background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bł. Anna Katarzyna Emmerich

 

 

 

*** 

WIDZENIE PIEKŁA 

(Fragmenty z książki: Żywot i bolesna Męka Pana Naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi) 

background image

BIOGRAFIA 

Anna  Katarzyna  Emmerich  urodziła  się  8  września  1774  roku  niedaleko 

miasta Koesfeld, w Westfalii. O wesołym usposobieniu, ale zamknięta w sobie. 
Pierwsze spotkania z Bogiem, zwłaszcza życie sakramentalne, przeżywa bardzo 
głęboko. 

Mając zaledwie 12 lat, Katarzyna zaczyna samodzielne życie, podejmując służbę 
u spowinowaconego z rodziną gospodarza. W wieku 24 lat podczas modlitwy w 
Koesfeld zobaczyła Chrystusa przynoszącego jej dwa wieńce: z kwiatów i z cierni. 
Od tej pory nosi dyskretną przepaskę na głowie, by ukryć ślady cierpień. W roku 
1802 wstępuje do klasztoru augustianek w Dülmen.  

Nawroty  dziwnych,  nie  do  zdiagnozowania  chorób  i  cierpień,  przeplatały  się 
obowiązkami  życia  zakonnego.  Niestety,  wskutek  polityki  religijnej  jej  klasztor 
ulega  kasacie  w  roku  1811.  Katarzyna  została  służącą  u  ks.  Lamberta,  który 
opiekował się nią i służył kierownictwem duchowym. Pod koniec grudnia 1812 
roku Anna Katarzyna otrzymuje stygmaty. 

Sensacja  zrodzona  wokół  pasyjnej  mistyczki  ściąga  liczne  pielgrzymki. 

Wśród 

odwiedzających był wybitny poeta włoskiego pochodzenia – Klemens Brentano, 
który  spisał  jej  wizje.

  Cierpień  dopełniają  wielokrotne  badania  w  miejscowym 

komisariacie prowadzone przez rzekomych naukowców, mające zdemaskować 
oszustwo. 

Umiera  dnia  9  lutego  1824  roku,  pozostawiając  zapis  świadectwa:  „Żywot  i 
bolesna Męka Pana Naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi”.
 

WIDZENIE PIEKŁA 

1. Trzy razy napadł na mnie szatan 

„Miałam okropną noc. Trzy razy napadł na mnie szatan i dokuczał mi na 

wszelkie  sposoby.  Przychodził  z  lewej  strony  łóżka.  Widziałam  jego  mroczną, 
gniewną postać – rzucał pod moim adresem straszliwe groźby. Odsuwałam go od 
siebie i modliłam się, on jednak bił mnie i rzucał mną na wszystkie strony. Jego 
ciosy były gorące i ogniste. Wreszcie oddalił się. Modliłam się i prosiłam Boga o 
pomoc.  Szatan  przyszedł  jednak  ponownie,  bił  mnie  i  szarpał.  I  tym  razem  go 
pokonałam.  Wołałam  do  Jezusa  o  pomoc  i  długo  leżałam,  cała  drżąca,  w  tej 
straszliwej udręce. Gdy zbliżał się ranek, przyszedł po raz trzeci. Tarmosił mnie 
tak, jakby chciał mnie rozszarpać na kawałki. W każdym miejscu, za które chwycił, 
słyszałam  jakby  trzask.  Miałam  przy  sobie  relikwie,  także  cząstkę  Krzyża 
Świętego.  Szatan  ustąpił.  Mój  Oblubieniec  ukazał  mi  się  i  rzekł:  «Jesteś  moją 
oblubienicą».  Wtedy  uspokoiłam  się.  Gdy  nastał  dzień,  zobaczyłam,  że  szatan 
wszystko powywracał w izbie i tak zostawił”.  

background image

*Napaści te powtarzały się również przez następne noce. Tak o tym mówiła:   

„Nieprzyjaciel  przychodził  do  mnie  w  różnych  postaciach,  szarpał  mnie  za 
ramiona  i  bez  przerwy  stawiał  niedorzeczne  zarzuty.  Często  ukazywał  się  jako 
wysoka, postawna postać, tak jakby był kimś znacznym, kimś kto ma prawo mi 
rozkazywać.  Niekiedy  lubił  stwarzać  pozory  świętości  i  wtedy  z  całą  powagą 
twierdził,  że  bardzo  źle  postąpiłam,  pomagając  pewnej  duszy  w  czyśćcu  albo 
zapobiegając  popełnieniu  jakiegoś  konkretnego  grzechu  –  tak,  jakby  to  było 
jakieś  wielkie  przestępstwo!  Niekiedy  stawał  przede  mną  z  groźną  miną.  Miał 
wtedy szeroką, straszną twarz i powykręcane członki, lżył mnie, szczypał i darł. 
Niekiedy dla odmiany przypodchlebiał mi się. Widuję go także jako małą, rudą 
istotkę, biegającą po izbie, z rożkiem na głowie, krótkimi ramionami bez łokci i 
wykręconymi do tyłu stopami”.  

2. Piekło  

Anna Katarzyna miała kiedyś takie oto widzenie piekła:  

„Gdy  pewnego  razu  z  powodu  niedoli,  której  zaznawałam  ze  wszystkich 

stron,  a  także  w  następstwie  doznawanej  udręki  i  przeszkód,  ogarnęło  mnie 
zniechęcenie i stałam się małoduszna, wtedy zaczęłam wzdychać do Boga, żeby 
mi dał choć jeden dzień spokojny, gdyż żyję jak w piekle. Wtedy mój przewodnik 
surowo  mnie  upomniał  i  powiedział:  «Żebyś  swego  stanu  już  nigdy  nie 
przyrównywała  do  piekła,  pokażę  ci  je».  Poprowadził  mnie  na  północ,  w  tę 
stronę,  gdzie  ziemia  opada  stromo.  Najpierw  wspięliśmy  się  daleko  od  ziemi. 
Prowadzono  mnie  cały  czas  na  północ,  bardzo  stromym  stokiem,  oblodzoną 
pustynną  ścieżką,  aż  doszliśmy  do  jakiejś  straszliwej  krainy.  Cała  ta  droga 
przedstawiała się tak, jakbyśmy poruszali się w wyższych rejonach wokół ziemi i 
miałam  uczucie  schodzenia  w  dół,  po  stromej,  północnej  stronie  ziemi.  Droga 
była pusta, ciemna i lodowata, a w miarę zbliżania się do piekła coraz bardziej 
stroma.  Kiedy  przybyłam  do  tego  straszliwego  miejsca,  zdawało  mi  się,  że 
dotarłam  do jakiegoś położonego  niżej  świata. Gdy wracam myślą do tego, co 
ujrzałam, jeszcze teraz drżę na całym ciele. W przybliżeniu było to tak, jakbym 
unosiła  się  nad  ziemią.  Widziałam  wszystko  w  wielkiej  skali:  tu  czarna  plama, 
dalej żar ognia, gęsty dym, noc. Na krańcach pola widzenia wszędzie była noc. 
Gdy znaleźliśmy się bliżej, ujrzałam, że jest to kraina niekończącej się męczarni”.  

*Obszerniejsza jest następująca wizja. Anna Katarzyna Emmerich miała ją wtedy, 
gdy  ukazano  jej  w  widzeniu,  jak  najświętsza  dusza  Jezusa  bezpośrednio  po 
odłączeniu się od ciała zstąpiła do Otchłani. Tak o tym opowiedziała:  

„Wreszcie zobaczyłam Go (Pana Jezusa), jak z całą powagą zbliżał się do samego 

jądra Otchłani, do piekieł. Ukazało mi się ono w postaci ogromnej, straszliwej, 
czarnej, świecącej metalicznym blaskiem budowli, do której wchodziło się przez 

background image

niesamowite, budzące lęk czarne bramy, zaopatrzone w rygle i zamki. Rozległ się 
ryk i krzyki przerażenia, bramy rozwarły się i ukazał się potworny, mroczny świat.  

Mieszkania  błogosławionych  oglądam  zazwyczaj  w  postaci  niebieskiego 

Jeruzalem.  Widzę  miasto  oraz  –  odpowiednio  do  niezliczonych  uwarunkowań 
szczęśliwości – najrozmaitsze zamki i ogrody, pełne cudnych owoców i różnego 
rodzaju  kwiatów.  Także  tutaj  widziałam  wszystko  jako  jeden  świat,  w  którym 
znajdowały  się  budowle,  pomieszczenia  i  puste  pola.  Wszystko  to  było  jednak 
zrodzonym  z  męczarni  i  udręki  przeciwieństwem  szczęśliwości.  Jak  w  miejscu 
pobytu  błogosławionych  wszystko  jest  podporządkowane  wprowadzaniu 
pokoju,  harmonii  i  zadowolenia,  tak  tutaj  wszystko  stanowi  wyraz  wiecznego 
gniewu, podziałów i rozpaczy. Jak w niebie znajdują się niewyobrażalnie piękne, 
przejrzyste  budowle  radości  i  uwielbienia,  tak  tutaj  są  rozmaite  niezliczone 
ciemne więzienia i jaskinie męki, przekleństwa i rozpaczy. Tam – najcudniejsze 
ogrody pełne Boskich, orzeźwiających owoców,  tutaj – najobrzydliwsze pustynie 
i  bagniska  pełne  męczarni  i  udręki  oraz  wszystkiego,  co  może  budzić  odrazę, 
wstręt i przerażenie. Widziałam świątynie, ołtarze, zamki, trony, ogrody, morza i 
rzeki  –  nie  takie  jak  w  niebie,  gdzie  wszystko  pełne  jest  błogosławieństwa, 
miłości,  zgody,  radości  i  szczęścia  –  lecz  powstałe  z  przekleństwa,  nienawiści, 
ohydy,  rozpaczy,  zamieszania,  męki  i  katuszy.  Tutaj  rozdzierające,  wieczne 
podziały  potępionych,  tam  błogosławiona  wspólnota  świętych.  Znajdowały  się 
tutaj  wszelkie  korzenie  przewrotności  i  fałszu,  z  których  wyrastały  niezliczone 
objawy bólu i udręki oraz ich dzieła. Nic nie było tu zgodne z prawdą i dobrem, 
żadna  inna  myśl  nie  przywracała  spokoju,  poza  tą  jedną:  sprawiedliwość  Boża 
dosięga  każdego  i  wymierza  mu  karę,  na  którą  zasłużył  sobie  przez  swe 
przewinienia,  gdyż  wszystkie  straszne  rzeczy,  które  się  tu  ukazują  i  dzieją, 
stanowią samą istotę i kształt zła zdemaskowanego grzechu, węża zwracającego 
się  przeciwko  tym,  którzy  wyhodowali  go  na  własnej  piersi.  Widziałam  tam 
budzącą lęk budowlę z kolumnami, w której wszystko było nastawione na sianie 
grozy,  tak  jak  w  królestwie  Bożym  wszystko  ukierunkowane  jest  na  pokój  i 
spoczynek.  Ogólnie  to  wszystko  dałoby  się  może  zrozumieć,  jednak  w 
szczegółach jest to po prostu niewyrażalne.  

Gdy aniołowie otwarli bramy Piekieł, moim oczom ukazał się widok sprzeciwu, 

przekleństwa,  obelgi,  wycia  i  skarg.  Poszczególni  aniołowie  zrzucali  w  otchłań 
całe gromady złych duchów. 

Wszyscy musieli uznać Jezusa i oddać Mu pokłon, 

co dla nich było najstraszniejszą torturą. Wielu z nich związano ze sobą w taki 
sposób, że tworzyli jeden zamknięty krąg, w którym byli uwięzieni. 

W środku ziała 

czarna otchłań. Zrzucono w nią związanego Lucyfera.

 Wokół niego kotłowały się 

nocne  ciemności.  Wszystko  to  działo  się  zgodnie  z  ustanowionymi  prawami. 
Słyszałam, że Lucyfer – jeśli się nie mylę – zostanie na pewien czas uwolniony, 50 
lub 60 lat przed rokiem 2000 po Chrystusie. Nie pamiętam już wielu pozostałych 

background image

danych liczbowych. Niektóre złe duchy miały być wypuszczone wcześniej, ażeby 
karały  i  kusiły  ludzi.  Wydaje  mi  się,  że  uwolnienie  jednych  miało  nastąpić  w 
naszych czasach, a innych nieco później.  

3. Na ziemi toczył się wielki spór 

„Ponownie ujrzałam kościół św. Piotra z jego wysoką kopułą. Stał na niej 

Michał – jaśniejący, odziany w krwawoczerwoną szatę i trzymający w ręku wielką 
chorągiew. Na ziemi toczył się wielki spór. Zieloni i niebiescy walczyli z białymi. 
Biali  mieli  nad  sobą  wielki,  ognisty  miecz  i  wydawało  się,  że  ponoszą  klęskę. 
Żadna ze stron nie wiedziała jednak, dlaczego walczy. Kościół był, podobnie jak 
anioł, cały krwawoczerwony. Powiedziano mi: «Zostanie wybielony we krwi». W 
miarę jak przedłużała się walka, kościół coraz wyraźniej tracił barwę krwi i stawał 
się  coraz  jaśniejszy.  Anioł  tymczasem  zstąpił  na  ziemię  i  podszedł  do  białych. 
Wiele razy widziałam go stojącego przed całymi gromadami ludzi. Nagle nabrali 
oni  niezwykłej  odwagi,  nie  wiedząc  nawet  dlaczego.  Anioł  rozbijał  szeregi 
wrogów, którzy rzucili się do ucieczki we wszystkie strony. Ognisty miecz, który 
wisiał nad białymi, teraz znikł. Gdy toczyła się walka, nieustannie na ich stronę 
przebiegali całymi gromadami nieprzyjaciele, niekiedy nawet w wielkiej liczbie. 
Nad  terenem  tej  walki  ukazywały  się  również  zastępy  świętych,  którzy  dawali 
znaki rękoma i coś pokazywali; każdy czynił to na swój sposób, wszyscy jednak w 
jednym duchu.  

Gdy  anioł  zszedł  z  dachu  katedry,  ujrzałam  nad  nim  wielki,  świecący  Krzyż,  na 

którym  wisiał  Zbawiciel.  Z  Jego  ran  rozchodziły  się  na  cały  świat  jasne  wiązki 
promieni.  Rany były  czerwone  i wyglądały jak świetliste bramy, w  środku były 
złociste jak słońce. Zbawiciel nie miał na głowie korony cierniowej, a z wszystkich 
ran Jego głowy tryskały promienie i rozchodziły się horyzontalnie na cały świat. 
Cienkie jak włos promienie wychodzące z Jego rąk, boku i stóp były barwy tęczy 
i biegły w kierunku wiosek, miast i domów na całym świecie. Widziałam, jak tu i 
ówdzie, blisko i daleko, padały na walczących, ogarniały dusze, które następnie 
w jednej z barw tęczy wchodziły w rany Pana. Promienie wychodzące z rany boku 
spływały  szerokim  potokiem  na  stojący  w  dole  kościół.  Cały  kościół  jarzył  się 
blaskiem tych promieni, a w potoku płynęła większa część dusz i znikała w ranach 
Pana.  

Widziałam również unoszące się na niebie czerwone, świecące serce, z którego 

jedna wiązka promieni biegła w kierunku rany boku, a druga oświecała kościół i 
wiele  leżących  obok  terenów.  Liczne  dusze  przenikały  w  te  promienie,  a 
następnie przez serce i razem z całym wiązką promieni wchodziły do boku Jezusa. 
Powiedziano mi, że tym sercem jest MARYJA. Oprócz tych promieni widziałam 
drabiny,  które  wychodziły  z  wszystkich  ran  i  pochylały  się  w  kierunku  ziemi. 
Niektóre nie dotykały jej samej. Drabiny te były najrozmaitszego kształtu, wąskie 

background image

i szerokie, z gęstymi lub rzadkimi szczeblami. Widziałam pojedyncze drabiny, ale 
też  po  kilka  razem.  Wszystkich  było  może  trzydzieści.  Odpowiednio  do  barw, 
które znajdowały się w miejscach oczyszczenia, były one ciemne, jasne, lub szare. 
Im wyżej, tym jaśniejsze się stawały. Wspinały się po nich mozolnie liczne dusze. 
Niektóre czyniły to w szybkim tempie, tak jakby w tym ciągłym wspinaniu się były 
przez  kogoś  wspomagane.  Inne  wchodziły  nieporadnie  i  opadały  na  niższe 
stopnie,  a  jeszcze  inne  spadały  na  dół,  pogrążając  się  całkowicie  w  nocnych 
ciemnościach. W zestawieniu z radosnym wtapianiem się w wiązkę promieni, to 
mozolne  wspinanie  się  było  bardzo  poruszające.  Wydawało  mi  się,  że  ci 
wspinający  się  bezustannie  i  z  czyjąś  pomocą  bardziej  upodabniają  się  do 
Kościoła,  niż  napotykający  na  przeszkody,  potykający  się,  stojący  w  miejscu, 
opuszczeni i spadający. Widziałam, że liczne spośród dusz, które ciągle jeszcze 
prowadziły walkę, obierały ścieżkę prowadzącą do Ciała Pana. Za krzyżem jednak, 
gdzieś  w  oddali  nieba,  widziałam  mnóstwo  nieustannie  przygotowywanych 
kolejnych obrazów dzieła Odkupienia, których nie potrafię wyrazić słowami. Były 
to jakby stacje drogi łaski Bożej – drogi prowadzącej przez całą historię świata, aż 
do jej wypełnienia się w Odkupieniu. Nie stałam ciągle w tym samym miejscu. 
Poruszałam  się  razem  z  promieniami  i  przez  nie,  we  wszystkich  kierunkach  i 
wszystko widziałam. Ach, widziałam coś niezmierzonego, coś, czego nie da się 
opisać!  

Gdy walka na ziemi dobiegła końca, wtedy kościół i anioł, który zaraz potem znikł, 

stały się białe i świetliste. Znikł również Krzyż, a na jego miejscu ukazała się nad 
kościołem  wysoka,  jaśniejąca  Niewiasta,  która  okrywała  go  swym  złocistym, 
promieniejącym  płaszczem.  Pod  kościołem  zobaczyła  ludzi  w  pokorze  i 
pojednaniu. Widziałam, jak biskupi i pasterze podchodzili do siebie i wymieniali 
między  sobą  książki,  a  sekty  uznawały  Kościół  po  odniesionym  przez  niego 
wspaniałym  zwycięstwie  oraz  dzięki  światłom  Objawienia,  które  oświetlały  go 
swymi promieniami. Światła te wydobywały się z krynicy promieni, o której mówi 
Jan.  Gdy  ujrzałam  to  pojednanie,  doznałam  przejmującego  wrażenia  bliskości 
królestwa Bożego. Składał się na nie blask, wyższy rodzaj życia w przyrodzie oraz 
święte poruszenie we wszystkich ludziach, podobne do tego, które pojawiło się 
w czasach bliskich narodzenia się Pana. Czułam bliskość królestwa Bożego i to z 
taką  mocą,  że  pobiegłam  naprzeciw  niego  i  nie  mogłam  się  powstrzymać  od 
głośnych  okrzyków

1

. Narodziny  Maryi  przeczuwałam już w  jej  najdawniejszych 

przodkach. Widziałam, że w oczekiwaniu na ten właśnie kwiat jej ród stawał się 
coraz  szlachetniejszy.  Widziałam  przyjście  Maryi.  Jak  to  się  stało,  tego  nie 
potrafię  wyrazić.  Podobnie  odczuwam  też  coraz  bliższą  obecność  królestwa 
Bożego. Mogę to przyrównać jedynie do tamtego przeczucia. Jego przybliżanie 

                                                 

1

 Podczas tego widzenia była to jej głośna modlitwa.  

background image

się widziałam w tęsknocie wielu pokornych, miłujących i wierzących chrześcijan 
– ta tęsknota przyciągała je.  

4. Mój przewodnik oprowadzał mnie po całej ziemi 

„Dzisiejszej nocy musiałam bez przerwy toczyć walkę i jestem kompletnie 

wyczerpana bronieniem się przed smutnymi obrazami, które mi się ukazywały. 
Mój przewodnik oprowadzał mnie po całej ziemi. Po drodze ciągle napotykaliśmy 
obszerne  jaskinie,  wydrążone  przez  moce  ciemności,  w  których  widziałam 
niezliczone  tłumy  ludzi  błąkających  się  bezładnie  i  zajętych  pracami  nocnymi. 
Wyglądało to tak, jakbym przechodziła przez wszystkie zamieszkałe miejsca na 
ziemi  i  nie  widziała  nic  innego  poza  światem  zbrodni.  Od  czasu  do  czasu 
widziałam,  jak  kolejne  tłumy  spadały  z  góry  w  te  przeniknięte  zbrodnią 
ciemności. Nie zauważyłam żadnego polepszenia.  

Widziałam w sumie więcej mężczyzn niż kobiet, dzieci prawie w ogóle tam nie 

było.  Gdy  już  nie  mogłam  wytrzymać  ogarniającego  mnie  głębokiego 
przygnębienia, mój przewodnik często wpuszczał nieco światła. Znajdowałam się 
wtedy na łące, albo w jakiejś innej pięknej okolicy, w której świeciło słońce. Nie 
było tam jednak żadnego człowieka. Potem musiałam ponownie zanurzyć się w 
ciemnościach  i  znowu  patrzeć  na  podstęp,  zaślepienie,  złośliwość,  zasadzki, 
żądzę zemsty, butę, oszustwo, zawiść, zazdrość, kłótnie, morderstwa, nierząd i 
straszną bezbożność. Ludzie ci nic przy tym nie zyskiwali, coraz większe było ich 
zaślepienie i nędza, pogrążali się w coraz gęstsze ciemności.  

Często  miałam  wrażenie,  że  całe  miasta  zbudowane  są  na  bardzo  cienkiej 

skorupie  ziemskiej  i  za  chwilę  runą  w  otchłań.  Widziałam,  jak  ich  mieszkańcy 
kopią  doły  dla  innych  i  z  lekka  tylko  je  zakrywają.  W  tej  ciemnej  nocy  nie 
widziałam żadnego dobrego człowieka, żaden też jednak nie wpadł w taki dół. 
Widziałam  wszystkich  tych  złych  ludzi  żyjących  jakby  na  wielkich,  szerokich, 
ciągnących  się  we  wszystkich  kierunkach,  ciemnych  obszarach,  i  tam  –  jak  na 
hałaśliwym targowisku –grzeszyli całymi grupami i tłumnie gdzieś ciągnęli. Jeden 
grzech zdawał się splatać z drugim. Niekiedy pogrążałam się w jeszcze głębszej 
nocy. Droga opadała stromo w dół. Jedna wielka ohyda, rozpościerająca się po 
całej  ziemi!  Widziałam  narody  wszystkich  możliwych  kolorów  i  ludzi  w 
najrozmaitszych strojach. Wszyscy byli zanurzeni w tej samej ohydzie.  

Często budziłam się ogarnięta trwogą i przerażeniem. Widziałam wtedy księżyc 

spokojnie  zaglądający  przez  okno.  Wołałam  do  Boga,  żeby  oszczędził  mi 
oglądania tych strasznych obrazów. I po chwili z powrotem pogrążałam się w te 
okropne senne marzenia i widziałam tę samą ohydę. Pewnego razu znalazłam się 
w świecie tak potwornych grzechów, że byłam przekonana, iż jestem w piekle. 

Zaczęłam głośno  jęczeć.  Wtedy mój  przewodnik powiedział: «Jestem  z tobą, a 
gdzie ja jestem, tam jeszcze daleko do piekła»

. Wtedy, z wielkim pragnieniem w 

background image

duszy,  pomyślałam  o  duszach  czyśćcowych  i  ogarnęła  mnie  tęsknota  za 
przebywaniem razem z nimi. I rzeczywiście zostałam tam przeniesiona. Miałam 
wrażenie, że jest to miejsce znajdujące się blisko ziemi. Również tam zobaczyłam 
nieprawdopodobne cierpienia. A przecież były to dusze poświęcone Bogu, które 
nie  grzeszyły.  Widziałam  tam  gryzącą  tęsknotę,  głód,  pragnienie  wybawienia. 
Wszyscy  mogli  zobaczyć,  czego  musieli  zostać  pozbawieni  i  trwać  cierpliwie  w 
oczekiwaniu  na to.  Wzruszające  było  ich cierpliwe znoszenie cierpień, uznanie 
własnych przewinień i absolutna niemożność przyjścia sobie z pomocą.  

Zobaczyłam także wszystkie ich grzechy. Dusze te w różnym stopniu pogrążone 

były w cierpieniu lub bezradności – niektóre po samą szyję, inne do piersi..., wciąż 
błagały o  pomoc.  Gdy  pomodliłam się za  nie  i obudziłam,  miałam nadzieję, że 
jestem już wolna od tych okropnych obrazów i serdecznie prosiłam o to Boga. 
Jednakże  gdy  tylko  zasnęłam,  znowu  poprowadzono  mnie  tymi  mrocznymi 
ścieżkami. Szatan wysuwał niezliczone groźby pod moim adresem i pokazywał mi 
straszne obrazy. Któregoś razu zastąpił mi drogę jakiś zuchwały diabeł i tak mi 
mniej  więcej  powiedział:  «Musisz  bezwzględnie  tu  zejść  i  wszystko  zobaczyć. 
Wtedy tam, na górze, będziesz mogła się tym pochwalić i polecić zapisanie tego». 
Odpowiedziałam mu, żeby mi dał spokój. W pewnym miejscu zdawało mi się, że 
widzę  jakieś  wielkie  miasto,  które  było  w  sposób  wyjątkowy  wypełnione 
niekończącym się złem. Pracowało nad tym wielu diabłów. Byłam przekonana, że 
w  miejscach,  gdzie  stały  ciężkie  budowle,  miasto  będzie  musiało  się  wkrótce 
zapaść. Często wydawało mi się, że Paryż musi się zapaść już teraz. Widzę pod 
nim  tak  wiele  jaskiń!  Są  jednak  inne  jednak  niż  te  w  Rzymie,  w  których 
wykonywano także roboty snycerskie.  

Zobaczyłam  wreszcie  miejscowość,  która  wydawała  mi  się  bardzo  wielka  i 

jaśniejsza. Był to jakby obraz miasta, należącego do naszej części świata. Ukazano 
mi tam straszliwe widowisko. Ujrzałam scenę krzyżowania naszego Pana Jezusa 
Chrystusa.  Cała  drżałam,  gdyż  byli  tam  wyłącznie  ludzie  z  dzisiejszych  czasów. 
Było  to  jeszcze  gorsze,  okropniejsze  torturowanie  Pana  niż  tamto  za  czasów 
Żydów. Dzięki Bogu był to tylko obraz.  

Przewodnik  mój  powiedział  mi:  «Tak  postąpiliby  z  Panem,  gdyby  jeszcze  mógł 

cierpieć». Ku swemu przerażeniu, zobaczyłam tam wielu znanych mi ludzi, nawet 
kapłanów. Ku temu miejscu prowadziły liczne linie i żyły ciemności. Zobaczyłam 
także swoich prześladowców, a także to, co uczyniliby ze mną, gdyby mieli nade 
mną władzę. Próbowaliby zmusić mnie torturami do potwierdzenia kłamstwami 
ich fałszywych twierdzeń”.  

Na wspomnienie tej straszliwej wizji serce biło jej konwulsyjnie i nie można było 

w żaden sposób nakłonić jej do opowiedzenia całości. Na koniec dodała tylko:  

background image

„Przewodnik  mój  powiedział:  «Teraz  zobaczyłaś  całą  ohydę  zaślepienia  i 

ciemności ludzi. 

Nie narzekaj już na swój los, módl się tylko. Dla ciebie los jest 

bardzo łaskawy

».”  

5. Ukazano mi dar kapłaństwa 

Widziałam wszystkie grzechy, widziałam przygotowania i wzorce przyszłej 

rzeczywistości,  które  odpowiednio  do  swego  rodzaju  były  tak  samo  obrazem 
Bożych  mocy,  jak  człowiek  był  obrazem  samego  Boga.  Pokazano  mi  więc 
wszystko, od Abrahama do Mojżesza i od Mojżesza do proroków – a zawsze z 
odniesieniem  do  najbliższej  nam  rzeczywistości  i  jako  jej  symbole.  Pouczono 
mnie na przykład, dlaczego kapłani już nie pomagają ludziom i nie leczą ich oraz 
dlaczego  im  się  to  zupełnie  nie  udaje,  albo  też  powoduje  odmienne  skutki. 
Ukazano mi ów dar kapłaństwa udzielany prorokom i przyczynę jego charakteru. 
Widziałam  na  przykład,  jak  Elizeusz  dał  Gechaziemu  swą  laskę

2

  i  kazał  mu  ją 

położyć na zmarłym dziecku Szunemitki. W lasce tej ukryta była duchowa moc i 
posłannictwo  Elizeusza.  Stanowiła  ona  jego  ramię  lub  przedłużenie  ramienia. 
Widziałam w niej wzorzec laski biskupów, berła królów i ich władzy. Proroków 
niesie  niejako  wiara,  łącząca  ich  w  pewnym  sensie  z  posyłającym,  a  przede 
wszystkim  odłączająca  od  pozostałych  zwykłych  ludzi.  Gechazi  nie  miał  jednak 
wystarczająco  mocnej  wiary,  dlatego  matka  była  przekonana,  że  pomoc  może 
otrzymać jedynie od Elizeusza. Między otrzymaną od Boga mocą Elizeusza, a jego 
laską  znalazło  się  jednak  powątpiewanie,  mające  źródło  we  własnych 
ciemnościach człowieka i dlatego laska nie przywróciła chłopcu życia. Zobaczyłam 
potem,  jak  Elizeusz  rozciągnął  się  na  chłopcu,  przyłożył  swe  usta  do  jego  ust, 
dłonie do jego dłoni, piersi do jego piersi i modlił się, żeby dusza chłopca wróciła 
do jego ciała. Otrzymałam również wyjaśnienie tego sposobu uzdrawiania oraz 
jego  symbolikę  i  związek  ze  śmiercią  Jezusa.  Przez  wiarę  i  mocą  daru  Bożego 
napełniającego  Elizeusza,  zostały  temu  człowiekowi  otwarte  wszystkie  bramy 
łaski  i  pojednania,  które  po  grzechu  Adama  pozostawały  zamknięte  –  głowa, 
piersi,  ręce  i  stopy.  Położył  się  on  jak  żywy,  symboliczny  krzyż  na  martwym, 
zamkniętym krzyżu dziecka i wtedy – mocą wiary i modlitwy proroka – w chłopcu 
popłynęło  życie  i  odzyskał  zdrowie.  Pokutował  on  i  zadośćczynił  za  grzechy 
rodziców,  popełniane  przez  nich  głową,  sercem,  rękami  i  nogami.  W  całej  tej 
historii  widziałam  ukazaną  przez  znaki  rzeczywistość,  to  jest  śmierć  Jezusa  na 
Krzyżu i Jego rany, oraz mającą tu miejsce harmonię i podobieństwo. Poczynając 
od  śmierci  Jezusa  na  Krzyżu,  w  kapłaństwie  Jego  Kościoła  widziałam  pełną 
realizację tego daru przywracania życia i uzdrawiania. Jeśli w Nim żyjemy i razem 
z Nim jesteśmy ukrzyżowani, wtedy otwarte są dla nas bramy łaski Jego świętych 
ran. Wiele myślałam o nakładaniu rąk, a także o skuteczności błogosławieństw i 
oddziaływania ręki na odległość i zostało mi to wyjaśnione na przykładzie laski 
Elizeusza. Przyczyna rzadkiego dzisiaj uzdrawiania i udzielania błogosławieństw 

background image

przez  kapłanów  została  mi  ukazana  z  pomocą  przykładu,  posługującego  się 
symboliką, na której oparte są wszystkie tego rodzaju działania. Widziałam trzech 
malarzy, którzy odciskali figurki w wosku. Jeden z nich miał piękny, biały wosk i 
sam  był  człowiekiem  bardzo  rozsądnym  i  zaradnym,  głowę  miał  jednak  pełną 
siebie  samego,  brakowało  mu  natomiast  obrazu  Chrystusa,  nigdzie  nie  było  w 
nim Jego  obrazu.  Drugi miał blady wosk, a  sam był leniwy i  pyszałkowaty; ten 
także niczego nie potrafił dobrze zrobić. Trzeci był nieudolny i taka też była jego 
praca.  Pracował  jednak  gorliwie  i  z  całą  prostotą,  posługując  się  całkowicie 
żółtym,  pospolitym  woskiem.  Mimo  to  jednak  jego  praca  była  bardzo  dobra, 
dobry był też, z wyjątkiem może pewnej twardości rysów, wykonany przez niego 
wizerunek. Widziałam też kapłanów, którzy wspaniale przemawiali, chełpili się 
mądrością tego świata, niczego jednak nie dokonywali. Inni natomiast – szczyty 
prostoty  i  ubóstwa  –  stanowili  przykład  mocy  kapłaństwa,  nadal  działającej  w 
błogosławieństwach  i  uzdrawianiu  duszy.  We  wszystkich  swych  widzeniach 
miałam wrażenie, że jestem w domu weselnym lub szkole, gdzie mój Oblubieniec 
pokazywał mi, jak cierpiał od swego Wcielenia aż do śmierci, podejmując pokutę 
zadośćuczynienia. Wszystko to oglądałam w obrazach z Jego życia. Zobaczyłam 
także,  jak  z  pomocą  modlitwy  i  ofiarowania  własnych  cierpień  za  inne  dusze, 
które w swym życiu niczym się nie wykazały, można je jeszcze w godzinie śmierci 
doprowadzić do nawrócenia i uratować.  

Widziałam  również,  że  apostołowie  zostali  posłani  do  większości  krain  ziemi, 

ażeby wszędzie złamać potęgę szatana i zanieść błogosławieństwo, a tereny, na 
których działali, były najbardziej zatrute przez Nieprzyjaciela. 

Jednakże Jezus – 

przez  swe  doskonałe  zadośćuczynienie  –  kapłanom,  którzy  otrzymali  i  nadal 
otrzymują Ducha Świętego, dał wielką moc i zawsze będzie jej udzielał. Ukazano 
mi,  że  na  ów  dar  uwalniania  rozmaitych  obszarów  ziemi  spod  władzy  szatana 
przez  moc  i  błogosławieństwo  kapłańskie  wskazują  słowa 

„Wy  jesteście  solą 

świata”

, dlatego właśnie woda święcona zawiera nieco soli. Fakt, że owe kraje 

nie  wytrwały  w  chrześcijaństwie  i  teraz  leżą  odłogiem,  także  uważałam  za 
przejaw  mądrej  przezorności.  Zostały  pobłogosławione  z  myślą  o  przyszłości. 
Teraz  leżą  odłogiem,  ażeby  kiedyś  –  na  nowo  obsiane  –  przynosiły  wspaniałe 
owoce, gdy inne krainy ponownie opustoszeją.  

6. Ukazano mi burzenie kościoła  

Zobaczyłam złych ludzi z tajnej sekty żydowskiej Masonerii podkopującej 

nieustannie św. Kościół. 

Zobaczyłam blisko nich obrzydliwą Bestię, która wyszła 

z morza. Miała ogon jak u ryby, pazury jak u lwa i liczne głowy, które otaczały jak 
korona  jej  największą  głowę.  Miała  pysk  szeroki  i  czerwony.  Była  w  cętki  jak 
tygrys  i  okazywała  wielką  zażyłość  wobec  burzących.  Kładła  się  często  pośród 
nich, gdy pracowali. Oni zaś często wchodzili do pieczary, w której czasami się 

background image

chowała. W tym czasie widziałam tu i tam na całym świecie wielu ludzi dobrych i 
pobożnych  przede  wszystkim  duchownych  znieważanych,  więzionych  i 
uciskanych i miałam wrażenie, że któregoś dnia staną się męczennikami.  

Kościół  był  już  w  dużej  mierze  zburzony,  tak  że  pozostawało  jeszcze  tylko 
prezbiterium z ołtarzem. 

Ujrzałam burzących, jak weszli do niego razem z bestią. 

Wchodząc do Kościoła z bestią burzyciele napotkali tam potężną niewiastę pełną 
majestatu.  Zdawało  się,  że  spodziewała  się  dziecka,  szła  bowiem  powoli. 
Nieprzyjaciół  ogarnęło  przerażenie  na  jej  widok,  a  bestia  nie  mogła  postąpić 
nawet  o  jeden  krok.  Wyciągnęła  w  powietrzu  najbardziej  wściekłą  szyję  w 
kierunku  tej  niewiasty,  jak  gdyby  chciała  ją  pożreć.  Lecz  Ona  się  odwróciła  i 
upadła  na  twarz. 

Zobaczyłam  wtedy  bestię  uciekającą  w  kierunku  morza,  a 

nieprzyjaciele z masonerii żydowskiej biegli w wielkim nieładzie i popłochu.  

Zobaczyłam  Kościół  św.  Piotra  i  ogromną  ilość  ludzi  pracującą  by  go  zburzyć. 
Ujrzałam też innych naprawiających go. Linia podziału pomiędzy wykonującymi 
tę dwojaką pracę ciągnęła się przez cały świat. Dziwiła mnie równoczesność tego, 
co  się  dokonywało. 

Burzyciele  Ci  odrywali  wielkie  kawały  (budowli).  Byli  to  w 

szczególności zwolennicy sekt w wielkiej liczbie, a z nimi – odstępcy. 

Ludzie Ci, 

wykonując swą niszczycielską pracę, wydawali się postępować według pewnych 
wskazań  i  jakiejś  zasady.  Nosili  białe  fartuchy,  obszyte  niebieską  wstążką  i 
przyozdobione  kieszeniami  z  kielniami  przyczepionymi  do  pasa.  Mieli  szaty 
wszelkiego  rodzaju. 

Byli  pomiędzy  nimi  ludzie  dostojni,  wielcy  i  potężni  w 

mundurach i z krzyżami, którzy jednak nie przykładali sami ręki do dzieła, lecz 
kielnią oznaczali na murach miejsca, które trzeba było zniszczyć. Z przerażeniem 
ujrzałam wśród nich także katolickich kapłanów. 

Zburzono już całą wewnętrzną 

część  Kościoła.  Stało  tam  jeszcze  tylko  prezbiterium  z  Najświętszym 
Sakramentem  Ołtarza. 

Kościół  świętego  Piotra  był  zniszczony,  z  wyjątkiem 

prezbiterium i głównego ołtarza. 

Znowu miałam wizję tajnej sekty podkopującej 

ze  wszystkich  stron  Kościół  św.  Piotra.  Pracowali  oni  przy  pomocy  różnego 
rodzaju narzędzi i biegali to tu, to tam, unosząc ze sobą kamienie, które z niego 
oderwali. Musieli jedynie pozostawić ołtarz. Nie mogli go wynieść. Zobaczyłam, 
jak sprofanowano i skradziono obraz Maryi. Poskarżyłam się Papieżowi. Pytałam 
go, jak może tolerować, że jest tylu kapłanów wśród burzących. 

Widziałam przy 

tej okazji, dlaczego Kościół Święty został wzniesiony w Rzymie. To dlatego, że tam 
jest centrum świata i że wszystkie narody są z nim na różne sposoby związane.

 

Ujrzałam,  jak  stawało  się  oziębłe  duchowieństwo  i  zapadała  wielka  ciemność. 
Widok  rozszerzył  się  i  wtedy  zobaczyłam  wszędzie  wspólnoty  katolickie 
prześladowane,  dręczone,  uciskane  i  pozbawione  wolności.  Widziałam  wiele 
zamkniętych kościołów. Ujrzałam wojny i rozlew krwi. 

Wszędzie widać było lud 

dziki, nieuczony, walczący przemocą z chrześcijanami.

 To iście nie trwało długo.