background image
background image

ANNETTE BROADRICK 

Całym sercem 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

- Czy to pani Hartman? - zapytał energiczny 

męski głos, kiedy Emily podniosła słuchawkę. 

- Tak, słucham. 

- Emily Hartman, zamieszkała przy 1402 Locust 

Street, Little Rock, Arkansas? 

W głosie pytającego brzmiało dziwne podniecenie. 

Spojrzała na swoją siostrę, Terri, która mieszkała 

tuż obok i przyszła ją odwiedzić, gdy zobaczyła, że 

Emily wróciła z pracy. Kiedy zadzwonił telefon, piły 

właśnie przy stole w kuchni kawę. 

- Kto dzwoni? - wyszeptała Terri, widząc malujące 

się na twarzy Emily zdziwienie. 

- Tak, tu Emily Hartman - powtórzyła, wzruszając 

ramionami. 

- Gratulacje, Emily! Tu Rockin' Robin ze stacji 

radiowej KLRA Little Rock - zawołał głos w słuchaw­

ce. - Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość! Zdobyłaś 

główną nagrodę w naszym konkursie „Wygraj randkę 

z gwiazdą". Co ty na to, Emily? 

Pierwsze, co przyszło jej do głowy, to powiedzieć 

mu, że nie ogłuchła, ale ugryzła się w język. 

- Obawiam się, że to jakieś nieporozumienie. Nie 

wiem, co... 

- Wiem, że jesteś oszołomiona, Emily! - wrzasnął 

głos w słuchawce. - I nic dziwnego. Trzymaj się 

mocno i posłuchaj, jaką wspaniałą nagrodę wygrałaś 

- a wystarczyło, że wysłałaś do nas pocztówkę 

z nazwiskiem, adresem i numerem telefonu. 

background image

6 CAŁYM SERCEM 

- Ależ ja nie wysyłałam żadnej pocztówki. Ja nawet 

nie słucham... - Emily urwała, bo Terri zerwała się 

z krzesła i zaczęła machać rękami, starając się zwrócić 

jej uwagę. Najzupełniej jej się to udało, bo Emily 

zapomniała, co chciała powiedzieć. 

- Dzwonią ze stacji KLRA? Mówią, że wygrałaś? 

To nie do wiary! - wyszeptała Terri. 

Emily patrzyła na siostrę tak, jakby ta nagle dostała 

wysypki. 

- Rozumiesz, o co tu chodzi? - spytała, zakrywając 

dłonią słuchawkę. 

- Podałam na pocztówce twoje nazwisko, Emily. 

- Terri z trudem panowała nad podnieceniem w głosie. 

- Zapytaj o szczegóły. 

- Emily, słuchasz mnie? - odezwał się głos w słu­

chawce. - Na pewno to radość z wygranej oszołomiła 

cię na chwilę. 

- Tak, można tak powiedzieć - wykrztusiła wreszcie, 

patrząc na siostrę z rosnącym zdziwieniem. - A co ja 

właściwie wygrałam? 

- Pytasz, jakbyś nie słyszała o największym kon­

kursie promocyjnym w historii naszej stacji radiowej 

- roześmiał się rozentuzjazmowany Robin. - Droga 

Emily, wygrałaś wycieczkę do Las Vegas, gdzie 

zamieszkasz w najelegantszym hotelu. Będziesz miała 

do dyspozycji limuzynę z kierowcą i - tu zawiesił 

dramatycznie głos, żeby wzmóc napięcie - to, o czym 

marzy każda kobieta w naszym stanie! Spędzisz wieczór 

z Jeremym Jonesem! 

Emily mogła nie wiedzieć, kim jest Rockin' Robin, 

mogła nawet nie znać stacji radiowej KLRA, ale 

musiałaby chyba być ślepa i głucha, żeby nie słyszeć 

o Jeremym Jonesie. 

Pojawił się na rynku muzycznym przed dziesięcioma 

laty. Jeden jego utwór po drugim zajmował czołowe 

miejsca na listach przebojów, aż wreszcie Jones stał 

background image

CAŁYM SERCEM 7 

się swego rodzaju atrakcją Las Vegas, występując 

tam regularnie. 

I to właśnie z nim ma spędzić wieczór? To jakaś 

pomyłka. 

- Przykro mi, ale ja nie mogę przyjąć... 

Terri wyrwała jej słuchawkę z ręki. 

- Cześć, Rockin'. Tu Terri Thompson, siostra 

Emily. Ona jest wstrząśnięta tą wiadomością. - Ode­

pchnęła Emily, gdy ta chciała odebrać jej słuchawkę. 

- Proszę mi powiedzieć, co Emily ma zrobić w związku 

z nagrodą, a ja już wszystkiego dopilnuję - powiedziała, 

patrząc na Emily tak, że nie ulegało wątpliwości, iż 

dotrzyma słowa. 

Być może jestem w szoku, powiedziała w duchu 

Emily, opadając na kuchenne krzesło. W każdym 

razie śnię. Ale Jeremy Jones nigdy dotąd nie pojawiał 

się w moich snach. 

Przyglądała się siostrze, która szybko notowała coś 

na rachunku telefonicznym. Od czasu do czasu Terri 

kiwała energicznie głową i odpowiadała twierdząco 

do słuchawki. 

To ożywienie było typowe dla Terri. Kiedyś Emily 

zazdrościła starszej siostrze, że ta potrafi z radością 

przyjmować wszystko, co jej się zdarza. Pięć lat 

różnicy wieku i skrajnie odmienne charaktery decy­

dowały o tym, że różniły się znacznie w swoim 

podejściu do życia. 

Terri i Emily były córkami stanowej osobistości 

politycznej i rosły w centrum publicznego zaintereso­

wania. Terri z lubością przyjmowała rozgłos. Zawsze 

łatwo nawiązywała kontakty z ludźmi. Lubiła słowne 

potyczki, zainteresowanie prasy, radia i telewizji. 

Emily - przeciwnie - nie cierpiała rozgłosu. Była 

nieśmiałym dzieckiem i nie lubiła, kiedy zadawano jej 

natarczywe pytania, kiedy błyskały światła fleszów, 

nie znosiła publicznych spekulacji na temat ich rodziny. 

background image

8 CAŁYM SERCEM 

Z wiekiem stawała się coraz bardziej zamknięta 

starała się także ochronić swoją prywatność. 

Terri jako młoda dziewczyna wyszła za mąż za 

Mike'a Thompsona. Dalszą naukę uznała za stratę 

czasu, wolała poznawać życie. Natomiast Emily zawsze 

lubiła szkołę i stały rozkład zajęć. Wiedziała, czego 

od niej oczekiwano, i czerpała szczególne poczucie 

bezpieczeństwa z panującej tam rutyny. 

Mimo wszystkich różnic Terri i Emily były sobie 

bardzo bliskie. Emily wiedziała, że Terri ją kocha. Po 

śmierci rodziców to właśnie ona nalegała, by Emily 

zainwestowała część spadku w dom tuż obok domu 

jej i Mike'a. Gdy tylko dowiedziała się, że ich sąsiedzi 

mają się wyprowadzić, zadzwoniła do Emily, by 

przekonać ją o wszystkich zaletach mieszkania w po­

bliżu. 

Emily musiała przyznać, że nigdy nie żałowała tego 

kroku. Uwielbiała swoją czteroletnią siostrzenicę, Patti, 

i było jej milo, że Terri codziennie przychodziła do 

niej na kawę. 

Lubiła swoją pracę. Jeszcze w szkole odkryła kojące 

działanie rachunków, z ich obliczalnością i przewidy­

walnością. Teraz pracowała w dziale księgowości 

znanej w całym kraju firmy i czuła się tam jak ryba 

w wodzie. 

Jej życie było właśnie takie, jak chciała - przewidy­

walne i bezpieczne. Więc po jakie licho Terri wymyśliła 

ten cały konkurs z randką z Jeremym Jonesem 

w nagrodę? Co za absurd. Wieczór w towarzystwie 

kogoś, kto do tego stopnia kocha rozgłos, że chce 

uczestniczyć w tak idiotycznym pomyśle - była to 

ostatnia rzecz, na jaką miała ochotę. 

Emily patrzyła na Terri, gdy ta, skończywszy 

rozmowę, odłożyła słuchawkę i wydała okrzyk radości. 

-

 Wygrałaś! A ja nie wierzyłam. Żartem zgłosiłam 

cię do konkursu, naprawdę. Nawet mi się nie śniło, 

background image

CAŁYM SERCEM 

że... - urwała nagle i spojrzała na siostrę, która 

przyglądała jej się z przerażeniem. - Daj spokój, 

Emily, czy nie jesteś ani trochę podekscytowana? Ja 

na twoim miejscu byłabym wniebowzięta. 

- Wierzę ci - rzuciła sucho Emily. - Jeśli wy­

tłumaczysz mi, o co tu chodzi, to może udzieli mi się 

trochę twojego entuzjazmu. 

Terri przerwała swój taniec radości i przez chwilę 

patrzyła na Emily, a potem westchnęła. 

- Raczej w to wątpię. - Mówiąc to, uśmiechnęła 

się ciepło do siostry. - Ale nie zamierzam tracić 

nadziei. Wiesz, czasem naprawdę się o ciebie martwię. 

- Dlaczego? - spytała zaskoczona Emily. 

- Bo pogrążyłaś się w takiej nudnej rutynie. Nie 

spotykasz innych ludzi, nie szukasz rozrywki. Wy­

starcza ci, że codziennie idziesz do pracy, a potem 

wracasz do domu. Wieczory i weekendy spędzasz 

czytając książkę, uprawiając ogródek albo opiekując 

się Patti. Jesteś za młoda na to, żeby zadowalać się 

takim życiem. Gdzie tu jest miejsce na radość? 

- spytała, patrząc z troską na Emily. 

- Tak się składa, że te zajęcia sprawiają mi radość. 

Nie pociągają mnie inne rozrywki, tak jak ciebie, 

Terri - odpowiedziała z uśmiechem Emily. 

- Nie ma w tym nic złego, z umiarem oczywiście. 

W gruncie rzeczy jest to wspaniały sposób spędzania 

czasu, ale jak się ma sześćdziesiątkę! Posłuchaj mnie. 

Musisz się trochę rozluźnić, zrobić coś zwariowanego. 

Czeka na ciebie cudowny świat. - Terri szeroko 

rozłożyła ręce. 

Emily uśmiechnęła się, widząc ten przesadny gest. 

- Nie sądzę, żeby świat czekał wyłącznie na mnie. 

Terri zamachała niecierpliwie ręką. 

- Wiesz przecież, co mam na myśli. Tak mało się 

o siebie troszczysz i bierzesz wszystko zbyt serio. 

Zawsze taka byłaś, nawet jako dziewczynka. Szkoła, 

background image

10 CAŁYM SERCEM 

i praca - podchodzisz do tego z taką zawziętością... 

Kiedy ty ostatnio miałaś randkę? 

Emily poczerwieniała. 

- Czy tak odpowiadasz mężczyźnie, który chce cię 

gdzieś zaprosić? 

- Nie wiem, jak ci to powiedzieć, Terri, ale nikt nie 

wali do moich drzwi, błagając, żebym się z nim 

umówiła - powiedziała z uśmiechem Emily. - Spójrzmy 

prawdzie w oczy. Nie jestem taka otwarta i bezpo­

średnia jak ty. Mężczyźni mnie nie dostrzegają. 

- Ależ oczywiście, że cię dostrzegają. Jesteś bardzo 

atrakcyjna, chociaż nie robisz nic, żeby podkreślić 

swoją urodę. 

Przez chwilę przyglądała się Emily tak, jakby 

oglądała obraz w muzeum. 

- Wiesz, masz piękne czarne włosy, które wspaniale 

kontrastują z twoją mleczną cerą. Zawsze zazdrościłam 

ci tego promiennego wyglądu. - Terri potarła niecier­

pliwie policzek. - Nie mów mi, że mężczyźni cię nie 

dostrzegają. Nie są przecież ślepi. 

- Pracuję z nimi na co dzień. Uwierz mi, żaden 

z nich się mną nie interesuje... 

- To dlatego, że ty ich nie zauważasz. Nie rozumiesz, 

że mężczyzna boi się odmowy, że trzeba mu dodać 

odwagi? 

Terri zmrużyła oczy, przyglądając się nadal Emily. 

- Z pewnością nie pomaga ci w tym sposób, w jaki 

się ubierasz. 

Emily spojrzała w dół, na spódnicę i bluzkę, którą 

nosiła pod żakietem. 

- A co złego w tym, jak się ubieram? - spytała. 

- Oczywiście, że nic - zapewniła ją pospiesznie 

Terri. - Zawsze wyglądasz bardzo profesjonalnie, ale 

przecież są jeszcze inne kolory, nie tylko czarny, szary 

i brązowy. 

Emily otworzyła szeroko oczy w udawanym zdu-

background image

CAŁYM SERCEM 11 

mieniu i przyjrzała się kolorowej, plażowej sukience, 

którą miała na sobie Terri. 

- Z pewnością ty mi powiesz, co się teraz nosi. 

Terri potrząsnęła głową, ale nie mogła ukryć 

uśmiechu. 

- W porządku, być może trochę przesadzam 

z wyborem kolorów moich ubrań, ale kolor jest 

bardzo ważny. Wpływa na humor, może rozweselić, 

pomaga się odprężyć. Pozwala podkreślić osobowość. 

- Moje ubranie właśnie podkreśla moją osobowość. 

- Z pewnością - westchnęła Terri. - Właśnie o tym 

mówię. Chcę, żebyś wyrwała się z tego szablonu 

i zaczęła trochę żyć. 

- I ty myślisz, że randka z Jeremym Jonesem mi 

w tym pomoże? 

- Z pewnością nie zaszkodzi, siostrzyczko. - Ter­

ri uśmiechnęła się. - Pomyśl tylko, co za okazja. 

Każda kobieta na świecie z rozkoszą zamieniłaby 

się z tobą po to tylko, żeby poznać Jeremy'ego 

Jonesa. 

- Świetnie, zatem pozwólmy komuś innemu jechać 

do Las Vegas. 

- Nie ma mowy. Wygrałaś i chcę, żebyś odebrała 

nagrodę. 

- Ale ja nie mogę. Mam pracę, a poza tym... 

- Może byś dała spokój tym głupim wymówkom? 

Każdy ma prawo do wakacji, a ty tak rzadko bierzesz 

wolne. Zresztą, nawet wtedy upierasz się, by wziąć 

Patti i jej poświęcasz większość czasu. 

Emily wiedziała z doświadczenia, że spieranie się 

z Terri to próżny trud. Jej siostra zawsze potrafiła 

zebrać wszystkie argumenty i rozprawić się z przeciw­

nikiem. 

- Z pewnością byłaś świetna na lekcjach retoryki 

- mruknęła. 

Terri spojrzała na nią zaskoczona. 

background image

12 CAŁYM SERCEM 

- Tak, zawsze je lubiłam, ale nie rozumiem, co to 

ma wspólnego z twoją wycieczką do Las Vegas. 

Emily westchnęła. 

- Właśnie że ma, i to wiele, Muszę przecież 

przekonać cię, że jestem zadowolona z życia i że nie 

wpadnę w depresję, jeśli nie spotkam się z Jeremym 

Jonesem. Inaczej zmusisz mnie, żebym się spakowała, 

i wyślesz do Las Vegas. 

Terri rozparła się w fotelu, skrzyżowała ramiona 

i twardo spojrzała w oczy Emily. 

- Dobrze. Wytłumacz mi, dlaczego nie chcesz tam 

pojechać. 

Emily przez kilka chwil patrzyła w milczeniu na 

siostrę. 

- Dlatego, że konkurs powinna była wygrać jakaś 

młoda dziewczyna... - zaczęła. 

- Ty jesteś młoda. 

- Terri, w grudniu kończę trzydzieści lat. Nie 

jestem już pierwszej młodości. 

- Ale nie można tego nazwać wiekiem emerytalnym. 

- Spodziewano się, że w konkursie wezmą udział 

nastolatki i młode kobiety... 

- Co za bzdura! Żadna nastolatka nie doceni talentu 

Jeremy'ego Jonesa. Ten człowiek to geniusz. Sam 

komponuje piosenki, gra na różnych instrumentach, 

a głos ma taki, że aż przechodzi cię dreszcz. To 

wspaniała okazja, żeby poznać kogoś tak niezwykłego. 

- Chyba gdzieś czytałam, że jest żonaty. 

- Być może. Ale czy to ważne? Na litość boską, 

nagrodą w tym konkursie jest wycieczka do Las 

Vegas, a nie ślub z Jeremym Jonesem. Masz tylko 

spędzić z nim wieczór. No wiesz... występy, kolacja, 

przyjęcie, tańce. 

- Wszystko to podczas jednego wieczoru? On musi 

mieć lepszą kondycję niż ja. 

- Emily! - Terri potrząsnęła głową z oburzeniem. 

background image

CAŁYM SERCEM 13 

- Czasami zastanawiam się, po co w ogóle staram się 

ci pomóc. 

Emily z uśmiechem przyglądała się twarzy siostry. 

Piegowata, ruda Terri była znana w całym sąsiedztwie. 

Każdy miał okazję przekonać się o jej dobrym sercu 

i życzliwości. Emily wiedziała, jakie to szczęście mieć 

taką siostrę, ale nie mogła oprzeć się pokusie, żeby 

trochę się z nią podroczyć. 

- Dlaczego właśnie ja, Terri? Dlaczego nie podałaś 

nazwiska pani Goodman? 

Terri roześmiała się. 

- Ponieważ pana Goodmana trafiłby szlag, gdyby 

wygrała. Nie potrafiłaby go przekonać, że nie ma 

zamiaru romansować z Jeremym. 

Obie roześmiały się na te słowa. Nikt nie rozumiał, 

dlaczego ich sąsiad, leciwy pan Goodman, był aż tak 

zazdrosny o swoją też już niemłodą żonę. 

- Wybrałam ciebie, o najdroższa ze wszystkich 

sióstr, ponieważ cię kocham i życzę ci jak najlepiej. 

Będzie to dla ciebie świetna okazja, żeby spotkać 

nowych ludzi, poznać inny świat. Czy to cię nie 

pociąga? - spytała niemal błagalnym tonem. 

- Najdroższa ze wszystkich sióstr? - powtórzyła 

Emily. - Spójrzmy prawdzie w oczy, Terri. Jestem 

twoją jedyną siostrą i czasami zastanawiam się, czy 

tak jest naprawdę. Jesteśmy tak bardzo odmienne, że 

niemożliwe wydaje się, abyśmy były spokrewnione. 

- Oczywiście, że jesteśmy siostrami. Ja jestem 

podobna do mamy, a ty, niestety, przypominasz 

siostrę ojca, ciotkę Tabithę. Mam nadzieję, że nie 

zamierzasz spędzić życia tak, jak ona - sama z pięcioma 

kotami do towarzystwa. Musisz częściej dokądś 

chodzić, żeby się rozerwać, nauczyć się relaksować. 

- Nauczyć się relaksować? Ty uważasz wieczór 

z Jeremym Jonesem za relaks? Nie miałabym pojęcia, 

co robić, ani co powiedzieć w jego towarzystwie. 

background image

14 

CAŁYM SERCEM 

- Wystarczyłoby tylko siedzieć i patrzeć na niego. 

Czy nie uważasz, że jest przystojny? 

- Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. 

W oczach Terri pojawiła się czułość. Z rozmarzeniem 

spojrzała w okno. 

- A ja tak, i to często. Strasznie mi się podobają 

jego złociste włosy, ta grzywa, która opada mu na 

czoło. I te jego oczy... Kiedy występuje w telewizji, 

błyszczą tak, jakby odbijały się w nich wszystkie 

światła świata. A uśmiech! Mój Boże, gdyby on do 

mnie się tak uśmiechnął, miałby mnie u swoich 

stóp. 

- A co Mike na to, że podkochujesz się w gwiaz­

dorze? 

- Nie podkochuję się, możesz być pewna. - Terri 

roześmiała się. - Po prostu doceniam to, że jest 

przystojny, utalentowany i inteligentny. 

- Skąd wiesz, że jest inteligentny? Sądzisz tak na 

podstawie włosów nad czołem czy błysku w oczach? 

- dopytywała się Emily kpiącym tonem. 

- Czytałam długi wywiad z nim, opublikowany 

kilka miesięcy temu w poważny czasopiśmie - odparła 

z godnością Terri. - Był szczery i otwarty, a o swoim 

życiu i karierze mówił bardzo wnikliwie. Sławę 

traktował z przymrużeniem oka i powiedział wyraźnie, 

że uważa się przede wszystkim za kompozytora, 

a dopiero potem za piosenkarza. - Uśmiechnęła się, 

przypominając coś sobie. - Ma wspaniałe poczucie 

humoru. Na pewno bardzo ci się spodoba. 

- Jeśli w ogóle go kiedyś poznam. 

- Poznasz go na pewno. Sama wiesz, że mam 

rację, tylko jesteś zbyt uparta, żeby się do tego 

przyznać - stwierdziła, a potem rzuciła okiem na 

kalendarz, wiszący nad stołem i dodała: - No to 

kiedy się wybierzemy po zakupy? 

- Po jakie zakupy? 

background image

CAŁYM SERCEM 

15 

- Chyba nie polecisz do Las Vegas w tym swoim 

biurowym mundurku? Nie wypuściliby cię z samolotu. 

- Terri, ja się na to nie zgadzam - powiedziała 

Emily stanowczo. 

- Ale się zgodzisz - powiedziała Terri tonem starszej 

siostry. - I będziesz mi wdzięczna, że cię nakłoniłam 

do spróbowania szczęścia. Przekonasz się o tym. 

Jeremy Jones wstał od fortepianu, by rozprostować 

kości. Był zadowolony z melodii, którą skomponował 

do słów, jakie od tygodnia krążyły mu po głowie. 

Czasami miał już dość swojego talentu, ponieważ 

pomysły nie dawały mu spokoju, domagając się 

przelania na papier, a potem skomponowania do 

nich melodii. 

Teraz, kiedy uporał się z piosenką, będzie mógł 

trochę odpocząć. 

Wsunął ręce do kieszeni i podszedł do wielkiej 

szyby, która oddzielała jego domowe studio od 

starannie utrzymanego pola golfowego. Ten widok 

zawsze działał kojąco. 

Góry otaczające Las Vegas fascynowały go. Nieus­

tannie zmieniały kolor w zależności od tego, jak 

padało na nie światło. Emanowały nieskończonością, 

co pomagało Jeremy'emu patrzeć na życie z dystansem. 

Góry wydawały się wyrastać ponad blichtr i zbyt­

kowną wystawność centralnego bulwaru miasta. Z ich 

perspektywy zabawnie musi wyglądać tocząca się tu 

walka o władzę i o posiadanie. Czymże będą za 

pięćdziesiąt lat wszystkie te spiski i intrygi, polityko-

wanie i kariery? Góry będą nadal milczącym świadkiem 

szalonej krzątaniny, z której ludzie najwyraźniej nie 

mają zamiaru rezygnować. 

- Jeremy, jest już dzisiejsza poczta. Chyba mamy 

osobę, która wygrała ten konkurs. 

Jeremy odwrócił się od okna i spojrzał na swego 

background image

16 CAŁYM SERCEM 

menedżera Henry'ego Taylora. Jego energią i entuz­

jazmem można było obdzielić dziesięć osób. W jego 

obecności Jeremy czuł się czasem tak, jakby porywała 

go trąba powietrzna. 

- Czy wygrałeś coś na loterii? - spytał nieuważnie. 

- Nie ja, a ty. A raczej ty jesteś wygraną, mamy 

też zwycięzcę. 

Jeremy usiadł nagle na krześle za biurkiem. Miał 

niejasne przeczucie, że nie spodoba mu się to, co 

zaraz usłyszy. 

- Ja jestem wygraną? Nie wiem, o czym mówisz. 

- Oczywiście, że wiesz. Mówiłem ci o wszystkim 

kilka tygodni temu, nie pamiętasz? To będzie znako­

mity chwyt reklamowy. Warto odświeżyć trochę twój 

wizerunek. Młode pokolenie na południu Stanów 

chce cię poznać. 

Jeremy oparł się o poręcz krzesła i energicznie 

potrząsnął głową. 

- Nigdy mi o tym nie wspominałeś. 

Henry przesunął ręką po przerzedzonych włosach, 

a potem opadł na krzesło naprzeciwko biurka Jere-

my'ego. 

- Z pewnością musiałem... - urwał, widząc, że 

Jeremy wciąż potrząsa głową. - No dobrze. Prowa­

dzimy akcję reklamową w Little Rock i... 

- Dlaczego w Little Rock, Henry? Dlaczego nie 

w Chicago, Atlancie albo Dallas? 

- Ponieważ w dużych miastach jesteś wystarczająco 

popularny. Musimy wzmocnić twoją pozycję na 

prowincji, czy tego nie rozumiesz? 

Jeremy w milczeniu przyglądał się przez chwilę 

swojemu menedżerowi. Kilka lat temu Henry Taylor 

wyciągnął go z tarapatów, wkraczając w jego życie 

i rozwiązując kłopoty finansowe. Jeremy nie rozumiał 

świata biznesu ani przemysłu rozrywkowego. Znał się 

jedynie na muzyce. Dla niego liczyło się tylko granie 

background image

CAŁYM SERCEM 

17 

na rozmaitych instrumentach i pisanie piosenek. W ten 

sposób wyrażał siebie. 

Wiele mu zawdzięczał. Gdyby nie Henry, uczyłby 

gdzieś muzyki i grał swoje kompozycje na wieczorkach 

muzycznych. Przez te wszystkie wspólne lata Henry 

był zawsze uczciwy, aż do przesady i pilnował, aby 

nikt go nie wykorzystywał. Jeremy szanował go za 

wszystko, ale czasem zastanawiał się, jak to się dzieje, 

że Henry kieruje jego życiem. 

Właśnie tak jak teraz. 

- W porządku, Henry. Powiedz mi, co to za 

konkurs. - Jeremy uznał, że nie ma sensu się złościć, 

zanim nie dowie się czegoś więcej. 

- Jedna ze stacji radiowych ogłosiła konkurs, coś 

w rodzaju „wygraj randkę z gwiazdą". Nigdy nie 

uwierzysz, ile dostali listów! Coś niesamowitego. 

-

 „Wygraj randkę z gwiazdą"? - powtórzył Jeremy. 

- Czy chcesz powiedzieć, że muszę jechać do Little 

Rock, żeby tam komuś dotrzymywać towarzystwa? 

- Nic podobnego - zapewnił go pospiesznie Henry. 

- To ona tu przyleci. 

Jeremy pochylił się do przodu i patrzył na swojego 

menedżera z niedowierzaniem. 

- Mówisz, że jakaś kobieta przyjedzie taki szmat 

drogi z Little Rock do Las Vegas, żeby spędzić ze 

mną wieczór? 

- Właśnie tak. - Henry promieniał. 

- Czyś ty oszalał? - Jeremy zniżył lekko głos, ale 

słowa brzmiały wyraźnie. 

- Co w tym złego? - Entuzjazm Henry'ego stopniał. 

- Henry, wiesz przecież dobrze, że jestem w delikat-

nej sytuacji, starając się odebrać Lindzie prawo do 

opieki nad Michelle. A ty rozkręcasz kampanię 

reklamową, ściągając mi tu jakąś kobietę? 

- Jeremy, przecież dla wszystkich będzie jasne, że 

to tylko chwyt reklamowy. Jakaś twoja młoda 

background image

18 CAŁYM SERCEM 

wielbicielka przyjedzie tutaj, zwabiona szansą zoba­

czenia Las Vegas i ciebie. Potem wróci do domu 

i opowie wszystkim przyjaciółkom, jaki jesteś wspa­

niały, a one kupią twoją najnowszą płytę. 

Jeremy znowu oparł się o krzesło. Tym razem 

zamknął oczy. Za dużo pracuje. Dwa występy co 

wieczór, przez sześć dni w tygodniu. A w ciągu dnia 

próby nowych piosenek i praca nad muzyką do filmu. 

Henry nie wiedział o filmie ani o tym, że Jeremy 

szuka w tym ucieczki. Nie wiedział, że Jeremy ma 

ochotę machnąć na wszystko ręką i wycofać się. Czuł 

się znużony. Był zmęczony pracą, walką z Lindą, 

ciągłym nadążaniem za nowymi stylami i modami. 

A teraz jeszcze ten konkurs. 

Powoli otworzył oczy i spojrzał na Henry'ego, 

który siedział naprzeciwko, niecierpliwie czekając na 

odpowiedź. 

- W porządku, Henry. Więc mówisz, że masz już 

zwyciężczynię? 

Łagodny ton Jeremy'ego dodał Henry'emu pewności 

siebie. Energicznie pokiwał głową. 

Z pliku listów, które trzymał, wybrał jedną kopertę. 

- Tak, jest nią Emily Hartman. Teraz musimy się 

zastanowić, jak to wszystko ułożyć. 

- Pewien jestem, że masz już jakiś pomysł. 

- Oczywiście - uśmiechnął się Henry. - Spotkasz 

się z nią na lotnisku w asyście fotoreporterów i telewizji. 

Przywitasz ją, wręczysz bukiet róż... - przerwał, bo 

wydawało mu się, że Jeremy coś powiedział. - Co 

mówisz? 

- Nic - mruknął Jeremy i machnął ręką. - Co dalej? 

- Zabierzemy ją na próbę przed koncertem, poka­

żemy jej miasto... - przerwał, widząc minę Jeremy'ego. 

- Coś ci się nie podoba? 

- A co jest do pokazywania w Las Vegas? Bulwar 

i kasyna? 

background image

CAŁYM SERCEM 

19 

- A czy to mało? Ona pewnie nigdy tu nie była. Ty 

się przyzwyczaiłeś, ale dla niej to będzie z pewnością 

ciekawe. 

- Mów dalej. 

Henry zajrzał do notatek. 

- Zafundujemy jej zabiegi kosmetyczne w salonie 

piękności, no wiesz, żeby dodać trochę szyku, może 

wybierzemy jej jakąś suknię, a potem... - zawiesił 

głos, podnosząc ręce do góry - wielkie wydarzenie, 

wieczór z tobą. 

- Z pewnością nie może się już doczekać - uśmiech­

nął się Jeremy. 

Henry pokiwał głową w zamyśleniu. 

- Tak, masz rację. Sprawimy jej taki wieczór 

Kopciuszka, że będzie o nim opowiadać swoim 

wnukom. Jestem pewien, że ta Emily Hartman nie 

może spać z wrażenia, że wygrała konkurs. Musi 

uważać się za najszczęśliwszą kobietę pod słońcem! 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

- W co ja się wpakowałam? - spytała na głos samą 

siebie Emily w wieczór poprzedzający wyjazd do Las 

Vegas. Pokój był zasłany częściami garderoby. Nie 

mogła się zdecydować, co ze sobą zabrać. 

Terri znów dowiodła, że ma rację - wszystkie 

ubrania Emily wydawały się nudne i szare, zwłaszcza 

jak na jej wyobrażenia o Las Vegas. To prawda, że 

pojęcie o tym mieście miała raczej skromne. Kojarzyło 

jej się ono z szumem i gwarem, a także z atrakcyjnymi 

tancerkami rewiowymi i ludźmi szastającymi pienię­

dzmi. 

Czy ona będzie pasować do tej scenerii? W tych 

ubraniach czułaby się dobrze na zebraniu szkolnym, 

ale nie w kasynie. 

Przyglądając się krytycznie zawartości swojej szafy, 

pytała samą siebie, dlaczego właściwie zdecydowała 

się jechać. Chyba tylko dlatego, że łatwiej było zgodzić 

się, niż wymyślać coraz to nowe wykręty, ilekroć 

Terri wracała do tego tematu. Emily wiedziała, że 

gdyby odmówiła, naraziłaby się na wieczne wymówki. 

Przyznawała Terri rację, że jej życie jest monotonne. 

Tak naprawdę to miała ochotę wyrwać się z szarej 

codzienności i zwiedzić inne stany. Jednak nigdy nie 

przyszłoby jej do głowy, wybrać się do Las Vegas. 

A jeśli chodzi o wieczór w towarzystwie Jeremy'ego 

Jonesa... 

Emily spojrzała na wielki afisz, który Terri powiesiła 

w jej sypialni, by przekonać ją o urodzie gwiazdora. 

background image

CAŁYM SERCEM 

21 

Było to zbliżenie Jeremy'ego podczas koncertu, 

z mikrofonem w dłoni. Podeszła bliżej do ściany 

i przez chwilę wpatrywała się w zdjęcie. Jeremy był 

przystojny. Wyraz twarzy - przejęty, a mimo to 

zdradzający poczucie humoru - wydał się Emily 

intrygujący. Ciemne oczy były pełne wyrazu. 

Poczuła dziwny niepokój. Za dwadzieścia cztery 

godziny pozna tego człowieka. Co za szczególne 

uczucie! Poczuła się niemal jak oszustka. Jak mu 

wytłumaczy, że sama nie brała udziału w konkursie, 

że rzadko słucha jego piosenek i że daleko jej do 

bycia jego typową wielbicielką? 

Było już za późno, żeby się wycofać. Musi stawić 

czoło wszystkiemu, co się zdarzy. 

Spojrzała z niesmakiem na rozłożone wokół ubrania. 

Dlaczego uparcie odmawiała pójścia po zakupy? Teraz 

sama padła ofiarą głupiej ambicji. Nie miała wyboru, 

musiała spakować to, co ma, i wierzyć, że jakoś to 

będzie. 

Znalazła sukienkę, która wydawała się odpowiednia. 

Nie nosiła jej już od kilku lat. Miała klasyczny krój 

i ładny, kremowy kolor, ale nie było to nic oszałamia­

jącego. Wzruszyła ramionami. Nie ma wyboru - musi 

jej wystarczyć to, co ma. 

Spakowała walizkę, zamknęła ją i postawiła na 

podłodze. To byłoby wszystko. Teraz musi się trochę 

przespać. 

Któregoś dnia ona i Terri będą się śmiać z jej 

zdenerwowania, ale narazie nie widziała w tym nic 

zabawnego. 

Kiedy Emily wysiadła z samolotu i weszła do hali 

przylotów na lotnisku w Las Vegas, zaskoczył ją 

gwarny i rojny tłum. 

Nagle jakaś młoda kobieta krzyknęła podekscyto­

wanym głosem: 

background image

22 CAŁYM SERCEM 

- To Jeremy Jones! 

Ludzie odsunęli się na bok i Emily znalazła się 

w miejscu, z którego mogła obserwować to, co miało 

się zaraz wydarzyć. 

Długowłosa blondynka w krótkiej spódnicy pod­

biegła do mężczyzny, którego zdjęcie wisiało w jej 

pokoju przez ostatnie dwa tygodnie. Emily rozpoznała 

go bez trudu. 

Jeremy miał na sobie ciemne spodnie i czarną, 

jedwabną koszulę, której rozpięcie odsłaniało opaloną 

pierś. Stał tam i trzymał w ręku różę, a kiedy kobieta 

podbiegła do niego, podał ją jej i pochyliwszy się 

pocałował w policzek. Ona zarzuciła mu ręce na szyję. 

- Nie mogę w to uwierzyć! - powiedziała, patrząc 

na niego w zachwycie. - Kiedy wrócę do domu, nikt 

mi nie uwierzy, że spotkałam Jeremy'ego Jonesa, 

kiedy tylko wysiadłam z samolotu w Las Vegas. 

Popatrz, Judy, dał mi różę! - zawołała, odwracając się. 

Błysnęły flesze i kilka osób otoczyło ciasno piosen­

karza, zadając pytania jemu i kobiecie, która wciąż 

wisiała mu u szyi. 

- Czy to pani Hartman? - Emily usłyszała mimo 

zgiełku głos starszego mężczyzny. Zrozumiała, że całe 

to zamieszanie było przeznaczone dla niej. Serce 

w niej zamarło. 

Czego się właściwie spodziewała? Ta podróż to po 

prostu chwyt reklamowy, który ma przysporzyć 

piosenkarzowi popularności. Jak mogła być tak naiwna 

i oczekiwać, że będzie traktowana w sposób poważny? 

Emily stanęła z boku, ustępując drogi reszcie 

pasażerów wychodzących z samolotu i przyglądała 

się dalej komedii omyłek, jaka rozgrywała się na jej 

oczach. 

Jasnowłosa dziewczyna odwróciła się do starszego 

mężczyzny. 

- Nie znam żadnej Emily Hartman. Ja jestem Sally 

background image

CAŁYM SERCEM 23 

Sherman z Denton w stanie Teksas - mówiła, po 

czym spojrzała na Jeremy'ego. - Już jako mała 

dziewczynka byłam pana wielbicielką. 

Emily uśmiechnęła się, widząc zmieszanie Jere­

my'ego. Nie był taki stary. Mógł mieć około trzydziestu 

pięciu lat, ale młoda dama miała co najwyżej osiem­

naście lat. 

- Och, Henry. - Emily usłyszała, że zwrócił się do 

mężczyzny, który stał obok. - To musi być jakieś 

nieporozumienie. - Spróbował wyswobodzić się z objęć 

dziewczyny. - Przepraszam cię, Sally, ale wziąłem cię 

za kogoś innego. 

Sally zrobiła nadąsaną minkę. 

- A czy ja nie mogłabym jej zastąpić? - spytała 

nieśmiało. 

- Bardzo żałuję - uśmiechnął się, rozglądając wśród 

zgromadzonego tłumu - ale szukam Emily Hartman. 

Emily widziała, jak jego wzrok prześlizgnął się po 

jej twarzy i zrozumiała, że nigdy nie rozpoznałby jej 

w tłumie. Pomyślała, że skoro nie przyjechała do Las 

Vegas, aby bawić się w chowanego, musi odegrać 

kolejny akt tej farsy. 

- To ja jestem Emily Hartman - powiedziała 

spokojnie, podchodząc bliżej. 

Obaj mężczyźni odwrócili się i spojrzeli na nią. 

Emily z pewnością nie była osobą, jaką spodziewali 

się spotkać. Starszy pan kilka razy otworzył usta, 

zanim zdołał spytać: 

- Z Little Rock? 

- Zgadza się - skinęła głową. 

Jeremy był zupełnie zdezorientowany. Narwana 

nastolatka, która rzuciła mu się w ramiona, była 

mniej więcej taka, jak się spodziewał, natomiast ta 

nobliwie wyglądająca kobieta przeczyła wszystkim 

wyobrażeniom o jego wielbicielkach. 

Miała na sobie czarną bluzkę i kremowy kostium, 

background image

24 

CAŁYM SERCEM 

który podkreślał jej smukłe kształty. Ciemne włosy 

były rozdzielone pośrodku przedziałkiem i związane 

z tyłu. Cerę miała jasną jak alabaster, a oczy tak 

intensywnie niebieskie, że aż szafirowe. 

I to miała być Emily Hartman? Wyglądała tak, 

jakby właśnie wystąpiła z zakonu. 

- Czy to pani jest Emily Hartman? - powtórzył 

z niedowierzaniem Henry. 

- Przecież już powiedziała, że jest, Henry - powie­

dział Jeremy i dodał, podchodząc bliżej: - Przepraszam 

za tę pomyłkę, ale widzi pani, myśleliśmy... 

- Dobrze wiem, co pan myślał, panie Jones - od­

powiedziała chłodno i spojrzała na grupkę przy­

glądających im się ludzi. Przypuszczam, że to wszystko 

- wskazała dłonią w stronę fotoreporterów i człowieka 

z kamerą wideo - z mojego powodu? 

Nie musi mówić takim cholernie znudzonym tonem, 

pomyślał Jeremy. Ostatecznie to ona chciała wygrać 

tę podróż i poznać mnie. 

- Tak, zgadza się. Chociaż nie spodziewaliśmy się 

spotkać kogoś takiego jak... - urwał, szukając 

taktownych słów, aby wyrazić to, co myślał. - Chciałem 

powiedzieć, że moje wielbicielki ubierają się trochę 

bardziej, och... 

- Tak, zapewne nie ubieram się w sposób typowy 

dla pana wielbicielek, panie Jones - wtrąciła, widząc, 

że brakuje mu słów. - Jednakże - spojrzała na dekolt 

jego koszuli, a potem na dłonie i pierścienie - myślę, 

że pan ma na sobie dość biżuterii za nas dwoje. 

Jeremy usłyszał, jak Henry sapnął z wrażenia. 

Oślepiały go flesze aparatów fotograficznych. Myślał 

tylko o tym, żeby się stąd wydostać. Najwyraźniej 

Emily Hartman nie była wcale zachwycona przywita­

niem. Nie miał pojęcia, o co jej chodzi, ale nie 

potrzebował tu żadnych awantur. 

- Wystarczy tych ceremonii - powiedział, starając 

background image

CAŁYM SERCEM 

25 

się ukryć irytację. - Witamy w Las Vegas. - Ujął ją 

za ramiona i zbliżył się do niej. Nagle zmienił zamiar 

i zamiast pocałować ją w policzek, przylgnął wargami 

do jej ust. Poczuł, jak zesztywniała, ale nie puścił jej, 

znajdując złośliwą przyjemność w zachowaniu, o któ­

rym wiedział, że może być obraźliwe. 

Wreszcie podniósł głowę i spojrzał jej w oczy 

- pociemniałe z zaskoczenia. Fascynowały go, zwłasz­

cza teraz, gdy błysnął w nich gniew. 

- Za kogo pan się uważa... - zaczęła, starając się 

cofnąć. 

Jeremy obrócił ją, otoczył ramieniem i ruszył 

w stronę wyjścia. 

- Proszę dać Henry'emu bilet, to odbierze pani 

bagaż i dostarczy go do hotelu. Tymczasem zabiorę 

panią na próbę. 

- Ale ja nie potrzebuję... 

- Sądziliśmy, że może się to pani spodobać. Henry 

postarał się też o to, żeby pokazano pani miasto, 

kiedy ja będę się przygotowywał do występów. 

Mówiąc to, Jeremy szedł przez halę tak szybko, że 

Emily musiała biec, aby za nim nadążyć. Jacyś ludzie 

machali do nich i wołali jego nazwisko, ale on był 

zajęty tyko nią. Kiedy wyszli z hali lotniska, podjechała 

limuzyna. 

Jeremy pomógł jej wsiąść do samochodu i szybko 

wskoczył do środka. Kiedy już usadowił się obok, 

obrzucił ją pytającym spojrzeniem i potrząsnął głową. 

- No więc, o co tu chodzi? 

Emily czuła, że kręci jej się trochę w głowie. 

Praktycznie przebiegła przez całe lotnisko i teraz 

z trudem łapała oddech. 

- A co pan ma na myśli? 

- Ależ droga pani, wolne żarty. Po co ten strój 

i fryzura zakonnicy? Co pani robi w Las Vegas? 

Strój i fryzura zakonnicy? Czy on sobie z niej 

background image

26 

CAŁYM SERCEM 

żartuje? To prawda, nie wygląda jak tancerka rewiowa 

z Las Vegas, ale w jej ubraniu nie ma nic śmiesznego. 

- Jestem tu na pańskie zaproszenie - odparła 

sztywno. 

- Bynajmniej. Nie mam nic wspólnego z całym 

tym zamieszaniem. 

- Zamieszaniem? 

- Z tym chwytem reklamowym, no wie pani, 

„wygraj randkę z gwiazdorem" i tak dalej. - Przyglądał 

jej się przez chwilę. - Dlaczego, u licha, ktoś taki jak 

pani wziął udział w tym konkursie? 

- Ktoś taki jak ja? - zapytała cicho. 

Uśmiechnął się. 

- Jestem pewien, że wolałaby pani siedzieć teraz 

w domu, robić na drutach i rozmawiać z kotem. 

Widmo ciotki Tabithy! Być może Terri miała rację. 

- Dla pańskiej wiadomości: nie robię na drutach 

ani nie mam kota. 

Wzruszył ramionami. 

- Tak sobie tylko powiedziałem. Nie wygląda pani 

na kogoś, kto bierze udział w konkursach. 

- Rzeczywiście, nie interesuje mnie to. 

- To już jakaś odpowiedź. Zatem, o co tu chodzi? 

Dlaczego podaje się pani za Emily Hartman? 

Emily czuła, jak wzbiera w niej gniew. Zawsze 

uważała się za osobę spokojną i zrównoważoną, więc 

uczucie to denerwowało ją. 

- Ja nikogo nie udaję. Nazywam się Emily Hartman. 

- Spojrzała na niego chłodno. - Czy życzy pan sobie 

zobaczyć mój dowód? 

- Dziękuję bardzo - powiedział lodowatym tonem. 

- Dlaczego przystąpiła pani do konkursu? 

- Nie zrobiłam tego. 

- Ach, nie? 

- To moja siostra mnie zgłosiła. 

- Dlaczego, na Boga? 

background image

CAŁYM SERCEM 

27 

- To dobre pytanie, panie Jones. Musiałby pan 

poznać Terri, żeby zrozumieć jej zamiary. Nie umiem 

wytłumaczyć tego tak, aby pan to pojął. 

Jeremy uśmiechnął się, przypominając sobie, że 

kiedyś miał nauczyciela, który mówił do niego tym 

samym, pouczającym tone. Skrzyżował ręce na pier­

siach i rozparł się wygodnie na siedzeniu. 

- Proszę spróbować - powiedział. 

Emily patrzyła na niego przez chwilę w milczeniu. 

Była zdenerwowana tym, że tak bardzo jej się podobał. 

Jego rozbawienie niepokoiło ją, czuła, że jest obiektem 

żartów, których nie mogła pojąć. 

- To nieważne. Podała moje nazwisko i wygrałam. 

- Dlaczego pani przyjechała? Z pewnością nie należy 

pani do moich wielbicielek. 

Spojrzała na niego zaskoczona. 

- Dlaczego pan tak mówi? 

- Nie jest pani w tym typie. 

- A jaki jest typ pana wielbicielki? 

Zastanawiał się przez chwilę, 

- Och, może jest bardziej rozluźniona. Trochę mniej 

oficjalna. To ktoś, kto nie traktuje siebie tak poważnie. 

- Już wiem, co pan o mnie myśli. 

- Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co o pani 

myśleć. Wiem tylko, że muszę już być na próbie. 

Samochód zajechał przed wielkie kasyno. 

- Może pani iść ze mną lub pojechać do hotelu, 

jak pani sobie życzy. 

Emily była wstrząśnięta do głębi. Nie zdawała 

sobie dotąd sprawy, że jej nieśmiałość i brak obycia 

towarzyskiego ludzie biorą za wyniosłość i sztywność. 

Czy właśnie dlatego jej unikają? Czy naprawdę sprawia 

wrażenie aż tak nieprzystępnej? 

- Chciałabym pójść z panem na próbę - powiedziała 

spokojnie, szukając sposobu, aby się przed nim 

wytłumaczyć. 

background image

28 CAŁYM SERCEM 

- Jak pani sobie życzy - wzruszył ramionami. 

Wysiadł z samochodu i podał jej rękę. - Muszę się 

pospieszyć. Orkiestra czeka na mnie od pół godziny. 

Ich czas to mój pieniądz. 

Ujął ją za łokieć i poprowadził do drzwi. 

Emily nie była w stanie ogarnąć wszystkiego, co się 

działo w gigantycznej sali, przez którą szli. Olbrzymie 

żyrandole zwisały z ozdobnego sufitu, a pod nimi 

ludzie tłoczyli się wokół hałaśliwych automatów do 

gry i zielonych stolików karcianych. 

Jeremy skinął w stronę mężczyzny, który stał przed 

drzwiami do sali widowiskowej. 

- Jak leci, Erie? 

- Nie najgorzej, Jeremy, nie najgorzej. 

Wślizgnęli się do środka i Emily spostrzegła, że są 

w wielkiej sali, wypełnionej pustymi stolikami i krzes­

łami, nad którą górowała scena. Kurtyna była 

podniesiona, a kilka osób snuło się po scenie. 

Rozbrzmiewały dźwięki różnych instrumentów. 

- No, nareszcie jesteś! Już najwyższy czas, żebyś 

się zjawił - zawołał ktoś głośno ze sceny. 

Jeremy puścił jej ramię. 

- Proszę gdzieś tu usiąść. Zobaczymy się później. 

Pośród okrzyków wskoczył na scenę. Emily z zapar­

tym tchem przyglądała się popisom zawodowych 

muzyków. Była pod wrażeniem tego, ile wysiłku 

wkładali w każdą piosenkę. Pomimo swobody, z jaką 

traktowali się nawzajem, stanowili idealnie zgrany 

zespół. A obserwowanie Jeremy'ego Jonesa przy pracy 

było dla niej dużym zaskoczeniem. 

A czego właściwie się spodziewała? 

Przypuszczała, że będzie samolubny i arogancki. 

Czy nie tak właśnie się myśli o większości piosenkarzy? 

Sądziła, że jej uwaga na temat biżuterii obrazi go. 

Jeśli go to ubodło, nie okazał tego. Emily uświadomiła 

sobie, że zazdrości mu opanowania. 

background image

CAŁYM SERCEM 29 

Jeremy Jones wyglądał na człowieka, który dobrze 

czuje się w swojej skórze. Wbrew temu, co sobie 

wyobrażała, nie starał się nikogo olśnić. A sądząc po 

tym, co teraz widziała, nie można było nic zarzucić 

jego talentowi. Głęboki, mocny głos sprawiał, że 

. dreszcz przebiegł jej po plecach. W pewnej chwili 

podszedł w stronę pustej widowni, jakby śpiewał 

tylko dla niej, ze szczególnym uśmiechem na twarzy. 

Poczuła, że się rumieni, bo była to piosenka miłosna, 

a on śpiewał te słowa w taki sposób, jakby napisał je 

właśnie dla niej. 

- Czy pani Hartman? - dobiegł ją głos z tyłu. 

Emily drgnęła, zakłopotana tym, że aż tak pochłonął 

ją śpiew Jeremy'ego. Odwróciła się i spostrzegła piękną, 

młodą kobietę stojącą tuż obok. 

- Dzień dobry. Jestem Cynthia Taylor. Mój ojciec 

jest agentem Jeremy'ego. Tata sądzi, że może być 

pani zmęczona i chce pójść do hotelu. 

Emily zerknęła na zegarek, zdziwiona, że tyle czasu 

upłynęło, odkąd tu przyszła. Spojrzała na scenę, ale 

Jeremy był pochłonięty tym, co w tej chwili robiła 

orkiestra. Skinęła więc głową, wstała i ruszyła za 

Cynthią w stronę wyjścia. Przy drzwiach odwróciła 

się i zobaczyła, że Jeremy patrzy na nią. Pomachał jej 

i przesłał dłonią pocałunek, co wywołało kakofonię 

gwizdów, uderzeń perkusji i głosów wszystkich in­

strumentów w zespole. 

- Są jak mali chłopcy - wyjaśniła z uśmiechem 

Cynthia. - Trudno uwierzyć, że to dorośli mężczyźni. 

Przeszły przez duży hol hotelu. 

- Nie rozumiem, dlaczego nie umieścili cię w tym 

hotelu, ale mam nadzieję, że spodoba ci się apartament 

w... - tu wymieniła nazwę innego słynnego hotelu, 

który Emily zauważyła po drodze z lotniska. Cynthia 

wskazała na czekającą na nie limuzynę i Emily aż 

ech zaparło. Zanim przyjechała do tego pełnego 

background image

30 

CAŁYM SERCEM 

blichtru miasta, nie widziała takich olbrzymich, 

błyszczących samochodów. 

- Pomyśleliśmy, że może zechcesz trochę odpocząć 

dziś wieczór i oswoić się ze zmianą czasu, bo na jutro 

zaplanowaliśmy dla ciebie moc wrażeń. 

- To mi odpowiada. Przyznam, że jestem nieco 

oszołomiona. Wszystko tu jest takie inne. 

Cynthia roześmiała się. 

- Wiem, ale ja to uwielbiam. Powietrze jest tu 

takie czyste i przynajmniej o tej porze roku jest 

przyjemny chłód. Oczywiście latem robi się gorąco, 

ale ja nie chciałabym mieszkać gdzie indziej. 

Emily spojrzała na nią zaskoczona. 

- To ty nie podróżujesz z Jeremym? 

- Och nie, mama i ja mieszkamy tutaj cały czas. 

- Cynthia potrząsnęła głową. - W gruncie rzeczy 

Jeremy ograniczył ostatnio występy. Przypuszczam, 

że będzie przebywał w domu jeszcze częściej, jeśli... 

- urwała nagle, jakby uświadomiwszy sobie, co mówi. 

- Przepraszam, nie chciałabym cię zanudzać opowieś­

ciami o prywatnym życiu Jeremy'ego. 

Emily nie chciała wprawiać Cynthii w zakłopotanie 

i nie przyznała się, że interesuje ją ten temat. A więc 

Jeremy zamierza osiąść gdzieś na stałe. Dlaczego? Jak 

to wpłynie na jego karierę? Czy zdecyduje się zamiesz­

kać tu, w Las Vegas? A w ogóle co ją to może 

obchodzić? 

- Jesteśmy na miejscu - oznajmiła wesoło Cynthia 

w kilka minut później. 

' Emily rozpoznała słynny hotel, który często poka­

zywany był w telewizji. Mieszkając tutaj będzie się 

czuła jak królowa. 

- Jutro jest ostatni występ Jeremy'ego przed 

kilkumiesięczną przerwą - mówiła Cynthia w drodze 

na górę - a potem odbędzie się wielkie przyjęcie 

u niego w domu. 

background image

CAŁYM SERCEM 31 

Otworzyła drzwi i usunęła się na bok, puszczając 

Emily przodem. 

Emily weszła do środka i znieruchomiała, roz-

glądając się dookoła w zdziwieniu. Stała u szczytu 

schodków, które prowadziły do części bawialnej z sofą 

i fotelami. Jedną ze ścian zastępowała olbrzymia 

szyba, za którą widać było szmaragdowozielone pole 

golfowe. 

Obróciwszy się Emily zauważyła, że Cynthia przeszła 

przez pokój i szeroko otworzyła podwójne drzwi. 

Weszła za nią do sypialni. Łóżko pomieściłoby chyba 

sześć osób. Stało na niewielkim podeście, a przy 

każdym rogu zwisała zasłona. 

- Nie do wiary - mruknęła. 

- Wiem, co myślisz. - Cynthia uśmiechnęła się. 

- Sądzę, że chcieli zrobić na tobie wrażenie. Mam 

nadzieję, że znajdziesz tu wszystko, czego potrzebujesz 

- mówiła, rozglądając się po pokoju. 

- Też tak myślę. Cały mój dom mógłby się zmieścić 

w tych dwóch pokojach! 

Otworzyła szafę i odkryła, że jej ubranie zostało 

rozpakowane i powieszone na wieszakach, a buty 

ustawiono równo pod spodem. 

- Wydaje mi się, że śnię - powiedziała, spoglądając 

w bok na Cynthię -. ale jeśli to prawda, to jeszcze 

mnie nie budź. 

- Poczekaj do jutra. Czeka cię dzień rozkoszy 

w salonie piękności. 

- Co takiego? - spytała Emily. 

- Spędzisz dzień w salonie kosmetycznym i będziesz 

poddana wszelkim zabiegom - zrobią ci masaż, 

maseczkę na twarz, uczeszą, zrobią makijaż, manicure... 

- Machnęła ręką. - Dzień piękności. Potem pojedziemy 

po zakupy, żeby wybrać ci coś wyjątkowego, co 

mogłabyś tutaj nosić - suknię na jutrzejszy wieczór 

i drugą na randkę z Jeremym. 

background image

32 CAŁYM SERCEM 

Emily usiadła na brzegu łóżka. 

- Nie miałam pojęcia, że wszystko to będzie częścią 

wygranej. 

- Szczerze mówiąc „dzień rozkoszy" to mój pomysł. 

Ojciec spytał mnie, co ja chciałabym robić, gdybym 

przyjechała do Las Vegas. Randka z Jeremym to 

świetny pomysł, ale ja chciałabym móc się do niej 

przygotować, żeby wyglądać jak najlepiej, więc 

zasugerowałam „dzień rozkoszy", nieograniczony 

kredyt w butiku i... 

- I twój ojciec się na to zgodził? 

- Nie od razu, oczywiście. On zawsze myśli, że 

jestem ekstrawagancka, ale Jeremy był wtedy z nami 

i powiedział, że jeśli ja uważam to za dobrą zabawę, 

to z pewnością jego wielbicielce też się spodoba. 

- Rozumiem - powiedziała Emily cicho. Była teraz 

jeszcze bardziej wystraszona. Rzeczywiście, nie szczę­

dzono kosztów, żeby dobrze się tu poczuła. Spojrzała 

w lustro i zobaczyła tam postać spokojnej, dystyn­

gowanej kobiety. Trudno uwierzyć, by udało się ją 

przemienić w barwnego motyla. 

- Muszę już iść - oznajmiła Cynthia, wracając do 

salonu. - Zapisałam ci numery telefonów do mnie, do 

taty i do Jeremy'ego. Niestety, mama jest u swojej 

siostry w Sacramento, więc się nie spotkacie. Szkoda, 

bo wiem, że cieszyłaby się mogąc cię poznać. 

Emily nie wiedziała, co powiedzieć. 

- Przyjadę po ciebie jutro rano około dziewiątej, 

jeśli ci to odpowiada - rzuciła Cynthia, odchodząc. 

- W porządku - zdążyła powiedzieć Emily, zanim 

zamknęły się drzwi. 

Czuła się zdezorientowana. Rozglądając się znowu 

po pokoju, zastanawiała się, co ona tu robi i jak to 

się stało, że dała się namówić na podróż do Las Vegas. 

Z pewnością wszystko było obliczone na to, że 

konkurs wygra ktoś w wieku Cynthii. Cynthia mogła 

background image

CAŁYM SERCEM 33 

- mieć najwyżej dwadzieścia lat. Emily czuła się przy 

niej o wiele starsza, tak jakby mogła być jej matką. 

A co z randką z Jeremym Jonesem? 

Przypomniała sobie, jak wyglądał na lotnisku 

i potem, podczas próby. Dobrze wiedziała, że w innych 

okolicznościach nigdy nie zwróciłby na nią uwagi. 

Niemniej jednak będzie przebywać w jego towarzystwie 

przynajmniej przez kilka dni. 

- No cóż, Kopciuszku - mruknęła do samej siebie, 

wchodząc do luksusowej łazienki. Czuła się właśnie 

jak Kopciuszek, który miał nadzieję, że olśni księcia. 

Uśmiechając się do siebie, zaczęła napełniać wannę 

gorącą wodą z dodatkiem aromatycznego olejku. 

Emily odkryła nieznaną dotychczas cechę swojej 

osobowości. 

- Chciałabym spotkać dobrą wróżkę - pomyślała, 

zanurzając się w pachnącej wodzie. - Pojawiłabym się 

u niego na przyjęciu i wyglądałabym tak szałowo, że 

musiałby odszczekać to, co powiedział. 

Wyciągnęła się w wodzie, zanurzając się po szyję. 

On jest taki arogancki i pewny siebie. Byłoby 

przyjemnie pokazać mu, że bynajmniej nie wyglądam, 

jakbym wyszła z klasztoru i jestem dość atrakcyjna, 

by występować w rewii, myślała. 

Roześmiała się na tę absurdalną myśl. Przede 

wszystkim nie ma urody, wzrostu ani figury, jakich 

wymaga się od zawodowej artystki estradowej. Ani 

też zdolności, dodała głośno. 

Wyraźnie działała na nią atmosfera Las Vegas. 

Terri miała rację, mówiąc, że życie Emily to rutyna. 

Odkąd przyjechała do Las Vegas, ogarnęło ją poczucie 

wolności, coś, czego nigdy przedtem nie doświadczyła. 

O wiele łatwiej rozmawiało jej się z ludźmi, nawet 

z Jeremym. Zaś Cynthia traktowała ją tak, jakby 

znały się od lat. 

Czuła się jakoś inaczej i zastanawiała się, co by 

background image

34 CAŁYM SERCEM 

było, gdyby choć przez chwilę udawała - tak jak 

Kopciuszek - że jest kimś innym. To może być 

zabawne tak przez chwilę udawać, że nie jest nieśmiała 

i nudna. Że może być piękna, dowcipna, ekscytująca. 

Jeremy Jones byłby urzeczony jej wdziękiem, za­

chwycony poczuciem humoru i zafascynowany urodą. 

Emily zamknęła oczy i uśmiechnęła się na tę myśl 

- uśmiechem nieco przewrotnym jak na tak miłą 

i młodą osobę. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

W dwadzieścia cztery godziny później Emily stała 

przed wielkim lustrem w sypialni hotelowego aparta-

mentu. Już nigdy nie będzie wątpić, że marzenia mogą 

się spełnić. Sądząc z tego, co widziała w lustrze, dobra 

wróżka żyje, ma się dobrze i mieszka w Las Vegas. 

Nie poznawała kobiety w lustrze. Podeszła bliżej 

i przyjrzała się uważnie oczom, które na nią spoglądały. 

Jedynym znajomym akcentem był ten szczególny 

odcień błękitu. Wszystko poza tym się zmieniło. 

Znikła konwencjonalna fryzura, tradycyjny kostium 

i dodatki. Kobieta w lustrze wyglądała tak, jakby 

wyszła z apartamentu przy 5th Avenue i udawała się 

na eleganckie przyjęcie. 

Fryzjerka w salonie podziwiała jej włosy, ich piękny, 

naturalny kolor. Zdziwiło ją to, ponieważ sama nigdy 

nie zwracała na nie uwagi. Patrzyła, jak je obcina 

i cieniuje, modelując je blisko twarzy, a z tyłu 

pozostawia gęste pasma, opadające na ramiona. 

Nowa fryzura ujęła włosom ciężaru, a przydała 

puszystości i falistości. Teraz było widać, że w jej 

rodzinie nie tylko Terri może mieć loki. 

Emily zafascynowana dalej przyglądała się odbiciu 

w lustrze. 

Twarz nabrała tajemniczych blasków i subtelnych 

cieni, które uwydatniały błękit oczu, jasność cery, 

kształt policzków i brodę z dołeczkiem. 

Suknia lśniła za każdym razem, gdy brała oddech. 

Cienkie ramiączka utrzymywały ją ponad wydatnym 

biustem. Talia wydawała się tak wąska, że mężczyzna 

background image

36 

CAŁYM SERCEM 

mógłby ją objąć dłońmi. Suknia wyszczuplała linię bioder 

i ud. Rozcięcie poniżej kolan ułatwiało poruszanie się. 

Kopciuszek nigdy tak nie wyglądał! Emily dotąd 

też nie widziała siebie w takiej postaci. 

Oczywiście, zdawała sobie sprawę, że dobra wróżka 

zjawiła się w osobie Cynthii, córki Henry'ego Taylora, 

a sama przemiana zajęła kilka godzin. Uśmiechając

się do lustra, Emily musiała przyznać, że czas spędzony 

w salonie nie poszedł na marne. 

A później pojechała do butiku, gdzie pokazywano 

jej jedną suknię za drugą. 

Kiedy przymierzyła sukienkę uszytą z połyskliwej, 

białej satyny, wiedziała, że musi ją mieć. W tym 

stroju Jeremy Jones nie weźmie jej za zakonnicę. 

Obracając się bokiem zauważyła, że suknia uwydat­

nia jej kształty. Nie miała dotąd pojęcia, że może 

wyglądać tak prowokująco. Wąska spódnica i pantofle 

na wysokich obcasach, które wybrała dla niej Cynthia, 

sprawiały, że Emily mogła robić tylko małe, niepewne 

kroki. Podkreślało to grację jej ruchów. 

- Wspaniale! - roześmiała się głośno. Powoli 

obróciła się dookoła i znów stanęła przodem do 

lustra. - Kochana Terri, obawiam się, że obudziłaś 

we mnie potwora. Nigdy nie sądziłam, że przymierzanie 

sukienek może być takie przyjemne. 

Zastanawiała się, co by pomyślał Jeremy Jones, 

gdyby ją teraz zobaczył. 

Leniwy, prowokujący uśmiech, który pojawił się 

w lustrze, zaskoczył ją. Emily Hartman nigdy nie 

uśmiechała się w ten sposób. Być może jest za­

czarowana. 

Zadzwonił dzwonek. Emily bez pośpiechu podeszła 

do wejścia, ucząc się nowego sposobu chodzenia. 

Otworzyła drzwi i ujrzała Henry'ego i Cynthię. 

- Mój Boże, to nie do wiary! - wykrztusił Henry. 

Cynthia i Emily roześmiały się. 

background image

CAŁYM SERCEM 37 

- Mówiłam ci, tato, że ona ma w sobie coś. 

- Wejdźcie, proszę. 

Henry wszedł do środka, nie spuszczając z niej oczu. 

- Pomyśleliśmy, że może chciałabyś zjeść z nami 

kolację. Cynthia wspomniała ci o przyjęciu, które 

odbędzie się później. - Henry rozejrzał się po pokoju. 

- Czy jest ci tu wygodnie? 

Emily uśmiechnęła się. 

- Wygodnie? Nie znam nikogo, kto by mieszkał w ta­

kim luksusie. Psujecie mnie, boję się, że taka już zostanę 

do końca życia. Popatrzcie - wskazała ręką stolik obok 

sofy - hotel przysyła nam szampana. Otworzymy? 

- Nie, dziękuję, ja tego nie pijam - skrzywił się 

Henry - ale jeśli wy macie ochotę... 

- Nie nabrałam dotąd zwyczaju picia alkoholu 

- Emily potrząsnęła głową - i chyba jestem za stara, 

żeby zaczynać. 

Henry obejrzał ją od stóp do głów. 

- Cynthia mi mówiła, jak bardzo się zmieniłaś, ale 

nie sądziłem, że efekt jest aż taki - powiedział i obszedł 

ją wolno dookoła. - Coś niesamowitego. 

- Czy myślisz, że Jeremy mnie pozna? - spytała ze 

śmiechem. 

- No na pewno... chociaż, kiedy się zastanawiam, 

nie jestem taki pewien. Chyba nie miał wczoraj dla 

ciebie zbyt wiele czasu? 

- Nie, i o ile pamiętam, nie szczędził mi cierpkich 

uwag na temat wyglądu. 

- Chciałabym zobaczyć, czy ją rozpozna. - Cynthia 

mrugnęła okiem do Emily i zwróciła się do ojca: 

- Czy powiedziałeś mu, że Emily ma zamiar przyjść 

na przyjęcie? 

- Nie, był tak zajęty, że nie miałem okazji z nim 

rozmawiać. 

- Więc nie mówmy Jeremy'emu, że Emily pojawi 

się wieczorem i zobaczymy, czy ją pozna. Co ty na to? 

background image

38 CAŁYM SERCEM 

- To zależy tylko od Emily. - Henry wzruszył 

ramionami i spojrzał na nią. - Zamierzałem zabrać 

cię w czasie przerwy za kulisy, ale zgadzam się na 

wszystko, na co masz ochotę. 

Czemu nie? Skoro chciała być Kopciuszkiem przez 

ten wieczór, to musi grać swoją rolę do końca. 

Uśmiechnęła się do Henry'ego. 

- Rzeczywiście, to może być zabawne. Mogę 

poczekać i zobaczyć się z nim dopiero na przyjęciu. 

Zresztą, pewnie mnie nawet nie zauważy. 

Ojciec i córka wybuchnęli śmiechem. 

- Och, zauważy cię - powiedziała wreszcie Cynthia. 

- Chciałabym widzieć jego minę, kiedy uświadomi 

sobie, kim jesteś. 

Kiedy jedli kolację, Emily mogła się przekonać, jak 

bardzo Cynthia i Henry są oddani Jeremy'emu. 

- Wiesz, on jest muzycznym geniuszem - powiedział 

Henry przy deserze i kawie. - Nie miał jeszcze dziesięciu 

lat, kiedy sam nauczył się grać na różnych instrumen­

tach i czytać nuty. 

- Zawsze chciał być piosenkarzem? - spytała Emily. 

- Niezupełnie, chociaż ma ku temu wrodzone 

predyspozycje. Śpiewa z taką naturalnością i tak 

łatwo nawiązuje kontakt z publicznością, że musisz 

to zobaczyć, by mi uwierzyć. 

- Trochę się dziwię, że zgodził się na ten rodzaj 

reklamy - powiedziała. 

- Powiedziałbym, że nie miał wyboru. Na szczęście 

poddał się, nie sprawiając mi zbyt wielu kłopotów. 

- Chcesz powiedzieć, że Jeremy nie ma ochoty na 

wieczór ze szczęśliwą zwyciężczynią konkursu? 

- Och, nie zrozum mnie źle. Chodzi o to, że nie 

uważa, by potrzebna mu była reklama. 

- Ale ty jesteś o tym przekonany? 

- Uważam, że to nie zaszkodzi. Spójrz tylko, jakie 

ta akcja wzbudza zainteresowanie. Przyciągnęła także 

background image

CAŁYM SERCEM 39 

twoją uwagę, prawda? Zawsze byłaś jego wielbi­

cielką? 

Emily nie chciała powiedzieć nic, co brzmiałoby 

jak niewdzięczność. Widziała, ile czasu i pieniędzy 

zainwestowano w jej przyjazd. Mimo to nie potrafiła 

uczciwie przyznać, że jest jego wielbicielką. 

- Powiedzmy, że lubiłam jego piosenki, ale nigdy 

nie marzyłam o poznaniu go. 

- No cóż, sądzę, że spodoba ci się dzisiejszy koncert. 

Dlatego zaprosiliśmy cię tu wcześniej, na jego ostatni 

występ, chociaż wasze oficjalne spotkanie nastąpi 

dopiero jutro. 

- Dziękuję, że o tym pomyślałeś. Ciekawi mnie, co 

dzieje się za kulisami. Bardzo podobała mi się 

wczorajsza próba. 

- Jeremy ciężko pracuje. Należy mu się trochę 

odpoczynku. 

- Nie będzie go miał zbyt wiele, jeśli wygra sprawę 

o opiekę nad dzieckiem - wtrąciła Cynthia, która nie 

odzywała się wiele podczas kolacji, ale pod groźnym 

spojrzeniem ojca natychmiast umilkła. 

- Jeremy ma kłopoty z uzyskaniem prawa do 

opieki nad swoją córką - powiedział Henry, spog­

lądając na Emily. 

- Och, nie wiedziałam, że ma dzieci, chociaż 

słyszałam, że jest żonaty. 

- Rozwiedziony. Michelle miała niecałe dwa lata, 

kiedy rozszedł się z Lindą. To było prawie trzy lata 

temu. Ponieważ wtedy bez przerwy podróżował, zgodził 

się, żeby Linda wzięła małą, ale od tamtej pory wiele 

się zmieniło. 

Henry zerknął na zegarek. 

- Koncert zaczyna się za kilka minut. Pójdziemy? 

W chwilę potem cała trójka szła przez hotelowy 

hol. Emily zauważyła, że ona i Cynthia przyciągają 

spojrzenia mężczyzn. 

background image

40 CAŁYM SERCEM 

To nawet przyjemne, pomyślała. Oczywiście, nigdy 

by się tak nie ubrała na co dzień, ale tu jej suknia 

była częścią przygody. Poczucie wolności potęgował 

fakt, że nikt jej tu nie znał. W dzieciństwie ostrzegano 

ją, że jej zachowanie może wpłynąć na los ojca i całej 

rodziny. Pewnie dlatego była taka powściągliwa. 

Tutaj nikt nie wiedział, kim jest, i nikogo to nie 

obchodziło. Mogła robić i mówić, co chciała. 

Henry zatrzymał się przed wejściem do sali koncer­

towej. Młody mężczyzna wskazał im miejsca. Emily 

była zaskoczona, jak inaczej wyglądała ta sala 

wieczorem, oświetlona i wypełniona ludźmi. 

Idąc za Cynthią uważnie stawiała kroki. Nie chciała 

zwrócić na siebie uwagi potykając się o stopnie. 

Usiedli przy stoliku na podwyższeniu, zamówili coś 

do picia i Emily zaczęła przyglądać się tłumowi. 

Wyczuwało się podniecenie i napięcie, rosnące z każdą 

chwilą. 

Światła przygasły, a orkiestra zaczęła grać jeden 

z najbardziej znanych utworów Jeremy'ego. Niewidocz­

ny konferansjer przywitał widownię i kurtyna poszła 

w górę. Na widowni zaległa pełna oczekiwania cisza. 

Emily wstrzymała oddech. 

Orkiestra zmieniła tempo - teraz grała ostatni 

przebój Jeremy'ego. Rozległ się pełny, mocny głos, 

który znały miliony ludzi, a kłęby mgły spowiły scenę. 

Z mgły wyłonił się Jeremy. 

Emily przez chwilę była oszołomiona efektem. Jak 

on to zrobił? Jeszcze przed chwilą scenę zajmowała 

orkiestra, a już stoi przed nimi Jeremy. Głosy podziwu, 

które rozległy się dokoła, mówiły jej, że nie tylko ona 

była pod wrażeniem tego wejścia. 

Jeremy śpiewając schodził wolno po rampie, aż 

znalazł się pośrodku sceny, kilka kroków od świateł 

na jej skraju. O ile wczoraj wydał się jej po prostu 

atrakcyjny, to teraz była całkowicie pod jego urokiem. 

background image

CAŁYM SERCEM 41 

W ciągu kilku minut tłum oszalał z zachwytu. Po 

każdej piosence Jeremy rozmawiał z publicznością, 

pozdrawiał jednych, pytał innych skąd przyjechali, 

wzbudzał śmiech, przekomarzając się z co śmielszymi 

osobami na widowni. Był szczerze zainteresowany 

swoimi widzami, a oni reagowali spontanicznie. 

Emily starała się skupić uwagę na piosenkach, na 

muzyce i słowach, a nie na mężczyźnie, ale nie było 

to łatwe. Dziś także był ubrany na czarno. Chyba 

wiedział, że ten kolor podkreśla złocisty brąz jego 

włosów. Materiał koszuli połyskiwał w świetle, jakby 

był mokry i idealnie układał się na ramionach. Emily 

uśmiechnęła się - bez wątpienia koszula była szyta na 

specjalne zamówienie. 

Poczuła, że hipnotyzuje ją sposób, w jaki on porusza 

się po scenie. Kocim krokiem zbiegł na dolną część 

estrady, skąd mógł ściskać ręce ludziom, a potem 

odwrócił się i ruszył w stronę orkiestry. Spodnie 

opinały jego umięśnione uda. Emily była zafas­

cynowana nie tylko jego głosem, ale i tym, jak 

chodzi, jak się ubiera, uśmiecha. 

Z tym mężczyzną ma spędzić jutrzejszy wieczór. 

Nigdy nie przyznałaby się Terri, że jest pod wraże­

niem Jeremy'ego, ale im dłużej na niego patrzyła, 

tym bardziej uświadamiała sobie, że zadurzyła się 

w nim jak nastolatka, choć powtarzała sobie, że to 

śmieszne. 

Ma dwadzieścia dziewięć lat i jest zbyt dojrzała na 

to, żeby jak smarkula idealizować jakiegoś piosenkarza. 

Jednak potrafi zrozumieć, jak łatwo jest wpaść 

w pułapkę. Musi sobie wciąż przypominać, że to 

wszystko jest nieprawdziwe, że to tylko bajka. Owszem, 

ona odgrywa rolę Kopciuszka, ale książę nawet nie 

wie o jej istnieniu. Miała nadzieję, że następnego 

wieczoru będzie rozsądna i opanowana. 

Jeremy zakończył występ porywającą piosenką. 

background image

42 CAŁYM SERCEM 

Widownia uwielbiała go - nie było co do tego 

wątpliwości. 

- No i co o nim sądzisz? 

Emily spojrzała na Henry'ego jakby zbudzona 

ze snu. 

- Jest wyjątkowy - powiedziała, nie chcąc jednak 

zdradzić się z tym, jak wielkie zrobił na niej wrażenie. 

- Święta racja. - Henry roześmiał się. - Czy 

namyśliłaś się i chcesz teraz pójść za kulisy? 

- Chyba nie - potrząsnęła głową. - Wolałabym 

jeszcze nie niszczyć tego złudzenia. Dla was to musi 

być chleb powszedni? - spytała, gdy we trójkę szli do 

samochodu. 

- Tak naprawdę to już dawno nie byłem na jego 

występie - przyznał Henry. - Nie chodzę, o ile on 

mnie o to nie poprosi. Wieczory spędzam z rodziną. 

- Trudno sobie wyobrazić, że ludzie mogą żyć 

i pracować w Las Vegas, i na dodatek mieć normalne 

życie rodzinne. 

- Nie znasz naszego codziennego życia, bo go nie 

pokazujemy w telewizji - odpowiedział. - Jest takie 

samo, jak życie innych ludzi. 

Przejechali kilka mil w stronę gór i dojechali do 

bramy z napisem „Spanish Troils Country Club". 

Odźwierny zasalutował i otworzył bramę. Za ogro­

dzeniem uderzała wzrok soczysta zieleń, a podjazd 

był obsadzony kolorowymi kwiatami. Latarnie oświet­

lały wszystko tak dobrze, że było jasno jak za dnia. 

Kiedy zatrzymali się przed budynkiem, w pierwszej 

chwili Emily pomyślała, że to hotel. Potem uświadomiła 

sobie, że musi to być dom Jeremy'ego. Wyglądał tak, 

jakby był położony gdzieś nad Morzem Śródziemnym. 

Białe, stiukowe ściany jaśniały w świetle ogrodowych 

reflektorów. 

Nagle przestraszył ją widok zaparkowanych samo­

chodów i ludzi wchodzących do domu. Nigdy nie 

background image

CAŁYM SERCEM 43 

była na takim przyjęciu. Czy potrafi zachować się 

z wdziękiem i klasą, jak to sobie wyobrażała? Po raz 

pierwszy zastanowiła się, jak to się udało Kopciusz­

kowi. 

Kiedy szli podjazdem w stronę domu, Cynthia 

wymieniała nazwiska właścicieli limuzyn. Najwyraźniej 

czuła się tu swobodnie. 

Kiedy weszli do środka, było już tam tłoczno. 

Emily rozpoznała kilka twarzy, które znała z gazet, 

filmów i telewizji, i to spotęgowało uczucie nierealności. 

W ciągu kilku minut od ich przyjścia Henry 

przedstawił ją różnym osobom, podał jej poncz 

owocowy, po czym przeprosił i odszedł. Emily 

zrozumiała, że takie przyjęcie to po prostu część jego 

pracy. Cynthia wypatrzyła kogoś znajomego i też 

znikła, ale Emily była zbyt zajęta rozmową, żeby się 

tym przejąć. 

Dwaj muzycy z orkiestry podeszli do niej i zaczęli 

rozmawiać tak, jakby ją znali, ale była przekonana, 

że nie mogą jej pamiętać z próby. Imiona i nazwiska 

były nieważne. Wszyscy mówili głośno i żartowali. 

Wszystko będzie dobrze. Poczuła przypływ pewności 

siebie, której przedtem nie znała. Zaczęła opowiadać 

zabawne historie i żartować na równi z innymi. 

Kiedy zjawił się Jeremy, Emily czuła się już zupełnie 

swobodnie. 

Otoczył go tłum znajomych. Najwyraźniej przylecieli 

do Las Vegas po to, żeby wziąć udział w przyjęciu. 

Kilka pięknych kobiet witało się z nim, wymieniając 

całusy i uściski. 

- Czy dobrze znasz Jeremy'ego? - zapytał jakiś 

głos. Emily odwróciła się i rozpoznała gitarzystę 

z orkiestry, który stał obok ze szklaneczką w dłoni. 

- Niezupełnie, ale jestem pod wrażeniem - odparła 

z uśmiechem. 

- Tak, wiem, co masz na myśli. Pracuję z nim od 

background image

44 CAŁYM SERCEM 

lat, ale wciąż mnie zadziwia. Mogę ci przynieść coś 

do picia? - spytał, widząc jej pustą szklankę. 

- Chętnie, piję poncz owocowy. 

- Zobaczę, co uda mi się zdobyć. Zaraz wrócę. 

Jaki on miły. Nie mogła się jeszcze oswoić z natural-

ną życzliwością tych ludzi. Bawiło ją, że kilku mężczyzn 

traktuje ją tak, jakby była objawieniem - wprost bali 

się mrugnąć okiem, by nie znikła. 

- My się chyba jeszcze nie znamy, prawda? 

Teraz Emily wszędzie rozpoznałaby ten głos. 

Odwróciła się powoli i poczuła podniecenie. Stała 

twarzą w twarz z Jeremym Jonesem. 

Ciągle tryskał energią, zupełnie jak na występie. 

Włosy miał wilgotne, pewnie dopiero co wyszedł 

spod prysznica. Zdążył się też przebrać - był teraz 

ubrany na biało. Emily nie potrafiła powiedzieć, 

w którym kolorze było mu bardziej do twarzy. 

- Wyglądamy niczym para figurek na szczycie 

tortu weselnego - powiedział z uśmiechem i wziął ją 

za ręce, rozkładając je na boki. 

Uśmiechnęła się i skinęła głową. 

- Co się stało, dlaczego nic nie mówisz? - spytał 

i pochylił się, by zajrzeć jej w oczy, a potem cofnął 

się nieco. - Ja cię chyba znam, prawda? - zapytał. 

W odpowiedzi wzruszyła tylko ramionami. 

- Ach, rozumiem. Dziś wieczór chcesz być tajem­

niczą damą. 

Emily nie zdawała sobie sprawy, że nie odezwała 

się ani słowem. Jego obecność zapierała jej dech 

w piersiach. 

- Nie jestem aż taka tajemnicza - udało jej się 

wreszcie powiedzieć. 

Lekko przechylił głowę, a potem wolno wyciągnął 

rękę i dotknął włosów, opadających jej na ramiona. 1 

- Jesteś bardzo piękna. Chyba o tym wiesz.

Popatrzył na nią tak, że poczuła się piękna pod

background image

CAŁYM SERCEM 45 

jego spojrzeniem. Błyszczące oczy były pełne za­

chwytu... i czegoś jeszcze. Kąciki ust drżały lekko. 

- Czy powiesz, jak ci na imię? 

- Kopciuszek. 

Odchylił głowę do tyłu i wybuchnął głośnym 

śmiechem, tak że ludzie stojący obok nich obejrzeli się. 

- No cóż, Kopciuszku, witam cię na moim przyjęciu. 

A gdzie jest twój książę z bajki? - rozejrzał się dookoła. 

W tej samej chwili zjawił się gitarzysta, niosąc 

pełną szklankę dla Emily. 

- Daj spokój, Jeremy. Nie odbijaj mi każdej damy, 

chłopie. Przynajmniej dzisiaj mógłbyś grać fair. 

Emily poczuła, że policzki jej płoną. 

- Cześć, Leon. Nie wiedziałem, że przyszła tu z tobą. 

- Nie, poznaliśmy się przed chwilą, a ja zachowuję 

się jak dżentelmen i przynoszę jej coś do picia. 

Jeremy przez chwilę przyglądał się Emily w mil­

czeniu. Miała wrażenie, że zagląda jej w głąb duszy. 

- Przykro mi, Leon - powiedział wreszcie - nie 

masz dziś szczęścia. Ta dama jest moim gościem 

i jako gospodarz muszę się nią zaopiekować. Nie 

mogę pozwolić, żeby podrywał ją taki nicpoń jak ty. 

Wsunął sobie jej rękę pod ramię i powiedział: 

- Cieszę się, że przyszłaś na moje przyjęcie, Kopciu­

szku. Czy pozwolisz, żebym był twoim księciem z bajki? 

- Ale tylko do północy. 

Roześmiał się, zerkając na zegarek. 

- Umowa stoi, a tymczasem poznam cię z moimi 

gośćmi. 

Ani razu nie spytał, jak naprawdę się nazywa. 

Przeciwnie, przedstawiał jej innych tak, jakby to ona 

była osobą z najwyższych sfer. Czuła, że coraz bardziej 

jest pod jego urokiem, ale przestała się tym przej­

mować. Co mogło jej się stać na przyjęciu? Jest tu 

bezpieczna. Henry jest gdzieś w pobliżu. Cynthia 

także. Może więc rozluźnić się i bawić sytuacją. 

background image

46 

CAŁYM SERCEM 

Goście na ogół bez zdziwienia traktowali fakt, że 

Jeremy jej nie odstępował, choć zauważyła, że kilka 

kobiet patrzy na nią zawistnie. 

Nie odchodził od niej ani o krok. Zadbał o to, by 

dostała coś do jedzenia i by miała pełną szklankę. 

Tańczyli i rozmawiali, choć konwersacja była dość 

bezosobowa. Nie zadawał jej żadnych pytań osobistych, 

ale najwyraźniej uznał za dopuszczalne kilka nader 

śmiałych komplementów. 

Czy ją rozpoznał? Jeśli tak, to nie dawał tego po 

sobie poznać. Spostrzegła, że nieustannie ją sonduje, 

pytając, co sądzi o różnych filmach i książkach, 

o polityce, jakie jest jej hobby, ulubiony kolor, potrawa. 

Emily czuła się oczarowana bajkowym wieczorem. 

On był prawdziwym księciem - pełen wdzięku, 

troskliwy, dowcipny i taki przystojny. 

Czas mijał, a jej wszystko wydawało się snem. Tuż 

obok błyskały flesze aparatów, ale nie zwracała na to 

uwagi. Trzymał ją blisko w tańcu i w pewnej chwili 

coś do niej powiedział. 

- Masz bardzo miły głos - szepnęła mu prosto do 

ucha. 

Poczuła, jak pierś mu zadrżała. 

- Bardzo ci dziękuję - odpowiedział poważnie, ale 

ona dosłyszała cień rozbawienia w jego głosie. 

- Pewnie wszyscy ci to mówią 

Chociaż myśli miała jasne, to - nie wiadomo 

dlaczego -język stawiał jej opór. Plątał się i zaczepiał 

o zęby. 

- Ale nie z taką rozbrajającą szczerością - wyszeptał, 

po czym przysunął ją bliżej i pocałował w ucho. 

Przytuliła się do niego. Czuła się tak dobrze w jego 

objęciach. Nagle poczuła zmęczenie. Nogi odmówiły 

jej posłuszeństwa. Westchnęła i oparła mu głowę na 

ramieniu. 

- Kopciuszku, ile już dzisiaj wypiłaś? 

background image

CAŁYM SERCEM 47 

- Nic. 

Zdziwiło ją, że się roześmiał. 

- A co było w szklance, którą odstawiłaś, zanim 

zaczęliśmy tańczyć? 

- Poncz owocowy. 

- I co jeszcze? 

- Nic więcej. 

- Wątpię, kochanie. Przez cały wieczór pijesz poncz 

z rumem. 

Odchyliła głowę do tyłu i spojrzała na niego pytająco. 

- To niemożliwe - odparła z godnością. - Ja nie piję. 

- Rozumiem. To wiele tłumaczy. - Jeremy starał 

się zachować powagę. - Może chciałabyś wyjść na 

świeże powietrze? 

- A to dlaczego, jest ci za gorąco? 

- Można to i tak nazwać. - Jeremy ujął ją za ramię 

i przez podwójne drzwi wyprowadził na szeroki taras, 

wychodzący na pole golfowe. 

- Och, jak tu pięknie! 

Blask księżyca oświetlał starannie przystrzyżony 

trawnik, tworząc niezapomniany obraz. Emily poczuła, 

że chciałaby umieć malować, by oddać czarodziejski 

blask nocy. 

- Masz ochotę na kawę? 

- Nie, dziękuję. Nic mi nie trzeba. - Uśmiechnęła 

się do niego. 

- Jak sobie życzysz. 

- Masz wspaniały dom. Trudno uwierzyć, że 

mieszka tu tylko jeden człowiek. 

- Och, tak naprawdę to mieszka tu kilka osób, 

które zajmują się domem i ogrodem. Również muzycy 

z orkiestry zatrzymują się tutaj. Wszyscy traktujemy 

 ten dom trochę jak hotel. 

- Wcale mnie to nie dziwi. Ten dom jest większy 

niż rezydencje gubernatorów - powiedziała, wskazując 

ręką w stronę drzwi, przez które wyszli na zewnątrz. 

background image

48 CAŁYM SERCEM 

- Czy jesteś szczęśliwa? - spytał cicho. 

Odwróciła się do niego i zauważyła, jak światło 

księżyca oblewa blaskiem jego twarz. 

Uniosła rękę i powiodła mu palcem po policzku. 

- Zawsze myślałam, że tak - powiedziała z wes­

tchnieniem. - Aż do dziś. Nie sądziłam, że na świecie 

istnieje ktoś taki, jak ty. 

- Nie ma we mnie nic niezwykłego. 

- Ależ tak - zaprzeczyła żarliwie. - Jesteś taki 

utalentowany. I taki ciepły... i czuły... - zamilkła, 

wpatrując się w niego. - W mojej sypialni na ścianie 

wisi twoje zdjęcie - wyznała. 

- Naprawdę? - uśmiechnął się. - Czuję się za­

szczycony. 

- Właściwie to moja siostra Terri je tam powiesiła, 

ale mnie też się podobało, więc postanowiłam go nie 

zdejmować. 

Ramionami otoczył jej talię i lekko przyciągnął do 

siebie. 

- Ciekaw jestem, czy jutro rano będziesz żałować 

swojej szczerości. 

- Sądzisz, że nie powinnam ci mówić o zdjęciu? 

- Spojrzała na niego ze zdziwieniem. 

- Przeciwnie, jest mi miło, że mi to powiedziałaś. 

I jestem zachwycony, że uważasz mnie za kogoś 

niezwykłego. 

Jeremy pochylił się ku niej i wargami lekko dotknął 

jej ust, jakby spodziewał się, że ona cofnie się lub 

zaprotestuje. Nie zareagowała. Stała i patrzyła na 

niego, a potem zamknęła oczy i zarzuciła mu ręce na 

szyję. 

Pocałował ją, teraz już pewniej, smakując i pieszcząc 

jej usta, badając wargami ich zarys. Łapiąc oddech 

Emily westchnęła, lekko rozchylając wargi. Wykorzys­

tał to i pogłębił pocałunek. 

Ogarnęła ją fala nieznanych dotąd uczuć. Oczywiście, 

background image

CAŁYM SERCEM 

49 

że całowała się przedtem wiele razy, ale nigdy nie 

czuła się tak, jakby porwał ją huragan zmysłów. 

Z rozkoszą wyczuwała, jak przywarł do niej całym 

ciałem. Niechcący dotknęła jego włosów, a potem 

zaczęła pieścić ich miękkie kosmyki. 

Zachłannie domagał się jej ust, jakby w ten sposób 

chciał nią zawładnąć. Mimo całej natarczywości Emily 

wyczuwała w nim delikatność. Wiedziała, że wystarczy, 

by się cofnęła, a on nie będzie jej zatrzymywać. 

Jednak nie zamierzała się odsuwać. Chciała wciąż go 

całować, chciała, by trwali nadal złączeni uściskiem, 

nawet gdyby świat miał przestać istnieć. 

Nic dziwnego, że Kopciuszek zakochał się w księciu. 

Jak można było mu się oprzeć? 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

- Dzień dobry. - Emily usłyszała nad uchem senny 

męski głos. Dosłownie parę centymetrów od niej. 

Głowa bolała ją tak, jakby ktoś w środku młotem 

pneumatycznym starał się rozwalić jej czaszkę. 

Leżała nieruchomo, starając się zebrać myśli i wszys­

tkie sygnały, jakie rejestrowały zmysły. 

Postanowiła nie otwierać oczu. Pomyślała, że jeśli 

będzie tak leżeć nie ruszając się, uznają ją za nieżywą. 

Może wtedy odwiozą ją w jakieś spokojne miejsce, 

gdzie będzie mogła uporać się z tym, co stało się 

poprzedniego wieczora. Gdyby tylko mogła sobie 

przypomnieć... 

Nawet gdyby nie słyszała tego głosu, wiedziałaby, 

że jest już dzień. Padające na jej zaciśnięte powieki 

światło było zbyt jasne, by mogło pochodzić ze 

sztucznego źródła. Znaczyło to, że północ dawno 

minęła. Kopciuszek nie był już na balu. 

To niedobrze, że nie pamięta, jak się ten bal 

skończył, gdzie teraz jest, ani jak się tu dostała. Co 

gorsza, wolałaby nie poznać głosu, który usłyszała. 

Mój Boże, co ja zrobiłam? - pytała, ale uświadomiła 

sobie ze wstydem, że nie chce znać prawdy. Straszny 

z niej tchórz. 

Leżała nadal, starając się zrozumieć sytuację. Nie 

wiedziała, jak długo już tu jest i nie mogła zdobyć się 

na odwagę, by otworzyć oczy. 

Czyżby udało się jej jakoś wrócić do hotelu? Zresztą 

to nie miało znaczenia - gdzie by nie była, nie 

przyszła tu sama. 

background image

CAŁYM SERCEM 51 

Czuła, że tuż poniżej obnażonej piersi spoczywa 

mocna, ciepła dłoń. Nawet w tym opłakanym stanie 

umysłu zdołała skojarzyć, że ręka musi należeć do 

tego samego mężczyzny, który się przed chwilą 

odezwał. Zastanowiwszy się nad okolicznościami doszła 

do wniosku, że spędziła noc z Jeremym Jonesem. 

Terri chciała, żeby pojechała gdzieś i trochę się 

rozerwała, ale na pewno nie to miała na myśli, 

namawiając ją na podróż do Las Vegas. Nic dobrego 

nie mogło wyniknąć z zachowywania się wbrew własnej 

naturze. Można było udawać Kopciuszka, być towa­

rzyską, uroczą i dowcipną, ale Kopciuszek miał dość 

rozumu, żeby wrócić w porę do domu. 

Jak to się stało, że znalazła się w łóżku z Jeremym? 

I - co równie ważne - dlaczego tego nie pamięta? Czy 

będzie umiała spojrzeć sobie w oczy w lustrze? 

Emily jęknęła słabiutko, ale w pokoju było tak 

cicho, że jej głos wydawał się odbijać echem o ściany. 

Łóżko ugięło się lekko, a ona z trudem powstrzymała 

kolejne westchnienie. 

- Jak się czujesz? 

Jego głos brzmiał tak rześko, zdrowo, bezwstydnie 

- nie miała na to słów. Nutka rozbawienia, którą 

dosłyszała, upewniła ją, że nie oszuka go, udając 

martwą czy śpiącą. 

- Dobrze - wymamrotała z nadzieją, że nie zostanie 

ukarana gromem z jasnego nieba za kłamstwo i inne 

występki. 

To dlaczego tak się krzywisz? - spytał, wygładzając 

palcem zmarszczkę między jej brwiami. 

Przez chwilę zastanawiała się nad pytaniem, usiłując 

jednocześnie rozluźnić mięśnie twarzy. Musi pokazać 

mu, że panuje nad sobą, że nie jest zakłopotana 

i potrafi przyjąć do wiadomości fakt, że obudziła się 

z mężczyzną w łóżku. 

- Zawsze marszczę czoło po obudzeniu się, to 

background image

52 

CAŁYM SERCEM 

rodzaj ćwiczeń - próbowała się wytłumaczyć. Była 

nawet zadowolona ze swojego spokojnego, rzeczowego 

tonu. 

- Rozumiem. - Rozległ się dźwięk, który podej­

rzanie przypominał chichot. 

Emily leżała nieruchomo, modląc się o pomysł, jak 

wybrnąć z sytuacji, gdy nagle poczuła rękę przesuwa­

jącą się w stronę jej piersi. Otworzyła szeroko oczy 

i napotkała czarne, błyszczące oczy Jeremy'ego. 

- Czy to jest pora na ćwiczenie mięśni powiek? 

- spytał, a na ustach pojawił się mu lekki uśmiech. 

Kiedy miała otwarte oczy, wszystko wydawało się 

bardziej rzeczywiste. Nie mogła uciec wzrokiem przed 

jego spojrzeniem, a serce poczęło bić tym samym 

pulsującym rytmem, co młot dudniący w jej głowie. 

- Co ty tu robisz? - Chciała, żeby wydawało się, iż 

pyta tylko przez grzeczność. Niestety, głos jej się 

załamał i pytanie zabrzmiało jak wyrzut. 

- Ja tu mieszkam. 

Emily uniosła głowę i rozejrzała się z przerażeniem. 

Znajdowała się w pokoju, który wyglądał jak zrobiony 

ze szkła. Trzy przeszklone ściany wychodziły na 

bajeczny ogród, otoczony wysokim murem. Z pod­

ziemnych przewodów tryskała woda, zraszając trawę, 

kwitnące krzewy i wielobarwne klomby kwiatów. 

Nie czuła się na siłach stawić czoło sytuacji, w jakiej 

się znalazła. Opadła więc z powrotem na poduszkę 

i raz jeszcze zacisnęła powieki. 

- Ciekawa gimnastyka - zauważył. - Jednak nie 

sądzę, żeby miała wpływ na twoje serce. 

- A właśnie, że tak - mruknęła pod nosem. Serce 

waliło jej jak opętane, tak jakby chciało wyrwać się 

z piersi. 

- A jak głowa? 

- Nie daje o sobie zapomnieć - mruknęła przez 

zęby. Zesztywniała, czując dotyk warg na policzku. 

background image

CAŁYM SERCEM 

53 

- Biedne dziecko - szepnął. - Przyniosę ci aspirynę, 

powinna trochę pomóc. 

Emily otworzyła oczy, kiedy zakołysał się pod nią 

materac. Jeremy siedział teraz na brzegu łóżka. Zdumiał 

ją widok jego wspaniałego ciała. Zauważyła, że ma 

na sobie slipki, choć były one wprost mikroskopijnych 

rozmiarów. Z pewną dozą trwożnego zachwytu 

patrzyła, jak mężczyzna, z którym spędziła minioną 

noc, przemierzał pokój z kocią gracją. 

Nie mogła nie dostrzec, jakie ma piękne, muskularne 

ciało. Lśniąca powierzchnia opalonej skóry pokrywała 

wyćwiczone mięśnie. 

Emily nie przeżyła dotąd nic, co pomogłoby jej 

zachować się w podobnej sytuacji. Nadrabiała to 

teraz w przyspieszonym tempie. 

Zasłoniła oczy ramieniem i starała się odpędzić 

natrętne myśli. Wyobraziła sobie małą, białą chmurkę 

i na niebie, na której mogłaby odfrunąć niezauważona. 

- Proszę, to dla ciebie - usłyszała. 

Ze zrezygnowanym spokojem opuściła rękę i posu­

nęła się na łóżku, przytrzymując prześcieradło tak, by 

okrywało nagie piersi. Nie patrząc w jego stronę, 

wyciągnęła dłoń. 

- Obawiam się, że do wzięcia aspiryny i szklanki 

wody będą ci potrzebne obie ręce - odezwał się 

Jeremy głosem, w którym słychać było rozbawienie. 

Jej zakłopotanie musiało wprawić go w dobry humor. 

Emily ze wszystkich sił starała się zachować zimną 

krew. Wciąż nie patrząc na niego, starannie owinęła 

się prześcieradłem, a potem powoli podniosła głowę, 

aż napotkała jego wzrok. 

Rozbroiła ją czułość w jego spojrzeniu. Poczuła, 

jak łzy napływają jej do oczu i z całych sił starała się 

je powstrzymać. Wzięła aspirynę i popiła szklanką 

wody, ciągle starając się nie spoglądać na jego opalone, 

muskularne ciało. 

background image

54 CAŁYM SERCEM 

Taki wygląd u mężczyzny powinien być prawnie 

zabroniony. Nic dziwnego, że była bez szans. Z tą 

urodą, doświadczeniem i pozycją świetnie wiedział, 

jak zaciągnąć ją do łóżka. I chociaż nie była tak 

całkiem niedoświadczona, to jednak nigdy dotąd nie 

spędziła nocy z mężczyzną, a już z pewnością nie 

kochałaby się z kimś, kogo dopiero poznała. 

Szczerze mówiąc, nie miała pojęcia, jak sobie z tym 

poradzić. 

Przyglądała się Jeremy'emu, który przeszedł przez 

pokój, by zanieść szklankę do łazienki. Bez słowa 

patrzyła, jak wrócił potem do łóżka i położył się obok 

niej. 

- Przypuszczam, że przywykłeś do tego rodzaju 

sytuacji - powiedziała, starając się, by jej głos brzmiał 

naturalnie. Zapragnęła, żeby wsunął się pod prze­

ścieradło, zamiast leżeć nago obok niej. Ale przecież 

wtedy mógłby znów jej dotknąć, a ona nie wiedziałaby, 

jak się ma zachować. 

- Prawdę mówiąc nie przywykłem. Nie pamiętam, 

żebym kiedykolwiek spędził noc w podobny sposób 

- powiedział kapryśnym tonem. 

Ta uwaga nie poprawiła jej samopoczucia. Zgoda, 

nie wie prawie nic o miłości, ale on nie musi dawać 

do zrozumienia, że aż tak go rozczarowała. 

Emily nie wiedziała, co jest gorsze - kochać się 

z mężczyzną, którego się nie zna, kochać się i nic 

z tego nie pamiętać, czy wreszcie kochać się i usłyszeć, 

że jest się w tym do niczego. 

Jęknęła cicho i ukryła twarz w dłoniach. 

- Czy głowa wciąż cię tak boli? - spytał z wyraźnym 

współczuciem. 

Pokręciła przecząco głową. 

- Jest coś innego, co ci dolega? 

Tym razem w odpowiedzi skinęła głową. 

- Chcesz o tym porozmawiać? 

background image

CAŁYM SERCEM 

55 

Milczała przez parę chwil, a potem powoli opuściła 

ręce na kolana i spojrzała na niego z rezygnacją. 

- Przepraszam - powiedziała. 

Jeremy przewrócił się na bok, by ją lepiej widzieć 

, i wsparł się na łokciu. Wyglądał na zdezorientowanego. 

- A za co? 

- Za wszystko. Za to... - wskazała dłonią łóżko 

- za to, że nie byłam taka, jak oczekiwałeś... 

- Zaraz, zaraz. Co znaczy, że nie byłaś taka, jak 

oczekiwałem? Skąd pomysł, że z kimś cię porównuję? 

- Przecież powiedziałeś, że z nikim nie spędziłeś 

nocy w podobny sposób. 

- A ty zrozumiałaś to jako zarzut? - Uśmiechnął 

się. - Nie to miałem na myśli, uwierz mi. Cieszę się, 

że tu jesteś. - Uniósł jej dłoń i pocałował koniuszki 

palców. - I to bardzo. Uważam, że jesteś fascynująca. 

Jesteś tak różna od... 

- Widzisz? Znów tak mówisz. 

- Przepraszam. - Jeremy uśmiechnął się z za­

kłopotaniem. - To dlatego, że jesteś taka naturalna. 

Taka odświeżająco szczera. Jesteś dowcipna, inteligen­

tna, tak piekielnie seksowna i... 

- Och, Jeremy, nie musisz udawać. Wiem, że starasz 

się być miły, i doceniam to, naprawdę. Ale to 

niepotrzebne. 

- Nie rozumiem, co cię tak denerwuje. Wiem, że 

za dużo wczoraj wypiłaś i... 

- Co takiego? Nie żartuj, ja nie piję. 

- Tak twierdziłaś wczoraj wieczorem aż do chwili, 

gdy straciłaś przytomność w moich ramionach. 

- Ach!!! - Wyrwała mu swoją dłoń i zsunęła się 

niżej na łóżku. Patrząc na sufit spytała: - Czy chcesz 

przez to powiedzieć, że to, co wczoraj piłam, to nie 

był poncz owocowy? 

- Starałem się ci wytłumaczyć, że ten poncz był 

obficie przyprawiony rumem. 

background image

56 CAŁYM SERCEM 

- Rumem... - Emily z namysłem smakowała to 

słowo. - Więc się upiłam? 

- Można to i tak ująć. Ja bym powiedział, że 

późna pora i ten szczególny alkohol sprawiły, że 

poczułaś się bardzo zmęczona i zachciało ci się spać. 

Niestety, nie było akurat łóżka w pobliżu. - Zamilkł 

na chwilę. - Pamiętaj, że wciąż funkcjonujesz według 

czasu z Little Rock, a tam jest o dwie godziny później 

niż tutaj. 

Emily powoli odwróciła głowę na poduszce. 

- Więc wiesz, kim jestem? - spytała z przerażeniem 

w głosie. W ten sposób straciła ostatnią nadzieję na 

anonimowość. 

- A nie powinienem? - spytał zdziwiony jej pyta­

niem. 

- Henry i Cynthia uważali, że wyglądam zupełnie 

inaczej. Nie sądziliśmy, że mnie rozpoznasz. 

- Ale Kopciuszek nie potrafił ukryć tych oczu... tej 

jasnej cery, pięknych włosów. Przyznaję, że kobieta, 

która wysiadła z samolotu, przeszła wielką przemianę. 

Jednak nie miałem najmniejszego kłopotu z rozpoz­

naniem cię, Emily. 

A więc na próżno wyobrażała sobie, że to wszystko 

bajka. Co gorsza, nie mogła teraz udawać, że jest 

kimś innym. Bal się skończył, a ona powraca do swej 

dawnej postaci. 

- Chciałabym wrócić do hotelu - powiedziała 

wreszcie. 

Odgarnął jej włosy z twarzy. 

~ Chyba nie ma pośpiechu, prawda? Do naszej 

wieczornej randki jest jeszcze cały dzień. 

Ich randka! Zapomniała o tym. Miała nadzieję, że 

wróci do hotelu i już nigdy nie będzie musiała go 

widzieć. Po wszystkim, co zaszło, nie umiałaby spojrzeć 

mu znowu w oczy. Po tym, jak zbyt dużo wypiła, jak 

zasnęła i jak... 

background image

CAŁYM SERCEM 57 

- Powinieneś wiedzieć - zaczęła możliwie spokojnym 

głosem - że nie zwykłam zachowywać się tak, jak 

zeszłej nocy. 

- Wiem - powiedział uspokajająco. 

- Na pewno myślisz, że jestem bezwstydna. 

- Przeciwnie, uważam, że jesteś ujmująco nie­

śmiała, chociaż spędziłem przez to kilka bardzo 

frustrujących godzin... - Uśmiechnął się, dotknął 

kosmyka jej włosów i zaczął owijać go sobie wokół 

palca. 

- Rzecz w tym, że... - przerwała, starając się 

zebrać na odwagę. - Widzisz, problem polega na 

tym... to znaczy, chodzi o to, że... -jąkała się, a on 

przypatrywał się jej z uwagą. - Nie pamiętam, czy się 

z tobą kochałam! - wybuchnęła wreszcie. 

Poczuła, jak zesztywniał. Puścił jej włosy. Czuła, że 

patrzy na nią. Z ogromnym wysiłkiem zmusiła się do 

tego, aby spojrzeć mu w oczy. Był wściekły. 

- Czy to znaczy, że sądzisz, iż wczoraj w nocy 

kochaliśmy się? - powiedział złowróżbnie cichym 

głosem. 

Dlaczego był taki urażony? Taki zdziwiony i zły? 

- A tak nie było? - udało jej się wykrztusić. 

- Czy sądzisz, że jestem mężczyzną, który wykorzys-

tałby kobietę, kiedy za dużo wypiła? 

- No to co ja tu robię? Dlaczego jesteś... - Bezradnie 

wskazała ręką jego obnażone ciało. 

- Przyniosłem cię tutaj wczoraj wieczorem, bo ta 

sypialnia znajduje się najbliżej tarasu. Nie mogłem cię 

dobudzić. A kiedy zrozumiałem, że śpisz jak kamień, 

postanowiłem cię tu zostawić. Wiedziałem, że nie 

będzie ci wygodnie w tej sukni, więc ją zdjąłem, nie 

przypuszczając, że pod spodem masz tylko majteczki 

wielkości chustki do nosa. 

Przez chwilę przyglądała mu się w milczeniu. 

- Czy to znaczy, że nic między nami nie zaszło? 

background image

58 CAŁYM SERCEM 

- Tak, dokładnie to mam na myśli. Protestuję 

przeciwko przypuszczeniu, że wykorzystałem podobną 

sytuację. 

- Ale spałeś ze mną. 

- Zgadza się, ale nic więcej - tylko spałem. 

Ostatecznie to mój pokój. A łóżko jest dość duże dla 

nas dwojga. 

- Aha. 

- Czy to wszystko, co masz mi do powiedzenia? 

- A co jeszcze chcesz, żebym powiedziała? - Poczuła 

się nagle tak, jakby zdjęto jej z ramion stukilowy ciężar. 

- Myślę, że należą mi się przeprosiny. 

- Przeprosiny? - Popatrzyła na niego tak, jakby 

nagle przemówił obcym językiem. - Miałabym prze­

praszać za to, że się z tobą nie kochałam? - spytała 

wolno, z odrobiną gniewu w głosie. 

- Oczywiście, że nie za to. Powinnaś mnie przeprosić 

za posądzenie, że cię wykorzystałem. 

- Ach tak. - Przez chwilę zastanawiała się nad tym 

i przyznała mu rację. Kiedy się obudziła, wszystko to 

spadło na nią tak nagle, że nie była w stanie myśleć 

jasno. Nie miała dość czasu, żeby się nad tym 

zastanowić. - Przepraszam - powiedziała miękko. 

- Nie chciałam cię obrazić. 

Jego urażona mina wywołała uśmiech na jej twarzy. 

Zaczęła dostrzegać komizm całej sytuacji. Ostatecznie 

przecież nic się nie stało, poza tym, że się wygłupiła 

minionej nocy. 

Ale to nie takie straszne. Na ile pamięta miniony 

wieczór, cudowny czas spędzony z Jeremym był wart 

nawet ośmieszenia się. 

Teraz, gdy już mogła o tym pomyśleć, uznała, że 

on nie jest taki, jak go sobie przedtem wyobrażała. 

To dzięki niemu poczuła się kimś niezwykłym 

i była mu ogromnie wdzięczna za sposób, w jaki ją 

traktował, nie tylko podczas przyjęcia, ale także 

background image

CAŁYM SERCEM 59 

w nocy. Pomyślał nawet o tym, że będzie bolała ją 

głowa i starał się jej pomóc. 

Emily odzyskała dobry humor i uśmiechnęła się do 

niego. 

- Nie wiem, skąd przyszło ci to do głowy - powie-

dział ponuro. 

Emily rozejrzała się po pokoju i znów spojrzała na 

niego. 

- Sam przyznałeś, że tę sytuację można różnie 

interpretować. 

- A ty natychmiast zinterpretowałaś ją tak, jakbym 

był uwodzicielem nieprzytomnych kobiet. 

- Tak - roześmiała się. - Ale nie powinieneś czuć 

się obrażony. Ostatecznie cała ta sytuacja jest trochę 

nietypowa. - Spojrzała na niego kątem oka. - Przynaj­

mniej dla mnie. 

- No cóż, ja również nie co dzień budzę się z kimś 

w łóżku, wbrew temu, co mogłaś czytać w plotkarskich 

gazetach. 

Emily otrzeźwiała na wspomnienie, kim on jest i na 

myśl o tym, że niezależnie od tego, jak niewinna była ta 

noc, wszystkie okoliczności świadczyły przeciwko niej. 

- Kto wie o tym, że spędziłam tu noc? - spytała 

z niepokojem. 

- Czemu pytasz? Sądzisz, że twoje nazwisko dostanie 

się do gazet? Nie bój się, nikt nie wie, że tu spałaś. 

A co ważniejsze, nikogo to nie obchodzi. Możesz 

zrezygnować z tej miny przerażonej dziewicy. 

Po raz pierwszy odkąd się obudziła tego ranka, 

Emily zapomniała o sobie i okolicznościach. Czuła 

gniew Jeremy'ego, a przede wszystkim była świadoma 

jego bólu, który starał się zamaskować sarkazmem. 

Odwróciła się do niego tak, że leżeli teraz twarzą 

w twarz. 

- Przykro mi, że czujesz się obrażony, Jeremy. Nie 

chciałam cię dotknąć. 

background image

60 CAŁYM SERCEM 

Odruchowo wyciągnęła rękę i pogłaskała go po nie 

ogolonym policzku. Powoli odwrócił głowę i pocałował 

jej dłoń. Wyraz gniewu powoli znikał z jego oczu, 

a zastępował go jakiś blask. To jednak jeszcze bardziej 

mąciło spokój Emily. 

Objął ją, nachylił się i wargami dotknął jej ust. 

Emily zadrżała, czując całą słodycz tego pocałunku. 

Lęk opuścił ją, odprężyła się i z rozkoszą przyjmowała 

jego pieszczoty. 

Jeremy przesunął się tak, że jedną nogą leżał na 

Emily, wciąż przykrytej prześcieradłem. Oparł łokcie 

po obu stronach jej głowy i począł okrywać jej twarz 

pocałunkami, muskając wargami nos i brwi. Kiedy 

zamknęła oczy, delektując się jego dotykiem, składał 

na powiekach drobniutkie pocałunki, tak czułe i lekkie, 

że ledwo je odczuwała. 

Całując ją dalej, odkrył wrażliwe miejsce na szyi, 

tuż poniżej ucha i skoncentrował na nim całą swą 

uwagę. 

Emily nie potrafiła dłużej leżeć nieruchomo. Bez­

wolnie odwróciła głowę i spojrzała w oczy Jeremy'ego. 

Ich namiętny żar poruszył ją bardziej niż pocałunki. 

Tym razem jego pocałunek nie był już lekki 

i łagodny. Teraz całował ją spragniony jej smaku 

i dotyku i Emily poczuła, że zaczyna mu ulegać. Jego 

język wtargnął do jej ust niczym zdobywca, zdecydo­

wany ustanowić swoje panowanie. 

Odruchowo zarzuciła mu ramiona na szyję, zanu­

rzyła palce we włosach, rozkoszując się cudownymi 

doznaniami wszystkich zmysłów. Czuła, jak tuli się 

do niej tak, że wyczuwała jego silne, muskularne, 

pobudzone ciało. Słyszała jego przyspieszony oddech, 

czuła prowokujący zapach wody kolońskiej i żar jego 

ust, który palił jej wargi. Kiedy otworzyła oczy, 

ujrzała pot tuż ponad jego brwiami - znak, iż zmaga 

się z pożądaniem. 

background image

CAŁYM SERCEM 61 

- Emily, chcę się z tobą kochać - powiedział, 

dysząc ciężko. 

- Wiem - szepnęła. 

- Możemy? To znaczy, czy się zabezpieczyłaś? 

Oczywiście, że nie. Po co miałaby się zabezpieczać? 

Zaczęło do niej docierać, co się stało i dlaczego. 

Znalazła się wczoraj w tym łóżku, bo zbyt dużo 

wypiła. Teraz, rano, była gotowa... 

- Nie! - powiedziała, odsuwając się nagle od niego. 

- Spokojnie - powiedział miękko. - Nie ma 

problemu. Mogę... 

- Nie. To znaczy nie chcę. Ja... 

Patrzył na nią zdumiony oczywistym kłamstwem. 

Przed chwilą omdlewała w jego ramionach, tak 

cudownie reagując na jego pieszczoty... 

- Nie chcesz? - powtórzył wolno. 

Emily z trudem łapała powietrze. Czuła się tak, 

jakby tonęła we własnych zmysłach. Usiadła na łóżku, 

biorąc głęboki oddech. 

- Nic nie rozumiesz - zdołała powiedzieć pomiędzy 

oddechami. 

Przemogła się, by na niego spojrzeć. Opadł z po­

wrotem na poduszkę i przyglądał się jej ze zdezo­

rientowaną miną. Podciągnęła kolana i oparła o nie 

czoło. 

- Nie chodzi o to, że ja tego nie chcę - powiedziała 

wreszcie, nie patrząc na niego. - Rzecz w tym, że nie 

mogę. Nie należę do osób, które kochają się, ot tak

sobie. 

- I myślisz, że ja jestem taki? 

Zastanowiła się przez chwilę. Potem odwróciła

głowę i spojrzała mu prosto w oczy. 

- Nie wiem. W tym sedno, że cię nie znam. 

Słyszałam o tobie, ale nie wiem, jaki jesteś naprawdę.

Być może chwile spędzone razem będą dla ciebie 

czymś szczególny. Ja wiem, że są czymś niezwykłym 

background image

62 

CAŁYM SERCEM 

dla mnie. Nie chcę tego popsuć, robiąc coś czego 

później bym się wstydziła. 

- Rozumiem - powiedział po chwili. 

- Przepraszam, że pozwoliłam ci myśleć inaczej. 

- Daj spokój - roześmiał się niepewnie. - Wcale 

tak nie myślałem. Jasne, że to szaleństwo ze strony 

każdego z nas. Nie potrzebuję komplikacji, zwłaszcza 

teraz. A co do ciebie... 

- Tak, co do mnie, to wrócę do Little Rock, by 

podjąć swoje dotychczasowe życie. Należymy do 

różnych światów. 

- Wiem i dlatego wolałem, żeby to się nie stało, 

kiedy cię tu wczoraj przyniosłem. 

- Wierzę ci. 

- Nie możesz sobie wyobrazić, jak mi teraz wstyd. 

Wczoraj wieczorem, kiedy widziałem, jaka jesteś 

bezbronna, byłem bliski wykorzystania cię. 

- Czy aż tak widać mój brak doświadczenia? 

- Nie, powiedziałbym, że rzuca się w oczy twoja 

niewinność. Jesteś rozbrajająco szczera. Nie starasz 

się nikogo ani niczego udawać. - Wyciągnął rękę 

i dotknął jej ciała tam, gdzie zsunęło się prześcieradło. 

- Jesteś niezwykle piękna. Znienawidziłbym się, 

gdybym tak postąpił. - Wodził dłonią wzdłuż jej 

pleców. 

- W takim razie lepiej będzie, jeśli przestaniesz 

mnie dotykać w ten sposób. Chyba powinnam już 

wrócić do hotelu. 

Tym razem roześmiał się swobodniej. Przesadnym 

gestem cofnął rękę, jakby się oparzył. Poderwał się 

z łóżka, skłonił się nisko i powiedział: 

- Powóz zajechał, o Pani! 

Emily poczuła, jak jej twarz oblewa się rumieńcem. 

Jeremy nie starał się niczego przed nią ukryć, nawet 

tego, jak mocno podziałały na niego pieszczoty. 

Spuściła wzrok. 

background image

CAŁYM SERCEM 63 

- Gdzie jest moje ubranie? - zdołała w końcu 

zapytać. 

Podszedł do krzesła, wziął ostrożnie sukienkę, 

podszedł do łóżka i podał jej. Widząc, że nie ma 

wyboru, Emily wysunęła się z łóżka i w pośpiechu 

narzuciła ją na siebie. Otoczył ja ramieniem, a potem 

z uśmiechem zapiął guziki. 

- Czujesz się już lepiej? - spytał. 

Skinęła głową. 

- Zaraz wrócę - powiedziała nie patrząc na niego 

i znikła w łazience. 

Przez kilka chwil Jeremy patrzył nieruchomo na 

zamknięte drzwi łazienki, starając się zrozumieć, co 

się z nim dzieje. 

Poprzedniego wieczora zachował się co najmniej 

dziwnie. Dom był pełen gości, którzy przyszli na 

przyjęcie, a on zignorował ich, spędzając czas z kobietą, 

która nie powinna nic dla niego znaczyć. Nie zamierzał 

nawet widzieć jej aż do dzisiejszego wieczoru. Henry 

zapewniał go, że wraz z Cynthią dotrzymają jej 

towarzystwa. 

Z początku jej nie poznał, choć się do tego nie 

przyznawał. Dopiero gdy odwróciła się i spojrzała na 

niego, rozpoznał te niezapomniane, prześladujące go 

oczy. Wyglądała na całkowicie opanowaną i pewną 

siebie, dopóki nie spojrzał w jej źrenice głęboko i nie 

dostrzegł niepewności i bezbronności. 

Kopciuszek. To tak o sobie myślała? Jaki to musiał 

być dla niej szok, kiedy obudziła się w jego łóżku! A co 

by dopiero było, gdyby w porę nie przestali się kochać. 

Wiedział, że gdyby ona go nie powstrzymała, on 

sam nie potrafiłby przestać. Dlaczego? Co takiego 

pociąga go w Emily Hartman? W ciągu trzech lat po 

rozwodzie starał się trzymać z daleka od kobiet. Po 

tym, jak jego związek z Lindą się rozpadł, nie chciał 

się już więcej angażować. 

background image

64 

CAŁYM SERCEM 

Nie lubił narażać się na ciosy. Wolał nie dawać 

nikomu do ręki broni, która mogłaby być użyta 

przeciwko niemu. Linda wiedziała, jak wykorzystać 

jego miłość do córki. Michelle to jego jedyna słabość. 

A jednak do Emily żywił coś, czego przedtem nie czuł 

w stosunku do nikogo. Nie rozumiał tego i szczerze 

mówiąc piekielnie się tego bał. 

Podszedł do szafy, wyjął koszulę i czystą parę 

dżinsów, a potem poszukał tenisówek. Choć wczoraj 

wieczorem zakończył serię występów, wciąż musiał 

pracować nad materiałem do zbliżającej się sesji 

nagraniowej, a to oznaczało całodzienne próby, nie 

mówiąc już o pracy nad kompozycjami. Musiał o tym 

pamiętać i nie rozpraszać się. 

Odkąd odkrył, że tylko muzyką potrafi ukoić umysł 

i uspokoić duszę, Jeremy nauczył się żyć bez kobiet. 

Jego ciało musiało zrozumieć, że życiem nie mogą 

rządzić hormony. Już raz popełnił ten błąd i dostał 

nauczkę. 

Odwiezie więc Emily do hotelu, potem spędzi dzień, 

grając z przyjaciółmi w golfa, a wieczorem zabierze ją 

na oficjalną randkę. To wszystko. 

Już nigdy jej nie zobaczy. To śmieszne, że myśl 

o tym sprawiała mu ból. Przecież znał ją zaledwie 

dwa dni. Oczywiście, że wiele się o niej dowiedział 

ostatniej nocy. Świetnie czuł się w jej towarzystwie 

i było mu cudownie, gdy spał, trzymając ją w ramio­

nach. 

Jego reakcje były spowodowane iście klasztornym 

trybem życia, jaki ostatnio prowadził. Może jednak 

powinien to zmienić. 

Jeremy raz jeszcze upomniał sam siebie, że ma zbyt 

wiele na głowie, by myśleć o niej i o kobietach 

w ogóle. Usiadł przed przeszkloną ścianą z widokiem 

na ogród i czekał na Emily. 

Ma i tak w życiu dość problemów. Mimo że ona 

background image

CAŁYM SERCEM 65 

bardzo mu się podoba, nie powinien dać się ponieść 

emocjom. 

Wszystkie te postanowienia uleciały mu z głowy, 

kiedy Emily wyszła z łazienki. 

Umyła twarz i uczesała włosy. W porannym świetle 

nawet bez makijażu wyglądała ślicznie. Włosy ciemną 

kaskadą opadały jej na ramiona. 

- Gotowa do wyjścia? - spytał wstając. 

W pierwszej chwili, gdy weszła do pokoju, nie 

dostrzegła go. Wyglądała na onieśmieloną. 

- Nie ma potrzeby, żebyś mnie odwoził. Wezmę 

taksówkę. 

- Czy nie wiesz, że jest regułą dobrego wychowania, 

. iż odwozi się kobietę, gdy spędziło się z nią noc? 

Naruszyłbym etykietę, gdybym odesłał cię samą. 

Jeremy z rozbawieniem patrzył, jak twarz jej 

poczerwieniała. Nie mógł oderwać wzroku od sukni, 

ściśle przylegającej do jej ciała. Nie musiał już 

wyobrażać sobie, jak wygląda pod błyszczącym 

materiałem. Pamiętał każdą wypukłość i każde wgłę­

bienie. Jego palce tęskniły za dotykiem jej piersi. 

Przyglądał się, jak znalazłszy pantofle wsunęła w nie 

stopy. Potem podszedł do drzwi. 

- Czy zanim pójdziesz, nie napijesz się czegoś? 

- Nie, dziękuję - odpowiedziała uprzejmie, ale 

powściągliwie. 

Z uśmiechem prowadził ją przez hol. 

Dlaczego czuł się przy niej tak, jakby rozgrywał 

z góry przegraną bitwę? Jest nie tylko piękna i in­

teligentna, ale też ma cudowny charakter. Tak łatwo 

można się w niej zakochać. Nawet zbyt łatwo. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

„Kochana Terri! 

Cudownie bawię się w Las Vegas. Traktują mnie tu 

jak jakąś gwiazdę. Jeremy Jones jest jeszcze wspanial­

szy, niż to sobie można wyobrazić. Jest serdeczny 

i dowcipny, i kolana mi się uginają, kiedy mnie 

całuje..." 

Emily przerwała pisanie i zmarszczyła czoło. Dla­

czego to napisała? Rozdrażniona, wyrwała zapisaną 

kartkę z hotelowego bloku listowego i zaczęła od nowa. 

„Kochana Terri! 

Miałaś rację co do Las Vegas. Tak się cieszę, że tu 

przyjechałam. Szkoda, że Cię tu nie ma". 

Nie, to zbyt banalne. Każdy pisze coś takiego, 

Wyrwała kolejną kartkę. 

„Kochana Terri! 

Miałaś zupełną rację. To są wakacje, jakich mi 

było trzeba. Odkąd tu jestem, wiele się o sobie samej 

dowiedziałam. Nie uwierzyłabyś, jak mnie tu traktują, 

a apartament hotelowy wygląda jak z filmu. 

Jeśli chodzi o Jeremy'ego, to co Ci mogę powiedzieć? 

Jest ucieleśnieniem marzeń każdej kobiety. Możesz 

sobie wyobrazić, jak się czułam, kiedy obudziłam się 

dziś rano obok niego..." 

Tym razem podarła kartkę na kawałki i zrezyg­

nowała z pisania. To nie ma sensu - zanim list 

dojdzie, ona i tak będzie z powrotem w domu. 

Podeszła do okna i patrzyła na pole golfowe. Las 

Vegas wyglądało tak, jakby składało się z samych pól 

golfowych. Była zaskoczona kontrastem między 

background image

CAŁYM SERCEM 67 

soczystą zielenią nawodnionych terenów a suchą 

pustynią, która je otaczała. Emily przywykła do 

zielonego krajobrazu Arkansas, przy którym pustynia 

wydawała się taka uboga. 

Przez całą drogę do hotelu Jeremy milczał. Emily 

również - nie przychodziły jej na myśl żadne słowa. 

Czuła się głupio, ubrana wieczorowo, podczas gdy on 

miał na sobie dżinsy i tenisówki, ale kiedy szedł obok 

niej przez hol w stronę windy, nikt na nich nie 

zwracał uwagi. 

- Nie musisz odprowadzać mnie do pokoju. Sama 

trafię. 

- Dobrze. Przyjdę po ciebie o ósmej. Mamy 

zarezerwowany stolik w „State Sheet". 

- Co to takiego? 

- To restauracja, ta w centrum. Myślę, że ci się 

tam spodoba. Mają świetne jedzenie i nie gorszy 

program rozrywkowy. 

Poczekał, aż wsiądzie do windy, i odszedł. 

Emily czuła, że między nią a Jeremym zaszło coś, 

na co oboje nie byli przygotowani. Cieszyła się, że 

będzie teraz sama i może poważnie zastanowić się 

nad swymi uczuciami wobec niego. 

Oczywiście, że jest niezwykły - była tego pewna, 

zanim go spotkała, a teraz wiedziała, że jest inny niż 

większość gwiazd rozrywki. Pozwolił jej dostrzec czułą 

stronę swojej osobowości. Zajmując się nią poprze­

dniego wieczoru, opiekując się, a nawet ochraniając 

ją, Jeremy okazał niezwykłą delikatność. Nie spodzie­

wała się znaleźć tyle wrażliwości u mężczyzny, a już 

tym bardziej u takiego, który życie spędza w świetle 

reflektorów. 

Dreszcz ją przeszedł na wspomnienie wyrazu jego 

oczu, gdy rozstawali się w holu. Nie starał się ukryć, 

jak bardzo go pociąga. Emily czuła, że i on równie 

silnie na nią działa. 

background image

68 CAŁYM SERCEM 

Jak do tego doszło? Co wywołało owe iskry 

pomiędzy nimi już od pierwszego spotkania? Nie 

dziwiła jej własna reakcja, ale co działo się w nim? 

Jak mężczyzna mógł znieść niespodziewaną odmowę 

pieszczot, nie będąc urażony, a nawet zły? 

Emily odwróciła się od okna. Nie tak spędza się 

czas w Las Vegas. Terri z pewnością zapyta, czy grała 

na automatach do gier hazardowych. Wzięła torebkę 

i postanowiła zejść na dół, by tam na jakiś czas 

zmieszać się z tłumem ludzi, którzy dobrze się bawią. 

Przez chwilę będzie zwykłą turystką, która gra na 

automatach i zwiedza miasto. 

Może w ten sposób przestanie myśleć o zbliżającym 

się wieczorze, kiedy znów będzie z Jeremym. 

Jeremy czuł się tak, jakby zmarnował dzień. Na 

polu golfowym spotkał się z przyjaciółmi, którzy 

żartowali sobie z tego, że nie może skupić się na grze. 

Nie miał o to do nich pretensji. Kiepsko grał i wiedział 

o tym. Wiedział również, dlaczego tak się dzieje. 

Nie mógł przestać myśleć o Emily, o tym, jak 

wyglądała na przyjęciu i potem w łóżku. Obudził się 

w nocy i zauważył, że jego pierś posłużyła jej za 

poduszkę. Jej włosy okrywały mu ramiona niczym szal. 

Przytulała się do niego tak, jakby było to naj-

naturalniejszą rzeczą na świecie. Jeremy nigdy nie był 

tak sfrustrowany, jak wtedy, gdy miał ją obok siebie 

w łóżku. 

Nie mógł już dłużej tak leżeć, wysunął się z łóżka. 

Wyszedł do ogrodu, przyglądał się, jak księżyc znika 

za widnokręgiem, a potem jak bledną gwiazdy. Blask 

na wschodzie zapowiadał świt. 

Wrócił do łóżka i w końcu zasnął, ale nawet przez 

sen wyczuwał jej obecność. Nawiedzała go w snach, 

dręczyła, kusząc delikatnym zapachem i przyspieszo­

nym oddechem. 

background image

CAŁYM SERCEM 69 

Teraz musi spędzić z nią kolejny wieczór i udawać, 

że to tylko część kampanii reklamowej i że znaczy dla 

niego tyle, co każda inna wielbicielka, która wygrałaby 

ten konkurs. 

Jeremy nigdy nie uważał się za dobrego aktora. 

Zastanawiał się, czy zdoła przetrwać wieczór nie 

mówiąc jej, jakie zamieszanie wniosła w jego życie. 

Co ważniejsze, musiał też pomyśleć, co ma z tym 

wszystkim zrobić. Przyszło to w nieodpowiednim 

czasie, a ta dzieląca ich odległość... 

Dała mu jasno do zrozumienia, że zwykły romans 

jej nie interesuje. Także to, co on czuł, było zbyt silne, 

by mógł się zadowolić przelotną miłostką. Myśl ta 

napełniała go lękiem. 

W kilka godzin później Emily rozglądała się 

z zainteresowaniem po restauracji, starając się nie 

patrzeć na Jeremy'ego. Od chwili, gdy otworzyła 

drzwi, wyczuwała jego zdenerwowanie. Mimo to 

rozmawiali naturalnie i beztrosko. Opowiedziała mu, 

jak wygrała dwadzieścia pięć dolarów w monetach 

centowych i że kupiła upominki dla swojej siostrzenicy, 

a on opisał jej nieudaną partię golfa, jednak cały czas 

wyczuwali przenikające ich prądy. 

Usiedli przy stoliku z migoczącą świecą, która 

stwarzała nastrój intymności. Emily starała się chłonąć 

atmosferę lokalu tak, by nie koncentrować się na 

mężczyźnie, siedzącym naprzeciwko. Nie chcąc na 

niego patrzeć, spoglądała na wiszące na ścianach 

zdjęcia sławnych aktorów i piosenkarzy. 

Kiedy przeglądali menu, Jeremy przedstawił jej 

właściciela lokalu, który podszedł do ich stolika, 

żeby się przywitać. Zamienił z nimi kilka słów 

i odszedł, a Emily zauważyła na ścianie jego zdjęcie 

z Jeremym. 

Gdy złożyli już zamówienie, Jeremy odchylił się do 

background image

70 CAŁYM SERCEM 

tyłu i przyglądał się jej uważnie, jakby był malarzem 

przygotowującym się do namalowania portretu. 

- Czy coś się stało? - spytał, widząc, że Emily 

wciąż rozgląda się po sali, unikając jego wzroku. 

- Czemu pytasz? - Zmusiła się, by na niego spojrzeć. 

- Odkąd tu przyszliśmy, jesteś taka małomówna. 

- To dlatego, że opowiedziałam ci wszystko o sobie 

wczoraj wieczorem - powiedziała z łagodnym uśmie­

chem. - Chcę dać ci odpocząć. 

- Wcale się nie nudziłem - powiedział cicho. - Już 

dawno nikt nie był ze mną tak naturalny, jak ty. 

- Na ogół nie jestem aż tak rozmowna. To wszystko 

przez to, że nie przywykłam do alkoholu. 

- Wiele rzeczy robiłaś wczoraj wieczorem po raz 

pierwszy - przypomniał, uśmiechając się. 

- Dżentelmen nigdy by tak nie powiedział - odparła, 

czując, jak płoną jej policzki. 

- Skąd przypuszczenie, że jestem dżentelmenem? 

Ciągle wyobrażasz mnie sobie jako księcia z bajki? 

Spojrzała w dół na splecione dłonie, a potem 

wolno podniosła wzrok. Widziała, jak jego oczy lśnią 

w blasku świec, i znów zapragnęła, by nie był aż tak 

przystojny. 

- Nie, zrezygnowałam z bajek i marzeń. Mogą być 

niebezpieczne. 

- Jeremy - usłyszeli nagle głos właściciela restauracji, 

który znów pojawił się przy stoliku. 

- O co chodzi, Frank? 

- Dzwoni Henry. Chce z tobą rozmawiać. 

Jeremy, wyraźnie zaskoczony, spojrzał na Emily. 

Skinął głową Frankowi, przeprosił i odszedł od stolika. 

Wrócił po kilku minutach. Nie mogła nic odczytać 

z twarzy, dopóki nie spojrzała mu w oczy. Dostrzegła 

w nich zdenerwowanie. 

- Przepraszam cię, Emily, ale nie mogę zostać na 

kolacji. Coś się stało. 

background image

CAŁYM SERCEM 71 

- Nic nie szkodzi, rozumiem. - Emily pospiesznie 

wstała od stolika. 

W kilka minut później siedzieli w jego sportowym 

samochodzie. Zauważyła, że ręka mu się trzęsie, 

kiedy wkładał kluczyk do stacyjki. 

- Czy możesz mi powiedzieć, co się stało? - spytała 

cicho. 

Spojrzał na nią, na chwilę mocno ścisnął kierownicę, 

potem uruchomił silnik. 

- Wygląda na to, że moja była żona nagle zmieniła 

zdanie. Od miesięcy bezskutecznie walczę o prawo do 

opieki nad córką, a teraz ona wysyła ją do mnie 

samolotem. 

- Chcesz powiedzieć, że właśnie w tej chwili... 

- Emily patrzyła na niego niepewnie. 

- Tak. Kilka minut temu zadzwoniła do mnie do 

domu, żeby zawiadomić, że Michelle przyleci za... 

- spojrzał na zegarek i cicho zaklął - za niecałe 

dwadzieścia minut. Odwiozła ją na lotnisko, wróciła 

do domu i dopiero wtedy raczyła zatelefonować! 

- Twoja córka sama leci samolotem? Ile ona ma lat? 

- Pięć. Tak, Linda wsadziła ją samą do samolotu, 

nie uprzedzając o tym nikogo. 

Emily nie wiedziała, co powiedzieć. Czuła się tak, 

jakby on zapomniał, że jest z nim w samochodzie, 

dopóki się nie odezwał: 

- Przepraszam, że cię w to mieszam. Odwiózłbym 

cię do hotelu, ale nie chcę ryzykować, że Michelle 

będzie na lotnisku przede mną. To byłoby dla niej za 

wiele. 

- Nic nie szkodzi, Jeremy. 

- Linda zachowywała się ostatnio nieodpowiedzial­

nie, i tym razem też mocno przeholowała. Ale gdybym 

nie był tak na nią wściekły, zadzwoniłbym i po­

dziękował, że wreszcie puściła Michelle. Przez ostatnie 

dwa lata dziecko strasznie przez nią cierpiało. 

background image

72 CAŁYM SERCEM 

- Rozumiem. 

- Linda ma poważne kłopoty ze sobą, ale jeśli 

sama nie przyzna, że potrzebuje pomocy, nikt nie 

może dla niej nic zrobić. A najgorsze, że to wpływa 

fatalnie na Michelle. Linda zrobiła wszystko, żeby 

ona się mnie bała. 

- Och, nie, jak mogła zrobić to własnemu dziecku? 

- Szczerze mówiąc, sam byłem zaszokowany tym, 

jak się zmieniła. Kobieta, którą poznałem i poślubiłem, 

nie mogłaby tak postępować. 

- Czy sąd nic nie może na to poradzić? 

- Uwierz mi, próbowałem wszystkiego, ale sądy są 

obłożone sprawami, a pracownica opieki społecznej 

powiedziała, że nie zauważyła przejawów znęcania się 

ani zaniedbania. 

- Więc może nie było aż tak źle, jak myślisz? 

- Mój Boże, mam nadzieję, że nie. Michelle nie 

może być traktowana jak piłeczka pingpongowa. 

Resztę drogi przejechali w milczeniu. Emily niemal 

biegła obok niego, gdy wielkimi krokami przemierzał 

halę lotniska w stronę bramy przylotów z Los Angeles. 

Michelle nie leciała długo, może więc nie będzie 

zbytnio wystraszona. 

Emily czuła, jak napięcie Jeremy'ego wzrosło, kiedy 

ogłoszono, że samolot wylądował. 

Stanął nieruchomo na końcu korytarza, który łączył 

halę przylotów z halą główną lotniska. Drzwi otworzyły 

się i ukazała się stewardessa, prowadząca małą 

dziewczynkę. 

Miała długie, proste, złotoblond włosy. Ubrana 

była w jasnoczerwoną sukienkę z koronkowym 

kołnierzykiem, długimi rękawami i lamówką. Na 

nogach miała czarne, skórzane buciki, zapinane na 

klamerki. Niosła mocno już sfatygowanego, ale na 

pewno ukochanego króliczka, któremu jedno ucho 

opadało na oko z koralika. 

background image

CAŁYM SERCEM 73 

Emily wzruszył widok dużych, ciemnych oczu 

i twarzyczki zbyt poważnej, jak na pięcioletnie dziecko. 

Jeremy przykląkł na jedno kolano i wyciągnął 

ramiona. 

- Cześć, Michelle. Witaj w domu, kochanie. 

Gdy tylko dziewczynka dostrzegła Jeremy'ego, 

znieruchomiała niczym przerażone zwierzątko. Scho­

wała się za stewardessę, a ta starała się zachęcić ją, by 

podeszła do ojca. 

- To jest twój tatuś, Michelle - mówiła stewardessa, 

uśmiechając się. - Wiedziałaś, że masz sławnego tatę? 

- Spojrzała na Jeremy'ego. - Nie muszę sprawdzać 

pańskiej tożsamości, panie Jones. Michelle jest taka 

podobna do pana. 

Odpowiedział jej roztargnionym, pozbawionym 

radości uśmiechem. Nie spuszczał oczu z buzi Michelle. 

- Pamiętasz mnie, kochanie? - spytał z niepokojem, 

który wzruszył Emily. 

Michelle puściła rękę stewardessy po to tylko, żeby 

mocniej przycisnąć króliczka. Z całych sił objęła go 

ramionami. Bez słowa patrzyła na Jeremy'ego, co 

wydawało się trwać wieczność. Wreszcie niepewnie 

skinęła głową. 

- Wiesz, pokój dla ciebie i króliczka jest już gotowy. 

Wujek Henry chce cię zobaczyć. Pamiętasz wujka 

Henry'ego? A Cynthię? 

Michelle spuściła wzrok i patrzyła na czubki butów, 

nie odpowiadając. 

- Miło mi było gościć cię na pokładzie naszego 

samolotu, Michelle. - Stewardessa lekko dotknęła 

głowy dziewczynki. - Ja muszę już wracać, do widzenia. 

Michelle spojrzała na nią, ale nie powiedziała ani 

słowa. W jej oczach zalśniły wielkie łzy i spłynęły po 

policzkach. 

Emily nigdy jeszcze nie czuła się taka bezradna. 

Widziała, że łzy Michelle jeszcze bardziej zdenerwowały 

background image

74 CAŁYM SERCEM 

Jeremy'ego. Znieruchomiał w tej samej pozie, wycią­

gając ramiona do córki. Nie wiedząc, co ją do tego 

popchnęło, bo nie była to jej sprawa, podeszła do 

Michelle, uśmiechając się i wyciągając rękę. 

- Jak się masz, Michelle. Nazywam się Emily. 

Kiedyś też miałam takiego króliczka. Miał na imię 

Piotruś, a twój? - spytała. 

- Mój nazywa się Robby. - Michelle spojrzała na 

nią oczami identycznymi jak oczy Jeremy'ego. - To 

fajne imię Piotruś, ale ja wolę Robby'ego. 

- Ja też - Emily roześmiała się. - Sama go tak 

nazwałaś? 

- Nie. - Michelle pokręciła głową. - Tatuś tak go 

nazwał. 

Ach tak, więc to Jeremy wymyślił imię dla króliczka, 

który był jej największym skarbem. Czy mała rozumiała 

znaczenie tego faktu? Emily miała nadzieję, że tak. 

- Chciałabyś przejechać się samochodem tatusia? 

To sportowy samochód dla dwóch osób. Chyba 

będziesz musiała wziąć mnie na kolana. 

- Jesteś za duża. - Michelle zmierzyła ją spoj­

rzeniem. - Zgnieciesz mnie. 

- Nie pomyślałam o tym. Może będzie lepiej, jeśli 

to ty usiądziesz mi na kolanach. Co ty na to? 

Michelle spojrzała na Jeremy'ego, który przyglądał 

się jej z napięciem, a potem znów na Emily. 

- Czy ty jesteś mamusią mojego tatusia? - spytała. 

O Boże, pomyślała Emily, zamykając oczy do 

krótkiej modlitwy. Co teraz? 

Na szczęście w tej chwili Jeremy wstał, podszedł do 

Michelle i wziął ją na ręce. 

- Nie, kochanie. To Emily, moja znajoma - po­

wiedział. 

Michelle wciąż miała poważną minę. 

- Mamusia powiedziała, że nie będzie już moją 

mamusią. Powiedziała, że jest chora i że odchodzi. 

background image

CAŁYM SERCEM 75 

Jeremy przytulił ją mocno, a Emily zauważyła, że 

stara się zapanować nad wzburzeniem. 

- Ona tylko żartowała, Michelle. Mama nie odejdzie 

i nigdy cię nie opuści. 

- A właśnie, że tak - padła stłumiona odpowiedź. 

Michelle odsunęła się nieco. - Zaprowadziła mnie do 

samolotu i powiedziała, że mam zostać, a sama poszła. 

Emily zastanawiała się, jak można powiedzieć coś 

takiego niewinnemu dziecku. Czy rzeczywiście są na 

świecie ludzie tak bezmyślni i nieczuli, którzy niepotrze­

bnie ranią dziecko takim egoistycznym postępowaniem? 

Odebrali bagaż i poszli w stronę parkingu. Emily 

rozmawiała z Michelle w taki sposób, w jaki robiła to 

ze swoją siostrzenicą Patti. Jak to dobrze, że miała 

nieco doświadczenia z dziećmi. Ale do tej pory nie 

zetknęła się z dzieckiem, które przeszłoby tyle, co 

Michelle. 

Zanim znaleźli się w samochodzie, Michelle zdążyła 

opowiedzieć jej wszystko o Matyldzie - ukochanej 

lalce, którą miała w walizce - a potem chętnie 

usadowiła się na jej kolanach. 

Jaka ona kochana, myślała Emily, przytulając do 

siebie dziewczynkę. Była zaskoczona tym, że mimo 

niesprzyjających okoliczności udało jej się nawiązać 

kontakt z Michelle. Wydawało się jednak, że mała 

wciąż boi się Jeremy'ego. 

- Pozwolisz, że najpierw odwiozę ją do domu? 

- spytał. 

- Oczywiście. — Emily uśmiechnęła się. 

- Nie tak zaplanowaliśmy dla ciebie randkę z Je-

remym Jonesem. 

- Nie szkodzi. 

- Zaaranżujemy to jeszcze raz jutro. 

- Och, nie. To naprawdę nieważne. Powinnam... 

- Dla mnie to jest ważne. Nie rób mi przykrości, 

dobrze? 

background image

76 CAŁYM SERCEM 

Patrzyła na niego, zaskoczona napięciem widocznym 

w jego oczach i w wyrazie twarzy. Mówił tak, jakby 

czas spędzony z nią był dla niego naprawdę ważny, 

i Emily poczuła, że nie chce się z nim sprzeczać. 

Wiedziała, że chwile spędzone wspólnie także dla niej 

będą miały szczególne znaczenie. 

Michelle oparła głowę na piersi Emily. 

- Jesteś śpiąca? - spytała łagodnie Emily. 

Dziewczynka skinęła głową. 

Emily położyła dłoń na jedwabistych włosach 

Michelle i lekko je głaskała, lubując się ich dotykiem. 

Kiedy dojechali do domu, poczekała, aż Jeremy weźmie 

córkę z jej ramion, a potem wysiadła. 

Michelle sennie uniosła głowę i spojrzała na Emily. 

- Będziesz ze mną spała? - spytała. 

- Nie, ja tu nie mieszkam - Emily uśmiechnęła się. 

- Nie odchodź - szepnęła Michelle, ściskając swego 

króliczka. - Proszę, nie zostawiaj mnie. 

Emily doszła do wniosku, że Michelle albo nie 

jest przyzwyczajona do mężczyzn, albo też Jeremy 

ją onieśmiela. Czuła się dobrze ze stewardessą, 

wręcz płakała, gdy ta odchodziła. A teraz wycią­

gała ręce do Emily, którą znała krócej niż godzi­

nę. 

Spojrzała bezradnie na Jeremy'ego. 

- Jeśli chciałabyś zostać, to w pokoju Michelle jest 

podwójne łóżko. Ale to zależy od ciebie. Ostatecznie 

to nie jest twój problem. 

Gdy weszli do domu, czekał tam na nich Henry. 

- Nareszcie jesteś, Michelle. Chodź tu do wujka 

Henry'ego, kochanie. 

Michelle mocniej objęła Jeremy'ego za szyję i ukryła 

twarz. 

- Czy ona mnie nie pamięta? - Henry zrobił 

zakłopotaną minę. 

- Jest bardzo zmęczona, Henry - wyjaśnił Jeremy. 

background image

CAŁYM SERCEM 77 

- My wszyscy też. Spróbuję położyć ją do łóżka. 

- Odszedł w głąb domu. 

Emily rozglądała się niepewnie, nie wiedząc, co 

robić. Henry skinął do niej, by przeszła z holu do 

pokoju. 

- Napijesz się czegoś? 

Propozycja była kusząca. 

-

 Chętnie, jeśli masz coś zimnego i bez alkoholu. 

- Mamy wszystko. - Henry podszedł do barku 

w rogu pokoju. - Na co masz ochotę? 

Emily wymieniła nazwę napoju, a on otworzył 

butelkę, nalał do szklanki z lodem i podał jej. Z ulgą 

wypiła łyk. 

- Jak się udała kolacja? 

- Nie zdążyliśmy jeszcze nic zjeść, kiedy zadzwoniłeś. 

- To chodźmy zrobić coś do jedzenia. 

- Nie, nie trzeba. Właściwie nie jestem głodna 

- powiedziała. Przez chwilę wpatrywała się w szklankę. 

- Wydaje mi się, że Jeremy bardzo przeżywa przyjazd 

Michelle. 

- Nic dziwnego, bo jej przyjazd tutaj to prawdziwy 

uśmiech losu. Ale jak znam Jeremy'ego, musi być 

wściekły na Lindę. To, co dziś zrobiła, jest dla niej 

bardzo typowe. Nie uznała nawet za stosowne 

zawiadomić go, że zamierza przysłać mu Michelle. Ta 

kobieta ma poważne kłopoty ze sobą. 

- Wydaje mi się, że on ją bardzo kocha. 

- Kogo? Lindę? Nic podobnego! Robiła mu praw­

dziwe piekło. 

- Miałam na myśli Michelle. 

- Och, no tak, zawsze ją uwielbiał. Spędzał z nią 

każdą wolną chwilę, a to doprowadzało Lindę do 

szaleństwa. Myślę, że w gruncie rzeczy była zazdrosna 

o córkę. Zresztą ona była zazdrosna o wszystkich 

i o wszystko, co łączyło się z Jeremym. Chciała go 

mieć tylko dla siebie. Czuł jej uścisk, nawet kiedy nie 

background image

78 CAŁYM SERCEM 

było jej w pobliżu. - Henry potrząsnął głową. - Starał 

się jej pomóc, znaleźć lekarza. Przez jakiś czas po 

rozwodzie czuła się lepiej, stworzyła dom z myślą 

o Michelle, pozwoliła, żeby Jeremy ją odwiedzał. 

Podszedł do okna i patrzył w mrok. 

- Potem, dwa lata temu, zaczęła się dziwnie 

zachowywać. Zabraniała mu wizyt, a kiedy dzwonił, 

Michelle nie wolno było podchodzić do telefonu. 

Linda utrzymywała, że to mała nie chce go widzieć. 

- Jakie to przykre! 

- Tak. Linda obdzielała swoim cierpieniem wszys­

tkich wokoło. Niestety, Jeremy i Michelle cierpieli na 

równi z nią i nic nie mogli na to poradzić. Ale 

- rozejrzał się - nie wiem, czemu ci o tym mówię. 

- Nie obawiaj się. Doceniam zaufanie i nikomu 

nic nie powtórzę. 

Przeszedł przez pokój i usiadł naprzeciwko niej. 

- Wiesz, nigdy nie widziałem Jeremy'ego w takim 

stanie, jak wczoraj wieczorem. 

- Co masz na myśli? 

- Świetnie się czuł w twoim towarzystwie. Kiedy 

usłyszałem, jak się śmieje z czegoś, co mu powiedziałaś, 

uświadomiłem sobie, że dawno już nie widziałem go 

takiego odprężonego, roześmianego. - Henry pociągnął 

łyk ze szklaneczki. - Dobrze na niego działasz. 

- Cieszę się. Bardzo go lubię. Jest niezwykłym 

człowiekiem. 

- Tak, wiele przeszedł i nauczył się trzymać ludzi 

na dystans. A mimo to pozwolił ci zbliżyć się do siebie. 

Przypomniała sobie, jak obudziła się z nim w jednym 

łóżku i poczuła, że się rumieni. Miała nadzieję, że 

Henry nic nie zauważył, ale on zareagował natychmiast. 

- Czy powiedziałem coś złego? 

- Nie, naprawdę nic. 

- Czy to możliwe, żeby Jeremy powiedział ci już, 

co do ciebie czuje? 

background image

CAŁYM SERCEM 79 

Potrząsnęła głową. 

- Sądząc po tym, jak grał dziś w golfa, myślami 

był zupełnie nieobecny. - Henry roześmiał się, ale 

zaraz zauważył, że Emily nerwowo obraca szklankę 

w dłoni. - Przepraszam, nie chciałem cię peszyć. Po 

prostu, znając Jeremy'ego, widzę, że zrobiłaś na nim 

duże wrażenie. Nie chcę, żebyś wróciła do Little 

Rock myśląc, że potraktowałby tak każdą, która by 

tu przyjechała. 

- Dziękuję, że mi to powiedziałeś. 

- Emily? - Oboje odwrócili głowy słysząc głos 

Jeremy'ego. - Przepraszam, że ci zawracam głowę, 

ale ona nie pozwala mi się rozebrać. Nie chcę jej 

niepotrzebnie denerwować. Czy mogłabyś jej pomóc? 

- Chętnie, Jeremy. - Emily odstawiła szklankę 

wstała. - Pokaż mi, gdzie ona jest. 

- W pokoju za moją sypialnią... - przerwał i rzucił 

okiem na Henry'ego. - Zaprowadzę cię - powiedział, 

puszczając ją przodem. 

- Starasz się uratować moje dobre imię? - spytała, 

kiedy stanęli przed drzwiami. 

- Powiedzmy, że tak. Nikogo nie musi obchodzić, 

gdzie spędziłaś ostatnią noc. 

- Wobec tego mogłeś oszczędzić sobie kłopotu 

i nie rezerwować dla mnie hotelu. 

- Co masz na myśli? 

- Nie ma sensu, żebym wracała dziś do hotelu. 

Chętnie zostanę tu, żeby być przy Michelle przynajm­

niej przez pierwszą noc. Potem na pewno się przy-

zwyczai. 

Stali tuż obok siebie w przyćmionym świetle 

korytarza i rozmawiali ściszonym głosem. 

- Przepraszam za kłopot - powiedział. 

- Nie mów tak. Cieszę się, że poznałam twoją 

córeczkę. Masz wszelkie powody, żeby być z niej 

dumny. 

background image

80 CAŁYM SERCEM 

- I tak się skończył twój romantyczny wieczór 

z Jeremym Jonesem. 

- Tak czy inaczej, byłoby ci trudno przebić wczoraj­

szy romantyczny wieczór. 

Wolno przyciągnął ją do siebie. 

- Bardzo chciałbym spróbować. Następnym razem, 

gdy znajdziesz się w moim łóżku, obiecuję, że nie 

zaśniesz. 

- Nie będzie następnego razu, Jeremy. - Wspięła 

się na palce i lekko pocałowała go w usta. - Bal się 

skończył i czas, żeby Kopciuszek wracał do domu. 

Odpowiedział jej delikatnym, pełnym pragnienia 

pocałunkiem. Było w nim nie tyle pożądanie, ile 

potrzeba dzielenia się z nią tym, co czuł w tej 

chwili. 

Lękał się, że Michelle nadal będzie się go bać. Nie 

był pewien, czy umie być dobrym ojcem. 

Emily starała się dodać mu otuchy bez słów - swoją 

bliskością, ciepłem, uczuciem. Kiedy się cofnęła, była 

zadowolona, że w ciemnościach nie widać jej oczu 

pełnych łez. 

- Do zobaczenia jutro rano, Jeremy. Nie martw 

się. Wszystko będzie dobrze. Bądź cierpliwy. 

Otworzyła drzwi i zajrzała do środka. Michelle 

siedziała na łóżku w koszuli nocnej, ściskając swego 

króliczka. 

- Czy będziesz ze mną spała? - spytała. 

- Jeśli chcesz. 

- Byłoby mi bardzo miło - powiedziała uprzejmie 

Michelle. 

Emily spojrzała na Jeremy'ego, który wciąż stał 

w drzwiach. 

- Nie pocałujesz tatusia na dobranoc? 

Michelle przez chwilę badawczo patrzyła na ojca, 

a potem wyciągnęła ramiona. Jeremy podszedł wolno, 

usiadł obok niej, objął ją i pocałował. 

background image

CAŁYM SERCEM 

81 

- Dobranoc, kruszynko. 

- Nie jestem kruszynką. - Michelle uśmiechnęła 

się niepewnie. 

- Och, przepraszam, musiałem cię z kimś pomylić 

- wyjaśnił poważnym tonem. Wstał i ruszył w stronę 

drzwi. 

- Tatusiu...-usłyszał i odwrócił się.-Zapomniałeś 

ją - Michelle wskazała na Emily - pocałować na 

dobranoc. 

- Ma na imię Emily - odpowiedział, podchodząc 

do niej z wahaniem. 

- Dobranoc, Jeremy. Śpij dobrze. - Emily pocało­

wała go w policzek. 

Rozmawiali cichym głosem. Gdy spojrzeli znowu 

na Michelle, zobaczyli, że leży otulona kołderką, 

- przyciskając wymiętoszonego króliczka. 

- Przykro mi, że nikt nie utuli cię do snu. - Jeremy 

uśmiechnął się. 

- Nie martw się. Przywykłam spać sama. 

- Ja też. Jednak przyjemnie było obudzić się obok 

ciebie. 

- Myślę, że możemy już zapomnieć o wczorajszej 

nocy. 

- Może ty, ale ja będę miał z tym trudności. 

Pochylił się, pocałował ją krótko i mocno, a potem 

wyszedł z pokoju nie oglądając się. 

Emily rozebrała się, wzięła szybki prysznic w przy­

legającej łazience i wróciła do pokoju. Podeszła na 

palcach do Michelle i poprawiła kołderkę. 

- Dobranoc, Emily - szepnęła Michelle. 

- Dobranoc, kochanie - odpowiedziała, czując ucisk 

w gardle. 

To niesprawiedliwe - najpierw ojciec, a potem 

córka tak łatwo zajęli miejsce w jej sercu. 

Terri miała rację. Po powrocie z Las Vegas w życiu 

Emily nic już nie będzie takie samo. 

background image

82 

CAŁYM SERCEM 

Zrzuciła swój kokon i odkryła, że na zewnątrz jest 

wielki świat. Nigdy jeszcze nie czuła się taka bezbronna, 

ale też za nic nie zrezygnowałaby z tego, co przeżyła. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

Kiedy nazajutrz rano Emily uniosła powieki, 

pierwszą rzeczą, jaką ujrzała była para nieruchomych, 

czarnych oczu. Patrzyły na nią poważnie z odległości 

dwudziestu centymetrów, ocienione grzywką jasno­

złotych włosów. 

Pomyślała sobie, że staje się już zwyczajem, iż 

budzi się z kimś w łóżku. 

- Obudziłam cię? - wyszeptała Michelle. 

- Nie. 

- To się cieszę. Mama mówiła, że nie wolno mi jej 

, budzić. 

- Dawno już nie śpisz? 

W odpowiedzi Michelle wzruszyła tylko ramionami. 

- Czy znasz się na zegarku? 

- Czasami. 

- Dlaczego czasami? 

- Bo czasem są cyferki, a ja znam wszystkie cyferki 

i wtedy wiem, która godzina, ale kiedy są strzałki, to 

nie wiem. 

- Rozumiem. Potrafisz odczytać godzinę tylko na 

takim zegarze, który wyświetla cyfry. 

- Chyba tak - przytaknęła Michelle, nie okazując 

zbytniego zainteresowania. - Czy chcesz poznać 

Matyldę? 

Emily uśmiechnęła się, słysząc nagły przypływ 

entuzjazmu w słowach dziewczynki, chyba pierwszy 

od czasu, kiedy ją zobaczyła, 

- Będzie mi bardzo miło. 

Michelle wyślizgnęła się z pościeli i podbiegła do 

background image

84 CAŁYM SERCEM 

swego łóżka. Wzięła stamtąd szmacianą lalkę, której 

włosy miały wszystkie możliwe kolory. Po chwili była 

z powrotem u boku Emily. 

Lalka miała suknię ze srebrnej lamy, pantofle na 

obcasach, cały komplet naszyjników i bransoletek, 

a do tego mocno umalowaną twarz. 

- A więc to jest Matylda? - spytała Emily, usiłując 

ukryć nadmierny krytycyzm wobec czegoś, co było 

pewnie ukochaną zabawką dziewczynki. 

- Aha - roześmiała się Michelle. - Zrobiła mi ją 

pani Rodriguez, która często do mnie przychodziła. 

- Widzę, że ta pani Rodriguez ma talent - powie­

działa Emily poważnie, choć prawdę mówiąc chciało 

jej się śmiać. 

- No tak. Czy ona będzie tu ze mną? 

- Nie wiem, kochanie. A chciałabyś? 

- Nie lubię zostawać sama, bo się wtedy boję. 

- Bardzo dobrze cię rozumiem. Ale kiedy będzie 

tu tatuś, to nie zostawi cię samej. Czy to ci od­

powiada? 

Michelle patrzyła na nią uważnie przez dłuższą 

chwilę, nie mówiąc ani słowa. 

- Mama często zostawiała mnie samą - odezwała 

się wreszcie - ale ja wtedy strasznie płakałam. I dlatego 

zaczęła przychodzić pani Rodriguez. 

Czy to z tego powodu Jeremy walczy teraz o prawo 

do opieki nad małą? Musiał to być dla niego prawdziwy 

koszmar. Jaka to ulga dla wszystkich, że Michelle jest 

nareszcie przy nim. 

Rozległo się pukanie, a Michelle wyskoczyła z łóżka, 

by otworzyć drzwi. 

- Dzień dobry, moje panie - powiedział Jeremy, 

wchodząc do pokoju. Kiedy był jeszcze w drzwiach, 

Emily odniosła wrażenie, że jest zadowolony i od­

prężony. Ale kiedy spojrzała mu w oczy, dostrzegła 

w nich napięcie. 

background image

CAŁYM SERCEM 85 

- Zdawało mi się, że słyszałem jakieś chichoty i też 

chciałem się z wami pośmiać - powiedział, przypatrując 

się Emily, która pospiesznie porządkowała pościel. 

- Czy dobrze spałyście? 

Emily przytaknęła, a Michelle objęła ojca w pasie 

i uniosła główkę, uśmiechając się do niego. 

- Tatusiu, czy naprawdę będę tutaj z tobą mieszkać? 

Jeremy wziął Michelle na ręce i usiadł na brzegu 

łóżka, sadzając ją sobie na kolanach. 

- Naprawdę. Bardzo za tobą tęskniłem. Cały czas 

prosiłem mamusię, żeby pozwoliła ci tu przyjechać. 

No i wreszcie zgodziła się, żebyś została ze mną. Ale 

kiedy tylko zechcesz ją zobaczyć, możemy do niej 

pojechać. 

- Mama jest chora. 

- Tak, kochanie. Ale niedługo wyzdrowieje - od-

powiedział i popatrzył na Emily. - A więc, moje 

panie, na co miałybyście dzisiaj ochotę? 

- Ja muszę już wracać do hotelu, żeby się spakować 

- odpowiedziała Emily. - Chyba jest jakiś lot, na 

który mogłabym się dostać. 

- Nie możesz mi tego zrobić, Emily. Zamówiłem 

już stolik na kolację - powiedział Jeremy, po czym 

przeniósł wzrok na Michelle. - Przyjadą tu dzisiaj 

Cynthia i wujek Henry. Chcą obejrzeć z tobą film 

Disneya. Będziecie jedli prażoną kukurydzę z kubecz­

ków. Co ty na to? 

- A jaki film? - spytała Michelle, jak zawsze 

konkretna. 

- Nie wiem. Wybierzesz go sama z Cynthią. 

- Jeremy, uważam, że nie powinieneś jej zostawiać. 

Ja spędziłam już z tobą cudowny wieczór i to mi 

wystarczy. 

- Ale czy mnie to wystarczy, Emily? - spytał, 

przyszpilając ją wzrokiem do miejsca, gdzie siedziała, 

wsparta o wezgłowie łóżka. - Czy nie przychodzi ci 

background image

86 CAŁYM SERCEM 

do głowy, że to mnie potrzebny jest wieczór z tobą, 

zanim na zawsze znikniesz z mojego życia? Wieczór, 

który nie zostanie nagle przerwany. 

Michelle spoglądała to na jedno, to na drugie, aż 

wreszcie odchyliła się do tyłu, z błogim westchnieniem 

opierając się plecami o ojca. Emily uśmiechnęła się. 

Jak to dobrze, że dzieci na ogół tak szybko przy­

stosowują się do nowej sytuacji. Jakie to musi być dla 

nich okropne, kiedy nie mogą przewidzieć tego, co się 

z nimi stanie. Emily czuła się wdzięczna wobec losu, 

że jej dzieciństwo przebiegało w spokojnej atmosferze, 

nawet jeśli towarzyszyło mu trochę za dużo publicznego 

zainteresowania. Jej przeżycia to był naprawdę 

drobiazg w porównaniu z tym, co musiała przejść 

dotychczas Michelle. 

Spojrzała na Jeremy'ego. Teraz przyglądały się jej 

dwie pary takich samych, czarnych oczu. 

- No dobrze. Zostanę. Ale jutro koniecznie muszę 

wracać do domu. 

- Dziękuję ci, Emily - powiedział Jeremy, a słowa 

te rozbrzmiewały jej w głowie jeszcze przez kilka 

godzin. 

Emily leżała w wannie, zajmującej sporą część 

łazienki w jej hotelowym apartamencie. Myślą wracała 

do wydarzeń ostatnich godzin. 

Jeremy i Michelle przekonali ją, żeby została z nimi 

jeszcze jeden dzień. Dali jej tylko tyle czasu, by 

zdążyła wrócić do hotelu i przebrać się w coś luźnego. 

Resztę dnia mieli spędzić na świeżym powietrzu. 

Kiedy przygotowywała się do wyjazdu, nie sądziła, 

że będą jej potrzebne spodnie i bluzka bez rękawów, 

ale wzięła je, żeby mieć coś, w czym mogłaby odpocząć 

w swoim pokoju. 

Ale Jeremy najwyraźniej nie zamierza pozwolić jej 

na spędzanie czasu w hotelu. 

background image

CAŁYM SERCEM 87 

Po raz kolejny zadała sobie pytanie, czy wiele osób 

miało okazję obserwować życie prywatne Jeremy'ego 

i jego córeczki. Okoliczności, w których mogła je 

poznać, były naprawdę niezwykłe. 

Patrzyła, jak oboje karmią kaczki w parku, i słyszała, 

jak Michelle piszczy, kiedy kaczki podchodzą blisko 

niej. Widziała, jak mała staje się przy ojcu coraz 

bardziej naturalna, jak coraz częściej odzywa się do 

niego, nieśmiało go dotyka, uśmiecha się i patrzy na 

niego z podziwem. 

A Jeremy... Na twarzy żadnego mężczyzny nie 

widziała dotąd tyle czułości. Wzruszała ją jego 

niewyczerpana cierpliwość wobec małej. Postępował 

z nią zupełnie naturalnie, tak jakby obecność pięcio­

letniego dziecka dawała mu relaks i zadowolenie. 

Poświęcał Michelle każdą wolną chwilę, a jednocześnie 

dbał, by Emily uczestniczyła we wszystkim, co się 

dzieje. 

Spotkanie z tą dwójką było dla Emily prawdziwym 

przeżyciem. Wiedziała, że zostanie ono w jej pamięci 

na zawsze. 

Zanurzona w ciepłej kąpieli uświadamiała sobie 

powoli, że czas już wracać do domu, z powrotem 

wkroczyć na ścieżkę normalnego życia i zapomnieć 

o marzeniach. 

Czeka ją jeszcze jeden wieczór z nim. Wbrew temu, 

co on sam mówił, nie będzie to część akcji promocyjnej, 

ale jego podarunek dla niej. Emily zdała sobie sprawę, 

że ogromnie pragnie spędzić go z Jeremym. 

Ostatnie kilkanaście godzin przyniosło nie znane 

jej dotąd wzruszenia. Choć miała już dwadzieścia 

dziewięć lat, nigdy jeszcze nie otworzyła się tak 

wobec mężczyzny. Nie pozwoliła sobie dotąd na to, 

by być z kimś blisko, z wyjątkiem osób z najbliższej 

rodziny, wśród których czuła się bezpieczna. 

Nie, nie czuła się teraz jak Kopciuszek - raczej jak 

background image

88 

CAŁYM SERCEM 

Śpiąca Królewna, obudzona przez królewicza - Jere-

my'ego. 

To, co było dookoła, to nie był sen - i to ją 

przerażało. 

Dlaczego on nie jest z zawodu agentem ubez­

pieczeniowym albo kimś z sąsiedztwa? Związek z kimś 

takim byłby możliwy... 

Większość swego dorosłego życia Emily spędziła 

obywając się bez mężczyzny i zanosiło się, że tak 

samo będzie też w przyszłości. Ma wszelkie dane po 

temu - straszyła ją Terri - by skończyć jak ciotka 

Tabitha. 

Dlaczego więc snuły się jej po głowie marzenia 

o kimś tak dla niej nieosiągalnym, jak Jeremy? 

Ocknęła się nagle w chłodnej wodzie i zdała sobie 

sprawę, że zbyt długo oddaje się marzeniom. Wyszła 

z wanny, szybko wytarła się i przeszła do pokoju, by 

się ubrać. Postanowiła nałożyć kremowy kostium, 

który miała na sobie w samolocie, ale tym razem do 

malinowej bluzki, która jej twarzy dodawała koloru. 

Chciała w ten sposób przypomnieć - jemu i sobie 

samej - kobietę, jaką była przedtem, przed przyjazdem 

do Las Vegas. 

Skrzywiła się, szczotkując włosy przed lustrem. 

Fryzjerka nie skróciła ich, ale ułożyła wokół twarzy 

tak, że robiły wrażenie krótszych. Teraz nie mogła 

przywrócić im poprzedniego wyglądu - opadały 

łagodnymi falami, uwydatniając zarys policzków, 

nieznaczne dołeczki i szeroko rozstawione oczy. 

'Usłyszała pukanie do drzwi. Pobiegła do sypialni, 

schwyciła buty i pospiesznie je założyła. Zmusiła się 

do tego, by przejść przez pokój oddychając spokojnie, 

i otworzyła drzwi. 

Jeremy miał na sobie jasnożółtą, zamszową marynar­

kę i brązowe spodnie. Wyglądał jak zawsze wspaniale. 

Na jej widok twarz mu się rozpromieniła. 

background image

CAŁYM SERCEM 89 

- A więc nie jesteś już Kopciuszkiem? Wracasz do 

klasztoru, prawda? 

- Nie - odpowiedziała, robiąc krok w tył. - Raczej 

wracam do siebie takiej, jaką jestem naprawdę. Wejdź, 

proszę. 

Zamknęła drzwi, a on ujął ją za rękę. 

- Przepraszam - powiedział. - To wcale nie miał 

być docinek. Musisz jednak przyznać, że jest ogromna 

różnica między tym kostiumem a sukniami, w których 

cię przedtem widziałem. 

Nie mogła oprzeć się pokusie, by koniuszkami 

i palców dotknąć jego gładko ogolonego policzka. 

- Wiem - odparła. - Chciałam, żebyś zobaczył 

mnie taką, jaką jestem. Wszystko to było dla mnie 

cudowną przygodą, świetnie się bawiłam, ale tak 

naprawdę nigdy nie przestałam być tą samą Emily 

Hartman z Little Rock w stanie Arkansas, która 

pracuje w księgowości i która pewnego razu spotkała 

sławnego Jeremy'ego Jonesa. I wierz mi - dodała na 

koniec, całując go przelotnie w policzek - która nigdy 

tego nie zapomni. 

Gdyby tylko jego oczy nie miały tyle wyrazu! 

Wydawało się, że to jej słowa zapaliły w nich te 

jarzące się płomyki, które dopiero po dłuższej chwili 

przygasły nieco, tak jakby Jeremy'emu udało się nad 

nimi wreszcie zapanować. 

Emily nie zdawała sobie sprawy z tego, dokąd 

poszli, co zamawiali do jedzenia i czy jej to smakowało. 

Pozwoliła się prowadzić, unosiła się na fali doznań. 

Rozkoszowała się chwilą, świadoma tego, że gromadzi 

wspomnienia spędzonych wspólnie chwil. 

W rozmowie wolała trzymać się bezpiecznych 

tematów. 

- Jak się czuła Michelle, kiedy wychodziłeś? 

- Była zmęczona. Zjadła kolację i zaczęła z Cynthią 

oglądać film. Sądzę, że zasnęła, zanim się skończył. 

background image

90 

CAŁYM SERCEM 

- Ona jest urocza. 

- Też tak sądzę, ale może to tylko ojcowskie 

zaślepienie. 

- Wiem, że jesteś szczęśliwy, kiedy wreszcie jest 

z tobą. 

- Powiedziałbym raczej, że jest mi teraz lżej na 

sercu. Przez kilka miesięcy starałem się przekonać 

Lindę. Musiała sobie wreszcie zdać sprawę, że Mi­

chelle nie może zostawać dłużej w takim fatalnym 

otoczeniu. 

Emily była zadowolona, że dowiedziała się wcześniej 

od Henry'ego niektórych szczegółów tej historii, wolała 

bowiem wypytywaniem nie przypominać Jeremy'emu 

bolesnych przeżyć. 

- Pójdzie do szkoły tej jesieni, prawda? 

- Tak. 

- Czy mieszkasz tu przez cały rok? 

- Nie. O tej porze na ogół wyruszam na trasę 

koncertową, ale tym razem odmówiłem. Nagrania 

nie są jeszcze gotowe, a przecież to właśnie jest celem 

koncertów - promocja płyty. Poza tym pracuję nad 

muzyką do filmu. 

- To musi być dla ciebie spora nowość. 

- Tak, ta praca daje mi wiele radości. 

Nie po raz pierwszy Emily poczuła, że pod pozorem 

banalnej rozmowy Jeremy daje jej do zrozumienia 

coś więcej. Każdym spojrzeniem, dotknięciem i mo­

dulacją głosu pokazuje, że jej pragnie i że będzie mu 

jej brak, gdy go opuści. 

Jeremy nie spuszczał z niej wzroku. Stolik, przy 

którym siedzieli, był niewielki i Jeremy ocierał się 

o nią kolanami. Myślała, że te dotknięcia są przypad­

kowe, aż nagle zauważyła ich łagodny rytm. 

Rękę trzymał wyciągniętą i dotykał nią jej dłoni. 

Głaskał ją delikatnie od przegubów aż po czubki 

palców, a wszędzie tam Emily odczuwała dreszcze. 

background image

CAŁYM SERCEM 91 

No i te oczy. Piękne i wyraziste, wydawały się 

przemawiać językiem tak zmysłowym i przepełnionym 

uczuciem, że Emily czuła się jak zahipnotyzowana. 

Wreszcie trzeba już było iść. 

Nie mówiąc nic po drodze, odprowadził ją do hotelu. 

- Może wejdziesz? - zapytała, kiedy otworzył drzwi 

do jej pokoju i oddał klucz. 

Spojrzał na nią w milczeniu, po czym skinął głową. 

Emily wiedziała, że pojął sens zaproszenia - ona nie 

chce, by ten wieczór skończył się, zanim nie weźmie 

jej jeszcze raz w ramiona. 

- Napijesz się czegoś? - spytała nerwowo, kiedy 

tylko weszli. - Barek jest świetnie zaopatrzony. 

- Emily... 

- Słucham - odpowiedziała, odwracając się do 

niego tyłem. 

- Nie musisz być taka nerwowa. Nie mam zamiaru 

nadużywać twojej gościnności. 

- Wiem, Jeremy. 

- Dlaczego więc tak nienaturalnie się zachowujesz? 

- Nie wiem - spróbowała się uśmiechnąć. - Może 

dlatego, że nie chcę, żebyś już odchodził, i nie wiem, 

jak ci to powiedzieć... 

Ujął ją za ramię i poprowadził ku sofie. Usiedli obok 

siebie, a on położył rękę na oparciu, za jej plecami. 

- Mogłabyś mnie najzwyczajniej poprosić. Michelle 

na pewno już śpi, a nawet jeśli się obudzi, to są 

przecież przy niej Cynthia i Henry. 

- Wiem, że masz dużo pracy... 

- Ja też nie chcę, żeby ten wieczór się skończył 

- powiedział cicho, pochylając się nad nią i całując ją 

delikatnie w usta. 

- Nie lubię pożegnań - powiedziała, odzyskawszy 

oddech. 

- To wcale nie musi być pożegnanie. 

- Jak mam to rozumieć? 

background image

92 CAŁYM SERCEM 

- Mam na tyle luźny rozkład zajęć, że mógłbym 

postarać się i odwiedzić cię niedługo. 

- Naprawdę? 

- Tak, z największą przyjemnością. 

- Nie wierzę ci - powiedziała uśmiechając się 

i położyła mu głowę na ramieniu. 

- Musisz mi wierzyć, Emily. 

- Prawie się nie znamy - odparła, zwracając ku 

niemu wzrok. 

- Ale ja czuję się tak, jakbym cię znał całe życie. 

- Też mam to uczucie. Muszę sobie wciąż po­

wtarzać, że jesteś tym słynnym Jeremym Jonesem, 

a nie jakimś... - przerwała i spojrzała na niego 

badawczo. - Czy myślałeś kiedyś, że mógłbyś pracować 

jako agent ubezpieczeniowy? 

- O czym ty mówisz? - spytał zaskoczony. 

- Och, nic. Tak sobie marzę. 

- Naprawdę wolałabyś, żebym nie zarabiał śpie­

waniem, ale sprzedażą polis ubezpieczeniowych? 

- spytał, a kiedy nie odpowiedziała, dodał: - Nie 

rozumiem, dlaczego. 

- Bo jesteś osobą publiczną, wszyscy znają ciebie 

i twoje życie... 

- No więc? 

- A ja zawsze byłam osobą prywatną i przeraża 

mnie sama myśl, że można tak żyć, jak ty żyjesz. 

- Ale dzięki temu mogę robić wszystko, na co 

mam ochotę. A to jest dla mnie najważniejsze. 

- Wiem. 

- Ale ty też jesteś dla mnie bardzo ważna. Jeśli 

miałoby ci to przynieść ulgę, to obiecuję, że ilekroć 

przyjadę do ciebie, będę się jakoś przebierał. 

- Świetny pomysł! - roześmiała się. - Dlaczego 

sama o tym nie pomyślałam? 

- Nie chciałbym, żebyś miała się wstydzić, bo 

widziano cię ze mną. 

background image

CAŁYM SERCEM 93 

- Nie o to mi chodzi, Jeremy. Ja się boję braku 

prywatności, tego, że cały świat ma prawo wiedzieć, 

z kim się spotykasz i dlaczego. Wszystkie te plotki 

i domysły... Nie masz tego czasem dosyć? 

- W ogóle mnie to nie obchodzi. Żyję tak, jak 

mam ochotę i nie przejmuję się, co sobie inni pomyślą 

Mam nadzieję, że kiedyś też się tego nauczysz. 

- Spróbuję. 

- A na razie pójdę - powiedział wstając - żebyś 

mogła jeszcze trochę pospać. 

Skinęła głową, czując, jak coś ściska ją za gardło. 

Podeszli do drzwi. Jeremy popatrzył na nią przez 

chwilę w milczeniu. 

- Wiesz, Emily, twoje oczy będą mnie prześladować 

Zmusiła się do uśmiechu. 

- Och, Emily - jęknął, objął ją ramionami i na 

oślep zaczął szukać jej ust. 

Nie pamiętała, by kiedykolwiek przedtem zdarzyło 

jej się zaznać podobnie wybuchowej mieszaniny uczuć 

-

 rozkoszy, jaką sprawiała jego bliskość, i żalu, że 

nigdy więcej go nie zobaczy. Cały jej racjonalny, 

powściągliwy stosunek do życia zachwiał się nagle 

i runął. To wszystko przestało już istnieć - liczył się 

tylko Jeremy. 

W jego pocałunku było coś w rodzaju spokojnej 

desperacji, tak jakby chciał, by zapamiętała jego 

dotyk, zapach i smak tak samo, jak zapamięta sobie 

jego widok i dźwięk jego głosu. 

Wślizgnęła się dłońmi pod marynarkę, obejmując 

go w pasie. Wyczuwała napięcie jego ciała i z rozkoszą 

do niego przylgnęła. Tuliła się doń tak, jakby chciała 

zapamiętać to ciało na całe życie. 

Czuła, jak wali mu serce. Drżącą ręką powiódł po 

jej szyi. 

- Och, Emily - wyszeptał w chwilę później. - Nie 

mogę teraz odejść. Naprawdę nie potrafię. 

background image

94 CAŁYM SERCEM 

Odnalazł jeszcze raz jej usta i zaczął je zgłębiać 

językiem - pożądliwie, kusząco, uwodzicielsko. 

Emily głaskała go delikatnie po plecach, wyczuwając! 

palcami kręgosłup i napięte mięśnie. Bezwiednie 

szarpała koszulę, aż wreszcie mogła położyć ręce 

wprost na jego nagiej skórze. Kiedy poczuła jej 

cudowne ciepło, westchnęła z rozkoszy. 

Jeremy zdał sobie sprawę, że nie panuje już nad 

sytuacją. To, co odczuwał, było zbyt intensywne, by 

mógł się zatrzymać. Pragnął Emily tak, jak nigdy 

dotąd nie chciał żadnej kobiety. Ale to nie było tylko 

fizyczne pożądanie. Szukał czegoś więcej i wiedział, 

że z nią to znajdzie. 

Jej delikatne dotknięcia działały na niego niczym 

ładunek wybuchowy. Obejmowała go tak, jakby 

nie chciała nigdy pozwolić mu odejść, a on zgadzał 

się na to z ochotą. Gdyby odtąd stale mógł ją 

trzymać w ramionach, nie marzyłby o słodszym 

zajęciu. 

Nie zaprotestowała, kiedy otoczył ją ramionami. 

Oczy miała zamknięte, ale uśmiechała się, bez wątpienia 

na myśl o tym, jak bardzo on jej pragnie. Wiedział, 

co musi teraz zrobić. Musi ją opuścić, pozwolić jej 

odejść. Nie wolno mu nadużyć jej zaufania i wykorzys­

tać sytuacji. 

Powoli zaniósł ją do sypialni. Z bolącym sercem 

położył ją na łóżku, chcąc odejść. 

- Nie odchodź - szepnęła, przytrzymując go rękoma 

za pas. 

- Emily... 

Otworzyła powoli oczy i spojrzała na niego błagalnie. 

- Chcę się z tobą kochać - poprosiła, rumieniąc się. 

- Ja też, bo inaczej stracę chyba rozum - powiedział 

drżącym głosem. 

Jej uśmiech roztopił mu serce. 

- Musisz mi powiedzieć, co mam robić - przyznała. 

background image

CAŁYM SERCEM 95 

Jeremy zaczął drżeć. Zaufanie, jakie miała do niego, 

zupełnie go rozbroiło. 

- No cóż - spróbował zacząć od żartów - po 

pierwsze, mamy na sobie za dużo ubrań. 

Leżał na niej, wiedział więc, że musi sama czuć, 

jaki jest podniecony. Podniósł się i zaczął rozpinać jej 

bluzkę. 

- Czy nie masz nic przeciw temu? - spytała. 

- Przeciw czemu? - odpowiedział pytaniem, patrząc 

na nią zdziwiony. 

- Że chcę, abyś mnie kochał. 

- Mówisz tak, jakbym robił ci łaskę. 

Wyciągnęła ręce i zaczęła rozpinać mu koszulę. 

Jeremy wstał, zrzucił z siebie marynarkę, potem 

koszulę. Oszczędnymi ruchami zdjął buty, skarpetki 

i sięgnął do paska. 

Emily wiedziała, że chwilę tę zapamięta do końca 

życia. Nie chciała myśleć o tym, ile razy Jeremy mógł 

być w podobnej sytuacji z innymi kobietami. Uświa­

domiła sobie, że nareszcie znalazła mężczyznę, z którym 

chciałaby doznać tego najbardziej intymnego związku 

że nie będzie się przy tym zastanawiać, co ludzie 

mogą o niej pomyśleć. 

Patrzyła, jak rozpina pasek i ściąga spodnie, 

zdziwiona, że drżą mu przy tym palce. 

- Widzisz, jak cię pragnę? - spytał, siadając znów 

obok niej. Wyciągnęła rękę i powiodła nią po jego 

ramieniu. 

- Naprawdę? - powiedziała tęsknym głosem. 

- Dwie ostatnie noce nie mogłem zasnąć. Myślałem 

o tym, jak by to było, gdybym obudził się rano obok 

ciebie. 

Mówiąc to podniósł ją tak, by usiadła, a potem 

powoli zdjął z niej żakiet i bluzkę. Wreszcie z delikat­

nością, jakiej nie spodziewała się u mężczyzny, rozpiął 

stanik i ściągnął go z jej ramion. 

background image

96 CAŁYM SERCEM 

Jego spojrzenie mówiło jej, że jest piękna. Odsunął 

się i odłożył jej ubranie na krzesło obok łóżka. 

Sięgnął do zapięcia spódnicy. 

Kiedy już zdjął wszystko, Emily czuła, że umrze, 

jeśli jej nie dotknie. Położył się obok, nachylił się nad 

nią i zaczął muskać pocałunkami jej usta. Objął 

dłonią piersi, a kolanem rozwarł nogi tak, by znaleźć 

się w ciepłym obszarze między udami. 

- Nie bój się mnie - wyszeptał, powoli unosząc 

głowę. 

Jak mogła bać się takiego mężczyzny? Pociągały ją 

jego barczyste plecy i muskularny tors. Nawet w jego 

oczach było piękno, tak wiele przy tym wyrażały 

- czułość, oddanie, uczciwość. 

- Nie potrafię się ciebie bać - odpowiedziała 

wreszcie. 

Jej słowa musiały usunąć w nim jakąś wewnętrzną 

barierę, zaczął ją bowiem całować i pieścić tak 

intensywnie, że zadrżała. Nie było miejsca na jej 

skórze, którego nie dotknąłby rękoma lub językiem. 

Okrywał pocałunkami całe jej ciało, podczas gdy jego 

dłonie zdawały się same wiedzieć, gdzie mają ją 

głaskać, by spowodować najgłębsze doznania. 

Położył się na niej, kiedy już sama chciała błagać go, 

by pomógł jej wyrazić to, co czuje. Nigdy nie wyobraża­

ła sobie, że może być do tego stopnia podniecona. Do 

takiej bliskości nie dopuściła dotąd żadnego mężczyzny 

i teraz cieszyła się z tego. Jeremy był jak muzyk, który 

grał na jej ciele niby na cudownym instrumencie, 

z którego wydobywał tony i nuty, których wcześniej nie 

mogłaby nawet sobie wyobrazić. 

Nie spieszył się, chcąc, by jej ciało dostroiło się do 

niego. Sam również po raz pierwszy odczuwał aż tak 

intensywnie potrzebę dzielenia się z kimś innym tym, 

co odczuwa. Chciał, by wiedziała, jak się czuje, jak 

wdzięczny jest jej za to, co mu ofiarowała. 

background image

CAŁYM SERCEM 

97 

Czekał, a jego cierpliwość została nagrodzona. 

Powiodła ręką po jego twarzy i zaczęła całować go 

w usta, oczy, nos. Jego usta szukały jej ust, a ona 

z westchnieniem wtopiła się w nie znowu. 

Emily poczuła się zagubiona w morzu doznań, 

kiedy Jeremy wprowadzał ją w najstarszy z miłosnych 

obrzędów. Jej ciało odpowiadało na jego pieszczoty, 

tak jakby znało je skądś, choć umysł jej o tym 

zapomniał. On reagował na każdy jej dotyk, ona zaś 

cieszyła się, że tak szybko i łatwo daje mu rozkosz. 

A potem coś się zaczęło z nią dziać, poczęło w niej 

wzbierać uczucie, które musiało eksplodować. Było 

tak, jakby cały świat Emily wybuchł kolorową feerią, 

rozsiewając wokoło kaskadę iskier. Jeremy jak gdyby 

tylko czekał na ten sygnał. Pobudził go do jeszcze 

spieszniejszych ruchów, po których z ust wyrwał mu 

się cichy okrzyk spełnienia. Przywarł do niej w kon-

wulsyjnym odruchu, a potem zsunął się i spoczął 

obok na łóżku. 

Przez dłuższy czas leżeli w milczeniu. Emily nie 

pamiętała, by cokolwiek w jej życiu dało się porównać 

do tych odczuć. Przeżywała uczucie pełni i za­

spokojenia. Jeremy'emu zawdzięczała odkrycie nowych 

wymiarów życia i jego rozkoszy. 

- Wcale tego nie planowałem - zamruczał, kiedy 

już mógł złapać oddech. 

-

 Wiem. To ja cię sprowokowałam. 

Był zaskoczony, że wypowiedziała te słowa z wyraź­

nym zadowoleniem. 

- Nie wiem, czego jeszcze mogę się po tobie 

spodziewać - dodał ze śmiechem. 

- Jeremy, nie chciałam, żebyś czuł się winny za to, 

co się stało. 

- Jak dotąd zawsze panowałem nad sobą. Nie 

rozumiem, dlaczego na ciebie tak reaguję. Zresztą 

mówiłem ci to od początku. 

background image

98 

CAŁYM SERCEM 

Pogłaskała go po plecach, czując grę mięśni. 

- Pamiętaj, że ja tego chciałam. To była nasza 

wspólna decyzja. Chcę, żebyś zachował w pamięci tylko 

rozkosz i żebyś nie miał żadnych wyrzutów sumienia. 

Wtulił twarz w jej szyję. 

- Przyjdzie mi to z łatwością - powiedział, po 

czym podniósł się, usiadł i odgarnął dłonią włosy. 

Emily uśmiechnęła się na widok jego rozwichrzonej 

czupryny i odprężenia, malującego się na jego twarzy. 

Zdała sobie sprawę, że nigdy dotąd takim go nie 

widziała. On ciężko pracuje i nie dba o siebie, nie ma 

na to czasu, pomyślała. 

- Nie chcę cię opuszczać - wyznał. - Chciałbym 

zostać tu z tobą, spać trzymając cię w ramionach, 

obudzić się rano przy tobie - mówił, po czym zawiesił 

głos i patrzył na pokój nieobecnym wzrokiem. - Ale 

nie mogę. 

- Wiem. 

Pozbierał ubranie i zniknął w łazience. Słyszała, jak 

brał prysznic, a kiedy się znów pojawił, był już ubrany. 

Uśmiechnęła się na jego widok. Wiedziała, że w tej 

chwili wszystko mogłoby wywołać jej uśmiech. Już 

jutro będzie musiała stanąć twarzą w twarz z rzeczywis­

tością, ale tej nocy mogła jeszcze pozostać w marzyciel­

skim nastroju. 

Pochylił się nad nią i pocałował ją długim, zabor­

czym pocałunkiem, który najwyraźniej miał oznaczać 

zmianę w ich wzajemnym stosunku. 

- Zobaczymy się już niedługo. Jeszcze nie wiem 

kiedy, ale na pewno spotkamy się niebawem. 

Otulił ją kołdrą i odgarnął kosmyk włosów z jej 

czoła. Przyglądał się intensywnie jej twarzy, jakby 

chciał zapamiętać ją w najdrobniejszych szczegółach. 

- Zadzwonię do ciebie jutro rano - powiedział 

i szybko odwrócił się. 

Skinęła sennie głową, widząc, jak wychodzi z pokoju. 

background image

CAŁYM SERCEM 99 

Zamknęła oczy. Już niebawem będzie musiała za­

stanowić się nad tym, co się stało i co to dla niej 

znaczy. Teraz jednak chciała jeszcze raz przeżyć to 

wszystko, czego doznała i co odkryła, kochając się 

z Jeremym Jonesem. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

Emily obudziła się, gdy światło wczesnego poranka 

zaczynało wlewać się przez ogromne okna. Poprze­

dniego wieczora zapomniała zaciągnąć zasłony. 

Poprzedniego wieczora... W głowie jej się kłębiło, 

kiedy odtwarzała w myślach wszystko, co się wtedy 

wydarzyło. 

Powoli przewróciła się na bok i wtuliła twarz 

w poduszkę, ale gdy po chwili zerknęła na zegarek, 

zdała sobie sprawę, że za chwilę musi wstawać. 

Zadzwonił telefon. Sięgnęła po słuchawkę. 

- Halo? 

- Dzień dobry. 

Czy ten głos zawsze będzie na nią tak działać? Jeśli 

tak, to zwiastuje to kłopoty, bo ma szanse słyszeć go 

stale przez radio, z każdej stacji i na każdej fali. 

- Dzień dobry, Jeremy - odpowiedziała z uśmie­

chem. 

- Dobrze spałaś? 

- Dziękuję, znakomicie. 

- Czy ty wiesz, jak mi było przykro, kiedy musiałem 

cię wczoraj opuścić? 

- Naprawdę? - spytała cicho, tuląc się do poduszki 

i przyciskając słuchawkę do drugiego ucha. 

- Czy musisz dzisiaj wyjeżdżać? 

- Tak. 

- Napiszesz do mnie? 

- Jeśli tego chcesz. 

- Chcę. - Uśmiechnęła się do siebie. 

- Czy mógłbym odwieźć cię na lotnisko? 

background image

CAŁYM SERCEM 

101 

- To chyba nie jest najlepszy pomysł. 

- Boisz się, że kiedy będę cię całował na pożegnanie, 

to mogę posunąć się za daleko? - spytał, a w jego 

głosie pobrzmiewała żartobliwa nuta. 

- Zgadłeś - odpowiedziała z rozbawieniem. 

- Och, Emily. Nie wiesz, ile dla mnie znaczy to, że 

ciebie spotkałem. 

- Ja czuję to samo. 

- Przynajmniej nie będę cierpiał sam. - Usłyszała, 

jak Jeremy rozmawia z kimś szeptem. - Emily, jest tu 

ktoś, kto chce z tobą pomówić. 

- To ja, Emily - odezwał się w słuchawce dziecięcy 

głos, a ona poczuła się tak, jakby serce chciało się 

wyrwać z jej piersi. 

- Dzień dobry, Michelle. 

- Wiesz co, oglądaliśmy wczoraj wieczorem „Kró­

lewnę Śnieżkę". Bardzo się bałam. 

- Naprawdę? 

- No tak. A potem mi się przyśniło, że jestem 

sama w lesie, i tak się przestraszyłam, że przyszłam 

do taty do łóżka. 

- Tak? 

- No właśnie. A tata powiedział, że to tylko sen 

i że nie stanie mi się nic złego. 

- No oczywiście, że nie! 

- Emily? 

- Co, kochanie? 

- Czy przyjedziesz tutaj zobaczyć się ze mną? 

- Nie mogę. Wracam dziś samolotem do domu. 

- Czy ty mieszkasz daleko stąd? 

- No tak, dość daleko. 

- Czy będę mogła kiedyś cię odwiedzić? - spytała 

głosem tak żałosnym, że Emily łzy stanęły w oczach. 

- Bardzo bym tego chciała. Mam siostrzenicę, 

Patti, która jest w twoim wieku. Mieszka niedaleko 

mnie. 

background image

102 CAŁYM SERCEM 

Słyszała, jak Michelle z ożywieniem wypytuje 

Jeremy'ego, czy będzie mogła ją odwiedzić, ale nie 

było słychać odpowiedzi. 

- Oddaję słuchawkę tatusiowi - powiedziała na 

zakończenie. 

- Emily, jak widzisz, teraz już dwie osoby nie 

mogą się doczekać, żeby ciebie zobaczyć. 

- To już nieźle. 

- Chyba muszę kończyć, bo spóźnisz się przeze 

mnie na samolot - powiedział i zawahał się, jakby nie 

wiedząc, co mógłby jeszcze dodać. - Nie zapominaj 

o mnie. 

- Tego na pewno nie musisz się bać. 

- I uważaj na siebie. 

- Ty też. 

Odłożyła słuchawkę. Zaczęła myśleć o tym, jak to 

jest, kiedy się naprawdę wierzy w bajki. Czy to 

możliwe, że właśnie wtedy stają się one rzeczywistością? 

Po kilku dniach pobytu w domu wizyta w Las 

Vegas wydawała się Emily tylko snem. Przeżywała 

wahania nastroju - od dzikiej euforii na myśl o tym, 

jak może wyglądać jej przyszłość, po pretensje do 

siebie za to, że słowa Jeremy'ego wzięła poważnie. 

Kiedy była w dobrym nastrojui, przeżywała jeszcze 

raz wszystko, co się zdarzyło. Cieszyła się, że Michelle 

od razu ją polubiła, chciała, by Jeremy odezwał się 

jak najszybciej, wyobrażała sobie, jak mogłaby 

wyglądać ich wspólna przyszłość. 

Gdy zaś nastrój miała wisielczy, myślała tylko 

o tym, że Jeremy jest artystą estradowym i - jak 

wszyscy w tym fachu - lubi swobodny tryb życia i nie 

ma zamiaru z nikim się wiązać. W takich chwilach 

palił ją wstyd, że była taka naiwna i uwierzyła jego 

słowom. 

Na początku serce podchodziło jej do gardła, kiedy 

background image

CAŁYM SERCEM 103 

tylko dzwonił telefon. Później zdała sobie sprawę, że 

on nie zadzwoni. Mijały dnie, aż wreszcie Emily 

musiała pogodzić się z faktem, że z jakichś znanych 

tylko sobie powodów Jeremy nie próbuje nawiązać 

z nią kontaktu. 

Wybrała odpowiednią kartkę i w kilka dni po 

powrocie wysłała mu podziękowania za gościnność 

i za wspólnie spędzony czas. 

Nie odpowiedział. 

Zaraz po powrocie skontaktowali się z nią ludzie 

ze stacji radiowej, która zorganizowała konkurs, by 

włączyć ją do akcji reklamowej, ale ona nie miała do 

tego serca. Pokonawszy jej niechęć zrobili z nią kilka 

wywiadów i namówili, by zgodziła się na wykorzystanie 

jej zdjęć z Jeremym w Las Vegas. 

Przez parę tygodni po powrocie traktowano Emily 

niczym gwiazdę, a to przypomniało jej, jak bardzo 

nie lubi być wystawiona na widok publiczny. Ode­

pchnęła z ulgą, kiedy zainteresowanie nią wygasło, 

ustępując w wiadomościach miejsca innym sensacjom. 

Opowiadając o Las Vegas nieznajomym, łatwo jej 

było udawać nonszalancję. Trudniej było grać tę rolę 

wobec własnej siostry. 

- Chcę, żebyś mi opowiedziała wszystko po kolei 

i ze szczegółami - zażądała Terri pierwszego wieczora 

po jej powrocie do domu. - A tak w ogóle to świetnie 

wyglądasz. Bardzo ci do twarzy w tym uczesaniu. 

Trudno mi powiedzieć, z czego to się konkretnie 

bierze, ale robisz wrażenie zupełnie innej osoby. 

Promieniujesz czymś takim... 

- Świetnie się bawiłam. 

-

 No dobrze, opowiadaj. 

Emily złożyła jej mocno ocenzurowane sprawo-

zdanie, w którym rozwodziła się na temat wizyty 

w salonie piękności i zakupów w eleganckich sklepach 

z ubraniami. Terri nie dała się na to nabrać. 

background image

104 CAŁYM SERCEM 

- Nie mówisz o najważniejszym. 

- Nie rozumiem, o co ci chodzi. 

- Chodzi mi o Jeremy'ego Jonesa. Spędziłaś z nim 

cały wieczór, a teraz nie raczysz o tym wspomnieć. 

- Jeśli chcesz wiedzieć, ten wieczór skończył się 

bardzo szybko. Nieoczekiwanie przyleciała jego córka 

i musiał wyjechać po nią na lotnisko. 

- Córka? To znaczy, że jest żonaty - powiedziała 

Terri z westchnieniem. 

- Rozwiedziony. 

- Aha. - Terri spojrzała na nią wymownie. 

- Przecież jego stan cywilny nie ma tu nic do 

rzeczy! Sama mówiłaś, że nie jadę po to, by go poślubić! 

- No tak, ale czy nie można sobie pomarzyć? 

Wyobraź sobie, że jesteś żoną Jeremy'ego Jonesa... 

Emily wolała sobie tego nie wyobrażać. Było jeszcze 

na to za wcześnie, choć tak wiele się już dokonało. 

Ten temat nie wypłynął ani razu w rozmowach 

z Jeremym. Myślenie o tym nie ma sensu. 

- Jego pierwsze małżeństwo rozpadło się - przeko­

nywała siostrę w tym samym stopniu, co siebie samą. 

- Nie jest łatwo być żoną gwiazdy estrady. 

Mijały tygodnie, a Emily mówiła sobie, że tak 

właśnie jest lepiej. Zadbał nawet o bezbolesne rozstanie, 

pozostawiając jej złudzenia, że zadzwoni do niej. Od 

czasu do czasu brała jego stronę i tłumaczyła sobie, 

że musi być tak zajęty, iż nie ma czasu na telefon. Już 

po chwili zdawała sobie sprawę z tego, że krótka 

rozmowa nie mogłaby mu zakłócić programu zajęć. 

Emily wróciła z Las Vegas odmieniona. Odkryła, 

ile radości może dać chodzenie po sklepach w po­

szukiwaniu czegoś modnego i niebanalnego. Robiła 

przeróżne kombinacje z włosami i makijażem. Stała 

się też bardziej otwarta na innych i z radością 

nawiązywała z nimi kontakt. Zaczęła chodzić na 

lunch razem z innymi pracownikami, zamiast jak 

background image

CAŁYM SERCEM 

105 

dotychczas zjadać przy swoim biurku przyniesione 

z domu kanapki. 

Zastanawiała się, dlaczego przedtem trzymała się 

z daleka od ludzi. Nie poznawała samej siebie 

i wiedziała, że to nie tylko kwestia nowej fryzury 

i modnego ubrania. Powoli docierało do niej, że 

przeżyła metamorfozę i inaczej patrzy już na życie. 

Jeszcze przez kilka tygodni jej pobyt w Las Vegas 

był głównym tematem rozmów w pracy. Uważano ją 

teraz za eksperta od wszystkiego, co dotyczy Jere-

my'ego Jonesa. Na jej biurku pojawiały się wycinki 

z czasopism na jego temat, tak jakby koleżanki 

uważały, że zainteresuje ją wszystko, co ukazało się 

o nim w druku. Gdziekolwiek była, wszędzie widziała 

jego zdjęcia, słyszała jego kolejne przeboje, dostrzegała 

coś, co przypominało jej chwile, które spędziła razem 

z nim. 

Jakże zresztą mogłaby o nim zapomnieć? Wiedziała 

jednak, że nie może się z tym przed nikim zdradzić. 

Niekiedy wymagało to od niej dużego zdyscyp­

linowania, jak na przykład tego dnia, gdy po powrocie 

z lunchu znalazła na swym biurku egzemplarz popular­

nego czasopisma, lubującego się w opisywaniu skan­

dali. 

Tytuł na pierwszej stronie obwieszczał wielkimi 

literami o ostrej walce pomiędzy Jeremym Jonesem 

a jego żoną o prawo do opieki nad dzieckiem. Nieostre 

zdjęcie Lindy z Michelle na rękach zestawiono 

z fotografią Jeremy'ego na scenie, z mikrofonem 

w dłoniach. 

Emily nie mogła się powstrzymać i przeczytała 

artykuł, choć miała najszczerszy zamiar ignorować 

całą tę aurę skandalu, jaka otaczała Jeremy'ego. Jeśli 

pominąć efektowne ozdobniki, rzecz sprowadzała się 

do tego, że Linda została przyjęta do słynnej kliniki 

odwykowej w Kalifornii. Reszta to były odgrzewane 

background image

106 CAŁYM SERCEM 

wiadomości o jej związku z Jeremym, rozwodzie 

i ostatniej batalii sądowej o przyznanie prawa do 

opieki nad córeczką. 

Jakie to smutne - myślała Emily, kręcąc głową - że 

szczegóły z prywatnego życia tych ludzi wywleka się 

na pierwsze strony sensacyjnych magazynów. 

Teraz, kiedy minął prawie miesiąc od powrotu 

z Las Vegas, Emily mogła sobie powiedzieć, że 

rozegrała całą historię nienajgorzej. Wiedziała, że nie 

jest pierwszą kobietą, która uwierzyła w szczerze 

brzmiące słowa, wypowiedziane w odpowiednio 

nastrojowej chwili. Nie będzie też pewnie ostatnią. 

Przynajmniej nikt w jej mieście nie wie, jak się 

wygłupiła. 

Kiedy tego wieczora wchodziła do domu, już przy 

drzwiach słyszała dzwonek telefonu. Rzuciła torebkę 

i listy wyjęte ze skrzynki i pobiegła do telefonu. 

- Halo? 

- Emily, tu Jeremy. Co u ciebie słychać? 

Przez moment wydawało się jej, że serce przestaje 

bić, ale już po chwili poczuła, że wali w piersi niby 

młot, jakby chcąc nadrobić chwilową pauzę. 

- Wszystko w porządku, Jeremy - odpowiedziała, 

starając się za wszelką cenę zachować naturalność. 

Zapanowała cisza, tak jakby on spodziewał się 

usłyszeć od niej coś więcej. Emily milczała. 

- Przepraszam, że nie dzwoniłem do ciebie wcześniej, 

ale... - zaczął. 

- Nie musisz przepraszać, przecież rozumiem. Sama 

też byłam dość zajęta. 

.- Ale chciałem, żebyś wiedziała... 

- Jeremy, przestań proszę. Naprawdę nie musisz 

się tłumaczyć. Bardzo mi miło, że dzwonisz. Przep­

raszam, że nie mogę z tobą dłużej rozmawiać, ale 

mam plany na wieczór i muszę się już przygotowywać. 

Serce waliło jej w piersiach tak mocno, że prawie 

background image

CAŁYM SERCEM 107 

nie słyszała nic poza jego biciem. Kolejna długa 

pauza w rozmowie. 

- Rozumiem. - Głos Jeremy'ego brzmiał chłodno, 

jakby z oddali. - Nie chciałem ci przeszkadzać. 

- Nie przejmuj się - starała się mówić lekkim 

tonem. - Jak się miewa Michelle? 

- W gruncie rzeczy zniosła to lepiej, niż się 

spodziewałem. 

- Co masz na myśli? 

- Przypadkiem oglądała telewizję wtedy, kiedy 

powiedziano o próbie samobójstwa Lindy. Straszne 

przeżycie dla pięcioletniego dziecka. 

- O Boże! Jeremy, nic o tym nie wiedziałam! 

- No tak, pewnie u ciebie tego nie nadano. Nie 

wszyscy mnie tam znają. W Las Vegas to pokazano, 

bo stale tu jestem. 

- Tak mi przykro. A co z Lindą? 

- No cóż, udało się ją odratować, ale jest w bardzo 

złym stanie psychicznym. 

- Wiem, że jest teraz w specjalnej klinice. 

- Tak. Najpierw była przez parę tygodni w szpitalu, 

a teraz jest w tym sanatorium. Byłem z nią prawie 

cały czas. Musiałem ją przekonać, że wyjdzie z tego 

i że Michelle jej potrzebuje. 

Nic dziwnego, że nie dzwonił. A ona, odgrywając 

swój jednoosobowy teatrzyk współczucia dla siebie 

samej, nie pomyślała, co on może przeżywać. 

- Przepraszam, że zadzwoniłem nie w porę. Tak 

się cieszę, że u ciebie wszystko w porządku. Bardzo 

chciałem cię usłyszeć. 

- Och, Jeremy, bardzo się cieszę, że zadzwoniłeś. 

Tęskniłam za tobą. 

- Naprawdę? 

- Wybieram się do kina z koleżankami z pracy. 

Szkoda, moglibyśmy porozmawiać dłużej... 

- Rozumiem - powiedział, a w jego głosie za-

background image

108 CAŁYM SERCEM 

brzmiała ulga. - To dobrze, że nie siedzisz w domu 

cały czas - dodał, a po chwili powiedział ściszonym 

głosem: - Cieszę się, że za mną tęskniłaś. 

- Ucałuj ode mnie Michelle. Mam nadzieję, że 

dojdzie do siebie po tym wszystkim, przez co musiała 

przejść. 

- Zobaczymy. Nie będę cię już zatrzymywał, ale 

niedługo znowu zadzwonię. Wygląda na to, że czeka 

mnie dłuższa podróż. Henry wspomniał coś o wy­

stępach w sześciu wielkich miastach. Powiedziałem 

mu, że się nie zgadzam, ale chyba z nim nie wygram. 

- Musisz być bardzo zajęty, Jeremy. Rozumiem to. 

- Chciałbym, żebyś wiedziała, że myślę o tobie. 

Kiedy tylko będzie to możliwe, będę do ciebie dzwonił. 

- Dziękuję, Jeremy. 

- Do widzenia. 

Emily odłożyła słuchawkę i stała nieruchomo, 

wpatrzona w telefon. A więc zadzwonił. Nie zapomniał 

o niej. Najpierw uśmiechnęła się lekko, a potem 

wybuchnęła radosnym śmiechem. Jeremy zadzwonił! 

W pierwszej chwili chciała zatelefonować do Terri, 

ale zawahała się. No dobrze, co właściwie ma jej do 

powiedzenia? Przecież musiałaby wyjaśnić, po co 

dzwonił. Czy Terri ma odnieść wrażenie, że Emily jest 

wniebowzięta tylko dlatego, że Jeremy Jones zadzwonił 

ze zwykłymi pozdrowieniami? 

Opanowała podniecenie i pobiegła do łazienki wziąć 

prysznic. Musiała się spieszyć, by nie spóźnić się na 

spotkanie z przyjaciółkami. Od powrotu z Las Vegas 

nie czuła się jeszcze taka szczęśliwa. Co by się nie 

działo, przynajmniej wiedziała, iż może mu wierzyć. 

W dwa tygodnie później wracała do domu dość 

późno. Była taka zmęczona, że mogłaby pewnie 

przespać cały tydzień. Przed wejściem podeszła do 

niej Terri. 

background image

CAŁYM SERCEM 

109 

- Cześć, co ty tu robisz? - spytała Emily, wyciągając 

klucze. 

- Widziałam, jak nadjeżdżasz, i pomyślałam, że 

dotrzymam ci towarzystwa. Mike zabrał Patti na 

obiad do swojej matki, żebym mogła trochę odpocząć. 

- Dlaczego nie poszłaś z nimi? - spytała Emily 

i osunęła się zmęczona w pierwszy stojący od brzegu 

fotel. 

- Mike uznał, że powinnam odsapnąć od obowiąz­

ków matki - wyjaśniła Terri z uśmiechem. - Pomyś­

lałam, że mogłybyśmy pójść do kina. Ale kiedy 

zorientowałam się, że nie wróciłaś z pracy... 

- Musiałam zostać, żeby skończyć parę sprawozdań 

kwartalnych - westchnęła Emily. - Nie chciałam 

zostawiać tego na weekend, ale teraz widzę, że nic na 

tym nie zarobiłam. Pewnie i tak prześpię jutro cały 

dzień, żeby dojść do siebie. 

Terri przyjrzała się siostrze z widoczną troską. 

- Czy ty się kiedyś nauczysz oszczędzać siły? Weź 

kąpiel, taką długą i z bąbelkami, a ja zrobię ci zupę, 

herbatę i na co tylko masz ochotę. 

- Och, Terri, jesteś taka kochana. Ale przecież to 

miał być twój wolny wieczór. Nie musisz tego robić. 

- Szczerze mówiąc - Terri wzruszyła ramionami 

- mam wielką ochotę na każdą konwersację, byle 

tylko przekraczała poziom umysłowy czterolatki. Idź, 

nalej wody do wanny. Przyniosę ci herbatę do łazienki. 

Emily wstała i przeciągnęła się, kładąc ręce na 

biodrach. 

- Udało ci się mnie przekonać. Co ja bym bez 

ciebie zrobiła? 

- Beze mnie? To abstrakcyjne pytanie - nie mam 

najmniejszego zamiaru cię opuszczać - odpowiedziała 

Terri ze śmiechem. 

Kiedy Terri stanęła w drzwiach łazienki z parującym 

kubkiem, ujrzała tylko głowę Emily, wystającą sponad 

background image

1 1 0 CAŁYM SERCEM 

gęstej piany. Podała siostrze herbatę, a sama przysiadła 

na taborecie przy toaletce. 

Jak co dzień, tak i dziś Emily mogła liczyć na to, 

że Terri opowie jej coś zabawnego, co jej się właśnie 

przytrafiło. Śmiały się właśnie z najnowszego pomysłu 

Patti, kiedy usłyszały pukanie do drzwi. 

- Czekasz na kogoś? - spytała zdziwiona Terri. 

- Nie - Emily potrząsnęła głową. - Może to 

roznosiciel gazet? Przychodzi czasem o tej porze. 

- Ja mu zapłacę. - Terri podniosła się z miejsca. 

- Nie musisz wychodzić jeszcze z wanny. 

- Dziękuję. Portmonetka powinna być na stole 

- dodała z nadzieją, że Terri ją jeszcze słyszy. 

Zamknęła oczy. Co za luksus - siostra ją obsługuje, 

a ona popija sobie herbatę, zanurzona po szyję 

w rozkosznej, pachnącej pianie. Wtem usłyszała, jak 

Terri biegnie korytarzem. Uśmiechnęła się, myśląc, że 

pewnie nie może znaleźć portmonetki. 

- Emily! 

- Co, nie ma portmonetki? - Powoli podniosła się 

z wody i usiadła w wannie. Spojrzała na Terri - jej 

oczy były dwa razy większe niż normalnie. - Co się 

stało? - spytała przestraszona. - Kto to jest? 

- Nie... nie mogę uwierzyć... - Terri, szczękając 

zębami, nie potrafiła powiedzieć nic więcej i zaczęła 

dawać znaki palcami, wskazując za siebie. 

Emily nic z tego nie rozumiała, ale domyśliła się, 

że musiało stać się coś niezwykłego. Podnosiła się 

z wody, kiedy usłyszała ciężkie kroki w korytarzu. 

- K t o tam? - zawołała, chowając się z powrotem 

pod powierzchnią piany, gorączkowymi ruchami każąc 

Terri szybko zamknąć drzwi. 

- To Jeremy Jones... - wykrztusiła Terri. 

Emily nie wiedziała, czy ma wyskoczyć z wanny, 

czy przeciwnie - schować się w pianie po czubek głowy. 

- Jeremy! Co ty tu robisz? 

background image

CAŁYM SERCEM 111 

- Szukam ciebie! - odpowiedział z uśmiechem. 

Stał ze skrzyżowanymi ramionami, oparty o framugę 

drzwi. - Nareszcie cię znalazłem! 

- Wyjdź stąd, proszę! - zawołała, czując, że 

rumieńce na jej twarzy mogą śmiało konkurować ze 

światłami neonowymi. 

- A pani musi być siostrą Emily - powiedział 

Jeremy, wyciągając do niej rękę. - Nazywam się 

Jeremy Jones. 

Terri potrząsnęła głową jak marionetka. 

- Ja... ja wiem, panie Jones. Jestem pana wiel­

bicielką. Nie mogę w to uwierzyć... - zakręciła się 

w miejscu i popatrzyła na Emily z wyrzutem. - Nic 

nie wspomniałaś, że ma tu przyjechać Jeremy Jones. 

Trzeba mi było o tym powiedzieć! 

- Ona też się mnie nie spodziewała. Zresztą, sam 

podjąłem tę decyzję w ostatniej chwili. Byłem akurat 

na lotnisku w Dallas, gdzie miałem złapać samolot 

do Atlanty. Nagle ogłosili odprawę pasażerów lecących 

do Little Rock i tak się tu znalazłem - wyjaśnił 

z promiennym uśmiechem. - Henry będzie miał trochę 

kłopotu. Jutro wieczorem mam koncert w Atlancie. 

Obie patrzyły na niego zaszokowane, choć każda 

w innym stopniu. Zauważył ich reakcję. 

- Nie mogę zostać zbyt długo. Wpadłem tylko 

powiedzieć cześć. 

- Czy on mówi poważnie? - Terri popatrzyła na 

siostrę. 

Emily gorliwie mieszała rękoma wodę, usiłując na 

nowo zrobić choć trochę piany, która jak na złość 

zupełnie już znikła. 

- Skąd mam wiedzieć? Stoi tu i tyle! - odpowie­

działa. 

Terri objęła wzrokiem sylwetkę opartego o drzwi 

Jeremy'ego - od luksusowych butów po nienaganną 

fryzurę - i kiwnęła głową. 

background image

1 1 2 CAŁYM SERCEM 

- No tak, stoi, chyba że mam halucynacje - powie­

działa. 

- Dobrze już, moje panie - odezwał się ze śmiechem 

Jeremy. - Będę dżentelmenem i poczekam obok, aż 

Emily skończy się kąpać - zawiesił na chwilę glos 

- chyba że potrzebny jest ktoś, kto by ci wyszorował 

plecy - dodał, a w jego oczach widać było wesołe 

iskierki. 

- Dam sobie radę bez ciebie, ale dziękuję za dobre 

chęci - odpowiedziała Emily z całą godnością, na 

jaką było ją stać, a kiedy Jeremy już wyszedł, syknęła: 

- Terri, zamknij drzwi! 

Terri stała jak wmurowana. Dopiero słowa siostry 

wyrwały ją z osłupienia. Podbiegła do drzwi, zamknęła 

je i oparła się o nie plecami. 

- Mój Boże, Emily! Przyjechał do nas, do Little 

Rock! Nie mogę w to uwierzyć. Naprawdę, nie mieści 

mi się to w głowie - mówiła, spoglądając na Emily. 

- Ale co was, u licha, łączy? Tylko nie mów mi, że 

zupełnie nic - powiedziała, widząc, że Emily otwiera już 

usta do odpowiedzi - bo i tak nie uwierzę. Mój Boże, 

widziałam te spojrzenia, które na siebie rzucaliście! 

Chyba nie o wszystkim mi opowiedziałaś, kiedy wróci­

łaś z Las Vegas, siostrzyczko - dodała na zakończenie, 

podając ręcznik Emily, która wychodziła już z wanny. 

- Opowiem ci, ale nie teraz - mówiła Emily, 

wycierając się i szukając szlafroka. - Muszę znaleźć 

coś z ubrania. Idź, zrób mu kawę. A może jest jeszcze 

trochę zupy? 

Terri niechętnie otworzyła drzwi. 

- Chyba nie chcesz mi wmówić, że przyszło mu do 

głowy wpaść tu z wizytą tylko dlatego, że wygrałaś 

tamten konkurs? 

- Terri, ja naprawdę nie wiem, dlaczego on tu 

przyjechał. Słyszałaś to sama. Pewnie mówił prawdę. 

Wiesz, jacy ci artyści potrafią być postrzeleni. 

background image

CAŁYM SERCEM 113 

- Zaczynam to rozumieć - mruknęła, znikając 

w korytarzu. 

Po jej wyjściu Emily mogła zastanowić się nad tym, 

co się stało. Jeremy Jones zjawił się, by ją zobaczyć. 

Jest u niej w domu, tuż obok, a ona musi udawać, że 

nie myśli tylko o jednym - by rzucić mu się na szyję 

i całować go do utraty zmysłów. 

Musi być naprawdę szalony, nie ma co do tego 

wątpliwości. Ale to nie umniejsza jej szczęścia. Pobiegła 

pędem do sypialni i schwyciła co było pod ręką 

- dżinsy i dresową bluzę. Pospiesznie wsunęła nogi 

w znoszone kapcie i wyszła na korytarz. Z kuchni 

dobiegł ją głos Jeremy'ego. 

- Emily pani nie mówiła? Ostatni raz, kiedy 

dzwoniłem, powiedziałem jej, że będę się starał z nią 

spotkać, jak tylko będę mógł. Miałem taki nawał 

pracy, że absolutnie nie mogłem przewidzieć, kiedy 

będę miał wolną chwilę. 

- Dziękuję ci, Jeremy - mruknęła do siebie. Kiedy 

tylko weszła do kuchni i ujrzała oskarżycielskie 

spojrzenie Terri, zrozumiała, że jest w opałach. Tak, 

moje prywatne życie przestało już być prywatne, 

pomyślała. W każdym razie nie jest już sekretem dla 

rodziny. 

Przez następną godzinę Jeremy zabawiał obie panie 

opowieściami o swoim zespole i o trasie koncertowej. 

Pokładały się wprost ze śmiechu. Emily ostatecznie 

zapomniała, że była zmęczona. Terri również promie­

niowała energią. 

Szybko ustaliły, że Jeremy nic nie jadł. Terri 

usmażyła mu natychmiast befsztyk, zrobiła sałatkę, 

a w kuchence mikrofalowej upiekła ziemniaki. Emily 

zadowoliła się zupą i patrzeniem na Jeremy'ego, 

który jadł z takim apetytem, jakby od tygodnia nie 

miał nic w ustach. 

To takie cudowne ujrzeć go znowu! Zapomniała 

background image

114 

CAŁYM SERCEM 

już, jaką przyjemność sprawiał jej widok jego oczu, 

tego jak zmienia się ich wyraz. Jego promienny 

uśmiech poruszał ją całą - czuła to nawet w żołąd­

ku tak, że była zadowolona, iż zjadła tylko trochę 

zupy. 

Kiedy Jeremy wypił kawę, machinalnym gestem 

ujął rękę Emily i pogładził nią po swoim policzku, 

jakby nie zdając sobie sprawy z intymności tego 

gestu. Emily nie patrzyła na Terri. Teraz nie było już -

odwrotu. Jakie by nie były jego intencje, dawał jasno 

do zrozumienia, że rości sobie do niej pewne prawa 

i że nie obchodzi go, co inni o tym sądzą. 

Także dla Emily przestało nagle mieć znaczenie, co 

pomyśli sobie Terri. Cała była pochłonięta tym, że jej 

palce dotykają teraz jego policzków. Za każdym 

razem, kiedy na nią. spoglądał, odbierała to jak 

porażenie prądem. Dreszcz przechodził przez całe jej 

ciało. 

W czasie chwilowej przerwy w rozmowie Terri 

spojrzała na zegarek. 

- Nie wiedziałam, że jest już tak późno! Mike jest 

pewnie od dawna w domu - mówiła, patrząc na 

tamtych dwoje, siedzących obok siebie i trzymających 

się wciąż za ręce. - Muszę już lecieć. Naprawdę, było 

mi bardzo przyjemnie cię poznać, Jeremy. Chciałabym 

móc powiedzieć, że Emily tak dużo mi o tobie mówiła, 

ale niestety byłaby to nieprawda. 

Jeremy uśmiechnął się, a Emily aż poczerwieniała. 

Wypuścił z dłoni jej rękę. 

- Mnie też było miło cię poznać, Terri - powiedział 

wstając. - Mam wrażenie, że w najbliższych miesiącach 

będziemy się często spotykać. 

- Coś czuję, że masz rację - odpowiedziała mu 

z uśmiechem i rzuciła w stronę Emily spojrzenie, 

mówiące, iż w czasie następnej wizyty zażąda od niej 

dokładnych wyjaśnień. 

background image

CAŁYM SERCEM 

115 

Jeremy wypuścił Terri, pomachał jej na pożegnanie, 

a potem starannie zamknął drzwi, odwrócił się 

i spojrzał na Emily. 

- Pewnie dziwisz się, co ja tu robię - powiedział po 

kilku chwilach. 

- Myślałam, że jesteś bardzo zajęty. 

- Naprawdę byłem zajęty. Na następne dwa mie­

siące muszę przygotować pięć koncertów. Ten jutrzejszy 

będzie nagrywany. Pokażą go w telewizji kablowej 

w przyszłym miesiącu. 

- To wspaniale! 

- Pół roku temu też bym tak sądził, ale nie teraz. 

- Dlaczego? - spytała, podchodząc do niego bliżej. 

- Żyję na zbyt szybkich obrotach, Emily. Nie 

mam czasu na życie osobiste. 

- Tak, Michelle na pewno tęskni za tobą, kiedy 

jesteś na koncertach. 

- Nie mówię teraz o Michelle. Wiesz, odkryłem, że 

stało się ze mną coś dziwnego - powiedział, ujmując 

jej dłoń i kładąc ją sobie na piersi. 

Patrzył na nią takim wzrokiem, iż czuła, że za 

chwilę wybuchnie płomieniem. 

- Co takiego? - udało się jej powiedzieć. 

- Chyba się w tobie zakochałem. 

- Och, Jeremy - powiedziała, opierając głowę na 

jego piersi. Czuła, iż serce mu bije tak, że z każdym 

uderzeniem aż drży tors. Objął ją całą i przytulił 

mocno do siebie. 

- Ciągle o tobie myślę. Wydaje mi się, że wszystkie 

moje piosenki są napisane dla ciebie i o tobie. Słyszę 

twój głos, wydaje mi się, że jesteś przy mnie. Kiedy 

kładę się spać, marzę o tobie. 

- To już trochę dziwne - odpowiedziała, zaśmiawszy 

się nienaturalnie. 

- Ty nie masz podobnych objawów? 

Co za pytanie, pomyślała sobie. 

background image

116 

CAŁYM SERCEM 

- Może to tylko stan przejściowy, który wkrótce ci 

przejdzie - powiedziała, nie odpowiadając na pytanie. 

- Nie sądzę. 

Emily poczuła, jak po policzkach spływają jej łzy. 

- No więc zastanawiałem się - zaczął, starając się 

mówić normalnym głosem - co powiedziałabyś, 

gdybym zaproponował ci małżeństwo. 

- Och, Jeremy, nie wiem, co mam o tym myśleć. 

- A czy uważasz, że ja wiem? Od twojego wyjazdu 

chodzę jak lunatyk. Myślałem, że pomożesz mi, bym 

znowu był normalny. 

- To wszystko stało się tak szybko - mówiła nie 

patrząc na niego. - Nie mieliśmy nawet czasu się 

poznać. Nie wiem, co mam powiedzieć. 

- Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie. 

Skinęła głową, nadal nie podnosząc wzroku. 

- Czy ty mnie kochasz? 

Co mogła mu powiedzieć? Odchyliła się tak, by 

widzieć jego twarz, uniosła obie ręce i objęła ją dłońmi. 

- Oczywiście, że cię kocham. Jak w ogóle mogłabym 

ci się oprzeć? 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

Jeremy westchnął, nachylił się i pocałował ją, 

złakniony smaku jej ust. Dłońmi powiódł po jej 

plecach, ku biodrom. Przycisnął ją do siebie tak, by 

mogła poczuć jego nabrzmiałą męskość, bez słów 

pokazując, jakie robi na nim wrażenie. 

Podniósł ją tak, że ledwie dotykała podłogi czubkami 

palców. Stał oparty o drzwi, mając nogi lekko 

rozstawione, a ona opierała się na nim całym ciężarem 

ciała. Odszukał jej usta i zaczął ją tak całować, że 

pomyślała, iż za chwilę wybuchnie płomieniem. 

Wreszcie udało się jej odsunąć od niego na moment, 

by zaczerpnąć tchu. 

- Nie wiem, czy... 

- Ja też nie wiem - przerwał jej. - Ale wiem na 

pewno, że cię kocham. I pragnę ciebie - mówił, 

oddzielając słowa krótkimi pocałunkami - aż do bólu. 

Przywarł do niej na chwilę, tak jakby chciał się 

opanować, a potem wziął ją na ręce i ruszył ku 

sypialni. Nie zapalając światła zaniósł ją na łóżko, 

delikatnie ją położył, a sam zaczął zdejmować ubranie, 

ani na chwilę nie przestając na nią patrzeć. Nagi 

wyciągnął się obok niej. Palcami rozpiął zamek 

błyskawiczny jej dżinsów, oszczędnymi ruchami zsunął 

je, zdjął pantofle i bluzę. 

- Robisz to jak ekspert - wyszeptała. 

- Nie, jak mężczyzna, który cierpi i jest gotowy na 

wszystko - sprostował. Przytulił ją do swego roz­

grzanego ciała. - Tak mi przy tobie dobrze, Emily. 

Nie masz pojęcia, jak za tobą tęskniłem. 

background image

1 1 8 CAŁYM SERCEM 

Kiedy wziął ją w ramiona, poczuła, jak drży. 

Wsunął nogę pomiędzy jej uda i przylgnął do niej 

z całej siły. 

A więc na tym polega niebiańska rozkosz. Jesteś 

z tą jedną, jedyną osobą na świecie, dzięki której 

odczuwasz siebie w pełni, pomyślała. 

Teraz, kiedy już trzymał ją w ramionach, był trochę 

spokojniejszy. Zaczął ją pieścić - dotykał jej ciała lekko 

i delikatnie, rozkoszując się tym, że nareszcie jest z nią, 

że może ją przytulić do siebie i może ją kochać. 

Jego słowa i pomrukiwania sprawiły, że przez jej 

ciało przechodziły fale dreszczy. 

- Tak mi brakowało twoich objęć - wyszeptał, 

pieszcząc językiem jej ucho, a potem powiódł ustami 

przez jej policzki, nos, powieki. - Pewnie to czujesz, 

prawda? 

- Co takiego? - spytała stłumionym głosem. 

- To, że kiedy jesteśmy razem, to obojgu jest nam 

cudownie. Takie mocne przeżycie nie może być 

jednostronne. 

Emily wiedziała, że on ma rację. 

- Tak, ja też tak to czuję - powiedziała, przesuwając 

dłonią po jego plecach. 

Jej słowa rozpaliły w nim nowy ogień. Poczuł, że 

nie jest w stanie hamować dłużej pożądania. Położył 

się na niej i wziął w posiadanie jej ciało w ten sam nie 

znoszący sprzeciwu sposób, w jaki posiadł jej serce. 

Musiała go kochać, widząc, jak desperacko jej pragnie 

- teraz i w całym swoim życiu. 

Elmiry musiała przyznać, że wspomnienia tego, jak 

Jeremy trzymał ją w objęciach, były niczym w porów­

naniu z rzeczywistością. Zapomniała, jak on czuje się 

będąc tak blisko niej i jak ona reaguje na jego 

bliskość. Przywarła do niego, każdym uderzeniem 

serca i każdym oddechem pokazując, że dzieli z nim 

te wspaniałe doznania. 

background image

CAŁYM SERCEM 119 

Jeremy całym ciałem wyrażał miłość do niej, 

pokazując, że razem jest im dobrze, że należą do 

siebie. Spełnienie nastąpiło u obojga w tym samym 

momencie, wstrząsnęło nimi, pozwalając znaleźć się 

w innym świecie - tam, gdzie jedno było tylko 

dopełnieniem drugiego, gdzie byli ze sobą nierozłącznie 

związani. 

Wreszcie Jeremy opadł bez sił na bok, ale nadal nie 

wypuszczał jej z objęć. Wiedział, że teraz, kiedy ją już 

odnalazł, nie może pozwolić jej odejść. Chciał od niej 

usłyszeć jednoznaczne wyznanie uczuć. 

- Mam nadzieję, że w ten sposób powiedziałaś mi 

„tak" - powiedział, wywołując tymi słowami uśmiech 

na ustach Emily. 

- Przyznaję, że robisz to w sposób tak przekonujący, 

że prawie nie mogę się oprzeć. 

- Dlaczego prawie? 

Emily ułożyła wygodnie głowę na jego ramieniu, 

a ich ramiona i nogi były nadal splecione. 

- Kocham cię, Jeremy... - powiedziała cichutko. 

- Dlaczego na końcu słyszę jakieś ale? 

- Po prostu nie uważam, że powinniśmy się spieszyć. 

- Czyżby? - spytał z uśmiechem, powiódłszy 

wzrokiem po ich splecionych razem ciałach. 

- Chodzi mi o to, że nie mamy pewności, czy nasze 

małżeństwo będzie udane. 

- Ja mam tę pewność. Wierzę, że razem potrafimy 

pokonać wszystkie przeszkody. 

Nie odpowiedziała, więc po chwili zapytał. 

- Nie masz przekonania do tego stylu życia, jaki 

prowadzę? 

- Cóż, nie należę do osób, które lubią, by ich życie 

osobiste wywlekano na pierwsze strony gazet. 

- Dlaczego nie zakochałem się w kobiecie, która 

uwielbiałaby widzieć tam swoje nazwisko i fotografię! 

- No właśnie. 

background image

120 CAŁYM SERCEM 

- Rzecz polega na tym, że zakochałem się w tobie, 

a nie mam zamiaru spędzać życia na dojazdach do 

Little Rock, żeby być tutaj z tobą. 

- Tym razem też sądzisz, że uda ci się postawić na 

swoim? 

- Możesz być pewna - powiedział z uśmiechem , 

i obserwował jej twarz w oczekiwaniu na reakcję. 

- Boję się o tym myśleć. 

- O czym? 

- O ślubie z tobą, o tym, że stałabym się częścią 

twego życia. 

- A ja bardziej boję się tego, że się z tobą nie 

ożenię i że nie staniesz się częścią mojego życia. 

Przez kilka chwil leżeli bez słów. 

- A zresztą... - urwał. 

- Co zresztą? - spytała. 

- To ty mnie zwabiłaś - swoją urodą, inteligen-

cją, wspaniałym ciałem. Pamiętaj, że to ty mnie 

uwiodłaś i żeby być w porządku, musisz mnie 

poślubić. 

- Zwariowałeś! 

- Chyba rzeczywiście. Jestem tutaj, w Little Rock, 

a powinienem być teraz w Atlancie. Powiem Hen-

ry'emu, że rzuciłaś na mnie urok i że nie mogłem nic 

na to poradzić - zakończył, przewracając się na plecy 

tak, że Emily znalazła się ponad nim. 

Nawet w najśmielszych fantazjach nie mogłaby 

sobie wyobrazić, że Jeremy Jones znajdzie się w jej 

łóżku, a co dopiero, że będzie tam omawiał z nią 

małżeństwo. 

- Kiedy chcesz wyjechać? 

- Już starasz się mnie pozbyć? 

Zsunęła się i położyła obok niego. 

- Gadasz głupstwa - powiedziała. 

- Tak, oszalałem na twoim punkcie - powiedział, 

przytulając ją do siebie. 

background image

CAŁYM SERCEM 121 

Tej nocy nie tracili już więcej czasu na dyskusję, 

a tym bardziej na sen. 

- Emily, kochanie, obudź się - usłyszała przez sen. 

- Przepraszam, że cię wyciągam z łóżka, ale muszę się 

jakoś dostać na lotnisko. Mogłabyś mnie zawieźć? 

Emily poderwała się. Było jeszcze ciemno, plama 

okna była tylko o ton jaśniejsza od reszty pokoju. 

Spojrzała na zegarek. Jeszcze wcześnie, ale nie dla 

Jeremy'ego, jeśli ma zamiar być dziś w Atlancie. 

Rozejrzała się i dostrzegła go na brzegu łóżka. 

Siedział ubrany i przyglądał się jej z czułym uśmiechem. 

- Przepraszam, Jeremy. Trzeba było obudzić mnie 

wcześniej. 

- Nie miałem śmiałości. Zresztą i tak musiałem się 

przedtem umyć i ogolić. 

Przeciągnęła się i poprawiła dłonią włosy. Choć 

żadne z nich nie miało tej nocy wiele snu, ona 

przynajmniej czuła się wspaniale. Nachyliła się, szybko 

go pocałowała i wyskoczyła z łóżka. 

- Za chwilę będę gotowa - powiedziała, znikając 

w korytarzu prowadzącym do łazienki. 

Kiedy kąpała się i ubierała, Jeremy przygotował 

kawę. Gdy wróciła, stał oparty o kuchenny blat. 

- Dzwoniłem na lotnisko - powiedział. - Równo 

za godzinę mam samolot. 

- To świetnie. Cieszę się, że eskapada do Little 

Rock nie utrudni ci życia. 

Objął ją i przygarnął do siebie. 

- Jedyną trudnością będzie uzyskanie twojej zgody 

na małżeństwo. 

- Wiesz sam, Jeremy, że bardzo tego pragnę. Ale 

musimy dać sobie trochę czasu. 

- Dobrze. Dam ci tyle czasu, ile będziesz uważała 

za konieczne. Ale jeśli o mnie chodzi, to jestem już 

zaręczony. 

background image

122 CAŁYM SERCEM 

- Tylko proszę cię, to nie jest do publicznej 

wiadomości. 

- Jak to? 

- Muszę jeszcze oswoić się z tą myślą. 

- Dobrze, rozumiem twoje obawy i postaram się, 

żebyś w przyszłości nie była narażona na przesadne 

zainteresowanie dziennikarzy. 

- Ciekawa jestem, jak to zrobisz? 

- Pamiętasz, mówiłem ci, że piszę muzykę do 

filmu. Sądzę, że będzie się podobać. Mam zamiar 

więcej czasu spędzać na komponowaniu, a mniej na 

występach. 

- Naprawdę? Czy to tylko taki sposób, żeby 

zamknąć mi usta? 

- Skądże! Sam mam na to wielką ochotę. Możemy 

nawet spędzać tu sporo czasu, jeśli tak wolisz. 

- A jak będzie się czuła Michelle? 

- Wiesz - odpowiedział uśmiechając się - że to 

ona nalegała, żeby cię tu odwiedzić. Mówiła, że 

Matylda tęskni za tobą. 

- Matylda? Ta okropna lalka? - Emily roześmiała 

się. - Rozumiem. Michelle nie tęskni za mną, ale 

Matylda tak. 

- No właśnie. 

- Och, Jeremy, ona jest kochana! 

- Pomyśl tylko: bierzesz mnie, a dostajesz także 

i ją. Niezły interes, prawda? 

- No tak, chyba rzeczywiście nie mogę przegapić 

takiej okazji. 

- To dobrze - powiedział, odstawiwszy filiżankę 

i objął ją. - Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. 

Emily, my oboje - ja i Michelle - bardzo ciebie 

potrzebujemy. 

- Wiesz, że czuję to samo. 

- Daj mi dowód. 

Podeszła na palcach, by go pocałować. Kochała 

background image

CAŁYM SERCEM 

123 

jego dotyk i jego aromatyczny zapach. Czuła, że serce 

jej przepełnia miłość. 

Oderwała się od niego, z trudem łapiąc powietrze. 

On także musiał wziąć głęboki oddech. 

- Muszę ruszać i to natychmiast. Inaczej skończymy 

znów w łóżku. 

W samochodzie Jeremy opowiadał, jak sobie 

wyobraża najbliższe trzy miesiące. 

- To chyba niemożliwe, żebym wcześniej znalazł choć 

trochę czasu i przyjechał do ciebie, ale będę się starał. 

W każdym razie będę dzwonił, kiedy tylko będę mógł. 

Żegnając się na lotnisku przywarli do siebie, a Jeremy 

nachylił się i pocałował ją szybko. 

- Uważaj na siebie - powiedziała, starając się 

ukryć łzy do czasu, kiedy znajdzie się sama. 

- Zobaczymy się już niedługo. 

Dotrzymując danego słowa Jeremy dzwonił, kiedy 

tylko mógł. Czasem było to już późną nocą, ale jej to 

nie przeszkadzało. Zaczęła przeglądać magazyny, 

szukając, co się pisze na jego temat, tak jakby pomogło 

to jej znaleźć się bliżej niego. 

Telefon od Michelle był prawdziwą niespodzianką. 

- Gdzie jesteś, kochanie? - spytała, usłyszawszy 

głos małej. 

- W domu. Cynthia też jest tutaj, bo tatuś wyjechał. 

- Na pewno bardzo za nim tęsknisz, prawda? 

- Tak, ale on dzwoni do mnie co rano. 

- To dobrze. 

- Powiedział mi, że przyjedziesz do nas i że będziesz 

z nami mieszkać. 

- Tak ci powiedział? 

- I jeszcze mówił, że mogę do ciebie dzwonić, 

kiedy tylko zechcę. No to zadzwoniłam. 

Emily uśmiechnęła się. No tak, Jeremy zrobi 

wszystko, żeby została z nimi. 

background image

124 

CAŁYM SERCEM 

- Czy mogłabym przyjechać do ciebie? - pytała 

dalej Michelle. - Matylda bardzo za tobą tęskni. 

- Słyszałam. 

- Mówi, że mogłaby polecieć do ciebie samolotem. 

- Chyba tak. 

- A ja mogłabym ją przywieźć. 

- To zależy od tatusia, nie sądzisz? 

- Ale jeśli ty go poprosisz, to mi pozwoli. 

- No, ale sama nie możesz tu przylecieć. Nie ma 

bezpośrednich samolotów. 

- Szkoda. 

- Ale może tata weźmie cię ze sobą i razem do 

mnie przyjedziecie? 

- Może tak - odpowiedziała spokojnie Michelle. 

- Ale on jest taki zajęty. 

- Wiem, kochanie. 

- Chociaż już niedługo to się ma skończyć i wtedy 

będziemy wszyscy razem. Ale będzie wesoło! 

- Ja też się bardzo cieszę. 

- Cynthia mówi, że już muszę kończyć. Czy mogę 

jeszcze do ciebie zadzwonić? 

- Oczywiście, że tak. Bardzo lubię z tobą rozmawiać. 

- To dobrze, że będziesz z nami mieszkać. 

- I ja się z tego cieszę, kochanie. I to jak! 

Emily starała się, by jej życie biegło tym samym 

rytmem, co dawniej. Nie było to łatwe, zważywszy, że 

zgodziła się na całkowitą zmianę stylu bycia. Nikt 

w biurze nie dowiedział się, że Jeremy był u niej i że 

często do niej dzwoni. Wiedziała o tym tylko Terri, 

która przypisała sobie całą zasługę w zainicjowaniu 

ich związku. 

Emily czuła się jak we śnie. Ale jeśli to był sen, to 

ona wcale nie miała ochoty się budzić. 

Pewnego dnia w popularnym magazynie natknęła 

się na wywiad z Lindą Jones. W czasie, gdy była na 

background image

CAŁYM SERCEM 

125 

lunchu, ktoś podrzucił jej na biurko pismo, otwarte 

na właściwej stronie. 

W wywiadzie Linda opowiadała o swojej walce 

z narkotykami i alkoholem, o próbie samobójstwa 

i o kilku tygodniach, jakie spędziła w ośrodku 

rehabilitacyjnym. 

Opowieść robiła duże wrażenie. Emily zaimponowała 

zwłaszcza szczerość, z jaką Linda mówiła o wszystkim. 

Było jasne, że znów nawiązała kontakt z samą sobą 

i stara się znaleźć wyjaśnienie własnego postępowania. 

Zamieszczone obok zdjęcie przedstawiało zdrową 

i roześmianą kobietę, wyglądającą o niebo lepiej niż 

na niewyraźnym zdjęciu sprzed kilku miesięcy. 

Zbliżając się do końca tekstu, Emily zamarła. 

Dziennikarka zapytała Lindę o jej związek z Jeremym. 

„Tak. Jeremy pomagał mi ogromnie przez cały ten 

okres. Bardzo nas to zbliżyło do siebie. Odwiedzał 

mnie regularnie z naszą córeczką Michelle. Nie wiem, 

jak przeżyłabym te kilka miesięcy, gdyby nie on. Był 

przy mnie zawsze, kiedy go potrzebowałam". 

Artykuł kończył się następującymi słowami: „Za­

pytana o możliwość pogodzenia się z Jeremym, Linda 

uśmiecha się i mówi, że jest jeszcze za wcześnie na 

oficjalny komunikat. Ale w jej oczach błyszczy iskierka 

nadziei. Któż inny mógł ją zapalić, jak nie ojciec jej 

dziecka, słynny piosenkarz Jeremy Jones?" 

No właśnie, któżby inny, pomyślała Emily, od­

kładając magazyn na biurko. 

Jeremy musiał kochać Lindę. To ona dała mu 

Michelle. To zrozumiałe, że spędzał tyle czasu przy 

niej, że pomagał jej wydobyć się z choroby. 

To prawda, nigdy nie rozmawiali ze sobą na temat 

Lindy, ale przecież wszystkie jego telefony odbywały 

się w takim pośpiechu... A co z Michelle? Chyba 

Jeremy nie namawiałby małej, by dzwoniła do Emily, 

jeśli przewidywał powrót do Lindy. 

background image

126 

CAŁYM SERCEM 

Musi wreszcie dać spokój tym zgadywankom. 

Przypomniała sobie, jak reagowała wcześniej, kiedy 

tak długo nie dzwonił. Jeśli nie będzie ostrożna, znów 

spowoduje jakiś kryzys w stosunkach między nimi. 

Jeremy ją kocha. Powiedział jej to, a ona mu 

uwierzyła i będzie wierzyć, chyba że sam jej powie, iż 

jest inaczej. Jeśli ktoś jest tu winien, to tylko ona. 

Przecież Jeremy mówił wyraźnie, że chciałby ogłosić 

publicznie, iż się jej oświadczył. To ona poprosiła, by 

zaczekał z tym, aż skończy trasę koncertową. A w tym 

czasie on nadal planował ich ślub. Za każdym razem 

gdy dzwonił, mówił coś na temat najlepszej pory na 

podróż poślubną i wymieniał nazwy wysp tropikalnych. 

Z początku Emily to szokowało, ale zdała sobie 

sprawę, że wkrótce pieniądze przestaną być czynnikiem 

decydującym przy wyborze celu podróży i miejsca 

zamieszkania. 

Emily ceniła w Jeremym to, że zgodził się dać jej 

czas na zżycie się z myślą, iż będzie jego żoną. Nie, 

nie będzie się zadręczać podejrzeniami, niezależnie od 

tego, co wypisują magazyny. 

Emily czuła się, jakby stoczyła ciężką walkę i wy­

grała. Wszystko będzie dobrze. Musi tylko zaufać 

Jeremy'emu. Zabrała się do pracy. 

Gdy tylko wieczorem wróciła do domu, zjawiła się 

Terri. 

- Zgadnij, co ci powiem! 

- Nie mam głowy do zgadywania. Mów szybko! 

- Telewizja kablowa pokazuje dziś program z Je­

remym. 

- Ach, racja, zapomniałam. Mówił, że będą to 

nagrywać dla telewizji. O której godzinie jest ten 

program? 

- O dziesiątej. Wpadniesz, żeby to obejrzeć razem 

z nami? 

- Nie, dziękuję, obejrzę u siebie. 

background image

CAŁYM SERCEM 127 

- No dobrze, rób jak ci wygodnie. Cześć! - Siostra 

pomachała jej i już była na schodach swego domu. 

Emily uśmiechnęła się, zazdroszcząc jej energii. Nie 

zdawała sobie dotąd sprawy, że zakochanie się 

i przygotowania do nowego życia będą ją kosztować 

tyle wysiłku. 

Chciała zdrzemnąć się, ale budziła się parę razy. 

Śniło jej się, że Jeremy jest otoczony tłumem ludzi, 

a ona nie może się do niego przecisnąć. 

Kiedy zaczął się program, zdała sobie sprawę, że jej 

sen nie był daleki od rzeczywistości. Kamera pokazała 

ogromną salę, w której odbywał się koncert. Emily 

wprost przeraziła się, widząc jakie mnóstwo ludzi 

przyszło oglądać go i bić mu brawo. 

Kiedy obserwowała jego występ, w pełni odczuła, 

jak bardzo go jej brakuje. Jeśli kiedykolwiek miała 

jakieś wątpliwości, czy go kocha i czy chce stać się 

cząstką jego życia, to zniknęły one na sam jego widok. 

Patrząc na niego na zbliżeniach czuła, jak serce 

w niej zamiera. Dotąd tylko raz, tamtego wieczora 

w Las Vegas, widziała go w stroju koncertowym. 

Jego kostiumy estradowe robiły wrażenie - podkreślały 

znakomitą sylwetkę i kocią płynność ruchów. Nic 

dziwnego, że kobiety na widowni krzyczą w ekstazie, 

pomyślała, uśmiechając się do siebie. 

Jeremy Jones miał wszystko, co potrzeba - talent, 

wygląd, charyzmę i promieniującą dokoła szlachetność. 

Tak łatwo było go kochać i nic dziwnego, że wzbudzał 

powszechne uwielbienie. 

Słuchając, jak śpiewa, czuła ból w piersi. Każdy 

utwór trafiał do niej, jakby wykonywał go tylko dla 

niej. Jeśli naprawdę myślał o niej pisząc teksty, to nie 

może mieć wątpliwości co do jego uczuć. 

Podczas przerwy w koncercie pokazano wywiad 

z Jeremym, przeprowadzony w kilka tygodni po 

koncercie. 

background image

128 CAŁYM SERCEM 

Nic jej o tym nie wspominał. Wyglądał na zmęczo­

nego, ale rozwichrzone włosy i swobodny ubiór 

przydawały mu uroku. Rozmawiał z reporterem 

w hotelu, w którym się zatrzymał. 

Był w tej rozmowie naturalny i szczery. Przyznał, 

że ma zamiar zakończyć karierę estradową ze względu 

na męczące trasy koncertowe. Pytany o życie osobiste 

odpowiadał powściągliwie, ale dał do zrozumienia, że 

jest ktoś w jego życiu. Nie dał się wciągnąć w domysły 

reportera na temat tej osoby, śmiał się z jego 

dociekliwości i zamknął rozmowę stwierdzeniem, że 

uważa to za sprawę prywatną. 

Emily wiedziała, że zrobił to dla niej i była mu 

ogromnie wdzięczna. Zaczynała rozumieć, że nie jest 

ważne to, co mówią i piszą o nim inni - liczą się tylko 

jego słowa. 

Odbiegła myślami daleko od wywiadu, ale oprzytom­

niała na widok tego, co działo się na ekranie. Obok 

Jeremy'ego na kanapie usiadła jakaś kobieta. 

To była Linda. 

Emily poczuła się, jakby ktoś z całej siły uderzył ją 

w brzuch. Co ona tam robi? 

Linda wyglądała w telewizji jeszcze lepiej niż na 

zdjęciu. Miała na sobie obcisły dres i uśmiechała się 

promiennie. 

Słyszała słowa reportera: „O ile mi wiadomo, 

przyleciała pani tu dzisiaj spotkać się z Jeremym. 

Dziękuję, że wyraziła pani zgodę na udział w naszym 

programie". Linda skinęła głową i rzuciła rozradowane 

spojrzenie Jeremy'emu. „Proszę mi zatem powiedzieć, 

Lindo..." - ciągnął reporter. 

Serce Emily zaczęło walić tak głośno, że nie słyszała 

już nic z telewizora. Wpatrywała się w ekran, gdzie 

kolejno ukazywało się to jedno z nich, to drugie 

w pogodnej rozmowie z reporterem. Zaczęła drżeć 

cała, jakby ogarnęła ją nagła gorączka. 

background image

CAŁYM SERCEM 

129 

Dlaczego Jeremy nie wspomniał jej o tej rozmowie? 

Dlaczego nie powiedział, że przyleciała do niego 

Linda? Czy ona chce odnowić tamten związek? Nie 

da się zaprzeczyć, że między nimi istnieje szczególna 

więź. Widać ją było choćby w sposobie, w jaki się ze 

sobą przywitali, jak odwzajemnił jej uśmiech i uścisnął 

jej dłoń. 

Emily czuła się oszukana, zdradzona, pozostawiona 

samej sobie. 

Kiedy zaczęła się druga część koncertu, wstała 

i wyłączyła telewizor. Dość tego. Nie mogła już tego 

wytrzymać, z każdym uderzeniem serca krew waliła 

jej do głowy. Poszła do kuchni zrobić sobie herbatę. 

Straciła poczucie czasu. Umysł miała jak sparaliżo­

wany. Siedziała przy stole i popijała herbatę. Musiała 

minąć pewnie godzina, kiedy zadzwonił telefon. 

Automatycznie podniosła słuchawkę. 

- Spałaś? - usłyszała głos Jeremy'ego. 

Nie miała ochoty na rozmowę z nim. Mój Boże, 

nie mógł wybrać gorszego momentu. 

- Nie, nie spałam. 

- Ale poznaję po głosie, że jesteś zmęczona. Tak? 

- Tak, to chyba właściwe słowo. 

Czuła się otępiała, a najchętniej nie odczuwałaby 

w ogóle niczego. Już nigdy więcej. Odczuwanie przynosi 

tylko ból, a w tej chwili nie poradziłaby sobie 

z cierpieniem. Gdyby wyspała się i odpoczęła, doszłaby 

jakoś do siebie. Ale nie teraz. 

- Jutro mam ostatni koncert, a potem wracam do 

domu i robię sobie kilka tygodni wolnego. 

- Rozumiem cię. Musisz tęsknić za Michelle. 

- Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo. Czy 

oglądałaś mój występ? 

- Tak... widziałam. 

- No i co sądzisz? 

- O występie czy o Lindzie? 

background image

130 CAŁYM SERCEM 

Przez chwilę panowało milczenie. 

- A o co ci chodzi z Lindą? 

- Nie mówiłeś mi, że Linda przyjechała się z tobą 

zobaczyć. 

Kolejna pauza. 

- Nie, chyba rzeczywiście nie mówiłem. 

- Rozumiem. Przecież ona jest matką Michelle, 

była twoją żoną, więc... 

- Więc co? 

- Nic, po prostu zaskoczyło mnie to, że pojawiła 

się obok ciebie. 

- Jeśli oglądałaś program, to wiesz, po co się tam 

pojawiła. Była bardzo szczera, co było dla mnie 

niespodzianką. 

Ale Emily nie słyszała przecież Lindy - tylko na nią 

patrzyła, a w głowie miała to, co ta mówiła dzien­

nikarce z magazynu. Czy Emily będzie ostatnią osobą, 

która dowie się tego, co wiedzą wszyscy? 

- Jesteś tam, Emily? 

- Tak. 

- Posłuchaj. Wiem, że jest późno i nie chcę cię 

długo zatrzymywać. Co ty na to, żebyśmy się spotkali 

w ten weekend w Vegas? Ja zaraz tam wrócę. Musimy 

zaplanować pewne rzeczy. 

- Jakie na przykład? 

- Emily, przestań! Co się z tobą dzieje? Zachowujesz 

się tak, jakbyśmy nie umówili się, że nasze zaręczyny 

zostaną ogłoszone, kiedy tylko skończę koncerty. 

Jutro mam ostatni występ i moja cierpliwość się 

kończy. 

- Tak, rozumiem cię. Ale wiesz, Jeremy, ja teraz 

nie mogę się na to zdecydować. Zadzwoń do mnie 

z Las Vegas, wtedy porozmawiamy. 

- Ależ Emily! 

- Pozdrów ode mnie Michelle i uściskaj ją mocno. 

Porozmawiamy za kilka dni. 

background image

CAŁYM SERCEM 

131 

- Co ty mówisz? Nie zostawiaj mnie w ten sposób. 

Powiedz mi, co cię gnębi? 

- Nie mogę, Jeremy. Naprawdę, nie teraz. Dajmy 

sobie kilka dni. Muszę już kończyć. 

Usłyszała jeszcze, jak zawołał „Emily!" i odłożyła 

słuchawkę. 

Powoli umyła filiżankę, zgasiła światło i poszła do 

sypialni. Plakat z Jeremym wisiał jak zawsze na 

ścianie. Stanęła naprzeciwko i przyjrzała się mężczyźnie, 

którego kocha. 

Problem jest nie z Jeremym, ale z nią samą 

- wiedziała o tym dobrze. Nie potrafi naprawdę 

i głęboko uwierzyć w to, że Jeremy ją kocha i chce się 

z nią ożenić. 

Jak czuła się dziewczyna z bajki o Kopciuszku, 

kiedy książę odszukał ją i zaczął namawiać, żeby 

pojechała z nim do jego pałacu, gdzie będą żyli długo 

i szczęśliwie? Czy miała jakieś wątpliwości, że potrafi 

dać mu szczęście? Czy zastanawiała się nad tym, czy 

on ją naprawdę kocha, czy tylko stanowi dla niego 

wyzwanie, z którym on musi się zmierzyć? 

Emily parsknęła śmiechem, w którym nie było 

radości. Jakież wyzwanie mogła stanowić dla Jere-

my'ego? Zakochała się w nim na zabój od pierwszej 

chwili, gdy go ujrzała. 

Linda nie poradziła sobie z tym związkiem, więc 

dlaczego akurat jej miałoby się udać? Skąd niby ma 

mieć mądrość i rozsądek, potrzebne do zbudowania 

trwałego, harmonijnego małżeństwa. 

Zawsze była samotniczką. Nawiązywanie kontaktu 

z innymi przychodziło jej z trudnością. W jakiś dziwny 

sposób Jeremy potrafił wyciągnąć ją z tej skorupy. 

Ośmieliła się wyjrzeć na zewnątrz, poczuła się bez­

pieczna... i zakochała się. Ale co ma sama do 

zaofiarowania? 

Nie przychodziło jej do głowy nic, czym przewyż-

background image

132 CAŁYM SERCEM 

szałaby tysięce innych wielbicielek. Kocha go, ale czy 

z miłości można zbudować most, który połączyłby 

dwie osobowości tak odmienne, dwa tak różne styl 

bycia? 

Wolała nie zastanawiać się nad odpowiedzią. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

Nazajutrz w pracy Emily rutynowo wykonywała 

wszystkie czynności, ale później nie potrafiłaby 

powiedzieć, co robiła. Ludzie coś do niej mówili, ona 

im odpowiadała, i to pewnie do rzeczy, skoro dalej 

załatwiali z nią swoje sprawy. 

Ktoś mimochodem wspomniał o występie Jere-

my'ego w telewizji, ale ona nie podjęła tematu. Jak to 

dobrze, że nikt nie wie, iż Jeremy proponował jej 

małżeństwo. Jak mogłaby teraz patrzeć w oczy ludziom, 

wiedzącym, że mają do czynienia z naiwną, która 

serio potraktowała jego słowa. 

Ależ oczywiście, on to mówił poważnie - odezwał 

się w niej wewnętrzny głos. Jeremy jest uczciwy. 

Może tak, może wtedy, kiedy przeżywał całe to 

zamieszanie z Lindą. Ale teraz Linda ma się dużo 

lepiej. Jeremy musi brać pod uwagę nie tylko moje 

uczucia, powiedziała sama do siebie. A nawet jeśli 

chciałby się z nią ożenić, to jak Emily ma radzić sobie 

z tym, że Linda ma prawo być częścią jego życia, bo 

jest matką Michelle? 

Uświadomiła sobie, że jest zazdrosna o inną kobietę, 

i to ją wprawiło w złość. Ale przynajmniej uczciwie 

zdała sobie sprawę z własnych reakcji. Wszystkie jej 

wymówki i odkładanie na później decyzji o ślubie 

brały się stąd, że czuła zagrożenie, wynikające ze 

związku Jeremy'ego i Lindy. 

Dopóki nie upora się z emocjami, nie może pozwolić 

sobie na żadne plany dotyczące zamążpójścia. Chodzi 

tu nie tylko o jej przyszłe szczęście, ale także o los 

background image

134 

CAŁYM SERCEM 

Jeremy'ego i Michelle. Mała kocha przecież matkę. 

Nawet jeśli Jeremy zachowa prawo do opieki nad 

dzieckiem, Linda będzie mieć swój udział w życiu 

Michelle. I jeżeli Emily się z tym faktem nie po­

godzi, to jej dalszy związek z Jeremym nie ma 

sensu. 

Jedna z jej koleżanek biurowych musiała tego dnia 

zwolnić się wcześniej, by pójść do dentysty. Emily 

była w gruncie rzeczy zadowolona, dawało jej to 

bowiem powód, by zostać dłużej w pracy i dokończyć 

sprawozdanie. Praca nad liczbami nadal stanowiła jej 

ucieczkę. Liczby są takie dokładne, zawsze można na 

nich polegać. Nie musiała się obawiać wahań nastroju 

ani przypływów emocji, nad którymi nie umiałaby 

zapanować. 

Na chwilę mogła zapomnieć o tym, jak niepewna! 

stała się ostatnio jej sytuacja, oraz o tym, że oczekuje 

ją podjęcie decyzji, której nie może już dłużej odkładać. 

Praca stała się dla niej ucieczką. 

Kiedy wróciła do domu w kilka godzin później, 

padała z nóg ze zmęczenia. Zapaliła światło w kuchni 

i zamarła. 

Przy stole siedział Jeremy. 

Nie teraz! Jeszcze nie dzisiaj! Muszę się pozbierać! 

- paniczne myśli przebiegały jej przez głowę. 

Stała jak wryta i patrzyła na Jeremy'ego, który 

podniósł się z krzesła i patrzył na nią niepewnie. 

- Jak tu wszedłeś? - To były jej pierwsze słowa 

i Emily natychmiast pożałowała, że nie powiedziała 

czegoś bardziej przyjaznego. Tak naprawdę to chciała 

przecież rzucić się mu na szyję i powiedzieć, jak 

bardzo go kocha, jak za nim tęskniła, jak bardzo chce 

zostać jego żoną. 

- Terri mnie wpuściła. Chyba się mnie nie prze­

straszyłaś? Wynająłem samolot i przyleciałem tu zaraz 

po koncercie. Tak mi było dobrze, kiedy siedziałem 

background image

CAŁYM SERCEM 135 

tu przez chwilę sam jeden, po ciemku i czekałem aż 

wrócisz. 

- Och! - Tylko tyle potrafiła powiedzieć. Wyglądał 

na równie zmęczonego, jak i ona. - Zrobię kawę 

- powiedziała, podchodząc do szafki. 

- Emily... 

- Tak? - odezwała się, nie patrząc na niego. 

- O co ci chodziło wczoraj, kiedy rozmawialiśmy 

przez telefon? Bardzo się przestraszyłem. 

- Zupełnie niepotrzebnie. 

Podszedł do niej i obrócił ją ku sobie. 

- Czy nie powiesz mi nawet, że miło ci jest mnie 

widzieć? 

Zamknęła oczy, starając się powstrzymać łzy, i po 

chwili otworzyła je. 

- Nawet bardzo mi miło. Myślałam, że polecisz 

prosto do Vegas. 

- Miałem taki zamiar, bo myślałem, że tam się 

spotkamy. Ale ponieważ się nie zgodziłaś, przyleciałem 

tutaj. 

- Michelle czeka na ciebie. 

- Wiem, nie musisz mi przypominać - powiedział, 

zaciskając rękę na jej ramieniu. - Ale ja też mam 

swoje potrzeby, a ty jesteś jedną z nich. Jeśli coś cię 

gnębi, chcę, żebyś mi o tym natychmiast powiedziała. 

Muszę o tym wiedzieć. 

- Bardzo się zdenerwowałam, widząc Lindę razem 

z tobą. 

- Tak przypuszczałem. 

- I wciąż jeszcze nie mogę sobie z tym poradzić, 

jak mam się odnosić do waszego związku. 

- Nic, co jest między mną i Lindą, nie dotyczy ciebie. 

- Ale sam mówisz, że jednak coś jest! 

- Oczywiście, jest przecież Michelle. Ona jest bardzo 

ważna dla nas obojga. Chyba to rozumiesz? - mówił. 

Puścił jej rękę i zaczął chodzić po kuchni. - A może 

background image

136 CAŁYM SERCEM 

zresztą nie rozumiesz, bo sama nie wiesz, co to 

znaczy mieć dziecko. 

- Tak, jeszcze tego nie wiem. 

- Ale to nie jest powód, żebyś była zazdrosna 

o Lindę. Mówiłem ci, że to już dawno minęło. 

- Łatwo ci powiedzieć. Tak czy owak, nie potrafię 

teraz zapanować nad uczuciami. To silniejsze ode mnie. 

- Czy pozwolisz, żeby to miało nas rozdzielić? Nie 

chcesz nawet spróbować tego w sobie pokonać? Czy 

chcesz wrócić do swego małego świata, w którym 

nikt niczego od ciebie nie wymaga? 

- Jeszcze nie wiem. 

- Emily, na Boga! Nie rób tego nam obojgu. 

Wiem, że mnie kochasz, i nie chcę, żeby przez twoje 

obawy i lęki popsuło się to, co jest między nami. 

- Szczerze mówiąc, Jeremy, nie mam siły teraz 

o tym mówić. Miałam okropnie męczący dzień w pracy 

i nie potrafię dyskutować o tym, co czuję i dlaczego. 

- Czy myślisz, że tylko ty intensywnie pracujesz? 

Ja już zapomniałem, kiedy w ogóle byłem w łóżku! 

- I z kim - wyrwało się jej, aż odruchowo zamknęła 

sobie ręką usta, przerażona tym, co powiedziała. 

Patrzył na nią tak, jakby nie mógł uwierzyć w to, 

co usłyszał. 

- Czy ty tak naprawdę myślisz? A więc tu jest pies 

pogrzebany. Jestem piosenkarzem, a ty oceniasz mnie 

zgodnie z reputacją, jaką ma ta profesja. 

- Ja już naprawdę nie wiem, co mam myśleć, 

Jeremy. Kiedyś myślałam, że po prostu wygrałam 

w konkursie wycieczkę do Las Vegas. Nie wiedziałam, 

że to przewróci mi życie do góry nogami, że zwiążę 

się z kimś, kto... 

- Kto? Dokończ, proszę. 

- Kto jest taki sławny, którego byle zdanie się 

cytuje, którego była żona jest sławna, bo jest jego 

byłą żoną. Nie wiem już sama, kim jestem. Tutaj 

background image

CAŁYM SERCEM 137 

przynajmniej znałam samą siebie. Kiedy cię po­

ślubię, to nie będę już wiedziała, kim jestem ani co 

robię. 

Rozpłakała się i natychmiast poczuła za to pretensję 

do samej siebie. Nie cierpiała płaczu - ani u innych, 

ani u siebie. Uważała się za silną i niezależną. Łzy 

były dla niej oznaką bezradności. 

- Nie znoszę płaczu - mruknęła, ocierając oczy. 

- To nie tylko to, Emily. Nie znosisz uczuć. Nie 

chcesz przyznać, że jesteś ludzką istotą, jak wszyscy. 

Chcesz, żeby wszystko pasowało do zgrabnych szuf­

ladek. Niestety, uczucia nie dadzą się tak traktować. 

Jeremy obrócił się na pięcie i podszedł do drzwi. 

- Masz rację, powinienem był lecieć prosto do 

Vegas. Nawet o piątej rano Michelle zrozumiałaby, 

że ją kocham. Miłość nie stawia warunków, nie robi 

zastrzeżeń. Dla Michelle liczy się tylko to, że ją 

kocham i że jestem przy niej. Mogłabyś brać u niej 

lekcje - powiedział i wyszedł. 

Emily stała przez dłuższą chwilę bez ruchu. Od­

szedł. Przyjechał po dwóch miesiącach, a ona nie 

pocałowała go, nie objęła, nie okazała radości z tego, 

że go widzi. 

Wynajął samochód, wyczarterował samolot, a wszys­

tko tylko po to, by ją zobaczyć. A ona potraktowała 

go jak nieproszonego domokrążcę. 

Łzy popłynęły strumieniami po jej policzkach, ale 

tym razem było jej wszystko jedno. Oczywiście, że on 

miał rację. Tak, ona boi się uczuć. Boi się zostać 

zraniona, woli więc nie ryzykować żadnych uczuć. 

Pokochała go za jego dobroć, ciepło, bezinteresowność. 

Za jego zrozumienie dla córki i jej emocji. Kochała 

go nawet za to, że nie zrywał więzi z Lindą, nie przez 

wzgląd na siebie samego, ani nawet na nią, ale 

wiedząc, że wymaga tego dobro małej. 

Emily zrozumiała, jakim była tchórzem. Nie za-

background image

138 

CAŁYM SERCEM 

sługuje na miłość Jeremy'ego, ale pragnie, by dowie-

dział się, że chciałaby nauczyć się tej absolutnej, nie 

stawiającej warunków miłości, o jakiej mówił. 

To dałoby jej szansę. 

Pomimo późnej pory zadzwoniła na lotnisko 

i zarezerwowała miejsce na lot do Las Vegas nazajutrz 

rano. Musi spotkać się z Jeremym i prosić go 

o wybaczenie. Może jej nie daruje, ale ona nie wybaczy 

sobie, jeśli nie poprosi go o to osobiście. 

Resztę nocy spędziła na pakowaniu, napisała też 

liścik do swego biura i położyła się na łóżku, patrząc 

w sufit. Widziała, jaki zły był Jeremy, kiedy wchodził. 

Może do jej przyjazdu mu to przejdzie i będą mogli 

porozmawiać. 

Gdy wreszcie zasnęła, pojawiły się obrazy pełne 

zamętu. Śniło jej się, że musi się gdzieś spieszyć, ale 

nie może się poruszyć. Ogarnęła ją panika - musi już 

tam być, musi wyjaśnić... 

Z koszmarnego snu obudził ją dzwonek telefonu. 

Sięgając po słuchawkę dostrzegła, że jest szósta rano. 

Budzik zadzwoniłby i tak za kilka minut. 

- Halo? 

- Emily? O mój Boże, Emily! 

Usiadła w łóżku. Z trudnością rozpoznała głos Terri 

- Terri? Co się stało? Coś z Mike'iem? Może Patti? 

- Nie, to Jeremy! On... o mój Boże... 

- Jeremy! - krzyknęła. Znów napłynęły najgorsze 

przeczucia, tak jakby senny koszmar wcale się nie 

skończył. - Co mu jest? 

- Samolot, którym leciał, rozbił się gdzieś koło 

Las Vegas. Dopiero co usłyszałam to przez radio. 

Robiłam właśnie śniadanie Mike'owi... 

A więc koszmarny sen stał się rzeczywistością. 

- Czy on żyje? - spytała nieswoim głosem. 

- Nic nie mówili, nie było żadnych szczegółów. 

background image

CAŁYM SERCEM 139 

Ale rozumiesz, tak rzadko ktoś wychodzi cało z kata­

strofy lotniczej. 

Emily potrafiła myśleć tylko o tym, że właśnie 

miała lecieć do Las Vegas, by mu wszystko wy­

tłumaczyć. Wytłumaczyć - co? Jakie to ma teraz 

znaczenie? 

- Emily? 

- Tak. 

- Co masz zamiar teraz zrobić? 

- Nie wiem. Miałam tam właśnie lecieć, ale... 

- Leć, przynajmniej będziesz na miejscu. 

- Ale w takiej sytuacji... sama nie wiem, co robić. 

- Ciekawa jestem, co powiedzieli tej małej? 

Michelle! Przecież ona z telewizji dowiedziała się, 

że jej matka próbowała popełnić samobójstwo. Czy 

w ten sam sposób dowie się o śmierci ojca? 

- Muszę tam być. 

- No właśnie. Zawiozę cię na lotnisko. 

Obie płakały, ale starały się zapanować nad emoc­

jami, 

- Dziękuję ci. 

Odłożyła słuchawkę i podeszła do szafy z ubraniami. 

On żyje, myślała. Wiem, że żyje. Wiedziałabym, gdyby 

zginął. Coś we mnie by umarło, gdyby go już nie 

było. Wiem, że ocalał. Doniesienia są przesadzone. 

Samolot miał przymusowe lądowanie, nic poważnego. 

Dziennikarze zawsze przesadzają. Boże, proszę, niech 

to właśnie tak będzie, niech on ocaleje! 

Emily ubrała się automatycznie i wyszła z torbą 

przed drzwi wejściowe. Nie będzie rozmyślać o ewen­

tualnościach - poleci tam, by być blisko Jeremy'ego, 

nawet jeśli ma to być po raz ostatni. 

Po przylocie do Las Vegas nie wiedziała z początku, 

co ma robić. Kupiła na lotnisku gazetę, licząc na nowe 

szczegóły. Przeczytała ją czekając na swój bagaż. 

background image

140 

CAŁYM SERCEM 

Nagłówek brzmiał poważnie. Na parę mil przed 

Las Vegas w samolocie pojawiły się problemy z sil­

nikiem. Konieczne było przymusowe lądowanie. Pilot 

i Jeremy wymienieni byli jako osoby znajdujące się 

w szpitalu w stanie krytycznym. 

A więc żyje. Bogu dzięki! Przeżył katastrofę. 

Jest w szpitalu. A więc musi jechać właśnie tam. 

Chwyciła torbę i pobiegła do taksówki. 

Kiedy ujrzała tłum kłębiący się przed szpitalnym 

wejściem, załamała się. Oczywiście, nie tylko ona chce 

się dowiedzieć, w jakim stanie jest Jeremy. Czemu nie 

przyszło jej to wcześniej do głowy? Nikt nie uwierzy jej 

wyjaśnieniom, kim jest. Co za ironia losu, że sama do 

tego doprowadziła, myśląc tylko o tym, by zachować 

prywatność. I to teraz, gdy musi się z nim widzieć! 

- Emily! Jak dobrze, że jesteś! 

Odwróciła się. Przez ulicę biegła do niej Cynthia. 

- Och, Cynthio! Jak on się czuje? 

- Właśnie jest po operacji. Nikogo nie wpuszczają, 

ale tata jest tam i czeka na informacje. Chodź, 

pokażę ci, gdzie jest poczekalnia. 

- A co z Michelle? 

- Nic jej nie mówiliśmy. Przynajmniej tym razem 

postaraliśmy się, żeby nie dowiedziała się o tym 

przypadkowo - mówiła, ściskając Emily za ramię. 

- Wiedziałam, że przylecisz tu, jak tylko się dowiesz. 

Tata próbował dzwonić do ciebie, ale nikt nie 

odpowiadał. 

Weszły bocznym wejściem, położonym daleko od 

oblężonego westybulu. Cynthia zaprowadziła Emily 

korytarzami do poczekalni. 

Na ich widok Henry poderwał się z miejsca. 

- Dobrze, że jesteś, Emily. Dzwonię do ciebie od 

rana, ale nikt nie odpowiada. 

- Usłyszałam o wszystkim w dzienniku. Co z Je-

remym? 

background image

CAŁYM SERCEM  1 4 1 

- Lekarz mówi, że dobrze zniósł operację. Ma trochę 

obrażeń wewnętrznych, złamany obojczyk i lewą rękę, 

ale jeśli nie pojawią się komplikacje, to będzie zdrów. 

- A pilot? 

Henry pokręcił głową. 

- Niestety, nie miał tyle szczęścia. Świetnie wykonał 

swoją robotę, ale mieli bardzo trudne lądowanie. Nie 

miał żadnych szans. 

Henry poprowadził ją ku krzesłom i sam usiadł 

obok. 

- Na razie nikogo nie wpuszczają. 

- Wiem, Cynthia mi powiedziała. 

- Idź do domu i trochę odpocznij. Kiedy on się 

zacznie ruszać, będziesz miała pełne ręce roboty 

- powiedział z uśmiechem. 

- Dobrze, że tu jesteś, Emily. Napatrzyłaś się 

ostatnio na rozgorączkowanego Jeremy'ego. Będę się 

cieszył, kiedy wreszcie zobaczę was na ślubnym 

kobiercu. Może on wtedy będzie się mógł trochę 

skupić na swojej pracy. 

Nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Nie miała 

pewności, w jakim punkcie jest jej związek z Jeremym, 

ale to było teraz mniej ważne niż jego wyzdrowienie. 

Niechby nawet nie chciał jej widzieć, byle tylko był 

cały i zdrów. 

A ona poczeka. 

- To był dla mnie szok - mówił Henry. - Nie 

spodziewałem się go przed końcem tygodnia. Powie­

dział, że poleci do Little Rock i przywiezie ciebie. 

Dopiero po chwili dotarł do niego sens tych słów. 

- Mój Boże! Przecież miałaś być razem z nim 

w tym samolocie! Co się stało, Emily? 

- Posprzeczaliśmy się. Teraz wydaje mi się to takie 

nieistotne, Henry. Nie wiedziałam, że przyjechał, żeby 

mnie zabrać ze sobą. Wyszedł i tyle. 

Henry pokręcił głową. 

background image

142 CAŁYM SERCEM 

- Ostatnio żył w ogromny napięciu. Starał się 

zmienić swój rozkład zajęć tak, by mieć jak najwięcej 

czasu dla ciebie. A do tego strasznie dużo kosztowała 

go cała ta historia z Lindą. 

- Wiem. 

- Jak na to, co się tu działo, Michelle ma się 

bardzo dobrze. Powiedzieliśmy jej, że samolot Jere­

my'ego się spóźni i że musi trochę poczekać. Była 

zawiedziona, ale przynajmniej nie dowiedziała się 

o katastrofie. Może nie będziemy musieli jej o tym 

mówić. 

Siedzieli obok siebie, a Emily trapiły wyrzuty 

sumienia, że ofiarą jej rozterek padł Jeremy. Za­

stanawiała się, czy on jej to kiedyś wybaczy. 

Cynthia zawiozła Emily do domu Jeremy'ego. 

Przywitała ją tam Peggy, gospodyni, którą pamiętała 

jeszcze z pierwszej wizyty. W tej chwili korytarzem 

nadbiegła Michelle. 

- Emily! - zawołała i objęła ją wpół. 

- Cześć, kochanie. 

- Taty nie ma jeszcze w domu. Tak się cieszę, że 

przyjechałaś. Zrobimy mu niespodziankę, kiedy wróci, 

prawda? 

- Świetny pomysł - odparła i weszła do salonu. 

- Obiad podany, panno Hartman - oznajmiła 

Peggy. - Zajmę się bagażem, a pani mogłaby dopil­

nować, żeby Michelle coś zjadła. Jest zbyt podniecona. 

Popatrzyły na siebie i Emily zrozumiała, jak trudno 

jest Peggy zachować spokój dla dobra małej. 

- Proszę zostawić torbę, sama ją rozpakuję. 

- Będziesz spać ze mną, dobrze? - prosiła Michelle, 

kiedy usiadły do stołu. 

- Dobrze. 

- Matylda bardzo się ucieszy, że jesteś. Cały czas 

mówiła o tobie. 

background image

CAŁYM SERCEM 143 

- Naprawdę? 

- Tak. Stale opowiadała, że bierzecie z tatą ślub. 

Czy to prawda? 

- No cóż... 

- Tata mówi, że tak... któregoś dnia. Ale nie mówi 

kiedy. 

- Rozumiem. 

- Ale jak przyjedzie, to go poproś, żeby już wybrał 

ten dzień, bo chciałabym nareszcie wiedzieć. Mam 

bardzo ładną sukienkę. Matylda też ma nową suknię. 

No bo przecież nie może pójść na wesele w dresie. To 

by było śmieszne. 

- No tak. 

- Więc Peggy uszyła jej piękną suknię. Chcesz 

zobaczyć? 

- Najpierw zjedzmy, dobrze? 

- Dobrze. Teraz, jak już tu jesteś, mamy dużo 

czasu dla siebie, prawda? 

- Oczywiście - odpowiedziała. 

W kilka godzin później, gdy Emily udało się położyć 

małą do łóżka, zadzwoniła do szpitala. Henry nadal 

siedział w poczekalni. Poproszony do telefonu, miał 

dla niej dobre wiadomości. 

- Przed godziną doktor pozwolił mi do niego 

zajrzeć. Jest podłączony do różnych urządzeń i wygląda 

na zmaltretowanego, ale lekarze zapewniają, że 

wszystkie wyniki ma dobre i że jest w zadowalającym 

stanie. 

- Och, Henry! - Potrafiła powiedzieć tylko tyle. 

- Wiem, kochanie, wiem. Mnie też nie jest łatwo. 

Pomyślałem sobie, że posiedzę tutaj na wypadek, 

gdyby odzyskał przytomność. 

- Rozumiem cię, Henry. Ty go kochasz. 

- No tak - odpowiedział zakłopotany. - Możesz 

to tak nazwać. A jak się czuje Michelle? 

- Dobrze. Jest bardzo przejęta tym, że jestem z nią. 

background image

144 

CAŁYM SERCEM 

- Ja też się cieszę, że przyjechałaś. Jesteś właśnie 

taką kobietą, jakiej Jeremy'emu potrzeba. 

- Mam nadzieję. Ale tak się zbłaźniłam! 

- Nie ty jedna! Nikt z nas nie jest tak doskonały, 

by umieć przejść przez życie nie popełniając błędów. 

Jeremy nie oczekuje ideału. 

- Dzięki Bogu - mruknęła. Oboje roześmieli się. 

- Zadzwoń, jeśli coś się wydarzy - poprosiła. 

- Dobrze. A teraz idź się wyśpij. Coś mi mówi, że 

jutro będziesz siedzieć tutaj i trzymać go za rękę. 

Oby to było rzeczywiście takie proste. 

Nazajutrz rano po śniadaniu poszła poszukać 

Michelle. Znalazła ją siedzącą przed telewizorem 

i oglądającą nagranie wideo z koncertu Jeremy'ego. 

- Cześć, Emily. Chcesz popatrzeć, jak tata śpiewa? 

Mama też tu jest. 

Emily usiadła obok Michelle i objęła ją ramieniem. 

- Często to oglądasz? - spytała. 

- Tak. Lubię patrzeć, jak się mama śmieje. Popatrz, 

jest taka wesoła. 

Emily jeszcze raz obejrzała wywiad, tym razem 

znacznie spokojniej niż za pierwszym razem. Słuchała 

też, co Linda mówi. Z radosnym uśmiechem Linda 

wyjaśniała, iż przyleciała spotkać się z Jeremym, by 

powiedzieć mu, że wychodzi za mąż. Jej wybrańcem 

jest przyjaciel Jeremy'ego, z którym on sam ją poznał. 

Mężczyzna ten spędził przy niej sporo czasu w klinice 

rehabilitacyjnej. Było oczywiste, że Jeremy cieszy się 

z ich szczęścia. 

Linda wyjaśniła też, że Jeremy zgodził się, by 

wystąpiła w tym programie i opowiedziała o swoich 

przejściach i o pomocy, jaką otrzymała dzięki pro­

gramowi rehabilitacyjnemu. Mógł jej odmówić, był 

to bowiem jego program i jego czas antenowy. On 

jednak zrozumiał, że Linda chce wszystkim po-

background image

CAŁYM SERCE M 145 

trzebującym powiedzieć, co mogą zrobić, kiedy dotkną 

ich kłopoty, których nie da się pokonać w pojedynkę. 

Patrząc obiektywnie Emily dostrzegła, że Jeremy 

był dumny z Lindy, która z takim uporem walczyła 

o powrót do normalności. Nie było w tym jednak nic 

poza naturalną życzliwością i przyjaźnią. 

Jaka była niemądra, reagując za pierwszym razem 

z taką zazdrością! Nic dziwnego, że Jeremy'ego tak 

to zdenerwowało. 

Emily zaczęła oglądać drugą część koncertu. Energia, 

jaką emanował na scenie Jeremy, udzielała się tłumowi 

widzów, którzy bez skrępowania wyrażali swoje 

uwielbienie dla niego. Znała to uczucie. Po raz pierwszy 

była teraz w stanie zrozumieć, jak można na koncercie 

krzyczeć z miłości i podziwu dla artysty. 

Kiedy już cichły ostatnie owacje i prośby o bisy 

Jeremy wrócił na scenę zza kulis i usiadł przy 

fortepianie. 

- Tej piosenki - zaczął - nie ma na mojej ostatniej 

płycie. Szczerze mówiąc, dopiero co ją napisałem, tak 

że zespół nie dostał jeszcze nut. Jeśli więc nie macie 

nic przeciwko temu, to sam będę sobie akompaniował 

- powiedział, a tłum w tym momencie omal nie 

oszalał. - Posłuchajcie. 

Akordy, od których zaczął, były spokojne. W olb­

rzymiej sali momentalnie zapanowała atmosfera 

intymności. Było tak cicho, że można by sądzić, iż 

widzowie zapomnieli o oddychaniu. 

Kiedy zaczął śpiewać, Emily również wstrzymała 

oddech. Śpiewał o niej. Opisywał, jak wiele znaczy 

dla niego to, że pojawiła się w jego życiu, o czym 

marzy, odkąd ją poznał i pokochał, że ma nadzieję, 

iż ona wreszcie zrozumie, kim naprawdę jest dla 

niego. Piosenka kończyła się słowami: „Daję ci moją 

miłość... całym sercem". 

Melodia miała intensywność, która w słuchającym 

background image

146 CAŁYM SERCEM 

wywoływała uniesienie, a słowa w naturalny sposób 

zgadzały się z muzyką. Kiedy rozbrzmiały ostatnie 

akordy, przez kilka chwil panowała absolutna cisza, 

a potem na nowo wybuchły szalone owacje. 

Jeremy wstał od fortepianu i podniósł rękę. Kamera 

zrobiła zbliżenie jego twarzy. Był uradowany reakcją 

publiczności. Emily nie widziała go jeszcze tak 

promieniującego szczęściem. 

Michelle ześlizgnęła się z sofy i wyłączyła ma­

gnetowid. 

- To już koniec. Podobało ci się, Emily? 

Teraz zrozumiała, jak okropnym błędem było to, 

co zrobiła, czy raczej czego nie zrobiła. Powiedziała 

Jeremy'emu, że widziała koncert, a nic nie wspomniała 

o tej piosence. 

Nic dziwnego, że odebrał to tak, jakby go nie 

kochała. Bo przecież napisał najpiękniejszą piosenkę 

o miłości, jaką słyszała - melodię tę ludzie będą nucić 

jeszcze przez lata - ofiarował jej swoją miłość na 

oczach milionów. A ona nie zareagowała na to ani 

słowem. 

Minęły jeszcze dwa dni, zanim lekarze wyrazili 

zgodę na odwiedziny u Jeremy'ego. Kiedy Henry 

wspomniał mu, że Emily jest na miejscu, że przyle­

ciała w parę godzin po wypadku - poprosił, by 

przyszła. 

Nie była pewna, czy potrafi zachować się od­

powiednio podczas tego spotkania, nie wiedziała 

bowiem, jak potraktuje jej obecność. Czy będzie 

pamiętał ostatnie słowa, jakie sobie powiedzieli? Czy 

ucieszy się, że przyjechała? Nigdy jeszcze nie czekała 

na spotkanie z tak mieszanymi uczuciami. 

Henry pokazał jej drogę do pokoju Jeremy'ego, 

sam zaś wybrał się na kilka godzin do domu. 

Dotychczas dzień i noc przesiadywał w szpitalu, aż 

background image

CAŁYM SERCEM 

147 

któryś z lekarzy powiedział mu, że swoją obecnością 

nie wpłynie na poprawę stanu Jeremy'ego. 

Emily pchnęła drzwi i znalazła się w pokoju, 

w którym panowała cisza. W wielu miejscach były 

porozstawiane kwiaty, a Henry mówił jej, że to tylko 

niektóre spośród mnóstwa bukietów, jakie przysłano 

do szpitala na wiadomość o katastrofie. Każdy pacjent, 

w szpitalu dostał przynajmniej po jednym. 

Stanęła w nogach łóżka i spojrzała na Jeremy'ego,, 

Pół twarzy miał obandażowane, druga połowa była 

sina i opuchnięta. Jedno ramię miał w gipsie, także 

klatkę piersiową spowijały bandaże. 

Ale żył. Widziała, jak unosi mu się pierś. Leżał 

zwrócony twarzą do okna i łagodne światło dodawało 

jego twarzy trochę życia. Oczy miał podkrążone, 

a Emily przypomniała sobie, jak mówił jej, że wróci 

do Las Vegas i będzie spał przez tydzień. Teraz ma 

na to dość czasu. 

Podeszła do niego i ujęła go za rękę. Podniosła ją 

do ust i ucałowała. 

Otworzył oczy i przez chwilę patrzył na nią 

nieprzytomnie, a potem powiódł językiem po suchych 

wargach. 

- Emily, to ty? 

- Tak, Jeremy, jestem przy tobie - odpowiedziała 

łamiącym się głosem. 

Przez chwilę miał zamknięte oczy. 

- Myślałem, że mi się śni - powiedział. 

- Nareszcie słyszałam tę piosenkę, którą dla mnie 

napisałeś. Przegapiłam ją, kiedy za pierwszym razem 

oglądałam twój koncert. 

Oczyma poszukał jej oczu, jakby próbując odczytać 

w nich jeszcze jakąś wiadomość, ale nie wymówił ani 

słowa. 

- Jest bardzo piękna. Jeremy, ty tak cudownie 

umiesz wyrazić siebie - słowem, muzyką i wszystkim. 

background image

148 CAŁYM SERCEM 

- Myślałem, że byłaś zła - powiedział wreszcie 

ledwie dosłyszalnym szeptem. 

- Za co? 

- Za tę piosenkę. Że publicznie wyraziłem swoje 

uczucia. Myślałem, że pogniewałaś się na mnie za to. 

- Ależ skądże. Kiedy u mnie byłeś, nie miałam 

o niej w ogóle pojęcia. A teraz czuję się wręcz 

zaszczycona. 

Usta ułożyły mu się w coś w rodzaju półuśmiechu. 

- Miałaś rację. Ja przeżywam swoje życie na scenie. 

- To mi nie przeszkadza. Gotowa jestem krzyczeć 

na cały świat, że kocha mnie Jeremy Jones. 

Zamknął oczy, tak jakby jej słowa sprawiły mu 

ból. Stała, nie wiedząc co ma robić. Wciąż trzymała 

go za rękę. 

- Dotychczas wolałaś nie krzyczeć - powiedział 

wreszcie. 

- Nie robię tego teraz, bo by mnie pielęgniarka 

stąd wyrzuciła. 

Otworzył oczy, a ona ujrzała, że jest w nich teraz 

trochę więcej blasku. 

- Kocham cię, Jeremy. Kochałam ciebie, odkąd 

tylko cię zobaczyłam i nie potrafiłabym już dłużej 

tego ukrywać. 

- A ja o mało w to nie zwątpiłem - wyszeptał. 

- Jeżeli jeszcze nie masz mnie dość, to z wielką 

radością wyjdę za ciebie. Gotowa jestem nawet 

sama ogłosić to w głównym wydaniu telewizyjnych 

wiadomości. 

- Chętnie bym to zobaczył - powiedział, a oczy 

mu zabłysły. 

Pochyliła się, by go pocałować. 

- No to musisz się pospieszyć i wyjść stąd jak 

najszybciej. 

Nic nie powiedział, ale tym razem jego milczenie 

nie zaniepokoiło jej. Oczy mówiły wystarczająco wiele. 

background image

CAŁYM SERCEM 149 

- Wiem od Henry'ego, że Michelle dotrzymuje ci 

towarzystwa - powiedział. 

- Tak, cały czas. Ma już nową sukienkę, którą 

włoży na nasz ślub. Zresztą Matylda też. 

Uśmiechnął się z taką czułością, że myślała, iż serce 

w niej stopnieje. 

- Cieszę się, że niektórzy nie stracili nadziei. 

- Ja też, kochany. Kłopot ze mną polega na tym, 

że nie potrafię tak do końca uwierzyć, że bajka może 

stać się rzeczywistością. 

- Ale teraz już chyba wierzysz? 

- No tak. Jak tylko wyzdrowiejesz, urządzimy 

takie huczne wesele, jak to sobie teraz Michelle 

wyobraża. A potem będziemy żyli długo i szczęśliwie! 

Powoli zacisnął rękę na jej dłoni. 

- Kocham cię, Emily. Bardzo cię kocham. 

Widziała, jaki jest zmęczony, i zrozumiała, że musi 

stąd odejść, choćby na krótko. Ale gdy wreszcie on 

stąd wyjdzie, to nigdy go już nie opuści. 

- Ja też cię kocham, Jeremy. Całym sercem. 

background image

EPILOG 

Jeremy i Emily zajęli swoje miejsca w ostatniej 

chwili przed rozpoczęciem uroczystości rozdania 

Oskarów. Kątem oka patrzyła na niego, starając się 

powstrzymać uśmiech. 

Przez dziesięć lat małżeństwa nie widziała go tak 

zdenerwowanego. Ale przecież to jego pierwsza 

nominacja do Oskara za muzykę filmową. 

Ujęła go za rękę, a on uśmiechnął się, zaciskając 

dłoń. 

- Czy mówiłem ci już, że wyglądasz olśniewająco? 

- Tak, coś wspominałeś, ale mogę tego słuchać 

stale - odpowiedziała z uśmiechem. 

Po dziesięciu latach Emily przywykła do życia jak 

na wystawie, do tego, że światła fleszów błyskają 

prosto w oczy, że wszędzie widzi swoje zdjęcia 

z Jeremym czy tego chce, czy nie. 

- Ale tłum - mruknął, rozglądając się po sali. 

- Tak jak lubisz najbardziej - powiedziała. 

- No właśnie, ty mnie dobrze rozumiesz - przytak­

nął. - A co z Michelle? - spytał, patrząc za siebie. 

- Poszła poprawić jeszcze fryzurę i makijaż. Wie, 

że kiedy już obok ciebie usiądzie, to skierują się na 

nas wszystkie kamery. 

- No to dlaczego ty wcale nie jesteś zdenerwowana? 

- Przyzwyczaiłam się. Zresztą, kiedy ty tu jesteś, to 

na mnie nikt nie zwróci uwagi. 

- Czyżby? - powiedział, po czym pochylił się 

i pocałował ją tuż nad uchem. 

Wiedział, jak to na nią działa. Znał każde miejsce 

background image

CAŁYM SERCEM 

151 

jej ciała, widział, jak zaczyna żyć własnym życiem, 

kiedy on go dotknie. I kiedy tylko mógł, czynił z tej 

wiedzy użytek. 

- Tato, zachowujesz się gorzej niż nastolatek, 

całujący się w kinie - dał się słyszeć głos Michelle, 

zajmującej miejsce obok ojca. - Mógłbyś przynajmniej 

poczekać, aż zgaśnie światło - syknęła. 

Jeremy roześmiał się i objął ją ramieniem. 

- Co ja bym bez ciebie zrobił? Kto by mnie uczył 

zachowania? 

Emily zauważyła, że Michelle wygląda znakomicie 

i- jak na swoje piętnaście lat - poważnie. Miała na 

sobie suknię z błękitnego jedwabiu, od której odbijały 

jej jasnobrązowe włosy i ciemne oczy. Fason był 

prosty, lecz bardzo elegancki, a Michelle miała idealną 

do tej sukni figurę. 

Emily, wygodnie usadowiona w fotelu, położyła 

rękę na udzie Jeremy'ego i dyskretnie go pogłas­

kała. 

- Przestań, kochanie - szepnął, nachylając się ku 

niej - bo skompromituję nas oboje, wszystko jedno 

czy światła będą zapalone, czy zgaszone. 

Z udawaną skromnością przeniosła dłoń na jego 

ramię i uśmiechnęła się niewinnie. 

- Chciałam tylko na chwilę odciągnąć twoją uwagę 

od sali. 

- Nawet nie wiesz, jak dobrze ci się udało. 

Życie z Jeremym nigdy nie było nudne. Od chwili 

ogłoszenia ich zaręczyn, wkrótce po jego wyjściu ze 

szpitala, aż do dzisiejszego wieczora - każdy krok 

Jeremy'ego był publicznym wydarzeniem. 

Emily dawno już nauczyła się dawać sobie z tym 

radę. On jej oczywiście w tym pomagał, chronił ją 

przed bardziej natarczywymi reporterami i sam 

wkraczał do akcji, ilekroć ich pytania wyprowadzały 

ją z równowagi. Nauczył ją nawet przygotowywać 

background image

152 CAŁYM SERCEM 

odpowiedzi na pytania, na które nie chce odpowiadać, 

bo prędzej czy później i tak je ktoś postawi. 

Wygrał walkę z Henrym w kwestii tras koncer­

towych. Wyjazdy zaczęły kojarzyć się Henry'emu 

z katastrofą samolotu i zgodził się, że można znaleźć 

inne sposoby promocji płyt. 

Kupił kilkanaście akrów ziemi niedaleko Hot Springs 

w stanie Arkansas i zbudował piękny dom. Większość 

czasu spędzali tam razem. On zajęty był pisaniem 

muzyki, a i jej udawało się zawsze znaleźć jakieś zajęcie. 

Wciąż jeszcze dwa razy w roku występował w Las 

Vegas, ale sprzedał już swój tamtejszy dom. Na czas 

pobytu w mieście wynajmowali specjalny apartament. 

- Mamo! 

Słysząc zniecierpliwienie w głosie Michelle, Emily 

zdała sobie sprawę, że ta musi ją wołać nie po raz 

pierwszy. 

- Tak, kochanie. 

- Czy naprawdę pozwoliłaś Andy'emu oglądać 

nas teraz w telewizji? 

- A co on ci mówił? 

- Powiedział, że pozwoliłaś mu nie iść do łóżka. 

Będzie oglądał telewizję razem z Carmen i Ryanem. 

- Tak, Ryan się nimi zajmie. 

- Ale Andy tak długo nie wytrzyma. Ma tylko trzy 

latka. 

- Emily wie, ile Andy ma lat - wtrącił się Jeremy. 

- Kiedy była z nim w ciąży, było to okropnie upalne 

lato. 

- Nie rozumiem, jak mogłaś im na to pozwolić, 

nawet jeśli tata ma dostać Oskara. 

- Dlaczego mówisz Jeśli"? - spytała Emily z uśmie­

chem. - Przecież na pewno wygra. Uważam, że nie 

stanie się nic złego, jeśli wszystkie jego dzieci to obejrzą. 

- Michelle, pomyśl tylko - włączył się znów Jeremy. 

- Jesteśmy tu w innej strefie czasowej. Dzieci są 

background image

CAŁYM SERCEM 

153 

przyzwyczajone do centralnej, a my jesteśmy w za­

chodniej. Kładą się o ósmej czasu centralnego, 

a teraz jest tam już noc. Nie zdziwiłbym się, gdyby 

wszystkie już spały, nawet Ryan, chociaż ma dzie­

więć lat. 

Michelle roześmiała się. 

- Co za perfidia! Pozwoliłeś im nas oglądać, bo 

wiedziałeś, że nie wytrzymają tak długo! 

- Co w tym złego? Najwyżej do naszego powrotu 

będą spać w pokoju Ryana. 

Michelle rozejrzała się po wypełnionej po brzegi 

sali. Widząc, że córka jest już myślą gdzie indziej, 

Jeremy pochylił się ku Emily. 

- Chyba nie będę jej mówił - powiedział szeptem 

- że to samo robiliśmy z nią, kiedy była w wieku 

Carmen. 

- Lepiej nie mów. 

Westchnął i położył rękę na jej dłoni. 

- Aż trudno uwierzyć, że wszystko to zaczęło się 

dziesięć lat temu. 

- Właśnie. A Michelle nawet nie chciała wierzyć, 

że poznałam cię dzięki temu, iż wygrałam konkurs 

w radiu. 

- Bo to rzeczywiście brzmi nieprawdopodobnie. 

- Nieprawdopodobne było to, że się we mnie 

zakochałeś. Jestem pewna, że Henry nie uwzględnił 

tego planując twoją karierę. 

- No tak, ale już nasze zaręczyny włączył w to 

bardzo sprytnie. 

- A ja się tak tego bałam. Zupełnie niepotrzebnie. 

- Pamiętam, że uspokajałem cię pewnie ze sto razy. 

- Miałeś rację. Gdy się kogoś kocha, to zapomina 

się o takich obawach i wierzy się, że miłość pokona 

wszystkie przeszkody. To ty nauczyłeś mnie, czym 

jest miłość. Nigdy ci tego nie zapomnę. Chciałabym, 

żeby dzieci również się tego nauczyły. 

background image

154 CAŁYM SERCEM 

Jeremy popatrzył na Michelle, która rozognionymi 

oczyma wpatrywała się już w scenę. 

- Jeśli po niej sądzić - powiedział - to są na dobrej 

drodze. Mam tylko nadzieję - tu poruszył się nerwowo 

w fotelu - że nie będzie zbyt zawiedziona, jeśli nie 

zdobędę dziś Oskara. 

- Jeremy, wszyscy wiemy, że jesteś zwycięzcą, nawet 

jeśli nie przywieziesz do domu tej statuetki. 

- Dziękuję ci za te słowa, kochanie. 

- A ja dziękuję ci za całą miłość, którą dałeś mi... 

i nam wszystkim. Nie wiedziałam, że słowa „żyli 

długo i szczęśliwie" mogą być takie prawdziwe. 

Roześmiał się. 

- Och, nasze „żyli długo i szczęśliwie" dopiero się 

przecież zaczyna. Obiecuję ci to - całym sercem.