UCZUCIA POWRACAJĄ
Diana Blayne
Rozdział pierwszy
Od samego rana wszystko układało się źle. Dwa najlepsze szkice Keeny Whitman zostały
zniszczone, kiedy Faye rozlała na nie kawę. Musiała robić wszystko od nowa, a jej klienci bardzo
niecierpliwili się, Ŝe muszą czekać. Spóźniła się na umówiony ze znajomymi lunch, a jakby tego
było mało, dowiedziała się, Ŝe wykroje bluzek, nad którymi pracowała cały zeszły tydzień, muszą
zostać niezwłocznie poprawione.
Kiedy wieczorem znalazła się w swoim mieszkaniu na Manhattanie, była zupełnie wykończona.
Zrzuciła z nóg pantofle na wysokich obcasach, wyciągnęła się na przykrytym niebieską, aksamitną
narzutą tapczanie i westchnęła cięŜko. Ile to juŜ czasu minęło od chwili, kiedy zaczęła pracę w
tym wielkim Domu Mody? Zaczynała od zera, a teraz miała własny dom i była jedną z najlepszych
projektantek w kraju. Mimo to, nie czuła się w pełni szczęśliwa. Czegoś w jej Ŝyciu brakowało.
Czegoś, co pobudzałoby ją do działania. Keena nie miała nawet pojęcia, co to moŜe być.
Prawdopodobnie paskudna zimowa pogoda była powodem tej chandry. Z upragnieniem czekała na
wiosnę, na ciepłe promienie słońca i delikatny powiew wiatru. O takiej porze roku zawsze czuła się
duŜo lepiej.
LeŜała na plecach i wpatrywała się w sufit. Była szczupłą, zgrabną kobietą, o krótkich ciemnych
włosach i oczach tak zielonych jak wiosenna trawa. Miała brzoskwiniową cerę i idealnie wykrojone usta.
Pomimo swoich dwudziestu siedmiu lat, wyglądała bardzo dziewczęco. Na pierwszy rzut oka, nikt nie
powiedziałby, Ŝe ma ogromne doświadczenie Ŝyciowe. A przecieŜ Nicholas stwierdził, Ŝe je ma.
Nicholas. Zamknęła oczy i uśmiechnęła się. De czasu juŜ upłynęło od chwili, kiedy Nicholas Coleman
zaproponował jej pracę asystentki w swoim Domu Mody? Minęło sześć lat Spotkała go zaraz po
ukończeniu szkoły. Tak bardzo bała się wtedy potęŜnego męŜczyzny o nazwisku Coleman, którego biuro
mieściło się w jednym z drapaczy chmur w Atlancie.
Tydzień czasu przygotowywała się na spotkanie z tym człowiekiem. Straciła wtedy mnóstwo nerwów.
Wiedziała, Ŝe Coleman szuka nowych talentów, a ona przecieŜ jeszcze nic sobą nie reprezentowała.
Do tej pory pamięta, jak bardzo obawiała się tego męŜczyzny o powaŜnej twarzy, który zdawał się nigdy nie
uśmiechać.
- PokaŜ, co potrafisz, kochanie - odezwał się cynicznie.- I nie bój się, nie będę bił.
DrŜącymi rękami rozłoŜyła swoje rysunki na politurowanym blacie biurka i ze ściśniętym gardłem
czekała na jego reakcję. Jednak ani jego twarz, ani brązowe, głęboko osadzone oczy nie wyraŜały Ŝadnych
uczuć. Pokiwał głową i to było wszystko. Potem okręcił się na obrotowym krześle i spojrzał na nią.
-Praktyka?
- Tylko tyle, co w szkole. Mój ojciec jest krawcem i często pomagałam mu, gdy przyjeŜdŜałam na ferie do
domu...
- Gdzie jest ten dom? - przerwał jej.
-W Ashton.
Skinął głową i poprosił, by kontynuowała, wydawał się jednak nie przejawiać Ŝadnego zainteresowania
tym, co mówi.
-
Od niego teŜ się wiele nauczyłam - wymamrotała. - A projektowanie ubrań zawsze było moją
największą pasją. Och, panie Coleman, wiem, Ŝe potrafię to robić. Proszę tylko dać mi szansę. Wiem, Ŝe
potrafię. - W te słowa włoŜyła całe swoje serce i młodzieńczy entuzjazm. - Wiem, Ŝe trzeba ogromnego
doświadczenia do tego rodzaju pracy, ale jeśli da pan mi szansę, obiecuję, Ŝe pana nie zawiodę.
Zaprojektuję ciuchy, jakich pan jeszcze nie widział. Będę pracować w weekendy, nie chcę Ŝadnych
wakacji, ja....
-
Miesiąc - wpadł jej w słowo. - Tyle czasu dostanie pani, by udowodnić, co jest warta.
Potem zaproponował pensję, poŜegnał ją skinieniem głowy i zajął się starannie poukładanymi na biurku
papierami. Był Ŝonaty, ale po kilku dniach pracy Keeny, jego Ŝona zmarła na atak serca. Byli
małŜeństwem przez dziesięć lat. Wszyscy bezustannie o tym rozmawiali, ale dziewczyna nie zwracała
uwagi na plotki. Mówiono, Ŝe Coleman zdradzał Ŝonę i dlatego zachorowała. Keena nie chciała wierzyć,
Ŝ
e zdrada małŜeńska mogłaby być przyczyną ataku serca i ostro odpowiedziała jednej z kobiet, Ŝe pan
Coleman z pewnością do tego typu męŜczyzn nie naleŜy. Miała wraŜenie, Ŝe ten człowiek ma dobre serce.
Zresztą, nie trzymałby na biurku zdjęcia Ŝony, gdyby jej nie kochał.
Nie wiadomo, w jaki sposób ta niewinna rozmowa dotarła do niego. Tydzień później odszukał ją w
kantynie podczas przerwy na lunch i poprosił o wyjaśnienia.
- W
takich
sytuacjach
zawsze
powstają
plotki
-
powie
działa, trzymając w ręku plastikowy kubek z kawą.
Uśmiechnął się, słysząc jej słowa, a Keena pomyślała, Ŝe to pierwszy uśmiech po śmierci Ŝony.
Pani Coleman była prawdziwą pięknością. Miała długie blond włosy i filigranową sylwetkę. Była
zupełnym przeciwieństwem potęŜnego, ciemnowłosego męŜczyzny, jakim był jej mąŜ. Widać, Ŝe bardzo
cierpiał po jej śmierci. Jego temperament powoli stawał się legendą. Więcej czasu spędzał w fabryce, niŜ w
biurze, często odwiedzał konkurencyjne firmy. Jasne było, Ŝe szwankuje mu zdrowie, a organizm
domaga się odpoczynku. Włosy zaczęły srebrzyć się na skroniach, a pod oczami pokazały się ciemne
cienie. Za to interes kwitł coraz piękniej. Ktoś powiedział, Ŝe pan Coleman juŜ od dawna jest bilionerem.
Inny dodał, Ŝe ma zamiar stworzyć największe w Ameryce imperium i chce przejąć inne firmy. Tylko
Keena zdawała się dostrzegać, jak bardzo samotny jest ów niezmordowany biznesmen. Pozostali
pracownicy mogli myśleć, Ŝe ich szef ma stalowe zdrowie i nerwy, ale ona była pewna, Ŝe tak nie jest.
Czasami spotykała go w windzie czy w kafeterii, a pewnego razu podszedł do jej stolika w kantynie.
Trzymając w ręku kubek kawy, dosiadł się do stolika, przy którym siedziała z koleŜanką, tak jakby
codziennie spotykał się z nimi w tym miejscu.
- Jak idzie panno Przyszła Sławna Projektantko? - zapytał, przesyłając Keenie rozbawione spojrzenie.
Keena roześmiała się i stwierdziła, Ŝe redaktorzy z „Women's Wear Lady" zabijają się, by zrobić z nią
wywiad. Dziwiła się bardzo, Ŝe o tym nie słyszał.
Margaret szybko dopiła kawę, przeprosiła ich i odeszła.
-
Czy powiedziałem coś, czego nie powinienem? ~ zapytał Nicholas, spoglądając za wychodzącą młodą
kobietą.
-
Tak to juŜ jest, Ŝe pracownicy są skrępowani w towarzystwie przełoŜonych - wyjaśniła sucho.
-
Ale pani tak się nie czuje.
- Nie - zgodziła się - ale ja zawsze byłam inna niŜ wszyscy.
Zachichotał i upił łyk kawy.
-
A propos', pani wzory zostały zatwierdzone. Ponoć są zupełnie wyjątkowe.
-
Ś
wietnie. Zaakceptowali je pomimo wysokiej ceny. Mam nadzieję zarabiać na tym dziesięć tysięcy
dolarów rocznie. Proszę pamiętać, Ŝe jeszcze nie pokazałam, co potrafię.
-Tupeciara.
-Taka juŜ jestem.
Potrząsnął głową z udaną desperacją.
- Jest pani niepoprawna.
Przyjrzała się siedzącemu naprzeciwko męŜczyźnie. Wyglądał jak prawdziwy biznesmen.
Miał na sobie elegancki szary garnitur, który opinał jego szerokie barki. Niemal natychmiast spuściła
wzrok.
Od tej pory kilkakrotnie zapraszał ją na kawę albo kolację. Zawsze spędzali czas miło gawędząc.
Pewnego razu zapytała go, czy ma jeszcze jakąś rodzinę. Odpowiedział, Ŝe niechętnie rozmawia na ten
temat.
-
To ciągle boli, prawda? - odezwała się cicho. Spojrzał na nią, a jego twarz stęŜała.
-
Przepraszam, ale nie rozumiem. OdwaŜnie zajrzała mu w oczy.
-
Tęskni pan za nią.
Miała wraŜenie, Ŝe czyta w jej myślach, ale po chwili zauwaŜyła, Ŝe opuszcza go napięcie.
- Tęsknię
za
nią
jak
diabli
-
przyznał,
uśmiechając
się
nieśmiało. - Była najwspanialszą kobietą, jaką kiedykolwiek znałem, i to pod kaŜdym względem.
Kochająca, uczciwa i nieśmiała. - Westchnął cięŜko, a jego twarz za chmurzyła się. - Czasami kobieta
potrafi jednym słowem doprowadzić męŜczyznę do szału. Ale Misty samym spojrzeniem sprawiała, Ŝe
czułem się męŜczyzną w kaŜdym calu. Pobraliśmy się, poniewaŜ trzeba było utrzymać rodzinny interes.
Dopiero potem desperacko pokochaliśmy się nawzajem. - Spojrzał na Keenę. - Tak, bardzo za nią
tęsknię. Uśmiechnęła się do niego.
-
Ale był pan szczęśliwy. Popatrzył na nią z ukosa.
-
Szczęśliwy?
- Są ludzie, którzy przechodzą przez Ŝycie w ogóle nie zaznając miłości. Kochać i być kochanym... to
musi być wspaniałe uczucie - zakończyła nieśmiało. - A pan doznawał tego przez dziesięć lat
Zajrzał jej głęboko w oczy, ale zaraz odwrócił wzrok.
-
Nigdy nie myślałem o tym w ten sposób.
-
A powinien pan. - Jej głos był łagodny i cichy. MęŜczyzna rozmyślał o tym, co przed chwilą usłyszał,
a ona zręcznie zmieniła temat opowiadając o zmianach, których dokonała we wzorach wykrojów.
Myślała, Ŝe to smutne, iŜ on i Misty nie mieli dzieci. Nie czułby się teraz taki samotny. Wiedziała, Ŝe jej
towarzystwo jest dla niego pewnego rodzaju pociechą. Mieli podobne zdania na wiele tematów. Niewiele
róŜnili się teŜ zainteresowaniami. Lubili rozmawiać o balecie, teatrze, muzyce klasycznej i sztuce. Był dla
niej zarówno mentorem, jak i przyjacielem, opiekunem i doradcą. Nicholas nigdy jej niczego nie narzucał,
ale zawsze chętnie słuŜył swoim doświadczeniem. Badawczo przyglądał się kaŜdemu z jej adoratorów i
zawsze, bez względu na to, czy sobie tego Ŝyczyła czy nie, wypowiadał swoje zdanie na ich temat. JeŜeli
zmuszona była pracować do późna, odwoził ją do domu.
Kiedy doszedł do wniosku, Ŝe jest juŜ dostatecznie przygotowana, znalazł jej posadę w najlepszym
Domu Mody w Nowym Jorku. Dodawał jej odwagi, udzielał poparcia; kiedy trzeba było, beształ i straszył,
dopóki nie wspięła się na szczyt. Było to bardzo duŜe osiągnięcie, zwłaszcza dla córki ubogiego krawca z
Ashton w stanie Georgia. Keena nie chciała pamiętać o swoim dzieciństwie. Tak naprawdę, Nicholas był
jedyną osobą, z którą rozmawiała na ten temat. Chyba dlatego, Ŝe jest zupełnie wyjątkowy. Był jej
jedynym przyjacielem od czasu, kiedy opuściła Ashton. Niedługo potem, jak zamieszkała w Nowym Jorku,
Nicholas wynajął tam apartament. Keena z ulgą przyjęła tę wiadomość.
Rozdział drugi
Zadzwonił telefon, ale kobieta była tak bardzo zatopiona w swoich myślach, Ŝe niemal go nie słyszała.
Zatrudniała Mandy, która zwykle odbierała telefony, parzyła kawę i gotowała posiłki. Dzisiaj miała wolny
dzień i Keena dopiero po piątym sygnale uświadomiła sobie, Ŝe sama musi podnieść słuchawkę.
-
Hallo? - wymamrotała ziewając.
-
Ty teŜ masz dzisiaj zły dzień? - doszedł ją głęboki, rozbawiony głos. - WłóŜ na siebie coś ładnego, bo
zabieram cię na obiad do „The Palace".
OŜywiła się.
-
Och, Nicholas, nie byliśmy w tej knajpie od wieków! Serwują tam najwspanialszy mus czekoladowy.
-
Wystarczy ci pół godziny? - zapytał zniecierpliwiony. - O jedenastej mam samolot do ParyŜa. Nie
zostało nam duŜo czasu.
- Czy nikt nigdy nie mówił ci, Ŝe ludzie, którzy się spieszą, chorują na wrzody Ŝołądka? - Keena
wydawała się rozdraŜniona.
- Nie. Masz pół godziny.
Wpatrywała się w głuchą słuchawkę.
-
Nicholas
jest
taki
zagadkowy
-
mruczała
do
siebie,
zakładając zieloną, aksamitną sukienkę z głębokim dekoltem w kształcie litery V. Był urodzonym
biznesmenem, ale ostatnio pracował zbyt cięŜko. Rozumiała, Ŝe rzucił się w wir pracy po to, by
zapomnieć o Misty, Jednak zbyt duŜo chciał wymazać z pamięci,
Keena była juŜ gotowa i czekała, aŜ zabrzęczy dzwonek. Natychmiast otworzyła drzwi, a kiedy zobaczyła
Nicholasa w stroju wieczorowym, jak zwykle zaparło jej dech w piersiach. Ciemnooki, ciemnowłosy,
o smagłej karnacji - był męŜczyzną, o którym mogły marzyć wszystkie kobiety. Gdyby Keena nie była
uprzedzona do męŜczyzn, gdyby potrafiła zapomnieć o fatalnym w skutkach romansie, który przeŜyła gdy
była bardzo młoda, z pewnością zakochałaby się w nim po uszy. Często widywała Nicholasa i wiedziała,
jakie wraŜenie robi na kobietach. MoŜe więc dlatego nie chciała ryzykować dołączenia do grona
niewiast, oczekujących na skinienie ręki Nicholasa. MęŜczyzna ten tak bardzo przeŜywający śmierć
swojej Ŝony, nie był zresztą w stanie zaangaŜować się w Ŝaden związek. Keenie natomiast bardzo
odpowiadała pozycja przyjaciółki i powiernicy Nicholasa. Wolała to, niŜ być jego zdobyczą na jedną noc.
Spojrzenie przybysza ślizgało się po jej sylwetce, dokonując niedbałej oceny.
-
Wspaniale - powiedział, uśmiechając się ironicznie. -MoŜemy juŜ iść?
-
Umieram z głodu - powiedziała, gdy znaleźli się w pustej windzie, a Nicholas nacisnął guzik z
numerem jeden. -Czuję się tak, jakbym nie jadła od tygodnia.
-
Tak teŜ wyglądasz - mruknął nieprzyjemnie. - Dlaczego, do diabła, nie zrezygnujesz z tej cholernej
diety i nie zaczniesz jeść mięsa?
-
I kto to mówi! - Rzuciła mu wyzywające spojrzenie. -Przypomnij sobie, jak nie miałeś siły, by
wspiąć się na wzgórze.
-
Przysunął się bliŜej, a oczy mu pociemniały.
- UwaŜasz,
Ŝ
e
jestem
gruby,
tak?
-
zarzucił
jej.
Złapał
kobietę
za
ręce
i
podniósł
je
do
swoich
ramion.
-
Dotknij
mnie. Sprawdź, czy jest tu chociaŜ gram tłuszczu.
Ogarnęło ją dziwne wraŜenie. Spodziewała się poczuć w ustach smak wody, a rozkoszowała się
wykwintnym winem. Nigdy nie przypuszczała, Ŝe pierś i ramiona Nicholasa są tak szerokie i wspaniale
umięśnione. Odurzył ją zapach tytoniu i dobrej wody kolońskiej. Nigdy przedtem nie zauwaŜyła, jak
piękne rysy ma jego twarz. Nie przypuszczała, Ŝe wpatrywanie się w te ciemne oczy moŜe być tak . I
ekscytujące. Byłoby bezpieczniej, Ŝeby nigdy o tym się nie dowiedziała. Dłonie błądziły po gładkim
materiale jego eleganckiej marynarki, zatrzymując się tam, gdzie wyczuwała potęŜne muskuły.
-I co? - zapytał nieco zachrypłym głosem, spoglądając na nią z góry.
- Ty...
Nigdy
nie
myślałam,
Ŝ
e
jesteś
tak
wspaniale
zbudowany - wyjąkała.
Spojrzeli sobie w oczy, a czas zdawał się zatrzymać, podczas gdy oni doświadczali dziwnej,
nieznanej dotąd intymności.
Nie od razu uświadomili sobie, Ŝe winda zatrzymała się, a drzwi rozsunęły. Oszołomiona kobieta
niezgrabnie ruszyła w stronę wyjścia. Na zewnątrz czekał na nich biały rolls-royce z Jimsonem za
kierownicą.
-
Dlaczego nigdy nie dajesz kierowcy wolnego dnia? -zapytała, gdy znaleźli się na tylnym siedzeniu
oddzielonym od kierowcy szklaną przegrodą. Mogli zachowywać się zupełnie swobodnie.
-
Ostatnio jest mi ciągle potrzebny, bo pracuje dwadzieścia pięć godzin na dobę.
-
Nie jestem przyzwyczajona do jeŜdŜenia takimi samochodami - westchnęła, opierając głowę o
skórzany podgłówek.
- A co w tym złego?
- Nic!
Chciałam
powiedzieć,
Ŝ
e
niewielu
ludzi
jeździ
rollsami, zwłaszcza białymi. - Roześmiała się.
Usiadł bokiem i połoŜył potęŜne ramię na oparciu siedzenia. Jego oczy błyszczały, a na ustach błąkał się
nieznaczny uśmiech.
- Ale co w tym złego? - powtórzył pytanie, cedząc słowa.
Przestraszyła się błysków, które pojawiły się w jego oczach. Dlaczego patrzył na nią w taki drapieŜny
sposób. Co miało znaczyć to ciemne, pełne grozy spojrzenie?
-
O nic. Chodzi o to, Ŝe za kaŜdym razem, gdy nim jadę, czuję się wyróŜniona. To wszystko.
-
Powinnaś być wyróŜniana, Keeno. - Sposób, w jaki wypowiedział jej imię, przyprawił kobietę o
dziwne dreszcze.
-
PoniewaŜ jestem sławna i bogata, a kaŜdy w Ashton szczyci się, Ŝe Keena Withman pochodzi z tego
miasta -zakpiła z samej siebie.
Nicholasowi nie podobały się jej słowa. Nie chodzi mi o to, Ŝe byłaś małą panną Nikt z Ashton.
- WaŜne, Ŝe wiesz kim jesteś teraz i znasz swoją wartość. A oprócz tego, jesteś piękną kobietą.
Gdyby na nią patrzył, zobaczyłby, jak bardzo jest zaskoczona. Keena była wdzięczna za ciemność,
która nagle zapanowała w samochodzie i dźwięk klaksonu, który na chwilę zainteresował Nicholasa.
- Cholerne korki - mruknął pod nosem.
Gdy spojrzał na Keenę ponownie, jego twarz miała dziwny wyraz.
- Z pewnością wielu męŜczyzn mówiło ci, Ŝe jesteś piękna. Obawiam się, Ŝe słyszałaś tego typu
pochlebstwa setki razy.
Omiótł wzrokiem jej zgrabną sylwetkę. W męskich oczach było tyle podziwu i aprobaty, Ŝe kobieta
przestraszyła się nie na Ŝarty. Nicholas nigdy przedtem nie zachowywał się w taki sposób.
- Dlaczego tak dziwnie na mnie patrzysz? – wyszeptała nieśmiało.
Zajrzał jej głęboko w oczy.
- Zastanawiam się, jakie to uczucie kochać się z tobą.
Poczuła mrowienie w stopach. Ciśnienie krwi nagle wzrosło. Była zupełnie oszołomiona.
Nicholas zachichotał. Keena poczuła irytację, jednak nie miała tyle śmiałości, by uzewnętrznić swoje
uczucia.
- Mój
BoŜe,
a
co
to
za
reakcja
-
mruknął,
rozpierając
się
wygodnie
na
siedzeniu
i
głośno
wzdychając.
-
Chciałem
tylko, Ŝebyś zwróciła na mnie uwagę.
Spojrzała na niego.
-
Osiągnąłeś swój cel i co dalej?
-
Wracaj do teraźniejszości. Nie cierpię uŜalania się nad sobą. Mam dość własnych problemów, nie
muszę się cofać do twojej przeszłości, Ŝeby mieć ich jeszcze więcej. A jeśli chodzi o ten drugi temat, to
poczekaj, aŜ wrócę z ParyŜa.
-
O jakich problemach mówisz? Zacisnął usta.
-
Maria.
Maria była jego kochanką. Zanim Nicholas zapoznał je ze sobą, Keena wielokrotnie czytała o ich
związku w kronikach towarzyskich. Nie przejmowała się tym jednak. Był 1 czterdziestoletnim, zdrowym,
pełnym wigoru męŜczyzną, byłoby więc absurdem, gdyby oczekiwała, Ŝe do końca Ŝycia pozostanie
samotny. Pewnego wieczoru, gdy wybrała się z dopiero co poznanym młodym, wesołym brunetem do
modnej restauracji, dostrzegła ich tańczących w przeciwnym końcu sali. Byli do siebie tak blisko
przytuleni, Ŝe zrobiło się jej bardzo nieprzyjemnie. Poprosiła swojego partnera, by natychmiast odwiózł
ją do domu. Nienawidziła uczucia zazdrości, które od tamtej pory zaczęło panoszyć się w jej sercu. Robiła
wszystko co w jej mocy, by ukryć, Ŝe dźwięk jej imienia wywołuje w niej agresję.
-
Coś nie tak? - Starała się, by jej głos zabrzmiał naturalnie.
-
Nie chce uwierzyć, Ŝe wszystko skończone - powiedział krótko. - Wydzwania do mnie dwa razy
dziennie i płacze. Twierdzi, Ŝe nie potrafi Ŝyć beze mnie. Beze mnie, mój BoŜe, ale za to z dwoma
diamentowymi naszyjnikami, nowym porsche i gronostajowym futrem!
-
MoŜe naprawdę brakuje jej ciebie - zasugerowała, siląc się na obiektywizm. Za nic w świecie nie
przyznałaby się, Ŝe poczuła dziwną ulgę.
-
Brakuje jej rolls-roysa, kochanie, nie mnie. - Zaśmiał się ponuro.
-
Skoro ktoś jest dobry w łóŜku... - zaczęła, a jej policzki oblał krwawy rumieniec.
-Rolls czy ja?
- Myślę, Ŝe moŜe brakować jej ciepła. – Uśmiechnęła się.
Dojrzała wesołość w jego ciemnych oczach.
-
WyobraŜasz sobie, Ŝe byłem ciepły?
-
Jak piec hutniczy - zaŜartowała. - Czy wyjeŜdŜając do ParyŜa chcesz uciec od Marii?
-
To wcale nie jest śmieszne! - powiedział ponuro.
-
Wcale nie uwaŜam, Ŝe jest. Ale twoje Ŝycie prywatne -myślę o kobietach, jest jedną wielką przygodą.
Moim zdaniem, powinieneś ponumerować swoje partnerki, bo w przeciwnym razie nigdy się ich nie
doliczysz.
-
Cieszę się, Ŝe cię to bawi - powiedział zimno.
- PrzecieŜ to ty zawsze dokuczasz mi na ten temat.
Zatrzymał na niej swe ciemne oczy.
- Ale
ty
nie
masz
Ŝ
ycia
prywatnego.
Przynajmniej,
jeŜeli
chodzi o przygody miłosne.
Zdziwiona podniosła brwi.
-
Dlaczego jesteś taki pewien?
-
Od dawna cię obserwuję, i to znacznie uwaŜniej, niŜ przypuszczasz. Wiem, Ŝe długo nie miałaś
nikogo.
-
MoŜe i ja powinnam wynająć prywatnego detektywa?
-
A co chciałabyś wiedzieć? - Uśmiechnął się złośliwie. - Wal śmiało. Odpowiem na kaŜde pytanie.
PowaŜnie spojrzała na niego.
-
Mam ochotę zadać ci pytanie bardzo osobiste. Jestem pewna, Ŝe zaczerwienisz się po czubki uszu.
-
Nawet o tym nie marz, kochanie.
- ZałoŜę się, Ŝe miaŜdŜysz je w łóŜku.
Uniósł brwi w geście wyraŜającym zdziwienie.
- Czy, twoim zdaniem, jest tylko jedna pozycja? - zapytał z niewinnym wyrazem twarzy.
Jej twarz oblała się krwawym rumieńcem. Nicholas siedział obok i obserwował ją, śmiejąc się cicho, jak
gdyby jej zmieszanie budziło w nim radość.
- Zamiast do teatru, powinienem zabierać cię na pogadanki dotyczące przeszkolenia seksualnego. Mam
wraŜe nie, Ŝe masz bardzo mało wiadomości na ten temat.
Otworzyła usta, by wyrazić swoje oburzenie, ale delikatnie podniósł do ust jej dłoń i pocałował końce
palców. Nie oczekiwała takiego zachowania ze strony męŜczyzny. Serce zaczęło głucho walić w piersi.
Patrzył jej prosto w oczy, przysuwając się bliŜej i nie wypuszczając ręki.
Dotknął dłonią Keeny własnego policzka, przez cały czas przyglądając się jej, jakby była niezwykle
cennym, rzadkim okazem.
- Zwykle podpieram się na łokciach - szepnął pieszczotliwym głosem, przyciągając ją jeszcze bliŜej do
siebie. -
ś
adna z moich partnerek nigdy nie narzekała. Chcesz, Ŝebym ci to udowodnił?
Miała wraŜenie, Ŝe juŜ nigdy nie uda się jej złapać oddechu. Całym ciałem targały dziwne dreszcze.
Patrzyła na niego i nie miała dość siły, by odwrócić wzrok. Odczuwała leŜ niepokojący strach.
- Ty mały tchórzu. - Zajrzał jej głęboko w oczy, które wyraŜały przeraŜenie ściganego zwierzęcia. –
Naprawdę tak bardzo się mnie boisz?
Chrząknęła.
- Jestem głodna - skłamała.
-Mnie?
Wyrwała rękę z jego uścisku i spuściła oczy. Obserwowała teraz Nicholasa kątem oka, rzucając krótkie,
nerwowe spojrzenia w jego stronę. W tej chwili tak bardzo przypominała osaczone zwierzątko.
-
Nie wygłupiaj się - zachichotał. - Myślisz, Ŝe mam zamiar kochać się z tobą na oczach Jimsona?
-
Jimson robi wszystko, by nie spoglądać w lusterko -powiedziała drŜącym głosem. - A to, co tu
opowiadasz, wcale nie wydaje mi się zabawne.
-
Nic na to nie poradzę. Wyglądasz tak słodko, kiedy się złościsz. - Delikatnie dotknął ustami jej czoła. -
Czy przez te wszystkie lata choć raz zastanowiłaś się, jakim mógłbym być kochankiem?
Pochyliła głowę.
- Tak - odparła po długiej chwili milczenia, gdyŜ po prostu nie potrafiła go okłamywać.
- No i co? - nalegał. - O czym pomyślałaś?
Spojrzała na niego z nieznaną dotąd nieśmiałością.
-śe jesteś cięŜki.
Zaśmiał się cicho. -I co jeszcze? Wzruszyła ramionami.
-
Czuły - szepnęła, a ich oczy spotkały się. - Cierpliwy. MoŜe trochę brutalny.
-
A nie wymagający? - zapytał cicho.
-
A jesteś? - Wyrwało się Keenie.
-
To zaleŜy od kobiety. Potrafię być cierpliwy. I czuły, kiedy chcę taki być.
-
A jaka... jaka powinna być twoja partnerka?
Skupił na niej wzrok, jego oczy pociemniały, a twarz zmieniła się pod wpływem emocji, które
opanowały to potęŜne ciało. Keena czuła, Ŝe coś ich łączy, jakaś dziwna nić, uczucie, którego nigdy
przedtem nie miała okazji doświadczyć.
- "Palace", proszę pana - przyjemny głos Jimsona przerwał ich milczącą konwersację, gdy zatrzymali
się przed drzwiami ekskluzywnej restauracji.
Keena odetchnęła z ulgą, zastanawiając się, co skusiło ją, by zadać tak intymne pytanie.
„Przechodzę chyba trudny wiek" - pomyślała, czekając aŜ okrąŜy samochód i otworzy jej drzwi.
-
UwaŜam, Ŝe powinniśmy powaŜnie porozmawiać po moim powrocie z ParyŜa - powiedział, kiedy
wchodzili do środka. - Mam wraŜenie, Ŝe nam obojgu przyniesie to ogromne korzyści.
- Zapewne chcesz, Ŝebym zaprojektowała ci nową garderobę! - wykrzyknęła z udanym entuzjazmem.
- Coś na czasie, ale eleganckiego zarazem. Musisz przecieŜ wyglądać odpowiednio, skoro jeździsz
takim samochodem. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy podołam, ale...
- Idź
w
cholerę!
-
wybuchnął
głośnym
ś
miechem.
-
Chodźmy coś zjeść, zanim naprawdę się do ciebie dobiorę.
NiemoŜliwością było nie zauwaŜyć, Ŝe podczas wykwintnego posiłku, na który składał się homar,
maślane bułki, sałatka i drogie czerwone wino, znacznie większą uwagę Nicholasa przykuwała osoba
Keeny niŜ jedzenie.
Zastygła z uniesionym do ust widelcem i spojrzała na niego.
-
Dlaczego tak mi się przyglądasz? - zapytała, śmiejąc się sztucznie. - Boisz się, Ŝe ucieknę, ze
srebrnymi sztućcami w torebce?
-
Przypominasz mi złośliwego chochlika. Złośliwa twarz, złośliwe, nieco skośne w kącikach oczy, tylko te
idealnie wykrojone usta trochę mi nie pasują. Dlaczego dopiero teraz to zauwaŜyłem?
-
Mam dwadzieścia siedem lat i juŜ dawno wyrosłam ze słuchania bajek.
-
Dwadzieścia siedem - powtórzył cicho. - Delikatnie dajesz mi do zrozumienia, Ŝe jestem dwa razy
starszy od ciebie.
-
Nic nie poradzę, Ŝe jesteś taki stary. Wkraczasz w tak zwane złote lata, kiedy kości zaczynają
trzeszczeć i psuje się wzrok.
-
Zamknij się, do cholery! - niemal krzyknął, ale zaraz zapanował nad sobą.
Keena, nie spodziewając się takiej reakcji, zamilkła natychmiast. Bardzo często dokuczała Nicholasowi
na temat jego wieku. Zawsze się z tego śmiał. Po raz pierwszy uniósł się w jej towarzystwie, po raz pierwszy
nie podobały się mu jej Ŝarty. Nie miała pojęcia, co się stało. Nie chciała doprowadzić go do takiego
stanu.
- Nicholas, przecieŜ tylko droczyłam się z tobą - powiedziała miękko.
Jej słowa nie uspokoiły go ani trochę. Podniósł do ust kieliszek wina i jednym haustem opróŜnił jego
zawartość.
- Nicholas, proszę - wyszeptała - nie bądź na mnie zły.
Powoli odstawił kieliszek na blat stolika i spojrzał jej prosto w oczy.
- Mam czterdzieści lat, a nie osiemdziesiąt i wszystkie części mojego ciała są sprawne. Jeśli mi nie
wierzysz, zapytaj Marię- dodał jadowicie.
Przygryzła dolną wargę. Nie miała najmniejszego zamiaru go draŜnić. Zareagował w sposób, jakiego
zupełnie nie oczekiwała. Ze zdziwieniem zdała sobie sprawę, Ŝe jej oczy wypełniają się łzami. Nie
płakała juŜ od łat, a teraz łzy spływały jej po policzkach.
Osuszyła serwetką oczy i omijając spojrzenie męŜczyzny, powiedziała zmienionym głosem:
-
Jeśli nie masz nic przeciwko temu, to chciałabym juŜ iść. Jestem zmęczona, a jutro czeka mnie
cięŜki dzień.
-
Chcesz deser?
Popatrzyła na niego odwaŜnie, ale czuła, Ŝe trzęsie się jej podbródek.
- Pod warunkiem, Ŝe znajdzie się on na twojej głowie.
Keena intuicyjnie wyczuwała, Ŝe rozbawienie Nicholasa walczy ze złością. Szybko zapanował nad
sobą i rzucił krótko:
- W takim razie chodźmy.
Czekała przed restauracją w czasie, gdy Nicholas regulował rachunek. Starała się zapanować nad
targającymi serce emocjami. Zadarła dumnie głowę; za Ŝadne skarby nie chciała pokazać Nicholasowi,
jak bardzo zabolała ją ta sprzeczka.
- UwaŜaj, Ŝebyś nie nadwyręŜyła szyi.
-
Zajmij się lepiej swoim poczuciem humoru. Mam wra- Ŝenię, Ŝe juŜ zostało nadwyręŜone -
odparowała natychmiast - JeŜeli chcesz się dalej droczyć, to moŜe lepiej będzie, jeŜeli wezmę
taksówkę. Ja osobiście mam juŜ dosyć.
-
Przestań juŜ - powiedział, gdy podeszli do samochodu, i skinął Jimsonowi głową. Kierowca usiadł za
kierownicą i zapuścił silnik, a Nicholas otworzył przed Keena drzwi.
-
To nie ja zaczynałam. - Odsunęła się w najdalszy kąt samochodu, robiąc wszystko, by nawet go nie
dotknąć.
-
Przestań się wreszcie dąsać.
-
Odczep się! Będę się dąsać, jeŜeli będę miała na to ochotę. A ty, jeśli szukasz partnerki, to lepiej
zwróć się do Marii. Nie mam zamiaru zwabić cię do łóŜka i zmuszać, abyś tam został, gdy juŜ się mną
znudzisz.
-
Gdybym znalazł się w twoim łóŜku, nie miałabyś pojęcia, co ze mną robić.
Chciała odpowiedzieć mu coś równie nieprzyjemnego, ale była zbyt zmęczona, by podjąć ten wysiłek.
Ten dzień <xl samego początku był okropny, a z kaŜdą chwilą stawał się coraz gorszy. Jej jedyny przyjaciel
był na nią wściekły, a ona miała ochotę wyć.
Jechali w milczeniu, aŜ wreszcie samochód zatrzymał się przed domem Kenny. Kobieta miała zamiar
otworzyć drzwi, ale silna ręka Nicholasa uchwyciła jej dłoń, zanim zdąŜyła to zrobić.
-
Nie w ten sposób - powiedział. - Nie będę mógł wyjechać do Europy, wiedząc Ŝe zostawiam cię w takim
stanie.
-
Dlaczego nie? - zapytała, nie patrząc na niego. - Nie raz byłeś stroną w bardziej nieprzyjemnych
sytuacjach, a polem śmiałeś się z tego w głos.
-
Ale to nie byłaś ty - odparł cicho. - Wtedy nie chodziło o ciebie.
Ton jego głosu, bardziej niŜ słowa, wpłynął na nią uspokajająco. Powoli odwróciła głowę i spojrzała na
niego. Był bliŜej niŜ przypuszczała. Ciemne oczy znajdowały się tylko o cal od jej twarzy; czuła ciepło
jego oddechu. Po jej ciele zaczęły przebiegać delikatne dreszcze.
- Wcale nie uwaŜam, Ŝe jesteś stary - szepnęła niespokojnie. Jeszcze nigdy nie znajdowała się pod tak
ogromnym wpływem tego męŜczyzny. - Nigdy nie zwracałam
uwagi na róŜnicę wieku. Nie ma to dla mnie Ŝadnego znaczenia. Denerwowało ją badawcze
spojrzenie Nicholasa.
- JeŜeli chodzi o moją wagę, pieniądze czy temperament, moŜesz dokuczać mi do woli, ale zostaw w
spokoju mój wiek.
Z trudem przełknęła ślinę.
-Dobrze, Nicholas. - Wyrwała rękę z jego dłoni, jakby ją parzyła.
- Skontaktuję się z tobą po powrocie. Nie będzie mnie około dwóch tygodni. Tyle zajmie mi
załatwienie wszystkich spraw, więc nie spodziewaj się mnie przed piętnastym lutego.
Dwa tygodnie bez niego. Wiedziała, Ŝe bez Nicholasa zima będzie wlokła się w nieskończoność.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak puste będzie Ŝycie, gdy wyjedzie najlepszy przyjaciel, gdy nie
będzie jego nieoczekiwanych wizyt i telefonów. PrzecieŜ nieraz nie było go w mieście j przez długi czas i
nigdy nie przejmowała się tym. Lecz nagle zaczęło ją to bardzo obchodzić. Spojrzała na męŜczyznę, a jej
oczy wyraŜały nie znane mu dotąd uczucia.
- Wyglądasz jakoś dziwnie - powiedział.
-
Od bardzo dawna się nie kłóciliśmy. W zasadzie to chyba nigdy tego nie robiliśmy. - Keena była
wyraźnie zakłopotana.
-
Być moŜe dzięki temu poznaliśmy się jeszcze lepiej - I powiedział cicho i spojrzał jej prosto w oczy.
-
Poznaliśmy się? - szepnęła.
Jego oddech był krótki i urywany. Spoglądał na jej miękkie usta tak intensywnie, Ŝe serce Keeny
zaczęło tłuc się w piersi jak oszalałe. Niemal czuła jego pocałunek, rozchyliła usta i przymknęła oczy
pod wpływem palącego spojrzenia Nicholasa.
Wiesz, mam wraŜenie, Ŝe czuję dotyk twoich ust szepnął aksamitnym głosem. - Twoje usta drŜą,
wyczuwam kształt twoich piersi.
- Nicholas! - krzyknęła, z trudem łapiąc oddech. Nie wiedziała czy jest oburzona, czy zawstydzona jego
słowami.
Gdyby Jimson nie siedział na przednim siedzeniu i nie udawał, Ŝe nie patrzy w lusterko, nie
przekonywałbym cię 0 tym słowami - powiedział ochrypłym głosem. - Rzuciłbym cię na siedzenie i
nauczył rzeczy, których twoje ciało nigdy nie doznało. Nigdy nie marzyłaś o takich odczuciach. Wiem, Ŝe
tego chcesz - spojrzał na nią wzrokiem, od
którego zrobiło się jej słabo. - Chcesz tego, prawda?
DrŜała na całym ciele. Patrzyła na niego rozszerzonymi oczami. Nienawidziła siebie za własne reakcje,
nienawidziła Nicholasa za to, Ŝe je wywołał.
Jesteś moim przyjacielem - powiedziała zdławionym głosem.
- Będę
twoim
kochankiem.
Pomyśl
o
tym,
gdy
mnie
nie
będzie.
Szybko wysiadła z samochodu i niemal pobiegła do drzwi swojego domu. Nicholas obserwował ją z
rozbawieniem. Jego oczy błyszczały triumfalnie. Wiedział, jak na nią działa. Miał zbyt duŜo
doświadczenia, Ŝeby się tego nie domyślać.
-
MoŜe nie będzie mnie tutaj, gdy wrócisz! - krzyknęła, wykorzystując ostatnią szansę, która
pozwoliłaby jej zachować szacunek do siebie.
-
Będziesz! -Powiedziawszy to, zamknął drzwi.
-
Będziesz szczęśliwy - mruknęła pod nosem, kiedy elegancki rolls rozpłynął się w ciemnościach nocy.
Wtedy jeszcze nie wiedziała, Ŝe te słowa były prorocze. Następnego ranka zadzwonił do Keeny lekarz
jej ojca. Dowiedziała się, Ŝe jej jedynego krewnego znaleziono martwego w łóŜku. Ojciec odszedł.
Przygotowania do pogrzebu i sam jego przebieg spowodowały, Ŝe straciła wiele nerwów. Była
szczęśliwa, kiedy ta smutna ceremonia dobiegła końca. Kilku najbliŜszych przyjaciół ojca zaprosiła do
domu na skromny poczęstunek.
Potem, ze smutnym uśmiechem, przeglądała znalezione w biurku ojca dokumenty. Miała wraŜenie, Ŝe
starszy pan spodziewał się śmierci, gdyŜ wszystko było zostawione w idealnym porządku.
Wstała od biurka i podeszła do okna. Ojciec nigdy nie chciał przyjąć od niej Ŝadnej pomocy finansowej.
On i jego córka znaczyli dla siebie bardzo wiele, ale ojciec, podobnie jak Keena, przede wszystkim cenił
sobie całkowitą niezaleŜność. Potrafił sam zarobić na swoje utrzymanie, a do szczęścia nie
potrzebował zbyt wiele. Mimo to, bardzo cieszył go sukces córki i często powtarzał Keenie, jak bardzo
jest z niej dumny.
Wyjrzała przez okno i zobaczyła wąską drogę prowadzącą do miasteczka. Ilu przyjaciół z lat szkolnych
poznałoby ją teraz? Jako podlotek była nerwową, bardzo nieśmiałą 1 dziewczyną. Była chuda i
niezgrabna, a ubrania zawsze wisiały na niej. Rówieśnicy naśmiewali się z Keeny i robili złośliwe uwagi
na temat jej sposobu ubierania się. UwaŜali, Ŝe porusza się jak pelikan. Nigdy nie lubiła tego miasteczka, i
tak jak wróbel ucieka przed jastrzębiem, tak ona starała się uciec przed kolegami i koleŜankami ze
szkolnej ławy.
Alan Whitman przeprowadził się do Ashton z Miami, mając zamiar otworzyć swój własny interes.
Jednak cięŜka choroba nie pozwoliła mu na to przedsięwzięcie. Co więcej, znacznie uszczupliła jego
majątek. Pamiętając, Ŝe ma na utrzymaniu córkę, zatrudnił się w tamtejszym zakładzie odzieŜowym. Nie
zarabiał duŜo, a musiał spłacać raty za dom i samochód. Rachunki, które wystawiali lekarze, z
czasem opiewały na coraz wyŜsze sumy. Wreszcie zrozpaczony ojciec zdał sobie sprawę, Ŝe juŜ nigdy nie
uda mu się otworzyć własnego interesu.
Przez długi czas uczył się Ŝyć z tą świadomością i wiele dni upłynęło, zanim w ich małym domku
ponownie zabrzmiał śmiech. Czasami przychodziły mu do głowy róŜne pomysły dotyczące dawnych
marzeń, ale szybko dochodził do wniosku, Ŝe są absurdalne.
Keena westchnęła cięŜko, myśląc o tym, jak gorzka moŜe być ironia losu. Jej ojciec do końca Ŝycia
pozostał biednym krawcem, a ona sama zaszła tak daleko. Teraz mogła kupować sobie najdroŜsze jeansy i
jedwabne bluzki. Stać ją było na prawdziwe klejnoty. Uśmiechnęła się na wspomnienie marzeń o
naszyjniku ze sztucznych pereł.
IleŜ to czasu upłynęło od ukradkowych spotkań w lesie z pierwszym męŜczyzną jej Ŝycia. Słodycz
pierwszych pocałunków zaprowadziła naiwną dziewczynę do mieszkania jednego z kolegów Jamesa.
Wysoki, ciemnowłosy, niebieskooki James Harris, był duszą ich szkolnego towarzystwa. Keena była
ś
wiadoma, Ŝe bardzo trudno jej będzie utrzymać przy sobie takiego chłopaka. Jednak serce nie sługa i
uczucia zwycięŜyły podszepty rozumu. W Ŝaden sposób nie była w stanie zainteresować się kim innym.
Dlaczego wtedy nie potrafiła zdać sobie sprawy, Ŝe James nigdy nie miał najmniejszego zamiaru jej
poślubić? Była tak bardzo zaślepiona własnym uczuciem, Ŝe nie widziała nawet tego, Ŝe chłopak stara się
ukrywać przed wszystkimi ich randki. Nigdy nie chciał przyjść do jej domu, rzadko spotykali się, a juŜ
pod Ŝadnym pozorem nie chciał pokazać się z nią w miejscu publicznym. Większość czasu spędzali w
ustronnym miejscu, na tylnym siedzeniu jego samochodu.
Pewnego wieczora ich pocałunki były duŜo bardziej namiętne niŜ zazwyczaj i James zasugerował, by
poszli do
mieszkania jego przyjaciela i zjedli coś, zanim odwiezie ją do domu. Oboje dobrze wiedzieli, w jakim celu
tam jadą. Byli świadomi, Ŝe nie ma to nic wspólnego z jedzeniem. Moda, naiwna Keena, zaślepiona
pierwszym uczuciem, ufała mu bez granic.
Myślała, Ŝe wszystko będzie tak, jak w romansach, w których się rozczytywała. Oczekiwała czułości
i delikatności. Tymczasem James, mimo Ŝe był doświadczonym kochankiem, pragnął zaspokoić tylko
własne poŜądanie. Nie trudził się nawet, by poznać jej młode, nie tknięte jeszcze ciało. Był szybki i
oszczędny w słowach i gestach.
- Ubieraj się szybko - powiedział, gdy osiągnął juŜ swój cel.
Keena była zmieszana i sfrustrowana, a przede wszystkim zawstydzona tym, Ŝe tak szybko mu uległa.
Nawet nie patrzył, kiedy się ubierała.
- Pospiesz się! - rzucił jej krótko przez ramię. – Za chwilę moŜe się tu zjawić Jack. Udostępnił mi
mieszkanie tylko na godzinę.
Ubierała się w pośpiechu, łzy płynęły jej po policzkach, a ciałem targały nerwowe dreszcze. Oczekiwała,
Ŝ
e powie jej coś miłego, ale z jego ust nie padło ani jedno czułe słówko, którymi zwykle raczą się
kochankowie.
Odwiózł ją w pobliŜe domu i wysadził w odludnym miejscu.
- Przykro mi, Ŝe wszystko musiało odbyć się tak szybko - powiedział na poŜegnanie, uśmiechając się
sztucznie. - Następnym razem będzie lepiej. Postaram się znaleźć inne miejsce.
DrŜącym z rozczarowania głosem poinformowała go, Ŝe nie będzie następnego razu.
-
A czego ty, dziewczyno, oczekiwałaś? Bukietów róŜ i fajerwerków? Myślałem, Ŝe ci na mnie zaleŜy.
-
ZaleŜy mi - wyszeptała.
Nie mam zamiaru tolerować twoich fochów, Keeno. W miasteczku jest wiele dziewcząt czekających
na moje skinienie. - Powiedziawszy to, odjechał.
Przez kilka następnych tygodni Keena zupełnie nie mogła dojść do siebie. Odetchnęła dopiero wtedy, kiedy
upewniła się, Ŝe nie jest w ciąŜy. Jednak jej miłość do Jamesa nie zmalała. Wyczekiwała na jego odwiedziny,
drŜała na kaŜdy dźwięk telefonu, ale on nawet nie próbował skontaktować się z nią. Zdesperowana przyjęła
zaproszenie brata Jamesa, Larrego, na przyjęcie, które miało się odbyć w ich domu. Miała nadzieję, Ŝe tam
go zobaczy, a moŜe nawet z nim porozmawia. PrzecieŜ mieli zamiar się pobrać. James wspominał o
zaręczynach. MoŜe chciał jej tylko dać trochę czasu do namysłu. Z pewnością dlatego właśnie nie dzwonił od
tak dawna, a wszystkie pogłoski o Jamesie i Cherrie były po prostu zwykłymi plotkami. CóŜ z tego, Ŝe
Cherrie była córką miejscowego adwokata? CóŜ z tego, Ŝe była prześliczną blondynką? Tak naprawdę
Jamesowi zaleŜało tylko na Keenie.
Przyjęła zaproszenie Larrego, zastanawiając się, czy chłopak zdaje sobie sprawę z uczucia, jakie ona Ŝywi
do jego brata. Zaskoczył ją bolesny wyraz jego oczu, kiedy uparła się, by porozmawiać z Jamesem.
Ubrała się w sukienkę z białej krepy, którą własnoręcznie uszyła. Materiał kupiła za zarobione podczas
wakacji pieniądze za pracę w sklepie. JuŜ wtedy miała wspaniałe wyrzucie smaku i sukienka wyglądała
naprawdę wystrzałowo, nawet na córce biednego krawca.
Jednak kiedy pojawiła się na przyjęciu u boku Larrego, James zaszczycił ją tylko przelotnym
spojrzeniem. Nie przywitał się z nią, ani nie poprosił do tańca. Podobnie zachowali się jego rodzice, jeśli nie
liczyć chłodnych uśmiechów i nieznacznego skinięcia głowy.
Stała w pobliŜu i dokładnie słyszała rozmowę Larrego i Jamesa.
-
CzyŜ Keena nie wygląda dzisiaj jak marzenie? - zapytał Larry.
-
Nie zauwaŜyłem. Dlaczego, do diabła, przywlokłeś ją tutaj? Nasza matka moŜe litować się nad
robotnikami, ale z pewnością nie jest zadowolona, Ŝe jej syn spotyka się z córką jednego z nich. - James
zaśmiał się.
-
Ale ojciec Keeny jest bardzo miły - bronił się Larry.
-
Mój BoŜe, moŜe to i prawda, ale za to jest ponury jak zimowy dzień. A jego koścista córka jest podobna
do niego jak dwie krople wody. Jest głupia i płaska jak deska. Uwierz mi, kochać się z taką... to
zupełnie jak z facetem.
Doskonale wiedziała, Ŝe Larry przeŜył ogromny szok.
- Spałeś z nią? - zapytał, z trudem łapiąc oddech.
Keena z płaczem wybiegła z przyjęcia. Piechotą dowlokła się do domu i choć było juŜ ciemno, ani
przez chwilę nie pomyślała o niebezpieczeństwie. Po głowie telepały się jej słowa Jamesa. Właściwie
powinna być mu wdzięczna. Częściowo dzięki niemu odniosła sukces. Wtedy zdecydowała, Ŝe nie moŜe
dłuŜej zostać w tym miejscu. Wyjechała, kontynuowała naukę, nigdy jednak nie zapomniała owej
tragicznej nocy. Wiele by teraz dała, Ŝeby udowodnić wszystkim dawnym znajomym, Ŝe jest kimś więcej,
niŜ tylko córką biednego krawca.
Usłyszała ciche trzaśniecie drzwi. Weszła Mandy, drobna, niewysoka kobieta, o ciemnych włosach i
błyszczących oczach.
- Przyniosłam
ci
trochę
kawy.
-
Postawiła
tacę
na
niskim
stoliku.
Obok
dzbanka
z
kawą
stał
talerzyk
z
ciasteczkami
orzechowymi. - Keeno, przecieŜ musisz coś zjeść.
Kobieta skrzywiła się.
- Nie chcę jeść, ale dziękuję za kawę.
- JeŜeli nadal będziesz pościć, włoŜę ci odwaŜniki dokieszeni, Ŝeby nie porwał cię wiatr - ostrzegła
pokojówka.
- Po co mnie tu trzymasz, skoro nie pozwalasz mi gotować.
- Ten dom jest taki opustoszały i zaniedbany. – Keena zmieniła temat
Rozejrzała się wokoło. Dom faktycznie był niemal ruiną, Zanim kupił go jej ojciec, prezentował się
wspaniale. Uchodził za piękną rezydencję. Nikt się o niego nie troszczył, nie inwestował pieniędzy,
dlatego teraz był w tak opłakanym stanie. JeŜeli teraz Keena nie zajmie się tym, wkrótce z domu
pozostaną tylko ruiny.
- Skontaktowałaś się juŜ z robotnikami? - zapytała Keena, mieszając kawę łyŜeczką.
- Tak. - Twarz Mandy nie wyraŜała aprobaty dla poczynań pracodawczyni. - Posłuchaj, wiem Ŝe to nie
mój
interes,
ale
dlaczego
chcesz
wpakować
taką
ogromną
sumę
pieniędzy w tę chałupę?
Keena odstawiła filiŜankę i usiadła na sofie.
Muszę takŜe odnowić meble. Spróbuj znaleźć dobrego tapicera.
- Jak długo masz zamiar tu pozostać? - zapytała zaciekawiona Mandy
Kilka tygodni. - Kobieta roześmiała się, widząc szok malujący się w oczach pokojówki. - Potrzebna mi
jest przerwa. Mogę równie dobrze wykonywać swoją pracę lulaj. Będę w kontakcie z Ann, da mi znać,
jeŜeli będzie niezbędna moja pomoc. Odpocznę trochę i zajmę się tym domem.
-
Mam nadzieję, Ŝe wiesz, co robisz - westchnęła Mandy. To taki rodzaj gry - wyjaśniła Keena
uśmiechając się.
-
Czy Nicholas takŜe będzie w to grał?
Keena spojrzała na nią. Nie chciała teraz myśleć o tym męŜczyźnie.
-
On jest moim przyjacielem. Tylko dlatego spotykamy się czasami.
-
Dwa, trzy razy w tygodniu. On opiekuje się tobą jak matka.
Keena poruszyła się niespokojnie.
-
Nick jest dla mnie jak brat Czuje się za mnie odpowiedzialny.
-
Ładny mi brat. Szkoda, Ŝe nie zauwaŜyłaś, jak patrzył na ciebie podczas gwiazdkowego przyjęcia. Nie
dopuszczał do ciebie Ŝadnego męŜczyzny. Cały czas kręci się w pobliŜu, moja panno NiezaleŜna.
Jestem pewna, Ŝe Nicholas nie pozwoli ci spędzić tych kilku tygodni z dala od siebie.
-
A co on moŜe zrobić?! Zabrać mnie siłą do domu?!
-
Zobaczysz, Ŝe coś wymyśli.
- Mandy, dlaczego zawsze martwisz się za mnie?
Pokojówka uśmiechnęła się szeroko.
- Mogłabym być twoją matką. Zobacz, jakie mam siwe włosy.
Keena roześmiała się i spojrzała na włosy Mandy gęsto poprzetykane nitkami siwizny.
-
Nie są znowu takie siwe.
-
Masz zamiar spotkać się z tym Harrisem? - Pokojówka nagle zmruŜyła oczy.
Keena starała się ominąć jej wzrok.
-
MoŜe.
-
Wygląda na niezłego gagatka. Nie radzę ci się z nim zbytnio spoufalać. - Wytarła ręce o fartuszek. -
Wiedz o tym, Ŝe wspomnienia są niebezpieczne. Zawsze wydają się lepsze niŜ teraźniejszość.
-
Dlatego właśnie tu wróciłam. Chcę stanąć z nimi twarzą w twarz. - Podniosła się. - Nie rozmawiajmy
więcej na ten temat. - Uśmiechnęła się ciepło. - Mam ochotę na przejaŜdŜkę konną.
- Mówiłaś mi kiedyś, Ŝe wasza posiadłość graniczy z ziemią Harrisów.
- To prawda. Kiedyś wydawałam wszystkie swoje oszczędności na wypoŜyczenie konia. Czasami
udawało mi się spotkać w lesie Jamesa Harrisa. MoŜe i dzisiaj będę miała trochę szczęścia.
* * *
W lesie było dość zimno i Keena była zadowolona, Ŝe Ubrała bryczesy i botki. Na jedwabną bluzkę
załoŜyła kaszmirowy sweter i tweedową kurtkę, a na ręce miękkie skórzane rękawiczki.
Jako dziewczyna nigdy nie mogła pozwolić sobie na tego typu ubrania i była dziwnie poruszona, Ŝe
mogła robić to teraz. Wróciła pamięcią do dni, kiedy odbywała przejaŜdŜkę z Jenny, siostrą Jamesa.
Wtedy zawsze miała na sobie stare jeansy i zniszczoną kurtkę, a Jenny naśmiewała się z niej.
Zatrzymała się nad małym strumyczkiem. Zamknęła oczy, rozkoszując się ciszą lasu. Wsłuchała się w
melodyjny plusk wody i wystawiła twarz na delikatny powiew wiatru. Otworzyła oczy w momencie,
gdy na horyzoncie pojawił się jeździec. DuŜy, czarny koń niósł na grzbiecie przystojnego męŜczyznę o
ciemnych włosach, niebieskich oczach i ponurym wyrazie twarzy. Na sweter z wielbłądziej wełny nałoŜoną
miał tweedową kurtkę. W dłoni o długich palcach trzymał zapalonego papierosa.
- Znajduje się pani na cudzym gruncie - odezwał się męŜczyzna. - To jest teren prywatny.
Podniosła brwi, ignorując głuche dudnienie swojego serca, które przypomniało jej, co łączyło ją z tym
człowiekiem dobre dziesięć lat temu.
- Jeśli
chodzi
o
ś
cisłość,
to
linia
graniczna
jest
dwa
kroki
za
panem
-
odparła
chłodno.
-
Zleciłam
ponowne
pomiary
tej posiadłości kilka dni temu i wyznaczono nowe granice.
ZmruŜonymi oczyma przyglądał się jej zgrabnej sylwetce.
- Keena? - zapytał głosem, który świadczył, Ŝe to spotkanie wydaje się mu niewiarygodne.
Zatrzymał wzrok na twarzy kobiety, a potem patrzył w jej zielone oczy. Pozwoliła sobie na
uśmiech.
-
Tak mam na imię.
-
Mój BoŜe, aleŜ się zmieniłaś. - Uśmiechnął się nieznacznie. - Ale widzę, Ŝe nadal nosisz na co dzień
swoją najlepszą biŜuterię. Cieszę się, Ŝe przynajmniej coś pozostało z dawnej Keeny.
Miała zamiar uderzyć go batem. Z pewnością dawna Keena zrobiłaby to, ale obecna uŜyła wszystkich
sił, by się | opanować.
-
Mylisz się, nic juŜ nie pozostało z moich starych przyzwyczajeń - odparła, uśmiechając się gorzko.
-
Naprawdę - mruknął - przykro mi z powodu śmierci twojego ojca. Był dobrym pracownikiem. Z
pewnością otrzymasz po nim niezłą rentę. MoŜesz załatwić to osobiście w biurze, jeśli masz ochotę.
Dostałaś kwiaty, które wysłaliśmy?
-
Były bardzo ładne. Dziękuję.
-
Nadal mieszkasz w Atlancie? - zapytał uprzejmie.
- Nie, w Nowym Jorku.
Skrzywił się.
- Paskudne miejsce. Strasznie zanieczyszczone. Osobiście wolę Ashton.
Przyglądała się męŜczyźnie, porównując wspomnienia z rzeczywistością. Zmienił się, wyglądał duŜo
starzej, mniej imponująco, mniej arystokratycznie.
- Jak się ma Jenny? - zapytała cicho. - Dobrze, dziękuję. Mieszka z męŜem i synem w Greenville. Larry
teŜ się oŜenił. Mieszka w Charlestonie. - Słyszałam, Ŝe ty i Cherrie pobraliście się. Opuścił głowę.
- Rozeszliśmy się dwa lata temu. Wzruszyła ramionami.
- Zdarza się. Spojrzał na nią ponownie, a jego oczy wyraŜały zamyślenie.
- Nie mogę się nadziwić, Ŝe jesteś taka zmieniona. Wyglądasz zupełnie inaczej. - Jestem starsza.
- Wyszłaś za mąŜ? - zapytał, nie starając się ukryć ciekawości. Potrząsnęła przecząco głową. - Robię
karierę zawodową.
- W tekstyliach? - zapytał z nieznacznym uśmiechem na wsiach. Zamilkła na chwilę.
- MoŜna tak powiedzieć. Zaśmiał się krótko. - Szyjesz, jak przypuszczam.
- To teŜ. - Poklepała konia po karku. - Muszę juŜ wracać. Miło było cię zobaczyć. - Uśmiechnęła się
sztucznie. Wpadnę do ciebie, zanim wyjedziesz do Nowego Jorku - powiedział nieoczekiwanie.
Rozciągnęła usta w jednym ze swoich najładniejszych uśmiechów.
- Będzie mi bardzo miło. Ale nie musisz się spieszyć. Zostanę tu przez kilka tygodni. Podniósł brwi
w geście zdziwienia. - A co z twoją pracą? Nie stracisz jej przez to?
- Mam wspaniałego, wyrozumiałego szefa. Do zobaczenia.
Gdy rozmyślała o tym spotkaniu, uśmiechnęła się sama do siebie. Pewnego dnia doszła do wniosku, Ŝe w
Ashton przydałoby się prawdziwe przyjęcie. Przyjęcie na styl nowojorski, z pełną galą. Wtedy pokazałaby
wszystkim dawnym znajomym, jak bardzo zmieniła się koścista córka biednego krawca. Z pewnością
poprawiłoby to jej zły nastrój. Ale najpierw trzeba odnowić dom.
-
Chwytasz się wszystkiego naraz - narzekała pewnego ranka Mandy, wskazując na dwóch robotników
naprawiających sufit w kuchni. - MoŜe mi poradzisz, w jaki sposób mam tu gotować.
-
Zrób dwa półmiski kanapek - Kenna roześmiała się. -MoŜe będą pracować szybciej, kiedy ich
nakarmimy. Nie zapomnij o kawie.
-
Ty tu jesteś szefem - westchnęła Mandy i kręcąc głową podeszła do kredensu.
-
Hallo! Proszę pani! Ktoś przyszedł! - zawołał jeden z kręcących się po domu elektryków.
Kenna miała na sobie obcisłe dŜinsy i jasnoniebieską trykotową bluzeczkę, co sprawiało, Ŝe wyglądała
duŜo młodziej niŜ zazwyczaj. Co więcej, czuła się duŜo młodziej, bardziej zrelaksowana, bardziej
kobieco.
- Hej, chłopaki! Ten gość przyjechał rolls-royce'em! - zawołał zdziwiony ślusarz.
Keena zamarła z ręką na klamce. To nie mógł być James o Harris, chociaŜ to jego właśnie oczekiwała.
Wprawdzie Harrisowie mieli duŜo pieniędzy, ale z pewnością nie było ich stać na kupno rolls-royce'a.
Znała tylko jednego człowieka, który był właścicielem takiego samochodu. Mimo przepowiedni Mandy,
nie marzyła nawet, Ŝe pojawi się w Ashton.
Nacisnęła klamkę i otworzyła szeroko drzwi. Na progu stał potęŜny niczym zapaśnik męŜczyzna, a jego
ciemne oczy wpatrywały się w Keenę.
- A więc tutaj jesteś - burknął, a jego głos przypomniał kobiecie o ich ostatnim spotkaniu. - Straciłem
cholernie duŜo czasu, Ŝeby cię odnaleźć. Pani Barnes powiedziała, Ŝe dzwoniłaś do mnie i dowiadywałaś
się, czy juŜ wróciłem. Poinformowałaś ją tylko, Ŝe wyjeŜdŜasz do domu, do Georgii.
- A ty nie pamiętałeś, jak nazywa się moje rodzinne miasto. - Uśmiechnęła się słodko.
- Georgia to cholerne duŜy stan - powiedział krótko, spoglądając na robotników, którzy nawet nie
starali się ukryć, jak bardzo są ciekawi przybysza w szarym garniturze. - Musiałem poszperać w twoich
aktach. Inaczej nigdy niedowiedziałbym się, jaką nazwę ma to piekielne miasto.
- Nie
pomyślałeś
o
tym,
Ŝ
eby
zadzwonić
do
mojego
biura? - zapytała.
- Wróciłem dopiero wczoraj. W niedzielę, proszę pani, a pani ludzie nie pracują w niedzielę.
Powoli wciągnęła powietrze do płuc. Jego widok spowodował, Ŝe znowu poczuła przyspieszone bicie
serca.
- Mój ojciec zmarł - powiedziała cicho.
- Przykro mi. Czy śmierć nastąpiła nagle?
- Tak. Zupełnie niespodziewanie. Spojrzała na niego smutnymi oczyma. Tak bardzo chciała znaleźć
się w silnych ramionach Nicholasa i wypłakać się do woli.
- Nie pomyślałeś, Ŝe chciałam się tu ukryć. - Zaśmiała się ponuro.
- Ukryć się? Tutaj? - Spojrzał na robotników. - To po jaką cholerę otoczyłaś się tłumem ludzi?
- MoŜe wejdziesz?
-
ZałoŜę się, Ŝe moje towarzystwo ubezpieczeniowe nie pochwaliłoby tego. Ale dla ciebie mogę narazić
nawet swoje Ŝycie - powiedział, spoglądając na stojącego na drabinie ślusarza.
-
MoŜemy usiąść na ganku, jeśli wolisz - zaproponowała.
-
Pod warunkiem, Ŝe zgodzisz się usiąść mi na kolanach i wysłuchać tego, co mam ci do powiedzenia.
Ale mam lepszy pomysł. Jest tu dość chłodno, a ja nie jestem odpowiednio ubrany. - Złapał ją za ramiona.
- Wsiądźmy na chwilę do samochodu i porozmawiajmy.
-
Co za lubieŜna propozycja - mruknęła, podąŜając za nim szybkim krokiem. - Zapewne zamkniesz
drzwi i będziesz próbował mnie uwieść.
-
Niezły pomysł - zgodził się. - PołóŜ się na tylnym siedzeniu.
Usiadł tuŜ obok niej i objął ramieniem. Z trudem przełknęła ślinę, ale zaraz uspokoiła się, czując bijące
od niego ciepło.
- Niezły?
Prawdę
mówiąc,
nigdy
dotąd
nie
składałeś
mi
tego typu propozycji.
Nagle jego twarz znalazła się tak blisko jej twarzy, jak jeszccze nigdy przedtem. Z łatwością mogła
dostrzec sieć drobnych zmarszczek dookoła jego oczu, cień, który rzucały na policzki jego długie, czarne
rzęsy i pięknie wykrojone usta. Czuła zapach ciała Nicholasa zmieszany z zapachem dobrej wody
kolońskiej.
- Nigdy dotąd tego nie chciałaś - przypomniał jej.
Oczy Nicholasa spoczęły na jej bladych, nie pokrytych szminką ustach. Serce Keeny waliło dziko w
piersi.
- Nie chciałaś tego aŜ do pamiętnej nocy, kiedy wyjeŜdŜałem do ParyŜa. Myślę, Ŝe i dzisiaj mogę
zaspokoić twoją ciekawość, moja mała panno Niewinna. Pozwól, Ŝe pokaŜę ci, jak całuję.
Pochylił się i delikatnie musnął jej usta, zanim zdąŜyła zaprotestować. Czuły dotyk warg sparaliŜował
jej ciało.
Silne, białe zęby męŜczyzny delikatnie przygryzały usta Keeny, a język wsunął się pod jej górną wargę.
Kobieta oddychała z trudem, patrzyła prosto w oczy Nicholasa i dostrzegła w nich cienie, jakich nigdy
przedtem nie udało się jej zauwaŜyć.
- Smakujesz kawą - powiedział głębokim, zmysłowym głosem.
- Piłam... kawę... na śniadanie. Czy to był jej głos? Dlaczego był taki zmieniony i drŜący. Miała
wraŜenie, Ŝe jej ciało zesztywniało. Czuła się taka spięta. Mimo to czekała na coś. Pragnęła Nicholasa.
Była zaszokowana swoją reakcją i czuła się głupio, zwłaszcza wtedy, gdy w oczach męŜczyzny wyczytała,
Ŝ
e jest on zupełnie świadomy jej wszystkich uczuć. - A ja zjem ciebie na śniadanie - mruknął.
Keena czuła, Ŝe jego wargi zbliŜają się ponownie. - Rozchyl usta- szepnął. - Chyba nie chcesz, Ŝebym cię
do tego zmusił.
- Nicholas? - zdołała wyszeptać jego imię, nim unieruchomił jej usta pocałunkiem.
Resztki świadomości powiedziały jej, Ŝe męŜczyzna niemal przygniótł ją swoim ciałem, wciskając w
miękkie, skórzane obicia siedzenia.
Usta Nicholasa były twarde, ciepłe i zmysłowo okrutne, a jego język wsuwał się coraz głębiej. Czuła się
dokładnie tak samo, jak kiedyś na karuzeli. Miała wraŜenie, Ŝe się unosi, Ŝe leci.
- Och! - jęknęła pod wpływem jego namiętnych pocałunków.
Jeszcze nigdy przedtem nie czuła tego, co w tej chwili. WyobraŜała sobie, Ŝe kruszy się coś w samym
ś
rodku jej serca.
Jedna z potęŜnych rak Nicholasa zacząła posuwać się wzdłuŜ jej ciała i zatrzymała się na piersi.
Delikatnie pieścił ją przez cienki materiał bluzki. Keena nie miała pojęcia, Ŝe dotyk moŜe być tak
przyjemny. Odchyliła głowę i zajrzała mu w oczy.
- Nie nosisz biustonosza, prawda? - zapytał czule. – Nie potrzebujesz go, Keeno. Twoje piersi są
takie jędrne i miękkie. A pod wpływem mojego dotyku twardnieją i robią się coraz cieplejsze.
- Nick - szepnęła. Złapała jego rękę i ścisnęła mocno. Była przeraŜona. - Proszę, nie rób tego. Nick...
- W
taki
piękny
sposób
wymawiasz
moje
imię.
Powtórz
je jeszcze raz.
CięŜko dyszała. Czuła się jak ryba pozbawiona wody. Nie mogła swobodnie odetchnąć. Mimo to
chciała, Ŝeby nadal ją całował i pieścił. Zawstydzona własnymi myślami, spuściła wzrok.
-
Krępujesz się mnie? - zapytał miękko. - Po tylu latach?
-
PrzecieŜ nigdy nie kochaliśmy się. - szepnęła niespokojnie, uświadamiając sobie, Ŝe jego ręka w
dalszym ciągu spoczywa na jej piersi.
-
Nie powinnaś nazywać tych pieszczot kochaniem się -poprawił kobietę łagodnie, wpatrując się w jej
przestraszone oczy. - Dlaczego nie chcesz, Ŝebym cię dotykał?
Oblała się purpurowym rumieńcem. Nienawidziła się za swoją głupotę i brak doświadczenia Ŝyciowego.
-
Lubisz to, prawda? - zapytał, dotykając ręką jej ciemnych włosów.
-
Muszę juŜ wracać do domu - oświadczyła.
- Poczekaj jeszcze chwilę. Kiedy był pogrzeb?
-Tydzień temu.
- To dlaczego jeszcze tutaj jesteś? - ZmruŜył oczy. - Dlaczego?
Zacisnęła wargi w wąską linię. Nie chciała teraz o tym rozmawiać. Mimo to, wyjaśniła mu tę
kwestię w kilku krótkich słowach.
- Chcę wydać przyjęcie. Zaprosiłam juŜ Jamesa Harrisa. Spojrzał na nią, a jego oczy zdawały się płonąć
dziko. Wiedział, Ŝe Keena kiedyś kochała tego człowieka i została przez niego skrzywdzona. Pewnego dnia
wypiła zbyt duŜo whisky na pusty Ŝołądek i wypłakała wszystkie swoje Ŝale na
jego ramieniu. Jednak nigdy
nie dowiedział się dokładnie, jakiego rodzaju krzywdę wyrządził jej Harris. Domyślał się tylko, Ŝe był to dla
niej ogromnie bolesny cios. Jednego był pewien- nigdy nie pozwoli, aby ten męŜczyzna skrzywdził ją
ponownie.
-
Jesteś szalona, do diabła, jeśli myślisz, Ŝe pozwolę temu draniowi zbliŜyć się do ciebie.
-
Ciekawa jestem, co zamierzasz zrobić, Nicholasie -powiedziała odwaŜnie, choć wcale się tak nie
czuła.
Długi, namiętny pocałunek i dotyk jego rąk spowodował, Ŝe straciła resztę pozostałego w jej sercu
męstwa.
- Walczyłem o ciebie tyle łat Opiekowałem się tobą, pomagałem ci. Nie będę teraz spokojnie przyglądał
się, jak zakładasz sobie pętlę na tę śliczną szyję. - To moja szyja - burknęła.
Podniósł kciukiem jej brodę, pochylił się i delikatnie pocałował ją w usta. Jego oczy wyraŜały ogromną
Ŝą
dzę. Keenę znowu przeszyły dreszcze. MęŜczyzna z chłodnym uśmiechem przypatrywał się jej
reakcji.
- Powiedziałem ci, Ŝe po powrocie z ParyŜa zamierzam zostać twoim kochankiem. A dzień, w którym
moja obietnica zostanie spełniona, jest coraz bliŜej, kochanie. BliŜej niŜ ci się wydaje. Dojrzej do tej myśli,
przyzwyczaj się do niej i bądź gotowa.
- Nie jestem jabłkiem - odgryzła się.
- Nie, ale jesteś brzoskwinią. - Pocałował ją ponownie.
- Jesteś soczystą, słodką, małą brzoskwinią, którą mam zamiar zjeść. Ale najpierw muszę strząsnąć ją z
drzewa.
Odsunął się od niej, wysiadł z samochodu i otworzył drzwi po jej stronie. Wysiadła i obserwowała, jak
siada za kierownicą.
- UwaŜaj, Ŝebyś się nie przeliczył, Nicholasie Coleman! - krzyknęła. Zaśmiał się.
- Nie sądzę, kochanie. Niedługo znowu się pokaŜę.
Zanim zdąŜyła mu cokolwiek odpowiedzieć, odjechał, zostawiając ją w chmurze kurzu.
Rozdział trzeci
Mandy przez kuchenne okno obserwowała odjeŜdŜającego rollsa.
- Promieniejesz - mruknęła do wchodzącej Keeny.
- Słucham? - spytała rozkojarzona kobieta, zupełnie nieświadoma tego, Ŝe Nicholas potargał jej
włosy, a jego pocałunki sprawiły, Ŝe usta miała mocno czerwone i płonące oczy.
- Promieniejesz - powtórzyła Mandy. - Widziałaś się z Nickiem i cała promieniejesz.
- Widziałam się z nim? - oburzyła się. - Szkoda, Ŝe nie widziałaś, jak się zachowywał. - Zachłysnęła
się powietrzem. - Powinnaś choć przez chwilę posłuchać jego gadaniny. On jest zupełnie
nieodpowiedzialny.
- Dlaczego?
- Nie chce pozwolić, abym została tutaj - wyjaśniła, mruŜąc oczy. ZałoŜyła ręce i oparła się o stół. -
Zachowuje się, jakby miał prawo rozkazywać mi. Ostatnio coraz częściej denerwuje mnie jego
postępowanie.
- Dobrze się czujesz?
- Nie. Tak. Sama nie wiem. To jest to, co zawsze lubiłam w tobie najbardziej - konkretne
odpowiedzi. - Mandy uśmiechnęła się szeroko.
Keena nie słuchała juŜ słów swojej pokojówki. Podeszła do pracujących w pokoju malarzy. Udawała, Ŝe
obserwuje
ich poczynania. Była zmieszana jak nigdy dotąd. Czuła sic jak dawna nieśmiała Keena. Jak mogła spojrzeć
Nicholasowi w oczy, po tym, co z nią robił. Po tym, jak ją całował, po tym, jak ją dotykał.
Wzdychała raz po raz, kręcąc się bez celu po domu i spoglądając na wszystko niewidzącymi,
rozmarzonymi oczyma. Przez te wszytkie lata Nick nigdy nie zachowywał się w taki sposób. A teraz w ciągu
tak krótkiego czasu ich wzajemne stosunki uległy całkowitej zmianie. Kiedyś był jej przyjacielem, kim zaś
był teraz? Powinna to wszystko przemyśleć i ustosunkować się do nowych układów.
Jakie to wszystko zabawne. Nie potraktowała go serio w tę noc, kiedy wyjeŜdŜał do ParyŜa. Śmiać jej się
chciało, kiedy mówił, Ŝe zamierza być jej kochankiem. RozwaŜając po raz kolejny jego zachowanie, doszła
do wniosku, Ŝe w ten sposób chce jej po prostu dokuczyć. Ale przecieŜ dzisiaj nie Ŝartował. Namiętność
pocałunków była prawdziwa, a jej piersi naprawdę twardniały pod wpływem dotyku jego rąk.
Część jej serca, maleńka część, obawiała się Nicholasa. Nie naleŜał do ludzi, którzy angaŜowali się w
coś tylko częściowo. Nie spocznie, dopóki Keena nie znajdzie się w jego łóŜku. Chciał ją posiąść i tylko
to go zadowoli. Keena ogromnie ceniła sobie niezaleŜność. Nie była pewna, czy jest gotowa z niej
zrezygnować. Pod tym względem jest podobna do swojej matki, która umarła dając jej Ŝycie. Alan
Whitman zawsze z czułością mówił o dąŜeniu swojej Ŝony do niezaleŜności. Keena była identyczna. Zbyt
długo Ŝyła sama dla siebie, Ŝeby teraz porzucić wszystkie swoje ideały. Och, byli w jej Ŝyciu męŜczyźni -
czarujący, atrakcyjni, towarzyscy. Ona jednak zawsze starała się trzymać ich na bezpieczny dystans. JuŜ na
początku znajomości dawała do zrozumienia, Ŝe ten romans będzie krótkotrwały. Nie, zupełnie nie była
przekonana, czy byłaby w stanie wytrzymać z jednym męŜczyzną do końca Ŝycia, zwłaszcza z
męŜczyzną typu Nicka. Jednak po dzisiejszym spotkaniu była świadoma, Ŝe to właśnie jego i tylko jego
pragnęło jej ciało. Ale co z resztą jej jestestwa? Czy będzie próbował namówić ją, by zrezygnowała z pracy?
A jeŜeli zdecyduje się dzielić z nim Ŝycie, czy będzie potrafiła w razie czego odejść od niego,
zanim będzie za późno.
Bała się go, nie chciała, by zbliŜył się do niej zanadto. Całe szczęście, Ŝe tak szybko wrócił do Nowego
Jorku. Ale wiedziała, Ŝe nie zrezygnuje ze swego zamiaru. Nie byłby wtedy Nicholasem Calmanem. -
Ile miałaś lat, jak wyjeŜdŜałaś z Ashton? - zapytała kilka dni później Mandy, gdy jeździły po mieście
wypoŜyczonym samochodem. Keena chciała odwiedzić swoją dawną szkołę, bibliotekę publiczną, w której
bywała częstym gościem i sieć nowych lepów.
- Osiemnaście - odpowiedziała kobieta, wracając myślami
do wspomnień, które w większości nie były zbyt
miłe. - Musiałaś bardzo tęsknić za domem. - Mandy uśmiechnęła się, spoglądając na dwóch jadących na
rowerach chłopców. - To takie śliczne miasteczko - dodała zupełnie bez związku. -Śliczne - powtórzyła
nieświadomie Keena. Pokojówka spojrzała na nią z niepokojem. - Ostatnio jesteś bardzo milcząca.
Martwisz się, Ŝe Nick nie wraca?
- Wcale się nie martwię! - oburzyła się.
- Nie próbuj się oszukiwać, kochanie. Dla mnie i tak wszystko jest jasne.
- Dlaczego miałabym się martwić, Ŝe nie przyjeŜdŜa wywracać mojego Ŝycia do góry nogami,
straszyć mnie.
PrzecieŜ wiesz, Ŝe kiedy dostanie to, czego chce, zniknie z mojego Ŝycia. On jest taki sam, jak wszyscy
męŜczyźni.
-
Och, opowiadasz bzdury.
-
A pomijając wszystko inne, to jest moje Ŝycie i nic chcę, Ŝeby ktoś w nie ingerował- dodała ostro,
niespokojnie wiercąc się za kierownicą. - Będę robiła dokładnie to, na co mam ochotę.
-
Oczywiście, Ŝe tak.
-
Jeśli mam ochotę odnowić dom i wydać przyjęcie, to jest to moja prywatna sprawa.
-
Masz rację, kochanie.
-
A oprócz tego, jeŜeli tak bardzo zaleŜy mu na mnie, dlaczego do tej pory jeszcze ani razu nie
zadzwonił? -Zielone oczy Keeny błyszczały złowrogo. - Szkoda mu, czasu na rozmowy telefoniczne ze
mną.
-
Zapominasz, Ŝe jest bardzo zajętym człowiekiem.
-
Ja równieŜ jestem zajęta. A poza tym jestem jeszcze zła. I on jest przyczyną mojej złości. Nie lubię,
jak ktoś obiecuje złote góry, a potem nie dotrzymuje przyrzeczeń Zachowuje się jak nastolatek.
-
Czy starasz się dać mi do zrozumienia, Ŝe Nick jest zazdrosny o Jamesa Harrisa? - Mandy próbowała
ukryć uśmiech.
-
Nie ma powodu być o niego zazdrosny. James nawet nie zadzwonił, nie wspominając juŜ o złoŜeniu mi
wizyty.
To równieŜ ją dręczyło. Była bardzo młoda, miała zaledwie osiemnaście lat, kiedy przypadkowo
podsłuchała rozmowę Jamesa z bratem. Wtedy właśnie uświadomiła sobie, jak bardzo była głupia, Ŝe poszła
z nim do łóŜka. Wtedy to zdała sobie sprawę, jak mało dla niego znaczyła. Była zbyt naiwna, by zrozumieć,
jak okrutną grę prowadzi jej ukochany. Pojęła to, kiedy było juŜ za późno. Jakaś maleńka jej cząstka nadal
była tą samą naiwną Keena, która pragnęła powalić tego wysokiego, błękitnookiego, zdradliwego ko-
chanka na kolana. Było coś w jej sercu, czego sama nie była w stanie zrozumieć, co potęgowało to
owo uczucie było zbyt silne, by je zignorować. Nicholas mógł pogodzić się z tym, Ŝe James odegrał waŜną
rolę w jej przeszłości. Była jednak pewna, Ŝe teraz nie będzie musiał tego
robić. Być moŜe Nick będzie
uwaŜał, Ŝe to wszystko jest
mało waŜne. Jednak Keena była innego zdania. Zrobi wszystko, co w jej mocy,
Ŝ
eby poniŜyć Jamesa Harrisa tak, Jak on kiedyś ją poniŜył. Teraz, kiedy osiągnęła w Ŝyciu sukces, kiedy
była piękną, pewną siebie kobietą, nie będzie zachowywała się jak nieśmiała nastolatka. Teraz James
będzie jej poŜądał. Chciała, Ŝeby dowiedział się, jaka naprawdę jest Potrzebowała tego, Ŝeby ugasić
pragnienie, które nie zostało do końca zaspokojone. Musi udowodnić sobie samej, Ŝe moŜe go mieć,
jeŜeli tego zechce. I nikt, nawet
Nick, nie zdoła odwieść jej od tego. Chciała zadzwonić do Jamesa i
zaprosić go do siebie, ale najpierw musiała uspokoić nerwy. Wyszła przed dom, Ŝeby odetchnąć trochę
ś
wieŜym powietrzem i zastała go stojącego przed furtką. Wyglądał, jakby od dłuŜszego czasu czekał na nią.
Miał na sobie drogi tweedowy płaszcz, elegancki sweter i ciemne spodnie. Był przystojny, ale zupełnie nie
przypominał chłopaka, w którym zakochała się dziesięć lat temu.
- Jak grochem o ścianę- mruknęła Mandy, spoglądając na rozpromienioną Keenę.
- No, doczekałem się wreszcie. - James uśmiechnął się szeroko i zaczął wspinać się na stopnie
prowadzące do ganku. Zupełnie jak za dawnych czasów. - Pomyślałem, Ŝe mogłabyś zaprosić mnie na
kawę... ale jakoś nie miałem odwagi zapukać do twoich drzwi. Poza tym kręci się tu cały gum robotników -
dodał po chwili, wskazując głową na przechodzącego właśnie cieślę.
- Zaadoptowałam ich, są całkowitymi sierotami - powiedziała z powaŜnym wyrazem twarzy. Odrzucił
do tyłu głowę i zaśmiał się głośno. Nie za brzmiało to szczerze, ale Keena przyłączyła się.
- Jones powiedział, Ŝe poŜyczyłaś mnóstwo pieniędzy na remont domu.
Uśmiechnęła się tylko w odpowiedzi. Było ją stać, Ŝeby zapłacić gotówką, ale zdecydowała się poŜyczyć
pieniądze z banku Abrahama Jonesa pod zastaw bezcennej bransolety ze szmaragdami. Wiedziała, Ŝe ją
odzyska, dlatego bez wahania to zrobiła. Teraz była tylko ciekawa, jak potoczy się bieg wypadków. Jak
zareagują na jej poczynania dawni znajomi? Jak zachowa się James?
-
Zastawiłaś bransoletę - raczej stwierdził niŜ zapytał, spoglądając na nią jednym ze swoich ulubionych
spojrzeń. - Jest prawdziwa, prawda?
-
Jak najbardziej.
- To prezent?
-Nie.
Zmarszczył brwi.
-
Przepraszam, chyba jestem nietaktowny. Pewnie po-myślisz, Ŝe brak mi obycia.
-
Tak bardzo się tym przejmujesz? - Uśmiechnęła się zalotnie.
Nagle zobaczyła coś dziwnego w jego oczach, coś łagodnego, czułego, coś, czego nie udało jej się
zauwaŜyć nigdy przedtem. Podszedł do niej, wyjął ręce z kieszeni luźnych spodni i delikatnie złapał ją
za ramiona.
-
Bardzo się zmieniłaś- odezwał się łagodnie. - Zawsze byłaś piękna, ale teraz...
-
Co teraz, James? - dopytywała się, z trudem łapiąc oddech.
Otworzył usta, by coś powiedzieć, ale zastygł w bezruchu, nie mogąc wydobyć z siebie Ŝadnego
dźwięku.
Keena przechyliła głowę i w tej chwili zauwaŜyła nadjeŜdŜającego rollsa, który łagodnie zatrzymał się
przed jej
domem. Po chwili z samochodu wysiadł Nicholas, w jednej ręce trzymając duŜy skórzany neseser, a w
drugiej małą walizeczkę. Był ubrany w kosztowny tweedowy garnitur, który podkreślał jego masywną
sylwetkę. JeŜeli ktoś po-wiedziałby, Ŝe wyglądał bogato, uŜyłby zbyt słabego określenia. Wyglądał
imponująco. Poruszał się z wielką gracją, a gdy zauwaŜył Jamesa, rzucił mu pogardliwe, wyzywają-
ce spojrzenie. -Mam nadzieję, Ŝe zdąŜyłaś przygotować dla mnie pokój. Jestem juŜ cholernie zmęczony
moim londyńskim biurem. Wpatrywała się w niego z otwartymi ze zdziwienia usta mi.
- Kto to jest? - zapytał chłodno James.
Kena spojrzała na niego pozbawionym nadziei wzrokiem. Przez krótką chwilę zastanawiała się, czy
Jamek uwierzyłby, Ŝe ten człowiek jest jej agentem ubezpieczeniowym. Zrezygnowała jednak z tego
naiwnego kłamstewka westchnęła głęboko, wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się przepraszająco.
- To jest Nicholas - odpowiedziała. - Muszę teraz cię opuścić, ale, proszę, zadzwoń do mnie później. -
Och... tak, oczywiście - wyjąkał. Keena po raz pierwszy była świadkiem sytuacji, kiedy Jamesowi
zabrakło słów. Wydawał się dziwić, Ŝe jakakolwiek kobieta wybrała towarzystwo innego męŜczyzny, mając
jego w zasięgu ręki.
Odwróciła się i szybkim krokiem weszła do domu. Co znowu wymyślił Nicholas? Czy naprawdę ma
zamiar zatrzymać się u niej?
- A ty gdzie się wybierasz? - zapytała idącego za nią Nicholasa. - Do mojego pokoju. - Ty nie masz w
tym domu swojego pokoju.
-
Jeszcze nie mam? To zaraz będę miał - powiedziawszy to, podjął wspinaczkę po schodach.
-
To mój dom! - Kobieta podniosła głos. - Nie moŜesz się tu wprowadzić, nie pytając mnie nawet o
zgodę!
-
Myślisz, Ŝe uda ci się mi przeszkodzić? - zapytał uprzejmie, mierząc ją wzrokiem od stóp do głów. Pod
wpływem tego spojrzenia cofnęła się o kilka kroków.
-
Nie jestem samotna ani bezbronna - wskazała ruchem głowy kręcących się po domu robotników.
-
Czy potrzebuje pani naszej pomocy? - Jeden z malarzy zbliŜył się do niej i popatrzył na gościa.
Nicholas spojrzał na męŜczyznę z politowaniem.
- Mam nadzieję, Ŝe jest pan ubezpieczony - odezwał się uprzejmie.
Robotnik natychmiast wrócił do przerwanej pracy, ze zdwojoną energią.
- Tak jak powiedziałem, proszę pani - odparł po chwili - ja zaoferowałbym pokój temu zmęczonemu
człowiekowi,
Keena rzuciła mu piorunujące spojrzenie i przeniosła wzrok na drugiego robotnika, który zsunąwszy
czapkę na] oczy wydawał się nie zauwaŜać niczego niezwykłego.
Nicholas uśmiechnął się szeroko i ruszył dalej.
Zrezygnowana poszła za nim, mimo Ŝe trzęsła się ze złości. Bezsilnie przypatrywała się, jak zagląda
kolejno do wszystkich pokoi znajdujących się na piętrze. Wreszcie wybrał jeden i wniósł do środka swoje
bagaŜe.
-
Ten będzie dobry - mruknął, rozglądając się dookoła. -Antyczne meble... bardzo ładne. - Podszedł do
okna. -Śliczny widok. Czy jest tu łazienka?
-
Nie jedna. Na piętrze są aŜ dwie. Jedna zaraz przy tym pokoju. Ale nie radzę ci się rozgaszczać. Nie
zostaniesz tutaj!
Przesunął wzrokiem po jej zgrabnej sylwetce.
- O mój BoŜe, jesteś jeszcze piękniejsza, kiedy się tak złościsz
i zabierasz do bicia. Chodź tu i przestań
zaciskać pięści, moja mała złośnico - powiedział głębokim, aksamitnym głosem.
-Co ty tu w ogóle robisz? - zapytała, czując, Ŝe ziemia usuwa się jej spod stóp. Wzruszył
ramionami.
- PrzecieŜ widzisz. Wprowadzam się.
- Na długo? - Dopóki znowu nie staniesz się sobą i nie wyzbędziesz
się tych miłostek. - Spojrzał jej w twarz. - Nie wrócisz do niego, kochanie. Nie pozwolę ci na to.
Policzki Keeny oblały się szkarłatem.
- Zupełnie nie wiem, o co ci chodzi.
- Doskonale wiesz. - ZbliŜył się do niej o kilka kroków, a kobieta poruszyła się niespokojnie. - Nie
panikuj! Nie mam zamiaru zapakować cię do łóŜka. Czy znajdzie się jeszcze jeden wolny pokój na mój
gabinet?
- Gabinet jest na dole. - Keena wyraźnie wpadała w furię. - Ale jest w nim pełno malarzy.
- W takim razie niech idą gdzie indziej. Powiesz im to,
czy sam mam ich wyrzucić?
- Jutro skończą pracę i będziesz miał ten pokój do swojej dyspozycji - odparła ponuro. - Nicholas, nie
moŜesz zostać tutaj. To małe miasteczko. Wszyscy ludzie będą o tym plotkować. Będą myśleć, Ŝe jesteś
moim kochankiem.
- MoŜe będą mieli rację - zaŜartował, podchodząc jeszcze bliŜej. - Chodź tutaj.
- Nicholas! - Przywarła plecami do drzwi. Objął Keenę potęŜnymi ramionami. Jego rozbawione
oczy rzucały złośliwe błyski, kiedy szeptał jej do ucha jakieś sekretne myśli.
-
Zawstydzona? - mruknął. - Gdy flirtujesz z Harrisem, wcale nie wyglądasz na zawstydzoną. Dlaczego
nie spróbujesz zachowywać się tak w stosunku do mnie?
-
Wcale z nim nie flirtuję. A skąd wiesz, Ŝe to był James? - zapytała zdenerwowana.
Owionął ją wspaniały zapach dobrej wody kolońskiej. Starała się nie dostrzegać rozmiaru i siły jego
ciała.
-
Wyczytałem to z twoich oczu, lisiczko. - Czuła, Ŝe jego wzrok przeszywają na wskroś. - Być moŜe
wydaje ci się, Ŝe odzyskasz to, co utraciłaś przed laty. Szybko się jednak przekonasz, Ŝe jest to
niemoŜliwe.
-
To moje Ŝycie, Nicholas.
-
Zgoda, ale nie pozwolę temu anemicznemu snobowi skrzywdzić cię po raz drugi.
Drzwi uniemoŜliwiały jej ucieczkę, nie mogła juŜ cofnąć się dalej.
- Doceniam twoją troskę- powiedziała drŜącym głosem.
- MoŜe jednak będzie lepiej, jeŜeli zmienimy temat. Masz zamiar tracić tutaj swój cenny czas? - Nie miała
odwagi
spojrzeć
mu
w
oczy.
-
Kiedyś
często
przypominałeś
mi,
Ŝ
e
jesteś bardzo zajętym człowiekiem.
Jego twarz wyraŜała wyraźne rozbawienie.
- Tylko praca, Ŝadnych rozrywek... - mruknął, mruŜąc oczy.
Obserwowała, jak jego twarz przybliŜa się. Doskonałe zdawała sobie sprawę, co się za chwilę stanie.
„Nic dziwnego, Ŝe zaszedł tak daleko - pomyślała, kiedy usta Nicholasa musnęły jej czoło. - Nie moŜna
go zatrzymać. Jest jak rozpędzona lokomotywa".
-
Za chwilę wywaŜysz drzwi. Będzie z korzyścią dla nas obojga, jeŜeli zaczniesz przytulać się do mnie.
-
Denerwujesz mnie.
-
Czy aby wiesz, co czujesz?
Przytulił ją mocno do siebie, a potem wziął na ręce i połoŜył na łóŜku. Odczuwała dziwny strach. Jeszcze
nigdy dotąd nie była tak blisko niego. Była przygnieciona zarówno jego cięŜarem, jak i osobowością.
Wprawdzie całował ją namiętnie w samochodzie, ale to, co przeŜywała wtedy, w Ŝaden sposób nie moŜe
się równać z jej obecnymi uczuciami. Nigdy nawet nie marzyła o takich emocjach. Nicholas utkwił wzrok
w jej oczach, odczytując w ten sposób, co dzieje się w kobiecym sercu. DrŜała pod wpływem dotyku
jego ciała. Z pewnością musiał to wyczuwać.
- Nick... - wyszeptała, a jej głos załamał się. - Jesteś jak ogień - powiedział cichym, stłumionym
głosem, kładąc się tuŜ obok. - Czuję, jak rozpalam cię swoim dotykiem. Czuję płomienie bijące z
twego ciała. Miała wraŜenie, Ŝe juŜ nigdy nie przestanie się trząść, Dłońmi delikatnie gładziła jego tors
przez cienki materiał koszuli. Palcami dokładnie wyczuwała kaŜdy mięsień.
- Nick... - jęknęła. Przymknęła oczy, a jej ciało bezwiednie odpowiadało na pieszczoty męŜczyzny.
Mimowolnie przysunęła się bliŜej, Manipulowała przy guzikach koszuli.
- Rozepnij je, Keeno - wyszeptał. - Dotykaj mnie. Dookoła panowała niczym nie przerywana cisza.
Patrząc Nicholasowi prosto w oczy, kobieta rozpięła guziki i zaczęła delikatnie gładzić ciepłą, szeroką,
porośniętą ciemnym włosem pierś. Wtedy poczuła, Ŝe i on drŜy.
- Jesteś... przypominasz mi... ciepły głaz - wyszeptała niespokojnie.
- Rozpaliłaś mnie swoim Ŝarem - Nicholas oddychał z trudem, z radością poddając się jej delikatnym
dłoniom. - Jeszcze nigdy przedtem nie pragnąłem tak dotyku kobiety! śadna nie działała na mnie w taki
sposób.
Głos, który ich doszedł niespodziewanie, zabrzmiał niczym roztrzaskana o podłogę szklanka.
- Keeno! Zejdźcie na lunch! - zawołała znajdująca się w holu Mandy.
Z ust kobiety wydostał się ledwie słyszalny jęk, a jej oczy powiedziały mu, jak bardzo niezadowolona
jest z nagłego pojawienia się intruza.
Oddech Nicholasa był przyspieszony.
- Będzie jeszcze okazja - powiedział sarkastycznie.
Zdobyła się na nieznaczne skinienie głowy. Nicholas podniósł się, podszedł do drzwi i otworzył je,
nim Keena zdąŜyła go powstrzymać.
- Co będziemy jedli? - zapytał stojącej na progu Mandy, spokojnie zapinając guziki koszuli.
Mandy rozpromieniła się na jego widok.
-
To, co pan najbardziej lubi. - Starała się ukryć uśmiech, widząc zarumienioną twarz i rozbiegane
spojrzenie swojej młodej pracodawczyni. - Sznycel, bułeczki domowego wypieku, ziemniaki w potrawce
i świeŜutką szarlotkę.
-
Chyba kiedyś zabiorę cię Keenie - powiedział męŜczyzna, mrugając szelmowsko okiem.
-
Nie jestem pewna, czy Mandy by z tobą wytrzymała -mruknęła w odpowiedzi.
Zachichotał.
- Nigdy nic nie wiadomo.
Keena, pragnąc jak najszybciej dojść do siebie, na drŜących nogach ruszyła za Mandy do kuchni. Nawet
nie obejrzała się, czy Nicholas podąŜy za nią, toteŜ nie mogła widzieć jego kpiącego spojrzenia.
Jeszcze tego dnia, w godzinach popołudniowych, zadzwonił James i zaprosił Keenę na kolację.
- Oczywiście, jeŜeli twój gość nie będzie miał nic przeciwko temu - dodał złośliwie.
Keena mocniej zacisnęła palce na słuchawce. - Mój... gość nie będzie mi mówił, co mam robić.
Nicholas jest tylko dobrym przyjacielem.
- Skoro tak twierdzisz. Czy odpowiada ci szósta? Myślę, Ŝe moglibyśmy pójść do Magnolia Room.
Doskonale pamiętała tę ekskluzywną restaurację. PrzejeŜdŜała koło niej, gdy skończyła osiemnaście lat i
wyjeŜdziała z Ashton do Atlanty. Bardzo wtedy płakała i przez łzy widziała wizerunek Jamesa,
gdyŜ ta właśnie restauracja była jego ulubionym miejscem. - Z przyjemnością - mruknęła. - Zatem
do zobaczenia o szóstej. James odłoŜył słuchawkę, a ona ciągle stała i wpatrywała się w swoją,
zastanawiając się, w jaki sposób zdoła wytłumaczyć to Nicholasowi. Była pewna, Ŝe taka wiadomość
nie wprowadzi go w dobry nastrój. Nicholas dokonał niezbędnych zakupów w miasteczku, a potem
zamknął się w gabinecie. Keena słyszała, Ŝe przez cały czas okupował telefon. W przerwach między
rozmowami szwendał się po domu, ale kobieta umiejętnie schodziła mu z drogi. ZauwaŜyła, Ŝe podobnie
zachowywali się robotnicy. Wszyscy z daleka obchodzili gabinet, z wyjątkiem Mandy, która co chwilę
wchodziła tam znosząc Nicholasowi najróŜniejsze przysmaki.
- Ciekawa jestem, dlaczego tak go rozpieszczasz? -zapytała nagle Keena, ale w odpowiedzi uzyskała
tylko zdziwione spojrzenie, któremu towarzyszyło uniesienie brwi.
Zeszła na dół na pięć minut przed przybyciem Jamesa. Miała na sobie oryginalną sukienkę, którą
zaprojektowała dla sławnej aktorki, a potem zadecydowała, Ŝe coś błyszczącego będzie bardziej
odpowiednie dla tego rodzaju klientki. Sukienka była zielona - bardziej oliwkowa niŜ
szmaragdowa - uszyta z miękkiego aksamitu. Miała długie bufiaste rękawy, przedłuŜony stan i potęŜny
dekolt. Kolor materiału doskonale harmonizował z barwą jej oczu i kontrastował z czerwienią ust i
róŜowymi policzkami. Na ramiona spływały świeŜo umyte, ciemne kręcone włosy Spojrzała na siebie
krytycznie w lustrze jeŜeli ten strój nie sprawi, Ŝe James zakocha się w niej, to juŜ nic nie będzie w stanie
tego zrobić.
- Wyglądasz czarująco - mruknął stojący w drzwiach gabinetu Nicholas.
Odwróciła się do niego. Miał na sobie spodnie z tweedowego garnituru, ale zdjął juŜ marynarkę;
jedwabny krawat zwisał luźno na szyi, a guzik przy kołnierzyku koszuli był odpięty. Rzadko kiedy Keena
miała okazję widzieć go ubranego nieelegancko i na luzie. Włosy były w nieładzie a w prawej ręce widniał
zapomniany niedopałek papierosa. Ręce świerzbiły ją, by go dotknąć.
-
Wychodzisz? - zapytał miłym głosem. Z trudem przełknęła ślinę.
-
Tak, z Jamesem - odparła sucho. Podniósł jedną brew.
-Och?
Zesztywniała, słysząc kpiący ton jego głosu.
Tylko Nicholas potrafił okazać niesmak pogardę i złośliwość w jednej sekundzie, za pomocą niewinnego
zdawałoby się, westchnienia.
- Zaprosi! mnie na obiad - próbowała się wytłumaczyć
- Mam
nadzieję,
Ŝ
e
nie
zamierzasz
wrócić
późno.
Nie
cierpię czekać na kogokolwiek.
- Mam dwadzieścia siedem lat - przypomniała. - Nikt nie musi na mnie czekać, nie wymagam tego nawet
od Mandy.
- CóŜ,
kochanie.
Pozwól,
Ŝ
e
sam
o
tym
zadecyduję.
Znowu uśmiechnął się złośliwie.
- Mandy przygotuje ci coś do zjedzenia.
-
Wiem, mówiła mi juŜ o tym.
-
Jest juŜ James - mruknęła, kiedy usłyszała silnik zatrzymującego się pod domem samochodu.
- W takim razie, baw się dobrze. Jeśli będziesz mogła -powiedział, wzruszając ramionami.
Wszedł do gabinetu i zamknął za sobą drzwi.
Magnolia Room była jedną z najlepszych restauracji w Ashton. Budynek był jasny, przestronny i
elegancki. Kiedy dziewięć lat temu Keena znalazła się tam po raz pierwszy, z wraŜenia zaparło jej dech
w piersiach. Opowiedziała o tym Jamesowi, gdy tylko usiedli przy stoliku. Jednak na bywalczyni
najbardziej wyszukanych lokali, w jaką przeobraziła się Keena, ta restauracja nie zrobiła najmniejszego
wraŜenia. Przyczyną niepokoju był towarzyszący jej męŜczyzna.
W chwili, gdy kelner przyniósł menu, James przypatrywał się jej zmienionymi oczyma. Jego spojrzenie
wyraŜało całkowitą aprobatę.
- AleŜ ty się zmieniłaś - mruknął miękko, a Keena pomyślała, Ŝe mimo upływu czasu nadal potrafi być
bardzo czarujący.
Poczuła na sobie palący wzrok i poczuła dziwne ukłucie w sercu. Jednak nie było to uczucie, którego
oczekiwała. Nieświadomie chciała, Ŝeby wydarzyło się coś zupełnie niesamowitego.
Niespokojnie poruszyła się na krześle. Nicholas niejednokrotnie juŜ sprawiał, Ŝe czuła się w taki właśnie
sposób. Ale co on robi w jej domu? Jutro rano jego odwiedziny będą tematem plotek w całym
miasteczku, Keena nie przejmowała się plotkami, ale miała plany, których nie uda się jej zrealizować,
jeŜeli nie znajdzie sposobu, by pozbyć się Nicholasa.
- Czy powiedziałem coś niewłaściwego? - spytał Jamek zmienionym głosem.
Zmusiła się do powrotu na ziemię.
- Oczywiście, Ŝe nie.
Uśmiechnęła się jednym ze swoich najładniejszych uśmiechów i delikatnie dotknęła jego dłoni.
-
Rozkoszuję się tą chwilą. Pamiętasz, kiedy otworzono tę restaurację? Mayor Henderson przeciął
wstęgę, a Lieutenant Governor był pierwszym gościem.
-
On był przyjacielem Maxa - wyjaśnił męŜczyzna, a Keena zrozumiała, Ŝe chodzi mu Maxa Kellsa,
właściciela tego lokalu.
- Powiedz mi, jak miewa się Max?
Wzruszył ramionami.
-Przypuszczam, Ŝe dobrze. Ostatnio byłem bardzo zajęty i nie miałem czasu go odwiedzić.
James wpatrywał się w nią bezustannie, odwrócił wzrok tylko na chwilę, by złoŜyć kelnerowi
zamówienie.
-
Naprawdę, bardzo się zmieniłaś - powtórzył po raz kolejny. - Aksamitna suknia, wyszukane
zachowanie, elokwencja. Naprawdę zajmujesz się szyciem ciuchów?
-
Od tego zaczynałam. Teraz jestem projektantką mody. Projektuję dla najbardziej ekskluzywnych
domów mody w kraju i za granicą.
-
To... w takim razie nie jesteś utrzymanką tego pana, którego nazywasz tylko przyjacielem? - zapytał
bezceremonialnie.
Ten problem wydawałby się oczywisty dla kaŜdego, kto choć trochę zna Keenę. Jednak to pytanie
przypomniało kobiecie, jak okrutny potrafi być James.
-
Nie - odpowiedziała chłodno. - Nicholas nie utrzymuje mnie.
-
Nicholas?
- Coleman - dodała i podniosła do ust kryształową szklankę. - Z pewnością słyszałeś o fabryce nazwanej
jego nazwiskiem. Uniósł brwi w geście zdziwienia. - Niezłe towarzystwo. - MęŜczyzna uśmiechnął się sztu-
cznie. Zdawał sobie dokładnie sprawę, Ŝe chociaŜ w Ashton uchodził za bogatego człowieka, ów Coleman
mógł za wszystko co ma, za cały jego majątek, zapłacić od ręki gotówką i w ogóle nie poczuć tego
wydatku w swoim budŜecie.
- Czy on jest twoim kochankiem? - zapytał niby obojętnie, ale Keena wiedziała, Ŝe zŜera go ciekawość.
Niespokojnie błądził oczyma po jej twarzy i nerwowo bawił się szklanką. Uśmiechnęła się tylko. - A
jak się tobie powodzi? - Zupełnie zignorowała jego pytanie.
Wzruszył ramionami wiedząc, Ŝe po tym, co usłyszał o Colemanie, jego własny business z pewnością
nie wyda się atrakcyjny.
- Chodzi ci o fabrykę? CóŜ, mogłoby być gorzej. A moŜe myślałaś o mnie? - Zaśmiał się cicho. -
Ostatnio czuję się trochę samotny.
- Naprawdę? Ja nie mam czasu, by się czuć samotnie. Jestem zawsze bardzo zajęta.
- Nie masz zamiaru wrócić do Ashton, Keeno? - zapytał niespodziewanie.
Spojrzała mu prosto w oczy i nagle wróciła pamięć tamtych dni. Czas, kiedy James wyśmiewał się z niej,
dokuczał. Jego pierwsze pocałunki, długie spacery po lesie. I ten wieczór, kiedy stała się kobietą, jego
okrutne nieczułe ręce...
- Wiesz, Keeno, tęskniłem za tobą - powiedział łagodnie, delikatnie głaszcząc jej rękę.
„Nie wierz w to - upominała samą siebie. - Nie słuchaj tych bzdur".
Ale wspomnienia były zbyt silne, a James taki przystoi ny. Jak mogła się powstrzymać od słuchania tych
miłych słów.
- Ja... takŜe za tobą tęskniłam - odparła z wahaniem w głosie.
Stojący cierpliwie kelner zdołał wreszcie uchwycić spojrzenie Jamesa i zaczął zdejmować z tacy
zamówione dania.
Były to ostrygi, wyszukana sałatka, filet z soli i grzanki] z masłem.
James chrząknął, jego twarz zdradzała aŜ nadto wyraźnie zainteresowanie Keena. Kobieta dostrzegła, Ŝe
patrzy na nią w zupełnie nowy, ekscytujący sposób. Uśmiechnęła się. Ten wieczór był pełen
niespodzianek.
- Czy nie zechciałabyś po kolacji pojechać nad jezioro.
Było to jedno z jego ulubionych miejsc. Oczy Keeny bezwiednie spoczęły na jego wargach. Miał
takie ładne usta. Były zbyt pełne i zbyt ładnie wykrojone, Ŝeby naleŜeć do męŜczyzny. Zastanawiała się, co
czuła, kiedy ją całował. Chciałaby wiedzieć, czy nauczył się być bardziej czuły i cierpliwy w obcowaniu z
kobietami. Nie wiadomo dlaczego, jej myśli znowu skupiły się na Nicholasie. Przypomniała sobie, jak
całował ją w samochodzie i zarumieniła się mimowolnie.
James pomyślał, Ŝe stało się tak na skutek jego propozycji i skrzywił usta w wyraŜającym pewność siebie
uśmiechu.
-I co ty na to? - mruknął, przykładając do ust kieliszek wina.
- Hmm... - zaczęła.
- Przepraszam - przerwał im kelner - jest telefon do pana.
James wymamrotał coś pod nosem i wyraźnie niezadowolony wstał od stolika.
- Przepraszam na moment, kochanie.
Kochanie! - Nie ma o czym mówić.
Odprowadziła go spojrzeniem do miejsca, gdzie stał aparat telefoniczny. Obserwowała jego szczupłą
sylwetkę, kiedy prowadził rozmowę, a potem gwałtownie odłoŜył słuchawkę. Po chwili był juŜ z powrotem
przy stoliku, a jego twarz wyraŜała ogromne zakłopotanie.
- Musimy, niestety, opuścić lokal. - Zamilkł na chwilę, dopijając wino. - Nie jestem w stanie wyrazić,
jak bardzo mi przykro. Odwiozę cię do domu.
- Czy stało się coś złego? - Mają pewne problemy w fabryce. - Westchnął. - Dziwne, nie pamiętam,
Ŝ
eby straŜnik był przeziębiony. Być moŜe jego głos został zniekształcony na skutek zakłóceń na linii.
Keenie natychmiast przyszła do głowy pewna mysi. - Czy chodzi ci o to, Ŝe mówił niskim,
zachrypniętym głosem? - zapytała z udaną ciekawością.
- DuŜo niŜszym niŜ zazwyczaj - powiedział, regulując rachunek. - Zawsze chciałem zarządzać fabryką.
Ale gdy po śmierci ojca moje marzenie ziściło się, doszedłem do wniosku, Ŝe nie jest to takie proste, jak
przypuszczałem, Czasami Ŝałuję... - Wzruszył ramionami. - NiewaŜne. MoŜe to właśnie było mi
sądzone. - Uśmiechnął się do niej. - Mam nadzieję, Ŝe piękna czarodziejka rozwieje zły urok, który
ktoś na mnie rzucił.
Odwzajemniła uśmiech i ruszyła za męŜczyzną w stronę wyjścia.
Przez całą drogę rozmyślała o tajemniczym telefonie. Nie podzieliła się swoimi podejrzeniami z
Jamesem, ale była niemal pewna, Ŝe w fabryce zupełnie nic się nie wydarzyło.
James zatrzymał samochód tuŜ za eleganckim rolls-royce'em.
-
MoŜe spotkamy się jutro wieczorem? O cholera! Nic, nie mogę. Muszę spotkać się w interesach z
facetem z Atlanty. Ale zapraszam cię w czwartek na obiad. - W jego głosie słychać było prośbę.
-
Bardzo chętnie zjem z tobą obiad.
-Przepraszam, Ŝe musiałem przerwać spotkanie -mruknął, pochylając się nad nią. Zanim jednak zdąŜył ją
pocałować, zapaliła się latarnia oświetlająca ganek. James cofnął się gwałtownie. - W takim razie, dobranoc -
dodał i chrząknął, by ukryć zmieszanie.
- Dobranoc - odparła Keena, z trudem ukrywając wściekłość, jąkają ogarnęła.
Jak tylko znajdzie się w domu, udusi Nicholasa Colemana gołymi rękami.
-
Czy twój gość przyjechał na długo? - zapytał James, spoglądając z niechęcią na rollsa.
-
Nie - odpowiedziała pewnie. Wysiadła z samochodu i pomachała mu ręką na poŜegnanie.
Kiedy znalazła się w domu, jej ciało trzęsło się ze zdenerwowania. Wchodząc po schodach, przeskakiwała
po dwa stopnie naraz. Jej zielone oczy pałały złowrogim blaskiem.
Słysząc jej kroki, Mandy uchyliła drzwi swego pokoju.
-
Tak wcześnie? - zapytała, podnosząc brwi. Keena spojrzała na nią.
-
Czy Nicholas dzwonił gdzieś tego wieczora?
-Tak, przez cały czas nie odchodził od telefonu. Przepraszam, Ŝe zapaliłam światło na ganku, ale
usłyszałam samochód i chciałam zobaczyć, kto przyjechał. Nie przypuszczałam, Ŝe wrócisz do domu
tak szybko...
Keena w zniecierpliwieniu machnęła tylko ręką.
- Gdzie jest Nicholas?
-
Przypuszczam, Ŝe na górze. Zdaje się, Ŝe napuszczał sobie wody do wanny.
-
Bez wątpienia szykuje się do łóŜka.
Nie mówiąc nic więcej, Keena podała Mandy swój płaszcz oraz torebkę i podjęła dalszą wspinaczkę po
schodach.
- Tym razem nie ujdzie mu to na sucho. Nie pozwolę, Ŝeby ten tyran miał nade mną kontrolę - zdołała
jeszcze usłyszeć pokojówka.
Uśmiechnęła się wyrozumiale i zniknęła w swoim pokoju.
Keena, bez chwili zastanowienia, otworzyła drzwi do pokoju Nicholasa i pewnym krokiem wmaszerowała
do środka.
Zobaczyła stojącego naprzeciw niej Nicholas. Waśnie zajęty był rozczesywaniem mokrych po kąpieli
włosów. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, Ŝe jego potęŜne, pokryte ciemnym włosem ciało, było
zupełnie nagie.
Rozdział czwarty
Keena stała jak skamieniała na progu pokoju i bezwiednie wpatrywała się w męŜczyznę.
Uniósł brwi w geście zdziwienia, jakby był zupełnie nieświadomy swojej nagości.
-
Proszę, wejdź - zaprosił ją, uśmiechając się nieznacznie. OdłoŜył grzebień i włączył elektryczną
maszynkę do golenia. - Muszę robić to dwa razy dziennie, bo inaczej mógłbym uŜywać twarzy zamiast
papieru ściernego - skomentował swoje poczynania, przykładając golarkę do brody. - Siadaj i opowiedz mi o
swojej randce.
-
Och... - usiłowała coś powiedzieć, ale głos uwiązł jej w gardle.
Nie była niewinna, ale nigdy nie myślała, Ŝe widok nagiego męŜczyzny moŜe ją tak oszołomić. Nie
mogła oderwać od niego oczu. Nigdy nie zdarzyło się jej nazwać męŜczyznę pięknym, ale dla określenia
urody Nicholasa z pewnością nie znalazłaby innego słowa. Jego potęŜne, muskularne ciało było idealnie
zbudowane i nie miało ani grama tłuszczu.
On takŜe patrzył na nią, a na jego twarzy zakwitł uprzejmy uśmiech.
- JeŜeli ja nie jestem zakłopotany, to ty takŜe nie powinnaś czuć się w ten sposób. Siadaj. Jesteś całkowicie
bezpieczna.
Podeszła sztywno do krzesła i cięŜko na nie opadła.
- Ja... chciałam tylko zadać ci jedno pytanie - odezwała
się zdławionym głosem.
Przejrzał się w lustrze, gładząc wierzchem dłoni świeŜo ogolony policzek. - Słucham.
-
Czy dzwoniłeś do restauracji i powiedziałeś Jamesowi, Ŝe w jego fabryce są jakieś kłopoty? -
wypaliła Keena.
-
A w której restauracji byliście?
Siłą woli próbowała powstrzymać się od patrzenia na niego.
- Zarumieniłaś się, wiesz ó tym? MoŜe wreszcie uświadomiłaś sobie, Ŝe jestem męŜczyzną i
zaczniesz traktować naszą znajomość inaczej.
- Posłuchaj... ja... to jest...
-O mój BoŜe, ty naprawdę jesteś zawstydzona. Muszę cię kiedyś zabrać na film porno, moŜe wtedy
przestaniesz reagować w ten sposób.
Uśmiechnęła się nieśmiało. - Nie będę oglądać w twoim towarzystwie Ŝadnych filmów.
Zachichotał, ponownie przeglądając się w lustrze. - Powinnaś się cieszyć, Ŝe nie załoŜyłem szlafroka W
moim wieku nie kaŜdy lubi być oglądany nago. - Nawet przez kobiety? Rzucił Keenie namiętne
spojrzenie, które przyprawiło ją o przyspieszone bicie serca. - ZaleŜy, jakie kobiety.
- Chyba nie chcesz przez to powiedzieć... Ŝe ja... -zdołała wyjąkać zmieszana kobieta.
- Nie. Nic podobnego nie miałem na myśli. Mimowolnie znowu przesunęła wzrokiem po jego nagim
ciele.
- I
co, aprobujesz mój wygląd? - zapytał cicho.
Momentalnie skierowała wzrok w inną stronę, zakłopotana faktem, Ŝe tak wiele zachwytu wzbudził w
niej ten męŜczyzna.
-Przepraszam. Nie miałam zamiaru ci się przyglądać.
- PrzecieŜ mówiłem, Ŝe nie sprawia mi to przykrości.
Keena kątem oka dostrzegła, Ŝe powoli przesuwał się w jej kierunku. Momentalnie zerwała się z
krzesła.
Osłupiały Nicholas zatrzymał się w miejscu. Nigdy dotąd nie patrzył na nią w ten sposób. Jego oczy
wyraŜały ogromne poŜądanie, ale w tej chwili takŜe błyszczały złowrogo.
-
Nie zmuszałem cię, byś odwiedzała mnie, gdy jestem nagi. Chyba lepiej będzie, jeŜeli pójdziesz do
swojego pokoju - powiedział oschle, podchodząc do szafy. Wyjął z niej krótki trykotowy szlafroczek i
załoŜył go na siebie.
-
Przepraszam - powiedziała, świadoma tego, Ŝe niepotrzebnie się przestraszyła - Nicholas, nie chciałam
zachować się w taki sposób, ja... ja... cholera, a czego się spodziewałeś?! Przyznasz, Ŝe nie jest to typowa
sytuacja, w jakiej prowadzi się konwersację.
-
Zapomnij o tym.
Wziął do ręki grzebień i przeczesał nim włosy. Jego twarz, pozostała pochmurna i nieprzystępna.
Stała pośrodku jego pokoju, nie bardzo wiedząc, jak powinna się teraz zachować i skubała palcami
kosztowny materiał swojej sukni.
-
Nick... - zaczęła, ale zabrakło jej słów, by powiedzieć coś więcej.
-
Idź juŜ spać, Keena. - Jego głos zabrzmiał obco.
-
Nie mogę, gdyŜ wiem, Ŝe jesteś na mnie wściekły. Zrozum, spanikowałam. Ale mam świadomość, Ŝe
zachowałam się beznadziejnie głupio. Cieszę się, Ŝe nie wyskoczyłam przez okno.
Miała wraŜenie, Ŝe nieco się udobruchał. Jego usta najpierw wykrzywiły się w ledwie zauwaŜalnym
uśmiechu, a potem zachichotał cicho.
- Jesteśmy na piętrze - przypomniał. - Nawet by mi to przez myśl nie przeszło. Wzruszył
ramionami.
- Być moŜe i ja przesadziłem. Ale wiesz przecieŜ, Ŝe jestem cholernie draŜliwy.
Powoli zaczynała rozumieć, o co mu chodzi. Wiedziała, Ŝe męŜczyźni są przewraŜliwieni pod pewnymi
względami jednak dotąd nie miała okazji przekonać się, jak bardzo wraŜliwy jest Nick.
- Nicholas, musisz zdawać sobie sprawę z tego, Ŝe jesteś wspaniałym, przystojnym męŜczyzną.
Rzucił w jej kierunku krótkie spojrzenie. - W porównaniu z kim?
- Byłbyś zdziwiony, gdybym ci powiedziała. - Kłamczucha. - OdłoŜył grzebień i włoŜył ręce do kieszeni
szlafroka. - Być moŜe nie jesteś westalką, kochanie, ale jestem cholernie pewny, Ŝe nie bardzo masz mnie
z kim porównać. - Nicholas najwyraźniej wpadł w wisielczy humor. Keena doskonale wiedziała, o czym
on mówi, ale nie miała zamiaru dać mu satysfakcji i kontynuować tego bezsensownego dialogu.
Wprawdzie nie znał całej prawdy o niej i Jamesie, ale kiedyś była na tyle głupia, Ŝe opowiedziała mu
fragment tej historii.
- Dlaczego nigdy nie odpowiadasz na moje pytania? -Wróciła do tego, o czym rozmawiali zaraz po jej
wtargnięciu
do pokoju Nicholasa. - Nawet nie zapytałeś mnie, dlaczego tak wcześnie wróciłam do
domu! Zamrugał powiekami. - MoŜe choć tym razem oszczędzisz mi swoich opowieści?
Westchnęła.
-
Nie chcesz wiedzieć, dlaczego tak szybko rozstałam się z Jamesem?
-
Harris nie jest chyba na tyle głupi, Ŝeby ciągnąć cię ze sobą do fabryki, skoro mają tam jakieś kłopoty.
-
Aha! - wykrzyknęła. - A więc to ty dzwoniłeś!
-
Nudziłem się - powiedział, niedbale wzruszając ramionami. - Nie znalazłem tu ciekawego zajęcia. -
Rozejrzał się po pokoju. - ChociaŜ mogłem zamiast tego pomalować drzwi. śe teŜ wcześniej nie wpadłem
na ten genialny pomysł.
-
Równie dobrze mogłeś wrócić do Nowego Jorku -zasugerowała.
-Zrobiłem sobie wakacje. NaleŜą mi się. PrzecieŜ wiesz, jak cięŜko ostatnio pracowałem.
-
Tak, wiem. Ale czy nie mógłbyś spędzić swoich wakacji w Acapulco, na Martynice czy ParyŜu?
-
Podoba mi się tutaj.
-
Nicholas! - Tupnęła stopą odzianą w elegancki pantofel na wysokim obcasie. - Czy zastanawiałeś się
nad tym, ile będzie plotek, jeŜeli zostaniesz tutaj? James uwaŜa, Ŝe powinnam sobie tego oszczędzić.
-
Naprawdę? - zakpił. - A to mnie rozczarował!
-
Obracasz wniwecz moje wszystkie plany! - Oczy Keeny rzucały gniewne błyski.
-
Do diabła! Dzięki tobie moje teŜ zostały pokrzyŜowane.
-
Nie mam zamiaru, powtarzam, nie mam zamiaru wrócić do Nowego Jorku, zanim nie wykończę
remontu domu i nie wydam przyjęcia. Powiedz mi, czego ty właściwie chcesz, Nicholas. Co usiłujesz w
ten sposób osiągnąć?
-
MoŜe w ten sposób chcę cię przekonać, Ŝebyś przestała uciekać ode mnie. Myślałaś kiedyś o tym w ten
sposób?
Spojrzała na niego
-PrzecieŜ nie uciekam od ciebie - zaprotestowała. - Kochanie, być moŜe nie zdajesz sobie z tego sprawy,
ale od czasu, kiedy się poznaliśmy, pozwoliłaś mi się do siebie zbliŜyć, a teraz robisz wszystko, by się
oddalić. - Co ty opowiadasz? Obrócił się, by sięgnąć po papierosy i zapalniczkę. Zapalił i dopiero wtedy
spojrzał na nią ponownie. Wydmuchnął chmurę niebieskawego dymu.
- Czego się boisz, Keeno? Czy twoje doświadczenia związane z seksem są aŜ tak przykre, Ŝe chcesz z
niego całkowicie zrezygnować. A moŜe obawiasz się, Ŝe i ja będę zbyt brutalny w stosunku do ciebie.
Keeno, uwierz mi, z wyjątkiem chwil, kiedy doprowadzasz moją krew do wrzenia, jestem bardzo
cierpliwym kochankiem.
- Ja... nie boję się ciebie. - Konwersacja zeszła na nie bezpieczne tory. - Nie poganiaj mnie, Nicholas.
- Nie poganiać cię, na miłość boską, przecieŜ znamy się juŜ sześć lat! - Krzyknął, a oczy błyszczały mu
groźnie. - Świat jest pełen kobiet! - wybuchła. - JeŜeli pragniesz tylko zaspokoić swoje poŜądanie,
jestem pewna, Ŝe bez problemu znajdziesz kogoś w miasteczku.
Wyglądał tak, jakby właśnie wymierzyła mu policzek. Keena była spięta, jak chyba jeszcze nigdy
przedtem. Była gotowa uciekać, gdy tylko dostrzeŜe najmniejszy ruch Nicholasa. Obserwowała, jak
męŜczyzna powoli dochodzi do siebie. Odwrócił się od niej i podszedł do łóŜka. Nastawił budzik i postawił
go na stojącym tuŜ obok stoliku nocnym.
- Byliśmy przyjaciółmi przez tak długi czas – odezwał się cichym głosem. - Myślałem, Ŝe znasz mnie
na tyle dobrze, Ŝeby wiedzieć, Ŝe nigdy nie pomyślałbym o tobie w ten sposób.
Kobieta poczuła się osaczona, krwawy rumieniec wystąpił na jej policzki.
-
Nie chciałam tego powiedzieć. Nick, nie wiem, co się ze mną dzisiaj dzieje, ale nie miałam zamiaru
powiedzieć nawet połowy tego, co usłyszałeś. Jestem... chyba bardzo zdenerwowana i to wszystko. -
Przesunęła ręką po włosach. - Proszę, zapomnij o tym.
-
Nie ma o czym mówić.
Rozwiązał pasek szlafroka, a potem rzucił go na krzesło i wsunął się pod kołdrę.
- Kochanie,
czy
moŜesz
wyłączyć
ś
wiatło,
jak
będziesz
wychodziła? - Ziewnął. - BoŜe, aleŜ jestem zmęczony.
Przyglądała mu się badawczym wzrokiem. Był silny i potęŜny, wyglądał bardzo imponująco.
Zapragnęła nagle znaleźć się w jego łóŜku i poczuć męskie ramiona. Miała dzisiaj straszny dzień. Zamiast
cieszyć się obecnością Nicholasa, starała trzymać się z daleka od niego. A teraz zrobiła mu dziką awanturę,
bez Ŝadnej właściwie przyczyny. PrzecieŜ James Harris nic juŜ nie znaczył w jej Ŝyciu. Mimo to,
dzisiejszego dnia wysunął się na pierwszą pozycję, przed Nicholasa. BoŜe, usłyszał od niej tyle przykrych
słów. Nienawidziła się za kaŜde z.nich.
- Nick... - wyszeptała drŜącymi wargami, a oczy zaszły jej łzami.
Przyglądał się jej smutnej twarzy i nagle wyciągnął ramiona.
- Chodź tu, lisiczko - powiedział czule.
Szybko podbiegła do łóŜka i wtuliła się w potęŜne ramiona Nicholasa. Jej policzek dotykał nagiej, ciepłej,
porośniętej ciemnym włosem piersi. Czuła zapach dobrego mydła i drogiej wody kolońskiej. Jeszcze nigdy
przedtem nie czuła się taka bezpieczna, całkowicie bezpieczna.
-
Byłam okropna, prawda? Och, Nick, co się ze mną dzieje? - załkała.
-
Łamie się skorupa, to wszystko - mruknął, uspokajają-co gładząc ją po plecach.
- Skorupa? - Skorupa, pancerz, powłoka. Nazwij to jak chcesz. Chodzi mi o to, czym otaczałaś się przez
ostatnie sześć lat -wyjaśnił. - Wiem, Ŝe byli jacyś męŜczyźni w twoim Ŝyciu, ale ładnemu nie pozwoliłaś
przekroczyć pewnej bariery. Powiedziałbym, Ŝe zostałaś nietknięta emocjonalnie.
Podniosła głowę i spojrzała mu w oczy, ale zaraz potem przeniosła wzrok na stojące przy ścianie krzesło. -
Nick...
- Hmm - mruknął. Zagryzła wargę, zastanawiając się, jak wyrazić swoje myśli. Delikatnie pociągnął
ją za włosy. - Mam wraŜenie, Ŝe chciałaś mnie o coś zapytać. Zrób to, nie krępuj się.
- Czy ma znaczenie to, Ŝe w moim Ŝyciu byli inni męŜczyźni? -Dla mnie? Nie. A dlaczego pytasz? Samą nie
bardzo wiedziała, dlaczego zadała to pytanie. Tym bardziej nie potrafiła wytłumaczyć tego Nicholasowi.
Czuła tylko, Ŝe bardzo duŜe znaczenie ma dla niej odpowiedź, bez
względu na to, Ŝe w prawdziwym słowa
tego znaczeniu, w jej Ŝyciu był tylko jeden męŜczyzna.
- Dlaczego nagle zamilkłaś? - Głos Nicholasa zabrzmiał bardzo czule.
Przesunęła się nieco i pogładziła delikatnie ciemne włosy na jego piersi.
- Nie potrafię cię rozgryźć. - Wpatrywała się w jego oczy, szukając odpowiedzi na nie zadane pytania,
ale nie znalazła tam nic, co zaspokoiłoby jej ciekawość. - A co chciałabyś wiedzieć?
- Nick, pragniesz mnie? - Słowa z trudem przechodziły jej przez gardło. Wyszeptała je niczym
tajemniczy sekret. Ścisnął mocno jej palce.
- Co to za idiotyczne pytanie?! - Zachichotał cicho i Keena pomyślała, Ŝe zachowuje się raczej jak
przyjaciel, którym do tej pory był, niŜ jak kochanek.
- Odpowiedz! - nalegała.
Westchnął głęboko.
- Nie mam nastroju do rozmowy na ten temat. Jest juŜ późno, a ja jestem cholernie zmęczony,
- Zbyt zmęczony, Ŝeby odpowiedzieć na jedno pytanie? - Keena znowu zaczynała się denerwować.
Podniósł brwi.
- Panno Whitman - powiedział przyciszonym głosem. - Na to pytanie mógłbym odpowiedzieć w sposób,
który zszokowałby twoją niewinną duszę. - Zaśmiał się ponownie, widząc Ŝe na jej brzoskwiniowych
policzkach pojawia się szkarłatny rumieniec. - Widzę, Ŝe dobrze mnie zrozumiałaś. A teraz, jeŜeli
wyczerpałaś juŜ wszystkie bezsensowne pytania, moŜe zostawiłabyś mnie w spokoju i pozwoliła trochę
pospać? Twoja obecność, mówiąc szczerze, trochę mnie rozprasza.
Z gardła Keeny wydostał się dziwny dźwięk, który najprawdopodobniej był śmiechem, choć w ogóle go
nie przypominał.
- Czy ty zawsze musisz narzekać?
Nie wiadomo dlaczego, ale ostatnie zdanie Nicholasa sprawiło jej przyjemność. Miło było mieć
ś
wiadomość, Ŝe jej obecność rozprasza kogoś.
- Chyba, Ŝe zechciałabyś zdjąć tę suknię i przedyskutować tę kwestię? - zapytał, mruŜąc oczy.
-
Dlaczego miałabym zdejmować suknię? - zapytała niewinnie, podnosząc się, by zdjąć z siebie ubranie.
-
Kusisz los, lisiczko - mruknął, podpierając się na łokciu, by móc lepiej się jej przyjrzeć.
Spojrzała w oczy Nicholasa, ale nie dostrzegła w nich ani krzty rozbawienia.
- Czy będzie to dla ciebie straszna wiadomość, jeŜeli powiem, Ŝe chcę się z tobą kochać?
- Jak na kobietę, która chciała przed chwilą wyskakiwać przez okno, stałaś się nagle cholernie odwaŜna.
Spuściła głowę. -Jestem trochę zaŜenowana.
- Wiem o tym, ale chcę cię uświadomić, Ŝe nie doda to uroku Ŝadnemu romansowi - powiedział sucho. –
Wyrzuć ze swojego serca Harrisa, zanim zaczniesz składać mi jakiekolwiek propozycje, Keena. - W
jego głosie było wyraźnie słychać groźne nuty. - Albo oddasz mi całą siebie, albo w ogóle z ciebie
zrezygnuję. Nie chcę się z nikim tobą dzielić.
Nie bardzo wiedziała, czy uznać jego słowa za obrazę, czy za pochlebstwo. Zaskoczyła ją siła
własnego poŜądania. Jeszcze nigdy nie pragnęła tak Ŝadnego męŜczyzny.
- Nie rozumiesz dlaczego spotykam się z Jamesem -zaczęła cichym głosem.
- Nie? - Oceniał jej szczupłą sylwetkę okiem znawcy. - Rozumiem to lepiej niŜ sobie wyobraŜasz. Nie
musisz nikomu nic udowadniać, Keeno. PrzecieŜ osiągnęłaś juŜ w Ŝyciu bardzo duŜo. Pomyśl, jak
daleko zaszłaś. Ale coś w głębi twego serca zmusza cię, Ŝebyś przekonała samą siebie, Ŝe moŜesz
odnieść jeszcze jeden sukces. I do tego właśnie potrzebny jest ci James Harris. - Przewrócił się na brzuch
i objął ramionami poduszkę. - Prowadź swoją grę, kochanie, ale nie oczekuj z mojej strony Ŝadnej
współpracy. Nie będę udawał, Ŝe chcę ci pomóc pogrąŜyć innego męŜczyznę.
- Jak śmiesz! - syknęła.
- Pragniesz mnie? - zapytał krótko. Otworzyła usta, chcąc odpowiedzieć, ale słowa ugrzęzły jej w
gardle. Czy go pragnęła? Oczywiście, Ŝe tak. Pytanie brzmiało tylko, dlaczego.
-
Kiedy będziesz potrafiła odpowiedzieć bez wahania, przeprowadzimy długą, przyjemną rozmowę-
powiedział łagodnie. - A teraz idź juŜ do siebie i pozwól mi spać.
-
Z przyjemnością - obruszyła się i ruszyła w stronę drzwi.
-Keeno!
Zatrzymała się z ręką na klamce, ale nie odwróciła głowy. -Tak?
- Czy zastanawiałaś się kiedyś nad tym, Ŝe jedynym powodem, dla którego poŜądasz Harrisa, jest fakt
Ŝ
e on kiedyś cię porzucił?
* * *
Cicho otworzyła drzwi, ale z furią zatrzasnęła je za sobą.
Mandy zapewne domyślała się, Ŝe Keena i Nicholas posprzeczali się poprzedniego wieczora. Nie dawała
jednak nic po sobie poznać i w milczeniu przygotowywała śniadanie. Robotnicy nie zdąŜyli jeszcze przyjść i
dom wydawał się niezwykle cichy. Keena i jej nie proszony gość siedzieli przy stole i nie odzywali się do
siebie ani słowem.
Pokojówka spojrzała na Nicholasa i wyczytała w jego oczach rozbawienie. Skończyli właśnie jeść
jajecznicę, wiejską szynkę i chrupiące bułeczki i poprosili o drugi dzbanek kawy. Mandy wyszła, by go
napełnić, a Nicholas, widząc wyraz twarzy Keeny, roześmiał się głośno.
Rozparł się wygodnie na krześle. Jego ciemne, gęste włosy były rozczochrane, a oczy nieco
zaczerwienione. Miał na sobie kolorową koszulkę, która kontrastowała ze śniadą cerą i ciemnymi
spodniami, opinającymi umięśnio-ne nogi. Wyglądał tak uroczo, Ŝe Keena nie potrafiła się na niego dłuŜej
gniewać.
- Prawie
się
dzisiaj
nie
odzywasz
-
powiedział.
Sprawiał
wraŜenie, Ŝe jest w znakomitym humorze.
- Spodziewałeś się, Ŝe będę recytować ,Hamleta"?
- A moŜe w twoim programie artystycznym znalazłby się ul wór zatytułowany „Kocham cię miłością
prawdziwą"?
Na twarz wystąpił jej nieznaczny rumieniec, ale szybko opanowała emocje.
- Nie - odpowiedziała stanowczo.
- Co nie?
- Nie kocham cię miłością prawdziwą, czy jakoś tak.
- Nie bądź taka zblazowana, lisiczko. Bawiła się pustą filiŜanką.
- Miłość jest synonimem namiętności - odparła gorzko. - Postanowiłam, Ŝe zrobię wszystko, by pozbyć
się takich uczuć.
Przypuszczam, Ŝe zbyt duŜo oczekiwałam od męźczyzn.
- Mianowicie?
- Lojalności, kurtuazji, delikatności, taktu. - To chyba jesteś z innej bajki. Spojrzała na
niego. - W twojej duszy nie ma ani odrobiny poezji. - Prawdopodobnie nie ma. Jestem
realistą.
- A czego oczekujesz od kobiet?
W jego oczach dojrzała dziwny błysk. Bez wątpienia był on odpowiedzią na jej sarkastyczny ton.
- Istoty odmiennej płci, jak zapewne podejrzewasz, słuŜą mi tylko do jednego celu.
PołoŜył swoją serwetkę na stole i wstał. Podniosła na niego
oczy, starając się ukryć drŜenie warg.
PrzecieŜ nie chciała się z nim sprzeczać. Ostatnio jednak tak się dziwnie składało, Ŝe kaŜdy temat
doprowadzał do kłótni. Nigdy przedtem nie zdarzało się jej walczyć z Nicholasem i wcale nie była pewna,
czy się jej to podoba. Tęskniła za dobrym przyjacielem, któremu mogła się zwierzyć ze wszystkich
kłopotów. A ten obcy człowiek o kamiennym sercu, który jeszcze przed chwilą siedział po przeciwnej
stronie stołu, działał jej tylko na nerwy. Czasami nawet zdawał się wyglądać dość niebezpiecznie.
Mandy wkroczyła do kuchni z dzbankiem kawy w ręku zanim Keena zdołała cokolwiek powiedzieć.
Spojrzała n ich zagniewane oblicza i domyśliła się wszystkiego.
-
Czy nie jest jeszcze za wcześnie na słowne utarczki? zwróciła się do milczącego męŜczyzny,
uśmiechając się łagodnie.
-
Powiedz to lepiej tej pani - wskazał ruchem głowy Keenę i skierował się w stronę drzwi.
Keena wstała gwałtownie, jej twarz przypominała chmurę gradową, a oczy ciskały błyskawice. Bała
się, Ŝe chwilę wybuchnie głośnym płaczem.
- Wybieram się na przejaŜdŜkę. Nie będzie mnie przez pewien czas.
Mandy spojrzała najpierw na Keenę, potem na znikającego w holu Nicholasa i wreszcie na napełniony
ś
wieŜą kawą dzbanek. Wzruszyła ramionami i nalała sobie filiŜankę.
* * *
Las był cichy i spokojny. Jedynym odgłosem dochodzą cym uszu Keeny był szept smukłych sosen.
Kobieta czuła, Ŝe powoli opuszczają wzburzenie. Wiedziała, Ŝe Nicholas celowo droczył się z nią, a mimo to
trudno jej było opanować zdenerwowanie. W chwilach złości stawał się taki zawzięty, krzywdził ją samym
spojrzeniem srogich oczu, Mimo, Ŝe nie miała zamiaru urągać mu, zrobiła to i nic na to nie mogła
poradzić.
Usadowiła się wygodniej w siodle i przejechała ręką po gładkiej sierści zwierzęcia. Miała nadzieję, Ŝe
moŜliwość dotknięcia Ŝywego stworzenia pozwoli jej uspokoić się.
Był wspaniały dzień, po błękitnym niebie płynęły drobne, postrzępione chmurki. Zacinał ostry lutowy
wiatr. Brązowa klacz nie była czystej rasy, ale Keena bardzo ją lubiła. NaleŜała do niej juŜ od czterech
lat, a kobieta ceniła zwierzę. przede wszystkim za łagodność. JeŜdŜenie na niej było ogromną przyjemnością.
Przypomniała sobie próbującego ujeŜdŜać konia Nicholasa i roześmiała się, zapominając o porannej
sprzeczce. Nagle ciszę zakłócił dziwny odgłos. Odwróciła się i ujrzała jadącego w jej kierunku Jamesa.
Uśmiechnęła się, zadowolona z nieoczekiwanego spotkania. Wyglądał bardzo przystojnie w stroju do
konnej jazdy. Jego błękitne oczy błyszczały radośnie.
- Wstąpiłem po ciebie do domu - odezwał się, zatrzymując swojego konia obok klaczy Keeny. -
Mandy poinformowała mnie, Ŝe znajdę cię w lesie. - Tak? - mruknęła, uśmiechając się zalotnie.
Pomyślała, Ŝe stać ją dzisiaj na wszystko.
- Wprawdzie konieczna była drobna persfazja, ale w koncu udało mi sie ją przekonać. - Omiótł
aprobującym wzrokiem jej zgrabną sylwetkę. - Świetnie wyglądasz.
- Dziękuję, ty teŜ. - Nerwowo poruszyła się w siodle. -Czy udało ci się rozwiązać problem w fabryce?
Twarz Jamesa zachmurzyła się.
- To był fałszywy alarm - burknął. -- Pojechałem tam tylko po to, Ŝeby dowiedzieć się, Ŝe straŜnik jest tak
samo zdziwiony tą wiadomością, jak ja. To nie on dzwonił. Czy moŜesz sobie wyobrazić, Ŝe są ludzie
posiadający tak bezsensowne poczucie humoru?
- Doprawdy, trudno w to uwierzyć. Z trudem powstrzymywała się od wybuchnięcia śmiechem W
zasadzie nie powinno jej to bawić, ale jak wyobraziła sobie Nicholasa...
- Na szczęście, nikomu nie stała się Ŝadna krzywda -westchnął, po czym oŜywił się nagle i zapytał: -
Masz ochotę na przejaŜdŜkę w moim towarzystwie? Przed południem mam waŜne spotkanie, ale będę
bardzo zadowolony, jeŜeli zechcesz spędzić ze mną tych parę wolnych chwil. Zamierzam pojechać w
dół rzeki i z powrotem.
- Z przyjemnością - odrzekła.
Jadąc przy boku wałacha Jamesa, przypomniała sobie, jak dawno temu niemal codziennie odwiedzała te
lasy tylko po to, by chociaŜ z daleka ujrzeć ukochanego na koniu Wtedy jej serce było delikatne i kruche,
a ona tak bardzo pragnęła oddać je Jamesowi. Teraz była starsza i nie poddawała się tak łatwo emocjom.
Cieszyła się z towarzystwa tego męŜczyzny, ale nie chciała juŜ ryzykować ponownego zadurzenia się w nim.
Z własnego, bolesnego doświadczenia wiedziała, jak okrutne mogą być tego skutki. Nie miała
najmniejszego zamiaru dawać Jamesowi drugiej szansy.
Mimowolnie jej myśli skierowały się ku Nicholasowi, Oczyma duszy jeszcze raz ujrzała go nagiego i
poczuła, Ŝe ma w głowie okropny mętlik. Jeszcze nigdy nie miała okazji oglądania czegoś tak
przeraŜająceggo i pięknego zarazem, jak ciało Nicholasa. Nie spała spokojnie tej nocy, moŜe dlatego
właśnie wstała podenerwowana i popełniła rano ogromną gafę. Jak mogła zadać mu tak głupie pytanie?
Wiedziała, Ŝe jej zachowanie było niewybaczalne. Kiedy myślała o kobietach Nicholasa, wyobraŜała
sobie zawsze Marię, a świadomość, Ŝe ona niejednokrotnie widywała go w negliŜu, doprowadzała ją do
furii. Nie mogła wręcz znieść myśli, Ŝe Nicholas mógł dotykać inne kobiety.
-
Jesteś dzisiaj bardzo małomówna - James przerwał jej rozmyślania, gdy dojechali do brzegu rwącej
rzeki.
-
Tak tutaj cicho. Nie jestem przyzwyczajona do takiego spokoju. śyję w samym sercu wielkiego miasta.
Spojrzał na nią dziwnie i powiedział:
- Pewnie zrobiłaś wspaniałą karierę.
Skinęła potwierdzająco głową.
- Teraz projektuję ubrania dla prawdziwych bogaczy, a to przynosi niezłe zyski. - Masz własną
fabrykę?
- Nicholas i ja właśnie prowadzimy rozmowy w tej sprawie. Na razie wynajmuję niewielki budynek i
zatrudniam kilka szwaczwek. Nicholas posiada kilka fabryk i być moŜe jedną z nich przejmę.
- Słyszałem o jego fabrykach. Myślisz... hmm..., Ŝe chciałby nabyć jeszcze jedną? - zapytał
niezwykle powaŜnie i spojrzał jej prosto w oczy. Z uwagą przyjrzała się jego twarzy. - Masz zamiar
sprzedać swoją? - Ostatnio zastanawiam się nad tym. Czy mogłabyś... hm .. wspomnieć Colemanowi
o mojej propozycji? „Owszem, jeŜeli kiedykolwiek jeszcze będę miała okazję z nim porozmawiać" -
pomyślała i uśmiechnęła się sztucznie Czy dlatego właśnie James zainteresował się nią ponownie? Czuła,
Ŝ
e znowu jest tylko przedmiotem, który on chce wykorzystać. Ale tym razem nie będzie się załamywać!
Tamte o asy dawno minęły.
- Tak, mogę mu o tym wspomnieć - zaśmiała się krótko. - Czy chcesz, Ŝeby do ciebie zadzwonił? -
Bardzo proszę. - Przysunął się bliŜej i złapał ją za ramiona.
- Jesteś taka śliczna - mruknął.
- I uŜyteczna - dodała sucho.
Był tak płytki, Ŝe rozszyfrowanie go nie stanowiło Ŝadnego problemu. Zupełnie inny niŜ Nicholas, który
nawet po tylu latach znajomości stanowił dla niej zamkniętą ksiąŜkę.
Wykrzywił twarz w nieładnym grymasie. - PrzecieŜ wiesz, Ŝe co innego miałem na myśli - odparł, starając
się zajrzeć jej w oczy. - Naprawdę... jestem tobą zainteresowany.
- A
dlaczego
miałbyś
me
być?
-
Uśmiechnęła
się
gorzko
-Teraz jestem juŜ bogata, sławna i mam świetne kontakty.
Spojrzał na nią spode łba. Rozszyfrowała go. Był zupełnie inny niŜ oczekiwała. WyobraŜał sobie, Ŝe
bez trudu owinie ją wokół palca, a tymczasem stało się zupełnie inaczej, a on tego nie lubił.
-
Ź
le interpretujesz moje słowa. Nawet o tym nie pomyślałem.
-
Nie? - zapytała z wahaniem w głosie. - A o czym pomyślałeś, kochanie?
-Koteczku...
Pochylił się nagle i pocałował ją w usta. Jego wargi były ciepłe i miękkie, ale pocałunek nie zrobił na
Keenie większego wraŜenia. Zachowywał się identycznie jak jej dawny osiemnastoletni kochanek. Z
pewnością wtedy drŜała w jego ramionach. Teraz była duŜo starsza i ten całus był niczym w porównaniu z
namiętnymi pocałunkami Nicholasa. Była jednak pewna, Ŝe przez wszystkie te lata James udoskonalał
swoje umiejętności. Gdyby pocałunkowi towarzyszyło uczucie, byłoby to dla obojga cudowne przeŜycie.
Mimo Ŝe męŜczyzna dokładał wszelkich starań, Keena nie odwzajemniła pocałunku. Odepchnęła go od
siebie, co zezłościło go jeszcze bardziej. Oddech męŜczyzny był krótki i urywany, widać było, Ŝe poddał
się namiętności. Z pewnością stracił panowanie nad sobą. Mocno wbił palce w ramię kobiety.
-
Dlaczego jesteś taka chłodna w stosunku do mnie?
-
Spodziewałeś się, Ŝe zemdleję z rozkoszy? Nie jestem juŜ naiwną osiemnastolatką.
-
Dobry BoŜe, wiem o tym - powiedział, zatrzymując spojrzenie na jej piersiach. - Zawsze bardzo cię
pragnąłem, nawet wtedy, dziewięć lat temu.
-
Zgadzam się, pragnąłeś. Ale było to tylko poŜądanie, bez odrobiny głębszego uczucia.
Uśmiechnął się nieśmiało. - Nie wiem zbyt duŜo na temat głębszych uczuć. Lubię kobiety. Lubię
róŜnorodność. Nigdy nie myślę o tym, co ty nazwałabyś miłością.
- Ze mną jest podobnie - odparła.
Miała wraŜenie, Ŝe te słowa zirytowały go. Pewnie ciągle miał nadzieje, Ŝe ona nadal Ŝywi do niego
jakieś uczucie.
- MoŜe jednak zmienisz zdanie - mruknął. - Spróbujmy jeszcze raz.
Pozwoliła pocałować się Jamesowi, ale dawne poŜądanie odleciało gdzieś, ograniczyło się tylko do
drobnego dreszczyku, który przeszedł wzdłuŜ kręgosłupa. Była zła, Ŝe nie potrafi juŜ nic odczuwać.
Przyciągnęła męŜczyznę bliŜej siebie, łudząc się, Ŝe uda jej się zmusić ciało do przeŜycia choć cienia
rozkoszy.
Był czuły i delikatny, Keena miała świadomość, Ŝe jest dobrym kochankiem, ale w niej zbyt głęboko
zakorzeniła się pamięć tamtych gorzkich dni.
Wreszcie odsunął się od kobiety i omiótł wzrokiem jej twarz.
- Nieźle - mruknął. - Potrzeba nam więcej praktyki.
Uśmiechnęła się tylko i wzruszyła nieznacznie ramionami.
- Muszę juŜ wracać - odezwała się po chwili.
- Zjesz ze mną obiad jutro wieczorem tak, jak zaplanowaliśmy? - zapytał, a Keenie przez chwilę
wydawało się, Ŝe słyszy w jego głosie jakiś nowy, dotąd nigdy nie zauwaŜony ton. - śałuję, Ŝe muszę
być dzisiaj na tym spotkaniu w Atlancie...
- Będę z tym większą niecierpliwością czekała na jutrzejszy dzień.
Chciała rozkochać go w sobie; chciała, Ŝeby poczuł, co znaczy usychać z miłości i wtedy...
Wiedziała jednak, Ŝe James nosi maskę, Ŝe w środku jest zupełnie innym męŜczyzną. Była ciekawa,
jaki jest naprawdę. Za wszelką cenę chciała wiedzieć, czy sprawdzą się jej podejrzenia. Miała takŜe
ś
wiadomość, Ŝe nie spodoba się to Nickowi.
„Tak wiele problemów spadło na mnie niespodziewanie" - myślała, wzdychając cięŜko.
Nicholas okazał się człowiekiem gwałtownym, zaborczym, z którym trudno było dojść do porozumienia.
Doszła takŜe do wniosku, Ŝe Jamesa w innych okolicznościach mogłaby polubić.
Nicholas był największą zagadką, jaką napotkała na swojej drodze. Do tej pory nigdy nie przejawiał
większego zainteresowania jej osobą. Zawsze chciał tylko wiedzieć z kim się spotyka i upewniał się, czy ze
strony amanta nie grozi jej Ŝadne niebezpieczeństwo. W wypadku Jamesa zachowywał się zupełnie
inaczej; zupełnie nie potrafiła zrozumieć jego postępowania. Czego on właściwie chciał? PrzecieŜ nie jej
ciała. Z zawstydzeniem przypomniała sobie o ofercie, jaką złoŜyła mu zeszłej nocy. Nawet nie zawahał
się, nie zastanowił, czy ją przyjąć. Jego odmowa zabolała kobietę duŜo bardziej niŜ przypuszczała. Jakiego
rodzaju grę prowadzi Nicholas? A moŜe był tylko troskliwy i opiekuńczy i nie chciał, by James skrzywdził
ją ponownie.
W drodze do domu doszła do jednego słusznego wniosku. śałowała, Ŝe zmuszona była wrócić do
Georgii. Tak bardzo by chciała, Ŝeby jej ojciec Ŝył jeszcze, wysłuchał jej problemów i pomógł je rozwiązać.
Ogromnie za nim tęskniła. Ostatnia utarczka z Nicholasem pomogła jej przezwycięŜyć smutek. Jak moŜna
się smucić, skoro jest ktoś, kto bezustannie doprowadza cię do szału.
Weszła do domu i od razu natknęła się na stojącego w holu Nicholasa.
- No, jesteś wreszcie - burknął. - Chodź ze mną.
Prychnęła dumnie, widząc Ŝe kieruje się do gabinetu.
-Nicholas...
- Nie mamy zbyt duŜo czasu. - Gdy się odwrócił, jego twarz była niezwykle powaŜna. Keena
przestraszyła się, ale podąŜyła za nim.
- O co chodzi? - zapytała.
WłoŜył ręce głęboko do kieszeni. Stanął przy oknie i oświetliły go wpadające do pokoju promienie
słoneczne.
- Nie łatwo mi o tym mówić - odezwał się ściszonym głosem. - W twoim biurze wybuchł poŜar.
Niemal wszystko zostało zniszczone.
Rozdział piąty
Powoli i z trudnością pojmowała jego słowa. Spojrzała mu w oczy.
-
Wybuchł poŜar? -jak echo powtórzyła usłyszane przed chwilą słowa.
-
Tak. Chcesz usiąść?
Potrząsnęła głową, w jej oczach pojawiła się panika.
-
Ale ja podpisałam kontrakty. W jaki sposób teraz się z nich wywiąŜę? PrzecieŜ stracę przez to dobrą
markę! BoŜe, wszystko było niemal gotowe do odesłania do butików.
-
Spokojnie! Spróbuj się opanować. MoŜe uda się jeszcze wyjść z tego. MoŜesz zatrudnić dodatkowe
szwaczki oraz projektantki i powtórzycie wszystko jeszcze raz.
DrŜała na całym ciele i nerwowo przestępowała z nogi na nogę.
- Nie wiem... naprawdę nie wiem, czy coś takiego moŜe się udać. Do wiosennej kolekcji zostały
wprowadzone pewne innowacje, których raczej nie będę w stanie odtworzyć.
Podszedł do Keeny i próbując ją uspokoić, delikatnie posadził na sofie. Uklęknął przed nią na dywanie i
przyciągnął głowę kobiety do swojego ramienia.
- Jestem
tutaj
-
powiedział
cicho.
-
Wszystko
będzie
dobrze.
Jestem
z
tobą.
Nie
martw
się
o
nic,
wszystko
się
ułoŜy.
Mimo Ŝe zamknęła oczy, łzy ciekły jej po policzkach.
Cała jej praca poszła na marne! Jak wiele projektów uda jej się odtworzyć? Dlaczego nie zawiozła ich do
domu? Dlaczego zabrała je z biura Nicholasa? TuŜ przed jej wyjazdem dostarczono nowe bele materiału.
Czy one teŜ doszczętnie spłonęły? A wszystkie uszyte juŜ, ekskluzywne ubrania? PrzecieŜ to była cała
wiosenna kolekcja. Pewnie i po niej pozostał tylko popiół.
Objęła szyję Nicholasa ramionami i przylgnęła doń całym ciałem. Jego bliskość powodowała, Ŝe czuła się
trochę lepiej.
-
Dlaczego? - szepnęła.
-
Zawsze jest jakaś przyczyna, kochanie. Ja zdąŜyłem się juŜ o tym przekonać, z czasem ty takŜe to
zrozumiesz. Musisz się z tym pogodzić i spróbować znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. JeŜeli będzie
trzeba, to zaczniesz od początku.
- Przytul mnie mocniej - szepnęła, przysuwając cię do męŜczyzny.
- JeŜeli to zrobię, połamię ci kości - zaŜartował.
Podniósł się i przyciągnął kobietę do siebie tak blisko, Ŝe czuła kaŜdą część jego ciała.
- Och, Nick, jak dobrze, Ŝe jesteś tutaj - szepnęła. - Nie myślałaś tak, wybierając się na przejaŜdŜkę. -
Proszę cię, nie kłóćmy się teraz. Zupełnie nie mam nastroju do walki.
- Dlaczego ciągle mi docinasz, Keeno. Dlaczego uczepiłaś się „moich kobiet", jak zwykłaś się wyraŜać.
JuŜ nie pierwszy raz zdarzyło ci się robić te głupie uwagi - powiedział łagodnie.
Robiło się coraz bardziej niebezpiecznie. Wzruszyła ramionami. - Naprawdę? Nie robiłam tego celowo.
- Chcesz powiedzieć, Ŝe robiłaś mi przykrość nieświadomie?
Przez łzy spojrzała mu prosto w oczy i miała wraŜenie, Ŝe nigdy przedtem nie przyglądała mu się z
bliska, Ostre rysy twarzy, prosty nos, głęboko osadzone, ciemne oczy, zmysłowa linia ust. Kiedy ich
spojrzenia spotkały się, przeszedł ją cudowny dreszcz.
- Cała się trzęsiesz - mruknął cicho.
Faktycznie tak było. PogrąŜyła się w smutku i rozpaczy, więc nie mogła zauwaŜyć tego wcześniej.
- Pocałował cię? - zapytał nagle, mruŜąc oczy.
Potwierdziła skinieniem głowy, uciekając ze spojrzeniem.
Chłodny wzrok Nicholasa spoczął na jej rozpalonych ustach. -I jak było? Dobrze? Z trudem łapała
oddech.
-
Przyjemnie - odparła.
-
Czy to samo czujesz, kiedy ja cię całuję? Czy jest ci tylko przyjemnie?
-Nick... ogień...
-
Pod wpływem nieszczęścia ludzie robią róŜne niewybaczalne rzeczy - mruknął, przyciskając na moment
swoje usta do jej warg.
-
Nie wiedziałaś o tym. Obejmij mnie w pasie i przytul mocno.
Posłuchała polecenia bez słowa sprzeciwu i namiętnie oddała pocałunek. Czuła dotyk jego potęŜnego
ciała i bezwiednie jęknęła z rozkoszy.
- Wulkan - szepnął prosto w jej rozchylone usta. - Dobry BoŜe, drŜysz pod wpływem moich
pocałunków. Czujesz moje ciało, Keeno? Czy wiesz, Ŝe ono tęŜeje, gdy cię przytulam do siebie? Czy on
reaguje podobnie? Czy mogłabyś nas ze sobą porównać?
Nieświadomie wbijała paznokcie w jego muskularne plecy Nie mogła juŜ stanąć bliŜej niego. Poddała się
czarowi pocałunków i słowa Nicholasa niemal nie docierały do jej uszu. Jej usta z rozkoszą oddawały
pieszczotę, spijały słodycz warg Nicholasa i ciągle błagały o więcej, Ręce męŜczyzny przesuwały się
wzdłuŜ jej bioder. - Odpowiedz.
- Twoje pocałunki... doprowadzają mnie do szaleństwa - wyszeptała, wpatrując się w jego gorące
wargi. - Nick, nie przestawaj.
- Nie czas i miejsce po temu, lisiczko - odparł lakonicznie i pocałował ją jeszcze raz, zanim podniósł
głowę i westchnął cięŜko. Jego oczy były zamglone, a pierś wznosiła się i opadała gwałtownie.
Wyciągnęła rękę i dotknęła jego foremnego torsu. Pod palcami poczuła miękkość czerwonego
materiału. - Nick!
- Chyba nie chcesz oddać mi się na podłodze? - szepnął z figlarnym błyskiem w oczach.
Zarumieniła się i szybko opuściła głowę, Ŝeby ukryć to przed Nicholasem.
- Najpierw interesy, malutka - mruknął, otaczając ją delikatnie ramieniem. - Muszę jeszcze dzisiaj
lecieć do Nowego Jorku. A ty, jeśli chcesz, moŜesz takŜe zabrać się moim odrzutowcem.
- Masz go tutaj?! - wykrzyknęła zdziwiona. - A gdzie, do diabła, mógłbym wylądować? W ogródku
pełnym róŜanych krzewów? - Zaśmiał się krótko. - Mark Segars przyleciał dziś rano. Czeka na lotnisku.
- W takim razie, będzie lepiej, jeŜeli zajmę się pakowaniem - mruknęła, wzdychając cięŜko, gdyŜ
przypomniała sobie o eleganckim biurze, które pewnie było całe w zgliszczach. - Nick, nie wiesz, czy
udało się cokolwiek ocalić?
- Ann udało się chwycić plik szkiców w momencie, gdy zaczęły zajmować się zasłony - odpowiedział. -
I kilka próbek. Ale kiedy przybyła straŜ poŜarna było juŜ za późno, by uratować coś jeszcze. Zrobili
wszystko by nie spalił się cały budynek. Jednak twoje biuro, pomieszczenie dla szwaczek i pracownia zostały
doszczętnie zniszczone Nie uratował się nawet najmniejszy ścinek materiału
Pokiwała smutno głową. Zapewne rozpaczałaby bardziej, gdyby straciła rękę. W sercu czuła tępe
bolesne ukłucie Ŝalu. Dzięki Bogu, ciągle mogła liczyć na Nicholsa. Podniosła głowę i spojrzała na niego
pozbawionym nadziei wzrokiem.
-
Pospiesz się - powiedział, popychając ją lekko w kierunku drzwi. - Wszystko będzie dobrze. Zaufaj mi.
-
Zawsze to robię.
-
Czasami zbyt mocno - dodał sucho obserwując jak unika jego spojrzenia.
Dwie godziny później byli juŜ w drodze do Nowego Jorku. Lecieli prywatnym samolotem Nicholasa.
Keena siedziała zatopiona w myślach. Jej ręka spoczywała w duŜej, ciepłej dłoni męŜczyzny. Pomagało jej
to stawić czoła przeciwnościom. On chyba takŜe był zadowolony z tego zbliŜenia, gdyŜ nie rozluźniał
uścisku nawet wtedy gdy pił kawę czy palił papierosa.
„Śmieszne - pomyślała - nigdy nie uwaŜałam Nicholasa za faceta, który moŜe cieszyć się trzymaniem ręki
kobiety".
-
Mam nadzieję, Ŝe Mandy zorientuje się Ŝe wyjechałam - mruknęła. - Nienawidzi, kiedy zostawiam ją
samą bez uprzedzenia.
-
Jestem pewien, Ŝe wszystko doskonale zorganizuje do chwili twojego przyjazdu.
Wiem. - Oparła głowę o jego szerokie ramię. - Och, Nick, tak się cieszę, Ŝe jesteś przy mnie sama
nigdy bym sobie z tym nie poradziła. - Lubię się tobą opiekować, panno NiezaleŜna - szepnął, przytulając
twarz do jej włosów. - Oczywiście, jeŜeli mi na to pozwalasz. Dlaczego nie powiadomiłaś mnie o śmierci
ojca?
- Byłeś taki zajęty - odparła wzdychając. - Nigdy nie byłem i nigdy nie będę zbyt zajęty, kiedy mnie
potrzebujesz. Bądź łaskawa zapisać sobie tę sentencję w widocznym miejscu i odczytuj ją głośno
przynajmniej dwa razy w tygodniu. Uśmiechnęła się smutno. - Spróbuję. - Spojrzała na niego. - Nick,
dlaczego jesteś dla mnie taki dobry? - zapytała powaŜnie. - Zawsze, gdy coś mi nie idzie, zachowujesz
się tak samo. Wiem, Ŝe nie robisz tego, gdyŜ czujesz się odpowiedzialny za mnie jak ojciec za dziecko,
ani teŜ dlatego, Ŝe mnie poŜądasz, Zajrzał jej w oczy.
- Pragnę cię, w porządku? Wiesz o tym cholernie dobrze. Z trudem przełknęła ślinę. - Nie wykluczam
niczego. - Jesteś pewna?
Prześliznęła spojrzeniem po jego sylwetce. Miał na sobie szary krawat i białą jedwabną koszulę. -
Zawsze starasz się kierować moimi krokami. - Jej oddech był nieregularny. Nie chciała odpowiadać na
podchwytliwe pytania Nicholasa. -I nie bez powodu. Zmusiła się do spojrzenia mu w oczy. -
Chodzi o Jamesa? - zapytała, uśmiechając się gorzko. -Nie tylko.
- Twoja obecność, rozmowa z tobą wpływa na mnie lepiej niŜ jakiekolwiek środki uspokajające.
- Nie mam innego wyjścia. Przy tobie muszę zachowywać się w taki właśnie sposób. Spróbuj teraz
zasnąć zmęczona, mała dziewczynko. Ja się tobą zaopiekuję. Dopiero wtedy poczuła, jak bardzo jest
utrudzona i wyczerpana nerwowo. Powieki kleiły się i wiedziała, Ŝe zaraz zapadnie w sen. ZdąŜyła
pomyśleć jeszcze, Ŝe juŜ od bardzo dawna nikt się o nią nie troszczył.
Zatrzymali się przed apartamentem Keeny, który zwykła nazywać domem.
Mimo, Ŝe była to godzina szczytu i na ulicach panował ogromny ruch, Jimson doskonale radził sobie za
kierownicą.
Kobieta czuła się obco w eleganckim wnętrzu mieszkania. Białe zasłony w oknach, miękkie, puszyste
dywany n podłogach i wyściełane niebieskim pluszem meble. Brakowało jej tu małomiasteczkowej
atmosfery, brakowało rodzinnego domu.
- Co się dzieje? - zapytał Nicholas, który natychmiast wyczuł zmianę jej nastroju.
- PrzeŜywam szok kulturowy - mruknęła pod nosem.
Zaśmiał się cicho.
-
W ciągu kilku godzin zamieniłaś sielski spokój na wielkomiejski zgiełk. - Potrząsnął głową. - Teraz
moŜesz sobie wyobrazić, co czuję, gdy wracam do tego piekła po kilku miesiącach pobytu za granicą.
Zwłaszcza po wypoczynku na wyspach Bahama. Prawdę mówiąc, jest to jedyne miejsce na ziemi, gdzie
naprawdę potrafię zapomnieć o cholernych interesach.
-
Jakoś nie mogę wyobrazić sobie ciebie wypoczywającego.
Przebrał się w niebieski, typowy dla biznesmena garnitur. Wyglądał zbyt konwencjonalnie jak na
człowieka nie przestrzegającego Ŝadnych zasad.
- Dlaczego tak mi się przyglądasz, kochanie? – zapytał ściszonym głosem.
Natychmiast spojrzała w inną stronę.
-
Przepraszam.
-
Rozbierałaś mnie wzrokiem.
- Przestań wygadywać głupstwa! - oburzyła się. - Nigdy nie zapomnę, jak świdrowałaś mnie
wzrokiem zeszłej nocy. Mój BoŜe, twoje oczy były okrągłe jak spodki.
- Nicholas! - krzyknęła ostrzegawczo.
- Nic na to nie poradzę - odpowiedział z dziwnym błyskiem w ciemnych oczach i uśmiechnął się
łobuzersko. - Pięknie wyglądasz, jak się złościsz. Nie miała dość silnej woli, by oderwać od niego oczy.
Przyciągał ją jak magnes. Nie poruszył się nawet, a ona dobrze wiedziała, Ŝe zaraz znajdzie się w jego
objęciach. Tak bardzo chciała znowu poczuć dotyk jego ust, ciepło i siłę potęŜnego ciała. Na wspomnienie
przeŜywanych dzięki Nicholasowi rozkoszy, przeszył ją cudowny dreszcz, a jej usta rozwarły się w
poŜądliwym westchnieniu.
- Mój BoŜe, tak bardzo cię pragnę - wyszeptał chrapliwie. - Lepiej wyjdźmy stąd, zanim przestanę
nad sobą panować.
- Warto byłoby zobaczyć cię w takim stanie - powiedziała, spoglądając na niego namiętnym wzrokiem.
- Staram się dać ci trochę czasu, głupiutka. A oprócz tego - roześmiał się krótko - zostawiliśmy Jimsona w
samochodzie. Myślisz, Ŝe wypada, abyśmy kazali czekać mu tak długo? Jeszcze zrezygnuje z pracy, a
gdzie ja znajdę drugiego takiego?
Wykrzywiła usta w nerwowym uśmiechu. Zawsze Ŝartował, kiedy zamierzała wyznać mu swoje najskrytsze
uczucia. Miała wraŜenie, Ŝe wiedział, co się z nią w takich momentach dzieje i celowo otaczał się tą
niezrozumiałą dla niej skorupą.
- Myślisz, Ŝe trudno byłoby ci znaleźć kogoś na jego miejsce? - Próbowała się roześmiać.
- Wiesz przecieŜ, Ŝe zdąŜyłem się juŜ przywiązać do Jimsona. A poza tym jest doskonałym kierowcą.
- Szkoda, Ŝe nie słyszy teraz twoich słów - powiedziała, kierując się w stronę drzwi.
- Często mu to powtarzam.
Zatrzymała się na chwilę i odwróciła głowę, by spojrzeć
mu w twarz.
- Nicholas, jeŜeli nie uda mi się wywiązać ze wszystkich zobowiązań, załamię się i będzie to koniec
mojej kariery - wyrzuciła z siebie dręczące ją myśli.
Pogładził ją wierzchem dłoni po zaróŜowionym policzku.
- Nie załamiesz się i nie zrezygnujesz z kariery. JuŜ ja tego dopilnuję. Chodźmy, kochanie. Musisz
wreszcie zobaczyć, w jakim stanie znajduje się twoje biuro.
„Kochanie". Pozwoliła mu poprowadzić się korytarzem. Nie mogła się nadziwić, Ŝe troska, jaką otaczał ją
Nicholasa sprawiała jej ogromną przyjemność, a co waŜniejsze - dodawała siły i odwagi. Nawet nie
wiedziała, kiedy zapomniała o Jamesie Harrisie. Czuła silny ucisk ręki Nicholasa na swoim ramieniu i tylko
to w tej chwili miało dla niej znaczenie.
Ann Thompson, ciemnowłosa asystentka Keeny, próbowała posegregować ocalałe szczątki projektów
swojej pracodawczyni.
- Och, jesteście juŜ! - zawołała, gdy wraz z Nicholasem pojawiła się w pokoju. - Kochanie, doskonale
wiem co czujesz! Tak mi przykro - powiedziała, podchodząc do przybyłych.
Keena robiła wszystko co w jej mocy, by się nie rozpłakać.
- Trudno się mówi - mruknęła, mrugając szybko powiekami, nie pozwalając łzom płynąć po policzkach. –
Nie będzie łatwo, ale musimy przez to przejść. Czeka nas krótki przestój, ale mam nadzieję, Ŝe szybko się
pozbieramy.
-Ale tyle pracy poszło na marne- westchnęła Ann. -Zniszczyło się tyle przepięknych ubrań. Tak
niewiele zdołałam uratować. - Wskazała ręką na biurko, gdzie leŜały poukładane Ŝałosne szczątki kilku
sukien, jakieś paski, guziki i nadpalona spódnica.
W powietrzu unosił się jeszcze dym, stoły pokrywała gruba warstwa popiołu, a po kątach walały się
popalone skrawki materiału.
- Głowa do góry - odezwał się Nicholas. WłoŜył ręce głęboko w kieszenie i z nieodgadnionym
wyrazem twarzy rozglądał się dookoła. - WypoŜyczę ci ludzi
i sprzęt. Nie martw się juŜ więcej o
doprowadzenie do porządku tego miejsca. Jutro rano zjawią się tu robotnicy: A jeśli potrzebne jest
wam biuro, chętnie uŜyczę swojego.
-
Tu się na razie nie da pracować - powiedziała Ann, marszcząc nos. - Strasznie czuć spalenizną. -
Rozejrzała się po pokoju dla szwaczek. - Wysłałam dziewczęta do domu, ale Faye ma przyjść jutro z
samego rana. Wiesz, Keeno, najgorzej wygląda pracownia.
-
Powiedz mi, jakie materiały są ci niezbędne i gdzie je kupić -
zwrócił się Nicholas do Ann, -
Postaram się załatwić to na jutrzejsze popołudnie.
- Och, gdybyś był taki dobry?! - wykrzyknęła rozentuzjazmowana Ann.
- Ja będę pracować w domu - odezwała się Keena. - Nicholas, dam ci kilka próbnych wykrojów. Czy
będziesz mógł mi dostarczyć po dwadzieścia tuzinów sukienek i spódnic do końca tego tygodnia? Czy
moŜe osłabi to twoją produkcję?
- Myślę, Ŝe da się to zrobić. Dlaczego tylko po dwadzieścia tuzinów?
- PoniewaŜ te ubrania są w zupełnie nowym stylu. Chcę najpierw wysłać je do kilku
ekskluzywnych butików i sprawdzić, jak się będą sprzedawać. Dopiero potem zajmę się masową
produkcją. Uśmiechnął się szeroko.
- Jesteś niezłą ekonomistką. Szybko się uczysz. JuŜ ci kiedyś to mówiłem, prawda?
Potwierdziła skinieniem głowy.
-
Tak, zwłaszcza jeŜeli uczę się od ciebie. A ty nie jesteś nowicjuszem w tej dziedzinie.
-
Ani w wielu innych - dodał z dziwnym błyskiem w ciemnych, głęboko osadzonych oczach.
Zaśmiała się sztucznie, chcąc ukryć zmieszanie.
-
A co z ludźmi, którzy byli zatrudnieni w pracowni? -To pytanie w zasadzie nie zostało skierowane do
nikogo konkretnego.
-
Dam im pracę, dopóki znowu nie będziesz ich potrzebować. - Nicholas miał tę zaletę, Ŝe momentalnie
potrafił rozwiązywać wszystkie problemy.
Uśmiechnęła się, czując Ŝe ubyło jej trochę zmartwień.
-
Czy teraz, gdy załatwiłaś juŜ wszystkie najpilniejsze sprawy, moŜemy stąd wyjść? - zapytał. - Mam
jeszcze kilka własnych spraw.
-
Domyślam się - westchnęła i spojrzała w kierunku zniszczonej pracowni. - O BoŜe! Dlaczego właśnie
teraz musiało mnie to spotkać?
-
StraŜacy powiedzieli, Ŝe ktoś nieświadomie zaprószył ogień. - Ann wzruszyła ramionami. - Zresztą,
kochanie, nie jest łatwo znaleźć przyczynę nieszczęścia.
-
Tak, to prawda. - Keena podniosła jeden ze swoich nadpalonych projektów i przycisnęła go do piersi. -
Kiedy przyjdzie Faye, poproś ją, Ŝeby dostarczyła mi wykaz cen które ustaliłyśmy dla wiosennej kolekcji.
W razie potrzeby wiesz, gdzie mnie znaleźć.
Ann skinęła głową i otarła spływającą po policzku łzę.
- Gdybym tylko wtedy była tutaj...
Keena otoczyła ją ramieniem.
- Mogę pogodzić się ze stratą tego wszystkiego, ale
nigdy nie wybaczyłabym sobie, gdyby tobie stało się coś złego. Cieszmy się, Ŝe nie wydarzyło się nic
gorszego. Ann wzruszyła wątłymi ramionami.
- Chyba masz rację. Całe szczęście, Ŝe jesteśmy ubezpieczeni.
- O, właśnie... - zaczęła Keena.
- Zajmę się tym - przerwał jej zniecierpliwiony Nicholas. Cały ten bałagan zaczynał go powoli
denerwować. - ChodŜmy idźmy juŜ, kochanie.
- Tak jest, wasza wysokość - powiedziała Keena, przeszywając go powłóczystym spojrzeniem. Spojrzał
na nią zmruŜonymi oczyma.
- Małe impertynenckie stworzonko - mruknął.
- Nicholas, uwaŜam Ŝe nie powinieneś mnie winić. PrzecieŜ to ty nauczyłeś mnie takiego zachowania. –
Odwróciła się, by pomachać stojącej w drzwiach Ann.
- Nie nauczyłem cię jeszcze wszystkiego - zachichotał. - Przesłała mu złośliwy uśmiech.
- A masz taki zamiar?
- Porozmawiamy kiedyś o tym.
Ruszyli w stronę samochodu, a chłodny wiatr owiewał im twarze. - Jak juŜ mówiłem, mam do
załatwienia kilka waŜnych spraw. Podrzucę cię do domu w drodze do biura.
- Nick, dziękuję. - Była szczerze wzruszona i nie potrafiła opanować drŜenia głosu. - MoŜe uda mi się
kiedyś odwdzięczyć za to, co dla mnie zrobiłeś. - Nie jesteś mi nic winna, Keeno. Ruszajmy, "Jest
najbardziej zagadkowym człowiekiem, jakiego spotkałam w Ŝyciu - pomyślała. - Chyba nigdy nie uda mi
się go rozgryźć".
Następny tydzień przypominał jazdę na szybkiej karuzeli. Dni zamieniały się w noce, noce w poranki, a
Keena nie bardzo zdawała sobie sprawę z upływu czasu. Pracowała niemal przez dwadzieścia cztery
godziny na dobę, robiąc krótkie przerwy na sen wtedy, kiedy juŜ naprawdę nie mogła utrzymać się na
nogach.
ś
ywiła się wyłącznie owocami, ciasteczkami i wypijała ogromne ilości kawy. Godzina po godzinie
starała się odtworzyć w pamięci wszystko to, co zostało strawione przez płomienie. Cały pokój był
zarzucony kartkami papieru, skrawkami materiału, długopisami, ołówkami i kawałkami kalki.
Nikt jej nie przeszkadzał. Wszyscy współpracownicy Keeny wiedzieli, Ŝe jej umysł jest najbardziej
twórczy wtedy, kiedy przebywa w samotności. Czasami Nicholas odwaŜał się zakłócić jej prywatność.
Przynosił wtedy z chińskiej restauracji ulubione przysmaki Keeny. Cieszył się, kiedy pochłaniała je z
ogromnym apetytem. Pewnego ranka pojawił się juŜ o siódmej rano i własnoręcznie przyrządził wyśmienite
ś
niadanie z zakupionych wcześniej produktów. Do mieszkania Keeny dostał się za pomocą własnego klucza i
obudził śpiącą na puszystym dywanie kobietę dopiero wtedy, kiedy pachnące śniadanie stało juŜ na stole,
Keena była tak bardzo zmęczona i zdziwiona, Ŝe nawet nie potrafiła się gniewać za to wtargnięcie.
- Nie jestem niemowlakiem! -protestowała, gdy Nicholas wkładał do jej ust świeŜe truskawki.
Z uśmiechem przyglądał się pokrytej rumieńcem zaŜenowania twarzy kobiety.
- Nie - zgodził się. - Ale ty takŜe czasami musisz być rozpieszczana. Jedz.
Ponownie otworzyła usta.
- Smaczne?
Uśmiechnęła się i podniosła głowę, by móc spojrzeć mu w oczy.
- Jesteś dla mnie taki dobry, Nicholas.
- Mam w tym ukryty cel - odparł, podając jej filiŜankę kawy ze śmietanką. - Mam zamiar wkrótce cię
uwieść, a to dobre Ŝarcie jest po to, Ŝeby wprawić cię w dobry nastrój.
- Jak moŜe ci się to udać, skoro zostałam uprzedzona o twoich zamiarach?
Jego oczy prześliznęły się po jedwabnym szlafroczku, przewiązanym w talii wąskim paskiem. Potem
jego wzrok spoczął na rąbku koszuli nocnej wystającej spod szlafroka
i przesunął się po nagich nogach.
- Och, chciałem zaczekać aŜ zaśniesz, a potem posiąść cię na dywanie. - PrzecieŜ teraz leŜę na
dywanie - powiedziała, odstawiając filiŜankę i układając się wygodniej. - Ale jestem zbyt najedzona,
Ŝ
eby figlować.
Wyciągnął się tuŜ obok niej. Dzisiaj wyjątkowo nie był ubrany w garnitur, a miał na sobie jasny sweter z
wielbłądziej wełny i ciemne spodnie. Wyglądał duŜo młodziej niŜ zazwyczaj i Keena miała wraŜenie, Ŝe
jest zadowolony i wypoczęty. Czuła ciepło ciała Nicholasa i bezwiednie powędrowała spojrzeniem do jego
ust. AŜ do bólu pragnęła, Ŝeby ją dotknął, Ŝeby ją pocałował. PołoŜył swe szerokie ramiona pod głową,
przymknął oczy i uśmiechał się błogo, Kobieta była niezadowolona, Ŝe tak wyraźnie ignoruje jej
towarzystwo.
- Dobrze się składa, bo ja teŜ ledwie się ruszam z przejedzenia. Napchałem się przed wyjściem z domu.
Keena przewróciła się na bok i przyglądała się profilowi męŜczyzny.
- Nicholas, skąd pochodzisz? - zapytała nagle.
Pytanie musiało go zaskoczyć, gdyŜ upłynęło kilka długich sekund, zanim się odezwał.
-
Z Charleston.
-
Ale nie masz charlestońskiego akcentu.
-
JuŜ mi o tym mówiono.
-
Mieszkałeś w Atlancie, kiedy się poznaliśmy - przypomniała.
-
Nigdy nie spytałaś, czy właśnie tam jest mój prawdziwy dom. Skąd to nagłe zainteresowanie?
Nie wiedziała. Roześmiała się cicho.
-
Jestem po prostu ciekawa, to wszystko.
-
Wynajmuję apartament w Atlancie, podobnie jak na Manhattanie i w wielu innych miejscach. Ale moja
rodzina pochodzi z Charleston. Do tej pory istnieje tam wspaniały dom otoczony potęŜnymi dębami, a przez
sam środek ogrodu przepływa rzeka Ashley.
Przyglądała się jego zamyślonej twarzy.
-
Czy... czy ty i twoja Ŝona mieszkaliście tam?
-
Misty kochała to miejsce. Dopiero po jej śmierci przeprowadziłem się na stałe do mojego biura w
Atlancie. Nie mogłem tam mieszkać, wspomnienia nie dawały mi spokoju. Postanowiłem więc trzymać się z
daleka od Charleston i rodzinnego domu.
-
Jestem pewna, Ŝe wspomnienia dopadły cię i w Atlancie.
Uśmiechnął się, nie otwierając oczu.
-Tak, aŜ do dnia, gdy poznałem ciebie. Zieloną jak trawa i trzęsącą się ze zdenerwowania. -
Zachichotał. - Kiedy umarła Misty, nie było nikogo, z kim mógłbym o niej porozmawiać. Wszyscy bali
się nawet wspomnieć przy mnie jej imię. Byłaś jedyną osobą, która odwaŜyła się poruszyć ten temat.
- Musiałeś wtedy bardzo cierpieć. Pamiętam, jaki byłeś smutny. Czy nadal za nią tęsknisz, Nicholas?
Odwrócił głowę i spojrzał na nią.
- Czasami. Coraz rzadziej. Ty pomagasz mi zapomnieć o wszystkim.
- Ja? - zapytała zdziwiona.
- Rozjaśniłaś wszystkie ciemne zakątki mojego Ŝycia - powiedział Ŝartobliwie - i od nowa rozpaliłaś
we mnie ogień poŜądania.
Przeciągnęła się jak kociak przy ciepłym piecu. Przysunęła się bliŜej Nicholasa i oparła głowę na jego
szerokiej piersi. Palcami lewej dłoni zaczęła gładzić miękką wełnę jego swetra.
- Porozmawiaj ze mną jeszcze - mruknęła. - Opowiedz mi coś o swojej rodzinie. Czy ktoś z twoich
bliskich mieszka jeszcze w Charleston?
- Nikt, o kim musiałbym pamiętać. Moi rodzice nie Ŝyją juŜ od bardzo dawna. Keeno, nie rób tego -
dodał szybko, ściskając palce, którymi go dotykała.
Wiedziała, Ŝe to jej bliskość powodowała przyspieszone ruchy klatki piersiowej męŜczyzny. Poczuła się
silna, mogąca wiele zdziałać, a co więcej, było jej bardzo przyjemnie.
- Psujesz mi zabawę - mruknęła. Napięcie kilku ostatnich dni, brak snu i jedzenia, dawały o sobie
znać. Była ogromnie zmęczona. Przytuliła się do niego mocniej i westchnęła.
- Nicholas, myślę, Ŝe do jutra uda mi się wszystko uporządkować. Potem wracam do Ashton.
Odetchnął głęboko, a Keena poczuła, jak sztywnieją jego mięśnie.
- Po co? Dla Harrisa?
- Dla siebie - odparła. Usiadła gwałtownie i odgarnęła spadające na oczy włosy. - Nawet nie próbuj
odwodzić mnie od tego. Podjęłam decyzję i nie chcę jej zmieniać. Spojrzał na nią inaczej niŜ zwykle.
-
Twoim zdaniem, jak długo mogę pozostawać z dala od biura, zanim wszystko, co stworzyłem zostanie
zrujnowane? - zapytał nieprzyjemnym głosem.
-
Nie musisz ze mną jechać - odparła dokładnie takim samym tonem.
-
Cholera jasna! Pewnie, Ŝe nie muszę. JeŜeli uprzesz się, to bez względu na to czy będę tam, czy nie, i tak
wpadniesz w jego łapy.
-
A jeśli chcę w nie wpaść? - Owinęła się szczelniej szlafrokiem. - Nie jestem twoją własnością.
Powoli przesunął spojrzeniem po zgrabnej sylwetce Keeny, aŜ wreszcie jego wzrok spoczął na
delikatnych rysach jej twarzy.
- Czuję się za ciebie odpowiedzialny - powiedział wreszcie.
Zabolało. Nie potrafiła wytłumaczyć dlaczego, ale słowa Nicholasa ukłuły ją niczym Ŝądło.
- Dlaczego? - zapytała drŜącymi ustami. – PoniewaŜ przez tyle długich lat nie potrafiłam zapomnieć o
tym męŜczyźnie? Dlatego, Ŝe umiałam cię wtedy wysłuchać", gdy nikt inny nie ośmielił zbliŜyć się do
ciebie? Dziękuję za troskę, panie Coleman, ale proszę nie zawracać sobie głowy jakimiś zobowiązaniami
w stosunku do mnie. Jestem w stanie sama o siebie zadbać.
- A jak masz zamiar to zrobić? - zapytał z chłodną kurtuazją. - Kusząc prowincjonalnego prawnika?
Oczy Keeny zabłysły złowrogim blaskiem.
- On nie jest prowincjonalnym prawnikiem! - wybuchła,
Podniósł się i sięgnął po papierosa.
-
Zamierzasz wyjść za niego za mąŜ? - zapytał bez ogródek, spoglądając na nią przez smugę
tytoniowego dymu. Przemierzał właśnie pokój w poszukiwaniu popielniczki.
- A jeśli nawet, to co ciebie to obchodzi? - Raniła go była zupełnie świadoma, Ŝe to robi.
Zatrzymał się i strzepnął popiół do duŜej, kwadratowej, ceramicznej popielniczki. Rzucił jej nie wróŜące
nic dobrego spojrzenie, którego nie mogła nie zauwaŜyć, nawet pomimo dzielącej ich odległości.
Wyprostował się i oparł o szafę.
"Jest taki ogromny, ciemny i straszny"- pomyślała bezwiednie Keena.
-No, dalej! UlŜyj sobie! Powiedz jeszcze coś więcej, a dowiesz się, dlaczego mnie to obchodzi -
ostrzegł ją cichym, głębokim głosem. Kobieta doskonale wiedziała, Ŝe jej gość tłumi w sobie
agresję. -Trzęsę się ze strachu, Nicholas.
Czuła, Ŝe w tej chwili stacją na wszystko. W dodatku ten męŜczyzna doprowadzał ją swoim zachowaniem
do szału. Posławiła wszystko na jedne szalę. Zaryzykuje i albo wygra, albo straci wszystko.
-Czy w ten sposób usidlasz swoje kobiety, Nicholas. - Groźbą?
Zobaczyła furię w jego ciemnych oczach.
Zdusił dopiero co zapalonego papierosa w popielniczce ruszył prosto w jej kierunku. Wyraz jego spiętej
twarzy uwidaczniał chęć zemsty.
Rozdział szósty
Serce głucho dudniło jej w piersi, ale nie poruszyła się.
- Nie boję się ciebie! - powiedziała pewnym głosem, chociaŜ odczuwała ogromną chęć ucieczki przed
rozwścieczonym męŜczyzną.
Nawet nie raczył jej odpowiedzieć. Jedną ręką objął ją za ramiona, a drugą ujął pod kolana. Niósł ją, jakby
nie waŜyła więcej niŜ torebka warzyw. Kierował się w dół do holu.
-
Nicholas... - zaczęła nerwowo.
-
Zamknij się.
Pchnięciem ramienia otworzył drzwi jej sypialni. Przeszedł po ciemnoniebieskim dywanie i niemal rzucił
Keenę na wielobarwną narzutę przykrywającą jej królewskich rozmiarów łóŜko. Stał obok tylko przez
chwilę potrzebną do zdjęcia swetra. Po chwili leŜał juŜ przy niej. Próbowała się podnieść, ale silne ręce
przytrzymały jej nadgarstki i osadziły w miejscu. Puścił ją dopiero wtedy, gdy zobaczył panikę w
pięknych, zielonych oczach. LeŜała teraz pozbawiona oddechu i nadziei, spoglądając lękliwie na
męŜczyznę.
- Nie jesteś juŜ taka odwaŜna, prawda, lisiczko? - zapytał nieprzyjemnym, wyraŜającym złość głosem. -
No,
kochanie,
walcz
ze
mną.
Dlaczego
nagle
przestałaś?
PrzecieŜ
robiłaś to od dnia mego wyjazdu do ParyŜa.
Nerwowo oblizała usta.
- Nie rozumiem.
- Zachowujesz się jak mała dziewczynka, rzucająca kamieniami w chłopca, który jej się bardzo podoba i
wykrzykująca przy tym jego imię. Ona jeszcze nie wie, Ŝe kiedyś i tak konieczna będzie konfrontacja. -
Mimo, Ŝe głos Nicholasa był opanowany, jego oczy błyszczały groźnie. -Przez cały ten czas starasz się
zaciągnąć mnie do swojego łóŜka. W porządku, jestem tutaj. Co masz więc zamiar ze mną teraz zrobić?
Zagryzła dolną wargę.
- Jeśli myślisz, Ŝe o to mi chodzi, to jesteś w wielkim błędzie - odparła drŜącym głosem. - Jesteś
zarozumiały... Pochylił się nad nią i zajrzał prosto w oczy. Jego ciepły oddech owiewał twarz Keeny, a
zmysłowe usta były tak blisko, Ŝe dotykały jej warg, gdy mówił. Ciepło bijące z ciała Nicholasa niemal
parzyło ją. Dziwiła się, Ŝe dźwiganie na sobie cięŜaru męŜczyzny sprawia jej taką przyjemność, Więcej niŜ
przyjemność. Było to cudowne uczucie. Gwałtownie przewrócił się na plecy i pociągnął ją za sobą. Teraz
on rozkoszował się cięŜarem jej zgrabnego ciała. Obie dłonie kobiety przycisnął do swej nagiej,
porośniętej gęstym, ciemnym włosem piersi. - Nie kłopocz się obraŜaniem mnie - wyszeptał. - Zresztą
cała ta zabawa to twój pomysł. Ja tylko pozwoliłem ci się poprowadzić, lisiczko.
Jego dotyk był uspokajający. Pragnęła tego od tak długiego czasu, a on teraz gotowy był spełnić jej
pragnienie. Jej ręka delikatnie dotykała jego potęŜnej piersi, palce błądziły wśród porastających ją włosów.
Nie mogła pogodzić się z myślą, Ŝe wszystkie uczucia Nicholasa są rezultatem źle pojętej
odpowiedzialności.
- Mój pomysł?! Jeśli kiedykolwiek chciałabym, byś kochał się ze mną...
Jego oczy pociemniały, a mięsień na policzku zadrgał nerwowo.
-
Właśnie - przerwał jej. - Zachowałabyś się tak, Ŝe klęczałbym u twoich stóp i błagał o łaskę -
dokończył za nią. - Mój BoŜe, dlaczego jesteś w tak paskudnym nastroju dzisiejszego ranka?
-
A w jakim miałabym być, skoro ty... - zamilkła, spuszczając oczy.
-
Skoro ja co? - zapytał cicho. - Kontynuuj. Nie przerywaj sobie. Skoro ja co?
-
Nie musisz... czuć się za mnie odpowiedzialny - wydukała zdławionym głosem.
Klatka piersiowa Nicholasa podnosiła się i opadała powoli.
- A więc o to ci chodzi. - Odsunął z jej policzka kosmyk włosów. - Nie lubisz, Ŝeby ktoś się o ciebie
troszczył?
Spojrzała mu w oczy, ale zaraz odwróciła wzrok.
-Nie jestem twoją własnością. Ja... nie lubię... nie chcę, Ŝebyś traktował to jako zobowiązanie. -
Zagryzła wargę, gdyŜ łzy napłynęły jej do oczu.
PotęŜne palce Nicholasa delikatnie pieściły jej szyję.
- Robię to, co chcę robić. Co sprawia mi przyjemność, Keeno - odparł cichym, łagodnym głosem. -
Bardzo lubię troszczyć się o ciebie, kiedy tego potrzebujesz. Nigdy nie myślałem, Ŝe mam wobec ciebie
jakieś zobowiązania. Zwłaszcza wobec ciebie.
Podniosła wzrok i spojrzała mu w oczy, ale znalazła tam tylko wyraz rozbawienia.
- Miałam wraŜenie, Ŝe uwaŜasz inaczej. Kręcisz się wokół mnie, bo jesteś przekonany, Ŝe musisz to
robić.
- Kręcę się wokół ciebie, poniewaŜ dobrze się czuję w twoim towarzystwie, poniewaŜ potrafisz ze mną
rozmawiać. Z moją pozycją i pieniędzmi jest cholernie trudno komuś zaufać. Nie pomyślałaś o tym nigdy?
Przyglądała się nosowi męŜczyzny. Miała wraŜenie, Ŝe został kiedyś złamany. Nie namyślając się wiele
wyciągnęła rękę i dotknęła miejsca, gdzie widniało niemal niewidoczne zgrubienie.
- Nie, nigdy. To znaczy nigdy nie myślałam o twoich pieniądzach. Nick, kiedy został złamany twój
nos?
- Podczas słuŜby w marynarce - odrzekł. - Pamiątka mojego niezdyscyplinowania. Nie chciałem
wykonać do rozkazu. Dlaczego pytasz? Wzruszyła ramionami.
- JuŜ kiedy cię poznałam, byłeś bardzo bogaty - wyjaśniła.
- To prawda - przyznał. - Ale ty nigdy nie prosiłaś mnie o nic. Nawet wtedy, kiedy miałaś problemy ze
spłacaniem swoich rachunków. Oczy Keeny rozszerzyły się ze zdziwienia. - W jaki sposób się o tym
dowiedziałeś? - Byłem ciekawy i zbierałem wszelkie wiadomości na twój temat. Poruszyła się
niespokojnie.
- Co jeszcze udało ci się odkryć? Uśmiechnął się. - To, Ŝe zbytnio ufasz ludziom. Mam do ciebie
słabość, lisiczko, dlatego za twoimi plecami rozprawiłem się z kilkoma panami, którzy wydawali się
interesować tobą, a których nikt nie uznałby za dŜentelmenów. Roześmiała się. - Zawsze robiłeś
wszystko, Ŝebym straciła co przystojniejszych pracowników - zaŜartowała, przypominając sobie
męŜczyznę, któremu Nicholas omal nie złamał szczęki. Westchnął cięŜko. - Nawet nie wiesz, ile siwych
włosów mnie to kosztowało.
-
Spróbujmy odgadnąć, które osiwiały przeze mnie. MoŜe ten? - Wyszukała jeden siwy włos na
zarośniętej piersi męŜczyzny.
-
Między innymi. - Nerwowo przesunął dłońmi po jej plecach. - Keeno, chcę się z tobą kochać.
Dojrzała ogromne poŜądanie w jego oczach i szybko zatrzepotała rzęsami. Miała wraŜenie, Ŝe juŜ nigdy
nie uda jej się złapać oddechu. Czuła, jak wzrasta między nimi napięcie.
-
Ale... nie chciałeś, kiedy sama ci to zaproponowałam - wyszeptała niepewnie.
-
Bałaś się mnie wtedy. Pamiętasz, jak zachowałaś się, kiedy ruszyłem w twoim kierunku, by wziąć
szlafrok. Byłaś gotowa wyłamać drzwi, byle tylko znaleźć się w bezpiecznej odległości ode mnie. -
Przesunął spojrzeniem po jej twarzy.- Dzisiaj takŜe nie wyglądasz duŜo spokojniej, kochanie - dodał
łagodnie. - Gdybyś tylko mogła zobaczyć swoje oczy, gdy niosłem cię tutaj...
Z trudem przełknęła ślinę.
- Byłeś taki zły.
-A czego się spodziewałaś? Nie lubię mieć rywali. Zwłaszcza, jeŜeli ma nim być ktoś taki, jak James
Harris. Uśmiechnęła się nieznacznie.
- A ja nie lubię, jeŜeli ktoś mówi, Ŝe ma wobec mnie zobowiązania.
Objął ją mocniej.
- Nadal nie odpowiedziałaś na moją prośbę. Pragnę cię,
Spuściła wzrok i zaczęła przyglądać się masywnej piersi męŜczyzny. Ona takŜe go pragnęła, ale nie była
zaślepiona poŜądaniem. Była świadoma konsekwencji, jakie moŜe przynieść chwila uniesienia. Była
zmieszana, ogromnie zmieszana. Nie mogła sobie wyobrazić, w jaki sposób mogłoby do tego dojść.
Podniósł kciukiem jej brodę i spojrzał prosto w iskrzące się oczy.
- Nie zamierzam wpędzić cię w ciąŜę, jeŜeli tego się obawiasz.
Zaczerwieniła się po koniuszki uszu. Obserwował jej reakcję z niemałym zdziwieniem.
- Z jakimi męŜczyznami miałaś do czynienia? - zapytał, śmiejąc się sztucznie. - Na Boga, nigdy nie
rozmawiałaś z nimi o seksie?
- Nie miałam zbyt wielu okazji - przyznała otwarcie. -Zresztą, po co rozmawiać na ten temat?
Leniwie pocałował ją w usta, nie spodziewając się, Ŝe przyniesie mu to tak cudowne doznania.
Całował ją coraz namiętniej, delikatnie gładząc po plecach i zsuwając szlafroczek z ramion.
- Nick - szepnęła, drŜąc pod wpływem dotyku jego gorących ust.
Ręce Nicholasa delikatnie pieściły piersi Keeny, a jej ciało tęŜało na skutek pieszczoty.
- Z tobą czuję się jak niedoświadczony podrostek - wyszeptał jej do ucha. - Mój BoŜe, starałem się dać ci
odpowiednią ilość czasu, ale to wszystko dzieje się niezaleŜnie ode mnie.
Mimo to pieścił ją i całował z wprawą doświadczonego kochanka. Keena jeszcze nigdy w Ŝyciu nie
odczuwała takich emocji. Miała wraŜenie, Ŝe płonie od środka.
- Och, Nick -jęknęła, gdy podniósł głowę, by zajrzeć jej w oczy.
Klatka piersiowa męŜczyzny unosiła się, i opadała gwałtownie. Keena dotknęła Nicholasa opuszkami
palców i poczuła, Ŝe jego ciało zroszone jest potem. Przyglądał się jej z taką ciekawością i poŜądaniem,
jakby nigdy dotąd nie miał okazji zobaczyć nagiej kobiety. Spojrzenie było tak intensywne, Ŝe Keena
drŜała pod jego wpływem.
-
Nicholas - szepnęła.
-
Słucham, kochanie? - zapytał czule. Wyciągnęła dłoń i dotknęła jego powaŜnej, niemal nigdy nie
relaksującej się twarzy.
- Ja... ja chciałabym... być bliŜej ciebie.
Delikatnie potarł policzkiem o jej dłoń.
- Tak? - mruknął. - Czy nie znajdujemy się dość blisko siebie?
Zsunął Keenę na materac i pochylił się nad nią, podpierając się na łokciach
- Nie - szepnęła, gdy zdołała uwolnić swe usta od pocałunku. - Chcę... czuć całego ciebie, Nicholas -
jęknęła,mając
ś
wiadomość,
Ŝ
e
opiera
się
na
niej
całym
swym
cię
Ŝ
arem.
Jej miękkie piersi zostały przygniecione twardym, muskularnym torsem męŜczyzny. Wyciągnęła ręce i
przyciągnęła go bliŜej siebie, jakby chciała, by juŜ na zawsze stanowili całość. Tak bardzo pragnęła
zadowolić go, mogłaby dawać z siebie wszystko co najlepsze, byleby tylko rozpalić w nim ogień podobny
do tego, którym płonęło jej ciało i serce.
-
Chciałabym... Ŝeby było ci dobrze ze mną - wyszeptała nieśmiało.
-
Jest mi dobrze - wyznał i pocałunkiem otworzył jej usta. - Mój BoŜe, twoje usta są tak miękkie.
Poruszyła się pod nim niespokojnie. Twarde skręcone włosy porastające tors męŜczyzny draŜniły jej
delikatnie ciało, przyprawiając o kolejne dreszcze rozkoszy.
- Nie jestem zbyt cięŜki? - mruknął prosto w jej rozchylone usta.
- Nie - wyszeptała, spoglądając mu w oczy.
Nicholas językiem gładził jej górną wargę. Obserwował reakcje kobiety, jego ciemne oczy były pełne
poŜądania ale i tajemnicy.
- Czy zawsze patrzysz na kobiety w taki sposób? - zapytała a zaniepokojona, przestając na chwilę gładzić
jego muskularne plecy.
- Tylko wtedy, kiedy tak cholernie ich pragnę i nie mogę zdobyć od lat. - Naparł na nią mocniej, chcąc
udowodnić", jak wielkie jest jego poŜądanie. - Czujesz, jak bardzo cię pragnę?
Z trudem łapała oddech, była pewna, Ŝe gdyby teraz musiała się podnieść, nie byłaby w stanie
utrzymać się na nogach. Miała wraŜenie, Ŝe nigdy nie istnieli oddzielnie, Ŝe zawsze stanowili jedność.
Pocałował ją ponownie. Przypomniała sobie, Ŝe w bardzo podobny sposób po raz pierwszy całował ją w
rollsie. Dotyk Nicholasa sprawiał, Ŝe jej ciało pragnęło coraz więcej pieszczot Dopiero teraz dojrzewało w
niej uczucie prawdziwego poŜądania.
Usłyszała cichy, triumfujący śmiech i niechętnie podniosła
powieki. Nicholas zdjął z niej porozpinaną
juŜ wcześniej koszulę nocną i odrzucił ją gdzieś na środek pokoju. Pod wpływem dotyku jego rąk, jej
ciało przeszyły miliony rozkosznie kłujących igiełek. Nicholas połoŜył się obok, by dobrze przyjrzeć się jej
teraz juŜ zupełnie nagiemu ciału. W sypialni nie było zbyt ciepło, toteŜ rozgrzaną przez męŜczyznę Keenę
omiótł chłód. PoŜerał spojrzeniem kaŜdy zakamarek jej ciała. PodąŜał wzrokiem wzdłuŜ długich,
zgrabnych nóg, zatrzymał na krągłych biodrach, a potem przesunął na szczupłą talię i piersi. Nabrała
pewności, Ŝe podobne zainteresowanie okazałby kaŜdy męŜczyzna będący teraz na miejscu Nicholasa.
ChociaŜ wtedy, wiele lat temu, James Harris zbyt
bardzo spieszył się z zaspokojeniem swojej Ŝądzy, Ŝeby rzucić choć przelotne spojrzenie na ciało swojej
partnerki. Wszystko stało się błyskawicznie i w rezultacie Keena wyniosłą
z tego zbliŜenia tylko upokorzenie,
wstyd i zakłopotanie. Nie doznała ani odrobiny przyjemności. Ale teraz było zupełnie inaczej. Nicholas
wydawał się stworzony właśnie dla niej. Dziwiła się, Ŝe nie odkryła tego duŜo wcześniej. Wiedziała, Ŝe
dla niego nie liczy się tylko jej ciało, Ŝe nie jest kochanką na jeden raz. Znaczyła dla niego bardzo wiele i z
łatwością odczytywała to w ciemnych, poŜądliwie spoglądających na nią oczach męŜczyzny.
Pochylił się i dotknął ustami płaskiego brzucha Keeny, Powoli przesuwał się w górę, w kierunku piersi, a
rękoma głaskał gładką skórę. Pieścił kobietę w zupełnie nie znany jej sposób, sprawiał, Ŝe jej ciało
pozostawało drŜące i głodne jego dotyku.
Wplotła palce we włosy Nicholasa i szarpała je delikatnie. Gdy podniósł głowę, by zbadać wyraz
zarumienionej twarzy Keeny, jej oczy były przymknięte.
- Nie wiesz, jak odwzajemnić moje pieszczoty, prawda? - zapytał zmienionym, chrapliwym głosem,
gdyŜ jego ciało aŜ pulsowało poŜądaniem.
Dotknęła ust Nicholasa opuszkami palców i zdziwiła się, Ŝe i to sprawiło jej ogromną przyjemność.
-
Odwzajemnić twoje pieszczoty? - wyszeptała. - Pragnę cię, Nick - dodała czule. - Musisz przecieŜ
tego się domyślać.
-
Nie jesteś dziewicą - powiedział, ale zabrzmiało to jak pytanie.
-Nie.
- Cholera, a zachowujesz się jakbyś była – wyrzucił z siebie, podnosząc kciukiem jej opuszczoną
głowę. - Powiedziałem ci kiedyś, Ŝe nie ma to dla mnie Ŝadnego znaczenia i nadal tak twierdzę. Ale nie
sprawiasz wraŜenia kobiety, która ma jakiekolwiek doświadczenie w tej dziedzinie. Powiedz, jak bardzo
powinienem być ostroŜny?
Westchnęła cicho.
- Pierwszy... i jedyny raz... byłam z Jamesem - wyznała zawstydzona. - To było okropne... on spieszył
się... i...
- głos Keeny załamał się.
- Mów dalej - ponaglił,
- Myślałam, Ŝe umrę ze wstydu i upokorzenia, kiedy zrozumiałam, Ŝe on nie ma najmniejszego zamiaru
oŜenić się ze mną. Pragnął tylko zaspokoić swoją Ŝądzę. Powiedział, Ŝe kochać się ze mną... to tak,
jakby kochać się z męŜczyzną.
Nicholas nie odezwał się ani słowem. Spoglądał na nią, się tym razem z jego oczu nie mogła
wyczytać Ŝadnej myśli. Teraz juŜ wiedział, jaką krzywdę wyrządził Keenie Harris.
- Nie pogardzaj mną...
PrzeraŜona własnymi słowami, Keena próbowała się bronić.
- Pogardzać tobą?! Na Boga, co ty wygadujesz?! - niemal wykrzyknął. Pochylił się i ponownie
pocałował ją w usta. - Czy zachowuję się, jakbym tobą pogardzał, głuptasku?
Łzy wolno spływały jej po policzkach. Keena przytuliła się mocno do Nicholasa, a on posadził ją sobie
na kolanach i próbował uspokoić. Dotyk jego rąk był ciepły i łagodził wszelki ból. Przycisnęła usta do szyi
męŜczyzny. Było jej tak dobrze, gdy czuła jego bliskość, jego zapach. - Nick - wyszeptała. - Słucham,
kochanie?
Odsunęła się od niego i spojrzała w oczy.
- Kochaj mnie.
Odsunął z jej policzka niesforny kosmyk włosów. Wpatrywał się w jej usta z ogromnym poŜądaniem,
ale nie zrobił Ŝadnego gestu.
- Co teraz czujesz do Harrisa? - zapytał, a na twarzy Keeny odmalowało się cierpienie.
-
Teraz? - powtórzyła niczym echo. - Ja... właściwie... nie wiem. - Zaczerwieniła się gwałtownie.
-
Czy nie uwaŜasz - powiedział łagodnie - Ŝe byłoby lepiej, gdybyś ustaliła swój stosunek do niego,
zanim posuniemy się dalej?
Wpatrywała się w jego oczy, chcąc znaleźć odpowiedz, na wszystkie nurtujące ją pytania, ale tym razem
ich wyraz był nieodgadniony.
- Nie pragniesz mnie? - zapytała wreszcie.
Chwycił jej dłoń i delikatnie, acz stanowczo przesunął w dół swego płaskiego brzucha. Z nieznacznym
uśmiechem na ustach obserwował, jak jej twarz oblewa się purpurą.
- Pragnę cię. Ale nie mam zamiaru zrobić nic więcej, dopóki nie odeślesz go do przeszłości. Tam
właśnie jest jego miejsce. Byłaś wtedy młodą dziewczyną, Keeno - dodał powaŜnie. - Łudziłaś się, Ŝe
Harris dąŜy cię szacunkiem, ale tak nie było. Wiem, Ŝe wyrządził ci krzywdę, ale to wszystko wydarzyło
się tak, dawno, Ŝe nie powinnaś juŜ o tym pamiętać. - Pochylił głowę i złoŜył na jej ustach długi i
namiętny pocałunek. Uśmiechnął się czując, jak Keena rozchyla wargi w pragnieniu, by był on jeszcze
głębszy. - PrzecieŜ dla mnie i dla ciebie nie ma to Ŝadnego znaczenia.
Kobieta gorliwie odwzajemniała pocałunki.
-
Nick... - próbowała coś powiedzieć, ale męŜczyzna delikatnie przygryzł jej dolną wargę.
-
Dlaczego powiedział, Ŝe kochać się z tobą, to tak jakby kochać się z męŜczyzną? Byłaś taka chuda?
- Miałam zbyt mały biust, jak na jego wymagania - wyjaśniła słabym głosem, w którym bez trudu
moŜna było usłyszeć gorycz.
Nicholas spojrzał w dół na jej twarde, spręŜyste piersi i delikatnie przesunął językiem po czerwonych
sutkach.
- Ty? - zaśmiał się cicho.
- Och, Nick. Oddychała z trudem, a jej głos i oczy wyraŜały najgłębsze emocje. Przylgnęła do niego
całym ciałem, przytuliła policzek do szerokiej piersi. Czuła się bezpiecznie w otaczających ją silnych
ramionach. Było wspaniale, gdy duŜe dłonie Nicholasa gładziły jej nagie plecy.
- Nienawidzę tego mówić - mruknął - ale nawet w moim wieku nie potrafię trzymać rąk przy sobie,
gdy na moich kolanach siedzi cudowna, naga brunetką. MoŜe jednak ubierzesz się, a ja w tym czasie
przygotuję kawę.
- Wolałabym pofiglować z tobą w łóŜku - szepnęła Ŝartobliwie. - Mógłbyś nauczyć mnie, jak naleŜy
cię pieścić.
Roześmiał się szczerze.
- Przy najbliŜszej sposobności. Wyswobodziła się z jego ramion i zsunęła się z kolan na podłogę.
Czuła się bardzo waŜna i szanowana, kiedy Nicholas podał jej szlafroczek.
- Ubierz się ładnie — poprosił, wciągając na siebie sweter i kierując się ku drzwiom. - Zatrzymał
się na chwilę, trzymając juŜ rękę na klamce. - Następnym razem nie kuś mnie w ten sposób, nawet
jeŜeli będziesz miała na sobie coś więcej niŜ piŜamę.
- Pochlebiasz mi, wiesz o tym? - mruknęła, wyjmując z szafy rajstopy i bluzkę.
- Nie, kochanie - odrzekł cicho. - To nie pochlebstwo, to szczera prawda.
Zamknął za sobą drzwi, by pozwolić jej spokojnie się ubrać.
Pięć minut później usiadła się obok niego na sofie. Miała na sobie czarną, jedwabną bluzkę i beŜowe
obcisłe dŜinsy. Włosy były wyszczotkowane, delikatny makijaŜ zdobił jej twarz, a oczy skierowała
prosto na Nicholasa. Gwizdnął z aprobatą, gdy się jej przyjrzał i powiedział:
.
- Nieźle wyglądasz.
Podał jej filiŜankę kawy i objął ją potęŜnym ramieniem.
-
Powiedziałeś mi kiedyś, Ŝe lubisz połączenie czarnego koloru z beŜowym - rzekła, nie zastanawiając się
nad tym, co mówi.
-
Na tobie, tak. - Upił łyk kawy, spoglądając na nią z nad krawędzi filiŜanki. Ciągle czuję w ustach twój
smak -mruknął i uśmiechnął się widząc, Ŝe speszona Keena ucieka ze spojrzeniem. - Panno oszukiwaczko -
zachichotał -myślałem, Ŝe jesteś kobietą światową. Oszalałem na twoim punkcie po awanturze, jaką zrobiłaś
mi w dzień mojego wyjazdu do ParyŜa. - Podniósł brwi w geście zdziwienia, widząc Ŝe Keenę zaszokowały
te słowa. - Nie chciałem ci dokuczać. Pamiętam tylko ten wzrok, którym mierzyłaś mnie w windzie.
Zastanawiałem się wtedy, czy zdołasz mi się oprzeć - mówił z rozbawieniem w głosie. - To była tylko gra.
Nie chodziło mi o nic więcej. A potem...
Zadzwonił telefon i Nicholasowi nie udało się dokończyć wypowiedzi. Keena podeszła do aparatu, mając
wraŜenie, Ŝe jej nogi są z waty. Gra. Okrutna gra, której oboje powinni się wstydzić. Na myśl, Ŝe w tej chwili
Nicholas na pewno jej się przygląda, zrobiło jej się słabo.
-
Hallo - odezwała się do słuchawki zmienionym głosem.
-
Czy mogę rozmawiać z panem Nicholasem Colemanem? - usłyszała kulturalny męski głos.
Wyciągnęła słuchawkę w stronę Nicholasa, usiłując nie patrzeć mu w oczy.
- Do ciebie - powiedziała cicho.
Usiadła z powrotem na sofie i sięgnęła po filiŜankę. Miała wraŜenie, Ŝe nagle opuściły ją wszelkie uczucia.
Czuła się zupełnie pusta w środku. Niemal nie docierał do niej głęboki, raz ostry, a kiedy indziej pytający
głos Nicholasa.
Wreszcie odwiesił słuchawkę i zwrócił się do niej.
-Na czym to ja skończyłem.
-NiewaŜne - odpowiedziała, obrzucając go lodowatym spojrzeniem. - Wychodzisz? Do widzenia.
- Chciałbym ci coś jeszcze wyjaśnić - odezwał się ściszonym głosem.
- Jestem bardzo zajęta. Jutro rano zamierzam wyjechać do Ashton, a mam jeszcze mnóstwo pracy do
zrobienia. ZmruŜył oczy.
- PrzecieŜ nie jedziesz tam sama. - Dlaczego sobie zawracasz tym głowę? - zapytała wyniośle. - Gra
jest skończona, Nicholas. Nie będę juŜ więcej grała.
- Ani ja, kochanie - odrzekł czule, uśmiechając się do niej. - Nigdy więcej.
Spojrzała na niego, czując Ŝe znowu robi się jej gorąco. - Dziękuję za śniadanie. - Keena usiłowała być
chłodna i uprzejma.
Ruszył w stronę drzwi, ale przystanął w połowie drogi i obejrzał się. Pełnymi tęsknoty oczyma
popatrzył na jej zgrabną, szczupłą sylwetkę. - A moŜe miałabyś ochotę zobaczyć mój dom w drodze
do Ashton? To pytanie zaskoczyło ją.
- Masz na myśli wyjazd do Charleston? Skinął twierdząco głową.
- Moglibyśmy zatrzymać się tam na kilka dni. Chciałbym
pokazać ci całą posiadłość. Chciał
naprawdę, Ŝeby tam pojechała? A moŜe pragnął odwiedzić duchy swoich bliskich, a jej towarzystwo było
potrzebne tylko po to, by pamięć o nich stała się łatwiejsza do zniesienia. Keena przestała czuć się pewnie w
towarzystwie tego męŜczyzny. Ze zdziwieniem uświadomiła sobie, Ŝe boi się Nicholasa.
- Keeno, nie będę juŜ próbował zaciągnąć cię do łóŜka -
powiedział łagodnie, - To juŜ skończone.
Przypatrywała mu się przez chwilę, po czym skinęła głową.
-
W porządku.
-
Jimson pojawi się u ciebie o siódmej - powiedział i dodał, idąc do drzwi: - Chciałbym, Ŝebyśmy
wyruszyli wcześnie rano.
-
Dobrze, będę gotowa.
Na lotnisku w Charleston czekał na nich czarny, błyszczący lincoln, a tuŜ obok stał wysoki i dostojny
Jimson.
-
Myślisz o wszystkim - pochwaliła Keena, kiedy znaleźli się na tylnym siedzeniu.
-
Muszę, kochanie - odparł. - Jimsonie, staraj się jechać do domu okręŜną drogą. Chcę, Ŝeby panna
Whitman zobaczyła choć część miasta.
-
Tak jest. Czy chciałby pan odwiedzić jakieś konkretne miejsca?
-
Jedź najpierw w dół Meeting Street, a potem skręć w Broad. Potem do Kościoła Św. Filipa i Domu
Piratów. Dzisiaj nie moŜemy sobie pozwolić na nic więcej.
-
Jest jeszcze kilka interesujących miejsc na East Boy i Tradd Street - przypomniał Jimson.
-
Czas, Jimsonie - westchnął, rozsiadając się wygodniej - czas.
-
Tak jest - doszła ich cicha odpowiedź.
Keena spojrzała na Nicholasa pełnym wahania i bojaźni wzrokiem. MęŜczyzna opuścił powieki, jego
twarz poorana była głębokimi bruzdami, a pod oczami widniały ciemne cienie. Widziała Nicholasa juŜ w
róŜnym stanie, ale nigdy jeszcze nie wyglądał tak źle, jak tego dnia.
-
Spałeś choć trochę zeszłej nocy? - zapytała miękko.
-
W ogóle - odparł. Podniósł powieki i zajrzał jej prosto w oczy. - A ty, Keeno?
Umknęła ze spojrzeniem, a jej twarz miała nieodgadniony wyraz.
- Nigdy nie przypuszczałam, Ŝe rośnie tu tak duŜo palm - mruknęła, przyglądając się zabytkowym
budynkom znajdującym się po obu stronach ulicy. - Ile lat liczy Charle- ZałoŜono go w 1670 roku -
wyjaśnił Nicholas, patrząc w ślad za jej spojrzeniem. Otaczały ich wspaniałe dzieła architektoniczne
pochodzące z ubiegłych stuleci. - Ale francuscy Hugenoci, którzy osiedlili się tu dobre piętnaście lat
później, nadali styl temu miastu. Mój przodek, St. Juliens, ufundował Manteau Gris. - Słucham? -
mruknęła, słysząc niezrozumiałe dla niej francuskie słowa. - To taki budynek otoczony ogromną
plantacją. Manteau Gris
znaczy Szara Peleryna, ale wszyscy mieszkańcy Charleston uŜywają
oryginalnej nazwy - wyjaśnił. - Pierwszy dom został wybudowany w 1769 roku. Spalono go podczas
rewolucji, potem odbudowano, ale spłonął ponownie w czasie wojny domowej. - Zaśmiał się cicho. -
Pewnie oryginalne są tylko fundamenty.
- Kochasz to miasto, prawda? - zapytała Keena, oczyma wyobraźni widziała dzieje tego budynku.
- Bardzo. Im jestem starszy, tym częściej uświadamiam sobie, Ŝe tutaj tkwią moje korzenie. Popatrz –
wskazał głową w kierunku okna po jej stronie. - to Kościół pod wezwaniem Świętego Michała.
Najstarszy w tym mieście.
- Piękny.
- JeŜeli pojechalibyśmy w dół tą ulicą, dojechalibyśmy do miejsca nazywanego „South of Broad". To
najstarsza część miasta. Znajdujące się tam restauracje serwują słynną zupę z krabów, przygotowaną z
krabiej ikry, do której je się pieczone ostrygi i małe homary podawane w specjalnym sosie. Będę musiał cię
tam zabrać któregoś dnia. Jest
tu tyle interesujących miejsc, Ŝe moŜna spędzić bez mała pół dnia na oglądaniu tego wszystkiego,
-
Z przyjemnością odwiedzę jedną z tych specyficznych restauracji - powiedziała cicho, uśmiechając się
bardziej do samej siebie niŜ do swego kompana. - Nick, a co z Fort Sumter i Battery?
-
Będziemy wracać tamtędy - zapewnił ją.
Jimson gwałtownie zakręcił w prawo, a kilka minut później w lewo. Dwie przecznice dalej Nicholas
poprosił go, by zwolnił.
-
To Kościół pod wezwaniem Świętego Filipa, a tuŜ obok stoi tak zwany Dom Piratów. Kiedy byłem
chłopcem, zbierały się tam szumowiny z całego miasta. - Oczy męŜczyzny zabłyszczały. -Plotki głoszą, Ŝe
piraci spotykali się tam z najbogatszymi i powszechnie szanowanymi kupcami z Charlestonu i wymieniali
towary.
-
Skąd w Charleston wzięli się piraci? - zdziwiła się. -Myślałam, Ŝe Ŝeglowali tylko w pobliŜu
zachodnich Indii,
- Nie wiem. Mogę za to powiedzieć, Ŝe najgorszym z nich był Stede Bonnet. Powieszono go w
1718 roku, a potem jego ciało spalono na bagnach w pobliŜu Battcry, Byli takŜe piraci płci Ŝeńskiej, na
przykład piękna Anno Bonney, córka z nieprawego łoŜa jednego z irlandzkich kupców. Wyszła za mąŜ za
pirata o nazwisku James Bunney, ale po niedługim czasie porzuciła go i zaciągnęła się na statek nazwany
„Galico Jack Rackham".
Keena słuchała z szeroko otwartymi oczyma. -I co dalej? - dopytywała się.
-
W 1720 roku statek został złapany w okolicach Jamajki i całą załogę oddano pod sąd. - Zachichotał cicho,
dostrzegając wyraz przeraŜenia na jej twarzy. - MoŜe udało jej się zbiec - mruknął i roześmiał się głośniej,
gdyŜ Keena momentalnie rozpogodziła się.
-
Bardzo chciałabym wejść do środka tego budynku.
- Teraz jest to hotel - odparł, ale być moŜe uda mi się zorganizować coś ciekawego, gdy następnym
razem będziesz odwiedzała Charleston. Objedź teraz East Bay i Battery, Jimsonie - zwrócił się do
kierowcy.
- Tak jest. Fort Sumter, umiejscowiony poza granicami portu, sprawiał wraŜenie bardzo spokojnego.
Keena przyglądała mu się z ciekawością, kiedy jechali wzdłuŜ Battery.
- Trudno mi uwierzyć, Ŝe kiedykolwiek toczyły się tu bitwy - powiedziała w zamyśleniu.
- Charleston było miejscem nieustannych walk. W 1780 roku zdobyli go Brytyjczycy, potem został
bardzo zniszczony w czasie wojny domowej. Opierał się nawałnicom i trzęsieniom ziemi i przetrwał po
dziś dzień. Nieustępliwy,
dumny i niepodobny do Ŝadnego z innych miast. Przypuszczam, Ŝe właśnie dlatego tak bardzo jest mi
bliski.
- Czy są tu organizowane wycieczki, dokładnie w celu zwiedzania miasta? Potwierdził ruchem
głowy.
- KaŜdej wiosny. Niestety, przyjechaliśmy kilka tygodni za wcześnie. Zobacz, a oto mój dom. Manteau
Gris. Wystarczyło jedno przelotne spojrzenie i Keena wiedziała, Ŝe pokocha ten szary budynek całym
sercem. Stał nieco na uboczu. Zdobiła go wspaniała wieŜa, a otoczony był potęŜnymi dębami, drzewami
magnolii, sosnami i ogromną ilością krzewów. Keena pomyślała, Ŝe wspaniałe musi tu być w czasie
kwitnienia. Ziemię porastała poŜółkła trawa. Budynek otaczał pomalowany na szaro płot.
- Fantastyczny. Dlaczego nie dodałeś, Ŝe ta historia dotyczy twojego domu? - Keena była nad wyraz
zachwycona.
- Pomyślałem, Ŝe w ten sposób wyda ci się bardziej atrakcyjny. - Kto o niego dba? -
Państwo
Collinsowie. Robili to od czasów, gdy byłem jeszcze dzieckiem.
Zastanawiała się, dlaczego Nicholas ma zawsze nieustępliwy, powaŜny wyraz twarzy.
-
Jakoś trudno mi wyobrazić sobie ciebie jako nastolatka - mruknęła.
-
Naprawdę?
-
Idę o zakład, Ŝe urodziłeś się juŜ dorosły - powiedziała, uśmiechając się nieznacznie.
-
Tak właśnie powinno było się stać, gdyŜ moich rodziców nigdy nie było w domu. Właściwie
wychowywała mnie pani Collins.
-
A gdzie byli twoi rodzice?
- W
Cannes,
Szwajcarii,
Rzymie,
ParyŜu.
Wszędzie,
tylko
nie
tutaj.
Cierpieli
na
alergię,
którą
były
małe
dzieci,
a przede wszystkim unikali mnie.
Mimo Ŝe jego słowa przepojone były cynizmem, Keena oczami duszy zobaczyła samotnego,
pozbawionego miłości, czarnowłosego chłopca, który kaŜdą wolną chwilę spędzał w porcie, przyglądając się
przypływającym i odpływającym statkom i rozmyślał o piratach.
Wahając, się delikatnie dotknęła palcami wierzchu jego spoczywającej na siedzeniu dłoni.
Zesztywniał pod wpływem tego dotyku i spojrzał na Keenę ostro, ale jej zrobiło się tylko jeszcze bardziej
przykro.
Szybko odwróciła głowę, udając Ŝe jest zajęta oglądaniem domu. Była to wspaniała budowla, ozdobiona
długim portykiem na froncie, a do wejścia prowadziły kamienne stopnie.
- W tym domu powinny mieszkać dzieci – powiedziała bezmyślnie.
Kiedy tylko Jimson przekręcił kluczyk w stacyjce, szarpnięciem otworzył drzwi. Wypadł, nie zawracając
sobie głowy otworzeniem drzwi po stronie Keeny. Wiedział, Ŝe zrobi to za niego kierowca. Dopiero
wtedy zdała sobie sprawę, jak bardzo musiały zranić go jej słowa.
Przypomniała sobie poniewczasie, Ŝe on i jego Ŝona nie mogli mieć dzieci. Nigdy nie pomyślała, by
zapytać go, dlaczego, pozostawał bezdzietny. Nigdy przedtem nie przytrafiło się jej tak bardzo skrzywdzić
człowieka, stuprocentowego męŜczyznę, który nie mógł mieć własnych synów ani u córek.
Wprawdzie przez cały czas chowała do niego urazę za wczorajsze zachowanie, ale nie miała
najmniejszego zamiaru odgrywać się, zwłaszcza w taki sposób. Nie bardzo wiedziała, co zrobić, jak się
zachować, by Nicholas zapomniał o tym nietakcie. Jednak on wyglądał tak imponująco i tak
nieprzystępnie, Ŝe kobieta bała się odezwać nawet słowem. Po raz pierwszy chciała zbliŜyć się do niego
psychicznie. Pragnęła stanowić część jego Ŝycia.
Rozdział siódmy
Keena stała w milczeniu i dziwiła się własnym myślom. Pragnęła stanowić część jego Ŝycia. Nigdy
przedtem nic podobnego nie przyszło jej do głowy. Zawsze była niezaleŜna, nigdy nie potrzebowała
nikogo i niczego. Wystarczato jej własne towarzystwo, a kariera była najwaŜniejszą rzeczą w Ŝyciu i
pochłaniała wszystkie myśli i marzenia, Jednak teraz odczuwała głęboką potrzebę posiadania czegoś
więcej. Chciała mieć swojego męŜczyznę, który by ją kochał, wspierał i z którym mogłaby mieć dzieci.
Zeszłej nocy, leŜąc samotnie w łóŜku, doszła do wniosku, Ŝe Nicholas pragnie jej tylko fizycznie.
Powiedział, Ŝe nie zamierza juŜ więcej grać, znowu będą przyjaciółmi, Tylko przyjaciółmi, poniewaŜ on
nie moŜe zapomnieć o Misty, a do kobiet jest w stanie Ŝywić tylko poŜądanie.
Weszła za Nicholasem na ganek, gdzie ruchliwa, wysoka kobieta wzięła go w objęcia. TuŜ za nią stał
równieŜ wysoki i szczupły męŜczyzna, który uśmiechał się serdecznie.
- Keeno, to Jesse Collins i jego Ŝona, Maude. To oni opiekują się Manteau Gris - dokonał prezentacji
męŜczyzna.
Drewniane podłogi były nieskazitelnie czyste, a spiralne schody, o których Nicholas kiedyś wspominał,
były naprawdę oszałamiające.
Podłogę głównego holu przykrywał puszysty perski dywan w kolorze kremowym, niebieskim i
bordowym. Po lewej stronie znajdowała się ogromna bawialnią, gdzie na podłodze leŜały drobne perskie
dywaniki. Stylowe mahoniowe meble były wypolerowane i błyszczały w promieniach wpadającego
przez okno słońca.
- Czy te meble pochodzą z Zachodnich Indii? - zapytała cicho Keena, przesuwając wzrokiem po
prześwietnych antykach, a zaraz potem skupiając się na dziełach malarstwa wiszących na ścianach.
- Ma pani bystry wzrok, młoda damo - zaśmiała się pani Collins, a jej twarz przybrała dobrotliwy,
przyjacielski wyraz. - Ma pani rację. Pierwszy pan Coleman, który zakupił Szarą Pelerynę - spojrzeniem
przeprosiła Nicholasa za uŜycie oryginalnej wersji - oŜenił się z córką plantatora z Zachodnich Indii, a
te meble były częścią jej wiana. JeŜeli pani zechce, opowiem pani wiele interesujących historii na ten
temat.
- Ale najpierw przynieś nam trochę kawy - poprosił Nicholas, uśmiechając się Ŝyczliwie. - To był
bardzo długi ranek.
- A poprzedniego dnia z pewnością zapracowywał się pan na śmierć - powiedziała pani Collins z
naganą w głosie. - Jedyne, czego panu potrzeba, to spędzenie kilku tygodni tutaj, Ŝebym mogła
odpowiednio o pana zadbać. Zrobię trochę kanapek, upiekłam teŜ dla was ciasto. Przypuszcza, Ŝe Ŝadne z
was nie jadło śniadania - powiedziawszy to, wyszła z pokoju i zamknęła za sobą drzwi.
- Nigdy nie pozwolą mi wydorośleć - powiedział cicho, rozglądając się po pokoju zupełnie tak samo,
jak przed chwilą robiła to Keena. - Tęskniłem za tym domem.
Wpatrywała się w odziane w ciemnobrązowy garnitur, szerokie plecy Nicholasa.
- Przepraszam cię za to, co powiedziałam. Nie miałam
nic złego na myśli.
Spojrzał na nią z ukosa.
- Mogłabyś wreszcie przestać przepraszać - warknął.
Mój BoŜe, wszystko co robisz, robisz za późno. Wiesz zresztą, Ŝe nie działają na mnie twoje docinki.
Nigdy niedziałały.
Pozbawiona nadziei na załagodzenie stosunków, Keena wzruszyła ramionami.
- Nie chciałabym, Ŝebyś pomyślał...
Oczy Nicholasa pociemniały.
-
To Misty nie mogła mieć dzieci - powiedział krótko. -Nie ja. Ręczę, Ŝe nawet w tym wieku jestem
cholernie płodny. Testy nie kłamią.
-
Poddałeś się testom? - zapytała cicho.
-
Musiałem - mruknął, przygładzając włosy nerwowym ruchem ręki - dla własnego spokoju. Musiałem
wiedzieć.
Nie wiedziała, co powinna w takiej chwili powiedzieć, nie mogła znaleźć odpowiednich słów. Dziecko z
pewnością pomogłoby mu ukoić Ŝal po stracie Ŝony. Minęło wprawdzie juŜ sześć lat, ale Keena była
przekonana, Ŝe Nicholas w ciągle bardzo kochał Misty. Czy dlatego właśnie nie był w stanie zapanować
nad sobą?
Wyjął z kieszeni pudełko papierosów i zapalił jednego.
„Kiedyś obiecywał, Ŝe rzuci palenie - pomyślała. - Jednak nie uwolnił się od nałogu, nadal pali o wiele za
duŜo".
Spojrzała w kierunku okna.
- Czasami zastanawiałam się, dlaczego ty i Misty nie mieliście dzieci, to wszystko.
- Teraz
juŜ
wiesz.
Nie
dlatego,
Ŝ
e
ich
nie
chciałem.
Wręcz przeciwnie, bardzo chciałem. Nadal chcę.
Podszedł do okna i zapatrzył się na ogołocone z liści gałęzie i szare zimowe niebo.
Keena wpatrywała się w podłogę. Mimowolnie znowu rozzłościła go. śałowała, Ŝe zgodziła się na
przyjazd tutaj. Ta wizyta kosztowała ją o wiele więcej niŜ mogła przypuszczać. Usłyszała westchnienie
Nicholasa i poczuła bolesne ukłucie w okolicy serca. Byli tutaj, sami, w jednym pokoju, dzieliło ich nie
więcej niŜ piętnaście stóp odległości, a jednak nie mogli się do siebie zbliŜyć. Czy tak miała wyglądać droga
prowadząca do jej przyszłości? Czy stracili nawet przyjaźń, która kiedyś ich łączyła? Otworzyła usta, by
poinformować go, Ŝe chciałaby skrócić tę wizytę i jechać prosto do Ashton, ale zanim zdąŜyła powiedzieć
cokolwiek, do pokoju weszła pani Collins. Uśmiechała się radośnie, dźwigając cięŜką tacę, na której stał
dzbanek z kawą, talerz kanapek i filiŜanki.
- Proszę bardzo - powiedziała, ostroŜnie stawiając tacę na stoliku. - Panie Nicku, proszę postarać się,
Ŝ
eby ta młoda dama coś zjadła - poleciła, kierując się w stronę drzwi. - Ona równieŜ mogłaby się trochę
podtuczyć.
Keena spuściła oczy i zajęła się nalewaniem kawy do filiŜanek. Były z bardzo starej, pięknej, chińskiej
porcelany, ozdobionej róŜowym ornamentem.
- Powinnaś czuć się zaszczycona - powiedział Nicholas, sadowiąc się wygodnie w ogromnym fotelu. -
Pani Collins uŜywa tej zastawy tylko w wyjątkowych okazjach. - Czuję się tak - zaśmiała się gorzko. -
Zastanawiam się tylko, czy jestem godna takiego zaszczytu.
- Ty równieŜ potraktowałabyś w taki sposób pewne osoby Na przykład Harrisa, prawda? - zapytał, a usta
wykrzywił mu złośliwy uśmiech.
- Prawda - odparła sarkastycznie.
- Kiedy zamierzasz wydać to przyjęcie nad przyjęciami? - zapytał na pozór niedbale.
- Mandy miała dzisiaj rozesłać zaproszenia. Nie wiem, na kiedy zamówiła muzyków.
-
Doskonała organizacja. - Upił łyk kawy.
-
Nie wiem, czy zauwaŜyłeś, Ŝe jestem kobietą biznesu -przypomniała chłodno.
-
DuŜy biznes, a bardzo mała kobietka.
Dopiła kawę nie pozwalając, by dostrzegł, jak bardzo zranił ją tymi słowami.
- Jak długo mamy tutaj zostać?
Odstawił na tacę pustą filiŜankę.
-
Myślałem, Ŝe będziesz chciała obejrzeć kilka ciekawych miejsc - powiedział gorzko.
-
Jeśli tylko znajdziesz trochę czasu, Ŝeby mi je pokazać - Keena siliła się na nadzwyczajną
uprzejmość.
Niewiele rozmawiali, spacerując po poŜółkłej trawie porastającej ogród. KaŜde z nich udawało, Ŝe zajęte
jest obserwowaniem okolicy. Podziwiali rozłoŜyste korony dębów, wsłuchiwali się w szept rzeki i
ocierali się o gałęzie młodych, niewysokich sosen.
-
Musi... tu być pięknie, gdy wszystko kwitnie - odezwała się wreszcie.
-
Jest. Azalie, kamelie, derenie, magnolie, róŜe. Wiosną i wczesnym latem stanowią cudowną symfonię
kolorów.
-
Czy twoja Ŝona opiekowała się ogrodem?
-
Misty była zbyt delikatna do tego typu prac - odparł zwięźle, usiłując zajrzeć jej w oczy. - Dlaczego
robisz wszystko, by wskrzesić duchy z mojej przeszłości. Boisz się mnie? Nie mam zamiaru ponownie cię
usidlić!
-
Wiem. Gra jest skończona. To była przecieŜ twoja decyzja. - Ku jej własnemu przeraŜeniu, poczuła
zbierające się w oczach łzy.
-
O mój BoŜe, Keeno! -jęknął, szybko podchodząc do niej.
Złapał ją za ramiona i przycisnął mocno do siebie. Czuła przyspieszone bicie jego serca na swojej piersi,
mimo Ŝe oddzielało ich od siebie tyle warstw materiału.
-MoŜesz sobie wyobrazić, jak czułem się, kiedy powiedziałaś mi o wszystkim - wyszeptał ochrypłym
głosem, rozdmuchując jej włosy. - Mój BoŜe, kiedy opuszczałem twój apartament miałem ochotę
zabić Harrisa własnymi rękami. - Westchnął cięŜko. - Oczywiście, Ŝe nie spałem. Jak mógłbym
zasnąć? Chciałem, Ŝeby nasze pierwsze zbliŜenic było absolutnie idealne.
Łzy spływały jej strumieniami po policzkach. Teraz nawet nie próbowała ich zahamować.
- Pragnę cię i wiesz o tym - wyszeptała drŜącym głosem.
-Tak.
Podniosła głowę i spojrzała mu w oczy.
- To było takie cudowne.
- Naprawdę?
Delikatnie przesunął palcem po jej wargach. - Nawet nie chcę sobie wyobraŜać, o ile cudowniej mo-
głoby być - szepnął. - Byłaś wspaniała, wypełniona pasją, poŜądaniem i chęcią dawania, moja
najdroŜsza. Niemal doprowadziłaś mnie do szaleństwa. Ale po tym wszystkim nie mogłem od ciebie
wziąć tego, co chciałaś mi ofiarować...
Pamięć tamtych chwil sprawiła, Ŝe dreszcze znowu zaczęły wstrząsać jej ciałem. Spojrzeniem
powiedziała mu, jak wiele wtedy przeŜyła.
- Pragnę cię - powtórzyła szeptem. - Ja takŜe ciebie pragnę - odparł cicho - ale na razie nie
moŜemy posunąć się dalej. Ze złością uderzyła pięścią w jego szeroką pierś. - Nicholas!
- Powiedz uczciwie, czy naprawdę uwaŜasz, Ŝe jesteś przygotowana? - zapytał ochryple.
Jej zielone oczy były szeroko otwarte i kryło się w nich zaŜenowanie. Potrząsnął ją za ramiona.
- Keeno, seks pociąga za sobą pewien rodzaj odpowiedzialności - tłumaczył jej łagodnie. - Czy
myślałaś o jakimś zabezpieczeniu?
Poczuła się nagle bardzo młoda i niedoświadczona.
-
Niezupełnie. Uśmiechnął się. -Zatem? Spojrzała na niego i zaraz opuściła oczy.
-
Ty się tym zajmij. Zaśmiał się cicho. Jego oczy błyszczały.
- Przy tobie? W jaki sposób, do cholery, miałbym to zrobić? Kiedy wczoraj opuszczałem twoją
sypialnię, nie wiedziałem nawet, jak się nazywam. Nie wymagaj ode mnie, Ŝebym się kontrolował. Być
moŜe udałoby mi się to jakiś czas temu, ale na pewno nie teraz.
Szarpała guzik jego koszuli.
- CzyŜ po dojrzałych męŜczyznach nie oczekuje się, Ŝe będą bardziej doświadczeni, panie Coleman?
Jego palce przesuwały się w dół szyi i zbliŜały się w okolice piersi.
- Nie
wtedy,
gdy
pragną
oni
kobiety
tak,
jak
ja
pragnę
ciebie - mruknął. - Dlaczego załoŜyłaś biustonosz?
Serce biło jej jak oszalałe i z trudem łapała oddech. Jego palce sprawiały, Ŝe doznawała cudownych
odczuć, Ŝe traciła samokontrolę. Przymknęła oczy i powoli wbijała paznokcie w kark męŜczyzny.
- Spójrz na mnie - szepnął zdławionym głosem.
Podniosła w górę zamglone oczy, pozwalając by guzik
po guziku rozpinał jej bluzkę. Rozchyliła usta, chcąc ułatwić sobie oddychanie i nie czyniła Ŝadnego wysiłku,
Ŝ
eby go powstrzymać.
Ręce Nicholasa sięgnęły do tyłu, Ŝeby odszukać zapięcie biustonosza, ale ona powoli pokręciła głową.
- Jest z przodu - wyszeptała drŜącym głosem, nie spuszczając oczu z jego twarzy.
- Lubisz być dotykana? -zapytał, gdy wreszcie odnalazł zapięcie.
- Tylko przez ciebie. Dłonie Nicholasa pieściły Keenę, przenosiły ją w zupełnie inny świat Miała
wraŜenie, Ŝe unosi się w powietrzu. Zagryzła do krwi dolną wargę, gdyŜ miała ochotę krzyczeć z rozkoszy.
Mimowolnie przymknęła powieki.
- Kochana, najdroŜsza - szeptał, pochylając swą ciemną głowę. - Pocałuj mnie.
Uniosła twarz, a on natarł na jej usta z niepohamowanym poŜądaniem. Ciało Keeny drŜało jak w gorączce,
gdy równie gorliwie odwzajemniła jego pocałunek. Jeszcze nigdy dotąd nie włoŜyli w pieszczotę tyle
uczucia, jeszcze nigdy nie przeŜyli razem tylu emocji. Wreszcie oderwali się od siebie i jeszcze przez
długie sekundy mieli trudności ze złapaniem oddechu.
Nicholas przesunął wzrok na jej nagie piersi. Przez cały czas nie przestawał jej pieścić, a teraz pochylił
się i zaczął ssać róŜowe, zesztywniałe sutki. Keena miała wraŜenie, Ŝe jej ciało płonie ogniem, którego juŜ
nigdy nie uda się ugasić.
-Musieliśmy chyba oboje postradać zmysły - szepnął, zapinając jej biustonosz, a zaraz potem bluzkę. -
PrzecieŜ moŜesz nabawić się zapalenia płuc.
- Czuję się tak cudownie, kiedy mnie dotykasz - powiedziała z ogromną czułością w drŜącym głosie. -
Uwielbiam, gdy na mnie patrzysz, Nicholas. Nigdy nie pozwolę Ŝadnemu męŜczyźnie, Ŝeby dotykał mnie
w ten sposób.
- Wiem o tym - powiedział łagodnie. - Keeno, jesteś najpiękniejszym stworzeniem, jakie kiedykolwiek
widziałem Mój BoŜe, najchętniej zacałowałbym cię na śmierć. -Przysunął ją do siebie tak mocno, Ŝe miała
problemy z oddychaniem. - Mógłbym kochać się z tobą tu, na gołej ziemi -
wyznał.
-
O
BoŜe,
kobieto, czy wiesz, jak ja się męczę?
-
Wiem i tak mi przykro. - Delikatnie głaskała pochyloną głowę męŜczyzny, próbując uspokoić jego
rozpalone ciało. - Nicholas, wiesz Ŝe moŜesz mnie mieć - szepnęła prosto do jego ucha. - Teraz, tutaj, na
stojąco, na leŜąco, w jakikolwiek sposób tylko zechcesz.
-
Tak, wiem - wyszeptał, a Keena zauwaŜyła, Ŝe zdołał się nieco opanować. Uścisk jego potęŜnych
ramion zelŜał nieznacznie. - Zawsze z chęcią oddawałaś mi wszystko, co miałaś najlepszego, wszystko,
czego tylko potrzebowałem Teraz podobnie jest z sercem, czyŜ nie mam racji?
-
Zrobiłabym dla ciebie wszystko. Wszystko na świecie,
-
Dlaczego? - zapytał cicho i zapatrzył się w głębię jej oczu, czekając na odpowiedź.
Zamrugała powiekami, wyraźnie zmieszana jego pytaniem.
-
PoniewaŜ... zaleŜy mi na tobie - odezwała się wreszcie. - PoniewaŜ jesteśmy przyjaciółmi.
-
Czy naprawdę oddałabyś mi się dlatego, Ŝe jesteśmy przyjaciółmi?
-
Zawstydzasz mnie.
-
Myślę, Ŝe zawstydzamy się nawzajem. - Pochylił się i delikatnie musnął jej wargi. Potem zaśmiał się
cicho i zapytał: - Wyobraź sobie, jak wyglądałaby twoja szykowna garsonka, gdybyśmy kochali się tu, na
ziemi. Zarumieniła się, ale nie odwróciła oczu.
-
Coś w stylu Hemingwaya - mruknęła.
-
Nie mamy tylko śpiwora.
-
W kaŜdym razie ziemia, na pewno poruszyłaby się dla mnie. - Roześmiała się, by ukryć zaŜenowanie.
-
Jestem przekonany, Ŝe dla mnie takŜe. - Objął ją za ramiona, ponownie przytulił do siebie i westchnął
cięŜko.
- Zorganizuj to cholerne przyjęcie, jeŜeli tak bardzo ci na tym zaleŜy, ale pamiętaj, Ŝe nie będziesz miała
Harrisa. Nie teraz.
Chcąc zirytować go dla zabawy, uśmiechnęła się szeroko i zapytała:
-Dlaczego nie? Jednak Nicholasowi daleko było do Ŝartów.
- PoniewaŜ jesteś moja - odparł cicho. Przyglądała mu się z zaciekawieniem.
-Nie rozumiem.
- Przypomnij mi, Ŝebym ci to wyjaśnił, gdy doprowadzisz do końca tę swoją intrygę, albo z niej
zrezygnujesz -zbeształ ją łagodnie. - Jakie, do diabła, ma znaczenie to, co wydarzyło się dziewięć lat temu,
Keeno? To przeszłość, o której powinnaś zapomnieć, włączając w to męŜczyznę, bez którego, wydawało
ci się, nie będziesz mogła Ŝyć.
- Nick... - próbowała protestować słabym głosem. - Musimy Ŝyć teraźniejszością. Myślę jednak, Ŝe
powinienem pozwolić ci samodzielnie dojść do tego wniosku.
Keena odeszła kawałek, a Nicholas zajął się zapalaniem papierosa.
Wpatrywała się w jego szerokie plecy, dopóki nie zorientowała się, Ŝe czeka, by się do niego zbliŜyła.
- Nie rozumiem - powtórzyła.
- Czego?
- Ty... pragniesz mnie, ale nie robisz nic w tym kierunku. Jesteśmy przyjaciółmi, ale w zasadzie wcale
nimi nie jesteśmy. Nick, czego ty ode mnie oczekujesz? Co chcesz, Ŝebym zrobiła?
- Kochanie, zdziwiłabyś się, gdybym ci powiedział.
- JuŜ jestem zdziwiona - mruknęła. - Mógłbyś mieć kaŜdą kobietę, którą byś tylko zapragnął...
- Jesteś jedyną kobietą, która nigdy nie chciała ani mnie - przerwał jej - ani moich pieniędzy.
- Dlaczego tak uwaŜasz?
Odwrócił się.
- Porozmawiamy o tym pewnego dnia, kochanie. Czeka na mnie jeszcze sporo pracy, lepiej więc
wracajmy do domu.
Po kilku wspaniałych dniach pojawili się wreszcie w Ashton. Mandy przywitała ją pocałunkiem. W
jednej chwili chciała opowiedzieć o wszystkim, co się wydarzyło pod jej nieobecność. Paplała więc o
wysłanych zaproszeniach, o rachunkach za dekorację, o dowiezieniu odpowiedniej ilości Ŝywności i o
braku telefonów od niej.
Mówiłaby pewnie jeszcze dłuŜej, gdyby nie zauwaŜyła potęŜnej sylwetki stojącego w holu Nicholasa.
Zaśmiała się tylko i pobiegła do kuchni.
- Masz ochotę na kawę? - zwróciła się do niego Keena.
Potrząsnął przecząco głową. Jego ręce tkwiły głęboko w kieszeniach. Gdy tak stał przy drzwiach,
wyglądał bardzo samotnie, zwłaszcza Ŝe jego oczy wyraŜały ogromny Ŝal i smutek.
- Dlaczego nie przyniosłeś swoich walizek?
- Właśnie odesłałem je do Nowego Jorku – odparł i uśmiechnął się ponuro. - Nie zostaję.
Powinna czuć się uszczęśliwiona. Powinna krzyczeć z radości i podskakiwać do góry jak małe
dziecko. Jednak zamiast tego odczuwała niepohamowaną potrzebę płaczu.
-Dlaczego?
-
Interesy, kochanie. Są rzeczy, których nie mógłbym załatwić, bawiąc tutaj. Czeka mnie podpisanie
umowy dotyczącej produkcji wyrobów dziewiarskich oraz doprowadzenie do ponownego porozumienia,
które tak lekkomyślnie zerwaliśmy w Chattanooga i wiele innych spraw tego rodzaju.
-
Ale powiedziałeś...
-
Wiem, co powiedziałem, Keeno. Jesteś dojrzałą kobietą. Nie mogę wciąŜ chronić cię przed
przeciwnościami Ŝycia, bez względu na to, jak bardzo bym chciał. Jest takie uczucie, które nazywamy
zaufaniem i ja mam zamiar mu się poddać. Nadszedł czas, Ŝeby cię opuścić. Nadszedł czas, Ŝeby
pozostawić cię samą.
Miała wraŜenie, Ŝe jej serce zamieniło się w cięŜki kamień.
- Nick, nie moŜesz przecieŜ zrezygnować z przyjęcia -powiedziała płaczliwie.
MęŜczyzna uśmiechnął się krzywo.
- Wyślij mi zaproszenie. Roześmiała się nerwowo. - Nick, nie jesteś juŜ na mnie zły, prawda? Nie
chcesz w ten sposób się ze mną poŜegnać...
Podszedł do niej i obejmując dłońmi talię Keeny przytulił ją mocno do siebie.
- My nigdy nie będziemy się Ŝegnać. Nasze rozstania będą zawsze krótkotrwałe - powiedział czule. -
Będziesz mogła trochę odpocząć ode mnie. Ostatnio bardzo zbliŜyliśmy się do siebie, ale ty musisz być
pewna swoich uczuć. Mówiłem juŜ ci to kiedyś i teraz powtarzam. Wypraw przyjęcie, jeŜeli pozwoli ci to
zapomnieć o Harrisie. Spędź z nim tyle czasu, ile będzie ci potrzeba, ale nie moŜesz posuwać się za
daleko, panno NiezaleŜna - przestrzegł ją, a w jego oczach dojrzała groźbę. - Wiem, Ŝe nie zrobisz tego,
jeŜeli mi obiecasz. Dlatego chcę mieć twoje słowo.
- Mówisz tak, jakbym była twoją własnością - Keena z trudem wymawiała słowa.
- NaleŜysz do mnie. Nie oddam cię Ŝadnemu innemu męŜczyźnie, dopóki nie upewnię się, Ŝe
dokonałaś słusznego wyboru. Dlatego musisz mi dać obietnicę. Teraz.
- W porządku - zgodziła się, nie bardzo wiedząc, dlaczego to robi. Skinął głową.
- Jeśli będziesz mnie potrzebować, wiesz, gdzie mnie znaleźć.
Dłonią wygładziła klapy jego marynarki, dopiero teraz uświadamiając sobie ból rozstania.
-
Zadzwonisz do mnie? -Nie.
-
Dlaczego nie?
-
Będę zajęty. Nie zapomnij o zaproszeniu.
-
Dobrze, Nicholas. Bała się, Ŝe podczas tej rozłąki będzie cierpiała duŜo bardziej niŜ zwykle.
Telefonował do niej nawet wtedy, kiedy wyjeŜdŜał za granicę.
-
Dlaczego się smucisz? Nie chcę widzieć tej smutnej miny. Uśmiechnij się do mnie.
Podniosła na niego swe posmutniałe oczy.
- Nie bardzo mam ochotę na śmiech. Będę za tobą tęsknić.
UwaŜnie spojrzał jej w twarz.
-
Mam taką nadzieję - mruknął.
-
Pocałujesz mnie na poŜegnanie?
-
Jeśli chcesz, Ŝebym to zrobił.
-
Nigdy nie myślałam, Ŝe zechcesz poddać mnie takiej próbie.
Zaśmiał się cicho. Keena zamknęła oczy i czekając, aŜ obejmą ją silne ramiona Nicholasa, uśmiechnęła
się łagodnie. Chwilę później usłyszała skrzypnięcie otwieranych drzwi.
Zszokowana otworzyła oczy, ale nie obejrzała się za siebie. Słyszała, Ŝe zamknął drzwi.
- Nick - szepnęła pełnym bólu głosem.
Ruszyła za nim, ale był juŜ na dole. Zanim zdąŜyła zbiec po schodach, Nicholas zapuszczał właśnie silnik
samochodu.
SkrzyŜowała ręce na piersiach. Nie rozumiała ani siebie, ani Nicholasa, wiedziała tylko, Ŝe bardzo cierpi.
Czuła się samotna i opuszczona, a tego uczucia nie doznała juŜ od
lat. Była zupełnie bezradna, nie wiedziała, w jaki sposób uda jej się przeŜyć bez Nicholasa te kilkanaście
dni. A jeŜeli miało być to rozstanie na zawsze? MoŜe wszystkie te słowa o przysłaniu zaproszenia na
przyjęcie i sprawdzianie uczuć były tylko pustymi frazesami? Och, Nicholas!
Rozdział ósmy
W ciągu sześciu lat ich znajomości nigdy nie rozstawali się z Nicholasem na tak długo. A teraz nawet
do niej nie telefonował. Dni mijały, a ona usychała z tęsknoty niczym kwiat bez wody.
James dotrzymywał jej towarzystwa dwa czy trzy razy w tygodniu, ale nie spostrzegł, Ŝe Keena stała
się mniej komunikatywna. Zresztą, większą przyjemność sprawiało mu mówienie niŜ słuchanie i nie znał
Keeny na tyle dobrze, by zorientować się, Ŝe dzieje się z nią coś złego.
Kiedy czuła się samotna, próbowała dodzwonić się do Nicholasa. Jednak w domu nigdy nie mogła go
zastać, a w biurze poinformowano ją, Ŝe jest w rozjazdach i nie zostawił dla niej Ŝadnej wiadomości. Czy po
tylu latach przyjaźni Nicholas naprawdę zapomniał o niej? Czy przestał się nią interesować?
- Ostatnio bardzo często widujesz się z Harrisem - skomentowała Mandy, kiedy Keena czekała na
Jamesa.
Keena tylko wzruszyła ramionami, poprawiając jasnozieloną jedwabną sukienkę, którą załoŜyła specjalnie
na tę okazję. Była prosto skrojona, ale dość elegancka, by pokazać się w niej w najlepszej restauracji w
Ashton.
- Nick
się
tym
nie
przejmuje
-
powiedziała
gorzko.
-
Przez trzy tygodnie ani razu nie pofatygował się, by zatelefonować! Przyjęcie ma odbyć się w piątkowy
wieczór. Zostały tylko dwa dni - dodała.
-Dostał zaproszenie - mruknęła Mandy. - śeby mieć pewność, wysłałam je osobiście. - On nie
przyjedzie.
- Nie liczyłabym na to. - Pokojówka z podziwem w oczach popatrzyła na Keenę. - Ślicznie
wyglądasz. Czy pan Harris docenia twoje starania? Roześmiała się cicho.
- Docenia tylko te starania, które tyczą się namowy Nicholasa do kupna jego fabryki. To wszystko.
On jest miłym męŜczyzną, Mandy. MoŜe trochę nieszczerym i dziecinnym, ale w gruncie rzeczy bardzo
miłym.
-Tylko tyle? Keena westchnęła.
- Tak. CzyŜ to nie smutne? Przez tyle lat nie mogłam się doczekać, by wrócić do Ashton i odegrać się na
Jamesie oraz jego przyjaciołach za wszystkie przykrości, jakich od nich doznałam. I wiesz co? Nicholas miał
rację. Najbardziej pociąga mnie w Jamesie to, Ŝe nie mogłam go mieć dziewięć lat temu. PrzecieŜ to
wydaje się niewiarygodne.
- A co z Nicholasem? - zapytała łagodnie Mandy. Keena nerwowo skubała palcami rąbek sukienki.
- Nie obchodzę go wcale.
- Nie wolno zamykać dzikiego ptaka w klatce - powiedziała zagadkowo. - Trzeba go wypuścić i mieć
nadzieję, Ŝe powróci. Keena spojrzała na nią ze zdziwieniem.
- Nie wypiłaś czasem za duŜo? Zadźwięczał dzwonek u drzwi, a Keena narzuciła na ramiona
czerwoną kurtkę z lisa i pobiegła je otworzyć.
„Nicholas bardzo lubił wymyślne i nietypowe stroje" -pomyślała gorzko.
Pogładziła kołnierz kurtki i przypomniała sobie, jak ostatnio zwykł ją nazywać. Otuliła się szczelniej futrem
i oczami wyobraźni zobaczyła siebie w nagich ramionach Nicholasa. Niemal czuła przyciśnięte do siebie
jego muskularne, wspaniałe ciało. Pragnęła go jeszcze bardziej niŜ przedtem. Pragnęła go pod kaŜdym
względem.
* * *
- Jesteś dziś bardzo cicha - powiedział James, kiedy kończyli deser i dopijali drugą filiŜankę kawy ze
ś
mietanką.
Keena uśmiechnęła się przepraszająco.
-
Jestem zmęczona. Wiesz, te wszystkie przygotowania do przyjęcia...
-
Och, tak. - Rozparł się wygodnie na krześle i uśmiechnął. Wyglądał nadzwyczaj elegancko. - Wszyscy
mówią. tylko o tym. Wyobraź sobie, sławna projektantka mody w towarzystwie szaraków z Ashton. A
do tego jej wielcy nowojorscy przyjaciele. - Uśmiechnął się szeroko. - Słyszałem, Ŝe zaprosiłaś nawet kilka
gwiazd Brodwayu.
-
Masz rację - roześmiała się. - Zaprosiłam Betty Sims i Jacka Jacksona - przyznała, wymieniając
nazwiska dwu sławnych aktorów, którzy byli zarówno jej najlepszymi klientami, jak i przyjaciółmi. - Nie
wspominając juŜ o Dempie Cashleyu.
-
Cashley? Czy to ten aktor, który grał...
-
Ten sam - odparła. - Mam nadzieję, Ŝe będzie to królewskie przyjęcie.
-
Musiało cię to kosztować fortunę! - niemal krzyknął, a Keena miała wraŜenie, Ŝe widzi w jego oczach
jednodolarówki.
Rozparła się na krześle i wzruszyła niedbale ramionami.
- Mogę sobie na to pozwolić - mruknęła.
- Właśnie słyszę. I widzę. - Wykrzywił usta w grymasie, który najprawdopodobniej miał
oznaczać uśmiech. - Osiągnęłaś niewiarygodny sukces. W ciągu dziewięciu krótkich lat znalazłaś się
na topie.
- Zapomniałeś o tej drobnej ilości pracy, którą włoŜyłam w moją karierę. Potrząsnął głową.
- Nikt z naszego miasteczka nie pomyślał nawet, Ŝe coś takiego moŜe cię spotkać - westchnął.
- Zwłaszcza ja. Kiedy przypomnę sobie, jakie okropności o tobie wygadywałem...
- Pamiętam - powiedziała duŜo nieprzyjemniej niŜ zazwyczaj. - Powiedziałeś, Ŝe nie naleŜę do tej
samej kategorii ludzi, co ty i twoi przyjaciele, a twoja matka będzie zgorszona widząc mnie w
waszym domu. Stałam w kącie pokoju i doskonale słyszałam, co wtedy mówiłeś. Wydawał się
całkowicie zszokowany.
- Nie słyszałaś dalszego ciągu? - zapytał cicho. Spojrzała na niego.
- Jakiego dalszego ciągu?
- Powiedziałem, Ŝe moja matka jest straszliwą snobką i Ŝe jeŜeli usłyszysz od niej coś przykrego
postaram się, by miała w domu piekło.
Nie wierzyła własnym uszom. - Ale powiedziałeś takŜe te okropne rzeczy o kochaniu się ze
mną...
- Byłem wściekły na Larrego za to, Ŝe patrzy na ciebie w taki sposób - odparł chłodno. -
Chciałem osobiście zaprosić cię na przyjęcie, ale nie byłem pewny, czy przyjdziesz. Wiesz,
jestem kilka lat starszy od ciebie i zaproszeni goście byli w moim wieku... - Uśmiechnął się. -
Przyznam, Ŝe przedtem nie traktowałem cię powaŜnie. Byłaś tak słodko naiwna, Ŝe duŜą
przyjemność sprawiało mi dokuczanie tobie i włóczenie po róŜnych odosobnionych miejscach. Ale
od czasu tej nocy w apartamencie Jacka wszystko się zmieniło. Wtedy zacząłem myśleć o tobie serio. -
Zamilkł na chwilę. - Wiesz, Ŝe nasz związek nie miałby najmniejszego sensu. Moja matka zniszczyłaby ciebie,
a ja nie byłem jeszcze finansowo niezaleŜny. To wszystko wyglądało wtedy beznadziejnie i ja wiedziałem o
tym. Dlatego przerwałem ten romans. A to przyjęcie przyspieszyło bieg wydarzeń. Wyjechałaś z miasta,
zanim zdąŜyłem ci cokolwiek wyjaśnić. - James wyglądał jak człowiek zupełnie zbity z tropu. - Szczerze
mówiąc, to byłem zadowolony, Ŝe tak postąpiłaś. Byłem przeraŜony tym, co się stało.
-
Nigdy nawet nie marzyłam, Ŝe usłyszę prawdę z twoich ust- mruknęła, zaglądając w jego
niebieskie oczy.
-
Ale tak się złoŜyło, Ŝe usłyszałaś - powiedział bardzo cicho. - Jesteśmy teraz starsi, bardziej
dojrzali. Moglibyśmy zacząć wszystko od początku. Nikt juŜ nie będzie nam przeszkadzał.
„A więc o to właśnie ci chodzi" - powiedziała do siebie w myślach, ale głośno nie odezwała się ani
słowem, tylko uśmiechnęła się do Jamesa.
Nie mogła mu powiedzieć, Ŝe męŜczyzna, z którym jadła obiad w restauracji, nie byłby w stanie zająć
miejsca młodego chłopaka, którego kochała jako nastolatka. A właściwie, którym była zauroczona. Miłość
nigdy się nie kończy, a to uczucie dawno przeminęło. Nicholas miał zupełną rację. Nicholas...
- Co powiedziałabyś na staromodny pierścionek zaręczynowy?
Zamyśliła się, zanim dała mu odpowiedź.
- Darzę cię ogromną sympatią - zaczęła. - Lubię przebywać w twoim towarzystwie, jestem wdzięczna, Ŝe
powiedziałeś mi prawdę. Pamiętaj jednak, Ŝe teraz jesteśmy zupełnie innymi ludźmi. Bardzo się
zmieniłam, James, i nie będę usatysfakcjonowana tym, co moŜesz mi zaofiarować. Nie jestem juŜ naiwną
osiemnastolatką - zakończyła smutno. Dorosłam.
Uśmiechnął się Ŝałośnie.
- Szkoda, ale ja równieŜ - mruknął. - Byłaś taką śliczną mała dziewczynką. Gdyby tylko...
- Smutne słowa, przyjacielu. - Impulsywnie dotknęła jego ręki i uśmiechnęła się. - Naprawdę bardzo
cię lubię.
James uśmiechnął się takŜe. - Nie przypuszczałem, Ŝe jesteś takim dobrym człowiekiem. Masz
ochotę na następną filiŜankę kawy?
Potwierdziła ruchem głowy. Wszystko jej ułatwił. Odetchnęła z ulgą.
- Masz taki śliczny uśmiech - powiedział zwyczajnie. -Zawsze miałaś. - Skinął ręką na kelnera.
Wreszcie nadszedł czas przyjęcia. Keena zaprojektowała sobie nadzwyczajny strój na tę okazję. Była to
błękitna sukienka z szeroką spódnicą obramowaną złotą lamówką i obcisłym stanikiem bez ramiączek. Na
nagich ramionach miała narzuconą piękną futrzaną etolę, która z pewnością kosztowała majątek. Krótko
mówiąc, gospodyni przyjęcia wyglądała jak królowa.
Jednak jej myśli w niczym nie przypominały ani jej wyglądu, ani sukni. Cały czas zastanawiała się, czy
Nicholas zechce zaszczycić swą obecnością tę małą uroczystość. Na samą myśl, Ŝe zobaczy go znowu, Ŝe
znajdzie się w jego ramionach, serce jak oszalałe waliło jej w piersi. Tęskniła za nim ogromnie. Nigdy
nawet nie przypuszczała, Ŝe moŜna tak bardzo tęsknić za drugim człowiekiem. Zastanawiała się, jak zdoła
przetrwać ten wieczór, jeŜeli on się nie pojawi.
Zrobiła wejście, gdy zgromadziła się juŜ ponad połowa gości. Dom wypełniony był dźwiękami muzyki i
ś
miechem. Nowojorska elita zmieszała się z małomiasteczkową społecznością. Gwiazdy Broadwayu miło
gawędziły z gospodyniami i robotnikami z fabryki. Wszyscy wydawali bawić się doskonale.
James stał na pierwszym stopniu, kiedy pojawiła się na półpiętrze. Uśmiechał się aprobująco. Jednak
Keena nie zaszczyciła go nawet spojrzeniem. Rozglądała się w poszukiwaniu górującej nad wszystkimi
ciemnej głowy. Bardzo chciała zobaczyć wysokiego męŜczyznę w eleganckim, wieczorowym stroju.
Niestety nadaremnie. Nicholas nie przybył.
- Dlaczego
jesteś
taka
ponura?
-
zapytał
złośliwie
James.
- Wyglądasz cudownie, przejrzyj się tylko w lustrach.
Nie powiedziała mu, Ŝe w ogóle jej to nie obchodzi. Humor nie poprawił się Keenie nawet wtedy, gdy
zobaczyła wpatrzone w siebie z zachwytem i zazdrością zarazem oczy jednej z najbardziej nielubianych
koleŜanek ze szkoły średniej. Nagle cała przeszłość przestała się liczyć. WaŜna była tylko jedna osoba -
Nicholas.
Zadowolona była z zespołu, który wynalazła Mandy, Sześciu młodych chłopców grało wszystkie
kawałki, które Keena słyszała w najlepszych nowojorskich restauracjach. Nieświadomie zwracała duŜo
większą uwagę na muzykę niŜ na partnerów. Większość z tańczących z nią męŜczyzn najchętniej
gruchałoby opowieści o drodze do jej sukcesu, a tym tematem była juŜ bardzo znudzona.
James wybawił ją z objęć kiepskiego tancerza, który bezustannie deptał jej po palcach.
-
Dzięki - mruknęła słabym głosem. - Moje stopy były powaŜnie zagroŜone.
-
Cała przyjemność po mojej stronie. - Z uwagą przyglądał się jej twarzy. - Keeno, wydajesz się
przygnębiona dzisiaj. Mógłbym ci jakoś pomóc?
"Pod warunkiem, Ŝe zmienisz się w wysokiego, ciemnookiego i ciemnowłosego męŜczyznę" - pomyślała,
ale nie odezwała się ani słowem.
Uśmiechnęła się tylko i potrząsnęła głową. - Jestem po prostu zmęczona - skłamała. - Trudno jest
doglądać interesu w Nowym Jorku, gdy przebywa się w Ashton. Mam nadzieję, Ŝe udało mi się
pozałatwiać wszystkie najwaŜniejsze sprawy i będę mogła wreszcie trochę odpocząć.
Będzie mogła odpocząć?! Przyjęcie trwało juŜ od dwóch godzin, a Nicholasa ciągle nie było.
Wzięła z tacy od przechodzącego kelnera kolejną szklankę whisky z wodą sodową i opróŜniła ją dwoma
potęŜnymi łykami. Upłynęło juŜ dość duŜo czasu, od kiedy tak duŜo piła, ale nie zastanawiała się teraz nad
tym. Cieszyła się, Ŝe po wypiciu trunku poczuła się znacznie lepiej.
Nie wiadomo kiedy znalazła się znowu w ramionach Jamesa. Nie sprzeciwiła się, kiedy musnął ustami
jej policzek, a potem zanurzył twarz w jej włosach. Przytulił ją mocno do siebie i wspólnie poddali się
rytmowi powolnego tańca.
Nagle Keena dostrzegła poruszenie w pokoju. Wśród tłumu gości pojawił się Nicholas Coleman. Wyglądał
bardzo reprezentacyjnie w czarnym wieczorowym garniturze, śnieŜnobiałej koszuli i jedwabnym krawacie.
Rozdział dziewiąty
Spojrzała na niego z nad ramienia Jamesa. Jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia tak szeroko, jakby
ujrzała ducha skaczącego na skakance.
Ich spojrzenia spotkały się, ale oczy Nicholasa ciskały pioruny.
Odsunęła się nagle od Jamesa i roześmiała się głośno, chcąc w ten sposób zatuszować swoje
zdenerwowanie. PotęŜny męŜczyzna podąŜał prosto w ich kierunku.
- Witam,
panie
Coleman
-
odezwał
się
uprzejmie
James,
uśmiechając się i wyciągając dłoń.
Nicholas zupełnie zignorował Harrisa. Jego oczy spoczęły na Keenie.
-
Chciałbym z tobą porozmawiać - powiedział krótko.
-
Tak... oczywiście - wymamrotała. - James, czy mogę cię na chwilę przeprosić?
-
Oczywiście - odparł James oddalając się, by przygotować sobie drinka.
- Cześć, Nicholas - przywitała męŜczyznę Keena.
Spoglądała na niego z zakłopotaniem w oczach. Znowu miała przed sobą potęŜnego, śniadego
człowieka. Miała wraŜenie, Ŝe wygląda duŜo bardziej imponująco niŜ zazwyczaj. Nie po raz pierwszy
zauwaŜyła, Ŝe często wrze w nim krew francuskich przodków.
-
Czy zaprosiłaś tu wszystkich nowojorskich aktorów -zapytał, rozglądając się dookoła.
-
Nie, tylko tych najlepszych - odparła z tajemniczym uśmiechem. - RozłoŜyła ramiona. - Zatańcz ze
mną.
-
Wolałbym raczej połknąć truciznę.
Jej twarz przybrała tragiczny wyraz. Tygodnie oczekiwania, stania w oknie i wypatrywania białego rollsa.
Tygodnie podrywania się na kaŜdy dźwięk telefonu z nadzieją, Ŝe to będzie on. A teraz, kiedy wreszcie się
pojawił, słyszy od niego takie słowa.
Odwróciła się i ruszyła wzdłuŜ holu do pokoju, którego Nicholas uŜywał ostatnio jako gabinetu. Przy
drzwiach poczekała, aŜ do niej dołączy. Gdy znaleźli się w środku, usiadła na najbliŜszym krześle.
- Przykro mi, Ŝe nie mogę zaproponować ci drinka - odezwała się chłodno - chyba Ŝe chcesz znowu
wmieszać się w ten wielobarwny tłum.
Nicholas drŜącą ręką zapalił papierosa. Wydawał się całkowicie skupiony na tej czynności.
-Dobrze się bawisz? - zapytał, rzucając jej krótkie spojrzenie.
- Do momentu twego przyjazdu bardzo dobrze, dziękuję
- odparła jadowicie.
Podszedł do okna i zapatrzył się w ciemność. Palił w milczeniu, wsłuchując się w słowa modnej
piosenki o miłości, której dźwięki dochodziły z salonu. Czuł, jak narasta między nimi napięcie.
-
Zrealizowałaś swoje marzenia, lisiczko? - zapytał, nie odwracając się do niej.
-
Teraz przypominają one raczej koszmar - mruknęła, skubiąc rąbek sukienki. Nagle jej oczy zaszły
łzami. -Tęskniłam za tobą.
-
Właśnie widziałem - odparł sarkastycznie.
Nie mogła znieść jego drwiny i chłodnego spojrzenia.
-
Wypiłam niedawno whisky z wodą, a przedtem jeszcze kilka innych drinków. Trochę szumi mi w
głowie. Chyba moŜesz to zrozumieć?!
-
Dlaczego piłaś?
Kobiecie zabrakło słów. Jak miała wytłumaczyć temu nieznajomemu męŜczyźnie, Ŝe drink miał jej
pomóc uśmierzyć tęsknotę i rozczarowanie.
-
Przyjechałem tu tylko po to, Ŝeby poinformować cię, Ŝe wykupiłem fabrykę Harrisa - nadal stał
odwrócony do niej plecami - i przepisałem ją na ciebie. Będziecie teraz mieć wspólne interesy.
-
Ale... w jaki sposób, skoro James ją sprzedał?
-
Zarząd nadal pozostaje w jego rękach - wyjaśnił chłodno. - Nie wspominał ci o tym?
Potrząsnęła przecząco głową. Słowa nie były w stanie przejść przez gardło. Czy w ten sposób daje do
zrozumienia, Ŝe nie ma juŜ dla niej miejsca w jego Ŝyciu?
- Czy zobaczymy się jeszcze, Nicholas? - zapytała wreszcie z wahaniem w głosie.
Zanim odpowiedział, mocno zaciągnął się papierosem.
- Myślę,
Ŝ
e
byłoby
mądrzej,
Ŝ
ebyśmy
się
więcej
nie
widywali, Keeno.
Często śmiała się ze znajomych, którzy twierdzili, Ŝe czuli się tak, jakby mieli zaraz umrzeć. Jednak w tej
chwili ona właśnie czuła się podobnie. Nigdy nie myślała, Ŝe ktoś będzie w stanie zranić ją tak boleśnie.
Wydawało jej się, Ŝe nie będzie w stanie znieść cierpienia.
Przed oczami wyobraźni przesuwały się obrazy cudownych chwil, które spędzili razem. Ciemnowłosy,
ciemnooki Nicholas o potęŜnej piersi gęsto porośniętej ciemnym włosem. Tym razem Ŝegnał się z nią na
dobre i nie było rzeczy, którą mogłaby zrobić, czy słów, które mogłaby powiedzieć, by zmienić jego
decyzję.
Po raz pierwszy zdarzyło się jej mieć rację. Pragnął jej, ale w jego wyobraŜeniu miałaby to być krótka
przygoda. Nie wyszło i dlatego tak szybko chce wyrzucić ją ze swojego Ŝycia. JuŜ przedtem przypuszczała,
Ŝ
e tak wyglądają jego plany, ale wówczas łudziła się jeszcze, Ŝe się myli.
Podniosła się. Wyglądała bardzo dostojnie w błękitnym kolorze i była zbyt dumna, by spojrzeć mu w
oczy i zobaczyć w nich udręczenie.
- Jeśli uwaŜasz, Ŝe tak będzie najlepiej – powiedziała smutno. - Dziękuję... za wszystko, Nicholas.
Mam nadzieję, Ŝe będziemy pamiętać tylko przyjemne chwile.
Pokiwał głową.
- Nie
wiem,
w
jaki
sposób,
skoro
było
ich
tak
mało.
Mam wraŜenie, Ŝe nigdy nie spotkało nas nic dobrego.
Ich spojrzenia spotkały się, ale Keena szybko odwróciła głowę, by Nicholas nie mógł ujrzeć łez
napływających jej do oczu.
-
Mam nadzieję, Ŝe będziesz pamiętał o wysyłaniu mi kartki z Ŝyczeniami świątecznymi. - Keena starała
się kontrolować swój głos, nigdy nie wybaczyłaby sobie, gdyby właśnie teraz przybrał piskliwe tony.
-
MoŜesz być spokojna, będę pamiętał.
Ruszyła w stronę drzwi, ale zatrzymała się w połowie drogi.
- Jedź ostroŜnie, dobrze? - poprosiła, nie odwracając głowy.
- Mogłabyś się chociaŜ odwrócić, gdy się ze mną Ŝegnasz
powiedział cierpko.
- Obawiam się, Ŝe nie mogę tego zrobić - wyszeptała, a pierwsze łzy spłynęły jej po policzkach.
Chyba przyjdzie jej teraz wypłakać się na ramieniu Jamesa. Nawet chciała wtulić twarz w miękki materiał
jego czarnego garnituru. Czekał na nią pod drzwiami gabinetu.
- Co się stało? -zapytał, gdy tylko zatrzasnęła je za sobą.
Nie odpowiedziała. Miała wraŜenie, Ŝe krwawi jej serce. Dzięki sile woli udało się jej jakoś przetrwać do
końca przyjęcia. Rozmawiała z gośćmi, rozsyłała uśmiechy, prawiła komplementy, a nawet kilkakrotnie
próbowała flirtować z ubiegającymi się o jej względy męŜczyznami. Jcdnak kiedy zniknął za drzwiami
ostatni gość, cięŜko opadła na sofę i zalała się łzami. Nie musiała juŜ dłuŜej grać.
Mandy delikatnie głaskała kobietę po włosach i wyszukiwała słowa, które mogłyby ją uspokoić. Keena
opowiedziała jej o rozmowie z Nicholasem i od nowa wybuchnęła płaczem.
-
Powiedziałaś mu, Ŝe nie jesteś zainteresowana Jamesem? - zapytała łagodnie Mandy.
-
Nie. - Usłyszała ostrą odpowiedź.
-
Czy pomyślałaś, co musiał czuć, gdy wszedł do pokoju i zobaczył ciebie tańczącą w objęciach Jamesa?
Wzruszyła ramionami.
- Nie
mogłam
mu
tego
powiedzieć.
Nie
po
tym,
jak
kategorycznie usunął mnie ze swojego Ŝycia. Prawdopo dobnie będę teraz musiała związać się z Jamesem. –
Otarła
łzy
wierzchem
dłoni.
-Przynajmniej
mam
powód,
Ŝ
eby
nie
wracać do Nowego Jorku. Przeniosę tutaj moje biuro. Ann i Faye teŜ wprowadzą się do tego domu...
- Ty lubisz przebywać tutaj, kochanie, ale im moŜe się to nie spodobać - upomniała Mandy.
Twarz Keeny ponownie się zachmurzyła. - JuŜ nigdy więcej nie chcę widzieć Nicholasa -
zaszlochała. - Nie mogę! Nie zniosłabym tego, Mandy! Nie mogę!
-
Czy aŜ tak bardzo go nienawidzisz, kochanie?
Kocham go - wyznała Keena, podnosząc na pokojówkę zapłakaną twarz. ~ Odkryłam to dopiero w
Charleston, ale było juŜ za późno. Mandy, naprawdę go kocham i wszystko co mam, nie jest mi droŜsze od
jednej chwili spędzonej z tyra męŜczyzną. Wiesz o tym? Wszystkie moje pieniądze i sława nie są nic warte,
jeŜeli nie będę miała Nicholasa.
-
Czy mogę coś zasugerować? - zapytała Mandy.
-
Nie wiem, czy to ma sens, ale...
-
Dlaczego nie pojedziesz do niego i nie powiesz, co czujesz?
-
ś
eby uspokajająco poklepał mnie po plecach? - zaszlochała. - Jestem pewna, Ŝe tak właśnie by zrobił.
On czuje się za mnie odpowiedzialny, ale najwyraźniej jest tym coraz bardziej zmęczony.
-
Czy zdarzyło ci się kiedykolwiek pomyśleć, Ŝe Nicholas jest w tobie zakochany?
-
Szkoda, Ŝe go dzisiaj nie słyszałaś!
-
Zadziwiające - westchnęła Mandy - przejechał w nocy dwa tysiące mil do kogoś, kogo tak bardzo
nienawidzi.
Keena niespokojnie zamrugała powiekami.
- On... przyjechał tylko po to, Ŝeby powiedzieć mi o interesach.
- Równie dobrze mógłby to zrobić przez telefon. Zastanów się, kogo zobaczył, gdy tylko pojawił się w
drzwiach twojego domu?
Wzruszyła ramionami.
-
Mnie. I Jamesa.
-
Nick zawsze był chorobliwie o ciebie zazdrosny -przypomniała Mandy. - Być moŜe nie zauwaŜyłaś
tego, ale ja dokładnie zdawałam sobie sprawę z jego zachowania. Widziałam, jak na ciebie patrzył,
kochanie. Większość kobiet oddałaby wszystko co ma, za jedno takie spojrzenie, jakim Nick obdarzał cię
nieustannie. Pomyśl o tym.
Oczy Keeny zaszkliły się, a dolna warga drŜała niebezpiecznie.
- Ale co mogę teraz zrobić? Jest juŜ za późno!
- Och, nie! Nie jest! MoŜesz jeszcze wszystko naprawić!
- Mandy wstała i szybkim krokiem wyszła z pokoju. Kilka minut później Keena usłyszała, Ŝe rozmawia
przez telefon. Zadzwoniła w trzy miejsca i po kilku minutach była z powrotem w salonie.
-
Na lotnisku czeka samolot, którym polecisz do Charlestoa Tam wsiądziesz do samochodu, który zawiezie
cię do domu Nicholasa. Reszta zaleŜy od ciebie.
-
Ale... muszę się przebrać - mruknęła, spoglądając na swoją elegancką sukienkę.
-
Nie zawracaj sobie tym głowy. Stracisz tylko cenny czas. Pospiesz się kochanie, Nick zatrzymał się w
Charleston tylko na noc.
-
Ale... trzeba zamówić taksówkę!
-
Właśnie nadjechała. - Mandy uśmiechnęła się szeroko i pocałowała Keenę. - Pozdrów ode mnie
Nicholasa.
Nie zastanawiając się dłuŜej, kobieta narzuciła na ramiona futrzaną etolę i ruszyła do drzwi.
* * *
Taksówka zawiozła ją przed dom Nicholasa. Wokoło było bardzo cicho. Keena przezwycięŜyła
dławiący jej gardło strach i zapukała do drzwi. W najgorszym wypadku Nicholas będzie kazał się jej
wynosić. W kaŜdym razie musi spróbować. Kochała go i dlatego postara się wyzbyć wszelkiej dumy.
Inaczej groŜą jej długie, samotne lata Ŝycia. W tej chwili była w stanie ryzykować wszystko, co ma.
Drzwi otworzyła pani Collins ubrana w długi szlafrok. Jej twarz wyraŜała zdziwienie, ale i radość z
widoku Keeny.
- O mój BoŜe! - wykrzyknęła. - Niech mi jeszcze ktoś powie, Ŝe nie wierzy w zbieg okoliczności. Panno
Keeno, proszę mi przypomnieć, Ŝebym opowiedziała pani, jak pewnej późnej nocy pierwszy pan
Coleman znalazł swą przyszłą Ŝonę na stopniach domu. Czy przyszła pani zobaczyć się z panem Nickiem?
- dodała, ściszając głos.
Keena tylko skinęła głową. Miała wraŜenie, Ŝe serce wyrwie się jej z piersi.
-Czy... on jest tutaj?
-
Och, tak. Jest - westchnęła pani Collins. - Przez ostatnie dwie godziny z jego pokoju na górze
dochodził straszliwy łomot. Jestem pewna, Ŝe rzucał cięŜkimi przedmiotami. Przyjechał dziś w piekielnym
nastroju. - Starsza pani zamrugała powiekami. - Mam nadzieję, Ŝe uda się pani go uspokoić.
-
Zrobię wszystko, co w mojej mocy - obiecała Keena.
Zaczęła wspinać się po długich, ciemnych schodach prowadzących do pokoju Nicholasa. Czuła, jak z
kaŜdym stopniem opuszczają odwaga.
Teraz albo nigdy. A jeśli Mandy myliła się? A jeśli Nicholas celowo powiedział wszystkie te straszne
słowa? Jeśli nie doceni, jak daleką drogę dla niego przebyła? PrzecieŜ on nie naleŜy do tego rodzaju
męŜczyzn, którzy zauwaŜają poświęcenie innych.
Zatrzymała się przed drzwiami. Przez szparę dojrzała smugę przyciemnionego światła. Słyszała teŜ
dźwięki świadczące o tym, Ŝe Nicholas nie śpi.
PrzecieŜ przybyła tu po to, by z nim porozmawiać. Nie osiągnie zamierzonego celu, jeŜeli nadal
będzie tkwiła w holu. Wzięła głęboki oddech i otworzyła masywne drzwi.
Zanim zdąŜyła cokolwiek pomyśleć, weszła do środka i zamknęła je za sobą. Dobrze, Ŝe tak się stało,
gdyŜ na widok wyciągniętego na łóŜku nagiego Nicholasa, koniecznie musiała się o coś oprzeć. Jego ciemne
oczy spoglądały na nią niedowierzająco.
- Mam wraŜenie, Ŝe weszło ci to w nawyk - powiedział, siląc się na dowcip.
Była tak zakłopotana, Ŝe miała trudności z przełykaniem śliny. Zabrakło jej silnej woli, by oderwać
wzrok od muskularnego ciała męŜczyzny.
- To nie moja wina, Ŝe nie nosisz pidŜamy - starała się potraktować tę kwestię nonszalancko.
Zaśmiał się krótko.
- Mogę
zapytać,
co
przyniosło
cię
tutaj
w
ś
rodku
nocy?
Czy Harris ci juŜ nie wystarcza?
Przez moment miała zamiar unieść się dumą oraz honorem i natychmiast opuścić pokój, ale gdy spojrzała
w ciemne oczy Nicholasa, odrzuciła tę myśl.
- Nie chcę Jamesa - wyznała cichym głosem.
Uniósł brwi w geście wyraŜającym zdziwienie i popatrzył na Keenę.
- Nie? Jakoś nie udało mi się tego zauwaŜyć.
Miała świadomość, Ŝe drŜy jej dolna warga.
- A
czego
oczekiwałeś,
do
cholery?!
-
wybuchnęła.
Przez niemal miesiąc nie dajesz Ŝadnego znaku Ŝycia. Nie raczyłeś nawet zadzwonić, nie wspominając juŜ o
odwiedzinach. Nawet nie wiesz, ile godzin spędziłam wyglądając przez okno czy oczekując przy telefonie.
Wreszcie
nadszedł
dzień
przyjęcia.
Z
nadzieją
w
sercu
biegłam
do
drzwi za kaŜdym razem, kiedy zadźwięczał dzwonek. Ale ty nie pojawiłeś się. To dlatego... wypiłam trochę
za duŜo. I... wtedy nienawidziłam cię całym sercem.
Nie odezwał się ani słowem, ale podniósł się i stanął tuŜ obok kobiety.
- Czy... nie masz zamiaru załoŜyć szlafroka? – zapylała drŜącym głosem.
-Po co mam się trudzić? I tak musiałbym go zaraz zdjąć.
- A... ale... - Nie zdołała dokończyć, gdyŜ oplotły ją potęŜne ramiona Nicholasa. Całym cięŜarem ciała
przy gniótł ją do drzwi.
- Kontynuuj,
kochanie
-
mruknął,
obserwując
jej
re
akcję.
-To,
co
mówisz,
jest
bardzo
interesujące.
Dlaczego
tak bardzo chciałaś, Ŝebym pojawił się na przyjęciu?
Nie miała odwagi spojrzeć Nicholasowi w oczy, dlatego skupiła wzrok na jego potęŜnej piersi.
- A
jakie
to
ma
dla
ciebie
znaczenie?
PrzecieŜ
i
tak
jesteś
przekonany, Ŝe sypiam z Jamesem.
Przysunął się jeszcze bliŜej. Mogła teraz dokładnie zobaczyć miejsce, w którym został złamany jego nos.
- Nie
przebyłabyś
z
pośpiechem
tej
ogromnej
odległości,
gdyby tak było - mruknął, wpatrując się w jej miękkie usta.
- WywaŜysz drzwi, jeŜeli będziesz bardziej na nie napierać - szepnął zmysłowo. - Dlaczego nie
przestaniesz z sobą walczyć i nie zaczniesz robić tego, na co masz naprawdę ochotę, Keeno? Z uwagą
przyglądała się jego powaŜnej twarzy.
- A co ja, według ciebie, chcę robić?
W odpowiedzi złapał jej chłodne, drŜące dłonie, połoŜył na swoich wąskich biodrach i zaczął przesuwać w
górę, aŜ do piersi.
- To
-
mruknął,
wolno
i
delikatnie
muskając
wargami
jej
usta.
-
Chcesz
mnie
dotykać.
Chcesz
leŜeć
w
moich
ramio
nach,
chcesz
czuć
na
sobie
moje
ciało,
chcesz
mi
się
oddać.
Czy masz zamiar powiedzieć, Ŝe nie po to tu przyjechałaś?
Łzy napłynęły jej do oczu. Miał rację. Oczywiście, Ŝe miał rację. Ale chodziło jej o coś więcej, o coś
znacznie waŜniejszego. Rozluźniła się, czując blisko siebie jego ciało. Pozwoliła, aby okrył jej twarz i
usta namiętnymi pocałunkami. Pozwoliła, aby język Nicholasa dotykał jej zębów i podniebienia, a ciałem
targały dreszcze rozkoszy.
Jęknęła czując, Ŝe kaŜdy mięsień jej ciała napręŜa się pod wpływem dotyku ciepłych dłoni Nicholasa.
Spletli się w uścisku tak mocnym, Ŝe nie rozdzielała ich nawet odrobina powietrza.
Przesuwał dłonie wzdłuŜ jej pleców, przez pośladki, aŜ do ud. Ugiął nogi w kolanach i przycisnął jej
biodra do swoich. Oboje oddali się rytmowi miłości, który sprawił, Ŝe z ust Keeny wyrwał się kolejny
nieświadomy dźwięk.
-
Obiecaj... Ŝe... nie będzie to tylko seks - szepnęła prosto w jego zmysłowo rozchylone usta.
-
Nie byłby to tylko seks, nawet gdybyś oddała mi się sześć lat temu. - Uniósł na chwilę głowę i Keena
zobaczyła ogień miłości i poŜądania w jego oczach. - Mój BoŜe, straciłem dla ciebie głowę, nie
zauwaŜyłaś tego jeszcze? Kiedy wyjeŜdŜałem do ParyŜa, myślałem, Ŝe prowadzę sprytną grę. Chyba było
mi potrzebne takie przekonanie, bym mógł odzyskać równowagę po nieudanym romansie z Marią. Ale,
mój BoŜe, kochanie, w ParyŜu myśl o tobie przez cały czas nie dawała mi spokoju. Kiedy wróciłem, i
pocałowałem cię po raz pierwszy, zrozumiałem wreszcie, co się ze mną dzieje. - Jego dłonie znowu
przesunęły się po jej kształtnym ciele. - Pragnąłem cię juŜ tego dnia, kiedy się poznaliśmy, ale wtedy nie
miałem jeszcze do tego prawa. Potem długo, długo nie było okazji, Ŝeby wyjawić ci moje uczucia. I bardzo
dobrze, Ŝe się tak stało. W tej chwili chcę od ciebie cholernie duŜo więcej, niŜ chciałem wtedy od twego
młodego, seksownego ciała.
-
Czego... czego chcesz, Nicholas? - zapytała szeptem, delikatnie gładząc jego muskularny tors.
Pochylił głowę i spojrzał jej prosto w oczy, ale Keena dojrzała w źrenicach Nicholasa tylko namiętne
błyski.
- Chcę, Ŝebyś mi dała dziecko.
Miała wraŜenie, Ŝe te słowa zapadają jej głęboko w świadomość.
- Dlaczego? - Poruszyła bezgłośnie ustami.
Zaśmiał się krótko.
- Bo jestem w tobie do szaleństwa zakochany, moja rozkoszna mała wiedźmo - powiedziawszy to, objął
Keenę silnymi ramionami i podniósł do góry z podłogi, rozgniatając jej usta w słodkich pocałunkach, - O
mój BoŜe, kocham cię, pragnę cię, potrzebuje cię. Keeno, miałem ochotę zabić Harrisa za to, Ŝe trzymał cię
w ramionach, Ŝe cię dotykał. Nie będę prosić o więcej niŜ moŜesz mi dać, ale oddaj mi się dziś w nocy.
Zostań ze mną.
Łzy napłynęły jej do oczu, kiedy odwzajemniała namiętne pocałunki. Oddech kobiety stawał się coraz
krótszy i urywany.
- To... moŜe zająć trochę więcej czasu niŜ jedną noc.
- Co? - mruknął, kładąc ją na szorstkim, brązowym prześcieradle.
-śeby... mieć...
- Mieć dziecko? - szepnął Nicholas, a jego oczy wyraŜały czułość, jakiej nigdy dotąd nie doznała. Jego
ręce
delikatnie
zdejmowały
z
niej
elegancką
sukienkę.
Po
chwili
była juŜ naga, nie licząc skromnych majteczek, w które męŜczyzna zapatrywał się poŜądliwym
wzrokiem. – W takim razie myślę, Ŝe byłoby dobrze, gdybyś mnie poślubiła - mruknął. - Oczywiście po
to, Ŝeby nie dopuścić, do powstawania plotek.
Objęła ramionami szyję Nicholasa i przyciągnęła go do siebie.
- Jakbyś
ty
kiedykolwiek
przejmował
się
plotkami
-
wyszeptała, rozkoszując się dotykiem jego dłoni i nieznanym dotąd blaskiem oczu, które cal po calu
lustrowały ciało Keeny.
Całe to zdarzenie wydawało się mieć wiele wspólnego z magią. To nie mogło dziać się naprawdę! Od
kiedy to marzenia się spełniają, a bajki stają się rzeczywistością? Płakała przestraszona ogromem miłości,
która wypełniała jej serce.
- Och,
Nick,
zrobię
wszystko,
co
zechcesz
-
szeptała
gorączkowo. - Wszystko. Byłabym twoją kochanką, jeŜeli nie mogłabym mieć nic więcej. Dam ci dziecko,
rezygnując na zawsze ze szczupłej figury i nigdy nawet nie wspomnę, Ŝe się poświęciłam.
Jego ciemne oczy wpatrywały się w nią przez długą chwilę.
- Nie
tak
dawno,
tu
w
ogrodzie,
powiedziałaś
coś
bardzo
podobnego.
Spytałem
wtedy,
dlaczego
zrobiłabyś
dla
mnie
wszystko,
a
ty
odpowiedziałaś,
Ŝ
e
nie
wiesz.
Czy
naprawdę
nie wiesz, dlaczego?
Delikatnie dotknęła palcami jego ciepłych ust.
- Dlatego, Ŝe cię kocham, najdroŜszy - wyszeptała drŜącym głosem. - PoniewaŜ jesteś całym moim
ś
wiatem, od początku do końca.
Zamknął oczy, ale szybko podniósł powieki pod wpływem uporczywego spojrzenia Keeny.
- Bóg jeden wie, czy nie znaczysz dla mnie duŜo więcej, kochanie. Jest jeszcze jedna rzecz, o której chcę
ci powiedzieć. Kochałem moją pierwszą Ŝonę, ale zupełnie inaczej, niŜ kocham ciebie. Nie zamierzam
wskrzeszać duchów, dlatego nie będzie jej między nami. Ani tej nocy, ani Ŝadnej innej.
- Kiedy się zorientowałeś, Ŝe mnie kochasz?
Uśmiechnął się czule.
- Byłem zupełnie pewien swoich uczuć, gdy po raz pierwszy zobaczyłem, jak flirtujesz z Harrisem.
Miałem wtedy ochotę stłuc go na kwaśne jabłko. - Jego dłonie znowu przesunęły się wzdłuŜ jej
zgrabnego ciała. - Ale na te tematy porozmawiamy później, panno Whitman - szepnął, opierając się na
niej swym cięŜarem. - Teraz potrzebuję twojej absolutnej, niczym nie zakłóconej uwagi.
Oddychała coraz szybciej, widząc w jego oczach ciągle narastające poŜądanie.
- Nick, czy wystarczy tylko to, Ŝe cię kocham? Chciałabym, Ŝeby było ci dobrze, ale tak mało wiem...
- To niewaŜne - mruknął, obejmując ją mocniej ramionami i całując wolno, czule i namiętnie zarazem. -
Jedyne, co musisz robić - dodał, ściszając głos do ledwie słyszalnego szeptu - to zrelaksować się i
wykonywać moje polecenia. PokaŜę ci, w jaki sposób zakochany męŜczyzna wyraŜa swoją miłość. Będę
bardzo delikatny, więc nie musisz się niczego obawiać. Dobrze?
Otoczyła ramionami szyję męŜczyzny i z rozkoszą przyjęła na siebie cięŜar jego ciała. Oddychała z
trudem, a oczy miała szeroko otwarte, więc Nicholas z łatwością mógł z ich wyczytać wszystkie jej
uczucia.
- Nick, chcę oddać ci wszystko - szepnęła, gdy całował ją w taki sposób, w takich miejscach, Ŝe nie
marzyła o tym w swoich najbardziej erotycznych fantazjach. - Kochaj mnie.
Zadowolony z siebie zachichotał cicho i wyciągnął rękę, by wyłączyć światło.
* * *
Gdy rankiem podniosła powieki, ujrzała Nicholasa wpatrującego się w jej twarz. Spojrzała w jego
kochające, ciemne oczy i momentalnie powróciły wspomnienia z minionej nocy. Nicholas był cierpliwym
i czułym kochankiem, dostarczył Keenie przeŜyć, o których nawet nie śmiała śnić. Doprowadził do tego,
Ŝ
e odczuwała rozkosz niemal graniczącą z bólem. Przypomniała sobie, Ŝe w nocy, w tamtej pięknej chwili,
patrzył na nią tak, jak i teraz. Nie wie, dlaczego wtedy otworzyła oczy, ale gdy to zrobiła, zdziwiła się
bardzo, widząc skierowany na siebie wzrok Nicholasa. Jego twarz wyraŜała poŜądania, ogniste spojrzenie
mówiło o miłość, a potęŜne ciało było tuŜ obok.
- Ty... obserwujesz mnie - wyszeptała drŜącym głosem, na pół rozbudzona Keena.
Pochylił się i czule, z szacunkiem pocałował ją w usta.
- Musiałem. Byłaś taka piękna. Gdy sobie przypomnę, jak reagowałaś na moją miłość, ten cichy krzyk...
A blask księŜyca rozjaśniał twoją twarz. Będę o tym śnił do końca Ŝycia. Keeno, byłaś doskonała.
Delikatnie pogładziła jego skronie w miejscu, gdzie były przyprószone siwizną.
- Ty
równieŜ
-
wyszeptała,
uśmiechając
się
nieśmiało.
-
Och, Nick! Tak bardzo cię kocham.
Pochylił się znowu i pocałował jej rozchylone usta.
-
Nie bardziej niŜ ja ciebie - wyszeptał. - Jak wyobraŜasz sobie nasz ślub? W kościele z fanfarami, czy
skromnie w urzędzie?
-
Wszystko mi jedno.
-
W takim razie w urzędzie - zadecydował. - Chcę, Ŝebyś nosiła na palcu moją obrączkę tak szybko,
jak to tylko moŜliwe.
-
Nie zmienię zdania - zapewniła go. Kąciki jego ust uniosły się nieznacznie.
-
To nie dlatego.
Spojrzała mu w oczy i w zdziwieniu uniosła brwi.
Zachichotał cicho, przesuwając ręką po jej płaskim brzuchu. Pospieszyliśmy się trochę, kochanie. A jeŜeli
jesteś juŜ w ciąŜy?
Zarumieniła się nieznacznie.
- Boisz się plotek?
-
Mogłyby wystraszyć bociana - wyszeptał jej do ucha. - Poza tym jestem odpowiedzialnym
biznesmenem, filarem społeczeństwa...
-
Łowcą niewinnych panienek - dodała złośliwie, odsuwając opadające mu na twarz ciemne włosy i
całując go wolno.
-
Ale kochasz mnie. - Uśmiechnął się szeroko.
-
Ponad Ŝycie. Nawet bardziej - roześmiała się - niŜ moją cudowną karierę.
- Teraz otwiera się przed tobą nowa kariera - powiedział, przygniatając ją swoim ciałem.
- Hmm? - mruknęła, nie mogąc złapać oddechu.
Polegająca na kochaniu mnie - odparł, a Keena roześmiała się dźwięcznie.
Nicholas pochylił głowę i stłumił jej śmiech pocałunkiem.