background image

 

 

Nowe poezje 

Neue Gedichte 

background image

 

 

Pantera 

W Jardin des Plantes, Paris

 

Spojrzenia jej znużyła mijająca krata, 
że już nie zatrzymują nic mdlejące. 
Czuje, jak gdyby było sztab tysiące, 
a za sztabami już nie było świata. 
 
Jej kroki giętkie jakby się łasiły 
kręcąc się ciągle w tym najmniejszym kole 
tworzą jak gdyby taniec siły 
wokół środka, co więzi ogłuszoną wolę. 
 
I tylko czasem uniesie się wyżej 
zasłona źrenic. I obraz się wdziera, 
idzie przez członków naprężoną ciszę — 
i w głębi serca się zaciera. 

background image

 

 

Eranna do Safony 

O, włóczniczko, daleka i dzika! 
Jak dzida między innymi rzeczami 
leżałam przy Moich. Twej strzały szelestem 
odrzucona w dal, nie wiem, gdzie jestem. 
Nikt nie zwróci mnie sobie samej. 

 
Siostry myślą o mnie przędąc od rana. 
Dom jest pełen znajomych kroków. 
Tylko ja, daleka i wygnana, 
i jak prośba milcząca drżę skrycie, 
gdyż bogini piękna w samym środku 
swoich mitów lśni i żyje moim życiem. 

background image

 

 

Ofiara 

O, jak każdym tętnem kwitnę cały, 
odkąd znam cię, wonniej i żarliwiej; 
spójrz, jak kroki moje wysmuklały, 
a ty czekasz:— kto jesteś właściwie? 
 
Spojrzyj: wszystko moje się oddala, 
liść po liściu tracę przeszłość ciemną. 
Tylko uśmiech twój jak gwiazda się zapala 
ponad tobą i potem nade mną. 
 
Chcę z wszystkiego, co z dzieciństwa dni 
bezimiennie i jak woda lśni, 
z włosów twoich płomieniem wzniecony 
ołtarz wznieść nazwany twym imieniem 
i piersiami twymi lekko uwieńczony. 

background image

 

 

Odejście syna marnotrawnego 

Więc odejść z tego zamętu, zmącenia, 
co nasze jest, lecz do nas nie należy, 
co nas jak woda w starych studniach pełnych cienia 
drżąco odbija i zaciera obraz świeży; 
od wszystkich rzeczy, co się nas jak ciernie 
czepiają, jeszcze raz — odejść od tego, 
i tę, i tego, 
wszystkich, których się już nie dostrzegało 
(tak spowszednieli obecnością swoją), 
zobaczyć nagle: łagodnie na wszystko 
godząc się i jak na początku blisko 
w przeczuciu ujrzeć, już bezosobowo, 
jak nad wszystkimi cierpienie stawało, 
całe dzieciństwo wypełniali sobą: — 
A jednak odejść, odejść jak dłoń z dłoni, 
jak gdyby bliznę rozdarto na powrót, 
znów odejść: dokąd? W przestrzeń niewiadomą, 
w krainę ciepłą, ale nieznajomą, 
co jak kulisy wszelkiego działania 
będzie nam obojętna: ściana, ogród; 
odejść: dlaczego? z przymusu, z poddania, 
z niecierpliwości, z ciemnego czekania, 
z niezrozumienia, z nierozumu, dokąd? 

Na siebie wszystko wziąć nie do pozbycia — 
dać upaść temu, co się ma stałego, 
by paść samotnie, nie wiedząc dlaczego — 
 
Czy to jest wejście do nowego życia? 

background image

 

 

Ogród oliwny 

Wchodził na górę w szarych liści chmurze, 
w oliwnym krajobrazie szary i zgubiony 
i złożył ciężar skroni przyprószonych kurzem 
głęboko w prochu swych gorących dłoni. 
 
Po wszystkim to. I to był kres. 
Teraz mam iść, gdy ślepnąc tracę drogę, 
i czemu żądasz, abym rzekł, żeś jest, 
gdy sam już Ciebie odnaleźć nie mogę. 

 
Już Cię nie odnajduję. Ciebie nie ma 
we mnie. Ni w innych. Ni w trwaniu kamienia. 
Już Cię nie odnajduję. Jestem sam. 
 
Sam  z  troską  wszystkich  ludzi,  w  ich  czuwaniu. 
Przez  Ciebie  chciałem  im  zmniejszyć  cierpienia, 
przez Ciebie, 

którego nie ma. 

O, wstydzie. 

 

Później opowiadano: przyszedł anioł.             

 
Dlaczego anioł? Ach, to przyszła noc 
i szeleściła obojętnie nad wezgłowiem. 
I poruszyli się we śnie uczniowie. 
Dlaczego anioł? Ach, to przyszła noc. 
 
Noc ta nie była z tysiąca wybraną, 
była jak inne, co mijają nieskończenie: 
tutaj śpią psy, tam leżą kamienie, 
ach, smutna, ach, ta pierwsza lepsza noc, 
co czeka, kiedy znów nadejdzie rano. 

background image

 

 

Bo aniołowie nie schodzą wezwani 
przez tak proszących, ani noce wielkie, jasne — 
wszystko opuszcza tych, którzy się gubią sami, 
przez swoich ojców rzuceni na pastwę 
i ze żywota swych matek wygnani. 

background image

 

 

Abisag 

Leżała. I jej dziecinne ramiona 
słudzy związali wokół jego ciała, 
na którym długie słodkie godziny leżała 
jego starością nieco zatrwożona. 
 
I czasem odwracała w jego brodzie 
twarz swoją, kiedy sowa zakrzyczała 
i noc z tym wszystkim, co jest nią, nastała 
wokół leżącej w tęsknocie i trwodze. 
 
Siostrzane gwiazdy jej wysoko drżały, 
i woń szła węsząc przez ciemną sypialnię, 
znak dając poruszyły się kotary, 
jej wzrok za znakiem tym szedł niewidzialni 
 
Mając pod sobą mrocznego człowieka 
i przez noc nocy nie dotknięta cała, 
na jego chłodzie książęcym leżała 
ona dziewicza i jak dusza lekka. 

background image

 

 

Król siedział, dumał w dzień o startych rysach, 
wspominał czyny dokonane, niespełnione 
rozkosze, myślał o charcicy ulubionej — 
Ale wieczorem sklepiła Abisag 
ciało swe nad nim. A jego zmącone 
życie leżało puste, dzikie jak wybrzeże 
morza pod konstelacją cichych piersi. 

I nieraz jako stary znawca kobiet 
poznawał patrząc zza brwi sWojej gęstej 
usta bez pocałunków, nieruchome; 
i widział: uczuć jej gałęzie świeże 
nie opuszczają się do gruntu jego dni. 
Mróz go przejmował. Jak pies nasłuchiwał w sobie 
i szukał siebie w swej ostatniej krwi. 

background image

 

 

U Ange du méridien 

Chartres 

W burzy, co wokół mocnej katedry się miota 
jak kacerz, który ciągle rozmyśla i knuje, 
nagle czuje się człowiek łagodniej i czulej, 
uśmiechem twoim przyciągnięty, ty, istoto 
 
wrażliwa, uśmiechnięty cherubinie 

0

 

ustach, co są ze stu ust zrobione: 

nie  widzisz,  jak  godzina  nasza  po  godzinie 
biegnie od słonecznego zegara w tę stronę, 
 
od zegara, gdzie wszystkie dnia godziny ważą 
w głębokiej równowadze, w równej mocy 
naraz, jak gdyby wszystkie dojrzały obficie? 

 
Co ty, kamienny, wiesz o naszym bycie? 
1  może z jeszcze promienniejszą twarzą 
trzymasz tarczę zegara w głębokościach nocy? 

background image

 

 

Katedra 

W tych małych miastach, w których z każdej strony 
jak jarmark przykucnęły stare domy, 
co kiedy spostrzegł nagle jej kształt stromy 
szczelnie zamyka budy, zatrwożony — 
 
krzykacze milkną i bębny zamarły, 
on wznosi ku niej rozjątrzone ucho: — 
gdy tak spokojnie owinięta w fałdy 
starego płaszcza swoich szkarp — w bezruchu 
trwa w miejscu i o domach nie wie nic: 
 
W tych małych miastach podziwiasz, jak śmiało 
wyrosły ponad swojej otoczenie 
katedry. Ich powstanie przewyższało 
wszystko naokół i tak jak widzenie 
własnego życia zbyt wielkie zbliżenie 
ciągle przewyższa, jakby się nie działo 
już nic innego; jakby los, co w nich 
bez miary spiętrzał się, stał się kamieniem, 
jak gdyby chciał, by trwało nieskończenie 
nie to, co w ciemnych ulicach się zdarza 
i przypadkowym imieniem obdarza, 
i idzie przystrojone w czerwień, w zieleń 
jak dzieci w swych fartuszkach od kramarza. 
Tu w podwalinach były narodziny, 
siła.i napór, by się wyżej wznieść, 
i miłość wszędzie jak chleb i jak wino, 
skargą miłosną nabrzmiałe portale. 
W biciu zegarów życie nie szło dalej, 
i w wieżach, co się nagle wzbić nie chciały, 
już pełne rezygnacji, była śmierć. 

background image

 

 

Bóg w średniowieczu 

I zaoszczędzili go w skupieniu, 
i pragnęli, aby był i dawał miary, 
aż mu uwiesili jak ciężary 
(by przeszkodzić jego wniebowstąpieniu) 
 
swoich katedr olbrzymich masę, 
moc i brzemię. By wskazując krążył 
nad cyframi, nad bezmiernym czasem 
i nad nimi jak zegar ciążył, 
 
znaki dając im w pracach i trudzie. 
Lecz on ruszył nagle. I ludzie 
w mieście pełnym trwożliwego gwaru 
 
przyzwolili, przerażeni jego tonem, 
by szedł dalej z werkiem wywieszonym, 
i uciekli przed tarczą zegaru. 

background image

 

13 

Morgue 

Tutaj gotowi leżą, jakby jeszcze 
trzeba wynaleźć było czynność nową, 
która by ich pogodzić mogła z dreszczem 
wielkiego chłodu i związać ze sobą; 
 
gdyż wszystko to jest jak bez zakończenia. 
Jakie by imię, gdyby poszukano 
w kieszeniach, mogło się znaleźć? Zmywano 
z ich ust ten grymas niesmaku, znużenia; 

 
tylko oczyścił się, nie dał się zetrzeć. 
Brody im sterczą sztywniej z kołnierzyków, 
ale porządniej i w  guście strażników, 
 
by Widok nie był dla gapiów niemiły. 
Oczy się pod powieką odwróciły 
i patrzą teraz w głąb, we własne wnętrze. 

background image

 

 

Poeta 

Ty oddalasz się ode mnie, godzino, 
twoje skrzydła ranią mnie łopocąc. 
Lecz: co pocznę z ustami moimi, 
z moim dniem? z moją nocą? 
 
Nie mam kochanki, siebie nie pomnę, 
bezdomny w świecie całym. 
Wszystkie rzeczy, którym się oddałem, 
wyrzucają mnie, bogatsze o mnie. 

background image

 

 

Los kobiecy 

Jak król na łowach, kiedy chwyci szklankę w dłonie, 
aby pić z niej, bo mu pragnienie dokuczyło — 
i jak wypitą później odstawia na stronie 
właściciel, przechowując ją jakby niebyłą: 
 
tak los, spragniony również, być może, niejedną 
podnosił czasem do ust swoich dla wypicia, 
i którą później małość spełnionego życia, 
zbyt lękliwego, by ją rozbić, zbędną 
 
odstawia do serwantki, co trwożnie strzeżona 
przechowuje w swym wnętrzu jego kosztowności 
(lub rzeczy, które za takie ujść mogą). 
 
I stała obca, jak na zawsze pożyczona, 
aż zestarzała się i oślepła w ciemności, 
nigdy nie będąc niezwykłą i drogą. 

background image

 

16 

Ślepnąca 

Siedziała wraz z innymi przy herbacie, 
jak wszyscy. Ale mnie się wydawało, 
że filiżankę trzymała inaczej. 
Uśmiechnęła się. To prawie zabolało. 
 
I kiedy w końcu wstali, rozmawiając, 
i z wolna i bezładnie, jak traf zdarzył, 
szli przez pokoje (w śmiechu, w głośnym gwarze), 
ujrzałem ją. Jakby się ociągając 

 
szła, jak ta, która będzie na zabawie 
za chwilę śpiewać przed tłumem zebranych 
ludzi; na oczach jej uradowanych 
leżało światło z zewnątrz jak na stawie. 

 
Stąpała z wolna, jak gdyby zwlekała, 
jakby musiała coś przekroczyć jeszcze; 
a jednak jakby po tym przejściu miała 
nie stąpać więcej, lecz wzbić się w powietrze. 

background image

 

 

Doświadczenie śmierci 

0  tych odejściach, których nasz los nie obchodzi, 
nie wiemy nic. Nie ma powodu, byśmy 
okazywali miłość, nienawiść lub podziw 
śmierci, którą odkształca w sposób tak wymyślny 
 
tragicznej skargi maska i żałoba. 
Świat jeszcze pełen jest ról, które gramy. 
Dopóki nam zależy, czy się podobamy, 
gra także śmierć, chociaż się nie podoba. 
 
Lecz gdyś odchodził, zabłysło na scenie 
pasmo rzeczywistości przez tę szparę, 
gdzieś zniknął: zieleń prawdziwej zieleni, 
prawdziwy promień, las, któremu dałeś wiarę. 
 
Lecz gramy dalej. Ciężko, gorzko wyuczone 
recytując, z gestami, z minami niekiedy; 
lecz życie twoje od nas oddalone 
1 usunięte z tej naszej komedii 
 
może nas najść jak wiedza o doznanej 
rzeczywistości, spadając wśród blasku, 
tak, że możemy na chwilę porwani 
istnienie grać nie myśląc o oklasku. 

background image

 

18 

Błękitna hortensja 

Jak w tyglu farb ostatnia zieleń się zataja, 
tak jest to płaskie, suche, omszałe listowie 
za baldachami pąków, które nie na sobie 
noszą błękit, lecz go odzwierciadlają z dala. 
 
Odzwierciadlają tylko łzawy i zatarty, 
jakby znów go utracić chciały w świetle nowym, 
i jak w starym niebieskim papierze listowym 
żółtość, fiolet i szarość kładą się na karty; 

 
wyprany jak fartuszka dziecinnego białość, 
nie noszony, z którym nic więcej się nie dzieje, 

jak czuje się małego życia krótkotrwałość. 
 
Lecz nagle płatki nowym błękitem się mienią 

w jednym z baldaszków, widać już, jak przed zielenią 
wzruszająca niebieskość wesoło jaśnieje. 

background image

 

 

Przed deszczem letnim 

Nagle z zieleni parku odebrano 
coś, nie wiadomo co; prawie się słyszy, 
jak park podchodzi pod okna i w ciszy 
zatrzymał się. Lecz z siłą niewstrzymaną 
 
śpiew siewki z gaju rozbrzmiewa, z zarośli, 
i przypomina się święty Hieronim: 
tak bardzo zapał i samotność rośnie 
z tego jednego głosu, który dzwoni 
 
słyszalny dla ulewy. Ściany sali 
odeszły od nas z swymi obrazami, 
jakby im słuchać naszych słów wzbroniono, 
 
i odbijają wyblakłymi tapetami 
światłość tych popołudni przytłumioną, 
gdyśmy się, niegdyś, w dzieciństwie, lękali. 

background image

 

 

W sali 

Jak są ci wszyscy wokół nas, panowie 
w ubiorach szambelańskich, w ozdobie żabotów, 
— niby noc wokół wielkiej Gwiazdy Orderowej 
coraz mroczniejsi w sobie, nie dbający o nic, 
te damy delikatne i kruche, w salonie, 
powiększone przez suknie i z dłonią na łonie 
tak małą jak obroża bolończyka; 
jak są wokół każdego: wokół czytelnika, 
wokół obserwatora różnych bibelotów, 
z których niejeden jeszcze wciąż należy do nich. 
 
I pozwalają nam z taktem, jak w niemej 
umowie tak żyć, jak my życie rozumiemy, 
a czego im nie pojąć, kwitnienia złaknionym, 
a kwitnąć to być pięknym; lecz my chcemy 
dojrzewać, a to: mrocznym być i utrudzonym. 

background image

 

 

Król 

Król ma szesnaście lat, 
szesnaście lat i już w koronie. 
Patrzy jakby z zasadzki nad 
głowami starców z Rady przy Tronie 
 
w głąb sali i dalej, i w swoim smutku 
nie czuje może nic, prócz tego: 
na wąskim długim twardym podbródku 
zimny łańcuch Runa Złotego. 
 
Długo leży przed nim w pustej sali 
nie podpisany wyrok śmierci. 
A starcy myślą: jak on się męczy. 
 
Wiedzieliby, jeśliby go lepiej znali, 
że tylko liczy do siedemdziesięciu, 
zanim podpisze. 

background image

 

22 

Kurtyzana 

Słońce Wenecji w mych włosach miksturę 
zamieni w złoto: świetne dokonanie 
wszystkich alchemii. A moje brwi, które 
równe są mostom, spójrz, jak wiodą w górę 
 
nad cichym niebezpieczeństwem zuchwałych 
oczu, które ukryty ruch zamknął w kanałach, 
że wzbija się w nich morza kołysanie 
i znów opada i zmienia się. Kto mnie 
 
raz 

ujrzał, 

ten 

zazdrości 

psu 

mojemu, 

że 

na 

nim 

odpoczywa 

roztargnieniu 

ręka, której nie zwęgli żaden płomień, 
 
gładka, w ozdobach, niewierna nikomu. — 

I chłopcy, te nadzieje starych domów, 
jak od trucizny giną w mych ust odetchnieniu. 

background image

 

 

Schody oranżerii 

Wersal 

Jako królowie, co już tylko kroczą 
prawie bez celu, by w swej królewskości, 
zgiętych w ukłonie pokazać się oczom 
dworzan — w swojego płaszcza samotności 
 
tak wśród balustrad, które się kłaniają 
już od początku, schody same idą: 
powoli, z łaski Boga iść się zdają 
w niebo, zarazem nie dążąc donikąd; 
 
jakby kroczącym za nimi kazały 
zostać na miejscu — tak, że się nie ważą 
z daleka iść w ich ślad z pokorną twarzą 
lub dźwigać choćby ich tren okazały. 

background image

 

 

Hiszpańska tancerka 

Jak kiedy w ręku zapałka siarczana 
biało się jarzy, aż w płomień się zmienia, 
wyciąga wpierw języki na wsze strony, 
tak w kręgu bliskich widzów zapalony 
spiesznie, gorąco, pełen chybotania 
kolisty taniec jej się rozprzestrzenia. 
 
I nagle cały staje się płomieniem. 
 
Ona podpala włosy swym spojrzeniem 
i nagle kunsztem zuchwałym, gwałtowna, 
wkręca swą całą suknię w środek ognia, 
skąd już podobne przestraszonym wężom 
nagie ramiona grzechocąc się prężą. 
 
Jakby ją więził płomieniami swemi, 
zgarnia ów ogień i z siebie go strąca 
wyniosłym gestem, jak rozkazująca, 
i patrzy: oto szaleje na ziemi 
i jarzy się i nie chce wybawienia. — 
Zwycięsko, pewnie wznosi nad widzami 
twarz uśmiechniętą słodko i resztę płomienia 
zadeptuje małymi, twardymi stopami. 

background image

 

25 

Quai du Rosaire 

Brùgge 

Ulice krokiem powolnym ruszają 
(jak czasem idą rekonwalescenci, 

„Co dawniej było tutaj?" szukając w pamięci). 
A te, które wychodzą na place, czekają 

 
na inną, która śmiałym krokiem przeszła 
przez wodę jasną, gdy się wokół zmierzcha, 
im bardziej zaczynają rzeczy w niej łagodnieć, 
świat zawieszony zwierciadlanych odbić 
będzie, jak nigdy te rzeczy, realny. 

 
Czy miasto nie przestało istnieć? Spójrz, widzialniej 
(według niepojętego prawa) 
to miasto wyraźnieje w odwróceniach, 
jakby tam w dole nie brakło istnienia; 
ogrody wiszą tam nie bez znaczenia, 

tam za pełnymi nagłego olśnienia 
oknami: taniec w 

estaminets. 

 
A w górze co? — Tam cisza, tylko ona 
smakuje z wolna, niczym nie znaglona dzisiaj, 
jagodę po jagodzie ze słodkiego grona 
muzyki dzwonów, co pod niebem wisi. 

background image

 

26 

Orfeusz, Eurydyka, Hermes 

To była niesłychana kopalnia dusz. Tędy 
jak ciche rudy srebra szły żyłami 
przez ciemność sztolni. Spomiędzy korzeni 
tryskała krew, co stąd przenika w ludzi, 
ciężka jak porfir widniała w ciemności. 
Poza tym nic z czerwieni. 

 
Były tu skały, 

lasy bez istot, mosty nad pustkowiem 
i ten ogromny szary ślepy staw, 
który nad swoim odległym dnem zwisał 
nad krajobrazem, jak deszczowe niebo. 
I pośród łąk łagodnie i cierpliwie 
jawił się blady pas dalekiej drogi, 
długim bielonym -płótnem położony. 

 
I tutaj tą jedyną drogą przyszli. 

 
Na przedzie smukły mężczyzna w błękitnym 

płaszczu, w dal patrząc milczał niespokojnie. 
Drogę pożerał, bez żucia, wielkimi 

kęsami jego krok; zwisały ręce 

z opadających fałdów ciężkie, zaciśnięte 
nie pamiętając już nawet o lirze 
lekkiej, co wrosła w jego lewe ramię 

jak pędy róży w gałąź oliwkową. 

A jego zmysły były jak skłócone: 
i gdy wzrok jak pies gończy go wyprzedzał, 
zawracał, i wciąż na nowo w oddali 
stał wyczekując na bliskim zakręcie — 
to jego słuch, jak woń zostawał za nim. 

background image

 

 

Czasem zdawało mu siej, że dosięga 
tym zmysłem tamtych dwojga, którzy szli 
i mieli razem z nim wchodzić pod górę. 
 
A potem wszystko to poza nim było 
jedynie echem jego kroków, wiatrem płaszcza. 
Ale powiedział sobie, jednak idą; 
głośno to rzekł i słyszał, jak przebrzmiało. 
A jednak idą, jest ich tylko dwoje 
idących tak straszliwie cicho. Gdybyż mógł 
raz się obejrzeć (gdyby obejrzenie 
mogło nie zburzyć tego całego dzieła, 
co się dokonywało właśnie) musiałby zobaczyć 
dwoje cichych, co milcząc idą za nim: 
boga dróg mnogich i dalekiej wieści — 
kaptur podróżny nad płonącym wzrokiem, 
wysmukła laska, którą niósł przed sobą, 

• 

u kostek nóg skrzydełka trzepocące; 
a jego lewa ręka wiodła: ją. 
 
Tę ukochaną tak, że z jednej liry 
wyszło skarg więcej niż z lamentu wszystkich płaczek; 
że powstał cały świat ze skargi, w której 
wszystko raz jeszcze było: las, dolina, 
droga i sioło, pole, rzeka, zwierzę; 
że wokół tej elegijnej planety 
jak wokół jakiejś innej Ziemi słońce 
i ciche niebo gwiaździste krążyło, 
niebo elegii z odkształconymi gwiazdami: — 
tę, tak umiłowaną. 
 
Lecz ona szła wiedziona ręką boga 
krokiem spętanym przez wstęgi całunu, 
niepewnie, cicho, bez niecierpliwości. 

background image

 

 

I była w sobie tą, co ma nadzieję 
śmiałą, i nie myślała o mężczyźnie 
idącym przed nią ani o drodze ku życiu. 
I była w sobie. I umarłych byt 
wypełniał ją jak pełnia. 
Jak owoc pełen słodyczy i mroku, 
tak była pełna swojej wielkiej śmierci, 
tak nowej, że nie rozumiała nic. 

Była jak odrodzona w swym dziewictwie, 
nienaruszona; i była zamknięta 
jej płeć jak młody kwiat pod wieczór, 
i tak odwykły jej ręce od męża, 
że nawet dotyk polotnego boga, 
prowadzącego ją, niezmiernie lekki, 
nękał ją niby zbytnia poufałość. 
 
Już rozwiązana jako długie włosy, 
ofiarowana jak deszcz, który spadł, 
i roztrwoniona jak skarbiec stokrotny. 
 
Była korzeniem już. 
 
I kiedy nagle bóg 
zatrzymał ją i krzyknąwszy boleśnie 
powiedział: On się obejrzał^ 
nic nie pojęła i spytała cicho: 

Kto? 

 
Ale daleko tam przed jasnym wyjściem 
stał ktoś, którego twarzy już nie można 
było rozpoznać. Stał i patrzał, 
jak na łąkowej smudze ścieżki bóg, 

background image

 

 

zwiastun o pełnym żałoby spojrzeniu, 
milcząc odwrócił się, by iść za ową 
postacią, co wracała już drogą tą samą, 
krokiem spętanym przez wstęgi całunu, 
niepewnie, cicho, bez niecierpliwości. 

background image

 

30 

Waza z różami 

Widziałeś gniewem płonących, widziałeś 
dwóch chłopców, co się zwarli w coś, co było 
skłębioną nienawiścią, co jak zwierzę 
tarzało się, przez pszczoły opadnięte; 
aktorów, na koturnach tragediantów, 
i szalejące konie, co runęły, 
oślepłe nagle i szczerzące zęby, 
jakby się czerep wyłuskiwał z pyska. 

 
Teraz wiesz, jak się o tym zapomina: 
bowiem przed tobą stoi waza róż, 
niezapomniana, po brzeg wypełniona 
ostatecznością bytu, nachylenia, 
oddania, niemożności dania, trwania tu, 
co naszym jest: ostatecznością w nas. 
 
Bezgłośne życie, kwitnienie bez końca, 
pragnienie miejsca bez brania    z przestrzeni 
miejsca, zacieśnionego w krąg przez rzeczy; 
byt bez konturów, jakby z oszczędności, 
i samo wnętrze, tkliwość nadzwyczajna 
i rozświetlanie siebie aż po krawędź, 
czy znamy coś, co jest podobne temu? 

 
I że uczucie rodzi się dlatego, 
bo płatki kwiatów dotykają płatków? 
I to: pąk się otworzył jak powieka, 
a pod nim leży całe mnóstwo powiek 
zamkniętych, jakby po dziesięćkroć śpiące 
zmuszone były zagasić wzrok wnętrza. 

background image

 

 

A nade wszystko: że poprzez te płatki 
przejść musi światło. Z wolna przesączają 
z tysiąca niebios każdą kroplę mroku, 
w którego łunie poplątany bukiet 
naczyń pyłkowych wzburza się i wzbija. 

I ten ruch w różach, spójrz: te poruszenia, 
gesty z tak małym kątem, że promienie 
ich pozostałyby niedostrzegalne, 
gdyby nie rozbiegały się we wszechświat. 
 
Spójrz, biała, która otwarła się błogo 
i tu w otwartych wielkich płatkach stoi, 
wyprostowana, jakby w muszli Wenus, 
i rumieniąca się, jak zawstydzona, 
ta, co ku chłodnej róży się obraca, 
i jak się chłodna cofa bez uczucia,    . 
jak zimna stoi zasłonięta sobą, 
pod otwartymi, co zrzucają wszystko. 
To, 

co 

zdejmują, jak lekkie i ciężkie! 

Jak płaszcz, jak bagaż, jak skrzydło, jak maska 
mogą być, według tego 

jak 

zdejmują 

i kiedy czynią to: jak przed kochankiem. 
 
To, czym nie mogą być, byłaż ta żółta, 
co leży pusta otwarta, łupiną 
owocu, gdzie ta sama żółtość, gęstsza, 
bardziej pomarańczowa, byłaż sokiem? 
A dla tej czyż nie nadto było kwitnąć? 
gdyż jej bez nazwy różowość w powietrzu 
nabrała lila gorzkiego posmaku? 
A batystowa czyliż nie jest suknią, 
gdzie jeszcze czuła, ciepła od oddechu 
lekka koszulka tkwi, którą zrzucono 
w porannym cieniu nad leśną kąpielą? 

background image

 

 

I owa z porcelany opałowej, 
łamliwa, płaska chińska filiżanka 
i pełna małych i jasnych motylim— 
i ta, co nie zawiera nic prócz siebie? 

Czyż wszystkie nie zawierają li siebie, 
jeśli zawierać siebie znaczy: świat 
z zewnątrz, wiatr, deszcze i cierpliwość wiosny, 
winę, niepokój, los zamaskowany 
i ciemność ziemi wieczornej aż po 
zmienność obłoków, ucieczkę i przylot 
aż po niepewny wpływ dalekich gwiazd — 
zamienić wszystko to w dłoń pełną wnętrza? 
 
Teraz beztrosko w różach otwartych spoczywa. 

background image

 

 

Starożytny tors Apollina 

Myśmy nie znali jego głowy niesłychanej, 
gdzie dojrzewały gałki oczu. Ale 
tors jego jak kandelabr błyszczy dalej, 
w którym wzrok jego, tylko zatrzymany, 
 
trwa i lśni. Gdyżby cię inaczej nie olśniła 
wypukłość piersi i w cichym obrocie 
lędźwi nie mógłby otrzeć się w przelocie 
uśmiech o środek, gdzie jest płodna siła. 
 
Inaczej stałby krótki, odkształcony 
ten kamień z jawnie odłamanymi ramiony 
i nie mógłby się skórą drapieżnika mienić 
 
i z wszystkich krańców nie wybuchałby od razu 
jak gwiazda: bowiem każde miejsce tego głazu 
widzi cię. Musisz twoje życie zmienić. 

background image

 

34 

Wyspa syren 

Gdy tym, co gościli go po długim 
wędrowaniu i pytali, gdy siedział 
z nimi, o niebezpieczeństwa żeglugi, 
opowiadał cicho, nigdy nie wiedział 
 
jak przerazić ich, jakim słowem 
nagłym zwrócić tam, by zobaczyli, 
jak on, w modrym morzu przywyspowym 
tamte wyspy w złocistym pyle, 

 
których widok nawet grozę przemienia, 
że nie wyje jak sztorm, nie szaleje, 
lecz zbliżając się wśród milczenia 
nad głowami marynarzy wieje, 

 
którzy wiedzą, że tam, na złotych 
wyspach śpiewa coś — i pochyleni 
nad wiosłami, oślepli z tęsknoty, 
są jak osaczeni 
 
ciszą, w której wszystkie dale toną, 
a wiejącą do uszu ich, 
tak jak gdyby był jej drugą stroną 
śpiew, któremu nie oprze się nikt. 

background image

 

 

Lament nad Jonatanem 

Ach, czy królowie również umierają 
i muszą sczeznąć zwyczajnie zgnojeni, 
choć ucisk ich pieczętujących pierścieni 
odciska się na miękkim jak wosk kraju. 
 
Jak jednak mogłeś ty, coś zaczął inicjałem 
twojego serca, zastygnąć nagle: 
ciepło policzków, które twymi ogrzewałem. 
Gdybyż cię jeszcze raz ktoś mógł obdarzyć ciałem, 
jeśli nasienie jego błyszczy w nim. 
 
Zabił cię jakiś cudzoziemiec, niczem 
nie mógł ci pomóc ten, co jest ci bliski, 
musi wysłuchać wieści z spokojnym obliczem; 
jak zwierz zraniony w legowisku 
położyłbym się z jękiem i wyciem: 
 
bo tu i tam, w mym każdym miejscu skrytym 
wydarty jesteś mi, w mojej żałobie, 
jak włosy, które rosną pod pachami i tam, 
gdziem był igraszką kobiet, 
 
nim zmysłów mych w ten sposób nawiniętych 
tyś nie odwinął, jak się odwija kłębek; 
wtedy przejrzałem, tobą przeniknięty: — 
lecz teraz schodzisz z mego wzroku głębiej. 

background image

 

 

Śmierć ukochanej 

0  śmierci  wiedział,  co  wszystkim  wiadomo: 
że nas zabiera i wtrąca w milczenie, 
lecz kiedy ona, nie wydarta z domu, 
nie, z jego oczu zdjęta cichym cieniem, 
 
odeszła między nieznajome mary 
1  kiedy czuł, że tam w umarłych kraju 
dziewczęcy uśmiech jej jak księżyc mają 
i z jej dobroci biorą miary, 

 
wtedy mu bliskie stały się mogiły: 
jakby z cieniami wszedł w związki rodzinne 
dzięki niej, nie dbał o mniemania inne, 
 
nie wierzył i nazywał kraj ów miłym, 
słodkim wieczyście, o klimacie błogim — 
i w mroku go wypieścił pod jej nogi. 

background image

 

 

Sybilla 

Niegdyś, drzewiej, nazywano ją starą. 
Lecz tą samą drogą, wyższa niż czas, 
co dzień szła. I zmieniono miarę, 
i liczono ją w końcu jak las 
 
miarą wieków. Ale wieczorami 
stała w tym samym miejscu od lat wielu, 
jakby była czarną cytadelą, 
wielka, wydrążona płomieniami 
 
od słów, które stadem trzepocącym 
wbrew jej woli w niej się rozmnażały 
i jej głowę wrzaskiem okrążały, 
gdy już te, co na nowo wróciły, 
pod tęczówką oczu się czaiły 
gotowe dla nocy. 

background image

 

 

Bunt Absaloma 

Podnieśli je z błyskaniem. 
Rogi wzniesione w górę 
wzdęły jedwabną chmurę 
chorągwi. Jasny, w purpurę 
owity, w otwartym namiocie, 
gdy go radosnym chórem 
tłum obiegł, wziął w posiadanie 
dziewięć nałożnic, które 
 
(przywykłe do skąpych nocy 
starego księcia-ojca) 
falowały w jego mocy 
jak niwa w cieple słońca. 
 
On potem między wodze, 
jak gdyby nigdy nic 
na radę szedł i w drodze 
oślepiał blaskiem lic. 

 
Jak gwiazda przodująca 
rokowi niósł swój'szczyt 
przed wojskiem wielogłosym 
i jego ciepłe włosy 
wiały nad lasem dzid. 
Nieraz je czuł jak zniewagę, 
że ich nie objął hełm, 
bo cięższą miały wagę 
od najwspanialszych wełn. 
 
Król  chciał  oszczędzić  Pięknego. 
Lecz on bez hełmu stał, 

background image

 

 

gdzie groty często grzęzły, 
miecz jego we krwi cały 
rozcinał na kawały 
czerwonych trupów — węzły 
splątanych ciał. 
 
Potem go z oczu stracono — 
aż ktoś krzyknął: Spojrzyjcie. 
Tam wisi na terebincie 
z podniesioną brwią. 
 
I tego było dosyć, 
by Joab jak myśliwy 
na wykręconej krzywej 
gałęzi wypatrzył: włosy. 
Tu wisi nieszczęśliwy. 
Więc przeszył jęczącego, 
a pachołkowie w tej chwili 
oba mu boki przebili. 

background image

 

40 

Slupnik 

Ludy nad nim przewaliły się gęsto, 
miał wybierać je i rzucać przekleństwo; 
i zgadując, że się zgubił w tym, 
z woni ludu rękami drętwymi 
wzbił pod niebo niby ciężki dym 
 
słupiec, co wciąż w górę rósł, a wyżej 
nic nie wznosił, lecz jego ściana 
porównywać zaczęła w swej pysze 
własną słabość z jasną chwałą Pana; 

 
i nie było temu końca: porównywał; 
a ten drugi rósł wyżej i szerzej. 
I oracze, flisacy, pasterze 
małym go widzieli, gdy wyzywał 
 
niebo, kiedy z nim bez zmysłów gadał, 
w deszczu ciemniał lub w świetle bladł; 
i ryk jego na każdego wpadał, 
jakby w twarz mu swoim wyciem biadał. 
Ale on nie widział już od lat, 
 
jak się tłumu napór i mijanie 
w dole dopełniały niesłychanie, 
i już dawno zbrój książęcych błyskanie 
nie umiało tak wysoko wzbić się. 

 
Lecz gdy prawie przeklęty, na szczycie, 
przez ich opór zdarty, wycieńczony 
strząsał z siebie zrozpaczonym krzykiem 
swoje codzienne demony: 

background image

 

 

spadały z wolna między pierwsze szyki 
ciężko, niezgrabnie z ran rozjątrzonych 
wielkie robaki w otwarte korony 
i mnożyły się w aksamicie. 

background image

 

 

Przekwitła 

Lekko jak po swej śmierci 
nosi wstążkę, rękawiczki ze skóry. 
Zapach komody stłumił 
miłą jej woń, po której 
 
poznawała się niegdyś. Dzisiaj 
już dawno, kim jest, niepewna 
(własna daleka krewna), 
i krąży po izbie w myślach, 
 
i dba o trwożliwy pokoik, 
i sprząta go w rannych godzinach, 
bo może w nim wciąż jeszcze 
mieszka ta sama dziewczyna. 

background image

 

 

Czarny kot 

Widmo jeszcze w przestrzeni się mieści, 
gdzie twój wzrok z hałasem spada; 
ale tu na tej czarnej sierści 
siła wzroku twego się rozpada: 
 
jak ten, który w dzikim obłąkaniu 
w czarność rzuca się na oślep, tratuje, 
nagle na odpychającym posłaniu 
celi ustał i wyparowuje. 
 
Wszystkie, co go spotkały, spojrzenia 
wydaje się na sobie utajać, 
aby nad tym wygrażając jałowo, 
spać i dreszczem z tym się oswajać. 
Ale naraz jak obudzone 
zwraca swoje oczy w twoją stronę: 
i spotykasz twe spojrzenie w jego źrenic 
ambrze zimnej z okrągłych kamieni 
niespodzianie znowu: uwięzione 
jak dawno wymarły owad. 

background image

 

 

Wizerunek 

By z jej twarzy zrezygnowanej 
nie wypadło żadne z wielkich jej cierpień, 
niesie trwożnie, z wolna przez tragedie 
bukiet rysów związany bezładnie, 
piękny, choć już zwiędły, prawie luźny; 
czasem uśmiech zgubiony i późny 
z niego jak tuberoza wypadnie. 
 
I spokojnie idzie swoją drogą 
z pięknymi, ślepymi rękami, 
które wiedzą, że go znaleźć nie mogą-^- 
 
i głos daje zmyśleniu, gdzie się waży 
pierwszy lepszy los wywołany, 
i nadaje mu swej duszy znaczenia, 
że wybucha jak rzecz wielka bez imienia: 
jak krzyk kamienia — 
 
i tym słowom — podniesieniem twarzy 
ona znowu opadać każe, 
^powrotnie, bo ni jedno powtórne, 
ni stosowne dla bolesnej jawy, 
jedynego jej mienia, 
które ona — jak bez nóżek urnę — 
wznosi wyżej od swojej sławy 
i poza mijanie wieczorów. 

background image

 

 

Późna jesień w Wenecji 

Miasto nieruchomieje jak przynęta, 
co wynurzone dni wywabia z wody. 
Pałaców kruche szkło nieomal pęka 
w twoim spojrzeniu. Odbiciem pogody 
 
głową w dół zwisa jak stos marionetek 
lato z ogrodów, w omdleniu, w niemocy, 
lecz z dna, nad lasów zamierzchłych szkieletem 
jeszcze się wzbija wola: jakby w nocy 
 
Generał  Morza  chciał  galery  w  dole 
podwoić  w  swoim  czujnym  arsenale, 
aby powietrze świtu skąpać w smole 
 
całą swą flotą, rozwijając żagle 
tłoczy się dniejąc barwami flag nagle 
na wielkim wietrze i w fatalnej chwale. 

background image

 

163 

San Marco 

Wenecja 

W tym wnętrzu, co się jakby stropem wydrążonym 
zwraca ku smakom w złocie, kanciasto, obficie 
i gładko klejnotami oliwiony 
mrok tego państwa magazynowano skrycie 
 
i gromadzono go tu, jako równowagę 
światła, co przydawało nowych lśnień przedmiotom, 
tak że nieomal znikały. I nagle 
wątpisz: a może już nie znikną odtąd? 
 
I wstecz odpychasz surową galerię, 
co jak w kopalni chodnik w świetlnym pyle 
sklepienia wisi; i poznajesz w póło kręgu 

 
całą jasność wyzioru: w byle jakiej przerwie 
tkliwie przymierzasz jej zmęczoną chwilę 
do bliskiej niezłomności czwórzaprzęgu. 

background image

 

 

Siostry 

Spójrz, jak możliwości te same 
układają się w dwa różne zestroję, 
jakby szły dwa czasy nie te same 
przez dwa te same pokoje. 
 
Każda mniema, że podpiera drugą, 
gdy opiera się na niej zmęczona, 
i nie może jedna drugiej być sługą, 
bo krew kładą na krew ich ramiona, 
 
i łagodnie ku sobie skłonione 
wciąż tak samo, gdy próbują wzdłuż alei 
prowadzić i być prowadzone: 
ach, lecz krok nie ten sam je dzieli. 

background image

 

 

Ćwiczenie na fortepianie 

Lato brzęczące. Popołudnie nudy; 
wdychała suknię świeżą w lęku, w czczości 
i w dźwięk gorliwej włożyła etiudy 
niejasną chęć: żądzę rzeczywistości, 
 
co miała jutro przyjść, dziś nad wieczorem 
co była tu, ale ją utajono. 
I nagle całym u okna przestworem 
odczuła parku ciszę wypieszczoną. 
 
Ucięła, w dal spojrzała, skrzyżowała 
ręce, powieści długiej zapragnęła — 
I nagle woń jaśminu odepchnęła 
z gniewem. Pojęła: ta woń ją nękała. 

background image

49 

Wnętrze róż 

Gdzie jest do tego wnętrza 
zewnątrz? Na jaką ranę 

kładzie się takie płótno lniane? 

Jakie w głębi odbijają się powietrza 
w śródziemnym morzu 
tych otwartych róż, 
tych róż beztroskich, spójrz: 
jak w luźnym luźne 
leżą tak, jakby już nie 
mogła ich rozsypać drżąca ręka. 

Ledwo mogą się same 
utrzymać; wiele z nich dało 

się przepełnić, aż pełnię wylało 
poza wnętrza ramę 
na dni, które się równocześnie 
coraz pełniej zamykają w wnętrzu swoim, 
aż się w końcu stanie pokojem 
całe lato, pokojem we śnie. 

background image

 

50 

Portret damy z lat osiemdziesiątych  

Czekająca stała pod draperią 
podwiniętą suto, atłasową, 
którą zbytek namiętności nie serio 
zdawał się zaciskać nad jej głową. 

 
Od niedawnych tak, dziewczęcych lat, 
jakby z jakąś inną zamieniona, 
pod spiętrzeniem ciężkich włosów zmęczona, 
skrępowana w naszywkach robrona, 
podsłuchana każdą fałdą szat, 

 
wśród tęsknoty, wśród planów bez treści, 
jakie winno być dalsze życie, 
inne, rzeczywistsze, jak w powieści, 
porywane przez los i w zachwycie — 
 
żeby można było wpierw w szkatuły 
włożyć coś, gdzie by nie z nawyku 
w woni wspomnień utulić się czułej, 
by odnaleźć wreszcie w pamiętniku 

wyraz, co by już na pierwszej stronie 
bezsensowi i kłamstwu nie służył, 
żeby można było nieść płatek róży 
w ciężkim pustym medalionie, 
 
który leży na każdym westchnieniu. 
Żeby z okna skinąć raz, nie więcej; 
owa smukła dłoń w nowym pierścieniu 
dość by miała na wiele miesięcy. 

background image

 

 

Perski heliotrop 

Gdy nawet cię pochwała róży stropi, 
że nazbyt głośna dla twej miłej, zerwij 
ziele utkane pięknie w haft misterny, 
stłum pilnie rozszeptanym heliotropem 
 
słowika, który na miejscach jej miłych 
krzykiem ją sławiąc nie zna jej sekretu. 
Jak słodkie słowa, nocą, się skupiły 
w zdaniach, i patrz, jak tuż przy sobie stoją, 
z czujnego samogłosek fioletu 
poprzez baldachim cichy tchnąć woń swoją: - 
 
tak się przed stębnowanym liściem zwiera 
gwiazd wyrazistość z jedwabistym gronem 
i miesza tak, że prawie się zaciera, 
ciszę z wanilią oraz z cynamonem. 

background image

 

52 

Pawilon 

Nawet jeszcze przez drzwi dwuskrzydłowe 
z szkłem zielonym, co od deszczu ściemniało, 
grzecznych gestów, uśmiechów grę na nowo 
czuje się i blask tego szczęścia, 
co się tam, gdzie już nie ma wejścia, 
niegdyś skryło, prześwietliło, zapomniało. 
 
Ale jeszcze w girlandach z kamienia 
ponad drzwiami już nie otwieranymi 
jakaś skłonność jest do zatajenia, 
ciche współczucie z nimi, 
 
co się trwożą jak w odbiciach szklanych, 
kiedy wiatr w nie uderzy cieniście, 
także herb, jak na starym liście, 
w nagłym szczęściu zapieczętowany, 

 
mówi wciąż. Jak mało wypłoszono: 
wszystko jeszcze wie, rani, łzy leje. 
I odchodząc przez płaczem zroszoną 
oddaloną aleję 
 
długo jeszcze tam, gdzie dach się wznosi, 
urny czuje się zimne, spękane, 
ale jeszcze trwać zdecydowane 
wokół popiołu starych osi. 

background image

 

53 

Porwanie 

Wymykała się często służącym, 
dzieckiem będąc, by noc i wiatr 
(że tak inny jest wewnątrz ich świat) 
ujrzeć z zewnątrz w ich źródle szumiącym. 
 
Ale żadna noc nie rozszarpała 
na takie cienie olbrzymiego parku 
jak sumienie jej dzisiaj w tę noc, 
 
gdy z drabiny jedwabnej w głąb alej 
zniósł ją i dalej niósł, dalej, 

 
aż wszystko zakrył wóz. 
 
Chłonąc czarną powozu woń, 
wokół którego skrycie pogoń stała 
i groza, 

poczuła: mróz 
wyściela wnętrze powozu. 

I czerń i chłód przyjęła dreszczem ciała. 
I wtuliła w kołnierz płaszcza skroń, 

i do włosów wzniosła ręce obie, 
jakby tu było to... I w jej uchu 
głos Nieznajomego zabrzmiał głucho: 
Jestemprzytobie. 

background image

 

54 

Sad jabłoni 

Borgeby-Gard 

Spójrz, przyszedłszy zaraz po zachodzie, 
na murawę w tej zmierzchowej chwili; 
czyż nie tak jest, jakbyśmy ją co dzień 
oszczędzając w sobie gromadzili, 
 
by jak radość na pół zapomnianą 
odczuć w nowej nadziei tę zieleń, 
jeszcze z mrokiem wnętrza przemieszaną 
w myślach znowu podesłać spojrzeniem 

 
pod te drzewa jak z Diirera, cierpliwie 
stu roboczych dni ciężar niosące 
w swych owocach przepełnionych słońcem, 
gdy próbują jeszcze żarliwiej 

 
to, co miary przewyższa i liczby, 
wyżej wznieść, obdarować obficiej, 
jak gdy się przez całe długie życie 
tylko jednej rzeczy chce i rośnie, i milczy. 

background image

 

 

Góra 

Po trzydzieści sześć i po sto razy 
malarz opisywał kształt wulkanu 
i wydzierał go, znów popychany 
(po trzydzieści sześć i po sto razy) 
 
do wulkanu niepojętej góry, 
i szczęśliwy, i bezradny się troił, 
kiedy ten, już objęty konturem, 
nie ustawał w wspaniałości swojej: 
 
wynurzając się z dni każdym ranem, 
tysiąc razy, noce niezrównane 
jak za ciasne zrzucając, każąc zginąć 
wszystkim tym obrazom w jednym mgnieniu, 
potężniejąc od kształtu do kształtu, 
obojętny, daleki, a stał tu, 
by się nagle jak w jasnowidzeniu 
wznieść zjawiskiem za każdą szczeliną. 

background image

 

 

Piłka 

Okrągła, która ciepło dwojga dłoni 
płocho oddajesz, jak swą własność, w locie; 
to, co za lekkie jest, aby w przedmiocie 
zostać, i przed czym każda rzecz się broni, 
 
co nie dość jest, a jednak dość przedmiotem, 
aby w nas z wszystkich rzeczy poza nami 
nie wniknąć niewidzialnymi drogami: 
to weszło, między spadaniem a lotem 
 
w ciebie, wciąż pełna niezdecydowania, 
co jakby wzięła rzut ze sobą w górę, 
unosi go i puszcza wolno — skłania 
się, zatrzymuje i nagle odsłania 
grającym nowe miejsce do rzucania, 
jakby kreśliła taneczną figurę, 
 
by — gdy ją wzrok oczekujących goni, 
spiesznie, po prostu, na wzór natury, 
wpaść w kubek w górze nadstawionych dłoni. 

background image

 

57 

Pies 

Tam w górze bezustannie się odnawia 
w spojrzeniach i nabiera sensu świat. 
Tylko niekiedy skrycie rzecz się zjawia 
i staje przed nim, gdy on przez ten kształt 
 
przeciska się, inaczej, całkiem nisko, 
nie odepchnięty, lecz i w rejestr nie wpisany, 
i jak z wahaniem swoją rzeczywistość 
na kształt przenosząc, wkrótce zapomniany, 
 
by jednak znowu wzrok zatrzymać na nim, 
prawie się godząc i prawie z błaganiem, 
i niemal bliski już porozumieniu, 
a jednak rezygnując: gdyż istnieć by nie mógł. 

background image

 

 

Budda w glorii 

Wnętrze wszystkich wnętrz, ziarno ziarna, 
słodkie jądro migdału w zamknięciu osłony — 
wszystko to po wszystkie gwiazdy w noc czarną 
miąższem twoim: Bądź pozdrowiony. 
 
Patrz, już tobie nic nie ciąży; łupina 
twoja jest już w nieskończoności, 
tam gęstniejąc twój sok się wspina. 
A pomaga mu jasność we wzroście, 

 
bowiem w górze świecą twoje słońca 
w pełni swej, w jarzeniu odwrócone. 
Lecz już w tobie się zaczęło bez końca 
to, co przetrwa słońca nieskończone. 

background image

 

 

uiem 

uiem 

background image

 

 

Requiem 

( Fragment) 

 

 
— O, stare przekleństwo poetów, 
którzy się skarżą, gdy mówić powinni, 
co osądzają zawsze swe uczucie, 
miast je oblekać w kształt, co wciąż mniemają, 
że jest ich rzeczą i ich powinnością 
smutek swój, radość swoją — w poemacie 
opłakać albo sławić. Tak jak chorzy 
gadają pełnym lamentu językiem, 
aby opisać wszystko, co ich boli, 
zamiast się twardo w same słowa zmieniać, 
jak się kamieniarz, budownik katedry, 
zawzięcie zmienia w obojętność głazu. 
 
To był ratunek. Gdybyś tylko 

raz 

ujrzał, jak w słowo wchodzi przeznaczenie 
i nie wraca, jak się we wnętrzu staje 
obrazem, tylko obrazem, jak portret 
przodka, co w ramach, gdy czasem nań spojrzysz, 
podobny ci się zdaje, to znów obcy, 
wytrwałbyś. 

Lecz to małostkowość: myśleć 

czymś, czego nie było. I jest pozór 

wyrzutu w niewłaściwym porównaniu. 
To, co się dzieje, tak bardzo wyprzedza 
nasz sąd, że darmo pragniemy doścignąć

 

1 nie dowiemy się nigdy, jak było. 
Nie wstydź się, kiedy dotkną cię umarli, 
inni umarli, którzy aż do końca 
wytrwali. (Czym jest koniec?) Zamień z nimi 
spojrzenia, jak jest w zwyczaju, spokojnie, 

background image

 

 

i nie bój się, że cię obciąży nazbyt 
nasza żałoba, że będą się dziwić. 
Wiedz, wielkie słowa z czasów, gdy działanie 
jeszcze widzialne było, nie są dla nas. 
Kto mówi o zwycięstwach? Przetrwać, oto wszystko. 

background image

 

 

Życie Marii 

Marien-Leben 

background image

 

63 

Odpoczynek podczas ucieczki do Egiptu 

Oni, którzy bez tchu uciekali 
z miejsc, gdzie była rzeź niewiniątek, 
jakże nagle urośli w tej dali 

nad wędrówki niepewny początek. 
 
Ledwie w trwożnym za siebie spojrzeniu 
strach ich rozwiał się w niknącej dali, 
a już miasta drżały w zagrożeniu, 
gdy na szarym mule przejeżdżali; 
 
bo, gdy mali, w kraju wielkiej chwały 
— prawie nic — zbliżali się do świątyń, 
bożki, wietrząc już zdradę, trzeszczały 
w nitach, plotąc piąte przez dziesiąte. 
 
Czyż możliwe, że od pierwszych kroków 
złość i lęk otaczały ich wkoło. 
W obcej ziemi, więc czuli niepokój, 
tylko Dziecko spoglądało wesoło. 
 
Jednak spocząć musieli w tej stronie, 
i patrz, co się wtedy wydarzyło: 
drzewo się koroną pochyliło 
ku nim niby służący w ukłonie: 
 
Drzewo było tym drzewem, co wcześniej 
okrywało wieńcami, po zgonie, 
faraonów potężnych skronie, 
pokłoniło się. I czuło w koronie 
nowe kwiaty. A oni siedzieli jak we śnie.