background image

 

 

Andrzej Kozakowski 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Shorty 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

© Andrzej Kozakowski 

www.fantastykapolska.pl

 

 

Tekst udostępniony na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa – użycie niekomercyjne – Bez utworów zależnych. 3.0 Polska 

background image

 

 

 
A imię... 
 
 

Świat  jest  przewidywalny.  Wystarczy  znać  tylko  określoną  dla  danej  rzeczy,  liczbę 

rzeczywistą  i  odpowiednio  podłożyć  jej  rozwinięcia  dziesiętne,  do  wzoru  określonych 
zachowań,  wyznaczonych  inną  liczbą  rzeczywistą.  Człowiek  umiera,  gdy  trzeba  podzielić 
odpowiadającą mu w danym momencie liczbę przez zero. 
 
 
A miasto milczało 
 
 

Uśmiechnęła  się  smutno,  po  jej  policzku  spłynęła  kryształowa  łza.  Czuła  się  taka 

niepotrzebna. Nie było jej przy nim w tamtym momencie. Teraz nie miała już kogo chronić 
przed całym złem świata, a jej serce nie pękło. Nie chciała, by ktokolwiek mógł ją odratować. 
Stała  na  dachu  najwyższego  budynku  w  mieście.  Stała  i  patrzyła  na  pogrążone  we  śnie 
miasto. Miasto, które milczało nawet wtedy, gdy skoczyła. Z całej siły starała się nie zamknąć 
oczu, by widzieć to, co widział on, w momencie, gdy uderzała go ciężarówka. Jednak instynkt 
bywa silniejszy, niż największy nawet ból. Tuż przed zderzeniem z czernią ulicy, rozwinęła 
swoje  anielskie  skrzydła  i  niezgrabnie  wylądowała,  zdzierając  sobie  kolana.  Klęczała  tak 
później jeszcze długo i łkała swój żal, a miasto milczało. 
 
 
Anioł stróż 
 
 

Latam  tuż  ponad  twoją głową.  Widzę,  co  czynisz  i  kim  jesteś.  Nie  oceniam  cię,  nie 

sądzę. Gapię się z nudów. 
 

czwartek, 22 marca 2001, © by Soulless 

 
Bajka o dziadku 
 
 

Opowiedziałbym coś jeszcze, ale jestem nieco zmęczony. Na dobranoc powiem tylko, 

że  świat  nie  jest  tym,  co  widzicie  na  co  dzień,  ani  nawet  tym,  co  się  wam  śni  nocami.  To 
wszystko jest tylko zbiorowym złudzeniem pewnego wirusa, który nie wiedząc o tym nawet, 
śmiał zaatakować istotę wyższego rzędu, która znowuż mieć nawet najmniejszego pojęcia nie 
może, że wydaje wam się, że istniejecie. A ja jestem tylko jej czkawką. Dziadek uśmiechnął 
się i odszedł w kierunku, na który samo patrzenie nawet sprawiało ból oczom.  
 
 
Ballada na noc samotnej gwiazdy 
 
 

Wybaczcie  mi  uproszczenia,  których  będę  musiał  użyć,  aby  opowiedzieć  wam  tę 

historię. Nikt z nas nie zna ani słów, ani pojęć, którymi można by opisać świat, w którym się 
ona dzieje. Jednakże jej bohaterowie są istotami inteligentnymi, choć niekoniecznie żywymi, 
w naszym tego słowa znaczeniu. Posiadają oczywiście też uczucia wyższe, niektóre znacznie 
wyższe  od  tych,  którymi  dysponujemy  sami.  Ta  opowieść  będzie  się  ściśle  wiązała  z 
uczuciami. Będzie to opowieść o najpiękniejszej rzeczy, która może istnieć tylko i wyłącznie 
w ich świecie i za istnienie której musieli zapłacić straszliwą cenę bezustannego cierpienia i 
niemożliwości porozumienia się z jakąkolwiek inną rasą. Dla uproszczenia nazwijmy tą rzecz 
„miłością”, a ich świat „Ziemią”. 

background image

 

 

 
Bezsenny 
 
 

Gdy do mnie przychodzisz, czasami jest mi miło. Czuję wtedy dreszcz rozmrażający 

moje  istnienie.  Jesteś  mi  potrzebna  do  życia  jak  powietrze  zatrute  dymem,  uciekającym  z 
fajki. Przyjdź do mnie, muzo. 
 
 
CeHa-OeS 
 
 

Przypadek ranię bliskość. Cierpię bez odwoływalność. Naprawdę na Prawdę. Muzyką 

leczonym  otchłannie.  Czekam  chcieć  czkaniem.  Nienawiściowością  jest  nie  kochać 
wzajemności. 
 
 
Cień we mgle 
 
 

Widzę  cień  we  mgle,  gdy  odchodzisz  i  wypełniasz  wszystkie  niezastąpione 

natchnienia  pamięcią.  Wiem,  że  oni  wszyscy  wiedzą,  ale  im  nie  powiem,  niech  myślą,  że 
mają rację, jak codziennie rano przy goleniu nóg swej owcy. Oddech wymieniam na płomień, 
a rękę na karmazynowe ostrze. Odetnę gałąź nieboskłonu, na którym siedzę. 
 
 
Czekanie 
 
 

Gdy się czeka, jest smutno. Myśli się dużo o sobie, o swojej wartości, o tym jak jest 

się postrzeganym przez innych, a z piwa ucieka gaz. 
 
 
Czy? 
 
 

Odpowiedź  brzmi  „nie!”.  Masz  siłę  woli,  by  walczyć,  rezygnujesz,  czy  wolisz  żyć 

dalej? 
 
 
Deszcz na smutno i na wesoło 
 
 

Doznaję  nagłego  olśnienia.  Kałuże  na  nierównym  chodniku  układają  się  we  wzór 

Otwarcia  Ósmej  Bramy  K’nhu!  Jeszcze  tylko  pani  w  czerwonych  szpilkach,  próbując 
uskoczyć  przed  moim  samochodem,  powinna  stanąć  na  tamtej  płycie  chodnikowej,  a  po 
chwili, już ochlapana błotem, schylić się do najbliższej kałuży i zobaczyć swoje zasmucone 
odbicie.  By  dopełnić  rytuału,  zaczynam  się  głośno  śmiać,  szczerząc  w  jej  kierunku  zęby  i 
wypowiadam końcową formułkę  – Jak łazisz, pokrako!? 
 

Czuję, że mój pan jest już niedaleko. Coraz nam wszystkim bliżej do piekła na Ziemi.  

 
 
Dużo pytań, na które warto odpowiedzieć. 

 

 

Czy  człowiek  jest  istotą  kompletną?  Czy  trójwymiarowa  projekcja  jego  ciała  jest 

całością, czy tylko częścią jakiejś większej istoty? Czy świadomość człowieka to wszystko, 

background image

 

 

co  ma,  czy  też  może  jest  to  tylko  niewielka  część,  mająca  na  przykład  za  zadanie  tylko 
utrzymanie przy życiu  tej  przyziemnej,  trójwymiarowej  części? Czy może też człowiek jest 
tylko  czymś  w rodzaju  kokonu, który musi zostać zniszczony, by uwolnić istotę  - następny 
stopień ewolucji? Czy w związku z tym  istnieje  dusza i  czy dusza jest tą uwalnianą istotą? 
Czy  może  dusza  jest  czymś,  co  człowiek  ma  za  zadanie  w  sobie  dopiero  wykształcić, 
rozwinąć i dopiero umożliwić jej uwolnienie? Czy niezupełnie wykształcone dusze są później 
traktowane jako upośledzone, czy też zwyczajnie umierają? Czy są bliższe zwierzętom, czy 
istotom  uduchowionym?  Czemu  musimy  czerpać  całą  naszą  wiedzę  dotyczącą  tych  spraw 
jedynie  z  tego,  co  mówią  inni  ludzie,  a  nie  możemy  ich  sami  zweryfikować?  Do  czego 
doszedłby  hipotetyczny  wolny  umysł  człowieka?  Jeśli  urodziłoby  się  dziecko  całkowicie 
pozbawione  wszystkich  zmysłów,  tak  by  mogło  poznawać  świat  tylko  i  wyłącznie  swoim 
umysłem, do czego by doszło w swych przemyśleniach? Czy myślałoby o sobie jako istocie 
świadomej,  czy  byłoby  świadome  siebie?  Czy  zamknęłoby  i  stworzyło  cały  wszechświat 
wewnątrz siebie? A może my jesteśmy takimi dziećmi, pozbawieni jakichś istotnych zmysłów 
i nie możemy zaobserwować prawdziwej istoty świata? Dlaczego wielu ludzi ma wrażenie, że 
ten świat jest niespójny i jakiś taki niepotrzebny? Dlaczego tak wielu ludzi przeżywa kryzysy 
własnej osobowości? Jaki jest sens i cel natury, z jednej strony powodującej rozkład, a drugiej 
tworzącej  organizmy,  które  z  rozkładem  walczą?  Czy  istnieje  coś  takiego  jak  równowaga 
wszechświata?  Czy  wszechświat  jest  jakąś  zamkniętą,  świadomą  jednostką,  która  chce 
wypracować  zaistnienie  organizmów  przeciwstawiających  się  rozkładowi,  które  być  może 
kiedyś będą w stanie uchronić go przed wygaśnięciem i śmiercią? Czy jesteśmy tylko snem 
kogoś ułomnego? Czy warto zadawać te wszystkie pytania, skoro nie istniejemy? Czy warto 
wierzyć  w  cokolwiek  i  mieć  nadzieję?  Jaki  jest  sens  egzystencji?  Czemu  tak  wielu  ludzi 
ucieka od tych pytań w bezpieczną sferę problemów przetrwania? Czy usiłują tylko zagłuszyć 
wewnętrzny  głos,  mówiący, że nie warto żyć? Czy w  chwili śmierci  poznajemy odpowiedź 
choćby  na  część  z  tych  pytań?  Czy  po  śmierci  wraca  nam  pamięć  rzeczy,  które  robiliśmy 
przed  narodzeniem?  Czy  każdy  z  nas  jest  samotny  i  stara  się  o  tym  jak  najczęściej 
zapominać?  Czy  jesteśmy  w  stanie  zrozumieć  siebie?  Czy  zastanowiłeś  się  chociaż  przez 
chwilę nad tym, co piszę? Czy umiesz oszukiwać się dalej? Czy zawsze musi chodzić o to by 
było łatwiej? Czy chciałbyś cofnąć czas tak, by nigdy tego nie czytać? 

 

 
Dwa zupełnie różne filmy. 
 
 

Nachodzi mnie czasem myśl, że coś z tym światem jest nie tak. Czuję się w nim jakoś 

tak źle, coś po prostu tu nie gra. Kiedyś myślałem, że ten cały świat jest sztuczny, stworzony 
tylko po to, by mnie zwodzić i oszukiwać, bym nigdy nie doszedł jego sensu. Ale komu i po 
co  chciałoby  się  przebudowywać  tyle  rzeczy,  osiągając  tak  mizerny  efekt.  Teraz  już  wiem. 
Ktoś po prostu mnie oślepił, pozostawiając jedynie te marne siedem czy osiem zmysłów! 
 
 
Dym 
 
 

W narastającej  ciszy, wśród rodzącego się strachu, słychać było  stukot  oddalających 

się wysokich obcasów. To odchodziły moje zmysły. 
 
 
 
 

background image

 

 

Dziś 
 
 

Oddech  jak  po  wypłynięciu  spod  lodu.  Ocalenie,  niespodziewane  jak  telefon  w  celi 

śmierci. Ekstaza codzienności. Zaufanie. Nos w nos. Z uśmiechem. My. 
 
Egoista i jego cień. 
 
 

Muszę dbać o siebie, by mieć siłę pomagać innym. Nie muszę istnieć. Nic nie muszę. 

Chcę. Oto jestem. 
 
 
Elka 
 

I oto stoimy w przededniu odkrycia prawdziwej natury naszego wszechświata. Już za 

chwilę,  dzięki  najnowszemu  mikroskopowi,  wykorzystującymi  skupione  promieniowanie 
Kirlianowskie,  dowiemy  się  jak  zbudowane  są  najmniejsze  fragmenty  naszej  materii. 
Wydrzemy  Bogu  kolejną  tajemnicę  stworzenia.  Szef  techników  włącza  ostatni  stopień 
wzmacniaczy i na ekranie, który państwo mogą obserwować, dzięki internetowi, na całej kuli 
ziemskiej,  ukazuje  się  zadziwiający  obraz.  Do  tej  pory  świat  nauki  uważał  superstruny  za 
najmniejsze  elementy  materii,  do  czasu  gdy  udało  się  zaobserwować  na  nich  skazy.  Teraz 
możemy  obejrzeć  je  dokładnie  z  bliska.  Ale  cóż to,  po  wyostrzeniu  obrazu,  naszym  oczom 
ukazuje  się  coś  niesamowitego.  Każda  z  rozedrganych  superstrun,  oznakowana  jest  jakimś 
symbolem.  Komputer  analizujący  przekazuje  nam  te  kształty  jako  niebieskie  kwadraty,  z 
umieszczoną pośrodku białą literą „L”. 

 

 
Festyn. 
 
 

Ktoś  rozwiesił  światła,  by  ich  blask  rozjaśniał  mrok.  Ułożył  je  w  misterne  obrazy, 

okręgi  i  spirale.  Dookoła  nich  krążą  ćmy,  tańcząc  swój  samobójczy  taniec.  Trudno  jest  im 
zauważyć wzór,  gdy znajdują się w jego środku. Spójrz choć raz inaczej na rozgwieżdżone 
niebo. To wszystko na twoją cześć. Witaj na festynie życia. 
 
 
Hajtek 
 
 

Elektroniczny  bas  rytmicznie  uderza  w  uszy.  Wdziera  się  systematycznie  i  powoli 

zajmuje  miejsce,  przeznaczone  na  osobowość.  Zastępuje  ją  całą  i  przez  długi  czas  nie  ma 
tego,  kim  byłem.  Jest  tylko  jego  skorupa,  rytmicznie  drgająca,  nadążająca  za  uderzeniami 
niematerialnej  pałeczki  o  niematerialny  bęben.  Gdzie  jestem,  gdy  mnie  nie  ma?  Czy  po 
śmierci też będę muzyką? 
 
 
Jesteś zwycięzcą! 
 
 

Dziś, w sklepie spożywczym, kupiłem los  charytatywnej loterii zdrapkowej. Główną 

nagrodę  miały  stanowić  wspaniałe  dwutygodniowe  wakacje,  w  luksusowym  ośrodku 
wypoczynkowym,  położonym  na  Seszelach.  Od  razu  po  powrocie  do  domu,  ostrożnie 
zdrapałem trzy srebrno-szare pola, po czym z zadowoleniem zauważyłem, że na wszystkich 
obrazkach  pod  nimi,  jest  ten  sam  symbol.  Odwróciłem  więc  kartonik,  by  sprawdzić,  czy 

background image

 

 

wygrałem przynajmniej jakąś reklamową koszulkę. Ku mojemu zaskoczeniu zauważyłem, że 
trafiłem Główną Przegraną. Było tam napisane, że straciłem właśnie wszystkie swoje dobra 
materialne i przez dwa lata będę wykonywał pracę wyłącznie na rzecz fundacji, organizującej 
loterię. Ktoś zapukał do drzwi. Poszedłem otworzyć. 
 
 
Kasztan. 
 
 

Z  drzewa  spadł  kolejny  kasztan.  Z  rozbitej  impetem,  zielonej,  kolczastej  skorupy, 

wyturlał się brązowy owal. Nie miał już swojej pancernej ochrony, a musiał sobie od tej pory 
radzić sam, by kiedyś stać się dużym drzewem. Nie zbierajmy kasztanów, dajmy im szansę. 
 
 
Klatka 
 
 

Źle  mi  się  myśli  pod  presją.  Nawet,  jeśli  jest  to  tylko  presja  widma  nadchodzącego 

głodu. Jestem tu zupełnie sam, całkowicie zamknięty, nie dochodzi do mnie żaden przekaz ze 
świata na zewnątrz. Może ten świat już nie istnieje, a może to tylko ja trafiłem do piekła. Na 
moje  nieszczęście  jestem  też  uzależniony.  Od  jedynej  rzeczy,  której  tu  nie  mam  -  od 
informacji.  Najbardziej  cierpię,  gdy  nie  potrafię  wymyślić  nic  nowego.  Tak  jak  teraz.  Nie 
zauważyłeś jeszcze? 
 
 
Kompleks 
 
 

Gdy się jest wszechmocnym, najgorszą rzeczą jest niepewność swojej potęgi.  

 
 
Król. 
 
 

Załóżmy,  że  jesteś  królem.  Możesz  kierować  losem  swych  poddanych.  Czy 

stworzyłbyś państwo ludzi szczęśliwych, którzy chcieliby pomagać innym i czuć się zawsze 
bezpiecznie?  A  może  byłby  to  kraj  bitnych  wojowników,  często  zapuszczających  się  w 
nieznane krainy, by je lepiej poznać, a w końcu podbić i przyłączyć do swoich ziem? Może 
byłoby to państwo pełne polityki, knowania i podstępnej walki o władzę, gdzie każdy mógłby 
polegać jedynie na sobie? A może kraj pełen kronikarzy, zgłębiających historię i alchemików, 
wydzierających naturze jej sekrety? Czy byłbyś dobrym królem, szanowanym przez swój lud, 
czy  tyranem,  nie  liczącym  się  z  nikim  i  niczym?  Spróbuj  zastanowić  się  nad  tym  przez 
chwilę. Jesteś władcą swoich myśli. 
 
 
 
 
Lewiatan. 
 
 

Wychlupałem  się.  Nie  będąc  kolorowych  zamieniła  ja  w  istotnię.  Tętnię,  suwam, 

dudnię,  obrzydzeniem  jesteśmy  istotnie.  Nie  skieruję  ja  się  na  stronę  do  celu.  Nauczałem 
emocyjność  nienawiśćność  do  istotni  się  nawzajem.  Oddaliłem  dęzełkować  porzuconą  nie 
kolorowych.  Ja  istotnie niem  kolor,  oddzielony  od  składu  się  jestem.  Obmacują  się  nowym 
zewnętrz. Nie być chcieć! Pozmieniam zewnętrz! Pozmniam mniam mniam... 

background image

 

 

 
L2 
 
 

Tix, pstryk, czas zatoczył koło. Jestem, by was zjeść. Osobiście, tym razem. 

 
 
Mandala 
 
 

Układam  mandale.  Nie  żyję,  nie  osiągam  celów,  układam  mandale.  Nie  zostanie  po 

mnie nic trwałego, może oprócz opowieści ludzi, którzy widzieli mnie z garścią kolorowego 
piasku. 
 
 
Miecz 
 

Legenda  Thotian  mówi,  że  istnieje  miecz  i  tarcza,  które,  gdy  zetkną  się  ze  sobą 

podczas  walki,  będą  zwiastunem  końca  ich  cywilizacji.  Tarcza  została  strzaskana  podczas 
obrony Khaedru. Wielki szaman Ludu Północy poświęcił swoje życie i duszę, by przełamać 
jej  magiczną  moc  i  pokonać  księcia  Sarmaniana.  Tarcza  rozpadła  się  na  tysiące  kawałków, 
które  unosiły  się  nad  polem  bitwy,  aż  porwał  je  magiczny  wiatr  i  rozsiał  po  całym  kraju. 
Ponieważ  nikt  nie  znał ani  wyglądu,  ani  miejsca,  w  którym  znajduje  się  Miecz  Ostatecznej 
Klęski, król Trothgar abn Sonirr Trzeci zabronił swoim wojownikom używania podczas walki 
jakiejkolwiek broni siecznej. Nakazał również mordować bez ostrzeżenia, każdego kto chciał 
wnieść taką broń na terytorium królestwa. Przez długi czas zapewniło to spokój panującym, a 
także  pośrednio  przyczyniło  się  do  rozwoju  techniki  wojennej  opartej  na  walce  na  dystans. 
Thotianie stali się dumnym i potężnym narodem. 

Miecz jednak dotarł do ich państwa i jego moc ujawniła się w momencie, gdy został 

wbity  w  ziemię,  nieopodal  zniszczonego  królewskiego  zamku.  Nikt  nie  przypuszczał,  że 
może wyglądać jak święty symbol z egzotycznego kraju.  Nie  wiadomo  tylko, czy to  magia 
legendy spowodowała całkowitą zagładę narodu Thotiańskiego, czy też potęga armii, idącej z 
Pierwszą Krucjatą.  

 
 

Moi bracia 
 
 

Biegamy,  załatwiamy  swoje  sprawy.  Ja,  moi  bracia  i  siostry.  Penetrujemy  różne 

zakamarki  ciała i  duszy. Ja, moi bracia i  siostry. Zwiedzamy cały świat,  choć rzadko kiedy 
któreś z nas rusza się dalej, niż zaszedłby  w tydzień. Ja, moi bracia i  siostry. Jemy, śpimy, 
kopulujemy,  tworzymy  i  niszczymy.  Ja,  moi  bracia  i  siostry.  Przyjaźnimy  się  i  kłócimy, 
przysięgamy  i  zdradzamy.  Ja,  moi  bracia  i  siostry.  Zwyciężamy  wojny  i  giniemy  całymi 
milionami.  Ja,  moi  bracia  i  siostry.  Uczymy  się,  uczymy  się  od  was,  uczymy  się  czym 
jesteśmy  i  czym  jest  świat,  który  kiedyś  nam  zostawicie.  Ja,  moi  bracia  i  siostry. 
Nienawidzicie nas i nazywacie karaluchami. Mnie, moich braci i moje siostry. 
 
 
Motywacja 
 
 

Motywacja  jest  wszystkim.  Poddajemy  się  swej  naturze  jak  bezwolne  marionetki. 

Uśmiechamy się do naszych prywatnych klatek. 
 

background image

 

 

 
My 
 
 

Piosenka  spada  na  podłogę,  odbija  się  i  wpada  w  otwarte  okno.  Sprzedaje  się 

przechodniom. Jedni się oburzają, inni wystukują rytm. Dla każdego z nas. 
 
 
Niemoc 
 
 

Nie mogę umrzeć, mimo że boję się żyć dalej. Coś mnie zawsze powstrzymuje przed 

samobójstwem.  Narasta  we  mnie  nienawiść  i  wypala  resztę  moich  uczuć,  zajmując  ich 
miejsce.  Walczę  ze  sobą  na  granicy  szaleństwa,  jednak  nigdy  jej  nie  przekraczam,  mimo 
poddawania kolejnych kawałków osobowości. Czuję, że będę istniał nawet wtedy, gdy stracę 
wszystko. Nie mogę umrzeć. I to mnie przeraża. 
 
 
Niepokój 
 
 

Zdradził mnie nałóg, ukrywający prawdę. Oszukałem siebie sam i przegrałem. Muszę 

odnaleźć to, co mi przeznaczone, bo pogrążam się w ciepłej zupie prapoczątku. Może stworzę 
nowy świat, a może on stworzył mnie. Chcę. 
 
 
Noc 
 
 

Noc  to  taka  dziwna  pora.  Na  niebie  pojawiają  się  gwiazdy.  Wszystko  staje  się 

niepokojące i tajemnicze. Z zakamarków umysłu zaczynają wyłaniać się strach i niepewność. 
Czasami, na chwilę przed zaśnięciem, przypominamy sobie poprzednie sny. Nie raz chcemy 
do  nich  powrócić,  by  dokończyć  coś,  co  straciliśmy  przez  przebudzenie.  Zdarza  się  nam 
pomyśleć  wtedy,  że  nasze  życie  jest  snem,  a  prawdziwą  rzeczywistością  to,  co  mgliście 
pamiętamy z poprzednich nocy. Być może jesteśmy istotami żyjącymi naprzemiennie w dwu 
lub więcej światach. Materia naszego świata byłaby jedynie lokalną iluzją. Gwiazdy na niebie 
też. 
 
 
Oddech 
 
 

Oddech  rytmicznie  pompuje  świadomość.  Zawierzam  mu  swoje  istnienie.  Kochanka 

śmierci i nałożnica śmiechu. 
 
 
Odległość 
 
 

Piąta  strona  świata  jest  odległa  od  zaświatów  jak  składniki  idealnej  kobiety.  Musisz 

zmierzyć  cały  świat,  a  i  to  jeszcze  mało.  Musisz  nie  szukać.  Musisz  nie  wiedzieć  czego  ci 
brak. Ona stoi dwa kroki za tobą. 
 
 
 

background image

 

 

Ogniska 
 
 

Ogień ogrzewa. Żywioł ruchu, żywioł śmierci. Oddychanie ogniem spala szybciej, niż 

miłość, lecz pozostawia podobne zgliszcza. 
 
 
Ona i on 
 
 

Jeśli  jutro  umrę,  pokażcie  jej  cały  mój  świat.  Odkryjcie  przed  nią  to  wszystko,  co 

pozostawiłem w was po sobie. A jeśli jutro umrę, będę latał nad wami i nad nią i przepłoszę 
tego piekielnego diabła stróża, co kazał jej za karę natknąć się na mnie. 
 
 
Pamięć 
 
 

Odszedł  kiedyś  w  kierunku  wschodzącego  właśnie  słońca.  To  była  piękna  noc, 

poprzedzona  pięknym  dniem.  Nie  widziałam  go  od  tamtej  pory.  Zostawił  wtedy  po  sobie 
syna. I niezapominajki. 
 
 
Pejzaż aktywny. 
 
 

Zajmowała  sobą  cały  krajobraz.  Jej  kobiece  krągłości  stanowiły  przepiękne, 

niezdobyte  góry.  Jej  ramiona  rozkładały  się  niczym  najpiękniejsze  archipelagi,  o  których 
marzyły setki odkrywców. Spomiędzy skały jej ust, wypływał strumień krwi. Nie wytrzymała 
siły mojego sztormu. 
 
 
Pierścień 
 
 

Tydzień  temu,  podczas  prac  wykopaliskowych,  wykonywanych  na  obszarze,  przez 

który będzie przebiegać autostrada północ-południe, grupa archeologów pod kierownictwem 
prof.  Henkhe  dokonała  wspaniałego  odkrycia.  Zachowany  w  doskonałym  stanie  grób, 
pochodzący  prawdopodobnie  z  XI  w.  przed  naszą  erą,  pełen  był  przedmiotów  domowego 
użytku i biżuterii, wykonanej z metali szlachetnych. Uwagę profesora zwrócił, wykonany ze 
srebra  pierścień.  Znajdował  się  na  nim  wzór,  zbudowany  z  trzech,  przerywanych,  grubych 
linii.    Mimo  jego  prostej  budowy,  energia  życia,  którą  promieniował  była  bardzo  silna. 
Zdaniem specjalistów, odkrycie to pozwoli mocno pchnąć do przodu naukę o kształtach. W 
niedługim  czasie,  po  dokładniejszym  zbadaniu  znaleziska  i  o  ile  potwierdzą  się  wszystkie 
pozytywne  przypuszczenia,  należy  się  spodziewać  wdrożenia  nowego  wzoru  pierścieni  do 
sprzedaży  masowej.  Kolejny  raz  udowodniliśmy,  że  państwem  wiodącym  w  odkryciach 
naukowych, jest nasza Atlantyda. 
 
 
Pirat 
 
 

Żagiel wydymał się mocniej i mocniej. Po chwili niósł nas na złamanie karku szybciej 

i szybciej. Wydymał się ciężarem zrabowanego przez nas złota, gdy szliśmy na dno. W dół i 
w dół. 
 

background image

 

 

 
Planety 
 
 

Odwiedziła mnie dziś dawno nie widziana kobieta. Oddaliła się i przybliżyła do mnie 

zarazem.  Orbity  naszych  współzależności  zmieniły  się.  Już  nie  jest  moim  satelitą,  teraz  ma 
własne. Moja córka. 
 
 
Plus 
 
 

Wiem,  że  nie  powinienem  tego  robić  ponownie.  Nawet  jeśli  się  jest  jego  jedynym 

synem, drugie samobójstwo pod rząd, to przesada. 
 
 
Płytkie wynurzenie nr 2 
 
 

Świat  wystawał  poza  swoje  naturalne  jestestwo  jak  nabrzmiały  z  podniecenia  anus 

antylopy  gnu.  Choćbyś  wyginał  przydzieloną  sobie  czasoprzestrzeń,  w  każdym  możliwym 
kierunku, to dzisiejszy dzień musiał być do dupy. 
 
 
Poczucia 
 
 

Poczucie godności jest najważniejsze, zaraz po poczuciu wolności. Jeśli ich nie masz, 

to masz przynajmniej o co walczyć. 
 
 
Pojedynek ostateczny 
 
 

Najtrudniejszym  do  pokonania  przeciwnikiem  jesteśmy  dla  siebie  sami.  Sam  fakt 

podjęcia walki oznacza naszą słabość, a tym samym duże prawdopodobieństwo porażki. Nie 
podjęcie  jej,  oznacza  automatyczną  klęskę.  Jednocześnie  każda  porażka  jest  naszym 
triumfem.  Przyznacie, że może to  wywołać niepewność własnej sytuacji,  a w konsekwencji 
doprowadzić  do  zniszczenia  osobowości  lub  apatii.  Najlepiej  nie  zdawać  sobie  sprawy  jak 
często  musimy  walczyć  z  wrogiem  ostatecznym,  a  ja  wam  to  właśnie  uświadomiłem. 
Przepraszam. 
 
 
Północ 
 

Zacznijmy  już  proszę  pana,  zacznijmy  lepiej  zaraz.  Chcę  sprzedać  moją  duszę.  Gdy 

sprzedam  ją  panu,  to  jakbym  zrzucił  skórę,  pozbył  się  tego  balastu.  Ona  mnie  strasznie 
ogranicza i uwiera, bo widzi pan, przeraża mnie świadomość jej nieśmiertelności, tego że być 
może  nigdy  nie  odnajdę  wewnętrznej  harmonii,  tak  jak  nie  odnajduję  jej  teraz,  ani  chyba 
nigdy. Wolałbym mieć pewność, że gdy już umrę, to będzie ostateczny koniec i nic nie będzie 
zakłócało  mi  mojego  nieistnienia.  Tak,  już  podpisuję  tu  swoją  krwią,  kwituję  odbiór, 
umówionego wcześniej, miliona dolarów. Mam nadzieję, że nie przeszkadza panu fakt, że nie 
jest pan pierwszą osobą, której ją sprzedałem? 

 
 

background image

 

 

Potrzeba 
 
 

No i wtedy zaczęło świecić słońce, a świeciło po oczach i niewiele było widać, a ja 

nawet  to  jej  za  bardzo  najpierw  nie  widziałem,  bo  szedłem  sobie  spokojnie  po  plaży  i 
myślałem  sobie,  że  wszystko,  czego  potrzebuję,  to  dziewczyna,  taka  jak  ta,  co  w  reklamie 
była i pokazywała jak się piecze ciasto i w fartuszku była i właśnie jak sobie tak myślałem, to 
ona wyszła z morza i tak na mnie spojrzała, że nie wiedziałem, czy ona jest jakąś boginią, co 
wyszła  z  morza,  czy  człowiekiem  i  powiedziała  wtedy,  może  nawet  nie  powiedziała,  tylko 
otworzyła usta swoje i wydobyła z nich ten głos swój taki, że włosy stanęły mi dęba nawet w 
takich  miejscach,  co  myślałem,  że  tam  nie  mam  włosów  i  zacząłem  uciekać  przed  nią,  bo 
wiedziałem,  że  to  nic  dobrego  z  takiego  krzyczenia  jej  nie  będzie,  a  jak  mówiłem  już,  to 
wtedy zaczęło świecić słońce i prawie nie widziałem jak biegnę i się potknąłem i wywróciłem 
i chyba w coś głową uderzyć musiałem, bo jak się obudziłem, to była już noc, a mnie bolała 
głowa i lewy bok, bo potem zobaczyłem, że tam miałem oparzone miejsce, to pewnie od tego 
słońca, co to wzeszło jak ona zapiała jak jakiś kogut, co słońce przyzywa i nie wiem do tej 
pory kim ona była, panie doktorze i czy jeszcze ją kiedyś zobaczę i żebym się już nie bał tak 
jak kiedyś, to dobrze, że pan mnie przywiązał do tego łóżka, bo teraz to już na pewno od niej 
nie ucieknę, bo ja się, panie doktorze to po prostu boję kobiet. 
 
 
Powietrze - woda 
 
 

Oddychanie  pod  wodą  ma  sens  dopiero  wtedy,  gdy  masz  skrzela.  Oddychanie 

powietrzem – gdy masz sens. 
 
 
Problemy całego świata. 
 
 

Ona mi mówi – jest okay, bo masz dom, masz kogoś do kochania i wszystko, czego 

chcesz. Ja jej odpowiadam – wcale nie, jest coś, co dręczy mnie i co noc mi się śni, spokoju 
nie  dając  mi.  Ona  mi  mówi  wtedy  –  cóż  może  być  ważniejszego  od  tego,  co  masz,  co 
szczęście  dałoby  większości  z  nas?  A  ja  jej  odpowiadam,  mrużąc  oczy  –  choć  nie  mam  w 
życiu  nad  czym  płakać,  nie  umiem  moja  droga  latać.  Ona  wtedy  wybucha  śmiechem.  Po 
chwili śmieję się razem z nią. 
 
 
Przekaz 
 
 

Przekaz  leciał  na  nie  kodowanym.  Za  parę  godzin,  każdy  mocniejszy  radioteleskop 

będzie mógł go odebrać. Zdążą go odczytać i zrozumieć, lecz nie będą mogli już nic poradzić. 
Dowiedzą  się  wtedy  prawdy.  A  w  zasadzie  Prawdy,  tak  przez  nich  oczekiwanej  i 
wytęsknionej.  Było  mi  trochę  głupio,  że  coś  znowu  poszło  źle.  Zdjąłem  ludzkie  ciało  i 
wyszedłem  z  biura,  w  którym  pracowało.  Kierownikowi,  na  mój  widok,  puściły  zwieracze. 
Sprawdziłem wszystko jeszcze raz – „Nastąpił wyjątek krytyczny w module 004UNIVERSE. 
Za 44 dni 06 godzin 11 minut 33 sekund nastąpi zamknięcie servera.”
 Hmmm, jeszcze ponad 
miesiąc – pomyślałem – zdążę się zabawić.  
 

9 czerwca na niebie pojawił się drugi księżyc. Jego tarcza była żółta, a znajdujące się 

na niej kratery, układały się w kształt podobizny Williama G. z dorysowanymi rogami.  
 
 

background image

 

 

Przeprowadzka. 
 
 

Skończyłem pakować ostatnie pudełko. Jeszcze raz omiotłem wzrokiem miejsce, które 

przez tyle czasu było moim domem i  jednocześnie miejscem pracy. Miejsce, z którym się tak 
bardzo  zdążyłem  zżyć.  Teraz  kolejny  raz  musiałem  się  przeprowadzać.  Tu  nie  miałem  nic 
więcej do roboty. Ziemia była już tylko radioaktywną, zeszkloną pustynią, a wszystkie moje 
dzieci pozabijały się nawzajem. 
 
 
Ptaki 
 
 

Symbole miesięcy zmieniały się, aż pojawił się symbol Świętego Początku. Szkatułka 

wyemitowała z siebie krótki błysk i znowu wydawała się martwa. Kenardo stał wystraszony 
przez  chwilę,  aż  usłyszał  za  sobą  szelest  gałęzi.  Obejrzał  się,  akurat  w  chwili,  gdy  martwy 
ptak  spadł  na  ziemię.  Po  chwili  spadł  drugi  i  trzeci,  a  potem  jeszcze  kilka  nieopodal. 
Ostrożnie  podszedł  do  najbliższego  martwego  zwierzęcia  i  w  momencie,  gdy  je  podnosił, 
ostatni ptasi zewłok spadł mu na kark. 
-  Aaa!  –  przestraszony  łowca  nie  zdążył  stłumić  krzyku.  Drzewa  poniosły  jego  głos  hen 
daleko, w nienaturalnie teraz cichy las. 
 

Kenardo  chwycił  truchło  ptaka  i  pędem  ruszył  przed  siebie.  Po  kilkunastu  minutach 

szybkiego  biegu,  zwolnił  i  od  tej  pory  szedł  ostrożnie,  zacierając  uważnie  swoje  ślady. 
Zmęczenie i kilkudniowe niewyspanie dawało mu się we znaki. Tuż przed świtem dotarł do 
naturalnej  polany,  sprawdził  ją  dokładnie  i  po  upewnieniu  się,  że  tym  razem  nie  czeka  na 
niego żadna pułapka, przygotował miejsce do spania. 
 

Dopiero  teraz,  gdy  odeszła  adrenalina,  zdał  sobie  sprawę,  że  tajemnicza  szkatułka, 

zabijająca ptaki, została w miejscu, w którym ją odrzucił, gdy nagle błysnęła. Wyjął ze swego 
worka, martwego ptaka i zaczął mu się przyglądać. Zwierzę miało zeszklone, twarde oczy, a 
jego ciało było zesztywniałe. Łowca z ledwością mógł poruszyć jego skrzydłami, a przecież 
nawet mimo wycieńczenia, nie był słabym człowiekiem. To musiała być jakaś potężna magia 
– pomyślał – skoro nie tylko uśmierciła wszystkie ptaki w okolicy, ale i częściowo zmieniła je 
w kamień. Ten nie nadaje się nawet do zjedzenia – przeszło mu przez głowę i dopiero teraz 
zdał sobie sprawę jak bardzo jest głodny.  
 

Jeszcze  tylko  z  ciekawości,  rozciął  ptaka  swoim  nożem,  by  przekonać  się,  że  jego 

wnętrzności również uległy magii szkatułki-pułapki i obecnie składają się tylko z ciemnego, 
poskręcanego  ni  to  metalu,  ni  to  kamienia.  Odrzucił  zabite  zwierzę  od  siebie  i  położył  się 
spać. Po chwili wzeszło słońce. Jeden z jego promieni padł na martwe ciało nieopodal łowcy. 
Ptak  ruszył  skrzydłem,  a  jego  oczy  ponownie  nabrały  blasku  życia.  Trwało  to  jednak  tylko 
kilka sekund, po czym jego ciało rozsypało się w pył. 
 

Kenardo  obudził  się  koło  południa.  Szybko  sprawdził,  czy  nic  się  nie  zmieniło  w 

okolicy  i  przeciągnął  się.  Zapomniał  o  martwym  zwierzęciu,  myślał  teraz  o  swoim  śnie  i 
głosie,  który  usłyszał,  a  który  mógł  być  przepowiednią.  Przez  chwilę  zastanawiał  się,  co 
mogłaby  ona  znaczyć  i  jakie  były  jej  dokładne  słowa,  chyba  coś  jak  „Sprawdzić  ponownie 
obszar. Wykryto wybuch masetowy. Stan energii zero. Sonda niesprawna. Samozniszczenie”

Powinien udać się do wyroczni w Nhuc Leahroen po wyjaśnienie. To mogło być ważne dla 
całego świata, w którym przyszło mu żyć. Świata, który nie był już tak prosty jak kiedyś. 
 
 
 
 
 

background image

 

 

Rakieta 
 
 

Armada  zawracała.  Wartowniczy  krążownik  “Hardy  Raróg”  niezmordowanie  parł 

wprost  ku  krawędzi  nierozpoznanego  obszaru.  Porucznik  Darian  Krnąbrny,  twardo 
rozkazywał  zaokrętowanej  armii  cyborgów.  Co  rusz,  któraś  z  armat,  wyrywała  z  czarnego 
gardła  okropny  mruk,  rozpruwający  burty  nieprzebranych  wraków.  Krwawa  masakra 
sprawiała,  że  wyprawa  odbierała  resztki  pragnień.  Zabierała  resztki  wartości.  Krążyła 
adrenalina, wzbierała agresja. Wzrastało pragnienie powrotu do normalności. 
 
 
Rekin 
 
 

Rekin  był  młody  i  pazerny.  Miał  ochotę  połknąć  cały  świat.  I  mógł  to  zrobić.  Na 

szczęście dla nas, był wymyślony. 
 
 
Rowerek 
 
 

Kiedy  byłem  mały,  miałem  rowerek  na  trzech  kółkach.  Mimo,  że  nie  potrafiłem 

jeszcze  dobrze  mówić,  to  zawsze  uważałem  to  za  zbyt  duże  ułatwienie,  które  przekręcało 
rzeczywistość  na  lewą  stronę.  Trzecie  kółko  psuło  moją  wizję  istoty  rowerka,  było 
psychicznym balastem, sprawiającym, że wbrew woli i naciskom ojca, nie potrafiłem nauczyć 
się na nim jeździć. Teraz, gdy jestem w okrągłym pomieszczeniu, całym obitym grubą gąbką, 
rozumiem, czemu ten rowerek był taki istotny. Stanowił pomost pomiędzy dwoma światami, 
tym prawdziwym i tym, którego nie widzi nikt, oprócz mnie. 
 
 
San Mirre  
 
 

Bosaki głośno szczęknęły o burty. Smagli mężczyźni, kilkoma ruchami swych silnych 

ramion, przyciągnęli oba statki do siebie. Jedynie trzech marynarzy przeciwnika trzymało się 
jeszcze  jako  tako  na  nogach.  Zebrali  się  teraz  wokół  masztu,  odwróceni  plecami  do  siebie, 
gotowi drogo sprzedać swoje życie. Pierwszy przeszedłem po zaimprowizowanym trapie na 
wrogi okręt, wyciągnąłem zza pasa swój krótki miecz i rzuciłem się do walki. Na mój widok, 
obrońców  opuściła  odwaga,  bo  rzucili  swój  oręż  i  skoczyli  do  wody.  Odprowadziłem  ich 
swoim śmiechem. Pozwoliłem swoim ludziom sprawdzić pomieszczenia i ładownie, po czym 
wszedłem  do  kajuty  kapitańskiej.  Ze  stołu  zabrałem  trzy,  dobrze  przycięte,  gęsie  pióra  i 
prawie cały kałamarz inkaustu. Będę mógł  znowu pisać wiersze dla mojej  ukochanej  z San 
Mirre. 
 
 
Skarb 
 

Dwadzieścia siedem tysięcy lat temu, wielki wojownik ze szczepu Antrgh, wszedł na 

skałę,  pod  którą  rozpościerał  się  widok  na  spienione  morze.  Jego  serce  mówiło  mu,  żeby 
założył w tym miejscu osadę. Tak też się stało. Dwadzieścia siedem tysięcy lat później, nie 
pozostał po niej nawet najmniejszy ślad. Poza faktem, że ja wiem, że tam była. Teraz wiesz  
i ty. 

 

background image

 

 

Srebrna ostryga 
 
 

Niebieskie  firanki  delikatnie  trzepotały,  co  pewien  czas  ukazując  ukryty  w  mroku 

czereśniowy  sad.  Podeszła  do  okna  i  dłuższą  chwilę  pozwalała  delikatnemu  wietrzykowi, 
wiejącemu od strony jeziora, pieścić swą zarumienioną twarz. Gdyby o tej porze ktoś zrywał 
czereśnie z wyższych gałęzi, mógłby zobaczyć ją, piękną niczym starożytny posąg, lecz nie 
mającą w sobie nic z jego kamiennego zimna. Jej nieco rozczochrane teraz, ciemnobrązowe 
włosy, opadały na biały jak kość słoniowa dekolt. Pod białą, jedwabną koszulką, rytmicznie 
unosiły  się  i  opadały  kształtne  piersi.  Chłód  nocnego  powietrza  spowodował,  że  jej  sutki 
stwardniały i wyraźnie załamywały krawędzie delikatnego materiału. Objęła się ramionami i 
odwróciła głowę do wnętrza pokoju. Jedyna mała lampka, oświetlała szafkę nocną, na której 
stał  wazon,  pełen  czerwonych  tulipanów  i  łóżko  z  pomiętą  pościelą,  na  którym  siedział  jej 
kochanek.  Z  jej  oczu  biła  radość  i  spokój,  podobny  spokojowi  wilczycy,  witającej 
wracającego z polowania partnera. 
 

Obserwował  jej  piękne  ciało,  a  gdy  się  odwróciła,  zgasił  palonego  papierosa  w 

srebrnej popielniczce, podobnej do dużej ostrygi. Wstał i bez cienia wstydu podszedł do niej 
nagi, prezentując swe silne, opalone ciało. Przywarł do niej od tyłu, zanurzył twarz w brązie 
jej  włosów  i  delikatnie  objął  w  talii.  Przeciągając  się  leniwie  jak  kotka,  odwróciła  się 
ponownie  w  kierunku  księżyca  i  z  narastającą  namiętnością  zaczęła  przyjmować  jego 
pieszczoty.  Jej  oddech  stał  się  krótszy  i  po  chwili,  gdy  nie  mogła  wytrzymać  już  dłużej, 
odwróciła się do niego i zaczęła scałowywać z jego ust słodkawy smak nikotyny. Podciągnęła 
się na rękach i usiadła na krawędzi parapetu, wpuszczając go pomiędzy biel swych ud. Cicho 
jęknęła,  gdy  w  nią  wszedł  i  oplotła  go  łapczywie  swymi  nogami,  przyciskając  jego  gorące 
ciało do swojego. Jej wygłodniałe dłonie błądziły po jego muskularnych pośladkach, podczas 
gdy on podtrzymywał jej plecy i szeptał do ucha miłosne wyznania, przerywając je czasami 
głębokimi  oddechami.  W  chwili,  gdy  wczepiła  się  mocno  paznokciami  w  jego  plecy, 
przyśpieszył  i  wzmocnił  ruchy.  Ona  nie  powstrzymywała  już  swoich  jęków  i  w  momencie, 
gdy doszła do szczytu rozkoszy, wyprężyła się mocno do tyłu, a z jej ust wydobył się głośny 
dźwięk, będący ni to krzykiem, ni to łkaniem.  

Gdzieś z oddali, odpowiedział jej swoim wyciem, dziki wilk. 

 
 
Światy 
 
 

Stuk stuk sześć drobnych nóżek po szkle. Drobina cukru, ruch czułek. Stuk stuk sześć 

drobnych  nóżek  po  szkle.  Dookoła.  Stuk  stuk  jedna  szklana  kulka  o  drugą.  Stuk  stuk  cały 
świat. Stuk stuk jedna mrówka w szklanej kulce do drugiej. Stuk stuk trzecia szklana kulka w 
dwie. Stuk stuk, rozpadł się świat. Zostało słodkie zjawisko wspomnień. 
 
 
Sytuacja 
 
 

Ta  cała  sytuacja.  Było  nas  dwoje.  Oddzielnych  i  wspólnych  zarazem.  Bez 

porównywania się do jabłek czy pomarańcz. Dwoje zupełnie obcych ludzi. Jeden cel. Słodki 
grzech. 
 
 
 
 

background image

 

 

Szczęściak 
 
 

Obudził  mnie  jakiś  niemiły  zapach.  Leniwie  odwróciłem  się  na  plecy  i  otworzyłem 

oczy.  Nade  mną  stał  rozebrany  do  połowy,  napakowany  osiłek  z  wytatuowanym  na  torsie 
napisem  „Jestem  twoją  Walentynką”.  Ciężko  westchnąłem.  Przecież  nie  o  coś  takiego 
modliłem się poprzedniego wieczora. 
 
 
Szkoła 
 
 

Siedemnaście lat nauki.  Nauczyłem  się żyć i  kochać. Wiem, co jest ważne, a co nie 

znaczy nic. Teraz, gdy jestem  sam,  nie ma to żadnego znaczenia. Na moje natrętne pytania 
odpowiedziała tylko żyletka. 
 
 
Tequilla o szóstej rano 
 
 

Smakowała  trochę  cierpko,  tak  jak  niewyspana  noc,  ale  była  najlepszą  rzeczą,  która 

mogła nam się przytrafić, w tym świecie, pełnym niewypowiedzianych myśli. 
 
 
Teraz musisz wybrać 
 
- Niebieski, czy czerwony? – zapytała, z lekka już zniecierpliwiona, sprzedawczyni. 
-  Jeszcze  się  nie  zdecydowałem,  -  odparłem  po  chwili  zastanowienia  -  a  może  pani  mi 
przedstawić jeszcze raz opis obu modeli? 
-  Oczywiście.  Otóż,  mówiąc  w  skrócie,  model  niebieski  oferuje  życie  pełne  przyjemności 
intelektualnych i duchowych, a czerwony w większości opiera się na doznaniach fizycznych. 
- Hmmm, a który z nich oferuje prawdziwe szczęście? 
-  Tu  sprawa  jest  nieco  skomplikowana.  Otóż  taki  model  życia  nie  istnieje.  Jedyną 
możliwością byłaby  całkowita rezygnacja z naszej  oferty,  ale teraz jest już za późno. Teraz 
musi pan coś wybrać. 
- W takim razie zdaję się na to, co pani mi poleca. 
-  Tak,  oto  piękny  model  błękitno-morski,  w  sam  raz  dla  kogoś  takiego  jak  pan.  Proszę 
spojrzeć jak dobrze pasuje.  

Gdy tylko  go przymierzyłem,  dodała jeszcze  –  Takich mamy najwięcej,  nikt ich nie 

chce brać. Było już za późno na zmianę decyzji. I oto jestem. Mam na imię Andrzej... 

 
 

To mi się nie zdarza 
 
 

Moje  życie  jest  grą.  Historią,  opowiadaną  przez  bardów.  Codziennie  znajduję 

rozwiązania wszystkich, pojawiających się wokół mnie problemów. Zawsze dokładnie wiem, 
kiedy i  co powiedzieć. Dziś zdobędę rękę przepięknej  i  mądrej Julliet, córki  króla Północy. 
Jestem  niezwyciężony  i  prawie  nieśmiertelny.  Nigdy  nie  tracę  pogody  ducha  i  nadziei.  W 
nocy marzę, by cofnąć czas i stać się tym, kim byłem. Człowiekiem, któremu takie rzeczy się 
nie zdarzają. 
 
 
 

background image

 

 

Urodziny 
 
 

Trzy minuty przed przybyciem gości, przeszedł mnie dreszcz. Na stole stało piwo w 

glinianych  dzbanach  i  różne  gatunki  sera,  pokrojonego  w  kostki.  Za  chwilę  rozlegnie  się 
pukanie do drzwi i wejdą moi przyjaciele. Nie wszyscy. To jedyny powód do smutku w tym 
dniu. Dreszcz przeszył mnie ponownie. Może jednak wszyscy już tu są? 
 
 
Walka 
 
 

Chciałbym  wyjaśnić  tę  sytuację,  dotyczącą  mojego  zbawienia.  Widzę  przed  sobą 

niebezpieczeństwo,  wszyscy  powiedzieliby  w  takiej  sytuacji,  że  już  jestem  trupem. 
Wezwałem przeto, swoją determinacją siły, które potrafią zmienić moje przeznaczenie i mnie 
uwolnić. I znając stan rzeczy i prawa nim rządzące zarówno podczas kreacji jak i zniszczenia 
będę się targował o dostąpienie zaszczytu zasiadania na szczycie i z pełną siłą odtrącę próby 
pochłonięcia mnie przez mrok. Bom świadom swej siły, wolności i woli. Bom pierwszym i 
ostatnim  zarazem.  Bom  nadzieją  i  zatraceniem,  chwałą  i  przekleństwem.  Ma  ręka  dawała 
życie i śmierć, zarówno ból jak i rozkosz. Me ciało znało wiele form i wieloma się brzydziło. 
Doznało  uczuć  i  pustki,  radości  i  łez,  bo  płakać  jak  ludzkie  umiało.  Lecz  teraz  w  godzinie 
próby, gdy wiem, oddaję się pod osąd i obrońcą swym się czynię. Oddechem mym zmrożę 
piekło,  wzrokiem  spopielę  raj,  pazurem  przerwę  nici  życia,  męskością  swą  powołam  nowe 
światy i dam im wszystko, czego chcą. Pochylam swą głowę w pokorze przed wami i czekam, 
tak czekam. 

od środka do kresu 
przez otchłań i sny 
zmazuję marzenia 
czym być ci się cni 
i wyrok wydaję 
na ciebie... istoto 
nic, o co prosisz 
nie będzie ci dane 

Któreż  to  miejsce  mi  wyznaczacie?  To  dobre,  czy  złe,  otwartość,  czy  ciemność?  O, 

nie!  Już  widzę  ten  cień  w  waszych  oczach,  nie  róbcie  mi  tego,  nie  skazujcie  mnie  na 
najgorsze, co być może!  
 

A więc mam dalej żyć... 

 
 
Westchnienia 
 
 

Plakat na ścianie. Na nim cień człowieka. Wdeptanego w ścianę czerwieni i brązów. 

Leciwy  oddech  niewrażliwej,  czekoladkowej  powierzchni  kratki  ściekowej.  Uśmiech  losu. 
Włosy zalotnie okrywające kwadrat okna. Kwadrat okna. Wirujący płomień dwojga wariacji. 
Bateria łez. Oddajcie mi sen. O. Sen o. 
 
 
Wróbel 
 

Szary ptak spadł z nieba. Jego serce przestało bić jeszcze wysoko w górze. Ptaki 

podobno umierają w locie. Bliżej nieba niż my. Zrobię sobie szczudła. 
  

background image

 

 

Wspomnienie o R. 
   

Człowiek usiadł przed swoim domem i zakurzył fajkę. Przymrużył swoje stare oczy i 

wsłuchał się w ciszę wczesnego popołudnia. U jego nóg położył się duży, siwy, kudłaty pies. 
Człowiek wyjął z kieszeni osobistego biompa i jeszcze raz odtworzył sobie stare, 
dwuwymiarowe zdjęcia, na których byli uwiecznieni jego przyjaciele z lat młodości. To 
właśnie dzięki nim, dzięki ich radom i obecności, udało mu się przetrwać trudne dni i zaznać 
w życiu trochę szczęścia. Wiedział, że dla nich też coś znaczył. Niedługo znowu się z nimi 
spotka.  

Obejrzał  po  raz  tysięczny,  znane  mu  już  na  pamięć  obrazy  i  energicznie  wstał,  by 

pobiegać  ze  swoim  psem.  Po  obiedzie  przecież  będzie  musiał  przygotować  listę  gości,  na 
swoje trzysta trzydzieste urodziny. 
 
 
Wyzwanie. 

 

 

Wyczepiłem się zaraz po zbombardowaniu reklamą CiMech C., w sam raz by zdążyć 

na  doskonałe  pałeczki  Natturli  o  smaku  zachodzącego  sklepienia  kaplicy  Sysktyńskiej. 
Dwadzieścia smutnych kresek zaraz zamieniło się w maskaradę udającą tego uśmiechniętego 
Mikołaja, od wygasłego wulkanu Nasamuto Kuato. Depilatory z niezwykłą gracją zdradziły 
mnie  z  najlepszym  syntetycznym  zwojem,  który  czekał  na  wyrok  w  sprawie  McDouglas 
kontra  Sentenence  XIV  na  poziomie  uprawnień  do  eksploatacji  praw  do  koloru  udającego 
syntetyczne  kwiaty  Ms  Diverse.  Obróciłem  się  na  swoim,  zdemoralizowanym  ciągłym 
kontaktem  z  dolnymi  partiami  mego  ciała  siedzidle,  wmaskowanym  w  zewnętrzną  ścianę, 
pokrytą  pożywnymi  światłowcami  systemu  L&L  Co.,  odruchowo  głaszcząc  psota,  leniwie 
opalającego  się  w  amplustrze,  na  które  wymieniłem  się  kiedyś  z  dworcami  końcowymi 
kolejki naziemnej St. Louis - St. Louis Jr.. Zmieniłem jednorazowe wkłady nosowe z nowym 
dotleniaczem  BrIeXtra,  stare  rzucając  na  dywochłon  i  obserwując  chwilę  jak  zamienia  je  w 
proste składniki odżywcze dla mego biompa. Wszedłem w ścianobiór i czekając, aż pokryje 
mnie najmodniejszym triflexem, wymieniłem swoje paznokcie na staromodny typ VamNailZ 
z prostymi czujnikami biopola. Może był to anachronizm, ale zawsze wolałem wiedzieć, czy 
ściskam ludzką dłoń. Zrezygnowałem z zalewania triflexem oczu i założyłem chromokulary 
Straight2H mimetujące ruchy gałek ocznych mijanych osób. Wylewając się ze ścianobioru na 
zewnątrz,  przejrzałem  najnowsze  wersje  doceniaczy  estetycznych  Samco&Son  i  wybrałem 
bieżący  transfer  modelu  YouR14Me  na  środkowy  triflex,  jednocześnie  na  zewnętrzny 
nakładając  średniozmienną  wersję  MłodyGniewnyLepiejNiePodskakuj  i  dowieszony  średni 
wibromiecz  NasakiTech,  doprawiając  ostrze  nie  wytartą  kroplą  OxyFerru.  Już  wjeżdżając 
symschodami  do  poziomu  subulicy,  wpiąłem  w  swe  eWłosy  drabinkę  izraelskiego  fichipa.  
Wtajemniczonym  moja  ranga  mówiła,  że  jeśli  nie  ma  się  Naprawdę  Ważnego  Powodu,  to 
lepiej udawać, że się mnie nie widziało i skasować swoje cyboczy. Niewtajemniczonymi już 
od dawna nie musiałem się przejmować. Jestem Magiem Koordynatorem dwudziestej drugiej 
edycji symnetu i byle trafoboy mi nie podskoczy. Odruchowo wrzuciłem analizę hormonów, 
skojarzoną z tą podnoszącą samoocenę myślą do kieszeni syntetyzera Championi200, tak by 
zdążył  przygotować  replikę  chemiczną  na  chwilę,  kiedy  będzie  mi  naprawdę  potrzebna.  To 
nie była już zabawa w wojny korpo w symnecie. Szedłem na prawdziwą randkę. 

 

 

 

background image

 

 

 

Odsunąłem  się  dalej  od  biurka  i  rozsiadłem  wygodnie  w  fotelu.  Jeszcze  tylko  pół 

godziny pracy i będę mógł stąd wyjść i zapomnieć o nie swoich problemach, którymi byłem 
zmuszony  się  tu  otaczać.  Zerknąłem  na  ostatnią  sprawę,  którą  postanowiłem  się  dziś  zająć. 
Tak, banalna jak prawie wszystkie inne, trzeba w kimś przywrócić wiarę i podrzucić mu jakiś 
cel życia. Kim on jest? Informatyk, do tego w swoim mniemaniu poeta, lubi niebieski kolor, 
szybkie samochody i blondynki. Z tym ostatnim jak zwykle będzie największy problem. Nie 
lubiłem za bardzo zmieniać płci. Czemu do jasnej cholery nikt im nie wytłumaczył, że muzy 
są rodzaju męskiego? 
 
 
Żal trzeci 
 
 

Po wodzie rozeszły się kręgi. Utopiłem swój żal. Zostały mi tylko kręgi pod oczami. 

 
 
Zamach na istnienie 
 
 

Nasyciłem  swoje  życie  obecnością  tej  jedynej.  Ona  istnieje,  bym  istnieć  mógł  ja.  I 

mimo, że czasem moje myśli przypominają refren disco polo, nie jest źle. Ona jedna, jedyna, 
zawsze  inna.  Często  zmienia  swój  wygląd  i  znaczenie,  na  nowo  ukazuje  mi  stary  świat. 
Paranoja. 
 
 
Zapach. 
 
 

Perfumy były pięknie zapakowane w zielone pudełko, obwiązane turkusową wstążką. 

Wydałem  na  nie  prawie  połowę  pensji  naczelnika  oddziału  fabryki  cewek  skupiających  do 
holowizorów. Powinna się ucieszyć, albo może i nawet uśmiechnąć do mnie. No chyba, że się 
na tym nie zna i nie wie ile kosztują oryginalne zapachy, pobrane z ciał kobiet sprzed wojny. 
 
 
Zapalniczka 
 
 

Pstryk. U góry zapalniczki pojawił się płomyk. Po chwili ogarnął sukienkę i bluzkę. 

Te rzeczy nie będą mi więcej potrzebne. Nazywam się Marek, nie Marzena. 
 
 
Zaschnięte gardło 
 

Tak,  ten  w  samotnie  siedzący  w  rogu  ciemnego  pokoju  to  ja.  Siedzę  na  prostym 

drewnianym krześle i unikam wzroku bawiących się nieopodal ludzi. Zdaję sobie sprawę, że 
oni  przyszli tu,  by spędzić swój  kawałek czasu  w oddaleniu od codziennych spraw. Część z 
nich  tańczy  w  parach  na  parkiecie,  to  są  ci  szczęśliwcy,  którym  udało  się  odnaleźć 
najważniejsze fragmenty układanki. Zazdroszczę im tego, zazdroszczę nawet tym, którzy za 
chwile rozsypią mozolnie układane przez siebie puzzle wśród setek innych, tylko po to, by ich 
nigdy  nie  ułożyć  ponownie.  Szkoda,  że  nie  potrafiłem  tego  docenić,  zanim  zniszczyłem 
swoje.  Takimi  właśnie  prawami  rządzi  się  zabawa.  Później  jest  już  tylko  wyciszone, 
wyciemnione miejsce w rogu, spierzchnięte wargi i sztuczny katar. 

 

 

background image

 

 

Zawartość 
 
 

Komputer  przekazuje  myśli  i  uczucia  drugiego  człowieka.  Nie  umiem  ich  już 

odróżnić,  wszystkie  są  takie  plastikowe.  Miłość  została  zastąpiona  słodkawym  smakiem 
słodzika do herbaty. 
 
 
Zew 
 
 

Dwadzieścia osiem powodów, by żyć. Dwadzieścia dwa powody, by kochać. Osiem 

powodów, by umrzeć. Powód zawsze się znajdzie. Nie usprawiedliwiajmy się. Piekło już nas 
wzywa. Od dnia naszych narodzin. Każda droga jest dobra. 
 
 
Żagiel 
 
 

Ona  jest  moim  sterem.  Wytycza  mój  cel  i  sens.  Odprowadza  mnie  moimi  oczami, 

oglądającymi  jej  usta.  Śmiejące  się  do  mnie.  Jak  żagiel  na  bezkresnym  oceanie  pożądania 
drżenia jej dłoni. Oddech wyznacza kurs. Raz do dołu, raz do góry, aż do zakręcenia myśli. 
Myśli o niej. 
 
 
Żagle 
 
 

Przeszła obok. Jak huragan. Odetchnąłem. Nie  dla mnie tyle jej naraz. Mimo  moich 

długich włosów. 
 
 
 

 

 

Tekst udostępniony na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa – użycie niekomercyjne – Bez utworów zależnych. 3.0 Polska