background image

   

Popularyzacja jogi i 

hinduizmu 

a globalny 

antychrystianizm

 

  

  

Mimo że już w XIX w. ruch teozoficzny, 
kierowany przez H. Bławatską, propagował 
filozofię orientalną oraz jogę na Zachodzie, 
prawdziwa ekspansja hinduizmu nastąpiła w 
latach 60. i 70. XX w. w związku z 
dynamicznym rozwojem młodzieżowej 
kontrkultury oraz intensywnym 
poszukiwaniem alternatywnych systemów 
wartości filozoficznych i religijnych. Do 
rozpowszechnienia hinduizmu oraz jogi 
przyczynił się szczególnie ruch New Age, w 
którym najbardziej popularną techniką jest 
praktyka Medytacji Transcendentalnej (TM), 
szerzona przez organizację o zasięgu 
światowym o tej samej nazwie. 
 
Na Zachód wyjeżdżali rozmaici "mistrzowie" 
(zwykle renegaci jak Maharishi Mahesh Jogi, 
twórca TM, nauczający jogistycznej magii za 
pieniądze), którzy szybko znajdowali uczniów i 
wyznawców w kręgach rozczarowanych 
cywilizacją przemysłową i jej 
antropologicznymi konsekwencjami. Powstały 
liczne ruchy religijne i parareligijne, 
nawiązujące do tradycji hinduistycznej i 
czerpiące inspiracje z wystąpień i pism takich 
nauczycieli, jak: Maharaj Ji, Śri Chinmoy, 
Krishnamurti, Jogananda, Muktananda, 

Rajneesh (Osho) czy Sathya Sai Baba.

 

Współcześnie joga osiągnęła zasięg globalny, 
będąc propagowaną z jednej strony przez 
brukowce i pisma kobiece, a także nauczaną w 
przedszkolach, z drugiej zaś strony 
popularyzowaną na poziomie ONZ i 
rozmaitych organizacji międzynarodowych 
działających rzekomo poza kontekstem 

religijnym i w majestacie prawa.

 

 

background image

 

 

Emblemat i dewiza "Międzynarodowego 

Towarzystwa Teozoficznego" ("Nie ma religii 

wyższej nad prawdę"). 

 
 
Zostało ono założone w 1875 roku w Nowym 
Jorku oficjalnie w celu "przybliżenia 
zachodniemu audytorium myśli indyjskiej ... 
jako alternatywy dla chrześcijaństwa" a mniej 
oficjalnie w celu stworzenia podwalin dla 
utworzenia jednej światowej religii. Tajemna 
doktryna teozofów czerpała w wielu 
starożytnych religii i filozofii, głównie z Kabały, 
uważając że "kolejne wcielenia pozwalają 
osiągać coraz to wyższe formy doskonałości aż 
do uzyskania formy anioła" 

([4] - str. 53)

. W 

symbolice emblematu Towarzystwa 
Teozoficznego (jak też w ich doktrynie) rzuca 
się w oczy bezpośrednie nawiązanie do 
kabalistycznego heksagramu. 

    

[

http://www.polonica.net/pieczec_iluminatow.htm

   - 

polonica.net]

 

 
 
 
 

Joga w ONZ-ecie i... internecie

 

 
Popularyzacją jogi (szczególne tzw. radżajogi) 
na wysokim szczeblu zajmuje się także 
organizacja Brahma Kumaris (popierana przez 
ONZ), w której twierdzi się, że "joga nie 
potrzebuje mantry, specjalnych pozycji lub 
technik oddychania ani też obecności guru: 
jogę praktykuje się normalnie na siedząco z 
otwartymi oczyma. Uczeń zdobywa 
umiejętność 'rozumienia umysłu', aby 
następnie uwolnić jego ukryte moce, 'aż 
dojdzie do urzeczywistnienia natury 

background image

najwyższej istoty'" (C. Gatto Trocchi, Nowe 

ruchy religijne, Kraków 2002, s. 80).

 

Według szacunków tej organizacji, dziś na 
świecie radżajogę praktykuje ponad 200 tys. 
osób. Także sekta Ananda Marga proponuje 
syntezę praktyk tantrycznych hathajogi (zob. 
niżej) z dodatkiem nowego aspektu 
socjopolitycznego. Kandydaci do konwersji 
biorą udział w krótkim kursie teoretycznym, 
po którym przystępują do obrzędu 
wtajemniczenia pod kierunkiem mistrza i uczą 
się technik oddychania oraz "cudotwórczej" 
mantry do ukierunkowania umysłu na 
najwyższą świadomość.  
Do bhaktijogi, czyli jogi pobożności, nawiązuje 
również ruch Śri Chinmoya. Jego popularnym 
mottem jest: "biegnij i stawaj się", gdyż 
oprócz ćwiczeń wewnętrznych zaleca się 
intensywne ćwiczenia fizyczne, a nawet 
uprawianie wielu dyscyplin sportu, w których 
osiąga się "cudowne" rezultaty (co jest jednak 
pewnym nawiązaniem do siddhijogi). Wśród 
neoorientalnych organizacji związanych z 
tantryzmem ważne miejsce zajmuje ruch 
Sahadża Joga, który powstał w 1970 r. w 
następstwie przeżycia "mistycznego" 
doświadczenia jego założycielki Nirmali Devi, 
zwanej Śri Mataji (to znaczy Wielka Matka), 
która była żoną wysokiego urzędnika przy 
ONZ.

 

Do jogi (w formie tzw. agnijogi) nawiązują 
tzw. rerichowcy, cenieni w ONZ (znany malarz 
okultystyczny Mikołaj Rerich był 
projektodawcą amerykańskiego dolara) 
działający także w Polsce, potępieni w Rosji 
(swoim macierzystym kraju) przez Kościół 
prawosławny (1994 r.). W działającej przy 
ONZ Lidze Kultury już przed laty M. Rerich 
wysunął wniosek o idei "Paktu Ochrony 
Kultury", który pod szatą kultury szerzył także 
synkretyzm religijny, co odpowiadało ideałom 
wolnomularskim. Rerich jako zdolny malarz 
tworzył obrazy i symbole, w których 

popularyzował idee hinduizmu i buddyzmu.

 

Do rozpowszechnienia hinduizmu na świecie 
(zwłaszcza w Europie i USA) przyczyniła się 
też w XX w. psychologia humanistyczna i 
transpersonalna oraz różne szkoły 
psychoterapii. Istotny jest tu wpływ 
Aurobindo, Krishnamurtiego czy Rajneesha, 
który sam nawiązywał do zachodniej 
psychologii. Niektórzy psychologowie zwrócili 
uwagę przede wszystkim na 
psychoterapeutyczne zastosowania koncepcji i 
metod różnych odmian jogi. Wielu badaczy 
doszło do wniosku, że zainteresowanie jogą 

background image

oraz sektami orientalnymi związane jest z 
ponadprzeciętną, a niekiedy 
psychopatologiczną tendencją do narcyzmu 
czy też zbytniej koncentracji na sobie (m.in. 
iluzja wszechmocy). Interpretacje 
psychologiczne w tym względzie nie 
wyczerpują jednak głębi problemu, o czym 

jeszcze powiemy.

 

Wszystkie te ruchy czy organizacje działają 
także w Polsce. Oparciem dla części religijnych 
ruchów orientalnych jest również Towarzystwo 
Psychotroniczne (do 1983 r. Stowarzyszenie 
Radiestetów), utworzone w 1976 r. w 
Warszawie i funkcjonujące również w wielu 
miastach Polski. Towarzystwo to prowadzi 
działalność w ramach odczytów, sympozjów i 
sekcji specjalistycznych, m.in. psychotroniki, 
astrologii, magii czy wróżbiarstwa itp. 
Częstym tematem odczytów jest joga (np. 
antropologia czakramów) oraz religie 
orientalne, w tym ich funkcje terapeutyczne, 
poznawcze czy uzdrowicielskie. Aktualnie joga 
propagowana jest w sposób masowy nie tylko 
przez wysokonakładowe czasopisma (przede 
wszystkim kobiece, najczęściej w formie 
powierzchownej "hathajogi", o której jeszcze 
powiemy), ale także rozpowszechniana przez 
różnych instruktorów reklamujących się 
wprost na ulicy oraz przez internet, w którym 
można znaleźć niezliczone adresy i odnośniki 
ideologiczne do tematu jogi (także na polskich 

stronach).

 

Te przedziwne związki nie są przypadkowe. 
Wszystkie te organizacje sprzymierzają się, 
gdyż chodzi im głównie o rodzaj "nowej 
władzy". czyli "manipulację energiami", co 
staje się coraz bardziej powszechne nie tylko 
w psychologii, psychoterapii, paramedycynie, 
ale i pedagogice. Takie działania poprzedzone 
są nadużyciem ideologicznym pojęcia 
"energii", które dostrzegliśmy już nie tylko w 
objaśnianiu tajemniczych zjawisk TM czy jogi, 
ale także we wszystkim, co dotyczy dziś 
człowieka, gdy chodzi o jego duchowość, 
rozwój czy psychofizyczne zdrowie.

 

 
 
 

Panenergetyzm i antychrystianizm

 

 
Nadużywanie słówka "energia" połączone ze 
ślepą wiarą w jej cudowną mądrość 
spotykamy nie tylko w orientalnych sektach, 
ale także w ruchach psychotronicznych czy 
koncepcjach paramedycznych 
bioenergoterapeutów. Tego typu rozmaite 

background image

teorie dotyczące energetycznej koncepcji 
człowieka i świata pochodzą, podobnie jak w 
przypadku TM, głównie z hinduizmu czy 
innych religii Wschodu, zapożyczając 
przynajmniej część swych spekulatywnych 
koncepcji z ezoteryzmu czy okultyzmu. 
Zachodni okultyzm bazuje zresztą w dużej 
mierze na hinduskiej jodze ("ciała subtelne", 
antropologia czakramów czy - inaczej - czakr), 
w której istotą wszystkiego jest tzw. energia 
absolutna czy kosmiczna, decydująca o 
wszystkich procesach życiowych dla 
wszystkich rzekomo przejawów życia od 
najprostszych do najbardziej 
skomplikowanych. Jest to swoista ideologia 
idolatrycznego panenergetyzmu, który 
doskonale koresponduje z ideologią 
globalizacji.

 

Tak rozumiany boski czy energetyczny 
wszechświat przeniknięty jest z kolei 
nieustannym rytmem czy drganiem. Stąd 
odczytanie jego drgań, poruszeń czy wibracji 
jest czymś jakby analogicznym do procesu 
modlitwy. Odczytanie tych kosmicznych 
wibracji, a następnie odtwarzanie ich samemu 
we własnym ludzkim, a właściwie boskim, 
mikrokosmosie jest ponadto analogicznym do 
chrześcijańskiego "oczyszczenia z grzechów". 
W tym wszystkim nie ma jednak miejsca na 
cierpienie czy zbawczą drogę Krzyża, które w 
tym obrazie świata jest nie tylko zbędne, ale i 
szkodliwe, gdyż przeciwstawiają się one 
medytacyjnej harmonii, niezbędnej do 
wytwarzania zbawczych wibracji. Co więcej, 
cierpienie to, a także inne zło, ma zostać 
usunięte w efekcie oddziaływania 
wspomnianych wibracji wytwarzanych przez 
medytujących ludzi-bogów (co nawet zostało 
w przypadku TM nazwane "efektem 
Maharishiego"). Albowiem w powyższej 
strategii zwolenników Transcendentalnej 
Medytacji mówi się już nie tylko o 
globalistycznych projektach, ale także o 
rzekomych efektach. Zostało rzekomo 
naukowo udowodnione, że w miejscach 
wytwarzania czy odtwarzania energetycznych 
wibracji zmalała liczba przestępstw czy postaw 
agresywnych. Podobne twierdzenia 
rozpowszechnia się w przypadku 

praktykowania technik jogi.

 

Tego rodzaju pośpieszne czynienie naukowymi 
niechrześcijańskich światopoglądów 
wspomaga dodatkowo ich oficjalną i globalną 
ekspansję. Albowiem autorytet nauki, nawet 
jeśli jest niepoważnie nadwerężany (jak to ma 
miejsce w omawianym przypadku), może 
przyczynić się do tego, że niebezpieczne 

background image

poglądy tego rodzaju przeniknęły niejako do 
życia codziennego, do biur, zakładów czy 
uniwersytetów. 

 

W efekcie zaś grozi to, że praktykowanie 
medytacji czy technik jogi może być w jakiś 
sposób nagradzane, zaś jej odrzucanie w ten 
czy inny sposób karane. Jeśli bowiem 
faktycznie wspomniane "medytacyjne 
wibracje" przyczyniają się do poprawy świata, 
to ten, kto się temu przeciwstawia, występuje 
przeciwko dobru ludzkości i powinien być 
karany. Podobnie jest, jeśli medytacja 
wywołuje poczucie odprężenia i relaksu - 
wówczas odmowa jej praktykowania 
zmniejsza rzekomo wydajność pracownika, 
który w ten czy inny sposób może być karany. 
Z tej racji wielu pracowników jest 
przymuszanych do uczestnictwa w kursach 
medytacji, jogi czy "pozytywnego myślenia" 
rodem z New Age (więcej o tym zob. A. 
Posacki, Psychologia i New Age, w: "Nasz 

Dziennik", 22-23 listopada 2003 r.). 

 

Niechrześcijański czy nawet antychrześcijański 
charakter poglądów i teorii leżących u podstaw 
TM, wielu form jogi, a także wielu innych 
orientalnych praktyk i koncepcji dotyczy 
głównie pojęć: grzechu, cierpienia oraz 
koncepcji Boga. Pojęcia grzechu, cierpienia 
oraz osobowego i transcendentnego Boga są 
fundamentalne dla chrześcijaństwa, a zarazem 
ściśle i wzajemnie ze sobą powiązane. 

 

Tymczasem w wymienionych wschodnich 
koncepcjach znaczenie oraz wartość tych 
rzeczywistości nie tylko są ignorowane, ale 
nawet przedstawiane w krzywym zwierciadle. 
Nie ma tu bowiem grzechu, od cierpienia 
należy uciekać, aby samemu stać się bogiem. 
Odrzucenie wszystkich tych pojęć, których 
wzajemny związek i najwyższej wagi 
znaczenie są fundamentalne dla 
chrześcijaństwa, musi zaowocować 
niechrześcijańskimi postawami, które same w 
sobie są zagrożeniem dla zbawienia. Jedną z 
tych postaw jest kult własnego "ja" określany 
często przez psychologów jako "narcyzm", 
który jednak jest czymś więcej niż 
psychologiczną postawą.

 

 
 
 

Kult własnego "ja" czy wybór 

boskiego "Ty"?

 

 
To pytanie jest zasadnicze dla chrześcijańskiej 

background image

drogi zbawienia. Jest to jakieś "Albo - Albo" 
(S. Kierkegaard). Tradycja hinduistyczna, 
poza nielicznymi wyjątkami, nie rozumie 
zbawczego "Ty", nie pojmując Boga 
osobowego, w którym mamy zbawienie. 
Mówiłem już, że w filozofiach czy w teoriach 
będących np. podstawą dla TM, mimo iż 
używa się słowa "bóg", pomija się jednak 
obraz transcendentnego i osobowego Boga. 
Mówiąc po prostu: Bóg jest w tych filozofiach 
czy teozoficznych teoriach traktowany 
niepoważnie, zaś człowiek zbyt łatwo 

otrzymuje status boski.

 

Stąd nawet wyrafinowany język zapożyczający 
wiele z zachodniej psychologii nie jest w 
stanie ukryć tendencji do grzechu idolatrii, 
nawet jeśli nazwie się go tylko narcyzmem. 
Takie było doświadczenie Vail Hamilton, byłej 
instruktorki TM. Pisze ona znaczące słowa: 
"Gdy zaczęłam medytować coraz więcej, 
zauważyłam u siebie rosnącą dumę i 
niewrażliwość w stosunku do innych, mimo że 
czułam się spokojniejsza i bardziej pewna 
siebie niż dotychczas. Zdałam sobie sprawę, 
że stałam się faktycznie swym własnym 
bogiem" (J. Allan, Medytacja transcendentalna 
- kosmiczne szalbierstwo. Joga, analiza 
chrześcijańska, w: Nie wszyscy są jednego 
ducha (red. zb.), Warszawa 1988, s. 179-
287).

 

Podobne zależności odkrywają też inne 
świadectwa dotyczące także innych rodzajów 
medytacji związanych z jogą. Uspokaja - 
twierdzą medytujący - ale i zobojętnia. Można 
nawet niekiedy stwierdzić, że wzrost owego 
uspokojenia czy spokoju jest wprost 
proporcjonalny do wzrostu obojętności, 
obojętności wobec innych. Ojciec Monchanin w 
swoich notatkach zapisanych w ostatnich 
latach życia, które wedle Verlinda nigdy nie 
zostały opublikowane, praktycznie ostrzega 
przed jogą. Pisze on: "Joga skupia wszystkie 
siły fizyczne i umysłowe i przez to przesłania, 
zaciemnia prawdę jako konieczność. Liczy się 
tylko doświadczenie. Pojawia się obojętność 
na prawdę, obchodzi się bez łaski. Jogin 
wystarcza sam sobie, nie jest mu potrzeby 
Bóg" (cyt. za: J.M. Verlinde, Bóg wyrwał mnie 
z ciemności, Warszawa 1998, s. 71). Podobnie 
jak wzrost wewnętrznej dumy czy pewności 
siebie - też obecny w jodze - uwalnia od 
potrzeby Boga, nazywanej niekiedy 
uczuciowym żebractwem.

 

Te i podobne niebezpieczeństwa nie umknęły 
jednak uwadze psychologów czy 
obserwatorów chrześcijańskich. Tego rodzaju 

background image

niemal hipnotyczne zauroczenia własną 
samowystarczalnością wielu psychologów 
nazywa "narcyzmem", polegającym w tym 
wypadku na rozwijaniu iluzji własnej 
wszechmocy przy jednoczesnym braku 
odpowiedzialności za los innych ludzi. Liczne 
badania wykazały, że istnieje ścisła 
współzależność pomiędzy cechami tak 
rozumianego narcyzmu a niektórymi cechami 
uczestników ruchów i sekt, szczególnie o 
proweniencji orientalnej. Zalicza się do tych 
cech np. totalne zaabsorbowanie sobą. Po 
drugie - wiarę we wszechmoc podejmowanych 
działań, dlatego że wypływają one z własnego 
nadzwyczajnego "ja". Po trzecie - przekonanie 
o istnieniu wyższych sił duchowych, nad 
którymi można sprawować magiczną kontrolę. 
Tego rodzaju magiczny egocentryzm, 
sprzężony często z zimnym egoizmem (mimo 
przeżywania pseudoekstatycznych stanów 
uniesienia) nie może się jednak w pełni 
poddać psychologicznym wyjaśnieniom. Już 
sam starogrecki mit o Narcyzie jest dużo 
bogatszy i głębszy niż jego aplikacje czy 
transpozycje dokonane przez psychologów.

 

Sytuacja staje się więc naprawdę poważna, 
gdy się Osobę Boga potraktuje niepoważnie, 
kontynuując jakby w swych poczynaniach 
strukturę grzechu pierworodnego, który był 
czymś więcej niż ahistorycznym mitem o 
Narcyzie. Grzech pierworodny był tragicznym, 
historycznym wydarzeniem, którego strukturę 
można kontynuować, odtwarzać czy powielać. 
Nie chodzi tylko o to, że człowiek, praktykując 
te czy inne techniki, skupia się na sobie, czy 
też nawet o to, że zobojętnia go to na innych. 
Chodzi przede wszystkim o to, że człowiek 
sprzeciwia się osobowemu i 
transcendentnemu Bogu i dopiero później 
zaczyna się kręcić wokół siebie, kontemplując 
własne "ja" już w atmosferze grzechu czy w 

kontekście upadku.

 

Ta zdrada miłości, zwana grzechem 
pierworodnym, nie jest tylko statycznym 
mitem, symbolem czy grą podświadomości. 
Jest prawdziwym dramatem ludzkiej wolności, 
której nie usprawiedliwi żadna teoria 
podświadomości czy fiksacje rozwojowe 
oceniane przez psychologię rozwoju. Religijna 
zdrada oraz magiczna idolatria, czyli przejście 
od miłości do narcyzmu, wydaje się także 
pokusą uprawiających jogę. Nie wykluczając 
popularyzowanej wszędzie hathajogi, 
traktowanej wyłącznie jako rodzaj neutralnych 
ćwiczeń, co także z naukowego punktu 
widzenia nie jest uzasadnione.

 

background image

 
 
 

Hathajoga - czy jest neutralna?

 

 
Mówiłem już, że filozofia oraz praktyka 
klasycznej jogi według tego, jak się prezentuje 
oraz co sama mówi o sobie, jest niebezpieczną 
dla chrześcijaństwa kontrinicjacją czy też 
wyrafinowanym samobójstwem. Stąd 
myślenie jogi szczególnie groźne jest dla 
chrześcijańskiej drogi zbawienia (zob. więcej: 
A. Posacki, Joga a chrześcijańska droga 
zbawienia, w: "Nasz Dziennik", 12-13 sierpnia 
2006). Zwłaszcza gdy myślenie to potraktuje 
się poważnie, biorąc je jako całość. Wynika z 
tego, że jakakolwiek chrześcijańska asymilacja 
praktyk jogi wymaga wcześniejszego 
demontażu całości, aby sztucznie wyodrębnić 
to, co wydaje się godne zastosowania czy 

praktyki.

 

Powstaje jednak pytanie, czy jest to w ogóle 
możliwe, a jeśli tak, to, w jakiej mierze. To 
zasadnicze pytanie jest istotne także w 
odniesieniu do tzw. hathajogi (dotyczącej 
określonych postaw fizycznych i ćwiczeń 
oddechowych), która stała się najbardziej 
popularna. Popularność ta płynie jednak 
często z fałszywego pojmowania hathajogi 
oraz wybiórczego traktowania, i to w sposób 
dyletancki, niektórych jej ćwiczeń, co może 
być z wielu powodów niebezpieczne. Jak 
zauważa M. Eliade, nie należy nigdy mylić 
hathajogi z gimnastyką. Jej funkcje oraz cele 
są dużo bardziej ambitne i skomplikowane i 
jak wszędzie nieodłączne w stosunku do 

pewnych założeń filozoficzno-religijnych.

 

Według światowego eksperta od jogi prof. J. 
Aagaarda, "ostatecznym celem systemu jogi 
jest nic innego, jak umożliwienie 
praktykującemu zdania sobie sprawy z 
wewnętrznego kosmosu, który jest całkowicie 
różny od tego, którego możemy doświadczyć i 
poznać za pomocą zmysłów. Zasadniczym 
aspektem jogi, propagowanym na całym 
świecie jest wykroczenie poza świat zmysłowy 
poprzez intrawertyzację świadomości. Wobec 
tego techniki stworzone do osiągnięcia takiego 
celu nie mogą być uznane za neutralne. 
Wszystkie techniki jogi w całości są 
skierowane na umożliwienie praktykującemu 
je ucieczki zarówno od życia, jak i śmierci, i to 
jest podstawowym celem jogi" [podkr. AP] 
(Infiltracja Kościołów chrześcijańskich przez 
wschodnie idee filozoficzne - wykład 
wygłoszony na Międzynarodowym Zjeździe 

background image

Egzorcystów w 1999 r.).

 

Stąd zdrowie fizyczne nie jest bynajmniej jej 
główną troską, a ewentualne korzyści 
zdrowotne są jedynie pewnym skutkiem 
ubocznym. Bilans zysków i strat może być 
jednak niekorzystny. Hathajoga była bowiem 
ściśle związana z tantryzmem i ubogacona 
przez jego koncepcje. Jak stwierdza J. 
Aagaard, "ukoronowaniem tajemnej praktyki 
tantrycznej jest rytualne zbliżenie płciowe, 
podczas którego stosuje się rozmaite techniki 
hathajogi. Joga tantryczna posługuje się 
orgazmem jako doświadczeniem określającym 
zarówno wyzwolenie z samsarycznego cyklu 
ponownych narodzin, jak i zjednoczenie z 
Bogiem. W rzeczywistości ma tu miejsce 

ubóstwienie człowieka" (tamże).

 

Radykalny ascetyzm płynący z założeń 
pesymistycznej klasycznej jogi zostaje tu nie 
tylko osłabiony, ale jakby w pewien sposób 
symetrycznie odwrócony. Podobnie jak kiedyś 
w czasach gnostycyzmu gnozę ascetyczną 
zastąpiła gnoza libertyńska. Stąd też tego 
rodzaju teorie i praktyki inicjacyjne tradycja 
chrześcijańska może określić jako przykład 
kontrinicjacji, grożącej utratą zbawienia, przed 
czym ostrzegał gnostyckich libertynów oraz 
chrześcijan uczestniczących w ich seksualnych 
orgiach św. Paweł (1Kor 3, 7; 5, 1; 6, 9; 7, 2; 

1Tes 4, 3; Ga 6, 8).

 

Ciało jest tu bowiem nie tyle źródłem 
cierpienia, co raczej najpewniejszym i 
najdoskonalszym narzędziem, które człowiek 
ma do dyspozycji dla przezwyciężenia śmierci. 
O ile w klasycznych formach jogi droga do 
ostatecznego wyzwolenia czy swoiście 
pojmowanego zbawienia prowadzi poprzez 
stopniowe, ale i radykalne zerwanie z życiem, 
kosmosem czy bolesną egzystencją, o tyle 
droga hathajogi jest drogą pełnej akceptacji 

ciała oraz swoistej restytucji kosmosu.

 

Odkrywamy więc tu jakby religijny kult 
ludzkiego ciała, które należy jednak ciągle 
udoskonalać, by rozwijając wszystkie jego 
możliwości, rozszerzyć, przekształcić czy też 
dokonać swoistej "kosmizacji" tego ciała, co 
jest odpowiednikiem zbawienia. Aby osiągnąć 
to "antropokosmiczne" wydoskonalenie ciała, 
należy zacząć od dokładnej znajomości 
wszystkich jego narządów oraz fizjologicznych 
funkcji. Doskonałość ciała, o której mowa, nie 
dotyczy jednak jedynie tej paramedycznej 
higieny czy fizjologicznej atletyki, które mają 
charakter wstępny, ale bynajmniej nie tak 
neutralny, jak się sądzi. Działania higieniczne i 

background image

zdrowotne zakorzenione są głęboko w 
kontekście spirytystycznym i przemieszane z 
magią. Fizjologiczne oczyszczenia mają 
jednocześnie charakter higieniczny i magiczny, 
zaś poznawanie owej zabarwionej mistycznie 
fizjologii dokonuje się niekiedy pod czujnym 
okiem opiekuńczych bóstw czy duchów.

 

Chodzi więc tu ciągle o "kosmofizjologię" 
zanurzoną dogłębnie w religijnym klimacie. 
Celem jej poznania jest ostatecznie 
otrzymanie nowego ciała zwanego "ciałem 
subtelnym". Hathajoga związana jest zarówno 
z owym "ciałem subtelnym", jak i zwykłym 
fizycznym ciałem, gdzie doskonale wyćwiczone 
oraz swoiście oczyszczone ciało fizyczne może 
obsługiwać również "subtelne ciało". A 
właściwie to oba ciała spotykają się w 
pewnych punktach zwanych czakrami, 
jednocząc się jakby wzajemnie i tworząc jedno 
udoskonalone ciało. Dlatego profesjonalne 
uprawianie hathajogi powoduje zmianę 
świadomości i nie jest tylko zjawiskiem 
psychofizjologicznym, ale także duchowym. 
Albowiem według J. Verlinde'a "techniki 
wschodnie powodują podchodzenie coraz 
wyżej energii kundalini i otwierają czakry, a 
kiedy one są otwarte, człowiek wchodzi w stan 
mediumiczny z energiami tajemnymi, 
ciemnymi" (J. Verlinde, Bóg wyrwał mnie z 
ciemności, s. 46).

 

Tak joga spotyka się z okultyzmem, który pod 
jej szyldem jest powszechnie popularyzowany, 
a ona poprzez jego teorie. Filozofia "nowego 
ciała", która odpowiada w pewnym stopniu 
ciału "człowieka-boga", ma długą indoaryjską i 
prearyjską historię. Hipoteza ta jest ulubionym 
tematem okultystów i spirytystów. 
Niebezpieczna energia kundalini i nauka o 
czakrach jest propagowana też na kursach dla 
radiestetów i bioenergoterapeutów. Niektórzy 
z nich chcieliby podciągnąć pod 
materialistyczno-energetyczne kategorie 
również "duchowe ciało", o którym mówi 
święty Paweł czy też chrześcijańskie pojęcie 
"duchowej duszy", o który wspomina Sobór 

Watykański II.

 

 
 
 

Niektóre opinie specjalistów oraz 

znawców z różnych wyznań 
chrześcijańskich

 

 
Tego rodzaju pojęciowy zamęt - przenikający 
z jogi do spirytyzmu i okultyzmu oraz do 

background image

zupełnie praktycznych sfer paramedycyny, 
psychologii, psychoedukacji czy nawet 
pedagogiki - może być niebezpieczny dla 
chrześcijańskiej drogi zbawienia. Dlatego 
globalna popularyzacja na całym świecie 
technik jogi (szczególnie hathajogi), medytacji 
czy generalnie światopoglądów orientalnych 
wzbudziła sprzeciw wielu chrześcijan różnych 
wyznań. Według protestanckiej badaczki, 
znanej na Zachodzie z krytyki okultyzmu i 
satanizmu, B. Schlink, joga "uczy ubóstwiania 
człowieka", zaś "ćwiczeń jogi nie da się 
ostatecznie oddzielić, jak się często twierdzi, 
od szczególnej koncepcji hinduizmu, od 
okultystycznego świata duchowego, który za 
tym się kryje". Podobnie według K. Kocha, 
ewangelickiego eksperta od spraw okultyzmu, 
"jogi i Biblii w ogóle nie da się ze sobą 
pogodzić. Systemy dalekowschodnie i wiara 
chrześcijańska są zupełnie sobie przeciwne". 
Więcej, "joga kończy nie tylko w 
samozbawieniu i ateizmie, ale też w kulcie 
demonów. Ten, kto zabiera się za ćwiczenie 
jogi, dostaje się w pole działania sił i staje się, 
sam nie wiedząc o tym, nadajnikiem tych sił" 

(K. Koch, Okultes ABC, Aglasterhausen 1988).

 

O demonicznym charakterze każdego typu 
jogi przekonany jest nawrócony na 
ewangeliczne chrześcijaństwo ex-jogin i guru 
Rabi Maharaj. Pisze on w swojej autobiografii 
o swoich zdolnościach paranormalnych, gdzie 
"tajemne siły zaczęły się nawet objawiać 
publicznie, wyzwalane i utrzymywane przez 
praktykowanie jogi. (...) Oddający mi pokłon 
ludzie przeżywali często poczucie rozjaśnienia 
lub doświadczali wewnętrznego oświecenia, 
kiedy dotykałem ich czoła, udzielając 
błogosławieństwa. Miałem dopiero 13 lat, lecz 
udzielałem już słynnego wśród guru 'Szakti 
pat', co było niezaprzeczalnym znakiem 
autentyczności mojego powołania. Szakti to 
jedno z imion Kali - morderczej, pijącej krew 
małżonki Śiwy, bogini, będącej matką mocy i 
udzielającej tej pierwotnej siły, która 
przepływa przez serce wszechświata" (R. 

Maharaj, Śmierć guru, Poznań b.r.w.).

 

Także dla teologów i badaczy prawosławnych 
przeprowadzających badania porównawcze 
joga łączy się raczej ze zwodzeniem 
duchowym, w tym także z doświadczeniami 
demonicznymi (A. Kurajew, A. Pozow, W. 
Jelisiejew, S. Rose). Wybitny teolog 
prawosławny P. Florenski twierdził, że 
eklezjalna mistyka prawosławna jest mistyką 
"piersi" (gdzie pierś odzwierciedla centrum 
ciała, zaś serce odzwierciedla centrum piersi). 
Mistykę hinduską, czyli jogę, traktował on jako 

background image

mistykę "głowy". Zwracał on uwagę, że 
właśnie owa mistyka "głowy" została przejęta 
przez zachodnich okultystów (głównie 
teozofów) i rozpropagowana na Zachodzie. 
Znawca mistyki rosyjskiej A. Pozow twierdził 
podobnie, określając spekulatywną mistykę 
jogi jako "iluzję introwersji", która cechowała 
się tą samą "gnostycką namiętnością", co 
średniowieczna magia i alchemia, określając 
tego rodzaju duchowe doświadczenie jako 
fałszywą "mistykę Węża" (A. Pozow, Logos - 

mieditacja drewniej Cerkwi, München 1964).

 

Zastrzeżenia wobec globalnej popularyzacji 
jogi można spotkać także ze strony 
naukowców. Zarówno C.G. Jung, jak i M. 
Eliade uprawiali jogę. Jung miał jednak 
zastrzeżenia wobec asymilacji jogi przez 
Zachód, uważając to za proces niebezpieczny. 
Analogią dla jogi była dla niego gnoza i 
alchemia (C.G. Jung, Joga i Zachód, w: L. 
Kolankiewicz [red.], Podróż na Wschód, 

Warszawa 1992).

 

Najważniejszą jednak konkluzją jest fakt, że 
joga nie jest ekstazą, ale - jak twierdzi M. 
Eliade - enstazą, właściwą mistyce naturalnej, 
koncentracją na własnym bycie, swoistym 
narcyzmem. J. Varenne, jeden z 
najwybitniejszych orientalistów francuskich, 
mówiąc o pojęciu enstazy, stwierdza: 
"Neologizm ten posiada wielką zaletę: 
jaskrawo kontrastuje z proponowanym 
niekiedy całkowicie błędnym przekładem 
'samadhi' jako ekstaza. Jogin w stanie 
samadhi nie 'wychodzi' z siebie, nie doznaje 
'olśnienia' jak mistycy; wręcz przeciwnie, 
całkowicie zagłębia się we własne wnętrze, 
nieruchomieje, wygaszając stopniowo 
wszystkie przyczyny ruchu: instynkty, 
aktywność cielesną i umysłową, nawet 
inteligencję. W doskonałej samadhi następuje 
ostateczne wygaszenie osobowości" 
(Upanishads du yoga, s. 42-43: cyt. za: J.M. 
Verlinde, Zakazany owoc. Z aśramu do 

klasztoru, Kraków 1999, s. 73).

 

 
 
ks. Aleksander Posacki SJ 
 

 

 

ks. Aleksander Posacki SJ - filozof, teolog, 
znawca historii mistyki, demonologii oraz 

problematyki okultyzmu i ezoteryzmu, wykładowca 
akademicki, publicysta. Autor wielu książek (m. in. 
Okultyzm, magia, demonologia, Niebezpieczeństwa 

okultyzmu, Spiritismus – was unterscheidet ihn von 

background image

Parapsychologie und Magie), artykułów naukowych i 
haseł encyklopedycznych (w tym ponad 100 haseł w 

Encyklopedii „Białych Plam”). Konsultant egzorcystów 
katolickich w Polsce i za granicą. Wykładowca na 

Międzynarodowych Zjazdach Egzorcystów (Niemcy, 
Polska), organizowanych przez Międzynarodowe 
Stowarzyszenie Egzorcystów, założone przez ks. 

Gabriela Amortha.  
 

 

  

* * *

 

  

  

   

 

z pełnym poszanowaniem i respektem dla autorów, 

wydawców i praw autorskich, w dzisiejszych czasach 

powszechnego przemilczania i fałszowania historii i faktów 

historycznych, uważamy za szczególnie ważną powinność i 

obowiązek rozpowszechniania informacji, celem edukacji i 

uświadamiania, oraz bezpardonowej walki z owymi 

przemilczeniami i fałszami.

 

 

 

 

  

wersje internetową opracowala i przygotowala  Polonica.net

 

 

 

Polski Związek Patriotyczny      

 

Katolicko-Narodowy Ruch Oporu  kontrjudaizacji i 

kontrdepolonizacji

 

 

 

O.R.K.A.N.

 

 

 

  

background image

   

 

> > >  

Kliknij -  

Wróć do góry - do początku 

strony

  < < <

 

  

   

 

 

 

 

 

Zamknij to okno