background image

Częśd Pierwsza: 

Nie możesz ocalid tych, którzy nie chcą byd ocaleni. 

 

W której pracownik socjalny składa zażalenie, rozmowa telefoniczna prowadzi do czegoś więcej niż 

konwencjonalnego zamieszania a narkotyk staje się źródłem gorącej debaty. 

 

 

Jakieś pięd i pół tygodnia po tej nocy na rzece, skradałem się tylnym wejściem do biura Harlun i 
Phelps, bankierów, finansistów, amatorów tajemnych zagadek giełdowych oraz, całkowicie 
mimochodem, dziennych pracodawców całkiem dużego procentu Rajców, którzy strzegą miasta 
nocą, kiedy usłyszałem głos mówiący: 

- … jesteś takim nazistą! 

Głos był młody, kobiecy, pobudzony. Należał do kobiety w jasnofioletowym Hidżazie, białym, 
plastikowym płaszczu do kolan, czarnych pantoflach z kokardką oraz blaskiem, który mógłby przydmid 
kamieo księżycowy.  Po przemyśleniu,  ona będąca w tylnym wejściu do biura Rajców nie była 
bardziej niewiarygodna, niż moja obecnośd tutaj; ale, zważywszy na to, że ja używałem tego wejścia 
by uniknąd bycia złapanym przez Rajców i bycia wypytywanym o służbowe notatki, porządek obrad i 
potwory roamingowe, ona próbowała przedrzed się przez tylne wejście , po coś, co wydawało się  o 
wiele bardziej nikczemnym celem. 

Para ochroniarzy popychało ją na zewnątrz  w potoku słów: 

- Mam swoje prawa! Faszyści! Domagam się swoich praw, domagam – wy świnie! 

To ostatnie, kiedy była wytoczona na zewnątrz, poza metalową bramę tylnego wejścia na rampę, 
która prowadziła na dół, w kierunku podziemnego parkingu, gdzie mieszanka bankierów, finansistów, 
analityków, sekretarek, marketingowców i czarowników, którzy zamieszkują tę wieżę ze stali i szkła, a 
którą ja niechętnie nazywam moim miejscem pracy , gdzie parkują ich drogie i czasem ekologicznie 
zażenowane pojazdy. Przez sekundę rozważałem pójście za nią, ale potrzeba minęła i zwróciłem się w 
kierunku betonowej klatki schodowej prowadzącej do windy serwisowej. 

To był błąd. Gdzie, mniej niż dziesięd sekund wcześniej, schody były puste i  błogo zakonspirowane, 
teraz były zajęte przez metr siedemdziesiąt pięd Rajczyni, ubranej w całości na czarno. 

W Londynie są dwa typy Rajców. Pierwsza, bardziej przyjemna odmiana zasiada w lokalnych radach, 
ściska wiele dłoni, chodzi na wiele przyjęd, przecina wiele wstęg, a czasem, w bardziej entuzjastyczne 
dni, położy kilka kamieni pod fundamenty, oznajmiających, że w tym roku paoskim, czcigodny 
burmistrz/radny/rajca *tu wpisz miasto+ położył ten chwalebny kamieo  dla naszego obywatelskiego 
przedsięwzięcia, które będzie korzyścią dla nas wszystkich. A zatem, między 10 a 17, mała grupa osób 
krąży po mieście, niekoniecznie naprawiając to, co złe każdym swoim uczynkiem, ale jednak niezbyt 
przyczyniając się do całkowitej masy zła. 

To jest pierwszy rodzaj Rajców. 

Drugi rodzaj Rajców obejmuje stery po stosownej przerwie obiadowej i pracuje między 18 a 5. To są 
Rajcy, którzy ścigają krwawe postacie z koszmarów i z powrotem je usypiają; Rajcy, którzy obserwują 
stare mury miejskie w poszukiwaniu potworów, które mogą przyjśd i pukając do nich w nocy; Rajcy, 

background image

którzy pieczętują bramy, które nie powinny byd otwarte i prawie nigdy, jeśli w ogóle, urządzają 
przyjęcia z koreczkami. W teorii, służą Nocnemu Burmistrzowi, żołnierze w jego armii; rzeczywistośd 
spotkała jednak teorię, jednak zdecydowała, że teoria nie ma takiej siły koni mechanicznych, by 
poruszad się w tych kręgach i kazała jej wracad na parking. Są magiczni, niebezpieczni wielu z nich jest 
amatorami  wysokich finansów i, jeśli to jeszcze nie wystarczy, lubią ubierad się w czero i mówid 
krótkimi zdaniami tak, żebyś wiedział jak są podli. Byli zmorą mojego życia i była jakaś mała 
satysfakcja z tego, kiedy myśleliśmy, że w jakiś osobliwy sposób my jesteśmy ich zmorą. 

A jedna stała na klatce naprzeciw mnie. 

Kilka centymetrów niższa ode mnie, nadrabiała to bardziej niż potrzeba parą czarnych botków do 
kolan uzupełnionych o obcasy, które powinny byd zakazane na całym świecie jako zbrodnia przeciwko 
podłogom. Jej czarny żakiet Rajczyni był zapięty pod samą szyję i przylegający ściśle aż do 
nadgarstków; jej kształty pod żakietem były tylko delikatnie zniekształcone przez wagę ukrytej broni. 
Jej włosy były kasztanowe, ścięte na boba; jej nos był jak guziczek, a jej podbródek był ostry; jej uszy 
za małe a oczy nieco za duże; wyglądała jak kobieta u której dobre geny doszły do swojego 
najlepszego punktu, a potem jeszcze nieco dalej. W jednej dłoni miała czarną aktówkę z czarnym 
zamkiem, a w drugiej trzymała na wpół zjedzoną kanapkę z tuoczykiem. 

- Pan Burmistrz! 

Uśmiechała się,  triumf dźwięczał w jej głosie z powodu znalezienia mnie. Wątpliwości i podejrzenia 
rozkwitły w mrocznych zakamarkach mojego umysłu. 

- Yyy… tak? 

Kanapka z tuoczykiem falowała w powietrzu rozsiewając wokół kawałki sałaty. 

- Jestem taka szczęśliwa, że na pana wpadłam; akurat tędy przechodziłam, gdy pana zobaczyłam i 
pomyślałam „Co za doskonała okazja” ! 

Rozejrzałem się po naszym otoczeniu. Korytarze serwisowe w dużych finansowych instytucjach nie są 
zaprojektowane do oglądania lub zrozumienia przez kogoś kto zarabia więcej niż minimalna pensja. 
Jedyną cechą korytarza tego była tylko jedna gaśnica. 

- Akurat tędy przechodziłaś?  

Powtórzyłem po niej, przesuwając się w kierunku windy towarowej w nadziei na to, że jej botki 
uniemożliwią jej nadążenie za mną.  

Nadzieja gasła wraz ze stukotem jej ostrych szpilek, podczas gdy ona z łatwością dopasowywała się 
do mojego tempa.  

- Tak! Czyż nie jest fascynująco tu na dole? Często przychodzę tutaj żeby powiedzied cześd do 
dżentelmena, który pracuje w ochronie albo żeby po prostu pozwiedzad. Oczywiście wszystkie 
biurowce powinny już wyglądad tak samo w tych czasach, ale wie pan, jeśli tylko ma się ochotę 
otworzyd kilkoro drzwi, to znajdzie się tam cały mikrokosmos czekający na znalezienie. 

- A ty znalazłaś? 

- O tak! – wykrzyknęła, mój łagodny nie-do-kooca-sarkazm spłynął po niej – To bardzo wygodne 
spotkad tu pana, panie Burmistrzu, takie szczęście. Teraz mam kilka formularzy… 

background image

Reszta słów znikła w reszcie jej kanapki z tuoczykiem, kiedy wepchnęła ją do ust , a swoimi 
uwolnionymi rękami zaczęła otwierad aktówkę. Szturchałem rozpaczliwie guzik przywołania windy i 
patrzyłem jak wskaźnik pokazuje jej drogę na dół z szesnastego piętra. 

Z kanapką z powrotem w ręce a aktówką na podłodze, wymachiwała plikiem dokumentów na 
zielonym cienkim papierze, spiętych razem. 

- A teraz, czy pan Somchit rozmawiał z panem o ubezpieczeniu od odpowiedzialności? Pokrywamy 
wszystko od uzasadnionych zniszczeo własności do nieuchronnych zanieczyszczeo wampirycznymi 
substancjami lub zakażeo wilkołactwem… - jakiś drao zatrzymał windę na dziewiątym piętrze i 
wyglądało na to, ze tam pozostawała -… i dopóki pan tego nie przyjmie, nie możemy zagwarantowad 
żadnych dodatkowych medycznych kosztów  lub więcej niż budżet pogrzebowy, gdyby pan znalazł się 
w sytuacji zranienia w czasie wykonywania obowiązków… 

- Przepraszam, ale…  

- Mam jeszcze prośbę o  rozkład terminarza. Czy będzie pan wolny w następny czwartek by 
przemówid dla Czcigodnej Rady Czarowników, Czarodziei i Czarnoksiężników na ich dorocznym 
przyjęciu w celu zgromadzenia funduszy, na temat taumaturgii we współczesnych czasach? Wierzę, 
że będą tam mieli wyśmienity posiłek – trzy dania, kanapeczki, kwartet smyczkowy, wino -  czy mam 
się zgodzid? 

- Co? Tak. Nie! Czekaj, nie! Hmm… 

- Dostaliśmy prośbę od kowenu w Thamesmead w sprawie zatkania się systemu ściekowego. 
Widocznie ktoś wyrzucał swoje odpadki wprost do kanalizacji i teraz nie mogą dojśd do ładu z rodem 
bazyliszków polującym po nocach… 

- Przepraszam, kto to…? – spróbowałem ponownie. 

-… i potrzebujemy paoskiego ostatecznego potwierdzenia co do płatności dla zaklinaczy, by móc 
reaktywowad głębokie obwody w budynku przeciwko jakimkolwiek magicznym inwazjom… 

Winda brzęknęła i drzwi się rozsunęły w momencie gdy powiedziałem: 

- Kim do cholery są…? 

W windzie było pięciu kelnerów. Byli ubrani w białe koszule, czarne kamizelki, białe fartuszki i 
wypolerowane czarne buty. Stali naokoło wózka nakrytego białym obrusem, na którym stała jedna 
plastikowa butelka. W butelce znajdował się gęsty żółtoczerwony płyn, w którym bąbelki wściekle 
wypływały na powierzchnie. Twarze mieli poważne gdy spieszyli obok nas mamrocząc poważnie do 
siebie. Wślizgnąłem się do windy mając nadzieję, że Rajczyni będzie zbyt zajęta patrząc jak się 
oddalają żeby zauważyd, lecz wtedy głos powiedział: 

- Jedziemy na dwudzieste piętro, panie burmistrzu? 

I już była obok mnie, naciskając guzik. Drzwi zasunęły się głucho z finalnym piiing. Zaczęliśmy jechad 
w górę. 

- Spójrz – powiedziałem – nie chce wyjśd na niegrzecznego, po prostu tak wyszło, ale kim do cholery 
jesteś? 

- Och! – była zaskoczona i skonsternowana i w rozgardiaszu wcisnęła papiery pod ramię, teczkę 
między kolana ora wytarła rękę o żakiet przed wyciągnięciem jej do mnie. 

background image

- Jestem Kelly! – powiedziała i czekała aż zrozumiem. Podniosłem brwi. – Kelly Shiring? –dodała z 
niepewną nadzieją w głosie – Twój nowy osobisty asystent?  

Słooce zachodziło nad Londynem. 

Poprzedni Nocny burmistrz miał biuro na najwyższym piętrze budynku. Przed rozdarciem na kawałki , 
w momencie swojego kooca, podejmując niewiarygodnie głupią decyzję by obarczyd mnie pracą jego 
następnika, Wielmożny Pan A. Nair zasiadał za wielkim, długim biurkiem zwieoczonym skórą, w 
wielkim, długim pokoju z którego okna wychodziły na rozciągający się za nimi Londyn w kierunku 
południowo-zachodnim, poprzez srebrną Tamizę, szczyty Centre Point i BT Tower, cztery kominy 
elektrowni  Battersea oraz biało-czerwony pulsujący punkt na Crystal Palace do szarości, gdzie 
zaczyna się pas zieleni a miasto zabawia się swoim niby-koocem. Na tym biurku, od 15 do 6 rano – dla 
Naira nie istniało nic, co nie było poważne w związku z pracą – leżałyby sałatki i gęste, z na wpół 
zakrzepłych warzyw i torturowanych witamin koktajle, akta na temat czarownic i czarowników, którzy 
przekroczyli linię, aktualności o rozmowach telefonicznych, które pewnego dnia może zechce 
wykonad oraz poranna prasa, na ciągle ciepłych kartkach. Wszystko to leżałoby w swoich ustalonych 
miejscach, za pojemnikiem na czarne długopisy, który stoi nie dalej niż 2 centymetry dalej i pod 
dziewięddziesięciostopniowym kątem do pojemnika na niebieskie długopisy, który to z kolei stoi pod 
właściwym kątem do jedynego, wysoko cenionego, czerwonego długopisu przeznaczonego do pisania 
słów zasługujących na bycie czerwonymi. (Strzeżcie się.)  

Jako następca Naira, miałem zaoferowaną całą gamę jednakowo wartych samego Boga lokali do 
prowadzenia moich mistycznych spraw, a na samym koocu wybrałem małe biuro wciśnięte między 
pokoju z kopiarką i kantynę. Nie miałem żadnego zainteresowania kopiarką, ale lubiliśmy ideę 
znajdowania się zawsze nie dalej niż 10 metrów od lodówki i kubka kawy. 24 godziny po wybraniu 
tego biura przybyłem tu by znaleźd tabliczkę z imieniem na drzwiach, ogłaszającą moje urzędowanie 
w tym biurze. Jakieś dwie i pół minuty później tabliczka zniknęła a ja szukałem miejsca, by schowad 
śrubokręt. 29 godzin później wróciła; 80 sekund później mnie już tam nie było a moje zdolności w 
używaniu śrubokręta wzrosły. Wiadomośd została ostatecznie odebrana i po jakimś czasie było 
generalnie zrozumiałe, że moje biuro służy tylko jako otwarta jednostka recyklingowa, gdzie rzeczy są 
wrzucane, co może byd wygodne, jednak nie są one przeważnie czytane. Harmonogram zapchany 
spotkaniami komitetów, forami, dyskusjami zarządu i wydarzeniami politycznymi szybko został 
zmniejszony do najniższego poziomu czasu jaki muszę spędzid w budynku. Tylko jeden Rajca był w 
stanie ugrad cokolwiek z mojej strony bazując na syntezie kierownictwa, ale spotkała ona swój koniec 
w wieżowcu w Sidcup. A ja stałem i patrzyłem i zawiodłem a ona umarła przez moje błędy. Od tego 
czasu nikt nie próbował pytad mnie o mój rejestr obecności na  spotkaniach kierownictwa wyższego 
szczebla. 

Podłoga w moim gabinecie była pokryta papierem. W erze elektroniki, las umarł dla mnie, bym mógł 
po nim chodzid. Przeszedłem przez zamówienie zapotrzebowania na rytuały przyzywające, 
formularze nadgodzin do projektu drużyny wróżbitów szukających czerwonego nekromanty gdzieś w 
Northolt oraz diagramy kołowe izolujące różne nadużycia magii w ostatnich dwunastu miesiącach – 
iluzje, klątwy, uroki, inwokacje i wyrzeczenia przeciwko osobom lub prywatnej własności, które były 
rozpatrywane przez Rajców w razie stanowienia większego zagrożenia dla dobra miasta jako całości. 
Tylko większego zagrożenia, pamiętaj. Rajcy są twardzi wobec zbrodni, twardzi wobec przyczyn 
zbrodni, za to za cholerę nie przejmują się tymi którzy jej dokonali lub są jej ofiarami. Kto by miał czas 
na takie rzeczy?  

Okno wychodziło na północ, przez miasto cieni w zachodzącym słoocu. Niskie chmury uformowały 
ciemny patchwork na niebie płonącym karmazynem i złotem. W ciągu pięciu minut zbledną do 
kobaltowego błękitu, potem niebieskawej szarości a następnie zabarwią się na pomaraoczową czero 
miejskiej nocy. Nie mogłem zobaczyd samego zachodu słooca, ale jego odbicie błyszczące w oknach 
trzech wierz Barbicanu, które sprawiało że wieżyczki  St Pancras zaciemniało ulice poniżej. Światła 

background image

nadchodziły poprzez miasto, łapiąc za sobą kształty ludzi będących wciąż w pracy, obramowanych jak 
żywe obrazy. 

 Grałem w „papiery to lawa” aż doszedłem do swojego krzesła i spojrzałem na nie. Wszystko co jest 
absolutnie, najbardziej istotne przeważnie jest tu zostawione; dziś wieczorem ktoś przypiął do 
oparcia notatkę, napisaną dużymi, czarnymi literami: 

KRÓL ŻEBRAKÓW CHCE POROZMAWIAD 

Nie była podpisana,  a jeśli chodzi o Króla Żebraków, nie musiała byd. Określone siły znajdują się w 
każdym mieście, o których się dowiesz całkiem wcześnie, by z nimi nie pogrywad. 

Kolejna notatka przykuła moją uwagę. Żółta samoprzylepna karteczka, widoczna tylko dzięki 
swojemu małemu rozmiarowi, była przyklejona na rogu mojego biurka. Ktoś ręcznie napisał 
niebieskim długopisem: 

Nie możesz ocalid tych, którzy nie chcą byd ocaleni. 

Przemyślałem to, potem zgniotłem karteczkę i wyrzuciłem do kosza wychodząc. 

Wyjście z budynku nie będąc zaczepionym przez nikogo zawsze jest trudne. Wieści przeważnie szybko 
się rozchodzą i dzisiaj, kiedy zamknąłem za sobą drzwi, był tu już spory tłumek mężczyzn i kobiet w 
pasujących do siebie czarnych płaszczach i pasujących do nich czarnych minach. Podstawowym 
wyrazem twarzy Rajcy w mojej obecności był nie-jestem-pod-wrażeniem i ta grupa nie odkryła w tym 
miejscu niczego nowego. Było ich siedmioro, a by poradzid sobie z ich zbiorowym brakiem inicjatywy 
lub siły woli, wyznaczyli lidera. Wystąpił on przed nich, mniej więcej dwudziestoośmioletni, z 
karmelowymi włosami zaczesanymi w falę nad jego czołem i przyczepionymi w miejscu za murem 
brylantyny. Spojrzał na mnie, a jego milczenie sugerowało, że powinienem wywnioskowad z tego 
spojrzenia wszystko małe szczegóły tego, co aktualnie go zirytowało. Powiedziałem: 

- Cześd. – i starałem się cofnąd z powrotem do windy. 

Poruszyli się razem, a on zablokował mój krok w tył, jak rozzłoszczona matka zabierająca dziecko z 
kary po lekcjach. 

- Panie Burmistrzu… 

- Ty jesteś Bryce, prawda? 

- Tak, panie Burmistrzu. 

- Jesteś maklerem giełdowym za dnia prawda? 

- Zgadza się, panie Burmistrzu. 

- I jesteś tutaj żeby mi powiedzied, żebym przestał, prawda? 

Ktoś bardzie dowcipny mógłby się uśmiechnąd. On nie był dowcipny. 

- Panie Burmistrzu, jeśli mogę coś powiedzied, paoska pogoo za Burns & Stoke zaczyna się robid 
szkodliwa. 

- Nope. 

- Jeśli tylko mnie pan wysłucha… 

-Nope. 

background image

Sylaby odbijały się od niego jak papierowy samolocik od hebanu. 

- Panie Burmistrzu – zaczął tłumaczyd, uspokajającym tonem z powściągliwą gestykulacją – kwartalny 
dochód przed odliczeniem podatków Burns & Stoke wzrósł i byli oni bardzo rzetelni w ich rozwoju 
zasięgu w społeczności na fali tego…. 

- Burns & Stoke – odpowiedziałem – są maszynką do robienia pieniędzy, nadużywającą magię by 
osiągnąd swój sukces, a w czasie kiedy jestem pierwszym gościem który by powiedział „Cóż, jaki jest 
cel znania kilku zaklęd jeśli się ich okazjonalnie nie używa? ”, to co robią Burns & Stoke nie jest małym 
pluskaniem się w urokach. To nie jest zatrudnianie uprzejmego jasnowidza, by przyzwoicie dźgnąd 
prognozowaną stratę na rynku złota w następnych trzech dniach, to nie jest wzięcie wróżbitów by 
mied wgląd w kopalnie niklu w Kazachstanie by mied pewnośd że inwestycja nieźle tyka, to nie jest 
wykorzystanie zakątka wiedźmy by ubrad swoich CEO w piękny glamour, kiedy będą ściskad dłonie 
swoim partnerom z Tokio. Mógłbym to wszystko przeoczyd, wszystko to byłoby całkowicie w 
porządku. To co robią Burns & Stoke , panie Bryce, to używanie mocy do zrodzenia większej mocy, by 
zrodzid więcej mocy, a co oni robią z tą mocą? Znokautuj mnie piórkiem, ale oni idą i robią jeszcze 
więcej mocy. Aż w koocu  mamy płyty tektoniczne pękające pod Eastchap, powodzie w Hampstead i 
adwokata stojącego w moim biurze z parą kłów ociekających krwią dziewicy i miną, która mówi „to 
nie ja, nassszelniku” . 

- Panie burmistrzu Harlun & Phepls dużo zainwestowało w tą spółkę… 

- Zatem sugeruję, żebyście wkrótce odinwestowali. 

- Większe dobro… 

- Nawet nie próbuj. – dotarłem do windy. 

- Większe dobro… 

- Nadal wydaje się pan próbowad, panie Bryce. 

- Większe dobro Rajców i samego miasta jest gwarantowane dzięki mocnemu sektorowi 
finansowemu, którego związek ze społecznością magiczną jest tak obopólnie korzystną i rozsądnie 
zaaranżowaną ugodą, jak może… 

Drzwi się otworzyły i wszedłem do środka, obracając się by uciąd w połowie przemowę Bryce’a. 

- Nie – powiedziałem i na moment nasze oczy się spotkały a potok jego słów ustał. - Nie używasz 
przemowy na temat  „większego dobra” by spróbowad usprawiedliwid coś, co nie niepokoi cię na tyle 
by to naprawid. Powiesz radzie Burns & Stoke, że albo przestaną pierdolid się naokoło z wyższymi 
mistycznymi mocami  i wrócą do kurwienia się z ekonomią w doczesny i rozsądny sposób, albo 
przyjdę i zrobię to za nich. Szczęśliwy? 

Drzwi zamknęły się odcinając jego odpowiedź. 

Słooce zaszło zanim opuściłem budynek pozostawiając nic więcej niż bladoszary kolor obramowany 
pomiędzy wysokimi budynkami. Za podświetlonymi oknami pracownicy miasta byli widoczni 
samotnie lub w grupach. Tutaj, mężczyzna z poluzowanym krawatem, który zamknął swoje drzwi, ale 
był złapany idealnie w świetle jego okna wielkości całej ściany grając w minigolfa na zielonej macie. 
W następnych lokalu kobieta i mężczyzna kłócili się gestykulując gwałtownie na temat czegoś, co 
wydawało się byd czymś więcej niż profesjonalną dyskusją. A tutaj, siedmioro siedziało na zebraniu 
rady, ich płaszcze wisiały na oparciach obrotowych krzeseł; kobieta stała naprzeciw diagramu 
kołowego, który pokazywał możliwości i wyzwania, ale żadnych problemów do przezwyciężenia. Trzy 
piętra wyżej, mężczyzna siedział i grał w pasjansa, a dalej następny pocałował swoją żonę, która 

background image

przyprowadziła ich dziecko w komplecie z czerwonymi kaloszami, by odebrad tatę z pracy. Magia w 
tym miejscu była stara, bogata i srebrna; brzęczała na asfalcie położonym na kamieniu, położonym na  
kostce, położonej na błocie. Sączyła się cieni między światłami ulicznymi i parowała z błyszczących 
srebrnych wież. To była gorąca mgiełka, która sprawiała że twoja skóra łaskocze. Wtedy jakiś głos 
powiedział: 

- Nie jesteś jednym z nich, ale wpuścili cię do środka. Dlaczego? 

Rozejrzałem się dookoła. 

To była kobieta w  fioletowym szaliku na głowę, która ledwie kilka minut temu krzyczała „Nazista!” na 
ochroniarza w Harlun & Phelps. Potraktowała mnie spekulującym wzrokiem. 

- Przepraszam. Nie wiem o co ci chodzi. 

- Owszem, wiesz – powiedziała – Nie rób mi tego. Pracujesz tutaj? – wskazała na budynek, który 
właśnie opuściłem. 

- Nie bardzo. 

- Ale oni cię znają. Wpuścili cię do środka, prawda? 

- To nie do kooca taka praca od 9 do 17. 

- W porządku, nie muszę wejśd między 9 a 17. 

 Była blada, kolorem kawowych lodów i miała długie, zaokrąglone paznokcie. Szal ukrywający jej 
włosy, wściekle fioletowy z przeplatanymi srebrnymi nitkami, był zawinięty tak ściśle, że wyglądało to 
jakby nosiła nierówną gąbkę. 

Było coś w niej, jakaś kruchośd powietrza, która sprawiła że nasze zmysły zaswędziały. Powiedziałem: 

- Zresztą jaki masz problem? Co jest tak interesującego w tym miejscu? 

-Nic – powiedziała – ale muszę porozmawiad z kimś stąd a nikt nie pozwoli mi tam wejśd. Mam swoje 
prawa, wiesz. 

Czekałem na jakiś znak ironii w jej głosie, a kiedy się nie pojawił, zrobiłem coś co było pierwszym 
fatalnym błędem tej nocy, powiedziałem: 

- Z kim potrzebujesz się zobaczyd? 

- Mówią na tego kolesia Nocny Burmistrz.  

Dziesięd minut później siedzieliśmy w sieciowej kawiarni, pijąc kawę masowej produkcji na sofie 
masowej produkcji, obok jakiejś masowo produkowanej sztuki w masowo produkowanej ramce 
oznajmiającej, że „Oryginalności nie można kupid”. Dziewczyna tłumaczyła: 

-… i powiedziałam „Byłam u lokalnych czarodziei, lokalni czarodzieje gówno wiedzą, interesują się 
magią tylko dlatego, bo myślą, że pomoże im znaleźd dziewczyny, niby”  a oni na to „Spójrz kochanie” 
–możesz uwierzyd, że nazwali mnie kochanie? W sensie, co do cholery oni sobie myśleli, że co to jest, 
średniowiecze? –„Spójrz kochanie” – powiedzieli- nawet jeślibyśmy znali tego kolesia, Nocnego 
Burmistrza, czego wcale nie mówimy, taa, ale jeśli nawet” – myślę, że tu było kolejne kochanie – „ ale 
jeśli nawet, naprawdę sądzisz że będzie się on martwił tobą i twoimi małymi problemami, czy czymś 
tam?” I tu zdałam sobie sprawę, że byłam w błędzie – dodała wyrzucając swoje ręce w górę w czymś 
co mogło byd skruchą – i w tym momencie powiedziałam kilka słów, które nie były zbyt uprzejme, ale 

background image

wiesz, oni byli takimi dupkami, nie mogłam w to uwierzyd i od tego czasu nie pozwalają mi nawet 
wejśd do budynku. To było tak zajebiście frustrujące! 

Rzucałiła się na sofę. Jej palce wybijały rytm na brzegu jej kubka z kawą, który nie był daleki od Cwału 
Walkirii. 

Odstawiłem swoją czarną kawę z fusami i powiedziałem: 

- Więęęc… chcesz się zobaczyd z Nocnym Burmistrzem? 

Posłała mi spojrzenie i dodała: 

- Taa, niby, czy nie był to cały sens mojej opowieści? 

- Czy to musi byd on? – zapytałem- mam na myśli to, że rozmawiasz tutaj z senior kolesiem, obroocą 
miasta i te sprawy. A koleś, muszę ci powiedzied, koleś przeważnie jest pompatycznym dupkiem. 
Powiesz komuś, że jest obroocą miasta i zanim zauważysz masz wybujałe ego, masz braki w 
charakterze, masz tiki nerwowe – mam na myśli, wiesz tylko tak przypuszczam, ale tak to właśnie 
brzmi. 

- Nie! – wykrzyknęła – To jest ważne, to są sprawy obroocy miasta! Jaki pożytek jest z kolesia, którego 
pracą jest dbanie o magiczną ochronę tego miasta, jeśli nie podnosi swojej dupy by to zrobid? 

Moje usta otwarły się by wypowiedzied jakąś ripostę, niestety mózg jej nie dostarczył. Wcięła się w 
moje niewypowiedziane zdanie: 

- Więc zamierzasz mi pomóc czy co? 

- Wiesz, ja… 

- Potrzebuję tylko pięciu minut żeby z nim porozmawiad, przekonad go że musi się w to włączyd. Ci 
skurwiele z dołu nie pozwalają nawet zostawid mu notki! Co za dupek zatrudnia takich ludzi? Jest cały 
taki „ Wow, jestem Nocnym Burmistrzem, jestem taki  fajniejszy i potężniejszy od tych małych ludzi, 
więc wy mali ludzie możecie się odjebad od razu”. W sensie, nie nienawidzisz tego? 

Skinąłem jej głową. 

Wypuściła westchnienie i skuliła się z powrotem na swoim krześle. Zdałem sobie sprawę, że była 
młodsza, niż na początku przypuszczałem, zaledwie tuż po dwudziestce. 

- Więc – powiedziała – co ty… jakby… robisz? 

- Yyy… rzeczy. 

- Jakie rzeczy? 

- Jestem jakby… konsultantem ds. magii. 

Podniosła brwi. 

-No wiesz, jeśli są jakieś zaklęcia, których ludzie nie rozumieją albo problemy, których nie potrafią 
rozwiązad, no wiesz, takie wiążące się z potworami albo magią albo takimi tam, wtedy dzwonią po 
mnie a ja przychodzę i sprzątam. 

- Dobrze płacą? 

- Nie bardzo. 

background image

- Musisz składad deklaracje do urzędu podatkowego? 

- Co? Cóż, nie, nie robiłem tego przez jakiś czas, ale to skomplikowane… 

- Nienawidzę czarodziei, którzy nie płacą podatków. – powiedziała – W sensie, rozumiem że jesteś 
całkiem zajęty przyzywaniem chochlików, czarowaniem elfów i cały ten syf, ale nadal będziesz 
korzystad z NFZ, prawda? Nadal chcesz, żeby przyjeżdżała śmieciarka po twoje śmieci i żeby twoje 
dzieci miały jakieś przyzwoite miejsce, gdzie mogą iśd to szkoły? Albo może zrobisz jakąś magię, by 
mied stabilny rynek pracy i przyzwoite piątkowe oceny w życiu? Nie sądzę, nie-e. 

- Tak naprawdę tu chodzi o coś więcej… 

- Więc, lubisz pracowad dla Nocnego Burmistrza? 

Zawahałem się. Prawda rzuciła chytrze okiem na oportunizm, oportunizm poruszył swoimi brwiami w 
znaczący sposób, prawda wydobyła mały dźwięk z głębi gardła a oportunizm wskoczył na miejsce. 

- Jestem gościem, który robi wszystko to, czym nie można go martwid. 

- Czy to znaczy, że mógłbyś mnie z nim umówid? 

- Może. 

-Dobrze. Kiedy? 

- Cóż, ja… 

- Jutro o 9 może byd? Mam spotkania cały dzieo od 10, ale może byd spotkanie na lunch. Będzie 
musiał przyjśd do mnie, oczywiście. 

- Może nie powinniśmy aż tak się wywyższad – zaryzykowałem. 

Strzeliłem spojrzeniem na drugą stronę stołu, który mógłby zatrzymad powódź szerokości stadionu. 

- Pomożesz mi, prawda? 

Odchyliłem się do tyłu, ściskając palce między kolanami. 

- Nie jestem pewien, czy wspomniałaś swoje imię. 

- Nabeela. Nabeela Hirj. 

- Jestem Matthew, miło mi cię poznad. Czym się zajmujesz? 

- Pracuje dla rady. 

- Której rady? 

- rady Kensington i Chelsea. 

- I zajmujesz się magią? – zapytałem ściszając głos. 

Przesunęła się niespokojnie. Właśnie tak, ten smak cienkiego metalu w powietrzu. 

- Ja… mam taką przypadłośd – wymamrotała – To nic takiego. Mam na myśli, jest dobrze. To nic. Ale 
to jest… yyy… wiesz, musisz uzyskad odpowiedzi, prawda? 

- Rozumiem to. 

background image

- To nie jest jak co robię by się utrzymad. To po prostu coś jak astma, wiesz? 

- Pewnie. 

- W każdym razie, kiedy byłam dzieckiem, moja mama popytała wokoło, próbując dostad jakieś 
odpowiedzi i spotkała kilkoro ludzi którzy wiedzieli trochę rzeczy i wtedy jeden koleś powiedział, że 
jest taki facet, Nocny Burmistrz i on naprawia rzeczy. Tak czy owak – dodała- nie jestem tu dla siebie. 

- Zatem nie krępuj się. Po co tu jesteś? 

Zawahała się i powiedziała: 

- Chcesz wiedzied o co chodzi? Naprawdę wiedzied? 

- Przypuszczam, że tak. 

- W takim razie będziesz musiał przyjśd i się sam przekonad.  

Próbowałem nie westchnąd. Słooce zaszło już niezaprzeczalnie. Mogłem poczud stukanie metra pode 
mną, godziny szczytu odpływały na rzecz tego czasu wewnątrz domów, kiedy woda w czajnikach się 
gotuje a olej syczy na patelni. Król Żebraków chce się spotkad, Rajcy są wkurzeni a noc właśnie się 
zaczyna. 

- Jasne – powiedziałem – czemu nie, do cholery?