina wtedy o 
całym bożym świecie. Inni słuchają nauczyciela, a on buja w obłokach.

Matka zmarszczyła brwi i przybrała surowy wyraz twarzy.
-   Nie   powinien   się   tak   zachowywać.   Powinnaś   przywołać   go   do 

porządku, przetrzepać mu skórę, jeśli jest nieposłuszny.

Elise pokręciła głową powoli.
- To bardziej skomplikowane, niż sądzisz. Myślę, że coś go dławi, jakiś 

ciężar   przygniata   mu   serce.   Jeśli   się   go   nie   pozbędzie,   nigdy   nie 
wydostanie się z tego tajemniczego świata. I może źle skończyć.

- Nie pojmuję, o czym mówisz. Jaki ciężar?
-   To   tylko   słowa,   nazwij   to   żałobą,   jeśli   chcesz.   Pomyśl   tylko,   co 

przeszedł.   Ojciec   był   pijakiem,   ale   Peder   go   kochał   i   przeżył   wstrząs, 
kiedy tata wpadł do lodowatej wody i się utopił. Potem żył w nieustannym 
strachu, że umrzesz, to trwało przeszło rok. Dla ośmioletniego dziecka to 
straszne przeżycie. Kiedy wyzdrowiałaś i życie pokazało nam przyjem-
niejsze oblicze, pokochałaś inne dziecko. Wiem, że to brutalne słowa, ale 
musiałam   je   wypowiedzieć,   byś   wreszcie   zrozumiała.   Kiedy   sięgam 
pamięcią   wstecz,   wydaje  mi   się,   że  jego  kłopoty   w  szkole   zaczęły   się 
właśnie wtedy. Większość dzieci nie umiała wtedy czytać, więc nauczyciel 
nie zwracał uwagi na Pedera. Teraz Peder jest jedynym uczniem, który nie 
posiadł tej umiejętności. Reidar usiłuje mu pomóc, ale wyniki są marne. 
Jakiś czas chłopcu szło lepiej, ale Reidar nie był zadowolony z postępów i 
zaczął się bardzo irytować. To tylko pogarsza sytuację. Peder denerwuje 
się, kiedy staje obok katedry, zapomina wszystko, czego nauczył się w 
domu. Karcąc go lub stawiając do kąta, nie dodasz mu odwagi. Wręcz 
przeciwnie, zacznie się bardziej bać.

Matka spojrzała na nią z dziwnym wyrazem twarzy.
- W życiu nie słyszałam nic dziwniejszego. W moich czasach rózga była 

najlepszym   lekarstwem   na   takie   problemy.   Skąd   bierzesz   te   dziwne 
pomysły?

- To nie ma znaczenia. Czemu nie chcesz spróbować? Jeśli wyjaśnisz 

Pederowi, dlaczego trzymasz się od nas z daleka, może zrozumie. Powiedz 
mu to samo co mnie: że bałaś się śmierci i widziałaś, iż dajemy sobie radę 
bez   ciebie,   że   sądziłaś,   iż   chłopcy   bardziej   kochają   mnie   niż   ciebie. 
Opowiedz   mu   o   Asbjornie   i   o   małej   dziewczynce,   która   bardzo   cię 
potrzebowała.   Powiedz   mu   też,   że   matka   nigdy   nie   przestaje   kochać 
własnych dzieci i że w głębi serca jesteśmy ci najbliżsi.

Jakiś   cień   przemknął   po   twarzy   matki.   Może   Elise   posunęła   się   za 

background image

daleko? Matka wstała i wyszła do kuchni. W chwilę później zjawiła się 
Anne Sofie i wdrapała się jej na kolana.

- Dlaczego mama chce rozmawiać z Pederem?
- Ponieważ Peder jest smutny i może rozmawiać o tym tylko z własną 

mamą.

- To moja mama jest mamą Pedera? Elise zdziwiła się.
- Tak. Zapomniałaś już? Ty, Peder i Kristian jesteście na swój sposób 

rodzeństwem. Wy to macie szczęście! Ty masz dwóch braci, a Peder i 
Kristian siostrę.

- A niedługo będę miała małego dzidziusia. Zjawił się Asbjorn, dźwigają 

kosz pełen drew.

- Gdzie jest Jensine?
Anne Sofie wyrwała się z odpowiedzią, zanim Elise zdążyła otworzyć 

usta.

- W kuchni z Pederem. Mają ze sobą jakieś tajemnice. Asbjorn zirytował 

się.

- Mam nadzieję, że jej nie zamęczy. Jensine jest bardzo osłabiona.
Elise nie powstrzymała się od komentarza.
- Mama będzie bardziej zmęczona, jeśli nie dasz im porozmawiać.
Asbjorn nie zrozumiał, ale się nie odezwał. Minęło sporo czasu, zanim 

matka i Peder wrócili do pokoju. Ich miny świadczyły o tym, że rozmowa 
się powiodła. Teraz trzeba było czekać na jej owoce.

- Kiedy przeprowadzacie się do Kjelsas? - spytała Asbjorna.
- W przyszłym tygodniu. Matka usłyszała pytanie.
-   Musicie   do   nas   zajść.   Pamiętacie,   że   odwiedzaliście   mnie   w 

sanatorium? Do Kjelsas nie jest wcale dużo dalej.

Peder pokiwał głową z entuzjazmem.
- Możemy przychodzić w niedziele!

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

Elise płakała nad Johanem. Przyszły dni trudne, zawód, który przeżyła, 

sprawiał jej niemal fizyczny ból. Z wielkim trudem przywoływała samą 
siebie do porządku, odpychała myśli o liście, by skupić się na codziennych 
obowiązkach.

Napisała   ogłoszenie   o   wolnym   mieszkaniu   na   poddaszu   i   za   zgodą 

background image

wdowy   Borresen   wywiesiła   je   w   sklepie.   Najpierw   zamierzała 
przytwierdzić je do furtki, ale uznała to za bezcelowe. Robotnicy mijali ich 
dom późnym wieczorem i nikt w ciemności nie dostrzegłby karteczki. W 
przerwie obiadowej mało kto zapuszczał się w te strony.

Ledwie   zdążyła   wrócić   do   domu,   kiedy   ktoś   zapukał   do   drzwi.   Za 

progiem   stał   młody   człowiek,   nie   wyglądał   ani   na   robotnika,   ani   na 
urzędnika. Elise spojrzała na niego ze zdziwieniem, nie domyślając się w 
pierwszej chwili celu jego wizyty.

- Przepraszam - uśmiechnął się z zażenowaniem. - Czy w tym domu jest 

wolna mansarda?

Skinęła głową.
- Zobaczyłem ogłoszenie w sklepie i pośpieszyłem tutaj, by nikt mnie 

nie ubiegł - uśmiechnął się raz jeszcze. - Widzi pani, od dawna szukam 
podobnego   mieszkania.   Niedaleko   wodospadu,   z   dala   od   sąsiadów.   W 
domu, który przedpołudniami stoi pusty. Pani pracuje, nieprawdaż?

Elise   zmarszczyła   czoło,   nie   odpowiadając.   Słowa   nieznajomego 

zdumiały ją niepomiernie.

Mężczyzna zaśmiał się cicho.
-  Proszę   wybaczyć  mi  tę   niezręczność.   Nie  jestem  złodziejem,   który 

zamierza okraść panią z dobytku.

Niewiele tego, pomyślała Elise, żaden łup dla tak dobrze ubranego i 

zapewne równie dobrze urodzonego mężczyzny. No chyba żeby znalazł 
kopertę z pieniędzmi w szufladzie komody.

-   Jestem   muzykiem,   gram   na   skrzypcach   i   ćwiczę   przedpołudniami. 

Mało kto lubi słuchać tych dźwięków przez sześć godzin bez przerwy.

Znowu się roześmiał.
Hugo zaczął płakać i teraz dopiero Elise zorientowała się, że stoi w 

uchylonych drzwiach, wpuszczając zimno do środka.

-   Proszę   wejść.   Nie   sądzę,   by   mieszkanie   przypadło   panu   do   gustu. 

Niedawno musiałam naprawiać dach. Dekarz był już dwa razy. Twierdzi, 
że teraz jest szczelny.

Mężczyzna wszedł i Elise zamknęła drzwi.
- Mam małe dziecko, a drugie w drodze, poza tym w domu mieszka 

trzech   rozbrykanych   chłopców,   dwóch   dziesięciolatków   i   jeden 
jedenastolatek. Nie mogłabym zapewnić panu ciszy i spokoju wieczorami.

- Ale przedpołudniami jest cicho?
- Tak, jak zresztą w większości mieszkań w tej dzielnicy. Małe dzieci 

przebywają w żłobku.

-   Mnie   jednak   bardzo   zależy   na   mansardzie   w   małym   drewnianym 

background image

domku. Poza tym uwielbiam szum wodospadu, a pani dom stoi najbliżej.

Elise wzięła Hugo na ręce, by go uspokoić. W ostatnim czasie chłopiec 

zaczął marudzić za dnia, pewnie wyrzynały mu się ząbki. Ruchem głowy 
wskazała drzwi do korytarzyka.

-   Proszę   wejść   na   górę   i   obejrzeć   mieszkanie.   Poprzedni   lokatorzy 

wyprowadzili się wczoraj i nie zdążyłam jeszcze posprzątać.

Nie dał się dwa razy prosić. Elise nie poszła za nim. Hugo kwilił, więc 

nie mogła go odłożyć, a z dzieckiem w ramionach nie chciała wspinać się 
po stromych schodach. Była już w zaawansowanej ciąży.

Przytrzymując chłopca jedną ręką, drugą ujęła chochlę i wlała wody do 

garnka, po czym odsunęła fajerki i postawiła garnek na ogniu. Na obiad 
będą ziemniaki i pieczony śledź.

Mężczyzna wrócił po chwili.
- Jest dokładnie takie, jak je sobie wyobrażałem - powiedział ożywiony. 

- Proszę mi je wynająć, pani Ringstad. Chętnie dołożę jedną koronę do 
czynszu.

Elise zdziwiła się. Skąd młody skrzypek miał tyle pieniędzy? Czy to nie 

podejrzane?

- Jest pan pewien, że hałas nie będzie panu przeszkadzał? Hugo dał panu 

przed chwilą próbkę swych umiejętności.

Pokręcił głową.
- Właśnie czegoś takiego szukałem. Wieczorami gram i rzadko bywam 

w domu. Obiecuję, że będę wchodził na palcach.

Elise nie mogła wyjść ze zdumienia, że z ochotą godził się na wszystko. 

Mieszkań dla zamożnych nie brakowało, a mężczyzna był miły i taktowny. 
Nosił się schludnie, nie wyglądał może na arystokratę, ale widocznie miał 
zamożnych rodziców, którzy zapewniali mu utrzymanie, bo czyż można 
wyżyć z grania na skrzypcach? Był też dość przystojny, choć szczupły i 
wątłej budowy, stosując słownictwo Hildy, należałoby pewnie nazwać go 
chudziakiem. Zapewne nigdy nie wykonywał ciężkiej pracy i miał mięśnie 
małego   chłopca.   Elise   przywołała   na   myśl   silne   ramiona   Johana,   jego 
szerokie barki, muskularne plecy. Dreszcze przeszywały jej ciało na widok 
jego potężnych, nawykłych do pracy dłoni.

- Niech pani się zgodzi! - patrzył na nią błagalnym wzrokiem jak małe 

dziecko.

Musiała się uśmiechnąć.
- Jest pan pierwszy, więc zgadzam się. Mężczyzna podskoczył wysoko z 

radości.

Hugo   zdziwił   się   tak   bardzo,   że   przestał   płakać   i   spojrzał   na 

background image

nieznajomego szeroko rozwartymi oczyma.

- Kiedy mogę się wprowadzić?
- Jak tylko posprzątam.
- Mógłbym wprowadzić się jutro, jeśli znalazłbym kogoś, kto posprząta 

za panią?

Posprząta za nią? A kto za to zapłaci?
- Oczywiście pokryję wszystkie koszty - dodał pośpiesznie. - Poproszę 

sprzątaczkę mojej matki, która przychodzi do nas z samego rana.

Elise przyjęła propozycję z ulgą. Po całym dniu pracy w sklepie ledwie 

znajdowała   siły   na   opiekę   nad   Hugo   i   przyrządzanie   posiłku   dla   całej 
rodziny. Hilda ledwie powłóczyła nogami, kiedy wracała do domu. Oboje 
z Reidarem niepokoili się stanem zdrowia Hildy. Dziewczyna była wątłej 
postury,   a   dwa   porody   nadszarpnęły   jej   siły.   Często   chorowała,   a   czas 
spędzony w gręplarni też pozostawił ślady.

-   Jeśli   pana   stać,   to   nie   mam   nic   przeciw   temu.   Zerknęła   na 

nieznajomego, spodziewając się wyjaśnień.

- Moja matka zapłaci, jeśli dowie się, że moje marzenia się spełniają - 

powiedział z uśmiechem. - To jakiś cud, że akurat dzisiaj trafiłem do tego 
sklepu, nigdy wcześniej tam nie byłem. Nazwałbym to przeznaczeniem - 
dodał, znów uśmiechając się szeroko. Wydał się teraz Elise młodszy niż na 
pierwszy rzut oka. - Mieszkamy w Grefsen, ale miałem sprawę w kościele 
Świętej Trójcy. Wstąpiłem do sklepu, by kupić parę ciastek, bo i tak nie 
zdążyłbym do domu na drugie śniadanie. Może mógłbym pani w czymś 
pomóc? - spytał nagle. - Trudno trzymać dziecko i gotować jednocześnie.

Elise zaczerwieniła się. Co miał na myśli? Chciał potrzymać Hugo czy 

wziąć   się   do   gotowania?   Nigdy   dotąd   nie   spotkała   młodzieńca,   który 
zachowywałby się tak niezwyczajnie.

- Zimno tutaj. Zapewne zamierzała pani napalić, zanim posadzi pani 

dziecko na podłodze. Mogę dołożyć drew do pieca.

- Dziękuję, ale zwykle sama daję sobie radę.
- Nie zamierzałem pani urazić - odrzekł spłoszony.
Co ja wygaduję, pomyślała. Zazwyczaj nie jestem taka podejrzliwa.
- Nie uraził mnie pan, nie chciałam pana kłopotać. Podszedł do skrzyni i 

wyjął kilka polan.

- To dla mnie nie pierwszyzna. Mój dziadek jest wdowcem i mieszka 

samotnie w małym domku w Kjelsas. Z początku zamierzałem zamieszkać 
u niego, ale pewnie nie wytrzymałby mojego rzępolenia - uśmiechnął się. - 
Ale tak poza tym to bardzo miły, dobroduszny staruszek i często go odwie-
dzam.

background image

-   Moja   matka   i   jej   mąż   właśnie   przeprowadzają   się   do   Kjelsas   - 

wymsknęło się Elise.

- Doprawdy? - zaciekawił się. - A gdzie będą mieszkać?
- Nie wiem nic poza tym, że willa nazywa się „Almsdorf". Szeroko 

otworzył oczy ze zdziwienia.

-   Willa   „Almsdorf"?   Leży   przy   drodze   prowadzącej   do   hotelu 

„Maridalen". Goście hotelu przejeżdżają obok willi w drodze ze stacji, 
którą otwarto sześć lat temu. Mój dziadek mieszka w tej okolicy.

-  To   dziwne   -   uśmiechnęła   się   Elise.   -   Znaczy   się,   to   dziwny   zbieg 

okoliczności - poprawiła się. - Nazwa brzmi bardzo dostojnie.

-   To   dom   w   stylu   szwajcarskim.   Wie   pani,   wysoki,   drewniany,   z 

wystającym dachem i mnóstwem ornamentów. Niektóre z takich domów 
mają wieżyczki, a większość budowana jest z bali.

Elise zdziwiła się.
- I zwykłego urzędnika stać na wynajem takiego domu?
-  Zapewne   nie   całego.  W  środku   znajdują   się   zazwyczaj  wydzielone 

mieszkania.

Wcisnął ostatnie polano do pieca, zamknął drzwiczki i wyprostował się.
- Jest pani taka młoda i ma dzieci w wieku dziesięciu i jedenastu lat?
Powinna   właściwie   poczuć   się   urażona   jego   bezpośredniością,   ale 

patrzył na nią tak szczerze i niewinnie, że nie potrafiła się rozzłościć.

- Dwójka to moi bracia, trzeciego przyjęliśmy. Moja matka zachorowała 

na suchoty, więc musiałam się nimi zająć.

- Zapewne było pani ciężko - stwierdził.
- Matka już wyzdrowiała - dodała pośpiesznie. - Ojciec zmarł dwa lata 

temu, a matka ponownie wyszła za mąż.

- I zostawiła pani chłopców - skonstatował z lekkim zdziwieniem.
- Moja siostra i jej mąż mieszkają z nami. Na parterze jest więc nas 

siódemka, a za parę miesięcy przybędzie jeszcze jeden lokator.

Otworzył  usta,   by   coś  powiedzieć,   ale   się   powstrzymał.   Odgadła,   że 

chce spytać o jej męża, ale uznał zapewne to pytanie za zbyt intymne. A 
więc potrafił okazać takt.

- Moglibyśmy od razu spisać umowę? - spytał. - Boję się, że się pani 

rozmyśli, a z tego, co słyszałem, mnóstwo ludzi poszukuje mieszkania.

- Możemy - uśmiechnęła się Elise. - Przyznam,- że z początku byłam 

sceptyczna. Nie rozumiałam, dlaczego chce pan zamieszkać u mnie, skoro 
stać pana na coś lepszego.

- A potem uznała pani, że jestem zbirem, który usiłuje panią okraść.
Roześmiała się.

background image

- Gdyby był pan głodny i bezrobotny, skusiłby się pan na te odrobinę 

jedzenia, którą trzymam w szafie. Poza tym nie mam nic, co by warto było 
ukraść. - Dała Hugo jakieś przybory kuchenne do zabawy i posadziła go 
na   dywaniku.   Na   szczęście   chłopiec   się   uspokoił.   -   Przyniosę   papier   i 
ołówek. Proszę usiąść przy stole.

W bloku nie było więcej kartek, zużyła wszystko na swoje pisanie. Elise 

stała chwilę bezradnie, po czym przewertowała stosik zapisanych arkuszy i 
z jednego z nich ostrożnie oderwała niezapisany kawałek.

Wróciwszy   do   kuchni,   dostrzegła   ze   zdziwieniem,   że   nowy   lokator 

siedzi na podłodze i bawi się z Hugo.

Hugo piszczał z radości, pokazując wszystkie sztuczki, których nauczyli 

go chłopcy: wyciągał ramiona, pokazując, jaki jest duży, klaskał w dłonie i 
syczał, wskazując lampę naftową.

- Widzę, że lubi pan towarzystwo dzieci - powiedziała Elise.
Uśmiechnął się do niej w ten swój chłopięcy, nieco zawstydzony sposób.
-   Moja   ciotka   ma   synka   w   tym   samym   wieku.   To   fascynujące,   jak 

szybko   uczą   się   takie   maluchy.  Właśnie   nauczyłem  tego   smyka   kręcić 
głową.

Uczynił ten gest, a Hugo ochoczo go powtórzył.
Elise   roześmiała   się.   To   musiał   być   jej   szczęśliwy   dzień,   zyskała 

lokatora,   który   lubił   dzieci,   nie   przejmował   się   hałasem   i   był   gotów 
dołożyć całą koronę do czynszu!

- Skończył mi się papier. Musimy zadowolić się tym świstkiem.
- Wystarczy mi pani podpis pod oświadczeniem wynajmu. Ile płacili 

poprzedni lokatorzy?

- Trzy i pół korony tygodniowo. - Elise zawstydziła się nieco. Równie 

dużo   płacili   w  Andersengàrden,  ale   tam   mieli   przynajmniej   własną 
kuchnię.

Młodzieniec uśmiechnął się.
- Tylko tyle? W takim razie umawiamy się na cztery i pół korony. Ma 

pani u góry piec opalany drewnem. Można na nim gotować?

- Wodę tak, ale jedzenie lepiej przyrządzać sobie na dole. Potrafi pan 

gotować? - spytała sceptycznie.

- Matka nauczyła mnie robić zupę na kości z warzywami.
Przyrządzam sobie duży garnek, który starcza mi na cały tydzień.
Chłopcy będą zazdrościć, czując ten zapach każdego dnia, pomyślała, a 

głośno powiedziała: - Więc mieszkał pan już sam?

- Wynajmowałem pokój u pewnej kobiety w Grefsen. Niestety zmarła, a 

dom został sprzedany.

background image

Podniósł się. Rozczarowany Hugo wykrzywił usta i wybuchnął płaczem.
- Mogę go wziąć na ręce?
Elise   zgodziła   się   z   uśmiechem.   Ten   młody   człowiek   był   doprawdy 

niezwykły.

- Jeśli ma pan ochotę. Może najpierw podpiszemy umowę?
Napisała   króciutki   tekst,   który   oboje   podpisali,   młody   człowiek 

nazwiskiem Olaf Wolfgang Henricksen. Złożywszy podpis, schylił się i 
podniósł Hugo, a chłopczyk z miejsca przestał płakać. Złapał przybysza za 
włosy i pociągnął z całej siły.

- Hugo, to boli! - zaprotestowała Elise. Olaf Henricksen roześmiał się.
- Mam dużo włosów. Ale ma silne paluszki!
Po dłuższej chwili Hugo dał się posadzić na podłodze.
- Pójdę do matki przekazać jej nowiny. Poza tym muszę się spakować. 

Poza   łóżkiem   i   stołkiem   na   górze   nie   ma   innych   mebli.   Ma   pani   coś 
przeciw temu, bym przywiózł własne?

- Ależ nie, proszę tylko mieć na uwadze, że schody są bardzo strome.
- Myślałem o małej komódce, stole i paru krzesłach. Mam nadzieję, że 

w nocy nie spadnie śnieg. Zrobiło się chłodniej i niebo zaciągnęło się od 
północy.

- A  jak  pan   to   wszystko   przewiezie?   Niedaleko   nas  mieszka   pewien 

wozak, tyle że jest bardzo kapryśny i pracuje wyłącznie wtedy, kiedy ma 
na to ochotę.

- Znajdę kogoś, takie drobiazgi nie zmącą mojej radości. - Wyciągnął 

dłoń. - Bardzo dziękuję, pani Ringstad. Cieszę się, że będę mógł tutaj 
zamieszkać.

- Mam nadzieję, że będzie pan zadowolony.
- Z pewnością. Gdybym nie był zadowolony, znaczyłoby to, że ze mną 

coś nie tak.

background image

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

Elise przekazała nowinę, kiedy wszyscy zasiedli wieczorem do stołu.
- Gra na skrzypcach? - Peder otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.
- Dlaczego chce mieszkać u nas? - spytał podejrzliwie Kristian.
- Ja też się zastanawiam - włączył się Reidar. - Dlaczego, na Boga, chce 

zamieszkać właśnie tutaj?

-   Bo   szuka   mieszkania   na   poddaszu   małego   drewnianego   domku,   w 

którym mógłby  bez przeszkód ćwiczyć grę przedpołudniami. Poza tym 
kocha szum wodospadu.

- A mnie wydawałoby się, że wodospad może jedynie przeszkadzać - 

dziwiła się Hilda.

Evert ożywił się.
- Nie słyszałaś o wodniku, który siedzi pod wodospadem i gra? Jeśli 

rzucisz mu kawałek mięsa, to i ciebie nauczy.

- Ten nasz nowy lokator to wodnik? - przeraził się Peder.
- Ale z ciebie głupek! - skarciła go wzrokiem Hilda. - Wodniki są tylko 

w bajkach.

-   Nieprawda   -   rozzłościł   się   Evert.   -   Nauczyciel   opowiadał   nam,   że 

istnieją. Siedzą pod wodospadami i grają.

Wodnik ma długie włosy, które przyklejają mu się do gołych pleców.
- Miał długie włosy? - spytał podekscytowany Peder.
- Nie miał długich włosów i to nie jest żaden wodnik. Okazał się bardzo 

miły, bawił się z Hugo i dołożył drew do pieca.

Elise dostrzegła, że Hilda i Reidar wymienili się spojrzeniami. Czyżby 

background image

nowy lokator zdążył już ją zauroczyć? Nie mogli wiedzieć, że Elise nie 
poddawała się  wdziękowi mężczyzn, myślała  jedynie o Johanie. I to z 
wielkim bólem.

- Mam nadzieję, że nie jest taką plotkarką jak Petrike - Kristian wciąż 

nie ukrywał niepokoju.

Peder roześmiał się.
- Mężczyzna nie może być plotkarką.
- Skąd pochodzi? - spytał Reidar.
- Jego rodzice mieszkają w Grefsen, a dziadek w Kjelsas. I wiecie co? 

Zna ten dom, do którego przeprowadza się mama. To duży dom w stylu 
szwajcarskim, który leży niedaleko hotelu. Goście hotelowi mijają go po 
drodze.

- Chodzi pewnie o hotel „Maridalen" - zainteresował się Reidar. - Wasza 

matka będzie mogła obserwować z okna wytworne towarzystwo.

- Będę ją odwiedzał co niedzielę. Mama pomoże mi w lekcjach. - Oczy 

Pedera zaświeciły się.

Elise spojrzała wymownie na Hildę i zwróciła się do Kristia-
na.
- Ty też odwiedzisz mamę od czasu do czasu, prawda? Kristian skinął 

głową.

- Asbjorn interesuje się geografią, ale nie zna tylu nazw rzek i miast co 

ja.

- Gdzie on gra? - Reidar nie lubił, by mu przypominano, że w ostatnim 

czasie zaniedbywał naukę z Pederem.

- Nie powiedział.
- Może w Teatrze Narodowym? - pojaśniała Hilda. - I może załatwi nam 

darmowe bilety?  -

Elise roześmiała się.
- Masz bujniejszą fantazję niż Peder. Z pewnością nie gra w Teatrze 

Narodowym. Jest bardzo młody, myślę, że w twoim wieku. A nawet gdyby 
tam grał, nie mógłby dać nam biletów. Po trzecie zaś do teatru nie można 
pójść w spódnicy, bluzce i zniszczonych butach. Teatr jest dla bogatych.

Wokół stołu zaległa cisza.
- Nic się nie stało - usiłował pocieszać Hildę Peder. - Możemy sami 

zrobić   sobie   teatr.   Ty   ułożysz   słowa,   Elise.   Ja   będę   księciem,   Evert 
Askeladdenem, a Kristian może być królem. A ty księżniczką, Hildo.

Evert głośno zaprotestował.
- W  takim razie  ja  nie mogę  być Askeladdenem,  bo  to  on w końcu 

zdobywa księżniczkę.

background image

Peder stropił się, ale natychmiast znalazł nowe rozwiązanie.
- W takim razie Reidar zagra Askeladdena, a ty będziesz rycerzem, który 

pilnuje   króla   i   obcina   głowy   wszystkim,   którzy   usiłują   zakraść   się   na 
zamek   i   wykraść   mięso.   Możesz   pożyczyć   mój   miecz,   Evert,   tylko 
najpierw musisz obetrzeć go z krwi.

Reidar w ogóle ich nie słuchał.
- Wspominał o swoim ojcu? Pochodzi z dobrej rodziny? Elise pokiwała 

głową.

-   Był   uprzejmy,   mówił   językiem   ludzi   wykształconych   i   nosił   się 

schludnie,   ale   chyba   nie   pochodzi   z   zamożnej   rodziny.   Jego   dziadek 
mieszka w małym domku. Ponoć często go odwiedza. Pomógł mi przy 
piecu, wydawało mi się, że takie zajęcia nie są mu obce.

- Pomógł ci przy  piecu?  - zdumiał się Reidar. - Choć ledwie co cię 

poznał?

- Widział, że na jednej ręce trzymam Hugo, a drugą stawiam garnek na 

ogniu.

- A jak brzmiało jego nazwisko?
- Olaf Wolfgang Henricksen. Pisane przez „ck".
- Wolfgang? - roześmiał się Reidar. - W takim razie jego rodzice mają 

wobec niego ambitne plany.

- Skąd to wiesz? - zdziwił się Evert.
-   Wolfgang   Amadeusz   Mozart   był   słynnym   kompozytorem.   Żył   w 

osiemnastym   wieku,   miał   trzydzieści   pięć   lat,   jak   umarł,   ale   zdążył 
skomponować wiele utworów. Jako pięcioletni chłopiec wykonywał trudne 
utwory   na   fortepian,   a   w   wieku   sześciu,   może   siedmiu   lat   tworzył 
bezbłędne kompozycje i grał na skrzypcach jak dorośli muzycy.

- A umiał czytać? - zdumiał się Peder.
- Był geniuszem, umiał wszystko. - Reidar uśmiechnął się pobłażliwie. - 

Kiedy   miał   jedenaście   lat,   występował   na   dworach   w  Monachium  i   w 
Wiedniu, a jak miał dwanaście, grał przed królem Francji.

Peder odwrócił się do Elise.
- Może ty też urodzisz geniusza, który zostanie królem. Wszyscy się 

roześmieli oprócz niej.

- Wolałabym mieć kogoś takiego jak ty, Peder.
Kiedy następnego dnia przed wyjściem do pracy Elise otulała Hugo w 

szal i stary wełniany koc, przed furtką zatrzymał się wóz. Zeskoczył z 
niego Olaf Henricksen. Padał gęsty śnieg i Elise w pierwszej chwili go nie 
poznała.

- Miałem nadzieję zastać panią - wysapał zmęczony, jakby całą drogę 

background image

przebiegł obok wozu. - Obawiałem się, że pocałuję klamkę.

- W tej okolicy nikt nie zamyka drzwi na klucz. Nie bardzo jest co kraść.
Bo   nikt   nie   domyśla   się,   że   trzymam   w   komodzie   kopertę   pełną 

pieniędzy, dopowiedziała w duchu. Uśmiechnął się.

-   Tak   właśnie   myślałem.   My   też   nie   zamykamy   drzwi.   W   Grefsen 

mieszkają uczciwi ludzie. Mogę się rozpakowywać?

- Ależ proszę. Ja niestety muszę iść do pracy.
- Będzie pani pchać wózek w taką śnieżycę?
- A mam inne wyjście?
- Mogę pani pomóc, kiedy wozak wyładuje moje meble.
- Niech pan je lepiej wniesie do domu, bo się zniszczą - pokręciła głową 

Elise. - Dla mnie taka pogoda to nie pierwszyzna. A gdzie sprzątaczka?

- Dzisiaj nie mogła przyjść - wyjaśnił zażenowany. - Sam posprzątam, 

jeśli nie ma pani nic przeciw temu. Albo przynajmniej zamiotę.

-   Gdyby   się   pan   tak   nie   śpieszył,   wyszorowałabym   porządnie   całe 

mieszkanie.

- Wiem. Nie będę pani zatrzymywać, pani Ringstad. Zobaczy pani po 

powrocie, jak się urządziłem.

Elise   wracała   do   domu   pchana   ciekawością.   Po   porannych   opadach 

przyszła odwilż, zamieniając śnieg w mokrą breję, w której brnęły koła 
wózka.   Przez   sklep   przewinęło   się   mnóstwo   klientów.   Elise   była   jak 
zwykle zmęczona i przemarznięta.

Choć zdążyła nabrać zaufania do Olafa Henricksena, dręczył ją pewien 

niepokój. Co będzie, jak zacznie węszyć? Nie sądziła wprawdzie, by miał 
złe   zamiary,   ale   był   strasznie   ciekawski.   Postanowiła   znaleźć   lepszą 
kryjówkę dla pieniędzy, jak tylko wróci do domu.

Nigdy przedtem pchanie wózka nie sprawiło jej takich kłopotów, ale też 

nigdy   dotąd   nie   używała   go   w   taką   pogodę.   Brzuch   miała   też 
nieporównanie   większy   niż   w   ciąży   z   Hugo.   Wyglądała,   jakby   miała 
urodzić lada chwila, choć do rozwiązania zostały jeszcze dwa miesiące.

Minęła   zabudowania   fabryczne   i   zobaczyła,   że   z   komina   w   domku 

majstra   unosi   się   dym.   Ktoś   napalił   w   piecu   bez   jej   zgody.   Elise 
zaczerwieniła   się   z   emocji,   będzie   musiała   zażądać   zwrotu   pieniędzy! 
Umowa najmu nie obejmowała opału.

Ze   złością   skierowała   się   do   furtki.   Co   za   bezczelność!   Reidar   też 

zwrócił na to uwagę: nowy lokator pomógł jej dołożyć drew do pieca, jak 
tylko znalazł się za progiem. Od razu poczuł się jak u siebie w domu, 
bawił   się   z   Hugo   i  wymusił  jej   podpis   na   umowie,   zanim  zdążyła   się 
głębiej zastanowić. Nikt z porządnej rodziny nie zachowywał się w ten 

background image

sposób.

Przeszła przez most, sprowadziła ostrożnie wózek po schodach i nagle 

coś kazało się jej zatrzymać. Przez szum wodospadu dobiegły jej dźwięki 
skrzypiec. Powoli obeszła narożnik domu, weszła na stopień i uchyliła 
drzwi.   Nie   zobaczyła   nikogo,   poczuła   ciepło   bijące   od   pieca   i   jeszcze 
wyraźniej   usłyszała   muzykę.   Grał   pięknie   i   czysto,   zupełnie   nie   jak 
początkujący   muzyk.   Może   rodzice   nie   bez   powodu   dali   mu   imię   po 
wielkim Wolfgangu, pomyślała ze zdumieniem.

Obróciła, się w stronę wózka. Hugo siedział i spał, główka opadła mu na 

ramię.   Ostrożnie   wzięła   chłopca   na   ręce,   weszła   do   środka   i   cicho 
zamknęła drzwi za sobą. Drzwi do wąskiego przedpokoju były otwarte, 
czyste, delikatne tony skrzypiec płynęły z poddasza. Słyszała już kiedyś tę 
melodię, ale nie pamiętała tytułu. Ten młody człowiek, którego zamierzała 
skarcić za samowolne rozpalenie w piecu, grał prześlicznie.

Dźwięki urwały się jak nożem uciął.
- Pani Ringstad? - wypowiedział te słowa ostrożnie, jakby zdawał sobie 

sprawę, że zrobił coś niestosownego.

- Tak, to ja.
- Nie ma pani nic przeciw temu, że rozpaliłem ogień? Nie mogłem użyć 

piecyka   na   górze,   bo   stoi   w   nim   woda.   Palce   mi   zesztywniały   i   nie 
mogłem grać. Rzecz jasna, zapłacę za opał.

- Nic się nie stało.
Odetchnęła   z   ulgą.   Mój   Boże,   jakie   to   cudowne   uczucie   wracać   do 

ogrzanego wnętrza! Położyła Hugo na dywaniku i zdjęła szal, chustę i 
buty. Tak właśnie żyli ludzie po drugiej stronie rzeki. I w ogóle tego nie 
doceniali.

Olaf Henricksen zbiegł ze schodów, uśmiechając się promiennie.
- Bardzo dziękuję. Bałem się, że się pani rozzłości.
- Szczerze mówiąc, miło jest wracać do ciepłego domu. Gdyby mnie 

było na to stać, pozwoliłabym panu rozpalać codziennie.

- Zapłacę za drewno. Zastanawiałem się nawet, czy nie byłoby zbytnią 

bezczelnością z mojej strony, gdybym poprosił panią o zgodę na ćwiczenie 
w kuchni - uśmiechnął się zażenowany. - Zgrabiałe palce to najgorszy 
wróg skrzypka.

- Dobrze pana rozumiem. Pisanie też nie przychodzi mi z łatwością, 

kiedy mam zmarznięte dłonie.

Jakieś postaci przemknęły koło kuchennego okna i po chwili rozległy się 

ciche chłopięce głosy.

-   Ktoś  bardzo   chce   pana   poznać   -   powiedziała   Elise,   ruchem  głowy 

background image

wskazując okno. - Mój szwagier opowiedział im o Wolfgangu Amadeuszu 
Mozarcie i teraz uważają, że w naszym domu zamieszkał geniusz.

Olaf Henricksen zaśmiał się radośnie, po czym urwał i szepnął: - W 

takim razie nie będziemy wyprowadzać ich z błędu. To może być nawet 
zabawne.

Elise   pokiwała   głową   i   zabrała   się   do   gotowania   kaszy.   Hugo   nie 

zmrużył oka w ciągu dnia, więc teraz spał jak zabity.

Olaf Henricksen wymknął się do korytarzyka i zamknął za sobą drzwi. 

Dowcipniś   z   niego,   pomyślała   Elise.   To   dobrze,   chłopcom   przyda   się 
śmiech i zabawa, ich codzienność była dość ponura.

Drzwi uchyliły się i pojawiła się w nich głowa Pedera.
- Psst! Elise?
- Wchodź do środka! Ciepło ucieka.
Zrobił, co mu kazała. Evert wślizgnął się za nim.
- Jest tutaj? - szepnął Peder podekscytowany.
- Kto?
- Wolfgang - przyszedł mu z pomocą Evert.
- Chyba jest na górze. Możecie tam pójść i się z nim przywitać.
- Mamy iść do geniusza? - przeraził się Peder.
- On nie zjada małych dzieci.
- Ale gra dla króla. - Peder wciąż mówił po cichu. - Słyszałaś, jak gra?
- Tak, grał, kiedy wróciłam do domu. Bardzo pięknie.
- A jak wyglądał?
- Tak jak wczoraj.
Ktoś   zapukał,   drzwi   otworzyły   się   i   do   kuchni   dostojnym   krokiem 

wmaszerował Olaf Henricksen.

-   A   więc   to   są   ci   dwaj   młodzieńcy,   których   nie   miałem   jeszcze 

przyjemności poznać. - Podał Pederowi dłoń i ukłonił się. - Nazywam się 
Olaf Wolfgang Henricksen.

- A ja Peder Lovlien - zaczerwienił się chłopiec. - Elise to moja siostra.
- A ty, młody człowieku? - Olaf wyciągnął dłoń do Everta. Evert nie 

odpowiedział. Elise zrozumiała w jednej chwili,

że   chłopak   nie   wiedział,   co   odpowiedzieć,   bo   nie   znał   swojego 

nazwiska. Pani Berg twierdziła, że Evert jest jedyną osobą w Kristianii, 
której  nie  zapisano  w księgach  kościelnych.  Jego  matkę  znano tylko  z 
imienia.

-   On   się   nazywa   Evert   Lovlien   -   powiedziała   szybko.   -   Trochę   się 

wstydzi. Zwłaszcza słynnych skrzypków.

Olaf roześmiał się.

background image

- Nieźle was nabrałem. Nie jestem słynnym skrzypkiem, tylko zwykłym 

grajkiem. W szkole szło mi nietęgo, więc miałem taki oto wybór: wozić 
węgiel lub grać na skrzypkach. Wybrałem to drugie, bo bardzo nie lubię 
brudzić sobie rąk.

Peder nie odrywał od niego oczu, ale nie powiedział ani słowa.
- Miał pan kłopoty z czytaniem? - spytała Elise, wykorzystując okazję.
Olaf znowu się zaśmiał.
- Litery tańczyły mi przed oczyma. Czasami zaczynałem od ostatniej 

litery   w   wyrazie,   czasami   gdzieś   pośrodku.   Koledzy   chichotali,   a 
nauczyciel   się   złościł.   Kiedy   jednak   zobaczył   mnie   w   kanale   orkiestry 
Teatru   Narodowego,   bardzo   był   ze   mnie   dumny.   Oświadczył,   że   od 
początku wiedział, że będą ze mnie ludzie, ale nie chciał mnie psuć.

Peder wciąż się nie odezwał, wielkimi oczyma wpatrywał się w swojego 

nowego bohatera.

A   więc   jednak   grał   w   Teatrze   Narodowym.   Elise   uśmiechnęła   się 

ostrożnie.

- Czy mogę zaprosić pana na prosty posiłek?
- Tak, jeśli nie będę musiał zwracać się do pani tak oficjalnie. Na wsi u 

dziadka wszyscy mówią sobie po imieniu. Wolę taką formę.

- Ja też. Tutaj nad rzeką Aker wszyscy są na ty. Robimy się bardziej 

oficjalni, kiedy przechodzimy na drugą stronę rzeki.

- A więc wypijmy bruderszaft, pani Ringstad.
Zdjął dwa blaszane kubki z półki, napełnił je wodą z wiadra i podał jej 

jeden.

- Na zdrowie! Roześmiała się.
- Na zdrowie. Możesz już się odezwać, Peder. Jak widzisz, on nie ma 

długich   mokrych   włosów   przyklejonych   do   nagich   pleców   ani   nie   je 
surowego mięsa.

Olaf zmarszczył brwi.
- A tak uważał?
- Evert sądził, że jesteś wodnikiem - droczyła się z chłopcami Elise.
- A wyglądam jak wodnik? Evert pojął, że się trochę wygłupił.
- Nie wiem. Nigdy nie widziałem wodnika. Tylko go słyszałem.
- I dzisiaj w nocy znów go usłyszycie... - Olaf zniżył głos. - Blady i 

drżący   usiądzie   pod   Voyenfossen   i   będzie   wabił   małych   chłopców   do 
siebie.

Peder przesunął się do siostry i złapał ją za rękę.
Tej samej nocy Elise obudził jakiś dźwięk. Przejaśniło się, przez okno w 

pokoju wpadało blade światło księżyca.

background image

W nagłym przebłysku zrozumiała, co ją obudziło. Przy oknie ujrzała 

zarys chłopięcej postaci. Ktoś wyciągał szyję, by wyjrzeć na zewnątrz, 
rozsunął zasłony i nasłuchiwał.

Elise   też   usłyszała.   Jasne,   delikatne   dźwięki   skrzypiec   dochodzące   z 

oddali. Z poddasza...

ROZDZIAŁ SZESNASTY

Żal ściskał jej serce, pamięć o Johanie była jak jątrząca się rana. Elise 

odpychała od siebie myśli o nim, ale na próżno.

background image

Zachowanie   Emanuela   nie   przestawało   ją   zdumiewać.   Termin 

rozwiązania się zbliżał, a on nie dawał znaku życia.

Z   początku   unikała   tego   tematu   w   rozmowach   z   Olafem,   ale   kiedy 

młodzieniec się zadomowił, nie mogła już dłużej tego przed nim ukrywać. 
Przecież   dostrzega!   brak   pana   domu,   a   chłopcy   niejednokrotnie 
napomykali o Emanuelu. W końcu opowiedziała mu całą historię. Olaf 
wysłuchał jej, ale taktownie nie wygłosił żadnego komentarza.

Zbliżały się święta i nastały mrozy. Pewnego dnia temperatura spadła 

tak   nisko,   że   Elise   zaczęła   obawiać   się   o   zdrowie   chłopca.   Hugo   nie 
wytrzyma na takim zimnie, choćby zawinęła go w stare ubrania i wełniane 
koce. Twarz i tak pozostanie odsłonięta.

Od wprowadzenia się do domu Olaf stał się członkiem rodziny. Chłopcy 

ubóstwiali go. Peder dotrzymał słowa i w każdą niedzielę maszerował do 
Kjelsas, by odrabiać lekcje z matką. Kristian też odwiedził ją kilkakrotnie, 
choć Elise dobrze wiedziała, że obaj bracia najchętniej spędzaliby czas w 
domu. Zwłaszcza jeśli Olaf był w pobliżu.

Teraz właśnie zbiegał po schodach na śniadanie. Utarło się, że posiłki 

jadali razem, a Olaf dokładał się do jedzenia.

-   Okropnie   dziś   zimno   -   powiedział,   rozgrzewając   się   zamaszystymi 

ruchami ramion. - W nocy nie zmrużyłem oka.

- My z Evertem nie marzniemy - stwierdził Peder, żując kawałek chleba. 

- Leżymy blisko siebie, a Puszek kładzie się na nas.

- A Elise zostawiła otwarte drzwi do kuchni - dodał Evert.
- Może pożyczymy Olafowi Puszka na noc? - zaproponował Peder.
Evert skinął głową. Nie był zadowolony z tej propozycji, ale miał zbyt 

ugodową naturę, by zaprotestować.

Olaf roześmiał się i usiadł przy stole, zacierając ręce.
-   Nie   sądzę,   by   Puszek   chciał   ze   mną   spać.   Ponoć   chrapię.   Elise 

obiecała,   pani   Borresen,   że   zjawi   się   wcześniej,   by   być   przy   dostawie 
towaru.   Skończyła   jeść   i  zaczęła   ubierać   Hugo.  Olaf  spojrzał  na  nią   z 
niepokojem.

- Wiesz, jak jest zimno? Hugo odmrozi sobie twarz.
- Owinę go chustą.
- W sklepie też jest lodowato. Bez przerwy ktoś wchodzi. Mówiłaś, że 

sadzasz go na podłodze.

- Tak to jest - odrzekła bezbarwnym głosem. A cóż miała zrobić?
- Odważyłabyś się zostawić go ze mną?
Elise podniosła wzrok, uznając, że żartuje. Tymczasem na twarzy Olafa 

malował się wyraz powagi.

background image

- Z tobą? Co masz na myśli?
- Może bawić się na podłodze, jak będę ćwiczył.
- Długo nie poćwiczysz.
- Dam sobie radę. Jak będzie płakał, to trudno.
- Trzeba go też nakarmić i przewinąć.
- Zajmowałem się już dziećmi. Dziś nie mam żadnych spraw na mieście, 

a zresztą w taką pogodę wolę siedzieć w domu. Hugo się mnie nie boi. 
Damy sobie radę.

-   Nie   wątpię,   ale   nie   mogę   się   zgodzić.   Sam   twierdziłeś,   że   musisz 

ćwiczyć codziennie.

Chłopcy skończyli posiłek i wstali od stołu. Hilda i Reidar jeszcze się 

nie pokazali.

- Zgódź się - szepnął Kristian, podchodząc do siostry. - Pomyśl o Hugo.
Elise dała się skusić.
- Jeśli naprawdę tak uważasz... - spojrzała na Olafa z wahaniem.
Olaf zerwał się ze stołka, podszedł do niej i wziął Hugo w ramiona.
- I co ty na to, grubasku? Zostaniesz ze mną?
Hugo złapał go za włosy i pociągnął z całej siły, uśmiechając się od ucha 

do ucha, po czym nachylił się i ugryzł Olafa w nos.

- Au! Ugryzł mnie!
Chłopcy wybuchnęli śmiechem, ale Peder natychmiast spoważniał.
- To nic groźnego. On ma tylko małe mleczne ząbki.
Elise   też   się   roześmiała.   Wciąż   targały   nią   wątpliwości,   ale   z   ulgą 

ruszyła do sklepu.

Kiedy opowiedziała pani Borresen, że dziecka pilnuje młody sublokator, 

ta przeraziła się nie na żarty i zwolniła ją wcześniej.

- Obcy młodzieniec? Nigdy bym się nie odważyła!
Te   słowa   dźwięczały   jej   w   uszach,   kiedy   wracała   do   domu.   Było 

przeraźliwie zimno, śnieg skrzypiał pod stopami i mróz szczypał w nos. 
Tym razem buty jej nie przemokły, ale spędziwszy wiele godzin za ladą, 
Elise w ogóle nie czuła palców u stóp. Hugo bardzo by cierpiał w taką 
niepogodę.   Pani   Borresen   mogłaby   odżałować   trochę   grosza   na   opał, 
pomyślała z rozdrażnieniem. Skórę na dłoniach miała zaczerwienioną i 
popękaną, bolały ją paznokcie. Już dawno nie było takiej srogiej zimy, 
mróz wciskał się pod szal. Trzęsła się i szczękała zębami.

Od mostu  puściła  się  biegiem,  przynaglana  przez dym sączący  się  z 

komina.

Gdyby Olaf mógł opiekować się Hugo w każdy mroźny dzień! Elise 

chętnie   odmówiłaby   sobie   obiadu,   żeby   tylko   oszczędzić   synkowi 

background image

niewygód.

Zza drzwi dobiegły jej jakieś głosy. Może Hilda wróciła już do domu? 

Siostrze  też było niełatwo, wprawdzie ruszała się,  szorując schody, ale 
musiała zanurzać dłonie w lodowatej wodzie, a na klatkach też panował 
nieprzyjemny ziąb. Otworzyła drzwi, by wejść do środka, i zatrzymała się 
gwałtownie.

Na  podłodze  siedział  Olaf i jakaś obca  kobieta   i razem bawili  się   z 

Hugo.   Czyżby   sprowadzał   sobie   panny   pod   jej   nieobecność?   Elise 
zaczerwieniła się z irytacji. Weszła powoli i zamknęła drzwi za sobą.

Olaf poderwał się z podłogi. Nieznajoma usiłowała zrobić to samo, ale 

Hugo siedział jej na kolanach.

- Ktoś z wizytą do pani Ringstad - oznajmił Olaf, uśmiechając się jak 

zwykle. ,

- Czy my się znamy?
Młoda dama odstawiła Hugo, wstała i wyciągnęła rękę.
- Nazywam się Helenę Fryksten. Pani lokator powiedział, że wróci pani 

niedługo, i zaofiarował mi gościnę. Okropny mróz dzisiaj.

Elise   uścisnęła   dłoń   nieznajomej,   zdjęła   oszroniony   szal   i   chustę   i 

odwiesiła na kołku.

- Czym mogę pani służyć?
- Chciałabym porozmawiać z panią o naszym wspólnym znajomym.
Elise zdziwiła się. Chodziło o Johana? Odpisała mu życzliwie, wiedząc, 

że Agnes nie omieszka przeczytać listu. Nie chciała dać jej satysfakcji, 
przyznając się do cierpienia.

Wizyta przypadła nie w porę, Elise najchętniej zdjęłaby buty i ogrzała 

zmarznięte   stopy   przy   piecu,   ale   coś   jej   podpowiadało,   że   sprawa   jest 
ważna.

- Proszę usiąść i dać mi chwilkę.
Kobieta usiadła na stołku niedaleko Hugo, który bawił się i gaworzył 

wesoło.

- Pójdę do siebie - oznajmił taktownie  Olaf. - Miło mi było poznać 

panią, panno Fryksten.

- I nawzajem, panie Henricksen. Następnym razem kiedy wybiorę się do 

teatru, usiądę z przodu, by widzieć orkiestrę.

Olaf roześmiał się.
- Proszę do mnie pokiwać!
Kobieta też się uśmiechnęła. Kiedy Olaf zniknął na schodach, dodała: - 

Ma pani przemiłego lokatora, pani Ringstad.

Elise skinęła głową i wyszła do izby, by pożyczyć pończochy z szuflady 

background image

Hildy. Przy okazji zajrzała do swojej i stwierdziła z ulgą, że koperta z 
pieniędzmi spoczywa na swoim miejscu. Przebrała się i wróciła do kuchni, 
notując sobie w pamięci, że najwyższy czas postarać się o własną komodę. 
Konieczność korzystania z pokoju Reidara i Hildy była dość uciążliwa.

-   Przepraszam,   że   kazałam   pani   czekać,   ale   musiałam   się   przebrać. 

Okropnie przemarzłam.

- Dobrze to rozumiem. Też jestem zziębnięta, choć mam na sobie mufkę 

i   ciepły   zimowy   płaszcz.   Nie   rozumiem,   jak   może   pani   wytrzymać   w 
samym szalu.

Elise nie odpowiedziała. Nie miała ochoty zwierzać się nieznajomej, że 

nie stać jej na nic innego. Nigdy jej nie było stać.

- Napije się pani kawy? Nie zdążyłam kupić świeżej, więc będziemy się 

musiały zadowolić kawą z fusów, ale to zawsze coś ciepłego.

-   Chętnie   wypiję   filiżankę,   bo   też   zmarzłam.   Pani   lokator   dość 

oszczędnie   dokładał   do   pieca.   Powiedział,   że   nie   toleruje   pani 
rozrzutności.

Elise   znów   się   nie   odezwała.   Niech   panna   Fryksten   uważa   ją   za 

skąpiradło, jeśli taka jej wola.

- Mleko i cukier?
- Tak, dwie łyżeczki. Pewnie zastanawia się pani, kim jestem i po co 

przyszłam.   Zaraz   wszystko   wyjaśnię.   Mieszkam   z   rodzicami   przy 
Dalsbergstien i pracuję jako pielęgniarka w szpitalu Ulleval.

Oline, pomyślała Elise z przerażeniem. Może znów się rozchorowała i 

pyta o nią. I to teraz, kiedy ma porządną pracę i ładne mieszkanie!

- Mój bliski przyjaciel zna panią - ciągnęła panna Fryksten - i przyszłam 

tutaj przez wzgląd na niego.

A  więc   chodzi   o   mężczyznę...   Elise   postawiła   na   stole   dwa   kubki, 

cukiernicę   i   miecznik.   Nadal   nie   pojmowała,   z   czym   przychodzi 
nieznajoma. Znała jakiegoś mężczyznę, który leżał w szpitalu?

A może rzecz dotyczy pana Wang-Olafsena? Peder byłby niepocieszony, 

gdyby stało się mu coś złego.

Panna   Fryksten   miała   dziwny   wyraz   twarzy,   jakby   bała   się   tego,   co 

zamierza zrobić, ale nie miała wyboru.

- Muszę chyba najpierw powiedzieć parę słów o sobie - zaczęła. - Od 

dziecka czułam potrzebę pomagania innym - uśmiechnęła się z lekkim 
zażenowaniem. - Prosiłam naszą gosposię o dużą porcję kanapek, kiedy 
szłam bawić się na podwórze. Nie dlatego, że miałam taki apetyt, ale po 
to, by podzielić się jedzeniem z żebrakiem, który kręcił się po okolicy.

Po co mi to opowiada, pomyślała Elise. Przyniosła czajnik i nalała kawy 

background image

do kubków. Ze wstydem skonstatowała, że napój ma barwę jasnobrązową.

- Kiedy spotykałam staruszka zginającego się pod ciężarem, biegłam, 

żeby mu pomóc. Co dziwne, zawsze bardziej było mi żal mężczyzn niż 
kobiet. - Znowu się roześmiała, onieśmielona własną opowieścią. - Bardzo 
wcześnie   zdecydowałam,   że   poświęcę   życie   potrzebującym. 
Pielęgniarstwo to był naturalny wybór.

Prawdziwy anioł, w dodatku niezwykle gadatliwy! Elise wzdrygnęła się. 

Cóż   ta   przemowa   miała   z   nią   wspólnego?   Powinna   przewinąć   Hugo, 
nawet nie zdążyła spytać, czy Olaf to zrobił. Zaraz zjawią się chłopcy, a 
posiłek nie był jeszcze gotowy. Nie dowiedziała się też, jak Olafowi minął 
dzień w roli opiekunki do dziecka.

- Niedawno miałam pacjenta, który wywarł na mnie wielkie wrażenie - 

ciągnęła panna Fryksten. - Cierpiałam razem z nim.

Elise przestraszyła się.
- Takie miał bóle? - spytała.
- Tak.
- I powiada pani, że go znam?
- Tak, zna go pani.
- Jak brzmi jego nazwisko?
- Proszę dać mi dokończyć. W swoim czasie pozna pani jego imię.
Może chodzi o Emanuela? Może krążyła wokół tematu, obawiając się, 

że Elise z miejsca wyrzuci ją za drzwi? Nie uczyniłaby tego, nawet jeśli 
Emanuel popełnił jakąś podłość. Nie czuła do niego nienawiści, po prostu 
straciła dla niego szacunek i nie chciała już mieć z nim do czynienia.

- Poczułam sympatię do tego człowieka i zaczęłam z nim rozmawiać. Z 

początku   był   oszczędny   w   słowach,   ale   później   się   otworzył.   Jego 
opowieść wywarła na mnie niezatarte wrażenie.

Na   pewno   chodzi   o   Emanuela.   Był   głęboko   nieszczęśliwy,   kiedy   ją 

opuszczał. Wciąż brzmiały jej w uszach jego ostatnie słowa: „Nie osądzaj 
mnie zbyt surowo". Powiedział to takim złamanym głosem. Kobiety miały 
do   niego   słabość,   na   pewno   mu   współczuły.   Emanuel   potrafił   być 
czarujący,   a   wtedy   żadna   niewiasta   nie   była   w   stanie   mu   się   oprzeć. 
Czyżby panna Fryksten była jego nową miłością?

- On nie wie, że tu jestem - ciągnęła nieznajoma. - Obawiam się, że nie 

poparłby tego pomysłu, ale ja uważam, że wyjdzie mu to na dobre.

A więc Emanuela dręczyły wyrzuty sumienia?
- Proszę mi wybaczyć, panno Fryksten, ale jeśli chodzi o mojego męża, 

Emanuela Ringstada, to sprawę uważam za zamkniętą. Nie noszę do niego 
urazy. Nie żywię do niego nienawiści, nawet nie jestem już zła. Żal mi 

background image

ludzi, którzy postępują tak małostkowo.

Panna Fryksten pokręciła głową.
- Nie chodzi o pani męża, chociaż wiem, o kim mowa. Okazała mu pani 

wielkoduszność, choć wcale na nią nie zasłużył.

Uważam, że i tak mu się upiekło. Nikt go nie zmuszał do małżeństwa z 

panią, uczynił to z własnej woli.

Elise poczuła, jak rumieniec oblewa jej policzki. Skąd ta obca kobieta 

znała te wszystkie szczegóły? Może od Agnes? Chlapie językiem równie 
sprawnie   jak   Valborg   i   zapewne   opowiedziała   o   gwałcie   i   Hugo 
wszystkim, którzy zechcieli słuchać. Zwłaszcza od chwili, kiedy przestały 
darzyć się sympatią.

- Widzę, że wprawiłam panią w zakłopotanie, i jest mi przykro z tego 

powodu, pani Ringstad. Wiem, że ukrywała pani wszystko w tajemnicy ze 
względu na rodzinę i synka, ale takie historie prędzej czy później zawsze 
wychodzą   na   jaw.   Szczerość   od   samego   początku   bardziej   popłaca, 
człowiek oszczędza sobie wielu kłopotów.

Łatwo jej mówić!
- Taka  wiadomość   wpędziłaby   moją   matkę   do  grobu   -  obruszyła   się 

Elise. - Tak przynajmniej wtedy sądziłam. Matka chorowała na suchoty.

-   To   też   wiem   -   pokiwała   głową   kobieta.   -   Być   może   mądrze   pani 

postąpiła, chroniąc matkę, choć nie jestem o tym do końca przekonana.

Więc chodzi o matkę, na pewno nie o Asbjorna. Peder był u nich w 

niedzielę  i Asbjorn  cieszył się wtedy  znakomitym zdrowiem.  Dlaczego 
jednak matka sama nie przyszła, by o tym porozmawiać? Elise nie zdążyła 
jeszcze odwiedzić jej w Kjelsas, ale wydawało się jej, iż podczas ostatniej 
rozmowy doszły do porozumienia.

- Przeżyła pani ciężkie chwile, pani Ringstad, zwłaszcza kiedy odkryła 

pani, że zło pociągnęło za sobą pewne następstwa. Usiłowałam wczuć się 
w pani położenie, ale nie potrafiłam. Moje życie było łatwiejsze. Przez 
jakiś   czas   wydawało   się,   że   Emanuel   Ringstad   uratuje   panią   i   rodzinę 
przed   upokorzeniem,   ale   dla   pani   czas  próby   się   jeszcze   nie   skończył. 
Niezbadane są wyroki boskie, ale i też sens w każdym Bożym zamiarze. 
Dlatego jestem u pani.

Może   była   z  Armii   Zbawienia   albo   z   Kościoła   lub   z   jakiejś   sekty 

werbującej nowych wyznawców? Elise zrobiła kwaśną minę.

- Proszę mi wybaczyć, panno Fryksten, ale mam mnóstwo pracy. Muszę 

przygotować posiłek i przewinąć synka.

- Olaf Henricksen już to zrobił. Trafiłam na ten moment i przyznam, że 

był to wzruszający widok. Miałam łzy w oczach.

background image

Elise straciła cierpliwość.
- Naprawdę nie mam czasu. Proszę przejść do rzeczy.
Ku swemu przerażeniu spostrzegła, że oczy kobiety zwilgotniały.
- Sprawa, z którą przychodzę, jest tak nadzwyczajna, że nie mogłam 

wyjawić jej bez dłuższego wstępu. Słyszałam o pani wiele dobrego, ale 
wiem   również,   że   doznała   pani   tylu   nieprawości,   iż   mogło   to   w   pani 
wzbudzić gorycz i nienawiść. Jestem orędownikiem pokoju.

A więc chodzi o rodzinę Ringstadów. Może pan Ringstad zachorował? 

Wiedziała, że ciężko wszystko przeżywał i mógł przypłacić to chorobą.

- Powiedziałam już, że zapomniałam o przeszłości. Nie żywię do nich 

nienawiści,   choć   nie   spodziewałam   się   po   nich   takiego   postępowania. 
Większość rodziców broni własnych dzieci, kiedy coś przeskrobią, ale to, 
co oni zrobili, nie mieści mi się w głowie.

Panna Fryksten straciła wątek.
- A więc domyśla się pani, o kogo chodzi? Elise skinęła głową.
- Tak, ale już ich nie potrzebuję i chcę o wszystkim zapomnieć. Mam 

pracę, miłego i uczynnego lokatora. Moja siostra i jej mąż mieszkają ze 
mną i pokrywają część wydatków. Mąż mi niepotrzebny, dam sobie radę 
sama.

Panna Fryksten przeniosła wzrok na Hugo.
- Pani może tak, ale nie dziecko.
Elise rozzłościła się nie na żarty. Cóż ta kobieta miała wspólnego z jej 

synem?   Dlaczego   ośmielała   się   sądzić,   że   Hugo   nie   poradzi   sobie   bez 
Emanuela?   Hugo   miał   wielu   opiekunów,   Reidara,   chłopców,   a   teraz 
jeszcze Olafa!

- Nie chodzi o pieniądze - ciągnęła panna Fryksten. - Dziecku potrzebna 

jest ojcowska miłość. Rozumiem, że dotykam czułej struny. To nie pani 
wina, że żyje pani samotnie. Nie przyszłam też, by panią dręczyć, lecz by 
pani pomóc. Jestem przekonana, iż Pan miał jakiś cel, kiedy splątał nasze 
losy, On bowiem kieruje życiem nas wszystkich. Zapewniam panią, że z 
ciężkim sercem podjęłam się tego zadania.

- Zadania? - nie zrozumiała Elise. - Ktoś pani kazał tu przyjść?
Panna Fryksten pokręciła głową z uśmiechem.
- Źle mnie pani zrozumiała. Przyszłam z własnej woli, ale prowadził 

mnie Bóg.

Elise skrzywiła się.
- Nie bywam często w kościele, panno Fryksten. Ludzie z tej strony 

rzeki  wspierają  Armię   Zbawienia.   Uważamy,   że  Kościół  jest  dla   lepiej 
urodzonych. Choć nie jestem tak silna w wierze jak pani, też uważam, że 

background image

w   każdym   zdarzeniu   kryje   się   jakiś   sens.   Niepotrzebny   mi   jednak 
orędownik pokoju, bo z nikim nie wojuję. Mój mąż nie wytrzymał życia w 
dzielnicy robotniczej, bo przywykł do innych warunków. Teraz pracuje u 
ojca i tam jest jego miejsce. Nie rozeszlibyśmy się, gdyby był jednym z 
nas.   Rozwody   są   dla   ludzi   bogatych,   którzy   mają   na   adwokata.   Ludzi 
biednych   nie   stać   na   rozstania,   bo   toczą   codzienną   walkę   o   byt.   A 
kłopotom łatwiej stawić czoło we dwójkę.

Panna Fryksten pokiwała głową.
-   Nie   po   to   tu   przyszłam,   pani   Ringstad.   Moja   wizyta   nie   ma   nic 

wspólnego z pani mężem ani z pani rodziną.

Elise zdumiała się.
Panna Fryksten uśmiechnęła się z zażenowaniem.
-   Przyszłam   tutaj   ze   względu   na   mojego   narzeczonego   Ansgara 

Mathiesena.

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

Elise poczuła, jak ogarnia ją fala gorąca, a potem dostała dreszczy. Co za 

czelność! Ta kobieta wiedziała, że Ansgar ją zgwałcił, a mimo to ośmielała 
się   nachodzić   ją   w   domu.   Powinna   wstydzić   się   za   własnego 
narzeczonego. A w ogóle to niepojęte, że zaręczyła się z nim, znając jego 
ponurą przeszłość.

- Widzę, że jest pani wzburzona. - Panna Fryksten wypowiedziała te 

słowa zasmuconym głosem, co jeszcze pogorszyło sprawę. Zaliczała się 
chyba do tych obłudników, którzy chcą ratować świat, oddając cały swój 
majątek.   -   Prosiłam   Boga   o   pomoc,   zanim   tu   przyszłam   -   ciągnęła 
spokojnie. - I Bóg dał mi siłę. Ansgar nie wie, że tu jestem. Wykazał się 
odwagą, opowiadając mi o wszystkim, płakał jak małe dziecko. Gdybym 
nie czuła się wezwana, odtrąciłabym go. Kiedy jednak bliżej go poznałam, 
poczułam   do   niego   sympatię.   Nigdy   nie   spotkałam   grzesznika,   który 
okazałby tak wielką skruchę! Dwa razy targnął się na własne życie, bo 
wyrzuty sumienia doprowadzały go do szaleństwa.

Zamilkła i opuściła wzrok, jej dłonie bawiły się splotami pięknego szala, 

który miała na szyi.

- Okazał mi bezgraniczną szczerość. Opowiedział, ile razy zakradał się 

pod ten dom, by zobaczyć panią i dziecko.

Od   chwili   kiedy   zrozumiał,   że   nosi   pani   jego   dziecko,   nie   potrafił 

background image

myśleć   o   niczym   innym.   -   Zaczerwieniła   się   i   uśmiechnęła   z 
zakłopotaniem. - Przyznał mi się, że zakochał się w pani. Gdybym nie 
pojawiła się w jego życiu, wciąż byłby zakochany.

Elise   poczuła   mdłości.   Po   co   te   wszystkie   szczegóły?   Miała   ochotę 

wyrzucić tę kobietę za drzwi.

- Po co pani przyszła, pani Fryksten? Powiedziałam Ans-garowi, że mu 

przebaczam. Pewnie i o tym pani wie, skoro Ansgar zwierza się pani ze 
wszystkiego. Wiem, że cierpiał, i nie noszę do niego urazy, pozbyłam się 
też chęci zemsty. Ucieszyłam się nawet, kiedy znalazł sobie narzeczoną, i 
życzę   wam   pomyślności,   tylko   proszę   zostawić   mnie   w   spokoju.   Nie 
potrzebuję pojednania, chcę zapomnieć o tym, co się zdarzyło. Im rzadziej 
będę miała okazję go oglądać, tym lepiej dla nas obojga.

Panna Fryksten spojrzała na Elise smutnym wzrokiem.
- Właśnie dlatego przyszłam, pani Ringstad, bo podejrzewałam, że taki 

jest pani pogląd. Zapomina jednak pani o ważnym szczególe. Ansgar jest 
ojcem tego dziecka.

Znów spojrzała na Hugo. Chłopiec bawił się spokojnie, jego rude włoski 

połyskiwały w świetle lampy.

- Co pani ma na myśli? - zdziwiła się Elise. Panna Fryksten spojrzała jej 

prosto w oczy.

- To, że ojciec ma prawo widywać własne dziecko. Ansgar nie uchylał 

się od odpowiedzialności. Kupował śpioszki dla niemowlęcia, póki pani 
mu tego nie zabroniła. Myśli o was codziennie. Chce być ojcem dla swego 
synka, pani Ringstad. Zwłaszcza teraz, kiedy nie mieszka pani z mężem.

Elise nie wierzyła własnym uszom. Ogarnęła ją wściekłość. Nie dość, że 

ją zhańbił i naznaczył na całe życie, to jeszcze żąda praw rodzicielskich! 
Prawo, tego słowa wszak użyła. Czy gwałciciel i zwyrodnialec miał prawo 
żądać czegokolwiek?

- Proszę się nie gniewać! - Panna Fryksten była na krawędzi płaczu. - 

Nigdy by mi nie wybaczył, gdybym w moim zamiarze czynienia dobra 
pogorszyła sprawę. Tak bardzo mi go żal. Kocha swoje dziecko i marzy, 
by   wziąć   je   w   ramiona.   Wzruszyłam   się,   ujrzawszy   Hugo,   jest   taki 
podobny do ojca. I jeszcze lepiej zrozumiałam tęsknotę Ansgara. Proszę 
okazać miłosierdzie, pani Ringstad! Ma pani trzech wspaniałych chłopców 
i spodziewa się pani kolejnego dziecka. Proszę nie odbierać Ansgarowi tej 
radości.

Elise nie była w stanie wydobyć z siebie słowa. Wstała i podeszła do 

pieca, by dorzucić drew do ognia. By stanąć tyłem do panny Fryksten i 
ukryć uczucia.

background image

Tupet tej kobiety odebrał jej dech. Zapewne nie była cyniczna i złośliwa, 

a może nawet nie zdawała sobie sprawy ze swej bezczelności. Wierzyła, że 
spełnia dobry  uczynek, jest wysłanniczką Boga pomagającą ludziom w 
potrzebie.   W   istocie   zaś   dotknęła   ją   głęboko,   rozszarpała   ranę,   która 
zdążyła się już zasklepić.

Pewnie nie miała własnych dzieci. Ludzie z tamtej strony decydowali 

się na potomstwo po ślubie. Nie miała też złych zamiarów, ale całkowicie 
nie rozumiała uczuć macierzyńskich. Nie pojmowała, czym jest gwałt, co 
czuje   młoda   dziewczyna,   której   ciało   i   życie   bezcześci   nieokiełznanie 
mężczyzny.

- Milczy pani - powiedziała panna Fryksten słabym głosem.
Elise   wzruszyła   ramionami,   nie   odwracając   się.   Wciąż   nie   mogła 

wydobyć z siebie słowa.

Czego spodziewała się ta kobieta? Że Ansgar zacznie ją odwiedzać? Że 

będzie zabierał Hugo do siebie, by zyskać sobie miłość chłopca? Co za 
bezczelność!   Sąsiedzi   nie   wiedzieli   nawet,   że   Hugo   nie   jest   synem 
Emanuela,   jej   własna  matka   poznała   prawdę  parę   tygodni  temu.   Miała 
czelność twierdzić, że Bóg ją posyła, skoro przyszła ją poniżyć?

Usłyszała, że panna Frykstad podnosi się z krzesła.
- Proszę mi wybaczyć - powiedziała pokornym głosem. - Nie chciałam 

pani   urazić.   Sądziłam,   że   ucieszy   się   pani.   Rodzice  Ansgara   chcieliby 
poznać   wnuka.   Myślałam,   że   rada   będzie   pani   wiedzieć,   iż   tylu   ludzi 
kocha Hugo i zechce się nim zająć, gdyby pani zabrakło.

Elise pokręciła głową gwałtownie.
- Hugo jest mój. Nikogo nie potrzebuje. Zwłaszcza ojca takiego pokroju.
Panna Fryksten ruszyła powoli do drzwi.
- To były nieładne słowa, pani Ringstad. Ansgar to dobry człowiek, miły 

i uczciwy. Gdybym była na pani miejscu, czułabym dumę, że mój syn ma 
takiego ojca.

Otworzyła drzwi i wyszła.
Elise   nie   poruszyła   się,   usiłując   uspokoić   oddech.   Płacz   dławił   ją  w 

gardle,   serce   biło   oszalałym   rytmem.   Jak   można   być   aż   tak   podłym? 
Zacisnęła pięści. Wysłanniczka Boga... To niesłychane!

Jakiś dźwięk kazał się jej odwrócić. W drzwiach do korytarza stał Olaf i 

patrzył na nią z niepokojem.

- Coś się stało?
Pokręciła głową i otarła oczy rąbkiem fartucha. Olaf wszedł do kuchni.
- Nie przeszkadzam?
Jeszcze   raz   pokręciła   głową,   nie   miała   serca   odsyłać   go   na   zimne 

background image

poddasze. Nie chciała też jednak zdradzać swoich uczuć.

- Przyniosę drew i wody.
- Dziękuję.
Wyszedł, a Elise przywołała się do porządku. Zaczęła przygotowywać 

kaszkę dla Hugo, wyjęła śledzie i gotowane ziemniaki, które zostały  z 
poprzedniego dnia. Zaraz wszyscy zjawią się na posiłek.

Olaf wrócił i spojrzał na nią bacznie. Elise nie odezwała się, więc i on 

milczał. Był jednak zamyślony, zastanawiał się zapewne, co jest przyczyną 
jej wzburzenia. Panna Fryksten wydała mu się okazem dobroduszności i 
chyba nie potrafił sobie wyobrazić, by mogła powiedzieć coś, co wytrąciło 
Elise z równowagi.

- Ćwiczyłeś? - Elise zmusiła się do rozmowy.
-   Oczywiście   -   odrzekł   wesoło.   -   Wiesz,   że   Hugo   jest   bardzo 

muzykalnym dzieckiem? Siedział cicho i słuchał, jak gram.

- Nie zdążyłam podziękować ci za pomoc. To dobrze, że nie musiałam 

dzisiaj targać go ze sobą. W życiu tak nie zmarzłam. Do przędzalni miałam 
bliżej i tam nie musiałam bez potrzeby wychodzić na dwór.

- Miejmy nadzieję, że mróz ustąpi przed niedzielą. Wybieracie się do 

matki, prawda?

- Tak. To daleko, jeśli pogoda się nie zmieni, zostanę z Hugo w domu.
-  Zmieni  się.   Zawsze   przychodzi  odwilż,   kiedy   gospodynie   pieką   na 

święta. Jak obchodzicie Boże Narodzenie?

Zmiana tematu przyszła w odpowiednim momencie.
- W zeszłym roku mieliśmy choinkę. Po raz pierwszy w życiu, chłopcy 

szaleli z radości. Poza tym szorujemy cały dom, w Wigilię idziemy do 
kościoła i zjadamy lepszy posiłek. Rzecz jasna, jeśli są pieniądze.

- A dajecie sobie prezenty? Elise pokręciła głową.
- W zeszłym roku każdy dostał prezent od Emanuela. Nasze sąsiadki, 

pani   Berg   i   pani   Evertsen,   spędziły   Wigilię   z   nami.   W   przeddzień 
wybraliśmy się do miasta, by obejrzeć światła i wystawy w Magazynie 
Wyrobów Szklanych. Pedera zafascynowała porcelanowa figurka skrzata 
ciągnącego wózek wypełniony prezentami. Dotąd uważał, że skrzaty są 
złośliwe.

Roześmiała się, a Olaf przyłączył się do niej.
- Znam pewnego chłopa z Kjelsas, który wielokrotnie widywał skrzata. 

Wystawia mu miskę kaszy, a następnego dnia miska jest pusta.

- Ktoś inny zjada zawartość.
-   Nie   mów   tak.   Skrzaty   należy   traktować   poważnie,   bo   się   mogą 

rozzłościć. Jakie prezenty dostali chłopcy od twego męża?

background image

- Peder dostał małą piszczałkę, lecz rzadko na niej grał. Ja się na tym nie 

znam   i   nie   mogłam   mu   pomóc.   Z   początku   sam   próbował,   ale   potem 
stracił cierpliwość.

- Wciąż ją ma? Pokiwała głową.
- To jego najcenniejszy skarb. Trzyma ją w tekturowym pudełku pod 

komodą.

- W takim razie poproszę, żeby ją wyjął, i pokażę mu kilka chwytów. 

Peder   ma   zdolności,   których   nie   ceni   się   w   szkole.   Uważam,   że   jest 
muzykalny i potrafi rysować, tylko że w ogóle nie znajduje na to czasu. I 
nie ma papieru do rysowania.

Elise pomyślała ze wstydem, że zużyła wiele arkuszy na swoje pisanie. 

Postanowiła podzielić się nimi z Pederem. Zaczęła smażyć ziemniaki.

- A wy jak spędzacie święta?
-   W   Wigilię   odwiedzamy   zwykle   przyjaciół   rodziców,   którzy   są 

właścicielami dużego gospodarstwa. To by było coś dla Pedera i Everta - 
dodał z ożywieniem. - Krowy w oborze, konie w stajni i mnóstwo kotów.

Elise   przypomniała   sobie   wizytę   u   państwa   Ringstadów   i   zachwyt 

Pedera.

- Twój dziadek jest z wami?
- To on wystawia kaszę skrzatom. Chciałbym spędzić święta z wami - 

dodał powodowany nagłym impulsem. - Boże Narodzenie jest dla dzieci. 
Byłoby miło przeżyć je z Hugo, Pederem i Evertem. Kristian należy już do 
innej kategorii, nie jest ani dzieckiem, ani dorosłym.

- Co o nim sądzisz?
- O Kristianie? Wspaniały chłopak. Dużo wie i jest bystry. Nie sądzę, by 

miał skończyć w fabryce. Daleko zajdzie, jeśli nie przerwie nauki.

Elise uśmiechnęła się.
-   Zapomniałem   ci   powiedzieć,   że   przed   południem   był   tu   pewien 

jegomość. Pytał o ciebie i patrzył na mnie jak na raroga. Powiedziałem 
mu, że jestem nowym lokatorem, ale chyba nie przekonałem go do siebie.

- Przedstawił się?
-  Tak,   nazywa   się   Paulsen,   imienia   nie   pamiętam.   Zdaje   się,   że   był 

majstrem w przędzalni Graaha.

Elise spojrzała na niego zamyślona. Czego chciał Paulsen? Dlaczego nie 

spytał o Hildę? To dziwne, że się zjawił, wiedział przecież, że Hilda jest 
zamężna. Reidar nie potraktowałby go pobłażliwie, uważał przecież, że 
majstrowi należy się kara.

Przypomniała sobie tę dziwną rozmowę, którą odbyli na pogrzebie. Czy 

jego wizyta miała jakiś związek z tamtym zdarzeniem?

background image

- Pomogę ci nakryć do stołu - zaofiarował się Olaf. - Nie mam już sił 

ćwiczyć.

- Dziękuję. Pośpiesz się jednak, bo jeśli wybierasz się do teatru o tej 

samej porze co wczoraj, to musisz wkrótce wyjść.

Olaf wyjął zegarek z kieszeni.
- Masz rację - stwierdził, uśmiechając się. - Skąd ty zawsze wiesz, która 

jest godzina, skoro nie masz zegarka?

- Mam go w sobie. Kiedy pracowałam w fabryce, nie zaspałam ani razu. 

Budziłam się punktualnie o piątej.

Za drzwiami rozległy się głosy i po chwili do kuchni wpadli chłopcy i 

Reidar.

- Chyba odmroziłem sobie uszy - oznajmił Peder, trzymając dłonie po 

obu stronach głowy.

- A ja duży palec u stopy - dodał Evert.
-   Rzadko   zdarza   się   taki   mróz   przed   świętami   -   stwierdził   Reidar, 

odwieszając płaszcz i kapelusz na kołku. - Można by pomyśleć, że mamy 
luty.

Peder rozebrał się, popędził do Hugona i przycupnął koło niego.
- Cześć, mały - powiedział miękko. - Nie marzniesz dzisiaj?
Elise uśmiechnęła się.
W następnej chwili spoważniała, a jej myśli pobiegły do panny Helenę 

Fryksten, narzeczonej Ansgara. I ponownie rozgorzał w niej gniew.

background image

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

Mróz ustąpił, tak jak przewidział Olaf.
Hilda i Reidar postanowili odwlec wizytę u matki do kolejnej niedzieli, 

żeby oszczędzić jej tłumu gości. Zaofiarowali się zaopiekować Hugo, by 
Elise   nie   musiała   pchać   wózka.   Na   dworze   panowała   plucha   i   ulice 
pokrywały zwały topniejącego śniegu.

Elise zabrała chłopców i ruszyli w drogę. Wystarczyła chwila, by zdarte 

buty całej czwórki kompletnie przemokły.

- Pobiegajmy, to zapomnimy o mokrych stopach - zaproponował Peder i 

popędził przed siebie. Evert i Kristian dołączyli do niego.

Kiedy   Elise   dotarła   do   końca   Sagveien   i   skręciła   w   Maridalsveien, 

znalazła   się   w  tłumie   ludzi  zdążających  w  tym  samym  kierunku.   Była 
niedziela i wierni szli do kościoła w Sagene. Poczuła ukłucie wstydu, poza 
ślubami i pogrzebami nie bywała w kościele, nie chodziła też do Świątyni. 
Nie mogła się spodziewać, że Bóg wysłucha jej modlitw, skoro sama nie 
wsłuchiwała się w Jego słowo.

Mijając rodzinny dom Agnes, dostrzegła, że drzwi są otwarte, a matka 

Agnes uwija się w środku. Przyśpieszyła kroku, ale w tej samej chwili 
usłyszała jej głos.

- Elise?
Nie miała wyjścia, zatrzymała się.
- Wybierasz się do kościoła?
- Nie. Idę do Kjelsas odwiedzić matkę.
- W takim razie możemy potowarzyszyć ci do Sagene.
-   Chłopcy   pobiegli   przodem,   muszę   się   śpieszyć.   Nie   zniosłaby 

opowieści o Agnes i Kopenhadze.

- Aż tak się nie śpieszysz - uznała matka Agnes i kolebiąc się, wyszła za 

furtkę. Mąż podążał za nią. - Zresztą co będziesz pędzić z takim wielkim 
brzuchem. Słyszałaś, że Agnes przeniosła się do Kopenhagi?

- Tak.
- A skąd? - zdziwiła się matka Agnes. - Od Anny?
Elise pokiwała głową. Nie zamierzała opowiadać o liście od Johana.
- Coś jeszcze mówiła? - Kobieta roześmiała się z zakłopotaniem. - Do 

nas   nie   pisze.   Wyrzuciliśmy   ją   z   domu.   Powiedzieliśmy   jej,   że   ma 
zachowywać się jak człowiek i nie przynosić nam wstydu. No i daliśmy jej 
pieniądze na podróż, by pojechała tam, gdzie jej miejsce. Nie można latać 

background image

za innymi, kiedy ma się męża, powiedziałam jej. Jeśli Johan zdobędzie 
sławę,   najlepsza   szansa   twego   życia   przejdzie   ci   koło   nosa!   Tak   jej 
powiedziałam.

A więc potwierdzało się, że Agnes przestawała z innymi mężczyznami. 

Może okłamała Johana, może wcale nie był ojcem jej dziecka? Ani on, ani 
Magnus Hansen, tylko jeszcze ktoś inny. Z listu wynikało, że Johan jej 
uwierzył.   Nie   chciał   przyjąć   jej   do   siebie,   ale   nie   potrafił   odmówić 
kobiecie spodziewającej się jego potomka.

Gotowała się z wściekłości. Jeśli Agnes kłamała, Johan nigdy nie pozna 

prawdy. Tylko nieliczne dzieci przypominały ojca tak bardzo jak Hugo. 
Nie przyznając się do zdrady, Agnes mogła spędzić resztę życia jako żona 
Johana, grzać się w blasku jego przyszłej sławy, wydawać jego pieniądze i 
zagrodzić mu drogę to prawdziwej miłości...

Przejaśniło   się,   zza   chmur   wyjrzało   słońce   i   rozbłysło   iskierkami   w 

leżących gdzieniegdzie płatach śniegu. Zapowiadał się piękny dzień, ale 
serce Elise spowijał smutek.

Matka Agnes trajkotała jak najęta, wychwalając Johana pod niebiosa. 

Może zapomniała, że Elise była z nim kiedyś zaręczona, a może robiła to 
celowo,   by   uprzytomnić   jej,   jak   wiele   straciła.  W  jej   relacji   zdolności 
Johana   urastały   do   gigantycznych   rozmiarów,   jego   i   Agnes   czekała 
świetlana przyszłość i wielkie bogactwo. Jeśli kiedykolwiek zdecydują się 
wrócić do Kristianii, zamieszkają w pięknym domu przy Oscarsgate i będą 
obracać się w towarzystwie artystów i samych znakomitości. Ich dzieci 
pójdą   do   szkoły   katedralnej,   a   później   na   uniwersytet.   Kto   wie,   może 
zostaną   prawnikami   lub   lekarza^   mi.   Albo   pójdą   w   ślady   ojca. 
Dziewczynki wyjdą dobrze za mąż i zamieszkają w pięknych willach po 
zachodniej stronie miasta.

Elise zbierało się na mdłości. Matka Agnes zakładała, że córka urodzi 

Johanowi   dużo   dzieci,   skąd   jednak   brała   pewność,   że   okaże   mu   się 
wierna? Dotąd skakała z kwiatka na kwiatek.

Poczuła ulgę, kiedy zbliżyli się do kościoła. Matka Agnes nie spytała ani 

słowem, co u niej słychać, bez przerwy rozprawiała o swoich sprawach. To 
było nawet dziwne, że nie próbowała zaspokoić ciekawości. Może zresztą 
znała wszystkie plotki.

Źle się jej maszerowało, ciało miała ciężkie, nogi ciężkie i ciężkie myśli. 

Chłopcy   gdzieś   zniknęli.   Peder   znał   drogę   i   opisał   ją   siostrze   ze 
szczegółami.   Kiedy   wybierał   się   do   matki   z   pierwszą   wizytą,   Olaf 
narysował mu mapkę.

Doszła   do   Nydalen,   skręciła   w   ulicę   Brugsvei   i   ujrzała   rozległe 

background image

zabudowania fabryki gwoździ. Była niedziela i wokół panowała cisza, ale 
w dni powszednie ta przemysłowa dzielnica rozbrzmiewała ogłuszającym 
hukiem maszyn. Kierując się instrukcjami Olafa, doszła do starej farbiarni 
i ujrzała wodospad Nygardsfossen, jeden z największych na rzece Aker. 
Był   naprawdę   ogromny,   opadał   kaskadą   spienionej   wody.   Skręciła   w 
prawo,   okrążając   narożnik   farbiarni,   i   ruszyła   wąską   drogą   okoloną 
granitowym murem. Poczuła chłodny powiew od rzeki.

Niedługo   potem   ujrzała   ogromny   komin   Nydalen   Compagnie.   „W 

kotłowni pali się węglem, to symbol dobrobytu", wyjaśnił Olaf dumnym 
głosem.

Z   ciekawością   przyjrzała   się   budynkowi,   w   którym   pracowali 

postrzygacze   owiec.   Szwedzka   dziewczyna   ze   sklepu   nabiałowego   na 
Grunerlokka opowiadała jej kiedyś o ich znoju.

Minęła   Nydalen   Compagnie   i   zobaczyła   gręplarnię,   w   której   kiedyś 

pracowała Hilda. Znalazła się już w znacznej odległości od domu i teraz 
dopiero   zrozumiała,   dlaczego   dawniej   siostra   tak   bardzo   narzekała   na 
zmęczenie.

Szła dalej wzdłuż rzeki. Na szczycie wzgórza stał dwór Brekke, będący 

własnością rodziny Lovenskioldów, jak wyjaśnił Olaf. Wcześniej służył 
jako pałacyk myśliwski i należał do Pedera Ankera. Ludzie z dworu byli 
jedynymi z całej wsi, którzy przeżyli „czarną śmierć", wielką epidemię 
dżumy. Tego też dowiedziała się od Olafa.

Zostawiła za sobą miasto i dzielnicę przemysłową i znalazła się na wsi. 

Wokół ciągnęły się duże połacie ziemi i stały budynki gospodarcze, śnieg 
był bielszy, a rzeka nie cuchnęła. Słyszała kiedyś, że rzeka Aker nazywała 
się niegdyś Frysja, co znaczy „tryskająca woda" albo „mróz", tego nie była 
do końca pewna. To pierwsze znaczenie wydawało się bliższe prawdzie, na 
rzece między ujściem z jeziora Ma-ridalsvannet a fiordem znajdowało się 
dwadzieścia wodospadów. Odcinek liczył osiem kilometrów, tak nauczono 
ją w szkole.

Trudno   było   sobie   wyobrazić,   jak   wyglądała   okolica,   zanim 

pobudowano te wszystkie fabryki. Wtedy ludzie pili wodę z rzeki, teraz 
zamieniła się w ściek. Żeby zażyć kąpieli lub łowić ryby, trzeba było udać 
się w jej górny bieg.

Matka zawsze miała problemy z płucami, więc jej chęć, by zamieszkać 

na wsi, była zrozumiała. Asbjerna czekała uciążliwa droga do biura, ale 
wyraźnie był gotów poświęcić się dla Jensine. Elise uśmiechnęła się mimo 
woli,   to   niezwykłe,   że   ludzie   w   ich   wieku   mogli   kochać   się   tak 
nieprzytomnie.   Zazdrościła   im,   tak   zawsze   w   marzeniach   wyobrażała 

background image

sobie swój związek z Johanem.

Przypomniała sobie słowa matki Agnes i znów zapłonęła gniewem. Jeśli 

Agnes oszukała Johana, by skorzystać z jego przyszłej sławy i pieniędzy, 
to popełniła podłość, dla której trudno znaleźć właściwe określenie. Dość 
już jednak, przed wizytą u matki powinna oczyścić umysł z niedobrych 
myśli.

Minęła śliczny czerwony domek i znalazła się prawie u celu. Chłopcy 

zapewne dotarli już na miejsce. Peder zwykle trzymał się jej boku, ale tym 
razem zapewniła go, że samotny spacer dobrze jej zrobi.

Tuż obok przejechał powóz wiozący gości hotelowych, stacja kolejowa 

leżała po jej lewej ręce. Gdyby miała pieniądze, mogłaby po prostu wsiąść 
w pociąg do Grefsen i dojechać do Kjelsas, oszczędzając czas i siły.

Wreszcie   zobaczyła   ten   dom.  Willa   „Almsdorf"   wyglądała   dokładnie 

tak,   jak   opisał   ją   Olaf:   duży,   pomalowany   na   biało   i   bogato   zdobiony 
budynek w stylu szwajcarskim. Leżał na wzgórzu na tle olszynowego lasu 
poprzetykanego olbrzymimi świerkami.

Dom był bardzo wytworny, aż dziw, że matka miała w nim zamieszkać. 

Musi napisać o tym do wujków w Ameryce, by wreszcie pojęli, że siostra 
nie przynosi im wstydu. Mogła poprosić Pedera o narysowanie domu i 
dołączyć rysunek do listu. Uśmiechnęła się na tę myśl.

Ostrożnie   zastukała   kołatką,   nie   mając   pewności,   czy   stoi   przed 

właściwymi drzwiami. Minęła dłuższa chwila, zanim otworzyła jej jakaś 
starsza kobieta.

Elise dygnęła.
- Nazywam się Elise Ringstad. Czy trafiłam do willi „Almsdorf"?
Kobieta skinęła głową.
- Moja matka właśnie się wprowadziła. Przyszłam do niej z wizytą.
- Chodzi o państwa Hvalstadów? Elise przytaknęła.
- W takim razie proszę skorzystać z wejścia po drugiej stronie. Skrzydło 

dla sublokatorów. - Wskazała kierunek ręką.

Elise podziękowała i okrążyła budynek. Z tyłu znajdowało się podwórze 

i niewielka obora. Wokół rozlegało się gdakanie kur.

Tym   razem   drzwi   otworzyły   się   natychmiast   i   w   progu   stanął 

podekscytowany Peder.

-   Wejdź,   Elise!   Mama   ugotowała   gulasz   z   kawałkami   prawdziwego 

mięsa! - Złapał ją za ramię i wciągnął do środka.

Znaleźli się w niewielkim korytarzyku, z którego prowadziły schody na 

pierwsze piętro. Ściany pomalowane były na niebiesko. Na miedzianych 
kołkach   wisiały   na   wieszakach   płaszcze   matki   i  pana   Hvalstada,   a   ich 

background image

kapelusze leżały na półce.

Do kuchni prowadziły oszklone drzwi osłonięte firanką.
Peder wprowadził siostrę do środka. Kuchnia była duża i wyposażona w 

liczne szafki i półeczki. Ściany pomalowano na ten sam kolor co korytarz, 
a okno wychodziło na podwórze. Na stole przykrytym białym obrusem 
stała zastawa. Zanim Peder pociągnął ją dalej, zdążyła policzyć nakrycia, 
było ich siedem.

Przeszli   do   niewielkiego   pokoju.   W   krótszej   ścianie   znajdowała   się 

wnęka   odgrodzona   zasłoną,   za   którą   Elise   dostrzegła   duże   małżeńskie 
łóżko.   Obok   wnęki   stał   szezlong,   a   na   środku   pokoju   duży   stół   z 
krzesłami.   Przeciwległą   ścianę   zdobił   piękny   bufet   z   przeszklonymi 
drzwiczkami. Dwa okna na dłuższej ścianie wychodziły na las.

Elise rozejrzała się wokół. Pokój był przytulny i ładnie umeblowany, ale 

znacznie   mniejszy,   niż   się   spodziewała.   Jeśli   zobaczyła   już   całe 
mieszkanie, to nie było ono większe niż to przy Wzgórzu Świętego Jana.

- Gdzie są wszyscy? - spytała Pedera.
- Ładnie, prawda, Elise? - Pęczniał z dumy, jakby sam tutaj mieszkał. - 

Spójrz, szybki w drzwiach i piękne talerze. Mama mówi, że z porcelany.

- Ale gdzie jest reszta? - powtórzyła.
-   Na   górze,   oglądają   domek   dla   lalek  Anne   Sofie.   Chodź!   -   znów 

pociągnął ją za ramię.

Wyszli  z  powrotem na  korytarz  i  wspięli  się   po  schodach  na  piętro. 

Dopiero teraz Elise usłyszała głosy i śmiechy, na dół nie dochodziły żadne 
dźwięki.

Znalazła się w dużym pokoju, w którym nie było żadnych mebli poza 

łóżeczkiem dziecięcym umieszczonym pod ścianą. Na samym środku stał 
przepiękny domek dla lalek, prawdziwy miniaturowy dworek. Anne Sofie 
i Evert kucali przed nim, a Asbjorn i Kristian przypatrywali się z boku.

- Spójrz, Elise! - Evert był równie podekscytowany jak Peder. - Stół i 

krzesła,   lampa   naftowa   i   kołyska   z   dzieckiem.  A  w   kuchni   jest   piec   i 
chodnik na podłodze. Na stole leżą noże i widelce i stoją szklanki i talerze, 
zupełnie jak w prawdziwych zamożnych domach.

Peder uklęknął i zajrzał do środka.
- Wygląda jak zamek królewski, który się umniejszył i wylądował w 

pokoju Anne Sofie!

Matka i Asbjorn roześmiali się.
Elise   podeszła   bliżej,   uścisnęła   matkę   i   grzecznie   przywitała   się   z 

Asbjornem.

-   Ładnie   się   urządziliście.   Sądzę,   że   życie   na   wsi   będzie   ci   służyć, 

background image

mamo.

-   Już   mi   służy   -   uśmiechnęła   się   matka.   -   Kiedy   po   raz   pierwszy 

zobaczyłam tę okolicę, poczułam się jak w domu. W Ulefoss było inaczej, 
jako   dziecko   mieszkałam  w   niskim  czerwonym  domku,   a   jednak   mam 
wrażenie,   jakbym   wracała   na   stare   śmieci.   Kuchnia   i   pokój   wyglądają 
niemal   tak   samo.   A   najważniejsze   jest   to,   czego   tu   nie   ma:   syren 
fabrycznych wyjących rankiem o szóstej, ciemnych klatek schodowych, 
łoskotu zamykanych drzwi, rozmów za ścianą i rozkrzyczanych dzieci. Tu 
jest cicho   i spokojnie,   słychać  jedynie  szum  lasu   i  muczenie   krów.  Te 
dźwięki i te zapachy kochałam jako dziecko. Elise zdziwiła się.

-   Sądziłam,   że   najbardziej   lubiłaś   wodę,   przecież   mieszkaliście   nad 

jeziorem.

Matka pokręciła głową.
-   Nie,   najbardziej   lubiłam   las.   Pewnie   zmęczyłaś   się   tym   długim 

spacerem - dodała szybko. - Zejdźmy do kuchni, obiad już prawie gotowy, 
wystarczy podgrzać gulasz.

Ruszyła ku schodom, a Asbjorn, Elise i Kristian podążyli za nią.
Peder i Evert nie mogli oderwać wzroku od domku dla lalek.   .
-   Co   by   powiedział   Pingelen,   gdyby   dowiedział   się,   że   bawisz   się 

lalkami, Peder?! - krzyknął na odchodnym Kristian.

Peder i Evert natychmiast dołączyli do pozostałych.
Elise z matką zajęły się przygotowaniem posiłku. Asbjorn wyjął atlas i 

pokazał chłopcom, gdzie leży stan Waszyngton i miasto Spokane.

- Jak Pederowi idzie czytanie? - spytała matka z zatroskaniem.
-   Robi   postępy.   Przedtem   machał   nogami,   ziewał   i   wiercił   się   jak 

piskorz. Teraz potrafi się na chwilę skupić i nie okazuje już takiej niechęci.

- To dobrze. Kiedy jest u mnie, poświęcam mu cały czas. Przekonałam 

Asbjorna, by zajmował się Anne Sofie podczas wizyt Pedera.

- To bardzo rozsądne z twojej strony. Zauważyłaś, że ma weselsze oczy?
Matka pokiwała głową.
- Tak. Nie wątpię już, że miałaś rację, Elise, i wstyd mi, iż byłam taka 

samolubna. Nie potrafię teraz zrozumieć, że mogłam tak zaniedbać własne 
dzieci. Choroba bardzo mnie osłabiła, ale to żadne wytłumaczenie.

- Wszystko   dobre,  co   się   dobrze   kończy.  Zapomnijmy   o  przeszłości. 

Peder cieszy się, że będzie miał braciszka lub siostrzyczkę - roześmiała 
się. - To chyba ważniejsze niż bycie wujkiem, choć Peder jest przemiły dla 
Hugo. Jak tylko wraca ze szkoły, siada na podłodze i bawi się z nim. 
Kristian zresztą też. Hugo uwielbia ich obu i śledzi każdy ich ruch. Kiedy 
znikają za drzwiami, natychmiast zaczyna płakać. Matka uśmiechnęła się.

background image

-   Peder   różni   się   od   rówieśników.   Ucieszę   się,   jeśli   skończy   szkołę 

powszechną, choć nie liczę na dobre oceny, a o dalszej nauce mowy być 
nie może. Ty też nie poszłaś dalej, chociaż byłaś najlepszą uczennicą w 
klasie.

Elise zrobiło się przykro. To nie była jej wina. Gdyby dano jej szansę, 

uczyłaby się dniami i nocami, by zdobyć lepsze wykształcenie. Jeśli ojciec 
nie przepijałby wszystkich pieniędzy, jej życie potoczyłoby się inaczej.

Matka czytała w jej myślach.
- Mało kto dalej się kształci. Dzieci robotników zostają robotnikami. Nie 

znam nikogo, kto wzrastał nad rzeką Aker i wybił się ponad przeciętność. 
Sami pracownicy fabryczni, sprzątaczki i ekspedientki. Ale żadna praca 
nie hańbi.

Elise milczała.
- Miałaś inne marzenia? - zerknęła na nią matka nieco zdziwiona.
- Wszyscy mają marzenia.
- Nie sądzę. Uważam, że większość z nas godzi się z losem. Nie można 

zajść daleko, ukończywszy szkołę powszechną. Kogo stać na kształcenie 
dzieci, skoro wszyscy ledwie wiążą koniec z końcem?

- Johan dał sobie radę. Matka skrzywiła się.
- Nie stałoby się tak, gdyby ktoś nie udzielił mu pomocy w Akershus.
- Szczęście w nieszczęściu?
- Nie nazywałabym tego nieszczęściem. Johan popełnił przestępstwo. A 

miał   szczęście,   bo   dano   mu   szansę   poprawy.   Nie   wiem,   czy   na   nią 
zasłużył.

- Nie zgadzam się z tobą. Johan nie jest przestępcą. Postąpił jak postąpił 

z   lęku   o  Annę.   Ludzie   wymierzyli   mu   karę,   ale   Bóg   patrzy   na   niego 
łaskawie.

Matka zacisnęła usta, w tym względzie zawsze miała inne zdanie niż 

córka.

- Niech ci będzie - machnęła ręką. - Wiem, że wyjechał do Kopenhagi, i 

sądzę, że już nie wróci.

- Pewien profesor zachwycił się jego pracami i ułatwił wyjazd. Twierdzi, 

że Johana czeka wielka kariera.

- Wciąż o nim myślisz? - spytała podejrzliwie matka. Elise mieszała w 

garnku, unikając jej wzroku.

- Dlaczego miałabym o nim myśleć? Przecież jest mężem Agnes.
- Zanim się wyprowadziłam, rozmawiałam z panią Evertsen.
- Więc znasz plotki - uśmiechnęła się kwaśno Elise - ale zapewniam cię, 

że to tylko plotki. Agnes spodziewa się dziecka Johana i oboje mieszkają 

background image

w Kopenhadze.

- To dobrze. - Matka odetchnęła z ulgą. Elise milczała.
- Moja droga, przestań zaprzątać sobie nim głowę. Przecież ten człowiek 

siedział   w   więzieniu.   Kiedy   wyszłaś   za   Emanuela,   odcięłaś   się   od 
przeszłości. Nie jestem ślepa, widziałam, że się kochaliście. Gdybyś mnie 
posłuchała i spróbowała się stamtąd wyrwać, Emanuel nie odszedłby od 
ciebie. Jestem jednak przekonana, że wróci. Mężczyźni uciekają, bo mają 
dość   wrzasków   niemowlęcia   i   prania   pieluch,   ale   prędzej   czy   później 
wracają z podkulonym ogonem. Pamiętasz Thoresena, ojca Johana? Tak 
właśnie postąpił. Kiedy Anna zachorowała, a pani Thoresen zrobiła się 
gderliwa, po prostu wypłynął w morze.

- Mówisz o innych ludziach. Bogaci się rozwodzą. Emanuel ożeni się z 

Signe, kiedy rozwód stanie się faktem. Według prawa kobieta musi czekać 
dziesięć miesięcy, ale mężczyźni mają większe przywileje.

Matka   niosła   właśnie   karafkę   soku   jabłkowego   na   stół.   Stanęła   jak 

wryta.

- Rozwodzicie się? - spytała wstrząśnięta.
- Przecież wspominałam ci o tym.
- A ja nie mogłam w to uwierzyć.
- Nie znasz wszystkich szczegółów, mamo. Nie chciałam cię zadręczać, 

miałaś dość własnych kłopotów. Signe urodziła syna, który odziedziczy 
Ringstad.   Nie   wiem,   jak   to   załatwią,   ale   za   pieniądze   można   zdobyć 
wszystko.   Gdyby   Emanuel   był   ojcem   Hugo,   rzecz   przedstawiałaby   się 
inaczej.

- Przecież wkrótce urodzisz mu dziecko.
-   Tak.   To   bardzo   rozsierdziło   panią   Ringstad.   Teraz   twierdzi,   że 

zdradziłam Emanuela i że to nie on jest ojcem.

-   Co   za   bzdura!   -   Matka   zaczerwieniła   się   z   irytacji.   -   Co   jej 

odpowiedziałaś?

- Na szczęście nie musiałam z nią rozmawiać. Przestali dla mnie istnieć, 

nie chcę mieć z nimi nic wspólnego.

- Ale Emanuel musi zapewnić byt tobie i dziecku.
- Emanuel zdaje sobie z tego sprawę, ale nie ma pieniędzy. Jego matka 

zrobi wszystko, by odwieść go od tego zamiaru.

- Więc co poczniesz?
-   Mówiłam   ci   już,   że   pracuję   w   sklepie   u   pani   Borresen   przy 

Telthusbakken.

- Z takiej pensji nie utrzymasz rodziny.
- Mam jeszcze dodatkowy dochód, ale wolę trzymać to w tajemnicy.

background image

- Szyjesz.
- Też.
- Jest coś jeszcze? - zdumiała się matka.
- A nikomu się nie zdradzisz?  - uśmiechnęła się Elise z dumą. - To 

znaczy   w   rodzinie   to   żaden   sekret,   chłopcy,   Hilda   i   Reidar   wiedzą   o 
wszystkim. Anna i Torkild także. Zaczęłam pisać.

- Pisać? - Matka nie zrozumiała, co Elise ma na myśli. - Co to znaczy?
-   Piszę   opowiadania.   Jedno   przyjęto   do   „Verdens   Gang",   drugie   do 

„Nylasnde",   a   trzecie   do   czasopisma   „Urd"   wydawanego   przez   siostry 
Annę i Cecilie Boe.

Matka nie wydawała się ani dumna, ani zadowolona.
- Ale nie robisz niczego, co by mogło przynieść nam wstyd? Te pisma 

kobiece są nic niewarte, tak przynajmniej słyszałam. Zachęcają kobiety, by 
zrywały związki, a co wtedy stanie się z rodziną? Mają za nic obowiązki 
domowe   i   chcą   skłonić   kobiety   do   dyskusji   politycznych!   Ponoć   też 
drukują obrazki kobiet w strojach kąpielowych i sukniach, które więcej 
odkrywają, niż zasłaniają. Słyszałam też, ku mojemu zgorszeniu, że jedno 
z tych, jak to nazywasz, opowiadań opisywało dziewczynę, która zdradziła 
własnego męża.

-   Sądziłam,   że   popierasz   żądanie   praw   wyborczych   dla   kobiet?   - 

zdziwiła się Elise.

Matka wzruszyła ramionami.
- Kobieta jest przede wszystkim matką, gospodynią i żoną. Jeśli chce 

mieszać   się   do   spraw   mężczyzn,   nie   powinna   wychodzić   za   mąż. 
Zarabiasz choć na tym swoim pisaniu?

Elise usłyszała lekki ton pogardy w głosie matki. Kiedyś wyraziła się 

podobnym tonem o Hugo.

- Tak, w porównaniu z pracą w fabryce to dobrze płatne zajęcie. Tyle że 

nie przyjmują wszystkich tekstów.

-   W   takim   razie   powinnaś   poszukać   czegoś   innego.   Zobaczysz,   że 

znajdziesz się w ogniu krytyki. Pisarze i ludzie występujący na scenie nie 
cieszą się wielkim poważaniem. Wspomnisz moje słowa.

- Na razie mam pracę w sklepie u pani Borresen - urwała rozmowę 

Elise.   Ta   wymiana   zdań   nie   miała   sensu.   Matka   nie   jest   w   stanie   jej 
zrozumieć.

Jedli obiad w miłej atmosferze. Chłopcy byli wściekle głodni i zgodnie 

stwierdzili,   że   tak   dobrego   jedzenia   nie   posmakowali   od   ślubu   Hildy. 
Matka przygotowała duże porcje i wszyscy najedli się do syta.

Niewiele   rozmawiali   podczas   posiłku.   Asbjorn   nie   lubił,   by   dzieci 

background image

odzywały   się   nieproszone,   będąc   w   towarzystwie   dorosłych.   Zajęci 
jedzeniem chłopcy nawet o tym nie pomyśleli.

Po obiedzie matka i Asbjorn zwykle ucinali sobie drzemkę.
Elise szykowała się do drogi powrotnej. Zmrok zapadał wcześnie, a nie 

chciała   ryzykować   marszu   w   ciemności   przez   zlodowaciałe   wertepy   i 
zamarznięte kałuże.

- Moglibyście wrócić pociągiem - zaproponowała z ociąganiem matka, 

zerkając na Asbjorna w nadziei, że zafunduje im bilety.

-   Nie   opłaca   się   -  zaprotestował  Asbjorn.   -   Chłopcy   zbiegną   w   trzy 

kwadranse, a Elise nigdzie się śpieszy.

- Łatwiej schodzić niż drapać się na wzgórze - uspokajała matkę Elise. - 

Najadłam się i mam mnóstwo siły.

Chłopcy włożyli czapki i buty, podziękowali grzecznie i popędzili przed 

siebie.

Sznurując trzewiki, Elise uświadomiła sobie, że nie wspomniała matce o 

Olafie Henricksenie.

- Peder opowiedział wam o naszym nowym lokatorze? Matka skinęła 

głową.

- Tak, powiedział, że Petrike i Hjałmar Olsen znaleźli sobie mieszkanie 

po drugiej stronie rzeki. Chyba za nimi nie tęsknicie, byli bardzo natrętni.

-   A   napomknął,   że   ten   młodzieniec   gra   na   skrzypcach   w   Teatrze 

Narodowym?

- Tak, powiedział, że jest grajkiem. Takim samym jak wodnik - wtrącił 

się z uśmiechem Asbjorn. - Ponoć jednej nocy usiadł pod wodospadem. 
Peder podkradł się do okna i zobaczył to na własne oczy. Twierdzi nawet, 
że wie, co grał. Wiosnę Griega.

Wszyscy roześmiali się.
Matka ujęła Asbjorna pod ramię.
- Ponoć jest bardzo miły. 
-   O   tak,   bardzo.   Jednego   dnia   został   z   Hugo,   żebym   nie   musiała 

wychodzić z nim na mróz.

- To doprawdy niezwykłe - zdziwił się Asbjorn. - Jak on się nazywa i 

skąd pochodzi?

- Olaf Wolfgang Henricksen z Grefsen. Jego dziadek mieszka niedaleko 

was.

Skończyła wiązać buty i wyprostowała się. Od razu zauważyła, że matka 

i Asbjorn patrzą po sobie z zaskoczeniem.

- Olaf Wolfgang Henricksen? - powtórzył Asbjorn.
- Tak. Znasz go? Asbjorn pokręcił głową.

background image

- To nie może być on - mruknął pod nosem. Na twarzy matki malował 

się niepokój.

- Ma takie rzadkie imię. Nie znam nikogo innego, kto by nosił imię po 

Mozarcie.

Asbjorn jeszcze raz pokręcił głową.
- To nie może być on - powtórzył. - Niepotrzebnie mącimy ci w głowie, 

Elise. Przypuszczalnie mylą się nam nazwiska.

Elise   uściskała   matkę   i   podziękowała   obojgu   za   wyśmienity 

poczęstunek. Potem ruszyła w zimowy półmrok.

Dlaczego zareagowali tak dziwnie na dźwięk jego imienia?

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY

Droga w dół okazała się łatwiejsza.
Zmrok zapadał szybko. Elise przyśpieszyła, ale uważnie stawiała kroki, 

by   się   nie   poślizgnąć.   Nosiła   teraz   w   sobie   nowe   życie   i   nie   mogła 
ryzykować. Od czasu do czasu słyszała dziecięce głosy w pobliżu. Może 
to jej chłopcy znaleźli nową ścieżkę nad brzegiem rzeki?

Cały czas miała przed oczyma przestraszone twarze matki i Asbjorna i 

pamiętała ich reakcję na dźwięk nazwiska jej nowego lokatora. Dlaczego 
nie chcieli podzielić się z nią swoimi przypuszczeniami?

Prawdę mówiąc, matka zbyt łatwo wyrabiała sobie zdanie o ludziach. 

Wygłosiła zadziwiający pogląd na temat kobiet piszących do gazet. Elise 
miała jednak wrażenie, że w tym wypadku chodziło o coś innego. I że 
powinna o tym wiedzieć.

Źle zrobili, zbywając ją! Teraz dręczyła ją ciekawość i lekki niepokój. 

Jeśli Olaf lub jego rodzina mieli coś na sumieniu, pierwsza powinna się o 
tym dowiedzieć. Przecież przyznała się przed nimi, że zostawiała Hugo 
pod jego opieką.

Bezskutecznie   usiłowała   otrząsnąć   się   ze   złych   myśli.   W   końcu 

postanowiła przekazać przez Pedera liścik do matki, w którym zamierzała 
prosić   o   wyjaśnienie.   Ten   pomysł   dodał   jej   otuchy.   Poza   tym   matka 
zaprosiła ich na Wigilię. Chłopcy byli zachwyceni, ale Elise wątpiła, że 
Reidar   i   Hilda   odniosą   się   z   równym   entuzjazmem   do   tej   propozycji. 
Zresztą   może   już   zostali   zaproszeni   przez   rodziców   Reidara.   Sama 
najchętniej   zostałaby   w   domku   majstra,   choć   święta   nie   byłyby   z 

background image

pewnością takie same jak rok temu, bo w pokoju zrobiło się tłoczniej i 
wszędzie   stały   łóżka   i  leżały   materace.   Zamierzała   przynajmniej   kupić 
każdemu   jakiś   drobny   upominek,   żeby   chłopcy   nie   odczuli   braku 
Emanuela. Zamiar był dość lekkomyślny, pieniędzy w kopercie ubywało z 
każdym dniem. Matka miała rację: z pracy w sklepie nie utrzyma rodziny. 
Reidar i Hilda oszczędzali na własny kąt i pilnowali wydatków. A póki co 
Olafowi nie mogła zaufać.

Była na Maridalsveien, kiedy usłyszała za sobą stukot kopyt. Zeszła na 

bok,   a   kiedy   dorożka   przetaczała   się   koło   niej,   rzuciła   na   nią   okiem. 
Dostrzegła mężczyznę w cylindrze i natychmiast go rozpoznała. Majster 
Paulsen.

On też ją poznał mimo panującego półmroku i krzyknął na woźnicę, by 

zatrzymał konia.

- To pani, pani Ringstad?
- Tak. Dobry wieczór, panie Paulsen.
- Podwieźć panią? Zapada zmrok.
Nie   oparła   się   pokusie.   Plecy   ją   bolały,   buty   przemokły   i   ciemność 

napawała   ją   strachem.   Gdyby   nie   rozmowa   na   cmentarzu,   pewnie   by 
odmówiła, ale Paulsen pokazał wtedy ludzkie oblicze.

- Bardzo dziękuję.
Uchylił drzwiczki i pomógł jej wsiąść.
- Jak mogła pani wyjść na taką pluchę, skoro niedługo spodziewa się 

pani dziecka, pani Ringstad? I to o tej porze.

Przemawiał   do   niej   jak   do   nieposłusznej   dziewczynki.   Elise   miała 

ochotę się roześmiać. Skoro jednak zdecydował się ją podwieźć, niech 
gada, co chce.

- Byłam w Kjelsas z wizytą u matki. Sądziłam, że zdążę wrócić przed 

zmrokiem.

Woźnica podciął konia i dorożka ruszyła.
- A więc pani matka wyprowadziła się do Kjelsas? Na wieś?
-   Nigdy   się   dobrze   nie   czuła   w   mieście   ani   nad   rzeką.   Pochodzi   z 

Ulefoss   w   Telemark   i   tęskni   za   rodzinnymi   stronami.   Zwłaszcza   za 
świeżym   powietrzem.   Po   przebytej   chorobie   nie   toleruje   dymów 
fabrycznych i wilgoci.

- Na Wzgórzu Świętego Jana nie ma wilgoci.
- Pewnie ma pan rację, ale mama i tak woli wieś. Najlepiej czuje się 

wśród pól i wiejskich zagród. I lubi las.

- To ciekawe. - Paulsen zamyślił się. - Ja nie zamieniłbym wzgórza Aker 

na nic innego. A pani? Podoba się pani życie nad rzeką?

background image

- Tak. Będąc dzieckiem, marzyłam, by zamieszkać w domku majstra 

przy Beierbrua lub w wielkim dworze takim jak łaźnia w Sagene.

Paulsen roześmiał się.
-  To   dość   duża   różnica.  A  co   najbardziej   spodobało   się   pani  w  tym 

małym czerwonym domku koło mostu?

-   Kamienny   stopień,   na   którym   można   wygrzewać   się   w   po-

południowym   słońcu,   czereśnia,   krzaki   bzu.   I   trawa,   po   której   chodzę 
latem.

- To skromny domek.
- Nie dla kogoś, kto zwykł mieszkać w jednym pokoju w czynszowej 

kamienicy.

Paulsen pokiwał głową.
- A pani siostra, Hilda? Też dobrze się tam czuje?
- Nie tak jak ja. Uważam, że powinna się wyprowadzić, jeśli nadarzy się 

taka sposobność. Nie wytrzymała trudów pracy w gręplarni i podupadła na 
zdrowiu.   Teraz   zajmuje   się   sprzątaniem.   Razem   z   mężem   odkładają 
pieniądze na własne mieszkanie.

- Hm. - Paulsen znów się zamyślił. Elise zebrała się na odwagę.
- Dwa porody jeden po drugim nadszarpnęły jej siły. To jeszcze bardzo 

młoda dziewczyna.

Zauważyła, że wzdrygnął się na dźwięk tych słów.
-   Reidar   bardzo   jej   pomaga,   ale   nie   potrafi   wczuć   się   w   duszę 

dziewczyny z robotniczej rodziny. W jego domu buty czyściła pokojówka, 
więc Reidar z przyzwyczajenia wystawia je za próg pokoju.

Paulsen wciąż się nie odzywał. Kiedy w końcu zabrał głos, zaskoczył 

Elise nagłą zmianą tematu.

-   A   jak   się   miewa   pani   synek,   pani   Ringstad?   Jest   szczęśliwym 

dzieckiem?

-   Myślę,   że   ma   to,   co   małe   dziecko   mieć   powinno   -   odpowiedziała 

szczerze. - Trochę go rozpieszczamy. Wprawdzie czasami marznie, a jego 
jedzenie   mogłoby   być   bardziej   pożywne,   ale   przynajmniej   otaczają   go 
ludzie, którzy darzą go miłością. Chłopcy go ubóstwiają. Peder bawi się z 
nim, kiedy wraca ze szkoły, a Kristian nosi go nieustannie. Hugo uśmiecha 
się wtedy od ucha do ucha.

- Co też pani powie.
Elise   zdziwiła   się   niepomiernie.   Nie   spodziewała   się,   że   majster 

interesuje się losem jej synka. Może naprawdę lubi dzieci? Może żałował, 
że nie zatrzymał Braciszka? Przecież to jego syn. A właściwie dobrze mu 
tak. Skoro cynicznie skłonił Hildę, by oddała własne dziecko, to zasłużył 

background image

sobie na samotność.

- Zdaje mi się, że kocha pani swoją siostrę. I znów ta nieoczekiwana 

zmiana tematu!

-   Kocham   całe   moje   rodzeństwo.   Everta   też,   tego   chłopca,   którego 

przyjęliśmy do siebie po śmierci pani Berg.

-   Podziwiam   pani   matkę.   To   musi   być   niezwykła   kobieta,   skoro 

wychowała swoje dzieci na porządnych ludzi mimo kłopotów z własnym 
mężem.   Proszę   mi   wybaczyć,   ale   wiem,   że   życie   was   doświadczyło. 
Byłem z pani siostrą na... hm... zażyłej stopie. Opowiadała mi o strachu, 
który przeżywaliście, kiedy ojciec wracał do domu pijany. Wiem, że was 
bił, przeklinał na cały dom i sprowadzał podejrzane typy do mieszkania. I 
to wtedy, kiedy pani matka leżała złożona śmiertelną chorobą.

Elise nic nie odpowiedziała. Taka była prawda, ale nie chciała jej słyszeć 

z ust obcego człowieka. Zwłaszcza z ust majstra Paulsena.

- Myślę, że dostaliście po niej w spadku same pozytywne cechy.
Teraz dopiero zrozumiała, dokąd zmierzał. Myślał o Braciszku, swoim 

synu. Zastanawiał się, czy w jego żyłach płynie dobra krew.

- Tak, ja też tak myślę - odrzekła. - Przyszedł niedawno list od jednego z 

naszych   wujków   z   Ameryki.   Wyemigrowali   dwadzieścia   lat   temu   i 
mieszkają   teraz   w   Spokane   w   stanie  Waszyngton.   -   Reidar   nauczył   ją 
prawidłowej wymowy nazwy tego miasta. - Solidnie pracowali - dodała - i 
dobrze im się wiedzie. Mają dom i pieniądze.

Chwaliła się jak Hilda, ale dlaczego Paulsen miał sobie myśleć, że jego 

wkład w przyszłe życie Braciszka więcej znaczy niż wkład rodziny jego 
matki? Majster odziedziczył tytuł i majątek i z czego tu być dumnym? 
Ważniejsze jest to, co siedzi w człowieku, zdolności i chęć działania.

- Doprawdy? Miło mi to słyszeć. Waszą rodzinę cechuje odwaga i silna 

wola, a to rzadkie cechy.

Kiedy zbliżyli się do przędzalni Hjula, dorożka zatrzymała się.
-  Mam do  pani  prośbę,  pani  Ringstad.  Czy  mogłaby   pani odwiedzić 

mnie kiedyś? Bardzo chciałbym z panią porozmawiać o pewnej sprawie, 
ale wolałbym zrobić to u siebie. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale u pani 
w domu zawsze ktoś jest w pobliżu.

Elise nie spodobał się ten pomysł.
- Nie może pan teraz powiedzieć, o co chodzi, panie Paulsen?
- Niestety nie. To wymaga czasu, a właśnie wybieram się na proszony 

obiad. Może w najbliższą środę po pracy?

- Musiałabym zapewnić opiekę Hugo.
- Pani siostra nie może się nim zająć?

background image

- Zapytam ją, ale nie wiem, jak zareaguje na wiadomość, że wybieram 

się do pana. Chyba domyśla się pan, dlaczego pana unika. Ma głębokie 
przekonanie, że zmuszono ją do czegoś wbrew jej woli. Oddała pierwsze 
dziecko, ale myśl o oddaniu drugiego ją przerosła. Po śmierci Jensine była 
niepocieszona.   Hilda   jest   młoda   i   popełniła   błędy,   ale   kochała   oboje 
prawdziwą miłością.

- Rozumiem - powiedział grubym głosem.
- Doprawdy, panie Paulsen?
-   Rozumiem   też   pani   sceptycyzm,   pani   Ringstad.   Przyznaję,   że 

zachowałem się bezwzględnie, ale proszę, by nie oceniała mnie pani zbyt 
surowo.

Dokładnie   te   same   słowa   wypowiedział   Emanuel.   Co   też   myślą   ci 

zadufani w sobie mężczyźni? Wydaje im się, że mogą ingerować w cudze 
życie, a potem uniknąć kary?

- I proszę dać mi szansę, bym mógł wszystko wyjaśnić - dodał błagalnie.
Elise   zdziwiła   się.   Nagle   role   się   odwróciły.   On   traktował   ją   z 

uniżonością, był uległy i prosił o łaskę. Ona miała władzę, mogła zgodzić 
się lub odmówić.

- No dobrze, panie Paulsen. Spróbuję znaleźć wolną chwilę. Nie muszę 

nikomu mówić, dokąd się wybieram. W najbliższą środę nie mogę, wątpię 
zresztą, czy znajdę czas przed świętami.

Podziękował, uchylając kapelusza. Woźnica pomógł jej wysiąść.
Przechodząc przez most, zastanawiała się, czego Paulsen od niej chciał. 

Z tych myśli wytrącił ją Peder. Uchylił drzwi i wystawił głowę.

- To ty, Elise?! - krzyknął przestraszony.
- Tak, już jestem. Długo czekasz?
- Bałem się, że ktoś cię napadł po drodze.
-   Kto   by   napadał   na   taką   zwyczajną   dziewczynę   -   roześmiała   się.   - 

Chyba że jakiś troll, ale trolle wolą księżniczki.

-   Gdyby   trolle   wiedziały,   jaka   jesteś   miła,   wybrałyby   ciebie.   Peder 

wyszedł na kamienny stopień i starannie zamknął za sobą drzwi.

- Była tu jakaś pani i rozmawiała z Hildą i Reidarem. Powiedziała, że 

bardzo lubi dzieci, i chciała zaopiekować się Hugo. Nie jestem pewien, ale 
to chyba ona pomagała mamie w chorobie.

Elise zesztywniała.
- I Hilda jej pozwoliła?
- Tylko na chwilę. Ta pani powiedziała, że jeszcze wróci. Elise pchnęła 

drzwi i weszła do środka.

-   Ktoś   tu   był,   Hildo?   -   spytała   ostrym   głosem,   nie   panując   nad 

background image

rozdrażnieniem.

Hilda i Reidar siedzieli przy stole i pili kawę. Na blacie stał talerz z 

tanimi ciasteczkami. Musieli cały dzień dorzucać do pieca, bo w kuchni 
było gorąco.

- Tak, pewna miła młoda dama, która zna Olafa. Twierdziła, że z tobą też 

rozmawiała i że macie wspólnych znajomych.

Wszystko stało się jasne, ale na wszelki wypadek Elise postawiła to 

pytanie.

- A przedstawiła się? Hilda spojrzała na Reidara.
- Jak ona się nazywa? Helenę Fryksten?

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY

background image

Elise wpatrywała się w Hildę z niedowierzaniem.
- Pozwoliłaś obcej kobiecie zająć się Hugo?
- To nie była obca kobieta. Olaf ją zna, a ona zna ciebie. Twierdziła, że 

zaproponowała ci, iż może zająć się dzieckiem od czasu do czasu. - Hilda 
zjeżyła się. Przypominała teraz tę upartą dziewczynę sprzed osiemnastu 
miesięcy, którą Elise oskarżyła o to, że przestaje z majstrem dla własnej 
korzyści. - Sądziłam, że się zgodziłaś.

Elise odwróciła się do chłopców.
- Wyjdźcie na chwilę, muszę rozmówić się z Hildą na osobności.
W końcu posłuchali jej, choć dość niechętnie. Peder niepokoił się o nią, 

a cała trójka bardzo cieszyła się z powrotu do domu. Teraz zaś wysyłano 
ich do zimnego pokoju, jakby zrobili coś złego. Na dodatek niezmiernie 
ciekawiło ich, co Elise miała do powiedzenia.

Elise znów zwróciła się do siostry. Z gniewu pociemniała na twarzy.
-   I   nie   zdziwiłaś   się,   że   obca   kobieta   chce   zaopiekować   się   moim 

dzieckiem?   Nie   pomyślałaś,   że   powiedziałabym   ci,   gdybym   zatrudniła 
opiekunkę? - Nabrała tchu i dodała drżącym głosem: - Mam ci wyznać, 
komu powierzyłaś Hugo? Narzeczonej Ansgara Mathiesena!

Wpatrywała się w Hildę rozjuszonym wzrokiem.
- Zrobiło jej się żal narzeczonego, który nie może oglądać własnego 

syna, i postanowiła mu pomóc. Twierdzi, że ojciec ma prawo spotykać się 
z własnym dzieckiem. Biedaczek jest taki nieszczęśliwy, niechcący napadł 
dziewczynę i zrobił jej dziecko. A teraz Bóg ją posłał, żeby ujęła się za 
nieszczęsnym gwałcicielem.

Hilda zbladła.
-   Nie   miałam   o   tym   pojęcia,   Elise.   Nie   wspomniała   ani   słowem   o 

Ansgarze, powiedziała jedynie, że zna Olafa i ciebie i że uzgodniliście, że 
może   ci   czasami   pomóc.   Trochę   się   zdziwiłam,   ale   ona   był   taka 
przekonująca. Hugo wyciągnął do niej rączki i w ogóle się nie opierał. 
Zrozumiałam, że już ją kiedyś widział, nigdy nie zachowuje się tak wobec 
obcych.

Elise przetarła oczy ręką i westchnęła głęboko.
-   Przepraszam,   Hildo,   to   nie   twoja   wina   -   powiedziała   zmęczonym 

głosem.   -   Skąd   miałaś   wiedzieć?   Jeśli   jednak   zjawi   się   ponownie,   nie 
wpuść jej za próg. Nie chcę jej więcej widzieć. Nie potrafi zrozumieć, 
przez co przeszłam. Jest pochłonięta chęcią spełniania dobrych uczynków. 
Nie wiem tylko, czy jej czyny zasługują na to miano.

Otworzyła drzwi do pokoju. Chłopcy siedzieli na skraju łóżka z nosami 

background image

na kwintę.

- Przepraszam was.  Nie chciałam wyganiać  was z kuchni, po prostu 

bardzo się zdenerwowałam. To nieprawda, że znam tę panią, która tu była. 
Olaf też jej nie zna. Bardzo się przestraszyłam i dlatego tak zareagowałam.

-   Dlaczego   więc   chciała   pilnować   Hugo?   -   przestraszył   się   Peder.   - 

Chciała go zabrać, tak jak kiedyś zabrali Braciszka?

Elise pogłaskała go po włosach.
-   Nie   mogą   go   zabrać   wbrew   mojej   woli,   Peder,   a   ja   nigdy   się   nie 

zgodzę. Hugo należy do nas. Tylko do nas.

- No to czemu się przestraszyłaś?
- Bo z początku nie wiedziałam, o co chodzi. Teraz już wiem i się nie 

boję. Jestem tylko zła. Chodźcie do kuchni. Zapytam Reidara, czy wam 
poczyta.

Kiedy   chłopcy   się   położyli,   a   Reidar   i   Hilda   poszli   do   siebie,   Elise 

została   w   kuchni.   Postanowiła   zaczekać   na   powrót   Olafa.   Musiała   mu 
powiedzieć, by  pod żadnym pozorem nie wpuszczał Helenę Fryksten i 
bronił   jej   dostępu   do   Hugo.   Nie   zamierzała   składać   mu   żadnych 
wyjaśnień. Wiele osób znało prawdę, ale dla równie wielu to wciąż była 
tajemnica.   Ansgar   mógł   też   nie   wiedzieć   o   poczynaniach   własnej 
narzeczonej, a zresztą kiedyś poprosił ją o wybaczenie i je uzyskał. Jeśli 
wieść rozniesie się wśród jego sąsiadów na Gjetemyrsveien i dotrze do 
rodziny   i   przyjaciół,   jego   najbliżsi   też   ucierpią.   Wciąż   uważała,   że 
odpokutował winę. Nie o to więc chodziło, nie żywiła już do niego urazy, 
ale   też   nie   chciała   mieć   z   nim   więcej   do   czynienia.   To   bezczelność 
oskarżać   ją   o   nieczułość,   bo   człowiekowi,   który   ją   zgwałcił,   nie   chce 
pozwolić   na   kontakt   z   synem.   W   ten   sposób   stawia   się   wszystko   na 
głowie: kto w końcu jest katem, a kto ofiarą? Helenę Fryksten kompletnie 
oszalała.

Wiedziała, że Olaf wróci późno. Żeby zabić czas, wyjęła swoje zapiski z 

zamiarem dopisania kilku zdań do opowieści o Oline, Mathilde i Othilie, 
ale   zanim   się   zorientowała,   zaczęła   zupełnie   nowe   opowiadanie.   Jego 
bohaterami byli matka i ojciec, którzy się rozstają, lecz każde z nich prag-
nie zachować prawa do dziecka. Wyobraziła sobie, że chodzi o Hugo, a 
jego   ojcem   jest   Emanuel   i   próbuje   odzyskać   go   za   wszelką   cenę. 
Mężczyzna   jest   zamożny   i   stać   go   na   adwokata.   Nie   przejmując   się 
uczuciami   żony,   usiłuje   zabrać   syna   wbrew   jej   woli.   Matka   wraca 
pewnego   dnia   z   pracy   i   odkrywa   z   przerażeniem,   że   dziecko   i   niania 
zniknęli.

Choć historia właśnie rodziła się na kartce papieru, Elise wzruszyła się. 

background image

Gdyby Emanuel rzeczywiście wpadł na podobny pomysł, nigdy by mu nie 
wybaczyła. Wałczyłaby jak lwica, by odzyskać Hugo, a gdyby się jej nie 
udało, znienawidziłaby Emanuela i jego rodzinę, a potęgę tej nienawiści 
trudno było sobie nawet wyobrazić. Na myśl, że mogłaby wrócić do domu 
i   nie   zastać   w   nim   własnego   dziecka,   zakręciło   się   jej   w   głowie. 
Przestraszyła się własnych uczuć i usiłowała oderwać się od pisania, ale 
nie   mogła   powstrzymać   kaskady   słów.   Tworząc   opowieść   o   Oline, 
Mathilde i Othilie, mogła jedynie starać się zrozumieć los tych kobiet, tak 
odmienny od jej własnego. Ta historia była jej bliższa. Doświadczywszy 
natarczywości   panny   Fryksten,   mogła   sobie   bez   trudu   wyobrazić,   że 
Ansgar i jego narzeczona usiłują odebrać jej synka.

Kiedy skończyła, miała niezachwianą pewność, że to jej najlepszy tekst. 

Przeczytała całość jeszcze raz i nie zmieniła ani jednego słowa.

Nie miała pojęcia, ile czasu tak siedzi i kiedy wróci Olaf. Zastanawiała 

się, gdzie posłać tekst, do „Nylaende" czy do „Urd". „Verdens Gang" od 
razu skreśliła, mężczyźni nie zrozumieliby niczego z tej historii, a właśnie 
mężczyźni   czytali   tę   gazetę.   Tacy   jak   majster   Paulsen.   Skoro   zdołał 
przekonać   Hildę   do   oddania   własnego   dziecka,   nigdy   nie   pojmie,   że 
biedna   robotnica   może   umierać   z   trwogi,   że   jej   zamożny   małżonek 
odbierze jej dziecko.

Za oknem rozległy się kroki, a po chwili ktoś cicho otworzył drzwi do 

korytarzyka. Elise zerwała się od stołu i wybiegła.

- Olaf? - szepnęła, by nie zwrócić uwagi Hildy i Reidara. - Możesz na 

chwilkę zajść do kuchni? Muszę z tobą porozmawiać.

Nie widziała jego twarzy, ale wyczuła, że się przestraszył.
- Nie położyłaś się jeszcze? Stało się coś?
Weszła z powrotem do kuchni, nie odpowiadając, a Olaf podążył za nią. 

Pomieszczenie rozświetlała jedna świeca stojąca na stole.

Usiedli i Olaf spojrzał na dziewczynę z niepokojem. Może się obawiał, 

że wypowie mu pokój?

- Helenę Fryksten była tu dzisiaj - zaczęła cichym głosem. Zdziwił się, 

nie zapomniał, jak bardzo była wzburzona poprzednią wizytą tej kobiety.

- Czy to ma coś wspólnego ze mną?
- Właściwie nic poza tym, że panna Fryksten powiedziała Hildzie, iż zna 

nas oboje. Wiesz, że byłam dzisiaj z wizytą u matki. Hilda i Reidar zajęli 
się   Hugo,   bym   nie   musiała   pchać   wózka   taki   kawał   drogi.   Nie 
wspomniałam  Hildzie   o   wizycie   tej   kobiety.  Hilda   pozwoliła   jej  wziąć 
Hugo na spacer, bo sądziła, że nie ma nic przeciw temu.

- A masz? - Olaf spojrzał na nią zaskoczony.

background image

-   Tak   -   patrzyła   mu   teraz   prosto   w   oczy.   -   Nie   mogę   ci   wyjaśnić 

dlaczego, ale wiem coś o pannie Fryksten, czego ty nie wiesz. Czekałam 
na ciebie, by cię prosić, byś nie wpuszczał jej do domu i pod żadnym 
pozorem nie pozwalał bawić się z Hugo lub brać go na spacer.

- To taka miła i uprzejma kobieta - dziwił się Olaf. - I lubi dzieci.
- Być może, ale nie życzę sobie, by zbliżała się do mojego synka. Mam 

nadzieję, że rozumiesz powagę sytuacji.

Pokręcił głową.
- Chodzi o twojego męża?
- Powiedziałam już, że nie mogę wyjawić przyczyn. Musisz po prostu 

przyjąć to do wiadomości.

Zgodził   się,   ale   z   jego   wyrazu   twarzy   wyczytała,   że   dziwi   go   jej 

nieprzejednanie.   Może   więc   nie   powinna   już   zostawiać   z   nim   Hugo? 
Choćby nie wiadomo jaki mróz panował na dworze.

I w tej samej chwili przypomniała sobie reakcję matki i Asbjorna na 

dźwięk jego nazwiska.

- Jak ci minął dzień? - spytała, zmieniając temat.
- Dobrze. Byłem u rodziców i stamtąd poszedłem prosto do teatru.
- A więc nie odwiedzałeś dzisiaj dziadka. Pokręcił głową.
- Opowiedziałam o tobie matce - zaczęła ostrożnie. - Twierdzi, że zna 

skądś twoje nazwisko.

- Może słyszała o dziadku. W Kjelsas wszyscy się znają.
Wpatrywała   się   w  jego   twarz   w   migotliwym  świetle   świecy,  ale   nie 

dostrzegła śladu zakłopotania. Matka i Asbjorn mieli jego na myśli, a nie 
dziadka. A może po prostu źle ich zrozumiała? Nie ma co pisać do matki i 
zawracać sobie tym głowy.

Podniosła się z krzesła.
- Jest późno, a jutro muszę wcześnie wstać. Zależało mi jedynie na tym, 

by przekazać ci moją prośbę jak najszybciej.

- Zrobiła coś złego? Wiedziała, o kim mówi.
- Tak, zrobiła coś złego. Nie powiem ani słowa więcej.
- Jaka szkoda - odrzekł, wstając. - Wydała mi się taka miła.
Ku radości Elise utrzymywała się odwilż. Gdyby trzymał mróz, Olaf z 

pewnością zaofiarowałby swą pomoc, a ona nie miałaby serca odmówić. 
Mogłaby go urazić, a tego nie chciała, bo Olaf był miły i uczynny.

Peder wrócił od matki z pytaniem, czy zjawią się u niej na Wigilię. 

Hilda i Reidar odmówili, zresztą i tak wybierali się do jego rodziców.

-   Co   powiecie,   chłopcy?   U   mamy   dostaniecie   lepsze   jedzenie   niż   w 

domu.   Pewnie   będzie   choinka,   a   mnie   na   nią   nie   stać.   Jeśli   jednak 

background image

zostaniemy,   nie   będziemy   musieli   maszerować   po   nocy.   Mam  dla   was 
podarki, dostaniecie je tak czy siak.

Chłopcy wymienili się spojrzeniami skrępowani. Po chwili Peder zdobył 

się na odwagę.

- Będziesz bardzo zła, jeśli wybierzemy Kjelsas?
- Skądże znowu - uśmiechnęła się Elise. - Po to przecież pytam.
Ale   kiedy   odwróciła   się   do   nich   plecami,   westchnęła   bezgłośnie.  To 

będzie uciążliwa wyprawa, najpierw pod górę, potem powrót w ciemności. 
Jeśli rozpęta się śnieżyca, będą musieli pchać z nią wózek.

W wigilijny poranek niebo nad rzeką zaciągnęło się ciężkimi chmurami. 

Reidar wyjrzał przez okno.

- Idzie śnieg.
- Jeśli spadnie śnieg, będziecie musieli mi pomóc - powiedziała Elise do 

chłopców.

Cała trójka przytaknęła ochoczo.
- I musicie zająć się Hugo, póki nie wrócę ze sklepu. Szybciej zejdzie mi 

droga do domu i wcześniej wyruszymy.

- A nie pójdziemy do kościoła? - zmartwił się Peder.
- Chyba nie zdążymy.
- Opowiadałem Evertowi o skrzacie. Tak się cieszył, że go zobaczy.
Widząc rozczarowane twarze, Elise nie miała serca im odmówić.
-   Dobrze,   pójdziemy   najpierw   do   kościoła.   W   końcu   to   po   drodze. 

Musimy się jednak pośpieszyć. Wprawdzie pani Borresen wcześniej dziś 
zamyka, ale i tak czasu będzie niewiele. Sądziłam, że boisz się skrzata?

Peder pokręcił głową.
- To było w zeszłym roku, kiedy jeszcze byłem mały.
Elise miała inne zdanie na ten temat, ale się nie odezwała. Zerknęła na 

Kristiana. Chłopak puścił do niej oko, widocznie pomyślał o tym samym.

Padał   gęsty   śnieg,   kiedy   wróciła   do   domu.   Chłopcy   zachowali   się 

dzielnie,  przewinęli Hugo, ugotowali mu kaszkę  i nakarmili. Ślady  ich 
wysiłków pozostały na twarzach i ubraniach, ale to nie było ważne.

- Pamiętasz o prezentach, Elise? - Peder nie mógł ustać w miejscu ani 

sekundy.

- Oczywiście, że pamiętam. Ruszamy, bo nie zdążymy na mszę.
Nie  dość,  że śnieżyło,  to  jeszcze  zerwał się  silny  wiatr. W zadymce 

ledwie   widzieli   zgarbione   postaci   ludzi   prących   w   górę   ulicy 
Maridalsveien.

Elise pożałowała swojej decyzji. To było szaleństwo. Kiedy dotarli do 

kościoła w Sagene, byli mokrzy i zmordowani, a został im jeszcze szmat 

background image

drogi. Kościoła zwykle nie ogrzewano, więc ubrania nie zdążą wyschnąć. 
Hugo   marudził,   a   ludzie   nie   lubili,   kiedy   płacz   dzieci   przerywał 
nabożeństwo.

- Idźmy dalej - zaproponowała. - Hugo będzie wrzeszczał jak opętany. 

Jest mokry, wy zresztą też.

-   Nie   pójdziemy   do   kościoła?   -  W  głosie   Pedera   brzmiało   ogromne 

rozczarowanie.

- Może u mamy i Asbjorna w oborze też mieszka skrzat? Właściciel nie 

trzyma już krów, ale ponoć ma konia. Skrzaty lubią konie.

- To nie to samo co skrzat kościelny - oświadczył Evert.
-   Skrzaty   mieszkają   w   zabudowaniach   wiejskich,   a   nie   w   kościele   - 

zaprotestowała Elise. - W życiu nie słyszałam o skrzacie kościelnym.

- Nie pamiętasz, co było w zeszłym roku? - zdziwił się Peder. - Wszyscy 

się gapili, nie tylko ja.

- Olaf opowiadał, że jego dziadek wystawia miskę kaszy dla skrzata i 

następnego dnia miska jest pusta. W Kjelsas mamy  większą szansę go 
spotkać. Zrobimy jednak, jak chcecie. Plecy mnie bolą i marzę o tym, żeby 
usiąść.

Majestatyczne   wnętrze   wypełniał   tłum   wiernych.   Elise   przysiadła   na 

ławce   i   wzięła   Hugo   na   kolana.   Mały   uspokoił   się,   wielkimi   oczyma 
wpatrywał się w światła. Syknął głośno, pokazując ogromny  świecznik 
pod sklepieniem. Elise usiłowała kiedyś policzyć świece i wyszło jej, że 
było ich ponad czterdzieści.

Peder   i   Evert   siedzieli   cicho   jak   trusie,   wlepiając   wzrok   w   ambonę. 

Peder pokazywał Evertowi miejsce, w którym rok temu zobaczył skrzata.

Elise wzruszyła się, słysząc znajome dźwięki kolęd. Hugo słuchał jak 

zaczarowany.   Kto   wie,   może   rzeczywiście   był   muzykalny?   Tak 
przynajmniej twierdził Olaf.

Msza się skończyła, a skrzat się nie pojawił. Chłopcy wyszli z kościoła 

rozczarowani, żałując, że nie poszli prostą drogą do Kjelsas.

Na  szczęście   śnieg   przestał  padać,  ale   marsz   był  uciążliwy.  Chłopcy 

pomagali   jej   pchać   wózek,   ale   i   tak   dotarła   na   miejsce   resztkami   sił. 
Zmierzch już zapadał, droga od kościoła musiała zająć im ponad dwie 
godziny.   Nie   miała   pojęcia,   jak   zdołają   zejść   do   miasta   w   ciemności. 
Dobrze chociaż, że wzięli świece. Światła zabudowań pomagały utrzymać 
właściwy   kierunek,   a   na   dłuższym  odcinku   ścieżka   prowadziła   wzdłuż 
rzeki. Najgorzej przedstawiał się ostatni kawałek, zwłaszcza tam, gdzie 
trzeba   było   otworzyć   ciężką   furtę   i   przekroczyć   tory   kolejowe.   Przed 
dworem Kjelsas paliły się pochodnie, ale trudno było przypuszczać, że ich 

background image

blask utrzyma się do późnego wieczora. Powozy zdążające do hotelu też 
ułatwiały orientację, jednakże większość pasażerów zapewne zamierzała 
zostać tam na noc.

Kiedy   drzwi   się   otwarły,   owionął   ich   smakowity   zapach   żeberek   i 

kapusty.   Przywitała   ich   podekscytowana   Anne   Sofie.   Dla   niej   i   dla 
chłopców warto było podjąć ten wysiłek, pomyślała, choć ze zmęczenia 
słaniała się na nogach.

Wystarczyło jednak parę godzin, by Elise odzyskała siły. Wieczór minął 

w miłej atmosferze, był niemal równie udany jak zeszłoroczna Wigilia. 
Wszystko   wtedy   zdarzyło   się   tak   niespodzianie,   chłopcy   nie   nawykli 
jeszcze   do   choinki   i   prezentów.   Teraz   uznali   te   atrybuty   świąt   za 
oczywistość, choć i tak stanęli w nabożnym zachwycie na widok pięknie 
ozdobionego świerku. Matka i Asbjorn przystroili go małymi świeczkami i 
mnóstwem ozdób. Kiedy światełka rozbłysły, nikt nie mógł oderwać od 
nich oczu.

Rozkoszując się pysznym jedzeniem, Elise nie mogła jednak zapomnieć 

o ubiegłorocznych świętach. To był jeden z najpiękniejszych dni w jej 
życiu. Póki nie zjawiła się Signe, Emanuel zachowywał się nadzwyczajnie. 
Wszystko starannie zaplanował i nie zapomniał nawet o Evercie i pani 
Berg.

Teraz siedział zapewne w wielkim salonie w towarzystwie swojej nowej 

„żony", rodziców i małego synka. Aż tyle wydarzyło się w ciągu jednego 
roku! On z pewnością nie wspominał poprzedniej Wigilii, a jeśli to czynił, 
to z niechęcią.

Potem jej myśli pobiegły do Agnes i Johana. Ich święta pewnie nie były 

radosne. Spędzali je ze sobą, choć Johan wolałby znaleźć się gdzieś indziej 
i kogoś innego mieć u swego boku. Agnes miała za nic zwyczaje, pewnie 
wprowadzała się w świąteczny nastrój, pociągając z butelki. I zapewne nie 
zamierzała śpiewać kolęd, chodząc wokół drzewka. Elise znała ją aż za 
dobrze,   z   pewnością   spróbuje   zaciągnąć   Johana   do   łóżka.   Wyobraziła 
sobie tę scenę i zrobiło się jej niedobrze.

- O czym myślisz, Elise? - spytała matka zaniepokojona. Elise zmusiła 

się do uśmiechu.

- O niczym.
- Posmutniałaś.
- Bo wiem, że nie wszyscy przeżywają święta w taki sposób. Matka 

pokiwała głową.

- Spróbuj sobie wyobrazić, że ty  też przeżywasz je po raz pierwszy. 

Mało kto ma gorsze święta niż te nasze sprzed paru lat. Ale nie mówmy 

background image

już o tym, radujmy się tym, co mamy.

Po wieczerzy Asbjorn zabrał chłopców do obory. Peder i Evert wlepili 

wzrok w pustą miskę, a potem rozejrzeli się lękliwie.

- Lepiej zostawmy go w spokoju - stwierdził Peder i ruszył do domu.
Było późno, kiedy ruszyli w drogę powrotną. Wypogodziło się i kiedy 

szli przez gęsty, ciemny las, niebo zdawało się wisieć tuż nad ich głowami. 
Elise nigdy nie widziała tylu gwiazd.

- Patrzcie! - zatrzymała się, wskazując palcem. - Siedem Sióstr, a tam 

Wielka Niedźwiedzica. Piękne, prawda?

- Nie widzę Gwiazdy Betlejemskiej - powiedział Evert.
- Jest tam! - pokazywał Peder. - Tam! Taką ujrzeli król i królowa w 

dawnych czasach, kiedy urodził się Jezus.

Elise uśmiechnęła się.
- Chodzi ci chyba o pasterzy na polach. I trzech mędrców ze Wschodu.
Ruszyli   dalej.   Ziemię   ściął   mróz   i   wózek   toczył   się   lekko.   Chłopcy 

trzymali się blisko, Kristian szedł najbliżej i mocno trzymał za uchwyt. 
Evert i Peder kroczyli po bokach, popychając wózek w razie potrzeby, 
Elise   raczej   się   go   trzymała,   by   się   nie   poślizgnąć.   Został   miesiąc   do 
rozwiązania, maleństwo miało urodzić się o tym samym czasie co Hugo. 
Nie chciała ryzykować przedwczesnego rozwiązania.

Peder i Evert ściskali kurczowo swoje prezenty. Każdy z nich dostał 

pudełeczko cyny do robienia żołnierzyków. Evert miał formy, które dostał 
poprzedniego roku, i obaj marzyli o tym, by odlać nowe figurki. Potem 
zamierzali ustawiać je w dwa szeregi i prowadzić wojny.

Kristian dostał małą książeczkę ze zdjęciami miast i znanych miejsc z 

całego świata i nie posiadał się ze szczęścia. Elise zrobiła też na drutach 
sukienkę dla lalki Anne Sofie i ściereczki kuchenne dla matki i Asbjorna. 
Wzruszyła się, widząc radość obdarowanych.

Hugo rozbawił wszystkich. W jego paczuszce była czapka, którą Elise 

wydziergała z resztek wełny. Chłopczyk w ogóle się nią nie zainteresował, 
jego   radość   wzbudził   natomiast   papier,   który   szeleścił   pod   dotykiem 
malutkich rączek. A kiedy dostrzegł, że śmieją się do rozpuku, jego radość 
zamieniła się w zachwyt.

Do   mostu   Beierbrua   dotarli   późną   nocą,   nieludzko   zmęczeni,   ale   w 

dobrych humorach. W kuchni panował ziąb, co nie miało znaczenia, bo i 
tak   wszyscy   udawali   się   na   spoczynek.   Elise   przebrała   Hugo   przed 
wyruszeniem z Kjelsas i zamierzała od razu położyć go do łóżka. Chłopiec 
przespał prawie całą drogę i nie obudził się, kiedy wyciągała go z wózka.

Zapaliła świecę na kuchennym stole, wysłała chłopców za potrzebą i z 

background image

Hugo na rękach weszła do pokoju.

I nagle stanęła jak wryta. Włosy zjeżyły się jej na głowie i jęknęła z 

przestrachu. Ktoś leżał na materacu i spał przykryty jej własną kołdrą.