background image

 

Autorstwa : Cornelie 

 

Rozdział IX 

Parę miesięcy temu: 
- Wiem, jak to jest. Możesz mi wierzyć lub nie, ale wiem. I mam nadzieję, że w końcu sama to 
zrozumiesz. On nie jest taki, jakim chciałaś by był. To tylko facet. Od nich nie można zbyt 
wiele oczekiwać. 
Bella krążyła po pokoju, dając kazanie Rose. W sumie nie tego chciała. Miała nadzieję, że 
przyjaciółka ocknie się z oczarowania Emmettem.  
- Nic nie rozumiesz – bąknęła w odpowiedzi blondynka, zakrywając twarz poduszką, na której 
widoczne jeszcze były ślady po łzach. 
- Pamiętasz, co mówiłam ci o mężczyznach. 
- Oj skończ z tym! Wszyscy wiemy, że ich nienawidzisz! Powinnaś mnie wspierać, do cholery, 
a nie wbijać kolejne pieprzone szpilki w moje rozpierdolone na tysiąc części serce! 
Bella zatrzymała się na środku pokoju i ze zdziwieniem spojrzała na przyjaciółkę. Jej oczy 
wręcz ciskały błyskawicę. 
Ale miała rację. Bella musiała to przyznać, mimo wszystko.  
- Wiem, przepraszam. Po prostu – zaczęła, ale nie wiedziała, co więcej może jej powiedzieć, 
więc zamilkła. 
- Po prostu posiedź ze mną i nic nie mów. 
Kobieta skinęła głową. Położyła się obok przyjaciółki i położyła jej rękę na ramieniu, 
głaszcząc delikatnie napięte mięśnie. 
W końcu Rosalie zasnęła. 

background image

 
Obecnie: 
Obudziła się wtulona w ciepłe, męskie ciało, obejmujące ją z każdej strony. Miała na sobie 
jedynie bieliznę. Kilka dni wcześniej za coś takiego pewnie zabiłaby faceta, który leżał obok 
niej, ale dzisiaj nie miała mu tego za złe. Dzisiaj mogła wybaczyć wszystko. 
Odetchnęła głęboko, a jej nozdrza podrażnił zapach jego ciała. Poczuła, jak w środku budzą 
się dawno odepchnięte emocje, skrywane gdzieś między pracą, a pozorowaniem się na sukę. 
Nie mogła pojąć jakim cudem wypłynęły właśnie teraz, kiedy niczego nie była pewna. Ani 
jego, ani siebie. W szczególności siebie. Gdy kilka dni temu obiecywał jej, że w tym miejscu 
spędzi najszczęśliwsze chwile swojego życia, wierzyła mu. Była wręcz chętna na tę grę, którą 
zaplanował. Mogła w niej uczestniczyć w każdej roli. Mogła nawet czerpać z tego jeszcze 
większą przyjemność niż on. Rzeczywistość jednak jak zwykle upomniała się o nią w 
najmniej oczekiwanym momencie. 
Nie chciała odejść. Ciepło jego ciała działało na nią kojąco. Czując jego zapach, niemal była 
w stanie uwierzyć, że może go pokochać. Że może mogłaby jeszcze kiedykolwiek pokochać 
mężczyznę. Czując jego ramiona, mogła poczuć się bezpieczna. A jednak gdzieś w środku 
obudziła się też niepewność. 
- Nie ruszaj się – szepnął tuż przy jej uchu i delikatnie pocałował zgłębienie szyi. – Nie lubię 
jak się wiercisz. 
- A skąd to możesz wiedzieć?  
Uśmiechnął się nieznacznie. 
- Wiem o tobie wiele, Bello Swan. 
Nie zaprzeczała. Nie zapytała. Nie musiała wiedzieć. Jej czas w rezydencji Cullena kończy 
się dzisiaj. Musiała uciec od jego palących spojrzeń, dotyku dłoni, czułości. Musiała uciec jak 
najdalej. 
- Nie patrz tak na mnie, kochanie – powiedział, po czym nakrył ją swoim ciałem i zaczął 
namiętnie całować. 
W innych okolicznościach odepchnęłaby go, wstała i na zawsze zniknęła z jego życia. 
Zapomniałaby, że istniał. Jednak jakaś część jej duszy pragnęła, choć ostatni raz zaznać 
spełnienia w jego ramionach. 
Odwzajemniła pocałunek, oplatając dłońmi jego plecy. Edward nie pozostawał dłużny. Jego 
usta torowały sobie drogę przez szyję i piersi, aż do brzuchu. Gdy zjechał niżej, Bella wygięła 
się w łuk, pojękując cicho. 
Nie chciała czekać. Nie mogła. Paląca w środku potrzeba okazała się silniejsza. Przyciągnęła 
go z powrotem do siebie. 
- Weź mnie, proszę – szepnęła na wydechu. 
Jego wzrok powiedział jej wszystko. Musiała przestać wpatrywać się w niego. Musiała 
przestać o nim myśleć. 
- Jesteś moja. 
Jestem – chciała odpowiedzieć, jednak zamiast tego, zatopiła się w miłości, którą mógł jej dać 
i żądać w zamian tego samego. Dała mu ciała, o czym wiedział, i oddała duszę, bez jego 
wiedzy. Gdyby poprosił, była skłonna oddać mu wszystko. 
Gdy Edward zasnął, spojrzała na niego raz jeszcze. Dotknęła delikatnie krzywizny ust, po 
czym pocałowała go w policzek i wstała. Wyszła najciszej jak potrafiła. 
Nie mogła pozwolić sobie na błąd. Dobrze wiedziała, że nie jest tu „więźniem”. Każdy 
mijany ochroniarz uśmiechał się do niej przyjacielsko, a Bella czuła się jak zdrajczyni, która 
ucieka z miejsca zbrodni. 
Nie miała wyjścia. Musiała uciec od tak zwanej miłości, inaczej przepadnie na zawsze. 
 
Wieczór: 

background image

Klub wypełniony był ludźmi. Zewsząd słychać było śmiech i szepty przepełnione ekscytacją. 
Erotyczne ruchy kobiet w tańcu, nieznaczne dotykanie mężczyzn – to wszystko było grą, 
którą Bella znała bardzo dobrze. Sama kiedyś była jej mistrzynią. Kilka dni wcześniej 
ruszyłaby na podbój przystojniaków. Wyzwoliłaby w sobie imprezowe zwierzę, bo w tym 
ś

rodowisku czuła się najlepiej. Dzisiaj jednak nie potrafiła wykrzesać z siebie choćby kilku 

zdań.  
Słuchała zwierzeń przyjaciółek, ciesząc się, że każda z nich odnalazła wreszcie to, co 
nazywają szczęściem. Słuchała je uważnie, pijąc drinki jeden za drugim. Straciła nawet 
rachubę.  
Gdy do ich stolika podszedł młody, wysportowany mężczyzna, który utkwił swoje zielone 
oczy w Belli, ta nawet nie zwróciła na niego uwagi. Przez krótką chwilę napastował ją 
spojrzeniem, po czym odszedł, wyraźnie zdezorientowany i wściekły. 
- Kim jesteś i gdzie jest Bella? – spytała Alice, zaciekawiona takim obrotem sprawy. 
- Nie chcę o tym mówić. 
Alice spojrzała na Rosalie, szczerząc zęby w szczerym uśmiechu. 
- Nadal uważasz, że miłość to gówno, która cię sponiewiera i wyjdzie dupą? – rzuciła 
blondynka, uważnie przypatrując się reakcji przyjaciółki. Nie nastąpiła ani jedna zmiana. 
Bella dalej wlepiała spojrzenie w pustą już szklankę. 
- Tak. Teraz nawet bardziej – odparła w końcu, przywołując kelnera i prosząc o kolejną 
rundę. 
- Nie możesz tyle pić – zaoponowała Alice. 
- Mogę robić, co zechcę. 
Przyjaciółki wymieniły spojrzenie, gdy Bella wlewała w sobie kolejne drinki. Zrozumiały, że 
jedynym wyjściem z sytuacji, jest pozwolić jej się upić, a potem rozmowa sama przyniesie 
odpowiedzi. 
- Jak tam Jasperątko? Dalej tak samo cudowny? A Emmett? Rzuciłaś go w końcu 
definitywnie i na dobre. On był kurewsko nieprzyjemny, Rose. Zawsze ci to mówiłam, a ty 
jak zwykle nie chciałaś słuchać. Bo wiesz co? Byłaś zakochana! – Bella zaczęła się śmiać i 
czkać na przemian. – Zakochana! Co za głupie słowo! Jak można kochać kogoś oprócz siebie, 
hm? – spytała, wodząc wzrokiem od jednej przyjaciółki do drugiej, a gdy nie uzyskała 
odpowiedzi, mówiła dalej – No bo wtedy się przepada w jakąś pierdoloną czeluść. Tak, 
sponiewierało mnie aż do samej dupy. Nawet dalej. Cholera!  
Przerwała na chwilę, by dopić drinka. 
- Zakochałaś się? – spytała Alice, mrugając porozumiewawczo do Rose, która podchwyciła 
jej spojrzenie. Dobrze wiedziała, że to, co robiły, było nie w porządku. Upić Bellę, by 
wciągnąć z niej informacje. By dowiedzieć się prawdy. Dobrze wiedziały, że to zagrywka 
poniżej pasa, ale widok zakochanej przyjaciółki był wart tej gry. 
- Cullen? Właśnie. Jak było w jego cudownej rezydencji? 
- Kurewsko cudownie. Ociekało zajebistością do czasu, gdy nie wrócił mój niedoszły 
gwałciciel. Ale wiecie co? Schowajcie te swoje litościwe maski. Dzwonił dzisiaj do mnie ktoś 
z biura szanownego pana Cullena, by powiedzieć mi, że gwałciciel został schwytany i długo 
nie wyściubie nosa zza kratek. Jak widzicie, moja cnota została uratowana! Jupi! Bawmy się 
dalej! – oświadczyła, po czym chwiejnym krokiem wstała z siedzenia i podążyła w stronę 
parkietu. 
Alice szybko przywróciła ją do pionu i posadziła naprzeciwko siebie. 
- A więc Cullen, tak? 
Bella kiwnęła głową, a z jej upitych oczu wyzierał smutek. 
- Cullen. Pieprzony, arogancki idiota, który uratował mi życie. Cullen, który skradł mi coś 
więcej niż czas. Filozoficzna mogiła ze mnie. Bredzę. Cullen to palant. Nie kocham go. Nigdy 
nie pokocham. Nie jestem sponiewierana – powtarzała jak mantrę. 

background image

- Zabieramy ją do domu – powiedziała cicho Alice, po czym wlepiła wzrok w coś ponad Bellą 
i aż otworzyła usta ze zdziwienia. 
Rosalie podążyła za nią spojrzeniem i zrobiła to samo. 
- Nawet nie wiecie, jak idiotycznie teraz wyglądacie – powiedziała, odwracając się. – A 
patrzycie sobie na Cullena. 
Gdy dotarło do niej, co powiedziała i kto stoi za jej plecami, podskoczyła niczym oparzona, 
wylewając drinka na swoją sukienkę. Zaklęła pod nosem. 
- Co ty tutaj robisz?  
Wyprowadził ją z klubu. Poszła za nim potulnie niczym baranek, sama się sobie dziwiąc. 
Nigdy tego nie robiła. Nie słuchała się mężczyzn. Swoje zachowanie zrzuciła na karb 
alkoholu, który zmieniał ją wtedy w całkiem inną osobę. Tak, to z pewnością to – powtarzała 
sobie, jakby na siłę chciała w to uwierzyć. Jakby odpędzała od siebie prawdę, która mogła 
zniszczyć mur obronny, który budowała wokół siebie od lat. 
- Nie zrobisz mi tego – oświadczył i złapał ją mocno, gdy zachwiała się od nadmiaru 
ś

wieżego powietrza. Oparła ją o ścianę budynku i przygwoździł na tyle, by nie była w stanie 

wywinąć się z jego uścisku. 
- Czego? 
- Nie odejdziesz.  
- A kim ty jesteś, żeby mi rozkazywać, hm? 
Edward uśmiechnął się diabelnie, po czym pocałował ją mocno, zaborczo, namiętnie. Tak, jak 
tego chciała. Tak jak pragnęła. Gdy pocałunek przerodził się w czułą pieszczotę, poczuła pod 
powiekami łzy.  
- Zostaw mnie. Wróć do swojego życia, Cullen, pieprz kobiety, które tego chcą. Ja do nich nie 
należę – oświadczyła twardo, usilnie unikając jego wzroku. 
- Sama nie wierzysz w to, co mówisz – szepnął, czule gładząc jej policzek. – Znam cię. 
- Gówno o mnie wiesz! – wybuchnęła. – Jestem rozdarta! Sponiewierana! Przez ciebie! – 
rzuciła. Gdy zauważyła, że nieznacznie zwolnił uścisk, dodała: - Nie tylko przez ciebie. Nie 
dam ci tego, co byś chciał. Nigdy nie mogłam. Nie rozumiesz? 
Nie rozumiał. Wpatrywał się w nią intensywnie, a w jego oczach paliło się coś więcej niż 
namiętność. Coś, czego nie chciała widzieć, bo raniło jej serce. 
- Nie rozumiesz?! – powtórzyła, po czym uderzyła go w pierś. – Jestem zepsuta. 
Przeterminowana. Jestem skorupą, która nie potrafi pokazać uczuć. Jestem naruszoną 
zabawką. Jestem kobietą upadłą, Edwardzie. Takiej kobiety chcesz? – ciskała w niego słowa, 
które najwyraźniej nie robiły na nim żadnego wrażenia. 
- Jesteś Bellą. Moją Bellą – powiedział z przekonaniem. – I taką cię widzę. Jeśli uważasz, że 
jesteś zepsuta, możemy naprawić się nawzajem. Też nie jestem święty. 
Prychnęła cicha, odwracając wzrok. Nie mogła znieść jego czułego spojrzenia, które paliło jej 
skórę. Nie mogła znieść ogromu uczuć, które wybuchnęły w jej wnętrzu i potrzebowały 
ujścia. Potrzebowały jego. 
- Naprawić. Co ty o tym wiesz, hm? 
- Wiem, że cię kocham. I nie wypuszczę.  
Na te słowa czekała od dawna. Wydawało jej się, że od zawsze. Od ich pierwszego spotkania 
minęło niewiele czasu, ale wiedziała, że gdy wypowiedział to upragnione zdanie, sprawił, że 
ziściło się jej pierwsze marzenie. Miłość. Odwzajemniona. 
- Nie pójdę na to, Edwardzie. Nie chcę. Nie mogę i nie pójdę – bełkotała jak w amoku, a 
uciszyła się dopiero, gdy zamknął jej usta pocałunkiem. Czuła jego dłonie we włosach, które 
delikatnie pieściły skórę głowy. Czuła jego ciało tuż przy sobie.  
- Pójdziesz, kochanie. Jestem dobry w zdobywaniu tego, czego pragnę. 
- A czego pragniesz? – zaczepiła. 
- Ciebie. 

background image

Odczekała chwilę. Nie mogła myśleć, gdy jego usta były tak blisko, a oddech pieścił jej szyję. 
Nie mogła myśleć w ogóle, gdy znajdował się blisko. 
- Więc mnie masz – oświadczyła w końcu. – Więc mnie masz. 
Edward z miną zdobywcy wziął ją na ręce i zaniósł do limuzyny. Bella wtuliła się w niego, 
wdychając zapach jego ciała. Ciała mężczyzny. Tego, który zdobył jej serce i zburzył mur. 
Tego, który ofiarował jej bezpieczeństwo. Do mężczyzny, który był nie tylko księciem, ale i 
diabłem. Połączeniem piekła i nieba. A czy nie tego pragnęła każda kobieta? 
 
EPILOG: 
Kochać i być kochanym – czyli historia Edwarda Cullena. 
 
Gdy zabierałam się za napisanie tego artykułu, nie wiedziałam kim tak naprawdę jest Edward 
Cullen. Przedstawiany jako oziębły i egoistyczny właściciel jaskini hazardu wydawał się być 
osobą godną do bycia na pierwszych stronach gazet. Jego miłosne podboje przeszły już do 
historii, a uwielbienie do władzy i pieniędzy to cechy szczególne mężczyzn jego pokroju. Co 
więc sprawiło, że Edward Cullen się zmienił? 
Gdy otwierałam Worda, by napisać wam jego historię, sama nie wiedziałam, że odegram w 
niej rolę. Dość wielką, nieskromnie przyznam. Rolę, która zmieniła nie tylko jego życie, ale i 
moje. 
Spędzając czas w jego rezydencji zrozumiałam wiele rzeczy. Nauczyłam się wielu rzeczy. I co 
najważniejsze – otworzyłam się na wiele rzeczy. Świat Edwarda Cullena to nie tylko 
przygodny seks i zarabianie pieniędzy. Z mojego śledztwa wynikło, że mężczyzna ten ma 
niezwykle dobry gust artystyczny. Podzielam jego pasję, bo sztuka powinna być doceniania na 
każdym poziomie.  
Kultura osobista Edwarda Cullena pozostawia wiele do życzenia, jednak są to jedynie detale, 
które w najbliższym czasie zostaną zniwelowane. 
Czy wspomniałam już o tym, jak bardzo uczuciowym mężczyzną się okazał? Nie 
spodziewałam się tego, ba, przeciwnie, liczyłam, że będzie okrutną bestią, bo z takimi łatwiej 
się wygrywa. 
Niestety, przeliczyłam się, Edward Cullen na pierwszy rzut oka jest demonem nocy, który 
zawładnął Los Angeles, kobietami, matkami i kochankami, które tylko szukają sposobu, by 
spędzić z nim choć jedną noc. Ale pierwsze wrażenie często jest mylne.  
Edward Cullen tak naprawdę to mężczyzna o gołębim sercu. Potrafi kochać. Potrafi… 
 
- Naprawdę tak uważasz? – spytał, odkładając gazetę na bok. 
- Żartujesz?! Zostałabym zwolniona, gdybym choć przez chwilę pomyślała, że mogę to 
wysłać. 
Jej dźwięczny śmiech rozniósł się po pokoju. Edward podszedł do niej i pocałował w 
odsłoniętą szyję. 
- Więc oczernisz mnie? 
Spojrzała na niego przymilnie, a on zrozumiał, co nastąpi. 
- Błagam, tylko nie rób ze mnie potwora. 
Gdy odchodził, rzucił spojrzeniem na otwarty obok dokument. 
 
Upadły Anioł czy Demon hazardu? Prawdziwa historia Edwarda Cullena. 
 
- Masz szczęście, że cię kocham! – krzyknął, po czym porwał Bellę w ramiona i rzucił ją 
delikatnie na kanapę. 
- Wybacz, tak będzie bardziej interesująco – oświadczyła, gdy zaczął łaskotać ją po żebrach. – 
Przecież wiesz, co o tobie myślę. 

background image

Edward na chwilę przestał. 
- Dla ciebie mogę grać Lucyfera, skarbie. 
Bella zaśmiała się, gdy mężczyzna pozorował posiadanie rogów. Stwierdziła w myślach, że 
nie powie mu o prawdziwym artykule.  
Niespodzianka będzie zdecydowanie ciekawsza – pomyślała, ale szybko o tym zapomniała, 
zatracając się całkowicie w jego spojrzeniu.