tytuł: "Ksi
ąŜę
Ahmed i wró
Ŝ
ka Peri Banu"
Z cyklu: "Ba
ś
ni 1001 nocy"
W dawnych czasach gin
ą
cych w pomroce wieków
Ŝ
ył sobie w Hindustanie pewien
sułtan. Miał on trzech synów. Najstarszy nazywał si
ę
ksi
ąŜę
Hussein,
ś
redni -
ksi
ąŜę
Ali, a najmłodszy - ksi
ąŜę
Ahmed. Miał ów sułtan równie
Ŝ
bratanic
ę
, która
zwała si
ę
Nur en-Nahar, a była córk
ą
najmłodszego z sułta
ń
skich braci, który był
wcze
ś
niej umarł, powierzaj
ą
c opiek
ę
nad swoj
ą
jedynaczk
ą
jej stryjowi sułtanowi.
Sułtan zaj
ą
ł si
ę
z wielk
ą
troskliwo
ś
ci
ą
jej wychowaniem i nie szcz
ę
dził trudów,
aby dziewczynka umocniła si
ę
w sztuce czytania i pisania, szycia i haftu,
ś
piewu
i kunsztownej gry na ró
Ŝ
nych instrumentach, które daj
ą
nam rozkosz i sprawiaj
ą
rado
ść
. Ksi
ęŜ
niczka ta górowała urod
ą
i wdzi
ę
kiem oraz rozumem i m
ą
dro
ś
ci
ą
nad
wszystkimi dziewcz
ę
tami owych czasów we wszystkich krainach
ś
wiata. Wzrastała
ona wraz z młodymi ksi
ąŜę
tami, a jej kuzynami, w szcz
ęś
ciu i beztrosce.
Spo
Ŝ
ywali razem posiłki, razem bawili si
ę
i sypiali w jednej komnacie. Sułtan
postanowił,
Ŝ
e kiedy ksi
ęŜ
niczka dojdzie do swoich lat, wyda j
ą
za którego
ś
z
s
ą
siednich monarchów. Kiedy wszak
Ŝ
e Nur en-Nahar wyrosła z lat dziecinnych,
sułtan zmiarkował,
Ŝ
e wszyscy trzej młodzi ksi
ąŜę
ta pałaj
ą
gor
ą
c
ą
miło
ś
ci
ą
do
niej i
Ŝ
e ka
Ŝ
dy z nich t
ę
skni i pragnie pozyska
ć
jej serce i r
ę
k
ę
. Sułtan był
tym gł
ę
boko zatroskany i tak mówił do siebie: "Gdybym wydał ksi
ęŜ
niczk
ę
Nur en-
Nahar za jednego z jej kuzynów, to dwaj pozostali byliby niezadowoleni i sarkali
na moje postanowienie. Serce me jednak nie zniesie widoku moich synów
pogr
ąŜ
onych w smutku i rozczarowaniu. Je
ś
li wszak
Ŝ
e oddałbym jej r
ę
k
ę
komu
ś
obcemu, to wszystkich trzech młodych ksi
ąŜą
t, a moich rodzonych synów,
przygniotłyby smutek i ci
ęŜ
ka zgryzota. Ba, kto wie, czy nie odebraliby sobie
Ŝ
ycia lub nie skazali si
ę
na dobrowolne wygnanie do jakiej
ś
dalekiej i obcej
krainy? To ci
ęŜ
ka sprawa i brzemienna w wiele niebezpiecze
ń
stw. Tote
Ŝ
godzi si
ę
mnie, jako ich ojcu, tak post
ą
pi
ć
, aby je
ś
li który
ś
z nich otrzyma j
ą
za
Ŝ
on
ę
,
dwaj pozostali nie gniewali si
ę
na
ń
za to". Długo rozwa
Ŝ
ał sułtan w ojcowskim
sercu t
ę
spraw
ę
i w ko
ń
cu wymy
ś
lił takie rozwi
ą
zanie: kazał wszystkim trzem
młodym ksi
ąŜę
tom stawi
ć
si
ę
przed swoje oblicze i tak do nich powiedział: -
Synaczkowie mili, wszystkich was trzech miłuj
ę
jednakowo. Ka
Ŝ
dego równie mocno
jak dwóch pozostałych. Przeto nie mog
ę
Ŝ
adnego z was wyró
Ŝ
ni
ć
, daj
ą
c mu za
Ŝ
on
ę
ksi
ęŜ
niczk
ę
Nur en-Nahar, a nie jest w mojej mocy odda
ć
jej r
ę
k
ę
wszystkim trzem
naraz. Wymy
ś
liłem wi
ę
c sposób, aby jeden z was mógł jej r
ę
k
ę
otrzyma
ć
, a jego
bracia nie czuli si
ę
ura
Ŝ
eni i nie mieli powodu do zawi
ś
ci. Oby wasza wzajemna
miło
ść
i przyja
źń
pozostały nienaruszone i
Ŝ
aden nie zazdro
ś
cił szcz
ęś
cia
drugiemu. Krótko mówi
ą
c, plan mój jest nast
ę
puj
ą
cy: Wybierzcie si
ę
w drog
ę
i
niech ka
Ŝ
dy z osobna jedzie do jakiego
ś
dalekiego kraju. Ka
Ŝ
dy z was ma mi
przywie
źć
stamt
ą
d najcudowniejszy i najosobliwszy przedmiot ze wszystkich, jakie
podczas swej podró
Ŝ
y zobaczy. A ten, który powróci z najrzadszym skarbem,
zostanie m
ęŜ
em ksi
ęŜ
niczki Nur en-Nahar. Przysta
ń
cie na to, co wam radz
ę
! Ile
pieni
ę
dzy za
ś
b
ę
dziecie potrzebowali na koszty podró
Ŝ
y i nabycie owych
osobliwych i jedynych w swoim rodzaju przedmiotów, tyle we
ź
cie sobie z mego
sułta
ń
skiego skarbca! Trzej młodzi ksi
ąŜę
ta, którzy byli woli swego rodzica
zawsze posłuszni, przystali jednogło
ś
nie na ojcowskie postanowienie. Ka
Ŝ
dy z
nich czuł si
ę
zadowolony i był pełen ufno
ś
ci,
Ŝ
e to on wła
ś
nie przywiezie
sułtanowi ów najcudowniejszy podarek, za który otrzyma r
ę
k
ę
pi
ę
knej ksi
ęŜ
niczki.
Sułtan rozkazał wypłaci
ć
ka
Ŝ
demu z nich tyle pieni
ę
dzy, ile za
Ŝą
dał, bez
ograniczenia i obrachunku, a potem tak do nich powiedział: - Szykujcie si
ę
bez
zwłoki, wahania i namysłu i ruszajcie w drog
ę
pod opiek
ą
Miło
ś
ciwego Allacha.
Niebawem trzej młodzi ksi
ąŜę
ta przyszykowali si
ę
do podró
Ŝ
y. Zakupili wszystko,
co im było potrzeba, przebrali si
ę
za w
ę
drownych kupców, dosiedli rumaków
najczystszej krwi i wyjechali, ka
Ŝ
dy otoczony swoj
ą
ś
wit
ą
, wspólnie z
sułta
ń
skiego pałacu. Przez kilka dni jechali tym samym go
ś
ci
ń
cem, a
Ŝ
dotarli do
miejsca, gdzie drogi rozchodziły si
ę
w trzech kierunkach. Tam zajechali do
karawanseraju i spo
Ŝ
yli wspóln
ą
wieczerz
ę
. Potem umówili si
ę
i ustalili mi
ę
dzy
sob
ą
,
Ŝ
e od tej chwili przestan
ą
podró
Ŝ
owa
ć
razem, ale skoro
ś
wit ka
Ŝ
dy wyruszy
w swoj
ą
drog
ę
. Ka
Ŝ
dy miał obra
ć
inny kierunek i odwiedzi
ć
inn
ą
odległ
ą
krain
ę
.
Przy tym uzgodnili,
Ŝ
e podró
Ŝ
owa
ć
b
ę
d
ą
tylko przez jeden rok, a potem, je
ś
li
b
ę
d
ą
jeszcze w
ś
ród
Ŝ
ywych, spotkaj
ą
si
ę
wszyscy trzej znów w tym
Ŝ
e
karawanseraju, aby stamt
ą
d wspólnie do ich ojca sułtana powróci
ć
. Poza tym
postanowili jeszcze,
Ŝ
e pierwszy, który do owego karawanseraju dotrze, czeka
ć
b
ę
dzie na nast
ę
pnego, a potem obaj pozostan
ą
tam tak długo, a
Ŝ
trzeci
przyb
ę
dzie. Po omówieniu tego wszystkiego w krótkiej i zgodnej naradzie, bracia
udali si
ę
na spoczynek. Kiedy za
ś
brzask rozja
ś
nił niebo, u
ś
cisn
ę
li si
ę
na
po
Ŝ
egnanie. Po czym dosiedli rumaków i odjechali, ka
Ŝ
dy w swoj
ą
stron
ę
.
Najstarszy brat, ksi
ąŜę
Hussein, słyszał nieraz o cudach indyjskiej krainy
Biszangarh i od dłu
Ŝ
szego ju
Ŝ
czasu zamierzał j
ą
zwiedzi
ć
. Dlatego wybrał drog
ę
,
która tam prowadziła, przył
ą
czaj
ą
c si
ę
do karawany, zmierzaj
ą
cej do tego kraju.
Wraz z ni
ą
podró
Ŝ
ował długo przez morza i l
ą
dy, przemierzył dalekie obszary,
odludne pustkowia i kamienne pustynie, nieprzebyte d
Ŝ
ungle i urodzajne okolice z
uprawnymi polami i ludnymi osadami, zielonymi ogrodami i bogatymi miastami.
Podró
Ŝ
uj
ą
c tak przez trzy długie miesi
ą
ce dotarł wreszcie do krainy Biszangarh,
która była tak rozległa i której granice tak daleko si
ę
gały,
Ŝ
e rz
ą
dzona była
przez wielu królów. Ksi
ąŜę
Hussein zatrzymał si
ę
w karawanseraju przeznaczonym
dla kupców z dalekich stron. Usłyszał od ludzi, którzy tam przebywali,
Ŝ
e w
stolicy kraju jest wielki bazar, na którym mo
Ŝ
na naby
ć
i sprzeda
ć
wszelkiego
rodzaju osobliwo
ś
ci i cudowne przedmioty. Nast
ę
pnego dnia wi
ę
c udał si
ę
ksi
ąŜę
Hussein na ten bazar, a skoro go ujrzał, stan
ą
ł jak wryty i dziwował si
ę
wielce
jego długo
ś
ci i szeroko
ś
ci. Albowiem bazar dzielił si
ę
na wiele ulic, a
wszystkie były przesklepione tak,
Ŝ
e
ś
wiatło dochodziło jedynie przez okienka w
górze. Kramy po obu stronach ulic były zbudowane wszystkie według wzoru i
nieomal tej samej wielko
ś
ci, a przed ka
Ŝ
dym sklepem rozpi
ę
ty był parasol z
płótna
Ŝ
aglowego, który chronił od słonecznego blasku i dawał chłodny cie
ń
. W
sklepach tych były najró
Ŝ
niejszego rodzaju towary uło
Ŝ
one w długie szeregi. Były
tam bele indyjskiej przezroczystej gazy, lniane tkaniny najdelikatniejszego
wyrobu, jednolicie białe lub farbowane i zdobne w barwne podobizny zwierz
ą
t,
drzew i kwiatów, tak precyzyjnie odrobione,
Ŝ
e wygl
ą
dały jak
Ŝ
ywe. Były tam
równie
Ŝ
materie jedwabne, ci
ęŜ
kie brokaty i najdelikatniejsze atłasy z Persji i
Egiptu w niesko
ń
czonej wprost ilo
ś
ci. A w sklepach z porcelan
ą
stały glazurowane
naczynia najosobliwszych kształtów. Nie brakowało te
Ŝ
sklepów, w których mo
Ŝ
na
było naby
ć
wspaniałe makaty i tysi
ą
ce dywanów i kobierców. Ksi
ąŜę
Hussein
przechodził ze sklepu do sklepu i nie posiadał si
ę
z zachwytu nad wszystkimi
tymi cudownymi rzeczami, o których nawet nigdy nie
ś
nił. W ko
ń
cu przyszedł do
ulicy złotników i tam ujrzał drogie kamienie i klejnoty, naczynia z
Ŝ
ółtego
złota i białego srebra, błyszcz
ą
ce od olbrzymich diamentów, krwawych rubinów,
zielonych szmaragdów i matowych pereł oraz innych kosztownych kamieni, które
wszystkie l
ś
niły i iskrzyły si
ę
, tak
Ŝ
e sklepy o
ś
wietlone były ich przedziwnym
blaskiem. Tedy ksi
ąŜę
tak do siebie powiedział: "Je
ś
li na jednej jedynej ulicy
mo
Ŝ
na znale
źć
tyle skarbów, to chyba nie wie nikt poza Allachem, jakie bogactwa
kry
ć
si
ę
musz
ą
w całym tym mie
ś
cie?" Nie mniej dziwował si
ę
widz
ą
c mał
Ŝ
onki
kapłanów przystrojone z nadmiernym przepychem najpi
ę
kniejszymi klejnotami i od
stóp do głów spowite w najkosztowniejsze szaty. Nawet ich słudzy i słu
Ŝ
ebnice
mieli złote naszyjniki, bransolety i klamry wysadzane drogimi kamieniami. W
jednej z ulic bazaru za
ś
stali wzdłu
Ŝ
ś
cian sprzedawcy kwiatów, gdy
Ŝ
cały
tamtejszy naród zarówno z wy
Ŝ
szych, jak i z ni
Ŝ
szych kast nosił wie
ń
ce i ozdoby
z kwiecia. Jedni trzymali nar
ę
cza kwiatów w r
ę
ku, inni zdobili głowy wie
ń
cami, a
jeszcze inni mieli zwisaj
ą
ce girlandy na szyi. Cała ulica wygl
ą
dała jak jeden
barwny dywan kwietny. Nawet kupcy przyozdobili swoje kramy wonnym kwieciem, a
powietrze ci
ęŜ
kie było od dusznego aromatu. Ksi
ąŜę
Hussein przechadzaj
ą
c si
ę
tam
i z powrotem w ko
ń
cu si
ę
zm
ę
czył i ch
ę
tnie by usiadł, aby troch
ę
odpocz
ąć
.
Zauwa
Ŝ
ył to jeden z kupców i poprosił go przyja
ź
nie i dwornie, aby raczył
spocz
ąć
w jego sklepie. Przybysz wypowiedział zgodne z obyczajem powitanie i
usiadł. Wkrótce potem zauwa
Ŝ
ył przechodz
ą
cego machlerza*, który niósł dywan
kwadratowy, po cztery łokcie z ka
Ŝ
dej strony, i zach
ę
cał do kupna, wołaj
ą
c: -
Dywan na sprzeda
Ŝ
! Ale kto zdoła zapłaci
ć
mi jego warto
ść
? Albowiem kosztuje on
trzydzie
ś
ci tysi
ę
cy złotych monet! Ksi
ąŜę
Hussein zdziwił si
ę
wielce słysz
ą
c tak
wysok
ą
cen
ę
. Skin
ą
ł na machlerza i obejrzawszy dokładnie dywan powiedział: -
Dywany takie, jak ten, sprzedaje si
ę
zazwyczaj za kilka srebrników! Có
Ŝ
wi
ę
c za
szczególn
ą
zalet
ę
ma twój dywan,
Ŝ
e
Ŝą
dasz za niego tak wielkiej sumy, bo a
Ŝ
trzydzie
ś
ci tysi
ę
cy złotych monet? Machlerz my
ś
lał,
Ŝ
e ksi
ąŜę
Hussein jest
kupcem, który dopiero przybył do krainy Biszangarh i dlatego tak mu
odpowiedział: - Czcigodny panie, czy my
ś
lisz,
Ŝ
e wyznaczyłem za ten dywan zbyt
wygórowan
ą
cen
ę
? Mój pan, a wła
ś
ciciel tego dywanu, nie pozwolił mi sprzeda
ć
go
taniej ni
Ŝ
za czterdzie
ś
ci tysi
ę
cy złotych monet! A ksi
ąŜę
Hussein na to: -
Dywan ten musi posiada
ć
jak
ąś
cudown
ą
zalet
ę
, je
ś
li
Ŝą
dasz za niego tak
olbrzymiej kwoty! - Zaiste, efendi - odparł machlerz. - Zalety dywanu s
ą
jedyne
w swoim rodzaju i wprost cudowne. Kto bowiem na ten dywan si
ą
dzie i w my
ś
li
wyrazi
Ŝ
yczenie, aby dywan uniósł go w powietrze i przeniósł na jakie
ś
inne
miejsce, ten w jednej chwili znajdzie si
ę
tam, niezale
Ŝ
nie od tego, czy miejsce
to le
Ŝ
y blisko, czy jest oddalone o wiele dni drogi i trudne do osi
ą
gni
ę
cia. -
Skoro ksi
ąŜę
Hussein słowa te usłyszał, tak sam do siebie powiedział: "Zaiste
nie mog
ę
mojemu ojcu sułtanowi przywie
źć
rzadszego i cudowniejszego podarunku z
podró
Ŝ
y jak ten oto dywan i nic nie sprawi mu wi
ę
kszej przyjemno
ś
ci i nie
wzbudzi u niego wi
ę
kszego zachwytu. Niech Allach b
ę
dzie pochwalony! Cel mojej
podró
Ŝ
y został osi
ą
gni
ę
ty i dzi
ę
ki temu, je
ś
li Allach tylko pozwoli, najgor
ę
tsze
moje pragnienie zostanie spełnione! Je
ś
li co
ś
ma by
ć
wiecznym
ź
ródłem rado
ś
ci
dla mego ojca, to ten dywanu. Pomy
ś
lawszy tak, ksi
ąŜę
Hussein postanowił
lataj
ą
cy dywan zakupi
ć
i zwrócił si
ę
do machlerza tymi słowy: - Je
ś
li dywan ten
rzeczywi
ś
cie posiada ow
ą
moc, o której mówisz, cena jego nie jest w samej rzeczy
za wysoka. Jestem gotów wypłaci
ć
ci
Ŝą
dan
ą
sum
ę
. A sprzedawca dywanu na to: -
Je
ś
li moim słowom nie ufasz, to, prosz
ę
ci
ę
, wypróbuj ich prawd
ę
i zb
ą
d
ź
si
ę
swej podejrzliwo
ś
ci! Usi
ą
d
ź
na tym dywanie, a zgodnie z twym
Ŝ
yczeniem i wol
ą
uniesie ci
ę
on do karawanseraju, w którym si
ę
zatrzymałe
ś
. W ten sposób upewnisz
si
ę
,
Ŝ
e słowa moje odpowiadaj
ą
prawdzie. I dopiero kiedy przekonasz si
ę
o ich
rzetelno
ś
ci, zapłacisz mi
Ŝą
dan
ą
sum
ę
. Dopiero tam i dopiero wtedy, nie
wcze
ś
niej! Powiedziawszy to, ów człowiek rozło
Ŝ
ył dywan na ziemi za sklepem,
poprosił ksi
ę
cia Husseina, aby usiadł na nim, a sam zaj
ą
ł miejsce obok niego, po
czym na
Ŝ
yczenie ksi
ę
cia Husseina dywan zaniósł obu do karawanseraju, zupełnie
jak gdyby to był lataj
ą
cy tron króla Salomona. I cieszył si
ę
najstarszy z trzech
braci bardzo w my
ś
lach swoich,
Ŝ
e posiadł tak osobliw
ą
rzecz, jakiej nie mógłby
spotka
ć
w
Ŝ
adnym kraju, nawet na królewskich dworach. Serce i dusza jego
weseliły si
ę
i radowały z tego,
Ŝ
e był przyjechał do krainy Biszangarh i znalazł
tam taki dziw nad dziwy. Zapłacił przeto nawet czterdzie
ś
ci tysi
ę
cy złotych
monet za dywan i obdarował machlerza jeszcze dwudziestoma tysi
ą
cami na dokładk
ę
.
I nieustannie powtarzał sobie,
Ŝ
e skoro tylko sułtan ujrzy ten dywan, odda mu
r
ę
k
ę
ksi
ęŜ
niczki Nur en-Nahar. Bo wydawało mu si
ę
rzecz
ą
całkiem niemo
Ŝ
liw
ą
, aby
który
ś
z jego braci, cho
ć
by nawet objechał cały
ś
wiat wszerz i wzdłu
Ŝ
, mógł
znale
źć
tak drogocenny skarb, by go mo
Ŝ
na było do tego dywanu przyrówna
ć
. Miał
ochot
ę
od razu si
ąść
na lataj
ą
cy dywan i polecie
ć
na nim do ojczyzny lub
przynajmniej czeka
ć
na braci w karawanseraju, w którym si
ę
po
Ŝ
egnali daj
ą
c sobie
solennie zaprzysi
ęŜ
on
ą
obietnic
ę
, i
Ŝ
spotkaj
ą
si
ę
tam znowu po roku. Ale wkrótce
przyszło mu na my
ś
l,
Ŝ
e okres czasu, który musiałby tam sp
ę
dzi
ć
na czekaniu,
mógłby mu si
ę
bardzo dłu
Ŝ
y
ć
, i mógłby ulec pokusie i uczyni
ć
jaki
ś
przedwczesny
krok. Dlatego postanowił pozosta
ć
na razie w krainie, której króla i mieszka
ń
ców
chciał ju
Ŝ
od dawna pozna
ć
. Postanowił wi
ę
c sp
ę
dzi
ć
ten czas na zwiedzaniu kraju
Biszangarh i robieniu wycieczek do s
ą
siaduj
ą
cych krain. Pozostał tedy ksi
ąŜę
Hussein przez kilka miesi
ę
cy w krainie Biszangarh. Władca tego kraju miał
zwyczaj raz w tygodniu sprawowa
ć
s
ą
dy, aby wysłuchiwa
ć
skarg i rozstrzyga
ć
zawiłe sprawy, dotycz
ą
ce obcych kupców. W ten sposób ksi
ąŜę
Hussein miał mo
Ŝ
no
ść
widzie
ć
wiele razy tamtejszego króla, cho
ć
nigdy nikomu nie opowiedział o sobie.
Poniewa
Ŝ
jednak ksi
ąŜę
miał urodziwe oblicze i wdzi
ę
czny chód, dworne obej
ś
cie,
a przy tym odwag
ę
i sił
ę
, rozum, przezorno
ść
i dowcip, wkrótce naród tamtejszy
powa
Ŝ
ał go wi
ę
cej ni
Ŝ
własnego władc
ę
, nie mówi
ą
c ju
Ŝ
o kupcach, rzekomych jego
towarzyszach. Z czasem ksi
ąŜę
Hussein stał si
ę
na dworze królewskim wielce
lubiany i miał sposobno
ść
dowiedzie
ć
si
ę
z ust samego władcy, jak wielkie jest
jego pa
ń
stwo i pot
ę
ga i jak rozległa jego kraina. Zwiedził równie
Ŝ
ksi
ąŜę
Hussein najsławniejsze
ś
wi
ą
tynie owego kraju. Pierwsza
ś
wi
ą
tynia, któr
ą
widział,
była cała z miedzi i mosi
ą
dzu najkunsztowniej obrobionego. W wewn
ę
trznej
czworok
ą
tnej niszy, mierz
ą
cej po trzy łokcie z ka
Ŝ
dej strony, stał złoty pos
ą
g
bo
Ŝ
ka, wielko
ś
ci
ą
i postaci
ą
równy m
ęŜ
owi najcudowniejszej urody. A robota tego
pos
ą
gu była tak kunsztowna,
Ŝ
e oblicze jego zdawało si
ę
spogl
ą
da
ć
dwojgiem oczu
z olbrzymich rubinów bezcennej warto
ś
ci na ka
Ŝ
dego zwiedzaj
ą
cego, gdzie by nie
stan
ą
ł. Nast
ę
pnie obejrzał ksi
ąŜę
ś
wi
ą
tyni
ę
pełn
ą
bo
Ŝ
ków, która nie ust
ę
powała
pi
ę
knem i osobliwo
ś
ci
ą
pierwszej. Była ona zbudowana po
ś
rodku wsi na placu
wynosz
ą
cym mniej wi
ę
cej pół morgi, na którym kwitły przecudne ró
Ŝ
e, ja
ś
miny,
bazylie* i wiele innych słodko pachn
ą
cych ro
ś
lin, których wonnym aromatem
nasycone było całe powietrze. Wokoło dziedzi
ń
ca
ś
wi
ą
tyni biegł mur na trzy stopy
wysoki, tak
Ŝ
e nie mogło zabł
ą
ka
ć
si
ę
tam
Ŝ
adne zwierz
ę
. A po
ś
rodku znajdował
si
ę
na wysoko
ś
ci wzrostu człowieka taras, cały z białego marmuru i alabastru.
Ka
Ŝ
da płyta była tak umiej
ę
tnie ociosana i tak dokładnie dopasowana,
Ŝ
e cała
olbrzymia posadzka tarasu wygl
ą
dała, jak gdyby zrobiona była z jednej tafli.
Ś
wi
ą
tynia stała na tarasie uwie
ń
czona kopuł
ą
wznosz
ą
c
ą
si
ę
na jakie
ś
pi
ęć
dziesi
ą
t łokci i widoczn
ą
z odległo
ś
ci wielu mil. Długo
ść
gmachu wynosiła
trzydzie
ś
ci łokci, a szeroko
ść
dwadzie
ś
cia, a płyty z czerwonego marmuru,
którymi
ś
wi
ą
tynia była obło
Ŝ
ona, były gładko wypolerowane, niczym zwierciadło,
tak
Ŝ
e ka
Ŝ
dy przedmiot odbijał si
ę
w nich w swej naturalnej postaci. Kopuła była
kunsztownie rze
ź
biona i od zewn
ę
trznej strony pokryta bogatym ornamentem.
Wewn
ą
trz za
ś
ustawione według rangi i godno
ś
ci stały nieprzeliczone rz
ę
dy
pos
ą
gów poga
ń
skich bo
Ŝ
ków. Do tej naj
ś
wi
ę
tszej ze
ś
wi
ą
ty
ń
napływały od rana do
wieczora tysi
ą
ce kapłanów, tysi
ą
ce m
ęŜ
czyzn i niewiast, aby odprawia
ć
codzienne
nabo
Ŝ
e
ń
stwo. Czekały tam na nich nie tylko obrz
ę
dy, ale równie
Ŝ
zabawy i
przyjemno
ś
ci. Jedni ucztowali, inni pl
ą
sali, jedni
ś
piewali, inni przygrywali
wesoło i rado
ś
nie na przeró
Ŝ
nych instrumentach, a tu i tam odbywały si
ę
huczne
zabawy i uczty. Tutaj gromadziły si
ę
te
Ŝ
o ka
Ŝ
dej porze roku nieprzeliczone
tłumy pielgrzymów z dalekich krajów, aby wypełni
ć
swoje
ś
luby i odprawi
ć
modły.
Wszyscy oni przynosili z sob
ą
złote i srebrne monety oraz rzadkie i kosztowne
dary, które w obecno
ś
ci królewskich urz
ę
dników składali w ofierze. Poza tym
ksi
ąŜę
Hussein miał sposobno
ść
widzie
ć
uroczyste pochody, które w stolicy
Biszangarh odbywały si
ę
tylko raz do roku. Gromadzili si
ę
tam dzier
Ŝ
awcy, wielcy
i mali, i obchodzili w procesji wszystkie
ś
wi
ą
tynie, zwłaszcza jedn
ą
, która pod
wzgl
ę
dem wielko
ś
ci i przepychu górowała nad wszystkimi. Sławni uczeni odbywali
podró
Ŝ
e trwaj
ą
ce cztery i pi
ęć
miesi
ę
cy, aby spotka
ć
si
ę
ze sob
ą
podczas
uroczysto
ś
ci
ś
wi
ą
tecznych. Ze wszystkich okolic Hindustanu lud odbywał
pielgrzymki tak tłumnie,
Ŝ
e ksi
ąŜę
Hussein nie posiadał si
ę
na ten widok ze
zdumienia. A poniewa
Ŝ
nieprzeliczone tłumy ludzi tłoczyły si
ę
wokoło
ś
wi
ą
ty
ń
,
nie udało mu si
ę
nawet dojrze
ć
, w jaki sposób oddaje si
ę
cze
ść
tamtejszym
bóstwom. Po jednej stronie znajduj
ą
cego si
ę
w pobli
Ŝ
u ogromnego placu stał nowo
wzniesiony gmach o pot
ęŜ
nych rozmiarach i urz
ą
dzony z wyj
ą
tkowym przepychem.
Miał dziewi
ęć
pi
ę
ter i opierał si
ę
na mocnej podbudowie czterdziestu filarów.
Tam zbierał król co tydzie
ń
swoich wezyrów, aby rozs
ą
dza
ć
sprawy wszystkich
obcych przybyszów. Wn
ę
trze pałacu było bogato przyozdobione i zaopatrzone w
kosztowny sprz
ę
t. Od zewn
ą
trz mury były pokryte malowidłami przedstawiaj
ą
cymi
tamtejsze widoki oraz sceny z dalekich krajów. Prócz tego były tam wizerunki
najrozmaitszych ptaków, a nawet komarów i much. Były one z takim kunsztem i tak
zr
ę
czn
ą
r
ę
k
ą
odtworzone,
Ŝ
e wygl
ą
dały jak
Ŝ
ywe, a lud wiejski, widz
ą
c z daleka
wizerunki lwów, tygrysów i innych drapie
Ŝ
nych bestii, dr
Ŝ
ał ze strachu i
przera
Ŝ
enia. Po drugiej stronie placu znajdowały si
ę
drewniane pawilony. Były
one od wewn
ą
trz i od zewn
ą
trz pi
ę
knie zbudowane i bogato malowane podobnie jak
ów gmach, o którym uprzednio
ś
my wspominali. A przy tym był tak przemy
ś
lnie
urz
ą
dzone,
Ŝ
e mo
Ŝ
na je było wraz ze wszystkimi znajduj
ą
cymi si
ę
w nich lud
ź
mi
obraca
ć
i przesuwa
ć
wsz
ę
dzie, gdzie si
ę
tylko komu podobało. I tak przesuwano te
pot
ęŜ
ne budowle z pomoc
ą
przedziwnych maccin tam i z powrotem,
Ŝ
eby znajduj
ą
cy
si
ę
wewn
ą
trz ludzie mogli po kolei przygl
ą
da
ć
si
ę
najrozmaitszym zabawom i
widowiskom. Po pozostałych stronach owego placu stały rz
ę
dy słoni. Było ich
chyba ponad tysi
ą
c. Ich tr
ą
by, uszy i zady były pomalowane cynobrem* i
przyozdobione przeró
Ŝ
nymi wymy
ś
lnymi rysunkami. Miały bogate czapraki ze złotego
brokatu, a na grzbietach baldachimy haftowane srebrn
ą
nici
ą
. Pod baldachimami
siedzieli grajkowie i przygrywali na przeró
Ŝ
nych instrumentach, wesołkowie
bawili zebrany tłum krotochwil
ą
, a kuglarze pokazywali ró
Ŝ
ne przedziwne sztuki.
Ze wszystkich wszak
Ŝ
e osobliwo
ś
ci, jakie ksi
ąŜę
Hussein widział, najbardziej
podobała mu si
ę
parada słoni, wywołuj
ą
ca najwi
ę
ksze jego zdumienie. Był tam
jeden pot
ęŜ
ny sło
ń
, którego mo
Ŝ
na było tu i tam przewozi
ć
, gdzie tylko jego
kornakom* si
ę
spodobało, poniewa
Ŝ
nogi olbrzyma spoczywały na platformie
poruszaj
ą
cej si
ę
na rolkach. Sło
ń
trzymał w tr
ą
bie flet, na którym tak pi
ę
knie
przygrywał,
Ŝ
e cały zgromadzony lud zachwycał si
ę
i nie
Ŝ
ałował mu oklasków. Był
tam jeszcze drugi sło
ń
o wiele mniejszy od tamtego, który hu
ś
tał si
ę
na długiej
belce, obci
ąŜ
onej z drugiego kra
ń
ca, w takt gło
ś
no graj
ą
cej kapeli, przy czym
równie
Ŝ
i sam ów sło
ń
gło
ś
no tr
ą
bił. Przygl
ą
daj
ą
cy si
ę
za
ś
temu ludzie byli
przewo
Ŝ
eni z miejsca na miejsce wokoło owego hu
ś
taj
ą
cego si
ę
słonia. Takie
widowiska z uczonymi słoniami odbywały si
ę
przewa
Ŝ
nie w obecno
ś
ci samego króla.
Ksi
ąŜę
Hussein sp
ę
dził prawie cały rok na przygl
ą
daniu si
ę
wszelkim
osobliwo
ś
ciom na bazarach i podczas uroczystych
ś
wi
ą
t w kraju Biszangarh. Skoro
wszak
Ŝ
e nastała pora, na któr
ą
był si
ę
umówił z bra
ć
mi, rozło
Ŝ
ył swój lataj
ą
cy
dywan na dziedzi
ń
cu za karawanserajem, w którym mieszkał, wzi
ą
ł ze sob
ą
swoj
ą
ś
wit
ę
, rumaki i wszystko, co ze sob
ą
przywiózł, usiadł na dywanie i w duchu
wyraził
Ŝ
yczenie,
Ŝ
e chce przenie
ść
si
ę
do owego karawanseraju, w którym miał
si
ę
spotka
ć
z bra
ć
mi. Gdy tylko wymówił w my
ś
li
Ŝ
yczenie, dywan natychmiast si
ę
uniósł w powietrze, przemkn
ą
ł i szumem przez cał
ą
odległo
ść
i zaniósł ksi
ę
cia
Husseina wraz z jego
ś
wit
ą
i wszystkim, co ze sob
ą
miał, na miejsce
przeznaczenia. Tam ksi
ąŜę
, ci
ą
gle jeszcze nie zdejmuj
ą
c szat kupca, w które si
ę
był przebrał, zatrzymał si
ę
, aby czeka
ć
na swoich braci. Posłuchajmy teraz, co
prze
Ŝ
ył ksi
ąŜę
Ali, starszy z pozostałych dwóch braci ksi
ę
cia Husseina. I on
równie
Ŝ
trzeciego dnia po po
Ŝ
egnaniu z bra
ć
mi przył
ą
czył si
ę
do karawany, ale
poci
ą
gn
ą
ł z ni
ą
do Persji. Kiedy po trwaj
ą
cej cztery miesi
ą
ce podró
Ŝ
y dotarł do
Szirazu, stolicy ira
ń
skiego kraju, zajechał tam ze swymi towarzyszami, z którymi
si
ę
bardzo zaprzyja
ź
nił, do pewnego karawanseraju. Zamieszkał razem z nimi,
podaj
ą
c si
ę
za jubilera. Na drugi dzie
ń
kupcy poszli kupowa
ć
i sprzedawa
ć
towary. Ksi
ąŜę
Ali za
ś
, który nic ze sob
ą
nie przywiózł, co by mo
Ŝ
na było
sprzeda
ć
, lecz jedynie rzeczy potrzebne mu dla własnego u
Ŝ
ytku, zdj
ą
ł
niezwłocznie szat
ę
podró
Ŝ
n
ą
i wraz z jednym z towarzyszy udał si
ę
na główny
bazar, który nazywał si
ę
Bazistan, czyli Targ Sukienników. Ksi
ąŜę
Ali
przechadzał si
ę
po bazarze zbudowanym z cegieł. Wokoło były kramy pod
sklepieniami wspartymi na pi
ę
knych kolumienkach. Ksi
ąŜę
dziwował si
ę
bardzo
widz
ą
c wspaniałe sklepy, w których le
Ŝ
ały wystawione na sprzeda
Ŝ
przeró
Ŝ
ne
wyroby z niebywale drogocennego materiału. Zdumiony pytał sam siebie, jak
Ŝ
e
Ŝ
bogate musi by
ć
całe miasto, je
ś
li tylko na jednej ulicy zgromadzone s
ą
takie
skarby. I oto gdy machlerze przechodzili tam i z powrotem wykrzykuj
ą
c nazwy
towarów, które mieli na sprzeda
Ŝ
, ksi
ąŜę
Ali ujrzał mi
ę
dzy nimi jednego
trzymaj
ą
cego w r
ę
ku rurk
ę
z ko
ś
ci słoniowej długo
ś
ci łokcia. Sprzedaj
ą
cy
Ŝą
dał
za ni
ą
trzydziestu tysi
ę
cy złotych monet. Skoro ksi
ąŜę
Ali usłyszał t
ę
cen
ę
,
pomy
ś
lał sobie w duchu: "Człek ten zapewne oszalał,
Ŝ
e
Ŝą
da tak wielkiej ceny za
tak lichy przedmiot!" Potem za
ś
zapytał jednego z wła
ś
cicieli sklepów, z którym
był si
ę
zaznajomił: - Przyjacielu, czy człowiek ów jest szale
ń
cem,
Ŝ
e
Ŝą
da sumy
trzydziestu tysi
ę
cy złotych monet za rurk
ę
z ko
ś
ci słoniowej? Przecie
Ŝ
tylko
głupiec mógłby mu da
ć
tak wysok
ą
cen
ę
za tak marny przedmiot. - Czcigodny panie
- odparł wła
ś
ciciel sklepu - ten machlerz jest m
ą
drzejszy i rozumniejszy ni
Ŝ
wszyscy inni ludzie jego zawodu. Z jego pomoc
ą
rozprzedałem ju
Ŝ
towary warte
tysi
ą
ce złotych monet. A
Ŝ
do dnia wczorajszego był jeszcze przy całkiem zdrowych
zmysłach. Atoli dzisiaj nie wiem, czy utracił rozum, czy te
Ŝ
nie. W ka
Ŝ
dym razie
mo
Ŝ
emy spróbowa
ć
przekona
ć
si
ę
o tym. Usi
ą
d
ź
tu i poczekaj w moim sklepie, a
Ŝ
b
ę
dzie t
ę
dy przechodził. Ksi
ąŜę
Ali usiadł na wskazanym miejscu i niebawem
ujrzał zbli
Ŝ
aj
ą
cego si
ę
machlerza. Wła
ś
ciciel sklepu zatrzymał go i tak do niego
powiada: - Człowieku, ta mała rurka musi mie
ć
jak
ąś
osobliw
ą
moc. Wszyscy ludzie
bowiem słysz
ą
pełni zdumienia,
Ŝ
e
Ŝą
dasz za ni
ą
tak wysokiej ceny. Ten oto
dostojny go
ść
my
ś
li nawet,
Ŝ
e
ś
postradał zmysły. Machlerz, człowiek rozs
ą
dny,
nie pogniewał si
ę
wcale za te słowa i powiedział uprzejmie: - Efendi, nie
w
ą
tpi
ę
,
Ŝ
e musisz mnie uwa
Ŝ
a
ć
za szale
ń
ca, poniewa
Ŝ
Ŝą
dam tak wysokiej zapłaty i
ceni
ę
tak drogo ten niewielki przedmiot, ale je
ś
li poka
Ŝę
ci jego zalety i sił
ę
,
ch
ę
tnie zakupisz go za t
ę
wła
ś
nie cen
ę
. Powiedziawszy to, machlerz wr
ę
czył
ksi
ę
ciu Alemu rurk
ę
dodaj
ą
c: - Przyjrzyj si
ę
dokładnie tej rurce! Zaraz wyja
ś
ni
ę
ci jej szczególne wła
ś
ciwo
ś
ci. Na obu ko
ń
cach ma wprawione szkło. Otó
Ŝ
kiedy
jeden koniec przyło
Ŝ
ysz do oka, b
ę
dziesz mógł zobaczy
ć
wszystko, czego tylko
zapragniesz. I b
ę
dzie ci si
ę
wydawało,
Ŝ
e jest blisko, cho
ć
by było od ciebie
odległe o kilkaset mil. Ksi
ąŜę
Ali na to: - Przechodzi to ludzki rozum. Nie mog
ę
w to uwierzy
ć
, zanim sam nie wypróbuj
ę
i nie przekonam si
ę
,
Ŝ
e wszystko tak
jest, jak powiadasz. Machlerz za
ś
odrzekł: - Wszystko, co zapragniesz ujrze
ć
,
poka
Ŝ
e ci ta rurka ze słoniowej ko
ś
ci, je
ś
li spojrzysz przez ni
ą
. Tedy ksi
ąŜę
Ali, nie wyjawiaj
ą
c wszak
Ŝ
e tego machlerzowi, zapragn
ą
ł zobaczy
ć
swego ojca i
skoro tylko przytkn
ą
ł rurk
ę
do oka, ujrzał go, jak zdrów i wesół siedzi na
tronie i sprawuje s
ą
dy nad poddanymi. Potem, pełen t
ę
sknoty, zapragn
ą
ł ujrze
ć
swoj
ą
ukochan
ą
ksi
ęŜ
niczk
ę
Nur en-Nahar i od razu zobaczył j
ą
, jak zdrowa i
pogodna siedzi na otomanie, gaw
ę
dz
ą
c i
ś
miej
ą
c si
ę
beztrosko, a gromada
słu
Ŝ
ebnic stoi dookoła, czekaj
ą
c na jej rozkazy. Ksi
ąŜę
nie posiadał si
ę
ze
zdumienia ujrzawszy to osobliwe i cudowne zjawisko. I tak do siebie powiedział:
"Gdybym nawet przemierzył cał
ą
ziemi
ę
, podró
Ŝ
uj
ą
c przez dziesi
ęć
lat lub jeszcze
wi
ę
cej po najdalszych jej kra
ń
cach i zakamarkach nigdzie nie znajd
ę
tak dziwnego
i drogocennego przedmiotu jak ta rurka z ko
ś
ci słoniowej". Po czym powiedział do
machlerza: - Zaiste, zalety tej rurki s
ą
tego rodzaju, jak mi je opisałe
ś
.
Przeto ch
ę
tnie zapłac
ę
ci trzydzie
ś
ci tysi
ę
cy złotych monet, jako słuszn
ą
i
sprawiedliw
ą
cen
ę
. - Efendi - odparł machlerz - mój pan poprzysi
ą
gł,
Ŝ
e nie
odst
ą
pi jej poni
Ŝ
ej czterdziestu tysi
ę
cy złotych monet. Ksi
ąŜę
Ali uznawszy,
Ŝ
e
machlerz jest rzetelnym i uczciwym człowiekiem, wypłacił mu czterdzie
ś
ci tysi
ę
cy
złotych monet i stał si
ę
wła
ś
cicielem teleskopu, w błogim przekonaniu,
Ŝ
e
ucieszy nim swego ojca i pozyska r
ę
k
ę
ksi
ęŜ
niczki Nur en-Nahar. I tak ksi
ąŜę
Ali
pod
ąŜ
ył pełen rado
ś
ci poprzez Sziraz i dalej drogami prowadz
ą
cymi przez krain
ę
Persów. Wreszcie kiedy rok ju
Ŝ
nieomal min
ą
ł, doł
ą
czył si
ę
do karawany i
wracaj
ą
c do Hindustanu dotarł w dobrym zdrowiu i nastroju do umówionego
karawanseraju, gdzie ksi
ąŜę
Hussein przybył ju
Ŝ
przed nim na swym dywanie. Tam
obaj bracia j
ę
li czeka
ć
na szcz
ęś
liwy powrót trzeciego. Oto dzieje dwóch
starszych braci. Posłuchajmy teraz, co przytrafiło si
ę
najmłodszemu ksi
ę
ciu
Ahmedowi: To, co przydarzyło mu si
ę
, było bowiem najdziwniejsze i najosobliwsze.
Kiedy po
Ŝ
egnał si
ę
ze swoimi bra
ć
mi, obrał drog
ę
wiod
ą
c
ą
do Samarkandy. Po
długiej podró
Ŝ
y przybył do tego miasta i podobnie jak jego bracia zatrzymał si
ę
w tamtejszym karawanseraju. Nazajutrz wyruszył, aby obejrze
ć
bazar, który
nazywano tam Bazistan, czyli Targ Sukienników, i przekonał si
ę
,
Ŝ
e wszystko było
pi
ę
knie urz
ą
dzone. Sklepy były kunsztownie zbudowane i zaopatrzone w rzadko
spotykane tkaniny, ró
Ŝ
ne warto
ś
ciowe przedmioty oraz inne drogocenne towary.
Przechadzaj
ą
c si
ę
tam i z powrotem napotkał machlerza, który zachwalał jaki
ś
czarodziejski owoc wołaj
ą
c: - Kto chce naby
ć
to jabłko? Cena jego wynosi
trzydzie
ś
ci pi
ęć
tysi
ę
cy złotych monet. Wtedy ksi
ąŜę
Ahmed rzekł do owego
człowieka: - Poka
Ŝ
mi, prosz
ę
, ten owoc, który trzymasz w r
ę
ku, i obja
ś
nij mi,
jak
ą
tajemn
ą
moc posiada,
Ŝ
e
Ŝą
dasz za
ń
tak wygórowanej ceny! Machlerz
u
ś
miechn
ą
ł si
ę
, podał ksi
ę
ciu jabłko i powiedział: - Nie dziw si
ę
, efendi!
Zaprawd
ę
jestem pewien,
Ŝ
e skoro tylko wyjawi
ę
ci zalety tego jabłka i
przekonasz si
ę
, jakim dobrodziejstwem jest ono dla ludzko
ś
ci, nie uznasz mojej
ceny za zbyt wygórowan
ą
. Przeciwnie, dasz mi za to ch
ę
tnie cał
ą
gór
ę
złota,
je
ś
li takowe posiadasz. Po czym mówił dalej: - Słuchaj mnie, efendi, a opowiem
ci o czarodziejskiej mocy ukrytej w tym sztucznym jabłku. Je
ś
li człowiek cierpi
na jak
ą
kolwiek chorob
ę
, cho
ć
by nie wiem jak była ci
ęŜ
ka lub cho
ć
by nawet był ju
Ŝ
bliski
ś
mierci, a to jabłko pow
ą
cha, od razu powróci mu zdrowie. Poczuje si
ę
rze
ś
ki i uleczony od wszelkiej choroby, która go dr
ę
czyła, cho
ć
by to miała by
ć
d
Ŝ
uma czy suchoty, gor
ą
czka czy te
Ŝ
jaka
ś
inna zło
ś
liwa dolegliwo
ść
. I poczuje
si
ę
tak, jak gdyby w ogóle nie chorował. Siły powróc
ą
mu natychmiast i cho
ć
by
raz tylko pow
ą
chał ten owoc, b
ę
dzie wolny od wszelkich chorób i dolegliwo
ś
ci a
Ŝ
do ko
ń
ca swojego
Ŝ
ywota. Ale ksi
ąŜę
Ahmed zapytał: - Sk
ą
d mog
ę
by
ć
pewien,
Ŝ
e
słowa twoje odpowiadaj
ą
prawdzie? Je
ś
li rzecz tak si
ę
ma, jak mówisz, z
najwi
ę
ksz
ą
rado
ś
ci
ą
zapłac
ę
ci sum
ę
, jakiej
Ŝą
dasz. - Efendi - odparł machlerz -
wszyscy ludzie mieszkaj
ą
cy w okolicy Samarkandy wiedz
ą
dobrze,
Ŝ
e ongi
ś
przebywał w tym mie
ś
cie pewien m
ę
drzec, który posiadał przedziwn
ą
umiej
ę
tno
ść
i
który po wielu latach mozolnej pracy jabłko to sporz
ą
dził, mieszaj
ą
c
niesko
ń
czenie wielk
ą
ilo
ść
ró
Ŝ
nych lekarstw z ziół i minerałów. Aby sporz
ą
dzi
ć
je, wydał całe swoje mienie, które było poka
ź
ne. Sporz
ą
dziwszy za
ś
owo jabłko,
przywrócił za jego pomoc
ą
zdrowie tysi
ą
com chorych ludzi, daj
ą
c im owoc ten do
pow
ą
chania. Lecz niestety,
Ŝ
ycie jego znalazło nagły koniec:
ś
mier
ć
zaskoczyła
go znienacka, zanim mógł uratowa
ć
si
ę
za pomoc
ą
tego czarodziejskiego aromatu. A
poniewa
Ŝ
nie gromadził bogactw i pozostawił liczn
ą
gromadk
ę
nieletnich dzieci i
wielu domowników, wdowa nie mogła sobie inaczej poradzi
ć
, jak sprzedaj
ą
c ten
czarodziejski przedmiot, aby uzyska
ć
ś
rodki na utrzymanie domu. Gdy sprzedawca
opowiadał ksi
ę
ciu Ahmedowi o tym wszystkim, zgromadziły si
ę
dookoła wielkie
tłumy miejscowych. Jeden z nich, dobrze owemu machlerzowi znany, wyst
ą
pił
naprzód i rzecze: - Jeden z moich przyjaciół dogorywa obło
Ŝ
nie chory w domu.
Wszyscy lekarze i znachorzy zw
ą
tpili ju
Ŝ
o jego
Ŝ
yciu, przeto błagam ci
ę
, daj mu
ten owoc do pow
ą
chania, aby mój przyjaciel nie utracił
Ŝ
ywota! Skoro ksi
ąŜę
Ahmed słowa te usłyszał, zwrócił si
ę
do sprzedawcy mówi
ą
c: - Mój przyjacielu,
je
ś
li ów chory, o którym mowa, dzi
ę
ki aromatowi twojego jabłka powróci znów do
sił, kupi
ę
jabłko natychmiast za cen
ę
czterdziestu tysi
ę
cy złotych monet.
Machlerz był upowa
Ŝ
niony do sprzedania jabłka za cen
ę
trzydziestu pi
ę
ciu
tysi
ę
cy. A poniewa
Ŝ
pi
ęć
tysi
ę
cy za po
ś
rednictwo w pełni mu wystarczało, rzekł:
- Zgoda, efendi, teraz mo
Ŝ
esz wypróbowa
ć
czarodziejsk
ą
moc jabłka. Ju
Ŝ
wyleczyłem nim setki chorych. Tedy ksi
ąŜę
Ahmed poszedł wraz z owymi lud
ź
mi do
domu chorego i zastał go konaj
ą
cego na ło
Ŝ
u. Zaledwie wszak
Ŝ
e umieraj
ą
cy
pow
ą
chał czarodziejskie jabłko, od razu poczuł si
ę
zdrów i powstał z po
ś
cieli
zupełnie uleczony i w kwitn
ą
cym zdrowiu. Wówczas ksi
ąŜę
Ahmed nabył
czarodziejskie jabłko od machlerza i wypłacił mu czterdzie
ś
ci tysi
ę
cy złotych
monet. Osi
ą
gn
ą
wszy w ten sposób cel swojej podró
Ŝ
y, pomy
ś
lał od razu o tym, aby
przył
ą
czy
ć
si
ę
do karawany udaj
ą
cej si
ę
do Hindustanu i powróci
ć
do ojca. Ale na
razie postanowił sp
ę
dzi
ć
czas na zwiedzaniu osobliwo
ś
ci i dziwów Samarkandy i
okolic. Szczególnie zachwyciła go wspaniała równina, Soghd, która jest uwa
Ŝ
ana
za jeden z cudów
ś
wiata. Kraina ta niczym raj prawdziwy upajała swoim widokiem
oczy, spowita w jasn
ą
szat
ę
ze szmaragdowej zieleni i poprzecinana kryształowo
przezroczystymi strumieniami. Ogrody rodziły wszelkiego rodzaju kwiaty i owoce,
a domy i pałace swym pi
ę
knem rwały wprost oczy przybyszów. Po pewnym czasie
ksi
ąŜę
Ahmed doł
ą
czył si
ę
do karawany kupieckiej, udaj
ą
cej si
ę
do Hindustanu. Po
odbyciu długiej i mozolnej podró
Ŝ
y osi
ą
gn
ą
ł w ko
ń
cu ów karawanseraj, w którym
jego bracia, ksi
ąŜę
ta Hussein i Ali, niecierpliwie na
ń
oczekiwali. Trzej bracia
padli sobie w obj
ę
cia nie posiadaj
ą
c si
ę
z rado
ś
ci,
Ŝ
e dane im było znów si
ę
spotka
ć
. Dzi
ę
kowali Allachowi,
Ŝ
e po tak długiej i niebezpiecznej rozł
ą
ce
przywiódł ich znów do ojczyzny zdrowych i całych, rze
ś
kich i wesołych. Ksi
ąŜę
Hussein, jako najstarszy z braci, zwrócił si
ę
do pozostałych w te słowa: -
Obecnie godzi si
ę
, aby ka
Ŝ
dy z nas opowiedział, jak mu si
ę
powodziło, i
powiadomił braci, co za osobliwy przedmiot przywiózł oraz jakie czarodziejskie
moce przedmiot ten posiada. Ja, jako pierworodny, pierwszy opowiem wam o moich
prze
Ŝ
yciach. Przywo
Ŝę
z krainy Biszangarh dywan, który wygl
ą
da wprawdzie
niepozornie, ale ma tak
ą
czarodziejsk
ą
moc,
Ŝ
e kto na
ń
si
ą
dzie i w duchu wyrazi
Ŝ
yczenie odwiedzenia jakiego
ś
kraju czy miasta, natychmiast zostaje tam
przeniesiony, bez trudu i niebezpiecze
ń
stwa, cho
ć
by podró
Ŝ
ta w innych warunkach
miała trwa
ć
całe miesi
ą
ce lub nawet lata. Zapłaciłem za ten dywan czterdzie
ś
ci
tysi
ę
cy złotych monet i zwiedziwszy wszelkie osobliwo
ś
ci krainy Biszangarh
siadłem na nabyty dywan z
Ŝ
yczeniem, aby znale
źć
si
ę
w tym oto karawanseraju.
Natychmiast znalazłem si
ę
tutaj zgodnie z moim
Ŝ
yczeniem i czekałem a
Ŝ
trzy
miesi
ą
ce na wasze przybycie. Mam tutaj ten lataj
ą
cy dywan i kto chce, mo
Ŝ
e go
wypróbowa
ć
! Skoro tylko najstarszy ksi
ąŜę
opowie
ść
swoj
ą
zako
ń
czył, zabrał głos
ś
redni brat ksi
ąŜę
Ali i tak rzecze: - Kochany bracie, dywan, który przywiozłe
ś
,
jest wielk
ą
rzadko
ś
ci
ą
i moc, jak
ą
posiada, jest nadzwyczajna. Według tego, co
opowiadasz, nikt na
ś
wiecie nie widział czego
ś
, co by mo
Ŝ
na do tego dywanu
przyrówna
ć
. Powiedziawszy to, wyci
ą
gn
ą
ł wszak
Ŝ
e swój teleskop ze słoniowej ko
ś
ci
i tak mówił dalej: - Ale patrzcie, i ja równie
Ŝ
nabyłem za czterdzie
ś
ci tysi
ę
cy
złotych monet przedmiot, którego czarodziejsk
ą
sił
ę
chc
ę
wam teraz pokaza
ć
!
Widzicie t
ę
rurk
ę
z ko
ś
ci słoniowej? Za jej pomoc
ą
mo
Ŝ
na ujrze
ć
rzeczy, które
ukryte s
ą
przed wzrokiem naszym, a nawet o wiele mil od nas oddalone. Jest to
zaiste przedziwny przedmiot i wart tego, aby
ś
cie go wypróbowali. Obaj mo
Ŝ
ecie
si
ę
o tym przekona
ć
, je
ś
li tylko zechcecie. Przytknijcie oko do w
ęŜ
szego ko
ń
ca i
wypowiedzcie w my
ś
li
Ŝ
yczenie zobaczenia tego, co serce wasze najwi
ę
cej pragnie
ujrze
ć
. I wszystko jedno, czy rzecz ta znajduje si
ę
w pobli
Ŝ
u, czy jest o wiele
setek mil oddalona, ta rurka z ko
ś
ci słoniowej postawi j
ą
dokładnie widoczn
ą
tu
Ŝ
przed wasz
ą
ź
renic
ą
. Usłyszawszy te słowa, ksi
ąŜę
Hussein wzi
ą
ł czarodziejsk
ą
rurk
ę
z r
ę
ki ksi
ę
cia Alego i przytkn
ą
wszy oko do jej ko
ń
ca zgodnie z tym, co mu
powiedziano, w sercu swym zapragn
ą
ł ujrze
ć
ksi
ęŜ
niczk
ę
Nur en-Nahar. Jego obaj
bracia za
ś
przygl
ą
dali mu si
ę
ciekawi, co ksi
ąŜę
Hussein powie. Ale nagle
zauwa
Ŝ
yli,
Ŝ
e oblicze jego pobladło i zwi
ę
dło niczym przekwitły kwiat, a
podniecenie i serdeczna udr
ę
ka wycisn
ę
ły mu z oczu strumie
ń
łez. I zanim bracia
opanowali swoje zdumienie i spytali go o przyczyn
ę
jego dziwnego zachowania,
zawołał gło
ś
no: - Biada, biada, znie
ś
li
ś
my tyle trudów i kłopotów w
ę
druj
ą
c w
dalekie strony w nadziei zdobycia ksi
ęŜ
niczki Nur en-Nahar, ale wszystko było
daremne: przed chwil
ą
ujrzałem j
ą
ś
miertelnie chor
ą
, le
Ŝą
c
ą
na posłaniu, jak
gdyby miała lada chwila wyda
ć
ostatnie tchnienie. Wokoło niej stały jej
słu
Ŝ
ebnice pogr
ąŜ
one w najgł
ę
bszym smutku, płacz
ą
c i lamentuj
ą
c. O moi bracia,
je
ś
li chcecie j
ą
. ujrze
ć
po raz ostatni, to spójrzcie na po
Ŝ
egnanie przez ten
teleskop, póki ksi
ęŜ
niczka jest jeszcze przy
Ŝ
yciu! Wtedy ksi
ąŜę
Ali porwał do
r
ę
ki teleskop, spojrzał przez niego i ujrzał ksi
ęŜ
niczk
ę
w takim stanie, jaki mu
jego brat Hussein był opisał. Po czym niezwłocznie podał teleskop bratu
Ahmedowi, który równie
Ŝ
popatrzył i przekonał si
ę
,
Ŝ
e dostojna Nur en-Nahar lada
chwila wyda ostatnie tchnienie. Powiedział wi
ę
c do swoich starszych braci: -
Wszyscy trzej cierpimy t
ę
sam
ą
serdeczn
ą
m
ę
k
ę
z powodu ksi
ęŜ
niczki Nur en-Nahar
i ka
Ŝ
dy z nas
Ŝ
ywi najgł
ę
bsz
ą
nadziej
ę
,
Ŝ
e j
ą
pozyska.
ś
ycie jej ga
ś
nie w tej
oto chwili, ale ja mog
ę
j
ą
uratowa
ć
i przywróci
ć
jej zdrowie, je
ś
li natychmiast
nie zwlekaj
ą
c i nie oci
ą
gaj
ą
c si
ę
do niej po
ś
pieszymy. Z tymi słowy wyj
ą
ł z
kieszeni czarodziejskie jabłko, pokazał je braciom i zawołał: - To oto jabłko
dorównuje warto
ś
ci
ą
lataj
ą
cemu dywanowi i teleskopowi! Kupiłem je za
czterdzie
ś
ci tysi
ę
cy złotych monet w Samarkandzie. A teraz nadarza si
ę
najlepsza
sposobno
ść
jego czarodziejsk
ą
moc wykorzysta
ć
. Mówiono mi,
Ŝ
e je
ś
li chory jabłko
to pow
ą
cha, b
ę
dzie natychmiast uleczony i powróci do zdrowia, cho
ć
by był ju
Ŝ
konaj
ą
cy. Sam to ju
Ŝ
wypróbowałem, a obecnie i wy przekonacie si
ę
o jego
cudownej mocy leczniczej, kiedy u
Ŝ
yj
ę
go dla uleczenia ksi
ęŜ
niczki Nur en-Nahar.
Ale nu
Ŝ
e,
ś
pieszmy si
ę
, aby zasta
ć
j
ą
jeszcze przy
Ŝ
yciu. - Nie przedstawia to
Ŝ
adnej trudno
ś
ci! - zawołał ksi
ąŜę
Hussein. - Mój dywan w jednym mgnieniu oka
przeniesie nas do komnaty naszej ukochanej. Siadajcie zaraz razem ze mn
ą
, gdy
Ŝ
starczy na dywanie miejsca dla wszystkich trzech. Niezwłocznie znajdziemy si
ę
przy ło
Ŝ
u chorej, a nasza słu
Ŝ
ba niech wyruszy za nami. Trzej ksi
ąŜę
ta usiedli
na lataj
ą
cym dywanie, ka
Ŝ
dy z nich wymówił w duchu
Ŝ
yczenie, aby znale
źć
si
ę
u
ło
Ŝ
a ksi
ęŜ
niczki Nur en-Nahar, i w mgnieniu oka byli ju
Ŝ
w jej komnacie.
Niewolnice i słudzy, którzy chor
ą
piel
ę
gnowali, przerazili si
ę
wielce i nie
mogli si
ę
nadziwi
ć
, w jaki sposób ci obcy m
ęŜ
czy
ź
ni mogli dosta
ć
si
ę
do sypialni
ich pani. Ale, kiedy słudzy chcieli ju
Ŝ
natrze
ć
mieczami na ksi
ąŜą
t, nagle ich
poznali i usun
ę
li si
ę
, wci
ąŜ
jeszcze nie rozumiej
ą
c, w jaki sposób trzej bracia
tu si
ę
znale
ź
li. Ci za
ś
zeskoczyli z dywanu, ksi
ąŜę
Ahmed wyst
ą
pił naprzód i
podał czarodziejskie jabłko do pow
ą
chania ksi
ęŜ
niczce, która le
Ŝ
ała nieprzytomna
na posłaniu. Ale skoro tylko wchłon
ę
ła aromat jabłka, choroba j
ą
opu
ś
ciła i
natychmiast poczuła si
ę
zupełnie zdrowa. Otwarła szeroko oczy, uniosła głow
ę
z
poduszki i rozejrzała si
ę
dookoła, przygl
ą
daj
ą
c si
ę
ze zdziwieniem trzem
ksi
ąŜę
tom, którzy stali naokoło niej. Czuła si
ę
przy tym tak wypocz
ę
ta i wesoła,
jak gdyby wła
ś
nie obudziła si
ę
z pokrzepiaj
ą
cego snu. Od razu zerwała si
ę
z
ło
Ŝ
a, udała si
ę
do ubieralni i przywołała swoje słu
Ŝ
ebne, aby j
ą
przyodziały.
Dziewcz
ę
ta ubieraj
ą
c j
ą
opowiedziały,
Ŝ
e trzej ksi
ąŜę
ta, synowie jej stryja,
nagle tu si
ę
zjawili i
Ŝ
e ksi
ąŜę
Ahmed dał jej co
ś
do pow
ą
chania, co natychmiast
j
ą
uleczyło. Dokonawszy zgodnie z obyczajem obrz
ą
dku ablucji po uleczeniu,
pi
ę
kna Nur en-Nahar powróciła do ksi
ąŜą
t, okazuj
ą
c serdeczn
ą
rado
ść
z powodu ich
przybycia. Potem dzi
ę
kowała im, zwłaszcza ksi
ę
ciu Ahmedowi, za przywrócone
Ŝ
ycie
i zdrowie. Równie
Ŝ
i ksi
ąŜę
ta radowali si
ę
wielce, widz
ą
c,
Ŝ
e ksi
ęŜ
niczka Nur
en-Nahar tak szybko
ś
mierteln
ą
chorob
ę
przemogła. Wkrótce potem po
Ŝ
egnali si
ę
z
ni
ą
i odeszli, aby przywita
ć
si
ę
z ojcem sułtanem. Tymczasem słudzy donie
ś
li o
wszystkim sułtanowi. Skoro tylko młodzi ksi
ąŜę
ta stawili si
ę
przed jego oblicze,
sułtan wstał z tronu, wzi
ą
ł ich czule w obj
ę
cia i ucałował ka
Ŝ
dego w czoło,
uszcz
ęś
liwiony,
Ŝ
e ich znowu widzi oraz
Ŝ
e ksi
ęŜ
niczka, która była mu droga
niczym rodzona córka, powróciła dzi
ę
ki nim do zdrowia. Po czym trzej bracia
przynie
ś
li czarodziejskie przedmioty, które ka
Ŝ
dy z nich przywiózł ze swojej
podró
Ŝ
y. Nasamprzód ksi
ąŜę
Hussein pokazał lataj
ą
cy dywan, który dopiero co
przyniósł ich z daleka, i rzekł: - Z wygl
ą
du dywan ten nie przedstawia
Ŝ
adnej
warto
ś
ci, ale poniewa
Ŝ
posiada czarodziejsk
ą
moc, wydaje mi si
ę
,
Ŝ
e na całym
ś
wiecie nie znajdziemy nic, co by mu osobliwo
ś
ci
ą
dorównywało. Nast
ę
pnie ksi
ąŜę
Ali pokazał sułtanowi swoj
ą
lunet
ę
i tak do niego rzecze: - Czarodziejskie
zwierciadło króla D
Ŝ
amszeda, który panował w zamierzchłych czasach, jest nic
niewarte w porównaniu z t
ą
rurk
ą
, przez któr
ą
oko ludzkie mo
Ŝ
e dokładnie
rozpozna
ć
wszystko, co jest na Wschodzie i na Zachodzie oraz co znajduje si
ę
na
Północy i na Południu. Jako ostatni, ksi
ąŜę
Ahmed wyci
ą
gn
ą
ł czarodziejskie
jabłko, które w przedziwny sposób ocaliło bezcenny
Ŝ
ywot ksi
ęŜ
niczki Nur en-
Nahar, i tak powiada: - Z pomoc
ą
tego owocu mo
Ŝ
na natychmiast wyleczy
ć
wszelkie
choroby i najci
ęŜ
sze cierpienia. Przy czym ka
Ŝ
dy z braci, wr
ę
czaj
ą
c swój dar
sułtanowi, dodawał: - Ojcze i panie, przyjmij te dary, które ci kornie wr
ę
czamy,
i wypróbuj oraz wybierz, który z nich jest najbardziej warto
ś
ciowy i osobliwy. A
potem, zgodnie z twoj
ą
obietnic
ą
, niech ten spomi
ę
dzy nas, na którego padnie
twój wybór, po
ś
lubi ksi
ęŜ
niczk
ę
Nur en-Nahar. Sułtan wysłuchawszy z uwag
ą
ich
wypowiedzi i zmiarkowawszy,
Ŝ
e ka
Ŝ
dy z darów wydatnie przyczynił si
ę
do
ozdrowienia jego ukochanej bratanicy, zatopił si
ę
na chwil
ę
w morzu my
ś
li. Potem
za
ś
tak
ą
dał odpowied
ź
: - Je
ś
libym przyznał pierwsze
ń
stwo ksi
ę
ciu Ahmedowi,
którego czarodziejskie jabłko uleczyło ksi
ęŜ
niczk
ę
, post
ą
piłbym niesprawiedliwie
wobec obu pozostałych ksi
ąŜą
t. Je
ś
li nawet zdobyty przez niego przedmiot wybawił
j
ą
ze
ś
miertelnej choroby i przywrócił do
Ŝ
ycia i zdrowia, to powiedzcie
Ŝ
mi,
jak ksi
ąŜę
Ahmed mógłby dowiedzie
ć
si
ę
o jej chorobie bez teleskopu ksi
ę
cia
Alego? A bez lataj
ą
cego dywanu ksi
ę
cia Husseina, który was przyniósł tutaj,
czarodziejskie jabłko równie
Ŝ
na nic by si
ę
zdało. Dlatego rozstrzygni
ę
cie moje
brzmi: Wszyscy trzej macie równy udział, a co za tym idzie, i równ
ą
zasług
ę
w
wyleczeniu ksi
ęŜ
niczki. Nie byłoby bowiem mo
Ŝ
liwe ocali
ć
jej
Ŝ
ycia, gdyby brakło
cho
ć
jednego z tych trzech czarodziejskich przedmiotów. Poza tym wszystkie trzy
s
ą
równie rzadkie i cudowne i
Ŝ
aden nie góruje nad pozostałymi, przeto nie mam
prawa przyzna
ć
pierwsze
ń
stwa lub przewagi któremu
ś
z was. Przyrzekłem,
Ŝ
e
ksi
ęŜ
niczk
ę
Nur en-Nahar wydam za tego z was, który przywiezie mi najrzadsz
ą
osobliwo
ść
. Ale cho
ć
brzmi to dziwnie, niemniej prawd
ą
jest,
Ŝ
e wszystkie one,
je
ś
li chodzi o ich najbardziej istotn
ą
wła
ś
ciwo
ść
, s
ą
sobie równe. Dlatego
trudno
ść
wyboru istnieje nadal i zagadnienie nie zostało rozstrzygni
ę
te. Mimo to
chciałbym cał
ą
spraw
ę
zako
ń
czy
ć
przed zmierzchem dzisiejszego dnia i to tak, aby
nikomu, z was nie stała si
ę
krzywda. Dlatego musz
ę
koniecznie powzi
ąć
jaki
ś
plan, który pozwoliłby mi jednego z was ogłosi
ć
zwyci
ę
zc
ą
i odda
ć
mu zgodnie z
moim sułta
ń
skim słowem r
ę
k
ę
ksi
ęŜ
niczki Nur en-Nahar. Postanawiam wi
ę
c, co
nast
ę
puje: Ka
Ŝ
dy z was dosi
ą
dzie rumaka i wzi
ą
wszy z sob
ą
łuk i kołczan ze
strzałami pocwałuje na równin
ę
, gdzie odbywaj
ą
si
ę
turnieje, a ja wraz z
wezyrami, dostojnikami pa
ń
stwa i emirami udam si
ę
tam waszym
ś
ladem. Potem
b
ę
dziecie musieli, w mojej obecno
ś
ci jeden po drugim, z całej siły napi
ą
wszy
ci
ę
ciw
ę
łuku wystrzeli
ć
przed siebie strzał
ę
. A ten spo
ś
ród was, którego strzała
najdalej poleci, zostanie przeze mnie uznany za najgodniejszego i otrzyma
ksi
ęŜ
niczk
ę
Nur en-Nahar za
Ŝ
on
ę
. Tedy trzej ksi
ąŜę
ta nie wa
Ŝą
c si
ę
postanowieniu ojca sprzeciwia
ć
oraz o m
ą
dro
ś
ci i sprawiedliwo
ś
ci jego
pow
ą
tpiewa
ć
, dosiedli rumaków i pocwałowali z łukami i strzałami w kołczanach na
wyznaczone miejsce. Sułtan równie
Ŝ
udał si
ę
tam ze swoimi wezyrami i
dostojnikami pa
ń
stwa, ukrywszy przywiezione czarodziejskie osobliwo
ś
ci
bezpiecznie w sułta
ń
skim skarbcu. Skoro wszystko było ju
Ŝ
do turnieju
przysposobione, najstarszy syn i nast
ę
pca tronu, ksi
ąŜę
Hussein, spróbował swej
siły i zr
ę
czno
ś
ci, wystrzeliwszy strzał
ę
daleko przed siebie poprzez
rozci
ą
gaj
ą
c
ą
si
ę
tam równin
ę
. Po nim ksi
ąŜę
Ali chwycił za łuk, napi
ą
ł go i
wysłał strzał
ę
w tym samym kierunku jeszcze dalej od strzały starszego brata. W
ko
ń
cu przyszła kolej na ksi
ę
cia Ahmeda. I on wycelował w tym samym kierunku. Ale
los postanowił,
Ŝ
e d
Ŝ
ygici i dworzanie, chocia
Ŝ
rzucili si
ę
zaraz w pogo
ń
za
strzał
ą
, ju
Ŝ
nie znale
ź
li jej
ś
ladu. I
Ŝ
aden z nich nie wiedział, czy strzała
wbiła si
ę
w ziemi
ę
, czy te
Ŝ
znikła dosi
ę
gn
ą
wszy najdalszych kra
ń
ców niebieskiego
przestworza. Ba, nawet wydało si
ę
tym, którzy byli mu nie
Ŝ
yczliwi,
Ŝ
e ksi
ąŜę
Ahmed w ogóle nie wystrzelił i
Ŝ
e jego strzała w ogóle nie opu
ś
ciła ci
ę
ciwy.
Wreszcie sułtan rozkazał, aby zaprzestano dalszych poszukiwa
ń
i rozstrzygn
ą
ł
spór na korzy
ść
ksi
ę
cia Alego, postanawiaj
ą
c, i
Ŝ
ksi
ęŜ
niczka Nur en-Nahar
zostanie mał
Ŝ
onk
ą
tego
Ŝ
, poniewa
Ŝ
strzała jego prze
ś
cign
ę
ła strzał
ę
ksi
ę
cia
Husseina. Urz
ą
dzono przeto huczne uroczysto
ś
ci i wyprawiono wesele zgodnie z
obyczajem owej krainy, z wielkim przepychem i niezmiern
ą
wspaniało
ś
ci
ą
. Ksi
ąŜę
Hussein wszak
Ŝ
e nie chciał by
ć
przy tym obecny, poniewa
Ŝ
czuł rozczarowanie i
pal
ą
c
ą
zazdro
ść
. On bowiem po
ś
ród trzech braci najgor
ę
cej umiłował ksi
ęŜ
niczk
ę
Nur en-Nahar. Tote
Ŝ
zrzucił ksi
ąŜę
ce szaty i w stroju w
ę
drownego
Ŝ
ebraka
odszedł, by p
ę
dzi
ć
Ŝ
ywot pustelniczy. Równie
Ŝ
ksi
ę
cia Ahmeda po
Ŝ
erała zazdro
ść
,
tak
Ŝ
e i on nie przybył na owo wesele. Ale post
ą
pił inaczej ni
Ŝ
ksi
ąŜę
Hussein;
nie udał si
ę
na pustkowie, lecz sp
ę
dzał wszystkie swoje dnie na poszukiwaniu
wystrzelonej przez siebie strzały, aby twierdzi
ć
, gdzie upadła. Otó
Ŝ
przydarzyło
si
ę
,
Ŝ
e pewnego ranka, kiedy samotnie, jak zazwyczaj, wyruszył na poszukiwania,
zaczynaj
ą
c od miejsca, sk
ą
d trzy strzały były wówczas wystrzelone, dotarł tam,
gdzie odnaleziono strzały ksi
ąŜą
t Husseina i Alego. Nie zatrzymał si
ę
jednak,
ale pod
ąŜ
ył dalej przed siebie, obrzucaj
ą
c wzrokiem wszystkie wzgórza i doliny
na prawo i na lewo. Gdy tak wsz
ę
dzie szukał, ujrzał nagle, przebywszy mniej
wi
ę
cej cztery stajania*, sw
ą
strzał
ę
, le
Ŝą
c
ą
płasko na wysokiej skale. Nie
posiadał si
ę
ze zdumienia, dziwuj
ą
c si
ę
, w jaki sposób strzała mogła tak daleko
dolecie
ć
, ale jeszcze bardziej temu,
Ŝ
e kiedy wszedł na skał
ę
przyjrzał si
ę
z
bliska, stwierdził,
Ŝ
e strzała nie była wbita w ziemi
ę
, lecz widocznie odbiła
si
ę
i upadła płasko na wyst
ę
p skalny. Tedy tak do siebie powiedział: "W spraw
ę
t
ę
chyba wmieszała si
ę
jaka
ś
nieczysta siła! Bo jak
Ŝ
e
Ŝ
inaczej mógłby kto
ś
strzał
ę
tak daleko wystrzeli
ć
, a potem znale
źć
j
ą
, le
Ŝą
c
ą
w tak dziwny sposób?"
Po czym utorował sobie drog
ę
pomi
ę
dzy ostrymi skałami i olbrzymimi głazami i
trafił wkrótce do pieczary, z której wiódł podziemny korytarz. Przeszedłszy nim
kilka kroków, ksi
ąŜę
Ahmed ujrzał
Ŝ
elazne wrota. Otworzył je bez trudu, gdy
Ŝ
nie
były zamkni
ę
te na zasuw
ę
, i krocz
ą
c przed siebie ze strzał
ą
w r
ę
ku doszedł do
opadaj
ą
cego pochyło w dół korytarza, który zacz
ą
ł schodzi
ć
coraz ni
Ŝ
ej.
Wszelako, kiedy przełamał l
ę
k przed ciemno
ś
ciami, których si
ę
tam spodziewał,
ujrzał w pewnej odległo
ś
ci, tam gdzie korytarz si
ę
rozszerzał, wielki
dziedziniec ze wszystkich stron rz
ę
si
ś
cie o
ś
wietlony lampami i
ś
wiecznikami.
Przeszedłszy jeszcze jakie
ś
pi
ęć
dziesi
ą
t łokci, zoczył olbrzymi i pi
ę
kny pałac.
Nagle z gł
ę
bi pałacu wyszła na kru
Ŝ
ganek dziewica przecudnej urody i
nieopisanego wdzi
ę
ku, wró
Ŝ
ka w szatach królewskich, obsypanych
najdrogocenniejszymi klejnotami. Dziewica kroczyła powoli i majestatycznie,
otoczona gronem swych słu
Ŝ
ebnic, jak ksi
ęŜ
yc rojem gwiazd. Skoro ksi
ąŜę
Ahmed
ujrzał to cudne zjawisko, po
ś
pieszył zło
Ŝ
y
ć
dziewicy ukłon powitalny, a ona mu
ukłon oddała. Po czym podeszła do niego bli
Ŝ
ej i pozdrowiła go łaskawie, mówi
ą
c
urzekaj
ą
cym głosem: - Serdecznie ci
ę
witam, ksi
ąŜę
Ahmedzie! Szcz
ęś
liwa jestem,
Ŝ
e widz
ę
tu wasz
ą
wysoko
ść
. Dlaczego tak długo zwlekałe
ś
z przybyciem do mnie?
Sułta
ń
ski syn zdumiał si
ę
, słysz
ą
c,
Ŝ
e pi
ę
kna dziewica zna jego imi
ę
i godno
ść
,
poniewa
Ŝ
nigdy si
ę
przedtem nie znali. Ucałował kornie ziemi
ę
u jej stóp i tak
do niej rzecze: - Dostojna pani, jestem ci winien najserdeczniejsz
ą
podzi
ę
k
ę
za
twoj
ą
dobro
ć
i za go
ś
cinne powitanie w tym tak osobliwym miejscu, dok
ą
d jako
samotny cudzoziemiec ledwie odwa
Ŝ
am si
ę
wej
ść
, pełen waha
ń
i nie
ś
miało
ś
ci. Ale
pozostaje nadal dla mnie zagadk
ą
, sk
ą
d mogła
ś
si
ę
dowiedzie
ć
, jakie imi
ę
nosi
twój niewolnik! Dziewica odpowiedziała na to z u
ś
miechem: - Mój panie i władco,
zbli
Ŝ
si
ę
i zechciej razem ze mn
ą
w tym oto pałacu spocz
ąć
. Wtedy dopiero
odpowiem ci na twoje pytania. Udali si
ę
wi
ę
c tam, gdzie mu wskazała, i ksi
ąŜę
Ahmed szedł
ś
ladem jej stóp. Kiedy wkroczył do pałacu, ujrzał wysokie sklepienie
z przedziwnym kunsztem odrobione, wykładane szczerym złotem i modrym lazulitem;
ś
ciany dookoła pokryte były wspaniałymi malowidłami i bogatymi arabeskami*,
jakich na całym
ś
wiecie nie ujrzysz. Pani tego pałacu dostrzegłszy zdumienie w.
oczach ksi
ę
cia Ahmeda tak do
ń
powiedziała: - Dom ten jest niczym w porównaniu ze
wszystkim tym, co z dobrawoli oddaj
ę
ci teraz na własno
ść
. Dopiero gdy ujrzysz
tamte wspaniało
ś
ci, b
ę
dziesz mógł słusznie si
ę
dziwowa
ć
. Po czym owa podobna do
wró
Ŝ
ki istota usiadła na wysokim wzniesieniu i okazuj
ą
c ksi
ę
ciu Ahmedowi tkliw
ą
skłonno
ść
serca, poprosiła go, aby spocz
ą
ł u jej boku. - Chocia
Ŝ
ty mnie nie
znasz - ci
ą
gn
ę
ła dalej - ja przecie
Ŝ
znam ci
ę
dobrze, o czym si
ę
wkrótce ze
zdumieniem przekonasz, skoro opowiem ci całe twoje dzieje. Ale przede wszystkim
godzi si
ę
, abym ci wyznała, kim jestem. Zapewne w naszych
ś
wi
ę
tych pismach
czytałe
ś
,
Ŝ
e
ś
wiat ten zamieszkany jest nie tylko przez ludzi
ś
miertelnych, ale
równie
Ŝ
przez rozliczne duchy, które postaci
ą
swoj
ą
s
ą
całkiem do
ś
miertelnych
podobne. Jestem jedyn
ą
cór
ą
króla duchów, pochodz
ą
cego z najszlachetniejszego
rodu, a nazywam si
ę
Peri Banu. Przeto nie b
ą
d
ź
zaskoczony,
Ŝ
e wiem, kim jeste
ś
i
kim jest twój ojciec. Wiem najdokładniej o wszystkim, co obchodzi ciebie, twój
ród i twoich krewnych. Jeste
ś
jednym z trzech braci, którzy wszyscy zapałali
miło
ś
ci
ą
do ksi
ęŜ
niczki Nur en-Nahar i współzawodniczyli o jej r
ę
k
ę
. Wiem,
Ŝ
e
ojciec wasz uznał za słuszne posła
ć
was wszystkich trzech do obcych krain, a ty
wówczas udałe
ś
si
ę
do dalekiej Samarkandy, sk
ą
d przywiozłe
ś
czarodziejskie
jabłko, sporz
ą
dzone z rzadkim i tajemniczym kunsztem, za które to jabłko
zapłaciłe
ś
czterdzie
ś
ci tysi
ę
cy złotych monet. Z pomoc
ą
tego jabłka przywróciłe
ś
zdrowie ukochanej, ratuj
ą
c j
ą
od ci
ęŜ
kiej choroby. Ksi
ąŜę
Hussein za
ś
, twój
najstarszy brat, zakupił za tak
ą
sam
ą
cen
ę
lataj
ą
cy dywan w Biszangarh, a ksi
ąŜę
Ali przywiózł teleskop z miasta Sziraz. Mo
Ŝ
e to wystarczy, aby ci dowie
ść
,
Ŝ
e
nic, co ciebie dotyczy, nie jest dla mnie tajemnic
ą
. Teraz wszak
Ŝ
e wyznaj cał
ą
prawd
ę
, kogo podziwiasz bardziej, je
ś
li chodzi o urod
ę
i wdzi
ę
k, mnie czy te
Ŝ
ksi
ęŜ
niczk
ę
Nur en-Nahar, mał
Ŝ
onk
ę
twojego brata? Serce moje t
ę
skni gor
ą
co za
tob
ą
i pragnie, aby
ś
my si
ę
pobrali i wspólnie radowali si
ę
Ŝ
yciem. Przeto
powiedz, czy i ty skłonny jeste
ś
mnie po
ś
lubi
ć
, czy te
Ŝ
po
Ŝ
era ci
ę
dalej
t
ę
sknota za córk
ą
twojego stryja? W bezmiarze mojej miło
ś
ci stałam niewidzialna
u twego boku wówczas, gdy
ś
cie współzawodniczyli w strzelaniu z łuku. A kiedy ty
wystrzeliłe
ś
swoj
ą
strzał
ę
, wiedziałam,
Ŝ
e pozostanie ona daleko w tyle za
strzałami twych braci. Dlatego chwyciłam j
ą
w powietrzu, zanim opadła na ziemi
ę
i wyniosłam j
ą
poza obr
ę
b twojego wzroku. Potem sprawiłam,
Ŝ
e strzała trafiła w
Ŝ
elazne wrota do jaskini i odbiła si
ę
, aby płasko lec na płycie skalnej, na
której j
ą
odnalazłe
ś
. Od tego dnia siedziałam bezczynnie i czekałam na ciebie,
poniewa
Ŝ
wiedziałam dobrze,
Ŝ
e b
ę
dziesz swojej strzały szuka
ć
, a
Ŝ
j
ą
znajdziesz,
i to dawało mi pewno
ść
,
Ŝ
e b
ę
d
ę
mogła przyprowadzi
ć
ci
ę
tu do mojego pałacu. Tak
mówiła pi
ę
kna Peri Banu rzucaj
ą
c powłóczyste spojrzenie na ksi
ę
cia Ahmeda. Po
czym jednak spu
ś
ciła skromnie czoło i odwróciła od niego oczy. Skoro ksi
ąŜę
Ahmed usłyszał te słowa z ust pi
ę
knej Peri Banu, nie posiadał si
ę
z rado
ś
ci i
tak do siebie rzekł: "Nie le
Ŝ
y ju
Ŝ
w mojej mocy odzyska
ć
ksi
ęŜ
niczk
ę
Nur en-
Nahar, a Peri Banu góruje nad ni
ą
urod
ą
oblicza i pi
ę
knem postaci oraz
wdzi
ę
kiem, z jakim si
ę
porusza". Krótko mówi
ą
c, ksi
ąŜę
Ahmed był tak oczarowany
i urzeczony,
Ŝ
e całkiem zapomniał o miło
ś
ci do kuzynki. Poniewa
Ŝ
za
ś
czuł,
Ŝ
e
równie
Ŝ
serce tej, która go oczarowała, do niego si
ę
skłania, rzekł: - Dostojna
pani, najpi
ę
kniejsza z najpi
ę
kniejszych, nie pragn
ę
niczego, jak tylko ci słu
Ŝ
y
ć
i by
ć
posłuszny twoim rozkazom a
Ŝ
do ko
ń
ca dni mojego
Ŝ
ywota. Ale ja jestem
ś
miertelnym człowiekiem, a ty nadziemsk
ą
istot
ą
. Twoi przyjaciele i krewni, twój
ród i powinowaci wezm
ą
ci na pewno za złe, je
ś
li poł
ą
czysz si
ę
zwi
ą
zkiem
mał
Ŝ
e
ń
skim ze mn
ą
. A pi
ę
kna Peri Banu na to: - Rodzice moi pozostawili mi
całkowit
ą
swobod
ę
i mog
ę
po
ś
lubi
ć
ka
Ŝ
dego, kogo zechc
ę
i kogo moj
ą
miło
ś
ci
ą
obdarz
ę
. Rzekłe
ś
,
Ŝ
e chcesz by
ć
moim sług
ą
- przenigdy, powiniene
ś
zosta
ć
moim
panem i władc
ą
. Serce moje mówi mi,
Ŝ
e nie odrzucisz mej pro
ś
by! I tak ci
ą
gn
ę
ła
dalej: - U nas, w
ś
ród duchów, panuje starodawny obyczaj,
Ŝ
e my, dziewcz
ę
ta, w
wyborze oblubie
ń
ca słuchamy jedynie nakazu własnego serca; ka
Ŝ
da wybiera tego,
kto jej si
ę
najbardziej podoba i o którym my
ś
li,
Ŝ
e dozna przy nim najwi
ę
cej
szcz
ęś
cia. Dlatego wszyscy m
ęŜ
owie i wszystkie
Ŝ
ony
Ŝ
yj
ą
u nas w dozgonnej
zgodzie i szcz
ęś
ciu. Otwarcie wyznajemy nasze uczucie umiłowanemu m
ęŜ
czy
ź
nie,
nie czekaj
ą
c i schn
ą
c z t
ę
sknoty, a
Ŝ
kto
ś
poprosi o nasz
ą
r
ę
k
ę
i j
ą
dostanie.
Kiedy ksi
ąŜę
Ahmed usłyszał te słowa, poczuł w sercu wielk
ą
rado
ść
i skłonił si
ę
nisko, chc
ą
c ucałowa
ć
kraj szaty pi
ę
knej Peri Banu. Ona jednak nie dopu
ś
ciła do
tego i podała mu r
ę
k
ę
do ucałowania miast szaty. Ksi
ąŜę
wzi
ą
ł jej r
ę
k
ę
z
zachwytem i zgodnie z obyczajem swego kraju ucałował j
ą
, poło
Ŝ
ył sobie na piersi
i dotkn
ą
ł ni
ą
oczu. Tedy wró
Ŝ
ka przemówiła do
ń
z urzekaj
ą
cym u
ś
miechem: - Z moj
ą
r
ę
k
ą
w twojej
ś
lubuj
ę
ci miło
ść
i przyrzekam solennie,
Ŝ
e b
ę
d
ę
niezmiernie ci
wierna po wszystkie czasy, nie łami
ą
c nigdy danego słowa i nie okazuj
ą
c
zmienno
ś
ci. A ksi
ąŜę
Ahmed odrzekł: - Urocza istoto, umiłowana przez moj
ą
dusz
ę
,
czy my
ś
lisz,
Ŝ
e mógłbym kiedy
ś
zdradzi
ć
moje własne serce, ja, który ofiaruj
ę
ciało i dusz
ę
tobie, która zdobyła
ś
królewsk
ą
władz
ę
nad moim sercem? Składam ci
siebie w ofierze i czy
ń
ze mn
ą
, co ci si
ę
b
ę
dzie podobało! A pi
ę
kna Peri Banu
tak ksi
ę
ciu Ahmedowi odpowiedziała: - Ty jeste
ś
moim m
ęŜ
em, a ja posłuszn
ą
ci
Ŝ
on
ą
. To uroczyste
ś
lubowanie, które sobie wzajemnie składamy, zast
ą
pi nam umow
ę
mał
Ŝ
e
ń
sk
ą
. Po czym Peri Banu powiodła swego oblubie
ń
ca do innej komnaty, gdzie
przygotowana była wieczerza. Blask bij
ą
cy z tej sali nie ust
ę
pował niczym temu,
co ksi
ąŜę
ju
Ŝ
widział, ba, był nawet jeszcze wspanialszy i bardziej o
ś
lepiaj
ą
cy.
Setki woskowych
ś
wiec w kandelabrach z najdelikatniejszego jantaru i
przezroczystego kryształu stały rz
ę
dem dookoła i rzucały ze wszystkich stron
strumienie
ś
wiatła, a złote naczynia i misy najprzedniejszej roboty i bezmiernej
warto
ś
ci, o niezrównanych kształtach i kunsztownym wykonaniu zdobiły nisze w
ś
cianach.
ś
aden ludzki j
ę
zyk nie zdoła wyrazi
ć
przepychu owej komnaty. Były w
nich równie
Ŝ
wró
Ŝ
ki wdzi
ę
cznej postaci i wielkiej urody, przybrane w najbardziej
wyszukane szaty, przygrywaj
ą
ce wesoło i rado
ś
nie na przeró
Ŝ
nych instrumentach i
wy
ś
piewuj
ą
ce urzekaj
ą
ce pie
ś
ni o miło
ś
ci. Młody mał
Ŝ
onek i młoda mał
Ŝ
onka
zasiedli do uczty. Pi
ę
kna Peri Banu podawała ksi
ę
ciu Ahmedowi najlepsze k
ą
ski
własn
ą
r
ę
k
ą
i cz
ę
stowała go z ka
Ŝ
dego półmiska i dzieliła si
ę
z nim ka
Ŝ
dym
smakołykiem, wymieniaj
ą
c nazwy potraw i opowiadaj
ą
c mu, w jaki sposób si
ę
je
przyrz
ą
dza. Ale jak
Ŝ
e
Ŝ
mo
Ŝ
na opisa
ć
owe nadziemskie potrawy o przedziwnym smaku,
jakich
Ŝ
aden
ś
miertelnik nigdy nie kosztował lub nawet nie widział? Spo
Ŝ
ywszy
wieczerz
ę
młoda para piła najszlachetniejsze wina i rozkoszowała si
ę
słodyczami,
sma
Ŝ
onymi owocami i wykwintnym deserem. Nast
ę
pnie, kiedy zjedli ju
Ŝ
i wypili do
syta, udali si
ę
do jeszcze innej komnaty, w której znajdowało si
ę
wspaniałe
podwy
Ŝ
szenie wy
ś
ciełane złotolit
ą
materi
ą
i zarzucone wzorzystymi poduszkami
pokrytymi staropersk
ą
tkanin
ą
. Tam oboje usiedli przy sobie, aby gaw
ę
dzi
ć
i
wesoło czas sp
ę
dza
ć
. Do sali wkroczyła gromada nadziemskich istot i wró
Ŝ
ek,
które przed ich obliczem pl
ą
sały z nieopisanym wdzi
ę
kiem i wy
ś
piewywały
przeró
Ŝ
ne pie
ś
ni. To widowisko radowało oczy pi
ę
knej Peri Banu i ksi
ę
cia Ahmeda,
którzy przygl
ą
dali si
ę
i przysłuchiwali grze i korowodom z rosn
ą
cym zachwytem. W
ko
ń
cu młoda para powstała i usun
ę
ła si
ę
znu
Ŝ
ona uroczysto
ś
ciami do swojej
komnaty. Tam znale
ź
li posłanie przygotowane przez niewolników. Ramy ło
Ŝ
a były ze
szczerego złota i wysadzane drogimi kamieniami, a kapy i poduszki z atłasu i
kosztownej tafty haftowanej w najbardziej wyszukane wzory. Go
ś
cie weselni oraz
pałacowe niewolnice ustawieni w dwa rz
ę
dy pozdrawiali gło
ś
nymi okrzykami młod
ą
par
ę
, kiedy mi
ę
dzy nimi przechodziła. Uroczysto
ś
ci za
ś
lubin i zabawa weselna
trwały przez wiele dni, przy czym podawano coraz to nowe potrawy, grano coraz to
nowe melodie, pl
ą
sano coraz to nowe ta
ń
ce i
ś
piewano coraz to nowe pie
ś
ni. I
cho
ć
by ksi
ąŜę
Ahmed prze
Ŝ
ył tysi
ą
c lat w
ś
ród plemienia
ś
miertelnych, nigdy nie
widziałby tak pi
ę
knych uroczysto
ś
ci i nie słyszał tak cudownych melodii. W ten
sposób sp
ę
dził ksi
ąŜę
Ahmed sze
ść
miesi
ę
cy w krainie wró
Ŝ
ek, u boku pi
ę
knej Peri
Banu, któr
ą
umiłował tak czuł
ą
miło
ś
ci
ą
,
Ŝ
e nie mógł wytrzyma
ć
ani chwili bez
niej. Skoro tylko jej nie widział, stawał si
ę
od razu niespokojny i bezradny.
Tak samo i Peri Banu pałała do niego najwi
ę
ksz
ą
miło
ś
ci
ą
i starała si
ę
mał
Ŝ
onkowi swemu coraz bardziej przypodoba
ć
, aby wszelkie wspomnienia o domu i
ojczy
ź
nie oraz o krewnych i rodzinie w umy
ś
le jego zanikły i dusz
ę
jego
opu
ś
ciły. Ale mimo to po pewnym czasie pami
ęć
ksi
ę
cia jakby ockn
ę
ła si
ę
ze snu i
bywały chwile, kiedy nachodziła go t
ę
sknota za ojcem. Przeto pewnego dnia tak
rzekł do pi
ę
knej Peri Banu: - Skoro taka b
ę
dzie twoja wola, błagam ci
ę
, aby
ś
rozkazała mi opu
ś
ci
ć
ci
ę
na dni kilka, abym mógł odwiedzi
ć
ojca, który na pewno
martwi si
ę
z powodu mojej długiej nieobecno
ś
ci i cierpi m
ę
k
ę
rozł
ą
ki z synem!
Peri Banu usłyszawszy te słowa przeraziła si
ę
wielce, gdy
Ŝ
w sercu swoim
my
ś
lała,
Ŝ
e to tylko wymówka, aby opu
ś
ci
ć
j
ą
i uciec od niej. Przeto gł
ę
boko
strapiona tak mu odpowiedziała: - Czy
Ŝ
by
ś
tak pr
ę
dko zapomniał ju
Ŝ
o swojej
obietnicy i o danym mi słowie, i
Ŝ
pragniesz mnie ju
Ŝ
opu
ś
ci
ć
? Czy
Ŝ
by miło
ść
i
nami
ę
tno
ść
przestały sercem twym włada
ć
, gdy tymczasem moja cała istota ci
ą
gle
jeszcze dr
Ŝ
y z rado
ś
ci, skoro tylko o tobie pomy
ś
l
ę
? - Umiłowana mojej duszy -
odparł ksi
ąŜę
- królewska władczyni moich uczu
ć
, có
Ŝ
to za w
ą
tpliwo
ś
ci trapi
ą
twoje serce? Po co te pełne obawy troski i smutne słowa? Wiem dobrze,
Ŝ
e miło
ść
twoja i twoje uczucie do mnie s
ą
takie, jak mówisz. I gdybym prawdy tej nie
uznawał, gdybym okazał si
ę
wobec ciebie niewdzi
ę
czny i nie spogl
ą
dał na ciebie z
równie gor
ą
c
ą
i gł
ę
bok
ą
, czuł
ą
i szczer
ą
miło
ś
ci
ą
, jak ty na mnie, byłbym zaiste
wielkim niewdzi
ę
cznikiem i najczarniejszym wiarołomc
ą
. Daleka ode mnie jest
my
ś
l, aby odej
ść
od ciebie. Nigdy nie przyszło mi do głowy opu
ś
ci
ć
ci
ę
i do
ciebie nie powróci
ć
. Ale mój ojciec jest obecnie ju
Ŝ
leciwym starcem i w sercu
swoim trapi si
ę
z powodu długiej rozł
ą
ki ze swym najmłodszym synem. Je
ś
li mi
pozwolisz, to ch
ę
tnie bym si
ę
do niego udał, aby go odwiedzi
ć
, a potem z wielkim
po
ś
piechem powrócił w twoje obj
ę
cia. A przy tym nie chciałbym nic uczyni
ć
, co by
sprzeciwiało si
ę
twojej woli. Moja serdeczna miło
ść
do ciebie jest tego rodzaju,
Ŝ
e ch
ę
tnie przebywam przez wszystkie godziny dnia i nocy u twego boku i nie
chciałbym ci
ę
nigdy ani na mgnienie oka opu
ś
ci
ć
. Peri Banu poczuła si
ę
tymi
słowy nieco pocieszona, gdy
Ŝ
po wypowiedzi i oczach ksi
ę
cia Ahmeda poznała
niew
ą
tpliwie,
Ŝ
e miłuje j
ą
całym sercem, które tak samo jak i jego słowa jest
szczere niczym najszczersze złoto. Tote
Ŝ
pozwoliła mu, aby na jaki
ś
czas udał
si
ę
do swego ojca w odwiedziny. Ale równocze
ś
nie nalegała na niego z cał
ą
Ŝ
arliwo
ś
ci
ą
, aby nie pozostał zbyt długo u swoich krewnych i rodziny.
Posłuchajmy teraz, co działo si
ę
z sułtanem po za
ś
lubinach ksi
ę
cia Alego z
ksi
ęŜ
niczk
ą
Nur en-Nahar. Kiedy min
ę
ło wiele dni, a ksi
ąŜę
Hussein i ksi
ąŜę
Ahmed ci
ą
gle nie dawali o sobie zna
ć
, sułtan posmutniał i ci
ęŜ
kie strapienie
legło na jego sercu. Tote
Ŝ
pewnego ranka po odbyciu uroczystego dywanu przywołał
swoich wezyrów i dostojników pa
ń
stwa i zapytał ich, co si
ę
stało z ksi
ąŜę
tami i
gdzie si
ę
znajduj
ą
. Wówczas dostojnicy tak mu odpowiedzieli: - Czcigodny
padyszachu, ty, co jeste
ś
odbiciem Allacha na ziemi, twój najstarszy syn, ciało
z twojego ciała i nast
ę
pca twego pa
ń
stwa, ksi
ąŜę
Hussein wielce rozczarowany, na
znak gł
ę
bokiego smutku zrzucił swoje ksi
ąŜę
ce szaty, został pustelnikiem i jako
sługa Allacha wyrzekł si
ę
wszelkich
Ŝą
dz i doczesnych nami
ę
tno
ś
ci. Ksi
ąŜę
Ahmed
za
ś
, twój trzeci i najmłodszy syn, opu
ś
cił gł
ę
boko zagniewany twoj
ą
stolic
ę
.
Wszelako nikt nie wie, dok
ą
d si
ę
schronił oraz co mu si
ę
przydarzyło. Sułtan
zafrasował si
ę
mocno i rozkazał im bez wahania i zwłoki przygotowa
ć
firmany* do
wszystkich wielkorz
ą
dców prowincji, zalecaj
ą
c im jak najostrzej, aby nie
zwlekaj
ą
c j
ę
li szuka
ć
wsz
ę
dzie ksi
ę
cia Ahmeda i odesłali go do jego ojca
sułtana, skoro go tylko znajd
ą
. Atoli chocia
Ŝ
rozkazy były dokładnie wykonane i
wszyscy, którzy udali si
ę
na poszukiwania, usilnie si
ę
starali, nikt nie
natrafił na
ś
lad ksi
ę
cia Ahmeda. Tedy serce sułtana stało si
ę
jeszcze bardziej
markotne i polecił osobi
ś
cie swemu wielkiemu wezyrowi uda
ć
si
ę
na poszukiwania
zbiega. - Słucham ci
ę
i jestem posłuszny - odparł wielki wezyr. - Sługa twój
rozkazał ju
Ŝ
przeszuka
ć
jak najstaranniej wszystkie okolice kraju, ale
dotychczas nie udało si
ę
wy
ś
ledzi
ć
najdrobniejszego nawet
ś
ladu ksi
ę
cia Ahmeda.
A jest mi to tym bardziej bolesne,
Ŝ
e miłowałem go niczym własnego syna. I
wówczas zarówno wielki wezyr, jak i mo
Ŝ
ni zmiarkowali,
Ŝ
e sułtan załamał si
ę
z
bólu,
Ŝ
e oczy jego pełne s
ą
łez, a na sercu wielkim ci
ęŜ
arem legł smutek z
powodu utraty najmłodszego syna. Wielkiemu wezyrowi przypomniało si
ę
za
ś
,
Ŝ
e
jest pewna czarownica, znana ze swej czarnoksi
ę
skiej sztuki, za pomoc
ą
której
ś
ci
ą
ga nawet gwiazdy z nieba, i
Ŝ
e cieszy si
ę
ona w stolicy wielkim wzi
ę
ciem.
Poszedł wi
ę
c do sułtana, j
ą
ł wychwala
ć
jej zr
ę
czno
ść
i znawstwo tajemnych rzeczy
i dodał: - Niech
Ŝ
e wasza sułta
ń
ska mo
ść
, o co błagam najpokorniej, rozka
Ŝ
e
posła
ć
po ow
ą
czarownic
ę
i zapyta j
ą
o los zaginionego syna. - Przednia jest
twoja rada - odparł sułtan - nale
Ŝ
y czarownic
ę
tutaj sprowadzi
ć
, by
ć
mo
Ŝ
e bowiem
uzyskam od niej jak
ąś
wie
ść
o ksi
ę
ciu Ahmedzie i o tym, jak mu si
ę
powodzi.
Sprowadzono wi
ę
c czarownic
ę
i postawiono przed oblicze sułtana. - Dobra kobieto
- rzekł monarcha - od czasu za
ś
lubin ksi
ę
cia Alego z ksi
ęŜ
niczk
ą
Nur en-Nahar
mój najmłodszy syn ksi
ąŜę
Ahmed, zawiedziony w swej miło
ś
ci do niej, znikł nam z
oczu i nikt nic o nim obecnie nie wie. U
Ŝ
yj wi
ę
c niezwłocznie swej
czarnoksi
ę
skiej mocy i powiedz mi tylko jedno: czy ksi
ąŜę
Ahmed
Ŝ
yje, czyli te
Ŝ
umarł? Je
ś
li jest jeszcze w
ś
ród
Ŝ
ywych, to chciałbym wiedzie
ć
, gdzie si
ę
znajduje i jak mu si
ę
powodzi, a poza tym pytam jeszcze, czy w ksi
ę
dze mego losu
napisane jest,
Ŝ
e syna mego najmłodszego jeszcze kiedy zobacz
ę
? Na co czarownica
odrzekła: - O najwi
ę
kszy władco naszego czasu i najpot
ęŜ
niejszy padyszachu
wszystkich czasów, nie jestem w stanie na wszystkie te pytania od razu
odpowiedzie
ć
, poniewa
Ŝ
odpowiedzi takie nale
Ŝą
do tajemnej wiedzy. Ale je
ś
li
wasza sułta
ń
ska mo
ść
raczy udzieli
ć
mi jednego dnia zwłoki, zapytam moich
czarnoksi
ę
skich pism i jutro zadowol
ę
ci
ę
wyczerpuj
ą
c
ą
odpowiedzi
ą
. Sułtan
przystał na to i dodał: - Je
ś
li zdołasz udzieli
ć
mi dokładnej i wyczerpuj
ą
cej
odpowiedzi oraz powrócisz sercu memu spokój po wszystkich tych troskach,
otrzymasz sowit
ą
nagrod
ę
i wyró
Ŝ
ni
ę
ci
ę
najwy
Ŝ
szymi zaszczytami. Nazajutrz rano
czarownica w towarzystwie wielkiego wezyra przyszła ponownie do pałacu i prosiła
o pozwolenie stawienia si
ę
przed oblicze padyszacha, a stan
ą
wszy przed jego
tronem rzekła: - Z pomoc
ą
mej tajemnej sztuki dowiedziałam si
ę
na pewno,
Ŝ
e
ksi
ąŜę
Ahmed jeszcze przebywa w krainie
Ŝ
ywych. Nie frasuj si
ę
przeto o niego w
sercu twoim! Ale na razie nie jestem w stanie nic wi
ę
cej si
ę
o nim dowiedzie
ć
i
nie potrafi
ę
ci
ę
uwiadomi
ć
, gdzie si
ę
znajduje i jak go znale
źć
. Słowa te
pocieszyły sułtana i w sercu jego zakiełkowała nadzieja,
Ŝ
e ujrzy jeszcze
najmłodszego syna przed zgonem. Powró
ć
my teraz do ksi
ę
cia Ahmeda! Skoro pi
ę
kna
Peri Banu przekonała si
ę
,
Ŝ
e pragnie on tylko ojca odwiedzi
ć
, a miło
ść
jego do
niej pozostaje nadal mocna i niewzruszona, pomy
ś
lała,
Ŝ
e nie godzi si
ę
nie
pozwoli
ć
mu dla tak szlachetnego celu na jaki
ś
czas pozostawi
ć
j
ą
sam
ą
. Po czym
jednak znów zacz
ę
ła w swym umy
ś
le rzecz rozwa
Ŝ
a
ć
i walczy
ć
ze sob
ą
wiele godzin.
A
Ŝ
w ko
ń
cu pewnego dnia zwróciła si
ę
do swego mał
Ŝ
onka w te słowa: - Chocia
Ŝ
serce moje nie chce na to przysta
ć
, abym nawet na krótk
ą
chwil
ę
była od ciebie
oddalona i cho
ć
by na mgnienie oka ci
ę
utraciła, nie chc
ę
dłu
Ŝ
ej sprzeciwia
ć
si
ę
twemu
Ŝ
yczeniu, poniewa
Ŝ
tak cz
ę
sto mnie o to prosiłe
ś
i okazywałe
ś
niepokój,
czy ojca twego jeszcze kiedy
ś
zobaczysz. Ta moja łaska zale
Ŝ
y wszak
Ŝ
e od jednego
warunku, bez którego nigdy bym twej pro
ś
by nie wysłuchała i nie udzieliła ci
zezwolenia na odjazd. Złó
Ŝ
mi najuroczystsz
ą
przysi
ę
g
ę
,
Ŝ
e z mo
Ŝ
liwie
najwi
ę
kszym po
ś
piechem tu do mnie powrócisz i
Ŝ
e nie b
ę
dziesz powodem mojej
bolesnej t
ę
sknoty i pełnego obaw oczekiwania na twój powrót. Ksi
ąŜę
Ahmed wielce
uradowany ze spełnienia jego pro
ś
by podzi
ę
kował jej mówi
ą
c: - Pani mojego serca,
mo
Ŝ
esz by
ć
bez obaw o mnie i całkiem pewna,
Ŝ
e powróc
ę
do ciebie z jak
najwi
ę
kszym po
ś
piechem, skoro tylko zobacz
ę
mojego ojca.
ś
ycie bowiem nie
przedstawia dla mnie
Ŝ
adnej warto
ś
ci, kiedy jestem daleko od ciebie! I chocia
Ŝ
przez kilka dni musz
ę
by
ć
z tob
ą
rozł
ą
czony, serce moje b
ę
dzie stale przy tobie
i tylko przy tobie. Te słowa ksi
ę
cia Ahmeda uradowały serce pi
ę
knej Peri Banu i
rozwiały trwo
Ŝ
liwe w
ą
tpliwo
ś
ci i pełne obaw troski, które trapiły j
ą
w nocy w
snach i w dzie
ń
podczas długich rozmy
ś
la
ń
. Powiedziała tedy do swego mał
Ŝ
onka
uspokojona jego obietnic
ą
: - Id
ź
wi
ę
c tam, dok
ą
d ci
ą
gnie ci
ę
serce, id
ź
do ojca.
Ale zanim st
ą
d odejdziesz, chc
ę
ci da
ć
jedn
ą
przestrog
ę
na podró
Ŝ
i biada ci,
je
ś
liby
ś
kiedy
ś
o mojej radzie i zaleceniu miał zapomnie
ć
. Nie mów nikomu ani
słowa o naszym mał
Ŝ
e
ń
stwie ani o wszystkich tych osobliwych rzeczach, które tu
widziałe
ś
, i cudach, które podziwiałe
ś
. Zwłaszcza strze
Ŝ
pilnie tajemnicy przed
ojcem i bra
ć
mi, przed krewnymi i cał
ą
twoj
ą
rodzin
ą
! Swojemu ojcu, aby dusza
jego znalazła ukojenie, mo
Ŝ
esz jedynie oznajmi
ć
,
Ŝ
e jeste
ś
szcz
ęś
liwy oraz
Ŝ
e
wróciłe
ś
do ojczyzny tylko na krótk
ą
chwil
ę
, aby go odwiedzi
ć
i przekona
ć
si
ę
,
czy mu si
ę
dobrze powodzi. Po czym pi
ę
kna Peri Banu wydała słu
Ŝ
bie odpowiednie
rozkazy i poleciła wszystko niezwłocznie przygotowa
ć
do podró
Ŝ
y swojego
mał
Ŝ
onka. A skoro przygotowania ju
Ŝ
zako
ń
czono, wybrała dwudziestu d
Ŝ
ygitów,
uzbrojonych od stóp do głów i zaopatrzonych we wszystko potrzebne do drogi, aby
towarzyszyli ksi
ę
ciu Ahmedowi. Jemu samemu za
ś
dała rosłego rumaka
najdoskonalszej budowy, r
ą
czego jak o
ś
lepiaj
ą
ca błyskawica lub niepowstrzymany
huragan. A rz
ą
d jego i kulbaka były z najkosztowniejszego kruszcu i wysadzane
drogimi kamieniami. Po czym Peri Banu rzuciła si
ę
ksi
ę
ciu Ahmedowi na szyj
ę
i
obj
ę
li si
ę
serdecznie w najczulszej miło
ś
ci. Ksi
ąŜę
Ahmed za
ś
, aby jej serce
uspokoi
ć
, powtórzył przy po
Ŝ
egnaniu swoje obietnice i poprzysi
ą
gł raz jeszcze
rychły powrót. Potem dosiadł rumaka i wraz ze swoj
ą
ś
wit
ą
, składaj
ą
c
ą
si
ę
z
samych d
Ŝ
ygitów z plemienia duchów, wyruszył z wielk
ą
wspaniało
ś
ci
ą
. Szybko
jad
ą
c osi
ą
gn
ą
ł niebawem stolic
ę
swego ojca. Tam przyj
ę
to go gło
ś
nymi okrzykami
rado
ś
ci, jakich nigdy jeszcze w kraju tym nie słyszano. Wezyrowie i dostojnicy
pa
ń
stwa, kupcy i wasale, wszyscy nie posiadali si
ę
z rado
ś
ci, widz
ą
c znowu
ksi
ę
cia Ahmeda. Prosty lud rzucił prac
ę
i szedł
ś
ladami konnego orszaku gło
ś
no
błogosławi
ą
c ksi
ę
cia i czcz
ą
c go gł
ę
bokimi pokłonami. I tak tłocz
ą
c si
ę
zewsz
ą
d
wkoło niego, nieprzeliczone tłumy odprowadziły go a
Ŝ
do wrót sułta
ń
skiego
pałacu. Tam ksi
ąŜę
Ahmed zeskoczył z rumaka, wszedł do sali, gdzie odbywał si
ę
zwykle dywan, padł ojcu do stóp i ucałował je w bezmiarze synowskiej miło
ś
ci.
Sułtan, który z powodu nieoczekiwanego przybycia ksi
ę
cia Ahmeda niemal omdlał ze
szcz
ęś
cia, zbiegł ze stopni tronu i rzucił si
ę
swemu najmłodszemu synowi na
szyj
ę
, a potem ze łzami rado
ś
ci ucałował go w czoło i rzekł: - Miły synu, w
rozpaczy z powodu utraty ksi
ęŜ
niczki Nur en-Nahar uciekłe
ś
nagle z ojcowskiego
domu. I mimo wszelkich poszukiwa
ń
nie mogli
ś
my odnale
źć
twego
ś
ladu ani
Ŝ
adnego
znaku twego istnienia, cho
ć
zaiste szukali
ś
my pilnie. Ja za
ś
nieomal
Ŝ
e nie
postradałem zmysłów z powodu twego znikni
ę
cia i popadłem w taki stan, w jakim
mnie widzisz. Powiedz, gdzie przebywałe
ś
przez tak długi okres czasu i co si
ę
z
tob
ą
przez wszystkie te dnie działo? - Zaprawd
ę
, mój ojcze i padyszachu - odparł
ksi
ąŜę
Ahmed - byłem przybity i gł
ę
boko zmartwiony, kiedy widziałem,
Ŝ
e ksi
ąŜę
Ali otrzymał r
ę
k
ę
naszej kuzynki. Ale to nie jest jedyn
ą
przyczyn
ą
mej
nieobecno
ś
ci. Pami
ę
tasz zapewne, jak wówczas na twój rozkaz wszyscy trzej
udali
ś
my si
ę
konno na ow
ą
równin
ę
, aby współzawodniczy
ć
w strzelaniu z łuków, a
strzała moja, chocia
Ŝ
przestrze
ń
przed nami była rozległa i równa, znikła nam z
oczu i nikt nie mógł znale
źć
miejsca, gdzie strzała ta upadła. Stało si
ę
wi
ę
c,
Ŝ
e pewnego dnia w wielkim frasunku, samotny i bez
ś
wity wyruszyłem, aby
przeszuka
ć
wokoło okolic
ę
i stara
ć
si
ę
jednak moj
ą
strzał
ę
odnale
źć
. Skoro
doszedłem do miejsca, gdzie podniesiono strzały moich braci, ksi
ę
cia Husseina i
ksi
ę
cia Alego, zacz
ą
łem rozgl
ą
da
ć
si
ę
wsz
ę
dzie na prawo i na lewo, przed siebie
i za siebie. My
ś
lałem bowiem,
Ŝ
e i moja strzała musi tam gdzie
ś
le
Ŝ
e
ć
, ale cały
ten trud był nadaremny. Nie znalazłem ani strzały, ani jej
ś
ladu. Pow
ę
drowałem
wi
ę
c dalej, zapami
ę
tały w moich poszukiwaniach i przeszedłem tak jeszcze spory
szmat drogi. Wreszcie w mojej rozpaczy chciałem ju
Ŝ
da
ć
za wygran
ą
, wiedz
ą
c
dobrze,
Ŝ
e mój łuk nie mógł a
Ŝ
tak daleko donie
ść
. W samej rzeczy
Ŝ
adnemu
strzelcowi nie mogłoby si
ę
uda
ć
strzały swojej czy jakiego
ś
innego pocisku
wypu
ś
ci
ć
na tak
ą
odległo
ść
. Mimo to nagle ujrzałem moj
ą
strzał
ę
le
Ŝą
c
ą
płasko na
skale, mniej wi
ę
cej cztery stajania od owego miejsca, z którego
ś
my strzelali.
Słysz
ą
c te słowa sułtan nie posiadał si
ę
ze zdumienia, a ksi
ąŜę
Ahmed tak mówił
dalej: - Skoro podniosłem strzał
ę
, o mój padyszachu, i dokładnie si
ę
jej
przyjrzałem, przekonałem si
ę
,
Ŝ
e to naprawd
ę
była ta sama, któr
ą
wystrzeliłem.
Dziwowałem si
ę
w mojej duszy,
Ŝ
e mogła tak daleko polecie
ć
, i nie w
ą
tpiłem,
Ŝ
e
musiała w to wda
ć
si
ę
jaka
ś
nieczysta siła. Tak rozmy
ś
laj
ą
c, przybyłem do
miejsca, w którym od tego dnia
Ŝ
yłem ju
Ŝ
w samej tylko rado
ś
ci i błogostanie.
Nic ponadto nie wolno mi o moich dziejach opowiedzie
ć
. Przyjechałem tu do ciebie
jedynie, aby serce twoje co do moich losów uspokoi
ć
. A obecnie prosz
ę
ci
ę
, aby
ś
raczył udzieli
ć
mi swojego najłaskawszego zezwolenia,
Ŝ
ebym jak najpr
ę
dzej mógł
powróci
ć
do przybytku mojego szcz
ęś
cia. Od czasu do czasu nie omieszkam znów
ciebie odwiedzi
ć
, aby z synowsk
ą
miło
ś
ci
ą
zapyta
ć
ci
ę
o twoje zdrowie. - Miły
synu - odparł sułtan - widok twój ucieszył moje oczy i obecnie spokój mi ju
Ŝ
powrócił. Ch
ę
tnie udzielam ci pozwolenia, aby
ś
odszedł, poniewa
Ŝ
gdzie
ś
niedaleko st
ą
d za
Ŝ
ywasz szcz
ęś
cia. Je
ś
li wszak
Ŝ
e miałby
ś
kiedy znów przez
dłu
Ŝ
szy czas by
ć
nieobecny, powiedz mi, w jaki sposób b
ę
d
ę
mógł si
ę
dowiedzie
ć
,
czy jeste
ś
zdrów i jak ci si
ę
powodzi? Na co ksi
ąŜę
Ahmed tak odpowiedział: -
Mój ojcze i padyszachu, to, o co mnie pytasz, jest cz
ęś
ci
ą
mojej tajemnicy,
która winna pozosta
ć
gł
ę
boko ukryta w moim sercu. Jak ju
Ŝ
to uprzednio
powiedziałem, nie wolno mi jej wyjawi
ć
lub cokolwiek powiedzie
ć
, co by mogło
przyczyni
ć
si
ę
do jej odkrycia. Wszelako b
ą
d
ź
spokojny w swoim sercu, gdy
Ŝ
obiecuj
ę
ci nieraz tu do ciebie przybywa
ć
. Ba! Mo
Ŝ
e nawet naprzykrz
ę
ci si
ę
zbyt
cz
ę
stymi odwiedzinami! - Miły synu - zwrócił si
ę
znów do ksi
ę
cia Ahmeda sułtan -
nie chc
ę
docieka
ć
twej tajemnicy, je
ś
li chcesz, aby pozostała przede mn
ą
zakryta. Atoli prosz
ę
, aby
ś
spełnił jedno moje
Ŝ
yczenie, a mianowicie, bym od
czasu do czasu mógł si
ę
przekona
ć
o twoim trwałym szcz
ęś
ciu i powodzeniu.
Zostawiam ci pełn
ą
swobod
ę
powrotu do twego domu, ale pami
ę
taj, aby
ś
przynajmniej raz w miesi
ą
cu tu przybywał, aby mnie odwiedzi
ć
, jak uczyniłe
ś
to
teraz, aby twoja zbyt długa nieobecno
ść
nie przyprawiła mnie znowu o l
ę
k i ból,
trosk
ę
i t
ę
sknot
ę
. Tedy ksi
ąŜę
Ahmed sp
ę
dził jeszcze całe trzy dni u ojca, ale
my
ś
l o pi
ę
knej Peri Banu ani na chwil
ę
nie opuszczała jego serca. Tote
Ŝ
czwartego dnia dosiadł rumaka i odjechał otoczony takim samym przepychem, z
jakim przybył. Kiedy Peri Banu ujrzała wracaj
ą
cego ksi
ę
cia Ahmeda, nie posiadała
si
ę
z rado
ś
ci, bo wydawało si
ę
jej,
Ŝ
e ich rozł
ą
ka trwała lat trzysta. Taka
bowiem jest ju
Ŝ
miło
ść
: chwile rozł
ą
ki wydaj
ą
si
ę
długie i nie ko
ń
cz
ą
ce si
ę
niczym lata. Ksi
ąŜę
prosił j
ą
o przebaczenie,
Ŝ
e j
ą
nawet na tak krótko opu
ś
cił,
a słowa jego zachwyciły tym bardziej Peri Banu. I znowu p
ę
dzili dnie w
doskonałym szcz
ęś
ciu, ciesz
ą
c si
ę
sob
ą
nawzajem. Tak min
ą
ł miesi
ą
c, a ksi
ąŜę
Ahmed ani razu nie wspomniał o swoim ojcu, sułtanie, ani nie wyraził
Ŝ
yczenia,
aby go zgodnie z dan
ą
mu obietnic
ą
odwiedzi
ć
. Skoro pi
ę
kna Peri Banu t
ę
zmian
ę
zauwa
Ŝ
yła, tak do niego powiada: - Przecie
Ŝ
oznajmiłe
ś
mi kiedy
ś
,
Ŝ
e masz zamiar
na pocz
ą
tku ka
Ŝ
dego miesi
ą
ca st
ą
d odje
Ŝ
d
Ŝ
a
ć
i udawa
ć
si
ę
na dwór twojego
rodzica, aby dowiedzie
ć
si
ę
o jego zdrowie. Dlaczego
Ŝ
nie my
ś
lisz ju
Ŝ
teraz o
tym, chocia
Ŝ
wiesz,
Ŝ
e frasuje si
ę
on wielce, oczekuj
ą
c niecierpliwie twego
przyjazdu? - Tak jest, jak powiedziała
ś
- odparł ksi
ąŜę
Ahmed - ale z kolei i ja
oczekuj
ę
twego rozkazu i zezwolenia i dlatego nie
ś
miałem pierwszy ci o moim
wyje
ź
dzie napomkn
ąć
. A ona na to: - Twoje wyjazdy i przyjazdy nie mog
ą
zale
Ŝ
e
ć
od tego, czy ja ci na to pozwol
ę
! W pocz
ą
tkach ka
Ŝ
dego miesi
ą
ca, skoro tylko
ksi
ęŜ
yc na niebo powróci, dosiadaj rumaka i odje
Ŝ
d
Ŝ
aj. Od tej chwili nie
potrzebujesz mnie ju
Ŝ
nigdy prosi
ć
o zezwolenie. Przez trzy pełne dni mo
Ŝ
esz u
twego ojca pozostawa
ć
, a czwartego dnia powracaj zawsze do mnie! Tak te
Ŝ
ksi
ąŜę
Ahmed nast
ę
pnego ranka uczynił, dosiadł rumaka i z liczn
ą
ś
wit
ą
odjechał. Tak
samo jak uprzednio udał si
ę
do pałacu swego ojca sułtana i zło
Ŝ
ył mu nale
Ŝ
ne
uszanowanie. I tak co miesi
ą
c go odwiedzał, ale za ka
Ŝ
dym razem z coraz
liczniejszym i paradniejszym orszakiem d
Ŝ
ygitów, a i on sam dosiadał coraz
wspanialszego rumaka i był przyodziany w coraz bogatsze szaty. W ko
ń
cu jeden z
wezyrów, ulubieniec i towarzysz uczt padyszacha, poczuł zawi
ść
, widz
ą
c ksi
ę
cia
Ahmeda przybywaj
ą
cego do pałacu w takim bogactwie i przepychu, i tak powiedział
do siebie: "Jak to si
ę
dzieje,
Ŝ
e nikt nie wie, sk
ą
d ten ksi
ąŜę
przybywa i w
jaki sposób doszedł do tak wspaniałej
ś
wity!" Potem za
ś
powodowany zło
ś
liw
ą
zawi
ś
ci
ą
, zacz
ą
ł sułtanowi szepta
ć
podst
ę
pne słowa: - Najja
ś
niejszy panie i
wszechmocny nasz władco, nie jest dobrze, i
Ŝ
tak mało zwracasz uwagi na to, co
ksi
ąŜę
Ahmed czyni. Czy
Ŝ
nie widzisz,
Ŝ
e jego
ś
wita z miesi
ą
ca na miesi
ą
c ro
ś
nie
tak co do liczebno
ś
ci, jak i siły? Có
Ŝ
by było, gdyby knuł on jaki
ś
spisek i
chciał ciebie rzuci
ć
do lochu, aby odebra
ć
ci wodze panowania? Wiesz przecie
Ŝ
dobrze,
Ŝ
e wywołałe
ś
gniew zarówno ksi
ę
cia Husseina, jak i ksi
ę
cia Ahmeda, kiedy
oddałe
ś
r
ę
k
ę
Nur en-Nahar ksi
ę
ciu Alemu. Wówczas pierwszy z nich w swym
rozgoryczeniu wyrzekł si
ę
przepychu i marno
ś
ci tego
ś
wiata i stał si
ę
Ŝ
ebrz
ą
cym
mnichem, gdy tymczasem drugi z nich, wła
ś
nie ksi
ąŜę
Ahmed, puszy si
ę
obecnie w
twojej obecno
ś
ci tak bezmiern
ą
pot
ę
g
ą
i wspaniało
ś
ci
ą
. Nie ulega w
ą
tpliwo
ś
ci,
Ŝ
e
obaj oni rozmy
ś
laj
ą
o zem
ś
cie i skoro tylko dostaniesz si
ę
w ich r
ę
ce, dokonaj
ą
zdrady wobec ciebie. Przeto doradzam ci, strze
Ŝ
si
ę
, i nieustannie powtarzam,
strze
Ŝ
si
ę
! Chwy
ć
sposobno
ść
za włosy, zanim nie b
ę
dzie za pó
ź
no, gdy
Ŝ
m
ę
drzec
przecie
Ŝ
powiada: Łatwo zalepi
ć
glin
ą
@
Ź
ródełko póki małe,@ Lecz gdy przybierze
woda@ Zatopi wojsko całe. Tak szeptał do sułtana zły wezyr, a potem dodał: -
Wiesz równie
Ŝ
,
Ŝ
e ksi
ąŜę
Ahmed, odbywszy swoj
ą
zwykł
ą
trzydniow
ą
wizyt
ę
u
ciebie, nigdy nie prosi ci
ę
o pozwolenie wyjazdu i nigdy nie
Ŝ
egna si
ę
ani z
tob
ą
, ani z nikim ze swoich krewnych. Takie post
ę
powanie jest równoznaczne z
pocz
ą
tkiem buntu i
ś
wiadczy o tym,
Ŝ
e w sercu swoim
Ŝ
ywi on gniew. Zreszt
ą
od
ciebie zale
Ŝ
y, co w m
ą
dro
ś
ci swojej postanowisz. Słowa te gł
ę
boko zapadły w
serce nie spodziewaj
ą
cemu si
ę
niczego złego sułtanowi i zasiały tam plon
najgorszych podejrze
ń
. Wkrótce te
Ŝ
sułtan tak zacz
ą
ł my
ś
le
ć
: "Któ
Ŝ
mo
Ŝ
e odgadn
ąć
skryte my
ś
li i zamierzenia ksi
ę
cia Ahmeda i odpowiedzie
ć
na pytanie, czy s
ą
dla
mnie przyjazne, czyli te
Ŝ
wrogie? By
ć
mo
Ŝ
e,
Ŝ
e knuje on zemst
ę
. Tote
Ŝ
godzi si
ę
,
abym zbadał i dowiedział si
ę
, gdzie mieszka i w jaki sposób doszedł do takiej
pot
ę
gi i bogactwa". Powodowany takimi podejrzeniami sułtan posłał pewnego dnia
potajemnie, bez wiedzy wielkiego wezyra, który ksi
ę
ciu Ahmedowi nadal sprzyjał,
po ow
ą
czarownic
ę
. I wpu
ś
ciwszy j
ą
tajemnymi drzwiami do swojej komnaty, zacz
ą
ł
wypytywa
ć
: - Dzi
ę
ki twojej czarnoksi
ę
skiej sztuce dowiedziałem si
ę
,
Ŝ
e ksi
ąŜę
Ahmed
Ŝ
yje. Za oddanie tej usługi jestem ci dot
ą
d zobowi
ą
zany.
ś
ycz
ę
sobie,
Ŝ
eby
ś
i teraz dalej go
ś
ledziła, aby uspokoi
ć
moje serce, które jest pełne
trosk. Chocia
Ŝ
syn mój
Ŝ
yje i co miesi
ą
c przybywa do mnie w odwiedziny, nie wiem
jednak nic o miejscu, gdzie mieszka i sk
ą
d do mnie przyje
Ŝ
d
Ŝ
a. To bowiem
zachowuje przed swoim ojcem w naj
ś
ci
ś
lejszej tajemnicy. Przeto udaj si
ę
zaraz
potajemnie w drog
ę
, tak aby nikt si
ę
o tym nie dowiedział, ani moi wezyrowie,
ani wielkorz
ą
dcy, ani nawet nikt spo
ś
ród moich dworzan i słu
Ŝ
by. Zbadaj wszystko
pilnie i jak najpo
ś
pieszniej donie
ś
mi o miejscu, w którym mój syn stale
przebywa. W tej chwili jest wła
ś
nie u mnie w odwiedzinach, ale czwartego dnia
zwoła swoj
ą
ś
wit
ę
i dosi
ą
dzie rumaka, nie
Ŝ
egnaj
ą
c si
ę
ani ze mn
ą
, ani z nikim z
moich wezyrów i dostojników i nie mówi
ą
c nawet nikomu ani słowa o swym
wyje
ź
dzie. Po czym, jak zwykle, przemierzy kawałek drogi i nagle zniknie. Pójd
ź
wi
ę
c bez zwłoki i oci
ą
gania si
ę
drog
ą
, któr
ą
on st
ą
d wyjedzie, ukryj si
ę
w
jakiej
ś
stosownej kryjówce i czatuj, aby wy
ś
ledzi
ć
, dok
ą
d si
ę
uda. Po czym
zawiadom mnie niezwłocznie o wszystkim. Czarownica po
Ŝ
egnała sułtana i
przeszedłszy cztery stajania schowała si
ę
w kryjówce mi
ę
dzy skałami, tu
Ŝ
obok
miejsca, gdzie ksi
ąŜę
Ahmed wówczas odnalazł sw
ą
strzał
ę
, i tam czekała na jego
przybycie. Wczesnym rankiem, jak le
Ŝ
ało to w jego zwyczaju, ksi
ąŜę
wyruszył w
drog
ę
nie po
Ŝ
egnawszy si
ę
ze swoim ojcem ani z
Ŝ
adnym z jego wezyrów. Czatuj
ą
ca
w ukryciu czarownica dostrzegła ksi
ę
cia i jego
ś
wit
ę
, potem zobaczyła, jak
wszyscy zboczyli w w
ą
wóz, z którego
ś
cie
Ŝ
ki rozwidlały si
ę
na wszystkie strony.
Ale skały i głazy przy drodze były tak strome i niedost
ę
pne,
Ŝ
e nawet pieszo
trudno było tamt
ę
dy przej
ść
. Czarownica zmiarkowała,
Ŝ
e
ś
cie
Ŝ
ka przez w
ą
wóz na
pewno musi prowadzi
ć
do jakiej
ś
pieczary albo tajnego korytarza lub mo
Ŝ
e nawet
podziemnego pałacu duchów i wró
Ŝ
ek. Nagle ksi
ąŜę
Ahmed z całym swoim orszakiem
znikł jej z oczu. Wtedy czarownica wyczołgała si
ę
ze swojej kryjówki i j
ę
ła
dookoła szuka
ć
, ale nie udało si
ę
jej odnale
źć
wej
ś
cia do podziemnego korytarza.
Nie mogła bowiem ujrze
ć
Ŝ
elaznych wrót, poniewa
Ŝ
Ŝ
adna
ś
miertelna istota z ciała
i krwi nie była w stanie ich zobaczy
ć
, je
ś
li pi
ę
kna wró
Ŝ
ka Peri Banu nie
uczyniła ich widzialnymi, przy czym dla wszystkich ciekawych oczu rodu kobiecego
wrota były zawsze niewidzialne. Tedy czarownica tak sobie powiedziała:
"Wszystkie trudy i znoje nadaremne! Nie znalazłam tego, czego szukałam". I
poszła do sułtana, i opowiedziała o wszystkim, co jej si
ę
przytrafiło, o tym,
jak po
ś
ród skał i głazów le
Ŝ
ała zaczajona i jak ujrzała ksi
ę
cia Ahmeda i jego
orszak jad
ą
cych jedn
ą
z najniebezpieczniejszych
ś
cie
Ŝ
ek, jak potem skr
ę
cili w
w
ą
wóz i w jednym mgnieniu oka znikli. A opowiadanie swoje zako
ń
czyła tymi słowy:
- Chocia
Ŝ
zadałam sobie najwi
ę
kszy trud, aby odnale
źć
miejsce, gdzie przebywa
ksi
ąŜę
Ahmed, nie udało mi si
ę
to. Błagam przeto wasz
ą
sułta
ń
sk
ą
mo
ść
, aby
raczył udzieli
ć
mi zwłoki,
Ŝ
ebym mogła dalej tajemnicy tej dochodzi
ć
, co nie
b
ę
dzie znów spraw
ą
tak długotrwał
ą
, kiedy wezm
ę
si
ę
do tego zr
ę
cznie i
ostro
Ŝ
nie. A sułtan na to: - Niech b
ę
dzie tak, jak sobie
Ŝ
yczysz. Udzielam ci
zwłoki, aby
ś
mogła wszystko zbada
ć
. B
ę
d
ę
czekał na twój powrót. Po czym sułtan
ofiarował czarownicy wielki diament bezcennej warto
ś
ci, mówi
ą
c: - We
ź
ten kamie
ń
jako nagrod
ę
za twoje trudy i znoje oraz jako zaliczk
ę
na przyszłe dowody mojej
łaski! Je
ś
li przyniesiesz mi upragnion
ą
wiadomo
ść
,
Ŝ
e tajemnic
ę
zbadała
ś
i
ujawniła
ś
, otrzymasz ode mnie dar jeszcze bardziej cenny. Zaprawd
ę
napełni
ę
twoje serce najweselszym weselem i wy
ś
wiadcz
ę
ci najzaszczytniejsze zaszczyty.
Tedy czarownica czekała znów na przybycie ksi
ę
cia Ahmeda. Wiedziała bowiem,
Ŝ
e w
nocy, kiedy miesi
ą
c był na nowiu, ksi
ąŜę
wyje
Ŝ
d
Ŝ
ał do ojczyzny, aby swego ojca
odwiedzi
ć
i pozosta
ć
tam w ci
ą
gu trzech dni, jak dostojna Peri Banu mu na to
zezwoliła. Kiedy wi
ę
c ksi
ęŜ
yc doszedł do pełni, a potem znowu si
ę
zmniejszył,
czarownica udała si
ę
w drog
ę
w przeddzie
ń
wyjazdu ksi
ę
cia Ahmeda z miejsca jego
przebywania, ukryła si
ę
mi
ę
dzy skałami i usiadła tu
Ŝ
obok owego w
ą
wozu, z
którego według jej oblicze
ń
powinien był si
ę
wynurzy
ć
. I rzeczywi
ś
cie nast
ę
pnego
ranka o brzasku ksi
ąŜę
i jego
ś
wita, składaj
ą
ca si
ę
z wielu d
Ŝ
ygitów na
wspaniałych rumakach, ka
Ŝ
dy z pieszym giermkiem przy strzemieniu, w jeszcze
wi
ę
kszej liczbie ni
Ŝ
zazwyczaj, dumnie wyjechali z
Ŝ
elaznych wrót i przejechali
w pobli
Ŝ
u miejsca, gdzie czarownica na nich czatowała. Wied
ź
ma przylgn
ę
ła w
swych poszarpanych łachmanach do samej ziemi, tak
Ŝ
e kiedy ksi
ąŜę
ujrzał przed
sob
ą
jaki
ś
szary kształt, pomy
ś
lał,
Ŝ
e to złom skalny stoczył si
ę
na drog
ę
ze
zbocza góry. Kiedy wszak
Ŝ
e ksi
ąŜę
podjechał całkiem blisko, czarownica zacz
ę
ła
płaka
ć
i biadoli
ć
dono
ś
nym głosem, błagaj
ą
c nieustannie o pomoc. Ksi
ąŜę
ulitował
si
ę
nad ni
ą
, zatrzymał rumaka i zapytał o powód jej płaczu. Wtedy podst
ę
pna
starucha j
ę
ła jeszcze bardziej szlocha
ć
, a ksi
ąŜę
był coraz gł
ę
biej wzruszony,
widz
ą
c jej łzy i słuchaj
ą
c cichych teraz i przerywanych skarg. Skoro czarownica
zauwa
Ŝ
yła,
Ŝ
e ksi
ąŜę
si
ę
nad ni
ą
lituje i ch
ę
tnie udzieliłby jej pomocy,
westchn
ę
ła gł
ę
boko, uczepiła si
ę
kraju jego szaty i przerywanym głosem, j
ę
cz
ą
c,
jak gdyby szarpały ni
ą
bolesne kurcze, zwróciła si
ę
do niego kłamliwymi słowy: -
Dostojny panie, władco nad władcami, kiedy wyszłam z domu, aby spełni
ć
czyje
ś
polecenie, nagle w tym oto miejscu chwycił mnie gwałtowny atak gor
ą
czki.
Zacz
ę
łam dr
Ŝ
e
ć
i trz
ąść
si
ę
cała, tak
Ŝ
e wszelkie siły mnie opu
ś
ciły i padłam
bezradnie na ziemi
ę
. I nadal nie mam
Ŝ
adnej mocy w r
ę
kach i nogach, aby wsta
ć
z
ziemi i powróci
ć
do mojego domu. - Dobra kobieto - odparł ksi
ąŜę
- nie ma tu w
pobli
Ŝ
u
Ŝ
adnego domu, do którego mogłaby
ś
si
ę
schroni
ć
, aby znale
źć
nale
Ŝ
yt
ą
opiek
ę
. Znane mi jest jednak miejsce, do którego, je
ś
li zechcesz, mog
ę
ci
ę
zaprowadzi
ć
i gdzie, je
ś
li Allach pozwoli, wkrótce, dzi
ę
ki troskliwej opiece,
wyleczysz si
ę
ze swojej choroby. Id
ź
wi
ę
c za mn
ą
, je
ś
li tylko potrafisz! A
czarownica odpowiedziała poj
ę
kuj
ą
c: - Członki moje s
ą
bezsilne i czuj
ę
si
ę
tak
bezradna,
Ŝ
e tylko z pomoc
ą
przyjaznej r
ę
ki zdołam wsta
ć
z ziemi. Tedy ksi
ąŜę
Ahmed rozkazał jednemu ze swych d
Ŝ
ygitów podnie
ść
chor
ą
staruszk
ę
i wzi
ąć
j
ą
na
swego rumaka. D
Ŝ
ygit wykonał natychmiast rozkaz swego pana i posadził wied
ź
m
ę
za
sob
ą
na koniu. Po czym ksi
ąŜę
Ahmed ze
ś
wit
ą
wrócił przez
Ŝ
elazne wrota do
pałacu, rozkazał wnie
ść
staruszk
ę
do swojej komnaty i prosił, aby przyszła
pi
ę
kna Peri Banu. Mał
Ŝ
onka jego przybiegła natychmiast i zapytała wielce
zdziwiona: - Dlaczego wróciłe
ś
si
ę
z drogi? I w czym mam ci pomóc? Tedy ksi
ąŜę
Ahmed opowiedział jej o chorej i bezradnej staruszce, mówi
ą
c: - Zaledwie
wyruszyłem w drog
ę
, ujrzałem t
ę
oto star
ą
kobiet
ę
wij
ą
c
ą
si
ę
w bólach i w
ci
ęŜ
kiej niedoli tu
Ŝ
przy samej
ś
cie
Ŝ
ce. Odczułem lito
ść
w sercu moim i tu j
ą
przywiozłem, bo nie mogłem przecie
Ŝ
zostawi
ć
konaj
ą
cej w
ś
ród skalnego pustkowia.
Prosz
ę
ci
ę
, przyjmij j
ą
łaskawie i daj jej stosowne leki. Za ten dobry uczynek
b
ę
d
ę
ci po wieczne czasy zobowi
ą
zany. Pi
ę
kna Peri Banu spojrzała na staruszk
ę
i
rozkazała dwóm spo
ś
ród swoich niewolnic odnie
ść
j
ą
do innej komnaty i tam
troskliwie i usilnie piel
ę
gnowa
ć
. Słu
Ŝ
ebne dziewcz
ę
ta wykonały rozkaz i zaniosły
czarownic
ę
do wskazanej im komnaty. Po czym pi
ę
kna Peri Banu tak do ksi
ę
cia
Ahmeda rzecze: - Raduje mnie to, panie i władco,
Ŝ
e okazałe
ś
takie miłosierdzie
i
Ŝ
yczliwo
ść
wobec tej starej kobiety. Tote
Ŝ
ch
ę
tnie zaopiekuj
ę
si
ę
ni
ą
, jak mi
to zaleciłe
ś
. Ale serce moje jest pełne l
ę
ku i obawy, aby twoja dobro
ć
nie
poci
ą
gn
ę
ła za sob
ą
nieszcz
ęś
cia. Kobieta ta bowiem nie jest wcale tak chora, jak
udaje. Nie! Ona ci
ę
okłamuje i mam złe przeczucie,
Ŝ
e jaki
ś
wróg czy zawistnik
ma wzgl
ę
dem ciebie i mnie złe zamiary. Na razie jednak ruszaj spokojnie w drog
ę
!
Ksi
ąŜę
, kórego słowa mał
Ŝ
onki wcale nie przekonały, odparł: - Pani mojego serca,
niech Allach chroni ci
ę
od wszelkiego zła! Dopóki ty mi pomagasz i mn
ą
si
ę
opiekujesz, nie l
ę
kam si
ę
Ŝ
adnego niebezpiecze
ń
stwa. Nie wiem nic o
Ŝ
adnym
nieprzyjacielu, który by dybał na moj
ą
zgub
ę
, bo ja sam nie odczuwam nienawi
ś
ci
do
Ŝ
adnej
Ŝ
ywej istoty i nie przewiduj
ę
nic złego ani od ludzi, ani od duchów.
Po czym ksi
ąŜę
Ahmed po
Ŝ
egnał raz jeszcze pi
ę
kn
ą
Peri Banu i udał si
ę
ze swoim
orszakiem do pałacu ojca, który na skutek zło
ś
liwo
ś
ci podst
ę
pnego wezyra
oczekiwał z niespokojnym sercem przybycia syna. Ale nie przeszkodziło mu to w
okazaniu synowi wielu zewn
ę
trznych objawów miło
ś
ci i przyja
ź
ni. Tymczasem obie
słu
Ŝ
ebne wró
Ŝ
ki pi
ę
knej Peri Banu, którym powierzyła ona piecz
ę
nad czarownic
ą
,
zaniosły rzekomo chor
ą
staruszk
ę
do obszernej i wspaniale urz
ą
dzonej komnaty i
uło
Ŝ
yły na ło
Ŝ
u z poduszkami z delikatnego atłasu i kołdr
ą
z drogocennego
brokatu. Po czym jedna z nich usiadła u wezgłowia chorej, gdy druga pobiegła z
porcelanow
ą
czark
ą
po pewien lek, który jest przeciwko ka
Ŝ
dej silnej gor
ą
czce
najlepszym medykamentem. Nast
ę
pnie podniosły staruszk
ę
, posadziły j
ą
na posłaniu
i tak do niej powiedziały: - Wychyl ten napój! Jest to woda z Lwiego
Ź
ródła i
ka
Ŝ
dy chory, który jej skosztuje, zostanie niezwłocznie z cierpie
ń
swoich
uleczony, cho
ć
by nie wiadomo jak niedomagał! Czarownica wzi
ę
ła z udanym
wysiłkiem czark
ę
do r
ę
ki i wypiwszy jej zawarto
ść
poło
Ŝ
yła si
ę
znów na łó
Ŝ
ku.
Słu
Ŝ
ebne dziewcz
ę
ta okryły j
ą
kołdr
ą
mówi
ą
c: - Odpocznij teraz chwil
ę
, a
niebawem odczujesz moc lecznicz
ą
owego napoju. Po czym wyszły z komnaty, aby
chora mogła si
ę
przez godzink
ę
zdrzemn
ąć
. Czarownica wszak
Ŝ
e, która, jak wiemy,
tylko udawała chor
ą
, wkrótce powstała z ło
Ŝ
a, zawołała słu
Ŝ
ebne dziewcz
ę
ta i tak
do nich rzecze: - Wypicie tej wody wróciło mi zdrowie i siły. Czuj
ę
si
ę
teraz
znowu rze
ś
ka i wesoła, a wszystkie moje członki pełne s
ą
nowego
Ŝ
ycia i
ś
wie
Ŝ
ych
sił. Przeto donie
ś
cie niezwłocznie o tym waszej pani, abym mogła ucałowa
ć
kraj
jej szaty, dzi
ę
kuj
ą
c za wy
ś
wiadczone mi dobrodziejstwo. Potem pragn
ę
st
ą
d wyj
ść
,
aby wróci
ć
do domu. Tedy obie słu
Ŝ
ebne wró
Ŝ
ki wzi
ę
ły czarownic
ę
z sob
ą
i
prowadz
ą
c j
ą
do pokojów swej pani pokazywały jej po drodze przeró
Ŝ
ne komnaty, z
których ka
Ŝ
da była jeszcze wspanialsza i z wi
ę
kszym przepychem urz
ą
dzona od
poprzedniej. W ko
ń
cu doszły do najwi
ę
kszej i najpi
ę
kniejszej sali, wyposa
Ŝ
onej w
najdrogocenniejsze i najosobliwsze sprz
ę
ty. Tam pi
ę
kna Peri Banu siedziała na
tronie, wysadzanym l
ś
ni
ą
cymi diamentami, krwawymi rubinami, szmaragdami o
najpi
ę
kniejszej zieleni, matowymi perłami oraz wszelkimi innymi szlachetnymi
kamieniami rzadkich rozmiarów i cudownej przezroczysto
ś
ci. A wokoło stały inne
wró
Ŝ
ki o wdzi
ę
cznej kibici i powabnym obliczu, przystrojone w najwspanialsze
szaty, z r
ę
koma kornie skrzy
Ŝ
owanymi na piersiach i czekały z pokor
ą
i
posłusze
ń
stwem na rozkazy swojej pani. Czarownica nie posiadała si
ę
ze
zdumienia, widz
ą
c przepych komnat, a przede wszystkim gdy zobaczyła dostojn
ą
Peri Banu, siedz
ą
c
ą
na tronie wysadzanym szlachetnymi kamieniami. Zmieszana i
przej
ę
ta czci
ą
, nie mogła wymówi
ć
ani słowa, skłoniła si
ę
tylko gł
ę
boko i
przywarła głow
ą
do stóp pi
ę
knej władczyni. Ta za
ś
, chc
ą
c o
ś
mieli
ć
staruszk
ę
,
rzecze do niej łagodnymi słowy: - Dobra kobieto, cieszy mnie bardzo,
Ŝ
e mog
ę
ci
ę
go
ś
ci
ć
w mym pałacu. A jeszcze wi
ę
cej uradowałam si
ę
, słysz
ą
c,
Ŝ
e wyleczyła
ś
si
ę
z choroby. Odpocznij sobie teraz przechadzaj
ą
c si
ę
po pałacu. Moje słu
Ŝ
ebne
dziewcz
ę
ta b
ę
d
ą
ci towarzyszy
ć
i poka
Ŝą
wszystko, co jest godne widzenia!
Wied
ź
ma skłoniła si
ę
powtórnie jeszcze gł
ę
biej, ucałowała dywan u stóp Peri Banu
i po
Ŝ
egnała si
ę
z ni
ą
w kunsztownie uło
Ŝ
onych słowach, pełnych wdzi
ę
czno
ś
ci za
doznane dobrodziejstwa. Po czym dziewcz
ę
ta słu
Ŝ
ebne oprowadziły j
ą
po całym
pałacu i pokazały wszystkie komnaty, których wspaniało
ść
o
ś
lepiła j
ą
tak i
oczarowała, i
Ŝ
nie mogła odnale
źć
wła
ś
ciwych słów, aby swój zachwyt wyrazi
ć
. W
ko
ń
cu czarownica poszła w swoj
ą
drog
ę
, a wró
Ŝ
ki odprowadziły j
ą
a
Ŝ
poza
Ŝ
elazne
wrota, przez które ksi
ąŜę
Ahmed był j
ą
przywiódł. Tam rozstały si
ę
z ni
ą
,
Ŝ
egnaj
ą
c si
ę
przyja
ź
nie i
Ŝ
ycz
ą
c wszystkiego dobrego. Przekl
ę
ta starucha za
ś
udała si
ę
po
ś
piesznie w swoj
ą
drog
ę
. Ale zaledwie zd
ąŜ
yła przej
ść
kilka kroków,
przyszło jej na my
ś
l obejrze
ć
si
ę
jeszcze raz na
Ŝ
elazne wrota, aby móc je
łatwiej odnale
źć
. Zawróciła wi
ę
c, ale wrota znikły i stały si
ę
niewidzialne tak
samo dla niej, jak i dla ka
Ŝ
dej kobiety. Tedy przeszukawszy wsz
ę
dzie dookoła i
nie znalazłszy ani
ś
ladu pałacu czy wrót, powróciła zrozpaczona do miasta,
przemykaj
ą
c si
ę
ukradkiem pustymi zaułkami. Nast
ę
pnie za
ś
weszła tajn
ą
furtk
ą
do
sułta
ń
skiego pałacu i poprosiła jednego ze sług, aby zawiadomił sułtana o jej
przybyciu, a ten natychmiast kazał przyprowadzi
ć
j
ą
przed swoje oblicze. Wied
ź
ma
podeszła do
ń
ze sm
ę
tn
ą
min
ą
, tak
Ŝ
e sułtan zaniepokojony zapytał: - Co
ś
zdziałała? Gzy udało ci si
ę
zamierzenie twoje wykona
ć
, czy te
Ŝ
doznała
ś
pora
Ŝ
ki?
Czarownica za
ś
, która była nikczemn
ą
oszustk
ą
, odparła: - O sułtanie nad
sułtanami, zbadałam dokładnie wszystko, zgodnie z twoim poleceniem, i zaraz
opowiem ci, co mi si
ę
przydarzyło.
Ś
lady trosk i oznaki zmartwienia, które
widzisz na moim obliczu, maj
ą
całkiem inny powód, który jest dla twojego dobra i
bezpiecze
ń
stwa nader wa
Ŝ
ny. Potem opowiedziała mu cał
ą
swoj
ą
przygod
ę
i tak
mówiła dalej: - By
ć
mo
Ŝ
e,
Ŝ
e kiedy usłyszysz o pot
ę
dze i przepychu, bogactwie i
wspaniało
ś
ciach dostojnej Peri Banu, ucieszysz si
ę
i tak do siebie powiesz:
"Dobrze jest,
Ŝ
e ksi
ąŜę
Ahmed t
ę
wró
Ŝ
k
ę
po
ś
lubił i przez to zdobył tyle bogactwa
i pot
ę
gi!" Ale oczom twojej niewolnicy sprawy te przedstawiaj
ą
si
ę
w całkiem
odmiennym
ś
wietle. Wcale nie jest dobrze -
ś
miem twierdzi
ć
-
Ŝ
e syn twój
rozporz
ą
dza tak
ą
pot
ę
g
ą
i takimi skarby. Bo kto wie, czy z pomoc
ą
Peri Banu nie
wywoła on w twoim pa
ń
stwie niezgody i nie spowoduje rozłamu? Strze
Ŝ
si
ę
podst
ę
pów i chytro
ś
ci kobiet! Ksi
ąŜę
Ahmed jest miło
ś
ci
ą
do pi
ę
knej Peri Banu
otumaniony i by
ć
mo
Ŝ
e, i
Ŝ
za jej podszeptem czyny jego nie b
ę
d
ą
wcale
sprawiedliwe. By
ć
mo
Ŝ
e, i
Ŝ
zbuntuje twoich poddanych i b
ę
dzie si
ę
starał
zawładn
ąć
twoim pa
ń
stwem. A je
ś
li nawet z dobrawoli nic nie uczyni, co by
sprzeciwiało si
ę
czci i powa
Ŝ
aniu nale
Ŝ
nym ojcu i przodkom, to wdzi
ę
ki mał
Ŝ
onki
mog
ą
stopniowo na
ń
coraz mocniej oddziaływa
ć
i w ko
ń
cu uczyni
ą
ze
ń
buntownika
albo co
ś
jeszcze gorszego, czego jednak nie
ś
miem nawet wypowiedzie
ć
. Teraz
zrozumiesz, i
Ŝ
sprawa ta jest bardzo powa
Ŝ
na. Przeto zastanów si
ę
nad wszystkim
starannie. Po czym czarownica chciała ju
Ŝ
odej
ść
w swoj
ą
drog
ę
, ale sułtan
zatrzymał j
ą
i tak do niej powiada: - Jestem ci za dwie rzeczy zobowi
ą
zany. Po
pierwsze, zadała
ś
sobie wiele trudu i wysiłku, a nawet z mojej przyczyny
naraziła
ś
swoje
Ŝ
ycie na szwank, aby przynie
ść
mi prawdziwe wie
ś
ci o synu moim,
ksi
ę
ciu Ahmedzie. A po drugie, jestem ci wdzi
ę
czny za to, i
Ŝ
udzieliła
ś
mi tak
celnej rady i tak m
ą
drej przestrogi. Wypowiedziawszy te słowa sułtan pozwolił
jej odej
ść
, obsypuj
ą
c najwy
Ŝ
szymi dowodami wdzi
ę
czno
ś
ci. Ale skoro tylko
czarownica opu
ś
ciła pałac, przywołał, miotany gwałtownym niepokojem, owego złego
wezyra, który pierwszy podjudził go przeciwko ksi
ę
ciu Ahmedowi. Skoro zły wezyr
wraz ze swoimi poplecznikami przybył przed oblicze sułta
ń
skie, stroskany sułtan
wyło
Ŝ
ył im cał
ą
spraw
ę
i zapytał: - Jaka
Ŝ
jest wasza rada? Có
Ŝ
mam uczyni
ć
, aby
moj
ą
osob
ę
i pa
ń
stwo uchroni
ć
od knowa
ń
owej wró
Ŝ
ki? Tedy jeden z doradców tak
rzecze: - Jest to sprawa nader błaha, a sposób na to jest bardzo prosty. Wydaj
polecenie,
Ŝ
eby ksi
ę
cia Ahmeda, który obecnie przebywa w twojej stolicy, a mo
Ŝ
e
nawet w tej chwili jest tu w pałacu, pojma
ć
i uwi
ę
zi
ć
! Nie ka
Ŝ
mu jednak
ś
ci
ąć
głowy, gdy
Ŝ
ś
mier
ć
jego mogłaby wywoła
ć
rozruchy, ale na razie pozbaw go tylko
wolno
ś
ci, a gdyby si
ę
sprzeciwiał, ka
Ŝ
zaku
ć
go w kajdany. Ta okrutna rada
spodobała si
ę
złemu wezyrowi i wszyscy jego zwolennicy i faworyci uznali j
ą
za
słuszn
ą
. Sułtan wszak
Ŝ
e milczał i nie dał
Ŝ
adnej odpowiedzi. Na drugi dzie
ń
rano
za
ś
posłał po czarownic
ę
i wraz z ni
ą
zastanawiał si
ę
, czy ma ksi
ę
cia Ahmeda
pojma
ć
, czy te
Ŝ
zostawi
ć
go na wolno
ś
ci. - Sułtanie nad sułtanami - rzekła
wied
ź
ma - rada ta przeczy zdrowemu rozs
ą
dkowi i wszelkiej m
ą
dro
ś
ci. Je
ś
li chcesz
ksi
ę
cia Ahmeda rzuci
ć
do lochu, musisz uczyni
ć
to samo z wszystkimi jego
d
Ŝ
ygitami oraz ich giermkami. A poniewa
Ŝ
s
ą
to nadziemskie istoty, nikt nie mo
Ŝ
e
przewidzie
ć
, jak
ą
zemst
ę
mog
ą
na tobie wywrze
ć
. Najbardziej przepastne lochy
oraz najmocniejsze stalowe wrota nie mog
ą
ich zatrzyma
ć
: jego d
Ŝ
ygici umkn
ą
natychmiast i donios
ą
swojej pot
ęŜ
nej wró
Ŝ
ce o uczynionym na nich gwałcie. Ona
za
ś
zapała strasznym gniewem, skoro si
ę
dowie, i
Ŝ
mał
Ŝ
onek jej trzymany jest jak
zwykły przest
ę
pca w ci
ęŜ
kim wi
ę
zieniu i
Ŝ
e wszystko to stało si
ę
nie z jego winy
lub popełnionej przez niego zbrodni, ale wskutek podst
ę
pnego pojmania go. I na
pewno sroga jej zemsta spadnie na twoj
ą
głow
ę
i wyrz
ą
dzi nam szkody, od których
nie zdołamy si
ę
uchroni
ć
. Je
ś
li zechcesz mi zaufa
ć
, dam ci rad
ę
, jak masz
post
ą
pi
ć
, aby
ś
uzyskał to, czego pragniesz, nie
ś
ci
ą
gaj
ą
c nieszcz
ęś
cia na siebie
i na twoje pa
ń
stwo. Wiesz dobrze,
Ŝ
e duchy i wró
Ŝ
ki posiadaj
ą
moc tak
ą
,
Ŝ
e w
jednym mgnieniu oka dokonuj
ą
cudów, jakich zwykły
ś
miertelnik w ci
ą
gu długich
lat nie zdoła mozolnym trudem si
ę
wyuczy
ć
. Otó
Ŝ
, kiedy wyruszasz na polowanie
lub na jak
ąś
wypraw
ę
, potrzebny ci jest paradny namiot dla siebie oraz wiele
skromniejszych namiotów dla twojej
ś
wity, słu
Ŝ
by i wojska. Aby taki obóz rozbi
ć
lub zwin
ąć
, traci si
ę
niepotrzebnie wiele czasu i pieni
ę
dzy. Radz
ę
ci wi
ę
c,
sułtanie nad sułtanami, wystaw ksi
ę
cia Ahmeda na nast
ę
puj
ą
c
ą
prób
ę
: rozka
Ŝ
mu
przynie
ść
sułta
ń
ski namiot, który byłby tak obszerny,
Ŝ
e pomie
ś
ciłby cały twój
dwór, wojsko i ciurów obozowych, a nawet juczne zwierz
ę
ta. A poza tym namiot ten
powinien by
ć
tak lekki, aby jeden człowiek mógł go utrzyma
ć
na dłoni i zanie
ść
wsz
ę
dzie, gdzie mu si
ę
b
ę
dzie podobało. Powiedziawszy to, wied
ź
ma umilkła na
chwil
ę
, a potem tak dalej do sułtana rzecze: - Skoro ksi
ąŜę
Ahmed wywi
ąŜ
e si
ę
z
tego zadania,
Ŝą
daj stale od niego czego
ś
wi
ę
kszego i osobliwszego. Podpowiem
ci, czego masz
Ŝą
da
ć
, aby trudno mu było owe zadania spełni
ć
. W ten sposób
zapełnisz twój skarbiec rzadkimi i osobliwymi przedmiotami, sporz
ą
dzonymi przez
duchy. A b
ę
dzie to tak długo trwało, a
Ŝ
syn twój wreszcie wyczerpie swoje siły i
nie b
ę
dzie mógł ju
Ŝ
wykonywa
ć
twoich rozkazów. Wtedy upokorzony i pełen wstydu
nie odwa
Ŝ
y si
ę
ju
Ŝ
przyby
ć
do twojej stolicy i stawi
ć
si
ę
przed twoim obliczem.
Wówczas uwolnisz si
ę
od strachu przed szkodami, jakie jego r
ę
ka mogłaby ci
wyrz
ą
dzi
ć
, i nie b
ę
dziesz potrzebował go uwi
ę
zi
ć
lub, co byłoby jeszcze gorsze,
kaza
ć
ś
ci
ąć
. Skoro sułtan usłyszał te m
ą
dre słowa, opowiedział o radzie wied
ź
my
swym doradcom i zapytał ich, co o tym my
ś
l
ą
. Oni wszak
Ŝ
e milczeli i nie wyrazili
ani zgody, ani nagany. Postanowił wi
ę
c rady wied
ź
my usłucha
ć
i nic ju
Ŝ
wi
ę
cej o
tym nie mówił. Na drugi dzie
ń
przybył ksi
ąŜę
Ahmed, aby odwiedzi
ć
sułtana. Ten
przywitał go z przesadn
ą
czuło
ś
ci
ą
, przycisn
ą
ł go do serca i ucałował w czoło i
oczy. Przez dłu
Ŝ
sz
ą
chwil
ę
siedzieli przy sobie i gaw
ę
dzili o wielu rzeczach, a
Ŝ
wreszcie sułtan skorzystał z odpowiedniej sposobno
ś
ci i tak do niego rzecze: -
Mój drogi synu Ahmedzie, przez wiele dni nosiłem w sercu ci
ęŜ
ki smutek, a w
duszy wielk
ą
trosk
ę
z powodu rozł
ą
ki z tob
ą
, tak
Ŝ
e kiedy powróciłe
ś
, napełniła
mnie nieopisana rado
ść
na twój widok. Chocia
Ŝ
nice
ś
mi nie mówił o miejscu, w
którym przebywasz, i teraz jeszcze nie chcesz tego wyjawi
ć
, nie chciałem ci
ę
pyta
ć
ani twojej tajemnicy zgł
ę
bia
ć
, poniewa
Ŝ
nie było twoim zamiarem opowiada
ć
mi o swych sprawach. Ale teraz doszła mnie wie
ść
,
Ŝ
e wzi
ą
łe
ś
sobie za
Ŝ
on
ę
pot
ęŜ
n
ą
czarodziejk
ę
niezrównanej urody, i wie
ść
ta sprawiła mi jak naj
Ŝ
ywsz
ą
przyjemno
ść
. Ale nie chc
ę
nic od ciebie o twojej czarodziejskiej mał
Ŝ
once si
ę
dowiadywa
ć
, je
ś
li nie chcesz mi tego wyjawi
ć
z własnej i nieprzymuszonej woli.
Powiedz mi wszak
Ŝ
e, czy gdybym ciebie o co
ś
poprosił, mógłby
ś
to dla mnie od
niej wyjedna
ć
? Bo mał
Ŝ
onka twoja kocha ci
ę
i ceni zapewne tak bardzo,
Ŝ
e nie
potrafi odrzuci
ć
Ŝ
adnej twojej pro
ś
by. - Ojcze i panie - odparł ksi
ąŜę
Ahmed -
czego sobie ode mnie
Ŝ
yczysz? Moja mał
Ŝ
onka jest swemu m
ęŜ
owi oddana całym
sercem i dusz
ą
. Prosz
ę
ci
ę
wi
ę
c, powiedz mi, czego od niej i ode mnie
Ŝą
dasz? Na
co sułtan powiada: - Wiesz zapewne,
Ŝ
e cz
ę
sto wyruszam na polowanie lub na wojny
i boje. Wtedy potrzebne mi s
ą
namioty, szałasy i szopy, a wielkie stada i
gromady wielbł
ą
dów, mułów i innych jucznych zwierz
ą
t musz
ą
mój obóz z jednego
miejsca na drugie przenosi
ć
. Przeto chciałbym, aby
ś
podarował mi namiot tak
lekki, by jeden człowiek mógł go utrzyma
ć
na dłoni, a przy tym tak obszerny - by
zdołał pomie
ś
ci
ć
cały mój dwór, wojsko i tabor z ciurami i zwierz
ę
tami jucznymi.
Gdyby
ś
zechciał swoj
ą
dostojn
ą
mał
Ŝ
onk
ę
o taki dar dla mnie poprosi
ć
, tusz
ę
,
Ŝ
e
zgodziłaby si
ę
mi go ofiarowa
ć
. A wtedy uwolniłby
ś
mnie od wielkiego kłopotu z
przenoszeniem namiotów i zaoszcz
ę
dziłbym sobie niejednej zbytecznej straty w
ludziach czy zwierz
ę
tach jucznych. - Kochany ojcze i sułtanie - odparł ksi
ąŜę
-
nie troszcz si
ę
i nie frasuj! Niezwłocznie przeka
Ŝę
twoje
Ŝ
yczenie mojej
mał
Ŝ
once, dostojnej Peri Banu. I chocia
Ŝ
nie wiem, czy wró
Ŝ
ki posiadaj
ą
moc, aby
sporz
ą
dzi
ć
taki namiot, jak ten, o którym mówisz, oraz czy mał
Ŝ
onka moja, je
ś
li
nawet wró
Ŝ
ki tak
ą
moc posiadaj
ą
, zechce mi w tym dopomóc, mimo to, cho
ć
nie mog
ę
ci takiego podarunku obieca
ć
, uczyni
ę
ch
ę
tnie dla ciebie wszystko, co le
Ŝ
y w
mojej mocy. Na to sułtan tak ksi
ę
ciu Ahmedowi odpowiedział: - Gdyby jednak ci
si
ę
co
ś
miało nie uda
ć
i nie mógłby
ś
mi upragnionego przez mnie podarunku
ofiarowa
ć
, to, synu mój, nie chc
ę
ju
Ŝ
nigdy ogl
ą
da
ć
twego oblicza. Zaiste byłby
ś
po
Ŝ
ałowania godnym mał
Ŝ
onkiem, gdyby
Ŝ
ona twoja ci takiej drobnostki odmówiła
nie czyni
ą
c jak najpr
ę
dzej wszystkiego, co jej czyni
ć
polecisz. Tym bowiem
dałaby ci do zrozumienia,
Ŝ
e w oczach jej masz niewielk
ą
warto
ść
i znaczenie, a
jej miło
ść
do ciebie tak jakby nie istniała. Ale teraz, mój synu, nie zwlekaj
ju
Ŝ
dłu
Ŝ
ej, id
ź
do niej i popro
ś
o ten namiot; je
ś
li ci go da, to b
ę
dzie dowód,
i
Ŝ
miłuje ci
ę
ponad wszystko na
ś
wiecie. Zreszt
ą
donoszono mi,
Ŝ
e kocha ci
ę
z
całego serca i całej duszy i
Ŝ
e nigdy nie odmówiłaby ci czego
ś
, o co by
ś
j
ą
poprosił, gdyby nawet to miała by
ć
jej własna
ź
renica. Zwykle ksi
ąŜę
Ahmed
przebywał u ojca sułtana trzy dni w ka
Ŝ
dym miesi
ą
cu, ale tym razem pozostał u
niego tylko dwa i po
Ŝ
egnał si
ę
z nim na trzeci. Skoro powrócił do swego pałacu,
pi
ę
kna Peri Banu od razu zauwa
Ŝ
yła, jak bardzo jest zatroskany i jak bardzo
wygl
ą
da na przygn
ę
bionego. Tote
Ŝ
zaraz go spytała: - Powiedz mi, dlaczego
powróciłe
ś
od ojca ju
Ŝ
dzisiaj, a nie pozostałe
ś
do jutra, jak miałe
ś
to zamiar
uczyni
ć
, i dlaczego wyraz twego oblicza jest tak
Ŝ
ałosny? On za
ś
ucałował j
ą
w
czoło, obj
ą
ł czule i opowiedział wszystko od pocz
ą
tku do ko
ń
ca. Wtedy pi
ę
kna
Peri Banu tak rzecze: - Pragn
ę
niezwłocznie uciszy
ć
niepokój twego serca, gdy
Ŝ
nie zniosłabym, aby
ś
smucił si
ę
cho
ć
by tylko przez jedno mgnienie oka. Mimo to,
mój najmilszy, pro
ś
ba twego ojca sułtana, wiem to na pewno, oznacza, i
Ŝ
dnie
jego s
ą
policzone. Wkrótce ju
Ŝ
po
Ŝ
egna on ten
ś
wiat i znajdzie si
ę
tam, gdzie go
miłosierny Allach powoła. Przewrotny wróg wszystko to uknuł i wielka niedola ci
grozi. A skutek tego wszystkiego jest taki, i
Ŝ
rodzic twój, który si
ę
gro
Ŝą
cego
mu niebezpiecze
ń
stwa wcale nie spodziewa, sam pilnie przygotowuje własn
ą
zgub
ę
.
Pełen przera
Ŝ
enia i l
ę
ku ksi
ąŜę
Ahmed odpowiedział swojej mał
Ŝ
once: - Ojciec mój
i najmiło
ś
ciwszy padyszach, chwała niech b
ę
dzie Allachowi, cieszy si
ę
najlepszym
zdrowiem i nie wida
ć
u niego
Ŝ
adnej oznaki choroby czy starczej słabo
ś
ci.
Jeszcze dzi
ś
rano, kiedy si
ę
z nim
Ŝ
egnałem, był tak rze
ś
ki i wesół, i
Ŝ
nigdy
nie widziałem go bardziej zdrowym. Dziwi
ę
si
ę
jednak,
Ŝ
e sk
ą
d
ś
dowiedział si
ę
o
naszym mał
Ŝ
e
ń
stwie i o miejscu naszego przebywania. - Mój ksi
ąŜę
- odparła
pi
ę
kna Peri Banu - pami
ę
tasz, co ci mówiłam, gdy ujrzałam ow
ą
star
ą
kobiet
ę
,
któr
ą
tu przyprowadziłe
ś
i która rzekomo cierpiała na gwałtown
ą
gor
ą
czk
ę
? Owa
kobieta jest wied
ź
m
ą
z rodu szatana. Doniosła ona twemu ojcu o wszystkim, czego
si
ę
chciał o miejscu naszego przebywania dowiedzie
ć
. Chocia
Ŝ
dokładnie
widziałam,
Ŝ
e nie jest ani chora, ani słaba, ale tylko udaje,
Ŝ
e ma gor
ą
czk
ę
,
dałam jej lek, który usuwa wszelkie cierpienia. Ona za
ś
oszukiwała, kłami
ą
c,
Ŝ
e
to dopiero przywróciło jej zdrowie i siły. Kiedy owa wied
ź
ma przyszła po
Ŝ
egna
ć
si
ę
, kazałam dwóm moim słu
Ŝ
ebnicom pój
ść
z ni
ą
i pokaza
ć
jej wszystkie komnaty
tego pałacu wraz z ich sprz
ę
tem i ozdobami, aby lepiej poznała, jak mnie i tobie
si
ę
powodzi. Wszystko to uczyniłam jedynie dlatego,
Ŝ
e rozkazałe
ś
mi okaza
ć
miłosierdzie owej staruszce. Cieszyłam si
ę
,
Ŝ
e odchodzi st
ą
d zdrowa, wesoła i
pełna otuchy. Poza ni
ą
Ŝ
adna ludzka istota nie zdołała nigdy niczego si
ę
o tym
miejscu dowiedzie
ć
, a nawet tu si
ę
dosta
ć
. Usłyszawszy te słowa, ksi
ąŜę
Ahmed
podzi
ę
kował z całego serca swej mał
Ŝ
once i tak rzecze: - O ty, której uroda
równa jest pi
ę
knu sło
ń
ca, chciałbym ci
ę
prosi
ć
o łask
ę
, aby
ś
Ŝ
yczenie mego ojca
spełniła. Domaga si
ę
on mianowicie monarszego namiotu tak wielkich rozmiarów,
Ŝ
eby pomie
ś
cił całe jego wojsko wraz z taborem i jucznymi zwierz
ę
tami, a mimo to
namiot ten ma by
ć
tak lekki, aby mo
Ŝ
na go było unie
ść
na dłoni. Czy taki dziw
nad dziwy w ogóle istnieje, nie wiem, ale chciałbym wszystko uczyni
ć
, aby ojcu
dogodzi
ć
i namiot mu ofiarowa
ć
. Wówczas pi
ę
kna Peri Banu zawołała: - Czy
Ŝ
mo
Ŝ
e
niepokoi
ć
ci
ę
taka drobnostka! Zaraz po
ś
l
ę
po taki namiot, aby ci go podarowa
ć
.
Po czym zawezwała jedn
ą
ze swych słu
Ŝ
ebnic, która była zarz
ą
dczyni
ą
skarbca, i
powiedziała do niej: - Nur D
Ŝ
ehan, pójd
ź
zaraz i przynie
ś
mi namiot takiego a
takiego rodzaju. Nur D
Ŝ
ehan poszła szybko i równie szybko powróciła z zamówionym
namiotem, który zło
Ŝ
yła na dłoni ksi
ę
cia Ahmeda. Trzymaj
ą
c wr
ę
czony przedmiot w
r
ę
ku, ksi
ąŜę
zastanowił si
ę
w duchu: "Có
Ŝ
to takiego dała mi moja Peri Banu?
Prawdopodobnie
Ŝ
artuje sobie ze mnie!" Ale mał
Ŝ
onka, która umiała odgadywa
ć
jego
my
ś
li z wyrazu twarzy, zacz
ę
ła si
ę
gło
ś
no
ś
mia
ć
i zawołała: - No có
Ŝ
, mój
umiłowany ksi
ąŜę
? Czy
Ŝ
by naprawd
ę
ci si
ę
zdawało,
Ŝ
e stroj
ę
z ciebie
Ŝ
arty i
płatam ci psoty? Potem za
ś
tak przemówiła do zarz
ą
dczyni skarbca Nur D
Ŝ
ehan: -
We
ź
teraz namiot z dłoni ksi
ę
cia Ahmeda i postaw go na szerokim polu, aby ksi
ąŜę
ujrzał, jak olbrzymie s
ą
jego rozmiary, i sprawdził, czy jest taki, jakiego
ojciec jego, sułtan, sobie
Ŝ
yczył. Wierna Nur D
Ŝ
ehan wzi
ę
ła czarodziejski namiot
i rozbiła go daleko od pałacu, a mimo to si
ę
gał od najdalszego kra
ń
ca równiny a
Ŝ
do pałacowych wrót. A był ten namiot tak niesko
ń
czenie wielki,
Ŝ
e, jak ksi
ąŜę
Ahmed mógł si
ę
o tym przekona
ć
, pomie
ś
ciłby si
ę
w nim cały sułta
ń
ski dwór. Ba,
nawet gdyby dwa olbrzymie wojska z całym taborem i jucznymi zwierz
ę
tami pod
namiotem tym si
ę
ustawiły, to nie przeszkadzałyby sobie i nie byłoby im zbyt
ciasno. Tedy ksi
ąŜę
poprosił pi
ę
kn
ą
Peri Banu o przebaczenie, mówi
ą
c: - Zaiste
nie wiedziałem,
Ŝ
e to, co trzymałem w r
ę
ku, było niesko
ń
czenie wielkim i
cudownym namiotem, i dlatego pow
ą
tpiewałem na pierwszy rzut oka. Tedy
zarz
ą
dczyni skarbca Nur D
Ŝ
ehan zwin
ę
ła znów namiot i poło
Ŝ
yła go ksi
ę
ciu
Ahmedowi na dłoni. Ten za
ś
nie zwlekaj
ą
c i nie oci
ą
gaj
ą
c si
ę
dłu
Ŝ
ej, dosiadł
rumaka i otoczony
ś
wit
ą
odjechał do ojca. Przybywszy do stolicy, wr
ę
czył mu
namiot, składaj
ą
c równocze
ś
nie hołd i nale
Ŝ
ne uszanowanie. Równie
Ŝ
sułtan na
pierwszy rzut oka my
ś
lał,
Ŝ
e to tylko jaki
ś
drobny upominek. Skoro jednak namiot
został rozpi
ę
ty, sułtan nie posiadał si
ę
ze zdumienia, widz
ą
c jego rozmiary,
gdy
Ŝ
namiot ten zaiste mógłby słu
Ŝ
y
ć
jako schronienie dla całej sułta
ń
skiej
stolicy wraz ze wszystkimi jej przedmie
ś
ciami. Ale i tak sułtan nie wykazał
zadowolenia, gdy
Ŝ
obecnie namiot wydał mu si
ę
z kolei za du
Ŝ
y. Ksi
ąŜę
Ahmed
wszak
Ŝ
e zapewniał ojca,
Ŝ
e namiot za ka
Ŝ
dym razem dopasuje si
ę
wielko
ś
ci
ą
do
tego, co b
ę
dzie miał w danej chwili do pomieszczenia. Tedy sułtan dzi
ę
kował
swemu synowi za tak rzadki dar, mówi
ą
c: - Kochany synu, donie
ś
swojej mał
Ŝ
once,
Ŝ
e jestem jej nader zobowi
ą
zany, i przeka
Ŝ
jej moj
ą
najserdeczniejsz
ą
podzi
ę
k
ę
za jej łaskawy podarunek. Teraz wiem,
Ŝ
e miłuje ci
ę
ona z całego serca i sprzyja
ci z całej duszy, tak
Ŝ
e wszelkie moje w
ą
tpliwo
ś
ci i obawy zupełnie si
ę
rozwiały. Po czym sułtan rozkazał namiot zwin
ąć
i troskliwie go w sułta
ń
skim
skarbcu przechowywa
ć
. Jest rzecz
ą
dziwn
ą
, ale niestety prawdziw
ą
, i
Ŝ
kiedy
sułtan otrzymał od ksi
ę
cia Ahmeda ów wspaniały dar, w sercu jego zago
ś
ciły
strach i w
ą
tpliwo
ś
ci, zazdro
ść
i zawi
ść
wobec własnego syna. Uczucia te, jakie
wzbudziła w nim czarownica, nasłana przez wezyra oraz zło
ś
liwych doradców
sułtana, wzmogły si
ę
tylko i stały si
ę
Ŝ
ywsze ni
Ŝ
kiedykolwiek. Obecnie bowiem
sułtan był ju
Ŝ
pewien,
Ŝ
e Peri Banu miłuje ksi
ę
cia Ahmeda ponad wszystko. A przy
tym zrozumiał,
Ŝ
e je
ś
li zechce swemu mał
Ŝ
onkowi dopomóc, to swoj
ą
czarodziejsk
ą
sił
ą
górowa
ć
ona b
ę
dzie nad całym bogactwem i pot
ę
g
ą
sułta
ń
sk
ą
. Przeto sułtan
odczuł dr
ę
cz
ą
cy l
ę
k,
Ŝ
e pot
ęŜ
na Peri Banu oczekuje jego
ś
mierci, aby posadzi
ć
Ahmeda na sułta
ń
skim tronie. Zawezwał wi
ę
c czarownic
ę
, na której chytro
ść
i
spryt obecnie najbardziej liczył, i oznajmił jej, jaki skutek odniosła dana mu
przez ni
ą
rada. Wied
ź
ma namy
ś
lała si
ę
przez dłu
Ŝ
sz
ą
chwil
ę
, po czym rzekła: -
Sułtanie nad sułtanami, obawy twoje s
ą
płonne. Wystarczy, aby
ś
rozkazał teraz
ksi
ę
ciu Ahmedowi,
Ŝ
eby przyniósł ci wody z Lwiego
Ź
ródła. Poczucie honoru zmusi
go do spełnienia twego
Ŝą
dania, a skoro mu si
ę
to nie uda, z samego wstydu nie
odwa
Ŝ
y si
ę
ju
Ŝ
pokaza
ć
na twoim dworze. Taki plan post
ę
powania b
ę
dzie dla ciebie
najlepszy ze wszystkich mo
Ŝ
liwych. Przeto postaraj si
ę
niezwłocznie go wykona
ć
.
Nazajutrz pod wieczór, kiedy sułtan w towarzystwie swych wezyrów i dostojników
pa
ń
stwa sprawował dywan, wszedł do komnaty ksi
ąŜę
Ahmed, zło
Ŝ
ył ojcu nale
Ŝ
ny
hołd i usiadł obok jego tronu na niskim taborecie. Sułtan zwrócił si
ę
do niego
okazuj
ą
c mu jak zazwyczaj dowody najwy
Ŝ
szej łaski i tak powiedział: - Sprawiłe
ś
mi najwi
ę
ksz
ą
rado
ść
, ofiaruj
ą
c ów namiot, o który ci
ę
prosiłem. Zaiste w moim
skarbcu nie ma niczego, co by dorównywało mu osobliwo
ś
ci
ą
i przepychem. Brak mi
jednak jeszcze jednej rzeczy, a je
ś
li j
ą
przyniesiesz, b
ę
d
ę
ci ponad wszelk
ą
miar
ę
wdzi
ę
czny. Słyszałem bowiem,
Ŝ
e wró
Ŝ
ka b
ę
d
ą
ca twoj
ą
oblubienic
ą
, włada
wod
ą
, która wypływa z Lwiego
Ź
ródła i której jeden haust leczy ka
Ŝ
d
ą
gor
ą
czk
ę
oraz wszelk
ą
inn
ą
ś
mierteln
ą
chorob
ę
. Wiem,
Ŝ
e z wielk
ą
trosk
ą
my
ś
lisz o moim
zdrowiu. Tote
Ŝ
nie w
ą
tpi
ę
, i
Ŝ
przyjemnie ci b
ę
dzie przynie
ść
mi troch
ę
owej
cudownej wody, abym mógł si
ę
jej napi
ć
, kiedy zajdzie po temu potrzeba. Wiem
równie
Ŝ
dobrze,
Ŝ
e wysoko cenisz moj
ą
miło
ść
i przywi
ą
zanie do ciebie i
Ŝ
e
dlatego nie odmówisz mi spełnienia tej oto pro
ś
by. Gdy ksi
ąŜę
Ahmed usłyszał
Ŝ
yczenie sułtana, był nim zaskoczony, nie my
ś
lał bowiem,
Ŝ
e jego ojciec tak
rychło znów czego
ś
od niego za
Ŝą
da. Milczał wi
ę
c chwil
ę
, tak mówi
ą
c do siebie w
duchu: "Jako
ś
mi si
ę
udało wyjedna
ć
namiot ów od pani mego serca. Ale jeden
Allach tylko wie, czy ta nowa moja pro
ś
ba nie obudzi jej gniewu. Jestem jednak
pewny,
Ŝ
e nigdy mi niczego nie odmówi, o co j
ą
poprosz
ę
". Po dłu
Ŝ
szym namy
ś
le
ksi
ąŜę
Ahmed tak odpowiedział: - Dostojny panie i padyszachu, nie jest w mojej
mocy cokolwiek w tej sprawie zdziała
ć
, gdy
Ŝ
zale
Ŝ
y to wył
ą
cznie od mojej
mał
Ŝ
onki. Ale jestem gotów j
ą
prosi
ć
, aby mi ow
ą
cudown
ą
wod
ę
dała, i je
ś
li
raczy moj
ą
pro
ś
b
ę
spełni
ć
, niezwłocznie ci ow
ą
wod
ę
przynios
ę
. Oczywi
ś
cie nie
mog
ę
ci jeszcze tego na pewno obieca
ć
, ale wierzaj,
Ŝ
e we wszystkim i w ka
Ŝ
dej
rzeczy, która mo
Ŝ
e ci by
ć
po
Ŝ
yteczna, uczyni
ę
ch
ę
tnie wszystko, co jest tylko
mo
Ŝ
liwe. Je
ś
li jednak uda mi si
ę
wod
ę
t
ę
od niej uprosi
ć
, to dokonam o wiele
trudniejszego dzieła, ni
Ŝ
było uproszenie dla ciebie namiotu. Na drugi dzie
ń
ksi
ąŜę
Ahmed po
Ŝ
egnał si
ę
z ojcem i wrócił do pi
ę
knej Peri Banu. Obj
ą
wszy i
powitawszy j
ą
czule tak do niej rzecze: - Pani mego serca i
ś
wiatło moich oczu,
ojciec mój, sułtan, przekazuje ci przeze mnie serdeczn
ą
podzi
ę
k
ę
za spełnienie
jego
Ŝ
yczenia i podarowanie mu namiotu. Ale teraz raz jeszcze odwa
Ŝ
a si
ę
on
prosi
ć
ci
ę
o co
ś
i ufaj
ą
c w twoj
ą
dobro
ć
uprasza ci
ę
,
Ŝ
eby
ś
zechciała udzieli
ć
mu troch
ę
wody z Lwiego
Ź
ródła. Lecz ja chciałbym do tego doda
ć
: je
ś
li nie
zechcesz da
ć
mu tej wody, to pu
ść
cał
ą
t
ę
spraw
ę
w niepami
ęć
, gdy
Ŝ
moim jedynym
pragnieniem jest zrobi
ć
wszystko, czego ty sobie
Ŝ
yczysz. Pi
ę
kna Peri Banu tak
na to odpowiedziała: - Zdaje mi si
ę
,
Ŝ
e ojciec twój, sułtan, chce zarówno mnie,
jak i ciebie wystawi
ć
na prób
ę
, domagaj
ą
c si
ę
takich podarunków, jakich mu owa
czarownica
Ŝą
da
ć
doradziła. Mimo to - ci
ą
gn
ę
ła dalej - i t
ę
jego pro
ś
b
ę
spełni
ę
,
je
ś
li sułtan tak o to zabiega. Zwłaszcza
Ŝ
e ani tobie, ani mnie nie sprawi to
zbytniego kłopotu, chocia
Ŝ
jest to przedsi
ę
wzi
ę
cie nader niebezpieczne,
wymy
ś
lone podst
ę
pnie i zło
ś
liwie. Uwa
Ŝ
aj przeto dokładnie na to, co ci powiem.
Nie zapomnij ani jednego z moich słów, gdy
Ŝ
inaczej
ś
mier
ć
twoja jest
nieunikniona: w wielkiej sali zamku, który wznosi si
ę
na tamtej oto górze, jest
fontanna strze
Ŝ
ona przez cztery dzikie i drapie
Ŝ
ne lwy. Pilnuj
ą
one drogi, która
do tej fontanny prowadzi. Przy tym czuwaj
ą
one na zmian
ę
, dwa lwy stoj
ą
stale na
stra
Ŝ
y, gdy dwa pozostałe
ś
pi
ą
, i dlatego
Ŝ
adna
Ŝ
ywa istota nie potrafiła dot
ą
d
tam si
ę
przedosta
ć
. Ale ja naucz
ę
ci
ę
sposobu, w jaki b
ę
dziesz mógł zdoby
ć
to,
czego pragniesz, nie nara
Ŝ
aj
ą
c si
ę
na szwank ze strony owych okrutnych bestii.
Powiedziawszy te słowa pi
ę
kna Peri Banu wyci
ą
gn
ę
ła motek nici ze szkatułki z
ko
ś
ci słoniowej i zwin
ę
ła ze
ń
kł
ę
bek. Kł
ę
bek ten wr
ę
czyła swemu mał
Ŝ
onkowi
mówi
ą
c: - Po pierwsze, pilnuj starannie, aby
ś
kł
ę
bka tego z r
ę
ki nie wypu
ś
cił.
Niebawem wyja
ś
ni
ę
ci jego przeznaczenie. Po drugie, wybierz sobie dwa najszybsze
rumaki: jednego, aby go dosi
ąść
, a drugiego, aby umie
ś
ci
ć
na jego grzbiecie
ś
wie
Ŝ
o zar
Ŝ
ni
ę
t
ą
owc
ę
, po
ć
wiartowan
ą
na cztery cz
ęś
ci. Po trzecie, we
ź
ze sob
ą
szklan
ą
amfor
ę
, któr
ą
ci zaraz dam. Do niej nabierzesz, je
ś
li Allach pozwoli,
owej cudownej wody i przywieziesz j
ą
sułtanowi. Skoro tylko za
ś
wita, wsta
ń
z
ło
Ŝ
a i wyrusz na obranym przez siebie najszybszym rumaku, drugiego równie
szybkiego prowadz
ą
c na lince. Jak tylko dojedziesz do spi
Ŝ
owej bramy, która
wiedzie na dziedziniec zamkowy, rzu
ć
ten kł
ę
bek przed bram
ą
na ziemi
ę
. Potoczy
si
ę
on własn
ą
sił
ą
do podwoi zamku. Jed
ź
w
ś
lad za nim przez otwarte podwoje, a
Ŝ
kł
ę
bek toczy
ć
si
ę
przestanie. W tej samej chwili ujrzysz owe cztery lwy. Dwa z
nich b
ę
d
ą
czuwa
ć
i obudz
ą
pozostałe, które tam odpoczywaj
ą
drzemi
ą
c. Tedy
wszystkie cztery otworz
ą
paszcze i zarycz
ą
strasznym głosem, jak gdyby chciały
ciebie napa
ść
i rozerwa
ć
ci
ę
w strz
ę
py. Ty wszak
Ŝ
e nie bój si
ę
i nie l
ę
kaj, ale
jed
ź
dalej
ś
miało, zrzuciwszy owe cztery cz
ęś
ci po
ć
wiartowanej owcy z grzbietu
twojego luzaka po jednej dla ka
Ŝ
dego lwa. Strze
Ŝ
si
ę
przy tym, aby
ś
z konia nie
zsiadł, lecz przeciwnie, tr
ąć
go strzemieniem i pocwałuj jak najszybciej do
fontanny, w której jest owa woda. Tam zsi
ą
d
ź
z konia i gdy lwy b
ę
d
ą
zaj
ę
te
po
Ŝ
eraniem owcy, napełnij ow
ą
wod
ą
szklan
ą
amfor
ę
. W ko
ń
cu zawró
ć
równie szybko,
a owe dzikie bestie pozwol
ą
ci bezpiecznie si
ę
min
ąć
. Nazajutrz, skoro
ś
wit,
ksi
ąŜę
Ahmed uczynił wszystko, co pi
ę
kna Peri Banu mu rozkazała, i dosiadłszy
rumaka udał si
ę
do owego zamku. Przejechawszy przez
Ŝ
elazne wrota i min
ą
wszy
podwórzec zamkowy, dotarł do podwoi zamku, które si
ę
przed nim rozwarły. Nie
zsiadaj
ą
c z konia wjechał na wewn
ę
trzny dziedziniec, rzucił cztery
ć
wiartki
zar
Ŝ
ni
ę
tej owcy lwom na po
Ŝ
arcie, ka
Ŝ
demu po jednej, i dotarł szybko do
fontanny. Napełnił szklan
ą
amfor
ę
wod
ą
i pocwałował z powrotem. Nie ujechał
jednak jeszcze daleko, jak obejrzawszy si
ę
ujrzał,
Ŝ
e dwa spo
ś
ród stró
Ŝ
uj
ą
cych
lwów go
ś
cigaj
ą
. Nie znaj
ą
c l
ę
ku, wyci
ą
gn
ą
ł szabl
ę
z pochwy, aby by
ć
gotowym do
obrony. Jeden ze lwów to zoczył i skr
ę
cił nieco na bok. Tam przystan
ą
ł, spojrzał
na ksi
ę
cia, skin
ą
ł mu olbrzymim grzywiastym łbem i zacz
ą
ł merda
ć
ogonem, jak
gdyby chciał ksi
ę
cia prosi
ć
, aby szabl
ę
sw
ą
schował do pochwy, i upewni
ć
go,
Ŝ
e
mo
Ŝ
e w pokoju jecha
ć
dalej, gdy
Ŝ
nie grozi mu
Ŝ
adne niebezpiecze
ń
stwo. Drugi lew
natomiast wyprzedził ksi
ę
cia i biegł przed nim. I tak obie gro
ź
ne bestie
towarzyszyły mu a
Ŝ
do bram miasta, a nawet do samych wrót sułta
ń
skiego pałacu.
Pozostałe dwa lwy utworzyły jakby odwód a
Ŝ
do chwili, kiedy ksi
ąŜę
Ahmed wjechał
w bram
ę
pałacu. Skoro lwy to ujrzały, wszystkie cztery zawróciły i pobiegły z
powrotem t
ą
sam
ą
drog
ą
, któr
ą
przybyły. Gdy lud miejski zobaczył to przedziwne
widowisko, wszyscy uciekli w dzikim popłochu, chocia
Ŝ
zaczarowane bestie
Ŝ
adnej
Ŝ
ywej istocie nie wyrz
ą
dziły krzywdy. Skoro kilku sułta
ń
skich d
Ŝ
ygitów zoczyło,
Ŝ
e ich ksi
ąŜę
przyjechał samotnie bez
ś
wity, po
ś
pieszyli do
ń
, aby mu pomóc przy
zsiadaniu z rumaka. Sułtan zasiadł był wła
ś
nie w sali dywanu i rozprawiał ze
swymi wezyrami i dostojnikami pa
ń
stwa, kiedy si
ę
syn jego przed nim zjawił.
Ksi
ąŜę
pozdrowił go, pomodlił si
ę
do Allacha o błogosławie
ń
stwo dla ojca i
poprosił zgodnie z obyczajem o długie
Ŝ
ycie, szcz
ęś
cie i bogactwo dla niego. Po
czym postawił u jego stóp szklan
ą
amfor
ę
z czarodziejsk
ą
wod
ą
Lwiego
Ź
ródła
mówi
ą
c: - Patrz, ojcze, oto przyniosłem ci upominek, o który mnie prosiłe
ś
! Woda
ta jest wielce osobliwa i trudna była do zdobycia, a w całym twoim skarbcu nie
ma nic równie kosztownego i drogocennego jak ona. Je
ś
li miałby
ś
zaniemóc, cho
ć
niech Allach miło
ś
ciwy broni, aby co
ś
takiego los ci przeznaczył, wypij łyk tej
wody, a od razu b
ę
dziesz uleczony od wszelkich cierpie
ń
, jakie by one nie były!
Kiedy ksi
ąŜę
Ahmed słowa te wypowiedział, sułtan u
ś
ciskał go czule z wielk
ą
miło
ś
ci
ą
i ucałował w czoło. Potem posadził go po swojej prawicy i tak do niego
rzecze: - Kochany synu, jestem ci ze wszech miar zobowi
ą
zany, albowiem
postawiłe
ś
na hazard własne
Ŝ
ycie, aby przynie
ść
mi t
ę
wod
ę
, nie zwa
Ŝ
aj
ą
c na
wszelkie trudy i niebezpiecze
ń
stwa gro
Ŝą
ce w tak straszliwym miejscu. Czarownica
ju
Ŝ
bowiem sułtanowi opowiedziała o Lwim
Ź
ródle i o
ś
miertelnych
niebezpiecze
ń
stwach, które na ka
Ŝ
dego tam przybywaj
ą
cego czyhaj
ą
, tak
Ŝ
e sułtan
dobrze wiedział, jak wielkiej odwagi wymagał
ś
miały czyn jego syna. A wkrótce
potem dodał: - Powiedz mi jednak, synu, jak odwa
Ŝ
yłe
ś
si
ę
tam dotrze
ć
? W jaki
sposób udało ci si
ę
od owych lwów umkn
ąć
i bez szwanku i ran wod
ę
t
ę
mi
przywie
źć
? - Kln
ę
si
ę
na twoj
ą
łask
ę
, ojcze mój i padyszachu - odparł ksi
ąŜę
-
Ŝ
e przede wszystkim dlatego powróciłem cały i zdrowy z owego straszliwego
miejsca,
Ŝ
e post
ę
powałem zgodnie z zaleceniami danymi mi przez moj
ą
mał
Ŝ
onk
ę
,
dostojn
ą
Peri Banu. Tylko dlatego udało mi si
ę
przywie
źć
wod
ę
z Lwiego
Ź
ródła,
Ŝ
e byłem jej posłuszny. Nast
ę
pnie ksi
ąŜę
Ahmed opowiedział swemu ojcu wszystko,
co przytrafiło mu si
ę
na drodze do i od Lwiego
Ź
ródła. Sułtan jednak poznawszy
niezłomn
ą
odwag
ę
i
ś
miało
ść
swego syna, poczuł tylko jeszcze wi
ę
ksz
ą
trwog
ę
, a
zło
ś
liwa chytro
ść
i zawistna zazdro
ść
, które serce jego wypełniały, wzmogły si
ę
dziesi
ę
ciokrotnie. Kryj
ą
c wszak
Ŝ
e swe prawdziwe uczucia, po
Ŝ
egnał si
ę
uprzejmie
z ksi
ę
ciem Ahmedem, udał si
ę
na swoje pokoje i kazał niezwłocznie przyby
ć
czarownicy. Skoro tylko wied
ź
ma przed nim stan
ę
ła, sułtan opowiedział jej,
Ŝ
e
ksi
ąŜę
Ahmed odwiedził go, przynosz
ą
c mu w darze cudown
ą
wod
ę
z Lwiego
Ź
ródła.
Wied
ź
ma ju
Ŝ
o tym słyszała, gdy
Ŝ
przybycie lwów poruszyło całe miasto. Skoro
jednak wysłuchała opowie
ś
ci sułtana, nie posiadała si
ę
ze zdumienia. Podeszła
potem blisko do niego i wyjawiła mu szeptem swój nowy plan, dodaj
ą
c z poczuciem
pewnego zwyci
ę
stwa: - O sułtanie nad sułtanami, tym razem dasz ksi
ę
ciu Ahmedowi
takie zadanie do wykonania, które, jak mi si
ę
zdaje, b
ę
dzie niewykonalne. Ba,
wydaje mi si
ę
,
Ŝ
e nawet drobnej cz
ą
stki tego zadania nie wykona. - Zaprawd
ę
,
dobrze powiedziała
ś
- odparł władca - wypróbuj
ę
niezwłocznie twój pomysł. Na
drugi dzie
ń
tedy, skoro ksi
ąŜę
Ahmed zjawił si
ę
przed obliczem ojca, ten tak do
niego rzecze: - Mój najdro
Ŝ
szy synu, raduje mnie wielce twoje m
ę
stwo i
waleczno
ść
oraz synowska miło
ść
, która wypełnia twe serce. Zalety te wykazałe
ś
,
sprowadzaj
ą
c dla mnie owe dwie osobliwe rzeczy, o które ci
ę
prosiłem. Teraz mam
jeszcze do ciebie now
ą
pro
ś
b
ę
i ta b
ę
dzie ju
Ŝ
ostatnia. Je
Ŝ
eli uda ci si
ę
mojemu
Ŝ
yczeniu zado
ść
uczyni
ć
, to zaprawd
ę
powiadam ci, umiłuj
ę
ci
ę
ponad wszystko i
b
ę
d
ę
.ci przez całe moje
Ŝ
ycie dzi
ę
kował. Tedy ksi
ąŜę
Ahmed zapytał: - Jakie jest
twe
Ŝ
yczenie, ojcze mój i panie? Gotów jestem rozkaz twój spełni
ć
, o ile to
b
ę
dzie w mojej mocy. A sułtan tak ksi
ę
ciu Ahmedowi odpowiedział: - Chciałbym,
aby
ś
sprowadził mi człowieka, który wzrostem nie przewy
Ŝ
sza trzech stóp, ale
którego broda byłaby długa na dwadzie
ś
cia łokci. Człowiek ów ma na ramieniu
nie
ść
krótki, stalowy buzdygan wagi dwustu sze
ść
dziesi
ę
ciu funtów, który to
buzdygan podnosiłby lekko do góry i nie marszcz
ą
c nawet czoła zataczał nim nad
swoj
ą
głow
ą
młynki, tak jak zwykli ludzie umiej
ą
to czyni
ć
drewnianymi pałkami.
I stało si
ę
,
Ŝ
e sułtan bł
ą
dz
ą
c, zgodnie ze swoim przeznaczeniem, i nie zwa
Ŝ
aj
ą
c
na to, co dobre, a co złe, poprosił wła
ś
nie o to, co miało mu przynie
ść
straszliw
ą
ś
mier
ć
. Ksi
ąŜę
Ahmed za
ś
, który z najczystszej miło
ś
ci do swego
rodzica
ś
lepo go słuchał, był gotów dostarczy
ć
mu wszystkiego, czego tylko
za
Ŝą
da. Nie wiedział bowiem, co mu było s
ą
dzone według utajonych postanowie
ń
losu. Tak wi
ę
c powiedział: - Ojcze mój i sułtanie, wydaje mi si
ę
wprawdzie,
Ŝ
e
trudno b
ę
dzie na całym
ś
wiecie znale
źć
takiego człowieka, jakiego sobie
Ŝ
yczysz,
ale zrobi
ę
wszystko, co w mojej mocy, aby rozkaz twój wykona
ć
. Po czym ksi
ąŜę
Ahmed po
Ŝ
egnał si
ę
z ojcem i jak zazwyczaj powrócił do pałacu, gdzie przywitał
si
ę
pełen miło
ś
ci i szcz
ęś
cia ze swoj
ą
pi
ę
kn
ą
Peri Banu. Oblicze jego wszak
Ŝ
e
było pełne frasunku, a na sercu legł ci
ęŜ
ar, kiedy rozwa
Ŝ
ał ostatnie polecenie
ojca. Skoro tylko pi
ę
kna wró
Ŝ
ka zauwa
Ŝ
yła,
Ŝ
e czoło jego jest chmurne, zapytała:
- Mój najdro
Ŝ
szy panie i władco, có
Ŝ
za wie
ść
przynosisz mi dzisiaj? A on na to:
- Ojciec mój, sułtan, podczas ka
Ŝ
dych odwiedzin domaga si
ę
ode mnie czego
ś
nowego, tak
Ŝ
e pro
ś
by jego ju
Ŝ
mi obrzydły. Dzisiaj ponownie chce mnie wystawi
ć
na prób
ę
w nadziei,
Ŝ
e mnie okryje ha
ń
b
ą
, gdy
Ŝ
za
Ŝą
dał ode mnie czego
ś
, czego
nadaremnie szukałbym na całym szerokim
ś
wiecie. I powtórzył jej wszystko, co mu
sułtan mówił. Pi
ę
kna Peri Banu wysłuchawszy jego słów, tak do swego ksi
ąŜę
cego
mał
Ŝ
onka rzecze: - Nie troskaj si
ę
. Nara
Ŝ
aj
ą
c si
ę
na wielkie niebezpiecze
ń
stwo,
nie zawahałe
ś
si
ę
pój
ść
po cudown
ą
wod
ę
z Lwiego
Ź
ródła. To nowe zadanie nie
jest wcale trudniejsze lub niebezpieczniejsze od tamtego. Przeciwnie, jest ono
nawet raczej łatwiejsze, gdy
Ŝ
człowiekiem, którego tu opisujesz, jest mój
rodzony brat imieniem Szabbar. Chocia
Ŝ
jeste
ś
my oboje dzie
ć
mi tych samych
rodziców, podobało si
ę
Allachowi da
ć
nam całkowicie ró
Ŝ
ne postacie i uczyni
ć
mego brata tak niepodobnym do swej siostry, jak tylko mo
Ŝ
e to zdarzy
ć
si
ę
w
ś
ród
ś
miertelnych. Mimo to brat mój jest waleczny i
Ŝą
dny czynów i zawsze usiłuje co
ś
przedsi
ę
wzi
ąć
i wykona
ć
, aby przysłu
Ŝ
y
ć
si
ę
swojej siostrze. A czego si
ę
tylko
podejmie, wykona zawsze z najwi
ę
ksz
ą
rado
ś
ci
ą
. Jego posta
ć
i kształty s
ą
wła
ś
nie
takie, jakie twój ojciec sułtan ci opisał, a jego jedyn
ą
bro
ń
stanowi stalowy
buzdygan. Niezwłocznie po
ś
l
ę
po niego lecz nie przera
Ŝ
aj si
ę
, jak go zobaczysz.
Ksi
ąŜę
Ahmed na to: - Je
ś
li naprawd
ę
jest on twoim bratem, to jakie
Ŝ
mo
Ŝ
e mie
ć
znaczenie dla mnie jego wygl
ą
d? Uciesz
ę
si
ę
skoro go zobacz
ę
, jak cieszymy si
ę
,
gdy witamy jakiego
ś
miłego przyjaciela czy kochanego krewniaka. Dlaczegó
Ŝ
wi
ę
c
miałbym by
ć
przej
ę
ty groz
ą
, kiedy go ujrz
ę
? Pi
ę
kna Peri Banu wysłała zatem jedn
ą
ze swoich słu
Ŝ
ebnic po złot
ą
kadzielnic
ę
z tajemnego skarbca i rozkazała
roznieci
ć
w kadzielnicy
Ŝ
ar. Potem poleciła przynie
ść
szkatułk
ę
ze szlachetnego
metalu, wysadzan
ą
drogimi kamieniami, któr
ą
dostała w darze od swej rodziny,
wyj
ę
ła z niej troch
ę
kadzidła i rzuciła do ognia. W jednej chwili zakł
ę
bił si
ę
g
ę
sty dym, unosz
ą
c si
ę
wysoko w powietrze i rozchodz
ą
c po całym pałacu. Nie
min
ę
ło mgnienie oka, a pi
ę
kna Peri Banu uko
ń
czyła ju
Ŝ
swoje zakl
ę
cia i
krzykn
ę
ła: - Patrz, oto przybywa do nas mój brat Szabbar! Czy mo
Ŝ
esz go ju
Ŝ
zoczy
ć
? Ksi
ąŜę
Ahmed spojrzał i zobaczył człowieka karlej postaci, wysokiego
zaledwie na trzy stopy, z garbami na piersi i na plecach. Ale mimo to mina jego
była zadzierzysta i chód pełen godno
ś
ci. Na prawym ramieniu miał stalowy
buzdygan wa
Ŝą
cy dwie
ś
cie sze
ść
dziesi
ą
t funtów. Broda, g
ę
sta i na dwadzie
ś
cia
łokci długa, była tak kunsztownie upleciona,
Ŝ
e do ziemi nie si
ę
gała. Równie
Ŝ
miał on długie kr
ę
cone w
ą
siska, si
ę
gaj
ą
ce a
Ŝ
do uszu, a całe oblicze zaro
ś
ni
ę
te
długim włosem. Oczka jego były podobne do oczu
ś
wini, głowa za
ś
, uwie
ń
czona
kołtunem w kształcie korony, była olbrzymia i raziła wobec drobnego ciała.
Ksi
ąŜę
Ahmed siedział spokojnie obok swej mał
Ŝ
onki i nie odczuł strachu, kiedy
owa szpetna posta
ć
si
ę
przybli
Ŝ
yła. Szabbar za
ś
przyst
ą
pił blisko do nich i
zapytał pi
ę
kn
ą
Peri Banu, wskazuj
ą
c wzrokiem na ksi
ę
cia: - Kim jest ten
ś
miertelny, który przy tobie siedzi? - Kochany bracie - odparła pi
ę
kna wró
Ŝ
ka -
jest to mój umiłowany mał
Ŝ
onek, ksi
ąŜę
Ahmed, syn sułtana z Hindustanu. Nie
posłałam wówczas do ciebie zaproszenia na nasze wesele, gdy
Ŝ
byłe
ś
zaj
ę
ty wielk
ą
wypraw
ą
wojenn
ą
. Obecnie wszak
Ŝ
e, z łaski Allacha, zwyci
ęŜ
yłe
ś
i powróciłe
ś
do
domu triumfuj
ą
c nad swymi wrogami. Przeto poprosiłam ci
ę
o przybycie do mnie w
pewnej sprawie, która mi le
Ŝ
y na sercu. Szabbar wysłuchawszy tych słów, spojrzał
łaskawie na ksi
ę
cia Ahmeda i rzekł: - Powiedz mi, najmilsza siostro, czy mog
ę
ci
wy
ś
wiadczy
ć
jak
ąś
przysług
ę
? A ona na to: - Ojciec Ahmeda, sułtan,
Ŝ
ywi gor
ą
ce
pragnienie ujrzenia ciebie, przeto prosz
ę
ci
ę
, udaj si
ę
tam wkrótce, bior
ą
c tego
oto ksi
ę
cia Ahmeda za przewodnika. Tedy karzeł od razu odrzekł: - Jestem w tej
chwili gotów tam si
ę
uda
ć
. Ale pi
ę
kna Peri Banu na to: - Nie tak od razu, mój
bracie! Jeste
ś
zm
ę
czony podró
Ŝą
, dlatego lepiej b
ę
dzie, a
Ŝ
eby
ś
odło
Ŝ
ył
odwiedziny u sułtana do jutra. Dzi
ś
wieczór chciałabym ci przedtem wszystko
opowiedzie
ć
, co dotyczy ksi
ę
cia Ahmeda. Skoro tylko zapadł zmierzch, pi
ę
kna Peri
Banu opowiedziała bratu wszystko o sułtanie i jego złych doradcach. Przede
wszystkim skierowała jego uwag
ę
na zbrodnicze rady starej czarownicy,
opowiadaj
ą
c o tym, jak obmy
ś
liła ona cały plan, aby ksi
ę
ciu Ahmedowi wyrz
ą
dzi
ć
krzywd
ę
i uniemo
Ŝ
liwi
ć
mu odwiedziny w stolicy i na dworze ojca. Krom tego
dodała,
Ŝ
e wied
ź
ma owa uzyskała na sułtana taki przemo
Ŝ
ny wpływ, i
Ŝ
całkowicie
podporz
ą
dkowuje on swoj
ą
wol
ę
jej ch
ę
ciom i zawsze czyni to, co mu doradza. Na
drugi dzie
ń
rano Szabbar i ksi
ąŜę
Ahmed wyruszyli odwiedzi
ć
sułtana. Skoro tylko
dotarli do wrót miasta, wszystkich mieszka
ń
ców, zarówno mo
Ŝ
nych, jak i
maluczkich, opanowała zgroza na widok przera
Ŝ
aj
ą
cej postaci karła. Pełni strachu
j
ę
li ucieka
ć
na wszystkie strony, wpadali do sklepów i domów, zamykali drzwi na
rygle, zatrzaskiwali okna i ukrywali si
ę
jak najgł
ę
biej. Ba, ucieczka ich
odbywała si
ę
z takim dzikim po
ś
piechem,
Ŝ
e mnóstwo nóg pogubiło w biegu sandały,
a z niejednej głowy spadł turban na ziemi
ę
. Ksi
ąŜę
Ahmed ze strasznym karłem
kroczyli przez ulice, place i bazary, opuszczone i bezludne jak pustynia w
północnej Arabii, a kiedy znale
ź
li si
ę
u wrót sułta
ń
skiego pałacu, stoj
ą
cy tam
stra
Ŝ
nicy na widok Szabbara stchórzyli i rozbiegli si
ę
, tak
Ŝ
e nie zostało
nikogo, aby broni
ć
wej
ś
cia. Tote
Ŝ
obaj poszli prosto do wielkiej sali, gdzie
wła
ś
nie sułtan sprawował dywan. Zobaczyli tam gromad
ę
dostojników wy
Ŝ
szych i
ni
Ŝ
szych, ustawionych według rangi i godno
ś
ci wokoło sułta
ń
skiego tronu. Ale i
oni, skoro tylko ujrzeli potworn
ą
posta
ć
Szabbara, rzucili si
ę
do ucieczki i
przej
ę
ci dzik
ą
groz
ą
poukrywali si
ę
, gdzie kto mógł. Tak
Ŝ
e przyboczna gwardia
sułtana opu
ś
ciła posterunki i tylko padyszach siedział jeszcze nieruchomo na
tronie, kiedy Szabbar z bu
ń
czuczn
ą
min
ą
i królewsk
ą
godno
ś
ci
ą
do niego
przyst
ą
pił i rzekł: - Wyraziłe
ś
, sułtanie,
Ŝ
yczenie, by mnie widzie
ć
. Oto
jestem. Powiedz teraz, czego sobie
Ŝ
yczysz? Sułtan nic nie odpowiedział;
zasłoniwszy sobie r
ę
koma oczy, aby nie widzie
ć
straszliwej postaci, odwrócił
głow
ę
i ch
ę
tnie byłby w swoim przera
Ŝ
eniu uciekł. To nieuprzejme zachowanie
sułtana wprowadziło Szabbara we w
ś
ciekło
ść
. Targał nim niepomierny gniew, kiedy
pomy
ś
lał, i
Ŝ
zadał sobie tyle trudu, aby przyby
ć
tu na
Ŝ
yczenie tchórza, który
zdradzał jedynie ch
ęć
ucieczki. Nie zwlekaj
ą
c ani chwili, potworny karzeł
wzniósł do góry swój stalowy buzdygan, wywin
ą
ł nim dwukrotnie w powietrzu
straszliwego młynka i, zanim ksi
ąŜę
Ahmed zd
ąŜ
ył dobiec do tronu i w jaki
ś
sposób temu przeszkodzi
ć
, ugodził sułtana z tak
ą
sił
ą
w ciemi
ę
,
Ŝ
e p
ę
kła mu jego
sułta
ń
ska czaszka. U
ś
mierciwszy najpot
ęŜ
niejszego przeciwnika, Szabbar z dzikim
wyrazem twarzy dopadł najstarszego z wezyrów, który stał po prawicy tronu. I
byłby go niechybnie na miejscu zabił, gdyby nie ksi
ąŜę
Ahmed, który uj
ą
ł si
ę
za
nim, wołaj
ą
c: - Nie zabijaj go! To mój wierny przyjaciel, który nigdy złego
słowa przeciwko mnie nie powiedział. Czynili to tylko inni tu obecni dostojnicy!
Skoro to Szabbar usłyszał, rzucił si
ę
z w
ś
ciekło
ś
ci
ą
na przewrotnych dostojników
i złych doradców, tłocz
ą
cych si
ę
pod
ś
cianami po obu stronach sali, tak
Ŝ
e nikt
nie uszedł z
Ŝ
yciem, krom tych, którzy uprzednio ju
Ŝ
byli uciekli i pochowali
si
ę
po k
ą
tach. Straszliwy karzeł wyszedł z sali, wkroczył na podwórzec pałacowy
i tak przemówił do najstarszego z wezyrów, któremu ksi
ąŜę
Ahmed uratował
Ŝ
ycie:
- Jest tu gdzie
ś
pewna czarownica, która dybie na zgub
ę
mego szwagra, mał
Ŝ
onka
mojej umiłowanej siostry. Sprowad
ź
t
ę
wied
ź
m
ę
niezwłocznie, jak równie
Ŝ
i owego
łotra wezyra, który serce sułtana napełnił zł
ą
nienawi
ś
ci
ą
i zawistn
ą
zazdro
ś
ci
ą
przeciwko ksi
ę
ciu Ahmedowi, abym mógł im wymierzy
ć
kar
ę
, na jak
ą
zasłu
Ŝ
yli!
Najstarszy wezyr sprowadził wszystkich winnych, najprzód czarownic
ę
, a potem
zło
ś
liwego wezyra wraz z cał
ą
gromad
ą
jego popleczników i zauszników, Szabbar
za
ś
pozabijał ich wszystkich swoim stalowym buzdyganem, nie znaj
ą
c miłosierdzia.
Straszliwy w swej w
ś
ciekło
ś
ci wymordowałby tak chyba wszystkich mieszka
ń
ców
miasta, ale ksi
ąŜę
Ahmed powstrzymał go i pohamował jego gniew łagodnymi i
łaskawymi słowy. Szabbar narzucił potem na swojego szwagra sułta
ń
ski płaszcz,
posadził go na tronie i obwołał padyszachem Hindustanu. Cały naród, zarówno
mo
Ŝ
ni, jak i maluczcy, rado
ś
nie t
ę
wie
ść
powitali, gdy
Ŝ
ksi
ąŜę
Ahmed był
powszechnie i gor
ą
co miłowany. Wszyscy poddani zgromadzili si
ę
, aby zaprzysi
ą
c
nowemu sułtanowi wierno
ść
i dor
ę
czy
ć
upominki na znak hołdu. Wołali przy tym
radosnymi głosy: - Niech
Ŝ
yje nam sułtan Ahmed! Kiedy wszystko to si
ę
ju
Ŝ
stało,
posłał Szabbar po swoj
ą
siostr
ę
Peri Banu i obwołał j
ą
sułtank
ą
, nadaj
ą
c jej
imi
ę
Szahr Banu. Po czym po
Ŝ
egnał si
ę
z ni
ą
oraz z sułtanem Ahmedem i powrócił
do swojej ojczyzny. Sułtan Ahmed za
ś
zawezwał swego brata, ksi
ę
cia Alego, wraz z
jego mał
Ŝ
onk
ą
, pi
ę
kn
ą
Nur en-Nahar, i uczynił go wielkorz
ą
dc
ą
nad ludnym
miastem, poło
Ŝ
onym w pobli
Ŝ
u stolicy, po czym odesłał go tam z wielkim
przepychem i wspaniało
ś
ci
ą
. Równie
Ŝ
wysłał sułtan Ahmed wysokiego dostojnika do
swego najstarszego brata, ksi
ę
cia Husseina, aby zło
Ŝ
y
ć
mu uszanowanie i o
wszystkim powiadomi
ć
. Przy tym kazał mu powiedzie
ć
, co nast
ę
puje: - Chciałbym
ci
ę
uczyni
ć
władc
ą
i wielkorz
ą
dc
ą
ka
Ŝ
dego miasta, jakie przypadłoby ci do gustu.
Je
Ŝ
eli zgodzisz si
ę
, to zaraz prze
ś
l
ę
ci firman z mianowaniem. Ksi
ąŜę
Hussein
wszak
Ŝ
e był szcz
ęś
liwy i ze swego
Ŝ
ywota derwisza w pełni zadowolony, wszelka
za
ś
pot
ę
ga jako doczesna nico
ść
była mu oboj
ę
tna. Tote
Ŝ
odesłał posła
ń
ca swego
brata z dowodami czci i serdecznej wdzi
ę
czno
ś
ci, prosz
ą
c go wszak
Ŝ
e, aby nie
przeszkadzano mu w
Ŝ
yciu pustelniczym i pozwolono si
ę
wyrzec wszelkich spraw i
marno
ś
ci tego
ś
wiata.
KONIEC