background image

- 1 -

background image

RAYMOND MOODY

KTO SIĘ ŚMIEJE OSTATNI

[Tytuł oryginału: The Last Laugh, 1999]

Diogenes, Warszawa 2000

- 2 -

background image

Czy   przeżycia   z   pogranicza   śmierci   stanowią   rzeczywiście   dowód   na   istnienie   życia   po
śmierci? Raymond A. Moody uważa, że NIE.

Dr Moody wydaną przed kilkunastu laty książką Życie po życiu pragnął zwrócić uwagę opinii

publicznej oraz naukowców na fenomen zjawiska, jakim są przeżycia z pogranicza śmierci.
Książka zyskała rozgłos i poczytność, lecz została niewłaściwie zinterpretowana przez różne

środowiska opiniotwórcze. W „Kto się śmieje ostatni” dr Moody w dowcipny sposób dowodzi,
że nauka wciąż zbyt mało wie o wszechświecie, by móc oceniać, co się w nim tak naprawdę

dzieje. W trakcie swoich badań dr Moody odkrył zupełnie  nowe zjawisko nazywane przez
niego „empatycznym przeżyciem z pogranicza śmierci” – doświadczenie dzielone przez ko-

goś, kto sam nie umiera, lecz jedynie łączy się emocjonalnie z osobą umierającą. Z pewnoś-
cią wiele pozostaje wciąż jeszcze do odkrycia na tym polu.

Jaką   receptę   daje   Raymond   A.   Moody   spragnionym   poznania   faktów   czytelnikom?   Roz-

chmurzcie się! Nikt bowiem nie wie, kto się śmieje ostatni.

Przedmowę napisał Neale Donald Walsch, autor znanej w Polsce książki „Rozmowy z Bogiem”.

- 3 -

background image

SPIS TREŚCI:

Przedmowa
Wprowadzenie
1. Doświadczenie umierania
2. Zabawa a zjawiska paranormalne
3. Przełamanie impasu: wyjaśnienie kontrowersji wokół zjawisk paranormalnych
4. Cuda, znaczenia słów i zabawa
5. Wiara, że to, co nie do wiary, jest wiarygodne
6. Poznawanie niepoznawalnego
7. Klasyfikacja zjawisk paranormalnych
8. Usprawiedliwianie zjawisk paranormalnych, a nawet ich badanie
9. Retoryka dysfunkcyjnej wiary
10. Jedyny sposób na to, by poważne badanie zjawisk paranormalnych zostało uznane za
uzasadnione
11. Skrzynia pełna skarbów czeka na otwarcie
12. Zamknięcie kręgu: Życie po życiu raz jeszcze
13. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni
O autorze

- 4 -

background image

Przedmowa

We współczesnych leksykonach można znaleźć zarówno dorobek prądu, który przyjęło się

dziś określać mianem New Thought (Nowa Myśl), jak i prawie wszystkie najnowsze pojęcia i

idee   dotyczące   życia   po   śmierci,   nieśmiertelności   duszy,   a   także   tak   zwanych   przeżyć   z
pogranicza   śmierci   (near-death   experience,   NDE).   Stało   się   to   za   sprawą   pionierskich   i

śmiałych badań jednego człowieka: dr. Raymonda Moody'ego.

Mimo wielkiego wkładu innych badaczy Raymond Moody jest prawdziwym pionierem na tym

polu,   wędrowcem   przecierającym   szlaki,   liderem   –   nigdy   naśladowcą.   Dzieje   się   tak   bez
wątpienia   dlatego,   że   dr   Moody   jest   tak   głębokim   myślicielem   oraz   że   pragnie   on

wspaniałomyślnie   i   bez   względu   na   konsekwencje   dzielić   się   z   nami   wynikami   swoich
mentalnych eksploracji.

Często   zdarza   się,   że   czyjejś   idee   muszą   najpierw   zostać   uznane   za   pozbawione   sensu

fantazje, nim ostatecznie zyskają miano wnikliwych i dogłębnych. Lub też, jak ujął to George

Bernard   Shaw,   wszelkie   wielkie   prawdy   zaczynają   swój   żywot   jako   bluźnierstwa.   Tak   więc
mamy tu oto kolejną porcję bluźnierstw Raymonda Moody'ego.

Nie dziwi mnie to. Moody bluźnił już wcześniej – jeśli oczywiście za bluźnierstwo uznać to,

co stawia pod znakiem zapytania naszą „konwencjonalną mądrość” – i, jeśli trzymać się tej

definicji, ma zamiar niewątpliwie dalej to robić.

Dr Moody, jeden z najbardziej wnikliwych naukowców, w tej książce – ostatnim swoim dziele

–   kwestionuje   nie   tylko   konwencjonalne   idee,   lecz   także   swoje   własne   idee   o   bardzo
niekonwencjonalnym charakterze. Oczywiście czynią tak wszyscy wielcy naukowcy. Nigdy nie

biorą niczego za dobrą monetę, nigdy nie uznają żadnego ze swoich dociekań za „zakończone”,
nigdy też nie traktują żadnego „dowodu” za ostateczny. I chwała im za to. Zachęcają nas do

przysłuchiwania się, jak kwestionują samych siebie, a ponieważ tak wiele z tego, co wiemy o
naszym świecie i życiu, ma związek z tym, czego się od nich wcześniej dowiedzieliśmy, stajemy

w obliczu większej liczby wyzwań, niż nam się to na pierwszy rzut oka wydaje. Największe
wyzwanie polega oczywiście na tym, by, pozostając otwartym na innych, ostatecznie myśleć na

swój własny, odrębny sposób.

Wielu ludzi – miliony – zaakceptowało „odkrycia” Raymonda Moody'ego dotyczące przeżyć z

pogranicza śmierci, a następnie dokonało ich ekstrapolacji, tworząc całą kosmologię życia po
śmierci.   Teraz   mogą   się   oni   przekonać,   że   dr   Moody   nigdy   nie   zamierzał   podsuwać   nam

gotowych odpowiedzi na temat życia po śmierci oraz zjawisk paranormalnych, a jedynie starał
się pobudzić nas do myślenia.

Także   w   tej   fascynującej   książce,   którą   mamy   przed   sobą,   Moody   postawił   sobie   takie

właśnie zadanie i jest tym, kto „się śmieje ostatni”. Znów, tak jak poprzednio, obala idole,

wkłada kij w mrowisko i wykrzykuje swoje prawdy prosto w nos świętym krowom.

Tak   więc   strzeżcie   się.   Tylko   ci,   którzy   mają   aktywny,   otwarty   i   szeroki   umysł   mogą

beztrosko poruszać się po tym obszarze. Z drugiej jednak strony, jeśli należycie właśnie do
ludzi tej kategorii, wkraczajcie nań bez wahania – oto kraina pełna niespodzianek. Nie zawsze

miłych, żeby była jasność. Dr Moody tylko w takim otoczeniu czuje się naprawdę dobrze, a i
wam może ono mimo wszystko przypaść do gustu. Może nawet uznacie całą sytuację za nieco

zabawną, jak z pewnością czyni to Raymond.

Ci z was zaś, którzy traktują tę gadaninę o życiu po śmierci, a także samo życie, nieco

bardziej serio... niech pozwolą sobie na zdrowy śmiech. Z samych siebie.

Tego właśnie potrzebujemy. Wszyscy powinniśmy pośmiać się trochę z siebie  samych. A

wtedy naprawdę odnajdziemy mądrość.

Dzięki, Raymond, że jeszcze raz wskazałeś nam drogę.

Neale Donald Walsch

- 5 -

background image

Wprowadzenie

W państwie republikańskim, na którego obywateli należy oddziaływać

logicznymi argumentami i perswazję, a nie siłą,

sztuka rozumowania ma pierwszorzędne znaczenie.

Thomas Jefferson

Media nie podzielają wiary Thomasa Jeffersona w siłę opinii publicznej ani zdrowy rozsądek

obywateli. Karmią nas sensacyjnymi materiałami, wychodząc z założenia, że nikt z nas nie
nawykł do myślenia lub też nie jest do niego zdolny. Wydawcy książek na temat przeżyć z

pogranicza   śmierci   i   innych   zjawisk   paranormalnych   faszerują   je   chwytliwymi   historiami
nazywanymi   przez   nich   „opisami   przypadków”.   Cóż   jednak   znaczą   owe   opowieści?   W   tym

właśnie miejscu należy odwołać się do sztuki rozumowania postulowanej przez Jeffersona.

Książka ta, będąca obowiązkowym uzupełnieniem „Życia po życiu”, składa się z myśli, które

komercyjni wydawcy usunęli z moich prac opublikowanych w ciągu ostatnich dwudziestu lat.
Faktem jest, że w pogoni za zyskiem i sensacją wydawcy i redaktorzy tak bardzo poszatkowali

i poprzycinali to, co napisałem, że przez długi czas nie potraciłem rozpoznać w tych książkach
samego  siebie. Ich  okładki,  z wyeksponowanymi  przez  wydawców nieprawdziwymi,  krzykli-

wymi stwierdzeniami w rodzaju „Naukowy dowód na istnienie życia po śmierci!”, przyprawiają
mnie o ciągły ból głowy i nieustannie żenują. Tego rodzaju tanie chwyty reklamowe pozwalają

zapewne sprzedawać więcej książek, jednocześnie jednak podważają wiarygodność prezento-
wanego w nich tematu.

Wydawcy   zgarniają   forsę,   ja   zaś   jestem   tym,   który   ma   odpowiadać   na   zastrzeżenia

krytyków – te same zastrzeżenia, które przewidywałem i omawiałem we fragmentach, albo

zmienionych albo całkowicie usuniętych z moich prac przez redaktorów. Tak więc teraz wraz z
publikacją „Kto się śmieje ostatni” postanawiam w końcu odzyskać moją tożsamość.

Niniejszym więc, dokonując niezwykłego zabiegu, oświadczam, że cała zawartość książki,

którą trzymają państwo właśnie w ręce, stanowi aneks do „Życia po życiu”. Rozporządzenie to

wchodzi w życie natychmiast. „Kto się śmieje ostatni” ma stać się immanentną częścią tej
wcześniejszej   książki,   jeśli   ktokolwiek   myśli   o   jej   poważnym   czytaniu,   dyskutowaniu   lub

wykorzystywaniu do celów dydaktycznych. Przyjmuję na siebie odpowiedzialność za „Życie po
życiu” tylko wówczas, jeśli będzie ono czytane i interpretowane w szerszym kontekście, jaki

umożliwia ów nowy, niezbędny suplement.

Mam silne poczucie tego, że media wprowadzają opinię publiczną w błąd, dostarczając jej

nierzetelnych   informacji   na   temat   przeżyć   z   pogranicza   śmierci   i   zjawisk   paranormalnych.
Proszę jednak nie sądzić, że potępiam media w czambuł. Dziennikarze wykorzystują po prostu

jako materiały źródłowe wiadomości dostarczane im przez domniemanych ekspertów w tych
dziedzinach.   Problem   polega   na   powszechnie   akceptowanych,   choć   niezdrowych   zasadach

prowadzenia dyskusji przez owych tak zwanych specjalistów.

„Kto   się   śmieje   ostatni”   stanowi   wyzwanie   dla   utartego   sposobu   myślenia   o   zjawiskach

nadprzyrodzonych.   Od   dłuższego   czasu   uczone   dyskusje   dotyczące   tego   rodzaju   spraw
zdominowały trzy odrębne sekty prawdziwych wyznawców. Poniżej zamierzam pozbawić owe

trzy sekty ich uprzywilejowanej pozycji, przedstawiając alternatywną teorię na temat natury
zjawisk paranormalnych.

Media przydają mi etykietkę parapsychologa. To wielkie nieporozumienie i nie zamierzam

tego już dłużej tolerować.

Parapsychologowie występują w przebraniu naukowców, utrzymując, że za pomocą technik

laboratoryjnych   lub,   mówiąc   bardziej   ogólnie,   racjonalnych   procedur,   potrafią   udowodnić

realność takich zjawisk jak czytanie w cudzych myślach, zdolności prorokowania czy życie po
śmierci. W rzeczywistości parapsychologowie są pseudonaukowcami, co oznacza, że adaptują

oni do swoich celów system metod i założeń, które błędnie uznają za naukowe.

Nie sugeruję jednak, że są oni nieuczciwi. W większości przypadków parapsychologowie to

ludzie szczerzy, sympatycznie optymistyczni i mile naiwni. Zaliczam ich do tej samej kategorii
co wszelkiego rodzaju zapaleńców i pasjonatów, marzycieli, lotofagów [Lotofiagowie – zjadacze

- 6 -

background image

lotosów, przedstawiciele ludu, których napotkał podczas swojej wędrówki Odyseusz (Homer,
Odyseja,   9,   84),   przenośnie:   ludzi   leniwych,   próżnych   i   prowadzących   marzycielskie   życie

(przyp.   tłum.).]   oraz   bujających   w   obłokach   fantastów.   Sam   mam   wiele   takich   samych
słabostek   charakteru   i   marzycielskich   cech,   uważam   więc   większość   parapsychologów   za

osobników   sympatycznych   i   łagodnych,   którzy   dają   się   lubić.   Fundamentalne   założenia,
którymi się oni kierują, zawierają jednak poważne błędy.

Proszę teraz o cierpliwość. Niech państwo nie ferują zbyt pośpiesznie sądów i nie wyciągają

pochopnych wniosków, iż jestem oto jednym z tych asekurantów, którzy zawsze zajmują scep-

tyczne stanowisko wobec kwestii zjawisk paranormalnych. Ludzie ci zupełnie bezpodstawnie
określają się mianem „sceptyków”, który to termin ma przecież wyjątkowe miejsce w historii

zachodniej myśli filozoficznej.

Wielu domorosłych sceptyków traktujących nieufnie zjawiska paranormalne przystępuje do

ekstremistycznego ruchu obywatelskiego podającego się oficjalnie za organizację naukową, a
jednocześnie po kryjomu występującego jako agencja egzekwująca przestrzeganie ustalonych

przez siebie pseudoprawnych zasad. Podkreślam w tym miejscu z naciskiem, że nie są to moje
czcze wymysły! Członkowie tego ruchu obywatelskiego określają się mianem sigh cops (dosł.

wzdychający gliniarze). Później wyjaśnię, co to oznacza i dlaczego zapisuję tę nazwę w ten
właśnie sposób. Na razie wystarczy, że powiem, iż po pierwsze  sigh cops  nie są sceptykami,

lecz wyznawcami określonej ideologii dotyczącej tego, czym jest wiedza i w jaki sposób się ją
zdobywa, po drugie zaś wszystko wskazuje na to, że ich ideologia jest błędna.

„Kto   się   śmieje   ostatni”   jest   przykładem   stosowania   metod   filozoficznego   sceptycyzmu

wobec zjawisk paranormalnych. Stosuję je na znacznie większym obszarze od tego, jaki wyz-

naczyli do swoich badań sigh cops. W porównaniu z moim, ich podejście jest nieugruntowane i
nieefektywne.

Można by pomyśleć, że dwa stronnictwa to już dosyć, tymczasem okazuje się, że istnieje

jeszcze trzecia, liczna, czupurna grupa osób o stanowczych, ściśle określonych poglądach na

kwestię   zjawisk   paranormalnych.   Składa   się   ona   ze   wstrętnych   ponuraków,   sztywniaków,
nudziarzy, zgryźliwców, zatwardziałych dogmatyków, nieudaczników oraz tych, którzy wiecznie

psują innym zabawę; chrześcijan-fundamentalistów, religijnie poprawnych, biblijnych brygad,
tych, którym imię Jezusa nie schodzi z ust [W oryginale  JAY-zus-Sayers, od jay  – natrętny

gaduła, żółtodziób (przyp. tłum.).] straszących innych ogniem piekielnym i siarką, pyszałków,
fallwellerzystów   bakker-boostersów   pat-robertsonistów   [Czyli   zwolenników   Falwella,   Bakker-

Boostera, Pata Robertsona, najgłośniejszych spośród fundamentalistów chrześcijańskich.], czy
jak tam się ich jeszcze nazywa. Ze względu na uprzejmość nazwę ich „funda-chrześcijanami”.

Ten zbiorowy termin pozwoli nam zręcznie uniknąć zwracania uwagi na jedną z ich najbardziej
rzucających się w oczy wad, jako że nie kojarzy się on z żadną z tych cech, które u wielu z nich

są jedynie niedostatecznie lub słabo rozwinięte.

Jeśli chodzi o kwestie religijne, to ulubionymi tematami funda-chrześcijan są piekło, Szatan i

demony. Zdaniem funda-chrześcijanina nic nie sprawi, że szybciej trafisz do piekła, niż to, że
wykazujesz   zdrową   ciekawość   dotyczącą   zjawisk   paranormalnych   lub   też   przychylne   nimi

zainteresowanie. Funda-chrześcijanie lubią obserwować demony w takim samym stopniu, w
jakim   ornitolodzy   lubią   obserwować   ptaki.   Chociaż   funda-chrześcijanie   potrafią   rozpoznać

demony praktycznie wszędzie, dziedzina zjawisk paranormalnych jest jednym z ich ulubionych
obszarów nadających się znakomicie do obserwowania demonów przy pracy. Każdego, kto nie

przyjmuje ślepo ich ideologii, funda-chrześcijanie uważają za wcielenie zła.

Funda-chrześcijanie   oskarżają   mnie   o   szpiegostwo   na   rzecz   demonów   od   czasu,   gdy

publicznie przedstawiłem wyniki moich badań na temat przeżyć z pogranicza śmierci w 1972
roku.   Wspaniałe,   przesycone   nastrojem   błogości   i   miłością   przeżycia   z   pogranicza   śmierci

wiążące  się  z  odczuciem wchodzenia w jasne  światło  szczególnie  niepokoją funda-chrześci-
jańskich   ekspertów   od   zjawisk   paranormalnych,   ponieważ   podejrzewają   oni,   że   uczucie

wypełnienia światłem i miłością jest po prostu wynikiem sztuczek Szatana przeprowadzającego
jedną ze swoich tajnych operacji. Tymczasem ponure, upiorne, piekielne przeżycia z pogranicza

śmierci, pełne bólu i cierpienia, podczas których umierający ludzie wiją się w konwulsjach,
przypiekani są na wolnym ogniu, są zdaniem funda-chrześcijańskich znawców tematu całkiem

w porządku. Funda-chrześcijańscy eksperci w sprawach zjawisk paranormalnych o orientacji
infernalno-satanistycznej z radością witają doniesienia o piekielnych przeżyciach z pogranicza

śmierci. Wykorzystują oni bowiem tego rodzaju przypadki do snucia swoich uczonych wywodów
na temat Szatana, demonów, cierpiących męki grzeszników i wiecznego potępienia. Niektórzy z

tych osobników pisują niezwykle zabawne rozprawy i ja z całego serca polecam ich lekturę. Lub
też,   co   zawsze   radzę   przyszłym   studentom   zjawisk   paranormalnych,   niech   się   państwo

najpierw nieco wzmocnią, konsumując jedną solidną porcję logicznych rozważań plus jedną

- 7 -

background image

porcję  humorystycznych rozważań na temat poruszany przez  owych  spragnionych poklasku
funda-chrześcijańskich ekspertów.

Niejaki   dr   Ravings   [W   oryginale   gra   słów:  ravings  to   po   polsku   brednie.],   jeśli   dobrze

pamiętam jego nazwisko, jest czołowym funda-chrześcijańskim ekspertem z tytułem doktora

zajmującym się przeżyciami z pogranicza śmierci. Ów specjalista od bliskiego i nieuniknionego
wiecznego potępienia tropi, gdzie tylko się da, relacje o przerażających, infernalnych wizjach z

pogranicza śmierci. Należę do najbardziej zagorzałych fanów dr. Ravingsa.

Gdy dr Ravings pisze o piekielnych przeżyciach z pogranicza śmierci, przytacza jednocześnie

co bardziej przerażające fragmenty z Biblii, za której pierwsze tłumaczenie na angielski wyłożył
pieniądze król Jakub [Tzw. King James Bible (przyp. tłum.).]. Następnie beztrosko doprawia

swoje   argumenty   paroma   dygresjami   zaczerpniętymi   z   retoryki   stosowanej   powszechnie   w
rejonie   Bible   Belt   [Nazwą   tą   oznacza   się   stany   purytańskie,   gdzie   dominuje   protestancki

fundamentalizm, głównie południe i środkowy zachód USA (przyp. tłum.).]. Czytanie najlep-
szych stronic Ravingsa, och, toż to czysta przyjemność, jednak tak naprawdę może to w pełni

docenić,   stwierdzam   z   ubolewaniem,   tylko   garstka   analitycznie   nastawionych   filozofów   z
uniwersyteckimi dyplomami.

Brednie   dr.   Ravingsa   pozostawiają   jednak   wiele   kwestii   nie   wyjaśnionych,   tak   więc   z

niecierpliwością oczekuję na kolejne tomy jego dzieł, lub – może lepiej byłoby powiedzieć –

kolejne raty, w których, wygłaszając swoje sądy, czy raczej banialuki, wypłaca się on nam ze
swojego długu zaciągniętego u samego Lutra. Zastanawiam się na przykład, jakim systemem

klasyfikacji   czy   też   notacji   posługuje   się   dr   Ravings,   spisując   wyniki   swoich   funda-
chrześcijańskich badań – może: „Przeżycie z pogranicza śmierci, typ infernalny, II-C w skali

Ravingsa”, przy czym wyróżnia on wiele stopni gorączki piekielnej na podstawie prowadzonego
przez siebie dokładnego rejestru. W dalszej części książki stawiam wiele innych pytań związa-

nych z teoriami głoszonymi przez funda-chrześcijańskich ekspertów od przeżyć z pogranicza
śmierci.

Kiedyś przyśniło mi się, że spotkałem dr. Ravingsa i było to przerażające przeżycie! W moim

śnie, kiedy go spostrzegłem, stał tak nieruchomo i sztywno jak drewniany posąg naturalnej

wielkości przedstawiający jego samego ze wszystkimi szczegółami. Gdy go zauważyłem, od
razu przypomniał mi się wyrzeźbiony z drewna wizerunek mężczyzny wyglądającego dokładnie

jak dr Ravings, ustawiony jako reklama przed wejściem do budynku, który okazał się zakładem
pogrzebowym.   Lub   też   powinienem   raczej   powiedzieć,   że   dr   Ravings   nagle   zamienił   się   w

sztywny, drewniany posąg przedstawiający siebie samego z twarzą o sardonicznym uśmiechu,
stojący obok drzwi domu pogrzebowego, ja zaś miałem wrażenie, iż jego wizerunek został tam

umieszczony   po   to,   by   wszyscy   wiedzieli,   co   mieści   się   w   jego   wnętrzu.   Proszę   jednak
pamiętać, że relacjonuję tu w końcu sen, a nie rzeczywiste przeżycie.

Dr   Ravings   może   z   pewnością   niejednego   przyprawić   o   zawał   serca.   Nie   ma   jednak

powodów do obaw. Ravings ma teologicznego poplecznika w osobie skromnego asystenta od

spraw demonologicznych, nie budzącego zaufania funda-chrześcijańskiego filozofa, który pełni
funkcję   dziekana   w   jakimś   „seminarium”   gdzieś   na   zachodzie   Stanów   Zjednoczonych.

Seminarium to nie znajduje się jednak dokładnie w tym mieście, którego nazwa znajduje się w
jego nazwie. Tak więc stwierdzam z ulgą, że nie jest to przynajmniej jedno z tych okropnych

„seminariów”,   w   których   przywiązuje   się   taką   wagę   do   słów,   i   to   tylko   w   ich   literalnym
znaczeniu.

Owa funda-chrześcijańska miernota nazywa się, o ile pamiętam, profesor Grootish, i, jako

że   interesują   mnie   słowa,   od  dawna   już   chciałem   sprawdzić   w  słowniku   znaczenie   rdzenia

groot, nie miałem jednak jak dotąd na to czasu, tak więc może zrobi to za mnie któryś z
czytelników [I zrobił. W amerykańskim slangu groot to najwyższe piętro lub balkon w teatrze

lub kinie (przyp. tłum.).]. Niestety, nie mogę rekomendować książek profesora równie gorąco
jak   dzieł   dr.   Ravingsa.   To   prawda,   że   Grootish   serwuje   swoim   czytelnikom   solidną   porcję

biblijnej   tandety,   jest   ona   jednak   skażona   jego   odrażająco   niefrasobliwym   podejściem   do
kwestii   dziecięcych   przeżyć   z   pogranicza   śmierci   o   charakterze   piekielnym.   Poza   tym   styl

profesora jest suchy jak pieprz, działa przy tym otępiająco niczym chloroform. Co charakte-
rystyczne, Grootish pisze stylem chropowatym i ociężałym, z dodatkiem charakterystycznego

odium theologicum. Ponieważ jednak owo odium theologicum jest podstawowym konceptem,
jaki   musi   zrozumieć   każdy   poważny   badacz   przeżyć   z   pogranicza   śmierci,   lektura   książek

profesora jest w każdym razie obowiązkowa, mimo że składają się na nią same nonsensy.

Odium theologicum tłumaczy to, dlaczego ktoś może podważać zdrowe logiczne argumenty

wysuwane   przeciwko   tego   rodzaju   ideologicznym   wywodom,   w   których   celują   Ravings,
Grootish i ich straszący piekłem koledzy, podobnie jak może podważać także wszystko inne,

począwszy od praw logicznego myślenia, przez zasady logiki formalnej do twierdzenia Gddla, a

- 8 -

background image

mimo   to   nie   osiągnie   niczego   dobrego.  Odium   theologicum  to   zaciekła   nienawiść,   która,
nieomal   przysłowiowo,   jest   charakterystyczna   dla   dysput   teologicznych.   W   efekcie   owa

zaciekłość   specyficzna   dla   religijnych   sporów   manifestuje   się   w   postaci   upartej   odmowy
kontynuowania dyskusji. Dzieje się tak, gdy funda-chrześcijan i innych religijnych ekstremistów

przepytuje   się   na   okoliczność   ich   ideologii   i   gdy   przypiera   się   ich   do   muru   logicznymi
argumentami  –  wówczas  po  prostu   stają  się   oni  nagle   głusi  i  wycofują  się  z  jakiejkolwiek

dalszej dyskusji. W takiej sytuacji zwykle przywdziewają zbroję, przybierają pozę wystudio-
wanej wyższości, spoglądają z góry na swoich oponentów, prychają pogardliwie, a także dąsają

się i milkną. Oto kliniczny obraz zachowania specyficzny dla  odium theologicum. Każdy, kto
obserwował kiedyś tego rodzaju reakcje, rozpozna na podstawie mojego opisu jego symptomy.

Jedną sprawą jest brak logiki, a drugą – to, że ta wyjątkowa zawziętość charakterystyczna

dla  odium   theologicum  może   doprowadzić   któregoś   z   funda-chrześcijan   o   inklinacjach

psychologicznych do blokady analnej, czyli zatwardzenia. W rzeczy samej, to raczej na karb ich
chorych kiszek niż złych manier należy złożyć to, że funda-chrześcijańscy eksperci nieustannie

chłoszczą nas, niewinnych badaczy zjawisk paranormalnych, i przypisują konszachty z diabłem.
Gdy Gravings albo Rootish o przepraszam, chciałem powiedzieć Ravings albo Grootish lub też

inni im podobni – wyklinają nas i z góry skazują na piekło, lub też gdy insynuują, że jesteśmy
członkami   Korpusu   Szatana,   okazuje   się,   że   tak   naprawdę   chodzi   przede   wszystkim   o   ich

podświadome problemy analne, a nie, jak się to na pozór wydaje, świadomą niechęć i złośli-
wość.

Gdy   funda-chrześcijańscy   eksperci   od   zjawisk   paranormalnych   dojdą   do   wniosku,   że   to

właśnie ty jesteś domniemanym wysłannikiem Szatana, zastanawiam się, czy lepiej na tym

wyjdziesz, zaprzeczając temu, zachowując milczenie, dyskutując z oskarżycielami, wysuwając
te   same   oskarżenia   w   stosunku   do   nich   samych,   czy   też   umawiając   się   na   spotkanie   z

egzorcystą No, co wtedy zrobisz? Emily Post milczy w tej kwestii, a kodeks honorowy wyszedł
już z użycia. Jak należy zareagować, gdy jakiś funda-chrześcijanin podejrzewa cię o potajemne

konszachty   z   diabłem?   Ja   preferuję   metodę   polegającą   na   jeszcze   większym   rozbudzaniu
demoniczno-maniakalnej wyobraźni funda-chrześcijańskich ekspertów.

Zakładając  –  co  czynię,  by  dolać  oliwy  do  ognia   –  że   rzeczywiście   jestem  tego   rodzaju

facetem,   jakim   chcą  mnie   widzieć   funda-chrześcijanie,   aż   mnie  ciarki   przechodzą  na   samą

myśl,   jakie   to   straszliwe   czary   i   uroki   mogę   teraz   rzucić   na   Grootisha   i   Ravingsa   oraz
wszystkich   im   podobnych.   Posunę   się   nawet   tak   daleko,   by   stwierdzić,   że   jeśli   naprawdę

jestem po stronie Szatana, to już z góry rzuciłem okropną klątwę na głowy wszystkich funda-
chrześcijańskich ekspertów od przeżyć z pogranicza śmierci i zjawisk paranormalnych, którzy

będą czytać tę książkę dalej niż do końca następnego akapitu. W rzeczy samej, oświadczam,
że jeśli w istocie jestem w konszachtach z Diabłem, to zawarłem z nim pakt, zastrzegając sobie

w nim, iż wszystkie zastępy piekielne przysporzą potwornych cierpień i mąk każdemu z funda-
chrześcijańskich ekspertów od zjawisk paranormalnych i przeżyć z pogranicza śmierci, którzy

przeczytają w tej książce choćby jedno jedyne słowo począwszy od początku drugiego akapitu,
licząc od tego miejsca, gdzie się teraz znajdują, lub też jeśli ktoś inny im go przeczyta, a nawet

tylko opowie w zarysach jego treść, bądź jeśli wysłuchają nagrania z audiokasety.

Jeśli się nad tym chwilę zastanowić, łatwo dojść do wniosku, że żaden prawdziwy funda-

chrześcijański ekspert od tych spraw nie będzie mógł czytać tej książki ani kroku dalej jak
tylko do początku następnego akapitu. Każdy, kto rzeczywiście wierzy w demony i kto wie

wszystko na temat diabelskich sztuczek, wierzy w to, że demony potrafią opętywać ludzi i
sprowadzać   na   nich   choroby.   Żaden   funda-chrześcijański   ekspert,   który   traktuje   Szatana

poważnie, nie może uwolnić się od tego niewygodnego dylematu i zbagatelizować całej sprawy,
mówiąc   coś   w   rodzaju:   „No   cóż,   owszem,   przeczytałem   Kto   się   śmieje   ostatni,   ponieważ

najpierw rozmawiałem o tej książce z bratem Swaggartem i razem modliliśmy się nad nią i
zdecydowaliśmy, no to cóż, że przecież i tak jestem już zbawiony, tak więc JAY-zus ochraniał

mnie   przed   Diabłem   przez   cały   czas,   gdy   ją   czytałem”.   Tego   rodzaju   wymówki   na   nic   się
zdadzą, jeśli funda-chrześcijańscy eksperci rzeczywiście wierzą, że gram w drużynie Szatana,

ponieważ ludzie przekonani o istnieniu demonów wierzą, iż różnego rodzaju plagi mogą spaść
na ciebie także niejako za pośrednictwem innych, nie zbawionych jeszcze osób, na przykład

bliskich krewnych lub przyjaciół, którzy mogą popaść nagle w kłopoty lub chorobę. W takiej
sytuacji wydaje  się oczywiste, że żaden z funda-chrześcijańskich ekspertów, który na serio

uważa,   iż   jestem   za  pan   brat   z   demonami,   nie   będzie   ryzykował   czytania   „Kto   się   śmieje
ostatni”.   Gdyby   to   jednak   zrobił,   drżałby   za   każdym   razem,   gdy   tylko   jego   krucha,

osiemdziesięciosiedmioletnia   babcia   lub   ciocia,   która   w   odróżnieniu   od   niego   nie   zapewniła
sobie   jeszcze   zbawienia,   złapałaby   katar,   lub   gdyby   jego   mały   synek   lub   córeczka   dostali

wysypki   lub   gorączki,   podejrzewając   ze   zgrozą,   że   to   wszystko   sprawka   demonów,   które

- 9 -

background image

sprowadzają   nieszczęścia   na   jego   rodzinę   za   karę,   iż   popełnił   on   tak   nierozważny   błąd
polegający na przeczytaniu mojej nowej książki lub choćby jednego słowa następującego po

kropce kończącej to oto zdanie.

No dobra, odpocznijmy przez kilka chwil... Teraz każdy, kto czyta te słowa, może być pewny,

że począwszy od tego miejsca żaden funda-chrześcijański ekspert od zjawisk paranormalnych
nie   będzie   już   wiedział,   o   czym   piszę   w   dalszym   ciągu   Kto   się   śmieje   ostatni,   tak   więc

zaczynając od tego akapitu, drogi czytelniku, będziemy się mogli nieźle zabawić ich kosztem.
Jestem   na   tyle   dobrze   wychowany,   że   nie   potrafiłbym   się   śmiać   funda-chrześcijańskim

ekspertom prosto w nos. Dlatego stosuję metodę rzucania klątw i uroków jako środek umożli-
wiający mi wyprowadzenie w pole funda-chrześcijańskich ekspertów i zajście ich niejako od

tyłu, by samemu móc się z nich pośmiać, a także pozwolić pośmiać się z nich wam, moi drodzy
czytelnicy.

Teraz wiecie już, że moje słowa docierają tylko do was i żaden funda-chrześcijański ekspert

już nas nie podsłuchuje. Pamiętajcie, czytelnicy, jesteście wtajemniczeni w całą sprawę, tak

więc nie zdradzajcie Ravingsowi ani Grootishowi ani żadnemu innemu z funda-chrześcijańskich
ekspertów tego, co napisałem w tej książce, tak byśmy mogli śmiać się z nich do rozpuku,

podczas gdy oni nie będą mieli zielonego pojęcia o tym, dlaczego tak rechoczemy i parskamy
śmiechem.   Umożliwi   wam   to   także   pojawianie   się   na   prowadzonych   przez   funda-chrześci-

jańskich ekspertów wykładach i zaskakiwanie ich wieloma interesującymi pytaniami dotyczą-
cymi zajmowanego przez nich stanowiska, które często omawiam w tej książce.

To dobrze, że funda-chrześcijańscy eksperci nie będą czytać „Kto się śmieje ostatni”, bo

gdyby było inaczej, ich kiszki znów zaczęłyby pracować, coś mi się wydaje. Gdyby któryś z nich

przeanalizował dokładnie moje argumenty, mogłoby to wywołać straszliwy kataklizm narusza-
jący fundamenty ich fundamentalizmu, jako że w Kto się śmieje ostatni dokonuję ni mniej, ni

więcej tylko gruntownej i ostatecznej rozprawy z całą funda-chrześcijańską ideologią. Później
jednoznacznie  wykażę, że, aby być poprawnym ideologicznie, myśli i słowa funda-chrześci-

jańskich ideologów muszą, co logicznie konieczne, wykraczać poza granice sensownego języka
i tym samym popadać w czysty nonsens.

Także parapsychologom i psudosceptykom nie udaje się uniknąć wpadania we własne sidła

nonsensu. Kto się śmieje ostatni kwestionuje wszystkie trzy spośród tych standardowych ujęć

zjawisk paranormalnych, proponując w zamian lepszy, bardziej wszechstronny i pragmatyczny
system myślowy.

Wizyjne doświadczenia towarzyszące procesowi umierania można sensownie interpretować i

odnosić do życia po śmierci, nie należy jednak czynić tego pochopnie. Wymaga to stosunkowo

długiej debaty  oraz  uporania się  z  pewnym paradoksem,  który,  z  psychologicznego  punktu
widzenia,   jest   trudny   do   przezwyciężenia   (mimo   że   z   logicznego   punktu   widzenia   jest   on

dziecinnie   prosty).   Początkowo   wydaje   się   to   dziwne,   a   jednak   jest   prawdziwe:   U   podłoża
wszystkich zjawisk paranormalnych leży humor. Dlatego jeśli zajmujemy się życiem po śmierci,

poważne i rzetelne badanie przeżyć z pogranicza śmierci zaprowadzi nas w naturalny i prosty
sposób ku blisko spokrewnionym ze sobą zagadnieniom, takim jak zabawa, humor i rozrywka,

które tworzą ważny podtekst zjawisk paranormalnych.

Na pierwszy rzut oka twierdzenie to brzmi dziwacznie i przyznaję, że jego udowodnienie

będzie dosyć żmudnym i nudnym zadaniem. Wierzę jednak, że czytelnicy, którzy będą podążać
za moją argumentacją aż do końcowych wniosków, dojdą ostatecznie do bardziej wyczerpu-

jącego, użytecznego i satysfakcjonującego rozwiązania tajemnic zjawisk paranormalnych, niż
oferuje im to którakolwiek spośród gotowych, dominujących na rynku teorii.

Moi koledzy po fachu zrozumieją, że namawiam ich do racjonalnej debaty nad poruszanym

tu tematem. Mam nadzieję, że inni naukowcy zajmujący się badaniem zjawisk paranormalnych

wskażą   mi   dokładnie,   odwołując   się   do   logicznych   kontrargumentów,   w   którym   miejscu   i
dlaczego moje rozumowanie załamuje się lub podąża niewłaściwą drogą, oczywiście jeśli stanie

się  tak  w  rzeczywistości.  Lubię  uczyć się, zgłębiając  rzeczową, dokonywaną  krok po  kroku
krytyczną analizę moich błędów przeprowadzaną przez innych myślicieli.

„Kto się śmieje ostatni” jest zerwaniem ze zeskorupiałą polemiką, jaka toczy się na temat

zjawisk paranormalnych i przeżyć z pogranicza śmierci, nie zaś przyczynkiem do niej. Niektórzy

mogą błędnie zinterpretować treść tej książki i uznać ją za niemiłą, nieuprzejmą czy wręcz
wrogą. Ponieważ jestem jej autorem, który jak dotąd zawsze z sympatią pisał o zjawiskach

paranormalnych, można by pomyśleć, że postępuję wręcz nielojalnie. Ludzie mogą dojść do
wniosku, że zmieniłem się nie do poznania.

Tymczasem   w   istocie   rzecz   ma   się   wręcz   przeciwnie:   Moi   przyjaciele   i   rodzina   wiedzą

doskonale, że już od ósmego roku życia jestem humorystą i żartownisiem. Gdy książka „Życie

po życiu” po raz pierwszy ukazała się na rynku, kilku moich znajomych uznało ją za jeden z

- 10 -

background image

moich żartów. W 1977 roku napisałem książkę o związkach między humorem a anormalnymi
aspektami umysłu, utrzymaną w tym samym tonie co książka, którą mają państwo przed sobą,

traktująca o związkach między humorem a paranormalnymi aspektami umysłu. Wielu moich
starych   przyjaciół   przysięgnie,   że   to   wszystko   prawda,   w   sądzie   przed   ławą   przysięgłych

składającą się z samych  sigh cops, składając przysięgę na stos Biblii sięgający aż do czubka
głowy Jerry'emu Falwellowi lub Patowi Robertsonowi, w zależności od tego, który z tych panów

jest wyższy.

Każdy, kto przeczyta „Życie po życiu”, moją poprzednią książkę na temat humoru oraz „Kto

się   śmieje”   ostatni   przekona   się,   że   te   trzy   prace   wzajemnie   się   uzupełniają.   Argumenty
przedstawione w tej, ostatniej książce, powiązałem tak ściśle z argumentami pochodzącymi z

pierwszej, że jeśli ktoś chciałby zburzyć fundamenty, na których opiera się „Kto się śmieje
ostatni”, doprowadzi wówczas do zawalenia się także całego gmachu „Życia po życiu”. Tak czy

siak, „Kto się śmieje ostatni” i „Życie po życiu” stanowią w istocie jedno i to samo dzieło i tylko
razem mogą się ostać lub przepaść. Jestem tego pewien.

Raymond A. Moody

- 11 -

background image

Rozdział 1

DOŚWIADCZENIE UMIERANIA

Chociaż   podróż   w   zaświaty   i   z   powrotem   może   wydawać   się   niemożliwym   do   realizacji

marzeniem,   to   jednak   jest   w   pełni   rzeczywistym,   zdumiewającym   zjawiskiem   charakterys-
tycznym dla końca XX wieku. Tego rodzaju doświadczenia stały się chlebem powszednim pop-

kultury,   a   także   realnością   akceptowaną   przez   zbiorową   świadomość.   Wysłuchałem   relacji
tysięcy osób wspominających swoje przeżycia z pogranicza śmierci – opisujących ekscytujące i

inspirujące wizje, których doznawali, znajdując się na progu śmierci. Wielu z tych ludzi zostało
przywróconych   do   życia   po   dłuższej   lub   krótszej   przerwie   w   akcji   serca;   licznych   lekarze

uważali za zmarłych lub nawet stwierdzili u nich zgon.

Relacje tych osób są zdumiewająco do siebie podobne, tak bardzo, że można stwierdzić, iż

w  większości   przypadków  ich   doświadczenia   przebiegają   według   jednego   schematu   składa-
jącego się z pewnej liczby odrębnych elementów. Mimo że nie we wszystkich relacjach pojawia

się każdy z elementów schematu, prawie zawsze mowa jest przynajmniej o kilku z nich, w
znacznej liczbie relacji zaś występują one wszystkie.

Osoby te mówią, że w momencie, gdy już prawie umarły często w chwili, gdy ich serca

przestawały bić – doznawały one niezwykłej zmiany perspektywy. Miały wrażenie, iż opuszczają

swoje   fizyczne   ciała   i   unoszą   się   ku   górze,   zazwyczaj   zawisając   nad   swoimi   ciałami,   na
przykład tuż pod sufitem w sali intensywnej terapii, na sali operacyjnej w szpitalu lub też nad

miejscem   wypadku.   Widzą   one   wyraźnie   swoje   własne   fizyczne   ciała   poniżej,   na   stole
operacyjnym   lub   we   wraku   samochodu,   i   często   obserwują   akcję   reanimacyjną   personelu

medycznego.

Po pewnym czasie czują, że zbliżają się do wąskiego przejścia (często opisywanego jako

ciemny   tunel)   i   kiedy   zaczynają   się   przez   nie   przemieszczać,   widzą   na   jego   końcu   jasne
światło. Gdy wchodzą w to połyskujące, białe lub złote światło, ogarnia ich kojące, nie dające

się opisać uczucie miłości i spokoju oraz niewypowiedzianej radości. Często w świetle znajdują
się zmarli krewni lub przyjaciele, tak jakby wyszli im na spotkanie i chcieli pomóc w przejściu

na drugą stronę. Wiele osób relacjonuje, że spotkani przez nich zmarli wyglądali jak żywi i byli
w doskonałej formie. Najbliżsi, którzy zmarli przed laty, wyniszczeni i osłabieni przez chorobę

lub podeszły wiek, pojawiali się w świetle odmłodzeni i pełni sił.

Niektóre osoby uświadamiały sobie istnienie czegoś w rodzaju granicy czy linii demarkacyj-

nej oddzielającej świat, w którym żyjemy, od krainy leżącej poza znanym nam światem. Owa
strefa graniczna, jak mówią, jest przesycona energią i bardzo dynamiczna, one zaś wyczuwały,

że jeśliby ją przekroczyły, nie mogłyby już powrócić. Chociaż nie potrafią tego opisać potocz-
nym językiem, niektóre z osób kojarzą tę strefę z jakimś akwenem – jeziorem lub rzeką.

W dalszym ciągu przeżyć z pogranicza śmierci umierające osoby uświadamiają sobie czasa-

mi obecność kochającej, świetlistej istoty, składającej się z miłości i światła, która ukazuje im

niezwykły, panoramiczny przegląd ich życia. Każdy szczegół ukazany jest symultanicznie, w
kolorach i trójwymiarowo, a kochająca świetlista istota pomaga zrozumieć osobie umierającej

sens jej życia, które zbliża się właśnie do kresu.

Często w tym właśnie momencie osoba umierająca nie chce wracać do życia, zostaje jednak

poinformowana przez świetlistą istotę lub przez kogoś ze zmarłych bliskich, że jej czas śmierci
jeszcze nie nadszedł. Musi ona powrócić do życia, ponieważ ma tam wiele spraw do załatwie-

nia. Czasami otrzymuje ona wybór: świetlista kraina lub życie, które dotychczas wiodła. Prawie
zawsze osoby umierające mówią nam, że powodem, dla którego zdecydowały się powrócić,

były ich małe dzieci, którymi pragnęły się one dalej opiekować. Gdyby nie to, bez wahania
wybrałyby przebywanie w świetle.

Przeżycia z pogranicza śmierci wywierają często wielki wpływ na dalsze życie. Najczęstszym

pozytywnym efektem oddziałującym na życie osób, które ich doznały, jest zyskanie pewności

dzięki osobistemu doświadczeniu, że po śmierci życie trwa nadal, tak więc wyzbywają się lęku
przed   śmiercią.   Przekonują   się   także,   iż   najważniejszą   rzeczą,   jaką   możemy   zrobić,   gdy

jesteśmy żywi, jest nauczyć się kochać.

- 12 -

background image

Zainteresowanie dramatycznie wzrasta

Gdy  pisałem  moją   pierwszą  książkę,   byłem  jednym   z  niewielu  poważnych   badaczy   tego

tematu. Jednak przez lata, jakie upłynęły od czasu, gdy wyniki moich wstępnych badań zostały
opublikowane w „Życiu po życiu”, analizowaniem przeżycia z pogranicza śmierci zajmowali i

zajmują   się   kardiolodzy,   psychiatrzy,   pediatrzy,   anestezjolodzy,   psychologowie,   naukowcy
zajmujący się badaniem religii, socjologowie oraz specjaliści klinicyści i akademicy z całego

świata. Badacze ci doszli do zgodnego wniosku, zgodnie z którym – podobnie jak wynikało to z
moich własnych obserwacji – znacząca liczba umierających osób doświadcza podobnych prze-

żyć,   jak   możemy   sądzić   na   podstawie   relacji   tych,   którzy   powrócili   do   życia   po   bliskim
spotkaniu ze śmiercią.

Odkrycie  to  wywołało  jeszcze  większe zainteresowanie  tym zjawiskiem. Obecnie ma ono

zasięg   prawdziwie   globalny.   Przeżycia   z   pogranicza   śmierci   są   poddawane   systematycznym

badaniom przez naukowców w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Włoszech, Francji, Japonii,
Norwegii, Szwecji, Danii, Wielkiej Brytanii, Holandii, Republice Czeskiej i Australii. Zaintereso-

wanie   opinii   publicznej   naszej   planety   odkryciami   badaczy   uwidaczania   się   zarówno   w
ogromnej liczbie książek im poświęconych, sprzedawanych na całym świecie, jak i w widocznej

w wielu krajach fascynacji licznymi, powstającymi ostatnio filmami poruszającymi tę tematykę.

Dlaczego przeżycia z pogranicza śmierci tak bardzo przemawiają do wyobraźni tak wielu

ludzi, i co owa siła przyciągania ma wspólnego ze związkami tych przeżyć z życiem po śmierci?
Co jest nowego i co pojawi się w przyszłości w badaniach nad tymi zdumiewającymi wizyjnymi

doznaniami z pogranicza śmierci, które zdarzają się tak często na całym świecie?

Są to palące pytania, ponieważ nowe fascynujące informacje czekają tylko, by się ujawnić,

kolejne radosne wieści zaś z pogranicza śmierci potwierdzane już zarówno przez opinię publicz-
ną, jak i wielu wykwalifikowanych specjalistów i naukowców wciąż pozostają w uśpieniu.

Nowy rodzaj przeżyć z pogranicza śmierci

Ostatnio   odwiedziliśmy   się   o   istnieniu   nowego   rodzaju   przeżycia   z   pogranicza   śmierci.

Zostało ono odkryte i potwierdzone na podstawie tych samych sprawozdań z pierwszej ręki
pochodzących   od  godnych   zaufania   osób   i  tych   samych   niezależnych   procedur  badawczych

stosowanych   przez   licznych   specjalistów,   którzy   poszukiwali   śladów   przeżyć   z   pogranicza
śmierci.

Nie   wydaje   mi   się,   aby   o   tym   nowym   rodzaju   przeżyć   z   pogranicza   śmierci   donoszono

poprzednio, z pewnością zaś nie tak często jak obecnie.

Przeżycie z pogranicza śmierci, o którym większość z nas słyszała, dotyczy osoby, która jest

umierająca, lecz nie umiera, „powraca do życia”, a następnie opowiada o swoim niezwykłym

doświadczeniu.

Tymczasem nowy rodzaj przeżyć z pogranicza śmierci dotyczy osoby, która sama nie jest

umierająca, a jedynie towarzyszy osobie umierającej. Nazywam tego rodzaju doświadczenie
„empatycznym przeżyciem z pogranicza śmierci”, wspólnym przeżyciem z pogranicza śmierci,

połączonym przeżyciem z pogranicza śmierci lub wzajemnym przeżyciem z pogranicza śmierci.

Nie wiem jeszcze, która z tych nazw jest najlepsza czy najbardziej odpowiednia, jednak bez

względu na to, jak nazwiemy owo przeżycie, jest dla mnie jasne, że zdarza się ono bardzo
często   osobom   przebywającym   przy   łóżku   umierającego,   które   empatycznie   partycypują   w

jego doświadczeniu umierania.

Dziesiątki   godnych   zaufania   osób   mówiło   mi,   że   kiedy   ich   najbliżsi   umierali,   oni   sami,

pozostawiając   swoje   fizyczne   ciała,   unosili   się   w   górę   i   towarzyszyli   im,   poruszając   się   w
kierunku wspaniałego, emanującego miłością światła. Inni relacjonowali, że kiedy siedzieli obok

swoich   umierających   bliskich,   mieli   wrażenie,   iż   na   powitanie   z   tym,   kto   odchodził   z   tego
świata, przybywali zmarli krewni.

Osoby   pozostające   w   bezpośredniej   bliskości   swoich   umierających   bliskich   są   często

przeświadczone   o   tym,   że   w   sposób   symultaniczny,   intuicyjny   i   intymny   uczestniczą   w   ich

transcendentalnym przeżyciu towarzyszącym śmierci. Na podstawie tego, co słyszałem o tego
rodzaju  wspólnych  przeżyciach  z  pogranicza śmierci,  wiem, że  niosą one   ze  sobą  to  samo

przesłanie   głoszące   nadrzędne   znaczenie   miłości,   podobnie   jak   miało   to   miejsce   podczas
relacjonowanych z pierwszej ręki przeżyć z pogranicza śmierci pochodzących z początkowego

okresu ich badania.

Bliski osobisty związek z osobą umierającą zwiększa prawdopodobieństwo tego, że ktoś inny

będzie uczestniczył w jej przeżyciu z pogranicza śmierci, chociaż nie wydaje się, iż stanowi to

- 13 -

background image

warunek   konieczny.   Wielu   lekarzy   i   wiele   pielęgniarek   mówiło   mi,   że   w   momencie   śmierci
swoich   pacjentów   spostrzegali,   jak   dusze   opuszczają   ich   ciała.   Osoby   opiekujące   się

umierającymi miewają także inne, niezwykłe doświadczenia duchowe. Potwierdzają to opinie
wielu lekarzy, pielęgniarek, psychologów i pracowników hospicjów. Sam rozmawiałem na ten

temat z kilkunastoma znanymi badaczami na tym polu i wszyscy oni przyznali na podstawie
swoich własnych profesjonalnych obserwacji, że połączone przeżycia z pogranicza śmierci są

zdumiewająco częste.

Tak więc liczba trzeźwo myślących, odpowiedzialnych osób, które partycypowały w doświad-

czeniu   umierania   swoich   bliskich,   jest   już   wystarczająco   duża,   by   umożliwić   każdemu
przychylnie nastawionemu, pilnemu i sumiennemu badaczowi uzyskanie potwierdzenia tego, o

czym mówię.

W rzeczy samej, wydaje się, iż obecnie mamy do czynienia z nagłym zalewem raportów na

temat „wspólnych przeżyć z pogranicza śmierci”, a niezliczona liczba ludzi zagłębia się w swoje
dusze, odnajdując osobiste doświadczenia tego rodzaju. Zalew ten wiąże się niewątpliwie z

faktem, że duża grupa Amerykanów należąca do kategorii tzw. baby boomers [Baby boomers –
osoby urodzone w okresie wyżu demograficznego w USA, pod koniec lat czterdziestych i na

początku pięćdziesiątych XX wieku (przyp. tłum.).] – bez względu na to jak precyzyjny jest ów
termin   –   wchodzi   właśnie   w   ten   okres   życia,   kiedy   to   dorosłemu   człowiekowi   umierają

zazwyczaj rodzice oraz inni bliscy krewni w ich wieku. Nie należy także zapominać, że dziś
wiele młodych osób traci swoich bliskich, którzy umierają o wiele za wcześnie.

Nie tylko wielu z nas przeżywa śmierć swoich bliskich, lecz także jest naocznymi świadkami

ich umierania. Zwyczaje sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy to rodzina zgromadzona przy łóżku

umierającego   była   wypraszana   z   pokoju   przed   nastąpieniem   zgonu,   uległy   zmianie.   Dziś
zachęca się krewnych, by towarzyszyli osobie umierającej aż do samego końca.

Z tych powodów więcej osób niż dawniej staje się świadkami śmierci swoich bliskich, a w

związku z tym odpowiednio zwiększają się także możliwości doznania empatycznych czy też

wspólnych przeżyć z pogranicza śmierci.

Bariery utrudniające akceptację

Wcześniej czy później dodatkowe  informacje  na temat tego  nowego  rodzaju przeżycia  z

pogranicza śmierci dotrą do powszechnej ludzkiej świadomości (na przykład tak, jak dzieje się

to za pośrednictwem tej oto książki).

„Wspólne przeżycia z pogranicza śmierci” stają się tak powszechne, że każdy, kto osobiście

ich  nie   doświadczył,   usłyszy   o  nich  zapewne   bezpośrednio   od  któregoś  ze   swoich   godnych
zaufania znajomych lub bliskich – starego wujka Hermana, ukochanych rodziców, najlepszego

przyjaciela lub dobrego kumpla. Gdy ilość tych anegdotycznych danych osiągnie masę krytycz-
ną, nie będzie można ich dłużej tak po prostu ignorować. Inną sprawą może być gotowość ich

zaakceptowania.

Ponieważ tak wiele spośród najnowszych informacji na temat wizyjnych przeżyć z pograni-

cza   śmierci   ma   tak   niezwykle   osobliwy   charakter,   ani   opinia   publiczna,   ani   poinformowani
specjaliści nie potrafią ich łatwo zaakceptować. Zwykle wysłuchują ich, lecz niczego nie słyszą.

To, co sprawia, że te nowe informacje są „niezwykle osobliwe”, nie polega na tym, że są one

„osobliwe” same w sobie, ale że nie przystają one do tego, w jaki sposób większość ludzi

zwykła myśleć o przeżyciach z pogranicza śmierci – a także o zjawiskach „paranormalnych”.
Duża część pierwszej części tej książki poświęcona jest temu właśnie zagadnieniu.

Owa od dawna stosowana, choć niewłaściwa perspektywa sposób, w jaki większość ludzi

myśli   na   temat   przeżyć   z   pogranicza   śmierci   –   wywodzi   się   z   bardzo   odległych   czasów   i

przynależy do pewnej toczącej się nieustannie od przynajmniej dwóch tysiącleci debaty, która
będzie trwać kolejne dwa tysiące lat, jeśli ktoś lub coś nie wyprowadzi jej z impasu.

A tego właśnie mam zamiar dokonać za pomocą tej książki.
O ile „Życie po życiu” przerwało milczenie i umożliwiło wydobycie na światło dzienne przeżyć

z pogranicza śmierci doświadczanych przez umierające osoby, tak teraz „Kto się śmieje ostatni”
stawia sobie za cel przerwanie tamy uniemożliwiającej swobodny przepływ strumienia infor-

macji   na   temat   przeżyć   z   pogranicza   śmierci   doświadczanych   przez   osoby   towarzyszące
umierającym.

- 14 -

background image

Przezwyciężanie impasu

Czas już,  byśmy  przedyskutowali  całe  to   zagadnienie.   I nie   tylko   je,  lecz   także  kwestię

zwaną przez nas zjawiskami paranormalnymi. Mojej pierwszej książki, „Życie po życiu”, nie
można   już   dłużej   –   tak   jak   i   nie   powinno   się   robić   tego   wcześniej   –   rozpatrywać   poza

kontekstem   materiału   zgromadzonego   w   „Kto   się   śmieje   ostatni”.   Rozważanie   przeżyć   z
pogranicza śmierci lub jakiegokolwiek innego  paranormalnego  doświadczenia poza nowym i

szerszym kontekstem, jaki przedstawiam w tej oto książce, jest jak odcedzanie ziemniaków,
zanim jeszcze zdążą się one ugotować. Rezultatem takiego działania są jedynie na pół surowe,

nieprecyzyjne wnioski.

Uważam, że to, iż tak wielu formułuje właśnie tego rodzaju wnioski, jest po części moją

winą. „Życie po życiu” zostało wydrukowane dokładnie tak, jak je napisałem, z tym wyjątkiem,
że   mój   wydawca   usunął   z   niego   dłuższy,   umieszczony   pod   koniec   fragment,   w   którym

szczegółowo wyjaśniałem, dlaczego przeżyć z pogranicza śmierci nie można uznać za naukowy
dowód na istnienie życia po śmierci.

Wydawca obawiał się, że owo uzupełnienie będzie zbyt skomplikowane dla odbiorcy. Twier-

dził, że nikt go nie zrozumie i że dla przeciętnego czytelnika tego rodzaju konkluzja oznaczała-

by, że wycofuję większość tego, co wcześniej powiedziałem.

Nie walczyłem dostatecznie konsekwentnie o przeforsowanie mojego stanowiska, a – jak się

okazuje  – powinienem był to  zrobić,  co  doprowadziło  do  tego,  że „Życie po  życiu” zostało
wydane bez owej ostatniej części. Na moją obronę mogę powiedzieć, że w owym czasie nigdy

nie   przyszłoby   mi   do   głowy,   że   książka   ta   stanie   się   bestsellerem   i   wywoła   tak   wielkie,
długotrwałe   zainteresowanie   u   tak   wielu   ludzi   na   całym   świecie,   wzbudzając   ogromną   falę

fascynacji opisanymi w niej niezwykłymi przeżyciami, oraz że moja nieudana próba włączenia
do niej tego, co włączyłem do obecnej książki, przyczyni się do wytworzenia sytuacji patowej.

Każdy, kto śledzi toczący się już od ponad dwudziestu lat dialog wokół natury tego zjawiska,

zgodzi się zapewne ze mną, że znajduje się on w fazie stagnacji, podczas której wciąż na nowo

roztrząsa się te same kwestie. Nawet zestaw postaci uczestniczących w różnego rodzaju talk
shows poświęconych temu tematowi stał się już wszystkim dobrze znany.

Występują   tam   zwykle:   (a)   pozytywnie   nastawiony   lekarz   lub   psycholog,   który   bada   to

zjawisko   i   jest   skłonny   przyznać,   że   ma   do   czynienia   z   czymś   niezwykłym   i   ważnym;   (b)

„naukowiec-sceptyk”,   który   stara   się   wytłumaczyć   wszystko   zaburzeniami   pracy   neuronów,
skutkiem   niedotlenienia   mózgu   lub   autosugestią   oraz,   czasami,   (c)   ponury   przedstawiciel

religijnie poprawnych obywateli, który ostrzega przed demonami i mękami piekielnymi.

Bez względu jednak na to, czy znajduje się ona w martwym punkcie czy nie, dyskusja nie

ustanie. Fakt, że większość „ekspertów” nie osiąga niczego w swoich próbach dojścia do jakichś
konkluzji (lub choćby lepszego zrozumienia tematu) nie przyczynia się do zaniku fascynacji

tym tematem pośród szerokich rzesz społeczeństwa.

Zainteresowanie przeżyciami z pogranicza śmierci i życiem na tamtym świecie znajduje się

obecnie w zenicie, naukowcy i lekarze będą zaś jeszcze przez wiele lat gorąco dyskutować nad
tą   kwestią.   W   takiej   oto   atmosferze   mój   opóźniony   dodatek   zjawia   się   w   końcu   niczym

powracający bumerang. Osobiście przywiązuję dużą wagę do tego, by „Życie po życiu” zostało
uzupełnione o nie opublikowane dotąd informacje, a także o dokonane w późniejszym czasie

odkrycia, nie tylko po to, by książka ta mogła lepiej odzwierciedlać moje pierwotne intencje i
zamierzenia,   lecz   także,   by   po   raz   pierwszy   od   ćwierć   wieku   umożliwiła   otwarcie   nowych

obszarów do dyskusji na interesujący nas temat oraz wskazała nowe drogi jego eksploracji.

Kwestionowanie głównego założenia

Zacznę od tego, co dla wielu z państwa może wydać się nową, a także, biorąc pod uwagę

źródło jej pochodzenia, szokującą ideą mojego autorstwa: być może życie po śmierci w ogóle

nie istnieje.

Jeśli niechcący przyczyniłem się do powstania impasu, może powyższe stwierdzenie pomoże

go   przełamać.   Sytuacja   patowa   powstaje   wówczas,   gdy   wszyscy   są   „pewni”   co   do   jakiejś
kwestii – lub przynajmniej tak bliscy „pewności”, jak to tylko da się osiągnąć na podstawie

analizy argumentów nie mających wagi dowodów. Obawiam się, że za sprawą moich badań
relacji z przeżyć z pogranicza śmierci dopomogłem niektórym osobom poczuć się „pewnie” co

do faktu istnienia życia po śmierci. Jak na ironię, ja sam nigdy nie miałem pewności w tej
sprawie.

Chcę przez to powiedzieć, że nigdy nie uważałem i nadal nie uważam moich relacji z tak

- 15 -

background image

zwanych „przeżyć z pogranicza śmierci” za deklaracje potwierdzające w jednoznaczny sposób
fakt istnienia „życia po śmierci”. To media tak uważają. A także moi wydawcy, którzy w taki, a

nie inny sposób zredagowali i rozreklamowali moją książkę. Tymczasem ja chciałem jedynie
zdać relację z przeżyć ludzi, którzy znaleźli się „na progu śmierci”. Nigdy nie twierdziłem, że

relacjonuję przeżycia osób po śmierci, nigdy też nie wyciągałem wniosku, że fakt, iż umiera-
jący ludzie miewają określony rodzaj przeżyć, stanowi bezsporny dowód na istnienie kontynua-

cji „życia” po śmierci. Celem mojej pierwszej książki było w istocie postawienie pytania, a nie
udzielenie odpowiedzi.

Podobnie,   celem   niniejszej   książki   nie   jest   odpowiedź   na   tę   kwestię,   lecz   ponowne   jej

otwarcie.

Tak więc przyjrzyjmy się teraz temu, o co tu w tym wszystkim właściwie chodzi.
Od kilku dziesięcioleci panuje ogólne przekonanie, iż przeżyć z pogranicza śmierci nie można

bezpiecznie i wiernie odtwarzać w celach badawczych w warunkach zbliżonych do laboratoryj-
nych.   Z   tego   powodu   badacze   opierają   swoje   twierdzenia   jedynie   na   retrospektywnych

relacjach   w   pierwszej   osobie,   jakimi   dysponują.   Ponieważ   osoby,   które   dostarczają   owych
relacji,   opisują   swoje   niezwykle   osobiste   przeżycia   w   terminach   przywodzących   na   myśl

kontekst życia po śmierci, przyjmujemy automatycznie, iż jest to równoznaczne z tym, że życie
po śmierci rzeczywiście istnieje.

Tymczasem doznania wizyjne umierających osób nie stanowią tu żadnego dowodu, a jedynie

dostarczają materiału do szeroko zakrojonej dyskusji.

Dlaczego jednak umierający, relacjonujący w pierwszej osobie swoje przeżycia, czynią to w

kontekście życia po śmierci? Sądzę, że dzieje się tak dlatego, iż jest to po prostu scenariusz,

który jest im najbliższy kulturowo. To znaczy, jest to jedyne „logiczne” wyjaśnienie, jakiego
dostarcza im ich kultura – jakkolwiek nielogiczne mogłoby się ono na pozór wydawać!

Scenarzyści filmowi i telewizyjni nazywają to „tłem akcji”. I rzeczywiście chodzi o dramatur-

giczne   tło,   na   którym   poszczególne   postacie   odgrywają   swoje   role.   Tło   akcji   dostarcza

kontekstu, rodzaju usprawiedliwienia dla ich konkretnych zachowań i wypowiedzi.

Tło akcji całej naszej ludzkiej kultury stanowi rodzaj ekranu, na którym w umysłach umiera-

jących ludzi rozgrywają się przeżycia z pogranicza śmierci.

Stąd   wydaje   mi  się  oczywiste,  że   aby  rozważać   to,   czy   owe   przeżycia   można   uznać   za

wiarygodne dowody na istnienie życia po śmierci, czy nie, musimy rozważyć najpierw kontekst
relacji w pierwszej osobie z tychże przeżyć.

Na ów kontekst składają się nasze kulturowe opowieści dotyczące nie tylko życia po śmierci,

lecz także opowieści związane ze wszelkiego rodzaju domniemanymi zjawiskami paranormal-

nymi – historie „żyjące” pośród nas nieprzerwanie od starożytności.

Aby   łatwiej   zrozumieć   te   zjawiska,   do   których   zaliczamy   także   przeżycia   z   pogranicza

śmierci, musimy pojąć, dlaczego tego rodzaju opowieści krążą między nami od tak długiego
czasu, dlaczego stanowią one dla nas obiekt nieustannej fascynacji oraz w jaki sposób są one

przez nas przekazywane.

Zbadaniu tych właśnie problemów poświęcona jest kolejna część tej książki.

Zmiana podstawowych reguł rządzących dyskusję

Podstawowe reguły tej prowadzonej od starożytności dyskusji – to znaczy sposoby zgłębia-

nia i rozważania problematyki zjawisk paranormalnych w przeszłości – same stały się częścią
problemu.

Nie   możemy   pozwolić,   by   działo   się   tak   dalej.   Aby   osiągnąć   autentyczne   postępy   w

zrozumieniu przeżyć z pogranicza śmierci, a także zaspokoić głód opinii publicznej pragnącej

poznać w końcu prawdę o zjawiskach, które wywierają tak wielki wpływ na kształtowanie się
poglądów na temat sensu życia, należy odmiennie niż dotąd spojrzeć na odwieczny spór, jaki

toczy się wokół zjawisk paranormalnych, a także wypracować nowy zestaw rządzących nimi
podstawowych reguł.

Potrzebujemy   nowego,   choć   w   gruncie   rzeczy   starego,   sposobu   myślenia,   który,   gdy   w

końcu rzucimy światło lepszego zrozumienia na całą sprawę, okaże się odpowiedni do badania

najbardziej   osobliwych   i   fascynujących   wymiarów   ludzkiej   świadomości,   które   nazywamy
zjawiskami paranormalnymi.

Od tego właśnie miejsca zamierzamy rozpocząć. Najpierw przyjrzymy się dotychczas stoso-

wanemu sposobowi dyskutowania o tych sprawach, a następnie zaprezentujemy kilka nowych

sposobów umożliwiających prowadzenie dyskusji w przyszłości.

Wszystko to będzie dla nas rodzajem podróży, która – mam nadzieję – bardzo się państwu

- 16 -

background image

spodoba. I czy nie byłoby to interesujące, gdybyśmy na końcu owej podróży doszli do wniosku,
że „zjawiska paranormalne” nie są wcale takimi, jakimi się wydają, i że relacje o przeżyciach z

pogranicza śmierci nie są ani „czymś innym” ani „czymś większym” niż normalne zjawiska, lecz
że są one mimo wszystko czymś zupełnie normalnym?

Zdaję sobie sprawę, że może to strasznie zmącić wodę w stawie, która wydawała się już

coraz bardziej przejrzysta – do czego ja także się przyczyniłem (choć całkowicie mimowolnie)

myślę jednak, że nadszedł ku temu odpowiedni moment. A wtedy zobaczymy, kto będzie się
śmiał ostatni.

- 17 -

background image

Rozdział 2

ZABAWA A ZJAWISKA PARANORMALNE

Aby   rzeczywiście   posunąć   do   przodu   dyskusję   na   temat   przeżyć   z   pogranicza   śmierci,

musimy,   jak   już   powiedziałem,   zbadać   obszerniejszy   temat,   obejmujący   swoim   zasięgiem
zarówno   wszelkiego   rodzaju   zjawiska   paranormalne,   jak   i   wszelkie   zjawiska   uważane   za

paranormalne – a więc także i to, co być może to państwa zaskoczy – stanowi dużą część tego,
co nazywamy „rozrywką”.

Następnie   musimy   przyjrzeć   się   przeżyciom   z   pogranicza   śmierci   w   nowym   kontekście,

jakiego dostarczą nam owe szeroko zakrojone badania.

Dlatego   w   tym   rozdziale   zamierzamy,   jak   to   się   może   na   pierwszy   rzut   oka   wydawać,

wykonać zwrot w lewo. Zajmiemy się dogłębnie tematami różnymi od przeżyć z pogranicza

śmierci, by położyć fundamenty pod zrozumienie tego, w jaki sposób stworzyliśmy kolektywnie
„tło akcji”, na którym się one rozgrywają – rodzaj kulturowego zaplecza, które, kiedy się je

zrozumie, pomoże nam wyjaśnić, dlaczego wszystkie relacje w pierwszej osobie, dotyczące
przeżyć z pogranicza śmierci, są do siebie tak bardzo podobne.

Zbadamy szczegółowo  związki  między zabawą a zjawiskami paranormalnymi, biorąc pod

uwagę   wszystko;   od   tabliczek   ouija,   przez   różdżkarstwo   do   wróżbiarstwa;   od   „emocji   i

zachowań związanych ze znanymi osobowościami” do zjawiska „channelingu”.

Przyjrzymy się nawet stanowi obłędu jako czynnikowi związanemu ze zjawiskami paranor-

malnymi, a także ludzkiej skłonności do przypisywania wszystkiemu cech paranormalnych – na
przykład   samogłodzeniu   się,   ogniowi   czy   twierdzeniom   na   temat   niepodlegania   śmierci.   W

końcu   zbadamy   przedmioty   i   narzędzia   kojarzone   ze   zjawiskami   paranormalnymi,   które
odegrały tak znaczącą rolę  w powstaniu  naszej  kulturowej  opowieści –  od dźwięków  przez

zwierciadła   do   studni,   do   których   wrzuca   się   pieniążek   na   szczęście,   i   labiryntów;   od
dziecięcych gier do różnego rodzaju hobby.

I jak już państwa ostrzegałem, wszystko to może robić wrażenie, że zbaczamy z głównej

drogi i dokonujemy niepotrzebnego objazdu. Mimo to zapraszam państwa na tylne siedzenie i

gwarantuję miłą podróż. Obiecuję, że później powrócimy do naszej dyskusji na temat przeżyć z
pogranicza   śmierci   oraz   pytania   o   istnienie   życia   po   śmierci.   Najpierw   jednak   zamierzam

stworzyć kontekst, w którego ramach dyskusja ta może toczyć się bardziej owocnie. Wkrótce
przekonają się państwo także, że w istocie wcale nie zbaczamy z drogi, lecz wciąż podążamy

przed siebie tym samym utartym szlakiem.

Nowe „reguły postępowania”

Tak więc zacznijmy od przyjrzenia się fundamentalnym regułom, o których mówiłem, że

wymagają zmiany, jeśli mamy efektywnie zajmować się starymi problemami. Czym są owe

fundamentalne reguły? No cóż, dyskusje na temat zjawisk paranormalnych zawsze sprzyjały
ożywionej wymianie przeciwstawnych opinii, w którą angażowali się ludzie o bardzo różnych

temperamentach. Co ciekawe, spory te prawie zawsze przebiegają według pewnych określo-
nych parametrów, rozbieżności poglądów dotyczą zaś prawie zawsze tych samych spraw. Poza

tym wydaje się, że od lat nie powiedziano niczego nowego na ten temat.

Aż do chwili obecnej.

Zauważyłem, że większość dyskusji oraz prawie wszystkie opublikowane materiały poświę-

cone temu zagadnieniu stanowią zazwyczaj odbicie jednego z trzech głównych punktów wi-

dzenia, trzech odrębnych szkół myślenia. Chodzi tu o najczęściej zajmowane stanowiska, owe
„znane, choć nieodpowiednie, perspektywy”, o których mówiłem wcześniej. Z kolei stosowanie

„fundamentalnych reguł” prowadzi nieuchronnie do tego, że wszelkie dyskusje nad zjawiskami
paranormalnymi podpadają pod jedną z owych trzech kategorii.

Punkt widzenia parapsychologów

Pierwszą kategorię tworzy szkoła myślowa „parapsychologów”. Są to ludzie uważający się za

naukowców. Panuje pogląd, rozpowszechniony nawet wśród sceptyków, że aktywność czy też

- 18 -

background image

obszar badań zajmujący się paranormalnymi zjawiskami, zdarzeniami czy zdolnościami, jest
lub przynajmniej aspiruje do miana jednej z dyscyplin naukowych.

Parapsycholodzy przyjmują (przynajmniej w zasadzie), że fakt istnienia takich zjawisk jak

telepatia, psychokineza, prekognicja czy życie po śmierci, można wykazać za pomocą metod

naukowych.

Zwolennicy tego punktu widzenia zrzeszają się w różnego rodzaju stowarzyszeniach para-

psychologicznych.   Niektórzy   z   nich   uzyskali   nawet,   po   dłuższych   czy   krótszych   staraniach,
członkostwo   większych  towarzystw  naukowych,  „legitymizując”  w ten sposób  swoją  działal-

ność.

Punkt widzenia sceptyków
Do drugiej kategorii należy szkoła myślowa „sceptyków”, a więc tych, którzy głęboko wątpią

w realność domniemanych paranormalnych zdarzeń, przeżyć czy umiejętności, uważając, iż są
one bez wyjątku wynikiem oszustwa, mistyfikacji, myślenia życzeniowego czy po prostu błędu.

Oni także zrzeszają się w organizacje, takie jak Commitee for the Scientific Investigation of
Claims   of   the   Paranormal   (Komitet   do   Spraw   Naukowego   Badania   Domniemanych   Zjawisk

Paranormalnych), który wydaje czasopismo Sceptical Inquirer („Sceptyczny Badacz”).

Punkt widzenia fundamentalistów
Trzecią i ostatnią kategorią jest szkoła myślowa „fundamentalistów”. Są to ludzie, którzy

wierzą,   że   wszystkie   zjawiska   paranormalne   są   dziełem   diabła   i   aby   to   udowodnić,   często
posługują się wybranymi cytatami z Biblii. Fundamentaliści mówią nam, że świetlista istota,

która wychodzi na spotkanie wielu osób, u których nastąpiło ustanie akcji serca, a także zjawy
zmarłych widywane przez ich bliskich pogrążonych w smutku, to jedynie rodzaj zakamuflo-

wanej diabelskiej pokusy.

Pochodzenie owych trzech kategorii
Każda z omówionych tu trzech perspektyw wywodzi się z bardzo odległych czasów; są one

stałymi   elementami   toczącej   się   przynajmniej   od  dwóch   tysiącleci   debaty,   w  trakcie   której
wciąż nie udaje się niestety wypracować żadnych ostatecznych wniosków.

Któż jednak zaprzeczy, że nie zanotowano niejakich sukcesów? Cała debata toczy się nadal,

jej koła zaś obracają się bez końca na osiach wyznaczonych przez trzy główne szkoły, o których

mówiłem powyżej, co daje niewątpliwie złudzenie ruchu. W rzeczywistości nie chodzi tu jednak
o żaden znaczący postęp. Zresztą dobrze wiadomo, dlaczego tak się dzieje.

Nikt nie chce postępu, nikt nie chce rozwiązania

Do tej pory problemy związane z toczącą się od lat debatą na temat zjawisk paranormalnych

nie   zostały   rozwiązane,   ponieważ   w   istocie   tylko   bardzo   niewielu   ludzi   rzeczywiście   tego
pragnie.  Odpowiedzi pojawiają się  z rzadka i sporadycznie, ponieważ  tylko bardzo  niewielu

ludzi pragnie je poznać.

Problem dotyczący odpowiedzi polega na tym, że eliminują one wątpliwości – a przecież to

właśnie wszelkiego rodzaju wątpliwości związane ze zjawiskami paranormalnymi tak bardzo
nas intrygują. Fascynuje nas to, czego nie wiemy.

Jest to powód, dla którego tak wiele kontrowersji jest nierozwiązywalnych. Jak na ironię

impasu nie powoduje to, co dzieli, lecz to, co łączy. Spór wydłuża się w nieskończoność z

powodu podzielanych przez wszystkich, nie wyrażonych motywacji i nie sprawdzonych założeń,
na które, przynajmniej po cichu, godzą się wszystkie strony.

W kwestii tego, czy zjawiska paranormalne są rzeczywiste, czy nie, przedstawiciele owych

trzech szkół myślowych reprezentują w istocie zbieżne podejście, dzięki czemu cała debata

toczy się nadal, podejście to zaś, jak na ironię, wynika z ich własnej fascynacji zjawiskami
paranormalnymi   –   są   oni   nimi   całkowicie   pochłonięci   i   zaabsorbowani.   Jednoznaczne

rozwiązanie którejś z wątpliwych kwestii mogłoby oznaczać koniec dyskusji, a przecież nikt z
jej uczestników tak naprawdę tego nie chce.

Powód   wydaje   się   oczywisty   przynajmniej   w   przypadku   zawodowych   parapsychologów  –

przedstawicieli pierwszej z omawianych przez nas frakcji – którzy ze zjawisk paranormalnych

uczynili   główny   obiekt   swojej   pracy   badawczej.   Jednak   zorganizowani   pseudosceptycy   –
przedstawiciele drugiej frakcji – także upodobali sobie ten temat. Piszą oni artykuły, uczestni-

czą   w  spotkaniach,   prowadzą   badania   terenowe   i   otwarcie   przyznają,   że   to   ich   pasjonuje.
Nawet zagorzali fundamentaliści z frakcji numer trzy zdają się odczuwać wyraźną przyjemność,

- 19 -

background image

ujawniając obecność demona w każdym śnie czy Szatana podczas każdego seansu spirytys-
tycznego, a także Antychrysta ukrywającego się za każdą zjawą.

Sprawy, o których tu mówimy, wywierają na każdym wielkie wrażenie, przedstawiciele zaś

owych trzech ugrupowań nie są jedynymi ludźmi pozostającymi pod ogromnym, nieodpartym

urokiem zjawisk paranormalnych. W rzeczy samej tego rodzaju fenomeny pociągają większość
z   nas.   Zjawiska   paranormalne   niczym   języki   ognia   tańczą   kusząco   przed   oczami   naszej

nieświadomości zbiorowej, my sami zaś stoimy osłupiali w obliczu tajemnicy, zdjęci nabożnym
lękiem   przed   jej   wspaniałością,   a   także,   w   momentach   szczególnej   grozy,   przerażeni   jej

potęgą. Nawet ci, którzy mówią, że boją się zjawisk paranormalnych, są nimi do pewnego
stopnia zafascynowani.

Dlaczego zjawiska paranormalne tak pociągają?

Co   stanowi   podstawę   owej   przyciągającej   siły?   Dlaczego   tak   się   dzieje   i   jak   do   tego

dochodzi, że tak wielu spośród nas zachwyca się i pasjonuje zjawiskami paranormalnymi oraz
tak   łatwo   ulega   ich   urokowi?   Jaka   jest   w   istocie   natura   ludzkiej   fascynacji   zjawiskami

paranormalnymi? Nie będziemy mogli rozstrzygnąć żadnej z kwestii dotyczących wagi przeżyć
z pogranicza śmierci jako dowodów na istnienie życia po śmierci, jeśli najpierw nie odpowiemy

na powyższe pytania, jako że kiedy poznamy na nie odpowiedzi, wtedy zaczniemy rozumieć
zjawiska paranormalne jako takie. Zaczniemy rozumieć szeroki aspekt ludzkiego zachowania, z

którym  zjawiska  paranormalne  są  najbliżej  spokrewnione.  Zaczniemy  rozumieć  powiązania;
związki, które pozwolą nam dostrzec w tym wszystkim sens. Zaczniemy zestawiać ze sobą

poszczególne   elementy   w   sposób,   w   jaki   nie   robiono   tego   nigdy   dotąd.   A   wtedy   zagadka
zjawisk paranormalnych sama zacznie się rozwiązywać. Tajemnica zacznie się wyświetlać. A my

będziemy   mogli   stworzyć   nowy   kontekst,   w   którego   ramach   rozpatrzymy   główny   temat
naszych badań: przeżycia z pogranicza śmierci i życie po śmierci.

Zjawiska paranormalne jako „rozrywka”

A oto moja hipoteza. Na początku może się ona wydać państwu trudna do przyjęcia, proszę

jednak o cierpliwość. Proszę dać mi trochę czasu, a myślę, że uda mi się państwa w końcu
przekonać.   A   jeśli   nie,   to   może   przynajmniej   zainauguruję   nowy   etap   w   dyskusji.   No   to

zaczynamy.

Sądzę,   że   zjawiska   paranormalne   zachwycają   nas,   ponieważ   stanowią   dla   nas   rodzaj

rozrywki.

Stwierdzenie to może wydawać się państwu oczywiste, uważam jednak, że związek między

rozrywką   a   zjawiskami   paranormalnymi   jest   często   przeoczany,   oraz   że   implikacje   owego
związku nie są tak oczywiste, jak się na pozór wydaje. Z pewnością zaś dotychczas zajmowano

się nimi rzadko.

Stopniowo uświadamiałem sobie fakt, że rozrywka, humor, zabawa oraz zjawiska paranor-

malne   są   ze   sobą   w   dziwny   sposób   ściśle   splecione.   I   twierdzę,   że   to   właśnie   ów   splot
przyczynił się do powstania kontekstu, w którego ramach zawsze rozpatrywaliśmy zjawiska

paranormalne,  ostatnio   zaś rozpatrujemy  przeżycia z  pogranicza  śmierci. Moim  zdaniem  to
właśnie ów współczynnik rozrywki, jak go nazywam, przyczynił się do stworzenia naszego tła

akcji dla życia po śmierci. Proszę jednak pamiętać, że fakt ten nie podważa automatycznie
wagi i znaczenia relacji na temat życia po śmierci. Mimo wszystko jest jak najbardziej możliwe,

że w jakiś sposób udało nam się natrafić na ślad wielkiej, uniwersalnej prawdy. Dlatego ważne
jest a nawet jeszcze ważniejsze, jeśli tak właśnie rzeczy się mają żebyśmy wiedzieli wszystko,

co tylko możliwe, o tym, co sprawiło, że natrafiliśmy na ślad owej prawdy.

Poszukiwanie cech wspólnych

Wszystkie trzy elementy – rozrywka, humor, zabawa – mają jedną wyróżniającą je wspólną

cechę z tym, co nazywamy zjawiskami paranormalnymi. Każdy z nich definiowany jest poprzez

kontrast z tym, co określamy mianem rzeczywistości dnia codziennego, podobnie jak zjawiska
paranormalne.   Wszystkie   one   rzucają   wyzwanie   i   poszerzają   nasze   pojęcie   rzeczywistości,

granic umysłu oraz natury świadomości zupełnie tak samo, jak ma się sprawa w przypadku

- 20 -

background image

zjawisk paranormalnych.

Przyjrzyjmy się teraz nieco bliżej owym ideom.

Dla ogromnej większości tych, którzy się tym parają, badanie zjawisk paranormalnych jest,

podobnie jak rozrywka i zabawa, działalnością wykonywaną dla przyjemności w chwilach wol-

nych. Rzesze entuzjastów reprezentujących najrozmaitsze zawody należą do klubów i innych
organizacji zajmujących się tropieniem zjawisk paranormalnych.

W badaniu zjawisk paranormalnych ważną rolę odgrywają różnego rodzaju techniki służące

poznawaniu ukrytej wiedzy, kilka zaś form „wróżenia” ma wyraźnie charakter gier towarzys-

kich. Dobrym przykładem są tu tabliczki ouija, stoliki pukające, tarot czy runy.

W tarocie używa się kart podobnych do  tych stosowanych do  gry w durnia  czy pokera,

natomiast wróżby runiczne układa się z kostek przypominających żetony do gier takich jak
monopol   czy   scrabble.   Z   kolei   tabliczki   ouija   sprzedawane   są   w   sklepach   z   zabawkami.

Właściciel firmy produkującej te tabliczki, a także inne związane z nimi gadżety, był podobno
wielce zdumiony, gdy ludzie zaczęli poważnie traktować jego wynalazek. Zszedł z tego świata

głosząc wszem i wobec, że jest to tylko gra, nic więcej.

Poszukiwanie   wody   za   pomocą   różdżki   ma   w   sobie   także   elementy   gry   –   z   wyjątkiem

sytuacji, gdy dokonuje się tego na pustyni lub jest się gotowym wydać tysiące dolarów na
wykopanie studni na swojej posesji.

Salony wróżek można spotkać w wesołych miasteczkach, na nadmorskich promenadach, a

także szkolnych festynach. Wiele  gazet drukuje horoskopy obok krótkich,  humorystycznych

historyjek obrazkowych. (Poważne dzienniki takie jak New York Times nie stosują podobnych
praktyk).

Związki ujawniają się nawet w prawie

Nasze prawo zwyczajowe jest prawdziwą skarbnicą praktycznej mądrości; opiera się ono na

nagromadzonych przez wieki przez znających się na rzeczy prawników i powszechnie akcepto-
wanych regułach. Ściśle mówiąc, tradycja prawnicza ukazuje to, co doświadczeni prawnicy-

decydenci postanowili, często w niesprzyjających okolicznościach, w kwestii szerokiego wachla-
rza   gorąco   dyskutowanych   i   trudnych   przypadków.   W   efekcie   prawo   odzwierciedla   opinie

praktycznych osób mających odpowiednią wiedzę i doświadczenie. A co prawo zwyczajowe ma
nam do powiedzenia w sprawie zjawisk paranormalnych?

Zgadli państwo. Przy wielu okazjach prawo zalicza zjawiska paranormalne do kategorii roz-

rywki. W niektórych okręgach sądowych wróżbiarzy, astrologów i media zalicza się, w związku

z wydawaniem licencji na prowadzenie działalności, do grona pracowników estradowych.

Dom nawiedzony przez duchy stanowi więc jedną z atrakcji wesołego miasteczka, niektóre

zaś zjawiska paranormalne dały nawet asumpt do powstania świąt, na przykład Halloween. W
całych   Stanach   Zjednoczonych   tak   zwane   jarmarki   cudów   (psychic   fairs)   są   popularnymi

miejscami rozrywki podczas weekendów.

Tak   bardzo   modne   obecnie   regresje   w   przeszłe   życia   natychmiast   przywodzą   na   myśl

dokonania   autorów   powieści   historycznych   i   zmuszają   do   zastanowienia   nad   tym,   jakich
związków   można   by   się   doszukać   między   tą   tajemniczą   formą   paranormalnej   przygody   a

popularną, służącą rozrywce fikcją literacką.

Aktorzy odtwarzają postacie z dawnych epok na scenie i w filmie. Podróże mentalne wstecz

do poprzednich żywotów zdają się mieć z tym wiele wspólnego, z tym że w tym wypadku
wszystko rozgrywa się w umyśle, natomiast funkcje scenarzysty, producenta, reżysera, aktora,

publiczności  i scenografa rozkładają się  między poddawaną  regresji osobę, która w  sposób
paranormalny podróżuje w czasie, a poddającego ją regresji w poprzednie życia terapeutę.

Opowieści   o   duchach,   relacje   na   temat   telepatycznego   komunikowania   się   między

przyjaciółmi   oraz   doniesienia   o   ostrzeżeniach   dotyczących   przyszłości   należą   do   głównych

aspektów badań zjawisk paranormalnych. Biorąc powyższe pod uwagę, należy stwierdzić, że
zagadnienia   te   stanowią   także   element   badania   folkloru,   jedną   zaś   z   oczywistych   funkcji

folkloru jest zabawianie i dostarczanie rozrywki.

Zdarzenia paranormalne w sposób naturalny manifestują się w formie dramatycznej. Często

obserwuje się także, iż specyficzne cechy osobowości dobrego aktora lub aktorki, które są im
przydatne na scenie, predestynują ich także do tego, by być dobrymi mediami.

Uwzględniając możliwość oszustwa, większość badaczy zjawisk paranormalnych zakłada, że

do   sprawdzania   relacji   na   temat   występowania   domniemanych   zjawisk   paranormalnych

najlepiej nadają się zawodowi magicy; eksperci w sprawach iluzji i sztuczek. A przecież magicy
to artyści estradowi.

- 21 -

background image

Znane osobistości a zjawiska paranormalne: związki poszerzone

Związki między zjawiskami paranormalnymi a rozrywką stają się tym bardziej oczywiste, im

dokładniej się im przyglądamy. Status, jaki mają we  współczesnym świecie  znane osoby  z
przemysłu rozrywkowego, odpowiada pozycji zajmowanej w starożytnym świecie przez istoty

nadnaturalne – na przykład duchy. Sławne postacie show-biznesu – Rudolph Valentino, James
Dean, Marilyn Monroe  czy Elvis Presley – stały  się  obiektami kultowego  wręcz  uwielbienia.

Najpopularniejsi   aktorzy   i   aktorki   nazywani   są   nawet   „gwiazdami”,   co   jest   być   może   nie
całkiem przypadkową metaforą, mającą na celu zwrócenie uwagi na to, że istoty te pochodzą z

wysoka,   z   niebiańskiej   krainy.   Okazuje   się   więc,   że   posługujemy   się   dziś,   nie   do   końca
świadomie, słowami, które mają prastare konotacje astrologiczne.

Fenomen polegający na interesowaniu się i dyskutowaniu o życiu znanych ludzi ma zapewne

związek z tym, że współcześnie ludzie spędzają znaczną część życia na jawie na oglądaniu

obrazów i słuchaniu informacji przekazywanych przez media. Znane osobistości – jako że mogą
się nam one ukazywać „osobiście” – których tożsamość społeczeństwo niejako przywłaszcza

sobie   i   wykorzystuje   do   celów   symbolicznych,   stanowią   rodzaj   pośredniego   ogniwa   między
światem prezentowanym w mediach a naszym życiem codziennym. Stąd sławni ludzie pełnią

funkcję   pośredników,   którzy   upewniają   nas,   na   poziomie   podświadomości,   o   „realności”
elektronicznego  wymiaru  świata, w którym to  wymiarze  my także, jak się  wydaje, żyjemy

coraz częściej.

Ponieważ znane osobistości są w stanie poruszać się tam i z powrotem między zmienia-

jącymi   się   rzeczywistościami,   pojęcie   gwiazdy   wydaje   się   mieć   w   sobie   nieco   pierwiastka
paranormalnego.   Podobnie   jak   zjawiska   paranormalne,   znane  osobistości   bardzo   zyskują   w

kontekście śmierci. Mając wyjątkową pozycję w hierarchii społecznej, supergwiazdy nie mogą
zwyczajnie odejść z tego świata. Zdarza się, że z jedną z tych na wpół fantastycznych istot

utrzymuje wyimaginowane związki miliony zwykłych ludzi. Gdy supergwiazda umiera, sztuczne
związki, jakie wykształciły się między jej fanami a nią samą, mogą doprowadzić do powstania

zdumiewających zaburzeń w przebiegu procesu żałoby po zmarłym.

Najbardziej znanym przykładem z ostatnich lat jest epizod, który wydarzył się po śmierci

króla rock'n'rolla Elvisa Presleya w 1977 roku. Na wieść o tej tragedii pośród jego co bardziej
naiwnych fanów zaczęły krążyć najbardziej fantastyczne plotki. Niektórzy wierzyli, że Elvis sam

zaaranżował własną śmierć, urządził  fałszywy  pogrzeb z udziałem członków  swojej rodziny,
którzy opłakiwali go w przekonujący sposób, udając smutek. Najważniejszym elementem owe-

go nagłośnionego wydarzenia, jak mówiono, była kukła przedstawiająca Elvisa umieszczona
zamiast niego samego w trumnie. Zwolennicy tej wersji wypadków twierdzili, że ich bohater

odleciał potajemnie na Hawaje, do kraju leżącego daleko na zachodzie, by wieść tam dalsze
życie z dala od przytłaczającej go popularności.

Po pewnym czasie przez całe Stany Zjednoczone przetoczyła się fala doniesień pochodzą-

cych od osób, które utrzymywały, że spotkały Elvisa. Wielu jego fanów doświadczyło czegoś, co

ich zdaniem było  paranormalnym kontaktem z Elvisem przebywającym na tamtym świecie.
Dziś, ponad dwadzieścia lat później [W momencie, gdy pisał to Autor.], nadal pewien procent

mieszkańców  Ameryki  wierzy,  że   piosenkarz   nie  umarł,  lecz   nadal  żyje   i  ukrywa  się  przed
światem.

Rzeczywistość jako mieszanka naszych emocji i zachowań

Emocje   i   zachowania   związane   ze   znanymi   osobistościami   od   dawna   mieszają   się   z

emocjami   i   zachowaniami   związanymi   ze   zjawiskami   paranormalnymi.   I   żeby   państwo   nie
sądzili, że Elvis był pierwszym muzykiem, który miał jakoby ukazywać się po śmierci swoim

fanom, proszę pozwolić mi przytoczyć dowody, które temu przeczą.

Starożytny grecki historyk Herodot (4901.25 p.n.e.) opisał eskapady pewnego cieszącego

się sławą „artysty”, który wykorzystując prawdopodobnie kuglarskie sztuczki upozorował swoją
własną śmierć, a następnie kilkakrotnie pojawił się, udając zjawę:

„Aristeas,   syn   Kaystrobiosa   z   Prokonnezu   [Wyspa   na   Propontydzie,   dzisiejszym   Morzu

Marmara (przyp. tłum.).], poeta epiczny, opowiada, że natchniony przez Apollona przybył do

Issedonów iże za Issedonami mieszkali Arimaspowie, mężowie o jednym oku; za tymi pilnujące
złota gryfy, a za tymi Hiperborejczycy, którzy sięgają aż do morza.

Teraz wspomnę, co o nim słyszałem z opowiadania na Prokonnezie i w Kyzikos. Oto Aristeas,

jak mówią, który żadnemu ze swoich współziomków nie ustępował w zacności rodu, wszedł raz

na Prokonnezie do wałkowni i tam umarł; folusznik warsztat swój zamknął i wyszedł, aby o

- 22 -

background image

tym donieść krewnym zmarłego. Kiedy wiadomość o śmierci Aristeasa rozeszła się po mieście,
zaprzeczył jej pewien obywatel kyzikeński, który przybył z miasta Artaki i twierdził, że spotkał

się z nim na drodze do Kyzikos i rozmawiał. Ten więc uparcie trwał w swoim sprzeciwie, a
tymczasem krewni zmarłego zjawili się w wałkowni, zaopatrzeni w potrzebne rzeczy, aby go

pochować. Gdy jednak otwarto warsztat, nie było widać ani zmarłego, ani żywego Aristeasa.
Dopiero w siedem lat później zjawił się on na Prokonnezie i ułożył ów poemat, który Hellenowie

dziś nazywają arimaspejskim; a skoro go ułożył, zniknął po raz drugi.

Tak więc opowiada się w owych miastach. Następująca zaś rzecz, jak wiem, zdarzyła się

Metapontynom   w   Italii   w   dwieście   czterdzieści   lat   po   drugim   zniknięciu   Aristeasa,   o   czym
przekonałem się, zestawiając z sobą opowieści Prokonnezu i Metapontu. Metapontyni twierdzą,

że sam Aristeas zjawił się w ich kraju i rozkazał im wznieść ołtarz dla Apollona, a obok niego
ustawić posąg, noszący nazwę Ariseasa z Prokonnezu; powiedział bowiem, że Apollo przybył do

ich kraju jako jedynych spośród Italiotów, a on, który teraz jest Aristeasem, towarzyszył mu;
wówczas jednak, gdy towarzyszył bogu, był krukiem. A skoro to powiedział zniknął. Oni sami,

mówią Metapontyni, posłali do Delf i zapytali boga, co oznacza ta zjawa. Pitia zaś kazała im
słuchać zjawy, bo lepiej na tym wyjdą. Oni więc przyjęli tę odpowiedź i spełnili polecenie. I

jeszcze dziś stoi posąg, noszący imię Aristeasa, obok samego ołtarza Apollona, a dokoła niego
znajdują się drzewa wawrzynowe; ołtarz zaś wzniesiony jest na rynku”. [Herodot, Dzieje, tłum.

Seweryn Hammer, Czytelnik, Warszawa 1959, t. 1. s. 278-279.]

Aristeas był widziany martwy, następnie ktoś miał go spotkać żywego, potem zaś odkryto,

że ona sam – lub też jego ciało – zniknęło. Czy była to śmierć, czy też tajemnicze zniknięcie? A
może jedno i drugie? Ponieważ folusznik wychodząc zamknął warsztat, w całej sprawie pojawia

się także element magicznej ucieczki a la Houdini.

Odejście   Aristeasa   było   bardzo   zagadkowe;   wywołało   wielkie   zdumienie   i   zamieszanie.

Następnie, znajdując się w transie lub jakimś innym, odmiennym stanie świadomości, Aristeas
wyruszył w daleką podróż do krain leżących poza granicami znanego świata i zamieszkanych

przez dziwaczne istoty. Sprawozdanie z tej niezwykłej, „odlotowej” wyprawy opisał następnie w
swoim poemacie.

Siedem   lat   później,   kiedy   zjawił   się   ponownie,   został   zapewne   uznany   za   osobę,   której

przysługiwał specyficzny społeczny status deuteropotmosa, czyli „po dwakroć skazanego na

zgubę”. Do tej kategorii społecznej zaliczano ludzi, którzy zbyt daleko zapuścili się na tamten
świat,   by   zostać   ponownie   dopuszczonymi   do   świata   żywych.   Mianem   deuteropotmosa

określano także osobę, która została uznana za zmarłą za granicą, a następnie powróciła do
swojej   ojczyzny.   Takim   ludziom   zabraniano   kontaktów   z   innymi,   nie   wolno   im   było   także

przebywać w świątyniach.

Występ Aristeasa został znakomicie wykoncypowany, nawet jeśli doszło do tego jedynie w

nieświadomości   lub   podświadomości   jemu   współczesnych.   Aristeas   wykorzystał   zręcznie
techniki z pogranicza dramatu i sztuki teatralnej. Znikając po raz drugi z Prokonnezu stworzył

legendę o samym sobie, która pomogła przyspieszyć jego ponowne pojawienie się jako zjawy.
Za życia Aristeas uruchomił proces, który dwieście czterdzieści lat później potwierdził i utrwalił

jego   reputację   jako   człowieka   będącego   w   stanie   przekraczać   tam   i   z   powrotem   granicę
dzielącą ten świat od tamtego.

O co w tym wszystkim naprawdę chodzi

Dziś luminarze przemysłu rozrywkowego nadal odgrywają główną rolę w kształtowaniu opinii

publicznej na temat zjawisk paranormalnych. Fani zjawisk paranormalnych bez wahania czynią
ze znanych osobistości, szczególnie słynnych artystów, namaszczone autorytety w tej dziedzi-

nie.

W  latach   osiemdziesiątych   XX   wieku  pewna   utalentowana,  mająca  dar   wymowy   aktorka

komediowa   przyznała   się   publicznie   do   tego,   że   miała   przeżycia   o   charakterze   nadprzyro-
dzonym,  po   czym  niebawem  stała   się  szanowaną  rzeczniczką  wypowiadającą  się   w kwestii

zjawisk paranormalnych. Jej nazwisko przyczyniło się niewątpliwie do wzrostu zainteresowania
opinii publicznej tego rodzaju fenomenami. Fani aktorki zostali wystawieni na ciężką próbę,

lecz uwierzyli, że jej przeżycia były prawdziwe, ponieważ chcieli, aby tak było – i tu właśnie
dochodzimy do sedna sprawy.

Chodzi   o   implikacje   –   efekt   uboczny,   jeśli   państwo   wolą   związków   między   rozrywką   a

zjawiskami paranormalnymi, które, jak mówiłem, zostały jak dotąd tylko w bardzo niewielkim

stopniu poważnie zbadane.

Czy to możliwe, że mamy tutaj do czynienia ze związkiem przyczynowo-skutkowym? Czy

- 23 -

background image

sami   tworzymy   to,   co   nazywamy   zjawiskami   paranormalnymi,   ponieważ   odczuwamy   taką
potrzebę?

„Naukowi   sceptycy”   zaśmiewają   się   w   kułak   i   kpią   z   tego,   że   sławnym   osobistościom

przydaje   się   status   „ekspertów”   od   zjawisk   paranormalnych   i   że   logika   ich   wywodów   jest

mocno wątpliwa. Następnie jednak, co zastanawiające, ci sami demaskatorzy wykonują w tył
zwrot i powołują się na wypowiedzi innych znanych osobistości, by uprawomocnić swoje własne

twierdzenia. Stowarzyszenie owych pseudosceptyków wymienia na liście swoich członków na
honorowym miejscu zarezerwowanym dla wątpiących słynnych osobistości nazwisko pewnego

sławnego muzyka i komika telewizyjnego. Jak widać, nawet pseudosceptycy zdają sobie jasno
sprawę z tego, jak wielką rolę w świecie zjawisk paranormalnych odgrywa czynnik popular-

ności.

Zresztą mamy tu do czynienia ze sprzężeniem zwrotnym, co sprawia, że poważni badacze

zjawisk paranormalnych stają się znanymi osobistościami tylko  dlatego, że w  oczach opinii
publicznej kojarzeni są z tym właśnie tematem. (Niestety sam mogę o tym zaświadczyć).

Nasze badania „tła akcji” zwiększają swój zasięg

Nie   można   przeprowadzić   rzetelnych   i   gruntownych   badań   zjawisk   paranormalnych   oraz

życia   po   śmierci,   nim   nie   przeanalizuje   się   kwestii,   w   jaki   sposób   zachowania   i   emocje
związane   ze   znanymi   osobistościami   przyczyniają   się   do   kształtowania   obrazu   obu   tych

fenomenów   w   oczach   opinii   publicznej,   a   także   określenia,   kim   są   eksperci   zajmujący   się
kwestią zjawisk nadprzyrodzonych. Wszystko to jest integralną częścią naszego „tła akcji”.

Sprawa, o której mowa, jest bardzo aktualna, ponieważ zjawiska paranormalne są jednym z

najczęstszych   tematów   dyskutowanych   w   trakcie   różnego   rodzaju   talk   shows,   które   są

głównym forum publicznym, na którym można dziś zapoznać się z opiniami „ekspertów”. Ci
ostatni mają oczywiście mnóstwo do powiedzenia na ten temat, publiczność zaś wierzy im we

wszystko, co mówią.

Nie przesadzę, jeśli powiem, że pełni zachwytu naiwni widzowie traktują znanych „eksper-

tów” wypowiadających się w kwestii zjawisk paranormalnych jak słynne osobistości, a więc
podobnie   jak   sławnych   artystów,   a   nie   w   sposób,   w   jaki   zwykło   się   traktować   ekspertów

zajmujących się bardziej konwencjonalnymi dziedzinami wiedzy i nauki. Fani proszą nas nawet
o autografy!

Tymczasem   ci   sami   mili   ludzie   reagują   na   znanych   ekspertów,   którzy   są   sceptycznie

nastawieni do kwestii zjawisk paranormalnych, niczym na groźnych łobuzów, szydząc z nich i

wygwizdując, o czym mogło przekonać się na własnej skórze wielu zawodowych sceptyków. My
mądrzy, pozytywnie nastawieni do zjawisk paranormalnych „eksperci” rozumiemy jednak, jak

muszą   czuć   się   w   takich   sytuacjach   sceptycy,   ponieważ   sami   jesteśmy   wyszydzani   i
wygwizdywani przez fundamentalistycznie nastawionych znawców okultyzmu, którzy zarzucają

nam, że jesteśmy „agentami Szatana” oraz uważają nas za arcyłotrów odtwarzających główne
role   w   demonicznych,   przerażających   melodramatach   rozgrywających   się   głęboko   w   ich

umysłach.

Chociaż początkowo nazywano nas „ekspertami na tym polu”, zapewne z powodu naszych

zawodowych kwalifikacji w dziedzinach takich jak medycyna czy psychologia, w rzeczy samej
wielu z nas nieustannie podróżuje z miasta do miasta i z hotelu do hotelu, biorąc udział w

spotkaniach z publicznością, a więc postępując dokładnie tak jak artyści estradowi, a nie jak
konwencjonalni lekarze czy psychologowie. Zachowujemy się więc jak znane osobistości, jakimi

staliśmy się w oczach opinii publicznej.

Związki między zjawiskami paranormalnymi a rozrywką:
czy to przesada?

Czy przeceniam związki między zjawiskami paranormalnymi a rozrywką, a także fakt, że od

bardzo  dawna  są  one  dla  wielu  z  nas  prawie  jednym  i  tym  samym?   Nie  sądzę.  Znane  są

przypadki wielu osób, których życie daje się łatwo zaklasyfikować zarówno do historii zjawisk
paranormalnych,   jak   i   historii   przemysłu   rozrywkowego.   Jednym   z   moich   ulubionych

przykładów jest wspaniała Lulu Hurst, która zyskała sławę jako Georgia Magnet.

Latem 1883 roku, gdy Lulu miała piętnaście lat, w jej rodzinnym domu zaczęły dziać się

dziwne rzeczy, będące wynikiem, jak wszystko na to wskazywało, działalności tak zwanego

- 24 -

background image

ducha   stukającego   (poltergeista).   Naczynia   latały   w   powietrzu   i   rozbijały   się,   przedmioty
spadały na podłogę z niewiadomego powodu, słychać było dziwne odgłosy. Lulu nazwała swoją

moc   „wielkim   nieznanym”   i   wkrótce   zaczęła   zadziwiać   swoimi   występami   publiczność   w
Atlancie, Chicago i Nowym Jorku.

Potrafiła  bez żadnego  wysiłku przesuwać po scenie kilka silnych osób naraz  pomimo  ich

fizycznego oporu. Osoby te zachowywały się niczym sparaliżowane jakąś magiczną siłą. Był to

zdumiewający pokaz, lecz po kilku latach podróżowania po kraju z występami Lulu oświad-
czyła, że jej dokonania były wynikiem stosowania trików. Twvierdząc, że jest zaniepokojona

zabobonnym niedowiarstwem swojej publiczności, po pewnym czasie wycofała się zupełnie.
Dziś jednak jej nazwisko pojawia się czasami w książkach na temat zjawisk paranormalnych, w

których wysuwa się sugestie, że dysponowała ona tajemniczą (i rzeczywistą) mocą.

Życie Lulu mogłoby świadczyć w przekonujący sposób o istnieniu bardzo realnych związków

między zjawiskami paranormalnymi a rozrywką. To, co początkowo uznawano za działalność
ducha   stukającego,   szybko   przekształciło   się   w   występ   estradowy,   to   zaś,   co   ostatecznie

okazało się jedynie rodzajem show, zostało po latach ponownie uznane za zjawisko paranor-
malne.

Wielu  spośród  znanych artystów estradowych  –  na przykład  Harry Houdini  –  mogłoby  z

łatwością przekonać swoją publiczność, że prezentowane przez nich dokonania nie są wynikiem

ich wyjątkowych umiejętności, lecz działaniem czynników nadprzyrodzonych. Efekt sprzężenia
zwrotnego także i tu daje o sobie znać, przyczyniając się do podnoszenia jednego z najczęściej

słyszanych   zarzutów   dotyczących   tego,   co   może   być   przejawem   jakiegoś   prawdziwie
paranormalnego zjawiska a mianowicie, że jest to „jedynie” rozrywka. Niedawne kontrowersje

wokół osoby Uri Gellera są tego dobrym przykładem.

Zamieszanie   wokół   tego   wszystkiego   prowadzi   do   postawienia   całej   sprawy   na   głowie:

Houdini – uznawany mimo wszystko jedynie za znakomitego kuglarza – uchodzi za człowieka
obdarzonego nadprzyrodzonymi zdolnościami, podczas gdy Geller który zdaniem wielu badaczy

rzeczywiście ma moce paranormalne – nazywany jest sztukmistrzem. Nasza skłonność do tego
rodzaju zamiany miejsc i mieszania pojęć nie jest, jak już mówiłem, czymś znanym dopiero od

niedawna, lecz bardzo starym.

Gdy   przemysł   rozrywkowy   wyłaniał   się   z   mroków   prehistorii,   już   był   ściśle   związany   ze

zjawiskami paranormalnymi.

Już nawet w starożytnej Grecji

Rozrywka nigdy nie zależała wyłącznie od wykonawców, lecz także od kreatywnych dostar-

czycieli tekstów. Nieustanny dopływ nowych materiałów niezbędny jest do tego, by zabawiać

łatwo nudzącą się publikę. Od najdawniejszych czasów poeci i dramaturgowie utrzymywali, że
ich talent pochodzi z jakiegoś niezależnego, duchowego źródła. Wierzyli w to także widzowie.

Według starożytnych Greków personifikacją twórczego  natchnienia były Muzy, duchy płci

żeńskiej, których rad zasięgano w ich świątyniach zwanych musejonami. Stąd też wywodzą się

wczesne związki rozrywki ze zjawiskami paranormalnymi.

Czasami ktoś otrzymuje dar tworzenia w wyniku paranormalnego przeżycia. Dzieła starożyt-

nego   greckiego   poety   Hezjoda   należą   do   najstarszych   zachowanych   do   naszych   czasów
pisemnych reliktów tradycji literackiej Zachodu. Hezjod zajął się poezją, ponieważ tak właśnie

poleciły mu uczynić Muzy. Pewnego dnia, pasąc owce na górze Helikon, Hezjod ujrzał Muzy
tańczące wokół źródła. „Wiemy, jak głosić kłamstwa liczne, do prawdy podobne, wiemy też,

gdy   zechcemy,   jak   rzeczy   prawdziwe   obwieszczać”   [Hezjod,   „Narodziny   bogów”,   tłum.   J.
Łanowski, Warszawa 1999.] – zaśpiewały Muzy pasterzowi. Po tym wizyjnym doświadczeniu

Hezjod poświęcił resztę życia na układanie poematów i pieśni.

W dziele, uważanym przez niektórych za najstarszą historię Anglii, czcigodny Beda (Baeda

Venerabilis,   673-735)   zanotował   opowieść   o   człowieku,   który   z   dnia   na   dzień,   za   sprawą
tajemniczych   nadprzyrodzonych   odwiedzin,   zamienił   się   w   wielkiego   poetę   i   autora   pieśni.

Bohater tej opowieści, Kedmon (Caedmon), był bardzo nieśmiały, tak iż podczas biesiad, gdy
zgodnie ze zwyczajem każdy z jej uczestników śpiewał kolejno ku uciesze pozostałych, zawsze

znajdował jakąś wymówkę i wymykał się chyłkiem zawstydzony.

Pewnego   wieczora,   wymknąwszy   się   z   biesiady,   Kedmon   ułożył   się   do   snu   w   oborze,

ponieważ tej właśnie nocy przypadała jego kolej w pilnowaniu bydła. Gdy spał, miał wizję, w
trakcie   której   ujrzał   w   ciemnościach   stojącego   obok   siebie   człowieka,   który   przemówił   do

niego: „Zaśpiewaj mi,  Kedmonie”. Kedmon  odparł, że nie  potrafi śpiewać i  dlatego  właśnie
wcześniej wyszedł z biesiady. Nieznajomy jednak nalegał: „Mimo to zaśpiewaj mi. Zaśpiewaj o

- 25 -

background image

początkach świata”.

Ku zdumieniu Kedmona z jego ust popłynął melodyjny śpiew; były to pieśni, których nigdy

dotąd nie słyszał. Gdy przebudził się następnego dnia rano, wciąż miał swój nowy, cudowny
talent. Resztę swoich dni Kedmon spędził na komponowaniu, wykorzystując swój nadprzyro-

dzony dar, a sława jego pieśni rozprzestrzeniła się szeroko po świecie .

W rzeczy samej artyści i pisarze dosyć często przyznają, że mają dziwne uczucie, iż ich

dzieła pochodną ze źródeł znajdujących się poza nimi.

Co jest tym źródłem? Oto odwieczne pytanie

Goethe utrzymywał, że tylko jedno z jego dzieł (mianowicie druga część  Fausta) zostało

ułożone wyłącznie przez niego samego. Dawał do zrozumienia, że pozostałe z nich stworzył,

będąc jedynie kanałem (channeling), przez który przepływał strumień informacji pochodzący z
duchowego źródła znajdującego się poza nim.

Według Richarda Bacha Mewa została podyktowana mu przez bezcielesny głos. Najnowszym

(i   zapewne   najbardziej   interesującym)   przykładem   tego   rodzaju   twórczości   jest   trylogia

Conversations with God [Richard Bach, Mewa, tłum. Radosław Zubek, Dom Wydawniczy Rebis,
Poznań 1995; Neale Donald Walsch, „Rozmowy z Bogiem”, tłum. Sławomir Studniarz, Limbus,

Bydgoszcz   1998-2000   (4   tomy).],   którą   sprzedano   w   wielomilionowymnakładzie,   a   przez
ponad sto tygodni znajdowała się na listach bestsellerów. Przetłumaczono ją na dwadzieścia

cztery języki. Jej autor, Neale Donald Walsch, mówi, że materiał do jej napisania otrzymał
bezpośrednio od Boga.

Wielu pisarzy twierdzi, że miewa czasami dziwne uczucie, iż coś lub ktoś „naprowadza ich na

właściwy trop” lub udziela inspiracji w krytycznych momentach procesu twórczego. Tak więc

grecka koncepcja mówiąca o zsyłaniu natchnienia przez muzy, jak się wydaje, jest zupełnie
trafnym intuicyjnym wyjaśnieniem niektórych anomalii życia wewnętrznego, jakie przydarzają

się osobom oddającym się pracy twórczej.

Współczesna,   zmodyfikowana   wersja   owej   koncepcji   umiejscawia   ośrodek   kontroli   nad

procesem twórczym w samym pisarzu czy artyście, podczas gdy w starych, dobrych czasach
sądzono, że nad dziełem geniuszu artysta czy pisarz miał tylko niewielką kontrolę lub nie miał

jej wcale.

Tymczasem   dzisiejsza   definicja   geniusza,   jako   osoby   o   wyjątkowo   wysokim   ilorazie

inteligencji  (IQ),  wydaje  się  całkowicie  bezduszna. W rezultacie  odgrywająca  ważną  rolę  w
historii cała kategoria dziwnych i tajemniczych, lecz dosyć powszechnych doświadczeń znanych

wielu   utalentowanym   osobom,   pozostaje   całkowicie   niezauważona   przez   konwencjonalną
psychologię.   Innymi   słowy,   ponieważ   konwencjonalna   psychologia   przyjmuje   współczesną,

cokolwiek   bezduszną   definicję   geniusza,   prawdziwe   źródło   inspiracji,   z   którego   korzystają
twórcze jednostki, nigdy nie zostało dokładnie zbadane. Dlatego nadal ignoruje się możliwość

istnienia związków między twórczością utalentowanych artystów a zjawiskami paranormalnymi,
o   czym   mówiłem   już   wcześniej.   A   tak   długo,   jak   będzie   ona  ignorowana,   panować  będzie

zamęt wokół tego, co nazywamy zjawiskami paranormalnymi oraz, analogicznie, wokół kwestii
życia po śmierci.

Zamiarem tej książki jest oczywiście uporządkowanie tych spraw.

A teraz pogrążmy się w „szaleństwie”

Zamęt, jaki panuje  wokół określenia, co jest zjawiskiem paranormalnym a co  rozrywką,

pogłębia jeszcze fakt, że społeczeństwo uznało niektóre z zachowań występujących w tych obu

kategoriach   za   przynależne   do   odrębnej,   trzeciej   kategorii,   a   mianowicie   szaleństwa   lub
choroby psychicznej.

Pewne   stany   i   zachowania   uważane   pierwotnie   za   paranormalne   zmieniły   swój   status   i

zaczęły być wykorzystywane do celów rozrywkowych. Na przykład zespół zachowań i sposób

myślenia dotyczący jedzenia-przede wszystkim obsesyjne myślenie i rozmawianie o jedzeniu,
chroniczne samogłodzenie się, a także perfekcjonizm i hiperaktywność szczególnie u kobiet w

wieku młodzieńczym – znany był kiedyś pod nazwą anorexia mirabilis i uważany za zjawisko
nadprzyrodzone.

W XIV wieku Katrzyna z Sieny stała się najbardziej znana spośród dużej liczby kobiet, które

zdobyły   reputację   świętych,   włączając   ów   zespół   zachowań   do   swoich   religijnych   praktyk.

Katarzyna   pozbawiała   się   jedzenia   na   długie   okresy,   pozostając   mimo   to   osobą   bardzo

- 26 -

background image

energiczną.   W   końcu   dostąpiła   kanonizacji,   czyli   zaliczenia   w   poczet   świętych.   Gdyby   dziś
poddano ją badaniom lekarskim, stwierdzono by u niej niewątpliwie chorobę psychiczną zwaną

anorexia nervosa, na którą cierpią młode kobiety głodzące się w taki sam co ona sposób.

W drugiej połowie XIX wieku podobny lub identyczny zespół zachowań został skomercjalizo-

wany przez tak zwane Fasting Girls of Britain and America (Poszczące Dziewczęta Brytanii i
Ameryki). Przyciągały one wielkie tłumy, głodząc się i wystawiając na widok publiczny. Domy,

w   których   mieszkały   te   wycieńczone,   przykute   do   łóżek   dziewczęta,   otaczała   atmosfera
karnawału. Widzowie, z których wielu przynosiło ze sobą rozmaite prezenty, przybywali z bliska

i daleka. Matka jednej z tych młodych kobiet sporządziła nawet dla swojej córki specjalny,
przypominający ubiór szamana, strój ozdobiony wstążkami oraz fantazyjne nakrycie głowy.

Ludzie żyjący w epoce wiktoriańskiej lubili tego rodzaju rozrywki, nie byli jednak do końca

pewni, czy Fasting Girls mają zdolności nadprzyrodzone, czy też nie. Tak więc owa dziwna

moda na głodzenie  się  wywołała gorącą debatę  między zainteresowanymi nią badaczami  o
zacięciu   parapsychologicznym   a   konserwatywnymi,   naukowymi   demaskatorami.   „Funda-

chrześcijańscy” kaznodzieje ze swojej strony ostrzegali przed wpływem demonów. I tak oto
przedstawiciele wszystkich naszych trzech kategorii dorzucili do całej sprawy swoje trzy grosze.

Podobną   reakcję   wywoływały   różnego   rodzaju   anomalie   genetyczne   i   deformacje.   W

starożytności bliźnięta syjamskie, osoby o zbyt dużej lub zbyt małej liczbie członków, a także

takie,   które   miały   jakieś   widoczne   wady   rozwojowe,   uważane   były   za   nadnaturalnych
zwiastunów zbliżających się klęsk i katastrof – za zły omen.

W   epoce   wiktoriańskiej   zaczęto   urządzać   okrutne   „rewie   potworów”,   podczas   których

prezentowano zdeformowanych ludzi ku uciesze gawiedzi. Dziś wszelkie anomalie rozwojowe

opisywane są w katagoriach medycznych. O ich wyjaśnienie zwracamy się do naukowców, o
leczenie zaś do lekarzy specjalistów.

W  średniowieczu  powszechnie   wierzono,  iż   niektórzy  ludzie   mogą  zamieniać   się   w  wilki,

także   powracać   po   śmierci  do  życia,   a  następnie  żywić  się  krwią  swoich   ofiar.   Ostatecznie

wyobraźnia   pisarzy   oswoiła   owe   budzące   grozę   zjawiska,   przyczyniając   się   do   powstania
nowego, popularnego gatunku rozrywki – książek, a później filmów, traktujących o wilkołakach

i wampirach. Dziś psychiatrzy uważają likantropię (wilkołactwo), inne zaburzenia o charakterze
zooantropicznym oraz wampiryzm za rzadkie, choć niewątpliwie rzeczywiste jednostki psycho-

patologiczne.

Początkowo   szaleństwo   uchodziło   za   zjawisko   paranormalne.   W   starożytności   lekarze

uważali, że przyczyny zaburzeń mentalnych mają charakter nadprzyrodzony; sądzili, że winę
za nie ponoszą demony.

Z czasem szaleństwo zaczęto wykorzystywać do celów rozrywkowych. W XVIII wieku jedną

z   głównych   atrakcji   dla   osób   zwiedzających   Londyn   był   Bedlam   [Hospital   of   St.   Mary   of

Bethlehem,   znany   zakład   dla   umysłowo   chorych   (przyp.   tłum.).].   Aby   zyskać   środki   na
utrzymanie   tego   znajdującego   się   w   trudnej   sytuacji   finansowej   domu   wariatów,   jego

administratorzy   otworzyli   bramy   dla   spragnionej   sensacji   publiczności.   Po   uiszczeniu
odpowiedniej   opłaty   zwiedzający   mogli   zaśmiewać   się   do   woli   z   nieszczęsnych   obłąkanych

pensjonariuszy zakładu.

W   XX   wieku   lekarze   diagnozują   psychozy   już   wyłącznie   w   kategoriach   medycznych.

Psychiatria wykazała, że u podłoża szaleństwa leżą zaburzenia biochemiczne.

Wszystko to nie znaczy jednak, że mamy do czynienia z postępem prowadzącym w kierunku

poznania   naukowego,   które   doprowadzi   nieuchronnie   do   odrzucenia   dawnych   przesądów.
Sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana. Na przykład osoby cierpiące na anorexia nervosa

mówią   czasami,   że   powodem,   dla   którego   nie   zmieniają   one   swojego   zachowania,   są
interesujące odmienne stany świadomości, które wywołuje samogłodzenie się. W rzeczy samej

post od dawna uchodzi za popularny sposób sprzyjający osiąganiu stanów mistycznych.

Zmiany,   jakie   wraz   z   upływem   czasu   nastąpiły   w   powszechnym   postrzeganiu   anoreksji,

zaburzeń   genetycznych   i   rozwojowych,   wilkołaków   i   wampirów,   a   także   psychoz,   wyraźnie
świadczą jednak o tym, że rozrywka jest jedynie rodzajem przystanku czy też formy pośredniej

o głęboko zakorzenionych związkach zarówno ze zjawiskami nadprzyrodzonymi, jak i nauką.
Być może jest ona nawet impulsem wyzwalającym niektóre z tych doświadczeń.

Ludzka skłonność do dostrzegania wszędzie
zjawisk paranormalnych

Nawet   stosunek   dla   zjawisk   przyrody   może   ulec   zmianie,   jeśli   umysłowi   dostarczy   się

rozrywki.

- 27 -

background image

Pierwsi   ludzie   odnosili   się   do   ognia   z   wielkim   podziwem   i   głębokim   szacunkiem;   nawet

otaczali go boską czcią. Ogniska pod gołym niebem rozpalano niegdyś w celu wywoływania

zjawisk   paranormalnych.   W   ich   ogniu   spalano   zwierzęta   ofiarne,   a   wróżbici   odczytywali
przyszłość na podstawie wyglądu pęknięć, szczelin i rys na pozostałych po spaleniu kościach.

Okazuje się więc, że ogniska (ang. bon-firesbone – kość, fire – ogień) spełniały pierwotnie tę
właśnie funkcję. Funda-chrześcijanie w przeszłości skazywali na śmierć na stosie tych, których

określali mianem czarownic i heretyków. Dziś ogniska urządza się podczas pikników, słowniki
zaś podają, że służą one zabawie i rozrywce.

W XIX wieku kuglarze tacy jak Ivan Chabert czy Signora Josephine Girdelli (znana jako

„kobieta, której nie ima się ogień”) podawali się za ludzi odpornych na działanie ognia. Podczas

występów na estradzie demonstrowali swoje niezwykłe umiejętności, połykając wrzący olej i
wlewając sobie do ust płynny ołów, wielu widzów zaś wierzyło w ich nadnaturalne zdolności.

Współcześnie   prawie   każdy  z  nas  widział połykacza ognia,  a  mimo   to  nie   uważa,  iż  był

świadkiem jakiegoś paranormalnego zdarzenia. W dzisiejszej Ameryce wpatrywanie się w ogień

jest niewinną dziecięcą zabawą, lecz w przeszłości australijscy szamani odczytywali przyszłość
na podstawie kształtu płomieni stosów pogrzebowych.

Paranormalny charakter ognia występuje nadal w relacjach o spontanicznych samospale-

niach się ludzi, a chodzenie po ogniu jest wciąż uważane za paranormalny wyczyn, do jakiego

zdolni są jedynie święci mężowie.

Na jakiej jednak podstawie połykaczy ognia zalicza się do artystów estradowych, a ludzi

chodzących   po   ogniu   do   cudotwórców?   Czy   osoba,   która   połykałaby   ogień,   chodząc   po
rozżarzonych węglach, uważana byłaby za kuglarza czy proroka? Ogień – zjawisko natury –

stapia   elementy   rozrywki   ze   zjawiskami   paranormalnymi,   tworząc   jedną,   nie   zróżnicowaną
całość.

No i mamy jeszcze grę pt. „Ja nie umrę”

Zabawy z jedzeniem i zabawy z ogniem nie były jedynymi czynnościami łączącymi zjawiska

paranormalne z rozrywką.

W minionych wiekach byli tacy, którzy twierdzili, że są w paranormalny sposób odporni na

działanie śmierci, oraz tacy, o których mówiono, że żyli niezwykle długo.

Artefiusz, urodzony na początku XII wieku, był autorem słynnej książki traktującej o sztuce

przedłużania ludzkiego życia, w której utrzymywał, iż jest ekspertem w tej dziedzinie na mocy
tego, że żyje już od tysiąca dwudziestu pięciu lat. Miał on wielu zwolenników, którzy dla zabicia

czasu konstruowali logiczne dowody na to, że ich mistrz miał rzeczywiście tyle lat, jak twierdził.

Artefiusz obdarzony był znakomitą pamięcią i dysponował szeroką wiedzą na temat faktów

historycznych.   Wykorzystując   swoją   bogatą   wyobraźnię   łączył   ze   sobą   różnego   rodzaju
informacje   z   przeszłości,   tworząc   z   nich   często   barwne   relacje   o   życiu   znanych   postaci

historycznych. Miał wielki talent opowiadania o nich w taki sposób, jakby przypominał sobie
dokładnie,   na   podstawie   własnych   wspomnień,   wszelkie   szczegóły   dotyczące   ich   wyglądu,

zachowania i osobowości.

Pięćset lat później hrabia de Saint Germain zdobył znaczącą pozycję na dworze króla Francji

Ludwika XV, utrzymując, że odkrył eliksir umożliwiający życie trwające całe wieki. Pozwalał na
rozpowszechnianie   wieści,   że   ma   ponad   dwa   tysiące   lat.   Podobnie   jak   jego   poprzednik

Artefiusz,   zgłębiał   historię   i  miał   wspaniałą   pamięć.   Nigdy   nie   wpadał  w   zakłopotanie,   gdy
pytano go o szczegóły z życia znanych osobistości z przeszłości. Opowiadał o swoich rozmo-

wach z dawno nie żyjącymi już historycznymi postaciami z taką pewnością siebie, przytaczając
przy tym tak wiele detali (na przykład szczegóły ich wyglądu i stroju, a także, jaka była pogoda

i   jak   umeblowany   był   pokój,   w   którym   odbywało   się   spotkanie),   że   wielu   niedowiarków
odchodziło przekonanych o prawdziwości jego relacji. Pewna znana hrabina uwierzyła nawet, że

znała go przed pięćdziesięcioma laty, i oświadczyła, że od tamtej pory zupełnie się nie posta-
rzał.

Hrabia de Saint Germain ubierał się we wspaniałe stroje, nosił kosztowne klejnoty i od czasu

do czasu dawał drogie prezenty członkom dworu królewskiego. Sam król wielce go poważał,

często godzinami z nim rozmawiał na osobności i nigdy nie pozwalał, by inni wyrażali się o nim
lekceważąco.

Nikt nigdy nie poznał prawdziwego nazwiska hrabiego, na temat jego prawdziwej tożsamości

zaś krążyły najdziwniejsze plotki. Wielu demaskatorów uważało go za angielskiego szpiega,

jednak żadne dowody potwierdzające ten zarzut nigdy nie ujrzały światła dziennego.

Hrabia de Saint Germain z rozmysłem roztaczał wokół siebie aurę tajemniczości; nikomu nie

- 28 -

background image

ujawniał   żadnych   szczegółów   ze   swojego   życia   oraz   powstrzymywał   się   od   stanowczego
zdementowania plotek na temat swojego wieku. Przebywając w towarzystwie badziej krytycz-

nie nastawionych osób zaprzeczał, iż ma rzeczywiście tyle lat, ile mu powszechnie przypisy-
wano, robił to jednak w taki sposób, jak gdyby mimowolnie, w rzeczywistości potwierdzał te

pogłoski. Często towarzyszył mu służący, który twierdził, że jest z nim od pięciuset lat, oraz
potwierdzał rzetelność wspomnień hrabiego.

Rodzaj   wiedzy   i   umiejętności,   jakie   posiedli   Artefiusz   i   hrabia   de   Saint   Germain   w   celu

wywierania pożądanego przez siebie wrażenia na otoczeniu, są pod pewnymi względami takie

same   jak   te,   którymi   dysponują   współcześni   artyści   estradowi   znani   z   umiejętności
wywoływania na scenie duchów znanych postaci historycznych. Mark Twain, Harry Truman i

Elvis Presley  należą do  osobistości  najczęściej  portrekowanych w  ten  właśnie  sposób przez
różnych wykonawców.

W XX wieku metryki urodzenia, naukowe techniki badania odcisków palców oraz identyfi-

kacja   na   podstawie   materiału   DNA   sprawiły,   że   znacznie   trudniej   jest   rozpowszechniać

nieprawdziwe twierdzenia na temat swojej nieśmiertelności. Mimo to idea ta wciąż ma wielką,
emocjonalną,   przemawiającą   do   wyobraźni   moc.   Ujawnia   się   dziś   w   dziełach   komediowych

takich jak film  The Two Thousand Year Old Man  („Człowiek, który miał dwa tysiące lat”) z
udziałem Mela Brooksa i Carla Reinera.

Cudowna  odporność  na działanie  płomieni,  głodu,  śmierci  oraz  innych  „pocisków  i strzał

wściekłego   losu”   [W.   Shakespeare,  Hamlet,   akt   III,   scena   1,   tłum.   Maciej   Słomczyński,

Wydawnictwo   Literackie,   Kraków   1982   (przyp.   tłum.).]   tworzy   odrębną   podklasę   domnie-
manych zjawisk czy też zdolności paranormalnych. Święci mężowie muszą jednak dzielić się

popularnością z artystami estradowymi nieczułymi na wszelkiego rodzaju cierpienie, ponieważ
wielu   z   tych,   którzy   obdarzeni   są   ową   cudowną   odpornością,   z   wielką   ochotą   wstępuje   w

szeregi show-biznesu.

Przykładami   tego   rodzaju   „współczesnych   świętych”   mogą   być   dziesiątki   ludzi,   którzy

wprawdzie nie twierdzą, że są odporni na działanie śmierci, ale którzy znani są z tego (lub też
publiczność przypisuje im te zasługi), że posiedli większą wiedzę duchową, wyższą mądrość

czy   też   głębsze   zrozumienie   wiecznych   prawd,   i   którzy   dosłownie   „żyją   na   estradzie”,
występując podczas tak zwanych „przedstawień całego  życia” [Nazwa oryginalna  whole  life

expositions], konferencji ma temat ciała-duszy-umysłu oraz wielu innych objazdowych shows
organizowanych   na   terenie   całych   Stanów   Zjednoczonych.   Ten,   kto   wątpi,   że   zjawiska

paranormalne przestały być już dziś wykorzystywane do celów rozrywkowych, nigdy nie widział
występów Danniona Brinkleya czy Neale'a Donalda Walscha – z których pierwszy twierdzi, że

powrócił   ze   świata   umarłych,   drugi   zaś,   że   rozmawia   bezpośrednio   z   Bogiem.   Obaj   są
pierwszorzędnymi showmanami i obaj z tego właśnie powodu oddziałują, tak jak tego pragną,

w silny i efektywny sposób na swoją publiczność. I nie są oni jedynymi osobami będącymi w
dzisiejszych czasach „w obiegu”, które podpadają pod tę kategorię.

Paranormalne zdolności odpornościowe w szczególności, jako rodzaj formy pośredniej, mogą

ujawnić   nam   wiele   szczegółów   na   temat   związków   między   zjawiskami   paranormalnymi   a

rozrywką,   a   także   na   temat   czynników,   które   decydują   o   tym,   czy   mamy   do   czynienia   z
jednym   czy   z   drugim.   Analiza   cudownej   odporności   ujawnia   także   niektóre   z   tajemnych

pułapek, służących usidleniu wszystkich myśli – z wyjątkiem tych najbardziej precyzyjnych i
bezkompromisowych – zanim uda im się przeniknąć ich dziwną, wewnętrzną naturę.

Kładzenie się gołymi plecami na łożu ponadziewanym prawdziwymi, ostrymi, metalowymi

gwoździami,   a   następnie   leżenie   na   nim   przez   pewien   czas   bez   jakichkolwiek   oznak

dyskomfortu   czy   krwawienia,   uśmiechanie   się   i   prowadzenie   pogawędek   z   uczniami   lub
przechodniami,   przez   długi   czas   wystarczało,   by   zostać   uznanym   za   niemal   świętego   oraz

obdarzonego  paranormalnymi mocami człowieka. Wizerunek proroka leżącego na wznak na
kolczastym łożu stał się okolicznościowym symbolem nadludzkiej świętości.

Gdzie kończy się świętość a zaczyna show-biznes?
Bliższe spojrzenie na „cudowną odporność”

W 1995 roku pewien showman wyruszył w trasę, demonstrując taki właśnie talent, jednak

jego celem było przede wszystkim dostarczenie rozrywki publiczności. Podczas występu wciąga
on na estradę swoją ciężką, najeżoną ostrymi gwoździami matę i pozwala widzom dokładnie jej

się przyjrzeć, tak iż mogą oni zaświadczyć o jej mrożącej krew w żyłach realności. Następnie
układa się na niej, gołymi plecami na ostrych gwoździach, po czym leży, nie przebijając nimi

skóry, nie mrugnąwszy nawet okiem, nie wołając o lekarza, nie mówiąc podniesionym głosem,

- 29 -

background image

nie otrzymując dożylnego zastrzyku z morfiny, nie tracąc przytomności ani nie zapadając w
śpiączkę. Dzięki samemu tylko aktowi leżenia tak bez ruchu, nie wydając z siebie żadnego

dźwięku, przez kilka ulotnych chwil wywołuje w widzach wrażenie, że są oni uczestnikami cudu,
a więc czegoś o charakterze paranormalnym.

Nasz showman ubrany jest w kostium w jaskrawych kolorach, przypominający stroje tych

wszystkich   fakirów   w   turbanach,   którzy   rozpalają   zwykle   dziecięcą   wyobraźnię.   Symbolika

związana z ubiorem jest jednak jedynym elementem, zarówno jeśli chodzi o jego samego, jak i
jego pokaz, który odnosi się bezpośrednio do zjawisk paranormalnych.

Po chwili mężczyzna zaprasza publiczność do udziału w pokazie. Leżąc na łożu naszpikowa-

nym   gwoździami   układa   sobie   na   piersiach   betonowy   blok,   po   czym   pozwala   młodemu

mężczyźnie,   wybranemu   z   trzeciego   rzędu   na   widowni,   rozbić   ów   blok   młotem   na   kilka
mniejszych brył, przyjmując wszystko ze stoickim spokojem.

Czegoś w tym wszystkim było jednak za dużo, by uznać ten pokaz za zjawisko paranor-

malne i dlatego na plan pierwszy wysunął się aspekt rozrywkowy. Młot i betonowy blok to zbyt

wiele,   by   ludzki   zdrowy   rozsądek   lub   wiara   mogły   zaakceptować   pokaz   jako   zjawisko
paranormalne. W którymś momencie występu (trudno powiedzieć dokładnie kiedy) to, co było

pierwotnie efektem paranormalnym, ustąpiło miejsca efektowi rozrywkowemu.

Oczywiście aktowi spoczywania na łożu naszpikowanym gwoździami można by przywrócić

aspekt   paranormalny.   Aby   tego   dokonać,   trzeba   by   dodać   trochę   mroku   rozświetlonego
tajemniczym światłem oraz cichą, nieziemską muzykę i (albo) wygłosić krótką mowę, jak jakiś

guru, na temat wchodzenia w kontakt z nadnaturalnymi wibracjami, wytwarzania właściwej
energii czy czegoś w tym rodzaju.

Generalna   zasada   brzmi:   jeśli   mamy   do   czynienia   ze   zbyt   dużą   dawką   czystej   zabawy,

wówczas efekt paranormalny zanika. Zwolennicy zjawisk paranormalnych nie chcieliby mieć na

przykład   nic   wspólnego   z   kimś,   kto   chodzi   boso   po   rozżarzonych   węglach,   jednocześnie
przypiekając   na   nich   kiełbaski   na   patyku.   (Zabierzmy   mu   kiełbaski,   a   wtedy   może   go

zaakceptują).

Wszystko  polega   więc   na  tym,   że  zjawiska  paranormalne   przegrywają,  gdy  cała  sprawa

zaczyna za bardzo przypominać komedię.

Fizycy, w odróżnieniu  od zwolenników zjawisk paranormalnych, dostarczają  nieodpartych

dowodów   na   swoje   twierdzenia   dotyczące   ewentualnego   niebezpieczeństwa,   jakie   grozi
zwykłemu człowiekowi, który chciałby położyć się na łożu najeżonym gwoździami. Ich pokazy

są tak  przekonujące,  że  po  ich  obejrzeniu  nawet wiele  zupełnie  zdrowych na  umyśle   osób
chętnie   skorzystałoby   z   okazji,   by   dokonać   tego   rzekomo   nadprzyrodzonego   wyczynu

(oczywiście pod ścisłym nadzorem jakiejś wyświęconej osoby lub zawodowego wykonawcy).

To samo odnosi się do chodzenia po ogniu. Obecnie nie trzeba wcale być cudotwórcą, by

tego dokonać. Tak zwane spacery po ogniu są dziś często gwoździem programu wielu New
Age'owych   „świąt”   i   stymulujących   rozwój   duchowy   „odosobnień”,   podczas   których   ich

uczestnicy po prostu wstają, zaczynają biegać po rozżarzonych węglach i, ku ich własnemu
zdumieniu, nic złego im się nie dzieje.

Na tym w istocie polega cel organizowania tego rodzaju spotkań i chodzenia po ogniu. Ich

promotorzy i sponsorzy informują na wstępie uczestników, iż pragną zademonstrować im, że

osoby   dokonujące   „nadludzkich”   wyczynów   niczym   się   w   istocie   od   nich   nie   różnią.   I
rzeczywiście, po spacerze po ogniu wielu nabiera większej pewności siebie, wykazuje głębszą

świadomość swoich wrodzonych (jak najbardziej normalnych) zdolności, a także ogólnie lepiej
radzi sobie w życiu.

Tak więc zwolennicy zjawisk paranormalnych nie  mają już  więcej prawa głosu na temat

starych sztuczek polegających na leżeniu na najeżonym gwoździami łożu i chodzeniu po ogniu.

Ponieważ jednak owe cuda teraz właśnie zrzucają z siebie maskę paranormalności, fakt ten
daje nam znakomitą okazję do przyjrzenia się, w jaki sposób zjawiska jeszcze do niedawna

uważane za paranormalne stają się częścią świata rozrywki.

Czy tu może być coś więcej niż tylko „związek”?

Poniższa koncepcja wydaje się coraz bardziej prawdopodobna: Może nie ma żadnej różnicy

między tym, co jest rozrywką, a tym, co zaliczamy do kategorii zjawisk paranormalnych. Może

te dwie rzeczy są w rzeczywistości jedną i tą samą.

Może to, o czym tutaj mówimy, to coś więcej niż tylko jeden „związek”. Może nie ma tu w

ogóle   czego   ze   sobą   „wiązać”,   ponieważ   w   istocie   mamy   do   czynienia   tylko   z   jednym

- 30 -

background image

doświadczeniem, tylko jednym efektem.

Zarówno aspekt rozrywkowy, jak i aspekt paranormalny „cudownej odporności” biorą się

stąd,   że   obserwujemy   kogoś   dokonującego   czegoś,   co   przeciętny   obserwator   uznałby   za
niemożliwe do  wykonania przez  normalnego  człowieka, i że ten ktoś wykonuje  tę  pozornie

niemożliwą   czynność   zupełnie   swobodnie   i   bez   uszczerbku   dla   zdrowia.   Widzimy   więc,   jak
bardzo efekt rozrywkowy może być zbieżny z efektem paranormalnym.

Cudowna   odporność   uznawana   jest   za   zjawisko   paranormalne,   ponieważ   zdaje   się   ona

wykraczać daleko poza ludzkie możliwości, jeśli chodzi o wytrzymałość organizmu na ból. To,

co   widzowie   odbierają   jako   cud,   wynika   z   przesunięcia   ich   własnych   wewnętrznych   granic
ludzkich   możliwości.   Uczestnictwo   w   pokazie   „cudownej   odporności”   może   doprowadzić   do

poszerzenia wewnętrznych granic, które obejmują teraz swoim zasięgiem coś, co uznawane
dotąd   było   za   znajdujące   się   poza   zasięgiem   ludzkich   możliwości   –   a   doświadczenie

poszerzenia się zakresu możliwości jest dla ludzkiego umysłu czymś bardzo frapującym.

Co ciekawe, często nie ma znaczenia, czy ktoś uczestniczy w pokazie jako widz, czy jako

osoba demonstrująca swoją paranormalną odporność. Przyglądanie się komuś dokonującemu
cudownego wyczynu tego rodzaju może czasami okazać się równie efektywne co wykonanie go

samemu (za pierwszym razem lub za pierwszymi kilku razami). Oczywiście kiedy już sama
obserwacja ma tak wielką moc, to wykonanie osobiście tego, co się ogląda, może zmienić całe

życie danej osoby! Cóż to musi być za porażające i wspaniałe przeżycie – nie tylko zdawać
sobie sprawę, że można bez szwanku chodzić na bosaka po rozżarzonych węglach, kłaść się

bez obawy na ostrych gwoździach czy też głodzić się ponad wszelkie dopuszczalne granice, lecz
także   doświadczyć  tego  na   własnej   skórze.  Dreszcz  emocji,  który  towarzyszy   przyswajaniu

tego   rodzaju   wiedzy   z   pierwszej   ręki,   stanowi   główny   czynnik   decydujący   o   niesłabnącym
zainteresowaniu „cudowną odpornością”.

Ale choć jeszcze niedawno tego rodzaju zjawiska paranormalne przyciągały na specjalne

pokazy ogromne rzesze spragnionych rozrywki Amerykanów, to dziś w Ameryce jest więcej

osób chodzących po ogniu, zarówno początkujących, jak i zaawansowanych, niż wszystkich
strażaków z gaśnicami razem wziętych.

Rozmyślanie   nad   fenomenem   „cudownej   odporności”   ujawnia   także   i   to,   że   zjawiska

paranormalne  mogą być arbitralne i zwodnicze. Z pewnością ich działanie  można uznać za

niekonsekwentne   i   kapryśne,   kiedy   „obiecują”   nam   one   wyzwolenie   od   fundamentalnych
ograniczeń naszego ciała. Dlatego starając się zostać świętym mężem trzeba uważnie czytać

odpowiedni podręcznik i nie pomylić instrukcji, by przypadkiem nie położyć się gołymi plecami
na rozżarzonych węglach czy też nie zacząć chodzić na bosaka po ostrych, ustawionych na

sztorc gwoździach.

Poza   tym   warto   pamiętać,   że   podręczniki   tego   rodzaju   nie   zalecają   początkującemu   i

wrażliwemu na widok krwi adeptowi, by nabywał wprawy, zaczynając od kładzenia się tylko na
jednym czy dwu gwoździach.

W paranormalnej odporności pobrzmiewają echa wszelkich najbardziej natarczywych upom-

nień, jakich udzielali nam niegdyś nasi troskliwi rodzice: jedz warzywa; pomyśl o głodujących

dzieciach na świecie; unikaj ognia i ostrych przedmiotów; i cokolwiek zrobisz, nie umieraj i nie
daj   się   zabić.   Z   tego   punktu   widzenia   warto   zbadać   przypadek   słynnego   artysty   zwanego

Kapitan Dynamit (Captain Dynamite) – kolejnej osoby, która chciałaby nas przekonać, iż potrafi
przechytrzyć śmierć.

Ludzie, „których śmierć się nie ima”,
także przyczyniają się do zasypywania przepaści
między zjawiskami paranormalnymi a rozrywką

Przypadek   Kapitana   Dynamita   stanowi   dobrą   ilustrację   tego,   że   u   podstaw   „cudownej

odporności” nie leży w istocie nic innego niż element rozrywkowy. Jego zdumiewający pokaz
ludzkiej   odporności   na   ekplozje   dynamitu   przypomina   występy   zawodowych   śmiałków

rzucających na różne sposoby wyzwania losowi [Ang. daredevils, od dare – odważyć się i devil
– diabeł (przyp. tłum.).]. Element paranormalny zawarty jest już w samej nazwie  daredevil,

która została prawdopodobnie ukuta przez złośliwych fundamentalistów z dawnych czasów.

Ubrany w solidny motocyklowy kombinezon i hełm mężczyzna nazywający siebie Kapitanem

Dynamitem pojawia się na specjalnie przygotowanej do jego mrożącego krew w żyłach pokazu
arenie   sportowej   wielkości   boiska   piłkarskiego.   Następnie   szybko   podrywa   publiczność   na

równe nogi potężną eksplozją dynamitu, którą wywołuje w odległości zaledwie półtora metra

- 31 -

background image

od siebie, a która mimo to nie wyrządza mu żadnej szkody. Kilka minut później wytacza się
zwinnie   z   małej   drewnianej   skrzyni,   którą   przed   chwilą   wstrząsnęła   kolejna   eksplozja

dynamitu,   żwawo   staje   na   równe   nogi   i   kłania   się   przy   głośnym   aplauzie   publiczności   –
oczywiście jeśli jest w stanie go usłyszeć.

Wszystko   to,  co   Kapitan  Dynamit  prezentuje   przed  oczami  swoich  widzów,  przekracza  z

pewnością granice tego, co przeciętny człowiek może sądzić na temat ludzkiej wytrzymałości i

zdolności przetrwania. Jednak sam pokaz pozbawiony jest elementów paranormalnych. Nasz
kapitan nawet słowem nie wspomina o tym w swoich wypowiedziach.

Dzieje się tak zapewne dlatego, że zdaje on sobie sprawę, iż rodzice nie muszą przestrzegać

swoich   dzieci   przed   niebezpieczeństwem   związanym   z   wybuchami   dynamitu,   ponieważ

niebezpieczeństwo takie nie istnieje, przynajmniej na przeważającym obszarze naszej planety.
Być może lęk związany z wybuchami dynamitu nie jest dostatecznie pierwotny, by można się

do niego odwołać podczas demonstracji paranormalnej odporności.

W   każdym   razie   niemożliwe   jest   wywołanie   jakiegokolwiek   efektu   paranormalnego

związanego z przeżyciem wybuchu dynamitu przez kogoś ubranego w ochronny kombinezon i
hełm. Purpurowa przepaska na biodra i sandały bardziej by się w tym celu nadawały, chociaż i

tak prawdopodobnie nie gwarantowałyby sukcesu.

Święty Kapitan Dynamit kiepsko by się sprzedawał jako zjawisko paranormalne.

Tworzenie związków za pomocą dźwięków

Sztuka wytwarzania dźwięków w taki sposób, by wydawało się, że pochodzą one z innego

źródła   niż   osoba   mówiąca,   stało   się   uznaną   formą   popularnej   rozrywki.   Więzy   łączące
wykonawcę z poruszaną przez niego kukłą są jednak tematem spekulacji zwolenników zjawisk

paranormalnych.

Od   czasu   do   czasu   osoby   uczestniczące   w   ceremoniach   o   charakterze   szamańskim   lub

mediumistycznym donoszą, że w ich trakcie słyszały głosy dochodzące z niewiadomego źródła.
Szamani z ludu Czukczów, na przykład, mieli mówić różnymi głosami, a uczestnicy seansów z

ich   udziałem   słyszeli   głosy   duchów   dochodzące   z   rogów   pomieszczenia,   w   którym   się
znajdowali.

Badacze   przychylnie   nastawieni   do   zjawisk   paranormalnych   uważają,   że   fenomen   mowy

fantomowej ma podłoże nadnaturalne. Z kolei niektórzy pseudosceptycy próbują wyjaśnić całą

sprawę,   odwołując   się   do   umiejętności   brzuchomówczych,   które,   co   warto   wiedzieć,
przywoływał także swojego czasu pewien naukowiec-demaskator starający się zdyskredytować

osiągnięcia Edisona dotyczące budowy fonografu.

Podobno znany i lubiany amerykański brzuchomówca Edgar Bergen odnosił się do swojej

kukły,   nazywanej   przez   niego   Charleyem   Macarthym,   tak   jakby   była   ona   prawdziwym
człowiekiem. Pewnego razu brzuchomówca stwierdził, najwyraźniej zupełnie szczerze, że jego

kukła jest jednym z najmądrzejszych ludzi, jakich zna. Mówiąc to miał na myśli, że bardzo
dobrze wie, iż to on obdarza kukłę swoim głosem, ale że jednocześnie zdaje sobie sprawę, że

coś potężniejszego niż on sam podpowiadało mu słowa, które wypowiadała ta postać.

Fenomen, o którym mowa, jest prima facie podobny do channelingu, które to zjawisko,

występujące pod różnymi postaciami, od dawna jest jedną z największych pasji entuzjastów
zjawisk paranormalnych.

Refleksy w zwierciadle

Kolejnym ważnym ogniwem łączącym świat rozrywki ze światem zjawisk paranormalnych są

lustra.   Zanim   zawodowi   iluzjoniści   zaczęli   używać   zwierciadeł   do   zabawiania   publiczności,
uchodziły one za przedmioty o właściwościach nadnaturalnych. Ta starożytna koncepcja opiera

się   na   tak   zwanym   zespole   wizji   lustrzanych   (Mirror   Vision   Complex),   normalnym   stanie
psychicznym, na który składają się niezwykle ciekawe zjawiska świadomościowe powstające

pod wpływem lustrzanych refleksów.

Wielu ludzi doznaje niezwykłych przeżyć wzrokowych wpatrując się w przejrzystą optycznie

głębię lustra. Wizje te nie są zwyczajnymi refleksami – mimo że medium, które je wywołuje,
wydaje   się   takie   samo   –   oraz   mają   swoje   własne   życie.   Zwykle   osoba   wpatrująca   się   w

zwierciadło widzi najpierw obłoki, mgłę lub dym, a natychmiast potem pojawiają się wizje.
Wizje lustrzane mają charakter identyczny, to znaczy obserwator ma wrażenie, że dzieją się

one w przestrzeni zewnętrznej wobec niego, w obrębie jego pola widzenia, przybywając jednak

- 32 -

background image

z głębin samego zwierciadła.

Wizje   lustrzane   są   zwykle   bardzo   kolorowe   i   trójwymiarowe.   Poruszają   się   w   naturalny

sposób, niczym osoby czy zdarzenia oglądane na filmie. Treść owych wizji można podzielić na
kilka kategorii:

1. Ludzie, których zna osoba wpatrująca się w zwierciadło, oraz osoby jej nieznane.
2. Panoramiczne sceny o nadnaturalnym pięknie przedstawiające jeziora, lasy lub górskie

łańcuchy.

3. Minidramy rozgrywające się w danym miejscu z udziałem kilku osób zaangażowanych w

jakąś działalność.

4.   Zapomniane   lub   słabo   pamiętane   zdarzenia   z   przeszłości   osoby   wpatrującej   się   w

zwierciadło ukazane jasno i wyraźnie.

Pozorna wielkość pojawiających się postaci zależna jest od wielkości lustra; małe postacie

pojawiają się w małych lustrach, duże w dużych. Wizje nie zawsze jednak ograniczają się do
samego lustra, czasami zdają się one wtapiać w najbliższe otoczenie. Osoba wpatrująca się w

zwierciadło   może   mieć  także   wrażenie,   iż   przechodzi   na   drugą   jego   stronę,   wkraczając   do
innego, trójwymiarowego świata.

Wizje lustrzane mogą zaskoczyć obserwatora i pojawić się zupełnie niespodziewanie lub też

może   on   je   przyspieszyć,   wpatrując   się   w   zwierciadło   w   oczekiwaniu   lub   nadziei   na   ich

ujrzenie.  W obu  przypadkach  obserwator   ma  wrażenie,   iż   wizje   pojawiają  się   i  rozgrywają
niezależnie od udziału jego świadomej woli.

Ludzie, którzy z wpatrywania się w zwierciadło uczynili swoją stałą duchową praktykę (lub

też wykorzystują je jako źródło twórczej inspiracji, jak robią to niektórzy malarze i pisarze)

mogą doświadczyć dalszego rozwoju zespołu wizji lustrzanych.

Od   starożytności   zwierciadło   uważane   jest   za   naturalny   symbol   jaźni,   słowo   refleks   zaś

odnoszące   się   zarówno   do   zewnętrznego   efektu   optycznego,   jak   i   wewnętrznego   procesu
odkrywania samego siebie, stanowi ucieleśnienie tej samej metafory. Być może dlatego właśnie

ludzie zajmujący się wpatrywaniem w zwierciadło twierdzą często, że okoliczności, w jakich
nabyli oni swoje lustra, mają nadnaturalne znaczenie; opowiadają na przykład historie o tym,

że weszli w posiadanie swoich drogocennych zwierciadeł za sprawą tak niezwykłego zbiegu
okoliczności, że ich zdaniem można mówić w tym wypadku o działaniu paranormalnych sił.

W starożytności i średniowieczu panowało powszechne przekonanie, że wizje widywane w

lustrze   wywołuje   mieszkający   w   ich   wnętrzu   duch.   Sprawozdania   z   pierwszej   ręki   współ-

czesnych   doświadczonych   wpatrywaczy   w   zwierciadło   sugerują,   że   owo   stare   przekonanie
opiera   się   na   rzeczywistym   zjawisku   psychicznym.   Pewien   weteran   stosujący   tę   metodę

utrzymuje,   że   w   jego   lustrze   pojawia   się   przy   różnych   okazjach   ta   sama   duchowa   istota.
Spełnia   ona   funkcję   reżysera   nadzorującego   przebieg   aktualnie   doświadczanej   przez   niego

wizji.

Wizji lustrzanych można doznawać także, wpatrując się w inne przedmioty i substancje,

których   powierzchnia   silnie   odbija   światło   lub   jest   przezroczysta.   Należą   do   nich   kryształy
kwarcu, misy lub inne naczynia napełnione atramentem lub olejem, a także nieruchome czyste

wody stawów i jezior.

Jakkolwiek zespół wizji lustrzanych na pierwszy rzut oka może wydawać się dziwny, jest on

całkowicie   normalnym   zjawiskiem   psychicznym   występującym   często   u   zwykłych   ludzi.
Wszystkie elementy składowe zespołu wizji lustrzanych pojawiają się także w wielu mitach i

legendach, bajkach i baśniach różnych kultur całego świata.

Zła macocha królewny Śnieżki wpatruje się w wiszące na ścianie zwierciadło, by dowiedzieć

się, kto jest najpiękniejszy na świecie. Aladyn i jego matka w zdumieniu spostrzegają, że z
polerowanej  przez  kobietę  mosiężnej  lampy   wyskoczył  spełniający   życzenia   dżin.   Poza  tym

istnieją   setki   innych   tradycyjnych   opowieści,   mówiących   o   podobnych   wizjach,   w   których
główną rolę odgrywa zwierciadło lub jakaś wypolerowana powierzchnia. Co oczywiste, zespół

wizji lustrzanych ma także wielki potencjał czysto rozrywkowy.

Równie   oczywiste   jest   również   to,   że   wizje   zwierciadlane   leżą   u   podstaw   wielu   innych,

zbliżonych   zjawisk   uznawanych   za   paranormalne.   Najbardziej   z   nich   znane   jest   wróżenie
polegające na interpretacji wizji zwierciadlanych. W starożytności władcy rozległych imperiów

zatrudniali na swoich dworach wróżbiarzy, którzy używali magicznych zwierciadeł, by zobaczyć,
co się dzieje w odległych krańcach ich państw. Czarownicy z plemienia Apaczów wykorzystywali

w   tym   celu   kryształy   kwarcu,   Czirokezi   wpatrywali   się   w   wodę   jezior,   Aztekowie   zaś   w
zwierciadła z wypolerowanego obsydianu.

W Księdze Rodzaju czytamy, że Józef miał „srebrny puchar..., z którego pija... i z którego

potrafi wróżyć” [Rodz 44 (przyp. tłum.).], a więc oddawał się praktyce do dziś popularnej na

Bliskim Wschodzie. Wypolerowane srebrne puchary i misy napełnia się w tym celu olejem z

- 33 -

background image

oliwek. Ezechiel ujrzał swoje prorocze wizje w wodach rzeki Kebar. Główny wróżbita Tybetu
wpatrywał się w metalowe zwierciadło, a ministrowie brali pod uwagę treść jego wizji przy

ustalaniu polityki państwa.

W średniowiecznej Europie jasnowidze, zwani specularii, podróżowali z miasta do miasta,

przepowiadając   przyszłość   i   pomagając   odnaleźć   zaginione   przedmioty   za   pomocą   metody
wpatrywania się w zwierciadła.

Zaledwie   sto   lat   temu,   gdy   naukowcy,   którzy   starali   się   ustalić   reguły   pozwalające   na

systematyczne badanie zjaw osób zmarłych, gromadzili doniesienia na ten temat od godnych

zaufania świadków, okazało się, że w znacznej liczbie przypadków respondenci po raz pierwszy
dostrzegali zjawy właśnie w lustrach lub innych błyszczących lub przezroczystych przedmiotach

i powierzchniach.

Podczas  moich   własnych   badań  (które  zdają  się  należeć  do   XIX  wieku,   a  tak   naprawdę

obejmują   swoim   zasięgiem   ostatnie   dwadzieścia   lat)   przeprowadziłem   rozmowy   z   około
dwudziestoma osobami, które doświadczyły spontanicznie wizji zwierciadlanych swoich zmar-

łych krewnych lub przyjaciół.

Jeśli pozwolimy poprowadzić się małym dzieciom, zatoczymy pełny krąg i powrócimy do

kwestii zabawy i zjawisk paranormalnych. Jest taka dziecięca gra towarzyska odwołująca się do
odmiennych   stanów   świadomości,   podczas   której,   po   dokonaniu   różnego   rodzaju   rytuałów,

dzieci   wpatrują   się   w   lustro,   żeby   zobaczyć   ducha.   Tak   więc   nawet   malcy   wyczuwają,   że
możliwe jest „wywoływanie duchów z głębokich otchłani”.

Zwierciadła są oczywiście również standardowymi rekwizytami używanymi przez iluzjonis-

tów. Stanowią także ważny element niektórych popularnych zabawek, takich jak kalejdoskopy.

Ludzie lubią pośmiać się ze swoich zbyt grubych albo zbyt chudych wizerunków oglądanych w
„krzywych   zwierciadłach”   w   gabinetach   śmiechu.   Lustrzane   labirynty   są   od   dawna   stałym

elementem wyposażenia wesołych miasteczek.

Reputacja zwierciadlanych wizji bardzo ucierpiała z powodu nagminnego kojarzenia ich z

przepowiadaniem   przyszłości,   wskutek   czego   dziś   panuje   powszechne   przyzwolenie   na
szyderczy uśmiech na widok wróżki wpatrującej się w kryształ, a wróżąca z kryształowej kuli

Cyganka jest jednym z ulubionych tematów gazetowych karykaturzystów.

Od wzniosłości do śmieszności

Czasami zjawiska paranormalne są mimo wszystko po prostu śmieszne, o czym świadczą

zwariowane dzieje „proroków” wieszczących z ludzkiego moczu.

Praktykujący   tę   starą   profesję   uzdrowiciele   diagnozowali   choroby   oraz   prognozowali   ich

przebieg na podstawie interpretacji wizji, jakie dostrzegali wpatrując się w szklane naczynie z

moczem swoich pacjentów. Cieszyli się oni ogromnym szacunkiem w Europie przez kilka stuleci
począwszy od XIV wieku. W szczytowym okresie swojej popularności zatrudniali pomocników,

którzy dostarczali im do oględzin i diagnozy urynę z domów przykutych do łóżek chorych.

Przez pewien czas szklana flaszka proroków wieszczących z ludzkiego moczu była w średnio-

wieczu uznanym symbolem profesji lekarskiej. Zawsze przedstawiano ją do połowy pełną lub
pustą,   w   zależności   od   punktu   widzenia.   Osłonięta   ochronnym   wiklinowym   koszyczkiem

noszona była jako widoma oznaka lekarza.

Prorocy wieszczący z ludzkiego moczu toczyli nieustanną wojnę z demaskatorami, którzy

starali się ich zdyskredytować, podstawiając im mocz zwierzęcy zamiast ludzkiego. Pod koniec
XVIII   wieku   ostatni   znany   „uroskopista”   w   Anglii   stracił   pracę,   narażając   się   na   publiczne

pośmiewisko.   U   pewnej   młodej   kobiety   zdiagnozował   on   bowiem   chorobę   weneryczną   na
podstawie zbadania flaszki z krowią uryną dostarczonej mu przez niechętne mu osoby.

Studnie,   do   których   wrzuca   się   monety   celem   uzyskania   spełnienia   swych   życzeń,   dziś

popularny   symbol   ludzkich   przesądów,   były   niegdyś   uważane   za   obiekty   o   właściwościach

paranormalnych   i   kojarzone   z   wizjami   zwierciadlanymi.   Ludzie   wierzyli,   że   ich   wnętrze
zamieszkują duchy, które można było dostrzec, wpatrując się w głębię wody. Aby zapewnić

sobie przychylność ducha studni, zanoszący prośby wrzucali do niej monety.

Jeszcze jeden związek między zjawiskami paranormalnymi
a rozrywką: tajemniczy labirynt

Drukowane w pismach labirynty są powszechnie uznanym rodzajem rozrywki zarówno dla

- 34 -

background image

dzieci, jak i dla dorosłych. Co roku wydaje się setki ich rodzajów. W latach dziewięćdziesiątych
XX   wieku   (w   USA)   wybuchło   wielkie   szaleństwo   chodzenia   po   ogromnych   labiryntach   o

murowanych ścianach, których pokonanie zajmowało około półtorej godziny.

Labirynty były wielką atrakcją także w dawnych czasach. Ogromny labirynt w Egipcie był

prototypem czterech podobnych budowli wzniesionych w starożytnym świecie. Herodot pisał o
egipskim labiryncie:

...leży całkiem blisko tak zwanego Miasta Krokodyli [Krokodilopolis]. Ten ja widziałem, a

przewyższa  on  zaiste  wszelki  opis.  Bo  gdyby  nawet  ktoś  razem  zliczył  wzniesione   przez

Hellenów mury i wykonane przez nich budowle, pokazałoby się, że kosztowały one mniej
trudu i wymagały mniejszych wydatków niż ten labirynt... Były wprawdzie i piramidy wyższe

ponad wszelki opis, a każda z nich dorównywała wielu i wielkim helleńskim dziełom; ale
oczywiście   labirynt   nawet   piramidy   prześcignął.   Ma   on   mianowicie   dwanaście   krytych

podworców, których bramy stoją naprzeciw siebie, sześć zwróconych jest na północ, a sześć
na południe, jedna obok drugiej; a od zewnątrz otacza je jeden i ten sam mur. Są w nim

dwojakie komnaty, jedne podziemne, drugie nad tymi w górze, w liczbie trzech tysięcy, po
tysiąc pięćset z każdego rodzaju. Otóż nadziemne komnaty sam widziałem i przeszedłem,

mówię też o tym z własnej obserwacji...

Tak więc o podziemnych komnatach mówimy tylko to, cośmy usłyszeli, a górne, większe

od dzieł ludzkich, widzieliśmy sami. Bo najrozmaitsze wyjścia przez sale i zakręty poprzez
podworce wzbudzały w nas tysięczny podziw, gdyśmy z jednego podworca przechodzili do

komnat, a z komnat do korytarzy, a z korytarzy do innych sal i znowu do innych podworców
z komnat. Dach tego wszystkiego jest z kamienia, podobnie jak ściany, ściany zaś pełne są

wyrytych figur. Każdy podworzec jest dokoła otoczony kolumnami z białego i jak najściślej
spojonego z sobą kamienia. A do tego naroża, w miejscu gdzie kończy się labirynt, przylega

piramida czterdziestosążniowa, na której wyryte są wielkie figury [Herodot,  Dzieje, tłum.
Seweryn Hammer, Czytelnik, Warszawa 1959.].

Projektantom labiryntów zależało na wywoływaniu złudzeń optycznych. Na każdym zakręcie

znajdowały   się   drzwi   sugerujące   zwodniczo   drogę   na   wprost   tylko   po   to,   by   zaprowadzić

błądzących z powrotem w to samo miejsce, w którym znajdowali się oni przed chwilą. Pod
względem akustyki cała budowla była w taki sposób skonstruowana, że za każdym razem, gdy

otwierały się zewnętrzne drzwi, wypełniał ją budzący grozę dźwięk podobny do grzmotu. Po
wejściu do środka żaden przybysz nie potracił się z niej wydostać bez pomocy przewodnika.

Nikt nie wie, dlaczego budowano starożytne labirynty, nie ulega jednak wątpliwości, że z

czasem   stawały   się   one   wielkimi   atrakcjami   turystycznymi.   Ze   świadectw   mitologicznych   i

opisów   rytuałów   zebranych   przez   etnografów   jasno   wynika,   że   labiryntom   od   dawna
przypisywano nadnaturalne właściwości. Według niektórych mitów labirynty zamieszkane były

przez   straszliwe   potwory.   Grecy   utrzymywali,   że   w   labiryncie   zbudowanym   na   Krecie   żył
Minotaur  – pół człowiek,  pół byk. Pożerał  on  dziesiątki ateńskich  młodzieńców  i dziewcząt,

których dostarczano do labiryntu na ofiarę. Dopiero Tezeuszowi udało się zabić Minotaura, a
następnie wydostać z labiryntu, podążając z powrotem za nicią, którą rozwijał, wchodząc w

jego głąb.

Wiara w magiczne czy też paranormalne właściwości labiryntów przetrwała od zamierzchłych

czasów do współczesności. Skandynawscy rybacy budowali kamienne labirynty na wybrzeżach
Morza Bałtyckiego. Przebiegali przez nie przed wyruszeniem na morze, wierząc, że gubią w ich

wnętrzu   podążające   za   nimi   złe   duchy.   Rybacy   przechodzili   także   przez   labirynty   całymi
grupami, mając nadzieję, że w ten paranormalny sposób uda im się zagwarantować dobrą

pogodę i udane połowy.

Przechodzenie przez labirynt pełen ślepych uliczek, rozwidleń, skrzyżowań i obejść może

zmącić  umysł każdego   człowieka.  Korytarze   labiryntu  nie   są  symetryczne   i  nie   przebiegają
według dającego się przewidzieć wzoru, poza tym ich ściany są tak wysokie, by uniemożliwić

spoglądanie ponad nimi i tym samym orientowanie się w położeniu. Tego rodzaju klasyczne
cechy labiryntu przyczyniają się do powstawania u znajdującej się w ich wnętrzu osoby uczucia

zdumienia, zagubienia, dezorientacji oraz lęku przed uwięzieniem.

Wielu fanów paranormalnych tajemnic nadal uważa, iż chodzenie po labiryncie ma w sobie

coś   niesamowitego,   nie   z   tego   świata.   Dwa   angielskie   słowa   oznaczające   labirynt,   maze   i
labyrinth, znaczą w istocie jedno i to samo, jednak niektórzy entuzjaści czynią między nimi

rozróżnienie,   używając   słowa   labyrinth   tylko   na   oznaczenie   klasycznego,   spiralnego,
jednokierunkowego   labiryntu.   Często   tego   rodzaju   labirynt   ma   niskie   ściany,   które   nie

ograniczają widoczności, jak ma się to w przypadku maze. Osoby, które przechodziły przez oba
rodzaje   labiryntów,   twierdzą,   że   każdy   z   nich   dostarcza   odmiennych   przeżyć.   Ci,   którzy

- 35 -

background image

przechodzą   przez   spiralne,   coraz   bardziej   zacieśniające   się,   jednokierunkowe   korytarze
labiryntu mawiają, że przeżycie to „ześrodkowuje ich”, a więc używają bardzo modnego pośród

nas, wpółczesnych entuzjastów zjawisk paranormalnych, terminu.

Dzieci a zjawiska paranormalne: zabawki i gry czy narzędzia i rytuały?

Do   wytworzenia   efektów   paranormalnych   używa   się   także   różnego   rodzaju   zabawek.   W

dzisiejszych czasach prawie każde dziecko bawiło się kiedyś warkotką [Ang. bull roarer, płaski

kawałek drewna przywiązany do rzemienia i szybko obracany (przyp. tłum.).] używaną niegdyś
rytualnie przez szamanów, którzy wprowadzali się w odmienne stany świadomości, wsłuchując

się w wytwarzany przez nią budzący grozę dźwięk. Aborygeńscy szamani z Australii używali
warkotek, wstępując do świata duchów, co razem wzięte – czarownik plus wirująca warkotka –

stwarzało wrażenie czegoś w rodzaju astralnego helikoptera. Tak więc Andrew Lang [Znany
antropolog angielski (przyp. tłum.).] zadaje pytanie: „Czy rzecz ta była pierwotnie zabawką, a

jej religijna i mistyczna funkcja rozwinęła się później, czy też była ona pierwotnie jednym z
atrybutów kapłana lub czarownika, który [we współczesnym zachodnim społeczeństwie] został

przekształcony w zabawkę?”.

Dziś dzieci bawią się, zakładając maski podczas święta Halloween i balów kostiumowych,

gdy tymczasem w dawnych czasach maski noszono w trakcie ceremonii związanych z podróża-
mi w zaświaty oraz innymi rytualnymi czynnościami szamańskimi. Podobnie jak szamani malcy

często potrząsają grzechotkami i biją w bębenki.

Jaki   jednak   jest   status   owych   towarzyszy   zabaw   istniejących   jedynie   w   dziecięcej

wyobraźni?   Czy   te   niewidzialne   istoty   mają   więcej   wspólnego   z   czystą   zabawą,   czy   raczej
światem   zjawisk,   rozrywką   czy   sferą   duchów,   radosnym   świętowaniem   czy   magicznym

rytuałem?

Dzieci nie trzeba uczyć, jak należy kręcić się w kółko, by wprowadzić się w dziwny stan

egzaltacji połączony z zawrotami głowy. Uczą się tego same, i to bardzo wcześnie. Jednak nie
tylko malcy uwielbiają ekstatyczne wirowanie wokół własnej osi. W XII wieku mistyczny poeta

Dżalal ad-Din Rumi przekształcił tę dziecięcą zabawę w czynność mającą na celu rewolucyjną,
paranormalną przemianę świadomości, tworząc pierwszą grupę sufickich wirujących derwiszy.

Perskie słowo darwisz znaczy „poszukujący drzwi”, co ma związek z tym, że wirujący derwisze
starają się uzyskać dostęp do innych poziomów świadomości. Na zdjęciach widać wyraźnie, że

obracając   się   szybko   wokół   własnej   osi   derwisze   wprowadzają   się   w   ekstatyczne   stany
świadomości.

Kiedy   całe   zagadnienie   zjawisk   paranormalnych   dzieli   się   co   jest   konieczne   z   powodu

systematycznych badań – na poszczególne części składowe czy elementy, okazuje się, że kilka

z owych komponentów można z powodzeniem zaliczyć do kategorii rozrywki. Na przykład to,
czym   zajmują   się   zwolennicy   Nostradamusa,   ma   wiele   wspólnego   z   popularnym   hobby

polegającym na rozwiązywaniu rebusów, krzyżówek i układaniu akrostychów (wiersz, w którym
pierwsze litery kolejnych wersów tworzą wyrazy lub całe zdania).

Nostradamus jako panaceum

Zdaniem  cognicenti paranormalae  Nostradamus – człowiek o wielkiej mądrości i intuicji, a

także słynny jasnowidz – stanowi rodzaj panaceum. Nostradamus (1503-1566) interesował się,
przynajmniej w pewnym sensie, rozrywką, jako  że jego  pierwsze  opublikowane  dzieło  było

zbiorem przepisów na przyrządzanie smacznych potraw oraz upiększających mikstur do twarzy
– a więc w istocie rodzajem książki kucharskiej, mimo że, co zaskakujące, nie zawierało ono

żadnych wskazówek co do tego, jak upiec „ciasteczka szczęścia” [Fortune cookie – ciastko, w
którego wnętrzu znajduje się kartka z zapisaną przepowiednią lub sentencją (przyp. tłum.).].

Już   za   życia   Nostradamusa   uważano   powszechnie   za   proroka,   a   legenda   głosi,   że   był   on
wizjonerem, który potrafił spoglądać w przyszłość, stosując metody katoptromancji (wróżenia

ze zwierciadła). Tradycja ta opiera się jednak na mało przekonujących dowodach.

Bez względu na to, jakimi środkami posługiwał się Nostradamus do wywoływania swoich

wizji, jeśli rzeczywiście takowe miewał, faktem jest, że jako prorok pozostawił po sobie zbiór
czterowierszy, nie mających żadnych bezpośrednich związków z wizjami zwierciadlanymi. Po

wielu latach czterowiersze te przyczyniły się do tego, że Nostradamus zyskał sławę genialnego
przepowiadacza   przyszłości.   Od   najwcześniejszych   lat   uczy   się   nas   pilnie   poszukiwać   w

wierszach ukrytego sensu, dlatego wielu czytelników dzieła Nostradamusa jest już niejako z

- 36 -

background image

góry skłonnych interpretować jego słowa zgodnie z ustaloną konwencją, według której odnoszą
się   one   do   ważnych   wydarzeń   w   świecie,   jakie   miały   miejsce   po   jego   śmierci.   Owe

czterowiersze są jednak tak bardzo wieloznaczne i mętne, że dopuszczają praktycznie dowolną
ich interpretację. Słowa zwinnie balansują na granicy sensu i bezsensu, zwodząc i mamiąc

czytelnika, ponieważ ich prawdziwe znaczenie zdaje się na zawsze pozostawać poza zasięgiem
racjonalnego pojmowania. Tak więc to, co pozostawił nam po sobie Nostradamus – „ostatnie

twierdzenie   Fermata”   dotyczące   przyszłości   –   jest   w  istocie   dziełem   rozrywkowym,   którym
zajmują   się   dziś   jego   zwolennicy   niczym   hobby,   zgłębiając   je   w   poszukiwaniu   jednego

prawdziwego rozwiązania odwiecznej zagadki.

Zamknięcie calej sprawy: zabawa a zjawiska paranormalne

Gdy  spojrzymy  z  perspektywy,  okazuje   się,  że   wszystkie  przedstawione  wyżej  „zjawiska

paranormalne” wskazują na istnienie ścisłych związków między sferą paranormalną a zabawą

czy też działalnością rozrywkową. Tak więc poważny, rzetelny badacz zjawisk paranormalnych
powinien zacząć od rozpoznania w społecznym  i kulturowym fenomenie,  jakim są zjawiska

paranormalne, ważnego elementu rozrywkowego i zabawowego pochodzącego z zamierzchłych
czasów i posiadającego wielkie znaczenie historyczne i psychologiczne.

Ci,   którzy   wierzą   w   zjawiska   paranormalne,   nie   powinni   się   jednak   tym   zrażać,   wręcz

przeciwnie Zrozumienie naszego zbiorowego ludzkiego „tła akcji”, na którym się one rozgry-

wają,   może   bowiem  stanowić   punkt  wyjścia  do  alternatywnego   spojrzenia   na  całą  sprawę.
Chodzi tu oczywiście o punkt widzenia radosnego badacza zjawisk paranormalnych, ten jednak

właśnie punkt widzenia może pomóc w ujrzeniu zjawisk paranormalnych w nowym świetle, a
tym samym przyczynić się do lepszego ich zrozumienia.

Moim zdaniem powodem, dla którego nie rozumiemy bardziej dogłębnie zjawisk paranor-

malnych, jest to, że ód setek lat podchodzimy do nich, przyglądamy się im i rozmawiamy o

nich wciąż w ten sam sposób. Czas już na zmianę perspektywy.

Aby   być   traktowani   poważnie,   radośni   badacze   zjawisk   paranormalnych   muszą   jednak

prowadzić swoje prace, odrzucając możliwość występowania z dawnych pozycji zajmowanych
przez   zwolenników   którejś   z   trzech   standardowych   teorii,   o   których   była   mowa.   Wówczas

poważni uczeni i radośni badacze zjawisk paranormalnych będą mogli wyruszyć w trasę ze
swoim   własnym   programem,   prezentując   film   dokumentalny   ukazujący,   w   jaki   sposób   i

dlaczego   te   trzy   dobrze   znane   nam   grupy   artystów   estradowych   –   trzy   kategorie   ludzi,
jedynych,   którym   wolno   dyskutować   na   temat   zjawisk   paranormalnych   według   od   dawna

ustalonych   fundamentalnych   reguł   –   organizują   swój   trwający   nieustannie   program,
prezentując swoją znaną trójbiegunową debatę.

Innymi   słowy,   jeśli   zamierzamy   potraktować   cały   temat   nie   tak   zupełnie   poważnie

(zauważając na przykład, że jego korzenie sięgają daleko w głąb rozrywki i zabawy), wówczas

może  się   nam  uda   doprowadzić  do   poszerzenia  owego  trójstronnego   dialogu,  a  także,  być
może, nawet do przełamania charakteryzującego go impasu.

- 37 -

background image

Rozdział 3

PRZEŁAMANIE IMPASU:

WYJAŚNIENIE KONTROWERSJI

WOKÓŁ ZJAWISK PARANORMALNYCH

Większość  ludzi jest usatysfakcjonowana tym, że wie, w jaki sposób  traktować zjawiska

paranormalne. To  znaczy, że są oni zadowoleni ze  stosowanych podczas dyskusji nad tego
rodzaju   fenomenami   standardowych   procedur   operacyjnych,   które   zostały   wypracowane

jeszcze w starożytności. Ludzie akceptują zwykle pogląd, zgodnie z którym należy wyznaczyć
wyraźną linię demarkacyjną między mówiącymi „tak” i mówiącymi „nie”, między tymi, którzy

wierzą,   a   tymi,   którzy   nastawieni   są   sceptycznie.   Zdają   sobie   sprawę,   że   przystępując   do
dyskusji trzeba, zgodnie ze zwyczajem, opowiedzieć się za którąś ze stron – być nastawionym

pozytywnie   lub   negatywnie.   Jest   to   niepisane   prawo   argumentacji   na   temat   zjawisk
paranormalnych, które pozwala ludziom trzymać w szachu nawet zajmujących się tą kwestią

„ekspertów”.

Prawie   wszyscy   zainteresowani   zadowalają   się   ustalonymi   z   góry   zasadami   debaty   lub

przynajmniej wyrażają na nie ciche przyzwolenie. Zakładają, że ów tradycyjny schemat jest
współmierny do zadania polegającego na ustaleniu prawdy dotyczącej zjawisk paranormalnych.

Mimo   wszystko   był   on   przecież   wypróbowywany   przez   ponad   dwadzieścia   wieków   przez
wyrażających swoje za i przeciw uczonych specjalistów. Swój wkład wnieśli także zaintere-

sowani   tematem   laicy.   Schemat   działa   dzięki   sile   przyzwyczajenia,   a   każde   pokolenie
entuzjastów zjawisk paranormalnych przekazuje go w spadku następnemu.

Jako   radosny   badacz   zjawisk   paranormalnych   podaję   niniejszym   do   wiadomości,   że

odrzucam   cały   ten   „mistrzowski”   plan   prowadzenia   dysputy.   Związany   z   nim   stary   system

wytycznych   stał   się   bowiem   zupełnie   zaskorupiały;   jest   całkowicie   bezużyteczny   i
nieodpowiedni. Jego konstrukcja opiera się na błędnych założeniach, których jedyną zaletą jest

to,  że  są  one  bardzo  stare.  Całość  tworzy ociężały, wsteczny system biurokratyczny,  który
skutecznie   blokuje   wszelki   postęp   na   drodze   do   zrozumienia   jednego   z   najbardziej

fascynujących aspektów ludzkiej świadomości.

Już   czas,   by   przełamać   ów   impas.   Powtarzam,   że   będzie   to   wymagać   wypracowania

nowego,   pełnego   humoru   podejścia   do   kwestii,   która   sama   jest   głęboko   zakorzeniona   w
zabawie i rozrywce. Nadszedł czas na „radosny paranormalizm”.

Chcę   jednak,   by   państwo   wiedzieli,   że   nie   chodzi   tu   o   zajmowanie   wygodnej   pozycji

pośredniej czy też o przelewanie z pustego w próżne! Nie mam zamiaru siadać okrakiem na

płocie. Radosnego badacza zjawisk paranormalnych nie należy błędnie utożsamiać z plotącym
trzy po trzy agnostycznym ugodowcem. Nie proklamuję radosnego paranormalizmu, by tym

sposobem wszystkich tych skłóconych ze sobą awanturników umieścić pod jednym parasolem.

Radosny   paranormalizm   nie   jest   jeszcze   jedną   mierną,   trzeciorzędną   próbą   zadowolenia

wszystkich oraz każdego z osobna. Nie próbowałbym także przekształcać dawnej nieefektywnej
trójbiegunowej   debaty   w   nową,   efektywną   czwórbiegunową.   Nie,   radosny   badacz   zjawisk

paranormalnych   powinien   być   ponad   to   wszystko;   jestem   zwolennikiem   o   wiele   bardziej
radykalnego punktu widzenia.

Radośni   badacze   zjawisk   paranormalnych   stoją   na   stanowisku,   że   jedynym   zdrowym

rozwiązaniem   dla   tych,   którzy   pragną   czynić   postępy   w   badaniu   zjawisk   paranormalnych   i

przełamać w końcu panujący wokół impas, jest opuszczenie całego tego starego, chwiejącego
się   posadach   gmachu,   jakim   jest   stosowany   dotąd   system   argumentacji,   określenie   jego

najsłabszych punktów, a następnie wysadzenie go w powietrze.

Będzie   to   długotrwałe   przedsięwzięcie.  Powinni   się   w  nie   zaangażować  jedynie   „poważni

adepci” „radosnego paranormalizmu”.

- 38 -

background image

Zapoczątkowanie nowego dialogu:
radosne spojrzenie na to, co poważne

Zacznę   od   omówienia   trzech   na   równi   irracjonalnych   postaw,   o   których   mówiłem   już

wcześniej – postawy parapsychologa, sceptyka i fundamentalisty – w sposób, który pokaże, iż
każdą   z   nich   da   się   wiarygodnie   wyjaśnić,   biorąc   pod   uwagę   główne   założenie   radosnego

paranormalizmu,   zgodnie   z   którym   między   zjawiskami   paranormalnymi   a   rozrywką   można
postawić znak równości.

Większość jałowego sporu o słowa (logomachia) dotyczącego zjawisk paranormalnych toczy

się przy udziale ociężałych umysłowo, beztroskich gadułów należących do trzech wymienionych

przeze mnie kategorii. Starają się oni na trzy różne sposoby przekonać siebie nawzajem, iż
znają prawdy na temat zjawisk paranormalnych lub też, że znają właściwą drogę prowadzącą

do owej prawdy.

Kategoria 1. Parapsycholodzy

Parapsychologię (kategoria 1), szczególnie biorąc pod uwagę jej skłonność do zajmowania

się kwestią życia po śmierci, można uznać za formę komedii, jako że stara się ona przekonać
nas   lub   też   umocnić   nas   w   przekonaniu,   że   życie   ma   szczęśliwe   zakończenie.   Co   więcej,

ponieważ tragedia różni się od komedii tym, że tragedia kończy się śmiercią, parapsychologia
reprezentuje   wyższy   stopień   ducha   komizmu,   starając   się   dowieść,   że   nawet   śmierć,

stanowiąca kulminację tragedii, ma także szczęśliwe zakończenie.

Kategoria 2. Sceptycy

Sceptycy (kategoria 2) odrzucają roszczenia parapsychologii uznającej się za naukę; zresztą

radosny paranormalizm wyraża podobne wątpliwości dotyczące tego, czy nauka, jaką znamy,
potrafiłaby dowieść istnienia życia po śmierci, zjawiska prekognicji itd. Radosny badacz zjawisk

paranormalnych uważa za dziwne domniemanie, że jest nauka, której głównym zadaniem i
celem   jest   udowodnienie   istnienia   zjawisk,   którymi   przecież   rzekomo   się   ona   zajmuje.

Sceptycy wciąż nie dostrzegają w pełni znaczenia tego faktu, ponieważ ustawiają się oni w
pozycji naukowych rywali parapsychologów. Owi demaskatorzy odgrywają jednak odmienną

rolę   w   dyskusji   na   temat   zjawisk   paranormalnych.   Jeśli   parapsychologia   jest   komedią,   to
sceptyczny demaskator zjawisk paranormalnych jest tym, kto zakłóca występ komika i psuje

całą zabawę.

Radośni   badacze   zjawisk   paranormalnych   z   szacunkiem   uznają   wkład,   jaki   członkowie

Committee for the Scientific Investigation of Claims of the Paranormal wnoszą do tego, by
dyskusja   tocząca   się   wokół   zjawisk   paranormalnych   była   uczciwa   i   rzetelna,   nie   możemy

jednak   przejść   do   porządku   dziennego   nad   faktem,   iż   podczas   gdy   oficjalna   nazwa   ich
organizacji kojarzy się z nauką i badaniami naukowymi, oni sami mają w zwyczaju używać w

stosunku do siebie akronimu CSICOPs (rozumieją państwo?) [Ang. cops – policjanci, gliniarze;
csi  można czytać jak  sigh, czyli wzdychać (przyp. tłum.).], który to przydomek zdradza ich

złowrogie, autorytarne skłonności. Aspirują oni do odgrywania roli „strażników rzeczywistości”
tworzących   swojego   rodzaju   policję,   mającą   prawo   decydowania   o   ontologicznym   statusie

przeżyć innych ludzi.

W konsekwencji styl ich relacji interpersonalnych pozostawia wiele do życzenia. Gdy czytam

ich publikacje lub występuję wraz z nimi w programach telewizyjnych, uderza mnie fakt, że
podobnie jak krytykowani przez nich „komicy z nocnych klubów”, także sceptyczni krytykanci

starają się za wszelką cenę zwrócić na siebie jak największą uwagę. Narzekają, jęczą i stękają
z powodu tego, jak mało miejsca poświęca się im w prasie i jak rzadko zaprasza na rozmowy

do telewizji w stosunku do tego, na co, swoim zdaniem, zasługują. Dlatego właśnie radośni
badacze zjawisk paranormalnych nazywają CSICOPs, sigh cops, „wzdychającymi gliniarzami”.

A  co  się  stanie,  gdy  zostaniesz  złapany  przez  wzdychającego  gliniarza?  Czy istnieje  coś

takiego jak system wzdychającej sprawiedliwości? Czy są tam także wzdychający sędziowie i

wzdychający przysięgli, czy też wzdychający gliniarze sami cię sądzą i wymierzają ci wyrok? I
w jaki sposób wzdychający gliniarze godzą zasady nauki ze swoim wizerunkiem policjantów

łapiących przestępców?

Samozwańczy sceptycy nie są dostatecznie sceptyczni. Gdyby tak było, posunęliby swoje

badania dalej i zajęli się głębszymi, fundamentalnymi problemami natury filozoficznej. Cała
kwestia   zjawisk   paranormalnych   (to   znaczy   pytanie   o   to,   czy   postrzeganie   pozazmysłowe

[ESP], wiedza uprzednia lub życie po śmierci istnieją) opiera się na niejasno sformułowanych,

- 39 -

background image

błędnych interpretacjach zagadnień, z którymi od dwudziestu stuleci zmagają się filozofowie.
Nie   można   uzyskać   odpowiedzi   na   pytanie,   czy   istnieje   życie   po   śmierci,   nie   rozwiązując

najpierw filozoficznego dylematu dotyczącego relacji ciało-umysł. Z kolei problemy związane z
domniemanym istnieniem telepatii i  prekognicji  wymagają  rozważenia  bardziej  subtelnych  i

złożonych kwestii epistemologicznych (dotyczących teorii poznania).

Prawda jest taka, że wzdychający gliniarze wcale nie są sceptykami. W rzeczywistości są oni

ideologami, którzy sądzą, że znają na wszystko odpowiedź. Ideologia, którą wyznają, nazywa
się scjentyzmem i jest wiarą w to, że do zdobywania wiedzy przydatne są jedynie metody i

założenia   nauk   przyrodniczych.   Scjentyzm   opiera   się   na   sądzie   wartościującym,   zgodnie   z
którym filozofia, nauki humanistyczne i społeczne mają znaczenie jedynie o tyle, o ile dostoso-

wują swoje techniki i metody badawcze do tych stosowanych w naukach przyrodniczych, takich
jak fizyka czy biologia.

Nieporozumieniem jest zatem nazywanie organizacji owych sceptyków Commmittee for the

Scientific Investigation of Claims of  the  Paranormal. W istocie  bowiem  w nazwie tej słowo

scientific (naukowy) należałoby zastąpić słowem scientistic (scjentystyczny).

Wzdychającym gliniarzom bardzo zależy na tym, by dyskusja na temat zjawisk paranor-

malnych miała jedynie charakter powierzchowny. Radosny paranormalizm występuje z o wiele
bardziej sceptycznych pozycji wobec zjawisk paranormalnych niż wzdychający gliniaryzm (sigh

copism).

Wzdychający   gliniarze   w   swoim   mniemaniu   angażują   się   w   działalność   naukową,   gdy

tymczasem   w   rzeczywistości   prowadzą   oni   pewien   rodzaj   społecznej   krucjaty.   Ci   sceptycy
najbardziej   obawiają   się   (i   do   czego   zresztą   się   przyznają)   tego,   że   jeśli   ludziom   w

nowoczesnym społeczeństwie pozwoli się traktować zjawiska paranormalne poważnie, wówczas
szybko znów zaczną wytaczać procesy czarownicom i palić je na stosach. Biorąc pod uwagę

obawy wzdychających gliniarzy, wydaje się jednak, że – co paradoksalne – marnują oni zbyt
wiele   amunicji   w   bitwach   z   parapsychologami.   Przecież   dokonywania   tego   rodzaju   zbrodni

można by o wiele bardziej spodziewać się po funda-chrześcijanach.

Kategoria 3. Fundamentaliści

To, o czym mówiliśmy powyżej, pozwoli nam zrozumieć, dlaczego fundamentaliści (kategor-

ia 3) czują tak wielką odrazę do zjawisk paranormalnych – poczucie humoru nigdy nie było ich
mocną   stroną.   Mówimy   tu   o   przedstawicielach   tej   samej   grupy,   proszę   pamiętać,   którzy

wielokrotnie w historii USA nakłaniali do zakazania wielu innych popularnych form rozrywki:
tańca, jazzu, filmów erotycznych, filmów w niedziele, filmów w ogóle, a także rock'n'rolla.

Fundamentaliści   wszelakiej   maści,   bądź   to   ci,   którzy   nazywają   się   chrześcijanami   czy

żydami, muzułmanami czy marksistami, są w gruncie rzeczy wszyscy tacy sami (rozumieją

państwo?).

(Proszę posłuchać, ważne jest, żeby państwo podchodzili do tego wszystkiego z humorem,

jeśli mają się państwo stać pełnoprawnymi radosnymi znawcami zjawisk paranormalnych).

Srodzy   i   ponurzy   fundamentaliści   są   zagorzałymi   obrońcami   swojej   ideologii.   Ponieważ

jednak powszechna ideologiczna jedność pozostanie zapewne na zawsze czymś niemożliwym
do realizacji, fundamentalizm ze swej natury potrzebuje wroga, grupy ludzi, z którymi może

się konfrontować. Sama ideologia zaś przepowiada tym, którzy nie chcą się jej podporządko-
wać, okrutny los; będą się oni smażyć w piekle lub skończą na śmietniku historii!

Niektórzy chrześcijańscy fundamentaliści nie lubią być nazywani fundamentalistami, dlatego

ukrywają się pod różnymi pseudonimami, które sami sobie wymyślają i zasłaniają się różnego

rodzaju szyldami. Słowo fundamentalista budzi w nich niepokój, ponieważ zwraca uwagę na
fakt, jak bardzo ich impertynencka, skłonna do wydawania surowych sądów postawa przypo-

mina   postawę  przedstawicieli   innych   nietolerancyjnych   sekciarskich   ugrupowań.   Ograniczeni
bigoci zasilający szeregi każdej sekty muszą uważać się za kogoś wyjątkowego. Jak inaczej

bowiem mogliby oni zracjonalizować swoją nienawiść w stosunku do wolnomyślicieli, innowier-
ców, homoseksualistów, politycznych i społecznych liberałów, heretyków, osób interesujących

się zjawiskami paranormalnymi, mormonów czy też przedstawicieli jakiejkolwiek innej grupy,
którą biorą sobie za cel swoich ataków?

Aby   zrozumieć   funda-chrześcijan,   ich   skłonność   do   ideologizowania,   zaciekłą   niechęć   do

wszelkiej beztroski i frywolności oraz ich fascynację demonami, trzeba zidentyfikować leżące u

podstaw ich działań pobudki natury psychologicznej, poznać ich podświadome obsesje.

Poglądy funda-chrześcijan na temat demonów są zbieżne z twierdzeniami osób cierpiących

na obsesje. Utrzymują oni, że demony starają się omamić swoje ofiary, na przykład pojawiając
się   w   przebraniu.   Dlatego   charakterystyczną   cechą   ich   nękanego   obsesjami   umysłu   jest

- 40 -

background image

natrętna,   uporczywa   nieufność.   Ich   zdaniem   demony   są   podle,   odrażające   i   plugawe,
wydzielają zazwyczaj wstrętną woń – jak wiadomo osoby cierpiące na obsesje zwykle bardzo

dbają o czystość i porządek. Wiara w demony zawiera w sobie także komponent dynamiczny,
zgodnie z którym demonów należy unikać, trzymać je na odległość i poddawać ezgorcyzmom,

zwykle za pomocą odpowiednich czynności rytualnych – obsesje mają tendencje do manifesto-
wania się w formie działań natrętnych (kompulsywnych), swojego rodzaju rytuałów dokony-

wanych w celu uniknięcia czy odegnania czegoś, a także oczyszczenia.

Tendencje   obsesyjne   mają   związek   z   fiksacją   analną.   Jeśli   oglądali   państwo   kiedyś   w

telewizji błazeństwa funda-chrześcijan, czy nie mieli państwo wrażenia, iż podczas modlitwy
wyglądają   oni   tak,   jakby   mieli   kłopoty   z   oddaniem   stolca?   Z   opuszczonymi   głowami,

zaciśniętymi oczami i twarzami, na których maluje się wielki wysiłek, postękują: „... JAY zus...
uch... uch... JAY-zus... uch...uch”.

Styl życia, jaki prowadzą osoby nękane przez obsesje i natręctwa, charakteryzuje się ponurą

jednostajnością. Analiza treści wieczornych reklam telewizyjnych pokazuje, jak bardzo lubią oni

stałość i porządek. Wszelkiego rodzaju innowacje są zawsze potencjalnym zagrożeniem dla
egzystencji   fundamentalistów,   ponieważ   stanowią   one   groźne   wyzwanie   dla   ich   ideologii.

Dlatego właśnie tak wiele nowatorskich idei i pomysłów uchodzi w ich oczach za dzieło diabła.

Funda-chrześcijanie   starający  się  poznać paranormalne  wymiary ludzkiej  świadomości  są

niczym   średniowieczni   kartografowie,   którzy   po   dotarciu   do   granic   znanego   im   świata
zatrzymują   się   i   stwierdzają:   „Dalej   leży   kraina   smoków”.   Nawet   niewinny   widelec   został

wkrótce po swoim wynalezieniu wyszydzony jako dzieło Szatana, a wszystkowiedzący księża
przekonywali Galileusza, że pozostaje on pod wpływem oszukańczych demonicznych wizji, gdy

po   raz   pierwszy   odważył   się   spojrzeć   na   gwiazdy   przez   teleskop.   Tak   więc   radosny
paranormalista   cieszy   się,   gdy   do   jego   uszu   dochodzą   dobrze   znane,   ponure   narzekania

pochodzące   od   wiadomo   kogo,   iż   to,   czym   jest   on   akurat   zajęty,   to   diabelskie   sprawki,
ponieważ może on być wówczas pewien, że znajdzie w tym coś zabawnego i interesującego.

Słuchając od czasu do czasu proroczych wypowiedzi funda-chrześcijan łatwo można dać się

zwieść iluzji, jakoby ich sposób myślenia i mówienia był ścisły i precyzyjny. Wyjaśniają nam oni

bowiem   dokładnie   to,   co   Bóg   miał   na   myśli   dokładnie   w   tym,   a   nie   innym   wersecie   Biblii
według dokładnie tego, a nie innego jej tłumaczenia i twierdzą, że jest to dokładnie to, w co

każdy wierzący powinien wierzyć. Po bardziej uważnym przysłuchaniu się ich wypowiedziom
okazuje się jednak, że owa ścisłość myśli i wypowiedzi funda-chrześcijan jest tylko pozorna, i

że   tak   naprawdę   nie   chodzi   tu   o   bycie   dokładnym,   ale   raczej   bycie   nachalnym   [Autor
zastosował tu grę słów: being exact – being exacting.]. A nachalny sposób mówienia i myślenia

jest dokładnie tym, co charakteryzuje gburowatych obsesjonatów.

Osoby nękane przez obsesje koncentrują się na abstrakcjach, wskutek czego odizolowują

się od uczuć i emocji. Fakt ten tłumaczy, dlaczego w religii funda-chrześcijan kluczową rolę
odgrywa   ideologia.   Wyjaśnia   także   brak   poczucia   humoru   u   funda-chrześcijan   oraz   surową

postawę,   jaką,   od   dawien   dawna,   przyjmują   oni   w   stosunku   do   rozrywki.   Jest   rzeczą
powszechnie   znaną,   że   osoby   nękane   przez   obsesje   i   natręctwa   są   stosunkowo   silnie

uodpornione   na   działanie   humoru.   Jeśli   słyszą   jakąś   zabawną   historię   lub   dowcip,   często
błędnie je interpretują; biorą je za poważne stwierdzenia i nie zgadzają się z ich dosłownym

znaczeniem. Z kolei to, co tego rodzaju osoby uznają za wyraz humoru, często przybiera formę
zjadliwych i nieprzyjaznych dowcipów lub sarkastycznych i złośliwych wypowiedzi. Ponieważ

serdeczny śmiech zakłada chwilową utratę kontroli nad sobą, jest on szczególnie niebezpieczny
dla fundamentalistów, jako że opanowanie i sztywność stanowią główne elementy ich systemu

obrony.

Powyższe ustalenia umożliwią nam identyfikację tych, którzy udając łagodnych chrześcijan,

w   rzeczywistości   straszy   innych,   grożąc   im   piekielnymi   mękami.   Ponieważ   demonologię
definiuje   się   jako   wiarę   w   demony,   funda-chrześcijanie   są,   mówiąc   bardziej   precyzyjnie,

demonologami. A największy kłopot z demonologami polega na tym, że są oni tak dobrzy w
tropieniu demonów i dostrzeganiu ich w duszach innych ludzi, że nie starcza im już czasu na

zajmowanie się swoimi własnymi demonami. Właśnie dlatego prywatne demony demonologów
tak często zrywają się z łańcucha i atakują ludzi o odmiennych poglądach.

Nasza analiza ukazuje w przekonujący i rzetelny sposób trzy oficjalne teorie, charaktery-

zując ich  role  w toczącej się  od lat dyskusji  wokół zjawisk  paranormalnych i  umieszczając

każdą   z   nich   w   kontekście   humorystycznym.   Dzięki   temu   znacznie   zwiększyła   się   liczba
przykładów   świadczących   o   związkach   zjawisk   paranormalnych   z   rozrywką.   Można   jednak

bardziej bezpośrednio wykazać, że u podstaw zjawisk paranormalnych leży element humoru.
Aby się o tym przekonać, wystarczy posłuchać, w jaki sposób wypowiadają się na ten temat

zwykli ludzie.

- 41 -

background image

Rozdział 4

CUDA, ZNACZENIA SŁÓW I ZABAWA

W   tym   rozdziale   zajmować   się   będziemy   słowami.   Przede   wszystkim   słowami,   których

używamy dziś, dyskutując o zjawiskach paranormalnych.

W   całej   książce   staram   się   zwrócić   uwagę   na   to,   że   jeśli   mamy   odkryć   jakąkolwiek

rzeczywistą prawdę na temat zjawisk paranormalnych, przeżyć z pogranicza śmierci i życia po
śmierci, to dokonamy tego tylko wówczas, gdy przestaniemy traktować wszystko  tak bardzo

poważnie. Mam tu na myśli, że musimy przestać brać wszystko, co wiemy, jak nam się wydaje,
na ten temat, tak bardzo dosłownie. Ponieważ – bez względu na to, czy staramy się dowiedzieć

czegoś więcej o zjawiskach paranormalnych; staramy się dowiedzieć czegoś więcej o Bogu i
religii (niech państwo będą ostrożni, to może być jedno i to samo!); staramy się dowiedzieć

czegoś więcej o polityce, ekonomii czy ludzkiej seksualności; lub też staramy się dowiedzieć
czegoś więcej o czymkolwiek – branie spraw w sposób dosłowny jest właśnie tym, co utrudnia

ich głębsze poznanie.

Neale Donald Walsch twierdzi, że podczas swoich Rozmów z Bogiem dowiedział się, iż „słowa

są   najmniej   godną   zaufania   formą   porozumiewania   się”.   Jeśli   więc   zastanawiamy   się,   czy
Walsch w literalnym tego słowa znaczeniu rozmawiał z Bogiem, czy nie, kompletnie gubimy

sens   tego,   co   zostało   powiedziane.   Mamy   tu   znakomity   przykład   na   to,   jak   dostrzeganie
jedynie dosłownego sensu wypowiedzi – to znaczy, branie rzeczy tak bardzo poważnie, że nie

pozostawiamy żadnego miejsca na dalsze dociekania, lecz stwierdzamy z uporem, że Prawda,
Cała Prawda i Tylko Prawda zawarta jest w słowach jako takich – zaciemnia całe jej znaczenie.

Tymczasem radosny badacz zjawisk paranormalnych nie zatrzymuje się nad kwestią, czy

doszło do rzeczywistej komunikacji z Bóstwem, czy nie (na pytanie tego rodzaju nigdy nie

można dać jednoznacznej odpowiedzi), lecz skupia swoją uwagę na tym, czy dany komunikat
zawiera jakąś mądrość lub wartość. Radosny badacz zjawisk paranormalnych chętnie rozważy

możliwość, iż Walsch rzeczywiście rozmawiał z Bogiem, a następnie spyta: A jeśli tak, to czy
nie byłoby ciekawe przekonać się, co Bóg miał mu do powiedzenia?

Dlatego sugeruję w tym miejscu, że nadszedł już czas, by powołać do życia nową kategorię

dyskutantów   biorących  udział  w  debacie   na  temat   zjawisk   paranormalnych.   Od  tej   pory   w

telewizyjnych talk shows, w książkach i artykułach, a także przy kawiarnianych stolikach w
całej   Ameryce   i   na   całym   świecie   wypowiadać   się   będą   na   ten   temat   już   nie   tylko   (1)

parapsycholodzy, (2) zawodowi sceptycy i (3) fundamentaliści, lecz także (4) radośni badacze
zjawisk paranormalnych.

Musimy poszerzyć grono dyskutantów, ponieważ cała dotychczasowa dyskusja zaprowadziła

nas   donikąd.   Doszliśmy   do   martwego   punktu.   Doprowadziliśmy   do   impasu.   Igranie   zaś   z

ideami, miast traktowania ich bardzo poważnie i dosłownie oraz brania wszystkiego, co dociera
do naszych uszu, za dobrą monetę, jest jedynym sposobem umożliwiającym wyrwanie się z

tego błędnego koła.

Poświęcam cały rozdział słowom i sposobom ich używania dlatego, że chcę zademonstrować,

dlaczego musimy przestać się nimi posługiwać jako naszymi jedynymi narzędziami poznania
zjawisk paranormalnych i zacząć posługiwać się także ideami i pojęciami. Zamierzam pokazać,

że opierające się wyłącznie na słowach podejście do zjawisk paranormalnych (lub czegokolwiek
innego) może doprowadzić nas tylko do wniosku, że zjawiska paranormalne są, w dosłownym

tego słowa znaczeniu, nonsensem. Gdy to wykażę, wówczas radosny paranormalizm uzyska w
pełni zasłużony status nowatorskiej, systematycznej metody przydatnej do badania zagadnień,

którymi tak wielu z nas się interesuje.

Kiedy już to wszystko powiedziałem, mogą państwo wciąż mieć wątpliwości, czemu służy ów

nagły zwrot w tej książce? Czy przyjrzenie się słowom i temu, w jaki sposób je używamy w
dyskusji o zjawiskach paranormalnych, jest rzeczywiście tak ważne? Tak. Czy nie rozmawiamy

tu przypadkiem jedynie o semantyce? Nie.

Słowa, zebrane w sprawozdaniach z pierwszej ręki na temat doświadczeń z innego świata

czy też opublikowane w raportach na temat domniemanych nadnaturalnych zjawisk, stanowią
jak dotąd główną część tego, czym zajmują się badacze zjawisk paranormalnych. Różni się to

zasadniczo od sytuacji, jaka panuje w większości bardziej szanowanych dyscyplin naukowych,

- 42 -

background image

takich jak chemia, biologia czy geografia. W tych dyscyplinach badacze wykorzystują bezpoś-
rednie obserwacje zjawisk fizycznych oraz odwołują się do pojęć, do których prowadzą tego

rodzaju obserwacje. Tymczasem jeśli chodzi o badanie  zjawisk paranormalnych, dodatkowe
dane obserwacyjne dostępne są tylko w rzadkich przypadkach. Tak więc słowa stanowią tu

główne   źródło   informacji   i   dlatego   sposób   mówienia   o   czymś   i   rodzaj   używanego   języka
nabierają ogromnego znaczenia.

Czy   istnieje   na   przykład   jakaś   różnica   między   takimi   wyrażeniami   jak  zjawiska

paranormalne, przesądy i zjawiska okultystyczne? I to jeszcze jaka! Czy różnice te wpływają

na sposób prowadzenia dyskusji na interesujący nas temat? Oczywiście, tak. Słowa, których
używamy, nadają określony ton prowadzonemu przez nas dialogowi. Wyznaczają parametry

dyskusji. I na to właśnie chcę zwrócić teraz państwa uwagę.

Słowa są kluczem do tego, co aktualnie myślimy, iż wiemy na temat zjawisk paranormal-

nych, dlatego my wszyscy, wnikliwi eksperci w tej dziedzinie, musimy zwrócić baczną uwagę na
słowa i ich znaczenie, zaczynając od przeanalizowania będącego obecnie w użyciu podstawo-

wego słownictwa dotyczącego zjawisk paranormalnych.

Zaczynamy od początku

Pierwszą z tajemnic zjawisk paranormalnych jest znaczenie słowa paranormalny. Ponieważ

samo słowo znaczenie ma niejedno znaczenie, a teorie dotyczące wyjaśnienia, w jaki sposób

słowa zyskują dane znaczenie, są liczne i często sprzeczne ze sobą, pożyteczne będzie, jeśli
wyjaśnimy znaczenie słowa  paranormalny  nie za pomocą jednego, lecz kilku spokrewnionych

ze sobą znaczeń słowa znaczenie.

(Jak możecie się państwo sami przekonać, tylko radosny badacz zjawisk paranormalnych

skłonny   byłby   podjąć   się   takiego   zadania.   Zajmując   się   tymi   sprawami,   trzeba   zachować
dystans i poczucie humoru. Uparci zwolennicy dosłowności zbyt szybko tracą cierpliwość. Tak

więc, radośni badacze zjawisk paranormalnych, do dzieła).

Najlepsze   słowniki   podają   definicje   sensu   danego   słowa   jedynie   w   sposób   przybliżony   i

powierzchowny; to wszystko, na co w najlepszym razie stać leksykografów, starających się
oddać jedno precyzyjne znaczenie za pomocą kłębowiska różnych słów. Pisze się zwykle, że

słowo   paranormalny   określa  moce   i  zjawiska  wykraczające   poza  ramy  tego,  co  określa  się
mianem znanych praw natury czy też „normalnych, obiektywnych dociekań”. Ponieważ jednak

nie wiadomo dokładnie, jakie moce i zjawiska znajdują się przestrzennie poza prawami natury
czy też poza daną metodą badań, mamy tu do czynienia nie z dosłownym, lecz przenośnym

sensem słowa „poza”. Z pewnością wydaje się wielce podejrzane, by kluczową rolę w definicji
słowa paranormalny odgrywała metafora przestrzenna.

Inni twórcy słowników podchodzą do całej sprawy inaczej i twierdzą, że słowo paranormalny

odnosi się do „zdarzeń lub spostrzeżeń, które nie wchodzą w zakres wyjaśnień naukowych”.

Zwrot   nie   wchodzić   w   zakres   jest   także,   przynajmniej   częściowo,   metaforą   przestrzenną,
jednak   w   tym   przypadku   definicję   tę   można   przynajmniej   przekonstruować   następująco:

„zdarzeń   lub   spostrzeżeń,   których   nie   można   naukowo   wyjaśnić”,   a   więc   zdanie,   które
wprawdzie jest jasne, ale zdaje się mówić raczej o tym, czym zjawiska paranormalne nie są,

niż   o   tym,   czym   one   są.   Co   więcej,   istnieje   mnóstwo   nie   dających   się   naukowo   wyjaśnić
zdarzeń i spostrzeżeń, których nikt nie zaliczyłby do kategorii zjawisk paranormalnych.

Problem   nie   polega   na   tym,   że   u   podstaw   definicji   słowa   paranormalny   leży   pewna

metafora, ale że dla owej metafory nie można znaleźć jasnego i jednoznacznego ekwiwalentu.

Oczywiście fakt ten wprawia w zakłopotanie upartych zwolenników dosłowności. Kiedy osobę
definiującą   prosimy   o   znalezienie   substytutu   o   jasnym   i   jednoznacznym   znaczeniu   dla   tej

metafory,   wówczas   skłania   się   ona   nieodmiennie   ku   temu,   by   zdefiniować   jedynie   to,   co
charakteru paranormalnego nie ma! A samo określenie tego, co czymś nie jest, oznacza w

efekcie nieudaną próbę zdefiniowania tego czegoś.

A więc, wracając do istoty sprawy (a jest to dokładnie to, co doprowadziło do powstania

impasu),   definicje   słowa   paranormalny   oscylują   między   wypowiedziami   udzielanymi   w
nieokreślenie   metaforycznym   języku   a   nie   wnoszącymi   niczego   istotnego   stwierdzeniami   o

charakterze   negatywnym.   Rozbieżność   ta   prowadzi   do   powstawania   nonsensownych,   w
dosłownym tego słowa znaczeniu, konstatacji, czyli czegoś, co nie ma w ogóle żadnego sensu.

A jeśli dochodzimy do wniosku, że coś nie ma sensu, w jaki sposób, pytam, możemy zatem

sensownie   o   tym   dyskutować?   Oczywiście   jest   to   niemożliwe   i   dlatego   dyskusja   na   temat

zjawisk paranormalnych znalazła się w martwym punkcie.

- 43 -

background image

Rozwiązanie dylematu

Istnieje   jednak   pewien   sposób   wyrwania   się   z   tego   błędnego   koła.   Jeden   ze   słowników

usiłuje   wypełnić   luki   w   swojej   definicji   słowa   paranormalny,   podając   jego   synonim   –
nadprzyrodzony. Szukając znaczenia słowa nadprzyrodzony, a następnie innych synonimów,

jakich użyto do jego zdefiniowania, można podążać tropem synonimów i prawie synonimów, aż
w końcu sieć powiązań zostanie zamknięta, a słowa zaczną się powtarzać.

Postępując w ten sposób, można zidentyfikować całą rodzinę spokrewnionych ze sobą słów i

wyrażeń, co okazuje się wielce przydatne dla radosnego badacza zjawisk paranormalnych.

A oto niepełna, choć reprezentatywna ich lista: paranormalny, nadprzyrodzony, nadnatural-

ny, pozaziemski, nie z tego świata, nieziemski, niewidzialny, dziwny, nawiedzany przez duchy,

niesamowity, osobliwy, hiperfizyczny, dziwaczny, stuknięty, szurnięty, kuku na muniu, nie do
wiary,   niewiarygodny,   niezwykły,   cuda,   anomalie,   rzeczy   zadziwiające,   upiorny,   widmowy,

hokus-pokus, nie z tej ziemi, metafizyczny, okultystyczny, tajemniczy, nienormalny, parapsy-
chologia, paranauka, przesądy, nieznany.

Ten gąszcz terminów można nieco przerzedzić, dzieląc go na kilka odrębnych kategorii.
Mamy tu słowa, które oznaczają lub opisują coś poprzez oddzielenie od tego, co jest w ogóle

znane   (okultystyczny,   tajemniczy,   dziwny,   nieznany)   lub   od   tego,   co   jest   znane   dzięki
określonej metodzie zdobywania wiedzy (niewidzialny, paranormalny, parapsychologia, parana-

uka).

Dalej mamy terminy, które oznaczają  lub opisują  coś poprzez  oddzielenie  od innych niż

wiedza   norm   czy   standardów.   Owymi   innymi   normami   czy   standardami   może   być   natura
(nadprzyrodzony, nadnaturalny, cuda), to, co substancjalne i materialne (upiorny, nawiedzany

przez duchy, widmowy, nieziemski), prawo (anomalie), to, co zwykłe (niezwykły), normalne
(nienormalny, paranormalny), to, w co można wierzyć (nie do wiary, niewiarygodny), to, w co

należy wierzyć (przesądy), to, co jest swojskie (dziwny), a nawet cały świat (pozaziemski, nie
z tego świata, nie z tej ziemi).

Mamy wyrażenia, które charakteryzują to, co nieznane lub w jakiś inny sposób odmienne,

podkreślając   efekt,   jaki   to   coś   wywołuje   w   świadomości.   Efekt   ów   może   polegać   na

ekscytującym zdumieniu (rzeczy zadziwiające, cuda, dziwny), poczuciu czegoś niepokojącego
(niesamowity, osobliwy, tajemniczy, dziwaczny) lub wywołującego  strach (nawiedzany przez

duchy, przesąd).

Mamy także kilka terminów, które używane są często w kontekście zaburzeń mentalnych

(dziwaczny,   nienormalny,   niesamowity),   również   z   odcieniem   humorystycznym   (stuknięty,
szurnięty).

W końcu mamy wyrażenia, które wyraźnie naśmiewają się z tego, co nieznane lub w jakiś

inny   sposób   odmienne,   i   mają   pozytywnie   nonsensowny   charakter   (hokus-pokus,   kuku   na

muniu).

Nie jest konieczne, by jakiekolwiek dwa terminy z naszej listy słów i pojęć były dokładnymi

synonimami. Wręcz przeciwnie, różnice w ich znaczeniu są równie interesujące i ważne jak
podobieństwa. Na przykład wszystkie osobliwe i dziwaczne rzeczy są dziwne, ale nie wszystkie

dziwne rzeczy są osobliwe czy dziwaczne. Poza tym każde z tych słów w odmienny sposób
odnosi się do zjawisk paranormalnych w danym kontekście. I, kto wie, może pewnego dnia ta

właśnie   okoliczność  będzie   miała   praktyczne  znaczenie   w  takim  czy  innym  kontekście.  Być
może osobę zachowującą się dziwacznie i niesamowicie, która potrzebuje pomocy, będzie się

kierować   do   szpitala   psychiatrycznego,   potrzebującą   zaś   opieki   osobę   zachowującą   się
osobliwie będzie się kierować do gabinetu parapsychologa.

Co więcej, duża liczba powyższych słów pasuje do więcej niż jednej kategorii (paranormalny,

dziwny, nawiedzany przez duchy, tajemniczy, przesąd). Owe wzajemne związki sprawiają, że

wszystkie   słowa   z   naszej   listy   oraz   ich   znaczenia   splatają   się   ze   sobą,   tworząc   gęstą
lingwistyczną sieć o wielkiej dynamice emocjonalnej.

Czy coś z tego naprawdę ma znaczenie?

Jako   radośni   badacze   zjawisk   paranormalnych   trochę   się   zabawiamy,   przyglądając   się

beztrosko   problemowi   słów   –   badamy   z   humorem   idee   –   jednak,   jak   już   wcześniej
powiedziałem,   mamy   tu   do   czynienia   z   niewątpliwie   rzeczywistym   problemem.   Ponieważ

struktura wzajemnie definiujących się słów i znaczeń jest tak silnie nacechowana emocjonalnie,
doszło do jej znacznego upolitycznienia.

Przedstawiciele każdej z trzech grup interpretatorów zjawisk paranormalnych (kategorie 1, 2

- 44 -

background image

i 3, omówione powyżej) mają swoje własne kłopoty i swoje własne pragnienia. Są oni upartymi
zwolennikami dosłowności; posługują się swoim własnym ulubionym słownictwem, zgodnie ze

swoimi własnymi specyficznymi skłonnościami i tęsknotami. Gdy zdecydują się już na wybór
jakiegoś słowa, traktują jego znaczenie jak najbardziej dosłownie. Czasami wymyślają nawet

nowe słowa o znaczeniach zgodnych z ich własnymi zapatrywaniami i poglądami.

W   ten   właśnie   sposób   reprezentantom   owych   trzech   ugrupowań   udaje   się   kontynuować

dyskusję   na   temat   zjawisk   paranormalnych,   zaniedbując   jednocześnie   zgłębianie   samego
tematu.  To   znaczy,  że  udaje   się   im  prowadzić debatę,  która  jednak  donikąd  nie   prowadzi.

Przyjrzyjmy   się,   w   jaki   sposób   owi   uparci   zwolennicy   dosłowności   wywiązują   się   z   tego
zadania.

W jaki sposób kategoria 1 mówi o zjawiskach paranormalnych

Samo słowo  paranormalny  jest powstałym stosunkowo niedawno neologizmem, typowym

tworem   umysłowości   parapsychologicznej.   Parapsycholodzy   (kategoria   1)   nieustannie
narzekają z powodu rzekomo niewłaściwego traktowania ze strony społeczności naukowców.

Chcą, by ich działalność była uznawana za naukową, oni sami zaś byli darzeni szacunkiem
należnym prawdziwym naukowcom.

Aby zaspokoić swoje aspiracje, stworzyli w swoim czasie słowo paranormalny, wybierając

spośród wielu możliwych znaczeń te, które mają związki z wiedzą, przede wszystkim zaś z tym

jej rodzajem, który wchodzi w zakres nauki.

Wszelkie niepoważne czy w jakiś inny sposób niewygodne konotacje, które mogłyby wprawić

w zakłopotanie poważnych naukowców i wpływowych badaczy, zostały usunięte z bogatego
zbioru znaczeń. Twórcy słowa paranormalny wyrugowali wszelkie humorystyczne niuanse oraz

ironiczne   odniesienia.   Unikając   wszelkich   niepożądanych   wpływów   tych   aspektów   na
świadomość,   pozbawili   się   tym   samym   także   wpływów   inspirujących   i   rozwijających.

Parapsycholodzy   przestali   dostrzegać   nonsensowną   stronę   swojej   własnej   działalności   oraz
dręczącą ich obsesję.

Pragnienie zdobycia akademickiej wiarygodności za pomocą lingwistycznych uprawomocnień

z góry zakładało, że jedynym sposobem wprowadzenia badań nad zjawiskami paranormalnymi

do głównego nurtu nauki jest uczynienie z nich nowej gałęzi naukowej. Jak można jednak tego
dokonać   bez   pełnej   i   bezstronnej   rozprawy   w   tej   kwestii   i   zdecydować,   że   uznanych

uniwersyteckich badaczy zjawisk paranormalnych należy umieścić raczej w gmachu wydziału
nauk   przyrodniczych   niż   po   drugiej   stronie   kampusu   razem   z   historykami,   filozofami,

psychologami oraz specjalistami od literatury i reliogioznawcami, a może nawet na wydziale
dramatu?

Uczeni reprezentujący wiele dostojnych dyscyplin naukowych mieliby solidne podstawy ku

temu,   by   zakwestionować   domniemanie   parapsychologów,   zgodnie   z   którym   nauka   jest

„normalnym” sposobem zdobywania wiedzy. Równie dobrze można by bowiem twierdzić, że
nauka jest zdecydowanie „nienormalnym” sposobem zdobywania wiedzy.

Dlaczego zatem słowo  normalny stało się substytutem „wiedzy naukowej”? Zdając sobie z

tego   w   pełni   sprawę   czy   nie,   ci,   którzy   pierwotnie   ustalali   znaczenie   słowa   paranormalny,

musieli   powstrzymać   się   od   bezpośredniego   nawiązania   do   wiedzy   naukowej.   Zbliżając   się
zanadto do pożądanego znaczenia, doprowadziliby bowiem do jego negacji.

Staje się to boleśnie oczywiste, gdy zastąpimy termin, który niedwuznacznie określa wiedzę

naukową, podobnie jak słowo normalny w słowie paranormalny, czego dokonali twórcy wyrazu

paranauka. To nieszczęsne wyrażenie miało oznaczać „wiedzę naukową na temat tego, co leży
poza zasięgiem wiedzy naukowej” – jawna wewnętrzna sprzeczność!

Kolejny drastyczny przykład  non sequitur  [Wniosek nie wypływający z przesłanek (przyp.

tłum.).] zawarty jest w założeniu, iż  usankcjonowanie  kwestii zjawisk paranormalnych oraz

uczynienie   z   niej   przedmiotu   poważnych   badań   naukowych   i   uniwersyteckich   wymaga
całkowitego odrzucenia jej lekkiego, beztroskiego aspektu. W pewnym sensie mamy tutaj do

czynienia z odwołaniem się do definicji pojęcia powagi: humor nie jest poważny, a więc humor
nie może być przedmiotem poważnego naukowego zainteresowania.

Wyraźnie   sformułowany,   argument   ten   okazuje   się   zdecydowanie   błędny.   W   swoim

podstępnie   nieokreślonym   kształcie   pełni   on   jednak   funkcję   potężnego   środka,   skutecznie

uniemożliwiającego   systematyczne   badanie   humoru.   Sądzę,   że   hamuje   on   także   systema-
tyczne badanie zjawisk paranormalnych.

I tak oto wszelkie werbalne sztuczki parapsychologów okazują się nic niewarte! Gdy słowo

paranormalny   przeniknęło   z   technicznego   żargonu   poważnych   parapsychologów   do   języka

- 45 -

background image

potocznego, zostało ponownie obciążone tymi wszystkimi szkaradnymi znaczeniami ubocznymi,
które jego dumni twórcy uznali za niepożądane.

Podobny mechanizm działa również w zakresie terminologii psychiatrycznej. Słowa, jakich

używa   się   w   medycznych   leksykonach   do   opisu   w   naukowo   neutralny   sposób   określonych

zaburzeń  psychicznych,  w ustach  laików zaczynają  zwykle  nabierać nieprzyjemnych  odcieni
znaczeniowych.   Prowadzi   to   do   usuwania   owych   kłopotliwych   terminów   z   profesjonalnych

podręczników   medycznych   i   zastępowania   ich   nowymi,   neutralnymi   słowami.   Tak   więc   na
przestrzeni jednego wieku ludzie obłąkani stali się psychopatami, a następnie psychopaci stali

się socjopatami.

Wydaje się, że psychiatrzy nigdy nie rozważali możliwości, że ich lingwistyczna frustracja

wynika   ze   specyficznych,   niemiłych   cech   socjopatów.   Także   parapsychologowie   nigdy   nie
rozważali możliwości, że ich lingwistyczna frustracja wynika ze specyficznych, niemiłych cech

zjawisk paranormalnych.

Stąd wyszczególnianie potknięć parapsychologii jedynie wzmacnia i rozjaśnia wymowę tego,

co powiedziano na początku: słowo paranormalny jest literalnym nonsensem!

W jaki sposób kategoria 2 mówi o zjawiskach paranormalnych

Wojowniczy sceptycy podążają w pewnym sensie śladem parapsychologów, posługując się

słowem paranormalny w taki sposób, jakby miało ono jakieś rzeczywiste znaczenie. Szczególne

upodobanie   mają   oni   jednak   do   słowa   przesąd.   Używają   tego   terminu   w   odniesieniu   do
rozpowszechnionych,   acz   fałszywych   –  lub  przynajmniej   nieusprawiedliwionych   albo   irracjo-

nalnych – przekonań, budzących zazwyczaj w jakiś sposób lęk.

To dziwne, że osoby, które występują rzekomo z pozycji naukowych, przystępują do boju,

używając słowa, które ma tak bardzo pejoratywne znaczenie. A jeśli sądzą, że uczestniczą w
racjonalnej   debacie,   to   warto   im   przypomnieć,   że   określanie   od   samego   początku   zjawisk

paranormalnych jako  fałszywych przekonań jest przyjmowaniem sądu nieudowodnionego za
podstawę dalszego rozumowania, czyli przesądzaniem z góry całej sprawy.

Trzeba także postawić pytanie, czy przesądy są, precyzyjnie rzecz ujmując, w ogóle sprawą

przekonań. Wiele spośród niezliczonych popularnych przesądów ma raczej charakter natręctw

niż przekonań. Pukanie w drewno, ciskanie solą za siebie przez ramię, obchodzenie drabiny
zamiast   przechodzenia   pod   nią,   unikanie   pokoi   na   trzynastym   piętrze   w   hotelu,   zrywanie

czterolistnej   koniczyny,   noszenie   króliczej   łapki,   chwytanie   za   guzik   na   widok   kominiarza,
przeganianie czarnego kota, zanim przebiegnie on nam drogę – wszystko to, a także wiele

innych   przesądów,   przypomina   bardziej   kompulsywne   rytuały   niż   zgodne   z   ustalonymi
przekonaniami zachowania.

Osoby, które cierpią na nerwicę natręctw, mówią, że dokonują swoich rytualnych czynności,

by zapobiec niejasnym, złowieszczym obawom, które je nachodzą i które, czego się boją, mogą

w   przeciwnym   razie   uzyskać   nad   nimi   pełną   władzę,   nie   zaś   po   to,   by   dać   wyraz   swoim
przekonaniom. W rzeczywistości, gdy ich  się  o  to  zapyta,  ludzie  ci  stanowczo  zaprzeczają,

jakoby   wierzyli,   iż   postawienie   stopy   na   szczelinie   w   podłodze   sprowadzi   na   babcię
nieszczęście.   Przeciętny   człowiek   cierpiący   na   neurozę   zachowuje   psychiczną   wnikliwość   w

ocenie   sytuacji,   czego   zdaje   się   najwyraźniej   brakować   przeciętnemu   „wzdychającemu
gliniarzowi”.

Pozycja „wzdychających gliniarzy” jako społecznych reformatorów wyjaśnia sympatię, jaką

żywią oni do słowa przesąd. Przydając zjawiskom paranormalnym etykietkę czegoś fałszywego

i budzącego strach, mogą oni wyizolować je jako coś, czemu należy przeciwdziałać i czego
należy unikać.

W jaki sposób kategoria 3 mówi o zjawiskach paranormalnych

Ze swojej strony groźnie cnotliwi funda-chrześcijanie optują za słowem okultystyczny. Chcąc

zastraszyć   innych,   przywołują   koszmarne   wyobrażenia   nagich   czaszek,   noży,   krwawych
rytuałów i temu podobnych elementów, które potocznie kojarzy się z tym słowem. Ponieważ w

znaczeniu słowa okultystyczny zawiera się słowo ukryty, pierwsze z nich służy do wzbudzania
nikczemnych   podejrzeń,   w   więc   znakomicie   pasuje   do   apokaliptycznego   stylu   wypowiedzi

preferowanego przez fundamentalistów.

Amerykańscy funda-chrześcijanie upodobali sobie szczególnie zwrot  dabbling in the occult

(dosł. nurzać się okultyzmie), przy czym słowo  dabble  [Dabble  – taplać się, pluskać się w

- 46 -

background image

czymś,   a   także   zajmować   się   czymś   powierzchownie,   po   dyletancku,   nie   na   serio   (przyp.
tłum.).] przydaje mu nieco frywolnego charakteru, wesołości i powierzchowności. Tego rodzaju

ironiczny termin wydaje się więc dość dziwnym wyborem w tym kontekście. Czyżby funda-
chrześcijanie   sugerowali,   że   zjawiskami   paranormalnymi   trzeba   zajmować   się   poważnie   i

dogłębnie, a nie  tylko  pobieżnie  i powierzchownie?  Nic z tych rzeczy; w  rzeczywistości nie
chodzi im o głębię myśli, lecz o jej uniformizację.

W jaki sposób doszło do powstania impasu?

Tak więc zarówno parapsychologom, „wzdychającym gliniarzom” jak i funda-chrześcijanom

nie udaje się adekwatnie uchwycić różnorodności znaczeń związanych z omawianym tu przez
nas tematem. Ponieważ ich punkty widzenia koncentrują się jedynie na zawężonym zakresie

potencjalnych znaczeń – na dosłownej interpretacji określonych, wybranych przez nich słów –
przedstawiciele   tych   spierających   się   ugrupowań   nigdy   tak   naprawdę   nie   angażują   się   w

dyskusję. Każde ze stronnictw głosi swoje prawdy, odwołując się do własnych mętnych definicji
i znaczeń, które pozostają w całkowitej niezgodzie z definicjami i znaczeniami dwóch pozos-

tałych ugrupowań. Między innymi dlatego właśnie spór, jaki się między nimi toczy, prowadzi
donikąd. I w taki oto sposób doszło do powstania impasu.

Jedynym sposobem, by uporządkować tę chaotyczną sytuację, jest zaproszenie do stołu,

przy   którym   toczy   się   dyskusja,   przedstawicieli   czwartej   kategorii   zainteresowanych:

radosnych   badaczy   zjawisk   paranormalnych.   Naszym   zadaniem   będzie   zaprowadzenie
porządku pośród całej masy słów o podobnych i pokrewnych znaczeniach używanych przez

badaczy   tego,   co   nęcąco  nieznane.   Radośni   badacze   zjawisk   paranormalnych   muszą  umieć
rozróżniać   liczne   niuanse   znaczeniowe   słów   używanych   do   opisu   tychże   zjawisk,   nie

dyskryminując przy tym żadnego z nich.

Zjawiska   paranormalne   nie   są   jedynie   tym,   co   niewiadome,   lecz   tym,   co   niewiadome

przybranym w swoją własną, specyficzną, emocjonalną szatę. A to – o czym już mówiłem –
stanowi   element   składowy   całego   problemu.   Coraz   trudniej   rozmawiać   na   jakiś   temat   –   a

jeszcze   trudniej   dojść   do   jego   zrozumienia   –   gdy   osoby,   które   zdominowały   prowadzony
publicznie dialog, posługują się językiem nacechowanym emocjonalnie, dając w danej sprawie

wyraz swoim osobistym sympatiom i antypatiom.

Czy powinniśmy po prostu stworzyć nowe słowo?

Jeżeli chcemy być prawdziwymi radosnymi badaczami zjawisk paranormalnych, to powin-

niśmy przynajmniej poigrać z ideą stworzenia nowego słowa na określenie tego, co staramy się

zdefiniować.

Aspekt zjawisk paranormalnych kojarzony z tym, co nieznane, wywołuje, niejako z definicji,

pewne   wzniosłe   uczucia   (zachwyt,   zadziwienie).   Ma   on   także   charakter   nonsensowny,   co
znajduje   wyraz   w   potocznym,   zabawnym   słownictwie   związanym   ze   zjawiskami   paranor-

malnymi (hokus-pokus, kuku na muniu). Poza tym kojarzony jest z pewnymi niepokojącymi
emocjami   (osobliwy,   niesamowity,   nawiedzany   przez   duchy,   tajemniczy),   które   z   kolei

wywołują,   przynajmniej   w   umysłach   niektórych   ludzi,   niejasne   podejrzenia   (ukryty   aspekt
okultyzmu).   Owe   dodatkowe   znaczenia   nadają   temu,   co   nieznane,   charakterystycznego

posmaku oraz uroku, który stanowi o jego paranormalności. Tak więc w tym sensie zjawiska
paranormalne   są   tym,   co   nieznane,   a   co   konceptualnie   jest   nierozłączne   od   swojego

specyficznego   uroku   i   powabu.   Wynika   stąd,   że   ta   sama   konstelacja   satelickich   konotacji
pojawiłaby się nieuchronnie wokół dowolnego nowego słowa, którego znaczenie wchodziłoby w

zakres zjawisk paranormalnych.

Ponieważ ten sam lingwistyczny los, jaki stał się udziałem wymyślonego przez parapsycho-

logów   słowa  paranormalny,   spotka   z   pewnością   jakikolwiek   inny,   podobny   termin,   radośni
badacze zjawisk paranormalnych nie będą starali się gorączkowo go stworzyć. Ponieważ słowo

paranormalny  stało   się   tak   popularne   w   codziennym   użyciu,   my,   radośni   badacze   zjawisk
paranormalnych, postanawiamy także się nim posługiwać, oczywiście dając jasno i wyraźnie do

zrozumienia, że używamy tego słowa jako pojęcia zbiorowego, obejmującego swoim zasięgiem
całą paletę słów i znaczeń.

To właśnie  za sprawą tej bogatej palety znaczeniowej do słowa paranormalny przylgnął,

mimo   jego   niepełnych   konotacji,   domniemany   zakres   znaczeniowy   ogarniający   swoim

zasięgiem   podejrzany   asortyment   popularnych   tajemnic   i   pseudotajemnie   Musimy   stworzyć

- 47 -

background image

nowy sposób mówienia o tym wszystkim. Łącząc zaś słowo paranormalny ze słowem zabawa w
zwrocie zabawa i zjawiska paranormalne, z powrotem dodamy do mikstury jej główny składnik

– jeden z tych składników, które parapsychologowie błędnie uznali za zbędny, po czym usunęli
go z receptury.

Powtarzam raz jeszcze: cała, złożona struktura słów i znaczeń – a nie jakieś pojedyncze

słowo   czy mała  grupa  słów  branych   dosłownie  –  tworzy lingwistyczny  kontekst,  w  którego

ramach to, co nieznane, może zostać doświadczone, zwerbalizowane, smakowane i świadomie
oceniane   –   czyli   poznane.   Tylko   w   tym   kontekście   zjawiska   paranormalne   przestaną   być

nieznane i znane zarazem.

Tak więc my, „skłonni do zabawy badacze zjawisk paranormalnych” nie możemy ustać w

wysiłkach, aż opracujemy wiarygodne sprawozdanie z tego, jakie miejsce w kontekście zjawisk
paranormalnych zajmuje każde z owych posiłkowych znaczeń.

Spoglądając z bliska, dostrzegamy przynajmniej cztery elementy, z których każdy tworzy

posiłkowe znaczenia:

humor,

język metaforyczny,

kontrast i negacja,

nonsens.

Jaką rolę odgrywa każdy z tych elementów i w jaki sposób owe nuty łączą się ze sobą w

symfonię, którą jest nasze rozumienie zjawisk paranormalnych?

Zbadajmy to!

Humor a zjawiska paranormalne

Przeglądając literaturę naukową poświęconą humorowi, zauważamy, że badacze zajmujący

się   śmiechem   i   wesołością   cierpią   z   powodu   podobnych   akademickich   tabu   do   tych,   które

utrudniają racjonalne podejście do zjawisk paranormalnych. „Jak humor może być poważnym
tematem?” i „Jak zjawiska paranormalne mogą być poważnym tematem?” – oto podobne i

spokrewnione ze sobą pytania.

Co więcej, działalność znanych, utalentowanych humorystów wyraźnie oscyluje w kierunku

zjawisk paranormalnych. Moim zdaniem jedyny w swoim rodzaju styl geniuszu komicznego
reprezentowany   przez   wielkich   szamanów   śmiechu,   takich   jak   Jonathan   Winters   czy   Robin

Williams,   może   z   większym   powodzeniem   rościć   sobie   prawo   do   bycia   uznanym   za   cechę
prawdziwie paranormalną niż rzekome talenty różnego rodzaju jarmarcznych mediów. Ci dwaj

komicy   mają   bez   wątpienia   umiejętność   wyczarowywania,   jak   gdyby   bez   najmniejszego
wysiłku, niekończącego się strumienia zaskakujących widza humorystycznych miniscenek oraz

odgrywania   surrealistycznie   śmiesznych   postaci.   Dlaczego   miałoby   to   być   uznane   za   mniej
tajemnicze   i   niepojęte,   krótko   mówiąc,   za   mniej   paranormalne   niż   na   przykład   zdolność

odczytywania myśli?

Charles   Addams,   Gahan   Wilson   i   Gary   Larson   są   wielkimi   mistrzami   reprezentującymi

specyficzny, tajemniczy styl komizmu, który zarówno pod względem formy, jak i treści ociera
się o zjawiska paranormalne. Głównym obiektem zainteresowania humorystów należących do

tej kategorii są te same sprawy, którymi zajmują się poważni badacze zjawisk paranormalnych.
Owi trzej twórcy komiksów mają znakomite wyczucie tajemnicy i niesamowitości oraz potrafią

zręcznie zainteresować tym innych – mają więc cechy, jakie powinny charakteryzować każdego
badacza zjawisk paranormalnych. Komiks Larsona nosi nawet tytuł The Far Sade („Po tamtej

stronie”),   która   to   nazwa   może   z   powodzeniem   odnosić   się   także   do   zjawisk   określanych
mianem paranormalnych.

Odpowiedzi   na   pytania   związane   z   koncepcją   osobniczej   tożsamości   stanowią   centralny

punkt   zainteresowania   badaczy   zjawisk   paranormalnych,   ponieważ   mają   one   kluczowe

znaczenie przy ocenie relacji na temat życia po śmierci czy reinkarnacji. Wiele komedii oraz
zabawnych   sytuacji   dotyczy   komplikacji   wynikających   z   zaburzeń   tożsamości   lub   też   prób

ukrycia swojej prawdziwej tożsamości przed otoczeniem.

Historia   badań   zjawisk   paranormalnych   obfituje   w   oszustwa,   do   których   konstrukcji

wykorzystuje się te same  metody wprowadzania w błąd, co  w przypadku robienia figli czy
psikusów. Czasami oszustwa są nawet nieodróżnialne od zwykłych dowcipów, które stanowią

przecież niezaprzeczalnie formę humoru. Niestety, przyjęło się tolerować śmiech jako reakcję
na opowieści o zjawiskach paranormalnych. Wygląda na to, jak gdyby jakieś niepisane normy

społeczne nakazywały odpowiadać na relacje na temat zjawisk paranormalnych pogardliwym

- 48 -

background image

uśmiechem.

Zjawiska paranormalne, podobnie jak humor, kojarzone są w języku potocznym z chorobą

psychiczną.   Błazen,   dziwak,   histeryczny,   szalony,   wariat,   dom   wariatów,   czasopismo   „Mad”
(„Szalony”),   stracić   nad   sobą   kontrolę   –   te   i   inne   wyrażenia   ilustrują   systematyczną

dwuznaczność językową,  która  sprawia,  że   wiele   słów  stosuje  się   nieformalnie   zarówno   do
chorób   psychicznych,   jak   i   do   humoru.   Analogicznie   wielu   ludzi   podejrzewa   osoby,   które

opowiadają   o   swoich   paranormalnych   przeżyciach,   o   chorobę   psychiczną,   którego   to   błędu
dopuszcza się wciąż także pewna liczba psychiatrów.

Język metaforyczny a zjawiska paranormalne

Podobnie jak w przypadku humoru, dyskurs na temat zjawisk paranormalnych zależy od

ujmująco swobodnego sposobu posługiwania się językiem – w przeciwieństwie do dosłownego
– który wywołuje taki, a nie inny efekt. Mówi się, że humor sprzyja powstawaniu sprzeczności,

które   pozostają   następnie   na   jego   usługach.   Podobnie   w   dyskusji   na   temat   zjawisk
paranormalnych znaczenia jednoznacznie przenośne (to znaczy niedosłowne) przeplatają się ze

znaczeniami o charakterze całkowicie negatywnym, w celu wywołania niepokojącego wrażenia,
iż mówi się o czymś niezwykłym i dziwnym.

Język metaforyczny związany jest ściśle ze zjawiskami paranormalnymi, często przejawia się

w formie metafor przestrzennych wyrażających nieodstępność; a więc coś, co jest „odległe”,

poza zasięgiem czy nieosiągalne dla zwykłych śmiertelników.

Mówi się na przykład, że jasnowidzenie jest specyficzną zdolnością percepcji, którą można

przyrównać do widzenia tego, co znajduje się „poza zasięgiem wzroku”. Oczywiście odnosi się
to nie tylko do obiektów oddalonych w przestrzeni, w którym to przypadku można by posłużyć

się teleskopem lub skorzystać z pomocy telewizji. Także o życiu po śmierci mówi się często,
posługując się metaforami przestrzennymi (zaświaty, tamten świat). Skłonność do stosowania

porównań   przestrzennych,   jaka   towarzyszy   próbom   ujęcia   w   słowa   ulotnej   natury   zjawisk
paranormalnych,   jest   głęboko   zakorzeniona   w   naszym   języku.   Angielskiego   słowa  strange

używano pierwotnie na oznaczenie czegoś, co odnosiło się do kraju innego niż ten, z którego
pochodził   mówca.   Ponieważ   jednak   to,   co   cudzoziemskie,   mogło   wywoływać   zdziwienie   i

zdumienie, oba te znaczenia zostały stopniowo włączone w zakres znaczeniowy słowa strange
[Dziwny, osobliwy, niezwykły, obcy (przyp. tłum.).]. Podobną ewolucję przeszło także słowo

outlandish [Kiedyś: pochodzący z innego kraju, dziś: obcy, dziwaczny (przyp. tłum.).].

Różne   metafory  przestrzenne   wywołują  różne   efekty.   Słowo  okultystyczny  odnosi   się   do

zjawiska paranormalnego, które znajduje się poza zasięgiem, ponieważ jest ukryte. Ponieważ
czynnik sprawczy ukrycia pozostaje nie nazwany, znaczenie słowa okultystyczny stanowi obiekt

wzmożonego zainteresowania funda-chrześcijan oraz innych sztywniaków mających tendencje
do paranoi i obsesji.

Kontrast i negacja a zjawiska paranormalne

Kiedy coś wykazujemy czy udowadniamy, odwołujemy się do logiki, nauki i innych syste-

mów, które korzystają z założeń i twierdzeń w ich literalnym znaczeniu. Tymczasem nie istnieje
żaden   powszechnie   przyjęty   system   umożliwiający   weryfikację   wypowiedzi   metaforycznych.

Jest to kolejny dobry powód do tego, by mieć wątpliwości co do twierdzeń parapsychologów,
ponieważ mówiąc o zjawiskach paranormalnych nie można zastąpić metafor ekwiwalentami o

dosłownym, niemetaforycznym znaczeniu. Zamiast tego pojawia się możliwość odwołania się
do kontrastu i negacji. Słowa kojarzone ze zjawiskami paranormalnymi mają często wyraźnie

negatywne znaczenie (niewidzialny, nieznany, nieprawdopodobny, niesamowity, nienormalny,
niewiarygodny). Owa właściwość bycia „sprzecznym” z tym, co jest”, jest bardzo rzadka (czy

widzieli   państwo   kiedykolwiek   rzecz,   która   jest   niewidzialna,   poznali   to,   co   nieznane?).   To
dopiero sprzeczność!

Zestawienie   sprzecznych   znaczeń   może   pobudzić   naszą   uwagę,   wielu   ludzi   zaś   łatwo

ekscytuje się lingwistyczną grą przeciwieństw. Starożytny grecki filozof Heraklit z Efezu zwany

„ciemnym” zdobył sławę, wykorzystując tę zasadę i wygłaszając zaskakujące stwierdzenia w
rodzaju: „Droga w górę i w dół jest jedna i ta sama” [Diogenes Laertios „Żywoty i poglądy

słynnych filozofów”, tłum. Witold Olszewski przy współpracy B. Kupisa, PWN, Warszawa 1982.].
Współcześnie   na   ten   sam   rodzaj   sprzecznych   logicznie   wypowiedzi   natkniemy   się   w   dziele

Neale'a Donalda Walscha Rozmowy z Bogiem, w którym czytamy, że „wobec braku tego, co nie

- 49 -

background image

jest, TO, CO JEST, nie jest”, oraz w którym Boga opisuje się jako wielkie „Jestem-Nie Jestem”.

Podczas   dyskusji   na   temat   zjawisk   paranormalnych   przeciwstawia   się   jedno   znaczenie

drugiemu   w   sposób,   który   ma   satysfakcjonować   i   bawić   jej   obserwatorów.   Ten   oparty   na
antytezach   styl   pomaga   wyjaśnić   ów   nieuchwytny   aspekt,   który   wydaje   się   nieodłącznie

związany   ze   zjawiskami   paranormalnymi,   naukowcy   i   uczeni   zaś,   którzy   traktują   zjawiska
paranormalne poważnie, stają się upartymi zwolennikami dosłowności i zostają wyrzuceni poza

nawias.

Nieustanne dążenie parapsychologów, by dostać się na salony zarezerwowane dla naukow-

ców, ma charakter autodestrukcyjny. Korzystając z lingwistycznych forteli, usiłują oni przydać
status naukowości czemuś, co nieznane, nie tylko z definicji, lecz także z samej swej istoty.

Sprzeczność stanowi immanentną cechę języka, którym mówi się o zjawiskach paranormal-
nych; stąd właśnie bierze się sprzeczna natura parapsychologii.

Wielki osiemnastowieczny sceptyczny filozof David Hume dodał do tej sprzeczności element

antropomorficzny, definiując cud jako „pogwałcenie praw natury”. Być może dlatego właśnie

„wzdychający gliniarze” odczuwają potrzebę bycia kimś, kto zmusza innych do przestrzegania
ustanowionych przez siebie praw.

Nonsens a zjawiska paranormalne

Zarówno wieloznaczny, metaforyczny język używany do opisu zjawisk paranormalnych, jak

odwoływanie się do kontrastów i negacji są sposobami wyrażenia tego, co nieuchwytne. Krążąc
bez końca od jednego do drugiego, dyskusja na temat zjawisk paranormalnych generuje duże

ilości nonsensu. Znaczy to, że z punktu widzenia upartego zwolennika dosłowności nie ma ona
w ogóle żadnego sensu.

O   tym,   że   w   zjawiskach   paranormalnych   tkwi   spora   dawka   nonsensu,   świadczy   to,   że

elementarne   słownictwo   używane   do   ich   opisu   zawiera   kilka   terminów,   które   zostały

wymyślone specjalnie w tym celu, by odzwierciedlać ów nonsens. Twórcy wyrażeń takich jak
kuku   na   muniu   czy   hokus-pokus   wzorowali   się   na   pozbawionych   znaczenia   rytualnych

okrzykach czarowników, czarodziejów czy iluzjonistów.

Podsumowując, zjawiska paranormalne są dla nas niedostępne nie dlatego, że znajdują się

one w jakimś odległym od nas miejscu, do którego nie możemy dotrzeć, ani nie dlatego, że nie
istnieje   żadna   możliwość   ich   naukowego   wyjaśnienia.   Wydaje   się   raczej,   że   są   one

niedostępne, ponieważ są w dosłownym tego słowa znaczeniu nonsensowne. Dlatego zjawiska
paranormalne   pozostaną   na   zawsze   niedostępne   dla   upartych   zwolenników   dosłowności.

Jedyny klucz umożliwiający do nich dostęp spoczywa w rękach radosnego  badacza zjawisk
paranormalnych! Rozumie on bowiem, że literalny nonsens, jakim są zjawiska paranormalne,

nie jest po prostu pierwszym lepszym literalnym nonsensem. Jest to bowiem wyjątkowo miły i
przyjemny   nonsens,   który   bawi   niczym  Box   and   Cox,   komedia   M.   Mortona   z   1847   roku

opowiadająca o dwóch mężczyznach o imionach Box i Cox, którzy, nie wiedząc o tym, wynajęli
ten sam pokój. Jeden z lokatorów przebywał w pokoju tylko nocą, drugi tylko za dnia, tak więc

nie wiedzieli oni nawzajem o swoim istnieniu.

Można powiedzieć, że w traktującej o wzajemnie zmieniających się znaczeniach komedii Box

and Cox  został zwerbalizowany wynikający z niedostępności powab zjawisk paranormalnych:
Znaczenie   metaforyczne   wymyka   się   tylnymi   drzwiami,   gdy   tylko   znaczenie   negatywne

wkracza drzwiami od frontu. Zjawiska paranormalne  bawią nas, dostarczając lingwistycznej
rozrywki w stylu komedii  Cox and Box, która oddziałuje na to, co głęboko zakorzenione w

człowieku i jednocześnie budzące jego największą troskę – śmierć, przyszłość oraz prywatność
najbardziej wewnętrznych myśli i uczuć.

- 50 -

background image

Rozdział 5

WIARA, ŻE TO, CO NIE DO WIARY,

JEST WIARYGODNE

Na razie wszystko idzie dobrze, ponieważ prawie wszyscy ulegają urokowi syreniego śpiewu

zjawisk paranormalnych. Dlaczego więc mielibyśmy intuicyjnie przypuszczać, jak czyni to wielu

ludzi,   że   zainteresowanie   zjawiskami   paranormalnymi   może   być   czymś   nienormalnym?
Dlaczego kogoś, kto bardzo interesuje się tym tematem, podejrzewa się o zaburzenia umysło-

we lub emocjonalne? Moim zdaniem dzieje się tak dlatego, że wygląda na to, iż wierzymy w to,
co niewiarygodne. I rzeczywiście tak właśnie robimy. No, może nie zawsze.

Jak to się dzieje? To proste. Jak już mówiliśmy, większość tego, co wiemy o zjawiskach

paranormalnych, wiemy nie na podstawie analizy zaobserwowanych danych, lecz na podstawie

analizy słów, jakimi posługują się ludzie mówiący na ów temat. Tak więc zarówno nasza wiara,
jak i niewiara opierają się tylko i wyłącznie na stwierdzeniach, tezach itp., które mogą być albo

prawdziwe, albo fałszywe. To, co mówimy (a także to, co wydaje nam się, że wiemy) na temat
zjawisk   paranormalnych   jest   jak   staraliśmy   się   to   wykazać   w   rozdziale   4   –   literalnym

nonsensem w takim czy innym wydaniu. A jeśli mówimy, że jakaś wypowiedź jest literalnym
nonsensem,  wówczas  poniekąd  stwierdzamy   także,  iż   jej  treść nie   jest  ani  prawdziwa,  ani

fałszywa. Idąc dalej tym tropem, można skonstatować, że zjawiska paranormalne nie są ani
wiarygodne, ani niewiarygodne.

W przeciwieństwie do powszechnego mniemania ani paranormalne przeżycia, ani zaintereso-

wanie   zjawiskami   paranormalnymi   nie   są   symptomami   psychozy.   Oczywiście   schizofrenicy,

maniacy i paranoicy bełkoczą na temat zjawisk paranormalnych, nie częściej jednak niż na
temat polityki, religii, znanych osobistości lub kwestii związanych z nauką – promieni, wibracji

itp. Aby jednak dokładnie zrozumieć, jaki rodzaj psychologicznej aberracji wiąże się z zaintere-
sowaniem   zjawiskami   paranormalnymi,   należy   najpierw   zbadać,   w   jaki   sposób   koncepcja

wiarygodności i niewiarygodności uzależniona jest od słownictwa traktującego o tym, co nęcąco
nieznane.

Przedstawiciele trzech głównych ugrupowań teoretyków parapsycholodzy, zawodowi scepty-

cy   i   fundamentaliści   z   których   wszyscy   są   upartymi   zwolennikami   dosłowności,   traktują

zjawiska paranormalne w kategoriach wiarygodności lub niewiarygodności. Dla nich wszystko
jest jasne i proste. Dana osoba albo wierzy w istnienie zjawisk paranormalnych, albo nie, jak

gdyby   psychologia   wiary   i   niewiary   była   wszystkim,   co   konstytuuje   psychologię   zjawisk
paranormalnych.

Wzdychający gliniarze z wyraźną przyjemnością wskazują na fakt, że rozważania parapsy-

chologów   skażone   są   osobistymi   przekonaniami   tych   ostatnich,   tymczasem   sami   beztrosko

przechodzą   do   porządku   dziennego   nad   tym,   jak   łatwo   sami   poddają   się   władzy   własnych
przekonań występujących pod maską niewiary. Nie uświadamiają sobie, że postępując w ten

sposób, starają się dokonać asymilacji zjawisk paranormalnych za pomocą tych samych metod
poznawczych  co  parapsychologowie.  Z  kolei ludźmi  najbardziej  bezkrytycznie   wierzącymi  w

istnienie   zjawisk   paranormalnych   są   funda-chrześcijanie.   Wierzą   w   ich   realność,   twierdzą
jednak,  że  nie   są  one   tym,   czym   się   wydają,   lecz  dziełem   Szatana.  Ich   wiara  w  zjawiska

paranormalne pozostaje więc pod przemożnym wpływem ich własnej, ulubionej satanistycznej
pseudokoncepcji tłumaczącej nie tylko istotę zjawisk paranormalnych, lecz po prostu wszyst-

kiego.

Z tego właśnie powodu twierdzę, że nadszedł już czas, by do dyskusji przystąpili radośni

badacze zjawisk paranormalnych. W tym miejscu musimy wygłosić jednak słowo przestrogi. Z
kilku istotnych powodów należy być nieufnym wobec wysiłków podejmowanych przez owe trzy

główne ugrupowania w celu wyolbrzymiania roli wiarygodności i niewiarygodności oraz koncen-
trowania wokół tej właśnie kwestii wszelkich dyskusji związanych ze zjawiskami paranormal-

nymi. W rzeczywistości musimy rozważyć znacznie więcej aspektów zjawisk paranormalnych,
niż tylko to, czy wierzymy, czy nie, we wszystko, co się o nich mówi. Poza tym nie chodzi tu o

wiarę   czy   niewiarę,  lecz   raczej   o   przyzwolenie   na   dalsze   zgodne   badanie   zjawisk   paranor-
malnych.

Nie jest to jednak takie proste, jeśli okaże się – gdy w końcu przystąpimy do dyskusji – iż

- 51 -

background image

zostaliśmy wydani na pastwę jakiegoś rodzaju wielce apodyktycznej ideologii wiary, szczególnie
tej praktykowanej przez fundamentalistów.

Wydaje się, że Bóg funda-chrześcijan wymaga od każdego z nas niezwykłego wsparcia dla

realizacji   swojego   wielkiego   planu   w   formie   takiej   a   nie   innej   wiary,   ponieważ   dla   funda-

chrześcijanina  ogromnie  ważne  jest, by wiara jego  bliźniego była słuszna. W rzeczy  samej
początkujący   wyznawca   musi   najpierw   okazać   się   mistrzem   w   specyficznej,   werbalnej

interpretacji   Biblii   czy   też   w   tym,   co   dla   naiwnego   adepta   może   wydawać   się   jedynie
rozszczepianiem   włosa   na   czworo,   jeśli   chodzi   o   znaczenie   poszczególnych   słów.   I   to   nie

koniec;   funda-chrześcijanie   chcieliby   także   wszystkich   pozostałych   wcielić   w   szeregi   swojej
armii realizującej z góry ustalony plan dotyczący tego, w co wierzyć, a w co nie. Nie każdy z

nas skłonny jest jednak wierzyć na rozkaz.

Jedną z rzucających się w oczy przewrotnych cech wiary i niewiary jest to, jak szybko jedna

z nich daje się zamienić na drugą w tajemniczym procesie zwanym nawróceniem. Ideologowie
potrafią zmieniać przekonania z dnia na dzień, nawracając się z jednego określonego systemu

wiary na inny, przy czym nie istnieje żadne racjonalne wyjaśnienie owego rodzaju nagłych i
nieoczekiwanych „przebudzeń”.

Co   więcej,   wyjątkowo   głośne   i   natrętne   wyrażanie   swojej   wiary   lub   niewiary   może   być

jedynie  pozorem, za którym kryją  się  prawdziwe, odmienne  przekonania danej osoby.  Gdy

fundamentalista w ten swój charakterystyczny, na wpół oskarżycielski sposób żąda odpowiedzi
na pytanie „Czy jest pan chrześcijaninem?” (ja odpowiadam zwykle: „Ma pan na myśli Jezusa

czy JAY-zusa?”), to tuż pod powierzchnią jego umysłu czai się wewnętrzna niepewność będąca
wyrazem jego nieświadomej niewiary. Jeszcze większy kłopot, jeśli chodzi o wiarę i niewiarę,

pojawia się w kontekście zjawisk paranormalnych. Mówiąc konkretnie, wcale nie jest oczywiste,
że zjawiska paranormalne można w ogóle rozpatrywać w kategoriach wiary i niewiary. Jeśli

ktoś mówi,  że  wierzy w jakąś  teorię  czy twierdzenie, wówczas  zakłada,  że  owa teoria  czy
twierdzenie   są   prawdziwe;   tymczasem   jeśli   ktoś   mówi,   że   nie   wierzy   w   jakąś   teorię   czy

twierdzenie, wówczas zakłada, że owa teoria czy twierdzenie są fałszywe. Innymi słowy, jak
mówiłem już na początku tego rozdziału, zarówno wiara, jak i niewiara opierają się tylko i

wyłącznie   na   stwierdzeniach,   tezach   itp.,   które   mogą   być   albo   prawdziwe,   albo   fałszywe.
Powtarzam raz jeszcze: zjawiska paranormalne są literalnym nonsensem; to, co mówimy na

ich temat, nie jest ani prawdziwe, ani fałszywe. Idąc dalej tym tropem, można skonstatować,
że zjawiska paranormalne nie są ani wiarygodne, ani niewiarygodne.

Jak to możliwe? Pozornie pełnych wiary lub niewiary badaczy zjawisk paranormalnych mamy

na pęczki, wszyscy oni z pewnością, jak się wydaje, w coś głęboko wierzą lub nie. Ślubują,

przysięgają i składają deklaracje swojej pozornej wiary lub niewiary, zapalając się, gdy komuś
przyjdzie do głowy ją podważać. Biorąc to wszystko pod uwagę, trzeba stwierdzić, że zjawiska

paranormalne nie mogą być ani prawdziwe, ani fałszywe, stąd też nie można powiedzieć, że są
one wiarygodne lub nie.

Pozorna wiara i pozorna niewiara charakteryzujące fanów zjawisk paranormalnych mają w

sobie pewien dramatyczny aspekt, który stanowi klucz do rozwiązania całego problemu. Teatr

wiary i niewiary, a także ich wzajemna wymienność, stanowią część nieustającego dramatu
zjawisk paranormalnych.

Wyznawcy uwielbiają sytuacje, gdy jakiś dotychczasowy sceptyk dostrzega w końcu światło,

demaskatorzy zaś z radością witają w swoich szeregach zreformowanych parapsychologów.

Funda-chrześcijanie cieszą się, gdy zwolennik okultyzmu zawraca z dawnej drogi i powraca do
JAY-zusa,   nawróceni   zaś   zapraszani   są   często   do   udziału   w   telewizyjnych   talk   shows

organizowanych przez przedstawicieli różnych funda-chrześcijańskich organizacji.

Dla   radosnego   badacza   zjawisk   paranormalnych   wszystkie   te   scenariusze   są   kolejnymi

dowodami na zabawową naturę całego tego zamieszania. Spór, jaki toczy się wokół zjawisk
paranormalnych, został w znacznej mierze wystylizowany, skonwencjonalizowany, a nawet w

pewnym sensie zrytualizowany, przedstawiciele zaś trzech głównych ugrupowań pogrążyli się w
nim sami, stając się osobami dramatu: stali się oni integralną częścią zjawisk paranormalnych.

Nie mówimy tu w ogóle o wierze czy o niewierze, ale o mistyfikacji.
Pamiętając, że pozorna wiara i pozorna niewiara w zjawiska paranormalne mają funkcję

dramatyczną,   okazuje   się,  że   to  wcale   nie  wiara  czy  niewiara,  lecz   pseudowiara  i  pseudo-
niewiara stanowi siłę napędową sporu, jaki toczy się wokół zjawisk paranormalnych. Co więcej,

żeby nie powstało wrażenie, iż koncepcja pseudowiary i pseudoniewiary zostaje wprowadzona
ex post tylko po to, by zdyskredytować trzy ograniczone punkty widzenia parapsychologów,

sceptyków   i   fundamentalistów,   radosny   paranormalizm   postara   się   teraz   wykazać,   iż
pseudowiara i pseudoniewiara naprawdę istnieją.

- 52 -

background image

Wierząc, ze to, co nie do wiary, jest wiarygodne

Za   chwilę   zrozumieją   państwo,   dlaczego   zatytułowałem   ten   rozdział   tak,   a   nie   inaczej.

Postuluję w nim bowiem, że człowiek może jednocześnie wierzyć w coś i nie wierzyć. Nazywam
to pseudowiarą.

Owa pseudowiara tłumaczy sens istnienia specyficznej subkultury zagorzałych fanów zawo-

dowego   wrestlingu,   który   to   sport,   tak   przy   okazji,   stał   się   jednym   z   najpopularniejszych

widowisk rozrywkowych naszych czasów w Ameryce transmitowanych przez telewizję.

Pod wieloma względami kibice  wrestlingu są jego  wyznawcami,  czasami  wręcz  fanatycz-

nymi, którzy znajdującym się na widowni osobom wątpiącym w autentyczność pojedynków
często grożą pobiciem. (Na marginesie, fani wrestlingu „widzą”, jak zawodnicy w ringu odnoszą

rany i kontuzje).

Fani przyglądają się, jak źli chłopcy wyrządzają dobrym wszelkiego rodzaju łajdactwa. Ci

pierwsi przemycają na ring wyszczerbione metalowe zakrętki od butelek, którymi można wybić
przeciwnikowi oko, oraz inne niebezpieczne przedmioty, które zauważają wszyscy z wyjątkiem

sędziego. Tytuły mistrzów wrestlingu przechodzą z rąk do rąk w najbardziej niesprawiedliwych i
oszukańczych  okolicznościach,  fani  zaś –  lecz  nigdy  organizatorzy –  widzą wyraźnie, że  źli

zawsze wygrywają za sprawą oszustw i zachowań nie fair. W trakcie pojedynku fanów ogarnia
coś w rodzaju szału; wierzą, że wszystko, co dzieje się na ringu, dzieje się naprawdę – dają

temu wyraz krzycząc, podskakując, gwiżdżąc i tupiąc.

Jednak decydujący moment, jeśli chodzi o prawdziwą wiarę w rzeczywistość zawodowego

wrestlingu, następuje wtedy, gdy potężne reflektory nad ringiem gasną i zapalają się światła
na widowni. Czar nagle pryska i fani tłoczą się do wyjścia, po czym szybko rozchodzą się każdy

w swoją stronę, jak gdyby pojedynku w ogóle nie było. Nikt nie łączy się w grupy zatroskanych
świadków, którzy kierują następnie skargi na sędziów i zawodników do zawodowej organizacji

wrestlingu, nikt też nie myśli o interwencji prawnej w całej sprawie.

Pozorna wiara fanów wrestlingu nie zostaje zakłócona nawet przez fakt, że prawo, jak się

wydaje,   jakby   rozumie,   iż   niemożliwe   jest,   by   jakikolwiek   odpowiedzialny   dorosły   człowiek
naprawdę   wierzył   w   realność   wrestlingu.   Organizacje   społeczne   zrzeszające   znanych,

szanowanych   ludzi   biznesu   zbierają   fundusze   na   rzecz   społeczności,   w   których   działają,
sponsorując pojedynki zawodowego wrestlingu, i nigdy nie zgłaszały one żadnych formalnych

zastrzeżeń wobec faktu, że związki zawodowego wrestlingu potajemnie zwodzą łatwowierną
publiczność przekonując ją, iż wrestling jest prawdziwym wydarzeniem sportowym. Tak więc w

oczach prawa  pozorna wiara  fanów wrestlingu  nie jest prawdziwą wiarą,  lecz  pseudowiarą,
mimo że oczywiście prawnicy nie posługują się tym terminem. Ze swojej strony fani wrestlingu

czynią słusznie, dając pozornie wiarę temu, co widzą, ponieważ tylko pozorna wiara umożliwia
im czerpanie z tego przyjemności. (Tak na marginesie to mamy tu do czynienia z taką samą

reakcją jak w przypadku zwolenników telewizyjnych oper mydlanych czy też większości innych
form rozrywki. Związki między rozrywką a zjawiskami paranormalnymi stają się więc ponownie

wyraźnie widoczne).

Także dla wielu fanów zjawisk paranormalnych pozorna wiara stanowi warunek umożliwia-

jący   im   znajdowanie   w   nich   upodobania.   A   jednak   –   i   tu   dochodzimy   do   fascynującej
konstatacji – musi istnieć wielu innych fanów zjawisk paranormalnych, którzy znajdują w nich

upodobanie za sprawą swojej pozornej niewiary, ponieważ połowę całej zabawy, połowę całej
fascynacji, stanowi debata na temat tego, czy zjawiska paranormalne są realne, czy nie.

Ponieważ literalny nonsens nie jest ani prawdziwy, ani fałszywy, kwestią sporną w debacie

na temat zjawisk paranormalnych nie może być niewiara, ponieważ brak wiary w coś oznacza

wiarę w to, że owo coś jest fałszywe. Pseudoniewiara pozwala wzdychającym gliniarzom na
podtrzymywanie iluzji, zgodnie z którą wiara rzeczywiście należy do zjawisk paranormalnych.

Ponieważ kiedy sceptyk sprzeciwia się twierdzeniom parapsychologa, wyrażając swoją pozorną
niewiarę, wówczas stwarza wrażenie, iż w tym, co powiedział parapsycholog, było coś literalnie

znaczącego. Sceptyczna pseudoniewiara jest więc niezbędna do tego, by dyskusja na temat
zjawisk paranormalnych mogła toczyć się dalej swoim utartym szlakiem. Wzdychający gliniarze

są   potajemnie   w   zmowie   z   parapsychologami,   odciągając   uwagę   opinii   publicznej   od
komplikacji, która w przeciwnym razie mogłaby okazać się fatalna w skutkach dla perspektyw

prowadzonego przez nich z tak wielkim zapałem sporu. Gdyby bowiem świadomie i otwarcie
przyznano, że zjawiska paranormalne są literalnym nonsensem, wówczas jakiekolwiek spory

wokół tej kwestii, przynajmniej w tradycyjnym sensie, byłyby całkowicie niemożliwe.

Za  chwilę  wskażę  państwu  na  interesującą   analogię   do  tego,  o  czym  tu  mówimy,  która

pozwoli nam lepiej zrozumieć całą sprawę. Najpierw jednak chcę zwrócić uwagę na fakt, że za
ten smutny stan rzeczy nie można winić języka, jakiego używa się do opisu zjawisk paranor-

- 53 -

background image

malnych.   Daje   on   bowiem   wyraz   słusznym   obawom,   iż   zjawiska   paranormalne   nie   są
wiarygodne (nie do wiary, niewiarygodne). Ostrzeżenia te należy rozumieć dosłownie, jako że

to właśnie tu może wkroczyć na scenę charakterystyczne piętno nienormalności wynikające z
entuzjazmu wobec zjawisk paranormalnych. Kiedy dana osoba zaczyna zastanawiać się, czy

dawać wiarę, czy nie, zjawiskom paranormalnym, już wpadła w sidła iluzji, zgodnie z którą w
zjawiskach paranormalnych zawarte jest coś, w co – z powodu prawdziwości lub fałszywości

tego   czegoś   –   można   rozsądnie   wierzyć   lub   nie.   Podstawowy   błąd   zostaje   popełniony   w
momencie, gdy ktoś zaczyna posługiwać się słownictwem opisującym to, co nęcąco nieznane,

będąc z góry nastawionym na wiarę lub niewiarę. Od tej chwili szaleństwo nie ma już końca:
entuzjasta,   bez   względu   na   to,   czy   jest   parapsychologiem,   wzdychającym   gliniarzem   czy

funda-chrześcijaninem,   po   prostu   nie   potrafi   już   uwolnić   się   od   myślenia   o   zjawiskach
paranormalnych.

Tak   więc   wszyscy   ci   wytrwale   pseudowierzący   i   wytrwale   pseudoniewierzący   miłośnicy

zjawisk. paranormalnych mają jedną cechę wspólną. Cecha ta nie jest wprawdzie rozpoznaną

jednostką diagnostyczną, można ją jednak z przekonaniem zaklasyfikować jako odbiegającą od
normy,   ponieważ   bardzo   przypomina   ona   pewną   znaną,   rozpoznaną,   medyczną   i   psychia-

tryczną przypadłość. Skłonność do dysfunkcyjnej wiary (dysbelive) [Autor rozróżnia disbelieve,
disbelieving (nie wierzyć, niewiara) i dysbelievedysbelieving (dysfunkcyjna wiara).] występu-

jąca   powszechnie   wśród   parapsychologów,   wzdychających   gliniarzy   i   funda-chrześcijańskich
demonologów przypomina pod wieloma względami hipochondrię.

Pożyteczna analogia

Hipochondria jest jedną z form pseudowiary. Mówiąc konkretnie, charakteryzuje ona stan

pozornej wiary danej osoby w to, że jest ona poważnie chora. Hipochondrycy, jak się wydaje,
rzeczywiście wierzą, że są chorzy, i owa pozorna wiara przejawia się podczas rozmów, jakie

prowadzą   przy   każdej   nadarzającej   się   okazji.   Chociaż   hipochondrycy   mogą   z   uporem
zachowywać się tak, jakby naprawdę wierzyli, że są chorzy, to twierdzenie, że w ich przypadku

chodzi o normalną, zwyczajną wiarę, jest niezgodne ze zdrowym rozsądkiem (i z logiką).

W rzeczywistości powszechnie akceptowane kliniczne wyjaśnienie zachowania hipochondry-

ków  zakłada,  że   poprzez  swoją  pozorną  wiarę  w  to,  że  są  oni  chorzy,  ludzie   ci poszukują
przede wszystkim kontaktu z lekarzem. Za wyjaśnieniem tym silnie przemawia fakt, że przyj-

mując   powyższe   założenie   opracowano   wysoce   efektywny   sposób   pomocy   hipochondrykom
nękanym   chronicznym   lękiem.   Szczegółowe   omówienie   owej   metody   leczenia   wykracza

oczywiście   poza   ramy   książki   traktującej   o   zjawiskach   paranormalnych,   jednak   zwrócenie
uwagi  na  to,  jak  bardzo   hipochondria  przypomina  dysfunkcyjną  wiarę  w zjawiska  paranor-

malne, może przyczynić się do lepszego zrozumienia obu tych stanów.

Zarówno hipochondria, jak i systematyczna dysfunkcyjna wiara w zjawiska paranormalne są

stanami pełnego fascynacji zaabsorbowania umysłowego, w pierwszym przypadku pospolitymi i
normalnymi   fizjologicznymi   reakcjami   organizmu,   takimi   jak   perystaltyka   jelit,   bicie   serca,

niewielkie bóle, skurcze i strzykanie w kościach, w drugim pospolitymi i normalnymi doświad-
czeniami,   takimi   jak   zjawy   zmarłych   osób,   przeżycia   z   pogranicza   śmierci,   wizje   na   łożu

śmierci, sny, które następnie w niewyjaśniony sposób sprawdzają się na jawie, momenty, w
których w pozornie niewyjaśniony sposób wie się, co myśli druga osoba, oraz zdumiewające

koincydencje, które mają dla danej osoby pozornie osobiste znaczenie. Hipochondrycy zacho-
wują się tak, jak gdyby ich własne, normalne, fizjologiczne reakcje organizmu były oznakami

lub   symptomami   poważnej   choroby.   Żywiący  dysfunkcyjną   wiarę  badacze   zjawisk   paranor-
malnych zachowują się tak, jak gdyby owe pospolite i normalne (choć dziwne i zdumiewające)

przeżycia mogły stanowić dowody i znaczące argumenty za i przeciw w racjonalnej dyskusji na
temat istnienia życia po śmierci, prekognicji, telepatii itd. Tak więc delikwenci z obu tych grup

starają się usilnie uczynić z tego, co stosunkowo pospolite i normalne, coś bardzo ważnego i
świadczącego o istnieniu czegoś innego, co jest stosunkowo niezwykłe i zadziwiające z powodu

albo swojej nienormalności, albo paranormalności.

Pseudowiara hipochondryków oraz pseudowiara i komplementarna pseudoniewiara badaczy

zjawisk   paranormalnych  charakteryzują   się   całkowitą   odpornością  na   działanie  określonych,
powszechnie obowiązujących reguł i zasad racjonalnego myślenia i działania. Wszelkie odmiany

dysfunkcyjnej   wiary   pozostają   oporne   na   działanie   znanych,   standardowych   mechanizmów
korekcyjnych.   Pseudowiara   hipochondryków   w   to,   że   są   oni   chorzy,   nie   osłabnie   mimo

zapewnienia im najlepszej opieki medycznej przez najlepszych lekarzy, nawet jeśli poddadzą
ich oni najbardziej gruntownym badaniom i specjalistycznym testom diagnostycznym, które,

- 54 -

background image

wielokrotnie powtarzane, dadzą niezmiennie pozytywny dla pacjenta wynik. Podobnie żywiący
dysfunkcyjną wiarę  badacze zjawisk paranormalnych nie dadzą sobie wyperswadować swojej

pozornej   wiary   w   to,   że   przeprowadzenie   naukowej   weryfikacji   faktu   istnienia   zjawisk
paranormalnych   jest   tylko   kwestią   dni   lub   że   już   się   dokonało,   lub   też   w   to,   że   zjawiska

paranormalne   to   jedno   wielkie   oszustwo,   wierutne   kłamstwa,   myślenie   życzeniowe,   wynik
burzy   neuronów,   lub   też   w   to,   że   są   one   dziełem   diabła   starającego   się   za   wszelką   cenę

odwieść nas od Pana i strącić prosto do piekła. Warto pamiętać, że radosny paranormalizm
nieustannie podkreśla prymitywny, błędny i nieproduktywny charakter tego sporu.

Wspólną cechą hipochondrii oraz dysfunkcyjnego paranormalizmu jest także to, że stają się

one ulubionymi tematami danej osoby. Oba stany, jeśli tylko utrzymują się dostatecznie długo,

nabierają   charakteru   manierycznego.   Przyjaciele,   rodzina   i   znajomi   zagorzałego,   pełnego
dysfunkcyjnej wiary fana zjawisk paranormalnych zaczynają postrzegać jego zachowanie jako

stałą cechę jego osobowości. Mimo faktu, że dla obserwatora z zewnątrz ich zachowanie –
nieustanne   zaabsorbowanie   tematem   choroby   lub   zjawisk   paranormalnych   –   ma   wszelkie

znamiona automatyzmu, ani hipochondrycy, ani przedstawiciele różnych odmian dysfunkcyjnej
wiary w zjawiska  paranormalne  nie   wydają  się  w pełni  świadomi  tego,  jak  ich specyficzna

postawa może być postrzegana przez zwyczajnych ludzi.

Krótko mówiąc, pełni dysfunkcyjnej wiary fani zjawisk paranormalnych są ekscentrykami i

to właśnie owo ekscentryczne zachowanie odbierane jest powszechnie jako ich specyficzna,
anormalna cecha. Zwykle jakiś stan bywa określany mianem anormalnego między innymi ze

względu na niekorzystny wpływ, jaki wywiera on na daną osobę lub na ludzi z jej bezpośred-
niego   otoczenia.   Niektóre   spośród   dokuczliwych   następstw   dysfunkcyjnego   paranormalizmu

dają się łatwo zauważyć.

Żarliwa dysfunkcyjna wiara, za lub przeciw, przysparza fanom zjawisk paranormalnych wielu

kłopotów   –   niektóre   z   nich   są   bardzo   zabawne,   inne   mniej.   Najbardziej   komiczny   z   nich
wszystkich dotyczy tego, że rozwodzenie się na temat zjawisk paranormalnych z pozorną wiarą

lub niewiarą w nie sprawia wrażenie, że znaczenie zjawisk paranormalnych stanowi antytezę do
znaczenia   wiary.   Fakt   ten   irytuje   pewne   apodyktyczne,   nieomylne   autorytety   –   wiedzą

państwo, kogo mam na myśli. A dla ludzi o podobnych zapatrywaniach może okazać się on nie
„ostatnim śmiechem”, lecz ostatnią kroplą przepełniającą miarę.

Na scenę wkracza wiara

Wiara ma nie tylko jedno, ale całą masę znaczeń. Jest to kolejne słowo, którego znaczenie

od   dawna   podlega   ewolucji.   Na   początku   wiara   jest   po   prostu   rodzajem   przekonania   nie
popartego  racjonalnymi  czy  materialnymi  dowodami,  i w tym  zawiera  się   jej znaczenie. W

innych przypadkach nabiera ona jednak także znaczenia nieusprawiedliwionego, bezkrytycz-
nego,   ślepego   i   niezachwianego   dawania   wiary   czemuś.   Może   skrystalizować   się   w   system

niepodważalnych   i   sztywnych   dogmatów,   a   następnie   stać   fundamentem   jakiejś   określonej
religii. Od tej pory wiara bardzo zyskuje na znaczeniu, a wyznawcy i autorytety decydują o

tym, w co należy czy też powinno się wierzyć.

Funda-chrześcijanie oraz wszyscy pokrewni im fundamentaliści rozbijają swoje obozy w tej

drugiej strefie znaczeń – na surowej ziemi jałowej. Tylko na tej pustyni, przy założeniu, że w
zjawiska paranormalne można lub też powinno się wierzyć lub nie, mogło dojść do powstania

koncepcji, zgodnie z którą między zjawiskami paranormalnymi a wiarą istnieje konflikt.

Mniej   dogmatycznie   nastawiona   osoba   byłaby   pod   wrażeniem   zarówno   podobieństw   w

znaczeniu między terminami wiara i paranormalny, jak i różnic. Wiara i zjawiska paranormalne
są do siebie podobne na przykład pod względem tego, że w obu przypadkach chodzi o przeko-

nania nie poparte żadnymi racjonalnymi dowodami. Wiara i zjawiska paranormalne różnią się
jednak, jeśli chodzi o reakcje na tę właśnie okoliczność. Osoby wierzące w zjawiska paranor-

malne   martwią   się   czasami   tym,   że   ich   istnienia   nie   udało   się   jak   dotąd   jednoznacznie
udowodnić. Mają one nadzieję, głównie dotyczy to parapsychologów, że w końcu uda się zdo-

być materialne dowody potwierdzające ich realność. Tymczasem wiara polega na przekonaniu,
które wręcz chełpi się tym, że jest nie do udowodnienia. Mimo to, choć brzmi to dziwnie, wiara

czasami zapomina się i jest pozornie szczęśliwa słysząc, że na przykład pewien amerykański
astronauta, który przelatywał w statku kosmicznym nad górą Ararat, zauważył w dole resztki

arki   Noego.   Wielu   wojujących   rzeczników   kreacjonizmu   zaś   (funda-chrześcijańskiej   teorii
tłumaczącej istnienie skamielin itp.) twierdzi, że ślady w warstwach wapienia z okresu kredy

znalezione na dnie rzeki Paluxy w Teksasie stanowią dowód na to, że ludzie i dinozaury żyli na
ziemi w tym samym czasie, a więc świadczą o tym, że konwencjonalne naukowe skale czasowe

- 55 -

background image

ewolucji zostały błędnie ustalone.

Biorąc pod uwagę jej znaczenie, wiary nie można także całkowicie odróżnić od nonsensu.

Każdy, kto zajmuje się rzetelnie znaczeniem wiary, szybko znajdzie się, w wyniku logicznej
konieczności,   na   pobliskim   ligwistyczno-konceptualnym   terytorium   nonsensu.   Wczesno-

chrześcijański  teolog  Tertulian  (160-230  n.e.) oświadczył kiedyś:  „Wierzę,  ponieważ  jest  to
niedorzecznością”.   Od   tamtej   pory   wielu   chrześcijańskich   myślicieli,   choć   zapewne   żaden   z

funda-chrześcijan, zrozumiało, dlaczego kwestii bliskości wiary i nonsensu nie da się logicznie
uniknąć.   Najlepsi  z   nas,   badaczy  zjawisk   paranormalnych,   także   życzyliby   sobie,  by   opinia

publiczna zdała sobie sprawę z tego, iż zjawiska paranormalne są z logicznego, literalnego i
lingwistycznego punktu widzenia równie nonsensowne co humor.

- 56 -

background image

Rozdział 6

POZNAWANIE NIEPOZNAWALNEGO

Wszyscy interesują się zjawiskami paranormalnymi. Nawet ci, którzy twierdzą, że nie są

zainteresowani,   wykazują   zainteresowanie   nimi   poprzez   stanowczość   swoich   deklaracji
wyrażających brak zainteresowania. Obecnie, na przełomie wieków, obserwujemy wyjątkowo

wzmożone   zainteresowanie   tajemnicami   wszechświata.   Osiągnęło   ono   już   stan   wrzenia.
Wszyscy żyjemy niczym w gorączce; mamy niejasne przeczucie dyskomfortu wynikającego z

braku   dostatecznej   wiedzy   na   temat   tego,   co   nas   interesuje.   Nazywam   ową   przypadłość
paranormalizmozą (paranormalismosis).

Analizując   różne   odcienie   znaczeniowe   zjawisk   paranormalnych   począwszy   od   humoru,

przez język metaforyczny do kontrastów i negacji, a także leżącego u ich podstaw nonsensu,

radosnemu   paranormalizmowi   udało   się   zidentyfikować   jedną   powszechną,   ważną   anomalię
zjawisk   paranormalnych   w   trzech   najbardziej   złośliwych   odmianach   paranormalizmozy

wywołanej  dysfunkcyjną   wiarą.   To   właśnie   za   sprawą   swojej   żarliwej   dysfunkcyjnej   wiary
upartym zwolennikom dosłowności, którzy tworzą trzy grupy regularnych graczy i należą do

głównych aktorów tego dramatu, udaje się ukrywać przed opinią publiczną fakt, że do zjawisk
paranormalnych można, przynajmniej częściowo, odnieść pojęcie nie-wiedzy.

Wraz z „Kto się śmieje” ostatni radosny paranormalizm powraca do zdrowego pojęcia wiedzy

oraz jego wpływu na zjawiska paranormalne – sięga przy tym daleko, to znaczy aż do tego, co

nieznane, a co jest nierozerwalnie związane ze zjawiskami paranormalnymi. Jaka jest natura
tego, co nieznane, a co leży u podstaw zjawisk paranormalnych, oraz jaką rolę odgrywa to, co

nieznane, w kontekście wszystkich innych znaczeń, jakie należą do zjawisk paranormalnych?

To, co nieznane i charakterystyczne dla zjawisk paranormalnych, jest zdecydowanie osobli-

wym rodzajem nieznanego. Częścią tajemnicy związanej z kontemplacją zjawisk paranormal-
nych jest przeczucie, że ostatecznie doprowadzi nas ono do zdobycia jakiegoś nowego rodzaju

wiedzy. To, co nieznane, w zjawiskach paranormalnych odbierane jest zawsze w taki sposób,
jak gdyby miało ono wkrótce stać się znane.

Słysząc   o   doświadczeniach   z   pogranicza   śmierci,   odwiedzinach   zjaw   osób   zmarłych,

sprawdzających się przeczuciach itp., człowiek ma wrażenie, iż niedługo światu ujawni się coś

bardzo ważnego i zdumiewającego. Zjawiska paranormalne dlatego tak bardzo fascynują ludzi,
ponieważ prezentują się nie jako to, co nieznane, ale jako coś znanego, co jednak znajduje się

nieznacznie poza naszym zasięgiem. Ta cudowna nowa wiedza znajduje się tuż za rogiem, za
horyzontem, prawie na wyciągnięcie ręki i wkrótce stanie się dostępna.

Mimo że spowija je mgła tajemnicy, zjawiska paranormalne wydają się gotowe, nieomal w

każdej   chwili,   do   wyjawienia   nam   czegoś   wspaniałego   i   niewiarygodnego.   Ponieważ   owa

obiecana nowa wiedza prawie nigdy się nie materializuje, popyt na zjawiska paranormalne,
podobnie jak na każdy dobry rodzaj rozrywki, stale rośnie.

Jak to możliwe, że w zjawiskach paranormalnych tkwi, lub przynajmniej tak się wydaje,

pewien specyficzny rodzaj „tego, co nieznane”? Pewnej wskazówki dostarczają nam zbieżności

między hipochondrią a dysfunkcyjnym paranormalizmem.

Hipochondria, podobnie jak zaledwie garstka innych medycznych przypadłości, ma pewną

zdumiewającą właściwość: Żeby być hipochondrykiem, trzeba z góry mieć określoną koncepcję
choroby. To znaczy, że hipochondria jest rodzajem metachoroby (jeśli tak można powiedzieć),

czyli chorobą na temat choroby.

Jeśli ktoś nie miałby pojęcia, czym jest choroba, nie uzyskałby odporności na gruźlicę, katar,

raka, wściekliznę, krwawiący wrzód, cellulitis, osteoporozę, dżumę, miastenię, odrę, świnkę,
toczeń, tularemię, czy jakąkolwiek inną chorobę. Człowiek musi najpierw dostać „zastrzyk” z

zarazkami koncepcji choroby, by mogła się w nim rozwinąć hipochondria.

Czy specyficzne  właściwości zjawisk  paranormalnych  przypominają właściwości hipochon-

drii? Czy zjawiska paranormalne są z lingwistycznego i logicznego punktu widzenia pasożytami
żerującymi   na   jakiejś   innej,   uprzedniej   w   stosunku   do   nich,   pospolitej   koncepcji,   tak   jak

hipochondria   jest   z   lingwistycznego   i   logicznego   punktu   widzenia   pasożytem   żerującym   na
uprzedniej w stosunku do niej, pospolitej koncepcji choroby? A jeśli tak, to czym mogłaby być

owa inna, uprzednia, pospolita koncepcja?

- 57 -

background image

Radosny paranormalizm zakłada, że  zjawiska paranormalne  pasożytują na uprzedniej, w

stosunku do nich, pospolitej koncepcji wiedzy.

Oznacza   to,   że   najpierw   musimy   wiedzieć   o   istnieniu   czegoś   zwanego   „wiedzą”,   nim

będziemy mogli wyobrazić sobie coś, co znajduje się poza tą wiedzą, a więc nie może być

„poznane”.

Radosny paranormalizm wysuwa przypuszczenie, że dziwność „tego, co nieznane” zjawisk

paranormalnych wynika w  jakiś sposób z zakładanej przez nie  z góry uprzedniej koncepcji
wiedzy.  To  znaczy,  o  ile   się  nie   mylę,  że  zjawiska  paranormalne  nie   są  ani  mającą  zostać

wkrótce naukowo udowodnioną, nieznaną superwiedzą parapsychologów, ani preepistemolo-
giczną protowiedzą wzdychających gliniarzy, ani też diabelską deceptowiedzą demonicznych

funda-chrześcijan. Wydaje się  raczej, że zjawiska paranormalne są wtórnym opracowaniem
pewnej uprzedniej koncepcji od dawna i trwale zakorzenionej wiedzy.

Ta istniejąca uprzednio  wiedza występuje  w roli tła, na którym dane  zjawisko  może, za

sprawą istniejących w nim samym pozornych niezgodności z ową uprzednią wiedzą, wydawać

się nieznane w ów cudowny sposób, który tak bardzo pociąga nas wszystkich, badaczy zjawisk
paranormalnych.

Tak więc jedynie na solidnym gruncie wiedzy śmierć jest czymś ostatecznym i dlatego jeśli

wujek Hamperd nie żyje już od kilku lat, wówczas dla cioci Florence spotkanie z nim pewnej

nocy w salonie może wydawać się jak najbardziej „paranormalne”.

Radosny paranormalizm zakłada, że aby jakieś zjawisko zostało uznane za paranormalne,

niezbędne   jest   tło   w   postaci   wiedzy   uprzedniej.   Innymi   słowy,   pozorna   „paranormalność”
danego zjawiska wynika z tego, że zjawisko to wydaje się sprzeczne z tym, co jest nam już od

bardzo dawna bardzo dobrze znane.

Słownictwo używane podczas dyskusji na temat zjawisk paranormalnych, które szczegółowo

omówiliśmy w jednym z poprzednich rozdziałów (w którego skład wchodzą słowa takie jak
niewidzialny niewiarygodny, tajemniczy), pozwala nam na odejście od słownictwa używanego

podczas mówienia o tym, co jest nam znane (to, co znane, jest „widzialne”, „wiarygodne”,
„jawne”). Stąd nasz opis paranormalnych wydarzeń nie jest ograniczony przymusem używania

słów, które. nie są w stanie ich opisać.

Przywołanie słownictwa opisującego to, co nęcąco nieznane, znosi lingwistyczny protektorat

w   kontekście   uprzedniej   wiedzy,   w   którym   dopuszczalne   (chociaż   oczywiście   jednocześnie
dziwne,   tajemnicze,   dziwaczne,   nienormalne   czy   niesamowite)   jest   powiedzieć,   że   zmarła

babcia pojawiła się w domu z wizytą, wróżka przepowiedziała nadejście tornada, a jasnowidz
odczytał czyjeś myśli.

Niezgodność danego zjawiska z odnoszącą się do niego samego uprzednią wiedzą (fakt, że

wywołuje ono efekt sprzeczny ze wszystkim, co wiedzieliśmy dotąd na ten temat) sprawia, że

owa uprzednia wiedza wydaje się dziwnie obca, a co jest warunkiem niezbędnym do tego, by
zjawisko to wydawało się paranormalnie nieznane.

Krótko mówiąc, tajemniczo zdumiewające efekty zjawisk paranormalnych są epistemologicz-

nym ekwiwalentem jamais vu – uczucia, które powstaje w momencie, gdy dobrze komuś znana

sytuacja   lub   stan   nagle   i   niespodziewanie   wydają   się   dziwnie   obce   i   nieznane.   Przy   czym
dziwnie obca wiedza, jaką niesie ze sobą dane zjawisko paranormalne, jest wiedzą uprzednią

na   jego   własny   temat.   Wszystkie   inne   znaczenia   słownictwa   dotyczącego   tego,   co   nęcąco
nieznane, osadzają dane zjawisko w kontekście wiedzy uprzedniej, tak iż owo zjawisko może

być   postrzegane   jako   nieznane   w   sposób,   jaki   my,   zagorzali   fani   zjawisk   paranormalnych,
uwielbiamy, za którym tęsknimy i którego pragniemy.

Można powiedzieć, że radosny paranormalizm brodzi jedynie beztrosko  w stawie zjawisk

paranormalnych, zamiast pogrążać się w nim całkowicie, jak robią to przedstawiciele trzech

głównych grup upartych zwolenników dosłowności hołdujących dysfunkcyjnej wierze, którzy
nurkują w jego głębinach, zabierając ze sobą swoje koncepcje wiary i niewiary wyrażające ich

własne sądy na temat tego, co jest „prawdziwe”, a co „fałszywe”.

Podróż w głąb słów, które formułują nasze doświadczenia

Radosny   paranormalizm   nadał   zjawiskom   paranormalnym   nowy   sens,   najpierw   śledząc

konceptualne związki zjawisk paranormalnych, które, wynikając z samej istoty tychże zjawisk,

prowadzą do świata zabawy i rozrywki, a następnie podążając dalej ku epistemologii.

Proces ten ujawnia istotną różnicę, jaka istnieje między hiperdysfunkcyjng wiarą w zjawiska

paranormalne a hipochondrią. Hipochondrycy zawsze niezwykle chętnie udają się do gabinetów
lekarzy, podczas gdy żywiący hiperdysfunkcyjną wiarę fani zjawisk paranormalnych nieustannie

- 58 -

background image

odkładają na później niezwykle potrzebną im wizytę u dobrego eksperta od epistemologii.

Z wielowymiarowej definicji zaproponowanej przez radosny paranormalizm jasno wynika, że

zjawiska paranormalne są tajemniczymi doświadczeniami, u których podłoża leży popularna
epistemologia i że, skutkiem tego, słownictwo opisujące to, co nęcąco nieznane, jest jednym ze

sposobów igrania z koncepcją wiedzy. Tak więc każda wyczerpująca teoria na temat zjawisk
paranormalnych   musi   obejmować   swoim   zasięgiem   także   analizę   języka,   jakim   się   o   nich

mówi, bez względu na to, czy analizy tej dokonuje się w sposób bezpośredni, czy też jedynie
pośrednio i bez żadnych podjętych z góry założeń.

Złe wieści dla fanów zjawisk paranormalnych

Mam  wrażenie,  że  większość  fanów zjawisk  paranormalnych  jest  obecnie   znudzona  tymi

przydługimi wywodami na temat znaczenia zjawisk paranormalnych, szczególnie jeśli teoria
radosnego paranormalizmu zgadza się także w następnym punkcie, a mianowicie, że zawiłości

słownictwa używanego powszechnie w dyskusji na temat tego, co nęcąco nieznane, sprzyjają
długowieczności zjawisk paranormalnych jako dobrze znanej odmiany popularnej rozrywki.

Słownictwo używane powszechnie w dyskusji na temat tego, co nęcąco nieznane, stanowi

rodzaj nieprzeniknionej kurtyny znaczeń, która przesłania fakt, iż zjawiska paranormalne są

rozrywką. Niewielu jest widzów na tyle dociekliwych, by rozsunąć tę kurtynę, zajrzeć za kulisy i
przekonać się samemu, w jaki sposób przygotowuje się paranormalne przedstawienie.

Wielu zwolenników zjawisk paranormalnych odstrasza sugestia, zgodnie  z którą zjawiska

paranormalne są przekazywaną kulturowo formą rozrywki. Co ciekawe, owi fani wydają się

czerpać  największą  przyjemność  ze   zjawisk  paranormalnych  wtedy,  gdy  są  one   podane   na
talerzu   pozornej   wrażliwości   lub   doprawione   sosem   powagi.   Dla   fanów   zapasów   z   ideami,

podobnie   jak   dla   fanów   wrestlingu,   niezbędna   jest   bowiem   choć   odrobina   elementu
formalnego, którego dostarcza im dysfunkcyjna wiara. Nie możemy żartować z tych rzeczy, bo

ich czar pryśnie.

Przeciętny poziom powagi fanów wobec obiektu ich zainteresowania nie może być jednak

nigdy tak wysoki, by zmuszał ich do autentycznego zgłębiania całej sprawy. Zrozumienie, że
zjawiska paranormalne są rozrywką i humorem, groziłoby zniweczeniem przyjemności, jaką

czerpią   oni   z   poważnego,   oczywiście   tylko   do   pewnego   stopnia,   ich   traktowania,   łub   też
przynajmniej,   jak   wnoszę,   tak   właśnie   sądzi   większość   poważnych   fanów   zjawisk

paranormalnych.   Dlatego   jako   radosny   badacz   zjawisk   paranormalnych   zakładam,   że   owa
hipnotyczna niejasność słownictwa używanego w dyskusji na temat tego, co nęcąco nieznane,

sprzyja   długowieczności   zjawisk   paranormalnych   jako   rozrywki.   Przypuszczam   także,   iż
słownictwo   używane   w   dyskusji   na   temat   tego,   co   nęcąco   nieznane,   przyczynia   się   do

zachowania pewnej powszechnie znanej tajemnicy, a mianowicie, że zjawiska paranormalne są
popularną  rozrywką,  i  że   z  tego   właśnie   powodu  wielu  ich  fanów  regularnie  uczestniczy w

„paranormalnym show”, czego nie robiliby oni zapewne, gdyby pod taką właśnie nazwą zaczęto
reklamować całe to przedsięwzięcie.

Wydaje się, iż panuje szeroko rozpowszechnione przekonanie, zgodnie z którym otwarte

przyznanie,   że   zjawiska   paranormalne   są   jedną   z   form   rozrywki,   jak   jest   przecież   w

rzeczywistości,   popsułoby   całą   zabawę   i   odstraszyło   ich   dotychczasowych   zwolenników.
Nawiasem   mówiąc   –   w   imieniu   radosnego   paranormalizmu   –   zdecydowanie   zaprzeczam

takiemu  mniemaniu,  jako  że w rzeczywistości  element  zabawy  i humoru  może  z łatwością
przetrwać mimo uświadomienia sobie, że zjawiska paranormalne są formą rozrywki. Naprawdę

rzetelni badacze potrafią wykorzystać tę wiedzę do spotęgowania przyjemności, jaką można
czerpać z obcowania ze zjawiskami paranormalnymi.

Teraz   jednak   chcę   tylko   stwierdzić,   że   pokrętna   zawiłość   słownictwa   opisującego   to,   co

nęcąco   nieznane   –   mimo   że   z   epistemologicznego   punktu   widzenia   stanowi   ona   jedynie

stosunkowo   cienką   zasłonę   –   sprzyja   utrzymywaniu   przeciętniej   powagi   fanów   zjawisk
paranormalnych na takim poziomie, który chroni ich przed tym, co mogłoby być dla wielu z

nich, przynajmniej na początku, wielkim rozczarowaniem wynikającym z uświadomienia sobie
faktu, że zjawiska paranormalne są formą popularnej rozrywki.

Czarowna siła kierująca ciekawość większości z nas ku zjawiskom paranormalnym bierze się

głównie stąd, że dostarcza nam ona niezwykle przyjemnego poczucia tajemnicy, które łechce

naszą wewnętrzną potrzebę poznania. Dla przeciętnego fana zjawisk paranormalnych żmudne
pokonywanie mentalnego toru przeszkód w postaci różnego rodzaju niuansów znaczeniowych

tworzących skomplikowaną, wielopoziomową strukturę, może wydawać się nudne i nieciekawe
w porównaniu z beztroskim spacerkiem pośród paranormalnych tajemnic.

- 59 -

background image

Któż   nie   wolałby   przyjemnie   spędzać   czasu   w   krainie   zjawisk   paranormalnych   zamiast

ślęczeć nad rozplątywaniem pogmatwanych znaczeń? Bądźmy szczerzy, przedzieranie się przez

gąszcz   synonimów   i   wyrazów   o   zbliżonym   znaczeniu   należących   do   kilku   poziomów
semantycznych nie dla każdego jest najbardziej wymarzoną formą spędzania wolnego czasu.

Tak   się   jednak   składa,   że   zjawiska   paranormalne   przyciągają   naszą   uwagę   właśnie   z   tego
powodu, że stanowią one gąszcz powiązanych ze sobą znaczeń, których używa się, mówiąc o

takich   sprawach   jak   przeżycia   z   pogranicza   śmierci,   sny,   które   sprawdzają   się   na   jawie,
czytanie myśli czy duchy.

Nalegam, by nalegać

Może już dosyć, myślą państwo. Pamiętajmy jednak, że w przeszłości nikt nigdy nie nalegał

wystarczająco   głośno   i   wystarczająco   długo   na   to,   by   w   celu   zrozumienia   sensu   zjawisk
paranormalnych pochylić się najpierw i zająć zbadaniem słów, którymi się je opisuje, a także

ich   znaczeniem.   Ze   swej   strony   zamierzam   się   głośno   tego   domagać,   ponieważ   żadna   ze
znanych mi osób nie spróbowała jak dotąd zwrócić uwagi na kwestię galimatiasu związanego z

terminologią opisującą zjawiska paranormalne oraz przyjrzeć się temu, dlaczego terminologia
ta przesycona jest urokliwymi, pełnymi tajemniczości wyrażeniami.

Ponieważ   zjawiska   paranormalne   zawsze   wykorzystywały   zalety   swojego   specyficznie

rozrywkowego języka, dociekliwych badaczy zjawisk paranormalnych, którzy unikają zajmowa-

nia się kwestią znaczeń wyrazów, należy podejrzewać o lenistwo lub tchórzostwo, albo o jedno
i   drugie.   Postępowanie   takie   zawsze   w   końcu   mści   się   na   nich   i   prowadzi   zwykle   do

wykształcenia postawy, którą nazwałem dysfunkcyjną wiarą.

Słowa, nazwy i rzeczy:
Czy św. Mikołaj należy do zjawisk paranormalnych?

Kartkując   suplement   słownika   angielskich   terminów   opisujących   zjawiska   paranormalne,

można   znaleźć   o   wiele   więcej   określeń   nawiązujących   do   rozrywkowego   charakteru   tychże

zjawisk. Znajdujemy tam wiele mniej znanych wyrażeń, w mniejszym lub większym stopniu
synonimicznych w stosunku do tych, które znajdują się w głównym spisie, zgodnych jednak z

tymi samymi zasadami paranormalnego znaczenia, co przytaczane poprzednio.

Słowo  mirific,   na   przykład,   jest   żartobliwym   określeniem,   które   znaczy   „czyniący   cuda,

cudowny, wywołujący cuda”. Z kolei słowo  mirabilia  to  synonim takich pojęć jak „cuda czy
rzeczy zadziwiające i niepojęte” (wonders, marvels, miracles). Słowo ferly odnosi się do czegoś

cudownego   i   dziwnego,   co   wywołuje   jednak   także   lęk   lub   strach.   Terminy   te   stanowią
potwierdzenie zasady, zgodnie z którą słownictwo opisujące to, co nęcąco nieznane, stanowi

mieszaninę wyrażeń mających zarówno związki z humorem, czynieniem cudów i strachem, jak
i z tym, co znajduje się poza sferą tego, co znane i swojskie.

Oprócz   tego   mamy   jeszcze   drugi   rodzaj   słownictwa   opisujący   to,   co   nęcąco   nieznane,

będący zbiorem słów, które na bazie podstawowych znaczeń słów z dziedziny zjawisk para-

normalnych   budują   kolejne,   nowe   znaczenia.   Zaliczamy   do   nich   nazwy   różnego   rodzaju
paranormalnych bytów – duchy, zjawy zwiastujące śmierć (banshees), przewodnicy duchowi,

demony   oraz   nazwy   różnego   rodzaju   paranormalnych   właściwości,   takich   jak   telepatia,
jasnowidzenie, metagnomia czy telekineza.

Radosny   paranormalizm   zajmuje   się   oczywiście   także   tym   drugim   rodzajem   słownictwa

opisującego   to,   co   nęcąco   nieznane.   Nazwy   paranormalnych   bytów   stają   się   stopniowo

nazwami bytów kojarzonych z zabawą i rozrywką. Duch, przewodnik duchowy, demon, wróżka,
Tooth Fairy  [Duszek opiekujący się wypadającymi mlecznymi zębami dzieci (przyp. tłum.).],

św. Mikołaj – nie ma sensu starać się ustalić, w którym dokładnie miejscu pośród tych słów
kończy się to, co paranormalne, a zaczyna zabawa.

Moja wrodzona intuicja mówi mi, że w XX wieku większość dorosłych zaliczyłaby wróżki do

tej samej kategorii bytów co św. Mikołaja. Wróżki występują w opowieściach o Piotrusiu Panie

oraz w innych historiach dla dzieci. Zjawiska paranormalne pełne są jednak niespodzianek. Ani
wykształcenie, ani inteligencja nie stanowią wiarygodnego probierza tego, jak daleko ludzie

mogą się posunąć w poważnym badaniu zjawisk paranormalnych, zanim dadzą sobie z tym
spokój i potraktują wszystko jak zabawę.

Arthur Conan Doyle, lekarz medycyny, który pisał o tajemnicach Sherlocka Holmesa, gdy

- 60 -

background image

akurat nie zajmował się badaniem tajemnic zjawisk paranormalnych, traktował wróżki zupełnie
poważnie. Święcie wierzył w prawdziwość fotografii dostarczonych mu przez dwie skore do psot

dziewczynki,   na   których   widać   było   maleńkie   skrzydlate   istoty   ujrzane   przez   nie   jakoby
pewnego dnia w ogrodzie.

Znacznie większa liczba ludzi kojarzy ze zjawiskami paranormalnymi demony, jednak także

w tym wypadku linie podziału przebiegają przez pola zabawy [Playing fields  – także boiska

sportowe   (przyp.   tłum.).].   Zgodnie   ze   starą   konwencją   w   nazwach   wielu   [amerykańskich]
klubów sportowych występują następujące określenia – Dogs (psy), Bulls (byki), Eagels (orły),

Rangers (komandosi), Knights (rycerze), Devils (diabły), Sox (getry). Liczni funda-chrześci-
janie   uważają,   że   JAY-zus   bardzo   potrzebuje   ich   pomocy   w   tej   ważnej   sprawie.   Dalatego

ostatnimi   czasy   fundamentaliści   kilkakrotnie   organizowali   się   w   celu   ocalenia   dusz   swoich
bliźnich, namawiając kierownictwo niektórych szkół średnich do zmiany nazw działających w

nich drużyn sportowych takich jak Devils (diabły) czy Demons (demony).

Ponieważ Bóg jest takim słabeuszem, że nawet dyrekcja jakiegoś prowincjonalnego liceum

jest w stanie pomieszać Mu szyki nadając taką, a nie inną nazwę swojej drużynie futbolowej,
nic dziwnego, że fakt obchodów głównego święta ku czci zjawisk paranormalnych stawia go w

szczególnie trudnej sytuacji. Okazuje się, że nie potrafi On uniemożliwić Szatanowi zwodzenia
Amerykanów   i   nakłaniania   ich   do   przebierania   się   za   demony   i   czarownice   w   dniu   święta

Halloween. Tak więc Bóg i JAY-zus muszą wprost wychodzić ze skóry ze zmartwienia, iż funda-
chrześcijanom nie udaje się kampania na rzecz zniesienia zwyczaju robienia latarni z dyni z

wydrążonymi otworami, przypominającymi ludzką twarz, a także wyrugowania podstępnych
nazw drużyn sportowych ze szkół publicznych.

Tymczasem   diabeł   nie   posiada   się   ze   szczęścia,   licząc   ubrane   w   kostiumy   z   Halloween

występne dusze, które, jak się spodziewa, uda mu się zwabić do bram piekieł.

Dziś  bardzo  niewiele  osób  skłonnych  byłoby  uznać  św.  Mikołaja  za  byt  paranormalny.   A

jednak tej kojarzonej dziś przede wszystkim z rozdawaniem prezentów w okresie świąt Bożego

Narodzenia postaci przypisywano niegdyś paranormalne moce. I funda-chrześcijanie, strzeżcie
się; św. Mikołajowi towarzyszył w przeszłości demoniczny pomocnik, zwany Czarnym Piotru-

siem, jak to wynika z dziewiętnastowiecznej ikonografii.

Czy film „Z archiwum X” wprowadza widzów w błąd?

Radosny   paranormalizm   przejawia   się   także   w   języku   niestandardowym.   Dwie   jego

współczesne   odmiany   –   żargon   dziennikarski   i   amerykański   slang   –   nie   pozwalają   nam

zapomnieć o tym, że między rozrywką a zjawiskami nadprzyrodzonymi istnieje jedynie cienka
granica.

Dziennikarz   posłany   w   celu   zrelacjonowania   jakiegoś   zjawiska   paranormalnego   może

nazwać   swoje   zadanie   „Scully”.   Dana   Scully   jest   postacią   fikcyjną   –   lekarzem   medycyny

zajmującym się badaniem nie rozwiązanych przypadków dotyczących działalności domniema-
nych   sił   nadprzyrodzonych   w   popularnym   serialu   telewizyjnym   produkowanym   przez   Fox

Network pt. „Z archiwum X” (The X-Files). Zdaniem redaktorów  Skeptical Inquirer  film ten
stanowi poważne zagrożenie dla obywateli. Tytuł „Z archiwum X” pojawił się nawet ostatnio na

okładce tego czasopisma, poświęcony serialowi zaś artykuł krytykował jego scenarzystów za
podsycanie   w   łatwowiernych   widzach   błędnych   naukowych   przekonań.   Tak   więc   nawet

„sceptyczne”, żywiące dysfunkcyjną wiarę umysły mogą czasami popaść w zamroczenie co do
natury filmowej fikcji.

Współczesnym Amerykanom zdarza się określać domniemane paranormalne wydarzenia czy

doświadczenia mianem „woo-woo”. Termin ten jest onomatopeją, żartobliwą imitacją dźwięku,

jaki   wydaje   z   siebie   mimowolnie   człowiek   zdumiony   czymś   tajemniczo   niezwykłym.   To
specyficzne wyrażenie uwidacznia kolejną wspólną cechę humoru i zjawisk paranormalnych:

Humor także pobudza do charakterystycznej, mimowolnej wokalizacji – do śmiechu.

Istnieją również inne słowa, które z pewnością nie kwalifikują się do słownika opisującego

to, co nęcąco nieznane, ale których etymologia zdradza ich dawne, okultystyczne konotacje.
Ktoś, kto jest osłupiały (aghast), doświadcza zapewne tego samego lub podobnego rodzaju

lęku czy strachu co osoba przesądna lub ktoś, kto spotyka ducha. Chociaż słowo aghast nie ma
dziś odniesień paranormalnych, to jednak etymologicznie ghast znaczyło kiedyś ghost (duch), i

powiedzenie,   że   ktoś   jest  aghast,   było   równoznaczne   ze   stwierdzeniem,   że   osoba   ta   była
nękana przez ducha.

Podobnie  słowo  amusement  (zabawa, rozrywka), które  współcześnie  utraciło  zabarwienie

paranormalne, kojarzone było niegdyś z istotami nadprzyrodzonymi, zwanymi muzami. Z kolei

- 61 -

background image

termin bemusement (otumanienie, zamroczenie) określa stan zmącenia umysłu, bycia oszoło-
mionym, zmieszanym, pogrążonym w marzeniach na jawie lub w myślach, całkowicie czymś

pochłoniętym.   Zjawiska   paranormalne   nie   tylko   bawią   (amuse),   lecz   także   przyprawiają   o
zawrót głowy (bemuse). Podsumowując – przyjemność, jaką dostarczają nam zjawiska para-

normalne, równa się rozrywka (amusement) plus oszołomienie (bemusement).

Istnieje jeszcze inna kategoria słów, potwierdzających twierdzenia radosnego paranorma-

lizmu, których jeden odcień znaczeniowy mówi o tym, że coś jest paranormalne, inny zaś o
tym, że coś jest bardzo pociągające. Co charakterystyczne, w danej sytuacji, w której używa

się słowa należącego do tej kategorii, już od pierwszej chwili jest zupełnie jasne, czy ktoś ma
na myśli coś paranormalnego, czy nie.

Na przykład słowa  charm  (czar, urok, maskotka, amulet) można używać w odniesieniu do

przedmiotu   mającego   nadprzyrodzoną   moc   przyciągania   dobra   i   odpędzania   zła,   gdy   tym-

czasem   w   innym   znaczeniu   to   samo   słowo   służy   do   określenia   specyficznego   rodzaju
atrakcyjności   i   powabu.   Innymi   słowami   należącymi   do   tej   samej   kategorii   są:  haunting

(nawiedzany   przez   duchy,   często   odwiedzany,   popularny),  enchanting  (stosujący   czary,
czarujący,   zachwycający),  ensorcelling  (stosujący   czary,   czarodziejski)   i  magical  (mający

związki z magią, magiczny, wspaniały).

W końcu istnieje także szara strefa znaczeń paranormalnych. Zalicza się do niej te kategorie

wyrażeń,   w   których   przypadku   często   nie   jest   jasne,   nawet   w   danym,   ściśle   określonym
kontekście, czy odnoszą się one do czegoś paranormalnego, czy nie. Są to bardzo sprytne

słowa, w tym sensie, że mówca, który ich używa, zawsze może, jeśli zostanie przyparty do
muru, odeprzeć zarzuty, mówiąc na przykład: „No cóż, tak naprawdę to wcale nie miałem na

myśli niczego niesamowitego”.

Dobrym przykładem tego rodzaju wyrazów o niejednoznacznym znaczeniu jest słowo omen.

Z   paranormalnego   punktu   widzenia   omen   jest   nadprzyrodzonym   znakiem,   nadnaturalną
zapowiedzią   czegoś   dobrego   lub   złego.   Omen   funkcjonuje   w   języku   angielskim   także   jako

czasownik, należący do rodziny synonimów, w której skład wchodzą takie słowa jak zapowia-
dać, przepowiadać, wróżyć, zwiastować, dawać pojęcie, prognozować, przeczuwać, przewidy-

wać i wieszczyć.

W miarę upływu czasu znaczenie tych terminów uległo znacznej zmianie. Chociaż niektóre z

nich  kojarzone  były  niegdyś ze  zjawiskami paranormalnymi, dziś  używane  są  one  zarówno
przez statystyków, jak i wróżbitów.

Słowo  foreshadow  (zapowiadać,   zwiastować)   należy   do   kategorii   terminów   wyrażających

ideę paranormalności poprzez odniesienie do cienia i mroku (shadow). Ponieważ w cieniu i

mroku, które są niematerialne, ulotne i zwiewne, zdają się kryć tajemnice, słowa te są dobrymi
metaforami odnoszącymi się do zjawisk paranormalnych.

Słowem  shadow  można   także   nazwać   ducha   zmarłej   osoby,   scjomanci   zaś   zajmują   się

wróżeniem   na   podstawie   wyglądu   takiego   ducha   (cienia)   lub   porozumiewając   się   z   nim.

Terminu   scjozofia   demaskatorzy   zjawisk   paranormalnych   używają   na   określenie   astrologii,
chiromancji oraz innych tradycyjnych metod nadprzyrodzonego zdobywania wiedzy.

Prawie z tego samego powodu, dla którego są one faworyzowane przez zwolenników zjawisk

paranormalnych, cienie (shadows) cieszą się od dawna zasłużoną sławą w świecie rozrywki i

zabawy.   Stanowią   one   inspirację   dla   różnego   rodzaju   wytworów   ludzkiej   fantazji   oraz   są
źródłem   nieustannej   uciechy,   jak   w   przypadku   dziecięcej   zabawy   polegającej   na   robieniu

„zajączków”   na   ścianie.   Warto   także   pamiętać,   że   teatr   cieni   cieszył   się   kiedyś   wielką
popularnością w Indiach, do dziś zaś przetrwał na indonezyjskiej wyspie Bali.

Także   słowo  serendipity  należy   ulokować   gdzieś   w   mrocznej   krainie   znaczeń   na   wpół

paranormalnych.   Określa   ono   zdolność   czynienia   znaczących   i   ważnych   odkryć   w   sposób

przypadkowy lub też całkowicie niespodziewanie, na przykład w trakcie poszukiwania czegoś
zupełnie innego. Czy tego rodzaju szczęśliwy dar ma charakter paranormalny, czy nie?

Do plusów należy zaliczyć to, że tego rodzaju umiejętność, podobnie jak zjawiska paranor-

malne, jest definiowana  negatywnie: znalezione zostaje  coś, czego wcale  nie poszukiwano.

Większość   słowników   odnotowuje,   że  serendipity  jest   „domniemanym”   lub   „rzekomym”
talentem, podobnie jak ma się rzecz w przypadku domniemanych zdolności paranormalnych,

takich jak telepatia czy prekognicja.

Podobnie jak zjawiska paranormalne, także koncepcja serendipity jest głęboko zakorzeniona

w   popularnej   rozrywce.   Horace   Walpole   (1717-1797)   zaczerpnął   ideę  serendipity  oraz   jej
nazwę   z   pewnej   perskiej   bajki   o   trzech   książętach   z   Serendibu   (Sri   Lanki).   Zgodnie   ze

słownikowymi  definicjami  wszystkie   odkrycia  dokonane   dzięki  tej  zdolności   są pożyteczne   i
pożądane;  serendipity  jest   w   swojej   istocie   komiczna,   tak   jak   i   większość   zjawisk

paranormalnych.

- 62 -

background image

Jak   mówił   Walpole,  serendipity  jest   darem,   którym   obdarzeni   byli   trzej   książęta,   którzy

„przez przypadek lub dzięki bystrości umysłu znajdowali rzeczy, których wcale nie szukali”. Tak

więc serendipiy podobna jest do zjawisk paranormalnych także pod tym względem, że wiąże
się z wiedzą uprzednią (bystrość umysłu).

Po   stronie   minusów  serendipity  i   zjawiska   paranormalne   różnią   się   co   do   sposobu

posługiwania   się   swoją   wiedzą   uprzednią.   Paranormalne   przedstawienie   odgrywane   jest   na

scenie powszechnej wiedzy, jednak dzieje się to tak płynnie, że większość widzów wcale nie
zwraca uwagi na sceniczne deski. Słownictwo opisujące to, co nęcąco nieznane, niczym dobry

aktor w dobrej sztuce sprawia, że scena zdaje się znikać. Przez pewien czas osoba pochłonięta
danym zjawiskiem paranormalnym zapomina całkowicie o istnieniu dawnej, ustalonej wiedzy.

Tymczasem   stosunek  serendipity  do   wiedzy   uprzedniej   jest   zupełnie   odmienny   niż   w

przypadku zjawisk paranormalnych. W momencie manifestowania się  serendipity  dana osoba

doświadcza nowego, osobistego objawienia, gdy wiedza, którą już ma, oświetla nagle jakieś
doznane przypadkowo zdarzenie. Osoba przeżywająca epizod serendipity zdaje sobie sprawę z

istnienia swojej własnej, praktycznej wiedzy uprzedniej, dokonując nowego odkrycia; jest to
owa „bystrość umysłu”, o której była mowa powyżej.

Serendipity uwydatnia swoją wiedzę uprzednią. Dana osoba korzysta z tego, co już wie, co

ma niejako pod ręką, by dokonać szczęśliwego odkrycia. Jak ujął to Walpole, serendipity jest

koncepcją, która potwierdza obserwację Pasteura, że przypadek wybiera umysł odpowiednio
przygotowany.

Słownik kryje w sobie jeszcze wiele innych nie odkrytych dotąd słów mających związki ze

zjawiskami   paranormalnymi.   Spostrzeżenia   pokoleń   obserwatorów   zjawisk   paranormalnych

spoczywają uśpione w języku. Wiele rzadkich, przestarzałych, archaicznych i nie używanych już
dziś słów stanowi potencjalne źródło wiedzy, która może pomóc nam w lepszym zrozumieniu

zjawisk paranormalnych.

Znakomitą   ilustrację  tej  zasady  stanowi  stare   szkockie   słowo  fey.  Nie   tylko  określa  ono

często   występujące,   pozornie   paranormalne   zjawisko,   które   uchodzi   uwagi   współczesnych
badaczy, lecz także jest słowem mającym szeroki zakres paranormalnych znaczeń. W słowie

fey mieszają się ze sobą liczne standardowe znaczenia przynależne do słownictwa opisującego
to,   co   nęcąco   nieznane,   uzupełnione   pewną   zaskakującą   obserwacją.   Opisuje   ono   bowiem

pewne   nie   rozpoznane  dotąd  paranormalne   doświadczenie   będące  często   udziałem  umiera-
jących osób. Występowanie tego niezwykłego zjawiska mogą potwierdzić lekarze, pielęgniarki i

pracownicy hospicjów, którzy badają przedśmiertne doznania swoich padopiecznych.

Fey  jest   słowem  bardzo   pojemnym;   skupia   w  sobie   wiele   specyficznych   odcieni   znacze-

niowych zjawisk paranormalnych, które dotąd zidentyfikowano. Biorąc pod uwagę jedno z jego
licznych   znaczeń,  fey  jest   po   prostu   synonimem   słowa   paranormalny,   jako   że   może   ono

znaczyć „nadprzyrodzony, nie z tego świata, dziwny”.  Fey  wykazuje również związki znacze-
niowe z humorem (może znaczyć czasami „cudaczny, kapryśny”) oraz poczuciem lęku (może

odnosić   się   do   stanu,   w   którym   dana   osoba   przeczuwa   zbliżającą   się   śmierć   lub   inne
niebezpieczeństwo).  Fey  zawiera w sobie także aspekt anormalności związany ze zjawiskami

paranormalnymi, jako że może ono także znaczyć „mający zaburzenia umysłowe, szalony, o
pomieszanych zmysłach, niespełna rozumu oraz wielce zaniepokojony z powodu zbliżającej się

śmierci”. Fey może odnosić się do paranormalnej zdolności widzenia przyszłości i być czasami
synonimem słowa jasnowidzący. Ponieważ fey określa również „zdolność do widzenia wróżek”,

można je również zaliczyć do wyróżnionego przez nas powyżej drugiego rodzaju słownictwa
opisującego   to,  co  nęcąco   nieznane,  które   odnosi  się  do  pewnego  rodzaju  paranormalnych

bytów.   Słowo  fey  ma   nawet   znaczenie,   które   może   spodobać   się   tym   natrętnym,   starym
złośnikom, funda-chrześcijanom, jako że w minionych latach znaczyło ono także „przeklęty”.

Istnieje jeszcze jedno znaczenie słowa fey, które jest jednak znacznie ważniejsze dla badań

zjawisk paranormalnych niż wszystkie wymienione dotąd. Słowo to może mianowicie określać

dziwne,   euforyczne   zachowanie   danej   osoby   poprzedzające   bezpośrednio   jej   śmierć,   stan
nienaturalnie dobrego nastroju lub uniesienia obserwowany często u umierających osób tuż

przed   śmiercią.   Współcześni   leksykografowie   definiujący   to   znaczenie   słowa  fey  piszą
najczęściej,   że   jest   to   „domniemany”   stan   świadomości,   który,   „jak   niegdyś   wierzono”,

występował bezpośrednio przed śmiercią. Tego rodzaju wyrażenia sugerują, iż współcześnie
słowo  fey nie opisuje żadnego rzeczywistego zjawiska. Dzisiejsi autorzy słowników zakładają,

że dawna koncepcja, zgodnie z którą umierające osoby stają się fey, jest czystym wymysłem
naszych prababek.

Jednak na podstawie osobistych kontaktów z umierającymi osobami wiem, że zjawisko to

rzeczywiście   występuje   i   jest   dosyć   powszechne.   Podejrzewam,   że   powodem,   dla   którego

przeciętny człowiek nie zdaje sobie już sprawy z jego istnienia, jest to, że na początku XX

- 63 -

background image

wieku miejscem, w którym ludzie najczęściej umierają, przestał być ich dom, a zaczął być
szpital.   Lekarze   i   pielęgniarki   delikatnie   wypraszali   najbliższe   osoby   swoich   umierających

pacjentów   z   sali,   na   której   się   oni   znajdowali,   bezpośrednio   przed   nastąpieniem   zgonu.
Personel  medyczny  sądził,   że   bycie   świadkiem   śmierci  bliskiej  osoby  mogłoby   mieć  bardzo

negatywny emocjonalny wpływ dla członków jej rodziny. W konsekwencji takiego postępowania
zjawisko określane słowem fey zostało zapomniane wśród szerokich rzesz społeczeństwa.

Obecnie sposoby postępowania z umierającymi ponownie się zmieniają i członków ich rodzin

zachęca się wręcz do tego, by towarzyszyli swoim najbliższym aż do samego końca. Lekarze i

pielęgniarki często zostawiają w takim wypadku rodzinę sam na sam z umierającą osobą, tak iż
wszyscy   razem   mogą   uczestniczyć   w  tych   zdumiewających   ostatnich   momentach   jej   życia.

Przypuszczam więc, że szerokie rzesze społeczeństwa wkrótce ponownie uświadomią sobie fakt
istnienia   owego   dziwnego   stanu   świadomości   pojawiającego   się   u   wielu   osób   bezpośrednio

przed śmiercią.

Pojedyncze słowa i wyrażenia nie są jedynymi winowajcami

Radośni zwolennicy zjawisk paranormalnych, którzy badają opisujący je język, nie powinni

koncentrować   się   wyłącznie   na   pojedynczych   słowach   czy   zwrotach.   Powszechnie   przyjęty

sposób mówienia o zjawiskach nadprzyrodzonych obejmuje bowiem swoim zasięgiem także
dłuższe   jednostki   językowe.   Przyjmują   one   formę   asekuracyjnych   zdań,   standardowych

zaprzeczeń,   które   zwykle   tak   dyskretnie   wtrąca   się   do   wypowiedzi   na   temat   zjawisk
paranormalnych, że czasami trudno w ogóle je zauważyć.

„Nigdy dotąd nie wierzyłem w takie rzeczy, ale...”
„Zawsze   myślałem,   że   ludzie   interesujący   się   zjawiskami   paranormalnymi   są   stuknięci,

ale...”

„Nikt   w   mojej   rodzinie   nie   traktował   nigdy   duchów   czy   postrzegania   pozazmysłowego

poważnie, ale...”

„Przez całe życie bylem sceptykiem, ale...”

Te   i   szereg   podobnych   zwrotów   porozrzucanych   jest   beztrosko   to   tu,   to   tam   w

sprawozdaniach z pierwszej ręki mówiących o paranormalnych przeżyciach. Zwykle kiedy ktoś

opisujący jakieś domniemane zjawisko paranormalne posługuje się jedną z tych szablonowych
formułek, rozmowa toczy się dalej gładko i bez większych zgrzytów.

Dla wytrawnego ucha radosnego badacza zjawisk paranormalnych wszystkie te „ale” brzmią

jednak podejrzanie. Słysząc je zadaje on sobie pytanie, dlaczego tego rodzaju zwroty są tak

bardzo rozpowszechnione w sprawozdaniach opisujących zjawiska paranormalne.

Owe standardowe formułki stosowane są sprytnie i z rozmysłem niedbale w celu podlizania

się   słuchaczowi   lub   czytelnikowi.   Na   pozór   robią   one   wrażenie,   iż   mówca   lub   pisarz   jest
człowiekiem rozsądnym; w rzeczywistości jednak przewrotnie służą do złagodzenia krytycznego

nastawienia   odbiorców.   Owe   banalne   sentencje   używane   są   tak   często,   że   przedstawiciele
radosnego paranormalizmu zaliczają je do charakterystycznych cech relacji na temat zjawisk

paranormalnych.

Związek z rozrywką zostaje ostatecznie ustalony

W   trakcie   naszego   długiego   safari   wiodącego   po   bezdrożach   paranormalnych   znaczeń

upolowaliśmy sporo nowych gatunków słów, które pozwalają nam ustalić bliskie związki łączące

zjawiska paranormalne ze światem rozrywki. To jeszcze jedna wskazówka świadcząca o tym,
jak   bardzo   beztrosko   i   niedbale   kultywujący  dysfunkcyjną   wiarę  badacze   podchodzą   do

należących   do   zjawisk   paranormalnych   znaczeń,   które,   w   o   wiele   większym   stopniu   niż   w
przypadku większości innych dyscyplin, zależne są od słów.

Podkreślam raz jeszcze: mimo że zaproponowany przeze mnie sposób postępowania jest

nudny i nieinteresujący, nie ma on nic wspólnego z przesadną pedanterią. Nuda, oschłość i

monotonia   wiążąca   się   z   pozornie   mało   istotną,   precyzyjną   analizą   znaczeń,   pozwalają
wyjaśnić, dlaczego fakt, iż zjawiska paranormalne są rozrywką, pozostawał przez tak długi czas

niezauważony. Hołdujący dysfunkcyjnej wierze badacze błądzą po omacku w labiryncie, jakim
jest język opisujący zjawiska paranormalne. Stała dbałość o słowa stanowi rodzaj nici Ariadny,

za którą mogą podążać radośni zwolennicy zjawisk paranormalnych w poszukiwaniu nowych,
często zaskakujących sposobów zdobywania wiedzy na temat tego, co nieznane.

Aby słownictwo opisujące to, co nęcąco nieznane, mogło być używane w celach rozrywko-

- 64 -

background image

wych,   musi   ono   współdziałać   z   jedną   ze   substruktur   ustalonej   wiedzy.   Jakie   są   związki
rozrywkowego języka opisującego  zjawiska paranormalne z jego intrygującą epistemologią?

Aby   odpowiedzieć   na   to   pytanie,   warto   umieścić   zjawiska   paranormalne   w   specyficznej
kategorii zabawy i rozrywki, do której w istocie należą.

- 65 -

background image

Rozdział 7

KLASYFIKACJA ZJAWISK PARANORMALNYCH

Jak dotąd w naszej podróży przyjrzeliśmy się z bliska trzem usankcjonowanym kategoriom

dyskutantów uczestniczących w debacie na temat zjawisk paranormalnych oraz przedstawi-
liśmy powody, dla których należy przezwyciężyć stworzony przez nich impas, zapraszając do

debaty   czwartą   kategorię   uczestników   –   radosnych   badaczy   zjawisk   paranormalnych.
Zbadaliśmy także nowy sposób postrzegania samych zjawisk paranormalnych, dostrzegając ich

stronę   humorystyczną   i   rozrywkową,   i   tym   samym   legitymizując   rolę   radosnych   badaczy
zjawisk   paranormalnych   w   dyskusji.   Wreszcie   prześledziliśmy   rolę,   jaką   w   kształtowaniu

naszego podejścia i zrozumienia (lub może niezrozumienia) zjawisk paranormalnych odgrywa
wiara i dysfunkcyjna wiara, a także używane do ich opisu słownictwo.

Teraz przyjrzyjmy się bliżej samym zjawiskom paranormalnym, zobaczmy, czy uda nam się

zbliżyć   do   zrozumienia   tego,   czym   one   są   i   czym   nie   są,   a   także   dostrzec   nawet   jakieś

podobieństwa   między   nimi   a   innymi   z   naszych   życiowych   doświadczeń   i   przeżyć   –
podobieństwa, które być może pomogą nam rozpoznać (poznać na nowo) to, czego szukamy.

Ostateczne   wnioski   radosnego   paranormalizmu   na   temat   tego,   czym   są   zjawiska

paranormalne   –   mianowicie   rodzajem   rozrywki  i  zabawy  –   umożliwiają   nam   dokonanie   ich

zgrabnej i usprawiedliwionej klasyfikacji.

Definiowanie i klasyfikowanie  to odmienne, acz pokrewne czynności, tak więc radosnego

badacza zjawisk paranormalnych zdziwieniem napawa fakt, że przedstawiciele trzech głównych
ugrupowań   hołdujących   dysfunkcyjnej   wierze   przywiązują   tak   małą   uwagę   do   sposobów

klasyfikowania zjawisk paranormalnych.

Uświadomienie   sobie   tego,   że   zjawiska   paranormalne   są   ściśle   powiązane   z   rozrywką   i

zabawą, pozwala umieścić je w jednej kategorii z innymi sposobami spędzania wolnego czasu i
rozrywki, które cieszą się popularnością z tego samego powodu, co zjawiska paranormalne:

ponieważ wpływają one na zmianę świadomości, co odbierane jest jako przyjemne i pożądane.
Rozrywka zbieżna jest ze zjawiskami paranormalnymi także pod innymi, istotnymi względami,

do których zalicza się fakt, iż wykazuje ona związki z humorem oraz jest zależna od koncepcji
wiedzy uprzedniej. Znaczy to, iż są rzeczy, które, jak sądzimy, wiemy na temat danego rodzaju

rozrywki, gdy tymczasem aktualne jej przeżycie często prowadzi nas do wniosków przeciwnych
do tych, które wydawały nam się na początku oczywiste.

Nazwałem tego rodzaju rozrywkę periparanormalną. Branie w niej udziału oznacza wesołe

igranie na pograniczu między tym, co znane i tym, co nieznane. Rozrywka periparanormalna

czerpie swoją siłę z doprowadzania ludzi do stanu dynamicznego napięcia między wiedzą a
niewiedzą. Każdy rodzaj rozrywki dokonuje tego we właściwy mu, odrębny sposób. Zjawiska

paranormalne   czynią   dokładnie   to   samo,   zajmując   pozycję   na   tle   racjonalnej,   od   dawna
ustalonej wiedzy, z którą zdają się być w wyraźnej niezgodzie.

Przyjrzyjmy się kategoriom tego, co nazywamy periparanormalną rozrywką i zobaczmy, czy

także państwu uda się dostrzec paralele, które ja widzę, oraz czy pomoże to nam wszystkim

dowiedzieć się czegoś więcej o całym interesującym nas tu zagadnieniu.

A. Hazard

Hazard dobrze pasuje do tej kategorii. Fakt, iż hazard klasyfikuje się jako rozrywkę, budzi

zdumienie częściowo z tego powodu, że czasami ma on zgubny wpływ na zbytnio ulegające mu
osoby,   częściowo   zaś   dlatego,   że   koncepcja   zyskiwania   czegoś   za   nic   stanowi   afront   dla

purytańskiej strony naszej [amerykańskiej] osobowości. Mimo to ludzie uprawiający hazard z
pewnością dobrze się bawią. Zjeżdżają się tłumnie do znanych ośrodków hazardu, w których

pełno   jest   także   wszelkiego   rodzaju   lokali   rozrywkowych.   W   ruinach   jednej   z   greckich
starożytnych   wyroczni   znaleziono   przyrząd   służący   do   wyznaczania   losów   używany   do

przewidywania przyszłości, który mógł być także z powodzeniem wykorzystywany do hazardu.
Niektórzy archeologowie utrzymują, że kości (do gry) służyły pierwotnie do wróżenia, a dopiero

później   zaczęto   posługiwać   się   nimi   w   grach   losowych.   Dziś   używa   się   ich   w   wielu   grach
planszowych.

- 66 -

background image

Hazardziści maniacko liczą na swój szczęśliwy los, która to koncepcja, podobnie jak kwestia

dobrych i złych omenów, nie może się zdecydować, czy chce być uznana za paranormalną, czy

nie. Podobnie jak w przypadku zjawisk paranormalnych koncepcja szczęścia wyrażana jest za
pośrednictwem   różnego   rodzaju   wyrażeń.   Na   przykład   angielscy   i   amerykańscy   hazardziści

dokonują personifikacji przypadku, nazywając go Lady Luck (dosł. Pani Szczęście). Koncepcja
szczęśliwego   losu   w   grze   i   zjawiska   paranormalne   spotykają   się   ze   sobą   również   w

archetypowych   symbolach   związanych   z   przesądami,   takich   jak   końska   podkowa   oraz   inne
talizmany   mające   moc   przynoszenia   szczęścia.   Wielu   hazardzistów   wierzy,   iż   dzięki   swoim

talizmanom uda im się wygrać fortunę. Niezwykle pojemne słowo fey może znaczyć „pechowy”,
słowo serendipity zaś używane jest czasami na określenie „dobrej passy”.

Zaskakujące   koincydencje,   które   wydają   się   osobiście   znaczące   dla   danej   osoby,   są,

zdaniem niektórych badaczy zjawisk paranormalnych, wynikiem działania zasady synchronicz-

ności; osoba doświadczająca tego rodzaju koincydencji ma często wrażenie, że wydarzyło się
coś w niewyjaśniony sposób magicznego. Hazardzistów często nawiedza tajemnicze przeczucie,

że   właśnie   tym   razem   uda   im   się   wygrać;   znacznie   rzadziej   owo   przeczucie   naprawdę
urzeczywistnia się, wywołując w graczu wrażenie, iż miało ono charakter iście magiczny. Tak

więc   psychologia   przypadku,   która   tak   potrafi   zauroczyć   hazardzistów,   przypomina   tę
dominującą   pośród   fanów   zjawisk   paranormalmych.   Zagorzali   gracze   są   zwykle   bardzo

przesądni. Ten sam zarzut wysuwany jest zazwyczaj także wobec nas, zwolenników zjawisk
paranormalnych.

B. Wykorzystywanie substancji chemicznych w celach rekreacyjnych

Tak   zwane   rekreacyjne   wykorzystywanie   substancji   chemicznych   wykazuje   elementy

wspólne   zarówno   ze   zjawiskami   paranormalnymi,   jak   i   rozrywką.   Dobry   przykład   może   tu

stanowić historia podtlenku azotu (gazu rozweselającego). Dziś substancję tę stosują często
jako środek znieczulający anestezjolodzy, zanim jednak odkryto owo zastosowanie, była ona

wykorzystywana do wywoływania stanów zbliżonych do nastycznej ekstazy, zdobywając sobie
przy   tym   sporą   popularność.   William   James,   podobnie   jak   inni   filozofowie,   naukowcy   i

psychologowie,   wdychał   podtlenek   azotu   w   celu   osiągnięcia   metafizycznych   wglądów   i
doświadczenia   odmiennych   stanów   świadomości.   Benjamin   Blood   wychwalał   stan   wywołany

przez   tę   substancję,   twierdząc,   że   „atmosfera   panująca   w   najwyższym   ze   wszystkich
możliwych   niebios   musi   składać   się   z   tego   właśnie   Gazu”.   Na   początku   XIX   wieku   gaz

rozweselający używany był do celów teatralnych. W 1814 roku amerykański dziennikarz Moses
Thomas   opisał   swoją   wizytę   w   tego   rodzaju   „teatrze   świadomości”   w   Filadelfii,   którego

właściciel   rozpylał   dla   swojej   widowni   gaz   rozweselający   w   celach   edukacyjnych   i   rozryw-
kowych.

C. Zdumiewające opowieści

Stosowanie gazu rozweselającego przynależy do tej samej tradycji, z której wywodzi się

działalność innego, żyjącego ponad wiek później wielkiego amerykańskiego zwolennika zjawisk

paranormalnych – Roberta Ripleya. Przez dziesięciolecia Ripley podróżował po świecie, ślęcząc
nad   niezliczonymi   książkami   w   poszukiwaniu   osobliwości   i   ciekawostek,   które   przedstawiał

następnie w swoich cieszących się ogromną popularnością historyjkach obrazkowych w gazecie
zatytułowanej Belive It or Not („Nie do wiary”). Ripley zebrał mnóstwo opisów niewiarygodnych

koincydencji,   anomalii   rozwojowych,   niecodziennych   zdarzeń,   zdumiewających   faktów,   opo-
wieści   o   ludziach   obdarzony   niezwykłymi   talentami   oraz   innych   dziwnych   i   niecodziennych

informacji, które prezentował w sposób, który zarówno zdumiewał, jak i bawił jego czytelni-
ków. Do jego najciekawszych odkryć należał mężczyzna, który, mając do dyspozycji kartkę z

próbką   pisma   danej   osoby,   potrafił   bezbłędnie   określić   jej   płeć,   posługując   się   kluczem
zawieszonym   na   jedwabnej   nici;   dwie   pary   nie   spokrewnionych   ze   sobą   bliźniaczek,   które

nosiły te same imiona i nazwiska – Lorraine i Loretta Szymanski i pewnego dnia spotkały się
nieoczekiwanie   w   jednej   klasie   i   które,   jak   się   okazało,   mieszkały   w   swoim   bezpośrednim

sąsiedztwie; oraz kobietę z Massachusetts, która kilka tygodni po porodzie odkryła, że na jej
kolanach pojawiły się nagle i niespodziewanie wierne podobizny jej nowo narodzonego dziecka

(co potwierdzały także dowody w postaci fotografii).

Historyjki obrazkowe Ripleya zachęcały czytelników do nadsyłania informacji o podobnych,

niezwykłych i zdumiewających faktach.  W rezultacie w okresie największej  popularności do
biura   Ripleya   trafiały   tysiące   listów,   z   których   wybierał   on   do   publikacji   co   ciekawsze

wiadomości.   Wiele   ze   zgromadzonych   przez   niego   artefaktów   oraz   dokumentacja   zostały
następnie udostępnione publiczności w specjalnych salach wystawowych zwanych Odditoriums

- 67 -

background image

[Od odd – dziwaczny i audytorium – sala wykładowa (przyp. tłum.).], w późniejszym czasie zaś
znanych jako Ripley's Belive It or Not Museums. Efekty, jakie prezentacje Ripleya wywierały na

ludzką   świadomość,   są   zbieżne   z   efektami   wywoływanymi   przez   rzekome   paranormalne
przeżycia i zjawiska.

D. Niecodzienne informacje prasowe

Do kategorii periparanormalnej rozrywki można zaliczyć także zbieranie i rozpowszechnianie

przez   zawodowych   dziennikarzy   informacji   nazywanych   przez   nich   samych   „wiadomościami

niesamowitymi” (weird news). Dziennikarze ci gromadzą niecodzienne informacje pochodzące
jedynie   z   godnych   zaufania   źródeł   (nigdy   z   prasy   brukowej),   dokonują   ich   klasyfikacji,   a

następnie publikują je. Na jedną ze standardowych kategorii tworzących tego rodzaju kolekcje
składają się historie, których wiarygodność potwierdzana jest metodami dziennikarskimi, ale

niekoniecznie naukowymi, i które wykazują związki ze zjawiskami nadprzyrodzonymi. Jeden z
opublikowanych ostatnio zbiorów zawiera między innymi, opowieść o kobiecie, rażonej pioru-

nem   w  trakcie   lektury   książki   Stephena   Kinga,   na   której   okładce   znajdował   się   wizerunek
rażonego piorunem mężczyzny; relacja o fantomalnej katastrofie lotniczej na końcu pewnej

zabudowanej ulicy w Pensylwanii, której mieszkańcy widzieli, słyszeli i czuli zapach rozbitego
samolotu, ale wraku nigdy jednak nie znaleziono; oraz doniesienia o serii pojawień się duchów

w postaci cyrkowych klaunów w katedrze św. Pawła, a także szeregu ukazań się Dziewicy Maryi
we własnej osobie. Specjaliści od „niesamowitych wiadomości” prezentują zgromadzone przez

siebie materiały w taki sposób, by zdumiewać i jednocześnie bawić swoich czytelników. Książki
będące rezultatami ich wysiłków cieszą się takim samym wzięciem wśród zwolenników dobrej

zabawy, jak i zjawisk paranormalnych.

E. Podróże – prawda i fikcja

Pewne   wyjątkowe  rodzaje  turystyki  także  należą do  rodziny periparanormalnej  rozrywki.

Chodzi tu nie tylko o podróże do miejsc odwiedzanych często przez ludzi spragnionych nowych
wrażeń i sensacji – słynnych domów nawiedzanych przez duchy, starożytnych piramid, oraz

innych podobnych  miejsc cieszących  się  opinią niezwykłych i  tajemniczych  – ale głównie  o
relacje  z podróży, pisma i biografie wędrujących po świecie, ekscentrycznych poszukiwaczy

przygód,   których   nazwiska   pojawiają   się   często   w   kontekście   zjawisk   paranormalnych.   Te
niespokojne i nieustraszone dusze, które odważnie decydują się porzucić miłe i wygodne życie,

by wyruszyć w nieznane i dalekie strony, robią to w głównej mierze dlatego, że podróżowanie
wpływa na zmianę stanu ich świadomości. Poszukują egzotycznych przygód w dalekich krajach

przede   wszystkim   ze   względu   na   dreszcz   emocji,   jaki   towarzyszy   odkrywaniu   tego,   co
nieznane. Często opisują swoje przeżycia w dziennikach pełnych relacji o nadprzyrodzonych,

niezwykłych zdarzeniach, które to dzienniki z tego właśnie powodu są wielce interesujące dla
badaczy zjawisk paranormalnych.

Pionierami tego rodzaju opisów podróży, z których kilka jest wciąż na nowo publikowanych,

byli   starożytni   Grecy.   „Odyseja”   Homera   jest   jednym   z   najstarszych   dzieł   tego   gatunku   w

literaturze Zachodu. Ten poemat epicki opowiada o przygodach Odyseusza, który błąkając się
po morzu dociera do wielu tajemniczych krain, gdzie przeżywa wiele niecodziennych zdarzeń, z

których kilka ma wyraźnie paranormalny charakter.

Innym   podróżnikiem   przeżywającym   periparanormalne   przygody,   autorem   cieszącego   się

dużą popularnością poematu będącego opisem podróży w dalekie kraje, był Aristeas. Również
żyjący w II wieku n.e. Pauzaniasz, z zawodu lekarz, napisał obszerne dzieło poświęcone swoim

podróżom  do tajemniczych wyroczni oraz  innych miejsc otoczonych nadnaturalną, cudowną
aurą.

Marco Polo (1254-1324), angielski orientalista i badacz sir Richard Burton (1821-1890), a

także   Robert   Ripley,   zajmują   honorowe   miejsca   na   liście   najsłynniejszych   niestrudzonych

poszukiwaczy przygód i podróżników. Pod wieloma względami trudności, jakie napotykali oni
przy prezentacji swoich obserwacji, zbieżne są z trudnościami, z jakimi zmagają się badacze

zjawisk   paranormalnych:   nie   ruszający   się   ze   swoich   domów   naukowcy   krytykowali   owych
globtroterów zarzucając im, często zupełnie niesprawiedliwie, oszustwo, mistyfikację – lub w

najlepszym razie – ubarwianie faktów.

Oczywiście w latach poprzedzających powstanie CNN literatura podróżnicza naznaczona była

piętnem wynikającym ze skłonności do przesady i fantazjowania. W celu sparodiowania tego
rodzaju   literatury   spisano   w   formie   na   wpół   fikcyjnej   dzieje   niemieckiego   poszukiwacza

przygód   i   gawędziarza   barona   von   Munchhausena   (1720-1797).   Jego   nazwisko   stało   się
synonimem retorycznego stylu charakteryzującego się skłonnością do przesady i konfabulacji,

- 68 -

background image

komicznych   przechwałek,   które   graniczą   z   czystym   wymysłem   lub   nawet   czymś   w  rodzaju
pseudologia fantastica  [Pseudologia fantastyczna, kłamstwo patologiczne, inaczej mitomania

(przyp. tłum.).].

Co ciekawe, nazwisko Munchhausena trafiło także do słowników medycznych na określenie

jednej   z   tych   podobnych   do   hipochondrii   metachorób,   które   wymagają   od   potencjalnego
chorego wiedzy na temat tego, czym jest choroba. Zespół Munchhausena wiąże się jednak z

kolejną metasferą znaczenia, wymagając od swoich ofiar nie tylko wiedzy na temat tego, czym
jest  choroba,  ale  także   tego,  czym  jest  szpital.  Pacjenci  z  zespołem  Munchhausena,   zwani

również   „szpitalnymi   włóczęgami”,   wędrują   od   szpitala   do   szpitala   i   usiłują   się   do   nich   za
wszelką cenę dostać, zdając personelowi lekarskiemu kłamliwe relacje na temat swoich nie

istniejących chorób. Podobnie jak w przypadku hipochondryków oraz nękanych  dysfunkcyjną
wiarą
  fanów zjawisk paranormalnych, „szpitalnych włóczęgów” nie zniechęcają okoliczności i

sytuacje,   które   ludzi   normalnych   skłoniłyby   do   zaniechania   podobnych   działań.   Tak   jak
hipochondrycy   uodpornieni   są   na   zapewnienia   lekarzy,   iż   nic   im   nie   jest,   tak   pacjenci   z

zespołem   Munchhausena   nie   dają   za   wygraną,   nawet   jeśli   muszą   znosić   ból   związany   z
zabiegami operacyjnymi lub innymi inwazyjnymi procedurami diagnostycznymi.

(Podobnie osoby żywiące dysfunkcyjną wiarę w zjawiska paranormalne odrzucają powszech-

nie przyjęte językowe, logiczne i epistemologiczne kanony, dzięki czemu udaje im się wierzyć

w   to,   w   co   nie   wierzą.   W   rzeczy   samej   nie   tylko   one,   lecz   także   wielu   zdeklarowanych
zwolenników   i   przeciwników   zjawisk   paranormalnych,   uparcie   trzyma   się   swojego   punktu

widzenia, po prostu dlatego, że jest to ich punkt widzenia, a nie dlatego, że istnieją ku temu
jakieś racjonalne przesłanki – w istocie często czynią tak pomimo dowodów przemawiających

na niekorzyść takiej właśnie postawy.)

Chociaż Odyseusz, Marco Polo, sir Richard Burton i im podobni wielcy podróżnicy nie cieszyli

się   najlepszą   reputacją,   jeśli   chodzi   o   swoje   naukowe   przygotowanie,   to   przecież   wnieśli
znaczący   wkład   do   poszerzenia   ludzkiej   wiedzy.   Jako   pierwsi   opisali   wiele   zdumiewających

zjawisk, które w ich czasach wydawały się niewiarygodne, używając języka, który, mimo że był
zapewne   najlepszym   z   możliwych   w   danych   okolicznościach,   musiał   zostać   następnie

zmodyfikowany i zweryfikowany w świetle dokonanych w późniejszym czasie obserwacji.

Ze swojej natury każda z periparanormalnych rozrywek zakłada aktywne uczestnictwo w

niej fanów, nawet jeśli ma ono jedynie charakter pośredni polegający na przykład na czytaniu
sprawozdań. Fani periparanormalnych rozrywek muszą albo czytać, pisać lub rozmawiać na

tematy   takie   jakie   duchy,   przeżycia   z   pogranicza   śmierci,   prorocze   sny,   niesamowite
wiadomości z serwisów informacyjnych czy krainy leżące poza granicami znanego świata; albo

uczestniczyć w seansach, robić zakłady, palić jointy, poznawać historyjki i opowieści Ripleya,
przysyłać   mu   listy   z   niezwykłymi   informacjami,   odwiedzać   Odditorium,   albo   w   jakiś   inny

sposób angażować się w tego rodzaju działalność po to, by doświadczyć osobliwej przyjem-
ności   wynikającej   z   periparanormalnej   rozrywki   związanej   z   niezgodnością   między   tym,   co

znane, a tym, co nieznane.

A. Hazard w swoich najbardziej ekscytujących momentach operuje na obszarze między tym,

co znane, i tym, co nieznane; hazardzista stawia żeton na linii lub obstawia jedną liczbę w
pełnej napięcia chwili, gdy los zmienia to, co nieznane, w to, co znane.

B. Osoby stosujące substancje psychoaktywne poszukują intelektualnych doznań, eksploru-

jąc swoje wewnętrzne granice poznania.

C. i D. Ripley oraz dziennikarze specjalizujący się w wynajdywaniu niecodziennych informacji

bawią czytelników prezentując im dziwne i zaskakujące, w stosunku do posiadanej przez nich

wiedzy uprzedniej, fakty i wydarzenia.

E. Dawna literatura podróżnicza przyciągała czytelników, czyniąc z horyzontu geograficz-

nego symbol granicy między znanym i nieznanym.

Pożegnanie z tym, co wiemy

By   dobrać   się   do   słodkiego   miąższu   przyjemności   wynikających   z   konfrontacji   tego,   co

znane, z tym, co nieznane, każda z periparanormalnych rozrywek wypracowała swój własny

system   reguł   umożliwiających   „pożegnanie   się”   odbiorcy   z   określonymi   założeniami   natury
logicznej i językowej (czasami także prawnej!) – a wszystko po to, by spotęgować radosne

podniecenie wynikające z pozornego zderzenia znanego z nieznanym.

Na tej samej zasadzie zjawiska paranormalne zmuszają do zniesienia określonych założeń

natury   logicznej   i   językowej,   lawirując   między   nieugruntowanymi   metaforami   i   pustymi
negacjami w taki sposób, by dostarczyć nam jak najwięcej radosnego nonsensu na temat życia

- 69 -

background image

po śmierci, prekognicji, czytania myśli itd.

Hazardzista   wierzy,   że   na   pewien   czas   prawa   rachunku   prawdopodobieństwa   mogą
przestać obowiązywać, modląc się o to, by spadający meteoryt lub piorun trafił właśnie
w niego, sprowadzając nań deszcz pieniędzy.

Osoby   używające   substancji   chemicznych   w  celach   rekreacyjnych   igrają   z   prawnymi
ograniczeniami w tej kwestii.

Ripley   wykorzystywał   przywilej   dany   dziennikarzowi   i  rysownikowi   umożliwiający   mu
swobodne   przedstawianie   innych   światów   i   egzotycznych   miejsc   w   sposób   silnie

pobudzający ludzką wyobraźnię.

Dziennikarze publikujący „niesamowite wiadomości” podważają ustalone dziennikarskie
zasady, przyznając otwarcie, że, owszem, rozrywka jest jedną z funkcji dziennikarstwa.

Podróżujący po świecie autorzy dawnej literatury podróżniczej cieszyli się wyjątkową
reputacją. Przez pewien czas każdy z nich uważany  był, na podstawie  ich własnych
relacji,   za   jedynego   człowieka,   któremu   udało   się   dotrzeć   do   jakiegoś   wyjątkowo

dziwnego i niedostępnego miejsca.

U podstaw wszelkiego rodzaju periparanormanej rozrywki leży także element humoru,
który   został   przez   nas   zidentyfikowany   jako   jeden   z   głównych   aspektów   zjawisk
paranormalnych.

Gdy trafi im się duża wygrana, hazardziści wybuchają zwykle spontanicznie śmiechem,
kasyna zaś zatrudniają komików mających zabawiać gości.

Alkohol,   haszysz,   podtlenek   azotu   i   LSD   należą   do   substancji   wpływających   na
świadomość, które są popularne między innymi dlatego, że wywołują wesołość.

Czytelnicy   Ripleya   znajdowali   jego   artykuły   i   rysunki   na   tych   stronach   gazet,   które
poświęcone były humorowi.

Nazwisko Munchhausena kojarzy się dziś z komicznymi przechwałkami, wydawane zaś
w   formie   książkowej   zbiory   niecodziennych   wiadomości   mają   charakter   wyraźnie

humorystyczny.

W rzeczy samej o periparanormalnej rozrywce można powiedzieć, że polega ona na zabawie

z tym, co nieznane i śmieszne (funny), przy czym należy brać pod uwagę prawie każde ze
znaczeń słowa funny, jakie notują znane słowniki: wywołujący śmiech, zabawny, śmieszny; w

nie   najlepszym   zdrowiu   lub   w   nie   najlepszym   porządku;   dziwny,   niesamowity,   dziwaczny;
nieortodoksyjny; dotyczący komiksów (takich jak krótkie historyjki obrazkowe publikowane w

gazetach zwane po angielsku  funnies); oraz, w dawniejszych czasach, podchmielony, pijany.
Krótko mówiąc, oddawanie się periparanormalnej rozrywce polega na konfrontacji z tym, co

nieznane w duchu komizmu.

Istnieje jeszcze jedna kategoria, największa ze wszystkich

Dziedzinę periparanormalnej rozrywki konstytuują wszystkie omówione powyżej elementy

strukturalne. Na którym piętrze w tym periparanormalnym gmachu należy jednak dokładnie

umieścić zjawiska paranormalne? Lub też, który dział periparanormalnego gabinetu osobliwości
zajmują zjawiska paranormalne?

Z definicji zjawiska paranormalne pokrywają się częściowo z każdym z rodzajów peripara-

normalnej rozrywki. Wydaje się jednak, że zjawiska paranormalne mają najwięcej wspólnego z

popularnym, periparanormalnym rodzajem rozrywki, który jak dotąd nie został wymieniony z
nazwy,   a   mianowicie   z   nonsensownym   humorem.   Chodzi   tu   o   taki   rodzaj   rozrywki,   który,

podobnie jak zjawiska paranormalne, polega na czerpaniu radości z czystego nonsensu.

Atrakcyjność   zjawisk   paranormalnych   opiera   się   częściowo   na   humorze,   częściowo   na

nonsensie.   Tak   więc   radośni   badacze   zjawisk   paranormalnych   zakładają,   że   urok   zjawisk
paranormalnych zbliżony jest do uroku nonsensownego humoru.

„Alicja w krainie czarów”, „Alicja po drugiej stronie lustra”, „Flatlandia” i inne, pełne nonsen-

sownego   humoru   książki   prezentują   ten   sam,   lub   zbliżony,   rodzaj   pozornie   pozaświatowej

cudowności,   który   charakteryzuje   wiele   domniemanych   doświadczeń   paranormalnych.
Opowieści Lewisa Carrolla o wyprawach Alicji do tajemniczej krainy świadczą o tym, że ich

autor   dysponował   wiedzą   na   temat   odmiennych   stanów   świadomości   wywoływanych   przez
substancje psychoaktywne i zwierciadlanych wizji. Oba te rodzaje doświadczeń są od dawna

znane szamanom, a także praktykującym badaczom i zwolennikom zjawisk paranormalnych.

Benjamin Franklin miał rację mówiąc: „Ponieważ czary to  nonsens, tak więc nonsens to

- 70 -

background image

czary”. Znanym faktem dotyczącym nonsensu jest to, że wielu ludzi pilnie nad nim pracuje,
starając się usunąć z niego możliwie najwięcej „non” i pozostawić sam „sens”. Dzięki temu

zjawiskom   paranormalnym   i   nonsensownemu   humorowi   udaje   się   nas   bawić   formalnymi   i
logicznymi niedorzecznościami. Podstawowe założenia, na jakich opiera się periparanormalna

rozrywka, dają nonsensownemu humorowi i zjawiskom paranormalnym niezwykłą swobodę w
obchodzeniu się z elementarnymi zasadami logiki oraz normami lingwistycznymi.

Aby udowodnić, że nonsens jest czarujący, należy zbadać potoczne słownictwo opisujące to,

co bezsensowne, które zawiera stosunkowo mało  słów należących do „poważnie brzmiącej”

terminologii,   takich   jak   absurdalny,   niezrozumiały,   nonsensowny,   bezsensowny.   Kilka   słów
opisujących nonsens mówi podłe i brzydkie rzeczy o nonsensie, przyrównując go do śmieci i

odpadków. Słowami rubbish (bzdury, brednie, śmieci, nieczystości) i tommyrot (nonsens, dosł.
Tommy – głupek, rot – zgnilizna) mogą posługiwać się w celu wyrażenia swojego nastawienia

do  zjawisk  paranormalnych wzdychający  gliniarze   i inni  cynicy. I  chociaż   żaden pruderyjny
radosny badacz zjawisk paranormalnych nigdy się nimi nie posłuży, faktem jest, że w języku

potocznym   istnieje   cała   masa   szorstkich,   niemiłych,   obscenicznych   i   wulgarnych   określeń
będących synonimami słowa nonsens, które dają wyraz temu samemu niezadowoleniu, jakie

żywi w stosunku do zjawisk paranormalnych wielu dysfunkcyjnych funda-chrześcijan.

Jednak zdecydowanie największa liczba istniejących w języku potocznym synonimów słowa

nonsens   ma   żartobliwy   charakter.   Ponury   fundamentalista   pozostaje   całkowicie   nieczuły   na
tkliwy,   krotochwilny   urok   takich   angielskich   słów   jak:  balderdash,   flummery,   cockamamie,

piffle, humbug, claptrap, bombast, twaddle, twattle, twiddle-twaddle, fiddle  faddle, gabble,
gibble-gabble,   fiddledeedee,   gibberish,   hogwash,   moonshine,   jabbenvocky,   tomfoolery,

fundangle, hooey, hokum, blather, babble, babblement, bibbde-babble, gobbledygook, malar-
key rantum-scantum, poppycock, skimble-skamble, falderal, baLlyhoo, bunkum, flubdub, fible

fable,   balonet,   lollygag,   flamdoodle,   flapdoodle,   fiddlesticks,   flummadiddle,   hocus-pocus   i
mumbo jumbo
 [W języku polskim, który jest pod tym względem znacznie uboższy, mamy na

przykład: dyrdymały, lelum-polelum, banialuki, paplanina, bzdety, figle-migle, androny, duby
smalone, pleść trzy po trzy (przyp. tłum.).].

Obawiam   się,   że   w   tym   momencie   niektórzy   mogą   dojść   do   wniosku,   że   radosny

paranormalizm   stoi   na   stanowisku,   iż   zjawiska   paranormalne   są   jedynie   enigmatycznymi,

zwiewnymi niczym puszek pojęciami, za którymi w rzeczywistości nie kryje się nic ważnego czy
istotnego. Otóż nic bardziej błędnego! Gottlob Frege, Bertrand Russell, Ludwig Wittgenstein, C.

S. Lewis, Gilbert Ryle, A. J. Ayer, J. L. Austin, W. V Quine – wielcy analityczni filozofowie i
logicy XX wieku – uznawali fakt, że koncepcja nonsensu jest jedną z zasadniczych koncepcji

filozoficznych. Wspólnym wysiłkiem wykazali, że istnieje wiele pożytecznych lub w inny sposób
ważnych sposobów prowadzenia dyskursu, które mimo to są nonsensowne z punktu widzenia

zastosowanych   standardów   weryfikowalności,   zrozumiałości,   logiki   i  języka.   Austin   zgrabnie
podsumował dokonania wielu filozofów analitycznych, stwierdzając:

„Co najważniejsze i najbardziej oczywiste, udowodniono, że wiele „stwierdzeń”, jak to po raz

pierwszy  systematycznie   wykazał  Kant,   jest   całkowitym  nonsensem,   mimo  ich   nienagannej

formy   gramatycznej;   dalsze   odkrycia   zaś   nowych   rodzajów   nonsensu,   niesystematycznych,
mimo   wysiłków   zmierzających   do   ich   klasyfikacji   oraz   tajemniczych,   mimo   starania,   by   je

wyjaśnić, uczyniły ogólnie rzecz biorąc wiele dobrego”.

(How To Do Things with Words, Cambridge, MA: Harvard University Press, 1973, s. 2) [Por.

J.L. Austin, „Jak działać słowami”, w: „Mówienie i poznawanie. Rozprawy i wykłady filozoficzne”,
tłum. B. Chwedeńczuk, Wyd. Nauk. PWN, Warszawa 1993.].

Radosny   paranormalizm   wykazał,   że   zjawiska   paranormalne   można   zaliczyć  do   kategorii

popularnej,   periparanormalnej   rozrywki,   która   ma   wiele   wspólnego   z   nonsensownym

humorem. Tak więc kolejne pytanie brzmi: Czy zjawiska paranormalne są ważnym i pożytecz-
nym rodzajem nonsensu?

- 71 -

background image

Rozdział 8

USPRAWIEDLIWIANIE ZJAWISK PARANORMALNYCH,

A NAWET ICH BADANIE

Chcę, by państwo wiedzieli, że zdaję sobie sprawę z tego, co robię, stawiając tezę, zgodnie z

którą   zjawiska   paranormalne   są   ściśle   związane   z   rozrywką   i   zabawą.   Chociaż   wierzę,   że

prezentowane przez mnie nowe spojrzenie polegające na ujęciu w szerszym kontekście całego
zagadnienia   zjawisk   paranormalnych   jest   rzeczywiście   jedynym   sposobem   umożliwiającym

wyjście z impasu i w końcu wnosi coś istotnego do sprawy, to rozumiem także, iż jednocześnie
przyczyniam się w pewnym sensie do zahamowania dalszych naukowych badań na tym polu.

Niektórzy badacze traktujący zjawiska paranormalne poważnie mogą niepokoić się tym, że

zaliczanie tych zjawisk do kategorii rozrywki tym samym je deprecjonuje. Zdumieni, mogą

zadawać   sobie   pytanie:   „Jeśli   zjawiska   paranormalne   są   jedynie   formą   rozrywki,   to   w  jaki
sposób można usprawiedliwić ich poważne badanie?”

Jednak rzetelni i poważni badacze zjawisk paranormalnych nie muszą obawiać się solidnie

ugruntowanych,   rzetelnych   i   szczerych   wniosków   radosnego   paranormalizmu,   zgodnie   z

którymi zjawiska paranormalne są pochodzącym nie wiadomo skąd nonsensem. Obawy, jakie
mogą   oni   żywić,   są   iluzorycznymi   produktami   ubocznymi   związanymi   z   kwestią   oceny,   czy

temat, o którym mówimy, wart jest poważnych badań, czy nie. Trzeba sobie powiedzieć, że
problem   usprawiedliwienia   naukowych   badań   zjawisk   paranormalnych   nie   dotyczy   tylko

pojedynczej   kwestii,   lecz   całej   ich   masy;   w  istocie   chodzi   bowiem   o   cały   splot   wątpliwych
kwestii, które nie są właściwie poklasyfikowane i z tego powodu gmatwają się i plączą ze sobą.

Po pierwsze, mamy kwestię rozrywki i humoru jako takich.
Słysząc powyższe pytanie (co często ma miejsce), radosny badacz zjawisk paranormalnych

jest zawsze zdumiony sposobem użycia w nim słowa jedynie. Pytanie zadawane jest zwykle
takim tonem, jak gdyby osoba pytająca powtarzała mu jego własną, wygłoszoną wcześniej

opinię, zgodnie z którą zjawiska paranormalne są , jedynie rozrywką”. Przy czym słowo jedynie
zawsze wypowiadane jest w taki sposób, który sugeruje podrzędną rolę rozrywki. Tymczasem

radosny paranormalizm nigdy nie twierdził, że „zjawiska paranormalne są jedynie rozrywką”, w
dodatku używając słowa jedynie w pogardliwym sensie, jak czynią to zwykle osoby zadające

tego rodzaju pytania.

Jak to jest z tym humorem?

Radosny paranormalizm nie oczernia, lecz podziwia i komplementuje zjawiska paranormal-

ne, zwracając uwagę, a nawet wyraźnie podkreślając ich bliskie związki z humorem. Większość

recept na szczęście wymienia zabawę, humor i rozrywkę pośród głównych składników dobrego
i udanego życia.

Rozrywka działa inspirująco, sprzyjając także rozwojowi życia duchowego. Humor z kolei

wyraża złożone problemy ludzkiej natury, wielu specjalistów zaś twierdzi, że jest on przynależ-

ny jedynie naszemu gatunkowi. Rozrywka, zabawa i humor dają nam pociechę, odprężenie i
relaks. Cóż więc w tym złego?

Pamiętajmy także, iż radosny paranormalizm roztacza przed fanami zjawisk paranormalnych

przyjemne   perspektywy,   gdy   tymczasem   wzdychający   gliniarze   i   demonolodzy   chcą   nas

zniszczyć – pierwsi z nich za nasze zbrodnie i wykroczenia, drudzy dlatego, że podejrzewają
nas o to, iż jesteśmy ich demonami. Prawidłowa klasyfikacja zjawisk paranormalnych dokonana

przez radosny paranormalizm pokazuje wyraźnie, dlaczego plany jego przeciwników dotyczące
wyrugowania zjawisk paranormalnych na nic się jednak nie zdadzą. Zjawiska paranormalne i

humor są kochającymi się kuzynami i dlatego zjawisk paranormalnych, podobnie jak śmiechu i
humoru, nie można usunąć z ludzkiej świadomości.

Jako jedna z form rozrywki zjawiska paranormalne są pożądane ze względu na nie same; są

one źródłem miłego podekscytowania i podniosłego zadziwienia. Rozrywka, pod warunkiem że

nie jest szkodliwa, nie potrzebuje  żadnego innego usprawiedliwienia ponad to, iż jest tym,

- 72 -

background image

czym jest. W rzeczy samej to właśnie bliskie pokrewieństwo zjawisk paranormalnych i rozrywki
jest powodem, dla którego wzdychający gliniarze i chrześcijanie staczają batalie wymierzone

przeciwko   tymże   zjawiskom.   Postępują   tak   z   quasi-moralnych   powodów,   utrzymując,   że
zjawiska paranormalne są z gruntu szkodliwe – antynaukowe i antychrześcijańskie.

Zarówno naukowi sceptycy, jak i fundamentaliści zmuszeni są twierdzić, że w niedalekiej

przyszłości czekają nas drastyczne i straszne konsekwencje, jeśli pozwoli się nam, zwyczajnym

ludziom, dalej traktować zjawiska paranormalne we właściwy nam, beztroski i radosny sposób.
Dlatego   właśnie   nasze   igraszki   z   tymi   uniwersalnie   ludzkimi   zjawiskami   tak   bardzo   ich

interesują i stanowią przedmiot ich wielkiej troski. Naukowi sceptycy i fundamentaliści mówią o
groźnych zaburzeniach, które już występują lub będą występować w najbliższej przyszłości w

świecie, w którym żyjemy, i (albo) w świecie zjawisk nadprzyrodzonych, jeśli ludzkie wyobraże-
nia na temat zjawisk paranormalnych (jakiekolwiek by one były) nie zostaną zweryfikowane

lub w jakiś inny sposób ściśle dostosowane do postulowanych przez nich standardów.

Oni także są poważni

Ci ludzie nie żartują. Traktują się niezmiernie poważnie i tego samego oczekują od innych. I

społeczeństwo słucha. Bo przecież czy nasi naukowcy i kaznodzieje nie należą do największych

autorytetów   w   tym   kraju?   Stąd   też   wielu   ludzi   wykazuje   niezwykłą   ostrożność   myśląc   i
dyskutując na temat tego, czy:

zjawiska   paranormalne   są   czymś   wystarczająco   ważnym,   by   można   się   nimi   na

poważnie zajmować,

są one wiarygodne i możliwe do poznania, czy tylko jednym wielkim stekiem bzdur,

można pozwolić na zorganizowanie kursu na temat zjawisk paranormalnych na uniwer-

sytecie,

badanie i studiowanie tych zjawisk powinno być w ogóle dozwolone,

można lub powinno się karać ludzi za to, że zajmują się zjawiskami paranormalnymi, a

nawet stosować tortury i palić ich żywcem na stosie.

Problem myślenia o zjawiskach paranormalnych jako rozrywce

Koncepcja rozrywki zakłada jako okoliczność konieczną istnienie jednego lub kilku sposobów

aktywnego   uczestniczenia   w   niej   ludzi.   Analogicznie   to,   w   jaki   sposób   ktoś   uczestniczy   w
zjawiskach paranormalnych, stanowi kryterium, według którego można ustalić, czy badanie

zjawisk paranormalnych jest usprawiedliwione, czy nie.

Czy mówimy tu o kimś z tabliczką owija, czy też o osobie, która jest obiektem długotrwałych

badań nad fenomenem jasnowidzenia? Dyskutujemy o medium z gabinetu po drugiej stronie
ulicy,   czy   o   bardzo   konkretnych   rozważaniach   rządów   różnych   krajów   nad   możliwością

wykorzystania uniwersalnej energii parapsychicznej? Sposoby usprawiedliwienia badań zjawisk
paranormalnych zmieniają się w zależności od konkretnego przypadku, będąc funkcją tego, w

jaki sposób dana osoba w nich uczestniczy. Radośni badacze zjawisk paranormalnych mają
serca i umysły otwarte na niuanse związane ze sposobami uczestnictwa w tychże zjawiskach.

Kim są uczestnicy?

Kategoria 1. Fani zjawisk paranormalnych

Naukowi sceptycy są w błędzie utożsamiając „fanklub” zjawisk paranormalnych z ludźmi,

których uważają za ich zagorzałych zwolenników. W istocie grupa, którą tworzą „fani” zjawisk

paranormalnych, ma znacznie szerszy zasięg.

Poza  prawdziwymi  zwolennikami   zjawisk  paranormalnych  (believers),  są  jeszcze   pseudo-

zwolennicy   (pseudobelievers)   oraz   ci,   których   nazywam   zwolennikami   dysfunkcyjnymi
(dysbelievers).   Dla   nich   wszystkich   zjawiska   paranormalne   są   czymś   w   rodzaju   widowiska

sportowego.

Dysfunkcyjni   zwolennicy   zjawisk   paranormalnych,   przypomnijmy,   są   to   osobnicy,   którzy

wierzą w to, w co nie wierzą. Podobnie jak kibice wrestlingu muszą oni – by móc czerpać
przyjemność z tego, czym się pasjonują – wierzyć, iż to, co wiedzą, że się naprawdę nie dzieje,

- 73 -

background image

właśnie się dzieje.

Każdy z dysfunkcyjnych zwolenników zjawisk paranormalnych ma swój własny powód, dla

którego  wierzy w coś, w co nie wierzy. Gdyby był on bowiem prawdziwym niedowiarkiem,
wówczas nie miałby o czym dyskutować. Prawdziwi i dysfunkcyjni zwolennicy nie są jedynymi

fanami   zjawisk   paranormalnych.   Do   ich   fanklubu   należą   także   pseudoprzeciwnicy   (pseudo-
disbelievers
).

Ci ostatni, w przeciwieństwie do naukowych sceptyków, to szeregowi, przeciętni, niczym nie

wyróżniający   się   sceptycy.   Chociaż   nie   mają   oni   prawa   nosić   odznak   przynależnych

pełnokrwistym wzdychającym gliniarzom, poświęcają zjawiskom paranormalnym dużo czasu.
Uwielbiają zjawiska paranormalne, ponieważ uwielbiają się z nimi nie zgadzać.

Fani będący pseudoprzeciwnikami zjawisk paranormalnych poświęcają część swojego wol-

nego czasu, przekazując sobie nawzajem informacje na ich temat, czytając Skeptical Inquirer,

biorąc udział w spotkaniach klubów i grup dyskusyjnych sceptyków lub nękając parapsycholo-
gów podczas wykładów, a wszystko po to, by rozkoszować się wysłuchiwaniem i opowiadaniem

w kółko tych samych starych i nowych historii na temat nadprzyrodzonych zdarzeń i zjawisk.
Chociaż mniej liczni niż pseudozwolennicy zjawisk paranormalnych, stanowią wyraźnie określo-

ną grupę fanów-hobbystów.

Istnieje także mnóstwo szeregowych funda-chrześcijan, którzy czują szczególny pociąg do

zjawisk paranormalnych, traktując je jako swojego rodzaju arenę, na której mogą uprawiać
swój ulubiony sport walki polegający na ściganiu i zwalczaniu demonów – wszelakich demonów

z wyjątkiem swoich własnych, oczywiście.

Tak   więc   skład   członków   fanklubu   zjawisk   paranormalnych   odzwierciedla   trzypoziomową

strukturę dyskusji na temat tych zjawisk, jaką od lat toczą ze sobą „eksperci”.

Kategoria 2. Świadkowie zjawisk paranormalnych

Bycie fanem nie jest jedynym sposobem uczestnictwa w zjawiskach paranormalnych. Istnie-

je także inne kategoria uczestników, którą nazywam „świadkami zjawisk paranormalnych”. Są
to osoby, które miały ze zjawiskami paranormalnymi bezpośredni kontakt i był on dla nich jak

najbardziej rzeczywisty, całkowicie autentyczny i absolutnie niezaprzeczalny. Takimi osobami
interesuję się oczywiście także ja sam. W ten sposób przed laty po raz pierwszy włączyłem się

w debatę na temat zjawisk paranormalnych, jako że przeżycia z pogranicza śmierci należą do
najbardziej dramatycznych form tego rodzaju kontaktów i zdarzają się dosyć często pośród

reanimowanych pacjentów.

Zdarza się również dość powszechnie, że osoby pogrążone w żałobie doświadczają wizji,

podczas których kontaktują się ze swoimi zmarłymi bliskimi.

Oba rodzaje przeżyć mają niezwykle osobisty i wzruszający charakter i mogą w decydujący

sposób wpłynąć na dalsze życie danej osoby.

Przeżycia   te   dostarczają   nam   –   jak   już   mówiłem   poprzednio   –   bardzo   niewiele   wiedzy

naukowej (ich weryfikacja jest bardzo trudna lub zupełnie niemożliwa, zgromadzone dane zaś
mają  raczej  anegdotyczny  niż   naukowy charakter), ale  za to  mnóstwo  wiedzy  praktycznej,

która okazuje się niezwykle przydatna dla praktykującego lekarza lub innego członka personelu
medycznego.

A jednak przedstawicielom żadnej z trzech głównych kategorii badaczy i dyskutantów na

temat zjawisk paranormalnych – ani parapsychologom, ani sceptykom, ani fundamentalistom –

nie udaje się lub też nie mają oni ochoty zareagować w odpowiedni i ludzki sposób na potrzeby
osób wyrażających zainteresowanie zjawiskami paranormalnymi. Dlatego, mimo że wiele osób,

które   zaczynają   interesować   się   zjawiskami   paranormalnymi,   czyni   to   w   związku   ze   stratą
kogoś bliskiego, nie ma nikogo, do kogo mogłyby się one zwrócić o pomoc i poradę w tym

ważnym i często przełomowym dla nich okresie życia.

Parapsychologia   stała   się   wyabstrahowana   i   przeintelektualizowana,   tracąc   tym   samym

związek z ludzką duszą. Tak więc często nie jest ona w stanie pocieszyć tych, którzy się do niej
zwracają w trudnym i smutnym dla siebie czasie.

Naukowi   sceptycy   mający   kontakt   z   ludźmi,   którzy   doświadczyli   niezwykłych,   pozornie

paranormalnych przeżyć, zadowalają się zwróceniem im uwagi na fakt, że przeżycia te nie były

wcale tym, czym im się wydaje, lecz rezultatem wadliwego działania neuronów, nierównowagi
chemicznej   w   organizmie,   fantazji,   złudzenia   optycznego   itp.   Tak   więc   osoba,   która   miała

paranormalne przeżycie, zmuszana jest do podporządkowania się wyższej wiedzy i mądrości
wzdychających gliniarzy, którzy z reguły sami nigdy nie mieli tego rodzaju doznań.

Gorliwi fundamentaliści nie widzą nic zdrożnego w głoszeniu kazań cioci Florence, mimo że

jest ona samotna i może potrzebować wsparcia i pociechy, z których wynika, że tak naprawdę,

- 74 -

background image

to nie był duch wujka Humperda, który odwiedził ją w zeszłym tygodniu, by ją pocieszyć i
powiedzieć   o   tym,   gdzie   położył   te   ważne   papiery,   które   są   jej   tak   potrzebne.   Nie,   w

rzeczywistości był to zły demon przebrany za wujka Humperda, który przybył, by zwabić ją do
piekła, tak więc najlepiej będzie, jak pójdzie ona teraz do domu i poczyta sobie Biblię. Ale nie

tę, która leży na jej nocnym stoliku, ponieważ tę przetłumaczyli naukowcy pozostający pod
wpływem   Szatana.   Niech   zamiast   niej   weźmie   Biblię   Króla   Jakuba   (King   James   Bible),

ponieważ   została   ona   spisana   dokładnie   tak,   jak   Bóg   podyktował   ją   w   Anglii   w   okresie
największych prześladowań czarownic.

Dobrze przynajmniej, że fundamentaliści zawsze mówią o tym wszystkim wyłącznie w duchu

„chrześcijańskiej” miłości. W przeciwnym wypadku mogło by się bowiem wydawać, że ich słowa

są okrutne i raniące, a nawet że ich religia nie wypływa prosto z gorącego serca, jak głoszą to
Biblijne Brygady, lecz z zimnego, odległego i wyniosłego intelektu, podobnie jak idee komunis-

tyczne!

Czy badanie zjawisk paranormalnych jest usprawiedliwione?

Zapytani   o   to,   czy   badanie   zjawisk   paranormalnych   jest   usprawiedliwione,   czy   nie,   ich

dysfunkcyjni zwolennicy nigdy nie zastanawiają się nad ważnym i nie rozwiązanym jak dotąd

problemem   dotyczącym   tego,   o   jakim   rodzaju   zjawisk   paranormalnych   jest   mowa.   Jaką
dokładnie   kategorię   uczestników   zjawisk   paranormalnych   bierzemy   pod   uwagę?   W   jakim

kontekście   zamierzamy   rozpatrywać   kwestię   poważnych   badań   zjawisk   paranormalnych?
Zamiast zastanowić się nad tą sprawą, oficjalnie delegowani dysfunkcyjni zwolennicy zjawisk

paranormalnych  przybywają  na  konferencje,  a  następnie  głoszą  swoje  prawdy  opatrując  je
odpowiadającym   im,   specyficznym   znaczeniem.   Tymczasem   wszyscy   uczestnicy   dyskusji

zachowują się tak, jak gdyby mówili o jednym i tym samym.

Zajmijmy się raz jeszcze słowami

Powiedziałem wcześniej, że problem usprawiedliwienia naukowych badań zjawisk paranor-

malnych nie dotyczy jedynie pojedynczej kwestii, ale całej ich masy; w istocie chodzi bowiem o

cały   splot   wątpliwych   kwestii,   które   nie   są   właściwie   poklasyfikowane   i   z   tego   powodu
gmatwają   się   i   plączą   ze   sobą.   Następnie   zajęliśmy   się   kwestią   rozrywki   i   humoru.   Teraz

nadszedł czas na kwestię słownictwa.

Pokazaliśmy   już   poprzednio,   w   jaki   sposób,   w   celu   przeszczepienia   na   grunt   zjawisk

paranormalnych wiary lub niewiary, należy przekształcić słownictwo opisujące to, co nęcąco
nieznane,   w   zależności   od   wymagań   poszczególnych   dysfunkcyjnych   zwolenników   zjawisk

paranormalnych.

Chociaż każdy z dysfunkcyjnych badaczy zjawisk paranormalnych „przycina” owe zjawiska,

dopasowując je do swoich własnych potrzeb, odrzucając z nich te znaczenia, które uznaje za
zbędne, to jednak otaczająca je warstwa lingwistycznego tłuszczu odrasta wciąż na nowo. A

ponieważ większość tego wciąż odrastającego lingwistycznego tłuszczu stanowi o prawdziwej
przyjemności   związanej   ze   zjawiskami   paranormalnymi,   język   potoczny   daje   temu   wyraz,

kierując naszą uwagę ku ścisłym więzom pokrewieństwa łączącym zjawiska paranormalne z
humorem, rozrywką i zabawą. Inaczej mówiąc, co wykazaliśmy tu szczegółowo, słowa, jakimi

posługują   się   zwyczajni   ludzie,   dyskutując   o   zjawiskach   paranormalnych,   dają   świadectwo
tego, co oni o nich myślą oraz w co wierzą – nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy: wszyscy

intuicyjnie wiemy bowiem o istnieniu związków łączących zjawiska paranormalne z rozrywką,
rozumiemy je i akceptujemy.

Dopóki eksperci nie będą nam mieli czegoś lepszego do zaproponowania, język potoczny

pozostanie   najlepszym   źródłem   wskazówek   umożliwiających   nam   rozumienie   i   mówienie   o

zjawiskach paranormalnych. Tak więc radosny paranormalizm podtrzymuje swoje twierdzenie,
zgodnie   z   którym   najpierw   należy   poddać   naukowej   analizie   całe   potoczne   słownictwo

opisujące   to,   co   tajemniczo   nieznane,   by   następnie   mieć   nadzieję,   że   przed   zjawiskami
paranormalnymi otworzą się drzwi Akademii.

Radosny paranormalizm stoi na stanowisku, że przedmiotem poważnych naukowych badań

trzeba uczynić to, co i w jaki sposób mówi się zwykle na temat zjawisk paranormalnych. Ta

niezwykła deklaracja, wspierająca dążenia do uznania potocznych zjawisk paranormalnych za
godne   naukowego   badania,   zapali   zapewne   kolejne   lampki   ostrzegawcze   w   umysłach

naukowców, którzy wolą traktować zjawiska paranormalne jako poważny temat.

- 75 -

background image

Niektórzy mogą mieć wrażenie, że, podobnie jak przyporządkowanie do kategorii rozrywki,

również  tego  rodzaju podejście obniża rangę  zjawisk paranormalnych.  Być może  sądzą, że

zrównywanie zjawisk paranormalnych z innymi tematami, o których rozmawiamy, posługując
się językiem potocznym, sprawi, iż będą one niegodne naukowego badania, i że „naukowe

zjawiska paranormalne” muszą odpowiadać dokładnie definicjom ekspertów. I tu pojawia się
ten sam dobrze znany problem. Kim, do diabła, są owi „eksperci” od zjawisk paranormalnych?

Usprawiedliwianie zjawisk paranormalnych jako takich

Powyższe pytanie nie jest błahe, ponieważ dla wielu kwestia usprawiedliwiania poważnych

badań zjawisk paranormalnych łączy się ściśle z kwestią usprawiedliwienia tych zjawisk jako
takich.

Problem, jak się wydaje, polega na tym, czy zjawiska paranormalne można usprawiedliwić

jako obszar czy też raczej źródło wiedzy. Tak się składa, że są to dwa całkowicie odmienne

podejścia,   rozstrzygnięcie   zaś   owego   dylematu   zależy   od   tego,   kogo   uznajemy   w   danym
przypadku za „ekspertów”.

Przedstawiciele  obu antyparanormalnych ugrupowań dysfunkcyjnych zwolenników zjawisk

paranormalnych – naukowi sceptycy i fundamentaliści – chcą, byśmy wiedzieli, że oni (i tylko

oni)   dysponują   wiedzą   niezbędną   do   powstrzymania,   zmniejszenia   lub   zawrócenia   coraz
bardziej   narastającej   fali   zainteresowania   przesądami   i   okultyzmem.   Z   kolei   dysfunkcyjni

parapsychologowie   dokładają   swoje   trzy   grosze   twierdząc,   że   to   oni,   a   nie   sceptycy,
reprezentują to, co najlepszego na temat zjawisk paranormalnych ma do zaoferowania duch

nauki.   Zaczynają   swoją   starą   śpiewkę,   która   głosi,   że   już   wkrótce   zjawiska   paranormalne
zostaną naukowo opracowane i stworzą nową gałąź nauki.

Mącenie dyskusji

Dyskusja na temat tego, czy można usprawiedliwić badanie zjawisk paranormalnych, bywa

zazwyczaj dodatkowo komplikowana przez wątpliwość, czy fakt istnienia tych zjawisk da się
potwierdzić naukowo.

Naukowi sceptycy postrzegają zjawiska paranormalne jako coś atawistycznego i jałowego w

porównaniu   z   nauką.   Radosny   paranormalizm   zgadza   się   z   tą   oceną   o   tyle,   o   ile   badania

zjawisk paranormalnych dotyczą jedynie sfery wyznaczonej przez ograniczenia wynikające z
dyskusji nad nimi, o których mówimy w tej książce. Jak już kilkakrotnie mówiłem, dyskusja ta,

prowadzona   w   ramach   ustalonych   przez   przedstawicieli   „wielkiej   trójki”   za   pomocą
wypracowanego   przez   nich   specyficznego   języka   (w   przeciwieństwie   do   potocznego   języka

zwyczajnych ludzi) nie posunęła całej sprawy ani o krok do przodu.

Powtarzanie   powyższego   argumentu   na   nic   się   jednak   zda,   ponieważ   owa   ortodoksyjna

debata jest nazbyt pochłonięta sama sobą. Wykształciła ona swój własny (nieefektywny) model
postępowania, zgodnie z którym należy konfrontować ze sobą różne idee dotyczące zjawisk

paranormalnych.

Eksperci   nigdy   nie   przywiązywali   wagi   do   potocznego   języka   opisującego   zjawiska

paranormalne, nigdy też nie starali się poznać jego historii, tego, czego i w jaki sposób udało
mu się nauczyć. Ci sami eksperci również nigdy nie zapraszali do dyskusji radosnych badaczy

zjawisk paranormalnych.

Tymczasem zgodnie z twierdzeniami radosnego paranormalizmu potoczny język, opisujący

zjawiska   paranormalne,   posługując   się   swoimi   własnymi   metodami   zgromadził   przez   lata
ogromną ilość nowej wiedzy.

Początkowo   przedstawicielowi   radosnego   paranormalizmu   może   wydawać   się   niekonsek-

wencją usprawiedliwianie zjawisk paranormalnych poprzez powoływanie się na fakt, że czasami

zjawiska paranormalne niosą ze sobą nową wiedzę. Ponieważ podobnie jak mówienie, że ktoś
w coś  wierzy,   równoznaczne   jest,  przynajmniej  w części,  ze   stwierdzeniem,  że  to   coś  jest

prawdziwe, tak też mówienie, że ktoś coś wie, równoznaczne jest, przynajmniej w części, ze
stwierdzeniem, że to coś jest prawdziwe.

A radosny paranormalizm wykazał przecież przekonująco, że w zjawiskach paranormalnych

nie ma prawdy, podobnie zresztą jak i nie ma fałszu. Zamiast tego jest mnóstwo znakomitych,

dziwacznych, anormalnych, cudownych, dziwnych, niesamowitych, tajemniczych, wspaniałych i
literalnie   nonsensownych   elementów   tego,   co   nieznane,   przyprawionych   zwariowanym   i

szalonym humorem.

- 76 -

background image

Chociaż   język   opisujący   to,   co   nęcąco   nieznane,   ani   nie   mówi   prawdy,   ani   nie   jest   jej

skarbnicą, to jednak sprzyja inkubacji prawdy.

Jest on rodzajem tygla, w którym wrze od różnego rodzaju znaczeń usiłujących wyrazić

mnóstwo cudownych, dziwacznych, tajemniczych i zdumiewających emocji związanych z tym,

co nieznane, a co usiłuje znaleźć oparcie na tym, co znane, które jednak samo skłania się w
przeciwnym   kierunku.   Dzieje   się   tak   pomimo   faktu,   że   owo   skłaniające   się   w   przeciwnym

kierunku znane jest w równym stopniu znane jak wszystko to, co dotyczy prywatności myśli,
przyszłości   czy   śmierci.   Tak   więc   chociaż   do   literalnego   nonsensu,   którym   są   zjawiska

paranormalne, nie przystają kryteria prawdy i fałszu, to jednak co jakiś czas z lingwistycznego
tygla udaje się wydostać na świat nowym znaczeniom, ponieważ na przestrzeni wieków ludzie

używają potocznego słownictwa opisującego zjawiska paranormalne do nieustannego mówienia
na temat przeżyć z pogranicza śmierci, duchów, ostrzegawczych przeczuć, telepatii i reinkar-

nacji.

I nie chodzi tu tylko o nowe znaczenia, lecz także, zaprawdę, o nową wiedzę.

Ostateczne usprawiedliwienie

Oto ostateczne usprawiedliwienie zarówno samych zjawisk paranormalnych, jak ich poważ-

nego   badania:   zjawiska   paranormalne   są   w   rzeczywistości   źródłem,   a   nie   tylko   obszarem
wiedzy. One wytwarzają „nową wiedzę”, chociaż nie zawsze przyjmuje się to do wiadomości, co

wkrótce wykażemy.

A oto jak to się dzieje: na przestrzeni długich odcinków czasu kilku fragmentom paranor-

malnego nonsensu, na które padło światło czyjegoś geniuszu, udało się trwale przylgnąć do
znaczeń,   które   są   na   tyle   określone   i   konkretne,   by   można   było   stwierdzić,   czy   są   one

prawdziwe, czy fałszywe. W ten sposób zjawiska paranormalne wytwarzały, od czasu do czasu,
nieco nowej, od dawna oczekiwanej wiedzy.

Przykładu nowej wiedzy wyłaniającej się stopniowo przez długi czas ze zjawisk paranor-

malnych dostarczają muzy. Rady tych cieszących się przez wieki szacunkiem w starożytnej

Grecji  paranormalnie   kreatywnych  duchów  [Muzy  były   uważane   za boginie  (przyp.  tłum.).]
można było zasięgnąć w musejonach (miejscach, do których przybywały osoby poszukujące

twórczej inspiracji).

Pomysłodawcą założenia supermusejonu był Arystoteles. Miało to być miejsce przeznaczone

dla uczonych, którym gwarantowano darmowe utrzymanie, zwalniano od płacenia podatków i
oddawano do dyspozycji ogromną bibliotekę, wszystko po to, by mogli oni spędzać czas w

towarzystwie   muz.   Pomysł   został   zrealizowany   po   podbiciu   przez   ucznia   Arystotelesa,
Aleksandra, Egiptu, kiedy to wspaniałe Musejon powstało w Aleksandrii.

Trzeba by grubej księgi, by opowiedzieć o tym, ile nowej wiedzy oraz jak wiele jej rodzajów

dostarczyli   światu   liczni   uczeni   marzyciele   dumający   [W   oryginale   gra   słów:  musers   that

mused   in   the   Museion.]   w   Musejonie,   nam   jednak   wystarczy   jeden   przykład,   by   wykazać
olbrzymie   znaczenie,   jakie   miała   ta   instytucja.   Przebywając   w   niej,   genialny   wynalazca

Ktesibios   (285-247   p.n.e.)   wynalazł   metalową   sprężynę,   pompę,   organy   piszczałkowe,
muzyczny instrument klawiszowy oraz mechaniczny zegar.

Jeśli zjawiska paranormalne umieści się w szerszym kontekście zjawisk periparanormalnych

jako   całości,   okaże   się,   że   wszystkie   te   sprytne   sposoby   zabawy   z   koncepcjami   wiedzy

przyczyniły się do powstania wielu istotnych wynalazków i odkryć. Czy pamiętają państwo, jak
do klasy zjawisk periparanormalnych zaliczyliśmy hazard? No cóż, korzenie hazardu tkwią w tej

samej glebie, co korzenie zjawisk paranormalnych, a ponieważ rachunek prawdopodobieństwa
został   stworzony   przez   zagorzałego   hazardzistę,   można   powiedzieć,   że   jest   on   po   części

wytworem zjawisk paranormalnych.

Wielkie   oczekiwania   i   pragnienia   to   choroba   nękająca   osoby   zajmujące   się   zjawiskami

paranormalnymi   –   jeszcze   jedna   cecha,   jaką   dzielą   te   zjawiska   z   hazardem.   Zjawiska
paranormalne i hazard mieszały się ze sobą także w życiu i działalności ludzi o największych

oczekiwaniach i pragnieniach – średniowiecznych alchemików.

Próbowali oni przy zastosowaniu technik zbliżonych do eksperymentalnych badać zjawiska

do   dziś   uważane   za   paranormalne,   takie   jak   wpatrywanie   się   w   zwierciadło   czy   wróżenie.
Używając wszelkiego rodzaju dostępnych substancji, które poddawali procesowi przemiany w

piecach, retortach i szklanych kolbach, alchemicy dążyli do osiągnięcia dwóch najważniejszych
celów,   których   realizacja   wydawała   im   się   bardzo   bliska:   odkrycia   formuły   umożliwiającej

przedłużanie   ludzkiego   życia   w   nieskończoność   oraz   zapewnienia   sobie   dobrobytu   poprzez
przemianę pospolitych metali w złoto. Skutki, jakie tego rodzaju poszukiwania wywierały na

- 77 -

background image

sytuację   finansową   alchemików   oraz   ich   rodzin,   były   jednak   identyczne   jak   w   przypadku
nałogowych hazardzistów. A oto, co Charles Mackay pisał o znanym alchemiku Bernardusie

Trevisanusie (1406-1490):

„Nic   nie   mogło   powstrzymać   go   przed   pogonią   za   swoją   chimerą.   Powtarzające   się

niepowodzenia nigdy nie osłabiały jego nadziei: od czternastego do osiemdziesiątego piątego
roku życia przebywał nieustannie pośród retort i probówek w laboratorium, marnując życie na

poszukiwaniu   sposobów   jego   przedłużania   oraz   popadając   w   skrajne   ubóstwo   w   nadziei
zdobycia bogactwa”. (Extraordinary Popular Delusions and the Madness of Crowds, New York:

Barnes & Noble Books, 1993, s. 131).

A jednak, mieszając się przez wieki ze zjawiskami paranormalnymi i hazardem, alchemia

wypracowała   z   czasem   pewne   elementy   nowych   znaczeń,   które   w   końcu   dały   początek
solidnej, naukowej chemii.

Czy duża część współczesnej matematyki
to produkt zjawisk paranormalnych?

Czasami zjawiska paranormalne są niczym gejzer wyrzucający z siebie strumienie nowej

wiedzy, która z dnia na dzień tworzy całkowicie nową gałąź nauki.

Weźmy   pod   uwagę   Kartezjusza   i   to,   co   zdarzyło   się   mu   (czy   też   za   jego   sprawą)   10

listopada 1619 roku, w więc gdy miał dwadzieścia trzy lata. Kartezjusz cały dzień i noc spędził
samotnie w izbie ogrzewanej piecem stojącym pośrodku, postanawiając poświęcić ten czas na

próbę zrozumienia tego, w jaki sposób można dojść do poznania prawdy.

Nie   był  to   szczególnie   długi   okres  hibernacji,   w  każdym  razie   nie   taki,  który  można  by

zapisać   w   księdze   Guinnessa,   a   jednak   zaowocował   on   znacznym   powiększeniem   przez
Kartezjusza istniejącej wiedzy. Zamknięty w izbie  Kartezjusz  doświadczył czegoś  w  rodzaju

gorączki umysłu. W jego głowie rozpętała się gonitwa myśli, która, jak twierdził (pisząc o sobie
w trzeciej osobie, jak miał w zwyczaju), „wprawiła jego umysł w stan wielkiego podniecenia,

które narastało i narastało”, aż w końcu napełniła go „wielkim entuzjazmem”.

Za dnia Kartezjusz przeżył zdumiewającą, matematyczną wizję (objawienie) o charakterze

epistemologicznym,   której  (którego)  dokładna  natura  i  treść  nie   są  jasne,  prawdopodobnie
dlatego, że doświadczenia wizyjne są zwykle nieuchwytne i nieprzekazywalne w normalnym

języku. Istota wizji przetrwała jednak aż do dziś, ponieważ to, co ujrzał w niej owego dnia
Kartezjusz, dotyczyło związków między geometrią a algebrą, co doprowadziło go następnie do

odkrycia  fundamentów   geometrii   analitycznej   oraz   do   sformułowania   zasady   matematyzacji
wszelkiej dającej się określić ilościowo wiedzy.

Jak gdyby nie dość było dowodów na rolę, jaką pierwiastek paranormalny odegrał w tym

objawieniu,   dzienna   wizja   matematycznej   epistemologii   powróciła   nocą   w   postaci   trzech

następujących po sobie silnych wstrząsów – trzech snów, podczas których Kartezjusz, we śnie,
zadawał sobie pytanie, czy śni, czy też ma wizje.

Kartezjusz napisał, iż był przekonany, że sen pochodził „z góry”. Nie miał wątpliwości, że

„stało   się   to   za   sprawą   Ducha   prawdy,   który   tym   snem   zechciał   otworzyć   mu   skarbnicę

wszystkich  nauk”   [Ferdinand  Alquié,  Kartezjusz,  tłum.  Stanisław  Cichowicz,  PAX,  Warszawa
1989.].   Potraktował   sny   jako   pochodzące   z   góry   zalecenie,   by   poszukiwać   prawdy   przy

zastosowaniu metody matematycznej.

W   trakcie   następnych   stuleci   na   fundamentach   stworzonych   przez   Kartezjusza   dzięki

wglądom, jakie uzyskał on w wyniku swojej sławnej gorączki umysłu, wyrósł ogromny gmach
nowej wiedzy. Dziś przyjmuje się powszechnie, że stwierdzając cogito, ergo sum (myślę, więc

jestem)   Kartezjusz   jako   pierwszy   dokonał   nowoczesnej   definicji   ludzkiego   umysłu,
przyrównując go do świadomości. Szkoda tylko, że nikt nie zwraca zazwyczaj uwagi na to, jak

istotny wkład w wielkie dzieło Kartezjusza, polegające na przebudzeniu ducha naukowego, miał
pierwiastek paranormalny.

Usprawiedliwiania ciąg dalszy: Osoby, dzięki którym
zjawiska paranormalne stworzyły nową wiedzę

Innym   razem   coś   ukształtowało   się   w   nową   wiedzę,   odbijając   się   od   zjawiska   paranor-

malnego czy innej periparanormalnej rozrywki niczym od odskoczni.

Kiedy Strabon (63 p.n.e.-25 n.e.) zapoczątkowywał naukowe badania geograficzne, odłożył

- 78 -

background image

na stronę popularne pisma dawnych podróżników opisujących swoje domniemane przygody.
Całą tę literaturę, pełną opisów niezwykłych wydarzeń, jakie miały podobno miejsce podczas

wypraw w dalekie, nieznane regiony świata, wrzucił do pudła z napisem „rozrywka”. Umieścił w
nim  między  innymi  dzieła  poetów  i obieżyświatów  takich  jak  Aristeas  oraz   Homerowy  opis

podróży Odyseusza. Krótko mówiąc, nowoczesna geografia rozpoczęła swój żywot wykorzys-
tując jako odskocznię fantastyczną literaturę podróżniczą. Było to wydarzenie z kategorii tych,

które dały początek istnieniu Akademii, instytucji zajmującej się kształceniem młodych ludzi,
której tradycja przetrwała aż do dziś.

Sokrates (469-399 p.n.e.) zdobył sławę jako człowiek o precyzyjnym i dociekliwym umyśle.

Jego uparte poszukiwania wiedzy doprowadziły go jedynie do przekonania o swojej własnej

niewiedzy. Wokół Sokratesa gromadzili się podobnie myślący uczniowie, którzy podążali za nim
podczas jego przechadzek ulicami Aten.

Jeden ze zwolenników Sokratesa, młodzieniec o imieniu Chajrefont, postanowił udać się do

położonej wysoko w górach na północ od Aten słynnej wyroczni w Delfach, by dowiedzieć się,

w jaki sposób Apollin, bóg przemawiający ustami wyroczni, może oświecić wyjątkowy talent
Sokratesa.

Z punktu widzenia współczesnego społeczeństwa przemysłowego sposób, w jaki zasięgano

w   Delfach   rady   Apollina,   miał   charakter   jednoznacznie   paranormalny.   Wybrana   spośród

wąskiego grona najbardziej szanowanych rodzin kobieta przebywała w ukryciu w prywatnej
komnacie   we   wnętrzu   świątyni,   dokąd   zanoszono   pytania   petentów   kierowane   do   Apollina.

Kobieta [Zwana Pytią (przyp. tłum.).] siadywała na metalowym trójnogu nad szczeliną w ziemi,
z której  wydobywały się  aromatyczne  wyziewy o działaniu psychoaktywnym.  Pod wpływem

wyziewów kapłanka wpadała w stan proroczego zamroczenia czy też ekstazy, po czym była
odprowadzana z powrotem do świątyni. Następnie wypowiadała luźne słowa bez związku, z

których kapłani układali w powszechnie zrozumiałym języku odpowiedzi udzielone przez boga.
Odpowiedź, jakiej za pośrednictwem wyroczni udzielił Apollin Chajrefontowi, brzmiała: „Nikt nie

jest mądrzejszy od Sokratesa”.

Gdy informacja ta dotarła do Aten, nikt nie był nią bardziej zaskoczony i zdumiony niż sam

Sokrates, który uważał się za wielkiego ignoranta, który niewiele potrafi zrozumieć. Istniała
jednak święta tradycja, zgodnie z którą bogowie zawsze mówili prawdę ustami wyroczni, tak

więc nikt nie wątpił, że stwierdzenie „Nikt nie jest mądrzejszy od Sokratesa” jest prawdziwe.

Tak więc problem z wyrocznią nie polegał na tym, czy była ona wiarygodna, czy nie, lecz na

tym, co w istocie oznaczały jej słowa. Tak więc Sokrates rozpoczął poszukiwania dokładnego
sensu czy też znaczenia przepowiedni: „Nikt nie jest mądrzejszy od Sokratesa”.

Filozof krążył po Atenach, wdając się w rozmowę z każdą napotkaną osobą, która uważana

była (lub sama się uważała) za mądrą. Będąc mistrzem zadawania pytań, Sokrates szybko

odkrył, że już po kilku wnikliwych pytaniach udawało mu się każdego uchodzącego za mędrca
Ateńczyka  zapędzić  w  kozi  róg.  Tak więc  doszedł  do  wniosku,  że   ci,  którzy  uważali  się  za

mądrych lub sądzili, że posiadają wiedzę, byli w błędzie. Ponieważ jednak znakomicie zdawał
sobie sprawę z tego, że on sam także nie posiada wiedzy, uświadomił sobie, że wyrocznia

miała na myśli to, iż mądrość to wiedza na temat tego, czego się nie wie.

Krytycy   metod   wróżbiarstwa   twierdzą   zazwyczaj,   iż   równie   ważną   rolę   w   pozornym

wypełnieniu się wyroczni odgrywa obok paranormalnych zdolności wróżbiarza także inwencja
własna   klienta   dotycząca   odczytywania   ze   słów   wróżbiarza   takich   a   nie   innych   znaczeń.

Niewątpliwie   to   dzięki   genialnej   pomysłowości   Sokratesa   otrzymaliśmy   sokratejską   metodę
prowadzenia   dialogu,   dzięki   której   udało   się   tak   bardzo   poszerzyć   wiedzę   na   przestrzeni

wieków. Sedno sprawy polega jednak na tym, że coś, co ze swojej natury miało początkowo
jednoznacznie   paranormalny   charakter,   stało   się   solidną   platformą,   na   której   geniuszowi   i

intuicji   Sokratesa  udało  się  stworzyć   nową,  skuteczną   metodę   umożliwiającą   docieranie   do
prawdy.

Uczeń Sokratesa, Platon, zinstytucjonalizował metodę  sokratejską przenosząc ją do  Aka-

demii, w której murach przebywali uczeni poświęcający się przekazywaniu tradycji zdobywania

wiedzy opartej na nieustannym i śmiałym wątpieniu. Tak więc nawet jeśli element paranor-
malny   odegrał   w   tym   epokowym   wydarzeniu   jedynie   rolę   tła,   to   było   ono   niezbędne   do

powstania czegoś, co w efekcie przyniosło ludzkości wiele dobrego.

Czy zjawiska paranormalne były przy narodzinach
nie tylko nowoczesnej matematyki, ale także filozofii?

Około   półtora   wieku   wcześniej   zjawiska   paranormalne   towarzyszyły   narodzinom   filozofii.

- 79 -

background image

Tales z Miletu (625-545 p.n.e.), człowiek uważany za pierwszego filozofa i fundatora nauki,
miał   zapowiedzieć   zaćmienie   Słońca,   które   nastąpiło   w   maju   585   roku   p.n.e.   Niektórzy

historycy   są   zdania,   że   w   owym   czasie   Tales   nie   mógł   dysponować   ani   dostatecznymi
informacjami, ani metodami umożliwiającymi przewidzenie zaćmienia Słońca, tak więc jego

trafna  prognoza  była  zapewne   po  prostu  wynikiem  czystego  zbiegu  okoliczności.  Nie   ulega
jednak wątpliwości, że jego współcześni uważali dokonanie Talesa za dokonanie uczonego i

myśliciela, a to oznacza, że nie przypisywali zasługi Talesa paranormalnym mocom związanym
z wróżbiarstwem.

Filozofia zapoczątkowana przez Talesa stała się matką nauk. Prawie wszystkie akademickie

obszary i gałęzie poznania wykształciły się z filozofii, gdy tylko filozofowie nauczyli się stawiać

ostrzej pytania oraz obmyślać nowe sposoby udzielania na nie odpowiedzi. Jednak podczas
narodzin   filozofii   był   także   obecny   element   paranormalny   jako   rodzaj   przeciwwagi,

preegzystującej   platformy,   z   której   można   było   ogłosić   światu   o   pojawieniu   się   nowego,
niewróżbiarskiego, książkowego sposobu określania tego, co prawdziwe, a co fałszywe.

Tak   więc   z   historycznego   punktu   widzenia   zjawiska   paranormalne   zawsze   dawały   sobie

zupełnie   dobrze   radę   jako   dostarczyciele   nowej   wiedzy.   Przez   wieki   prezentowały   z   powo-

dzeniem nową wiedzę, czasami występując nawet w roli rodziców nowej prawdy. Korzystanie z
potocznego języka opisującego to, co nęcąco nieznane, jako stymulatora myślenia, okazało się

na   dłuższą   metę   wielce   korzystne.   Fakt,   zaś   że   jedna   z   form   popularnej   rozrywki
funkcjonującej dzięki odwoływaniu się do szeregu zwyczajnych znaczeń mogła przyczynić się

do   odkrycia   czegoś   nowego   i   interesującego,   wystarcza,   by   radosny   badacz   zjawisk
paranormalnych zatrzymał się i bacznie się jej przyjrzał.

W tym rozdziale pokazaliśmy, że, w kategoriach prawdy, słownictwo opisujące to, co nęcąco

nieznane, jest nie tylko językiem poetyckim, lecz także poietycznym [W oryginale gra słów:

poetic  (poetycki)   –  poietic  (poietyczny,   tzn.   twórczy,   kreatywny).],   jeśli   tylko   będziemy
rozpatrywać je na tle długich odcinków czasu. Natomiast nie ma ono nic wspólnego z językiem

posługującym się dosłownymi znaczeniami.

Radośni badacze zjawisk paranormalnych z uszanowaniem uznają fakt, że szczere i uczciwe

relacje i opisy zjawisk paranormalnych, ze swojej istoty, przekazywane są w piśmie i w mowie
przy   użyciu   metaforycznego,   wieloznacznego   języka,   nie   zaś   języka   posługującego   się

dosłownymi   znaczeniami,   czego   wymaga   wiara   i   niewiara.   Tak   więc,   co   naturalne,   radośni
badacze   zjawisk   paranormalnych   pragną   dowiedzieć   się   czegoś   więcej   na   temat   rodzajów

obrazowania związanych z opisem zjawisk paranormalnych.

Szczególna   skłonność   opisów   zjawisk   paranormalnych   do   obrazowania   przestrzennego,

niemożność   odwołania   się   do   sensu   dosłownego,   zwrotna   autonegacja,   zdolność   do
wydobywania na światło dzienne nowych prawd z dobrze przeoranego pola dawnej wiedzy:

wszystko to łączy się ze sobą w koncepcji pretergresji, jako korzystna transakcja językowa,
której można dokonać przy użyciu potocznego słownictwa opisującego to, co nęcąco nieznane.

Pretergresję definiuje się jako czynność wykraczania poza granice czy ograniczenia lub jako
niemożność dostosowania się do zasad, reguł, praw i nakazów.

Pretergresja   jest   pojęciem,   które   może   pomóc   w   konceptualnej   unifikacji   zjawisk

paranormalnych.   Wielu   spośród   tych,   którzy   zastanawiają   się   nad   humorem,   dochodzi   do

wniosku, że jego istotą jest niezgodność z normami, przekraczanie granic; pretergresja może
więc wyjaśnić śmieszny nonsens zjawisk paranormalnych. Zjawiska paranormalne są grą, w

której   łamie   się   reguły;   pretergresja   może   więc   wyjaśnić   ów   buntowniczy   aspekt   zjawisk
paranormalnych.   Może   także   wyjaśnić   skłonność   zjawisk   paranormalnych   do   synkretycznej

kreacji nowej prawdy. To właśnie za sprawą pretergresji zjawiska paranormalne ustalają trwałe
związki między wartościami rozrywki a wartościami prawdy. Pretergresja zabawia i zdumiewa

nas, z siłą lodowca wydobywając na powierzchnię dawnej wiedzy nowe prawdy.

Ponieważ pretergresja wydobywa na światło dzienne nowe prawdy, można ją nawet uznać

za   pewien   rodzaj   działalności   na   przestrzeni   wieków   słownictwo   opisujące   to,   co   nęcąco
nieznane, dokonuje pretegresji nowych prawd ze starej wiedzy. I to właśnie usprawiedliwia

zjawiska paranormalne jako źródło nowej wiedzy.

Tak oto spór został w końcu rozstrzygnięty.

- 80 -

background image

Rozdział 9

RETORYKA DYSFUNTKCYJNEJ WIARY

Usprawiedliwienie zjawisk paranormalnych jako źródła nowej wiedzy nie wystarcza jednak

do usprawiedliwienia tychże zjawisk jako nowego obszaru wiedzy. Biorąc pod uwagę wszystkie
posiadane  przez nie „listy uwierzytelniające”, wydaje się dziwne, że zjawiska paranormalne

przebyły tak długą drogę, nie mając zagwarantowanego statusu akademickiego.

Dla radosnego badacza zjawisk paranormalnych zawstydzający jest fakt, że wszystkim tym

pilnym studentom, którzy pragną studiować zjawiska paranormalne na wyższych uczelniach,
odmawia się tego prawa, przede wszystkim z powodu niełaski, jaką cieszy się „naukowość”

dysputy prowadzonej przez dysfunkcyjnych zwolenników zjawisk paranormalnych. Czas już, by
ktoś postawił kilka ważnych pytań dotyczących tej zadawnionej kontrowersji.

Jeśli zjawiska paranormalne są właściwie zaklasyfikowane jako gatunek popularnej rozrywki,

dlaczego dzieła uznanych ekspertów w tej dziedzinie nie są czytane w taki sam sposób jak

dzieła wykwalifikowanych ekspertów od rozrywki, teatru czy literatury? Jak należy wyjaśnić
istnienie sztucznej tradycji, która od tak dawna przejawia się pod postacią uczonej dysputy na

temat zjawisk paranormalnych?

To proste. Mamy tu bowiem do czynienia z zamkniętą dyskusją, na co zwracamy uwagę od

samego początku. Zamkniętą dyskusją toczącą się w zamkniętym kręgu przedstawicieli trzech
ugrupowań,   którzy   posługują   się   zamkniętym,   ograniczonym   i   dosłownym   słownictwem.

Dlatego też dyskusja ta doprowadziła do powstania zatoru, uniemożliwiającego jakiekolwiek
dalsze   i   głębsze   zrozumienie   tematu,   który   ma   ona   przecież   badać,   oraz   wikłając   opinię

publiczną w fałszywy „trylemat”.

Jeden  z  problemów  polega  na  tym,  że   nigdy  jeszcze   nie  doszło   do  „metapoziomowego”

ujęcia tej tradycyjnej kontrowersji. „Metapoziom” to najlepsze słowo, jakie przychodzi mi do
głowy, by wyrazić tę myśl. Brak jest trwałych i systematycznych metod argumentacji czy też

namysłu nad przyjętymi z góry regułami dyskusji. Ta książka stawia sobie za cel wypracowanie
owych metod.

Dotąd   nikt   nie   rzucił   poważnego   wyzwania   parapsychologom,   naukowym   sceptykom   i

fundamentalistom, ani też reprezentowanym przez nich poglądom, nie mówiąc już o metodach

i sposobach, które doprowadziły do ich powstania. Żaden obserwator nie zażądał nigdy wglądu
w opracowane przez trzy ugrupowania dysfunkcyjnych zwolenników zjawisk paranormalnych

plany prowadzonej przez nich dysputy, nie sprawdził ważności jej patentu ani nie zbadał jej
fundamentów, by przekonać się, czy są one solidnie osadzone w racjonalnej rzeczywistości.

Chociaż  mówiliśmy  już  o  tym  poprzednio  i teraz  znów do  tego  wracamy, sprawa ta  ma

ogromne   znaczenie   dla   wszystkich   poważnych,   niedysfunkcyjnych   zwolenników   zjawisk

paranormalnych. Muszą oni być bardzo czujni i przez cały czas świadomi tego, że konwencje
potocznego   znaczenia   związane   ze   zjawiskami   paranormalnymi   milczą   na   temat   tego,   czy

należy badać zjawiska paranormalne oraz w jaki sposób robić to właściwie.

Dlatego   zwracamy   raz   jeszcze   uwagę   na   fakt,   że   istnieje   zbiór   zarządzeń,   które   zwykle

automatycznie   zostają   włączone   do   gry,   gdy   jakaś   osoba   wprowadza   kwestię   zjawisk
paranormalnych do poważnej rozmowy czy debaty. Chodzi tu o tę wbudowaną konwencjonalną

mądrość sytuacyjną (właściwie starożytną tradycję retoryczną), która zakłada obecność trzech
foteli podczas dyskusji oraz wyznacza trzech funkcjonariuszy, którzy mają w nich zasiąść. Jest

to rodzaj konwencji, rodzaj niepisanej umowy zakładającej, że przedstawiciel każdego z trzech
uznanych powszechnie ugrupowań upoważniony jest do wypowiedzenia swojego zdania, oraz

wynikającej   z   przyjętego   powszechnie   zwyczaju,   zgodnie   z   którym   w   kwestii   zjawisk
paranormalnych ludzie zwracają się zwykle po fachową poradę i opinię do „w trójcy jedynych”

dysfunkcyjnych zwolenników zjawisk paranormalnych.

Tego rodzaju myślenie jest charakterystyczne dla tej części laików, która bardzo interesuje

się   zjawiskami   paranormalnymi,   podążając   ślepo   za   wskazaniami   tria   dysfunkcyjnych
ekspertów, dotyczących sposobów dyskutowania na ten temat. Tak więc za każdym razem, gdy

kwestia   zjawisk   paranormalnych   brana   jest   poważnie   pod   uwagę,   debata   natychmiast
przybiera postać zgodną z wytycznymi dysfunkcyjnych zwolenników zjawisk paranormalnych.

Niestety, kiedy tylko poważna rozmowa schodzi na temat zjawisk paranormalnych, zazwyczaj

- 81 -

background image

natychmiast wieść o tym dociera do uszu działaczy trzech obozów dysfunkcyjnych zwolenników
zjawisk paranormalnych, którzy bez zwłoki wysyłają na miejsce swoich agentów z zadaniem

dopilnowania, by wszystkie trzy zestawy ich skomplikowanych formularzy zostały wypełnione
właściwie, a więc zgodnie z obowiązującymi przepisami.

Utrzymywanie sytuacji patowej

O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego tak się dzieje? Dzieje się tak dlatego, ponieważ

każdemu z trzech ugrupowań biorących udział w dyskusji na temat zjawisk paranormalnych
bardzo zależy na tym, by dyskusja ta toczyła się nieustannie – ale zdążała donikąd. Chodzi o

utrzymanie sytuacji patowej.

Wszystkie   te   narzucone   formuły,   ustalenia,   założenia,   opinie   konwencjonalnej   mądrości,

automatyczne   reakcje   i  przyjęte  powszechnie   zwyczaje   –  bez   wyjątku  –  istnieją  po   to,  by
utrzymywać debatę na temat zjawisk paranormalnych w tych samych utartych torach, jakimi

toczy się ona od tak dawna. Wszystkie te dodatkowe zabezpieczenia gwarantują, że dyskusja
przebiegać będzie nadal równie gładko jak do tej pory, trafiając zawsze in medias res, zawsze

w sedno sprawy. Przykazania tego rodzaju służą poskromieniu fantazji słuchaczy lub czytel-
ników i dostosowaniu jej do konwencji oraz skuteczniejszemu panowaniu nad debatą poprzez

wzbogacenie jej o pierwiastek dramatyczny.

Ważne jest, byśmy rozumieli, że są to całkowicie odmienne rodzaje konwencji od tych, które

rządzą   i   regulują   potocznym   językiem   zjawisk   paranormalnych,   potocznym   zastosowaniem
słownictwa opisującego to, co nęcąco nieznane, które tworzy zbiór powiązanych ze zjawiskami

paranormalnymi znaczeń.

Innymi słowy, wielka trójka dyskutantów sprawia, że dyskusja podąża donikąd po prostu za

sprawą sposobu, w jaki się ją prowadzi. A ponieważ zgodnie z ustaleniami nikt poza nimi nie
jest dopuszczany do głosu, dyskusja kręci się wciąż w kółko.

Zestaw konwencji, regulacji, założeń itd. , który sprzyja dyskusji prowadzonej przez dys-

funkcyjnych badaczy zjawisk paranormalnych, nie wynika logicznie z pierwszego, uprzedniego

zestawu konwencji, regulacji, założeń itd. , który rządzi potocznym stosowaniem słownictwa
opisującego   to,   co   nęcąco   nieznane,   a   przynajmniej   nie   wynika   to   z   badań   radosnego

paranormalizmu.   Mówiąc   prościej,   sposób,   w   jaki   wielka   trójka   dyskutuje   o   zjawiskach
paranormalnych, nie ma nic wspólnego z tym, w jaki sposób na ten sam temat rozmawiają

zwykli   ludzie   posługujący   się   językiem   potocznym.   Konwencjonalne   dyskusje   –   debaty   z
udziałem osób, do których tak wielu zwraca się jako do ekspertów od zjawisk paranormalnych

–   jak   się   okazuje,   mają   bardzo   niewielki   lub   zgoła   żaden  związek  z   rozmowami   na   temat
zjawisk   paranormalnych   prowadzonymi   przy   użyciu   potocznego   języka.   Owi   „eksperci”   od

parapsychologii, nauki i religii przybywają z miejsca, które jest bardzo odległe od miejsca, w
którym zwykli ludzie stykają się ze zjawiskami paranormalnymi.

Mamy więc do czynienia z dwiema odrębnymi grupami ludzi mówiącymi na ten sam temat,

jednak w całkowicie odmienny sposób.

Dysfunkcyjni badacze zjawisk paranormalnych z ugrupowań tworzących wielką trójkę nie

mogą   porzucić   swojej   pozy   i   zacząć   rozmawiać   o   zjawiskach   paranormalnych   w   normalny

sposób, ponieważ gdyby tak zrobili, wówczas prawie wszystkie ich agrumenty straciłyby swoją
ważność, nim jeszcze zdążyliby je sformułować. Przynajmniej pozornie okoliczności przema-

wiałyby   raczej   przeciwko   dysfunkcyjnym   badaczom   zjawisk   paranormalnych   używającym
logicznie potocznego języka opisującego zjawiska paranormalne, ponieważ każdy dysfunkcyjny

badacz zjawisk paranormalnych zaczyna od wyodrębnienia jakiegoś jednego słowa i jednego
znaczenia z bogatego, potocznego słownictwa opisującego to, co nęcąco nieznane, a następnie

rozdyma to słowo i jego znaczenie ponad wszelką miarę. Stąd dysfunkcyjni „eksperci” odwołują
się do retoryki, a nie logiki. Jest to jedyny sposób, w jaki mogą oni forsować swoje argumenty

i wygrać debatę.

Dysfunkcyjni badacze zjawisk paranormalnych zaczynają nie mają bowiem innego wyjścia –

od   zdystansowania   się   wobec   potocznego   języka   opisującego   zjawiska   paranormalne,
wybierając  z  niego   jedynie   pojedyncze   słowa  o  znaczeniach,  które   im  akurat  odpowiadają.

Następnie,   kojarząc   te   znaczenia   z   pseudowiarą   lub   pseudoniewiarą,   dysfunkcyjna   wiara
prowadzi do swojej własnej pewnej zguby.

Tu jednak dzieje się coś interesującego. Pomimo faktu, że dysfunkcyjni badacze zjawisk

paranormalnych posługują .się językiem w całkowicie odmienny sposób, wydaje się jednak, że

prowadzonej   przez   nich   dyskusji,   ze   wszystkimi   jej   dodatkowymi,   uciążliwymi   regulacjami,
udaje   się   jakoś   współistnieć   w   niełatwej   harmonii,   przynajmniej   do   pewnego   stopnia,   z

- 82 -

background image

potocznym językiem opisującym zjawiska paranormalne.

Jak to się dzieje? Jakie są związki między wersją zjawisk paranormalnych postulowaną przez

dysfunkcyjnych   „ekspertów”,   jaką   prezentują   oni   w   toczonych   przez   siebie   nieustannie
dyskusjach, a codziennym, potocznym językiem opisującym zjawiska paranormalne?

Czy mówimy na dwa różne sposoby o tej samej rzeczy, czy też mówimy o dwóch różnych

rzeczach?

Przyjrzyjmy się temu.
Ponieważ dyskusja, o której mowa, ma charakter retoryczny, a nie logiczny, może być ona z

powodzeniem   przedmiotem   retorycznej   krytyki.   Chcę   jednak,   by   było   całkowicie   jasne,   że
posługuję się tu słowem retoryczny wyłącznie w jego pozytywnym sensie, nie mając na myśli

żadnego spośród jego niepochlebnych czy deprecjonujących znaczeń.

Retoryka   jest   starożytnym,   szanowanym   sposobem   metaforycznego,   specjalistycznego,

prozaicznego lub poetyckiego posługiwania się językiem. Jest to dyscyplina tworząca reguły
języka, dzięki którym można wyrażać się w sposób elokwentny i efektywny.

Radośni badacze zjawisk paranormalnych przedkładają logikę nad retorykę, dlatego proszę

czytelników o danie mi przywileju skrócenia poniższych wywodów. Przedstawię jedynie krótki

opis retoryki stosowanej tylko przez jedną z sekt dysfunkcyjnych „ekspertów”, by oszczędzić
sobie dodatkowej mozolnej pracy. Zasadę prezentacji, jaką stosuję w odniesieniu do tej jednej

grupy, można jednak odnieść także,  mutatis mutandis, do pozostałych dwu. Być może jakiś
inny uczony badacz zjawisk paranormalnych uzupełni za mnie pewnego dnia to zestawienie.

Sposób dyskutowania wielkiej trójki o zjawiskach paranormalnych

Retorykę   dysfunkcyjnego   badacza   zjawisk   paranormalnych   można   scharakteryzować   na

kilka różnych, nie wykluczających się wzajemnie sposobów. Poniższy opis ograniczę do trzech
aspektów: słownictwa, aktów mowy i stylu mówcy.

Słownictwo dysfunkcyjnego badacza zjawisk paranormalnych to lista słów, jakie on i

jemu podobni wnoszą do dyskusji jako swój własny, charakterystyczny wkład.

Akty mowy dysfunkcyjnego badacza zjawisk paranormalnych to czynności, jakie wyko-

nuje   on   za   pomocą   słów   pochodzących   z   własnego   słownika,   dyskutując   w   charak-

terystyczny dla siebie sposób na temat zjawisk paranormalnych.

Styl mówcy to charakterystyczny sposób, w jaki wypowiadający się w mowie lub piśmie

dysfunkcyjny   badacz   zjawisk   paranormalnych,   reprezentujący   określone   przekonania
(parapsycholog,   sceptyk   lub   fundamentalista)   dyskutuje   na   temat   zjawisk   paranor-

malnych; chodzi tu nie tylko o specyficzny sposób prezentacji poglądów, lecz także o to,
w jaki sposób mówca lub pisarz jest zwykle rozumiany przez innych oraz jakie wywiera

na nich wrażenie.

Ponieważ   parapsychologowie   i   sceptycy   najczęściej   obrzucają   się   nawzajem   kamieniami,

dlatego   zamierzam   zająć   się   bliżej   funda-chrześcijanami,   którzy   hasają   do   woli,   ciskając
kamienie w każdego, kto tylko zajmuje inną pozycję niż oni sami.

Słownictwo

Żargon funda-chrześcijańskich dysfunkcyjnych badaczy zjawisk paranormalnych składa się

ze   słów,   którymi   ci   fundamentalistyczni   „eksperci”   posługują   się   najczęściej   i   najchętniej
ciskając gromy na swoich przeciwników: Szatan, diabeł, demony, (wieczna) kara, potępienie,

podstęp.

Akty mowy

Biorąc   pod   uwagę   ich   illokucyjną   moc   (akty   mowy,   których   zwykle   dokonuje   się   za   ich

pomocą) kilka spośród tych słów należy zaliczyć do przekleństw i złorzeczeń. Klnąc, osoby

posługujące   się   językiem   angielskim   często   używają   słów  hell,  damn  i  devil  (dosł.   piekło,
przeklęty   i   diabeł;   polskimi   odpowiednikami   byłyby:   cholera,   szlag   by   to   trafił,   do   diabła).

Przekleństwa   i   złorzeczenia   to   wyrażenia   mające   na   celu   sprowadzenie   na   innych   zła   i
nieszczęść. Potępiając kogoś uważamy go za winnego, obrzucając zaś kogoś przekleństwami

publicznie go ganimy lub krytykujemy. Słowa tego rodzaju wyrażają gniew, pogardę, nienawiść

- 83 -

background image

lub   wrogość.   Tak   więc   w   gruncie   rzeczy   gdy   funda-chrześcijanie   mówią   nam,   szczerym   i
niewinnym badaczom lub fanom zjawisk paranormalnych, że jesteśmy agentami Szatana lub

że   pójdziemy   do   piekła,   w   istocie   przeklinają   nas,   wylewając   na   nas   całą   swoją   złość   i
nienawiść.

Styl mówcy

Retoryczny   styl   funda-chrześcijańskich   mówców   i   pisarzy   wypowiadających   się   na   temat

zjawisk paranormalnych przesycony jest groźbami i butną pewnością siebie. Fundamentaliści
robią wrażenie nadętych osobników; są przekonani, że znają na wszystko odpowiedź. Często

zachowują się lekceważąco i pogardliwie w stosunku do tych, którzy mają odmienne poglądy.
Mówiąc, zdają się wszystkich pouczać i robić im wymówki. Na uległego, pozbawionego silnej

woli lub pasywnego słuchacza lub czytelnika funda-chrześcijańscy mędrkowie działają zapewne
onieśmielająco.   Typowy   zapalczywy   funda-chrześcijański   dysfunkcyjny   badacz   zjawisk

paranormalnych nie rozstaje się ze swoim ulubionym rekwizytem – Biblią – wymachując nim
niczym maczugą.

Jak powiedziałem już wcześniej, charakterystykę języka, aktów mowy i stylu mówcy, jaką

przeprowadzam   w   stosunku   do   fundamentalistów,   można   przeprowadzić   także   wobec

przedstawicieli pozostałych dwóch ugrupowań „ekspertów”. Jeśli chodzi o podejście do kwestii
zjawisk paranormalnych wszystkich trzech ugrupowań, najważniejsze jest to, że toczona przez

ich   przedstawicieli   dyskusja   wciąż   rozgrywa   się   na   „korcie   centralnym”   właśnie   z   powodu
swoich retorycznych, dramatycznych, formalnych i rozrywkowych właściwości.

Przeklinanie kogoś poprzez skazywanie go na piekło to potężny, dramatyczny i przyciągający

uwagę akt mowy. Także parapsychologowie i naukowi sceptycy mają swoje własne, potężne i

pełne dramatyzmu sposoby zwracania uwagi słuchaczy na to, o czym mówią.

Świat   zjawisk   paranormalnych   dysfunkcyjnych   „ekspertów”   istnieje   tuż   obok   świata

zwyczajnych zjawisk paranormalnych (rzeczywiście doświadczanych i rzeczywiście dyskutowa-
nych w rzeczywistym języku przez rzeczywistych ludzi), ponieważ dysfunkcyjnym badaczom

zjawisk paranormalnych udaje się przyciągnąć naszą uwagę swoją retoryką. Stanowi ona dla
nas   rodzaj   rozrywki;   z   tą   swoją   próżną   gadaniną,   zaprzeczeniami   i   oskarżeniami.   Bycie

samemu przeklinanym lub bycie świadkiem przeklinania innych może być intrygujące, a nawet
nieco zabawne. Dla wielu ludzi przysłuchiwanie się przekleństwom rzucanym przez innych jest

rodzajem   rozrywki,   samo   zaś   przeklinanie   jest   znakomitym   sposobem   na   dawanie   upustu
emocjom (a tego właśnie potrzebują gniewni i spięci funda-chrześcijanie).

Dysfunkcyjny paranormalizm istnieje obok zwyczajnego paranormalizmu, ponieważ zaspo-

kaja ludzką potrzebę czerpania przyjemności ze zjawisk paranormalnych, a nie dlatego, że jest

efektywnym   zbiorem   zasad   i   metod   umożliwiającym   zdobywanie   nowej   wiedzy   na   temat
zjawisk paranormalnych. Pozostawiony sam sobie przez całe wieki zwyczajny paranormalizm

dawał sobie zupełnie dobrze radę z „wytwarzaniem” nowej wiedzy. Nie odnosi się to jednak do
dyskusji i badań prowadzonych przez dysfunkcyjnych ekspertów. Nie dość, że przedstawiciele

wielkiej trójki nie prezentują niczego nowego, to jeszcze nie potrafią się ze sobą dogadać w
sprawie tego, co minione.

Przez   długie   lata   dominacji   preferowanego   przez   nich   stylu   dyskusji   ich   archaiczny

retoryczny plan okazał się zdecydowanie nieadekwatnym środkiem do osiągnięcia konsensusu

w sprawie  zjawisk paranormalnych. Mimo  to, z powodów podanych powyżej, jest on wciąż
powszechnie obowiązujący i stosowany; jego macki sięgają aż do mediów, a prawie wszyscy

fani zjawisk paranormalnych składają mu hołdy.

Ogólnie rzecz biorąc, prasa podporządkowuje się ślepo i bez reszty dyktatowi wielkiej trójki.

Dziennikarze zjawiają się, by przeprowadzić wywiad `z ekspertem od zjawisk paranormalnych,
zastanawiając   się,   czy   jest   on   zwolennikiem,   czy   przeciwnikiem   tychże   lub,   co   gorsza,

zakładając, iż z góry znają odpowiedź na to pytanie. Jeśli sądzą, że „ekspert”, z którym mają
przeprowadzać wywiad, jest zwolennikiem zjawisk paranormalnych, przybywają uzbrojeni w

standardowe „sceptyczne” pytania skażone błędami dysfunkcyjnej niewiary.

Dysfunkcyjną  niewiarą  w  zjawiska  paranormalne  przesycone  są także  najrozmaitsze  talk

shows. Ponieważ jednak dyskusje prowadzone przez osoby dotknięte  dysfunkcyjną niewiarą
mają   pseudoracjonalny   i   teatralny   charakter,   tego   rodzaju   pełne   dramaturgii   spotkania

przyciągają uwagę widzów i słuchaczy.

- 84 -

background image

Czy jest jakaś nadzieja?

Być może w głębi duszy jestem pesymistą. Mimo wyjaśnień i argumentów, jakie przedsta-

wiam w tej książce, widzę, że debata prowadzona przez dysfunkcyjnych ekspertów toczy się w
najlepsze, radosny paranormalizm zaś zdaje się nie mieć na nią najmniejszego nawet wpływu.

I   nie   twierdzę   tak   bynajmniej   tylko   dlatego,   że   być   może   jestem   pesymistą.   Spoglądałem
bowiem w moją kryształową kulę i nie widziałem w niej nic nowego, a tylko te same stare

utarczki.   Dowiedziałem   się,   że   w   przyszłości   parapsychologowie   będą   wprawdzie   witać   z
zadowoleniem odkrycia radosnego paranormalizmu, jeśli będą one pozostawać w związku ze

sceptycyzmem, ale  że  tym samym parapsychologom  nie  spodobają  się  odkrycia radosnego
paranormalizmu,jeśli będą się one odnosić do parapsychologii.

Dowiedziałem się również, że w przyszłości wzdychający gliniarze mogą przyklasnąć odkry-

ciom   radosnego   paranormalizmu   związanym   z   parapsychologią,   ale   jednocześnie   ci   sami

„scepto-gliniarze” nie będą zachwyceni bardziej sceptycznymi herezjami radosnego paranorma-
lizmu, szczególnie dotyczącymi samych wzdychających gliniarzy. Wiadomo mi także, iż pewna

liczba   parapsychologów   i   naukowych   sceptyków   przyzna   rację   stwierdzeniom   radosnego
paranormalizmu dotyczącym kazań fundamentalistów na temat zjawisk paranormalnych.

Dowiedziałem się wreszcie, że ani jeden fundamentalista nie zaakceptuje tego, co radosny

paranormalizm mówi na temat demonologii, chociaż zrobi to zapewne wielu chrześcijan.

Członkowie fanklubów zjawisk paranormalnych, dziennikarze i ludzie mediów mogą zgadzać

się   ze   sposobem,   w   jaki   dysfunkcyjni   eksperci   spierają   się   ze   sobą,   dyskutując   na   temat

zjawisk  paranormalnych,   lecz   radośni  badacze   zjawisk  paranormalnych  zawsze  zachowywać
będą wyraźny dystans wobec tego rodzaju błędnej postawy. Radosny paranormalizm dokonał

wystarczająco dużo odkryć związanych z dysfunkcyjną niewiarą, że może wszystkich solennie
zapewnić, iż nigdy nie zostanie wciągnięty w wir obłudy i niekończącego się wymigiwania się od

odpowiedzialności.

Radosny paranormalizm metodycznie palił za sobą każdy z najlepiej znanych paranormal-

nych mostów, aż w końcu znalazł wejście do twierdzy niewiary. Dlatego radosny paranorma-
lizm ogłasza niniejszym swoją całkowitą niezależność od debaty na temat zjawisk paranormal-

nych, jaką zawsze dotąd prowadzono.

A jednak musimy postarać się o to, byśmy to my śmiali się ostatni

Odsuwając jednak od siebie pesymizm, czyż nie byłoby wspaniale móc śmiać się z tego

wszystkiego jako ostatni? Czyż nie byłoby cudownie zmyć głowę parapsychologom, naukowym

sceptykom i fundamentalistom za to, że uparcie nie dopuszczają oni innych do trwającej od lat
dyskusji   na   temat   zjawisk   paranormalnych?   Czyż   nie   byłoby   wspaniale   otworzyć   na   oścież

nowe drzwi, przełamać stare bariery, wyznaczyć nową perspektywę debaty na interesujący tu
nas temat?

I czy nie byłoby pożyteczne zapoczątkować poważne, naukowe badania zwyczajnych zjawisk

paranormalnych, w przeciwieństwie do zjawisk paranormalnych stworzonych sztucznie przez

przedstawicieli wielkiej trójki w efekcie lingwistycznych i kontekstualnych wypaczeń?

Radosny   paranormalizm   uważa   zjawiska   paranormalne   za   ważny   i   istotny   temat,   który

nadaje się do racjonalnych, a nawet, z pewnymi ograniczeniami, do systematycznych badań.

Co trzeba zrobić, by przekuć paranormalistykę w zdolną do samodzielnego istnienia dyscy-

plinę ludzkiego poznania, a w końcu, być może, w dyscyplinę naukową o statusie akademic-
kim?

Zdaniem radosnego paranormalizmu należałoby w tym celu:

Uznać   istnienie   związków  między   zjawiskami   paranormalnymi   a  humorem,   zabawą   i
rozrywką;

Odnieść się do nich z szacunkiem i uznaniem;

Przeanalizować dokładnie ich znaczenie.

Konceptualne, historyczne i lingwistyczne terytorium rozrywki, zabawy i humoru mogłoby

się stać naturalym pomostem umożliwiającym poważnej, niedysfunkcyjnej dyskusji na temat
zjawisk paranormalnych przekształcenie się w racjonalną, akademicką debatę.

JEDNAK...

- 85 -

background image

Rozdział 10

JEDYNY SPOSÓB NA TO,

BY POWAŻNE BADANIE ZJAWISK PARANORMALNYCH

ZOSTAŁO UZNANE ZA UZASADNIONE

Jeśli   zjawiska   paranormalne   mają   kiedykolwiek   stać   się   przedmiotem   uniwersyteckich

wykładów, poważna, naukowa dyskusja na ich temat musi w jakiś sposób szybko wyzwolić je z
pęt  dobrze   znanej,   prowadzonej   od  lat   polemiki,   którą  określają   zadawnione  konwencje,  o

jakich była tu już wielokrotnie mowa. Trzeba rozważyć alternatywne perspektywy, sformułować
w końcu nie zadawane nigdy dotąd pytania, odwołując się do nowej, poszerzonej psychologii

zjawisk paranormalnych.

Zadaniem radosnego paranormalizmu jest wzięcie pod uwagę i rozważenie tych zaniedbywa-

nych dotąd punktów widzenia oraz podjęcie badań mających na celu określenie, co nowego i
pożytecznego mogą nam one zaoferować.

Kto reprezentuje niektóre z owych punktów widzenia?

Członkowie klubu bohaterów

Klub   bohaterów   zjawisk   paranormalnych   jest   organizacją,   która   wyróżnia   się   tym,   iż

przywiązuje   wyjątkową   uwagę   do   rzekomo   paranormalnych   doświadczeń   lub   właściwości

jakiejś szanowanej, bohaterskiej postaci z przeszłości, lub też skupia swoje zainteresowanie
wokół   teorii   oraz   idei   dotyczących   zjawisk   paranormalnych,   jakie   wyznawał   ten   bohater.

Członkowie tego klubu czerpią wielką przyjemność z wysłuchiwania wciąż na nowo opowieści o
życiu bohatera, opowiadania anegdot na temat paranormalnych cudów, których ów bohater

miał jakoby sam dokonać lub wyjaśnić. Niektórzy członkowie takich klubów mają skłonność do
wysuwania   podejrzeń   wobec   paranormalnych   talentów   czy   zjawisk   innych   niż   te   oficjalnie

przypisywane ich bohaterowi czy też akceptowane przez ich idola. Kluby bohaterów gromadzą
wszelkie dokumenty na temat swoich idoli, przechowują zbiory ich pism, a także starają się o

kultywowanie  pamięci  o  nich.  W miarę  upływu czasu  organizacje   te  mogą zacząć  nabierać
pewnego religijnego charakteru.

Tak stało się przykład z ruchami powstałymi wokół Sai Baby i Paramahansy Yoganandy. Obaj

dokonywali   podobno   paranormalnych   wyczynów   oraz   czerpali   wiedzę   ze   źródeł   innych   niż

normalne. Wokół uznania ich dokonań i wglądów powstały ruchy duchowe, dla których stali się
oni centralnymi postaciami.

Podobne ze swojej natury, chociaż nieco bardziej świeckie w charakterze, są organizacje

powstałe wokół Edgara Cayce'a i C.G. Junga, jeśli chodzi zaś o czasy nam współczesne, to

warto   zauważyć,   że   na   całym   świecie   powstało   już   ponad   dwieście   grup   dyskusyjnych
stawiających sobie za cel zgłębianie pism wspomnianego już wyżej Neale'a Donalda Walscha,

który   twierdzi,   że   w   1992   roku   miał   jednoznacznie   paranormalne   przeżycie   polegające   na
bezpośredniej   rozmowie   z   Bogiem.   Członkowie   wszystkich   tych   grup   są   potencjalnymi

zwolennikami zjawisk paranormalnych.

Tymczasem   potencjalni   przeciwnicy   zjawisk   paranormalnych   skupiają   się   w   ruchu   o

nastawieniu sceptycznym związanym z osobą Houdiniego. Z kolei ruch, który powstał dawno
temu w celu propagowania wiedzy na temat paranormalnych dokonań Emmanuela Sweden-

borga, ma już dziś formalnie status religii.

Dysfunkcyjna   niewiara   występuje   często   pośród   członków   owych   klubów   bohaterów,   tak

więc w tym sensie nie wnoszą oni nic nowego do badań zjawisk paranormalnych. Na podstawie
własnego, długiego doświadczenia mogę jednak zaświadczyć, że członkowie grup, o których

mówiłem,   są   niezwykle   miłymi   ludźmi.   Należy   ich   pochwalić   za   wielką   przychylność   w
dostarczaniu   archiwalnych   materiałów   na   temat   swoich   idoli   oraz   za   stworzenie   forum   dla

publicznej dyskusji.

- 86 -

background image

Odważni psychoterapeuci

Radośni   badacze   zjawisk   paranormalnych   mogą   utworzyć   wspólny   front   z   odważnymi

psychoterapeutami,   którzy   odrzucają   ortodoksyjne   poglądy   i   akceptują   fakt,   że   posiadanie
paranormalnych i duchowych doświadczeń jest czymś ważnym i znaczącym wżyciu człowieka.

Chociaż tego rodzaju terapeuci unikają błędu utożsamiania paranormalności z nienormalnością,
uważają, że osoby mające paranormalne lub duchowe doświadczenia mogą skorzystać z ich

fachowej porady – zarówno po to, by pomóc im w pełnym zintegrowaniu swoich przeżyć, jak i
po  to,  by  udzielić  im  wsparcia  wtedy,  gdy  uczą się   oni  radzić  sobie   ze   śmiesznością,  jaką

wywołują czasami ich doświadczenia u nie poinformowanych osób postronnych.

Radosny paranormalizm akceptuje takie podejście, pod warunkiem jednak, że także samą

pschychoterapię rozumie się jako działalność peryferyjnie periparanormalną. Podobnie jak to
się ma w przypadku zjawisk paranormalnych, brak jest bowiem solidnych dowodów naukowych

świadczących o skuteczności psychoterapii. Pewne zagadkowe, niezwykłe stany świadomości –
dysocjacji   osobowości,   stany   hipnotyczne,   a   nawet   niektóre   rodzaje   stanów   delirycznych   –

przynależą w równym stopniu do dziedziny badań zjawisk paranormalnych jak do dziedziny
badań psychoterapeutycznych. Zjawiska paranormalne i psychoterapia mają wspólną historię,

co widać na przykładzie tak starożytnych koncepcji jak wróżbiarstwo, które uważano kiedyś za
rodzaj   zaburzeń   psychicznych,   a   także   jeden   ze   sposobów   przewidywania   przyszłości   oraz

określania charakteru drugiej osoby. Podobnie jak zjawiska paranormalne, psychoterapia może
stać   się   przyjemnym   sposobem   spędzania   wolnego   czasu,   szczególnie   po   kilka   latach   jej

stosowania.

Znany   na   całym   świecie   psychiatra   Stanislav   Grof   był   współzałożycielem   Transpersonal

Psychology Association (Towarzystwa Psychologii Transpersonalnej) – organizacji zrzeszającej
psychoterapeutów, którzy z troską i zrozumieniem odnoszą się do paranormalnych i duchowych

doświadczeń   swoich   pacjentów.   Jej   członkowie   pomni   są   tego,   że   wglądy   psychologiczne
dotyczące   doświadczeń   paranormalnych   nie   mają   charakteru   ontologicznego,   lecz   jedynie

kliniczny i fenomenologiczny.

Myślenie życzeniowe

Wzdychający gliniarze starają się co i rusz aresztować któregoś z nas, uczonych badaczy

zjawisk paranormalnych, bez względu na to, czy jesteśmy pseudozwolennikami tychże zjawisk,

czy nie, pod ogólnikowym zarzutem hołdowania myśleniu życzeniowemu. A przecież radosny
paranormalizm   nie   zamierza   zaprzeczać,   iż   pragnienia   zawsze   były   jednym   z   głównych

aspektów   działań   paranormalnych.   Dążenie   alchemików   do   odkrycia   źródła   nieskończonego
bogactwa jest nadal żywe pośród zwolenników ruchu New Age, którzy postulują stosowanie

„wizualizacji” w celu łatwiejszego zarobienia dużej forsy.

Okazuje   się   zresztą,   że   sami   naukowi   sceptycy   nie   są   odporni   na   gorączkę   myślenia

życzeniowego,   która   trawi   zwolenników   zjawisk   paranormalnych.   Wzdychający   gliniarze
rozesłali  ostatnio   pilne  wezwanie  do  członków swojej organizacji  z prośbą  o  pieniądze.  Ich

zdaniem   stale   wzrastająca   liczba   „przestępstw”   dokonywanych   przez   zwolenników   zjawisk
paranormalnych grozi w każdej chwili destabilizacją naukowego porządku świata, dlatego też

twierdzą, że potrzeba im pieniędzy, by powstrzymać rozprzestrzenianie się paranormalnego
zabobonu, zanim będzie za późno. Tymczasem pomysł ratowania nauki przed paranormalną

rozrywką   poprzez   uruchamianie   przeznaczonego   specjalnie   na   ten  cel  funduszu  jest,  moim
zdaniem,   do   tego   stopnia   nieprawdopodobny,   że   sugeruje,   iż   także   sceptycy   oddają   się

pewnego rodzaju myśleniu życzeniowemu.

Jeśli wzdychającym gliniarzom uda  się  kiedykolwiek wrobić mnie pod wyssanym z palca

zarzutem hołdowania myśleniu życzeniowemu, to będę miał dobre alibi. Słownictwo opisujące
to, co nęcąco nieznane, jest, co nie ulega wątpliwości, niepoprawnie pobłażliwe w stosunku do

samego siebie, dlatego jako radosny badacz zjawisk paranormalnych dużo myślałem na temat
roli, jaką koncepcja myślenia życzeniowego odgrywa w zjawiskach paranormalnych.

Dysfunkcyjni eksperci nie zamierzają rezygnować z walki z cieniami polegającej na próbach

ustalenia, czy różnego rodzaju zjawiska mają „dający się jednoznacznie wykazać” związek ze

zjawiskami paranormalnymi, czy też nie, tak więc nie zauważają oni ich życzeniowego aspektu,
którego   nigdy   nie   przeoczają   uważni   radośni   badacze   zjawisk   paranormalnych.   Radośni

badacze   zjawisk   paranormalnych   wiedzą  na   przykład,   że   myślenie   życzeniowe   jest   głównie
kwestią aktów mowy i że jest ono często wypowiedzią performatywną w tym sensie, że w

odpowiednich, danych okolicznościach powiedzenie „chciałbym, aby stało się to i to” oznacza

- 87 -

background image

rzeczywiste   pragnienie   tego.   Tego   rodzaju   wiedza   pozwala   niedysfunkcyjnym   badaczom
zadawać   pytania   dotyczące   konceptualnych   związków   między   myśleniem   życzeniowym   a

zjawiskami paranormalnymi, które nigdy nie przychodzą do głowy dysfunkcyjnym badaczom.

Jakie   związki   łączą   myślenie   życzeniowe,   liczenie   na   szczęśliwy   traf   i   wróżbiarstwo?

Talizmany   na   szczęście,   takie   jak   podkowy,   królicza   łapka   czy   czterolistna   koniczyna,   są
archetypowymi rekwizytami używanymi przez osoby przesądne. W rezultacie symbolizują one

mechanizm myślenia życzeniowego. Jaki jest ich związek z popularnym sposobem wypowia-
dania życzeń na widok spadającej gwiazdy, białego konia itd.? A co z zawodami polegającymi

na tym, że ta z dwu osób rozrywających kość widełkową kurczaka, której zostanie w dłoni
dłuższy jej koniec, może liczyć na spełnienie każdego życzenia, lub że spełnią się wszystkie

życzenia,   jeśli   małe   dziecko   zdmuchnie   za   pierwszym   razem   wszystkie   świeczki   na   swoim
torcie urodzinowym? Dlaczego w każdym z takich przypadków pojawia się element rozrywki,

począwszy od zabawy z wyrywaniem płatków stokrotek „kocha, nie kocha”, a na symbolice
kasyna gry skończywszy?

Myślenie życzeniowe i jego związki ze zjawiskami paranormalnymi to dosyć złożona kwestia.

Poruszam ją tutaj tylko po to, by wskazać, jak bardzo niewłaściwy użytek robią dysfunkcyjni

eksperci zarówno z psychologii, jak i zjawisk paranormalnych, roztrząsając nie dające się w
gruncie rzeczy rozstrzygnąć i pozbawione znaczenia pseudoproblemy.

Nowa psychologia

Tymczasem   istnieją   usprawiedliwione,   ogólnie   zrozumiałe   pytania   dotyczące   psychologii

zjawisk paranormalnych, których się jednak zazwyczaj nie zadaje. Dysfunkcyjni eksperci są tak
potężni, że to właśnie za ich sprawą badanie zjawisk paranormalnych cieszy się złą sławą.

Bardzo interesujące byłoby jednak wiedzieć, jak koncepcja zjawisk paranormalnych rozwija

się u dzieci lub też jak ta sama koncepcja rozwija się w człowieku od dzieciństwa do okresu

dojrzewania, a następnie przez dorosłość do starości. Badania rozwojowe dzieci i dorosłych są
ważną i szanowaną dziedziną nauk psychologicznych. Dysfunkcyjni eksperci czuwają jednak

nad tym, by przeprowadzano możliwie jak najmniejszą liczbę badań rozwojowych związanych
ze zjawiskami paranormalnymi.

W tym samym czasie ważna gałąź psychologii, która może wnieść bardzo wiele do badań

nad   zjawiskami   paranormalnymi,   traktowana   jest   po   macoszemu.   Chodzi   tu   o   tak   zwaną

psychologię   anomalistyczną,   powszechnie   uznaną   specjalność   naukową,   która   zajmuje   się
katalogowaniem   i   analizowaniem   dziwnych   zjawisk   psychicznych,   nieznanych   zazwyczaj   w

szerokich   kręgach   społeczeństwa,   a   często   także   wśród   przeciętnych,   wykwalifikowanych
psychologów i psychiatrów.

Psychologię anomalistyczną należy wyraźnie odróżnić od parapsychologii. Parapsychologia,

skażona przez  dysfunkcyjną niewiarę, w ogóle nie jest psychologią, podczas gdy psychologia

anomalistyczna nie ma charakteru dysfunkcyjnego i nie jest kontrowersyjna z akademickiego
punktu widzenia.

Wiele   dziwnych   stanów   świadomości   oraz   niecodziennych   zachowań,   jakimi   zajmuje   się

psychologia anomalistyczna, występuje rzadko; inne są częstsze, chociaż i tak prawie zupełnie

nieznane powszechnie. Wszystkie wydają się dziwaczne, niecodzienne i niezrozumiałe, dlatego
okupują   one   to   samo   terytorium   co   zjawiska   paranormalne.   Czasami   mają   one   związki   ze

zjawiskami lub doświadczeniami, które w powszechnym odczuciu uchodzą za paranormalne.

Radosny   paranormalizm   musi   być   gruntownie   obznajomiony   z   anomaliami

psychologicznymi. Rozumie się samo przez się, że każdy, kto chce się wypowiadać w kwestii
zjawisk   paranormalnych,   musi   mieć   wszechstronną   wiedzę   na   temat   hipnagogii,   amnezji

psychogennej,   déjá   vu,   dysocjacji   osobowości,   halucynacji,   złudzeń,   pseudologia   fantastka
(mitomanii),   stanów   pomrocznych   i   depersonalizacji   –   wszystkich   tych   osobliwych   reakcji

psychicznych, którymi zajmuje się psychologia anomalistyczna.

Dziedzina   ta   jest   bardzo   rozległa   i   jej   omówienie   wykraczałoby   znacznie   poza   ramy   tej

książki, nam jednak wystarczy jeden przykład, by zilustrować ogromne znaczenie psychologii
anomalistycznej dla naukowych, niedysfunkcyjnych badań zjawisk paranormalnych.

Zobaczyć to uwierzyć, czy może uwierzyć to zobaczyć?

Dostrzeganie   ludzkich   twarzy   podczas   spoglądania   na   chmury,   wizualne   doznanie   znane

większości dzieci, jest przykładem złudzenia optycznego zwanego pareidolią. Doświadczenie to

- 88 -

background image

zalicza się do kategorii złudzeń, ponieważ powstaje ono w umyśle, który interpretuje obiektyw-
nie postrzegalne, chociaż zmienne w swoim kształcie obiekty – obłoki, dym, płomienie, słabo

widoczne cienie itp. – jako mające konkretne znaczenie wizerunki.

Wiele złudzeń optycznych nagle znika, kiedy tylko obserwator bardziej uważnie przyjrzy się

temu, na co spogląda. Chyba każdy z nas przestraszył się choć raz w życiu na widok nieznanej
mu   osoby   czającej   się   złowieszczo   w   ciemnym   pokoju,   by   po   chwili   przekonać   się,   że   w

rzeczywistości chodzi o zwykły kapelusz i płaszcz wiszące na wieszaku.

Pareidolia to jednak nie to samo. Kiedy ktoś dostrzeże w chmurach profil Elvisa i jego matki

Gladys, wówczas będzie prawie zupełnie niemożliwe, by ich tam dalej nie widział. Im bardziej
intensywnie będzie się wpatrywał, tym silniejszy będzie efekt złudzenia. Ktoś taki może nawet

sprawić, że również inne osoby będą dostrzegać te same wizerunki w chmurach, dopóki te
ostatnie nie rozpłyną się lub nie znikną z ich pola widzenia.

Dzieci   zabawiają   się   wypatrywaniem   postaci   pojawiających   się   podczas   obserwowania

obłoków   lub   płomieni   tańczących   na   kominku.   Ten   sam   proces   percepcyjny   leży   także   u

podstaw kilku form wróżbiarstwa.

Czy jest zatem możliwe, odwracając starą sentencję, że uwierzyć znaczy zobaczyć?

Hawajscy   Kahunowie   stawiają   sobie   pytania,   a   następnie   wpatrują   się   w   chmury,

wierząc, że kształt, jaki w nich dostrzegą, ujawni im odpowiedź, której poszukują.

Kapnomancja,   czyli   wróżenie   z   dymu,   praktykowana   jest   nadal   pośród   niektórych

tubylczych   grup   w   Ameryce   Środkowej;   w   średniowiecznej   Europie   praktykami   tego

rodzaju zajmowały się głównie dziewice i matrony.

Także wróżenie z fusów opiera się na nadawaniu przez ludzki umysł znaczenia obrazom

powstającym z rozkładu cząstek herbacianych liści.

I nie zapominajmy, że australijscy szamani przewidywali niegdyś przyszłość na podsta-

wie obrazów, jakie dostrzegali w ogniu stosu pogrzebowego.

Tak   więc   pareidolia   jest   kolejnym   przykładem   na   to,   w   jaki   sposób   podczas   dziecięcej

zabawy doznania wzrokowe mogą łączyć się ze zjawiskami paranormalnymi.

Gdy pareidolia ma miejsce w nieznanym kontekście, przejawia się ona czasami w formie

dziwnych,   pozornie   niesamowitych   epizodów,   które   mogą   zainteresować   badacza   zjawisk
paranormalnych. To powszechnie znane złudzenie optyczne leży u podstaw zdumiewających

zbiorowych   przeżyć   o   charakterze   wizyjnym,   o   których   często   donoszą   media.   Gdy   twarz
Jezusa „pojawia się” nagle na drewnianych, nie pomalowanych drzwiach szpitala lub na ściance

zbiornika na ropę naftową na Środkowym Wschodzie USA, możemy być pewni, że mamy do
czynienia z przypadkiem pareidolii. No i manifestacje te miewają niezaprzeczalnie komiczny

charakter,   która   to   okoliczność   od   razu   poprawia   nastrój   radosnemu   badaczowi   zjawisk
paranormalnych.

Ostatnimi laty wyraźnie rozpoznawalne wizerunki Jezusa pojawiły się pośród nitek spaghetti

nawiniętych   na   widelec   przedstawionych   na   bilboardzie   w   Atlancie   reklamującym   pizzerię,

pośród   ogromnych   liściastych   pnącz   winorośli   porastających   drzewo   rosnące   w   dzielnicy
mieszkaniowej   w   Wirginii   Zachodniej   oraz   na   powierzchnii   tortilli   przygotowanej   przez

gospodynię   domową  z  Nowego  Meksyku.  Posłany  przez   kościół  na  miejsce   tego  ostatniego
przypadku cudu ksiądz posłużył się w trakcie prowadzenia dochodzenia metodą eksperymen-

talną. Upiekł stertę tortilli, po czym zmuszony był przyznać, że jeśli upiecze się dostatecznie
dużą liczbę tortilli, to rzeczywiście można na nich dostrzec zupełnie dziwne rzeczy.

Przypadki zbiorowej pareidolii wynikają zazwyczaj z ludzkich skłonności do transcendencji.

Jeśli   na   przykład   jedna   lub   dwie   osoby   zauważą   gdzieś   niezwykły   wizerunek,   a   następnie

zwrócą na niego uwagę innych, wówczas zupełnie niemożliwe staje się wyperswadowanie im,
że   ów   wzór   w   rzeczywistości   znajdował   się   tam   od   zawsze.   Z   punktu   widzenia   lokalnych

mieszkańców,   znających   doskonale   dany   obiekt,   wizerunek   pojawił   się   na   nim   nagle   nie
wiadomo skąd. „Przejeżdżałem obok tego zbiornika prawie codziennie od lat. Gdyby Jezus był

na nim widoczny wcześniej, z pewnością już dawno temu bym Go zauważył. Tymczasem ja
wiem, że on się tam ukazał!”

Gdy wieść o pojawieniu się wizerunku rozprzestrzenia się, na miejsce zaczynają pielgrzy-

mować tłumy ciekawskich. Bez względu na to, czy są oni przekonani o realności wizerunku, czy

nie, zwykle patrząc na niego przyjmują postawę pełną atencji. Sceptycy asekurują się zapewne
w ten sposób na wszelki wypadek, co jest charakterystycznym zachowaniem dla wszystkich

demaskatorów zjawisk paranormalnych.

Zdarzenia, o których mówimy, uwidaczniają różnice w podejściu do zjawisk paranormalnych

przedstawicieli trzech głównych ugrupowań.

Parapsychologowie unikają takich sytuacji, ponieważ nie odpowiadają one warunkom

- 89 -

background image

laboratoryjnym.

Sceptycy zjawiają się na miejscu, po czym kpią i szydzą z uczestników zgromadzenia,
demonstrując, jak łatwo doprowadzić do zniknięcia wizerunku Jezusa, gdy tylko wyłączy
się stojącą najbliżej niego uliczną latarnię.

Fundamentaliści także przybywają na miejsce, napominając wszystkich, by strzegli się
demonów.

Tymczasem my, życzliwi, radośni badacze zjawisk paranormalnych, zachwycamy się tego

rodzaju zdarzeniami, ponieważ one także ujawniają nam prawdziwą naturę zjawisk paranor-

malnych.   Skłonni   jesteśmy   nawet   dopuścić   możliwość,   że   przypadki   zbiorowej   pareidolii
ujawniają ważne i znaczące skłonności ludzkiego ducha, w tym dążenie ku duchowemu uzdra-

wianiu, a nawet doświadczenie go.

Poszerzamy zakres naszych rozważań

Czego potrzeba, by poważne, naukowe badanie zwyczajnych zjawisk paranormalnych stało

w się w pełni usprawiedliwione? Jeszcze większego poszerzenia kontekstu, w którego ramach

rozważamy   to,   co   nazywamy  zjawiskami   paranormalnymi,   tak  aby   nie   tylko  obejmował  on
swoim zasięgiem psychologię anomalistyczną (którą, powtórzmy raz jeszcze, musi brać pod

uwagę każdy, kto chce badać zjawiska paranormalne w sposób profesjonalny i naukowy), ale
także uwzględniał różnego rodzaju osobliwości z dziedziny psychologii, medycyny i psychiatrii.

Ten ostatni fakt ma szczególne znaczenie dla naukowca, który chce poznać zakres i złożoność
umysłu  człowieka, by móc następnie zrozumieć  zawiłości paranormalnego  wymiaru ludzkiej

świadomości. Do osobliwości, o których mówimy, należy zaliczyć:

Ogromną liczbę stanów natury medycznej, których jest zbyt wiele, aby je tu wymieniać,

a które mogą odgrywać rolę kształtującą w zjawiskach paranormalnych.

Doświadczenia mistyczne, wzrokowe lub słuchowe, a także osobliwe zachowania towa-

rzyszące delirium, epilepsji, zatruciom, stwardnieniu rozsianemu, zespołowi Tourette'a,
migrenie oraz wielu innym przypadłościom.

Przechodząc   na   teren   psychiatrii,   każdy   badający   zjawiska   paranormalne   naukowiec,   z

którego ma być jakiś pożytek, musi poznać wiele perełek psychopatologii (z których pewnymi,

choć nie wszystkimi, zajmuje się także psychologia anomalistyczna). Do owych psychiatrycz-
nych osobliwości należą rzadkie i niezwykłe psychiatryczne syndromy (objaw Capgrasa i inne

zaburzenia o charakterze urojeniowym, objaw Clerambaulta, zespół Gansera, stany opętania,
folie a deux, kuwada, objaw fantomu zespół Cotarda, by wymienić jedynie kilka z nich) oraz

stany psychiatryczne związane z danym środowiskiem kulturowym (np. windigo, latah, amok,
koro).

Mamy tu miejsce jedynie na najbardziej pobieżne naszkicowanie tego, co trzeba wiedzieć na

ten   temat,   obiecujemy   więc   omówić   wszystkie   te   osobliwe   psychologiczne,   medyczne   i

psychiatryczne   jednostki   w   następnym   tomie   zatytułowanym   „Zjawiska   paranormalne   a
zjawiska anormalne”.

Nadarza   się   tu   nam,   radosnym   badaczom   zjawisk   paranormalnych,   pewna   dogodna

sposobność. Są to sprawy, którymi trzeba się zająć, i sposoby poszerzenia zakresu dyskusji,

jeśli ma z niej wynikać cokolwiek pożytecznego. Istnieje jeszcze jeden dziewiczy, jak dotąd,
obszar badań – często spychany na dalszy plan lub unikany przez przedstawicieli wielkiej trójki

dyskutantów – który mógłby dostarczyć nam mnóstwa pożytecznych informacji, gdybyśmy w
końcu przyjrzeli mu się w poważny, naukowy sposób.

- 90 -

background image

Rozdział 11

SKRZYNIA PEŁNA SKARBÓW CZEKA NA OTWARCIE

Jak gdyby to wszystko nie stanowiło wystarczającego wyzwania dla przyszłych zawodowych

badaczy zjawisk paranormalnych, wyrzeczenie się przez radosny paranormalizm dysfunkcyjnej
wiary otwiera przed nimi kolejne, nadające się do naukowej eks-ploracji szerokie pole, miano-

wicie historię zjawisk paranormalnych. Parapsychologowie zebrali się pewnego razu w sobie i
wykluczyli   historię   jako   źródło   paranormalnych   cudów;   oświadczyli,   że   mętne   historyczne

sprawozdania na temat zjawisk paranormalnych nie mają „wartości dowodowej”, by posłużyć
się jednym z ich ulubionych wyrażeń. Od dawna już nieżyjący świadkowie dawnych paranor-

malnych zdarzeń nie mogą złożyć zeznań w tej sprawie, więc niemożliwe jest wyciągnięcie
jakichkolwiek „wniosków” na temat owych zdarzeń. Fakt, że zawarte w starych księgach relacje

nie   mają   wartości   dowodowej,   ani   trochę   nie   niepokoi   jednak   radosnych   badaczy   zjawisk
paranormalnych,   ponieważ   jesteśmy   świadomi   tego,   że   także   współczesne,   najnowsze

doniesienia na ten sam temat nie mają wartości dowodowej w tym sensie tego wyrażenia,
jakie nadają mu dysfunkcyjni eksperci.

Historia zjawisk paranormalnych, do której od tak dawna nikt się nie odwoływał jako do

źródła wiedzy, obfituje w informacje, które mogą poszerzyć i pogłębić nasze pojmowanie tego,

czym   są   zjawiska   paranormalne.   Przyjrzenie   się   zjawiskom   paranormalnym   z   perspektywy
historycznej,   na   tle   solidnej   wiedzy   na   temat   psychologii   anomalistycznej   oraz   stanów

medycznych i psychiatrycznych mających wpływ na działanie ludzkiego umysłu, może posunąć
naprzód   badania   zjawisk   paranormalnych,   szczególnie   gdy   będziemy   pamiętać   o   tym,   że

zjawiska   te   są  zabawą,  humorem  i   rozrywką.   Historia   jest  skarbnicą  dawno  zapomnianych
koncepcji na temat zjawisk paranormalnych, a także barwnych postaci, które stosowały owe

koncepcje w praktyce. Dzieła historyczne dostarczają materiału na uprawomocnienie twierdzeń
radosnego paranormalizinu dotyczących zjawisk paranormalnych.

W   starożytnej   Grecji   co   rusz   miały   miejsce   wydarzenia   przynależne   do   peryferyjnych

obszarów współczesnych zjawisk paranormalnych. Herodot pisał o Salmoksisie, nauczycielu,

który rozumiał znaczenie elementu teatralności w zjawiskach paranormalnych oraz zastosował
tę wiedzę wywołując pośmiertną zjawę... samego siebie!

„Jak słyszałem od Hellenów, mieszkających nad Hellespontem i nad Pontem, był ów Salmok-

sis   człowiekiem,   który   żył   w   stanie   niewolniczym   na   Samos,   mianowicie   był   niewolnikiem

Pitagorasa, syna Mnesarchosa. Następnie został wyzwolony i zdobył wiele pieniędzy, z którymi
wrócił do swojej ojczyzny. Ponieważ zaś Trakowie żyli nędznie i umysłowo stali dość nisko, więc

Salmoksis, który znał joński tryb życia i posiadał wyższą kulturę duchową, niżby się można po
Traku   spodziewać   (wszak   obcował   on   z   Hellenami   i   z   największym   wśród   nich   mędrcem,

Pitagorasem), urządził sobie salę dla mężczyzn, w której podejmował i ugaszczał starszyznę ze
swych współziomków i przy tym nauczał, że ani on sam, ani jego goście, ani nikt z ich potom-

nych – nie umrą, lecz dostaną się na takie miejsce, gdzie będą żyć wiecznie w posiadaniu
wszystkich dóbr. Czyniąc to, o czym wspomniałem, i tak nauczając, kazał sobie równocześnie

wybudować pod ziemią mieszkanie, a kiedy ono było już zupełnie gotowe, znikł z oczu Traków;
oto zszedł do tej podziemniej komnaty i przebywał tam przez trzy lata. A Trakowie tęsknili za

nim   i   opłakiwali   go   jak   zmarłego.   Lecz   w   czwartym   roku   znowu   ukazał   się   Trakom,   i   tak
uwierzyli   oni   w   to,   czego   Salmoksis   nauczał”.   [Herodot,  Dzieła,   IV,   95,   tłum.   S.   Hammer,

Czytelnik, Warszawa 1959. Inne źródła podają formę Zamolksis.].

Herodotowi nie udało się wprawdzie ustalić, czy Salmoksis rzeczywiście kiedykolwiek istniał,

można   sobie   jednak   wyobrazić,   że   naprawdę   żył   kiedyś   podobny   do   niego,   dokonujący
samohibernacji   tamto-dramaturg,   który   tego   wszystkiego   dokonał.   Ten   skłonny   do   zabawy

podróżnik w zaświaty wybudował na powierzchni ziemi jedną z sal swojego Teatru Pozornej
Śmierci, przeznaczonej do edukacji i rozrywki, w której mógł ucztować z przyjaciółmi i bawić

ich swoimi wykładami, by w ten pełen dramaturgii i uwznioślający sposób przygotowywać ich
serca i umysły na ostateczną przemianę. Być może zbudował swoją podziemną komnatę nad

bijącym   źródłem,   gromadząc   w   niej   stadko   kur,   pochodnie,   duże   zapasy   oliwek   oraz   zbiór
starych zwojów, a następnie, po  spędzeniu w niej niczym niedźwiedź w gawrze trzech lat,

publicznie odegrał przedstawienie ukazujące wszem i wobec, że przekraczanie granicy dzielącej

- 91 -

background image

życie od śmierci jest możliwe.

Co za umiejętne wykorzystanie dramatycznego napięcia! Bez wątpienia jakaś grupa ludzi

musiała   przez   długi   czas   śledzić   z   bliska   losy   Salmoksisa.   Proszę   sobie   wyobrazić   sceny
rozgrywające się przy zapieczętowanym wejściu do jego kryjówki. „Czy on wciąż żyje?”, „Jak

długo tam jeszcze pozostanie?”, „Jak to znosi jego żona?”. I wyobraźmy sobie zdumienie na
widok Salmoksisa, który, niczym Łazarz, wyłonił się ze swojego podziemnego leża – jedyna w

swoim   rodzaju   publiczna   spektakularna   demonstracja   nietrwałości,   nie   życia   jednak,   lecz
śmierci.

Komentarz Herodota, zgodnie z którym ponowne ukazanie się Salmoksisa Trakom sprawiło,

że   uwierzyli   oni   w   to,   czego   ich   nauczał,   może   wydawać   się   dziwny   dla   współczesnego

czytelnika. Herodot pojął jednak to, w jaki sposób i dlaczego dramat Salmoksisa był tak bardzo
porywający   z   psychologicznego   i   duchowego   punktu   widzenia.   Dokonanie   tego   człowieka-

niedźwiedzia opierało  się  na  mistrzowskim  zrozumieniu  psychologii żałoby:  Jego  przyjaciele
tęsknili za nim i opłakiwali go, jak zmarłego”. Logicy mogą w tym miejscu wysuwać zastrze-

żenia, ale bycie naocznym świadkiem niesamowitego zdarzenia, jakim było ponowne ukazanie
się Salmoksisa, musiało być rzeczywiście dowodem na jego nieśmiertelność, przynajmniej dla

tych, którzy wspólnie doświadczyli traumatycznego przeżycia związanego ze śmiercią społeczną
Salmoksisa   z   powodu   jego   długotrwałej   nieobecności   pośród   nich.   Dramat,   którego   byli

świadkami,   wpłynął   na   zmianę   ich   własnych,   głębokich   i   złożonych   poglądów   na   kwestie
śmierci, zniknięcia, żałoby i ponownego pojawiania się pośród żywych.

Współczesna psychologia i psychiatria potwierdzają, że człowiek przebywający przez dłuższy

czas   w   ciemnościach   w   małym   pomieszczeniu   często   doświadcza   wizji   i   objawień.   Święci

zawsze  mieli   skłonność   do   mieszkania  przez   całe   życie   w  jednej  małej   klasztornej  celi  lub
spędzania kilkudziesięciu lat w jaskini w celu nawiązania kontaktu z siłami nadprzyrodzonymi.

Objawienia Kartezjusza przyszły do niego, jak pamiętamy, gdy, trochę jak szaman z dawnych
lat, zamknął się w pochmurny, zimowy dzień w małej izbie ze stojącym na środku piecem.

Jeśli więc Salmoksis podejmował wizjonerskie podróże podczas długiego pobytu w podziem-

nej komnacie, to  wyłonił się  z niej jako osoba obdarzona jeszcze bardziej paranormalnymi

właściwościami niż przedtem. Dzięki temu mógł on czarować swoich współziomków nowymi
opowieściami o swoich przygodach na tamtym świecie.

W   1955   roku   kolorowy   plakat   z   napisem   „Zobacz   człowieka   pogrzebanego   żywcem”   na

karnawałowym jarmarku przykuł uwagę pewnego jedenastoletniego chłopca. Chłopiec zapłacił

dwadzieścia   pięć   centów,   po   czym   został   wpuszczony   do   wnętrza   namiotu,   w   którym,   w
odległości zaledwie kilku stóp od wejścia, ujrzał kopiec ze świeżo wykopanej ziemi sięgający

mu prawie do piersi.

Ze szczytu kopca wystawała na jakąś stopę ponad ubitą ziemię metalowa rura o przekroju

około dwudziestu cali. Po wejściu na szczyt specjalnie przygotowanych schodków chłopiec mógł
zajrzeć w głąb rury i zobaczyć w dole, pięć czy dziesięć stóp niżej, pogrzebanego żywcem

człowieka leżącego w małej, jasno oświetlonej podziemnej komorze.

Mężczyzna miał zamknięte oczy i wydawało się, że śpi, jednocześnie jednak nieustannie

wiercił się niespokojnie. W owych czasach nie było jeszcze wzdychających gliniarzy, których
można   by   w   takim   wypadku   wezwać,   więc   chłopiec   sam   wydedukował,   że   wystająca   na

powierzchnię rura była po prostu jednym z końców czegoś w rodzaju peryskopu, którego drugi
koniec znajdował się  za zasłoną wiszącą w tylnej części namiotu. Jednak już sam fakt, że

podobna   karnawałowa   atrakcja   była   powszechnie   dostępna   jeszcze   w   1955   roku,   stanowi
dowód na nieprzemijającą siłę oddziaływania na wyobraźnię nieśmiertelnej historii o człowieku

pogrzebanym żywcem.

Głębsze znaczenie wielu powszechnie znanych symboli bywa zniekształcane lub w ogóle nie

rozumiane, ponieważ tak zwani dysfunkcyjni eksperci od zjawisk paranormalnych nie przy-
wiązują żadnej wagi do historii tematu, którym się zajmują. Och, gdyby funda-chrześcijanie

wiedzieli,   skąd   pochodzi   laska   opleciona   przez   dwa   węże   i   zwieńczona   parą   skrzydełek,
wówczas pewnie trzęśliby się z oburzenia przed wejściem do każdego gabinetu lekarskiego lub

szpitala.   Kaduceusz,   o   którym   tu   mowa,   ma   bowiem   związki   ze   starą   pogańską   metodą
wywoływania wizji.

Inkubacja   snów   jest   starożytną   praktyką   polegającą   na   spędzaniu   nocy   w   specjalnym

pomieszczeniu w oczekiwaniu na boskie objawienia udzielane we śnie lub wizji. Cieszyła się ona

popularnością w starożytnym Egipcie, Mezopotamii, Kanaanie, Izraelu i Grecji, w Japonii zaś
przetrwała aż do XV wieku. Zapewne najlepiej znanym przykładem inkubacji snów jest wizyta

Salomona w górskim sanktuarium w Gibeonie, gdzie Bóg ukazał mu się we śnie, a następnie,
zadowolony z prośby, jaką od niego  usłyszał, obdarzył go  mądrością i wiedzą, których ten

pragnął.

- 92 -

background image

W owych czasach osoby zmagające się z nie dającymi się rozwiązać problemami mogły udać

się w podróż do świętych miejsc w nadziei, że podczas nocnego spoczynku bóstwo opiekujące

się tym miejscem ześle na nie sen, który pozwoli im rozwiązać dręczące je problemy.

W Grecji tego rodzaju ryt praktykowany był w świątyniach Asklepiosa, słynnego herosa-

lekarza i króla Tesalii w jednej osobie, który był tak znakomitym uzdrowicielem, że po śmierci
otoczony został boską czcią. Uważany za syna Apollina, czczony był jako bóg sztuki lekarskiej.

Atrybutem Asklepiosa był kaduceusz, który z tego właśnie powodu stał się następnie symbolem
zawodu lekarza.

Jeśli   kogoś   dotknęła   jakaś   nieznośna   przypadłość   lub   choroba,   której   żaden   zwyczajny

lekarz nie potrafił uleczyć, chory mógł odbyć podróż do jednej z trzystu dwudziestu świątyń

Asklepiosa rozrzuconych na terenie całej Grecji, gdzie we śnie lub wizji mógł zasięgnąć rady
tego legendarnego  lekarza. Główne  centrum uzdrowicielskie  tego  rodzaju znajdowało  się w

Epidauros;   mogło   ono   udzielić   schronienia   i   nakarmić   ogromne   rzesze   ludzi,   którzy   doń
nieustannie przybywali w oczekiwaniu na wstęp do sanktuarium.

Gdy nadszedł odpowiedni moment, po dokonaniu rytualnych czynności przygotowawczych

pielgrzymi   wkraczali   na   dziedziniec   świątyni,   na   którym   spędzali   noc   pod   gwiazdami   w

oczekiwaniu na wieszczy sen, w którym pojawiał się Asklepios ubrany w futro z kaduceuszem
w   dłoni   i   zapraszał   pacienta   do   głównego   sanktuarium   zwanego   abatonem.   Abaton   był

ogromnym budynkiem, w którym znajdowała się wielka liczba łóżek przypominających nieco
kształtem sofy z epoki wiktoriańskiej. Jeden ich koniec uniesiony był ku górze, tak by głowa i

tułów spoczywały wyżej niż biodra i nogi. Łoża tego rodzaju zwano klini; od ich nazwy pochodzi
współczesny termin „klinika”.

Wierzono,   że   nocą   do   abatonu   przybywał   sam   Asklepios,   który   pojawiał   się   w   sennych

wizjach śpiących na łożach pacjentów, a następnie w sposób nadprzyrodzony udzielał im rad i

uzdrawiał.

Wdzięczni pacjenci często  zlecali kamieniarzom wykuwanie  umieszczanych na kolumnach

tablic   wotywnych   z   opisem   szczegółów   dotyczących   ich   chorób,   wizji   w   abatonie   oraz
rezultatów   zalecanej   kuracji,   tak   by   wszyscy   mogli   dowiedzieć   się   o   uczynionych   przez

Asklepiosa cudach. Te zachowane do naszych czasów przez ponad dwa tysiące lat opisy historii
chorób są lekturą iście fascynującą. Czasami duchowy uzdrowiciel zalecał specyficzny sposób

leczenia, czasami po prostu przykładał dłonie do ciała pacjenta. Asklepios miał także subtelne
poczucie humoru, o czym świadczy poniższe starożytne sprawozdanie mówiące o jednym z

uzdrowień, jakiego dokonał on w abatonie.

Eufanes, chłopiec z Epidauros, cierpiący na kamienie nerkowe, spał w świątyni. Wydało mu

się, że bóg stanął koło niego i spytał: „Co mi dasz, jeśli cię wyleczę”, „Dziesięć kości do gry”,
odparł chłopiec. Bóg zaśmiał się i rzekł, iż go wyleczy. Gdy nadszedł dzień, chłopiec odszedł

zdrowy.

Na tabliczkach wotywnych zachowanych w Epidauros pojawiają się gdzieniegdzie wzmianki o

tym, że pacjenci mieli wizje, gdy znajdowali się w „stanie między snem a jawą”, to znaczy w
momencie odwiedzin przez Asklepiosa byli oni pogrążeni w czymś w rodzaju snu na jawie.

Można   z   dużym   prawdopodobieństwem   przypuścić,   że   słowa   te   odnoszą   się   do   stanu
hipnagogicznego, w jakim znajduje się umysł człowieka w fazie pośredniej między jawą a snem

w momencie zasypiania i któremu często towarzyszą omamy wzrokowe.

W Epidauros znajdował się również ogromny amfiteatr mający znakomitą akustykę, z czego

można   wnosić,   że   odbywały   się   tam   także   przedstawienia   teatralne   oraz   inne   występy   o
charakterze   rozrywkowym.   W   późniejszym   czasie   w   Epidauros   zbudowano   odeion   (odeon),

budynek, w którym odbywały się koncerty, dzięki czemu do procesu uzdrawiania można było
włączyć   również   muzykę.   Obecność   humoru   i   rozrywki   w   miejscu,   w   którym   pacjenci

doświadczali   paranormalnych   przeżyć,   jest   całkowicie   zgodna   z   doktryną   radosnego
paranormalizmu.

Radosny paranormalizm odnosi się ze szczególną atencją do obdarzonego wielkim poczu-

ciem   humoru   hellenistycznego   pisarza   Lukiana   z   Samosat   (117-180   n.e.),   uważając   go   za

oficjalnego humorystę zaświatów. Ten twórczy geniusz, który był prawdopodobnie największym
z   radosnych   badaczy   zjawisk   paranormalnych   starożytności,   dostrzegał   w   słabostkach

nękających   nas,   zwolenników   zjawisk   paranormalnych,   raczej   mateńał   do   artystycznego
opracowania   niż   pożywkę   dla   suchej,   akademickiej   dysputy.   Lukian   uwielbiał   ośmieszać

oszustów,   którzy   wykorzystywali   łatwowierność   innych   utrzymując,   że   mają   paranormalne
zdolności   lub   doświadczyli   paranormalnych   przeżyć.   Jest   on   autorem   kilku   wnikliwych,   acz

nieco   jednostronnych   analiz   podejmujących   problem   motywacji,   jakimi   kierowały   się   osoby
lansujące zjawiska paranormalne.

Lukian wyśmiewał wyssane z palca dawne opowieści podróżnicze opisujące cuda i dziwy

- 93 -

background image

rozgrywające   się   jakoby   poza   granicami   znanego   świata.   Styl   tych   opowieści   sparodiował
zręcznie w swoim dziele Prawdziwa historia, w przedmowie do którego omawia pułapki, jakie

czekają na czytelników tego rodzaju pism.

„Ktezjasz z Knidos, syn Ktesiocha, opowiada w dziele swoim o kraju Indów, jego osobli-

wościach rzeczy, których ani sam nie widział, ani od nikogo wiarygodnego nie słyszał. Toż i
Jambulos popisał różne dziwaczne historie o krajach w wielkim morzu, namacalne kłamstwa i

chociaż, przyznać muszę, treść wcale jest zabawna... Protoplastą ich i mistrzem w tego rodzaju
bladze jest Homerowski Odyseusz, który opowiada Alkinoosowi i jego dworzanom o wiatrach w

niewoli, o jednookich, ludożercach i dzikich ludziach... i o innych banialukach, którymi zwaracał
głowę prostodusznym Feakom”. [Lukian, Dialogi, t. 1, tłum. K. Bogucki, Ossolineum, Wrocław

1960.]

W dalszej części Historii prawdziwej Lukian daje szczegółowy opis swojej własnej domnie-

manej podróży poza krańce oceanu i dalej aż do samego księżyca. Kończąc opis wielu cudów,
jakie   tam   zobaczył,   dodaje:   „Jeśli   ktoś   wątpi   w   to,   co   mówię,   niech   sam   się   tam   uda,   a

przekona się, że mówię prawdę”.

Humor Lukiana pomaga skutecznie uniknąć pułapki, w którą wpadają czasami nadmiernie

gorliwi   tanatonauci.   Zafascynowani   relacjami   ze   swoich   wypraw   poza   granice   śmierci,   owi
entuzjaści   przeżyć   z   pogranicza   śmierci   próbują   czasami   zamknąć   usta   wątpiącym

stwierdzając: „Kiedy umrzecie, zobaczycie, że mamy rację!”. Ale tego rodzaju pseudologiczne
wypowiedzi   są   zdecydowanie   nie   na   miejscu   i   każdy   rzetelny   radosny   badacz   zjawisk

paranormalnych powinien ich unikać.

Lukian miał znakomite wyczucie elementu komicznego zawartego w domniemanych rela-

cjach z zaświatów. W jednej z jego opowieści pewien niedawno zmarły mężczyzna dociera do
rzeki, po czym stara się przeprawić na drugi jej brzeg w łodzi Charona. Przewoźnik nie chce

jednak wpuścić zmarłego na pokład, ponieważ ten nie ma przy sobie pieniędzy na zapłatę.
Wtedy mężczyzna postanawia przepłynąć rzekę wpław, nie martwiąc się przy tym zbytnio, jako

że „przecież, skorom raz umarł, nie potrzebuję się bać, żeby mię siły opuściły i żebym się
utopił”.

Lukian zarabiał na życie jako satyryk i prześmiewca. Odbywał podróże po kraju, odczytując

lub   recytując   na   spotkaniach   z   publicznością   fragmenty   swoich   dzieł.   Dobrze   wiedział,   że

zjawiska paranormalne są stronnikami komików i przynależą do sfery humorologiki. Humor
zaś, z jakim opisywał on zjawiska paranormalne, jest dziś równie śmieszny jak przed prawie

dwoma tysiącami lat.

Tworzenie kontekstu dla naprawdę naukowych badań

Jak możemy rozsądnie rozmawiać o zjawiskach paranormalnych bez historycznej wiedzy na

ich temat? Czy można podjąć jakiekolwiek naprawdę poważne badania tego zagadnienia poza

kontekstem historycznym?

Trzy   omówione   powyżej   przykłady   pochodzące   ze   starożytnej   Grecji   unaoczniają   nam

wyraźnie, że w historii pojawiało się wiele godnych uwagi postaci, które aktywnie angażowaly
się   w   praktykowanie   lub   wywoływanie   zdarzeń   paranormalnych.   W   odróżnieniu   od   nich

dysfunkcyjni   eksperci   partycypują   w   zjawiskach   paranormalnych   jedynie   pasywnie   jako
czytelnicy i dyskutanci. Przeciętny dysfunkcyjny ekspert dysponuje niewielką praktyczną wie-

dzą na temat zjawisk paranormalnych w porównianiu z Salmoksisem czy też kapłanami Askle-
piosa, którzy pracowali w abatonie przy klini swoich pacjentów. Dysfunkcyjnym „ekspertom”

brakuje   także   wglądu   Lukiana   w   humorologiczny   charakter   dyskursu   na   temat   zjawisk
paranormalnych.

Dysfunkcyjna wiara w zjawiska paranormalne jest sposobem spędzania wolnego czasu dla

tych, którzy rzadko wychodzą z domu; chodzi więc o zjawiska paranormalne widziane z pozycji

wygodnego fotela. Nasze społeczeństwo oddaje się czemuś, co radosny paranormalizm określa
mianem konsumpcji zjawisk paranormalnych według pasywnego modelu kanapowego. Polega

on   na   siedzeniu   na   sofie   i   oglądaniu   programów   telewizyjnych   poświęconych   zjawiskom
paranormalnym. W ich trakcie zaproszeni goście opisują swoje własne, osobiste paranormalne

doświadczenia   związane   z   przeżyciami   z   pogranicza   śmierci,   zjawami   zmarłych   osób,
proroczymi snami itd. Następnie dwóch lub więcej dysfunkcyjnych ekspertów zaczyna kłócić się

przed   kamerami,   starając   się   wyjaśnić   znaczenie   owych   paranormalnych   doświadczeń,   a
zwłaszcza, czy stanowią one „dowód” na istenienie życia po śmierci, prekognicji itd., czy też

nie. Oceniając wypowiedzi osób mających paranormalne doświadczenia oraz dysfunkcyjnych
ekspertów, widzowie wyciągają wnioski i podejmują decyzje. Nikt nie oczekuje od dysfunk-

- 94 -

background image

cyjnych ekspertów wywoływania paranormalnych zdarzeń ani też umożliwiania doświadczania
ich innym, co mieli w zwyczaju robić eksperci w starożytnej Grecji.

Radośni badacze zjawisk paranormalnych uważają, że aby zmienić na lepsze obraz badań

tychże zjawisk, należy zmienić model partycypowania w nich. Postępując zgodnie z jednoczącą

zasadą,   która   głosi,   że   zjawiska   paranormalne   są   formą   rozrywki,   możliwe   jest   takie
zestrojenie   ze   sobą   psychologii   anomalistycznej,   wiedzy   historycznej   oraz   klinicznej,   by

umożliwić ludziom doświadczanie paranormalnych przeżyć „z' pierwszej ręki”. Dopiero wówczas
będą oni  mogli zdecydować,  co  tak naprawdę  znaczą owe  przeżycia, a to  z kolei  mogłoby

doprowadzić do rozwiązania podstawowego dylematu.

Wiele osób zajmujących się badaniem zjawisk paranormalnych znajduje się w nieustannym

stresie, ponieważ przeżycia z pogranicza śmierci, duchy, przeczucia itp. są spontanicznymi i
nieprzewidywalnymi   zdarzeniami,   których   nie   da   się   odtworzyć   w   warunkach   sprzyjających

naukowej obserwacji. Tak więc badacze zmuszeni są do analizowania stert raportów sporządzo-
nych   jakiś   czas   po   wystąpieniu   rzekomo   paranormalnych   zdarzeń   –   opisów   o   charakterze

wspomnień,   które   naukowi   sceptycy   nazywają   anegdotami,   starając   się   pomniejszyć   ich
znaczenie.

Jeśli   wizyjne   spotkania   ze   zmarłymi,   przeżycia   z   pogranicza   śmierci   czy   przewidywanie

przyszłości są rzeczywiście tym, czym się wydają, wówczas dotyczyłyby one kontaktów między

rzeczywistością   dnia   codziennego   a   tym,   co   określilibyśmy   mianem   innych,   odmiennych
poziomów czy wymiarów rzeczywistości. Nauka odnosi niezwykłe sukcesy po części dlatego, że

z godnym pochwały uporem i stanowczością ogranicza zakres swojego działania do tej sfery
rzeczywistości, z którą mamy do czynienia na co dzień. Tymczasem sztuka często i skutecznie

doprowadza do kontaktów między rzeczywistością dnia codziennego a intrygującymi, innymi jej
poziomami.   Na   przykład   teatromani,   kinomani   i   bywalcy   koncertów   regularnie   odbywają

podróże, nie ruszając się ze swoich foteli, w pozornie odmienne obszary bytu. To, czego są
świadkami, sprawia, że czują się oni tak, jakby znajdowali się pośrodku zupełnie odmiennego

porządku   rzeczy.   Tak   więc   wzorując   się   na   sztuce   filmowej   lub   teatralnej   radośni   badacze
zjawisk paranormalnych mogą mieć nadzieję na odtwarzanie doświadczeń i zjawisk, które, gdy

zdarzają się spontanicznie, uważane są za paranormalne.

Gdyby zamierzenie to udało się zrealizować i gdyby służącą temu celowi technikę udało się

opisać   w   prostych   słowach,   tak   by   umożliwić   innym   radosnym   badaczom   dokonywanie
identycznych prób oraz uzyskiwanie takich samych wyników, wówczas zainaugurowalibyśmy

nowy   rozdział   w   badaniach   nad   zjawiskami   paranormalnymi.   Przedstawiciele   radosnego
paranormalizmu muszą być jednak bardzo ostrożni; nie mogą pozwolić na to, by odtwarzalność

zjawisk paranormalnych porównywać z odtwarzalnością w tym znaczeniu, w jakim słowem tym
posługują się naukowcy. Radośni badacze zjawisk paranormalnych nie będą więc twierdzić, że

dokonują naukowych eksperymentów i w związku z tym nie popełnią błędu parapsychologów.
Nie będą także urażać wrażliwości naukowców, mówiąc na przykład w sposób afektowany o

możliwości kopiowania swoich badań czy odkryć. Punkt widzenia radosnego paranormalizmu
jest raczej zbieżny z koncepcją rekreacji pozornie paranormalnych doświadczeń w podwójnym

sensie tego słowa odtworzenia i rozrywki.

Radosny   paranormalizm   jest   teorią   pragmatyczną.   Przeglądając   zapiski   historyczne

natknęliśmy się na znakomity przykład ilustrujący użyteczność i kreatywną siłę rozrywkowej
teorii zjawisk paranormalnych będącej w opozycji do teorii dysfunkcyjnego paranormalizmu.

Historia  dostarcza  wystarczająco   dużo   informacji,  by   umożliwić   radosnym   badaczom   wiary-
godne odtworzenie jednej z najbardziej zdumiewających i ekscytujących form paranormalnych

doświadczeń wzrokowych zjaw zmarłych osób.

Chociaż   brzmi   to   niewiarygodnie,   w   starożytnej   Grecji   istniały   miejsca   zwane   psycho-

manteami   lub   wyroczniami   zmarłych,   do   których   udawano   się   w   celu   zasięgnięcia   porady
duchów zmarłych, jednak nie za pośrednictwem mediów, lecz bezpośrednio, w trakcie osobis-

tego   wizjonerskiego   spotkania   danej   osoby   z   duchem.   Pisma   poety   epickiego   Homera,
historyków Herodota i Plutarcha, komediopisarza Arystofanesa, geografa Strabona, pisarza i

podróżnika Pauzaniasza oraz innych starożytnych autorów zaświadczają o tym, że wyrocznie
zmarłych   rzeczywiście   istniały.   Według   tych   starożytnych   autorytetów   szukający   porady   w

psychomanteach   ludzie   widzieli   swoich   zmarłych   krewnych   lub   przyjaciół,   przebywali   w  ich
pobliżu, a nawet z nimi rozmawiali.

Najbardziej znana z tych dziwnych instytucji o nadprzyrodzonych właściwościach mieściła się

w  kraju   Tesprotów,   na   wysuniętym  najbardziej  na   północny   zachód   krańcu   Grecji.   Strabon

pisał, że wyrocznia umarłych usytuowana była głęboko pod ziemią. Wejście do niej znajdowało
się w pobliżu dużego, bagnistego jeziora, do którego wpadała rzeka Acheront.

W 1958 roku archeolog Sotirios Dakaris dokonał jej ponownego odkrycia. Po przeprowa-

- 95 -

background image

dzeniu wykopalisk okazało się, że wyrocznia umarłych składała się z ogromnego kompleksu
podziemnych budowli. Były tam pomieszczenia sypialne dla podróżników przybywających na

spotkanie   z   duchami   oraz   obszerna   część   mieszkalna   kapłanów,   którzy   zarządzali   całym
przybytkiem oraz opiekowali się klientami wyroczni.

Mieszkający   w   wyroczni   przewodnicy   zwani   byli   psychogogami.   Zapisy   historyczne   nie

zawierają wystarczającej ilości informacji, by ustalić stosowane przez nich procedury, niemniej

jednak   już   sama   nazwa   kapłanów   jest   wielce   sugestywna.   Słowo   psychogogia,   dosłownie
„prowadzenie umysłu”, przywodzi na myśl wyobrażenie wzlotu duszy. Pierwotnie odnosiło się

ono do wszelkiego rodzaju pożądanego i efektywnego dyskursu. Starożytni krytycy literaccy i
filozofowie   posługiwali   się   nim   charakteryzując   elektryzujący   efekt,   jaki   na   słuchaczach

wywierała czasami poezja, retoryka i dyskusja filozoficzna. Używano go także w odniesieniu do
dokumetów   opisujących   fakty,   w   tym   fakty   historyczne.   W   późniejszym   czasie   geograf

Eratostenes   (275-194   p.n.e.)   ponownie   przesunął   granice,   roszcząc   sobie   prawo   do
prozaicznego używania języka dla celów ściśle  naukowych, w tym do  wyznaczenia  obwodu

Ziemi, czego dokonał, myląc się zaledwie  o kilka mil w stosunku do  rzeczywistej długości.
Twierdził, że głównym zadaniem dzieł poetyckich nie jest instruowanie, lecz zabawianie, tak

więc zawęził znaczenie słowa psychogogia do dziedziny rozrywki – dokonując czegoś, co było
do przewidzenia z punktu widzenia teorii radosnego paranormalizmu. Ci napuszeni złośliwcy,

funda-chrześcijanie,   będą   mieć   powód   do   filisterskiego   uśmieszku   samozadowolenia,   gdy
dowiedzą się, że słowo psychogogia często tłumaczono także jako „zaczarowanie”.

W   wyroczni   zmarłych   nad   Acherontem   długi   korytarz   łączy   pomieszczenia   sypialne   z

labiryntem. Poruszanie się w labiryncie w zupełnej ciemności sprzyjało zapewne wprowadzaniu

się w odmienne stany świadomości konieczne do wywołania wizji. Archeologowie odkryli na
podłodze   labiryntu   ślady   palonego   haszyszu,   okazuje   się   więc,   że   świadomość   klientów

wyroczni była także stymulowana chemicznie.

Głęboko pod ziemią labirynt otwierał się na główne pomieszczenie całego kompleksu, długą

na około  pięćdziesięciu stóp komnatę  zjaw. W jej wnętrzu archeologowie  odnaleźli szczątki
ogromnego kotła z brązu. Wokół niego ustawiona była balustrada, by klienci nie podchodzili

zbyt blisko. Ustawiali się oni zapewne wokół kotła i wpatrywali w jego powierzchnię, starając
się dostrzec duchy swoich bliskich zmarłych.

Dakaris   doszedł   do   wniosku,   że   kilku   psychogogów   chowało   się   we   wnętrzu   kotła,   a

następnie   odgrywało   rolę   zmarłych,   których   chcieli   ujrzeć   ludzie   odwiedzający   wyrocznię.

Biorąc  jednak  pod   uwagę   fakt,  że   wyrocznia  zmarłych   nad   Acherontern   funkcjonowała   bez
przerwy przez przynajmniej jedno tysiąclecie, wydawało mi się, że ludzie, którzy byli w końcu

twórcami zachodniego racjonalizmu, byli zbyt inteligentni, by dać się nabierać na taką prostą
sztuczkę przez taki długi czas. Wysunąłem więc odmienną hipotezę.

W wielu kulturach używano wypolerowanych metalowych czar, mis i pucharów wypełnionych

oliwą lub innym płynem jako zwierciadeł służących do wywoływania wizji. Nie dysponujemy

jednoznacznymi dowodami na to, że klienci wyroczni zmarłych wywoływali duchy zmarłych,
wpatrując się w powierzchnię kotła, wydaje się jednak oczywiste, że psychogogowie mogli znać

tę metodę. Istnieje szereg śladów wskazujących na to, że starożytni Grecy rozumieli zasadę,
zgodnie   z   którą   możliwe   jest   wizualizowanie   zjaw   w   czystej   optycznej   głębi   jakiegoś

przezroczystego czy wypolerowanego przedmiotu lub cieczy.

Scenę opisującą tego rodzaju wizję zwierciadlaną odnajdujemy w Iliadzie Homera, jednym z

pomników starożytnej literatury greckiej. Siedząc na brzegu morza Achilles ujrzał pewnego
razu postać swojej matki, Tetydy, wyłaniającą się z szarej mgły. Zjawa wyłaniała się z morskich

głębin, zbliżyła do plaży, a następnie odbyła długą rozmowę ze swoim synem.

Szereg greckich tak zwanych magicznych papirusów podaje szczegółowe instrukcje doty-

czące wywoływania duchów za pomocą wpatrywania się w metalowe misy oraz inne naczynia.
Pisma te są zbiorami magicznych formuł i zaklęć spisanych w języku greckim. Odkryto je w

Egipcie, którego suchy klimat pozwolił im przetrwać w znakomitym stanie do naszych czasów.
Zachowane pisma pochodzą z okresu między II wiekiem p.n.e. a V wiekiem n.e., zważywszy

jednak   na   fakt,   że   religijni   fanatycy   niszczyli   masowo   tego   rodzaju   zwoje,   stanowią   one
zapewne jedynie ułamek pierwotnych zbiorów. Pochodzą one z czasów, gdy Egipt znajdował się

pod przemożnym wpływem kultury greckiej, a naukowcy, którzy je badali, są zdania, że dają
one wierny opis niektórych greckich praktyk magicznych i ludowych praktyk religijnych. A oto

typowy przykład tego rodzaju dokumentu:

„Jeśli pragniesz dowiedzieć się czegoś o rzeczach, weź naczynie z brązu, misę albo czarę,

jakiego bądź rodzaju. Nalej doń wody: wody deszczowej jeśli chcesz przyzywać bogów nieba,
wody morskiej jeśli bogów ziemi, wody rzecznej jeśli Ozyrysa lub Serapisa, wody źródlanej jeśli

zmarłych. Trzymając naczynie na kolanach nalej doń nieco zielonej oliwy, pochyl się i wypo-

- 96 -

background image

wiedz przepisane zaklęcie. Zwróć się do boga, do którego chcesz, i pytaj go o to, co tylko
chcesz, a on cię wysłucha i udzieli odpowiedzi. Kiedy skończy mówić, odpraw go wypowiadając

zaklęcie  pożegnalne, a wtedy ty, który wypowiedziałeś to zaklęcie, będziesz  zdumiony... W
końcu, gdy przywołasz tego, kogo pragniesz zobaczyć, on się pojawi, bóg lub zmarły, i udzieli

ci odpowiedzi na wszystkie twoje pytania. A kiedy już dowiesz się tego, co chciałeś wiedzieć,
odpraw [go]... mówiąc: „odejdź, mistrzu, ponieważ wielki bóg... żąda tego od ciebie i nakazuje

ci”.”

- 97 -

background image

Rozdział 12

ZAMKNIĘCIE KRĘGU:

ŻYCIE PO ŻYCIU RAZ JESZCZE

Mogłoby  się  wydawać,  że  już   nigdy  nie  powrócimy  do  tematu otwierającego  tę   książkę.

Tymczasem podjąłem długą podróż okrężną drogą, by powrócić do tego, co moim zdaniem jest

sednem sprawy, a mianowicie owych zadziwiających wizyjnych przeżyć z pogranicza śmierci,
którym poświęcone było Życie po życiu. Na początku książki, którą mają państwo przed sobą,

kontrowersja   na   temat   przeżyć   z   pogranicza   śmierci   znajdowała   się   jednak   w   impasie,   po
części   z   powodu   obowiązywania   wówczas   sztywnych,   stereotypowych   wytycznych,   które

dyktowały sposób prowadzenia debaty na temat domniemanych zjawisk paranormalnych. Teraz
powróciliśmy do punktu wyjścia, jednak nasza pozycja jest znacznie silniejsza niż poprzednio;

obaliliśmy   argumenty   przedstawicieli   trzech   anachronicznych,   całkowicie   nieefektywnych
ugrupowań   dysfunkcyjnych   „ekspertów”,   a   także   wykazaliśmy,   że   to   my,   radośni   badacze

zjawisk paranormalnych, jesteśmy prawdziwymi ekspertami od tego, co nieznane!

Tak,   przyznaję   się   do   tego!   Raz   jeszcze!   Jestem   radosnym   badaczem   zjawisk   paranor-

malnych. Radosny paranormalizm jest miejscem, skąd pochodzę i gdzie przebywałem przez
wszystkie te lata; był on moją filozoficzną ojczyzną już na długo przed publikacją „Życia po

życiu”, mimo że media, mój poprzedni wydawca i wszyscy inni ludzie uczestniczący w różny
sposób w powstawaniu tamtej książki bardzo się starali, by obsadzić mnie w roli „eksperta” od

życia po śmierci.

Nie   byłem   ekspertem  od  życia  po   śmierci  w przeszłości,  teraz   też   nim  nie   jestem  i  nie

spodziewam się zostać nim w najbliższej przyszłości. Oczywiście jeśli „ekspert” to ktoś, kto
twierdzi, że wie wszystko, lub przynajmniej prawie wszystko, o tym, co trzeba wiedzieć na

dany temat. Jeśli jednak „ekspert” jest kimś, kto wie, że nie wie, i mówi głośno o tym, że nie
wie, wówczas jestem ekspertem od „tego, co nieznane”.

Pragnę przy tym stwierdzić jasno i wyraźnie, że  nie mam  nic wspólnego z tymi, którzy

wiedzą jeszcze mniej ode mnie; tymi, którzy sami podają się za „ekspertów”; tymi, którzy

ogłaszają wszem i wobec, że są w posiadaniu wszystkich, lub przynajmniej prawie wszystkich,
odpowiedzi na pytania związane z tym, co nieznane.

Jako ktoś zdecydowanie nie należący do przedstawicieli wielkiej trójki, uważam, iż jestem o

wiele bardziej bezstronny i otwarty na kwestię życia po śmierci, a także inne kwestie związane

ze zjawiskami paranormalnymi, które jej z konieczności towarzyszą.

Następstwem mojego zainteresowania sprawami dotyczącymi życia po śmierci, w połączeniu

z pozbawionym jakichkolwiek uprzedzeń i bezstronnym podejściem, była potrzeba zbadania
tego tematu nie z punktu widzenia dosłowności, jak robią to fundamentaliści, nie z punktu

widzenia naukowej dowodliwości, jak robią to sceptycy, nie z punktu widzenia dyskredytowania
dowodów   o   charakerze   anegdotycznym,   jak   czynią   to   zagorzali   parapsycholodzy,   ani   nie   z

punktu widzenia jakichkolwiek dawnych konwencji i ograniczeń charakteryzujących toczącą się
dyskusję   na   temat   zjawisk   paranormalnych,   ale   z   punktu   widzenia   dziecięcej   potrzeby

radosnego   badania   wszystkiego,   co   znajduje   się   wokół,   z   intencją   uważnego   i   pełnego
szacunku przyglądania się temu, co ujawniają moje badania.

Proszę mi pozwolić na przytoczenie tylko jednego przykładu na to, do czego doprowadziło

takie właśnie podejście. Mówiłem wcześniej, że kilka spośród greckich tak zwanych magicznych

papirusów podaje szczegółowe instrukcje co do tego, w jaki sposób należy wywoływać duchy
metodą   wpatrywania   się   w   powierzchnię   metalowych   mis   czy   innych   naczyń,   i   pod   koniec

poprzedniego rozdziału napisałem trochę więcej na ten temat. Nie wchłonąłem tej informacji
tak po prostu, by następnie odrzucić ją bądź zaakceptować, w zależności od tego, gdzie, w

moim ustalonym już systemie wartości i przekonań, mogłaby ona pasować. Chciałem zrobić
coś   więcej   niż   tylko   osądzić   tę   informację;   chciałem   sprawdzić   jej   wartość.   (Oczywiście

osądzanie i sprawdzanie wartości to dwie zupełnie różne rzeczy). To, co usłyszałem o Grekach,
zainspirowało mnie do podjęcia próby odtworzenia procesu wywoływania zjaw zmarłych osób

za pomocą wpatrywania się w zwierciadło.

Zaprojektowałem izbę zjaw, a pewien rzemieślnik wykonał ją według moich wskazówek. Jest

- 98 -

background image

ona   zamkniętym   pomieszczeniem   wielkości   małego   pokoiku   o   czarnych   ścianach,   światłoi
dźwiękoszczelnym.   Na   jednej   ze   ścian   wisi   kwadratowe   lustro   o   bokach   szerokości   stu

dwudziestu centymetrów. Dolny brzeg lustra znajduje się około metr nad podłogą.

Przed lustrem, w odległości około metra, ustawiliśmy wygodny fotel, któremu stolarz obciął

nogi, tak że siedzi się nisko na podłodze. Fotel jest lekko odchylony do tyłu, dzięki czemu
siedząca w nim osoba może się odprężyć i zrelaksować.

Bezpośrednio   za   fotelem   zainstalowałem   lampkę   z   czteroipółwatową   żarówką,   w   taki

sposób, by jej światło nie odbijało się w lustrze. Gdy drzwi do pokoiku zostaną zamknięte i

zapali się lampkę, jedynie jej nikłe światło rozjaśnia pomieszczenie. Tego rodzaju oświetlenie
oraz odpowiednie nachylenie fotela sprawia, że siedząca w fotelu osoba nie widzi w lustrze

swojego odbicia, a jedynie krystalicznie czystą głębię.

Ochotników   do   eksperymentu   poszukiwałem   pośród   moich   przyjaciół,   którzy   ukończyli

studia   psychologiczne.   Gdy   wieść   o   moim   projekcie   rozeszła   się   wśród   nich,   swoją   chęć
uczestnictwa zgłosili koledzy zajmujący się psychologią, medycyną i socjologią. Wszyscy oni

byli inteligentnymi, ciekawymi życia osobami, zrównoważonymi emocjonalnie i interesującymi
się zagadnieniami świadomości człowieka.

Każdego z ochotników poprosiłem o wybór jednej zmarłej bliskiej mu osoby, którą chciałby

on zobaczyć. Z kolei sami ochotnicy zaproponowali, że przyniosą na sesję przedmioty, które

należały kiedyś do zmarłych, były dla nich szczególnie cenne oraz silnie wiązały się z nimi
emocjonalnie.   Ponieważ   przywoływanie   zmarłych   dotyka   głębokich   uczuć   osobistych,

uczestnicy eksperymentu przybywali pojedynczo, tak bym mógł pracować tylko z jedną osobą
naraz. Każdego uczestnika sesji przygotowywałem przez godzinę lub dwie zadając mu pytania

na temat zmarłej bliskiej mu osoby, z którą chciał się spotkać. Moje pytania miały ogólny,
otwarty   charakter   i   nie   zmierzały   do   uzyskania   konkretnych   informacji,   lecz   raczej   do

skłonienia uczestnika do mówienia. Zauważyłem, że im więcej mówił uczestnik, a ja mniej, tym
większe było prawdopodobieństwo, że dana osoba doświadczy wizji. Podczas naszej rozmowy

uczestnik pokazywał mi przyniesione przez siebie pamiątki po zmarłym, ja zaś pytałem go o
emocjonalne znaczenie każdego przedmiotu.

Kiedy   osoba   uczestnicząca   w   sesji   powiedziała   już   wszystko,   co   miała   do   powiedzenia,

prowadziłem ją do izby zjaw, polecając usiąść w fotelu, odprężyć się i wpatrywać w głębię

lustra. Mówiłem jej, że wrócę po godzinie lub półtorej. Po upływie tego czasu zabierałem ją z
izby zjaw, prowadziłem do mojego gabinetu, a następnie prosiłem o opisanie tego, czego dane

jej było doświadczyć.

Eksperyment przywoływania duchów zmarłych przeprowadziłem z ponad stu osobami. Byli

wśród   nich   psychologowie,   psychiatrzy,   okulista,   radiolog,   pracownicy   socjalni,   kobiety   i
mężczyźni zajmujący się biznesem, projektant mody i kilku pisarzy. Wszyscy oni interesowali

się zagadnieniami świadomości człowieka.

Około połowa uczestników miała wrażenie, iż podczas sesji spotkała się ze swoimi zmarłymi

bliskimi.   Wielu   widziało   trójwymiarowe,   realistyczne   postacie   swoich   nieżyjących   bliskich.
Czasami   widzieli   zjawy   w   lustrze,   czasami   zjawy   wychodziły   poza   lustro.   W   około   jednej

trzeciej   przypadków   uczestnicy   sesji   słyszeli   głosy   swoich   zmarłych   bliskich.   W   prawie
wszystkich pozostałych przypadkach czuli, że komunikują się z nimi na zasadzie bezpośred-

niego kontaktu umysłu z umysłem czy też duszy z duszą. Czasami odbywali nawet dłuższe
pogawędki.

Prawie   w   każdym   przypadku   uczestnicy   wyczuwali   wyraźnie   obecność   swoich   zmarłych

bliskich. Ku memu wielkiemu zdumieniu interpretowali owe doznania jak rzeczywiste spotkania

ze zmarłymi. Byli szczęśliwi, a spotkania te działały na nich uzdrawiająco. Mówili, że doświad-
czenia te pomogły im uporać się z żalem po stracie bliskich im osób oraz dokończyć wiele nie

załatwionych spraw.

Kilku   psychologów   w   Stanach   Zjednoczonych   i   Europie   także   założyło   psychomantea   i

potwierdziło uzyskane przeze mnie rezultaty. Okazało się więc, że możliwe jest doprowadzanie
do zupełnie wiarygodnych, wizyjnych spotkań ze zmarłymi, a więc stymulowanie jednego z

powszechnych zjawisk paranormalnych.

Wizyjne   spotkania   ze   zmarłymi   są   także   integralnym   elementem   przeżyć   z   pogranicza

śmierci,   dlatego   przywoływanie   zmarłych   pozwala   badaczom   na   zrekonstruowanie   ważnej
części   również   tego   paranormalnego   doświadczenia.   Dwaj   uczestnicy   moich   sesji   mieli

wcześniej przeżycia z pogranicza śmierci, podczas których widzieli swoich zmarłych bliskich.
Poproszeni o porównanie swoich doznań, obaj stwierdzili, że wizyjne spotkania ze zmarłymi w

psychomanteum są nieodróżnialne od spotkań, jakie mieli z nimi, gdy znajdowali się na granicy
śmierci.

A oto wniosek, do jakiego doszedłem: tylko moja gotowość do przyznania się, że wiem, iż

- 99 -

background image

nie wiem, pozwoliła mi na to, by wymyślić i przeprowadzić tego rodzaju eksperyment. Tylko
dlatego,   że   potrafiłem   docenić   wartość   rozrywkową   tego   eksperymentu,   nigdy   się   nim   nie

zmęczyłem ani nie znudziłem, mimo pracy z dziesiątkami uczestników. W rzeczy samej, to
właśnie owa wartość rozrywkowa eksperymentu sprawiła, że nie był on jedynie zabawą, lecz

także bardzo pożytecznym i wartościowym zajęciem. Moja odmowa zdeprecjonowania całego
eksperymentu jako jedynie „hokus-pokus”, jednocześnie jednak otwarte przyznanie, że jest on

rodzajem   „hokus-pokus”,   a   następnie   stwierdzenie:   „Zobaczmy,   co   z   nam   wyjdzie   z   tego
»hokus-pokus«„ jest tym, co umożliwiło mi dokonanie fascynujących obserwacji i dojście do

fascynujących wniosków oraz, hmm... dostarczyło mi dobrej zabawy.

Czas już wyjść  poza ten pojedynczy przykład i pojedynczy eksperyment. Czas zająć się

sposobami   zastosowania   zasad   radosnego   paranormalizmu   do   lepszego   zrozumienia   wizji   z
pogranicza śmierci. A tak się składa, że także przeżycia z pogranicza śmierci kryją w sobie

wiele elementów rozrywkowych.

- 100 -

background image

Rozdział 13

TEN SIĘ ŚMIEJE, KTO SIĘ ŚMIEJE OSTATNI

Książka ta stawia sobie za cel wykazanie słuszności trzech głównych tez.

Dyskusja   na   temat   przeżyć   z   pogranicza   śmierci   oraz   wszystkiego   tego,   co   nazywamy

zjawiskami paranormalnymi, prowadziła w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat (a może nawet

ostatnich   kilkuset   lat)   donikąd,   jeśli   wziąć   pod   uwagę   eksplorowanie   nowych   obszarów,
zdobywanie nowej wiedzy czy też ujawnianie starożytnej mądrości. Owa sytuacja patowa, ów

impas, jest wynikiem obowiązywania określonych „reguł postępowania”, według których toczą
się   wszelkie   poważne   debaty   na   temat   zjawisk   paranormalnych   w   naszym   społeczeństwie.

Reguły te ograniczają liczbę kategorii ludzi, którym dajemy posłuch, do trzech:

Parapsycholodzy,

Naukowi sceptycy,

Religijni fundamentaliści.

Powodem, dla którego dyskusja nie posuwa się naprzód oraz nie stawia pytań na temat

zjawisk paranormalnych (a tym bardziej na nie nie odpowiada), które rzeczywiście znaczą coś

dla   przeciętnych   ludzi,   jest   to,   że   w   żywotnym   interesie   przedstawicieli   trzech   głównych
kategorii dyskutantów jest to, by debata nadal miała charakter jałowy i toczyła się dawnym,

utartym szlakiem. Udaje im się tego dokonać za pomocą wielu różnego rodzaju wybiegów,
takich jak posługiwanie się ograniczonym i literalnym słownictwem, czy też odmowa spojrzenia

na   zjawiska   paranormalne   w   sposób,   czy   też   z   perspektywy,   która   mogłaby   okazać   się
heretycka   z   ich   od   dawna   ustalonych   i   sprawdzonych   punktów   widzenia.   Krótko   mówiąc,

wszyscy traktują interesujący nas temat nazbyt poważnie, nazbyt literalnie oraz o wiele za
wąsko, by dostrzec to, co jest rzeczywiście do zobaczenia, i dzięki temu dokonać naprawdę

nowych odkryć na tym polu. Pod tym względem wielka trójka dyskutantów pozostaje daleko za
zwykłymi   ludźmi   na   ulicy,   którzy   często   doświadczają   zjawisk   paranormalnych   (a   także

rozmawiają o nich szczerze i otwarcie), podczas gdy tak zwani „eksperci” głoszą światu, iż tego
rodzaju   przeżycia   są  niemożliwe  lub  traktują   je  jako   psychiczne   aberracje,   wynik   myślenia

życzeniowego lub dzieło diabła.

Obecnie należy wznowić debatę, dopuszczając do okrągłego stołu przedstawicieli tej kate-

gorii badaczy, których postanowiłem nazwać radosnymi badaczami zjawisk paranormalnych.
Nadszedł bowiem czas, by spojrzeć na nie w nowy sposób, przestać traktować wszystko tak

bardzo poważnie, a także rozważyć możliwość, iż ludzie uważają temat zjawisk paranormal-
nych   za   tak   bardzo   fascynujący   z   tego   powodu,   że   nie   traktują   go   poważnie,   lecz   raczej

zabawowo   –   jako   świetną   rozrywkę.   W   rzeczy   samej,   zdaniem   opinii   publicznej   jednym   z
najbardziej   rozrywkowych   elementów   zjawisk   paranormalnych   są   idee,   które   są   z   nimi

związane, oraz myśl, że owe idee mogą być prawdziwe! Radośni badacze zjawisk paranor-
malnych wiedzą, że to, co na początku jest niezwykłą rozrywką, na końcu może okazać się

niezwykłym   objawieniem,   jeśli   tylko   pozwolimy,   by   ten   wspaniały   show   toczył   się   dalej,
umożliwiając mu pokazanie nam tego, co ma nam on do pokazania (jeśli oczywiście w ogóle

ma on nam coś do pokazania) na temat tego, czym jest on w istocie.

Mówię   tu   oczywiście   o   czymś,   co   jest   mi   dobrze   znane;   nikt   bowiem   nie   był   bardziej

skonsternowany ode mnie, gdy odkryłem, że, w wyniku niezwykłego i całkowicie niespodzie-
wanego sukcesu mojej książki Życie po życiu, opinia publiczna zdecydowała, że od tej pory

jestem czołowym na świecie  „ekspertem” od spraw związanych z  przeżyciami z pogranicza
śmierci.

W mojej książce zastanawiałem się, podobnie zresztą jak wielu innych ludzi na świecie, co

może   być   prawdą,   a  co   nie,   w  odniesieniu   do   życia   po   śmierci,   dzieląc   się   z   czytelnikami

fascynującym materiałem anegdotycznym, jaki udało mi się zgromadzić, oraz badając możliwe
wnioski,   do   jakich   mogłyby   one   nas   doprowadzić.   Nagle   okazało   się,   że   moje   beztroskie

rozważania   zostały   przekute   w   kamień.   Stały   się   niepodważalną   Prawdą,   a   ja   stałem   się
Ekspertem. Wszelkie wysiłki z mojej strony idące w kierunku poszerzenia zakresu moich badań

lub pozostawienia pewnych kwestii otwartymi, spotykały się ze stanowczym sprzeciwem. Nikt
nie chciał o tym słyszeć. Przecież doszedłem już do ostatecznych wniosków, a więc koniec i

- 101 -

background image

kropka.

W rzeczywistości było jednak zupełnie inaczej. Teza dotycząca przeżyć z pogranicza śmierci

nigdy nie miała stanowić kresu moich badań, lecz początek. W końcu, myślałem, rozpoczniemy
poważne, naukowe badania anegdotycznego materiału, jaki przedstawiłem opinii publicznej w

tak dramatycznej (a więc i rozrywkowej) formie.

Jako wieloletni miłośnik zjawisk paranormalnych czerpałem wielką przyjemność z prowadze-

nia moich badań. Mówiąc wprost, to, co robiłem, było niezłą zabawą.

Każdy naukowiec, jeśli jest szczery i uczciwy, powie  państwu, że w taki właśnie sposób

dokonuje się prawdziwych odkryć. Głęboko w trzewiach naukowców, teoretyków oraz wszel-
kiego rodzaju badaczy płonie ogień wielkiej pasji. U podłoża tej pasji leży zabawa. Podobnie

zresztą   jak   u   podłoża   wszelkiej   pasji.   Pasja   to   zabawa,   mająca   wybuchowy   charakter,
zwielokrotniona, zintensyfikowana do takiego stopnia, że sprawuje kontrolę nad daną chwilą i

przez to często czyni cuda. Czasami są to cuda miłości. Czasami cuda odkryć. Czasami cud
przypomnienia dawno zapomnianej mądrości. Ale zawsze cud, a nigdy nic nudnego. Pasja nie

stwarza   nudy.   Nigdy   w   przypadku   osoby   ogarniętej   pasją.   To   niemożliwe.   Obie   te   rzeczy
wykluczają się nawzajem.

Ponieważ   każda   pasja   jest   zabawą,   a   wszelka   zabawa   rozrywką,   nie   mam   żadnej

wątpliwości,   że   powodem,   dla   którego   od   wielu   lat   tak   bardzo   interesuję   się   zjawiskami

paranormalnymi, jest to, że mój umysł uznaje całe to przedsięwzięcie za cudownie zajmujące i
zabawne.

Co się stanie, jeśli wszyscy będziemy mogli
spojrzeć na to w ten sposób?

Jeśli wszystkim nam udałoby się spojrzeć na to w ten sposób, moglibyśmy zjednoczyć siły i

dokonać   odkrycia   czegoś   nowego.   Moglibyśmy   otworzyć   nowe   okno   wychodzące   na   to,   co
nęcąco nieznane, i, owiewani cudownie świeżym powietrzem, odnaleźć cudownie. świeżą ideę,

która doprowadziłaby do powstania cudownie świeżej hipotezy umożliwiającej cudownie świeże
podejście do cudownie świeżych badań prowadzących do zdobycia cudownie świeżej wiedzy.

Moglibyśmy stymulować, przynajmniej do pewnego stopnia, przemianę tego, co nieznane, w
to, co znane, oraz poszerzyć w końcu naszą świadomość oraz zrozumienie tajemnic, ku którym

od początku czasu przyciągana jest nasza zbiorowa ludzka dusza.

Wśród tych tajemnic nie ma większej ponad tą, co się z nami stanie po tym, co zwykliśmy

nazywać   śmiercią.   Jak   dotąd   do   odpowiedzi   na   to   pytanie   udało   nam   się   w   największym
stopniu zbliżyć w trakcie badań nad tak zwanymi przeżyciami z pogranicza śmierci innych osób.

Niestety, badania te prowadziliśmy bardzo serio, posługując się ograniczonym słownictwem

oraz   zawężającymi   pole   działania   „regułami   podstawowymi”   (wykluczającymi   na   przykład

wszelkie dane oceniane jako psychologicznie wątpliwe, nie dające się udowodnić naukowo lub
nie poparte żadnym religijnym autorytetem. I, proszę o tym pamiętać, dane muszą spełniać

wszystkie trzy kryteria, a nie tylko jedno czy dwa z nich), w wyniku czego nie udało nam się
wypracować w ogóle żadnych odpowiedzi na nurtujące nas pytania.

Naprawdę myślałem, że moja książka „Życie po życiu” może stać się rodzajem stymulatora,

popychającego   dyskusję   na   temat   przeżyć   z   pogranicza   śmierci   w   nowym   kierunku,   gdy

tymczasem okazało się, że w efekcie jej publikacji przedstawiciele wielkiej trójki zaczęli jeszcze
głębiej   okopywać  się   w  swoich   szańcach,   odmawiając   ustąpienia   nawet   na   krok   ze   swoich

dawnych pozycji określonych przez ich specyficzny sposób postrzegania rzeczywistości. Moja
książka spotkała się natomiast z olbrzymim publicznym poparciem i jej akceptacja ze strony

zwyczajnych ludzi (w odróżnieniu od „ekspertów”) powiedziała nam co nieco o tym, kim są
prawdziwi eksperci; kto tak naprawdę wie, o co w tym wszystkim chodzi oraz co jest prawdą

lub przynajmniej mogłoby być prawdą o zjawiskach paranormalnych.

Dlatego zapraszam teraz tych wszystkich zwyczajnych, przeciętnych ludzi, którzy przygląda-

ją się z boku (będąc bez wątpienia równie oszołomieni jak niegdyś ja sam), jak przez ostatnie
dwadzieścia pięć lat „eksperci” uparcie trwają na swoich niewzruszonych pozycjach względem

kwestii życia po śmierci (zupełnie nie zważając na piętrzącą się coraz wyżej górę materiału
dowodowego o charakterze anegdotycznym), by wzięli sprawę w swoje ręce. Już czas, byśmy –

przynajmniej  ci z  nas,  którzy skłonni  są przyznać, że  nie  znają prawdy  – zerwali  zasłonę,
postawili właściwe pytania oraz rzucili wyzwanie tym dyskutantom, którzy twierdzą, że znają

prawdę. Czas już, byśmy powiedzieli im: „Tak, ale co, jeśli...?”. Czas, byśmy dopuścili do siebie
myśl,   iż   anegdotyczne  relacje,  jakie   słyszymy   z  ust  tysięcy  ludzi  na  całym   świecie,  nie   są

jedynie czymś zabawnym, lecz także czymś, co może ujawnić nam głębokie prawdy.

- 102 -

background image

Krótko mówiąc, nadszedł już czas, byśmy to my śmiali się ostatni.
Tak   wielu   z   tych,   którzy   mają   się   za   ekspertów   od   zjawisk   paranormalnych,   oraz   tych,

których   obdarzamy   moralnym   lub   naukowym   autorytetem   w   tej   kwestii,   nie   chce   nawet
wysłuchać tego, co na temat przeżyć z pogranicza śmierci mają do powiedzenia osoby, które

utrzymują, że ich doświadczyły. Zbyt wielu księży, pastorów i rabinów stara się za wszelką
cenę uciszyć ludzi, którzy „powrócili” z tamtej strony i opowiadają o swoich przeżyciach. Z kolei

zbyt   wielu   psychologów   i   psychiatrów   traktuje   tego   rodzaju   relacje   niezwykle   serio   –   jako
dowód   głębokiej   psychozy   lub   co   najmniej   niezrównoważenia   psychicznego,   czemu   trzeba

natychmiast   zaradzić,   przepisując   środki   uspokajające.   I   zbyt   wielu   sceptyków   z   tak
bezwzględną   werbalną   i   emocjonalną   brutalnością   podważa   wiarygodność   szczerych   relacji

osób, które miały przeżycia z pogranicza śmierci, a teraz żałują, że w ogóle zaczęły o tym
mówić.

Oto co się dzieje, gdy wszyscy nalegają, by traktować te sprawy tak bardzo serio.
A jednak mimo to my, zwyczajni obywatele świata, nadal wsłuchujemy się w tego rodzaju

relacje   (a   nawet   sprzyjamy   ich   powstawaniu,   jako   że   są   one   w   ogromnej   mierze   bardzo
ciekawe i zabawne), ponieważ jesteśmy mile połechtani, zainspirowani, odmłodzeni, pobudzeni

i ożywieni myślą, że mogą one być prawdziwe.

Dawne dokumenty świadczą o tym, że przeżycia z pogranicza śmierci są spotykanym już od

najdawniejszych   czasów   zjawiskiem,   które   ujawniło   się   w   pełnej   krasie   jednak   dopiero   w
naszych czasach w wyniku splotu różnego rodzaju czynników, z których jednym z najważ-

niejszych jest postęp technologiczny.

W trakcie ostatnich kilkudziesięciu lat nastąpił tak ogromny postęp w reanimacji pacjentów z

niewydolnością serca i płuc, o jakim w przeszłości nikt nie mógł nawet marzyć. Wyposażenie,
jakim dysponują dziś lekarze, a także nowoczesne metody reanimacji pozwalają na przywróce-

nie pacjentowi życia w sytuacjach, w których jeszcze zaledwie kilkadziesiąt lat temu uznano by
go za zmarłego. W rezultacie podróże na tamten świat i z powrotem stały się, ku zdumieniu

wszystkich, wydarzeniami dnia codziennego.

Co ciekawe i dziwne zarazem, podobne uwagi można by poczynić, mutatis mutandis, także

na temat innych ekscytujących współczesnych dokonań – na przykład podróży na Księżyc. Te
ostatnie stały się dziś czymś banalnym (ludzie są już nimi tak znudzeni, że NASA nie jest w

stanie sprawić, by start kolejnego statku kosmicznego był jak dawniej transmitowany przez
telewizję, stacje telewizyjne wymawiają się od tego jak mogą, ponieważ mimo ich historycz-

nego znaczenia wydarzenia te mają opłakanie niską oglądalność!), gdy tymczasem przeżycia z
pogranicza   śmierci,   o   których   mówi   się   otwarcie   dopiero   od   dwudziestu   lat,   wciąż   jeszcze

fascynują.   W   rzeczy   samej   zainteresowanie   tym   zjawiskiem   zdaje   się   nawet   zwiększać.
Dlaczego tak się dzieje?

Otóż   jest   tak   dlatego,   że   temat   ten   niezwykle   nas   bawi.   Jeśli   więc   nie   zaakceptujemy

zjawisk paranormalnych jako rozrywki i będziemy traktować je wciąż nazbyt poważnie, nigdy

nie będziemy w stanie zaakceptować tego, co mogą mieć nam one do przekazania oraz uznać
tego za prawdę.

Gdybyśmy nie byli tak często w ostatnich latach zabawiani przez filmy takie jak E.T. i Kokon,

czy sądzą państwo, że istniałaby jakaś szansa na to, że kiedykolwiek spokojnie zaakceptowali-

byśmy prawdę o życiu na innych planetach?

Gdybyśmy nie byli stymulowani przez takie książki jak The Celestine Prophecy i „Rozmowy z

Bogiem”,   czy   sądzą   państwo,   że   istniałaby   jakaś   szansa   na   to,   że   kiedykolwiek   spokojnie
zaakceptowalibyśmy prawdę o życiu na naszej planecie?

I gdybyśmy nie byli zafascynowani sentencjami Konfucjusza, przypowieściami Jezusa czy

opowieściami  innych naszych  największych  mistrzów (wszyscy oni znakomicie   rozumieli,  że

najpierw muszą bawić, by później oświecać umysły), czy sądzą państwo, że istniałaby jakaś
szansa na to, że kiedykolwiek spokojnie zaakceptowalibyśmy prawdę o nas samych i naszej

ludzkiej naturze?

W tym właśnie punkcie zasady radosnego paranormalizmu mogą znaleźć swoje efektywne

zastosowanie. Na pytanie, skąd bierze się nieprzemijająca atrakcyjność przeżyć z pogranicza
śmierci,   możemy   już   dziś   jasno   i   wyraźnie   odpowiedzieć:   Stąd,   że   stanowią   one   dla   nas

znakomitą rozrywkę.

Oto, moi przyjaciele, co znaczy śmiać się jako ostatni. Ponieważ wszyscy traktują wszelkie

sprawy związane z życiem po śmierci i zjawiskami paranormalnymi tak bardzo poważnie. I to
właśnie ta powaga wyklucza możliwość dokonywania jakichkolwiek nowych odkryć, co stanowi

przecież jedną z największych przyjemności (a tym samym jedną z najlepszych rozrywek),
jakie sobie można wyobrazić.

W tym wszystkim jest coś bardzo zabawnego. To znaczy, jest to tak pokrętnie autodes-

- 103 -

background image

trukcyjne, że aż prawie śmieszne, zważywszy na implikacje.

Czy to wszystko może być jedynie pozornym dobrodziejstwem?

Radośni badacze zjawisk paranormalnych lubią wyzwania. Z wielką ochotą zajmujemy się

pozornie   trudnymi   przypadkami   na   pozór   podważającymi   naszą   rozrywkową   teorię.   Tak   na

przykład w trakcie stosowania humorologicznej koncepcji zjawisk paranormalnych do wizji z
pogranicza śmierci pojawiają się obiekcje czy też zastrzeżenia, które zdają się sugerować, że

wielka atrakcyjność przeżyć z pogranicza śmierci wynikająca z ich rozrywkowego charakteru
jest jedynie pozornym dobrodziejstwem.

Przytoczę   dwa   przykłady   niepokojących,   nieprzyjemnych   „dysfunkcyjnych   zastosowań”

wizyjnych przeżyć z pogranicza śmierci do celów popularnej rozrywki i zabawy. Stanowią one,

paradoksalnie, kolejny powód, dla którego przeżycia z pogranicza śmierci należy traktować z
humorystycznej perspektywy, jako że w obu tych przypadkach ponownie chodzi o traktowanie

pewnych spraw nazbyt serio.

Zdrowe   poczucie   humoru  jest  najlepszym   narzędziem,   jakim  może   się  posłużyć   radosny

badacz zjawisk paranormalnych w walce z paraliżującym umysł konserwatyzmem dotyczącym
wizji z pogranicza śmierci, który, co niewiarygodne, bardzo szybko zapuszcza korzenie pośród

dużej liczby osób poświęcających się temu zagadnieniu jako rodzajowi hobby. Owi fani chcą, by
za każdym razem ich rozrywkowa dieta składająca się z przeżyć z pogranicza śmierci była taka

sama jak na początku, kiedy to tak bardzo przypadła im do gustu; tak więc pragną oni ciągle
tego samego i ciągle w coraz większych ilościach. Duża ich liczba zrzeszyła się w specjalnym

klubie hobbystów zwanym International Association for Near-Death Studies, w skrócie IANDS
(Międzynarodowe   Stowarzyszenie   na   rzecz   Badań   Przeżyć   z   Pogranicza   Śmierci),   i   trzeba

powiedzieć,  że  organizacja  ta  robi  sporo   dobrego.  Urządza na  przykład   spotkania  grupowe
mające   na   celu   udzielenie   pomocy   i   wsparcie   dla   osób,   które   doświadczyły   przeżyć   z

pogranicza śmierci, a które borykają się z wynikającymi stąd problemami natury emocjonalnej,
a także dla członków ich rodzin. Organizacja wydaje od ponad dziesięciu lat czasopismo o

charakterze naukowym, w którym pojawiają się artykuły specjalistów z wielu różnych dziedzin,
reprezentujących   szeroki   wachlarz   opinii,   jego   redaktorzy   zaś   nie   organizują   party   line   na

temat przeżyć z pogranicza śmierci.

Istnieją   jednak   także   minusy.   IANDS-yści   posługują   się   swoim   własnym,   denerwującym

żargonem.   Już   sam   zwrot   „przeżycia   z   pogranicza   śmierci”   (near-death   experience)   brzmi
dostatecznie niezręcznie, gdy tymczasem oni używają skrótu NDE, co moim zdaniem brzmi

jeszcze   gorzej i  tym bardziej działa  na  nerwy. Dlaczego, mówiąc  o  osobie  doświadczającej
przeżyć   z   pogranicza   śmierci,   chciwi   IANDS-yści   posługują   się   zawsze   twardym   słowem

experiencer, a nigdy znacznie bardziej miękkim experient?

Moim zdaniem to wygląda na to, że NDE to dla niektórych z nich coś w rodzaju ideé fixe.

Obrażają się za każdym razem, gdy ktoś wykroczy poza granice wyznaczone przez to, co – ich
zdaniem – wiedzą już na ten temat.

W ich gronie jestem uważany za persona non grata począwszy od 1989 roku, kiedy to po

raz ostatni zaprosili mnie do wygłoszenia wykładu na swoim zgromadzeniu. Myślałem, że chcą

usłyszeć   o   moich   ostatnich   dokonaniach   na   polu   badań   przeżyć   z   pogranicza   śmierci   oraz
pokrewnych,   niezwykłych   stanów   ludzkiej   świadomości,   tak   więc   mówiłem   o   moich

eksperymentach   z   wizjami   zwierciadlanymi.   Tymczasem   okazało   się,   że   oni   chcieli,   bym
opowiedział im raz jeszcze o tym, o  czym już wielokrotnie  słyszeli! Wielu członków IANDS

pomyślało nawet, że postradałem zmysły.

Pewna   działaczka   IANDS,   z   której   nigdy   nawet   nie   widziałem   na   oczy,   samozwańcza

ekspertka   od   NDE,   doszła   do   wniosku,   że   zna   mnie   na   tyle   dobrze,   by   nazywać   mnie   po
imieniu   w  artykule   na  temat  moich   badań  nad   przywoływaniem  duchów   zmarłych.   Kobieta

nazwiskiem   Nurse   Kookoran,   czy   coś   w   tym   rodzaju,   napisała   tam   ni   mniej,   ni   więcej:
„Raymond   nagle   całkowicie   zmienił   kurs”.   Jako   niegroźny   obsesjonat   mogę   się   ostatecznie

przyznać   do   krążenia   w   kółko,   ale   zmiana   kursu   to   zupełnie   inna   sprawa.   Wyroczniami
zmarłych  zainteresowałem   się   po   raz   pierwszy  w 1962  roku,  przeżyciami  zaś z  pogranicza

śmierci w 1965!

Ostatnio mój stary przyjaciel, jeden z członków założycieli IANDS, powiedział, że podczas

ostatniego spotkania, na którym był, dużo śpiewano i że po jego zakończeniu miał wrażenie
religijnego odrodzenia. Obawiam się więc, że jeśli cała sprawa będzie nadal toczyć się w tym

kierunku, to wkrótce  pojawi się niebezpieczeństwo  stworzenia ideologii na temat przeżyć z
pogranicza śmierci, a wtedy dopiero pojawią się prawdziwe kłopoty.

- 104 -

background image

Radosny paranormalizm stanowi skuteczne antidotum dla każdego, kto traktuje poważnie

NDE-izm, bez względu na to, czy należy do IANDS, czy nie.

Komu dają posłuch zwykli ludzie w kwestii
przeżyć z pogranicza śmierci i dlaczego?

Komu   jednak   dają   posłuch   przeciętni   ludzie   –   ludzie   nie   zaangażowani   w   rodzące   się

ideologie, ruchy, konwencje i stanowiska wielkiej trójki dyskutantów?

No cóż, ostatnimi czasy złożona, fascynująca i dostarczająca rozrywki dynamika przeżyć z

pogranicza śmierci sprawiła, że stały się one modnym tematem eksploatowanym w mediach.
Tak więc, co można było przewidzieć, rosnące zapotrzebowanie opinii publicznej na wieści z

zaświatów   doprowadziło   do   wykształcenia   się   nowej   grupy   prezenterów,   których   nazywam
NDE-artystami. Oczywiście oni sami nie uważają się za artystów, lecz za informatorów – kogoś,

kto dostarcza innym informacji. Jak jednak zauważyłem poprzednio, każdy sprawny informator
jest  po   części  także  dobrym  artystą.  Nie   ma  w  tym  nic  złego,  pod  warunkiem,  że  się  nie

przesadza.

Tak więc ostatnio jesteśmy świadkami, jak różne osoby wyruszają w objazd po kraju na

spotkania   z   publicznością,   podczas   których   opowiadają   o   swoich   przeżyciach   z   pogranicza
śmierci. Podczas tournee owi NDE-artyści sprzedają swoje książki i taśmy wideo, choć jeszcze

nie koszulki ze swoimi podobiznami to mogłaby być już lekka przesada...

Szczególnie dwoje NDE-artystów zdobyło dużą popularność – Betty Eadie, autorka książki

Embraced by the Light  (wyd. pol. „W objęciach jasności”), i Dannion Brinkley, który opowie-
dział swoją historię dziennikarzowi Paulowi Perry'emu, a ten zgrabnie przedstawił ją w książce

Saved by the Light. Ta para NDE-artystów stanowi znakomity przykład ilustrujący funkcjono-
wanie   niektórych   zasad   radosnego   paranormalizmu,   jako   że   książki   i   występy   owych   New

Age'owych tanatotragików zachęcają do analiz w stylu przypominającym nieco krytyki dzieł
literackich i teatralnych. Muszę przyznać, że o ile dostrzegam wartość rozrywki jako narzędzia

przyciągającego uwagę, to krytyka o charakterze literackim publicznych prezentacji niektórych
spośród tych odbywających obecnie tournée po kraju artystów wydobywa na światło dzienne

pewne niepokojące sprzeczności tkwiące w tego rodzaju NDE-występach.

Starając   się   przekazać   publiczności   swoje   przesłanie,   zarówno   Betty,   jak   i   Dannion

korzystają obficie  z technik właściwych sztuce  scenicznej.  Betty ubiera się w przyciągający
wzrok kostium; fantazyjną suknię z frędzlami w stylu indiańskim. Ponieważ jednak znacznie

dłużej niż Betty znam Danniona, tak więc łatwiej mi skomentować jego sposób prezentacji
swoich monodramów.

Poznałem Danniona w 1976 roku, kilka miesięcy po tym, jak ledwo uszedł z życiem rażony

piorunem. Powiedział mi, że kiedy znajdował się na progu śmierci, znalazł się w świetlistej

krainie otoczony przez świetliste istoty. Owe istoty ukazały mu serię odrębnych wizji, które
opisał prawie tak, jak gdyby były one filmowymi clipami. Istoty dały mu do zrozumienia, że

były to wizualne reprezentacje zdarzeń, które będą mieć miejsce w przyszłości.

Zazwyczaj   wielu   proroków   przewiduje   nadejście   niezwykle   drastycznych   wydarzeń   i

kataklizmów. Także większość proroczych wizji Danniona miała tego rodzaju charakter, mówiła
o groźbie głodu, wojny, kryzysu ekonomicznego, niepokojów społecznych.

W połowie lat siedemdziesiątych, gdy po raz pierwszy usłyszałem przepowiednie Danniona,

byłem nastawiony w stosunku do  nich bardzo  sceptycznie. Jako  pilny i uważny obserwator

aktualnych wydarzeń byłem pewien, że świat czeka wkrótce jakiś wielki wstrząs, co można
było wnosić na podstawie analizy ponurych doniesień prasowych i telewizyjnych – nuklearny

wyścig   zbrojeń,   powiększające   się   stale   ubóstwo   trzeciego   świata,   zatruwanie   środowiska
naturalnego,   coraz   większe   przeludnienie   –   a   nie   jakichś   wizyjnych   proroctw.   Wiedziałem

również   wystarczająco   dużo   na   temat   psychiatrii,   by   zdawać   sobie   sprawę,   że   większość
Amerykanów chowała głowę w piasek, nie chcąc przyjąć do wiadomości tego, co działo się na

świecie.   Znałem   także   relacje   kilku   innych   osób,   którym   dane   było   doświadczyć   przeżyć   z
pogranicza śmierci, opisujących swoje własne budzące grozę, złowieszcze wizje końca czasów

bardzo podobne do proroctw Danniona. Przypuszczałem, że czasami, gdy ludzie orientują się,
że znajdują się na progu śmierci, ich struktury obronne załamują się, ich myśli zaś wybiegają

w przyszłość, przewidując, na podstawie aktualnej sytuacji polityczno-ekonomicznej świata, co
może wydarzyć się w przyszłości – a mianowicie globalne katastrofy i nieszczęścia.

Przyznaję jednak, że po pewnym czasie poczułem się mniej pewnie, zważywszy na fakt, że

niektóre z owych przepowiedni sprawdziły się z zadziwiającą dokładnością. W 1975 roku moja

przyjaciółka Vi Horton przepowiedziała trafnie (na podstawie swojej wizji z pogranicza śmierci)

- 105 -

background image

rok, rodzaj oraz wynik rewolucyjnych przemian w Republice Południowej Afryki. A w kwietniu
1976 roku Dannion powiedział mi, że w swojej wizji ujrzał upadek Związku Radzieckiego w

1990 roku oraz to, że dojdzie tam do zamieszek z powodu braków w zaopatrzeniu w żywność.
Pamiętam to bardzo dokładnie, ponieważ to, co od niego usłyszałem, wydało mi się bardzo

głupie i absurdalne; powagę, z jaką wypowiedział tę przepowiednię, uznałem za dowód na to,
że ładunek elektryczności, który go poraził, doprowadził do powstania zaburzeń w jego mózgu.

Proszę sobie więc wyobrazić moje zdumienie czternaście lat później, gdy wszystko potoczyło
się dokładnie tak, jak powiedział. Także w kilku innych wypadkach Dannion przepowiadał coś,

co w owym czasie wydawało się całkowicie niedorzeczne, a co po pewnym czasie sprawdzało
się ze zdumiewającą dokładnością.

Muszę w tym miejscu oczywiście natychmiast dodać, że widziałem i słyszałem, jak Dannion

wypowiadał wiele  innych  przepowiedni,  podając dokładną  datę  przyszłego   zdarzenia, dzień,

miesiąc czy rok, tym samym stanowczym głosem i w ten sam przekonujący sposób, które
jednak nigdy się nie sprawdziły.

Poza tym od czasu swojego przeżycia z pogranicza śmierci z września 1975 roku Dannion

stale wygłasza kolejne proroctwa, ponieważ wierzy, iż bliskie spotkanie ze śmiercią obdarzyło

go zdolnością czytania w myślach innych osób oraz spoglądania w przyszłość. Trzeba przy tym
dodać,   że   Dannion   jest   jedną   z   najbardziej   przekonywających   osób,   jakie   kiedykolwiek

spotkałem, która potrafi czytać w cudzych myślach. Wielokrotnie byłem świadkiem, jak ludziom
opadały szczęki ze zdumienia lub stawały łzy w oczach, gdy Dannion, ktoś kompletnie im obcy,

wymieniał   prawidłowo   cały   szereg   szczegółów   z   ich   życia,   a   nawet   ujawniał   ich   głęboko
skrywane tajemnice.

Od lat zadziwia mnie jego niezwykły talent; wydaje się, że wie on na temat innych osób

rzeczy, których w żaden sposób nie powinien był wiedzieć. Dlatego właśnie zachęciłem go do

napisania książki i przedstawiłem go osobom, które doprowadziły do jej publikacji.

Miałem   jednak   także   nadzieję   na   innego   rodzaju   konfrontację;   od   dawna   chciałem

doprowadzić do spotkania Danniona ze Zdumiewającym Randim [Oryg. Amazing Randi.], lub
innym   wzdychającym   gliniarzem   takim   jak   dr   Ray   Hyman,   psycholog   specjalizujący   się   w

testowaniu domniemanych zdolności telepatycznych różnych osób. Wciąż mam  nadzieję,  że
pewnego   dnia   dojdzie   do   takiej   konfrontacji.   Od   czasu   publikacji   książki   Danniona   dwóch

badaczy o zacięciu parapsychologicznym zbadało jego umiejętności i obaj są pod równie dużym
wrażeniem jak ja.

Bez   względu   jednak   na  ostateczny   wynik  sporu,   jaki   toczy  się   wokół  osoby   Danniona   z

udziałem parapsychologów, wzdychających  gliniarzy i  funda-chrześcijan, nie  będzie  on miał

większego wpływu na licznych zwolenników i fanów Danniona. Oni nadal będą wierzyć w to, że
ich idol potrafi czytać w cudzych myślach i przepowiadać przyszłość. Danniona nie niepokoją

ani przez chwilę także jego nie trafione przepowiednie, ponieważ gdy tylko któraś z przepo-
wiedni się nie spełni, wkrótce z jego ust spływa kolejna, zastępując tę poprzednią.

Mimo wszystko radosny paranormalizm ma o wiele lepsze mniemanie o chodzącej zagadce,

jaką jest Dannion Brinkley, niż o bezpłodnych debatach dysfunkcyjnych ekspertów od zjawisk

paranormalnych. Co zawsze najbardziej mnie interesowało w przypadku Danniona, to nie tyle
jego przeżycia z pogranicza śmierci per se, ponieważ należą one  do  kategorii mnóstwa im

podobnych, ile raczej barwna, charyzmatyczna i olśniewająca osobowość, która urzeka jego
zwolenników. Jest on pouczającym przykładem tego rodzaju osoby, która zawsze odgrywała

znaczącą rolę w historii zjawisk paranormalnych, a mianowicie kogoś, kto potrafi łączyć ze
sobą kilka popularnych wątków paranormalnej mitologii, wplatając je zręcznie w swoje własne

życie.

Do  pewnego  stopnia  niezależnie  od swoich  przeżyć z  pogranicza śmierci,  przepowiedni  i

czytania w myślach innych osób, Dannion stanowi uosobienie wielu różnych tematów, które z
historycznego   punktu   widzenia   zawsze   znajdowały   się   w   centrum   zainteresowania   ludzi

poszukujących   paranormalnej   rozrywki.   Przyjrzenie   się   z   bliska   tym   tematom   pozwoli   nam
dowiedzieć się nie tylko tego, komu ludzie dają posłuch w kwestii zjawisk paranormalnych, ale

także dlaczego.

Wspólny mianownik

Najpierw pojawia się tu kwestia pioruna, potem zaś pewnego łóżka. Zarówno pioruny, jak i

łóżka są elementami należącymi od wieków do najlepszej tradycji zjawisk paranormalnych.

Jak już zaznaczyłem, przygoda Danniona z przeżyciami z pogranicza śmierci zaczęła się w

porażającym   błysku   pioruna,   co   już   samo   w   sobie   wystarcza,   by   nadać   jego   opowieści

- 106 -

background image

dynamiczny, paranormalny charakter. W trakcie prawie całej historii ludzkości pioruny uchodziły
za   manifestację   sił   nadprzyrodzanych,   tak   iż   nikt   nie   może   pozostać   obojętny   wobec   ich

prastarej, paranormalnej symboliki.

Twierdzenie Danniona, że uderzenie pioruna obdarzyło go niezwykłymi talentami, nie jest

wcale   czymś   wyjątkowym.   Na   całym   świecie,   przede   wszystkim   w   kulturach   plemiennych,
panuje szeroko rozpowszechnione przekonanie, że osoby, które chodzą nadal po ziemi po tym,

jak   zostały   rażone   piorunem,   posiadają   paranormalne   zdolności.   W   niektórych   tradycjach
szamani, którzy w ten właśnie sposób otrzymali swoje powołanie, uchodzą za obdarzonych

wyjątkową mocą.

Etnolog Holger Kalweit zabrał opowieści o trzech rażonych piorunem szamanach, z którymi

rozmawiał w Peru, a także dokonał omówienia podobnych historii występujących w literaturze
innych kultur.

Wilcza Głowa (Wolf Head), czarownik ze szczepu Czarne Stopy, jest najbardziej fascynu-

jącym przypadkiem rażonego piorunem szamana w historii. Podczas swojej wizji z pogranicza

śmierci spotkał on Chłopca-Grom (Boy Thunder), istotę duchową, która następnie przez wiele
kolejnych   lat   odwiedzała   go   w   snach,   ucząc   go,   w   jaki   sposób   zostać   wielkim   szamanem.

Pojawiając się w snach szamana Chłopiec-Grom najczęściej obdarzał Wilczą Głowę niezwykłymi
talentami i umiejętnościami, których czarownik w swoim ziemskim żywocie nigdy wcześniej nie

miał i nie znał.

Tak   na   przykład   pewnego   ranka   Wilcza   Głowa   obudził   się   ze   snu   jako   utalentowany

rzeźbiarz, po czym wyrzeźbił w kamieniu naturalnej wielkości popiersia królowej Wiktorii i króla
Edwarda. Ten niezwykły artysta widział kiedyś portret królewskiej pary na medalionie.

Innym razem Chłopiec-Grom nauczył Wilczą Głowę we śnie wszystkiego, co musi wiedzieć

znakomity   inżynier   górnictwa.   Następnego   dnia   rano   Wilcza   Głowa   udał   się   do   pobliskiej

kopalni,   gdzie   zaprezentował   plan   wielkiej   akcji   wydobywczej   węgla.   Rządowi   eksperci
podrapali się w głowy, po czym przyznali, że był to najlepszy projekt wydobycia węgla, o jakim

kiedykolwiek słyszeli.

Osobowość konkretnych ludzi zawsze miała kreatywny wpływ na społeczną historię zjawisk

paranormalnych. Ponieważ tak niewiele z tego, co można powiedzieć o zjawiskach paranormal-
nych, poddaje się ścisłej weryfikacji, dlatego sposób, w jaki się to mówi, nabiera szczególnego

znaczenia. Jest to kwestia, na którą staram się nieustannie zwracać uwagę w tej książce.

Omawiam   przypadek   Danniona   Brinkleya,   ponieważ   jego   przypadek   stanowi   znakomitą

ilustrację powyższego stwierdzenia. Dannion opowiada swoją historię, posługując się specyficz-
nym, nieco tajemniczym językiem, stanowiącym nierozerwalny element jego charyzmatycznej

osobowości.   Innymi   słowy,   z   pewnością   ma   on   zacięcie   dramatyczne.   Poza   tym   w   swojej
opowieści stale nawiązuje (jak gdyby mimochodem) przynajmniej do dwóch stałych elementów

–   pioruna   i   łóżka   (więcej   na   jego   temat   nieco   później),   które   pojawiają   się   często   w
historycznych relacjach o zjawiskach paranormalnych. W końcu ważną rolę z punktu widzenia

naszej analizy odgrywa także jego sposób opowiadania.

Dannion   jest   wysokim,   muskularnym   mężczyzną,   czarująco   pewnym   siebie   i   wyniosłym.

Potrafi   bez   trudu   zdominować   rozmówcę   i   uwielbia   znajdować   się   zawsze   w   centrum
zainteresowania.   Słuchacze   Danniona   siedzą   w   napięciu   na   brzegu   swoich   krzeseł   niczym

zahipnotyzowani, mnie jednak nigdy jeszcze, odkąd go poznałem, nie udało się nadążyć za
rozpędzonym pociągiem jego myśli. Dannion wyrzuca z siebie zdania w takim tempie, że tylko

osobom obdarzonym wyjątkowym refleksem udaje się od czasu do czasu wpaść mu w słowo.
Jego jedyny w swoim rodzaju sposób oracji przypomina coś w rodzaju słownej zadymki.

Pewien szanowany naukowiec z Cambridge opublikował zgrabną charakterystykę hrabiego

de  St.  Germain,  która  znakomicie  pasuje   także   do   osoby  Danniona.  Zdaniem  E.M.  Butlera

hrabia   „był   olśniewającą   postacią,   która   intrygowała   wszystkich   swoim   incognito,   rzucała
tajemnicze   uwagi,   odmawiała   przyznania   się   do   posiadania   niezwykłych   mocy,   a   mimo   to

demonstrowała ich działanie na oczach zebranych, a także miała nieprzeniknioną osobowość”.

A teraz sprawa łóżka.

Dannion twierdzi, że w trakcie swojego przeżycia z pogranicza śmierci istoty z zaświatów

przedstawiły   mu   projekt   elektronicznego   łóżka   posiadającego   właściwości   uzdrawiające.

Poleciły mu skonstruowanie takiego urządzenia i zainstalowanie go w ośrodkach uzdrowiciel-
skich.   Widziałem   kilka   modeli   owych   łóżek.   Są   one   rodzajem   wygodnych   leżanek   z

wbudowanym zestawem słuchawkowym, z którego płynie muzyka przenikająca do ciała przez
czaszkę   za   sprawą   przewodzenia   kostnego.   Leżąca   na   nich   osoba   pogrąża   się   w   stanie

przyjemnej, łagodnej relaksacji. Wypróbowałem jedno z takich łóżek i przekonałem się, że stan
ów bardzo przypomina stan hipnagogiczny.

Poza tym jednak historia paranormalnej kozetki Danniona jest dla mnie tak bardzo ciekawa,

- 107 -

background image

ponieważ   ilustruje   ona   jedną   z   kluczowych   zasad   radosnego   paranormalizmu:   Chociaż   na
przestrzeni   wieków   pojawiają   się   wciąż   te   same   ulubione   rekwizyty,   a   te   same   postacie

wkraczają   na   scenę   w   nieco   tylko   zmienionych   sytuacjach,   to   jednak   w   każdym   kolejnym
sezonie dobrze znany wszystkim paranormalny spektakl prezentuje się świeżo i ekscytująco.

Z   historycznego   punktu   widzenia   zjawiska   paranormalne   są   niczym   spektakle   w   teatrze

repertuarowym. Na przykład opowieść o „tajemniczym mężczyźnie z niezwykłym łóżkiem” ma

swoje   trwałe   miejsce   w   historii   rozrywki   paranormalnej   i   periparanormalnej.   Szczegóły
związane z sofami czy matami świętych mężów często odgrywają ważną rolę w historii życia

tych osób.

Salomon spał w magicznym łożu, wokół którego stały anioły. Woda rzeki unosiła małego

Mojżesza   w   koszyku   z   trzciny.   Dzieciątko   Jezus   leżało   w   żłobie.   Poza   tym   mamy   jeszcze
hystrichomorficzne hamaki fakirów oraz klini Asklepiosa.

Uzdrawiające łoża Asklepiosa stały się prototypem wielu późniejszych, podobnych instalacji.

Asklepiades z Bitynii, który praktykował sztukę medyczną w Rzymie w I wieku n.e., zbudował

wielką mechaniczną kołyskę, w której przywracał zdrowie swoim pacjentom. Dr James Graham
(1745-1794),   nazywany   przez   swoich   przeciwników   „królem   szarlatanów”,   kierował   Grand

Temple of Health (Wielką Świątynią Zdrowia) w Londynie. Jej główną atrakcją było Niebiańskie
Łoże,   masywna,   sklepiona   konstrukcja,   w   której   wnętrzu   znajdowała   się   prawie   tona

magnesów.   Cała   machina   wibrowała,   umieszczone   zaś   na   jej   szczycie   rozpylacze   perfum
napełniały   powietrze   przyjemnymi   zapachami.   Spędzenie   nocy   we   wnętrzu   urządzenia

kosztowało   sporą   sumkę   pieniędzy,   jednak   bezdzietni   małżonkowie   chętnie   płacili   żądaną
kwotę, ponieważ dr Graham zapewniał ich, że w ten sposób uda im się z pewnością począć

upragnione dziecko. Sigmund Freud to kolejny ekscentryk, który zyskał sławę między innymi
za sprawą swojej uzdrawiającej kozetki.

W   zaciszu   ekskluzywnych   palarni   opium   również   stały   piękne,   zdobione   łoża,   z   których

poszukujący periparanormalnych doznań „makonauci” mieli wyjątkowo dobry widok na swoje

narkotyczne raje. Ostatnio na gazetowych kolumnach z niecodziennymi wiadomościami można
było spotkać opisy dziwnych przypadków ludzi spędzających dużo czasu w łóżku. Chodzi tu o

liczne relacje na temat osób cierpiących na zespół Obłomowa, osobliwą przypadłość, która nie
została jeszcze wystarczająco dokładnie opisana w podręcznikach psychologii anomalistycznej

czy psychiatrii. Ludzie dotknięci tą chorobą kładą się do łóżka bez żadnych zaleceń ze strony
lekarza, a jedynie pod wpływem wewnętrznego impulsu nakazującego im odpoczynek. Czasami

osoby te tak bardzo przybierają na wadze, że nie są w stanie podnieść się o własnych siłach. W
prasie pojawiały się kilkakrotnie zdumiewające doniesienia o mężczyznach ważących pół tony i

więcej, których trzeba było w nagłych przypadkach zabierać z domu do szpitala. Jednego z nich
podnośnik   widłowy   umieścił   na   platformie   furgonetki;   inny   został   przetransportowany   na

specjalnych noszach przeznaczonych pierwotnie do przenoszenia małego wieloryba.

Wydaje się, że łóżka bywają postrzegane jako miejsca, w których stykają się ze sobą różne

światy   lub   z   których   można   wyruszać   w   podróże   w   zaświaty.   Nawet   biorąc   pod   uwagę
zwyczajne, nocne zastosowanie łóżek, to przecież leżąc właśnie na nich ludzie znajdują się w

objęciach Morfeusza. Osoby na łożu śmierci często doświadczają wspaniałych wizji zaświatów.
Koncepcja łóżka jako miejsca, w którym przechodzi się z jednego świata do drugiego, sprawia,

że mebel ten cieszy się tak dużą popularnością w historii rozrywki paranormalnej i peripara-
normalnej .

Podsumowując,   historia   Danniona   Brinkleya   ma   tak   dużą   siłę   oddziaływania,   ponieważ

splata   się   w   niej   ze   sobą   w   jeden   rozrywkowy   węzeł   wiele   kolorowych   nitek   popularnych,

paranormalnych wątków.

Chciałbym w tym miejscu podkreślić, że moja analiza ma czysto teoretyczny charakter i że

osobiście uważam Betty i Danniona za wspaniałych i uroczych ludzi, którzy robią wiele dobrego
dla innych. Rozumiem na przykład, że Dannion werbuje wolontariuszy do hospicjów w trakcie

swoich   pełnych   dramatyzmu,   fascynujących   wystąpień   przed   liczną   publicznością,   i   że   za
każdym razem zgłaszają się do niego chętni. Nie kwestionuję także ani przez chwilę pobudek,

jakimi   oboje   się   kierują.   Staram   się   tylko   zwrócić   uwagę   na   to,   co   sprawia,   że   ludzie   ich
słuchają.

Zważywszy wszystko, oczekuję, że NDE-rozrywka i NDE-izm okażą się raczej pożytecznymi

niż tylko nieszkodliwymi ruchami. Nadal będą one zależne od technologii medycznej, która

zapewnia stały dopływ relacji od kolejnych, powracających z podróży na pogranicze śmierci
osób. Szeroki zasięg i powszechność przeżyć z pogranicza śmierci stanowią pewnego rodzaju

czynnik korygujący dla wszelkiego rodzaju możliwych NDE-nadużyć ze strony NDE-istów i NDE-
artystów.

Osobą,   z   ust   której   najlepiej   dowiedzieć   się   szczegółów   na   temat   przeżyć   z   pogranicza

- 108 -

background image

śmierci,   jest   zawsze   jakiś   bliski   krewny;   mądry,   ustabilizowany,   doświadczony,   wrażliwy
człowiek, z którym łączą nas od dawna osobiste kontakty. Prawie każdy [w USA] zna kogoś,

kto   miał   przeżycia   z   pogranicza   śmierci,   co   daje   dziesiątkom   milionów   ludzi   sposobność
wysłuchania   relacji   z   pierwszej   ręki  na  ten  temat   od  bliskiej,   znanej   od   dawna   i   darzonej

zaufaniem osoby – mądrej cioci Pearl, kochanej babci lub dziadka czy darzonego szacunkiem
starego przyjaciela. Między innymi dzięki temu właśnie tak wielu ludzi, laików i profesjona-

listów, dysfunkcyjnych zwolenników i przeciwników zjawisk paranormalnych, uświadomiło sobie
istnienie tego rodzaju przeżyć mających wpływ na całe dalsze życie danej osoby.

Wysłuchanie podobnej opowieści z ust dobrej, zasługującej na zaufanie, szczerej osoby, z

którą   utrzymuje   się   od   dawna   bliskie   i   serdeczne   stosunki,   może   sprawić,   że   przeżycia   z

pogranicza śmierci zostaną w pełni zrozumiane w najbardziej naturalny i bezpośredni sposób,
jaki jest możliwy na tym świecie.

Duża część tego, co większość najmądrzejszych bliskich ma nam do powiedzenia na temat

swoich   wizyt   na   pograniczu   śmierci,   ma   pogodny,   miły   i   uspokajający   charakter.   W   takich

okolicznościach łatwo docenić rozrywkową wartość szczęśliwych, dodających otuchy przeżyć z
pogranicza śmierci.

A co z doniesieniami o niepokojących
przeżyciach z pogranicza śmierci?

Zdarzają się jednak także niepokojące wizje z pogranicza śmierci, które dla początkującego

radosnego   badacza   zjawisk   paranormalnych   mogą   wydawać   się   trudne   do   wyjaśnienia   za
pomocą teorii rozrywkowej. Nie wyciągajmy jednak pochopnych wniosków, a wkrótce dostrze-

żemy rozrywkową wartość również tego rodzaju doniesień.

Poszczególne elementy składowe przeżyć z pogranicza śmierci mogą mieć swoje własne,

charakterystyczne,   zabawne   aspekty.   Kilka   osób,   które   doświadczyły   przeżyć   z   pogranicza
śmierci   opisuje   strefę   szarości,   obszar,   w   którym   znajdują   się   one   po   opuszczeniu   swoich

fizycznych ciał, a przed wkroczeniem w jasne światło czystej miłości, które widać na końcu
ciemnego   tunelu.   Osoby   te   mówią,   że   uświadamiają   sobie   obecność   owej   szarej   krainy,

poruszając się przez tunel lub w chwili tuż przed wkroczeniem do jego wnętrza.

Dla osób doświadczających NDE, które poruszają się przez tę posępną krainę, jej astralni

mieszkańcy wydają się zagubieni we mgle ziemskich przywiązań. Przypomina to przejażdżkę
pociągiem duchów w Disneylandzie. Jest tam wiele ponurych, szarych duchów, które, jak się

wydaje, nie są w stanie wyzbyć się swojego dawnego przywiązania do świata fizycznego. Te
dusze-cienie   wspominają   nieustannie   koleje   swojej   ziemskiej   egzystencji,   bez   końca

powtarzając obsesyjnie czynności, jakich dokonywały na ziemi. Wciąż na nowo rozpamiętują
jakiś godny ubolewania błąd, jaki popełniły w poprzednim życiu, lub są tak bardzo pochłonięte

przez jakąś żądzę, że nie myślą o niczym innym, jak tylko o jej zaspokojeniu.

Dr   George   Ritchie,   psychiatra   z   Wirginii   –   pierwsza   osoba,   której   relacji   z   przeżyć   z

pogranicza   śmierci   dane   mi   było   wysłuchać   –   mówił   o   kilku   charakterystycznych   cechach
mieszkańców tego mrocznego astralnego regionu. Odniósł on wrażenie, że owe ponure duchy

„nie są w stanie kontynuować podróży na drugą stronę, ponieważ ich bóg ciągle jeszcze żyje
na ziemi”.

Dr Ritchie powiedział mi, że znajdując się w stanie śmierci klinicznej z powodu obustronnego

płatowego zapalenia płuc, jego przewodnik Chris zabrał go w rodzaj podróży przez różne krainy

zaświatów, w tym także przez strefę szarości. Dr Ritchie relacjonował, że w pewnej chwili udało
mu   się   zajrzeć   także   do   świata   codziennej   ludzkiej   egzystencji   i   zobaczyć   zwyczajnego

mężczyznę idącego ulicą. Ponad nim unosiła się ponura, przypominając cień postać – dr Ritchie
domyślił się, że był to duch zmarłej matki mężczyzny – która mu nieustannie towarzyszyła i

starała się mówić mu, co ma on w danej chwili zrobić.

W  innym   miejscu  dr   Ritchie   ujrzał  zwyczajny  bar   w  fizycznym   świecie,  gdzieś  w jakimś

wielkim mieście, którego nie mógł rozpoznać. Widział siedzących w nim zwyczajnych ludzi, ale
oprócz nich także szare duchowe istoty przemykające między nimi to tu, to tam – ich zmarłych

opiekunów. Co pewien czas jedna z tych bezcielesnych istot sięgała po stojącą na stole butelkę
z alkoholem, jednak jej dłoń przenikała przez nią, jakby jej tam w ogóle nie było. Dr Ritchie

doszedł do wniosku, iż te smutne dusze były ludźmi, którzy za życia byli alkoholikami i którzy
nawet po śmierci nie potrafili się uwolnić od swojego nałogu.

Osoby   doświadczające   NDE,   które   opisywały   tę   szarą   krainę,   sugerują,   że   jej   astralni

mieszkańcy nie zdają sobie do końca sprawy z tego, że nie żyją, i dlatego starają się nadal

dostosowywać   do   rytmu   swojej   dawnej,   codziennej   egzystencji.   Ludzkie   cienie   wydają   się

- 109 -

background image

wciąż uzależnione od czasu i znajdować w sytuacji bez wyjścia, skazane na niekończące się
powtarzanie tych samych ziemskich czynności.

Są one w dosyć okropnym położeniu, to prawda, jednak dr Ritchie widział także pojawiające

się między nimi oświecone istoty, podobne do świętych, które starały się im pomóc. Oznacza

to, że nawet dla mieszkańców tej szarej i ponurej krainy istnieje jeszcze jakaś nadzieja.

Relacje   tego   rodzaju   mają   niewątpliwie   także   walor   rozrywkowy.   Nasz   radosny   badacz

zjawisk paranormalnych szczyci się tym, że jako pierwszy zwrócił uwagę na pewną istotną
cechę   szarych   postaci.   Otóż   szczególne   zachowania   niektórych   z   nich   obserwowane   przez

osoby   doświadczające   przeżyć   z   pogranicza   śmierci   są   identyczne   ze   znanymi   wszystkim
epizodami   z   greckiej   mitologii   –   na   przykład   z   mitem   o   Syzyfie   czy   Tantalu.   Syzyf   został

skazany   po   śmierci   na   wieczną   mękę   polegającą   na   wtaczaniu   pod   stromą   górę   wielkiego
głazu, który u samego szczytu wymykał mu się z rąk i spadał w dół, tak że skazaniec musiał

wciąż   na   nowo   podejmować   swoją   pracę.   Ten   niekończący   się   syzyfowy   cykl   –   pragnienie
uczynienia czegoś,  podjęcie  śmiałej  próby, moment  pozornego  sukcesu, a  następnie  nagły,

niekorzystny zwrot losu – przypomina dolę szarych duchów, które, jak mówią o tym osoby
doświadczające NDE, ciągle zmagają się z trudnościami nie do pokonania.

Los Tantala w zaświatach był w istocie taki sam, jak opisywanych przez dr. Ritchiego astral-

nych alkoholików. Tantal został skazany na wieczne męki głodu i pragnienia; w bezpośredniej

bliskości   przed   sobą   widział   owoce   i   wodę,  za   każdym   razem  jednak,   gdy   usiłował  po   nie
sięgnąć, te odsuwały się od niego.

Inny   dobrze   znany   grecki   mit   podobnego   rodzaju   opowiada   o   kobietach   skazanych   po

śmierci na wieczne noszenie wody w Hadesie w wielkich, podziurawionych dzbanach [Chodzi o

Danaidy   (przyp.   tłum.).].   Kobiety   napełniały   dzbany   przy   źródle,   wyruszały   w   drogę,   nim
jednak dotarły do celu, okazywało się, że dzbany są już zupełnie puste.

Często treść tych greckich mitów uważa się za alegorię ludzkiego ziemskiego żywota, zwykle

nie zdając sobie sprawy z tego, że zachowane wersje niektórych z nich zaczerpnięte zostały z

relacji   starożytnych   Greków,   którzy   sami   przez   pewien   czas   przebywali   w   zaświatach.
Mieszkańcy   starożytnej   Grecji   dobrze   wiedzieli   o   istnieniu   owej   tajemniczej,   ponurej   strefy

pośredniej, o której mówią czasami osoby przywrócone do życia po tym, jak ustała akcja ich
serca.   Plutarch   pozostawił   niezwykle   przemawiający   do   wyobraźni   opis   owej   posępnej   i

mrocznej krainy pośredniej zawieszonej gdzieś na skraju wieczności: „Nie ma w tym królestwie
niczego z wyjątkiem niekończącego się cienia i męczącego snu pełnego pragnień, które nigdy

nie zostaną zaspokojone”.

Tak  więc dziwna,  mroczna  strefa cienia przepełniona  nieskończoną frustracją zamieszku-

jących   ją   duchów   stanowi   od   najdawniejszych   czasów   stały   element   przeżyć   z   pogranicza
śmierci oraz spokrewnionych z nimi zjawisk.

Wydaje się, że my, ludzie, mamy wciąż niezaspokojony apetyt na pasjonujące opowieści o

duchach przebywających w zawieszeniu w przypominającej  w  dziwny  sposób ziemię  strefie

wieczności.  Chociaż   te  fascynujące  blade  istoty pozbawione  są  ciała,  nie  wyzwoliły  się  one
jeszcze   całkowicie   spod   władzy   czasu.   Zachowują   się   tak,   jak   gdyby   w   momencie   śmierci

doszło   w   ich   przypadku   do   jakiegoś   poważnego   zaburzenia;   radosny   badacz   zjawisk
paranormalnych   może   tylko   przypuszczać,   że   gdy   ich   ciała   umarły,   duchy   te   opuściły   je,

kierując się w złą stronę.

W każdym razie ten szczególny element przeżyć z pogranicza śmierci wywołuje tak duże

zainteresowanie,   ponieważ   nawiązuje   do   głębokiej   ludzkiej   fascynacji   koncepcją   daremnej,
bezsensownej   pracy.   Idea   nieużytecznej,   bezowocnej   pracy,   pojawiająca   się   w   niektórych

wizjach   z   pogranicza   śmierci,   znalazła   swój   wyraz   także   w   szeregu   obrazowych   wyrażeń
funkcjonujących w języku potocznym, takich jak: walczyć z wiatrakami, młócić słomę, kręcić

bicz z piasku, wyć do księżyca, tracić parę u ust, strzępić język, mówić na wiatr, mówić do
ściany, wykonywać syzyfową pracę, wybrać się z motyką na słońce (księżyc), wlewać wodę do

sita, lać wodę do studni, szukać igły w stogu siana, pracować w kieracie, chwytać ptaka w
locie, nosić drwa do lasu, pisać na wodzie, uczyć rybę latać.

W jaki sposób widzą to wszystko fundamentaliści

Funda-chrześcijanie, którzy zajmują się badaniem wizji z pogranicza śmierci, specjalizują się

w   wynajdywaniu   jak   największej   liczby   budzących   grozę   opowieści   pochodzących   od   osób,
które, znajdując się na granicy śmierci, doświadczyły straszliwych piekielnych mąk. Fundamen-

talistyczni eksperci cieszą się i poklepują wzajemnie po plecach za każdym razem, gdy uda im
się   natrafić   na   nowy   przypadek   piekielnych,   funda-chrześcijańskich   przeżyć   z   pogranicza

- 110 -

background image

śmierci.

Ci zgorzkniali, starzy fundamentaliści sądzą zapewne także, iż strefa szarości jest kolejnym

fortelem Szatana. Założę się, że wyobrażają sobie, iż jest to po prostu jeszcze jedna paranor-
malna   iluzja,   którą   sfabrykował   ich   ulubiony   mieszkaniec   zaświatów,   by   nam,   niczego   nie

podejrzewającym wolnomyślicielom, dać złudne poczucie bezpieczeństwa. Głęboko w swoich
sercach niektórzy funda-chrześcijanie niewątpliwie podejrzewają diabła, że wymyślił on strefę

szarości tylko po to, by nas, odszczepieńców, wprowadzić w błąd co do funda-chrześcijańskich
przekonań.   Szatan   chce   zapewne,   by   ci   z   nas,   którzy   nie   akceptują   funda-chrześcijańskiej

ideologii, myśleli, że kara w zaświatach to tylko błahostka, drobiazg w porównaniu ze znacznie
bardziej przerażającymi mękami, o jakich lubią pisać i mówić funda-chrześcijańscy eksperci od

przeżyć z pogranicza śmierci.

Fundamentalistycznym   NDE-entuzjastom   przebiegają   rozkoszne   ciarki   po   plecach,   gdy

czytają na temat infernalnych przeżyć z pogranicza śmierci, ponieważ znakomicie pasują one
do ich satanologii. Im większy i bardziej przytłaczający ból znosi znajdująca się w krytycznym

stanie osoba, która doświadcza piekielnych przeżyć z pogranicza śmierci, tym bardziej nadają
się  one  do   funda-chrześcijańskiej  NDE-ekspertyzy.  Im  bardziej  relacja  reanimowanej  osoby

nasycona  jest  jeżącymi  włos  na  głowie  szczegółami   mówiącymi  o  bólu  będącego   wynikiem
szarpania,   przekłuwania,   nabijania,   przebijania,   gryzienia,   miażdżenia,   palenia,   zgniatania,

bicia, krępowania, dźgania, przypiekania czy dręczenia, z tym większą radością i zadowoloniem
wysłuchują ich funda-chrześcijańscy eksperci.

Podczas najlepszych, najstraszliwszych funda-chrześcijańskich piekielnych przeżyć z pogra-

nicza śmierci skazana na potępienie, reanimowana osoba cierpi zazwyczaj wszelkiego rodzaju

ból: nagły i przewlekły, niesłabnący i narastający, ostry i tępy, piekący i rwący, wszechogar-
niający i nie do zniesienia. Te funda-chrześcijańskie piekielne przeżycia z pogranicza śmierci,

które związane są z najbardziej przerażającymi, potwornymi mękami i cierpieniami, otrzymują
najwięcej punktów w skali Ravingsa.

My, radośni badacze zjawisk paranormalnych, możemy sobie wyobrazić fundamentalistów,

którzy kulą się teraz z przerażenia na samą myśl, że zaliczane do zjawisk paranormalnych

przeżycia z pogranicza śmierci są rodzajem rozrywki.

„A   co   z   piekielnymi   przeżyciami   z   pogranicza   śmierci?”,   parsknie   zadufany   w   sobie

fundamentalista, wymachując  nam przed nosem Biblią. „Czy  piekło  to  także  przyjemność i
zabawa?”.

Okazuje   się   jednak,   że   funda-chrześcijanie   nie   znają   za   dobrze   swojej   własnej   funda-

chrześcijańskiej   historii,   jako   że   w   dawnym   Kościele   panowało   dokładnie   takie   właśnie

przekonanie – mianowicie, że piekło to rozrywka!

Jedną z zasad wiary było to, że znaczącą częścią rozkoszy, jakie oczekiwały zbawionych w

niebie, będzie przyjemność przyglądania się potępieńcom cierpiącym tortury w piekle. Stary,
jowialny   Tertulian   nie   mógł   się   wprost   doczekać   początku   owej   gali,   jaka   nastąpi   u   końca

czasów. Był przekonany, że śmiechu będzie wówczas co niemiara.

Jakież wspaniałe będzie tego dnia widowisko! Czemu przyjdzie mi wpierw przyklasnąć, co

wpierw   mnie   rozraduje?   Czy   będą   to   potężni   monarchowie,   których   wstąpienie   do   nieba
ogłaszano   ongiś   publicznie,   a   którzy   w   dzień   ten   jęczeć   będą   w   głębokościach   z   samym

Jowiszem, świadkiem swego wyniesienia? Czy namiestnicy, którzy prześladowali imię Pana, a
dziś płoną w ogniu gwałtowniejszym niż ten, który rozpalili dzielnym chrześcijanom? Mądrzy

filozofowie, wstydem płonący przed swoimi uczniami, którzy wespół z nimi piec się będą w
ogniu, a którym wpajali, że świat nie należy do Boga, których zapewniali, że dusz wcale nie

mają albo że jeśli takowe istnieją, z pewnością nie połączą się z ich dawnym ciałem? Czy będą
to poeci, którzy drżeć będą nie przed sądem Radamantysa czy Minosa, ale Chrystusa – co za

niespodzianka?   Warto   będzie   posłuchać   aktorów   tragicznych   ryczących   swoje   melodramy!
Warto podziwiać komediantów w ogniu skaczących! Rzeczy te, jak wierzę, większą przyniosą

rozkosz niźli cyrkowe widowisko, oba rodzaje teatru czy rozrywki na stadionie [Przekład, po
dokonaniu niezbędnych poprawek, za: Alice K. Turner, Historia piekła, tłum. J. Jarniewicz, Wyd.

Marabut, Gdynia 1996.].

Ten   sam   urokliwy   ton   mściwej   pociechy   odnajdujemy   także   u   Ojca   Kościoła   św.   Jana

Chryzostoma (345-407 n.e.), biskupa Konstantynopola. Jego słowa stanowią kolejny dowód na
to, jak bardzo podejście funda-chrześcijan do wesołości i śmiechu przypomina ich podejście do

zjawisk paranormalnych.

Śmianie  się  czy dowcipkowanie  jako takie  nie jest grzechem, lecz  prowadzi do grzechu.

Śmiech   często   rodzi   nieobyczajną   rozmowę,   a   nieobyczajna   rozmowa   jeszcze   bardziej
nieobyczajne czyny. Często z nieobyczajnych słów i śmiechu wynikają złorzeczenia i zniewagi,

ze złorzeczeń i zniewag ciosy i rany, a z ciosów i ran rzezie i morderstwa. Jeśli więc chcesz

- 111 -

background image

wysłuchać dobrej rady, unikaj nie tylko nieobyczajnych słów i nieobyczajnych czynów, ciosów i
ran i morderstw, lecz także niestosownego śmiechu... Załóżmy, że ktoś się zaśmieje. Wówczas

ty powinienieś zapłakać na tą jego przewiną. Wielu bowiem śmiało się z Noego, gdy budował
on arkę, ale gdy nadszedł potop, to on śmiał się z nich; albo raczej ów sprawiedliwy mąż nigdy

się z nich nie śmiał, lecz płakał nad nimi i lamentował. Kiedy więc widzisz, jak ktoś się śmieje,
pomyśl, że te same zęby, które się teraz szczerzą, pewnego dnia będą przeraźliwie zgrzytać w

płaczu i bólu, i że Owego Dnia przypomną sobie one ów śmiech. Tak więc także i ty powinieneś
zapamiętać ów śmiech.

Sprawozdania   z   piekielnych   przeżyć   z   pogranicza   śmierci   dają   współczesnym   funda-

chrześcijanom przedsmak podobnej satysfakcji, jaką będą mieli oni w przyszłości, wiedząc, że

my wszyscy, kłopotliwi nonkonformiści, wijemy się w mękach w zaświatach za karę, iż nie
byliśmy posłuszni Bogu ani funda-chrześcijańskiej ideologii.

Niektórzy fundamentaliści czerpią wielką przyjemność, wysłuchując przerażających opowieś-

ci o ludziach, na których spadają różnego rodzaju potworne klęski i cierpienia. Są wyjątkowo

zachwyceni,   gdy   owe   dotknięte   przez   los   osoby   są   homoseksualistami,   hinduistami,   bud-
dystami, mormonami, zwolennikami okultyzmu lub ateistami.

Czerpanie   przyjemności   z   kontemplowania   cudzego   cierpienia   nosi   nazwę   sadyzmu.

Fundamentaliści nie czują się jednak nawet w najmniejszym stopniu zażenowani z powodu

oddawania   się   tej   właśnie   formie   perwersji.   Każdy   człowiek   ma   niejakie   skłonności   do
sadyzmu, które należą do jego natury. Jednak otwarte obnoszenie się ze swoimi sadystycznymi

skłonnościami nie jest dziś społecznie akceptowane, podobnie zresztą jak nie było w czasach
Tertuliana   czy   św.   Jana   Chryzostoma.   Dlatego   współcześni   fundamentaliści   ukrywają   swoje

fantazje dotyczące zemsty pod płaszczykiem ideologii.

A   przecież   główną   przyczynę   popularności   książek   na   temat   fundamentalistycznych,

piekielnych doświadczeń z pogranicza śmierci stanowi właśnie ich aspekt rozrywkowy. Ten, kto
uznaje   unifikującą   zasadę   radosnego   paranormalizmu,   znajduje   się   w   dobrym   położeniu

umożliwiającym mu dostrzeżenie dziwnej zbieżności między funda-chrześcijańskimi opowieś-
ciami   o   piekielnych   wizjach   z   pogranicza   śmierci   a   horrorem   jako   gatunkiem   literackim   w

różnych jego odmianach. Dysfunkcyjni ekperci czytają teksty na temat zjawisk paranormalnych
w różny sposób, w zależności od rodzaju literatury, jaki preferują. Tak więc parapsychologowie

lubią   komedie,   naukowi   sceptycy   kryminały   i   społeczną   satyrę,   podczas   gdy   funda-
chrześcijanie horrory. Każda z grup ma swoje preferencje estetyczne w tej kwestii.

W Stanach Zjednoczonych za bezpośrednich inspiratorów powstania horroru jako gatunku

literackiego   należy   uznać   purytanów.   „Ludzi   należy   przerażać   –   napisał   pewien   purytański

ksiądz   –   aby   się   mogli   nawracać”.   W   podobnym   stylu   jeden   z   prominentnych   funda-
chrześcijańskich ekspertów od piekielnych przeżyć z pogranicza śmierci stwierdził ostatnio, że

trochę   piekła   przyda   się   każdemu   człowiekowi!   Może   to   odmienić   wasze   życie   na   lepsze,
napisał.

Jednak   chrześcijaninem   obdarzonym   największym   talentem   krasomówczym,   który

specjalizował się w opowieściach grozy, był niejaki Johnathan Edwards (1703-1758). Radośni

badacze zjawisk paranormalnych prowokują funda-chrześcijańskich ekspertów od piekielnych
NDE   do   nasycania   tworzonych   przez   siebie   horrorów   maksymalną   dawką   strachu   i   grozy,

podobnie jak czynił to Edwards. Był on budzącym postrach księdzem, mimo że prawie w ogóle
nie gestykulował, a jego sposób mówienia był bardzo poważny i uroczysty. Jeden z wiernych

zauważył, że w trakcie kazania Edwards „patrzył prosto przed siebie”, a także, iż „przesuwał
wzrokiem od góry do dołu po linie od dzwonu”. Ten natchniony ksiądz mówił podczas kazania

tak straszliwe rzeczy, że „w całym kościele słychać było wielkie zawodzenie i płacz”, o czym
zaświadcza inny parafianin.

Johnathana Edwardsa i podobnych mu purytańskich specjalistów od straszenia można uznać

za literackich poprzedników Stephena Kinga i innych wielkich amerykańskich mistrzów horroru.

Wszyscy funda-chrześcijańscy eksperci od piekielnych NDE powinni analizować wirtuozerię, z
jaką   Edwards   posługiwał   się   słownictwem   opisującym   to,   co   nęcąco   nieznane.   Potrafił   on

doskonale   wykorzystywać   zaczerpnięte   z   języka   potocznego   wyrażenia   odnoszące   się   do
zjawisk   paranormalnych   w   celu   stwarzania   atmosfery   grozy   i   przerażenia.   Obiektem   jego

szczególnej fascynacji było słowo dziwny.

Po   Zmartwychwstaniu   ciała   występnych   będą   dziwnymi,   odrażającymi   rodzajami   ciał;   w

Dniu Sądu po lewej ręce Chrystusa będzie stała dziwna gromada ludzi... tego rodzaju dziwna
kara   jako   odpowiednia   dla   tego   rodzaju   dziwnego   i   potwornego   zła...   męki   głównie   o

duchowym charakterze, polegające na dręczeniu umysłu sprawią, że będzie to przypominało
dziwną opowieść lub sen.

Edwards tak zręcznie posługiwał się językiem zjawisk paranormalnych, że wydawało się, iż

- 112 -

background image

piekło „jest na tyle rzeczywiste, że można je znaleźć w atlasie”. Kaznodzieja często mówił także
o   płomieniach   otaczających   piekło,   podobnie   jak   zapamiętali   w   swojej   płomiennej   retoryce

współcześni funda-chrześcijanie.

Bóg, który trzyma cię ponad otchłanią piekła, tak jak ktoś trzyma nad ogniem pająka lub

jakiegoś innego obrzydliwego owada, czuje do ciebie odrazę i jest ogromnie wzburzony; jego
gniew ku tobie płonie niczym ogień; spogląda na ciebie tak, jakbyś wart był tylko tego, by

cisnąć cię w ogień... i tylko jego dłoń ratuje cię przed upadkiem w ogień w każdej chwili.

Johnathan Edwards nie był pierwszym budzącym postrach amerykańskim kaznodzieją czy

autorem horrorów, który wiedział, w jaki sposób wzniecać ognistą burzę grozy i przerażenia za
pomocą słów. Przed nim Cotton Mather pisał o diable, który

„...nie przyjmuje żadnych innych ofiar jak tylko krew z ludzkich serc i dla którego najsłodszą

muzyką są żałosne jęki i zawodzenia przypiekanych na ogniu i umierających w mękach dzieci”.

Między   literaturą   funda-chrześcijańską   a   literaturą   horroru   istnieją   jeszcze   inne   punkty

zbieżne;   na   przykład   w   obu   przypadkach   wielkie   znaczenie   przywiązuje   się   do   potworów.

Koncepcja potworności składa się z kilku elementów, z których jednym jest pojęcie zwierzęcej
dzikości i okrucieństwa. Wilkołaki i wampiry to  pojawiające się w horrorach potwory, które

łączą w sobie zwierzęce cechy bestii z ludzką naturą.

Bestia to jeden z ulubionych przez funda-chrześcijan biblijnych potworów. Gdy ogląda się

funda-chrześcijańską telewizję lub słucha funda-chrześcijańskiego radia, za każdym razem ktoś
mówi, że „Bestia to” lub „Bestia tamto”.

Jedną ze stałych cech wielu występujących w opowieściach grozy potworów jest ich okropna

brzydota; są one zdeformowane, szkaradne i odrażające. Tak więc można by pomyśleć, że

także diabeł ma przerażający wygląd. Otóż nie. Przysłuchując się rozmowom funda-chrześcijan
człowiek dochodzi do wniosku, że Szatan to bardzo przystojny jegomość.

Jest wielu funda-chrześcijan, którzy z lubością podejmują się omawiania kwestii tego, jak

bardzo miły i sympatyczny jest Szatan; zawsze mówią o tym z naciskiem i dużym zaangażo-

waniem.  Jedna z  ulubionych  przez  funda-chrześcijan opinii na  temat  diabła,  wnioskując  na
podstawie częstotliwości jej wypowiadania, głosi, że jest on tego rodzaju facetem, na którego

często się spogląda lub który przyciąga wzrok innych, którzy, jak czynią to funda-chrześcijanie,
stosują się ściśle do biblijnych standardów.

Funda-chrześcijanom bardzo zależy na tym, żebyśmy wszyscy dowiedzieli się o tym, jak

atrakcyjny   jest   ich   zdaniem   Szatan   oraz   jak   bardzo   lubią   oni   z   tego   powodu   na   niego

spoglądać, podobnie zresztą jak i inni ludzie, zgodnie z ich biblijnymi przekonaniami. Tak więc
my,   mili,   radośni   badacze   zjawisk   paranormalnych,   pragniemy   wstąpić   na   nasze   własne

mównice, by pomóc funda-chrześcijanom w rozpowszechnianiu tej ważnej informacji. Dlatego,
ludzie, zapamiętajcie proszę: Szatan jest po prostu piękny i wspaniały, lub przynajmniej tak

twierdzą funda-chrześcijanie.

Ważne jest, aby państwo dostrzegli w tym wszystkim element humoru. To znaczy, muszą

państwo   naprawdę   postarać   się   zobaczyć   to,   co   w   tym   wszystkim   jest   śmiesznego.   Ale
najpierw  muszą   państwo  zrozumieć,   w  jaki   sposób  tak   łatwo  dojść   do  wniosku,  że   funda-

chrześcijanie uważają, że Szatan ma piękny wygląd.

Funda-chrześcijanie   obawiają   się   przede   wszystkim   tego,   że   wspaniała,   świetlista   istota

emanująca   miłością,   którą   spotykają   często   osoby   doświadczające   przeżyć   z   pogranicza
śmierci, może być diabłem.

Profesor   Grootish,   funda-chrześcijański   filozofilister,   który   wykłada   podobno   w   jakimś

seminarium, zyskał uznanie w kręgach fundamentalistów za sprawą publikacji serii krytycznych

artykułów   na   temat   naszych,   to   znaczy   zawodowych   badaczy   zjawisk   paranormalnyach,
dokonań.   Jego   zdaniem   owa   świetlista,   emanująca   miłością   istota,   którą   spotykają   ludzie

mający wizje z pogranicza śmierci, jest po prostu Szatanem w płaszczu z płomieni.

Grootish sądzi, że oprócz prawdziwego Jezusa istnieje jeszcze jeden, fałszywy Jezus, zły i

podstępny oszust, którego nazywa on Jezusem New Age.

Więc nawet jeśli owa pełna miłości, wspaniała świetlista Istota, którą spotkają państwo w

trakcie przeżyć z pogranicza śmierci, przedstawi się jako Jezus i będzie wyglądała dokładnie
tak, jak zwykło się przedstawiać Jezusa na obrazach, niech jej państwo nie wierzą ani przez

chwilę! Najpierw istotę tę trzeba poddać ideologicznemu testowi profesora Grootisha. Jezus
musi zdać egzamin ze znajomości Biblii, nim będzie mógł stać się sobą!

No cóż, to wszystko jest rzeczywiście niezwykle zabawne. Fundamentalistycznym obserwa-

torom bardzo podoba się spektakl, w trakcie którego funda-chrześcijanie ostrzegają, że pełen

miłości Chrystus, którego spotykają osoby doświadczające przeżyć z pogranicza śmierci, może
być diabłem. A ponieważ wszyscy radośni badacze zjawisk paranormalnych starają się być w

dobrych stosunkach z fundamentalistami, z ochotą zredagowałem tę oto zwięzłą odezwę, którą

- 113 -

background image

funda-chrześcijańscy   klinicyści   mogą   się   od   teraz   posługiwać   w   kontaktach   ze   swoimi
pacjentami mającymi przeżycia z pogranicza śmierci:

„Pamiętaj,   nie   zbliżaj   się   do   żadnego   wspaniałego,   emanującego   miłością   Światła,   jakie

ujrzysz na granicy śmierci. Pozostań w ciemności. Jeśli jesteś funda-chrześcijaninem, lepiej

zachowaj bezpieczną odległość od wszelkiego  jasnego, emanującego miłością Światła, jakie
zobaczysz, gdy umrzesz lub będziesz umierał. A jeśli zostaniesz zmuszony przerwać milczenie,

po prostu przekaż pozdrowienia od Wielebnego Bakkera i Brata Swaggarta.

Czy dzieci także są wprowadzane w błąd?

Pediatra Melvin Morse oraz inni niefunda-chrześcijańscy eksperci donoszą, że także dzieci

doświadczają przeżyć z pogranicza śmierci. Fakt ten nasuwa nam następujące pytanie: Czy w

związku   z   tym   powstanie   równoległa   gałąź   badań   związana   z   piekielnymi,   funda-
chrześcijańskimi przeżyciami z pogranicza śmierci wśród dzieci? Czy jakiś funda-chrześcijański

ekspert   odłoży   pewnego   dnia   na   chwilę   swoją   Biblię,   by   skompilować   książkę   opisującą
przypadki ciężko chorych, czasami umierających dzieci wtrącanych do piekła, przypiekanych i

smażonych   na   wolnym   ogniu,   przerażonych   ponad   wszelką   miarę   i   śmiertelnie   wprost
przestraszonych?

Koncepcja,   zgodnie   z   którą   diabeł   może   udawać   Chrystusa,   musi   być   szczególnie

niepokojąca   dla   fundamentalistycznych   ekspertów,   jeśli   biorą   oni   pod   uwagę   możliwość

występowania przeżyć z pogranicza śmierci u małych dzieci. Czy Bóg pozwala Szatanowi na
szydzenie z umierających dzieci i przebieranie się za Jezusa? A może Bóg jest bezsilny i nie

może zapobiec tego rodzaju szatańskim sztuczkom? Jeśli tak, dobre obyczaje nakazują, by
funda-chrześcijańscy eksperci od NDE czym prędzej opracowali jasne i precyzyjne instrukcje,

dzięki którym poważnie chorzy lub umierający mali pacjenci będą mogli odróżnić satanicznego
Jezusa od tego prawdziwego, w stu procentach funda-chrześcijańskiego.

I   czy   Bóg   pozwoliby   diabłowi   na   przemknięcie   się   chyłkiem   do   jakiegoś   umierającego

dziecka   pod   postacią   św.   Mikołaja,   Pata   Robertsona,   Jerry'ego   Falwella   czy   Wielkanocnego

Króliczka?

Radośni badacze zjawisk paranormalnych są zaszokowani całkowitym brakiem odpowiedzial-

ności ze strony funda-chrześcijańskich ekspertów od NDE wynikającym z ignorowania ważnych,
dających się  wyjaśnić, klinicznych kwestii, takich jak te, dotyczących  piekielnych przeżyć z

pogranicza   śmierci   wśród   dzieci.   Czy   pośród   poważnie   chorych   i   umierających   dzieci
przebywających   w   szpitalach   występują   często   funda-chrześcijańskie   piekielne   przeżycia   z

pogranicza   śmierci?   Czy   zgodnie   ze   swoimi   teoriami   funda-chrześcijańscy   eksperci   od   NDE
oczekują, że przypadki piekielnych przeżyć z pogranicza śmierci są częstsze pośród poważnie

chorych,   umierających   małych   muzułmanów,   żydów,   hinduistów,   buddystów,   zwykłych
chrześcijan, mormonów niż pośród poważnie chorych, umierających małych funda-chrześcijan?

Jaki wpływ na dalsze życie mają piekielne, funda-chrześcijańskie doświadczenia wizyjne z

pogranicza   śmierci   z   okresu   dzieciństwa?   Czy   dzieciaki   miewają   później   powracające

koszmarne   sny,   unikają   kontaktów   z   innymi   lub   wykazują   jakieś   inne   posttraumatyczne
symptomy? W porównaniu z dziećmi, których przeżycia z pogranicza śmierci są pełne miłości i

działają na nie uszczęśliwiająco, czy dzieci mające piekielne przeżycia z pogranicza śmierci
wykazują   większą   skłonność   do   zaburzeń   w   pracy   mózgu   lub   tego,   że   staną   się   one   w

rezultacie swoich przykrych przeżyć funda-chrześcijanami? Czy u dzieci, które lubiły bawić się
zapałkami i wzniecać ogień, piekielne przeżycia z pogranicza śmierci występują częściej, niż u

dzieci, które tego nie robiły?

Stawiam to ostatnie pytanie, ponieważ zwracanie przez funda-chrześcijan szczególnej uwagi

na infernalne przeżycia z pogranicza śmierci zbieżne jest z fascynacją ogniem charakterys-
tyczną   dla   zjawisk   paranormalnych:   ludzie   chodzący   po   ogniu,   ludzie   odporni   na   działanie

ognia,   ludzie   dokonujący   spontanicznych   samospaleń,   ludzie   uważani   za   czarownice   i
heretyków i paleni na stosach, ludzie smażący się  na ogniu w wyobraźni mściwych funda-

chrześcijan. Co  ciekawe, aspekt paranormalny  dostrzegany jest jedynie  w  przypadku ludzi,
którzy znajdują się w płomieniach lub są odporni na ich działanie. Dlaczego nie ma żadnych

doniesień o spontanicznym samospaleniu, na przykład, świń?

Rzadko widuje się żywych ludzi w płomieniach. Niewielu z nas byłoby kiedykolwiek świad-

kiem   podobnego   wydarzenia,   gdyby   nie   filmy,   w   których   jest   ono   czymś   na   porządku
dziennym, co świadczy o tym, że widok płonącego człowieka wywołuje nasze duże zaintereso-

wanie, dla niektórych z nas zaś ma on nawet walor rozrywkowy. Funda-chrześcijanie czerpią
przyjemność   ze   swoich   wizji,   w  których  widzą  nas,  ludzi,  których   nie   lubią,   przypiekanych

- 114 -

background image

wolno na rozpalonych do czerwoności węglach i cierpiących potworne, niekończące się męki.
Funda-chrześcijanie   lubią   wyobrażać   sobie   nas   ponoszących   zasłużoną   karę   w   ogniu

piekielnym.

Fundamentalistyczni   piromani   nie   potrafią   odwrócić   oczu   swoich   dusz   od   obrazów

ukazujących   im   żywych   ludzi   płonących   w   wiecznym   ogniu   piekła.   Każdy,   kto   ma   niejakie
psychologiczne wyczucie, wie, że funda-chrześcijanie uwielbiają oglądać rozgrywające się w ich

ciasnych umysłach horrory. Udają, że odrzucają te wszystkie bezmyślne dogmaty, zgodnie z
którymi wszyscy poza nimi pójdą do piekła, jedynie ze względu na nasze własne zbawienie.

Łatwo się jednak zorientować, o co im tak naprawdę chodzi. Zdajemy sobie doskonale sprawę
z tego, że potajemnie funda-chrześcijanie z lubością wyobrażają sobie nas, nonkonformistów,

wijących się bez końca z bólu w ogniu piekieł. Wobec tego jedyną pociechę znajdujemy w
powiedzenia   Marka   Twaina:   „Do   nieba   ze   względu   na   klimat,   ale   do   piekła   ze   względu   na

towarzystwo”.

Beztroscy ludzie także lubią opowieści
o przeżyciach z pogranicza śmierci

Jak   mówiłem   już   o   tym   poprzednio,   nie   tylko   fundamentaliści   uważają   opowieści   o

przeżyciach   z   pogranicza   śmierci   za   zabawne.   Podczas   gdy   fundamentaliści   zdecydowanie

preferują wersje pełne grozy i cierpienia. to przecież istnieje także mnóstwo relacji o wizjach z
pogranicza śmierci, które mogą stanowić dobrą rozrywkę dla ludzi o dobrodusznym i beztros-

kim charakterze.

Pod tym względem pogodne przeżycia z pogranicza śmierci podobne są do starożytnych

periparanormalnych   relacji   z   podróży   do   czarownych,   nieznanych   regionów   ziemi,   które
znajdowały się poza granicami znanego świata.

Dziś   telewizja   umożliwia   setkom   milionów   ludzi   na   całym   świecie   oglądanie   i   słuchanie

sprawozdań   z   pierwszej   ręki   zwyczajnych   ludzi,   którym   dane   było   zajrzeć   do   wspaniałej,

świetlistej  krainy  leżącej  poza  granicą  śmierci.  Co   więcej,  ponieważ   zdobycze  współczesnej
wiedzy medycznej przyczyniły się do tego, że na naszej planecie mieszkają dziesiątki milionów

ludzi,  którzy  znaleźli się  poza granicą  śmierci,  a następnie  powrócili  z powrotem  do  życia,
wielu,   jeśli   nie   większości   z   nas,   dane   jest   mieć   przyjaciela   lub   krewnego,   z   którego   ust

możemy bezpośrednio usłyszeć szczegóły na temat tej niezwykłej podróży.

W   konsekwencji   doszło   do   wykształcenia   się   powszechnie   akceptowanego   słownictwa

odnoszącego się do przeżyć z pogranicza śmierci, którym posługujemy się w mowie i piśmie.
Wszyscy  znamy  te   nowe   standardowe   wyrażenia,  których  użycie  stało   już  dziś  konwencjo-

nalne:. „poza ciałem”, „tunel”, „światło”, „przegląd życia”, „przeżycia z pogranicza śmierci”, itd.
Wygląda na to, że w naszej zbiorowej świadomości otwiera się nieznana dotąd perspektywa.

Starając   się   ustalić   wewnętrzną   geografię   zaświatów,   wspólnie   szukamy   po   omacku   słów
adekwatnych do tej nowej sytuacji.

Nasze   położenie   przypomina   położenie   przedstawicieli   starożytnych   cywilizacji,   którzy

usiłowali ustalić sens relacji z podróży poszukiwaczy przygód zapuszczających się daleko poza

granice znanego naówczas świata. Tym starożytnym podróżnikom i badaczom także brakowało
języka adekwatnego do opisu dziwnych i niezwykłych zdarzeń, jakich byli świadkami. Biorąc to

pod uwagę, za niezwykle korzystny należy uznać fakt, że Aristeas był poetą i potrafił posłu-
giwać się  bogatym,  obrazowym  słownictwem.  W tamtej epoce  i w tamtych okolicznościach

opisy spotkań z egzotycznymi mieszkańcami nieznanych lądów, ich niezrozumiałych zwyczajów
i  dziwacznych  zachowań, musiały być całkowicie nieodróżnialne od wizyjnych  podróży  poza

wewnętrzne,   znane   granice   świadomości.   Następnie,   stopniowo   na   przestrzeni   wieków,   w
miarę   gromadzenia   kolejnych   relacji,   porównywania   ich   ze   sobą   i   zestawiania,   wyłonił   się

spójny obraz regionów położonych na samych krańcach świata.

Ponieważ ludzie, którzy mają przeżycia z pogranicza śmierci, mogą dziś sprawnie i szybko

porozumiewać   się   ze   sobą   i   wymieniać   informacje   na   temat   swoich   doświadczeń,   a   także
przekazywać   nam   jakieś   sensowne   wyobrażenie   o   tym,   zaczyna   wyłaniać   się   powszechnie

akceptowany,   realny   obraz   tychże   przeżyć.   Dysponując   dziś   zrozumiałym   przez   wszystkich
językiem opisującym przeżycia z pogranicza śmierci, wykonujemy właśnie zbiorowy skok przez

kolejną granicę. A przecież my, zwyczajni ludzie, bardzo lubimy tego rodzaju przygody!

Dlatego  właśnie  przeżycia   z  pogranicza  śmierci tak  nas  pociągają  –  i  dlatego   zwracamy

uwagę na historie, które nas bawią, tak samo jak działo się to w czasach Konfucjusza czy
Jezusa. Faktem jest, że ludzie lubią próbować rozwiązywać zagadki i paradoksy, podobnie jak

przesuwać granice znanego im świata. Przeżycia z pogranicza śmierci bawią nas, ponieważ ku

- 115 -

background image

naszej   uciesze   dotyczą   one   sfery   paradoksu;   wykorzystują   pewną   osobliwość   w   relacjach
między znaczeniem słowa śmierć a kryteriami, według których słowa tego można prawidłowo

używać w danej sytuacji.

Wydaje   się,   że   w   przypadku   wielu   pospolitych   słów   nie   ma   żadnej   różnicy   między   ich

znaczeniem   a   kryteriami   wyznaczającymi   ich   zastosowanie.   Na   przykład   nie   ma   znaczącej
różnicy między znaczeniem słowa czerwony a kryteriami, według których ustalamy, że prawdą

jest powiedzenie, iż jakaś określona sikawka strażacka jest czerwona.

Tymczasem w przypadku słowa martwy jest zupełnie inaczej. Z definicji śmierć jest stanem,

z   którego   nie   ma   powrotu.   Jeśli   ktoś   zostanie   uznany   za   martwego,   a   następnie   odzyska
świadomość  oraz   siły  witalne   –  bez  względu   na  stopień  pewności  lekarzy co   do   słuszności

diagnozy, bez względu na to, ile dziesiątek lub setek ludzi znajdujących się w tym samym
stanie uznano wcześniej za zmarłych, z których żaden już nigdy nie powrócił do życia, i bez

względu na to, jak surowymi standardowymi kryteriami medycznymi posłużono się w danym
wypadku – wówczas logika języka obliguje nas do stwierdzenia, że osoba ta nie była martwa.

Ze zrozumiałych względów przyjęło  się  traktować poważnie to, co ludzie, którzy przeszli

podobną próbę, mówią na temat śmierci, chociaż pod pewnymi względami nie są oni do tego w

żaden sposób bardziej predestynowani od innych, jako że w rzeczywistości nie byli oni przecież
martwi. Stąd przeżycia z pogranicza śmierci pobudzają nasze zainteresowanie, ujawniając nam

specyficzną „logikę zen” śmierci: istnieje punkt określany mianem śmierci, ale jeśli dotrzesz do
niego i jesteś świadomy, że to się stało, a następnie zawracasz i powracasz do życia, wówczas

nigdy tak naprawdę tam nie byłeś, ponieważ już sam fakt, że dotarłeś w to miejsce, oznacza,
że ów punkt odsunął się daleko poza twój zasięg na niesamowicie wielką odległość i w nie

dającym się wyobrazić kierunku.

Takie ujęcie ujawnia frustrującą niesprawiedliwość całej sytuacji. Wygląda bowiem na to, jak

gdyby istniała reguła, zgodnie z którą linia mety nieustannie oddala się od zbliżającego się ku
niej biegacza. Ma to szczególnie ironiczny wydźwięk w przypadku tych, którzy zostali uznani za

zmarłych, a następnie powrócili do życia, opowiadając o wspaniałych przeżyciach, jakie były ich
udziałem   w   zaświatach,   ponieważ   to   właśnie   w   dużej   części   z   powodu   ich   pionierskich

„wypraw” nie możemy nazwać tego, przez co oni przeszli, śmiercią.

Tak więc za sprawą przecierania szlaków przez osoby doświadczające przeżyć z pogranicza

śmierci, zachodzi w naszych czasach, zupełnie niezauważalnie, pewne zdumiewające zjawisko
– mianowicie miliony ludzi powracają do życia ze stanu, który jeszcze wiek temu określono by

bez wahania mianem „śmierci”, a następnie informuje nas, iż nawet poza tym punktem byli oni
całkiem żywi i bardzo świadomi tego, co się wokół nich dzieje. Co więcej, oni nam mówią, że

nawet   w   trakcie   przeżywania   owego   doświadczenia   zdawali   sobie   sprawę   z   ciągłości
świadomego istnienia także na tamtym świecie i że w rzeczy samej zostali porwani przez ów

strumień istnienia, doznali ukojenia, zostali powitani i połączyli się ze swoimi bliskimi, których
wcześniej stracili. Tak więc według kryteriów obowiązujących w 1890, a nawet w 1930 roku,

życie po śmierci zostało rzeczywiście udowodnione.

I   tu   dochodzimy   do   sedna   sprawy!   Ten   się   śmieje,   kto   się   śmieje   ostatni!   Rozumieją

państwo?   Wszyscy   ci   niemądrzy   przedstawiciele   wielkiej   trójki   dyskutantów,   pogrążeni   w
swoich głupich sporach, wciąż zaprzeczają istnieniu czegoś, o czym wie już cały świat!

Przeżycia z pogranicza śmierci stanowią wyzwanie nie tylko dla reguł językowych, ale także

dla ugruntowanego głęboko w ludzkiej psychice poglądu, zgodnie z którym nikt nie powraca z

krainy śmierci. Tak więc podróże na tamten świat i z powrotem urągają nie tylko konwencjom
lingwistycznym,   ale   także   mocno   zakorzenionym   wyobrażeniom   psychologicznym.   Ponieważ

przeżycia z pogranicza śmierci pociągają nas dlatego, że kierują naszą uwagę na nie dającą się
przekroczyć granicę w nas samych, bawią nas (na zasadzie szoku) w sposób analogiczny do

tego, jak czyniły to popularne niegdyś publiczne demonstracje osobników będących wybrykami
natury.

Dziwny niepokój, jaki odczuwamy na widok bliźniąt syjamskich, hermafrodytów, kobiet z

brodami, ludzi gum (których skóra i stawy rozciągają się poza normalne granice), mężczyzn

słoni,   kobiet   żab,   olbrzymów   lub   karłów,   wynika   z   wydobywających   się   ponownie   na
powierzchnię   infantylnych   lęków,   które   wydawały   się   nam   opanowane   w   toku   naszego

normalnego rozwoju. Wystarczająco nieprzyjemne było odróżnienie siebie samego od matki,
swojego   ja   od   nie   ja,   mężczyzny   od   kobiety,   człowieka   od   zwierzęcia,   osoby   dorosłej   od

dziecka, mimo  że sądziliśmy, iż dokonaliśmy tych rozróżnień w tym okresie naszego życia,
którego większość z nas już nie pamięta. Tymczasem czujemy, że dawne napięcia ożywają w

obecności ludzi, których fizjonomia zdaje się podważać tkwiące w nas głęboko przekonania.
Najważniejsze spośród tego rodzaju rozróżnień i zapewne najtrudniejsze do wykrystalizowania

dotyczy linii oddzielającej w naszym umyśle żyjących od umarłych.

- 116 -

background image

Ponieważ przeżycia z pogranicza śmierci sprawiają, że owo dawne rozróżnienie, z którym

tak bardzo się zżyliśmy, zdaje się w dziwny sposób tracić na znaczeniu, mają one dla nas

nieodparty urok i roztaczają wokół siebie magiczną aurę.

A teraz największa z atrakcji – miłość

Przeżycia   z   pogranicza   śmierci   są   dowodem   na   to,   że   zjawiska   paranormalne   mogą

opowiedzieć nam także dobrą love story. Moim zdaniem jest to główny powód, dla którego

ludzie na całym świecie uważają je za tak przyjemny, podnoszący na duchu oraz inspirujący
rodzaj   rozrywki.   Fakt,   iż   miłość   jest   dominującym   tematem   wielu   z   przeżyć   z   pogranicza

śmierci, przyczynia się w zdecydowanie największy sposób do tego, że mają one tak wielką siłę
skupiania na sobie uwagi i są tak pociągające.

Wizyjne   doświadczenia   z   pogranicza   śmierci   nie   są   jednak   jedynymi   zjawiskami

paranormalnymi,   których   wartość   rozrywkowa   opiera   się   na   miłości.   Na   przykład   ostatnio

wielką popularnością na paranormalnej scenie cieszy się koncepcja bratniej duszy. Wielu ludzi
zafascynowanych zjawiskami paranormalnymi lubi teoretyczne fantazjowanie na temat tego, że

łączy je z jakąś inną osobą, ich bratnią duszą, rodzaj dziwnych, metafizycznych więzów i że
wraz z nią stanowią oni w istocie jedną całość.

Istnieje   także   wiele   czarujących   opowieści   o   ludziach,   którzy   spotkali   swoją   prawdziwą

miłość w cudowny sposób lub w przypadkowych i tak niezwykłych okolicznościach, iż można je

z powodzeniem uznać za paranormalne. Te szczęśliwe mistyczne spotkania wiążą się często z
fenomenem  miłości od  pierwszego  wejrzenia,  które  to  zjawisko, z  powodu swojej  pozornej

niewyjaśnialności i spontaniczności, także zdaje się mieć charakter paranormalny.

Nie zapominajmy również, iż ludzie zawsze chodzili do wróżbitów, radząc się ich w sprawach

sercowych.   Odnalezione   przez   archeologów   na   terenie   starożytnych   wyroczni   tabliczki
zawierają te same pytania, jakie i dziś kierują zakochani do wróżącej im z ręki Cyganki.

Rozrywkowy,   paranormalny   charakter   mają   zarówno   metafizyczne   spekulacje   na   temat

miłości między dwiema bratnimi duszami, swojego rodzaju nadprzyrodzone swatanie ze sobą

par,   jak   i   udzielanie   rad   nieszczęśliwie   zakochanym   przez   wróżki.   Ogólnie   rzecz   biorąc
stawianie wszelkiego rodzaju pytań dotyczących miłości wiąże się często w ten czy inny sposób

ze zjawiskami paranormalnymi.

Miłość, jaką tak wielu ludzi odczuwa w trakcie wizji z pogranicza śmierci, to agape, która

stanowi   główny   aspekt   rozrywkowy   większości   przeżyć   z   pogranicza   śmierci.   Emanująca
miłością świetlista istota, którą spotyka wiele osób mających przeżycia z pogranicza śmierci,

reprezentuje   agape.   Agape   jest   także   tym   rodzajem   miłości,   który   interesuje   tę   świetlistą
istotę podczas panoramicznego przeglądu życia danej osoby.

Agape   to   niesamolubna,   pełna   życzliwości   miłość   do   drugiego   człowieka.   Stanowi   ona

najwyższy wyraz miłości braterskiej. Obdarzanie kogoś agape odbywa się w sposób całkowicie

wolny i spontaniczny, bez względu na zasługi i zalety ukochanej osoby oraz bez brania pod
uwagę ewentualnych zysków czy strat, jakie mogą stąd wynikać. Agape jest ludzką miłością

uczynioną na podobieństwo miłości niebiańskiej, miłości Boga i Chrystusa do człowieka.

Agape to również rodzaj gali, celebracji miłości. Ma ona odświętny charakter zarówno pod

względem  nastroju,  jak  i  znaczenia.   Pierwsi  chrześcijanie   posługiwali  się   słowem  agape  na
określenie tak zwanej uczty miłości, wspólnego posiłku spożywanego z braćmi w wierze [Na

pamiątkę   Ostatniej   Wieczerzy   (przyp.   tłum.).].   Agape   dostarcza   więc   dużej   ilości   oralnej
satysfakcji.

Agape inspiruje, podnosi na duchu, przynosi spokój i ukojenie. Stanowi ten rodzaj ludzkiej

miłości,   który   jest   najbliższy   transcendencji.   Najpiękniejsze   przeżycia   z   pogranicza   śmierci

napełniają serca doświadczających ich osób agape i dlatego są one tak bardzo cenione, lubiane
i wspominane przez ludzi na całym świecie.

Wiele wizji z pogranicza śmierci przepełnionych jest miłością do zmarłych bliskich, których

spotyka   się   w   zaświatach.   Ponowne   odkrycie   psychomanteum   pozwala   psychologom   na

odtwarzanie tego istotnego elementu przeżyć z pogranicza śmierci i w ten sposób umożliwianie
pogrążonym w smutku i żałobie osobom spotkania z ukochanymi bliskimi, którzy odeszli już z

tego   świata.   Być   może   odtwarzając   w   całości   przeżycia   z   pogranicza   śmierci   uda   się   nam
sprowadzić na świat więcej agape. Empatyczne przeżycia z pogranicza śmierci są naturalną

drogą, która zdaje się to umożliwiać. Droga ta prowadzi przez miłość i śmiech do humoru i
przyszłego życia.

Wiele   osób,   które   otarły   się   o   śmierć,   zwracało   uwagę   na   fakt,   że   emanująca   miłością

świetlista istota, którą spotykały, miała wspaniałe poczucie humoru. Inne pamiętają, że czyniły

- 117 -

background image

zabawne i ironiczne obserwacje nawet wówczas, gdy personel medyczny uznał je za zmarłe.
Szczegóły   te   przemawiają   za   tym,   że   poczucie   humoru   pozostaje   aktywne   także   w

zaawansowanych   stadiach   procesu   umierania.   Nie   ulega   wątpliwości,   że   już   w   czasach
prehistorycznych ludzie osładzali sobie rozmyślania na temat śmierci i umierania sporą dawką

humoru. Przeżycia z pogranicza śmierci są niewyczerpanym źródłem komicznych tematów, co
raz jeszcze świadczy o ich wielkiej rozrywkowej sile przyciągającej. Radosny paranormalizm

wysuwa tezę, zgodnie z którą zrozumienie przeżyć z pogranicza śmierci – lub jakiegokolwiek
innego   rzekomo   paranormalnego   zjawiska   w   ich   pełnym,   ludzkim   wymiarze,   zakłada

dostrzeżenie i docenienie ich związków z humorem. Poza tym – chociaż nie jest to zapewne
konieczne   z   teoretycznego   punktu   widzenia,   ale   jestem   pewny,   że   bardzo   przydaje   się   w

praktyce – warto mieć samemu duże poczucie humoru.

Radosny paranormalizm jest najlepszą teorią wyjaśniającą empatyczne zjawiska z pograni-

cza śmierci. Ponieważ przeżycia z pogranicza śmierci mają charakter humorologiczny, nie dziwi
zatem fakt, że mogą być one przenoszone z osoby na osobę. Podobnie jak humor, przeżycia z

pogranicza śmierci są bowiem zaraźliwe.

Każdy nauczyciel z podstawówki i każdy komik wie, że śmiech jest zaraźliwy. Jeśli jedno lub

dwoje dzieci w klasie zacznie chichotać, wkrótce będą to robić wszyscy uczniowie. Zabawa
zwana „śmiejący się brzuch” polega na tym, że jej uczestnicy kładą się na podłodze tworząc

łańcuch, tak iż jedna osoba trzyma głowę na brzuchu następnej. Pierwsza osoba w łańcuchu,
która wybuchnie śmiechem, sprawia, że leżąca na jej brzuchu głowa zaczyna podskakiwać,

wzbudzając w ten sposób falę, która szybko rozchodzi się po całym łańcuchu.

Wizje z pogranicza śmierci dają się opisywać i przekazywać innym. Teraz gdy już to wiemy,

możemy nauczyć się bezpiecznego ich odtwarzania.

Od   dwudziestu   lat   świat   oczarowany   jest   relacjami   osób,   które   powróciły   znad   granicy

śmierci, przynosząc nam pełne nadziei i inspiracji przesłanie pochodzące ze świetlistej krainy
miłości i pokoju. Czas już, byśmy podążyli ich śladem, jako że prawdziwe i pełne zrozumienie

przeżyć z pogranicza śmierci zależy od tego, czy będziemy w stanie odtwarzać te wysublimo-
wane, duchowe wizje w sposób bezpieczny i wiarygodny.

Tym,   co   ta   niezwykła   sytuacja   może   nam   dać   najlepszego,   jest   stworzenie   możliwości

otwarcia się ludzi zamieszkujących naszą planetę na miłość. Klinicyści, którzy uczynią wysiłek,

by   poznać   naturę   empatycznych   przeżyć   z   pogranicza   śmierci,   będą   mogli   właściwie   i   z
pożytkiem   dla   swoich   pacjentów   wykorzystać   tę   znaczącą   okoliczność.   Także   pracownicy

społeczni   będą   mogli   czerpać   ze   swojej   wiedzy   na   temat   tego   zjawiska,   przygotowując
krewnych i przyjaciół umierających osób na głębokie duchowe przeżycie, w którym wielu z nich

dane będzie uczestniczyć. Umożliwi to ogromnej liczbie ludzi na całym świecie uświadomienie
sobie tego, że nie musimy wcale umierać, by zdobyć, choć przez chwilę, wyobrażenie o miłości,

jaka czeka na nas w świetlistej krainie na tamtym świecie.

- 118 -

background image

O autorze

Raymond Moody jest autorem siedmiu książek, wśród nich „Życia po życiu”, które sprzedano

w   ponad   dziesięciu   milionach   egzemplarzy   na   całym   świecie.   To   on   właśnie   ukuł   termin

„przeżycia   z   pogranicza   śmierci”   (near-death   experience),   a   dziś   jest   światowej   sławy
ekspertem zajmującym się tym zjawiskiem. Prowadzi gromadzące rzesze słuchaczy wykłady na

temat przeżyć z pogranicza śmierci, a także na temat doświadczeń poza ciałem (out-of-body
experiences),  relacji  między  zjawiskami  paranormalnymi  a  rozrywką  oraz   związków między

humorem, chorobą, zdrowiem i przezwyciężaniem smutku po stracie bliskiej osoby. Występo-
wał w wielu popularnych programach telewizyjnych w USA, takich jak Ophra, The Today Show,

Turning Point i Geraldo.

Dr Moody uzyskał doktorat z filozofii na University of Virginia oraz doktorat z medycyny w

Medical College of Georgia. Jest laureatem przyznawanej w Danii nagrody World Humanitarian
Award oraz zdobywcą brązowego medalu w kategorii „relacje międzyludzkie” na New York Film

Festival za filmową wersję „Życia po życiu”. Stworzył Teatr Umysłu im. dr. Johna Dee (Dr. John
Dee   Memorial   Theater   of   the   Mind),   który   umożliwia   uczestnikom   osiąganie   odmiennych

stanów   świadomości   służących   celom   edukacyjnym   i   rozrywkowym,   a   także   rozwojowi
duchowemu.   Dr   Moody   piastuje   stanowisko   dziekana   Wydziału   Badań   nad   Świadomością

(Bigelow Chair of Consciousness Studies) na Uniwersytecie Nevada w Las Vegas. Wraz z żoną
Cheryl mieszka i prowadzi badania w wiejskiej posiadłości w Alabamie.

- 119 -


Document Outline