background image

W LASACH JANOWSKICH I PUSZCZY SOLSKIEJ 

9 – 25 czerwca 1944 r. 

Lubelszczyzna   należała   do   najbardziej   aktywnych   obszarów   kraju   w 

zakresie narodzin i rozwoju ruchu oporu oraz partyzantki. Tam powstały dwie 
największe   bazy   partyzanckie   –   lasy   Parczewskie   na   północy   oraz   lasy 
Janowskie   i   Puszcza   Solska   na   południu.  Tu   też   spadły   na   okupanta   ciosy, 
szczególnie dotkliwe, bo paraliżujące jego aparat administracyjno-gospodarczy, 
komunikację   i   ekonomikę,   doprowadzając   do   tego,   że   już   od   lata   1943   r. 
okresowo tracił on panowanie i kontrolę nad niektórymi terenami. 

Wiosną 1944 r. obszar Lubelszczyzny nabrał szczególnego znaczenia – 

wtedy   to   bowiem   wojska   radzieckie   w   zwycięskim   pochodzie   na   Zachód 
wyparły armie hitlerowskie osiągając linię Kowel-Brody. Lubelszczyzna z tym 
momentem stała się bezpośrednim zapleczem niemieckiego frontu. Wehrmacht 
koncentrował tam swe odwody, a na szlakach kolejowych panował wzmożony i 
nieustanny ruch transportów wojennych. 

W tej sytuacji hitlerowców coraz bardziej niepokoiła południowa baza 

partyzancka obejmująca dosyć duże jak na polskie warunki kompleksy leśne 
rozciągające   się   od   Zaklikowa   i   Janowa   Lubelskiego   na   zachodzie   po 
Tomaszów Lubelski na wschodzie. Tu znajdowały oparcie i miały swe bazy 
wypadowe   coraz   liczniejsze   oddziały   partyzanckie   Armii   Ludowej,   Armii 
Krajowej i Batalionów Chłopskich oraz liczne oddziały radzieckie, które mimo 
usilnych starań okupanta zmierzających do zaryglowania linii Bugu przenikały 
nadal na obszar Lubelszczyzny kierując się do jej baz partyzanckich. 

Dowództwo niemieckie zdawało sobie sprawę z powagi sytuacji – ale też 

z doświadczenia wiedziało ono, iż doraźne wysyłanie często improwizowanych 
sił wojskowo-policyjnych do obław i akcji przeciwpartyzanckich nie dawało 
oczekiwanych   rezultatów.   Doszło   ono   zatem   do   wniosku,   iż   dla 
przeprowadzenia każdej większej akcji przeciwpartyzanckiej w celu odzyskania 
kontroli   nad   rejonami   opanowanymi   przez   partyzantkę   konieczne   jest 
ściągnięcie dodatkowych sił wojskowych i policyjnych. 

Wiosenna ofensywa partyzancka na Lubelszczyźnie, poważnie zagroziła 

funkcjonowaniu aparatu administracyjno-gospodarczego okupanta jak też tyłom 
hitlerowskiej   Grupy   Armii   „Północna   Ukraina”.   Zatem   sytuacja   na   tym 
obszarze   zaniepokoiła   najwyższe   władze   hitlerowskie   Generalnego 
Gubernatorstwa,   które   doszły   do   przekonania,   iż   dla   opanowania   sytuacji 
należy przygotować wielką akcję represyjno-przeciwpartyzancką. 

Zdecydowano   przeprowadzić   właśnie   taką   akcję   przeciw   południowej 

bazie partyzanckiej na Lubelszczyźnie. Przygotowania do tej wielkiej operacji 
rozpoczęli hitlerowcy już w połowie maja 1944 roku, nadając jej kryptonim 

background image

„Sturmwind” („Wicher”). Prowadziło je dowództwo Okręgu Wojskowego GG 
w porozumieniu z dowództwem Grupy Armii „Północna Ukraina” i za zgodą 
Sztabu Generalnego oraz szefa Uzbrojenia Wojsk Lądowych i dowódcy Wojsk 
Zapasowych generała Fromma. Do 8 czerwca dowództwo Okręgu Wojskowego 
GG zdołało zgrupować poważne siły w postaci 154 i 174 dywizji rezerwowych, 
części 213 dywizji ochronnej, 115 pułku strzelców krajowych, tzw. Korpusu 
Kawalerii   Kałmuckiej,   4   pułku   policji   SS   i   zmotoryzowany   batalion 
żandarmerii SS, kilka samodzielnych batalionów Wehrmachtu oraz kilkanaście 
mniejszych pododdziałów wojskowych i policyjnych oraz grupę samolotów z 4 
Floty Powietrznej. Ogółem skoncentrowali hitlerowcy około 30 tysięcy ludzi. 

Dowództwo   nad   wyznaczonymi   do   tej   operacji   siłami   objął   dowódca 

Okręgu   Wojskowego   GG   gen.   Haenicke,   który   na   szefa   swego   sztabu 
roboczego   powołał   gen.   Borka.   Według   wstępnych   założeń   operacją 
„Sturmwind”   objąć   miano   jedynie   lasy   Lipskie   i   Janowskie.   Hitlerowcy 
zamierzali   lasy   te   okrążyć,   szczelnym   pierścieniem,   następnie   dokładnie   je 
przeczesać i zniszczyć znajdujące się tam oddziały partyzanckie. Niebawem 
plan   operacji   został   zmodyfikowany   głównie   w   kierunku   rozszerzenia   jej 
również   na   Puszczę   Solską,   a   spowodowało   to   dowództwo   Grupy   Armii 
„Północna Ukraina”, pragnące uruchomić bardzo potrzebną mu linię kolejową 
na kierunku Zawada-Rawa Ruska, zaryglowaną dotąd niemal całkowicie przez 
partyzantów. W ten sposób powstał plan wielkiej operacji pod kryptonimem 
„Sturmwind I” i „Sturmwind II”. 

Plan operacji „Sturmwind I” zakładał założenie pierścienia okrążającego 

przebiegającego:   na   północy   przez   Zaklików-Janów-Frampol,   na   wschodzie 
przy szosie Frampol-Biłgoraj, na południu na linii rzek Łada-Tanew-San, na 
zachodzie wzdłuż toru kolejowego biegnącego od Sanu do Zaklikowa. Rozkaz 
nakazywał, by do wieczora 9 czerwca zakończyć rozwijanie linii ubezpieczeń 
zakładanego pierścienia i uniemożliwić wszelki ruch z jednego do drugiego 
lasu. Hitlerowcy pragnąć całkowicie zaskoczyć znajdujące się na tym obszarze 
oddziały partyzanckie nie wysyłali wcześniej jednostek kwaterunkowych i nie 
prowadzili   też   zbyt   intensywnego   rozpoznania,   by   nie   wzbudzić   czujności 
partyzantów.   Siły   główne   miały   być   skoncentrowane   w   wyznaczonych 
miejscowościach do południa 10 czerwca. Gotowość bojową wyznaczono im na 
noc z 10 na 11 czerwca, a atak miały one rozpocząć o godzinie 8 rano. Dwa 
następne dni przeznaczyli hitlerowcy na zaciskanie pierścienia oraz okrążanie i 
likwidowanie znajdujących się na tym obszarze oddziałów partyzanckich. Siły 
główne podzielono według zadań na grupy bojowe – przeznaczone do natarcia 
w kierunku rozpoznanych baz oddziałów partyzanckich i grupy zaporowe – 
przeznaczone   do   blokowania   pozostałych   odcinków   linii   okrążenia   z 
równoczesnym posuwaniem się i obsadzaniem dogodnych do obrony rubieży 
zacieśnianego pierścienia. 

background image

W momencie koncentrowania niemieckich sił do operacji „Sturmwind” w 

lasach  Lipskich  i  Janowskich  bazowały  następujące  zgrupowania  i  oddziały 
partyzanckie: 

Część   1   Brygady  AL  im.   Ziemi   Lubelskiej   pod   dowództwem   kpt. 
Ignacego   Borkowskiego   „Wicka”,   w   której   skład   wchodziły:   2 
kompania polowa – w sile około 90 ludzi dowodzona przez ppor. Jana 
Fijoła „Rysia”, 3 kompania „Straży Chłopskiej” (czyli BCh) w sile 
około   60   ludzi   –   dowodzona   przez   ppor.   Juliana   Kaczmarczyka 
„Lipę”, 5 kompania szturmowa w liczbie 176 partyzantów dowodzona 
przez   por.   Edwarda   Gronczewskiego,   9   kompania   sztabowa   w   sile 
około   60   ludzi   pod   dowództwem   por.   Aleksandra   Szymańskiego 
„Bogdana”. Prócz tego w trakcie rozpoczęcia walk w jej skład weszły 
dwa małe oddziały. Łącznie więc Brygada liczyła około 500 ludzi.

Brygada im. Wandy Wasilewskiej pod dowództwem kpt. Stanisława 
Szelesta i jego zastępcy Wiktora Kremienieckiego w sile około 300 
ludzi. Brygada ta po bitwie weszła w skład Armii Ludowej. 

Oddział   łącznikowy  AL   –   zwany   także   oddziałem   „Janowskiego” 
(Leona   Kasmana),   pod   dowództwem   por.   Andrzeja   Pajdo   liczący 
blisko 100 ludzi; 

Oddział   NOW-AK   pod   dowództwem   ppor.   Bolesława   Usowa 
„Konara” w sile około 100 ludzi, a wraz z podporządkowanym mu w 
czasie walki oddziałem „Kmicica” - 130 ludzi; 

Oddział   radziecko-polski   im.   Józefa   Stalina   pod   dowództwem   kpt. 
Mikołaja Kunickiego „Muchy” w sile ponad 200 ludzi; 

Zgrupowanie   im.   Aleksandra   Newskiego   pod   dowództwem   mjr 
Wiktora Karasiowa w sile około 400 ludzi; 

Zgrupowanie   im.   Nikity   Chruszczowa   pod   dowództwem   mjr 
Włodzimierza Czepigi w liczbie 310 ludzi; 

Oddział ppłk Nikołaja Prokopiuka w sile 540 ludzi; 

Oddział im. Budionnego pod dowództwem st. lejtn. Iwana Jakowlewa 
w sile około 200 ludzi; 

Oddział im. Suworowa w sile około 70 ludzi – dowodzony przez lejtn. 
Sergiusza Sankowa; 

Oddział im. Kirowa liczący około 70 ludzi – pod dowództwem lejtn. 
Michaiła Nadielina; 

Oddział   zbiorczy   pod   dowództwem   ppłk   Walentina   Pielicha 
„Galickiego” w sile około 150 ludzi. 

Łącznie   siły   partyzanckie   polskie   i   radzieckie   liczyły   niewiele   ponad 

3000   ludzi,   rozlokowane   były   w   dwu   odległych   od   siebie   o   kilkanaście 
kilometrów rejonach lasów Lipskich i Janowskich, ale utrzymywały łączność. 

background image

Jeśli chodzi o wartość bojową znajdujących się w okrążeniu oddziałów – to 
trzeba podkreślić, iż była ona wysoka. W większości byli w nich doświadczeni 
partyzanci.   Oddziały   dysponowały   również   dużą   ilością   broni   maszynowej 
różnych typów oraz posiadały rusznice przeciwpancerne i moździerze. 

Wiadomość   o   przygotowywanej   przez   hitlerowców   akcji 

przeciwpartyzanckiej uzyskał wywiad partyzancki już w końcu maja. Brakło 
jednak w danych wywiadowczych wiadomości dokładnych o skali tej operacji. 
Tym też tłumaczyć należy iż oddziały mimo to pozostały na tym obszarze, a 
pogotowie   bojowe   zarządzono   w   oddziałach   dopiero   wtedy,   gdy   wróg 
rozpoczął rozwijanie pierścienia wokół lasów Lipskich i Janowskich. Wtedy też 
ruszyły   dla   lepszego   rozpoznania   i   ubezpieczenia   grupy   zwiadowcze   i 
osłonowe,   a   grupy   minerskie   w   przyspieszonym   tempie   niszczyły   mosty   i 
minowały drogi leśne. 

Kiedy więc hitlerowcy rankiem 11 czerwca rozpoczęli atak, nie tylko nie 

zaskoczyli partyzantów, ale w wielu miejscach atakujące oddziały faszystów 
wpadły   w   zasadzki,   co   znacznie   opóźniło   tempo   ich   natarcia.   Udało   się 
natomiast wrogowi zaskoczyć w okolicach Jarocina część kompanii BCh-AL. 
W   zaciętej   walce   zginęło   tam   13   partyzantów   wraz   z   dowódcą   Julianem 
Kaczmarczykiem „Lipą”. 

Działania grup osłonowych opóźniające wdzieranie się nieprzyjaciela w 

głąb lasów, dowództwa partyzanckie wykorzystały na koncentrację oddziałów, 
a potem na ich odskok z lasów Lipskich do lasów Janowskich – w okolice 
znanego   im   i   nadającego   się   do   walk   obronnych   Wzgórza   Porytowego. 
Hitlerowcy   w   tym   czasie   dokładnie   przeczesywali   lasy   Lipskie,   ale   po 
zorientowaniu się, że trafili w próżnię ruszyli tropem oddziałów partyzanckich. 

13 czerwca doszło do ciężkich walk w okolicach Momot i Szklarni i 

właśnie   w   tych   zażartych   walkach   udało   się   partyzantom   zadać   faszystom 
znaczne   straty   oraz   zdobyć   dokumenty   zawierające   wytyczne   do   akcji 
„Sturmwind”. Tego dnia wieczorem podjęto również decyzję o pozostaniu w 
lasach   Janowskich   i   przyjęciu   bitwy   z   oddziałami   wroga.   Dowództwo 
partyzanckie   szybko   opracowało   plan   bitwy   obronnej   –   rozmieszczając   tak 
oddziały własne, by mogły one skutecznie prowadzić obronę okrężną. Prawy 
brzeg   rzeki   Branwi   obsadziły   oddziały   partyzantki   polskiej   oraz   oddziały 
Mikołaja Kunickiego i Jakowlewa, zaś na lewym brzegu zajęły pozycję bojowe 
oddziały radzieckie. Zatem linia partyzanckiej obrony ułożyła się w kształt koła 
o obwodzie sięgającym do 7 kilometrów. 

14 czerwca o godzinie 5, po silnym przygotowaniu ogniowym z dział i 

moździerzy do ataku ruszyły oddziały bojowe faszystów niemal ze wszystkich 
kierunków. Ataki nieprzyjaciela były niezwykle gwałtowne, dlatego też w dwu 
miejscach   udało   się   mu   przełamać   obronę   partyzancką   na   prawym   brzegu 
Branwi. Wytworzyła się groźna sytuacja, ale opanowano ją szybko 

background image

zdecydowanymi   kontratakami   5   i   9   kompanii   z   1   Brygady  AL  i   kompanii 
Ławrowa z oddziału Prokopiuka. 

Dalsze następujące po sobie ataki hitlerowców, jednocześnie na prawym i 

lewym brzegu Branwi, nie załamały partyzanckiej obrony. W wielu miejscach 
dochodziło   do   walk   wręcz.   Około   godziny   10   wróg   wprowadził   do   akcji 
samoloty bombowe. Jednakże ich atak nie przyniósł spodziewanych rezultatów, 
bowiem partyzanci znając ze zdobytych dokumentów niemiecką sygnalizację – 
zmylili lotników tak, że zrzucane przez nich bomby nie były celne i często 
trafiały   na   pozycje   własnych   oddziałów.   W   tej   sytuacji   dowództwo 
nieprzyjacielskie   zrezygnowało   z   dalszego   udziału   lotnictwa   w   bitwie. 
Tymczasem   zdecydowane   kontrataki   partyzanckie   dawały   efekty   i   tak   np. 
partyzanci radzieccy z oddziałów Prokopiuka i Karasiowa rozbili baterię dział a 
dwa z nich wraz z moździerzami i amunicją przeciągnęli na pozycje własne. 

W godzinach popołudniowych wróg wyprowadził główne uderzenie na 

Wzgórze Porytowe, bronione przez oddziały: Kunickiego, Jakowlewa i część 1 
Brygady AL. Wywiązała się zażarta walka w toku której poszczególne pozycje 
przechodziły z rąk do rąk. Po dwugodzinnej nieustannej walce nieprzyjacielowi 
udało   się   zdobyć   jedynie   zachodni   stok   wzgórza.   To   nie   miało   jednak 
poważniejszego znaczenia i nie załamało partyzanckiej obrony. Zażarte walki 
trwały do późnego wieczora, ale dowództwo partyzanckie czyniło już wtedy 
przygotowania   do   wyjścia   w   ciągu   nocy   z   okrążenia,   bowiem   prowadzenie 
dalszej regularnej bitwy z dziesięciokrotnie przeważającymi siłami wroga nie 
miało sensu i nie dawało partyzantom szans na rozstrzygnięcie jej na własną 
korzyść. Intensywnie przeprowadzane partyzanckie rozpoznanie ujawniło iż w 
toku bitwy w pozycjach faszystów powstała luka, przez którą wyprowadzono 3 
tysięczne   zgrupowanie   partyzanckie.   Udało   się   też   oderwać   oddziałom   od 
nieprzyjaciela na odległość 12-14 kilometrów i nieco odpocząć w wioskach 
Ciosmy i Szeliga. Hitlerowcy uderzyli na drugi dzień w zupełną próżnię – co 
wywołało   konsternację   u   ich   dowództwa,   które   całkowicie   zagubiło   się   w 
powstałej sytuacji. 

Po krótkim odpoczynku oddziały partyzanckie rozbiły między Ciosmami 

i Szeligą dywizjon kawalerii kałmuckiej i pomaszerowały do Puszczy Solskiej, 
w której znalazły się 17 czerwca. 

Po   nieudanej   operacji   „Sturmwind   I”   dowództwo   hitlerowskie 

zdecydowało   kontynuować   działania   pod   kryptonimem   „Sturmwind   II”   tym 
razem w lasach położonych na wschód od Biłgoraja dokąd przerzucono 17 i 18 
czerwca oddziały z lasów Janowskich. Ta operacja rozpocząć się miała rano 21 
czerwca i trwać trzy dni, z zasadniczym celem zlikwidowania sił partyzanckich. 

W kompleksie lasów Biłgorajskich i Puszczy Solskiej w trakcie operacji 

„Sturmwind   II”   znalazły   się   wymienione   już   oddziały   Armii   Ludowej 
wyprowadzone z lasów Janowskich, oddziały radzieckie do których dołączyły 

background image

tu   jeszcze   oddziały   Szangina,   Kowalowa   i   Czyżowa.   Tutaj   też   bazowały 
pokaźne siły partyzanckie BCh i AK. 

Siły Batalionów Chłopskich składały się z: około 300 partyzantów z I 

batalionu   „Rysia”   (Stanisława   Basaja)   pod   dowództwem   ppor.   Józefa 
Wolańskiego   „Igora”   i   plut.   Antoniego   Warchoła,   „Szczerby”;   oddziału 
„Błyskawicy” (Jana Krędy) w sile ponad 50 partyzantów dowodzonych przez 
„Błyskawicę”;   oddziału   „Burzy”   (Antoniego   Wróbla)   w   sile   około   120 
partyzantów dowodzonych przez „Burzę” oraz oddziału „Skrzypika” (Józefa 
Mazura) w sile ponad 100 ludzi dowodzonych przez „Skrzypika”. Łącznie więc 
oddziały BCh liczyły blisko 600 partyzantów. 

W   skład   sił   Armii   Krajowej   wchodziły:   oddział   „Corda”   (Józefa 

Steglińskiego) w sile około 200 ludzi; oddział „Topoli” (Jana Kryka) w sile 
około 100 partyzantów pod dowództwem ppor. „Topoli”; pierwsza kompania 
sztabowa   inspektoratu   zamojskiego   AK   w   sile   ponad   100   ludzi   pod 
dowództwem   por.   „Woyny”   (Adama   Haniewicza);   oddział   kursu   szkolnego 
młodych dowódców piechoty w sile około 100 ludzi pod dowództwem por. 
„Wira” (Konrada Bartoszewskiego); pluton z oddziału „Podkowy” - liczący 20 
ludzi   pod   dowództwem   podchor.   „Korczaka”   oraz   inne   grupy   służb 
zabezpieczających liczące łącznie około 50 ludzi. 

W   sumie   w   dyspozycji   i   pod   dowództwem   mjr   „Kaliny”   (Edwarda 

Markiewicza) znalazło się około 1200 partyzantów z oddziałów AK i BCh. 

Całość   sił   partyzanckich,   które   znalazły   się   na   obszarze   objętym 

hitlerowską operacją wyniosła około 5 tysięcy ludzi. 

21   czerwca   nieprzyjaciel   rozpoczął   natarcie,   kierując   jego   główny 

wysiłek na północną część lasów Biłgorajskich, właśnie tam gdzie stacjonowały 
oddziały  AK  i  BCh  dowodzone  przez  mjr   „Kalinę”.   Nocą   do  obszaru  tego 
dotarło   również   zgrupowanie  AL  pod   ogólnym   dowództwem   kpt.   Ignacego 
Borkowskiego   „Wicka”.   Podjęta   przez   dowódców   oddziałów   AL   próba 
nawiązania   rozmów   z   mjr   „Kaliną”   wraz   z   propozycją   bojowego 
współdziałania nie doszła do skutku z winy dowództwa  AK. 

22 czerwca podległe mu oddziały AK i BCh wycofały się pod naciskiem 

nieprzyjaciela   na   południe,   do   Puszczy   Solskiej.   Natomiast   oddziały   AL 
postanowiły przyjąć walkę. Zajęły one pozycje przygotowując obronę okrężną 
w   rejonie   bagna   Sokolisko,   gdzie   przez   kilka   godzin   odpierały   ataki   154 
dywizji wroga. W tym czasie dowództwo hitlerowskie wstrzymało na jedną 
dobę natarcie na innych kierunkach, oczekując na rezultaty bitwy koło bagna 
Sokolisko.   Silny   ogień   artylerii   zmusił   oddziały   AL   do   zmiany   pozycji 
obronnych i wówczas poniosły one dotkliwe straty tracąc między innymi por. 
A. Szymańskiego „Bogdana”. Nocą na 23 czerwca udało się oddziałom AL 
przebić przez kordon w kilku miejscach okrążenia i wrócić do swej bazy w 
lasach Lipskich. Poniosły one w tej bitwie bolesne straty sięgające około 100 

background image

zabitych. Oddziały radzieckie po dwóch nieudanych próbach przebicia się nocą 
na 24 czerwca przełamały pierścień wroga nad rzeką Tanwią, kierując się w 
kierunku Karpat. 

Dowódca   oddziałów  AK   i   BCh   nie   podjął   współdziałania   również   z 

partyzantami   radzieckimi   podjął   natomiast   decyzję   ukrycia   oddziałów   w 
bagnach   Puszczy   Solskiej.   Okazała   się   ona   zgubna,   nieprzyjaciel   bowiem 
systematycznie przeczesywał las. Osłabiała ona także ducha walki w szeregach 
partyzantów, którzy opadli z sił z powodu bezustannego kluczenia po leśnych 
ostępach. 

Wyjście z okrążenia oddziałów AL i radzieckich wprawiło hitlerowskie 

dowództwo we wściekłość. Stąd też z całą zajadłością rzuciło ono będące w 
dyspozycji   siły   dla   likwidacji   tych   oddziałów,   które   pozostały   w   kotle. 
Zdecydowało ono umocnić pozycje zaporowe nad rzeką Tanwią i Sopotem oraz 
dodatkowo   wzmocnić   rzut   uderzeniowy.   Zacieśniający   się   pierścień   i   coraz 
szczelniejsze   osaczanie   pozostałych   oddziałów   sprawiło,   iż   mjr   „Kalina” 
załamał się. 

W tej sytuacji dowództwo nad oddziałami objął 24 czerwca rotmistrz M. 

Rakoczy „Miecz”, a wkrótce po nim por. K. Bartoszewski „Wir”. Wtedy to 
nastąpiła zmiana decyzji. Postanowiono przebić się przez pozycje faszystów 
nad rzeką Sopot. Działanie podjęto z marszu, nocą na 25 czerwca. Jednakże 
mimo   brawurowej   postawy   i   walki   wielu   dowódców   i   partyzantów   tylko 
nielicznym grupom udało się wyjść tej nocy z okrążenia. 

Następne dni, tj. 25 i 26 czerwca przyniosły w widłach Tanwi i Sopotu 

tragiczną   zagładę   zgrupowania  AK-BCh.   Zostało   ono   rozbite   i   walcząc   w 
niewielkich   grupach   było   stopniowo   likwidowane.   Jedynie   około   100 
partyzantów   zdołało   przetrwać   w   bagnach   lub   prześliznąć   się   przez 
przeczesujący pierścień hitlerowców. Pozostałych około 700 zginęło w bagnach 
Puszczy Solskiej. 

Operacja „Sturmwind II” dobiegła końca. Hitlerowcy mimo olbrzymiej 

przewagi i środków nie osiągnęli zamierzonego celu – bowiem zdecydowana 
większość   oddziałów   partyzanckich  AL  i   radzieckich   wytrzymała   uderzenie 
wroga i zdołała wyjść z kolejnych pierścieni okrążenia w gotowości bojowej. 
Zastosowana   przez   dowódców   tych   oddziałów   taktyka   łączenia   manewru   i 
oporu   w   wybranych   rejonach   okrążonego   obszaru   znacznie   przedłużyła 
operację   „Sturmwind”,   a   tym   samym   oderwała   dywizje   niemieckie   od   ich 
zadań   frontowych   w   tak   niezwykle   ważnej   sytuacji   strategicznej,   jaka 
wytworzyła  się   w   związku  z  czerwcową  ofensywą  radziecką  na  Białorusi.  

Jedynym   osiągnięciem   wroga   było   rozbicie   zgrupowania  AK-BCh,   do 

czego   przyczyniła   się   nieudolność   dowódcy   oraz   względy   polityczne 
powodujące   niechęć   dowództwa  AK   do   współdziałania   z   oddziałami  AL  i 
radzieckimi.