background image

 

 

 

 

 

background image

 

 

Rozdział piąty 

„Współlokatorzy” 

 

   Seksoholiczka była w łazience, ubierała się i malowała. Nie 
mówiła za wiele kiedy skończyliśmy. Pomyślałem, że przyda się jej 
numer, żeby umieścić ją na bardzo krótkiej liście dziewczyn jak 
Megan, które nie wymagały związku do sexu, a także były warte 
powtórzenia. 

   Odezwał się telefon Shepleya. Był to dźwięk pocałunku, więc to 
pewnie America. Zmieniła mu sygnał w telefonie, a jemu się to 
bardzo spodobało. Byli dobraną parą, ale czasami chciało mi się 
rzygać. 

   Siedziałem na kanapie i skakałem po kanałach, czekając, aż 
dziewczyna wyjdzie, żebym mógł wysłać ją do domu. Zobaczyłem, że 
Shepley kręci się po mieszkaniu. Zsunąłem brwi.                                                           
– Co, ty robisz?                                                                                                                    
– Możesz podnieść tą gumkę. Mare przyjeżdża z Abby.                                       
To zwróciło moja uwagę.                                                                                           
– Abby?                                                                                                                   
– Tak. Grzejniki ponownie nawaliły w Morgan.                                                           
– Więc?                                                                                                                   
– Więc zostaną tu na parę dni.                                                                      
Usiadłem.                                                                                                                        
– One? To znaczy, że Abby będzie tu? W naszym mieszkaniu?                                    

background image

– Tak głupku. Przestań myśleć o dupie Jenny Jameson i słuchaj co 
mówię. One tu będą za dziesięć minut z bagażem.                                                
– Nie ma kurwa mowy. 

   Shepley zatrzymał się i spojrzał na mnie spod byka.                                            
– Rusz dupę i pomóż mi zbierać śmieci – powiedział wskazując 
głową na łazienkę.                                                                                                
– Kurwa! – krzyknąłem podrywając się na równe nogi.                                           
Shepley skinął głową z szeroko otwartymi oczami.                                              
– O, tak.  

  W końcu to do mnie dotarło. Jeśli Mare się wkurzy, że miałem w 
domu laskę kiedy przyjechała Abby Shepley znajdzie się w 
niewygodnym położeniu. Jeśli Abby nie będzie chciała tu zostać z 
tego powodu to stało by się to problemem dla Shepleya i dla mnie. 

   Skupiłem wzrok na drzwiach łazienki. Woda leciała odkąd weszła, 
nie wiedziałem czy srała czy brała prysznic. Nie było mowy, aby 
wyszła przed przybyciem dziewczyn. Byłoby gorzej gdybym został 
przyłapany na wywalaniu ją z mieszkania, więc postanowiłem 
zamiast tego zmienić pościel na moim łóżku.                                                         
– Gdzie Abby będzie spała? –spytałem patrząc na kanapę.                                                                     
Nie pozwoliłbym jej spać na kanapie na której od czternastu 
miesięcy bzykam laski.                                                                                          
– Nie wiem. Na fotelu?                                                                                               
– Ona nie będzie spała na pieprzonym fotelu, debilu.                                
Podrapałem się w głowę.                                                                                       
– Myślę, że będzie spać w moim łóżku.  

  Shepley wybuchł niepochamowanym śmiechem, złapał się za boki. 
Pochylił się i chwycił kolana, jego twarz była cała czerwona.                           
– Co?                                                                                                           
Wyprostował się i pokręcił głową. Był zbyt rozbawiony, by mówić. 
Odszedł próbując kontynuować sprzątanie, podczas gdy jego ciało 
zadrżało. 

background image

  Jedenaście minut później Shepley chodził od drzwi do pokoju, i nic. 
Zszedł na dół po schodach. Woda w łazience w końcu ucichła.  

   Po kilku następnych minutach usłyszałem  huk otwieranych 
drzwi. Skarżący się Shepley wtargał dwie torby.                                                
– Chryste kochany. Twoja torba jest dwadzieścia kilo cięższa niż 
Abby.                                                                                                           

  Wszedłem do przedpokoju i zobaczyłem jak mój ostatni podbój 
wychodzi z łazienki. Zamarła kiedy zobaczyła twarze Abby i Mare, 
następnie skończyła zapinać bluzkę. Na pewno się nie myła. Nadal 
miała makijaż rozmazany na twarzy. 

   Przez minutę byłem kompletnie zawieszony przez litery  W,T i F, 
które wypowiedziała America. Tak jak przypuszczałem, Mare była 
prostolinijna, z Abby nie były przygotowane na takie powitanie. 
Nawet jeśli wciąż byłem w bokserkach.                                                                           
– Cześć.                                                                                                  
Powiedziała do dziewczyn i spojrzała na ich bagaże. Obróciła się 
zmieszana. America spiorunowała wzrokiem Shepleya. Uniósł do 
góry ręce w geście obronnym.                                                                                                    
– Przyszła z Travisem. 

  To był dla mnie znak. Podszedłem do dziewczyny, ziewnąłem i 
klepnąłem ją w tyłek.                                                                                                        
– Mam gości. Lepiej już idź.  

  Wydało się, że się trochę odprężyła i uśmiechnęła. Objęła mnie 
ramionami i pocałowała w szyję. Jej usta były wiotkie i ciepłe, nie 
jak godzinę temu. Przed Abby były jak dwie lepkie bułki pokryte 
drutem kolczastym.                                                                                                              
–  Zostawię ci mój numer na stole.                                                                                  
– Eee… nie martw się o to. – powiedziałem celowo nonszalancko.                   
– Co jest?

 –  spytała odchylając się do tyłu.                                                                                   

W jej oczach zalśniło wyraźne odrzucenie. Ucieszyłem się, że teraz 
to wyszło, bo mógłbym popełnić błąd i do niej zadzwonić i jeszcze raz 

background image

robić niechlujne rzeczy. Opacznie ją zrozumiałem, myliłem się co do 
niej. Zazwyczaj lepiej umiem osądzić dziewczynę.                                                      
– Znowu! – powiedziała America.                                                                       
Spojrzała na kobietę.                                                                                                          
– Dlaczego jesteś zdziwiona? To jest pieprzony Travis Maddox! Jest 
z tego znany, a wy za każdym razem jesteście zaskoczone.                   
Powiedziała i  zwróciła się do Shepleya. Objął ją w geście 
uspakajającym. 

   Oczy dziewczyny zwęziły się z gniewu i wstydu, a potem wybiegła 
chwytając swoją torebkę po drodze. 

    Trzasnęły drzwi, a ramiona Shepleya  napięły się. Przeszkadzały 
mu takie momenty, ale z drugiej strony się już przyzwyczaił, więc 
poszedłem do kuchni i otworzyłem lodówkę jakby nic się nie stało. 
Takiej złości jak w oczach Mare jeszcze nie widziałem ( nie dlatego, 
że spotkałem się z kobietą, która podała mi swoją dupę jak na 
srebrnej tacy, tylko dlatego, że nie chciałem jej dalej słuchać). 

    America pokręciła głową, i poszła do pokoju Shepleya, a on za nią 
uginając się pod ciężarem jej bagażu. 

   Myślałem, że Abby mnie uderzy, a ona po prostu siadła na fotel. 
No, dobrze…jest wkurzona. Chcę mieć już to z głowy. Zachowałem 
minimalny dystans od niej pozostając w kuchni.                                                            
– Coś nie tak, Gołąbku? Ciężki dzień?                                                                                       
– Nie, jestem po prostu obrzydzona. – zaczęła.                                                           
– Mną? – zapytałem z uśmiechem                                                                                  
– Tak, tobą. Jak można tak traktować i wykorzystywać kogoś?                    
Więc się zaczęło.                                                                                                         
– Jak traktować? Zaproponowała mi swój numer, a ja odmówiłem.  

   Otworzyła usta. Próbowałem się nie śmiać. Nie wiem dlaczego tak 
mnie rozbawił jej widok speszonej i przerażonej moim zachowaniem, 
ale tak było.                                                                                                            
– Możesz uprawiać z nią sex, ale nie możesz wziąć jej numeru?                                           

background image

– Po co mam brać jej numer, skoro nie zamierzam do niej dzwonić?           
– To po co z nią spałeś, skoro nie chcesz do niej dzwonić?                                       
– Nic nikomu nie obiecuję, Gołąbku. Nie negocjowaliśmy warunków, 
zanim rozłożyła dla mnie nogi na kanapie. 

   Popatrzyła na kanapę z odrazą.                                                                                 
– Ona jest czyjąś córką, Travis. Co jeśli za kilka lat ktoś potraktuje 
tak twoją córkę?                                                                                                     
Ta myśl przyszła mi do głowy, byłem przygotowany.                                               
– Ujmę to tak: dla mojej córki lepiej będzie, jeśli nie będzie 
zdejmowała majtek przed jakimś osłem, którego dopiero co poznała.  

   To była prawda. Czy kobiety zasługują by być traktowane jak 
zdziry? Nie. Czy zdziry zasługują, aby być traktowane jak zdziry? 
Tak. Były zdzirami. Pierwszy raz, kiedy przespałem się z Megan, 
zaraz po tym wyszła. Nie płakała i nie zajadała się lodami. Nie 
skarżyła się moim kumplom z bractwa, że rozłożyła nogi na mojej 
kanapie. Nie ma sensu bronić jej godności, skoro sama postanowiła 
to niszczyć. 

  Dziewczyny są odpowiedziane za osądzanie siebie, tak czy inaczej, 
robią przerwy tylko po to, żeby osądzić faceta. Słyszałem jak jakaś 
dziwka wykorzystała mojego kolegę. Jednakże, jeśli ja zabiorę jakąś 
kurwę do domu i ją przelecę to jestem nagle czarnym charakterem. 
Nonsens. 

 Abby skrzyżowała ramiona, wyraźnie niezdolna do sprzeciwienia 
się, i to ją jeszcze bardziej rozzłościło.                                                                                                                  
– Więc przyznajesz, że jesteś dupkiem i skoro się z tobą przespała to 
zasłużyła, żeby wyrzucić ją jak bezpańskiego psa?  - Mówię, że 
byłem z nią szczery. Ona jest dorosłą osobą, odbyło się to za 
obopólną zgodą… jeśli chcesz znać prawdę, była nawet bardziej niż 
chętna, żeby mi to dać. Zachowujesz się jakbym popełnił 
przestępstwo.                                                                                                                
– Ona chyba źle odczytała twoje zamiary, Travis                                                                  

background image

– Kobiety zazwyczaj tłumaczą się tym co sobie ubzdurały. Nie 
powiedziała mi najpierw, że oczekuje stałego związku, tak jak ja nie 
powiedziałem, że oczekuję sexu bez zobowiązań.                                                      
– Jesteś świnią.                                                                                    
Wzruszyłem ramionami.                                                                                         
– Nazywali mnie gorzej.                                                                      

   Popatrzyła na kanapę i się cofnęła.                                                                         
– Chyba będę spała na fotelu.                                                                                         
– Dlaczego?                                                                                                                
–  Nie będę spała na tym! Bóg wie co tam może być.                                  
Podniosłem jej torbę z podłogi.                                                                                             
– Nie będziesz spała ani na kanapie ani na fotelu. Będziesz spała w 
moim łóżku.                                                                                                           
– Tam pewnie jest jeszcze gorzej niż tu. Jestem pewna.                                               
– Nikt nigdy jeszcze nie spał w moim łóżku porucz mnie. 
Przewróciła oczami.                                                                                               
– Daj spokój.                                                                                                             
– Jestem całkowicie poważny. Bzykam je na kanapie. Nie 
pozwoliłbym im wejść do mojego pokoju.                                                               
– To dlaczego mnie wpuszczasz do swojego łóżka? 

    Chciałem jej powiedzieć. Jezus, chciałem wypowiedzieć te słowa, 
ale ledwie przyznawałem to przed sobą, a co dopiero przed nią. W 
głębi duszy wiedziałem, że jestem dupkiem i ona zasługuje na 
więcej. Część mnie chciała wnieść ją do sypialni i pokazać dlaczego 
różniła się od innych dziewczyn, ale to również mnie zatrzymało. 
Była moim przeciwieństwem: niewinna z wierzchu,  głęboko 
zraniona w środku. Miała coś czego potrzebowałem do życia, ale nie 
wiem co to było. Byłą wybaczającym typem, mogłem to zobaczyć, 
mimo, że odgrodziła to ciężką linią. 

    Do głowy wpadł mi lepszy pomysł i się uśmiechnąłem.                                            
– Planujesz uprawiać ze mną sex wieczorem?                                                           
– Nie!                                                                                                                              

background image

– Masz odpowiedz. Teraz rusz ten tyłek, weź prysznic i możemy 
pouczyć się trochę z biologii.  

    Abby zmierzyła mnie wzrokiem, ale zastosowała się. Prawie mnie 
trąciła łokciem jak mnie mijała i zatrzasnęła drzwi do łazienki. 
Rury natychmiast zaczęły dudnić. 

   Spakowała tylko rzeczy niezbędne. Znalazłem jakieś szorty i T-
shirt i parę białych bawełnianych majtek z fioletowymi paskami. 
Trzymałem je przed sobą, a potem wepchałem je do torby. Ona 
naprawdę nie zamierzała się rozebrać, ani ze mną podrażnić. To 
trochę rozczarowujące. Zastanawiałem się czy miała w ogóle jakieś 
stringi.   

   Ona była dziewicą? Roześmiałem się, w tych czasach dziewica na 
uczelni była niespotykana. 

   Tubka pasty do zębów, szczoteczka i jakiś krem do twarzy były w 
jej kosmetyczce, wziąłem ją, po drodze dorzuciłem jeszcze czysty 
ręcznik z szafki i podszedłem do drzwi łazienki. 

   Zapukałem raz, ale nie odpowiedziała, więc po prostu wszedłem.  
Była za zasłoną, w każdym razie nie miała niczego czego bym już 
wcześniej nie widział.                                                                                               
– Mare?                                                                                                                      
– Nie, to ja. – powiedziałem kładąc jej rzeczy i ręcznik koło zlewu.                    
– Co tu robisz? Wynocha! – zapiszczała.  

  Zaśmiałem się. Jak dziecko.                                                                                                                          
– Zapomniałaś ręcznika. Przyniosłem jeszcze twoje ubrania i 
szczoteczkę.  Aha i znalazłem dziwny krem w twojej kosmetyczce.                       
– Grzebałeś w moich rzeczach? – jej głos podwyższył się o oktawę. 

   Nagły śmiech uwiązł mi w gardle. Przyniosłem jej rzeczy bo 
chciałem być miłym facetem, a ona się wkurzyła. To nie tak, że 

background image

chciałem znaleźć coś ciekawego w jej torbie w każdym razie. Ona 
była tak niegrzeczna jak nauczyciel szkółki letniej.                              

  Wycisnąłem trochę jej pasty na swoją szczoteczkę i odkręciłem 
zęby. Abby była dziwnie cicha, aż nagle wychyliła głowę zza zasłony. 
Próbowałem ją ignorować, ale jej oczy paliły dziurę z tyłu mojej 
głowy. Jej reakcja była dla mnie tajemnicą. Dla mnie cała ta scena 
była normalna. Ta myśl spowodowała, że się zatrzymałem: nie 
wiedziałem że dzielenie się domem będzie czymś czym będę się 
cieszyć.                                                                                                                              
– Wynoś się, Travis – warknęła.                                                                            
– Nie mogę iść spać bez umycia zębów.                                                                                                       
– Jeśli zbliżysz się choć na kroki do tej zasłony, wydrapię ci oczy 
kiedy będziesz spał.                                                                                               
– Nie, będę cię podglądał, Gołąbku.    

   Właściwie myśl o niej pochylającej się nade mną, nawet z nożem 
jest podniecająca. Bardziej ona niż nóż.  

    Skończyłem myć zęby, i poszedłem do swojego pokoju, po drodze 
cały czas się uśmiechając. Po kilku minutach woda ucichła, ale 
zajmie wieczność zanim wyjdzie. Zniecierpliwiony, wsadziłem głowę 
przez drzwi łazienki.                                                                                                   
– Rusz się, Gołąbku. Zestarzeję się czekając.                                                                          
Jej wygląd mnie zaskoczył. Już wcześniej widziałem ją bez 
makijażu, ale jej skóra teraz była zaróżowiona i błyszcząca, a  
mokre włosy rozłożyły się wokół twarzy. Nie mogłem przestać się 
gapić.  

   Abby cofnęła rękę i rzuciła we mnie grzebieniem. Schyliłem się, a 
następnie zamknąłem drzwi, chichocząc całą drogę do pokoju. 
Usłyszałem jej małe stopy w drodze do mojej sypialni. Serce zaczęło 
mi mocniej bić w klatce piersiowej.                                                                      
– Dobranoc Abby. –  America zawołała z pokoju Shepleya.                                    
– Dobranoc Mare. 

background image

 Musiałem się zaśmiać. Koszmar się ziścił . Dziewczyna Shepleya 
przeceniła moją silną wolę. Nie miałem jej dość, nie chciałem z niej 
zrezygnować. Mimo, że nie umiałem tego nazwać, to było 
uzależnienie, nie ośmieliłem się wziąć nawet okrucha.  Tylko 
trzymałem ją blisko, czując się lepiej z wiedzą, że była w pobliżu. 
Nie było dla mnie nadziei.  

     Dwa małe puknięcia w drzwi przywróciły mnie do rzeczywistości. 
– Wejdź, Gołąbku. Nie musisz pukać.  

  Abby wślizgnęła się do pokoju. Miała ciemne mokre włosy, szary  
T-shirt i spodenki w szkocką kratę. Szeroko otwartymi oczami 
błądziła po pokoju. Pewnie pomyślała o mnie inaczej kiedy 
zobaczyła moje gołe ściany. To był pierwszy raz kiedy kobieta była w 
moim pokoju. Ten moment nie był taki jak myślałem, a reakcja 
Abby nie była taka jakiej się spodziewałem. 

  Wcześniej było to miejsce gdzie po prostu spałem. Miejsce gdzie 
ogólnie nie spędzałem dużo czasu.                                                                         
– Ładna pidżama.                                                                            
Powiedziałem w końcu, siedząc w łóżku.                                                                
– No choć. Przecież cię nie ugryzę.                                                            
Spuściła brodę i uniosła brwi.                                                                                             
– Nie boję się ciebie.                                                                                  

    Jej książka od biologii wylądowała z hukiem koło mnie, Abby się 
zatrzymała.                                                                                                              
– Masz długopis?                                                                                       
Skinąłem głową na nocny stolik                                                                             
– Pierwsza szuflada.                                                                                                              
Po wypowiedzeniu tych dwóch słów, krew mi się zmroziła. Znajdzie 
mój zapas. Przygotowałem się do nieuchronnej śmierci jaka zaraz 
nastąpi.  

   Oparła kolano na łóżku i sięgnęła ręką do szuflady. W następnej 
sekundzie wyciągnęła długopis i zatrzasnęła ją.                                                          

background image

– No co? – zapytałem udając, że patrze na słowa z podręcznika.                          
– Obrabowałeś szpital?                                                                                          
Skąd Gołąbek wie gdzie można dostać prezerwatywy?                                     
– Nie, czemu?                                                                                          
Wykrzywiła twarz.                                                                                               
– Masz dożywotni zapas prezerwatyw.                                                                
O to chodzi.                                                                                                             
– Lepiej dmuchać na zimne, prawda?   

 Nie mogła się z tym sprzeczać. Zamiast krzyków i wyzwisk jakich 
się spodziewałem, ona tylko przewróciła oczami. Przewróciłem 
strony w podręczniku, próbując nie wyglądać jak bym odczuł ulgę.            
– Ok, możemy zacząć tutaj. Jezus…fotosynteza? Nie uczyli tego w 
liceum?                                                                                                                     
– Uczyli. – powiedziała defensywnie.                                                                         
– To jest biologia 101, Trav. Nie ja wybieram program nauczania.                             
– I ty jesteś w rachunku? Jak możesz być tak do przodu z 
matematyką i do tyłu z nauką?                                                                            
–  Nie jestem do tyłu. Pierwsza połowa to powtórzenia.                       
Uniosłem  brew.                                                                                                               
– Niespecjalnie. 

  Słuchała, podczas gdy ja omawiałem podstawy z fotosyntezy, a 
następnie dokładną analizę komórki rośliny. Nie było ważne jak 
długo mówiłem, i co kurczowo trzymała się każdego słowa. To było 
łatwe udawać, że interesowała się mną, i nie omijać klasy.                          
– Lipidy. Nie lipidów. Jeszcze raz powiedz co to jest.                                  
Zdjęła okulary.                                                                                              
– Padam. Nie zapamiętam już niczego więcej.                                                 
Pieprzyć to. Pora spania.                                                                                                  
– W porządku.   

   Abby nagle wyglądał na zdenerwowaną, co było dziwnie kojące dla 
mnie.  

background image

    Zostawiłem ją samą z jej nerwami, żeby wziąć prysznic. To, że 
niedawno stała w tym samym miejscu naga, sprawiło, że pięć minut 
wyjściem musiałem puścić zimną wodę. Nie było to przyjemne, ale 
przynajmniej pozbyło się mojej erekcji.  

  Kiedy wróciłem do sypialni, Abby leżała na boku, z zamkniętymi 
oczami, była sztywna jak deska. Pozwoliłem ręcznikowi spaść i 
nałożyłem bokserki. Wczołgałem się do łóżka i zgasiłem światło. 
Abby się nie ruszała, ale nie spała. Każdy mięsień jej ciała był 
napięty, odwróciła się twarzą do mnie.                                                                   
– Też będziesz tu spał?                                                                                            
– No, tak. To moje łóżko.                                                                                     
– Wiem, ale… – urwała, rozważając opcję.                                                                    
– Co jest? Nie ufasz mi? Będę się zachowywał, przysięgam.   

   Abby była delikatną równowagą. Popychanie jej, to jak osaczanie 
zwierzątka. Odwróciła się do mnie tyłem. Odgrodziła nas kołdrą, 
układając ją tak żeby przylegała do kształtu jej ciała. 
Uśmiechnąłem się i pochyliłem się do jej ucha.                                                      
– Dobranoc, Gołąbku.