background image
background image

 

 

 

 

 

 

L

L

i

i

s

s

a

a

 

 

R

R

e

e

n

n

e

e

e

e

 

 

J

J

o

o

n

n

e

e

s

s

 

 

-

-

 

 

V

V

a

a

m

m

p

p

i

i

r

r

e

e

 

 

W

W

a

a

r

r

d

d

e

e

n

n

s

s

 

 

0

0

1

1

 

 

-

-

 

 

H

H

o

o

t

t

 

 

V

V

a

a

m

m

p

p

i

i

r

r

e

e

 

 

K

K

i

i

s

s

s

s

 

 

 

Tłumaczenie dla: Translations_Club 

Tłumacz: neweta 

Korekta: noir16  

Korekta całości: Isiorek 

background image

Rozdział 1 

Pragnienie  przeszywało  Evana  Brooksa  –  głód  daleko  bogatszy, 

daleko  bardziej  wymagający  niż  cokolwiek,  co  stali  bywalcy  baru 

kiedykolwiek  doświadczyli.  Ta  szarpiąca  potrzeba  nie  miała  nic 

wspólnego  z  alkoholem,  ale  wszystko  z  krwią.  Jej  krwią  –  drobnej 

blondynki,  która  przeszła  przez  drzwi  teksaskiego  baru  „Shooters”  w 

Temple,  wraz  z  powiewem  gorącego  wiatru,  który  połączył  się  z  jej 

zapachem  i  trafił  do  wnętrza  jego  nozdrzy.  Pachniała  jaśminem  i 

niewinnością, pokusą, której nie ośmieliłby się poddać. I postawiłby na to 

ostatni  oddech  w  swoich  płucach,  że  smakowałaby  jak  miód  i  brzmiała 

jak anioł. 

Patrzył, jak rzucała ukradkowe spojrzenia po sali, oceniając tłumy 

zgromadzone przy drewnianych stołach w piątkową noc, zasnute dymem 

i otoczone gwarem, łączącym się z jazgotliwą muzyką Hanka Williamsa. 

Jej  włosy  były  ułożone  w  niedbały  kok  na  głowie,  zamaszystym  gestem 

odsunęła kosmyk, który wypadł spod zapięcia – nerwowe drżenie jej ręki 

potwierdzało to, co podejrzewał. Samotne przyjście do baru było dla niej 

nowym, nieznanym doświadczeniem. 

Nagle  ruszyła  po  podłodze  z  twardego  drewna  ku  odludnemu 

krańcowi  baru,  gdzie  znajdowało  się  sześć  pustych  krzeseł  z  wysokim 

oparciem  z  ciemnego  dębu  pasującym  do  boazerii.  Była  skupiona  na 

swoim  celu,  jakby miała  to  być  jakaś forma  ucieczki. Gdyby spojrzała  w 

prawo,  gdzie  stał  Evan,  mogłaby  rozważyć  możliwość  poszukania 

odosobnionego  miejsca,  gdzie  byłaby  tylko  ona  i  duży,  przytłaczający 

facet  z  długimi  włosami  w  kolorze kruczych piór  i oczami  ciemnymi  jak 

północ  tlącymi  się...  żądzą.  Nie.  Jego  mała  blondynka  kierowała  się 

prosto na niego. Ta kobieta żyła niebezpiecznie i nawet nie zdawała sobie 

z tego sprawy. 

background image

–  Tutaj  dwa  piwa  więcej  –  dobiegło  wezwanie  z  drugiego  końca 

kontuaru. 

Przerwa  była  jednocześnie  irytująca,  i  być  może  konieczna.  Evan 

nie  pragnął  zobaczyć,  jak  ta  kobieta  odchodzi,  chociaż  powinien  tego 

chcieć. Nie miał czasu na zakłócenia. Był Strażnikiem, wampirem, który 

ścigał  te,  które  polowały  na  ludzi.  W  tym  przypadku,  na  wilkołaka. 

Niestety,  wilk  zdążył  zabić  pięć  kobiet  w  Houston,  zanim  Rada 

Wampirów dostała sygnał i wysłała Evana oraz jego braci, by wytropili go 

w południowym Teksasie, w małym mieście Temple. 

Jak  dotąd,  pomimo  zajmowania  się  interesem,  Evan  błądził 

tęsknym spojrzeniem po kołyszących się kobiecych biodrach chwilę przed 

tym, 

jak 

wyciągnął 

dwa 

Buds'y 

lodówki  i 

posłał 

je 

trzydziestokilkuletniemu  facetowi  w  dalekim  końcu  lady,  który,  tak  jak 

kobieta,  nosił  zielony  uniform  szpitalny.  Większość  z  tego  tłumu  to  byli 

pracownicy lub odwiedzający ze „Scott and White Hospital“ znajdującego 

się po drugiej stronie ulicy. 

„Shooters“  było  miejscem,  gdzie  pracownicy  mogli  się  wymknąć, 

gdzie  przychodzili  zapić  cokolwiek,  co  im  dolegało,  a  czego  nie  była  w 

stanie  wyleczyć  współczesna  medycyna.  Tutaj  mówiło  się  o  tym,  co 

wydarzyło się w szpitalu, i to był powód, dla którego Evan musiał tu być. 

Wilk  miał  coś  do  młodych  dziewcząt,  ich  sióstr  i  przyjaciółek.  Im 

wcześniej Evan wiedział o ofierze, tym większa szansa, że ocali kolejną. 

Evan  postawił  piwo  przed  mężczyzną  i  pozwolił  mu  pić.  Mijał 

tydzień, odkąd właściciel rzucił okiem na onieśmielającą wielkość Evana 

–  nie  zadzieraj  ze  mną  albo  wytrę  tobą  ten  bar  –  i  zatrudnił  go.  Evan 

zdążył  już  poznać  tych  facetów,  jako  stałych  klientów.  Przy  odrobinie 

szczęścia, nie spędzi tu aż tak wiele czasu, by dowiedzieć się o nich czegoś 

więcej,  albo  o  kimkolwiek  w  tym  barze  –  z  wyjątkiem,  być  może, 

background image

blondynki. Ją chciał poznać. Ale kiedy znajdzie swoją zdobycz, odejdzie, i 

na litość, niech to będzie wkrótce. 

Jego  spojrzenie  ponownie  powędrowało  ku  kobiecie,  drapieżność 

dudniła  w  jego  żyłach,  kiedy  przechodził  przez  całą  długość  kontuaru 

tam,  gdzie  wzywała  go  pokusa.  Znalazła  miejsce  i  usiadła  sztywno  przy 

barze,  palce  złączyła  razem.  Pragnął,  by  zacisnęły  się  na  jego  fiucie,  jej 

nogi  wokół  jego  bioder,  cała  ta  pruderia  topniejąca  w  szalonym 

zapamiętaniu. 

Zatrzymał się tuż przed nią i położył serwetkę na ladzie. 

– Czym mogę pani służyć? 

Zamrugała cudownymi, jasnoniebieskimi oczami – przyciemnione 

oświetlenie nie ukrywało niczego przed jego wampirzym wzrokiem – jej 

wargi rozchyliły się w cichym sapnięciu. 

– Jesteś... barmanem? 

– Czyżbym nie spełniał twoich oczekiwań? 

– Ja... – zaczerwieniła się. – Nie chodzi o ciebie. To... – Pochyliła 

nieznacznie  głowę,  wydając  się  zbierać  się  na  odwagę,  by  mówić  bez 

ogródek. – Mówiąc szczerze, przechodziłam obok tego miejsca kilka razy 

w ciągu miesiąca i zawsze wydawało się dość spokojne. Jedno z tych słabo 

uczęszczanych miejsc, gdzie spędzasz czas przy barze, pijesz i zanudzasz 

przyjacielskiego barmana swoimi kłopotami. Ale to miejsce nie jest słabo 

uczęszczane, a ty jesteś... cóż... ty jesteś... 

Uniósł brew. 

– Jestem? 

–  Nie  jesteś  niski  i  łysy,  jak  to  sobie  wyobrażałam,  to  całą 

pewnością – powiedziała szybko. 

background image

–  Niski  i  łysy  –  powtórzył,  jego  wargi  drgnęły,  co  groziło 

uśmiechem. Nie było to coś, co przypominał sobie, że czuł wiele w całym 

cholernym  minionym  wieku,  ale  coś  w  tej  zdenerwowanej,  chaotycznej 

kobiecie całkowicie go oczarowało. Był przygotowany na uwiedzenie, nie 

oczarowanie. Sądził, że robiła zarówno jedno jak i drugie. 

– Tak – powiedziała, falując palcami. – Ale w porządku. Sądzę, że 

zrobisz się niższy, kiedy zacznę pić. 

Oparł ręce na barze, pochylając się bliżej i wdychając jej subtelny 

zapach. 

–  Myślałem,  że  dzieje  się  wręcz  przeciwnie?  Mężczyźni  stają  się 

wyżsi i przystojniejsi, kiedy kobieta zaczyna pić. 

– Nie sądzę, żeby to było możliwe w twoim przypadku – odparła 

na  sekundę  przed  tym,  jak  jej  oczy  się  rozszerzyły,  kiedy  uświadomiła 

sobie z całą jasnością, że przyznała się właśnie do tego, że uważała go za 

przystojnego.  –  Nie  mówię,  że  sądzę,  że  jesteś...  –  westchnęła.  – 

Potrzebuję  dużego,  owocowego  drinka,  proszę.  Ponieważ  normalnie  nie 

piję, wezmę cokolwiek zaproponujesz. 

Evan  zaproponowałby  przyjemnego,  długiego  drinka  z  samego 

siebie,  ale  zdecydował,  że  lepiej,  by  ta  rozmowa  przebiegała  bez  takich 

podtekstów. Na razie. Prawdopodobnie na zawsze, pomyślał z żalem. 

–  Jestem  pewien,  że  mogę  przynieść  ci  coś,  co  sprawi  ci 

przyjemność  –  zapewnił  ją,  nie  próbując  nawet  być  subtelnym,  jego 

spojrzenie przytrzymało jej na pełen namiętności moment, nim przeszedł 

w głąb baru. 

Po  szybkim  wypełnieniu  innych  obowiązków,  Evan  zmieszał  sok 

kahlua ze śmietanką, słabym alkoholem i postawił całość przez ślicznym, 

kuszącym aniołem. 

background image

Wzięła długi łyk. 

–  Idealne  –  powiedziała.  –  Ledwie  mogę  wyczuć  alkohol. 

Dziękuję... barmanie. 

–  Evan  –  poinformował  ją,  odkrywając,  że  ponownie  był 

rozbawiony. 

– Evan – powtórzyła powoli. – Pasuje do ciebie znacznie lepiej niż 

„barman”. – Sięgnęła poprzez ladę i podała mu dłoń. – Jestem Marissa. 

Jego spojrzenie złączyło się z jej, jego długie palce przesunęły się 

po  jej  szczuplutkich,  pochłaniając  je  w  taki  sam  sposób,  w  jaki  chciał 

pochłonąć  ją.  Jego  spojrzenie  przytrzymywało  jej,  nagle  wzrosło 

seksualne napięcie. Co mu pasowało, bo należał do niej. I cholernie chciał 

się dowiedzieć jak bardzo. Dowiedzieć się, jak słodka mogłaby być naga i 

delikatna w jego ramionach. 

Zabrał dłoń niechętnie. 

– Ciężka noc? 

–  Ciężki  miesiąc  –  odparła.  –  Tak  długo  pracuję  na  ostrym 

dyżurze. Widzisz, ja... – przerwała z machnięciem ręki. – Nie chcesz tego 

słuchać. Nawet mnie nie znasz. 

– Ale chciałbym – powiedział miękko. Każdy cholerny jej cal. 

Jej rzęsy zatrzepotały i uniosły się. 

– Chciałbyś? 

Cholera, ależ ta kobieta była rozkoszna. 

– Bardzo – zapewnił ją. – Opowiedz mi o swoim dyżurze. Co cię tu 

sprowadziło? 

Pochyliła się do przodu, popijając drinka. Kiedy poprawiła się na 

krześle, jej koszulka rozchyliła się nieco, ukazując krzywiznę piersi, sutki 

background image

ściągnęły  się  pod  cienkim  materiałem,  przyciągając  jego  spojrzenie  i 

zagęszczając jego krew. 

– A zatem w porządku – powiedziała. – Tylko pamiętaj. Dałam ci 

szansę odwrotu. 

– Założę się, że uciekniesz dużo szybciej niż ja – powiedział. 

Jej policzki pokryły się pięknym różem. 

–  Będziemy  wiedzieli,  kiedy  wysłuchasz  mojej  paplaniny.  A  więc. 

Chciałeś  wiedzieć,  co  mnie  zmusiło,  by  przyjść  tu  dziś  w  nocy.  Jak 

wspomniałam,  pracuję  w  szpitalu  od  miesiąca.  Przedtem  byłam 

sekretarką. Żadnej krwi, żadnego bólu, sama nuda. Tylko proste sprawy, 

te same sprawy, codziennie. To było przygnębiające. Więc dwa lata temu, 

kiedy  skończyłam  dwadzieścia  pięć  lat  i  miałam  całe  to  rozważanie: 

co-zrobić-ze-swoim-życiem-poza-przepisywaniem-notatek-dla-mojego-

szefa.  Moja  mama nie  żyje  i  nie  mam  nikogo  innego,  więc  nic  mnie  nie 

powstrzymywało.  W  rezultacie  zdecydowałam  zdmuchnąć  swoje 

urodzinowe świeczki i zrobić coś, by następny rok miał jakieś znaczenie. 

Poszłam do szkoły i skończyłam jako pielęgniarka w „Scott and White“. – 

Skrzyżowała ramiona przed sobą i zadrżała. – I wtedy zaczęło się piekło. 

Krew. Przerażenie. Tragedia. Wiesz, co się zdarzyło mojej pierwszej nocy 

w  pracy?  –  Nie  czekała  na  odpowiedź,  położyła  ręce  płasko  na  blacie, 

jakby potrzebowała dodatkowego oparcia. – Musiałam powiedzieć dwóm 

siostrom,  że  ich  rodzice  zginęli  w  wypadku  samochodowym.  A  dzisiaj, 

musiałam powiedzieć jednej siostrze, że druga została okaleczona i zabita 

przez  dzikie  zwierzę.  Musiałam  odwieźć  tę  biedną  kobietę  do  domu  w 

czasie mojej przerwy. Nie miał kto po nią przyjechać. 

Reakcja  Evana  była  natychmiastowa,  instynktowna.  Nakrył  jej 

dłoń swoją, utworzył fizyczne połączenie, które wzmocniło jego nakazy do 

jej umysłu. 

background image

– Potrzebuję adresu siostry, Marissa – rozkazał. 

Zamrugała. 

– Znam go. Zapisałam go. Maple Avenue trzydzieści trzy. 

–  Dobrze  –  powiedział  cicho,  nim  usunął  jej  pamięć  o  tym.  – 

Wybacz  mi,  skarbie.  Muszę  szybko  gdzieś  zatelefonować.  Zaraz  wrócę  i 

będziesz mogła dokończyć swoją opowieść, którą bardzo chcę usłyszeć. 

Jej oczy złagodniały, z własnej woli dotknęła jego ręki. 

– Wracaj szybko. – W jej głosie była miękka gotowość. 

–  Wrócę  –  obiecał,  życząc  sobie  jak  diabli,  by  nie  było  to  z 

niewłaściwych powodów. 

Dzisiejszej nocy Marissa zrobiła więcej, niż tylko zwróciła na siebie 

uwagę wampira. Sama stanęła na drodze zabójczego wilkołaka. 

 

background image

 

Rozdział 2 

Jak  tylko  Evan  puścił  jej  dłoń,  Marissa  wzięła  duży,  chłodny  łyk 

swojego  drinka.  Płonęła.  Co  było  zarówno  niespodziewane  jak  i,  jak 

przypuszczała,  było  dokładnie  tym,  co  zaleciłby  lekarz.  Przyszła  do 

„Shooters“ dla rozrywki, dla ucieczki od krwawego piekła dzisiejszej nocy, 

a Evan był nią i czymś więcej. 

Z  westchnieniem  przyglądała  się,  jak  odchodził,  długie  czarne 

włosy układały się falami na plecach między szerokimi ramionami. Och, 

jak łatwo mogła go sobie wyobrazić dzikiego z namiętności, nagiego... na 

niej,  te  długie,  czarne  włosy  wokół  jego  ramion.  Przygryzła  wargę. 

Mężczyzna  był  gorętszy  niż  teksańskie  słońce  i  to  było  cholernie  niezłe 

przypalanie.  Typ  mężczyzny,  o  jakim  fantazjują  kobiety,  ale  którzy  tak 

naprawdę nie istnieją.

1

 

Zwłaszcza,  że  nie  miała  mężczyzny  w  swoim  życiu  i  łóżku  od 

dobrych  sześciu  miesięcy,  od  czasu  oficera  policji  z  Austin,  który  miał 

zahamowania  w  kwestii  poddaństwa  i  uznał  to  za  odrażające,  nie 

seksowne.  

Nie  zaufałaby  temu  mężczyźnie,  by  dać  mu  się  związać.  Cholera, 

jeśli już o to chodzi, to nie pozwoliłaby mu nawet dotknąć jej ulubionego 

kubka  ze Snoopy'm.  Oczywiście,  to  był  szczególny kubek, podarunek  od 

jej  byłej  najlepszej  przyjaciółki  ze  szkoły  średniej.  Byłej  przyjaciółki, 

ponieważ  nazwała  jej  męża  sukinsynem  i  oszustem,  kiedy  ją  zdradził.  I 

tak  skończyła  się  przyjaźń.  Ale  kubek  wciąż  przywoływał  wspomnienia 

długiej  przyjaźni,  która  wciąż,  coś  dla  niej  znaczyła,  wciąż  zajmowała 

miejsce w jej sercu. A jeśli facet nie był godny trzymać nawet jej kubka, 

mógł być cholernie pewny, że nie pozwoli mu przykuć się kajdankami do 

łóżka i zabrać ją na dziką jazdę. 

                                                           
1  A szkoda :( na szczęście możemy sobie o takich egzemplarzach poczytać :DDD 

background image

Ale Evan – to już była inna historia. Miała to nagłe pragnienie pod 

tytułem  chcę-stać-się-grzeszna-i-dzika  z  mężczyzną,  który  zapominał  o 

ostrożności.  A  ona  lubiła  być  ostrożna.  Lubiła  planować  i  organizować. 

Zwykle chciała poznać lepiej faceta, zanim się przed nim rozebrała. Niby 

to wszystko fakt, ale nie z Evanem. 

Fantazja  o  byciu  nagą  z  Evanem,  wywietrzała  nagle  z  jej  głowy, 

kiedy jej spojrzenie zatrzymało się na telewizorze wiszącym ponad ladą, 

gdzie  pokazywano  wiadomości  ze  szpitala  i  domu,  dokąd  dziś  odwiozła 

siostrę  ofiary.  Napisy  u  dołu  ekranu  mówiły  o  makabrycznym  ataku 

zwierzęcia.  Przez  chwilę  pokazano  twarz  Ellen,  ocalałą  siostrę 

wyglądającą  na  bladą  i  zbolałą,  wszystko  to  sprawiło,  że  Marissa 

pociągnęła  przez  słomkę  kolejny  długi  łyk  swojego  drinka.  A  potem 

jeszcze jeden. 

Głowa  zaczęła  jej  pękać,  realia  życia  i  tego  dnia  spowodowały 

głośniejszy  hałas  w  jej  głowie.  Nie  miała  żadnej  rodziny,  nikogo,  kogo 

mogłaby  stracić  –  jej  matka  zmarła,  gdy  była  dzieckiem,  ojciec  był 

pijakiem, który wyrzucił ją z domu, kiedy miała szesnaście lat. Ale Ellen, 

biedactwo...  miała  cudowną  rodzinę  –  rodzinę  godną  zazdrości,  –  która 

została  zniszczona  w  przeciągu  kilku  tygodni.  Marissa  chciała  pomóc 

Ellen. Chciała pomagać ludziom, uczynić swoje życie znaczącym. Ale to, 

co  zobaczyła  w  ciągu  ostatniego  miesiąca  –  ból,  cierpienie  i  stratę  – 

zżerało ją żywcem. Nie wiedziała, jak się od tego odciąć i dręczyło ją przez 

to poczucie winy. 

–  Może  jeszcze  jednego?  –  Spytał  Evan,  pojawiając  się  przed  nią 

niespodziewanie. Nawet nie zauważyła, kiedy podszedł. Co wiele mówiło 

o tym, jak bardzo się zamyśliła – Evan był trudny do przegapienia. 

Pociągnęła łyk przez słomkę i opróżniła szklankę, po czym pchnęła 

ją do niego. 

background image

– Zważywszy na to, że jestem już wstawiona – powiedziała, myśląc 

że jego usta są jeszcze bardziej seksowne, kiedy alkohol ogrzał jej krew – 

to  prawdopodobnie  zły  pomysł.  Planowałam  wrócić  do  domu  taksówką, 

ale nie jestem pewna, czy teraz znajdę jakąś taryfę. 

– Jak sądzę, nie żartowałaś o tym, że nie pijesz alkoholu. – Ciemne 

oczy  oceniały  ją  z  przeszywającą  intymnością,  widział  więcej  niż  by 

chciała. 

Potrząsnęła głową. 

– Tu chodzi o kontrolę – powiedziała, – przez co ostry dyżur nie 

jest dla mnie właściwym miejscem. Tam niczego nie kontroluję. Niczego. 

Dzieją się okropne rzeczy – zdarza się śmierć – a ja nie mogę zrobić nic, 

żeby to powstrzymać. 

– Skupiasz się na stracie – stwierdził. – Nie na ratowaniu życia. 

– Wiem – odparła. – Logiczna część mojego umysłu wie, że to ma 

sens. Ale wracam do domu i myślę o tych życiach, które straciliśmy albo o 

ludziach, którzy nigdy już nie będą chodzić, mówić czy widzieć. Ci ludzie 

prześladują  mnie  w  snach.  Zostawiłam  Austin,  by  przyjechać  tutaj  i 

myślę..., że to był błąd. 

–  Znajdziesz  jakieś  ujście  dla  złych  emocji  –  zapewnił  ją.  –  To 

zajmuje trochę czasu. 

– A jeśli nie? 

– Znajdziesz. 

Powiedział to z taką pewnością, że wzbudziło to jej ciekawość. 

– To brzmi tak, jakbyś mówił z własnego doświadczenia. 

Jego wargi uniosły się, ale uśmiech nie pojawił się w jego oczach, 

gdzie smutek tańczył pośród cieni. 

background image

– Przyniosę ci drinka. 

–  Nie!  –  Zaprotestowała,  wiedząc  doskonale,  że  jej  język  już 

poruszał  się  tak,  jakby  w  jej  głowie  było  zbyt  dużo  puszystych  rzeczy

2

Bardziej  prawdopodobne,  że  jej  stopy  zaczną  potykać  się  o  siebie.  – 

Lepiej  już  skończę.  Ucieczka  brzmi  wspaniale,  gdy  głowa  zaczyna  mi 

pękać. 

Pochylił  się  do  przodu,  jego  ręce  przesunęły  się  po  kontuarze  po 

obu jej stronach. 

– Upewnię się, że dotarłaś bezpiecznie do domu, Marissa. 

Przełknęła  ciężko.  Było  coś  w  sposobie,  w  jaki  powiedział 

„Marissa” i w jego gorącym spojrzeniu, które spowodowało szybsze bicie 

serca w jej piersi. Czy on miał na myśli, że... zabierze ją do jej domu, czy 

tylko, że wsadzi ją do taksówki? 

Marissa nie miewała jednonocnych przygód, pierwszorandkowego 

seksu, ani nie piła samotnie w barze. Nie normalnie. Ale dzisiejszej nocy 

nic  w  jej  świecie  nie  było  takie  jak  zwykle.  Przeszukała  swoją  torebkę  i 

położyła na blacie swoje klucze. 

Jutro  znajdzie  sens  w  tym  bezsensie.  Będzie  odpowiedzialna, 

rozgryzie to wszystko. Ale dzisiejszej nocy potrzebowała ucieczki. Może tą 

ucieczką  będzie  oszroniały,  zimny  drink.  Może  będzie  nią  Evan.  Nie 

wiedziała. Nie obchodziło jej to. 

 

 

  

 

                                                           
2  Czyli tak zwana pomroczność jasna :P 

background image

Trzy godziny później bar został zamknięty, ale Evan upewnił się, że 

Marissa  została  na  swoim  miejscu,  z  drinkiem  przed  nią.  Nie  mógł 

pozwolić, by wyszła bez niego i nie tylko z powodu wilka chciał mieć ją na 

oku.  Nie  –  było  coś  więcej  w  tym,  że  pragnął,  by  Marissa  trzymała  się 

blisko.  Jasno  i  prosto:  pragnął  jej  i  to  nie  tylko  fizycznie  –  nie  ulegało 

jednak  kwestii,  że  czyniła  go  gorącym  i  twardym.  W  końcu  był  przecież 

mężczyzną,  samcem  wampira,  z  podstawowymi,  seksualnymi 

instynktami, przez które wyobrażał sobie wszystkie niecne sposoby, przez 

które  mógł  sprawić,  aby  krzyczała  jego  imię.  Ale  tym,  co  naprawdę  go 

wzięło,  to  nie  pragnienie,  które  w  nim  wzbudziła,  ale  sposób,  w  jaki  go 

rozśmieszała,  kiedy  mógłby  przysiąc,  że  to  niemożliwe.  Sposób,  w  jaki 

sprawiała, że się uśmiechał, choć był pewien, że nie ma ku temu żadnego 

powodu. Sposób, w jaki uświadomiła mu, jak puste było jego życie przez 

cały wiek polowań i chciał wiedzieć dlaczego i jak to robiła kobieta, którą 

ledwie znał. To jednak nie był czas, by dokonywać takich odkryć, w łóżku 

czy poza nim. 

Wytarł  ladę,  zmierzając  do  zamknięcia  baru,  skupiony  na 

bezpieczeństwie  Marissy.  Aby  się  upewnić,  że  nie  znalazła  się  na 

celowniku  wilka,  jak  zwykle  działo  się  z  przyjaciółkami  i  znajomymi 

poprzednich ofiar. 

Prawie  już  skończył  z  obowiązkami  nocnego  barmana  i  rzucił 

Marissie  szybkie,  uwodzicielskie  spojrzenie,  nie  próbując  nawet 

powstrzymać  pierwotnego  gorąca  w  swoim  wzroku.  Ona  nie  jest  dla 

niego, mówił sobie po cichu. Była typem życzliwej dziewczyny, a nie było 

życzliwości  w  niczym,  co  mógłby  jej  dać.  Niemniej  jednak,  kiedy 

uśmiechnęła  się  do  niego  nieśmiało,  jego  pachwina  napięła  się,  a  fiut 

zesztywniał pod rozporkiem – i wiedział już, że nie pozwoli jej odejść bez 

pieprzenia jej w każdy sposób, w jaki tylko będzie w stanie go wziąć. 

background image

Cisnął szmatę w dół i okrążył bar, eliminując ladę, która oddzielała 

go od niej przez cały wieczór, aż stanął obok niej i położył dłoń na oparciu 

jej krzesła. Obróciła się ku niemu, jej zapach podrażnił jego nozdrza, jego 

ramiona  stworzyły  intymną  przestrzeń,  chwytając  ją  w  pułapkę  między 

ladą a jego ciałem. Była jego w tym momencie i ta myśl przemawiała do 

niego daleko bardziej niż powinna. Wystarczyłoby tylko pochylić głowę i 

jego  zęby  mogłyby  dotknąć  tej  delikatnej,  jasnej  szyi.  Jego  wargi  –  jej 

warg. Jego ciało – jej ciała. 

Spojrzała w górę na niego, jej długie, ciemne rzęsy zatrzepotały w 

połączeniu  niepewności  i  pragnienia,  jej  źrenice  były  rozszerzone  z 

powodu alkoholu, który spożyła. 

– Jesteś naprawdę... wysoki – szepnęła. 

–  A  ty  –  powiedział,  muskając  palcem  jej  podbródek  –  jesteś 

naprawdę piękna. – I niewinna. Zbyt niewinna i doskonała dla osobnika 

jego pokroju. 

Zadrżała. 

–  Wysoki  i  słodkousty,  myślę,  że  powinnam  się  bać.  –  Jej  dłoń 

ześliznęła  się  z  lady.  –  Auć!  –  Wyciągnęła  dłoń  do  przodu,  czerwień 

zebrała  się  na  jej  palcu  wskazującym,  drewniana  drzazga  wystawała  z 

zaczerwienionego centrum. 

Żądza błyskawicznie zapłonęła w Evanie, kiedy skorzystał z okazji i 

wyrwał  drzazgę,  nim  wciągnął  jej  palec  do  swoich  ust.  Słodki  smak  jej 

krwi  eksplodował  na  jego  kubkach  smakowych,  napełniając  go  żądzą, 

pragnieniem – podsycając seksualną stronę jego wampirzej natury, kiedy 

już  pragnął  tej  kobiety  w  rozżarzonym  do  białości  żądaniu.  Jego  dziąsła 

zamrowiły, kły groziły wysunięciem.  

background image

Jego  oczy  napotkały  jej  –  zapach  jej  pobudzenia,  smak  jej  krwi 

przesączały  się  przez  niego  z  żądaniem,  by  ją  posiąść,  posiąść  do 

zaspokojenia.  Gdzieś  z  tyłu  baru  trzasnęły  drzwi.  Dźwięk  wstrząsnął 

Evanem  wystarczająco,  by  przywrócić  go  do  rzeczywistości  i  uciszyć 

bestię wewnątrz niego, grożącą że przejmie kontrolę nad nim i nad nią. 

Jego  język  zawirował  dookoła  jej  palca,  po  czym  uwolnił  go, 

badając obszar, gdzie tkwiła drzazga. 

– Wszystko w porządku – uznał. 

Wyglądała na nieco ogłuszoną. 

– Miałam rację – szepnęła. 

Ściągnął brwi. 

– Rację? 

–  Kiedy  powiedziałam,  że  powinnam  się  ciebie  obawiać  – 

wyjaśniła. – Ponieważ sposób, w jaki to właśnie zrobiłeś, powinien mnie 

zaniepokoić, ale... 

Pochylił się bliżej, jego twarz znalazła się tuż obok jej, jego wargi 

blisko  jej  ucha,  jego  usta  zbyt  blisko  żyły,  którą  pragnął  przekłuć  –  dla 

własnego dobra – z pewnością dla jej dobra. A jednak zapytał. 

– Podnieciło cię to? 

Wciągnęła oddech. 

– Tak. 

– Mnie też – zapewnił ją i zastanowił się, że może to on powinien 

obawiać  się  jej,  ponieważ  to  ona  pozbawiała  go  rezerwy,  ostrożności. 

Kontroli.  Odchylił  się  w  tył,  oferując  swoją  dłoń,  by  pomóc  jej  wstać.  – 

Nie gryzę – zapewnił. – Nie, chyba, że poprosisz. – I jak cholera pragnął, 

by tego chciała, tak jak on chciał ją przekonać, że powinna to zrobić. 

background image

Zaśmiała się nerwowo. 

–  Nigdy  w  życiu  nie  poprosiłam  mężczyzny,  by  mnie  ugryzł  – 

powiedziała, naciskając swoją dłonią na jego. 

Uniósł jej palce do swoich ust. 

– Więc ja będę pierwszym. 

Jej oczy rozszerzyły się. 

– By mnie ugryźć? 

– W bardzo przyjemny sposób – zapewnił ją. 

Zarumieniła się. 

–  Muszę  być  pijana  –  stwierdziła,  –  ponieważ  ci  wierzę.  To 

prawdopodobnie znak, żebym poszła do domu. 

–  Odwiozę  cię  do  domu  –  zaoferował  się.  –  Będziesz  miała 

samochód na jutro. 

Zastanawiała się przez chwilę. 

– Powinnam powiedzieć „nie”. 

– Ale zamierzasz powiedzieć „tak”. 

–  Tak  –  zgodziła  się  i  uśmiechnęła.  –  I  rano  będę  za  to  winić 

alkohol. 

Jego dłonie otoczyły ją w talii. 

– Wina oznacza żal – powiedział. – A ja nie zamierzam pozwolić ci 

na żaden żal. 

– Jesteś całkiem pewny siebie, prawda? 

Chwycił ją za rękę. 

– Bardzo. 

background image

Pewny,  że  dzisiejsza  noc  będzie  piekłem.  Pewny,  że  obojętnie  jak 

bardzo  tętniące  pragnienie  będzie  ponaglać  go,  by  znalazł  łóżko,  by 

zerwał  z  niej  ubrania  i  by  zatopił  się  w  niej,  to  nie  będzie  działał  wedle 

tych pragnień. Nie, kiedy była wstawiona. 

–  Możesz  znaleźć  swój  samochód,  prawda?  –  Spytał  przekornie, 

kiedy przekręcił klucz w głównych drzwiach i skinął kierownikowi, by za 

nim zamknął. 

Roześmiała się. 

–  Jasne,  wiem,  że  jestem  zbyt  pijana  by  prowadzić,  ale  przecież 

samochód jest wystarczająco duży, żebym mogła go znaleźć. 

Pchnął  drzwi,  wychodząc  na  zewnątrz  wraz  z  przypływem 

świadomości. Napięcie wystrzeliło przez jego zakończenia nerwowe, jego 

wampirze  zmysły  krzyczały  o  obecności  wilka.  Miał  jednak  przewagę. 

Mógł wyczuć wilka, jednak jako wampir był w zasadzie martwy, więc wilk 

nie  mógł  go  wyczuć  ani  po  zapachu,  ani  po  emocjach.  Ale  na  wolnej 

przestrzeni jak teraz, wilk mógł go zobaczyć i nie wyczuć w nim niczego 

ludzkiego. Innymi słowy, wilk dowiedziałby się, że Evan jest wampirem, 

Strażnikiem, który na niego poluje. To zaś znaczyło, że piłka znajduje się 

po  stronie  wilka.  Uciec  czy  atakować.  A  odkąd  większość  Strażników 

pracowała w pojedynkę – on i jego bracia stanowili wyjątek – wilk może 

być wystarczająco pewny siebie, by zaatakować. 

– Zostawiłem kurtkę w środku – powiedział Evan, zawracając do 

wejścia do baru. Jeden z jego braci mógł zostać z Ellen, ale potrzebował 

drugiego tutaj, gotowego zdjąć wilka, podczas gdy on chroniłby Marissę. 

Evan zapukał do drzwi. 

– Nosisz kurtkę w taki upał? – Spytała Marissa; wilgotna i duszna 

teksańska noc była niemożliwa do zignorowania. 

background image

–  Nakaz  mody  –  powiedział  jej.  –  A  kiedy  mój  portfel  jest  w 

kieszeni kurtki, raczej ważny nakaz. 

Kierownik spojrzał przez podwójne szklane drzwi i otworzył je. 

– Zapomniałeś czegoś? 

Evan skinął głową. 

– Taa, pospieszę się. 

Wciągnął  Marissę  do  środka,  stwierdzając,  że  czule  odgarnia  jej 

włosy  sprzed  oczu  i  zastanawiając  się,  co  takiego  jest  w  tej  kobiecie,  że 

wywołuje w nim takie reakcje. Był myśliwym, zabójcą, mężczyzną, który 

nie był już człowiekiem. 

–  Nie  ruszaj  się  –  poinstruował  ją  szorstko.  Więcej  skupienia  na 

chronieniu jej, zamiast na pieprzeniu.

3

 – Zaraz wrócę. 

Zachwiała się i chwyciła za jego ramię. 

– Ups. Domyślam się, że się poruszyłam. Podłoga jest niestabilna. 

–  Podłoga  –  powiedział,  jego  usta  zadrgały,  uśmiech  próbował 

zapanować nad rozpaczliwą potrzebą oddzielenia Strażnika polującego na 

wilkołaka  i  Strażnika  polującego  na  tę  kobietę.  Była  zachwycająca, 

czarownica, która rzuciła na niego urok. – Oczywiście – zaprowadził ją do 

stolika i posadził na krześle, przykucając obok niej. – Tym razem mówię 

poważnie. Nie ruszaj się. 

Rzuciła mu krzywy uśmiech i szkliste spojrzenie. 

–  Powiedziałabym,  że  to  całkiem  spore  ryzyko,  i  że  nie  będę 

wstawała bez twojej pomocy. 

– Dobrze – powiedział, pieszcząc lewą stronę jej nogi. – Nie chcę, 

żebyś szła gdziekolwiek beze mnie. 

                                                           
3  Powodzenia i krzyżyk na drogę :P ups, był srebrny... 

background image

  

 

Marissa  obserwowała  Evana,  jak  odchodzi  tym  swoim  dumnym 

krokiem,  zostawiając  ją  samą  w  przedniej  części  baru,  i  cichy  jęk 

wymknął  się  spomiędzy  jej  warg.  Potężny  mężczyzna,  niesamowity. 

Mogła  poczuć  ból  między  udami,  znajome  mrowienie  w  sutkach.  Ależ 

była z niej rozwiązła latawica! Och, dobry Boże. Nie chodziło o to, czy była 

pijana  czy  trzeźwa.  Nie  chciała  tego,  dokądkolwiek  to  prowadziło,  – 

dokąd  to  prowadziło  z  tym  mężczyzną.  Nie  chciała  czuć  się  gorzej  z 

powodu  swoich  życiowych  wyborów,  a  czucie  się  jak  latawica  było  na 

szczycie  tej  listy.  Nie  chciała  przejść  przez  życie  w  pojedynkę  z  powodu 

podejmowania  nieodpowiedzialnych  albo  irracjonalnych  decyzji.  Ale  z 

drugiej strony, Evan był naprawdę gorący i może powinna pamiętać o tej 

rozwiązłej  części  niej.  Zachichotała.  Nie  była  chichotką,  nigdy  nie  lubiła 

chichotek i była wręcz przerażona myślą, że stała się nagle jedną z nich. 

Kolejny chichot wyśliznął się niekontrolowanie spomiędzy jej warg. 

Stanęła  na  własnych  stopach,  a  jej  żołądek  natychmiast  się 

przewrócił.  Och,  pięknie,  pomyślała,  chwytając  drewniane  oparcie 

krzesła. 

– Chyba będę wymiotować – wyszeptała. 

Gorący mężczyzna, noc bez-cholernych-zahamowań, a ona była na 

krawędzi wymiotowania. Czyż nie była to historia jej życia? 

Kolejne kołysanie w żołądku i Marissa wiedziała, że ma kłopot. W 

desperacji,  by  uciec  nim  sama  siebie  postawi  w  krępującej  sytuacji, 

rzuciła się ku drzwiom, dziękując dobremu Panu, że klucz wciąż tkwił w 

zamku.  Jakimś  sposobem  zdołała  przekręcić  klucz  i  popchnąć  drzwi,  by 

się  otworzyły.  Przepłynęła  przez  nią  fala  ulgi.  Była  bezpieczna  od 

background image

zażenowania  samej  siebie  przed  Evanem.  Albo  będzie,  jeśli  powstrzyma 

swój żołądek wystarczająco długo, by dotrzeć na drugą stronę budynku. 

 

background image

Rozdział 3 

Marissa  potknęła się  lekko,  ale była zadowolona, że  wciąż  była  w 

stanie przemknąć do alejki, gdzie nikt nie mógł jej zobaczyć. Jej torebka 

zwisała wokół jej ramienia, chociaż Marissa nie miała pojęcia, jak się tam 

znalazła. Ani o sekundę za wcześnie okrążyła bok budynku i znalazła azyl 

w ciemnej alejce. Okropny ból żołądka zgiął ją w pół i sekundy zmieniły 

się w minuty, kiedy choroba ją pokonała

4

Gdy w końcu się wyprostowała, wiedziała, że fantastyczny romans 

tej  nocy  się  skończył.  Nie  tylko  czuła  się  jak  gówno,  ale  i  musiała  tak 

wyglądać.  Modliła  się,  by  w  jej  torebce  znalazł  się  choć  listek  gumy  do 

żucia. Zaplątała się w skórzany pasek, starając się odsunąć zamek, kiedy 

przepłynął  przez  nią  nagły  podmuch  lodowatego  przeczucia.  Marissa 

zamarła,  uświadomiwszy  sobie  natychmiast,  że  ciemna  choć  oko  wykol 

alejka  jest  niebezpiecznym  miejscem  –  nie  azylem.  Przez  złe  przeczucie 

jej  oddech  utkwił  w  gardle,  a  instynkt  nakazał  jej  nie  poruszać  się,  nie 

ośmielać  się  nawet  mrugnąć.  Ktoś  ukrywał  się  za  ścianą  ciemności, 

otaczając ją i uświadamiała sobie to każdą komórką swojego jestestwa. 

Wysilała wzrok, by zobaczyć cokolwiek, ale nie udało się. Wtedy – 

dźwięk  –  lekkie  skrobanie  o  chodnik.  Jej  serce  uderzyło  mocniej, 

odwróciła się by stanąć twarzą w twarz z parą jarzących się na czerwono 

oczu.  Warczenie  przeniknęło  powietrze  w  tym  samym  momencie,  co 

krzyk Marissy. 

Chwilę  później,  potężna  siła  poderwała  ją  i  rzuciła  mocno  na 

ziemię. Jej kości i zęby zagrzechotały od uderzenia, a żwir wbił się w jej 

plecy.  Strach  był  jednak  silniejszy  niż  ból  i  Marissa  próbowała  wstać, 

próbowała uciekać. Uniosła się w górę na rękach, gdy ciężkie ciało spadło 

na  nią  od  góry.  Gorący,  paskudny  oddech  spłynął  na  jej  twarz  wśród 

                                                           
4  Czyli pojechała do Rygi. Ekspresem. :P 

background image

warkotów. A więc dobrze, wiedziała już, że miała wielkie kłopoty

5

. To nie 

był  człowiek  –  to  było  coś  znacznie  gorszego.  To  było  dzikie  zwierzę, 

wielkie dzikie zwierzę. 

Otworzyła  usta,  żeby  znowu  krzyknąć,  kiedy  zęby  wbiły  się  w  jej 

ramię.  Marissa  zachłysnęła  się,  kiedy  rozdzierał  jej  ciało,  miażdżył 

ścięgna  i  kości.  Jej  ciało  szarpało  się,  jakby  nerwy  reagowały  na 

uszkodzenia. Próbowała krzyknąć, ale żaden dźwięk nie wydobył się z jej 

ust.  To  bolało...  Boże,  tak  okropnie  bolało.  Siłą  woli  zmuszała  się,  by 

walczyć,  ruszyć  się,  przeżyć  –  przeklinając  alkohol,  który  uczynił  ją 

słabszą,  który  sprawił,  że  kręciło  się  jej  w  głowie,  a  jej  kończyny 

odmawiały  posłuszeństwa.  Stała  się  bezwładna,  jak  szmaciana  lalka 

rozrywana  na  strzępy.  Wszystko,  co  mogła  zrobić,  to  zacisnąć  powieki  i 

modlić się. 

 

 

  

 

 

W  tym  samym  momencie,  w  którym  krzyk  przeszył  powietrze, 

Evan  wypadł  przez  podwójne  drzwi  baru,  smakując  strach  Marissy  tak 

wyraźnie,  jak  smakował  słodycz  jej  krwi  ledwie  kilka  chwil  temu. 

Błyskawicznie  znalazł  się  w  ciemnej  alejce,  wdzięczny  za  możliwość 

widzenia  w  ciemności,  pomimo  przerażającej  sceny  przed  nim.  Marissa 

na ziemi, i wilk unoszący się ponad jej leżącym ciałem. 

Wilk  uniósł  głowę  natychmiast,  kiedy  wyczuł  obecność  Evana, 

krew  skapywała  z  jego  warg.  Evan  z  wampirzą  szybkością  znalazł  się  za 

                                                           
5  Jaka inteligentna :P widać, co nadmiar alkoholu robi z człowiekiem... 

background image

bestią. Mocno rzucił wilkiem w dumpstera, gniewem karmiąc swoją siłę. 

Wilk  uderzył  w  metal  z  ogłuszającym  wstrząsem,  po  czym  spadł  na 

ziemię. 

Evan  przykucnął  obok  nieprzytomnej  Marissy;  krew  tryskała  z 

szarpanej rany biegnącej od szyi do ramienia, gdzie zęby przebiły się aż 

do  kości.  Jego  spojrzenie  wpiło  się  w  wilka,  który  stawał  na  nogi  z 

rozdrażnionym warczeniem. Evan i żółtooka bestia wymienili spojrzenia, 

wzrok wilka promieniował agresją. 

– Chodź tu i złap mnie, wilku! – Krzyknął Evan. 

Wilk  obnażył  ostre  kły  z  warknięciem,  zniżył  swoje 

siedmiostopowe ciało do przodu, ustawiając się do ataku. Evan zerwał się 

na nogi, stając w gotowości. 

Minęło  kilka  pełnych  napięcia  sekund  całkowitego  impasu,  aż 

nagle  wilk  warknął,  a  następnie  zniknął,  lekkim  skokiem  lądując  na 

dachu  baru.  Evan  zawahał  się  na  moment.  Wilk  uciekał,  potencjalnie 

mając  na  celu  więcej  ludzi,  jednak,  jeśli  nie  zajmie  się  Marissą,  z 

pewnością wykrwawi się ona na śmierć. 

Evan  oderwał  spojrzenie  od  miejsca,  w  którym  zniknął  wilk  i 

skupił się na Marissie; jego pierś zacisnęła się na widok jej bladej twarzy, 

wyraźnej dla niego w ciemności. Pochylił się nad nią, podnosząc ją tak, by 

opierała  się  o  niego,  zdając  sobie  sprawę,  że  wedle  praw  Rady  był 

zobowiązany  ją  zabić.  Została  ugryziona  przez  wilka  zainfekowanego 

wirusem  podobnym  do  wścieklizny,  niepozwalającego  zachować 

zwierzęciu  nietkniętą,  zdrową  psychikę.  Wirus,  który  zakaziłby  Marissę, 

zmieniając  ją  w  ten  sam  typ  potwora.  Wszystko  w  nim  krzyczało  z  tej 

niesprawiedliwości, z poczucia winy za zostawienie jej samej. Reagował z 

zaborczością,  opiekuńczością  wobec  tej  kobiety,  które  przeczyły  ich 

krótkiej  znajomości.  Właśnie  dlatego  zwykle  ograniczał  znajomość  z 

background image

kobietami  do  sypialni.  Nie  chciał  ich  poznawać,  nie  chciał  się  nimi 

przejmować.  Ponieważ  przejmowanie  się  wcale  mu  nie  pomagało,  nie 

pozwalało wykonywać obowiązków Strażnika. 

Nie  dając  sobie  czasu  na  myślenie  o  konsekwencjach  swoich 

czynów  –  naprawdę,  w  cholerę,  nie  dając  –  ugryzł  własny  nadgarstek  i 

pozwolił  sączyć  się  jego  krwi  do  jej  ust,  podając  jej  substancję,  która  ją 

uzdrowi. Mógł ją uratować. Chciał ją uratować. 

Zabrało  tylko  kilka  sekund,  kiedy  Marissa  zareagowała  na  krew, 

pozwalając  działać prymitywnej  potrzebie przetrwania,  instynktownemu 

zrozumieniu  tego,  czego  potrzebowała,  by  dalej  żyć.  Pozwolił  jej  brać, 

czego potrzebowała; rany na jej szyi i ramieniu zaczęły się zasklepiać, tak 

jak chciał. Nie mógł jednak pozwolić, by wzięła zbyt dużo, nie bez ryzyka 

uczynienia go zbyt słabym, by ją bronić, gdyby wrócił wilk. Nie, jeśli nie 

mógł się pożywić, a w tej chwili nie było takiej możliwości. 

– Wystarczy – polecił cicho, rozkazując jej umysłowi. – Śpij. 

Nie  walczyła  z  przymusem  jak  niektórzy  ludzie,  nie  wymagała 

dodatkowego  mentalnego  nacisku.  Po  prostu  zemdlała  –  wiotki, 

delikatny  kwiat  kobiecości  –  i  wiedział  na  jakimś  poziomie,  że  mu 

zaufała. 

–  Powiedz  mi,  że  ratując  ją  masz  dobry  powód,  możliwy  do 

zaakceptowania przez radę. 

Spojrzenie  Evana  uniosło  się,  przebijając  ciemność,  aż  znalazło 

Aidena, starszego z jego dwóch młodszych braci, opierającego się o ścianę 

z jedną stopą opartą o drugą. Evan wziął Marissę w ramiona i wstał. 

–  Wystarczający  powód  –  powiedział.  –  Ale  nie  taki,  który 

zaakceptują. 

Aiden zaklął. 

background image

– Zabiją ciebie, a jeśli nie oni, to ona. Wirus zrobi z niej potwora. 

–  Nie,  jeśli  zabiję  wilka,  a  razem  z  nim  wirusa,  przed  pełnią 

księżyca. 

–  Wirus  doprowadzi  ją  do  szaleństwa  na  długo  przez  nastaniem 

pełni. 

–  Tak  się  nie  stanie.  –  Zaczął  iść,  zamierzając  wyminąć  swojego 

brata i skierować się na parking. 

Aiden chwycił go za ramię, zanim brat go ominął. 

– Tak będzie – upierał się. 

–  Ona  nie  oszaleje  –  wycedził  Evan  przez  zaciśnięte  zęby, 

wyszarpując ramię z uścisku i ruszył naprzód. 

Aiden zaklął miękko i zrównał krok z Evanem. Napięcie płynące w 

jego bracie powiedziało Evanowi, że Aiden domyśla się, dlaczego Evan był 

tak pewny swoich słów i że nie jest tym zachwycony. 

Ledwie  minutę  później  Evan  z  Marissą  w  ramionach  wśliznął  się 

na  tylne  siedzenie  escalade  Aidena.  Aiden  usiadł  za  kierownicą  i 

natychmiast obrócił się twarzą do Evana. 

– Wymieniłeś z nią krew? 

Evan wolno skinął głową. 

–  Kurwa!  –  Zaklął  Aiden,  uderzając  w  kierownicę  i  zwracając 

czarne,  płomienne  spojrzenie  na  Evana.  –  Cholera  jasna,  Evan,  chcesz 

dać  się  zabić?  O  to  chodzi?  Jesteś  zmęczony  życiem  i  szukasz  sposobu, 

żeby  powiedzieć  „do  widzenia”?  Teraz  nie  możesz  wymazać  jej  pamięci. 

Dowie  się  o  nas.  Będzie  dla  nas  zagrożeniem,  niezależnie  od  tego,  co 

stanie się z wilkiem. 

Evan zdawał sobie sprawę z tego, co więź stworzyła między nimi. 

background image

– Zajmę się kobietą. 

– Jest zarażona, Evan – wycedził Aiden przez wysunięte z powodu 

gniewu  kły.  –  Zmieni  się  w  potwora.  I  ten  potwór  będzie  dzielił  z  tobą 

mentalne  połączenie,  co  pozwoli  jej  wytropić  cię  i  zabić.  I  cokolwiek 

myślisz,  że  do  niej  czujesz  –  zakładam,  że  musisz  coś  czuć,  inaczej  nie 

wpakowałbyś  się  w  to  gówno

6

  –  cóż,  ona  nie  poczuje  tego  do  ciebie. 

Będzie chciała widzieć cię martwym. 

– Nie, jeśli zabiję wilka. 

Aiden  wpatrywał  się  w  Evana  przez  kilka  długich  sekund,  nim 

zapytał: 

– A jeśli twoja krew i więź, którą z nią utworzyłeś, nie wystarczy, 

by powstrzymać ją przed popadnięciem w szaleństwo? 

Obaj  wiedzieli,  że  będzie  się  zmagała z  prymitywnymi  popędami, 

które musiały być kontrolowane. 

– Powiedziałem, że zajmę się kobietą. 

Aiden wpatrywał się w niego przez kolejnych kilka minut, po czym 

odwrócił  się  bez  słowa  i  odpalił  ciężarówkę,  w  ciszy  i  ciemności, 

wypełnionych ukrytym znaczeniem. 

Przez  wszystkie  dni,  które  przeżyli  jako  Strażnicy,  jako  wampiry, 

żaden z nich nigdy nie popełnił błędu przy tworzeniu więzi krwi z ludźmi, 

błędu, który mógłby ujawnić istnienie ich rasy. Można to było naprawić 

na  dwa  sposoby  –  poprzez  śmierć  lub  przemianę  w  wampira.  Ślubował 

nigdy  nie  skazywać  innego  człowieka  na  taką  egzystencję.  Nigdy  nie 

przerwał  ludzkiego  życia  przemianą  w  wampira,  tak  samo  jego bracia  – 

wykończyli  takiego  w  swoim  miasteczku  podczas  burzliwego,  nocnego, 

                                                           
6  Przyjemniaczek z tego Aidena – ale to trylogia, więc prędzej czy później dostanie za swoje 

:P 

background image

krwawego  ucztowania.  Ale  on  nie  pozwoli  Marissie  być  powodem,  dla 

którego jego bracia mogliby zostać wytropieni i zabici. 

 

background image

Rozdział 4 

Marissa podniosła się na łóżku z gwałtownym wdechem, powietrze 

w  jej  piersi  rozprzestrzeniło  się  z  taką  siłą,  jakby  umarła  i  z  powrotem 

wróciła  do  życia.  Doznanie  było  intensywne,  a  jej  pierś  uniosła  się 

kilkakrotnie  przy  głębokim  wciąganiu  powietrza  –  do  i  z  płuc.  Jej  serce 

waliło,  kiedy  zmagała  się  z  uczuciem  dezorientacji.  Jej  spojrzenie 

przemknęło gorączkowo przez pokój – jej pokój – w jej własnym domu. 

Było dobrze. Bezpiecznie. Chociaż nie była pewna, dlaczego sądziła, że nie 

była bezpieczna. Była jakaś przyczyna – coś, co znajdowało się tuż poza 

zasięgiem jej pamięci. 

Pokój  był  słabo  oświetlony,  światło  pochodziło  z  czerwono 

zacienionej  lampy  na  nocnym  stoliku;  jej  spojrzenie  zatrzymało  się  na 

cyfrowym zegarze, który pokazywał czwartą rano. 

Jej nozdrza rozszerzyły się na nagłe wyczucie znajomego zapachu; 

zaciągnęła się nim tak łatwo, jakby został wyemitowany chwilę wcześniej, 

delektując się nim – cholernie bliska smakowania go. Zaczęła się ślinić, i 

co  dziwne,  jej  skóra  ogrzała  się.  Czy  kiedykolwiek  w  jej  życiu  cokolwiek 

pachniało  tak przepysznie?  O bogatej  fakturze,  wielobarwnie,  w  sposób, 

w  jaki  nie  czuła  nigdy  przedtem  żadnego  zapachu.  Sięgnął  w  głąb  niej  i 

rozkwitł. 

Zrobiła  jeszcze  jeden  wdech,  złakniona  większych  ilości  tej  woni, 

chętna by zidentyfikować jej źródło. Pikantny i męski, uświadomiła sobie. 

Przebłyski  obrazów  przemknęły  przez  jej  umysł  –  obrazów  wysokiego, 

mrocznego,  przystojnego  Pana-Gorącego-Na-Jedną-Noc  z  długimi, 

czarnymi włosami i tlącą się zmysłowością. Była zdenerwowana z powodu 

śmierci  pacjentki,  z  powodu  tego,  że  musiała  poinformować  siostrę 

pacjentki o stracie. Bar i drinki były zaraz za tym. 

background image

Evan.  Pamiętała  go.  Zagubiła  się  w  tych  jego  ciemnych  oczach  i 

zrobiła  to,  co  robiła  większość  ludzi,  otwierając  usta  do  barmana  – 

opowiedziała mu  historię swojego  życia. I  w  jakiś sposób  zbliżyła  się  do 

niego  wystarczająco,  by  poznać  jego  zapach.  Z  pewnością  pamiętała 

większość  głupot,  flirtowanie  z  mężczyzną  i  decyzję,  by  odrzucić 

ostrożność i zapomnieć o wszystkim z wyjątkiem nocy – i mężczyzny. Ale 

potem nic. 

Wszystko inne stanowiło białą kartę. 

Uniosła  swoje  ramię  do  nosa,  jego  zapach  znajdował  się  na  jej 

skórze  –  odruchowo  ścisnęła  uda,  kiedy  poczuła  między  nimi  gorący 

płomień. Mogła wyczuć mężczyznę na całym swoim ciele, na całym łóżku, 

w pokoju, co musiało oznaczać, że mieli seks. Pozostała całkowicie cicho, 

jej dłoń ściskała prześcieradło. 

Jedwabna  tkanina  pieściła  jej  nagą,  nadwrażliwą  skórę, 

dostarczając  wstrząs  zrozumienia.  Była  naga  i  miała  jakiś  rodzaj  super 

wrażliwości na seks, ale nie była w stanie przypomnieć sobie choć jednej 

przyjemnej chwili z tego! 

Marissa uniosła prześcieradło, co potwierdziło, że była w negliżu, 

więc szybko narzuciła prześcieradło z powrotem. Jak to się stało? Raz w 

życiu,  kiedy  pozwoliła  sobie  na  namiętną  przygodę  i  nie  pamiętała 

niczego. 

Nieoczekiwany  dźwięk  w  drugim  pokoju  spowodował,  że  drżenie 

przebiegło przez jej ciało – tak cichy, że ledwie słyszalny. Więc dlaczego 

drżenie promieniowało przez jej ciało niczym fala uderzeniowa? Lub jak 

dmuchnięcie  w  róg

7

?  Dlaczego  jej  zęby  były  zaciśnięte,  a  w  uszach  jej 

dzwoniło? Kac, uznała. To było jedyne wyjaśnienie. Mój Boże, jak bardzo 

musiała się upić, by znaleźć się w takim stanie? 

                                                           
7  Durnowate porównanie – chyba chodzi o drgania powstałe przy dużym natężeniu dźwięku  

background image

Frontowe drzwi otworzyły się i zamknęły, po cichu. Tak cicho, że 

nawet  nie  powinna  tego  usłyszeć  –  nie,  kiedy  drzwi  sypialni  były  wciąż 

zamknięte,  –  ale  usłyszała.  Wszystko,  włączając  w  to  jej  panikę, 

wyczuwała  jako  wzmocnione.  Sięgnęła  po  telefon,  ale  strąciła  go  z 

nocnego stolika. Próbując go odzyskać, zmagała się z okryciem, materiał 

wydawał się dziwnie szorstki w dotyku, bardziej jak papier ścierny. 

Jej  spojrzenie  prześliznęło  się  gorączkowo  po  pokoju  w 

poszukiwaniu ubrań. Uniosła się na kolana, próbując zobaczyć podłogę – 

chłodne powietrze na jej tyłku przypominało jej tylko o tym, jak bardzo 

była narażona z kimś obcym w jej domu. 

Kroki  odbijały  się  echem  w  przedpokoju,  a  ona  skuliła  się,  jakby 

dźwięk huczał wokół jej głowy. Jej skronie pulsowały, przed oczami miała 

rozmazaną  plamę.  Nagle  jej  umysł  przejął  kontrolę  i  nie  była  już  we 

własnym  łóżku.  Jej  umysł  przetransportował  ją  do  ciemnej  alejki,  do 

chwili strachu, kiedy zobaczyła w ciemnościach czerwone oczy. Jej pierś 

zacisnęła  się.  Nie.  Nie.  To  nie  było  rzeczywiste.  To  nie  mogło  być 

rzeczywiste. Potrząsnęła głową odmawiając temu, co pamiętała. 

– Obudziłaś się. 

Głos wyrwał ją z własnego umysłu, jej spojrzenie poszybowało za 

whisky  bogatym,  znajomym  głosem.  Evan.  To  Evan  tam  stał.  On  był 

prawdziwy. Czerwone oczy nie były prawdziwe. Jej dłoń zacisnęła się na 

prześcieradle,  przyciągając  je  do  piersi.  Chłonęła  widok  Evana, 

pozwalając  mu  –  potrzebując  go  –  by  po  prostu  zabrał  ją  z  zasięgu 

przerażających obrazów pojawiających się w jej umyśle. Stał w wejściu – 

przy  drzwiach,  nie  słyszała,  kiedy  je  otworzył,  pomimo  tego,  że  słyszała 

we  wzmocnieniu  wszystko  inne,  ale  nie  pozwalała  sobie  zastanawiać  się 

nad tym. 

background image

Zamiast tego skupiła się na tym, jak dobrze wyglądał Evan, jaki był 

całkowicie  męski,  jak  zdumiewająco  seksowny.  Miała  ochotę  uciec, 

odpuścić,  uciszyć  panikę  rosnącą  w  niej  pod  wpływem  wizji  z  alejki, 

tamtych  oczu.  Był  większy  niż  zapamiętała,  bardziej  barczysty, 

wypłowiałe  dżinsy  i  czarna  koszulka  opinały  szczupłą  masę  zdrowo 

wyglądających mięśni. I jego włosy – te długie włosy w kolorze kruczych 

piór,  opadające  na  jego  ramiona,  już  niezwiązane  dłużej  na  jego  karku. 

Boże,  uwielbiała  jego  włosy.  Rzeczywiste  wrażenie,  że  miała  już  to  ciało 

ponad swoim, ale nie pamiętała tego, było zbyt trudne do uwierzenia. Nie 

mogło się zdarzyć. Po prostu nie mogło. Jednak ciepło rozszerzające się 

na jej skórze, ciężkość jej piersi, twardość sutków, mówiły coś innego. 

– Ja... – zaczęła. – Nie, ty... mam na myśli. Czy my... nie, nie co... 

–  Uniosła  dłoń  do  twarzy  w  geście  przygnębienia  i  jęknęła.  –  Och,  po 

prostu mi to powiedz. – Opuściła dłoń. – Czy my...? 

Ostatnia  część  jej  pytania  zamarła,  kiedy  zdała  sobie  sprawę,  że 

Evan  ponownie  bezgłośnie  się  poruszył.  Nie  tylko  zmniejszył  dystans 

między nimi, ale górował nad nią, jego gorące spojrzenie przesunęło się z 

jej  twarzy  do  jej  gołego  tyłka.  Marissa  szybko  zmieniła  pozycję  i  okryła 

się,  czując  się  więcej  niż  trochę  zakłopotana  –  i  pobudzona  –  przez  tę 

inspekcję.  Jej  nogi  zacisnęły  się,  mrowiące  uczucie  było  tam  tak 

intensywne, że niemal sapnęła. Jej skóra także drżała, a jej sutki bolały. 

Nawet jej włosy, ocierające się o jej ramiona, wysyłały dreszcze w dół jej 

kręgosłupa. Nawet mimo erotyzmu Evana coś nie było normalne w tym, 

co odczuwała. Na pewno nie działo się tak po alkoholu. 

Evan  usiadł  obok  niej,  jego  oczy  migotały  figlarnie,  jedna  czarna 

brew wygięła się w łuk. 

– Próbujesz spytać, czy byliśmy ze sobą intymnie, Marisso? 

background image

Intymnie.  Przełknęła  ślinę  czując  nagłą  suchość  w  gardle  i 

erotyczne,  bardzo  szczegółowe  obrazy,  które  przyszły  jej  do  głowy. 

Szalenie erotyczne obrazy ich dwojga zapłonęły w je umyśle. Pamięć czy 

tylko fantazja? 

Skinęła głową, zbyt zaskoczona, by wydobyć z siebie głos. 

– Jestem ubrana w prześcieradło i nic poza tym. 

– Miałaś krew na ubraniu i nalegałaś, żeby je zdjąć. – Jego wargi 

drgnęły. – Odwróciłem się. 

– Nie odwróciłeś się, kiedy chwilę temu opadło mi prześcieradło. – 

Przerwała ogłuszona, kiedy zdała sobie sprawę z tego, co powiedział. – I 

tak po prostu zdjęłam ubranie? To do mnie nie pasuje. 

– Byłaś pijana – przypomniał jej, – dlatego wtedy się odwróciłem, 

a teraz już nie. 

Przypatrywała się badawczo jego przystojnej twarzy. Miał wysoko 

zarysowane  kości  policzkowe.  Jego  szczęka  była  mocna  i  kwadratowa. 

Utrzymał  jej  spojrzenie,  wytrzymał  analizę  bez  mrugnięcia  okiem. 

Wzdrygnęła się na prawdę widoczną w jego oczach. 

–  Więc  morał  z  tej  historii  jest  taki,  że  nie  jestem  dobrym 

pijakiem. Czekaj. – Zamrugała. – Jaka krew? – Czerwone oczy błysnęły w 

jej umyśle. – Krew... Ja... – Jej żołądek zacisnął się, jej umysł walczył, by 

pokazać  jej  obraz,  którego  nie  chciała  widzieć.  Opuściła  głowę  na  jedną 

rękę, druga wciąż trzymała prześcieradło. 

Evan  nagle  znalazł  się  przy  niej,  jego  dłoń  objęła  jej  twarz,  jego 

dotyk  zakłócił  działanie  jej  zmysłów.  Pragnęła  go.  Boże,  tak  bardzo  go 

pragnęła, jak jeszcze niczego w całym swoim życiu. 

–  Pocałuj  mnie  –  rozkazała,  choć  nigdy  nie  była  aż  tak  śmiała. – 

Chcę, żebyś mnie pocałował. 

background image

– A ja chcę, żebyś pamiętała, Marisso. 

Potrząsnęła głową. 

– Nie. Nie, ja... 

Pochylił się do przodu, jego ręce znalazły się obok jej bioder. Fala 

gorąca przedarła się przez nią wraz z jego bliskością. Jego zapach – teraz 

mocniejszy, bogatszy, bardziej męski – ogarnął jej zmysły, wzbudzając w 

niej  coś  nieznanego.  Coś,  co  sprawiło,  że  odrzuciła  tremę,  strach  i 

zahamowania. To pragnienie, ten płomień, by go całować wzrosła w niej 

ponownie.  Chciała  odrzucić  prześcieradło,  zedrzeć  z  niego  ubrania  i 

poczuć jego skórę na swojej. 

–  Musisz  pamiętać  –  powiedział  jej,  polecenie  w  jego  głosie  było 

jak jedwabny dotyk między jej udami. 

Puściła  prześcieradło,  ramiona  owinęła  wokół  jego  szyi.  Jej  sutki 

ściągnęły się, sztywne wierzchołki otarły się o jego pierś. Jęknęła. 

–  Pocałuj  mnie.  –  Nadal  jej  nie  dotykał,  nadal  jego  dłonie 

znajdowały się na materacu. – Pocałuj mnie, do cholery. 

– Nie, dopóki nie opowiesz mi o ostatniej nocy

8

– Już ci powiedziałam, że nie pamiętam. – Przycisnęła swoje usta 

do jego warg, dzika i swawolna, w sposób, w jaki nigdy przedtem się nie 

czuła,  ale  nie  obchodziło  jej  to.  Czuła  to  teraz,  i  pragnęła  poczuć  jego  – 

całkowicie – obok niej, w niej, na niej, za nią. Jej język nacisnął na jego 

wargi. 

Jęknął, a potem dał jej to, jego usta zamknęły się na jej, jedna ręka 

zanurzyła  się  w  jej  włosach,  druga  przygarnęła  ją  bliżej.  Jego  język 

                                                           
8  Twardy zawodnik – pewnie aż go skręca w środku, żeby się na nią rzucić, ale nie – 

odstawia bohatera :P 

background image

pogłaskał  jej,  niegodziwie  gorący,  i  zniknął.  Przycisnął  ją  do  materaca, 

jego nogi na jej biodrach, jego ręce trzymały jej ponad jej głową. 

– Jeszcze nie. – Jego gorące spojrzenie musnęło jej sutki, błądziło 

po  jej  piersiach,  nim  powróciło  do  jej  ust,  a  w  końcu  do  jej  oczu.  – 

Opowiedz mi o zeszłej nocy. 

– Dlaczego chcesz rozmawiać, skoro możesz być wewnątrz mnie

9

Jego spojrzenie omiotło jej piersi, dokuczając jej pieszczotą, która 

sprawiała,  że  się  wiła,  w  jego  mrocznym  spojrzeniu  był  głód,  kiedy 

ponownie wrócił do jej oczu. 

– Pragniesz mnie z powodu tego, co wydarzyło się ostatniej nocy, 

dlatego chcę, żebyś to sobie przypomniała. 

–  To  nieprawda.  Chciałam  cię,  jak  tylko  cię  zobaczyłam. 

Pragnęłam  cię  zanim...  –  Jej  pierś  zacisnęła  się,  a  jej  oczy  zamknęły, 

próbując zablokować to, co chciał, by pamiętała. 

– Zanim co, Marisso? 

Przepłynął  przez  nią  ogień.  Było  jej  gorąco,  jej  umysł  ścigał  ją 

obrazami,  które  próbowała  odrzucić,  jej  uda  bolały  z  powodu  pustki, 

której  nie  mogła  wypełnić.  Jeśli  tylko  on  byłby  wewnątrz  niej,  mogłaby 

uciec...  uciec  przed  czymś...  nie  była  pewna,  przed  czym.  Była  szalona, 

szalona  z  potrzeby,  zdesperowana,  by  poczuć  go  zatopionego  wewnątrz 

niej, biorącego ją, wypełniającego ją. Sięgnęła do jego ust. Cofnął się. 

– Bądź przeklęty – prawie krzyknęła na niego. 

–  Zostałem  przeklęty  bardzo  dawno  temu  –  odparł,  jego  palce 

zawinęły  się  wokół  jej  szczęki.  –  Ale  ty  nie.  Jeszcze  nie.  Nie,  jeśli  będę 

miał cokolwiek do powiedzenia w tej sprawie. Powiedz mi, co wydarzyło 

się ostatniej nocy. 

                                                           
9  Oto jest pytanie :DDD 

background image

– Pieprz mnie albo pozwól mi wstać

10

. – Ledwie znała takie śmiałe 

polecenia,  ale  jej  ciało  tak.  Jej  ciało  wiedziało,  że  potrzebowała  go 

wewnątrz siebie, jak gdyby był jej liną ratunkową, lekiem, bez którego nie 

mogłaby przeżyć. 

Jego ciemne oczy migotały czymś niebezpiecznie prymitywnym, co 

sprawiło tylko, że chciała go bardziej. 

–  Będę  cię  pieprzył,  kiedy  powiesz  mi  to,  co  chcę  wiedzieć  – 

odpowiedział uparcie. – Kiedy będę wiedział, że jesteś świadoma tego, co 

ci się przydarzyło. 

– Byłeś tam – powiedziała. – Wiesz, co mi się przydarzyło. 

– Chcę wiedzieć to, co ty wiesz

11

. Mów. 

Przypływ adrenaliny sprawił, że walcząc mogła się uwolnić, kiedy 

wcale nie chciała być wolna – nie od niego. Nie od Evana. Był dla niej za 

silny,  zbyt  duży,  by  z  nim  walczyć.  Więc  zamiast  tego,  wygięła  się  pod 

nim,  próbując  go  dotknąć,  próbując  znaleźć  ulgę,  którą  mógłby  jej  dać. 

Desperacja wiła się wewnątrz niej, aż wykrzyczała jego imię. Cierpiała – 

za nim, za czuciem go, za byciem z nim. 

Słyszała jego odpowiedź, ale nie zrozumiała, co powiedział. 

– Chcę... – Jej wzrok zamglił się i Marissa nie miała pojęcia, co ją 

ogarnęło,  co  się  jej  zdarzyło  w  tamtym  momencie.  Zatopiła  zęby  w 

ramieniu Evana. 

Sekundę później poczuła, jak jego zęby wbijają się w jej szyję. 

 

                                                           
10 To lubię, zdecydowana kobitka :P 
11  Ja wiem, że ty wiesz, że ja nie wiem, że ty wiesz to, co ja wiem, że wiesz :P mniej więcej ;) 

background image

Rozdział 5 

Jej krew zalała jego usta tak samo, jak jego krew jej usta. To było 

słodkie,  gorące  i  erotyczne.  Była  kobietą  pomiędzy  światami  –  rozdarta 

między  człowiekiem,  wilkiem  i  wampirem.  Kobietą,  nad  którą  zapanują 

pierwotne instynkty, które ją zniszczą, gdyby im na to pozwolił. Wymiana 

krwi  chwilowo  osłabiła  wilczy  wirus,  tak  samo,  jak  związała  ich  ciała, 

uwalniając  pierwotny  seksualny  popęd.  Wiedział  o  tym,  jednak  opierał 

się. Chciał, żeby zrozumiała, chciał, żeby wiedziała, że jej nie użył, że jej 

nie wykorzystał. Że jej pomagał. Nie można było zawrócić czasu, nie było 

bezpośredniego  sposobu,  by  zniszczyć  wilczego  wirusa  niszczącego  jej 

ciało i umysł. Żadnego sposobu, by namówić ją, by pojęła implikacje tego 

wszystkiego  bez  ujarzmienia  bestii  wewnątrz  niej.  Pieprzenie  jej  było 

najlepszą rzeczą, jaką mógł na razie dla niej zrobić i zdawał sobie z tego 

sprawę. 

– Och, Boże, jestem... – Wygięła się pod nim w łuk, mógł poczuć 

zapach  jej  pobudzenia;  był  cholernie  blisko  posmakowania  orgazmu, 

który jego ugryzienie wzbudziło w jej krwi. Ostrożnie wysunął zęby z jej 

szyi,  przesuwając  językiem  po  punktowych  śladach  zamykając  je,  jego 

ręce gładziły jej piersi, palce szczypały sutki. 

Ściągnął koszulę przez głowę i odrzucił ją na bok. Przycisnął swoje 

usta  do  jej,  aż  się  uspokoiła,  pochłaniając  jej  ciężki  oddech  delikatnym, 

zmysłowym  pocałunkiem.  Mógł  posmakować swojej krwi  na  jej  języku  i 

nigdy w życiu nie czuł niczego tak erotycznego i pobudzającego. 

–  Ugryzłam  cię  –  szepnęła  w  jego  usta,  jakby  również  reagowała 

na te same rzeczy co on. 

– Ja też cię ugryzłem – przypomniał jej, zdejmując buty i skopując 

je na podłogę. – Smakujesz jak słodki, soczysty miód. – Skubnął jej wargi. 

– A ja jak smakuję? 

background image

– Jak sen na jawie – odparła – erotyczny, cudowny sen. 

Zamarł,  jego  usta  zawisły  ponad  jej.  Cholera,  ciągle  zaprzeczała. 

Musiała  zaakceptować  rzeczywistość.  Evan  podniósł  się  z  łóżka  nie 

marnując  czasu,  by  uwolnić  się  z  dżinsów  i  bokserek,  postanawiając,  że 

ona odnajdzie to raczej w marzeniu niż w koszmarze, ale tak czy owak, to 

zdarzy się teraz, dzisiaj. 

Schowała  stopy  pod  siebie,  głaszcząc  swoje  piersi,  kiedy  patrzyła 

na  niego.  Jej  wzrok  podążył  do  jego  sterczącego  fiuta,  grubego  i 

pulsującego z podniecenia. 

– Jesteś naprawdę gorącym, wymarzonym człowiekiem. 

Evan  skorzystał  z  jej  otwartości  i  przeczołgał  się  na  kolanach  po 

łóżku,  aż  jego  palce  szorstko  wplątały  się  w  jej  włosy.  Był  szorstki, 

ponieważ  tego  chciała,  potrzebowała, tego żądał  wilk  od niego  i  od niej. 

Jego usta zawisły ponad jej wargami. 

– Nie człowiekiem, Marisso – powiedział. Obnażając swoje nadal 

wysunięte  kły,  dodał:  –  Wampirem.  –  I  wtedy  dał  jej  namiętny 

pocałunek,  wampirzy  pocałunek,  jego  zęby  lekko  gryzące  jej  język,  jej 

krew  rozlewająca  się  w  jej  ustach.  Umieścił  swojego  fiuta  pomiędzy  jej 

nogami. Była gorąca i ociekała wilgocią, jej uda zacisnęły się wokół niego, 

starając się go posiąść. 

–  Evan  –  gwałtownie  chwytała  powietrze,  sięgając  między  ich 

ciała, starając się wcisnąć go w siebie. 

Chwycił jej przegub. 

– Wampir. Powiedz to. 

– Nie – wydyszała. – Nie, ja... 

background image

–  Nie  będę  cię  pieprzył,  póki  nie  będę  pewien,  że  wiesz,  czym 

jestem. Nim zaakceptujesz to, czym jestem

12

– Nie... 

Pocałował  ją,  zaatakował  z  furią  jej  usta,  po  czym  obnażył  kły  w 

żądaniu. 

– Czym jestem, Marisso? 

Dotknęła jego ust. 

– Wampirem. 

To  słowo  w  jej  ustach  doprowadziło  go  do  dzikiej  potrzeby,  ale 

wciąż na nią naciskał. 

– Jeszcze raz. 

– Wampir. Jesteś wampirem. 

Wsunął  swojego  fiuta  do  jej  wnętrza,  jęknął  wraz  z  nią  z  uczucia 

ich połączonych w końcu ciał, z otaczającego go jej wilgotnego gorąca. 

Zacisnął ręce na jej bujnym tyłku, ona owinęła ramiona wokół jego 

szyi, jej sutki ściągnęły się przy jego piersi, jej nogi otoczyły jego biodra. 

– Powiedz to jeszcze raz – polecił. 

–  Wampir  –  powtórzyła,  tym  razem  bez  wahania,  i  stracił 

panowanie  nad  sobą.  Dzikość  wybuchła  w  nim  i  w  niej.  Chciała  być 

wypieprzona i ten wampir zamierzał ją wypieprzyć. 

 

 

  

 

                                                           
12 Szantaż, szantaż! To nie fair! 

background image

Był  idealny.  Był  wampirem.  I  był  wewnątrz  niej,  tam  gdzie  go 

pragnęła  mieć.  Popchnęła  go  na  plecy,  przetaczając  się  wraz  z  nim, 

unosząc się, by go ujeżdżać. Marissa nigdy nie czuła niczego takiego jak 

teraz,  kompletnie  nieskrępowaną  żądzę.  Dotykała  go,  dotykała  siebie. 

Oblizywała się i szczypała. Obserwowała go, kiedy patrzył na nią, jak go 

ujeżdżała i to była najbardziej namiętna, najbardziej erotyczna rzecz, jaką 

kiedykolwiek  zrobiła.  Nie  zamknęła  oczu,  a  jej  policzki  wypełniły  się 

rumieńcem  zażenowania.  Och,  byli  nieźle  rozgrzani,  namiętni  od 

widocznego w jego oczach pragnienia, czystego głodu wypełniającego jego 

oczy, widocznego spod długich, ciemnych rzęs. 

Pochyliła  się  i  pocałowała  go,  przyciskając  jego  ręce  do  swoich 

piersi,  kołysząc  się  wraz  z  nim.  Doszła  z  pośpiesznymi,  głębokimi 

uderzeniami  jego  fiuta,  tylko  po  to,  by  znaleźć  się  blisko  następnego 

orgazmu. 

Głębiej,  mocniej,  szybciej.  Kolejny  orgazm,  kiedy  jęknął  z 

własnego uwolnienia. Ścisnął jej biodra i twardo pchnął do góry. Potem 

przetoczył ją na plecy i wypełnił swoją dłoń jej piersią. Wciąż był twardy. 

– Jak długo może wampir? 

– A jak długo byś chciała

13

Jego długie włosy opadały dziko wokół jego ramion; owinęła nogi 

wokół jego łydek. 

– Całą noc. 

– Już rano. 

– Więc, jak sądzę, nie buchniesz płomieniami? 

– Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo – zapewnił ją, pochylając się, 

by possać jej sutek. 

                                                           
13 Tu się załamałam :P z żalu, ża takie coś to tylko w książkach...chlip... 

background image

Wzdychała  na  erotyczne  doznania,  jej  ciało  zacisnęło  się  wokół 

jego fiuta, jej biodra wygięły się pod nim. 

– Obiecujesz? 

Jego spojrzenie uniosło się, by napotkać jej wzrok. 

– Obiecuję. 

Lizał  wrażliwy  szczyt,  a  następnie  ugryzł,  jego  zęby  zatonęły  we 

wrażliwym  ciele.  Marissa  krzyknęła  zarówno  z  bólu  jak  i  przyjemności. 

Orgazm  pędził  przez  nią  z  taką  siłą,  że  obawiała  się,  że  może  tego  nie 

przeżyć. 

Kiedy w końcu to uczucie zblakło i pocałował ją, pompując w nią, 

zastanowiła się przez moment, dlaczego jej pierś i szyja nie krwawiły. To 

nie  miało  znaczenia,  póki  kontynuował  ujeżdżanie  i  posuwanie  jej. 

Używał tego dużego, mocnego ciała by sprawić jej przyjemność, chroniąc 

ją  przed  pamiętaniem  tamtej  alejki,  tamtych  czerwonych  oczu...  wilka. 

Wilk. Ugryzł ją wilk. 

Niespodziewanie, Evan pocałował ją, jego ciało zwolniło ruch, jego 

fiut pieścił ją w zmysłowym rytmie. 

–  Jesteś  pod  moją  ochroną  –  wyszeptał  między  pocałunkami, 

jakby  wiedział,  o  czym  myślała.  –  On  cię  nie  dotknie.  –  Jego  dłoń 

ześliznęła  się  na  jej  tyłek  i  uniosła  ją,  przez  co  jego  fiut  zagłębił  się 

mocniej w niej. – Tylko ja mogę to zrobić. 

Jego słowa przyniosły jej ulgę, jego ciało przynosiło zaspokojenie. 

Na  długie  minuty  zapomniała  o  wszystkim  poza  nim  i  powolnych, 

zmysłowych  ruchach  ich  ciał.  Zagubiła  samą siebie  w  jego  pocałunkach, 

bardziej  zmysłowych  niż  erotycznych.  Tym  razem,  kiedy  spadła  w 

satysfakcję,  a  jej  ciało  zacisnęło  się  wokół  niego,  on  spadł  razem  z  nią. 

background image

Poczuła  ciepło  jego  nasienia,  które  w  niej  rozlał,  ciężar  jego  ciała,  kiedy 

był, tak jak ona, pełen spokojnego bezruchu, całkowicie zaspokojony. 

Przez krótki czas leżeli tak, jakby obydwoje obawiali się poruszyć, 

jakby  obydwoje  wiedzieli,  że  rzeczywistość  znajdowała  się  tuż  poza  tym 

kokonem  ciszy.  Wiedziała.  Boże,  wiedziała.  Pamiętała  wszystko  z 

przerażającą  jasnością,  aż  do  momentu,  w  którym  zwierzę  z  alejki  ją 

ugryzło. 

Obrócił się wolno na plecy i przyciągnął ją w zagłębienie swojego 

ramienia. Zanurzyła rękę w ciemnych, sprężystych włosach na jego piersi. 

– Jesteś wampirem. 

– Tak – powiedział po długiej chwili milczenia. 

– A... a to coś, co ugryzło mnie w alejce? – Spytała, wstrzymując 

oddech, kiedy czekała na odpowiedź. 

– Wilkołak. 

Drgnęła i spojrzała w górę na niego, znając pytania, które chciała 

zadać,  ale  wiedząc,  że  odpowiedź  jej  się  nie  spodoba.  Nie  chciała  tego. 

Była inna. Zmieniała się. 

– Czym mnie to czyni? 

Wziął ją za rękę. 

– Jesteś pod moją opieką, Marisso. 

 

background image

Rozdział 6 

Niechętnie, Evan pozwolił Marissie odsunąć się od niego, patrząc 

jak  chwyciła  poduszkę,  by  ścisnąć  ją  w  objęciach.  Tak  bardzo  jak  chciał 

przyciągnąć  ją  bliżej,  brać  jej  ciało  pod  nim,  całować  ją  –  i  niech  Pan 

będzie łaskaw dla nich obojga, tak samo chciał okłamać ją i powiedzieć, 

że wszystko będzie w porządku. Ponieważ nie był pewien, że będzie. Nie 

był pewien, dlaczego zaangażował się w tę zabawę ze śmiercią, na równi z 

nią. Ale, cholera, było w tej kobiecie coś, za co warto było umrzeć. 

–  Spokojnie,  kochanie  –  powiedział,  podnosząc  się  na  jedno 

kolano,  prześcieradłem  okrywając  dolną  cześć  ciała.  –  Jest  w  porządku. 

Porozmawiajmy  o  tym,  co  się  wydarzyło  i  o  tym,  co  musi  zdarzyć  się 

teraz. 

–  Zostałam  zaatakowana  przez  wilkołaka.  –  Przyjrzała  się 

badawczo swojemu ramieniu, dotknęła szyi. – Nie mam żadnych śladów 

na ramieniu i szyi. To nie ma sensu. Nic z tego nie rozumiem. 

–  Krew  wampira  uzdrawia  –  powiedział.  –  Dlatego  nakarmiłem 

cię moją krwią, kiedy cię znalazłem w alejce. 

Oddychała powoli, jakby rozważała jego słowa. 

–  Więc  odpowiedz  na  moje  pytanie,  którego  wyraźnie  unikałeś. 

Czym mnie to czyni? 

– Człowiekiem. 

Potrząsnęła głową, odmawiając uznania tej odpowiedzi. 

– Piłam twoją krew i podobało mi się. 

–  Wampirza  krew  jest  jak  narkotyk  –  wyjaśnił.  –  Uzdrawia. 

Wzmacnia  zmysły.  Jest  afrodyzjakiem.  To  naturalne,  by  jej  łaknąć, 

background image

szczególnie  tuż  po  tak  poważnym  zranieniu.  Byłaś  o  krok  od  śmierci, 

Marisso. 

– Więc nie jestem wampirem? 

–  Nie.  Zwyczajne  podzielenie  się  ze  mną  krwią  nie  zmieni  cię  w 

wampira.  –  Nie  zamierzał  dzielić  się  makabrycznymi  szczegółami.  – 

Przemiana  nie  może  być  dokonana  pochopnie,  trzeba  złożyć  wniosek  i 

uzyskać zgodę naszego rządu. 

– Więc złożyłeś podanie, by zostać wampirem

14

–  Nie,  nie  wybrałem  tego  życia,  ani  nie  chcę  do  niego  zmuszać 

kogokolwiek  innego.  –  Chociaż  w  końcu,  raczej  wcześniej  niż  później, 

chciałby  tego  dokonać  z  Marissą.  –  Ja,  tak  samo  jak  moi  dwaj  młodsi 

bracia,  Aiden  i  Troy,  których  wkrótce  spotkasz,  zostaliśmy  zaatakowani 

przez  wampira,  nad  którym  kontrolę  przejęła  żądza  krwi.  –  Ponieważ 

obawiał  się  jej  dzikiego  umysłu,  wyjaśnił.  –  Żądza  krwi  zdarza  się 

wówczas,  kiedy  zabijamy  karmiąc  się.  Chcę,  żebyś  wiedziała,  że  jest  to 

karane śmiercią. Nie zabijamy podczas pożywiania się. Ale ta wampirzyca 

to  robiła,  zabijając  większość  mieszkańców  naszego  małego  miasteczka, 

kiedy próbowaliśmy ją zniszczyć. Nawet nas trzech, młodych myśliwych, 

gotowych  na  śmierć,  nie  miało  szans  z  tak  dobrze  odżywionym 

wampirem. Jedynym powodem, dla którego przetrwaliśmy, był Strażnik, 

członek  naszej  rasy  egzekwujący  prawo.  Uratował  nas  i  zrekrutował  do 

pracy dla niego. 

Jej twarz była blada. 

– Och, Boże, Evan, nawet nie wiem, co powiedzieć. 

                                                           
14 Taa, w trzech kopiach i z opłatą skarbową :PPP 

background image

– To było dawno temu – powiedział, odwracając wzrok i próbując 

odsunąć  od  siebie  obraz  wiotkiego  ciała  ich  dziesięcioletniej  siostry 

porzuconego na werandzie ich domu. – To stara rana. 

– Jak dawno to było? 

– W zeszłym miesiącu minęło sto lat. 

Gapiła  się  na  niego,  bez  żadnej  reakcji,  ale  obserwował  jej  jasne 

oczy, obserwował jak drobiny żółtego rozpuszczają się w nich z emocji. 

– A ty wciąż pamiętasz, jakby to było wczoraj. 

Był  wstrząśnięty  z  jej  dokładnego  zrozumienia  jego  uczuć,  jej 

zdolności użycia więzi tak łatwo, nawet bez jej zrozumienia. 

– Tak – potwierdził, czując się dziwnie lekko z faktem, że ona zna 

jego  przeszłość,  wie  to,  czym  nigdy  przedtem  nie  dzielił  się  z  nikim.  – 

Wciąż  pamiętam  wszystko,  jakby  zdarzyło  się  wczoraj.  Tak  samo  jak 

pamiętam moment, w którym upolowałem tę sukę i przebiłem jej serce. 

– Też bym tak zrobiła – powiedziała gwałtownie. 

Uśmiechnął się do niej. 

– Nie skrzywdziłabyś nawet muchy. 

– Gdybym miała takie szczęście, by mieć kogoś, kogo kochałam – 

odparowała – i ta osoba zostałaby mi odebrana... możesz być pewien, że 

bym to zrobiła. 

Gdyby  miała  takie  szczęście,  by  kogoś  kochać,  –  ale  nie  miała 

nikogo. To właśnie usłyszał, i zrozumiał. Jednakże nie była pełna goryczy 

i samotna. Była pielęgniarką, kimś, kto troszczył się o innych. Kimś, kto 

wybrał pomaganie ludziom w ich najczarniejszych chwilach i to czyniło ją 

pełną  odwagi.  Zdał  sobie  sprawę,  że  to  część  tego,  co  go  do  niej 

przyciągało.  Widział  w  niej  wojowniczkę,  uzdrowicielkę.  A  teraz  chciał, 

background image

żeby walczyła o siebie. Chciał być jej uzdrowicielem. To była rola, jakiej 

nigdy  dla  siebie  nie  przewidywał;  to  na  nim  polegano,  był  jednak  kimś, 

kto  może  zawieść  kogoś,  na  kim  mu  zależało,  jak  kiedyś  zawiódł  swoją 

rodzinę. Ale było na to za późno. Był z nią związany, uratował ją. A teraz 

byłby przeklęty, gdyby zawiódł i ją. 

Przysunął  się  do  niej,  ostrożnie  wyjął  poduszkę  z  jej  rąk  i  rzucił 

obok. Przyciągnęła kolana do swojej piersi, a on przesunął się tak, że jego 

dłoń spoczęła na jej dłoniach, a jego kolano dotykało jej kolan. 

–  Marisso,  nie  ma  żadnego  łatwego  sposobu,  by  wyjaśnić  ci  to 

wszystko,  więc  po  prostu  ci  to  powiem,  a  potem  możemy  zająć  się  tym 

razem.  Świat  wilkołaków  znajduje  w  samym  środku  trwającej  od  wieku 

wojny domowej, zostawiając wampirom zajmowanie się ich samotnikami. 

Przybyłem do Temple, by zapolować na wilka, który cię zaatakował. Wilki 

rodzą  się  w  sposób  naturalny  bądź  zostają  stworzone  przez  wirusa 

podobnego do wścieklizny. Jeśli zostaniesz ugryziona, zostajesz zarażona. 

– Och – zachłysnęła się powietrzem. – Ja... masz na myśli... 

– Wszystko w porządku – powiedział, obejmując ręką jej szyję. – 

Wszystko  będzie  dobrze.  Ale  tak,  zostałaś  zarażona  wirusem  i  tak  samo 

jak  u  człowieka  ugryzionego  przez  wściekłe  zwierzę  są  tego  skutki.  Ale 

ponieważ wymieniliśmy się krwią, mogę pomóc ci powstrzymać działanie 

wirusa, nim znajdziemy trwałe lekarstwo. 

– Jakie działanie i jakie trwałe lekarstwo? 

–  Muszę  zabić  wilka  w  ciągu  następnych  trzynastu  dni,  przed 

następną pełnią księżyca. 

Jej oczy rozszerzyły się. 

– W jaki sposób zabicie wilka zabije wirusa wewnątrz mnie? 

background image

– Nie wiemy – odparł. – Mamy zespół naukowców, którzy pracują 

nad  tym  odkąd  tu  jestem.  Pełnia  księżyca  wywołuje  przemianę  u 

zmiennokształtnych.  Jeśli  zmiana  nie  następuje,  wirus  umiera  w  ciele 

zarażonej  osoby.  A  osoba  ta  nie  zmienia  się,  jeśli  wilk,  który  ją 

zainfekował umiera zanim to nastąpi. To wszystko, co wiemy na pewno. 

–  Więc  kiedy  nadejdzie  pełnia  księżyca,  zmienię  się  w  to...  to 

coś

15

?! 

Objął jej twarz swoimi dłońmi. 

– Nie pozwolę na to. 

– A co jeśli go nie zabijesz? 

–  Zabiję.  –  Mógł  usłyszeć  jak  jej  serce  przyspiesza  i  wyczuć 

rosnącego w niej wilka. 

– Ale... 

Pocałował  ją  głębokim,  namiętnym,  złaknionym  pocałunkiem. 

Wbiła paznokcie w jego plecy i przywarła do niego. Mógł posmakować jej 

pasji, mógł ją wyczuć. Oderwała od niego swoje usta. 

– Dlaczego czuję się, jakbym miała wyjść ze skóry? Dlaczego czuję 

się, jak jakieś zwierzę? 

– Emocje karmią wirusa – powiedział. – Wilk – twój wilk – stara 

się  poznać  siebie.  Potrzebujesz  ujścia  dla  tej  energii.  –  Ugryzł  własny 

nadgarstek  i  przysunął  do  jej  ust.  –  I  potrzebujesz  tego,  by  rozcieńczyć 

wirusa. Pij. 

– Nie chcę pić – powiedziała przez zęby, po czym ukryła twarz w 

jego piersi, jej usta i zęby otarły się o jego sutek, zanim odchyliła głowę z 

powrotem  i  wrzasnęła  gniewnie:  –  Nie  chcę  tego...  czegoś  w  moim 

                                                           
15 Taa, i dopiero zaczną się problemy z depilacją :P 

background image

wnętrzu.  –  Uniosła  kolana  i  pchnęła  go.  –  Dlaczego  mnie  się  to 

przydarzyło? Dlaczego pozwoliłeś, żeby mi się to przytrafiło? 

Te pytania szarpały jego wnętrzności i wzbudzały jego gniew. Nie 

na nią, – ale na niego, za to, że zostawił ją samą w tym barze. Przewrócił 

ją  na  plecy,  ignorując  jej  protesty;  jego  krew  tryskała  na  białe 

prześcieradła, na ich ciała. Jej wilk nie mógł równać się z jego wampirem, 

ani  teraz,  ani  kiedykolwiek.  Jedną  ręką  przytrzymał  jej  ręce  ponad  jej 

głową, a następnie pozwolił, by krew z jego nadgarstka kapała do jej ust. 

W chwili, w której krew dotknęła jej warg, jej język natychmiast ją zlizał. 

Kilka  sekund  później,  przyciskała  jego  przegub  do  swoich  ust  z  własnej 

woli, pijąc łapczywie. 

Obserwowanie  jej  wzbudzało  w  nim  głębokie  emocje,  jakich 

jeszcze nigdy nie czuł. Evan zaklął cicho, wściekły, że pozwolił jej wejść do 

swojego świata, że zależało mu na niej bardziej z każdą sekundą, którą z 

nią  spędzał.  Ale  należała  do  niego,  jak  nikt  inny  kiedykolwiek,  nawet 

gdyby nigdy go nie poznała, nigdy nie zapragnęła jego czy jego świata. A 

nie mógł pozwolić jej umrzeć – bez względu na cenę. 

 

background image

Rozdział 7 

Marissa  przebudziła  się  w  ciemnym  pokoju,  mrugając,  ale  nie 

poruszając się. Poduszka pod jej głową była miękka, prześcieradło na jej 

ciele  również  miękkie.  Żadnego  papieru  ściernego,  pomyślała  z  niemym 

„dziękuję”  za  chwilę  normalności.  To  wszystko  było  snem,  koszmarem. 

Zrobiła wdech, pikantny zapach Evana rozprzestrzenił się w jej nozdrzach 

i zdała sobie sprawę, że to nie był koszmar. 

Pomyślała o długich godzinach namiętności, leżeniu razem z nim i 

rozmowach  o  jej  lękach  związanych  z  tym,  co  jej  się  przydarzyło.  Jego 

opowieści o jego braciach, o jego świecie i to, jak uspokajała się, słuchając 

jego głosu, słuchając jego wyjaśnień. Czuła coś do niego, oczywiście coś, 

poza  niesamowitą  atrakcyjnością,  coś,  czego  nigdy  nie  czuła  do 

mężczyzny.  Nawet  do  Kevina  –  prawnika,  z  którym  była  krótko 

zaręczona.  Nie  wierzyła,  by  stało  się  to  przez  krew,  albo  jakiś  syndrom 

bohatera.  Potrzebowała  teraz  czegoś  rzeczywistego  w  swoim  życiu.  Z 

Evanem  nie  czuła  się  samotna.  Ponieważ  prawda  była  taka,  że  była 

samotna.  Nie  miała  nikogo,  kto  by  za  nią  tęsknił,  jeśli  to  wszystko 

skończy się fatalnie. 

Emocje  zaczęły  ściskać  jej  klatkę  piersiową  i  odepchnęła  je, 

przestraszona,  że  wywoła  to  wizytę  jej  wewnętrznego  wilka,  którego 

istnieniu  chciała  zaprzeczyć  i  nie  mając  pojęcia,  jak  dawno  temu  żywiła 

się od Evana. 

Dźwięk  męskich głosów,  jeden  z  nich należący  do  Evana,  dobiegł 

jej  uszu,  ale  nie  była  w  stanie  rozróżnić  słów.  Przekręciła  się  na  plecy, 

zauważając  ciemność  za  oknami.  Nic  dziwnego,  że  umierała  z  głodu. 

Odrzuciła okrycie i, tak bardzo jak chciała prysznica, to szarpiący głód w 

jej żołądku szybko się pogłębiał, i to nie w przyjemny sposób. 

Podniosła  się  do  pozycji  siedzącej  i  włączyła  światło,  ponieważ 

background image

nawet  nie  chciała  myśleć  o  tym,  jak  dobrze  mogła  teraz  widzieć  w 

ciemności.  Zaprzeczanie  nie  mogło  rozwiązać  jej  problemów,  ale  teraz 

było jej najlepszym przyjacielem. Tak jak fakt, że dziś był jej dzień wolny 

od pracy. O ile spała tylko przez jeden dzień. Och, Boże. Błagała, by spała 

tylko jeden dzień. Jeśli po prostu nie pojawi się w pracy, straci zajęcie. 

Podeszła  do  szafy,  włożyła  różowy,  frotowy  szlafrok  i  skierowała 

się  na  korytarz,  ku  dźwiękom  głosów.  Zrobiła  tylko  kilka  kroków,  kiedy 

rozmowa  się  urwała.  Marissa  nadal  szła  naprzód,  tylko  po  to,  by 

zatrzymać  się  na  widok  dwóch  mężczyzn  wypełniających  maleńką 

przestrzeń jej niewielkiej kuchni, obydwóch wpatrujących się w nią. 

Evan opierał się o jej przestarzałą, żółtą lodówkę, jego włosy były 

starannie związane na karku – był tak duży, barczysty i tak wspaniały, że 

jej  kolana  groziły  osłabieniem.  A  poza  nim  ledwie  była  świadoma 

mężczyzny obok niego, który opierał się o jej tak samo przestarzałą, żółtą 

kuchenkę  i  wyglądał  tak  samo  jak  on,  jego  ciemne  włosy  były  tak  samo 

związane na karku. 

Ale to Evan ją pociągał, Evan, na którym skupiła się jej badawcza 

intensywność,  mroczna  i  erotyczna.  Evan,  który  wydawał  się 

przyjacielem, a został jej kochankiem, który patrzył na nią z błyskiem w 

oku,  który  mówił  „moja”.  Który  był  wampirem.  Przełknęła  mocno  na  to 

słowo, na tę rzeczywistość, i chciała się bać, chciała zachować ostrożność. 

Jej  ciało  się  z  tym  jednak  nie  zgadzało.  Wystarczyło,  że  spojrzała  na 

Evana, a jej serce tętniło, a sutki się naprężały. Mógł być wampirem, ale 

był  cholernie  zachwycającym  wampirem,  i  ludzie,  to,  w  jaki  sposób 

wygodna, czarna koszulka opinała jego pierś, był po prostu grzeszny. 

–  Usłyszałeś  mnie  jak  idę,  zgadłam?  –  Spytała,  próbując 

zignorować mrowienie na swojej skórze, które była niemal pewna, że jest 

krzykiem o uwagę przeklętego wilka. 

background image

– Dlaczego tak sądzisz? – Evan wygiął w łuk jedną, ciemną brew. 

– Przestaliście rozmawiać, kiedy nadchodziłam. 

– Jesteśmy wampirami – powiedział mężczyzna, który jak założyła 

był jednym z jego braci. – Widzimy wszystko i słyszymy wszystko. 

Więc miała rację. O czymkolwiek rozmawiali, nie chcieli, by ona to 

usłyszała. Evan wskazał na drugiego mężczyznę. 

–  To  jest  Aiden.  Drugi  w  kolejności  w  rodzinie  braci  Brooks  i  z 

tego względu mój zastępca. 

Aiden parsknął. 

–  W  jego  snach  i  miło  mi  ciebie  poznać,  Marisso.  Ja  jestem  ten 

bystrzejszy z braci. 

Marissa zaśmiała się i to ją zaskoczyło. Jak mogła się śmiać, kiedy 

zmieniała się we wściekłego wilkołaka? 

–  Bardziej  egocentryk  –  powiedział  Evan,  wyciągając  jedno  z  jej 

krzeseł z winylu i stali, i stawiając je pośrodku pomieszczenia. – Chodź, 

usiądź ze mną. Jak się czujesz? 

Jej oczy napotkały jego wzrok i jego spojrzenie powiedziało jej, o 

co  tak  naprawdę  pytał.  Chciał  wiedzieć,  czy  jej  wilk  jest  pod  kontrolą. 

Biorąc pod uwagę to, że chciała przewrócić go na stół i pozwolić Aidenowi 

patrzeć jak sobie radzi z jego bratem, była całkowicie pewna, że nie była 

to odpowiedź, jakiej oczekiwał. Zdecydowała się na: 

– Bardziej głodna niż kiedykolwiek w życiu. 

– Zamówiliśmy pizzę – zaproponował Aiden, chwytając pudełko z 

lodówki, kiedy Marissa usiadła. – Chcesz, to ją podgrzeję. 

Potrząsnęła głową. 

– Jestem zbyt głodna. Po prostu zjem zimną. 

background image

Evan  usiadł  obok  niej,  a  Aiden  naprzeciwko.  Chwyciła  kawałek 

pizzy,  nagle  świadoma  jak  intensywnie  patrzył  na  nią  Evan  i  jak  wiele 

pizzy chciała pochłonąć na jeden kęs. Wstała i złapała pudełko. 

– Nie mogę jeść, kiedy wpatrują się we mnie dwa wampiry. 

Evan schwycił ją za nadgarstek. 

– Więc zjemy z tobą. 

Aiden skinął głową. 

– Zawsze mogę sprawiedliwie podzielić pizzę

16

–  Nie  sądzę,  żebym  była  w  stanie  się  dzielić.  Jestem  wyjątkowo 

głodna. 

Aiden zachichotał. Evan nie. 

– To wilk. 

Skinęła głową. 

–  Wiem.  Mogę...  go  poczuć.  –  Emocje  wezbrały  w  jej  piersi  i 

wiedziała, że to nie była dobra sprawa. – Proszę, pozwól mi odejść i zjeść. 

Przyglądał  się  jej  przez  chwilę,  po  czym  pozwolił  jej  pójść. 

Skierowała się do salonu, w tej chwili przestraszona – nie z jego powodu, 

także  nie  z  powodu  drugiego  wampira.  Z  jej  powodu,  tego,  czym  się 

stawała. 

Męskie głosy zabrzmiały w kuchni, ale nie chciała ich słyszeć. Nie 

była  w  stanie  zająć  się  teraz  czymkolwiek  innym,  nie  chciała  usłyszeć 

czegoś, z czym mogłaby sobie nie poradzić. 

Chwyciła  pilota  i  zwiększyła  głośność  w  swoim  dziesięcioletnim 

telewizorze,  który  ktoś  przyciszył.  Potem  usiadła  na  swojej  wypłowiałej 

                                                           
16 

I can always do a pizza justice – rozłożyłam się na tym zdaniu, więc przetłumaczyłam 

tak, żeby pasowało do kontekstu, a czy właściwie, to bladego pojęcia nie mam :P 

background image

brązowej  kanapie  i  zaczęła  jeść  pizzę,  póki  jeszcze  była  na  tyle 

człowiekiem, by się tym cieszyć. 

 

 

  

 

 

–  Pomogę  ci  ją  uratować  –  powiedział  Aiden,  natychmiast  jak 

tylko wyszła z pomieszczenia. 

– Już mi to mówiłeś. 

– Cóż, teraz naprawdę mam to na myśli – odparł Aiden. 

Evan uniósł brew. 

– I tak jest, ponieważ? 

– Ponieważ zależy ci na niej, widzę to w twojej twarzy, kiedy na nią 

patrzysz.  Spotkałeś  ją  i  coś  w  niej  dostarczyło  twojej  ludzkiej  części 

prawdziwych  uczuć.  Teraz  to  rozumiem.  Powinienem  zaoferować  ci 

pomoc w tej samej chwili, w której usłyszałem, że narażasz dla niej swoje 

życie,  ale  dopiero  ją  spotkałeś.  Dostaniemy  tego  wilka  i  będziesz  mógł 

zabrać ją stąd w diabły i wówczas zdecydować, co robić dalej. 

Miał na myśli radę i decyzję o przemianie Marissy dla jej własnego 

bezpieczeństwa. Ale nie miało znaczenia, czy przemieni ją czy nie. Koniec 

końców, złamał prawo i zostanie za to ukarany. Mógł uratować ją, ale nie 

siebie. 

– Zawsze jest jakieś wyjście – powiedział Aiden, jakby czytając mu 

w  myślach.  –  Powinniśmy  byli  umrzeć,  ale  przeżyliśmy.  Tak  samo  jak 

background image

ona.  Najwyraźniej,  nie  było  jej  przeznaczone  umrzeć  bardziej  niż  nam. 

Jestem zazdrosnym mężczyzną. Masz w żyłach coś więcej niż lód po raz 

pierwszy  od  czasu,  kiedy  zostaliśmy  przemienieni.  Te  rzeczy,  które 

robimy  stają  się  mechaniczne.  Muszę  sobie  przypominać,  że  ratujemy 

życia,  ale  jesteśmy  oddzieleni  od  tych,  dla  których  walczymy  i  ciężko 

pamiętać, dlaczego to jest tak ważne. Może trzymanie się z dala od ludzi 

nie jest dobrym wyjściem. Może potrzebujemy coś czuć, by walczyć dalej. 

Evan pozwolił tej  myśli potoczyć się w jego wnętrzu, pozwolił się 

jej  zakorzenić.  Dopóki  Marissa  nie  weszła  do  tamtego  baru,  Evan

17

  nie 

pamiętał, kiedy ostatni raz poczuł cokolwiek prawdziwego poza przelotną 

żądzą. Ogień zemsty wypalił się wieki temu. 

Komórka Aidena zadzwoniła i wyciągnął ją ze swoich dżinsów. 

– Troy – powiedział. – Nie muszę ci mówić, że on zamierza się tym 

zająć ze względu na Sarah. 

Sarah, wilk, który próbował go zabić, a w którym był zakochany. 

–  Wiem  –  powiedział  Evan.  –  Wierz  mi,  wiem.  –  Chociaż  Aiden 

zawsze  był  tym,  który  wolał  używać  pięści,  to  wyglądał  nieporuszenie 

przez przeklętych sto lat walk. Słuchając go, kiedy mówił o Marissie, Evan 

zastanawiał się, czy to wszystko nie było grą. 

–  Mów  do  mnie,  bracie  –  powiedział  Aiden  odbierając  telefon. 

Słuchając,  jego  spojrzenie  niemal  natychmiast  uniosło  się  ku  Evanowi  i 

ten wiedział już, że nowiny nie są dobre. Aiden zamknął telefon. – Wilk 

kieruje się w tę stronę. 

 

 

                                                           
17 

W tym miejscu było imię Aiden, ale nijak mi nie pasowało do kontekstu. 

background image

Rozdział 8 

Marissa  zdążyła  skończyć  –  a  właściwie  pochłonąć  –  ostatni  z 

trzech  kawałków  pizzy,  kiedy  poczuła  przypływ  znajomej,  potężnej 

energii. Odwróciła się gwałtownie i zobaczyła Evana zmierzającego w jej 

kierunku. 

– Idź się ubrać – powiedział. – Musimy już stąd iść. 

– Co? Ja... 

– Po prostu to zrób, Marisso – rozkazał. – Teraz. 

Przeniknęła  ją  panika  i  mogła  poczuć,  jak  jej  skóra  zaczyna 

ponownie mrowić. Odwróciła się do korytarza, z Evanem depczącym jej 

po piętach i pobiegła do swojego pokoju. 

Odwróciła się ku niemu, wciągając szorty. 

–  Co  się  dzieje?  –  Spytała,  wkładając  bluzkę  przez  głowę  i 

wślizgując się w kedsy. – To wilk? 

– Tak – powiedział, chwytając ją za ramię. – To wilk. – Przeszedł 

przez  całe  mieszkanie  do  tylnych  drzwi,  gdzie  czekało  escalade.  Drzwi 

auta otworzyły się z trzaskiem i ze środka wysiadł Aiden. 

–  Bierz  kierownicę  i  jedź  na  północ  IH-35.

18

  –  Już  okrążał 

ciężarówkę, by dostać się na tylne siedzenie. 

Evan  skinął  na  Marissę,  by  zajęła  miejsce  pasażera.  Marissa 

pospieszyła na drugą stronę pojazdu, a Evan sięgnął i pchnął drzwi, by się 

otworzyły.  Marissa  zamarła,  kiedy  zobaczyła  mężczyznę  na  tylnym 

siedzeniu  obok  Aidena,  jego  długie  blond  włosy  przykrywały  ramię 

Aidena, kiedy się nad nim pochylał. Mężczyzna popatrzył na nią i mogła 

                                                           
18 

Autostrada międzystanowa 

background image

zobaczyć  nabiegłe  krwią  ślady  pazurów  na  jego  twarzy,  jego  srebrzyste 

oczy przeszywały ją z czymś, co wyglądało jak nienawiść. 

– Wsiadaj, Marisso, do cholery – krzyknął Evan. 

– Cześć, Marisso – dobiegł ją męski głos dokładnie zza niej. 

Odwróciła  się,  by  odkryć  wysokiego,  umięśnionego  mężczyznę  z 

ciemnymi włosami wokół twarzy. 

– Dobrze się bawiłem z tobą w alejce. Pobawimy się jeszcze raz? – 

Jego oczy stały się czerwone. 

Zassała  powietrze  –  wilk.  To  był  wilk.  Zaledwie  to  pomyślała, 

zaczął się zmieniać, jego twarz wykrzywiła się, zęby wydłużyły. W jakiejś 

odległej  części  swojego  umysłu  słyszała,  jak  Evan  krzyczał  jej  imię  –  i 

widziała Aidena, jak wyskoczył z ciężarówki i rzucił się na wilka, ale nie 

był  wystarczająco  szybki.  Wilk  zatopił  zęby  w  jego  ramieniu.  Evan 

przeskoczył  ponad  maską  ciężarówki  i  skoczył  od  tyłu  na  wpół 

zmienionego wilka. 

Marissa  nie  wiedziała,  co  robić.  Odwróciła  się,  by  zobaczyć 

zbliżającego  się  do  niej  srebrnookiego  mężczyznę,  broczącego  krwią  z 

ramienia,  mężczyznę,  który  jej  nienawidził.  Odwróciła  się  i  pobiegła. 

Chciał  chwycić  ją  za  ramię,  ale  w  jakiś  sposób  uniknęła  jego  mocnego 

chwytu  i  zdołała  uciec.  Biegła  w  kierunku  granicy  lasu  za  jej  domem. 

Kiedy przekroczyła linię drzew, ciemności jej nie powstrzymały. Jej serce 

biło  mocno,  mrowienie  na  jej  skórze  przerodziło  się  w  pożar.  Musiała 

biec,  musiała  uciekać.  Szybciej  i  szybciej,  parła  do  przodu,  czując 

pokaleczone kończyny, ale nie obchodziło jej to. Musiała po prostu biec. 

Musiała się ruszać. 

– Marissa, zatrzymaj się! 

background image

Słyszała ten głos i nasiliła się w niej panika. Wilk po nią szedł. Wilk 

chciał  ją  zabić.  Mogła  go  usłyszeć,  była  świadoma,  jak  blisko  niej  się 

znajdował. Potknęła się i upadła ciężko na ręce, ale spróbowała zerwać się 

na  nogi.  Ale  był  już  na  niej,  wielki  ciężar.  Szamotała  się  i  obróciła,  by 

walczyć. Walka była wszystkim, co jej zostało. Nie będzie uciekać. 

 

 

  

 

 

–  Marissa,  stój  –  polecił  Evan,  unikając  jej  ciosów  i  siadając  na 

niej okrakiem, przytrzymując jej ręce ponad jej głową. – To ja, Marisso. 

Stój! 

– Evan – wydyszała, jej klatka piersiowa unosiła się i opadała, jej 

oczy były czerwone. 

Cholera jasna. 

– Tak, to ja. 

– Och, Boże – wysapała, jej oczy rozszerzyły się na widok śladów 

pazurów na jego szyi. – Krwawisz. 

Ugryzł  własny  nadgarstek,  był  to  najprostszy  i  najwygodniejszy 

sposób dla niej, by wziąć teraz od niego krew. 

– Co ty robisz? – Spytała. 

– Potrzebujesz krwi i to teraz. 

– Nie – powiedziała. – Jesteś ranny. Jesteś... 

background image

Wsunął nadgarstek do jej ust, wiedząc, że smak krwi, potrzeba jej 

ciała przeważy. Zawahała się tylko sekundę, po czym chwyciła jego ramię 

i  zaczęła  pić.  Był  osłabiony,  ranny,  tak  samo  jak  jego  bracia.  To  nie  był 

byle  jaki  wilk,  z  jakimi  walczyli  wcześniej.  Był  silniejszy,  zręczniejszy. 

Evan  zmusił  się,  by  się  poruszyć,  podnosząc  Marissę,  kiedy  piła.  Nie 

chciał jej powstrzymywać. Nie, kiedy czuł przez skórę, że wirus zmutował 

i  nie  był  pewien,  co  to  oznaczało  dla  niej,  ani  dla  ich  zdolności  do 

uporania się z samotnym wilkiem. 

Evan  poruszył  nadgarstkiem,  próbując  zmusić  Marissę  by 

przestała  pić,  zanim  będzie  zbyt  słaby,  by  zapewnić  im  bezpieczeństwo. 

Nie  zareagowała,  co  oznaczało,  że  albo  więź  krwi  uodporniła  ją  na  jego 

polecenia  albo  był  już  zbyt  słaby,  by  je  wydawać.  Więc  pozwolił  jej  pić. 

Nie  mógł  jej  powstrzymać,  bez  zatrzymywania,  więc  nie powstrzymywał 

jej. Nie, póki miał ją i swoich braci, i do cholery z całą resztą. Wilk uciekł i 

także był ranny, ale to nie znaczyło, że będzie się trzymał z daleka. 

Wyszedł  z  lasu  i  odnalazł  czekającą  ciężarówkę.  Tylne  drzwi 

otworzyły  się,  więc  zdołał  wsiąść  razem  z  Marissą  do  środka.  Ruszyli, 

zanim  zdążył  zatrzasnąć  drzwi,  które  poczuł  jakby  ważyły  dwa  tysiące 

funtów. Marissa zabrała zbyt wiele jego krwi i to wówczas, kiedy już był 

osłabiony. 

–  Co  z  nim?  –  Spytał  Evan,  przyglądając  się  Aidenowi,  którego 

widział  w  lusterku  wstecznym,  sadzając  Marissę  na  swoich  kolanach, 

przez co znalazła się plecami do drzwi. 

– Źle – odparł Aiden. – Dałem mu tyle krwi, ile mogłem, ale sam 

krwawię  jak  zarzynane  prosię.  I  nie  wygląda  na  to,  żebyś  miał  żyłę  do 

odstąpienia

19

. Powstrzymaj ją zanim cię zabije. 

                                                           
19 

Zapasowa żyła – spodobało mi się to sformułowanie :D 

background image

–  Wystarczy  –  powiedział  do  niej  Evan  cicho,  przyciskając  swoją 

głowę do jej i powtarzając głośniej, kiedy nie zareagowała. – Wystarczy. 

Wciąż  się  nie  powstrzymała.  Zanurzył  palce  w  jej  włosach  i 

odciągnął jej głowę do tyłu tak delikatnie, jak zdołał, żyła zapulsowała na 

wiotkiej krzywiźnie jej szyi koloru kości słoniowej. 

–  Evan?  –  Wysapała,  krew  skapywała  z  jej  warg,  w  jej  teraz 

niebieskich oczach była dezorientacja. 

– Przepraszam, skarbie, ale muszę to zrobić tutaj i teraz. 

Zatopił  zęby  w  jej  szyi.  Zasapała  ponownie,  a  potem  jęknęła, 

zapach  jej  pobudzenia  rozszerzył  jego nozdrza.  Smak  jej  krwi  był  słodki 

jak  miód.  Mógł  poczuć,  jak  jego  rany  się  zamykały,  mógł  poczuć  moc 

płynącą  w  swoich  żyłach.  Był  świadomy  jej  palców  głaszczących  jego 

włosy,  jego  twarz.  Im  silniejszy  się  stawał,  tym  bardziej  był  świadom 

kobiety  w  swoich  ramionach,  jej  delikatnych  pieszczot.  Tak  bardzo  się 

bał,  że  straci  ją  dzisiaj,  i  to  właśnie  wtedy,  gdy  dopiero  zaczął  ją 

poznawać. Nie chciał stracić ani jej, ani swoich braci. Oderwał wargi od 

jej  szyi,  liżąc  ranę,  po  czym  odwzajemnił  spojrzenie  Aidena  w  lusterku 

wstecznym. 

– Zatrzymaj się. 

–  Nie  ma  szans  –  odparł  Aiden.  –  Będziemy  wtedy  siedzieć  i 

czekać na wilka jak ranne kaczki. 

Jedno  spojrzenie  na  Troya,  który  całkiem  stracił  przytomność  na 

siedzeniu pasażera i Evan odrzucił tę odpowiedź. 

– Musimy dać krwi Troyowi. Nie zostało mu wiele czasu. 

– Mogę prowadzić – powiedziała Marissa, podnosząc się. – Czuję 

się dobrze. Mogę prowadzić. Proszę. Proszę, pozwólcie mi pomóc. 

background image

Evan ponownie wymienił w lusterku spojrzenia z Aidenem, który 

skinął głową. Evan przeniósł Marissę w pobliże drzwi, nadal rozmawiając 

z Aidenem. 

–  Przenieś  Troya  do  tyłu,  więc  będziemy  musieli  się  zatrzymać 

tylko raz. – Skierował uwagę na Marissę. – Odprowadzę cię do drzwi. Nie 

ruszaj się beze mnie. 

Rzuciła mu przelotne spojrzenie. 

–  Nie  planowałam  tego.  Po  tym,  co  wydarzyło  się  dzisiejszego 

wieczora,  będziesz  mnie  pilnował  do  czasu,  gdy  będziesz  musiał  mnie 

zabić.

 

 

background image

Rozdział 9 

Trzydzieści minut później, z Evanem na miejscu pasażera, Marissa 

prowadziła  ciężarówkę  czarną  autostradą  między  Temple  a  kolejnym 

miastem  na  południe  –  Waco.  Niebo  było  ciemne,  z  nadciągającymi 

grubymi chmurami burzowymi, docierało już do nich echo grzmotów. 

– Zatrzymaj się przy tym motelu, który wygląda jak szczurza nora. 

–  Evan  wskazał  jej  miejsce  po  jej  prawej,  które  doskonale  pasowało  do 

jego  opisu.  –  Nie  mamy  pojęcia,  gdzie  jest  wilk,  a  potrzebujemy 

przegrupować się i odpocząć. 

Wymanewrowała  i  zaparkowała  na  parkingu.  Evan  obrzucił  lokal 

czujnym spojrzeniem. 

–  To  nora,  ale  przynajmniej  nie  będziemy  musieli  wszyscy 

przechodzić przez hol krwawiąc. 

–  I  jest  blisko  drogi,  jeśli  będziemy  musieli  uciec  cholernym 

ukradkiem – skomentował Aiden zza nich. – Dlatego masz moją zgodę. 

–  Nie  pamiętam,  żebym  prosił  cię  o  zgodę  –  powiedział  Evan, 

zerkając  przez  ramię.  –  Jeden  z  was  dwóch  niech  mi  podrzuci  czystą 

koszulę.  Nie  sądzę,  żeby  krew,  którą  jestem  pokryty,  przysporzyła  mi 

fanów w biurze. – Ściągnął koszulkę przez głowę i rzucił nią w braci. 

Marissa  straciła  dech  na  widok  naprężonej  śniadej  skóry  ponad 

twardymi jak skała mięśniami. I krwi. Krew plamiła jego skórę, jego krew 

i  prawdopodobnie  też  trochę  jej.  Mogła  prawie  jej  posmakować, 

posmakować jego. Jego aksamitne, pikantne bogactwo wypełniało ją, jego 

krew, jego fiut... Zatrzymała się. Odrzuciła ten tok myślenia, zszokowana 

intensywnością swoich myśli. 

Jej spojrzenie uniosło się napotykając jego ciemne oczy utkwione 

w niej, wyraz jego twarzy był jak lustro, w którym odbijało się wszystko, 

background image

co  czuła  –  żądzę,  namiętność,  głód.  Nie  zdawała  sobie  sprawy,  że  ten 

płomień dla Evana był utworzony przez więź krwi albo wilka rosnącego i 

formującego się wewnątrz niej. Nie przejmowała się tym. Mogła umrzeć 

za  trzynaście  dni.  Nie  miała  zamiaru  spędzić  tych  trzynastu  dni  na 

analizowaniu tego, dlaczego pragnie Evana. Tutaj i teraz wiedziała, że nie 

spędzi ich także w lęku. Będzie walczyć do końca, ale musi stanąć twarzą 

twarz z końcem, jeśli nadejdzie. 

Koszulka  przefrunęła  ponad  siedzeniami  i  uderzyła  Evana  w 

głowę, przerywając ich połączenie. 

–  Oszczędzajcie  to  do  sypialni  –  zażartował  Aiden.  –  Jesteśmy 

gotowi ustąpić wam z tylnego siedzenia. 

Marissa poczuła, że jej policzki czerwienieją, zważywszy jednak na 

to,  jak  niespodziewanie  stała się  rozwiązła,  wydawało  się to  absurdalne. 

Evan  wciągnął  koszulkę  przez  głowę,  po  czym  użył  wody  z  butelki  i 

chusteczki,  by  zetrzeć  krew  z  szyi.  Odwróciła  się  przodem  w  kierunku 

hotelu, nie patrząc. Nie mogłaby patrzeć i zachować kontrolę. 

Po kilku sekundach Evan dotknął jej ręki, by przyciągnąć jej uwagę 

z  powrotem  do  niego.  Fizyczna  reakcja  na  jego  dotyk  była 

natychmiastowa – dreszcze przebiegły po jej skórze, przez jej ramię, aż do 

klatki piersiowej. 

–  Zamknij  –  polecił  łagodnie,  kiedy  spojrzała  na  niego,  jego  głos 

był ochrypły, zdradzając jej jego uczucia. 

 

Przez  chwilę  utrzymywał  jej  spojrzenie,  połączenie  między  nimi, 

bliskość  –  wszystko  właściwe,  w  sposób,  jakiego  nigdy  wcześniej  nie 

doświadczyła. Nie z innym mężczyzną. Nie z rodziną. Nigdy nie poznała 

background image

ojca, który umarł zanim jeszcze nauczyła się chodzić

20

. Kochała i straciła 

matkę.  Miło  spędzała  czas  z  przyjaciółmi,  a  nawet  z  kilkoma  stałymi 

towarzyszami płci męskiej, ale żaden z nich nigdy nie sprawił, że czuła się 

tak, jak teraz przy Evanie. Marissę wypełnił żal, zastępując zuchwałość, z 

jaką kilka minut wcześniej mentalnie celebrowała życie. Czekała ją śmierć 

zanim tak naprawdę zaczęła żyć. 

– Nie czeka cię śmierć – powiedział Evan cicho, i szybko zniknął, 

zatrzaskując za sobą drzwi. 

Zamrugała,  próbując  zrozumieć,  skąd  wiedział,  o  czym  myślała. 

Mógł czytać w jej myślach? 

Postukał  w  okno  i  wskazał  na  zamek.  Poderwała  się  i  zamknęła 

drzwi. I wtedy ją to uderzyło. Została sama z Aidenem i Troyem. 

Marissa  odetchnęła  głęboko,  po  czym  odwróciła  się  ku  tyłowi 

pojazdu,  a  jej  spojrzenie  zostało  zablokowane  na  już  ozdrowiałym,  lecz 

niewiarygodnie cichym Troyu. 

– Jak się masz? – Spytała. 

–  Podejrzewam,  że  lepiej  niż  ty  –  odparł,  skinąwszy  głową  ku  jej 

palcom na siedzeniu. – Drżysz. 

Wiedziała. Boże, wiedziała. 

–  Jeśli  ktoś  ma  mnie  zabić  –  wyrzuciła  z  siebie,  zanim  będzie  za 

późno i wróci Evan. – Upewnijcie się, że to wy, nie Evan. 

– Nikt nie zamierza cię zabić – powiedział Aiden, siadając prosto, 

dzięki  czemu  mogła  widzieć  go  wyraźniej.  –  Zamierzamy  zabić  wilka, 

Marisso. 

                                                           
20I zrobił się bałagan:(, ale to wina autorki, nie moja, ponieważ bodaj w rozdziale drugim jest 
mowa o tym, że ojciec był pijakiem, który wyrzucił ją z domu, kiedy miała szesnaście lat, a o 
matce właśnie, że obumarła ją w dzieciństwie – tak więc nic nie kombinuję, nie poprawiam, 
tylko tłumaczę jak leci :P – a z twarzą nie do mnie :))) 

background image

Srebrne  oczy  Troya  skierowały  się  ku  niej,  niezmienione  przez 

komentarz jego brata. 

– Chcesz wiedzieć, dlaczego mam jasne włosy i srebrne oczy? 

Chciała,  ale  to  dziwne  pytanie  wzięło  ją  z  zaskoczenia  i  syk 

ostrzeżenia  rozszerzył  się  w  niej.  Nie  podobało  się  jej  to,  dokąd  to 

zmierzało. 

– Nie – powiedziała ostrożnie. – Dlaczego? 

–  Wilkołak  zaatakował  mnie  i  praktycznie  rozerwał  mi  gardło. 

Kiedy wyzdrowiałem, byłem już inny. 

Wypełnił ją strach. 

– Proszę, nie mów mi, że zaraziłam Evana wirusem. 

–  Wampiry  są  odporne  na  wirusa  –  powiedział  Aiden.  –  Nie 

wiemy, dlaczego atak zmienił Troya. Po prostu tak się stało. 

– Tak – potwierdził Troy. – To mnie zmieniło. – Sposób, w jaki to 

powiedział, wskazywał, że miał na myśli więcej zmian niż tylko oczy czy 

kolor  włosów.  –  A  sedno  tej  historii  jest  takie,  że  wiem,  iż  wilk  może 

zrobić  więcej  niż  każdy  z  moich  braci.  I  jeśli  dojdzie  do  wyboru  między 

tobą a moim bratem – wybiorę mojego brata. 

Jej pierś zacisnęła się i mogła niemal poczuć, jak wilk w niej rzucał 

się z pazurami, próbując wyjść. Jakby nienawidził Troya, jakby odrzucał 

jego  deklarację.  To,  że  wiedziała,  o  czym  myśli  i  czuje  ta  część  niej, 

przeraziło ją. 

–  To  nie  wystarczy.  Jeśli  przyjdzie  ten  najczarniejszy  moment  i 

moje szanse na pozostanie człowiekiem znikną – zabij mnie. I nie pozwól 

Evanowi  odwieść  cię  od  tego.  Wilk  we  mnie...  chce  go  zabić.  Nie 

pozwólcie temu – mnie – zabić go. – Po raz pierwszy zdała sobie sprawę z 

background image

zamiarów  wilka  wewnątrz  niej,  ale  nie  miała  co  do  tego  żadnych 

wątpliwości. 

Evan  zapukał  w  okno  i  szybko  otworzyła  zamki.  Drzwi  otworzyły 

się i szybko odwróciła się do Evana, jak tylko wśliznął się do środka. 

–  Zawróć  do  tyłu  –  powiedział  i  rzucił  spojrzenie  przez ramię  na 

swoich braci. – Pokoje jeden obok drugiego, przylegające do siebie. 

– Doskonale – stwierdził Aiden sucho. – Możemy być jedną wielką 

szczęśliwą rodziną. 

Marissa  zrobiła  wdech  na  jego komentarz, mając  nadzieję,  że  nie 

zdradzi Evanowi, co im powiedziała i prawie pewna, że to zrobi. 

Cholera,  cholera,  cholera.  Kilka  minut  później  weszli  jedno  za 

drugim do jednego z obskurnych pokojów z dwoma podwójnymi łóżkami 

i  pomarańczowymi  kołdrami.  Przestrzeń  była  niewielka,  a  dodając  trzy 

duże  wampiry,  zmniejszyła  się  do  rozmiarów  pudełka  zapałek.  Szybko 

skierowała  się  do  drugiego  pokoju  przez  sąsiadujące  drzwi,  by  znaleźć 

identyczny  pokój,  świadoma,  że  Evan  szedł  za  nią.  Mogła  wyczuć  każdy 

ruch wampira, każdy jego oddech. 

Odwróciła się twarzą do niego. 

– Muszę zadzwonić do mojego szefa. 

Jego twarz natychmiast pociemniała. 

– I co mu powiesz, Marisso? 

– Potrzebuję swojej pracy. Kiedy to się skończy, wciąż będę miała 

rachunki,  życie.  –  I  nie  mogę  polegać  na  nikim,  tylko  na  sobie.  Jego 

wargi zacisnęły się, nadając jego twarzy ponury wyraz. Cisza przeciągała 

się, aż nie mogła jej znieść. – Myślisz, że nie wrócę już do pracy, prawda? 

– A wrócisz? – Spytał Troy od drzwi. 

background image

To pytanie rozwścieczyło ją i zwróciła się ku niemu. 

–  Chcę  wierzyć,  że  zdołam  pokonać  to...  to  coś  rosnącego 

wewnątrz  mnie.  Więc  tak,  wrócę  do  pracy.  A  teraz  dzwonię  do 

pracodawcy,  by  się  upewnić,  że  jeszcze  mam  pracę,  do  której  mogę 

wrócić. – Ruszyła jak burza do łóżka i chwyciła telefon, ignorując drżenie 

rąk,  kiedy  wykręcała  numer.  Wprowadziła  numer,  podniosła  wzrok,  by 

zobaczyć,  jak  Evan  i  Troy  znikają  w  drugim  pokoju,  zamykając  za  sobą 

drzwi. 

Odłożyła  słuchawkę.  Nie  miała  żadnej  wymówki,  która 

usprawiedliwiłaby ją na następne dwa tygodnie. Jej szef wiedział, że nie 

miała  żadnej  rodziny,  nikogo,  kto  mógł  być  chory  i  potrzebowałby  jej 

pomocy.  Jej  pracodawcą  był  jeden  z  najlepszych  szpitali  w  kraju,  więc 

badania kontrolne nie były dobrym wytłumaczeniem. Temple było małym 

miastem,  w  którym  mogła  chodzić  do pracy  na piechotę, więc  kłopoty z 

samochodem także odpadały z listy możliwych usprawiedliwień. Krótko i 

prosto, nie miała nic więcej, włączając w to także pracę. 

Potarła  ramiona,  nagle  zimne  i  gorące  w  tym  samym  czasie.  Jej 

kolana  zaczęły  się  trząść  –  dopiero  teraz  zdała  sobie  sprawę,  że  w  tym 

samym czasie, co ręce. Zaczęła chodzić, próbując pozbyć się energii, która 

rozkwitała  wewnątrz  niej,  mrocznej  i  głodnej  energii,  która  chciała 

pochłonąć i ją i wszystko dokoła niej. Wsunęła palce we włosy, głaszcząc 

skórę  głowy,  podrażniając  ją  z  niepokoju.  Nie  wiedziała,  co  się  z  nią 

dzieje.  Przestała  chodzić  i  wpatrzyła  się  w  drzwi,  próbując  zdecydować, 

czy powinna wejść do drugiego pokoju i poprosić o pomoc. Nie. Nie. Tam 

był  Troy,  a  on  mógłby  po  prostu  podejść  i  ją  zabić.  Chciał  tego. 

Wyczuwała  to.  Nienawidził  jej,  ponieważ  sądził,  że  jest  zagrożeniem  dla 

jego  brata.  Wyczytała  to  w  nim,  czuła  od  niego  ten  zapach  falujący  w 

powietrzu. 

background image

Odwróciła  się  ku  drzwiom  hotelu.  Zapanowała  nad  nią  potrzeba 

ucieczki, znacznie silniejsza niż wtedy, gdy wilk zaatakował na tyłach jej 

domu. Potrzeba, by pozbyć się energii, nim jej wilk się z niej wydostanie. 

To  nie  był  dobry  pomysł.  Wiedziała  o  tym.  Zmusiła  się,  by  usiąść  na 

łóżku, mówiąc sobie, żeby nie otwierać drzwi. Nie opuszczać pokoju. 

Jej  paznokcie  wbiły  się  w  jej  ramiona,  w  jej  skórę.  Nie  była  w 

stanie  odwrócić  wzroku  od  drzwi.  Głos  Evana  dochodził  echem  przez 

ścianę, więc robiła wdechy i wydechy, wmawiając sobie, że on za chwilę 

wróci. Będzie ją całował, dotykał, pieścił – uspokoi ją. Skupiła się na jego 

głosie, nie na drzwiach. Myśl o Evanie. Nie ucieknie. Nie przejdzie przez 

te drzwi. 

Powoli  jej  koncentracja,  jej  zmysł  słuchu  spotęgował  się,  słowa 

wymawiane w sąsiednim pokoju brzmiały wystarczająco głośno, by zdała 

sobie sprawę, co powinna była uprzednio założyć. Rozmawiali o niej i nie 

podobało jej się to, co mówili. 

Jej  spojrzenie  powróciło  do  drzwi.  Biegnij.  Słowa  mruczały  w  jej 

głowie, jak swego rodzaju podkład muzyczny do rozmowy w pokoju obok. 

Biegnij

Wstała. 

 

background image

Rozdział 10 

–  Do  cholery,  Troy  –  burknął  Evan,  wściekły  na  brata.  –  Chcę, 

żebyście obaj trzymali się z dala. Załatwię to sam. 

– Nigdzie się nie wybieram – odparł Troy. – Nie zabijesz jej, a ktoś 

będzie  musiał  to  zrobić.  Wiem,  dokąd  to  zmierza.  Nie  mogłem  zabić 

Sarah, pamiętasz? A powinienem był to zrobić. 

–  Nie  mieszaj  w  to  Sarah  –  wycedził  Evan,  zaciskając  pięści.  – 

Marissa to nie Sarah. 

– Jeszcze nie – odparował Troy. 

To było to. Evan zawarczał i ruszył na Troya, który uniósł ramiona, 

gotów do walki. 

–  Wystarczy  –  zażądał  Aiden,  kładąc  rękę  na  ich  klatkach 

piersiowych  i  odpychając  ich.  –  Nikt  nie  zostanie  zabity.  Jeśli  mamy 

kiedykolwiek złapać nasz cel, to kiedy mamy wyruszyć, by go dopaść? 

Troy zadrwił. 

– Ścigamy tego wilka przez połowę dróg w kraju. Nie dopadliśmy 

go  przez  trzy  stany.  –  Spiorunował  wzrokiem  Evana.  –  Ale  skoro 

kładziesz na szali swoje życie, dorwiemy go w kilka dni. 

– Moje życie – odparował Evan. – Moje. 

–  Evan,  jeśli  pozwolimy  ci  to  załatwić,  i  jakimś  cudem  zdołasz 

zabić wilka, twoje problemy się nie skończą. Złamałeś prawo tworząc więź 

z człowiekiem. Karą za to jest śmierć. Uratowałeś jej życie i podpisałeś na 

siebie wyrok. 

–  Dlatego  właśnie  chcę,  żebyście  trzymali  się  z  dala.  To  jedyny 

sposób, byście mogli zaprzeczyć, że byliście w to zamieszani. 

 

background image

– Jeśli wy dwaj się uciszycie, to chyba wiem, jak z tego wybrnąć – 

oznajmił Aiden. 

Evan przeniósł spojrzenie na Aidena. 

– Jak? 

–  Wirus  mutuje.  Musi.  Nie  ma  innego  sposobu,  by  wilk  mógł 

zmienić się tylko częściowo i wciąż nas atakować, tak jak na tyłach domu 

Marissy.  Musimy  mieć  próbkę  krwi.  –  Wskazał  podbródkiem  w  stronę 

drugiego pokoju. – Marissa nam to zapewni. 

Iskra nadziei przeszyła Evana. 

–  Będziesz  musiał  włączyć  Marcusa.  –  Marcus  był  wampirem, 

który ich uratował, a teraz był ich przełożonym. Nikt nie chciał wkurzać 

Marcusa. 

– Daj mi telefon i pozwól mi to załatwić – powiedział Aiden. – To 

jest dobra historyjka. Uratowanie Marissy, by studiować mutację wirusa, 

naprawdę może ci uratować życie. I wniosę petycję o przemianę Marissy 

w  wampira  przed  pełnią  księżyca,  co  powinno  zatrzymać  ją  przed 

przemianą w wilka. 

Evan  potarł  szczękę  i  odwrócił  się,  nie  myśląc  dłużej  o  walce  z 

Troyem. Nie chciał narzucać Marissie przemiany. Chciał zabić wilka i dać 

jej  czas  na  podjęcie  decyzji  o  przemianie,  nawet,  jeśli  oznaczało  to 

postawienie  siebie  samego  w  niebezpieczeństwie  przed  radą.  Ale  chciał 

zostawić sobie prawo wyboru, dając sobie i Marissie możliwość przeżycia. 

Odwrócił się przodem do braci, i krótko skinął głową Aidenowi. 

– Zadzwoń do Marcusa, porozmawiaj z nim. – Spiorunował Troya 

spojrzeniem. – A ty idź znaleźć tego cholernego wilka, nie robiąc z siebie 

znowu  zabawki  do  gryzienia.  Nie  wiemy  nawet,  w  którym  kierunku  się 

udał i... 

background image

Drzwi  w  sąsiednim  pokoju  otworzyły  się,  a  potem  zamknęły  z 

trzaskiem. Evan zaklął, nawet nie zaglądając do tamtego pokoju. Ruszył 

ku  frontowym  drzwiom  i  otworzył  je  na  deszcz.  Marissa  była  już  po 

drugiej stronie drogi i kierowała się do lasu. Był zbyt wkurzony na Troya, 

by pamiętać o jej wyczulonych zmysłach, jej zdolności do słyszenia przez 

drzwi. Ale słyszała. Nie miał wątpliwości. Słyszała i rzuciła się do ucieczki. 

–  Jest  zdenerwowana  –  powiedział  Evan  do  braci,  którzy  stanęli 

po jego obu stronach. – Więc trzymajcie się z tyłu i upewnijcie się, że wilk 

się nie pokaże. – Zaczął biec. 

Zabrało  mu  tylko  minutę,  by  ją  dogonić,  ale  pozwolił  jej  biec, 

mając  nadzieję,  że  spali  nieco  adrenaliny,  którą  napędzały  jej  emocje  i 

wirus. Minęło dwadzieścia minut, a ona wciąż biegła. Deszcz zmienił się z 

lekkiego do ulewnego, ale biegła niepowstrzymanie, póki się nie potknęła 

i schwytał ją, zaciskając od tyłu ramiona wokół niej. 

Przekręciła się ku niemu, jej ręce na jego piersi, gniew błyszczący 

w jej oczach. 

–  Dlaczego  to  robisz? Dlaczego  położyłeś  na  szali  swoje życie  dla 

kobiety, którą ledwie znasz? Dlaczego, Evan? 

– Ponieważ w tej samej chwili, w której weszłaś do baru, poczułem 

się  bardziej  żywy  niż  przez  całe  sto  lat  i  chciałem  wiedzieć  –  chcę 

wiedzieć, dlaczego. 

Miała  zaszokowany  wyraz  twarzy,  na  której  pojawiły  się  kropelki 

deszczu. Odgarnęła włosy sprzed oczu. 

– Nie znasz mnie. 

– Więź... 

– Pozwoli cię zabić – dokończyła. – Ja żyję, ty umierasz. Nie będę 

mogła z tym żyć. – Jej kolana zaczęły się zginać, więc docisnął swoją wagą 

background image

jej biodra. 

–  Trzymam  cię  –  powiedział  jej,  odgarniając  mokre  włosy  z  jej 

twarzy. – I nie pozwolę ci odejść, więc możesz to po prostu zaakceptować. 

– Ściszył głos, wciąż odgarniając jej włosy. – Wróć ze mną do pokoju. 

Potrząsnęła głową. 

– Troy mnie nienawidzi. Nie potrafię sobie z nim teraz poradzić. 

– On ciebie nie nienawidzi. Po prostu nie chce cię lubić. 

– Ponieważ myśli, że może będzie musiał mnie zabić. 

– Ponieważ był zakochany w wilkołaczycy, pociągała go. A kiedy ja 

i Aiden ścigaliśmy wilka, oni oboje wyjechali. Zostaliśmy sami. – Poczuł 

spadek napięcia w jej ciele i pocałował ją. – Wróć ze mną do pokoju. 

– Tylko wtedy, gdy się zgodzisz, że jeśli nadejdzie pełnia, a wilk nie 

będzie  martwy,  pozwolisz  Troyowi  mnie  zabić,  zanim  się  zmienię. 

Nienawidzi mnie. Wiem, że będzie w stanie to zrobić. A  wiem, że ty nie 

możesz i nie będziesz chciał. 

– Skarbie, mówiłem ci. Troy cię nie nienawidzi. Po prostu nie chce 

cię lubić. 

–  I  powiedziałam  ci,  dlaczego.  Ponieważ  wie,  że  będzie  musiał 

mnie zabić. 

– Nie. Ponieważ zakochał się w wilczycy, a ona go zdradziła. 

Zaskoczenie pojawiło się na jej twarzy, jej głos stał się szorstki. 

–  I  obawia  się,  że  ja  zdradzę  ciebie.  I  zrobię  to,  Evan.  Wiem,  że 

zrobię. Mój wilk absolutnie cię nienawidzi. 

Otoczył dłońmi jej twarz. 

–  Twój  wilk  nie  nienawidzi  mnie  bardziej,  niż  Troy  nienawidzi 

ciebie albo jak bardzo nie chcesz mnie pieprzyć. Po prostu nie rozumiesz 

background image

swojej  pierwotnej  strony  wystarczająco  dobrze,  by  rozumieć,  co  ona  ci 

mówi. 

–  Jesteś  w  błędzie  –  upierała  się.  –  Nienawidzi  cię.  I  zabije  cię, 

jeśli przeżyję tę pełnię. 

– Nie nienawidzi mnie. Boi się mnie. Taka jest różnica. 

–  Nieważne,  jak  chcesz  to  określać  –  powiedziała.  –  Chce  twojej 

śmierci. 

 

background image

Rozdział 11 

Chce  twojej  śmierci.  Włosy  na  karku  Evana  uniosły  się,  a  gniew 

zapłonął w jego wnętrzu. 

– Wiadomość dla twojego wilka – jesteś moja. Nie dostanie cię. 

– Oboje wiemy, że już mnie ma – krzyknęła. Deszcz nagle zmienił 

się w ulewę. 

Pocałował  ją,  głębokim,  namiętnym,  dojmującym  pocałunkiem, 

oznaczając ją jako swoją kobietę. To było piętnowanie. Wilk nie mógł jej 

mieć i rada również. 

– Nie pozwolę ci odejść – powtórzył tuż przy jej ustach. 

–  Nie  –  krzyknęła,  starając  się  go  odepchnąć.  –  Nie.  Powinieneś 

trzymać  się  ode  mnie  z  daleka.  Tak  daleko,  żebym  nie  mogła  cię 

skrzywdzić. 

Zacisnął ręce dokoła niej, trzymając ją uwięzioną. 

–  Jestem  wampirem  –  powiedział.  –  Żaden  wilk  mnie  nie 

skrzywdzi. 

– Powiedz to Troyowi – odparowała. 

Podniósł  ją,  kończąc  rozmowę  działaniem.  Nie  chciał  słyszeć  o 

Troyu i Sarah. 

Marissa  kręciła  się  w  jego  ramionach,  mokra  i  śliska,  i  już 

silniejsza z powodu wilka rosnącego w siłę wewnątrz niej. 

– Cholera, Evan! Wypuść mnie. Muszę iść. 

Zachowywała się niedorzecznie, kopiąc i gryząc, a on nie chciał jej 

zranić,  co  okazało  się  wyzwaniem.  Pośliznął  się.  Upadł,  z  nią  na  nim. 

Błoto rozbryznęło się dokoła nich, ale ulewa zmniejszyła się. 

background image

Marissa próbowała wstać, ale przewrócił ją na plecy. 

–  Nie  zostaniesz  z  tym  sama,  Marisso.  Nie  będziesz  sama. 

Przejdziemy przez to. Poradzimy sobie z tym. 

– Nie rozumiesz – krzyknęła. – To chce twojej śmierci. 

Ponownie  zaczęła  kręcić  się  i  kopać,  ale  użył  swojego  ciała,  by  ją 

uwięzić,  z  łatwością  przytrzymać.  Wciąż  nie  przestawała  walczyć. 

Przytrzymał jej ręce ponad jej głową, jak już to wcześniej zrobił, i zbliżył 

usta  do  jej  ucha,  kierując  ku  niej  mentalny  przymus,  modląc  się  by 

zadziałał. Przestań. Przestań natychmiast. 

Posłuchała,  wciąż  pozostając  pod  nim,  ale  on  nie  był  pewny,  czy 

przestała się pod nim szarpać, ponieważ go posłuchała, czy po prostu była 

zmęczona.  Niespodziewanie  stał  się  świadom  każdej  kobiecej  krzywizny 

pod  nim,  jej  nagich  piersi  pod  mokrą  bluzką.  Jego  fiut  stwardniał,  jego 

jaja  się  zacisnęły.  Jego  ręka  ześliznęła  się  na  jej  pierś,  drażniąc  sutek. 

Jęknęła i wygięła się pod nim. 

–  Ty  i  twój  wilk  pragniecie  mnie.  –  Zacisnął  wargi,  ocierając 

zębami ponad jej koszulką, drażniąc twardy wierzchołek. 

– Do cholery z tobą. Nie bądź głupi – syknęła. – Będę cię pieprzyć 

i będzie mi się to podobało, tak samo jak Sarah robiła Troyowi. Ale koniec 

końców,  wciąż  będę  potworem,  który  cię  zabije,  gdy  nadejdzie  pełnia 

księżyca. 

Zniżył swoje usta do jej. 

–  Sarah  była  naturalnie  urodzonym  wilkiem.  Pracowała  dla 

buntowników  i  użyła  Troya,  by  spróbować  zinfiltrować  Strażników.  Nie 

była niewinną ofiarą, jak ty. 

–  Przestałam  być  niewinna  w  chwili,  w  której  to  coś  zaczęło  we 

mnie rosnąć. 

background image

– Być może – ustąpił, – ale pozbędziesz się swojego wilka daleko 

łatwiej  niż  tego  tu  wampira.  –  Pocałował  ją,  głaszcząc  jej  język  swoim, 

mówiąc jej w ten sposób, że naprawdę miał na myśli to, co powiedział. 

Nie miał pojęcia, dlaczego ta kobieta tak go zawojowała, dlaczego 

była  kobietą  dla  niego,  –  jedyną,  jaka  istniała.  Jęknęła  w  jego  usta,  jej 

język splątał się z jego. Uwolnił jej ręce i wsunął swoje pod jej koszulkę, 

dotykając jej twardych małych pączków. Jego kutas pulsował, jego krew 

niemal  wrzała.  Moja.  To  słowo  echem  rozbrzmiewało  w  jego  głowie,  w 

jego  ciele.  Żył  ponownie  z  powodu  tej  kobiety, płonąc  żywcem  z żądzy  i 

potrzeby. 

Wsunął  rękę  pod  rozluźniony  pasek  jej  szortów,  jego  palce 

pomiędzy  jej  udami,  ponad  krótkimi  blond  włoskami,  aż  dotarły  do  jej 

wrażliwych fałdek. Wsunął swoje palce w nią, jej mięśnie zacisnęły się na 

nim, jej biodra uniosły się. 

– Evan – wykrzyknęła. – Ja... – Zachłysnęła się powietrzem, kiedy 

skręcił jej obrzmiały gruzełek, a potem wessał sutek między swoje wargi. 

Przetoczyła  się  przez  niego  zaborczość,  jakiej  jeszcze  nigdy  nie 

czuł. Chciał sprawić jej przyjemność, chciał jej zrozumienia, że do niego 

należy dawanie i branie przyjemności – i do nikogo innego. 

Jej  paznokcie  wbiły  się  w  jego ramiona,  jej  zęby  otarły się  o  jego 

szyję. 

– Chcę ciebie wewnątrz mnie. Potrzebuję cię wewnątrz mnie. 

Warknął  nisko  z  głębi  gardła  –  prymitywny  dźwięk,  któremu 

żaden wilk nie mógłby sprostać. Był wampirem – nie oddałby tej kobiety 

żadnemu  cholernemu  wilkowi.  Obrócił  dłoń,  głaszcząc  kciukiem 

łechtaczkę,  a  palcami  pompując  w  nią.  Opadła  plecami  na  ziemię  z 

background image

odchyloną  do  tyłu  głową,  odsłaniając  szyję.  Jej  krew  tętniła  w  żyłach, 

kusząc go od momentu, w którym po raz pierwszy ją zobaczył.  

Zatopił zęby w jej szyi, a ona natychmiast doszła, jej ciało zacisnęło 

się  na  jego  palcach,  skręcając  się  w  spazmach.  Zaborcze  uczucie 

przeniknęło go wraz z jej przyjemnością, z jej krwią. Pił z niej, smakował 

ją. Mógłby ją uratować już teraz, przemieniając ją. Kończąc to wszystko. 

Kończąc z wilkiem. Grzmot przetoczył się ponad ich głowami, przemoczył 

ich  deszcz,  jej  oddech  stał  się  chrypliwy.  Dla  Evana  czas  się  zatrzymał. 

Istniała  tylko  krew  Marissy  i  gwałtowność  wampira  w  nim,  który 

wiedział,  czego  on  pragnie,  co  musi  zrobić.  Żaden  człowiek,  wilk,  czy 

członek rady nie mógłby odebrać mu jej, gdyby dokonał jej przemiany. 

Poczuł  w  swoim  ciele  sygnał  ostrzegawczy  na  ułamek  sekundy 

przed tym, jak czyjaś ręka złapała go za włosy i odciągnęła jego głowę do 

tyłu, krew – krew Marissy ściekała z jego ust. 

Potężny  mężczyzna  przykucnął  przed  nim,  w  jego  czarnych  jak 

piekło oczach, czaiła się śmiertelna groźba. 

– Wygląda na to, że zjawiłem się w samą porę.

21

 

                                                           

21

   O rety, mam nadzieję, że to nie wilk! O, zajrzałam do kolejnego rozdziału... ale jestem 

złośliwa i nic nie powiem :PPP 

background image

Rozdział 12 

– Marcus

22

 

– szepnął Evan. 

Wrócił  do  rzeczywistości,  jak  tylko  zmusił  się  do  skupienia  na 

swoim  przełożonym.  Jeszcze  przez  chwilę  przetaczały  się  przez  niego 

opary żądzy i pragnienia, szczegóły zlewały się ze sobą. Jakimś odległym 

zakątkiem umysłu zauważył brak deszczu, istnienie błota i ziemi tuż pod 

sobą  –  Marissę.  Zemdlała,  jej  skóra  była  blada,  a  jej  ciało  na  krawędzi 

śmierci. Zaklął i szybko zamknął jej ranę, otwierając własny nadgarstek, 

by uzupełnić utraconą przez nią krew. 

–  To  miło,  że  do  nas  wróciłeś  –  odezwał  się  Marcus,  wstając. 

Czysta moc w czarnych skórach, wilgotne blond włosy na ramionach.

23

 – 

Zabierz ją w bezpieczne miejsce, poza zasięg wilka – powiedział. – Zajmę 

się radą, podczas gdy twoi bracia zajmą się wilkiem. 

Marissa  poruszyła  się,  a  powód,  dla  którego  Evan  chciał 

przemienić ją tu i teraz uderzył go jak cios prosto w brzuch. 

– Nie zabiję jej i zabiję każdego, kto spróbuje. 

–  Nie  dostaniesz  szansy,  by  ją  zabić,  jeśli  zadrzesz  z  radą  – 

powiedział.  –  Kazali  mi  to  zrobić.  Jeśli  się  nie  zgodzę,  wyślą  innego 

starożytnego, który  wykona  robotę,  co  znaczy,  że będę  musiał  ich  zabić, 

zanim  to  zrobią

24

.  A  chociaż  nie  lubię  większości  tych  bękartów,  jeśli 

naprawdę  mamy  mutację  wilczego  wirusa,  możemy  ich  potrzebować.  – 

Sięgnął do kieszeni i rzucił Evanowi strzykawkę. – Przynieś mi próbkę jej 

krwi, jak tylko będzie wystarczająco silna. A kiedy mówię, żebyś zabrał ją 

w  bezpieczne  miejsce,  mam  na  myśli  również  jakieś  ładne  miejsce. 

                                                           

22

   Wejście smoka :P 

23

   Mrrrraaauuuu! *.* 

24

   Niewiele z tego zrozumiałam – czy on ma zamiar dobrać się radzie do ich nieumarłych 

tyłków?!? 

background image

Poważnie, człowieku, jeśli chcesz zjednać sobie damę, to ta szczurza nora 

nie jest na to dobrym miejscem.

25

 

Powiedziawszy  to,  odszedł,  poruszając  się  tak  szybko,  że  oko  nie 

było w stanie go dostrzec, talent, który posiadało tylko kilku z ich rodzaju. 

Nikt nie znał jego przeszłości, ani jego pochodzenia. Tylko, że on nie był 

kimś,  kogo  kiedykolwiek  chciałbyś  wkurzyć.  Evan  był  cholernie 

zadowolony, że miał Marcusa po stronie swojej i Marissy. 

 

 

  

 

 

Marissa stała w hotelowej łazience, podczas gdy Evan ją rozbierał. 

Było jej zimno, tak bardzo zimno. Tak zimno, że miała wrażenie, jakby jej 

kości były z lodu, który w każdej chwili mógł popękać na małe kawałeczki. 

Ledwie  pamiętała  to,  co  się  wydarzyło.  Miała  tylko  jakieś  przebłyski  – 

pobyt  samej  w  pokoju,  potrzeba  biegania.  Walka  z  Evanem,  a  potem 

pobudka w błocie. Moment, w którym Evan wziął ją na ręce, a ona ułożyła 

się  przy  jego  piersi,  przyciskając  ucho  do  jego  serca,  nie  odnajdując 

jednak jego bicia. Wampir, to słowo przyszło jej na myśl i powtarzało się 

w kółko. 

–  Usiądź  na  chwilę  –  nakłonił  ją  delikatnie,  sięgając  za  zasłonę 

prysznicową i odkręcając wodę. 

Potem  nagle  był  nagi  i  wciągnął  ją  pod  prysznic,  jego  ramiona  i 

ciepła woda odegnały zimno. Umył jej włosy, namydlił jej ciało. Przynosił 

                                                           

25

   Już go lubię :) 

background image

jej  ulgę  swoimi  dłońmi,  swoimi  ustami.  Ciepło  przenikało  w  miejsca, 

gdzie było jej zimno. Nikt nigdy nie dotykał jej tak delikatnie, z tak wielką 

troską  i  czułością.  Zdała  sobie  wówczas  sprawę,  że  zbudowała  wokół 

siebie  mur,  sposób,  by  pozostać  samą  na  świecie.  Jeśli  nie  wpuszczała 

nikogo, nikt nie mógł jej opuścić. 

Oparła  głowę  o  jego  klatkę  piersiową,  pozwalając  jego  mocnemu 

ciału podtrzymywać ją, dawać jej siłę. 

–  Słyszałam  –  szepnęła  w  końcu,  unosząc  brodę,  by  spojrzeć  na 

niego. – Słyszałam, co mówili twoi bracia o więzi krwi istniejącej wbrew 

waszym prawom. 

– Wiem – powiedział z powagą. – Woda robi się zimna. Wyjdźmy 

stąd,  zanim  znowu  zaczniesz  się  trząść.  –  Zakręcił  wodę  i  szarpnął  z 

powrotem zasłonkę. Wytarł ją do sucha, otulił ręcznikiem, ale ani razu na 

nią nie spojrzał. 

Kiedy zawinął ręcznik dokoła swoich bioder, chwyciła go  za rękę, 

zmuszając do tego, by na nią spojrzał. 

– Powiedz mi, co się stało. Pomóż mi zrozumieć. 

Wskazał na łóżko. 

– Chodźmy usiąść. 

Jego  zakłopotanie  było  wyraźnie  wyczuwalne.  Czuła,  że  nie 

spodoba  jej  się,  cokolwiek  miał  do  powiedzenia.  Usiadł  na  łóżku  i 

poklepał miejsce obok siebie. 

Objęła się ramionami. 

– Mów. 

Wyglądało  na  to,  że  niechętnie,  ale  zaakceptował  dystans  między 

nimi. 

background image

–  Wampiry  są  stosunkowo  mało  liczebną  rasą.  I  przetrwaliśmy 

eksterminację  pozostając  poza  radarem.  Jeżeli  ujawniliśmy  się  przed 

człowiekiem, jego pamięć była wymazywana. 

– Czekaj. Co? Możesz usuwać pamięć? 

– Tak. 

–  Moją?  Czy  wymazałeś  mi  pamięć?  To  dlatego  nie  mogę  sobie 

przypomnieć tego, co się zdarzyło wcześniej w nocy? 

– Nie. Kiedy zostanie utworzona więź krwi, człowiek jest odporny 

na  nasze  zdolności.  I  –  zawahał  się  –  staje  się  potencjalnym 

niebezpieczeństwem. 

Jej szczęka opadła. 

–  Mówisz  mi,  że  twój  rząd  mnie  zabije?  I  ciebie  również,  za 

stworzenie więzi? – Jej usta zacisnęły się w wąską linię, a on nie musiał 

nic  mówić,  by  wiedziała,  że  miała  rację.  –  Więc  albo  ty  zabijesz  mnie, 

ponieważ  staję  się  wilkiem  albo  oni  zabiją  nas  oboje,  ponieważ  nie 

jestem.  –  Emocje  znowu  nad  nią  zapanowały  i  zaczęła  się  trząść.  –  Nie 

umrzesz  dla  mnie.  Teraz  pamiętam.  Pamiętam,  dlaczego  biegłam, 

dlaczego próbowałam od ciebie uciec. Stanę się przyczyną twojej śmierci. 

Wiedziałam  to  wtedy  i  wiem  to  teraz.  Nie  pozwolę,  by  to  się  wydarzyło. 

Nie pozwolę. 

Evan chwycił ją i wciągnął na łóżko, po czym przetoczył się tak, by 

jego noga znalazła się między jej nogami. 

–  Jest  sposób  wyjścia  z  tego  bałaganu  –  przyrzekł.  –  Sposób, 

dzięki któremu oboje przeżyjemy. 

– Jaki sposób? – Rozpaczliwie potrzebowała odpowiedzi, która by 

sprawiła,  że  zniknęłoby  jej  przeczucie  i  przekonanie,  że  było  jej 

przeznaczone zabić Evana. 

background image

Słuchała  go,  gdy  opowiadał  o  zmutowanym,  wilczym  wirusie,  jak 

jej  krew  miała  przekonać  radę,  że  jest  ważna,  że  jest  warta  ocalenia. 

Sposób,  wedle  którego  miała  zostać  przemieniona  w  wampira  przed 

nastaniem pełni, o ile uzyska zgodę. 

–  Nie  chcę  odbierać  ci  życia,  Marisso  –  powiedział  jej,  ocierając 

swoimi wargami o jej. – Przysięgam. Chcę ci dać drugą szansę. 

–  Wiem  –  odparła,  przesuwając  palcami  przez  jego  wilgotne 

włosy. – Wiem. – I tak było. – Pragnę tej szansy. Chcę poznać ten inny 

świat. – Więc dlaczego nie skakała z radości? – Co stanie się teraz, kiedy 

zgodziłam się na przemianę? 

–  Dostarczymy  radzie  próbki  krwi,  a  następnie  znajdziemy 

bezpieczne  miejsce,  by  się  zaszyć  –  luksusowy  hotel,  który  sama 

wybierzesz. Będziemy tam czekać na jakąś wieść na temat petycji. To da 

ci szansę zadać pytania o naszą rasę i uczyć się o tym, czym się staniesz. 

W luksusie, którego ci nie zapewniłem, a który chciałbym byś miała. 

– A co z wilkiem? 

–  Troy  i  Aiden  go  ścigają.  Moim  zadaniem  jest  utrzymać  cię 

bezpieczną i żywą. 

– Miałeś chyba na myśli: „szaloną” i żywą.

26

 

Uniósł jej pięść do swoich ust. 

– Faktycznie. Mam zamiar doprowadzić cię do takiego szaleństwa, 

jak tylko potrafię. 

Nie  pragnęła  niczego  więcej,  by  spędzić  następne  dwanaście  dni, 

zgodnie  z  jego  sugestią,  uciec  od  świata  do  ekskluzywnego  pokoju 

hotelowego,  podczas  gdy  Evan  będzie  ją  doprowadzał  da  szaleństwa  z 

                                                           

26

   Gra słów; Evan mówi 'safe and alive', a Marissa 'sane and alive' – bardzo zabawne, swoją 

drogą :D 

background image

namiętności. To była szansa, by dowiedzieć się, dlaczego czuła się z tym 

wampirem tak dobrze – jakby znała go całe życie. Szansa, by dobrze się 

zastanowić,  jak  przyjąć  ten  nowy  zwrot  w  jej  życiu.  Tym  razem  chciała 

odcisnąć własne piętno, zrobić więcej, być kimś więcej. 

– Nie mam ani pieniędzy, ani pracy – powiedziała. 

– Wszystkie nowo stworzone wampiry dostają posag – odparł. – I 

jeśli  postąpisz  tak  jak  my  i  mądrze  go  zainwestujesz,  wystarczy  ci  na 

wieczność, tak jak powinien. 

To  wszystko  było  zdumiewające,  to  rozwiązanie,  które 

wymazywało  wszystko  co  złe,  pozostawiając  jedynie  dobro.  To  była 

optymistyczna wizja przyszłości, w której oboje przetrwają, w której być 

może  –  tylko  być  może  –  ona  i  Evan  zostaną  czymś  więcej  niż 

kochankami. Nakazała sobie cieszyć się, poczuć ulgę. Tylko wciąż mogła 

wyczuć  w  sobie  wilka.  Wciąż  była  świadoma  jego  nienawiści  do  Evana, 

jego  własnego  pragnienia  przetrwania.  Wilk  dbał  tylko  i  wyłącznie  o 

swoje  własne  szczęście,  a  nie  będzie  szczęśliwy,  póki  Evan  nie  będzie 

martwy. 

 

background image

Rozdział 13 

Dziesięć  dni  później,  Evan  stał  na  werandzie  domku  położonego 

nad jeziorem Austin, dokąd zabrał Marissę, wraz z Troyem i Aidenem. 

– Powiedzcie mi, że macie trop wilka? 

Obaj jego bracia skrzywili się i potrząsnęli głowami. 

– Wygląda na to, że po prostu zniknął – powiedział Troy. 

– I moglibyśmy uganiać się za przypadkowymi tropami po całym 

kraju i donikąd nie trafić – dodał Aiden. 

Troy wskazał dom. 

– Gdzie jest Marissa? – Spytał. 

–  Pod  prysznicem  –  odparł  Evan.  –  Jej  skóra  staje  się  coraz 

bardziej gorąca. Nie pomaga nic prócz lodu i zimnej wody. 

– Jest to odpowiedź na moje pytanie, jak sądzę – stwierdził Aiden. 

– Które brzmi: jak ona się ma? 

–  Czuła  się  świetnie,  kiedy  tu  przyjechaliśmy.  Bieganie  po  lesie 

pomagało jej spalić nadmiar adrenaliny. Ale minęły jeszcze tylko dwa dni, 

nim  zmieniła  się  w  potwora.  Naprawdę  się  zdenerwowała.  A  w  dodatku 

Marcus powtarza: jeszcze jedna próbka krwi więcej. Jeśli mutacja, której 

istnienie  podejrzewamy,  już  się  nie  pokaże,  to  nie  będzie  dobrze. 

Musieliśmy być w błędzie. 

– Ryzykując nazwanie cynicznym... – zaczął Troy. 

–  Ty?  –  Spytał  Aiden  kpiąco,  krzyżując  ramiona  na  piersi.  – 

Cyniczny? Nigdy. 

Troy zignorował go. 

background image

– Rada z łatwością może wysłać zabójcę, by zabił was oboje zanim 

się zmieni. 

–  Dlaczego  teraz?  –  Spytał  Aiden  –  Dlaczego  nie  dziesięć  dni 

temu? 

– Może naprawdę czekają na próbki jej krwi, poszukując mutacji – 

powiedział Troy. – To może być powodem, dla którego ten wilk zmienia 

się  tylko  częściowo,  czego  nigdy  przedtem  nie  widzieliśmy  u  żadnego 

wilka. Oni to wiedzą. 

–  Albo  być  może  w  ogóle  nie  zamierzają  jej  zabijać  –  powiedział 

Evan  cicho,  wyrażając  głośno  swój  niepokój.  –  Może  chcą,  by  się 

zmieniła,  dzięki  czemu  będą  mogli  ją  badać.  –  Wyraz  twarzy  jego  braci 

zdradził mu, że pomyśleli o tym samym. 

–  Jeśli  zależy  ci  na  niej  tak  bardzo  jak  sądzimy,  to  nie  możesz 

pozwolić jej na zmianę – powiedział Troy. 

Zależało  mu  na  niej  jeszcze  bardziej.  Kochał  ją,  wszystko  w  niej. 

Od  dziwnego  zwyczaju  jedzenia  francuskich  frytek  z  musztardą,  do  jej 

umiejętności nakłonienia go do oglądania Wesleya Snipesa w maratonie 

filmowym  „Blade'a”,  zwłaszcza,  że  nie  oglądał  filmów  o  wampirach.  Ale 

nie mógł jej tego powiedzieć. Wiedział, co by odpowiedziała. Wiedział, że 

odpowiedziałaby, że nie znał jej wystarczająco dobrze, by ją kochać, albo, 

że czuje się wobec niej winny, albo odpowiedzialny za nią z powodu ataku 

wilka.  Chętnie  spędziłby  całe  życie  udowadniając  jej,  że  myliła  się  we 

wszystkich  tych  punktach.  Ale  najpierw  musiał  się  upewnić,  że  będzie 

miał to życie, i ona również. 

Wygiął brew na Troya. 

– Sugerujesz, że powinienem zmienić ją w tej chwili? 

background image

–  To  wystawi  ich  na  cel  –  powiedział  Aiden.  –  Nie  takiego  życia 

pragną. 

–  Proponuję,  żebyś  podjął  środki  ostrożności  –  ciągnął  Troy.  – 

Bezzwłoczna  zmiana  lokalizacji,  my  zostajemy  tutaj  i  czekamy  na  ich 

ruch.  Jeśli  Marcus  da  ci  sygnał,  opieczętowaną  i  zatwierdzoną  petycję, 

damy ci znać. Jeśli nie – przemienisz ją przed pełnią księżyca. 

Aiden podrapał się po jednodniowym zaroście. 

–  Nienawidzę  tego  przyznawać,  ale  to  ma  sens.  Zrób  to,  Evan. 

Przemień ją. Przemień ją teraz. 

– A co z Marcusem? – spytał, Evan. – Będzie wkurzony. 

–  Jeśli  Marcus  spiskuje  z  radą  przeciwko  tobie,  to  olać  go  – 

powiedział Troy. – A jeśli nie, to stanie obok nas. 

– Nie chcesz wkurwić Marcusa, Troy – ostrzegł go Evan. 

–  Zajmiemy  się  Marcusem  –  zapewnił  Aiden,  najwyraźniej 

pewien,  że  zdoła  załagodzić  sprawy  między  nimi.  Prawdę  mówiąc, 

prawdopodobnie był w stanie to zrobić. Dlatego wcześniej był tak chętny, 

by  zadzwonić  do  Marcusa  i  dlatego  był  do  tego  skłonny  teraz.  Coś  się 

wydarzyło między Aidenem a Marcusem jakieś dwadzieścia lat temu, i co 

dziwne,  jak  na  braci,  którzy  dzielili  się  wszystkim,  ani  Evan  ani  Troy 

nigdy nie zdołali nakłonić Aidena do zdradzenia szczegółów. 

Aiden wskazał na domek. 

– Po prostu zabierz stąd Marissę w diabły. Resztę zostaw nam. 

Evan zawahał się. 

– Obaj macie przeżyć. 

– To dotyczy także ciebie – odparł Aiden. 

background image

Evan wszedł do chaty, by stwierdzić, że Marissa siedzi na kanapie 

–  dopiero  zdążyła  wysuszyć  włosy,  masa  jedwabistego  blondu  spływała 

po  jej  smukłym  ramieniu,  jej  nogi  były  obnażone  pod  parą  czerwonych 

szortów,  które  kupili  przed  przyjazdem,  jej  pełne  piersi  pod 

dopasowanym  bezrękawnikiem.  Mógł  wyczuć  promieniujące  od  niej 

napięcie, zobaczyć niepokój w jej ślicznej twarzy w kształcie serca. 

Podszedł  do  niej,  przyklęknął  na  jedno  kolano,  popieścił  jej  nagą 

łydkę  i  pocałował  kolano.  Uwielbiał  jej  kolana

27

,  a  szczególnie  czułe 

miejsce tuż pod nimi. 

– Jak się czujesz? 

– Słyszałam. Słyszałam to, co mówili Troy i Aiden. 

– Jesteś dobra w słyszeniu tego, czego nie powinnaś słyszeć. 

–  Nie  ucieknę  –  powiedziała.  –  Nie  pozwolę  na  to,  byś  był 

poszukiwany. 

– Marisso... 

Pochyliła się i naparła swoimi wargami na jego i pozwalając swoim 

ustom  błądzić  przy  jego.  Zacisnął  ręce  wokół  jej  talii,  przysuwając  ją 

bliżej. 

–  Co,  jeśli  mogę  oszczędzić  nasze  życia  przez  zmianę,  przez 

pozwolenie im na badanie mnie? 

Zaborczy pomruk zabrzmiał w jego gardle. 

– Nie. To się nie stanie. To jest poza wszelką dyskusją. 

Pogłaskała jego policzek. 

– Ten wirus to większy problem, niż każde z nas, większy niż moje 

własne życie, Evan. I to jest to, co robisz, jako Strażnik. 

                                                           

27

   Bo jeszcze żadnym (kolanem oczywiście) nie oberwał w wiadome miejsce :P po czymś 

takim miłość się kończy :D 

background image

–  Wyjeżdżamy.  –  Przesunął  ramiona  pod  nią,  zamierzając  ją 

podnieść. – Wyjeżdżamy natychmiast. 

–  Nie  jadę  –  powiedziała,  a  w  jej  słowach  była  taka  lodowata 

pewność, że zamarł w miejscu. 

– Wyjeżdżamy. 

– Nie... 

Pocałował  ją,  pocałował  ją  tak,  jakby  całował  ją  ostatni  raz. 

Pocałował ją z żądaniem – by poszła z nim, by była z nim, by nie stała się 

wilkiem. I by nie umarła. Gniew zapłonął w jego wnętrzu – na wszystko, 

co stracił, wszystko, co widział, na życie poświęcone radzie, która teraz go 

zawiodła. 

–  Nie  stracę  także  ciebie  –  powiedział,  tylko  na  wpół  świadomy 

ukrytego znaczenia tego „także” dodanego do tej deklaracji. Pocałował ją 

ponownie,  dotykał ją  i  pieścił,  naznaczając  ją.  Nigdy  jeszcze  nie  czuł  się 

tak prymitywnie, tak drapieżnie. 

–  To  jest  moja  decyzja  –  zawarczał  przy  jej  ustach.  Przygryzł  jej 

wargę,  ściągnął  jej  koszulkę  i  ukrył  w  dłoniach  jej  piersi.  Panował  nad 

sobą.  Chciał  jej  pokazać,  że  panuje  nad  sobą.  Chciał  to  zrobić  dobrze. 

Żeby zrobiła to, czego pragnął. Widział biel, widział czerń – widział ból. 

Miał ją nagą w ciągu kilku sekund, jej szorty zostały odrzucone, jej 

plecy  opierały  się  o  kanapę,  jej  nogi  zaś  na  jego  ramionach.  Zamknął 

wokół  niej  usta,  ssąc  i  liżąc.  Jej  przyjemność  była  jego  przyjemnością. 

Należała do niego. Doszła niemal natychmiast, wilk i wampir, więź krwi, 

płomienny  afrodyzjak,  czego  dowiedli  raz  po  raz  przez  te  dwa  tygodnie. 

Była  jak  słodki  miód  rozpuszczający  się  na  jego  języku,  a  nie  był  nawet 

bliski skończenia z nią. 

Jego palce wśliznęły się w nią, zbliżając ją do kolejnego orgazmu. 

background image

– Potrzebuję cię – wychrypiała. – Potrzebuję cię we mnie. 

– To dobrze – odpowiedział jej. – Potrzebujesz mnie tak samo, jak 

ja potrzebuję ciebie. Na kolana. – Polizał swoje palce, patrząc jej w oczy, 

kiedy to robił. Ściągnął koszulkę przez głowę i wstał, rozpinając spodnie. 

Oblizała  usta, mała  wiedźma,  drażniąc  się  z  nim.  Jego  wargi  uniosły się 

ponad wysuniętymi kłami. 

– Kolana. 

– Cokolwiek zechcesz, mój Mistrzu – powiedziała, odnosząc się do 

małej zabawy, w którą grali pewnej gorącej nocy. 

– To nie jest zabawa. – Kopnął swoje ubrania na bok, jego trzon 

był gruby i pulsujący, jaja napięte. Nagle nie chciał jej na kolanach. Chciał 

jej zaciśniętej dokoła niego. Chwycił ją, przyciągając z całych sił w swoje 

ramiona. – Ja ustalam zasady, Marisso. 

Drwina pojawiła się na jej twarzy. 

– Nie tym razem, Evan. Nie, jeśli to ma cię kosztować życie. 

Cholera,  dlaczego  go  nie  słuchała

28

?  Uniósł  ją,  wślizgując  się 

fiutem do jej wnętrza, jej nogi otaczały jego talię. Zatonął w niej do końca, 

po  czym  usiadł  na  kanapie,  z  nią  na  nim.  Jego  dłoń  zanurzyła  się  w  jej 

włosy,  odsłaniając  jej  szyję,  ocierając  się  swoimi  zębami  o  delikatną 

skórę. 

–  Mógłbym  cię  przemienić  tu  i  teraz  i  nie  byłabyś  w  stanie  mnie 

powstrzymać. 

– Ale nie zrobisz tego. 

Jego palce przesunęły się na jej kark, przyciągając jej spojrzenie do 

niego, jego kły były celowo widoczne. 

                                                           

28

  Bo cię kocha, dupku :P a miłość ślepa jest :D 

background image

– Nie bądź tego taka pewna. 

Jej oczy, błękitne niczym kryształ, utrzymały jego spojrzenie. 

– Nie przemienisz mnie bez mojej zgody. 

– Jesteś moja. 

– Tak. 

W końcu to przyznała. 

– Więc zrobisz to, co mówię. 

Otworzyła usta, by mu odpowiedzieć i skądś wiedział, że to by mu 

się  nie  spodobało.  Pocałował  ją,  zaciskając  dłonie  wokół  jej  soczystego 

tyłka  i  pompując  w  nią.  Jeśli  mógłby znaleźć  się  wystarczająco  głęboko, 

wystarczająco blisko, to może ona jakoś zrozumie, dowie się, dlaczego nie 

mógł jej stracić. Dlaczego nie mógłby jej stracić. Jeśli tylko mógł pieprzyć 

ją wystarczająco mocno. Pozostał spokojny, zanim jego ręce zacisnęły się 

wokół niej. 

–  Co?  –  Sapnęła,  pochylając  się,  by  spojrzeć  na  niego.  –  Co  to 

było? 

– Kocham cię – wyznał. – I nie mów mi, że nie miałem czasu, by 

się tego dowiedzieć. Miałem sto lat, żeby się o tym przekonać. 

Jej oczy zabłysły. 

– Też cię kocham. Kocham cię tak bardzo. 

–  Więc  proszę  –  szepnął,  głaszcząc  jej  włosy.  –  Chodź  ze  mną. 

Znajdziemy wilka i złapiemy go. Pozwolimy mu być ich świnką morską

29

Razem. 

– Tak – powiedziała, jej palce otoczyły jego szyję. – Tak.

 

                                                           

29

   Czyli obiektem badań :P zasłużył, gadzina jedna :P 

background image

Rozdział 14 

Ledwie  godzinę  po  ich  wzajemnej  miłosnej  deklaracji,  Marissa 

była po prysznicu i przebrana w dżinsy i jasnoróżową podkoszulkę. Mogła 

usłyszeć  Evana  w  salonie,  rozmawiającego  przez  telefon  z  kimś,  kto 

brzmiał jak jeden z jego braci. Po jego poirytowanym tonie poznała, że to 

był  Troy  i  uśmiechnęła  się.  Ach,  braterska  miłość.  Zawsze  chciała  mieć 

rodzeństwo,  by  się  z  nimi  wykłócać

30

.  Teraz  pożyczyłaby  tylko  braci 

Evana, pomyślała i jej uśmiech poszerzył się. Spodobał jej się ten pomysł. 

Była częścią rodziny. 

Marissa  prawie  skończyła  z  przygotowaniem  do  wyjazdu 

niewielkiej ilości dobytku, który za radą Evana kupili  zanim przybyli do 

chaty.  Te  rzeczy  były  dla  niej  ważne,  stanowiły  część  wspomnień  z  tego 

miejsca, które na zawsze pozostaną słodko-gorzkie. To znaczy, jeśli było 

dla  niej  jakieś  „zawsze”.  Chciałaby,  żeby  było,  dla  niej  i  Evana,  razem. 

Modliła się o to. Musiała wierzyć, że będzie w stanie jakoś przejść przez 

tych kilka następnych dni. 

Zrobiła  tylko  jeszcze  jedno:  szybko  rozejrzała  się  po  pokoju  i 

położyła  torbę  na  łóżku.  Wkrótce  powinni  przybyć  Aiden  i  Troy,  by 

przejąć  domek.  Ona  i  Evan  zamierzali  udać  się  do  jakiegoś  hotelu  w 

wieżowcu  w  Austin,  mniej  niż  godzinę  drogi  stąd,  by  czekać  na 

wiadomość  w  sprawie  petycji.  Właśnie  zamykała  torbę  na  zamek 

błyskawiczny, kiedy dreszcz ostrzeżenia prześliznął się po jej kręgosłupie. 

Całkiem zamarła, nawet nie oddychając, czekając, choć nie była pewna na 

co. 

Wilk. 

–  Evan  –  wykrzyknęła,  okrążając  łóżko,  pewna  swojego 

przeczucia, które kazało jej działać. 

                                                           

30

  

Wszystko jest fajnie, dopóki jest się stroną 'lejącą', a nie 'laną' :PPP 

background image

Szkło  rozprysnęło  się  z  roztrzaskanego  za  nią  okna,  nim  zdążyła 

zrobić trzy kroki. Odwróciła się w chwili, w której uderzyło w nią wielkie 

ciało  i  przycisnęło  ją  do  podłogi.  To  było  tak,  jakby  czas  się  zatrzymał, 

cofnął,  a  potem  zaczął  się  ponownie  biec  do  przodu.  Tylko  tym  razem 

mogła  widzieć  mężczyznę  na  niej,  jedynie  jego  kły  przypominały  wilka, 

jego ubranie było podarte, a ciało zmierzało ku pełnej zmianie. Nie mogła 

się ruszyć, nie mogła walczyć. Był od niej większy, zdolny do rozerwania 

jej gardła jednym szarpnięciem tych zębisk. 

Zamiast  tego  próbowała  grać  na  zwłokę,  próbowała  dać  Evanowi 

czas, by mógł do niej dotrzeć. Musiał usłyszeć jej krzyk, słyszeć jak pękało 

szkło. 

– Czego ode mnie chcesz? 

Zawarczał tuż obok jej ucha. 

– Twojego życia, żebym mógł zachować swoje. 

Jego zęby zatopiły się w jej szyi. 

 

 

 

 

 

Evan  rzucił  się  na  wilka  ułamek  sekundy  za  późno,  po  prostu 

moment za późno. Wilk rozdarł Marissie gardło. 

–  Nieeeeeee!  –  Krzyknął,  adrenalina  podziałała  na  niego  jak 

paliwo rakietowe. Ściągnął wilka z Marissy i cisnął nim w okno. 

background image

Evan  opadł  na  kolana  obok  Marissy,  zapomniawszy  już  o  wilku. 

Jej  szyja  była  poszarpana,  jej  oczy  zamknięte,  jej  twarz  nienaturalnie 

blada.  Była  martwa,  wiedział  o  tym  i  miał  tylko  niewielką  szansę,  by 

osuszyć  ją  i  przywrócić  z  powrotem.  Nie  zastanawiał  się.  Po  prostu 

działał. Zatopił zęby w jej ramieniu i pił. Warczenie rozległo się za nim i 

zesztywniał, przygotowując się na atak. 

Wilk  wylądował  na  nim,  jego  zęby  wbiły  się  w  plecy  Evana, 

szarpiąc  i  rozrywając.  Ale  Evan  wciąż  osłaniał  Marissę  własnym  ciałem, 

nie przestając pić. 

Za  Evanem  rozbrzmiały  okrzyki  –  jego  bracia,  jak  sądził.  Wilk 

został z niego ściągnięty, a za nim nastąpiła erupcja dźwięku. Krwawił z 

pleców,  może  także  z  szyi,  krew  lała  się  z  niego  –  krew,  którą  musiał 

nakarmić  Marissę,  by  ją  ocalić.  Ból  promieniował  w  jego  ciele,  ale  nie 

dbał o to. Nie mógł umrzeć, nim nie poświęci się dla Marissy. 

Kiedy w końcu zakończył ten etap przemiany, mógł tylko zerknąć 

na  pozbawione  krwi  ciało.  Uniósł  się  i  nagryzł  nadgarstek,  pozwalając 

swojej krwi spływać do jej ust. 

– Proszę, dziecinko. Wróć do mnie. Proszę. – Głaskał jej szczękę, 

jej włosy. 

– Pij – rozkazał męski głos. 

Marcus nie był jedynym, siedzącym w kucki obok Evana. Otworzył 

żyłę, by uzupełnić straconą przez Evana krew. 

–  Nakarmiłbym  ją,  zamiast  ciebie  – powiedział  Marcus –  ale  coś 

mi mówi, że to by ci się nie spodobało. Wiem, jak bardzo zaborczy potrafi 

być samiec wampira. 

Evan chwycił nadgarstek swego przełożonego i ugryzł. Starożytna 

krew  wlewała  się  w  niego,  uzdrawiając  jego  plecy,  jego  ramię.  Mógł 

background image

poczuć moc rozchodzącą się w jego ciele, a przez niego, także w Marissie. 

Sekundy minęły niczym godziny, kiedy pił, a ona leżała tam tak obojętnie, 

ale  w  końcu  jej  szyja  zaczęła  się  uzdrawiać,  jej  ziemista  skóra  zaczęła 

zabarwiać  się  na  różowo.  Zalała  go  ulga,  kiedy  chwyciła  jego  ramię  i 

zaczęła  pić  łapczywie.  Wypuścił  nadgarstek  Marcusa,  przyciągając 

Marissę w swoje ramiona i kołysząc ją. 

–  Dzięki  Bogu  –  wymamrotał,  trzymając  ją  mocniej  niż 

prawdopodobnie powinien, ale nie mógł nic na to poradzić. Była żywa i 

obiecał sobie tu i teraz, że nigdy nie pozwoli, by cokolwiek jej się znowu 

przytrafiło. 

Upłynęły długie minuty, nim uwolniła jego nadgarstek i zamrugała 

oczami  w  oszołomieniu  i  zakłopotaniu,  po  czym  nagle  szarpnęła  się, 

próbując rozejrzeć się wokół siebie. 

– Wilk, gdzie jest... 

–  Spokojnie,  skarbie  –  powiedział,  głaszcząc  jej  włosy.  –  Troy  i 

Aiden  zajęli  się  wilkiem.  Jesteś  bezpieczna.  Wszystko  jest  z  tobą  w 

porządku. 

Jej  wzrok  obniżył  się  do  jej  podartej,  pokrwawionej  koszulki, 

niepokój został zastąpiony przez strach. 

– Ty... nie, powiedz mi, że nie zrobiłeś tego, co myślę, że zrobiłeś. 

Evan... 

–  Uratowałem  ci  życie.  Zrobiłem,  co  musiałem.  Razem,  skarbie, 

pamiętasz? Taka była nasza umowa. 

Marcus  zjawił  się  przed  nimi  niemal  znikąd.  Ponownie  przy  nich 

przykucnął. 

– Sądzę, że możesz tego chcieć – powiedział, wskazując na złożony 

papier  w  swojej  ręce.  –  Rada  miała  nagłą  ochotę,  by  zatwierdzić  twoją 

background image

petycję

31

.  –  Uśmiechnął  się  do  Marissy  i  wręczył  jej  papier.  –  Witaj  w 

świecie krwiopijców, skarbie. 

Marissa zamknęła dłoń na zatwierdzonej petycji. 

– Nie mogę uwierzyć, że to prawda. 

–  Co  masz  na  myśli,  mówiąc  „nagła  ochota”?  –  spytał,  Evan 

podejrzliwie. 

– Wilk znalazł cię tutaj, w domku. I ani ja, ani żaden z twoich braci 

nie powiedział mu, gdzie cię znaleźć, co wiem, że nie miało miejsca. Coś 

tu się nie zgadza. Jest tylko jedno inne miejsce, gdzie wilk mógł zdobyć 

twoją lokalizację. 

–  Od  członka  rady  –  w  głosie  Evana  brzmiało  niedowierzanie.  – 

Nie ma, kurwa, mowy. 

– To nie byłby pierwszy raz, kiedy wilki zinfiltrowały wysokie kręgi 

wampirzych władz. Podejrzewam też, że ktoś fałszował wyniki badań krwi 

Marissy. To by wskazywało na starszych członków rady. 

– Jakieś pomysły, kto z nich jest winny? – spytał, Evan. 

Marcus ponuro potrząsnął głową. 

–  To  uczyniłoby  to  zakończenie  zbyt  doskonałym,  prawda

32

?  A 

doskonałość  nie  zdarza  się  w  moim  świecie.  Na  koniec  zawsze  się  coś 

traci.  –  Wstał.  –  Och,  a  wilk  uciekł.  W  świetle  wcześniejszych 

doświadczeń  Troya  z  wilczą  zdradą,  wygląda  na  to,  że  jest  wyjątkowo 

zmotywowany,  by  go  odnaleźć.  A  Aiden,  jak  zwykle,  będzie  próbował 

kontrolować Troya. Życie kołem się toczy, jak wiadomo. Zostawiam was 

dwoje,  byście  mogli  zrobić  cokolwiek,  co  niedawno  związane  wampiry 

                                                           

31

   Ciekawe, czym Marcus ich postraszył? ;D 

32

  

Prawda. Wspominałam już, że lubię Marcusa?  

background image

robią  razem  i  spróbuję  nie  używać  swojej  wyobraźni.  –  Co 

powiedziawszy, zniknął. 

Marissa rozdziawiła usta. 

– Jak on to zrobił

33

– To jedna z wielu tajemnic, jeśli chodzi o Marcusa – powiedział 

Evan, obracając się ku niej twarzą. – Jak wiele filmów o wampirach będę 

musiał obejrzeć, zanim zgodzisz się za mnie wyjść? 

Roześmiała się. 

–  Zrobię  listę.  –  Po  czym  go  pocałowała,  i  to  był  ich  pierwszy 

pocałunek, jaki dzielili jako wampiry. 

Gorący Wampirzy Pocałunek

34

 

 

 

 

 

 

 

 

~KONIEC~ 

 

Podziękowania dla noir16 za korektę i dla Is za skład :)

 

 

                                                           

33

  Oto jest pytanie :P 

34

  Dziwne zakończenie :P