background image

Ilona Andrews - Magic Mourns 

 

tłumaczenie: AK 

I beta: Agnieszka 

 

1

CZĘŚĆ 2.1 

 

Stanęłam  na  masce  Jeepa  i  przez  lornetkę  wolno  prześledziłam  wzrokiem  rozległą 

sieć  wąwozów.  Sam  Jeep  stał  zaparkowany  na  brzegu  płytkiej  rozpadliny,  tuŜ  za  miejscem, 
gdzie  Cerber  prawie  odgryzł  kawałek  naszego  tylnego  siedzenia.  Rafael,  wciąŜ  cudownie 
nagi,  siedział  na  fotelu  pasaŜera  i  rzucał  ciekawostkami  o  Hadesie  na  chybił  trafił 
wyciągniętymi z ksiąŜki.  

-  Zabawny  facet  z  tego  Hadesa.  Wygląda  na  to,  Ŝe  swoją  Ŝonę  porwał  i  zmusił  do 

małŜeństwa. 

-  Rzeczy  były  znacznie  prostsze  w  antycznej  Grecji,  jeśli  było  się  bogiem.  Jestem 

pewna, Ŝe znalazł sobie równieŜ cały harem kochanek.  

Wiatr  zawirował  niosąc  zapach  Rafaela:  delikatnie  piŜmową  woń  jego  potu, 

przepyszny aromat jego skóry... Zaczynałam mieć problemy z koncentracją. 

- Nie, - odparł Rafael przewracając stronę - właściwie Hades wcale nie pieprzył się z 

kim popadnie. Jego Ŝoną była córka Demeter, czyli bogini młodości, płodności i zbiorów. Po 
tym,  jak  Hades  wykradł  Persefonę,  zabroniła  roślinom  rosnąć  i  dojrzewać  skazując 
wszystkich na głód, więc musieli osiągnąć jakiś kompromis. Persefona połowę roku spędza z 
nim, a połowę ze swoją matką. Facet ma ją dla siebie tylko przez sześć miesięcy w roku, a i 
tak pozostaje wierny. To musi być zasługa niesamowitego seksu. 

Odsunęłam lornetkę, Ŝeby przewrócić oczami.  

- Czy ty w ogóle myślisz o czymś oprócz seksu? 

-  Owszem,  czasem  myślę  o  budzeniu  się  przy  twoim  boku.  Albo  o  rozśmieszaniu 

ciebie.  

Zaczynałam tego Ŝałować. 

-  Oczywiście  od  czasu  do  czasu  robię  się  teŜ  głodny...  -  kontynuował  -  ...lub 

zaczynam marznąć.  

Biała  plamka  zwróciła  moją  uwagę.  Wyregulowałam  ostrość  w  lornetce.  Budynek. 

Pozornie  nietknięty  dwukondygnacyjny  dom  w  stylu  kolonialnym  usytuowany  na  dnie 
wąwozu. Mogłam dojrzeć tylko dach i niewielki fragment górnego piętra. Interesujące. 

- Kate miała rację: Grecy Ŝyli w strachu przed tym gościem. Zamiast wymawiać jego 

imię, nazywali go Bogatym, Osławionym, Władcą Wielu i tym podobnie. Mimo szorstkiego 
usposobienia był uwaŜany za sprawiedliwego boga. Pewnym sposobem na wkurzenie Hadesa 
było wykradzenie jednego z jego cieni, czyli dusz, z jego królestwa lub wymyślenie sposobu 
na  uniknięcie  śmierci.  Ten  koleś,  Syzyf,  kilka  razy  wywinął  się  śmierci  i  kiedy  Hades  go 
dorwał,  zmusił  go  do  wtaczania  na  górę  ogromnego  głazu.  Za  kaŜdym  razem,  gdy  Syzyf 
prawie dochodzi do szczytu, głaz stacza się, a on musi zaczynać wszystko do nowa. Dlatego 
mówi się „syzyfowa praca”. Ha. Nie widziałem, Ŝe stąd to się wzięło. 

Pokazał  mi  stronę.  Na  ilustracji  męŜczyzna  i  kobieta  zasiadali  obok  siebie  na 

prostych tronach. Po jednej stronie pary stał Cerber, po drugiej anioł z czarnymi skrzydłami i 
płonącym mieczem.  

- Kto to? 

- Tanatos. Anioł Śmierci. 

background image

Ilona Andrews - Magic Mourns 

 

tłumaczenie: AK 

I beta: Agnieszka 

 

2

- Nie widziałam, Ŝe Grecy mieli anioły. 

Wróciłam do obserwowania domu. I to w samą porę. Cerber właśnie przytruchtał z 

wąwozu  po  lewej  stronie  domu.  Mogłam  zobaczyć  zaledwie  jego  grzbiet.  Minął  budynek  i 
zaczął go okrąŜać.  

- Widzę dom - powiedziałam. 

Rafael  wylądował  obok  mnie  z  nieludzką  zręcznością.  Podałam  mu  lornetkę  i 

wyprostował się, wyŜszy ode mnie prawie o stopę. Stanie obok niego było cięŜką próbą: jego 
zapach  śpiewał  do  mnie,  ciepło  jego  ciała  przenikało  przez  moje  ubranie,  jego  skóra 
praktycznie promieniała. Wszystko w nim mówiło do mnie ‘zwiąŜ się ze mną’. To nie było 
racjonalne. To była wina zwierzęcia we mnie, a ja musiałam być ponad to. 

- Niech mnie diabli - powiedział cicho. - Oto i  Burek. KrąŜy i krąŜy.  Zastanawiam 

się, co takiego jest w tym domu? 

-  Ja  zastanawiam  się,  dlaczego  po  prostu  nie  wejdzie  do  środka  i  tego  nie  weźmie, 

czymkolwiek to jest. 

- Myślę, Ŝe powinniśmy się tego dowiedzieć. Andrea? 

- Tak? - wolałabym, Ŝeby przestał wymawiać moje imię. 

- Dlaczego masz zamknięte oczy? 

PoniewaŜ ty stoisz obok mnie. 

- To pomaga mi myśleć. 

Poczułam opływające mnie ciepło i widziałam, Ŝe pochylił się w moją stronę. Jego 

głos był miękki, męski, lekko ochrypły i zdecydowanie zbyt zmysłowy.  

- Wydawało mi się, Ŝe starasz się nie myśleć. 

Otworzyłam  oczy  i  tuŜ  obok  siebie  znalazłam  głęboki,  Ŝarzący  się  błękit  jego 

tęczówek. Podniosłam palec wskazujący i dźgnęłam go w klatkę piersiową. Poślizgnął się na 
masce Jeepa zniekształconej przez wodny silnik i musiał zeskoczyć lądując na ziemi z gracją 
zawodowej gimnastyczki. 

- Przestrzeń osobista - podpowiedziałam. - Cenię sobie swoją. 

Rafael tylko się uśmiechnął. 

- Jak mamy dostać się do domu, kiedy ten pies  krąŜy wokół niego niczym rekin? - 

zapytałam. 

-  Burek  nie  widzi  zbyt  dobrze  -  odpowiedział  Rafael.  -  Znaleźnie  przewęŜenia,  w 

którym się wcześniej ukrywałem, zajęło mu sporo czasu, musiał mnie wywąchać. Oszukamy 
jego  węch  maskując  nasz  zapach  i  prawdopodobnie  będziemy  mogli  podejść  wystarczająco 
blisko. 

- A jak proponujesz to zrobić? 

- W stary, dobry sposób. 

Westchnęłam: 

- Czyli jak? 

Rafael potrząsnął głową: 

- Naprawdę nie wiesz? 

background image

Ilona Andrews - Magic Mourns 

 

tłumaczenie: AK 

I beta: Agnieszka 

 

3

- Nie, nie wiem. 

Odbiegł  na  bok  i  zanurkował  do  wąwozu.  Czekałam  przez  kilku  minut,  zanim 

wnurzył się niosąc dwa ciemne przedmioty i rzucił jeden do mnie. Złapałam go odruchowo, 
mimo Ŝe smród uderzył w moje nozdrza. Zdechły, na wpół rozłoŜony kot. 

- Odbiło ci? 

 - Niektórzy ludzie tarzają się w tym. 

Złapał truchło psa i rozdarł na pół. Wysypały się larwy. Wytrząsnął je.  

-  Ja  wolę  porwać  to  na  kawałki  i  poprzywiązywać  je  do  siebie.  Jeśli  jednak 

wolałabyś rozetrzeć to po swojej skórze, moŜesz tak zrobić. 

Wszystkie moje fantazje o dotykaniu go rozwiały się z cichym trzaskiem. 

-  Polowania  jeden  na  jednego  -  powiedział.  -  Twoje  stado  w  Teksasie  nigdy  nie 

urządzało polowań? 

- Nie, nie byłam w takim rodzaju stada. 

 

I udało mi się uciec ze społeczności zmiennokształtnych zanim było za późno. 

Wspomnienia musiały zmienić wyraz mojej twarzy, bo Rafael zatrzymał się. 

- AŜ tak źle? 

- Nie chcę o tym rozmawiać. 

Rafael  sięgną  na  tylne  siedzenia  i  wyciągnął  zwój  liny,  który  tam  trzymaliśmy. 

Rozwinął długi na stopę kawałek mocnego konopnego sznura i urwał go, jakby to był włos. 

 - Nie musisz tego robić - oznajmił. - Ciągle zapominam, Ŝe nie jesteś... 

śe co nie jestem? Nie jestem normalna? Nie jestem taka jak on? 

-... odpowiednio przeszkolona. Zaraz będę z powrotem. 

Nie był lepszy ode mnie. Cokolwiek on mógł wytrzymać, ja teŜ mogłam sobie z tym 

poradzić. 

Podniosłam zwój. Gdybym była normalną boudą, jak moja matka, mogłabym cieszyć 

się  wszystkimi  udoskonaleniami  niesionymi  przez  Lyc-V  -  ale  nawet,  jeśli  nie  byłam  tak 
silna,  jak  zwykły  zmiennokształtny,  potrafiłam  dać  sobie  radę  z  cholerną  liną.  Urwałam 
kawałek liny, westchnęłam i porozrywałam kota na części. 

 

*** 

 

-  Jak  to  dobrze,  Ŝe  jestem  w  części  hieną  -  mruknęłam  sunąc  po  dnie  wąwozu. 

Wisiały na mnie kawałki kocich zwłok, strategicznie rozmieszczone na moich kończynach i 
zwieszające się na linie z mojej szyi. Dla ludzkiego nosa wszystkie zapachy rozkładu były do 
siebie  podobne,  lecz  w  rzeczywistości  kaŜde  zwłoki,  tak  samo  jak  istoty  Ŝywe,  wydzielały 
swoją  własną,  specyficzną  woń.  A  ta  konkretna  padlina  śmierdziała  czymś  obrzydliwie 
kwaśnym. 

-  Gdybym  była  kotem,  pewnie  umarłabym  od  smrodu  i  z  powodu  czystego 

poniŜenia. 

background image

Ilona Andrews - Magic Mourns 

 

tłumaczenie: AK 

I beta: Agnieszka 

 

4

-  Wiesz,  kto  nie  moŜe  tego  wytrzymać?  -  zapytał  Rafael  wdrapując  się  w  górę  po 

stoku niczym gekon. - Doolittle. 

- Lekarz Gromady? 

Mimo Ŝe niosłam swój karabin, udało mi się wydostać z wąwozu szybciej niŜ jemu. 

Nie mogłam się z nim równać siłą, ale nadrabiałam szybkością i zwinnością. 

-  No.  Borsuki  są  bardzo  czyste.  W  naturze  lisy  czasami  zajmują  borsucze  nory 

zakradając się i zostawiając wszędzie w nich swoje gówno. Borsuk jest tak pedantyczny, Ŝe 
woli wykopać sobie nową, niŜ to sprzątać. Doolittle wykona operację na otwartym sercu, jeśli 
będzie musiał, ale podsuń mu kawałek zgniłego trupa i będzie uciekał, gdzie pieprz rośnie. 

Doleciało do nas echo odległego ryku. Rafael w końcu się zamknął. Znaleźliśmy się 

zasięgu słuchu psa. 

Po  kilku  minutach  zatrzymaliśmy  się  na  brzegu  wąwozu.  Zbiegało  się  tutaj  kilka 

wąwozów tworząc rozpadlinę tak szeroką, Ŝe mogłaby niemal pomieścić boisko footbolowe. 
Po  środku  tej  szczeliny  stał  dom.  Dwupiętrowy,  z  rzędem  białych  kolumn  wspierających 
trójkątny  dach,  spoglądał  na  nas  dwoma  rzędami  okien  zasłoniętych  przez  ciemne  rolety. 
Czarne  drzwi  od  głównego  wejścia  były  zamknięte,  podobnie  jak  te  od  piwnicy  po  lewej 
stronie.  Domu  strzegło  wysokie  na  dziesięć  stóp  ogrodzenie  zwieńczone  zwojami  drutu 
kolczastego. 

Kiedy  rozglądaliśmy  się,  Cerber  ponownie  wybiegł  z  wąwozu.  Zaskamlał  cicho  i 

pomalutku przesuwał się w stronę ogrodzenia, ślina kapała spomiędzy jego kłów w kłębach 
płonącej piany. Lewa głowa wyciągnęła się na swej kudłatej szyi i powąchała siatkę. Miedzy 
metalem a nosem przeskoczyła błękitna iskra. Cerber krzyknął, z frustracją pogrzebał w ziemi 
i oddalił się truchtem. 

Ogrodzenie  pod  napięciem.  Ciekawe.  Do  domu  nie  biegły  Ŝadne  kable,  więc 

zasilanie  musiało  pochodzić  z  wewnątrz.  WytęŜyłam  słuch  i  usłyszałam  ciche  buczenie 
generatora. 

Drzwi  od  piwnicy  uniosły  się  powoli.  Coś  wiło  się  pod  nimi,  coś  jasnego.  Prawe 

skrzydło  drzwi  otworzyło  się  i  stworzenie  wyskoczyło  na  otwartą  przestrzeń.  Jego 
wychudzone,  ledwie  podobne  do  ludzkiego  ciało  straciło  kaŜdą  odrobinę  włosów  i  tłuszczu 
juŜ dawno temu. Gruba, blada skóra pokrywała  wysuszone sznury jego  mięśni, kaŜde Ŝebro 
odznaczało  się  pod  swoją  skórzaną  zasłoną.  Brzuch  miało  twardy  i  umięśniony.  Ogromne, 
poŜółkłe pazury wieńczyły jego chude palce u rąk i stóp. 

Wampir. A  gdzie był wampir, tam musiał być i  nawigator. Podniosłam lornetkę do 

oczu. 

Twarz  wampira  była  okropna,  pośmiertna  maska  wyrzeźbiona  z  ludzkich  rysów 

odartych z emocji, intelektu i świadomości. Stworzenie zatrzymało się przysiadając na brzegu 
wejścia  do  piwnicy.  Rozdziawił  swoją  paszczę  ukazując  bliźniacze  sierpy  Ŝółtych  kłów, 
wyskoczył  prosto  w  górę  i  jak  mucha  przywarł  do  ściany  domu.  Wampir  pomknął  w  górę 
ściany, przebiegł wzdłuŜ ciemnego dachu aŜ do białego wylotu komina i wskoczył do środka, 
jak jakiś koszmarny Święty Mikołaj. 

Prawdopodobnie poradzimy sobie z ogrodzeniem pod napięciem. Ale wampir moŜe 

okazać  się  problematyczny.  Nie  mieliśmy  pojęcia  ile  moŜe  być  ich  w  tym  domu.  Dwa 
stanowiłby wyzwanie. Przy trzech to byłoby samobójstwo. Zwłaszcza, jeśli magia uderzy. 

- Andrea? - głos Rafaela był miękkim obłoczkiem ciepła w moim uchu. 

Spojrzałam na niego. Czego? 

background image

Ilona Andrews - Magic Mourns 

 

tłumaczenie: AK 

I beta: Agnieszka 

 

5

- Podobała ci się ta rzecz, którą zostawiłem dla ciebie? 

Ta  rzecz?  Oh.  Ta  rzecz.  Zmiennokształtni  mieli  dziwny  sposób  zalotów.  Głównie 

wiązały się z udowodnieniem przyszłej partnerce, przez zakradanie się na jej terytorium, jaki 
jesteś zręczny i sprytny. PoniewaŜ wszystkie ziemie naleŜały do całej Gromady, „terytorium” 
zaczęto  definiować  jako  dom  potencjalnej  partnerki.  Większość  zmiennokształtnych 
włamywała  się  i  zostawiała  jakiś  prezent,  ale  boudy  miały  specyficzne  poczucie  humoru. 
Włamywali się do domu wybranki i robili jej kawały. 

Ojciec  Rafaela  przykleił  do  sufitu  meble  Cioci  B.  Wujek  Rafaela  utorował  sobie 

wytrychem drogę do domu jego ciotki, odwrócił wszystkie drzwi i ponownie zamocował je na 
zawiasach w taki sposób, Ŝe klamki znalazły się  od wewnątrz. W duchu tej pięknej tradycji 
Rafael  jakoś  wymknął  się  w  czasie  Północnych  Rozgrywek,  włamał  się  do  mojego 
mieszkania i zostawił tę rzecz

- Teraz chcesz to wiedzieć? - wysyczałam ostrym szeptem. 

- Po prostu powiedz mi tak lub nie. 

- Naprawdę myślisz, Ŝe to najlepsza chwila? 

Jego oczy rozbłysły czerwienią. 

- MoŜemy nie mieć juŜ Ŝadnej innej. 

Obróciłam  się  i  zobaczyłam  Cerbera  przyczajonego  w  wąwozie  za  nami.  Stał 

zupełnie nieruchomo, trzy pary oczu wpatrywały się w nas ze złowrogą furią. Bardzo powoli 
odwróciłam się do Rafaela. 

- Podobało ci się? - zapytał z cichą desperacją. 

- Tak. To było zabawne. 

Wyszczerzył się, jego twarz rozświetlona uśmiechem stała się nieznośnie przystojna.  

Z  ogłuszającym  warknięciem  Cerber  ruszył  na  nas.  Futro  pokryło  monstrualnie 

rozrośnięte szczęki Rafaela. Ja przewróciłam się na plecy. Środkowa głowa Cerbera sięgnęła 
w moim kierunku, jego czarna pasza była rozwarta, gotowa, by połknąć mnie w całości.  

Strzeliłam. 

Pierwszy strzał trafił go w tył pyska. Pies zaskowyczał, a ja zatopiłam kolejne dwie 

w  kule  w  tym  samym  miejscu.  Ciało  eksplodowało  i  zobaczyłam  niebo  przez  dziurę  tam, 
gdzie jeszcze przed chwilą było gardło bestii. Głowa osunęła się w dół. Przetoczyłam się na 
bok  akurat,  gdy  ogromna  łapa  przeorała  pazurami  miejsce,  w  którym  wcześniej  upadłam. 
Najmniejszy  z  pazurów  drasnął  mój  bok  i  nogę  rozdzierając  ubrania  w  gorącym  rozbłysku 
bólu.  

Skoczyłam  na  równe  nogi.  Lewa  głowa  zanurkowała  po  mnie,  ale  nie  trafiła, 

poniewaŜ  Rafael  wystrzelił  w  powietrze  i  rozciął  Cerberowi  nos  swoimi  pazurami.  Cerber 
szarpnął  się  do  tyłu  i  Rafael  załapał  się  kurczowo  jego  pyska.  Pies  zatrząsł  się,  ale  Rafael 
uczepił się go rozrzucając po ziemi krwawe kawałki psiego ciała. 

Cofnęłam  się  przeładowując  broń.  Rafael,  w  szaleńczym  wirze  futra  i  pazurów, 

wyrywał ogromne kępy z pyska Cerbera. Krew trysnęła ciemnymi strumieniami. 

Prawa  głowa  rzuciła  się  na  niego,  wielkie  kły  zacisnęły  się  jak  pułapka  na 

niedźwiedzia. Rafael uczepił się jego nosa pazurami, opuścił się uchylając się przed atakiem, 
zamachał nogami, jak gimnastyk na koniu z łękami i wbił swoje zaopatrzone w pazury stopy 
w prawą głowę Cerbera. 

background image

Ilona Andrews - Magic Mourns 

 

tłumaczenie: AK 

I beta: Agnieszka 

 

6

Chwyciłam  Weatherbyego  przewidując  odrzut  Cerbera.  PotęŜna  głowa  powróciła, 

jakby w zwolnionym tempie, rubinowe oko wyraźne i jasne. 

Spokojnie. Wyceluj. 

Między mną i Cerberem rozciągnęła się staroŜytna więź, wibrująca jak przewód pod 

napiciem. Więź łącząca myśliwego i jego ofiarę. 

Głowa wznosiła się coraz wyŜej. 

Mam czas. 

Strzeliłam. 

Krew  buchnęła  z  tyłu  głowy  Cerbera.  Głową  szarpnęło  prosto  w  górę,  jej  nos 

wskazywał niebo. Ogień wyciekał ze zniszczonego oczodołu. Płomienie wezbrały obejmując 
głowę.  Kiedy  runął,  odbijając  się  raz  od  twardej  gleby,  Rafael  zeskoczył  na  ziemię.  Za  nim 
ostatnia  głowa  zadrŜała  i  opadła  zajmując  się  ogniem.  Rafael  wyprostował  się  -  ciemna 
demoniczna  postać  wyróŜniająca  się  na  tle  pomarańczowych  płomieni,  jego  oczy  jak  dwa 
punkty czerwonego światła. 

Gdybym  nie  była  wytrenowanym  profesjonalistą,  zemdlałabym  od  nadmiaru  jego 

zajebistości. 

Wycelowałam  karabin  prosto  w  górę  opierając  jego  kolbę  na  biodrze  i  przybrałam 

swoją oficjalną „Zakonową” minę. Proszę się rozejść, nie ma tutaj nic ciekawego, robię takie 
rzeczy codziennie.
 Pomyślałam o zdmuchnięciu wyimaginowanego dymu z lufy karabinu, ale 
Weatherby  był  długi,  a  ja  mam  zaledwie  pięć  stóp  cztery  cale  wzrostu,  więc  wyglądałabym 
dosyć głupio. 

Rafael  podszedł  do  mnie.  Jego  głos  był  poszarpanym  warczeniem,  rozdarty  na 

strzępy przez jego kły: 

- Wszystko w porządku? 

Skinęłam głową: 

- Trochę zadrapań. Nic powaŜnego. 

Odeszliśmy powoli starając się zachować zimną krew. Tłusty swąd zwęglonego ciała 

skaził prądy powietrza. 

- To był piękny strzał - powiedział Rafael. 

- Dziękuję. To był fantastyczny pokaz walki wręcz.  

Zabiliśmy cholernego Cerbera. Kate zzielenieje z zazdrości. 

Wtedy zalała nas fala magii i obydwoje przystanęliśmy, gdy przeniknęła nasze ciała, 

budząc wewnętrzne bestie. 

Jaskrawoniebieski blask wzniósł się z ziemi. Rozbłysnął i znikł - zaklęcie ochronne, 

potęŜna  magiczna  bariera,  uaktywniło  się.  ZbliŜenie  się  do  domu  w  czasie  magii,  będzie 
problematyczne. Będziemy musieli jakoś przełamać zaklęcie.  

Upiorne  białe  światło  zapłonęło  w  ścianie  dokładnie  przed  nami.  Z  wysiłkiem 

oderwało się od domu i zbliŜało się do nas poruszając się gwałtownymi szarpnięciami. Jego 
rozmyty  blask  zatrzymał  się  tuŜ  przed  dotarciem  do  granicy  zaklęcia  ochronnego  i 
skondensował się tworząc przezroczystą postać starszego męŜczyzny o Ŝyczliwym spojrzeniu 
i jasnych włosach. 

background image

Ilona Andrews - Magic Mourns 

 

tłumaczenie: AK 

I beta: Agnieszka 

 

7

Odskoczyłam  do  tyłu  i  odruchowo  chwyciłam  za  pistolet.  Nie  to,  Ŝeby  się  do 

czegokolwiek nadawał przy przypływie magii. 

Rysy  twarzy  ducha  napręŜyły  się  w  grymasie,  jakby  próbował  ciągnąć  jakiś  wielki 

cięŜar. 

- Rafael... - jęknął. – Nie... bezpiecznie... 

Iskra  magii  wystrzeliła  z  domu.  Chwyciła  ducha  i  pociągnęła  go  z  powrotem  do 

ściany.  Rafael  rzucił  się  na  magiczną  barierę.  Zaklęcie  ochronne  błysnęło  błękitem 
wyciskając z jego ust jęk bólu.  

- Czy to Doulos? Towarzysz twojej matki? 

Kiwnął głową, jego oczy kipiały wściekłością. 

- Musimy go wyciągnąć! 

Za  nami  przetoczył  się  dziwny,  ssący  dźwięk.  Spojrzałam  przez  ramię.  Wewnątrz 

kuli płomieni podnosił się szkielet Cerbera. Ogień buchnął raz jeszcze i zniknął, zgaszony jak 
świeczka. Ciało błyskawicznie pięło się w górę ogromnych kości. O cholera. 

- Biegiem! - warknął Rafael. 

Popędziliśmy w dół wąwozu. Byliśmy w połowie drogi do ściany, gdy pierwszy ryk 

oznajmił, Ŝe piekielny pies rusza w pościg.