background image

Connie Willis 
 
W "Rialto" 

 
 
 
Dyscyplina umysłowa była wstępnym warunkiem zrozumienia  
fizyki newtonowskiej. Zastanawiam się, czy nie jest  
przeszkodą przy zrozumieniu fizyki kwantowej. 
                         (wyjątek z wystąpienia dra Gedankena  
                          na Międzynarodowym Kongresie Fizyki  
                           Kwantowej w Hollywood, Kalifornia) 
 
   Do Hollywood dotarłam o pierwszej trzydzieści. Zaczęłam  
od zameldowania się w "Rialto". 
   - Przykro mi, ale nie mamy żadnych wolnych pokoi -  
powiedziała dziewczyna za kontuarem recepcji. - Wszystko  
zostało zarezerwowane dla czegoś tam naukowego. 
   - Ja jestem z tego czegoś właśnie - odparłam. - Doktor Ruth  
Baringer. Zarezerwowałam podwójny pokój. 
   - Na dodatek mamy jeszcze grupę republikanów i jakichś  
ludzi z Finlandii. Kiedy zaczynałam tu pracować, powiedzieli  
mi, że spotkam ludzi filmu, ale jak na razie był tylko jeden  
facet, który grał przyjaciela innego faceta w filmie, który  
niedawno widziałam. Pani nie jest z branży filmowej, prawda? 
   - Nie - potwierdziłam. - Jestem z tymi naukowcami. Dr  
Ruth Baringer. 
   - Ja nazywam się Tiffany - powiedziała dziewczyna. - W  
zasadzie wcale nie jestem recepcjonistką. Po prostu pracuję  
tutaj, żeby zapłacić za transcendentalne lekcje postawy. Tak  
naprawdę jestem modelką/aktorką. 
   - Ja specjalizuję się w fizyce kwantowej - powiedziałam,  
próbując powrócić do zasadniczego tematu. - Nazywam się Ruth  
Baringer. 
   Przez jakąś minutę zmagała się z komputerem. 
   - Nie widzę rezerwacji na pani nazwisko. 
   - Może znajdzie pani na dr Mendoza. To z nią mam dzielić  
pokój. 
   Wróciła do komputera. 
   - Dla niej również nie widzę rezerwacji. Może wolałaby  
pani hotel "Disneyland". Wiele osób myli go z naszym. 
   - Chcę mieszkać w "Rialto" - powiedziałam, grzebiąc w  
torbie w poszukiwaniu notesu. - Mam numer potwierdzenia  
rezerwacji. W37420. 
   Wystukała go na klawiaturze komputera. 
   - Czy pani jest drem Gedankenem? - zapytała. 
   - Przepraszam - wtrącił się jakiś starszy mężczyzna. 
   - Zaraz się panem zajmę - rzuciła mu Tiffany. - Na jak  
długo planuje pani swój pobyt, dr Gedanken? - zwróciła się  

background image

do mnie. 
   - Przepraszam - w głosie mężczyzny zabrzmiała rozpaczliwa  
nuta. Miał rozwianą szopę siwych włosów i oszołomione  
spojrzenie, jakby przeżył przed chwilą coś przerażającego.  
Albo starał się zameldować w "Rialto". 
   Na nogach nie miał skarpetek. Zastanawiałam się, czy on  
nie jest przypadkiem doktorem Gedankenem. Dr Gedanken był  
głównym powodem, dla którego zdecydowałam się przyjechać na  
tę konferencję. W poprzednim roku opuściłam jego wykład na  
temat falowo/cząsteczkowej dualności, ale przeczytałam go  
potem w "ICQP Journal" i zdawał się mieć naprawdę ręce i nogi,  
czego raczej nie można powiedzieć o większości wywodów na  
temat teorii kwantów. W tym roku dr Gedanken został  
zaproszony, by wygłosić wykład i tym razem byłam zdecydowana  
go usłyszeć. 
   Ten człowiek nie był jednak doktorem Gedankenem. 
   - Nazywam się dr Whedbee - powiedział starszy pan. -  
Przydzieliła mi pani niewłaściwy pokój. 
   - Wszystkie nasze pokoje wyglądają bardzo podobnie -  
odparła Tiffany. - Różnią się tylko liczbą łóżek i  
wyposażeniem. 
   - Ale mój ma na dodatek osobę w środku! - wykrzyknął  
wzburzony. - Dr Sleeth. Z teksańskiego uniwersytetu w  
Austin. Gdy wszedłem właśnie się przebierała. - Kiedy to  
mówił jego włosy wydały się jeszcze bardziej potargane niż  
uprzednio. - Myślała, że jestem mordercą kobiet. 
   - A pańskie nazwisko brzmi dr Whedbee? - zapytała  
Tiffany, znowu zabawiając się komputerem. - Nie widzę tu  
pańskiej rezerwacji. 
    Dr Whedbee rozpłakał się. Tiffany wyciągnęła papierowy  
ręcznik i przetarła blat recepcji, po czym zwróciła się do  
mnie.   
   - Czym mogę pani służyć? - zapytała. 
 
   Czwartek, 19:30-21:00 Ceremonia rozpoczęcia. Dr Halvard  
Onoffrio z Uniwersytetu Maryland w College Park. Temat:  
"Wątpliwości wokół Zasady Nieoznaczoności Heisenberga". Sala  
balowa. 
       
   Pokój otrzymałam wreszcie o piątej, dopiero jak inna  
recepcjonistka zmieniła Tiffany . Do tego czasu siedziałam w  
holu z doktorem Whedbeem. Wysłuchiwaliśmy narzekań Abeya  
Fieldsa na Hollywood. 
   - Cóż jest złego w takim Racine? - pytał. - Dlaczego  
zawsze musimy jeździć do egzotycznych miejsc w rodzaju  
Hollywood? A St. Louis w zeszłym roku nie było wcale lepsze.  
Ludzie z Instytutu Henri Poincare'a ciągle chodzili oglądać  
łuk i stadion Buscha. 
   - Skoro mówimy o St. Louis - wtrąciła dr Takumi - czy  
widziałaś już Davida? 

background image

   - Nie - odparłam. 
   - Naprawdę? - zdziwiła się. - Podczas zeszłorocznego  
kongresu byliście nierozłączni. Te przejażdżki łodzią przy  
księżycu... 
   - Co mamy dzisiaj w programie? - zapytałam Abeya. 
   - David niedawno tędy przechodził - Takumi nie dało się  
tak łatwo odwieść od tematu. - Prosił, bym ci powiedziała, że  
idzie pooglądać sobie gwiazdy. 
   - O tym właśnie mówię - wtrącił się Abey. - Przejażdżki  
łodzią po rzece i gwiazdy filmowe. Co to ma wspólnego z  
fizyką kwantową? Racine to odpowiednie miejsce na spotkanie  
grupy fizyków. Nie jak to... to... Czy zdajesz sobie sprawę,  
że nasz hotel stoi praktycznie naprzeciwko Chińskiego  
Teatru Graumana? I Hollywood Boulevard, gdzie kręcą się te  
wszystkie gangi. Jeśli złapią cię, gdy masz na sobie coś  
czerwonego lub niebieskiego...- zamilkł. - Czy to jest dr  
Gedanken? - zapytał wpatrując się w recepcję. 
   Odwróciłam się również w tym kierunku. Niewysoki, okrągły  
mężczyzna z wąsikiem próbował się właśnie zameldować. 
   - Nie - odparłam. - To dr Onofrio. 
   - Ach tak - rzekł Abey, sprawdzając w programie  
konferencji. - Przemawia dziś podczas uroczystości otwarcia.  
Na temat zasady nieokreśloności Heisenberga. Wybierasz się? 
   - Nie jestem pewna - powiedziałam przekonana, że  
potraktuje to jako żart, ale Abey nie roześmiał się. 
   - Muszę spotkać się z doktorem Gedankenem. Zdobył  
pieniądze na nowe badania. 
   Zastanawiałam się, co też nowego planował dr Gedanken -  
uwielbiałabym z nim pracować. 
   - Mam nadzieję, że przyjdzie na prowadzone przeze mnie  
warsztaty, które zatytułowałem "Cudowny świat fizyki  
kwantowej" - Abey nadal wpatrywał się w recepcję. Dr Onofrio  
jakimś niesamowitym trafem otrzymał klucz i ruszył w stronę  
wind. - Wydaje mi się, że jego projekt ma coś wspólnego ze  
zrozumieniem teorii kwantów. 
   Cóż, to mnie dyskwalifikowało. Wcale nie rozumiałam  
teorii kwantów. Niekiedy dręczyło mnie brzydkie  
podejrzenie, iż nikt jej nie rozumie, w tym także Abey  
Fields, tyle tylko, że również nikt nie miał zamiaru się z  
tym zdradzać. 
   Chodzi mi o to, że elektron jest cząsteczką, lecz  
zachowuje się jak fala. Z kolei neutron zachowuje się jak  
dwie fale i interferuje z samym sobą (inaczej mówiąc jak  
jedna z drugą), a człowiek nie może nic z tego porządnie  
zmierzyć z powodu zasady nieoznaczoności Heisenberga. I na  
tym jeszcze nie koniec kłopotów. Bo kiedy ustawisz komorę  
Josephsona, by ustalić, jakie zasady rządzą elektronami, one  
umykają na drugą stronę bariery równie mało zwracając uwagę  
na fakt, że prędkość światła jest skończona, jak i że kot  
Schrodingera nie jest ani żywy ani martwy, dopóki nie  

background image

otworzysz pudełka. A wszystko to ma mniej więcej tyle samo  
sensu, co nazywanie mnie przez Tiffany doktorem Gedankenem. 
   Co przypomniało mi, że obiecałam zatelefonować do Darlene  
i podać jej numer mojego pokoju. Nie miałam go jeszcze, ale  
jeślibym zwlekała dłużej, mogłabym jej już nie zastać.  
Miała polecieć do Denver wygłosić wykład na uniwersytecie, a  
potem zjawić się w Hollywood jutro z rana. Przerwałam  
Abeyowi w połowie wywodu na temat urody Racine w zimie i  
poszłam zadzwonić. 
   - Nie mam jeszcze pokoju - powiedziałam, kiedy Darlene  
odebrała telefon. - Czy mam ci zostawić wiadomość na  
sekretarce, czy powiesz, gdzie cię szukać w Denver? 
   - To wszystko nieważne - powiedziała. - Czy widziałaś się  
już z Davidem? 
 
   Żeby zilustrować koncepcję funkcji falowej, dr  
Schrodinger wymyśla kota włożonego do pudełka z kawałkiem  
uranu, butelką trującego gazu i z licznikem Geigera. Jeśli w  
czasie eksperymentu jądro uranu ulegnie rozpadowi, uwolni  
promieniowanie, które uruchomi licznik Geigera i rozbije  
butelkę z gazem. Ponieważ na podstawie teorii kwantowej nie  
można przewidzieć, czy jądro uranu ulegnie rozpadowi,  
podczas gdy kot jest w pudełku, natomiast możliwe jest  
obliczenie połowicznego czasu rozpadu uranu, kot nie jest  
ani żywy ani martwy, dopóki nie otworzymy pudełka.   
            ("Cudowny świat fizyki kwantowej", warsztaty dra  
A. Fieldsa z Uniwersytetu Nebraska w Wahoo na corocznym  
spotkaniu MKFK)  
 
   Zupełnie zapomniałam przestrzec Darlene przed Tiffany,  
modelką/aktorką. 
   - Co masz na myśli mówiąc, że unikasz Davida? - Chyba już  
po raz trzeci zapytała Darlene. - Dlaczego miałabyś robić  
coś tak głupiego? 
   Ponieważ w St. Louis wylądowałam w księżycową noc w łodzi  
na rzece i nie udało mi się już wrócić przed końcem  
konferencji. 
   - Ponieważ chcę uczestniczyć w wykładach - powtórzyłam  
trzeci raz - a nie chodzić po muzeum figur woskowych. Jestem  
panią w średnim wieku. 
   - A David jest panem w średnim wieku i, na dodatek,  
absolutnie czarującym. Prawdę mówiąc, może być ostatnim  
czarującym mężczyzną we wszechświecie. 
   - Powaby zostawmy kwarkom - powiedziałam, odwieszając  
słuchawkę i przez chwilę poczułam się zadowolona z siebie,  
do momentu kiedy przypomniałam sobie, że nie powiedziałam  
jej o Tiffany. Podeszłam do recepcji, mając nadzieję, że  
sukces dra Onofrio zwiastuje jakąś zmianę. 
   - Czym mogę pani służyć? - zapytała Tiffany i w tym samym  
momencie odwróciła się do mnie tyłem.  

background image

   Po dobrej chwili zrezygnowałam i wróciłam do  
czerwono-złotych sof. 
   - David był tutaj znowu - oznajmiła Takumi. - Prosił,  
by ci powiedzieć, że idzie do muzeum figur woskowych. 
   - W Ricine nie ma muzeum figur woskowych - stwierdził  
Abey. 
   - Co mamy dzisiaj w programie? - zapytałam. 
   - Koktajl o szóstej trzydzieści, potem ceremonia otwarcia  
w sali balowej i jakieś seminaria. - Sprawdziłam tematy. W  
programie była komora Josephsona. Elektrony w jakiś sposób  
przedzierały się przez barierę izolującą, nawet gdy nie  
miały niezbędnej energii. Może ja w jakiś sposób dostanę się  
do pokoju bez meldowania.   
   - Gdyby konferencja odbywała się w Racine - rzekł Abey,  
spoglądając na zegarek - już dawno otrzymalibyśmy pokoje, a  
teraz szlibyśmy właśnie na kolację. 
   Dr Onofrio wyłonił się z windy. W ręku wciąż taszczył  
bagaż. Podszedł do nas i opadł na sofę koło Abeya. 
   - Czy przydzielili ci pokój z na wpół nagą kobietą? -  
zapytał dr Whedbee. 
   - Nie wiem - powiedział dr Onofrio. - Nie mogłem go  
znaleźć. - Popatrzył smętnie na klucz. - Dali mi 1282, ale  
numery kończą się na siedemdziesięciu pięciu. 
   - Chyba wezmę udział w seminarium na temat chaosu -  
oświadczyłam. 
 
   Najpoważniejszym problemem, w obliczu którego staje  
dzisiaj teoria kwantowa, nie jest wewnętrzne ograniczenie  
dokładności pomiaru wynikające z samej zasady ani paradoks  
Einsteina-Podolsky'ego-Rosena. Jest nim brak paradygmatu.  
Teorii kwantów nie ilustruje żaden działający model, nie ma  
żadnej metafory, która by ją dostatecznie definiowała. 
                        (Z wystąpienia dra Gedankena) 
 
   Dotarłam do mojego pokoju o osiemnastej, po krótkiej  
utarczce z gońcem-aktorem, który nie mógł sobie przypomnieć,  
gdzie umieścił bagaże. Moje ubrania, które były sprasowane  
przez całą drogę z MIT, doświadczyły całkowitego załamania  
się funkcji falowej w momencie otwarcia walizki i wyglądały  
jak prawie nieżywy kot Schrodingera. 
   Nim udało mi się zdobyć żelazko, wziąć kąpiel,  
zrezygnować z prasowania i odparować ubranie w łazience,  
ominął mnie "koktajl z przekąską" i pół godziny uwag  
powitalnych dra Onofrio. 
   Otworzyłam drzwi do sali balowej tak cicho, jak się tylko  
dało, i wsunęłam się do środka. Miałam nadzieję, że z  
rozpoczęciem też się spóźnią, ale mężczyzna, którego nie  
rozpoznałam, kończył właśnie przedstawiać mówcę: 
   - ... i inspirację dla nas wszystkich. 
   Zanurkowałam w stronę najbliższego krzesła. 

background image

   - Cześć - powiedział David. - Wszędzie cię szukałem.  
Gdzie byłaś? 
   - Nie w muzeum figur woskowych - odpowiedziałam szeptem. 
   - Żałuj - rzekł równie cicho. - Rewelacja. Mają Johna  
Wayne'a, Elvisa i modelkę-łamane-na-aktorkę Tiffany, z mózgiem  
ziarnko grochu-łamane-na-amebę. 
   - Ciii. 
   - Oto osoba, na którą wszyscy czekamy - oznajmił mistrz  
ceremonii. - Doktor Ringgit Dinari. 
   - Co się stało z doktorem Onofrio? - zapytałam. 
   - Ciii - teraz uciszył mnie David. 
   Dr Dinari wyglądała jak bliźniaczka dra Onofrio. Była  
równie niska i pulchna, miała wąsy i kaftan we wszystkich  
kolorach tęczy. 
   - Dziś wieczór będę waszą przewodniczką po dziwnym, nowym  
świecie - powiedziała - świecie, gdzie wszystko, co znacie,  
zdrowy rozsądek i to, co przyjmujemy za mądrość, musi zostać  
odrzucone. Świecie, w którym wszystkie zasady uległy  
zmianie, a czasami wydaje się, że w ogóle nie ma zasad. 
   Jej głos również brzmiał jak głos dra Onofrio. Wygłaszał  
identyczną mowę dwa lata temu w Cincinnati. Zastanowiłam  
się, czy nie przeszedł jakiejś dziwnej transformacji podczas  
swych poszukiwań pokoju 1282, w trakcie których został  
kobietą. 
   - Zanim powiem coś więcej - odezwała się dr Dinari - ilu  
z was już się tunelowało? 
 
   Maszyna była modelem fizyki newtonowskiej. Metafora  
maszyny, ze wszystkimi wzajemnie oddziałującymi częściami,  
dźwigniami i kółkami, swoimi przyczynami i skutkami,  
pozwalała wyobrazić sobie fizykę newtonowską. 
                          (Z wystąpienia dra Gedankena) 
 
   - Od początku wiedziałeś, że jesteśmy nie tam, gdzie  
trzeba - syknęłam na Davida, kiedy staliśmy już na  
korytarzu. 
   W chwili, gdy podnieśliśmy się, by wyjść, dr Dinari  
wyciągnęła swą pulchną rękę w tęczowym rękawie i wykrzyknęła  
głosem Charltona Hestona. 
   - O niewierni! Nie odchodźcie, bo rzeczywistość jest  
tylko tu! 
   - Prawdę mówiąc, tunelowanie sporo by wyjaśniło -  
odpowiedział David, uśmiechając się pogodnie. 
   - Jeśli otwarcie kongresu nie odbywa się w sali balowej,  
to w takim razie gdzie? 
   - Zabij mnie, ale nie wiem - odparł. - Chcesz zobaczyć  
Capitol Records Building? Jest w kształcie stosu płyt. 
   - Chcę pójść na otwarcie. 
   - Na jego szczycie latarnia morska nadaje światłem słowo  
Hollywood w alfabecie Morse'a. 

background image

   Podeszłam do recepcji. 
   - Czym mogę służyć? - zwróciła się do mnie dziewczyna za  
kontuarem. - Nazywam się Natalie i jestem.... 
   - Gdzie odbywa się obecnie spotkanie MKFK? - zapytałam. 
   - W sali balowej. 
   - Założę się, że nie jadłaś w ogóle kolacji - powiedział  
David. - Chodź, kupię ci lody. Jest tu fantastyczne miejsce,  
w którym sprzedają identyczne rożki lodowe jak te, które  
Ryan O'Neal kupił dla Tatum w "Papierowym księżycu". 
   - W sali balowej odbywa się tunelowanie - poinformowałam  
Natalie. - Ja szukam MKFK. 
   Pobawiła się chwilę komputerem. 
   - Przykro mi, ale oni nie mają rezerwacji. 
   - Co powiesz na Chiński Teatr Graumana?  - zapytał David.  
- Chcesz rzeczywistości? Chcesz Charltona Hestona? Chcesz  
zobaczyć teorię kwantową w akcji? - złapał mnie za ręce. -  
Chodź ze mną - powiedział poważnie. 
   W St. Louis cierpiałam na załamanie funkcji falowych,  
było to mniej więcej coś takiego, co przydarzyło mi się z  
ubraniami w walizce. Wtedy ocknęłam się dopiero na łodzi, w  
połowie drogi do Nowego Orleanu. Teraz to przytrafiło się  
znowu, bo następną rzeczą, jaką sobie uświadomiłam, było, że  
spaceruję koło Chińskiego Teatru Graumana, jem lody w rożku  
i dopasowuję swoje stopy do odcisków Myrny Loy.   
   Musiała być karlicą albo miała stopy dziecka. Podobnie  
Debbie Reynolds, Dorothy Lamour i Wallace Beery. Jedyny  
odcisk, w który się mieściłam, należał do Kaczora Donalda. 
   - Widzę to jako mapę mikrokosmosu - powiedział David  
przejeżdżając dłonią po betonowych płytach z odciskami. -  
Zobacz, ile tu różnych ścieżek. Wiemy, że coś tutaj było i  
odciski są niby podobne jeden do drugiego, ale od czasu do  
czasu trafia się coś takiego - uklęknął i pokazał ślad po  
zaciśniętej pięści Johna Wayne'a - i takiego - ruszył w  
stronę kasy ku odciskowi nogi Betty Grable - i niby możemy  
odczytać wszystkie te podpisy, ale do czego odnosi się "Sid"  
na wszystkich tych kwadratach? I co to w ogóle znaczy? 
   Wskazał na płytę Czerwonego Szkieletu. Napis na nim  
głosił: "Schrzaniliśmy to dzięki Sidowi". 
   - Wydaje ci się, że znalazłeś wzór - mówił David  
przechodząc na drugą stronę - ale kwadrat Van Johnsona jest  
wciśnięty między Esther Williams i Continflas i któż to  
jest, u diabła, May Robson. A poza tym, czemu tyle kwadratów  
pozostało pustych? 
   Udało mu się zaciągnąć mnie za wystawę wizerunków  
zwycięzców Oscara. Była w kształcie harmonijki. Nagle  
znalazłam się w zagięciu między rokiem 1944 a 1945. 
   - I jakby tego jeszcze mało, okazuje się, że wcale nie  
jesteś w kinie, tylko na dziedzińcu. 
   - Uważasz, że właśnie to dzieje się z teorią kwantów? -  
zapytałam słabym głosem. Cofając się o mało nie wpadłam na  

background image

Billa Crosby'ego, który otrzymał nagrodę dla najlepszego aktora  
za film "Moją drogą". - Myślisz, że jeszcze nie weszliśmy do  
kina. 
   - Uważam, że na temat teorii kwantów wiemy mniej więcej  
tyle, ile możemy wywnioskować o May Robson z odcisków jej  
stóp - odparł kładąc dłoń na policzku Ingrid Bergman  
(najlepsza aktorka, "Gasnący płomień"), a jednocześnie  
odgradzając mi drogę ucieczki. Myślę, że nic nie rozumiemy z  
teorii kwantów ani tunelowania ani komplementarności. -  
Pochylił się nade mną. - Ani namiętności. 
   Za najlepszy film 1945 uznano "Stracony weekend". 
   - Doktor Gedanken ją rozumie - powiedziałam odcinając się  
od oscarowych zwycięzców i Davida. - Czy wiesz, że tworzy  
właśnie zespół badawczy do przeprowadzenia wielkiego  
eksperymentu, który doprowadzi do zrozumienia teorii  
kwantów? 
   - Tak - powiedział David. - Chcesz zobaczyć film? 
   - O dziewiątej jest seminarium na temat chaosu -  
odparłam, o mało nie wpadając na braci Marx. - Muszę wracać. 
   - Jeśli chcesz poznać chaos, powinnaś zostać właśnie tu,  
gdzie jesteś - stwierdził, stając na śladach Irene Dunne. -  
Zobaczymy film, a potem pójdziemy na kolację. Między  
Hollywood i Vine jest knajpka, gdzie podają kartofle puree,  
takie same, jakich używał Richard Dreyfus, robiąc swoją górę  
w "Bliskich spotkaniach". 
   - Chcę spotkać doktora Gedankena - powiedziałam,  
przesuwając się na bezpieczny teren chodnika. Obejrzałam się  
jeszcze na Davida. Przeszedł na drugą stronę dziedzińca i  
wpatrywał się w podpis Roya Rogersa. 
   - Żartujesz sobie? On wcale lepiej nie rozumie teorii niż  
my. 
   - No cóż, przynajmniej próbuje. 
   - Ja również. Problem w tym, jak jeden neutron może  
interferować z samym sobą i dlaczego są tu tylko odciski  
dwóch kopyt konia, który mówi. 
   - Jest ósma pięćdziesiąt pięć - poinformowałam go. - Idę  
na seminarium na temat chaosu. 
   - Jeśli je znajdziesz - powiedział, przyklękając na jedno  
kolano, by lepiej się przyjrzeć odciskom. 
   - Znajdę je - zapowiedziałam ponuro. 
   Wstał i uśmiechnął się do mnie. Trzymał ręce w  
kieszeniach. 
   - To świetny film - powiedział. 
   Zaczynało się to samo co w poprzednim roku. Odwróciłam  
się na pięcie i po prostu uciekłam. 
   - Pokazują "Benji IX" - krzyknął za mną. - Bohater  
przypadkowo zamienia się w syjamskiego kota. 
 
   Czwartek, 21.00 - 22.00. Nauka o chaosie. I.  
Durcheinander, uniwersytet w Lipsku. Seminarium na temat  

background image

struktury chaosu. Dyskutowane będą zasady rządzące chaosem,  
w tym efekt trzepotania skrzydła motyla i fraktale.  
Pokój imienia Klary Bow. 
 
   Nie mogłam znaleźć seminarium na temat chaosu. Pokój  
imienia Klary Bow, w którym miał się odbywać, ział pustkami.  
W sali Fatty Arbuckle, drzwi obok, toczyło się spotkanie  
wegetarianów, a pozostałe pomieszczenia konferencyjne były  
zamknięte. W sali balowej królowała wciąż specjalistka od  
tunelowania. 
   - Chodź! - rozkazała, kiedy otworzyłam drzwi. -  
Zrozumienie czeka! 
   Uznałam, że pozostaje mi jedynie pójść do łóżka. 
   Zupełnie zapomniałam o telefonie do Darlene. Na pewno  
wyjechała już z Denver, ale zostawiłam jej wiadomość na  
automatycznej sekretarce i podałam numer pokoju, na wypadek  
gdyby spróbowała odebrać wiadomość. Rano będę musiała  
powiedzieć w recepcji, żeby dali jej klucz. Poszłam do  
łóżka. 
   Nie najlepiej spałam. W nocy wyłączył się klimatyzator,  
co oznaczało, że rano nie musiałam odparowywać sukienki.  
Ubrałam się i zeszłam na dół. Dzień konferencyjny  
rozpoczynał się o dziewiątej rano od warsztatów Abeya  
Fieldsa zatytułowanych "Cudowny świat" w pokoju Mary  
Pickford, śniadania w postaci szwedzkiego stołu w sali  
balowej i prezentacji slajdów na temat "Eksperymentów z  
opóźnionym wyborem" u Cecila B. DeMille'a. Na półpiętrze. 
   Sama nazwa "szwedzki stół" brzmiała wspaniale, choć  
zwykle kryła się pod nią podgrzewana w elektrycznych  
dzbankach kawa oraz pączki. Od południa poprzedniego dnia  
nie miałam w ustach nic poza lodami, ale znając Davida  
wiedziałam, że na pewno był gdzieś w pobliżu jedzenia, a ja  
chciałam go unikać. Wczoraj udało mu się wyciągnąć mnie do  
Chińskigo Teatru. Dziś mogłoby się to skończyć znacznie  
gorzej. Nie miałam zamiaru pozwolić, żeby coś takiego się  
stało, chociaż był naprawdę uroczy.   
   U Cecila B. DeMille'a było ciemno choć oko wykol. Nawet  
slajdy na ekranie wydawały się całkiem czarne. 
   - Jak państwo widzicie - powiedział doktor Lvov - impuls  
laserowy trwa już, zanim osoba przeprowadzająca eksperyment  
ustawi detektor fal lub cząsteczek. - Przełączył projektor  
na kolejny slajd, który okazał się ciemnoszary. - Używaliśmy  
interferometra Macha-Zenbdera z dwoma lustrami oraz  
detektora cząsteczek. Przy pierwszej serii prób pozwoliliśmy  
osobie przeprowadzającej eksperyment decydować o wyborze  
aparatu i metody. Dla drugiej serii zastosowaliśmy wybór jak  
najbardziej przypadkowy, posługując się... 
   Projektor zrobił "klik" i na ekranie objawiła się biała  
płaszczyzna z czarnymi kropkami. Dzięki temu w pomieszczeniu  
zrobiło się na tyle jasno, że zdołałam wypatrzyć wolne  

background image

krzesło w dziesiątym rzędzie z boku. Ruszyłam ku niemu  
truchtem, żeby zdążyć przed zmianą slajdu. 
   - ...parą kostek. Eksperymenty pokazały nam, że jeśli  
ustawiono detektor cząsteczek, to światło postrzegano jako  
składające się z cząsteczek, a kiedy ustawiano detektor fal,  
światło zachowywało się jak fala, niezależnie od wyboru  
przyrządów. 
   - Cześć - powiedział David. - Straciłaś pięć czarnych  
slajdów, dwa szare i jeden biały z czarnymi kropkami. 
   - Ciii - odparłam. 
   - Podczas tych dwóch serii eksperymentów mieliśmy  
nadzieję ustalić, czy świadoma decyzja wpływa na wynik -  
doktor Lvov włączył kolejny czarny slajd. - Jak widać, graf  
nie pokazuje znaczących różnic między próbami, podczas  
których prowadzący eksperyment wybierał rodzaj detektora, i  
tymi, kiedy aparaty były ustawiane przypadkowo. 
   - Chcesz pójść na śniadanie? - zapytał szeptem David. 
   - Już jadłam - odszepnęłam oczekując, że w każdej chwili  
mój brzuch zaburczy i wyda mnie. Tak też zrobił. 
   - Znam wspaniałe miejsce między Hollywood i Vince, gdzie  
podają takie wafle, jakie Katherine Hepburn robiła dla  
Spencera Tracy w "Kobiecie roku". 
   - Ciii - psyknęłam. 
   - A po śniadaniu wybierzemy się do muzeum biustonoszy. 
   - Czy mógłbyś z łaski swojej być cicho? Nic nie słyszę. 
   - Ani nie widzę - odparł, ale uciszył się na mniej więcej  
dziewięćdziesiąt dwa pozostałe czarne, szare i kropkowane  
slajdy. 
   Doktor Lvov włączył światła i mrugając oczami odwrócił  
się do zebranych. 
   - Świadomość nie ma określonego wpływu na rezultaty  
eksperymantu. Jeden z moich laborantów tak to określił: "Ten  
mały diabeł wie lepiej od nas, co zamierzamy zrobić." 
   Najwyraźniej to miał być żart, ale mnie wcale nie wydał  
się zabawny. Otworzyłam program, żeby znaleźć coś, na co 
Davida nie zaciągnęłoby się żadną siłą. 
   - Idziecie na śniadanie? - zapytał nas doktor Thibodeaux. 
   - Tak - odpowiedział David. 
   - Nie - powiedziałam. 
   - Zamierzamy z doktorem Hotardem wybrać się na  
posiłek do vraiment Hollywood. 
   - David zna takie miejsce - wtrąciłam. - Właśnie  
opowiadał mi o restauracji, w której podają grejpfruty 
identyczne jak ten, który James Cagney wcisnął w twarz Mae  
Clark we "Wrogu publicznym". 
   Doktor Hotard podszedł szybkim truchtem dźwigając  
aparat fotograficzny i trzy przewodniki. 
   - A potem może pokażesz nam Chiński Teatr Graumana -  
poprosił Davida. 
   - Oczywiście, że wam pokaże - wykrzyknęłam. - Przykro mi,  

background image

ale nie mogę pójść z wami. Obiecałam doktorowi  
Verikowsky'emu, że przyjdę na jego wykład o algebrze  
Boole'a. A po obejrzeniu Chińskiego Teatru Graumana David  
może was zabrać do muzeum biustonoszy. 
   - A co z Brown Derby? - zapytał Thibodeaux. -  
Słyszałem, że ma kształt chapeau. 
   Pociągnęli go ze sobą. Poczekałam, aż znikną w holu, a  
potem pomknęłam schodami na wykład doktora Whedbee o teorii  
informacji. Prelegenta nie było na miejscu. 
   - Poszedł poszukać rzutnika pisma - powiedziała doktor  
Takumi. W jednej ręce na papierowym talerzyku miała pączek,  
w drugiej styropianowy kubek. 
   - Dostałaś to na śniadanie? - zapytałam. 
   - Tak. I był to ostatni pączek. A kawa skończyła się  
dosłownie w chwili, kiedy przyszłam. Nie byłaś na tym czymś  
Abeya Fieldsa, prawda? - odstawiła kubek z kawą i ugryzła  
kawałek pączka. 
   - Nie - powiedziałam zastanawiając się, jak by jej wyrwać  
ciastko. 
   - Nic nie straciłaś. Przez cały czas mówił o tym, że  
powinniśmy spotykać się w Racine. - Wepchnęła ostatni kęs do  
ust. - Widziałaś się z Davidem? 
 
   Piątek, 21.00 - 22.00 "Eksperyment Eureka: prezentacja  
slajdów." J. Lvov, Eureka College. Opis, wyniki i konkluzje  
eksperymentów J. Lvova dotyczących świadomych i przypadkowych  
wyborów. Cecil B. DeMille A. 
 
    Wreszcie nadszedł, dźwigając rzutnik, doktor Whedbee, za  
którym ciągnął się kabel. Wetknął wtyczkę w kontakt. Nic się  
nie stało. 
   - Trzymaj - powiedziała doktor Takumi wręczając mi swój  
talerzyk i kubek. - Miałam kiedyś taki sam w Caltech.  
Potrzebuje poprawienia warunków brzegowych niecki  
fraktalnej. - Walnęła w bok projektora. 
   Z pączka nie zostały nawet okruszki. Na dnie kubka  
czerniła się milimetrowa warstwa kawy. Miałam właśnie zamiar  
zagłębić się w niego, ale jeszcze raz walnęła w projektor i  
rozbłysło światło. - Nauczyłam się tego na seminarium z  
chaosu wczoraj wieczorem - powiedziała, wyrywając mi kubek i  
wypijając to, co w nim jeszcze pozostało. - Powinnaś była  
przyjść. Pokój Clary Bow wprost pękał w szwach. 
   - Wydaje mi się, że już mogę zaczynać - powiedział doktor  
Whedbee. Doktor Takumi usiadła. 
   - Informacja jest transmisją treści - zaczął doktor  
Whedbee. Na ekranie napisał "Treść", a może "informacja"  
używając zielonego, grubego pisaka, takiego, na jaki mówią  
magiczny marker, ponieważ pisze po wszystkim. - Kiedy  
informacja jest przypadkowa, treść nie może być przekazywana  
i mamy pewien stan entropii. - Napisał coś pod słowem  

background image

"treść" tym razem posługując się czerwonym markerem. Jego  
pismo odręczne okazało się kompletnie nieczytelne. 
   - Stany entropii mogą być bardzo różne, od niskiej  
entropii, takiej jak zakłócenia w radiu, do wysokiej  
entropii, stanu całkowitego nieuporządkowania,  
przypadkowości i zmieszania, kiedy nie jest przekazywana  
żadna informacja. 
   O mój Boże, pomyślałam. Zapomniałam powiedzieć w hotelu  
o Darlene. Kiedy doktor Whedbee pochylił się, by zapisać  
kolejny hieroglif, wymknęłam się cichaczem. Idąc w stronę  
recepcji błagałam w myślach los, by nie była to zmiana  
Tiffany. Nie zostałam wysłuchana. 
   - Czym mogę pani służyć? - zapytała. 
   - Jestem z pokoju 663 - powiedziałam. - Dzielę go z  
doktor Darlene Mendoza. Przyjedzie dziś przed południem i  
chciałabym, żeby otrzymała klucz. 
   - Po co? - zapytała Tiffany. 
   - Żeby do niego wejść. Mogę być na wykładzie, kiedy ona  
przyjedzie. 
   - Dlaczego nie ma klucza? 
   - Ponieważ się jeszcze nie zjawiła. 
   - Przecież mówiła pani, że dzieli z nią pokój, czyż nie? 
   - Ona będzie dzieliła ze mną pokój. Numer 663. Nazywa się  
Darlene Mendoza. 
   - A pani godność? - dłoń Tiffany zawisła nad komputerem. 
   - Ruth Baringer. 
   - Nie widzę tu pani rezerwacji. 
 
   W czasie dziewięćdziesięciu lat od ustalenia stałej  
Plancka zrobiliśmy spore postępy w fizyce kwantowej, ale  
głównie w zakresie technologii, nie teorii. Postęp w teorii  
da się dokonać dopiero wtedy, gdy będziemy mieli model ją  
wizualizujący. 
     (Fragment wystąpienia doktora Gedankena) 
 
   Wprawiłam Tiffany w stan wysokiej entropii dyskutując  
przez chwilę problem mojego braku rezerwacji, a także braku,  
tym razem w pokoju, sprawnej klimatyzacji, a potem wskakując  
zupełnie niespodziewanie z powrotem na problem klucza  
Darlene, mając nadzieję, że wezmę recepcjonistkę przez  
zaskoczenie. Sprawdziło się to mniej więcej tak samo dobrze  
jak eksperymenty ze spóźnionym wyborem przeprowadzane przez  
Alleya. 
   Kiedy właśnie próbowałam wyjaśnić, że Darlene nie jest  
mechanikiem wezwanym do naprawy klimatyzacji, pojawił się  
Abey Fields. 
   - Czy widziałaś doktora Gedankena? 
   Potrząsnęłam głową. 
   - Byłem pewien, że przyjdzie na moje warsztaty o Cudownym  
Świecie, ale nie przyszedł, a w hotelu mówią, że nie było  

background image

dla niego rezerwacji - powiedział, rozglądając się uważnie  
po holu. - Przez przypadek dowiedziałem się, na czym polega  
jego nowy projekt i uważam, że nadaję się do tego wprost  
idealnie. On zamierza znaleźć paradygmat teorii kwantów. Czy  
to on? - zapytał wskazując na starszego gościa wsiadającego  
właśnie do windy. 
   - Wydaje mi się, że to doktor Whedbee - powiedziałam,  
ale Abey już biegł rączym kłusem w stronę wind. 
   Prawie mu się udało. Drzwi zamknęły mu się tuż przed  
nosem. Kilkanaście razy nacisnął guzik windy, mając  
nadzieję, że otworzą się znowu, a kiedy to nie zadziałało,  
zastosował metodę z dopasowywaniem warunków brzegowych  
niecki fraktalnej. - Odwróciłam się w stronę recepcji. 
   - Czym mogę pani służyć? - zapytała Tiffany. 
   - Może pani - powiedziałam. - Moja współlokatorka,  
Darlene Mendoza, powinna wkrótce się tu zjawić. Jest  
producentką. Przybywa, by znaleźć do filmu odtwórczynię  
głównej damskiej roli, a jednocześnie partnerkę dla Roberta  
Redforda i Harrisona Forda. Kiedy przyjedzie, proszę dać jej  
klucz. Poza tym chciałabym, żeby w pokoju działała  
klimatyzacja. 
   - Oczywiście, proszę pani. 
 
   Komora Josephsona jest tak zaprojektowana, że elektrony  
muszą zdobyć dodatkową energię, żeby pokonać barierę  
energetyczną. Okazało się jednak, że niektóre z elektronów  
po prostu tunelują, jak określił to Heinz Pagel, przez  
ścianę. 
       (Z "Cudownego świata fizyki kwantowej", A. Fields, UNW) 
 
   Abey przestał bombardować guzik windy i zamiast tego  
spróbował pomodlić się do jej drzwi. Wyszłam bocznym  
wyjściem prosto na Hollywood Boulevard. Restauracja, o której  
wspominał David, znajdowała się między Hollywood a Vine.  
Poszłam w przeciwną stronę, ku Chińskiemu Teatrowi, i  
zanurkowałam w pierwszą knajpkę, na jaką trafiłam. 
   - Nazywam się Stephanie - przedstawiła się kelnerka. -  
Ile osób liczy sobie to przyjęcie? 
   Obok mnie nie było kompletnie nikogo. 
   - Czy jesteś aktorką-łamane-na-modelkę? - zapytałam. 
   - Tak - odparła. - Pracuję tu tylko na niepełny etat,  
żyby opłacić lekcje holistycznego fryzjerstwa artystycznego. 
   - Moje towarzystwo składa się z jednej osoby - wyjaśniłam  
podnosząc w górę palec, żeby odpowiedź była całkowicie  
jasna. - Poproszę o stolik jak najdalej od okna. 
   Poprowadziła mnie do stolika przy oknie, podała menu  
wielkości makrokosmosu, a przy nakryciu naprzeciwko mnie  
położyła następne. - Dzisiaj polecamy na śniadanie papaję  
nadziewaną łososiem i jagodami oraz sałatę  
nasturcjowo-roszponkową w sosie balsamiczno-octowym. Przyjmę  

background image

zamówienie, kiedy przyjdzie towarzysząca pani osoba. 
   Ustawiłam dodatkowe menu tak, żeby odgradzało mnie od  
okna, otworzyłam swoją kartę i przeczytałam propozycje  
śniadaniowe. W każdej nazwie czaiło się coś w typie  
cytrynowej trawy. Zaczęłam się zastanawiać, czy roszponka  
nie jest kalifornijskim odpowiednikiem pączka. 
   - Cześć - powiedział David, sięgając po stojące na oknie  
menu i sadowiąc się naprzeciwko mnie. - Pasztet z  
jeżozwierza brzmi bardzo apetycznie. 
   Właściwie to ucieszyłam się na jego widok. 
   - Jak tu trafiłeś? - zapytałam. 
   - Tunelowanie - odparł. - Co to właściwie jest ekstra  
dziewicza oliwa z oliwek? 
   - Chciałabym pączka - powiedziałam płaczliwie. 
   Zabrał mi kartę, odłożył na stół i podniósł się.  
   - Tuż obok jest wspaniałe miejsce, gdzie podają takie  
pączki jak te, które Clark Gable dawał Claudette  
Colbert w "Ich nocach". 
   To wspaniałe miejsce mieściło się zapewne gdzieś na Long  
Beach, ale byłam za słaba z głodu, żeby mu się opierać.  
Wstałam. W jednej chwili zjawiła się Stephanie. 
   - Coś jeszcze? - zapytała. 
   - Wychodzimy - odpowiedział David. 
   - Znakomicie - skwitowała, wyrywając rachunek z bloczka i  
rzucając go na stół. - Mam nadzieję, że śniadanie państwu  
smakowało. 
 
   Znalezienie takiego paradygmatu jest trudne, jeśli wręcz  
nie niemożliwe. Zgodnie ze stałą Plancka świat, taki jakim  
go widzimy, jest zdominowany przez newtonowską mechanikę.  
Cząsteczki są cząsteczkami, fale falami, a przedmioty nie  
znikają nagle, przenosząc się na drugą stronę ściany.  
Kwantum dominuje jedynie na poziomie subatomowym. 
          (Fragment z wystąpienia doktora Gedankena) 
 
   Restauracja znajdowała się tuż obok Chińskiego Teatru  
Graumana, przez co czułam się trochę nieswojo, ale podawali  
tam jajka, bekon, toasty, sok pomarańczowy i kawę. A nawet  
pączki. 
   - Myślałam, że zjadłeś śniadanie z doktorem Thibodeaux i  
doktorem Hotardem - powiedziałam sącząc kawę. - Co się z  
nimi stało? 
   - Poszli do Forest Lawn. Doktor Hotard chciał zobaczyć  
kościół, w którym brał ślub Ronald Reagan.  
   - Brał ślub w Forest Lawn? 
   David odgryzł kawałek mojego pączka. 
   - Czy wiesz, że znajduje się największe na świecie  
malowidło o tematyce religijnej? 
   - Więc dlaczego z nimi tam nie poszedłeś? 
   - Miałbym stracić film? - Pochwycił ponad stolikiem obie  

background image

moje dłonie. - O drugiej jest pierwszy seans. Chodź ze mną. 
   Poczułam, jak mój świat zaczyna się zapadać. 
   - Muszę wracać - odparłam próbując uwolnić dłonie. - O  
drugiej zaczyna się panel na temat paradoksu EPR. 
   - Następny seans jest o piątej, a potem o ósmej. 
   - O ósmej doktor Gedanken wygłasza swój wykład. 
   - Czy wiesz, w czym problem? - zapytał wciąż nie  
wypuszczając moich dłoni. - Problem w tym, że ten Chiński  
Teatr nie jest wcale Graumana tylko Manna, więc Sida nawet  
nie ma, byśmy go mogli o cokolwiek zapytać. A poza tym  
dlaczego niektóre pary, jak Joanne Woodward i Paul Newman,  
dzielą ten sam kwadrat, a inne nie? Na przykład Ginger  
Rogers i Fred Astair?   
   - Wiesz, w czym jest problem? - wybuchnęłam, uwalniając  
wreszcie ręce. - Że ty niczego nie traktujesz poważnie.  
Jesteśmy na konferencji, ale ciebie za grosz nie obchodzi  
ani program, ani wykład doktora Gedankena, ani to, że ktoś  
chce zrozumieć teorię kwantów. - Zaczęłam grzebać w torebce,  
żeby znaleźć portmonetkę. 
   - Myślałem, że właśnie o tym rozmawialiśmy - David był  
wyraźnie zdziwiony. - Problem w tym, do czego pasują  
kamienne lwy, które pilnują wejścia. I co z tym całym wolnym  
miejscem? 
    
   Piątek, 14.00 - 15.00. Dyskusja panelowa na temat  
paradoksu Einsteina-Podolsky'ego-Rosena. Rozjemca: I.  
Takumi, dyskutanci: R. Iverson, L.S. Ping. Ostatnie badania  
nad korelacją stanu singletonowego przy uwzględnieniu  
pozamiejscowego wpływu oświadczyn kalkuckich i namiętności.  
Pokój Keystone'a Kopsa. 
 
   Kiedy tylko wróciłam do "Rialto", poszłam do pokoju  
sprawdzić, czy Darlene już się pokazała. Nie było jej, a gdy  
chciałam zadzwonić na recepcję, okazało się, że telefon nie  
działa. Zeszłam do holu, ale za kontuarem nie było nikogo.  
Poczekałam piętnaście minut, po czym udałam się na panel na  
temat paradoksu EPR. 
   - Paradoks Einsteina-Podolsky'ego-Rosena jest sprzeczny z 
teorią kwantów - mówiła doktor Takumi. - Nie obchodzi mnie,  
co wydają się wskazywać eksperymenty. Dwa elektrony  
znajdujące się na przeciwległych krańcach wszechświata nie  
mogą wpływać na siebie bez całkowitego zniszczenia teorii o  
continuum czasowo-przestrzennym. 
   Miała rację. Jeśli nawet można było znaleźć model dla  
teorii kwantów, to co z paradoksem EPR? Skoro para  
elektronów niegdyś weszła w kolizję, zmieniało to ich  
korelację, nawet jeśli odległość między tymi elektronami  
wynosiła teraz całe lata świetlne. Tak jakby były po  
wieczność związane jednym zderzeniem, dzieliły po wieki  
wieków ten sam kwadrat, nawet znajdując się po przeciwnych  

background image

stronach wszechświata.   
   - Gdyby elektrony stale się komunikowały, zgodziłbym się  
z tym - wtrącił doktor Iverson. - Ale tak się nie dzieje,  
one po prostu wpływają na siebie nawzajem. Doktor Shimony  
zdefiniował ten wpływ w swoim artykule o namiętności, a moje  
eksperymenty jasno dowodzą... 
   Przypomniałam sobie Davida, który pochylał się nade mną w  
miejscu, gdzie spotykały się najlepsze filmy 1944 i 1945  
roku: "Uważam, że na temat teorii kwantów wiemy mniej więcej  
tyle, ile możemy wywnioskować o May Robson z odcisków jej  
stóp". 
   - Nie można tego tłumaczyć, wymyślając nowe terminy -  
sprzeciwiła się doktor Takumi. 
   - Absolutnie się nie zgadzam - zaprotestował doktor Ping.  
- Namiętność na odległość wcale nie jest wymyślonym  
terminem. Jest to zjawisko, które można zademonstrować. 
   Zdecydowanie tak, pomyślałam przypominając sobie Davida,  
który sięga po menu stojące na oknie i mówi:"Pasztet z  
jeżozwierza brzmi apetycznie". Nie ma znaczenia, gdzie  
znalazł się elektron po kolizji. Nawet mógł odmaszerować w  
przeciwną stronę niż Hollywood i Vine, postawić kartę na  
oknie, by się ukryć, drugi elektron i tak przyjdzie, by  
wyratować go przed roszponką i kupi mu pączka. 
   - Zjawisko, które można zademonstrować! - wykrzyknęła  
doktor Takumi. - Ha! - Dla podkreślenia słów huknęła  
młotkiem rozjemcy w stół. 
   - Czy twierdzisz, że namiętność nie istnieje? - Doktor  
Ping był już cały czerwony na twarzy. 
   - Mówię, że jeden bezwartościowy eksperyment trudno  
nazwać demonstracją zjawiska. 
   - Jeden nędzny eksperyment! Poświęciłem temu projektowi  
pięć lat! - krzyczał doktor Iverson, wymachując w jej stronę  
pięścią. - Ja ci pokażę namiętność na odległość. 
   - Spróbuj tylko, a ja już poprawię twoje fraktalne  
warunki brzegowe - powiedziała doktor Takumi i uderzyła go  
młotkiem rozjemcy w głowę. 
 
   A jednak znalezienie paradygmatu nie jest niemożliwe.  
Fizyka newtonowska to nie maszyna. Ona po prostu dzieli  
pewne prawa z maszyną. Musimy znaleźć gdzieś w postrzegalnym  
świecie model, który dzieli często dziwaczne prawa fizyki  
kwantowej. Taki model, choć brzmi to nieprawdopodobnie, na  
pewno istnieje, i do nas należy znalezienie go. 
               (Fragment wypowiedzi doktora Gedankena) 
 
   Zanim ktoś zdążył wezwać policję, wymknęłam się do swego  
pokoju. Darlene nadal nie było, telefon i klimatyzacja  
ciągle nie działały. Naprawdę zaczynałam się martwić.  
Przeszłam się do Chińskiego Teatru Graumana w poszukiwaniu  
Davida, ale nie znalazłam go. Za wystawą ze zdobywcami  

background image

Oscarów spacerowali doktor Whedbee i doktor Sleth. 
   - Nie widzieliście czasem Davida? - zapytałam. 
   Doktor Whedbee zdjął dłoń z policzka Normy Shearer. 
   - Wyjechał - odpowiedział doktor Sleeth, odrywając się  
od najlepszego filmu z sezonu 1929/30. 
   - Mówił, że wybiera się do Forest Lawn - dodał doktor  
Whedbee, starając się przygładzić wzburzoną szopę siwych  
włosów. 
   - Może widzieliście doktor Mendozę? Miała się zjawić  
dzisiaj rano. 
   Nie widzieli jej, podobnie jak doktorzy Hotard i  
Thibodeaux, którzy zatrzymali mnie w holu, żeby pokazać  
plakat z grobu Aimee Semple McPherson. Tiffany zeszła ze  
służby. Natalie nie potrafiła znaleźć mojej rezerwacji.  
Wróciłam do pokoju, by czekać, myśląc o nocnym telefonie  
Darlene. 
   Klimatyzator wciąż był zepsuty. Wachlowałam się broszurką  
o Hollywood, którą wreszcie otworzyłam i zaczęłam czytać. Na  
tylnej okładce znajdowało się zdjęcie dziedzińca w Chińskim  
Teatrze. Deborah Kerr i Yul Brynner także nie mieli  
wspólnego kwadratu, a Katherine Hepburn i Spencera Tracy nie  
było nawet na mapie. Ona robiła mu wafle w "Kobiecie roku",  
a potem nawet nie dostali wspólnego kwadratu. Zastanowiłam  
się, czy to jakaś Tiffany modelka-łamana-na-aktorkę była  
odpowiedzialna za przyznawanie cementu. Doskonale potrafiłam  
wyobrazić ją sobie, jak patrzy pustym wzrokiem na Spencera  
Tracy i mówi:" Nie widzę tu pańskiej rezerwacji". 
   Co to właściwie znaczy modelka-łamana-na-aktorkę? Że jest  
ona modelką lub  aktorką, a może i jednym i drugim? Z całą  
pewnością nie była urzędniczką hotelową. Może elektrony były  
takimi Tiffany mikrokosmosu i to tłumaczyło falową-łamaną-na-  
-cząsteczkową dualność. Może one wcale nie były elektronami.  
Może tylko czasowo dorabiały sobie jako elektrony, żeby  
zapłacić za lekcje stanu singletowego. 
   Darlene nie zadzwoniła do siódmej godziny. Przestałam się  
wachlować i spróbowałam otworzyć okno. Nie drgnęło ani o  
włos. Cały problem był w tym, że nikt nie rozumiał nic na  
temat teorii kwantów. Jedyne, na czym mogliśmy się oprzeć, to  
parę kolizji elektronów, których nikt nigdy nie widział, i  
których nie można było porządnie zmierzyć z powodu zasady  
nieoznaczoności Heisenberga. A trzeba było myśleć o chaosie  
i entropii i wszystkich tych pustych przestrzeniach. A nawet  
nie wiedzieliśmy, kim była May Robson. 
   O siódmej trzydzieści zadzwonił telefon. To była Darlene. 
   - Co się dzieje? - zapytałam. - Gdzie jesteś? 
   - Hotel "Beverly Wilshire". 
   - W Beverly Hills? 
   - Tak. To długa historia. Kiedy dotarłam do "Rialto"  
recepcjonistka, wydaje mi się, że miała na imię Tiffany,  
powiedziała, że ciebie tam nie ma. Twierdziła, że aż pękają  

background image

w szwach od jakiegoś tam naukowego hokus pokus i nadmiar  
gości muszą wysyłać do innych hoteli. Poinformowała mnie  
również, że jesteś w "Beverly Wilshire", w pokoju 1027. Jak  
tam David? 
   - Niemożliwy - odpowiedziałam. - Spędził całą  
konferencję, przyglądając się odciskom stóp Deann Durbin w  
Chińskim Teatrze Graumana i próbując namówić mnie, żebym  
poszła do kina. 
   - Pójdziesz? 
   - Nie mogę. Za pół godziny doktor Gedanken zaczyna  
wykład. 
   - Naprawdę? - w głosie Darlene pojawiło się zdziwienie. -  
Chwileczkę. - Po chwili ciszy w słuchawce znowu rozległ się  
jej głos. - Myślę, że powinnaś pójść do kina. David jest  
jednym z dwóch ostatnich czarujących mężczyzn we  
wszechświecie. 
   - Ale nie traktuje poważnie teorii kwantów. Doktor  
Gedanken zbiera zespół, który ma pracować nad paradygmatem,  
a David bez przerwy opowiada o świetle ostrzegawczym na  
szczycie Capital Records Building. 
   - Wiesz co, on może być na tropie. Chodzi mi o to, że  
powaga pasowała znakomicie do fizyki newtonowskiej, ale może  
teoria kwantów wymaga innego podejścia. Sid mówi... 
   - Sid? 
   - Taki facet, który zabiera mnie dzisiaj do kina. To  
długa historia. Tiffany podała mi błędny numer pokoju i  
weszłam prosto na mężczyznę w bieliźnie. On jest fizykiem  
kwantowym. Miał mieszkać w "Rialto", ale Tiffany nie  
potrafiła znaleźć jego rezerwacji. 
 
   Główną implikacją wynikającą z dualizmu  
korpuskularno-falowego jest fakt, że elektron nie ma  
ustalonej lokalizacji. Tylko wtedy, gdy przeprowadzający  
eksperyment obserwuje elektron, ten "wskakuje" na miejsce. 
         ("Cudowny świat fizyki kwantowej", A. Fields, UNW) 
 
   Forest Lawn zamykali o piątej. Znalazłam to w broszurze  
na temat Hollywood, kiedy już Darlene odłożyła słuchawkę.  
Nie potrafiłam wydedukować, gdzie David mógł potem pójść.  
Może do Brown Derby albo do La Brea Tar Pits czy jakiegokolwiek  
wspaniałego miejsca w pobliżu Hollywood i Vine, gdzie John  
Hurt jadł pędy alfalfa, zanim eksplodowała mu klatka  
piersiowa w "Obcym". 
   Przynajmniej wiedziałam, gdzie jest doktor Gedanken.  
Przebrałam się i poszłam do windy, myśląc o dualiźmie  
korpuskularnofalowym i fraktalach, i wysokich stanach  
entropii, i eksperymentach z opóźnionym wyborem. Problem w  
tym, że trudno znaleźć paradygmat, który pozwoli  
zwizualizować teorię kwantów, kiedy trzeba wziąć pod uwagę  
komorę Josephsona i namiętność i wszystkie te puste  

background image

przestrzenie. Żeby sobie z tym poradzić, trzeba czegoś  
więcej, nie tylko kilku odcisków stóp i wrażenia, jakie robiły  
nogi Betty Grable. 
   Otworzyły się drzwi windy i wpadł na mnie Abey Fields. 
   - Wszędzie cię szukałem - powiedział. - Nie widziałaś  
przypadkiem doktora Gedankena? 
   - A nie ma go w sali balowej? 
   - Nie. Już jest piętnaście minut spóźniony i nikt w ogóle  
go nie widział. Musisz to podpisać - dodał, podsuwając mi  
kartkę. 
   - Co to jest? 
   - Petycja. Żądamy, żeby od tej chwili coroczne spotkania  
Międzynarodowego Kongresu Fizyki Kwantowej odbywały się w  
odpowiednim miejscu. Takim jak Racine - dodał podsuwając mi  
jeszcze bliżej kartkę. - Nie takim jak Hollywood. 
   Hollywood. 
   - Czy jesteś świadoma faktu, że przeciętnemu delegatowi  
MKFK zabrało dwie godziny trzydzieści sześć minut, żeby się  
zarejestrować? A niektórych wysłali do hotelu w Glendale. 
   - I Beverly Hills - dodałam z roztargnieniem. Hollywood.   
Muzeum biustonoszy, bracia Marx i gangi, które mordują za  
to, że nosi się coś czerwonego albo niebieskiego, Tiffany/  
Stephany i największy obraz o treści religijnej.   
   - Beverly Hills - wymruczał Abey, wyciągając ze  
specjalnej kieszonki ołówek i robiąc notatkę pamięciową. -  
Mam zamiar zaprezentować tę petycję podczas wykładu doktora  
Gedankena. No, podpisz - powiedział podając mi ołówek. -  
Chyba że chcesz, by następne doroczne spotkanie odbyło się  
znowu tutaj, w "Rialto". 
   Oddałam mu kartkę. 
   - Uważam, że mogłoby się co roku tutaj odbywać -  
powiedziałam i ruszyłam biegiem w stronę Chińskiego Teatru  
Graumana. 
 
   Kiedy będziemy mieli już paradygmat, który zawiera  
zarówno logiczne jak i niedorzeczne aspekty teorii kwantów,  
dane nam będzie spojrzeć przez zderzające się elektrony i  
matematykę i ujrzeć mikrokosmos w całej jego zadziwiającej  
piękności. 
                 (Z wystąpienia doktora Gedankena) 
 
   - Poproszę bilet na "Benji IX" - powiedziałam do  
dziewczyny w kasie. Miała przypiętą do bluzki plakietkę z  
napisem "Witamy w Hollywood. Mam na imię Kimberly". 
   - Do którego kina? - zapytała. 
   - Chińskiego Graumana - odpowiedziałam myśląc, że to nie  
jest moment na wysoki stan entropii. 
   - Do której sali? 
   Podniosłam wzrok na markizę. "Benji IX" był pokazywany we  
wszystkich trzech salach, tej wielkiej głównej i dwóch  

background image

mniejszych.  
   - Przeprowadzane są badania na reakcję publiczności -  
powiedział Kimberley. - Każdy ma inne zakończenie. 
   - Która sala jest główna? 
   - Nie wiem. Pracuję tu tylko na niepełnym etacie, żeby  
zarobić na lekcje organicznego oddychania. 
   - Czy masz kostkę? - zapytałam i w tym samym momencie  
zrozumiałam, że zaraz wszystko popsuję. Przecież to była  
fizyka kwantowa, nie newtonowska. Nie miało żadnego  
znaczenia, którą salę wybiorę i na którym miejscu usiądę. To  
był eksperyment ze spóźnionym wyborem i David już był w  
ruchu. 
   - Poproszę o bilet na wersję ze szczęśliwym zakończeniem  
- powiedziałam. 
   - Środkowa sala. 
   Minęłam kamienne lwy i weszłam do holu. Przy drzwiach w  
szklanej gablocie stały woskowe figury Rhondy Fleming i  
jakichś Chińczyków. Za barem wisiał wielki ekran pomalowany  
na niebiesko. Kupiłam paczkę rodzynek, torbę popcornu,  
paczkę cukierków jujubowych i weszłam na salę. 
   Była większa, niż się spodziewałam. Rzędy i rzędy pustych  
czerwonych krzeseł pomiędzy potężnymi kolumnami ciągnęły się  
aż do czerwonej kurtyny, za którą musiał kryć się ekran.  
Stałam ściskając w dłoniach rodzynki, cukierki, i popcorn i  
wpatrywałam się w kandelabr wiszący pod sufitem.  
Srebrne smoki obiegały słońce z promieniami. Nigdy by mi nie  
przyszło do głowy, że tak to może wyglądać. 
   Światło zgasło i czerwona kurtyna rozsunęła się  
odsłaniając drugą, cienką niby mgła. Ruszyłam przed siebie  
ciemnym przejściem i po chwili usiadłam na jednym z krzeseł.  
   - Cześć - powiedziałam i wręczyłam rodzynki Davidowi. 
   - Gdzie byłaś? - zapytał. - Film właśnie się zaczyna. 
   - Wiem - odparłam. Pochyliłam się i poprzez niego podałam  
Darlene jej popcorn, a doktorowi Gedankenowi jego cukierki.  
- Pracowałam nad paradygmatem teorii kwantów. 
   - I? - zapytał doktor Gedanken otwierając pudełko  
cukierków. 
   - Obaj nie mieliście racji - powiedziałam. - To nie  
Chiński Teatr Graumana. I również nie filmy, doktorze  
Gedanken. 
   - Sid - powiedział doktor Gedanken. - Jeśli mamy pracować  
w tym samym zespole, powinniśmy chyba raczej zwracać się  
do siebie po imieniu. 
   - Jeśli to nie jest Chiński Teatr Graumana ani filmy, to  
w takim razie co? - zapytała Darlene jedząc popcorn. 
   - Hollywood. 
   - Hollywood - powtórzył doktor Gedanken w zamyśleniu. 
   - Hollywood - powtórzyłam. - Gwiazdy na chodniku i  
budynki w kształcie stosu płyt lub kapelusza, roszponka i  
badanie opinii publicznej, i muzeum biustonoszy. I filmy. I  

background image

Chiński Teatr Graumana. 
   - I "Rialto" - dodał David. 
   - Szczególnie "Rialto". 
   - I MKFK - dodał doktor Gedanken. 
   Pomyślałam o czarnych i szarych slajdach doktora Lvova,  
znikającym seminarium z chaosu, doktorze Whedbee, który  
pisze słowo "treść", które może być słowem "informacja". 
   - I MKFK - powtórzyłam. 
   - Czy doktor Takumi naprawdę uderzyła doktora  
Iversona młotkiem w głowę? - zapytała Darlene. 
   - Ciii - uciszył nas David. - Chyba zaczyna się film. -  
Wziął moją rękę. Darlene usadowiła się wygodnie z torbą  
popcornu, a doktor Gedanken oparł nogi na krześle przed  
sobą. Wewnętrzna kurtyna opadła i ekran rozświetlił się. 
                          Przełożyła Dorota Malinowska 
 
               CONSTANCE ELEINE TRIMMER WILLIS 
   Amerykanka, rocznik 1945. Nauczycielka, a od 1980 r.  
również zawodowa pisarka. Już na początku swojej kariery  
zdobyła kilka ważnych nagród. W latach osiemdziesiątych duże  
uznanie zyskały jej opowiadania, w tym zbiór "Fire Watch"  
(tytułowa nowela otrzymała zarówno Hugo, jak i Nebulę).  
Willis została także nagrodzona Nebulą za opowiadania:  
"Schwarzschild Radius", "The Last of the Winnebagos", a  
ostatnio "W Rialto". Drukowany w "Fantastyce" nr 7/84  
"List od Clearysów" otrzymał i Nebulę i Hugo.   
   O opowiadaniu "W Rialto" sama autorka pisze tak: Ludzie  
czytając je mogą uważać, że jest to czysta fikcja, a jednak  
nic podobnego, każde zdanie opiera się na Naukowych  
Podstawach. Wszystko, co napisałam na temat Forest Lawn,  
teorii kwantów i Hollywood jest najprawdziwszą prawdą -  
oczywiście biorąc pod uwagę zasadę nieoznaczoności  
Heisenberga. Fizycy naprawdę organizują swe konferencje w  
takich miejscowościach jak Wisconsin, Spencer Tracy i  
Katherine Hepburn naprawdę nie mają wspólnego kwadratu  
(swego kwadratu nie ma również Harrison Ford, a temu powinno  
się jak najszybciej zaradzić). Oczywiście tu i tam  
posłużyłam się licencia poetica. Na przykład w Chińskim  
Teatrze Gaumana nie sprzedają jujubowych cukierków, we  
wszechświecie żyje co najmniej sześciu czarujących mężczyzn,  
a prawdziwa Tiffany jest, jeśli potraficie Państwo w to w  
ogóle uwierzyć, jeszcze głupsza.   
                                                    D.M.