background image

BARBARA BOSWELL

FIKCYJNA NARZECZONA

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Kristina Fortune często nieoczekiwanie wpadała do biura brata i Julii Chandler wcale 

nie zdziwił jej widok. Uniosła oczy znad biurka i uśmiechnęła się do przyrodniej siostry 

swojego   szefa.   Kristina   jednym   susem   znalazła   się   przy   niej   i   rzuciła   na   blat   biurka 

ilustrowany magazyn.

- Zobacz, co tu mam! Na kolorowej okładce wielkie litery głosiły, że w środku numeru 

znajduje się lista „dziesięciu najbardziej atrakcyjnych kawalerów w USA”.

-   To   egzemplarz   sygnalny,   w   kioskach   będzie   dopiero   jutro.   Spójrz,   co   jest   na 

piętnastej stronie!

Błysk   w   jej   oku   nie   wróżył   nic   dobrego.   Kristina,   wschodząca   gwiazda   działu 

reklamy, miewała pomysły działające na pracowników działu produkcji jak płachta na byka.

Julia rzuciła okiem na wskazaną stronę; lista wybrańców prezentowała się naprawdę 

okazale. Figurowali na niej: syn byłego prezydenta, milioner znany z telewizji, skandalizujący 

piosenkarz, pewien dopiero co rozwiedziony senator, aktor wybrany niedawno „najbardziej 

seksownym mężczyzną roku”, sławny autor kryminałów, gwiazda koszykówki, a na ósmym 

miejscu...

Z ust Julii wyrwał się okrzyk.

- Michael Fortune!

Kristina spojrzała na nią triumfalnie.

- Jak to się jutro ukaże, wszystkie kobiety w całym kraju rzucą się na mojego brata! 

Wyobrażasz sobie? Michael stanie się obiektem powszechnego pożądania!

Julia nie podzielała jej entuzjazmu. Pracowała w Fortune Corporation od ponad roku i 

zdążyła już poznać swego szefa na tyle, by wiedzieć, jak zareaguje na podobne „wyróżnienie” 

.

Michael   całe   życie   poświęcił   należącej   do   rodziny   firmie   i   bynajmniej   nie   łaknął 

takiego rodzaju sławy. Fakt, że po ukazaniu się owej nieszczęsnej listy kobiety zaczną go ści-

gać, nie mógł zyskać jego aprobaty.

Kristina z wyraźną niecierpliwością przestępowała z nogi na nogę.

-   Jak   myślisz,   co   on   na   to   powie?   Julia   przez   chwilę   się   zastanawiała.   Rodzina 

Fortune'ów była nieprzewidywalna, nigdy nie można było mieć pewności, co im wpadnie do 

głowy i kto poniesie tego konsekwencje. Nie wiedziała zresztą, jaką rolę w całej tej aferze 

odgrywa jej rozmówczyni.

- Może być niemile zaskoczony - powiedziała oględnie. - Pewnie wolałby się znaleźć 

background image

na liście najlepiej prosperujących biznesmenów w kraju.

Kristina skrzywiła się z niesmakiem.

-   Firma!   Firma!   Tylko   jedno   mu   w   głowie!   Najwyraźniej   wyprowadzona   z 

równowagi, zaczęła wielkimi krokami przemierzać sekretariat jak lew zamknięty w klatce.

Zupełnie jak jej brat, pomyślała Julia. Wszystkich członków tej rodziny rozsadzała 

energia; stale musieli działać, być w ruchu. Ciekawe, jak się zachowują, kiedy się zbiorą w 

jednym miejscu... Na samą myśl o tym Julia, osoba opanowana i zrównoważona, czuła, jak 

ogarnia ją nieprzyjemny zawrót głowy.

- To nie człowiek, to robot! Mutant! - Podczas wędrówki od ściany do ściany Kristina 

nie przestawała mówić. - Pracoholik! Przecież on nie ma żadnego życia osobistego, myśli 

tylko o interesach. W głowie ma komputer, a w sercu dyskietki. Nic do niego nie dociera, nie 

ma żadnych ludzkich uczuć. - Utkwiła w Julii baczne spojrzenie. - Widziałaś, żeby kiedyś 

okazał jakieś emocje?

Sekretarka z trudem zachowała powagę.

- Owszem, tego dnia, kiedy Anne Campell z laboratorium badawczego przyprowadziła 

swoje bliźniaczki.  To był tak zwany dzień  otwarty i każdy mógł dziecku pokazać  swoje 

miejsce  pracy.   Jej  córeczki  postanowiły same  przeprowadzić  kilka  doświadczeń.   Michael 

wszedł, kiedy właśnie posypywały się pudrem i polewały próbkami perfum. - Przełknęła 

ślinę, by się nie roześmiać na wspomnienie miny szefa. - Zaskoczył je, przestraszyły się i 

zrzuciły   na   podłogę   półkę   z   próbkami.   Michael   był   siny   z   wściekłości.   Chyba   wtedy 

doświadczał właśnie „ludzkich emocji”, tak przynajmniej myślę.

Kristina wzruszyła ramionami.

- To się nie liczy, chodzi mi o sprawy firmy. - Zatrzymała się i znowu spojrzała na 

pismo leżące na biurku. - Dobrze wyszedł na tym  zdjęciu, prawda? Chociaż to mój brat, 

muszę przyznać, że niezły z niego facet.

Julia przyjrzała się mężczyźnie na fotografii. Niebieskie dżinsy, białe polo ze znakiem 

firmy, wysoki, dobrze zbudowany, o silnie zarysowanej szczęce, błękitnych przenikliwych 

oczach   i   zmysłowych   ustach   -   niewątpliwie   musiał   przykuć   na   dłużej   spojrzenie   każdej 

czytelniczki. Każdej bez wyjątku. Julia tego nie okazywała, ale od początku uważała swojego 

szefa za wyjątkowo atrakcyjnego mężczyznę.

Nigdy   nie   zapomniała   pierwszego   spotkania,   kiedy   to   czternaście   miesięcy   temu 

zjawiła się u niego na rozmowie kwalifikacyjnej. Została przyjęta i przez kilka tygodni przy-

zwyczajała się do jego obecności. Nigdy przedtem żaden mężczyzna nie działał na nią w ten 

sposób: najmniejszy jego gest, sam odgłos jego kroków - wprawiały ją w stan dziwnego 

background image

podniecenia.   Serce   biło   jak   oszalałe,   ręce   zaczynały   drżeć,   czuła,   że   się   czerwieni.   Na 

szczęście nikt nic nie zauważył i mogła z udanym spokojem wysłuchiwać opowieści bardziej 

doświadczonych   koleżanek   o   wszystkich   sekretarkach   nieszczęśliwie   zakochanych   w 

Michaelu,   które   musiały   odejść   z   pracy,   niezdolne   pogodzić   uczuć   z   zawodowymi 

obowiązkami.

Julia nie zamierzała podzielić losu swych poprzedniczek. Przeczytała kilka książek na 

temat niebezpieczeństw, jakie niesie z sobą biurowy romans i wiedziała, że nie zaryzykuje 

utraty pracy z powodu fascynacji swym przełożonym. Z czasem emocje przygasły, serce na 

jego widok przestało jej bić jak szalone i mogła spokojnie poświęcić się pracy.

W pewnym sensie uodporniła się na jego urok; miała zresztą zbyt dużo zdrowego 

rozsądku, by popełniać błędy godne nastolatki. Zresztą, nawet gdyby chciała je popełnić, nie 

miała   żadnych   szans:   Michael   patrzył   na   nią   nie   widzącym   wzrokiem,   jak   na   jeden   z 

biurowych   sprzętów.   Była   szybka   i   niezawodna   jak   komputer   albo   faks,   i   o   wiele 

sprawniejsza niż drukarka, która stale się psuła. Nie groziło jej z jego strony najmniejsze 

zainteresowanie i mogła się czuć całkowicie bezpieczna.

Kristina nie zamierzała ustąpić.

- Został uznany za jednego z najbardziej atrakcyjnych facetów w USA - ciągnęła. - 

Pracujesz z nim po wiele godzin dziennie, jesteś samotna. Jakie on na tobie robi wrażenie? 

Powiedz, ale szczerze...

Julia roześmiała się ze sztuczną swobodą.

- Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Szczerość z jej strony byłaby niewybaczalną 

głupotą.

Nie   miała   złudzeń   co   do   swojej   sytuacji;   od   Michaela   dzieliła   ją   przepaść.   On 

wydawał  jej   polecenia,  a  ona  skrupulatnie  je  wypełniała,  ale   należeli  przecież  do  dwóch 

różnych światów. Była wystarczająco mądra, by to wiedzieć i się z tym pogodzić.

- Bądź spokojna - dodała Julia. - Z mojej strony nic mu nie grozi.

- Ja wcale... - zaczęła Kristina i urwała. W progu ukazał się Michael Fortune we 

własnej osobie, jeszcze przystojniejszy niż na fotografii. Przez moment stał bez słowa w 

drzwiach oddzielających sekretariat od jego ogromnego gabinetu, a potem przeniósł chłodny 

wzrok z Julii na siostrę.

- Słyszałem, jak tu rozrabiasz, strasznie głośno mówisz. Czyżbyś  przyszła mi zdać 

sprawozdanie z jakichś nowych osiągnięć waszego działu? A może znowu wpadłaś na jakiś 

genialny pomysł, który okaże się kompletnym niewypałem? - W jego głosie brzmiała drwina, 

ale Kristina wcale się tym nie przejęła.

background image

- Mam mnóstwo genialnych pomysłów, ale na razie nic ci nie powiem. Muszę jeszcze 

dopracować szczegóły. Dopiero kiedy wszystko będzie zapięte na ostatni guzik...

- Zjawisz się tu, żeby uzdrowić atmosferę i wnieść powiew świeżego powietrza do 

tego zatęchłego, konserwatywnego biura? - przerwał jej brat zniecierpliwiony.

-   Doskonale   to   określiłeś.   Dodałabym   jeszcze,   że   wasze   metody   działania   są 

przestarzałe,   zupełnie   jakby   od   czasów   Nixona   nic   się   nie   zmieniło.   Wasz   sposób 

prowadzenia negocjacji...

Michael machnął ręką.

- Dla ciebie to bajki o żelaznym wilku, nie masz pojęcia o funkcjonowaniu dużego 

przedsiębiorstwa. Daj sobie spokój, siostrzyczko, i zajmij się swoją małą działką.

Julia w milczeniu asystowała przy tej rozmowie, przypominającej szybką wymianę 

piłek. Tych dwoje dzieliło coś znacznie więcej niż wiek i płeć. Należeli do zupełnie innych 

gatunków ludzi. Kristina była otwarta i swobodna, Michael - zamknięty w sobie i sztywny. 

Rodzina uważała go za człowieka zagadkowego i nieprzeniknionego, a Julia - po kilkunastu 

miesiącach spędzonych u jego boku - widziała w nim kogoś, kto po prostu nie ma potrzeby 

okazywania uczuć i dzielenia się emocjami.

Jako introwertyczka doskonale to rozumiała i nieomylnie rozpoznawała. Sama była na 

dodatek   nieśmiała   i   dość   skryta.   Michael   natomiast   odznaczał   się   pewnością   siebie   i 

stanowczością   graniczącą   z   arogancją.   Był   też   strasznie   uparty   i   nieprzejednany.   Nieraz 

widziała, jak skutecznie opiera się cudzej argumentacji i naciskom. Nikomu z członków jego 

rodziny   nigdy   nie   udało   się   go   przekonać   do   niezwykle   towarzyskiego   trybu   życia,   jaki 

rodzina ta prowadziła.

W oczach Kristiny ukazały się niebezpieczne ogniki.

- Właśnie przeglądałyśmy sobie z Julią ten oto popularny magazyn - oświadczyła z 

niewinną miną i podała bratu kolorowe pismo.

Julia spuściła oczy i zaczerwieniła się. Michael poczuł do niej coś w rodzaju sympatii i 

współczucia. Kristina jak zwykle swoim trajkotaniem zawraca jej głowę i przeszkadza w 

wypełnianiu   obowiązków.   Wiedział,   że   Julia   Chandler   nigdy   nie   pozwoliłaby   sobie   na 

czytanie jakiegoś szmatławca w godzinach pracy.

Jest taka akuratna, punktualna, dokładna i obowiązkowa. W niczym nie przypomina 

jego dotychczasowych  sekretarek. Poczuł niemiły dreszcz na samo wspomnienie tego, co 

działo się przedtem, zanim zaczęła u niego pracować.

Bez   przerwy   znosił   aluzje   i   uszczypliwe   uwagi   o   swojej   skłonności   do   wymiany 

personelu. Powszechnie panowała opinia o jego absurdalnych wymaganiach, sprawiających, 

background image

że najbliższe współpracownice nie potrafiły zagrzać miejsca w jego biurze dłużej niż przez 

kilka   tygodni.   Pracownicy   działu   personalnego   załamywali   ręce   i   prześcigali   się   w   pro-

gnozach dotyczących tego, co nazywali „gorącym biurkiem Michaela”. Stryj Jake, stojący na 

czele korporacji, radził mu złośliwie, żeby zasięgnął porady psychologa i nauczył się, jak 

układać stosunki z personelem, by firma nie ponosiła kosztów nieustannych zmian.

-   To   kwestia   umiejętności   życia   z   ludźmi   -   mawiał   sentencjonalnie,   posapując   z 

wyższością.

Michael nie sądził, że ma się czegokolwiek uczyć, a rady stryja wydawały mu się 

absurdalne. Jeśli ktoś nie potrafi się pogodzić z jego stylem pracy, wolna droga! Zresztą Jake 

w roli specjalisty od stosunków międzyludzkich wydawał mu się komiczny.

- Zapiszę się do psychoterapeuty,  jeżeli ty również to zrobisz - powiedział kiedyś 

Jake'owi i ten obraził się śmiertelnie.

Potem nastała Julia Chandler i jego niepowodzenia się skończyły. Julia w lot wszystko 

chwytała, była dokładna, inteligentna i lojalna. Jej obecność sprawiła, że mógł prawie w ogóle 

nie opuszczać gabinetu, co było jego niedościgłym dotąd ideałem. Ponadto była spokojna, 

opanowana i nie rzucała się w oczy. Michael szczególnie doceniał jej sposób bycia: szara 

myszka w obszernym kostiumie i pantoflach na niskim obcasie w niczym nie przypominała 

sekretarek w obcisłych sweterkach i mini, które dotąd go prześladowały. Julia nie chciała na 

siebie zwracać uwagi i nikogo nie chciała w sobie rozkochać. Przychodziła najwcześniej ze 

wszystkich, wychodziła ostatnia, a w międzyczasie prawie nie podnosiła oczu znad papierów.

Teraz   też   siedziała   za   biurkiem,   milcząca   i   opanowana,   czekając,   aż   gwałtowna 

wymiana zdań pomiędzy rodzeństwem dobiegnie końca. Ciemne włosy miała ciasno zebrane 

w koczek z tyłu głowy, szare oczy spokojnie utkwione w Kristinie.

Michael nigdy się nie zastanawiał, czy Julia jest ładna. Nie była klasyczną pięknością, 

ale mogła się podobać. Nie jemu, oczywiście, tylko tak w ogóle... Michaelowi nie przyszłoby 

do   głowy   patrzeć   na   nią   w   ten   sposób.   Doceniał   jej   przydatność   i   ani   przez   chwilę   nie 

planował   zrobienia   czegokolwiek,   co   mogłoby   spłoszyć   najlepszą   sekretarkę,   jaką 

kiedykolwiek miał.

Nie narzekał na brak kobiet. Miewał krótkotrwałe związki, bez zobowiązań, których 

podstawową zaletą było to, że nie przeszkadzały mu w pracy.

- Zobacz, jacy przystojni faceci są na piętnastej stronie.

- Co mnie obchodzą jacyś faceci. - Michael wzruszył ramionami, słysząc głos siostry. 

- Nie zamierzam się upajać widokiem wysmarowanych tłuszczem kulturystów.

- Nie chodzi o żadnych kulturystów - parsknęła Kristina. - Radzę ci rzucić okiem na 

background image

tych panów, zwłaszcza jeden z nich jest bardzo interesujący.

Julia  zamarła.   Miała  wrażenie,  że  widzi,  jak   ktoś wchodzi  na  jezdnię  wprost  pod 

rozpędzony samochód. Powinna go ostrzec, ale głos uwiązł jej w gardle. Zahipnotyzowana 

patrzyła,   jak   Michael   otwiera   magazyn   na   wskazanej   stronie   i   przebiega   wzrokiem 

nieszczęsną listę. Ciszę przerwał dopiero szelest upadającego na podłogę pisma. Magazyn 

wysunął się z rąk Michaela i leżał teraz u jego stóp niczym konający ptak.

- Kto jest za to odpowiedzialny? - Głos Michaela był martwy i obojętny, spojrzenie - 

lodowate; słowa padały wyraźne i ciężkie jak kamienie.

W tym pozornym spokoju czaiła się groźba. Julia wiedziała, że wybuch może nastąpić 

lada chwila. Widywała już u niego ten rodzaj zimnej wściekłości, kiedy coś w firmie szło nie 

tak jak trzeba. Znała ten ton i ponury, zwiastujący niebezpieczeństwo wzrok.

Kristina chyba się nie zorientowała w sytuacji albo po prostu nic sobie nie robiła z 

gniewu brata.

- Fajne, prawda? Teraz będziesz jeszcze sławniejszy i wszystkie...

Spojrzał na nią niczym bazyliszek.

- To karygodne naruszenie mojej prywatności! Czy ty tego nie rozumiesz? Jeśli to 

twój pomysł, jeśli to ty wpadłaś na taki... chwyt reklamowy, jeśli to ty do nich zadzwoniłaś...

Kristina wzruszyła ramionami.

- Nie mam z tym nic wspólnego.

- To jak się tam znalazłem? Skąd mieli moją fotografię? Przecież ktoś im musiał ją 

dać!

- Nic im nie dawałam! Sami na to wpadli. Jesteś taki sławny, że to się musiało tak 

skończyć.

- Wiem, że to teraz bardzo modne zwalać winę na ofiarę - zaczął zdławionym głosem - 

ale może mi łaskawie wytłumaczysz, dlaczego sądzisz, że ponoszę odpowiedzialność za to... 

to...

Julia   nigdy   nie   widziała   jeszcze,   żeby   zabrakło   mu   słów.   Kristina   brawurowo   to 

wykorzystała.

-   Zastanów   się   sam.   Masz   dwadzieścia   dziewięć   lat,   jesteś   samotny,   przystojny   i 

bogaty.   Należysz   do   znanej   rodziny   i   zajmujesz   w   rodzinnej   firmie   odpowiedzialne   sta-

nowisko. Z czasem pewnie zastąpisz swojego stryja na stanowisku generalnego dyrektora. 

Wszystko to sprawia, że jesteś bardzo łakomym kąskiem i dlatego właśnie znalazłeś się na tej 

liście.

Michael nie wyglądał na przekonanego.

background image

- A zdjęcie? Może powiesz, że sam je wysłałem?

- Nie wiem, kto to zrobił. Może twoja matka wpadła na pomysł, żeby ogłosić wszem i 

wobec,   jakiego   ma   wspaniałego   syna,   w   nadziei,   że   jakaś   dziedziczka   ogromnej   fortuny 

spadnie nam tu z nieba i dorzuci trochę złota do rodzinnego kopczyka. Twoja mamusia, jak 

wiesz, bardzo lubi pieniądze i zrobiłaby niejedno, żeby je zdobyć.

Zachował kamienną twarz; stał teraz, górując nad obiema kobietami, i Julię ogarnął 

lęk w obliczu emanującej od niego siły. Kristina nic sobie z tego nie robiła.

- Nie zamierzam  tracić więcej czasu na podobne głupoty - odezwał się po chwili 

milczenia. - Julio, czy mogłabyś wyprowadzić moją siostrę?

Odwrócił   się   i   lekkim,   lamparcim   krokiem   poszedł   do   swojego   gabinetu,   cicho 

zamykając za sobą drzwi. W pokoju zapanowała cisza, którą przerwała Kristina.

-   Może   niepotrzebnie   nagadałam   na   jego   matkę,   ale   to   przecież   naprawdę   stara 

czarownica, z którą nikt nie może wytrzymać. Poznałaś już Sheilę, prawda?

O tak, spotkała już kiedyś Sheilę, pierwszą żonę Nate'a, matkę Michaela, Kyle'a i Jane. 

Nate,   adwokat   i   młodszy   brat   Jake'a,   w   rodzinnej   korporacji   zajmował   się   kontraktami, 

patentami i wszystkim, co wymagało znajomości prawa oraz jego kruczków. Kristina była 

córką   Nate'a   i   Barbary,   jego   drugiej   żony,   stanowiącej   przeciwieństwo   Sheili.   Julia   nie 

zamierzała się wypowiadać  na temat tej ostatniej. Jako osobie zatrudnionej w firmie, nie 

wypadało jej krytykować matki szefa.

Kristina wcale na to nie czekała. Sama doskonale dała sobie radę z charakterystyką 

pierwszej żony ojca. .

- Nie wiem, jak to nieszczęsne rodzeństwo Michaela może z nią stale mieszkać. Tatuś 

mi powiedział, że ona specjalnie zachodziła trzy razy w ciążę, żeby mieć się na kim wyżywać 

do końca życia i zagwarantować sobie opiekę na starość...

Na szczęście zadzwonił telefon i Julia z ulgą podniosła słuchawkę. Kristina chwilę 

poczekała, a potem w podskokach opuściła sekretariat, zabierając z sobą kolorowe pismo.

Reszta   przedpołudnia minęła  bardzo  pracowicie  i  kiedy koleżanki  przyszły  zabrać 

Julię na lunch, zastały ją pogrążoną w papierach.

- Pora zrobić sobie przerwę - oznajmiła Lynn. - Dokąd idziemy? Może do Loon Cafe, 

żeby sobie popatrzeć na japiszony podłączone do komórek. Co wy na to?

Julia zamrugała powiekami.

- To już tak późno? Diana spojrzała na nią z wyrzutem.

- Tak się przejęłaś pracą, że nawet nie zauważyłaś. Trudno, ale nawet niewolnik ma 

prawo od czasu do czasu coś przekąsić, i ten czas właśnie nadszedł.

background image

Chodziły tak razem na lunch dwa, trzy razy w tygodniu  i zawsze zabierały Julię. 

Wstała zza biurka i wtedy właśnie wszedł Michael.

-   Chciałam   iść   coś   zjeść   -   wyjaśniła.   Spojrzał   na   nią   z   mieszaniną   zdumienia   i 

niezadowolenia.

- Zjeść? - powtórzył tonem człowieka, który nigdy nie pozwala sobie na podobne 

fanaberie.

Koleżanki wymieniły znaczące spojrzenia.

- Tak, dokończę po powrocie - powiedziała. Nie jest niewolnicą i ma prawo do chwili 

odpoczynku.

Michael położył na jej biurku stos dyskietek.

- Trudno, poczekam z tym do twojego powrotu. - Odwrócił się i zniknął za drzwiami 

gabinetu.

Margaret zadygotała, jakby przeniknął ją na wylot mroźny powiew.

-   Brr,   jak   zimno!   Kiedy   ten   człowiek   wchodzi,   temperatura   spada   poniżej   zera. 

Prawdziwy sopel lodu.

Diana cicho zachichotała.

- Zrobiłby karierę, gdyby się przerzucił na produkcję mrożonek...

Julia stanęła w obronie swojego szefa.

- Ma dzisiaj niedobry dzień - powiedziała, nie wspominając o nieszczęsnej liście - i 

mnóstwo ważnych spraw na głowie.

Opuściły biuro i ruszyły korytarzem w stronę windy.

- A czy on w ogóle miewa dobre dni? - skrzywiła się Lynn. - Widziałaś, żeby się 

kiedyś uśmiechnął?

- Jest po prostu bardzo opanowany. - Julia znowu ujęła się za Michaelem. - To bardzo 

miły człowiek, kiedy się go lepiej pozna.

Margaret nie wyglądała na przekonaną.

- Skoro tak mówisz... - powiedziała i zaraz się ożywiła. - Zjedzmy lepiej coś na ulicy, 

dobrze? Przejdziemy się i zobaczymy, gdzie jest jakaś wyprzedaż!

Dopiero wieczorem, kiedy wracała do domu, Julia przypomniała sobie, co Kristina 

mówiła o Sheili Fortune, matce Michaela rozwiedzionej z jego ojcem.

Julia do pracy jeździła autobusem, bo nie przysługiwał jej darmowy parking należący 

do konsorcjum, a miejsca postojowe w mieście były za drogie. Nie narzekała na komunikację 

miejską. Jeśli akurat nie miała nic do czytania, patrzyła przez okno i rozmyślała. Dzisiaj co 

prawda miała z sobą kryminał, ale położyła go na kolanach i pogrążyła się w myślach o 

background image

Michaelu.

Doszła właśnie do wniosku, że burzliwe, zakończone rozwodem małżeństwo rodziców 

mogło stać się powodem jego  wrogiego stosunku do zalegalizowanego  związku. Na tym 

punkcie Michael miał po prostu obsesję. Julia nigdy w życiu nie słyszała, by ktoś w ten 

sposób wyrażał się o instytucji małżeństwa. W ciągu ostatniego roku w rodzinie odbyły się 

trzy śluby, a Michael robił, co mógł, by swe uczestnictwo w tych podniosłych wydarzeniach 

sprowadzić do minimum. Za każdym razem - kiedy jego kuzynka Caroline wychodziła za 

Nicka Valkova, kiedy jego brat Kyle żenił się z Samanthą Rawlings i kiedy siostra Caroline, 

Allison, poślubiała Rafe'a Stone'a - kazał Julii samej wybierać ślubne prezenty.

- Proszę kupić coś wedle swojego uznania. Mnie nie interesuje nic, co ma związek z 

tym smutnym obrzędem. - Mówiąc to, wręczał jej karty kredytowe. - I proszę nie liczyć się z 

kosztami - dodawał.

Nigdy też nie pytał, co kupiła dla nowożeńców. Julia miała nadzieję, że dokonywała 

słusznego wyboru. Utwierdzały ją w tym serdeczne podziękowania, które znajdowała w kore-

spondencji Michaela. Ona sama szczerze życzyła młodym parom „wiele szczęścia na nowej 

drodze życia”. Michael nie podzielał jej optymizmu. Za każdym razem, kiedy dawała mu do 

podpisu kartki z życzeniami, które dołączała do prezentów, uśmiechał się złośliwie i mruczał 

coś pod nosem.

- Sami tego chcą i sami sobie będą winni - powtarzał. Słyszała już kiedyś podobne 

słowa: dotyczyły akrobatów ćwiczących na trapezach bez ochronnej siatki.

- Wolałbym raczej umrzeć, niż się ożenić - dodawał jeszcze.

Kiedy powtórzył to po raz trzeci, Julia zareagowała.

- Lepszy trup niźli ślub? - zapytała, leciutko się uśmiechając.

- Tak. Lepszy trup niźli ślub - powtórzył zamyślony. - Bardzo trafna uwaga i... do 

rymu. To by się nadawało na hasło reklamowe. Trzeba by tym zainteresować Caroline, ona 

jest specjalistką od marketingu.

- Ale ona już wybrała ślub - szepnęła Julia. - Dostała w prezencie dwa piękne srebrne 

lichtarze. Dwa miesiące temu wysłał jej pan życzenia wszelkiej pomyślności.

- Pamiętam, że coś podpisywałem, ale o lichtarzach nie miałem pojęcia i bardzo się z 

tego cieszę.

- Bardzo się jej podobały.

- W takim razie, skoro macie tak podobny gust, proszę w odpowiednim czasie kupić 

również coś dla potomka państwa Valkov, o ile oczywiście do czegoś takiego dojdzie.

-   Słyszałam,   że   już   doszło   -   zauważyła   Julia   cicho.   Julia   ponadto   słyszała,   że 

background image

specjalistka od marketingu i jej mąż, chemik zatrudniony w laboratorium firmy, są wprost 

nieprzyzwoicie szczęśliwi.

- Tak to właśnie wygląda - oświadczył Michael oskarżycielskim tonem. - Żenią się, a 

potem nie wiadomo po co mają dzieci. Niektórzy oczywiście robią to w odwrotnej kolejności, 

ale to niczego nie zmienia. Głupstwo pozostaje głupstwem.

Jego wywód wprawił ją w zakłopotanie. Nigdy przedtem tak szczerze nie rozmawiali 

o członkach jego rodziny i nie mogła się powstrzymać, by nie zareagować na jego pesymizm.

- Nie myśli pan, że pańska kuzynka i jej mąż kochają się i dlatego chcą mieć dziecko?

Spojrzał na nią z tak bezgranicznym politowaniem, jakby właśnie się dowiedział, że 

jego   nadworna   sekretarka   w   wieku   dwudziestu   sześciu   lat   wierzy   jeszcze   w   świętego 

Mikołaja.

- Miłość nie ma z tym nic wspólnego. Dziecko bywa wynikiem przypadku, nadmiaru 

wypitego alkoholu albo burzy hormonów. Przyczyny zresztą bywają różne. Caroline może 

doszła do wniosku, że dziecko mocniej przywiąże męża do niej i do naszej firmy. Na pewno o 

tym pomyślała, ponieważ jest mądra i ma głowę do interesów. A Nick też musiał dostrzec 

niewątpliwy związek między dzieckiem a pieniędzmi.

Julia uniosła na niego oczy.

- Myli się pan - powiedziała. - Nieraz widziałam ich razem. Od razu widać, że bardzo 

się kochają.

Michael zmarszczył brwi.

-   Ludzie   od   niepamiętnych   czasów   wykorzystują   dzieci   dla   swoich   własnych, 

najczęściej materialnych, celów - oświadczył mentorskim tonem.

Nie mogła tego tak zostawić.

-   Nie   zawsze.   Czy   pańskim   zdaniem   nikt   na   świecie   nie   miewa   dzieci   z   innych 

powodów niż własny interes?

Uśmiechnął się cynicznie i wzrokiem wskazał jej stos papierów leżących na biurku, 

tak jakby jej naiwne pytanie nie zasługiwało na odpowiedź. Nie zaskoczyło jej to, rozumiała 

stan jego duszy: jeśli wierzyć  Kristinie, jego  matka,  Sheila  Fortune, urodziła troje  dzieci 

wyłącznie ze względu na pieniądze.

Rozumiała go, ale nie podzielała jego opinii. Głęboko wierzyła w miłość, małżeństwo 

i sens posiadania dzieci. Pochodziła z kochającej się rodziny i miała nadzieję, że kiedyś sama 

taką stworzy. Przypomniała sobie cudowne, razem spędzone lata. Matka, ojciec, Julia i jej 

młodsza siostra, Joanna. Na myśl, że te czasy nigdy już nie wrócą, łzy napłynęły jej do oczu, 

żal   ścisnął   gardło.   Pozostały   jej   tylko   piękne   wspomnienia.   Ojciec   zmarł   z   powodu 

background image

komplikacji po operacji wyrostka, kiedy Julia miała siedemnaście lat. W trzy lata później 

matka zginęła w wypadku samochodowym, w którym Joanna została ciężko ranna.

Myśl o siostrze sprowadziła ją z powrotem na ziemię. Dwudziestoletnia teraz Joanna 

przebywała   w   centrum   rehabilitacyjnym,   gdzie   powoli,   kosztem   ogromnego   wysiłku, 

próbowała przezwyciężyć kalectwo. Julia z czułością i dumą przywołała obraz swej małej 

siostrzyczki,   która   nigdy   się   nie   poddawała   i   z   pomocą   rozlicznych   specjalistów   - 

fizjoterapeutów, logopedów, psychologów i foniatrów - dzielnie walczyła o powrót do świata 

normalnych ludzi.

Wszystkie plany Julii musiały poczekać; zdrowie Joanny było najważniejsze. Wysoka 

pensja w korporacji pozwalała na opłacenie jednego z najlepszych ośrodków rehabilitacyj-

nych w kraju. Dlatego też Julii zupełnie nie raził pracoholizm szefa; nie miała w życiu nic 

poza   pracą,   codziennymi   telefonami   do   siostry   i   cotygodniowymi   wizytami   w   centrum 

rehabilitacyjnym.

Szczęśliwe małżeństwo z ukochanym  i kochającym  mężczyzną  oraz ich poczęte z 

miłości   dzieci   muszą   poczekać.   Kiedyś   na   pewno   znajdzie   takiego   mężczyznę.   Albo   on 

znajdzie ją.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

- Znowu worek listów do naszego gwiazdora! - Denny, pracownik działu pocztowego, 

z zadowoloną miną wtaszczył sporych rozmiarów plastikowy wór do pokoju Julii i umieścił 

go obok dwóch innych na podłodze. - To nie wszystko, trzeba tu zrobić trochę miejsca, bo się 

nie zmieści.

Julia nie podzielała jego dobrego humoru.

- Pan Fortune nie będzie zadowolony... Denny wzniósł oczy do nieba.

- Nie do wiary! Słyszałem, że go to złości, ale nie mam pojęcia dlaczego. Kumple z 

działu przesyłek też strasznie się dziwią. Gdyby tak do mnie pisały te wszystkie kobitki, 

byłbym w siódmym niebie.

Uważnie   przyjrzała   się   niskiemu   grubaskowi,   który   wyglądał   na   więcej   niż   jego 

dwadzieścia lat i pomyślała, że do niego „te wszystkie kobitki” nie napiszą. Nie napisze ani 

jedna.

-   Pan   Fortune   nie   lubi   rozgłosu   -   wyjaśniła.  Denny   przytaszczył   kolejny  worek   i 

przysiadł, by trochę odsapnąć. Zwykle po dostarczeniu przesyłki natychmiast wychodził, ale 

tego dnia wydawał się wyjątkowo rozmowny.

-   Musieliśmy   sprowadzić   dwie   nowe   osoby   do   segregowania   listów.   -   Obrzucił 

dumnym wzrokiem stojące na podłodze wory, jakby stanowiły jego własność. - Pracuję tu od 

pięciu lat i czegoś takiego nie widziałem. Zasuwamy jak szaleni.

Julia milczała, nie chcąc podsycać jego monologu.

- Musimy otworzyć każdą przesyłkę do pana Michaela - ciągnął niezrażony Denny. - 

Chyba że ma taki specjalny kod.

Julia skinęła głową. Żeby wprowadzić nieco ładu w chaos wywołany nawałem listów 

od wielbicielek, poprosiła stałych klientów firmy o opatrywanie listów specjalnym kodem.

- Otwieramy nawet takie, na których jest napisane „do rąk własnych” albo „osobiście”. 

Pan   Fortune   kazał   nam   otwierać   zwłaszcza   takie.   -   Denny  konspiracyjnie   ściszył   głos.   - 

Nieraz można w nich znaleźć niezłe... załączniki.

Julia drgnęła.

- Niesamowite, co te facetki tam wkładają! Jedna przysłała mu majtki z wypisanym na 

wierzchu numerem swojego telefonu, druga takie czarne koronki, a jeszcze inna podwiązki! 

Nigdy takich nie widziałem, bo teraz wszystkie noszą rajstopy...

Julia uniosła głowę i spojrzała na niego karcąco.

- Mam nadzieję, że tę... bieliznę oddajecie do domów opieki.

background image

Denny uśmiechnął się obleśnie.

- Żaden szanujący się dom opieki nie wziąłby czegoś podobnego. To nie jest taka 

zwykła   bielizna...   Przesyłają   też   różne   zdjęcia.   To   ci   dopiero   zabawa!   Pan   Fortune   po-

wiedział, że możemy sobie je brać i my z chłopakami tak robimy. Oglądamy sobie, a czasem 

się wymieniamy.  Jonesy to nawet jedno sprzedał za dziesięć dolców! Dawał mi za moje 

dwadzieścia, ale figa! Takie cudo nie jest na sprzedaż!

Julia powstrzymała uśmiech i zerknęła na zegarek.

- Zrobiło się późno, a mam strasznie dużo pracy... Denny niczego nie zauważył.

- Najlepsze są filmy wideo - mówił dalej podnieconym głosem. - Leży sobie taka 

facetka, cała goła, przeciąga się, oblizuje i takim schrypniętym głosem nawija, co mu zrobi, 

jak się spotkają. Do tego gra muzyka, palą się świece...

Julia zerwała się, omal nie przewracając krzesła.

- Muszę zanieść szefowi coś do podpisu, to pilne. Denny z ociąganiem zaczął się 

zbierać do wyjścia.

- Proszę mu powiedzieć, że robimy wszystko, jak kazał. W workach są same listy, 

resztę sobie zabieramy.

Mogła sobie wyobrazić, z jakim entuzjazmem pracownicy działu przesyłek wykonują 

ostatnie polecenia szefa...

-   No   nie!   Znowu   przynieśli   nowe!   -   Michael   stał   w   drzwiach   gabinetu   i   z 

obrzydzeniem spoglądał na worki.

-   Denny   zapewnił   mnie,   że   w   środku   są   tylko   listy.   Wszystkie,   jak   to   określił, 

„załączniki”, on i jego koledzy rozdzielili między siebie, zgodnie z pańskim poleceniem - 

wyjaśniła Julia.

- Tylko listy! - jęknął Michael. - Trudno sobie wyobrazić, co takie listy zawierają.

-   Denny   mnie   uświadomił.   -   Mówiąc   to   miała   ochotę   przygładzić   jego   ciemną 

czuprynę;  na wszelki  wypadek  szybko  splotła  dłonie.  - Bardzo sobie chwali  pańskie  ko-

respondentki.

-   To   jakiś   koszmar...   -   W   głosie   Michaela   zabrzmiało   zmęczenie.   Wszedł   do 

sekretariatu, z trudem omijając worki. - Odkąd to świństwo pojawiło się w sprzedaży, nie 

miałem chwili spokoju. Kobiety dobijają się do mnie w dzień i w nocy. Musiałem zastrzec 

telefon, z domu wymykam się w przebraniu, wślizguję się do windy jak złodziej, nie mogę 

wejść   do   żadnej   restauracji.   Podają   mi   swoje   wymiary,   opowiadają   najbardziej   intymne 

sprawy, zupełnie jakbym...

Zarumienił się nagle jak mały chłopiec. Ogarnęło ją dziwne wzruszenie, ale zachowała 

background image

kamienny wyraz twarzy.

- Denny i jego ekipa robią, co mogą, żeby wziąć na siebie pierwszy impet. Mam na 

myśli fotografie i filmy, które przechwytują i potem... sumiennie przeglądają.

Spojrzał na nią z wyrzutem.

- Nie ma w tym nic śmiesznego. Przecież w całej tej sprawie nie chodzi tylko o mnie. 

W grę wchodzi funkcjonowanie firmy, a to jest najważniejsze.

Julia skinęła głową.

- Owszem, trochę nam to utrudniło pracę. Cały system komputerowy na tym ucierpiał. 

Jest tak przeciążony, że od czasu do czasu się zawiesza.

-   Wiem!   -   Michael   zbladł   z   wściekłości.   -   Od   trzech   dni   nie   mogę   się   z   nikim 

porozumieć! W takich warunkach przecież nie można pracować. To koszmar!

Miał rację; ona też odczuwała tego skutki.

- Kiedy mówiłem Kristinie, że umieszczenie mnie na tej idiotycznej liście stanowi 

naruszenie mojej prywatności, nie zdawałem sobie sprawy z rozmiarów katastrofy. Te stale 

zajęte telefony i zatkane faksy, te tłumy dziennikarzy żebrzących o wywiad! Te wszystkie 

stacje   telewizyjne   zapraszające   mnie   do   programów,   indywidualnie   albo   w   towarzystwie 

pozostałych dziewięciu idiotów!

Julia zrobiła minę wyrażającą przekorne zrozumienie.

- W towarzystwie zawsze raźniej... Istnieje nadzieja, że kilka wielbicielek rzuci się też 

na kogoś innego.

Chyba nie dostrzegł ironii w jej głosie.

- Co to za pocieszenie! Nie mogę tak żyć! Nie dość, że ja sam nie mogę się skupić na 

pracy, to jeszcze cała firma ma trudności, bo wysiada aparatura.

Przez chwilę krążył po pokoju jak lew w klatce, a potem nagle zatrzymał się przed 

biurkiem Julii.

- Nic z tego nie rozumiem. Dlaczego one to robią? Spoważniała, rozumiejąc bezmiar 

zagubienia szefa.

-   Publikując   listę   napisali,   że   tych   dziesięciu   wybrańców   to   książęta   z   bajki   lat 

dziewięćdziesiątych   -   odezwała   się   poważnie.   -   Widocznie   istnieje   taka   potrzeba   i   wiele 

Kobiet marzy o księciu  z bajki,  a kiedy dostaje jego adres, nie może się powstrzymać  i 

wybiega mu na spotkanie.

Michael skrzywił się z niesmakiem.

- Książę z bajki! Nonsens! Dzisiaj żadna dziewczyna nie chce być Kopciuszkiem! Też 

pomysł!

background image

Julia spokojnie skinęła głową.

- Coś w tym jest. Książę z bajki jako recepta na życie rzeczywiście wydaje się ciut 

przestarzały, a co do Kopciuszka... Zawsze myślałam,  że to osoba patologicznie bierna i 

niezdolna do samodzielnego życia. Tylko że te kobiety, które do pana piszą, nie mają w sobie 

nic z Kopciuszka. Są energiczne i przebojowe i śmiało próbują szczęścia w konkursie na żonę 

Michaela Fortune'a.

Wzruszył ramionami.

-   Nie   ma   takiego   konkursu   i   nigdy   nie   będzie   żadnej   żony   Michaela   Fortune'a. 

Gdybym nawet kiedyś postanowił popełnić podobne głupstwo, na pewno nie będę szukał kan-

dydatki w pocztowym worku. Nikt by tak nie postąpił! Na co one liczą w takim razie? Po co 

bombardują mnie listami?

- Nie tracą nadziei na szczęśliwy los.

- Nadzieja jest matką głupich i do takich należą nadawczynie tych listów.

Jego koncepcja wydała jej się nieco zbyt uproszczona.

- To nie tylko kwestia głupoty - powiedziała z namysłem. - W wielu przypadkach w 

grę wchodzą też pewne ambicje.

Skrzywił się cynicznie.

- Dobrze znam tego rodzaju ambicje. Wszystko to potwierdza tylko od dawna znaną 

mi   prawdę,   że   kobietom   zależy   wyłącznie   na   pieniądzach   i   że   zrobią   wszystko,   żeby   je 

zdobyć.

-   Zbytnie   uogólnienie   -   odparła   Julia   z   niespotykaną   u   niej   stanowczością.   -   I 

nadmierny pesymizm.

Musiała bronić przedstawicielki swej płci przed zarzutem, że wszystkie bez wyjątku 

lecą na fortunę Michaela i rodziny Fortune'ów. Gra słów sprawiła, że lekko uśmiechnęła się 

do siebie. Nigdy dotąd na to nie wpadła; nazwisko Michaela wydało jej się nagle bardzo 

znaczące.   Ale   przecież   „fortune”   oznacza   również   szczęście,   los,   a   co   za   tym   idzie   - 

przeznaczenie.

Michael obserwował ją spod oka. Oparł się o ścianę i skrzyżował ręce. Uznała, że 

zanosi się na dłuższe przemówienie.

- Od wspomnianej reguły nie ma wyjątku, żadnego. Jestem gotów podać bardzo dobry 

przykład. Otóż osobą, która wysłała do tego brukowca moje zdjęcie, okazała się moja rodzona 

matka. Sama się do tego przyznała i ani słowem nie wspomniała, że żałuje tego, co zrobiła. 

Po prostu zadzwonił do niej jakiś dziennikarz, poinformował o artykule, a ona natychmiast 

kurierem przesłała mu zdjęcie. Kosztem przesyłki obciążyła mojego ojca.

background image

Julia   już   o   tym   słyszała;   wiedziała   również,   że   Nate   Fortune   odmówił   zapłacenia 

rachunku i odesłał go byłej żonie.

Ściany mają uszy; zresztą Nate i Sheila tak głośno kłócili się na korytarzu, że kto 

chciał, mógł ich usłyszeć.

Michael spuścił wzrok i utkwił go w podłodze.

- Chyba Kristina miała rację, kiedy mówiła, że to wina mojej matki. Matka wprost mi 

oświadczyła,   że   zrobiła   to,   ponieważ   uważa,   że   powinna   się   mną   zainteresować   jakaś 

miliarderka albo przynajmniej córka miliardera.

Spojrzał na Julię, jakby czekał na komentarz. Teraz ona z kolei spuściła oczy.

- Nie bardzo się znam na obyczajach miliarderów - szepnęła - ale nie sądzę, żeby 

szukali partnerów na łamach gazet.

-   Mamie   to   nie   przeszkadza.   Każdy   sposób   jest   dobry,   żeby   zdobyć   pieniądze. 

Słyszałem to już od niej, kiedy chodziłem do przedszkola. Czy twoja matka też ci mówiła 

takie rzeczy?

Julia zapatrzyła się w okno.

-   Moja   matka...   Kiedy   byłam   w   przedszkolu,   rozmawiałyśmy   głównie   o   lalkach, 

zajączkach   wielkanocnych   i   innych   takich   sprawach.   Nie   przypominam   sobie,   żebyśmy 

kiedykolwiek rozmawiały o pieniądzach i ich znaczeniu w życiu człowieka.

-   Doprawdy?   Nie   dawała   ci   rad,   jak   złapać   bogatego   męża?   Nie   uczyła   cię,   jak 

zredagować umowę przedślubną, żeby się ustrzec niespodzianek? Nie mówiła, ile karatów ma 

mieć brylant w zaręczynowym pierścionku i co robić, żeby oskubać faceta przed i po ślubie? 

Zawsze myślałem, że tego rodzaju sprawy matki omawiają z córkami od najmłodszych lat.

~ Czy twoja matka rozmawiała o tym z twoją siostrą?

- Oczywiście, ale ta biedna romantyczna Jane nie chciała jej słuchać. Wbiła sobie do 

głowy, że znajdzie prawdziwą bezinteresowną miłość i osiągnęła tyle, że ukochany opuścił ją 

natychmiast,   jak   tylko   się   dowiedział,   że   zaszła   w   ciążę.   Dla   matki   to   była   prawdziwa 

tragedia. Nie wiem, czy przejęła się tak faktem, że jej córka poszła do łóżka z facetem, który 

nie miał złamanego grosza, czy też tym, że zostanie babcią. Babcia Sheila nie lubi być babcią.

Julia widziała sześcioletniego synka Jane na fotografii.

- Przecież Cody jest taki śliczny... Michael nie krył złośliwego rozbawienia.

- Caitlyn, córeczka mojego brata, też jest niebrzydka, co nie znaczy, że matka lubi 

swoje wnuczęta.

Wszystko się zgadza.

- Sheila Fortune nie pasuje do roli babci - rzekła ostrożnie Julia. Nie zamierzała być 

background image

nietaktowna, tak jej się tylko wymknęło.

- Święta prawda - zgodził się z goryczą Michael. - I trzeba przyznać, że robi, co może, 

żeby   to   podkreślić.   Uważa   się   natomiast   za   bardzo   dobrą   matkę   i   jest   przekonana,   że 

wysyłając moje zdjęcie do gazety, spełniła swój macierzyński obowiązek. Zadbała o moją 

przyszłość.   Oczywiście   nie   bezinteresownie;   gdyby   interes   się   udał,   zażądałaby   swojego 

udziału. Usta Julii drgnęły.

- Rodzaj opłaty manipulacyjnej... Michael uśmiechnął się smutno.

- Coś w tym rodzaju. - Ciężko westchnął. - Tak bardzo bym chciał, żeby to się już 

skończyło. Czuję się jak mysz w pułapce. Chciałbym znowu w miarę normalnie żyć i żeby mi 

dali święty spokój.

Jej wzrok wyrażał współczucie.

- To tygodnik. Za dwa dni ukaże się następny numer i czytelniczki rzucą się na nową 

ofiarę. Wystarczy poczekać.

- Mam nadzieję, że tak będzie. - Spojrzał niechętnym wzrokiem na plastikowe worki. - 

Proszę zawiadomić dział przesyłek, że odtąd tego typu korespondencję mają kierować prosto 

do   kosza.   Nie   ma   co   zagracać   biurowych   pomieszczeń   tymi   śmieciami.   Większości 

prywatnych listów kierowanych do mnie mogą w ogóle nie otwierać.

Odwrócił się i poszedł do siebie, głośno zamykając za sobą drzwi. Od pewnego czasu 

tak właśnie robił. Dawniej, im bardziej był zdenerwowany, tym ciszej się zachowywał, w 

środku tłumiąc całą wściekłość. Teraz zaczął tracić kontrolę nad sobą, tak jakby przestał 

panować nad rzeczywistością.

Julia zamyśliła się nad treścią prywatnej rozmowy, którą właśnie skończyli. Nigdy 

dotąd tak nie rozmawiali; to też stanowiło nowość. W pancerzu Michaela zaczęły pojawiać 

się szczeliny... Przypomniała sobie, jak bardzo podniecało Denny'ego i jego kolegów to, co 

Michaelowi wydawało się odrażające i nudne. Podobna obserwacja stanowiła dobry wstęp do 

porównawczej analizy zachowań ludzkich.

Kiedy znowu wróci do psychologii, może napisze coś na ten temat. Pracę można by 

zatytułować:   „Jeden   bodziec   -   wielość   reakcji”.   Julia   nie   wątpiła,   że   znowu   podejmie 

przerwane studia psychologiczne, nie wiedziała tylko, kiedy to nastąpi.

Pewnego dnia, gdy Joanna całkowicie wyzdrowieje, marzenie Julii się spełni. Mimo 

że lekarze z wielką ostrożnością wypowiadali się na temat powrotu Joanny do samodzielnego 

życia,   Julia   często   wyobrażała   sobie   siostrę   jako   studentkę   uniwersytetu.   Sama   zrobiła 

licencjat   z   psychologii   i   zamierzała   podjąć   studia   magisterskie,   by   pracować   z   trudnymi 

dziećmi i młodzieżą, ale los chciał inaczej. Na razie...

background image

Szybko otrząsnęła się z marzeń; doświadczenie nauczyło ją, że lepiej mocno stać na 

ziemi, niż bujać w przestworzach. Wiedziała, że wystarczy jedna chwila, by wszystko legło w 

gruzach, a życie całkowicie się zmieniło. Drogi naszego przeznaczenia są nieodgadnione i nie 

ma co się silić na ich poznanie.

Wspomnienie   tragedii   przywiodło   jej   na   myśl   matkę   i   poczuła   do   niej   głęboką 

wdzięczność za to, że przed laty zmusiła ją do pójścia na kurs dla sekretarek. Tylko świa-

dectwu ukończenia kursu, a nie licencjatowi z psychologii, zawdzięcza to, że pracuje teraz w 

wielkiej korporacji za całkiem godziwe wynagrodzenie.

Zadzwonił telefon i szybko go odebrała. Jakiś dziennikarz przebił się przez zapory 

centrali i dotarł do osobistej sekretarki Michaela. Natychmiast zasypał ją pytaniami o jego 

prywatne życie i nie dał się spławić suchym oświadczeniem, że „żadnych komentarzy” nie 

udziela. W końcu Julia, czerwona z gniewu, rzuciła słuchawkę i poczuła niejaką ulgę. Nic 

dziwnego, że nawet Michael nauczył się trzaskać drzwiami.

Mieszkała   na   terenie   campusu   z   trzema   koleżankami:   Jen,   Debby   i   Kią,   które 

studiowały na uniwersytecie w Minnesocie.

Kia kończyła socjologię i od dwóch lat dzieliła pokój z Julią. Jen i Debby studiowały 

na wydziale aktorskim, a sprowadziły się do sublokatorskiego mieszkania dopiero w sierpniu 

tego roku. Kuchnia i salon stanowiły wspólny teren całej czwórki.

Niestety,   w   mieszkaniu   była   tylko   jedna   łazienka.   W   chwilach   największego 

rozmarzenia Julia wyobrażała sobie, że ma własną łazienkę tylko dla siebie: wannę, kabinę 

prysznicową, wieszak na ręczniki, może niewielką toaletkę... szczyt marzeń.

Mieszkanie   niczym   nie   różniło   się   od   innych   mieszkań   wynajmowanych   przez 

studentów ostatnich lat, którym nie podobało się życie w akademiku. Budynek nie był stary, a 

czynsz - niezbyt wysoki. To ostatnie zwłaszcza bardzo odpowiadało Julii i przesądzało o jej 

wyborze.   Cała   jej   pensja   szła   na   opłacenie   pobytu   siostry   w   ośrodku   rehabilitacyjnym. 

Ubezpieczenie pokryło co prawda koszty niemal rocznego leczenia w szpitalu, ale koszty 

rekonwalescencji ponosiła sama Julia.

Oddanie Joanny do domu opieki społecznej nie wchodziło w rachubę. Julia ani przez 

chwilę o tym nie myślała.

Tylko w wyspecjalizowanym  ośrodku, pod opieką najlepszych fachowców, Joanna 

miała szansę odzyskać utraconą sprawność. W domu opieki społecznej czekałaby ją bezna-

dziejna wegetacja. Julia bez wahania sprzedała rodzinny dom, umieściła siostrę w ośrodku, a 

sama przeniosła się do najtańszego mieszkania na terenie campusu.

Miała tylko dwadzieścia sześć lat, ale czuła się o wiele starsza od swoich koleżanek. 

background image

Życie   studenckie   jej   nie   interesowało,   a   nocne   imprezy   i   krzyki   pod   oknami   nieraz   wy-

prowadzały z równowagi; wstawała przecież o szóstej rano, żeby zdążyć do pracy. Tego dnia 

wróciła do domu po ósmej; panująca w mieszkaniu cisza upewniła ją, że koleżanki gdzieś 

poszły.   Zwykle   wolny   czas   spędzały   razem;   nieraz   Julia   i   Kia   biegały   wieczorami   po 

okolicznych parkach albo robiły sobie wyprawy rowerowe. Dokoła pełno było zieleni, ścieżek 

i niewielkich jezior.

Julia stanęła przy oknie i zapatrzyła się w ciemność. Szkoda, że Kia wyszła, mogłyby 

pobiegać.   Przez   dłuższą   chwilę   zastanawiała   się,   w   jaki   sposób   rozładować   napięcie   po 

ciężkim   dniu.   Jak   na   pierwszą   połowę   października   było   bardzo   ciepło,   ale   panujący   za 

oknem mrok miał w sobie coś niepokojącego. Czy gdziekolwiek na świecie kobieta może o 

zmroku przechadzać się sama? Czy nie jest to prowokowanie nieszczęścia?

Wzruszyła  ramionami.  Takie tam gadanie. Czuła  się spięta  i gotowa stawić  czoło 

każdemu wyzwaniu. Przed dwoma laty skończyła kurs samoobrony i dotąd nie miała jeszcze 

okazji   wykorzystać   nabytych   tam   umiejętności.   Zresztą   okolica   należała   do   spokojnych. 

Wszędzie   o   każdej   porze   kręcili   się   ludzie,   zwłaszcza   obok   uniwersyteckiego   teatru 

znajdującego się naprzeciw jej domu. Wydział teatralny miejscowego uniwersytetu regularnie 

wystawiał nowe sztuki, co wieczór skupiając przed wejściem tłumy młodzieży.

Przypomniała  sobie, że Jen i Debby wspominały, nad czym  aktualnie pracują, ale 

wypadło jej to z głowy. Chyba jakaś komedia, w każdym razie coś lekkiego; Jen występowała 

na scenie, a Debby zajmowała się oświetleniem. Trzeba je będzie poprosić o wejściówkę. 

Swoją drogą, ciekawe, czy kiedykolwiek uda jej się wyjść z pracy wystarczająco wcześnie, by 

zdążyć   na   pierwszy   akt?   Chyba   jednak   nie,   przynajmniej   nie   w   dającej   się   przewidzieć 

przyszłości. Najbliższe tygodnie rysowały się czarno...

Jak na filmie ujrzała ponownie kolejne sceny tego okropnego dnia. Poczta głosowa, 

przeciążona   dźwiękową   korespondencją   do   Michaela,   znowu   się   zawiesiła,   paraliżując 

działanie firmy. Tym razem do akcji wkroczył sam wielki boss, prezes rady nadzorczej, Jake 

Fortune.

Michael uczestniczył w kolejnym zebraniu i ofiarą wściekłości głównego szefa padła 

Julia.   Lodowatym   głosem,   który   przybierał   specjalnie   na   takie   okazje,   Jake   polecił   jej 

przekazać Michaelowi swą opinię na temat wydarzeń ostatnich dni. Sformułował ją w sposób 

tak   jadowity   i   arogancki,   że   Julia   niemal   fizycznie   cierpiała,   kiedy   następnie   kazał   jej 

powtórzyć wszystko, słowo w słowo, żeby przypadkiem czegoś nie przekręciła!

Całe to doświadczenie wyprowadziło ją z równowagi. Po pierwsze, poczuła się, jakby 

wylano na nią kubeł pomyj, po drugie - fakt, że ktoś, choćby nawet rodzony stryj, mówił do 

background image

Michaela   takie   okropne   rzeczy,   zabolał   ją   tak,   jakby   dotyczył   jej   samej.   Nie   przekazała 

Michaelowi słów stryja i przez resztę dnia zadręczała się myślą, co będzie, kiedy Jake dowie 

się o jej niesubordynacji. Na szczęście nie pokazał się już i nie sprawdził, czy stek obelg 

dotarł do adresata.

Potem było jeszcze gorzej. Do firmy zaczęły docierać zażalenia klientów, którzy z 

powodu awarii systemu komputerowego nie mogli złożyć zamówień ani skontaktować się w 

innych handlowych sprawach. Po południu zaś nadeszła katastrofalna informacja, że w porcie 

od pewnego czasu stoi ładunek komponentów niezbędnych do produkcji kosmetyków, o które 

to składniki bezskutecznie dobija się dział produkcji. Terminowa realizacja umów stanęła pod 

znakiem   zapytania   i   korporacji   po   raz   pierwszy   od   początków   jej   istnienia   zagroziła 

perspektywa  płacenia kar i odszkodowań oraz inne wymierne straty finansowe. W firmie 

panował stan nerwowego podniecenia.

Na   domiar   złego,   pod   gabinetem   Michaela   wyrosła   jak   spod   ziemi   Kristina, 

domagając się natychmiastowej interwencji w jakichś nie znoszących zwłoki sprawach, ale 

stan najwyższego wzburzenia, w jakim opuściła gabinet brata, wskazywał na kompletny brak 

zainteresowania tegoż dla jej problemów.

Zamęt trwał od rana do wieczora i wśród ogólnego zamieszania nikt tak naprawdę nie 

pracował. No, może tylko Michael próbował coś robić, ale on potrafiłby kierować biurem 

nawet podczas sztormu na wzburzonym morzu. Porównanie to pojawiło się w umyśle Julii 

kilkakrotnie   tego   strasznego   dnia,   kiedy   miała   wątpliwą   przyjemność   pełnić   rolę 

piorunochronu podczas burzy imienia Jake'a Fortune'a.

Najgorsze, że nie miała prawa zareagować; tego nie było w jej kontrakcie. Mogła 

tylko zacisnąć zęby i czekać, aż huragan minie. Nic dziwnego, że teraz nie mogła spokojnie 

usiedzieć sama w domu. Musiała coś zrobić, by rozładować nagromadzone w ciągu dnia 

napięcie. I niech się strzeże każdy, kto stanie jej na drodze! Niech tylko ktoś spróbuje ją 

zaatakować! Rozniesie go w proch! Szybko  przebrała się w szorty i koszulkę z napisem 

„University of Minnesota”; założyła opaskę i ruszyła wprost w mrok październikowej nocy.

Natychmiast owiał ją lekki przyjemny wiatr, pod stopami zaszeleściły liście. Mogła 

się tylko domyślać, że są czerwone, złote i brązowe. Jak liście z drzew, jakby za sprawą 

bryzy, zaczęło opadać z niej napięcie, myśli zaczęły płynąć wolno i spokojnie, zgodnie z 

rytmem nieśpiesznego, regularnego biegu.

Odetchnęła głębiej i skierowała się na brzeg rzeki. Ciekawe, co teraz robi Michael. 

Wiedziała, że dawniej od czasu do czasu bywał w klubie sportowym i grywał z bratem w 

tenisa. Ale Kyle wyprowadził się z Minneapolis i obecnie mieszkał z żoną i córką na ranczu 

background image

w Wyoming. Michael stracił partnera do tenisa; zresztą miejski klub sportowy po ósmej jest 

już zamknięty.

Są oczywiście inne sposoby odpoczywania po wytężonym dniu. Do tego wystarczy 

zaciszna sypialnia... Julia poczuła, że się poci, i to chyba nie tylko z powodu przyśpieszonego 

biegu.

Nie chciała myśleć o nim w ten sposób, ale nie mogła temu zapobiec w sytuacji, kiedy 

setki   kobiet   bombardowało   go   co   dzień   seksualnymi   propozycjami...   A   on   je   wszystkie 

odrzucał!

Wcale nie dlatego, że nie lubił seksu albo był pod tym względem jakoś szczególnie 

wstrzemięźliwy.  Bynajmniej!  Jako jego  sekretarka  wiedziała, że  spotyka  się z  kobietami. 

Przecież to ona rezerwowała im stoliki w restauracjach, zamawiała bilety lotnicze na krótkie 

eskapady   nad   ciepłe   morza,   przesyłała   kwiaty.   Michael   zwykle   kazał   jej   wysyłać   róże, 

ogromne bukiety purpurowych róż. A potem... po niezbyt długim czasie musiała jego paniom 

odpowiadać  przez telefon, że go nie ma, albo że jest zajęty,  albo że właśnie wyjechał z 

miasta.

Przez te kilkanaście miesięcy wystarczająco dobrze poznała jego zasady. Po pierwsze, 

spotykał się tylko z jedną kobietą naraz. Nazywał to „okazjonalną monogamią”. Tego samego 

wymagał też od swojej partnerki. Po drugie, ograniczał znajomość do dość krótkiego, „bez-

piecznego” okresu. Głównie po to, by uczucie nie rozwinęło się zbytnio i nie miało szans 

przerodzić się w coś trwałego. Po trzecie, kiedy już postanowił zerwać, zrywał definitywnie i 

nie mogły jego decyzji zmienić ani uparte telefony, ani nawet wizyty. A jeśli stroną zrywającą 

była kobieta, nigdy nie nalegał, by zmieniła zdanie. I chyba zanadto się tym nie przejmował.

Julia   kiedyś   usłyszała   pewien   komentarz   z   ust   jednej   z   pań,   które   postanowiły 

„powiedzieć  mu   do  widzenia,   zanim  on  to  zrobi”.  Brzmiał   on  następująco:  „Michaelowi 

wydaje się, że wszystko może. Sądzi, że wolno mu kierować czyimś życiem tak jak sprawami 

firmy. W ten sposób nie znajdzie żadnej wartościowej kobiety. Myślę, że lepiej jest dla niego 

pracować, niż go kochać.”

Julia zachowała dyskretne milczenie, co nie znaczy, że w duszy nie skomentowała 

tych słów. Pracować z Michaelem było całkiem nieźle, ale kochać się z nim musiało...

W   tym   miejscu   przerwała,   bo   kiedyś   postanowiła   nie   komplikować   sobie   życia. 

Rozumiała te wszystkie kobiety, których listy wypełniały wory i biurowe kosze. Za to one nie 

rozumiały jego: sam fakt, że wychodziły mu naprzeciw, automatycznie je dyskredytował w 

jego oczach. Michael nie pozwalał się wybrać, to on wybierał; nie był łowną zwierzyną, był 

myśliwym.

background image

Spostrzegła, że nie ona jedna tego wieczoru postanowiła się przebiec. Raz po raz 

mijała pojedyncze osoby lub pary, lecz kiedy nagle z mroku wyłoniła się znana, wysoka syl-

wetka, gwałtownie  zwolniła  kroku. Niemożliwe!  Czyżby wyobraźnia płatała  jej figle!  Za 

długo o nim myślała i teraz wydaje jej się...

Ciemnowłosy mężczyzna w niebieskich szortach i sportowej koszulce nie był jednak 

wcale wytworem jej imaginacji. Stał przed nią Michael Fortune we własnej osobie i patrzył na 

nią zdumionym wzrokiem.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Przez chwilę tkwili tak naprzeciwko siebie bez słowa, jakby bali się spłoszyć zjawę.

- Julia?

Głos   Michaela  był  cichy  i   niepewny.  Nie   wierzył  własnym  oczom.   Ta   zadyszana 

dziewczyna w szortach i przepoconej koszulce w niczym nie przypominała jego nienagannie 

ubranej sekretarki, którą widywał codziennie w swoim biurze.

Julia szybkim ruchem przyczesała niesforne kosmyki, wymykające się jej spod opaski. 

W pracy zwykle nosiła włosy spięte w staroświecki mały kok z tyłu głowy.

Nigdy   dotąd   nie   zauważył,   jakie   ona   ma   piękne   uszy;   drobne,   kształtne,   lekko 

zaróżowione, z maleńkimi złotymi kolczykami. Nie mógł od nich oderwać wzroku. Nie to, 

żeby nigdy dotąd nie widział jej uszu, nie, po prostu nigdy dotychczas nie spostrzegł, jakie są 

śliczne. I nie miał pojęcia, że Julia nosi kolczyki. I ma taką ładną szyję...

Julia nerwowym ruchem uniosła dłoń, jakby chciała się zasłonić przed jego wzrokiem. 

Poczuł się głupio; gapi się na nią jak jakiś wampir spragniony krwi! Co się z nim dzieje? To 

wszystko wina tej cholernej listy i całej tej kretyńskiej korespondencji. Wydarzenia ostatnich 

dni wytrąciły go z równowagi.

-   Cześć,   Michael.   -   Julia   swobodnie   zwróciła   się   do  niego   po  imieniu,   tak   jakby 

niezwykła sytuacja, w jakiej doszło do ich spotkania, wymagała niecodziennego zachowania.

Nigdy   jeszcze   nie   widzieli   się   poza   miejscem   pracy.   Miała   wrażenie,   że   ściśle 

określone reguły, których tam przestrzegają, tutaj przestają obowiązywać. Strój ich obojga 

jeszcze to podkreślał. Michael w szortach i sportowej koszulce w niczym nie przypominał jej 

szefa ubranego w eleganckie garnitury.

Jego nowy strój ukazywał również zupełnie nieznane cechy jego osoby. Muskularne, 

opalone ramiona, mocne nogi, szczupłą, ale silną i wysportowaną sylwetkę. Oderwała od 

niego wzrok, czując dziwną suchość w ustach. Szkoda, że nie wzięła butelki z wodą. Choć do 

tej pory wcale nie czuła pragnienia...

- Tak sobie biegasz, dla sportu? - wykrztusił wreszcie Michael i natychmiast poraziła 

go oczywista głupota własnego pytania.

Nie, ona wcale nie biega dla sportu, wyszła tak sobie w szortach i tenisówkach, i 

właśnie   czeka   na   autobus!   Poczuł   się   jak   idiota,   on,   który   nigdy   nie   pozwalał   sobie   na 

najmniejszy błąd i tego samego wymagał od innych. Nie zdziwiłby się, gdyby w odpowiedzi 

Julia wybuchnęła śmiechem. Kristina na jej miejscu wzniosłaby oczy do nieba i prychnęła mu 

prosto w nos: „Genialne, jak na to wpadłeś, braciszku?”

background image

Jednak jego wzorowa sekretarka nie zawiodła go i tym razem.

-   Tak,   postanowiłam   pobiegać,   żeby   się   trochę   odprężyć.   Miałam   ciężki   dzień   - 

odparła miłym, spokojnym głosem.

Michael poczuł się znacznie pewniej. Świat powrócił w zwykłe koleiny; odpowiedź 

Julii sprowadziła ich znowu na dobrze znany obojgu, bezpieczny teren biura i spraw za-

wodowych.

- Doskonale to rozumiem  - powiedział z widoczną ulgą. - Ja też  chciałem  trochę 

odetchnąć.

Ruszyli truchtem przed siebie, wymieniając uwagi o poszczególnych wydarzeniach 

dnia i dowcipkując na temat ostatnich niefortunnych wydarzeń w firmie. Julia napomknęła 

nawet o wizycie Jake'a i niemal dosłownie powtórzyła Michaelowi jego wypowiedź.

- Po prostu gotował się z wściekłości, a przy okazji mnie też się nieźle dostało - 

zakończyła.

Michael spojrzał na nią z boku, nie przestając biec.

- Biedna Julia! Strasznie mi przykro. Mam nadzieję, że nie wzięłaś tego do siebie.

- Skądże! Nigdy nie uwierzyłabym, że ktoś może mnie nazwać infantylną idiotką!

- Tak ci powiedział? - Michael oburzył się nie na żarty. - Rozumiem, że był na mnie 

wściekły, ale to go nie upoważnia do obrażania ciebie.

- Trudno, stało się.

Nie zamierzała dyskutować z nim o prezesie rady nadzorczej ani zabierać głosu na 

temat ich rodzinnych nieporozumień! W ogóle nie powinna była wspominać o awanturze, 

jaką jej zrobił Jake, ale mrok i konwencja przyjacielskiej rozmowy niepotrzebnie rozwiązały 

jej język.

-   Nie   ma   o  czym   mówić   -  dodała,   chcąc   zbagatelizować  całą   sprawę.   -   Ja  już   o 

wszystkim zapomniałam.

Michael zmarszczył brwi.

- Trudno w to uwierzyć. Znam stryja i jego niewyparzony język; nawet mnie nieraz 

trudno jest się pozbierać po tym, co od niego usłyszę. Wyobrażam sobie, co wygadywał o 

mnie, skoro ciebie nazwał infantylną idiotką. Możesz mi powtórzyć?

Julia przecząco pokręciła głową.

- Nie ma sensu. Michael zapatrzył się przed siebie.

- Chyba masz rację. Nie zamierzam go tłumaczyć, ale wiem, że Jake przeżył straszne 

chwile po śmierci mojej babki. W tragicznych okolicznościach stracił matkę, a do tego musiał 

stanąć na czele firmy. Czuł się za wszystko odpowiedzialny, a mój ojciec bynajmniej mu nie 

background image

pomógł, zadowolony, że to nie na jego barki spada taki wielki ciężar. Nareszcie starszy brat 

mu się do czegoś przydał.

Julia milczała; wiedziała, że stosunki między braćmi pozostawiają wiele do życzenia, 

a śmierć matki, zamiast ich ze sobą pogodzić, jeszcze bardziej ich podzieliła.

Nagły   zgon   przeszło   siedemdziesięcioletniej   Kate   Fortune   wstrząsnął   posadami 

korporacji i całej rodziny. Zyski  firmy zaczęły gwałtownie spadać, a konflikty pomiędzy 

ludźmi - pogłębiać. Julia znała okoliczności śmierci nestorki rodu z gazet, biurowych plotek i 

strzępów rozmów poszczególnych członków rodziny, którzy przewijali się przez sekretariat w 

drodze do gabinetu Michaela.

Kate   zginęła   w   katastrofie   lotniczej   w   Brazylii.   Pilotowany   przez   nią   samolot 

roztrzaskał się w tropikalnej dżungli, a jedyne znalezione na miejscu wypadku zwłoki ziden-

tyfikowano jako zwłoki Kate. Rodzina jeszcze nie podniosła się po tym strasznym ciosie.

- Miałam przyjemność widzieć kilka razy twoją babkę - powiedziała cicho. - To była 

niezwykła osoba. Mądra, dobra i dynamiczna. A jaką nadzwyczajną miała pamięć! Znała 

imiona wszystkich pracowników i dla każdego miała chwilę czasu i dobre słowo.

Michael uśmiechnął się do wspomnień.

- Tak, babcia właśnie taka była. Dostałem od ciebie list kondolencyjny po jej śmierci i 

nie podziękowałem ci...

- Wcale na to nie liczyłam. Chciałam tylko, żebyś wiedział, jak bardzo ją szanowałam 

i jak bardzo ci współczuję. Na pewno strasznie ci jej brak.

- Staram się zbytnio nie rozczulać. Praca to najlepszy środek na...

Zdławiony głos odmówił mu posłuszeństwa.

- Na rozpacz - dokończyła za niego. - Owszem, praca to świetne lekarstwo.

Nie dodała, że nieraz rozmowa z przyjacielem też może sprawić człowiekowi pewną 

ulgę.

- Jak rozumiem, wszyscy w waszej rodzinie je stosują - dodała łagodnie.

- Tak, tylko że wuj Jake ma jeszcze inne problemy, które nie mają nic wspólnego z 

odejściem mojej babki.

Czuł ulgę, rozmawiając z nią o wszystkim, co tłumił przez długie miesiące. Miał do 

niej zaufanie, przy niej czuł się bezpiecznie. Znał ją na tyle, żeby nie mieć najmniejszych 

wątpliwości co do tego, jak bardzo jest lojalna.

-   Podobno   przechodzą   z   Eriką   kryzys   małżeński.   Z   charakterem   Jake'a   trudno   o 

kompromis, a Erica jest podwójnie nerwowa, bo dzieci wyfrunęły i cierpi na syndrom pustego 

gniazda.

background image

- Wiele kobiet ma ten problem. Trudno jest się pogodzić tym, że w pewnej chwili 

dzieci opuszczają rodzinny dom.

- W głosie Julii zabrzmiało zrozumienie i współczucie.

- Nie wszystkie. Na przykład moja matka nie posiadała się z radości, że ma nareszcie 

gniazdo tylko dla siebie - oświadczył Michael z goryczą. - Erica jest zupełnie inna, nagle 

poczuła się stara i niepotrzebna. Weszła w okres przejściowy, zaczęła robić bilans zysków i 

strat i wyszło jej, że to z winy Jake'a przerwała studia, wyszła za niego i zajęła się dziećmi. 

Zupełnie jakby ktoś ją do tego zmusił! Przecież nikt jej nie przystawił pistoletu do głowy, 

sama tego chciała!

Parsknął   ironicznym   śmiechem;   nie   było   wątpliwości,   co   myśli   o   niewczesnych 

zachciankach żony Jake'a. Julia jednak nie na darmo w swoim czasie studiowała psychologię.

- Czy twoja ciotka nigdy nie myślała, żeby wrócić na studia, teraz, kiedy odchowała 

dzieci? Wiele osób tak robi. Czytałam, że są wśród nich nawet siedemdziesięcioletnie panie.

Michael z uśmiechem zwrócił ku niej głowę.

- Musisz z nią o tym pogadać. Erica będzie zachwycona. Ma tylko pięćdziesiąt dwa 

lata, a to wedle twoich kryteriów, jak widzę, bardzo mało...

Julia przypomniała sobie piękną zadbaną blondynkę w sile wieku, zamożną i mającą 

oparcie  w   jednym  z  najbogatszych  mężczyzn   w  kraju.   Miała  dzieci  i  wnuki i  wcale  nie 

wyglądała na sfrustrowaną kobietę w wieku przejściowym.

-  Wygląda  na  zupełnie  pogodzoną  z  losem  - szepnęła.   - Trudno  zresztą   się temu 

dziwić.

Michael skrzywił się złośliwie.

- Jak mówi przysłowie, pieniądze szczęścia nie dają - rzekł sentencjonalnie. - A do 

tego podobno pieniądze to nie wszystko. Moja matka oczywiście uznałaby to za bzdurę, bo 

jest całkiem przeciwnego zdania.

Julia uśmiechnęła się łobuzersko.

- Ludzie mówią też, że pieniądze to co prawda nie wszystko, ale i tak całkiem sporo. 

Inni dodają, że wcale nie zależy im na pieniądzach, tylko na tym, co za nie można kupić.

Wybuchnęła dźwięcznym śmiechem i Michael znowu poczuł się jakoś dziwnie. Czy ta 

prześliczna,   wesoła   dziewczyna   u   jego   boku   to   naprawdę   poważna   i   przygaszona   Julia 

Chandler? Nic z tego nie rozumiał. Jak mógł dotąd nie zauważyć jej urody?

Zerknął   z   boku   na   zgrabną   sylwetkę   biegnącej   dziewczyny,   na   jej   drobne   piersi, 

smukłe nogi... Na to wszystko, co w pracy kryła przed ludzkim wzrokiem pod workowatą 

garsonką i luźnymi bluzkami. Chciał się na nią napatrzyć za wszystkie czasy. Lekko zwolnił i 

background image

przepuścił ją przodem; Julia od tyłu wyglądała równie wdzięcznie i poczuł, jak krew uderza 

mu do głowy. Nagle przystanęła i spojrzała na niego pytająco.

- Kurcz w łydce - wyjaśnił szybko, nadrabiając dzielącą ich odległość.

Przez chwilę biegli dalej w niekrępującej ciszy.

- Posłuchaj... - odezwał się wreszcie Michael.

- Tak?

- Chciałem cię przeprosić za to, co ci powiedział Jake. On łatwo wpada w złość i 

potem szybko o wszystkim zapomina. Bardzo bym chciał, żebyś mu wybaczyła.

- Już o wszystkim zapomniałam - zapewniła go Julia. - Znasz go lepiej niż ja i jakoś 

sobie z nim radzisz.

Za nic nie chciała rozmawiać o jego rodzinie.

- Tak, jakoś sobie z nim radzę - powtórzył. - Nieraz to, co mówi, rani mnie, ale staram 

się go zrozumieć. Jest ostry i wymagający. Znam to, w sumie jesteśmy do siebie podobni.

Nie mogła powstrzymać uśmiechu.

- Też tak myślisz, prawda? Jesteśmy podobni?

- Powiedzmy, że ty nikogo nie nazwałbyś tak pochopnie infantylnym idiotą - odparła 

wymijająco.

- Na pewno nigdy bym nie użył tego określenia w stosunku do ciebie.

- A gdyby chodziło o sekretarkę Jake'a? Wytrzymał jej uważne spojrzenie.

- To zależy... Oboje wybuchnęli śmiechem. Jak ona się ładnie śmieje, pomyślał. Ma 

taki ciepły, serdeczny śmiech. Nic wspólnego z tymi telefonicznymi pomrukami, co to niby 

mają działać na zmysły. Mimo woli otrząsnął się na samo wspomnienie. Nic dziwnego, że nie 

znał jej śmiechu, ostatnio w pracy nie mieli wiele powodów do radości.

- Uwaga! Krzyk Julii wyrwał go z zamyślenia. W tej samej chwili Michael spostrzegł 

grupkę dziewcząt podążających w ich stronę. Były bardzo młode i chyba nieco pijane. Nagle 

wzrok jednej z nich padł na wysoką sylwetkę mężczyzny w niebieskich szortach.

- O rany! To przecież on! Ten facet z gazety! Najfajniejszy wolny facet w naszym 

pięknym kraju!

Julia   przypomniała   sobie   widziany   kiedyś   film   o   Beatlesach;   kiedy   w   1964   roku 

odwiedzili Nowy Jork, dziewczęta tak samo szalały na ich widok.

- Z nieba nam spadł! Michael struchlał. Postanowiła go bronić, a przy okazji również 

samą siebie przed nieobliczalnymi nastolatkami. Lekko wysunęła się do przodu. Wiedziała, 

że najlepszą obroną jest atak i że trzeba jak najszybciej objąć prowadzenie. Zwróciła spokojną 

twarz ku najbardziej rozwrzeszczanej dziewczynie.

background image

- Wy naprawdę myślicie, że to jeden z tych facetów? Który? Michael Fortune? Dobre 

sobie! Denny, one cię wzięły za takiego jednego milionera!

Spojrzała na stojącego krok za nią Michaela.

- Myślą, że to ty jesteś Michael Fortune! - Znowu spojrzała prowodyrce w oczy. - To 

Denny, mój brat. Pracuje w firmie tego waszego idola, w dziale pocztowym.

Na twarzy dziewcząt odmalowało się rozczarowanie.

-   W   dziale...   pocztowym?   To   nie   jest   Michael   Fortune?   Julia   roześmiała   się   z 

wyższością.

- Jaki tam z niego Michael Fortune! On mu tylko przynosi listy! Naprawdę jest do 

niego podobny?

Dziewczyna wzruszyła ramionami.

- Gdzie tam! Tamten jest zupełnie inny. Taki... no, wygląda jak milioner. A ten tutaj 

wygląda jak listonosz.

Julia spoważniała.

- To bardzo dobry zawód. Denny całkiem nieźle zarabia, ma premię, ubezpieczenie, a 

na  Boże   Narodzenie   zawsze   dostaje   bony.   A  do  tego   on  też   jest  wolny, jeszcze   nie  ma 

dziewczyny.

Zachęcającym wzrokiem obrzuciła otaczające ją wianuszkiem młode twarze.

- Może by tak któraś z was... Dziewczęta zachichotały; widać było, że facet, któremu 

siostra szuka dziewczyny, nie jest w ich typie.

- Wolałybyśmy Michaela albo kogoś podobnego - wydęła wargi jedna z nich.

- Ale Denny tak naprawdę jest do niego bardzo podobny - nie ustępowała Julia. - 

Można nawet się pomylić i...

-   Tak   się   pomylić   to   może   tylko   Wendy.   -   Druga   z   dziewcząt   palcem   wskazała 

winowajczynię, która pierwsza rozpoznała Michaela. - Ale ona jest tak pijana, że wzięłaby 

chłopaka od pizzy za Toma Cruise'a.

Nie wdając się w dalszą dyskusję, odeszły, zostawiając Julię i Michaela samych.

- Denny? Dlaczego właśnie Denny? - W głosie Michaela zabrzmiał lekki wyrzut.

- To pierwsze imię, jakie mi przyszło do głowy - wyjaśniła Julia. - Ale tak naprawdę, 

to robisz się do niego coraz bardziej podobny. Masz teraz takie samo cielęce spojrzenie. 

Jeszcze chwila, a zaczniesz się ślinić na sam widok koperty z listem od wielbicielki Michaela.

- Ślinić na widok koperty od wielbicielki...

Jednocześnie wybuchnęli śmiechem i ruszyli przed siebie wolnym krokiem. Nie mieli 

ochoty biegać, byli już trochę zmęczeni. Woleli porozmawiać i pożartować.

background image

- Kim ty naprawdę jesteś? - Julia zrobiła wielkie oczy.

- Na pewno nie Michaelem Fortune'em. Znam go, jest moim szefem - ciągnęła z 

komicznym przejęciem. - Jesteś chyba jakimś posłańcem, może masz na imię Denny?

- Wolę być posłańcem - odparł tym samym tonem - niż infantylnym idiotą, chociaż 

muszę przyznać, że gdyby Jake zobaczył nas w tej chwili, nie pożałowałby nam ostrzejszych 

epitetów.

- Ty nigdy nie zachowujesz się jak idiota, a już na pewno nie infantylny.

- Mam nadzieję. Barbara, moja macocha, mówi nawet, że jestem nad wiek poważny i 

nigdy się nie uśmiecham.

- Przez ostatni rok nie miałeś wielu powodów do radości - szepnęła Julia.

- To prawda. Raz po raz waliły się na nas nieszczęścia, od drobnych niepowodzeń po 

prawdziwe katastrofy. W laboratorium ktoś podłożył ogień, Kate zginęła w katastrofie, a 

mojej kuzynce Allison napatoczył się ten dureń, jak mu tam, Rafe.

-   Przynajmniej   to   ostatnie   nieszczęście   dobrze   się   skończyło   -   spróbowała   go 

pocieszyć Julia. - Allison wyszła przecież za swojego ochroniarza.

Michael wzruszył ramionami.

- Też mi szczęście. Małżeństwo! Osobliwy punkt widzenia.

Julia ugryzła się w język. Było to znacznie łagodniej powiedziane niż: „Lepszy trup 

niźli ślub”.

-   W   interesach   też   nam   się   nie   wiodło   -   westchnął   Michael.   -   Akcje   naszego 

przedsiębiorstwa spadają, a ten dotąd nie wyjaśniony pożar w laboratorium... Temu, kto to 

zrobił, udało się skutecznie spowolnić nasze prace nad „eliksirem młodości”. - Uśmiechnął 

się smętnie. - Tak to się miało nazywać.

Julia wiedziała, że w laboratoriach firmy od lat przeprowadzano doświadczenia nad 

nowym kosmetykiem. Tragicznie zakończona podróż Kate do Brazylii miała właśnie na celu 

sprowadzenie pewnego bardzo rzadkiego składnika potrzebnego do produkcji. Wyglądało na 

to, że po latach powodzenia i niczym nie zmąconych sukcesów nad rodziną zawisła jakaś 

klątwa.

- A na domiar złego - ciągnął jej towarzysz - zostałem ogłoszony jednym z najbardziej 

atrakcyjnych kawalerów w kraju i mimo woli stałem się obiektem zupełnie niechcianego, ale 

za to męczącego zainteresowania.

- I powodem wysiadki systemu komputerowego firmy - nie mogła się powstrzymać 

Julia.

- O  ile  wiem, zawiesiła  się tylko  poczta głosowa.  - Spojrzał  na nią, jakby chciał 

background image

sprawdzić, czy bardzo ją to bawi. - Nie tylko firma na tym ucierpiała, ja osobiście też - dodał 

tonem wyjaśnienia.

- Doskonale o tym wiem, miałam przecież przyjemność rozmawiać z tymi paniami 

przez telefon, czytałam też niektóre faksy...

Zupełnie jakby nie doceniała grozy sytuacji. Pełen wyższości ton jej głosu sprawił, że 

Michael dodał:

- Sama widziałaś przed chwilą, że o mało mnie nie rozerwały na strzępy. Swoją drogą, 

musiały być nieźle wstawione, skoro się nabrały na tę twoją bajeczkę.

- Może tak, może nie.

- Ja naprawdę okropnie się męczę. Nie mogę tego dłużej znieść. Wyszedłem pobiegać, 

bo już nie wytrzymuję w domu. Tam też dochodzą listy, a nie mam Denny'ego i jego kumpli, 

żeby wzięli je na siebie.

Zaczął biec i Julia dotrzymała mu kroku.

-   Te   kobiety   sterczą   pod   moim   domem.   Wymykam   się   w   przebraniu   mechanika 

samochodowego,   mam   zaprzyjaźniony   warsztat   i   jego   właściciel   rozumie   moją   sytuację. 

Razem z synem współpracują z nami od lat i dostarczyli mi przebranie.

Bał się zobaczyć  jej minę, ale z głosu wywnioskował, że jeśli chciał ją wzruszyć 

swoim losem, to celu nie osiągnął.

- To musi być naprawdę świetny strój. Dali ci też wąsy i ciemne okulary? - zapytała 

niewinnie.

Chyba sobie z niego kpiła, ale pewności nie miał. Trudno, dziś musi brać wszystko za 

dobrą monetę.

- Poważnie myślałem, czy ich sobie nie kupić.

- Mógłbyś  też kupić perukę. Co myślisz o długich, jasnych  włosach, takich, jakie 

noszą te chłopaki z kalifornijskich plaż? Nikt by cię nie poznał.

Przystanął i bacznie się jej przyjrzał.

- Widzę, że sobie ze mnie stroisz żarty. Robisz to bardzo dyskretnie, mówisz jedno, a 

sens jest inny. Dopiero teraz to spostrzegłem. Chciałbym cię o coś zapytać: czy to znaczy, że 

przez cały ostatni rok kpiłaś sobie ze mnie?

Julia zrobiła przestraszoną minkę.

- Nigdy bym nie śmiała. Zresztą my, infantylne idiotki, nie jesteśmy zdolne do takich 

subtelności.

Michael roześmiał się; ku jego zaskoczeniu cała ta rozmowa bardzo mu się podobała. 

Zupełnie jakby nareszcie ktoś, otwarcie sobie z niego żartując, traktował go... najzupełniej 

background image

serio.

Dotarli do parkingu i trzeba było się pożegnać.

- Odwiozę cię do domu. - Michael otworzył przed nią drzwi czerwonej corvetty.

- Dziękuję - powiedziała Julia.

- Kobieta nie powinna sama chodzić po zmroku. - Dopiero wypowiadając ten banał, 

zdał sobie sprawę, jak bardzo mu zależy na bezpieczeństwie tej dziewczyny. - Nie powinnaś 

wychodzić o tej porze, ktoś cię może napaść.

- Dwa lata temu skończyłam kurs samoobrony - wyjaśniła spokojnie. - Nie lubię się 

bać ani ograniczać swoich poczynań, wolę mieć pewność, że sama skutecznie potrafię się 

obronić.

Jej brawura nie zyskała jego aprobaty.

-   Nie   uczyli   cię   na   kursie,   że   pierwszą   zasadą   bezpieczeństwa   jest   unikać 

niebezpiecznych sytuacji? Jeśli tego nie wiesz, możesz nabrać złudnego poczucia, że kilka 

poznanych na kursie chwytów całkowicie ci wystarczy, a to nieprawda. Przyrzeknij mi, że nie 

będziesz biegała sama po ciemku.

Mruknęła pod nosem coś niezbyt zrozumiałego, ale nie chciał dalej roztrząsać tematu. 

Zresztą to nie jego interes, jest dorosła i może sobie robić co chce...

Spojrzał   na   jej   zaczerwienioną   od   biegu   buzię   okoloną   ciemnymi   włosami 

wymykającymi się spod opaski, i wydała mu się śliczna.

-   Może   pojedziemy   coś   zjeść   albo   się   czegoś   napić?   -   zapytał   ku   swojemu 

zaskoczeniu; nigdy dotąd nie zachowywał się tak spontanicznie.

Julia spojrzała na swoje szorty.

- W takim stroju? Przecież ludzie pouciekają na nasz widok.

- Na twój nigdy nikt nie ucieknie, ale co do mnie... W takim razie podjedźmy gdzieś, 

gdzie dają jedzenie do samochodu. Zjemy jakąś kanapkę, napijemy się czegoś zimnego i 

jeszcze chwilę pogadamy.

Widziała, że mu na tym zależy, ale wolała wracać.

- Bardzo dziękuję, może innym razem. - Spojrzała na zegarek. - Na mnie naprawdę już 

czas.

Zbliżała się pora codziennego telefonu do Joanny. Właśnie dzisiaj musi zadzwonić do 

niej punktualnie, bo siostra tego wieczoru - razem z innymi młodymi pacjentami - ogląda w 

telewizji pewien program dla młodzieży. Zasiadają przed telewizorem z prażoną kukurydzą i 

napojami,   zupełnie   jakby   znajdowali   się   w   domu   albo   w   gościnie   u   przyjaciół.   Julia 

wiedziała,   jak   bardzo   jest   to   istotne   w   tego   rodzaju   terapii.   Joanna   od   tak   dawna   żyła 

background image

pozbawiona towarzystwa rówieśników, że nie można tracić najmniejszej okazji wyrównania 

tych braków.

Z   rozpaczą   obserwowała   spadek   sił   psychicznych   i   intelektualnych   siostry. 

Bezpośrednio   po   wypadku   Joanna   znajdowała   się   na   umysłowym   poziomie   kilkuletniej 

dziewczynki, a zaburzona percepcja pozwalała jej na oglądanie i reagowanie na programy 

przeznaczone dla dzieci z zerówki. Teraz wszystko się zmieniło. Julia uśmiechnęła się do 

siebie na myśl o tym, że siostra ma przyjaciół i zdaje się wracać do normalnego świata.

-   Musisz   mi   pokazać   drogę   do   swojego   domu   -   powiedział   Michael.   Ciekawe, 

dlaczego musi wracać... Czy naprawdę ma coś pilnego do zrobienia, czy też po prostu chce 

jak najszybciej uwolnić się od jego towarzystwa?

Zdawał sobie sprawę z niedorzeczności tej sytuacji. On, Michael Fortune, za którym 

uganiają się kobiety z całego kraju i ślą do niego listy, w których szeroko rozpisują się na 

temat tego, co mogą dla niego zrobić, nie jest w stanie zainteresować sobą własnej sekretarki 

na tyle, żeby się łaskawie zgodziła napić z nim coli na parkingu.

Nie jest się prorokiem we własnym kraju, pomyślał z goryczą, i nie jest się panem i 

władcą  poza własnym  biurem. Przecież  to naturalne, że  Julia,  przestając  z nim  po wiele 

godzin dziennie, ma go dość i woli wolny czas spędzić z kimś innym. Rozumiał to, ale z 

niewiadomych   powodów   nie   mógł   się   z   tym   pogodzić.   Żeby   przerwać   panujące   w   sa-

mochodzie   milczenie,   włączył   radio.   Właśnie   trwała   transmisja   meczu   baseballowego. 

Michael nie kibicował żadnej z drużyn, ale wolał to niż tę krępującą ciszę.

Julia   cichym   głosem   powiedziała   mu,   gdzie   ma   skręcić.   Podjechali   pod   dom. 

Otworzyła drzwi, zanim na dobre zahamował, wyskoczyła z samochodu i pobiegła w stronę 

wejścia.

- Do widzenia i dziękuję! - usłyszał jeszcze.

Jej nagłe zniknięcie miało w sobie coś denerwującego. Michael spojrzał na ciemne 

okna budynku, pod którym się znalazł. Ciekawe, gdzie ona mieszka? Czy sama, czy z kimś? 

Julia nigdy nie rozmawiała o swym prywatnym życiu; przynajmniej nie z szefem. Nigdy mu 

nie przyszło do głowy pytać ją o to, a ona jakoś nie miała ochoty na zwierzenia.

Wracał do siebie zatłoczonymi ulicami, rozmyślając o tym, co go spotkało; nawet nie 

zauważył,  kiedy znalazł się przed luksusowym  wieżowcem, gdzie zajmował nowocześnie 

urządzony   penthouse.   Z   niechęcią   sięgnął   po   przebranie   leżące   na   tylnym   siedzeniu.   Na 

szczęście, jego prześladowczynie chyba się zniechęciły i nic mu nie groziło.

Szybko   przemknął   się   do   środka   i   wśliznął   do   prywatnej   windy   docierającej   do 

mieszkania  na  najwyższym  piętrze.  Otworzyła  się  wprost przed  jego drzwiami.  Po lewej 

background image

stronie, za szklaną ścianą rozpościerał się wspaniały widok na miasto i rozjaśnione światłami 

niebo.

Michael nawet nie spojrzał w tym kierunku.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

W   końcu   ukazał   się   następny   numer   sławetnego   magazynu   i   lista   najbardziej 

atrakcyjnych kawalerów w USA straciła na aktualności. Telefony od telewizyjnych prezen-

terów ustały, prasa nieco się uspokoiła. Liczba listów też trochę zmalała.

Gazety o krajowym zasięgu przestały się interesować Michaelem, czego nie można 

było,  niestety,  powiedzieć  o prasie lokalnej.  Michael  zmienił  numer domowego telefonu, 

natychmiast go zastrzegł i włączył na stałe automatyczną sekretarkę; odtąd wielbicielki mogły 

dzwonić do niego tylko do pracy i bez skrupułów z tej okazji korzystały.

Do akcji włączyły się też lokalne media, nieustannie zasypując rzecznika prasowego 

firmy   pytaniami   o   życie   prywatne   i   upodobania   najsłynniejszego   z   przedstawicieli   rodu 

Fortune'ów.

- Jeden jedyny wywiad i już mnie nie ma - oświadczyła stanowczo Faith Carlisle z 

telewizyjnego programu trzeciego, nie zrażając się żadnymi trudnościami.

Jakoś   udawało   jej   się   przedrzeć   przez   wszelkie   zapory,   rozliczne   recepcjonistki   i 

sekretarki, i codziennie bombardowała telefonami Julię Chandler. Jej upór i natarczywość 

doprowadzały Julię do szaleństwa, przy czym nie mogła nie podziwiać skuteczności działań 

energicznej dziennikarki.

Faith Carlisle z tupetem oświadczyła, że nie zamierza rezygnować z upragnionego 

wywiadu i że nie ustąpi, dopóki go nie uzyska.

- Naprawdę robię, co mogę - odparła zmęczonym głosem Julia. - Pan Fortune wie o 

wszystkich pani telefonach.

- I co mówi?

- Powtarza wciąż, że nie zgadza się na wywiad, naprawdę bardzo mi przykro.

- Czy on nie rozumie, że unikając nas, powiększa tylko zainteresowanie swoją osobą? 

- W głosie Faith zabrzmiała wyższość zawodowca. - Proszę sobie przypomnieć, jak było z 

Jacqueline   Onassis.   Dziennikarze   ją   oblegali,   bo   żadnemu   nie   chciała   udzielić   wywiadu. 

Widzę, że Mike Fortune stosuje te same metody.

Julia westchnęła.

- To nie są żadne metody, on po prostu chce, żebyście go zostawili w spokoju.

- Nie ma mowy. A jak tam wasza poczta elektroniczna i głosowa? Jeszcze działa?

- Na szczęście, tak. - Julia wzdrygnęła się na przypomnienie wizyty Jake'a tego dnia, 

kiedy zawiesił się system. - Od pewnego czasu mniej osób się do nas dobija. Myślę, że 

zainteresowanie Michaelem nareszcie słabnie.

background image

- Nie łudź się, kochanie - rzekła zagadkowo Faith i rozłączyła się.

Julia szybko zapomniała o całej rozmowie i do południa spokojnie pracowała. Potem 

nieoczekiwanie tyle  osób chciało zostawić wiadomość w skrzynce głosowej Michaela, że 

system   padł.   Znowu!   Zaraz   potem,   zupełnie   jakby   nagle   wszystkie   maszyny   solidarnie 

zastrajkowały, zawiesił się system komputerowy całej firmy. Michael wściekły wezwał Julie 

do siebie.

- Jestem pewna, że to ta dziennikarka maczała w tym palce - wyznała cicho Julia. - 

Nie zwróciłam uwagi na to, co powiedziała na zakończenie naszej rozmowy, ale teraz już 

wszystko rozumiem. To była groźba. Chciała nam pokazać, do czego jest zdolna. Myślę, że 

nie przestanie nas dręczyć, dopóki pan... dopóki nie udzielisz jej wywiadu.

Michael zacisnął pięści.

- Nie ma mowy! Nigdy nie ugnę się przed szantażem tych telewizyjnych hien! Ja im... 

my im jeszcze...

W tej samej chwili po korytarzu  przetoczył  się grzmot; to Jake Fortune zdążał w 

kierunku biura swego bratanka.

- Michael, do cholery! Zaraz chyba szlag mnie trafi! Julia zadrżała ze strachu; ciężkie 

kroki były coraz bliżej.

Przypomniała sobie Wyrwidęba i Waligórę z bajki; miała wrażenie, że któryś z nich 

zaraz tu wtargnie i połamie im kości...

- Najlepiej zamknijmy się w szafie - szepnęła niezupełnie żartem. - Może nas nie 

zauważy...

Michael lekceważąco machnął ręką.

- Nie bój się, dam sobie z nim radę. Jake przestąpił próg sekretariatu. Ziemia drżała 

pod jego nogami, drzwi dzielące go od gabinetu Michaela nagle wydały się bardzo wiotkie... 

Może Michael nie bał się własnego stryja, ale Julia umierała ze strachu. Z nadzieją w oczach 

spojrzała w stronę biurowej  szafy. Było  już jednak  za późno. Drzwi dzielące gabinet od 

sekretariatu rozwarły się jak za podmuchem huraganu i Jake wpadł do środka.

- Zdajesz sobie sprawę z tego, co te twoje... wielbicielki robią! Ale będziemy mieli 

straty! Czy ty w ogóle masz pojęcie...

Gwałtowna tyrada płynęła jak górski potok po kaskadach z kamieni. Michael stał bez 

ruchu  i  czekał,   aż  amunicja   wuja  się   wyczerpie.   Julia  przykleiła   się  do  ściany,  próbując 

przeniknąć przez nią na zewnątrz, tam, gdzie nie było zepsutych komputerów ani stryjów 

Jake'ów.

Potem   głos   zabrał   Michael.   Najpierw   próbował   jakoś   załagodzić   sprawę,   potem 

background image

wszystko zracjonalizować, a w końcu, kiedy przeciwnik okazał się głuchy na wszelkie argu-

menty - przeszedł do kontrofensywy. Nie na darmo byli rodziną; znali swoje słabe punkty, 

uderzali celnie i bardzo boleśnie.

Julia miała wrażenie, że za chwilę zaczną się obwiniać o suszę w Afryce, fatalne 

zbiory ryżu w Chinach i zbyt późne obalenie muru berlińskiego... Poczuła, że ból głowy 

zaczyna rozsadzać jej skronie; nigdy w życiu nie cierpiała na migrenę, ale teraz właśnie miała 

przeżyć jej atak po raz pierwszy.

Jake zrobił krok do przodu; jego kark spurpurowiał. Jeszcze sekunda, a skoczą sobie 

do gardła.

- Podobno wydzierasz się na mojego syna. - W progu stanął Nate Fortune i złym 

wzrokiem obrzucił brata.

Julia zrozumiała, że któraś z urzędniczek nie wytrzymała i wezwała na pomoc ojca 

Michaela. Żołądek podszedł jej do gardła. Rozpoczynała się trzecia wojna światowa, a ona 

stawała się tego mimowolnym świadkiem.

- Przez tego twojego synalka firma praktycznie przestała działać. Te jego zwariowane 

baby puszczą nas z torbami! - Jake z wysuniętą szczęką ruszył w stronę brata. - I to nie po raz 

pierwszy!   Nie   po   raz   drugi   ani   trzeci...   tylko   piąty!   Wszystko   wytrzymałem,   ale   każda 

cierpliwość ma swoje granice! Jako szef rady nadzorczej i osoba odpowiedzialna za to, co się 

tutaj dzieje, muszę ukrócić te idiotyzmy!

- To nie wina mojego syna, że kobiety za nim szaleją. - Nate z udanym spokojem 

wytrzymał natarcie brata.

- Tato, proszę, daj spokój. - Michael wyraźnie nie potrzebował pomocy ojca. - Damy 

sobie radę sami.

Nate nie zamierzał ustępować.

-   Każdy   ojciec   w   podobnej   sytuacji   zachowałby   się   tak   samo   -   oświadczył 

wojowniczo. - Doskonałe wiem, do czego Jake jest zdolny, wystarczy spojrzeć na jego syna. 

Omal nie wykończył biednego Adama. Nie pozwolę, żeby się teraz znęcał nad tobą.

Jake gwałtownie zbladł. Aluzja do jego ojcowskiego fiaska była ciosem poniżej pasa.

- Tato, to nie ma nic wspólnego z Adamem - zaoponował Michael. - Zresztą ani on, 

ani   ja   nie   jesteśmy   już   chłopcami   i   sami   ponosimy   odpowiedzialność   za   własne   czyny. 

Odpowiedzialność   za  to,   co  dzieje  się   obecnie  z  systemem   łączności  naszej  firmy   spada 

wyłącznie na mnie. Stałem się mimo woli przyczyną zakłóceń i Jake ma rację, winiąc mnie za 

to, co się stało.

- Mam ochotę cię zastrzelić! - ryknął Jake. Nate zrobił krok do przodu.

background image

- Tylko spróbuj coś mu zrobić, a ja... Jake zacisnął pięści.

-  Co ty mi  możesz   zrobić?  Ty...   Julia  zamknęła  oczy, by  nie  widzieć,  jak  bracia 

rozszarpują się na kawałki. To się musi skończyć masakrą.

- Posłuchajcie... - próbował uspokoić ich Michael.

- Z drogi - warknął Jake.

- Od dawna mu się należało - syknął Nate.

W   tej   samej   chwili   pomiędzy   zacietrzewionych   mężczyzn   wśliznęła   się   wysoka 

kobieta z długimi ciemnymi włosami.

- Wyglądacie jak dwa koguty. Bardzo proszę, uspokójcie się i zostawcie sobie coś na 

potem. - Rebeka Fortune, młodsza siostra obu braci, położyła wąskie dłonie na ich ramionach. 

W oczach miała smutek; w jej głosie brzmiało rozczarowanie.

Julia odetchnęła z ulgą. Co za szczęście, że Rebeka zjawiła się właśnie teraz! Mogłoby 

przecież naprawdę dojść do rozlewu krwi i Michael nic by na to nie poradził. A ona mogłaby 

potem najwyżej zadzwonić po pogotowie, by zabrało rannych z pola bitwy.

- Nie wtrącaj się, Rebeko - burknął Jake, ale opuścił pięści.

Nate zrobił to samo.

- Znęcał się nad moim chłopakiem - wytłumaczył siostrze. - Nie wystarczy mu, że 

zniszczył własnego syna i wygryzł go z firmy. Teraz chce to samo zrobić z Michaelem, ale... 

niedoczekanie jego.

Mike z rozpaczą spojrzał na stryjenkę.

- On nie jest w stanie zrozumieć, że przestałem już być małym chłopcem. Tato, ja 

mam dwadzieścia dziewięć lat i sam potrafię się bronić. Nikt mnie znikąd nie wygryzie. 

Bardzo ci dziękuję za pomoc, ale wracaj już lepiej do siebie i udziel komuś jakiejś porady 

prawnej albo czegoś tam.

Nate powiódł wzrokiem od syna do brata.

- Jednym słowem, stajesz po jego stronie, tak? Rozumiem, Jake jest prezesem, a ja 

tylko jednym z jego zastępców. Brawo, synu! Jesteś taki sam jak twoja matka, wyrachowany i 

podły! - Wypadł z gabinetu, jakby go diabeł gonił.

- Michael jest zupełnie inny niż ta wiedźma Sheila! - wrzasnął Jake i pobiegł  za 

bratem. - Najwyższy czas, żebyś to zrozumiał! Mike od lat pracuje w firmie i nikt nigdy nie 

zarzucił mu, że robi coś z wyrachowania! Jest uczciwy do szpiku kości! Co z ciebie za ojciec, 

że tak go traktujesz! Nic dziwnego, że Kyle uciekł od ciebie na drugi koniec świata! Tam w 

Wyoming ma przynajmniej trochę spokoju!

Kłótnia przeniosła się na korytarz, a jej odgłosy jeszcze przez pewien czas dobiegały z 

background image

podestu przy windach, by w końcu ucichnąć w dwu osobnych szklanych klatkach, którymi 

bracia pojechali każdy do swego biura.

Rebeka, Michael i Julia przez dłuższą chwilę milczeli.

- Lubię do was przychodzić - odezwała się wreszcie Rebeka. - Miło jest zobaczyć, jak 

rodzina zgodnie sobie pracuje.

- Wpadłaś w samą porę, ciociu Becky - rzekł z uśmiechem Michael. - Nie mogłaś 

lepiej trafić.

Była od niego o cztery lata starsza i uwielbiał nazywać ją „ciocią”. Od dzieciństwa 

bardzo się przyjaźnili.

- Wpadłam zabrać Kristinę na lunch - wyjaśniła Rebeka - i usłyszałam, jak oni się tutaj 

awanturują. Okropne, zupełnie jak mali chłopcy. Nie wiem, co by zrobiła mama, gdyby ich 

tak zobaczyła.

- Nic by nie zrobiła. Była przyzwyczajona do ich kretyńskich zachowań.

Rebeka spojrzała na Julię i uśmiechnęła się do niej serdecznie.

- Biedna Julia! Aż zbladła! Musiałaś się strasznie przejąć tą gorszącą sceną!

Julia odlepiła się od ściany. Było jej przyjemnie, że Rebeka pamięta jej imię, choć 

widziały się tylko  dwa razy.  Sheila  nigdy w życiu  nie zadałaby sobie tyle  trudu, by za-

pamiętać, jak ma na imię sekretarka syna.

- Bardzo mi miło znów panią zobaczyć, panno Fortune - powiedziała uprzejmie.

Rebeka pisała powieści i Julia bardzo ją ceniła.

- Mów mi po imieniu albo nazywaj mnie ciocią Becky, jak wolisz - uśmiechnęła się jej 

rozmówczyni.   -   Tylko,   błagam,   nigdy   nie   nazywaj   mnie   panną   Fortune,   dobrze?   Można 

spytać, o co tym razem moi bracia omal się nie pobili?

Michael pokrótce opowiedział jej, o co poszło.

- Ojciec oczywiście dolał tylko oliwy do ognia - zakończył z westchnieniem. - Musiał 

wspomnieć o Adamie, a to, jak wiadomo, działa na stryja jak płachta na byka. Nie może się 

pogodzić z tym,  że jego syn nie chce pracować w firmie. Odgryzł mu się, wypominając 

ucieczkę Kyle'a, i nieszczęście gotowe.

- Trzeba przyznać, że Kyle'owi w sumie się udało - zauważyła Rebeka. - Ma żonę, 

dziecko, żyje sobie na farmie, którą dostał od mamy, i dobrze mu się powodzi.

Michael uśmiechnął się niewesoło.

- Jake mniej więcej właśnie to powiedział, tylko własnymi słowami. Według niego 

Kyle dlatego żyje teraz jak człowiek, bo mu się udało uciec od niszczącego wpływu ojca.

Julia westchnęła.

background image

- Najgorsze były te wszystkie zwroty akcji... Czuła się, jakby właśnie się wydostała z 

diabelskiego młyna; huczało jej w głowie od podniesionych głosów i nagłych zmian sytuacji. 

W jednej chwili Jake krzyczał na Michaela, zaraz potem bronił go przed Nate'em, a ten z 

kolei napadał na syna, w którego to obronie przed sekundą kruszył kopie.

U niej w domu działo się inaczej i wciąż nie mogła się przyzwyczaić do nerwowego 

sposobu życia swoich szefów, gdzie wszystko było szybkie, ulotne, zmienne i podminowane. 

Fortune'owie krzyczeli, kłócili się, mówili sobie okropne rzeczy, oskarżali się o najgorsze 

czyny, a w chwilę potem dawali dowody niespotykanej solidarności i lojalności wobec siebie. 

U   niej   w   rodzinie   wszyscy   bardzo   się   kochali   i   nikt   nikomu   świadomie   nie   sprawiał 

przykrości.

Rebeka ze zrozumieniem spojrzała na Michaela.

- Dobrze, w takim razie pójdę z nimi pogadać. Z każdym z osobna - uściśliła, widząc 

przerażony wzrok Julii. - Pewnie siedzą teraz w swoich gabinetach i ani im w głowie zapalić 

fajkę pokoju. Jeśli spotkasz Kristinę, powiedz jej, że tu byłam.

Michael   przez   chwilę   spoglądał   w   ślad   za   smukłą   sylwetką   ciotki   w   długiej, 

powiewnej szacie.

- Becky jest cudowna - odezwał się po chwili. - Ma w sobie tyle ciepła i spokoju. Na 

pewno uda jej się ich pogodzić, może nie zaraz, ale niedługo. Podadzą sobie ręce i... do 

następnego razu.

Jeśli   to   prawda,   należy   jej   się   pokojowa   Nagroda   Nobla,   pomyślała   Julia,   ale 

zachowała to dla siebie. Gdy zamierzała opuścić gabinet szefa, nadeszła Kristina.

- Nie odchodź - poprosiła złowrogo. - Nie zostawiaj mnie sam na sam z moim bratem, 

bo mogę go zamordować.

Julia uśmiechnęła się słabo. Nie wiedziała, czy przeżyje kolejne starcie.

-  Potrzebujesz  świadka  czy raczej  kogoś,  kto  cię  powstrzyma   przed  popełnieniem 

zbrodni? - zapytała z płonną nadzieją na rozładowanie napięcia.

I rzeczywiście, nic takiego nie nastąpiło.

- O co chodzi? - sucho zapytał Michael siostrę. Obrzuciła go złym wzrokiem.

-   Może   mi   wyjaśnisz,   dlaczego   te   cholerne   komputery   znowu   odmówiły 

posłuszeństwa! Straciłam przed chwilą trzy strony tekstu, nad którym pracowałam przez całą 

noc! Znikły, rozumiesz? Rozpłynęły się w powietrzu!

Jeśli oczekiwała współczucia, srodze się zawiodła.

- Nie wpadło ci do głowy, że trzeba zapisywać każdą stronę na dysku? Wtedy, w razie 

czego, straty są mniejsze.

background image

Spokój w jego głosie nie wróżył nic dobrego.

-   W   takich   warunkach   jak   ostatnio   musiałabym   chyba   zapisywać   każde   słowo   - 

odcięła się Kristina. - Mam tego dosyć!

- Doprawdy? Przecież to takie śmieszne! - W głosie Michaela zabrzmiała drwina. - To 

świetna zabawa. Wysiadają komputery, znikają teksty, ludzie się wściekają, czy może być coś 

zabawniejszego?

Kristina miała taką minę, jakby go chciała uderzyć. Ponieważ „cioci Becky” w pobliżu 

nie było, Julia postanowiła sama rozładować sytuację.

- Przed chwilą była tutaj Rebeka - oznajmiła. - Chciała cię wziąć na lunch. Gdzie się 

wybierzecie, jak myślisz? Byłaś już w Black Forest? Mają tam cudowne desery.

Rodzeństwo spojrzało na nią osłupiałym wzrokiem.

- To może ja już lepiej sobie pójdę... - Julia zrobiła niepewny krok w stronę drzwi.

Kristina powstrzymała ją ruchem dłoni.

- Zostań, proszę. Skoro mój braciszek jest dziś taki cięty, wolę porozmawiać z tobą. 

Podobno jego wielbicielki znowu odcięły nas od świata, zatykając system swoimi westchnie-

niami.   Nic   z   tego   nie   rozumiem,   przecież   ta   cała   historia   z   listą   supermenów   już   się 

skończyła.

- Niezupełnie. Faith Carlisle w dalszym ciągu nie daje nam spokoju - westchnęła w 

odpowiedzi Julia.

- Ta z trójki? Hiena o spojrzeniu bazyliszka? Michael skinął głową.

-   Jakbyś   zgadła.   Kristina   przez   chwilę   milczała,   słuchając   brata   i   Julii, 

wprowadzających ją w szczegóły aktualnej sytuacji.

- Zgadzam się z Julią - powiedziała w końcu. - Musisz tej babie udzielić wywiadu, w 

przeciwnym razie nigdy się nie odczepi ani od ciebie, ani od nas.

- Nie mam zamiaru. Przecież to zwyczajny szantaż.

- A jak będzie nam tak codziennie blokować komputery? - zapytała retorycznie Julia.

Dobrze wiedziała, co się wtedy stanie. Jake i Nate pozabijają się i nastąpi koniec 

świata.

Kristina zaczęła nerwowo chodzić po pokoju.

- Musi być jakieś wyjście - mruczała do siebie. - Przecież nie możemy pracować ze 

świadomością, że lada chwila wysiądzie nam komputer.

- Tym wyjściem na pewno nie jest ustępstwo - oświadczył Michael. - Jeśli zgodzę się 

na jeden wywiad, następnego dnia będę musiał udzielić dziesięciu kolejnych. Nie możemy 

zrobić nic gorszego, jak znowu zwrócić uwagę opinii publicznej na moją osobę, na to, że 

background image

wciąż jeszcze jestem kawalerem.

Kristina zatrzymała się, jakby nagle wrosła w ziemię.

- Mam! Znalazłam! I o to chodzi! - Przysiadła na biurku brata i zamachała nogami. - 

Wpadłam na cudowny pomysł! Mike, udzielisz tej babie wywiadu. Zrobisz to w taki sposób, 

że raz na zawsze uwolnisz się od niej i od tej całej reszty. Uratujesz swoją skórę, a przy okazji 

nas, a na tym ci chyba zależy.

-   Oczywiście.   Myślisz,   że   mnie   bawi,   że   tropią   mnie   jak   zająca,   że   wysiadają 

komputery, a stryj Jake obiecuje, że mnie zastrzeli? Zrobię wszystko, żeby z tym skończyć.

Kristina spojrzała mu prosto w oczy.

- W takim razie masz tylko jedno wyjście. Musisz ogłosić swoje zaręczyny! Dzwoń do 

Faith i powiedz, że chcesz jej udzielić wywiadu, w którym przekażesz całemu Minneapolis i 

reszcie świata, że zamierzasz się ożenić. W ten sposób raz na zawsze uwolnisz się od tego 

stada kobiet.

Entuzjazm Michaela osłabł.

- Zawiodłaś mnie, siostrzyczko. A już podejrzewałem, że naprawdę coś wymyśliłaś. 

Nie zamierzam się zaręczać, ani tym bardziej żenić.

Julia ze zrozumieniem skinęła głową.

- Lepszy trup niźli ślub, zawsze tak mówiłeś. Innymi słowy lepsze łoże śmierci niż 

małżeńskie.

Kristina roześmiała się głośno.

- Nic nie zrozumiałeś. To nie będą prawdziwe zaręczyny, to będzie tylko na niby. 

Umówisz się z kimś, kto zgodzi się grać twoją narzeczoną przez jakiś czas, do momentu, 

kiedy   ludzie   zapomną   o   tej   absurdalnej   liście.   Radzę   ci   się   zastanowić,   Faith   Carlisle 

zawiadomi wszystkie chętne kobietki w całym mieście, że zwierzyna wymknęła im się z rąk. 

Dadzą ci święty spokój i znowu będziesz mógł sobie pracować do woli, a do tego będziesz 

miał sprawny system komputerowy.

Michael otworzył usta, by zaprotestować, ale zamknął je i zaczął przeżuwać pomysł 

młodszej siostry.

- Może coś w tym jest... Ale to nie do zrobienia.

- Dlaczego nie?

-   Skąd   ja   wezmę   tę   tymczasową   narzeczoną?   To   musi   przecież   wyglądać   bardzo 

wiarygodnie, żeby Faith dała się nabrać.

- Racja - wtrąciła Julia. - Ona jest bardzo przebiegła. Nie kupi byle  czego, zaraz 

wywęszy podstęp.

background image

Kristina powiodła po nich triumfalnym spojrzeniem.

- I o to chodzi! Musimy jej dostarczyć towar pierwsza klasa! Narzeczona Michaela to 

powinien być ktoś naprawdę na poziomie. Po pierwsze, musi się zgodzić na cały ten plan, a 

po drugie, musi rozumieć powagę sytuacji. Żeby wszystko wyglądało prawdopodobnie, musi 

to być ktoś, kto od dawna jest niedaleko ciebie - wymownie spojrzała na brata - ale dotąd nie 

wysuwał się na pierwszy plan. Rozumiesz?

Ich   oczy   spotkały   się   i   Michael   gwałtownie   zamrugał   powiekami.   W   gabinecie 

zapanowała cisza.

-   Myślałam,   że   jesteś   bardziej   bystry,   braciszku.   -   W   głosie   Kristiny   zabrzmiało 

rozczarowanie. - Naprawdę nie wiesz, o kogo chodzi? Mam ci przeliterować imię?

Michael gwałtownie poczerwieniał.

- Myślę, że nie...

- J - U - L - I - A - wyraźnie wysylabizowała Kristina.

- Nie powinniśmy tego mówić, zanim nie zapytamy jej o zdanie - rzekł rozpaczliwie 

Michael.

Julia, która właśnie poważnie się zastanawiała, jakie imię spośród znanych jej kobiet 

wytypować, skierowała na nich osłupiały wzrok.

-   Gratulacje,   moja   droga!   -   zawołała   Kristina.   -   Właśnie   zostałaś   mianowana 

tymczasową narzeczoną Michaela.

- Kto? Ja? Michael spojrzał na nią z góry.

- Zgadzasz się, prawda? Zabrzmiało to zupełnie jak służbowe polecenie, którym w 

istocie było. Miał prawo mówić do niej takim tonem w służbowych sprawach, ale to nie była 

służbowa sprawa. Postanowiła się bronić.

- Nie mówicie tego serio!

Rozejrzała się rozpaczliwie, ale znikąd nie nadeszła pomoc. Rodzeństwo wymieniło 

spojrzenia i Julia zapragnęła uciec stąd jak najdalej. Sprzymierzyli się przeciwko niej i przy 

tak zmasowanym ataku nie miała żadnych szans.

- Mówimy całkiem serio - łagodnie zapewniła ją Kristina. - Jesteś idealną kandydatką. 

Spełniasz wszystkie warunki.

Julia postąpiła krok do tyłu.

- Wszystkie oprócz jednego. Nikt nie uwierzy, że Michael się ze mną zaręczył. Nigdy 

nigdzie nas nie widywano, nigdy nawet razem nie zjedliśmy lunchu.

Znowu się cofnęła i ponownie poczuła za plecami ścianę; nie było odwrotu. Czuła się 

jak zwierzę w potrzasku. Oni chyba nie sądzą, że ona się zgodzi na ten szalony plan?

background image

Michael zmarszczył brwi.

- Ona ma rację, nikt nas nigdy razem nie widywał, a gdyby rzeczywiście łączyło nas 

coś tak poważnego, firma huczałaby od plotek.

Kristina zamyśliła się.

- To prawda, tutaj nic się nie ukryje. Ściany mają uszy, a parapety oczy.

Julia prawie odetchnęła z ulgą.

- Gdyby coś... między nami było, wszyscy dawno by o tym wiedzieli...

Kristina jednak nie pozwoliła jej się długo łudzić.

- Mogliście być bardzo dyskretni. To, że nikt was razem nie widywał, świadczy o 

powadze waszego związku. Utrzymywaliście go tak długo w tajemnicy w obawie przed plot-

kami.   Udało   wam   się   i   nikt   w   firmie   ani   przez   chwilę   nie   podejrzewał,   jak   bardzo   się 

kochacie.

- Nawet my sami... - wtrąciła Julia, ale Kristina nie zwróciła na nią uwagi.

- Dopiero ta afera z listą kawalerów - ciągnęła w natchnieniu, uskrzydlona własnym 

planem - sprawiła, że postanowiliście się ujawnić.

Michael usiadł za biurkiem.

- To całkiem sensowne - rzekł z uznaniem. - To się nawet może udać. Oboje z Julią 

jesteśmy   dość   skryci   i   nie   lubimy   o   sobie   mówić.   Jest   też   logiczne,   że   postanowiliśmy 

przeczekać, aż to szaleństwo z listą się przewali, i dopiero wtedy ogłosić zaręczyny.

Zupełnie jakby zabierał głos na zebraniu działu produkcyjnego! Tylko że tym razem 

była mowa o zaręczynach, o ich zaręczynach! Poczuła dreszcz i pomyślała, że zaraz zemdleje.

- Nikt w to nie uwierzy - powiedziała drżącym, zmienionym głosem. - Rozmawiałam 

z Faith  Carlisle  niemal  codziennie.  Ona  natychmiast  się  domyśli,  że  wpadliśmy na  to w 

ostatniej chwili, żeby się ratować.

Poczuła na sobie chłodne spojrzenie błękitnych oczu.

- Jak? - Michael tak właśnie patrzył, kiedy ktoś miał inne zdanie w interesach. - Faith 

jest   może   dobrą   dziennikarką,   ale   nie   jest   jasnowidzem.   Tylko   od   ciebie   zależy,   jak   jej 

wszystko   przedstawisz.   Jeśli   zrobisz   to   umiejętnie,   uwierzy   i   jeszcze   na   dodatek   będzie 

podziwiać twój spryt.

- I tak wszystko dobrze się skończy - odetchnęła z wyraźną ulgą Kristina. - Czy mogę 

wam pogratulować jako pierwsza? Jesteście prześliczną parą.

Julia uniosła ręce, jakby chciała odepchnąć ich od siebie.

- Ja... nie potrafię! Nie mogę! To bez sensu. Musicie znaleźć sobie kogoś innego.

Poczuła na sobie ich baczne, skupione spojrzenia, i ruszyła w stronę drzwi.

background image

- Przepraszam, ale mam pilną pracę, muszę iść. Na ustach Kristiny ukazał się drwiący 

uśmiech.

- Swoją drogą to bardzo ciekawe. Tysiące kobiet bombarduje cię telefonami i listami, 

a twoja własna sekretarka ucieka od ciebie jak od zarazy. Ciekawe dlaczego? Michael lekko 

się skrzywił.

- Nie mam pojęcia. Julii zrobiło się głupio.

- To nic nie znaczy - zapewniła. Miała wrażenie, że stąpa po stalowej linie, wysoko 

nad głowami tłumu... Jeszcze chwila,  a zachwieje się i spadnie.  Michael  jest jej szefem, 

pracuje u niego i wiele swoją odmową ryzykuje. Postanowiła sprawę załagodzić.

- Ja nie umiem kłamać. Zrobię taką minę, że wszystko zaraz się wyda. Jeśli komuś 

powiem, że właśnie zaręczyłam się z Michaelem, roześmieje mi się w twarz.

Kristina spoważniała.

- Nie rozumiem dlaczego. Ja bym się wcale nie zdziwiła, gdyby Michael się w tobie 

zakochał.

- To równie prawdopodobne - broniła się dalej Julia - jak to, co pokazują w Archiwum 

X. Zresztą każdy, kto choć trochę zna Michaela, zna też jego poglądy na temat małżeństwa. 

Dlaczego nagle miałby zmienić zdanie?

- Pojawiłaś się w jego życiu i od tej chwili wszystko się zmieniło, to bardzo proste - 

łagodnie, jak dziecku, wyjaśniła jej Kristina.

- Nagle postanowiłem się ożenić i żyć długo i szczęśliwie - sarkastycznie dokończył 

Michael.

- A do tego mieć dzieci, oczywiście z sobie tylko znanych powodów - rzekła z ironią 

Julia. Jego opinie na temat małżeństwa i potomstwa zawsze wyprowadzały ją z równowagi, 

toteż teraz nie mogła się powstrzymać. - Jak ty sobie w ogóle wyobrażasz odegranie roli 

człowieka zamierzającego się ożenić, skoro nawet nie potrafisz o tym poważnie mówić?

- Brawo, bardzo słuszna uwaga - odezwała się z podziwem Kristina. - Trzeba nad sobą 

popracować,   Mike.   Musisz   się   nauczyć   czule   spoglądać   na   narzeczoną,   przybierać 

odpowiedni ton, kiedy się do niej zwracasz, cieszyć się, że w końcu spotkałeś odpowiednią 

kobietę. Od  czasu do czasu zażartować na temat  swoich dawnych  opinii i wyrazić prze-

konanie, że głęboko wierzysz w waszą szczęśliwą przyszłość.

-   On   tego   nigdy   nie   zrobi!   -   wyrwało   się   Julii.   Brzmiąca   w   jej   głosie   pewność 

zdenerwowała Michaela.

Co ona może o nim wiedzieć?

- Zapewniam cię - oznajmił, patrząc w przestrzeń - że zrobię wszystko, co może się 

background image

przyczynić  do sprawnego funkcjonowania naszej firmy. Jeśli dla jej dobra konieczne jest, 

żebym odegrał rolę szczęśliwego narzeczonego, zrobię to. Zrobiłbym znacznie więcej, gdyby 

tego ode mnie wymagała sytuacja.

Wstał zza biurka i ruszył ku niej, niebezpiecznie zmniejszając dzielącą ich odległość. 

Miał   na   sobie   elegancki   garnitur   i   koszulę   z   nieodłącznym   krawatem.   Julia   zamrugała 

powiekami.   Ze   zmęczenia   wyobraźnia   zaczęła   płatać   jej   figle.   Przed   oczami   stanął   jej 

Michael taki, jakiego ujrzała wtedy, w parku, w krótkich spodenkach i sportowej koszulce. 

Zobaczyła jego długie nogi, opalone ramiona, szeroką klatkę piersiową. Zadrżała i spuściła 

wzrok. Michael był coraz bliżej, a ona nie wiedziała, jak się zachować.

-   Nigdy   nie   poddawałam   w   wątpliwość   -   zaczęła   drżącym   głosem   -   twojego 

przywiązania do firmy, ale nie tylko ty masz zagrać w tej niezwykłej... psychodramie. Mnie 

byłoby bardzo trudno przekonać moich przyjaciół, że się z tobą zaręczyłam.

Wyobraziła sobie, jak podczas lunchu zawiadamia  o tym  fakcie  Lynn,  Margaret i 

Dianę. Albo swoje współlokatorki.

- To zupełnie niemożliwe. Michael jakby nie słyszał jej słów.

- Ciekawe, co cię powstrzymuje.  Może chodzi o... mężczyznę?  Czy jest w twoim 

życiu mężczyzna, któremu mogłoby się nie spodobać, że zamierzasz wziąć udział w tym... 

spektaklu?

Wystarczyło   przytaknąć   i   wszystko   się   skończy.   Można   przecież   na   poczekaniu 

wymyślić jakiegoś osiłka, który dostanie szału, gdy się dowie, że jego dziewczyna go rzuciła.

- Tylko pamiętaj, przed chwilą powiedziałaś, że nie potrafisz kłamać - przypomniał jej 

od niechcenia. - A ja nie bardzo chciałbym dalej zatrudniać kogoś, kto mnie oszukuje. Nie 

potrafię pracować z osobą, do której nie mam zaufania.

Wszystko jasne. Jeśli skłamie i kłamstwo się wyda, może się pożegnać z posadą. I co 

wtedy stanie się z Joanną? Przecież los siostry leży w jej rękach.

Nie, takie rozwiązanie w ogóle nie wchodzi w rachubę. Musi u niego pracować, bo 

tylko w ten sposób będzie mogła w dalszym ciągu opłacać pobyt Joanny w ośrodku reha-

bilitacyjnym.

- Nie, w moim życiu nie ma mężczyzny - powiedziała z wysiłkiem. Nie ma i na razie 

nie będzie. Czasy randek bezpowrotnie się skończyły.

- W takim razie - usłyszała głos Michaela i ujrzała jego kamienną twarz - nic nie stoi 

na przeszkodzie i możemy  nasz plan wprowadzić w życie.  Jakiś zazdrosny facet mógłby 

wszystko skomplikować, a tak mamy wolną drogę.

Pomyślnie   zakończył   negocjacje   i   mógł   się   udać   na   zasłużony   odpoczynek,   ale 

background image

przedtem musiał jeszcze wydać dyspozycje sekretarce.

- Julio, zadzwoń zaraz do Faith Carlisle i umów mnie z nią na wywiad. Może być 

pojutrze.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Przez chwilę milczała, przestępując z nogi na nogę. Wydawało jej się, że stoi na skraju 

przepaści, w którą zaraz ją strąci telefon do Faith Carlisle. Kristina zauważyła, co się z nią 

dzieje.

- Mike - zwróciła się do brata - nikt nie poddaje w wątpliwość twojego zaangażowania 

w sprawy firmy, ale musisz spojrzeć na to z punktu widzenia Julii. Przecież ona z tego nie 

będzie miała nic, oprócz pewnych niedogodności.

Michael spochmurniał; opór sekretarki bardzo mu się nie podobał. Zupełnie jakby ją 

prosił o coś strasznego, a przecież chodzi tylko o osiągniecie konkretnego celu. Plan Kristiny 

pozwoli im raz na zawsze przegnać te wszystkie straszne kobiety, ustaną maile i telefony, 

dziennikarze   się   odczepią,   do   biura   wróci   spokój   i   firma   będzie   mogła   nareszcie   znowu 

prawidłowo działać. Czy dla tak szczytnego celu nie warto poświęcić nieco czasu i - przestać 

kaprysić?

Obrzucił wzrokiem drobną sylwetkę Julii. Obszerny szary kostium i biała, pod szyję 

zapięta bluzka starannie maskowały jej kobiece kształty. Do tego te półbuty... Szkoda, że na 

dodatek nie nosi ortopedycznego obuwia. Przecież nawet jego babka by się tak nie ubrała! 

Zwłaszcza   ona!   Kate   odznaczała   się   wyrafinowanym   gustem.   Stłumił   ból   na   samo   jej 

wspomnienie i opanował irytację wywołaną ubiorem Julii.

- Julia Chandler u nas pracuje i powinno jej zależeć na sprawnym funkcjonowaniu 

biura. To chyba nie są absurdalne wymagania?

Julia z zapałem przytaknęła, ale Kristina z dezaprobatą pokręciła głową.

- Całe to przedstawienie będzie od niej wymagało pracy po godzinach. Po oficjalnym 

ogłoszeniu  zaręczyn będziecie  musieli  zacząć  razem  bywać,  żeby to  wszystko  wyglądało 

prawdopodobnie.

-   Przypuśćmy,   że   jesteśmy   takimi   narzeczonymi,   którzy   nade   wszystko   preferują 

własne towarzystwo. Co wtedy?

Julia przymknęła oczy i poczuła, jak serce wędruje jej do gardła. Jak to by było, gdyby 

naprawdę się zaręczyli i spędzali razem wieczory, ona i Michael... Sami, tylko we dwoje.

Poczuła na sobie jego uważne spojrzenie i natychmiast wróciła na ziemię.

- Posłuchaj, Mike - rzekła stanowczym głosem Kristina. - Jeśli ten plan ma wypalić, 

musisz przekonać ludzi, że coś się w twoim życiu zmieniło, musisz pokazać, że naprawdę ci 

na Julii zależy. Będziesz ją zabierał do teatru, na kolacje, do przyjaciół. Oczywiście nie co 

wieczór, w taką zmianę nikt nie uwierzy, ale co jakiś czas, powiedzmy, raz na tydzień.

background image

Michael z rezygnacją skinął głową.

- Masz rację. Julio, zarezerwuj nam jakiś stolik w restauracji i bilety na jakiś spektakl.

- Mam też sobie wysłać róże?

Kristina wybuchnęła śmiechem.

-   Jak   widzę,   to   stara   piosenka.   Kolacja   w   restauracji,   wypad   do   teatru   i   róże... 

Rozumiem, ale tym razem nie chodzi o pierwszy lepszy romans, tylko o poważne zaręczyny, 

a to wymaga więcej starań i czasu. A ponieważ, jak rozumiem, zakres obowiązków Julii nie 

obejmuje tego rodzaju czynności, trzeba to będzie jakoś załatwić.

Michael uśmiechnął się cynicznie. Ciekawe, jak ona zareaguje na sugestię Kristiny? W 

takim układzie nie będzie już mowy o przysłudze wyświadczonej firmie czy szefowi, ale o 

dodatkowy zarobek, i to niemały.

Trzeba   było   tak   zacząć   od   razu!   Perspektywa   sowitego   wynagrodzenia   na   pewno 

skuteczniej przełamałaby opory jego sekretarki niż to całe gadanie o interesie firmy. Każda 

kobieta zrobi wszystko dla pieniędzy. Jak on, rodzony syn Sheili Fortune, mógł zapomnieć o 

starej prawdzie, że każdy zrobi wszystko za pieniądze, zależy tylko za jakie... Ta reguła nie 

znosi wyjątków; nie należy do nich nawet Julia Chandler.

Julia czytała w jego myślach; nie musiała patrzeć mu w oczy, żeby wiedzieć, co myśli. 

A   gdyby   tak   teatralnym   gestem   odrzucić   jego   finansową   propozycję?   Pokazać,   że   nie 

wszystko można mieć za pieniądze! Nauczyć go, że są jeszcze inne wartości i że jej, Julii 

Chandler, nie można kupić?

A może po prostu spokojnie i z godnością oświadczyć, że jest w stanie pracować po 

godzinach   i   grać   rolę   jego   narzeczonej   w   ramach   swoich   obowiązków   służbowych,   nie 

domagając się żadnego dodatkowego wynagrodzenia? Tak czy owak, rozbije w proch tę jego 

nędzną teoryjkę, że pieniądze rządzą światem! Uśmiechnęła się do siebie i wtedy usłyszała 

jego donośny głos.

- Kristina ma rację. Sporządzimy odrębną umowę na... na prace zlecone. Nie masz nic 

przeciwko   temu,   prawda?   Trzeba   tylko   ustalić   wysokość   twoich   zarobków.   Co   byś   po-

wiedziała na...

Specjalnie zawiesił głos, żeby pozwolić dojrzeć  jej chciwości. Ciekawe, na ile się 

wyceni taka Julia Chandler?

- Pięćdziesiąt tysięcy dolarów - oświadczył i ujrzał zdumienie w jej oczach.

-   Trzeba   przyznać,   że   jesteś   dość   szczodry.   -   W   głosie   Kristiny   zabrzmiało 

zaskoczenie.

- Nie bój się - uspokoił ją natychmiast. - Nie wezmę tych pieniędzy z funduszy firmy. 

background image

Sam zapłacę Julii za przysługę, jaką mi wyświadczy.

Słyszała drwinę w jego głosie i widziała ją w jego oczach. Michael prowadził teraz 

własną grę; grał przeciwko tym wszystkim kobietom, które przez całe życie utwierdzały go w 

przekonaniu, że pieniądze są dla nich najważniejsze  i Julia wiedziała, że jeśli się zgodzi 

przyjąć ofiarowaną jej sumę, Michael wygra.

Musiała jednak ją przyjąć. Nie mogła pozwolić sobie na luksus odmowy, nie mogła 

odrzucić   jego   propozycji.   Gdyby   nie   Joanna,   z   przyjemnością   i   pogardą   wzruszyłaby 

ramionami na jego pięćdziesiąt tysięcy dolarów i okrasiła swoją odmowę jakimś zgrabnym i 

złośliwym zdaniem. Nie wolno jej jednak ulec pokusie. Joanna jeszcze przynajmniej przez 

rok musi przebywać w ośrodku, a te pieniądze pozwolą jej uczestniczyć w wycieczkach i 

innych imprezach, za które trzeba dodatkowo płacić.

Wiedziała, że musi tak zrobić; byłoby czystym egoizmem unosić się teraz godnością i 

honorem. Michael spojrzał na nią z triumfem.

- Jak rozumiem, możemy szykować umowę? Zaraz wezwę Fostera. Połowę dostaniesz 

zaraz po podpisaniu kontraktu, a resztę, jak ta farsa się skończy. To znaczy, kiedy zerwiemy 

zaręczyny z powodu odmienności charakterów.

Mówił   teraz   do   niej   zupełnie   innym   tonem.   Nic   dziwnego,   przecież   właśnie   się 

dowiedział, że można ją kupić. Przez chwilę chciała mu powiedzieć o Joannie, ale zrezyg-

nowała.   Nie   będzie   się   posługiwać   nieszczęściem   siostry,  by  podnieść   swe   notowania   w 

oczach  Michaela. Ale to  ona sama utwierdziła  go w  przekonaniu,  że można  ją  kupić za 

określoną cenę. Poczuła, że palą ją policzki. Trudno, nie zrezygnuje  z Joanny z powodu 

fałszywie pojętej dumy.

-   Tak   -   odparła   spokojnie   -   możemy   szykować   umowę.   I   bardzo   ci   dziękuję   za 

hojność.

- To nie będzie wcale łatwo zarobiony grosz - jowialnie wtrąciła Kristina. - Żeby 

zagrać rolę narzeczonej tego ponuraka, trzeba mieć wielkie zdolności aktorskie.

- Wielkie zdolności wymagają wielkich pieniędzy. - Michael uśmiechnął się zjadliwie. 

- Czy sądzisz, że to wystarczy? - zapytał, zwracając się do Julii. - Czy coś jeszcze dorzucić? 

Wszystko będzie odtąd w twoich rękach. Jeśli zechcesz, możesz mnie zdemaskować w jednej 

chwili i powiedzieć wszystko dziennikarzom. Zastanów się dobrze, czy ta suma ci wystarczy?

Starała się go zrozumieć. Jako psycholog wiedziała, że toksyczni rodzice mogą zatruć 

umysł człowieka do tego stopnia, że przez całe życie będzie rozumował tak, jak go nauczyli. 

Nie   miał   jednak   prawa   igrać   z   nią,   jak   to   teraz   robił,   napawając   się   posiadaną   władzą. 

Postanowiła nie dać mu satysfakcji i nie okazać, jak bardzo ją obraził.

background image

- Tak, wystarczy - powiedziała spokojnie. - Przyjmuję twoje warunki.

Kristina, nieco zdumiona napięciem panującym między bratem a Julią, postanowiła 

przejść do rzeczy.

- W takim razie, zabieramy się do roboty. Po pierwsze, musimy nasz plan utrzymać w 

tajemnicy. Jeśli dowie się ktoś jeszcze, wszystko się wyda.

- Zaraz zadzwonię do Sterlinga - oświadczył Michael. - Chcę, żeby wszystko było 

zapięte na ostatni guzik od strony prawnej. Mógłbym prosić o to ojca, ale on natychmiast 

wszystko wygada. Do Sterlinga mam absolutne zaufanie.

- Ja też. - Kristina spojrzała na Julię, jakby ją chciała włączyć do rozmowy. - Wszyscy 

mamy   do   niego   zaufanie.   Sterling   Foster   jest   nie   tylko   naszym   adwokatem,   jest   prawie 

członkiem rodziny. Wygląda strasznie surowo, ale to uroczy człowiek.

Julia   widywała   już   Sterlinga   Fostera   i   mogła   stwierdzić,   że   wyglądał   naprawdę 

surowo, ale nie miała pojęcia, czy był uroczy. Nie znała go od tej strony; może przy niej po 

prostu się nie wysilał.

Michael i Kristina zaczęli omawiać dalsze szczegóły planu. Julii to nie interesowało; 

była przecież nic nie znaczącym pionkiem na szachownicy. Zaczęła myśleć o Joannie i to 

przyniosło jej pewną ulgę.

Dziwne   wrażenie,   że   uczestniczy   w   czymś   nierzeczywistym,   ogarnęło   ją   znowu 

następnego dnia podczas spotkania z adwokatem; doszło do niego po pracy, w sali konferen-

cyjnej położonej w końcu korytarza. Sterling Foster, władczy sześćdziesięcioletni prawnik z 

grzywą siwych włosów, na wstępie obrzucił ją przenikliwym spojrzeniem. Następnie wyjął z 

teczki plik papierów i położył je przed Julią.

-   Proszę   przeczytać   i   trzy   razy   podpisać   w   zaznaczonych   miejscach   -   powiedział 

sucho.

Julia rzuciła okiem na leżące na stole kartki.

- Nie muszę tego czytać.

Była głodna i zmęczona i chciała jak najszybciej skończyć tę komedię. Nie zamierzała 

studiować tych papierzysk.

-   Proszę   mi   tylko   pokazać,   gdzie   mam   podpisać   -   dodała   znużonym   głosem.   - 

Podpiszę, gdzie trzeba i na tym koniec.

- A potem pozwiesz nas do sądu i zażądasz odszkodowania za umowę podpisaną w 

warunkach urągających poprawności prawnej, tak? - warknął Michael. - Masz nas za idiotów?

Poczuła   na   sobie   uważne   spojrzenie   adwokata   i   ze   zdziwieniem   spostrzegła,   że 

Sterling Foster się uśmiecha.

background image

- Proszę nie odpowiadać - ostrzegł ją. - Oskarży panią o zniesławienie.

-   I   wygram   -   oświadczył   Michael   takim   tonem,   że   jego   własny   adwokat   z 

westchnieniem wzniósł oczy do nieba. - Nie wolno bezkarnie obrażać ludzi.

Cały   dzień   był   nieznośny.   Czepiał   się   wszystkiego,   krytykował   każdy   jej   gest. 

Wszystko, co robiła lub proponowała zrobić, było nie tak jak trzeba. Zupełnie jakby pierwszy 

dzień pracowali razem i wątpiąc w jej umiejętności, musiał naprawiać jej rozliczne gafy. Nie 

zamierzała dłużej tolerować jego zachowania, przynajmniej nie teraz, po godzinach pracy. 

Spojrzała na niego z wyższością.

- Doprawdy? Nie wiedziałam. To coś zupełnie nowego. Jak ty na to wpadłeś?

Odwróciła wzrok i zapatrzyła się w ścianę, jakby gładka biel była dla niej znacznie 

bardziej interesująca niż wykrzywiona gniewem twarz szefa. Mecenas Foster niespokojnie 

poruszył się na krześle.

- Pani pozwoli, że pokrótce streszczę jej ten dokument - rzekł pojednawczo, zupełnie 

jakby rozumiał powody jej zniecierpliwienia.

Michael na chwilę opuścił pokój i Julia ze Sterlingiem zostali sami.

- Spędziliśmy wczoraj nad tym cały wieczór. Nic dziwnego, że Michael nie chce tego 

jeszcze raz słuchać.

Julia pokiwała głową ze zrozumieniem. Groźny Sterling Foster wydał jej się nagle 

całkiem miły. Pobieżnie przejrzeli kolejne strony kontraktu; sporządzony perfekcyjnie, szcze-

gółowo   obejmował   wszystkie   ewentualności,   zabezpieczając   interesy   obu   stron.   Julia,   za 

wymienione   w   odpowiednim   punkcie   wynagrodzenie,   zobowiązywała   się   do   wykonania 

określonych   czynności.   Wszystko,   co   wykraczało   poza   nie,   miało   być   objęte 

ekstragratyfikacją. W przypadku zaś, gdyby ujawniła komuś, że jej zaręczyny z Michaelem są 

farsą,   musiałaby   zwrócić   całą   otrzymaną   sumę   oraz   zapłacić   karę   za   niedotrzymanie 

warunków umowy.

Michael   zajrzał   do   sali,   a   ujrzawszy,   że   skończyli   już   lekturę,   wszedł   do   środka. 

Obrzucił Julię wyniosłym spojrzeniem.

- I co ty na to?

- Doskonała robota. Kontrakt przewiduje wszystkie okoliczności.

Sterling Foster pośpieszył z wyjaśnieniami.

- Zawsze się tak robi. Sprawy finansowe między dwojgiem ludzi wymagają pewnej... 

hm, dokładności. Zwłaszcza wyraźnie widać to przy rozwodach, chociaż Michael nigdy nie 

dał mi takiej szansy. Od tej historii z Delilah de Silva jakoś nie myśli o małżeństwie. - Starszy 

pan   zmarszczył   krzaczaste   brwi   i   spojrzał   na   Michaela.   -   Powinieneś   nareszcie   zmienić 

background image

zdanie, nie wszystkie kobiety są takie jak twoja matka i Delilah. Na przykład, pani Chandler. 

Pracujesz z nią od ponad roku i nie zauważyłeś, że jest zupełnie inna?

Michael milczał. W sali zapanowała krępująca cisza.

- Kto to jest Delilah de Silva? - zapytała Julia.

- Nie powinno cię to obchodzić - sucho odparł Michael, ale jego adwokat był innego 

zdania.

- Oczywiście, że powinno, skoro ma zostać twoją narzeczoną. Kiedyś ktoś ją może o 

to zapytać, w sumie to był przecież głośny romans. Mogę się założyć, że prędzej czy później 

dotrą do niej jakieś żarty na ten temat. Julia musi wiedzieć o wszystkim, jak na prawdziwą 

narzeczoną przystało.

Michael dłuższą chwilę zwlekał.

- Dobrze - oświadczył w końcu. - Przed laty miałem romans z kobietą nazwiskiem 

Delilah de Silva. Nie ma to w tej chwili większego znaczenia, ale skoro Sterling przywiązuje 

do tego tak wielką wagę, bardzo proszę, mówię, jak było.

Mówił nie patrząc na nią, ona jednak patrzyła prosto na niego.

-   Mam   nadzieję,   że   nikt   nie   będzie   mnie   szczegółowo   odpytywał   z   tego   rodzaju 

historii - powiedziała.

Sterling zadumał się na chwilę.

- To była bardzo piękna kobieta - rzekł takim tonem, jakby nadal widział ją przed sobą 

- ale nade wszystko kochała pieniądze. Zamiast serca miała bankowy sejf, a w oczach złote 

monety. Biedny Mike miał wtedy dwadzieścia jeden lat, Delilah była pięć lat od niego starsza. 

Oczarowała go i omotała, a on w swojej młodzieńczej naiwności zaufał jej. Przez pewien czas 

byli zaręczeni.

Michael obrzucił go piorunującym wzrokiem.

- Mógłbyś się łaskawie zamknąć? Julii to nie obchodzi. Podpiszmy wreszcie te papiery 

i chodźmy do domu.

Julia nie mogła od niego oderwać wzroku; cała ta historia zafascynowała ją i sprawiła, 

że opary nierzeczywistości jakby się rozwiały.

- Miałeś tylko dwadzieścia jeden lat? I zaręczyłeś się z kobietą o pięć lat starszą? - W 

jej głosie zabrzmiało niedowierzanie.

Przypomniała sobie nieopierzonych studentów z sąsiedztwa i myśl, że ona albo któraś 

z   jej   koleżanek   mogłaby   się   związać   z   kimś   tak   dziecinnym,   wydała   jej   się   niepra-

wdopodobna.

-   To   nie   trwało   długo.   -   Michael   wyraźnie   próbował   zbagatelizować   rewelacje 

background image

Sterlinga. - Zaręczyliśmy się po kilku tygodniach znajomości, a potem to... nieporozumienie 

się skończyło.

- Ale sporo cię kosztowało - prychnął Sterling. - Kiedy Michael, jakby to powiedzieć, 

wreszcie się na niej poznał i zrozumiał, o co jej naprawdę chodzi, postanowił się z nią rozstać, 

ale ona niełatwo dała za wygraną. Wystawiła  nam słony rachunek za swoje zawiedzione 

nadzieje, szkody psychiczne i zmarnowane życie. Poradziłem Michaelowi zapłacić jej, ile 

żąda,   i   odczepić   się  od   niej   raz   na   zawsze.   -  Postukał   wiecznym   piórem   w   lśniący   blat 

wielkiego stołu. - Swoją drogą ciekawe, ilu jeszcze facetów oskubała do tej pory...

- Pewnie wyspecjalizowała się w czarowaniu niedoświadczonych dwudziestolatków... 

- rzekła cicho Julia.

Sterling skinął głową.

- Chyba tak. Tylko bardzo młody człowiek mógł się nabrać na jej sztuczki. Dla mnie 

od początku wszystko było jasne.

- Nazywała się Delilah, podobnie jak Dalila z Biblii. To dość znaczące imię, niezbyt 

dobrze wróży...

Sterling uśmiechnął się.

- Słuszna uwaga. Panna de Silva bardzo pasuje do swego imienia, albo ono do niej.

Michael postanowił przerwać ich uczone dywagacje.

- Jej imię nie ma tu nic do rzeczy, nie to było dla mnie ważne. Miałem dwadzieścia lat 

i koniecznie chciałem wierzyć, że nie wszystkie kobiety lecą tylko na pieniądze.

Sterling ze zrozumieniem kiwnął głową.

- Tak jak twoja matka.

-   I   dlatego   wybrałeś   znacznie   od   siebie   starszą   kobietę,   wyraźnie   zainteresowaną 

materialnym aspektem sprawy? - Julia przez chwilę w milczeniu wpatrywała się w Michaela. 

To   wszystko   wyglądało   jak   przykład   z   podręcznika   dla   studentów   pierwszego   roku 

psychologii. - Myślę, że chodziło o coś zupełnie innego. Chciałeś sobie dowieść, że wszystkie 

kobiety są właśnie takie jak twoja matka, dlatego wybrałeś Delilah, która była tak bardzo do 

niej podobna. Wszystko to, oczywiście, podświadomie.

Michael skrzywił się z niesmakiem.

- Bardzo proszę, nie udawaj znawczyni ludzkiej duszy. Taka domorosła psychologia 

jest, według mnie, po prostu komiczna. Zwłaszcza u kogoś, kto nie ma o tych  sprawach 

pojęcia.

Ona nie ma pojęcia o psychologii! On chyba niezbyt dokładnie czytał jej papiery!

- Zrobiłam licencjat z psychologii - zaprzeczyła z godnością - i przez rok odbywałam 

background image

praktyki w poradni.

- Tym gorzej. Powierzchowna wiedza jest gorsza niż niewiedza.

Sterling podniósł dłonie uspokajającym gestem.

- Przestańcie, Michael nie lubi o tym mówić. Nikt nie lubi, jak mu przypominać, że 

dał się wyprowadzić w pole. Dość już o tym. Przejdźmy teraz do sprawy pierścionka...

- Jakiego pierścionka? - spytała zdezorientowana.

Nie   bardzo   wiedziała,   o   co   chodzi;   w   kontrakcie   nie   było   mowy   o   żadnym 

pierścionku. Gdy mecenas Foster wyjął z teczki następny plik papierów, jęknęła.

- Znowu jakieś dokumenty? Traktat wersalski był chyba mniej skomplikowany...

Sterling spojrzał na Michaela.

- Masz pierścionek?

- Jest w biurku, zaraz go przyniosę. Gdy wyszedł, prawnik spojrzał na Julię z prośbą w 

oczach.

- Trzeba go zrozumieć. Jest taki czujny i podejrzliwy, bo już raz się sparzył.

Uśmiechnęła się z goryczą.

- Są jednak granice, za którymi zaczyna się paranoja.

- Pochyliła się ku niemu i lekko ściszyła głos. - Ale to nieważne. Chciałabym z panem 

porozmawiać o czymś innym, to bardzo osobista sprawa. Honorarium proszę sobie potrącić z 

sumy, która jest dla mnie przewidziana w umowie.

Sterling Foster cofnął się skonsternowany.

- Nie mogę reprezentować w jednej sprawie obu stron, to byłby przypadek konfliktu 

interesów.

- Nie wchodzi w grę żaden konflikt interesów - uspokoiła go Julia. - Chciałam tylko 

prosić o przekazanie przewidzianej dla mnie sumy wprost na konto ośrodka rehabilitacyjnego, 

w którym przebywa moja siostra. Na wszelki wypadek, gdyby coś mi się stało, wolałabym, 

żeby te pieniądze już się tam znajdowały.

Na zwykle nieprzeniknionej twarzy Sterlinga Fostera pojawił się cień zdziwienia. Julia 

pobieżnie   wprowadziła   go   w   swoje   rodzinne   sprawy,   chcąc   wszystko   załatwić   przed 

powrotem Michaela.

- Zrobię to z przyjemnością i bez dodatkowych opłat - oznajmił adwokat poważnie i 

spojrzał na Julię z sympatią.

- Myślę jednak, że powinna pani powiedzieć Michaelowi o siostrze i o obowiązkach, 

jakie ma pani względem niej. On nie ma o niczym pojęcia.

Julia skinęła głową.

background image

- Rozumiem. Jest przekonany,  że doskonale zna powody mojej decyzji. Widzi we 

mnie chciwą babę, gotową zrobić wszystko dla pieniędzy. Można powiedzieć, że coś w tym 

jest, prawda?

- Nic podobnego! - zaprzeczył  Sterling. - Michaelowi bardzo by się przydała taka 

lekcja.   Dowiedziałby   się,   że   nie   wszystkie   kobiety  lecą   na   pieniądze,   że   ludzie  miewają 

jeszcze   inne   motywy   działania   i   że   na   świecie   istnieje   coś   takiego   jak   współczucie, 

bezinteresowna miłość i międzyludzka solidarność. To doskonała okazja, żeby mu udowod-

nić, że nie ma racji.

Julia dumnie uniosła głowę. Nie zamierza wykorzystywać rodzinnej tragedii po to, by 

prostować ścieżki tego zapatrzonego w siebie faceta.

- Nie - oświadczyła. - Nie ma żadnego powodu, żeby mu mówić o Joannie, jej też nie 

wspomnę   o   tej   historii.   W   ośrodku   pacjenci   oglądają   tylko   pewne   określone   programy 

telewizyjne. Uprzedzę lekarzy, żeby jej nic nie mówili o moich zaręczynach.

- Nie wolno sugerować, że to tylko pozorne - ostrzegł ją Sterling.

Uśmiechnęła się do niego.

- Mój adwokat uprzedził mnie już o odpowiedzialności karnej w przypadku, gdybym 

komukolwiek wyjawiła tę tajemnicę.

- Żałuję, że Michael nie może poznać prawdy - westchnął Sterling, zbierając papiery. - 

Dobrze by mu to zrobiło. Przy okazji, bardzo przepraszam za część punktów tej umowy. 

Zdaję sobie sprawę, że są obraźliwe, ale mój klient bardzo nalegał na niektóre sformułowania. 

Muszę   przyznać,   że   jest,   jakby   to   powiedzieć,   uczulony   na   pewne   sprawy.   Kobiety   i 

pieniądze... Sama pani zresztą rozumie, miał przykre doświadczenia i do tej pory nie potrafi 

ich przezwyciężyć. Teraz, kiedy dowiedziałem się o siostrze i lepiej rozumiem pani sytuację, 

jestem pełen...

- Jako mój adwokat jest pan zobowiązany do zachowania tajemnicy - przerwała mu 

Julia. - Proszę ani słowem nie wspominać mu o Joannie.

Adwokat głęboko westchnął.

- Dobrze, ale wolałbym mieć pani pozwolenie na... Przerwał na widok wchodzącego 

Michaela.

- Oto pierścionek. - Michael położył safianowe pudełeczko przed Julią.

Ponieważ po nie nie sięgnęła, sam je otworzył i wyjął złoty pierścionek z wielkim 

rubinem.

-   Dostałem   go   od   babki,   dała   mi   go   dla   mojej   przyszłej   żony,   a   ponieważ   nie 

zamierzałem się żenić, a sam go nosić nie mogę... - Uśmiechnął się złośliwie. - Przeleżał u 

background image

mnie, a teraz jest jak znalazł. Cała rodzina wie, że go dostałem, więc musi się znaleźć na 

palcu mojej narzeczonej. Przymierz, trzeba będzie go chyba dopasować.

Wzięła   od   niego   klejnot,   nie   mogąc   powstrzymać   drżenia   dłoni,   i   wsunęła   na 

serdeczny palec lewej ręki.

- Niesamowite! Zupełnie jakby zrobiono go dla niej! Michael chłodnym wzrokiem 

obrzucił swego adwokata.

- Nie ma w tym  nic nadzwyczajnego, to po prostu najczęściej spotykany rozmiar. 

Przejdźmy do rzeczy.

Ruchem   dyrygenta   kierującego   orkiestrą   sięgnął   po   kolejne   papiery   i   zaczął   je 

przeglądać. Wzrok, jakim obrzucał kartki, pozwalał przypuszczać, że nieprędko skończy.

- Jestem strasznie głodna... - jęknęła Julia, ale nie raczył nawet na nią spojrzeć.

W   końcu   pozwolił   Sterlingowi   streścić   jej   aneks   dotyczący   pierścionka 

zaręczynowego. Klejnot pozostawał jego wyłączną własnością i Julia miała go zwrócić, gdy 

tylko komedia z zaręczynami się skończy. Gdyby próbowała go zatrzymać albo uzyskać jakąś 

sumę za jego zwrot, zobowiązana jest oddać w całości sumę otrzymaną za wymienioną w 

umowie „przysługę”. Julia bez słowa złożyła swój podpis we wskazanych miejscach.

- Zupełnie jakbym załatwiał sprawy twoich rodziców, Michael - mruknął Sterling. - 

Pełne   zabezpieczenie   wszelkich   roszczeń,   kary  pieniężne,   zadatki   i   nadpłaty...   Nie   mogę 

powiedzieć,   że   mi   się   to   podoba,   ale   ty   jesteś   do   takiego   języka   przyzwyczajony   od 

dzieciństwa.

-   Takie   sprawy   przechodzą   z   pokolenia   na   pokolenie   -   szepnęła   Julia,   znowu 

przypominając sobie studia.

Michael spiorunował ich wzrokiem.

-   Nie   bardzo   mi   się   podobają   te   wasze   uwagi.   Jeszcze   mniej   podobała   mu   się 

sympatia, jaka się między nimi nawiązała; wyczuł to zaraz po powrocie do sali. Śmieszne, ale 

czuł się tak, jakby nagle wyrzucili go poza nawias całej sprawy. Wiedział, że to niemożliwe, 

ale przykre uczucie nie ustępowało.

-   Aneks   został   tak   sformułowany   -   wyjaśnił   nie   wiadomo   komu,   bo   przecież   nie 

Sterlingowi,   który   sam   sporządził   dokument,   ani   Julii,   bo   nie   wydawała   się   tym   zain-

teresowana - ponieważ nie chcę mieć kłopotów, kiedy ta cała komedia się skończy. Moja 

babka   chciała,   żeby   ten   pierścionek   pozostał   w   rodzinie,   więc   zamierzam   go   potem 

podarować którejś z moich sióstr albo siostrzenic z zastrzeżeniem, że ma być dziedziczony w 

linii żeńskiej. W ten sposób wszystko odbędzie się zgodnie z wolą babki.

- O jednym tylko zapominasz - zauważył lekko rozdrażniony Sterling. - Kate życzyła 

background image

sobie,   żeby   go   nosiła   twoja   żona.   Miała   nadzieję,   że   kiedyś   znajdziesz   kobietę,   którą 

pokochasz   i   której   zaufasz.   Znała   twoje   poglądy   i   uprzedzenia,   a   fakt,   że   ci   dała   ten 

pierścionek, ma wymowę symboliczną. Zależało jej na twoim życiu, a nie na tym, żeby ten 

pierścionek pozostał w rodzinie.

- A mnie zależy właśnie na tym - oznajmił Michael. Sterling zacisnął wargi.

-   Gdyby   Kate   chciała   go   dać   twoim   siostrom   -   syknął   -   zrobiłaby   to   sama.   Ten 

pierścionek jest przeznaczony dla twojej żony, a z czasem dla twojej córki.

Julia w milczeniu patrzyła  na ciemną bruzdę rysującą się na czole Michaela, jego 

posępne   spojrzenie   i   determinację.   Kate   Fortune   musiała   być   nie   lada   optymistką,   jeśli 

naprawdę wierzyła, że pewnego dnia jej wnuk kogoś poślubi. Perspektywa, że na świecie 

wkrótce zapanuje powszechna miłość i pokój, wydała jej się nagle bardziej realna...

Michael wyjątkowo całkowicie się z nią zgadzał.

-   Niektóre   prezenty   mojej   babki,   niestety,   bywały   chybione,   i   tak   właśnie   jest   w 

przypadku tego pierścionka. Chociaż trzeba przyznać, że nieraz miała wyjątkowe wyczucie. 

Na przykład, kiedy podarowała mojemu bratu to ranczo w Wyoming. Kyle znalazł tam swoje 

miejsce na ziemi.

Sterling spojrzał na niego spod oka.

-   Kyle   przede   wszystkim   znalazł   odpowiednią   kobietę,   i   tego   właśnie   dla   ciebie 

pragnęła twoja babka.

Michael uśmiechnął się cynicznie.

-  Jak  na  prawnika,   zrobiłeś   się  strasznie   romantyczny.  Może  dlatego   tak  świetnie 

zgadzacie się z Julią. Ona też wierzy w miłość, która przywraca sens życiu, prawda, Julio?

- Tak - odparła łagodnie - a jeśli to nie pomaga, trzeba stosować terapię grupową. - 

Potem przeniosła wzrok na Sterlinga Fostera. - Jeśli to wszystko, to chciałabym już iść do 

domu.

Prawnik skinął głową. Julia zdjęła z palca pierścionek i włożyła go z powrotem do 

pudełka.

- Będę go nosiła tylko w twojej obecności - rzekła do Michaela. - Obawiam się, że 

mogłabym go zgubić albo uszkodzić.

Wstała, skinęła im głową i wyszła.

- Jaka ostrożna, widać, że nie zmarnuje ani grosza z fortuny, na którą się załapała - 

mruknął złośliwie Michael, spoglądając za nią.

Sterling przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią.

- Gdybyś był naprawdę tak bystry, za jakiego się uważasz - powiedział w końcu - 

background image

zrobiłbyś, co trzeba, i babka byłaby z ciebie zadowolona.

Michael zauważył, że Sterling mówi o Kate w taki sposób, jakby wcale nie umarła. 

Sam przez wiele tygodni tak właśnie myślał, nie mogąc się pogodzić z jej śmiercią. Wiedział, 

że Kate, kiedy owdowiała, bardzo zaprzyjaźniła się ze Sterlingiem. Michaelowi nagle zrobiło 

się żal starego adwokata.

Wziął ze stołu pudełko i zapatrzył się w rubinowy kamień. Kto by pomyślał, że jego 

babka, kobieta przedsiębiorcza, trzeźwa i mocno stąpająca po ziemi, podaruje mu pierścionek 

w nadziei, że znajdzie prawdziwą miłość...

Skrzywił się.

- Właśnie zrobiłem, co trzeba, mój drogi - wycedził. - Z taką umową nic mi nie grozi, 

a Julia jest wystarczająco mądra, żeby to wiedzieć i nie próbować żadnych sztuczek.

Sterling Foster schował papiery do teczki i głośno zatrzasnął zamek.

- Jesteś głupi jak but, mój drogi - powiedział z przekąsem i szybkim krokiem opuścił 

salę konferencyjną.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

- Czy Julia powiedziała, dlaczego zgodziłem się na ten wywiad? - zapytał Michael, 

kiedy Faith Carlisle wraz z objuczonym sprzętem kamerzystą zjawili się w jego apartamencie.

Faith spojrzała na niego zaczepnie; jej nieskazitelna blond fryzura, przylegająca do 

głowy niczym hełm, robiła wrażenie czegoś, co oprze się każdemu sztormowi.

- Owszem. Wspomniała, że się zaręczyliście i nasza rozmowa ma zakończyć całą tę 

historię z listą kawalerów.

- Tak, chcę raz na zawsze skończyć z tym absurdem. Stanowczość jego głosu mało ją 

obeszła.

- Czy właśnie dlatego postanowiliście tak nagle się zaręczyć?

Michael  osłupiał; ta niesamowita kobieta ledwo weszła w  progi jego  domu, a już 

zadała mu najtrudniejsze pytanie.

- Oczywiście, że nie - odparł opanowanym głosem. - Bardzo to obraźliwe podejrzenie 

wobec nas. Powody naszych zaręczyn są takie, jak zwykle w podobnych przypadkach, ale o 

tym dokładniej powiemy w czasie wywiadu.

Kamerzysta zaczął rozkładać w salonie przyniesiony sprzęt; Faith zamilkła. Płynęła 

minuta za minutą. Michael spojrzał na zegarek.

-   Julia   już   tu   powinna   być.   Nie   wiem,   dlaczego   się   spóźnia.   -   Zaczaj   nerwowo 

przemierzać wielką przestrzeń salonu, śledzony rozbawionym wzrokiem tamtych dwojga.

-   To   do   niej   zupełnie   niepodobne.   -   Michael   znowu   zerknął   na   zegarek,   ale   ze 

zdenerwowania prawie nie widział cyfr.

-   Julia   wcale   się   nie   spóźnia   -   zlitowała   się   nad   nim   wreszcie   Faith.   -   To   my 

przyszliśmy nieco wcześniej, żeby się przygotować. Zwykle się spóźniamy, ale ta sytuacją 

jest wyjątkowa. Nie myślałam, że to będzie dla gospodarza takie kłopotliwe.

- Kiedy się umawiam - wycedził Michael przez zęby - zamierzam rozpocząć spotkanie 

punktualnie. Nie później i nie wcześniej, tylko dokładnie o umówionej godzinie!

Faith obrzuciła go znudzonym wzrokiem.

- Przepraszamy za pośpiech - rzuciła. - Bardzo mi przykro.

Wcale nie było jej przykro i doskonale o tym wiedział, dlatego rozzłościł się jeszcze 

bardziej.

- Może w takim razie na kilka minut wyjdziemy i wrócimy o umówionej porze? - 

zapytała Faith tonem, jakim zazwyczaj mówi się do rozkapryszonego, niezbyt rozgarniętego 

dziecka.

background image

Michael zauważył drwiące spojrzenie kamerzysty i przez chwilę się zastanawiał.

- Nie ma takiej potrzeby - oświadczył wreszcie. - Możecie tutaj zostać, a ja pójdę do 

swojego gabinetu.

Wychodząc, usłyszał jeszcze jęk Faith.

- Ale maruda! A do tego jak potrafi się opanować!

Przez chwilę dumał, jak się ustosunkować do tej najkrótszej charakterystyki swojej 

osoby. Może i jest „marudą”, która potrafi się świetnie opanowywać, ale też i sytuacja trafiła 

mu   się   niecodzienna.   Ten   cały   wywiad   i   te   nieszczęsne   wymuszone   zaręczyny   każdego 

normalnego   człowieka   wyprowadziłyby   z   równowagi.   To   Julia   umówiła   ich   dzisiaj   na 

wywiad, ale pomysł, żeby wszystko odbyło się u niego w domu, wyszedł od Kristiny.

- Jeśli będziecie z nią rozmawiać w biurze, natychmiast wejdziecie w swoje role i w 

dalszym  ciągu będziecie  sekretarką  i szefem  - oświadczyła  Kristina.  - A tak,  w bardziej 

prywatnym miejscu, może uda wam się odegrać rolę zakochanych.

Zgodził się dla świętego  spokoju, ale  teraz, kiedy ta telewizyjna  harpia w hełmie 

jasnych włosów wtargnęła do jego domu, robiło mu się niedobrze na samą myśl o tym, że 

będzie musiał przed nią udawać zakochanego! Oni będą grali komedię, a ta koszmarna baba 

będzie oceniała stopień ich wiarygodności! Otarł czoło chusteczką. Nie miał pewności, czy 

się sprawdzi w roli narzeczonego.

Fakt, że ekipa telewizyjna przybyła z dwudziestominutowym wyprzedzeniem, jeszcze 

wszystko pogorszył. Stracili z Julią jedyną okazję przygotowania się do wywiadu, omówienia 

pewnych kwestii, wejścia w rolę. Będą musieli improwizować...

Dreszcz przebiegł mu po plecach. W pracy też nie mieli czasu niczego omówić. Od 

rana siedział na zebraniu i wyszedł z biura w godzinę po Julii. Sięgnął do kieszeni marynarki i 

wyjął   safianowe   pudełeczko.   Julia   będzie   musiała   tak   jakoś   włożyć   pierścionek,   żeby   ta 

podejrzliwa baba niczego nie zauważyła. W przeciwnym razie zaraz zacznie się zastanawiać, 

dlaczego jego narzeczona nie nosi pierścionka stale.

Swoją drogą, ciekawe dlaczego Julia powiedziała, że będzie nosić pierścionek tylko w 

jego obecności? Z jakiego powodu tak się uparła? Te jej tłumaczenia, że boi się go zgubić 

albo uszkodzić, są po prostu śmieszne. Gdyby w ogóle istniała taka ewentualność, umieściłby 

odpowiedni punkt w umowie. Nie zrobił tego, bo wie, jak jego sekretarka jest sumienna. 

Przez czternaście miesięcy wspólnej pracy niczego nie zaniedbała i...

Rozległ się dźwięk dzwonka i Michael wypadł z gabinetu jak bomba.

- To Julia! - krzyknął w stronę Faith i kamerzysty i sam zauważył, z jak ogromną ulgą 

to uczynił.

background image

- To ona nie ma klucza? - zapytała niewinnie Faith. Właściwie go nie zaskoczyła; z jej 

strony spodziewał się wszystkiego. Przyszła przecież tutaj, żeby podglądać i śledzić każdy 

jego gest i zadawać właśnie tego rodzaju podchwytliwe pytania. Przez sekundę zastanawiał 

się, co by uczynił, gdyby cała ta sytuacja była prawdziwa. Nie mógł wykluczyć, że - mimo 

początkowego sprzeciwu - dałby swojej narzeczonej klucz do mieszkania.

-   Julia   niedawno   zgubiła   swój   klucz   -   odparł   swobodnie,   zachwycony   własnym 

refleksem. - Właśnie zamówiliśmy nowy.

- Pewnie go jej odebrał, żeby nie przychodziła za późno ani za wcześnie... - usłyszał 

komentarz Faith, kiedy ruszył ku drzwiom.

Wywiad   się   jeszcze   nie   zaczął,   a   ta   kobieta  już   jest   do  niego   wrogo   nastawiona. 

Otworzył drzwi i w progu ujrzał Julię.

- Witaj, kochanie! - Zarzuciła mu ręce na szyję i mocno się do niego przytuliła.

Michael, nie przygotowany na takie powitanie, stał jak przysłowiowy słup soli.

- Zobacz, ten to potrafi być wylewny... - dobiegło go z salonu i jednocześnie Julia 

zaczęła mu szeptać coś do ucha.

- Zobaczyłam ich samochód przed domem - zrozumiał przez szum w uszach. - A teraz 

pocałuj mnie na niby.

Nie wiedział, jak się kogoś całuje na niby, więc objął ją i zaczął całować naprawdę. 

Poczuł dotyk jej piersi i zapach perfum. Rozpoznał produkt własnej firmy, ale nerwy nie 

pozwoliły mu na razie ustalić dokładnej nazwy. A przecież jako szef działu produkcyjnego 

znał zapachy, kolory i opakowania wszystkich perfum jak własne nazwisko. Problem w tym, 

że gdyby go ktoś teraz zapytał, jak się nazywa, nie bardzo potrafiłby odpowiedzieć.

Trzymał w ramionach drobne ciało Julii, całował jej usta i czuł, jak fala pożądania 

ogarnia jego ciało. Była taka piękna i tak niesamowicie kobieca. Nie panując nad sobą, zaczął 

gładzić jej plecy. Julia wyprężyła się i poczuł, jak żar wypełnia jego serce. Oderwała się od 

niego nagłym ruchem i został samotny i pusty, jakby go opuściła organiczna część jego istoty.

- Witaj, Faith! - krzyknęła Julia tak entuzjastycznie, jakby widok dziennikarki był 

spełnieniem jej najskrytszych marzeń.

Szybkim   krokiem   podeszła   do   kanapy,   a   Faith   i   kamerzysta   wstali,   by   się   z   nią 

przywitać.

-   Czuję   się,   jakbym   cię   znała   od   bardzo   dawna   -   ciągnęła   Julia.   -   Tak   często   w 

ostatnim czasie rozmawiałyśmy przez telefon.

Spojrzała na stolik obok kanapy i malowniczo rozrzucone na nim ilustrowane pisma o 

sztuce, tak jak je tam umieścił dekorator wnętrz. Całe mieszkanie Michaela, wymuskane i 

background image

bezosobowe,   robiło   wrażenie   dekoracji.   Mogłaby   się   założyć,   że   Michael,   odkąd   się 

wprowadził, nie przesunął ani jednego mebla.

Interesowała go tylko praca i firma.

- Czy Michael zaproponował wam coś do picia? - zapytała uprzejmie, wchodząc w 

rolę gospodyni.

Nigdy   przedtem   nie   była   niczyją   narzeczoną,   ale   chyba   narzeczone   w   takich 

sytuacjach tak właśnie się zachowują...

- Nie - odparła Faith. - Zrobiliśmy błąd, przychodząc dwadzieścia minut za wcześnie, i 

gospodarz miał ochotę zaproponować nam jedynie, żebyśmy się jak najszybciej wynieśli do 

diabła.

Julia powiodła wzrokiem od Faith do Michaela.

- Strasznie mi przykro. Przepraszam, że przyszłam tak późno.

-   Trudno,   stało   się.   -   Faith   zmrużyła   oczy.   -   W   ten   sposób   zdobyliśmy   pierwszą 

informację o Michaelu Fortune. Wiemy już, że jest obsesyjnie punktualny i tego samego 

wymaga od innych.

- To cecha wszystkich dyrektorów - szybko wyjaśniła Julia. - Nie można kierować 

wielkim działem, jeśli się nie posiadło tej umiejętności. Sama musisz coś o tym wiedzieć.

- Dobra odpowiedź, brawo - pochwaliła ją nieco ironicznie dziennikarka.

- Czego się w takim razie napijecie? - Julia wróciła do roli gospodyni. - Co możemy 

im zaproponować, Mike?

Słyszał   jej   głos,   widział   jej   pytające   spojrzenie,   a   mimo   to   nadal   stał   bez   ruchu. 

Kontakt z ciałem Julii, a przede wszystkim jego reakcja na jej dotyk, całkowicie go obez-

władniły. Ta rozgadana, pewna siebie, śliczna kobieta, która tak swobodnie radziła sobie z 

tymi telewizyjnymi gadami, w niczym nie przypominała spokojniej, wyciszonej Julii, którą 

znał.

Patrzył na nią, nie wierząc własnym oczom. Julia w krótkiej spódniczce i obcisłej 

bluzce wyglądała jak modelka. Buty na wysokich obcasach nieco ją podwyższały i jeszcze 

wysmuklały jej zgrabną sylwetkę. Dawno nie widział tak atrakcyjnej kobiety, a na pewno 

nigdy żadna tak go nie podniecała. Zupełnie jakby jej dotyk obudził go do nowego życia i 

krew zaczęła szybciej krążyć mu w żyłach. Porównanie z wiosną, która nadeszła wreszcie po 

bardzo długiej i mroźnej zimie, narzucało się samo...

Niezręczna cisza i naglące spojrzenie Julii wyrwały go z letargu. Nie potrafił jednak 

odpowiedzieć, bo zapomniał, o co pytała.

- Może coś zimnego? Mrożona herbata albo jakiś sok? - W uprzejmym głosie Julii 

background image

pojawił się lekki niepokój.

Michael nie mógł oderwać od niej wzroku. Przy ogólnym zaskoczeniu i oczarowaniu 

dopiero teraz spostrzegł, że Julia również zmieniła fryzurę. Zamiast tego koszmarnego koczka 

miała teraz rozpuszczone włosy, ujmujące w ramę jej śliczną twarz.

-   Napijmy   się   byle   czego   i   zaczynajmy   -   oświadczyła   energicznym   tonem   Faith, 

zdumionym spojrzeniem wodząc za wzrokiem Michaela. - Najpierw Ken zrobi ogólny widok 

salonu z najazdem na okno, żeby ująć ten fantastyczny widok miasta z tymi światłami, potem 

kamera pójdzie na kominek i wreszcie zsunie się na was, siedzących na kanapie. Michael, 

bądź łaskaw...

Julia   wstrzymała   oddech.   Michael   wciąż   stal   w   progu   salonu   jak   pogrążony   w 

hipnotycznym śnie. Dlaczego on nic nie mówi? Ona robi, co może, żeby to jakoś wypadło, a 

on stoi w drzwiach i patrzy na telewizyjną ekipę w takim osłupieniu, jakby Faith i Ken byli 

parą kosmitów, którzy nagle spadli z nieba.

- Tak, teraz albo nigdy - powiedział bez sensu i ruszył ku nim. Miał na sobie ten sam 

garnitur   co   w   pracy,   śnieżnobiałą   koszulę   i   jedwabny   krawat.   Wyglądał   niesłychanie 

elegancko i kompletnie nieprzystępnie.

Julia spojrzała na Faith; z twarzy dziennikarki wyczytała, że nie jest dobrze. Taka stara 

wyga jak Faith Carlisle nigdy się nie nabierze na coś takiego. Na pierwszy rzut oka widać, że 

ktoś taki jak Michael Fortune znajduje się całkowicie poza zasięgiem kogoś takiego jak Julia 

Chandler. Jest zbyt przystojny, za bogaty i zbyt wymagający, żeby się związać z taką szarą 

myszką. Zrobiło jej się nagle strasznie przykro.

Kamera ruszyła i Michael usiadł obok Julii na kanapie.

-   Trochę   jestem   zaskoczony   tym   wywiadem   -   rzekł   opanowanym   już   głosem.   - 

Przepraszam, jeśli byłem niezbyt uprzejmy.

Ujął   rękę   Julii   i   lekko   ją   uścisnął.   Julia   drgnęła.   Wtedy,   podczas   ich   „czułego” 

powitania w drzwiach, była zbyt spięta i zdenerwowana, żeby cokolwiek odczuwać. Teraz 

dotyk Michaela sprawił, że serce zaczęło jej bić jak szalone; nie mogła powstrzymać drżenia.

Michael wyczuł jej przerażenie i napotkał czujny wzrok Faith. Patrzyła na nich jak 

syty kot, który spokojnie czatuje na mysz, bo i tak wie, że nieszczęsna, prędzej czy później 

wysunie się z norki i wpadnie w jego łapy.

Niedoczekanie! On nie jest bezbronną myszką i nie stanie się łupem tej telewizyjnej 

harpii! Nie na darmo pochodzi z potężnej rodziny; Fortune'owie nigdy się nie poddają! Julia 

zrobiła dobry początek, a teraz on poprowadzi batalię do zwycięskiego końca. Zdecydowanie 

objął ramieniem swoją „narzeczoną”.

background image

- Oboje z Julią bardzo cenimy sobie prywatność. Rozmowa przed kamerami o naszych 

sprawach bardzo nas peszy. Prawda, kochanie?

Uniósł jej rękę i leciutko ucałował koniuszki palców.

Jeśli chcesz dobrze zagrać, musisz wejść w skórę tej osoby i po prostu się nią stać, 

przypomniała sobie Julia wskazania swojej współlokatorki. Jen nauczyła się tego w szkole 

teatralnej i dziś wieczorem przekazała część swojej wiedzy Julii.

- Aktor musi wejść w rolę całym sobą - oświadczyła patetycznie Jen. - Musi myśleć, 

oddychać,   ruszać   się   i   żyć   jak   postać,   którą   gra.   Przestaje   być   sobą   i   staje   się   innym 

człowiekiem.

Na szczęście, zaabsorbowana własnymi słowami, nie zapytała Julii, skąd to jej nagłe 

zainteresowanie aktorskimi technikami.

Jen   ma   rację,   przemknęło   Julii   przez   głowę.   Kiedy   wchodziłam,   nie   byłam   sobą, 

wczułam się w rolę i dlatego tak dobrze mi poszło, a teraz znowu stałam się dawną Julią i 

dlatego tak się boję. Muszę odrzucić starą skórę i stać się innym człowiekiem - narzeczoną 

Michaela.

A jego narzeczona musi być przede wszystkim osobą pewną siebie i doskonale nad 

sobą panującą. Wzięła głęboki oddech i... weszła w rolę. Wytrzyma w niej tak długo, jak 

będzie   trzeba;   będzie   narzeczoną   Michaela   przez   cały   czas   pobytu   tych   ludzi   w   jego 

mieszkaniu.

Uniosła dłoń Michaela i przytuliła ją do policzka.

- Wolimy być sami - szepnęła czule. - Sami, tylko we dwoje...

Tę kwestię przejęła żywcem z jakiegoś ilustrowanego pisma o sławnych ludziach. W 

oczach   Faith   dostrzegła   zniecierpliwienie;   prawdopodobnie   dziennikarka   czytała   ten   sam 

magazyn.

- Nasi widzowie na pewno są ciekawi, jak się poznaliście. Julia i Michael wymienili 

znaczące spojrzenia.

- Ty im opowiedz, Julio.

- Nie, sam im opowiedz. Ty to zrobisz najlepiej, Mike.

Obdarzyła  go  uśmiechem,  jaki  zwykle   mają  żony prezydentów  tuż   po  wygranych 

wyborach. Była w nim miłość, podziw i bezwarunkowe oddanie.

Michael poprawił się na kanapie.

- Jak wiadomo, Julia pracuje u mnie - zaczął. Miał nadzieję, że wyręczy go i sama 

opowie   jakąś   bajeczkę;   chyba   wystarczająco   dużo   jej   zapłacił,   żeby   nie   musieć   teraz   na 

poczekaniu   wymyślać   jakichś   bzdur.   -   Przyszła   do   mnie   -   ciągnął   pewnym   głosem   -   na 

background image

rozmowę   wstępną,   miała   bardzo   dobre   kwalifikacje,   więc   ją   zaangażowałem.   Potem... 

zaczęliśmy pracować i tak jakoś, z miesiąca na miesiąc... w końcu się zaręczyliśmy.

Spojrzenie Faith powiedziało mu, że sprawdzian wypadł słabo.

- I to wszystko? Dosyć to prozaiczne.

Szkoda, że nie wziął przedtem kilku lekcji u Jen. Zupełnie nie potrafi wczuć się w rolę 

i gotów jeszcze zawalić całe przedstawienie. Julia postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.

- Mike trochę to wszystko uprościł - zaszczebiotała. - Trudno mu o tym mówić, ale ja 

powiem   ci,   jak   było,   Faith.   Będę   z   tobą   zupełnie   szczera:   zakochałam   się   w   nim   od 

pierwszego wejrzenia. Kiedy go zobaczyłam, wiedziałam, że spotkałam mężczyznę swojego 

życia. Gdy mnie przyjął, byłam w siódmym niebie, bo wiedziałam, że odtąd będę go mogła 

codziennie widywać.

Michael zwrócił ku niej wzrok. Jakie ona ma piękne oczy, szarobłękitne, i takie długie 

ciemne rzęsy... Kiedy tak na niego patrzy, nie można nie wierzyć w jej słowa... Omal nie 

zerwał się z kanapy, przerażony tokiem własnego myślenia.

- A Mike? - zapytała Faith. - U niego to też była miłość od pierwszego wejrzenia?

-   Nie   -   zaprzeczyła   ze   smutkiem   Julia.   Nie   chciała   przesadzać;   są   granice 

wiarygodności, takie rzeczy nie zdarzają się nawet w tych pięknych romansach, które pisuje 

Rebeka Fortune.

- Tak - przytaknął w tej samej chwili Michael.

- Tak czy nie? Zdecydujcie się, proszę. - Faith wyraźnie się ożywiła.

„Narzeczeni” spojrzeli na siebie przeciągle.

- Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia, ale nie dałem tego po sobie poznać 

- wyjaśnił Michael.

Dlaczego ona robi taką minę, jakby nie mogła w to uwierzyć? Przecież ta dziennikarka 

natychmiast to zauważy i sama nabierze wątpliwości!

- Dziś po raz pierwszy się do tego przyznaję - dodał, chcąc jakoś uprawdopodobnić 

niedowierzanie Julii.

- To bardzo miło, że tak mówisz, ale to nieprawda - stanowczo zaprzeczyła Julia.

We wszystkim trzeba zachować umiar, nie wolno przedobrzyć ani przeciągnąć struny. 

Przecież   to   zupełnie   normalne,   że   taka   szara   myszka   jak   Julia   Chandler   od   pierwszego 

wejrzenia zakochuje się w swoim atrakcyjnym szefie; natomiast to, że on od razu traci głowę 

na jej widok, zakrawa na czystą fantazję.

- Michael, wspominając nasze pierwsze spotkanie, nakłada swoje obecne uczucia na 

ówczesne emocje - wyjaśniła. - To się często zdarza, w psychologii mają na to nawet jakąś 

background image

specjalną nazwę. Polega to na tym, że ludzie koloryzują przeszłość, bo teraźniejszość narzuca 

im wizję dawnych wydarzeń. Tak naprawdę nie zakochał się we mnie od razu, tylko po kilku 

miesiącach.

- To nie jest żadne koloryzowanie przeszłości. - Michael nie zamierzał pozwalać jej na 

jakieś   tam   psychologizowanie.   -   Ja   chyba   sam   wiem   najlepiej,   kiedy   się   zakochałem,   a 

zakochałem się od pierwszego wejrzenia. - Miał ochotę jak najszybciej z tym skończyć. - 

Pamiętam   nawet,  jak   byłaś   wtedy  ubrana.   Miałaś  na  sobie   szary  kostium,   białą  bluzkę   i 

półbuty, a uczesana byłaś w taki okropny koczek, którego po prostu nie znoszę!

Nic   oczywiście   nie   pamiętał;   nic   dziwnego,   tego   dnia   przesłuchiwał   kilkanaście 

kandydatek. Opisał po prostu jej zwykły, codzienny ubiór, taki w jakim zawsze widywał ją w 

biurze.

- A co ci się nie podoba w moim uczesaniu? - Julia spojrzała na niego z niekłamanym 

zdumieniem.

Wyznał to tak szczerze, że albo naprawdę nie cierpi jej biurowej fryzury, albo jest 

świetnym aktorem...

- Nie znoszę takich koczków, lubię rozpuszczone włosy.

Objął ją mocniej i przytulił. Poczuła jego udo przy swoim i lekko się poruszyła; Mike 

wzmocnił uścisk. Biło od niego ciepło i siła.

- Taka fryzura - próbowała się bronić Julia - jest bardzo praktyczna w pracy.

- Jak to się stało - zabrała głos wyraźnie rozbawiona Faith - że zakochałeś się w kimś, 

kto wyglądał tak mało atrakcyjnie, jak to właśnie opisałeś?

- To bardzo proste. Zakochałem  się w niej dlatego, że była  inna i nie próbowała 

zwracać na siebie uwagi seksownym ubraniem. W przeszłości miałem tego aż nadto. Od 

pierwszej chwili zrozumiałem, że Julia traktuje swoje obowiązki poważnie, że przyszła do 

mnie pracować, a nie mnie uwodzić.

- I takie to na tobie zrobiło wrażenie - powiedziała z namysłem Faith - że się jej 

oświadczyłeś...

Nie musiała nic dodawać, cała ta historia nie trzymała się kupy.

- Tak - skinął głową Michael. - Tak właśnie było. Zupełnie jakby wprowadzał na 

rynek nowy produkt i z niepokojem czekał na opinię ekspertów.

Faith nie spuszczała z niego oka.

- Jednym słowem - wycedziła - dotąd byłeś otoczony wampami i nic cię nie brało, a 

dopiero kiedy w twoim biurze pojawiła się skromna panienka, taki Kopciuszek...

Julia przypomniała sobie niedawną rozmowę z Michaelem i postanowiła zabrać głos.

background image

- Tylko nie to, błagam! W dzisiejszych czasach żadna kobieta nie zgodziłaby się na 

rolę Kopciuszka! Nie mówiąc o tym, że nie ma już książąt z bajki, pięknych i bogatych.

-   Uważasz,   że   nie   jestem   piękny   ani   bogaty?   -   Michael   uśmiechnął   się   z   udaną 

swobodą.

Spojrzała na niego tkliwie.

- Nie o to chodzi, kochanie. Chciałam tylko powiedzieć, że wtedy, kiedy ty widziałeś 

we mnie samą skromność i prostotę, ja robiłam, co mogłam, żeby cię uwieść.

Roześmiał się, tym razem szczerze, na samą myśl o skłonnościach Julii do uwodzenia 

kogokolwiek.

- Nie zagrzałabyś u mnie długo miejsca, gdyby rzeczywiście tak było!

Poczuł   do   niej   coś   w   rodzaju   wdzięczności   za   to,   że   tak   bardzo   się   stara   dobrze 

wypaść w narzuconej sobie roli. Przytulił ją do siebie i omal nie pocałował w czoło. Julia 

poczuła zapach płynu po goleniu, „Drzewo Sandałowe” firmy Fortune, i zakręciło jej się w 

głowie.

Może to tylko sen? To nie może być rzeczywistość! Ale przecież tak jest: siedzi tutaj 

obok niego, czuje, jak Michael ją przytula, a wszystkie jej zmysły dają znać, że bardzo in-

tensywnie reagują na jego obecność. Może za bardzo wczuwa się w rolę? Dobrze zagrać 

określoną postać to jedno, ale zamienić się w nią i każdym nerwem odczuwać przewidziane 

scenariuszem Emocje to zupełnie co innego! To bardzo niebezpieczne, można przekroczyć 

linię dzielącą rzeczywistość od fikcji i...

To   bicie   serca,   te   rumieńce,   te   drżące   dłonie   i   budzące   się   pożądanie   należą   do 

repertuaru   przeżyć   narzeczonej   Michaela,   a   nie   do   Julii   Chandler,   jego   sekretarki,   która 

dorabia po godzinach, siedząc tutaj na kanapie w jego mieszkaniu przed kamerą telewizyjną. 

Chyba powinna zrobić sobie przerwę i pozbierać rozproszone myśli.

- Strasznie chce mi się pić, przepraszam, ale wezmę sobie szklankę wody.

Zerwała   się,   umykając   z   objęć   Michaela.   Doskonały   pomysł   z   tą   szklanką   wody, 

chociaż pewnie zimny prysznic byłby lepszy...

Michael spojrzał w ślad za Julią, wybiegającą z pokoju poza zasięg kamery, i również 

wstał.

- Przepraszam - rzucił swoim gościom - zaraz wracam. Przygotuję wam coś do picia.

Dogonił Julię w drodze do jadalni. Pomieszczenie to, w porównaniu z gigantycznych 

rozmiarów salonem, było niewielkie. Pośrodku królował stół i sześć krzeseł w orientalnym 

stylu. Pod ścianą stała wielka, stylizowana klatka dla ptaków. Julia odwróciła wzrok.

-   Niepotrzebnie   za   mną   szedłeś   -   szepnęła.   -   Sama   znalazłabym   kuchnię.   Musi 

background image

przylegać do jadalni.

Michael skinął głową.

-   Wyszedłem,   bo   nie   byłem   w   stanie   zostać   sam   na   sam   z   tą   harpią   i   tym   jej 

uśmiechniętym rekinem. Oni czują zapach krwi. Wyczuli go, zanim przyszłaś i teraz tylko idą 

tropem rannej zwierzyny. Chodź, kuchnia jest tutaj...

Julia   rozejrzała   się   po   sterylnie   czystym   białoniebieskim   pomieszczeniu,   niezbyt 

udolnie okraszonym elementami mającymi przywodzić na myśl tradycyjne amerykańskie ku-

chnie. Po modernistycznym  salonie i orientalnej jadalni, folklor w kuchni robił wrażenie, 

jakby całe to wnętrze projektował ktoś... paranoidalnie eklektyczny.

Uśmiechnęła się do siebie; chyba trafiła w sedno.

- Co tak patrzysz? - W głosie Michaela zabrzmiało coś w rodzaju urazy. - Zupełnie 

jakbyś nagle wylądowała na Księżycu.

- Po prostu zachwycam się wystrojem twojego mieszkania. Każdy kolejny pokój to 

prawdziwa niespodzianka.

Michael westchnął.

-   Rozumiem,   nie   musisz   mówić   nic   więcej.   Rzadko   miewam   gości,   więc   już 

zapomniałem,   jakie   to   wrażenie   robi   na   ludziach.   Jesteś   bardzo   miła,   że   nazywasz   to 

niespodzianką, ja bym to raczej nazwał... schizofrenicznym eklektyzmem. To dzieło mojej 

matki.

- Nie wiedziałam, że twoja matka jest dekoratorem wnętrz.

Swoją drogą, musieli mieć podobne estetyczne upodobania, skoro niemal identycznie 

określili wystrój jego apartamentu.

- Nie jest, ale ma mnóstwo przyjaciół dekoratorów. Przyjaznych uczuć starczyło jej 

akurat na urządzenie jednego pomieszczenia. Potem dekorator odchodził, a na jego miejsce 

wkraczał inny, zaopatrzony w nową koncepcję. Potem wreszcie ich przegnałem i zostało tak, 

jak widzisz.

- Bardzo interesujące...

-   Kristina   mawia,   że   moje   mieszkanie   przypomina   jej   odpowiedni   dział   domu 

towarowego. Dziękuję, że nie zapytałaś, dlaczego pozwoliłem matce je urządzać.

Nie miała zamiaru pytać go o takie delikatne sprawy, ale Michael i tak jej to wyjaśnił.

-   Moja   matka   jest   świetnym   manipulatorem.   Potrafi   w   ciągu   sekundy   przejść   od 

zachwytu do rozpaczy i z powrotem, i tak człowieka skołować, że nie wie, na jakim świecie 

żyje. Postanowiłem na wszelki wypadek dać jej wolną rękę i do niczego się nie wtrącać. 

Niech sobie robi, co chce, bylebym tylko miał spokój. Przez kilka miesięcy mieszkałem w 

background image

hotelu, ona sobie tu buszowała i było cudownie. Kiedy było już po wszystkim, Kyle i Jane 

błagali mnie, żebym sobie kupił nowe mieszkanie i pozwolił mamie je urządzać; w ten sposób 

mielibyśmy znowu kilka miesięcy spokoju.

Julia uprzejmie się uśmiechnęła; to, że mówił do niej w ten sposób o matce, nieco ją 

krępowało.

- Gdzie są szklanki? - zapytała, chcąc zmienić temat.

- Nie  lubisz, kiedy się ktoś naigrawa  z własnej  matki,  nawet jeśli  jest  nią Sheila 

Fortune?

- Coś w tym rodzaju - przytaknęła.

- Sama nigdy nie mówisz o swojej rodzinie, dopiero teraz zwróciłem na to uwagę. Ty 

znasz moją matkę, ojca, niemal wszystkie rodzinne historie, a ja nic o tobie nie wiem. Nic nie 

wiem   o  twoim   życiu,   prócz   tego,   że   po  pracy  lubisz   sobie   pobiegać   nad   rzeką   i   kiedyś 

ukończyłaś kurs samoobrony, dzięki czemu czujesz się po ciemku zupełnie bezpieczna.

Nic nie wskazywało na to, że poda jej szklankę, toteż Julia zaczęła otwierać kolejne 

szafki. W końcu nalała sobie wody i wypiła ją wielkimi łykami.

- Muszę coś o tobie wiedzieć - nie ustępował Michael - na wypadek, gdyby Faith mnie 

zapytała.  Słabo bym  wypadł w  roli narzeczonego, gdybym  nie miał na ten temat nic do 

powiedzenia. Prawdę mówiąc, nigdy dotąd nie spotkałem kobiety, która by tak mało o sobie 

mówiła.

Julia spuściła oczy; widziała teraz nienagannie lśniącą podłogę kuchni.

- Nie mam wiele do powiedzenia. Moi rodzice nie żyją, mam jedną siostrę. Pragnę 

kiedyś zostać psychologiem i pracować z nieprzystosowaną młodzieżą oraz dziećmi. Na razie 

jestem sekretarką w Fortune Corporation.

Wyraźnie go to poruszyło.

- Jesteś za młoda, żeby tak... być zupełnie sama. Spojrzała na niego ze spokojem w 

oczach.

- Jestem dorosła, mam dwadzieścia sześć lat i nie jestem sama. Mam siostrę, która 

mieszka niedaleko, pod Minneapolis.

Michaelowi przyzwyczajonemu do wielkiej, rozgałęzionej rodziny, zrobiło się jej żal.

- Bardzo ci współczuję, a kiedy twoi...

- Dziękuję ci - przerwała mu uprzejmie. - To miło z twojej strony.

Pojął, że Julia nie zamierza  kontynuować tej rozmowy.  Przez dłuższą chwilę stali 

naprzeciwko, patrząc na siebie w milczeniu. Pierwszy odezwał się Michael.

- W takiej sytuacji to zrozumiałe, że musisz sama zadbać o siebie i zapewnić sobie 

background image

fundusze.   -   Z   doświadczenia   wiedział,   że   kiedy   nie   ma   o   czym   mówić,   zawsze   można 

wspomnieć o pieniądzach. - Sterling mógłby ci pomóc tak ulokować otrzymaną sumę, że 

przyniosłaby dodatkowy dochód. Porozmawiaj z nim, jest pod tym względem wyjątkowo 

uzdolniony.

Uśmiechnęła się w odpowiedzi.

- Dziwne, że mnie nie namawiasz, żebym wszystko zainwestowała w twoją firmę.

- Doskonały pomysł, jak mogłem na to nie wpaść? Każdy inwestor liczy się na wagę 

złota. - Zagubiła się i nie mogła dociec, czy Michael mówi poważnie, czy ironizuje.

- A nasza firma ostatnio miewa kłopoty z inwestycjami, ze zbytem, z...

- Jesteście tam czy zniknęliście? Hej, odezwijcie się!

- Tubalny głos Faith dotarł do nich, z czeluści apartamentu.

Julia wpadła w panikę.

- Ona nas szuka! Chyba już jest w jadalni!

- Owszem, burza nadciąga... Julia niecierpliwie przestąpiła z nogi na nogę.

- Co robimy? Nie przygotowaliśmy im nic do picia. Pomyśli, że się tu namawiamy.

Michael zachował kamienny spokój.

- Nie zamierzałem nic im przygotowywać. Zresztą w domu nic nie mam. Nie miałem 

przyjmować gości, przyszli tu na wywiad.

Julia spojrzała na niego z lękiem.

- Przecież im powiedziałeś, że idziesz pomóc mi zrobić coś do picia. Co ona sobie 

pomyśli? Zaraz coś wykombinuje. Musimy szybko znaleźć jakieś wyjaśnienie.

Michael wzruszył ramionami.

- Nie zamierzam niczego szukać. Mam lepszy pomysł. W jego niebieskich oczach 

dojrzała dobrze znany błysk.

Zawsze tak patrzył, kiedy jakiś produkt jego firmy odnosił na rynku zwycięstwo nad 

rywalem albo kiedy przebijał w dyskusji argumenty stryja czy ojca i musieli przyznać mu 

rację. Wiedziała, że takie same ogniki zapalą się w jego oczach, kiedy pewnego dnia stanie na 

czele korporacji i zasiądzie na miejscu Jake'a za konferencyjnym stołem. Michael Fortune 

miał plan i był pewien zwycięstwa...

- Zaraz ich przekonamy, że kiedy zostajemy sami, robimy to, co robią wszyscy w 

naszej sytuacji: korzystamy z okazji. Pokażemy im taką scenę, że stracą wątpliwości. Jesteś 

gotowa?

Ruszył  ku niej  z  taką  determinacją,  że  instynktownie  cofnęła  się o kilka  kroków. 

Wyczuła blat i zatrzymała się. Michael oplótł ja ramionami i uwięził w uścisku.

background image

- Ja... Posłuchaj, ja... - szepnęła. Nie powiedziała nic więcej, bo zamknął jej usta poca-

łunkiem.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Na sekundę wstrzymała oddech. On ją całuje! Całuje ją naprawdę! Ze zdumienia nie 

odpowiadała na jego pocałunki. Zresztą on tego nie oczekiwał; grał tylko scenę z przygoto-

wanego przez nich przedstawienia. W miarę, jak głos Faith się zbliżał, pocałunek Michaela 

stawał się coraz bardziej namiętny.

- Zaraz tu wejdzie - szepnął w końcu. - Nie stój jak manekin. Czy mogłabyś się trochę 

przyłożyć?

- Tak... Spojrzała w jego błękitne oczy i znajomy błysk uspokoił ją. Wszystko jest 

normalnie.   Jej   szef   wypełnia   swoje   obowiązki   i   tego   samego   oczekuje   od   niej.   Przecież 

powiedział, że dla dobra firmy gotów jest zagrać każdą rolę, nawet zakochanego mężczyzny. 

Swoją drogą trzeba przyznać, że świetnie to wymyślił; Faith zobaczy, że się całują i nie będą 

musieli jej tłumaczyć, dlaczego nie przygotowali jeszcze nic do picia.

- Obejmij mnie - polecił Michael. - Niech ta żmija się napatrzy.

Chodzi tylko o to, żeby Faith uwolniła go od wielbicielek. Julia podpisała kontrakt i 

ma wypełnić warunki umowy. Objęła go, gotowa ciągnąć dalej grę.

- Jesteś strasznie spięta...

Na swój sposób podniecało go w niej również i to, że tak się ociąga. Miało to swój 

urok. Po raz pierwszy w życiu trzymał  w ramionach kobietę, która była z nim jedynie z 

obowiązku.

- Odpręż się, niedługo skończymy... - W jego głosie zabrzmiało rozbawienie.

Przylgnęła ustami do jego ust i objęła go za szyję. To nie jest znowu takie strasznie 

trudne, nie ma czego się bać. Mężczyzna, którego całuje, gra komedię i ona też tylko gra 

przed widownią złożoną z Faith i tego operatora. Ta myśl przyniosła jej ulgę. Nagle Michael 

znowu oderwał od niej wargi.

- Słyszysz coś? Poczuła jego dłonie na plecach.

- Nie - odszepnęła.  - Może sobie poszli. Jego dotyk działał na nią kojąco; strach 

ustąpił, odprężyła się nieco.

- Może się wynieśli - mówił cicho dalej - i wzięli ze sobą te swoje graty. Przy okazji 

mogliby zabrać i moje.

Julia zachichotała.

- Zwłaszcza tę gustowną klatkę na ptaki z jadalni. Michael skrzywił się komicznie.

- Nic się nie znasz na sztuce. Przecież to dzieło sztuki, jego miejsce jest w galerii.

- Właśnie.

background image

- Miałem nadzieję, że nie zauważysz tej cholernej klatki.

- Tego nie można nie zauważyć, ale do tej pory taktownie milczałam.

- W nagrodę dostaniesz ją na własność. Julia wzdrygnęła się.

- Nie! Błagam, tylko nie to! Może ta klatka to zemsta dekoratora za to, że powierzono 

mu wystrój tylko jednego pokoju?

- Zawsze tak myślałem.

Spojrzał  na jej  zarumienioną  twarz. Julia z szarymi  rozjaśnionymi  oczami i lekko 

rozchylonymi ustami wydała mu się prześliczna. Poczuł, jak jego ciało wymyka się spod kon-

troli, a świadomość zaczyna rejterować. Bliskość tej dziewczyny sprawiała, że cały zamieniał 

się   w   dotyk.   Rozchylił   ustami   jej   wargi   i   zaczął   ją   całować   inaczej   niż   dotąd.   Bez 

zastanowienia mu odpowiedziała. Zapomnieli o całym świecie i o tym, jaką rolę przypadło im 

w nim odgrywać. Nie grali już żadnej roli i nie występowali w żadnej sztuce.

-   A   mam   was!   Tutaj   jesteście,   robaczki!   Triumfalny   wrzask   Faith   sprawił,   że 

odskoczyli  od  siebie  jak  para  nastolatków,  przyłapanych  przez  dyrektora   szkoły.   Kamera 

pracowała; Ken kręcił jak szalony.

-   Przestańcie   filmować.   -   Michael   machnął   ręką,   ale   operator   zatrzymał   kamerę 

dopiero na polecenie szefowej.

Julia oparła się o blat. Nogi się pod nią trzęsły, bała się spojrzeć na Michaela. Utkwiła 

wzrok w dziennikarce, która przypatrywała się im z rosnącym zainteresowaniem.

- Nie bójcie się, nie pokażemy tej sceny. Nadamy tylko krótki pocałunek. Emitujemy 

w porze najwyższej oglądalności, nie możemy gorszyć staruszków i dzieci.

- Nie robiliśmy nic zdrożnego, my tylko... - Co miał jej powiedzieć? Że pocałunek, 

który przygotował specjalnie dla kamery, wymknął mu się spod kontroli, bo w zetknięciu z 

ciałem Julii przestawał nad sobą panować?

Napotkał wzrok swojej sekretarki i poczuł do niej coś w rodzaju złości. Jak ona to 

robi? Żarty się skończyły: to, co przed chwilą zaszło między nim a Julią, było rzeczywiste aż 

do bólu. Ta świadomość wzbudziła w nim nie znany dotąd lęk.

Kiedy   ostatnio   w   ten   sposób   całował   kobietę?   Z   mgły   wspomnień   wyłoniła   się 

Delilah... Ale wtedy był nieopierzonym młodzieńcem, a ona - wyrachowaną i doświadczoną 

uwodzicielką. Teraz jest dojrzały i dorosły; wie, że pocałunek - nawet bardzo namiętny - nic 

nie znaczy. Człowiek zawsze, w każdej sytuacji,  jest w  stanie nad sobą zapanować. Nic 

takiego jak szał zmysłów nie istnieje. Przynajmniej w jego życiu! Przygotował tylko scenę dla 

tej dziennikarki... Wcale nie pragnie tej dziewczyny...

To tylko jego ciało, ale on nie pozwoli, by ciało mówiło mu, co ma robić. Nie pragnie 

background image

Julii i dowiedzie tego. Od czego silna wola?

- Dam wam trochę czasu na zebranie myśli - oświadczyła Faith - i zadam jeszcze kilka 

pytań.

Michael nie odezwał się i Julia przejęła prowadzenie.

-   Bardzo   nam   przykro   -   powiedziała   lekko   schrypniętym   głosem.   -   Trochę   nas 

zaskoczyłaś...

- Zauważyłam  - przerwała jej Faith. - I dajmy sobie spokój z zimnymi  napojami. 

Dokręcimy jeszcze kawałek i zostawimy was w spokoju. Możemy zaczynać?

Michael zmarszczył brwi.

- Kiedy ma się odbyć ślub? Milczał, jakby nie rozumiał pytania.

-   Kiedy   ślub?   -   powtórzyła   Julia,   straciwszy   nadzieję,   że   Michael   przyjdzie   jej   z 

pomocą. - Jeszcze nie ustaliliśmy daty. - Przysunęła się do niego i lekko dotknęła go stopą w 

pantofelku na wysokim obcasie. - Chcemy się nacieszyć naszym narzeczeństwem - dodała 

sztucznie ożywionym tonem. - Prawda, Mike?

Jej bliskość działała na niego jak środek podniecający, utrudniający zebranie myśli. 

Michael stał, wsłuchany w pulsowanie swojego nowo odkrytego ciała. Miał ochotę znowu 

wziąć ją w ramiona i unieść gdzieś daleko stąd, poza zasięg kamer i czujnego wzroku Faith.

- Prawda, Mike? - powtórzyła z rozpaczą w głosie Julia.

Nie miał pojęcia, o czym ona mówi.

- Tak, kochanie, oczywiście.

Czuła emanujące z niego podniecenie i wiedziała, że posunęli się za daleko. Sprawy 

wymknęły im się z rąk i pojawiło się ryzyko przegranej. Postanowiła do tego nie dopuścić. 

Ogromnym wysiłkiem woli spojrzała w obiektyw i odpowiedziała na pytanie dziennikarki:

- Nasz ślub odbędzie się w czerwcu. Wiem, że to strasznie banalne, bo wszyscy tak 

robią, ale ja zawsze marzyłam, żeby wyjść za mąż u progu lata.

Faith spojrzała na nią ze zrozumieniem.

- Macie jeszcze sporo czasu, żeby sobie wszystko przygotować. Czy mogłabyś nam 

uchylić rąbka tajemnicy, jak to sobie wyobrażasz?

Julia poczuła, że ją korci, by sobie trochę pożartować. Może w ten sposób uda jej się 

zmniejszyć grozę sytuacji?

-   Tak...   -   zaczęła   z   udanym   wahaniem   -   chyba   mogę.   ..   chociaż   to   trochę 

ekstrawaganckie.

Stojący   tuż   obok   Michael   zesztywniał,   nie   wiedząc,   czego   się   spodziewać.   Skoro 

jednak scedował na nią odpowiedzialność za rozwój wypadków, musi ponieść tego konse-

background image

kwencje.

Julia czarująco uśmiechnęła się do dziennikarki.

- Znam Michaela i spodziewałam się, że zechce mieć bardzo uroczysty ślub, no wiesz, 

tłumy gości, bal w ogrodach, orkiestra, wspaniale zastawione stoły, może nawet loty balonem.

Ken zerknął spoza kamery.

- Jak będziecie to wszystko chcieli nakręcić, polecam swoje usługi. Oprócz telewizji, 

robię też filmy z różnych rodzinnych uroczystości, wesela, komunie, konfirmacje, bar micwa, 

wszystko. Proszę, oto mój bilet wizytowy.

- Nie załatwiaj prywatnych spraw w czasie pracy - zganiła go Faith, ale się nie przejął. 

Taka gratka jak ślub Michaela Fortune'a wart jest kilku słów nagany szefowej. To wydarzenie 

roku i wielka forsa.

Julia wzięła od niego wizytówkę i spojrzała na Faith.

- Masz jeszcze jakieś pytania?

- Wybraliście już pierścionek? - spytała dziennikarka. Michael ocknął się z letargu i 

sięgnął do kieszeni. Wyjął safianowe pudełeczko i otworzył je.

- Dostałem go od babki dla mojej żony - wyjaśnił. - Trzeba go było dopasować do 

palca Julii - skłamał gładko - ale jest już gotowy.

Ken   zrobił   zbliżenie   i   Michael   wsunął   pierścionek   na   palec   „narzeczonej”.   Faith 

zadała jeszcze kilka pytań i wywiad się skończył. Julia odprowadziła gości do windy, a Mi-

chael ograniczył się do chłodnego pożegnania i został w mieszkaniu.

- Teraz, kiedy już nie nagrywamy - rzekła Faith do Julii, kiedy czekały na windę - 

chciałam cię prywatnie o coś spytać. Zamierzacie tutaj mieszkać po ślubie?

-   Chyba   tak.   -   Julia   była   zbyt   wyczerpana,   by   na   poczekaniu   opracować   jakieś 

efektowne kłamstwo, dotyczące całkiem nierealnego miejsca ich wspólnego zamieszkania.

Faith wzniosła oczy do nieba.

-   Radzę   ci   wyrzucić   wszystko   na   śmietnik   i   urządzić   to   po   swojemu.   Nigdy   nie 

widziałam równie koszmarnego wnętrza, a możesz mi wierzyć, że widziałam już niejedno. 

Najlepsza jest ta klatka na ptaki w jadalni! Spal to paskudztwo jeszcze przed ślubem.

Julia   zrobiła   skromną   minkę.   Nie   mogła   się   powstrzymać,   żeby   znowu   sobie   nie 

„ulżyć”.

- Mam na to wielką ochotę, ale nie mogę. Michael jest do niej bardzo przywiązany...

Faith, niby taka przebiegła i sprytna, gładko przełknęła jej wyznanie.

- Rozumiem - oświadczyła ze współczuciem. - Tak to bywa. Można mieć wielkie 

pieniądze, ale za grosz gustu.

background image

- Święte słowa - z powagą przytaknęła Julia. Nadjechała winda i ekipa telewizyjna 

weszła do środka.

- Nadamy ten wywiad jutro o wpół do szóstej. Zawiadom znajomych, niech oglądają 

nasz program! - zdążyła jeszcze krzyknąć Faith, zanim zasunęły się drzwi.

Jednocześnie   otworzyły   się   drzwi   apartamentu   Michaela.   Czyżby   stał   za   nimi   i 

podsłuchiwał, czekając aż tamci sobie pójdą? No właśnie.

-  Ja  jestem  niezwykle  przywiązany  do  tej  klatki?   -  Skrzywił  się  z   niesmakiem.  - 

Bardzo to nieładnie z twojej strony, moja droga.

- Nie mogłam się powstrzymać. - Julia wśliznęła się do mieszkania, starannie unikając 

kontaktu   ze   stojącym   w   progu   Michaelem.   -   Zostawiłeś   mnie   z   nią   sam   na   sam,   więc 

musiałam jakoś się odegrać.

- Przez cały czas sobie używałaś. „Michael na pewno zaprosiłby tłumy, przyjęcie w 

ogrodach, orkiestra, może nawet loty balonem”! Szkoda, że nie powiedziałaś, że tańczące 

słonie są też w moim stylu.

Julia o mało nie parsknęła śmiechem.

- Zupełnie zapomniałam! Nie podzielał jej rozbawienia.

- To wcale nie jest śmieszne. Nigdy by mi nie przyszło do głowy organizować lotów 

balonem. - Mimo to lekko się uśmiechnął. - Co do orkiestry...

- Miałam powiedzieć, że chodzi o damską orkiestrę, taką, jakie bywały w ubiegłym 

stuleciu w Wiedniu...

- Na szczęście nie zdążyłaś. Już sobie wyobrażam, jak po tym programie zaczną się 

telefony od tych wszystkich speców od przyjęć weselnych, ze specjalnym uwzględnieniem 

baloniarzy i muzyków. A to wszystko przez ciebie... - Ostatnie zdanie powiedział dziwnie 

łagodnie i objął ją w pasie.

- Ale za to uratowaliśmy nasze biurowe faksy i komputery - powiedziała zmieszanym 

głosem, próbując wysunąć się spod jego ramienia. - Ilu może być tego rodzaju specjalistów w 

Minneapolis? Przecież nie tak znowu wielu?

Zbliżył ku niej twarz.

- Zawsze byłaś taka poważna. Nie przypuszczałem, że tak lubisz żartować.

Wiedziała, że zaraz ją pocałuje, i bardzo tego pragnęła.

- Ja też nie. Podziałał tak na mnie rozwój sytuacji.

- Na mnie rozwój sytuacji też podziałał. Zaczął ją całować tak gorąco, jakby wejście 

Faith wcale im nie przerwało i nadal znajdowali się w oku cyklonu, który ogarnął ich w 

kuchni. Zupełnie jakby spotkali się po wielu latach poszukiwań i musieli się sobą nasycić. 

background image

Jakby dwie połówki tej samej istoty odnalazły się, by odtąd stanowić jedno.

Michael rozpiął jej bluzkę i dotknął piersi. Widziała, jak traci panowanie nad sobą i 

czuła jego podniecenie. Sama znajdowała się w podobnym stanie. Pędzili ku spełnieniu i nic 

nie mogło ich powstrzymać...

Nagłym ruchem wyrwała się z jego ramion i stała teraz przed nim, ciężko oddychając. 

Co ona robi? Przecież jeszcze chwila, a skończą w łóżku! Ale czy nie tego właśnie pragnie? 

Resztkami   świadomości   przywołała   się   do   porządku.   Przypomniała   sobie   ostatnio 

wypożyczoną z biblioteki książkę. Nosiła tytuł: „Dwanaście najgłupszych rzeczy, jakie może 

zrobić kobieta, żeby sobie zmarnować życie”. Nie zdążyła jej jeszcze przeczytać, ale była 

pewna, że romans z szefem znajduje się na jednym z pierwszych miejsc wspomnianej listy. 

Sfingowane narzeczeństwo też pewnie byłoby wysoko ocenione przez autorów książki, gdyby 

oczywiście ktoś wpadł na coś podobnego.

Spojrzała na rubin na swoim palcu i wydał jej się symbolem dwuznacznej sytuacji, w 

której   się   znalazła.   Oszukiwać   telewizyjną   dziennikarkę   i   wszystkich   widzów   programu 

trzeciego - to jedno, a oszukiwać samą siebie - to zupełnie co innego.

Erotyczne zabawy z fałszywym  narzeczonym - bez świadków i kamer - to bardzo 

niebezpieczny   eksperyment;   tym   bardziej   jeśli   się   wie,   co   „narzeczony”   myśli   o   „narze-

czonej”. A ona dobrze to wie. Gdyby przypadkiem zapomniała, ma przecież kopię umowy i 

zawsze może sobie odświeżyć pamięć.

Ponadto w księgarniach nie brakuje książek o mężczyznach ogarniętych obsesją, że 

każda   kobieta   dybie   na   ich   pieniądze   i   próbuje   ich   oskubać.   Nigdy   nie   szukała   takich 

publikacji, bo nigdy nie miała do czynienia z kimś takim. Nie musiała brać do ręki książek, 

które radziły „Jak kochać mężczyznę organicznie niezdolnego do odwzajemniania uczuć”.

Michael patrzył na nią bez zmrużenia powiek.

- Chodź tutaj - zażądał.

Mało   brakowało,   a   posłuchałaby   jego   rozkazu   i   znalazłaby   się   znowu   w   jego 

ramionach, gotowa „zmarnować sobie życie”.

- Muszę wracać do domu! - powiedziała nagle i podbiegła do kanapy po torebkę.

Michael podążył w ślad za nią. Tym razem nie próbował nawet sobie wmawiać, że jej 

nie pragnie; pożądał jej każdym nerwem swego ciała. Patrzył, jak Julia podchodzi do kanapy i 

bierze torebkę, jak jej piersi rysują się pod obcisłą bluzką. Widział jej usta nabrzmiałe od 

pocałunków i przypomniał sobie ich smak. Pragnął jej tak bardzo, że gotów był zatrzymać ją 

siłą. Nie był przyzwyczajony do sytuacji, które go przerastały i nigdy dotąd sobie tego nie 

uświadamiał.  Zwykle,  kiedy czegoś pragnął, po prostu to dostawał; jego credo brzmiało: 

background image

rozpoznać sytuację, stawić jej czoło i rozwiązać problem.

Obecną   sytuacje   rozpoznał   i   jakoś   próbował   stawić   jej   czoło,   ale   rozwiązanie 

problemu nie wchodziło w rachubę, bo niby jak miał go rozwiązać? Julia tkwiła już pod 

windą i rozpaczliwie naciskała przycisk. Nie obejrzała się, ale wiedziała, że Michael wyszedł 

za nią i stoi obok w małym korytarzyku.

- Nie można jej wezwać, nie znając kodu - rzekł chłodnym tonem. - Trzeba najpierw 

wystukać numer.

Julia nie oderwała wzroku od drzwi windy.

- W takim razie zrób, co trzeba, bardzo proszę. Nie poruszył się.

- Przyjechałaś samochodem? - zapytał. Skinęła głową. Jak wezwać tę przeklętą windę, 

przecież tutaj nie ma nic poza tym jednym jedynym przyciskiem!

- Gdzie zaparkowałaś? - pytał dalej.

- Na parkingu, w środku - odparła zniecierpliwiona. - Mike, proszę, wezwij windę!

- Na którym poziomie? Nie wytrzymała; zwróciła się ku niemu i wybuchła:

- Jakie  to ma  znaczenie?  Co się tak  wypytujesz?  Chcę  się stąd wydostać!  Zaraz! 

Słyszysz?

Zachował kamienny spokój.

- Wcale cię nie wypytuję, po prostu z tobą rozmawiam. Jego opanowany głos miał się 

nijak do miotających nim uczuć, z których najsilniejsze było pożądanie. Pragnął tylko zabrać 

ją z powrotem do mieszkania i rzucić na łóżko.

Julia   stała   naprzeciw   niego;   to,   co   się   działo,   było   nowe   i   przerażające   i   miała 

nadzieję, że uda jej się stąd uciec, zanim stanie się coś nieodwracalnego. Nie mogła stać tak 

przy nim i rozmawiać, chciało jej się płakać, krzyczeć, walić w niego pięściami, a przede 

wszystkim... jak najszybciej znaleźć się znowu w jego ramionach.

- Myślę, że powinniśmy spokojnie pomówić o tym, co się dzisiaj wydarzyło - zaczął, 

ale mu przerwała.

- Nie ma o czym mówić. Udało nam się wyprowadzić Faith w pole i koniec. A teraz 

przywołaj windę.

Ogarnęła go wściekłość.

- Skąd ten pośpiech? Zapłaciłem ci za czas. Obraził ją, tak jak zamierzał.

- Czas pracy upłynął, kiedy dziennikarze opuścili twój dom. Możesz mnie uważać za 

płatną dziwkę, ale...

- Nigdy tego nie powiedziałem! Nigdy mi to przez myśl nie przeszło! - krzyknął tak 

głośno, że sam się przestraszył własnego głosu.

background image

Znowu odwróciła się do niego plecami i utkwiła wzrok w drzwiach, za którymi miała 

ukazać się winda.

- W takim razie dobrze. Skoro tak koniecznie musisz iść, idź sobie!

Wbiegł do mieszkania, wystukał odpowiedni numer na tabliczce w korytarzu i winda 

natychmiast ruszyła. Jej szmer zbiegł się z hukiem zatrzaskujących się za Michaelem drzwi.

Julia wskoczyła do windy i w tej samej chwili zauważyła rubin na swoim palcu. Nie 

oddała mu tego nieszczęsnego pierścionka! Trudno. Rozpaczliwie wcisnęła guzik wiodący na 

odpowiedni   poziom   garażu.   Poszło   po   prostu   wspaniale,   pomyślała.   Nie   tylko   obraziłam 

szefa, ale na dodatek porwałam pierścionek jego babki i on pewnie umiera ze strachu, że go 

straci.

Wyskoczyła z windy i szybkim krokiem poszła w stronę samochodu. Jej poczciwy, 

brązowy plymouth horizon wydał jej się nagle upragnionym schronieniem.

- Poczekaj! W pustym garażu rozległy się kroki; były coraz szybsze i coraz bardziej 

wyraźne. Serce podeszło jej do gardła Zerknęła na ogromny rubin na swoim palcu i potykając 

się, ruszyła biegiem ku smudze światła padającej z otwartych drzwi.

- Nie uciekaj! Poczekaj!

Rozpoznała głos Michaela i odetchnęła z ulgą. Odwróciła się i ujrzała, jak ku niej 

idzie. Z trudem zdołała wykrztusić pierwsze słowa:

- O Boże! Jak to dobrze, że to ty! Ruszyła ku niemu, jakby zapomniała, że jeszcze 

przed chwilą pragnęła od niego uciec.

- Jak dobrze, że sobie o nim przypomniałeś - dodała, zdejmując z palca pierścionek. - 

Kompletnie zapomniałam, zauważyłam go dopiero w windzie i...

Michael zamknął rękę na jej dłoni.

-   Nie   chodzi   mi   o   pierścionek   -   powiedział   zdyszanym   głosem.   -   Postanowiłem 

odprowadzić cię do samochodu, automat wskazał mi, na którym poziomie wysiadłaś. Po-

myślałem, że w pustym garażu...

Spojrzała na niego z wahaniem.

- Nie musiałeś tego robić, ale dziękuję. Przy okazji mogę ci zwrócić twoją własność.

Zupełnie jakby jej nie słyszał.

-   Jest   obowiązkiem   mężczyzny   odprowadzić   kobietę   do   domu,   a   ponieważ 

przyjechałaś tutaj swoim samochodem, postanowiłem chociaż odprowadzić cię do garażu. 

Tak będzie bezpieczniej.

Uśmiechnęła się nie bez złośliwości.

- Zwłaszcza kiedy mam przy sobie twój rodowy klejnot. Lekko się skrzywił.

background image

- Mam trochę dość tego przerzucania się tym pierścionkiem. Najlepiej będzie, jeśli go 

sobie zatrzymasz.

Razem podeszli do samochodu, trzymając się za ręce.

- Co ty na to? - zapytał. Jej rękę i pierścionek zamknął w swojej dłoni.

- Nie mogę, naprawdę nie mogę, zrozum. Ten pierścionek jest więcej wart niż cały 

mój majątek, nie mogę brać na siebie takiej odpowiedzialności. Gdyby się z nim coś stało, 

nigdy bym ci nie zwróciła... - Urwała. - A teraz muszę już jechać.

Spojrzał   na   jej   skromny   samochód   i   pomyślał,   że   w   jego   rodzinie   samochody 

wymienia się co kilka miesięcy, a muzealne egzemplarze skupuje się do kolekcji. To, co miał 

teraz przed sobą, nie nadawało się jednak do żadnych zbiorów.

- Miły masz samochodzik - bąknął. - Taki... czysty. Teraz, kiedy już masz pieniądze, 

pewnie kupisz sobie coś nowego.

Nigdy o tym nie myślała; zamierzała jeździć swoim plymouthem tak długo, jak się da, 

a potem ewentualnie zamienić go na inny używany pojazd.

- Te pieniądze przeznaczę na podróż dookoła świata - zażartowała. - Samochód kupię 

dopiero następnym razem, kiedy jakiś zdesperowany milioner zaangażuje mnie do roli swojej 

narzeczonej na niby.

Michael obruszył się.

- Zdaje się, że w ten niezbyt miły sposób dajesz mi do zrozumienia, żebym się nie 

wtrącał w twoje sprawy i pozwolił ci wydać te pieniądze, jak chcesz.

Wyswobodziła dłoń i sięgnęła do torebki po kluczyki.

- Możesz mi wierzyć, że chciałam być miła. W każdym razie, próbowałam.

Z   pierścionkiem   w   dłoni   patrzył,   jak   Julia   otwiera   samochód.   Poza   biurem   była 

zupełnie inna. Przeistoczyła  się: opadała z niej ochronna skorupka sumiennej sekretarki i 

wyłaniał   się   piękny,   barwny   motyl,   który   fruwał   sobie,   gdzie   chciał.   W   biurze   musiała 

wykonywać jego polecenia, tutaj nie zamierzała nawet słuchać jego rad. Teraz uśmiechnęła 

się i musiał zrobić to samo.

-   Chyba   udało   nam   się   przekonać   Faith,   jak   myślisz?   -   zapytał,   powracając   na 

bezpieczny grunt.

-   Mam   nadzieję.   Ostatecznie   przekonamy   się   jutro,   kiedy   zobaczymy   wywiad   w 

telewizji.

Michael przejechał ręką po włosach.

- Tak, od tego wszystko zależy. Trzeba będzie zawiadomić kilka osób. Jutro z rana 

dam ci listę. Powiesz im, że mają obejrzeć wywiad w programie trzecim o wpół do szóstej. 

background image

Zawiadomimy całą moją rodzinę, kilku przyjaciół i znajomych. W ten sposób nie będę musiał 

rozmawiać z każdym oddzielnie.

-   To   niezbyt   tradycyjny   sposób   zawiadamiania   bliskich   o   swoich   zaręczynach   - 

zauważyła Julia. - Ale trzeba przyznać, że same zaręczyny też są dość nietypowe.

Patrzył, jak wsiada do samochodu.

- Tak, dość nietypowe - powtórzył w zamyśleniu. Gdyby było inaczej, nie stałby tutaj i 

nie patrzył, jak Julia wsiada do tej swojej puszki po sardynkach. Gdyby było inaczej, nosiłaby 

na palcu pierścionek po jego babce, zamiast się zastanawiać, czy starczy jej pieniędzy, żeby 

mu   zwrócić   równowartość   w   przypadku   zguby.   Ale   przede   wszystkim,   gdyby   to   były 

normalne zaręczyny,  zostałaby u niego na noc. Nigdy by jej nie puścił, a ona wcale nie 

chciałaby uciekać.

Poczuł,   że   w   miarę   jak   Julia   oddala   się   od   niego,   powraca   dawny   spokój.   Mały 

brązowy samochodzik ruszył w stronę bramy i z Michaela zaczęło opadać napięcie. Zupełnie 

jakby spadała gorączka i wracała nadzieja na wyzdrowienie.

Przecież w sumie wypadli świetnie, odegrali swoje role po mistrzowsku. Udało się, 

udało, powtórzył w myślach jak zaklęcie i skierował się do pustego mieszkania na ostatnim 

piętrze.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Następnego  dnia  rano  Julia  skontaktowała   się z  osobami  wymienionymi  w   spisie, 

który dostarczył jej Michael. Zgodnie z jego prośbą nie wspomniała, czego dotyczy udzielony 

przez jej szefa wywiad. Z reakcji rozmówców mogła wnioskować, że ich zdaniem chodzi tu o 

reklamę jakiegoś nowego produktu firmy.

Sekret znali tylko Kristina i Sterling Foster. Prawnik oświadczył, że zamierza obejrzeć 

program, a Kristina z ogromnym  entuzjazmem zapewniła, że nie ruszy się z domu, a na 

dodatek nagra wszystko na kasetę.

Michael cały dzień spędził w Chicago i Julia widziała go tylko przez chwilę, kiedy 

wpadł do biura po jakieś dokumenty. Nie poświęcił jej więcej uwagi niż lampie czy kse-

rokopiarce.

Rozmowa ze współlokatorkami okazała się trudna; może nawet trudniejsza, niż Julia 

przypuszczała. Na wszelki wypadek powiadomiła koleżanki o wszystkim dopiero kilka minut 

przed audycją.

-   Zaręczyłaś   się   z   szefem?   -   Jen   zrobiła   wielkie   oczy.   -   Nie   wiedziałam,   że   się 

spotykacie!

- Nawet mi do głowy nie przyszło, że w ogóle masz kogoś! - rzekła osłupiała Debby. - 

Opowiedz nam coś o tym ściśle tajnym romansie!

Julia czuła się niewyraźnie; było jej głupio oszukiwać koleżanki, o wiele łatwiej szło 

jej z Faith. Nagle zrozumiała, dlaczego politycy z taką łatwością kłamią przed kamerami. 

Niespodziewanie Kia puściła do niej oko. No, tak, Kia nie da się oszukać; mieszkają razem od 

dwóch lat i dobrze się znają. Kia nigdy nie uwierzy w te nagłe zaręczyny rodem z bajki. 

Kompletnie się zagubiła, ale Kia natychmiast przyszła jej z pomocą.

- Skąd możecie wiedzieć - zwróciła się do dwóch pozostałych kobiet. - Mieszkacie z 

nami dopiero od sierpnia. Nic dziwnego, że nie wiecie, że Julia spotykała się z Michaelem już 

w zeszłym roku. Potem, na wiosnę, coś się między nimi popsuło, prawda, Julio? Poszło chyba 

o to, że on nie bardzo chciał się żenić... Widocznie zmienił zdanie.

Julia rzuciła jej dziękczynne spojrzenie. Postanowiła, że wykorzysta tę bajkę w biurze, 

gdyby któraś z koleżanek wykazała nadmierne zainteresowanie sprawą. A tego mogła być 

pewna. Ciekawe, czy uwierzą...

- Nic nie mówiłam, bo nie chciałam zapeszyć - wykrztusiła. - Nie wiedziałam, czy coś 

z tego wyjdzie...

Jej zmieszanie wypadło bardzo naturalnie i Debby natychmiast się z nią zgodziła.

background image

- Święta racja! W takich przypadkach lepiej uważać i nie gadać zbyt wcześnie.

Kia zamyślonym spojrzeniem powiodła po koleżankach.

- Sama nie wiem, co powiedzieć. Może później...

Julia wiedziała, że Kia znajdzie odpowiednie słowa, tylko muszą zostać same. Tak też 

się stało. Kiedy Jen i Debby udały się do teatru, usiadły w salonie z kubkami herbaty w 

dłoniach.

- Bardzo ładny program zrobiła ta Faith Carlisle o tobie i twoim... narzeczonym  - 

zaczęła Kia. - W tego rodzaju audycjach nigdy trochę fikcji nie zawadzi, zawsze tak my-

ślałam.   Oboje   zresztą   świetnie   zagraliście   wasze   role,   gratuluję.   Kiedy   już   skończysz 

pracować w tym biurze, nie idź na psychologię. Szkoda czasu, masz prawdziwy talent aktor-

ski. Wal od razu do szkoły teatralnej, możesz uczyć nawet zawodowych aktorów.

Julia spokojnie wysłuchała jej perory.

- Dziękuję, że mnie nie wydałaś - powiedziała. - Jen i Debby nie mogą nic wiedzieć. 

Nikt nie może wiedzieć, że to fikcja, oprócz mnie, Michaela i jego siostry, która to wszystko 

wymyśliła. No i oczywiście adwokata.

- Możesz być pewna, że nie pisnę słowa, chociaż muszę ci powiedzieć, że chyba 

upadłaś na głowę, że się dałaś wciągnąć w taką aferę. Tacy bogaci ludzie, wiesz...

Kia   miała   niezbyt   dobre   mniemanie   o   wyższych   warstwach   społecznych,   bo   zbyt 

długo pracowała z niższymi. Jako pracownik socjalny miała na co dzień kontakt z różnymi 

sytuacjami i orientowała się, do czego można wykorzystać pieniądze.

- O co im chodzi? O jakieś odszkodowanie? Co tam wykombinowali? - zapytała z 

pogardą.

Julia uśmiechnęła się.

- Przysięgam, nie ma w tym nic nielegalnego.

Opowiedziała   jej   o   liście   dziesięciu   najbardziej   atrakcyjnych   kawalerów   i   o 

nieszczęściu, jakie to ściągnęło na firmę. Nie ukryła przed przyjaciółką, że podpisała umowę, 

na   mocy   której   ma   otrzymać   pokaźną   sumę   za   udział   w   zaręczynowej   komedii.   Kia 

zmarszczyła brwi.

- Nie trzeba było nic podpisywać - oświadczyła. - Wtedy mogłabyś ich szantażować i 

wyciągnąć od nich tyle forsy, że starczyłoby na kupienie tego całego ośrodka dla Joanny. 

Chociaż... z takimi ludźmi lepiej nie zaczynać. Zadzwonią, gdzie trzeba i znikasz, jakby cię 

nigdy na świecie nie było.

Julia wzruszyła ramionami.

- Daj spokój, przecież to nie gangsterzy. Michael mi zaproponował tę... transakcję i 

background image

dobrowolnie wyraziłam na nią zgodę. A teraz przyrzeknij, że nikomu nie piśniesz ani słowa.

-   Przyrzekam,   ale   tylko   dlatego,   żebyś   nie   musiała   płacić   temu   facetowi 

odszkodowania i innych tam kar, które na pewno umieścili w swojej umowie. - Kia nagle 

spoważniała. - Czy ty się zastanowiłaś nad konsekwencjami tej sprawy? - Ponieważ Julia 

milczała, Kia dodała: - Widziałam na ekranie, jak on na ciebie patrzył. On ciebie pragnie, ma 

to wypisane na twarzy. Musisz uważać. Jeśli bogaty człowiek czegoś pragnie, zrobi wszystko, 

żeby to dostać. Musisz być bardzo ostrożna i nie zostawać z nim sama.

- Michael nigdy... - słabo zaprotestowała Julia.

- Owszem. Michael przy pierwszej okazji - przerwała jej bez pardonu koleżanka. - 

Widziałam to wyraźnie, kamera nie kłamie.

Wszystko   wskazywało   na   to,   że   inni   widzowie   odnieśli   podobne   wrażenie. 

Zachowanie „narzeczonych” było tak sugestywne, że wszyscy nagle zapragnęli pogratulować 

im zaręczyn. Telefony zaczęły się już następnego dnia od świtu, ale na szczęście system 

komputerowy   tym   razem   nie   doznał   uszczerbku.   Przyjaciele   i   znajomi   życzyli   młodym 

wszystkiego,   co   najlepsze,   dopytywali   się   o   szczegóły,   żartowali,   dawali   dobre   rady   i 

wyrażali zdumienie, że tak długo udało im się zachować tajemnicę.

Przed południem Michael wezwał ją do gabinetu.

- Zupełnie nie można pracować - poskarżył się. Spojrzała na niego nieśmiało. Michael 

nie przypominał tego szalonego mężczyzny, który ją całował wtedy wieczorem. Wyglądał na 

znudzonego całą tą historią.

- Dzisiejszy dzień jest najgorszy, potem będzie już tylko lepiej - pocieszyła go. - Jutro 

ludzie o nas zapomną i będzie można spokojnie pracować.

- Mam nadzieję. Próbował na nią nie patrzeć, ale coś go samo ciągnęło.

Zauważył, że Julia ma rozpuszczone włosy, tak jak lubił. Przypomniał sobie tamte 

pocałunki i zdał sobie sprawę, że przez cały czas ani na chwilę nie przestał o niej myśleć. 

Myślał o niej podczas podróży do Chicago, w czasie lotu i potem, kiedy jechał do miasta. W 

nocy prawie nie zmrużył oka, wyobrażając sobie to, do czego między nimi nie doszło. Julia 

zerknęła na pierścionek, który miała na palcu.

-   Całe   procesje   przychodzą   go   oglądać.   Nie   wiem,   czy   Lynn,   Diana   i   Margaret 

naprawdę uwierzyły w te zaręczyny - dodała. - To moje najbliższe koleżanki z pracy.

- Na pewno uwierzyły - zapewnił ją Michael. - Nikomu nie przyjdzie do głowy, że to 

wszystko jest tylko farsą.

Julia uśmiechnęła się smutno.

- Tak, to jeszcze mniej prawdopodobne niż nasz potajemny romans.

background image

Michael skinął głową.

- Tylko Kristina mogła wymyślić coś podobnego.

Julia głęboko odetchnęła.

- Jak miło móc z kimś szczerze o wszystkim porozmawiać. Nie wiem, jak sobie radzą 

szpiedzy, przecież stale się maskując, można chyba zwariować. Nie wyobrażam sobie życia w 

nieustannym kłamstwie.

- Mam nadzieję, że my zawsze będziemy wobec siebie szczerzy - powiedział i spojrzał 

jej w oczy.

Leciutko rozchyliła usta, by coś powiedzieć, a on poczuł, jak wraca tamto napięcie, 

zapowiedź tego, co nigdy nie nastąpi. Odchrząknął.

- Masz... ładną sukienkę - wykrztusił. - Zawsze do pracy wkładałaś te swoje garsonki 

albo tę ciemnozieloną suknię nadającą się najwyżej na pogrzeb.

Spojrzała na niego lekko urażona.

- Nic ci się we mnie nie podoba. Ani moje uczesanie, ani moje stroje. Może czas 

anulować tę naszą umowę?

- Mam inny pomysł. Zaraz powiem ci jakiś komplement. Bardzo ci dobrze w tej nowej 

sukience.

- Serio? Sukienka była krótka, obcisła i cała w czarno - żółte pasy.

Julia kupiła ją na wyprzedaży i nigdy jeszcze nie pokazała się w niej w pracy.

- Kupiłam ją okazyjnie w zeszłym roku - wyznała - ale dotąd jej nie nosiłam. Moje 

współlokatorki   mi   powiedziały,   że   po   wczorajszej   audycji   powinnam...   jakoś   inaczej 

wyglądać. - Przygryzła wargi i nagle się zmieszała. - Może nie jest najpiękniejsza - dodała 

szybko, jakby chciała ukryć zdenerwowanie. - Wyglądam w niej jak pszczółka Maja, prawda?

- Jak kto? - Michael przypomniał sobie bohaterkę kreskówki i zaśmiał się cicho. - Nie 

przyszło mi to do głowy, ale może rzeczywiście... Julia posmutniała.

- Wiedziałam. Nie wolno kupować rzeczy, które są przecenione o siedemdziesiąt pięć 

procent. Są takie tanie, bo nikomu się nie podobają.

Michael spoważniał.

- Bez względu na to, do kogo jesteś w niej podobna, jest ci w niej ślicznie i doskonale 

na tobie leży.

Dotknął jej ramienia i zsunął dłoń niżej. Julia wstrzymała oddech i uniosła na niego 

oczy.

- Postanowiliśmy osobiście złożyć wam gratulacje! - rozległ się w progu tubalny głos 

Nate'a.

background image

- Dzień dobry, tato - rzekł Michael, odsuwając się od Julii. - Bardzo prosimy.

Julia   wstała   i   stanęła   pod   oknem   jak   najdalej   od   niego.   Czuła   na   twarzy   ciepło 

jesiennego słońca; w dole, na ulicy krzątały się małe ludziki, sunęły szeregiem samochody nie 

większe od match boxów. Perspektywa trzydziestego piętra wydała jej się nagle niezwykle 

kojąca. Świat, oglądany z tej wysokości, nabierał właściwych proporcji.

Kiedy jednak do pokoju po kolei weszło czterech przedstawicieli rodu Fortune'ów, z 

rozpaczą pomyślała o spadochronie. Tymczasem Nate, Barbara, Jake i Erica stanęli wokół 

nich.

- Mike, tak się cieszę! - Barbara serdecznie ucałowała pasierba, a Nate uroczyście 

uścisnął dłoń syna.

Erica skierowała się ku Julii.

- Kochanie, jestem taka szczęśliwa z powodu waszych zaręczyn.

Julia uśmiechnęła się nerwowo.

-   Mike   ma   niesamowite   szczęście!   -   zaryczał   Jake.   -   Udało   ci   się   chłopie!   Ta 

dziewczyna to prawdziwy skarb! Piękna, mądra, pracowita...

Trochę się zagalopował; Julia wiedziała, że pamięta, jak ją nazwał kilka dni wcześniej 

i postanowiła przerwać tę litanię.

- Bardzo dziękuję, panie prezesie. Jake objął ją w niedźwiedzim uścisku.

- Skończmy z tym „panem prezesem”. Mów do mnie Jake albo, jeśli wolisz, stryjaszku 

Jake!

Wiedziała, że nigdy nie nazwie go stryjaszkiem; Jake na zawsze zostanie dla niej 

„panem prezesem”. Nate jak zwykle nie dał bratu przemawiać zbyt długo. Niemal siłą wyrwał 

Julię z jego ramion i poczuła się jak kość, o którą walczą dwa rottweilery.

- Postanowiliśmy z Barbarą uściskać naszą przyszłą synową - oświadczył i zaciągnął 

ją tam, gdzie stała Barbara z Michaelem.

- Strasznie się cieszymy z waszych zaręczyn - oznajmiła ciepło Barbara. - W telewizji 

wyglądaliście cudownie. Od razu widać, jak jesteście w sobie zakochani!

Próbowali na siebie nie patrzeć, żeby nie wybuchnąć śmiechem.

- Doskonała robota, Mike - pochwalił bratanka Jake. - Taka reklama! Założę się, że 

teraz ludzie rzucą się na nasze kosmetyki. Zwłaszcza kobiety będą je kupowały w nadziei, że 

może też usidlą swoich szefów.

Erica wzruszyła ramionami.

- Jesteś nietaktowny, a do tego rozumujesz jak prawdziwy wróg kobiet.

Spojrzała na „młodą parę”, a w jej oczach błysnęły szmaragdowe ogniki. Erica była 

background image

piękna, ale Julia miała wrażenie, że niezupełnie szczera.

- Wybacz mu, proszę, Julio - mówiła dalej melodyjnym głosem. - Nigdy nie umiał się 

zachować, gafy to jego specjalność. Wszyscy dobrze wiemy, że nie miałaś potrzeby „usidlać” 

Michaela. Czasy się zmieniły i kobieta nie potrzebuje mężczyzny, żeby żyć pełnią życia. W 

moich czasach było inaczej. Myśmy musiały wychodzić za mąż, ale moje córki...

- Nie przesadzaj, moja droga - sapnął Jake. - Nikt cię do niczego nie zmuszał. Sama 

oddałaś się w niewolę i żyłaś w niej jak królowa przez wiele lat. Fałszujesz własną przeszłość, 

a to nieładnie.

Erica spojrzała na męża wzrokiem bazyliszka. Julia zesztywniała. Zaraz zaczną się 

kłócić i rozpęta się awantura. Instynktownie postąpiła w stronę Michaela, jakby chciała u 

niego szukać ochrony. Wyczuł to i postanowił interweniować.

- Jak wiecie, podarowałem Julii pierścionek Kate - oświadczył i na dowód uniósł dłoń 

„narzeczonej”, pokazując wielki rubin.

Zebrani uciszyli się.

- Tak, to pierścionek mamy - przyznał cicho Jake. - Pamiętam, jak go nosiła.

-   Szkoda,   że   nie   ma   jej   tutaj   i   nie   może   się   cieszyć   twoim   szczęściem,   synu   - 

zawtórował mu Nate.

Kłótnia była zażegnana. Bracia przez chwilę milczeli, pogrążeni we wspomnieniach.

- Przyrzekam, że nic mu się nie stanie - rzekła z wahaniem Julia. - Będę o niego 

bardzo dbała.

- Wiem, kochanie. - Michael niechętnie puścił jej rękę i spojrzał na obecną w pokoju 

rodzinę. - Julia tak się boi, że coś mu się stanie, że nie chce go na noc zabierać do domu.

Nie dodał nic więcej, ale pomyślał, że jeśli upór Julii pod tym względem nie zmaleje, 

będzie   musiał   kazać   Sterlingowi   dopisać   do   aneksu   punkt   zwalniający   ją   z   finansowej 

odpowiedzialności   za   pierścionek.   Ta   myśl   przypomniała   mu   wczorajsze   spotkanie   z 

adwokatem.   Foster   jakoś   dziwnie   się   zachowywał;   był   zniecierpliwiony   i   złośliwy   i 

napomknął coś o „hipokrytach, którzy uważają się za szczyt uczciwości, a tak naprawdę są 

pokręceni i mają manię prześladowczą”. Nie powiedział tego wprost, lecz Michael odniósł 

nieprzyjemne wrażenie, że adwokat ma na myśli właśnie jego.

- Wszystkie kobiety boją się o swoje klejnoty - oświadczyła Erica. - To normalne. 

Wystarczy dobre zabezpieczenie i po kłopocie. A co ty masz, Julio? Sejf czy kamery? Dobrze 

zamaskowany sejf i sprawna agencja ochrony w zupełności wystarczą.

Julia spojrzała na nią bez mrugnięcia powieką.

- Mamy z koleżankami w korytarzu kij bejsbolowy - wyjaśniła. - Jak dotąd nigdy nie 

background image

był potrzebny.

Poczuła na sobie wzrok całej rodziny i zachwiała się. Nie spodziewała się aż takiej 

reakcji.

- Dlatego wolę, żeby pierścionek w nocy znajdował się u Michaela - dodała szybko. - 

U niego jest bezpieczny.

Barbara nie spuszczała z niej przerażonych oczu.

- Ale chodzi o ciebie, kochanie! Kij bejsbolowy to nie jest najlepsze zabezpieczenie. 

Przecież nie martwimy się o pierścionek, tylko o ciebie! Nate spojrzał na syna.

- Barbara ma rację. Nie możesz pozwolić, żeby twoja narzeczona tak się narażała.

- Mogą ją przecież porwać! - ryknął Jake. - To bardzo łakomy kąsek!

Zupełnie jakby ziemia zatrzęsła się jej pod nogami.

- Nikt mnie nie porwie - odezwała się cicho. - Po co miałby to robić? Mieszkam w 

bardzo bezpiecznej okolicy, tuż przy campusie, niedaleko...

Urwała, bo teraz zaczęli mówić wszyscy równocześnie. Zupełnie jakby oświadczyła, 

że mieszka na terenie murzyńskiego getta.

- Nigdy bym nie przypuszczał, że mój syn będzie tak lekkomyślny, żeby pokazywać 

swoją narzeczoną w telewizji i nie zapewnić jej bezpieczeństwa - oświadczył Nate.

Brat nieoczekiwanie całkowicie go poparł.

- Każdy bandyta w mieście może w każdej chwili zdobyć jej adres i zaczaić się na nią! 

- zagrzmiał Jake.

- Czy ktoś cię śledził, kiedy jechałaś dziś do pracy? - spytał Nate tonem zawodowego 

detektywa.

- Nie wiem. Autobus był zatłoczony, nic nie widziałam - szepnęła Julia.

- Ona jechała autobusem! - zawołała Erica. - Przecież to strasznie niebezpieczne!

Julia zrozumiała, że ma do czynienia z tym, co w psychologii społecznej nazywa się 

nieporozumieniem kulturowym. Ludzie należący do różnych kręgów kulturowych zupełnie 

inaczej pojmują te same zjawiska. To, co dla jednych jest bezpieczne i zwyczajne, drugim 

może się wydawać obce i groźne.

- Wiem, że należy uważać - odezwała się. - Kiedy byłyśmy z siostrą małe, mama 

kazała nam się nauczyć na pamięć wszystkich sytuacji, których należy unikać. Uczono nas 

tego w szkole.

-   Bardzo   dobrze   -   pochwalił   ją   Nate   -   ale   teraz   wymagasz   dodatkowego 

zabezpieczenia. Jesteś narzeczoną Michaela i to sprawia, że stałaś się łatwym celem. Wszyscy 

cię znają.

background image

Barbara wzięła ją za rękę.

- A może byś do dnia ślubu zamieszkała z nami - zaproponowała. - Mamy wielki dom, 

nie czułabyś się skrępowana, a nam byłoby z tobą bardzo dobrze.

- Doskonały pomysł! - Oczy Eriki rozbłysły.

- Ja... nie mogę... - wykrztusiła, pragnąc uciec stąd jak najdalej. Gdyby tak ziemia się 

rozstąpiła pod jej nogami...

Michael bacznie obserwował jej reakcje.

- Tak mi ją wystraszycie, że zaraz ze mną zerwie ~ powiedział poważnym tonem.

Może on też już ma dość tej komedii i pragnie się wycofać? Postanowiła natychmiast 

z tego skorzystać.

- Tak, tak - powiedziała szybko. - Bardzo proszę, zwracam ci pierścionek.

Śmiech obecnych uświadomił jej, że się pomyliła.

- Ma dziewczyna poczucie humoru! - Jake klepnął się w udo. - Szczęściarz z ciebie, 

stary!

Michael spokojnie przytaknął.

- Owszem, mam szczęście i bardzo dowcipną narzeczoną. Julia uwielbia żartować. - 

Objął ją i przytulił. - A teraz, kochanie, włóż swój pierścionek. Bardzo to było zabawne. 

Posłuchała go bez słowa; tu, w biurze, jest tylko jego sekretarką i musi wypełniać polecenia. 

Zerknęła   na  rubin;   zupełnie   jak   kamień,   jak   kula   u  nogi   więźnia,   z  tą   tylko   różnicą,   że 

noszona na palcu. W sumie na jedno wychodzi.

- Nie chcieliśmy cię przestraszyć. - Barbara pogłaskała ją uspokajająco po ramieniu. - 

Chodzi nam tylko o twoje bezpieczeństwo.

Jake przybrał napuszoną minę.

- Musisz wiedzieć, że jeśli chodzi o porwania, mamy niestety pewne doświadczenia. 

W dzieciństwie została porwana moja młodsza siostra. Mimo zapłacenia okupu nigdy się nie 

odnalazła. Została tylko jej bliźniaczka, Lindsay.

Julia nie kryła zgrozy.

- To straszne! Myślałam, że takie rzeczy zdarzają się tylko w powieściach!

- Byliśmy wtedy małymi chłopcami, ale nigdy tego nie zapomnieliśmy - dodał Nate. - 

Nasi rodzice od tamtej pory bardzo się zmienili.

Barbara czule objęła męża.

- Nic dziwnego. To koszmar tak nagle stracić dziecko. Mike - zwróciła się do pasierba 

- przepraszam, że tak panikujemy, ale teraz, po śmierci Kate, boimy się kolejnych tragedii w 

rodzinie.

background image

Jake napuszył się i przybrał prezesowską minę.

- Musisz podjąć odpowiednie kroki, żeby zapewnić swojej narzeczonej maksimum 

bezpieczeństwa - oświadczył. - Ale rozumiem, że nie macie ochoty mieszkać z rodzicami. 

Doskonale pamiętam, jak się czuje człowiek młody i zakochany...

Urwał i tęsknie spojrzał w stronę żony. Erica udała, że tego nie zauważa.

-  Wszyscy  jesteśmy  dorośli   i  rozumiemy  takie   sprawy -  dorzucił  Nate.   -  Dlatego 

proponuję, żeby Julia zamieszkała z tobą, Mike. Przecież i tak niedługo się pobierzecie.

Barbara poparła męża.

- W ten sposób Julia będzie bezpieczna. Mike przeciągle spojrzał na „narzeczoną”, 

która błagała go wzrokiem, żeby coś zrobił.

- Może macie rację - odparł z namysłem. - Najlepiej będzie, jeśli zamieszkamy razem.

- Czy ty zwariowałeś?

Jeszcze dobę wcześniej nie pozwoliłaby sobie na podobny wybuch, ale wydarzenia 

ostatnich godzin zmieniły między nimi wszystko i zwykły takt Julii gdzieś się ulotnił. Nie byli 

już szefem i sekretarką, tylko  parą konspiratorów, od których  zależy powodzenie akcji. I 

właśnie przed chwilą jedno z nich popełniło niewybaczalny błąd.

Ze zdenerwowania zaczęła szybkimi krokami przemierzać gabinet i dopiero po chwili 

zorientowała się, że to robi. Zachowanie tej rodziny chyba rzeczywiście jest zaraźliwe...

-   Nie   zamierzam   z   tobą   mieszkać!   Dlaczego   im   powiedziałeś,   że   się   do   ciebie 

przeprowadzę?

Michael przysiadł na biurku, czego dawniej nie robił.

- Bo ich znam - odparł spokojnie - i wiem, że się nie odczepią, jeśli nie postawią na 

swoim. Nigdy by stąd nie wyszli, gdybym im nie obiecał zapewnić ci bezpieczeństwo. A tak, 

opuścili nas w mgnieniu oka.

- Mam nadzieję, że się nie obrazili, że nie chcieliśmy iść z nimi na lunch.

Michael po prostu stanowczo odmówił w imieniu ich obojga, wyjaśniając, że są już 

umówieni, co oczywiście nie odpowiadało prawdzie.

- Wyczułem, że nie marzysz o uroczystym posiłku w gronie mojej rodziny.

Miał rację; Julia na samą myśl o podobnej perspektywie poczuła, jak przebiega ją 

dreszcz. Na razie miała jego rodziny po uszy.

- Czy teraz będziemy musieli udawać, że się do ciebie przeprowadziłam? - spytała z 

niepokojem. - Moja matka słusznie mi zawsze mówiła, że jedno kłamstwo pociąga za sobą 

drugie i dlatego nie warto kłamać. Bóg jeden wie, co teraz będziemy musieli wymyślać!

Michael usiadł za biurkiem i przechylił się w fotelu.

background image

- Głupio wyszło z tym porwaniem. Skąd im to właściwie przyszło do głowy?

- Jak to skąd? - parsknęła oburzona. - Przecież sam im powiedziałeś, że boisz się o 

pierścionek!

- Wcale nie boję się o pierścionek i nigdy nic takiego nie mówiłem - zaprzeczył z 

niesmakiem. - To ty wyrwałaś się z tą opowieścią o kiju bejsbolowym i okropnie ich wy-

straszyłaś.

- Przecież dodałam, że nie miałam potrzeby go użyć.

- Tak czy inaczej, to właśnie wtedy stryj Jake zaczął mówić o porwaniach dla okupu. 

Miał zresztą rację. Jako moja narzeczona jesteś łakomym kąskiem dla porywaczy.

Spojrzała na niego twardo i nieustępliwie.

- Nie ma o czym mówić. Nie zamierzam nigdzie się przeprowadzać i nikt mnie nie 

porwie. I wcale nie jestem twoją narzeczoną, zapomniałeś?

- Nie, pamiętam o tym, ale dokoła nie brakuje szaleńców, którzy o tym nie wiedzą. 

Program  telewizyjny   był  bardzo   przekonujący  i  wszyscy   są  zdania,  że  jesteśmy  w   sobie 

zakochani - dodał z wyraźnym przekąsem i roześmiał się.

- Nie ma w tym nic śmiesznego! - zaprotestowała. - Czuję się okropnie, kiedy tak 

okłamuję twoją rodzinę. Wyprowadzić w pole jakąś telewizyjną dziennikarkę to zupełnie co 

innego,   można   to   zrobić,   żeby   ratować   firmę,   ale   oszukiwać   koleżanki   albo   twoich 

rodziców... Czuję się podle. To, co robimy, jest obrzydliwe.

- Rozumiem, że nie jesteś wyznawczynią teorii o celu, który uświęca środki. Albo 

przynajmniej za taką się uważasz.

Jego spokojny głos sprowadził ją na ziemię. Przecież ratowanie zdrowia Joanny jest 

właśnie tym celem, a środkami jest to wszystko, co właśnie z taką stanowczością potępiła. 

Spuściła głowę.

- Przykro mi, ale czasy,  kiedy nawet by mi to nie przyszło do głowy, dawno już 

minęły - przyznała ze smutkiem.

Michael wyprostował się.

- Ja nawet nie pamiętam takich czasów. Zawsze byłem dorosły.

- Najgorsze, że chyba wcale nie przesadzasz. - Julia ściszyła głos. - Trudno jest być 

synem Nate'a i Sheili i nie być cynicznym.

- Powiedzmy, praktycznym. A skoro o mamie mowa, to należy się spodziewać jej 

wizyty. Ponieważ nie zadzwoniła zaraz po programie, prawdopodobnie chce mi pogratulować 

osobiście. Julia jęknęła.

- Tylko nie to! Nie jestem przygotowana na rozmowę z twoją matką! Przecież jej 

background image

ukochany syn właśnie się zaręczył, a ja, w tej sukience...

-   Nie   „ukochany”,   tylko   „najbardziej   atrakcyjny   pod   względem   handlowym”   - 

poprawił ją z uśmiechem. - A ty w tej sukience z przeceny bardzo miło wyglądasz. Zupełnie 

jak pszczółka, która kręci się wokół kwiatka...

Przystanęła i spojrzała na niego z zaciekawieniem.

- Zdumiewasz mnie. Jak możesz żartować w takiej sytuacji?

-   Odpręż   się.   Gdzie   się   podziało   twoje   poczucie   humoru,   które   przed   chwilą   tak 

zachwalałem?

- Mam poczucie humoru, kiedy dzieje się coś naprawdę śmiesznego, a w tym nie 

widzę nic... Ojej, co ty robisz?

Michael wstał, chwycił ją i posadził sobie na kolanach. Było to tak niespodziewane, że 

Julia nie zdążyła wydać z siebie głosu. Ich twarze nagle znalazły się bardzo blisko siebie. 

Widziała jego ciemny zarost i twardą linię podbródka. Jego niebieskie oczy przybrały znany 

jej już wyraz i poczuła suchość w ustach.

- Mówiłaś coś? - spytał, przytulając ją mocniej.

- Michael... - szepnęła ze skargą w głosie, ale stłumił ją pocałunkiem.

Odpowiedziała  na niego bez zastanowienia, ogarnięta jedną tylko  myślą:  żeby nie 

przestał jej całować. Zupełnie jakby od tego zależało jej życie. Zalała ją fala pożądania. Nie 

wiedziała, czy prosić go, by natychmiast przestał, czy zachęcać, by posunął się dalej. Michael 

nie czekał na zachętę; czuła jego dłonie wszędzie i wszędzie, pod jego dotykiem budziła się w 

niej   nieznana   dotąd   rozkosz.   Oboje   stracili   poczucie   czasu   i   miejsca.   Michael   chciał   ją 

rozebrać i wziąć tu, teraz. Jej dotyk doprowadzał go do szaleństwa.

- Tak bardzo cię pragnę...

- Ja też...

Usłyszała swój głos, niczym echo wtórujący jego głosowi. Fotel przy biurku zrobił się 

za ciasny i Michael tęsknym wzrokiem spojrzał w stronę stojącej w rogu kanapy. Podniósł się 

z Julią w ramionach i przeniósł ją tam. W jej zamglonych oczach dostrzegł odbicie swojego 

pożądania.   Drzwi   do   gabinetu   otworzyły   się,   ale   nie   spostrzegli   tego.   Nie   widzieli,   jak 

Kristina wchodzi do środka i patrzy na nich w osłupieniu. Usłyszeli dopiero jej zduszony 

krzyk.

- Co wy...! Michael uniósł głowę i spojrzał na siostrę. Miała okrągłe ze zdumienia 

oczy i otwarte usta.

- Puść mnie! - szepnęła Julia. Jej schrypnięty głos sprawił, że Michael tylko ciaśniej 

oplótł ją ramionami. Nie był w stanie oderwać się od niej; nieważne, czy ktoś ich widzi, czy 

background image

nie. Czuł, jak całe jego ciało drży od niespełnienia.

- Przepraszam, powinnam była zapukać - powiedziała Kristina, odzyskawszy głos. - 

Nie myślałam... Nie przyszło mi do głowy, że możecie tutaj, w biurze, robić takie rzeczy...

- Cicho bądź! I wyjdź stąd! - rzekł Michael stłumionym głosem.

Kristina nie należała do osób, które robią to, czego się od nich żąda, kiedy nie mają na 

to ochoty, a tym razem - nie miała. Zamknęła drzwi i podeszła do kanapy.

- Na przyszły raz albo zamykajcie drzwi - poradziła im - albo postawcie kogoś na 

czatach. Gdybym to nie była ja, tylko ktoś inny... Macie szczęście.

Michael spojrzał na nią morderczym wzrokiem.

- Nie nazwałbym tego w tej chwili szczęściem... Zwolnił uścisk i Julia, korzystając z 

okazji, wymknęła mu się i schroniła w łazience przylegającej do gabinetu. Michael usiadł i 

przeczesał ręką włosy. Jego ciało potrzebowało trochę więcej czasu niż umysł, żeby wrócić 

do rzeczywistości. Kristina przysiadła obok niego.

- Ja chyba naprawdę umiem robić czary - zachichotała.

- Kto by pomyślał, że wy naprawdę... Brat spojrzał na nią z wyższością.

- Dałaś się nabrać, moja droga. Usłyszeliśmy,  że idziesz, i odegraliśmy tę scenkę 

specjalnie dla ciebie. Postanowiliśmy na tobie wypróbować nasze umiejętności. Wiemy, że 

jeśli oszukamy ciebie, to znaczy, że uda nam się z całym światem. Jak widzę, możemy sobie 

pogratulować.

Julia, doprowadzając w łazience ubranie do porządku, słyszała każde słowo. Gdyby 

tylko mogła uwierzyć w to, co mówił siostrze tym ironicznym tonem... Nie mogła jednak 

wierzyć, bo tylko ona jedna wiedziała, co działo się z nimi przed chwilą. Tylko ona znała 

ogrom   namiętności,   która   powaliła   ich   swoją   siłą.   Przecież   gdyby   nie   nagłe   wtargnięcie 

Kristiny, leżeliby teraz na tej kanapie i...

Odepchnęła od siebie osaczające ją obrazy. Szybko przyczesała włosy, starając się nie 

widzieć   w   lustrze   swej   zarumienionej   twarzy,   nabrzmiałych   ust   i   rozszerzonych   źrenic. 

Tymczasem Michael raz po raz spoglądał na zamknięte drzwi do łazienki.

- Nie próbuj mnie oszukiwać, Mike. - Kristina pobłażliwie poklepała go po ramieniu. - 

Uważam, że bardzo dobrze się stało, że się w niej zakochałeś.

Podskoczył, jakby go ukłuła igłą.

- Nie bądź śmieszna! Wcale nie jestem zakochany! Drzwi od łazienki otworzyły się i 

w progu stanęła Julia.

Spojrzał na jej nabrzmiałe wargi i mimo że była już ubrana, ujrzał w myślach to, co 

kryło się pod sukienką. Tlące się węgielki pożądania buchnęły płomieniem. Jednocześnie po-

background image

czuł wściekłość, że tak się daje prowokować. Uznał, że nigdy dotąd nie znalazł się w równie 

skomplikowanej i trudnej sytuacji.

- Idę coś zjeść - oświadczyła Julia chłodnym, opanowanym głosem i szybkim krokiem 

ruszyła do wyjścia.

- Idź z nią - poradziła bratu Kristina.

- Nie! - krzyknęli jednym głosem „narzeczeni”.

- Po lunchu idę jeszcze  po zakupy - dodała Julia. Nie miała  ochoty ani jeść, ani 

chodzić po sklepach, ale musiała coś zrobić, by natychmiast znaleźć się daleko od Michaela. 

Jego obecność nadal była dla niej groźna.

-   Muszę   sobie   zrobić   godzinkę   przerwy.   Obowiązki   narzeczonej   są   bardzo 

wyczerpujące... - oznajmiła znacząco.

We wzroku Michaela dostrzegła wściekłość.

- Zrób sobie dwie godziny wolnego. Można się udusić od tego udawania, wiem coś o 

tym.

Kristina powiodła po nich obojętnym wzrokiem.

- Dobrze wam radzę, uciekajcie stąd, nieważne razem czy osobno. Sheila jest w firmie 

i   chyba   tu   nadciąga.   Właśnie   z   tym   do   was   przyszłam,   chciałam   was   ostrzec.   Najpierw 

posiedziała w dziale prawnym, żeby trochę podręczyć tatę, ale na szczęście już wyszedł na 

lunch. Poprosiłam wtedy Caroline, żeby ją zagadała, i przybiegłam tutaj. Caroline to cwana 

sztuka,   ale   jak   długo   można   bawić   rozmową   kogoś   takiego   jak   Sheila?   Zmykajcie   jak 

najszybciej.   Chyba   że   wolicie   odegrać   kolejną   małą   scenkę,   tym   razem   specjalnie   dla 

mamusi...

- Dzięki, już mnie tu nie ma - rzekła Julia, znikając za drzwiami i kierując się w stronę 

klatki schodowej. Wiedziała, że Sheila Fortune nie poniży się do wchodzenia po schodach.

Dopiero na dwudziestym szóstym piętrze wsiadła do windy i nie zauważona przez 

nikogo wymknęła się z budynku. Michael jednak nie miał takiego szczęścia. Sheila dopadła 

go, kiedy czekał na podeście przy windach.

- Co ja słyszę! Zaręczyłeś się ze swoją sekretarką! - krzyknęła i energicznym ruchem 

ujęła syna pod ramię.

Lawina słów pociągnęła go za sobą i ogłuszyła.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

- Fajnie jest tak być narzeczoną szefa...

Julia usłyszała to od jednej z młodych recepcjonistek, kiedy po południu wróciła do 

pracy. Zgodnie z sarkastyczną uwagą Michaela wzięła sobie dwie godziny wolnego, by nieco 

odetchnąć   i   uporządkować   myśli.   To   pierwsze   udało   jej   się   zrobić;   drugie   okazało   się, 

niestety, zupełnie niewykonalne.

Spacerowała po mieście, nie widząc sklepów i automatycznie przeżuwając kanapkę z 

zapiekanym   serem,   całkowicie   pozbawioną   smaku.   Na   każdą   myśl   o   Michaelu   jej   ciało 

reagowało   podnieceniem   i   niepokojem.   Nie   rozumiała   siebie   i   gubiła   się.   Próba 

uszeregowania faktów skończyła się klapą. Pracowała u niego od kilkunastu miesięcy i... nic. 

Żadnemu z nich nie przyszło do głowy, by w jakikolwiek sposób zmienić rodzaj łączących 

ich stosunków. Ona siedziała w sekretariacie; jego miejsce było w gabinecie szefa.

Świat był uporządkowany i prosty.

Potem pojawiła się Kristina z tym swoim szalonym pomysłem. Niby się zaręczyli i 

zaczęli grać parę. Zgodnie z wymogami roli, wymienili pierwszy pocałunek i... tama została 

przerwana.   Tak   jakby   od   dawna   tylko   na   to   czekali.   Pragnęli   być   ze   sobą,   dotykać   się, 

całować, i nie tylko. Zadrżała z podniecenia i wstydu. Przecież ona nie tylko odpowiada na 

pieszczoty Michaela, nie tylko chętnie im ulega; ona go zachęca, wykazując inicjatywę, o 

którą nigdy się nie podejrzewała! Co teraz będzie? Michael wyraźnie dał jej do zrozumienia, 

że   nie   miałby   nic   przeciwko   romansowi   w   ramach   ich   narzeczeńskiej   umowy.   A   ona 

językiem ciała odpowiedziała mu, że i ona nie miałaby nic przeciwko temu.

W   ich   obecnej   sytuacji,   jak   w   lustrze,   ujrzała   powtórzenie   jego   dotychczasowych 

związków z kobietami. Szybki seks w krótkim czasie. Co dla niego jest normalne, dla niej 

może   się   okazać   katastrofalne   w   skutkach.   Jeśli   pozwoli,   by   instynkt   wziął   górę   nad 

rozsądkiem i wda się w romans z szefem, jak potem będzie mogła nadal z nim pracować?

Cała afera prędzej czy później dobiegnie końca; to oczywiste. Znała Michaela na tyle, 

by  nie   mieć   co   do  tego   najmniejszych   wątpliwości.   Ten   mężczyzna   nigdy  na   dłużej   nie 

zwiąże się z żadną kobietą i nie wolno jej się oszukiwać, że zrobi dla niej wyjątek. Kontrakt 

tego nie przewiduje; w każdej chwili może to sprawdzić, punkt po punkcie.

Nigdy w życiu nie była tak zagubiona. Zawsze uważała się za osobę niezdolną do 

seksu z kimś, kogo nie kocha. A dziś o mało nie oddała się Michaelowi w jego gabinecie. ..

A   przecież   nie   kochała   go;   chciała   się   z   nim   tylko   kochać,   bo   wzbudził   w   niej 

pożądanie! Jęknęła i ukryła twarz w dłoniach. On doskonale wie, jakie uczucia w niej wy-

background image

wołuje,  i jest gotów w każdej chwili je  zaspokoić, a potem - do widzenia.  Taki zwykły 

biurowy romans, kończący się z chwilą, kiedy szef da do zrozumienia, że ma już dość.

Miała świadomość, że jeśli ulegnie Michaelowi i własnym zmysłom, śmiertelnie się 

zakocha w mężczyźnie, dla którego jest tylko przedmiotem. Banalność sytuacji poraziła ją. 

Wyobraziła sobie, że „potem” jak zwykle codziennie przychodzi do pracy, widuje Michaela, 

rozmawia z nim o biurowych sprawach, wykonuje jego polecenia. Kocha go, ale nie może go 

mieć. Wysyła kwiaty jego kobietom i rezerwuje stoliki w restauracjach... Oczyma wyobraźni 

ujrzała bukiety róż...

Nigdy tego nie zniesie! Nie trzeba studiować psychologii, by wiedzieć, że jedynym 

sposobem uniknięcia cierpienia jest unikanie sytuacji mogących je wywołać. A to oznacza 

rezygnację z pracy. Rozwiązanie narzuca się samo. Romans z Michaelem jest równoznaczny 

z utratą pracy, co w jej przypadku nie wchodzi w rachubę. Nie w sytuacji, kiedy ma chorą 

siostrę. Dla Joanny gotowa jest zrobić wszystko, a zatem nie wolno jej narażać się na utratę 

pracy. To z kolei zakłada natychmiastowe przerwanie tych erotycznych gierek, które tak im 

obojgu   przypadły   do   gustu.   Koniec   ze   znaczącymi   spojrzeniami,   koniec   z   pocałunkami, 

koniec z...

- Jak to miło z twojej strony, że raczyłaś nas znowu zaszczycić swoją obecnością. - 

Drwiący głos Michaela wyrwał ją z zamyślenia.

Podskoczyła; była tak pogrążona w myślach, że nie zauważyła, kiedy wszedł. Wstała i 

stanęła za krzesłem w bezpiecznej odległości od nieprzyjaciela.

- Mówiłeś, że należą nam się dwie godziny przerwy - przypomniała mu.

-   Doskonale   wiesz,   że   tak   nie   myślałem.   Musiałem   tak   powiedzieć   po   tej   twojej 

uwadze, że musisz odetchnąć od pełnienia uciążliwych obowiązków narzeczonej.

- Nie zapominaj, że to ty dusisz się od tego udawania... Czyżbyś żartował?

- A jak myślisz? Patrzył na nią tak jak wtedy, na sekundę przed wejściem Kristiny. 

Julia przywołała przed oczy obraz Joanny, jakby miał ją ochronić i dodać siły.

- Myślę, że omal nie popełniliśmy strasznego głupstwa. Musimy zapomnieć o tym, co 

się działo, zanim Kristina nas... zaskoczyła - odparła dzielnie.

- I ostatnie dwie godziny spędziłaś na przekonywaniu samej siebie, że tak właśnie 

należy postąpić?

- Tak.

On   również,   po   krótkiej,   ale   gwałtownej   i   bardzo   wyczerpującej   wizycie   matki, 

próbował odzyskać równowagę. Przypomniał sobie swoją dobrą, starą zasadę: nigdy nie łą-

czyć pracy z rozrywką. Seks i praca to dwie różne sprawy i należą do dwóch osobnych sfer 

background image

życia. Przecież właśnie dlatego zwalniał urzędniczki, które tego nie rozumiały. Romans z 

własną sekretarką to granat o opóźnionym zapłonie.

Kiedy jednak usłyszał słowa Julii zawiadamiającej go o swoim postanowieniu, poczuł, 

jak   budzi   się   w   nim   coś,   czego   dotąd   nie   dostrzegał.   Dziwna   pierwotna   siła   kazała   mu 

zapomnieć o rozsądku i logice. Pragnął porwać w ramiona stojącą przed nim kobietę, zanieść 

ją do siebie i znowu usłyszeć jej schrypnięty głos wymawiający jego imię...

Nagle   otrząsnął   się,   wspomagany   przez   resztki   zdrowego   rozsądku.   Nigdy   żadne 

emocje nie będą nim rządziły! Zawsze będzie kontrolował swoje życie! Tak było dotychczas i 

tak będzie teraz! Uśmiechnął się drapieżnie.

- Całkowicie się z tobą zgadzam - rzekł dobitnie.

Julia patrzyła na niego, ogarnięta rosnącym lękiem.

- Całkowicie się z tobą zgadzam - ciągnął. - Nie jesteśmy aktorami z Hollywood, żeby 

mieszać życie z fikcją. Innymi słowy, nie dla nas romans na zlecenie. Jesteśmy za mądrzy, 

żeby wykraczać poza ustalenia wiążącego nas kontraktu.

Julia oparła się o biurko. Tego rodzaju rozmowę potrafiła kontynuować.

- Mamy zresztą więcej szczęścia od aktorów. Sceną naszej sztuki jest biuro, a nie 

jakieś romantyczne miejsce w rodzaju Tahiti czy Paryża.

Zacisnęła dłonie na oparciu krzesła. Pierścionek zaręczynowy błysnął w promieniach 

słońca.

- Właśnie tak. - Skinął głową Michael. - Pracować będziemy zupełnie normalnie, a 

odgrywać komedię będziemy tylko przy ludziach. Wtedy będziemy udawać szaleńczo za-

kochaną parę. A teraz do roboty.

Odetchnęła z ulgą i zasiadła za biurkiem.

-   Co   też   mamy   po   południu...   -   Głos   Michaela   był   oficjalny.   -   Zadzwoń   do 

Waszyngtonu   do   Gelmana   i   poproś,   żeby   się   ostatecznie   ustosunkował   do   sprawy   tych 

zapowiedzianych dostaw. Kiedy poda dokładną datę, wprowadź ją do mojego rozkładu zajęć.

Znowu był tym rzeczowym, sprawnym szefem, którego znała od tak dawna. Z ulgą 

powitała jego „powrót”; wszystko znalazło się na swoim miejscu, zagrożenie gdzieś zniknęło. 

Tego właśnie chciała. Tak właśnie musiało być.

- Jeszcze jedno - dodał Michael, stając w drzwiach. - Zarezerwuj dla nas stolik na 

jutrzejszy wieczór. Kristina sądzi, że musimy się pokazać, i chyba ma rację. Narzeczeni tak 

zwykle robią.

- Chodzi o jakiś konkretny lokal? - zapytała chłodno. Mimo wszystko sprawiła mu 

przykrość. Bardzo tęsknił za jej poprzednim wcieleniem, za uśmiechniętą, zarumienioną Julią 

background image

z oczami błyszczącymi z podniecenia. Tak jednak musi być; ustalili reguły i nie wolno mu się 

z nich wyłamywać.

- Wszystko mi jedno - rzucił. - Wybierz sama. Jak zwykle, nie licz się z kosztami. To 

ma być coś ekstra.

Zniknął w gabinecie i Julia została sama.

- Nie licz się z kosztami, coś ekstra, jak zwykle - powtórzyła do siebie szeptem.

Zabrzmiało to jak rozkaz znudzonego pana i władcy. Jak zwykle... Michael zwykle 

bywał w lokalach całkowicie niedostępnych dla takiej szarej myszki jak ona. Próbowała sku-

pić się na ekranie komputera, ale nie potrafiła.

To jego Jak zwykle” dziwnie ją prześladowało i denerwowało. A do tego jeszcze: „nie 

licz się z kosztami”! Innymi  słowy:  „możesz sobie pohulać i wybrać  najdroższy lokal w 

mieście, gdzie z pewnością nigdy byś nie weszła, gdyby nie ja”.

Obrzydliwe i upokarzające. Co on sobie myśli?

Po   załatwieniu   zleconych   jej   spraw   nieco   ochłonęła.   Może   Michael   wcale   nie 

zamierzał jej obrazić? Może to tylko tak wyszło? Jest tak zdenerwowana, że w każdym jego 

słowie, najbardziej nawet niewinnym, węszy podstęp.

Tak czy owak, Michael zamierza po raz kolejny powtórzyć „stary numer”. Ile już razy 

spędzał   wieczór   z   kobietą   w   ekskluzywnej   restauracji?   Sto?   Tysiąc?   Postanowiła,   że   ten 

wieczór będzie wyjątkowy, i to nie tylko dla niej.

Jak   to   on   powiedział?   „Wszystko   mi   jedno,   sama   coś   wybierz”.   Oczywiście,   nie 

powiedział tego dosłownie; sądził, że Julia zrozumie to właściwie i zamówi im stolik w jednej 

z tych eleganckich restauracji, w których nigdy dotąd nie była. Może nawet się przestraszy, że 

to dla niej za wytworne miejsce. „Sama coś wybierz”, powtórzyła w myślach i postanowiła 

naprawdę to zrobić.

Następnego wieczoru przyjechał po nią przed siódmą. Było ciepło i studenci tłumnie 

wylegli na uliczki campusu i alejki pobliskiego parku. Na parapetach siedziały dziewczęta, 

wystawiając twarze do zachodzącego słońca.

Patrzył na nich jak na istoty z innej planety. Byli tacy weseli, beztroscy i odprężeni... 

Przypomniał sobie własne studia i samokontrolę, jaką narzuciło mu wychowanie i to, co 

uważał   za   własny   wybór.   Chyba   nigdy   w   życiu   nie   wałęsał   się   po   parku,   kopiąc   liście 

spadające z drzew...

Drzwi otworzyła mu ciemnoskóra dziewczyna w obcisłych legginsach i takiej samej 

koszulce.

- Ach, to ty. Jesteś szefem Julii. Michael uśmiechnął się z wysiłkiem.

background image

- Tak, ale jestem również jej narzeczonym. Kia parsknęła śmiechem.

-   Racja!   Zapomniałam.   Nie   zaprosiła   go   do   środka.   Stali   w   progu   i   dziewczyna 

bacznie mu się przyglądała.

-   Przyjechałem   zabrać   Julię   na   kolację   -   wyjaśnił   uprzejmie.   -   Mogłabyś   jej 

powiedzieć, że przyszedłem?

Kia otaksowała go wzrokiem.

- Wybierasz się w tym stroju? Miał na sobie nowy garnitur, który włożył specjalnie na 

ten wieczór; po powrocie z pracy zdążył jeszcze się przebrać, ogolić i wziąć prysznic, zanim 

zapukał do mieszkania Julii.

- Zresztą, jak chcesz - dodała obojętnie Kia. - Sam sobie będziesz winien. Jak się 

spocisz, najwyżej oddasz ubranko do pralni. - Cofnęła się i wpuściła go do środka. - Julia! 

Ten twój właśnie przyszedł!

Zupełnie jakby anonsowała, że chłopak z przeciwka wpadł, żeby zabrać ją na colę. 

Zniknęła w  głębi  mieszkania,  a Michael  rozejrzał  się po saloniku. Stara  kanapa,  krzesła, 

stolik, telewizor; wszystko, poza tym ostatnim, kupione na jakiejś garażowej wyprzedaży. 

Dlaczego ona tu mieszka? Przecież przy jej zarobkach mogłaby sobie wynająć coś lepszego. 

To dobre dla biednych studentów, a nie dla sekretarki zatrudnionej w wielkiej korporacji. 

Może po prostu odpowiada jej atmosfera?

Nagle sobie uświadomił, jak niewiele o niej wie. Nigdy mu nie przyszło do głowy 

pytać ją o cokolwiek.

Julia weszła do pokoju i jego myśli rozpierzchły się jak fale jeziora poruszone nagle 

rzuconym  kamieniem.  Miała na sobie  dżinsy i bawełnianą koszulkę; rozpuszczone  włosy 

spadały jej na ramiona. Uśmiechnęła się do niego i poczuł, jakby padł na niego promień 

słońca.   Dopiero   po   dłuższej   chwili   uświadomił   sobie,   jak   bardzo   odmiennie   są   ubrani. 

Zupełnie jakby się wybierali w dwa różne miejsca.

- No to idziemy - usłyszał energiczny głos koleżanki Julii. - Strój nie jest ważny. 

Każdy włożył, co tam miał, a pan Fortune wystroił się jak na bal, bo zawsze wszystkim 

narzuca swój styl.

Spojrzał na nią, a potem przeniósł wzrok na Julię.

- To chyba jakieś nieporozumienie - wycedził. Wiedział, że Kia tylko czeka, żeby się 

zdenerwował, i specjalnie go prowokuje. Postanowił nie dać jej satysfakcji. Te jej odzywki: 

„pan Fortune” i „zawsze wszystkim narzuca swój styl” bardzo go uraziły.

Swoją drogą ciekawe, czy Julia podziela jej zdanie i też widzi w nim faceta, który 

zawsze robi, co chce i nigdy z nikim się nie liczy? Przecież on wcale taki nie jest!

background image

- Powiedziałeś, że mogę wybrać miejsce, gdzie spędzimy wieczór - wyjaśniła Julia. - 

Postanowiłam, że pójdziemy na festyn z okazji jesiennego święta sztuki. Kia pójdzie z nami, 

chyba nie masz nic przeciwko temu?

- Oczywiście, że nie - oświadczył sztywno. - Chociaż chyba jeszcze nas sobie nie 

przedstawiono.

Julia machnęła ręką.

- Nie szkodzi, ona i tak wszystko wie. Kia, to Michael, Michael, to Kia. Nie musimy 

się zgrywać, ona się domyśliła, jak jest naprawdę.

Michael przestał uprzejmie się uśmiechać.

- Przecież się umówiliśmy, że nikt nie pozna prawdy przed czasem. Tylko my...

- Nie tylko! - przerwała mu Kia. - Sekret zna twoja siostra i twój adwokat, a to już 

dwoje z twojej strony. Wypada chyba, żeby i Julia miała kogoś wtajemniczonego, na wszelki 

wypadek.

Miała rację, ale nie zamierzał przyznać, że trafiają do niego jej argumenty. To, co 

powiedziała, podkreśliło jeszcze fakt, że on i Julia są w tej sprawie „stronami”, że grają w 

przeciwnych drużynach, a przecież powinni być solidarni! Tak przynajmniej myślał, ale Julia 

najwyraźniej uważała inaczej. Wtajemniczyła we wszystko tę dziewczynę, bo mu nie ufała i 

chciała się zabezpieczyć. Zabolało go to.

- Kia jest bardzo dyskretna, nie bój się - pocieszyła go Julia. - Dochowa tajemnicy tak 

samo jak Kristina i Sterling.

Kia zamruczała coś pod nosem, ale ją usłyszał.

-   Jestem   bardziej   godna   zaufania   niż   ci   bogacze,   którym   się   wydaje,   że   mogą 

bezkarnie kłamać, bo mają pieniądze.

Julia uciszyła ją wzrokiem.

- Przestań, proszę. Chyba możemy już iść. Festyn gotów się rozpocząć bez nas, a w 

tym roku jest podobno wyjątkowo atrakcyjny. Słyszałeś już o nim, prawda?

Pokręcił głową. Nie słyszał o żadnym jesiennym festynie sztuki, a nawet gdyby, to i 

tak by na niego nie poszedł.

- Mam nadzieję, że oprócz dzieł sztuki będzie tam coś do zjedzenia - powiedział 

zrezygnowanym głosem.

- Jasne! - potwierdziła Julia. - Nasze koleżanki już tam były i mówią, że w tym roku 

jest więcej jedzenia niż obrazów!

Nie wyglądał na zachwyconego.

-   Już   sobie   wyobrażam.   Pewnie   frytki,   tłuste   kiełbaski   i   zapiekanki,   a   do   tego 

background image

gazowane napoje w puszkach. Oczywiście, żadnych jarzyn i owoców... No i pewnie gęste 

sosy, od których lepią się ręce i ubranie.

Julii zaświeciły się oczy.

- Cudownie! Idźmy już! Jestem strasznie głodna! Wyszli z domu i pieszo ruszyli w 

stronę zamkniętego dla ruchu obszaru, gdzie odbywał się festyn. Samochód Michaela został 

na parkingu przed domem Julii, wzbudzając zainteresowanie studentów.

-   Mogłaś   mnie   uprzedzić   o   zmianie   planów   -   szepnął   do   ucha   Julii,   kiedy   Kia 

wysforowała się do przodu.

- Przecież wcale mnie nie pytałeś, dokąd idziemy - odrzekła wesoło. - Myślałam, że ci 

naprawdę wszystko jedno. Gdybyś zapytał, powiedziałabym ci z przyjemnością.

Jej radość miała w sobie coś zaraźliwego; Michael poczuł, że drgają mu kąciki ust.

- Wyobrażam sobie, jak świetnie się bawisz, kiedy widzisz mnie, jak w garniturze 

podążam na jakąś jarmarczną wyżerkę.

- O, przepraszam, to nie jest jakaś jarmarczna wyżerka - poprawiła go ze śmiechem - 

tylko festiwal sztuki.

- Wyobrażam sobie tę sztukę - uśmiechnął się niemrawo - wśród hamburgerów i bitej 

śmietany.

Julia spojrzała na niego z udaną powagą.

-   Sztuką   jest   wszystko,   podobnie   jak   poezją.   Nawet   hamburger   i   bita   śmietana, 

wszystko zależy od punktu widzenia.

Weszli na teren festynu i Michael rozejrzał się po eksponatach.

- Właśnie czegoś takiego się spodziewałem - jęknął. Julia wskazała mu palcem jakieś 

czarne straszydło.

- Zobacz, jaki piękny ptak! I duży! W sam raz do twojej klatki w salonie.

Spojrzał na nią błagalnie.

- Daj spokój mojej klatce, proszę. Kia spotkała znajomych i odeszła, machnąwszy im 

ręką na pożegnanie.

- Baw się dobrze, sztywniaku! Smacznego! Michael pytająco spojrzał na Julię.

- Ona mnie nie lubi, prawda? I wie, że nie znoszę takiego jedzenia.

Julia spojrzała na niego niewinnym wzrokiem.

- Jak możesz tego nie lubić? Przecież to wspaniałe. Podeszła do najbliższego stoiska i 

kupiła sobie wielką bułę napełnioną kawałkami pieczonego kurczaka, roztopionym serem, 

grzybami, cebulą, sałatą i pomidorami i polaną gęstym białym sosem. Michael wzdrygnął się 

z obrzydzeniem.

background image

- Nawet jako dziecko nie jadałem w takich miejscach. - Zafascynowany patrzył, jak 

Julia wbija zęby w gigantyczną kanapkę, a sos cieknie jej po palcach.

Sięgnął po papierową serwetkę i wytarł jej rękę.

-   Pamiętam,   jak   ojciec   kiedyś   zaprowadził   nas   do   parku   i   kupił   nam   kukurydzę. 

Zemdlił mnie już sam zapach. Jeszcze dzisiaj robi mi się niedobrze, kiedy to wspominam.

Julia zaśmiała się głośno.

- Biedny Michael! Przepraszam, nie wiedziałam!

- Naprawdę? Wsunął palce za pasek jej dżinsów i usunął ją z drogi małego chłopca, 

który   szedł   prosto   na   nich,   zasłonięty   chmurą   waty   cukrowej.   Gdy   niebezpieczeństwo 

zderzenia minęło, nie zabrał ręki. Przeciwnie - przyciągnął Julię bliżej siebie i niemal słyszała 

bicie jego serca.

Poczuła   płyn   po   goleniu   dobrze   znanej   sobie   firmy   i   ciepło   bijące   od   Michaela. 

Dotykał jej skóry pod koszulką, wprawiając ją w stan bliski omdlenia. Wiedziała, że powinna 

kazać mu przestać, usunąć się daleko poza zasięg jego dłoni, ale nie potrafiła tego zrobić. 

Całe  jej  ciało buntowało się  przeciwko rezygnacji  z bliskości  Michaela. Pragnęło  go jak 

jakiegoś życiodajnego  soku, o którego istnieniu dotychczas nie miała  pojęcia. Zagłuszyła 

szept rozsądku i przytuliła się do niego. Wiedziała, że wystarczy zwrócić ku niemu głowę, by 

napotkać jego usta. Tak bardzo pragnęła go pocałować...

- Zimno ci? - spytał, kiedy drgnęła. Parsknęła krótkim, nerwowym śmiechem.

- Nie. Przybliżył usta do jej ucha.

- Gorąco? Nie musiała odpowiadać; wiedział, że jest jej gorąco, podobnie jak jemu, że 

ten buchający od nich żar ma inną naturę i nie ma żadnego związku z ciepłem jesiennego wie-

czoru. Zapragnął  nagle  znaleźć się z  nią sam na  sam, daleko  od tego tłumu, dymiącego 

jedzenia i koślawych eksponatów. Rozmyślania na temat powiązań pomiędzy prawdziwym 

życiem   a   fikcją   i   wnioski,   do   których   jeszcze   tak   niedawno   doszedł,   dotyczące   zakazu 

łączenia życia prywatnego z pracą - rozpłynęły się bez śladu. Nie liczyło się nic poza Julią.

- Posłuchaj... - zaczął, ale nie było mu dane skończyć. Z naprzeciwka nadchodziła 

właśnie Rachel, bliźniacza siostra Allison, córka Jake'a i Eriki.

- Czy to naprawdę ty, czy mam halucynacje? - W głosie Rachel zabrzmiało radosne 

zdumienie. - Co ty tu robisz?

- Witaj, Rocky, miło cię spotkać. To naprawdę ja. - Skłonił się lekko i spróbował się 

uśmiechnąć.

Rocky przyjrzała mu się rozbawionym wzrokiem.

- A już myślałam, że to twój sobowtór. Kto by pomyślał? Michael na festynie sztuki 

background image

nowoczesnej... Nie mów, że jedzenie tutaj też ci smakuje.

-   Myślałem,   że   jesteś   w   Wyoming,   Rocky   -   odparł   wymijająco.   -   Co   za   miła 

niespodzianka widzieć cię tutaj.

Nie puścił Julii, jakby się bał, że skorzysta z chwili nieuwagi i ucieknie.

Rachel mrugnęła okiem.

- Dla mnie to też dość niespodziewane spotkać tutaj ciebie, drogi kuzynie. Bardzo ci 

do twarzy w dymie z hamburgerów i hot dogów, że nie wspomnę o wspaniałym aromacie 

pieczonych   jabłek,   cukrowej   waty   i   wielosmakowych   lodów.   -   Zwróciła   roześmiane 

spojrzenie ku Julii. - To ty go tu przyprowadziłaś? W takim razie wierzę, że jest w tobie 

zakochany na zabój.

- Mój wpływ nie jest aż tak wielki. Michael przebywa tutaj ciałem, ale jego duch 

znajduje się zupełnie gdzie indziej. Nawet nie skubnął tych wszystkich pyszności.

Rachel,   bliźniaczkę   Allison,   znała   z   opowieści.   Mimo   ogromnego   fizycznego 

podobieństwa, kuzynki Michaela pod względem charakteru stanowiły całkowite przeciwień-

stwo. Rachel była doskonałym pilotem, a ponieważ po babce odziedziczyła rodzinną flotyllę 

powietrzną,   zarządzała   lotniskiem   w   Wyoming.   Wysoka   i   rudowłosa   jak   Allison,   miała 

krótko obcięte włosy i chłopięcą, zwinną sylwetkę. Nosiła sprane dżinsy i wyblakłą koszulkę. 

W przeciwieństwie do siostry nie używała  tuszu ani pudru, a piękne oczy,  które Allison 

starannie   malowała,   wykorzystując   przy   tym   całą   paletę   kosmetyków   rodzinnej   firmy,   z 

twarzy Rachel spoglądały na świat spokojnie i z dystansem.

- Słyszałam o waszych  zaręczynach, ale jeszcze nie miałam  okazji spotkać twojej 

narzeczonej. Mike, masz nas natychmiast  ze sobą poznać  - oświadczyła  Rachel.  Michael 

dokonał prezentacji.

- Allison mówiła mi, że razem pracujecie. Od kiedy z sobą chodzicie? I jak wam się 

udało utrzymać to w tajemnicy?

Ostatnie pytanie skierowała do Julii; zbyt dobrze znała swego małomównego kuzyna, 

by przypuszczać, że zdradzi jej szczegóły. Julia spróbowała sobie przypomnieć, co na ten 

temat mówiła przed kamerą, ale na próżno. Ten pierwszy wieczór odpłynął jak sen.

- Jak to się zaczęło, Michael? - Spojrzała na niego pytająco. - Nic nie pamiętam, 

zupełnie jakbyśmy zawsze byli razem.

Nawet nie drgnął.

- To chyba była miłość od pierwszego wejrzenia - wyjaśnił opanowanym tonem. - Tak 

teraz oboje uważamy, a co do utrzymania naszego związku w tajemnicy, to po prostu byliśmy 

bardzo dyskretni. Teraz ty powiedz nam coś o sobie. Całe wieki cię nie widziałem. Kiedy 

background image

przyjechałaś do Minneapolis?

Rachel posmutniała.

- Wczoraj. Allison mnie wezwała. Uważa, że powinnyśmy pogadać z rodzicami. Coś 

się między nimi psuje i trzeba to omówić. - Lekko ściszyła głos. - Rzeczywiście, nie jest 

dobrze. Dziś rano przy śniadaniu odnosili się do siebie tak chłodno jak dalecy znajomi, którzy 

ledwo się poznają.

Julia poczuła się niezręcznie w sytuacji, w której ktoś nagle zaczyna mówić o bardzo 

intymnych sprawach innych ludzi. Rachel uważała, że przy narzeczonej kuzyna nie musi się 

krępować, ale Julia przecież była obca. Michael chyba tak nie myślał.

- To przykre - powiedział cicho. - Bardzo bym nie chciał, żeby to się skończyło jak w 

przypadku   moich   rodziców.   Ale   chyba   może   do  tego   dojść.   I   tak   strasznie   długo   razem 

wytrzymali.   -   Wzdrygnął   się,   jakby   wspominał   coś   niesłychanie   przykrego.   -   Przecież 

małżeństwo to katorga! Co za koszmarna instytucja. Zupełnie nie rozumiem, jak ktoś może 

znosić podobny układ!

W oczach Rocky ukazało się zdumienie.

- Bardzo ciekawe rzeczy mówisz, Mike. Dziwny punkt widzenia jak na kogoś, kto 

zamierza się ożenić... To musi być bardzo przykre dla Julii, słyszeć takie rzeczy.

Współczującym spojrzeniem obrzuciła narzeczoną brata.

-   On   tak   mówi   z   przyzwyczajenia,   naprawdę   myśli   zupełnie   inaczej   -   ratowała 

sytuację Julia.

Oboje wiedzieli, że coś trzeba zrobić. Tylko co?

- Trudno jest tak nagle zmienić zdanie - zaczął niezręcznie Michael - ale ostatnio 

patrzę na wszystko zupełnie inaczej.

- Michael nieraz tak coś powie bez zastanowienia - dodała Julia - zupełnie jakby 

zapomniał, że jego ojciec od wielu lat żyje w szczęśliwym związku z drugą żoną, a moi 

rodzice bardzo długo byli niezwykle dobrym małżeństwem.

Rocky uniosła brwi.

- Powinieneś nad sobą pracować, Mike. Taki stereotyp jest bardzo szkodliwy, może 

nawet stać się drugą naturą człowieka.

- Będziemy nad tym pracować - zapewniła ją Julia.

Michael zrobił zniecierpliwiony gest.

- Doskonale nam się tutaj gawędzi, ale może pójdziemy gdzie indziej.

- Dziękuję, ale nie mogę - odparła Rocky. - Jestem tu z przyjaciółmi i po festynie 

wybieramy się do kina. - Uważnie przyjrzała się kuzynowi, jakby dopiero teraz zauważyła 

background image

jego strój. - Dziwnie wyglądasz. Ten ciemny garnitur na tej...

Przerwał jej i uniósł dłonie obronnym gestem.

- Wiem, nic już nie mów. W oczach Julii rozbłysły diabelskie błyski.

-   Graliśmy   w   fanty.   Ja   wygrałam   i   kazałam   mu   włożyć   to   ubranie   na   dzisiejszy 

wieczór. Myślałam, że się załamie i tego nie zrobi, ale on jest twardy...

- Jak coś powiem, to już powiem, kochanie - podchwycił Michael.

Rachel podskoczyła z podniecenia.

- Każ mu zjeść porcję frytek z ostrym sosem, a potem pieczone jabłko na patyku, 

błagam! I duże, ogromne lody! Takie, żeby mu się roztopiły w ręku!

Michael spojrzał czule na „narzeczoną”.

- Ona nie chciała mnie zabić, tylko dać mi nauczkę, prawda?

Spojrzała mu w oczy, a potem przeniosła wzrok na jego usta i w powietrzu zrobiło się 

duszno od upału.

- Wygrałaś, Julio - powiedział i teraz on zawisł spojrzeniem na jej ustach, niemal 

czując   ich   smak.   -   Wygrałaś   -   powtórzył   dziwnym   głosem.   -   Następnym   razem   -   dodał 

normalnym  już tonem - sam zarezerwuję stolik. Nie zlecę tak odpowiedzialnego zadania 

mojej sekretarce.

Rocky pokręciła zgrabną główką.

- Chyba nie do końca wszystko rozumiem, ale trudno... Mam zresztą wrażenie, że 

wolicie zostać sami. Poszukam moich znajomych i pójdziemy sobie na ciacha. Słyszałam, że 

macie tutaj najbardziej tłuste i słodkie ciastka na świecie.

- Wolałbym  się zabić, niż dotknąć jednego z tych  lepkich świństw - skrzywił  się 

Michael. - To naprawdę może człowiekowi zaszkodzić, przecież oni w tych budach na pewno 

nie myją rąk i...

Rachel zaniosła się głośnym śmiechem.

- To mi coś przypomina! Pamiętasz, jak pojechaliśmy wszyscy do Disneylandu? Ja i 

Allison   miałyśmy   osiem   lat,   a   ty,   Mike,   dwanaście.   Co   wieczór   musieliśmy   chodzić   do 

restauracji, bo za żadne skarby nie chciałeś jadać w McDonaldzie. Byłeś taki mały, a już 

musieliśmy ci ustępować!

Julia skinęła głową.

- To mu zostało. On potrafi sprawić, żeby ludzie robili, co chce.

Nie   dodała,   że   potrafi   również   uzależnić   ludzi   od   siebie   w   każdym   sensie: 

psychicznym   i  fizycznym,   bo  to  by  ją   zaprowadziło  za  daleko.  Odsunęła  się   od  niego  i 

wzrokiem poszukała koleżanki.

background image

- Gdzie się podziała Kia? Koleżanka była jej teraz bardzo potrzebna; jej trzeźwy umysł 

i zmysł krytyczny; jej przenikliwość i stanowczość. Kia od razu podejrzewała, że ta zabawa w 

narzeczoną może się okazać dla Julii bardzo kosztowna.

- Moja koleżanka gdzieś tu była, ale teraz jej nie widzę - wyjaśniła kuzynce Michaela.

- Pewnie bierze udział w jakichś zawodach - odrzekła Rachel. - Ja też się zmywam. 

Bardzo się cieszę, że cię poznałam, Mike naprawdę ma szczęście. Gratuluję ci, kuzynie. - 

Pocałowała go w policzek i lekko klepnęła w ramię. - Trzymaj się, stary. Pojutrze wracam do 

siebie, ale na pewno się zjawię na waszym przyjęciu zaręczynowym. Nigdy bym sobie nie 

darowała, gdybym tego nie zobaczyła.

Zwinnym ruchem wmieszała się w tłum i zniknęła. Julia i Michael stali nieruchomo i 

patrzyli na siebie wzrokiem pełnym zaskoczenia i grozy.

- Zaręczynowe przyjęcie... - jęknęli wreszcie uniżono.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Po raz kolejny przemierzył nerwowym krokiem gabinet.

- Za nic nie ustąpią - rzekł zrezygnowanym głosem.

- Dla nich to równie ważne jak Święto Dziękczynienia albo coś w tym rodzaju. Nigdy 

jeszcze nie widziałem, żeby ciotka i Barbara tak się uwzięły. Uparły się, że urządzą nam 

zaręczynowe przyjęcie i nie popuszczą. Już sporządziły listę gości. Ustaliły też termin: piątek, 

w przeddzień Halloweenu.

- Wobec tego powinniśmy chyba wziąć w tym udział.

- W głosie Julii też nie było śladu entuzjazmu. Siedziała za jego biurkiem, dziękując w 

duchu za to, że kiedy Michael wezwał ją do gabinetu, spacerował już od ściany do ściany i 

jego fotel nie był zajęty. Nie wytrzymałaby długo na stojąco w tych nowych butach na bardzo 

wysokich   obcasach.   Sama   nie   wiedziała,   dlaczego  uległa   namowom   Kristiny  i   kupiła   je, 

rezygnując   z   wygodnego   obuwia   noszonego   dotychczas.   Kristina   zaciągnęła   ją   do   naj-

droższego magazynu w mieście i niemal zmusiła do nabycia tego czegoś, w czym Julia czuła 

się jak na szczudłach, a wyglądała - podobno - rewelacyjnie.

Od jej pseudozaręczyn z szefem minęły już dwa tygodnie i miała  dość czasu, by 

zrozumieć,   że   pozycja   narzeczonej   Michaela   związana   jest   z   pewnymi   towarzyskimi 

obowiązkami. Pod tym względem Kristina okazała się nieubłagana.

- Musisz zmienić swój wizerunek - oświadczyła pewnego dnia. - Nie chciałabym cię 

urazić, ale to, co nosisz w pracy... Mówiąc wprost, nie możesz się tak ubierać!

- Co ci się nie podoba w moim stroju? - odparowała bezceremonialnie Julia.

Od czasu „zaręczyn” nieświadomie traktowała Kristinę raczej jak kogoś z rodziny, a 

nie jak przyrodnią siostrę swojego niedostępnego szefa. Zresztą, przecież już sama wpro-

wadziła pewne zmiany w swoim wyglądzie. Nie czesała się w upiorny koczek, tylko nosiła 

włosy   rozpuszczone.   Nie   zamierzała   jednak   wyrzucać   pieniędzy   na   nowe   ubrania   tylko 

dlatego, że przez jakiś czas ma grać rolę narzeczonej.

- Uważam, że jestem bardzo odpowiednio ubrana - dodała.

Oboje, Michael i Kristina, wymownie spojrzeli na jej beżową garsonkę i nieodłączną 

białą bluzkę.

-   Posłuchaj   -   odezwała   się   Kristina   -   twój   strój   jest   bardzo   odpowiedni   dla 

pięćdziesięcioletniej kobiety. To znaczy, nie dla każdej, bo ani moja matka, ani ciotka Erica 

nigdy w życiu nie włożyłyby czegoś podobnego, a mają ponad pięćdziesiąt lat. Innymi słowy, 

tak jak ty teraz, mogłaby się ubierać siedemdziesięciolatka.

background image

Julia roześmiała się; skłonność Kristiny do przesady zawsze ją bawiła.

- Przyznaję, że moje stroje może rzeczywiście nie są specjalnie atrakcyjne, ale mam 

wrażenie, że są idealne do pracy. Zapytaj Michaela, co sądzi o tych sekretarkach, które latają 

po biurze w mini i obcisłych bluzeczkach.

Kristina nawet nie spojrzała na brata.

-   Jestem   pewna,   że   bardzo   by   chciał,   żebyś   tu   latała   w   mini   i   bardzo   obcisłej 

bluzeczce. Co to za narzeczona, która się ubiera jak stara baba!

- Nie jestem jego narzeczoną, zapomniałaś? Michael odchrząknął i niespodziewanie 

zabrał głos.

- Muszę w tym miejscu przyznać rację Kristinie. O tym, że nasze zaręczyny są... na 

niby, wiemy tylko my i trzy inne osoby. Cała reszta jest przekonana, że to prawda. Trochę 

dziwnie wygląda, że moja narzeczona ubiera się tak... jak by to określić...

Kristina natychmiast wybawiła go z kłopotu.

- Mało seksownie! Otóż to! Przecież to oczywiste, że musisz z tym coś zrobić. Jesteś 

śliczna,   zgrabna,   masz   cudowne   nogi   i   wszystko   zakrywasz,   zupełnie   jakbyś   chciała   się 

oszpecić. Ale teraz z tym koniec! Idziemy po zakupy!

- Nie zamierzam nic kupować - uparła się Julia. - Ubrania wysypują mi się z szafy.

Michael wyjął kilka kart kredytowych i wręczył je siostrze.

- Trzeba chyba zmienić zawartość tych szaf - oświadczył. - Kristino, zaprowadź ją do 

jakiegoś sklepu.

Nie musiał tego dwa razy powtarzać.

- Tak jest, szefie! - Kristina chwyciła Julię za rękę i pociągnęła ku drzwiom. - Już nas 

nie ma!

- Jeszcze nie widziałam, żebyś tak chętnie wykonywała jego polecenia - mruknęła do 

niej Julia, lecz więcej się nie opierała.

Spędziły bardzo pracowity dzień i garderoba Julii wzbogaciła się o kilka kostiumów i 

sukienek, które, łącznie z odpowiednimi dodatkami, stanowiły wierne odbicie „strojów dla 

kobiet   pracujących”   prezentowanych   przez   najlepsze   modelki.   Rzeczone   modelki   nigdy 

oczywiście   nie   były   w   prawdziwym   biurze,   a   same   stroje   miały   w   sobie   tyle   szyku   i 

kokieterii, że do żadnego biura nie pasowały. Ku zaskoczeniu Julii Michael był zachwycony. 

On, który do niedawna wyrzucał każdą sekretarkę, która „się stroiła”, teraz wprost rozpływał 

się w komplementach. Najwyraźniej inną miarę przykładał do ubrań swych urzędniczek, a 

inną do strojów swej narzeczonej. Nawet jeśli była to tylko „narzeczona na niby”.

Teraz wszystko wskazywało na to, że na dokładkę grozi im zaręczynowe przyjęcie, i 

background image

to wcale nie na niby. Michael z lekką urazą spojrzał na skuloną w fotelu Julię.

- Jakoś nie słyszę entuzjazmu w twoim głosie. Mówisz o tym przyjęciu jakoś tak... z 

dystansem.

- Może dlatego, że to strasznie odległe. Mamy jeszcze dziesięć dni i nie bardzo wierzę, 

że to prawda. Zupełnie nie mogę sobie siebie wyobrazić na balu w waszej rezydencji. To dla 

mnie równie nierealne jak zaproszenie na kolację w Białym Domu czy coś takiego.

-   W   naszej   rezydencji?   -   powtórzył   Michael.   -   Nigdy   w   ten   sposób   o   tym   nie 

myślałem.

- Wszyscy tak to widzą, wszyscy spoza waszej  rodziny.  Wasza posiadłość jest w 

Minneapolis synonimem luksusu i bogactwa. Prawdę mówiąc, zawsze marzyłam, żeby to zo-

baczyć na własne oczy. Tyle się nasłuchałam...

W jej głosie zabrzmiał tłumiony żal.

- Przecież zapraszałem cię na dwa ostatnie weekendy - rzekł Michael urażony - ale 

odmówiłaś.

Nie   rozumiał,   dlaczego   Julia   tak   uparcie   odrzuca   jego   zaproszenia.   Po   prostu 

oświadczała, że w soboty i niedziele jest bardzo zajęta, i nie podawała żadnych dodatkowych 

wyjaśnień. Na tym punkcie była nieustępliwa.

Nawet   Barbara   i   Erica   miały   z   nią   sporo   kłopotu.   Początkowo   chciały   urządzić 

przyjęcie w sobotę, ale Julia tak stanowczo zaprotestowała, że obie kobiety, bynajmniej nie 

grzeszące brakiem stanowczości i zaprawione w niejednych trudnych negocjacjach, ustąpiły i 

przyjęcie   zostało   wyznaczone   na   piątek.   Zupełnie   inaczej   potraktowały   Michaela,   gdy 

próbował je przekonać, że nie chce żadnego przyjęcia.

- Nie ma o czym mówić, mój kochany, to po prostu nasz obowiązek - sucho oznajmiła 

ciotka, a Barbara nie zrobiła nic, żeby stanąć po jego stronie.

- To bardzo ważne, żeby wszyscy wiedzieli - powiedziała zamiast tego - że popieramy 

wasz związek i akceptujemy wasze plany. A ponieważ Julia nie ma rodziny, tym bardziej my 

musimy   zadbać   o   odpowiednią   oprawę.   Sterling   mi   powiedział,   że   w   tragicznych 

okolicznościach straciła rodziców.

Foster   nie   powiedział   nic   więcej,   ale   ta   krótka   informacja   wystarczyła,   by 

zelektryzować   niemal   całą   rodzinę.   Wszyscy   -   oprócz   Sheili,   oczywiście   -   byli   bardzo 

podnieceni sytuacją: mała biedna sierotka Julia, ciężko dotąd borykająca się z losem, spotyka 

nagle mężczyznę, którego krewni przyjmują ją z otwartymi ramionami i otaczają ciepłem i 

dobrobytem. Zupełnie jak w bajce...

Tylko   Sheila   nie   mogła   się   pogodzić   z   faktem,   że   jej   syn   traci   ostatnią   nadzieję 

background image

poślubienia dziedziczki wielkiej fortuny. Nie przeszkadzało jej, że na widnokręgu jak dotąd 

nie pojawiła się żadna miliarderka; głęboko wierzyła, że wymarzona partia istnieje gdzieś i 

wystarczy tylko poczekać, żeby ją znaleźć.

- Wiesz, że w weekendy nie mogę - odparła Julia. - Wszystkie soboty i niedziele mam 

zajęte.

- A co wtedy robisz?

- Nie mogę ci powiedzieć. Nie dość, że ma jakieś tajemnicze zajęcia, to jeszcze na 

domiar wszystkiego uważa, że on nie jest godzien dostąpić zaszczytu i dowiedzieć się, co robi 

jego narzeczona we wszystkie weekendy. Jakoś przy tym nie pomyślał, że Julia wcale nie jest 

jego   narzeczoną,   i   wolał   dłużej  nie   zastanawiać   się   nad  faktem,   dlaczego   tak   bardzo   go 

zabolało, że coś przed nim ukrywa.

Ani   dlaczego   właściwie   tak   bardzo   mu   zależy,   by   Julia   spędzała   z   nim   soboty   i 

niedziele, no i przede wszystkim miała do niego zaufanie? Starał się o tym nie myśleć, ale 

podejrzenia nie dawały mu spokoju. Może Julia w weekendy spotyka się z jakimś mężczyzną, 

z którym związek utrzymuje w tajemnicy? Z człowiekiem, którego naprawdę kocha i szanuje 

i   który  nie   musi   jej   płacić,   żeby   poświęcała   mu   swój   czas?   Były   to   tak   nieprzyjemne   i 

frustrujące myśli, że postanowił ich unikać.

Włożył ręce do kieszeni spodni i przyjrzał się siedzącej za jego biurkiem kobiecie. 

Miała na sobie ciemnozielony kostium „z tych nowych”, cudownie podkreślający zieleń jej 

oczu.   Te   nowe,   dobrze   uszyte   stroje   podkreślały   także   wdzięk   i   smukłość   jej   figury. 

Przypomniał sobie chwile bliskości między nimi, przez głowę przemknęły mu szalone obrazy. 

Klimatyzowane   pomieszczenie   wydało   mu   się   nagle   duszne,   więc   nerwowym   ruchem 

rozluźnił krawat.

Znowu ruszył w obchód od ściany do ściany. Wiedział, że wieczorem będzie musiał 

przepłynąć  kilkanaście basenów i przebiec niejedną milę, by rozładować napięcie. Poczuł 

nagle złość do tej kobiety. Jak ona może tkwić tak spokojnie w jego fotelu, jakby nigdy nic! 

Ani przez chwilę nie myśli o tym, co między nimi zaszło! Ostatni raz dotknął jej ciała na tym 

koszmarnym festynie; przyciągnął ją do siebie, a ona przylgnęła do niego bez oporu, jakby to 

było zupełnie normalne. Od tamtej pory jednak trzymała się od niego z daleka. Kiedy się 

zbliżał, cofała się, tak jakby nieustannie czuwała nad tym, by utrzymać go w bezpiecznej 

odległości. Czego ona tak się boi? Ostatnio mieli dużo pracy i wiele godzin spędzali razem, 

co sprawiało, że sytuacja stawała się trudna do zniesienia. Przynajmniej dla niego.

Teraz, gdy zapraszał Julię na kolację, sam rezerwował stolik w restauracji. Robiła 

wrażenie zadowolonej, świetnie się bawiła, a on po raz któryś przekonywał się. jak mu z nią 

background image

dobrze. Była  błyskotliwa  i inteligentna  i wieczory w jej  towarzystwie  zaliczał  do bardzo 

udanych. Tak, „udanych”. Jedli kolację, rozmawiali, żartowali, poza tym nic. Ani uścisku 

dłoni, ani spojrzenia w oczy, ani jednego czułego słowa. Odwoził ją potem do domu i żegnali 

się pod drzwiami. Chadzali również razem na lunch, z podobnym rezultatem. Gawędzili o 

kolegach i biurowych sprawach, jak kumple wymieniali ploteczki i żartowali.

Wszystko to powinien uznać za normalne i naturalne, bo przecież tylko pracowali 

razem.   Michael   musiał   to   sobie   powtarzać   kilka   razy   dziennie.   Próbował   sobie   nawet 

wmówić,   że   jest   jej   bardzo   wdzięczny,   że   z   takim   taktem   i   subtelnością   traktuje   ich 

nieprawdziwe   zaręczyny.   Cóż   gorszego   w   takiej   sytuacji   niż   kobieta,   która   starałaby   się 

wykorzystać okazję i przekroczyć granicę oddzielającą fikcję od rzeczywistości?

Pomiędzy nim a Julią wszystko zostało dokładnie uzgodnione i teraz wystarczy tylko 

trzymać   się   punktów   umowy   i   szczęśliwie   dotrwać   do   końca.   Musiał   przyznać,   że   Julia 

zachowuje się bez zarzutu.

- Teraz idę poćwiczyć. - Rzucił te słowa jak wyzwanie i szybkim krokiem opuścił 

gabinet.

Julia popatrzyła za nim ze zdziwieniem i smutkiem. Szkoda, że nie ma ochoty z nią 

porozmawiać.   Powoli   wstała   z   fotela   i   poszła   do   sekretariatu.   Oczywiście,   to   wszystko 

odbywa się na niby, ale mógł z nią przecież zamienić kilka słów na temat tego przyjęcia. 

Bardzo lubiła z nim rozmawiać, lubiła z nim przebywać, lubiła być blisko niego. Tak bardzo 

to lubiła, że kiedy mogła, starała się unikać tej bliskości. Każdej nocy przypominała sobie 

jego dotyk i trwała godzinami nieruchomo, z oczami wbitymi w sufit.

Przypomniała   sobie   wszystkie   wieczory   spędzone   z   nim   w   restauracjach.   Michael 

wypełniał tylko towarzyskie obowiązki, ale ona czuła się przy nim szczęśliwa. Od czasu do 

czasu mówiła sobie, że to wszystko dzieje się naprawdę, i zamierała ze szczęścia u jego boku, 

wśród świec, dobrego wina i wykwintnych potraw.

Potem przywoływała się do porządku; musi być silna. Musi ignorować sygnały, jakie 

dawało jej ciało, kiedy Michael obok niej siedział. Powtarzała sobie, że ta chemia między 

nimi,   to   poczucie   wspólnoty   i   równości,   są   krótkotrwałe.   Sen   wkrótce   się   skończy.   Na 

szczęście,   soboty   i   niedziele   mogła   spędzać   z   Joanną,   odpocząć   nieco   od   nieustannego 

napięcia i zyskać nowe siły. Michael zresztą wystawiał ją swoimi zaproszeniami na nie lada 

pokusy. Tego dnia, gdy ją zaprosił na jacht i musiała zdecydować, czy jechać do siostry, czy 

przyjąć   jego   zaproszenie,   wiele   się  dowiedziała   o   samej   sobie...   W   końcu   je   odrzuciła   i 

pojechała do Joanny, ale od tej pory musiała bardzo się pilnować.

Michael spędza z nią tyle czasu, bo chce, by ich „zaręczyny” wyglądały normalnie, by 

background image

ludzie widywali ich razem i nikt nie nabrał podejrzeń. Ona godziła się na to, bo musiała mieć 

pieniądze na opłacenie leczenia siostry. Takie są fakty i dla własnego bezpieczeństwa nie 

powinna o tym zapominać. Nawet gdyby bardzo chciała...

Usiadła   za   biurkiem   i   zaczęła   przeglądać   papiery.   Tu   wszystko   jest   w   porządku; 

odbiorcy   produktów   firmy   wyrażali   zadowolenie   i   zapowiadali   dalsze   umowy.   Julia   po-

stanowiła wziąć to za dobrą monetę i cieszyć się, że przynajmniej życie zawodowe układa się 

dobrze.

Pod jasno oświetloną rezydencję raz po raz zajeżdżały limuzyny z gośćmi przybyłymi 

na przyjęcie wydane z okazji zaręczyn Michaela i Julii. W sali balowej grała orkiestra i kilka 

par   kręciło   się   na   parkiecie,   podczas   gdy   inni   goście   przechadzali   się   po   ozdobionych 

kwiatami salonach.

Michael   mocno   ujął   Julię   pod   ramię   i   ruszył   z   nią   w   tłum,   zatrzymując   się   i 

przedstawiając jej ludzi, których nazwiska znała z korespondencji, ale nigdy nie przypusz-

czała, że może ich poznać osobiście. Absurdalność sytuacji docierała do niej jak przez mgłę; 

jej pobyt w tej posiadłości w roli narzeczonej syna gospodarzy był tak nierzeczywisty, że nie 

mogła go traktować poważnie. Jak zahipnotyzowana sunęła przez ogromny salon z dłonią 

gotową do uścisków i miłym uśmiechem przylepionym do twarzy. Realne było tylko silne 

ramię podtrzymującego ją mężczyzny.

Znowu grała rolę narzeczonej Michaela, ale tym razem to była prawdziwa gala, wielki 

spektakl, w kostiumach i przy wypełnionej do ostatniego miejsca widowni. Przypomniała 

sobie słowa Jen: „Aktor, kiedy jest na scenie, przestaje być sobą i staje się osobą, którą gra”. 

Z rodziną Michaela poszło jej zresztą całkiem nieźle; przywitała się z jego ojcem i Barbarą, z 

jego stryjem i Eriką, serdecznie i bez przymusu, tak jakby to zrobiła prawdziwa narzeczona. 

Czuła, że ją polubili i było jej głupio, że ich oszukuje. Miała nadzieję, że nigdy niczego się 

nie dowiedzą i uwierzą w ich zerwanie, kiedy przyjdzie kończyć tę farsę. Wolała, by po-

myśleli, że Michael ją rzucił, niżby mieli się dowiedzieć, iż oboje grali przed nimi komedię.

Dla Michaela to przyjęcie było jednym z wielu organizowanych w rodzinnym domu. 

Między jednym uśmiechem a drugim dzielił się z Julią swoimi odczuciami.

-   Nie   znoszę   tych   spędów,   zwłaszcza   na   taką   skalę.   Nienawidzę   tych   wszystkich 

żarcików i głupawych rozmów. - Urwał, bo podeszła do nich kelnerka ze srebrną tacą. - Te 

wszystkie kelnerki w białych fartuszkach, ta cała pompa, ohyda... Wolałbym już hot doga i 

lody na patyku, jak na tym twoim festynie.

Ze zbolałą miną sięgnął po kieliszek szampana. Julia spojrzała na niego uważnie. Nie 

wiedziała, czy był to jego czwarty czy piąty kieliszek, ale na pewno nie był pierwszy, skoro 

background image

Michael tak entuzjastycznie wypowiadał się na temat specjałów serwowanych na straganach. 

Szybko wypił i odstawił pusty kieliszek na kolejną mijaną srebrną tacę.

- Chyba zapomniałeś, jak tam było okropnie, na tym festynie - szepnęła mu Julia do 

ucha.

- Przynajmniej wszystko było autentyczne - powiedział z grymasem. - Nie to co tutaj.

- Czuję się, jakbym grała w filmie.

- Albo w teatrze. Występujemy w sztuce pod tytułem „Życie rodzinne w rezydencji 

państwa F.”, akt pierwszy, scena pierwsza.

Roześmiał się nieco zbyt głośno, lecz Julia mu nie zawtórowała. Rezydencja państwa 

F. to była poważna sprawa. Zanim nadeszli goście, Michael pokazał jej swoje włości; grali 

sztukę   na   rzeczywiście   imponującej   scenie.   Ogromny   biały   dom   w   stylu   kolonialnym,   z 

balkonami, werandami i wielkimi szklanymi drzwiami, z tyłu kort tenisowy i basen; tuż obok 

błękitne wody jeziora i przystań jachtowa.

Flotylla rodziny Michaela wprawiła Julię w osłupienie. Motorówki, jachty, łodzie i 

kajaki, a w domku na przystani narty wodne i deski do surfingu wzbudziły w niej żal, że nie 

może   spędzać  tu   weekendów.  Po  raz   kolejny   musiała  sobie  przypomnieć,   jak  ważne   dla 

Joanny i dla niej samej są cotygodniowe wizyty w centrum rehabilitacyjnym.

Siedziba widziana od środka wyglądała równie okazale. Julię zachwycił zwłaszcza 

widok antycznych mebli i stare obrazy, nie brakowało również perskich dywanów i dziel 

impresjonistów. Była biblioteka, pomieszczenie do gry w bilard, sala koncertowa i oranżeria z 

gęstwiną   egzotycznych   roślin.   W   prywatnej   części   domu   komfort   walczył   o   lepsze   z 

luksusem.

W   sumie   naliczyła   dziesięć   sypialni   z   przyległościami,   rzewnie   wspominając 

trzypokojowe mieszkanie swoich rodziców, zajęte teraz przez inną zapracowaną rodzinę z 

dwojgiem dzieci. Cały jej rodzinny dom mógł się łatwo zmieścić w holu siedziby Michaela. A 

pokój, który obecnie zajmowała, nie wypełniłby nawet połowy powierzchni tutejszej łazienki!

Znowu z całą siłą uderzyła ją myśl o dzielących ich różnicach. Ona i Michael żyli w 

dwóch światach. Ich zaręczyny stawały się przez to jeszcze bardziej absurdalne i groteskowe. 

Zupełnie jakby się urodzili na innych planetach, oddalonych od siebie o całe lata świetlne.

Kiedy Erica i Barbara zapytały ją, kogo chce ze swej strony zaprosić na przyjęcie, 

odparła, że nikogo i nie udzieliła im żadnych wyjaśnień. Nie zamierzała nikogo wciągać w tę 

grę, a Kia sama ją uprzedziła, że „nigdy nie weźmie udziału w tej żałosnej farsie”. Nikt na to 

nie zwrócił uwagi; nikt nie komentował braku gości zaproszonych przez Julię, nikt nie pod-

dawał w wątpliwość samego faktu zaręczyn. Wszyscy się uśmiechali i składali im najlepsze 

background image

życzenia.   Niektórzy   mężczyźni   klepali   Michaela   po   plecach   i   ze   słowami:   „Ty   to   masz 

szczęście,   stary”   popatrywali   na   narzeczoną.   Wszystko   to   było   strasznie   dziwne   i 

niezrozumiałe.

Julia wypiła drugi kieliszek szampana podany jej przez Michaela i zdziwiła się, jakie 

to dobre. Piła już parę razy szampana, ale zawsze wydawał jej się niesmaczny; tym razem 

miała wrażenie, że obłok bąbelków przyjemnie pieści jej podniebienie.

- Mam wrażenie, że zaraz pęknie mi maska od tych uśmiechów - rzucił Michael - a 

jeśli jeszcze raz ktoś błyskotliwie napomknie o Kopciuszku, to nie ręczę za siebie. Nie jesteś 

zahukanym dziewczątkiem, które potrzebuje cudownej interwencji matki chrzestnej, żeby iść 

na bal.

- Wszyscy są dla mnie bardzo mili - zauważyła Julia. - Chociaż jeśli chodzi o bajki, 

bardziej odpowiednia wydaje mi się jednak „Alicja w krainie czarów”.

- A teraz uczestniczymy właśnie w podwieczorku Zwariowanego Kapelusznika...

Julia uśmiechnęła się lekko.

- Może i jest w tym coś z Kopciuszka... Chyba się oburzysz, jeśli cię porównam z 

matką   chrzestną   z   bajki,   ale   twoja   karta   kredytowa   ma   podobną   moc   co   czarodziejska 

różdżka.

Spojrzała   na   swą   wieczorową   suknię,   ciemnoczerwoną,   wydekoltowaną   i   bardzo 

obcisłą. Kristina i Michael jednogłośnie zaprotestowali, kiedy im się pokazała w swojej „ma-

łej czarnej”, w której występowała na każdym balu w czasach studenckich, i oświadczyli, że 

absolutnie   nie   nadaje   się   na   dzisiejszy   wieczór.   Michael   natychmiast   wyciągnął   kartę 

kredytową, a na głośne protesty Julii odparł, że kupienie jej sukni na przyjęcie zaręczynowe 

należy do jego obowiązków i że gotów jest wezwać Fostera, by sporządził odpowiedni aneks. 

Julia, w obawie przed kolejnym posiedzeniem z adwokatem, ustąpiła i pozwoliła mu na zakup 

sukienki.

- Wyglądasz w niej przepięknie. Michael obrzucił ją zachwyconym wzrokiem. Rubin 

na palcu Julii, doskonale współgrający z odcieniem jej sukni, rzucał ciepłe blaski, skupiając 

na sobie uwagę patrzącego i przywołując niezapomnianą postać ofiarodawczyni. Jednak nie 

tylko;   myśli   Michaela   zajmowała   przede   wszystkim   Julia.   Jej   obecność   pobudzała   jego 

zmysły. Ślizgające się po niej spojrzenia innych mężczyzn denerwowały go i prowokowały. 

Bał się, że za którymś razem nie zdoła się powstrzymać i wywoła skandal. Poczuł jej dłoń na 

ramieniu.

- Zobacz, przyszła  ciocia Rebeka. - W głosie Julii zabrzmiała  niekłamana  radość; 

nareszcie jakaś znajoma, przyjazna twarz. - Tam stoi, widzisz?

background image

Nic nie widział, nikogo nie chciał widzieć; poczuł, że brakuje mu powietrza. Julia od 

wielu dni nie dotykała go i teraz jej palce na jego ramieniu wywołały falę wspomnień. Nie 

miał ochoty na żadne rozmowy, nawet ze swą ulubioną ciotką.

Julia jednak nawiązała już z nią kontakt wzrokowy i Rebeka ruszyła w ich kierunku. 

Towarzyszył   jej   muskularny   mężczyzna,   detektyw   Gabriel   Devereax,   któremu   Rebeka 

powierzyła  zbadanie okoliczności katastrofy,  w której zginęła Kate. Gabriel zajmował się 

również   nie  wyjaśnionym   dotąd  pożarem  w  laboratorium  firmy.  Wyglądał  na  kogoś,  kto 

niejedno już w życiu widział i nic nie jest w stanie go zaskoczyć.

- Wyglądasz cudownie, Julio. - Rebeka spojrzała na nią z zachwytem. - Zupełnie jak...

Michael przerwał jej ruchem dłoni.

- Błagam, tylko nie wspominaj o Kopciuszku...

- Nawet mi to do głowy nie przyszło - obruszyła się Rebeka. - Myślałam raczej o 

Pięknej i Bestii.

Przedstawiła   Julii   Gabriela,   starannie   podkreślając,   że   jest   wynajętym   przez   nią 

detektywem, a nie jej prywatnym znajomym.

- Rozumiem - odrzekła Julia. - Jest pan tu służbowo? Detektyw zmarszczył brwi.

-  Niezupełnie.  Nie  wyglądał  na  rozmownego  i  rzeczywiście   nie  dodał  nic  więcej. 

Zamienili jeszcze kilka słów z Rebeką i odpłynęli dalej.

- Dzisiejszy wieczór nie jest wcale taki okropny,  jak się spodziewałam - wyznała 

Michaelowi Julia. - Pamiętam z dawnych lat pewną naprawdę okropną randkę. Chłopak nie 

odezwał się do mnie przez cały wieczór. Wymamrotał „cześć”, kiedy po mnie przyszedł i 

potem nic, ani słowa. Cały ciężar rozmowy musiałam wziąć na siebie, a jak wiesz, nie należę 

do osób specjalnie gadatliwych.

Michael wychylił kolejny kieliszek szampana.

- Nie powiedziałbym. Ze mną zawsze starasz się mieć ostatnie słowo.

Julia też opróżniła swój kieliszek.

- To zupełnie co innego. Ty jesteś moim szefem, a to tutaj to wcale nie jest randka. 

Między nami nie może być mowy o... No wiesz, nie mamy obowiązku...

Zaplątała się, a on wcale nie zamierzał jej pomóc.

-   Czy   wobec   innych   mężczyzn,   z   którymi   się   spotykasz,   masz   jakieś   erotyczne 

obowiązki? - zapytał i oczy mu się zwęziły.

- Nie! To nie tak! - krzyknęła Julia i zaczerwieniła się po nasadę włosów. - Miałam na 

myśli co innego. Chciałam powiedzieć, że czasem ma się obowiązek podtrzymania rozmowy, 

żeby dobrze wypaść, że trzeba coś mówić, nawet jeśli się nie ma na to ochoty...

background image

- Czy mógłbyś mi przedstawić swoją milutką narzeczoną? - rozległ się ociekający 

fałszywą słodyczą głos Sheili Fortune.

Julia odetchnęła z ulgą; Michael zesztywniał.

- Skoro mowa o braku ochoty - szepnął jej do ucha - będziesz teraz miała okazję się 

przełamać.

Barbara i Nate nie byli zachwyceni perspektywą zaproszenia Sheili, Michael jednak 

uznał, że na przyjęciu zaręczynowym nie może zabraknąć jego matki. Dobrze wiedział, czego 

się można po niej spodziewać, ale nie chciał robić jej afrontu.

Automatycznie zwrócili się ku niej, przywołując na twarze sztuczne uśmiechy.

- Znasz już Julię, mamo - syknął Michael. - Wielokrotnie widziałaś ją w biurze.

Sheila otaksowała Julię wzrokiem.

-  Twoja   sekretarka  była  szarą  myszką  -  wycedziła   - a  ta  tutaj  jest  zupełnie  inna. 

Pewnie dlatego jej nie poznałam.

Przez dłuższą chwilę nie spuszczała z niej bacznego spojrzenia. Jej wieczorowy strój, 

błyszczący   i   rzucający   się   w   oczy,   w   niczym   nie   przypominał   wytwornych,   gustownych 

sukienek Barbary i Eriki. Sheila była obwieszona biżuterią, a jej ciężkie od bransolet dłonie 

robiły wrażenie martwych ptaków złapanych w złote sidła. Julia postanowiła być miła dla 

matki Michaela.

- Witam - powiedziała z szerokim uśmiechem. - Miło panią zobaczyć, pani Fortune.

Wiedziała, że Sheila w ćwierć wieku po rozwodzie nadal lubi, by ją tak nazywać. 

Teraz uniosła dumnie głowę, perły w jej uszach zalśniły.

- Jesteś w ciąży? - zapytała obcesowo.

- Mamo! - Oczy Michaela aż pociemniały. - Zabraniam ci...

- Nie jestem - przerwała mu szybko Julia.

- Mnie nie oszukasz. Ja nie jestem taką hipokrytką jak tamte dwie, Erica i Barbara, co 

to robią słodkie minki i udają, że nic nie podejrzewają. Wszyscy tak myślą, ale tylko ja jedna 

mam   odwagę   powiedzieć   to   głośno.   Dlaczego   niby   Michael   miałby   się   żenić   ze   swoją 

sekretarką czy kim tam jesteś? Pytam, bo chcę wiedzieć, kiedy dziecko się urodzi. Znowu 

przecież mam zostać babcią! Po raz drugi!

W jej głosie zabrzmiała prawdziwa rozpacz. Julia strasznie się zmieszała.

- Nie jestem w ciąży. Myśmy z sobą wcale nie spali. Sheila zmrużyła oczy.

- Tak to sobie wymyśliłaś? Znakomity pomysł, a taka z ciebie cicha woda! Udawałaś 

szarą myszkę, żeby go wziąć na niewinność! Nie dałaś mu przed ślubem, żeby go złapać na 

męża!   Takiemu   zblazowanemu   facetowi   musi   się   bardzo   podobać   taki   numer.   To 

background image

podniecające widzieć, jak brzydkie kaczątko zmienia się w pięknego łabędzia!

- Mamo, przestań! - Michael posiniał z wściekłości.

- Ani myślę! Powiem wszystko, do końca! Jestem twoją matką i mam prawo, a nawet 

obowiązek ostrzec cię przed tą kobietą! Gra przed tobą komedię, a ty dajesz się nabrać. To 

kuta na cztery nogi dziwka, co udaje skromnisię. Z takim wyglądem może z każdym facetem 

zrobić wszystko...

Sheila utkwiła wzrok na wysokości piersi Julii.

-   Nieźle   ją   ubrałeś.   Ta   sukienka   musiała   cię   sporo   kosztować.   Wiem,   kto   za   nią 

zapłacił, przede mną nic się nie ukryje. Ta głupia Kristina opowiedziała Jane o wyprawie z 

Julią po zakupy, i jak to ochoczo za wszystko płaciłeś. Swoją drogą bardzo się dziwię, bo od 

czasu Delilah byłeś bardzo ostrożny z kobietami.

Michael uniósł dłonie, jakby osłaniał się przed ciosem.

- Mamo, to nie ma nic wspólnego z obecną sytuacją.

- Może nie, a może tak. - Sheila skrzywiła się i pogardliwie spojrzała na narzeczoną 

syna. - Omotałaś całą rodzinę, moja panno, nie poszłaś z nim do łóżka, a dał ci już nawet 

pierścionek swojej ukochanej babki! Wyższa szkoła jazdy, ale po moim trupie! Nigdy za 

niego   nie   wyjdziesz.   Każę   mojemu   adwokatowi   prześwietlić   cię   na   wylot,   zaangażuję 

detektywów! Oni już znajdą w twoim życiu co trzeba. A przy okazji, mogłabyś nauczyć tych 

swoich sztuczek moją córkę Jane, niechby sobie też złapała jakiegoś bogatego chłopa!

Julia milczała. Potok pełnych jadu słów, wydobywający się z ust Sheili, powalił ją i 

obezwładnił.

- Nic nie rozumiesz, mamo. - Głos Michaela był suchy i opanowany. - Jak zwykle 

zresztą. Bardzo proszę, przeproś Julię i zapomnijmy o wszystkim.

Sheila wybałuszyła wymalowane oczy.

- Ja mam ją przeprosić! Za co, jeśli wolno zapytać? Mogę jej najwyżej pogratulować, 

że spotkała takiego osła jak ty i że jest wystarczająco sprytna, żeby to wykorzystać.

- Ciociu! Cioteczko! - Rocky płynnym ruchem wśliznęła się pomiędzy nich i otoczyła 

Sheilę ramieniem. - Jak dobrze cię widzieć! Cudownie wyglądasz, jak zresztą zawsze!

Znad   ramienia   ciotki   mrugnęła   znacząco   do   Michaela   i   Julii;   najwyraźniej 

nieprzypadkowo zjawiła się w samą porę.

-   Masz   tak   wspaniale   dobraną   suknię   do   koloru   oczu!   -   tokowała   dalej   Rocky.  - 

Świetnie ci w niebieskim!

-   To   mój   ulubiony   kolor   -   łaskawie   zgodziła   się   „cioteczka”.   -   Ty   też   ładnie 

wyglądasz, kochanie, jesteś taka dziewczęca i naturalna. Widziałam też twoją siostrę. Ta jej 

background image

suknia nadaje się może na wybieg, ale nie na taką rodzinną uroczystość. Ty za to zawsze 

jesteś tak skromnie ubrana. To godne pochwały, że kupujesz wszystko na wyprzedaży. Ja też 

lubię rzeczy proste i zwyczajne...

Rocky z anielskim spokojem słuchała wywodów ciotki.

- Dziękuję, ciociu - odparła. - A teraz opowiedz mi, co u ciebie słychać. Nie widziałam 

cię od mojego wyjazdu do Wyoming.

Sheila skrzywiła nos, jakby coś brzydko zapachniało.

- Wyoming! - powtórzyła z niesmakiem. - Jak ty możesz mieszkać w takim miejscu? 

Przecież   to   okropne.   Kyle   też   się   tam   przeprowadził,   choć   nie   rozumiem   dlaczego.   Nie 

przyjechał nawet na przyjęcie z okazji zaręczyn brata.

-   Kyle   jest   bardzo   zajęty   -   wtrącił   Michael.   -   Dzwonił   do   mnie   i   wszystko   mi 

wytłumaczył.

- Ale ja w dalszym ciągu tego nie rozumiem - ciągnęła Sheila podniesionym głosem. - 

Nie   widzę   również   twojego   przyrodniego   brata.   Czyżby   on   też   miał   jakieś   nie   cierpiące 

zwłoki   zajęcia   na   ranczu?   Pewnie   nie   wiesz   -   zwróciła   się   do   Julii   -   że   Michael   ma 

przyrodniego  brata, syna Barbary z pierwszego małżeństwa? Nazywa  się Grant McClure. 

Julia skinęła głową.

- Owszem, wiem.

Wiedziała też, że Sheila dosiadła właśnie swojego ulubionego konika.

- Ciekawe, czy wiesz, że Grant jako mały chłopiec wybrał życie z ojcem w Wyoming, 

żeby tylko nie mieszkać z matką i ojczymem. Prawda, jakie to smutne, kiedy dziecko pragnie 

być z dala od matki? Zupełnie tego nie rozumiem. Moje dzieci zawsze były ze mną. Barbara 

oczywiście  udaje,  że ma świetny kontakt z synem, ale prawda wygląda  zupełnie inaczej: 

chłopak nigdy nie chciał mieć z nią nic wspólnego.

- Wyoming jest piękne, cioteczko - zaszczebiotała Rocky. - Mam nadzieję, że kiedyś 

wpadniesz do mnie w odwiedziny. - Zerknęła na Michaela i Julię. - Idźcie do gości, a my tu 

sobie jeszcze trochę pogawędzimy.

Sheila nie zaprotestowała i Michael szybko odciągnął Julię na bok.

- Rocky jest nadzwyczajna - powiedział, popatrując z daleka na kuzynkę, pogodnie 

znoszącą wywody Sheili. - Zawsze pojawia się we właściwym momencie, kiedy trzeba kogoś 

ratować.

- Wygląda na osobę, która równie dobrze sobie radzi na lądzie, jak i w powietrzu. 

Zawsze pewnie trzyma stery. Twoja matka chyba nawet ją lubi - dodała z wahaniem, nie-

pewna, czy można zaryzykować twierdzenie, że Sheila kogoś lubi.

background image

Michael zamyślił się.

- Tak, chyba tak - odparł po chwili. - Rocky zawsze była dla niej miła, a matka czuła, 

że nie musi się jej bać, bo niczym jej nie zagraża. Rocky była niezależna, szybko nauczyła się 

pilotażu i odfrunęła do Wyoming. Za to jej siostra naraziła się mojej matce. Allison zawsze 

chciała być w centrum zainteresowania, obnosiła się ze swoją urodą i strojami, a w końcu 

została modelką. W oczach mojej matki to niewybaczalne.

Julia przypomniała sobie historię o Królowej Śniegu i jej stłuczonym lustrze i uderzyła 

ją psychologiczna głębia baśni Andersena.

- Niektóre kobiety wszędzie węszą rywalkę - szepnęła w zadumie. - Bez względu na 

wiek.

- A ty? Pytanie padło nieoczekiwanie i Julia ze zdziwieniem uniosła oczy na Michaela.

- Ja nie. Dlaczego?

- Jesteś odporna na zazdrość i widok pięknej kobiety uwieszonej u mojego ramienia 

nic by cię nie. obszedł? - raczej stwierdził, niż zapytał Michael.

Rozmowa   z   nim   tego   dziwacznego   wieczoru,   gdzie   baśnie   przeplatały   się   z 

rzeczywistością, stawała się trudna.

- Nie mam prawa być o ciebie zazdrosna - wyjaśniła. - Ale widok kobiety uwieszonej 

teraz u twojego ramienia pewnie niejednego by zdziwił, wziąwszy pod uwagę, że to jest nasze 

przyjęcie zaręczynowe.

Nie wyglądał na zadowolonego. Spochmurniał i zapatrzył się gdzieś daleko, ponad jej 

głową. Julia nie wiedziała, co powiedzieć. Może on zwykle po kilku kieliszkach tak dziwnie 

się zachowuje? Na szczęście tuż obok jak spod ziemi wyrosła Kristina i wszystko znowu 

zaczęło wirować.

-  Jak  się  macie,   narzeczeni!   Widziałam,  jak   Rocky  uratowała  wam  życie,  lądując 

prosto w ramionach Sheili, Zdążyła ci dokuczyć przyszła teściowa, co, Julio?

Julia uśmiechnęła  się z wysiłkiem. Lepsza  już ta niemądra paplanina Kristiny niż 

wywody Michaela.

- Pogratulowała mi sprytu i przebiegłości. Uważa, że chytra ze mnie sztuka, skoro 

udało mi się usidlić jej syna.

Kristina wybuchnęła dźwięcznym śmiechem.

-   To   niesamowite!   Taka   pochwała   ze   strony   prawdziwej   mistrzyni   manipulacji 

powinna bardzo ci pochlebić.

Spojrzała na zasępionego Michaela.

- Co tak nic nie mówisz? Dlaczego nie skaczesz z radości? Przecież nikomu nawet do 

background image

głowy nie przyjdzie, że to komedia. A ty robisz minę, jakbyś...

- Powiedzmy, że muzyka mi nie odpowiada - przerwał jej Michael. - Grają, jakby 

chcieli, a nie mogli. Skąd oni ich wytrzasnęli? Piętnasty raz tłuką ten sam kawałek i wy-

dzierają się, aż uszy bolą.

Kristina spojrzała na niego podejrzliwie.

- A może ty jesteś chory? Mówisz zupełnie jak dziadek, on też nie lubił takiej muzyki. 

- Zwróciła głowę ku Julii. - Nasz dziadek, Ben, mawiał, że od czasów Gershwina nikt nie 

napisał dobrej muzyki.

- Coraz częściej myślę, że dziadek miał rację - oświadczył Michael.

- On nie lubi takiej muzyki - wyjaśniła Julia. - Jest dla niego za... młodzieżowa.

- Co nie znaczy, że musi tak marudzić. Zaraz coś na to zaradzimy. - Kristina klepnęła 

brata   w   ramię.   -   Dzisiaj   twój   wieczór,   braciszku!   Lecę   załatwić   ci   coś   strawniejszego. 

Pomknęła w stronę orkiestry i zostali sami. Michael stał zapatrzony gdzieś przed siebie, a 

Julia   była   zupełnie   zbita   z   tropu.   Niemożliwe,   żeby   to   orkiestra   wyprowadziła   go   z 

równowagi. Zerknęła na niego niepewnie.

- Masz teraz taką minę - odezwał się drwiącym głosem - jak na jednej z tych twoich 

nieudanych randek. Czyżbym niedostatecznie bawił cię rozmową?

- Pewnie się starasz, ale ja nie wszystko do końca rozumiem. Nie wiem, na przykład, 

dlaczego nagle tak się rozzłościłeś. Co ja takiego zrobiłam?

Nie odpowiedział, bo z drugiego końca sali przez mikrofon popłynął głos.

- Właśnie się dowiedzieliśmy, że przyszły pan młody ma specjalne życzenie. A zatem 

od Michaela dla Julii...

Kojąca, romantyczna muzyka wypełniła salę. Goście umilkli, rozległy się szepty, ktoś 

poprosił, by narzeczeni wyszli na środek sali i zatańczyli.

- Ja ją zabiję... - syknął Michael.

- Mogło być gorzej - odszepnęła mu Julia. - Mogła ich poprosić, żeby znowu zagrali 

twój ulubiony szybki kawałek albo zaczęli rapować.

Michael jęknął i zaprowadził Julię na parkiet.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

- Nareszcie zagrali coś ładnego, to ulubiona melodia Bena. - Sterling Foster stał na 

werandzie   i   patrzył   przez   szybę   na   tańczącą   parę.   Gęste   zielone   rośliny   kryły   go   przed 

wzrokiem gości zebranych w sali balowej.

Obok niego stała Kate, prawdziwa Kate Fortune z krwi i kości. Wbrew temu, co 

powszechnie sądzono, wyszła cało z katastrofy lotniczej i - za namową Sterlinga Fostera - 

”udawała   martwą”,   postanawiając   na   jakiś   czas   zniknąć   z   pola   widzenia.   Wszystko 

wskazywało   na   to,   że   ktoś   celowo   spowodował   wypadek   nad   tropikalną   dżunglą   i   dla 

bezpieczeństwa nestorki rodu lepiej było rozgłosić wiadomość o jej śmierci.

- Prawda, że śliczna z nich para? - Kate jak zaklęta wpatrywała się we wnuka i jego 

narzeczoną. - Nigdy dotąd nie widziałam, żeby Mike tak patrzył na jakąś kobietę - ciągnęła. - 

On się zakochał. Oszalał na jej punkcie i bardzo się z tego cieszę, bo ona bardzo mi się 

podoba. A co ty o tym myślisz, Sterling?

- Niestety, Michael jest strasznie uparty - z sarkazmem w głosie odparł adwokat.

- Chyba jesteś niesprawiedliwy - obruszyła się Kate. - Michael jest przede wszystkim 

niezwykle inteligentny, rozsądny i...

- Nie to miałem na myśli - przerwał jej. - Przyznaję, że ma głowę do interesów, ale 

jeśli chodzi o kobiety, nie potrafi odróżnić tombaku od szczerego złota. Jak widzę, łączysz 

pewne nadzieje z Julią; nie chciałbym, żebyś się rozczarowała. Moim zdaniem nic z tego nie 

będzie, przeszkodą jest ta idiotyczna umowa.

Kate ze zrozumieniem pokiwała głową.

- Z tego, co mi powiedziałeś, wnioskuję, że w tym kontrakcie może się znajdować coś 

obraźliwego.

- Delikatnie mówiąc... - w głosie adwokata zabrzmiała gorycz - on cały jest obraźliwy 

i jest mi wstyd,  że częściowo ponoszę za to odpowiedzialność.  Gdybyś  go przeczytała... 

Bardzo dobrze, że nie znasz treści. To prawdziwe arcydzieło cynizmu i ja na miejscu Julii 

podarłbym go, rzucił strzępy w twarz Michaelowi, a przy okazji powiedziałbym mu kilka 

słów prawdy. Ale ona nie może tego zrobić, bo ma na swoim utrzymaniu kaleką siostrę.

-   O   ile   wiem,   byłeś   w   tym   ośrodku   i   wszystko   sprawdziłeś.   Też   od   razu   jej   nie 

uwierzyłeś, więc nie zarzucaj Michaelowi, że jest podejrzliwy i chce się zabezpieczyć. Nigdy 

nie uwierzę, że mój wnuk jest cyniczny!

- Jestem jego prawnikiem i należy do moich obowiązków dbanie o jego interesy. - 

Sterling   przybrał   obronną   postawę.   -   Pojechałem   do   tego   ośrodka   rehabilitacyjnego   i 

background image

przekonałem się, że Julia nie kłamie. Jej młodsza siostra wyszła z wypadku w strasznym 

stanie   i   wymaga   długiego   leczenia.   Julia   staje   na   głowie,   żeby   sprostać   jej   potrzebom. 

Pracownicy  ośrodka  nie  mogą  się  jej   nachwalić, po  prostu nie  mają  słów.  Wszystko,   co 

zarabia, przekazuje na leczenie.

W oczach Kate ukazały się łzy.

- Biedne dziecko - szepnęła. - Biedna mała, spotkała ją taka straszna tragedia.

- Julia przezwyciężyła zły los - rzekł z emfazą Sterling. - Jest również w pewnym 

sensie moją klientką i jestem z niej dumny.

Kate uśmiechnęła się.

- Jest silna, szlachetna i mądra. To idealna kobieta dla mojego wnuka.

- Julia jest aniołem, a twój wnuk traktuje ją jak połączenie Sheili z Delilah - odparł z 

goryczą   Sterling.   Widać   było,   że   bardzo   Julię   lubi.   -   Może   kiedyś   przejrzy   na   oczy   i 

zrozumie, kim ona jest. Może nawet zrozumie, że ją kocha, ale wtedy na wszystko będzie już 

za późno. Prócz tych cnót, które wymieniłaś, Julia jest jeszcze bardzo dumna i nie pozwoli się 

źle traktować, nikomu, nawet Michaelowi.

- A może ona go kocha? - spytała Kate z nadzieją.

- Miłość nieraz nie wystarczy. Przyznaję, że ta historia z Julią jest najlepszą rzeczą, 

jaka się mogła przytrafić Michaelowi, ale on się tak okropnie zachowuje, że żadna porządna 

kobieta tego nie zniesie.

Kate zmarszczyła brwi.

- Uwziąłeś się na niego, Sterling. Sądzę, że pomimo wszystkich krzywd, jakie mu 

wyrządzili rodzice i ta jego pierwsza miłość, Michael ma dość rozsądku, żeby rozpoznać 

prawdziwy brylant.

-   Ostatnio,   kiedy   nie   masz   nic   do   roboty,   czytasz   za   dużo   romansów   i   za   dużo 

oglądasz filmów - wzruszył ramionami  Sterling. - Twój  Michael jest zgorzkniałym  czło-

wiekiem i...

- Koniec - przerwała mu Kate - ani słowa więcej o moim wnuku. Nie chcę nic więcej 

słyszeć.

Zbliżyła się do szyby i spojrzała na młodą parę. Michael i Julia tańczyli, zapatrzeni w 

siebie.

- Już wkrótce - zaczęła Kate prawie szeptem - wszystko stanie się prawdą i Michael 

każe ci podrzeć ten głupi kontrakt. Jestem tego pewna - zakończyła mocnym głosem i Sterling 

poznał ton dawnej Kate Fortune.

- Bardzo bym tego pragnął, ale...

background image

- Nie ma żadnego ale! - Kate raptem skuliła się i cofnęła. - Chyba mnie zobaczył!

Sterling chwycił ją za ramię.

- Tylko tego brakowało. Mówiłem ci, żebyś tu nie przychodziła, ale jak zwykle, nie 

chciałaś mnie słuchać. Uparłaś się i...

- Cicho bądź! Zrobiłeś się ostatnio strasznie nerwowy. Sterling szarpnął ją i odciągnął 

od okna.

- Musimy uciekać! Jak ja mogłem się zgodzić na takie szaleństwo. Sterczeć w oknie i 

gapić się na salę! Te twoje pomysły kiedyś nas zgubią. Zupełnie jakbyśmy grali w jakimś 

filmie Moniki Malone.

Kate nie stawiała już oporu.

- Idę już, idę, tylko przestań marudzić i nie wspominaj mi o tej koszmarnej babie. 

Monica Malone! Nie chcę o niej słyszeć! Bardzo się cieszę, że tu dzisiaj przyszłam, chociaż 

muszę ci przyznać, że to bardzo ryzykowne. Jeśli Michael naprawdę mnie spostrzegł... Nie, to 

niemożliwe.

Michael nagle przestał tańczyć i przez chwilę stał jak skamieniały. Dokoła nich pary 

wirowały w zwolnionym tempie, mijały ich zdziwione twarze, a on... zobaczył swoją babkę w 

oknie!

-   Co   się   stało?   -   Julia   zbliżyła   ku   niemu   zaniepokojoną   twarz.   Jej   ramię   nadal 

spoczywało na jego karku.

- Obejmij mnie mocniej - szepnął i natychmiast przylgnęła do niego całym ciałem.

W tańcu stanowili jedność i tego właśnie pragnął przez ostatnie tygodnie. Kołysać ją 

w  ramionach,   tulić,  całować,  słyszeć  przyspieszony  oddech  i  czuć  drżenie.   W duszy  po-

dziękował dziadkowi, że to pośrednio za jego sprawą może teraz obejmować Julię. Gdyby nie 

ta muzyka, jeszcze długo nie dostąpiłby tego szczęścia...

Kiedy tylko poczuł ją tak blisko przy sobie, złe słowa matki odpłynęły gdzieś daleko. 

Na początku zarzuty Sheili rozgniewały go. Wiedział, że matka się myli; Julia nie jest ani 

chytra, ani przebiegła, a jej skromność i prostota wcale nie były kamuflażem. Potem pojawiły 

się podejrzenia...

Raz zasiane zło pęczniało w jego myślach i zajmowało coraz więcej miejsca. A może 

Sheila ma rację? Przypomniał sobie, jak Julia gorąco odpowiedziała na jego pieszczoty na 

samym początku ich „narzeczeństwa”. Dopiero potem zaczęła przed nim uciekać. Czyżby to 

była taktyka? Jeśli tak, to skuteczna. Myślał o tej kobiecie bez przerwy, pragnął jej w dzień i 

w nocy. Co ona planuje? Może rzeczywiście chce się za niego wydać?

Wystarczyła   jedna   sukienka,   a   z   szarej   myszki   przekształciła   się   w   niezwykle 

background image

atrakcyjną  kobietę, za którą oglądają  się mężczyźni.  Zupełnie jakby zrzuciła  przebranie i 

znowu stała się sobą. Jaka jest prawdziwa twarz Julii? Czy kiedykolwiek ją pozna? Jedno jest 

pewne: zafascynowała go i jeśli o to jej chodziło, w pełni zrealizowała swój plan. Takie 

właśnie   myśli   przebiegały   mu   przez   głowę,   kiedy   podeszła   do   nich   Kristina   i   zapytała, 

dlaczego ma taką ponurą minę. Odparł, co mu ślina na język przyniosła, nie mógł powiedzieć 

prawdy;   zresztą,   naprawdę   nie   znosił   takiej   muzyki.   Kiedy   jednak   rozległy   się   powolne 

dźwięki zamówionej dla niego melodii i objął Julię, wszystko się zmieniło. Poczuł się nagle 

bardzo   zmęczony.   Miał   dość   ciągłej   ucieczki,   miał   dość   tego,   że   niby   ma   Julię,   ale   tak 

naprawdę jej nie ma. Teraz była przy nim, kołysał ją w ramionach i nikt nie mógł mu jej 

odebrać. Wtedy właśnie... zobaczył w oknie twarz babki! Kate stała i patrzyła, jak tańczą.

- Co ci się stało? - Julia uniosła na niego oczy. Stali na środku sali, kurczowo objęci. 

Michael zwolnił uścisk, odsunął się nieco i przesunął dłonią po włosach.

-   Czy   ja   wyglądam   na   człowieka,   który  właśnie   zobaczył   ducha?   Chyba   za   dużo 

wypiłem.

- Wypiłeś kilka kieliszków szampana, i to w dość szybkim tempie. Niedobrze ci?

- Nie... Ale chyba zwariowałem. Wydawało mi się, że widzę w oknie Kate. Stała tam i 

patrzyła na nas.

Julia poważnie się zaniepokoiła.

- Po prostu stale o niej myślisz - powiedziała spokojnym głosem, jakby mówiła do 

dziecka. - To naturalne. Nie możesz pogodzić się z jej śmiercią, a ta muzyka przypomniała ci 

twoich dziadków. I jednak coś niecoś wypiłeś.

-   Nie   jestem   pijany!   -   zaprotestował,   a   potem   zwiesił   głowę.   -   Chociaż   może 

rzeczywiście...

Spojrzał w okno, gdzie przed chwilą majaczyła twarz Kate, ale nikogo nie dostrzegł. 

Poczuł dojmujący ból. Kate stała tam jak żywa, z uśmiechem patrząc na niego i Julię... Gdyby 

tak naprawdę mogła tu być i cieszyć  się z jego zaręczyn! Na pewno tańczyłaby teraz ze 

wszystkimi, a może nawet kazałaby znowu zagrać któryś z tych utworów, które on uważał za 

„kocią muzykę”. Tak bardzo za nią tęsknił...

- Musisz coś zjeść i napić się mocnej czarnej kawy - usłyszał cichy i czuły głos Julii.

Pokręcił przecząco głową. Był zanadto roztrzęsiony, żeby myśleć o tak prozaicznych 

rzeczach jak picie i jedzenie - Nie chcę tu być. Ten hałas, to wszystko, tu jest za dużo ludzi... 

Chodźmy stąd.

Wziął ją za rękę i wyprowadził z sali. Pomyślała, że chce iść na werandę; świeże 

powietrze na pewno dobrze by mu zrobiło. On jednak zaprowadził ją na szerokie schody wio-

background image

dące na piętro. Gdy nagle się zachwiał, podtrzymała go i objęła wpół. Poczuła, że Michael 

opiera się na niej całym ciężarem.

-   Bardzo   bym   chciał,   żeby   to   była   prawda.   Gdybym   tak   mógł   ją   rzeczywiście 

zobaczyć... tam za oknem...

Dostrzegła w jego oczach ból i serce zabiło jej z żalu Dobrze wiedziała, co znaczy 

tęsknić za kimś, kto nigdy już nie powróci.

- Może to naprawdę była ona - szepnęła. - Może zjawił się tu jej duch? Takie rzeczy 

się zdarzają.

Uśmiechnął się do swych wspomnień.

-   Moja   babka   nigdy   nie   stanęłaby   tak   skromnie   za   oknem.   Nie   znałaś   jej.   Ona 

zrobiłaby coś znacznie bardziej efektownego. Wleciałaby do salonu i przysiadła na żyrandolu, 

albo coś w tym rodzaju. Miała ogromne poczucie humoru.

Weszli na piętro i ruszyli przed siebie długim, jasno oświetlonym korytarzem.

- Dokąd idziemy? - zapytała Julia.

- Kto to może wiedzieć - odparł filozoficznie. - Człowiek nigdy nie wie, co go czeka.

- Mam na myśli, dokąd idziemy konkretnie teraz - sprowadziła go na ziemię. - Nie 

chodzi mi o wielkie problemy egzystencjalne. Czego szukasz?

Michael otworzył przed nią drzwi.

- Pokoju, w którym sypiam, kiedy tu jestem. Podeszła do nocnej lampy stojącej przy 

łóżku i zapaliła ją. Michael zamknął drzwi na klucz.

- Widok babki na tym przyjęciu - zaczął powoli - przypomniał mi coś. Kate zawsze 

mówiła, że najważniejszą rzeczą w życiu jest... wiesz co?

- Co?

- Wiedzieć, czego się naprawdę chce i robić to. Zawsze tak żyła. Nigdy nie czekała, aż 

coś   samo   przyjdzie,   szła   i   brała   to,   co   uważała   za   istotne.   Nigdy   nie   pozwalała,   żeby 

niepewność i wątpliwości osłabiały ją i sprowadzały z raz obranej drogi. Gdyby naprawdę 

tutaj była, kazałaby mi zastanowić się, czego naprawdę chcę, i zrobić to.

- Przecież ty też taki jesteś, stanowczy, zdecydowany. Wszyscy w firmie uważają cię 

za...

Usiadł na łóżku i jednym ruchem zrzucił buty.

- Pewnie się zdziwisz, ale tym razem wyjątkowo nie myślałem o pracy. Nawet mi to 

do głowy nie przyszło.

Skinęła głową i spojrzała na telefon stojący na stoliku.

-  Połóż   się  teraz   i  wypocznij,  a  ja   zadzwonię   po  taksówkę,   żeby  mnie   odwiozła. 

background image

Poczekam na dworze. Nikt mnie nie zauważy, wszyscy doskonale się bawią.

Zdjął marynarkę i krawat i rzucił je na podłogę.

- Tak, moja obecność na tym przyjęciu jest absolutnie zbędna. Goście świetnie dają 

sobie radę beze mnie.

- Tak, a ty masz jutro wcześnie rano ważne posiedzenie musisz być wypoczęty.

Ściągnął skarpetki i rozpiął pasek.

- Doskonale mnie znasz. Sięgnęła po telefon.

- Jaki numer mam wykręcić, żeby wyjść na zewnątrz? Tak jak w hotelu czy... Co ty 

robisz?

Stanowczym ruchem wyjął jej z ręki słuchawkę.

- Nigdzie nie pójdziesz - rzekł i rozpiął koszulę.

- Michael, ja muszę... Nie myślisz chyba...

- Rzeczywiście, nie myślę. Znudziło mi się myślenie, ostatnio za dużo tego było. - 

Chwycił ją za ręce. - Umówmy się, że odtąd nie będziemy myśleć.

-   Znowu   jakaś   umowa?   -   próbowała   żartować.   -   Mamy   wezwać   Sterlinga,   żeby 

wszystko ładnie spisał, punkt po punkcie?

Nie zwolnił uścisku i poczuła się jak w potrzasku.

-   Damy   sobie   radę   bez   niego.   Sami,   we   dwoje.   Przyciągnął   ją   do   siebie   tak 

gwałtownie,   że   sprawił   jej   ból.   Przestraszyła   się,   ale   nie   wyrwała.   Trochę   dlatego,   że 

wiedziała, o ile jest od niej silniejszy, a trochę dlatego, że nie miała na to ochoty.

- Julio, proszę... - szepnął.

- Wcale nie byłeś pijany, tylko udawałeś. Mogłeś sam wejść po schodach...

- A ty wmówiłaś sobie, że musisz pomóc nieszczęsnemu pijanemu idiocie dotrzeć do 

łóżka. Jaka ty jesteś dobra i lojalna...

Był prawie nagi i mogła bez przeszkód błądzić dłońmi po jego ciele. Zsunął ramiączka 

jej sukienki i zdjął jej maleńki czerwony biustonosz. Odrzuciła głowę do tyłu, zamknęła oczy 

i pozwoliła mu całować swe ciało. Gdy ponownie uniosła powieki, leżeli na łóżku prawie 

nadzy. Ona miała na sobie tylko czerwone majteczki i pantofelki na wysokim obcasie, a on - 

niebieskie bokserki. Nie pamiętała, kiedy zrzucili z siebie ubranie. Wszystko wydawało się 

takie naturalne i zgodne z porządkiem świata: ona i Michael, razem w łóżku.

- Jaka ty jesteś piękna... Uniósł się na łokciu i namiętnym spojrzeniem ogarnął jej 

ciało. Wygięła się i zarzuciła mu ręce na szyję. Nareszcie byli razem; mógł na nią patrzeć, 

dotykać  jej, robić to, na co czekał przez  całe życie.  Jego dłoń zsunęła  się w  dół i Julia 

wstrzymała oddech.

background image

- Wszystko masz dobrane kolorystycznie - szepnął Michael, dotykając jej majteczek.

- Sama sobie dobrałam bieliznę - odrzekła zaczerwieniona. - Wystarczy, że kupujesz 

mi sukienki. Nie chcę, żebyś na dodatek płacił za moje...

-   Ale   ja   chcę,   żebyś   miała   ładne   rzeczy,   chcę   ci   dać   wszystko,   czego   tylko 

zapragniesz.

Zwykle swoim kochankom kupował tylko kwiaty.

- Ja chcę... tylko ciebie. - Poczuła, jak jej oczy napełniają się łzami. - Tylko ciebie, nic 

więcej.

Kochała go i bardzo chciała mu to powiedzieć, ale nie mogła. Michael nie lubi słów. 

Zbyt dużo ich słyszał i przestał przywiązywać do nich wagę. Postanowiła dowieść mu, co 

naprawdę czuje, i włożyła w pocałunki całą swą miłość.

- Michael, proszę cię...

Prosiła go o miłość; o to, żeby zrobił to, czego tak pragnęła. Świat, który eksplodował 

wokół niej, był jak z dawna oczekiwany dar. Michael tulił ją w ramionach i delikatnie ją 

całował. Rozkosz wracała falami, niczym  chemiczna  reakcja łańcuchowa. Julia otworzyła 

oczy i napotkała jasne spojrzenie Michaela. Patrzył na nią! Przez cały czas na nią patrzył! 

Widział jej dziką, zwierzęcą rozkosz. Odwróciła ze wstydem oczy.

-   Nigdy...   -   szepnęła   przerywanym   głosem   -   nigdy   dotąd   nie   przeżyłam   czegoś 

podobnego. Nie wiem, co powiedzieć.

-   Nic   nie   mów,   mnie   nie   musisz   się   wstydzić.   -   Przytulił   ją   jeszcze   mocniej   i 

pocałował w czoło.

Czuł się cudownie; miał uczucie wielkiej siły, dzięki Której dał tej kobiecie rozkosz, 

jakiej nigdy nie zaznała. Ujął jej podbródek i spojrzał głęboko w oczy.

- Jesteś przepiękna, kochanie. Wstyd, że widział ją w czasie orgazmu, nagle gdzieś 

zniknął. Nie wstydziła się Michaela i nie wstydziła się jego ciała. Pragnęła tylko, żeby i on 

doświadczył tego, co stało się jej udziałem.

- Nie mogę dłużej czekać, kochanie... - powiedział i spostrzegła, że sięga do szufladki 

po prezerwatywę.

Zafascynowana patrzyła na jego ciało, nie wiedząc, czy ma mu powiedzieć, że jest jej 

pierwszym kochankiem.

Otworzyła się przed nim bez słowa, oddając się tej niezwykłej chwili, w której nie 

było już praktycznej, rozsądnej Julii, tylko bohaterka cudownej bajki i jej wymarzony książę. 

Przecież Kopciuszek na jej miejscu postąpiłby tak samo...

- Ja też nie chcę dłużej czekać - westchnęła głęboko. - Teraz, proszę...

background image

Mogła to zrobić tylko z kimś, kogo kochała tak bardzo jak jego. A jeśli myślała, że 

przed chwilą zaznała pełnej rozkoszy, to bardzo się myliła. Świat w środku niej rozpadł się na 

tysiące   kawałeczków,   które   niczym   maleńkie   lusterka   odbiły   rozkosz   jej   partnera   i   Julia 

głośno krzyknęła jego imię. Potem oboje z wolna opadli w przytulne gniazdo splecionych 

ramion, do swojej intymnej przystani.

Wkrótce oddech Michaela stał się równy i spokojny i Julia ucieszyła się, że zasnął. 

Uśmiechnęła się do siebie radośnie. Nikt nie mógł odebrać jej tego, co właśnie przeżyła, i nie 

zamierzała   teraz   myśleć   o   niczym,   co   mogłoby   sprawić   ból.   Zostali   kochankami,   razem 

zaznali szczęścia i cokolwiek się stanie, nigdy nie będzie tego żałować.

Przymknęła oczy, rozkoszując się bliskością Michaela; teraz należał do niej. Otuliła go 

w myślach swoją wielką miłością, i zasnęła.

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Telefon zadzwonił w chwili, kiedy nalewała sobie do kubka zupę pomidorową.

- Julia! - wrzasnęła Kia. - Ten twój dzwoni co godzinę i dopytuje się o ciebie. Nie 

mówiłam mu, gdzie jesteś!

Powiedziała coś do słuchawki i przekazała ją koleżance. Julia poczuła, jak pulsują jej 

skronie. Przez cały dzień myślała tylko o nim i tak strasznie chciała go zobaczyć...

Rano obudziła się o szóstej i ze zdumieniem spostrzegła, że leży obok Michaela w 

jego sypialni w rezydencji. Zerwała się. Jest sobota; musi wracać do siebie, wziąć prysznic, 

przebrać się i szybko jechać do Joanny. Na Halloween w ośrodku zaplanowano wspólny 

poczęstunek, liczne gry i zabawy. Nie wolno jej sprawić zawodu siostrze.

Cichutko zbiegła na dół i wezwała taksówkę. Ogromne domostwo spało spokojnym 

snem. Teraz dochodziła dziewiąta wieczór, a ona była z powrotem w domu po długiej wizycie 

u siostry w ośrodku. Michael dzwoni i musi z nim porozmawiać.

Dźwięk   jej   głosu   sprawił,   że   przez   chwilę   dławiło   go   w   gardle.   Od   chwili 

przebudzenia myślał tylko o Julii. Mijała godzina za godziną, a jej nie było. Najpierw go to 

zdziwiło, potem zaniepokoiło, a w końcu zirytowało. Następnie znowu pojawił się niepokój. 

Teraz, kiedy wreszcie mógł z nią rozmawiać, postanowił okazać się jej godny. Skoro ona 

prowadzi jakąś grę, on nie będzie gorszy.

- Może byśmy się spotkali, co ty na to? - zapytał swobodnym tonem, dziękując losowi, 

że Julia nie może widzieć jego białej ze zdenerwowania twarzy i drżących rąk.

- Teraz, zaraz? - zapytała niepewnie.

- Za jakieś piętnaście minut. Spojrzała na swe wytarte dżinsy i spraną koszulkę, dobre 

na zajęcia w ośrodku, ale nie na wieczór z Michaelem.

- Może być za dwadzieścia?

- Dobrze, będę za pół godziny - odparł nonszalancko, chociaż chciał ją zobaczyć 

natychmiast.

Jeśli   ona   mogła   spędzić   cały   dzień   bez   niego,   bez   słowa   wyjaśnienia,   on   też   jej 

pokaże, jak mało mu na niej zależy!

W   pół   godziny   później   pukał   do   jej   drzwi.   Julia   zdążyła   się   przebrać   w   krótką 

spódniczkę i sweterek i rozpuścić; zebrane w koński ogon włosy. Chciała mu się rzucić na 

szyję, ale mina Michaela odebrała jej na to ochotę. Jechali potem przez mokre od deszczu 

ulice, wymieniając banalne uwagi o pogodzie.

- Gdzie pójdziemy? - zapytała w pewnej chwili.

background image

- Do mnie - odparł krótko. - Czy masz coś przeciwko temu?

- Nie - odparła z wahaniem. - Tylko że jutro muszę być o dziesiątej w domu.

Niedzielne wizyty w ośrodku zaczynały się w południe i kończyły o osiemnastej.

- Odwiozę cię w porę, przyrzekam. Czekała, aż Michael zapyta, dlaczego musi wracać 

do domu w niedzielę rano i gdzie była przez cały dzień. Zamierzała powiedzieć mu prawdę; 

Joanna stanowiła część jej życia i nie chciała niczego przed nim ukrywać. Michael jednak o 

nic nie zapytał. Może tak i lepiej; mógłby ją podejrzewać o manipulację. Jego matka zwykle 

posługiwała się swymi dziećmi, by osiągnąć to, czego chciała. Julia nigdy nie pozwoliłaby, by 

ktoś   podejrzewał,   że   wykorzystuje   do   swych   celów   tragedię   rodzinną.   Jej   stosunki   z 

Michaelem były jeszcze zbyt świeże, żeby je wystawiać na próbę.

Gdy dotarli do jego mieszkania, Michael przyrządził drinki. Julia umoczyła usta, a on 

odstawił szklankę na stolik i usiadł, nie spuszczając oczu ze swojego gościa.

- Zaprosiłem cię tutaj, bo... - zaczął i urwał. - Przez cały dzień chciałem cię zobaczyć. 

Teraz, kiedy tu jesteś...

Julia również odstawiła szklankę i wstała.

- Teraz, kiedy tu jestem... To co? Przez chwilę na siebie patrzyli, a potem nagle rzucili 

się sobie w ramiona i zaczęli się całować, tak jakby przez całe życie czekali na tę chwilę. 

Kanapa w salonie doskonale zastąpiła im łóżko.

- Teraz nic się nie liczy - rzekł Michael później, zmęczony, lecz zadowolony. - Ani 

nasza umowa, ani moja rodzina, ani firma... Nic nie jest ważne, kiedy jesteśmy razem.

Julia pogładziła go po plecach.

- Tak...

Oboje mieli wrażenie, że znajdują się we własnym świecie, do którego nikt nie ma 

dostępu. Przebywali w nim przez całą noc, a kiedy wreszcie rano powrócili do rzeczywistości, 

czuli się jak wygnani z raju.

W drodze powrotnej oboje milczeli. Michael odwiózł ją do domu i nie poprosił, by z 

nim   została,   mimo   że   bardzo   tego   pragnął.   Gdyby   powiedział   choć   słowo...   Usłyszałby 

wszystko. Po tym, co stało się tej nocy, nie chciała nic przed nim ukrywać, bala się tylko, że 

źle ją zrozumie. Ale on o nic nie pytał; pewnie było mu wszystko jedno, co ona robi, kiedy 

nie   jest   z   nim   w   łóżku.   Kochali   się   ze   sobą,   ale   to   nie   znaczy,   że   ich   układ   przestał 

obowiązywać. Byłaby szalona, gdyby myślała, że Michael się w niej zakochał tylko dlatego, 

że   się   z   nią   przespał.   Kobieta,   która   nie   potrafi   odróżnić   seksu   od   miłości,   jest   godna 

pożałowania i Julia nigdy taka nie będzie. Nie na darmo studiowała psychologię. Kocha go, 

ale on nie kocha jej. Prawda bywa bolesna, co nie znaczy, że należy przed nią uciekać.

background image

Jen   i   Debby   uczyły   się   roli   w   swoim   pokoju,   a   Kia   i   Julia   tkwiły   u   siebie   nad 

książkami. Po dziewiątej wieczorem ktoś nagle zastukał do drzwi.

- Mam nadzieję, że to nie któryś z tych ich komediantów... - Kia uniosła oczy do 

nieba, głową wskazując pokój „aktorek”.

Głos Michaela rozwiał jej wątpliwości.

- Powiedziano mi, że jesteś w domu. - Wszedł do pokoju bez pukania. - Chciałem 

porozmawiać.

Kia spojrzała na niego z pogardą.

-   Czy   wy,   bogacze,   zawsze   w   ten   sposób   wchodzicie   do   cudzego   mieszkania? 

Przypominam, że to jest nasza sypialnia i mogłyśmy być w dezabilu.

Michael nieco się stropił.

- Przepraszam - mruknął.

Podszedł do łóżka, na którym leżała Julia, i głośno odczytał tytuł trzymanej przez nią 

książki.

-   „Nienawidzę   cię.   Błagam,   nie   opuszczaj   mnie”.   Bardzo   ciekawe,   i   jakie 

konsekwentne... Uśmiechnęła się do niego.

- Nieraz tak bywa. Sprawił jej ogromną radość swoim przyjściem; on też wyraźnie się 

cieszył, że ją widzi.

- Może byś pojechała do mnie na noc? Jutro rano razem pójdziemy do pracy. - Lekko 

ściszył głos, spod oka popatrując na Kię. Zawsze bardzo go krępowała.

Julia natychmiast odłożyła książkę.

- Doskonały pomysł.

Kia milczała, ale w jej oczach można było wyczytać naganę. Nic sobie z tego nie 

robili; zbytnio się śpieszyli do swojego małego świata.

Ten weekend posłużył im za wzór i tak odtąd spędzali wszystkie soboty i niedziele. 

Julia jak dawniej jeździła do Joanny, a wieczorem Michael zabierał ją do siebie. Zgodnie z 

milczącą umową, żadne z nich nie poruszało tematu dotyczącego weekendowych zajęć Julii. 

Nie tylko to jednak było powodem utrzymującego się między nimi napięcia. Oboje z czasem 

zauważyli, że ich znajomość przybiera nowy, nie przewidziany charakter. Zdali sobie sprawę, 

że doskonale się ze sobą czują, zarówno w pracy, jak w życiu prywatnym.

Spędzali   razem   prawie   wszystkie   wieczory.   Chodzili   na   spacery,   na   koncerty,   do 

teatru. Ćwiczyli w zaimprowizowanej sali gimnastycznej, którą Michael urządził w swojej 

ogromnej   sypialni.   Biegali   nad   rzeką   i   spotykali   się   z   jego   znajomymi   i   rodziną.   Oboje 

najbardziej   lubili   spokojne   wieczory   w   mieszkaniu   Michaela.   Czytali   wtedy  książki   albo 

background image

oglądali telewizję. Szybko odkryli, że śmieszą ich i nudzą te same rzeczy. Każda ich noc była 

niczym   noc   poślubna.   Od   czasu   do   czasu   ktoś   pytał   ich   o   termin   ślubu.   Julia   zwykle 

odpowiadała,  że go jeszcze nie ustalili, bo bardzo dobrze się czują w roli narzeczonych. 

Pytania   te   jednak   uzmysławiały   jej,   że   wszystko   jest   nieprawdziwe   i   że   grają   komedię. 

Michael w ogóle nie odpowiadał na podobne pytania - czuł się z Julią bardzo szczęśliwy. 

Wszystko w niej było fascynujące i fascynacja ta wcale nie malała z czasem. Pragnął jej coraz 

bardziej, nic go w niej nie nużyło ani nie denerwowało, a sprawę nieszczęsnych weekendów 

wolał odłożyć na potem. Kiedy jednak zaprosił ją do rodziców na Święto Dziękczynienia i 

Julia odmówiła, poprosił o wyjaśnienia.

- Dlaczego nie możesz spędzić z nami tego dnia?

- Bo już obiecałam siostrze. Odwrócił się do niej plecami i zapatrzył w okno.

- Siostrze... - powtórzył ze złością. - Nigdy nie mówiłaś, że masz siostrę, nigdy dotąd 

jej nie odwiedzałaś...

Julia westchnęła.

- To, że nigdy o niej nie mówiłam, nie oznacza, że nie utrzymuję z nią kontaktów.

Dzwoniła do niej każdego wieczoru i wcale tego przed nim nie kryła. To on nigdy nie 

pytał, z kim rozmawia. Po prostu nic go to nie obchodziło. Kiedy zapominała o prawdziwej 

naturze ich związku, ta świadomość sprowadzała ją na ziemię. Michael z nią pracuje i z nią 

sypia, ale nie kocha jej i nigdy nie pokocha.

- Cała rodzina na nas czeka. Jest tylko jedno wyjście:

powiesz siostrze, że nie możesz z nią spędzić tego dnia, bo masz inne plany.

Gdyby oświadczył to mniej władczym tonem, powiedziałaby mu wszystko i poprosiła, 

żeby   pojechał   z   nią   do   siostry.   On   jednak   zachował   się   jak   szef   wydający   polecenia 

pracownicy, od której oczekuje tylko posłuszeństwa.

- W takim razie - odrzekła, powstrzymując łzy - to ty powiedz swojej rodzinie, że 

mam inne plany. - Nie wolno mu pokazać, że płacze. - Może to i lepiej, przygotujemy w ten 

sposób grunt pod zerwanie zaręczyn. Chyba już najwyższy czas, żeby się dowiedzieli, że coś 

się nam nie układa, w ten sposób unikną szoku. Do tej pory graliśmy tak świetnie, że byłoby 

szkoda zepsuć ostatni akt.

- Tak, szkoda... - powtórzył, nadal patrząc w okno. Zerwanie... Nigdy dotąd o tym nie 

myślał; dziwne, ale perspektywa rozłąki bardzo go zabolała. Wiedział, że z chwilą, gdy zerwą 

„zaręczyny”, Julia odejdzie od niego naprawdę. Nie chciał do tego dopuścić, a ona musiała o 

tym wiedzieć i pewnie próbuje to wykorzystać. Odwrócił się ku niej, ale z jej twarzy nic nie 

wyczytał. Może matka miała jednak rację; może Julia jest sprytna i wyrachowana...

background image

- Masz rację - wycedził. - Jedź sobie, dokąd chcesz, a ja im zasugeruję, że coś się 

między nami psuje.

„Jedź sobie, dokąd chcesz...” Nawet nie zapytał, jak jej siostra ma na imię i ile ma lat; 

nic go to nie obchodzi.

Wieczorem, kiedy zaczął się zbierać do domu, Julia powiedziała, że nie jedzie z nim, 

bo woli wracać do siebie.

Obrzucił ją chłodnym spojrzeniem.

- Doskonale, a gdybyś się rozmyśliła, to zadzwoń. Wolałaby chyba sobie uciąć rękę, 

niż sięgnąć po telefon i prosić, by ją zabrał do swego łóżka. Uniosła dumnie głowę i nie 

raczyła odpowiedzieć.

Podróż autobusem okazała się koszmarna. Był  straszny tłok i dusiła się od upału; 

chyba zbytnio się przyzwyczaiła do klimatyzowanego samochodu... Do domu dotarła ledwie 

żywa, a rano obudziła się w strasznym stanie. Dowlokła się do łazienki i osunęła na posadzkę, 

plecami oparta o wannę. Tak właśnie zastała ją Kia.

- Jesteś zielona jak te kafelki - oznajmiła.

- Okropnie się czuję - jęknęła Julia. - To ten wczorajszy autobus, pewnie zatrułam się 

spalinami.

Kia przyjrzała jej się uważnie.

- Rzadko cię ostatnio widywałam, ale bardzo się zmieniłaś. Coś mi to przypomina... 

Kobieta tak wygląda, kiedy jest w ciąży. Może ty jesteś w ciąży?

Julia raptownie usiadła i zakręciło jej się w głowie. Poczuła narastające mdłości.

- To... niemożliwe... Bardzo uważaliśmy... Kia pokręciła głową.

-   Nie   ma   stuprocentowych   środków   antykoncepcyjnych,   kochanie.   Kiedy   miałaś 

ostatnią miesiączkę?

Julia zbyt źle się czuła, by się krępować odpowiedzią.

- Nie miałam miesiączki od początku października, ale nie zwracałam na to uwagi. 

Myślałam, że prezerwatywa...

-   Jedyną   absolutnie   skuteczną   metodą   zapobiegania   ciąży   jest   sterylizacja   albo 

wstrzemięźliwość - oświadczyła mentorskim tonem Kia.

Julia przymknęła oczy.

- Kia, ja nie mogę być w ciąży... To pewnie grypa...

- Czas pokaże. Na razie zaprowadzę cię do łóżka i dam ci kilka herbatników, żebyś nie 

miała pustego żołądka.

Nieco później Julia zadzwoniła do pracy z informacją, że jest chora. Herbatniki nieco 

background image

złagodziły  mdłości, co  świadczyło,  że  w grę  raczej nie wchodzi  grypa,  ale  Kia tego  nie 

skomentowała.

Michael przyjechał do niej po pracy. Cały dzień miał zepsuty, nie przestawał o niej 

myśleć. Czy naprawdę jest chora, czy tylko udaje? Kiedy się zjawił, stała przed domem z Jen, 

Debby   i   innymi   koleżankami.   Była   nieco   bledsza,   ale   wyglądała   przepięknie.   Siłą   się 

powstrzymał, żeby jej nie porwać prosto do swojego domu. Wcale nie wygląda na chorą, 

podpowiedział mu jakiś zły głos. Zahamował, przez chwilę przyglądał się roześmianej grupie, 

a potem odjechał.

- Czy to był Michael? - zapytała Debby.

- Nie wiem, nie zauważyłam - skłamała Julia i serce zabiło jej jak szalone.

Następnego   dnia   czuła   się   jeszcze   gorzej.   Ledwo   przeżyła   podróż   autobusem   i 

dowlokła się do toalety. Zanim Michael przyszedł do pracy, zwymiotowała już dwa razy. 

Spojrzał   na   nią,   mijając   jej   biurko.   Miała   na   sobie   jeden   z   tych   swoich   koszmarnych 

kostiumów i pomyślał, że postanowiła go ukarać.

- Niedobrze wyglądasz - oświadczył. - Jesteś blada i masz sińce pod oczami. Może cię 

odwieźć do domu?

Julia powoli zwróciła ku niemu głowę, bo każdy gwałtowniejszy ruch mógł zaburzyć 

jej chwiejną równowagę.

- Nie, dziękuję, nic mi nie jest.

- Jeśli jesteś chora, powinnaś się położyć, jeszcze kogoś zarazisz.

Utkwiła wzrok w ekranie komputera.

- Nie martw się, to nie jest zaraźliwe.

- W takim razie, co ci jest? Może się czymś zatrułaś'? - Jego głos nagle złagodniał.

Omal nie parsknęła śmiechem, lecz milczała. Michael poczuł, jak ogarnia go złość. 

Dwie noce bez Julii wyprowadziły go z równowagi, i ona dobrze o tym wie. Wszystko sobie 

zaplanowała, żeby zaręczyny na niby zamienić na prawdziwy związek, którego celem był 

ślub! Zaklął w duchu i pomaszerował do swojego gabinetu.

Po południu zjawił się Jake. Poprosił Julię, żeby z nim poszła do Michaela, bo ma im 

obojgu coś do zakomunikowania. Chciała się wykręcić, ale obaj bardzo nalegali, by została.

- Zamierzamy z Eriką się rozejść - wypalił bez wstępów stryj, kiedy w trójkę znaleźli 

się w gabinecie. - Od pewnego czasu nie bardzo nam się układa, a dłużej nie chcemy udawać.

Julia doskonale to rozumiała; udawanie to ciężka sprawa.

- Bardzo mi przykro - szepnęła. Michael uniósł brwi.

- Naprawdę chcecie się rozstać? - Nagle zdał sobie sprawę, jak bardzo mu zależy, by 

background image

do tego nie doszło. - Miałem nadzieję, że to tylko... przejściowe trudności. - Odchrząknął. - 

To przecież bardzo poważna decyzja po tylu latach. Macie dzieci, wnuki...

Jake zamrugał powiekami.

- Nic się nie da zrobić, ale bardzo was proszę, nie chciałbym, żeby nasze sprawy 

zaciążyły nad waszymi planami. To, że my... to nie znaczy, że małżeństwo...

Michael poczuł, jak rozżalenie zamienia się w nim w złość; powrócił dawny cynizm.

- Nie wysilaj się, sam wiem, co to warte. My z Julią też myślimy o zerwaniu zaręczyn.

Jake podskoczył.

- Nie róbcie tego! Nigdy nie widziałem, żebyś był taki szczęśliwy jak teraz, odkąd ty i 

Julia... - Jake wyglądał na szczerze zmartwionego.

- To pozory - rzekł Michael. - Ty z Eriką też robiliście wrażenie szczęśliwych. Masz 

rację, nie należy udawać.

W   ciągu   dnia   Michaela   nieustannie   odwiedzali   członkowie   rodziny.   Julia   nie 

uczestniczyła w tych rozmowach. Kiedy ją mijali, spoglądali na nią ze współczuciem jak na 

kolejną   ofiarę   Michaela.   Musiał   im   powiedzieć   o   planowanym   zerwaniu   zaręczyn. 

Wieczorem   tego   samego   dnia   Julia   przeprowadziła   test   ciążowy   i   wynik   okazał   się 

pozytywny.

- Jestem w ciąży - powiedziała martwym głosem do przyjaciółki. - Kia, co ja mam 

teraz zrobić?

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Kia widziała tylko jedno wyjście.

- Musisz jak najszybciej  wszystko mu powiedzieć. Odwlekanie tej rozmowy tylko 

pogorszy sprawę.

Julia wiedziała, że przyjaciółka  ma rację. Codziennie rano wychodziła  do pracy z 

mocnym postanowieniem, że mu powie, ale w ostatniej chwili zawsze się wycofywała. Mi-

chael był wobec niej chłodny i wyniosły. Jak miała mu przekazać „radosną” nowinę, że jest w 

ciąży?   Przecież   nawet   nie   umiała   mu   powiedzieć   o   Joannie   wtedy,   gdy   ich   stosunki 

wyglądały zupełnie inaczej. Zresztą, zawsze radziła sobie sama.

Święto Dziękczynienia jakoś minęło; Julia spędziła je z Joanną w ośrodku, a Michael 

ze swoją rodziną. Następnego ranka zjawił się w biurze jeszcze bardziej ponury niż zwykle.

- Wszyscy o ciebie pytali - oświadczył  z wyrzutem. Był pierwszy dzień grudnia i 

płatki   śniegu   wirowały   już   w   powietrzu.   Julia   jeszcze   niezupełnie   doszła   do   siebie   po 

porannej podróży zatłoczonym autobusem.

- Przyjechał Kyle z rodziną, Grant też. Chcieli poznać moją narzeczoną i bardzo się 

dziwili, że weekend spędzamy osobno. Dzwoniłem do ciebie, ale nikt nie odbierał.

- Nie było mnie w domu.

Jej spokojna odpowiedź wyprowadziła go z równowagi.

- Domyśliłem się. A gdzie, do cholery, byłaś?

- Poza domem.

- Ach tak? Nie masz mi nic więcej do powiedzenia? Julia uśmiechnęła się smutno. 

Miała mu do powiedzenia o wiele więcej, ale to nie była odpowiednia chwila.

- Mam wrażenie, że nie chciałbyś słuchać... - Urwała.

- Mam dzisiaj dużo pracy, więc zostaw mnie w spokoju, Michael.

Obrzucił ją jadowitym spojrzeniem.

-   Mówisz   mnie,   swojemu   szefowi,   że   masz   dużo   pracy   i   żebym   cię   zostawił   w 

spokoju?

Siedziała   przed   nim   drobna   i   blada,   w   tej   swojej   przydługiej   szarej   sukience,   z 

włosami ściągniętymi  do tyłu, tak jak tego nie znosił. Na pewno zrobiła to specjalnie, to 

dalszy ciąg tych jej gierek. Ucieka przed nim, nie nosi rzeczy, które jej kupił, traktuje go 

gorzej niż on posłańca. Myśli, że go nabierze na takie sztuczki, że on złamie się i przyjdzie 

żebrać o jej jeden uśmiech. Będzie się czołgał u jej stóp i błagał o jeszcze jedną noc i żeby 

wszystko znowu było tak jak przedtem. Ale właściwie, co się stało?

background image

- Dlaczego my się tak zachowujemy? - zapytał nagle.

- Jak to się stało, że jesteśmy wrogami? Julia zacisnęła dłonie.

- Powiedziałam, że spędzę Święto Dziękczynienia z siostrą - wyjaśniła - i ty się na 

mnie obraziłeś.

- Wcale się nie obraziłem. To ty od tamtej pory zachowujesz się jakoś dziwnie, jak 

sopel lodu.

- Zachowuję się tak, bo... - już miała mu powiedzieć o wynikach testu, ale ugryzła się 

w język.

- Bo co? Bo twój plan się nie udał? - spytał złośliwie.

-   Nie   rozumiem,   o   czym   mówisz,   a   teraz,   jeśli   nie   masz   nic   przeciwko   temu, 

chciałabym wrócić do pracy.

- Przypominam ci, że to ja decyduję, kiedy masz pracować, a kiedy nie. Zresztą, ja 

wszystko wiem.

Julia gwałtownie zbladła.

- Wiesz... Jak się domyśliłeś?

- Mam pewne doświadczenie w tych sprawach, moja droga.

- Jesteś... na mnie zły?

- Owszem, jestem zły, bo nie znoszę manipulowania. Przez całe życie widziałem, jak 

moja matka manipuluje ludźmi i przyrzekłem sobie, że nigdy nie pozwolę, żeby ktoś mnie 

wykorzystywał.

Ogarnęła ją nagła panika i rozpacz.

- Ale ja tego wcale nie zaplanowałam! Teraz mówili jednocześnie.

-   Oczywiście,   że   to   zaplanowałaś.   Kiedy   postanowiłaś   zamienić   nasze   udane 

zaręczyny na prawdziwe, zaczęłaś robić wszystko, żeby dopiąć swego.

Poczuła w oczach łzy.

- Kobieta nie zachodzi w ciążę sama! Oboje sądziliśmy, że jesteśmy zabezpieczeni. 

Przyznaję, że częściowo to moja wina, ale nie wolno ci uważać, że tylko ja ponoszę za to 

odpowiedzialność!

Zapadła cisza. Stali i patrzyli na siebie, jakby widzieli się po raz pierwszy w życiu.

- Jesteś... w ciąży? - spytał w końcu ze zdumieniem.

- Przecież powiedziałeś, że wiesz.

- Miałem na myśli twój plan, te sztuczki, które mnie do ciebie przywiązały...

- Moje sztuczki? Uważasz, że to były... moje sztuczki?

-   A   na   wszelki   wypadek,   gdyby   nie   dały   rezultatu,   jak   słyszę,   postanowiłaś   się 

background image

zabezpieczyć. Zastosowałaś najstarszy sposób usidlenia mężczyzny i złapania go na męża. 

Nie doceniałem cię, moja droga!

Była bliska omdlenia; nie miała czym oddychać, strużka potu spłynęła jej z czoła.

- Oskarżasz mnie, że celowo zaszłam w ciążę, żeby cię... złapać! Ciekawe, jak ja to 

zrobiłam? Przekłuwałam twoje prezerwatywy? A może stosowałam przeterminowane środki 

antykoncepcyjne, żeby cię wyprowadzić w pole? Jak sobie to wyobrażasz? Przecież byłeś 

przy tym, ty, niewinna ofiara!

Spojrzał na nią wrogo.

- Jak widzę, masz mnóstwo pomysłów.  Dorzucę jeszcze jeden. Co tydzień  gdzieś 

wyjeżdżałaś,   więc   może   to   twojemu   kochankowi   zawdzięczam   prezent,   który   właśnie 

usiłujesz mi wręczyć.

Mówiąc to, zdawał sobie sprawę ze swojej nikczemności. Słowa padły między nich, 

ciężkie jak kamienie. Julia cicho jęknęła, a potem zdjęła z palca rubinowy pierścień i położyła 

go na biurku.

- Jeśli naprawdę sądzisz, że jestem zdolna do czegoś podobnego, to znaczy, że nigdy 

mnie nie znałeś. Od tej chwili ja nie chcę znać ciebie.

Chwyciła   torebkę   i   wybiegła.   Michael   stał   przez   chwilę,   nie   wiedząc,   co   robić. 

Wściekłość   gdzieś   odeszła,   pozostał   niesmak   i   niezadowolenie   z   siebie.   Potem   złapał 

pierścionek i wypadł na korytarz.

- Julio! Poczekaj! Winda właśnie się zamknęła i wolno zaczęła sunąć w dół. Powoli 

wrócił do swego gabinetu. Julia słusznie się obraziła. Trzeba jej dać trochę czasu, zadzwoni 

do   niej   wieczorem,   a   może   nawet   pojedzie.   Zdecydowanie   posunął   się   za   daleko   z   tym 

absurdalnym oskarżeniem. Julia co prawda w każdy weekend gdzieś jeździła, ale nie wierzył, 

że spotyka się z kochankiem. Dlaczego to powiedział? Oślepiła go zazdrość i stracił głowę...

Na widok wchodzącego Sterlinga Fostera prawie jęknął. Tylko jego tu brakowało!

- Słyszałem, że urządziłeś awanturę i Julia wybiegła z płaczem... - Adwokat spojrzał 

na niego niezbyt przyjaźnie.

Michael wzruszył ramionami.

- Nie robiłem żadnej awantury.

- O co się pokłóciliście? Michael zmarszczył brwi. Co on sobie wyobraża?

- To sprawy osobiste, dotyczą tylko Julii i mnie.

- Słyszałem, że wyszła stąd bez pierścionka. Michael zaczął chodzić po pokoju.

- Czy ludzie nie mają naprawdę nic lepszego do roboty, niż podglądać i szpiegować 

innych?!

background image

Sterling pokiwał głową.

- A więc to prawda. Między wami wszystko skończone.

-   Nieprawda!   Wcale   nie   skończone!   Michael   usłyszał   swój   krzyk  i   opanował   się. 

Usiadł za biurkiem i z pozornym spokojem spojrzał na prawnika.

- Po to tu przyszedłeś? Roznosić biurowe plotki?

- Niestety, nie tylko. Sterling potarł dłonią czoło.

-   Mam   kilka   wiadomości,   a   wszystkie   niezbyt   dobre.   Jak   wiesz,   po   ogłoszeniu 

separacji Jake'a i Eriki nasze akcje znowu spadły. Taka wiadomość nigdy nie służy firmie. 

Ostatnio mieliśmy kilka wpadek i nasi inwestorzy zaczęli brać na przeczekanie. Wizerunkowi 

firmy na pewno zaszkodzą dalsze pogłoski o waszych... rodzinnych problemach.

Michael prawie go nie słuchał. Przed oczami stale miał wykrzywioną bólem twarz 

Julii. Obraził ją i skrzywdził. Powinien teraz kupić tuzin czerwonych róż i jak najszybciej do 

niej pojechać.

- Co ty na to, Michael? - Sterling spojrzał na niego pytająco.

- Przepraszam, czy mógłbyś powtórzyć?

- Wcale mnie nie słuchałeś, myślami byłeś daleko. Mam nadzieję, że przy Julii. Jeśli ją 

stracisz...

- Nie stracę jej. W jego głosie zabrzmiała pewność, której wcale nie miał.

- Mam nadzieję. - Sterling zmienił temat. - Monica Malone już zaczęła skupować 

nasze akcje. Trzeba coś robić, a Jake i Nate nie mają żadnego pomysłu.

Monica   Malone,   hollywoodzka   gwiazda,   od   lat   reklamowała   z   powodzeniem 

kosmetyki ich firmy.

- Przecież zawsze miała nasze udziały.

- Tak, ale teraz przestało jej to wystarczać.

Michael jakoś nie mógł się skupić. Po raz pierwszy sprawy firmy zeszły na dalszy 

plan. Potrzebował  Julii, musiał uzyskać  jej  przebaczenie  i odzyskać  jej miłość. Zamienić 

zaręczyny na niby w prawdziwe małżeństwo. Nie ma co zwlekać, Julia przecież oczekuje 

dziecka. Jego dziecka!

- Przepraszam cię - powiedział wstając - ale muszę wyjść. Dziękuję za informacje, 

wszystko sobie przemyślę.

Sterling wcale się nie obraził.

- Idź do niej, idź. I nie pozwól jej odejść. Michael uśmiechnął się.

- Tego możesz być pewny. Po drodze zatrzymał się w kwiaciarni i kupił dwanaście 

długich czerwonych róż. Nie zauważył, że małego samochodu nie ma na parkingu i dopiero 

background image

kiedy zapukał do drzwi, zorientował się, że Julia gdzieś pojechała. Dokąd? Nie miał pojęcia.

Pojechała do ośrodka, chociaż tego dnia wcale nie była umówiona z siostrą. Musiała 

zobaczyć Joannę; od trzech lat, które upłynęły od śmierci ich matki, nigdy nie czuła się 

jeszcze tak potwornie samotna.

Nagle jej smutek zamienił się w złość. Michael oskarżył ją, że ma kochanka! Że jest w 

ciąży z  innym  mężczyzną!   Dał jej   do zrozumienia,   że  uważają  za  dziwkę.  Płatki   śniegu 

wirowały w powietrzu i widziała je przez łzy. Co ona zrobi z dzieckiem? Michael na pewno 

go nie uzna, trzeba będzie zrobić test DNA. A potem... jakie życie będzie miało dziecko bez 

ojca? Kia uświadomiła jej wszystkie prawa i możliwości kobiety w takiej sytuacji, ale Julia 

widziała tylko jedno wyjście: urodzić i wychować dziecko. To przecież nie tylko dziecko 

Michaela, to przede wszystkim jej dziecko, wnuczek albo wnuczka jej rodziców, przedłużenie 

ich życia.

Poczuła, jak ogarnia ją spokój, tak jakby ta myśl  przyniosła z sobą coś kojącego. 

Urodzi dziecko, zapewni ciągłość swojej rodzinie. Miłość jej matki i ojca nie zgaśnie, będzie 

trwała we wnuku, którego nigdy nie zobaczą. Joanna zostanie ciocią, będzie miała swoje 

miejsce   w   rodzinie...   Julia   uśmiechnęła   się   przez   łzy.   Joanna   uwielbia   dzieci,   na   pewno 

bardzo się ucieszy.

Da   sobie   radę;   będzie   dobrą   matką,   bo   sama   miała   najlepszą   matkę   na   świecie. 

Wychowa swoje dziecko na szczęśliwego, dobrego człowieka, i w ten sposób spłaci dług, jaki 

sama   zaciągnęła   u   swoich   rodziców.   A   co   z   pieniędzmi?   Skąd   weźmie   na   to   wszystko 

fundusze? Szybko odsunęła od siebie strach. Dotąd jakoś dawała sobie radę; tak samo będzie 

teraz. Wjeżdżała na teren ośrodka spokojna, ufnie patrząca w przyszłość.

Siedział i czekał w samochodzie zaparkowanym przed domem Julii. Kiedy dostrzegł 

Kię, wyszedł jej na spotkanie.

- Nie wiesz, gdzie może być Julia? Spojrzała na niego chłodno.

- A o co chodzi?

- Dobrze wiesz. O dziecko.

- Biedna Julia, nie zasłużyła sobie na takiego drania jak ty. - Spojrzała na niego ostro.

Znał   niewyparzony   język   tej   dziewczyny   i   był   gotów   znieść   wszystkie   obelgi. 

Należało mu się. Tym razem jednak dowiedział się wreszcie o istnieniu Joanny.

- Julia tylko dlatego zgodziła się na tę waszą kretyńską umowę - podsumowała Kia z 

pogardą. - Potrzebowała pieniędzy na leczenie siostry.

- Dlaczego mi o tym nie powiedziała?

- Widocznie nie miała do ciebie zaufania. On też jej nie ufał. Nigdy nie był wobec niej 

background image

szczery.

- To wszystko moja wina - przyznał z goryczą. Kia skinęła głową.

- Jasne, że twoja. Jesteś bogatym, egoistycznym durniem.

Nie szczędziła mu obelg, ale wpuściła go do mieszkania, gdzie znaleźli kartkę od Julii.

- Pojechała do Joanny - oświadczyła Kia. - Ciekawe, co teraz zrobisz. Pojedziesz za 

nią, czy wrócisz do siebie i będziesz się nad sobą użalał.

- Jadę do niej. Kia spojrzała na niego znacząco.

- Nie pójdzie ci łatwo. Tej sprawy nie rozwiążesz za pomocą książeczki czekowej.

Nie wiedzieć czemu, ta myśl wyraźnie ją ucieszyła.

Do ośrodka dotarł dopiero po godzinie. Padał śnieg i musiał jechać bardzo wolno. W 

rejestracji powiedziano mu, gdzie znajduje się pokój Joanny Chandler. Z bijącym  sercem 

zbliżył się do drzwi. Pokój był pusty!

- Joanna jest w sali koncertowej - powiedziała pielęgniarka, wskazując mu drogę.

Julia   siedziała   na   widowni   i   patrzyła   na   scenę,   gdzie   trwała   próba   koncertu   w 

wykonaniu kilku młodych pacjentów. Joanna grała na dzwoneczkach; z wysiłkiem uderzała w 

oznaczony   kolorem   dzwonek   w   odpowiedniej   chwili.   Jej   ruchy   były   powolne,   a   wyraz 

napięcia na twarzy świadczył o ogromnej koncentracji. Julia przypomniała sobie łatwość, z 

jaką jej mała siostrzyczka grywała na pianinie kolędy przed wypadkiem.

Michael   stał   z   tyłu   w   głębokim   mroku,   czekając   na   odpowiedni   moment.   Zanim 

nadszedł, śnieg rozpadał się na dobre. Parking zasłoniła drżąca kurtyna bieli i Julia z trudem 

zaczęła   torować   sobie   drogę   do   samochodu.   Chwile   spędzone   z   siostrą   przyniosły   jej 

ukojenie,  ale  teraz  znowu poczuła lęk. Co przyniesie  jutro? Przecież  nawet nie  wie, czy 

jeszcze ma pracę...

- Julio! Stanęła jak wryta w kopnym śniegu. Rozpoznała głos Michaela i przestraszyła 

się, że padła ofiarą halucynacji.

- Julio, poczekaj! Miłość i gniew zlały się w jedno i nie wiedziała, czy ma ochotę 

rzucić mu się w ramiona, czy cisnąć mu w twarz śniegową kulę. Nie byłaby jednak sobą, 

gdyby uległa impulsowi. Stała i czekała, aż Michael podejdzie.

- Kochanie... - zaczął.

- Kochanie? Chyba  mnie z kimś pomyliłeś.  Ja przecież chcę  cię wrobić w cudze 

dziecko, zapomniałeś?

- Chciałbym cię przeprosić, ja...

- Nie zamierzam tego słuchać. Odwróciła się i ruszyła do samochodu.

- Wiem, że niełatwo mi przebaczysz, ale bardzo cię proszę, wybacz mi, zachowałem 

background image

się podle. Jesteś dobra i wspaniałomyślna i...

- Znam to. - Uniosła oczy do nieba. - Nieraz słyszałam, jak opowiadasz bajki naszym 

klientom.

- To nie bajki, ja cię kocham. Wiem, że długo zwlekałem, ale teraz wyznaję ci miłość. 

Przyjmij ten pierścionek, tym razem na znak prawdziwych zaręczyn, tak prawdziwych jak 

nasze dziecko.

- Nie chcę pierścionka, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.

- Pobierzmy się, zaraz. Polecimy do Las Vegas...

- I weźmiemy ślub w kolorowej budzie z przebranym Elvisem. Nie, dziękuję.

- W takim razie trochę poczekamy i Barbara urządzi nam najwspanialszy ślub stulecia.

Julia nie raczyła na niego spojrzeć.

- Nigdy. Znam twoje poglądy na temat małżeństwa.

- Bardzo się zmieniłem, uwierz mi.

- „Lepszy trup niźli ślub”. Nic ci to nie mówi? - Doszli do samochodu i nerwowo 

sięgnęła do torebki po kluczyki. - Nie zamierzam uczestniczyć w żadnej nowej komedii.

- Tym razem wszystko będzie na serio, przysięgam.

- Nie zamierzam żyć w wiecznym kłamstwie, wśród podejrzeń i wyrzutów. Słyszałam, 

co sądzisz o związkach wymuszonych nieprzewidzianą ciążą. Nie zamierzam żyć w jednym z 

nich. O Boże!

Wyszarpnęła kluczyki z torebki i upuściła je wprost w śnieg. Michael podniósł je i 

schował do kieszeni.

- Odwiozę cię do domu, a jutro rano przyślę kogoś po twój samochód.

- Sama pojadę do domu, oddaj mi kluczyki!

- Nie ma mowy, kochanie. Pójdziesz grzecznie ze mną, czy mam cię zanieść?

Rzuciła się na niego, chcąc odebrać mu kluczyki, i Michael uwięził ją w ramionach.

- Puszczaj!

- Nigdy w życiu. Julio, kocham cię. Wiem, że przez swój cynizm omal wszystkiego 

nie zepsułem i błagani, daj mi szansę.

Uniosła na niego oczy.

- Kochałeś mnie i mówiłeś takie straszne rzeczy?

- Miłość to dla mnie coś nowego. Nie rozumiałem, co się ze mną dzieje.

- A teraz nagle zrozumiałeś i zapragnąłeś świetlanej przyszłości u mego boku?

Roześmiała się drwiąco; Michael drgnął.

- Nie popełniaj mojego błędu, Julio. Pozwól mi się kochać i bądźmy szczęśliwi tak jak 

background image

twoi rodzice.

Oczy Julii napełniły się łzami.

- To nie fair mówić o nich teraz, kiedy właśnie widziałam się z siostrą.

- Wiem, kochanie, ale walczę, jak umiem, bo tu chodzi o moje życie. Bez ciebie 

popadnę w autodestrukcję, jak to się u was nazywa w psychologii, i będziesz mnie miała na 

sumieniu.

- Widzę, że rzeczywiście wszystkie chwyty są dozwolone.

Uniosła głowę i przez chwilę wpatrywała się w niego uważnie.

- Najlepszych jeszcze nie zastosowałem... - szepnął. Białe płatki wirowały, otulając 

ich gęstą zasłoną. - Pozwól mi się zawieźć do domu.

Powiedział   to   tonem   człowieka   gotowego   na   wszystko.   Poczuła   się   nagle   bardzo 

zmęczona; nie miała siły dłużej się opierać.

- Jak zwykle twoje na wierzchu. Michael Fortune zawsze musi mieć rację...

Jechali w milczeniu i w ciszy padającego śniegu. Julia oparła głowę i przymknęła 

oczy.

- To był strasznie długi, ciężki dzień...

- Zaraz pójdziesz do łóżka...

- Ale u siebie! - Uniosła głowę i spojrzała na niego.

- Nie zamierzam... - zaczęła.

- Czy postanowiłaś mi przebaczyć, bo mnie kochasz?

- zapytał nieoczekiwanie.

- Nieważne. Nawet jeśli cię kocham, i tak w to nie uwierzysz. Chcę jechać do domu, 

nie jesteś mi potrzebny. Może tylko poproszę cię o referencje, kiedy będę szukała pracy.

Roześmiał się.

- Nie będą ci potrzebne, zawsze będziesz pracowała tylko u mnie, będziesz kochała 

tylko mnie i wyjdziesz tylko za mnie. Potem będziemy razem wychowywać nasze cudowne 

dzieci, które będą najbardziej kochanymi dziećmi na tej planecie.

Poczuła, że łzy płyną jej po policzkach.

- Przestań. Nie mogę z tobą walczyć, kiedy mówisz takie miłe rzeczy.

- Do końca życia nie zamierzam robić nic innego. - Ujął ją za rękę. - Wybacz mi, 

wybacz, proszę, moją podłość i głupotę.

Julia sięgnęła po chusteczkę i głośno wytarła nos.

- Zarzuciłeś mi, że mam kochanka, a ja miałam tylko ciebie. Nie zauważyłeś?

Michael spoważniał.

background image

- Zauważyłem. I będę cię za to kochał do końca życia.

- Śnieżyca zamieniła się w szalejącą zawieruchę. - Jutro nie pójdziemy do pracy; cały 

dzień” spędzimy w łóżku - dodał.

Julia nie odpowiedziała; w milczeniu weszli do jego mieszkania.

- Czy postanowiłaś się do mnie nie odzywać? Spojrzała na niego uważnie.

- Zastanawiam się nad tym wszystkim, co mówiłeś - odparła.

Objął ją i mocno przytulił.

- Kocham cię i zawsze będę cię kochał. Lekko pocałował ją w usta.

- Ja też cię kocham - szepnęła. - Kocham cię od dawna, ale nigdy nie myślałam, że ty 

też możesz mnie kochać.

Wziął ją w ramiona i zaniósł do sypialni.

-   Muszę   jeszcze   gdzieś   zadzwonić   -   powiedział   nagle   i   sięgnął   po   słuchawkę.   - 

Sterling? Tak, to ja. Mam do ciebie prośbę, podrzyj tamten kontrakt, dobrze? Zamierzamy się 

z   Julią   pobrać.   Co?   Nie,   nie   będziemy   spisywać   żadnej   przedślubnej   umowy.   Nasze 

małżeństwo nigdy się nie rozpadnie.

Odłożył słuchawkę i wziął Julię w ramiona.

- Bez umowy? - Spojrzała na niego z niepokojem. - Ja tak nie mogę, będziesz potem 

żałował.

- Boisz się, że w razie czego zażądam połowy twojej wspaniałej limuzyny? Nic z tego, 

kochanie, musisz ponieść takie samo ryzyko jak ja.

Zarzuciła mu ręce na szyję.

- Ja tylko nie chcę tych wszystkich podejrzeń i nieporozumień. Pomyśl,  co powie 

twoja matka, kiedy usłyszy, że nie zawarliśmy umowy przedślubnej.

- Nic mnie to nie obchodzi, ale ty musisz się przygotować na rozliczne komplementy 

ze strony Sheili.

- Dla ciebie zniosę wszystko. Naprawdę tak myślała. Bardzo go kochała; prędzej czy 

później przebaczy mu jego słowa i zawsze będą razem.

- Sterling serdecznie nam gratuluje - dodał Michael. - Cieszy się, że nie jestem takim 

idiotą, za jakiego mnie uważał.

Julia roześmiała się. Zaręczyny na niby się skończyły. Zaczynali pierwszą wspólną 

noc prawdziwej miłości.

background image

EPILOG

- Na szczęście,  zgodziła się za niego wyjść bez umowy przedślubnej. - W głosie 

Sterlinga Fostera brzmiała wyraźna ulga. Napełnił dwa kieliszki i jeden z nich podał Kate. - 

Przekonywała  go do ostatniej  chwili, ale on nie ustąpił. Kto by przypuszczał...  a tak  się 

upierał przy tej poprzedniej umowie.

- Michael się zakochał - przerwała mu Kate - a to wszystko zmienia. Tak bardzo 

chciałam być na ich ślubie.

- To była zupełnie prywatna uroczystość. Tylko oni dwoje, świadkowie i pastor.

- Mam nadzieję, że ta romantyczna historia wywrze jakieś wrażenie na Jake'u i jego 

żonie.

Sterling skrzywił się.

- Nie ma mowy. Zachowują się, jakby ich diabeł opętał.

- Skoro mowa o diable - wpadła mu w słowo Kate - przypomniałam sobie Monikę 

Malone. Bardzo się martwię, ona naprawdę na gwałt skupuje nasze akcje.

- Ogólnie sytuacja jest niewesoła - westchnął Sterling. - Dlatego jeszcze przez pewien 

czas musisz się ukrywać.

- Marzę o tym, żeby spędzić z nimi Boże Narodzenie. Adwokat uśmiechnął się.

-   Coś   wymyślimy.   Skoro   Święty   Mikołaj   może   się   wśliznąć   przez   komin,   Kate 

Fortune też to potrafi. Nie wiem tylko, czy zbierze się cała rodzina. Rocky pewnie zostanie w 

Wyoming, nie opuści swoich samolotów.

- Dobrze zrobiłam, że jej dałam lotnisko. W ogóle moje prezenty były bardzo dobrze 

dobrane, prawda? Na przykład ten pierścionek z rubinem dla Michaela.

- Cudowny. - Sterling kiwnął głową. - Wiem, że wyjątkowo lubisz komplementy, więc 

pozwól, że ci pogratuluję przenikliwości.

- Pozwalam - łaskawie zgodziła się Kate i razem ze swym doradcą wzniosła toast za 

szczęście i powodzenie wszystkich swych dzieci i wnucząt.

background image

DROGIE CZYTELNICZKI!

Przeczytałyście właśnie czwarty tom sagi rodzinnej  Dzieci Szczęścia,  poznając tym 

samym   historię   ubogiej   Julii   i   bogatego   Michaela,   wnuka   legendarnej   Kate   Fortune, 

założycielki wpływowego rodu ze stanu Wyoming, o której mówi się, że zginęła niedawno w 

katastrofie samolotu...

W listopadzie ukaże się następny tom sagi pod tytułem Ryzykantka.

Jego autorka, Linda Turner, przedstawi w nim losy Rocky - bliźniaczej siostry Allie 

znanej Wam z tomu Modelka - która miała tylko jedno marzenie: latać...