background image

tytuł: "Ksi

ąŜę

 Ahmed i wró

Ŝ

ka Peri Banu" 

Z cyklu: "Ba

ś

ni 1001 nocy" 

 
W dawnych czasach gin

ą

cych w pomroce wieków 

Ŝ

ył sobie w Hindustanie pewien 

sułtan. Miał on trzech synów. Najstarszy nazywał si

ę

 ksi

ąŜę

 Hussein, 

ś

redni - 

ksi

ąŜę

 Ali, a najmłodszy - ksi

ąŜę

 Ahmed. Miał ów sułtan równie

Ŝ

 bratanic

ę

, która 

zwała si

ę

 Nur en-Nahar, a była córk

ą

 najmłodszego z sułta

ń

skich braci, który był 

wcze

ś

niej umarł, powierzaj

ą

c opiek

ę

 nad swoj

ą

 jedynaczk

ą

 jej stryjowi sułtanowi. 

Sułtan zaj

ą

ł si

ę

 z wielk

ą

 troskliwo

ś

ci

ą

 jej wychowaniem i nie szcz

ę

dził trudów, 

aby dziewczynka umocniła si

ę

 w sztuce czytania i pisania, szycia i haftu, 

ś

piewu 

i kunsztownej gry na ró

Ŝ

nych instrumentach, które daj

ą

 nam rozkosz i sprawiaj

ą

 

rado

ść

. Ksi

ęŜ

niczka ta górowała urod

ą

 i wdzi

ę

kiem oraz rozumem i m

ą

dro

ś

ci

ą

 nad 

wszystkimi dziewcz

ę

tami owych czasów we wszystkich krainach 

ś

wiata. Wzrastała 

ona wraz z młodymi ksi

ąŜę

tami, a jej kuzynami, w szcz

ęś

ciu i beztrosce. 

Spo

Ŝ

ywali razem posiłki, razem bawili si

ę

 i sypiali w jednej komnacie. Sułtan 

postanowił, 

Ŝ

e kiedy ksi

ęŜ

niczka dojdzie do swoich lat, wyda j

ą

 za którego

ś

 z 

s

ą

siednich monarchów. Kiedy wszak

Ŝ

e Nur en-Nahar wyrosła z lat dziecinnych, 

sułtan zmiarkował, 

Ŝ

e wszyscy trzej młodzi ksi

ąŜę

ta pałaj

ą

 gor

ą

c

ą

 miło

ś

ci

ą

 do 

niej i 

Ŝ

e ka

Ŝ

dy z nich t

ę

skni i pragnie pozyska

ć

 jej serce i r

ę

k

ę

. Sułtan był 

tym gł

ę

boko zatroskany i tak mówił do siebie: "Gdybym wydał ksi

ęŜ

niczk

ę

 Nur en-

Nahar za jednego z jej kuzynów, to dwaj pozostali byliby niezadowoleni i sarkali 
na moje postanowienie. Serce me jednak nie zniesie widoku moich synów 
pogr

ąŜ

onych w smutku i rozczarowaniu. Je

ś

li wszak

Ŝ

e oddałbym jej r

ę

k

ę

 komu

ś

 

obcemu, to wszystkich trzech młodych ksi

ąŜą

t, a moich rodzonych synów, 

przygniotłyby smutek i ci

ęŜ

ka zgryzota. Ba, kto wie, czy nie odebraliby sobie 

Ŝ

ycia lub nie skazali si

ę

 na dobrowolne wygnanie do jakiej

ś

 dalekiej i obcej 

krainy? To ci

ęŜ

ka sprawa i brzemienna w wiele niebezpiecze

ń

stw. Tote

Ŝ

 godzi si

ę

 

mnie, jako ich ojcu, tak post

ą

pi

ć

, aby je

ś

li który

ś

 z nich otrzyma j

ą

 za 

Ŝ

on

ę

dwaj pozostali nie gniewali si

ę

 na

ń

 za to". Długo rozwa

Ŝ

ał sułtan w ojcowskim 

sercu t

ę

 spraw

ę

 i w ko

ń

cu wymy

ś

lił takie rozwi

ą

zanie: kazał wszystkim trzem 

młodym ksi

ąŜę

tom stawi

ć

 si

ę

 przed swoje oblicze i tak do nich powiedział: - 

Synaczkowie mili, wszystkich was trzech miłuj

ę

 jednakowo. Ka

Ŝ

dego równie mocno 

jak dwóch pozostałych. Przeto nie mog

ę

 

Ŝ

adnego z was wyró

Ŝ

ni

ć

, daj

ą

c mu za 

Ŝ

on

ę

 

ksi

ęŜ

niczk

ę

 Nur en-Nahar, a nie jest w mojej mocy odda

ć

 jej r

ę

k

ę

 wszystkim trzem 

naraz. Wymy

ś

liłem wi

ę

c sposób, aby jeden z was mógł jej r

ę

k

ę

 otrzyma

ć

, a jego 

bracia nie czuli si

ę

 ura

Ŝ

eni i nie mieli powodu do zawi

ś

ci. Oby wasza wzajemna 

miło

ść

 i przyja

źń

 pozostały nienaruszone i 

Ŝ

aden nie zazdro

ś

cił szcz

ęś

cia 

drugiemu. Krótko mówi

ą

c, plan mój jest nast

ę

puj

ą

cy: Wybierzcie si

ę

 w drog

ę

 i 

niech ka

Ŝ

dy z osobna jedzie do jakiego

ś

 dalekiego kraju. Ka

Ŝ

dy z was ma mi 

przywie

źć

 stamt

ą

d najcudowniejszy i najosobliwszy przedmiot ze wszystkich, jakie 

podczas swej podró

Ŝ

y zobaczy. A ten, który powróci z najrzadszym skarbem, 

zostanie m

ęŜ

em ksi

ęŜ

niczki Nur en-Nahar. Przysta

ń

cie na to, co wam radz

ę

! Ile 

pieni

ę

dzy za

ś

 b

ę

dziecie potrzebowali na koszty podró

Ŝ

y i nabycie owych 

osobliwych i jedynych w swoim rodzaju przedmiotów, tyle we

ź

cie sobie z mego 

sułta

ń

skiego skarbca! Trzej młodzi ksi

ąŜę

ta, którzy byli woli swego rodzica 

zawsze posłuszni, przystali jednogło

ś

nie na ojcowskie postanowienie. Ka

Ŝ

dy z 

nich czuł si

ę

 zadowolony i był pełen ufno

ś

ci, 

Ŝ

e to on wła

ś

nie przywiezie 

sułtanowi ów najcudowniejszy podarek, za który otrzyma r

ę

k

ę

 pi

ę

knej ksi

ęŜ

niczki. 

Sułtan rozkazał wypłaci

ć

 ka

Ŝ

demu z nich tyle pieni

ę

dzy, ile za

Ŝą

dał, bez 

ograniczenia i obrachunku, a potem tak do nich powiedział: - Szykujcie si

ę

 bez 

zwłoki, wahania i namysłu i ruszajcie w drog

ę

 pod opiek

ą

 Miło

ś

ciwego Allacha. 

Niebawem trzej młodzi ksi

ąŜę

ta przyszykowali si

ę

 do podró

Ŝ

y. Zakupili wszystko, 

co im było potrzeba, przebrali si

ę

 za w

ę

drownych kupców, dosiedli rumaków 

najczystszej krwi i wyjechali, ka

Ŝ

dy otoczony swoj

ą

 

ś

wit

ą

, wspólnie z 

sułta

ń

skiego pałacu. Przez kilka dni jechali tym samym go

ś

ci

ń

cem, a

Ŝ

 dotarli do 

miejsca, gdzie drogi rozchodziły si

ę

 w trzech kierunkach. Tam zajechali do 

karawanseraju i spo

Ŝ

yli wspóln

ą

 wieczerz

ę

. Potem umówili si

ę

 i ustalili mi

ę

dzy 

sob

ą

Ŝ

e od tej chwili przestan

ą

 podró

Ŝ

owa

ć

 razem, ale skoro 

ś

wit ka

Ŝ

dy wyruszy 

w swoj

ą

 drog

ę

. Ka

Ŝ

dy miał obra

ć

 inny kierunek i odwiedzi

ć

 inn

ą

 odległ

ą

 krain

ę

Przy tym uzgodnili, 

Ŝ

e podró

Ŝ

owa

ć

 b

ę

d

ą

 tylko przez jeden rok, a potem, je

ś

li 

b

ę

d

ą

 jeszcze w

ś

ród 

Ŝ

ywych, spotkaj

ą

 si

ę

 wszyscy trzej znów w tym

Ŝ

background image

karawanseraju, aby stamt

ą

d wspólnie do ich ojca sułtana powróci

ć

. Poza tym 

postanowili jeszcze, 

Ŝ

e pierwszy, który do owego karawanseraju dotrze, czeka

ć

 

b

ę

dzie na nast

ę

pnego, a potem obaj pozostan

ą

 tam tak długo, a

Ŝ

 trzeci 

przyb

ę

dzie. Po omówieniu tego wszystkiego w krótkiej i zgodnej naradzie, bracia 

udali si

ę

 na spoczynek. Kiedy za

ś

 brzask rozja

ś

nił niebo, u

ś

cisn

ę

li si

ę

 na 

po

Ŝ

egnanie. Po czym dosiedli rumaków i odjechali, ka

Ŝ

dy w swoj

ą

 stron

ę

Najstarszy brat, ksi

ąŜę

 Hussein, słyszał nieraz o cudach indyjskiej krainy 

Biszangarh i od dłu

Ŝ

szego ju

Ŝ

 czasu zamierzał j

ą

 zwiedzi

ć

. Dlatego wybrał drog

ę

która tam prowadziła, przył

ą

czaj

ą

c si

ę

 do karawany, zmierzaj

ą

cej do tego kraju. 

Wraz z ni

ą

 podró

Ŝ

ował długo przez morza i l

ą

dy, przemierzył dalekie obszary, 

odludne pustkowia i kamienne pustynie, nieprzebyte d

Ŝ

ungle i urodzajne okolice z 

uprawnymi polami i ludnymi osadami, zielonymi ogrodami i bogatymi miastami. 
Podró

Ŝ

uj

ą

c tak przez trzy długie miesi

ą

ce dotarł wreszcie do krainy Biszangarh, 

która była tak rozległa i której granice tak daleko si

ę

gały, 

Ŝ

e rz

ą

dzona była 

przez wielu królów. Ksi

ąŜę

 Hussein zatrzymał si

ę

 w karawanseraju przeznaczonym 

dla kupców z dalekich stron. Usłyszał od ludzi, którzy tam przebywali, 

Ŝ

e w 

stolicy kraju jest wielki bazar, na którym mo

Ŝ

na naby

ć

 i sprzeda

ć

 wszelkiego 

rodzaju osobliwo

ś

ci i cudowne przedmioty. Nast

ę

pnego dnia wi

ę

c udał si

ę

 ksi

ąŜę

 

Hussein na ten bazar, a skoro go ujrzał, stan

ą

ł jak wryty i dziwował si

ę

 wielce 

jego długo

ś

ci i szeroko

ś

ci. Albowiem bazar dzielił si

ę

 na wiele ulic, a 

wszystkie były przesklepione tak, 

Ŝ

ś

wiatło dochodziło jedynie przez okienka w 

górze. Kramy po obu stronach ulic były zbudowane wszystkie według wzoru i 
nieomal tej samej wielko

ś

ci, a przed ka

Ŝ

dym sklepem rozpi

ę

ty był parasol z 

płótna 

Ŝ

aglowego, który chronił od słonecznego blasku i dawał chłodny cie

ń

. W 

sklepach tych były najró

Ŝ

niejszego rodzaju towary uło

Ŝ

one w długie szeregi. Były 

tam bele indyjskiej przezroczystej gazy, lniane tkaniny najdelikatniejszego 
wyrobu, jednolicie białe lub farbowane i zdobne w barwne podobizny zwierz

ą

t, 

drzew i kwiatów, tak precyzyjnie odrobione, 

Ŝ

e wygl

ą

dały jak 

Ŝ

ywe. Były tam 

równie

Ŝ

 materie jedwabne, ci

ęŜ

kie brokaty i najdelikatniejsze atłasy z Persji i 

Egiptu w niesko

ń

czonej wprost ilo

ś

ci. A w sklepach z porcelan

ą

 stały glazurowane 

naczynia najosobliwszych kształtów. Nie brakowało te

Ŝ

 sklepów, w których mo

Ŝ

na 

było naby

ć

 wspaniałe makaty i tysi

ą

ce dywanów i kobierców. Ksi

ąŜę

 Hussein 

przechodził ze sklepu do sklepu i nie posiadał si

ę

 z zachwytu nad wszystkimi 

tymi cudownymi rzeczami, o których nawet nigdy nie 

ś

nił. W ko

ń

cu przyszedł do 

ulicy złotników i tam ujrzał drogie kamienie i klejnoty, naczynia z 

Ŝ

ółtego 

złota i białego srebra, błyszcz

ą

ce od olbrzymich diamentów, krwawych rubinów, 

zielonych szmaragdów i matowych pereł oraz innych kosztownych kamieni, które 
wszystkie l

ś

niły i iskrzyły si

ę

, tak 

Ŝ

e sklepy o

ś

wietlone były ich przedziwnym 

blaskiem. Tedy ksi

ąŜę

 tak do siebie powiedział: "Je

ś

li na jednej jedynej ulicy 

mo

Ŝ

na znale

źć

 tyle skarbów, to chyba nie wie nikt poza Allachem, jakie bogactwa 

kry

ć

 si

ę

 musz

ą

 w całym tym mie

ś

cie?" Nie mniej dziwował si

ę

 widz

ą

c mał

Ŝ

onki 

kapłanów przystrojone z nadmiernym przepychem najpi

ę

kniejszymi klejnotami i od 

stóp do głów spowite w najkosztowniejsze szaty. Nawet ich słudzy i słu

Ŝ

ebnice 

mieli złote naszyjniki, bransolety i klamry wysadzane drogimi kamieniami. W 
jednej z ulic bazaru za

ś

 stali wzdłu

Ŝ

 

ś

cian sprzedawcy kwiatów, gdy

Ŝ

 cały 

tamtejszy naród zarówno z wy

Ŝ

szych, jak i z ni

Ŝ

szych kast nosił wie

ń

ce i ozdoby 

z kwiecia. Jedni trzymali nar

ę

cza kwiatów w r

ę

ku, inni zdobili głowy wie

ń

cami, a 

jeszcze inni mieli zwisaj

ą

ce girlandy na szyi. Cała ulica wygl

ą

dała jak jeden 

barwny dywan kwietny. Nawet kupcy przyozdobili swoje kramy wonnym kwieciem, a 
powietrze ci

ęŜ

kie było od dusznego aromatu. Ksi

ąŜę

 Hussein przechadzaj

ą

c si

ę

 tam 

i z powrotem w ko

ń

cu si

ę

 zm

ę

czył i ch

ę

tnie by usiadł, aby troch

ę

 odpocz

ąć

Zauwa

Ŝ

ył to jeden z kupców i poprosił go przyja

ź

nie i dwornie, aby raczył 

spocz

ąć

 w jego sklepie. Przybysz wypowiedział zgodne z obyczajem powitanie i 

usiadł. Wkrótce potem zauwa

Ŝ

ył przechodz

ą

cego machlerza*, który niósł dywan 

kwadratowy, po cztery łokcie z ka

Ŝ

dej strony, i zach

ę

cał do kupna, wołaj

ą

c: - 

Dywan na sprzeda

Ŝ

! Ale kto zdoła zapłaci

ć

 mi jego warto

ść

? Albowiem kosztuje on 

trzydzie

ś

ci tysi

ę

cy złotych monet! Ksi

ąŜę

 Hussein zdziwił si

ę

 wielce słysz

ą

c tak 

wysok

ą

 cen

ę

. Skin

ą

ł na machlerza i obejrzawszy dokładnie dywan powiedział: - 

Dywany takie, jak ten, sprzedaje si

ę

 zazwyczaj za kilka srebrników! Có

Ŝ

 wi

ę

c za 

szczególn

ą

 zalet

ę

 ma twój dywan, 

Ŝ

Ŝą

dasz za niego tak wielkiej sumy, bo a

Ŝ

 

trzydzie

ś

ci tysi

ę

cy złotych monet? Machlerz my

ś

lał, 

Ŝ

e ksi

ąŜę

 Hussein jest 

background image

kupcem, który dopiero przybył do krainy Biszangarh i dlatego tak mu 
odpowiedział: - Czcigodny panie, czy my

ś

lisz, 

Ŝ

e wyznaczyłem za ten dywan zbyt 

wygórowan

ą

 cen

ę

? Mój pan, a wła

ś

ciciel tego dywanu, nie pozwolił mi sprzeda

ć

 go 

taniej ni

Ŝ

 za czterdzie

ś

ci tysi

ę

cy złotych monet! A ksi

ąŜę

 Hussein na to: - 

Dywan ten musi posiada

ć

 jak

ąś

 cudown

ą

 zalet

ę

, je

ś

li 

Ŝą

dasz za niego tak 

olbrzymiej kwoty! - Zaiste, efendi - odparł machlerz. - Zalety dywanu s

ą

 jedyne 

w swoim rodzaju i wprost cudowne. Kto bowiem na ten dywan si

ą

dzie i w my

ś

li 

wyrazi 

Ŝ

yczenie, aby dywan uniósł go w powietrze i przeniósł na jakie

ś

 inne 

miejsce, ten w jednej chwili znajdzie si

ę

 tam, niezale

Ŝ

nie od tego, czy miejsce 

to le

Ŝ

y blisko, czy jest oddalone o wiele dni drogi i trudne do osi

ą

gni

ę

cia. - 

Skoro ksi

ąŜę

 Hussein słowa te usłyszał, tak sam do siebie powiedział: "Zaiste 

nie mog

ę

 mojemu ojcu sułtanowi przywie

źć

 rzadszego i cudowniejszego podarunku z 

podró

Ŝ

y jak ten oto dywan i nic nie sprawi mu wi

ę

kszej przyjemno

ś

ci i nie 

wzbudzi u niego wi

ę

kszego zachwytu. Niech Allach b

ę

dzie pochwalony! Cel mojej 

podró

Ŝ

y został osi

ą

gni

ę

ty i dzi

ę

ki temu, je

ś

li Allach tylko pozwoli, najgor

ę

tsze 

moje pragnienie zostanie spełnione! Je

ś

li co

ś

 ma by

ć

 wiecznym 

ź

ródłem rado

ś

ci 

dla mego ojca, to ten dywanu. Pomy

ś

lawszy tak, ksi

ąŜę

 Hussein postanowił 

lataj

ą

cy dywan zakupi

ć

 i zwrócił si

ę

 do machlerza tymi słowy: - Je

ś

li dywan ten 

rzeczywi

ś

cie posiada ow

ą

 moc, o której mówisz, cena jego nie jest w samej rzeczy 

za wysoka. Jestem gotów wypłaci

ć

 ci 

Ŝą

dan

ą

 sum

ę

. A sprzedawca dywanu na to: - 

Je

ś

li moim słowom nie ufasz, to, prosz

ę

 ci

ę

, wypróbuj ich prawd

ę

 i zb

ą

d

ź

 si

ę

 

swej podejrzliwo

ś

ci! Usi

ą

d

ź

 na tym dywanie, a zgodnie z twym 

Ŝ

yczeniem i wol

ą

 

uniesie ci

ę

 on do karawanseraju, w którym si

ę

 zatrzymałe

ś

. W ten sposób upewnisz 

si

ę

Ŝ

e słowa moje odpowiadaj

ą

 prawdzie. I dopiero kiedy przekonasz si

ę

 o ich 

rzetelno

ś

ci, zapłacisz mi 

Ŝą

dan

ą

 sum

ę

. Dopiero tam i dopiero wtedy, nie 

wcze

ś

niej! Powiedziawszy to, ów człowiek rozło

Ŝ

ył dywan na ziemi za sklepem, 

poprosił ksi

ę

cia Husseina, aby usiadł na nim, a sam zaj

ą

ł miejsce obok niego, po 

czym na 

Ŝ

yczenie ksi

ę

cia Husseina dywan zaniósł obu do karawanseraju, zupełnie 

jak gdyby to był lataj

ą

cy tron króla Salomona. I cieszył si

ę

 najstarszy z trzech 

braci bardzo w my

ś

lach swoich, 

Ŝ

e posiadł tak osobliw

ą

 rzecz, jakiej nie mógłby 

spotka

ć

 w 

Ŝ

adnym kraju, nawet na królewskich dworach. Serce i dusza jego 

weseliły si

ę

 i radowały z tego, 

Ŝ

e był przyjechał do krainy Biszangarh i znalazł 

tam taki dziw nad dziwy. Zapłacił przeto nawet czterdzie

ś

ci tysi

ę

cy złotych 

monet za dywan i obdarował machlerza jeszcze dwudziestoma tysi

ą

cami na dokładk

ę

I nieustannie powtarzał sobie, 

Ŝ

e skoro tylko sułtan ujrzy ten dywan, odda mu 

r

ę

k

ę

 ksi

ęŜ

niczki Nur en-Nahar. Bo wydawało mu si

ę

 rzecz

ą

 całkiem niemo

Ŝ

liw

ą

, aby 

który

ś

 z jego braci, cho

ć

by nawet objechał cały 

ś

wiat wszerz i wzdłu

Ŝ

, mógł 

znale

źć

 tak drogocenny skarb, by go mo

Ŝ

na było do tego dywanu przyrówna

ć

. Miał 

ochot

ę

 od razu si

ąść

 na lataj

ą

cy dywan i polecie

ć

 na nim do ojczyzny lub 

przynajmniej czeka

ć

 na braci w karawanseraju, w którym si

ę

 po

Ŝ

egnali daj

ą

c sobie 

solennie zaprzysi

ęŜ

on

ą

 obietnic

ę

, i

Ŝ

 spotkaj

ą

 si

ę

 tam znowu po roku. Ale wkrótce 

przyszło mu na my

ś

l, 

Ŝ

e okres czasu, który musiałby tam sp

ę

dzi

ć

 na czekaniu, 

mógłby mu si

ę

 bardzo dłu

Ŝ

y

ć

, i mógłby ulec pokusie i uczyni

ć

 jaki

ś

 przedwczesny 

krok. Dlatego postanowił pozosta

ć

 na razie w krainie, której króla i mieszka

ń

ców 

chciał ju

Ŝ

 od dawna pozna

ć

. Postanowił wi

ę

c sp

ę

dzi

ć

 ten czas na zwiedzaniu kraju 

Biszangarh i robieniu wycieczek do s

ą

siaduj

ą

cych krain. Pozostał tedy ksi

ąŜę

 

Hussein przez kilka miesi

ę

cy w krainie Biszangarh. Władca tego kraju miał 

zwyczaj raz w tygodniu sprawowa

ć

 s

ą

dy, aby wysłuchiwa

ć

 skarg i rozstrzyga

ć

 

zawiłe sprawy, dotycz

ą

ce obcych kupców. W ten sposób ksi

ąŜę

 Hussein miał mo

Ŝ

no

ść

 

widzie

ć

 wiele razy tamtejszego króla, cho

ć

 nigdy nikomu nie opowiedział o sobie. 

Poniewa

Ŝ

 jednak ksi

ąŜę

 miał urodziwe oblicze i wdzi

ę

czny chód, dworne obej

ś

cie, 

a przy tym odwag

ę

 i sił

ę

, rozum, przezorno

ść

 i dowcip, wkrótce naród tamtejszy 

powa

Ŝ

ał go wi

ę

cej ni

Ŝ

 własnego władc

ę

, nie mówi

ą

c ju

Ŝ

 o kupcach, rzekomych jego 

towarzyszach. Z czasem ksi

ąŜę

 Hussein stał si

ę

 na dworze królewskim wielce 

lubiany i miał sposobno

ść

 dowiedzie

ć

 si

ę

 z ust samego władcy, jak wielkie jest 

jego pa

ń

stwo i pot

ę

ga i jak rozległa jego kraina. Zwiedził równie

Ŝ

 ksi

ąŜę

 

Hussein najsławniejsze 

ś

wi

ą

tynie owego kraju. Pierwsza 

ś

wi

ą

tynia, któr

ą

 widział, 

była cała z miedzi i mosi

ą

dzu najkunsztowniej obrobionego. W wewn

ę

trznej 

czworok

ą

tnej niszy, mierz

ą

cej po trzy łokcie z ka

Ŝ

dej strony, stał złoty pos

ą

bo

Ŝ

ka, wielko

ś

ci

ą

 i postaci

ą

 równy m

ęŜ

owi najcudowniejszej urody. A robota tego 

pos

ą

gu była tak kunsztowna, 

Ŝ

e oblicze jego zdawało si

ę

 spogl

ą

da

ć

 dwojgiem oczu 

background image

z olbrzymich rubinów bezcennej warto

ś

ci na ka

Ŝ

dego zwiedzaj

ą

cego, gdzie by nie 

stan

ą

ł. Nast

ę

pnie obejrzał ksi

ąŜę

 

ś

wi

ą

tyni

ę

 pełn

ą

 bo

Ŝ

ków, która nie ust

ę

powała 

pi

ę

knem i osobliwo

ś

ci

ą

 pierwszej. Była ona zbudowana po

ś

rodku wsi na placu 

wynosz

ą

cym mniej wi

ę

cej pół morgi, na którym kwitły przecudne ró

Ŝ

e, ja

ś

miny, 

bazylie* i wiele innych słodko pachn

ą

cych ro

ś

lin, których wonnym aromatem 

nasycone było całe powietrze. Wokoło dziedzi

ń

ca 

ś

wi

ą

tyni biegł mur na trzy stopy 

wysoki, tak 

Ŝ

e nie mogło zabł

ą

ka

ć

 si

ę

 tam 

Ŝ

adne zwierz

ę

. A po

ś

rodku znajdował 

si

ę

 na wysoko

ś

ci wzrostu człowieka taras, cały z białego marmuru i alabastru. 

Ka

Ŝ

da płyta była tak umiej

ę

tnie ociosana i tak dokładnie dopasowana, 

Ŝ

e cała 

olbrzymia posadzka tarasu wygl

ą

dała, jak gdyby zrobiona była z jednej tafli. 

Ś

wi

ą

tynia stała na tarasie uwie

ń

czona kopuł

ą

 wznosz

ą

c

ą

 si

ę

 na jakie

ś

 

pi

ęć

dziesi

ą

t łokci i widoczn

ą

 z odległo

ś

ci wielu mil. Długo

ść

 gmachu wynosiła 

trzydzie

ś

ci łokci, a szeroko

ść

 dwadzie

ś

cia, a płyty z czerwonego marmuru, 

którymi 

ś

wi

ą

tynia była obło

Ŝ

ona, były gładko wypolerowane, niczym zwierciadło, 

tak 

Ŝ

e ka

Ŝ

dy przedmiot odbijał si

ę

 w nich w swej naturalnej postaci. Kopuła była 

kunsztownie rze

ź

biona i od zewn

ę

trznej strony pokryta bogatym ornamentem. 

Wewn

ą

trz za

ś

 ustawione według rangi i godno

ś

ci stały nieprzeliczone rz

ę

dy 

pos

ą

gów poga

ń

skich bo

Ŝ

ków. Do tej naj

ś

wi

ę

tszej ze 

ś

wi

ą

ty

ń

 napływały od rana do 

wieczora tysi

ą

ce kapłanów, tysi

ą

ce m

ęŜ

czyzn i niewiast, aby odprawia

ć

 codzienne 

nabo

Ŝ

e

ń

stwo. Czekały tam na nich nie tylko obrz

ę

dy, ale równie

Ŝ

 zabawy i 

przyjemno

ś

ci. Jedni ucztowali, inni pl

ą

sali, jedni 

ś

piewali, inni przygrywali 

wesoło i rado

ś

nie na przeró

Ŝ

nych instrumentach, a tu i tam odbywały si

ę

 huczne 

zabawy i uczty. Tutaj gromadziły si

ę

 te

Ŝ

 o ka

Ŝ

dej porze roku nieprzeliczone 

tłumy pielgrzymów z dalekich krajów, aby wypełni

ć

 swoje 

ś

luby i odprawi

ć

 modły. 

Wszyscy oni przynosili z sob

ą

 złote i srebrne monety oraz rzadkie i kosztowne 

dary, które w obecno

ś

ci królewskich urz

ę

dników składali w ofierze. Poza tym 

ksi

ąŜę

 Hussein miał sposobno

ść

 widzie

ć

 uroczyste pochody, które w stolicy 

Biszangarh odbywały si

ę

 tylko raz do roku. Gromadzili si

ę

 tam dzier

Ŝ

awcy, wielcy 

i mali, i obchodzili w procesji wszystkie 

ś

wi

ą

tynie, zwłaszcza jedn

ą

, która pod 

wzgl

ę

dem wielko

ś

ci i przepychu górowała nad wszystkimi. Sławni uczeni odbywali 

podró

Ŝ

e trwaj

ą

ce cztery i pi

ęć

 miesi

ę

cy, aby spotka

ć

 si

ę

 ze sob

ą

 podczas 

uroczysto

ś

ci 

ś

wi

ą

tecznych. Ze wszystkich okolic Hindustanu lud odbywał 

pielgrzymki tak tłumnie, 

Ŝ

e ksi

ąŜę

 Hussein nie posiadał si

ę

 na ten widok ze 

zdumienia. A poniewa

Ŝ

 nieprzeliczone tłumy ludzi tłoczyły si

ę

 wokoło 

ś

wi

ą

ty

ń

nie udało mu si

ę

 nawet dojrze

ć

, w jaki sposób oddaje si

ę

 cze

ść

 tamtejszym 

bóstwom. Po jednej stronie znajduj

ą

cego si

ę

 w pobli

Ŝ

u ogromnego placu stał nowo 

wzniesiony gmach o pot

ęŜ

nych rozmiarach i urz

ą

dzony z wyj

ą

tkowym przepychem. 

Miał dziewi

ęć

 pi

ę

ter i opierał si

ę

 na mocnej podbudowie czterdziestu filarów. 

Tam zbierał król co tydzie

ń

 swoich wezyrów, aby rozs

ą

dza

ć

 sprawy wszystkich 

obcych przybyszów. Wn

ę

trze pałacu było bogato przyozdobione i zaopatrzone w 

kosztowny sprz

ę

t. Od zewn

ą

trz mury były pokryte malowidłami przedstawiaj

ą

cymi 

tamtejsze widoki oraz sceny z dalekich krajów. Prócz tego były tam wizerunki 
najrozmaitszych ptaków, a nawet komarów i much. Były one z takim kunsztem i tak 
zr

ę

czn

ą

 r

ę

k

ą

 odtworzone, 

Ŝ

e wygl

ą

dały jak 

Ŝ

ywe, a lud wiejski, widz

ą

c z daleka 

wizerunki lwów, tygrysów i innych drapie

Ŝ

nych bestii, dr

Ŝ

ał ze strachu i 

przera

Ŝ

enia. Po drugiej stronie placu znajdowały si

ę

 drewniane pawilony. Były 

one od wewn

ą

trz i od zewn

ą

trz pi

ę

knie zbudowane i bogato malowane podobnie jak 

ów gmach, o którym uprzednio

ś

my wspominali. A przy tym był tak przemy

ś

lnie 

urz

ą

dzone, 

Ŝ

e mo

Ŝ

na je było wraz ze wszystkimi znajduj

ą

cymi si

ę

 w nich lud

ź

mi 

obraca

ć

 i przesuwa

ć

 wsz

ę

dzie, gdzie si

ę

 tylko komu podobało. I tak przesuwano te 

pot

ęŜ

ne budowle z pomoc

ą

 przedziwnych maccin tam i z powrotem, 

Ŝ

eby znajduj

ą

cy 

si

ę

 wewn

ą

trz ludzie mogli po kolei przygl

ą

da

ć

 si

ę

 najrozmaitszym zabawom i 

widowiskom. Po pozostałych stronach owego placu stały rz

ę

dy słoni. Było ich 

chyba ponad tysi

ą

c. Ich tr

ą

by, uszy i zady były pomalowane cynobrem* i 

przyozdobione przeró

Ŝ

nymi wymy

ś

lnymi rysunkami. Miały bogate czapraki ze złotego 

brokatu, a na grzbietach baldachimy haftowane srebrn

ą

 nici

ą

. Pod baldachimami 

siedzieli grajkowie i przygrywali na przeró

Ŝ

nych instrumentach, wesołkowie 

bawili zebrany tłum krotochwil

ą

, a kuglarze pokazywali ró

Ŝ

ne przedziwne sztuki. 

Ze wszystkich wszak

Ŝ

e osobliwo

ś

ci, jakie ksi

ąŜę

 Hussein widział, najbardziej 

podobała mu si

ę

 parada słoni, wywołuj

ą

ca najwi

ę

ksze jego zdumienie. Był tam 

jeden pot

ęŜ

ny sło

ń

, którego mo

Ŝ

na było tu i tam przewozi

ć

, gdzie tylko jego 

background image

kornakom* si

ę

 spodobało, poniewa

Ŝ

 nogi olbrzyma spoczywały na platformie 

poruszaj

ą

cej si

ę

 na rolkach. Sło

ń

 trzymał w tr

ą

bie flet, na którym tak pi

ę

knie 

przygrywał, 

Ŝ

e cały zgromadzony lud zachwycał si

ę

 i nie 

Ŝ

ałował mu oklasków. Był 

tam jeszcze drugi sło

ń

 o wiele mniejszy od tamtego, który hu

ś

tał si

ę

 na długiej 

belce, obci

ąŜ

onej z drugiego kra

ń

ca, w takt gło

ś

no graj

ą

cej kapeli, przy czym 

równie

Ŝ

 i sam ów sło

ń

 gło

ś

no tr

ą

bił. Przygl

ą

daj

ą

cy si

ę

 za

ś

 temu ludzie byli 

przewo

Ŝ

eni z miejsca na miejsce wokoło owego hu

ś

taj

ą

cego si

ę

 słonia. Takie 

widowiska z uczonymi słoniami odbywały si

ę

 przewa

Ŝ

nie w obecno

ś

ci samego króla. 

Ksi

ąŜę

 Hussein sp

ę

dził prawie cały rok na przygl

ą

daniu si

ę

 wszelkim 

osobliwo

ś

ciom na bazarach i podczas uroczystych 

ś

wi

ą

t w kraju Biszangarh. Skoro 

wszak

Ŝ

e nastała pora, na któr

ą

 był si

ę

 umówił z bra

ć

mi, rozło

Ŝ

ył swój lataj

ą

cy 

dywan na dziedzi

ń

cu za karawanserajem, w którym mieszkał, wzi

ą

ł ze sob

ą

 swoj

ą

 

ś

wit

ę

, rumaki i wszystko, co ze sob

ą

 przywiózł, usiadł na dywanie i w duchu 

wyraził 

Ŝ

yczenie, 

Ŝ

e chce przenie

ść

 si

ę

 do owego karawanseraju, w którym miał 

si

ę

 spotka

ć

 z bra

ć

mi. Gdy tylko wymówił w my

ś

li 

Ŝ

yczenie, dywan natychmiast si

ę

 

uniósł w powietrze, przemkn

ą

ł i szumem przez cał

ą

 odległo

ść

 i zaniósł ksi

ę

cia 

Husseina wraz z jego 

ś

wit

ą

 i wszystkim, co ze sob

ą

 miał, na miejsce 

przeznaczenia. Tam ksi

ąŜę

, ci

ą

gle jeszcze nie zdejmuj

ą

c szat kupca, w które si

ę

 

był przebrał, zatrzymał si

ę

, aby czeka

ć

 na swoich braci. Posłuchajmy teraz, co 

prze

Ŝ

ył ksi

ąŜę

 Ali, starszy z pozostałych dwóch braci ksi

ę

cia Husseina. I on 

równie

Ŝ

 trzeciego dnia po po

Ŝ

egnaniu z bra

ć

mi przył

ą

czył si

ę

 do karawany, ale 

poci

ą

gn

ą

ł z ni

ą

 do Persji. Kiedy po trwaj

ą

cej cztery miesi

ą

ce podró

Ŝ

y dotarł do 

Szirazu, stolicy ira

ń

skiego kraju, zajechał tam ze swymi towarzyszami, z którymi 

si

ę

 bardzo zaprzyja

ź

nił, do pewnego karawanseraju. Zamieszkał razem z nimi, 

podaj

ą

c si

ę

 za jubilera. Na drugi dzie

ń

 kupcy poszli kupowa

ć

 i sprzedawa

ć

 

towary. Ksi

ąŜę

 Ali za

ś

, który nic ze sob

ą

 nie przywiózł, co by mo

Ŝ

na było 

sprzeda

ć

, lecz jedynie rzeczy potrzebne mu dla własnego u

Ŝ

ytku, zdj

ą

ł 

niezwłocznie szat

ę

 podró

Ŝ

n

ą

 i wraz z jednym z towarzyszy udał si

ę

 na główny 

bazar, który nazywał si

ę

 Bazistan, czyli Targ Sukienników. Ksi

ąŜę

 Ali 

przechadzał si

ę

 po bazarze zbudowanym z cegieł. Wokoło były kramy pod 

sklepieniami wspartymi na pi

ę

knych kolumienkach. Ksi

ąŜę

 dziwował si

ę

 bardzo 

widz

ą

c wspaniałe sklepy, w których le

Ŝ

ały wystawione na sprzeda

Ŝ

 przeró

Ŝ

ne 

wyroby z niebywale drogocennego materiału. Zdumiony pytał sam siebie, jak

Ŝ

e

Ŝ

 

bogate musi by

ć

 całe miasto, je

ś

li tylko na jednej ulicy zgromadzone s

ą

 takie 

skarby. I oto gdy machlerze przechodzili tam i z powrotem wykrzykuj

ą

c nazwy 

towarów, które mieli na sprzeda

Ŝ

, ksi

ąŜę

 Ali ujrzał mi

ę

dzy nimi jednego 

trzymaj

ą

cego w r

ę

ku rurk

ę

 z ko

ś

ci słoniowej długo

ś

ci łokcia. Sprzedaj

ą

cy 

Ŝą

dał 

za ni

ą

 trzydziestu tysi

ę

cy złotych monet. Skoro ksi

ąŜę

 Ali usłyszał t

ę

 cen

ę

pomy

ś

lał sobie w duchu: "Człek ten zapewne oszalał, 

Ŝ

Ŝą

da tak wielkiej ceny za 

tak lichy przedmiot!" Potem za

ś

 zapytał jednego z wła

ś

cicieli sklepów, z którym 

był si

ę

 zaznajomił: - Przyjacielu, czy człowiek ów jest szale

ń

cem, 

Ŝ

Ŝą

da sumy 

trzydziestu tysi

ę

cy złotych monet za rurk

ę

 z ko

ś

ci słoniowej? Przecie

Ŝ

 tylko 

głupiec mógłby mu da

ć

 tak wysok

ą

 cen

ę

 za tak marny przedmiot. - Czcigodny panie 

- odparł wła

ś

ciciel sklepu - ten machlerz jest m

ą

drzejszy i rozumniejszy ni

Ŝ

 

wszyscy inni ludzie jego zawodu. Z jego pomoc

ą

 rozprzedałem ju

Ŝ

 towary warte 

tysi

ą

ce złotych monet. A

Ŝ

 do dnia wczorajszego był jeszcze przy całkiem zdrowych 

zmysłach. Atoli dzisiaj nie wiem, czy utracił rozum, czy te

Ŝ

 nie. W ka

Ŝ

dym razie 

mo

Ŝ

emy spróbowa

ć

 przekona

ć

 si

ę

 o tym. Usi

ą

d

ź

 tu i poczekaj w moim sklepie, a

Ŝ

 

b

ę

dzie t

ę

dy przechodził. Ksi

ąŜę

 Ali usiadł na wskazanym miejscu i niebawem 

ujrzał zbli

Ŝ

aj

ą

cego si

ę

 machlerza. Wła

ś

ciciel sklepu zatrzymał go i tak do niego 

powiada: - Człowieku, ta mała rurka musi mie

ć

 jak

ąś

 osobliw

ą

 moc. Wszyscy ludzie 

bowiem słysz

ą

 pełni zdumienia, 

Ŝ

Ŝą

dasz za ni

ą

 tak wysokiej ceny. Ten oto 

dostojny go

ść

 my

ś

li nawet, 

Ŝ

e

ś

 postradał zmysły. Machlerz, człowiek rozs

ą

dny, 

nie pogniewał si

ę

 wcale za te słowa i powiedział uprzejmie: - Efendi, nie 

w

ą

tpi

ę

Ŝ

e musisz mnie uwa

Ŝ

a

ć

 za szale

ń

ca, poniewa

Ŝ

 

Ŝą

dam tak wysokiej zapłaty i 

ceni

ę

 tak drogo ten niewielki przedmiot, ale je

ś

li poka

Ŝę

 ci jego zalety i sił

ę

ch

ę

tnie zakupisz go za t

ę

 wła

ś

nie cen

ę

. Powiedziawszy to, machlerz wr

ę

czył 

ksi

ę

ciu Alemu rurk

ę

 dodaj

ą

c: - Przyjrzyj si

ę

 dokładnie tej rurce! Zaraz wyja

ś

ni

ę

 

ci jej szczególne wła

ś

ciwo

ś

ci. Na obu ko

ń

cach ma wprawione szkło. Otó

Ŝ

 kiedy 

jeden koniec przyło

Ŝ

ysz do oka, b

ę

dziesz mógł zobaczy

ć

 wszystko, czego tylko 

zapragniesz. I b

ę

dzie ci si

ę

 wydawało, 

Ŝ

e jest blisko, cho

ć

by było od ciebie 

background image

odległe o kilkaset mil. Ksi

ąŜę

 Ali na to: - Przechodzi to ludzki rozum. Nie mog

ę

 

w to uwierzy

ć

, zanim sam nie wypróbuj

ę

 i nie przekonam si

ę

Ŝ

e wszystko tak 

jest, jak powiadasz. Machlerz za

ś

 odrzekł: - Wszystko, co zapragniesz ujrze

ć

poka

Ŝ

e ci ta rurka ze słoniowej ko

ś

ci, je

ś

li spojrzysz przez ni

ą

. Tedy ksi

ąŜę

 

Ali, nie wyjawiaj

ą

c wszak

Ŝ

e tego machlerzowi, zapragn

ą

ł zobaczy

ć

 swego ojca i 

skoro tylko przytkn

ą

ł rurk

ę

 do oka, ujrzał go, jak zdrów i wesół siedzi na 

tronie i sprawuje s

ą

dy nad poddanymi. Potem, pełen t

ę

sknoty, zapragn

ą

ł ujrze

ć

 

swoj

ą

 ukochan

ą

 ksi

ęŜ

niczk

ę

 Nur en-Nahar i od razu zobaczył j

ą

, jak zdrowa i 

pogodna siedzi na otomanie, gaw

ę

dz

ą

c i 

ś

miej

ą

c si

ę

 beztrosko, a gromada 

słu

Ŝ

ebnic stoi dookoła, czekaj

ą

c na jej rozkazy. Ksi

ąŜę

 nie posiadał si

ę

 ze 

zdumienia ujrzawszy to osobliwe i cudowne zjawisko. I tak do siebie powiedział: 
"Gdybym nawet przemierzył cał

ą

 ziemi

ę

, podró

Ŝ

uj

ą

c przez dziesi

ęć

 lat lub jeszcze 

wi

ę

cej po najdalszych jej kra

ń

cach i zakamarkach nigdzie nie znajd

ę

 tak dziwnego 

i drogocennego przedmiotu jak ta rurka z ko

ś

ci słoniowej". Po czym powiedział do 

machlerza: - Zaiste, zalety tej rurki s

ą

 tego rodzaju, jak mi je opisałe

ś

Przeto ch

ę

tnie zapłac

ę

 ci trzydzie

ś

ci tysi

ę

cy złotych monet, jako słuszn

ą

 i 

sprawiedliw

ą

 cen

ę

. - Efendi - odparł machlerz - mój pan poprzysi

ą

gł, 

Ŝ

e nie 

odst

ą

pi jej poni

Ŝ

ej czterdziestu tysi

ę

cy złotych monet. Ksi

ąŜę

 Ali uznawszy, 

Ŝ

machlerz jest rzetelnym i uczciwym człowiekiem, wypłacił mu czterdzie

ś

ci tysi

ę

cy 

złotych monet i stał si

ę

 wła

ś

cicielem teleskopu, w błogim przekonaniu, 

Ŝ

ucieszy nim swego ojca i pozyska r

ę

k

ę

 ksi

ęŜ

niczki Nur en-Nahar. I tak ksi

ąŜę

 Ali 

pod

ąŜ

ył pełen rado

ś

ci poprzez Sziraz i dalej drogami prowadz

ą

cymi przez krain

ę

 

Persów. Wreszcie kiedy rok ju

Ŝ

 nieomal min

ą

ł, doł

ą

czył si

ę

 do karawany i 

wracaj

ą

c do Hindustanu dotarł w dobrym zdrowiu i nastroju do umówionego 

karawanseraju, gdzie ksi

ąŜę

 Hussein przybył ju

Ŝ

 przed nim na swym dywanie. Tam 

obaj bracia j

ę

li czeka

ć

 na szcz

ęś

liwy powrót trzeciego. Oto dzieje dwóch 

starszych braci. Posłuchajmy teraz, co przytrafiło si

ę

 najmłodszemu ksi

ę

ciu 

Ahmedowi: To, co przydarzyło mu si

ę

, było bowiem najdziwniejsze i najosobliwsze. 

Kiedy po

Ŝ

egnał si

ę

 ze swoimi bra

ć

mi, obrał drog

ę

 wiod

ą

c

ą

 do Samarkandy. Po 

długiej podró

Ŝ

y przybył do tego miasta i podobnie jak jego bracia zatrzymał si

ę

 

w tamtejszym karawanseraju. Nazajutrz wyruszył, aby obejrze

ć

 bazar, który 

nazywano tam Bazistan, czyli Targ Sukienników, i przekonał si

ę

Ŝ

e wszystko było 

pi

ę

knie urz

ą

dzone. Sklepy były kunsztownie zbudowane i zaopatrzone w rzadko 

spotykane tkaniny, ró

Ŝ

ne warto

ś

ciowe przedmioty oraz inne drogocenne towary. 

Przechadzaj

ą

c si

ę

 tam i z powrotem napotkał machlerza, który zachwalał jaki

ś

 

czarodziejski owoc wołaj

ą

c: - Kto chce naby

ć

 to jabłko? Cena jego wynosi 

trzydzie

ś

ci pi

ęć

 tysi

ę

cy złotych monet. Wtedy ksi

ąŜę

 Ahmed rzekł do owego 

człowieka: - Poka

Ŝ

 mi, prosz

ę

, ten owoc, który trzymasz w r

ę

ku, i obja

ś

nij mi, 

jak

ą

 tajemn

ą

 moc posiada, 

Ŝ

Ŝą

dasz za

ń

 tak wygórowanej ceny! Machlerz 

u

ś

miechn

ą

ł si

ę

, podał ksi

ę

ciu jabłko i powiedział: - Nie dziw si

ę

, efendi! 

Zaprawd

ę

 jestem pewien, 

Ŝ

e skoro tylko wyjawi

ę

 ci zalety tego jabłka i 

przekonasz si

ę

, jakim dobrodziejstwem jest ono dla ludzko

ś

ci, nie uznasz mojej 

ceny za zbyt wygórowan

ą

. Przeciwnie, dasz mi za to ch

ę

tnie cał

ą

 gór

ę

 złota, 

je

ś

li takowe posiadasz. Po czym mówił dalej: - Słuchaj mnie, efendi, a opowiem 

ci o czarodziejskiej mocy ukrytej w tym sztucznym jabłku. Je

ś

li człowiek cierpi 

na jak

ą

kolwiek chorob

ę

, cho

ć

by nie wiem jak była ci

ęŜ

ka lub cho

ć

by nawet był ju

Ŝ

 

bliski 

ś

mierci, a to jabłko pow

ą

cha, od razu powróci mu zdrowie. Poczuje si

ę

 

rze

ś

ki i uleczony od wszelkiej choroby, która go dr

ę

czyła, cho

ć

by to miała by

ć

 

d

Ŝ

uma czy suchoty, gor

ą

czka czy te

Ŝ

 jaka

ś

 inna zło

ś

liwa dolegliwo

ść

. I poczuje 

si

ę

 tak, jak gdyby w ogóle nie chorował. Siły powróc

ą

 mu natychmiast i cho

ć

by 

raz tylko pow

ą

chał ten owoc, b

ę

dzie wolny od wszelkich chorób i dolegliwo

ś

ci a

Ŝ

 

do ko

ń

ca swojego 

Ŝ

ywota. Ale ksi

ąŜę

 Ahmed zapytał: - Sk

ą

d mog

ę

 by

ć

 pewien, 

Ŝ

słowa twoje odpowiadaj

ą

 prawdzie? Je

ś

li rzecz tak si

ę

 ma, jak mówisz, z 

najwi

ę

ksz

ą

 rado

ś

ci

ą

 zapłac

ę

 ci sum

ę

, jakiej 

Ŝą

dasz. - Efendi - odparł machlerz - 

wszyscy ludzie mieszkaj

ą

cy w okolicy Samarkandy wiedz

ą

 dobrze, 

Ŝ

e ongi

ś

 

przebywał w tym mie

ś

cie pewien m

ę

drzec, który posiadał przedziwn

ą

 umiej

ę

tno

ść

 i 

który po wielu latach mozolnej pracy jabłko to sporz

ą

dził, mieszaj

ą

niesko

ń

czenie wielk

ą

 ilo

ść

 ró

Ŝ

nych lekarstw z ziół i minerałów. Aby sporz

ą

dzi

ć

 

je, wydał całe swoje mienie, które było poka

ź

ne. Sporz

ą

dziwszy za

ś

 owo jabłko, 

przywrócił za jego pomoc

ą

 zdrowie tysi

ą

com chorych ludzi, daj

ą

c im owoc ten do 

pow

ą

chania. Lecz niestety, 

Ŝ

ycie jego znalazło nagły koniec: 

ś

mier

ć

 zaskoczyła 

background image

go znienacka, zanim mógł uratowa

ć

 si

ę

 za pomoc

ą

 tego czarodziejskiego aromatu. A 

poniewa

Ŝ

 nie gromadził bogactw i pozostawił liczn

ą

 gromadk

ę

 nieletnich dzieci i 

wielu domowników, wdowa nie mogła sobie inaczej poradzi

ć

, jak sprzedaj

ą

c ten 

czarodziejski przedmiot, aby uzyska

ć

 

ś

rodki na utrzymanie domu. Gdy sprzedawca 

opowiadał ksi

ę

ciu Ahmedowi o tym wszystkim, zgromadziły si

ę

 dookoła wielkie 

tłumy miejscowych. Jeden z nich, dobrze owemu machlerzowi znany, wyst

ą

pił 

naprzód i rzecze: - Jeden z moich przyjaciół dogorywa obło

Ŝ

nie chory w domu. 

Wszyscy lekarze i znachorzy zw

ą

tpili ju

Ŝ

 o jego 

Ŝ

yciu, przeto błagam ci

ę

, daj mu 

ten owoc do pow

ą

chania, aby mój przyjaciel nie utracił 

Ŝ

ywota! Skoro ksi

ąŜę

 

Ahmed słowa te usłyszał, zwrócił si

ę

 do sprzedawcy mówi

ą

c: - Mój przyjacielu, 

je

ś

li ów chory, o którym mowa, dzi

ę

ki aromatowi twojego jabłka powróci znów do 

sił, kupi

ę

 jabłko natychmiast za cen

ę

 czterdziestu tysi

ę

cy złotych monet. 

Machlerz był upowa

Ŝ

niony do sprzedania jabłka za cen

ę

 trzydziestu pi

ę

ciu 

tysi

ę

cy. A poniewa

Ŝ

 pi

ęć

 tysi

ę

cy za po

ś

rednictwo w pełni mu wystarczało, rzekł: 

- Zgoda, efendi, teraz mo

Ŝ

esz wypróbowa

ć

 czarodziejsk

ą

 moc jabłka. Ju

Ŝ

 

wyleczyłem nim setki chorych. Tedy ksi

ąŜę

 Ahmed poszedł wraz z owymi lud

ź

mi do 

domu chorego i zastał go konaj

ą

cego na ło

Ŝ

u. Zaledwie wszak

Ŝ

e umieraj

ą

cy 

pow

ą

chał czarodziejskie jabłko, od razu poczuł si

ę

 zdrów i powstał z po

ś

cieli 

zupełnie uleczony i w kwitn

ą

cym zdrowiu. Wówczas ksi

ąŜę

 Ahmed nabył 

czarodziejskie jabłko od machlerza i wypłacił mu czterdzie

ś

ci tysi

ę

cy złotych 

monet. Osi

ą

gn

ą

wszy w ten sposób cel swojej podró

Ŝ

y, pomy

ś

lał od razu o tym, aby 

przył

ą

czy

ć

 si

ę

 do karawany udaj

ą

cej si

ę

 do Hindustanu i powróci

ć

 do ojca. Ale na 

razie postanowił sp

ę

dzi

ć

 czas na zwiedzaniu osobliwo

ś

ci i dziwów Samarkandy i 

okolic. Szczególnie zachwyciła go wspaniała równina, Soghd, która jest uwa

Ŝ

ana 

za jeden z cudów 

ś

wiata. Kraina ta niczym raj prawdziwy upajała swoim widokiem 

oczy, spowita w jasn

ą

 szat

ę

 ze szmaragdowej zieleni i poprzecinana kryształowo 

przezroczystymi strumieniami. Ogrody rodziły wszelkiego rodzaju kwiaty i owoce, 
a domy i pałace swym pi

ę

knem rwały wprost oczy przybyszów. Po pewnym czasie 

ksi

ąŜę

 Ahmed doł

ą

czył si

ę

 do karawany kupieckiej, udaj

ą

cej si

ę

 do Hindustanu. Po 

odbyciu długiej i mozolnej podró

Ŝ

y osi

ą

gn

ą

ł w ko

ń

cu ów karawanseraj, w którym 

jego bracia, ksi

ąŜę

ta Hussein i Ali, niecierpliwie na

ń

 oczekiwali. Trzej bracia 

padli sobie w obj

ę

cia nie posiadaj

ą

c si

ę

 z rado

ś

ci, 

Ŝ

e dane im było znów si

ę

 

spotka

ć

. Dzi

ę

kowali Allachowi, 

Ŝ

e po tak długiej i niebezpiecznej rozł

ą

ce 

przywiódł ich znów do ojczyzny zdrowych i całych, rze

ś

kich i wesołych. Ksi

ąŜę

 

Hussein, jako najstarszy z braci, zwrócił si

ę

 do pozostałych w te słowa: - 

Obecnie godzi si

ę

, aby ka

Ŝ

dy z nas opowiedział, jak mu si

ę

 powodziło, i 

powiadomił braci, co za osobliwy przedmiot przywiózł oraz jakie czarodziejskie 
moce przedmiot ten posiada. Ja, jako pierworodny, pierwszy opowiem wam o moich 
prze

Ŝ

yciach. Przywo

Ŝę

 z krainy Biszangarh dywan, który wygl

ą

da wprawdzie 

niepozornie, ale ma tak

ą

 czarodziejsk

ą

 moc, 

Ŝ

e kto na

ń

 si

ą

dzie i w duchu wyrazi 

Ŝ

yczenie odwiedzenia jakiego

ś

 kraju czy miasta, natychmiast zostaje tam 

przeniesiony, bez trudu i niebezpiecze

ń

stwa, cho

ć

by podró

Ŝ

 ta w innych warunkach 

miała trwa

ć

 całe miesi

ą

ce lub nawet lata. Zapłaciłem za ten dywan czterdzie

ś

ci 

tysi

ę

cy złotych monet i zwiedziwszy wszelkie osobliwo

ś

ci krainy Biszangarh 

siadłem na nabyty dywan z 

Ŝ

yczeniem, aby znale

źć

 si

ę

 w tym oto karawanseraju. 

Natychmiast znalazłem si

ę

 tutaj zgodnie z moim 

Ŝ

yczeniem i czekałem a

Ŝ

 trzy 

miesi

ą

ce na wasze przybycie. Mam tutaj ten lataj

ą

cy dywan i kto chce, mo

Ŝ

e go 

wypróbowa

ć

! Skoro tylko najstarszy ksi

ąŜę

 opowie

ść

 swoj

ą

 zako

ń

czył, zabrał głos 

ś

redni brat ksi

ąŜę

 Ali i tak rzecze: - Kochany bracie, dywan, który przywiozłe

ś

jest wielk

ą

 rzadko

ś

ci

ą

 i moc, jak

ą

 posiada, jest nadzwyczajna. Według tego, co 

opowiadasz, nikt na 

ś

wiecie nie widział czego

ś

, co by mo

Ŝ

na do tego dywanu 

przyrówna

ć

. Powiedziawszy to, wyci

ą

gn

ą

ł wszak

Ŝ

e swój teleskop ze słoniowej ko

ś

ci 

i tak mówił dalej: - Ale patrzcie, i ja równie

Ŝ

 nabyłem za czterdzie

ś

ci tysi

ę

cy 

złotych monet przedmiot, którego czarodziejsk

ą

 sił

ę

 chc

ę

 wam teraz pokaza

ć

Widzicie t

ę

 rurk

ę

 z ko

ś

ci słoniowej? Za jej pomoc

ą

 mo

Ŝ

na ujrze

ć

 rzeczy, które 

ukryte s

ą

 przed wzrokiem naszym, a nawet o wiele mil od nas oddalone. Jest to 

zaiste przedziwny przedmiot i wart tego, aby

ś

cie go wypróbowali. Obaj mo

Ŝ

ecie 

si

ę

 o tym przekona

ć

, je

ś

li tylko zechcecie. Przytknijcie oko do w

ęŜ

szego ko

ń

ca i 

wypowiedzcie w my

ś

li 

Ŝ

yczenie zobaczenia tego, co serce wasze najwi

ę

cej pragnie 

ujrze

ć

. I wszystko jedno, czy rzecz ta znajduje si

ę

 w pobli

Ŝ

u, czy jest o wiele 

setek mil oddalona, ta rurka z ko

ś

ci słoniowej postawi j

ą

 dokładnie widoczn

ą

 tu

Ŝ

 

background image

przed wasz

ą

 

ź

renic

ą

. Usłyszawszy te słowa, ksi

ąŜę

 Hussein wzi

ą

ł czarodziejsk

ą

 

rurk

ę

 z r

ę

ki ksi

ę

cia Alego i przytkn

ą

wszy oko do jej ko

ń

ca zgodnie z tym, co mu 

powiedziano, w sercu swym zapragn

ą

ł ujrze

ć

 ksi

ęŜ

niczk

ę

 Nur en-Nahar. Jego obaj 

bracia za

ś

 przygl

ą

dali mu si

ę

 ciekawi, co ksi

ąŜę

 Hussein powie. Ale nagle 

zauwa

Ŝ

yli, 

Ŝ

e oblicze jego pobladło i zwi

ę

dło niczym przekwitły kwiat, a 

podniecenie i serdeczna udr

ę

ka wycisn

ę

ły mu z oczu strumie

ń

 łez. I zanim bracia 

opanowali swoje zdumienie i spytali go o przyczyn

ę

 jego dziwnego zachowania, 

zawołał gło

ś

no: - Biada, biada, znie

ś

li

ś

my tyle trudów i kłopotów w

ę

druj

ą

c w 

dalekie strony w nadziei zdobycia ksi

ęŜ

niczki Nur en-Nahar, ale wszystko było 

daremne: przed chwil

ą

 ujrzałem j

ą

 

ś

miertelnie chor

ą

, le

Ŝą

c

ą

 na posłaniu, jak 

gdyby miała lada chwila wyda

ć

 ostatnie tchnienie. Wokoło niej stały jej 

słu

Ŝ

ebnice pogr

ąŜ

one w najgł

ę

bszym smutku, płacz

ą

c i lamentuj

ą

c. O moi bracia, 

je

ś

li chcecie j

ą

. ujrze

ć

 po raz ostatni, to spójrzcie na po

Ŝ

egnanie przez ten 

teleskop, póki ksi

ęŜ

niczka jest jeszcze przy 

Ŝ

yciu! Wtedy ksi

ąŜę

 Ali porwał do 

r

ę

ki teleskop, spojrzał przez niego i ujrzał ksi

ęŜ

niczk

ę

 w takim stanie, jaki mu 

jego brat Hussein był opisał. Po czym niezwłocznie podał teleskop bratu 
Ahmedowi, który równie

Ŝ

 popatrzył i przekonał si

ę

Ŝ

e dostojna Nur en-Nahar lada 

chwila wyda ostatnie tchnienie. Powiedział wi

ę

c do swoich starszych braci: - 

Wszyscy trzej cierpimy t

ę

 sam

ą

 serdeczn

ą

 m

ę

k

ę

 z powodu ksi

ęŜ

niczki Nur en-Nahar 

i ka

Ŝ

dy z nas 

Ŝ

ywi najgł

ę

bsz

ą

 nadziej

ę

Ŝ

e j

ą

 pozyska. 

ś

ycie jej ga

ś

nie w tej 

oto chwili, ale ja mog

ę

 j

ą

 uratowa

ć

 i przywróci

ć

 jej zdrowie, je

ś

li natychmiast 

nie zwlekaj

ą

c i nie oci

ą

gaj

ą

c si

ę

 do niej po

ś

pieszymy. Z tymi słowy wyj

ą

ł z 

kieszeni czarodziejskie jabłko, pokazał je braciom i zawołał: - To oto jabłko 
dorównuje warto

ś

ci

ą

 lataj

ą

cemu dywanowi i teleskopowi! Kupiłem je za 

czterdzie

ś

ci tysi

ę

cy złotych monet w Samarkandzie. A teraz nadarza si

ę

 najlepsza 

sposobno

ść

 jego czarodziejsk

ą

 moc wykorzysta

ć

. Mówiono mi, 

Ŝ

e je

ś

li chory jabłko 

to pow

ą

cha, b

ę

dzie natychmiast uleczony i powróci do zdrowia, cho

ć

by był ju

Ŝ

 

konaj

ą

cy. Sam to ju

Ŝ

 wypróbowałem, a obecnie i wy przekonacie si

ę

 o jego 

cudownej mocy leczniczej, kiedy u

Ŝ

yj

ę

 go dla uleczenia ksi

ęŜ

niczki Nur en-Nahar. 

Ale nu

Ŝ

e, 

ś

pieszmy si

ę

, aby zasta

ć

 j

ą

 jeszcze przy 

Ŝ

yciu. - Nie przedstawia to 

Ŝ

adnej trudno

ś

ci! - zawołał ksi

ąŜę

 Hussein. - Mój dywan w jednym mgnieniu oka 

przeniesie nas do komnaty naszej ukochanej. Siadajcie zaraz razem ze mn

ą

, gdy

Ŝ

 

starczy na dywanie miejsca dla wszystkich trzech. Niezwłocznie znajdziemy si

ę

 

przy ło

Ŝ

u chorej, a nasza słu

Ŝ

ba niech wyruszy za nami. Trzej ksi

ąŜę

ta usiedli 

na lataj

ą

cym dywanie, ka

Ŝ

dy z nich wymówił w duchu 

Ŝ

yczenie, aby znale

źć

 si

ę

 u 

ło

Ŝ

a ksi

ęŜ

niczki Nur en-Nahar, i w mgnieniu oka byli ju

Ŝ

 w jej komnacie. 

Niewolnice i słudzy, którzy chor

ą

 piel

ę

gnowali, przerazili si

ę

 wielce i nie 

mogli si

ę

 nadziwi

ć

, w jaki sposób ci obcy m

ęŜ

czy

ź

ni mogli dosta

ć

 si

ę

 do sypialni 

ich pani. Ale, kiedy słudzy chcieli ju

Ŝ

 natrze

ć

 mieczami na ksi

ąŜą

t, nagle ich 

poznali i usun

ę

li si

ę

, wci

ąŜ

 jeszcze nie rozumiej

ą

c, w jaki sposób trzej bracia 

tu si

ę

 znale

ź

li. Ci za

ś

 zeskoczyli z dywanu, ksi

ąŜę

 Ahmed wyst

ą

pił naprzód i 

podał czarodziejskie jabłko do pow

ą

chania ksi

ęŜ

niczce, która le

Ŝ

ała nieprzytomna 

na posłaniu. Ale skoro tylko wchłon

ę

ła aromat jabłka, choroba j

ą

 opu

ś

ciła i 

natychmiast poczuła si

ę

 zupełnie zdrowa. Otwarła szeroko oczy, uniosła głow

ę

 z 

poduszki i rozejrzała si

ę

 dookoła, przygl

ą

daj

ą

c si

ę

 ze zdziwieniem trzem 

ksi

ąŜę

tom, którzy stali naokoło niej. Czuła si

ę

 przy tym tak wypocz

ę

ta i wesoła, 

jak gdyby wła

ś

nie obudziła si

ę

 z pokrzepiaj

ą

cego snu. Od razu zerwała si

ę

 z 

ło

Ŝ

a, udała si

ę

 do ubieralni i przywołała swoje słu

Ŝ

ebne, aby j

ą

 przyodziały. 

Dziewcz

ę

ta ubieraj

ą

c j

ą

 opowiedziały, 

Ŝ

e trzej ksi

ąŜę

ta, synowie jej stryja, 

nagle tu si

ę

 zjawili i 

Ŝ

e ksi

ąŜę

 Ahmed dał jej co

ś

 do pow

ą

chania, co natychmiast 

j

ą

 uleczyło. Dokonawszy zgodnie z obyczajem obrz

ą

dku ablucji po uleczeniu, 

pi

ę

kna Nur en-Nahar powróciła do ksi

ąŜą

t, okazuj

ą

c serdeczn

ą

 rado

ść

 z powodu ich 

przybycia. Potem dzi

ę

kowała im, zwłaszcza ksi

ę

ciu Ahmedowi, za przywrócone 

Ŝ

ycie 

i zdrowie. Równie

Ŝ

 i ksi

ąŜę

ta radowali si

ę

 wielce, widz

ą

c, 

Ŝ

e ksi

ęŜ

niczka Nur 

en-Nahar tak szybko 

ś

mierteln

ą

 chorob

ę

 przemogła. Wkrótce potem po

Ŝ

egnali si

ę

 z 

ni

ą

 i odeszli, aby przywita

ć

 si

ę

 z ojcem sułtanem. Tymczasem słudzy donie

ś

li o 

wszystkim sułtanowi. Skoro tylko młodzi ksi

ąŜę

ta stawili si

ę

 przed jego oblicze, 

sułtan wstał z tronu, wzi

ą

ł ich czule w obj

ę

cia i ucałował ka

Ŝ

dego w czoło, 

uszcz

ęś

liwiony, 

Ŝ

e ich znowu widzi oraz 

Ŝ

e ksi

ęŜ

niczka, która była mu droga 

niczym rodzona córka, powróciła dzi

ę

ki nim do zdrowia. Po czym trzej bracia 

przynie

ś

li czarodziejskie przedmioty, które ka

Ŝ

dy z nich przywiózł ze swojej 

background image

podró

Ŝ

y. Nasamprzód ksi

ąŜę

 Hussein pokazał lataj

ą

cy dywan, który dopiero co 

przyniósł ich z daleka, i rzekł: - Z wygl

ą

du dywan ten nie przedstawia 

Ŝ

adnej 

warto

ś

ci, ale poniewa

Ŝ

 posiada czarodziejsk

ą

 moc, wydaje mi si

ę

Ŝ

e na całym 

ś

wiecie nie znajdziemy nic, co by mu osobliwo

ś

ci

ą

 dorównywało. Nast

ę

pnie ksi

ąŜę

 

Ali pokazał sułtanowi swoj

ą

 lunet

ę

 i tak do niego rzecze: - Czarodziejskie 

zwierciadło króla D

Ŝ

amszeda, który panował w zamierzchłych czasach, jest nic 

niewarte w porównaniu z t

ą

 rurk

ą

, przez któr

ą

 oko ludzkie mo

Ŝ

e dokładnie 

rozpozna

ć

 wszystko, co jest na Wschodzie i na Zachodzie oraz co znajduje si

ę

 na 

Północy i na Południu. Jako ostatni, ksi

ąŜę

 Ahmed wyci

ą

gn

ą

ł czarodziejskie 

jabłko, które w przedziwny sposób ocaliło bezcenny 

Ŝ

ywot ksi

ęŜ

niczki Nur en-

Nahar, i tak powiada: - Z pomoc

ą

 tego owocu mo

Ŝ

na natychmiast wyleczy

ć

 wszelkie 

choroby i najci

ęŜ

sze cierpienia. Przy czym ka

Ŝ

dy z braci, wr

ę

czaj

ą

c swój dar 

sułtanowi, dodawał: - Ojcze i panie, przyjmij te dary, które ci kornie wr

ę

czamy, 

i wypróbuj oraz wybierz, który z nich jest najbardziej warto

ś

ciowy i osobliwy. A 

potem, zgodnie z twoj

ą

 obietnic

ą

, niech ten spomi

ę

dzy nas, na którego padnie 

twój wybór, po

ś

lubi ksi

ęŜ

niczk

ę

 Nur en-Nahar. Sułtan wysłuchawszy z uwag

ą

 ich 

wypowiedzi i zmiarkowawszy, 

Ŝ

e ka

Ŝ

dy z darów wydatnie przyczynił si

ę

 do 

ozdrowienia jego ukochanej bratanicy, zatopił si

ę

 na chwil

ę

 w morzu my

ś

li. Potem 

za

ś

 tak

ą

 dał odpowied

ź

: - Je

ś

libym przyznał pierwsze

ń

stwo ksi

ę

ciu Ahmedowi, 

którego czarodziejskie jabłko uleczyło ksi

ęŜ

niczk

ę

, post

ą

piłbym niesprawiedliwie 

wobec obu pozostałych ksi

ąŜą

t. Je

ś

li nawet zdobyty przez niego przedmiot wybawił 

j

ą

 ze 

ś

miertelnej choroby i przywrócił do 

Ŝ

ycia i zdrowia, to powiedzcie

Ŝ

 mi, 

jak ksi

ąŜę

 Ahmed mógłby dowiedzie

ć

 si

ę

 o jej chorobie bez teleskopu ksi

ę

cia 

Alego? A bez lataj

ą

cego dywanu ksi

ę

cia Husseina, który was przyniósł tutaj, 

czarodziejskie jabłko równie

Ŝ

 na nic by si

ę

 zdało. Dlatego rozstrzygni

ę

cie moje 

brzmi: Wszyscy trzej macie równy udział, a co za tym idzie, i równ

ą

 zasług

ę

 w 

wyleczeniu ksi

ęŜ

niczki. Nie byłoby bowiem mo

Ŝ

liwe ocali

ć

 jej 

Ŝ

ycia, gdyby brakło 

cho

ć

 jednego z tych trzech czarodziejskich przedmiotów. Poza tym wszystkie trzy 

s

ą

 równie rzadkie i cudowne i 

Ŝ

aden nie góruje nad pozostałymi, przeto nie mam 

prawa przyzna

ć

 pierwsze

ń

stwa lub przewagi któremu

ś

 z was. Przyrzekłem, 

Ŝ

ksi

ęŜ

niczk

ę

 Nur en-Nahar wydam za tego z was, który przywiezie mi najrzadsz

ą

 

osobliwo

ść

. Ale cho

ć

 brzmi to dziwnie, niemniej prawd

ą

 jest, 

Ŝ

e wszystkie one, 

je

ś

li chodzi o ich najbardziej istotn

ą

 wła

ś

ciwo

ść

, s

ą

 sobie równe. Dlatego 

trudno

ść

 wyboru istnieje nadal i zagadnienie nie zostało rozstrzygni

ę

te. Mimo to 

chciałbym cał

ą

 spraw

ę

 zako

ń

czy

ć

 przed zmierzchem dzisiejszego dnia i to tak, aby 

nikomu, z was nie stała si

ę

 krzywda. Dlatego musz

ę

 koniecznie powzi

ąć

 jaki

ś

 

plan, który pozwoliłby mi jednego z was ogłosi

ć

 zwyci

ę

zc

ą

 i odda

ć

 mu zgodnie z 

moim sułta

ń

skim słowem r

ę

k

ę

 ksi

ęŜ

niczki Nur en-Nahar. Postanawiam wi

ę

c, co 

nast

ę

puje: Ka

Ŝ

dy z was dosi

ą

dzie rumaka i wzi

ą

wszy z sob

ą

 łuk i kołczan ze 

strzałami pocwałuje na równin

ę

, gdzie odbywaj

ą

 si

ę

 turnieje, a ja wraz z 

wezyrami, dostojnikami pa

ń

stwa i emirami udam si

ę

 tam waszym 

ś

ladem. Potem 

b

ę

dziecie musieli, w mojej obecno

ś

ci jeden po drugim, z całej siły napi

ą

wszy 

ci

ę

ciw

ę

 łuku wystrzeli

ć

 przed siebie strzał

ę

. A ten spo

ś

ród was, którego strzała 

najdalej poleci, zostanie przeze mnie uznany za najgodniejszego i otrzyma 
ksi

ęŜ

niczk

ę

 Nur en-Nahar za 

Ŝ

on

ę

. Tedy trzej ksi

ąŜę

ta nie wa

Ŝą

c si

ę

 

postanowieniu ojca sprzeciwia

ć

 oraz o m

ą

dro

ś

ci i sprawiedliwo

ś

ci jego 

pow

ą

tpiewa

ć

, dosiedli rumaków i pocwałowali z łukami i strzałami w kołczanach na 

wyznaczone miejsce. Sułtan równie

Ŝ

 udał si

ę

 tam ze swoimi wezyrami i 

dostojnikami pa

ń

stwa, ukrywszy przywiezione czarodziejskie osobliwo

ś

ci 

bezpiecznie w sułta

ń

skim skarbcu. Skoro wszystko było ju

Ŝ

 do turnieju 

przysposobione, najstarszy syn i nast

ę

pca tronu, ksi

ąŜę

 Hussein, spróbował swej 

siły i zr

ę

czno

ś

ci, wystrzeliwszy strzał

ę

 daleko przed siebie poprzez 

rozci

ą

gaj

ą

c

ą

 si

ę

 tam równin

ę

. Po nim ksi

ąŜę

 Ali chwycił za łuk, napi

ą

ł go i 

wysłał strzał

ę

 w tym samym kierunku jeszcze dalej od strzały starszego brata. W 

ko

ń

cu przyszła kolej na ksi

ę

cia Ahmeda. I on wycelował w tym samym kierunku. Ale 

los postanowił, 

Ŝ

e d

Ŝ

ygici i dworzanie, chocia

Ŝ

 rzucili si

ę

 zaraz w pogo

ń

 za 

strzał

ą

, ju

Ŝ

 nie znale

ź

li jej 

ś

ladu. I 

Ŝ

aden z nich nie wiedział, czy strzała 

wbiła si

ę

 w ziemi

ę

, czy te

Ŝ

 znikła dosi

ę

gn

ą

wszy najdalszych kra

ń

ców niebieskiego 

przestworza. Ba, nawet wydało si

ę

 tym, którzy byli mu nie

Ŝ

yczliwi, 

Ŝ

e ksi

ąŜę

 

Ahmed w ogóle nie wystrzelił i 

Ŝ

e jego strzała w ogóle nie opu

ś

ciła ci

ę

ciwy. 

Wreszcie sułtan rozkazał, aby zaprzestano dalszych poszukiwa

ń

 i rozstrzygn

ą

ł 

background image

spór na korzy

ść

 ksi

ę

cia Alego, postanawiaj

ą

c, i

Ŝ

 ksi

ęŜ

niczka Nur en-Nahar 

zostanie mał

Ŝ

onk

ą

 tego

Ŝ

, poniewa

Ŝ

 strzała jego prze

ś

cign

ę

ła strzał

ę

 ksi

ę

cia 

Husseina. Urz

ą

dzono przeto huczne uroczysto

ś

ci i wyprawiono wesele zgodnie z 

obyczajem owej krainy, z wielkim przepychem i niezmiern

ą

 wspaniało

ś

ci

ą

. Ksi

ąŜę

 

Hussein wszak

Ŝ

e nie chciał by

ć

 przy tym obecny, poniewa

Ŝ

 czuł rozczarowanie i 

pal

ą

c

ą

 zazdro

ść

. On bowiem po

ś

ród trzech braci najgor

ę

cej umiłował ksi

ęŜ

niczk

ę

 

Nur en-Nahar. Tote

Ŝ

 zrzucił ksi

ąŜę

ce szaty i w stroju w

ę

drownego 

Ŝ

ebraka 

odszedł, by p

ę

dzi

ć

 

Ŝ

ywot pustelniczy. Równie

Ŝ

 ksi

ę

cia Ahmeda po

Ŝ

erała zazdro

ść

tak 

Ŝ

e i on nie przybył na owo wesele. Ale post

ą

pił inaczej ni

Ŝ

 ksi

ąŜę

 Hussein; 

nie udał si

ę

 na pustkowie, lecz sp

ę

dzał wszystkie swoje dnie na poszukiwaniu 

wystrzelonej przez siebie strzały, aby twierdzi

ć

, gdzie upadła. Otó

Ŝ

 przydarzyło 

si

ę

Ŝ

e pewnego ranka, kiedy samotnie, jak zazwyczaj, wyruszył na poszukiwania, 

zaczynaj

ą

c od miejsca, sk

ą

d trzy strzały były wówczas wystrzelone, dotarł tam, 

gdzie odnaleziono strzały ksi

ąŜą

t Husseina i Alego. Nie zatrzymał si

ę

 jednak, 

ale pod

ąŜ

ył dalej przed siebie, obrzucaj

ą

c wzrokiem wszystkie wzgórza i doliny 

na prawo i na lewo. Gdy tak wsz

ę

dzie szukał, ujrzał nagle, przebywszy mniej 

wi

ę

cej cztery stajania*, sw

ą

 strzał

ę

, le

Ŝą

c

ą

 płasko na wysokiej skale. Nie 

posiadał si

ę

 ze zdumienia, dziwuj

ą

c si

ę

, w jaki sposób strzała mogła tak daleko 

dolecie

ć

, ale jeszcze bardziej temu, 

Ŝ

e kiedy wszedł na skał

ę

 przyjrzał si

ę

 z 

bliska, stwierdził, 

Ŝ

e strzała nie była wbita w ziemi

ę

, lecz widocznie odbiła 

si

ę

 i upadła płasko na wyst

ę

p skalny. Tedy tak do siebie powiedział: "W spraw

ę

 

t

ę

 chyba wmieszała si

ę

 jaka

ś

 nieczysta siła! Bo jak

Ŝ

e

Ŝ

 inaczej mógłby kto

ś

 

strzał

ę

 tak daleko wystrzeli

ć

, a potem znale

źć

 j

ą

, le

Ŝą

c

ą

 w tak dziwny sposób?" 

Po czym utorował sobie drog

ę

 pomi

ę

dzy ostrymi skałami i olbrzymimi głazami i 

trafił wkrótce do pieczary, z której wiódł podziemny korytarz. Przeszedłszy nim 
kilka kroków, ksi

ąŜę

 Ahmed ujrzał 

Ŝ

elazne wrota. Otworzył je bez trudu, gdy

Ŝ

 nie 

były zamkni

ę

te na zasuw

ę

, i krocz

ą

c przed siebie ze strzał

ą

 w r

ę

ku doszedł do 

opadaj

ą

cego pochyło w dół korytarza, który zacz

ą

ł schodzi

ć

 coraz ni

Ŝ

ej. 

Wszelako, kiedy przełamał l

ę

k przed ciemno

ś

ciami, których si

ę

 tam spodziewał, 

ujrzał w pewnej odległo

ś

ci, tam gdzie korytarz si

ę

 rozszerzał, wielki 

dziedziniec ze wszystkich stron rz

ę

si

ś

cie o

ś

wietlony lampami i 

ś

wiecznikami. 

Przeszedłszy jeszcze jakie

ś

 pi

ęć

dziesi

ą

t łokci, zoczył olbrzymi i pi

ę

kny pałac. 

Nagle z gł

ę

bi pałacu wyszła na kru

Ŝ

ganek dziewica przecudnej urody i 

nieopisanego wdzi

ę

ku, wró

Ŝ

ka w szatach królewskich, obsypanych 

najdrogocenniejszymi klejnotami. Dziewica kroczyła powoli i majestatycznie, 
otoczona gronem swych słu

Ŝ

ebnic, jak ksi

ęŜ

yc rojem gwiazd. Skoro ksi

ąŜę

 Ahmed 

ujrzał to cudne zjawisko, po

ś

pieszył zło

Ŝ

y

ć

 dziewicy ukłon powitalny, a ona mu 

ukłon oddała. Po czym podeszła do niego bli

Ŝ

ej i pozdrowiła go łaskawie, mówi

ą

urzekaj

ą

cym głosem: - Serdecznie ci

ę

 witam, ksi

ąŜę

 Ahmedzie! Szcz

ęś

liwa jestem, 

Ŝ

e widz

ę

 tu wasz

ą

 wysoko

ść

. Dlaczego tak długo zwlekałe

ś

 z przybyciem do mnie? 

Sułta

ń

ski syn zdumiał si

ę

, słysz

ą

c, 

Ŝ

e pi

ę

kna dziewica zna jego imi

ę

 i godno

ść

poniewa

Ŝ

 nigdy si

ę

 przedtem nie znali. Ucałował kornie ziemi

ę

 u jej stóp i tak 

do niej rzecze: - Dostojna pani, jestem ci winien najserdeczniejsz

ą

 podzi

ę

k

ę

 za 

twoj

ą

 dobro

ć

 i za go

ś

cinne powitanie w tym tak osobliwym miejscu, dok

ą

d jako 

samotny cudzoziemiec ledwie odwa

Ŝ

am si

ę

 wej

ść

, pełen waha

ń

 i nie

ś

miało

ś

ci. Ale 

pozostaje nadal dla mnie zagadk

ą

, sk

ą

d mogła

ś

 si

ę

 dowiedzie

ć

, jakie imi

ę

 nosi 

twój niewolnik! Dziewica odpowiedziała na to z u

ś

miechem: - Mój panie i władco, 

zbli

Ŝ

 si

ę

 i zechciej razem ze mn

ą

 w tym oto pałacu spocz

ąć

. Wtedy dopiero 

odpowiem ci na twoje pytania. Udali si

ę

 wi

ę

c tam, gdzie mu wskazała, i ksi

ąŜę

 

Ahmed szedł 

ś

ladem jej stóp. Kiedy wkroczył do pałacu, ujrzał wysokie sklepienie 

z przedziwnym kunsztem odrobione, wykładane szczerym złotem i modrym lazulitem; 

ś

ciany dookoła pokryte były wspaniałymi malowidłami i bogatymi arabeskami*, 

jakich na całym 

ś

wiecie nie ujrzysz. Pani tego pałacu dostrzegłszy zdumienie w. 

oczach ksi

ę

cia Ahmeda tak do

ń

 powiedziała: - Dom ten jest niczym w porównaniu ze 

wszystkim tym, co z dobrawoli oddaj

ę

 ci teraz na własno

ść

. Dopiero gdy ujrzysz 

tamte wspaniało

ś

ci, b

ę

dziesz mógł słusznie si

ę

 dziwowa

ć

. Po czym owa podobna do 

wró

Ŝ

ki istota usiadła na wysokim wzniesieniu i okazuj

ą

c ksi

ę

ciu Ahmedowi tkliw

ą

 

skłonno

ść

 serca, poprosiła go, aby spocz

ą

ł u jej boku. - Chocia

Ŝ

 ty mnie nie 

znasz - ci

ą

gn

ę

ła dalej - ja przecie

Ŝ

 znam ci

ę

 dobrze, o czym si

ę

 wkrótce ze 

zdumieniem przekonasz, skoro opowiem ci całe twoje dzieje. Ale przede wszystkim 
godzi si

ę

, abym ci wyznała, kim jestem. Zapewne w naszych 

ś

wi

ę

tych pismach 

background image

czytałe

ś

Ŝ

ś

wiat ten zamieszkany jest nie tylko przez ludzi 

ś

miertelnych, ale 

równie

Ŝ

 przez rozliczne duchy, które postaci

ą

 swoj

ą

 s

ą

 całkiem do 

ś

miertelnych 

podobne. Jestem jedyn

ą

 cór

ą

 króla duchów, pochodz

ą

cego z najszlachetniejszego 

rodu, a nazywam si

ę

 Peri Banu. Przeto nie b

ą

d

ź

 zaskoczony, 

Ŝ

e wiem, kim jeste

ś

 i 

kim jest twój ojciec. Wiem najdokładniej o wszystkim, co obchodzi ciebie, twój 
ród i twoich krewnych. Jeste

ś

 jednym z trzech braci, którzy wszyscy zapałali 

miło

ś

ci

ą

 do ksi

ęŜ

niczki Nur en-Nahar i współzawodniczyli o jej r

ę

k

ę

. Wiem, 

Ŝ

ojciec wasz uznał za słuszne posła

ć

 was wszystkich trzech do obcych krain, a ty 

wówczas udałe

ś

 si

ę

 do dalekiej Samarkandy, sk

ą

d przywiozłe

ś

 czarodziejskie 

jabłko, sporz

ą

dzone z rzadkim i tajemniczym kunsztem, za które to jabłko 

zapłaciłe

ś

 czterdzie

ś

ci tysi

ę

cy złotych monet. Z pomoc

ą

 tego jabłka przywróciłe

ś

 

zdrowie ukochanej, ratuj

ą

c j

ą

 od ci

ęŜ

kiej choroby. Ksi

ąŜę

 Hussein za

ś

, twój 

najstarszy brat, zakupił za tak

ą

 sam

ą

 cen

ę

 lataj

ą

cy dywan w Biszangarh, a ksi

ąŜę

 

Ali przywiózł teleskop z miasta Sziraz. Mo

Ŝ

e to wystarczy, aby ci dowie

ść

Ŝ

nic, co ciebie dotyczy, nie jest dla mnie tajemnic

ą

. Teraz wszak

Ŝ

e wyznaj cał

ą

 

prawd

ę

, kogo podziwiasz bardziej, je

ś

li chodzi o urod

ę

 i wdzi

ę

k, mnie czy te

Ŝ

 

ksi

ęŜ

niczk

ę

 Nur en-Nahar, mał

Ŝ

onk

ę

 twojego brata? Serce moje t

ę

skni gor

ą

co za 

tob

ą

 i pragnie, aby

ś

my si

ę

 pobrali i wspólnie radowali si

ę

 

Ŝ

yciem. Przeto 

powiedz, czy i ty skłonny jeste

ś

 mnie po

ś

lubi

ć

, czy te

Ŝ

 po

Ŝ

era ci

ę

 dalej 

t

ę

sknota za córk

ą

 twojego stryja? W bezmiarze mojej miło

ś

ci stałam niewidzialna 

u twego boku wówczas, gdy

ś

cie współzawodniczyli w strzelaniu z łuku. A kiedy ty 

wystrzeliłe

ś

 swoj

ą

 strzał

ę

, wiedziałam, 

Ŝ

e pozostanie ona daleko w tyle za 

strzałami twych braci. Dlatego chwyciłam j

ą

 w powietrzu, zanim opadła na ziemi

ę

 

i wyniosłam j

ą

 poza obr

ę

b twojego wzroku. Potem sprawiłam, 

Ŝ

e strzała trafiła w 

Ŝ

elazne wrota do jaskini i odbiła si

ę

, aby płasko lec na płycie skalnej, na 

której j

ą

 odnalazłe

ś

. Od tego dnia siedziałam bezczynnie i czekałam na ciebie, 

poniewa

Ŝ

 wiedziałam dobrze, 

Ŝ

e b

ę

dziesz swojej strzały szuka

ć

, a

Ŝ

 j

ą

 znajdziesz, 

i to dawało mi pewno

ść

Ŝ

e b

ę

d

ę

 mogła przyprowadzi

ć

 ci

ę

 tu do mojego pałacu. Tak 

mówiła pi

ę

kna Peri Banu rzucaj

ą

c powłóczyste spojrzenie na ksi

ę

cia Ahmeda. Po 

czym jednak spu

ś

ciła skromnie czoło i odwróciła od niego oczy. Skoro ksi

ąŜę

 

Ahmed usłyszał te słowa z ust pi

ę

knej Peri Banu, nie posiadał si

ę

 z rado

ś

ci i 

tak do siebie rzekł: "Nie le

Ŝ

y ju

Ŝ

 w mojej mocy odzyska

ć

 ksi

ęŜ

niczk

ę

 Nur en-

Nahar, a Peri Banu góruje nad ni

ą

 urod

ą

 oblicza i pi

ę

knem postaci oraz 

wdzi

ę

kiem, z jakim si

ę

 porusza". Krótko mówi

ą

c, ksi

ąŜę

 Ahmed był tak oczarowany 

i urzeczony, 

Ŝ

e całkiem zapomniał o miło

ś

ci do kuzynki. Poniewa

Ŝ

 za

ś

 czuł, 

Ŝ

równie

Ŝ

 serce tej, która go oczarowała, do niego si

ę

 skłania, rzekł: - Dostojna 

pani, najpi

ę

kniejsza z najpi

ę

kniejszych, nie pragn

ę

 niczego, jak tylko ci słu

Ŝ

y

ć

 

i by

ć

 posłuszny twoim rozkazom a

Ŝ

 do ko

ń

ca dni mojego 

Ŝ

ywota. Ale ja jestem 

ś

miertelnym człowiekiem, a ty nadziemsk

ą

 istot

ą

. Twoi przyjaciele i krewni, twój 

ród i powinowaci wezm

ą

 ci na pewno za złe, je

ś

li poł

ą

czysz si

ę

 zwi

ą

zkiem 

mał

Ŝ

e

ń

skim ze mn

ą

. A pi

ę

kna Peri Banu na to: - Rodzice moi pozostawili mi 

całkowit

ą

 swobod

ę

 i mog

ę

 po

ś

lubi

ć

 ka

Ŝ

dego, kogo zechc

ę

 i kogo moj

ą

 miło

ś

ci

ą

 

obdarz

ę

. Rzekłe

ś

Ŝ

e chcesz by

ć

 moim sług

ą

 - przenigdy, powiniene

ś

 zosta

ć

 moim 

panem i władc

ą

. Serce moje mówi mi, 

Ŝ

e nie odrzucisz mej pro

ś

by! I tak ci

ą

gn

ę

ła 

dalej: - U nas, w

ś

ród duchów, panuje starodawny obyczaj, 

Ŝ

e my, dziewcz

ę

ta, w 

wyborze oblubie

ń

ca słuchamy jedynie nakazu własnego serca; ka

Ŝ

da wybiera tego, 

kto jej si

ę

 najbardziej podoba i o którym my

ś

li, 

Ŝ

e dozna przy nim najwi

ę

cej 

szcz

ęś

cia. Dlatego wszyscy m

ęŜ

owie i wszystkie 

Ŝ

ony 

Ŝ

yj

ą

 u nas w dozgonnej 

zgodzie i szcz

ęś

ciu. Otwarcie wyznajemy nasze uczucie umiłowanemu m

ęŜ

czy

ź

nie, 

nie czekaj

ą

c i schn

ą

c z t

ę

sknoty, a

Ŝ

 kto

ś

 poprosi o nasz

ą

 r

ę

k

ę

 i j

ą

 dostanie. 

Kiedy ksi

ąŜę

 Ahmed usłyszał te słowa, poczuł w sercu wielk

ą

 rado

ść

 i skłonił si

ę

 

nisko, chc

ą

c ucałowa

ć

 kraj szaty pi

ę

knej Peri Banu. Ona jednak nie dopu

ś

ciła do 

tego i podała mu r

ę

k

ę

 do ucałowania miast szaty. Ksi

ąŜę

 wzi

ą

ł jej r

ę

k

ę

 z 

zachwytem i zgodnie z obyczajem swego kraju ucałował j

ą

, poło

Ŝ

ył sobie na piersi 

i dotkn

ą

ł ni

ą

 oczu. Tedy wró

Ŝ

ka przemówiła do

ń

 z urzekaj

ą

cym u

ś

miechem: - Z moj

ą

 

r

ę

k

ą

 w twojej 

ś

lubuj

ę

 ci miło

ść

 i przyrzekam solennie, 

Ŝ

e b

ę

d

ę

 niezmiernie ci 

wierna po wszystkie czasy, nie łami

ą

c nigdy danego słowa i nie okazuj

ą

zmienno

ś

ci. A ksi

ąŜę

 Ahmed odrzekł: - Urocza istoto, umiłowana przez moj

ą

 dusz

ę

czy my

ś

lisz, 

Ŝ

e mógłbym kiedy

ś

 zdradzi

ć

 moje własne serce, ja, który ofiaruj

ę

 

ciało i dusz

ę

 tobie, która zdobyła

ś

 królewsk

ą

 władz

ę

 nad moim sercem? Składam ci 

siebie w ofierze i czy

ń

 ze mn

ą

, co ci si

ę

 b

ę

dzie podobało! A pi

ę

kna Peri Banu 

background image

tak ksi

ę

ciu Ahmedowi odpowiedziała: - Ty jeste

ś

 moim m

ęŜ

em, a ja posłuszn

ą

 ci 

Ŝ

on

ą

. To uroczyste 

ś

lubowanie, które sobie wzajemnie składamy, zast

ą

pi nam umow

ę

 

mał

Ŝ

e

ń

sk

ą

. Po czym Peri Banu powiodła swego oblubie

ń

ca do innej komnaty, gdzie 

przygotowana była wieczerza. Blask bij

ą

cy z tej sali nie ust

ę

pował niczym temu, 

co ksi

ąŜę

 ju

Ŝ

 widział, ba, był nawet jeszcze wspanialszy i bardziej o

ś

lepiaj

ą

cy. 

Setki woskowych 

ś

wiec w kandelabrach z najdelikatniejszego jantaru i 

przezroczystego kryształu stały rz

ę

dem dookoła i rzucały ze wszystkich stron 

strumienie 

ś

wiatła, a złote naczynia i misy najprzedniejszej roboty i bezmiernej 

warto

ś

ci, o niezrównanych kształtach i kunsztownym wykonaniu zdobiły nisze w 

ś

cianach. 

ś

aden ludzki j

ę

zyk nie zdoła wyrazi

ć

 przepychu owej komnaty. Były w 

nich równie

Ŝ

 wró

Ŝ

ki wdzi

ę

cznej postaci i wielkiej urody, przybrane w najbardziej 

wyszukane szaty, przygrywaj

ą

ce wesoło i rado

ś

nie na przeró

Ŝ

nych instrumentach i 

wy

ś

piewuj

ą

ce urzekaj

ą

ce pie

ś

ni o miło

ś

ci. Młody mał

Ŝ

onek i młoda mał

Ŝ

onka 

zasiedli do uczty. Pi

ę

kna Peri Banu podawała ksi

ę

ciu Ahmedowi najlepsze k

ą

ski 

własn

ą

 r

ę

k

ą

 i cz

ę

stowała go z ka

Ŝ

dego półmiska i dzieliła si

ę

 z nim ka

Ŝ

dym 

smakołykiem, wymieniaj

ą

c nazwy potraw i opowiadaj

ą

c mu, w jaki sposób si

ę

 je 

przyrz

ą

dza. Ale jak

Ŝ

e

Ŝ

 mo

Ŝ

na opisa

ć

 owe nadziemskie potrawy o przedziwnym smaku, 

jakich 

Ŝ

aden 

ś

miertelnik nigdy nie kosztował lub nawet nie widział? Spo

Ŝ

ywszy 

wieczerz

ę

 młoda para piła najszlachetniejsze wina i rozkoszowała si

ę

 słodyczami, 

sma

Ŝ

onymi owocami i wykwintnym deserem. Nast

ę

pnie, kiedy zjedli ju

Ŝ

 i wypili do 

syta, udali si

ę

 do jeszcze innej komnaty, w której znajdowało si

ę

 wspaniałe 

podwy

Ŝ

szenie wy

ś

ciełane złotolit

ą

 materi

ą

 i zarzucone wzorzystymi poduszkami 

pokrytymi staropersk

ą

 tkanin

ą

. Tam oboje usiedli przy sobie, aby gaw

ę

dzi

ć

 i 

wesoło czas sp

ę

dza

ć

. Do sali wkroczyła gromada nadziemskich istot i wró

Ŝ

ek, 

które przed ich obliczem pl

ą

sały z nieopisanym wdzi

ę

kiem i wy

ś

piewywały 

przeró

Ŝ

ne pie

ś

ni. To widowisko radowało oczy pi

ę

knej Peri Banu i ksi

ę

cia Ahmeda, 

którzy przygl

ą

dali si

ę

 i przysłuchiwali grze i korowodom z rosn

ą

cym zachwytem. W 

ko

ń

cu młoda para powstała i usun

ę

ła si

ę

 znu

Ŝ

ona uroczysto

ś

ciami do swojej 

komnaty. Tam znale

ź

li posłanie przygotowane przez niewolników. Ramy ło

Ŝ

a były ze 

szczerego złota i wysadzane drogimi kamieniami, a kapy i poduszki z atłasu i 
kosztownej tafty haftowanej w najbardziej wyszukane wzory. Go

ś

cie weselni oraz 

pałacowe niewolnice ustawieni w dwa rz

ę

dy pozdrawiali gło

ś

nymi okrzykami młod

ą

 

par

ę

, kiedy mi

ę

dzy nimi przechodziła. Uroczysto

ś

ci za

ś

lubin i zabawa weselna 

trwały przez wiele dni, przy czym podawano coraz to nowe potrawy, grano coraz to 
nowe melodie, pl

ą

sano coraz to nowe ta

ń

ce i 

ś

piewano coraz to nowe pie

ś

ni. I 

cho

ć

by ksi

ąŜę

 Ahmed prze

Ŝ

ył tysi

ą

c lat w

ś

ród plemienia 

ś

miertelnych, nigdy nie 

widziałby tak pi

ę

knych uroczysto

ś

ci i nie słyszał tak cudownych melodii. W ten 

sposób sp

ę

dził ksi

ąŜę

 Ahmed sze

ść

 miesi

ę

cy w krainie wró

Ŝ

ek, u boku pi

ę

knej Peri 

Banu, któr

ą

 umiłował tak czuł

ą

 miło

ś

ci

ą

Ŝ

e nie mógł wytrzyma

ć

 ani chwili bez 

niej. Skoro tylko jej nie widział, stawał si

ę

 od razu niespokojny i bezradny. 

Tak samo i Peri Banu pałała do niego najwi

ę

ksz

ą

 miło

ś

ci

ą

 i starała si

ę

 

mał

Ŝ

onkowi swemu coraz bardziej przypodoba

ć

, aby wszelkie wspomnienia o domu i 

ojczy

ź

nie oraz o krewnych i rodzinie w umy

ś

le jego zanikły i dusz

ę

 jego 

opu

ś

ciły. Ale mimo to po pewnym czasie pami

ęć

 ksi

ę

cia jakby ockn

ę

ła si

ę

 ze snu i 

bywały chwile, kiedy nachodziła go t

ę

sknota za ojcem. Przeto pewnego dnia tak 

rzekł do pi

ę

knej Peri Banu: - Skoro taka b

ę

dzie twoja wola, błagam ci

ę

, aby

ś

 

rozkazała mi opu

ś

ci

ć

 ci

ę

 na dni kilka, abym mógł odwiedzi

ć

 ojca, który na pewno 

martwi si

ę

 z powodu mojej długiej nieobecno

ś

ci i cierpi m

ę

k

ę

 rozł

ą

ki z synem! 

Peri Banu usłyszawszy te słowa przeraziła si

ę

 wielce, gdy

Ŝ

 w sercu swoim 

my

ś

lała, 

Ŝ

e to tylko wymówka, aby opu

ś

ci

ć

 j

ą

 i uciec od niej. Przeto gł

ę

boko 

strapiona tak mu odpowiedziała: - Czy

Ŝ

by

ś

 tak pr

ę

dko zapomniał ju

Ŝ

 o swojej 

obietnicy i o danym mi słowie, i

Ŝ

 pragniesz mnie ju

Ŝ

 opu

ś

ci

ć

? Czy

Ŝ

by miło

ść

 i 

nami

ę

tno

ść

 przestały sercem twym włada

ć

, gdy tymczasem moja cała istota ci

ą

gle 

jeszcze dr

Ŝ

y z rado

ś

ci, skoro tylko o tobie pomy

ś

l

ę

? - Umiłowana mojej duszy - 

odparł ksi

ąŜę

 - królewska władczyni moich uczu

ć

, có

Ŝ

 to za w

ą

tpliwo

ś

ci trapi

ą

 

twoje serce? Po co te pełne obawy troski i smutne słowa? Wiem dobrze, 

Ŝ

e miło

ść

 

twoja i twoje uczucie do mnie s

ą

 takie, jak mówisz. I gdybym prawdy tej nie 

uznawał, gdybym okazał si

ę

 wobec ciebie niewdzi

ę

czny i nie spogl

ą

dał na ciebie z 

równie gor

ą

c

ą

 i gł

ę

bok

ą

, czuł

ą

 i szczer

ą

 miło

ś

ci

ą

, jak ty na mnie, byłbym zaiste 

wielkim niewdzi

ę

cznikiem i najczarniejszym wiarołomc

ą

. Daleka ode mnie jest 

my

ś

l, aby odej

ść

 od ciebie. Nigdy nie przyszło mi do głowy opu

ś

ci

ć

 ci

ę

 i do 

background image

ciebie nie powróci

ć

. Ale mój ojciec jest obecnie ju

Ŝ

 leciwym starcem i w sercu 

swoim trapi si

ę

 z powodu długiej rozł

ą

ki ze swym najmłodszym synem. Je

ś

li mi 

pozwolisz, to ch

ę

tnie bym si

ę

 do niego udał, aby go odwiedzi

ć

, a potem z wielkim 

po

ś

piechem powrócił w twoje obj

ę

cia. A przy tym nie chciałbym nic uczyni

ć

, co by 

sprzeciwiało si

ę

 twojej woli. Moja serdeczna miło

ść

 do ciebie jest tego rodzaju, 

Ŝ

e ch

ę

tnie przebywam przez wszystkie godziny dnia i nocy u twego boku i nie 

chciałbym ci

ę

 nigdy ani na mgnienie oka opu

ś

ci

ć

. Peri Banu poczuła si

ę

 tymi 

słowy nieco pocieszona, gdy

Ŝ

 po wypowiedzi i oczach ksi

ę

cia Ahmeda poznała 

niew

ą

tpliwie, 

Ŝ

e miłuje j

ą

 całym sercem, które tak samo jak i jego słowa jest 

szczere niczym najszczersze złoto. Tote

Ŝ

 pozwoliła mu, aby na jaki

ś

 czas udał 

si

ę

 do swego ojca w odwiedziny. Ale równocze

ś

nie nalegała na niego z cał

ą

 

Ŝ

arliwo

ś

ci

ą

, aby nie pozostał zbyt długo u swoich krewnych i rodziny. 

Posłuchajmy teraz, co działo si

ę

 z sułtanem po za

ś

lubinach ksi

ę

cia Alego z 

ksi

ęŜ

niczk

ą

 Nur en-Nahar. Kiedy min

ę

ło wiele dni, a ksi

ąŜę

 Hussein i ksi

ąŜę

 

Ahmed ci

ą

gle nie dawali o sobie zna

ć

, sułtan posmutniał i ci

ęŜ

kie strapienie 

legło na jego sercu. Tote

Ŝ

 pewnego ranka po odbyciu uroczystego dywanu przywołał 

swoich wezyrów i dostojników pa

ń

stwa i zapytał ich, co si

ę

 stało z ksi

ąŜę

tami i 

gdzie si

ę

 znajduj

ą

. Wówczas dostojnicy tak mu odpowiedzieli: - Czcigodny 

padyszachu, ty, co jeste

ś

 odbiciem Allacha na ziemi, twój najstarszy syn, ciało 

z twojego ciała i nast

ę

pca twego pa

ń

stwa, ksi

ąŜę

 Hussein wielce rozczarowany, na 

znak gł

ę

bokiego smutku zrzucił swoje ksi

ąŜę

ce szaty, został pustelnikiem i jako 

sługa Allacha wyrzekł si

ę

 wszelkich 

Ŝą

dz i doczesnych nami

ę

tno

ś

ci. Ksi

ąŜę

 Ahmed 

za

ś

, twój trzeci i najmłodszy syn, opu

ś

cił gł

ę

boko zagniewany twoj

ą

 stolic

ę

Wszelako nikt nie wie, dok

ą

d si

ę

 schronił oraz co mu si

ę

 przydarzyło. Sułtan 

zafrasował si

ę

 mocno i rozkazał im bez wahania i zwłoki przygotowa

ć

 firmany* do 

wszystkich wielkorz

ą

dców prowincji, zalecaj

ą

c im jak najostrzej, aby nie 

zwlekaj

ą

c j

ę

li szuka

ć

 wsz

ę

dzie ksi

ę

cia Ahmeda i odesłali go do jego ojca 

sułtana, skoro go tylko znajd

ą

. Atoli chocia

Ŝ

 rozkazy były dokładnie wykonane i 

wszyscy, którzy udali si

ę

 na poszukiwania, usilnie si

ę

 starali, nikt nie 

natrafił na 

ś

lad ksi

ę

cia Ahmeda. Tedy serce sułtana stało si

ę

 jeszcze bardziej 

markotne i polecił osobi

ś

cie swemu wielkiemu wezyrowi uda

ć

 si

ę

 na poszukiwania 

zbiega. - Słucham ci

ę

 i jestem posłuszny - odparł wielki wezyr. - Sługa twój 

rozkazał ju

Ŝ

 przeszuka

ć

 jak najstaranniej wszystkie okolice kraju, ale 

dotychczas nie udało si

ę

 wy

ś

ledzi

ć

 najdrobniejszego nawet 

ś

ladu ksi

ę

cia Ahmeda. 

A jest mi to tym bardziej bolesne, 

Ŝ

e miłowałem go niczym własnego syna. I 

wówczas zarówno wielki wezyr, jak i mo

Ŝ

ni zmiarkowali, 

Ŝ

e sułtan załamał si

ę

 z 

bólu, 

Ŝ

e oczy jego pełne s

ą

 łez, a na sercu wielkim ci

ęŜ

arem legł smutek z 

powodu utraty najmłodszego syna. Wielkiemu wezyrowi przypomniało si

ę

 za

ś

Ŝ

jest pewna czarownica, znana ze swej czarnoksi

ę

skiej sztuki, za pomoc

ą

 której 

ś

ci

ą

ga nawet gwiazdy z nieba, i 

Ŝ

e cieszy si

ę

 ona w stolicy wielkim wzi

ę

ciem. 

Poszedł wi

ę

c do sułtana, j

ą

ł wychwala

ć

 jej zr

ę

czno

ść

 i znawstwo tajemnych rzeczy 

i dodał: - Niech

Ŝ

e wasza sułta

ń

ska mo

ść

, o co błagam najpokorniej, rozka

Ŝ

posła

ć

 po ow

ą

 czarownic

ę

 i zapyta j

ą

 o los zaginionego syna. - Przednia jest 

twoja rada - odparł sułtan - nale

Ŝ

y czarownic

ę

 tutaj sprowadzi

ć

, by

ć

 mo

Ŝ

e bowiem 

uzyskam od niej jak

ąś

 wie

ść

 o ksi

ę

ciu Ahmedzie i o tym, jak mu si

ę

 powodzi. 

Sprowadzono wi

ę

c czarownic

ę

 i postawiono przed oblicze sułtana. - Dobra kobieto 

- rzekł monarcha - od czasu za

ś

lubin ksi

ę

cia Alego z ksi

ęŜ

niczk

ą

 Nur en-Nahar 

mój najmłodszy syn ksi

ąŜę

 Ahmed, zawiedziony w swej miło

ś

ci do niej, znikł nam z 

oczu i nikt nic o nim obecnie nie wie. U

Ŝ

yj wi

ę

c niezwłocznie swej 

czarnoksi

ę

skiej mocy i powiedz mi tylko jedno: czy ksi

ąŜę

 Ahmed 

Ŝ

yje, czyli te

Ŝ

 

umarł? Je

ś

li jest jeszcze w

ś

ród 

Ŝ

ywych, to chciałbym wiedzie

ć

, gdzie si

ę

 

znajduje i jak mu si

ę

 powodzi, a poza tym pytam jeszcze, czy w ksi

ę

dze mego losu 

napisane jest, 

Ŝ

e syna mego najmłodszego jeszcze kiedy zobacz

ę

? Na co czarownica 

odrzekła: - O najwi

ę

kszy władco naszego czasu i najpot

ęŜ

niejszy padyszachu 

wszystkich czasów, nie jestem w stanie na wszystkie te pytania od razu 
odpowiedzie

ć

, poniewa

Ŝ

 odpowiedzi takie nale

Ŝą

 do tajemnej wiedzy. Ale je

ś

li 

wasza sułta

ń

ska mo

ść

 raczy udzieli

ć

 mi jednego dnia zwłoki, zapytam moich 

czarnoksi

ę

skich pism i jutro zadowol

ę

 ci

ę

 wyczerpuj

ą

c

ą

 odpowiedzi

ą

. Sułtan 

przystał na to i dodał: - Je

ś

li zdołasz udzieli

ć

 mi dokładnej i wyczerpuj

ą

cej 

odpowiedzi oraz powrócisz sercu memu spokój po wszystkich tych troskach, 
otrzymasz sowit

ą

 nagrod

ę

 i wyró

Ŝ

ni

ę

 ci

ę

 najwy

Ŝ

szymi zaszczytami. Nazajutrz rano 

background image

czarownica w towarzystwie wielkiego wezyra przyszła ponownie do pałacu i prosiła 
o pozwolenie stawienia si

ę

 przed oblicze padyszacha, a stan

ą

wszy przed jego 

tronem rzekła: - Z pomoc

ą

 mej tajemnej sztuki dowiedziałam si

ę

 na pewno, 

Ŝ

ksi

ąŜę

 Ahmed jeszcze przebywa w krainie 

Ŝ

ywych. Nie frasuj si

ę

 przeto o niego w 

sercu twoim! Ale na razie nie jestem w stanie nic wi

ę

cej si

ę

 o nim dowiedzie

ć

 i 

nie potrafi

ę

 ci

ę

 uwiadomi

ć

, gdzie si

ę

 znajduje i jak go znale

źć

. Słowa te 

pocieszyły sułtana i w sercu jego zakiełkowała nadzieja, 

Ŝ

e ujrzy jeszcze 

najmłodszego syna przed zgonem. Powró

ć

my teraz do ksi

ę

cia Ahmeda! Skoro pi

ę

kna 

Peri Banu przekonała si

ę

Ŝ

e pragnie on tylko ojca odwiedzi

ć

, a miło

ść

 jego do 

niej pozostaje nadal mocna i niewzruszona, pomy

ś

lała, 

Ŝ

e nie godzi si

ę

 nie 

pozwoli

ć

 mu dla tak szlachetnego celu na jaki

ś

 czas pozostawi

ć

 j

ą

 sam

ą

. Po czym 

jednak znów zacz

ę

ła w swym umy

ś

le rzecz rozwa

Ŝ

a

ć

 i walczy

ć

 ze sob

ą

 wiele godzin. 

A

Ŝ

 w ko

ń

cu pewnego dnia zwróciła si

ę

 do swego mał

Ŝ

onka w te słowa: - Chocia

Ŝ

 

serce moje nie chce na to przysta

ć

, abym nawet na krótk

ą

 chwil

ę

 była od ciebie 

oddalona i cho

ć

by na mgnienie oka ci

ę

 utraciła, nie chc

ę

 dłu

Ŝ

ej sprzeciwia

ć

 si

ę

 

twemu 

Ŝ

yczeniu, poniewa

Ŝ

 tak cz

ę

sto mnie o to prosiłe

ś

 i okazywałe

ś

 niepokój, 

czy ojca twego jeszcze kiedy

ś

 zobaczysz. Ta moja łaska zale

Ŝ

y wszak

Ŝ

e od jednego 

warunku, bez którego nigdy bym twej pro

ś

by nie wysłuchała i nie udzieliła ci 

zezwolenia na odjazd. Złó

Ŝ

 mi najuroczystsz

ą

 przysi

ę

g

ę

Ŝ

e z mo

Ŝ

liwie 

najwi

ę

kszym po

ś

piechem tu do mnie powrócisz i 

Ŝ

e nie b

ę

dziesz powodem mojej 

bolesnej t

ę

sknoty i pełnego obaw oczekiwania na twój powrót. Ksi

ąŜę

 Ahmed wielce 

uradowany ze spełnienia jego pro

ś

by podzi

ę

kował jej mówi

ą

c: - Pani mojego serca, 

mo

Ŝ

esz by

ć

 bez obaw o mnie i całkiem pewna, 

Ŝ

e powróc

ę

 do ciebie z jak 

najwi

ę

kszym po

ś

piechem, skoro tylko zobacz

ę

 mojego ojca. 

ś

ycie bowiem nie 

przedstawia dla mnie 

Ŝ

adnej warto

ś

ci, kiedy jestem daleko od ciebie! I chocia

Ŝ

 

przez kilka dni musz

ę

 by

ć

 z tob

ą

 rozł

ą

czony, serce moje b

ę

dzie stale przy tobie 

i tylko przy tobie. Te słowa ksi

ę

cia Ahmeda uradowały serce pi

ę

knej Peri Banu i 

rozwiały trwo

Ŝ

liwe w

ą

tpliwo

ś

ci i pełne obaw troski, które trapiły j

ą

 w nocy w 

snach i w dzie

ń

 podczas długich rozmy

ś

la

ń

. Powiedziała tedy do swego mał

Ŝ

onka 

uspokojona jego obietnic

ą

: - Id

ź

 wi

ę

c tam, dok

ą

d ci

ą

gnie ci

ę

 serce, id

ź

 do ojca. 

Ale zanim st

ą

d odejdziesz, chc

ę

 ci da

ć

 jedn

ą

 przestrog

ę

 na podró

Ŝ

 i biada ci, 

je

ś

liby

ś

 kiedy

ś

 o mojej radzie i zaleceniu miał zapomnie

ć

. Nie mów nikomu ani 

słowa o naszym mał

Ŝ

e

ń

stwie ani o wszystkich tych osobliwych rzeczach, które tu 

widziałe

ś

, i cudach, które podziwiałe

ś

. Zwłaszcza strze

Ŝ

 pilnie tajemnicy przed 

ojcem i bra

ć

mi, przed krewnymi i cał

ą

 twoj

ą

 rodzin

ą

! Swojemu ojcu, aby dusza 

jego znalazła ukojenie, mo

Ŝ

esz jedynie oznajmi

ć

Ŝ

e jeste

ś

 szcz

ęś

liwy oraz 

Ŝ

wróciłe

ś

 do ojczyzny tylko na krótk

ą

 chwil

ę

, aby go odwiedzi

ć

 i przekona

ć

 si

ę

czy mu si

ę

 dobrze powodzi. Po czym pi

ę

kna Peri Banu wydała słu

Ŝ

bie odpowiednie 

rozkazy i poleciła wszystko niezwłocznie przygotowa

ć

 do podró

Ŝ

y swojego 

mał

Ŝ

onka. A skoro przygotowania ju

Ŝ

 zako

ń

czono, wybrała dwudziestu d

Ŝ

ygitów, 

uzbrojonych od stóp do głów i zaopatrzonych we wszystko potrzebne do drogi, aby 
towarzyszyli ksi

ę

ciu Ahmedowi. Jemu samemu za

ś

 dała rosłego rumaka 

najdoskonalszej budowy, r

ą

czego jak o

ś

lepiaj

ą

ca błyskawica lub niepowstrzymany 

huragan. A rz

ą

d jego i kulbaka były z najkosztowniejszego kruszcu i wysadzane 

drogimi kamieniami. Po czym Peri Banu rzuciła si

ę

 ksi

ę

ciu Ahmedowi na szyj

ę

 i 

obj

ę

li si

ę

 serdecznie w najczulszej miło

ś

ci. Ksi

ąŜę

 Ahmed za

ś

, aby jej serce 

uspokoi

ć

, powtórzył przy po

Ŝ

egnaniu swoje obietnice i poprzysi

ą

gł raz jeszcze 

rychły powrót. Potem dosiadł rumaka i wraz ze swoj

ą

 

ś

wit

ą

, składaj

ą

c

ą

 si

ę

 z 

samych d

Ŝ

ygitów z plemienia duchów, wyruszył z wielk

ą

 wspaniało

ś

ci

ą

. Szybko 

jad

ą

c osi

ą

gn

ą

ł niebawem stolic

ę

 swego ojca. Tam przyj

ę

to go gło

ś

nymi okrzykami 

rado

ś

ci, jakich nigdy jeszcze w kraju tym nie słyszano. Wezyrowie i dostojnicy 

pa

ń

stwa, kupcy i wasale, wszyscy nie posiadali si

ę

 z rado

ś

ci, widz

ą

c znowu 

ksi

ę

cia Ahmeda. Prosty lud rzucił prac

ę

 i szedł 

ś

ladami konnego orszaku gło

ś

no 

błogosławi

ą

c ksi

ę

cia i czcz

ą

c go gł

ę

bokimi pokłonami. I tak tłocz

ą

c si

ę

 zewsz

ą

wkoło niego, nieprzeliczone tłumy odprowadziły go a

Ŝ

 do wrót sułta

ń

skiego 

pałacu. Tam ksi

ąŜę

 Ahmed zeskoczył z rumaka, wszedł do sali, gdzie odbywał si

ę

 

zwykle dywan, padł ojcu do stóp i ucałował je w bezmiarze synowskiej miło

ś

ci. 

Sułtan, który z powodu nieoczekiwanego przybycia ksi

ę

cia Ahmeda niemal omdlał ze 

szcz

ęś

cia, zbiegł ze stopni tronu i rzucił si

ę

 swemu najmłodszemu synowi na 

szyj

ę

, a potem ze łzami rado

ś

ci ucałował go w czoło i rzekł: - Miły synu, w 

rozpaczy z powodu utraty ksi

ęŜ

niczki Nur en-Nahar uciekłe

ś

 nagle z ojcowskiego 

background image

domu. I mimo wszelkich poszukiwa

ń

 nie mogli

ś

my odnale

źć

 twego 

ś

ladu ani 

Ŝ

adnego 

znaku twego istnienia, cho

ć

 zaiste szukali

ś

my pilnie. Ja za

ś

 nieomal 

Ŝ

e nie 

postradałem zmysłów z powodu twego znikni

ę

cia i popadłem w taki stan, w jakim 

mnie widzisz. Powiedz, gdzie przebywałe

ś

 przez tak długi okres czasu i co si

ę

 z 

tob

ą

 przez wszystkie te dnie działo? - Zaprawd

ę

, mój ojcze i padyszachu - odparł 

ksi

ąŜę

 Ahmed - byłem przybity i gł

ę

boko zmartwiony, kiedy widziałem, 

Ŝ

e ksi

ąŜę

 

Ali otrzymał r

ę

k

ę

 naszej kuzynki. Ale to nie jest jedyn

ą

 przyczyn

ą

 mej 

nieobecno

ś

ci. Pami

ę

tasz zapewne, jak wówczas na twój rozkaz wszyscy trzej 

udali

ś

my si

ę

 konno na ow

ą

 równin

ę

, aby współzawodniczy

ć

 w strzelaniu z łuków, a 

strzała moja, chocia

Ŝ

 przestrze

ń

 przed nami była rozległa i równa, znikła nam z 

oczu i nikt nie mógł znale

źć

 miejsca, gdzie strzała ta upadła. Stało si

ę

 wi

ę

c, 

Ŝ

e pewnego dnia w wielkim frasunku, samotny i bez 

ś

wity wyruszyłem, aby 

przeszuka

ć

 wokoło okolic

ę

 i stara

ć

 si

ę

 jednak moj

ą

 strzał

ę

 odnale

źć

. Skoro 

doszedłem do miejsca, gdzie podniesiono strzały moich braci, ksi

ę

cia Husseina i 

ksi

ę

cia Alego, zacz

ą

łem rozgl

ą

da

ć

 si

ę

 wsz

ę

dzie na prawo i na lewo, przed siebie 

i za siebie. My

ś

lałem bowiem, 

Ŝ

e i moja strzała musi tam gdzie

ś

 le

Ŝ

e

ć

, ale cały 

ten trud był nadaremny. Nie znalazłem ani strzały, ani jej 

ś

ladu. Pow

ę

drowałem 

wi

ę

c dalej, zapami

ę

tały w moich poszukiwaniach i przeszedłem tak jeszcze spory 

szmat drogi. Wreszcie w mojej rozpaczy chciałem ju

Ŝ

 da

ć

 za wygran

ą

, wiedz

ą

dobrze, 

Ŝ

e mój łuk nie mógł a

Ŝ

 tak daleko donie

ść

. W samej rzeczy 

Ŝ

adnemu 

strzelcowi nie mogłoby si

ę

 uda

ć

 strzały swojej czy jakiego

ś

 innego pocisku 

wypu

ś

ci

ć

 na tak

ą

 odległo

ść

. Mimo to nagle ujrzałem moj

ą

 strzał

ę

 le

Ŝą

c

ą

 płasko na 

skale, mniej wi

ę

cej cztery stajania od owego miejsca, z którego

ś

my strzelali. 

Słysz

ą

c te słowa sułtan nie posiadał si

ę

 ze zdumienia, a ksi

ąŜę

 Ahmed tak mówił 

dalej: - Skoro podniosłem strzał

ę

, o mój padyszachu, i dokładnie si

ę

 jej 

przyjrzałem, przekonałem si

ę

Ŝ

e to naprawd

ę

 była ta sama, któr

ą

 wystrzeliłem. 

Dziwowałem si

ę

 w mojej duszy, 

Ŝ

e mogła tak daleko polecie

ć

, i nie w

ą

tpiłem, 

Ŝ

musiała w to wda

ć

 si

ę

 jaka

ś

 nieczysta siła. Tak rozmy

ś

laj

ą

c, przybyłem do 

miejsca, w którym od tego dnia 

Ŝ

yłem ju

Ŝ

 w samej tylko rado

ś

ci i błogostanie. 

Nic ponadto nie wolno mi o moich dziejach opowiedzie

ć

. Przyjechałem tu do ciebie 

jedynie, aby serce twoje co do moich losów uspokoi

ć

. A obecnie prosz

ę

 ci

ę

, aby

ś

 

raczył udzieli

ć

 mi swojego najłaskawszego zezwolenia, 

Ŝ

ebym jak najpr

ę

dzej mógł 

powróci

ć

 do przybytku mojego szcz

ęś

cia. Od czasu do czasu nie omieszkam znów 

ciebie odwiedzi

ć

, aby z synowsk

ą

 miło

ś

ci

ą

 zapyta

ć

 ci

ę

 o twoje zdrowie. - Miły 

synu - odparł sułtan - widok twój ucieszył moje oczy i obecnie spokój mi ju

Ŝ

 

powrócił. Ch

ę

tnie udzielam ci pozwolenia, aby

ś

 odszedł, poniewa

Ŝ

 gdzie

ś

 

niedaleko st

ą

d za

Ŝ

ywasz szcz

ęś

cia. Je

ś

li wszak

Ŝ

e miałby

ś

 kiedy znów przez 

dłu

Ŝ

szy czas by

ć

 nieobecny, powiedz mi, w jaki sposób b

ę

d

ę

 mógł si

ę

 dowiedzie

ć

czy jeste

ś

 zdrów i jak ci si

ę

 powodzi? Na co ksi

ąŜę

 Ahmed tak odpowiedział: - 

Mój ojcze i padyszachu, to, o co mnie pytasz, jest cz

ęś

ci

ą

 mojej tajemnicy, 

która winna pozosta

ć

 gł

ę

boko ukryta w moim sercu. Jak ju

Ŝ

 to uprzednio 

powiedziałem, nie wolno mi jej wyjawi

ć

 lub cokolwiek powiedzie

ć

, co by mogło 

przyczyni

ć

 si

ę

 do jej odkrycia. Wszelako b

ą

d

ź

 spokojny w swoim sercu, gdy

Ŝ

 

obiecuj

ę

 ci nieraz tu do ciebie przybywa

ć

. Ba! Mo

Ŝ

e nawet naprzykrz

ę

 ci si

ę

 zbyt 

cz

ę

stymi odwiedzinami! - Miły synu - zwrócił si

ę

 znów do ksi

ę

cia Ahmeda sułtan - 

nie chc

ę

 docieka

ć

 twej tajemnicy, je

ś

li chcesz, aby pozostała przede mn

ą

 

zakryta. Atoli prosz

ę

, aby

ś

 spełnił jedno moje 

Ŝ

yczenie, a mianowicie, bym od 

czasu do czasu mógł si

ę

 przekona

ć

 o twoim trwałym szcz

ęś

ciu i powodzeniu. 

Zostawiam ci pełn

ą

 swobod

ę

 powrotu do twego domu, ale pami

ę

taj, aby

ś

 

przynajmniej raz w miesi

ą

cu tu przybywał, aby mnie odwiedzi

ć

, jak uczyniłe

ś

 to 

teraz, aby twoja zbyt długa nieobecno

ść

 nie przyprawiła mnie znowu o l

ę

k i ból, 

trosk

ę

 i t

ę

sknot

ę

. Tedy ksi

ąŜę

 Ahmed sp

ę

dził jeszcze całe trzy dni u ojca, ale 

my

ś

l o pi

ę

knej Peri Banu ani na chwil

ę

 nie opuszczała jego serca. Tote

Ŝ

 

czwartego dnia dosiadł rumaka i odjechał otoczony takim samym przepychem, z 
jakim przybył. Kiedy Peri Banu ujrzała wracaj

ą

cego ksi

ę

cia Ahmeda, nie posiadała 

si

ę

 z rado

ś

ci, bo wydawało si

ę

 jej, 

Ŝ

e ich rozł

ą

ka trwała lat trzysta. Taka 

bowiem jest ju

Ŝ

 miło

ść

: chwile rozł

ą

ki wydaj

ą

 si

ę

 długie i nie ko

ń

cz

ą

ce si

ę

 

niczym lata. Ksi

ąŜę

 prosił j

ą

 o przebaczenie, 

Ŝ

e j

ą

 nawet na tak krótko opu

ś

cił, 

a słowa jego zachwyciły tym bardziej Peri Banu. I znowu p

ę

dzili dnie w 

doskonałym szcz

ęś

ciu, ciesz

ą

c si

ę

 sob

ą

 nawzajem. Tak min

ą

ł miesi

ą

c, a ksi

ąŜę

 

Ahmed ani razu nie wspomniał o swoim ojcu, sułtanie, ani nie wyraził 

Ŝ

yczenia, 

background image

aby go zgodnie z dan

ą

 mu obietnic

ą

 odwiedzi

ć

. Skoro pi

ę

kna Peri Banu t

ę

 zmian

ę

 

zauwa

Ŝ

yła, tak do niego powiada: - Przecie

Ŝ

 oznajmiłe

ś

 mi kiedy

ś

Ŝ

e masz zamiar 

na pocz

ą

tku ka

Ŝ

dego miesi

ą

ca st

ą

d odje

Ŝ

d

Ŝ

a

ć

 i udawa

ć

 si

ę

 na dwór twojego 

rodzica, aby dowiedzie

ć

 si

ę

 o jego zdrowie. Dlaczego

Ŝ

 nie my

ś

lisz ju

Ŝ

 teraz o 

tym, chocia

Ŝ

 wiesz, 

Ŝ

e frasuje si

ę

 on wielce, oczekuj

ą

c niecierpliwie twego 

przyjazdu? - Tak jest, jak powiedziała

ś

 - odparł ksi

ąŜę

 Ahmed - ale z kolei i ja 

oczekuj

ę

 twego rozkazu i zezwolenia i dlatego nie 

ś

miałem pierwszy ci o moim 

wyje

ź

dzie napomkn

ąć

. A ona na to: - Twoje wyjazdy i przyjazdy nie mog

ą

 zale

Ŝ

e

ć

 

od tego, czy ja ci na to pozwol

ę

! W pocz

ą

tkach ka

Ŝ

dego miesi

ą

ca, skoro tylko 

ksi

ęŜ

yc na niebo powróci, dosiadaj rumaka i odje

Ŝ

d

Ŝ

aj. Od tej chwili nie 

potrzebujesz mnie ju

Ŝ

 nigdy prosi

ć

 o zezwolenie. Przez trzy pełne dni mo

Ŝ

esz u 

twego ojca pozostawa

ć

, a czwartego dnia powracaj zawsze do mnie! Tak te

Ŝ

 ksi

ąŜę

 

Ahmed nast

ę

pnego ranka uczynił, dosiadł rumaka i z liczn

ą

 

ś

wit

ą

 odjechał. Tak 

samo jak uprzednio udał si

ę

 do pałacu swego ojca sułtana i zło

Ŝ

ył mu nale

Ŝ

ne 

uszanowanie. I tak co miesi

ą

c go odwiedzał, ale za ka

Ŝ

dym razem z coraz 

liczniejszym i paradniejszym orszakiem d

Ŝ

ygitów, a i on sam dosiadał coraz 

wspanialszego rumaka i był przyodziany w coraz bogatsze szaty. W ko

ń

cu jeden z 

wezyrów, ulubieniec i towarzysz uczt padyszacha, poczuł zawi

ść

, widz

ą

c ksi

ę

cia 

Ahmeda przybywaj

ą

cego do pałacu w takim bogactwie i przepychu, i tak powiedział 

do siebie: "Jak to si

ę

 dzieje, 

Ŝ

e nikt nie wie, sk

ą

d ten ksi

ąŜę

 przybywa i w 

jaki sposób doszedł do tak wspaniałej 

ś

wity!" Potem za

ś

 powodowany zło

ś

liw

ą

 

zawi

ś

ci

ą

, zacz

ą

ł sułtanowi szepta

ć

 podst

ę

pne słowa: - Najja

ś

niejszy panie i 

wszechmocny nasz władco, nie jest dobrze, i

Ŝ

 tak mało zwracasz uwagi na to, co 

ksi

ąŜę

 Ahmed czyni. Czy

Ŝ

 nie widzisz, 

Ŝ

e jego 

ś

wita z miesi

ą

ca na miesi

ą

c ro

ś

nie 

tak co do liczebno

ś

ci, jak i siły? Có

Ŝ

 by było, gdyby knuł on jaki

ś

 spisek i 

chciał ciebie rzuci

ć

 do lochu, aby odebra

ć

 ci wodze panowania? Wiesz przecie

Ŝ

 

dobrze, 

Ŝ

e wywołałe

ś

 gniew zarówno ksi

ę

cia Husseina, jak i ksi

ę

cia Ahmeda, kiedy 

oddałe

ś

 r

ę

k

ę

 Nur en-Nahar ksi

ę

ciu Alemu. Wówczas pierwszy z nich w swym 

rozgoryczeniu wyrzekł si

ę

 przepychu i marno

ś

ci tego 

ś

wiata i stał si

ę

 

Ŝ

ebrz

ą

cym 

mnichem, gdy tymczasem drugi z nich, wła

ś

nie ksi

ąŜę

 Ahmed, puszy si

ę

 obecnie w 

twojej obecno

ś

ci tak bezmiern

ą

 pot

ę

g

ą

 i wspaniało

ś

ci

ą

. Nie ulega w

ą

tpliwo

ś

ci, 

Ŝ

obaj oni rozmy

ś

laj

ą

 o zem

ś

cie i skoro tylko dostaniesz si

ę

 w ich r

ę

ce, dokonaj

ą

 

zdrady wobec ciebie. Przeto doradzam ci, strze

Ŝ

 si

ę

, i nieustannie powtarzam, 

strze

Ŝ

 si

ę

! Chwy

ć

 sposobno

ść

 za włosy, zanim nie b

ę

dzie za pó

ź

no, gdy

Ŝ

 m

ę

drzec 

przecie

Ŝ

 powiada: Łatwo zalepi

ć

 glin

ą

Ź

ródełko póki małe,@ Lecz gdy przybierze 

woda@ Zatopi wojsko całe. Tak szeptał do sułtana zły wezyr, a potem dodał: - 
Wiesz równie

Ŝ

Ŝ

e ksi

ąŜę

 Ahmed, odbywszy swoj

ą

 zwykł

ą

 trzydniow

ą

 wizyt

ę

 u 

ciebie, nigdy nie prosi ci

ę

 o pozwolenie wyjazdu i nigdy nie 

Ŝ

egna si

ę

 ani z 

tob

ą

, ani z nikim ze swoich krewnych. Takie post

ę

powanie jest równoznaczne z 

pocz

ą

tkiem buntu i 

ś

wiadczy o tym, 

Ŝ

e w sercu swoim 

Ŝ

ywi on gniew. Zreszt

ą

 od 

ciebie zale

Ŝ

y, co w m

ą

dro

ś

ci swojej postanowisz. Słowa te gł

ę

boko zapadły w 

serce nie spodziewaj

ą

cemu si

ę

 niczego złego sułtanowi i zasiały tam plon 

najgorszych podejrze

ń

. Wkrótce te

Ŝ

 sułtan tak zacz

ą

ł my

ś

le

ć

: "Któ

Ŝ

 mo

Ŝ

e odgadn

ąć

 

skryte my

ś

li i zamierzenia ksi

ę

cia Ahmeda i odpowiedzie

ć

 na pytanie, czy s

ą

 dla 

mnie przyjazne, czyli te

Ŝ

 wrogie? By

ć

 mo

Ŝ

e, 

Ŝ

e knuje on zemst

ę

. Tote

Ŝ

 godzi si

ę

abym zbadał i dowiedział si

ę

, gdzie mieszka i w jaki sposób doszedł do takiej 

pot

ę

gi i bogactwa". Powodowany takimi podejrzeniami sułtan posłał pewnego dnia 

potajemnie, bez wiedzy wielkiego wezyra, który ksi

ę

ciu Ahmedowi nadal sprzyjał, 

po ow

ą

 czarownic

ę

. I wpu

ś

ciwszy j

ą

 tajemnymi drzwiami do swojej komnaty, zacz

ą

ł 

wypytywa

ć

: - Dzi

ę

ki twojej czarnoksi

ę

skiej sztuce dowiedziałem si

ę

Ŝ

e ksi

ąŜę

 

Ahmed 

Ŝ

yje. Za oddanie tej usługi jestem ci dot

ą

d zobowi

ą

zany. 

ś

ycz

ę

 sobie, 

Ŝ

eby

ś

 i teraz dalej go 

ś

ledziła, aby uspokoi

ć

 moje serce, które jest pełne 

trosk. Chocia

Ŝ

 syn mój 

Ŝ

yje i co miesi

ą

c przybywa do mnie w odwiedziny, nie wiem 

jednak nic o miejscu, gdzie mieszka i sk

ą

d do mnie przyje

Ŝ

d

Ŝ

a. To bowiem 

zachowuje przed swoim ojcem w naj

ś

ci

ś

lejszej tajemnicy. Przeto udaj si

ę

 zaraz 

potajemnie w drog

ę

, tak aby nikt si

ę

 o tym nie dowiedział, ani moi wezyrowie, 

ani wielkorz

ą

dcy, ani nawet nikt spo

ś

ród moich dworzan i słu

Ŝ

by. Zbadaj wszystko 

pilnie i jak najpo

ś

pieszniej donie

ś

 mi o miejscu, w którym mój syn stale 

przebywa. W tej chwili jest wła

ś

nie u mnie w odwiedzinach, ale czwartego dnia 

zwoła swoj

ą

 

ś

wit

ę

 i dosi

ą

dzie rumaka, nie 

Ŝ

egnaj

ą

c si

ę

 ani ze mn

ą

, ani z nikim z 

moich wezyrów i dostojników i nie mówi

ą

c nawet nikomu ani słowa o swym 

background image

wyje

ź

dzie. Po czym, jak zwykle, przemierzy kawałek drogi i nagle zniknie. Pójd

ź

 

wi

ę

c bez zwłoki i oci

ą

gania si

ę

 drog

ą

, któr

ą

 on st

ą

d wyjedzie, ukryj si

ę

 w 

jakiej

ś

 stosownej kryjówce i czatuj, aby wy

ś

ledzi

ć

, dok

ą

d si

ę

 uda. Po czym 

zawiadom mnie niezwłocznie o wszystkim. Czarownica po

Ŝ

egnała sułtana i 

przeszedłszy cztery stajania schowała si

ę

 w kryjówce mi

ę

dzy skałami, tu

Ŝ

 obok 

miejsca, gdzie ksi

ąŜę

 Ahmed wówczas odnalazł sw

ą

 strzał

ę

, i tam czekała na jego 

przybycie. Wczesnym rankiem, jak le

Ŝ

ało to w jego zwyczaju, ksi

ąŜę

 wyruszył w 

drog

ę

 nie po

Ŝ

egnawszy si

ę

 ze swoim ojcem ani z 

Ŝ

adnym z jego wezyrów. Czatuj

ą

ca 

w ukryciu czarownica dostrzegła ksi

ę

cia i jego 

ś

wit

ę

, potem zobaczyła, jak 

wszyscy zboczyli w w

ą

wóz, z którego 

ś

cie

Ŝ

ki rozwidlały si

ę

 na wszystkie strony. 

Ale skały i głazy przy drodze były tak strome i niedost

ę

pne, 

Ŝ

e nawet pieszo 

trudno było tamt

ę

dy przej

ść

. Czarownica zmiarkowała, 

Ŝ

ś

cie

Ŝ

ka przez w

ą

wóz na 

pewno musi prowadzi

ć

 do jakiej

ś

 pieczary albo tajnego korytarza lub mo

Ŝ

e nawet 

podziemnego pałacu duchów i wró

Ŝ

ek. Nagle ksi

ąŜę

 Ahmed z całym swoim orszakiem 

znikł jej z oczu. Wtedy czarownica wyczołgała si

ę

 ze swojej kryjówki i j

ę

ła 

dookoła szuka

ć

, ale nie udało si

ę

 jej odnale

źć

 wej

ś

cia do podziemnego korytarza. 

Nie mogła bowiem ujrze

ć

 

Ŝ

elaznych wrót, poniewa

Ŝ

 

Ŝ

adna 

ś

miertelna istota z ciała 

i krwi nie była w stanie ich zobaczy

ć

, je

ś

li pi

ę

kna wró

Ŝ

ka Peri Banu nie 

uczyniła ich widzialnymi, przy czym dla wszystkich ciekawych oczu rodu kobiecego 
wrota były zawsze niewidzialne. Tedy czarownica tak sobie powiedziała: 
"Wszystkie trudy i znoje nadaremne! Nie znalazłam tego, czego szukałam". I 
poszła do sułtana, i opowiedziała o wszystkim, co jej si

ę

 przytrafiło, o tym, 

jak po

ś

ród skał i głazów le

Ŝ

ała zaczajona i jak ujrzała ksi

ę

cia Ahmeda i jego 

orszak jad

ą

cych jedn

ą

 z najniebezpieczniejszych 

ś

cie

Ŝ

ek, jak potem skr

ę

cili w 

w

ą

wóz i w jednym mgnieniu oka znikli. A opowiadanie swoje zako

ń

czyła tymi słowy: 

- Chocia

Ŝ

 zadałam sobie najwi

ę

kszy trud, aby odnale

źć

 miejsce, gdzie przebywa 

ksi

ąŜę

 Ahmed, nie udało mi si

ę

 to. Błagam przeto wasz

ą

 sułta

ń

sk

ą

 mo

ść

, aby 

raczył udzieli

ć

 mi zwłoki, 

Ŝ

ebym mogła dalej tajemnicy tej dochodzi

ć

, co nie 

b

ę

dzie znów spraw

ą

 tak długotrwał

ą

, kiedy wezm

ę

 si

ę

 do tego zr

ę

cznie i 

ostro

Ŝ

nie. A sułtan na to: - Niech b

ę

dzie tak, jak sobie 

Ŝ

yczysz. Udzielam ci 

zwłoki, aby

ś

 mogła wszystko zbada

ć

. B

ę

d

ę

 czekał na twój powrót. Po czym sułtan 

ofiarował czarownicy wielki diament bezcennej warto

ś

ci, mówi

ą

c: - We

ź

 ten kamie

ń

 

jako nagrod

ę

 za twoje trudy i znoje oraz jako zaliczk

ę

 na przyszłe dowody mojej 

łaski! Je

ś

li przyniesiesz mi upragnion

ą

 wiadomo

ść

Ŝ

e tajemnic

ę

 zbadała

ś

 i 

ujawniła

ś

, otrzymasz ode mnie dar jeszcze bardziej cenny. Zaprawd

ę

 napełni

ę

 

twoje serce najweselszym weselem i wy

ś

wiadcz

ę

 ci najzaszczytniejsze zaszczyty. 

Tedy czarownica czekała znów na przybycie ksi

ę

cia Ahmeda. Wiedziała bowiem, 

Ŝ

e w 

nocy, kiedy miesi

ą

c był na nowiu, ksi

ąŜę

 wyje

Ŝ

d

Ŝ

ał do ojczyzny, aby swego ojca 

odwiedzi

ć

 i pozosta

ć

 tam w ci

ą

gu trzech dni, jak dostojna Peri Banu mu na to 

zezwoliła. Kiedy wi

ę

c ksi

ęŜ

yc doszedł do pełni, a potem znowu si

ę

 zmniejszył, 

czarownica udała si

ę

 w drog

ę

 w przeddzie

ń

 wyjazdu ksi

ę

cia Ahmeda z miejsca jego 

przebywania, ukryła si

ę

 mi

ę

dzy skałami i usiadła tu

Ŝ

 obok owego w

ą

wozu, z 

którego według jej oblicze

ń

 powinien był si

ę

 wynurzy

ć

. I rzeczywi

ś

cie nast

ę

pnego 

ranka o brzasku ksi

ąŜę

 i jego 

ś

wita, składaj

ą

ca si

ę

 z wielu d

Ŝ

ygitów na 

wspaniałych rumakach, ka

Ŝ

dy z pieszym giermkiem przy strzemieniu, w jeszcze 

wi

ę

kszej liczbie ni

Ŝ

 zazwyczaj, dumnie wyjechali z 

Ŝ

elaznych wrót i przejechali 

w pobli

Ŝ

u miejsca, gdzie czarownica na nich czatowała. Wied

ź

ma przylgn

ę

ła w 

swych poszarpanych łachmanach do samej ziemi, tak 

Ŝ

e kiedy ksi

ąŜę

 ujrzał przed 

sob

ą

 jaki

ś

 szary kształt, pomy

ś

lał, 

Ŝ

e to złom skalny stoczył si

ę

 na drog

ę

 ze 

zbocza góry. Kiedy wszak

Ŝ

e ksi

ąŜę

 podjechał całkiem blisko, czarownica zacz

ę

ła 

płaka

ć

 i biadoli

ć

 dono

ś

nym głosem, błagaj

ą

c nieustannie o pomoc. Ksi

ąŜę

 ulitował 

si

ę

 nad ni

ą

, zatrzymał rumaka i zapytał o powód jej płaczu. Wtedy podst

ę

pna 

starucha j

ę

ła jeszcze bardziej szlocha

ć

, a ksi

ąŜę

 był coraz gł

ę

biej wzruszony, 

widz

ą

c jej łzy i słuchaj

ą

c cichych teraz i przerywanych skarg. Skoro czarownica 

zauwa

Ŝ

yła, 

Ŝ

e ksi

ąŜę

 si

ę

 nad ni

ą

 lituje i ch

ę

tnie udzieliłby jej pomocy, 

westchn

ę

ła gł

ę

boko, uczepiła si

ę

 kraju jego szaty i przerywanym głosem, j

ę

cz

ą

c, 

jak gdyby szarpały ni

ą

 bolesne kurcze, zwróciła si

ę

 do niego kłamliwymi słowy: - 

Dostojny panie, władco nad władcami, kiedy wyszłam z domu, aby spełni

ć

 czyje

ś

 

polecenie, nagle w tym oto miejscu chwycił mnie gwałtowny atak gor

ą

czki. 

Zacz

ę

łam dr

Ŝ

e

ć

 i trz

ąść

 si

ę

 cała, tak 

Ŝ

e wszelkie siły mnie opu

ś

ciły i padłam 

bezradnie na ziemi

ę

. I nadal nie mam 

Ŝ

adnej mocy w r

ę

kach i nogach, aby wsta

ć

 z 

background image

ziemi i powróci

ć

 do mojego domu. - Dobra kobieto - odparł ksi

ąŜę

 - nie ma tu w 

pobli

Ŝ

Ŝ

adnego domu, do którego mogłaby

ś

 si

ę

 schroni

ć

, aby znale

źć

 nale

Ŝ

yt

ą

 

opiek

ę

. Znane mi jest jednak miejsce, do którego, je

ś

li zechcesz, mog

ę

 ci

ę

 

zaprowadzi

ć

 i gdzie, je

ś

li Allach pozwoli, wkrótce, dzi

ę

ki troskliwej opiece, 

wyleczysz si

ę

 ze swojej choroby. Id

ź

 wi

ę

c za mn

ą

, je

ś

li tylko potrafisz! A 

czarownica odpowiedziała poj

ę

kuj

ą

c: - Członki moje s

ą

 bezsilne i czuj

ę

 si

ę

 tak 

bezradna, 

Ŝ

e tylko z pomoc

ą

 przyjaznej r

ę

ki zdołam wsta

ć

 z ziemi. Tedy ksi

ąŜę

 

Ahmed rozkazał jednemu ze swych d

Ŝ

ygitów podnie

ść

 chor

ą

 staruszk

ę

 i wzi

ąć

 j

ą

 na 

swego rumaka. D

Ŝ

ygit wykonał natychmiast rozkaz swego pana i posadził wied

ź

m

ę

 za 

sob

ą

 na koniu. Po czym ksi

ąŜę

 Ahmed ze 

ś

wit

ą

 wrócił przez 

Ŝ

elazne wrota do 

pałacu, rozkazał wnie

ść

 staruszk

ę

 do swojej komnaty i prosił, aby przyszła 

pi

ę

kna Peri Banu. Mał

Ŝ

onka jego przybiegła natychmiast i zapytała wielce 

zdziwiona: - Dlaczego wróciłe

ś

 si

ę

 z drogi? I w czym mam ci pomóc? Tedy ksi

ąŜę

 

Ahmed opowiedział jej o chorej i bezradnej staruszce, mówi

ą

c: - Zaledwie 

wyruszyłem w drog

ę

, ujrzałem t

ę

 oto star

ą

 kobiet

ę

 wij

ą

c

ą

 si

ę

 w bólach i w 

ci

ęŜ

kiej niedoli tu

Ŝ

 przy samej 

ś

cie

Ŝ

ce. Odczułem lito

ść

 w sercu moim i tu j

ą

 

przywiozłem, bo nie mogłem przecie

Ŝ

 zostawi

ć

 konaj

ą

cej w

ś

ród skalnego pustkowia. 

Prosz

ę

 ci

ę

, przyjmij j

ą

 łaskawie i daj jej stosowne leki. Za ten dobry uczynek 

b

ę

d

ę

 ci po wieczne czasy zobowi

ą

zany. Pi

ę

kna Peri Banu spojrzała na staruszk

ę

 i 

rozkazała dwóm spo

ś

ród swoich niewolnic odnie

ść

 j

ą

 do innej komnaty i tam 

troskliwie i usilnie piel

ę

gnowa

ć

. Słu

Ŝ

ebne dziewcz

ę

ta wykonały rozkaz i zaniosły 

czarownic

ę

 do wskazanej im komnaty. Po czym pi

ę

kna Peri Banu tak do ksi

ę

cia 

Ahmeda rzecze: - Raduje mnie to, panie i władco, 

Ŝ

e okazałe

ś

 takie miłosierdzie 

Ŝ

yczliwo

ść

 wobec tej starej kobiety. Tote

Ŝ

 ch

ę

tnie zaopiekuj

ę

 si

ę

 ni

ą

, jak mi 

to zaleciłe

ś

. Ale serce moje jest pełne l

ę

ku i obawy, aby twoja dobro

ć

 nie 

poci

ą

gn

ę

ła za sob

ą

 nieszcz

ęś

cia. Kobieta ta bowiem nie jest wcale tak chora, jak 

udaje. Nie! Ona ci

ę

 okłamuje i mam złe przeczucie, 

Ŝ

e jaki

ś

 wróg czy zawistnik 

ma wzgl

ę

dem ciebie i mnie złe zamiary. Na razie jednak ruszaj spokojnie w drog

ę

Ksi

ąŜę

, kórego słowa mał

Ŝ

onki wcale nie przekonały, odparł: - Pani mojego serca, 

niech Allach chroni ci

ę

 od wszelkiego zła! Dopóki ty mi pomagasz i mn

ą

 si

ę

 

opiekujesz, nie l

ę

kam si

ę

 

Ŝ

adnego niebezpiecze

ń

stwa. Nie wiem nic o 

Ŝ

adnym 

nieprzyjacielu, który by dybał na moj

ą

 zgub

ę

, bo ja sam nie odczuwam nienawi

ś

ci 

do 

Ŝ

adnej 

Ŝ

ywej istoty i nie przewiduj

ę

 nic złego ani od ludzi, ani od duchów. 

Po czym ksi

ąŜę

 Ahmed po

Ŝ

egnał raz jeszcze pi

ę

kn

ą

 Peri Banu i udał si

ę

 ze swoim 

orszakiem do pałacu ojca, który na skutek zło

ś

liwo

ś

ci podst

ę

pnego wezyra 

oczekiwał z niespokojnym sercem przybycia syna. Ale nie przeszkodziło mu to w 
okazaniu synowi wielu zewn

ę

trznych objawów miło

ś

ci i przyja

ź

ni. Tymczasem obie 

słu

Ŝ

ebne wró

Ŝ

ki pi

ę

knej Peri Banu, którym powierzyła ona piecz

ę

 nad czarownic

ą

zaniosły rzekomo chor

ą

 staruszk

ę

 do obszernej i wspaniale urz

ą

dzonej komnaty i 

uło

Ŝ

yły na ło

Ŝ

u z poduszkami z delikatnego atłasu i kołdr

ą

 z drogocennego 

brokatu. Po czym jedna z nich usiadła u wezgłowia chorej, gdy druga pobiegła z 
porcelanow

ą

 czark

ą

 po pewien lek, który jest przeciwko ka

Ŝ

dej silnej gor

ą

czce 

najlepszym medykamentem. Nast

ę

pnie podniosły staruszk

ę

, posadziły j

ą

 na posłaniu 

i tak do niej powiedziały: - Wychyl ten napój! Jest to woda z Lwiego 

Ź

ródła i 

ka

Ŝ

dy chory, który jej skosztuje, zostanie niezwłocznie z cierpie

ń

 swoich 

uleczony, cho

ć

by nie wiadomo jak niedomagał! Czarownica wzi

ę

ła z udanym 

wysiłkiem czark

ę

 do r

ę

ki i wypiwszy jej zawarto

ść

 poło

Ŝ

yła si

ę

 znów na łó

Ŝ

ku. 

Słu

Ŝ

ebne dziewcz

ę

ta okryły j

ą

 kołdr

ą

 mówi

ą

c: - Odpocznij teraz chwil

ę

, a 

niebawem odczujesz moc lecznicz

ą

 owego napoju. Po czym wyszły z komnaty, aby 

chora mogła si

ę

 przez godzink

ę

 zdrzemn

ąć

. Czarownica wszak

Ŝ

e, która, jak wiemy, 

tylko udawała chor

ą

, wkrótce powstała z ło

Ŝ

a, zawołała słu

Ŝ

ebne dziewcz

ę

ta i tak 

do nich rzecze: - Wypicie tej wody wróciło mi zdrowie i siły. Czuj

ę

 si

ę

 teraz 

znowu rze

ś

ka i wesoła, a wszystkie moje członki pełne s

ą

 nowego 

Ŝ

ycia i 

ś

wie

Ŝ

ych 

sił. Przeto donie

ś

cie niezwłocznie o tym waszej pani, abym mogła ucałowa

ć

 kraj 

jej szaty, dzi

ę

kuj

ą

c za wy

ś

wiadczone mi dobrodziejstwo. Potem pragn

ę

 st

ą

d wyj

ść

aby wróci

ć

 do domu. Tedy obie słu

Ŝ

ebne wró

Ŝ

ki wzi

ę

ły czarownic

ę

 z sob

ą

 i 

prowadz

ą

c j

ą

 do pokojów swej pani pokazywały jej po drodze przeró

Ŝ

ne komnaty, z 

których ka

Ŝ

da była jeszcze wspanialsza i z wi

ę

kszym przepychem urz

ą

dzona od 

poprzedniej. W ko

ń

cu doszły do najwi

ę

kszej i najpi

ę

kniejszej sali, wyposa

Ŝ

onej w 

najdrogocenniejsze i najosobliwsze sprz

ę

ty. Tam pi

ę

kna Peri Banu siedziała na 

tronie, wysadzanym l

ś

ni

ą

cymi diamentami, krwawymi rubinami, szmaragdami o 

background image

najpi

ę

kniejszej zieleni, matowymi perłami oraz wszelkimi innymi szlachetnymi 

kamieniami rzadkich rozmiarów i cudownej przezroczysto

ś

ci. A wokoło stały inne 

wró

Ŝ

ki o wdzi

ę

cznej kibici i powabnym obliczu, przystrojone w najwspanialsze 

szaty, z r

ę

koma kornie skrzy

Ŝ

owanymi na piersiach i czekały z pokor

ą

 i 

posłusze

ń

stwem na rozkazy swojej pani. Czarownica nie posiadała si

ę

 ze 

zdumienia, widz

ą

c przepych komnat, a przede wszystkim gdy zobaczyła dostojn

ą

 

Peri Banu, siedz

ą

c

ą

 na tronie wysadzanym szlachetnymi kamieniami. Zmieszana i 

przej

ę

ta czci

ą

, nie mogła wymówi

ć

 ani słowa, skłoniła si

ę

 tylko gł

ę

boko i 

przywarła głow

ą

 do stóp pi

ę

knej władczyni. Ta za

ś

, chc

ą

c o

ś

mieli

ć

 staruszk

ę

rzecze do niej łagodnymi słowy: - Dobra kobieto, cieszy mnie bardzo, 

Ŝ

e mog

ę

 ci

ę

 

go

ś

ci

ć

 w mym pałacu. A jeszcze wi

ę

cej uradowałam si

ę

, słysz

ą

c, 

Ŝ

e wyleczyła

ś

 si

ę

 

z choroby. Odpocznij sobie teraz przechadzaj

ą

c si

ę

 po pałacu. Moje słu

Ŝ

ebne 

dziewcz

ę

ta b

ę

d

ą

 ci towarzyszy

ć

 i poka

Ŝą

 wszystko, co jest godne widzenia! 

Wied

ź

ma skłoniła si

ę

 powtórnie jeszcze gł

ę

biej, ucałowała dywan u stóp Peri Banu 

i po

Ŝ

egnała si

ę

 z ni

ą

 w kunsztownie uło

Ŝ

onych słowach, pełnych wdzi

ę

czno

ś

ci za 

doznane dobrodziejstwa. Po czym dziewcz

ę

ta słu

Ŝ

ebne oprowadziły j

ą

 po całym 

pałacu i pokazały wszystkie komnaty, których wspaniało

ść

 o

ś

lepiła j

ą

 tak i 

oczarowała, i

Ŝ

 nie mogła odnale

źć

 wła

ś

ciwych słów, aby swój zachwyt wyrazi

ć

. W 

ko

ń

cu czarownica poszła w swoj

ą

 drog

ę

, a wró

Ŝ

ki odprowadziły j

ą

 a

Ŝ

 poza 

Ŝ

elazne 

wrota, przez które ksi

ąŜę

 Ahmed był j

ą

 przywiódł. Tam rozstały si

ę

 z ni

ą

Ŝ

egnaj

ą

c si

ę

 przyja

ź

nie i 

Ŝ

ycz

ą

c wszystkiego dobrego. Przekl

ę

ta starucha za

ś

 

udała si

ę

 po

ś

piesznie w swoj

ą

 drog

ę

. Ale zaledwie zd

ąŜ

yła przej

ść

 kilka kroków, 

przyszło jej na my

ś

l obejrze

ć

 si

ę

 jeszcze raz na 

Ŝ

elazne wrota, aby móc je 

łatwiej odnale

źć

. Zawróciła wi

ę

c, ale wrota znikły i stały si

ę

 niewidzialne tak 

samo dla niej, jak i dla ka

Ŝ

dej kobiety. Tedy przeszukawszy wsz

ę

dzie dookoła i 

nie znalazłszy ani 

ś

ladu pałacu czy wrót, powróciła zrozpaczona do miasta, 

przemykaj

ą

c si

ę

 ukradkiem pustymi zaułkami. Nast

ę

pnie za

ś

 weszła tajn

ą

 furtk

ą

 do 

sułta

ń

skiego pałacu i poprosiła jednego ze sług, aby zawiadomił sułtana o jej 

przybyciu, a ten natychmiast kazał przyprowadzi

ć

 j

ą

 przed swoje oblicze. Wied

ź

ma 

podeszła do

ń

 ze sm

ę

tn

ą

 min

ą

, tak 

Ŝ

e sułtan zaniepokojony zapytał: - Co

ś

 

zdziałała? Gzy udało ci si

ę

 zamierzenie twoje wykona

ć

, czy te

Ŝ

 doznała

ś

 pora

Ŝ

ki? 

Czarownica za

ś

, która była nikczemn

ą

 oszustk

ą

, odparła: - O sułtanie nad 

sułtanami, zbadałam dokładnie wszystko, zgodnie z twoim poleceniem, i zaraz 
opowiem ci, co mi si

ę

 przydarzyło. 

Ś

lady trosk i oznaki zmartwienia, które 

widzisz na moim obliczu, maj

ą

 całkiem inny powód, który jest dla twojego dobra i 

bezpiecze

ń

stwa nader wa

Ŝ

ny. Potem opowiedziała mu cał

ą

 swoj

ą

 przygod

ę

 i tak 

mówiła dalej: - By

ć

 mo

Ŝ

e, 

Ŝ

e kiedy usłyszysz o pot

ę

dze i przepychu, bogactwie i 

wspaniało

ś

ciach dostojnej Peri Banu, ucieszysz si

ę

 i tak do siebie powiesz: 

"Dobrze jest, 

Ŝ

e ksi

ąŜę

 Ahmed t

ę

 wró

Ŝ

k

ę

 po

ś

lubił i przez to zdobył tyle bogactwa 

i pot

ę

gi!" Ale oczom twojej niewolnicy sprawy te przedstawiaj

ą

 si

ę

 w całkiem 

odmiennym 

ś

wietle. Wcale nie jest dobrze - 

ś

miem twierdzi

ć

 - 

Ŝ

e syn twój 

rozporz

ą

dza tak

ą

 pot

ę

g

ą

 i takimi skarby. Bo kto wie, czy z pomoc

ą

 Peri Banu nie 

wywoła on w twoim pa

ń

stwie niezgody i nie spowoduje rozłamu? Strze

Ŝ

 si

ę

 

podst

ę

pów i chytro

ś

ci kobiet! Ksi

ąŜę

 Ahmed jest miło

ś

ci

ą

 do pi

ę

knej Peri Banu 

otumaniony i by

ć

 mo

Ŝ

e, i

Ŝ

 za jej podszeptem czyny jego nie b

ę

d

ą

 wcale 

sprawiedliwe. By

ć

 mo

Ŝ

e, i

Ŝ

 zbuntuje twoich poddanych i b

ę

dzie si

ę

 starał 

zawładn

ąć

 twoim pa

ń

stwem. A je

ś

li nawet z dobrawoli nic nie uczyni, co by 

sprzeciwiało si

ę

 czci i powa

Ŝ

aniu nale

Ŝ

nym ojcu i przodkom, to wdzi

ę

ki mał

Ŝ

onki 

mog

ą

 stopniowo na

ń

 coraz mocniej oddziaływa

ć

 i w ko

ń

cu uczyni

ą

 ze

ń

 buntownika 

albo co

ś

 jeszcze gorszego, czego jednak nie 

ś

miem nawet wypowiedzie

ć

. Teraz 

zrozumiesz, i

Ŝ

 sprawa ta jest bardzo powa

Ŝ

na. Przeto zastanów si

ę

 nad wszystkim 

starannie. Po czym czarownica chciała ju

Ŝ

 odej

ść

 w swoj

ą

 drog

ę

, ale sułtan 

zatrzymał j

ą

 i tak do niej powiada: - Jestem ci za dwie rzeczy zobowi

ą

zany. Po 

pierwsze, zadała

ś

 sobie wiele trudu i wysiłku, a nawet z mojej przyczyny 

naraziła

ś

 swoje 

Ŝ

ycie na szwank, aby przynie

ść

 mi prawdziwe wie

ś

ci o synu moim, 

ksi

ę

ciu Ahmedzie. A po drugie, jestem ci wdzi

ę

czny za to, i

Ŝ

 udzieliła

ś

 mi tak 

celnej rady i tak m

ą

drej przestrogi. Wypowiedziawszy te słowa sułtan pozwolił 

jej odej

ść

, obsypuj

ą

c najwy

Ŝ

szymi dowodami wdzi

ę

czno

ś

ci. Ale skoro tylko 

czarownica opu

ś

ciła pałac, przywołał, miotany gwałtownym niepokojem, owego złego 

wezyra, który pierwszy podjudził go przeciwko ksi

ę

ciu Ahmedowi. Skoro zły wezyr 

wraz ze swoimi poplecznikami przybył przed oblicze sułta

ń

skie, stroskany sułtan 

background image

wyło

Ŝ

ył im cał

ą

 spraw

ę

 i zapytał: - Jaka

Ŝ

 jest wasza rada? Có

Ŝ

 mam uczyni

ć

, aby 

moj

ą

 osob

ę

 i pa

ń

stwo uchroni

ć

 od knowa

ń

 owej wró

Ŝ

ki? Tedy jeden z doradców tak 

rzecze: - Jest to sprawa nader błaha, a sposób na to jest bardzo prosty. Wydaj 
polecenie, 

Ŝ

eby ksi

ę

cia Ahmeda, który obecnie przebywa w twojej stolicy, a mo

Ŝ

nawet w tej chwili jest tu w pałacu, pojma

ć

 i uwi

ę

zi

ć

! Nie ka

Ŝ

 mu jednak 

ś

ci

ąć

 

głowy, gdy

Ŝ

 

ś

mier

ć

 jego mogłaby wywoła

ć

 rozruchy, ale na razie pozbaw go tylko 

wolno

ś

ci, a gdyby si

ę

 sprzeciwiał, ka

Ŝ

 zaku

ć

 go w kajdany. Ta okrutna rada 

spodobała si

ę

 złemu wezyrowi i wszyscy jego zwolennicy i faworyci uznali j

ą

 za 

słuszn

ą

. Sułtan wszak

Ŝ

e milczał i nie dał 

Ŝ

adnej odpowiedzi. Na drugi dzie

ń

 rano 

za

ś

 posłał po czarownic

ę

 i wraz z ni

ą

 zastanawiał si

ę

, czy ma ksi

ę

cia Ahmeda 

pojma

ć

, czy te

Ŝ

 zostawi

ć

 go na wolno

ś

ci. - Sułtanie nad sułtanami - rzekła 

wied

ź

ma - rada ta przeczy zdrowemu rozs

ą

dkowi i wszelkiej m

ą

dro

ś

ci. Je

ś

li chcesz 

ksi

ę

cia Ahmeda rzuci

ć

 do lochu, musisz uczyni

ć

 to samo z wszystkimi jego 

d

Ŝ

ygitami oraz ich giermkami. A poniewa

Ŝ

 s

ą

 to nadziemskie istoty, nikt nie mo

Ŝ

przewidzie

ć

, jak

ą

 zemst

ę

 mog

ą

 na tobie wywrze

ć

. Najbardziej przepastne lochy 

oraz najmocniejsze stalowe wrota nie mog

ą

 ich zatrzyma

ć

: jego d

Ŝ

ygici umkn

ą

 

natychmiast i donios

ą

 swojej pot

ęŜ

nej wró

Ŝ

ce o uczynionym na nich gwałcie. Ona 

za

ś

 zapała strasznym gniewem, skoro si

ę

 dowie, i

Ŝ

 mał

Ŝ

onek jej trzymany jest jak 

zwykły przest

ę

pca w ci

ęŜ

kim wi

ę

zieniu i 

Ŝ

e wszystko to stało si

ę

 nie z jego winy 

lub popełnionej przez niego zbrodni, ale wskutek podst

ę

pnego pojmania go. I na 

pewno sroga jej zemsta spadnie na twoj

ą

 głow

ę

 i wyrz

ą

dzi nam szkody, od których 

nie zdołamy si

ę

 uchroni

ć

. Je

ś

li zechcesz mi zaufa

ć

, dam ci rad

ę

, jak masz 

post

ą

pi

ć

, aby

ś

 uzyskał to, czego pragniesz, nie 

ś

ci

ą

gaj

ą

c nieszcz

ęś

cia na siebie 

i na twoje pa

ń

stwo. Wiesz dobrze, 

Ŝ

e duchy i wró

Ŝ

ki posiadaj

ą

 moc tak

ą

Ŝ

e w 

jednym mgnieniu oka dokonuj

ą

 cudów, jakich zwykły 

ś

miertelnik w ci

ą

gu długich 

lat nie zdoła mozolnym trudem si

ę

 wyuczy

ć

. Otó

Ŝ

, kiedy wyruszasz na polowanie 

lub na jak

ąś

 wypraw

ę

, potrzebny ci jest paradny namiot dla siebie oraz wiele 

skromniejszych namiotów dla twojej 

ś

wity, słu

Ŝ

by i wojska. Aby taki obóz rozbi

ć

 

lub zwin

ąć

, traci si

ę

 niepotrzebnie wiele czasu i pieni

ę

dzy. Radz

ę

 ci wi

ę

c, 

sułtanie nad sułtanami, wystaw ksi

ę

cia Ahmeda na nast

ę

puj

ą

c

ą

 prób

ę

: rozka

Ŝ

 mu 

przynie

ść

 sułta

ń

ski namiot, który byłby tak obszerny, 

Ŝ

e pomie

ś

ciłby cały twój 

dwór, wojsko i ciurów obozowych, a nawet juczne zwierz

ę

ta. A poza tym namiot ten 

powinien by

ć

 tak lekki, aby jeden człowiek mógł go utrzyma

ć

 na dłoni i zanie

ść

 

wsz

ę

dzie, gdzie mu si

ę

 b

ę

dzie podobało. Powiedziawszy to, wied

ź

ma umilkła na 

chwil

ę

, a potem tak dalej do sułtana rzecze: - Skoro ksi

ąŜę

 Ahmed wywi

ąŜ

e si

ę

 z 

tego zadania, 

Ŝą

daj stale od niego czego

ś

 wi

ę

kszego i osobliwszego. Podpowiem 

ci, czego masz 

Ŝą

da

ć

, aby trudno mu było owe zadania spełni

ć

. W ten sposób 

zapełnisz twój skarbiec rzadkimi i osobliwymi przedmiotami, sporz

ą

dzonymi przez 

duchy. A b

ę

dzie to tak długo trwało, a

Ŝ

 syn twój wreszcie wyczerpie swoje siły i 

nie b

ę

dzie mógł ju

Ŝ

 wykonywa

ć

 twoich rozkazów. Wtedy upokorzony i pełen wstydu 

nie odwa

Ŝ

y si

ę

 ju

Ŝ

 przyby

ć

 do twojej stolicy i stawi

ć

 si

ę

 przed twoim obliczem. 

Wówczas uwolnisz si

ę

 od strachu przed szkodami, jakie jego r

ę

ka mogłaby ci 

wyrz

ą

dzi

ć

, i nie b

ę

dziesz potrzebował go uwi

ę

zi

ć

 lub, co byłoby jeszcze gorsze, 

kaza

ć

 

ś

ci

ąć

. Skoro sułtan usłyszał te m

ą

dre słowa, opowiedział o radzie wied

ź

my 

swym doradcom i zapytał ich, co o tym my

ś

l

ą

. Oni wszak

Ŝ

e milczeli i nie wyrazili 

ani zgody, ani nagany. Postanowił wi

ę

c rady wied

ź

my usłucha

ć

 i nic ju

Ŝ

 wi

ę

cej o 

tym nie mówił. Na drugi dzie

ń

 przybył ksi

ąŜę

 Ahmed, aby odwiedzi

ć

 sułtana. Ten 

przywitał go z przesadn

ą

 czuło

ś

ci

ą

, przycisn

ą

ł go do serca i ucałował w czoło i 

oczy. Przez dłu

Ŝ

sz

ą

 chwil

ę

 siedzieli przy sobie i gaw

ę

dzili o wielu rzeczach, a

Ŝ

 

wreszcie sułtan skorzystał z odpowiedniej sposobno

ś

ci i tak do niego rzecze: - 

Mój drogi synu Ahmedzie, przez wiele dni nosiłem w sercu ci

ęŜ

ki smutek, a w 

duszy wielk

ą

 trosk

ę

 z powodu rozł

ą

ki z tob

ą

, tak 

Ŝ

e kiedy powróciłe

ś

, napełniła 

mnie nieopisana rado

ść

 na twój widok. Chocia

Ŝ

 nice

ś

 mi nie mówił o miejscu, w 

którym przebywasz, i teraz jeszcze nie chcesz tego wyjawi

ć

, nie chciałem ci

ę

 

pyta

ć

 ani twojej tajemnicy zgł

ę

bia

ć

, poniewa

Ŝ

 nie było twoim zamiarem opowiada

ć

 

mi o swych sprawach. Ale teraz doszła mnie wie

ść

Ŝ

e wzi

ą

łe

ś

 sobie za 

Ŝ

on

ę

 

pot

ęŜ

n

ą

 czarodziejk

ę

 niezrównanej urody, i wie

ść

 ta sprawiła mi jak naj

Ŝ

ywsz

ą

 

przyjemno

ść

. Ale nie chc

ę

 nic od ciebie o twojej czarodziejskiej mał

Ŝ

once si

ę

 

dowiadywa

ć

, je

ś

li nie chcesz mi tego wyjawi

ć

 z własnej i nieprzymuszonej woli. 

Powiedz mi wszak

Ŝ

e, czy gdybym ciebie o co

ś

 poprosił, mógłby

ś

 to dla mnie od 

niej wyjedna

ć

? Bo mał

Ŝ

onka twoja kocha ci

ę

 i ceni zapewne tak bardzo, 

Ŝ

e nie 

background image

potrafi odrzuci

ć

 

Ŝ

adnej twojej pro

ś

by. - Ojcze i panie - odparł ksi

ąŜę

 Ahmed - 

czego sobie ode mnie 

Ŝ

yczysz? Moja mał

Ŝ

onka jest swemu m

ęŜ

owi oddana całym 

sercem i dusz

ą

. Prosz

ę

 ci

ę

 wi

ę

c, powiedz mi, czego od niej i ode mnie 

Ŝą

dasz? Na 

co sułtan powiada: - Wiesz zapewne, 

Ŝ

e cz

ę

sto wyruszam na polowanie lub na wojny 

i boje. Wtedy potrzebne mi s

ą

 namioty, szałasy i szopy, a wielkie stada i 

gromady wielbł

ą

dów, mułów i innych jucznych zwierz

ą

t musz

ą

 mój obóz z jednego 

miejsca na drugie przenosi

ć

. Przeto chciałbym, aby

ś

 podarował mi namiot tak 

lekki, by jeden człowiek mógł go utrzyma

ć

 na dłoni, a przy tym tak obszerny - by 

zdołał pomie

ś

ci

ć

 cały mój dwór, wojsko i tabor z ciurami i zwierz

ę

tami jucznymi. 

Gdyby

ś

 zechciał swoj

ą

 dostojn

ą

 mał

Ŝ

onk

ę

 o taki dar dla mnie poprosi

ć

, tusz

ę

Ŝ

zgodziłaby si

ę

 mi go ofiarowa

ć

. A wtedy uwolniłby

ś

 mnie od wielkiego kłopotu z 

przenoszeniem namiotów i zaoszcz

ę

dziłbym sobie niejednej zbytecznej straty w 

ludziach czy zwierz

ę

tach jucznych. - Kochany ojcze i sułtanie - odparł ksi

ąŜę

 - 

nie troszcz si

ę

 i nie frasuj! Niezwłocznie przeka

Ŝę

 twoje 

Ŝ

yczenie mojej 

mał

Ŝ

once, dostojnej Peri Banu. I chocia

Ŝ

 nie wiem, czy wró

Ŝ

ki posiadaj

ą

 moc, aby 

sporz

ą

dzi

ć

 taki namiot, jak ten, o którym mówisz, oraz czy mał

Ŝ

onka moja, je

ś

li 

nawet wró

Ŝ

ki tak

ą

 moc posiadaj

ą

, zechce mi w tym dopomóc, mimo to, cho

ć

 nie mog

ę

 

ci takiego podarunku obieca

ć

, uczyni

ę

 ch

ę

tnie dla ciebie wszystko, co le

Ŝ

y w 

mojej mocy. Na to sułtan tak ksi

ę

ciu Ahmedowi odpowiedział: - Gdyby jednak ci 

si

ę

 co

ś

 miało nie uda

ć

 i nie mógłby

ś

 mi upragnionego przez mnie podarunku 

ofiarowa

ć

, to, synu mój, nie chc

ę

 ju

Ŝ

 nigdy ogl

ą

da

ć

 twego oblicza. Zaiste byłby

ś

 

po

Ŝ

ałowania godnym mał

Ŝ

onkiem, gdyby 

Ŝ

ona twoja ci takiej drobnostki odmówiła 

nie czyni

ą

c jak najpr

ę

dzej wszystkiego, co jej czyni

ć

 polecisz. Tym bowiem 

dałaby ci do zrozumienia, 

Ŝ

e w oczach jej masz niewielk

ą

 warto

ść

 i znaczenie, a 

jej miło

ść

 do ciebie tak jakby nie istniała. Ale teraz, mój synu, nie zwlekaj 

ju

Ŝ

 dłu

Ŝ

ej, id

ź

 do niej i popro

ś

 o ten namiot; je

ś

li ci go da, to b

ę

dzie dowód, 

i

Ŝ

 miłuje ci

ę

 ponad wszystko na 

ś

wiecie. Zreszt

ą

 donoszono mi, 

Ŝ

e kocha ci

ę

 z 

całego serca i całej duszy i 

Ŝ

e nigdy nie odmówiłaby ci czego

ś

, o co by

ś

 j

ą

 

poprosił, gdyby nawet to miała by

ć

 jej własna 

ź

renica. Zwykle ksi

ąŜę

 Ahmed 

przebywał u ojca sułtana trzy dni w ka

Ŝ

dym miesi

ą

cu, ale tym razem pozostał u 

niego tylko dwa i po

Ŝ

egnał si

ę

 z nim na trzeci. Skoro powrócił do swego pałacu, 

pi

ę

kna Peri Banu od razu zauwa

Ŝ

yła, jak bardzo jest zatroskany i jak bardzo 

wygl

ą

da na przygn

ę

bionego. Tote

Ŝ

 zaraz go spytała: - Powiedz mi, dlaczego 

powróciłe

ś

 od ojca ju

Ŝ

 dzisiaj, a nie pozostałe

ś

 do jutra, jak miałe

ś

 to zamiar 

uczyni

ć

, i dlaczego wyraz twego oblicza jest tak 

Ŝ

ałosny? On za

ś

 ucałował j

ą

 w 

czoło, obj

ą

ł czule i opowiedział wszystko od pocz

ą

tku do ko

ń

ca. Wtedy pi

ę

kna 

Peri Banu tak rzecze: - Pragn

ę

 niezwłocznie uciszy

ć

 niepokój twego serca, gdy

Ŝ

 

nie zniosłabym, aby

ś

 smucił si

ę

 cho

ć

by tylko przez jedno mgnienie oka. Mimo to, 

mój najmilszy, pro

ś

ba twego ojca sułtana, wiem to na pewno, oznacza, i

Ŝ

 dnie 

jego s

ą

 policzone. Wkrótce ju

Ŝ

 po

Ŝ

egna on ten 

ś

wiat i znajdzie si

ę

 tam, gdzie go 

miłosierny Allach powoła. Przewrotny wróg wszystko to uknuł i wielka niedola ci 
grozi. A skutek tego wszystkiego jest taki, i

Ŝ

 rodzic twój, który si

ę

 gro

Ŝą

cego 

mu niebezpiecze

ń

stwa wcale nie spodziewa, sam pilnie przygotowuje własn

ą

 zgub

ę

Pełen przera

Ŝ

enia i l

ę

ku ksi

ąŜę

 Ahmed odpowiedział swojej mał

Ŝ

once: - Ojciec mój 

i najmiło

ś

ciwszy padyszach, chwała niech b

ę

dzie Allachowi, cieszy si

ę

 najlepszym 

zdrowiem i nie wida

ć

 u niego 

Ŝ

adnej oznaki choroby czy starczej słabo

ś

ci. 

Jeszcze dzi

ś

 rano, kiedy si

ę

 z nim 

Ŝ

egnałem, był tak rze

ś

ki i wesół, i

Ŝ

 nigdy 

nie widziałem go bardziej zdrowym. Dziwi

ę

 si

ę

 jednak, 

Ŝ

e sk

ą

d

ś

 dowiedział si

ę

 o 

naszym mał

Ŝ

e

ń

stwie i o miejscu naszego przebywania. - Mój ksi

ąŜę

 - odparła 

pi

ę

kna Peri Banu - pami

ę

tasz, co ci mówiłam, gdy ujrzałam ow

ą

 star

ą

 kobiet

ę

któr

ą

 tu przyprowadziłe

ś

 i która rzekomo cierpiała na gwałtown

ą

 gor

ą

czk

ę

? Owa 

kobieta jest wied

ź

m

ą

 z rodu szatana. Doniosła ona twemu ojcu o wszystkim, czego 

si

ę

 chciał o miejscu naszego przebywania dowiedzie

ć

. Chocia

Ŝ

 dokładnie 

widziałam, 

Ŝ

e nie jest ani chora, ani słaba, ale tylko udaje, 

Ŝ

e ma gor

ą

czk

ę

dałam jej lek, który usuwa wszelkie cierpienia. Ona za

ś

 oszukiwała, kłami

ą

c, 

Ŝ

to dopiero przywróciło jej zdrowie i siły. Kiedy owa wied

ź

ma przyszła po

Ŝ

egna

ć

 

si

ę

, kazałam dwóm moim słu

Ŝ

ebnicom pój

ść

 z ni

ą

 i pokaza

ć

 jej wszystkie komnaty 

tego pałacu wraz z ich sprz

ę

tem i ozdobami, aby lepiej poznała, jak mnie i tobie 

si

ę

 powodzi. Wszystko to uczyniłam jedynie dlatego, 

Ŝ

e rozkazałe

ś

 mi okaza

ć

 

miłosierdzie owej staruszce. Cieszyłam si

ę

Ŝ

e odchodzi st

ą

d zdrowa, wesoła i 

pełna otuchy. Poza ni

ą

 

Ŝ

adna ludzka istota nie zdołała nigdy niczego si

ę

 o tym 

background image

miejscu dowiedzie

ć

, a nawet tu si

ę

 dosta

ć

. Usłyszawszy te słowa, ksi

ąŜę

 Ahmed 

podzi

ę

kował z całego serca swej mał

Ŝ

once i tak rzecze: - O ty, której uroda 

równa jest pi

ę

knu sło

ń

ca, chciałbym ci

ę

 prosi

ć

 o łask

ę

, aby

ś

 

Ŝ

yczenie mego ojca 

spełniła. Domaga si

ę

 on mianowicie monarszego namiotu tak wielkich rozmiarów, 

Ŝ

eby pomie

ś

cił całe jego wojsko wraz z taborem i jucznymi zwierz

ę

tami, a mimo to 

namiot ten ma by

ć

 tak lekki, aby mo

Ŝ

na go było unie

ść

 na dłoni. Czy taki dziw 

nad dziwy w ogóle istnieje, nie wiem, ale chciałbym wszystko uczyni

ć

, aby ojcu 

dogodzi

ć

 i namiot mu ofiarowa

ć

. Wówczas pi

ę

kna Peri Banu zawołała: - Czy

Ŝ

 mo

Ŝ

niepokoi

ć

 ci

ę

 taka drobnostka! Zaraz po

ś

l

ę

 po taki namiot, aby ci go podarowa

ć

Po czym zawezwała jedn

ą

 ze swych słu

Ŝ

ebnic, która była zarz

ą

dczyni

ą

 skarbca, i 

powiedziała do niej: - Nur D

Ŝ

ehan, pójd

ź

 zaraz i przynie

ś

 mi namiot takiego a 

takiego rodzaju. Nur D

Ŝ

ehan poszła szybko i równie szybko powróciła z zamówionym 

namiotem, który zło

Ŝ

yła na dłoni ksi

ę

cia Ahmeda. Trzymaj

ą

c wr

ę

czony przedmiot w 

r

ę

ku, ksi

ąŜę

 zastanowił si

ę

 w duchu: "Có

Ŝ

 to takiego dała mi moja Peri Banu? 

Prawdopodobnie 

Ŝ

artuje sobie ze mnie!" Ale mał

Ŝ

onka, która umiała odgadywa

ć

 jego 

my

ś

li z wyrazu twarzy, zacz

ę

ła si

ę

 gło

ś

no 

ś

mia

ć

 i zawołała: - No có

Ŝ

, mój 

umiłowany ksi

ąŜę

? Czy

Ŝ

by naprawd

ę

 ci si

ę

 zdawało, 

Ŝ

e stroj

ę

 z ciebie 

Ŝ

arty i 

płatam ci psoty? Potem za

ś

 tak przemówiła do zarz

ą

dczyni skarbca Nur D

Ŝ

ehan: - 

We

ź

 teraz namiot z dłoni ksi

ę

cia Ahmeda i postaw go na szerokim polu, aby ksi

ąŜę

 

ujrzał, jak olbrzymie s

ą

 jego rozmiary, i sprawdził, czy jest taki, jakiego 

ojciec jego, sułtan, sobie 

Ŝ

yczył. Wierna Nur D

Ŝ

ehan wzi

ę

ła czarodziejski namiot 

i rozbiła go daleko od pałacu, a mimo to si

ę

gał od najdalszego kra

ń

ca równiny a

Ŝ

 

do pałacowych wrót. A był ten namiot tak niesko

ń

czenie wielki, 

Ŝ

e, jak ksi

ąŜę

 

Ahmed mógł si

ę

 o tym przekona

ć

, pomie

ś

ciłby si

ę

 w nim cały sułta

ń

ski dwór. Ba, 

nawet gdyby dwa olbrzymie wojska z całym taborem i jucznymi zwierz

ę

tami pod 

namiotem tym si

ę

 ustawiły, to nie przeszkadzałyby sobie i nie byłoby im zbyt 

ciasno. Tedy ksi

ąŜę

 poprosił pi

ę

kn

ą

 Peri Banu o przebaczenie, mówi

ą

c: - Zaiste 

nie wiedziałem, 

Ŝ

e to, co trzymałem w r

ę

ku, było niesko

ń

czenie wielkim i 

cudownym namiotem, i dlatego pow

ą

tpiewałem na pierwszy rzut oka. Tedy 

zarz

ą

dczyni skarbca Nur D

Ŝ

ehan zwin

ę

ła znów namiot i poło

Ŝ

yła go ksi

ę

ciu 

Ahmedowi na dłoni. Ten za

ś

 nie zwlekaj

ą

c i nie oci

ą

gaj

ą

c si

ę

 dłu

Ŝ

ej, dosiadł 

rumaka i otoczony 

ś

wit

ą

 odjechał do ojca. Przybywszy do stolicy, wr

ę

czył mu 

namiot, składaj

ą

c równocze

ś

nie hołd i nale

Ŝ

ne uszanowanie. Równie

Ŝ

 sułtan na 

pierwszy rzut oka my

ś

lał, 

Ŝ

e to tylko jaki

ś

 drobny upominek. Skoro jednak namiot 

został rozpi

ę

ty, sułtan nie posiadał si

ę

 ze zdumienia, widz

ą

c jego rozmiary, 

gdy

Ŝ

 namiot ten zaiste mógłby słu

Ŝ

y

ć

 jako schronienie dla całej sułta

ń

skiej 

stolicy wraz ze wszystkimi jej przedmie

ś

ciami. Ale i tak sułtan nie wykazał 

zadowolenia, gdy

Ŝ

 obecnie namiot wydał mu si

ę

 z kolei za du

Ŝ

y. Ksi

ąŜę

 Ahmed 

wszak

Ŝ

e zapewniał ojca, 

Ŝ

e namiot za ka

Ŝ

dym razem dopasuje si

ę

 wielko

ś

ci

ą

 do 

tego, co b

ę

dzie miał w danej chwili do pomieszczenia. Tedy sułtan dzi

ę

kował 

swemu synowi za tak rzadki dar, mówi

ą

c: - Kochany synu, donie

ś

 swojej mał

Ŝ

once, 

Ŝ

e jestem jej nader zobowi

ą

zany, i przeka

Ŝ

 jej moj

ą

 najserdeczniejsz

ą

 podzi

ę

k

ę

 

za jej łaskawy podarunek. Teraz wiem, 

Ŝ

e miłuje ci

ę

 ona z całego serca i sprzyja 

ci z całej duszy, tak 

Ŝ

e wszelkie moje w

ą

tpliwo

ś

ci i obawy zupełnie si

ę

 

rozwiały. Po czym sułtan rozkazał namiot zwin

ąć

 i troskliwie go w sułta

ń

skim 

skarbcu przechowywa

ć

. Jest rzecz

ą

 dziwn

ą

, ale niestety prawdziw

ą

, i

Ŝ

 kiedy 

sułtan otrzymał od ksi

ę

cia Ahmeda ów wspaniały dar, w sercu jego zago

ś

ciły 

strach i w

ą

tpliwo

ś

ci, zazdro

ść

 i zawi

ść

 wobec własnego syna. Uczucia te, jakie 

wzbudziła w nim czarownica, nasłana przez wezyra oraz zło

ś

liwych doradców 

sułtana, wzmogły si

ę

 tylko i stały si

ę

 

Ŝ

ywsze ni

Ŝ

 kiedykolwiek. Obecnie bowiem 

sułtan był ju

Ŝ

 pewien, 

Ŝ

e Peri Banu miłuje ksi

ę

cia Ahmeda ponad wszystko. A przy 

tym zrozumiał, 

Ŝ

e je

ś

li zechce swemu mał

Ŝ

onkowi dopomóc, to swoj

ą

 czarodziejsk

ą

 

sił

ą

 górowa

ć

 ona b

ę

dzie nad całym bogactwem i pot

ę

g

ą

 sułta

ń

sk

ą

. Przeto sułtan 

odczuł dr

ę

cz

ą

cy l

ę

k, 

Ŝ

e pot

ęŜ

na Peri Banu oczekuje jego 

ś

mierci, aby posadzi

ć

 

Ahmeda na sułta

ń

skim tronie. Zawezwał wi

ę

c czarownic

ę

, na której chytro

ść

 i 

spryt obecnie najbardziej liczył, i oznajmił jej, jaki skutek odniosła dana mu 
przez ni

ą

 rada. Wied

ź

ma namy

ś

lała si

ę

 przez dłu

Ŝ

sz

ą

 chwil

ę

, po czym rzekła: - 

Sułtanie nad sułtanami, obawy twoje s

ą

 płonne. Wystarczy, aby

ś

 rozkazał teraz 

ksi

ę

ciu Ahmedowi, 

Ŝ

eby przyniósł ci wody z Lwiego 

Ź

ródła. Poczucie honoru zmusi 

go do spełnienia twego 

Ŝą

dania, a skoro mu si

ę

 to nie uda, z samego wstydu nie 

odwa

Ŝ

y si

ę

 ju

Ŝ

 pokaza

ć

 na twoim dworze. Taki plan post

ę

powania b

ę

dzie dla ciebie 

background image

najlepszy ze wszystkich mo

Ŝ

liwych. Przeto postaraj si

ę

 niezwłocznie go wykona

ć

Nazajutrz pod wieczór, kiedy sułtan w towarzystwie swych wezyrów i dostojników 
pa

ń

stwa sprawował dywan, wszedł do komnaty ksi

ąŜę

 Ahmed, zło

Ŝ

ył ojcu nale

Ŝ

ny 

hołd i usiadł obok jego tronu na niskim taborecie. Sułtan zwrócił si

ę

 do niego 

okazuj

ą

c mu jak zazwyczaj dowody najwy

Ŝ

szej łaski i tak powiedział: - Sprawiłe

ś

 

mi najwi

ę

ksz

ą

 rado

ść

, ofiaruj

ą

c ów namiot, o który ci

ę

 prosiłem. Zaiste w moim 

skarbcu nie ma niczego, co by dorównywało mu osobliwo

ś

ci

ą

 i przepychem. Brak mi 

jednak jeszcze jednej rzeczy, a je

ś

li j

ą

 przyniesiesz, b

ę

d

ę

 ci ponad wszelk

ą

 

miar

ę

 wdzi

ę

czny. Słyszałem bowiem, 

Ŝ

e wró

Ŝ

ka b

ę

d

ą

ca twoj

ą

 oblubienic

ą

, włada 

wod

ą

, która wypływa z Lwiego 

Ź

ródła i której jeden haust leczy ka

Ŝ

d

ą

 gor

ą

czk

ę

 

oraz wszelk

ą

 inn

ą

 

ś

mierteln

ą

 chorob

ę

. Wiem, 

Ŝ

e z wielk

ą

 trosk

ą

 my

ś

lisz o moim 

zdrowiu. Tote

Ŝ

 nie w

ą

tpi

ę

, i

Ŝ

 przyjemnie ci b

ę

dzie przynie

ść

 mi troch

ę

 owej 

cudownej wody, abym mógł si

ę

 jej napi

ć

, kiedy zajdzie po temu potrzeba. Wiem 

równie

Ŝ

 dobrze, 

Ŝ

e wysoko cenisz moj

ą

 miło

ść

 i przywi

ą

zanie do ciebie i 

Ŝ

dlatego nie odmówisz mi spełnienia tej oto pro

ś

by. Gdy ksi

ąŜę

 Ahmed usłyszał 

Ŝ

yczenie sułtana, był nim zaskoczony, nie my

ś

lał bowiem, 

Ŝ

e jego ojciec tak 

rychło znów czego

ś

 od niego za

Ŝą

da. Milczał wi

ę

c chwil

ę

, tak mówi

ą

c do siebie w 

duchu: "Jako

ś

 mi si

ę

 udało wyjedna

ć

 namiot ów od pani mego serca. Ale jeden 

Allach tylko wie, czy ta nowa moja pro

ś

ba nie obudzi jej gniewu. Jestem jednak 

pewny, 

Ŝ

e nigdy mi niczego nie odmówi, o co j

ą

 poprosz

ę

". Po dłu

Ŝ

szym namy

ś

le 

ksi

ąŜę

 Ahmed tak odpowiedział: - Dostojny panie i padyszachu, nie jest w mojej 

mocy cokolwiek w tej sprawie zdziała

ć

, gdy

Ŝ

 zale

Ŝ

y to wył

ą

cznie od mojej 

mał

Ŝ

onki. Ale jestem gotów j

ą

 prosi

ć

, aby mi ow

ą

 cudown

ą

 wod

ę

 dała, i je

ś

li 

raczy moj

ą

 pro

ś

b

ę

 spełni

ć

, niezwłocznie ci ow

ą

 wod

ę

 przynios

ę

. Oczywi

ś

cie nie 

mog

ę

 ci jeszcze tego na pewno obieca

ć

, ale wierzaj, 

Ŝ

e we wszystkim i w ka

Ŝ

dej 

rzeczy, która mo

Ŝ

e ci by

ć

 po

Ŝ

yteczna, uczyni

ę

 ch

ę

tnie wszystko, co jest tylko 

mo

Ŝ

liwe. Je

ś

li jednak uda mi si

ę

 wod

ę

 t

ę

 od niej uprosi

ć

, to dokonam o wiele 

trudniejszego dzieła, ni

Ŝ

 było uproszenie dla ciebie namiotu. Na drugi dzie

ń

 

ksi

ąŜę

 Ahmed po

Ŝ

egnał si

ę

 z ojcem i wrócił do pi

ę

knej Peri Banu. Obj

ą

wszy i 

powitawszy j

ą

 czule tak do niej rzecze: - Pani mego serca i 

ś

wiatło moich oczu, 

ojciec mój, sułtan, przekazuje ci przeze mnie serdeczn

ą

 podzi

ę

k

ę

 za spełnienie 

jego 

Ŝ

yczenia i podarowanie mu namiotu. Ale teraz raz jeszcze odwa

Ŝ

a si

ę

 on 

prosi

ć

 ci

ę

 o co

ś

 i ufaj

ą

c w twoj

ą

 dobro

ć

 uprasza ci

ę

Ŝ

eby

ś

 zechciała udzieli

ć

 

mu troch

ę

 wody z Lwiego 

Ź

ródła. Lecz ja chciałbym do tego doda

ć

: je

ś

li nie 

zechcesz da

ć

 mu tej wody, to pu

ść

 cał

ą

 t

ę

 spraw

ę

 w niepami

ęć

, gdy

Ŝ

 moim jedynym 

pragnieniem jest zrobi

ć

 wszystko, czego ty sobie 

Ŝ

yczysz. Pi

ę

kna Peri Banu tak 

na to odpowiedziała: - Zdaje mi si

ę

Ŝ

e ojciec twój, sułtan, chce zarówno mnie, 

jak i ciebie wystawi

ć

 na prób

ę

, domagaj

ą

c si

ę

 takich podarunków, jakich mu owa 

czarownica 

Ŝą

da

ć

 doradziła. Mimo to - ci

ą

gn

ę

ła dalej - i t

ę

 jego pro

ś

b

ę

 spełni

ę

je

ś

li sułtan tak o to zabiega. Zwłaszcza 

Ŝ

e ani tobie, ani mnie nie sprawi to 

zbytniego kłopotu, chocia

Ŝ

 jest to przedsi

ę

wzi

ę

cie nader niebezpieczne, 

wymy

ś

lone podst

ę

pnie i zło

ś

liwie. Uwa

Ŝ

aj przeto dokładnie na to, co ci powiem. 

Nie zapomnij ani jednego z moich słów, gdy

Ŝ

 inaczej 

ś

mier

ć

 twoja jest 

nieunikniona: w wielkiej sali zamku, który wznosi si

ę

 na tamtej oto górze, jest 

fontanna strze

Ŝ

ona przez cztery dzikie i drapie

Ŝ

ne lwy. Pilnuj

ą

 one drogi, która 

do tej fontanny prowadzi. Przy tym czuwaj

ą

 one na zmian

ę

, dwa lwy stoj

ą

 stale na 

stra

Ŝ

y, gdy dwa pozostałe 

ś

pi

ą

, i dlatego 

Ŝ

adna 

Ŝ

ywa istota nie potrafiła dot

ą

tam si

ę

 przedosta

ć

. Ale ja naucz

ę

 ci

ę

 sposobu, w jaki b

ę

dziesz mógł zdoby

ć

 to, 

czego pragniesz, nie nara

Ŝ

aj

ą

c si

ę

 na szwank ze strony owych okrutnych bestii. 

Powiedziawszy te słowa pi

ę

kna Peri Banu wyci

ą

gn

ę

ła motek nici ze szkatułki z 

ko

ś

ci słoniowej i zwin

ę

ła ze

ń

 kł

ę

bek. Kł

ę

bek ten wr

ę

czyła swemu mał

Ŝ

onkowi 

mówi

ą

c: - Po pierwsze, pilnuj starannie, aby

ś

 kł

ę

bka tego z r

ę

ki nie wypu

ś

cił. 

Niebawem wyja

ś

ni

ę

 ci jego przeznaczenie. Po drugie, wybierz sobie dwa najszybsze 

rumaki: jednego, aby go dosi

ąść

, a drugiego, aby umie

ś

ci

ć

 na jego grzbiecie 

ś

wie

Ŝ

o zar

Ŝ

ni

ę

t

ą

 owc

ę

, po

ć

wiartowan

ą

 na cztery cz

ęś

ci. Po trzecie, we

ź

 ze sob

ą

 

szklan

ą

 amfor

ę

, któr

ą

 ci zaraz dam. Do niej nabierzesz, je

ś

li Allach pozwoli, 

owej cudownej wody i przywieziesz j

ą

 sułtanowi. Skoro tylko za

ś

wita, wsta

ń

 z 

ło

Ŝ

a i wyrusz na obranym przez siebie najszybszym rumaku, drugiego równie 

szybkiego prowadz

ą

c na lince. Jak tylko dojedziesz do spi

Ŝ

owej bramy, która 

wiedzie na dziedziniec zamkowy, rzu

ć

 ten kł

ę

bek przed bram

ą

 na ziemi

ę

. Potoczy 

si

ę

 on własn

ą

 sił

ą

 do podwoi zamku. Jed

ź

 w 

ś

lad za nim przez otwarte podwoje, a

Ŝ

 

background image

ę

bek toczy

ć

 si

ę

 przestanie. W tej samej chwili ujrzysz owe cztery lwy. Dwa z 

nich b

ę

d

ą

 czuwa

ć

 i obudz

ą

 pozostałe, które tam odpoczywaj

ą

 drzemi

ą

c. Tedy 

wszystkie cztery otworz

ą

 paszcze i zarycz

ą

 strasznym głosem, jak gdyby chciały 

ciebie napa

ść

 i rozerwa

ć

 ci

ę

 w strz

ę

py. Ty wszak

Ŝ

e nie bój si

ę

 i nie l

ę

kaj, ale 

jed

ź

 dalej 

ś

miało, zrzuciwszy owe cztery cz

ęś

ci po

ć

wiartowanej owcy z grzbietu 

twojego luzaka po jednej dla ka

Ŝ

dego lwa. Strze

Ŝ

 si

ę

 przy tym, aby

ś

 z konia nie 

zsiadł, lecz przeciwnie, tr

ąć

 go strzemieniem i pocwałuj jak najszybciej do 

fontanny, w której jest owa woda. Tam zsi

ą

d

ź

 z konia i gdy lwy b

ę

d

ą

 zaj

ę

te 

po

Ŝ

eraniem owcy, napełnij ow

ą

 wod

ą

 szklan

ą

 amfor

ę

. W ko

ń

cu zawró

ć

 równie szybko, 

a owe dzikie bestie pozwol

ą

 ci bezpiecznie si

ę

 min

ąć

. Nazajutrz, skoro 

ś

wit, 

ksi

ąŜę

 Ahmed uczynił wszystko, co pi

ę

kna Peri Banu mu rozkazała, i dosiadłszy 

rumaka udał si

ę

 do owego zamku. Przejechawszy przez 

Ŝ

elazne wrota i min

ą

wszy 

podwórzec zamkowy, dotarł do podwoi zamku, które si

ę

 przed nim rozwarły. Nie 

zsiadaj

ą

c z konia wjechał na wewn

ę

trzny dziedziniec, rzucił cztery 

ć

wiartki 

zar

Ŝ

ni

ę

tej owcy lwom na po

Ŝ

arcie, ka

Ŝ

demu po jednej, i dotarł szybko do 

fontanny. Napełnił szklan

ą

 amfor

ę

 wod

ą

 i pocwałował z powrotem. Nie ujechał 

jednak jeszcze daleko, jak obejrzawszy si

ę

 ujrzał, 

Ŝ

e dwa spo

ś

ród stró

Ŝ

uj

ą

cych 

lwów go 

ś

cigaj

ą

. Nie znaj

ą

c l

ę

ku, wyci

ą

gn

ą

ł szabl

ę

 z pochwy, aby by

ć

 gotowym do 

obrony. Jeden ze lwów to zoczył i skr

ę

cił nieco na bok. Tam przystan

ą

ł, spojrzał 

na ksi

ę

cia, skin

ą

ł mu olbrzymim grzywiastym łbem i zacz

ą

ł merda

ć

 ogonem, jak 

gdyby chciał ksi

ę

cia prosi

ć

, aby szabl

ę

 sw

ą

 schował do pochwy, i upewni

ć

 go, 

Ŝ

mo

Ŝ

e w pokoju jecha

ć

 dalej, gdy

Ŝ

 nie grozi mu 

Ŝ

adne niebezpiecze

ń

stwo. Drugi lew 

natomiast wyprzedził ksi

ę

cia i biegł przed nim. I tak obie gro

ź

ne bestie 

towarzyszyły mu a

Ŝ

 do bram miasta, a nawet do samych wrót sułta

ń

skiego pałacu. 

Pozostałe dwa lwy utworzyły jakby odwód a

Ŝ

 do chwili, kiedy ksi

ąŜę

 Ahmed wjechał 

w bram

ę

 pałacu. Skoro lwy to ujrzały, wszystkie cztery zawróciły i pobiegły z 

powrotem t

ą

 sam

ą

 drog

ą

, któr

ą

 przybyły. Gdy lud miejski zobaczył to przedziwne 

widowisko, wszyscy uciekli w dzikim popłochu, chocia

Ŝ

 zaczarowane bestie 

Ŝ

adnej 

Ŝ

ywej istocie nie wyrz

ą

dziły krzywdy. Skoro kilku sułta

ń

skich d

Ŝ

ygitów zoczyło, 

Ŝ

e ich ksi

ąŜę

 przyjechał samotnie bez 

ś

wity, po

ś

pieszyli do

ń

, aby mu pomóc przy 

zsiadaniu z rumaka. Sułtan zasiadł był wła

ś

nie w sali dywanu i rozprawiał ze 

swymi wezyrami i dostojnikami pa

ń

stwa, kiedy si

ę

 syn jego przed nim zjawił. 

Ksi

ąŜę

 pozdrowił go, pomodlił si

ę

 do Allacha o błogosławie

ń

stwo dla ojca i 

poprosił zgodnie z obyczajem o długie 

Ŝ

ycie, szcz

ęś

cie i bogactwo dla niego. Po 

czym postawił u jego stóp szklan

ą

 amfor

ę

 z czarodziejsk

ą

 wod

ą

 Lwiego 

Ź

ródła 

mówi

ą

c: - Patrz, ojcze, oto przyniosłem ci upominek, o który mnie prosiłe

ś

! Woda 

ta jest wielce osobliwa i trudna była do zdobycia, a w całym twoim skarbcu nie 
ma nic równie kosztownego i drogocennego jak ona. Je

ś

li miałby

ś

 zaniemóc, cho

ć

 

niech Allach miło

ś

ciwy broni, aby co

ś

 takiego los ci przeznaczył, wypij łyk tej 

wody, a od razu b

ę

dziesz uleczony od wszelkich cierpie

ń

, jakie by one nie były! 

Kiedy ksi

ąŜę

 Ahmed słowa te wypowiedział, sułtan u

ś

ciskał go czule z wielk

ą

 

miło

ś

ci

ą

 i ucałował w czoło. Potem posadził go po swojej prawicy i tak do niego 

rzecze: - Kochany synu, jestem ci ze wszech miar zobowi

ą

zany, albowiem 

postawiłe

ś

 na hazard własne 

Ŝ

ycie, aby przynie

ść

 mi t

ę

 wod

ę

, nie zwa

Ŝ

aj

ą

c na 

wszelkie trudy i niebezpiecze

ń

stwa gro

Ŝą

ce w tak straszliwym miejscu. Czarownica 

ju

Ŝ

 bowiem sułtanowi opowiedziała o Lwim 

Ź

ródle i o 

ś

miertelnych 

niebezpiecze

ń

stwach, które na ka

Ŝ

dego tam przybywaj

ą

cego czyhaj

ą

, tak 

Ŝ

e sułtan 

dobrze wiedział, jak wielkiej odwagi wymagał 

ś

miały czyn jego syna. A wkrótce 

potem dodał: - Powiedz mi jednak, synu, jak odwa

Ŝ

yłe

ś

 si

ę

 tam dotrze

ć

? W jaki 

sposób udało ci si

ę

 od owych lwów umkn

ąć

 i bez szwanku i ran wod

ę

 t

ę

 mi 

przywie

źć

? - Kln

ę

 si

ę

 na twoj

ą

 łask

ę

, ojcze mój i padyszachu - odparł ksi

ąŜę

 - 

Ŝ

e przede wszystkim dlatego powróciłem cały i zdrowy z owego straszliwego 

miejsca, 

Ŝ

e post

ę

powałem zgodnie z zaleceniami danymi mi przez moj

ą

 mał

Ŝ

onk

ę

dostojn

ą

 Peri Banu. Tylko dlatego udało mi si

ę

 przywie

źć

 wod

ę

 z Lwiego 

Ź

ródła, 

Ŝ

e byłem jej posłuszny. Nast

ę

pnie ksi

ąŜę

 Ahmed opowiedział swemu ojcu wszystko, 

co przytrafiło mu si

ę

 na drodze do i od Lwiego 

Ź

ródła. Sułtan jednak poznawszy 

niezłomn

ą

 odwag

ę

 i 

ś

miało

ść

 swego syna, poczuł tylko jeszcze wi

ę

ksz

ą

 trwog

ę

, a 

zło

ś

liwa chytro

ść

 i zawistna zazdro

ść

, które serce jego wypełniały, wzmogły si

ę

 

dziesi

ę

ciokrotnie. Kryj

ą

c wszak

Ŝ

e swe prawdziwe uczucia, po

Ŝ

egnał si

ę

 uprzejmie 

z ksi

ę

ciem Ahmedem, udał si

ę

 na swoje pokoje i kazał niezwłocznie przyby

ć

 

czarownicy. Skoro tylko wied

ź

ma przed nim stan

ę

ła, sułtan opowiedział jej, 

Ŝ

background image

ksi

ąŜę

 Ahmed odwiedził go, przynosz

ą

c mu w darze cudown

ą

 wod

ę

 z Lwiego 

Ź

ródła. 

Wied

ź

ma ju

Ŝ

 o tym słyszała, gdy

Ŝ

 przybycie lwów poruszyło całe miasto. Skoro 

jednak wysłuchała opowie

ś

ci sułtana, nie posiadała si

ę

 ze zdumienia. Podeszła 

potem blisko do niego i wyjawiła mu szeptem swój nowy plan, dodaj

ą

c z poczuciem 

pewnego zwyci

ę

stwa: - O sułtanie nad sułtanami, tym razem dasz ksi

ę

ciu Ahmedowi 

takie zadanie do wykonania, które, jak mi si

ę

 zdaje, b

ę

dzie niewykonalne. Ba, 

wydaje mi si

ę

Ŝ

e nawet drobnej cz

ą

stki tego zadania nie wykona. - Zaprawd

ę

dobrze powiedziała

ś

 - odparł władca - wypróbuj

ę

 niezwłocznie twój pomysł. Na 

drugi dzie

ń

 tedy, skoro ksi

ąŜę

 Ahmed zjawił si

ę

 przed obliczem ojca, ten tak do 

niego rzecze: - Mój najdro

Ŝ

szy synu, raduje mnie wielce twoje m

ę

stwo i 

waleczno

ść

 oraz synowska miło

ść

, która wypełnia twe serce. Zalety te wykazałe

ś

sprowadzaj

ą

c dla mnie owe dwie osobliwe rzeczy, o które ci

ę

 prosiłem. Teraz mam 

jeszcze do ciebie now

ą

 pro

ś

b

ę

 i ta b

ę

dzie ju

Ŝ

 ostatnia. Je

Ŝ

eli uda ci si

ę

 mojemu 

Ŝ

yczeniu zado

ść

uczyni

ć

, to zaprawd

ę

 powiadam ci, umiłuj

ę

 ci

ę

 ponad wszystko i 

b

ę

d

ę

.ci przez całe moje 

Ŝ

ycie dzi

ę

kował. Tedy ksi

ąŜę

 Ahmed zapytał: - Jakie jest 

twe 

Ŝ

yczenie, ojcze mój i panie? Gotów jestem rozkaz twój spełni

ć

, o ile to 

b

ę

dzie w mojej mocy. A sułtan tak ksi

ę

ciu Ahmedowi odpowiedział: - Chciałbym, 

aby

ś

 sprowadził mi człowieka, który wzrostem nie przewy

Ŝ

sza trzech stóp, ale 

którego broda byłaby długa na dwadzie

ś

cia łokci. Człowiek ów ma na ramieniu 

nie

ść

 krótki, stalowy buzdygan wagi dwustu sze

ść

dziesi

ę

ciu funtów, który to 

buzdygan podnosiłby lekko do góry i nie marszcz

ą

c nawet czoła zataczał nim nad 

swoj

ą

 głow

ą

 młynki, tak jak zwykli ludzie umiej

ą

 to czyni

ć

 drewnianymi pałkami. 

I stało si

ę

Ŝ

e sułtan bł

ą

dz

ą

c, zgodnie ze swoim przeznaczeniem, i nie zwa

Ŝ

aj

ą

na to, co dobre, a co złe, poprosił wła

ś

nie o to, co miało mu przynie

ść

 

straszliw

ą

 

ś

mier

ć

. Ksi

ąŜę

 Ahmed za

ś

, który z najczystszej miło

ś

ci do swego 

rodzica 

ś

lepo go słuchał, był gotów dostarczy

ć

 mu wszystkiego, czego tylko 

za

Ŝą

da. Nie wiedział bowiem, co mu było s

ą

dzone według utajonych postanowie

ń

 

losu. Tak wi

ę

c powiedział: - Ojcze mój i sułtanie, wydaje mi si

ę

 wprawdzie, 

Ŝ

trudno b

ę

dzie na całym 

ś

wiecie znale

źć

 takiego człowieka, jakiego sobie 

Ŝ

yczysz, 

ale zrobi

ę

 wszystko, co w mojej mocy, aby rozkaz twój wykona

ć

. Po czym ksi

ąŜę

 

Ahmed po

Ŝ

egnał si

ę

 z ojcem i jak zazwyczaj powrócił do pałacu, gdzie przywitał 

si

ę

 pełen miło

ś

ci i szcz

ęś

cia ze swoj

ą

 pi

ę

kn

ą

 Peri Banu. Oblicze jego wszak

Ŝ

było pełne frasunku, a na sercu legł ci

ęŜ

ar, kiedy rozwa

Ŝ

ał ostatnie polecenie 

ojca. Skoro tylko pi

ę

kna wró

Ŝ

ka zauwa

Ŝ

yła, 

Ŝ

e czoło jego jest chmurne, zapytała: 

- Mój najdro

Ŝ

szy panie i władco, có

Ŝ

 za wie

ść

 przynosisz mi dzisiaj? A on na to: 

- Ojciec mój, sułtan, podczas ka

Ŝ

dych odwiedzin domaga si

ę

 ode mnie czego

ś

 

nowego, tak 

Ŝ

e pro

ś

by jego ju

Ŝ

 mi obrzydły. Dzisiaj ponownie chce mnie wystawi

ć

 

na prób

ę

 w nadziei, 

Ŝ

e mnie okryje ha

ń

b

ą

, gdy

Ŝ

 za

Ŝą

dał ode mnie czego

ś

, czego 

nadaremnie szukałbym na całym szerokim 

ś

wiecie. I powtórzył jej wszystko, co mu 

sułtan mówił. Pi

ę

kna Peri Banu wysłuchawszy jego słów, tak do swego ksi

ąŜę

cego 

mał

Ŝ

onka rzecze: - Nie troskaj si

ę

. Nara

Ŝ

aj

ą

c si

ę

 na wielkie niebezpiecze

ń

stwo, 

nie zawahałe

ś

 si

ę

 pój

ść

 po cudown

ą

 wod

ę

 z Lwiego 

Ź

ródła. To nowe zadanie nie 

jest wcale trudniejsze lub niebezpieczniejsze od tamtego. Przeciwnie, jest ono 
nawet raczej łatwiejsze, gdy

Ŝ

 człowiekiem, którego tu opisujesz, jest mój 

rodzony brat imieniem Szabbar. Chocia

Ŝ

 jeste

ś

my oboje dzie

ć

mi tych samych 

rodziców, podobało si

ę

 Allachowi da

ć

 nam całkowicie ró

Ŝ

ne postacie i uczyni

ć

 

mego brata tak niepodobnym do swej siostry, jak tylko mo

Ŝ

e to zdarzy

ć

 si

ę

 w

ś

ród 

ś

miertelnych. Mimo to brat mój jest waleczny i 

Ŝą

dny czynów i zawsze usiłuje co

ś

 

przedsi

ę

wzi

ąć

 i wykona

ć

, aby przysłu

Ŝ

y

ć

 si

ę

 swojej siostrze. A czego si

ę

 tylko 

podejmie, wykona zawsze z najwi

ę

ksz

ą

 rado

ś

ci

ą

. Jego posta

ć

 i kształty s

ą

 wła

ś

nie 

takie, jakie twój ojciec sułtan ci opisał, a jego jedyn

ą

 bro

ń

 stanowi stalowy 

buzdygan. Niezwłocznie po

ś

l

ę

 po niego lecz nie przera

Ŝ

aj si

ę

, jak go zobaczysz. 

Ksi

ąŜę

 Ahmed na to: - Je

ś

li naprawd

ę

 jest on twoim bratem, to jakie

Ŝ

 mo

Ŝ

e mie

ć

 

znaczenie dla mnie jego wygl

ą

d? Uciesz

ę

 si

ę

 skoro go zobacz

ę

, jak cieszymy si

ę

gdy witamy jakiego

ś

 miłego przyjaciela czy kochanego krewniaka. Dlaczegó

Ŝ

 wi

ę

miałbym by

ć

 przej

ę

ty groz

ą

, kiedy go ujrz

ę

? Pi

ę

kna Peri Banu wysłała zatem jedn

ą

 

ze swoich słu

Ŝ

ebnic po złot

ą

 kadzielnic

ę

 z tajemnego skarbca i rozkazała 

roznieci

ć

 w kadzielnicy 

Ŝ

ar. Potem poleciła przynie

ść

 szkatułk

ę

 ze szlachetnego 

metalu, wysadzan

ą

 drogimi kamieniami, któr

ą

 dostała w darze od swej rodziny, 

wyj

ę

ła z niej troch

ę

 kadzidła i rzuciła do ognia. W jednej chwili zakł

ę

bił si

ę

 

g

ę

sty dym, unosz

ą

c si

ę

 wysoko w powietrze i rozchodz

ą

c po całym pałacu. Nie 

background image

min

ę

ło mgnienie oka, a pi

ę

kna Peri Banu uko

ń

czyła ju

Ŝ

 swoje zakl

ę

cia i 

krzykn

ę

ła: - Patrz, oto przybywa do nas mój brat Szabbar! Czy mo

Ŝ

esz go ju

Ŝ

 

zoczy

ć

? Ksi

ąŜę

 Ahmed spojrzał i zobaczył człowieka karlej postaci, wysokiego 

zaledwie na trzy stopy, z garbami na piersi i na plecach. Ale mimo to mina jego 
była zadzierzysta i chód pełen godno

ś

ci. Na prawym ramieniu miał stalowy 

buzdygan wa

Ŝą

cy dwie

ś

cie sze

ść

dziesi

ą

t funtów. Broda, g

ę

sta i na dwadzie

ś

cia 

łokci długa, była tak kunsztownie upleciona, 

Ŝ

e do ziemi nie si

ę

gała. Równie

Ŝ

 

miał on długie kr

ę

cone w

ą

siska, si

ę

gaj

ą

ce a

Ŝ

 do uszu, a całe oblicze zaro

ś

ni

ę

te 

długim włosem. Oczka jego były podobne do oczu 

ś

wini, głowa za

ś

, uwie

ń

czona 

kołtunem w kształcie korony, była olbrzymia i raziła wobec drobnego ciała. 
Ksi

ąŜę

 Ahmed siedział spokojnie obok swej mał

Ŝ

onki i nie odczuł strachu, kiedy 

owa szpetna posta

ć

 si

ę

 przybli

Ŝ

yła. Szabbar za

ś

 przyst

ą

pił blisko do nich i 

zapytał pi

ę

kn

ą

 Peri Banu, wskazuj

ą

c wzrokiem na ksi

ę

cia: - Kim jest ten 

ś

miertelny, który przy tobie siedzi? - Kochany bracie - odparła pi

ę

kna wró

Ŝ

ka - 

jest to mój umiłowany mał

Ŝ

onek, ksi

ąŜę

 Ahmed, syn sułtana z Hindustanu. Nie 

posłałam wówczas do ciebie zaproszenia na nasze wesele, gdy

Ŝ

 byłe

ś

 zaj

ę

ty wielk

ą

 

wypraw

ą

 wojenn

ą

. Obecnie wszak

Ŝ

e, z łaski Allacha, zwyci

ęŜ

yłe

ś

 i powróciłe

ś

 do 

domu triumfuj

ą

c nad swymi wrogami. Przeto poprosiłam ci

ę

 o przybycie do mnie w 

pewnej sprawie, która mi le

Ŝ

y na sercu. Szabbar wysłuchawszy tych słów, spojrzał 

łaskawie na ksi

ę

cia Ahmeda i rzekł: - Powiedz mi, najmilsza siostro, czy mog

ę

 ci 

wy

ś

wiadczy

ć

 jak

ąś

 przysług

ę

? A ona na to: - Ojciec Ahmeda, sułtan, 

Ŝ

ywi gor

ą

ce 

pragnienie ujrzenia ciebie, przeto prosz

ę

 ci

ę

, udaj si

ę

 tam wkrótce, bior

ą

c tego 

oto ksi

ę

cia Ahmeda za przewodnika. Tedy karzeł od razu odrzekł: - Jestem w tej 

chwili gotów tam si

ę

 uda

ć

. Ale pi

ę

kna Peri Banu na to: - Nie tak od razu, mój 

bracie! Jeste

ś

 zm

ę

czony podró

Ŝą

, dlatego lepiej b

ę

dzie, a

Ŝ

eby

ś

 odło

Ŝ

ył 

odwiedziny u sułtana do jutra. Dzi

ś

 wieczór chciałabym ci przedtem wszystko 

opowiedzie

ć

, co dotyczy ksi

ę

cia Ahmeda. Skoro tylko zapadł zmierzch, pi

ę

kna Peri 

Banu opowiedziała bratu wszystko o sułtanie i jego złych doradcach. Przede 
wszystkim skierowała jego uwag

ę

 na zbrodnicze rady starej czarownicy, 

opowiadaj

ą

c o tym, jak obmy

ś

liła ona cały plan, aby ksi

ę

ciu Ahmedowi wyrz

ą

dzi

ć

 

krzywd

ę

 i uniemo

Ŝ

liwi

ć

 mu odwiedziny w stolicy i na dworze ojca. Krom tego 

dodała, 

Ŝ

e wied

ź

ma owa uzyskała na sułtana taki przemo

Ŝ

ny wpływ, i

Ŝ

 całkowicie 

podporz

ą

dkowuje on swoj

ą

 wol

ę

 jej ch

ę

ciom i zawsze czyni to, co mu doradza. Na 

drugi dzie

ń

 rano Szabbar i ksi

ąŜę

 Ahmed wyruszyli odwiedzi

ć

 sułtana. Skoro tylko 

dotarli do wrót miasta, wszystkich mieszka

ń

ców, zarówno mo

Ŝ

nych, jak i 

maluczkich, opanowała zgroza na widok przera

Ŝ

aj

ą

cej postaci karła. Pełni strachu 

j

ę

li ucieka

ć

 na wszystkie strony, wpadali do sklepów i domów, zamykali drzwi na 

rygle, zatrzaskiwali okna i ukrywali si

ę

 jak najgł

ę

biej. Ba, ucieczka ich 

odbywała si

ę

 z takim dzikim po

ś

piechem, 

Ŝ

e mnóstwo nóg pogubiło w biegu sandały, 

a z niejednej głowy spadł turban na ziemi

ę

. Ksi

ąŜę

 Ahmed ze strasznym karłem 

kroczyli przez ulice, place i bazary, opuszczone i bezludne jak pustynia w 
północnej Arabii, a kiedy znale

ź

li si

ę

 u wrót sułta

ń

skiego pałacu, stoj

ą

cy tam 

stra

Ŝ

nicy na widok Szabbara stchórzyli i rozbiegli si

ę

, tak 

Ŝ

e nie zostało 

nikogo, aby broni

ć

 wej

ś

cia. Tote

Ŝ

 obaj poszli prosto do wielkiej sali, gdzie 

wła

ś

nie sułtan sprawował dywan. Zobaczyli tam gromad

ę

 dostojników wy

Ŝ

szych i 

ni

Ŝ

szych, ustawionych według rangi i godno

ś

ci wokoło sułta

ń

skiego tronu. Ale i 

oni, skoro tylko ujrzeli potworn

ą

 posta

ć

 Szabbara, rzucili si

ę

 do ucieczki i 

przej

ę

ci dzik

ą

 groz

ą

 poukrywali si

ę

, gdzie kto mógł. Tak

Ŝ

e przyboczna gwardia 

sułtana opu

ś

ciła posterunki i tylko padyszach siedział jeszcze nieruchomo na 

tronie, kiedy Szabbar z bu

ń

czuczn

ą

 min

ą

 i królewsk

ą

 godno

ś

ci

ą

 do niego 

przyst

ą

pił i rzekł: - Wyraziłe

ś

, sułtanie, 

Ŝ

yczenie, by mnie widzie

ć

. Oto 

jestem. Powiedz teraz, czego sobie 

Ŝ

yczysz? Sułtan nic nie odpowiedział; 

zasłoniwszy sobie r

ę

koma oczy, aby nie widzie

ć

 straszliwej postaci, odwrócił 

głow

ę

 i ch

ę

tnie byłby w swoim przera

Ŝ

eniu uciekł. To nieuprzejme zachowanie 

sułtana wprowadziło Szabbara we w

ś

ciekło

ść

. Targał nim niepomierny gniew, kiedy 

pomy

ś

lał, i

Ŝ

 zadał sobie tyle trudu, aby przyby

ć

 tu na 

Ŝ

yczenie tchórza, który 

zdradzał jedynie ch

ęć

 ucieczki. Nie zwlekaj

ą

c ani chwili, potworny karzeł 

wzniósł do góry swój stalowy buzdygan, wywin

ą

ł nim dwukrotnie w powietrzu 

straszliwego młynka i, zanim ksi

ąŜę

 Ahmed zd

ąŜ

ył dobiec do tronu i w jaki

ś

 

sposób temu przeszkodzi

ć

, ugodził sułtana z tak

ą

 sił

ą

 w ciemi

ę

Ŝ

e p

ę

kła mu jego 

sułta

ń

ska czaszka. U

ś

mierciwszy najpot

ęŜ

niejszego przeciwnika, Szabbar z dzikim 

background image

wyrazem twarzy dopadł najstarszego z wezyrów, który stał po prawicy tronu. I 
byłby go niechybnie na miejscu zabił, gdyby nie ksi

ąŜę

 Ahmed, który uj

ą

ł si

ę

 za 

nim, wołaj

ą

c: - Nie zabijaj go! To mój wierny przyjaciel, który nigdy złego 

słowa przeciwko mnie nie powiedział. Czynili to tylko inni tu obecni dostojnicy! 
Skoro to Szabbar usłyszał, rzucił si

ę

 z w

ś

ciekło

ś

ci

ą

 na przewrotnych dostojników 

i złych doradców, tłocz

ą

cych si

ę

 pod 

ś

cianami po obu stronach sali, tak 

Ŝ

e nikt 

nie uszedł z 

Ŝ

yciem, krom tych, którzy uprzednio ju

Ŝ

 byli uciekli i pochowali 

si

ę

 po k

ą

tach. Straszliwy karzeł wyszedł z sali, wkroczył na podwórzec pałacowy 

i tak przemówił do najstarszego z wezyrów, któremu ksi

ąŜę

 Ahmed uratował 

Ŝ

ycie: 

- Jest tu gdzie

ś

 pewna czarownica, która dybie na zgub

ę

 mego szwagra, mał

Ŝ

onka 

mojej umiłowanej siostry. Sprowad

ź

 t

ę

 wied

ź

m

ę

 niezwłocznie, jak równie

Ŝ

 i owego 

łotra wezyra, który serce sułtana napełnił zł

ą

 nienawi

ś

ci

ą

 i zawistn

ą

 zazdro

ś

ci

ą

 

przeciwko ksi

ę

ciu Ahmedowi, abym mógł im wymierzy

ć

 kar

ę

, na jak

ą

 zasłu

Ŝ

yli! 

Najstarszy wezyr sprowadził wszystkich winnych, najprzód czarownic

ę

, a potem 

zło

ś

liwego wezyra wraz z cał

ą

 gromad

ą

 jego popleczników i zauszników, Szabbar 

za

ś

 pozabijał ich wszystkich swoim stalowym buzdyganem, nie znaj

ą

c miłosierdzia. 

Straszliwy w swej w

ś

ciekło

ś

ci wymordowałby tak chyba wszystkich mieszka

ń

ców 

miasta, ale ksi

ąŜę

 Ahmed powstrzymał go i pohamował jego gniew łagodnymi i 

łaskawymi słowy. Szabbar narzucił potem na swojego szwagra sułta

ń

ski płaszcz, 

posadził go na tronie i obwołał padyszachem Hindustanu. Cały naród, zarówno 
mo

Ŝ

ni, jak i maluczcy, rado

ś

nie t

ę

 wie

ść

 powitali, gdy

Ŝ

 ksi

ąŜę

 Ahmed był 

powszechnie i gor

ą

co miłowany. Wszyscy poddani zgromadzili si

ę

, aby zaprzysi

ą

nowemu sułtanowi wierno

ść

 i dor

ę

czy

ć

 upominki na znak hołdu. Wołali przy tym 

radosnymi głosy: - Niech 

Ŝ

yje nam sułtan Ahmed! Kiedy wszystko to si

ę

 ju

Ŝ

 stało, 

posłał Szabbar po swoj

ą

 siostr

ę

 Peri Banu i obwołał j

ą

 sułtank

ą

, nadaj

ą

c jej 

imi

ę

 Szahr Banu. Po czym po

Ŝ

egnał si

ę

 z ni

ą

 oraz z sułtanem Ahmedem i powrócił 

do swojej ojczyzny. Sułtan Ahmed za

ś

 zawezwał swego brata, ksi

ę

cia Alego, wraz z 

jego mał

Ŝ

onk

ą

, pi

ę

kn

ą

 Nur en-Nahar, i uczynił go wielkorz

ą

dc

ą

 nad ludnym 

miastem, poło

Ŝ

onym w pobli

Ŝ

u stolicy, po czym odesłał go tam z wielkim 

przepychem i wspaniało

ś

ci

ą

. Równie

Ŝ

 wysłał sułtan Ahmed wysokiego dostojnika do 

swego najstarszego brata, ksi

ę

cia Husseina, aby zło

Ŝ

y

ć

 mu uszanowanie i o 

wszystkim powiadomi

ć

. Przy tym kazał mu powiedzie

ć

, co nast

ę

puje: - Chciałbym 

ci

ę

 uczyni

ć

 władc

ą

 i wielkorz

ą

dc

ą

 ka

Ŝ

dego miasta, jakie przypadłoby ci do gustu. 

Je

Ŝ

eli zgodzisz si

ę

, to zaraz prze

ś

l

ę

 ci firman z mianowaniem. Ksi

ąŜę

 Hussein 

wszak

Ŝ

e był szcz

ęś

liwy i ze swego 

Ŝ

ywota derwisza w pełni zadowolony, wszelka 

za

ś

 pot

ę

ga jako doczesna nico

ść

 była mu oboj

ę

tna. Tote

Ŝ

 odesłał posła

ń

ca swego 

brata z dowodami czci i serdecznej wdzi

ę

czno

ś

ci, prosz

ą

c go wszak

Ŝ

e, aby nie 

przeszkadzano mu w 

Ŝ

yciu pustelniczym i pozwolono si

ę

 wyrzec wszelkich spraw i 

marno

ś

ci tego 

ś

wiata. 

 
KONIEC