background image

JAYNE ANN KRENTZ

GWIAZDA SEZONU

background image

PROLOG

Trent Ravinder stał w głębokim cieniu starego bungalowu, wsłuchiwał się w szum 

drzew i obserwował, jak rudowłosa królowa elfów pływa samotnie o północy.

Czarująca istota: drobna, szczupła, intrygująca. Doprowadzała go do szaleństwa. Od 

wielu dni próbował ją pochwycić, ale zawsze, kiedy był już bliski celu, jakimś cudem się 

wymykała.

Myślała,  że dzisiaj będzie zupełnie sama. Tymczasem  Trent  wybrał  się na nocny, 

uspokajający   spacer.   Szczęście,   przeznaczenie   czy   może   po   prostu   zbieg   okoliczności 

sprawiły, że wyszedł zza rogu bungalowu akurat wtedy, gdy dziewczyna wślizgiwała się pod 

powierzchnię wody w basenie. Trent zamarł bez ruchu, bojąc się, że magia pryśnie.

Stał,   obserwując  jej  samotne  baraszkowanie,  dopóki  nie   wyszła  wreszcie   z  wody. 

Blade, srebrzyste światło lśniło na delikatnych piersiach i zmysłowym owalu bioder.

Dziewczyna   sięgnęła   po   ręcznik   i   Trent   rozważał   przez   chwilę,   czy   nie   wyjść   z 

ukrycia. Przecież to właśnie z jej powodu wybrał się na ten późny spacer. To ona, Filomena 

Cromwell, nieoczekiwanie zakłóciła mu życiowy spokój. Ten elf musi ponieść konsekwencje 

tego, co zrobił.

Ale jeszcze nie dzisiaj. Dzisiaj niech zniknie w bezpiecznym zaciszu swej sypialni czy 

w jakimś innym  tajemniczym  miejscu. Nie należy się śpieszyć,  postanowił, kryjąc  się w 

cieniu. Niebawem zwiewna dama odkryje, że nie zdoła przed nim uciec, choćby nie wiem jak 

zręcznie tańczyła i umykała.

Filomena będzie wkrótce należeć do niego.

Trent   złożył   sobie   tą   zuchwałe   przyrzeczenie   i   uśmiechnął   się.   Musi   jedynie 

przyciągnąć jej uwagę, pomyślał. A to nie takie proste, jak się wydaje.

background image

ROZDZIAŁ 1

Filomena Cromwell bawiła się świetnie. Do restauracji Klubu Sportowego w Gallant 

Lake   przybyli   gromadnie   okoliczni   mieszkańcy,   którzy   postanowili   zjeść   tu   kolację   i 

potańczyć. Orkiestra - choć nie renomowana grała z wielkim zapałem. Wprawdzie potrawy i 

cała atmosfera odbiegała od tego, co można spotkać w Nowym Jorku, San Francisco czy w 

Seattle, ale Filomenę przyjemnie ekscytował fakt, że w tej sali wszyscy zwracają uwagę na 

nią i na partnera, z którym tańczy.

Odchyliła głowę do tyłu świadoma, że jej długie, rude włosy opadają delikatnie na 

ramię Trenta Ravindera. Zawsze gdy tańczyła  z mężczyznami  tak postawnymi  jak Trent, 

musiała stawiać pewien opór, by nie poddać się ich mocnym objęciom. Wysocy mężczyźni 

chcieli na ogół dominować nad niskimi i drobnymi kobietami.

Filomena znała jednak te wszystkie manewry, które pozwalały wyjść obronną ręką z 

potyczek na parkiecie.

Teraz roziskrzonym wzrokiem spoglądała figlarnie spod rzęs na swego partnera.

- Cieszę się, Trent, że nieźle sobie radzisz w warunkach stresu - wyszeptała.

Spojrzał na nią uważnie swymi zielonymi, na wpół przymkniętymi oczyma, ale jego 

twarz wyrażała obojętną uprzejmość.

-   To   jakbyśmy   tańczyli   w   akwarium.   Gdybym   wiedział,   że   wzbudzimy   aż   takie 

zainteresowanie, nałożyłbym jaskrawy krawat i getry.

Filomena zaśmiała się rozbawiona.

- Na pewno to by dodatkowo ożywiło ten cały wieczór.

- Nie jestem pewien - odrzekł, przyglądając się jej sukni. - Odnoszę wrażenie, że 

nawet jasno świecący krawat nie mógłby konkurować z twoim strojem.

Powoli   przesunął   ręką   po   jej   plecach,   błądząc   ciepłymi   palcami   po   skórze   w 

trójkątnym wycięciu sukni, sięgającym od ramion do talii.

- Nie podoba ci się ta sukienka? - zapytała z udanym zatroskaniem Filomena. - Jestem 

zdruzgotana! Zaprojektowała ją moja wspólniczka. Glenna zawsze wie, w czym jest mi do 

twarzy. Mam do niej całkowite zaufanie.

- Czy aby na pewno słusznie?

- Bez wątpienia. Glenna wie, jak zabrać się do moich ubrań. W naszej firmie ona jest 

od projektowania, a ja mam wyczucie, jeśli chodzi o kolory i tkaniny. Tworzymy  dobry 

zespół.

Filomena   uśmiechnęła   się   w   duchu,   widząc   jak   Trent   patrzy   uważnie   na   jej 

background image

ciemnozielony strój. Dżersej opinał szczupłą figurę. Długie rękawy i linia sukni, kończąca się 

z przodu pod samą szyją, wywoływały wrażenie dyskretnej powściągliwości, zburzone jednak 

dzięki odważnemu rozcięciu na plecach. Tkanina spływała długą, luźną spódnicą, układając 

się wdzięcznie wokół talii.

- Przekaż moje gratulacje swej wspólniczce. Rzeczywiście wie, w jaki sposób cię 

ubrać, by mężczyzna pragnął cię rozebrać. Myślę, że w świecie mody to wielki talent.

Filomena uśmiechnęła się ironicznie.

- Wyczuwam dezaprobatę. Nawet coś więcej. Chciałoby się powiedzieć - pruderię. 

Zastanawiam się, czemu poprosiłeś mnie do tańca.

- Sama najlepiej wiesz, dlaczego. Filomena zaśmiała się gardłowo.

- Naturalnie, wiem. Nie powinnam ci dogadywać. Wiem, że chciałeś oddać przysługę 

mojej rodzinie. To bardzo szlachetne z twojej strony. Nie każdy mężczyzna zgodziłby się 

dobrowolnie bawić mnie i ochraniać przez cały wieczór.

- Myślisz, że właśnie dlatego poprosiłem cię do tańca?

- Oczywiście. - Filomena kiwnęła głową z przekonaniem. - Odkąd tu przyjechałam 

dwa tygodnie temu, wszyscy okropnie się bali, że napytam biedy i zakłócę ślub mojej siostry, 

nie mówiąc już o pozycji społecznej naszej rodziny w Gallant Lake. A tu zjawiłeś się ty. Moja 

mama natychmiast oceniła, że stanowisz wybawienie dla rodziny. Wszyscy mają nadzieję, że 

powstrzymasz   mnie   od   robienia   głupstw,   przynajmniej   do   końca   wesela.   Pół   miasta 

obserwuje, czy ci się to uda. Naturalnie druga połowa ma nadzieję, że poniesiesz porażkę. 

Cudownie będzie im się plotkowało, gdy wybuchnie jakiś niezwykły skandal. Gallant Lake to 

zwykle takie ciche, małe miasteczko. Trent obserwował ją przez dłuższą chwilę, a potem 

stwierdził:

- A ty usilnie się starasz, by zwracać na siebie uwagę. Od swego przyjazdu dajesz 

jeden spektakl po drugim, poczynając od tej powtórki balu maturalnego w zeszłym tygodniu.

-   Nie   brałam   udziału   w   tamtym   balu   maturalnym   -   wyjaśniła   Filomena.   - 

Wylądowałam wtedy jako piastunka do dzieci, bo nie miałam swojego chłopaka. Cóż w tym 

dziwnego,  skoro  przez  całą  szkołę  średnią   nie  chodziłam  na  randki.  Teraz   się cieszę,   że 

poczekałam   dziesięć   lat   na   to   wydarzenie.   Z   pewnością   w   ubiegłym   tygodniu   lepiej   się 

bawiłam, niż miałoby to miejsce wtedy.

-   Wywołałaś   niezłe   poruszenie,   umieszczając   na   zaproszeniach:   Dawni   entuzjaści 

futbolu ani gracze nie będą wpuszczani. Twoja matka omal nie zemdlała, gdy zobaczyła jedno 

z tych zaproszeń. Była przekonana, że chcesz w ten sposób urazić pewne bardzo ważne osoby 

w mieście.

background image

- Chciałam zrobić tę imprezę dla tych z nas, którzy w czasie lat szkolnych zawsze stali 

na uboczu. To był bardzo udany wieczór. Opowiadaliśmy sobie, jak wspaniałe jest życie po 

ukończeniu szkoły. Większość z nas odniosła spore sukcesy.

- Twoja matka mówiła mi, że w Gallant Lake przez cały zeszły tydzień opowiadano o 

tym  przyjęciu.  Twój  ojciec  twierdzi,  że przepuściłaś  fortunę  na szampana,  kawior i  inne 

dodatki.

- Jaki sens miałaby powtórka balu maturalnego, gdyby nie zrobiło się jej jak należy? 

Zresztą - dorzuciła beztrosko - stać mnie na to.

- Nic cię nie obchodzi, że jesteś tematem tych wszystkich plotek i podejrzeń?

- Tym razem - nie.

- Co masz na myśli?

-   Kiedy   poprzednio   dałam   ludziom   powód   do   gadania,   wszyscy   mnie   żałowali   i 

stwierdzali „a nie mówiłem”.

- Trudno mi w to uwierzyć. Kiedy to było?

- Och, dawno temu - wyjaśniła Filomena. - Dokładnie przed dziewięciu laty.

- Miałaś wtedy dziewiętnaście lat.

- Taaak. Niektóre dziewczyny w tym wieku są już obyte i dojrzałe. Ja byłam wtedy 

gruba, zaniedbana i nie potrafiłam prowadzić błyskotliwej konwersacji z mężczyznami.

Trent uśmiechnął się blado.

-   Nie   mogę   sobie   wyobrazić,   że   byłaś   niewygadana.   Co   spowodowało   rozkwit 

Filomeny Cromwell?

- Znakomicie mi pomogło to, że wyjechałam z Gallant  Lake. W college'u szybko 

straciłam parę kilogramów i nauczyłam się obracać w towarzystwie. Nie była to początkowo 

zbyt   duża   zmiana,   ale   tu,   w   Gallant   Lake,   pewien   mężczyzna   zwrócił   na   mnie   uwagę. 

Spotykaliśmy się, gdy przyjeżdżałam do domu na weekendy i na ferie. Był parę lat ode mnie 

starszy, elegancki, kulturalny i przystojny. Bardzo mi to schlebiało. I na pierwszym  roku 

college'u, wiosną, byłam już zaręczona. Nie mogłam w to uwierzyć. Ktoś mnie rzeczywiście 

akceptował, mnie, Filomenę Cromwell.

Pokręciła   głową,   pobłażliwie   uśmiechając   się   na   wspomnienie   tej   młodej   naiwnej 

dziewczyny, jaką niegdyś była.

- I tu nastąpi morał ... Filomena wzruszyła ramionami.

-   Nie   będzie   żadnego   morału.   Mój   proces   dojrzewania   zakończył   się   pośpiesznie 

pewnego dnia, gdy zastałam narzeczonego w łóżku z inną kobietą, dziewczyną z tego samego 

rocznika co ja. W ciągu dwudziestu czterech godzin wszyscy w mieście już o tym wiedzieli. 

background image

Narzeczony zerwał zaręczyny i rozpowiadał wkoło, że miał zamiar ożenić się z tamtą kobietą 

i że to ją właśnie kochał. Ze mną natomiast tylko się spotykał, ja zaś opacznie zrozumiałam 

jego intencje. Zastanawiałam się wtedy, czy zdołam znieść to upokorzenie. Wiesz, jak to jest, 

gdy   się   ma   zaledwie   dziewiętnaście   lat   -   uśmiechnęła   się.   Jednak   Trent   Ravinder   nie 

uśmiechał się. Wciąż patrzył na nią uważnie.

- To musiał być prawdziwy szok dla takiej wrażliwej, bezbronnej młodej osoby. Czy 

mogłabyś mi powiedzieć, co to za mężczyzna?

- Nie wiesz? - Filomena była szczerze zdziwiona. - Nieładnie ze strony mojej rodziny, 

że wyznaczyła ci rolę mojego opiekuna, nie wprowadzając w istotę całej sprawy. On nazywa 

się Brady Paxton. Jest tu dzisiaj z żoną. Siedzą tam.

Odwróciła głowę i popatrzyła  na postawnego mężczyznę,  siedzącego przy stole w 

przeciwległym  krańcu sali.  Obserwował  ją,  jak  tańczyła,  i  ich spojrzenia  spotkały się na 

chwilę. Paxton szybko odwrócił wzrok, ale Filomena zdążyła zauważyć wyraz zakłopotania 

na jego twarzy.

Ravinder westchnął i nadspodziewanie gwałtownie ścisnął Filomenę w talii.

- Ty mała czarownico - wymamrotał. - On jest tobą zafascynowany, prawda? A ciebie 

korci, żeby temu miastu dać przedstawienie.

Filomena potrząsnęła głową.

-   Niezbyt   mnie   to   bawi,   ale   odkąd   tu   przyjechałam,   wszyscy   są   wyraźnie 

podekscytowani.  Powszechnie wiadomo, że Brady ma kłopoty w domu. W takim małym 

miasteczku trudno utrzymać coś w tajemnicy. Długo mnie tu nie było. Umknęło mi wiele z 

tutejszych spraw. W ciągu ostatnich kilku lat wpadałam jedynie na gwiazdkę i czasami na 

weekendy.   Ale   teraz   po   raz   pierwszy   od   dziewięciu   lat   zaplanowałam   tu   sobie   dłuższe 

wakacje.   I   wyglądam   nieco   inaczej   niż   wtedy,   gdy   jako   dziewiętnastoletnia   dziewczyna 

wyjeżdżałam stąd upokorzona.

- Chyba nie tylko twój wygląd się zmienił - zauważył Trent przenikliwie. - Masz swój 

styl i osiągnęłaś znaczny sukces finansowy. Twoi rodzice mówili mi, że nieźle sobie radzisz 

w   świecie   mody.   Mieszkałaś   przecież   w   San   Francisco   i   w   Nowym   Jorku,   ucząc   się 

marketingu, a teraz w Seattle masz własną firmę, projektującą odzież sportową. Twój ojciec 

powiedział,  że przez ostatnie lata jeździłaś po świecie,  poszukując  egzotycznych  tkanin i 

inspiracji, oraz nawiązywałaś .. kontakty handlowe. Powiedział, że twoja mała firma - jakżeż 

ona się nazywa: Cromwell & Sterling? - miała znaczne obroty w ciągu ostatniego roku, a w 

tym roku prawdopodobnie je podwoi.

Filomena zaśmiała się.

background image

- Obawiam się, że ani mnie, ani Glenny nie można jeszcze nazwać milionerkami. Jeśli 

znasz się trochę na branży odzieżowej, to wiesz, że większość zysków trzeba natychmiast z 

powrotem zainwestować.

-   To   dotyczy   większości   nowych   firm   -   odparł   Trent   poważnie.   -   Mam   jednak 

wrażenie, że zostało ci jeszcze sporo na drobne wydatki, prawda? Urządziłaś w Gallant Lake 

pierwszorzędną zabawę. Ten szykowny zielony porsche, którym  przyjechałaś,  też pewnie 

kosztował niemało, a twoje kolczyki nie są z plastiku.

- Cóż znaczy sukces, jeśli choć trochę nie można się nim cieszyć? - odpowiedziała 

Filomena.

- Masz więc teraz to, czego ci brakowało dziewięć lat temu - zauważył Trent. - Styl, 

ogładę i pieniądze. Wróciłaś do rodzinnego miasta, żeby to wszystko zademonstrować. A 

dawny ukochany, obecnie żonaty i niezbyt szczęśliwy, gryzie się, widząc, co stracił. No i 

mamy gotowy przepis na skandal. Nic dziwnego, że twoja rodzina jest zaniepokojona.

Filomena zamyśliła się przez chwilę.

- Wiem, o czym wszyscy myślą, ale dziewięć lat temu dobrze poznałam Brady'ego. 

Mogę cię zapewnić, że jest on przede wszystkim biznesmenem. Przyznaję, bawi mnie, gdy 

sobie wyobrażę, że ma on teraz ochotę na to, co odrzucił przed laty. Wydaje mi się jednak, że 

chodzi tu o coś jeszcze.

- Na przykład? - spytał Trent.

- Na przykład o ciebie - odparła. - Nie tylko ja jestem tutaj wdzięcznym tematem 

plotek.   Nikt   nie   wierzy   ani   trochę,   że   przyjechałeś   spędzić   sześć   tygodni   wśród   lasów 

Oregonu wyłącznie na łowieniu ryb.

Trent uśmiechnął się z rezerwą.

- To jednak prawda. Jestem tu na wakacjach.

-   Ale   wszyscy   są   przekonani,   że   to   tylko   kamuflaż.   Sądzą,   że   przyjechałeś,   by 

wyszukać teren pod swoje przyszłe budowle. Twoja firma to Asgard Development, prawda? 

Ludzie   spodziewają   się,   że   masz   zamiar   nabyć   większy   kawał   gruntu   nad   jeziorem   i 

zainwestować wiele milionów w centrum wypoczynkowe. Kombinują, jakby tu się na tym 

wzbogacić. Brady Paxton też o tym myśli.

- Jeśli ci się wydaje, że to na mnie wytrzeszcza oczy przez cały czas, to chyba nie 

masz oleju w tej swojej rudowłosej łepetynie. Co się zaś tyczy tej drugiej sprawy, zaręczam 

ci, że jestem tu na wakacjach.

Oczy Filomeny zaiskrzyły się rozbawieniem.

- Mów, co chcesz. Masz prawo do odrobiny dyskrecji w interesach.

background image

-   Nie   wierzysz   mi?   -   spytał   Trent   oschle.   W   jego   zielonych   oczach   nie   było   już 

wesołości.

- Dlaczegóż miałabym ci wierzyć?

- Dlatego - odrzekł Trent z naciskiem - że ja tak mówię. Filomeno, nigdy nie kłamię i 

nie toleruję, by ktokolwiek mnie okłamywał. Z rozmaitych powodów nie mówię o pewnych 

sprawach,   ale   również   nigdy   nie   powiedziałbym   nieprawdy.   Lepiej,   żebyś   to   od   razu 

wiedziała.

Oczy Filomeny zwęziły się ze zdziwienia. Miała wrażenie, że Trent zareagował zbyt 

silnie na jej dość banalną przecież uwagę.

-   Najmocniej   przepraszam,   nie   miałam   zamiaru   cię   urazić.   Z   pewnością   jesteś 

najuczciwszym z biznesmenów.

- Jestem uczciwy. Kropka. I od ludzi, z którymi mam do czynienia, spodziewam się 

takiej samej uczciwości.

- Bo w przeciwnym razie - co? - Filomena nie mogła powstrzymać się od lekkiej 

ironii.

-   Naprawdę   chcesz   wiedzieć?   Żachnęła   się.   Wyczuła   bezpośrednie   ostrzeżenie   i 

zrozumiała, że zabrnęła w niebezpieczne rejony.

- Niekoniecznie. Pojęłam, że można polegać na twoim słowie i że oczekujesz tego 

samego od innych. A gdybyś się na kimś zawiódł, będziesz go prześladował do końca życia.

Trent przytaknął ruchem głowy.

- Ale dlaczego miałabym ci całkowicie ufać?

- Filomeno, albo mi zaufasz, albo nie mamy ze sobą nic wspólnego.

Poczuła ciarki na plecach.

-   Dobrze,   że   przynajmniej   dajesz   mi   jakąś   alternatywę   -   odparowała   sucho.   - 

Przepraszam, ale zdaje się, że taniec dobiegł końca.

Postąpiła krok do tyłu, postanawiając wyzwolić się z jego uścisku, ale Trent trzymał ją 

mocno.

- Obawiasz się czegoś? - spytał miękko.

- Ani trochę. Raczej odczuwam irytację. Wysocy mężczyźni zawsze chcą wykorzystać 

swoją przewagę nad osobami niższymi niż oni.

- Nie miałem zamiaru cię przestraszyć - powiedział Trent poważnie, nie zwracając 

uwagi na jej próby uwolnienia się z uścisku. - Chciałem po prostu, by między nami panowała 

całkowita jasność ..

- Jasne jest jedynie to, że tylko my pozostaliśmy na parkiecie. Jeśli ktoś poprzednio się 

background image

na nas nie gapił, to na pewno robi to teraz.

To podziałało na Trenta. Rozejrzał się wokół, dostrzegając zaciekawione spojrzenia. 

Bez ociągania już ujął Filomenę pod rękę i sprowadził z parkietu. Dziewczynie powróciło 

poczucie humoru.

- Moja rodzina z pewnością podziękuje ci za takt, z jakim podszedłeś do całej sprawy. 

Zrobiłeś mi wykład na temat prawdy, uczciwości i prawości, stojąc ze mną pośrodku parkietu, 

a to z pewnością nie wchodziło w zakres twoich zobowiązań.

- Potrafisz być czasami jednym z tych dokuczliwych duszków.

- Jakie duszki masz na myśli? Podchodzili do stołu, przy którym siedziała rodzina 

dziewczyny, i z twarzy Trenta zniknęła surowość.

- Elfy, chochliki czy inne psotne istoty - odpowiedział. - Nic dziwnego, że twoi krewni 

i przyjaciele siedzą jak na szpilkach, zastanawiając się, co jeszcze przyjdzie ci do głowy.

- Myślę, że z równym zainteresowaniem oczekują tego, co ty zrobisz - odparowała 

Filomena. - Zdaje się, że powierzono ci zadanie, byś mnie trzymał w ryzach. Ale muszę z 

uznaniem   przyznać,   że   nie   każdy   potrafiłby   tańczyć   w   akwarium.   Czy   to   ci   nie 

przeszkadzało?

Trent popatrzył na nią z ukosa.

- Prawdę mówiąc, wolałbym więcej prywatności. Zwłaszcza z tobą. Ale gdy trzeba, 

mogę również być na środku sceny.

Filomena zaśmiała się.

- Jestem tego pewna. Dziękuję ci za taniec. Było bardzo miło, przynajmniej dopóki nie 

rozpoczął się wykład. - Cała przyjemność po mojej stronie. Myślę, że jakoś to nas wspólnie 

zbliżyło - my dwoje naprzeciw całej społeczności Gallant Lake.

- Można i tak na to spojrzeć - stwierdziła sarkastycznie. Podeszli do stolika. Filomena 

kątem oka zerkała na Trenta.

Nie ona jedna go obserwowała.

Zaciekawione spojrzenia posyłali mu również jej rodzice, ciotka Agnes, wuj George i 

siostra Shari. Narzeczony siostry, Jim Devore, zdawał się być rozbawiony całą tą sytuacją, ale 

z pewnym szacunkiem patrzył na Ravindera, prowadzącego przyszłą szwagierkę do stołu.

Trentowi najwyraźniej nie przeszkadzało, że budzi powszechne zainteresowanie. Już 

przedtem, dwa tygodnie temu, gdy zostali sobie przedstawieni, Filomena zauważyła u niego 

jakiś   wewnętrzny   spokój   i   siłę.   Trent   zamieszkał   w   prowadzonym   przez   jej   rodziców 

pensjonacie - ,,Domku nad Gallant Lake”. Od samego początku stał się kimś więcej niż tylko 

lokatorem - szybko zdobył sobie pozycję przyjaciela rodziny. Cromwellowie byli przemiłymi 

background image

gospodarzami, rzadko jednak przyjmowali swych klientów do rodzinnego grona.

Wewnętrzna siła Trenta Ravindera przejawiała się również w wyglądzie. Był wysoki, 

smukły,   szeroki   w   ramionach.   Poruszał   się   z   powściągliwą   energią.   Miał   prawie   metr 

dziewięćdziesiąt wzrostu. Filomena liczyła sobie jedynie metr sześćdziesiąt i niezbyt lubiła, 

gdy ktoś aż tak górował nad nią. Jedyny dopuszczalny wyjątek stanowił jej ojciec.

W   surowej   twarzy   Trenta   uwagę   przykuwały   błyszczące   zielone   oczy.   Zdradzały 

inteligencję, niezłomną wolę i nieodparcie nasuwały przypuszczenie, że wszystko, czego ten 

mężczyzna się podejmie, musi zakończyć się sukcesem.

Włosy   Ravindera   były   gęste   i   ciemne,   ze   śladami   siwizny   na   skroniach,   co 

sugerowało, że ma już dobrze po trzydziestce.

Przy pierwszym spotkaniu Filomena od razu fachowym okiem oceniła jego ubranie. 

Jego ubiór nie był ani ostentacyjny, ani modny. Raczej konserwatywny. I bardzo twarzowy. 

Trent wyglądał znakomicie zarówno w znoszonych dżinsach, które nakładał zwykle w ciągu 

dnia, jak i w wieczorowym, wytwornym garniturze.

Cóż, bez wątpienia robił wrażenie. aktywnego człowieka sukcesu, a nie kogoś, kto - 

jak   sam   uporczywie   twierdził   -   na   sześć   tygodni   wybrał   się   na   ryby.   Znacznie   bardziej 

prawdopodobne, że przybył tu w interesach, jak utrzymywała większość.

Filomenie odpowiadało   wprawdzie   to, że  w   rodzinnym  mieście   zrobił  się  szumek 

wokół   jej   osoby,   ale   obawiała   się   scysji   z   Trentem   Ravinderem   na   oczach   wszystkich. 

Wyczuwała intuicyjnie, że gdyby doszło do tego, z Trentem nie ma szans, a od pewnego 

czasu życie przyzwyczaiło ją do ciągłych zwycięstw.

Przez   kilka   ostatnich   lat   liczyła   na   samą   siebie,   z   satysfakcją   budowała   swe 

wewnętrzne poczucie siły. Nie była już tą słabą, naiwną panienką, która z powodu mężczyzny 

zrobiła z siebie idiotkę na oczach ludzi z Gallant Lake. Sukcesy w interesach, liczne podróże, 

konieczność współpracy z twórczymi, często nawet wybuchowymi ludźmi, przekonały ją, że 

potrafi   być   wewnętrznie   silna,   pewna   siebie   i   zrównoważona.   A   teraz   Trent   Ravinder, 

człowiek,   którego   ledwo   znała,   miałby   zburzyć   te   wszystkie   trudno   zdobyte   przymioty? 

Dobrze zrobiła, że przez ubiegłe dwa tygodnie trzymała go na dystans.

Podeszli do stołu. Trent puścił Filomenę i zwrócił się do jej rodziców:

-   Przyprowadziłem   ją   całą   i   zdrową.   Amery   Cromwell   odpowiedział   uprzejmym 

skinieniem głowy. Po ojcu Filomena odziedziczyła rude włosy i orzechowe oczy.

-   Widzimy.   Proszę,   usiądźcie.   Agnes   i   George   zamówili   szampana,   by   uczcić 

zaręczyny bratanicy.

Ciotka  Agnes była  starsza od swego brata,  miała  nieco ponad sześćdziesiątkę. Jej 

background image

włosy, dawniej rude, posiwiały, ale ciotka nie chciała się z tym pogodzić. Nie miała jednak: 

zamiaru opłacać fryzjerów i sama kupowała sobie farbę do włosów. Najwidoczniej nigdy nie 

stosowała   się   do   instrukcji   użycia.   Może   to   właśnie   było   przyczyną,   a   może   nadmierna 

skłonność do eksperymentów, w każdym razie włosy ciotki przypominały kudłatą, jaskrawo 

pomarańczową kulę.

George   Buckner,   mąż   Agnes,   samodzielnie   doszedł   do   majątku   i   to   napawało   go 

dumą. Przez ostatnie czterdzieści lat lokował pieniądze w działki budowlane. Kochał ziemię i 

głęboko wierzył w jej wartość. Filomena z siostrą od kolebki znały jego szczodrość, wielką 

jak on sam.

George i Agnes nie mieli własnych dzieci i przy każdej okazji chętnie obdarowywali 

swoje brataniczki. Amery i Meg Cromwellowie sprzeciwiali się temu w obawie, by zbytnio 

nie   rozpieścili   dziewczynek.   Jednak   wujostwo   zawsze   znajdowali   swoje   sposoby,   by 

przemycić drobne prezenciki. Lubili sprawiać niespodzianki.

Trent usiadł obok Filomeny i przyglądał się całej rodzinie. Agnes sączyła  kolejne 

martini, trzecie z rzędu. Trent uśmiechnął się do niej i zagadnął:

-   Zaskakujesz   mnie,   Agnes.   Oczekiwałbym   raczej,   że   dla   Shari   i   Jima   zamówisz 

butelkę dżinu, a nie szampana.

- Niech nikt nie mówi, że nie przestrzegam tradycji  - powiedziała stanowczo. - A 

ponadto dżin bardziej nadaje się dla emerytowanych nauczycielek. Młode osoby, takie jak 

Shari, powinny stosować urozmaiconą dietę.

Podniosła kieliszek martini w kierunku swej bratanicy. George popatrzył na Filomenę 

z żartobliwą groźbą.

- Szkoda, że nie wszyscy tu obecni przejawiają szacunek do tradycji. Filomena miała 

niewinny wyraz twarzy.

-   Czyżbyś   twierdził,   wujku,   że   brak   mi   należytego   szacunku   dla   ślubnych 

ceremoniałów?

- Słyszeliśmy o tym „kawalerskim” przyjęciu, jakie zorganizowałaś przedwczoraj na 

cześć Shari.

- To było moje pożegnanie stanu panieńskiego wtrąciła się Shari. - Każda dziewczyna 

ma do tego prawo. Przecież panowie też urządzają sobie męskie spotkania.

- Nie o to chodzi - odparł wuj George i zwrócił się do Jima. - Dotarły do ciebie słuchy 

o tym przyjęciu?

- Dotarły - odpowiedział sucho Jim. - Prawdę mówiąc, w takich przypadkach im mniej 

się słyszy, tym lepiej.

background image

Agnes zniżyła głos i popatrzyła na Filomenę.

- Nie zawsze co z oczu, to z serca. Przynajmniej nie w takim małym mieście. Wiesz, o 

czym wszyscy mówią? Prócz wina i kanapek sprowadziłaś podobno męskiego striptizera. Ale 

nikt nie ma pewności, bo kobiety, które tam były, przysięgły dyskrecję - tylko pod takim 

warunkiem mogły przyjść na przyjęcie. Wiesz, że to najlepszy sposób na wywołanie plotek.

- Kategorycznie zaprzeczam - stwierdziła Filomena z pobożną miną.

Shari zakrztusiła się nad kieliszkiem wina. Jim popatrzył na nią surowo.

Trent   uniósł   pytająco   brwi.   Tamtego   wieczora   wraz   z   innymi   gośćmi   pensjonatu 

słyszał   śmiechy,   dobiegające   zza   zamkniętych   drzwi   starej   sali   balowej.   Mógł   tolerować 

psoty,   ale   teraz   postanowił   uzmysłowić   Filomenie,   że   nie   zamierza   tolerować   otwartego 

kłamstwa.

- Czy to prawda? . Filomena uniosła brodę, a w jej oczach zaigrały wesołe ogniki.

- Najzupełniej. Damian Fontaine nie jest jakimś nędznym striptizerem.

- Kimże zatem jest? - spytał uprzejmie Trent. Pamiętał, że tamtego wieczora wśród 

dostawców   kanapek   i   napitków   mignęła   mu   smukła,   umięśniona   sylwetka   młodego 

mężczyzny.

-   Pan   Fontaine   nazywa   sam   siebie   tancerzem   egzotycznym.   Ma   klasyczne 

przygotowanie baletowe.

Osoby siedzące przy stoliku chrząknęły znacząco. Shari z wysiłkiem powstrzymywała 

chichot.

- Powinienem był wierzyć w te wszystkie pogłoski - zauważył Jim z rezygnacją. - 

Zapamiętaj sobie, Trent, kobiety w tej rodzinie potrzebują silnej ręki.

- O mój Boże! - zawołała matka Filomeny zbolałym tonem. - A więc to prawda, że 

tamtej nocy był w pensjonacie striptizer? Co ja powiem ludziom?

- On nie jest striptizerem! Filomena gorąco zaprzeczała, lecz nikt jej nie słuchał.

- Najlepiej niech pani będzie ponad to i udaje, że nic się nie stało - pośpieszył z radą 

Trent.   -   Miejmy   nadzieję,   że   dziewczyny,   które   brały   udział   w   tej   imprezie,   dochowają 

sekretu i plotki umrą śmiercią naturalną.

Spojrzał na nią ze współczuciem. Lubił Meg. Była wspaniałą gospodynią pensjonatu. 

W   atmosferze   swobody   i   spokoju   wszystko   szło   tu   jak   w   zegarku.   Amery   prowadził 

księgowość i zajmował się rybołówstwem, co bardzo się przydawało.

- Ostrzegałam was, że powinniśmy mieć na oku tego waszego rudzielca - wyraziła 

opinię ciotka Agnes. - Ma tendencję do przysparzania kłopotów. Popatrzcie tylko na jej kusą 

suknię: wszystko z tyłu odsłonięte. Kilka lat temu Amery kazałby jej się przebrać, gdyby 

background image

chciała w czymś takim zejść na kolację.

Filomena przesłała ciotce czułe spojrzenie.

- Wasze szczęście, że z przodu nie jest wszystko odsłonięte. Mam taką sukienkę.

Agnes postawiła kieliszek na stole i zaśmiała się.

-   A   nie   mówiłam?   Tylko   same   problemy.   Impertynencka,   zuchwała,   niezależna. 

Filomeno, potrzebny ci mąż, który by cię trzymał w ryzach.

- Wiesz, ciociu, co myślę o małżeństwie.

-   Zmienisz   zdanie,   gdy   spotkasz   odpowiedniego   człowieka   -   westchnęła   ciotka   i 

zwróciła się do Trenta - i pomyśleć, że ktoś tak drobny wywołuje tyle zamieszania. Czy ty, 

Trent, dałbyś sobie z nią radę?

Filomena   rzuciła   Trentowi   uspokajające   spojrzenie,   ale   nie   zareagował.   Wśród 

członków rodziny wyczuwał pewne napięcie. Ależ ta. dziewczyna kręci wszystkimi!

- Możesz mi wierzyć, Agnes, będę ją trzymał z dala od kłopotów - zadeklarował z 

rozbawieniem w oczach.

Wszyscy, z wyjątkiem Filomeny, roześmieli się z wyraźną ulgą. Ona zaś patrzyła na 

niego   bez   słowa,   jakby   był   kosmitą,   na   którego   przypadkowo   się   natknęła.   W   jej 

orzechowozłotych oczach widoczne było trzeźwe, chłodne zamyślenie, świadczące o tym, że 

jeszcze nie podjęła decyzji. Kiedy już to zrobi, będzie groźnym przeciwnikiem. Chyba że 

wcześniej uda mu się ją rozbroić, przemienić w słodką, kochającą istotę, która swój cały 

ogień   zachowa   do   łóżka.   Do   jego   łóżka.   Trent   czuł   wzrastające   pożądanie,   zmysłowe 

podniecenie,   jakiego   doświadczał   cały   czas,   od   chwili   gdy   poznał   Filomenę.   Nie   zdołał 

jeszcze do tego przywyknąć. Przez lata panował całkowicie nad wszystkimi sferami swego 

życia, również erotycznego. A teraz z pewnym rozdrażnieniem, a jednocześnie z ekscytacją, 

odkrył, że ta drobna rudowłosa kobieta burzy jego męską samokontrolę.

Tymczasem rozmowa zeszła na temat nowego domu, który Shari i Jim zamierzali 

kupić. Trent przyglądał się Filomenie, siedzącej w otoczeniu rodziny. Jak na Cromwellów, 

była   niezwykle   drobna.   Jej   matka,   siostra   i   ciotka,   postawne   kobiety,   przewyższały   ją   o 

kilkanaście   centymetrów.   A   mężczyźni   w   tej   rodzinie   byli   jeszcze   wyżsi:   ojciec   i   wuj 

Filomeny mieli ponad metr osiemdziesiąt i sprawiali wrażenie osób mocnych i krzepkich, 

najnowszy zaś członek rodziny, Jim, przypominał zapaśnika.

Trent myślał o drobnym, delikatnym ciele Filomeny. Jędrne piersi zmieściłyby się w 

jego   dłoni,   z   łatwością   mógłby   objąć   jej   pośladki.   Ale   ta   konkretna   wiedza   wcale   nie 

przyczyniała się do zmniejszenia zmysłowego napięcia, opanowującego jego ciało.

Obcisła suknia podkreślała wąskość talii, wypukłość bioder i ud. Cudowne proporcje, 

background image

pomyślał Trent.

Filomena nagle odwróciła ku niemu głowę i z wyrazu jej oczu Trent zrozumiał, że 

czyta   w   jego   myślach.   Dostrzegł   słaby,   zdradliwy   rumieniec   na   policzkach.   Przesłał   jej 

porozumiewawczy uśmiech, ale odpowiedziała złym błyskiem w oczach i odwróciła wzrok.

Teraz   Trent   widział   ją   z   profilu.   Rude   włosy   spływały   bujnie   na   ramiona,   jakby 

błagając, by zanurzył w nich ręce i poczuł żar ich ognia. Na czoło opadała niesforna grzywka, 

która zapewne została specjalnie tak wymodelowana dla podkreślenia kształtu twarzy.

Filomena nie była klasyczną pięknością. Miała natomiast niezwykle wyrazistą i żywą 

twarz, która obiecywała coś znacznie więcej niż urodę: śmiech, złość, namiętność. Nawet 

gdyby była trochę pulchniejsza, wyglądałaby równie seksownie.

Przypomniał   sobie   teraz   Glorię   Paxton,   siedzącą   obok   męża   przy   kolacji.   Tamta 

kobieta   zapewne   była   niegdyś   atrakcyjna.   Dziś   na   jej   twarzy   gościła   smutna,   nadęta, 

zgorzkniała   mina.   Gloria   czuła   się   nieszczęśliwa   i   to   rzucało   się   w   oczy.   Była   ubrana 

nieodpowiednio do swej tuszy, włosy o nienaturalnym blond kolorze miała pokryte grubą 

warstwą lakieru, a na twarzy ostry makijaż. Trudno było uwierzyć, że przed dziewięciu laty to 

właśnie ona odebrała Filomenie narzeczonego.

Tu jednak kończyło się współczucie Trenta dla rodziny Paxtonów. Zerkał od czasu do 

czasu na Brady'ego, widział jego pełen pożądania wzrok, ale nabierał pewności, że tamten 

mężczyzna nie ma już żadnych praw do Filomeny Cromwell.

background image

ROZDZIAŁ 2

Przez resztę wieczora Filomena starała się zachowywać bardzo poprawnie. Zdawała 

sobie sprawę, że Trent Ravinder, przyczajony jak polujący kot, czeka na jej najdrobniejsze 

potknięcie.

Ciepło i uprzejmie pozdrawiała wszystkich ludzi, którzy podchodzili do stolika, by się 

z   nią   przywitać   oraz   złożyć   życzenia   Shari   i   Jimowi.   Wymieniła   kilka   słów   z   dawnymi 

znajomymi; wielu z nich przyglądało się jej ze zdziwieniem. Najwyraźniej nie tylko Brady 

Paxton był zaskoczony widząc, jak się przeobraziła.

Jednak prawdziwe emocje zaczęły się dopiero wtedy, gdy Paxtonowie wstali od swego 

stolika i ruszyli ku Cromwellom.

Filomena po raz pierwszy od swego powrotu miała  spotkać się twarzą w twarz z 

Bradym i jego żoną. Usłyszała przyśpieszony oddech siostry i zauważyła, jak Jim wziął ją za 

rękę.   Meg   rzuciła   Filomenie   uspokajające   spojrzenie.   Amery   popatrzył   na   nią   uważnie. 

Ciotka i wuj mieli taki sam wyraz twarzy, jaki Filomena widziała u nich zwykle tuż przed 

pokazem ogni sztucznych w czasie święta narodowego.

Trent podniósł szklankę piwa i uśmiechnął się do Filomeny z udaną groźbą.

Filomena z trudem powstrzymywała śmiech. Przyjrzała się uważniej Brady'emu. Bez 

wątpienia musiała być idiotką dziewięć lat temu. Co ona mogła w nim widzieć? Patrzyła teraz 

na niego i odczuwała jedynie żal, że tak bezsensownie zmarnowała pierwszy rok college'u, 

uganiając się za nim.

W czasach studenckich Brady grywał w futbol, ale obecnie nad spodniami rysował mu 

się wyraźny brzuszek, tak typowy dla biznesmenów. Ta niewielka nadwaga nie psuła jednak 

wciąż niezłej aparycji.

Oczy zachowały . dawny błękit, a brązowa czupryna była nadal bujna. Brady miał na 

sobie dobrze dopasowany garnitur i zgodnie z obowiązującymi kryteriami mógł być uważany 

za przystojnego mężczyznę, ale Filomenie wydawał się teraz dziwnie miękki i nieciekawy. 

Dawniej nie zwróciła na to uwagi, w tej chwili zrozumiała jednak, czego mu brakowało: 

spojrzenie jego wyrażało pustkę, nie było w tym człowieku nic, co zmuszałoby do szacunku 

lub gwarantowało psychiczną siłę.

I wtedy Filomena uzmysłowiła sobie, że właśnie takie cechy charakteru instynktownie 

wyczuwała u Trenta Ravindera. Była pewna, że wprawdzie Ravinder może być arogancki, 

wymagający, uparty i czasami trudny, ale w razie potrzeby byłby twardy jak skała.

Na szczęście, pomyślała Filomena, nie potrzebuję żadnych skał w swoim życiu.

background image

- Dobry wieczór, Amery, Meg ... - Brady Paxton uprzejmie pozdrowił wszystkich 

siedzących   wokół   stołu.   Amery   przedstawił   go   Ravinderowi.   Obaj   panowie   wymienili 

sztywne   ukłony.   Brady   cały   czas   spoglądał   na   Filomenę,   która   odpowiadała   mu   swym 

najbardziej promiennym uśmiechem.

- Cieszę się, że cię widzę, Fil Tyle lat minęło. Filomena, dostrzegając wrogość w 

oczach Glorii, przebiegła w myślach różne odpowiedzi, wreszcie zdecydowała się na coś 

najbardziej neutralnego:

- Tak, rzeczywiście. Czas upływa niezwykle szybko, gdy człowiek dobrze się bawi. 

Jak idą interesy w branży ubezpieczeniowej?

Po ślubie z Glorią Brady wszedł jako wspólnik do agencji ubezpieczeniowej teścia. 

Firma   zmieniła   nazwę   z   „Towarzystwo   Ubezpieczeniowe   Halseya”   na   „Towarzystwo 

Ubezpieczeniowe   Halseya   -   Paxtona”.   W   tamtym   czasie   dla   Brady'ego   była   to   sprawa 

pierwszej wagi.

Brady kiwnął głową z zadowoleniem.

- Nie mogę narzekać. Słyszeliśmy, że dobrze ci idzie, Fil. Masz małą firmę, prawda?

Gloria weszła w słowo:

- Tak, Fil, słyszeliśmy,  że prowadzisz interesy w świecie mody. Podróże, pokazy, 

spotkania. Któż by się spodziewał, że masz jakiś talent w tym kierunku.

Uśmiech Filomeny stał się jeszcze bardziej promienny.

- Z pewnością nie przejawiałam takich skłonności w liceum. Po prostu nie miałam 

wtedy jeszcze wprawy w projektowaniu. Zawsze interesowały mnie barwy, tkaniny i moda. 

Ale nie rozumiałam tego wszystkiego, nie wiedziałam, jak powinna ubierać się osoba, mająca 

taką figurę jak ja wtedy.

Po takiej naturalnej odpowiedzi na twarzy Glorii pojawił się kwaśny grymas.

- Koncentrujesz się na modzie dla niskich kobiet. Nie sądzę, bym mogła znaleźć coś 

dla siebie.

-   Masz   rację.   Moja   firma   projektuje   wyłącznie   dla   kobiet   drobnych   -   oznajmiła 

Filomena, przypominając sobie, jak niegdyś bardzo zazdrościła Glorii wzrostu i doskonałej 

figury modelki. - Nasza oferta skierowana jest do kobiet mających mniej niż sto sześćdziesiąt 

cztery centymetry wzrostu. Te kobiety, a są ich miliony, nie prezentują się zbyt dobrze w 

ubraniach o typowych rozmiarach.

-   Tak,   wiem   -   potwierdziła   Gloria   z   fałszywym   współczuciem;   -   Biedaczki. 

Wyglądają, jakby tonęły w swoich sukniach, choćby nie wiem jak wiele za nie zapłaciły. 

Rękawy za długie, talia nie tam, gdzie trzeba, spódnice niechlujnie skrócone. To musi być 

background image

przygnębiające.

Kątem oka Filomena zauważyła, jak Shari przygryza wargi - wszyscy pamiętali, że tak 

właśnie   wyglądała   kiedyś   Filomena,   a   do   tego   jeszcze   była   grubawa.   Widziała,   że   teraz 

siostra gotowa jest stanąć w jej obronie, nawet gdyby to miało wywołać skandal. Filomena 

kopnęła ją ostrzegawczo pod stołem. Shari spochmurniała.

Filomena postanowiła rozładować sytuację. Nie czuła złości, raczej politowanie dla 

Glorii.

- Wszystko zależy od odpowiednich proporcji, jak zapewne wiesz, Glorio. Właściwy 

krój może wiele zdziałać.

- No cóż, twój strój też wiele zdziałał - zauważyła chłodno Gloria, dając jasno do 

zrozumienia, że wrażenie, jakie robi na wszystkich, Filomena zawdzięcza wyłącznie swej 

sukni.

Filomena wzniosła oczy w górę, gdy pomyślała o tych latach ciężkiej pracy, napięcia i 

wyrzeczeń.   Stroje,   jakie   obecnie   nosiła,   były   najmniej   ważną   zmianą   w   jej   życiu. 

Uśmiechnęła się ciepło i szczerze.

- Dziękuję ci, Glorio, że zwróciłaś na to uwagę. Wiem, że zmieniłam się w ciągu 

ostatnich lat. Cóż, miałam szczęście. Nie chce mi się nawet myśleć, jaka to by była katastrofa 

dla mnie, gdybym jako dziewiętnastoletnia dziewczyna wyszła za mąż. W tym wieku łatwo 

popełnić głupstwo, prawda? - dodała z uśmiechem. - Cóż by ze mną się stało, gdybym została 

w   Gallant   Lake:   nie   podróżowałabym,   nie   miałabym   porsche'a,   brakowałoby   mi   radości 

życia. Kobieta potrzebuje niekiedy czasu, by odnaleźć samą siebie.

Przy   stole   zapanowała   cisza.   Gloria   poczerwieniała   Shari   z   matką   próbowały 

niezręcznie   ratować   sytuację,   ale   to   Amery   wkroczył   zdecydowanie,   zwracając   się   do 

Brady'ego:

- Wydaje mi się, że powinienem odnowić swoją polisę od ognia. Daj mi znać przy 

najbliższej okazji, czy muszę opłacić składkę. Nie mogę przecież w swych interesach obyć się 

bez ubezpieczenia.

- Sprawdzę twoją polisę, Amery - odrzekł Brady z roztargnieniem.

Zdawał się nie zwracać uwagi na wrogie docinki swej żony. Zwrócił się do Trenta:

- Jak się panu wypoczywa nad jeziorem, Ravinder? Trent przesłał Filomenie znaczący 

uśmiech.

- Nie sądzę, żebym się mógł nudzić. Filomena zauważyła aluzję w tej odpowiedzi i 

wiedziała, że inni też ją zauważyli. Brady nachmurzył się. - Słyszałem, że pracuje pan dla 

Asgard Development? - zapytał.

background image

- Owszem.

- W ciągu ostatnich lat ta kompania wybudowała wiele kurortów w Arizonie i na 

Hawajach.

- Asgard specjalizuje się w budowie kurortów - obojętnym głosem zauważył Trent.

- Chodzą plotki, że Asgard przysłał pana, żeby się pan trochę tu rozejrzał.

- Czyżby? No cóż, zna pan powiedzenie o plotkach?

- Znam powiedzenie o dymie. Trent popatrzył na niego.

- Na pana miejscu nie traciłbym czasu na szukanie ognia. Jestem tu na wakacjach, a 

nie służbowo.

Brady chrząknął i uniósł rękę.

- Rozumiem, rozumiem. W pana branży trzeba trzymać język za zębami. Ale proszę 

mi dać znać, jeśli mógłbym pomóc i oprowadzić pana po okolicy. Mieszkam tu od urodzenia i 

mam wiele znajomości. Sam zainwestowałem trochę w działki budowlane.

- Dziękuję panu - odparł Trent z powagą. - Będę o tym pamiętał.

Brady zwrócił się do Filomeny:

- No, koleżanko, musimy się spotkać, skoro jesteś w naszym mieście. Mamy sobie 

wiele do powiedzenia. Czy wspominałaś Trentowi, że byliśmy kiedyś zaręczeni?

Gloria patrzyła z bardzo obrażoną miną. Filomena już chciała grzecznie zaprzeczyć, 

jakoby miała z Bradym wspólne tematy do omówienia, ale nim zdołała otworzyć usta, wtrącił 

się Trent:

- Obawiam się, że Filomena będzie bardzo zajęta podczas pobytu w Gallant Lake. 

Owszem, wspominała mi o zaręczynach. Jak przed chwilą powiedziała, łatwo popełnić błąd, 

gdy ma się dziewiętnaście lat. Ale teraz wie, czego chce. Odkryliśmy, że mamy ze sobą wiele 

wspólnego.

-   No,   no   -   odparł   Brady   wcale   tym   nie   zrażony.   Jego   twarz   nabrała   wyrazu 

przebiegłości. - A więc tak sprawy stoją. Nie będziesz się pewnie nudziła w najbliższym 

czasie.

-   Tak   myślę.   -   Filomena   popatrzyła   na   Trenta.   Czekają   mnie   wysoce   irytujące 

momenty, ale na pewno nie nudne.

Trent uśmiechnął się z pewną siebie miną.

- Będę się starał ze wszystkich sił, by cię zadowolić. Filomena złościła się w duchu, 

choć na twarzy miała słodki uśmiech.

- Powstaje pytanie, jak jesteś silny.

- Przez ćwiczenie do mistrzostwa. Zawiozę cię dziś do domu i w ten sposób trochę 

background image

potrenuję. Jestem pewien, że pewnego dnia osiągnę doskonałość.

Paxtonowie pożegnali się pośpiesznie. Filomena chłodno i z dezaprobatą patrzyła na 

Trenta. Cóż, skoro on chce grać, ona podejmie wyzwanie.

- Jestem pewna, że twoje kwalifikacje są znakomite, jeśli chodzi o budowę drogich 

kurortów. Ale podejmujesz się zadania, które przekracza twoje umiejętności. Nie chciałabym 

być świadkiem, jak starasz się ugryźć więcej niż zdołasz przełknąć.

Popatrzył na nią z uśmieszkiem.

- Nie martw się o mnie. Mam w sobie wiele wewnętrznej, niespożytej siły.

Ciotka Agnes wzniosła ku niemu kieliszek.

- Słuchaj go, dziewczyno. Wiele można by mówić o wewnętrznej sile mężczyzn. Ktoś 

taki jak Paxton z pewnością jej nie ma. Znam go, bo był u mnie w szóstej klasie. Kiedy 

powiedziano mi o waszych zaręczynach, wiedziałam, że popełniłaś błąd. Czyż nie mówiliśmy 

ci tego razem z George'em? Dobrze, że to się skończyło.

- Słuchaj, Agnes - przerwał jej George - nie ma sensu wracać do tamtej sprawy.

Shari spojrzała uważnie na siostrę.

- Byłaby niespełna rozumu, gdyby zależało jej na Paxtonie, ale nie możemy jej winić, 

jeśli zapragnie małej zemsty. To nie takie trudne. Brady najwyraźniej pali się do wznowienia 

dawnej znajomości, a Gloria stanowi łatwy cel.

- To jakby łowić rybę w beczce - zauważył Trent. - Filomena nie powinna zaprzątać 

sobie głowy zemstą. Takie łatwe zagrywki nie są jej potrzebne.

Filomena bawiła się swym kieliszkiem. Ten facet zaczynał ją denerwować.

- Skąd możesz wiedzieć, co jest mi potrzebne, Trent? Amery odchrząknął głośno.

- Och, zrobiło się późno. Musimy jutro wcześnie wstać, jeśli chcemy coś złowić.

Filomena uśmiechnęła się do ojca.

- Chciałbyś mnie, tatusiu, schować przed wszystkimi? Nie martw się. Świetnie się 

bawię.

Zostanę z Shari i Jimem. Jednak Trent już był na nogach.

- Amery ma rację. Czas, byśmy poszli. Podwiozę cię do pensjonatu, Fil.

Filomena nawet nie drgnęła.

- Dzięki, ale nie skorzystam. Miałabym ochotę jeszcze potańczyć.

- Czyżby? - Trent położył rękę na jej ramieniu. - A z kim chcesz tańczyć?

-   Och,   jest   tu   mnóstwo   ludzi.   -   Rozbawiona   Filomena   zatoczyła   ręką   krąg.   -   Z 

pewnością znajdzie się ktoś mojego wzrostu. Na przykład Derek Overton, co, Shari? Miał 

mniej niż metr siedemdziesiąt. Doskonały wzrost dla mnie.

background image

Shari uśmiechnęła się znacząco.

-   Obawiam   się,   że   nic   z   tego.   Derek   ogłosił,   że   jest   homoseksualistą.   Został 

prawnikiem i przeniósł się do Portland kilka lat temu.

-   Znajdzie   się   ktoś  inny.  -   Filomena  pomachała   Trentowi   pożegnalnym   gestem.   - 

Zmykaj, Trent. Doskonale radzę sobie sama, wbrew temu, co sądzi moja rodzina.

W odpowiedzi Trent położył ręce na jej ramionach.

- Ale ja mogę sobie nie poradzić. Czuję, że zgubię się po drodze bez ciebie jako 

przewodnika. Powiedz dobranoc, Filomeno.

Świadoma, że rodzina patrzy na nią z niepokojem, a goście z sąsiednich stolików 

zerkają z ciekawością, Filomena postanowiła poddać się z wdziękiem.

- Dobranoc, Shari, Jim. Bawcie się dobrze. Szkoda, że nie mogę robić tego samego.

- Nie udawaj nieszczęśliwej - poradził Trent, prowadząc ją ku drzwiom. - Nikt nie 

będzie ci współczuł. Doskonale się bawiłaś, terroryzując wszystkich, prawda?

- Nie rozumiem, dlaczego wszyscy z uporem twierdzą, że narobię tu jakichś kłopotów. 

Przyjechałam do rodzinnego miasta na zasłużone wakacje i ślub mojej siostry. To wszystko.

-   Pływasz   w   tej   wodzie   jak   zwinna,   mała   barrakuda,   a   usiłujesz   wyglądać 

nieszkodliwie i niewinnie.

- Jestem nieszkodliwa i niewinna.

- Akurat! Widziałem, jak ci się oczy zaświeciły, gdy Paxtonowie podeszli do stołu.

- Sam powiedziałeś, że próba zemsty na tych dwojgu to jak łowienie ryb w beczce. 

Musisz przyznać, że zachowywałam się poprawnie. Trent lekko wygiął usta.

- Tak, przyznaję, że nie uległaś kilku pokusom, jakie znalazły się na twej drodze. Nie 

uwodziłaś Paxtona i nie byłaś zbyt złośliwa dla jego żony, choć niewiele brakowało.

- Zostałam sprowokowana. Otworzył  szklane drzwi i przepuścił ją na zewnątrz, w 

aksamitną noc.

- Fakt. Ale nie wiem, jak daleko by sprawy zabrnęły, gdyby reszta z nas nie trzymała 

cugli.

- Niezbyt daleko. Zastawianie przynęty na Brady'ego szybko by mi się znudziło. A 

któż chciałby się nudzić?

-   Zrobię   wszystko,   byś   się   nie   nudziła   -   oznajmił   Trent,   otwierając   drzwi   swego 

szarego mercedesa i zapraszając ją do wnętrza.

Patrzyła przez szybę, jak obchodzi z przodu samochód i wsiada. Nagle uświadomiła 

sobie, że Trent zajmuje wewnątrz pojazdu bardzo dużo miejsca. Był rzeczywiście wielkim 

mężczyzną. Odruchowo wcisnęła się głębiej w kąt fotela, zapinając pasy. Trent zdjął swoją 

background image

wytworną marynarkę i rzucił ją niedbale na tylne siedzenie. Włączył silnik i łagodnie ruszył.

- Zdaje się, że masz niezłą frajdę, Filomeno. Jeśli uważasz, że to takie zabawne wrócić 

do rodzinnego miasta i pokazać wszystkim, jak bardzo się zmieniłaś, dlaczego nie zrobiłaś 

tego wcześniej?

Filomena wzruszyła ramionami.

-   Nie   miałam   okazji.   Nie   osiągnęłabym   tego,   co   mam,   gdybym   urządzała   sobie 

wakacje. To mój pierwszy, prawdziwy urlop od lat. Sam zajmujesz się interesami i musisz 

wiedzieć, jak to jest.

Samochód   wyjechał   na   wąską   drogę,   prowadzącą   wzdłuż   jeziora   w   kierunku 

pensjonatu.

-   Wiem  -   odparł   Trent.   -   Czasami   musimy   zwolnić   tempo   i   uporządkować   naszą 

hierarchię wartości. Pamiętaj, że ja też tu jestem na urlopie.

- Brady Paxton jest innego zdania.

- Nie interesuje mnie, co myśli Paxton. Interesuje mnie, co ty myślisz.

- Doprawdy? Popatrzyła na niego ukradkiem. Miał twardy i nieugięty wyraz twarzy. 

Czasami tylko rozjaśniał ją krótki, raczej ironiczny uśmiech.

- Dlaczego obchodzi cię, co ja myślę?

- Chcesz wiedzieć prawdę?

-   Tak.   Wiem,   że   wyświadczyłeś   mojej   rodzinie   przysługę,   towarzysząc   mi   dziś 

wieczór. Ale dlaczego miałoby ci zależeć na tym, co o tobie myślę?

-   Skoro   pytasz,   to   znaczy,  że   niewiele   nauczyłaś   się   przez   te   ostatnie   lata.  Może 

powinniśmy porozmawiać o brakach w twojej edukacji.

Nie zdążyła odpowiedzieć, gdy Trent nieoczekiwanie zwolnił i skręcił na niewielką 

dróżkę, biegnącą ku jezioru.

Filomena   wyprostowała   się   w   fotelu.   Zniknęła   gdzieś   jej   ciekawość   i   chęć 

przekomarzania się, ustępując miejsca innemu rodzajowi wewnętrznego napięcia.

- Dokąd jedziemy?

- Do miejsca, gdzie dobrze biorą ryby. Twój ojciec pokazał mi je wczoraj.

Zwolnił   jeszcze   bardziej.   Wąska,   nierówna   droga   wiła   się   wśród   sosen   i   jodeł. 

Filomena pomyślała, że powinna stanowczo zaprotestować, nim dojadą do brzegu jeziora. 

Była niemal przekonana, że Trent zawróci, jeśli ona zrobi awanturę. To przecież przyjaciel 

rodziny. Jej ojciec darzył go sympatią i ufał mu, a Trent okazywał Amery'emu wzajemny 

szacunek. Taki człowiek nie nadużyje zaufania.

Może   właśnie   dlatego   nie   zaprotestowała.   Trent   prawdopodobnie   zamierza   ją 

background image

pocałować, a to nie jest przecież wstrząsające wydarzenie. Zdoła sobie z nim poradzić.

Trent zatrzymał mercedesa tuż nad brzegiem jeziora. Zgasił silnik i opuścił szybę. 

Szum poruszanych wiatrem drzew dobiegał teraz wyraźnie. Na ciemnej powierzchni wody 

odbijało się słabe światło księżyca. Na drugim brzegu widać było gdzieniegdzie jaśniejsze 

punkty: jakieś odległe budynki lub przejeżdżające samochody.

Trent odpiął pas bezpieczeństwa i rozparł się swobodnie na siedzeniu.

- Wczoraj o świcie udało nam się tu złowić kilka ryb - powiedział cicho. - Jezioro było 

jak   tafla   i   widzieliśmy   najdrobniejszą   zmarszczkę   na   powierzchni   wody.   Wiesz,   mam 

podobne odczucie obserwując ciebie: zewnętrzna otoczka gładka, ale łatwo ją burzą wszelkie 

emocje, jakie odczuwasz. Podoba mi się to. Uśmiech igra w twych oczach i na ustach tak jak 

drobne   fale,   przebiegające   po   powierzchni   jeziora.   Również   irytacja   i   współczucie, 

życzliwość i złość.

- Czy po to mnie tu przywiozłeś, by mi powiedzieć, że łatwo czytać z mojej twarzy?

- Nie. - Odpiął pas na jej fotelu. - Przywiozłem cię tutaj, bo chcę się przekonać, czy 

namiętność   przebiega   przez   ciebie   podobnie   jak   inne   uczucia.   Chcę   się   przekonać,   czy 

zauważę te drobne fale na powierzchni.

Filomena zesztywniała, czując, jak otaczają ją ramiona Trenta, jak jej drobne ciało 

wpasowuje się w jego mocne objęcia. Czuła jego żar, wdychała słaby zapach mydła i płynu 

po goleniu.

- Zatem przeprowadzasz na mnie eksperyment? - zapytała.

-   Możesz   to   sobie   nazywać,   jak   chcesz.   Pochylony   nad   nią,   patrzył   w   jej   twarz. 

Przesuwał ręką po jej włosach, aż dotarł do nagiego ciała, odsłoniętego w głębokim wycięciu 

sukni na plecach. Filomenę przebiegł lekki dreszcz, gdy poczuła jego ciepłe palce na skórze.

- Weź pod uwagę, że nie tylko ty możesz przeprowadzać eksperymenty.

Przesunął opuszkami palców wzdłuż jej kręgosłupa.

- Podzielę się z tobą wynikami mojego eksperymentu, jeśli ty podzielisz się ze mną 

swoimi.

Filomenę   ogarnął   nagły   lęk.   Przez   dwa   tygodnie   zręcznie   unikała   wszelkich 

nieprzewidzianych   wydarzeń.   Teraz   decyzja   wymykała   jej   się   z   rąk.   To   nie   miał   być 

przypadkowy eksperyment.

Jednak było już za późno, by zatrzymać bieg wydarzeń. Czuła, że jest w pułapce, a 

równocześnie spłynął na nią jakiś dziwny błogostan. Założyła Trentowi ręce na barki i uniosła 

twarz, ale zanim zdążyła zajrzeć mu w oczy, poczuła jego wargi na swoich ustach.

Przez   materiał   koszuli   odruchowo   wczepiła   się   palcami   w   jego   twarde,   sprężyste 

background image

muskuły.   To   wszystko   nie   przebiegało   tak,   jak   oczekiwała,   ale   sama   wiedziała   niezbyt 

dokładnie, czego właściwie oczekiwała.

Może spodziewała się bardziej powściągliwego podejścia, trochę więcej wahania. Ale 

przecież   powinna   wiedzieć,   że   ten   mężczyzna   jest   pewny   siebie   i   zuchwały.   Powinna 

przewidzieć jego żarliwą, niepohamowaną zaborczość. Nie jest typem człowieka, który ma 

zwyczaj zatrzymywać się w pół drogi.

Pocałunek Trenta, głęboki i namiętny, porwał Filomenę i wymusił odzew. Rozwarła 

mimowolnie usta i gdy poczuła dotyk jego języka, przebiegł ją dreszcz. Trent odpowiedział z 

chciwym   pożądaniem.   Przesunął   rękami   po   obnażanym   karku   Filomeny,   po   obcisłych 

rękawach sukni.

- Wiedziałem - wyszeptał tuż przy jej ustach. - Wiedziałem, że poczuję, jak drżysz.

- Trent... Jego palce wprawnym, delikatnym ruchem zsuwały już suknię. Dżersejowe 

rękawy   .opadły   na   nadgarstki,   przód   sukni,   jeszcze   przed   chwilą   skromnie   kończący   się 

wysoko pod szyją, zjechał niemal do bioder.

Zaskoczona Filomena siedziała bez tchu. Wydarzenia biegły zbyt szybko, nie dając 

czasu na podjęcie decyzji. Odchyliła się do tyłu, ale stwierdziła, że ręce ma unieruchomione 

w rękawach sukni. Rozszerzonymi oczami spojrzała na Trenta.

- To nic, moja droga Wiesz, że nie zrobię ci krzywdy. Uwolnił dłonie z rękawów 

sukienki, patrząc przy tym na jej nagie piersi. Pochylił głowę i leciutko pocałował dziewczęce 

brodawki.

Filomenę znów przebiegł dreszcz, ale w ślad za nim pojawiło się nerwowe napięcie.

- Trent, to zaszło już za daleko - powiedziała miękko i gardłowo, maskując emocje.

- Pragnę cię po prostu dotknąć. Jego głos nabrzmiewał pożądaniem, jednak Filomena 

wyczuwała, że Trent panuje nad sobą.

Wiedziała, że jest z nim bezpieczna, ale nie mogła wyzbyć się wrażenia, że spaceruje 

po linie. Jęknęła cicho, kiedy palcami objął jej małe piersi, muskając delikatnie brodawki.

Gdy   miała   już   wolne   ręce,   zamiast   odsunąć   się   od   Trenta   i   nałożyć   sukienkę, 

przywarła do niego. Ukryła rozpaloną twarz w jego ramionach i zamknęła oczy, a przez ciało 

przebiegł dreszcz.

- Wiedziałem, że tak będzie - szepnął niskim głosem. - Ilekroć na ciebie patrzyłem, 

czułem niemal ból wyobrażając sobie, jak to będzie. Nie rozumiem, jak mogłem czekać aż tak 

długo.

- Och, Trent. ..

- Cicho. Po prostu odpręż się i pozwól, żeby się to stało. Bo to się musi stać. - Nie 

background image

dzisiaj.

- Jeśli nie tej nocy, to innej. Równie dobrze może być teraz.

Filomena postanowiła oprzeć się temu zniewalającemu głosowi. Wyobraziła sobie, jak 

rodzice patrzą domyślnie na zegarek, by zobaczyć, ile Trentowi i ich córce zajmuje droga 

powrotna do domu.

-   Moja   rodzina   widziała,   jak   odjeżdżamy   sprzed   klubu   tuż   przed   nimi.   Jeśli   nie 

pojawimy się na czas w domu, będą wiedzieli...

-   Dlaczego   miałoby   ich   to   dziwić?   Przecież   w   pensjonacie   nie   mamy   okazji   do 

prywatnych spotkań. Oni to zrozumieją.

- Trent, nie mam zamiaru dopuścić do tego, by wszyscy myśleli, że dałam się uwieść 

od razu, kiedy tylko zostałam z tobą sam na sam.

- Dlaczego miałabyś przejmować się tym, co sobie myślą?

Przesuwał ręką po jej biodrach i niżej, aż do wypukłości pośladków. Ujął je delikatnie.

-   Masz   dwadzieścia   osiem   lat   i   zdołałaś   wszystkich   przekonać,   że   jesteś   dorosła. 

Możesz robić, co chcesz.

- Słusznie. - Udało jej się przywołać zdrowy rozsądek. - A chcę właśnie, żeby jutro 

przy śniadaniu nie patrzono na mnie z ukosa. Ledwo cię znam i nie mam zamiaru dać się 

uwieść na przednim siedzeniu samochodu.

-   Może   wolisz   tylne   siedzenie?   -   Muskał   jej   ucho   pod   puklami   bujnych,   rudych 

włosów. - Jak cudownie pachniesz.

- Trent, przestań.

W   jego   głosie   wyczuła   spokojną   rezygnację.   Najwyraźniej   nie   chciał   dzisiaj   jej 

zmuszać.

- Odsuwasz tylko od siebie rzecz nieuniknioną. Chyba zdajesz sobie z tego sprawę - 

powiedział miękko.

- Nie - odrzekła cierpko, poprawiając sukienkę. - Nie po to przyjechałam do domu, by 

mieć wakacyjny flirt z jednym z gości moich rodziców.

- Czy ktoś czeka na ciebie w Seattle?

- Wielu czeka na mnie w Seattle.

- Ale jakiś konkretny mężczyzna? Filomena energicznie zapięła pasy!

- To chyba nie twoja sprawa. Jedźmy do domu. Jest już późno.

- Jeśli sobie tego życzysz ...

- Tak, życzę sobie. Włączył silnik i wyprowadził samochód na główną drogę.

Odezwał się do niej dopiero wtedy, gdy przybyli na parking przed pensjonatem.

background image

- Miałem rację - powiedział tonem, w którym słyszało się satysfakcję.

- O co chodzi? - Filomena popatrzyła na niego podejrzliwie.

- Czułem w tobie namiętność, tak jak oczekiwałem. To było wspaniałe, elfie, choć 

teraz przez pół nocy nie będę mógł spać.

Filomena wysiadła  z samochodu i ruszyła  w stronę domu rodziców, który stał za 

głównym   ciągiem   bungalowów.   Gdy   wbiegała   po   schodach,   pomyślała   sobie,   że   mimo 

wszystko dzisiejszy wieczór nie był tak zabawny, jak się spodziewała.

background image

ROZDZIAŁ 3

Następnego   dnia   Filomena   zrobiła   sobie   wspaniałą   przejażdżkę   z   pensjonatu   nad 

jeziorem w kierunku Gallant Lake. Powietrze było świeże i ciepłe zarazem. Od strony lasów 

okalających  szosę falami wpadał przez otwarte okna samochodu wspaniały zapach sosen. 

Porsche jak zawsze był jej posłuszny.

Nareszcie jestem sama, pomyślała z uśmiechem. Podjęła się przywiezienia z miasta 

rozmaitych produktów na wesele Shari, miała więc świetną wymówkę, żeby się wyrwać na 

chwilę z domu.

Podczas   śniadania,   jak   oczekiwała,   poddana   została   małemu   śledztwu.   Zniosła   je 

nieźle. Na szczęście posiłki spożywano w jadalni pensjonatu, w obecności wielu gości, z 

którymi należało rozmawiać i dbać o ich samopoczucie.

Amery i Trent udali się przed świtem na ryby i do wpół do ósmej nie powrócili. 

Śledztwo prowadziła więc matka Filomeny i Shari.

- Dobrze bawiłaś się wczoraj wieczorem? - zapytała siostra, gdy Filomena nalewała 

sobie kawy.

-   Znakomicie   -   odrzekła   Filomena,   a   ponieważ   nie   udzielała   dalszych   wyjaśnień, 

matka wtrąciła się do rozmowy:

- Trent Ravinder to sympatyczny człowiek, prawda? Tak się cieszymy, że zamieszkał 

w naszym pensjonacie. Amery twierdzi, że jest interesujący i że świetnie się z nim łowi ryby.

-   Przyznaję,   że   jest   interesujący,   ale   nie   nazwałabym   go   sympatycznym   - 

odpowiedziała Filomena.

- Zaspokój naszą ciekawość i przejdź do rzeczy - ponagliła ją Shari. - Czy zrobił 

wczoraj jakiś krok? Mama twierdzi, że byliście w domu dwadzieścia minut po nich.

Filomena uśmiechnęła się dobrodusznie.

- Trent źle skręcił i dlatego przyjechaliśmy trochę później.

Shari uśmiechnęła się domyślnie.

- Och, nie uwierzę.

- W co? W to, że źle skręcił? Wiesz przecież, jak wiele różnych bocznych dróg jest 

wśród tych wzgórz. Łatwo gdzieś zjechać.

- Ach tak, zboczył z drogi, gdy ty siedziałaś obok? Nie opowiadaj, Fil. Znasz tu każdą 

najmniejszą   ścieżkę.   Powiedz,   uwodził   cię?   -   Shari   zwróciła   się   do   matki,   mrugając 

porozumiewawczo.  - Mówiłam  ci. Nie trzeba  się martwić,  że Fil  coś wykręci  z  Bradym 

Paxtonem. Już Trent się nią zajmie.

background image

- Taki sympatyczny człowiek - powtórzyła Meg Cromwell szczerym tonem. - Wiesz, 

Fil, martwiłam się ostatnio, że stajesz się trochę zbyt wybredna, jeśli chodzi o mężczyzn.

Nie   młodniejesz   przecież,   a   statystyki   mówią,   że   kobiecie   w   twoim   wieku   coraz 

trudniej znaleźć męża. Filomena roześmiała się.

- Zapewniam cię, mamo, że gdy tylko zechcę, mogę wyjść za mą? Nie wyobrażasz 

sobie,   ilu   mężczyzn   chce   się   żenić,   znając   moje   dochody.   Wierz   mi,   dochody   spółki 

Cromwell & Sterling z nadmiarem rekompensują te wszystkie złowróżbne dane statystyczne.

-   Trent   Ravinder   na   pewno   nie   myślałby   o   małżeństwie   dla   korzyści   ze   spółki 

Cromwell & Sterling - zaoponowała Meg. - Sam zarabia fortunę w Asgard Development. 

Ponadto świetnie sobie radzi w handlu nieruchomościami. Wuj George twierdzi, że Trent ma 

wyczucie w tych sprawach. Uważa, że mógłby z łatwością wykupić całą firmę Cromwell & 

Sterling, gdyby tylko chciał.

- To mało pocieszające - odparła Filomena w zamyśleniu.

- Robisz  trudności - oświadczyła  Shari. - Ale  uważaj:  Trent  cię  osacza  i  nim się 

zorientujesz, będzie za późno.

Filomena parsknęła śmiechem i na tym skończono rozmowę.

Teraz,   jadąc   krętą   szosą   do   miasta,   pomyślała,   że   całe   to   wypytywanie   mogło 

przebiegać znacznie gorzej. Bez wątpienia jej rodzina była zachwycona Trentem Ravinderem. 

A   ponieważ   wszyscy   z   niepokojem   oczekiwali   rozegrania   sprawy   z   Paxtonem,   zupełnie 

zrozumiałe, że najchętniej widzieliby Filomenę razem z Trentem.

Najbardziej   tajemnicze   było   jednak   to,   dlaczego   Trent   pozwalał   sobą   tak   łatwo 

manipulować. Może jego zachowanie poprzedniego wieczora wyjaśnia tę zagadkę?

Wszystko się zgadza. Trent przebywa kilka tygodni w dość ustronnym, pozbawionym 

rozrywek miejscu i flirt z córką właściciela pensjonatu mógłby się okazać dość interesującym 

sposobem spędzenia czasu. A w dodatku rodzina przyklaskuje całej sprawie.

Pewność siebie, jaką okazywała Filomena, brała się z sukcesów w interesach, a nie z 

porywających przygód miłosnych. Osobie pracującej tak ciężko nie zostawało wiele czasu na 

miłostki.

Ponadto Filomena w głębi duszy czuła, że nie jest stworzona do ulotnych romansów. 

Być może tkwiła w niej ciągle małomiasteczkowa dziewczyna, a może zbytnio brała sobie 

wszystko do serca.

Choć gdy tak o tym myślała, uświadomiła sobie, że trudno jej będzie trzymać się z 

dala od Trenta - wczorajszy pocałunek zmusił ją do przyznania się przed samą sobą, że ten 

mężczyzna   ją   pociąga.   Następnych   kilka   tygodni   spędzą   blisko   siebie,   a   to   może   być 

background image

niebezpieczne. Znacznie bardziej niż ewentualny rozwój sytuacji z Paxtonem. Dziwne, że 

rodzina tego nie rozumie.

Z pewnością dlatego, że ślepo ufają Trentowi. Nie mogła ich za to winić. Zachowanie 

Ravindera wzbudzało respekt i zaufanie.

Filomena z fasonem zaparkowała porsche'a przed bankiem. Wysiadając z samochodu 

pomachała ręką kilku ludziom, którzy rozpoznali ją i jej auto. Uśmiechnęła  się w duchu 

widząc, jak z podziwem patrzą na porsche' a i na nią. Miała na sobie gładką sukienkę z 

szerokim,   śmiałym   pasem  i   wiedziała,  że   w   tym  stroju,   pełnym  zawadiackiego  wdzięku, 

wygląda doskonale.

Szybko  uporała się ze sprawunkami, ale gdy upchnęła je w  bagażniku; doszła do 

wniosku, że jeszcze nie pora wracać do domu. Z pewnością jest już tam Trent, a ona nie 

bardzo wie, jak zachować się w stosunku do niego. Dobrze zrobiłaby jej teraz filiżanka kawy. 

Filomena ruszyła w kierunku pobliskiego lokaliku. Weszła do środka i natychmiast powitał ją 

głos stojącej za kontuarem kobiety:

-   Kogo   widzą   moje   oczy?   To   ty,   Fil?   Ktoś   powiedział   mi,   że   tamten   szykowny 

samochodzik   należy   do   ciebie.   Nie   chciałam   wierzyć.   Niech   ci   się   przyjrzę.   Ależ   jesteś 

ubrana! Pokaż się z tyłu.

Filomena   posłusznie   wykonała   obrót,   demonstrując   trójkątny   dekolt,   który 

prowokacyjnie odsłaniał kawałek ciała, i czarne guziki, podkreślające rozcięcie spódnicy z 

tyłu.

- No i co o tym myślisz, Muriel? Dołączamy to do naszej najbliższej kolekcji.

- Chcesz znać moje zdanie? - Muriel chrząknęła niedowierzająco. - To jest bardzo 

ekstrawaganckie,   ale   ja   nie   jestem   ekspertem   od   mody,   wiesz   o   tym.   Chociaż   na   tobie 

wygląda świetnie. Słyszałam, że zrobiłaś wczoraj furorę w klubie.

Filomena skrzywiła się.

-   Chcesz   powiedzieć,   że   miałaś   już   raport   o   tym,   co   wydarzyło   się   wczoraj 

wieczorem?

- Sama wiesz, jak szybko krążą tu plotki. Słyszałam również o odczycie, jaki miałaś 

dla dziewcząt kilka dni temu. Były olśnione.

- Dziewczyny w tym wieku zawsze interesują się modą. Muriel chrząknęła.

- Z tego, co słyszałam, to nie moda najbardziej je zainteresowała. Przekonywałaś je, że 

jeśli zechcą naprawdę pracować, mogą osiągnąć taki sam sukces jak ty. Dobrze, że ktoś im to 

mówi. Nastolatki powinny zdawać sobie sprawę, że istnieje coś poza chłopcami.

- Przedstawiłam im również swą opinię o chłopcach.

background image

- Słyszałam - skinęła Muriel. - że chłopców należy traktować jak cukierki, prawda? 

Nadmiar powoduje próchnicę zębów.

- Mam nadzieję, że zrozumiały.

- Nawet jeśli nie, to z pewnością osoby, prowadzące społecznie ten klub, doceniły 

pieniądze, jakie ofiarowałaś na jego potrzeby. Już one to odpowiednio wykorzystają. Robią 

wiele dobrego dla tych dzieciaków. Siadaj i opowiadaj, co u ciebie słychać.

Rozmawiały   z   kwadrans,   ale   potem   kawiarenka   zapełniła   się   klientami   i   Muriel 

przeprosiła:

- Wybacz, ale muszę wrócić do pracy. Dopij swoją kawę, Fil. Słyszałam, że trochę tu 

u nas pobędziesz, więc może jeszcze sobie pogadamy, co?

- Tak, wpadnę kiedyś znowu.

- Koniecznie. Pozdrów matkę.

- Dziękuję, Muriel. Filomena piła powoli kawę i patrzyła zamyślona przez okno na 

ulicę i położone przy niej sklepy. Tak niewiele tu zaszło zmian, od kiedy opuściła miasto. 

Nagle poczuła czyjąś obecność obok. Spojrzała w górę.

- Cześć, Fil. Ktoś mi powiedział, że stoi tu twój zielony porsche, więc postanowiłem 

zajrzeć do kawiarni i sprawdzić, czy jesteś tutaj. Sam mam ochotę na filiżankę kawy.

Brady usiadł, nie czekając na zaproszenie i skinął na Muriel.

- To jest dopiero samochód, Fil. Prawdziwe cacko. Przechylił się do przodu, oparł ręce 

na stoliku i uśmiechnął się.

Filomena   pamiętała   ten   uśmiech.   Kiedyś   wydawał   jej   się   chłopięcy,   serdeczny   i 

seksowny. Obecnie, gdy miała za sobą dziewięć lat w brutalnym świecie biznesu, wiedziała, 

co taki wyraz twarzy oznacza - uśmiech komiwojażera.

- Dobrze bawiłaś się wczoraj, Fil? - spytał Brady, gdy Muriel nalewała mu kawę.

Filomena dostrzegła w jej oczach wyraz lekkiej dezaprobaty.

- Fantastycznie. A ty? Brady wzruszył ramionami.

- Jak zwykle. Od dziewięciu lat chodzimy z Glorią do klubu prawie w każdą sobotę. 

Rutyna.

Filomena zastanawiała się, do czego zmierza ta rozmowa.

- To bardzo miłe miejsce - rzuciła obojętnie.

- Tobie wydaje się na pewno banalne, po tych wszystkich wojażach i wielkomiejskim 

życiu. - Brady spojrzał na nią bacznie. - Zmieniłaś się, Fil. Ten samochód, stroje - zrobił 

szeroki gest ręką - i w ogóle wszystko.

Filomena wiedziała, że „w ogóle wszystko” ma oznaczać pewność siebie, której tak jej 

background image

brakowało przed dziewięciu laty. Uśmiechnęła się lekko.

- Czas nie stoi w miejscu, Brady. Byłam zajęta przez ostatnich kilka lat.

-  Słyszałem.  -  Nachylił   się  jeszcze  bardziej,   usiłując   stworzyć  atmosferę   większej 

bliskości. - Czy kiedykolwiek wspominałaś dawne dzieje, Fil? Nas dwoje?

- Nie - odparła pogodnie.

- A ja wspominałem - przyznał otwarcie.

- Strata czasu.

- Czasami jednak musiałaś rozważać, cośmy razem stracili, ty i ja.

- Nie mam za dużo czasu na takie rozważania.

- A ja o tym sporo myślę. Jeśli chodzi o mnie i Glorię, to nie ułożyło się tak, jak 

oczekiwałem.

- Rzadko sprawy układają się tak, jak oczekujemy. W moim przypadku ułożyły się 

one lepiej, niż mogłam się spodziewać, mając dziewiętnaście lat.

-   Nigdy   nie   wyszłaś   za   mąż   -   stwierdził   Brady   takim   tonem,   jakby   ten   fakt   był 

dowodem, że Filomena ciągle ma zadrę w sercu.

- Nawet nie miałabym na to czasu.

- Bardzo cię wówczas zraniłem, co? Filomena uśmiechnęła się szeroko.

-   Chcesz   znać   prawdę,   Brady?   To   że   zobaczyłam   ciebie   z   Glorią   w   łóżku,   było 

najlepszą   rzeczą,   jaka   mnie   kiedykolwiek   spotkała.   Zawsze   byłam   wam   za   to   głęboko 

wdzięczna.   Kiedy   pomyślę,   ile   bym   straciła,   poślubiając   ciebie   ...   -   pytanie   zawisło   w 

powietrzu   -   przechodzą   mi   ciarki   po   plecach.   Wierz   mi,   Brady.   Mam   wobec   ciebie   nie 

spłacony dług wdzięczności za zerwanie tamtych zaręczyn.

W oczach Brady' ego pojawił się zły błysk.

- Myślę, że miałaś wielu mężczyzn przez te lata - powiedział chłodno. - Czy z tego 

Ravindera też zamierzasz zdjąć skalp i przytwierdzić sobie do pasa?

Filomenę już zaczęła ogarniać wściekłość, ale nagle roześmiała się, wyobrażając sobie 

skalp Trenta u swego pasa.

- Nie ma w tym nic śmiesznego - powiedział groźnie Brady.

- Nieważne. No, Brady, żałuję, ale mama czeka na mnie. Muszę już wyruszać.

- Zaczekaj. - Brady wyciągnął rękę. - Chciałbym z tobą porozmawiać.

- Nie sądzę, byśmy mieli sobie wiele do powiedzenia.

- Do diabła, Fil. To są ważne sprawy. Interesy. Popatrzyła na niego wojowniczo.

- Jakie interesy?

- Handel nieruchomościami. - Brady mówił jej niemal do ucha, ściszonym głosem. - 

background image

Wiem, że Ravinder przyjechał tu, by obejrzeć działki nad jeziorem.

- On temu zaprzecza.

- A czego oczekujesz? że wszystko wypaple? Uwierz mi, przyjechał tu w sprawach, 

służbowych. Wiesz, możesz mi wyświadczyć wielką przysługę, Fil.

- Wątpię - odparowała. Teraz już wiedziała, do czego zmierzała ta cała rozmowa.

- I dla ciebie znalazłby się również kąsek - powiedział Brady chytrze. - Słyszałem, że 

jesteś teraz przedsiębiorczą kobietą, więc z pewnością to cię zainteresuje. Nie powiesz mi, że 

twojej firmie nie przydałby się zastrzyk kapitału.

Trudno  było  nie  przyznać  mu racji. Spółka Cromwell  &  Sterling  szukała obecnie 

kapitału. Lepiej jednak, żeby Brady o tym nie wiedział, i Filomena postanowiła milczeć.

- To będą pieniądze, gwarantuję ci. Musisz jedynie wykorzystać wpływ, jaki masz na 

Ravindera   i   dowiedzieć   się,   którymi   konkretnie   terenami   jest   zainteresowany.   Mam 

upoważnienia   do   sprzedaży   wielu   działek   w   okolicy.   Założyłem   towarzystwo   handlu 

nieruchomościami, które gromadziło przez wiele lat ziemię, na wypadek gdyby, tak jak teraz, 

pojawił   się   jakiś   amator.   Dowiedz   się,   co   zamierza   Ravinder,   a   ja   wykorzystam   swe 

upoważnienia na odpowiednie parcele. A potem sprzedamy ziemię Asgardowi.

- Za potrójną cenę? - spytała uprzejmie Filomena.

-   Na   tym   właśnie   polega   robienie   interesów,   Fil.   -   Brady   popatrzył   na   nią   z 

niecierpliwością. - W tym jest fortuna, jeśli dobrze zagramy naszymi kartami. - I ja mam być 

kartą, którą ty chcesz zagrać?

-   Posłuchaj,   możesz   uzyskać   odpowiednie   informacje.   Ravinder   jest   tobą 

zainteresowany. Każdy to widzi. Łatwo będzie ci wybadać, jakie tereny ma zamiar polecić 

Asgardowi.   Jeśli   wszystko   pójdzie   dobrze,   moi   wspólnicy   i   ja   zapłacimy   ci   prowizję, 

powiedzmy pięć procent.

- Twoja hojność mnie przytłacza.

- Dobrze, niech będzie osiem procent. Fil, co za problem? Przecież już z nim sypiasz, 

prawda?

-   Nieprawda.   -   Filomena   popatrzyła   zimno   na   Brady'   ego.   -   Nie   sypiam   z   nim   i 

przyjmij do wiadomości, że wypraszam sobie wszelkie domysły na ten temat. Jestem kobietą 

interesu, a nie prostytutką. I jeśli nie zaprzestaniesz swoich insynuacji, ogłoszę całemu miastu 

to, o co mnie przed chwilą prosiłeś. Powiem też wszystko Ravinderowi. Rozumiemy się, 

Brady?

- Uspokój się. Co się z tobą dzieje? Jeśli jesteś biznesmenką, to najlepiej wiesz, że 

mówię   o   rzeczach   powszechnie   praktykowanych.   Masz   możliwość   pomóc   staremu 

background image

przyjacielowi i sama przy tym trochę zarobić. Nie proszę cię, byś uwodziła tego człowieka. 

Pomyśl o tym tylko, Fil.

Filomena uśmiechnęła się ostrzegawczo.

-   Brady,   mój   stary   przyjacielu,   dziewięć   lat   temu   dowiedziałam   się   o   tobie 

wszystkiego,  czego  potrzebowałam.  Najważniejsze  z tego  było  to, że  nie można  ci  ufać. 

Nigdy   nie   prowadzę   interesów   z   osobami,   którym   nie   mogę   ufać.   Mam   nadzieję,   że   to 

rozumiesz. żegnaj, Brady. Wracaj do domu, do żony. Tak bardzo ci na niej zależało dziewięć 

lat temu. Brady popatrzył na nią domyślnie.

-   Nadal   nie   możesz   się   z   tym   pogodzić,   co?   Dlatego   nigdy   nie   wyszłaś   za   mąż, 

prawda?

Dlatego jesteś tak urażona. Ale teraz wszystko się zmieniło. Ty się zmieniłaś i ja się 

zmieniłem. Jesteś znacznie bardziej atrakcyjną kobietą. Teraz możemy naprawdę się do siebie 

zbliżyć.

- Nie licz na to - powiedziała bez ogródek. Odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi. 

Zdawała   sobie   sprawę,   że   zarówno   Muriel,   jak   i   goście   w   barze   patrzą   za   nią   z 

zaciekawieniem, ale była zbyt wściekła, by na to zwracać uwagę. Brady Paxton nie zmienił 

się przez te ostatnie lata. Pozostał nędzną kreaturą. Biedna Gloria.

Filomena rzuciła torebkę na przedni fotel porsche' a i usiadła za kierownicą. W dobrze 

znajomym wnętrzu samochodu odprężyła się. Nie powinna była dopuścić do tego, by Brady 

ją obrażał. Zadrżała na myśl  o tym,  co pomyślałby Trent, gdyby dowiedział się o całym 

zajściu.

Lepiej nie budzić licha, pomyślała, wyjeżdżając samochodem na główną szosę. Trent 

utrzymywał, że przyjechał tu na wakacje i była skłonna mu wierzyć. Ten mężczyzna zdawał 

się bardzo serio traktować sprawy honoru i morale. Nie będzie kłamał i nie będzie mu się 

podobało, że ktoś knuł intrygę, w której Filomena miała działać przeciw niemu. Nie ma sensu 

prowokować jego gniewu.

Do   parkingu   przy   pensjonacie   w   Gallant   Lake   dojechała   już   w   lepszym   nastroju. 

Wysiadła z samochodu i zaczęła wydobywać pakunki.

- Pomogę ci - usłyszała głos Trenta. Wyprostowała się gwałtownie. Zmrużyła oczy, 

patrząc na niego pod słońce. Wydał  jej się bardzo wysoki,  gdy tak stał w wypłowiałych 

dżinsach, kraciastej koszuli i sfatygowanych  butach. Wcale nie wyglądał  teraz  na dobrze 

prosperującego biznesmena, raczej na człowieka, który zarabia na życie pracą własnych rąk 

na świeżym powietrzu.

- Cześć, Trent - pozdrowiła go, cofając się odruchowo. - Jak udało się wędkowanie?

background image

- Nieźle. Jak zwykle w towarzystwie twego ojca. - Wziął od niej jeden z pakunków i 

zmierzył ją wzrokiem. - Dlaczego to zrobiłaś?

- Zrobiłam co?

- Odsunęłaś się, gdy podszedłem do ciebie bliżej. Filomena wzruszyła ramionami.

- Nie lubię po prostu, gdy ktoś nade mną góruje.

- Zwłaszcza mężczyźni? - spytał, podążając za nią.

- Zwłaszcza mężczyźni - przyznała łagodnie. - zasłaniają mi światło. Czy będziemy 

mieć na obiad ryby, które dziś złowiłeś?

- Nie wiem, co będą mieć inni, ale ty i ja zjemy kanapki z tuńczykiem, marynowane 

ogórki i frytki.

Przystanęła i odwróciła się zdumiona.

- My?

- Aha. - Trent był najwyraźniej z siebie zadowolony.

- Jedziesz ze mną na piknik. Twoja matka kazała szefowi kuchni zapakować dla nas 

obiad. Kiedy ostatnio byłaś na pikniku, Filomeno?

- Nie byłam już od wieków - przyznała, nadal patrząc na niego niepewnie. Piknik 

oznaczał sam na sam z Trentem. Nie była pewna, czy to najlepszy pomysł.

- Nic się nie martw - powiedział miękko, jakby czytał jej w myślach. - Postaram się 

nie zasłaniać ci zbyt wiele światła.

Odnalazła w jego oczach obietnicę i zachętę. Dlaczego miałaby się obawiać? Zresztą 

nie jest już przecież znerwicowaną nastolatką.

- No cóż, jest cudowna pogoda na piknik - powiedziała po krótkim namyśle.

- Istotnie - potwierdził z czarującym uśmiechem.

Trzy kwadranse później przybyli  na miejsce, które wybrał  Trent. Na odosobnioną 

plażę nad jeziorem. Leżało na niej kilka wygodnych kamieni, gdzie można było usiąść, a za 

nimi rozciągał się pas ocienionej ziemi pokrytej sosnowym igliwiem. Trent zastanawiał się, 

czy trudno mu będzie skłonić Filomenę, żeby położyła się na tym sosnowym materacu.

Obserwował, jak rozpakowywała kosz z prowiantami. Jej rude włosy błyszczały w 

słońcu, prześwitującym przez drzewa. Ubrana była teraz w dżinsy i niebieskawą bluzkę o 

męskim kroju, podkreślającym jednak kobiece kształty.

Trent przeżywał katusze wyobrażając sobie, jak trzyma w dłoniach krągłe pośladki 

Filomeny, unosi ją w górę i przytula, tak że na torsie czuje miękki dotyk jej drobnych piersi. 

Obrazy płonęły mu w mózgu, aż poczuł, że ciało zaczyna już reagować na te fantazje.

Zdusił w myślach przekleństwo i dyskretnie zmienił pozycję, opierając się wygodniej 

background image

o głaz.

- Jak udała ci się przejażdżka do miasta? - zaczął rozmowę.

Postanowił, że ten piknik powinien przebiegać bardzo zwyczajnie. Poprzedniej nocy 

potwierdziło się, że oboje są dla siebie fizycznie atrakcyjni. Teraz Trent miał pewność, że gdy 

nadejdzie właściwy moment, dziewczyna ulegnie mu. Mógł więc czekać.

- Bardzo dobrze. Załatwiałam sprawunki dla matki.

-   Twój   tata   twierdzi,   że   prowadzisz   swego   porsche'a   tak,   jakbyś   trenowała   do 

wyścigów w Indianapolis.

Filomena zaśmiała się krótko.

- Czy to cię niepokoi? Biedny Trent. Bierzesz na siebie straszną odpowiedzialność, 

martwiąc   się   o   wszystko,   poczynając   od   moich   ubrań,   a   kończąc   na   mojej   jeździe 

samochodem. Wkrótce osiwiejesz.

- Rozumiem, dlaczego Amery niepokoi się o ciebie.

- Moi rodzice zawsze się o mnie niepokoili. Przyczyną ich zmartwień było to, że jako 

uczennica nie prowadziłam życia towarzyskiego. Shari, która jest ode mnie prawie dwa lata 

młodsza,   umawiała   się   ze   wszystkimi   chłopakami,   zanim   jeszcze   ojciec   pozwalał   jej 

wychodzić wieczorami z domu. Ja natomiast zawsze siedziałam w domu i czytałam książki 

lub pilnowałam dzieci. Shari należała do grupy zapalonych  kibiców futbolu. Ja nigdy nie 

byłam na żadnym meczu. Potem, w czasie pierwszego roku college'u, gdy zaczęłam umawiać 

się z Bradym, rodzice wpadli w panikę.

- Nie lubili go?

- Myśleli, że on wykorzysta swą przewagę nade mną i po prostu zrobi sobie zabawę - 

odpowiedziała obojętnie Filomena. - Nie oni jedni. Każdy się dziwił, co też Brady we mnie 

widzi. Wyobrażasz sobie, jak to pozytywnie wpłynęło na moją samoocenę. Kiedy okazało się, 

że   wszyscy   mieli   co   do   niego   rację,   moja   rodzina   ponownie   zamartwiała   się   o   mnie. 

Wiedzieli, jak byłam upokorzona. Gdy na jesieni powróciłam do college'u, odetchnęli nieco. 

A potem znów zmartwienie, gdy wybrałam jako specjalizację sztuki piękne zamiast czegoś 

bardziej praktycznego. Kiedy trzy lata temu otworzyłyśmy z Glenną własną firmę, mama i 

tata ponownie panikowali. Wiedzieli na pewno, że nastąpi klapa, bo ja nie mam bladego 

pojęcia o interesach. Zapomnieli jednak, że szybko się uczę. - Filomena popatrzyła na niego 

roześmianymi oczami. - Czy mam mówić dalej?

- Chyba rozumiem, o co chodzi. A więc teraz powróciłaś do miasta i rodzina ma nowy 

powód do zmartwień.

- Najwyraźniej całą masę nowych powodów. Nie tylko chodzi o to, bym nie wywołała 

background image

jakiegoś skandalu z Bradym. Teraz mama zaczyna się niepokoić, że mam już dwadzieścia 

osiem lat, a jeszcze nie wyszłam za mąż. Naczytała się zbyt wielu statystyk. Gdy tłumaczę jej, 

że niezbyt interesuje mnie małżeństwo, jest rzeczywiście strapiona.

- Naprawdę nie interesuje cię małżeństwo? - spytał Trent z niepokojem.

- Naprawdę. Mam teraz inne sprawy na głowie.

- Na przykład?

- Sprawy zawodowe. - Popatrzyła na niego. - Ale czy to cię ciekawi?

- Oczywiście. - Chciał wiedzieć o niej jak najwięcej. - Zauważ, że sam prowadzę 

interesy.

- Gdy widzę cię w takim ubraniu jak teraz, trudno w to uwierzyć.

- To błąd, gdy pozwala się, by jedna sfera życia zdominowała wszystkie pozostałe - 

stwierdził poważnie Trent. - Przekonałem się o tym niedawno.

- Czy dlatego zrobiłeś sobie tego lata długie wakacje? Próbujesz odzyskać równowagę 

w życiu?

Popatrzył jej w oczy.

- Jak się tego domyśliłaś?

- Nie wiem - wyznała. - Ale ludzie pracujący w dużych firmach nie biorą na raz całych 

sześciu tygodni urlopu. Za dużo jest pilnych spraw. Jeśli, jak utrzymujesz, nie jesteś tu, by 

węszyć dla Asgarda, to może robisz jakieś poszukiwania, powiedzmy, osobiste. .

-   Jesteś   przenikliwą   kobietą,   Filomeno.   Masz   rację.   Robię   poszukiwania.   Mam 

trzydzieści   sześć   lat   i   czegoś   mi   w   życiu   brakuje.   Przyjechałem   tu,   by   wszystko   sobie 

uporządkować i przemyśleć.

Oczy Filomeny były pełne ciepłego zrozumienia.

-   Jesteś   inteligentnym   i   odważnym   mężczyzną.   Nie   każdy   miałby   odwagę   zrobić 

bilans swego życia i podjąć rozstrzygające decyzje. Większość ludzi woli biernie dryfować.

- Chyba przechodzę właśnie kryzys średniego wieku. Potrząsnęła głową.

- Nie, to nie jest kryzys, skoro panujesz nad sytuacją i wpływasz na nią w racjonalny 

sposób.

Trent poczuł się nieswojo. Przyjechał tu z Filomeną, by dowiedzieć się o niej czegoś 

więcej, a tymczasem to ona prowadzi badania psychologiczne. Najwyższa pora odwrócić role.

- Opowiedz mi o tych sprawach zawodowych, które są dla ciebie o niebo ważniejsze 

od małżeństwa.

Zaśmiała się.

-   Zwykłe   problemy,   jak   to   w   biznesie.   Moja   wspólniczka   i   ja   postanowiłyśmy 

background image

rozszerzyć działalność. Myślimy o własnych sklepach, zamiast jak dotychczas sprzedawać 

przez sieć domów towarowych. To dałoby nam znacznie większą możliwość dostosowania 

się do potrzeb rynku - mówiła z entuzjazmem. - Mamy również zamiar powiększyć nasz 

asortyment   o   ubrania   sportowe   dla   kobiet,   których   rozmiary   przekraczają   przeciętne. 

Projektanci nie myśleli o nich dotychczas, podobnie jak o nas, małych.

- Skąd macie zamiar wziąć kapitał?

- To część problemu - przyznała. - Pracujemy nad tym z Glenną. Wystąpiłyśmy o 

pożyczkę  do  banku,  który sfinansował  nas trzy  lata temu.  W przeszłości   okazywali  nam 

rozsądną pomoc, myślę, że i teraz tak będzie.

- Może nie powinnyście startować od razu z dwoma przedsięwzięciami - zasugerował 

Trent. - Otwarcie sieci własnych sklepów będzie bardzo kosztowne, podobnie uruchomienie 

produkcji nowych modeli odzieży. Skupcie się na jednym, a drugie niech trochę poczeka.

Popatrzyła na niego przenikliwie.

- Nie znasz się na sprawach mody.

- Owszem, ale znam się na takich podstawowych sprawach, jak niebezpieczeństwo 

nadmiernej   ekspansji   czy   problem   znalezienia   źródeł   finansowania.   Może   powinnyście 

zasięgnąć porady u konsultanta finansowego, zanim zrobicie krok, który może pogrążyć was i 

waszą firmę. Znam pewnego człowieka w Seattle, nazywa się Handel. Specjalizuje się w 

doradzaniu rozwijającym się firmom, takim jak wasza. Wie, jakie niebezpieczeństwa czyhają 

w okresie nowych inwestycji. Wiele spółek upadło na podobnym etapie rozwoju.

- Jeśli potrzebna mi będzie twoja rada, poproszę o nią - powiedziała sucho.

-   Wątpię.   Prawdopodobnie   sądzisz,   że   nie   mam   dostatecznych   kwalifikacji,   by   ci 

doradzać, gdyż jestem za wysoki.

Patrzyła na niego przez moment, a potem wybuchnęła śmiechem.

Trent odprężył się. Wszystko będzie w porządku, pomyślał. Da sobie z nią radę. Była 

dla niego wyzwaniem, ale on dobrze radził sobie z wyzwaniami. Potrzebuje jedynie czasu.

Tego   lata   ma   dostatecznie   wiele   czasu.   Ale   czy   nadarzy   się   sprzyjająca   okazja? 

Niełatwo będzie mu wciągnąć Filomenę Cromwell w romans, gdy cała jej rodzina i większość 

społeczności Gallant Lake obserwuje ją z żywym zainteresowaniem. Filomena jest za bardzo 

zajęta przedstawieniem, jakie sama daje dla miejscowej publiczności. Zbyt ją bawi, że jest 

dużą rybą w tym małym stawku. Nie będzie łatwo odciągnąć ją od tego i zwabić w sieć.

Postanowił sobie, że musi dopiąć swego. Udowodni jej, że powinna mu ufać, ale 

najpierw musi sprawić, żeby poświęciła mu więcej uwagi. Wczoraj w nocy, gdy trzymał ją w 

ramionach, przekonał się, że najszybszą drogą do tego celu jest obudzenie w niej namiętności.

background image

Stosowna   okazja,   oto   czego   potrzebował.   Długo   obracał   się   w   świecie   biznesu   i 

wiedział, że czasem człowiek sam musi sobie stworzyć okazję.

Myślał nad tym, prowadząc równocześnie miłą, niezobowiązującą rozmowę.

Filomena i Trent powrócili do domu po dwóch godzinach. Na tarasie siedzieli Amery, 

Meg i Shari, sącząc ze szklanek mrożoną herbatę. Trent pomyślał właśnie, że popołudnie było 

udane, i gratulował sobie rozwagi, z jaką postępował z Filomeną, kiedy zorientował się, że 

wśród trojga osób, siedzących przy stole, panuje pewne napięcie.

Filomena również to zauważyła.

-   Hej,   co   tam   się   dzieje?   Wyglądacie,   jakbyście   otrzymali   właśnie   zapowiedź,   że 

nastąpi trzęsienie ziemi - zawołała pogodnie.

Amery popatrzył na Trenta, a potem na córkę.

- To chyba nie jest aż tak poważne. Ale udało ci się wstrząsnąć Meg i Shari, i wieloma 

naszymi sąsiadami.

Filomena uniosła brwi.

- Doprawdy? Jakże to? Meg westchnęła.

- Wiem, że nie ma o czym mówić, ale sama rozumiesz, jak tu roznoszą się plotki. 

Słyszeliśmy, że spotkałaś Brady'ego Paxtona w mieście i piłaś z nim kawę u Muriel. A jeśli to 

do nas dotarło, to można się założyć, że wiedzą o tym wszyscy w Gallant Lake, włącznie z 

Glorią.

Trent poczuł, jak rozwiewają się wszystkie jego plany. Oto co się dzieje, gdy zostawi 

się kobiecie zbyt dużo czasu. Zwłaszcza zaś psotnicy, mającej stare rachunki do wyrównania.

- Najwyraźniej nie wykonuję dobrze swego zadania - zauważył zimno.

Filomena odwróciła się do niego.

- Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytała złowróżbnie.

background image

ROZDZIAŁ 4

- Chyba powinienem bardziej przyłożyć się do powierzonego mi zadania, by mieć cię 

cały czas na oku - powiedział Trent z udaną obojętnością.

Filomena zesztywniała. Widziała niepokój w oczach matki. Była wściekła na nieznaną 

osobę, która doniosła o tamtej nie chcianej pogawędce z Bradym.

- Zapewniałeś mnie, Trent, że przyjechałeś tu wypocząć. Nie nakładaj więc na siebie 

nowych obowiązków - odcięła się lodowato.

- On tylko tak żartuje - wtrąciła się Shari.

-   Wcale   nie   żartowałem   -   powiedział   Trent   spokojnie,   nalewając   sobie   mrożonej 

herbaty.   -   Koniec   z   samodzielnymi   wyprawami   do   miasta,   Filomeno.   Najwyraźniej   nie 

potrafisz tak postępować, by unikać kłopotów. Ale na twoje szczęście, mam zamiar trzymać 

cię na oku.

- Ojej! Serdeczne dzięki! - Filomena oparła ręce na biodrach i zwężonymi oczyma 

popatrzyła zuchwale na Trenta i całą rodzinę. - Chcecie wiedzieć, co naprawdę zaszło dziś 

rano u Muriel? Opowiem wam. Popijałam sobie kawę i wtedy przysiadł się do mnie Brady. 

Zgadnijcie, czego chciał.

- Och, możemy sobie to wyobrazić - wtrącił Amery.

- Jasne - powiedziała Shari. - Wszyscy wiedzą, że on szuka okazji, by poflirtować z 

tobą.

- Doprawdy? Muszę was rozczarować. Chciał, bym wyciągnęła od Trenta informacje 

na   temat   planów   spółki   Asgard   Development,   związanych   z   budową   ośrodków 

wypoczynkowych  nad naszym jeziorem. Brady jest przekonany, że Trent przyjechał tu w 

poszukiwaniu   odpowiednich   terenów.   Oferował   mi   pewną   prowizję,   jeśli   dostarczę 

informację jemu i jego kumplom. Tak się rzeczy mają. Czy rozwiewa to wasze wątpliwości? - 

Filomena uniosła wyzywająco brodę.

Shari uśmiechnęła się.

- Można się było spodziewać po Bradym, że przedłoży interes nad przyjemność.

Amery chrząknął.

-   Mogłem   to   przewidzieć.   Słyszałem,   że   Paxton   ma   upoważnienia   do   sprzedaży 

niektórych najlepszych działek nad jeziorem.

Trent uśmiechnął się znad swej szklanki.

- Nie powiedziałaś nam jeszcze, czy podjęłaś się tego zadania.

- Jakiego zadania? - spytała Filomena.

background image

- Wysondowania mnie na temat planów Asgarda.

- Mam wrażenie, że nie martwi cię to specjalnie - zauważyła cicho. Zorientowała się, 

że Trent nie chwycił przynęty i cała jej zuchwałość minęła.

- Już ci mówiłem, iż Asgard nie ma żadnych planów co do Gallant Lake. Ale nie 

miałbym nic przeciwko temu, gdybyś usiłowała wyciągnąć ode mnie szczegóły na temat tego 

braku planów. Patrzył wyczekująco, a Filomenę opuściła cała irytacja i powróciło poczucie 

humoru.

- Za późno. Już powiedziałam Brady'emu, że nie masz żadnych planów.

- Może on ci nie dowierza.

- Bardzo możliwe. Ale to już jego problem.

- Coś mi się przypomniało - wtrąciła Shari. - Ty, Trent, też możesz mieć kłopoty. 

Godzinę  temu był do ciebie telefon z Portland.  Masz się skontaktować jak najszybciej  z 

panem Reece'em.

Trent spoważniał.

- Dzwonił Reece? Shari skinęła głową.

-   Rozmowę   odebrano   w   recepcji   i   przekazano   mi   informację.   Czy   to   jakaś   zła 

wiadomość?

- Reece jest moim asystentem. Poleciłem mu, by nie niepokoił mnie z byle powodu. 

Myślę, że zaszło coś ważnego. Proszę mi wybaczyć, pójdę zadzwonić.

Amery również wstał.

- Wrócę do biura. Mam tam jeszcze wiele pracy. Meg odstawiła swoją nie dopitą 

szklankę herbaty.

- A ja muszę porozmawiać z szefem kuchni. Spotkamy się na kolacji.

- Idę z tobą, mamo - zdecydowała Shari. - Omówię z Henrym sprawę mego tortu 

weselnego.

Wytłumaczę mu, że lukier ma być smaczny, a nie tylko służyć do dekoracji.

Chwilę   potem   Filomena   została   na   tarasie   sama.   Odprężona,   usiadła   wygodnie   w 

fotelu i nalała sobie herbaty. Życie jest czasem stresujące.

W pewnej chwili z mieszkania rodziców dobiegł ją dźwięk telefonu.

- Dom Cromwellów - odezwała się pogodnie, podnosząc słuchawkę.

- Wydaje ci się, że jesteś okropnie sprytna - usłyszała kobiecy głos nabrzmiały złością. 

- Wydaje ci się, że możesz powrócić po kilku latach i zabrać mi go, ale mylisz się. Jesteś 

tylko przybłędą i ja już się postaram, by wszyscy to zrozumieli. Myślisz, że to takie zabawne, 

gdy robisz z siebie widowisko? Jeździsz jak opętana tym swoim samochodem, obnosisz swoje 

background image

ciuchy i kręcisz się wokół każdego mężczyzny w mieście.

- Gloria? - Filomena była oszołomiona tą dawką jadu - Poczekaj chwilę. Nie masz 

powodu, by na mnie wrzeszczeć. Uspokój się ...

- Uspokoić się? - Głos Glorii przeszedł w bolesny skowyt. - Mam się uspokoić, gdy ty 

uwodzisz  mego  męża? Dziewięć  lat  temu  byłaś  głupią,  nieokrzesaną  brzydulą.  Teraz  nie 

zmieniłaś się na lepsze. Udało ci się tylko zdobyć forsę i nieco poloru, blichtru. Ale ja nie 

pozwolę, byś zabierała mi męża, słyszysz?

- Wierz mi, Glorio, że nie mam najmniejszego  zamiaru odbierać ci męża. Należy 

całkowicie do ciebie i możesz się nim cieszyć do woli.

Filomena starała się mówić spokojnie, ale miała wrażenie, że tylko podsyca urazę i 

złość, kipiące w Glorii.

- Nie  okłamuj mnie  - wściekała  się Gloria.  - Widziałam  wczoraj  wieczór, w  jaki 

sposób na niego patrzyłaś. Chciałabyś dowieść, że możesz go mieć z powrotem, prawda? Nie 

kochasz go. Chcesz tylko udowodnić, że jesteś zdolna do wszystkiego!

Gloria mówiła tak głośno, że Filomena musiała trzymać słuchawkę z dala od ucha.

- Glorio, posłuchaj. Całkiem fałszywie to interpretujesz.

- To ty mnie słuchaj, przybłędo. Wiem wszystko o waszym sam na sam u Murie!.

- Sam na sam? Wszyscy w mieście piją kawę u Muriel.

- A ty wiedziałaś, że ja się o tym dowiem. Chcesz uwieść mego męża i ukarać mnie. 

Nie dopuszczę do tego. On nie miał na ciebie ochoty przed laty, kretynko. Po prostu się 

nudził, a ty się akurat wtedy nawinęłaś. Wszystko mi powiedział. Śmiał się, jaka to z ciebie 

irytująca głuptaska, i ja śmiałam się razem z nim. Słyszysz mnie?

Nim   Filomena   zdążyła   odpowiedzieć,   Gloria   z   całej   siły   trzasnęła   słuchawką. 

Filomena stała cicho przez kilka sekund, nasłuchując urywanego sygnału telefonicznego.

-   Co   się   stało,   Filomeno?   -   spytał   półgłosem   Trent   zza   jej   pleców.   -   Czyżby 

demonstrowanie, jak to się zmieniłaś, nie jest tak miłe i bezpieczne, jak się wydawało?

Filomena   aż   podskoczyła   ze   zdziwienia   i   odwróciła   się.   Trent   stał   w   otwartych 

drzwiach z rękami skrzyżowanymi na piersiach. Jest zbyt spostrzegawczy, pomyślała.

- Niczego nie udaję, Trent. Przyjechałam tu tylko po to, by nieco odpocząć. Jednak 

trudno mi wszystkich o tym przekonać.

- A najtrudniej z pewnością Glorię Paxton. To ona dzwoniła, prawda? Ostrzegała cię.

Filomena odłożyła powoli słuchawkę.

- Powiedziałam jej, że nie ma powodów do obaw.

- Och, czy naprawdę myślisz, że ci uwierzy? Boi się, że spotka ją teraz takie samo 

background image

upokorzenie, jakie wraz z Bradym zgotowali tobie przed dziewięciu laty. Przestraszeni ludzie 

nie zawsze postępują racjonalnie. Zwłaszcza gdy mają powody.

-   Ona   nie   ma   powodów!   Filomena   odwróciła   się   i   podeszła   do   dużego   okna   z 

widokiem na jezioro.

- Ale myśli, że ma. Podobnie myślą niemal wszyscy w mieście. Ludzie, którzy teraz 

na ciebie patrzą, to te same osoby, które cię znały jako nastolatkę. Z pewnością sprawia ci 

wiele satysfakcji, gdy im demonstrujesz, że tym razem to nie nad tobą trzeba się litować.

- Nie mam zamiaru pokazywać, że mogę odzyskać Brady'ego Paxtona. Nie chcę go. 

Muszę przyznać, że sprawia mi przyjemność, gdy każdy widzi, jaki sukces osiągnęłam, ale 

nie chcę niczego więcej. A nikt w to nie wierzy.

-   Ja   wierzę   -   powiedział   spokojnie   Trent.   Filomena   poczuła   niebywałą   ulgę. 

Odpowiedziała miękko:

- Dziękuję.

- Nie ma za co - rzekł sucho Trent. - Wiem, jak to jest, gdy nikt ci nie  wierzy. 

Dochodzi do tego, że masz poczucie, jakbyś waliła głową w mur.

- Tak sądzisz?

- Owszem. Jednak to, że ja cię rozumiem, niewiele zmienia. Wszyscy inni są skłonni 

traktować cię jak beczkę prochu.

Filomena skrzywiła się.

- Niezbyt to przyjemne.

- Mam pewien pomysł, który może zmniejszyć to napięcie wokół ciebie. Naturalnie, 

jeśli ci na tym zależy.

Rzuciła mu szybkie spojrzenie. - Jaki pomysł?

- Bardzo praktyczny.  Ludzie przestaliby plotkować o tobie i Paxtonie i znaleźliby 

sobie inny temat. - Jak mam to osiągnąć?

- Dziś po południu muszę pojechać do Portland. Interesy. Zanocuję tam i wrócę jutro 

rano. Pojedź ze mną, Filomeno.

Westchnęła i nie patrząc mu w oczy, spytała cicho:

- Z tobą?

- Możesz przenocować u Reece' ów. Zjemy z nimi kolację, a potem pojedziesz z nimi 

do ich domu, jeśli chcesz.

- Nie lubię wpraszać się do obcych ludzi - odparła. Nawet w jej uszach zabrzmiało to 

dziwnie cicho.

- Możesz w takim razie zatrzymać się w hotelu albo ... - zawiesił głos.

background image

- Albo gdzie?

- Albo u mnie - dokończył. - Obiecuję, że nie będę narzucał ci wyboru.

Filomena nie mogła pozbierać myśli. Nadal dźwięczały jej w uszach wrzaski Glorii, 

ciągle miała przed oczami zaniepokojoną matkę. Wyobraziła sobie, że dziś wieczorem goście 

w pensjonacie będą snuć domysły na temat jej kontaktów z Bradym i bardzo chciała tego 

uniknąć.

Wyjazd z Trentem do Portland wydał jej się nagle sensownym sposobem ucieczki. 

Podjęła decyzję szybko i bez wahania, jak zwykle robiła to w sprawach służbowych.

- Dobrze, Trent. Dziękuję ci za zaproszenie. Może rzeczywiście w tej sytuacji wyjazd 

na dzień czy dwa dobrze mi zrobi. Idę się pakować.

- Podróż będzie trwała prawie trzy godziny. Chciałbym wyruszyć jak najszybciej.

Filomena skinęła głową i ruszyła w stronę swego pokoju.

Droga do Portland okazała się nadzwyczaj przyjemna. Im dalej odjeżdżali od Gallant 

Lake, tym bardziej Filomena się odprężała. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo była 

spięta po telefonie Glorii.

Początkowo rodzina wyraziła zdziwienie, dowiedziawszy się o jej planach, ale potem 

wszyscy odetchnęli z ulgą.

- Dlaczego jesteś taka zamyślona? - zapytał Trent w pewnym momencie.

-   Zastanawiałam   się,   dlaczego   nikt   nie   zainteresował   się,   gdzie   mam   zamiar   dziś 

nocować.  Tyle  szumu  robią  o jedną   filiżankę  kawy,  wypitą   razem  z  Bradym,   a  nikt  nie 

powiedział ani słowa, gdy znienacka wyjeżdżam z tobą do Portland na całą dobę.

Trent rzucił jej przelotne, taksujące spojrzenie.

- Jesteś dorosłą osobą. Jeżeli nie przysparzasz kłopotów, rodzina jest zadowolona i 

możesz robić, co chcesz.

- Nie sądzisz, że to lekka hipokryzja?

- Nie. Wyjazd ze mną do Portland to zupełnie co innego, niż doprowadzanie Glorii 

Paxton do szaleńczej zazdrości.

- Och, rozumiem - powiedziała Filomena z udaną domyślnością. - To wiele wyjaśnia. 

Jest im obojętne, że mogłabym przespać się z tobą, bylebym tylko nie próbowała podrywać 

Brady'ego. O to chodzi?

- Dokładnie - potwierdził Trent. - Nic dziwnego, że dobrze ci idzie w interesach. 

Świetnie umiesz dodać dwa do dwóch.

- To zadziwiające, że w ogóle udaje ci się przebrnąć przez życie. Wydawałoby się, że 

niektórzy gotowi byliby cię zatłuc w imię zasad moralnych.

background image

- Próbowano tego kilka razy - odparł, wzruszając ramionami. - Jednak jeśli chodzi o 

obronę zasad, zawsze wygrywam.

- Dlatego że nie ustępujesz ani na milimetr?

- Właśnie dlatego.

- A jakiż to ważny interes wzywa cię tak nagle do Portland?

Popatrzył na nią ostro.

- To prawdziwy interes. Nie wymyśliłem niczego, by cię tam zwabić.

Usłyszała w jego głosie znajomą, arogancką nutkę i postanowiła się poddać.

- W porządku, wierzę ci. A teraz powiedz, o co chodzi. Trent odprężył się nieco.

- Od trzech miesięcy Asgard usiłuje zawrzeć transakcję kupna pewnej posiadłości na 

wybrzeżu. Właściciel, starszy człowiek, nie chciał jej sprzedać, gdyż nie był pewien, co stanie 

się potem z tym miejscem. Potrzebuje wprawdzie pieniędzy, ale nie życzy sobie, aby na jego 

rodzinnych terenach zbudowano jakieś okropne kamienice i sklepy. Pokazywałem mu plany i 

zapewniałem, że architekci będą się ich dokładnie trzymali. Asgard ma zamiar wybudować 

tam   cichy,   luksusowy   ośrodek   wypoczynkowy   i   wyda   dużo   pieniędzy,   by   to   miejsce 

zachowało  swój  oryginalny  wygląd.   Nie będzie  tam  parkingów  ani  deptaków.  Właściciel 

chyba jest gotów wreszcie podpisać kontrakt.

- I ty musisz być przy tym obecny.

- Staruszek nie ufa przedsiębiorcom budowlanym - wyjaśnił Trent kwaśno. - Ale tobie 

ufa?

- Tak. Dotarli do Portland tui przed piątą. Trent natychmiast zajechał do centrum, do 

biur Asgard Development. Na ósmym piętrze czekał na niego mężczyzna. Miał nieco ponad 

trzydziestkę,   przerzedzone   włosy   i   udręczoną   minę.   W   stał   z   krzesła,   gdy   tylko   Trent 

otworzył drzwi.

- Przyjechałeś w samą porę. Baldwin obstaje przy swoim, tak jak ci mówiłem przez 

telefon. Nie chce podpisać tego cholernego kontraktu, dopóki ty mu nie uściśniesz ręki i nie 

zapewnisz, że wszystko będzie budowane według planów.

Przerwał, zauważywszy Filomenę.

-   Przepraszam,   nie   widziałem   pani.   Proszę   wejść.   Trent   przedstawił   ich   sobie 

pospiesznie i przeszedł do interesów.

- Gdzie jest Baldwin, gdzie są papiery? - zapytał.

-   Czeka   na   dole   w   sali   konferencyjnej.   Jest   tam   też   Asgard,   ale   Baldwin   chce 

rozmawiać tylko z tobą.

- Czy on nie rozumie, że podpisujemy z nim umowę, która bardzo dokładnie określa 

background image

warunki zagospodarowania tego terenu?

- Asgard już mu to wielokrotnie tłumaczył, ale Baldwin chce się z tobą zobaczyć, 

zanim podpisze kontrakt.  Jego postawa jest w jakimś  stopniu uzasadniona.  Kiedy ziemia 

będzie już należała do Asgarda, możemy z nią zrobić wszystko, co nam się spodoba. Baldwin 

zdaje sobie z tego sprawę i nie chce ryzykować. Jesteś gotów?

- Oczywiście - odpowiedział Trent i zwrócił się do Filomeny: - Jeśli chcesz, poczekaj 

w biurze. Skończę za jakieś pół godziny. Potem pójdziemy się czegoś napić i coś zjeść z 

Reece'em i jego żoną.

Filomena kiwnęła głową, rozglądając się z ciekawością po pokoju.

- Nie martw się o mnie, dam sobie radę. Reece zauważył jej taksujące spojrzenie i 

uśmiechnął się.

- Biura Trenta są wyżej, jeśli to panią interesuje. Jego sekretarki nie ma teraz, ale 

może się pani tam rozejrzeć. Z jego pokoju jest znacznie rozleglejszy widok na rzekę.

- Dziękuję. To może być interesujący sposób spędzenia czasu.

Trent nachmurzył się.

- Dlaczego chcesz zobaczyć moje biuro?

- Zwykła ciekawość, Trent - wyjaśniła. - Idź i uściśnij rękę panu Baldwinowi.

Odwróciła się i ruszyła do drzwi. Hal Reece zwrócił się do Trenta, patrząc za nią:

- Skąd żeś ją wytrzasnął?

- Z lasu. Mieszkała pod grzybkiem - odpowiedział Trent.

- Nigdy nie wiadomo, co można znaleźć w tych oregońskich puszczach - z zadumą w 

głosie stwierdził Reece.

Filomena pokręciła głową i wyszła.

Kolacja   przebiegała   w   bardzo   miłej   atmosferze.   Wybrali   elegancką   restaurację   w 

centrum, której specjalnością były frutti di mare i makaron. Evelyn Reece okazała się uroczą, 

atrakcyjną kobietą po trzydziestce. Z lubością rozprawiała o dwójce swych dzieci. Widać 

było, że oboje z mężem bardzo się kochają.

- Cieszę się, że mogłaś przyjechać, Fil - powiedziała, pochylając się nad stołem. - 

Trent bardzo rzadko ostatnio gdzieś wychodzi. zawsze mu powtarzam, że nie spotka kobiety 

swoich marzeń, jeśli będzie siedział sam w mieszkaniu i pracował całymi wieczorami. Kiedyś 

myślałam,   że   to   raczej   kobiety   trzeba   namawiać,   by   gdzieś   poszły   i   poszukały   sobie 

partnerów, ale przekonałam się, że mężczyźni również potrafią być upartymi samotnikami.

- Oburza mnie to stwierdzenie - powiedział Trent łagodnie, patrząc na Filomenę. - Ani 

nie jestem samotnikiem, ani nie jestem uparty.

background image

-  Za  to  wybredny,  prawda?  -  zaśmiała   się Evelyn.   - Mogę  ci  tylko  pogratulować 

uroczej towarzyszki. Czy to oznacza, że mam już przestać bawić się w swatkę?

- Tak, dziękuję ci, Evelyn. Byłbym niezmiernie zobowiązany - odrzekł Trent z taką 

emfazą, że wszyscy się zaśmieli.

- Robiłam, co mogłam, Bóg mi świadkiem - zwróciła się Evelyn do Filomeny. - Trent 

chce się ożenić. Musi. Ma to wypisane na twarzy. Brak mu jednak szczęścia.

- Fil chyba nie jest zbytnio zainteresowana twoimi poprzednimi porażkami jako swatki 

- wtrącił jej mąż, zerkając na beznamiętną twarz Trenta. - Trent również nie.

- Nonsens - zaprotestowała Evelyn. - Fil powinna wiedzieć, co ją czeka.

-   Nic   mnie   nie   czeka,   prawda,   Trent?   -   Filomena   obracała   kieliszek   z   winem, 

uśmiechając się do Trenta, - Przyjechałam tu tylko po to, by spędzić wieczór z dala od całej 

tej ciszy i spokoju Gallant Lake.

- Skoro tak twierdzisz ... - odpowiedział Trent, unosząc kieliszek.

Filomena   pamiętała,   że   Trent   pozostawił   jej   wybór,   gdzie   ma   spędzić   noc.   Nie 

zarezerwowała   jeszcze   miejsca   w   hotelu.   Nie   było   na   to   czasu.   Wkrótce   jednak   kolacja 

dobiegnie końca i nie można będzie dłużej odwlekać decyzji.

- Wybaczcie mi - oznajmiła Evelyn - ale muszę poprawić sobie makijaż. Za chwilę 

wracam.

- Idę z tobą - powiedziała szybko Filomena. Evelyn torowała drogę przez zatłoczoną 

restaurację.

Kiedy   dotarły   do   wyłożonego   marmurami   pomieszczenia,   wyciągnęła   z   torebki 

szminkę i zaczęła malować sobie usta.

-  Nie  mogę  doprawdy uwierzyć,  że  po  tylu   moich  wysiłkach  Trent   wreszcie   sam 

znalazł sobie dziewczynę. I to ni mniej, ni więcej, a właśnie w Gallant Lake, w stanie Oregon. 

Choć muszę przyznać, że nie wyglądasz na mieszkankę Gallant Lake.

- Powinnaś była mnie zobaczyć dziewięć lat temu, gdy wyjeżdżałam stamtąd - rzuciła 

ze śmiechem Filomena, szczotkując długie włosy.

- Wspomniałaś, że twoja firma mieści się w Seattle?

- Tak.

- Czy będziesz mogła przenieść ją do Portland, czy też Trent ma zamiar przenieść się 

do Seattle? - spytała od niechcenia Evelyn.

- Co? - Filomena patrzyła ze zdziwieniem na odbicie swej nowej znajomej w lustrze. - 

Dlaczego któreś z nas miałoby się przenosić?

- Mam powody, by podejrzewać, że wkrótce wyjdziesz za mąż, a prawdę mówiąc, nie 

background image

wyobrażam sobie Trenta jako dojeżdżającego małżonka. To typ mężczyzny, który potrzebuje 

stabilnego domu. Długo na niego czekał i zasługuje na to. Wiesz, on był już raz żonaty, gdy 

miał dwadzieścia kilka lat. Ale o ile wiem, zakończyło się to katastrofą. Żona opuściła go dla 

kogoś znacznie starszego i bogatszego. Najwidoczniej nie spodziewała się, jak wielki sukces 

osiągnie Trent.

Filomena czuła, że się gubi w tym wszystkim.

- Nie miej do mnie urazy, Evelyn, ale zapewniam cię, że wyciągasz zbyt pochopne 

wnioski. Trent i ja nie robimy żadnych planów. Jesteśmy po prostu przyjaciółmi.

- I chciałabyś, żebym w to uwierzyła? - Evelyn przewróciła oczami. - Daj spokój, Fil. 

Widziałam, jak on na ciebie patrzy.

- Evelyn, proszę cię, wiem, że chcesz jak najlepiej, ale ...

- To, czego ja chcę, nie jest aż tak ważne jak to, czego chce Trent - wypaliła Evelyn. - 

Chce znaleźć żonę. Naturalnie nie przyzna się do tego otwarcie, ale ja go obserwuję. Już od 

półtora roku krąży wśród stadka kobiet i wypatruje, z którą ma się związać.

- Mówisz o nim tak, jakby był tokującym głuszcem.

- Niezłe porównanie. Przez pewien czas tokował nawet dość intensywnie. Co tydzień 

umawiał się z inną kobietą. A potem nagle jakby zrezygnował. Skończyły się bezustanne 

randki, a zaczęło coraz częstsze siedzenie w domu. Próbowałam kilkakrotnie go wyciągnąć, 

ale daremnie. Potem oznajmił, że na całe prawie lato bierze prawdziwy urlop, że jakoby musi 

zmienić otoczenie. A potem nagle pokazuje się z tobą. I jego oczy mówią mi, że polowanie 

wreszcie dobiegło końca.

Filomena starała się nie okazywać niczego po sobie. Włożyła szczotkę do torebki.

- Evelyn, wierz mi, snujesz zbyt daleko idące domysły.

- Zobaczymy. Nie musisz się denerwować - zapewniła Evelyn. - Trent to człowiek 

pewny. Nie ma w nim ani odrobiny fałszu. Możesz mu bezgranicznie wierzyć. Jeśli ma w 

stosunku do ciebie poważne zamiary, wkrótce to oznajmi i będzie się tego trzymał.

Filomena czuła się coraz bardziej nieswojo. Najpierw jej rodzina utrzymywała, że ona 

i   Trent   tworzą   idealną   parę.   Teraz   Reece'owie   twierdzą   to   samo.   A   Trent,   jak   mogła 

zauważyć, nie robi nic, by zapobiec tym spekulacjom.

-   Evelyn,   nie   chciałabym   cię   rozczarować,   ale   Trent   nic   nie   mówił   na   temat 

małżeństwa. Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że szuka kogoś do towarzystwa na czas swego 

pobytu w pensjonacie moich rodziców. Ja się tam pojawiłam parę tygodni temu i wszyscy, 

włączając w to Trenta, doszli chyba do wniosku, że dobrze byłoby, gdyby między nami coś 

się wykluło. Są pewne powody, dla których ten pomysł wydaje się im taki świetny.

background image

- Podejrzewam, że to ty ulegasz złudzeniu - powiedziała spokojnie Evelyn. - Ale nie 

martw się, Trent wszystko wyjaśni we właściwym czasie.

Nie było sensu dalej ciągnąć tego tematu. Wykorzystując jednak rozmowność Evelyn, 

Filomena postanowiła uzyskać odpowiedź na pytanie, które ja dręczyło.

- Czy wiesz, dlaczego tak pędziliśmy dzisiaj do Portland?

- Oczywiście. Hal powiedział mi, że Baldwin ma zamiar wreszcie podpisać umowę. 

Wcale się nie zdziwiłam, że nie chce tego zrobić bez Trenta. Baldwin nie ma zaufania do 

inwestorów budowlanych.

- A do Trenta Ravindera ma zaufanie?

- Ten twój Ravinder to tajna broń Asgarda. Ludzie mu wierzą i jedynie z nim są 

gotowi zawierać umowy. To człowiek kryształowo uczciwy i jego słowo jest na wagę złota. 

Asgard wysyła go do negocjacji, których nikt inny nie zdołałby doprowadzić do końca.

- A co by się stało, gdyby Trent złożył jakąś obietnicę w imieniu Asgarda, a potem by 

jej nie dotrzymano?

-  Nie   sądzę,   by  coś  takiego  mogło   mieć  miejsce,  chyba   że  przez  pomyłkę.   Stary 

Asgard wie, że wówczas . Trent odszedłby od niego w ciągu pięciu minut. Największym 

zmartwieniem firmy jest to, że pewnego dnia Trent założy własną firmę, a to jest bardzo 

prawdopodobne.

- Ale w jaki sposób Trent osiągnął taką reputację?

- Zapracował sobie na to - stwierdziła Evelyn. - I broni tego. Jest z tego dumny.

- Wiem - powiedziała Filomena powoli. - Czasem potrafi być arogancki.

- Według mnie dawno temu w jego życiu musiało się coś wydarzyć i wtedy Trent 

postanowił, że albo ludzie mają mu bezgranicznie wierzyć, albo nie ma o czym mówić. Lepiej 

uważaj na to, co robisz, Fil, zwłaszcza gdy nie jesteś pewna, że traktujesz go poważnie. Trent 

znany jest z tego, że dotrzymuje raz danego słowa, choćby się nie wiem co działo. Taka 

postawa ma jednak pewne konsekwencje.

- Jakie?

- On dopnie swego. Ta sama duma i arogancja, które nie pozwalają mu na złamanie 

przyrzeczenia, nie pozwalają mu również na odstąpienie od wyznaczonego celu. Dlatego jest 

tak niezwykle użyteczny w firmie Asgarda.

-   Mogę   to   sobie   wyobrazić   -   odpowiedziała   Filomena.   Zastanawiała   się,   czy   nie 

powinna   natychmiast   uciec,   zanim   całkowicie   wpadnie   w   pułapkę   zastawioną   prze?: 

Ravindera.

Jednak od tamtego dnia, gdy zastała swego narzeczonego w łóżku z inną kobietą, nie 

background image

uciekała już nigdy od niczego. Uśmiechnęła się do Evelyn i ruszyła w kierunku drzwi.

- Na szczęście bardzo dobrze biegam - powiedziała cicho.

- Musisz, jeśli chcesz przegonić Trenta.

background image

ROZDZIAŁ 5

Kolacja   dobiegła   końca.   Przed   drzwiami   restauracji   Reece'owie   pożegnali   się 

pośpiesznie,   wsiedli   do   samochodu   i   odjechali.   Trent   podał   Filomenie   ramię   i   ruszył   w 

kierunku mercedesa.

-   Czy   zdecydowałaś   się,   gdzie   spędzisz   noc,   Filomeno?   -   spytał,   siadając   za 

kierownicą.

Odchrząknęła.

-   To   był   bardzo   miły   wieczór,   Trent.   Cieszę   się,   że   poznałam   twoich   przyjaciół. 

Najlepiej, żebyś teraz zawiózł mnie ...

- Najpierw zabiorę cię do mego mieszkania - przerwał jej gładko, jakby wiedział, co 

chciałaby dalej powiedzieć. - Wypijemy sobie szklaneczkę, a ty postanowisz, gdzie spędzisz 

noc.

Filomena zmrużyła oczy, czując, że poniosła porażkę. Wiedziała, że musi jakoś bronić 

swej kobiecej niezależności.

- Zgoda na jedną szklaneczkę - powiedziała. - A potem odwieziesz mnie do hotelu. 

Zamówię pokój telefonicznie z twojego mieszkania.

- Jak sobie życzysz - odparł, najwyraźniej nie przejmując się jej decyzją.

Jednak Filomena zauważyła u niego pewne napięcie.

Na pozór był zupełnie swobodny, gdy prowadził samochód, ale ona wyczuwała w nim 

jakieś gorączkowe oczekiwanie. Poruszyła się niespokojnie w fotelu.

-   Chyba   się   nie   boisz?   -   spytał   Trent,   wprowadzając   samochód   do   garażu   w 

podziemiach wysokiego, nowoczesnego budynku.

- Czego miałabym się bać? - odparła agresywnie. Była niezadowolona, że Trent tak 

łatwo czytał w jej myślach.

- W końcu będziesz musiała stanąć ze mną oko w oko i już wiesz, że mi nie umkniesz.

- Co masz na myśli?

- Przez ostatnie dwa tygodnie musiałem ze wszystkimi konkurować: z twoim dawnym 

narzeczonym,   z   krewnymi.   A   ty,   zajęta   wywoływaniem   sensacji   w   Gallant   Lake,   nie 

zwracałaś na mnie uwagi. Ale dziś wieczór masz czas, prawda? Nie możesz posłużyć się 

wymówką, że musisz wcześniej wrócić do domu. Nie masz przed kim szpanować porshe'em 

czy  swoimi   kreacjami.   Nie  wydajesz  żadnego  przyjęcia.   Po  prostu  nic  nie   stoi  na  mojej 

drodze. Dziś jesteśmy tylko ja i ty.

- Czy to groźba? - spytała Filomena, usiłując zachować spokój.

background image

Trent postawił samochód na miejsce i wyłączył stacyjkę Uśmiechnął się tajemniczo, 

ale w oczach miał czujność.

-   Nie,   Filomeno,   to   nie   groźba.   Proste   stwierdzenie   faktu.   Musisz   stanąć   ze   mną 

twarzą w twarz i podjąć decyzję na nasz temat: w tę stronę albo w drugą.

Uniosła wyzywająco podbródek.

- A jeśli nie jestem gotowa do podjęcia decyzji? Trent patrzył na nią, milcząc. Po 

chwili otworzył drzwi i stwierdził:

-   Jesteś   gotowa.   Nie   chcesz   się   tylko   do   tego   przyznać.   Bez   słowa   wysiadła   z 

samochodu.  Czuła,  że  Trent   triumfuje.  Podczas  jazdy   windą na  dwudzieste  drugie  piętro 

powtarzała sobie w duchu, że nie musi zostawać u niego, jeśli nie chce. Może wypić drinka i 

pójść   sobie.   Może   zawołać   taksówkę.   Może   nalegać,   by   Trent   odwiózł   ją   do   hotelu.   W 

ostateczności może nawet pójść pieszo.

Wciąż dodawała sobie w ten sposób otuchy, gdy szli od windy do drzwi mieszkania. 

Ogarnęła   ją   jednak   ciekawość   i   wszelkie   wątpliwości   znikły.   Takiego   samego   uczucia 

doznała dziś po południu, gdy chodziła po pokojach w biurze Trenta. Ich wystrój był prosty, 

surowy   i   funkcjonalny   -   dowód   na   to,   że   człowiek   tu   przebywający   pracuje   ciężko   i 

efektywnie, i nie chce, by jego biuro zagracały zbyteczne upiększenia.

- No i. .. ? - Trent z rozbawieniem patrzył, jak Filomena stąpa po szarym dywanie. - 

Czy tego się spodziewałaś?

- Chyba tak. Tak, dokładnie tego się spodziewałam. Mieszkanie urządzone było w ten 

sposób, by komfortowo i wygodnie w nim się żyło mężczyźnie - potężnemu mężczyźnie. 

Przepaściste meble, skóra i drewno w dobrym gatunku, nowoczesne, ale bez przesady.

- Mogę się założyć, że twoje mieszkanie wygląda zupełnie inaczej - powiedział Trent, 

przechodząc do kuchni.

- A jak je sobie wyobrażasz? Otworzył kredens i wyjął butelkę koniaku.

- Na pewno pełne jest słodkich, delikatnych, nowoczesnych przedmiotów. Gładkich, 

modnych, przyjemnych dla oka. I z pewnością te meble zawalą się, jeśli usiądzie na nich ktoś, 

kto będzie cięższy od dżokeja. Nie są zbyt wygodne, ale na pewno supermodne.

Filomena uśmiechnęła się w duchu, zdziwiona trafnością tej wizji.

- Mówisz o tym z dezaprobatą.

-   Nie.   Przykładasz   dużą   wagę   do   wyglądu   przedmiotów   i   z   pewnością   w   twoim 

mieszkaniu jest to widoczne. Nie ma w tym niczego złego.

Nalał koniaku i podał go Filomenie.

-   Mylisz   się.   Moje   meble   są   wygodne.   Przynajmniej   dla   mnie.   -   Obrzuciła   go 

background image

wzrokiem. - Dla ciebie pewnie byłyby za ciasne.

- Musisz czuć jakąś urazę, skoro pokpiwasz sobie z mojego wzrostu.

- Słyszałam dziś, jak w rozmowie z przyjacielem, Halem, ty pokpiwałeś sobie z moich 

rozmiarów.

- W jaki sposób?

- Mówiłeś, zdaje się, że znalazłeś mnie pod grzybkiem w lesie.

Trent nie był ani trochę speszony.

- Ach, o to ci chodzi. Przyznam, że jest w tobie coś, co przypomina mi elfa, ale to nie 

twój wzrost.

- Nie? A co?

- Twój talent do robienia psot i przysparzania kłopotów.

- Nie zgadzam się - odparła Filomena.

- Może w biurze swojej firmy jesteś inna, ale gdy jesteś na wakacjach, nie byłbym 

tego taki pewien. Twoja rodzina była mi wdzięczna, że zabrałem cię na pewien czas z miasta.

Filomena nie mogła powstrzymać się od śmiechu.

- Czyżby rzeczywiście udało mi się wszystkich zdenerwować?

- Owszem. I bardzo byłaś z tego zadowolona. Filomena spoważniała.

-   Wcale   nie   podobał   mi   się   ten   telefon   od   Glorii   -   przyznała   z   westchnieniem, 

odwróciła się i poszła powoli do salonu.

- A ja cieszę się, że zadzwoniła - powiedział nieoczekiwanie Trent, idąc za nią.

Filomena obruszyła się.

- Doprawdy?

-   Naturalnie.   -   Trent   zgasił   światło.   Miękka,   aksamitna   ciemność   zapanowała   w 

pokoju.   -   Gdyby   nie   ten   telefon,   miałbym   większe   trudności   z   namówieniem   cię   na   ten 

wyjazd do Portland.

Filomena nie poruszała się w ciemności. Wpatrywała się w światła miasta, ale cały 

czas była świadoma, że Trent zbliża się do niej.

- Ale mimo to próbowałbyś mnie namówić? - spytała szeptem.

Stanął tuż przy niej. Położył na jej ramieniu ciepłą, dużą dłoń. Przez jedwabną suknię 

czuła, jak pali ten dotyk.

- Czy aż tak trudno byłoby cię do tego namówić? Zawahała się, a potem odwracając 

się do niego, wyznała szczerze:

- Nie wiem. Trent delikatnie wyjął jej z rąk kieliszek i odstawił go na stolik obok. 

Zanurzył palce w gęste włosy.

background image

-   Jesteś   pewna?   -   Pochylił   głowę,   dotykając   jej   czoła.   -  Czy  naprawdę   nie   znasz 

odpowiedzi? - A czy to takie ważne?

-   Chcę   mieć   pewność,   że   wiesz,   co   robisz.   Zadrżała   czując,   jak   palce   Trenta 

przesuwają się po jej karku.

- Robię chyba to, czego po mnie oczekujesz. Czy to nie wystarczy? - zapytała miękko.

- Nie.

- Czego więc chcesz? Uniósł rękami jej brodę i musnął wargami usta.

- Chcę usłyszeć, że mnie pragniesz. Widziałem to już w twoich oczach. Ale chcę 

usłyszeć, jak to mówisz.

Patrzył na nią i delikatnie, hipnotyzująco przesuwał palcami po jej policzku. Nawet 

panująca   ciemność  nie  mogła   przytłumić  żaru  męskiego  pożądania,  jarzącego  się  w  jego 

oczach.

- Pragnę cię ... Trent.

Słowa te wyrwały się Filomenie, zanim zdołała je powstrzymać.  Przygryzła  wargi 

żałując, że nie może już odwołać tego wyznania. Zresztą, niewiele by to zmieniło. On i tak 

wiedział. Chciał tylko usłyszeć, jak: wypowiada te słowa.

- Dziękuję ci, Filomeno. Przysięgam, że nie będziesz tego żałowała.

Zbliżył znów usta do jej warg. Jego ręce sunęły po jej plecach w dół i nagle zamknął 

ją w objęciach i całował powoli, jak w transie. Owionęło ją jego ciepło i moc. Ogarnął strach, 

który walczył w niej z namiętnością. I Trent to czuł.

- Chyba się mnie nie boisz? - zapytał cicho tuż przy jej ustach.

- Nie - odparła, wczepiając się w jego koszulę.

- A może boisz się samej siebie?

- Nie!

-   Nie   walcz   więc   ze   mną.   Chcę   cię   dziś   kochać   i   chciałbym,   żebyś   tylko   o   tym 

myślała.

Odchyliła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. Patrzyli na siebie przez chwilę, a potem 

Filomena położyła  mu głowę na ramieniu. Przeszedł ją dreszcz, gdy zaczął gładzić ją po 

włosach.

Nie wiedziała sama, jak długo stali tak w cieniu. Zrozumiała: Trentowi się nie spieszy, 

teraz, gdy Zdobył pewność, że jest dla niej atrakcyjny.

- Chciałbym,  żebyś  do tego przywykła  - powiedział cicho,  trzymając  ją mocno. - 

Chciałbym, żebyś nauczyła się być w moich ramionach, czuć mój dotyk. Byś wiedziała, że to 

jest twoje miejsce.

background image

Filomena   wtuliła   się   mocniej   i   położyła   rękę   na   jego   torsie.   Wspaniale   pachnie, 

pomyślała. Bardzo męsko i seksownie. Nie zastanawiając się wsunęła palce pod pierwszy 

guzik jego koszuli i rozpięła go. Trent wziął. głęboki oddech, ale nic nie powiedział, nie 

poruszył się nawet. Ośmielona Filomena rozpięła następny guzik, włożyła rękę w rozcięcie 

koszuli i dotknęła jego szorstkiej' owłosionej piersi.

Mocniej  zacisnął palce na jej włosach. Odsunęła  koszulę z jego torsu i delikatnie 

pocałowała go.

- Najdroższa - jego matowy głos był pełen wzbierającej namiętności - tak strasznie cię 

pragnę, ponad wszystko.

Przywarł wargami do jej ust. Filomena westchnęła, gotowa przyjąć go duszą i ciałem. 

Pragnęła doznać tych wszystkich emocji i namiętności, jakie dotychczas rozmyślnie trzymała 

na wodzy. Przywoływała jego imię, słyszała, jak jęczy, a potem poczuła na swych wargach 

podniecający   dotyk   języka   mężczyzny.   Za   chwilę   był   w   środku,   z   zaborczą   poufałością 

zapowiadał inną zaborczość.

Przerwał w końcu ten intensywny pocałunek, by odszukać ustami delikatną linię jej 

szyi. Filomena zamknęła oczy, a on smakował jej skórę końcem języka. Poddawała się tym 

emocjom.   Jego   wielkie,   mocne   ciało   już   jej   nie   onieśmielało.   Siła   Trenta   zapowiadała 

namiętność,   jakiej   Filomena   nigdy   dotychczas   nie   doświadczyła.   Przywarła   mocniej, 

obejmując go za szyję, przyciskając piersi do jego torsu.

- Takiej właśnie cię pragnąłem - rzekł cicho Trent.

- Całymi dniami prześladowała mnie wizja, jak przywierasz do mnie w ten sposób.

- Pragnę cię - wyszeptała oszołomiona.

- Wiem, kochanie - odparł Trent z satysfakcją w głosie. - Wiem o tym.

Odnalazł   guziki   z   tyłu   sukienki   i   zaczął   je   powoli   odpinać.   Po   chwili   turkusowy 

jedwab ześlizgnął się z jej ramion, zsunął na biodra i opadł na dywan.

Poczuła się nagle zagubiona w ramionach Trenta. Cicho krzyknęła i ukryła twarz w 

jego koszuli, gdy rozpinał jej skąpy staniczek.

-   Chcesz   tego,   kochanie   -   .   wyszeptał,   wodząc   ręką   po   jej   krągłych   piersiach.   - 

Pragniesz tego tak samo jak ja.

Poczuła, jak jej brodawki nabrzmiewają niczym pączki pożądania.

- Tak - potwierdziła.

- Pokaż mi, jak bardzo mnie dziś pragniesz. Powoli, lekko drżącymi palcami, zaczęła 

rozpinać pozostałe guziki jego koszuli, potem zsunęła mu ją z ramion i pozwoliła opaść na 

podłogę obok swej sukienki.

background image

- Chodź do mnie - powiedział Trent stłumionym głosem. Podłożył ręce pod pośladki 

Filomeny i podniósł ją bez wysiłku do góry, aż piersi znalazły się na wysokości jego warg. 

Smakował   najpierw   jedną   pulsującą   wypukłość,   potem   drugą.   Spojrzała   na   niego   spod 

opuszczonych rzęs.

- Twój wzrost ma jednak pewne zalety. Uśmiechnął się frywolnie.

- Marzyłem o czymś takim od dawna. Twój wzrost również ma pewne zalety. Mogę 

cię podnieść jedną ręką.

- Nie jestem aż taka mała ani aż taka lekka.

-   Może   się   założymy?   Otoczył   ją   ręką   w   talii   i   podniósł   jak   piórko.   Drugą   ręką 

delikatnie   pieścił   jedną   z   piersi.   Filomena   popatrzyła   na   niego   pokonana   i   powiedziała 

przytłumionym głosem:

- Wygrałeś.

-   Naprawdę?   W   jego   głosie   brzmiała   niezwykła   powaga.   Postawił   Filomenę   z 

powrotem na podłodze, palce włożył pod gumkę jej rajstop i zsunął je wraz z majteczkami. 

Stała teraz całkiem naga, otoczona jego ramionami.

- Jesteś taka mała i zgrabna - mruczał z zachwytem. - Taka lekka i miękka, i delikatna. 

- Kręcił powoli głową, przesuwając rękami po jej talii i biodrach. - I tak długo kazałaś mi 

czekać.

- Po prostu nie miałam pewności - usiłowała wyjaśnić. - A ponadto to trwało zaledwie 

dwa tygodnie.

- Najdłuższe dwa tygodnie w moim życiu - zapewnił. - Ale teraz koniec czekania.

Opuścił ją na dywan i uklęknął obok, mocując się ze sprzączką swych spodni. Gdy 

pozbył się slipów, Filomena popatrzyła na posągowe linie jego ciała. Dotknęła muskularnych 

ud i patrząc mu w oczy, powiedziała drżącym głosem:

- Nikt nie mógłby ci zarzucić, że masz wymiary elfa.

- Przyjmuję to jako komplement - odparł miękko. Położył się obok niej na dywanie. 

Rękami, ustami, a nawet zębami odbywał ekscytującą wędrówkę po jej ciele. Wsunął nogę 

między jej uda i delikatnie zmusił, by się rozchyliły.

Filomena czuła, że zalewa ją wielka fala. Nie myślała już o tym, by stawiać opór, by 

zachowywać   ostrożność.   Nie   myślała   o   przyszłości.   Pragnęła   jedynie   dotyku   Trenta. 

Przylgnęła do niego.

- Co się stało, Filomeno?

- Zastanawiałam się właśnie, dlaczego tak długo zwlekałam - wyszeptała.

Przesuwała   rękami   po   jego   barkach,   zachwycona   zarysem   twardych   muskułów. 

background image

Poruszyła się i poczuła na swych udach jego pulsujące ciepło.

- To dobre pytanie. Niestety, nie ma na nie dobrej odpowiedzi.

Płaską dłonią wędrował po jej brzuchu. Jego palce zatrzymały się przez chwilę na 

małym, miękkim wzgórku, a potem podążyły jeszcze niżej, drogą dręczącej rozkoszy.

Filomena wstrzymała oddech, gdy Trent wyczuł ciepłą wilgotność między jej udami. 

Usłyszała pełen pożądania jęk i zadrżała w jego objęciach. Przytrzymał ją jeszcze mocniej.

-   Już   nie   czekamy   -   wyszeptał.   Nie   odpowiedziała.   Nie   znalazła   żadnych   słów. 

Poczuła, jak Trent się unosi i opada na nią.

- Popatrz na mnie, Filomeno - poprosił niskim, ochrypłym głosem. - Chcę widzieć 

twoje oczy, gdy po raz pierwszy będziesz moja.

Posłuchała. Czuła między udami napierającą twardość i odruchowo uniosła biodra, by 

ją przyjąć.

- Och, Trent.

Powoli, zdecydowanie wypełnił ją sobą. Zacisnął palce na jej skórze. Zamknęła oczy. 

Całe jej ciało, spięte niemal do granicy bólu, czuło tego wielkiego mężczyznę. Natychmiast 

przyszło   oszałamiające   uczucie   podniecenia.   Otworzyła   oczy.   Trent   patrzył   na   nią. 

Znieruchomiał, dając jej czas, by mogła się dopasować.

- Nigdy przedtem nie czułem niczego podobnego.

- Ja też nie - odpowiedziała słabym głosem, przywierając do niego.

- Widzę to w twoich oczach, czuję w tobie całej. Wiedziałem, że będzie nam ze sobą 

dobrze.

Zanurzył twarz w zagłębieniu jej karku i powolnym, zmysłowym rytmem wprowadzał 

ją w ekscytujące drżenie.

- Och, Trent. ..

-   Bądź   ze   mną,   najdroższa.   Bądź   i   nigdy   mnie   nie   opuszczaj.   Dotrzemy   razem, 

obiecuję ci.

Ufała   mu.   On   prowadził,   upewniając   się,   czy   podąża   za   nim.   Zagarnęła   ich   fala 

podniecenia.  Filomena   nigdy  przedtem  nie  przeżyła  niczego  podobnego.   Może   po  prostu 

dotychczas nie spotkała mężczyzny, który potrafiłby sprawić, żeby te sprawy zaczęły się dla 

niej liczyć.

Z nieoczekiwaną intensywnością przyjęła końcową ekstazę.

- Tak, najdroższa, tak. Szorstki okrzyk triumfu i rozkoszy, przepleciony z jej krzykiem 

bez tchu. Opadali razem, rozluźnieni, w gmatwaninie wilgotnych rąk i nóg.

- Trent, nie wiedziałam... - szukała właściwych słów w omdlewającej mgiełce - nie 

background image

zdawałam sobie sprawy, że to może być tak.

- Wiem - uspokajającym gestem odgarniał jej z twarzy pasma włosów - ja też nie 

zdawałem sobie sprawy. - Wiedziałem, że będzie dobrze, ale nie przypuszczałem, że aż tak.

- A ja myślałam, że ty wiesz wszystko.

- Niezupełnie. Nie wiem wszystkiego o tobie.

- Całe szczęście - odrzekła. Skuliła się na jego ramieniu i złożyła delikatny pocałunek 

na torsie. - Kobieta ma prawo do pewnych tajemnic.

Oczy Trenta spoważniały.

-   Nie   chcę,   aby   między   nami   były   jakiekolwiek   tajemnice,   Filomeno.   Chciałbym, 

żebyśmy wiedzieli o sobie wszystko. Rozumiesz?

- A czy ty wyjawisz mi swoje tajemnice?

- Co cię interesuje? Westchnęła głęboko i postanowiła zaryzykować.

-   Na   początek   chciałabym   wiedzieć,   skąd   u   ciebie   taka   zaciętość,   jeśli   chodzi   o 

wzajemne zaufanie?

Obruszył się.

- Zaciętość?

- Wiesz, co mam na myśli - odparła powoli. - Wykazujesz taki upór, gdy idzie o twój 

... honor, o to, że twoje słowo jest warte więcej od złota i tak dalej. Dlaczego to dla ciebie taka 

ważna sprawa, Trent?

- Większość ludzi chce, by inni ich szanowali. Nie widzę niczego szczególnego w 

moim traktowaniu tych rzeczy.

Uśmiechnęła się łagodnie.

- Powiedziałeś: żadnych sekretów, pamiętasz? A masz ich trochę, prawda?

Trent położył się na plecach, wkładając rękę pod głowę, i przez dłuższą chwilę patrzył 

w sufit. Jakby z roztargnieniem głaskał włosy i ramiona Filomeny.

- Myślę, że to ma związek z moim wychowaniem - rzekł.

- Twoi rodzice byli surowi? - pytała go dalej. Zaśmiał się krótko.

- Nie, nie o to chodzi. Ojciec umarł, gdy byłem jeszcze niemowlakiem. Matka wyszła 

za   mąż   powtórnie,   zanim   skończyłem   dwa   lata.   Jako   dziecko   traktowałem   ojczyma   jak 

własnego ojca.

- Czy to był dobry człowiek? - zapytała Filomena z wahaniem. Nie miała pewności, 

czy ma prawo drążyć ten temat.

- Tak sądziłem, nim skończyłem osiem lat.

- A co się później stało?

background image

- Aresztowano go za defraudację w banku, w którym pracował. Poszedł na kilka lat do 

więzienia.

- To musiało być straszne dla ciebie i twej matki.

- Owszem. Mieszkaliśmy w małym mieście i wszyscy wiedzieli, co się stało. Ani na 

moment nie dano nam o tym zapomnieć. - Głos Trenta stwardniał. - Gdy w szkole coś komuś 

zginęło,   przeważnie   mnie   wskazywano   palcem.   Gdy   tylko   przekraczałem   próg   sklepu, 

sprzedawcy zaraz patrzyli na mnie badawczo: a nuż odziedziczyłem skłonności do kradzieży. 

Ilekroć wpadłem w tarapaty, zawsze znalazł się ktoś, kto komentował: Niedaleko pada jabłko 

od jabłoni.

- Wyobrażam to sobie - powiedziała Filomena smutnym głosem.

- Kiedy ojciec  wyszedł  z więzienia,  sytuacja  nie  uległa poprawie. Musieliśmy  się 

przenieść do innego miasta. Ojciec miał trudności ze znalezieniem pracy, a jeszcze trudniej 

było mu utrzymać się na posadzie. Wcześniej czy później ktoś dowiadywał się wszystkiego, a 

ja musiałem staczać bójki w szkole albo na podwórku, by zamknąć usta jakiemuś pyskaczowi.

- Mogę się założyć, że przeważnie wygrywałeś. - Filomena wyobraziła sobie oczyma 

duszy chłopca, bijącego się desperacko o honor rodziny.

-   Nawet   gdy   wygrywałem,   nie   zmieniało   to   opinii   środowiska   i   ludzie   nadal 

plotkowali.

- A więc dorastałeś, postanawiając zrekompensować słabości swego ojca, czy tak? 

Chciałeś wszystkich przekonać, że jesteś inny. Cokolwiek się stanie, można ci ufać i tego 

samego wymagasz od innych, bo inaczej porozbijasz im głowy.

Trent uniósł się nieco i patrzył na nią uważnie. - Tak to mniej więcej wyglądało.

-  Czy  nie  boisz się  czasami,  że  wykazujesz  w  tych  sprawach  zbytnią   sztywność? 

Uważam, że to dobrze, gdy ktoś postępuje uczciwie i szlachetnie, ale nie wszyscy są w stanie 

sprostać twoim standardom.

- Sfera uczciwości jest czarno - biała, albo - albo. Nie ma tu miejsca na żadne odcienie 

szarości. - To ostry sposób patrzenia na świat.

Wzruszył ramionami.

- Nie jestem naiwny. Nie chciałbym, by robiono ze mnie głupca, by ktoś usiłował 

mnie wykorzystać. Jeśli uważasz, że jestem bezkompromisowy, cóż, przykro mi. Taki już 

jestem.

Filomena przygryzła dolną wargę.

- Czy często ci się to zdarza, że ktoś próbuje cię wykorzystać?

Uśmiechnął się ironicznie. - A jak ci się zdaje? Pokręciła głową.

background image

- Myślę, że nie.

- To chyba dowodzi, że jeśli traktujesz ludzi uczciwie, on odpłacają ci tym samym.

- Wątpię - powiedziała. - Raczej sądzę, że ludzie śmiertelnie boją się zadrzeć z tobą.

- Tak czy inaczej, to działa - powiedział pojednawczo. - Niewielu usiłowało mnie 

nabrać albo wystrychnąć na dudka.

- Tego jestem pewna - odparła z przekonaniem.

background image

ROZDZIAŁ 6

Filomena otworzyła oczy. Świeciło jasne słońce. Leżała cicho przez chwilę na samym 

brzeżku szerokiego łóżka. Nie musiała się odwracać - wiedziała, że Trent jest obok niej. 

Spanie   razem   z   mężczyzną   tak   wielkim   to   jak   spanie   z   niedźwiedziem.   Wytwarzał 

dostatecznie wiele ciepła, by ogrzać ich oboje. Uśmiechnęła się do tej myśli.

- Czy zawsze budzisz się z uśmiechem? - spytał Trent, ziewając szeroko.

- Nie.

- To dobrze. Takie rzeczy w małej dawce potrafią bardzo umilić poranek. - Wychylił 

się w jej kierunku i przyciągnął ją do siebie. - Co robisz na drugim brzegu łóżka? Jak ci się 

udało odsunąć ode mnie? Gdy zasypiałem, byłaś tuż przy mnie.

- Bałam się, że zostanę zgnieciona - odrzekła z całkowitą niemal powagą.

- Akurat. Nie jesteś po prostu przyzwyczajona do spania z drugą osobą. - Przygarnął ją 

zaborczym gestem. - Ale to nic. Przywykniesz.

- A ty chyba jesteś do tego przyzwyczajony? - wyrwało jej się.

Poczuła raczej niż zobaczyła, że Trent lekko się uśmiecha.

- Czyżbyśmy doszli do tego momentu, gdy zaczynamy zadawać sobie pytania o nasze 

związki w przeszłości?

Filomena odchrząknęła.

- Och, niezbyt chciałabym słuchać o twych poprzednich związkach.

- Tchórzostwo.

- Wolę nazwać to dyskrecją. Udawał, że się zastanawia.

-   W   porządku.   Przyjmuję,   że   to   dyskrecja.   Jesteś   zadziwiająco   racjonalną, 

pragmatyczną, zrównoważoną i inteligentną kobietą jak na elfa.

Filomena milczała przez dłuższą chwilę, a potem zapytała ostrożnie:

- Czy dużo miałeś przedtem romansów? Trent wybuchnął  śmiechem,  poruszył się 

gwałtownie i przygwoździł Filomenę swym ciężarem.

- Oto mamy dowód dyskrecji, racjonalności, pragmatyzmu, równowagi i inteligencji.

- Odrzucam to oskarżenie. Z pewnością jestem inteligentna.

- Tak, przyznaję. A odpowiedź na twoje idiotyczne pytanie brzmi: nie, nie miałem 

wielu romansów w przeszłości. Z pewnością jednak żaden związek nie był tak ważny, jak ten 

z tobą.

Po chwili dodał poważnie:

- Byłem raz żonaty. Nie trwało to zbyt długo. Nie chciała czekać, aż uda mi się zrobić 

background image

karierę. Znalazła sobie innego, który już zdążył  ją zrobić.  Koniec opowieści.  - Z twarzy 

Trenta zniknęło napięcie. - No i jak, ciekawość zaspokojona?

- Cieszę się, że nie do każdego drobiazgu stosujesz swoją zasadę: najlepszą taktyką 

jest uczciwość - powiedziała cicho. Naprawdę nie interesowały ją inne kobiety w jego życiu, 

a zwłaszcza była żona.

Ku zdziwieniu Filomeny Trent poważnie potraktował jej uwagę.

- Przysięgam, kochanie, że w stosunku do ciebie zawsze będę uczciwy, ale są pewne 

sprawy, które nie dotyczą nas dwojga. Jestem zwolennikiem mówienia prawdy, nie oznacza 

to jednak, że trzeba wyciągać i drążyć stare historie. Zgoda?

- Zgoda - potwierdziła. Dotknął biodra Filomeny i delikatnie je ścisnął.

Najwyraźniej rozkoszował się jej obecnością.

- Skoro doszliśmy do porozumienia, że sprawy dotyczące przeszłości mogą pozostać 

w zapomnieniu, porozmawiajmy o przyszłości.

Filomena   sama   nie   wiedziała,   dlaczego   słowa   te   wprawiły   ją   w   zakłopotanie. 

Uśmiechnęła się jednak zuchwale, odrzucając wszelki niepokój.

- O przyszłości?

-   Teraz,   kiedy   się   zastanowiłem   -   powiedział   cicho,   przerywając   na   chwilę,   by 

pocałować ją w zagłębienie szyi - wydaje mi się, że nie ma potrzeby przyśpieszać tej dyskusji. 

Mamy dużo czasu.

- Słusznie - przytaknęła z ulgą.

- Mówisz tak, jakby właśnie odroczono ci wyrok. Myślałem, że kobiety doskonale 

dają sobie radę w dyskusjach na temat przyszłości.

-   Musimy   lepiej   poznać   siebie   nawzajem,   Trent.   Przyszłość   sama   się   o   siebie 

zatroszczy. Jak zwykle.

- Nie - zaprzeczył Trent, a w jego głosie wyczuwało się pewną twardość - przyszłość 

nie zawsze troszczy się o siebie. Ale w tym wypadku możesz być spokojna.

- Dlaczego?

- Bo ja się o wszystko  zatroszczę w twoim imieniu. Filomena znowu poczuła się 

nieswojo.

- Trent, może powinniśmy odbyć tę dyskusję teraz. Uważam, że za mało się znamy i 

nie chciałabym, by którekolwiek z nas miało fałszywe przekonanie lub ...

Uciszył ją krótkim, zaborczym pocałunkiem. Gdy podniósł głowę, jego oczy świeciły 

zielono, odbijając światło słoneczne.

- Nie obawiaj się, elfie. Jesteś w dobrych rękach. Czuła te ręce. Przesuwały się po jej 

background image

ciele,   rozsuwały   nogi   i   błądziły   po   wrażliwych   miejscach.   Objęła   go   ramionami   i   cała 

przyszłość gdzieś znikła.

- Tak - wyszeptała, przyciągając  do siebie jego twarz - jestem w jak najlepszych 

rękach.

Trent zauważył, że od chwili gdy się obudzili tego ranka, uległa zmianie atmosfera 

panująca między nim a Filomeną. Nareszcie on był w jej życiu na pierwszym planie. Widział 

to w jej oczach i czuł w jej dotyku. Udało mu się zwabić ją w pobliże płomienia i przekonać, 

że ma on nieodparty urok.

Jednak zadanie nie było wcale dokończone, myślał Trent podczas drogi powrotnej do 

Gallant Lake. Chociaż najtrudniejsza, wymagająca największej przebiegłości część została 

wykonana. Teraz można się odprężyć i obserwować, jak Filomena radzi sobie z nowymi 

uczuciami w stosunku do niego.

Nadal   zachowywała   się   nerwowo,   niepewnie,   ale   mury   runęły.   Trent   dostrzegał 

mgiełkę zadumy w jej wzroku.

Filomena Cromwell odkrywa, na czym polega bycie zakochanym, pomyślał Trent.

- O czym myślisz? - zapytała w pewnym momencie. Uśmiechnął się lekko, patrząc 

cały czas na szosę.

- Myślałem właśnie, że wreszcie udało mi się przyciągnąć twoją uwagę. Trent nie był 

jedyną osobą, która zauważyła zmianę w zachowaniu Filomeny. Gdy przyjechali do Gallant 

Lake, cała rodzina prawie natychmiast wyczuła, że jej stosunek do Ravindera się zmienił. 

Trent widział, że przyjmują to z radością i ulgą. Podczas kolacji rozmowa zeszła na temat 

wyjazdu do Portland. Filomena wykazywała zaskakujące ożywienie w tej konwersacji.

- Hal Reece i jego żona to uroczy ludzie - mówiła, nakładając sobie sałaty. - Gdy Trent 

skończył podpisywać kontrakt, zjedliśmy z nimi kolację. Evelyn Reece przepraszała mnie w 

imieniu swego męża za przerwanie wakacji Trenta, ale najwyraźniej nie było innego wyjścia. 

Pan  Baldwin  nie   chciał  złożyć  swego  podpisu,  jeśli   nie   będzie  przy  tym   Trenta.  Evelyn 

powiedziała mi, że takie sytuacje powtarzają się często. Asgard wysyła Trenta do załatwiania 

ważniejszych spraw, gdyż ludzie mają do niego zaufanie. Zawierają z nim umowy, których 

nie chcą zawierać z innymi.

- Rozumiem - odparł Amery rozbawiony, patrząc domyślnie na Ravindera. - Czy na 

tym polega twoja praca u Asgarda: zmiękczanie najtwardszych?

- Nie, to tylko część pracy - zaprzeczył Trent. - Do mnie należy coś, co, jak sądzę, 

nazwałbyś „gaszeniem pożarów”. Kierują mnie tam, gdzie są trudności. Myślę, że Asgard 

używa mnie jako chłopca na posyłki.

background image

- Nie dajcie się nabrać - ostrzegła Filomena. - Jego biuro jest trzy razy większe od 

mojego. Z okien wspaniały widok, na podłodze dywany. Trent ma nawet osobistą sekretarkę. 

Firmy takie jak Asgard nie dają do dyspozycji wielkich pomieszczeń biurowych i osobistych 

sekretarek swoim chłopcom na posyłki, chyba że są to naprawdę ważne posyłki.

Ravinder poczuł, że lekko się czerwieni, słysząc te peany na swoją cześć. Zdawał 

sobie sprawę, że wszyscy z trudem powstrzymują się od uśmiechów. Postanowił, że najlepiej 

będzie zmienić temat.

- Filomeno ... - wtrącił, uprzejmie poczekawszy na małą przerwę w jej monologu.

-   ..   .i   Evelyn   Reece   powiedziała   mi   również,   że   Asgard   dotrzymuje   wszystkich 

obietnic, jakie Trent złoży klientowi, ponieważ firma nie śmie ryzykować, że on odejdzie z 

pracy.

- Filomeno ... .

- Poznałam również pana Asgarda.  Powiedział,  że ma wobec Trenta dług. Tak to 

określił, prawda? Twierdził, że bez niego ta umowa nie doszłaby do skutku, a bardzo mu 

zależało na tym terenie.

Trent odchrząknął.

- Filomeno, czy mogłabyś podać mi ziemniaki?

-   Proszę   -   sięgnęła   po   półmisek   i   zaczęła   opowiadać   o   widoku   z   okien   biura 

Ravindera. - Widać rzekę i prawie wszystkie mosty.

- Filomeno - Trent znowu próbował przerwać, tym razem bardziej energicznie - może 

weźmiesz sobie dokładkę sałatki?

-   Nie,   dziękuję,   wystarczy   mi   tyle   -   uśmiechnęła   się   promiennie,   nie   zmieniając 

tematu.   -   Evelyn   i   Hal   Reece   utrzymują,   że   wkrótce   Trent   zostanie   prawdopodobnie 

wspólnikiem w firmie, chyba że postanowi ją opuścić i założyć własną. Reece twierdzi, że 

Asgard   jest   przerażony  taką   perspektywą   i   prawdopodobnie   zrobi   wszystko,   by  tylko   go 

zatrzymać.

- Filomeno! Przerwała.

- Słucham cię, Trent.

- Sądzę, że twoja rodzina chętnie powitałaby zmianę tematu - powiedział stanowczo. - 

Ja też.

Popatrzyła na niego i zaczerwieniła się lekko.

- Czy to, co mówię, jest dla ciebie krępujące?

- Łagodnie mówiąc - tak. Uśmiechnęła się.

- Powinieneś mnie kopnąć pod stołem.

background image

- Właśnie o tym myślałem - przyznał.

- Bałeś się, że ci oddam?

- Brałem taką ewentualność pod uwagę, ale coraz bardziej byłem gotów zaryzykować.

- Biedactwo. Dobrze. Twoja kolej. Wybierz sobie jakiś dowolny temat rozmowy - 

zatoczyła ręką krąg, jakby wskazując różne możliwości.

- Łowienie ryb - powiedział Trent z ulgą, zwracając się do Amery'ego.

Gospodarz natychmiast podchwycił ten temat, ale Trent zdołał dostrzec rozbawienie i 

zadowolenie w jego oczach. Meg i Shari patrzyły na Filomenę z podobnymi minami i tylko 

ona sama nie była świadoma, że właśnie zdradziła się ze swymi emocjami.

Przez następne trzy dni Trent rozkoszował się obudzonymi w Filomenie uczuciami. W 

różnoraki   sposób   okazywała   mu   swe   zainteresowanie.   Na   przykład,   gdy   pewnego   ranka 

powrócił z połowu z dwoma dużymi pstrągami, wyskoczyła zza stołu, przy którym z siostrą 

popijała sobie kawę, i podjęła się usmażenia ryb.

- W kuchni jest teraz bardzo dużo pracy - wyjaśniła. - Zajmę się tym sama.

Shari popatrzyła ze zdziwieniem. Trent usiadł przy stole i nalał sobie kawy.

- Czy coś jest nie w porządku, Shari?

-   Doprawdy,   trudno   uwierzyć   -   rzekła   z   ironią.   -   Myślę,   że   ona   chce   ci 

zademonstrować, że potrafi gotować.

- A potrafi?

- O tak. Matka dołożyła starań, byśmy obie popracowały w kuchni. Ma przestarzałe 

poglądy na temat tego, czego potrzeba kobiecie do zamążpójścia. Ale Fil to nie pomogło.

Ostatnio zaczynaliśmy się zastanawiać, czy wtedy, dziewięć lat temu, gdy opuszczała 

miasto, rzeczywiście myślała to, co powiedziała.

Trent łyknął trochę kawy.

- A co powiedziała?

- Wiele rzeczy. Ale nie sądziliśmy, że wtedy traktowała je serio.

- Na przykład, że nigdy nie wyjdzie za mąż?

- Coś w tym rodzaju. Nigdy się do tego nie przyznała, ale rzeczywiście to niefortunne 

zerwanie bardzo nią wstrząsnęło. Gdyby Brady po prostu powiedział, że chce się wycofać, nie 

byłoby aż takiej tragedii. A tu okazało się, że Fil nakryła narzeczonego w łóżku z Glorią 

Halsey.   Gloria   jak   zły   duch   prześladowała   Filomenę   przez   całą   szkołę.   Pod   wieloma 

względami   była   jej   przeciwieństwem:   królowa   balów,   aktywny   kibic   futbolu, 

najpopularniejsza dziewczyna w klasie. Znasz ten typ? A do tego nie była szczególnie miła i 

lubiła dokuczać Filomenie.

background image

- Czy sądzisz, że Filomena była zakochana w Bradym?

- Raczej zaślepiona, ale nie sądzę, by naprawdę go kochała. Była za młoda i zbyt 

naiwna. Nigdy przedtem nie miała swojego chłopaka. Gdy Brady zaczął ją adorować, bardzo 

to przeżywała.

- Dlaczego Brady jej nadskakiwał, skoro wolał dziewczyny w typie Glorii?

Shari zamyśliła się.

- Sama o tym czasem myślałam. Może po prostu Fil stawała się bardziej kobieca. 

Podczas   pierwszego   roku   w   college'u   wyszczuplała   i   zrobiła   się   bardziej   towarzyska. 

Interesowało   ją   wiele   rzeczy   i   nabrała   nieco   pewności   siebie.   Przyjeżdżała   do   domu   na 

weekendy   i   na   ferie,   ą   Brady   właśnie   skończył   college.   Prawdopodobnie   zauważył,   że 

Filomena zmieniła się na korzyść, a może po prostu się nudził. W okolicy nie było zbyt wielu 

samotnych kobiet, a Gloria w tamtym czasie miała innego chłopaka i nieczęsto przyjeżdżała 

do naszego miasta. Brady nie miał partnerki na sobotnie randki.

- Zaczął więc podrywać Filomenę?

- Tak. Ona go uwielbiała i to było widać. Jestem pewna, że mu to pochlebiało. A 

potem, zanim zorientowaliśmy się, jak poważna jest cała sprawa, ogłosili swoje zaręczyny. I 

wtedy na wakacje przyjechała Gloria. Wolna, znudzona. Miała ochotę na Brady' ego. Zaś 

Brady miał ochotę zarówno na nią, jak i na udział w firmie ubezpieczeniowej jej ojca. Wydaje 

mi się jednak, że nie wiedział, jak przekazać mojej siostrze tę nowinę.

- Doszedł więc do wniosku, że sama powinna zrozumieć, jak sprawy stoją - domyślił 

się Trent.

Shari przytaknęła.

-   Bardzo   mi   jej   żal.   W   taki   nieprzyjemny   sposób   straciła   zaufanie   do   mężczyzn. 

Opuściła miasto przysięgając, że nigdy nie wyjdzie za mąż. - Shari lekko się skrzywiła. - 

Nasza mama czekała dziewięć lat na zmianę tego postanowienia.

-   Tymczasem   Filomena   z   poświęceniem   budowała   firmę   Cromwell   &   Sterling   - 

dopowiedział Trent.

- Nie  tylko  - odparła  powoli Shari.  - W Seattle prowadzi  bardzo ożywione  życie 

towarzyskie.

- Tak podejrzewałem - zauważył ponuro Trent. Ma własne pieniądze, styl i szyk. To 

przyciąga towarzystwo.

- To prawda. Jednak ona nigdy nie zaangażowała się na tyle, by myśleć o trwalszym 

związku:   Obecnie   obawia   się   amatorów   swych   pieniędzy.   Spółka   Cromwell   &   Sterling 

rozwija się błyskawicznie. Wielu chciałoby trochę z niej uszczknąć. Fil ma zatem powody, by 

background image

trzymać   mężczyzn   na  dystans.   Przypuszczam  nawet,  że  w   większości   wypadków   robi to 

nieświadomie.

- Wiem. - Trent zupełnie nie zdawał sobie sprawy, jak wiele uczucia było w jego 

głosie i dopiero śmiech Shari mu to uświadomił. - Co cię tak rozbawiło?

- Nic takiego, naprawdę. Zawsze podejrzewałam, że gdy Fil skruszy mur, jakim się 

otoczyła, zrobi to w wielkim stylu.

Jest zupełnie inną kobietą po powrocie z Portland. Jeśli ona jeszcze cię nie kocha, to z 

pewnością jest na najlepszej drodze do tego.

Trent   zachował   obojętną   twarz,   choć   czuł   napięcie   wewnętrzne:.   pożądanie   i 

niesamowitą satysfakcję.

- Tak myślisz?

- O, tak - potwierdziła cicho Shari. - Czy zależy ci na tym, Trent? Bo jeśli nie, to nie 

ciągnij tego dłużej. Byłoby to nie w porządku wobec Fil i prawdę mówiąc, cała rodzina 

niesłychanie by się martwiła, gdybyś ją zranił.

Trent popatrzył Shari prosto w oczy.

- Masz moje słowo honoru. Nie mam zamiaru zranić twej siostry. Zależy mi na niej. 

Chcę teraz, by jej zależało na mnie. To mój główny cel.

Shari przez dłuższą chwilę patrzyła mu w oczy.

- Wierzę ci - przyznała. - Sądzę, że jesteś niedaleko celu.

Trent uniósł brwi, sącząc kawę.

- A ja nie byłbym tego taki pewien.

- Chyba masz rację. - Shari odchyliła się w fotelu, patrząc na Trenta z siostrzaną 

troską. - Teraz to kaszka z mlekiem. Ale co będzie, gdy pokłócicie się po raz pierwszy? 

Ostrzegam cię, że Fil w sytuacji konfliktowej zawsze postępuje po swojemu.

- Nie dziwi mnie to - przyznał Trent rzeczowym tonem.

- Co więc się stanie, gdy ty będziesz chciał postawić na swoim? - dopytywała się 

Shari.   -   Ona   jest   samodzielną,   niezależną   kobietą.   Ma   temperament   pasujący   do   jej 

płomiennych   włosów.   Choćby   ci   nie   wiem   jak   bardzo   na   niej   zależało,   nie   sądzę,   byś 

pozwolił jeździć sobie po głowie.

- To zabawny obrazek - powiedział Trent - rudy elf jeżdżący mi po głowie. Pewnie 

będzie miała przy butach ostrogi.

- Możliwe. A więc jakie są perspektywy? Trent westchnął.

- Gdy tupnę nogą? Nie wiem na pewno, ale jeśli o to chodzi, mam pewną przewagę.

- Jaką?

background image

- Mam bardzo dużą nogę. Trzeciego dnia po powrocie z tej przełomowej wyprawy do 

Portland Filomena zaczynała  się niecierpliwić. Prawie nigdy nie udawało jej się zostać z 

Trentem sam na sam. Co dziwniejsze, Trent zupełnie nie starał się znaleźć czasu na wspólne 

spotkanie.

Coś   tu   się   nie   zgadzało.   Przez   pierwsze   tygodnie   ich   znajomości   wymyślał 

najróżniejsze sposoby, by przyłapać ją w samotności, a ona wymykała mu się, jak umiała. 

Teraz natomiast wystarczało mu, że spotyka ją na łonie rodziny.

Kilkakrotnie myślała nawet z obawą, że skoro udało mu się zaciągnąć ją do łóżka, nie 

ma ochoty ponownie powtarzać tego doświadczenia. Zawsze jednak, gdy nachodziły ją takie 

wątpliwości, spotykała spojrzenie jego zielonych, roziskrzonych oczu i czuła w głębi duszy, 

że on nadal jej pragnie.

Dlaczego więc nic nie robi, by mogli się gdzieś spotkać i znowu kochać? - myślała 

poirytowana. Mógłby przecież zabrać ją wieczorem na przejażdżkę albo zaprosić na spacer 

nad jezioro, czy jak za pierwszym razem kazać zapakować Henry'emu, szefowi pensjonatu, 

kosz z wiktuałami na piknik.

Piknik! Filomena uśmiechnęła się do siebie. To doskonały pomysł: jest mu winna 

piknik; przecież. on kiedyś ją zaprosił. Tym razem jednak nie należy dopuścić do tego, by 

rozmowa   znowu   zeszła   na   tematy   zawodowe.   Podjęła   decyzję   i   ruszyła   do   kuchni. 

Postanowiła wziąć swoje ulubione przekąski i butelkę białego wina.

Pół godziny później przewiesiła sobie kosz z prowiantami przez ramię i wyruszyła na 

poszukiwanie Trenta. Siedział na tarasie i czytał książkę. Uniósł wzrok, gdy podeszła bliżej. 

Popatrzył  na nią z wyraźną aprobatą. Żółta opaska podtrzymywała jej rudą grzywę, żółta 

bluzka,   podwiązana   na   dole,   odsłaniała   płaski   brzuch,   białe,   wąskie   spodnie   podkreślały 

zgrabne uda. Filomena dostrzegła zmysłowość we wzroku Trenta, choć natychmiast przybrał 

wyraz uprzejmego zainteresowania.

- Wybierasz się gdzieś? - spytał obojętnie, zamykając książkę.

-   Aha.   Chcesz   pójść   ze   mną?   Po   raz   pierwszy   zapraszała   go   i   czuła   lekkie 

zdenerwowanie.

- To zależy - droczył się z nią.

- Od czego? - uśmiechała się szeroko, ale ciągle nie była pewna, co będzie dalej.

- Od tego, co masz w koszyku - wyjaśnił Trent. Założył ręce pod głowę i obserwował 

ją, rozparty w fotelu.

-   Butelkę   najlepszego   białego   wina   z   piwnicy   taty,   kanapki   z   kurczakiem,   torbę 

chipsów i dwa kawałki ciasta czekoladowego.

background image

Trent zerwał się z fotela.

- Czemu od razu nie powiedziałaś? Idziemy.

-   Moja   mama   zawsze   powtarzała:   do   serca   mężczyzny   przez   żołądek.   Nie 

dowierzałam jej. Uważałam mężczyzn za trochę bardziej rozgarniętych.

- Powinnaś bardziej słuchać swej matki. - Trent otoczył Filomenę ramieniem. - Gdzie 

będziemy ucztować?

Popatrzyła na niego kątem oka i z wahaniem powiedziała:

- Zamierzałam pójść tam, gdzie byliśmy poprzednio.

- Prowadź. Filomena poweselała. Dosyć łatwo poszło. Wystarczyło wyciągnąć gdzieś 

Trenta, nakarmić go i napoić winem, a on już z pewnością weźmie sprawy w swoje ręce.

Niestety, sytuacja nie rozwinęła się zgodnie z planem. Znaleźli odosobnione miejsce, 

rozpostarli koc i rzucili się na jedzenie. I na tym sprawy utknęły.

To dziwne, pomyślała Filomena, zjadając ostatni kawałek ogórka i zastanawiając się, 

jak  przedłużyć   ten  piknik,   kiedy  już  zniknęło  całe  jedzenie.  Rozmawiali   o  wszystkim:  o 

łowieniu   ryb,   o  interesach  spółki  Cromwell  &   Sterling,   ale  nie  zawadzili   nawet  o  temat 

Cromwell & Ravinder. Filomena miała wrażenie, że jeśli chce zmiany tematu, musi zrobić to 

sama.

Nigdy nie podejrzewała się o tchórzostwo. Ale nigdy też nie zabiegała o względy 

mężczyzny, jeśli nie liczyć dawnej historii z Bradym Paxtonem. Łatwiej i bezpieczniej było 

pozostawić   inicjatywę   drugiej   stronie.   Niestety,   choć   Trent   zaczął   z   rozmachem,   teraz 

najwyraźniej znacznie zwolnił.

- Gdy wrócę do Portland, zamówię skrzynkę takiego wina - stwierdził,  wkładając 

pustą butelkę do koszyka. - Twój ojciec ma znakomity gust.

- Tak - potwierdziła Filomena patrząc, jak Trent pakuje pozostałe naczynia. - On lubi, 

żeby w pensjonacie wszystko było w najlepszym gatunku.

- To widać. Jest dobrym biznesmenem.

- Wiem o tym. Trent?

- Taak?

- Czy chcesz już wracać do domu?

- Nie bardzo - odparł, patrząc na nią.

- To dobrze. Pomyślałam, że moglibyśmy tu chwilę zostać. Jest tak spokojnie, nie 

musimy się nigdzie spieszyć.

- Wiem. Szkoda, że nie wziąłem książki. Świetne miejsce, żeby sobie posiedzieć i 

poczytać. Może zamiast tego zdrzemnę się trochę.

background image

Filomena była zbita z tropu. Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy.

- Och, nie wyglądasz na zmęczonego.

- Nie jestem zmęczony, ale przecież mam wakacje - wyjaśnił pogodnie, opierając się 

plecami o drzewo. Popatrzył na jezioro. - Czyż tu nie pięknie?

- Wiem. Wyrosłam w tej okolicy - potwierdziła, myśląc o czym innym. - Trent?

Patrzył cały czas jak zahipnotyzowany na oświetloną słońcem powierzchnię jeziora.

- Taak?

- Myślałam o ... o nas.

- Naprawdę?

-   I   o   tamtej   nocy   w   Portland   -   kontynuowała   z   determinacją.   -   To   było   coś 

wyjątkowego, nie sądzisz?

Wstrzymała oddech.

- Tak - potwierdził cicho. Odetchnęła.

- Cieszę się, że tak uważasz. Zaczynałam już przypuszczać...

- Co, Filomeno?

- Nic. Po prostu nie wracałeś do tego tematu, odkąd wróciliśmy.

- Ty też nie - zauważył. Drgnęła. Miał rację. Zmieniła pozycję i przysunęła się bliżej 

do niego. Cały czas patrzył na jezioro.

- Ale teraz o tym wspominam - powiedziała buńczucznie.

Trent nie poruszył się.

- Owszem. Co chciałabyś  omówić?  Filomena zaczęła tracić cierpliwość. Usiadła  i 

oparła się o niego. Zmarszczyła brwi.

- Niczego nie chcę omawiać. Popatrzył na nią z uprzejmym zainteresowaniem.

- Dlaczego w takim razie poruszasz ten temat?

-   Pomyślałam   sobie,   że   byłby   to   dobry   pretekst,   by   cię   pocałować   -   powiedziała 

szybko i rzuciła mu się w ramiona.

Chwycił ją odruchowo i posadził na swych udach.

-   Parę   razy   cmoknąłeś   mnie   na   dobranoc,   to   wszystko.   Otoczyła   go   ramionami   i 

przyciągnęła głowę do jego twarzy. Pocałowała go z tą namiętnością, jaką wówczas w sobie 

odkryła.

Trent   poddał   się.   Rozwarł   usta   pod   naciskiem   jej   warg   i   namiętnie   ją   całował. 

Filomena przekonała się, że jego pożądanie jest tak samo silne, jak poprzednio. Odetchnęła z 

ulgą i przywarła do niego jeszcze bliżej.

Kiedy przerwali pocałunek, była zaróżowiona i nie mogła złapać tchu. Spojrzała na 

background image

Trenta roziskrzonymi oczyma.

- Dlaczego? - spytała.

- Co dlaczego?

- Dlaczego ani razu nie pocałowałeś mnie tak, od dnia naszego powrotu z Portland?

Powoli pogładził ją po piersi swą dużą dłonią.

- Chciałem, byś przekonała się, jak bardzo mi ufasz.

- Co masz na myśli? Wziął kosmyk jej włosów i owinął sobie wokół palca.

- Musiałaś udowodnić samej sobie, że nie musisz obawiać się odrzucenia. Nie z mojej 

strony.

Filomena zesztywniała w jego ramionach.

- Niezbyt lubię być manipulowana w ten sposób. Twarz Trenta złagodniała.

- Chodziło o coś więcej, niż tylko o zmuszenie cię do wykonania pierwszego kroku.

- A o co? - spytała podejrzliwie.

- Czy nie pomyślałaś, że ja też chciałbym mieć pewność, iż nie zapomniałaś o tym, co 

stało się wtedy w Portland?

Filomenę, nagle skruszoną, zalała fala ciepłego uczucia.

- Trent, tak mi przykro. Nie myślałam o tym w ten sposób.

- Rozumiem. Przyzwyczaiłaś się do tego, że to właśnie ty jesteś niedostępna. Jednak 

mężczyzna czasami też chce mieć pewność, że jest pożądany.

- Pożądam cię, Trent - zapewniła, patrząc na niego jasnymi oczami.

-  Wiem,  kochanie.   Przekonałaś  mnie.  Pochylił  ku  niej  głowę.  Całowali   się,  a  ich 

pocałunek był teraz wyrazem zarówno namiętności, jak i zaufania.

Trent   zaczął   rozluźniać   węzeł   jej   bluzki.   Filomena   objęła   go   mocno   ramionami   i 

szeptała mu do ucha, jak bardzo go pragnie.

- Najdroższa, nie wiesz, co ze mną wyprawiasz - powiedział niskim głosem, jakby 

oskarżycielsko, a potem ostrożnie położył ją na kocu.

Palcami   przesuwała   po   jego   torsie,   w   kierunku   brzucha,   a   potem   niżej,   szukając 

dowodu wzbierającego pożądania.

- Dowiaduję się tego - powiedziała miękko i rozpięła sprzączkę jego paska.

Do pensjonatu wrócili dopiero przed czwartą. Trzymając się za ręce, weszli głównym 

wejściem obok recepcji. Przy kantorze siedziała Meg Cromwell. Uniosła głowę znad jakichś 

papierów, popatrzyła na nich i uśmiechnęła się z aprobatą. .

- Dobrze, że jesteś, Fil. Zastanawiałam się, gdzie zniknęłaś. Nie zapomnij o koktajlu 

na cześć Shari i Jima dziś wieczór. Aha, był do ciebie telefon godzinę temu.

background image

- Tak? Kto dzwonił?

- Glenna Sterling. Oczy Filomeny rozszerzyły się.

- To na pewno bank. Musiała dostać jakąś wiadomość z banku.

Puściła rękę Trenta, złapała telefon i pośpiesznie wykręciła numer. Gdy tylko Glenna 

zgłosiła się, Filomena zrozumiała, że wiadomości nie są pomyślne. Serce jej zamarło.

- Nie mamy szczęścia, Fil. Powiedzieli, że za szybko się rozwijamy. Zasugerowali 

nam, byśmy ponownie ubiegały się o kredyt, gdy powiększymy jeszcze trochę sieć sprzedaży.

- Ale nam ten kapitał potrzebny jest właśnie po to, żeby rozwinąć sieć sprzedaży. W 

tym leży problem - odpowiedziała szybko.

Trent patrzył na nią uważnie cały czas.

- Wiem, Fil. Mam tyle nowych projektów. Wiedziałyśmy od początku, że to tylko 

jedna z możliwości. Będziemy musiały spróbować w innym banku. Rozejrzę się do twojego 

powrotu.

- Może powinnam już wrócić?

-  To   nie  miałoby  sensu.  Trochę   potrwa,  zanim  sprawdzę  różne   banki.  Nic   tu  nie 

poradzisz. Baw się dobrze na weselu siostry i widzimy się pod koniec miesiąca. To tylko małe 

niepowodzenie. Pokonywałyśmy już większe trudności.

- To prawda. Filomena odłożyła słuchawkę i oparła się przygnębiona o kontuar.

- Odmówiono wam pożyczki? - spytał Trent łagodnie.

- Odrzucili zdecydowanie naszą prośbę.

-   Może   nadszedł   czas,   byście   poszły   do   fachowego   doradcy   finansowego?   - 

zasugerował Trent.

- Może. Ale  najbardziej  miałabym  ochotę pójść  do tego urzędnika  od pożyczek  i 

skręcić mu kark. Naprawdę liczyłyśmy na te pieniądze.

- Nigdy nie licz kurcząt, póki się nie wyhodują - wypowiedziała Meg swój krzepiący 

matczyny pogląd.

Filomena uśmiechnęła się z przymusem. Trent popatrzył na nią, objął i poprowadził na 

patio.

- Powinnaś słuchać swej matki, Filomeno. A najlepiej, żebyś słuchała mnie.

Popatrzyła na niego pytająco.

- A co byś mi radził?

- Nigdy nie licz kurcząt, póki się nie wyhodują.

background image

ROZDZIAŁ 7

- Jak ci się to podoba, Shari?

Filomena wykonała piruet, demonstrując gładką, wydekoltowaną sukienkę z białej, 

opinającej ciało dzianiny. Wybrała ją na dzisiejszy koktajl.

Shari   miała   na   sobie   skromną   suknię   z   jedwabiu,   którego   czerwień   doskonale 

pasowała do jej świetlistych blond włosów. Oparta o framugę podziwiała siostrę.

Biała sukienka skąpo okrywała ciało Filomeny: z przodu wycięta niemal do pępka, z 

tyłu prawie do talii; krótka spódnica odsłaniała nogi, które wydawały się jeszcze dłuższe, 

gdyż Filomena nałożyła buty na niesamowicie wysokich obcasach. Na szyi miała niewinny 

złoty łańcuszek, co tylko podkreślało śmiałość reszty stroju.

- Za każdym razem, gdy wybierasz się tu na przyjęcie, twoje stroje są coraz bardziej 

zwariowane.

Na powtórkę balu maturalnego ubrałaś się w obcisły niebieski gorset, odsłaniający 

połowę  brzucha,  na  moje  „pożegnanie  panieństwa”   - w  jaskrawy  czerwono  - żółty  strój, 

którego   widok   zaszokował   nawet   dostawcę,   kolejnym   razem   włożyłaś   na   siebie   zieloną 

dżersejową suknię z gołymi plecami. Czy teraz chciałabyś nas przygotować na to, że jako 

druhna będziesz owinięta w przezroczystą plastikową torebkę? Przerażenie ogarnia mnie, gdy 

pomyślę sobie, w co ubierzesz się na moje wesele. Filomena skrzywiła się.

- Nie bądź pruderyjna, Shari. Taki fason sukienki uważa się teraz za bardzo modny.

- Odsłania strasznie dużo ciała, Fil - Shari wyraziła swe wątpliwości. - Wyglądasz w 

niej świetnie, muszę przyznać, ale nie jestem pewna, czy to się nadaje na przyjęcie w Gallant 

Lake. Tamta zielona z dżerseju była szczytem tego, co tutejsi ludzie są skłonni zaakceptować.

- Nonsens. Jestem pewna, że towarzystwo z Gallant Lake zniesie to wyzwanie.

Filomena przystanęła przed lustrem i poprawiła uczesanie. Na czubku głowy zrobiła 

sobie niesforny lok. Kilka pasm włosów spływało z przodu na szyję.

- A Trent? - spytała Shari.

- A co on ma do tego? Filomena przypinała długie błyszczące klipsy.

- Uważam, że on coraz bardziej traktuje cię jako osobę, do której ma niejakie prawa. 

Jestem pewna, że nie spodoba mu się, gdy dziś wieczorem Brady Paxton albo ktokolwiek 

inny będzie na ciebie pożądliwie patrzył.

Filomena zastygła, przerywając szminkowanie ust.

- Nie przywykłam do tego, by jakikolwiek mężczyzna mówił mi, co mogę nosić. A 

poza tym Trent nie jest taki małomiasteczkowy. Moja sukienka nie wywoła jego sprzeciwu.

background image

Shari uśmiechnęła się z powątpiewaniem.

- Zobaczymy. .

-   Najwyżej   trochę   ponarzeka   pod   nosem,   cóż   innego   może   zrobić?   -   spytała, 

przypominając sobie gderanie Trenta na temat zielonej sukni, którą miała na sobie tamtego 

wieczora w klubie.

- Skoro tak twierdzisz ... - Shari ponownie przyjrzała się siostrze. - Ta twoja sukienka 

jest świetna, mimo że odsłania więcej ciała niż kostium kąpielowy. Gallant Lake na pewno 

będzie ją długo pamiętało. Dobrze tu wypoczywasz, Fil?

Filomena zauważyła, że siostra bardzo uważnie jej się przygląda.

- Popsuł mi się nastrój po dzisiejszym telefonie Glenny.

-   Mama   opowiadała   mi   o   tym.   Twierdziła   też,   że   Trent   mógłby   wam   polecić 

doświadczonego doradcę finansowego.

- Tak mówił. Według niego nasza firma znajduje się teraz w bardzo niebezpiecznym 

momencie. Powinnyśmy rozważnie podejmować decyzje, zamiast dążyć do chaotycznego i 

szybkiego rozwoju.

-   Mama   twierdzi,   że   Trent   patrzy   na   ciebie   takim   samym   wzrokiem,   jak   Jim   na 

początku naszej znajomości: wygłodniałym i żarłocznym.

Filomena poperfumowała się delikatnie.

- Wygłodniały i żarłoczny? Cóż, chodźmy na dół i stańmy oko w oko z tymi lwami.

- Ty idź pierwsza. Chcę zobaczyć, jak Trent zareaguje, gdy ujrzy twoją sukienkę.

Filomena wzruszyła ramionami i zaczęła schodzić ze schodów. Cieszyła się na ten 

wieczór. Po raz pierwszy od powrotu z Portland będzie miała okazję spędzić z Trentem trochę 

czasu jak na prawdziwej randce.

Trent stał w holu razem z rodzicami i Jimem Devore'em.

Przerwał na chwilę rozmowę z Amerym i podniósł wzrok na Filomenę, schodzącą 

lekko po schodach. Uśmiechnęła się radośnie do niego, świadoma, że rodzice i Jim patrzą na 

jej strój.  Jedynie  Trent nie  okazał zaskoczenia. Przyjrzał  się obojętnie sukience, a potem 

utkwił wzrok w twarzy Filomeny. Nie powiedział ani słowa.

- Fil, moja droga ... - Meg była najwyraźniej zaniepokojona - czy to nie jest zbyt. .. 

zbyt. .. - Nie mogła znaleźć odpowiedniego określenia.

- Ostrzegałam  ją - wtrąciła Shari pogodnie. - Ale ona uważa, że Gallant  Lake to 

zniesie.

Jim powitał narzeczoną pocałunkiem i zwrócił się do Trenta:

- Pozostaje  pytanie,  czy Trent to zniesie.  Trzymaj  się, stary.  Ostrzegałem  cię,  jak 

background image

niebezpiecznie jest zadawać się z kobietami z tej rodziny.

Amery Cromwell odchrząknął i ostentacyjnie spojrzał na zegarek.

-   Och,   musimy   już   ruszać,   Meg.   Shari   pojedzie   z   Jimem,   a   Trent   obiecał   zabrać 

Filomenę.

- My też lepiej pojedźmy, kochanie - zaproponował Jim, biorąc Shari za rękę. - Mam 

wrażliwy żołądek: nie zniósłbym widoku krwi.

- Przecież jesteś lekarzem! - przypomniała mu Shari.

- Dlatego wiem, że nie znoszę widoku krwi. Jim zamknął drzwi i Filomena została 

sama z Trentem.

Stała na ostatnim stopniu schodów, patrząc wyczekująco.

- My też powinniśmy już chyba jechać. Weźmy mój samochód - zaproponowała.

Podszedł do niej powoli. Jego wzrok był rozbawiony i stanowczy jednocześnie.

- Nie możesz oprzeć się pokusie?

- Jakiej pokusie? - zapytała niewinnie.

- Filomeno, moja droga, masz nieprzyjemną tendencję, by wysokich ludzi uważać za 

głupców. Wydaję ci się większym od przeciętnego dinozaura, ale to nie powód, byś sądziła, 

że mam mózg jak dinozaur.

- Chcesz mi powiedzieć, że jesteś inteligentniejszy od przeciętnego dinozaura?

- Tak mi się wydaje. Ale nawet jeśli nie jestem, mam atut w postaci wzrostu. Idź i 

przebierz się, kochanie - polecił jej łagodnie.

- Nie podoba ci się ta sukienka?

- Ta sukienka - zaczął wyjaśniać rzeczowo - zaprojektowana jest tak, by patrzący na 

ciebie mężczyzna miał ochotę zaciągnąć cię do łóżka. Problem w tym, że nie idziemy do 

łóżka, lecz na przyjęcie.

Filomena wyciągnęła rękę i poklepała Trenta po głowie, uśmiechając się z kobiecą 

pewnością siebie.

- A więc o to chodzi. Shari miała rację. Przejawiasz lekkie poczucie własności. Nie 

obawiaj się jednak. Ta sukienka jest w stylu „patrz, ale nie dotykaj”. Nikt z obecnych na tym 

przyjęciu nie zaciągnie mnie do łóżka. Chyba, że ty wykonasz w tym kierunku jakiś krok - 

dodała.

Trent   jakby   nie   zwracał   uwagi   na   to   głaskanie   po   głowie.   Cały   czas   blado   się 

uśmiechał.

-   Shari   nie   miała   racji.   Nie   przejawiam   lekkiego   poczucia   własności.   Przejawiam 

bardzo duże poczucie własności. Biegnij i przebierz się. Już późno.

background image

-   Nie   wiem   dlaczego,   ale   mam   wrażenie,   że   właśnie   znajdujemy   się   w   punkcie 

zwrotnym naszej znajomości.

- To nie jest punkt zwrotny naszej znajomości, to punkt zwrotny w twoim życiu. 

Dosyć natrząsania się z poczciwych mieszkańców Gallant Lake. Zmień sukienkę, Filomeno.

Zaczęła bębnić palcami po poręczy schodów.

- A jeśli nie, to co?

-   To   zrobię   użytek   ze   swego   wzrostu   i   swego   małego   mózgu,   by   pomóc   ci   się 

przebrać.

Filomena uśmiechnęła się ponuro.

- Czy to groźba, Trent?

- To obietnica, kochanie.

- Popatrzmy na to z racjonalnego punktu widzenia - zaczęła ostrożnie. - Jeśli ulegnę i 

zmienię sukienkę, cała rodzina od razu pomyśli sobie, że jestem słabą, ułomną kobietą.

- Jeśli nie zmienisz sukienki, cała rodzina będzie musiała sobie pomyśleć, że to ja 

jestem słaby i ułomny - stwierdził Trent.

- To mało prawdopodobne - podważyła jego obawy. - Dodatkowym problemem jest 

to, że gdybym  się przebrała, odniósłbyś wrażenie, iż możesz mi rozkazywać, kiedy tylko 

przyjdzie ci na to ochota. Taką postawę przyjmuje wielu dużych ludzi w stosunku do tych, 

którzy są niżsi i mniejsi. To chyba jedna z podstawowych przyczyn, dla których mężczyźni 

zakładają, że mają prawo do dominacji nad kobietami. Świat wyglądałby zupełnie inaczej, 

gdyby kobiety były wyższe i silniejsze od mężczyzn.

Trent spojrzał na zegarek.

- Chyba nie mamy czasu, aby teraz snuć rozważania z zakresu etnologii.

Filomena jednak zapaliła się do tematu.

- Pomyśl tylko: kobiety byłyby wyższe, większe i silniejsze, i to one podejmowałyby 

decyzje i wydawały rozkazy. One przejęłyby rolę właścicieli, obrońców i władców.

-   Mam   wrażenie,   że   odbiegamy   od   zasadniczego   tematu.   Oczy   Filomeny   płonęły 

entuzjazmem dla roztoczonej właśnie wizji świata.

- Dla każdego byłoby oczywiste, że to mężczyźni zostają w domu i troszczą się o 

dzieci. Chodziliby w ubraniach z falbankami. Przecież byliby słabszą płcią, prawda? Cała 

struktura rodziny byłaby inna. Ponadto kobiety nie stawałyby się tak często ofiarami. Nie 

bałyby   się   gwałtów   ani   domowej   przemocy.   Nie   musiałyby   udawać,   że   są   głupsze   od 

mężczyzn. Nie musiałyby grać ...

- Filomeno - przerwał jej Trent, okazując objawy zniecierpliwienia. - Mam wrażenie, 

background image

że to ty teraz grasz ze mną. Uprzedzam cię, że nie jestem w odpowiednim nastroju. Idź i 

przebierz się.

- Dlaczego miałabym to zrobić? - spytała wyzywająco. - Podaj mi choć jeden powód, 

dlaczego nie mogę pójść dzisiaj w tym, w czym chcę.

Trent ujął się pod boki. Oczy zwęziły mu się, a z twarzy zniknęły resztki uśmiechu. 

Patrzył na Filomenę.

- Chcesz znać powód? Nie żyjemy w twoim wyśnionym świecie. Żyjemy w świecie, 

w którym ty jesteś znacznie mniejsza ode mnie. Natychmiast idź na górę i przebierz się.

Filomena stała cicho. Trent nie podniósł głosu, ale przecież nie musiał - i tak dobitnie 

wyraził to, o co mu chodziło.

- Mieć siłę, to nie znaczy mieć rację.

-   Zgoda,   ale   siła   ma   wielki   wpływ   na   końcowy   wynik.   Filomena   zrozumiała,   że 

została pokonana. Uniosła brodę i powiedziała z lekką pogardą:

- Pamiętaj, co stało się z dinozaurami. Obróciła się na stopniu schodów i poszła na 

górę. Weszła do pokoju i popatrzyła w lustro. Istotnie, biała sukienka odsłaniała bardzo dużo 

ciała. Nie miało sensu ponowne szokowanie Gallant Lake. Najważniejsze, że Trent okazywał 

zazdrość. Jest w niej zakochany, pomyślała uszczęśliwiona. Gotowa była pójść na pewne 

ustępstwa.

Po dziesięciu minutach zeszła na dół w obcisłej sukience, zaczynającej się poniżej linii 

ramion.   Ciepły,   morelowy   kolor   i   falbanka   na   dole   nadawały   jej   trochę   wyrafinowany 

charakter, ale fason był taki, że Trent nie mógł tym razem narzekać. Filomena przystanęła na 

najniższym stopniu.

- Jesteś zadowolony? Podał jej rękę.

- Tak. Dziękuję ci.

- Za co?

- Za to, że nie wyjdę  na słabowitego  dinozaura. Ironicznie popatrzyła  na niego z 

ukosa.

- Masz u mnie dług. Zaśmiał się, otwierając drzwi wyjściowe.

- Wiedziałem, że postarasz się uszczknąć coś dla siebie w tej sytuacji. Zgoda, mam u 

ciebie dług.

Przystanął na progu, pochylił się i powoli przesunął wargami po jej ustach.

- Kiedy masz zamiar go sobie odebrać? - wyszeptał.

-   Najprawdopodobniej   wtedy,   kiedy   będziesz   się   tego   najmniej   spodziewał.   - 

Popatrzyła na alejkę, przy której parkowały samochody. - Weźmy mojego porsche'a.

background image

- Nie ma potrzeby. Chyba już wszyscy w Gallant Lake go widzieli.

- Nie dlatego chcę go wziąć - wyjaśniła, wygrzebując kluczyki z torebki. - Chcę po 

prostu sama prowadzić.

Trent niechętnie usiadł na miejscu dla pasażera.

- Czy to ma być kara za to, że wygrałem batalię o sukienkę?

-   Czyżbyś   był   zdenerwowany?   -   ironizowała,   wkładając   kluczyk   do   stacyjki   i 

włączając biegi.

- Jeździsz jak szatan.

- Jestem  znakomitym  kierowcą - oznajmiła  przy akompaniamencie  pisku opon na 

żwirze.

Porsche wystartował z mety jak strzała. Na główną drogę wokół jeziora wjechał z 

pełną szybkością. Filomena uwielbiała poczucie, że samochód reaguje na jej najdrobniejszy 

ruch. Na zakrętach dodawała gazu.

Przez dziesięć minut Trent znosił tę sytuację z całkowitym spokojem, ale potem rzucił 

ostrzegawczym tonem:

- W porządku, wystarczy.

- Czego wystarczy? - spytała uprzejmie.

- Wyrównaliśmy rachunki za tę bitwę o twoje ubranie. Teraz zwolnij i okaż trochę 

rozsądku.

W jego głosie dźwięczała jakaś nowa nutka. Filomena zdała sobie sprawę, że Trent ma 

dosyć tej jazdy porsche'em. Posłusznie zwolniła. Oboje milczeli.

- Musisz zrozumieć, że nie jestem do tego przyzwyczajona - odezwała się wreszcie.

- Nie jesteś przyzwyczajona, że dostosowujesz się do mężczyzny? Wiem. Ja też nie 

jestem przyzwyczajony do uczucia, że w stosunku do kobiety mam pewne prawa. Myślę 

jednak, że jakoś damy sobie z tym radę.

Ponownie zapanowało między nimi milczenie. Filomena zaparkowała przed domem 

Aikenów. Wyłączyła  silnik i przypatrywała  się przez chwilę samochodom ustawionym  w 

alejce.

- Pamiętaj, że nadal jesteś mi winien przysługę.

- Pamiętam - potwierdził Trent.

- Zdaje się, że Aikenowie zaprosili wszystkich z okolicy. Trent otworzył drzwiczki i 

wysiadł.

- Nie obawiaj się. Sukienka, którą masz na sobie, zrobi większe wrażenie niż tamta 

biała.

background image

- Dlaczego tak sądzisz?

- Mam wrażenie, że większość koleżanek ze szkoły nasłuchała się ostatnio o twoich 

kreacjach.   Prawdopodobnie   pojechały   kupić   sobie   jakieś   wyzywające   stroje,   chcąc 

konkurować   dziś   z   tobą   w   tej   dziedzinie.   Gdy   pojawisz   się   w   czymś   tak   skromnym   i 

umiarkowanym, poczują, że przesadziły.

Filomena wybuchnęła śmiechem.

- Od kiedy jesteś takim znawcą kobiecej duszy?

- Uczę się szybko. Podał jej ramię i poprowadził ku otwartym drzwiom domu.

Goście  wypełniali   salon,  kuchnię,  wszelkie   zakamarki  i   wylewali   się  na  werandę. 

Wszędzie   stały   stoły   z   jedzeniem.   Przy   drzwiach   Todd   Aiken   ustawił   imponujący   bar. 

Początkowo tylko nieliczni zauważyli w tym ścisku nowo przybyłych.

- Stój tu, a ja przyniosę coś do picia - powiedział Trent.

Filomena posłuchała i przez cały czas, gdy Trent przeciskał się do baru, śledziła jego 

głowę przesuwającą się ponad tłumem.

- O, jesteś, Fil. Co was tak długo zatrzymało? Już miałam dzwonić do domu. - Shari 

wynurzyła się z ciżby. - Ach, więc miałam rację. Skłonił cię do zmiany sukienki.

- Trent nie skłonił mnie - poinformowała rzeczowo Filomena. - Dyskutowaliśmy na 

ten temat, wysunęliśmy  racjonalne argumenty i postanowiłam,  że nie będę robić z niego 

słabeusza.

Shari zaśmiała się na tyle głośno, że kilka stojących w pobliżu osób odwróciło głowy.

-   Tak   jakbyś   w   ogóle   mogła   to   zrobić.   W   tym   momencie   pojawił   się   Trent   z 

kieliszkiem wina dla Filomeny i kuflem piwa dla siebie.

- Cześć, Shari. Gdzie Jim?

-   Rozmawia   z   matką   jednego   ze   swych   pacjentów   o   zaletach   szczepionki 

przeciwgrypowej. Pytałam właśnie Fil, co was tak długo zatrzymało, ale zauważyłam, że ma 

na sobie nową sukienkę.

Filomena miała już tego dosyć.

- Jeśli ktokolwiek choćby słowem jeszcze raz wspomni o tym, że zmieniłam ubranie, 

przysięgam, że rozbiorę  się do naga w salonie Aikenów  i dopiero wtedy będzie o czym 

mówić.

W tym momencie podeszła do nich ładna, ciemnowłosa niewysoka kobieta w wieku 

Filomeny.

- Fil! Cześć! Słyszałam, że dziś masz być tutaj. Nie widziałyśmy się tyle lat! Świetnie 

wyglądasz.

background image

- Cześć,  Liz.  Prawie  cię  nie poznałam  - Filomena rozradowana  przywitała  dawną 

koleżankę. - Ty też świetnie wyglądasz.

Nie widziała Liz od czasów szkoły.

-   Na  pewno   jednak   rozpoznajesz   to   ubranie   -  Liz   obróciła  się,   by  zaprezentować 

sweterek w jasne wzory i jedwabną spódnicę. - Pochodzi z kolekcji Cromwell & Sterling.

W mojej szafie wisi mnóstwo ubrań z twojej firmy; uwielbiam je, doskonale na mnie 

leżą.

Po kilku chwilach wokół Filomeny zebrała się grupka kobiet. Zaczęła im opowiadać o 

swych   podróżach   na   Tahiti   i   do   Indii,   gdzie   szukała   egzotycznych   tkanin   i   inspiracji. 

Odwróciła się, gdy Trent dotknął jej ramienia i oznajmił, że idzie poszukać Amery'ego.

- Zobaczymy się później - powiedziała do niego z uśmiechem.

Pocałował ją w czoło z niedbałą zaborczością i odszedł. Liz i pozostałe koleżanki 

popatrzyły  za  nim  domyślnie,  ale  szybko   wróciły  do poprzedniej  rozmowy,  wypytując  o 

trendy mody na najbliższy sezon.

Filomena   po   raz   pierwszy   od   przyjazdu   do   Gallant   Lake   nie   myślała   o   tym,   jak 

wywołać ogólną sensację. Była odprężona i z radością odnawiała dawne znajomości.

Papierosowy dym gęstniał i robiło się coraz duszniej. Filomena przeprosiła koleżanki i 

poszła po chłodzone wino. Porozmawiała z gospodarzem, który zarządzał trunkami, a potem 

postanowiła zaczerpnąć świeżego powietrza. Rozejrzała się, czy nie ma gdzieś w pobliżu 

Trema. Stał w drugim końcu pokoju. Rozmawiał z jej ojcem i dwoma innymi mężczyznami. 

Sądząc po minach, dyskutowali albo na temat możliwości wybuchu trzeciej wojny światowej, 

albo   o   zaletach   pewnych   miejsc   połowowych   na   jeziorze.   Mężczyznom   brakuje   czasem 

wyczucia właściwych proporcji życiowych problemów, pomyślała pogodnie.

Wyszła na zewnątrz. Powitał ją powiew wiatru. Potrzebowała kilku minut samotności, 

by   odetchnąć   po   tym   rozgardiaszu   panującym   wewnątrz.   Przeszła   na   kraniec   tarasu   i   z 

kieliszkiem wina w jednej ręce oparła się o barierkę. Patrzyła na oświetlone księżycowym 

światłem   jezioro.   Po   raz   pierwszy   tego   wieczora   miała   parę   minut   dla   siebie.   Zaczęła 

rozmyślać o Trencie Ravinderze.

Dla   nikogo   innego   na   świecie   nie   zmieniłaby   tej   sukienki.   Dziwne,   że   niekiedy 

banalne sytuacje mogą mieć ukryte w sobie ważkie znaczenie.

- Fil? Brady Paxton podszedł i przerwał jej rozważania.

- Cześć, Brady - powitała  go bez entuzjazmu. Nawet się nie odwróciła.  Oparta o 

poręcz podtrzymywała jedną ręką kieliszek.

- Rozglądałem się za tobą - powiedział poważnie.

background image

- Musimy porozmawiać.

- Nie wydaje mi, Brady. Stanął obok i również oparł się o barierkę. Łagodny podmuch 

rozwiewał   mu   włosy   i   do   Filomeny   dotarła   woń   wody   kolońskiej.   Brady   westchnął 

przeciągle.

- Zgoda, początkowo nie zachowywałem się zbyt  inteligentnie, ale teraz wszystko 

zrozumiałem. Jesteś naprawdę wygadana, Fil, muszę to przyznać. Nie uwierzyłbym, że ci się 

to uda.

- Co miałoby się udać?

-   Nic   dziwnego,   że   nie   chciałaś   ze   mną   negocjować,   gdy   ofiarowałem   ci   wtedy 

prowizję.  Miałaś swoje  własne plany, prawda?  Musiałaś śmiać  się z tych  zaoferowanych 

przeze mnie pięciu procent.

- Niezupełnie - odparła oschle, zastanawiając się, dokąd zmierza ta rozmowa. - Jak się 

ma twoja żona? Przyszła tu dzisiaj? Może chciałaby się do nas przyłączyć?

- Nie myśl o Glorii - przerwał jej Brady. - Rozmawiamy teraz we dwoje o interesach.

-   Nie   mam   ochoty   rozmawiać   o   interesach.   Przyszłam   tu,   by   zaczerpnąć   trochę 

świeżego powietrza.

- Jesteś twardą kobietą, Fil. Kto by się spodziewał, że tak się zmienisz. Byłaś taka 

słodka dziewięć lat temu.

- Masz na myśli, że byłam taka naiwna dziewięć lat temu. Po prostu zaufałam ci, 

Brady.   Zwykła   głupota.   No   cóż,   niektórym   z   nas   potrzeba   więcej   czasu   niż   innym,   by 

dorosnąć. Ale w końcu dorosłam.

Przyglądał się jej uważnie gorącym wzrokiem.

- Nie zapomniałaś. Nadal mnie pragniesz. Pokrywasz brawurą fakt, że wciąż mnie 

pożądasz.

Odwróciła się do niego z sarkastycznym uśmiechem.

- Jeśli tak myślisz, to jesteś większym głupcem niż ja jako dziewiętnastolatka. Nie 

wzięłabym cię nawet na srebrnej tacy.

W oczach Brady'ego pojawiła się złość, usta wykrzywiły mu się nieprzyjemnie.

- Uważasz, że potrafisz zrobić lepszy interes?! Myślisz, że złowiłaś tego Ravindera? 

Pomyśl tylko, panienko. On umie się zabawić. Jesteś dla niego jedynie wakacyjną przygodą. 

Gdybyś   była   rozsądna,   wykorzystałabyś   go   do   zdobycia   informacji,   której   oboje 

potrzebujemy. Chyba nie dasz się nabrać i nie uwierzysz, że on myśli o tobie serio?

- Tak jak niegdyś dałam się nabrać i uwierzyłam, że ty myślisz o mnie serio?

Nawet w panującym mroku widać było, że Brady zaczerwienił się.

background image

- Musiałem wówczas podjąć decyzję. Jeśli to jest dla ciebie jakąś pociechą, drogo za 

nią   zapłaciłem.   Moje   małżeństwo   nie   jest   szczęśliwe,   Fil.   Wielokrotnie   rozmyślałem   po 

nocach, jak by to było, gdybyśmy zostali razem. Nie rozwodzę się z Glorią tylko dlatego, że 

jej ojciec wykluczyłby mnie ze spółki.

- A dwoje dzieci? Czy tego nie bierzesz pod uwagę, rozważając decyzję o rozwodzie? 

A może one się nie liczą? Nie masz żadnych wyrzutów sumienia, kiedy wyrządzasz krzywdę 

innym ludziom. Ale Boże broń, żebyś miał stracić pieniądze. Bardzo współczuję twojej żonie 

i dzieciom.

- Nie mów mi takich głupstw, Fil - przerwał jej ostro. - Nikomu nie współczujesz, bo 

jesteś zbyt zajęta łowieniem grubych ryb. Wiem, co zamierzasz. Nie oszukasz mnie.

- Czyżby? A co zamierzam?

- Romansujesz z Ravinderem. Całe miasto o tym mówi.

- Serio?

-   Wszyscy   wiemy,   że   kilka   dni   temu   pojechałaś   z   nim   na   noc   do   Portland. 

Zrozumiałem, jakie są twoje plany.

- Najlepiej będzie, jeśli natychmiast zamilkniesz. Brady nie zareagował.

- Wydaje ci się, że wiesz, co robisz, ale znajdziesz się w poważnych kłopotach, jeśli 

nie posłuchasz mojej rady. Wiem, że kręcisz z Ravinderem, bo chcesz dowiedzieć się, jakie są 

zamiary   Asgarda.   Alenie   uda   ci   się   wykorzystać   tej   informacji,   jeśli   nie   wejdziesz   w 

porozumienie ze mną. Mam upoważnienia na sprzedaż każdego niemal kawałka terenu wokół 

jeziora.   Wcześniej   czy   później   będziesz   musiała   ze   mną   współpracować.   Jestem   gotów 

podnieść nieco twoją prowizję.

- Nie mówmy o tym, Brady.

- Dobrze, możemy zawiązać spółkę. O to ci chodzi?

-   Powiedziałam,   skończmy   tę   rozmowę.   Jej   spokojna   odmowa   wprawiła   go   we 

wściekłość.

- Czy myślisz, że możesz sprzedać tę informację komuś innemu? Do diabła, nie masz 

żadnego wyboru.

Filomena straciła resztki cierpliwości. Obróciła się i popatrzyła mu w prosto w twarz.

-   Brady,   jesteś   głupcem,   choćbyś   posiadał   większość   ziemi   wokół   jeziora.   Po 

pierwsze: Asgard nie ma zamiaru budować tu terenów rekreacyjnych. Po drugie: nawet gdyby 

miał taki zamiar, a ja wiedziałabym, które działki chcieliby zakupić, nie powiedziałabym ci, 

choćbyś dawał mi nie wiem ile pieniędzy.

- Bo wydaje ci się, że Ravinder jest w tobie zakochany. O to chodzi?

background image

- Bo wiem, że ja jestem w nim zakochana - poprawiła go Filomena. - Co więcej, mam 

zamiar wyjść za niego za mąż. Jeśli myślisz, że dla twojego nędznego interesu oszukam 

człowieka,   którego   mam   zamiar   poślubić,   to   znaczy  że   mnie   nie   znasz.   Idź   do  środka   i 

poszukaj swej żony. Z pewnością rozgląda się za tobą.

- Ty mała dziwko! Brady stanął nad Filomeną i podniósł rękę. Ona ani drgnęła.

Ścisnęła tylko mocniej kieliszek w dłoni, przygotowując się do ewentualnej obrony. 

Ale nie doszło do konfrontacji. Od drzwi dobiegł głos Trenta, chłodny jak ostrze sztyletu:

- Jeśli ją tylko tkniesz, Paxton, rozerwę cię na strzępy, tak że nie będzie cię można 

poskładać.

background image

ROZDZIAŁ 8

Filomena obejrzała się i zobaczyła Trenta, szybko kroczącego przez taras. Odetchnęła 

z ulgą. Podbiegła ku niemu i przywarła mu do piersi. Trent otoczył ją ramionami.

- Tak mi przykro - powiedziała cicho.

- A mnie nie - odparł, przygarniając ją delikatnie. Potem powiedział głośniej: - Lepiej, 

żebyś wrócił do środka, Paxton. Przestań niepokoić moją narzeczoną. Nie sprzeda ci żadnej 

informacji, nawet gdyby ją miała. Chyba dotarło już do ciebie, że ona nie chce mieć z tobą nic 

wspólnego. Jeżeli jeszcze raz się do niej zbliżysz, połamię ci kości.

Na twarzy Brady'ego malowała się gorycz i złość.

- To intrygantka, Ravinder. Nie daj się nabrać. Ona z pewnością jest warta grzechu, 

ale myśli głównie o forsie. Pamiętaj o tym, jeśli...

Brady nie zdołał dokończyć. Filomena poczuła, jak Trent się pręży i rzuca jak dziki 

drapieżnik. W tej samej niemal chwili usłyszała głuchy łomot.

- O Boże - westchnęła, przerażona szybkością i gwałtownością całego zajścia.

Patrzyła na Brady'ego, który leżał na podłodze. Łapał z trudem powietrze i spoglądał 

na stojącego nad nim Trenta.

- Czy teraz się rozumiemy?

- Ty draniu, pasujesz do niej. Brady wstał, otrzepał ze złością ubranie i pokuśtykał do 

budynku.

- A jeśli wniesie skargę? - Filomena nieśmiało wyraziła swą obawę.

- Możesz mi wierzyć, że nie zrobi tego. Musiałby wyjaśnić okoliczności całej sprawy. 

To zbyt dla niego kłopotliwe.

- Przyznaj się, ile słyszałeś z naszej rozmowy? Trent milczał przez chwilę.

- Sporo. Liczy się jednak tylko to, co powiedziałaś o zamążpójściu.

- Obawiałam się tego. - Filomena westchnęła, podeszła do barierki tarasu i oparła się o 

nią. - Wybacz, Trent. Tak mi się wyrwało. Chciałam tylko przekonać Brady'ego, że on mnie 

zupełnie nie interesuje. - Wzięła swój kieliszek i pociągnęła spory łyk dla dodania sobie 

odwagi. - Czasami działam pod wpływem impulsu.

-   Rozumiem   to.   Przybliżył   się   do   niej.   Oczy   błyszczały   mu   odbitym   światłem 

księżyca. - Ja też niekiedy działam pod wpływem impulsu. To jednak nie znaczy, że zawsze 

potem tego żałuję. A ty?

- Ja też przeważnie nie żałuję. Wydaje mi się ... że w gruncie rzeczy te działania nie są 

aż tak impulsywne.

background image

Tkwią gdzieś w mojej świadomości i nagle, bez ostrzeżenia, prawda ujawnia się. Trent 

patrzył na nią miękko swymi świecącymi oczami. Pogładził ją po policzku.

- Powiedz, jaka to wielka prawda bez ostrzeżenia ujawniła się tym razem - poprosił z 

naciskiem.

- Właśnie ... właśnie uświadomiłam sobie, że jestem w tobie zakochana.

Trent zanurzył wargi w jej włosach. - Nie mogę uwierzyć.

- Wiem, że to cię zaskakuje - powiedziała szybko - ale, rozumiesz, ja ...

Położył delikatnie palec na jej ustach.

- Dobrze już, najdroższa. To stało się dla mnie tak nagle. Jestem trochę wstrząśnięty.

- Nagle? Uśmiechnął się.

- Ja zakochałem się w tobie w ciągu paru godzin od chwili, gdy cię po raz pierwszy 

spotkałem.

- Och, Trent, naprawdę?

- Naprawdę. Już od dawna uświadamiałem sobie, na czym mi zależy i postanowiłem, 

że będę cię nakłaniał, by tobie zaczęło zależeć na tym samym. Spodziewałem się jednak, że 

zajmie   mi   to   znacznie   więcej   czasu.   Byłaś   tak   negatywnie   nastawiona   do   miłości   i 

małżeństwa,  że sądziłem,  iż zaciągnięcie  cię  do ołtarza wymagać  będzie znacznie  więcej 

wysiłku.

- Jesteś rozczarowany tak łatwym zwycięstwem?

- Chyba żartujesz? Jestem wdzięczny, że tak szybko oprzytomniałaś.

Otoczyła go mocno ramionami.

- Trent, tak się cieszę. Aż trudno mi uwierzyć.  Chyba byłam  ślepa. Dlaczego nie 

rozumiałam tego wcześniej?

- Umykałaś mi, bo byłaś zbyt zajęta tą pokazówką dla Gallant Lake. Spoza lasu nie 

widziałaś drzew.

- Nawet takiego dużego drzewa. A więc, zabierając mnie do Portland, chciałeś zwrócić 

na siebie moją uwagę? Jesteś bardzo przebiegły.

- Wiem o tym.

- I skromny.

-   Trudno   być   skromnym,   gdy   się   jest   aż   tak   przebiegłym,   ale   robię,   co   mogę   - 

potwierdził.

Filomena podniosła na niego rozradowane oczy.

- Zakochałam się w tobie - to fakt, ale ja powiedziałam Brady'emu, że mam zamiar cię 

poślubić, a to zupełnie inna sprawa.

background image

Pocałował ją namiętnie.

- Zdeklarowałaś się - rzekł, oderwawszy się w końcu od jej ust. - Powiedziałaś Brady' 

emu, a  to oznacza, że  wkrótce  wszyscy  obecni  na przyjęciu  będą  o tym  wiedzieli.  - To 

przerażające.

- Myślę, że za kilka minut obstąpi mnie twoja rodzina, żądając potwierdzenia nowiny.

- Nie wydajesz się tym szczególnie zdenerwowany.

- Bo nie jestem. A ty? Filomena potrząsnęła głową.

- Chcę tego. Nigdy bym się o to nie podejrzewała, ale chcę tego. Musimy tyle spraw 

omówić, Trent, tyle sobie opowiedzieć. Chciałabym wiedzieć ...

- Filomeno! Trent! Co się dzieje? - Od strony domu dobiegł głos Amery'ego.

Trent, trzymając Filomenę w ramionach, odwrócił się ku nadciągającej grupce, którą 

prowadził Amery. Za nim szli Meg, Shari, Jim Devore, dalej ciotka Agnes i wuj George z 

butelką szampana. Kilka zaciekawionych osób wychylało się na taras.

- Bardzo trudno jest utrzymać tajemnicę w takim małym miasteczku - zauważył Trent, 

patrząc na nadchodzących.

Następnego dnia po południu Filomena i Trent siedzieli nad brzegiem jeziora. On, 

oparty o drzewo, jedną ręką przygarnął ją do siebie, a drugą rzucał od czasu do czasu do wody 

małe kamyki.

-   Czy   jesteś   pewien,   że   wiemy,   co   robimy?   -   zapytała   Filomena   z   lekkim 

rozbawieniem.

- Spokojnie. Ja się wszystkim zajmę.

-   Może   powinniśmy   ogłosić   nasze   zaręczyny   dopiero   po   weselu   Shari?   Nie 

chciałabym za nic umniejszać wagi tej uroczystości. To dla Shari coś wyjątkowego.

- Nie myśl o tym. Shari była wzruszona, podobnie zresztą jak inni członkowie rodziny. 

Może nie byłoby to dobrze Widziane, gdybyś wyszła za mąż wcześniej niż ona, ale nikt nie 

weźmie nam za złe ogłoszenia zaręczyn.

- Jesteś tego pewien?

- Najzupełniej. Długo rozmawiałem na ten temat z twoim ojcem.

- Coo? - Odsunęła się od niego i spojrzała mu prosto w twarz. - Co to znaczy, że długo 

z nim rozmawiałeś? O czym? I dlaczego mnie przy tym nie było?

- Nie było cię przy tym, bo nie wstałaś dziś o wpół do szóstej rano, by pójść z nami na 

ryby.

- Gdybym wiedziała, że będziecie mówić o czymś ważnym, może zdobyłabym się na 

to.

background image

- To była męska rozmowa - wyjaśnił Trent protekcjonalnie.

- Doprawdy? I cóż takiego omawialiście?

- Głównie mówiliśmy o tym, jak to wszyscy są bardzo zadowoleni, że mam zamiar się 

z tobą ożenić. Rodzina może przestać się o ciebie martwić. Rozumiesz, lat ci nie ubywa. 

Bardzo dobrze, że robisz karierę zawodową, ale wszyscy są przekonani, że potrzebny ci jest 

kochający mężczyzna. Są mi wdzięczni, że podjąłem się tej roli. Prawdę powiedziawszy, 

odczułem   coś   więcej   niż   wdzięczność.   Można   by   to   określić   jako   ulgę   wszystkich 

zainteresowanych.

Filomena wybuchnęła śmiechem i zaczęła bezlitośnie okładać Trenta pięściami.

- Ty arogancki, apodyktyczny, męski egoisto! Ciosy spadały na Trenta jak strzelające 

ziarna prażonej kukurydzy. Pochwycił jej pięści, śmiejąc się.

- Hej, czy tak się traktuje przyszłego pana i władcę?

- Wciąga cię to - odrzekła oskarżycielskim tonem. - Nie myślałam, że tak bardzo 

chcesz zostać mężem.

- A ja nie myślałem, że ty tak bardzo chcesz zostać żoną.

- Nie chciałam - przyznała poważniejąc. - Myślałam, że mam wszystko, czego mi 

potrzeba.

- A gdy myślałaś o małżeństwie, miałaś przed oczami scenę z Bradym  i Glorią - 

dokończył za nią.

Przytaknęła.

-   Zrozum,   chodziło   nie   tylko   o   to,  że   ich   nakryłam.   Znacznie   gorsze   było   to,   że 

następnego dnia wiedziało o tym całe miasto. Po zerwaniu zaręczyn myślałam, że umrę z 

powodu doznanego poniżenia. Chciałam uciec i nie wracać tu nigdy. Byłam bardzo młoda - 

dodała po chwili.

- Takie przeżycie zraniłoby każdego - powiedział, zanurzając palce w jej włosach. - 

Zwłaszcza kogoś takiego jak ty, kochanie.

- Co masz na myśli?

- Dałaś tu niezły występ, szczebiocząc i prezentując swoje kreacje, ale w głębi duszy 

jesteś delikatna i niewinna.

- Skąd możesz to wszystko wiedzieć?

- Przekonuję się o tym za każdym razem, gdy biorę cię w ramiona.

-   Jesteś   niezwykle   pewny   siebie.   Mężczyźni   często   sądzą,   że   wiedzą   wszystko   o 

kobiecie, bo kilka razy się z nią przespali.

Trent słuchał nieporuszony.

background image

- Nie twierdzę, że wiem o tobie wszystko, ale wiem to, co najważniejsze.

-   Na   przykład?   Popatrzył   na   nią   czule.   Delikatnie   objął   dłonią   jej   pierś,   aż 

nabrzmiewająca brodawka stwardniała pod tkaniną kombinezonu, który Filomena miała na 

sobie.

- Wiem, że przez ostatnie. lata obawiałaś się poddać jakiemukolwiek mężczyźnie. W 

końcu poddałaś się mnie - szczerze i bez reszty. Czuję, że nikt nigdy mnie tak nie pragnął. 

Nie mogłoby się to stać, gdybyś była samolubna i nieczuła.

Filomena wzięła głębszy oddech.

- Ja też wiem parę rzeczy o tobie - powiedziała nieco prowokacyjnie.

- Czyżby?

- Jesteś dobrym człowiekiem, można ci ufać. Czasami jesteś trudny, zbyt zasadniczy 

w pewnych sprawach, ale myślę, że w małżeństwie trochę zmiękniesz.

- Tak sądzisz?

- Aha. Nie wiem tylko do końca, dlaczego chcesz się ze mną ożenić.

Musnął jej usta wargami.

-   Przejawia   się   w   tym   twój   brak   pewności   siebie.   Shari   miała   rację:   nigdy   nie 

zapomnisz o tym, co ci zgotował Paxton. Przez ostatnie lata miałaś kontakty z mężczyznami, 

dla   których   twoja   firma   była   równie   ponętna   jak   ty   sama.   Nic   dziwnego,   że   nie   ufasz 

mężczyznom. Ale ja to naprawię.

Filomena zrobiła przerażoną minę.

- O rety! A więc również z moją siostrą rozmawiałeś o mnie?

- Uważałem, że należy starannie rozpracować temat.

- Następnym  razem,  gdy będziesz  miał  jakieś  pytania,  zwróć się  bezpośrednio do 

mnie, zrozumiano?

- Tak jest!

- Powiedz mi zatem, dlaczego chcesz mnie poślubić? - nie ustępowała.

- Jesteś inteligentna, miła i atrakcyjna. Czy potrzebuję innego powodu?

-   Evelyn   Reece   powiedziała   mi,   że   przez   ostatnie   lata   szukałeś   żony   z   taką 

intensywnością, z jaką poszukujesz terenów dla Asgarda. Wydawało jej się nawet, że już 

zrezygnowałeś, aż tu spotkałeś mnie.

Z twarzy Trenta zniknął uśmiech, a pojawił się wyraz dezaprobaty.

- Zdaje się, że ucięłyście sobie z Evelyn niezłą rozmowę w damskiej toalecie.

Filomena popatrzyła na niego triumfująco.

- A widzisz, jakie to miłe, gdy ktoś dyskutuje na twój temat za twymi plecami.

background image

- Zapamiętam to sobie. - Trent najwyraźniej nie był zadowolony z tego, co mogła 

usłyszeć o nim Filomena. - No więc, czy to prawda, że przez ostatnie lata polowałeś na żonę?

- Dobrze, powiem ci - odparł niechętnie, ale nie starał się wymigać od odpowiedzi. - 

Rzeczywiście, zrozumiałem, że nadszedł czas.

- Czas do ożenku? Tak po prostu? - zapytała, niepewna, czy ma mu wierzyć. - Mogę 

to sobie wyobrazić: przewodniczący zarządu postanawia, że czas się żenić, negocjuje więc 

sprawy małżeństwa tak samo, jak się negocjuje kupno terenu. To mi się podoba.

Trent burknął coś na temat jej poczucia humoru, a potem mówił dalej:

-   Mam   trzydzieści   sześć   lat,   moja   droga.   Dotychczas   całkowicie   poświęcałem   się 

pracy zawodowej. Moje pierwsze małżeństwo zakończyło się katastrofą i nie miałem ochoty 

na powtórkę. Myślałem, że mam jeszcze dużo czasu na znalezienie żony i założenie rodziny, 

ale pewnego dnia stwierdziłem, że ucieka mi w życiu coś istotnego. Czas mijał. Zatęskniłem 

za kobietą, która by mnie kochała i pożądała. Do której mógłbym wracać co wieczór, dzielić z 

nią swe powodzenia i troski. Czy to takie dziwne?

- Wcale nie.

- Dlaczego więc cię to śmieszy?

- Wyobraziłam sobie, jak podejmujesz postanowienie, by metodycznie poszukać sobie 

żony. W zasadzie to nawet bardzo miłe.

- Miłe? Jak to?

-   Miłe   -   potwierdziła   stanowczo.   -   A   lepiej   powiedzieć:   wzruszające   w   swej 

niewinności. No, powiedz, co się nie udało. Evelyn twierdziła, że zaprzestałeś poszukiwań.

- Jak wrócę do Portland, pogadam z Reece'em na temat plotkarskich skłonności jego 

żony.

- Nie bądź głuptasem. Evelyn chciała wyświadczyć przysługę. Mów, co się nie udało 

w czasie tych wielkich łowów.

- Nie spotkałem osoby, z którą chciałbym się związać na stałe. Może szukałem zbyt 

intensywnie? Nie wiem. Może chodziło o to, by znaleźć kobietę, której zależałoby na mnie, a 

nie na mojej pozycji w Asgard. Tak czy siak, nie wyszło. Zrezygnowałem i wróciłem do 

codziennych   spraw.   Potem   doszedłem   do   wniosku,   że   jest   mi   potrzebny   prawdziwy 

wypoczynek.  Przyjechałem  tutaj.  A  ty natychmiast  przybyłaś   z  prędkością   błyskawicy  w 

swym porsche'u i - pstryk - wszystko świetnie się złożyło.

Filomena poczuła rękę Trenta na swej piersi i jęknęła z rozkoszy. Ravinder położył ją 

na ziemi, usłanej sosnowym igliwiem.

- Trent?

background image

- Nooo? Był zajęty rozpinaniem guzików przy jej kombinezonie.

- Kiedy chcesz, by odbył się ślub?

- Jak najszybciej. - Zdołał rozpiąć górną część i rozluźniał teraz szeroki pasek. - A co? 

Chciałabyś mieć takie wystawne wesele jak Shari?

- Nie.

- Możemy urządzić skromną uroczystość za parę tygodni. Czy masz coś przeciwko 

temu?

Potrząsnęła głową.

- Nie.

- Filomeno, będziesz świetną żoną.

- Dlaczego tak sądzisz?

- Wiesz, kiedy powiedzieć ,,nie”, a kiedy „tak”. Pochylił się nad nią i ujął ustami 

nabrzmiałą brodawkę. Filomena zanurzyła palce w jego włosach, poddając się pocałunkowi.

- O tak, Trent, tak - wyszeptała gardłowym głosem. Zatracił się w ciepłej słodyczy jej 

ciała.

Uwielbiał, gdy mówiła „tak”. Nigdy w życiu nie będzie miał tego dosyć. Nie mógł 

uwierzyć w swoje szczęście. Miał obawy, czy to wszystko jest rzeczywiste.

Inteligentny   człowiek   nie   zaprzecza   swemu   szczęściu,   gdy   już   staje   ono   na   jego 

drodze, pomyślał. Miał w ramionach Filomenę, która wkrótce zostanie jego żoną. To było 

najważniejsze.

Dwa dni potem odbyło się wesele Shari. Wszystko przebiegało zgodnie z planem, co 

było   zasługą   powszechnie   znanego   talentu   organizacyjnego   Meg.   Prawie   wszyscy 

mieszkańcy miasta zostali zaproszeni i prawie wszyscy przyszli. Przyjęcie wydano w klubie. 

Obficie zaopatrzony bufet uzupełniano co chwilę, by zaspokoić apetyt zgłodniałych gości.

Podczas uroczystości Filomena podeszła do matki, która krzątała się z nie strudzoną 

energią.

- Na twoim miejscu zaczęłabym się niepokoić o wuja George' a i ciotkę Agnes.

Filomena wskazała głową na swych krewnych, wokół których zgromadziła się spora 

grupka głośno rozmawiających osób. Między innymi stali tam Gloria Paxton i Trent, który 

był wyraźnie rozbawiony tym, co mówił George.

Meg zaniepokoiła się.

- Co oni knują? Przysięgam, Fil, jeśli urządzą tu jakieś przedstawienie, zamorduję ich 

gołymi rękami.

- Dobrze się bawią, choć trochę głośno.

background image

- Lepiej pójdę poskromić George' a, zanim nie wejdzie na stół lub nie zrobi czegoś 

podobnego. Muszę powiedzieć Amery'emu, żeby nie dolewał im już więcej szampana.

Meg   ruszyła   ku   zgromadzonym,   szeleszcząc   swą   fiołkową   spódnicę.   Filomena 

obserwowała matkę przez chwilę, a potem poszła do bufetu, by nałożyć sobie coś dobrego. Po 

sali niósł się śmiech wuja. Przycichł nieco, gdy Meg dołączyła do grupy otaczających George' 

a   osób.   Filomena   nie   zazdrościła   matce   jej   misji.   Wuj   był   wysokim,   zadzierzystym 

mężczyzną i niejednokrotnie publicznie demonstrował swą wylewność.

Filomena kosztowała właśnie kanapkę z serem i krewetkami, gdy usłyszała, że wuj 

mówi   coś   o   posagu.   Zaczęła   słuchać   uważniej,   początkowo   zdziwiona,   a   potem   bardzo 

zaskoczona.

-   Niech   nikt   tu   nie   myśli,   że   nasze   dwie   bratanice   wychodzą   za   mąż   bez 

odpowiedniego   prezentu   ślubnego   -   oznajmił   wuj   głośno.   -   Ukrywaliśmy   z   Agnes   tę 

wiadomość aż do tej chwili, bo chcieliśmy zrobić niespodziankę. Chodzi o to, że parę lat temu 

kupiłem trochę ziemi na wybrzeżu. Za bezcen nabyłem dwa spore kawałki. Teraz warte są 

niezłą sumkę. Agnes  i ja ofiarowujemy każdej z naszych  bratanic po jednej parceli jako 

prezent   ślubny.   Co   o   tym   myślicie?   -   George   i   Agnes   popatrzyli   wyczekująco   na 

zgromadzonych.

Nie zawiedli się. Zewsząd posypały się gratulacje. Państwo młodzi byli najwyraźniej 

zaskoczeni. Rodzice Filomeny kręcili z niedowierzaniem głowami.

Filomena popatrzyła na Trenta, napotkała jego wzrok i zrobiło jej się zimno.

Trent patrzył na nią ponad głowami oddzielających ich ludzi. W jego oczach nie było 

rozbawienia ani radosnego podniecenia, ani zadowolenia z powodu szczęścia, jakie spotkało 

obie siostry - była tylko dziwna, ponura złość. Filomena nigdy jeszcze takim go nie widziała. 

Ogarnęło ją nagle straszne przeczucie.

Trent wskazał wzrokiem taras. Przekazywał wiadomość. Nie, to był rozkaz. Chciał z 

nią porozmawiać na osobności. Skinęła nieznacznie głową i powoli zaczęła się przeciskać 

przez tłum gości.

Przy drzwiach nie zastała jednak Trenta, lecz Glorię Paxton. Miała zaczerwienioną 

twarz, wyraźnie wypiła za dużo. Jej oczy świeciły niebezpiecznie.

- Cześć, Glorio. Mam nadzieję, że dobrze się bawisz.

- Och, bawię się nadzwyczajnie, zwłaszcza teraz, gdy padła odpowiedź na niektóre 

interesujące pytania. - Wybacz mi, że cię zostawię, ale chciałabym uciec gdzieś na chwilę 

przed tym hałasem.

Filomena przeszła obok Glorii, ale ta ruszyła za nią.

background image

- Widzę, że nie włożyłaś dziś żadnego z tych wyuzdanych ciuchów, jakie projektujecie 

z   twoją   przyjaciółką.   -   Gloria   popatrzyła   lekceważąco   na   skromnie   skrojoną   suknię   z 

wzorzystego, żółtego jedwabiu. - To bardzo przyzwoicie z twojej strony, że zrezygnowałaś z 

wywoływania   scen   na   weselu   swojej   siostry.   Spodziewałam   się,   że   wystąpisz   w   stroju 

odaliski albo w bikini. Ale twój narzeczony by tego nie zaaprobował, prawda?

Filomena policzyła do dziesięciu i obiecała sobie, że nie wrzuci Glorii do basenu, 

przynajmniej   dopóki   Shari   i   Jim   są   na   przyjęciu.   Winna   była   siostrze   choć   tę   odrobinę 

względów.

- Wybacz, Glorio, ale chciałabym zostać sama przez kilka minut. Tyle miałam zajęć 

przez cały dzień.

-   Nie   tylko   przez   ten   dzień,   przez   całe   wakacje,   prawda,   Fil?   -   spytała   Gloria 

ironicznie. - Najpierw próbowałaś z Bradym, ale daleko nie zaszłaś. On nigdy nie miał na 

ciebie ochoty. Tylko ja się dla niego liczyłam.

- Lepiej skończmy tę rozmowę, zanim stanie się zbyt kłopotliwa.

-   Jesteś   zakłopotana,   Fil?   Aż   trudno   w   to   uwierzyć.   Ostatni   raz   widziałam   cię 

zakłopotaną dziewięć lat temu, gdy nakryłaś mnie z Bradym. Czy mówiłam ci, że sama to 

zainscenizowałam? Wiedziałam, że właśnie jedziesz do Brady'ego: zadzwoniłam do ciebie do 

domu i upewniłam się. Ja pierwsza jednak dotarłam do niego i zagrałam na twoją cześć 

wspaniałą  łóżkową scenę. To podziałało jak zaklęcie. Brady wykręcał się przedtem i nie 

chciał zrywać zaręczyn z tobą, ale gdy przyłapałaś nas razem, musiał działać.

Filomena westchnęła.

- To wszystko było kiedyś może ważne, ale teraz nie ma już znaczenia.

- Nigdy nie zapomnę wyrazu twej twarzy. Przypominałaś psa, którego pan uderzył po 

pysku. Ale od tamtego czasu przybyło ci sprytu. Wróciłaś tu, by spróbować, czy nie uda ci się 

złowić mego męża. Złapałaś jednak większy kąsek: udało ci się nakłonić do małżeństwa 

Trenta Ravindera.

- Glorio, sama nie wiesz, co mówisz. Myślę, że za dużo wypiłaś.

- Nie martw się o mnie. Martw się o siebie. Wydaje mi się, że tym razem chcesz 

ugryźć   więcej,   niż   możesz   przełknąć.   Ravinder   nie   jest   naiwny   i   zorientował   się,   że   go 

naciągnęłaś.

Filomena już miała odwrócić się i z powrotem wejść do pokoju, ale przystanęła i w 

osłupieniu patrzyła na Glorię.

- O czym ty mówisz? - spytała, choć dokładnie wiedziała, co Gloria ma na myśli.

- Nie udawaj naiwnej. Nikt ci nie uwierzy, Fil. Jesteś dorosła i wiedziałaś, co robisz. 

background image

Wszystko   się   wydało.   Słyszeliśmy,   co   powiedział   przed   chwilą   twój   szczodry   wujek. 

Wszystko jasne, Fil.

-   Doprawdy?   -   Filomena   postąpiła   krok   w   kierunku   Glorii.   -   Co   według   ciebie 

planowałam?

- To oczywiste. - Gloria machnęła ręką i trochę szampana wylało się na posadzkę. - 

Postanowiłaś znaleźć sposób na dobranie się do tego kawałka ziemi, który twoi wujostwo 

mieli zamiar ofiarować ci jako prezent ślubny. To było takie wzruszające, gdy ogłosili małą 

„niespodziankę” dla swych dwóch cudownych bratanic, które traktują jak własne córki. - Usta 

Glorii wykrzywiły się ze złości.

Spojrzała cierpko na Filomenę, a potem na mężczyznę, który pojawił się w przejściu.

-   A   ty,   Trent?   Czy   nie   byłeś   zaskoczony,   gdy  dowiedziałeś   się,   że   Filomena   ma 

otrzymać   ten   cenny   kawałek   ziemi   na   wybrzeżu?   Wystarczy   tylko,   że   wyjdzie   za   mąż. 

Cudownie się złożyło, że akurat ty byłeś pod ręką. Muszę przyznać, że cieszę się z tego, bo 

gdyby nie ty, usiłowałaby sięgnąć po Brady'ego.

Oczy   Glorii   wypełniły   się   łzami   wściekłości.   Cisnęła   swój   kieliszek   i   przebiegła 

niezręcznie obok Filomeny i Trenta. W chwilę potem zniknęła w tłumie gości.

Filomena odwróciła się i spojrzała Trentowi w twarz. Była pewna, że dostrzeże na niej 

rozbawienie, pobłażanie albo zniecierpliwienie, ale zielone oczy patrzyły na nią bez wyrazu, 

jakby była jakąś obcą formą życia.

- Trent, nie patrz tak na mnie - powiedziała błagalnie.

- Jak mam na ciebie patrzeć? Potrząsnęła gwałtownie głową.

- Dlaczego tak cię niepokoi to, co powiedział wujek?

- Od jak dawna wiesz o tej ziemi? Popatrzyła na niego bezradnie.

- Wiedziałam, że wujostwo mają różne nieruchomości, ale nie miałam pojęcia, że 

którąś mają zamiar ofiarować mnie i Shari w prezencie ślubnym. Jakie to ma znaczenie? Co 

w tym złego? Co masz na myśli?

-   Pomyślałem   właśnie,   że   twojej   firmie   bardzo   potrzebna   jest   gotówka   na 

sfinansowanie ambitnych projektów. Widziałem, jak przejęłaś się tym, że bank odmówił wam 

pożyczki.

Filomena zbladła.

- Trent, chyba nie myślisz, że ...

- Pamiętam, że gdy tylko dowiedziałaś się o odrzuceniu przez bank waszej prośby o 

pożyczkę, nieoczekiwanie oznajmiłaś, iż zamierzasz wyjść za mnie za mąż. Dziwiłem się 

wtedy, dlaczego tak raptownie zmieniłaś zdanie. Powinienem był zwrócić uwagę, że moje tak 

background image

zwane zwycięstwo przyszło mi zbyt łatwo.

- Ależ Trent!

- Powiedz mi więc, co tu się nie zgadza - ciągnął dalej szorstkim głosem. - Przedstaw 

mi wszystkie powody, dla których tak nagle zmieniłaś swoje poglądy na małżeństwo.

Filomena chwytała z wysiłkiem powietrze i po raz pierwszy w życiu miała wrażenie, 

że mdleje. Poczuła gwałtowny strach, wyobrażając sobie mającą nastąpić okropną scenę. To 

nieprawdopodobne, by coś takiego zdarzyło się między nią i Trentem.

- Wiesz dobrze, że nie mogę niczego dowieść - powiedziała zbolałym szeptem. - Moi 

wujostwo zawsze wyciągają jakieś niespodzianki z rękawa.

-   Przez   wiele   lat   najbardziej   interesowało   cię   robienie   kariery   zawodowej.   Nagle 

potrzebujesz większych pieniędzy na niezwykle ważny projekt. Bank ci odmawia, a ty jesteś 

zbyt dumna i niezależna, by prosić o pożyczkę jakiegoś mężczyznę. Ale przecież nie ma 

powodu, byś rezygnowała. I tak pewnego dnia ta ziemia na wybrzeżu będzie twoja. Dlaczego 

by nie wziąć jej teraz i nie sprzedać? Przez te wszystkie lata może zapomniałaś już prawie o 

tej nieruchomości, gdyż nie warta była ona małżeństwa. Ale teraz naprawdę potrzebne ci są 

pieniądze, a małżeństwo ze mną może nie być takie złe. W końcu dobrze nam ze sobą w 

łóżku, mamy wiele wspólnych zainteresowań, a twoja rodzina mnie aprobuje. A jeśli się nie 

uda, to od czego, do diabła, są rozwody.

- Przestań, Trent. Natychmiast. Ani słowa. Filomena zatkała sobie uszy rękoma, jakby 

tym daremnym gestem chciała zatrzymać to, co miało nastąpić. Trent schwycił ją za dłonie i z 

całej siły opuścił je na dół.

- Do diabła, Filomeno! Czy myślisz, że jestem głupcem?

- Puść mnie! Wyrwała ręce z uścisku. Trent był tak zaskoczony, że ustąpił. Odsunęła 

się od niego.

- Jesteś strasznie bezczelny, ty arogancki draniu. Wymagasz, żeby wszyscy, łącznie ze 

mną, ci ufali, żeby każdy miał dla ciebie szacunek i respektował dane przez ciebie słowo. 

Szczycisz   się   swą   świetlaną   prawością.   Nie   jesteś   jednak   skłonny   choćby   trochę   zaufać 

innym, nawet kobiecie, którą rzekomo kochasz. Ja mam ci wierzyć bez zastrzeżeń, ale ty nie 

zawsze musisz uwierzyć mnie.

- Filomeno ... Chciał do niej podejść, ale zatrzymała go ruchem rąk.

- Nie zbliżaj się do mnie. Wiem, co masz zamiar powiedzieć.

- Tak myślisz? Kiwnęła dumnie głową.

- Tak, wiem, co teraz nastąpi.  Zerwiesz oczywiście  zaręczyny.  Mężczyzna  o twej 

szlachetności, prawy i dumny, nie może poślubić takiej intrygantki jak ja. Zdaję sobie z tego 

background image

sprawę. Nie obawiaj się, nie urządzę ci sceny. Przeżyłam jedne zerwane zaręczyny, przeżyję i 

drugie. Ale tym razem to wszystko odbędzie się inaczej. Rozumiesz?

-   Filomeno,   przestań   -   poprosił   przez   zaciśnięte   zęby.   -   Mam   ci   jeszcze   coś   do 

powiedzenia.

-   Nie   chcę   tego   słuchać.   Wiem,   co   mi   powiesz.   Ale   możesz   z   tym,   do   cholery, 

poczekać do zakończenia wesela mojej siostry. Zrozumiałeś? - Odwróciła się z dumą. - W 

zasadzie możesz poczekać, aż wyjadę z miasta. Nie będę powtórnie przez to przechodzić. Nie 

będę znosić poniżenia na oczach całego Gallant Lake, jak dziewięć lat temu. Masz u mnie 

dług, Trent - przypomniała mu dobitnie. - Pamiętasz? Zaciągnąłeś wobec mnie zobowiązanie 

tego wieczora, gdy zmieniłam  sukienkę.  Ponieważ jesteś człowiekiem o tak kryształowej 

prawości,   z   pewnością   dotrzymujesz   przyrzeczeń.   Proszę   cię   tylko   o   jedno:   nie   ogłaszaj 

zerwania zaręczyn, dopóki nie wyjadę do Seattle.

Wyciągnął do niej rękę, ale wymknęła się, nim zdołał ją pochwycić.

background image

ROZDZIAŁ 9

Trentem   Ravinderem   miotało   na   przemian   uczucie   wściekłości   i   strachu.   Nigdy 

przedtem nie doświadczył  takiej huśtawki nastrojów. Stał z boku, z dala od reszty gości, 

kurczowo   zacisnął   palce   na   kieliszku   i   obserwował   Filomenę,   tańczącą   z   mężczyznami, 

którzy ją zapraszali.

Ani   na   chwilę   nie   pozostawała   sama.   Zmieniała   ciągle   partnerów.   Oczy   jej 

niebezpiecznie błyszczały, uśmiech był nienaturalnie olśniewający. Rozpuszczone rude włosy 

spływały płomienną falą na plecy. Spódnica 'ze złotego jedwabiu przylegała zalotnie do nóg, 

a srebrne pantofelki na wysokich obcasach błyskały w świetle.

Była migotliwą królową elfów, magicznym  stworzeniem, kobietą prowokującą, ale 

niedostępną.

Na pewien czas udało mu się ją przytrzymać i zamknąć w ramionach. Teraz znów 

próbuje się wyzwolić, i może rozwiać się jak mgiełka, pomyślał Trent.

Bardzo   go   rozzłościło   przypuszczenie   Filomeny,   że   chce   zerwać   zaręczyny. 

Doprawdy, nic podobnego nie miał na myśli. Doprowadziła go do pasji myśl, że być może 

ona   zgodziła   się   na   małżeństwo,   by   dostać   ten   wartościowy   kawałek   ziemi.   Chciał   to 

natychmiast wyjaśnić i ukarać jakoś Filomenę za to, że próbowała go wykorzystać, ale nic 

poza tym.

Musiał wysłuchać wykładu na temat zaufania i prawości. Kimże ona jest, by prawić 

mu morały? To przecież ona gotowa była zgodzić się na małżeństwo z pobudek materialnych.

Trent patrzył zwężonymi oczami na tańczącą Filomenę. Miał ochotę nią potrząsnąć, 

nakrzyczeć na nią, dać nauczkę. Pragnął jej nieprzytomnie, ale nie mógł pozwolić, by działała 

bezkarnie. Shari uprzedzała go, że Filomena będzie próbowała jeździć mu po głowie. O nie, 

elf musi wiedzieć, że są pewne granice, poza którymi nie działają jego zaklęcia.

Najbardziej złościło Trenta przypuszczenie  Filomeny,  że chciałby ją upokorzyć na 

weselu jej własnej siostry. Powinna mieć do niego zaufanie. Ta sprawa z prezentem ślubnym 

dotyczy tylko ich dwojga, nikogo więcej.

Ale gdy tylko zwrócił się do niej z oskarżeniami, była pewna, że chce z nią zerwać, tu, 

natychmiast, w obecności wszystkich mieszkańców Gallant Lake. Tak jak to zrobił Brady 

dziewięć lat temu.

Trent nigdy nie uczyniłby czegoś podobnego. Kochał Filomenę. Ona też przekonałaby 

się, że go kocha, gdyby lepiej przemyślała swe uczucia. Ale za nic w świecie nie zgodzi się na 

to, by poślubiła go, mając na względzie korzyści materialne. Za bardzo ją kochał, za długo 

background image

czekał, zbyt usilnie szukał.

Zapanował   wreszcie   nad   kipiącymi   w   nim   uczuciami   i   ułożył   plan.   Ożeni   się   z 

Filomeną, ale przedstawi jej swe warunki. Będzie musiała serdecznie podziękować wujostwu 

za   podarunek,   ewentualnie   zrobić   zapis   na   rzecz   dzieci.   To   obojętne,   co   zechce   z   tym 

prezentem zrobić, byleby nie wykorzystała go do sfinansowania inwestycji w swej firmie. 

Musi mu udowodnić, że wychodzi za niego za mąż z miłości.

Na   parkiecie   Filomena   wirowała   w   ramionach   kolejnego   mężczyzny.   Trent   miał 

ochotę podejść i odciągnąć ją od partnera. Nie mógł znieść, że ktoś obcy ją obejmuje.

Przystanął niezadowolony, bo przesunęła się w tańcu gdzieś dalej. Gdyby teraz za nią 

podążył, przyciągnąłby powszechną uwagę i wywołał scenę, która trafiłaby do miejscowych 

kronik, a Filomena nigdy by mu tego nie darowała.

Kipiał z gniewu. Chciał jak najszybciej doprowadzić do rozstrzygnięcia, ale przecież 

może poczekać do końca przyjęcia weselnego i wtedy porozmawia z nią serio.

Jednak po pół godzinie, gdy państwo młodzi odjechali, Filomena również opuściła 

klub. Kiedy Trent zorientował się, że jej nie ma, było już za późno. Nim dotarł do pensjonatu, 

zdążyła wyjechać z miasta.

Wpadł do jej pokoju i zobaczył, że jest pusty. Na podłodze leżał tylko jeden srebrny 

pantofelek, zapomniany najprawdopodobniej podczas pośpiesznego pakowania.

Trent stał pośrodku opustoszałego pokoju. Trzymał pantofelek w ręce, ale wcale nie 

czuł się jak książę z bajki o Kopciuszku.

Trzy dni później Filomena wróciła ze sklepu, niosąc torbę, w której na wierzchu leżała 

bagietka, brzoskwinie i pojemnik z borówkami. Podchodząc do drzwi mieszkania, usłyszała 

dzwonek telefonu. Zaczęła szukać kluczy w torebce. Nie spieszyło  się jej. Od powrotu z 

Gallant  Lalce  spodziewała   się  telefonu od  rodziców,  zaskoczonych  z  powodu  zerwanych 

zaręczyn.

Cóż, wcześniej czy później będzie musiała stawić czoło nieuniknionym następstwom 

wydarzeń.   Powtarzała   sobie,   że   potrzebuje   tylko   trochę   czasu,   by   odzyskać   równowagę 

duchową, ale na próżno. Jej nastrój wahał się od ponurej depresji do wybuchów gwałtownej 

złości.

Pierwszego dnia po powrocie do Seattle Filomena nie odbierała w ogóle telefonów. 

Zaszyła   się   w   swoim   mieszkaniu   jak   zwierzątko   w   norce,   czekając,   aż   zniknie   cień 

drapieżnika.

Następnego dnia jej nastrój poprawił się na tyle, by mogła zbesztać samą siebie za 

brak siły ducha. Nie była przecież naiwną, przewrażliwioną nastolatką, ale dojrzałą, pewną 

background image

siebie, przedsiębiorczą kobietą. Nie może się przejmować jakimś zakłamanym, aroganckim 

draniem,   który   postanowił   się   z   nią   ożenić   głównie   dlatego,   że   doszedł   do   wniosku,   iż 

najwyższy czas znaleźć sobie żonę.

Wytarła   ostatnią   łzę   i   poszła   na   spacer.   Po   powrocie   miała   już   odwagę   odbierać 

telefony. Ale nikt nie dzwonił. Dziwiła się, dlaczego rodzice milczą, była jednak wdzięczna 

za okazywany przez nich takt. Nie dziwiła się natomiast milczeniu Trenta. Była pewna, że nie 

ma ochoty z nią rozmawiać.

Drań.

Telefon przynaglał. Filomena wydobyła wreszcie klucze i otworzyła drzwi. Postawiła 

sprawunki i podbiegła do aparatu.

- Halo! - odezwała się ostrożnie.

- Fil? To ty? Co się dzieje? Mówisz jakoś dziwnie. Filomena odetchnęła.

- Cześć, Glenna. Skąd wiedziałaś, że wróciłam?

-   Dzwoniłam   do   Gallant   Lake,   do   twoich   rodziców.   Matka   przypuszczała,   że 

wyjechałaś do Seattle. Co się stało? Planowałaś przecież spędzić jeszcze parę tygodni na łonie 

natury.

- Znudziła mnie nieco ta natura. Jak stoją sprawy?

-   Wszystko   w   porządku.   Chcę   ci   właśnie   powiedzieć,   że   wypełniłam   dodatkowe 

podania   o   pożyczkę,   ale   potrzebny   jest   jeszcze   twój   podpis.   Miałam   zamiar   przesłać   ci 

dokumenty pocztą do Gallant Lake, ale skoro jesteś w mieście, nie ma problemu.

Filomena zerknęła na zegarek.

-   Dzisiaj   jest   już   za   późno,   żeby   cokolwiek   załatwiać.   Wpadnę   jutro   do   firmy   i 

podpiszę te dokumenty. Dziękuję ci, Glenno, że wykonałaś całą tę papierkową robotę.

- Nie ma za co. Najtrudniejszy był tamten dokument, który wypełniałyśmy razem. 

Teraz jestem lepszej myśli niż wtedy, gdy pierwszy bank odmówił nam pożyczki. Chyba na 

tym polega życie biznesmena: ciągła huśtawka.

- Nie lubię być zależna od banków - stwierdziła Filomena.

- Ja też nie. Ponieważ jednak żadna z nas nie wygrała ostatnio na loterii, niewiele 

możemy zrobić: Skąd wzięłybyśmy potrzebną sumę?

- Też chciałabym to wiedzieć - odparła Filomena kwaśno. Trent z pewnością mógłby 

tu coś złośliwie dorzucić. - Zobaczymy się jutro wczesnym rankiem.

Powoli odłożyła słuchawkę. Patrzyła nieobecnym wzrokiem na szczyt Mount Rainier, 

rysujący się w perspektywie, i myślała, jak szybko zdoła odzyskać pełne zainteresowanie 

sprawami firmy Cromwell & Sterling. Jakoś dziś nie mogła wykrzesać z siebie entuzjazmu do 

background image

czegokolwiek.

Już miała pójść do kuchni, by rozpakować torbę ze sprawunkami, gdy zdała sobie 

sprawę, że nie jest sama w mieszkaniu. Przypomniała sobie z opóźnieniem, że gdy biegła do 

telefonu, nie zamknęła  drzwi wejściowych.  Poczuła strach. Odwróciła się, by spojrzeć  w 

twarz intruzowi.

W otwartych drzwiach stał Trent Ravinder. Miał na sobie to samo ubranie, które nosił 

w   Gallant   Lake:   dżinsy   i   koszulę   w   kratkę.   Skrzyżował   ręce   na   piersiach   i   obserwował 

Filomenę ze spokojem. Widok Trenta odebrał jej mowę na kilka sekund.

- Powinnaś zamykać za sobą drzwi - zauważył rzeczowo. - Ktoś może za tobą wejść.

- Widzę - odparła, pokonując suchość w ustach. - Czego chcesz, Trent?

Wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi.

- To chyba oczywiste. Przyszedłem, bo musimy kontynuować rozmowę, rozpoczętą na 

weselu twojej siostry. Umknęłaś mi, zanim zdążyliśmy ją dokończyć.

Filomena   rozluźniła   się   wewnętrznie,   zniknęło   gdzieś   poczucie   krzywdy,   a   jego 

miejsce zastąpił gniew.

- Nie mamy sobie nic do powiedzenia. Powiedziałeś już wszystko.  - Spojrzała na 

swoje ręce, a potem podniosła oczy na Trenta. - Nie kupiliśmy pierścionków, nie mam więc 

nic do zwracania.

- Taka jesteś pewna, że chcę zerwać zaręczyny? Trent włożył ręce do kieszeni i zaczął 

przechadzać   się   po   pokoju.   Filomenie   nie   podobał   się   sposób,   w   jaki   rozglądał   się   z 

ciekawością dokoła, jakby miał prawo do śledzenia jej sekretów. Wyglądał jak olbrzym w 

tym wnętrzu zastawionym modnymi, eleganckimi meblami.

- Oczywiście zakładałam, że chcesz zerwać zaręczyny - wypaliła. - Dlaczego miałbyś 

żenić   się   z   chciwą   intrygantką?   I   dlaczego   nie   poinformowałeś   moich   rodziców,   że 

skończyliśmy ze sobą?

Trent   przestał   oglądać   dziwnie   skonstruowany   stołek   barowy,   który   sprawiał 

wrażenie, że załamie się, gdyby zechciał na nim usiąść.

- Nie powiedziałem twoim rodzicom, że zerwaliśmy ze sobą, ponieważ nie zrobiliśmy 

tego.

Filomena wciągnęła powietrze.

- Nie rozumiem cię, Trent.

- Wiem, że nie rozumiesz. Jesteś zajęta myślą, jak rozegrać wielką scenę zerwania, i w 

ogóle nie bierzesz pod uwagę tego, że ja wcale z tobą nie zrywałem.

- Przynajmniej nie zrobiłeś tego przy wszystkich na weselu mojej siostry - odparła 

background image

gorzko. - Powinnam ci za to serdecznie podziękować.

- Nie zrobiłem tego wówczas i nie zrobię tego teraz, ponieważ ze swej strony uważam, 

że nadal jesteśmy zaręczeni.

-   To   nie   ma   sensu,   Trent.   Przecież   jesteś   przekonany,   że   miałam   zamiar   cię 

wykorzystać, by dobrać się do jakichś pieniędzy.

- A czy miałaś taki zamiar?

- Do diabła, nie! Nie miałam pojęcia, że moi wujostwo zamierzają przekazać Shari i 

mnie taki cenny prezent ślubny. Zgodziłam się wyjść za ciebie, bo chciałam zostać twoją 

żoną. Nie było żadnego innego powodu.

- Dowiedź tego. Patrzyła na niego, nie rozumiejąc, o co mu chodzi.

- Wiele o tym  myślałem,  Filomeno - powiedział Trent chłodno. - Dam ci szansę: 

dowiedź, że miałaś szczere intencje.

- To bardzo szlachetnie z twojej strony - odrzekła zjadliwie. - A jakżeż miałabym tego 

dokonać?

- Po prostu. Możesz albo odmówić przyjęcia podarunku, albo przekazać tę ziemię na 

fundusz powierniczy dla naszych dzieci. Wszystko mi jedno, co z tym zrobisz, bylebyś tylko 

nie próbowała finansować z tego źródła nowych inwestycji spółki Cromwell & Sterling.

Filomena nie wierzyła własnym uszom. Ogarnęła ją złość.

- Jak śmiesz? - wysyczała przez zaciśnięte zęby. - Niczego ci nie muszę dowodzić, ty 

wielki, arogancki niedźwiedziu. Jeśli trzeba czegokolwiek dowodzić, ty musisz to zrobić. To 

ty okazałeś mi tyle zaufania, co wróbel kotu. Jak możesz myśleć, że chciałabym wyjść za 

takiego człowieka?

- Trzy dni temu twierdziłaś, że mnie kochasz.

- To było trzy dni temu. Teraz jestem znacznie starsza i mądrzejsza.

Postąpił ku niej o krok. W świetle zachodzącego słońca jego twarz wyglądała surowo.

-   Doprawdy?   Uważasz,   że   tak   łatwo   się   odkochać?   Dlaczego   więc   tak   bardzo 

obawiałaś się, że powiem o zerwaniu naszych zaręczyn przed twoim wyjazdem z miasta? 

Jeśli mnie nie kochałaś, dlaczego bałaś się odwołania zaręczyn? Filomena cofnęła się. W 

głowie miała zamęt. Chciała głośno krzyczeć, a jednocześnie zbierało się jej na płacz. Tego 

już za wiele. On nie ma prawa tak jej traktować. To ona była tu niewinną ofiarą, a nie on.

-   Nie   życzyłam   sobie,   by   upokorzono   mnie   na   oczach   całego   Gallant   Lake.   Nie 

możesz tego zrozumieć?

-   Ja   cię   nie   upokorzyłem.   To   ty   mnie   upokorzyłaś,   łącząc   plany   małżeństwa   z 

interesami.  Jeśli masz zamiar  dyskutować  o upokorzeniu, dlaczego nie spojrzysz  na to z 

background image

mojego punktu widzenia?

-   Twój   punkt   widzenia!   A   jak   to   wygląda   z   mojego   punktu   widzenia?   Podjąłeś 

chłodną, praktyczną, niemal kupiecką decyzję, że powinieneś się w tym roku ożenić. I tu ja 

wkraczam na scenę i szybko dowiaduję się, że jesteśmy zaręczeni. Jak mam to interpretować? 

Z pewnością nie jako romans roku. Bardziej mi to wygląda na realizację wyrachowanego 

planu.

- To ty przecież oznajmiłaś o naszych zaręczynach. A może zapomniałaś, jak ochoczo 

informowałaś   Paxtona,   że   wychodzisz   za   mnie?   A   mnie   podkusiło,   by   zachować   się   po 

rycersku i poprzeć cię w tej niepewnej sytuacji.

- Co? Ty wielki, przerośnięty, zimny neandertalczyku! Mówiłeś, że mnie kochasz.

- Cóż z tego? Ty też mówiłaś, że mnie kochasz.

- Naprawdę cię kochałam. Inaczej nigdy nie zgodziłabym się wyjść za ciebie.

Trent szedł wprost na nią, a ona ciągle się cofała, aż w końcu dotarła do bariery, jaką 

stanowił bufet, oddzielający salon od kuchni. Łzy napłynęły jej do oczu; gniew i ból mieszały 

się,   wybuchając   gorącym   płomieniem.   Zatoczyła   ręką   koło   i   schwyciła   podstawkę   do 

serwetek.

- Trzymaj się ode mnie z daleka. .

- Dlaczego? Byliśmy przecież kochankami.

- Ale już nie jesteśmy.

- Czy mam rozumieć, że zdołałaś się już odkochać? W ciągu zaledwie trzech dni?

- Nie przypisuj mi tego, czego nie powiedziałam! Cisnęła podstawkę do serwetek w 

jego kierunku. Trent schylił głowę, unikając tego niegroźnego pocisku. Jasnożółte serwetki 

rozsypały się na dywanie.

- No, powiedz, że przestałaś mnie kochać - polecił Trent urągliwie, zbliżając się do 

Filomeny. - Powiedz, że już mnie nie pragniesz. Powiedz, że chcesz zerwania zaręczyn.

- Nigdy nie mówiłam niczego podobnego. To ty mówiłeś takie rzeczy.

Przesunęła   po   omacku   ręką   po   blacie   bufetu   i   wymacała   pleciony   koszyczek, 

wypełniony fiolkami z witaminami. Cisnęła go w głowę Trenta, ale on machnął niecierpliwie 

ręką, odrzucając od siebie koszyczek i rozsypując fiolki po podłodze.

- Ja też niczego podobnego nie mówiłem - rzekł z mocą. - Wydawało ci się tylko i 

dlatego chciałaś zniknąć. Ale to ci się nie uda, elfie. Na mnie nie działa żadna z twoich 

czarodziejskich metod.

- Wynoś się stąd! - Filomena przesuwała się wzdłuż blatu, szukając kolejnego pocisku. 

- Mówię serio, Trent. Nie masz prawa pakować się tu po tym, co powiedziałeś mi w Gallant 

background image

Lake.

- Mam najświętsze prawo. Jestem twoim narzeczonym. Schwycił ją za przeguby rąk, 

właśnie gdy zamierzała rzucić w niego pojemnikiem na ołówki.

Zacisnął palce na jej dłoniach i przyparł ją do blatu bufetu.

-   Ponadto   sądzę,   że   nadal   mnie   kochasz.   Musisz   tylko   rozeznać   się   w   swych 

uczuciach. Myślę, że w głębi duszy kochasz mnie i dowiedziesz tego sobie oraz mnie.

- Czemuż miałabym się wysilać i dowodzić ci czegokolwiek, ty wielki byku?

Usiłowała wyzwolić się z uścisku jego rąk, ale bezskutecznie. Nie był wprawdzie 

brutalny, trzymał ją łagodnie, jakby od niechcenia, ale z siłą, której nie dało się pokonać.

-   Nie   myśl   o   innych   sprawach,   Filomeno   -   powiedział   miękko,   ale   stanowczo.   - 

Zapomnij  o swym  strachu, że możesz być  odrzucona. Zapomnij  o planach rozwoju swej 

firmy. Zapomnij o tej całej gadce na temat zaufania i najzwyczajniej powiedz mi prawdę. Czy 

mnie kochasz?

- Cóż cię to obchodzi? - zawołała z łkaniem.

- Obchodzi - odpowiedział po prostu, schylił głowę i przywarł do jej ust.

Filomena   walczyła   prawie   minutę   z   jego   zaborczym   pocałunkiem,   jednak 

bezskutecznie. Trzymał ją zbyt mocno. Poskromiony gniew przerodził się w niej w oszalałe 

pożądanie, wywołujące rozkoszne drżenie całego ciała.

- Tak, najdroższa - szeptał zachwycony. - Pokaż mi, co naprawdę czujesz.

- Ty arogancki, uparty wielkoludzie ...

- Ciii, nic nie mów. Porozmawiamy później. Poczuła, jak Trent delikatnie gryzie jej 

dolną   wargę   i   otacza   ramionami.   Przywarła   do   jego   muskularnego   torsu,   świadoma 

namiętności ogarniającej ją z coraz większą siłą. Wszystko przestało być ważne. Liczyło się 

tylko to, że Trent jest blisko i pragnie jej. Zaniósł ją do sypialni i położył na łóżku.

- Pokaż mi, że nic się między nami nie zmieniło. Szeptała ciągle jego imię, a on 

pewną, zaborczą ręką zdejmował z niej bluzkę i spodnie. Po chwili naga wiła się w jego 

ramionach. .

- Jesteś taka słodka, taka miękka - mówił, gładząc jej krągłe pośladki. - Udało mi się 

pokonać ciernie i natykam się już tylko na jedwabiste, aksamitne płatki. Za każdym razem, 

gdy widzę, jak idziesz przez pokój, mam ochotę cię dotknąć i czuć, jak drżysz. Chciałbym 

widzieć, jak się do mnie uśmiechasz, wyciągasz do mnie ramiona, jakbym tylko ja się dla 

ciebie liczył. Rozumiesz mnie?

-   Rozumiem.   Rozumiała   go,   ponieważ   czuła   to   samo.   Dotykała   go   delikatnie, 

przebiegając   palcami   po   barkach,   po   twardej   powierzchni   jego   nagich   bioder.   Był 

background image

podniecony, giętki i ciepły. Gdy z wahaniem przesunęła rękę ku pulsującej męskości, mruczał 

jej   do   ucha   gorące,   ekstatyczne   słowa   zachęty.   Filomena   nabrała   śmiałości.   Głaskała   go 

delikatnie, aż pochwycił jej rękę i zaśmiał się krótko.

- Dosyć, kochanie. Jeszcze chwila i eksploduję. Tak bardzo cię pragnę. Odchodziłem 

od zmysłów przez ostatnie trzy dni.

- Dlaczego tak długo czekałeś? - spytała miękko.

- Wydawało mi się, że oboje potrzebujemy czasu, by ochłonąć.

Muskał palcem jej pierś, aż brodawka stwardniała. Wtedy pochylił głowę i smakował 

małą, nabrzmiałą malinę. Filomena objęła go ramionami za szyję i uniosła biodra.

- Och, Trent. ..

- Wiem, kochanie, wiem. Nie ma co do tego wątpliwości, prawda?

Nie czekał na odpowiedź. Gorącymi, wilgotnymi pocałunkami wędrował od jej piersi 

do brzucha. Zębami subtelnie drażnił aksamitne, wrażliwe wnętrze jej ud.

Filomena ciężko dyszała, zatapiając paznokcie w jego skórze.

- Teraz - błagała. - Kochaj mnie teraz, Trent.

- Tak, najdroższa. Otwórz się dla mnie. Pokaż, jak bardzo mnie pragniesz. Tak za tobą 

tęskniłem.

Posłusznie   rozwarła   uda   i   przyciągnęła   go   do   siebie.   Poczuła,   jak   wkracza   w   jej 

miękkość śmiało, z delikatną, niewyobrażalnie podniecającą zuchwałością.

- Trent ...

- Powiedz to - wymamrotał gardłowo, wchodząc w nią powoli i pewnie. - Powiedz, że 

mnie kochasz.

- Kocham cię.

- Jeszcze.

-   Kocham   cię.   Jak   mogłeś   w   to   wątpić?   Nie   odpowiedział.   Zatopiony   w   niej 

całkowicie, uspokoił się na krótką chwilę, by oboje mogli dopasować się do swej bliskości. 

Filomena cały czas wyczuwała w nim niezwykłe napięcie. Wpiła palce w jego biodra, a on 

wszedł w głęboki, pulsujący rytm.

- Otocz nogami i trzymaj mnie. Pokaż, jak mnie pragniesz, elfie. Nie rób żadnych 

sztuczek, żadnych tricków, nie znikaj. Pokaż, że mnie chcesz.

Oddała się czarowi tego uścisku, zatraciła w pożądaniu, które niosło ich ku ekstazie. A 

potem zapanowała cisza.

Po   dłuższej   chwili   Filomena   poruszyła   się,   mając   cudowną   świadomość 

przygniatającego   ją   ciężaru.   Trent   nadal   leżał,   niedbale   rozciągnięty,   przykrywając   ją 

background image

całkowicie swym ciałem. Uniósł głowę z jej piersi i popatrzył z rozleniwioną satysfakcją.

- Czy robię się ciężki? Uśmiechnęła się.

- Nie ,,robisz się” ciężki. Urodziłeś się ciężki.

-   Przewiduję,   że   przez   całe   życie   czekają   mnie   uszczypliwości   na   temat   moich 

gabarytów. Nadałaś mi wszystkie możliwe nazwy od niedźwiedzia do czołgu. - Pocałował ją 

leciutko w czubek nosa. - Na szczęście nie jestem obrażalski.

- Nie powiedziałabym tego. Bardzo szybko obraziłeś się na weselu mojej siostry, gdy 

dowiedziałeś się o prezencie wujostwa dla mnie.

- To było coś zupełnie innego. A najważniejsze, że to już nie jest problem, prawda?

Dostrzegła w jego oczach zimne, wyzywające ogniki i zebrała się na odwagę.

- Nie - potwierdziła - to nie jest problem. Już nie.

- Przekażesz ziemię czy odmówisz przyjęcia podarunku?

- Zrobię coś znacznie prostszego. Przede wszystkim nie wyjdę za ciebie.

- Filomeno! Oczy Trenta zaiskrzyły się złymi płomykami.

- Nie przejmuj się, Trent. Nie przeczę, że oboje do siebie pasujemy ... fizycznie.

- Co to ma znaczyć? - spytał, omal nie wybuchając. Przełknęła ślinę.

-   Proponuję,   żebyśmy   kontynuowali   nasz   romans,   dopóki   nie   wyjaśni   się,   na   ile 

poważnie   myślisz   o   miłości,   małżeństwie   i   związanym   z   tym   zaufaniu.   Chciałeś,   żebym 

dowiodła swej miłości. Dobrze, jestem gotowa, ale na swój sposób.

- Co ty, do diabła, sobie myślisz?

-   Nie   tylko   ty   potrzebujesz   dowodu   -   odparła   spokojnie.   -   Po   tej   scence,   jaką 

urządziłeś mi na weselu Shari, chciałabym mieć pewność, że wychodzę za mężczyznę, który 

umie równie dobrze ufać, jak wymagać dla siebie zaufania. Potrzebuję człowieka, który mi 

wierzy. Chcę również być pewna, iż nie żenisz się ze mną tylko dlatego, że pojawiłam się na 

twojej drodze w momencie, gdy doszedłeś do wniosku, że miło byłoby mieć żonę. Chcę mieć 

pewność, że nie stanowię dla ciebie po prostu wyjścia z kryzysu, w jakim znalazłeś się po 

trzydziestce.

background image

ROZDZIAŁ 10

Dwa tygodnie później, w piątek wieczorem, Trent siedział w przytulnej gospodzie. 

Rozparty   wygodnie   w   głębokim   fotelu,   z   kuflem   piwa   w   ręce   obserwował   swoją   byłą 

narzeczoną, jak popijała wino po przeciwnej stronie małego stolika. Modny lokal wypełniony 

był   jak   zwykle   tłumem   sympatycznych   gości,   którzy   wpadli   tu   po   pracy.   Trent   spędził 

właśnie cztery godziny w samochodzie, mknąc autostradą z Portland, a teraz przysłuchiwał 

się ożywionej opowieści Filomeny i dochodził do wniosku, że w życiu nie zdarzyło mu się 

nic bardziej frustrującego niż romans z panną Cromwell.

Chyba zwariował, dając się wciągnąć w tak absurdalną sytuację. Jak to się mogło stać? 

Zaczynał podejrzewać, że główną przyczyną  była ich obustronna duma. Filomena w swej 

kobiecej dumie okazała się równie uparta i nieprzejednana jak on sam.

Tego wieczora tryskała inteligencją i radością, podbudowana wynikami spotkania z 

konsultantem finansowym, który, z polecenia Trenta, spotkał się z Filomeną i Glenną w tym 

tygodniu.  Zgodnie  z sugestiami doradcy,  firma  Cromwell  & Sterling  postanowiła  wybrać 

bezpieczniejszą i mniej ambitną drogę rozwoju.

- Mówił bardzo rozsądnie, Trent. Najwyraźniej zapoznał się z naszym sprawozdaniem 

finansowym. Długo z nami rozmawiał, chcąc się przekonać, do czego naprawdę zmierzamy. 

Potem   kazał   nam   usiąść   i   sporządzić   plan   na   najbliższych   pięć   lat.   Zmusił   nas   do 

realistycznego   spojrzenia   i   dostrzeżenia   spraw,   na   które   dotychczas   nie   zwracałyśmy 

szczególnej uwagi. Zgodził się z twoją diagnozą, że nasza firma jest w bardzo niestabilnym 

momencie rozwoju. Nie możemy teraz ryzykować. Większa wpadka zmiotłaby nas z rynku. 

Potrzebny   jest   nam   równomierny,   stały   wzrost,   a   nie   efektowne   skoki.   -   Filomena 

uśmiechnęła   się   do   Trenta.   -   Jesteśmy   ci   z   Glenną   wdzięczne   za   zaaranżowanie   tego 

spotkania z panem Handlem. Uzbrojone w jego rady, za kilka miesięcy będziemy na znacznie 

lepszej pozycji w rozmowach z bankami.

- Cieszę się, że to wypaliło - odpowiedział szybko Trent, zanim Filomena przerzuciła 

się na inny temat. Nie oczekiwał od niej tak szczerych podziękowań i nastrój mu się poprawił.

-   Zrobił   na   mnie   wrażenie   sposób,   w   jaki   przeprowadził   badania   nad   rynkiem 

konfekcyjnym   przed   naszymi   rozmowami.   Wiedział   o   wszystkim   więcej   niż   mogłam 

oczekiwać i zdawał sobie sprawę, jak aktywny jest obecnie przemysł odzieżowy w Seattle.

-   Nadzwyczajne.   Filomena   zupełnie   nie   zwróciła   uwagi   na   ironię   w   jego   głosie. 

Zaczęła krok po kroku szczegółowo opisywać  pięcioletni plan, który ułożyły  z Glenną, i 

wszystkie poprawki, jakie do niego wprowadziły pod wpływem Handla.

background image

W ciągu następnych dwudziestu minut Trent wtrącił się na krótko do rozmowy raz czy 

dwa, ale Filomena prawdopodobnie nie zauważyłaby, gdyby nie odezwał się w ogóle. Tak 

było   przez   ostatnie   dwa   tygodnie,   od   czasu   spędzonego   wspólnie   popołudnia   w   sypialni 

Filomeny, gdy oznajmiła mu, że nie wyjdzie za człowieka, który jej nie ufa.

Teraz, ilekroć przebywali ze sobą, Fil była ożywiona, serdeczna, a czasami wściekła. 

Umykała   mu,   wabiła,   torturowała,   wyślizgiwała   się   za   każdym   razem,   gdy   próbował   ją 

schwytać. Pod pewnymi względami ich stosunki przypominały obecnie to, co łączyło ich w 

pierwszych dniach pobytu w Gallant Lake. Z tą różnicą, że teraz ze sobą sypiali.

Ten ostatni fakt nie był wielkim pocieszeniem dla Trenta, gdyż widywał Filomenę 

tylko podczas weekendów i sporadycznie w ciągu tygodnia. Nie takie były jego intencje. 

Chciał,   by   została   jego   żoną.   Przypuszczał,   że   Filomena   rozmyślnie   tak   postępuje,   by 

uświadomił sobie, co traci. Niepotrzebnie tak się starała. Każdej samotnej nocy doskonale 

zdawał   sobie   z   tego   sprawę.   Nadal   dokładnie   nie   rozumiał,   dlaczego   wszystko   tak   się 

potoczyło. Powoli docierało do niego, iż powinien był uwzględnić poczucie dumy Filomeny i 

towarzyszącą temu chęć odwetu.

Miał nadzieję, że po konsultacjach z Handlem firma Cromwell & Sterling zrezygnuje 

częściowo   ze   swych   planów   i   Filomena   dojdzie   do   wniosku,   że   ta   parcela   jest   jej   już 

niepotrzebna. Niestety, Filomena broniła teraz swych zasad.

On również.

- W takim razie nie musisz brać dużej pożyczki z banku - udało mu się wtrącić, gdy 

dziewczyna umilkła na parę sekund.

- Nie muszę, przynajmniej nie teraz. Handel przekonał nas, że plany otwarcia sieci 

własnych sklepów są przedwczesne.

Trent wziął głęboki oddech.

- Zatem prezent od wuja staje się zbyteczny? Popatrzyła na niego ostro.

-   Nie   twierdziłam,   że   firmie   nie   przydałby   się   zastrzyk   gotówki.   Planujemy 

uruchomienie produkcji dla kobiet, których wymiary są większe niż przeciętnie.

Zapłonął niecierpliwą złością.

- Utrzymujesz więc, że chciałabyś mieć tę ziemię?

- A cóż może być złego w praktycznym podejściu do tej sprawy?

- Wbijasz klin między nas tym swoim praktycznym podejściem.

- To ty wyolbrzymiasz cały problem. Trent starał się zachować spokój. Zdawał sobie 

sprawę, że Filomena go prowokuje i był zły, że tak łatwo jest wyprowadzić go z równowagi.

- Jakie masz plany w związku z nami?

background image

- Nie mam żadnych planów. Dlaczego pytasz?

- Bo chciałbym się ożenić. - Pochylił się do przodu i wbił wzrok w Filomenę. - I ty 

wiesz o tym. Rozmyślnie mnie dręczysz i usiłujesz ukarać za to, że ośmieliłem się zażądać od 

ciebie, byś nie przyjmowała tego podarunku.

- Ani mi się śni wychodzić za człowieka, który nie ma do mnie zaufania. Tym razem 

chodzi o pieniądze. A następnym razem? A jeśli będzie chodziło o innego mężczyznę, to co 

wtedy, Trent? Co zrobiłbyś, gdybyś podejrzewał, że spotykam się z innym mężczyzną? Jak 

wówczas miałabym dowieść swej niewinności?

Myśl   o   innym   mężczyźnie   u   boku   Filomeny   sprawiła,   że   Trent   poczuł   skurcz   w 

żołądku. Pochylił się jeszcze bliżej i cedząc słowa, oznajmił:

- Powiedziałem ci kiedyś, że umiem się mścić. Potrafię też dobrze pilnować tego, co 

należy do mnie.

Usiadła głębiej w swoim fotelu, patrząc na niego uważnie. Stwierdziła najwyraźniej, 

że Trent nie jest tak groźny, jak sam o sobie mówi.

- Nie strasz mnie. - odparła śmiało.

- Nie straszę. Stwierdzam po prostu fakt. Zbyła to, starając się skierować dyskusję na 

inne tory. - Tak długo będę z tobą związana, jak długo będziesz chciał, ale nie wyjdę za 

ciebie,   dopóki   nie   przekonam   się,   że   naprawdę   mi   ufasz.   Gdzie   pójdziemy   na   kolację? 

Otworzyli nową restaurację na Pirst Avenue przy Pike Place Market. Spróbujemy tam?

- Nie zmieniaj tematu rozmowy. Mówimy o naszej przyszłości.

- W tej chwili nie mam ochoty planować przyszłości dalszej niż kolacja.

- To przez tę twoją cholerną dumę tak się porobiło między nami - oznajmił.

- A ja sądzę, że to twoja duma zawiniła - odparła szybko. - Gdybyś nie wściekł się 

wtedy, gdy usłyszałeś o podarunku wujostwa, nie tkwilibyśmy w tej nieprzyjemnej sytuacji.

- Czy możesz winić mnie za to, że podejrzewałem, iż postanowiłaś wyjść za mąż dla 

tego kawałka ziemi? Ty, zdeklarowana panna, nagle decydujesz się na ślub.

- Zakochałam się w tobie.

- Wierzę ci.

- Na weselu mojej siostry nie wierzyłeś.

- To nieprawda - rzekł przez zaciśnięte zęby. - Nie byłem jedynie pewien, czy z tego 

właśnie powodu zdecydowałaś się na małżeństwo ze mną i czy naprawdę wiedziałaś, że mnie 

kochasz.

- Twierdzisz, że nie jestem świadoma własnych uczuć?

- Chcę, by poślubiono mnie z czystymi intencjami, a nie dlatego, że akurat dobrze się 

background image

komponuję z jakąś parcelą. .

- A zatem to twoje poczucie dumy, nie moje, stanowi tu przeszkodę - odparła.

Przez kilka sekund panowała pełna napięcia cisza.

- Jedno z nas - odezwał się w końcu Trent z zimną logiką, która jego samego zdziwiła 

- musi zrezygnować ze swych pozycji albo oboje zwariujemy. Dłużej tak nie można.

-   W   porządku.   Wyjdę   za   ciebie,   jeśli   przestaniesz   stawiać   warunki   co   do   tamtej 

parceli.

- Przecież jej nie potrzebujesz. Sama to powiedziałaś.

- Potrzebny jest jakiś dowód, że mi naprawdę ufasz i wierzysz, iż poślubiam cię z 

miłości. Niezwykle łatwo wymagasz, by inni okazywali ci zaufanie. Twoje słowo jest złotem 

itp. Cóż, chcę mieć pewność, że potrafisz to pojęcie zaufania rozciągnąć na innych  i nie 

zwątpisz w moją miłość, gdy coś nie będzie się układać.

- Nie wątpię w twoje uczucie, lecz w twój rozsądek. Jak możesz robić nam obojgu coś 

takiego,  Filomeno?  Obydwoje  jesteśmy   nieszczęśliwi.   Przecież   nie  żądam   od  ciebie  zbyt 

wiele, prosząc, byś zrezygnowała z tej ziemi. Jeśli potrzebujesz gotówki, dam ci ją.

Wściekłość zaiskrzyła się w jej oczach, ale nagle Filomena poczuła znużenie walką. 

Ożywienie ulotniło się z jej twarzy, napięcie ciała znikło. Trent uświadomił sobie, że nie jest 

przyzwyczajony do widoku Filomeny poddającej się w środku bitwy.

- Nie zdajesz sobie nawet sprawy, o co naprawdę prosisz. Chcesz, bym udowadniała 

swoją miłość. Czy zdajesz sobie sprawę, jakie to bezczelne żądanie?

Przymknął oczy.

- Jeśli tak to sformułować, to rzeczywiście brzmi bezczelnie, prawda?

Ta dama była przebiegłym przeciwnikiem. Uśmiechnął się. Wiedział doskonale, co 

dzieje się w jej główce.

- Tak więc? - przynagliła go uprzejmie. Pociągnął łyk piwa.

- Co więc?

- Czy masz w końcu zamiar wyrzec się choć trochę swej dumy i zrezygnować ze 

swych wymagań w stosunku do tej parceli?

-   Nie   -   odpowiedział   spokojnie,   znów   panując   nad   sobą.   Wyciągnął   portfel,   by 

zapłacić   rachunek.   Filomena   patrzyła   na   niego   wstrząśnięta.   Nie   znała   go,   jeśli   mogła 

przypuszczać, że tak łatwo odniesie nad nim zwycięstwo.

-   Dlaczego   nie?   -   spytała,   a   jej   twarz   znów   się   ożywiła.   -   Dlaczego   nie   możesz 

zapomnieć o swej upartej dumie na tyle, byśmy mogli zakończyć jakoś tę kłótnię?

- Ponieważ wynik tej kłótni, jak ją nazywasz, jest dla mnie zbyt ważny - odpowiedział, 

background image

kładąc na stole banknoty. - Chodź, spróbujmy coś zjeść w tej nowej restauracji, o której 

mówiłaś.

Wstał i podał jej rękę, pomagając podnieść się z fotela. - Trent, zaczekaj chwilę!

- Spokojnie, Filomeno. Gdy spotkałem cię po raz pierwszy, postanowiłem, że dam ci 

czas   na   zastanowienie   się,   czego   naprawdę   chcesz.   Nawet   całe   lato,   jeśli   będzie   trzeba. 

Pozostało nam jeszcze parę tygodni. Teraz jestem głodny. Zjedzmy coś.

- Ależ Trent, chciałabym o tym porozmawiać.

- Jeszcze minutę temu nie chciałaś. Wziął ją pod rękę i poprowadził w kierunku drzwi.

- To było co innego.

- Czy nigdy cię nie uderzył fakt, że masz w sobie ducha przekory? - spytał wesoło.

- Ma to chyba związek z moimi rudymi włosami - odparła pojednawczo.

- To nie jest żadnym usprawiedliwieniem - skomentował szorstko.

Pod koniec weekendu Trent mógł sobie pogratulować. Zmagania nie zakończyły się 

wprawdzie, ale przynajmniej przebiegały mniej więcej na jego warunkach.

Filomena cały czas próbowała wciągnąć go w prawdziwą kłótnię, w której mogłaby 

rzucić mu w twarz zarzut, że jej nie ufa. Trent unikał potyczek, na ogół umiejętnie zmieniając 

temat. Powstrzymywał swój temperament i starał się okazywać cierpliwość, mając nadzieję, 

że Filomenie w końcu zabraknie energii do walki.

Kręciła się wokół niego przez cały weekend, drażniąc, wabiąc, prowokując, szukając 

sposobów   zmuszenia   go   do   wycofania   swych   żądań.   Trent   udawał,   że   nie   dostrzega 

stosowanej przez nią taktyki, zadowalając się jedynie namiętną zemstą w łóżku. Tylko na tym 

polu nie próbowała go pokonać. W chwilach namiętności poddawała się z taką ekstazą, żarem 

i   zmysłową   szczodrością,   że   Trent   zapominał   zupełnie   o   ich   grze   w   zwycięzców   i 

pokonanych. Brał od niej wszystko, co mu ofiarowywała, i oddawał jej wszystko, co miał.

W niedzielne popołudnie, gdy przygotowywał się do powrotu do Portland, było dla 

niego jasne, że poza sypialnią Filomena nie ma zamiaru w niczym ustępować. Jej twarz elfa 

wyglądała   jak   zwykle   zdecydowanie,   oczy   błyszczały   wyzywająco.   Całowała   go   na 

pożegnanie, przeciągając uścisk tak długo, aż poczuła, że jego ciało napina się w podnieceniu. 

Potem odsunęła się nieco i spojrzała mu w twarz.

- Trent, proszę cię, pomyśl o tym, co robisz. Miałeś rację mówiąc, że tak dalej między 

nami być nie może. Musimy dojść do porozumienia albo rozstać się.

Trent,   czując   napięcie   w   całym   ciele,   westchnął   i   ujął   dłońmi   jej   twarz.   Oczy 

dziewczyny zaiskrzyły się nadzieją, ale on pokręcił przecząco głową.

- Jeśli chcesz to zakończyć, przyrzeknij mi, że zrezygnujesz z tej ziemi.

background image

Usiłowała protestować, ale uciszył ją szybkim, zaborczym pocałunkiem.

- Zrób tak, Filomeno - rozkazał jej łagodnie.

- Dlaczego?

- Bo ja i tak wygram ten pojedynek. Zawsze wygrywam, jeżeli mi na czymś zależy.

Pochylił się, pocałował ją i wyszedł. To wszystko nie było takie proste.

Na trzeci dzień Trent siedział w ciemnym, pustym salonie i patrzył na oświetlone, 

leżące w dole Portland. W ponurym nastroju popijał piwo i zastanawiał się, czy przypadkiem 

nie wywiera na Filomenę zbyt wielkiego nacisku.

Potrafiła   zachowywać   się   nieobliczalnie,   gdy   ktoś   zapędzał   ją   w   ślepą   uliczkę. 

Potrafiła również do upadłego bronić swego stanowiska. Nie osiągnęłaby w biznesie takiej 

pozycji, jaką miała, gdyby wykazywała nadmierną ostrożność i nieśmiałość.

Jeśli zaś chodzi o mężczyzn, nie miała powodów, by im ufać. Chodziło nie tylko o jej 

nieprzyjemne doświadczenia z Bradym Paxtonem. Shari twierdziła, że gdy firma Crommwell 

& Sterling osiągnęła sukces, wokół Filomeny pojawiło się kilku łowców majątku. Mając takie 

doświadczenie, oczekiwała od mężczyzny,  że to on pierwszy da dowód swych  szczerych 

intencji.

Przede wszystkim zaślubiła się odgrywać. Trent mógł to zaobserwować w ciągu tych 

kilku gorączkowych tygodni w Gallant Lake, gdy Filomena próbowała skupić na sobie uwagę 

wszystkich mieszkańców. Jeśli będzie zbyt na nią naciskał, wszystkiego może się po niej 

spodziewać.

Rozmyślał o tym, dopijając pośpiesznie piwo.

We wtorek rano Filomena siedziała z Glenną w małej kawiarence i dzielnie starała się 

skupić myśli na interesach. Omawiały projekty do nowej kolekcji odzieży sportowej, która 

miała być uszyta z bajecznie wzorzystych tkanin, upatrzonych przez Filomenę podczas jej 

ostatniego   pobytu   we   Włoszech.   Zakupiła   większą   ich   partię   i   wysłała   do   Stanów,   choć 

jeszcze wtedy nie wiedziała, w jaki sposób je zastosują. Glennie bardzo spodobał się ten 

materiał i natychmiast zasiadła do projektowania modeli, wykorzystujących śmiały wzór na 

tkaninie.

- Myślę, że spódnice i bluzki zrobimy we wzory, a dla kontrastu inne części garderoby 

zaprojektujemy   z   jedwabiu   w   kolorze   szmaragdu   i   koralu   -   powiedziała   Glenna   z 

entuzjazmem, pokazując Filomenie kilka szkiców. - Co o tym myślisz? Filomena popatrzyła 

na fantazyjne projekty rozkloszowanej spódnicy i otwartej z przodu bluzki.

- Cudowne. Co myślisz o kamizelce, która pasowałaby do spodni i spódnicy? Coś 

szykownego, z lekkim połyskiem?

background image

- Dobry pomysł.  Wykorzystamy  ten szczególny odcień. To bardzo egzotyczne.  W 

następnym sezonie może zrobić klapę, jeśli wszyscy przerzucą się na beże i brązy.

-   Jesteśmy   znane   z   tego,   że   szyjemy   egzotyczne   rzeczy   małych   rozmiarów. 

Niewysokie kobiety zaczynają czuć się dobrze w naszych ubraniach. Nie chciałabym z tego 

rezygnować.

Glenna, która miała niecały metr sześćdziesiąt wzrostu, uśmiechnęła się.

- Zgoda, ryzykujemy. - Uniosła filiżankę z kawą i wypiła łyk. Z jej oczu zniknęło 

rozbawienie. - Skoro już mówimy o egzotyce ...

Filomena uniosła brwi.

- Mianowicie?

-   Ciekawa   jestem,   jak   układają   ci   się   sprawy   z   tym   dużym   osobnikiem,   którego 

przywiozłaś z Gallant Lake. - Nawet nie pytaj.

- Czemu? - Glenna patrzyła ze współczuciem. - Odniosłam wrażenie, że tym razem to 

coś serio.

- Jesteś nieuleczalną romantyczką, Glenno.

- A ty nie jesteś? W tym cały problem, prawda? Czy nadal upierasz się, by przejąć 

tamtą parcelę? - Tak.

- Nie zależy ci na tej ziemi, Fil, i sama o tym wiesz najlepiej.

- Nie o to przecież chodzi - odrzekła Filomena cierpliwie. - Muszę mieć pewność, że 

Trent   mi   ufa.   Gdy   wpadł   we   wściekłość   po   tym,   jak   usłyszał   o   planach   mego   wuja, 

zrozumiałam, że dzielą nas istotne, nie wyjaśnione do końca sprawy.

- Masz na myśli to, że on tupnął nogą, a ty zakreśliłaś pewne granice i prowokujesz 

go, by je przekroczył. . - Glenna potrząsnęła głową. - Nie wiem, Fil, jak to się skończy. On 

ma tak dużą nogę.

- Nie ty jedna zwróciłaś na to uwagę - rzekła cicho Filomena, przypominając sobie 

podobne spostrzeżenie Shari. - Dlaczego wszyscy zakładają, że to ja mam ustąpić?

- Prawdopodobnie dlatego, że on mógłby podnieść cię jedną ręką i przerzucić sobie 

przez plecy, gdybyś sprawiała mu kłopoty.

- Powiedziałam kiedyś Trentowi, że siła nie stanowi o racji.

- Mam wrażenie, że on się nie podda.

- Tu nie chodzi o poddawanie się! Chodzi o wzajemne zaufanie. Glenno, on jest tak 

despotyczny i pewny siebie, pewny swej uczciwości, że aż trudno uwierzyć. Gdyby było to 

możliwe, wyzwałby prawdopodobnie na pojedynek każdego, kto ośmieliłby się zwątpić w 

jego honor. Trent jest niezwykle sztywny w swych zasadach. Wszystko widzi w czarno - 

background image

białych barwach. Żadnych odcieni szarości.

- Ten kawałek ziemi widzi jako szary obszar, co? Filomena potaknęła.

-  I zamiast  interpretować  wątpliwości   na moją   korzyść,   chce,  bym   całkowicie  się 

zrzekła tej ziemi. Wyobraź sobie, że ma czelność żądać ode mnie takiego poświęcenia.

Glenna spojrzała na nią w zamyśleniu.

- Myślę, że zaczynam dostrzegać całość problemu. A co, jeśli ... jeśliby pomyślał, że 

próbujesz go zdradzać z innym mężczyzną lub coś w tym rodzaju?

Filomena ponuro skinęła głową.

- Właśnie. Prędzej czy później znaleźlibyśmy się w sytuacji, w której Trent po prostu 

musiałby   uwierzyć  mi  na  słowo.  Musiałby  mi   absolutnie  zaufać.  Nie  jestem   pewna,   czy 

potrafiłby się na to zdobyć. Był tak zajęty wyrabianiem swojej reputacji, że nigdy nie nauczył 

się ufać komuś innemu.

- Jaka zagmatwana sytuacja. Filomena wpatrywała się w filiżankę.

- Wiem o tym.

- Ale nie możesz tego ciągnąć w nieskończoność. Wcześniej czy później ktoś będzie 

musiał ustąpić.

W   czwartek   rano   w   mieszkaniu   Trenta   zadzwonił   telefon.   Rzucił   się   do   aparatu 

pewien, że to Filomena. Mylił się. Była to Gloria Paxton. W głosie kobiety słychać było złość 

i rozpacz.

- Odszedł do niej! - krzyczała histerycznie Gloria.

-   Dziś   po   południu.   Zwyciężyła   w   końcu.   Ta   szara   mysz,   kompletne   zero! 

Przysadzista, brzydka, bez stylu, nie lubiana. Och, do diabła, jak mogła zmienić się w taką ... 

taką rozbijaczkę rodzin?!

Przerwała i zaniosła się szlochem.

- Uspokój się, Glorio, i powiedz mi dokładnie, co zaszło.

- Mówiłam ci już. Brady mnie opuścił. Odszedł do niej. Zwabiła go do Seattle, by się 

na nas zemścić. Ona nawet go nie chce. Chce tylko pokazać, że może mi go odebrać w ten 

sam sposób, w jaki ja go kiedyś odebrałam.

- Dlaczego sądzisz, że twój mąż pojechał do Seattle? - spytał ostro Trent.

- Zostawił list - odparła Gloria przez łzy. - Napisał, że popełnił błąd, żeniąc się ze 

mną, a nie z nią. Napisał, że dusi się w Gallant Lake. Napisał, że chce zmienić swe życie, że 

jedzie do niej, gdyż wciąż się kochają i ... i. .. och!

Głos Glorii załamał się w następnych spazmach histerycznego płaczu.

- Glorio, opanuj się.

background image

Ton,   jakim   Trent   to   powiedział,   mógłby   przerazić   doświadczonych   urzędników 

korporacji. Na Glorii nie zrobił najmniejszego wrażenia.

- Zrobi to, wiesz - oświadczyła Trentowi urywanym głosem. - Widziałeś, jak włóczyła 

się po Gallant Lake prawie naga, jeżdżąc tym swoim szpanerskim samochodem i afiszując się 

przed   całym   miastem.   Chce   się   zemścić.   Uwiedzie   go   tylko   po   to,   by   nam   wszystkim 

pokazać,   że   potrafi   tego   dokonać,   a   potem   wyrzuci   go   na   zbity   pysk.   Ona   nie   chce   go 

naprawdę. Ale nigdy nie przebaczyła Brady'emu ani mnie tego, co stało się przed laty, i chce 

wreszcie wyrównać rachunki.

Trent popatrzył niecierpliwie na zegarek.

- Kiedy wyszedł twój mąż?

- Nie wiem. Po południu. Wróciłam do domu z zakupów i znalazłam ten głupi list.

W słuchawce dał się słyszeć szelest. Widocznie Gloria darła list na kawałki.

- Zadzwoniłam do ciebie, gdyż pomyślałam, że powinieneś wiedzieć, co zamierza ta 

lafirynda. Jej jest wszystko jedno, kogo krzywdzi. A może myśli, że zdoła uwieść Brady'ego, 

zemścić się, a ty nigdy się o tym nie dowiesz? Przynajmniej w tym punkcie pokrzyżowałam 

jej plany.

- Moja narzeczona nie ma zamiaru uwieść twego męża. Jego niezachwiana pewność 

dotarła w końcu do świadomości Glorii.

- Skąd możesz być tego taki pewien? Mówię ci, że chce się zemścić.

- Jestem tego pewien, ponieważ jestem pewien Filomeny - rzekł zimno Trent. - To 

moja narzeczona, kobieta, którą mam poślubić.

- Więc cóż z tego? Brady był z nią zaręczony, kiedy zakochał się we mnie i zaczął ze 

mną sypiać! Zaręczyny nic nie znaczą. A i małżeństwo też znaczy tu niewiele.

Trentowi zaczynało brakować cierpliwości.

- Nie rozumiesz tego, Glorio, a ja nie mam czasu ci wyjaśniać. Po prostu uwierz mi na 

słowo. Twój mąż nie spędzi z Filomeną ani dzisiejszej nocy, ani żadnej innej. Gwarantuję ci. 

Do widzenia.

Zanim   zdążyła   odpowiedzieć,   odwiesił   słuchawkę.   Potem   znowu   ją   podniósł   i 

wykręcił numer Filomeny.

Nikt się nie zgłosił. zadzwonił więc na lotnisko. Miał szczęście. Samolot do Seattle 

odlatywał za czterdzieści minut.

Filomena ziewając wyszła z windy i skierowała się do swego mieszkania. Tradycyjna, 

comiesięczna   kolacja   z   Glenną   oraz   innymi   przyjaciółkami   z   branży   upłynęła   bardzo 

sympatycznie i Filomena odczuwała przyjemne zmęczenie.

background image

Zastanawiała   się,   czy   Trent   dzwonił   podczas   jej   nieobecności.   Zapomniała   mu 

powiedzieć, że wychodzi z domu. Dobrze mu tak, jeśli zadzwoni i nikt się nie zgłosi. Nie 

chciała, by sobie wyobrażał, że spędza samotne wieczory, usychając z tęsknoty.

Pokrzepiona tą myślą wyjęła z torebki klucz do drzwi wejściowych. Wtedy z cienia 

wyłoniła się wielka męska postać i postąpiła ku niej.

-   Najwyższy   czas,   byś   wróciła   do   domu.   Musisz   prowadzić   teraz   bujne   życie 

towarzyskie co, Fil? Nie to, co dawniej. Czy Ravinder wie, dokąd chodzisz i z kim spotykasz 

się wieczorami?

- Brady! Co, na Boga, tutaj robisz?! Była tak zaskoczona, że upuściła klucz na dywan. 

Zanim   zdołała   się   schylić,   Brady   podniósł   go   i   włożył   do   zamka.   Ruchy   miał 

nieskoordynowane. Zdała sobie sprawę, że jest trochę pijany.

- Odszedłem od Glorii - oznajmił z patosem. Pchnięciem otworzył drzwi i wszedł do 

środka.

- Co ty wyprawiasz, Brady? Nie zapraszałam cię do siebie. To moje mieszkanie i 

żądam, żebyś wyszedł. Natychmiast.

Podążyła za nim, nie zamykając nawet drzwi wejściowych.

Brady rzucił się na fotel i patrzył na nią spod wpółprzymkniętych powiek. W jego 

oczach   migotały   niebezpieczne   błyski.   Filomena   nigdy   nie   uważała   Brady'ego   za   kogoś 

potencjalnie niebezpiecznego. Ale teraz nie była już tego taka pewna.

- Dobrze się bawiłaś dziś wieczór? Z pewnością sporo obecnie bywasz, prawda?.

- Piłeś - stwierdziła spokojnie.

- Wypiłem kilka kieliszków w barze, czekając, aż wrócisz do domu - rzekł, wzruszając 

ramionami.

- Brady ...

- To trwało zbyt długo, Fil. Zrobiłem największy błąd mego życia, żeniąc się z Glorią, 

a nie z tobą. W końcu to sobie uświadomiłem. Ale błędy można naprawić. Rzucam wszystko, 

Fil. Glorię, dzieciaki, firmę. Wszystko. Zaczynam na nowo. Mam zamiar się odnaleźć. Z tobą.

- Nie masz szans - oświadczyła zimno Filomena. Mówiłam ci już, że nie jestem tym 

zainteresowana.

-  Dlatego,  że  załatwiłaś  sobie  zaręczyny   z  tą  grubą rybą  z  Asgard  Development? 

Zapomnij o nim, Fil. To był po prostu interes, wiem o tym. Słyszałem o ziemi, którą mieliście 

dostać od twojego wuja. Ale w głębi duszy wiesz doskonale, że to właśnie mnie kochasz. 

Nigdy   nie   przestałaś.   Po   naszym   ślubie   weźmiesz   tę   parcelę.   Znam   twego   wujka,   to   z 

pewnością pierwszorzędna posiadłość. Palę się z niecierpliwości, by ją obejrzeć.

background image

- Stanowczo za dużo wypiłeś - rzekła Filomena, sięgając po telefon. - Zamówię ci 

taksówkę.

- Nie - odparł Brady zdecydowanie. - Nie wyjdę stąd. Przyjechałem, żeby z tobą 

zostać, Fil. Mam zamiar przekonać się, jak wiele nauczyłaś się o mężczyznach w ciągu tych 

kilku lat.

background image

ROZDZIAŁ 11

-   Chciałbym   dostać   próbkę   tego,   co   dajesz   ostatnio   Ravinderowi   -   ciągnął   Brady 

bełkotliwie. - Daj mi szansę, a pokażę ci, co traciłaś beze mnie.

- Nic nie traciłam i obydwoje dobrze o tym wiemy - rzekła cicho Filomena.

Rękę   wciąż   trzymała   na   słuchawce   telefonu.   -   Pragniesz   mnie.   Wiem,   że   mnie 

pragniesz. Walił pięścią w oparcie fotela, ale w jego twarzy coś się zmieniło. Zniknęła z niej 

zuchwała, agresywna męska groźba. Zastąpił ją jałowy gniew i żal nad samym sobą.

- Gloria cię potrzebuje, Brady. Jeśli masz trochę rozsądku, wróć do niej.

- Nie chcę jej. Jego słowa brzmiały jak dziecięce błaganie.

- Kiedyś chciałeś, Brady. Tak bardzo, że spałeś z nią, kiedy byliśmy zaręczeni.

- Uwiodła mnie! Filomena potrząsnęła głową.

- Nie gadaj bzdur. Byłeś od niej starszy. Skończyłeś studia. Ona dopiero zdała maturę, 

podobnie jak ja. To ty jesteś odpowiedzialny za tamte flirty. Ale nigdy za bardzo nie lubiłeś 

brać na siebie odpowiedzialności, prawda? Zawsze chciałeś iść wygodniejszą ścieżką. Cóż, 

skoro wybrałeś taką drogę, musisz teraz brnąć nią dalej.

- Ciebie jedną kochałem, Fil.

- Kochać - odrzekła ironicznie. - Nie wiesz nawet, co znaczy to słowo. Lepiej, żebyś 

go nie używał, zwłaszcza przy mnie. Zbyt dobrze cię znam, Brady.

- Rzuciłem ją, Fil, nie rozumiesz tego? Rzuciłem Glorię.

- To twoje zmartwienie, nie moje. Filomena zaczęła wykręcać numer, który miała 

zapisany obok telefonu. Starała się mówić jak najgłośniej w nadziei, że zdoła się przebić 

przez alkoholowe otumanienie Brady'ego.

- Zamówię ci taksówkę. Kiedy tu przyjedzie, musisz zniknąć mi z oczu.

- Nie!

-   W   takim   razie   zadzwonię   na   policję.   Brady   zerwał   się   z   fotela.   Filomena 

instynktownie odskoczyła, ale potknęła się o krzesło. Upadła na kolana, dokładnie w chwili 

gdy Brady usiłował ją objąć. Zwalił się na nią, przygniatając boleśnie do podłogi.

Nie po raz pierwszy w życiu Filomena przeklinała fakt, że tylu ludzi na świecie - 

zwłaszcza   mężczyzn   górowało   nad   nią   wzrostem.   Odpychała   Brady'ego   z   całej   siły,   ale 

przygniatał ją bezwładnie swym ciężarem.

- Odsuń się - warknęła, waląc go w żebra.

- Fil, proszę, pokażę ci, jak dobrze może nam być teraz razem. Muszę cię pocałować.

- Spróbuj tylko, to sprowadzę policjanta. Przestała go odpychać, a starała się spod 

background image

niego wywinąć.

Brady był wielki i ciężki, lecz niezbyt sprawny. Filomena znowu użyła pięści, a kiedy 

z jękiem się przesunął, zdołała się uwolnić. Paxton z łomotem przewrócił się na plecy. Oczy 

zasłaniał ręką obronnym gestem.

- Dlaczego nie chcesz dać mi szansy? Dysząc z wyczerpania, Filomena z wysiłkiem 

podniosła się na kolana. Wygładziła ubranie i złapała słuchawkę. Nagle zdała sobie sprawę, 

że w pokoju prócz niej i Brady' ego jest jeszcze ktoś.

Zaskoczona spojrzała ku drzwiom. Stał w nich Trent; jedną rękę oparł o framugę i ze 

spokojem   przyglądał   się   całej   scenie.   Patrzył   to   na   jej   rozchełstane   ubranie,   to   na 

rozciągniętego   na   podłodze   Brady'ego.   Filomena   zamarła.   Nie   mogło   wypaść   gorzej, 

pomyślała bezradnie.

- Cześć, Trent - powiedziała agresywnie, co zupełnie nie odpowiadało jej nastrojowi. - 

Zakład, że się zastanawiasz, co się tutaj dzieje.

- Poznaję swoją Filomenę - odpowiedział łagodnie, wchodząc do środka i kierując się 

ku Brady'emu. - Impertynencka i wygadana aż do końca. Wyrażam uznanie za śmiałość w 

obronie pozycji nie do obronienia. Ale, z drugiej strony, śmiałości nigdy ci nie brakowało. 

Wiem dokładnie, co się tu dzieje. Gloria była tak miła, że mnie poinformowała.

- To dziwka! - Brady odjął rękę od oczu i ostrożnie usiadł. Popatrzył z gniewem na 

Trenta. - Nie miała prawa dzwonić do ciebie.

Trent schylił się, chwycił mężczyznę za klapy marynarki i postawił na nogi.

- Paxton, ty zarazo! Brady wpadł w panikę i postanowił zastosować pierwszy sposób 

obrony, jaki mu przyszedł do głowy. Gestem głowy wskazał Filomenę.

-   To   jej   wina.   Twojej   ukochanej   narzeczonej.   Zwabiła   mnie   tutaj.   Chciała   mnie 

uwieść.

Filomena wstrzymała oddech.

- Rzeczywiście? - spytał Trent rozbawiony. - Czemuż miałaby to robić? Brady cofnął 

się.

- A jak myślisz? Chce, bym do niej wrócił. Kiedyś kochała się we mnie.

- Paxton; ty ośle, jesteś jeszcze głupszy niż myślałem.

- To wszystko prawda! Trent potrząsnął głową.

- Wiem, że kobieta może bardzo zranić męską dumę, ale w tym wypadku obawiam 

się, że zasłużyłeś na to, co cię spotkało. Ona nie chce mieć z tobą nic wspólnego, Paxton.

- Skąd masz taką pewność?

- Stąd, że jest ze mną zaręczona - rzekł spokojnie Trent. - A Filomena nigdy nie będzie 

background image

robiła głupstw z innym mężczyzną za plecami narzeczonego, nawet po to, by dokonać jakiejś 

małej zemsty.

Trent odwrócił głowę i spojrzał na Filomenę.

- Gdzie chciałaś zadzwonić?

- Po taksówkę dla Brady'ego.

- Więc na co czekasz? Dzwoń. Filomena zareagowała na tę komendę uniesieniem 

brwi,   ale   uznała,   że   nie   jest   to   najodpowiedniejsza   pora,   by   dyskutować   na   temat   jego 

skłonności do rozkazywania. Ponownie nakręciła numer bazy transportowej.

- Chodź ze mną, Paxton - rzekł Trent. - Pomogę ci zejść na dół, byś nie wpadł po 

drodze do szybu windy.

Popchnął Brady'ego w kierunku drzwi. Wydawało się, że zrobił to lekko, ale Brady 

wyleciał   aż   za   próg   do   holu.   Zatrzymał   się   na   przeciwległej   ścianie,   łapiąc   gorączkowo 

rzuconą przez Trenta torbę. Filomena odwiesiła słuchawkę i siedziała, patrząc na swój pusty 

salon. W całej sytuacji było coś niejasnego.

Trent powinien był zionąć wściekłością. Tymczasem był tylko lekko zirytowany całą 

tą niezręczną sceną. A ponadto jasno dał do zrozumienia, że wie, iż Filomena nigdy by go nie 

zdradziła.

Im więcej o tym myślała, tym silniej była przekonana, że wprawdzie Trent uparł się co 

do tamtego głupiego kawałka ziemi, ale wierzył jej, gdy szło o sprawy istotne.

Odetchnęła z ulgą i wstała.

Kilka   minut   później   Trent   wrócił   do   pokoju.   Filomena   czekała   już   na   niego   z 

ogromnym kuflem piwa.

Rzucił marynarkę na najbliższe krzesło i wziął od niej kufel.

- Czy są tu jeszcze jacyś inni wielbiciele w szafie lub pod łóżkiem?

- Nie.

- To dobrze. Nawiasem mówiąc, mam już dość Paxtona. Jeśli jeszcze kiedyś przyłapię 

go w pobliżu, mogę rzeczywiście wrzucić go do szybu windy.

- Przykro mi, że znalazłeś go tutaj tym razem - rzekła Filomena. - Nie zapraszałam go.

Popatrzył jej prosto w oczy.

- Sam się tego domyśliłem. Oczy jej zwilgotniały.

- Dziękuję, że mi zaufałeś. Nie każdy mężczyzna byłby tak wyrozumiały w podobnej 

sytuacji. Wiem, jak okropnie musiało to wyglądać.

- Naprawdę?

- Mogę to sobie wyobrazić i wiem, co musiałeś czuć, gdy Gloria do ciebie zadzwoniła. 

background image

Kiedy zobaczyłam cię w drzwiach, byłam przerażona, że pomyślisz sobie najgorsze.

-   Muszę   przyznać,   że   jestem   już   trochę   zmęczony   ściąganiem   z   ciebie   Brady'ego 

Paxtona.

Filomena skrzywiła się.

- Ale naprawdę wierzysz, że nie zaprosiłam go tutaj?

-   Wiem,   że   go   nie   zapraszałaś.   Możesz   być   szalona,   niezależna,   nierozważna,   a 

czasami nawet bardzo dokuczliwa, ale grasz uczciwie, elfie.

- Chyba powinnam powiedzieć: Dziękuję.

- Proszę bardzo.

-   Słuchaj,   Trent,   jeśli   nie   podejrzewałeś,   że   zwabiłam   tutaj   Brady'ego,   dlaczego 

pośpieszyłeś na ratunek?

- Wiem, że to zabrzmi staromodnie i zawiera nutkę męskiej arogancji, ale przyszło mi 

do głowy, że możesz potrzebować wybawcy. Jesteś taka mała i delikatna, elfie.

- Martwiłeś się o mnie?

- Byłem na ciebie wściekły jak diabli. Gdybyś nie upierała się tak w ciągu ostatnich 

tygodni, ta sytuacja nigdy by nie zaistniała. Byłabyś już bezpieczna jako moja żona.

Filomena uśmiechnęła się.

-   Naprawdę   chcesz   się   ze   mną   ożenić?   Po   tych   wszystkich   kłopotach,   jakie   ci 

sprawiłam?

- Nie znam innego sposobu, by mieć trochę spokoju. Uniósł kufel do ust.

- Co to jest? - spytał z miłą satysfakcją po pierwszym długim łyku. - To prawdziwe 

piwo, nie jakaś lura.

- Staram się ze wszystkich sił, by cię zadowolić - powiedziała cicho, wspominając, jak 

kiedyś on sam wypowiedział do niej podobne słowa.

- Problem polega na tym, ile masz siły.

- Nie mam pojęcia. I chciałabym ci powiedzieć, że niniejszym zawieszamy bitwę o 

ziemię. Tak naprawdę nigdy mi o nią nie chodziło. Chciałam tylko bronić pewnej zasady, ale 

myślę, że już nie muszę. Zwyciężyłeś. Poddaję się.

Spoglądał na nią w zamyśleniu przez dłuższą chwilę.

-   Już   za   późno.   Zrezygnowałem   pierwszy.   Oczy   Filomeny   rozszerzyły   się   ze 

zdziwienia.

- Co takiego?

- To, co słyszałaś. Zatrzymaj tę parcelę lub ją sprzedaj, albo hoduj na niej choinki. 

Wszystko mi jedno, co z nią zrobisz.

background image

- Wszystko ci jedno? - spytała z niedowierzaniem.

- Zupełnie.

-   Ale,   Trent   nie   możesz   mi   tego   robić.   To   moja   wielka   scena   -   zaprotestowała, 

jednocześnie śmiejąc się i płacząc z ulgi.

- Wiem o tym - stwierdził sucho Trent. - Ale tym razem odsunięto cię na drugi plan.

Pociągnął następny łyk piwa i postawił kufel na stole.

- Najwyższy czas, żeby ktoś to zrobił - dodał. Zawahała się przez ułamek sekundy, a 

potem rzuciła mu się w ramiona.

- Trent, mówisz poważnie? Naprawdę nie obchodzi cię ta ziemia?

Objął ją i ukrył twarz w jej włosach.

- Kiedy Gloria zadzwoniła do mnie ze swymi superważnymi nowościami na temat 

Brady'   ego,  zrozumiałem,  że   ziemia  mnie  właściwie  nie   obchodzi.   Dla  mnie   to  też   była 

sprawa zasad. W głębi duszy nie obchodzi mnie nic prócz tego, by na trwałe się z tobą 

związać. Ufam ci. Filomeno, mój słodki elfie. Prawdopodobnie doprowadzisz mnie do obłędu 

w czasie najbliższych sześćdziesięciu lat, ale ci ufam.

Dwa   tygodnie   później   Trent   siedział   na   szerokim   łóżku   hotelowym.   Spojrzał 

niecierpliwie na leżący obok zegarek. Znów upłynęło dziesięć minut. Filomena wciąż była w 

łazience. Już od trzech kwadransów.

Zamknął oczy i postanowił wykazać jeszcze trochę cierpliwości. To była noc poślubna 

- widocznie Filomena potrzebuje czasu, by w samotności przygotować się do niej. Trent czuł 

uparty ból w lędźwiach, ale nie oznaczało to przecież, że ma prawo wedrzeć się do łazienki i 

zawlec swoją młodą żonę do łóżka. Sarna przyjdzie tu o właściwej porze, gdy nastanie czas 

elfów.

Wybijał palcami rytm na prześcieradle. Otworzył oczy i ponownie spojrzał na zegarek. 

Jeszcze   raz   nakazał   sobie   cierpliwość   i   pogrążył   w   rozmyślaniach   na   temat   niedawnej 

uroczystości.

Skromny   ślub   odbył   się   rankiem.   Obecni   byli   rozpromienieni   członkowie   rodziny 

Filomeny i równie rozpromieniony personel hotelu. Szczęśliwe wydanie Filomeny za mąż 

zdjęło z wielu barków brzemię zmartwień. Amery i Meg Cromwellowie, ciotka Agnes i wuj 

George,   Shari   i   Lim,   wszyscy   podchodzili   na   osobności   do   Trenta   podczas   skromnego 

przyjęcia nie tylko po to, by mu złożyć życzenia, ale również, by pochwalić jego odwagę.

-   Pamiętaj   tylko,   że   to   końcowa   transakcja   -  rzekł   radośnie   Amery.   -   Nie  będzie 

refundacji ani zwrotów.

Trent wiedział, że wiele osób w kaplicy czekało z zapartym tchem, by zobaczyć, co 

background image

Filomena włoży na swe własne wesele. Trzymała to w tajemnicy przed wszystkimi, jedynie 

Shari   znała   sekret.   Meg   Cromwell   westchnęła   z   ulgą,   kiedy   jej   starsza   córka   wkroczyła 

między ławy ubrana w spokojną sukienkę, przypominającą strój z baletu klasycznego. Suknia 

podkreślała szczupłą sylwetkę i nadawała Filomenie wygląd królowej elfów, przybyłej  na 

sekretne tańce przy księżycu. Rude włosy spływały kaskadą po plecach pod zwiewną woalką, 

udrapowaną na stylowym kapeluszu. Trent dziękował swym szczęśliwym gwiazdom, że jego 

przyszła żona nie zdecydowała się na włożenie szkarłatnej czerwieni czy seksownie obcisłej 

czerni. Zachowanie się elfów jest nieprzewidywalne.

Plusk wody w łazience wyrwał Trenta ze wspomnień. Znowu spojrzał na zegarek. 

Drzwi nie otwierały się. Po chwili zapadła cisza.

Trent odczekał jeszcze kilka minut i jego cierpliwość wyczerpała się. Przedłużająca 

się nieobecność elfa w małżeńskim łożu wymagała jednak wyjaśnień. W stał i zabębnił w 

drzwi łazienki.

- Filomeno? Kochanie, co tam się dzieje?

- Nic. Źrenice Trenta zwęziły się.

- Czy jesteś tego pewna?

- Oczywiście, że jestem pewna.

- Czy dobrze się czujesz?

- Doskonale. Trent zawahał się.

- Czy masz zamiar spędzić całą noc poślubną w łazience?

- Nie. Trent znowu odczekał chwilę. Kiedy nie nadchodziły dalsze wyjaśnienia, spytał 

bez ogródek:

- Co tam robisz tak długo?

- Ubieram się.

- Filomeno, to jest twoja noc poślubna. Można się spodziewać, że będziesz się raczej 

rozbierała - oświadczył rozjątrzony.

-   Panna   młoda   musi   nosić   peniuar.   Mogę   już   nigdy   w   życiu   nie   mieć   okazji   do 

włożenia peniuaru, więc staram się wyciągnąć maksimum z tego doświadczenia.

Usłyszał w jej głosie rozbawienie i zdecydował, że dosyć tego. Jeśli ma zamiar się z 

nim drażnić, może to robić w łóżku. Położył dłoń na gałce drzwi i przekręcił ją.

Drzwi ustąpiły z łatwością. Filomena stała pośrodku łazienki przed wielkim lustrem. 

Twarz miała ukrytą w obłoku morelowego jedwabiu, który właśnie z siebie ściągała. U jej 

stóp walały się wokół pomięte stosy pajęczej, jedwabistej tkaniny. Porzucone koszule nocne, 

w kolorach od krzykliwego szmaragdu po migotliwe srebro, pokrywały podłogę łazienki. 

background image

Wszędzie leżały wytworne opakowania.

- Trent! Słysząc dźwięk otwieranych drzwi, Filomena gorączkowo usiłowała włożyć z 

powrotem przez głowę morelową bieliznę.

- Czego chcesz? Przygotowuję się do łóżka. Trent skrzyżował ręce na piersiach i oparł 

się o ścianę. Patrzył, jak ciemny róż dwóch brodawek znika w morelowej kaskadzie. Potem 

delikatna tkanina ześlizgnęła się na biodra, zakrywając najbardziej intymne części ciała.

- Ty nie przygotowujesz się do łóżka - stwierdził Trent. - Organizujesz pokaz mody.

- Nie mogłam się zdecydować, który z nich wziąć ze sobą, więc zabrałam cały stos. 

Przymierzałam je wszystkie, by sprawdzić, w którym wyglądam najlepiej.

Trent odszedł od drzwi i sięgnął po swoją młodą żonę, zanim zdążyła się uchylić.

- Zdumiewasz mnie, elfie - rzekł łagodnie. - Nie myślałem, że opanuje cię trema przed 

nocą poślubną.

- Nie mam tremy - oświadczyła z godnością, kiedy położył jej dłonie na ramionach. 

Podniosła na niego wzrok, nie zdając sobie sprawy z błysku niepokoju w swych oczach.

Trent uśmiechnął się.

- Czy jesteś tego pewna?

- Najzupełniej.

- A jeśli ci powiem, że ja jestem trochę zdenerwowany? Jej oczy rozszerzyły się.

- Naprawdę? Sięgnęła, by dotknąć jego policzka uspokajającym gestem.

- Nie, ale pomyślałem, że może poczujesz się lepiej, jeśli pomyślisz, że nie tylko ty 

jesteś spięta.

Zaśmiał się i spadł na nią jak drapieżny ptak.

- Trent, postaw mnie - zapiszczała Filomena ze śmiechem, kiedy uniósł ją w górę. - 

Muszę jeszcze przymierzyć trzy nocne koszule.

- Jeśli sądzisz, że mam zamiar spędzić swoją noc poślubną, obserwując pokaz mody, 

to musisz się jeszcze wiele o mnie dowiedzieć, kochanie.

Postawił ją obok łóżka i chwycił za morelową koszulę nocną. Jednym zamaszystym 

ruchem ściągnął ją Filomenie przez głowę i rzucił na dywan.

- Tak jest lepiej. Jego ręce sięgnęły do obnażonej talii i przyciągnęły ją do siebie.

- O wiele lepiej. Filomena westchnęła i objęła go za szyję.

-   Chyba   przymierzę   te   koszule   kiedy   indziej.   Umysł   Trenta   był   już   zaprzątnięty 

rozpaczliwym pożądaniem, które narastało w nim jak przypływ. Czuł na sobie jej małe piersi 

i swoją natychmiastową, pulsującą reakcję.

- Nie mogę uwierzyć, że cię w końcu złapałem, elfie. Co robiłaś przez całe swoje 

background image

życie?

-   Czekałam   na   ciebie   -   powiedziała   po   prostu.   Przywarła   ustami   do   jego   piersi   i 

pokrywała  mu   skórę   drobnymi,  ciepłymi  pocałunkami.   Czuł,  jak   wzrasta  w  niej   ciepło  i 

podniecająca kobieca wilgoć. Krew zawrzała mu w żyłach.

Filomena, sczepiona z nim, szeptała jego imię. Wargami przesuwała po jego skórze. 

Otworzyła  oczy i podniosła wzrok pełen miłości,  tęsknoty i nieskończonej obietnicy. Ich 

spojrzenia spotkały się w milczącym zrozumieniu i oddaniu.

- Kocham cię - rzekł w końcu Trent głosem ochrypłym z pożądania. - Kocham cię.

Objęła nogą jego muskularne udo.

- Wiem, kochanie, wiem.

Opuścił głowę i przyjął jej usta, poddając się całkowicie magii swego elfa.