background image

BARBARA MCMAHON 

 
 
 

Zakochany porucznik 

 
 
 
 

Angel Bride 

 
 
 
 
 

 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 
Rozległ  się  donośny  dzwonek  przy  drzwiach  frontowych,  więc  Sam  Benson  poszedł 

otworzyć. Po chwili na progu pokoju stanął Jake Morgan. 

Angelica  Carstairs  z  wraŜenia  przestała  oddychać  i  serce  jej  zamarło.  Przez  moment 

wydawało się jej, Ŝe czas się zatrzymał. 

Morgan nic się nie zmienił. 
No,  niezupełnie.  Jego  twarz  nosiła  ślady  przykrych  doświadczeń  i  zmagań  z 

przeciwnościami losu. Poza tym wyglądał tak, jak go zapamiętała. Miał gęste, ciemne włosy, 
przenikliwe czarne oczy i wystającą szczękę, świadczącą o apodyktycznym usposobieniu. Był 
bardzo wysoki i potęŜnej postury, więc w grubym, zimowym płaszczu przypominał olbrzyma. 
Szerokich ramion mógłby mu pozazdrościć Atlas, dźwigający na barkach cały ziemski glob. 

Morgan  rozejrzał  się  po  pokoju  i  zatrzymał  wzrok  na  Angelice.  Patrzył  zimnymi, 

obojętnymi oczami. Na jego kamiennej twarzy nie dostrzegła Ŝadnego znaku, Ŝe ją poznał. 

– Kto z państwa dzwonił na policję? 
Przelotnie  spojrzał  na  Marthę  Benson  i  jej  męŜa,  a  potem  znowu  przeniósł  wzrok  na 

Angelicę. 

– Ja – odparła speszona. 
Zdumienie odebrało jej mowę i nie mogła wykrztusić ani słowa więcej. Nie rozumiała, 

dlaczego nie przyjechał zwykły policjant, lecz detektyw. Jake przed dwoma laty awansował... 

– Gdzie było włamanie? – nagle przerwał jej rozmyślania. – Tutaj? 
Przecząco  pokręciła  głową  i  wstała  jak  zahipnotyzowana.  Zdołała  oderwać  od  niego 

oczy i z bladym uśmiechem zwróciła się do sąsiadów: 

– Dziękuję, Ŝe mogłam zadzwonić i u państwa zaczekać. Jutro przyjdę powiedzieć, co 

policja stwierdzi. 

– MoŜe pani przyjść jeszcze dzisiaj i u nas nocować. Nie boi się pani spać sama? 
– Chyba nie będzie tak źle. Serdecznie dziękuję i Ŝyczę dobrej nocy. 
BoŜe  Narodzenie  spędziła  z  rodziną  brata  i  dopiero  tego  dnia  wróciła.  JuŜ  z  daleka 

zauwaŜyła, Ŝe drzwi, frontowe są uchylone, a zamek przekrzywiony. 

Z  duszą  na  ramieniu  weszła  do  środka,  na  palcach  przeszła  korytarz  i  zajrzała  do 

bawialni. Wszystko było przewrócone do góry nogami, więc przeraŜona natychmiast pobiegła 
do sąsiadów. Zadzwoniła na posterunek i dała się przekonać, Ŝe powinna u nich zaczekać na 
przyjazd policji. 

Chrząknęła nerwowo i niepewnym krokiem ruszyła do drzwi. Starała się przejść obok 

Morgana tak, aby go nie dotknąć. I musiała się opanować, aby na niego nie patrzeć. Po dwóch 
długich latach tęsknoty nie było to łatwe. 

Szła  z  podniesioną  głową  i  łudziła  się,  Ŝe  zdołała  ukryć  zdenerwowanie.  Chciała  się 

zachować  z  godnością  wobec  dawniej  bliskiego  człowieka,  który  nagle  odszedł  bez  słowa 
wyjaśnienia. 

–  Mieszkam  w  tym  najmniejszym  domku  –  powiedziała,  zamykając  furtkę  i  kierując 

się na prawo. 

Nowa dzielnica na peryferiach Laramie miała opinię spokojnej i bezpiecznej. Angelice 

background image

nawet  przez  myśl  nie  przeszło,  Ŝe  mogłaby  tu  się  zdarzyć  kradzieŜ,  szczególnie  w  jej 
skromnym domu. 

– Kiedy zauwaŜyłaś włamanie? – zapytał Jake. Dostosował swój krok do jej kroków, 

ale  celowo  szedł  w  pewnej  odległości.  Sprawiał  wraŜenie,  jakby  się  skradał,  co  dawniej 
wzbudzało w niej podziw, lecz obecnie wywołało niepokój. 

–  Spędziłam  święta  z  Rafe’em  i  Charity  i  wróciłam  dopiero  dziś  przed  siódmą  – 

odparła. – JuŜ z daleka widziałam przekrzywiony zamek. Drzwi były niedomknięte, ale jakoś 
nie  od  razu  uświadomiłam  sobie,  co  to  oznacza.  Zapaliłam  światło  w  korytarzu  i  nic,  ale  w 
bawialni  zobaczyłam  taki  rozgardiasz,  Ŝe  od  razu  uciekłam  do  sąsiadów  i  zadzwoniłam  na 
policję. 

–  Bardzo  rozsądnie.  Lepiej  nie  ryzykować,  gdy  nie  ma  się  pewności,  Ŝe  rabusie 

odeszli. 

Pamiętała, Ŝe dawniej mówił to samo. Dawniej, czyli wtedy, gdy zaleŜało mu na niej i 

martwił się, Ŝe mieszka samą. Stale dawał jej rady, jak ma dbać o bezpieczeństwo. Niestety, 
nie  powiedział,  jak  ma  chronić  swe  serce  i  zabezpieczyć  się,  by  nie  rozpaczać,  gdy  on 
odejdzie. 

– Pamiętam, co mówiłeś – szepnęła. 
– To dobrze. 
– Wróciłeś do pracy w policji? – Nie... 
Stanęła  przed  drzwiami domu.  Dotychczas  była  z  niego  dumna  jak  paw,  a  teraz  bała 

się  wejść.  Serce  jej  się  ścisnęło  na  myśl  o  tym,  co  ujrzy.  Wiedziała,  Ŝe  czekają  ją  cięŜkie 
chwile  –  będzie  musiała  nie  tylko  uporządkować  dom,  ale  i  dojść  do  ładu  z  uczuciami  w 
stosunku do Jake’a. 

– Więc jak się dowiedziałeś? 
– Gdy zadzwoniłaś, akurat wychodziłem. Uznałem, Ŝe Warto wstąpić, bo a nuŜ złapię 

złodzieja. Lada chwila powinien nadjechać patrol. 

Stanął na progu bawialni i omiótł ją uwaŜnym spojrzeniem. Patrzył długo, bez słowa. 
W pokoju panował nieopisany bałagan, lecz na pierwszy rzut oka nic nie zniszczono. 
– Jak długo cię nie było? – spytał, wchodząc do środka. Spojrzał na Angelicę z ukosa i 

natychmiast odwrócił wzrok. 

Nie chciał, by zauwaŜyła zachwyt na jego twarzy. I bał się jej błękitnych oczu, które 

kiedyś  niemal  przywiodły  go  do  zguby.  Ogarnęła  go  złość,  Ŝe  dzielnicowy  utrudnia  mu 
zadanie, zwlekając Ŝ przybyciem na miejsce przestępstwa. 

– Pytałem, jak długo dom stał pusty. 
– Prawie tydzień – odparła drŜącym głosem. 
–  Zatem  nic  nie  wiadomo.  Włamanie  mogło  być  przed  kilkoma  dniami  albo 

godzinami. 

Zajrzał  do  kuchni,  w  której  panował  idealny  porządek  i  do  sypialni,  w  której 

przewrócono wszystko do góry nogami. Podłoga była zasłaną bielizną i róŜnymi drobiazgami. 

– Sądzę, Ŝe to nie sprawka chuliganów, a kogoś, kto szukał pieniędzy – oświadczył po 

powrocie do bawialni. 

Angelica nieruchomo stała przy drzwiach i pustym wzrokiem patrzyła przed siebie. 
– Zniszczył mi komputer... 

background image

– Weźmiemy odciski palców, jeśli jakieś są, a potem sprawdzisz, czy coś zginęło. 
W drzwiach stanął wysoki męŜczyzna w mundurze. 
–  Dobry  wieczór.  Morgan,  ty  tutaj?  Nie  uprzedzono  mnie,  Ŝe  to  jakaś  większa  afera. 

Myślałem, Ŝe zwykła kradzieŜ. 

Angelica odwróciła się zaskoczona. Policjant podszedł i się przedstawił. 
– Dobry wieczór. Pete Winston. 
– Miło mi... 
– Wracałem do domu – wpadł jej w słowo Jake – i po drodze tu wstąpiłem. Myślałem, 

Ŝ

e złapię łotra na gorącym uczynku, ale okazuje się, Ŝe włamanie mogło być kilka dni temu. 

Zrobiło jej się przykro, Ŝe Jake przyjaźnie rozmawia z policjantem, a do niej zwracał 

się zimnym, słuŜbistym tonem. 

– Co stwierdziłeś? – zapytał Winston. Morgan wzruszył ramionami. 
–  Nic  nie  wiem  dokładnie,  ale  podejrzewam,  Ŝe  panią  Carstairs  okradziono.  Wróciła 

po prawie tygodniowej nieobecności i zastała to, co widzisz. 

–  Na  razie  widzę  tylko  nieziemski  bałagan.  Zaraz  sprawdzę,  co  się  za  tym  kryje.  – 

Wyjął z kieszeni duŜy notes. – Nie zapomniałeś o balu i przyjdziesz z Diane? 

Angelica rzuciła Jake’owi wrogie spojrzenie. 
–  Nie  i  tak  –  odparł  Morgan,  idąc  do  drzwi.  –  Jeśli  przyjdziesz  pierwszy,  bądź  tak 

dobry i zajmij nam miejsca. Do zobaczenia. 

Wyszedł, nie patrząc na Angelicę. Serce waliło jej jak młotem, ale usiłowała wmówić 

sobie,  Ŝe  tak  jest  przez  cały  czas,  od  chwili  gdy  stwierdziła  włamanie.  Przymknęła  oczy. 
Zastanawiała się, czy zawsze będzie bolała ją wiadomość, Ŝe Jake spotyka się z inną kobietą. 

Zaklęła w duchu na wspomnienie tego, jak go kochała, wręcz uwielbiała. Łudziła się, 

Ŝ

e wzbudza w nim przynajmniej sympatię, aŜ tu pewnego dnia przestał się odzywać i milczał 

dwa lata. W tym czasie zapewne był otoczony rojem wielbicielek. 

–  Przykro  mi,  Ŝe  będę  panią  męczył  –  odezwał  się  Winston  –  ale  muszę  zadać  kilka 

pytań. Proszę powiedzieć wszystko, co pani wie. 

Noc  zdawała  się  wlec  bez  końca.  Pytania  policjanta  były  proste,  lecz  Angelica 

niewiele wiedziała. Wreszcie Winston pozwolił jej posprzątać i polecił, aby sprawdziła, czy i 
co zginęło. Chodził za nią krok w krok po całym domu. 

Wykonała polecenie niezbyt sumiennie, poniewaŜ jej uwagę pochłaniał Jake Morgan. 

Znowu  zastanawiała  się,  co  spowodowało,  Ŝe  odszedł,  chociaŜ  wiedział,  jak  bardzo  ona  go 
kocha.  Był  bardziej  powściągliwy  w  okazywaniu  uczuć  niŜ  ona,  lecz  miała  nadzieję,  Ŝe  teŜ 
był  zakochany.  Na  pewno  łączyło  ich  prawdziwe  uczucie  i  stawali  się  sobie  coraz  bliŜsi. 
Potem nagle coś się zmieniło. 

– Właściwie nic nie zginęło – powiedziała, gdy jako tako uprzątnęła sypialnię. – Nic? 

– spytał zaskoczony Winston. 

– Brak kilku dyskietek, ale poza tym chyba nic nie zginęło. Przynajmniej na razie nie 

zauwaŜyłam.  Za  to  zniszczono  mi  komputer  i  dwie  waŜne  ksiąŜki.  Ale  mogło  być  gorzej, 
prawda? 

– Halo! Jest tam kto? – odezwał się donośny głos przy drzwiach wejściowych. 
Przez ułamek sekundy Angelica sądziła, Ŝe wrócił Jake, lecz okazało się, iŜ przyszedł 

ś

lusarz. 

background image

–  Powiadomiono  mnie,  Ŝe  natychmiast  potrzebuje  pani  pomocy  –  rzekł  przybyły, 

fachowym okiem oglądając uszkodzone drzwi i zamek. – Popsuty? 

–  Jak  pan  widzi.  Nie  czułabym  się  bezpieczna  bez  mocnego  zamka  –  powiedziała, 

znuŜonym gestem ocierając czoło. – Kto do pana dzwonił? 

– Chyba policjant. Zobaczymy, co się da zrobić... Nie jest tak źle, więc za jakieś pół 

godziny będzie pani mogła zamknąć dom na cztery spusty. 

Ś

lusarz szykował się do pracy, a policjant do odejścia. 

– Na razie nic więcej nie zdziałam – rzekł na odchodnym. – Zadzwonię do pani, jeśli 

będę  miał  jeszcze  jakieś  pytania  albo  czegoś  się  dowiem.  I  proszę  o  telefon,  jeŜeli  pani  coś 
zauwaŜy. 

– Dobrze. Dziękuję i do usłyszenia. 
Opadła  na  kanapę  i  bezczynnie  czekała,  aŜ  ślusarz  zamontuje  zamek.  Wiedziała,  Ŝe 

długo  nie  będzie  czuła  się  bezpieczna.  Nie  tak  prędko  zapomni  o  tym,  Ŝe  ktoś  szperał  w  jej 
osobistych rzeczach. 

Po wyjściu ślusarza obeszła cały dom. Bała się pogasić światła, chociaŜ zdawała sobie 

sprawę,  Ŝe  nic  jej  nie  grozi.  Miała  nowy  zamek,  a  poza  tym  złodziej  zapewne  grasował  juŜ 
gdzie indziej. 

Drgnęła nerwowo, gdy nagle zadzwonił telefon: 
– Słucham? 
–  JuŜ  masz  jaki  taki  porządek?  Jesteś  sama?  Zamknęła  oczy.  Przypomniała  sobie 

wieczory,  gdy  Jake  dzwonił  jedynie  po  to,  aby  usłyszeć  jej  głos.  Przełknęła  z  trudem  i 
powiedziała cicho: 

– Tak. Dziękuję, Ŝe dzwonisz. 
– Czy ślusarz zamontował zamek? 
–  Ty  po  niego  dzwoniłeś?  –  spytała  wzruszona  jego  troskliwością.  –  Bardzo  ci 

dziękuję. 

– Drobiazg. Nie chciałbym być na twoim miejscu. WyobraŜam sobie, jak przykro jest 

wracać do domu po włamaniu. 

– Bardzo przykro. Jeszcze raz dziękuję za ślusarza, bo sama pomyślałabym o zamku 

dopiero po wyjściu dzielnicowego. 

– Co zginęło? 
–  Prawie  nic.  –  Wystraszyła  się,  Ŝe  na  tym  skończą  rozmowę,  więc  gorączkowo 

myślała, co jeszcze powiedzieć. – Nie sądziłam, Ŝe się spotkamy... 

Pragnęła podtrzymać rozmowę chociaŜby po to, aby przez kilka chwil cieszyć się, Ŝe 

słyszy jego głos. Głos, który teraz odsuwał od niej strach. 

– Nie wiedziałem, Ŝe się przeprowadziłaś. Kiedy się ostatnio widzieliśmy, mieszkałaś 

przy Sheridan Avenue. 

– Przeprowadziłam się półtora roku temu. –  Intrygowało ją, czy przyjechałby,  gdyby 

wiedział, u kogo dokonano włamania. – A ty wciąŜ mieszkasz na starym miejscu? 

–  Tak...  Dobrze,  Ŝe  moŜesz  zamknąć  drzwi  na  klucz.  Ale  sądzę,  Ŝe  i  tak  nic  ci  nie 

grozi, bo rabuś na pewno juŜ upatrzył sobie inną ofiarę. 

– MoŜe i racja. 
– Jeśli usłyszysz jakieś podejrzane odgłosy, zaraz dzwoń pod 911. 

background image

– Dobrze. Ja... – Nie wiedziała, co jeszcze powiedzieć, więc dokończyła: – Dobranoc, 

Jake. Serdecznie dziękuję, Ŝe zadzwoniłeś. 

 
Obudziła  się  przybita,  poniewaŜ  bardzo  źle  spała.  Przez  całą  noc  męczyły  ją  przykre 

sny o złodziejach i włamaniach oraz niewesołe wspomnienia związane z Jakiem. Wstała bez 
krzty energii. 

WłoŜyła ciemne spodnie i błękitny sweter, uczesała się, lecz nie umalowała. Nie czuła 

Się głodna, mimo iŜ nie jadła kolacji. Przygotowała tylko jedną grzankę i zaparzyła dzbanek 
kawy. 

Po  skromnym  śniadaniu  niechętnie  poszła  do  bawialni.  Stanęła  przy  drzwiach  i 

zamyśliła  się.  Oczami  wyobraźni  ujrzała  Jake’a,  szukającego  śladów  złodzieja,  a  następnie 
postać  przypominającą  gangstera  z  filmów  kryminalnych.  Zastanawiała  się,  czy  włamywacz 
znał ją choćby z widzenia, czy teŜ przyszedł obrabować kogoś nieznajomego. 

Po chwili wróciła myślami do Jake’a. Ciekawa była, kim jest Diane i jak długo Jake ją 

zna. I czy ją teŜ porzuci tak nagle, jak odszedł od niej. 

Tupnęła  nogą  zniecierpliwiona  i  przywołała  się  do  porządku.  Nie  chciała  myśleć  o 

przeszłości.  Zadzwoniła  do  firmy  ubezpieczeniowej,  dokładnie  obejrzała  komputer  i  zabrała 
się  do  sprzątania.  Pod  wieczór  dom  lśnił  czystością,  a  jego  właścicielka  była  wprawdzie 
zmęczona, lecz zadowolona z tego, co zdziałała. 

Miała  nadzieję,  Ŝe  po  dobrze  przespanej  nocy  z  energią  przygotuje  plan  zajęć  ze 

studentami. Pracowała jako adiunkt na wydziale matematyki uniwersytetu w Wyoming. Była 
dumna z tego, Ŝe zawsze wcześniej opracowuje zajęcia; juŜ latem z grubsza przygotowywała 
materiał  na  cały  rok.  Teraz  musiała  część  pracy  odtworzyć,  poniewaŜ  włamywacz  zniszczył 
nie  tylko  komputer,  ale  i  dyskietki  z  opracowanym  planem.  Na  szczęście  niektóre  notatki 
przechowywała na uczelni, więc pocieszyła się, Ŝe nie została bez niczego. 

Z  zamyślenia  wyrwało  ją  pukanie.  Na  palcach  podeszła  do  drzwi  i  wyjrzała  przez 

wizjer. 

– Jake? – zawołała, otwierając drzwi na ościeŜ. 
– Dzień dobry. Mogę wejść? 
– Naturalnie. 
Jego widok przyprawił ją o drŜenie serca i rąk. Uśmiechnęła się uprzejmie i policzyła 

do dziesięciu, aby się opanować. – Proszę dalej. 

– Widzę, Ŝe juŜ wszystko na swoim miejscu – rzekł na progu bawialni. 
W milczeniu skinęła głową. Bała się odezwać lub podejść bliŜej, aby się nie zdradzić 

ze swymi uczuciami. 

– Co zginęło? 
– Nic. – Wzruszyła ramionami. – Brak kilku dyskietek. Najgorsze Ŝe komputer jest do 

wyrzucenia. Miałam opracowane wszystkie zajęcia i to przepadło, a ćwiczenia zaczynają się 
w przyszłym tygodniu. 

–  Rzeczywiście  pech,  ale  pociesz  się,  Ŝe  mogło  być  znacznie  gorzej.  Czy  Winston 

podejrzewa,  Ŝe  to  sprawka  studentów,  którzy  chcieli  zwędzić  pytania  egzaminacyjne  albo 
przerobić oceny? 

–  Nic  nie  mówił  na  ten  temat.  –  Najchętniej  odwróciłaby  wzrok,  Ŝeby  uniknąć  jego 

background image

badawczego,  przenikliwego  spojrzenia.  –  Zresztą,  nie  posądzam  studentów,  bo  nie  miałam 
materiałów egzaminacyjnych, a stopnie juŜ dawno wystawiłam. Nigdy nie trzymam w domu 
nic waŜnego, a plan na najbliŜsze zajęcia chyba nikogo nie interesuje. 

–  PrzecieŜ  studenci  o  tym  nie  wiedzą  –  zauwaŜył  logicznie,  nie  spuszczając  z  niej 

oczu. 

– Czy radzisz, Ŝebym na początku roku akademickiego ogłaszała wszem i wobec, co 

robię? – zapytała, siląc się na Ŝartobliwy ton. 

– MoŜe nie najgłupszy pomysł – odparł z całą powagą. 
– Wątpię. Napijesz się kawy? 
Długo  się  namyślał,  jak  gdyby  rozwaŜał  wszystkie  za  i  przeciw,  ale  w  końcu  kiwnął 

głową. 

– Chętnie. 
– Zaraz przyniosę. Rozbierz się i rozgość. 
Poszła do kuchni lekkim krokiem, jakby niosły ją skrzydła. Dziwiła się, Ŝe tak reaguje 

w  obecności  dawnego  znajomego.  Znajomego?  Kiedyś  Jake  był  czymś  więcej  niŜ  zwykłym 
znajomym, lecz to przysporzyło jej cierpień, więc postanowiła być ostroŜna. 

Morgan zdjął płaszcz i rozluźnił krawat Po dwunastu godzinach pracy czuł się bardzo 

zmęczony,  a  mimo  to  nie  pojechał  prosto  do  domu.  Chciał  sprawdzić,  czy  Angelica  się 
uspokoiła. 

Obejrzał  komputer,  który  rzeczywiście  nadawał  się  tylko  do  wyrzucenia.  Widocznie 

ten, kto go zniszczył, chciał mieć pewność, Ŝe nikt go nie naprawi. 

Rozejrzał  się  po  przytulnym  pokoju.  Podszedł  do  biblioteczki  i  uśmiechnął  się  na 

widok kryminałów. Wiedział, Ŝe Angelica uwielbia powieści sensacyjne i kiedyś był ciekaw, 
czy  tylko  dlatego  zainteresowała  się  policjantem  Obejrzał  wiszące  na  ścianie  fotografie.  Na 
jednej  z  łatwością  rozpoznał  Kyle’a.  Młodzieniec,  na  drugim  zdjęciu  do  złudzenia 
przypominał  Angelicę,  więc  domyślił  się,  Ŝe  to  najstarszy  brat,  Rafe.  Na  trzecim 
prawdopodobnie byli jej rodzice. 

Angelica wróciła z tacą, którą postawiła na stoliku przed kanapą. 
– Czy moŜna wiedzieć, dlaczego przyszedłeś? – spytała, patrząc na Jake’a z ukosa. 
– Chciałem sprawdzić, czy wszystko w porządku. 
–  Mogłeś  się  nie  fatygować,  tylko  zadzwonić  do  Winstona.  On  by  ci  powiedział,  Ŝe 

nie ma powodu martwić się o mnie. 

Podała mu filiŜankę czarnej, osłodzonej kawy. 
– Dziękuję. Wolałem osobiście się przekonać. 
W duchu przyznał jej rację. Nie powinien był przychodzić, gdyŜ na jej widok mocniej 

biło mu serce i Ŝywiej płynęła krew, a to niepoŜądana reakcja. 

–  Dzisiaj  jestem  bardziej  zła  niŜ  wczoraj,  ale  to  chyba  naturalne,  prawda?  Do  białej 

gorączki  doprowadza  mnie  myśl,  Ŝe  ktoś  ośmielił  się  włamać  do  mojego  domu.  I  dotykał 
moich rzeczy, zniszczył moją pracę. Wściekła jestem, Ŝe nie mam pojęcia, kto to zrobił i nie 
mogę nikogo pociągnąć do odpowiedzialności. 

Z zachwytem patrzył na jej zarumienione policzki i gniewnie błyszczące oczy. 
– Lepsza złość niŜ załamanie lub strach – stwierdził. 
– Jaki strach? Myślisz, Ŝe boję się tu mieszkać? 

background image

– Tak. 
– Boję, nie boję i tak nie mam innego wyjścia. Jakoś trzeba się przemóc. 
Przed dworną laty teŜ nie miała wyjścia i musiała pogodzić się z tym, Ŝe Jake nagle z 

nią  zerwał.  Kilka  razy  próbowała  się  z  nim  skontaktować,  ale  nie  odpowiadał  i  w  końcu 
zrezygnowała.  Teraz  paliła  ją  ciekawość  i  chętnie  dowiedziałaby  się,  co  robił  przez  te  lata, 
czy chociaŜ raz za nią zatęsknił. Wolała jednak nie zadawać kłopotliwych pytań. Jake wypił 
resztę kawy i wstał. 

– Cieszy mnie, Ŝe się trzymasz. Dziękuję za kawę, jak zwykle doskonała. 
– A ja dziękuję, Ŝe wpadłeś. 
Miała ogromną ochotę, poprosić go, aby został dłuŜej, lecz wolała nie ulęgać pokusie. 

Skoro porzucił ją przed laty, nie naleŜał do niej i nie powinna go o nic pytać ani zatrzymywać. 

Odprowadziła  go  do  drzwi.  Kiedy  wychodził,  otarł  się  o  nią  ramieniem.  Poczuła  coś 

jakby prąd i z wraŜenia zamknęła oczy. 

– Angel, uwaŜaj na siebie – rzekł Jake przytłumionym głosem. – Do widzenia. 
Nie pocałował jej, nie objął, nawet nie dotknął jej ręki. I nie wspomniał ani słowem o 

następnym spotkaniu. Odszedł i rozpłynął się w mroku nocy. 

LeŜąc w łóŜku, pogratulowała sobie, Ŝe nie zdradziła się przed nim i nie powiedziała, 

jak  kiedyś  rozpaczała.  Naiwnie  sądziła,  Ŝe  jest  to  znak,  iŜ  wyzwoliła  się  spód  jego 
zniewalającego  uroku  albo  niedługo  wyzwoli.  Wiedziała  Ód  dawna,  Ŝe  najlepszym 
lekarstwem  na  zmartwienia  jest  praca.  Dlatego  postanowiła,  Ŝe  zamiast  rozpamiętywać  swą 
miłość do przystojnego policjanta, zajmie się planowaniem zajęć dla studentów. 

 
Nazajutrz kupiła komputer i od razu zasiadła do pracy. Miała przed sobą cały tydzień, 

lecz  wiedziała,  Ŝe  to  niewiele.  Materiału  do  opracowania  było  bardzo  duŜo.  Starała  się 
doskonale  wywiązywać  Ŝ  obowiązków,  nie  tylko  dlatego,  Ŝe  posadę  adiunkta  zdobyła  z 
wielkim  trudem.  Po  prostu  nie  chciała,  aby  ktokolwiek  miał  zastrzeŜenia  co  do  jej 
kompetencji. Po cichu marzyła o tym, Ŝe za kilka lat zostanie profesorem. 

Pojechała  na  uczelnię  po  niezbędne  notatki.  Były  ferie,  więc  nie  panował  zwykły 

gwar, ale jednak w korytarzach kręciło się sporo studentów, którzy nadrabiali zaległości albo 
chcieli przygotować się do następnego semestru. 

Uśmiechnęła się na ich widok, poniewaŜ i ona bywała nadgorliwa. Do tego stopnia, Ŝe 

Rafe kpił z niej i twierdził, iŜ zostanie wieczną studentką. Wiedziała, Ŝe nie ma racji, a mimo 
to jego uwagi bardzo ją irytowały. 

Skierowała  się  do  swego  gabinetu  –  maleńkiej,  wąskiej  klitki,  w  której  z  trudem 

zmieściło się biurko, biblioteczka, tablica i kilka krzeseł. Cieszyła się jednak, Ŝe ma chociaŜ 
tyle miejsca wyłącznie dla siebie. 

Otworzyła drzwi i... zamieniła się w słup soli. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 
– Proszę o połączenie z panem Jakiem Morganem – powiedziała głośniej. 
Powtarzała  to  samo  juŜ  trzeciej  osobie,  więc  zaczynała  tracić  cierpliwość.  Obawiała 

się,  Ŝe  w  ogóle  nie  otrzyma  połączenia,  gdyŜ  Jake  nie  zechce  z  nią  rozmawiać.  CzyŜby 
podejrzewał,  Ŝe  wykorzysta  najmniejszy  pretekst,  aby  się  z  nim  skontaktować  i  wrócić  do 
tęgo, co między nimi było? 

Niewesołe rozwaŜania przerwał upragniony głos. 
– Morgan. Słucham. 
– Mówi Angel. Przepraszam, Ŝe zawracam ci głowę, ale znowu potrzebna mi pomoc. 

MoŜe powinnam skontaktować się z dzielnicowym Winstonem, ale nie wiem, czy jego rewir 
obejmuje  uczelnię.  Nasi  ochroniarze  powiedzieli,  Ŝe  się  tym  zajmą  i  skontaktują  z 
posterunkiem, tylko... 

– Angel! 
– Co? 
– Opanuj się i spokojnie powiedz, czemu dzwonisz. Spokojnie i powoli, od początku. 
Zabrzmiało to jak rozkaz, więc posłusznie skinęła głową i potulnie powiedziała: 
–  Postaram  się.  Myślałam,  Ŝe  mówię  składnie  i  jasno.  Jake,  włamano  się  do  mojego 

gabinetu na uczelni... 

– Zaraz przyjadę. Będę za kwadrans – powiedział, rzucając słuchawkę. 
Angelica  powoli  odłoŜyła  swoją  i  z  przymusem  uśmiechnęła  się  do  straŜnika, 

stojącego przy biurku. 

– Przyjedzie porucznik Morgan. To detektyw. 
– Naszym będzie nie w smak – mruknął straŜnik. – Mówili, Ŝe sami dadzą radę. 
–  Wiem,  wiem,  ale  pan  Morgan  jest  moim  dobrym  znajomym.  Poczekam  na  niego 

przed gmachem. 

Wyszła,  nie  czekając  na  dalsze  komentarze.  Uciekła  z  zimnego  gabinetu,  w  którym 

porozrzucane  kartki  i  ksiąŜki  sprawiały  bardzo  przygnębiające  wraŜenie.  Wolała  usiąść  na 
ławce przed gmachem i wystawić twarz do słońca. Było zbyt mroźno, aby mogła się rozgrzać, 
lecz liczyło się samo złudzenie ciepła. Na świeŜym powietrzu od razu poczuła się lepiej niŜ w 
dusznym gabinecie. 

Wiedziała, Ŝe musi zebrać siły, aby usunąć kolejne szkody. Miała nadzieję, Ŝe złodziej 

zostawił arkusze ocen oraz notatki, które latem gorliwie przygotowała na cały rok. Usiłowała 
zająć myśli czymś innym, by zapomnieć o zniszczeniu, jakiego dokonano podczas jej krótkiej 
nieobecności. 

Morgan wysiadł z samochodu i skierował się prosto do gmachu uczelni. Jego wysoka 

sylwetka odcinała się na tle grup studentów. Wyglądał jak groźny wilk, który ruszył na łowy 
w  owczarni.  Angelica  zerwała  się  z  ławki,  czując,  Ŝe  serce  chce  wyrwać  się  z  piersi.  Nie 
spuszczała  oczu  z  twarzy  Jake’a.  Miała  dziwną  pewność,  Ŝe  on  prędko  wykryje  sprawców  i 
wyjaśni  przyczynę  zajść.  Przy  nim  czuła  się  bezpieczna.  Westchnęła  z  ulgą,  gdy  objął  ją  i 
mocno przytulił. 

– Przepraszam – powiedziała cicho. – Wiem, Ŝe to nie naleŜy do twoich obowiązków i 

background image

Ŝ

e  powinnam  zadzwonić  do  Winstona,  ale  wydawało  mi  się,  Ŝe  tylko  ty  jeden  moŜesz  mi 

pomóc. Nie wiedziałam, co mam robić. 

–  Ale  jesteś  roztrzęsiona  –  rzekł  ze  współczuciem  i  jeszcze  mocniej  ją  przytulił.  – 

Uspokój się. 

– Więcej razy nie wyjadę – mruknęła. – Nigdy nigdzie nie pojadę. 
– Gdzie jest twój gabinet? – spytał rzeczowo. – Czy wasi ochroniarze domyślają się, 

czyja to sprawka? 

– Nic nie wiedzą. Powiedzieli tylko, Ŝe włamanie było podczas ferii, a tyle wiem bez 

nich. Idziemy, tędy. 

Jake  obejmował  ją  ramieniem,  jak  gdyby  w  ten  sposób  chciał  przekazać  jej  trochę 

swojej energii. 

Na  piętrze  tylko  jedne  drzwi  były  otwarte  –  drzwi  jej  gabinetu.  Przy  nich,  oparty  o 

ś

cianę, stał straŜnik. Kiedy podeszli bliŜej, Angelica powiedziała: 

– Pan Morgan chciałby obejrzeć gabinet. 
–  Po  co?  –  zapytał  straŜnik  niezbyt  uprzejmym  tonem.  –  Nasi  juŜ  tu  byli,  wszystko 

sprawdzili i zajęli się sprawą. 

Morgan uśmiechnął się i wyciągnął rękę na powitanie. 
– Dzień dobry. Nie mam zamiaru się wtrącać, ale pani Carstairs będzie spokojniejsza, 

jeśli i ja zobaczę to pobojowisko. Nie będę niczego dotykał. 

–  MoŜe  pan  dotykać,  bo  juŜ  wzięto  ewentualne  odciski  palców  i  porobiono  zdjęcia. 

Kazano mi tu stać, aŜ pani Carstairs skończy sprzątać. 

– Zastąpię pana – zaproponował Jake – bo pewnie ma pan inne obowiązki. 
StraŜnik obrzucił go taksującym spojrzeniem, zerknął na Angelicę i po namyśle rzekł: 
– Dobrze. W razie czego pan bardziej się przyda niŜ ja. Zasalutował i odszedł, a Jake 

rzucił krótko: 

– Do roboty. 
Wszedł do gabinetu i bardzo dokładnie obejrzał kilka przedmiotów. 
– Co zginęło tym razem? 
– Na pierwszy rzut oka nic. – Nieznacznie wzruszyła ramionami. – Ale nie wiadomo, 

co  się  okaŜe,  gdy  zacznę  sprzątać.  Tutaj  nie  pójdzie  mi  tak  łatwo  jak  w  domu,  bo 
powyrzucano wszystkie papiery. A najgorzej, jeśli coś zniszczono lub zabrano. 

– Gdzie jeszcze się włamano? 
– Tylko tutaj. 
Jake  przysiadł  na  biurku,  powoli  omiótł  spojrzeniem  gabinet,  a  następnie  popatrzył 

Angelice prosto w oczy. 

– Masz coś, co mogłoby kogoś zainteresować? – Nie. 
– Dwa włamania w tym samym czasie... i tylko u ciebie, to juŜ nie przypadek. Musisz 

posiadać coś, na czym komuś bardzo zaleŜy. 

– Naprawdę nic nie mam. – Podeszła do komputera i odetchnęła z ulgą.  – Uf, cały... 

MoŜe komuś się wydaje, Ŝe jest u mnie coś ciekawego. 

–  Co  mianowicie?  Zawahała  się.  Wiedziała,  Ŝe  Jake’owi  moŜe  zaufać  w  kaŜdej 

prywatnej  sprawie,  lecz  nie  była  pewna,  czy  ma  prawo  wtajemniczać  go  w  sprawy  objęte 
tajemnicą słuŜbową. – Wolałabym najpierw z kimś porozmawiać. 

background image

– Jeśli chcesz coś z kimś uzgadniać – krzyknął ze złością w głosie – to po jakie licho 

mnie wezwałaś?! Nie jestem ci juŜ potrzebny, tak? Z kim chcesz się skontaktować? 

Atmosfera zrobiła się bardzo nieprzyjemna. 
– Przykro mi, ale nie mogę ci powiedzieć. 
Powinna  była  przewidzieć  taką  ewentualność  i  przezornie  zawiadomić  odpowiednie 

osoby.  Nie  przyszło  jej  do  głowy,  Ŝe  ktoś  moŜe  ją  podejrzewać  o  posiadanie  materiałów 
objętych tajemnicą. Teraz było za późno na Ŝal. 

– Nie mogłaś wcześniej pomyśleć o tym amancie? Pytanie zakrawało na ponury Ŝart. 

Jake  oczywiście  nie  wiedział,  Ŝe  po  jego  odejściu  nie  miała  nikogo  bliskiego.  Zresztą,  jej 
sprawy osobiste nie powinny go interesować, poniewaŜ zniknął bez wyjaśnienia. A co gorsza, 
związał się z inną. 

–  O  amancie?  –  powtórzyła  bezmyślnie.  Schwycił  ją  za  rękę,  przyciągnął  do  siebie, 

pochylił się i spojrzał na nią przenikliwie. 

– Pamiętaj, moja mała, Ŝe najpierw do mnie zadzwoniłaś i Ŝe ja mogę ci pomóc. Nie 

jakiś tam kochaś, o którym, właśnie sobie przypomniałaś. 

W milczeniu i bez mrugnięcia patrzyła na kurze łapki wokół jego oczu, napiętą skórę 

na  policzkach  i  mocno  zaciśnięte  usta.  Przesunęła  językiem  po  spierzchniętych  wargach. 

ś

ałowała,  Ŝe  stoją  tak  blisko,  a  nie  ma  mowy  o  pocałunkach,  które  wciąŜ  tak  dobrze 

pamiętała. 

– Mam... tajne materiały – wykrztusiła wreszcie przez ściśnięte gardło. 
Siłą  woli  opanowała  się,  Ŝeby  nie  pokonać  dzielącego  ich  jednego  kroku.  Czuła 

łomotanie serca i ogłuszające pulsowanie krwi. Nigdy w Ŝyciu nie pragnęła niczego bardziej 
niŜ pocałunków tego męŜczyzny. 

Stali  wpatrzeni  w  siebie  pałającym  wzrokiem.  Na  kilka  sekund  zapomnieli  o  boŜym 

ś

wiecie. 

Jake pierwszy się opamiętał i odsunął. Opuścił ręce, odwrócił się i głucho powtórzył: 
– Tajne materiały? 
– Tak. Półtora roku temu podpisałam umowę z dowódcą wojsk lotniczych – wyjaśniła 

z ociąganiem. – Zlecono mi zadania z kryptografii, dla Warren Air Force Base. 

– Rozszyfrowujesz tajne depesze? 
–  Coś  w  tym  guście.  –  Nieznacznie  się  uśmiechnęła.  –  Praca  ma  duŜo  wspólnego  z 

matematyką. 

– I podejrzewasz, Ŝe ktoś tego szukał w twoich papierach? 
–  Chyba  tylko  półgłówek  mógł  wpaść  na  podobny  pomysł,  bo  po  pierwsze,  nikt  nie 

wynosi takich rzeczy z bazy, a po drugie, nie zostawia ich byle gdzie. 

– MoŜe ten osobnik o tym nie pomyślał? 
–  W  takim  razie  jest  wyjątkowo  tępy.  Pewnie  masz  rację  i  jest  to  wybryk  jakiegoś 

studenta. Mimo to muszę zawiadomić szefa o tym, co się stało. 

– Jak często dostajesz zlecenia? 
–  Sporadycznie,  gdy  sobie  nie  radzą.  Ostatnie  miałam  w  listopadzie  i  od  tego  czasu 

nic. 

Wzięła do ręki słuchawkę. 
– Jakim sposobem cię zatrudnili? 

background image

–  Zwyczajnym.  Zwrócono  się  do  uniwersytetu  z  prośbą  o  współpracę  i  przysłano 

ofertę. Zgłosiłam się, sprawdzono mnie na wszystkie moŜliwe sposoby i zaangaŜowano. 

Jake patrzył na nią przenikliwym wzrokiem. 
– Kiedy to było? 
– Półtora roku temu – odparła, czując się jak na przesłuchaniu. – To nie grzech. 
– Czyli wtedy, gdy kupiłaś dom? 
–  Owszem.  Mogłam  szarpnąć  się  na  taki  wydatek  tylko  dzięki  temu,  Ŝe  wpadły  mi 

dodatkowe pieniądze. 

Nachmurzyła  się  i  nerwowym  ruchem  wykręciła  numer.  Czekając  na  połączenie  z 

pułkownikiem Shaeferem, stała bokiem do Jake’a i patrzyła w okno. Krótko powiedziała, co 
się stało, i dodała, Ŝe policja podejrzewa studenta. 

– No, czego się dowiedziałaś? – spytał Jake, gdy odłoŜyła słuchawkę. 
–  Mam  go  informować  o  tym,  co  się  dzieje,  ale  na  razie  sprawę  zostawić  policji. 

Szczególnie, Ŝe o ile mu wiadomo, z bazy nic nie zginęło. 

– Co zaszło półtora roku temu, Ŝe zmieniłaś tryb Ŝycia, przeprowadziłaś się i podjęłaś 

nową pracę? Spotkał cię zawód miłosny? 

Przecząco  pokręciła  głową.  Nie  chciała  zdradzić,  Ŝe  spotkał  ją  zawód  właśnie  z  jego 

strony. 

–  Widocznie  nadszedł  odpowiedni  czas,  Ŝeby  coś  zmienić  –  odparła,  siląc  się  na 

obojętny  ton.  –  Wiesz,  chyba  niepotrzebnie  zabieram  ci  czas.  StraŜnik  miął  rację,  tutejsi 
ochroniarze... 

Jake połoŜył jej dłoń na ustach i powstrzymał potok słów. 
–  Nie  zostawię  cię  samej  w  pustym  gmachu.  Weź  wszystko,  co  potrzebujesz  i 

jedziemy. Po resztę przyjdziesz, gdy będzie tu więcej ludzie. 

–  Polecenie  słuŜbowe?  –  mruknęła  niezadowolona.  –  Pamiętam,  Ŝe  zawsze 

rozstawiałeś mnie po kątach. 

Przyklęknęła,  aby  pozbierać  rozrzucone  kartki.  Czekało  ją  kilka  godzin 

porządkowania i układania. 

–  Ja  ciebie  rozstawiałem?  Przyganiał  kocioł  garnkowi...  Sama  lubisz  wszystkimi 

rządzić i myślisz, Ŝe kaŜdy męŜczyzna będzie tańczył, jak mu zagrasz. 

–  Nieprawda!  –  Pogardliwie  wykrzywiła  usta.  –  Gdy  ktoś  koniecznie  chce  tańczyć, 

wcale nie czeka, aŜ mu zagram. 

Rzucił jej uwodzicielskie spojrzenie i uśmiechnął się tak, Ŝe zakręciło się jej w głowie. 

Czuła, Ŝe bezwolnie ulega jego urokowi. Pociągała ją ku niemu jakaś niewidzialna siła, niby 
magnes. Z trudem walczyła z sobą, Ŝeby się nie poddać. 

– Dlaczego tak cięŜko dyszysz? – spytał, podnosząc kilka kartek. 
– TeŜ byś się zasapał przy zbieraniu. – Hmm... Co zrobisz z tą stertą papierów? 
–  Wezmę  do  domu  i  powkładam  do  odpowiednich  teczek.  Nie  mogę  zacząć  zajęć  w 

takim bałaganie. Muszę coś z tym fantem zrobić. 

– Zaczekaj, aŜ inni przyjdą do pracy, i wtedy na miejscu poukładasz. 
– Za późno. Muszę wykorzystać ostatnie wolne dni. 
– Jutro Sylwester. 
–  Co  z  tego?  –  burknęła  gniewnie.  Pamiętała,  Ŝe  umówił  się  z  Diane.  –  To  nie 

background image

przeszkoda. 

– Będziesz balować? 
Pokręciła głową, nie patrząc na niego. Bała się, Ŝe zdradzi ją wyraz twarzy. 
– Nie masz randki? – Ujął ją pod brodę i zmusił, aby na niego spojrzała. – Naprawdę? 
– Wyobraź sobie, Ŝe naprawdę. 
Coraz  bardziej  irytowały  ją  niedyskretne  pytania  i  teraz  Ŝałowała,  Ŝe  po  niego 

zadzwoniła. Bała się, Ŝe jeśli zrobi jakąś złośliwą uwagę, rzuci mu w twarz kartki i ucieknie. 
Nie miał prawa pytać o jej osobiste sprawy. 

–  Angel,  on  nie  jest  tego  wart  –  rzekł  Jake,  delikatnie  przesuwając  palcem  po  jej 

ustach. 

Przymknęła  oczy,  poniewaŜ  dotyk  jego  ręki  wywołał  tęsknotę  i  pragnienie,  które 

domagało się zaspokojenia. 

– O kim mówisz? 
– O tym łajdaku, który zranił twoje uczucia. Nie jest wart, Ŝebyś przez niego uciekała 

przed Ŝyciem. 

Otworzyła, oczy i odsunęła się. Zrozumiała, Ŝe Jake nie ma pojęcia, iŜ on jest owym 

„łajdakiem”.  Trudno  w  to  było  uwierzyć,  ale  chyba  naprawdę  niczego  nie  podejrzewał.  Nie 
zdawał sobie sprawy, Ŝe oskarŜa siebie. Nie wiedziała, czy śmiać się, czy płakać. Niezgrabnie 
wstała i połoŜyła papiery na biurku. 

– Dziękuję za dobrą radę, ale o mnie się nie martw. Bardzo mi odpowiada obecny styl 

Ŝ

ycia – skłamała gładko. 

– Angel... 
– Naprawdę jest mi dobrze. śyczę tobie i Diane udanej zabawy. 
Przymknęła  oczy  zawstydzona,  Ŝe  wymknęło  się  jej  imię  rywalki.  Najchętniej 

ugryzłaby się w język, lecz było za późno. 

– Skąd o niej wiesz? – wycedził Jake lodowatym tonem. 
–  Nie  pamiętam.  Gdzieś  coś  mi  się  obiło  o  uszy.  No,  jestem  gotowa.  Będę  ci 

wdzięczna, jeśli pomoŜesz mi zanieść te papierzyska do samochodu. Potem juŜ sobie poradzę. 
Mam nowy, solidny zamek, więc w domu będę bezpieczna. Zresztą, rzekomo przestępcy nie 
wracają na miejsce zbrodni. I chyba juŜ im wiadomo, Ŝe u mnie nie ma nic ciekawego.... 

Jake znowu połoŜył palec na jej ustach. 
– Odwiozę cię. 
W  milczeniu  wyszli  i  zamknęli  gabinet.  Kroki  Angeliki  głośno  dudniły  w  pustym 

korytarzu, natomiast kroków Jake’a wcale nie było słychać. 

Wsiadła  do  samochodu,  zatrzasnęła  drzwi  i  ruszyła  na  pełnym  gazie.  Chciała  jak 

najprędzej znaleźć się w domu i zamknąć drzwi na wszystkie spusty. 

Jake przez całą drogę jechał tuŜ za nią. Przed domem zdąŜył wysiąść i podejść do jej 

wozu,  zanim  zebrała  wszystkie  kartki.  Odprowadził  ją,  ale  nie  wziął  pod  rękę.  W  innej 
sytuacji jego towarzystwo byłoby mile widziane, lecz teraz pragnęła zostać sama. 

– Dziękuję, Ŝe mnie ubezpieczałeś aŜ tutaj – powiedziała, patrząc na czubki butów. 
– Zadzwoń, jeśli znowu coś się stanie – rzekł głosem nie znoszącym sprzeciwu. 
– Co jeszcze moŜe się wydarzyć? 
– Nie wiadomo. Zadzwoń! 

background image

Posłusznie skinęła głową. Nie chciała się sprzeciwiać, aby nie przedłuŜać rozmowy. 
Ujął jej twarz w dłonie. Ledwo poczuła jego gorący dotyk, straciła głowę. Pocałował 

ją  powoli,  ale  zdecydowanie.  Przypomniała  sobie  dawne  pieszczoty  i  jej  ciało  ogarnęło 
podniecenie.  Pragnęła  nie  tylko  pocałunków.  Miała  ochotę  zarzucić  mu  ręce  na  szyję, 
przytulić się i poczuć jego dłonie na całym ciele. Przede wszystkim zaś pragnęła, by ogarnęło 
go poŜądanie większe niŜ to, jakie sama czuła. 

Niestety! Odsunął się, mówiąc opanowanym głosem: 
– śyczę ci szczęśliwego Nowego Roku. 
I  odszedł.  Patrzyła  w  ślad  za  nim  rozpalona,  zarumieniona,  z  sercem  bijącym  jak 

szalone.  śałowała,  Ŝe  nie  ma  odwagi  go  zawołać,  ale  skoro  odszedł  przed  dwoma  laty, 
widocznie  tak  musiało  być.  Zapewne  nic  się  przez  ten  czas  nie  zmieniło,  więc  pozostał  taki 
sam. Weszła do domu ze spuszczoną głową. 

 
Porządkowanie  papierów  zajęło  jej  dwa  dni.  Na  szczęście  znalazła  cenne  notatki, 

arkusze ocen i brudnopisy  artykułów, które zamierzała opublikować. Musiała skupić się nad 
tym, co robi i dzięki temu nie mogła myśleć o Jake’u. 

W  wieczór  sylwestrowy  połoŜyła  się  do  łóŜka  około  dziesiątej.  Otwierając  kryminał, 

który od dawna miała zamiar przeczytać, wmawiała sobie, Ŝe nie przeszkadza jej samotność 
w  ostatni  dzień  roku.  Odpędzała  myśli  o  Jake’u  i  Diane,  którzy  szaleli  na  balii.  KsiąŜka  nie 
była szczególnie ciekawa, więc nad nią zasnęła. Śniło się jej, Ŝe rozmawia z człowiekiem, w 
którym Jake rozpoznaje groźnego bandytę i... 

Zbudził ją telefon. Spojrzała na zegarek: było kilka minut po północy. 
– Słucham – powiedziała zaspana, nie otwierając oczu. 
–  Angel,  Ŝyczę  ci  szczęśliwego  Nowego  Roku.  Rozbudziła  się  i  uśmiechnęła, 

poniewaŜ zalała ją fala nieopisanego szczęścia. 

– Ja tobie teŜ. Gdzie jesteś? 
– Na balu policjantów. A ty? – W łóŜku. 
– Sama? – spytał ostrym tonem. 
Zaczęła, nerwowo chichotać i przez chwilę nie mogła się opanować. 
– Tak, ale tobie nic do tego – odparła równie ostro. – PrzecieŜ nie spędzasz Sylwestra 

sam. 

– Jestem z Diane, którą znam od dawna. 
Szeroko  otworzyła  oczy  i  zdumienie  na  chwilę  odebrało  jej  mowę.  Dawniej  Jake 

nigdy nie tłumaczył się z tego, co robi. Widocznie jednak coś się zmieniło. Szkoda, Ŝe nic nie 
wyjaśnił,  gdy  przed  laty  postanowi  odejść.  Na  co  teraz  liczył?  –  Dobrze  się  bawisz?  –  Jako 
tako. Zaczęło się całkiem nieźle, ale teraz koledzy juŜ przechodzą na tematy słuŜbowe. – Czy 
Diane teŜ pracuje w policji? 

– To nie powinno cię obchodzić. Spałaś juŜ? 
– Nie, czytałam. 
– Kryminał? 
– Po co pytasz? 
Usłyszała rozbawiony, kobiecy głos. 
– Muszę kończyć – powiedział Jake. – Dobranoc. 

background image

–  śyczę  ci  wszystkiego  najlepszego  w  Nowym  Roku.  I  dziękuję,  Ŝe  o  mnie 

pamiętałeś. 

Zdezorientowana odłoŜyła słuchawkę. Nie rozumiała, dlaczego dzwonił. Wiedziała, Ŝe 

gdyby  nie  zwróciła  się  do  niego  o  pomoc,  wcale  by  się  nie  spotkali.  Przy  poŜegnaniu  ani 
słowem  nie  wspomniał  o  dalszych  kontaktach.  Mimo  to  zadzwonił  z  Ŝyczeniami 
noworocznymi, co od biedy mogła uznać za kontakt osobisty. Dość intrygujące, jeŜeli wziąć 
pod uwagę, Ŝe był na balu w towarzystwie znajomej. 

 
Drugiego  stycznia  rozpoczynały  się  zajęcia.  Poszła  na  uczelnię  bardzo  wcześnie, 

poniewaŜ  chciała  jak  najprędzej  doprowadzić  wszystko  do  idealnego  porządku.  Prawie 
wszyscy  pracownicy  i  studenci  wrócili  z  ferii,  więc  korytarze  były  pełne  i  czuła  się 
bezpieczna. 

W  trakcie  sprzątania  zerkała  to  na  zegar,  to  na  telefon.  Miała  zamiar  zadzwonić  do 

Jake’a  i  zaprosić  go  na  kolację.  UwaŜała,  Ŝe  wypada  podziękować  mu  za  to,  iŜ  od  razu 
pospieszył  na  ratunek.  Pomyślała  o  tym  poprzedniego  dnia  i  w  pierwszej  chwili  chciała  od 
razu  zadzwonić.  Po  namyśle  jednak  doszła  do  wniosku,  Ŝe  najpierw  powinna  dobrze  się 
zastanowić,  jak  sformułować  zaproszenie.  Chodziło  jej  o  to,  by  jasno  zrozumiał,  Ŝe  jest  to 
zwykłe  podziękowanie  za  pomoc  w  cięŜkich  chwilach.  Wpatrzona  w  telefon  uświadomiła 
sobie,  Ŝe  równie  dobrze  mogłaby  wysłać  kartkę  z  zaproszeniem.  Spojrzała  na  zegar. 
Dochodziła  godzina,  o  której  Jake  powinien  być  w  pracy,  jeŜeli  nie  wezwano  go  w  teren  w 
pilnej sprawie. 

DrŜącą  ręką  wykręciła  numer.  Uśmiechnęła  się,  jak  gdyby  sądziła,  Ŝe  to  doda  jej 

odwagi i pomoŜe swobodnie rozmawiać. 

– Morgan. Słucham. 
– Mówi Angel. Dzień dobry. 
– Znowu włamanie? – mruknął po chwili milczenia. 
–  Nie.  Jest  cisza  i  spokój.  Dzwonię  tylko  po  to,  Ŝeby  cię  zaprosić  na  kolację.  Jesteś 

wolny w piątek? 

Wyrzuciła  wszystko  jednym  tchem,  za  prędko.  Nie  potrafiła  rozmawiać  z  nim 

spokojnie.  Czekając  na  odpowiedź,  wstrzymała  oddech.  Milczał  tak  długo,  Ŝe  sposępniała. 
Zdenerwowana wytarła wilgotną dłoń o spodnie. 

– Chyba nie będę mógł przyjść, ale dziękuję za zaproszenie – powiedział wreszcie. 
– Szkoda. Chciałam ci podziękować za to, Ŝe od razu przyjechałeś mnie wesprzeć po 

tym drugim włamaniu. – Czuła, Ŝe za chwilę się rozpłacze. – Ale jak nie moŜesz, to trudno. 

– Jesteśmy zawsze do usług, szanowna pani – rzekł słuŜbiście. 
– Cieszę się, Ŝe nasza policja natychmiast odpowiada na kaŜde wezwanie. Jeszcze raz 

dziękuję i Ŝegnam. 

OdłoŜyła  słuchawkę,  Ŝeby  nie  skompromitować  się  do  reszty.  Spojrzała  na  sufit, 

zawzięcie  mrugając.  Nie  mogła  się  rozpłakać  w  miejscu  pracy.  Zresztą,  powinna  być 
przygotowana na to, Ŝe Jake odrzuci propozycję. 

Poczuła  ucisk  w  piersi  –  wracał  ból,  który  dokuczał  jej  przed  dwoma  laty.  Nie 

wyleczyła się z miłości. I pomyliła się, sądząc, Ŝe Jake zechce przyjść na zwykłą, koleŜeńską 
kolację. 

background image

Drgnęła  nerwowo,  gdy  zadzwonił  telefon.  Popatrzyła  na  aparat  z  wyrzutem,  wzięła 

ksiąŜki i wyszła z gabinetu. Do rozpoczęcia zajęć było jeszcze duŜo czasu, ale chciała przed 
przyjściem  studentów  napisać  na  tablicy  jedno  trudne  zadanie.  I  przy  tym  zapomnieć  o 
przystojnym policjancie, który znowu sprawił jej zawód. 

 
Jake  rzucił  słuchawkę  ze  złością.  Nie  rozumiał,  dlaczego  Angelica  nie  odpowiada, 

skoro  przed  chwilą  dzwoniła.  Po  namyśle,  pocieszył  się,  Ŝe  moŜe  tak  jest  lepiej.  Wolał 
przecieŜ unikać spotkań. Nie chciał wspominać kolacji, do których kiedyś wspólnie zasiadali 
oraz  wieczorów,  które  razem  spędzali.  Przykro  mu  jednak  było,  poniewaŜ  słyszał 
rozczarowanie w jej głosie, a za Ŝadne skarby świata nie chciał sprawiać jej przykrości. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 
Angelica  zdziwiła  się,  gdy  po  powrocie  z  pracy  zobaczyła  przed  domem  samochód. 

Zaskoczyło ją, Ŝe Jake przyjechał, mimo iŜ rano dał jej wyraźnie do zrozumienia, Ŝe nie chce 
podtrzymywać znajomości. Widocznie później dowiedział się czegoś waŜnego. 

Miała wielką ochotę minąć dom i odjechać w siną dal, lecz zdawała sobie sprawę, Ŝe 

zachowałaby  się  niepowaŜnie.  A  jej  zdaniem  adiunkt  powinien  umieć  stawić  czoło  kaŜdej 
sytuacji. 

Jake podszedł do niej, zanim zdąŜyła wyjąć klucz ze stacyjki. 
– Dobry wieczór, Angel. 
– Witaj. Co za niespodzianka! Przyjechałeś, bo dowiedziałeś się czegoś nowego. Czy 

chcesz jeszcze raz mnie  przesłuchać? Uprzedzam, Ŝe nic nowego ci nie powiem! Myślałam, 

Ŝ

e  przekazałeś  sprawę  Winstonowi.  Czy  powiedziałeś  mu  wszystko  o  włamaniu  na  uczelni? 

Chyba nie wycofał się... 

– Przestań, katarynko! Kiedy jesteś podenerwowana, gadasz jak najęta. Wiesz o tym? 
Rzuciła  mu  wściekłe  spojrzenie.  Doskonale  wiedziała,  Ŝe  w  zdenerwowaniu  mówi, 

byle mówić, ale złościła się, gdy ktoś to zauwaŜał. 

– Dlaczego mam się denerwować? 
– Mnie pytasz? 
– Jeśli nawet nerwy mnie trochę zawodzą, to tylko z powodu ostatnich przejść. Chyba 

to zrozumiałe, prawda? Dwa włamania – w domu i w pracy. Całe szczęście, Ŝe pojechałam na 

ś

więta samochodem, bo inaczej... 

Jake pocałunkiem zatamował, potok jej słów. 
Od  razu  zapomniała  o  wszystkich  zmartwieniach.  Poczuła  Ŝywsze  pulsowanie  krwi  i 

przyjemne  ciepło.  KsiąŜki  wypadły  jej  z  rąk.  Jak  zahipnotyzowana  powoli  objęła  Jake’a  i 
ufnie się przytuliła. 

Otoczył  ją  ramionami  i  delikatnie  pocałował  najpierw  górną  wargę,  potem  dolną. 

Jęknęła głucho i przywarła do niego ustami. Nareszcie doczekała się tego, o czym tak długo 
marzyła, i tylko to się liczyło. 

Odsunął się nieco i szepnął: 
– Przy mnie moŜesz być o wszystko spokojna. 
Mówił przytłumionym głosem, w którym brzmiała draŜniąco uwodzicielska nuta. 
– PrzecieŜ jestem wyjątkowo spokojnym człowiekiem. Chciałam ci powiedzieć... 
Nie dokończyła. Kolejny pocałunek trwał dopóty, dopóki im starczyło tchu. Angelica 

zapomniała,  gdzie  się  znajduje,  zapomniała,  Ŝe  nie  są  w  domu.  Cały  świat  wirował  i  jedyną 
ostoją był Jake, jego silne ramiona i muskularne ciało. Całowała go bez opamiętania. 

Nie  czuła  chłodu  zimowego  wieczoru.  Miała  wraŜenie,  Ŝe  jest  w  tropikach  i  szybuje 

pod gorejącym słońcem. Jej ciało raz po raz przeszywał rozkoszny dreszcz. 

– Jak dobrze – usłyszała gorący szept. 
Jake ujął jej twarz w dłonie, bez pośpiechu całował czoło, oczy, usta, szyję... 
– Zawsze było cudownie – zapewniła drŜącym głosem. 
Ogarnęło ją niewysłowione szczęście. Pragnęła, aby pieszczoty trwały wiecznie. 

background image

–  Nie  po  to  przyjechałem  –  mruknął  Jake,  ale  nie  wypuszczał  jej  z  ramion  i  nadal 

całował. 

CzyŜby okłamywał oboje? 
Wreszcie  odsunął  się  i  opuścił  ręce.  Angelica  spojrzała  na  niego  spod 

półprzymkniętych  powiek.  Z  trudem  wróciła  do  rzeczywistości.  Zawstydziła  się,  Ŝe  tak 

Ŝ

ywiołowo  odwzajemniła  pocałunki.  Aby  ukryć  zmieszanie,  przykucnęła  i  zebrała  ksiąŜki. 

Poszła  do  domu,  czując,  Ŝe Jake  idzie  tuŜ  za  nią.  Nie  miała  odwagi  spojrzeć  na  niego,  gdyŜ 
postąpiła tak, jakby się narzucała. Bała się, Ŝe w jego twarzy wyczyta pogardę. 

– MoŜesz zdradzić, dlaczego przyjechałeś? – rzuciła przez ramię. 
Uniosła  wyŜej  głowę.  Nie  widziała  powodu,  dla  którego  miałaby  przepraszać  za 

chwilę  słabości.  Wprawdzie  nie  opierała  się,  gdy  ją  całował,  lecz  to  nie  zbrodnia.  Miała 
nadzieję, Ŝe nie zauwaŜył, jak drŜała i jak mocno biło jej serce. 

Zamknęła  drzwi  i  powiesiła  płaszcz.  Dopiero  teraz  ośmieliła  się  spojrzeć  w  oczy 

Jake’owi, który patrzył na nią powaŜnie, długo. 

– No, słucham. 
– Przyjechałem, Ŝeby ci powiedzieć, co wiemy – rzekł spokojnie. 
Nie  wiadomo,  czy  mówił  prawdę.  MoŜe  na  poczekaniu  wymyślił  taki  powód 

spotkania? Uśmiechnęła się krzywo i odwróciła speszona. Uczciwie musiała przyznać, Ŝe dla 
niej kaŜdy pretekst jest dobry; najwaŜniejsze, Ŝe Jake w ogóle się zjawił. 

–  Proszę  do  pokoju.  Myślałam,  Ŝe  dzielnicowy  Winston  będzie  mnie  o  wszystkim 

informował. 

Opadła na najbliŜsze krzesło, a Jake’owi wskazała fotel. Usiadł, ale nie zdjął płaszcza; 

widocznie miał zamiar zostać tylko kilka minut. 

–  Rzeczywiście  Pete  jest  odpowiedzialny  za  wyjaśnienie  tej  sprawy,  ale  mówi  mi  o 

wszystkim. Powiedziałem, Ŝe mam spotkać się z tobą, więc ci przekaŜę. 

– Dlaczego? 
– Co dlaczego? 
–  Czemu,  tracisz  czas?  I  odbierasz  pracę  bliźnim?  O  ile  się  nie  mylę,  rano  wyraźnie 

dałeś mi do zrozumienia, Ŝe nie mamy z sobą nic wspólnego. Więc czemu przyjechałeś? 

Jake  niecierpliwym  ruchem  przeczesał  włosy  i  pochylił  się  do  przodu.  Irytowało  go, 

Ŝ

e Angelica albo udaje, albo naprawdę nic nie rozumie. I okręŜną drogą wyprasza go z domu. 

Miał  ochotę  zrobić  jej  awanturę  o  to,  Ŝe  go  odpycha,  a  jednocześnie  pociąga.  Rano  chciała 
zaprosić go na kolację, przed chwilą gorąco całowała, a teraz traktuje chłodno i z dystansem. 

–  Przeprowadziliśmy  kilka  rozmów  w  bazie  i  otrzymaliśmy  listę  osób,  które  mogły 

coś wiedzieć o twojej pracy. Na uniwersytecie dostaliśmy drugą listę. Zajęliśmy się osobami 
widniejącymi na obu i próbowaliśmy ustalić, kto ostatnio gwałtownie potrzebował pieniędzy i 
w związku z tym mógłby  uciec się do  włamań.  Staraliśmy się ustalić, kto wiedział, Ŝe masz 
dostęp do tajnych materiałów i Ŝe wyjeŜdŜasz na święta. 

– Oszalałeś? Chcesz przesłuchać wszystkich moich znajomych i współpracowników? 

MoŜe  lepiej  od  razu  dąć  ogłoszenie  następującej  treści:  Znajomi  pani  Angeliki  Carstairs 
proszeni są o zgłoszenie... 

– Nie wygłupiaj się! Taka jest normalna procedura. Jak dotąd nic nie dała, ale mimo to 

chciałem, Ŝebyś wiedziała, co robimy w twojej sprawie. Staramy się nie pominąć niczego, co 

background image

moŜe nas naprowadzić na trop przestępcy. 

–  Wystarczyłoby  tu  i  ówdzie  zadzwonić  –  burknęła.  Czuła  się  zawiedziona,  Ŝe  Jake 

przyjechał  Wyłącznie  po  to,  aby  powiedzieć  jej  tak  niewiele.  Nie  miała  pojęcia,  dlaczego  ją 
całował,  lecz  gotowa  była  się  załoŜyć,  Ŝe  nie  liczył  na  wzajemność.  Tymczasem  ona  jak 
gdyby się narzuciła i wymusiła długie, namiętne pocałunki. Teraz palił ją wstyd, więc starała 
się nadrabiać miną. 

– Chciałem się z tobą zobaczyć... – powiedział Jake z ociąganiem. 
– Podczas rozmowy rano zdawało mi się, Ŝe jesteś jak najdalszy od tego – syknęła. 
–  Wyznam  ci  szczerze,  Ŝe  nie  chciałem  przyjąć  zaproszenia,  bo  wolałbym  unikać 

takich scen jak przed chwilą. Są rozkoszne, ale przecieŜ nie mają przyszłości. 

W czym zawiniłam, Ŝe nie moŜesz mnie kochać?! – krzyczało serce Angeliki, lecz jej 

usta pozostały nieme. 

– Czy zauwaŜyłaś jakiegoś podejrzanego osobnika koło domu albo na uczelni? 
–  Nie.  Winston  pytał  mnie  o  to  samo.  PrzecieŜ  gdybym  widziała  coś  niezwykłego, 

powiedziałabym wam bez pytania. Nie jestem tępa. 

– Komu byś powiedziała: jemu czy mnie? – spytał nieprzyjemnym tonem. 
– On prowadzi sprawę, tak czy nie? – rzuciła ostro. 
Irytowała  się  coraz  bardziej.  Głównie  na  siebie,  gdyŜ  męczarnią  było  samo 

przebywanie  z  Jakiem  w  jednym  pokoju.  Na  ustach  jeszcze  czuła  jego  gorące  wargi,  a 
tymczasem on mówił, Ŝe nie widzi moŜliwości spotkań w przyszłości. Nie rozumiała, czego 
od niej chce i dlaczego nie odchodzi. 

Jake wstał, pochylił się nad nią i palcem przesunął po jej nabrzmiałych wargach. 
– Mam nadzieję, Ŝe nie bolą. 
– Ani trochę. 
W duchu dodała, Ŝe przez niego boli ją serce, od lat. 
Jake westchnął i wyprostował się. 
– Do widzenia. Nie musisz mnie odprowadzać. 
Posłusznie siedziała bez ruchu, wsłuchana w odgłos jego kroków i skrzypienie drzwi. 

Nareszcie została sama, ale wcale nie była z tego zadowolona. 

Przymknęła  oczy  i  wyobraziła  sobie,  Ŝe  Jake  jeszcze  z  nią  jest.  Miała  wraŜenie,  Ŝe 

wystarczy  wyciągnąć  rękę,  a  dotknie  go  i  będzie  mogła  się  przytulić.  Westchnęła  ze 
smutkiem. Czuła, Ŝe czeka ją długa, bezsenna noc. 

Rzeczywiście  nie  mogła  zasnąć.  Słyszała,  jak  zegar  wybija  północ,  potem  godzinę 

pierwszą,  a  sen  jak  nie  przychodził,  tak  nie  przychodził.  Przewracała  się  z  boku  na  bok  i 
przywoływała  róŜne  wspomnienia,  lecz  wszystkie  bladły  wobec  tego,  co  zaszło  wieczorem. 
WciąŜ  czuła  podniecenie,  jakie  ją  ogarnęło,  gdy  znalazła  się  w  ramionach  ukochanego. 
Marzyła nie tylko o pocałunkach. 

Zaklęła  z  cicha.  Irytowała  się,  Ŝe  nie  moŜe  zasnąć,  a  o  ósmej  czekały  ją  zajęcia  ze 

zdolnymi  i  dociekliwymi  studentami.  Powinna  być  wyspana  i  przytomna,  aby  bezbłędnie 
odpowiadać na liczne pytania. 

Postanowiła  napić  się  brandy.  Miała  nadzieję,  Ŝe  alkohol  pomoŜe  oderwać  myśli  od 

Jake’a  i  zasnąć.  Doszła  do  kuchennych  drzwi,  w  chwili  gdy  rozległ  się  brzęk  szkła. 
Automatycznie  zapaliła  światło.  W  stłuczonym  oknie  dostrzegła  męską  rękę,  która 

background image

błyskawicznie zniknęła. Zmartwiała na parę sekund, a potem zadzwoniła na posterunek. 

Urywanymi zdaniami powiedziała, Ŝe spłoszyła złodzieja, który próbował przez okno 

dostać się do domu. OdłoŜyła słuchawkę i wystraszona czekała na dźwięk syreny policyjnego 
wozu.  Dygocąc  na  całym  ciele,  stała  przy  telefonie  i  patrzyła  to  na  okno,  to  na  drzwi  do 
kuchni. Niewiele słyszała poza szumem krwi w skroniach. Nie była pewna, czy definitywnie 
odstraszyła intruza. Zarzuciła na ramiona płaszcz i nie ruszała się z miejsca, zdecydowana, Ŝe 
wybiegnie na ulicę, jeśli włamywacz wejdzie przez okno w kuchni. 

Podskoczyła  nerwowo,  gdy  załomotano  do  drzwi.  Przyjechała  policja.  DyŜurny 

policjant  spisał  zeznania,  zabezpieczył  okno  i  obszedł  dom  naokoło.  Na  ulicy  stanął  patrol. 
Przyszli zaniepokojeni Bensonowie, którzy zaproponowali Angelice nocleg u siebie. 

Przez  ułamek  sekundy  miała  ochotę  odmówić  i  zadzwonić  do Jake’a,  lecz  nie  uległa 

pokusie.  Zabrała  potrzebne  rzeczy,  zamknęła  dokładnie  drzwi  i  poszła  do sąsiadów.  Zaczęła 
dręczyć ją przykra myśl, Ŝe jeśli włamania nie ustaną, będzie zmuszona sprzedać dom. 

Teraz tym bardziej nie mogła zasnąć. Głowiła się nad tym, czego moŜna u niej szukać, 

skoro 

nie 

posiada 

materiałów 

zawierających 

tajemnice 

państwowe, 

papierów 

egzaminacyjnych czy kosztowności. O co złodziejowi chodziło? 

Przeskoczyła myślami do Jake’a. Ciekawa była, jak zareaguje, gdy dowie się o próbie 

włamania Sądziła, Ŝe juŜ nie potrzebuje jego pomocy i Ŝe wystarczy rutynowa opieka policji, 
co  miało  ten  plus,  Ŝe  w,  obecności  nie  znanych  policjantowi  czuła  się  spokojna,  a  przy  nim 
miała  nerwy  napięte  do  ostatnich  granic.  Wolała  więc  unikać  kontaktów  z  Jakiem,  które 
ciągłe raniły jej serce. 

Postanowiła nie poddać się i męŜnie stawić czoło piętrzącym się przeciwnościom. W 

ostateczności  zawsze  mogła  wezwać  na  pomoc  któregoś  z  braci.  Usnęła,  powtarzając  sobie 
owo postanowienie. 

Rano  wróciła  do  domu,  aby  przygotować  się  do  zajęć.  Wszystko  wyglądało  jak 

wczoraj. Przyjechał dzielnicowy Winston, który zadał jej kilka pytań. 

– Wydaje mi się, Ŝe nie powinna pani mieszkać całkiem sama – rzekł, patrząc na nią z 

troską. – Czy mogłaby pani wyprowadzić się, do czasu gdy znajdziemy tego ptaszka? MoŜe 
pani pomieszkać u rodziny lub przyjaciół? 

–  Naprawdę  uwaŜa  pan,  Ŝe,  grozi  mi  niebezpieczeństwo?  –  zaniepokoiła  się  nie  na 

Ŝ

arty. 

– Sytuacja staje się groźna, bo ten nocny włamywacz na pewno wiedział, Ŝe pani jest 

w domu. Wygląda na to, Ŝe ma niewiele do stracenia. 

Namyślała się przez chwilę. 
– Kilka dni mogę spędzić u znajomej, ale nie chcę nikomu długo zawracać głowy. 
–  MoŜe  wczorajsze  włamanie  naprowadzi  nas  na  trop  i  wkrótce  znajdziemy 

nieproszonego gościa. Mimo to radzę pani nie ryzykować... Lepiej nocować gdzie indziej. 

 
Czwartek  zawsze  był  najtrudniejszym  dniem.  W  związku  z  wizytą  dzielnicowego 

Winstona  Angelica  spóźniła  się  na  pierwsze  zajęcia  i  wpadła  do  sali  zdyszana,  niezbyt 
przytomna.  Uczucie  zagubienia  towarzyszyło  jej  przez  całe  przedpołudnie.  Nie  zdąŜyła 
przygotować się tak starannie jak zawsze, więc bała się, Ŝe lada moment popełni kardynalny 
błąd.  Nie  mogła  skupić  się  wyłącznie  na  zadaniach,  poniewaŜ  dręczyły  ją  obawy  o  dom  i 

background image

strach, przed ewentualnym włamaniem. 

Podczas lunchu zastanawiała się, u kogo mogłaby mieszkać kilka dni bez sprawienia 

większego kłopotu. Sandy, serdeczna przyjaciółka, nie miała rodziny i mieszkała blisko. Kyle 
był  trochę  za  daleko,  a  poza  tym  traktował  siostrę  protekcjonalnie,  co  ją  bardzo  irytowało. 
Lubiła swą niezaleŜność i wcale się jej nie uśmiechało, Ŝe na jakiś czas będzie musiała z niej 
zrezygnować.  Przede  wszystkim  jednak  nie  była  przekonana,  Ŝe  naleŜy  zostawić  dom  bez 
opieki.  MoŜliwe,  Ŝe  sama  będzie  bezpieczniejsza,  lecz>  jej  nieobecność  ułatwi  złodziejowi 
zadanie. 

W  połowie  ostatnich  zajęć,  gdy  pisała  na  tablicy  nowy,  skomplikowany  wzór, 

skrzypnęły drzwi. Odwróciła się i zastygła w bezruchu, poniewaŜ wszedł Jake i jakby nigdy 
nic stanął w rogu sali. 

Straciła  wątek,  a  zdziwieni  studenci  obejrzeli  się,  aby  zobaczyć,  dlaczego 

wykładowczyni  patrzy  w  jeden  punkt  za  ich  plecami.  Angelica  opanowała  się  i  dokończyła 
pisać wzór. Odzyskała jasność myślenia i mogła nadal prowadzić zajęcia. 

Jednak nie bez trudu, poniewaŜ jej uwagę  rozpraszała czarno ubrana postać w końcu 

sali.  Studenci  przepisali  wzór  i  poprosili  o  wytłumaczenie  twierdzenia  z  poprzednich  zajęć. 
Wyjaśniła  spokojnie  i  dokładnie,  podała  praktyczne  zastosowanie,  ale  nie  zdołała  naprawdę 
zainteresować  ich  tematem.  Udawała,  Ŝe  nie  zauwaŜa  Jake’a,  lecz  jego  obecność 
przeszkadzała jej się skupić. Zwolniła studentowi trochę, wcześniej, co oczywiście przyjęli z 
aplauzem. 

Podczas gdy hałaśliwie opuszczali salę, nadal udawała, Ŝe zapomniała o Jake’u. Przez 

cały  czas  czuła  na  sobie  jego  wzrok,  lecz  nie  patrząc  w  jego  stronę,  starannie  złoŜyła  prace 
domowe, a potem starła tablicę. 

Kiedy zamknęły się drzwi za ostatnim studentem, Jake wolnym krokiem podszedł do 

katedry.  Patrzyła  na  niego  wystraszona,  z  sercem  podchodzącym  do  gardła.  Wyglądał 
groźnie.  Miał  zmarszczone  czoło,  zmruŜone  oczy  i  zaciśnięte  usta.  Pod  obcisłym  swetrem 
rysowały  się  potęŜne  bicepsy.  Oblizała  spierzchnięte  wargi.  Stanął  tak  blisko,  Ŝe  poczuła 
znajomy zapach, który tylko z nim kojarzyła. Pamiętała go sprzed lat i wiedziała, Ŝe nigdy nie 
zapomni. Lekko ugięły się pod nią kolana i bezwiednie postąpiła krok naprzód. Czuła się jak 

ć

ma, która leci do świecy, chociaŜ wie, Ŝe zginie w płomieniach. 

– Kłopoty się nie skończyły, moja mała – powiedział Jake półgłosem. 
Jego głos zabrzmiał jak najpiękniejsza muzyka. 
Broniąc się przed nim ostatkiem sił, zaprotestowała słabo: 
– Jak na kobietę, wcale nie jestem taka mała. Mam metr sześćdziesiąt pięć. 
Jake  ujął  jej  dłoń  i  pocałował  kaŜdy  palec  z  osobna.  Czuła,  Ŝe  ma  nogi  jakby  z 

miękkiego wosku, więc by nie stracić równowagi, oparła się o jego pierś. 

– W porównaniu ze mną jesteś malutka. 
Wziął jej ręce w swoje i pocałował. Potem objął ją i przytulił tak mocno, Ŝe stopili się 

w jedno ciało. 

– Jesteś mała, ale piękna – dodał, ustami muskając jej włosy. 
– Przestań! Zabraniam ci przychodzić znienacka i dezorganizować mi zajęcia. 
–  Bardzo  panią  profesor  przepraszam,  ale  wszedłem  po  cichutku  i  nie  pisnąłem  ani 

słowa. 

background image

PołoŜył jej jedną rękę na karku, drugą przesunął po plecach. 
– Ja... 
Urwała.  Nie  miała  prawa  go  oskarŜać,  poniewaŜ  sama  zawiniła.  Przeszkadzała  jej 

własna reakcja na jego widok. Teraz, przytulona do niego, traciła zdolność jasnego myślenia, 
nawet przestawała oddychać. Nie miała siły go odepchnąć ani się odsunąć. 

Jake odchylił jej głowę i pocałował jedwabistą skórę szyi. Przeszył ją dreszcz od stóp 

do  głów.  Wsunęła  mu  ręce  pod  sweter  i  przytuliła  się  ze  wszystkich  sił,  jakie  jej  jeszcze 
zostały. 

– Dlaczego wczoraj nie zadzwoniłaś po mnie? – spytał chrapliwie. 
Nie mogła wydobyć głosu, więc milczała. 
– Mówiłem ci, Ŝe masz dzwonić, jeśli coś się stanie. Czy moŜesz sobie wyobrazić, jak 

mi było głupio, gdy rano Pete powiedział, Ŝe znowu ktoś dobierał się do twojego domu? 

–  Po  co  mam  cię  w  to  wciągać?  –  Ogarnęła  ją  złość  i  rozczarowanie.  Jego  pytanie 

oznaczało, Ŝe przyszedł tylko z poczucia obowiązku. – PrzecieŜ i tak zdziałałbyś tylko tyle, co 
dyŜurny policjant A resztę nocy spędziłam u sąsiadów. 

–  Na  pewno  zrobiłbym  więcej  niŜ  zwykły  policjant  –  rzucił  ze  złością.  –  Zaraz  się 

przekonasz, co mam na myśli. – Puścił ją i spojrzał na biurko: – To wszystko twoje manele? 

Zachwiała się lekko, oparła o tablicę i skinęła głową. 
– Gdzie je schować? – spytał, zgarniając papiery. 
–  Zabiorę  do  gabinetu.  Zostaw!  –  syknęła.  –  Sama  dam  radę.  –  Widząc,  Ŝe  bierze 

notatki pod pachę, krzyknęła: – Nie słyszysz, co mówię?! 

– Słyszę, słyszę i wiem, Ŝe pierwszorzędnie sobie radzisz. No, idziemy. Szkoda czasu, 

bo przed nami daleka droga. 

– Jaka droga? Co ty wygadujesz? 
Musiała  prawie  biec,  aby  za  nim  nadąŜyć.  W  gabinecie  rzucił  wszystko  na  biurko  i 

wziął ją pod rękę. 

– Idziemy. 
Gniewnie tupnęła nogą i wyszarpnęła rękę. 
– Idź, wolna droga. Co ty sobie wyobraŜasz? Jakim prawem tak się rządzisz? I dokąd 

to się wybierasz? 

–  Wybieramy  –  poprawił.  –  Na  kilka  dni  biorę  cię  pod  swoje  skrzydła.  Nie  moŜesz 

zostać  w  Laramie,  bo  jest  niebezpiecznie  i  ten  wariat  jeszcze  gotów  cię  napaść.  Pete 
powiedział, Ŝe radził ci... 

– Planowałam, Ŝe przeniosę się do przyjaciółki. 
– Odwołaj. 
– Nie mam co odwoływać, bo... 
– Tym lepiej. Zabierasz coś stąd? 
– Nie twoja sprawa, bo nigdzie z tobą nie jadę. 
Nie  wiedziała,  jak  wybrnąć  z  kłopotliwej  sytuacji.  Z  jednej  strony  zachwyciła  ją 

perspektywa  spędzenia  kilku  dni  z  ukochanym  sam  na  sam,  lecz  z  drugiej  wiedziała,  Ŝe  to 
zniszczy jej spokój ducha na całe Ŝycie. 

– Dokąd chcesz mnie wywieźć? – spytała, udając obojętność. 
Jake błysnął zębami w uwodzicielskim uśmiechu, któremu nigdy nie mogła się oprzeć. 

background image

Czuła, Ŝe potulnie da się zabrać na koniec świata. 

– Mam dom w górach, niedaleko stąd. Posiedzimy tam do poniedziałku. Dzięki temu 

Pete będzie miał czas i spokój, Ŝeby po nitce dojść do kłębka. 

– Jaka nitka? Jaki kłębek? 
–  Masz  szczęście,  Ŝe  obok  ciebie  mieszka  młoda  matka,  która  musi  wstawać  do 

dziecka.  Wczoraj  wracała  do  łóŜka,  gdy  usłyszała  brzęk  tłuczonego  szkła.  Natychmiast 
wyjrzała przez okno i zobaczyła nie tylko złodzieja, ale i jego samochód. Opisała go niezbyt 
dokładnie,  ale  wiemy  tyle,  Ŝe  niedługo  złapiemy  tego  faceta.  Jednak  potrzebujemy  trochę 
czasu. 

– W takim razie mogę zostać w domu. 
–  Wykluczone.  Jedziesz  ze  mną  i  koniec  dyskusji.  Popchnął  ją  lekko,  więc  wyszła  z 

gabinetu.  Gonitwa  myśli  nie  pozwalała  jej  na  szybkie  podjęcie  decyzji.  Jakie  rozwiązanie 
byłoby najrozsądniejsze? Serce wiedziało, czego pragnie, lecz ono ma niewiele wspólnego z 
rozsądkiem. 

– Jest dopiero czwartek – mruknęła. – Nie moŜemy wyjechać na tyle dni. 
Sądziła, Ŝe to bardzo trzeźwa uwaga, świadcząca o tym, iŜ myśli spokojnie i logicznie. 

Nie chciała zdradzić się z uczuciem radości, jakie ją ogarnęło. 

– Jutro masz wolne, prawda? 
– Tak, ale ty chyba pracujesz? – odparła pytaniem na pytanie. 
–  Nie,  wziąłem  urlop.  Od  lat  nie  miałem  chwili  wytchnienia,  więc  naleŜy  mi  się 

wypoczynek. 

– CzyŜby? 
– Co czyŜby? – Nie czekając na odpowiedź, dorzucił: – MoŜesz tu zostawić wóz? 
– Mogę, ale... 
– No to wskakuj do mojego. – Pomógł jej wsiąść do dŜipa i zapiąć pas. 
– Wcale nie jestem przekonana, Ŝe to jest najlepsze wyjście – oponowała słabo. 
– Nie musisz. Grunt, Ŝe ja o tym wiem. Osobiście przypilnuję, Ŝeby nic ci się nie stało. 
– Skąd ta pewność, Ŝe potrafisz? 
Pomyślała  rozŜalona,  Ŝe  kiedyś  właśnie  przez  niego  coś  się  stało.  Na  pewno  nie 

podejrzewał, Ŝe juŜ raz złamał jej serce i teraz moŜe zrobić to samo. 

Zapakowała  walizkę  i  włoŜyła  dwa  fachowe  czasopisma  do  torebki.  Więcej  Jake  nie 

pozwolił zabrać. 

Niebawem  mknęli  autostradą  w  góry  i  dopiero  za  miastem  Angelica  w  pełni 

uświadomiła  sobie,  Ŝe  spędzi  kilka  dni  z  ukochanym.  Z  męŜczyzną,  który  nic  nie  wie  o  jej 
miłości i jedzie z nią wyłącznie z poczucia obowiązku. Po złapaniu przestępcy, znowu zniknie 
z jej Ŝycia i zostawi ją samą. 

Nagle  po  jej  ustach  przemknął  błogi  uśmiech.  Zamiast  zamartwiać  się  na  zapas, 

postanowiła się cieszyć, Ŝe ma przed sobą trzy dni, podczas których moŜe będzie szczęśliwa. 
A  potem  zostaną  piękne  wspomnienia  do  końca  Ŝycia.  Zgodziła  się  na  wyjazd  z  wolnej, 
nieprzymuszonej  woli,  poniewaŜ  chciała  być  z  ukochanym.  Była  przekonana,  Ŝe  nie  moŜe 
liczyć  na  stały  związek  z  nim,  więc  chciała  przynajmniej  wykorzystać  to,  co  Ŝycie 
niespodziewanie jej zaoferowało. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 
Promienie  słońca  odbijały  się  od  śniegu,  więc  iskrzący  blask  raził  w  oczy.  Angelica 

załoŜyła  ciemne  okulary  i  spojrzała  na  pola  przykryte  grubą  śniegową  pierzyną.  W  oddali 
majaczyło stado bydła.  Ów sielski widok przywołał wspomnienia beztroskich lal, które zbyt 
prędko  się  skończyły.  W  dzieciństwie  uwielbiała  zimę.  Co  roku  wraz  z  braćmi  urządzali 
konkursy,  na  które  lepili  róŜne  figury  i  budowali  fortece.  Najwięcej  jednak  przyjemności 
sprawiały im bitwy, podczas których walczyli z wrogiem śnieŜnymi kulami. Była najmłodsza, 
więc nigdy nie wygrywała, a mimo to dzielnie stawała na placu boju. Teraz usiłowała sobie 
przypomnieć,  kiedy  ostatni  raz  obrzucali  się  śnieŜkami.  Zapewne  tuŜ  przed  śmiercią 
rodziców.  Po  tragicznym  wypadku  Rafe  zmienił  się  nie  do  poznania  –  spowaŜniał  i  jako 
najstarszy  czuł  się  w  obowiązku  zaopiekować  młodszym  rodzeństwem.  Dopiero  teraz 
uświadomiła  sobie,  Ŝe  Rafe  chyba  najbardziej  odczuł  śmierć  rodziców.  Sam  był  prawie 
dzieckiem, a musiał zająć się młodszymi. 

– Co cię gnębi? – zapytał Jake cicho. Drgnęła, nagle wyrwana z zamyślenia. 
–  Przypomniało  mi  się  dzieciństwo.  Widok  śniegu  zawsze  budzi  we  mnie  chęć  do 

zabawy. A w tobie? 

Jake wzruszył ramionami. 
– Lubię jeździć na nartach, ale nie wiem, czy to moŜna nazwać zabawą. Co rozumiesz 

przez zabawę? 

– Tarzanie się w śnieŜnym puchu, obrzucanie kulami, lepienie figur ze śniegu. Wiesz, 

urządzaliśmy  konkurs  na  zrobienie  na  śniegu  najlepszego  śladu  orła  i  mama  była  sędzią. 
Robiłam  lepszego  orła  niŜ  bracia,  więc  na  ogół  dostawałam  pierwszą  nagrodę.  –  W  jej 
policzkach pokazały się dołeczki. – Pewno dlatego tak to lubiłam, bo wygrywałam. Tylko w 
tym byłam najlepsza, a we wszystkim innym bracia zdecydowanie mnie prześcigali. 

– Czy opiekowali się tobą, gdy zostaliście sami? 
–  Tak.  Bardziej  Rafe,  bo  ojcował  nam  po  śmierci  rodziców.  Kyle  oczywiście  teŜ 

wtrącał  się  do  mojego  wychowania  i  ciągle  mnie  pouczał.  Ale  obaj  czuli  się  za  mnie 
odpowiedzialni. 

– Rafe jest najstarszy? 
–  Tak.  Nawet  przyznano  mu  prawo  do  opieki  nad  nami  do  pełnoletności.  On  miał 

prawo, ale to Kyle się wymądrzał i chciał rządzić. 

Jakie rzucił jej ukradkowe spojrzenie, ale nic nie rzekł. Wiedział aŜ nadto dobrze, jak 

dalece Kyle jest gotów posunąć się w swej opiece nad siostrą. Miał wielką ochotę powiedzieć 
Angelice,  jak  apodyktyczny  jest  jej  brat,  lecz  w  porę  się  opamiętał  i  ugryzł  w  język.  To 
naleŜało  do  przeszłości,  a  poza  tym  musiał  przyznać  mu  rację.  Zdaniem  Kyle’a  nie  był 
odpowiednim męŜem dla Angeliki. Podobna opinia nie miałaby znaczenia,  gdyby Jake się z 
nią  nie  zgadzał,  ale  w  głębi  serca  był  przekonany,  Ŝe  Kyle  ma  rację.  Wiedział,  Ŝe  Angelica 
podkochuje się w nim i sam Ŝywił wobec niej gorące uczucia. To jednak nie zmieniało faktu, 

Ŝ

e ani jego przeszłość, ani obecny tryb Ŝycia nie były odpowiednie dla tak delikatnej kobiety. 

Co do tego obaj się zgadzali. 

Zorientował się, Ŝe Angelica coś mówi. 

background image

– ...siostry? 
– Przepraszam, co mówiłaś? – spytał, wracając do rzeczywistości. – Zamyśliłem się. 
– Pytałam, czy masz braci albo siostry. Nigdy nie wspominałeś o rodzinie. Jeśli ktoś 

milczy na ten temat, to jeszcze nie znaczy, Ŝe nikogo nie ma. 

– Ale w moim wypadku znaczy – rzekł tonem, który wykluczał dalsze pytania na ten 

temat. 

Angelice  zrobiło  się  przykro.  Dawniej  wiedziała,  Ŝe  milczenie  Jake’a  oznacza,  iŜ 

roztrząsa jakąś waŜną kwestię słuŜbową. I wtedy śmiało pytała, o czym myśli. Teraz czuła, Ŝe 
jest  inaczej,  więc  się  nie  odezwała.  ChociaŜ  bardzo  ją  interesowało,  co  Jake  robił  przez 
ostatnie,  dwa  lata,  jakie  zbrodnie  wykrył,  jak  teraz  planował  znaleźć  włamywacza. 
Najbardziej zaś intrygujące było pytanie, czy zabrał ją z Laramie tylko i wyłącznie z obawy 
przed przestępcą, czy teŜ miał jakieś inne powody. 

– Bardzo mi ciebie brakowało przez te lata – wyznała prawie szeptem. – A ty za mną 

choć trochę tęskniłeś? 

Jake skinął głową. 
Na  końcu  języka  miała  pytanie,  czemu  wobec  tego  tak  długo  się  nie  odzywał  i 

dlaczego  nie  odpowiadał  na  telefony.  Nie  zdobyła  się  jednak  na  takie  dociekania  i  zamiast 
tego spytała: 

– Dokąd jedziemy? 
– Do mojej chaty. 
– Nie wiedziałam, Ŝe jesteś posiadaczem ziemskim. Gdzie leŜy twój majątek? 
–  Nie  kpij.  Parę  lat  temu  kupiłem  kawałek  ziemi  koło  Centennial,  ale  dopiero 

niedawno  postawiłem  tam  chatę.  Pomagali  mi  koledzy  z  pracy,  więc  w  rewanŜu  mogą  teraz 
przyjeŜdŜać na wczasy. 

– Coś podobnego! Bardzo jestem ciekawa, jak wygląda dzieło twoich rąk. 
– Nie spodziewaj się zbyt wiele, bo chata jest mała. Za to widok rozległy i piękny. 
Pół  godziny  później  stanął  przed  niewielkim  drewnianym  domem,  oświetlonym 

promieniami zachodzącego słońca. Angelice wyrwał się okrzyk zachwytu: 

– Jak w baśni Andersena! Chyba przyjeŜdŜasz tu w kaŜdej wolnej chwili, co? 
– Nie, bardzo rzadko. 
Nie  chciał  się  przyznać,  Ŝe  postanowił  zbudować  dom,  aby  oderwać  myśli  od 

bolesnych  wspomnień.  Niestety,  okazało  się,  Ŝe  jest  mu  źle  na  odludziu  i  Ŝe  w  samotności 
jeszcze więcej rozmyśla o tym, co utracił. 

Angelica wysiadła i po kolana zapadła się w śniegu. Potykając się i sapiąc z wysiłku, 

doszła do domu. 

Otworzył drzwi i odsunął się, aby przepuścić  gościa. Z  ciekawością rozejrzała się po 

pokoju.  Umeblowanie  było  bardzo  proste,  lecz  funkcjonalne.  Po  lewej  stronie,  przed 
kominkiem,  stała  kanapą  i  fotele.  Po  prawej  duŜy  sosnowy  stół  i  krzesła.  Dalej  była  wnęka 
kuchenna, a obok niej zamknięte drzwi. 

Odetchnęła z ulgą, gdy zorientowała się, Ŝe nie ma ani śladu kobiecej ręki. Pomyślała, 

Ŝ

e chętnie oŜywiłaby pokój firankami, kolorowymi poduszkami, chodnikiem. Lecz to nie był 

jej dom, więc nic nie mogła tu zmieniać. 

– Bardzo tu ładnie – powiedziała z uznaniem. 

background image

Jake patrzył na pokój, jak gdyby widział go pierwszy raz. Porównał go z kolorowym, 

przytulnym domem Angeliki i pokręcił głową. 

–  Trzeba  by  go  jakoś  wykończyć,  ale  brak  mi  do  tego  smykałki.  MoŜe  ty  coś 

doradzisz? – Postawił walizki i zamknął drzwi. – Brr, zimno jak na biegunie, więc na razie się 
nie rozbieraj. Zaraz rozpalę w kominku i będzie ciepło. 

Angelica  postawiła  torbę  na  krześle,  podeszła  do  okna  i  zapatrzyła  się  na  krajobraz. 

Dom stał na stoku nad doliną. Przeciwległe zbocza jeszcze oświetlało słońce, więc tam śnieg 
skrzył  się  złociście.  Przemknęła  jej  myśl,  Ŝe  na  tak  pięknym  świecie  nie  powinno  być 
przestępstw i nieszczęść. Westchnęła i odwróciła się. 

– Mógłbyś stąd dojeŜdŜać do pracy – powiedziała, przysiadając na poręczy kanapy. 
– Wolę miasto, Ŝeby być pod ręką. Tu jest wymarzone miejsce na wakacje. 
–  Dlaczego  częściej  nie  przyjeŜdŜasz?  Nie  lubisz  być  sam?  To  poszukaj  sobie 

chętnych do towarzystwa, a na pewno sporo znajdziesz. 

– Mam niewielu znajomych. 
– Ale chyba masz choć jedną bratnią duszę – szepnęła. 
– Pewno chodzi ci o kobietę – rzekł powoli, patrząc jej w oczy. – Wyobraź sobie, Ŝe 

nigdy tu z Ŝadną nie byłem. 

Spłonęła  gorącym  rumieńcem.  Bardzo  się  zawstydziła,  a  jednocześnie  ucieszyła,  Ŝe 

jest pierwszą kobietą, którą zaprosił do swego domu. śałowała, Ŝe nie miała okazji pomagać 
mu  przy  budowie.  I  nie  wiedziała,  czy  powaŜnie  potraktować  propozycję,  by  poradziła,  jak 
upiększyć wnętrza. 

– Dlaczego? – spytała przytłumionym głosem. 
Jake uśmiechnął się, podszedł i pogładził ją po zaczerwienionym policzku. 
–  Jest  tylko  jedno  łóŜko.  –  Dostrzegł  zdumienie  w  jej  oczach,  więc  dodał:  –  Nie  bój 

się, tę kanapę moŜna rozłoŜyć. – Przyglądał się jej z rozbawieniem. – Uspokoiłem cię? 

Skinęła  głową.  śałowała,  Ŝe  nie  jest  tak  odwaŜna  jak  w  marzeniach.  Korciło  ją,  aby 

się do niego przytulić i szepnąć na ucho, Ŝe nie warto rozkładać kanapy, bo w łóŜku na pewno 
starczy miejsca dla dwojga. Gdy marzyła, była odwaŜna i bez oporów wyznawała mu miłość, 
lecz teraz nie mogła się na to zdobyć. 

Jake, odsunął, się i rozpiął marynarkę. 
–  Robi  się  ciepło.  Zobaczę,  jakie  mamy  zapasy.  MoŜe  starczy  na  kolację,  a  jeśli  nie, 

skoczę do Centennial. Nie rozbierzesz się? 

Niechętnie  zdjęła  płaszcz.  Według  niej  w  domu  nadal  panował  mróz  i  wątpiła,  czy 

ogień  w  kominku  prędko  podniesie  temperaturę.  Znała  lepszy  sposób  na  rozgrzanie  się  – 
pocałunki. JuŜ na samą myśl o tej przyjemności poczuła błogie ciepło. 

Z napięciem obserwowała Jake’a krzątającego się w kuchni. Miała ochotę zarzucić mu 

ręce  na  szyję,  więc  aby  się  opanować,  zacisnęła  pięści  i  wsunęła  do  kieszeni  swetra.  Na 
wszelki wypadek odwróciła się do okna w obawie, Ŝe Jake wyczyta tęsknotę w jej oczach. 

–  MroŜone  mięso,  puszka  kukurydzy  i  torba  ziemniaków  –  usłyszała  wyliczanie.  – 

Starczy? 

Nie rozumiała, jak moŜna w takiej chwili martwić się o kolację, ale odparła: 
– Oczywiście. Mogę usmaŜyć mięso i zrobić sos – zaproponowała. – JuŜ się biorę do 

roboty. 

background image

Pomógł jej zdjąć sweter, rzucił go na krzesło i ujął jej twarz w dłonie. 
– Pamiętam twoje sosy, bo lepszych nikt nie umie robić. 
–  Cieszę  się, Ŝe  ci  smakowały.  MęŜczyznom  łatwo  dogodzić.  Wystarczy  obfity,  jako 

tako smaczny posiłek i juŜ im dobrze. – Uśmiechnęła się zalotnie. – Mam rację? 

– Skąd mam wiedzieć? Ale pamiętam, Ŝe tak twierdziłaś... – Urwał i jakby po namyśle 

dodał: – Pamiętam wszystko, co mówiłaś. – Obrzucił spojrzeniem jej twarz, jakby sprawdzał, 
czy pamięta kaŜdy szczegół. – Nic nie zapomniałem. 

Zaniemówiła. Dziwne, Ŝe wszystko pamiętał, a tak długo się nie odzywał. 
– Zawsze ślinka mi ciekła przed kaŜdą kolacją u ciebie. Więc pozwalam ci gotować, 

ale pod warunkiem, Ŝe nadal jesteś dobrą kucharką, Ŝe nic się nie zmieniłaś. – Pocałował ją w 
czubek  nosa.  –  Idę  rozpalić  w  kominku  w  sypialni,  bo  nie  chcę,  Ŝebyś  w  nocy  zamarzła  na 
kość. 

–  Mogę  spać  na  kanapie  –  rzuciła  obraŜona  tym,  Ŝe  pocałunek  był  taki  krótki, 

bezosobowy.  –  Naprawdę.  –  Takiemu  gościowi  jak  ty  wypada  odstąpić  łóŜko  –  oświadczył 
zdecydowanym tonem. 

Angelica  stała  w  kuchni,  lecz  myślami  była  w  sypialni.  Nie  miała  najmniejszego 

zamiaru  się  sprzeciwiać,  poniewaŜ  to  mogła  być  jedyna  okazja,  aby  spać  w  jego  łóŜku. 
Powinna ją wykorzystać, choćby dlatego, aby sprawdzić, jakie będzie miała sny. 

Po  powrocie  Jake  zajął  się  obieraniem  ziemniaków.  Pracowali  zgodnie,  jak  gdyby 

mieli  za  sobą  lata  praktyki.  Angelica  miała  wraŜenie,  Ŝe  odbywa  się  coś  na  podobieństwo 
tańca  rytualnego,  gdyŜ  co  i  rusz  przechodzili  koło  siebie.  Ustępowali  sobie  miejsca,  zbliŜali 
się i oddalali. Raz zderzyli się, prędko odskoczyli i wybuchnęli gromkim śmiechem. 

– Widzę, Ŝe juŜ ci ciepło, bo masz zaróŜowione policzki. A oczy jak niezabudki. 
– Oczy mam niebieskie od urodzenia – odparła drŜącym z emocji głosem – a policzki 

róŜowe od gorąca. 

Nie przyznała się, Ŝe jego obecność znacznie bardziej ją rozgrzewa niŜ piec. 
– Musimy uwaŜać, Ŝeby nie potłuc naczyń. 
To mówiąc, odstawił kieliszki i objął ją. Całował delikatnie, czule... nie mógł oderwać 

się od jej ust. Chętnie poddała się ogarniającemu ją uczuciu błogości. Długo była pozbawiona 
czułości, o której marzyła co noc, a teraz miała wraŜenie, Ŝe źródlaną wodą zaspokaja wielkie 
pragnienie. Wiedziała, Ŝe podobnych przeŜyć nie dostarczy jej nikt inny i Ŝe nikogo nie zdoła 
tak  mocno  pokochać.  Jake  był  dla  niej  jedynym  męŜczyzną,  wymarzonym  i  ukochanym. 
UwaŜała, Ŝe są dla siebie stworzeni i Ŝe nic nie powinno ich rozdzielić. 

Powoli  uniósł  głowę.  Oboje  oddychali  z  trudem,  co  uznała  za  znak,  Ŝe  ogarnęło  ich 

takie samo podniecenie. Być moŜe nadszedł czas, aby wyjaśnić, co zaszło przed dwoma laty i 
dlaczego się rozstali. 

Jake pociągnął nosem i zapytał z niepokojem: 
– Czujesz mięso? 
– Ojej, ratunku! Spaliłam! 
Okręciła  się  na  pięcie  i  złapała  patelnię.  Taki  wstyd!  Chciała  zrobić  korzystne 

wraŜenie,  a  przypaliła  mięso!  Wzięła  kawałek  na  widelec  i  zajrzała  pod  spód;  było  tylko 
mocno  zrumienione.  Da  się  uratować.  Ciekawe,  czy  bliŜsza  znajomość  z  Jakiem  teŜ  jest  do 
uratowania... 

background image

Nakryli stół i zasiedli, do kolacji. Jake jadł z wielkim apetytem, jak po długim poście. 
– Dlaczego tak zgłodniałeś? Sto lat nie jadłeś? 
– Rzuciłem się najedzenie, bo ty je przygotowałaś. Kolacje w kantynie i moje własne 

stają mi juŜ kością w gardle. 

Zapatrzyła się w kieliszek z winem i cicho zapytała: 
– Co porabiałeś przez te lata? 
DrŜała  z  obawy,  Ŝe  nie  zechce  nic  powiedzieć,  a  pragnęła  usłyszeć  o  wszystkim. 

Chciała  nie  tylko  wiedzieć,  co  robił  w  pracy,  ale  i  z  kim  się  spotykał,  gdzie  wyjeŜdŜał,  co 
widział. 

– Pracowałem za dwóch, bo budowałem dom. 
– A wakacje? 
– Wszystkie wolne chwile spędzałem tutaj. – Wzruszył ramionami. – Namordowałem 

się, a końca nie widać. Radzisz mi powiesić tu firanki? Mam kupić chodnik czy zostawić gołą 
podłogę? 

Spojrzała na niego spod rzęs. Przypomniała sobie Diane i poczuła ukłucie zazdrości. 
– Mogę poradzić to i owo, jeśli nie masz nikogo, kto zrobi to lepiej ode mnie. 
– Bardzo mi się podoba, jak sobie urządziłaś dom. Jest taki przytulny, Ŝe chciałoby się 

w nim dłuŜej posiedzieć. 

Ucieszyła  się,  Ŝe  jej  wysiłki  nie  poszły  na  marne,  poniewaŜ  włoŜyła  serce  w 

urządzanie domu. Upiększając pokoje, zapełniała pustkę po jego odejściu. 

– Przez dwa dni trudno duŜo zdziałać, ale pomyślę nad tym, co by się przydało. 
–  śabko,  mogłabyś  nie  tylko  myśleć.  Jeśli  naprawdę  chcesz  mi  pomóc,  w  tygodniu 

zrobimy zakupy w Laramie, a potem znowu tu przyjedziemy. 

Ogarnęła ją radość. Cieszyła się, Ŝe Jake ma zamiar spędzić z nią kilka dni nie tylko 

teraz, ale i w następnym tygodniu, a w dodatku prosi, by pomogła mu zrobić zakupy. To zaś 
niewątpliwie  oznaczało,  Ŝe  zabrał  ją  do  siebie  nie  tylko  dlatego,  aby  ustrzec  przed 
niebezpieczeństwem. 

– Mówisz powaŜnie? 
– Zupełnie serio. 
– Więc ci pomogę. 
Z trudem ukryła radość i podniecenie. Była zachwycona, Ŝe będą spotykać się jeszcze 

przez ponad tydzień. Nie liczyła na tyle szczęścia. 

Wspólnie posprzątali ze stołu, potem Angelica pozmywała, a Jake wytarł naczynia. Po 

zakończeniu  pracy  nagle  zarzuciła  mu  ręce  na  szyję.  Objął  ją,  czule  przytulił  i  zapytał 
zmienionym głosem: 

– Czego oczekujesz ode mnie? 
Otworzyła usta, aby powiedzieć, o czym marzy, lecz nie zdołała wykrztusić ani słowa. 

Oblała się rumieńcem i czuła, Ŝe traci głowę. Szepnęła ledwo dosłyszalnie: 

– Zrobić kawę? 
–  Tylko  to  chciałaś  powiedzieć?  –  spytał  zawiedziony,  patrząc  na  nią  pociemniałymi 

oczami. 

– Na razie tak. 
Trzymał ją w objęciach i nie odrywał wzroku od jej zarumienionej twarzy. Przytulona 

background image

do  jego  silnego  ciała  czuła  się  słaba  i  krucha.  Było  to  niebywałe  wraŜenie,  poniewaŜ 
większość męŜczyzn, których znała, niewiele przewyŜszała ją wzrostem. 

– Od razu nasypać cukru? – zapytała, patrząc zalotnie. 
–  Co  mi  tam  cukier.  –  Przytknął  do  ust  jej  palec  wskazujący.  –  Wystarczy,  jeśli  tym 

posłodzisz. Jesteś słodka jak miód. 

Wsunął palec do ust. Poczuła, Ŝe uginają się pod nią nogi, więc czym prędzej oparła 

się  o  szafkę.  Przypomniała  sobie,  Ŝe  zawsze  to  mówił  i  do  jej  oczu  napłynęły  łzy.  Nie 
rozumiała, jak mogła zapomnieć o tak rozkosznym drobiazgu. 

– Kochanie moje, co ci? – spytał, ocierając łzy z jej policzków. 
– Nic. Przypomniało mi się, Ŝe zawsze tak mówiłeś. 
– Bo to prawda. Jesteś najsłodsza na świecie – szepnął ledwo dosłyszalnie. 
Pocałował jej odwróconą dłoń, potem? musnął ustami jej włosy, szyję... 
–  Nic  nie  zrobię,  jeśli  mi  będziesz  przeszkadzał –  szepnęła  załamującym  się  głosem. 

Czuła, Ŝe opada z sił. – Chcesz kawy? 

Jake  długo  nie  odpowiadał,  a  ona  nie  podnosiła  oczu.  Bała  się,  Ŝe  w  jego  twarzy 

zobaczy nie to, czego oczekuje. 

–  Mogę  się  napić  –  rzekł  wreszcie  nieswoim  głosem.  –  Ale  najpierw  idę  zmienić 

pościel. 

– Zaraz ci pomogę – zawołała za nim bez tchu – bo na kawę i tak trzeba poczekać. 
Sypialnia  była  duŜa,  mało  przytulna.  W  oknach  nie  było  ani  firanek,  ani  zasłon. 

Angelicę  przebiegł  po  krzyŜu  niemiły  dreszcz,  gdy  pomyślała,  Ŝe  kaŜdy  moŜe  swobodnie 
zaglądać  do  środka.  Zadecydowała,  Ŝe  w  sypialni  muszą  być  zasłony  i  im  prędzej  Jake  je 
kupi, tym lepiej. Przed włamaniem nie przeszkadzały jej nie zasłonięte okna, a teraz czułaby 
się najlepiej, gdyby miała okiennice. 

Przy  zmienianiu  pościeli  rozmarzyła  się.  Przyjemnie  byłoby  razem  iść  do  łóŜka, 

chwilę poczytać, a potem zgasić światło i... 

Jake prozaicznie przerwał jej sny na jawie, mówiąc: 
–  Tam  jest  łazienka.  ZauwaŜyłaś  chyba,  Ŝe  mamy  ciepłą  wodę,  więc  moŜesz  się 

wykąpać. 

– Dziękuję. 
Wygładziła poduszkę i prędko wyszła. Bała się, Ŝe jeszcze chwila, a obejmie Jake’a i 

zatrzyma go w łóŜku do rana. 

W całym domu zapachniało kawą. Napełniła dwie filiŜanki, dodała cukru do jednej, a 

ś

mietanki do drugiej. Postawiła filiŜanki koło kanapy, usiadła i zapatrzyła się w języki ognia. 

Jake przyszedł z sypialni, wziął swoją filiŜankę i usiadł obok Angeliki. 
– Kominek to doskonały, wynalazek – powiedziała rozmarzona. – Tylko tego mi brak 

w domu. 

–  Pociesz  się,  Ŝe  nie  musisz  rąbać  drew.  Przygotowanie  szczap  na  zimę  nie  jest 

fraszką, ale przyznaję, Ŝe warto się pomęczyć. 

Przez  chwilę  siedzieli  w  milczeniu.  Angelica  pierwsza  wypiła  kawę  i  odstawiła 

filiŜankę na podłogę. Wtedy Jake Wziął ją za rękę, splótł palce i obie dłonie oparł na swoim 
udzie. Nic nie mówiąc, spokojnie nadal pił kawę. 

Angelica  rozparła  się  na  kanapie.  Od  dawna  nie  czuła  się  tak  wyśmienicie.  Było  jej 

background image

rozkosznie ciepło, równieŜ na sercu. 

– Kiedy się przeprowadziłaś? – odezwał się Jake. 
–  JuŜ  ci  mówiłam,  Ŝe  półtora  roku  temu,  gdy  wpadła  mi  dodatkowa  praca.  Sporo 

zapłaciłam, ale część kosztów odpisałam od podatku. 

– Parę razy widziałem cię na rowerze. Spojrzała na niego zaskoczona. 
– Kiedy? Ja ciebie nie widziałam dwa lata! 
– Kiedyś wiosną i potem wczesnym latem. 
–  Pewno  jechałam  do  pracy.  Dom  ma  między  innymi  i  ten  plus,  Ŝe  gdy  jest  ładnie, 

mogę jechać na uczelnię rowerem albo nawet iść pieszo. Dlaczego ja ciebie nie widziałam? 

–  Czy  ja  wiem?  Myślałem,  Ŝe  wyszłaś  za  mąŜ...  Zdumienie  odebrało  jej  mowę. 

Trudno było przypuszczać, Ŝe gdy się spotykali, Jake w ogóle nie zauwaŜył, jak była w nim 
zakochana. Widocznie uwaŜał, Ŝe zaleŜało jej tylko na małŜeństwie i Ŝe prędko usidliła kogoś 
innego. MoŜe dlatego zniknął z horyzontu? 

Nie  pamiętała,  co  w  jej  postępowaniu  dwa  lata  temu  mogło  usprawiedliwić 

przypuszczenie, Ŝe za wszelką cenę pragnęła wyjść za mąŜ. W wieku dwudziestu czterech lat 
nie musiała się spieszyć, ale często mówiła o małŜeństwie Rafe’a. CzyŜby Jake podejrzewał, 

Ŝ

e okręŜną drogą chce go nakłonić do oświadczyn? 

– Nie mam Ŝadnych planów matrymonialnych – rzekła zdecydowanym tonem. 
Jake połoŜył rękę na jej ramieniu. 
–  Mówiono  mi  coś  wręcz  przeciwnego  –  odparł  skrzywiony.  Poczuł,  Ŝe  ogarnia  go 

gniew  na  wspomnienie  rozmowy  z  Kyle’em,  który  nie  owijał  niczego  w  bawełnę.  Był 
wściekły na brata Angeliki, lecz nie mógł odmówić mu racji. 

–  Pewno  kiedyś  wyjdę  za  mąŜ,  ale  na  razie  nie  mam  zamiaru.  Zdjęła  jego  rękę  i 

odsunęła  się  w  róg  kanapy.  Wolała  nie  rozmawiać  o  małŜeństwie  z  jedynym  człowiekiem, 
który wchodził w grę jako mąŜ, ale jej nie chciał. 

–  Dwa  lata  temu  snułaś  jakieś  plany,  prawda?  Zaczerwieniła  się  ze  wstydu,  Ŝe 

przejrzał  ją  i  wiedział,  o  czym  marzyła.  Przed  dwoma  laty,  snuła  marzenia  o  tym,  Ŝe  spędzi 

Ŝ

ycie  u  jego  boku,  lecz  nikomu  o  tym  nie  mówiła.  NiemoŜliwe,  Ŝe  zdradziła  się 

zachowaniem. 

–  Od  tamtego  czasu  wiele  się  zmieniło  –  powiedziała,  wstając.  –  Nie  łudź  się,  Ŝe 

uwzględniam  cię  w  moich  plamach  na  przyszłość.  Nie  bój  się,  Ŝe  będę  ci  się  narzucać  i 
naprzykrzać.  MoŜesz  spokojnie  spotykać  się  z  tą,  która  zajęła  moje  miejsce.  Masz  moje 
błogosławieństwo. Skoro dotąd sobie radziłam, poradzę i dalej. 

Wybiegła  do  kuchni  i  ze  złością  wstawiła  filiŜanki  do  zlewozmywaka.  W  ostatnim 

momencie opanowała chęć, by rzucić nimi o ścianę. 

Zaczęła  Ŝałować,  Ŝe  nie  zadzwoniła  do  Sandy.  U  przyjaciółki  byłaby  bezpieczna,  a 

tutaj igra z ogniem. Nie powinna była pozwolić Jake’owi, aby ją zabrał, ale nigdy nie umiała 
mu się oprzeć. Nie spodziewała się jednak, Ŝe wypomni jej niemądre rojenia o małŜeństwie. 
Dotąd łudziła się, Ŝe nikt o nich nie wiedział. 

– Angel... 
Odsunęła się w najdalszy kąt. 
–  Mam  na  imię  Angelica  –  rzuciła  cierpkim  tonem.  –  Tylko  rodzina  i  najbliŜsi 

przyjaciele mają prawo uŜywać zdrobnienia. 

background image

– Myślałem, Ŝe jesteśmy przyjaciółmi. Dopiero by... 
– Jestem zmęczona i chce mi się spać – przerwała mu w pół słowa. – Czy mogę zająć 

łazienkę? 

– MoŜesz. 
Uciekła  do  sypialni,  a  potem  w  łazience  się  rozpłakała.  Nie  rozumiała,  dlaczego 

pięknie rozpoczęty wieczór tak źle się zakończył. 

Jake  bezsilnie  oparł  się  o  zlewozmywak  i  nie  odrywał  oczu  od  zatrzaśniętych  drzwi. 

Zaśmiał  się  gorzko,  chociaŜ  nie  pojmował,  co  zaszło.  Doszedł  do  wniosku,  Ŝe  widocznie 
Angelica  jeszcze  nie  przebolała  rozstania  z  ukochanym.  Czyli  interwencja  Kyle’a  nie 
pomogła  i  tamten  odszedł.  Była  nieszczęśliwa,  a  jej  brat  zapewne  wściekły,  Ŝe  poniósł 
poraŜkę. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 
Od chwili gdy Jake ponownie zjawił się w jej Ŝyciu, zaczęła miewać kłopoty Ŝe snem. 

Ostatniej nocy teŜ spała źle, ale mimo to wstała wypoczęta. I z mocnym postanowieniem, Ŝe 
będzie  panować  nad  nerwami.  Powtarzała  sobie,  Ŝe  Jake  przywiózł  ją  do  siebie  wyłącznie 
dlatego, Ŝe policja uznała, iŜ poza domem będzie bezpieczniejsza. 

Postanowiła  uwaŜać  na  gesty  i  słowa.  Nie  powinna  rzucać  się  Jake’owi  na  szyję  ani 

prowokować Ŝadnych komplementów. Chciała zachowywać się jak na damę przystało. 

Była  pewna,  Ŝe  odpowiednio  przygotowała  się  na  spotkanie.  Weszła  do  kuchni  i, 

niestety,  natychmiast  zapomniała  o  wszelkich  postanowieniach.  Gdy  zobaczyła  półnagiego 
Jake’a, jej myśli pobiegły zakazanym torem. 

Zirytowana,  mocno  zacisnęła  pięści.  Na  widok  jego  nagiego  torsu  momentalnie 

przepadły  jej  silne  postanowienia.  Słońce  oświetlało  całą  jego  postać,  ale  w  złocistych 
promieniach szczególnie kusząco wyglądała muskularna, obrośnięta pierś. Angelicę ogarnęła 
nieprzeparta chęć, aby sprawdzić, czy gęste, czarne włosy są jedwabiste w dotyku. Urzeczona 
patrzyła na grę mięśni pod napiętą skórą. Czuła, Ŝe ogarnia ją podniecenie, więc czym prędzej 
powiedziała: 

– Dzień dobry. Nie jest ci zimno? 
Jake  przerwał  przygotowywanie  kawy  i  wyprostował  się,  a  ona  poczuła,  Ŝe  traci 

głowę.  Ogarnęło  ją  pragnienie,  aby  przytulić  policzek  do  jego  twarzy  i  poczuć  rozkoszną 
szorstkość zarostu. Nie mogła oprzeć się pokusie i bezwiednie postąpiła krok naprzód. 

–  Zimno?  –  powtórzył  obojętnym  tonem.  –  Nie.  PrzecieŜ  juŜ  się  nagrzało.  A  tobie 

chłodno? 

Pokręciła głową, poniewaŜ czuła gorąco, które nie miało nic wspólnego z temperaturą 

w  pokoju.  Wiadomo,  kto  ponosił  winę  za  takie  rozgorączkowanie.  Odwróciła  wzrok.  Nie 
pomogło, więc zamknęła oczy i kilkakrotnie głęboko odetchnęła. Po chwili ostroŜnie uniosła 
powieki  i  spojrzała  na  Jake’a.  Nie  zadrŜała  od  stóp  do  głów,  więc  ucieszyła  się  ze  swego 
opanowania. 

– Mnie jest ciepło, ale chyba widzisz, Ŝe mam na sobie więcej rzeczy niŜ ty. 
Zaklęła w duchu, poniewaŜ załamał się jej głos. 
Jake patrzył na nią dziwnym wzrokiem. 
– Czekałem, aŜ zwolnisz łazienkę – rzekł powoli. – Zaraz umyję się i ubiorę. Przykro 

mi, Ŝe nie będzie obfitego śniadania. Czy moŜe być owsianka? – MoŜe. 

– Dobrze się czujesz? 
– Wyśmienicie. Czemu pytasz? 
Czuła,  Ŝe  brak  jej  tchu  i  w  głowie  zaczyna  się  kręcić.  –  Wyglądasz,  jakbyś  była  w 

transie. 

– Pozory, mylą, bo nie jestem. 
Przekrzywił  głowę  i  zmarszczył  brwi.  Nie  mogąc  oprzeć  się  pokusie,  Angelica 

obrzuciła  jego  ciało  spojrzeniem  pełnym  zachwytu,  oblizała  usta  i  podeszła  dwa  kroki.  – 
Myślę... sądzę... zrobię śniadanie – szepnęła, kładąc mu rękę na ramieniu. 

Bicepsy były opięte aksamitnie gładką skórą. Powoli zsunęła rękę niŜej. Jake postąpił 

background image

krok, lecz nie w stronę łazienki. Przytulił Angelicę do swej nagiej piersi i dotknął ustami jej 
warg. 

Poddała  się  z  radością..  Rozkoszą  było  nawet  to,  Ŝe  czuła  jego  zarost  na  policzku. 

Objęła  go  i  zadrŜała,  gdy  palcami  dotknęła  nagiej  skóry.  Pieszczotliwym  gestem  pogładziła 
go po plecach. 

Jake jedną rękę wsunął w jej włosy, drugą ujął ją pod podbródek i odwrócił jej głowę 

ku sobie. Teraz pocałunek był delikatny i jednocześnie zaborczy. I trwał wieki. 

Kiedy  oderwał  się  od  jej  ust,  miała  wraŜenie,  Ŝe  pali  ją  ogień,  więc  najchętniej 

wybiegłaby na dwór i rzuciła się w śnieg. Chłód w pokoju ostudził rozpalone wargi, lecz nie 
rozgorączkowane  ciało.  Nie  mogła,  odwrócić  oczu  od  twarzy  Jake’a  ani  rozerwać  palców 
splecionych na jego szyi. 

– Muszę się wykąpać – szepnął, nie ruszając się z miejsca. – Jakaś ty piękna. 
Urzeczony obserwował, jak złote pasma jej włosów przepływają mu między palcami. 
–  Ja...  zrobię  śniadanie  –  wykrztusiła  przez  ściśnięte  gardło.  Patrzył  na  nią 

pociemniałymi  oczami,  z  tajemniczym  wyrazem  twarzy.  Pochylił  się  i  leciutko  musnął 
wargami  jej  czoło.  Stanęła  na  palcach  i  podała  mu  spragnione  usta.  Uśmiechnął  się  i 
delikatnie ją pocałował. 

Czuła  niedosyt.  A  jednocześnie  przypomniała  sobie,  co  wcześniej  postanowiła,  więc 

się odsunęła. Chrząknęła niepewna,  czy moŜe się odezwać. WciąŜ była bardzo podniecona i 
bała się, Ŝe zdradzi ją drŜący głos. – Idź juŜ. – powiedziała bez przekonania. 

Odwróciła  głowę  i  niewidzącym  wzrokiem  spojrzała  na  dzbanek  z  kawą.  Wiedziała, 

Ŝ

e musi się pilnować, aby  nie okazać swych uczuć. W głębi duszy jednak wcale nie o to jej 

chodziło. 

Zajęta nakrywaniem do stołu i wsłuchana w odgłosy z łazienki, uświadomiła sobie, Ŝe 

tak  wygląda  Ŝycie  rodzinne.  Nigdy  dotąd  nie  spędzili  nocy  pod  jednym  dachem.  Wspólny 
pobyt  w  górach  jeszcze  nie  oznaczał,  Ŝe  są  naprawdę  razem,  ale  dawał  przedsmak  tego,  jak 
byłoby  w  małŜeństwie.  Nie  miała  wątpliwości,  Ŝe  stanowiliby  idealnie  dobraną  parę.  Mieli 
podobne  zainteresowania  i  poglądy.  Nigdy  nie  dochodziło  do  prawdziwej  kłótni  na  jakiś 
temat. I nigdy nie nudziła się w jego obecności. Ciekawa była, czy Jake mógłby powiedzieć o 
niej to samo. Nagle uderzyła ją myśl, Ŝe go nudzi i Ŝe to wszystko tłumaczy. Znieruchomiała 
przeraŜona. 

Jake wyszedł z łazienki i rzekł zdziwiony: 
– Znowu wpadłaś w trans. Co się z tobą dzieje? Oprzytomniała i zerknęła na niego z 

ukosa. Był w ciemnym swetrze i szarych spodniach. 

– Myślałam sobie o tym i owym. Jake, czy ja... czy ty... nudzisz się ze mną? 
– Co takiego? – zawołał rozbawiony. – Nawet za sto lat nie znudziłbym się tobą. Ty i 

nuda? Bzdura! Skąd ci to przyszło do głowy? 

–  Ty  nigdy  przenigdy  mnie  nie  nudzisz,  ale  zaczęłam  zastanawiać  się,  czy  ja  nie 

jestem dla ciebie nudna. Teraz kamień spadł mi z serca i będę mogła spać spokojnie. Z czym 
zjesz owsiankę? Z cukrem czy z cynamonem? 

– Z cukrem, najsłodsza. Zapewniam cię, Ŝe jesteś wspaniała pod kaŜdym względem i 

nigdy mnie nie nudzisz. 

Podczas śniadania rzucała ukradkowe spojrzenia i lekko się uśmiechała. Podobała się 

background image

jej zabawa w dom. 

–  Proponuję,  Ŝebyśmy  po  śniadaniu  wyszli  zaczerpnąć  powietrza  –  powiedział.  –  Co 

ty na to? 

– Ja na to jak na lato. 
– Umiesz obchodzić się z pojazdem śniegowym? 
–  TeŜ  pytanie!  To  dla  mnie  nie  pierwszyzna.  Zimą  często  tylko  tym  moŜna  było 

dojechać na najdalsze pastwiska, bo konno nie dało rady. 

– Skoczymy do Centennial kupić coś do jedzenia. – Jak chcesz. 
Łudziła  się,  Ŝe  na  świeŜym  powietrzu  ochłonie  i  przestanie  marzyć  o  miłości.  Dała 

sobie  słowo,  Ŝe  po  powrocie  zasiądzie  do  artykułów  naukowych,  które  z  sobą  przywiozła,  a 
później przygotuje lunch. Chciała rozsądnie zagospodarować czas na owe trzy dni. Wiedziała, 

Ŝ

e przestanie bujać w obłokach, jeŜeli zajmie się czymś konkretnym. 

Przed  domem  owiało  ich  krystalicznie  czyste,  mroźne  powietrze,  które  prędko 

ostudziło  rozgorączkowanie  Angeliki.  Jadąc  za  Jakiem,  mogła  obserwować  go  do  woli  i 
napawać oczy jego widokiem. KaŜdy jego ruch świadczył p tym, Ŝe ma duŜą wprawę i często 
jeździ. Nie chciała być gorsza i starała się spisać jak najlepiej. Byle się nie skompromitować. 

Jazdą  była  czystą  przyjemnością.  Płatki  śniegu  lśniły  wszystkimi  kolorami  tęczy. 

Niebo  było  cudownie,  błękitne,  a  powietrze  tak  czyste  i  przejrzyste,  jakby  składało  się  z 
samego tlenu. Angelica czuła się lekka i szczęśliwa i przez całą drogę śmiała się perliście. 

Zostawili pojazdy na parkingu przed największym sklepem w Centennial. Jake zerwał 

Angelice czapkę z głowy i zachwycony patrzył na aureolę włosów. 

– Masz włosy jak szczere złoto! – zawołał. 
– To od słońca. Najlepiej chodzić z gołą  głową.  Komplement sprawił jej  niekłamaną 

przyjemność. Chciała, aby Jake dostrzegł w niej wszystko, co moŜe się podobać. Łudziła się, 

Ŝ

e  dzięki  temu  drgnie  mu  serce  i  zbudzą  się  w  nim  takie  uczucia,  jakie  ją  ogarniały. 

NiemoŜliwe, aby tylko ona czuła podniecenie, gdy są blisko siebie. 

Sposępniała, gdy zauwaŜyła, Ŝe Jake bacznie rozgląda się naokoło. Niemiłe było to, Ŝe 

zawsze patrzył na wszystko czujnym wzrokiem policjanta. Przypomniała sobie, Ŝe występuje 
li  tylko  w  roli  jej  opiekuna  i  dba  o  jej  bezpieczeństwo.  Gdy  byli  we  dwoje,  mogła  o  tym 
zapomnieć, lecz nie w miasteczku. 

– Przestań! – syknęła uraŜonym tonem. – Tutaj nikt mnie nie śledzi, bo złodziej został 

w Laramie. 

Mimo to podeszła bliŜej, aby czuć się bezpiecznie. 
– Przyzwyczajenie zawodowe, moja droga. No, idziemy. Zrobiłaś listę tego, co trzeba 

kupić? 

Do domu wracali inną trasą, skąd widoki były jeszcze piękniejsze. W jednym miejscu 

ich oczom ukazała się cała panorama Snowy Range Mountains. 

Ledwo zdąŜyli się rozebrać, zadzwonił telefon. Jake podniósł słuchawkę, odwrócił się 

bokiem i rozmawiał przyciszonym głosem. Angelica zajęła się układaniem zakupów w szafie 
i lodówce. Jednym uchem słuchała rozmowy, lecz nic nie rozumiała z krótkich odpowiedzi. 

Jake  stracił  humor  i  spochmurniał.  Przypomniano  mu  bowiem,  dlaczego  jest  z 

Angelicą i Ŝe nie jest to romantyczna wyprawa w góry, ale ucieczka przed zagroŜeniem. 

– Czego się dowiedziałeś? – spytała cicho, ogarnięta złymi przeczuciami. 

background image

– Rano ktoś z uczelni zadzwonił na posterunek, bo zauwaŜono włamanie do twojego 

samochodu. 

–  To  juŜ  przechodzi  wszelkie  granice!  Ale  trochę  w  tym  i  mojej  winy,  bo 

niepotrzebnie go tam zostawiłam. 

Wiadomość tak ją zdenerwowała, Ŝe cała Się trzęsła. Odsunęła krzesło i opadła na nie 

bez  sił.  Jake  okrakiem  usiadł  na  drugim,  oparł  ręce  na  poręczy,  przekrzywił  głowę  i 
zatroskanym wzrokiem patrzył na Angelicę. 

– Zaczynam podejrzewać, Ŝe źle zabraliśmy się do dzieła – powiedział niezadowolony 

z  siebie.  –  Trzeba  jak  najszybciej  znaleźć  tego  maniaka  i  dowiedzieć  się,  czemu  na  ciebie 
nastaje.  Myślałem,  Ŝe  posiadasz  coś  cennego,  na  czym  mu  bardzo  zaleŜy.  Ale  czego  moŜna 
szukać  w  aucie?  Teraz  przyszło  mi  do  głowy,  Ŝe  ktoś  się  na  tobie  mści.  Dlaczego?  Masz  z 
kimś na pieńku? Jakieś porachunki? Dokuczyłaś komuś? 

W milczeniu pokręciła głową. 
– MoŜe dawniej komuś się naraziłaś? Rok temu, dwa? I on dopiero teraz się odgrywa? 
Dałby duŜo za to, aby wiedzieć, czy to jakiś odrzucony zalotnik mści się i posuwa aŜ 

do włamań. Znowu zaprzeczyła ruchem głowy. 

– Zastanów się! PrzecieŜ musi być jakiś powód. 
–  To,  Ŝe  musi,  nie  znaczy,  Ŝe  coś  wiem  –  wybuchnęła  rozgoryczona.  –  Ostatnio  nie 

miałam Ŝadnego zlecenia od lotników, a zresztą i tak nie zostawiam notatek ani w domu, ani 
na  uczelni.  Zaczął  się  nowy  semestr,  więc  studenci  jeszcze  nie  mieli  sprawdzianów  czy 
egzaminów i nie ma ocen. 

– Kiedy skończył się poprzedni semestr? 
– TuŜ przed BoŜym Narodzeniem. 
– MoŜe jednak jakiś student chce się dobrać do stopni? 
Niecierpliwie wzruszyła ramionami. 
– Konia z rzędem temu, kto mi go wskaŜe.  Zresztą, u mnie nie ma czego  szukać, bo 

przed wyjazdem wszystkie arkusze ocen zostawiłam w sekretariacie. 

– Czy studenci o tym wiedzą? 
– Mało mnie obchodzi, czy wiedzą. Chcę, Ŝeby te przykrości wreszcie się skończyły. 

Mocno uszkodzono samochód? 

– Wybito okno od strony pasaŜera, ale tak precyzyjnie, Ŝe nie ma Ŝadnych odłamków. 

Gdyby  nie  to,  Ŝe  ktoś  przechodził  od  tamtej  strony,  mogło  się  nie  wydać  aŜ  do  naszego 
powrotu. Przechodzący zawiadomił policję, bo otwarte okno wydało mu się podejrzane. 

–  Cztery  włamania!  –  krzyknęła,  załamując  ręce.  –  Dwa  w  domu,  jedno  na  uczelni  i 

jedno do samochodu. Trochę za duŜo dobrego. Chyba ogłoszę, Ŝe nie mam nic, czego warto 
szukać. 

– Jakich męŜczyzn spotykałaś przez ostatni rok, dwa? – spytał Jake półgłosem. 
Bynajmniej go to nie interesowało, lecz myślał, Ŝe moŜe znajdzie trop, gdy dowie się 

czegoś o jej znajomych. 

Angelica  wytrzeszczyła  oczy  i  zacisnęła  usta.  Przed  nią  nie  siedział  wielbiciel,  który 

rano  tak  czule  ją  całował,  lecz  chłodny  policjant,  który  beznamiętnie  zadawał  niedyskretne 
pytania.  Przeraziła  się,  Ŝe  nie  jest  dla  niego  miłą  znajomą,  a  jedynie  kolejną  sprawą,  którą 
naleŜy rozwiązać. 

background image

– Nie mam Ŝadnych adoratorów, jeśli o to ci chodzi – odparła zimno. 
–  Nie  rozśmieszaj  mnie.  Piękna  kobieta  zawsze  ma  wielbicieli.  Kto  ostatnio 

najczęściej ci asystował? Z kim chodzisz na kawę w przerwie w pracy? Jaki student robi do 
ciebie oczy? 

Przed  dwoma  laty  przysięgła  sobie,  Ŝe  Jake  nigdy  się  nie  dowie,  jakie  spustoszenie 

wywołało  jego  odejście  i  jak  zmieniło  jej  Ŝycie.  Nie  chciała  wyjawić  tajemnic  swego  serca. 
Spojrzała na niego nieprzyjaznym wzrokiem i wycedziła: 

– W pracy nie piję kawy i nikt mi nigdzie nie asystuje. śaden student nie robi do mnie 

oczu, bo wszyscy patrzą tylko na tablicę i w zeszyty. Gdyby  któryś się umizgał, chyba bym 
zauwaŜyła. – Czy ja wiem... MoŜe jakiś nieśmiały młodzieniec wzdycha do ciebie z daleka? 

–  To  niech  wzdycha,  jego  sprawa.  śaden  kolega  na  pewno  nie  usycha  z  miłości  do 

mnie.  Wszyscy  są  mili,  dobrze  nam  się  razem  pracuje,  ale  na  tym  koniec.  CzyŜbyś  nie 
zauwaŜył, Ŝe nie jestem typem femme fatale? 

–  ZauwaŜyłem,  kochanie.  Ale  jesteś  śliczna  jak  jutrzenka,  co  na  pewno  sto  razy 

słyszałaś. MoŜe traktujesz kogoś po koleŜeńsku, a on ginie z miłości do ciebie? 

Spuściła  wzrok.  Ostatnie  zdanie  pasowałoby  do  nich,  tyle  Ŝe  role  były  odwrócone. 

Jake  traktował  ją  jak  dobrą  znajomą,  ona  zaś  oczekiwała  od  niego  czegoś  więcej  i  często 
miała wraŜenie, Ŝe serce jej pęka. 

–  Angel,  Angel!  Jak  mam  ci  pomóc,  skoro  nabrałaś  wody  w  usta  i  nic  nie  powiesz? 

Chcę wiedzieć o tobie jak najwięcej! 

Zerwała się na nogi i ujęła pod boki. 
– Powiedziałam wszystko, co wiem, a tobie wciąŜ mało. Mam zmyślać? Nikt za mną 

nie szaleje i nie mam Ŝadnych tajnych dokumentów. śadnemu męŜczyźnie nie zatrułam Ŝycia, 
więc  nikt  nie  ma  prawa  mścić  się  za  urojone  krzywdy.  Ile  razy  mam  to  powtarzać  i  jakimi 
słowami? Moim zdaniem jakiemuś maniakowi pomieszało się w głowie i mnie upatrzył sobie 
na ofiarę. Nic więcej nie wiem, więc przestań mnie dręczyć! 

Wybiegła do sypialni i trzasnęła drzwiami. Była roztrzęsiona i bliska płaczu. Z trudem 

wróciła do równowagi po odejściu Jake’a i zaczęła układać sobie Ŝycie bez niego, gdy znowu 
się pojawił. W jego obecności nie umiała zachować spokoju. Pragnęła go jeszcze bardziej niŜ 
dawniej,  ale  nie  mogła  rozszyfrować.  Chwilami  ulegała  złudzeniu,  Ŝe  coś  dla  niego  znaczy, 
lecz  potem  jego  chłodne  zachowanie  ją  otrzeźwiało  i  przypominało,  Ŝe  jest  dla  niego  tylko 
sprawą słuŜbową. 

Rzuciła  się  na  łóŜko  i  osowiałym  wzrokiem  wpatrzyła  w  sufit.  Rano  postanowiła,  Ŝe 

będzie trzymała się od Jake’a z daleka i wszystko wydawało się proste, gdy go nie widziała. 
Przy  nim  zapominała,  Ŝe  są  razem  tylko  i  wyłącznie  z  powodu  włamań  w  grę  nie  wchodzą 

Ŝ

adne  cieplejsze  uczucia.  Ze  strony  Jake’a  gdyŜ  jej  uczucia  były  nie  tyle  ciepłe,  co  wręcz 

gorące. 

Otworzyły  się  drzwi.  Jake  oparł  się  o  futrynę,  skrzyŜował  ręce  na  piersi  i  spokojnie 

powiedział: 

– Angel, takie humory chyba nie przystoją pani profesor. Opanuj się. 
– Jestem opanowana, ale nie chcę cię widzieć. Przewróciła się na brzuch i udawała, Ŝe 

podziwia widok z oknem. 

– Nie jestem typem spod ciemnej gwiazdy, więc nie zasłuŜyłem na takie traktowanie. 

background image

Usiadła i rzuciła mu wrogie spojrzenie. 
–  Ale  spod  jasnej  teŜ  nie  jesteś.  MoŜe  chcesz  mi  wmówić,  Ŝe  ja  jestem  okropna? 

Przysięgam,  Ŝe  nie  mam  zielonego  pojęcia,  kto  mnie  prześladuje.  Czy  uwaŜasz,  Ŝe 
przekazałam sprawy w wasze ręce i juŜ nic więcej mnie nie obchodzi? PrzecieŜ bez przerwy o 
tym  myślę  i  gdybym  coś  wykombinowała,  zaraz  bym  ci  powiedziała.  Chcę,  Ŝeby  to  się 
skończyło. Mam dość! Nigdy dotąd taki pech mnie nie prześladował, więc czuję się okropnie. 

– Wierzę i dlatego chcę wykryć, kto to robi. 
– Na pewno nie ja. 
–  Tyle  i  sam  wiem  bez  podpowiadania.  –  Czasami  tak  się  zachowujesz,  jakbyś  nie 

wiedział – wypaliła bez zastanowienia. 

– Nie lubię przegrywać, więc proszę o wyrozumiałość. Postaram się zmienić taktykę. 
– I wybierz sobie inną ofiarę do przesłuchań, bo mnie się sprzykrzyły. 
Zmarszczyła  czoło,  zastanawiając  się,  jak  naleŜy  rozumieć  słowa  o  przegrywaniu. 

Fakt,  Ŝe  nie  znaleziono  włamywacza,  nie  oznaczał,  Ŝe  Jake  przegrał.  CzyŜby  jednak  ją 
podejrzewał o udział w przestępstwach? 

– Słyszałeś, co powiedziałam? – rzuciła gniewnie. 
–  Tak  jest,  proszę  pani.  Proponuję,  Ŝebyśmy  pojechali  do  Laramie  i  odstawili 

samochód do warsztatu. Zanosi się na śnieŜycę, więc lepiej, Ŝeby stał pod dachem. 

Wstała i speszona wygładziła łóŜko. Idąc powoli do drzwi, zastanawiała się, czy Jake 

się  odsunie,  czy  teŜ  będzie  musiała  przecisnąć  się  koło  niego.  Odsunął  się  i  złoŜył  głęboki 
ukłon, mówiąc z przekąsem: 

–  Raczy  pani  wybaczyć  moje  zachowanie.  Minęła  go  bez  słowa,  ale  w  samochodzie 

znowu wybuchnęła rozzłoszczona: 

–  Przez  tego  łotra  przepadnie  mi  ubezpieczenie.  Jak  mi  nie  uwierzą,  będę  musiała  z 

własnej kieszeni płacić za naprawę. 

–  Złapiemy  gagatka  i  kaŜemy  mu  zapłacić  ubezpieczenie  za  dziesięć  lat  z  góry  – 

pocieszył  ją  Jake.  –  Uspokój  się,  firmy  ubezpieczeniowe  mają  stale  do  czynienia  z  takimi 
historiami. Dla nich to nie pierwszyzna. 

–  Ale  dla  mnie  nowość  i  nie  umiem  sobie  z  nią  poradzić.  Mąci  mi  się  w  głowie  od 

zastanawiania, kto i dlaczego uwziął się na mnie. 

Jake poklepał ją po dłoni.. 
– Głowa do góry. Złapiemy łobuza i wszystko dobrze się skończy. 
W  duchu  przyznała  mu  rację.  Wiedziała,  Ŝe  nie  ma  innego  wyjścia  i  trzeba  zaufać 

policji.  Po  zatrzymaniu  sprawcy  ustaną  włamania,  więc  to  będzie  plus.  Ale  jednocześnie 
ustaną  spotkania  z  Jakiem,  a  to  duŜy  minus.  Schwyciła  go  za  rękę  i  zacisnęła  palce.  Ze 
względu na niego wcale jej nie zaleŜało na złapaniu przestępcy. Gotowa była poświęcić całe 
mienie, byle spotykać się z ukochanym. Wiedziała, Ŝe im dłuŜej złodziej będzie na wolności, 
tym częstsze będą kontakty z Jakiem. 

 
Opuścili  warsztat  dopiero  późnym  popołudniem.  Zza  gór  napływały  ciemne  chmury, 

które  raz  po  raz  przesłaniały  słońce.  Zerwał  się  silny  wiatr  i  zrobiło  się  tak  chłodno,  Ŝe 
Angelica drŜała z zimna. 

– Chcesz coś zjeść przed powrotem? – spytał Jake. – Robi się późno. 

background image

– Moglibyśmy wstąpić do mnie. Ugotuję coś naprędce... 
– Twój dom jest pod obserwacją, więc wolałbym, Ŝebyś się nie pokazywała. Ale jeśli 

nie masz nic przeciwko, mogłabyś coś ugotować u mnie. 

– Czy domową lodówkę masz lepiej zaopatrzoną niŜ tę w chacie? – spytała, zerkając 

na niego z powątpiewaniem. 

– Nie. Ale moŜemy zrobić zakupy po drodze. 
Wstąpili  do  delikatesów  i  kupili  spaghetti,  dwa  sosy  oraz  butelkę  wina.  Angelica 

wiedziała, Ŝe Jake mieszka w pobliŜu uczelni, ale nigdy u niego nie była. Znała jednak osiedle 
ze słyszenia, poniewaŜ mieszkało tam wielu studentów z wydziału matematyki. 

–  Jesteś  zadowolony  z  lokalizacji?  –  spytała,  gdy  zajechali  przed  nieduŜy  budynek  z 

czerwonej cegły. – Wiem, Ŝe nasi studenci chętnie mieszkają na tym osiedlu. Ilu jest stałych 
lokatorów w twojej kamienicy? 

– Tylko pani Fenster i ja. Ona jest tu od ponad dwudziestu lat. 
Otworzył drzwi mieszkania i przepuścił gościa. Owionął ich przenikliwy chłód. 
– Jak ty tu wytrzymujesz? – zawołała Angelica. – Zimno jak w lochu. 
–  Przed  wyjazdem  zakręciłem  kaloryfery.  Przepraszam.  Weszli  do  pokoju 

urządzonego skromnie, niemal surowo. 

Pośrodku stał stół zarzucony ksiąŜkami, na podłodze leŜały sterty starych czasopism. 

Na ścianach nie było Ŝadnych obrazów ani innych ozdób. 

Angelica była ciekawa, czy sypialnia jest choć trochę przytulniejsza. 
– Włączę ogrzewanie i w mgnieniu oka będzie ciepło – powiedział Jake. – Zakręciłem 

kaloryfery, bo myślałem, Ŝe nie będzie nas kilka dni. 

– Czemu jest takie zimnisko? 
– W starych domach od razu robi się duszno, jeśli wszystkie okna są zamknięte. A ja 

nie cierpię duchoty, więc zostawiam otwarte okno w łazience. 

– Nawet zimą? 
– Tak. Centralne działa bez zarzutu, więc normalnie jest ciepło. 
– Ale chyba płacisz bajońskie sumy, bo przez okno dogrzewasz całe miasto. 
– ŚwieŜe powietrze kosztuje... Zabierz się do gotowania, to się rozgrzejesz. 
– Nie pomoŜesz mi? – zapytała, stając w drzwiach miniaturowej kuchni. – O, widzę, 

Ŝ

e tu miejsca na pół osoby, więc razem się nie zmieścimy. 

– Łaskawie zaofiarowałaś się, Ŝe coś przygotujesz, a poza tym jesteś o niebo lepszym 

kucharzem niŜ ja, więc logiczne, Ŝe się usuwam. 

Pomógł jej zdjąć płaszcz. 
– Jesteś gospodarzem i nie powinnam się szarogęsić – zauwaŜyła, patrząc zalotnie. 
Jake, z marsem na czole, spojrzał na nią z góry i rzekł powaŜnie: 
–  Mogę  podać  spaghetti  z  moim  sosem,  ale  uprzedzam,  Ŝe  potem  przez  całą  noc 

będzie cię męczyć zgaga. 

Angelica  pomyślała,  Ŝe  zgaga  jest  lepsza  niŜ  tęsknota  za  nim.  Zawstydziła  się,  czym 

prędzej odwróciła i zajęła wypakowywaniem zakupów. 

W  mieszkaniu  zrobiło  się  przytulniej,  gdy  Jake  zaciągnął  zasłony  i  włączył  muzykę. 

Nie  mogli  się  jednak  zbytnio  rozsiadać,  gdyŜ  prognoza  pogody  była  nie  najlepsza. 
Zapowiadano śnieŜycę. 

background image

– Wiatr wieje coraz mocniej, więc musimy się zbierać. Nie chcę jechać w zamieci. 
– Moglibyśmy zostać. 
– Wykluczone. Chciałem spędzić te dni w górach, więc wracamy. I to zaraz. 
Nie była pewna, czy naleŜy go słuchać. MoŜe lepiej byłoby zadzwonić do Sandy lub 

Kyle’a?  Podniosła  kieliszek  do  ust  i  spojrzała  na  Jake’a.  Wątpliwości  ustały.  Wiedziała,  Ŝe 
pojechałaby z nim nawet na koniec świata. Nie warto udawać, Ŝe chce jechać do przyjaciółki. 

Zamieć rozszalała się, zanim dojechali do Centennial. Tumany śniegu wirowały wokół 

samochodu  i  zasłaniały  widoczność.  Droga  zrobiła  się  niebezpieczna,  kilkakrotnie  wpadli  w 
poślizg. 

W pewnej chwili Angelica wystraszyła się nie na Ŝarty i ośmieliła zapytać: 
– Jesteś pewien, Ŝe dojedziemy? 
– Spokojna głowa. O co zakład, Ŝe za dziesięć minut będziemy na miejscu? 
– A jeśli zostaniemy odcięci od świata? 
– Co z tego? Boisz się? 
Nie przyznała się do obaw. Miała nadzieję, Ŝe śnieŜyca prędko minie i Ŝe nie zasypie 

dróg. Pociągała ją perspektywa soboty i niedzieli w górach, lecz w poniedziałek chciała iść do 
pracy. 

Niebawem rzeczywiście zajechali na miejsce. Pobiegli do domu, trzymając się za ręce. 

Angelica  oparła  się  o  drzwi  i  odetchnęła  z  ulgą.  Przez  całą  drogę  była  bardzo  spięta,  jak 
gdyby sama prowadziła. Teraz cieszyła się, Ŝe juŜ nie grozi im Ŝadne niebezpieczeństwo. 

CzyŜby? – pomyślała, niepewnie rozglądając się po kątach. 
– Jesteśmy na miejscu – szepnęła. 
– Jesteśmy w domu – poprawił Jake, całując ją w czoło. – Dojechaliśmy cali i zdrowi. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 
OdłoŜyła  czasopismo  i  zapatrzyła  się  w  ogień  płonący  na  kominku.  Przedpołudnie 

spędziła na czytaniu artykułów, które zabrała z domu. Wichura ustała w nocy, ale śnieg nadal 
padał.  Cisza  za  oknem  zwiększała  poczucie  osamotnienia  i  oderwania  od  świata.  Nie 
wiadomo, dokąd poszedł Jake. Po śniadaniu, gdy ona zasiadła do czytania, mruknął coś pod 
nosem i wyszedł. Jak długo go nie było? 

LeŜała  wygodnie  na  kanapie,  było  jej  ciepło  i  przyjemnie,  więc  nie  miała  ochoty 

wstać. Widziała jednak, Ŝe ogień przygasa i naleŜy dorzucić szczap. Pomyślała filozoficznie, 

Ŝ

e wszędzie tylko na krótko moŜna zapomnieć o obowiązkach. 

Zastanowiła  się,  od  czego  zacząć.  Uznała,  Ŝe  przede  wszystkim  naleŜy  opracować 

szczegółowy  plan  zajęć.  Jego  brak  stanowił  największą  stratę,  jaką  poniosła  z  powodu 
włamań. Taka była dumna, Ŝe zawczasu przygotowuje się do zajęć, a teraz została z niczym. 
Zginął teŜ szkic artykułu, który miała zamiar posłać do fachowego czasopisma. Wiedziała, Ŝe 
naleŜy tym wszystkim się zająć, ale jedyne, czego pragnęła, to być u boku Jake’a i o niczym 
nie myśleć. 

Przypomniała  sobie,  Ŝe  miała  trzymać  się  z  dala  od  niego  i  poirytowana  zazgrzytała 

zębami.  Doszła  do  wniosku,  Ŝe  Ŝycie  jest  trudne,  gdyŜ  to,  co  powinniśmy  robić,  rzadko  jest 
tym, na co mamy ochotę. 

Przeciągnęła  się  leniwie,  wstała  i  dorzuciła  drew  do  kominka.  Gdy  dobrze  się 

rozpaliły, podeszła do okna. Patrząc na przeciwległe stoki, rozmyślała nad tym, jak upiększyć 
pokoje, aby stały się przytulne. I Ŝeby Jake, zadowolony z jej pomysłów, ciepło ją wspominał. 

Uśmiechając  się,  przygotowała  listę  tego,  co  jej  zdaniem  naleŜało  kupić  lub  zrobić. 

Potem zagrzała zupę i pokroiła bagietki. Jake’a nadal nie było, więc poszła go szukać. 

Siedział  w  garaŜu,  zajęty  naprawianiem  pojazdu  śniegowego.  Zdjął  marynarkę  i 

podwinął  rękawy  koszuli,  więc  widocznie  było  mu  gorąco.  Ręce  miał  czarne  i  lśniące  od 
smarów. 

– Co robisz? – spytała, szybko zamykając drzwi. 
–  Wczoraj  pojazd  trochę  szwankował  –  odpowiedział,  nie  podnosząc  głowy  –  więc 

zabrałem się do reperowania. JuŜ przeczytałaś wszystko, co chciałaś? 

– Tak, przestudiowałam oba artykuły. I zrobiłam listę rzeczy, które mógłbyś kupić do 

domu. Muszę przyznać, Ŝe przyjemniej wydawać cudze pieniądze niŜ własne. 

– śe co? – spytał zaskoczony. 
– Mówię, Ŝe wypunktowałam, co potrzebujesz: zasłony, chodnik, poduszki i tak dalej. 

Przydałby się jakiś wieszak na płaszcze i kilka półek. Nie gniewaj się, ale traktujesz ksiąŜki 
po  macoszemu,  rzucasz  byle  gdzie.  Powinieneś  sobie  sprawić  biblioteczkę.  Choćby  dla 
wygody, bo łatwiej coś znaleźć, gdy jest porządek... 

– Znowu rozkręciłaś się jak katarynka. Co ci jest? Patrzył na nią zmruŜonymi oczami i 

tak przenikliwie, Ŝe się speszyła. Potrząsnęła głową. Nie mogła się przyznać, Ŝe gdy stoi kilka 
kroków od niego, czuje się, jakby była o krok od przepaści. Kręci się jej w głowie i serce bije 
jak oszalałe. Jake jednak nie powinien się tego domyślić. 

– Przygotowałam lunch, a właściwie namiastkę, bo tylko zupę i bułkę. 

background image

Ugryzła się w język, Ŝeby nie powiedzieć nic więcej i nie narazić na krytykę. 
– Uwinę się w try miga. 
–  Nie  musisz.  W  kaŜdej  chwili  mogę  przygrzać  oba  „dania”.  Chyba  bułka  nie 

wyschnie na wiór. 

Przyszedł po kilku minutach. Zanim się umył, odgrzała zupę i bagietkę: 
–  Jak  miło  usiąść  do  porządnie  nakrytego  i  zastawionego  stołu.  Kiedy  jestem  sam, 

opycham się byle jakimi kanapkami. 

Angelica zarumieniła się, zadowolona z niezbyt zasłuŜonego komplementu. 
–  Za  zimno  na  kanapki  –  powiedziała,  skromnie  spuszczając  oczy.  –  Przy  takiej 

temperaturze trzeba mieć coś ciepłego w Ŝołądku. 

– Wcale nie jest zimno i przestaje padać, więc moglibyśmy iść na spacer. 
Ochoczo przystała na propozycję. 
– Bardzo chętnie wyjdę na świeŜe powietrze, bo grzech siedzieć w czterech ścianach, 

gdy naokoło tak pięknie. 

Popatrzyła  w  dal,  zastanawiając  się,  jak  to  by  było,  gdyby  częściej  tu  przyjeŜdŜała. 

Zrobiło  się  jej  przykro,  Ŝe  znalazła  się  w  owym  uroczym  zakątku  jedynie  z  powodu  owych 
włamań. 

–  Dzwoniłem  na  posterunek,  ale,  odpukać  w  niemalowane,  nie  było  Ŝadnego 

włamania – rzekł Jake, jak gdyby czytał w jej myślach. 

– To dobra wiadomość? – spytała bez radości. – Spokój przez jeden dzień nie oznacza 

końca afery. 

–  Ciekawe,  kto  tak  cię  prześladuje.  O  ile  mi  wiadomo,  dwa  lata  temu  byłaś  w  kimś 

bardzo  zakochana,  ale  bez  wzajemności.  Co  między  wami  zaszło  i  dlaczego  zerwaliście? 
Pokłóciliście się? Są jakieś powody do zemsty? 

Na twarzy Angeliki odmalowało się niebotyczne zdumienie. Nie wiedziała, czy w tej 

chwili przez jego usta przemawia tylko policjant na słuŜbie. Policjant, który traktuje ją i siebie 
zupełnie bezosobowo. 

–  Nie  widzę  powodu  do  zemsty  ani  zapiekłego  gniewu.  Dla  mnie  rozstanie  było 

całkowitym zaskoczeniem – odparła, powoli cedząc słowa. – Wszystko skończyło się w taki 
sposób, Ŝe do dziś nie mam pojęcia, w czym zawiniłam. 

–  Ale  chyba  był  Ŝal,  poczucie  krzywdy,  chęć  naprawienia  zła,  powrotu  do 

poprzedniego stanu? 

Mówił  o  swoich  uczuciach  i  reakcji.  JuŜ,  juŜ  zdawało  mu  się,  Ŝe  wyleczył  się  z  ran. 

Teraz  znowu  czuł,  Ŝe  przestaje  być  panem  siebie,  gdyŜ  pragnie  kobiety,  której  nie  moŜe 
zdobyć. Przed dworna laty podjął wiadomą decyzję jako jedynie słuszną, lecz Ŝal pozostał. 

–  Nawet  jeśli  tak  było,  co  z  tego?  –  spytała  zaczepnym  tonem,  przekonana,  Ŝe  Jake 

usprawiedliwia samego siebie. 

– MoŜe facet chwycił się takiego sposobu, bo chce, Ŝebyś poczuła się samotna? Chce 

cię przekonać, Ŝe go potrzebujesz. 

Patrzyła na niego przeraŜona. CzyŜby posunął się do tego, Ŝeby popełnić przestępstwo 

i  potem  wystąpić  w  roli  bohatera,  który  ją,  uratuje?  To  byłoby  czyste  szaleństwo.  PrzecieŜ 
wystarczyłby jeden telefon i z radością umówiłaby się z nim na spotkanie. Czekała i czekała 
na telefon od niego. 

background image

Opamiętała  się,  przywołała  do  porządku  i  odpędziła  niedorzeczne  myśli.  Jake  był 

człowiekiem honoru i uczciwym policjantem, więc Ŝadne wykroczenie nie wchodziło w grę. 
Poza tym akurat w tym jednym wypadku byli przecieŜ razem. 

–  Nie  rozumiem,  o  czym  mówisz  –  rzekła  speszona.  –  Ja  nie  doprowadziłam  do 

zerwania. Ty... on odszedł. 

Zadzwonił telefon. 
– Morgan, słucham – powiedział Jake, nie spuszczając oczu z Angeliki. 
Wystraszyła  się,  Ŝe  to  doniesienie  o  kolejnym  nastawaniu  na  jej  dobytek.  Albo 

znaleziono przestępcę, co oznacza, Ŝe skończy się jej pobyt u Jake’a. 

– Dziękuję. Czasami wychodzimy, ale na krótko, więc proszę dzwonić. 
OdłoŜył słuchawkę i długo milczał, więc zdenerwowana szepnęła: 
– Zbój nadal grasuje? 
–  Nie.  Ale,  niestety,  informacja  sąsiadki  była  zbyt  ogólnikowa,  Ŝeby  go 

zidentyfikować.  Wiemy  na  pewno,  Ŝe  to  postawny  męŜczyzna  i  Ŝe  ma  ciemny  samochód. 
Zapisujemy  numery  wszystkich  ciemnych  samochodów,  przejeŜdŜających  koło  twojego 
domu. 

–  Obrzydła  mi  ta  sytuacja.  –  Wzdrygnęła  się,  poniewaŜ  przeszył  ją  zimny  dreszcz.  – 

Czuję się jak więźniarka, a nie zrobiłam nic złego. 

– Wiem, Ŝe to szarpie nerwy, ale nie ma rady. Muszę przyznać, Ŝe nieźle się trzymasz. 

Nasza praca na ogół wymaga czasu, więc proszę o jeszcze trochę cierpliwości. Ręczę głową, 

Ŝ

e znajdziemy łotra, bo albo sam wpadnie nam w ręce, albo zdarzy się coś, co naprowadzi na 

jego trop. Dostaniemy ptaszka. 

– Mam nadzieję, Ŝe do tego czasu się nie rozkleję. 
– Nie rozkleisz się, kochanie. Jesteś bardzo dzielna. A mnie przykro, Ŝe nic nie mogę 

dla ciebie zrobić. 

– Mógłbyś mnie przytulić – szepnęła. 
W  jej  oczach  malowała  się  tęsknota  i  pragnienie  pocieszenia.  Jake  ani  drgnął.  Miał 

twarz  jak  wykutą  z  kamienia.  Zawstydziła  się  i  nie  mogła  sobie  darować,  Ŝe  się  zdradziła 
wobec niego. – Przepraszam. Czasami tak się boję, Ŝe... – Ja teŜ przepraszam, ale wydaje mi 
się, Ŝe lepiej nie zaczynać. 

–  MoŜe  masz  rację.  Nie  jestem  dzieckiem,  więc  nikt  nie  musi  mnie  przytulać  i 

pocałunkami odpędzać strachu. 

– Rozumiem, Ŝe się boisz, ale pamiętaj, Ŝe jesteś pod naszą opieką. Obiecuję solennie, 

Ŝ

e znajdziemy winnego. 

Angelice zbierało się na płacz. Spuściła oczy i palcami nerwowo gniotła resztki bułki. 

Byle się nie  rozpłakać!  Dorośli powinni nad sobą panować. Nawet jeśli im się nie wiedzie i 
wciąŜ muszą budować Ŝycie od nowa. 

– Nie płacz, skarbie – szepnął Jake. 
Pomógł  jej  wstać  i,  zaprowadził  do  pokoju.  Usiadł,  wziął  ją  na  kolana  i  mocno 

przytulił. 

– Sam się siebie boję, bo gdy  cię przytulam, przychodzą mi do  głowy niebezpieczne 

myśli. Domyślasz się jakie, prawda? 

Mówił cicho i delikatnie gładził ją po plecach. Raz i drugi ustami musnął jej włosy. 

background image

Błogo  westchnęła  i  przytuliła  się  do  potęŜnej  piersi,  która  dawała  poczucie 

bezpieczeństwa.  Po  kilku  dniach  niemiłego  napięcia  odpręŜyła  się  zupełnie.  Była  głęboko 
przekonana,  Ŝe  Jake  wkrótce  znajdzie  maniaka  i  wsadzi  go  do  więzienia.  Wtedy  wszystko 
wróci do normy i będzie mogła spokojnie Ŝyć. 

Będzie  bezpieczna,  lecz  znowu  sama.  Bez  ukochanego  człowieka,  który  ocalił  jej 

Ŝ

ycie. 

Jake  chciał  ją  jakoś  pocieszyć,  lecz  przeŜywał  katusze,  poniewaŜ  pragnął  całować  i 

pieścić  Angelicę.  Marzył  o  tym,  aby  zatrzymać  ją  przy  sobie,  kochać  i  uszczęśliwiać. 
Wiedział jednak, Ŝe to niemoŜliwe i podejrzewał, Ŝe ona zdaje sobie z tego sprawę. Zapewne 
dlatego  ani  słowem  nie  wspomniała  okresu,  gdy  z  sobą  chodzili.  Wobec  tego  i  on  unikał 
tematu. 

Angelica rozkoszowała się kaŜdą cudowną sekundą w ramionach ukochanego. Potem, 

gdy okrutny los znowu ich rozdzieli, będzie miała o czym marzyć i śnić. 

Wsłuchała  się  w  bicie  serca  człowieka,  który  był  jej  tak  bliski,  a  jednocześnie  tak 

daleki.  Całym  ciałem  czuła  jego  muskularne  ramiona  i  uda,  szeroką  pierś.  śałowała,  Ŝe  nie 
zna  zaklęć,  którymi  mogłaby  zatrzymać  czas  w  tak  pięknej  chwili.  Wiedziała,  Ŝe  zawsze, 
nawet jako stuletnia staruszka, będzie kochała Jake’a Morgana. 

Przykro się jej zrobiło, Ŝe tak wielka miłość nie zostanie odwzajemniona. Westchnęła 

i z jej oczu potoczyły się łzy. Płakała z Ŝalu nad tym, czego Ŝycie jej poskąpiło. 

– Bardzo ci ze mną  cięŜko? – spytała, podnosząc  głowę.  Ich usta prawie się stykały. 

Czuła gorący oddech Jake’a na policzku. 

– Nie – odparł przytłumionym głosem. 
Uśmiechnęła się Ŝałośnie, więc ujął jej twarz w dłonie i scałował łzy. 
–  Angel,  kruszyno,  ze  mną  będziesz  bezpieczna.  Nie  pozwolę,  Ŝeby  ci  zrobiono 

krzywdę. 

– Dziękuję i nie będę się martwić. Tylko... wiesz... 
– Nic nie wiem. Chyba to, Ŝe powinnaś zacząć się martwić... o mnie. 
Pocałował  ją  zachłannie,  ona  zaś  ostatkiem  świadomości  pomyślała,  Ŝe  nie  pragnęła 

zwykłego pocieszenia, lecz takiego szczęścia. Całowali się coraz gwałtowniej. Czas stanął w 
miejscu.  Zapomnieli  o  wszelkich  zmartwieniach  i  mieli  wraŜenie, Ŝe  są  sami  na  całej  ziemi. 
Liczył się tylko ich zachwyt nad sobą, poŜądanie i miłość. 

Jęknęła  zawiedziona,  gdy  Jake  odsunął  się,  aby  zaczerpnąć  tchu.  Jeszcze  jeden 

namiętny pocałunek i odsunął się na dobre. 

– Chodźmy na spacer – rzekł, wstając. – Przestało padać, więc nie zmokniemy. 
Angelica  nie  posiadała  się  ze  zdumienia.  Jego  zachowanie  przechodziło  ludzkie 

pojęcie.  W  jednej  chwili  całował  ją  tak  zapamiętale,  jak  gdyby  świat  przestał  istnieć,  a  w 
następnej  ją  na  ten  świat  wyciągał,  jakby  nigdy  nic.  Spacer?  Kogo  interesuje  spacer,  gdy 
moŜna  się  kochać?  Usiadła  nadąsaną.  Ogarnął  ją  niepokój,  Ŝe  brak  jej  czegoś,  co  mogłoby 
Jake’a  przyciągnąć,  przywiązać  do  niej  na  dłuŜej.  Westchnęła  ze  smutkiem  i  chwiejnym 
krokiem poszła do sypialni. 

– Zaraz wracam – rzuciła przez ramię. 
Oparła  się  o  zamknięte  drzwi,  przymknęła  oczy  i  w  wyobraźni  wróciła  do  upojnych 

chwil.  Jeszcze  nigdy  tak  się  nie  całowali,  a  tu  nagle  spacer.  Pokręciła  głową  z 

background image

niedowierzaniem.  Podeszła  do  lustra,  w  którym  zobaczyła  twarz  o  błyszczących  oczach, 
zaróŜowionych policzkach i czerwonych ustach. 

– Czego mi brak? – mruknęła pod nosem. 
Kiedy wróciła, Jake juŜ czekał przy drzwiach. Podał jej skafander. 
– Dziękuję. – ZałoŜyła czapkę i rękawiczki. – Jestem gotowa. 
Na progu uderzyło ją takie zimno, Ŝe się cofnęła. Śnieg przysypał wszystko, jak okiem 

sięgnąć, gałęzie drzew uginały się pod białymi czapami. Roześmiani zbiegli po schodkach. 

–  Jak  w  raju,  tylko  Ŝe  tam  było  ciepło!  –  zawołała  zachwycona.  –  Jesteśmy 

pierwszymi ludźmi na Ziemi! 

Jake z przyzwyczajenia omiótł spojrzeniem okolicę i prozaicznie zapytał: 
– PomoŜesz mi odgarnąć śnieg? 
–  Nie  pomogę,  bo  nic  nie  będziesz  odgarniał.  Zaprosiłeś  mnie  na  spacer,  więc 

idziemy. 

Ruszyła  przed  siebie  z  cichą  nadzieją,  Ŝe  nie  wpadnie  w  głęboką  zaspę.  Śnieg  sięgał 

kolan, więc brnęła z trudem. Jake szedł za nią. 

– Przypomniało mi się dzieciństwo. Kiedy padał śnieg, nie mogliśmy się doczekać, aŜ 

odrobimy lekcje i będziemy mogli wyjść. A ty? 

Przekrzywiła głowę, czekając na jego wspomnienia. 
–  Zapominasz,  Ŝe  pochodzę  z  Denver  i  mieszkałem  w  bloku.  U  nas  śnieg  sprzątano, 

ledwo spadły trzy płatki na krzyŜ. 

Spojrzała na drzewa nieopodal i uśmiechnęła się filuternie. 
– Nie biłeś się z nikim śnieŜkami? – spytała z niewinną miną. 
– Biłem, ale na pewno rzadziej niŜ ty. – Zerknął na nią spode łba. – Podejrzewam, Ŝe 

masz złe zamiary i chcesz mnie zbombardować. 

– SkądŜe! 
– MoŜe zrobisz orła? Chciałbym sprawdzić, czy słusznie się chwaliłaś talentem na tym 

polu. 

Bez słowa rzuciła się na śnieg i powoli rozkrzyŜowała ręce i nogi. 
–  JeŜeli  ma  być  idealny,  musisz  pomóc  mi  wstać.  –  Wyciągnęła  ręce.  –  Chyba  Ŝe 

pozwolisz go zniszczyć. Nie podchodź za blisko! – ostrzegła. 

Jake roześmiał się wesoło i pociągnął ją za ręce. Krytycznym okiem obejrzeli orła. 
– Jak go oceniasz? – zapytała uszczęśliwiona, Ŝe widzi uśmiech na jego twarzy. 
– Idealny – rzekł, patrząc rozświetlonymi oczami na nią, nie na orła. 
–  Trzeba  mieć  trochę  wprawy  i  kogoś,  kto  pomoŜe  wstać.  Bracia  byli  niecierpliwi, 

sami się zrywali, no i moŜesz sobie wyobrazić... 

Angelica  przestała  nagle  opowiadać  o  orłach  Rafe’a  i  Kyle’a.  Pragnęła  pocałunków. 

Chciała przytulić się do Jake’a i dlatego niemal krzyknęła zawiedziona, gdy się odwrócił. 

– Będę pamiętał, Ŝe najwaŜniejsza jest wprawa. Odszedł kilka kroków. 
– Ulepimy bałwana? – zawołała. 
– Do bałwana teŜ potrzebne specjalne umiejętności? 
–  A  jakŜe.  Kyle  zawsze  chciał  mieć  największego,  więc  pierwszą  kulę  ledwo 

pchaliśmy  w  trójkę,  natomiast  drugiej  wcale  nie  mogliśmy  udźwignąć.  We  wszystkim 
potrzebny rozsądek i umiar. 

background image

– MoŜe ulepimy jeszcze większego? 
– Ratunku! – krzyknęła, załamując ręce. – Następny z przerostem ambicji. 
– Nie przesadzaj. Chyba jasne, Ŝe dorośli mogą ulepić większego niŜ dzieci, prawda? 
Z  entuzjazmem  zabrali  się  do  dzieła.  Angelica  opowiadała  o  dzieciństwie  i  z 

rozczuleniem  wspominała  matkę,  która  cierpliwie  wymyślała  obowiązki  i  zabawy  dla  trójki 
niesfornych dzieci. 

Jake słuchał z zainteresowaniem. Sam miał niewiele do opowiadania, lecz to było bez 

znaczenia. Angelica posiadała zapas historyjek co najmniej na rok. 

Pierwsza  kula  była  ogromna,  więc  i  druga,  w  odpowiedniej  proporcji,  była  sporych 

rozmiarów.  Trochę  wysiłku  kosztowało  ich  ułoŜenie  jej  na  podstawie.  Ulepili  głowę,  którą 
Jake sam nałoŜył na drugą kulę. 

– To bałwan gigant! – zawołała podniecona. – Powinniśmy zrobić zdjęcie, bo Kyle nie 

da wiary, Ŝe był mojego wzrostu. Masz aparat? 

– Nie. Brat będzie musiał uwierzyć ci na słowo. 
–  Nie  znasz  mojego  brata,  on  uwaŜa,  Ŝe  zjadł  wszystkie  rozumy  i  wszystkich  chce 

rozstawiać  po  kątach.  ZałoŜę  się,  Ŝe  nawet  nie  pozwoli  mi  dokończyć  zdania  i  orzeknie,  Ŝe 
zmyślam.  –  Westchnęła  i  przewróciła  oczami.  –  Ulepiliśmy  wspaniałego  bałwana  i 
najwaŜniejsze, Ŝe sami jesteśmy o tym przekonani. Kyle się nie liczy. 

Jake podejrzanie zamilkł i jakby o niej zapomniał. 
– Gdzie bujasz myślami? – spytała, ciągnąć go za rękaw. 
– Co? – ocknął się. – Co mówisz? 
– Dam ci buziaka, jeśli powiesz, o czym myślałeś. 
– Buziaka chętnie biorę, ale o niczym specjalnym nie myślałem. Wracamy? 
– Nie, chodźmy jeszcze kawałek. 
Nie zauwaŜył dziwnego błysku w jej oczach, poniewaŜ odwróciła głowę. Nie chciała, 

Ŝ

eby się domyślił, co knuje. Czuła się beztroska i szczęśliwa jak dziecko. 

Poszli  w  stronę  kępy  drzew.  Angelica  przystanęła,  aby  otrzepać  śnieg  z  butów,  więc 

Jake  ją  wyminął  i  powoli  szedł  dalej.  Zgarnęła  trochę  śniegu,  ulepiła  kulę,  podrzuciła  ją  w 
górę i złapała. Jake odwrócił się i zezem popatrzył na śnieŜkę. 

– Nie staję do Ŝadnych zawodów – powiedział zdecydowanym tonem. 
– Jesteś wstrętny! 
– A ty niewdzięczna. Powinnaś się cieszyć, Ŝe mam litość nad tobą i nie chcę, Ŝebyś 

przegrała z kretesem. 

–  MoŜe  się  załoŜymy,  Ŝe  wygram?  –  spytała,  podrzucając  białą  kulę  i  podchodząc 

bliŜej. 

Jake  cofnął  się,  więc  postąpiła  dwa  kroki  do  przodu.  Jake  jeden  do  tyłu,  ona  znowu 

dwa  do  przodu.  Uśmiechając  się  od  ucha  do  ucha,  rzuciła  śnieŜkę.  Kula  trafiła  w  gałąź  i  na 
głowę Jake’a posypał się śniegowy puch. 

Ś

miejąc  się  radośnie,  Angelica  zawróciła  i  pobiegła  w  stronę  domu.  Tyle  razy  udało 

się jej z braćmi, więc i teraz sądziła, Ŝe zdąŜy dobiec. Tymczasem Jake  ją dogonił i podciął 
nogę.  Upadła  na  śnieg,  trzęsąc  się  ze  śmiechu  i  nie  mogąc  uspokoić.  Jake  przewrócił  ją  na 
plecy i wcisnął jej za kołnierz garść śniegu. 

–  Brutal!  Przestań!  –  krzyknęła  oburzona.  –  Zimno  mi!  Chciała  się  wykręcić,  lecz 

background image

przygwoździł jej nogi, więc nie mogła się ruszyć. 

–  Pewnie,  Ŝe  zimno.  A  myślałaś,  Ŝe  mnie  było  ciepło?  Zaczęła  machać  rękoma  i 

obsypała ich oboje śniegiem. 

– JuŜ dobrze, dobrze, poddaję się. I przepraszam – wykrztusiła, chichocząc. 
– Takich przeprosin nie przyjmuję. Usiadła i cmoknęła go w zimny policzek. 
– Chętnie dam ci  gorącego buziaka, ale w domu, przy  kominku – obiecała. –  Nie na 

takim mrozie. 

Patrzył  na  nią  pełnym  poŜądania  wzrokiem.  Wyglądała  ślicznie.  Miała  zarumienione 

policzki, błyszczące oczy, czerwone usta rozchylone w zalotnym uśmiechu. 

– Angel, czy wiesz, Ŝe doprowadzasz mnie do szału? 
– Chciałam tylko, Ŝeby było wesoło. 
– Nie igraj z ogniem. 
Przytulił  czoło  do  jej  czoła  i  zamknął  oczy.  Po  chwili  westchnął,  wstał  ocięŜale  i 

wyciągnął rękę. 

– Zimno ci? 
– A jak myślisz? – spytała roześmiana. 
– Mnie chłodno, więc wracamy. I idziemy razem. 
– Rozkaz. 
Szli razem, lecz nie trzymali się za ręce. Angelica chętnie zdjęłaby rękawiczkę, nawet 

na takim mrozie, byle tylko czuć dotyk jego dłoni. Niestety, wsunął ręce  do kieszeni i szedł 
zadumany,  jak  gdyby  daleko  błądził  myślami.  CzyŜby  nadal  byli  sobie  obcy,  jak  podczas 
owych  długich  dwóch  lat?  Nie  liczyły  się  ostatnie  dni?  MoŜe  znowu  przypomniał  sobie  o 
obowiązkach i o sprawie, którą niebawem rozwikła? 

Po  powrocie  dorzucił  drew  do  kominka  i  wyszedł.  Angelica  patrzyła  na  niego  z 

bolesnym wraŜeniem, Ŝe znowu się od niej odsuwa, odchodzi. Bała się, Ŝe na zawsze. Przez 
całe  popołudnie  było  wspaniale,  do  chwili  gdy  wyraźnie  dała  do  zrozumienia,  Ŝe  marzy  o 
pocałunkach. Zwiesiła głowę i poszła do sypialni, by przebrać się w suche rzeczy. 

Podczas  kolacji  panowała  napięta  atmosfera.  Odzywali  się  do  siebie  tylko,  aby 

poprosić  o  coś  lub  podziękować.  Potem  Jake  zaproponował,  Ŝe  pozmywa.  Zrozumiała,  Ŝe 
pragnie być sam. 

– Jutro wracam do domu – powiedziała cicho. 
– Nie musisz. MoŜesz tu zostać... 
– Nie o to chodzi. Muszę wrócić do normalnego Ŝycia. Jestem ci bardzo wdzięczna, Ŝe 

mnie zaprosiłeś, ale mam nadzieję, Ŝe przez ten czas złapano rzezimieszka. Trzeba nadrobić 
zaległości, których mam sporo. 

– Umówiłaś się na randkę, Ŝe tak ci pilno? – rzucił ironicznym tonem. – MoŜe. 
– Myślałem, Ŝe nie masz nikogo. Popatrzyli sobie w oczy. 
– To nie powinno cię juŜ interesować. Przyznaję, Ŝe kiedyś byliśmy sobie bliscy. Ale 

teraz moje Ŝycie jest wyłącznie moje i tobie nic do niego. 

Pod wpływem jej ostrych słów Jake zbladł i niebezpiecznie zalśniły mu oczy. 
– Masz rację – syknął. – Odwiozę cię jutro rano. 
– Dziękuję i Ŝyczę dobrej nocy. v – Nie dziękuj, wyznam ci szczerze... 
Wyszła  z  podniesioną  głową,  chociaŜ  wcale  nie  była  zadowolona  z  takiego  obrotu 

background image

sprawy.  Łudziła  się,  Ŝe  Jake  powie  coś,  co  będzie  świadczyło,  iŜ  mu  na  niej  zaleŜy.  A 
tymczasem  bez  wahania  zgodził  się  ją  odwieźć.  Czyli  niedługo  przestaną  się  widywać  i 
będzie musiała znowu Ŝyć bez niego. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 
– Dzień dobry. Łazienka wolna – powiedziała rano, nie patrząc na Jake’a. 
Postawiła  zapakowaną  torbę  koło  drzwi  i  rzuciła  na  nią  płaszcz  i  kapelusz.  Miała 

nadzieję, Ŝe wyjadą tuŜ po śniadaniu. 

Jedynym  jej  marzeniem  było  znaleźć  się  w  domu.  Nie  miała  ochoty  na  rozmowę  i 

poruszała  się  jak  automat.  Nakryła  do  stołu,  ugotowała  owsiankę,  zaparzyła  kawę.  Jeszcze 
godzina,  dwie  i  będzie  wolna.  Nie  będzie  musiała  uwaŜać,  aby  nie  zdradzić  się  gestem  lub 
słowem. Ustąpi nienasycone pragnienie, by przytulić się do Jake’a, patrzeć na niego, słuchać 
jego głosu. Pozbędzie się bólu serca, który stał się męką nie do zniesienia. 

Jake  poszedł  do  łazienki,  ona  zaś  stanęła  na  środku  kuchni  zrozpaczona,  Ŝe  krótkie 

chwile  zabawy  w  dom  kończą  się  nieodwołalnie.  Przejrzała  listę  zakupów  i  połoŜyła  obok 
talerza  Jake’a.  Nie  interesowało  juŜ  jej,  czy  zaakceptuje  jakąś  propozycję.  Była  przekonana, 

Ŝ

e  nigdy  więcej  nie  przyjedzie  do  chaty  i  nie  będzie  wiedziała,  czy  się  przyczyniła  do  jej 

upiększenia. 

PodróŜ  do  Laramie  przebiegła  w  milczeniu.  I  prędko,  poniewaŜ  droga  była 

odśnieŜona. Jake zajechał przed dom, wyłączył silnik i powiedział spokojnie: 

– Wejdę na chwilę, Ŝeby zobaczyć, czy wszystko jest w porządku. 
Wolała  z  nim  nie  dyskutować,  więc  bez  słowa  podała  mu  klucz.  Idąc  za  nim, 

pomyślała, Ŝe musi odgarnąć śnieg z chodnika i ucieszyła ją perspektywa fizycznej pracy. 

Jake wszedł pierwszy, obszedł cały dom i oznajmił: 
– Nie zauwaŜyłem nic podejrzanego, więc chyba nikt cię nie odwiedził. 
– Dziękuję panu porucznikowi za wszystko, co dla mnie zrobił. Do widzenia. 
Chciała zamknąć drzwi, lecz jej przeszkodził. 
–  Wolnego,  moje  złotko.  Uprzedzam,  Ŝe  rano  przyjadę  po  ciebie  i  odwiozę  na 

uczelnię. A po południu jedziemy odebrać samochód z warsztatu. 

– Nie trać cennego czasu. Mam znajomych... 
– Wiem, wiem. Do zobaczenia rano – rzekł głosem nie znoszącym sprzeciwu. 
– Jak chcesz – zgodziła się potulnie. 
Zamknęła drzwi i stała nieporuszona, wsłuchana w odgłos jego kroków i pisk opon. 
Na  szczęście  czekało  ją  tyle  pracy,  Ŝe  nie  mogła  oddać  się  rozmyślaniom. 

Przygotowała plan zajęć, uprzątnęła śnieg sprzed domu i odwiedziła sąsiadów. 

Następnego ranka, gdy juŜ była gotowa, stanęła przy oknie. Nie powiedziała Jake’owi, 

o  której  zaczyna  zajęcia,  a  mimo  to  była  przekonana,  Ŝe  przyjedzie  na  czas.  Jako  doskonały 
detektyw na pewno orientował się w godzinach jej zajęć. Ciekawa była, co jeszcze sprawdził i 
czego  się  dowiedział,  aby  wyjaśnić  zagadkowe  włamania.  Podejrzewała,  Ŝe  nie  wie  chyba 
tylko jednego, a mianowicie tego, Ŝe ona nie ma adoratora, bowiem nie wracałby uparcie do 
tej kwestii. Trudno jej było uwierzyć, Ŝe naprawdę sądzi, iŜ chodzi o zemstę. 

PogrąŜona w myślach nie zauwaŜyła, kiedy wyjechał zza rogu. Zobaczyła go, dopiero 

gdy stanął przed domem. Prędko włoŜyła płaszcz, wzięła torbę i zamknęła dom na wszystkie 
zamki. 

– Dzień dobry. – Dzień dobry, Angel. 

background image

Po  powitaniu  zamilkli.  Kiedy  zajechali  przed  budynek  uczelni,  powiedziała,  nie 

podnosząc oczu: 

– Dziękuję, Ŝe mnie podrzuciłeś. 
–  Drobiazg.  Samochód  moŜna  odebrać  o  drugiej,  więc  przyjadę  po  ciebie  kwadrans 

wcześniej. 

– Ale... 
–  ChociaŜ  raz  słuchaj  mnie  bez  dyskusji.  –  ChociaŜ  raz!  Panie  Morgan,  proszę  nie 

zapominać,  Ŝe  jako  osoba  dorosła  mam  prawo  robić,  co  chcę  i  nikogo  nie  muszę  słuchać, 
nawet policji. 

Rzucił jej gniewne spojrzenie i nieomal krzyknął: 
– Źle spałem i mam milion spraw na głowie. Jeśli łaskawie poświęcam ci czas i chcę 

pomóc, to lepiej schowaj swoje prawa do kieszeni. Czekaj i to na mnie kwadrans przed drugą. 
Zrozumiano? – Tak jest, łaskawco. Będzie, jak kaŜesz. 

Wyskoczyła  z  samochodu  i  trzasnęła  drzwiami..  Dygotała  na  całym  cielę,  nie  mogła 

się opanować. śałowała, Ŝe nie zapytała, dlaczego nie spał. I dlaczego narzuca się z pomocą, 
jeśli jest tak bardzo zajęty innymi sprawami. Mogłaby poprosić kogoś innego. 

Z  obraŜoną  miną  poszła  do  gmachu.  Gabinet  znajdował  się  na  trzecim  piętrze,  ale 

rzadko  korzystała  z  windy.  W  ramach  gimnastyki  wolała  chodzić  po  schodach.  Na  kaŜdym 
piętrze między klatką schodową a korytarzem były masywne drzwi. 

Szła  prędko,  zamyślona,  więc  wcześniej  nie  zauwaŜyła  wysokiego  męŜczyzny,  który 

ją  popchnął  i  wyrwał  torbę  z  ręki.  Zachwiała  się,  uderzyła  o  ścianę,  upadła  i...  sturlała  ze 
schodów.  Bolała  ją  ręka  i  noga,  w  głowie  huczało.  Z  wysiłkiem  usiadła,  pokręciła  głową  i 
przeraźliwie krzyknęła. 

Próbowała  wstać,  lecz  natychmiast  bezsilnie  opadła  na  podłogę.  Zrozumiała,  Ŝe 

skręciła  nogę  w  kostce  i  dlatego  nie  moŜe  stąpnąć.  Zaczęła  wzywać  pomocy  i  jej  krzyki 
usłyszeli przechodzący studenci. 

 
Przed  przyjazdem  karetki  musiała  odpowiedzieć  na  pytania  dyŜurnego  policjanta. 

Potem  zabrano  ją,  do  szpitala,  zbadano  i  prześwietlono.  Nie  stwierdzono  Ŝadnego  złamania, 
opatrzono  ranę  na  głowie,  zabandaŜowano  nadgarstek  i  kostkę.  Akurat  zastanawiała  się,  jak 
wróci do domu, gdy z korytarza dobiegł podniesiony znajomy głos. 

Jake otworzył drzwi i od progu zawołał: 
– Czy trzeba pilnować cię jak dziecka? Co ty wyrabiasz? 
Przypominał rozjuszonego byka, któremu pokazano czerwoną płachtę. Był potargany i 

miał  przekrwione  oczy.  ZadrŜała  ze  strachu,  chociaŜ  wiedziała,  Ŝe  to  nie  ona  jest  powodem 
jego wściekłości. 

–  Komuś  była  potrzebna  moja  torebka  –  odparła  słabym  głosem.  –  MoŜe  cały  czas 

tylko o to chodziło i wreszcie będzie spokój. 

– Mocno jesteś poturbowana? 
Pochylił się i ostroŜnie dotknął plastra na jej głowie. Odgarnął włosy znad czoła. 
– Mogło być gorzej. 
Przełknęła z trudem i zacisnęła usta, aby się nie rozpłakać. 
Chciała  przytulić  się  do  niego  i  na  moment  poczuć  bezpiecznie,  ale  nie  zrobiła 

background image

najmniejszego ruchu. 

–  Psiakrew,  obiecywałem,  Ŝe  się  tobą  zaopiekuję  i  co  z  tego  wyszło?  –  rzucił 

łagodniejszym tonem. 

– Nie twoja wina – zauwaŜyła logicznie. 
– Powinienem był odprowadzić cię na górę. 
–  DajŜe  spokój  i  bądź  rozsądny.  Chcesz  za  mną  chodzić  jak  cień  przez  cały  dzień? 

Nikt nie mógł przewidzieć, Ŝe temu wariatowi znów coś strzeli do łba. Przedtem krąŜył wokół 
mnie  z  daleka,  a  teraz  zaatakował  i  bliska.  Gdybym  się  nie  zachwiała,  gdy  na  mnie  wpadł, 
moŜe  nie  wypuściłabym  torebki  i  nie  spadła  ze  schodów.  Ale  to  było  takie  zaskoczenie,  Ŝe 
zanim się zorientowałam, co się święci, juŜ leŜałam jak długa. 

Jake ostroŜnie schwycił ją za rękę. 
– Złamana? 
Pokręciła głową, krzywiąc się z bólu. 
–  Nie.  Potłukłam  się,  podrapałam  i  skręciłam  nogę  w  kostce.  Ale  za  miesiąc  będę 

zdrowa jak rydz. 

– Co miałaś w torbie? – zapytał urzędowym tonem. 
– Nic waŜnego, ale znowu straciłam plan zajęć. Tyle czasu na marne! Jak dostanę tego 

zbója w swoje ręce, skręcę mu kark. Przysięgam. 

– Zastanów się, czy naprawdę zginął tylko plan. 
Nie zdąŜyła odpowiedzieć, poniewaŜ wszedł dyŜurny lekarz, który zapytał: 
– Czy odwiezie pan pacjentkę do domu? Angelica spojrzała na Jake’a. 
– Po to przyjechałem – mruknął gniewnie. – Jak naleŜy z nią postępować? 
–  JuŜ  wszystko  omówiliśmy.  Przez  kilka  dni  musi  leŜeć.  Za  tydzień  moŜe  po  trochu 

wstawać,  ale  nogę  trzeba  oszczędzać.  Wizytę  kontrolną  ustaliliśmy  na  czwartek  za  dwa 
tygodnie. 

Uchyliły się drzwi, zajrzała pielęgniarka i powiedziała, Ŝe zostawia wózek inwalidzki. 

Jake bez namysłu wziął Angelicę na ręce. 

– Zaopiekuję się chorą i przypilnuję, Ŝeby przestrzegała pańskich zaleceń. Dziękujemy 

i do widzenia. 

Angelica przezornie nie skomentowała jego władczego zachowania. Wiedziała, Ŝe na 

to będzie czas później. 

Zajechali przed dom i równieŜ tutaj od razu wziął ją na ręce. 
–  Mogę  sama  przejść  tych  kilka  kroków!  –  krzyknęła  zirytowana.  –  Postaw  mnie! 

Jestem cięŜka. 

– WaŜysz tyle, co piórko, bo chyba ostatnio schudłaś. Musisz więcej jeść. 
– Jem tyle, ile trzeba. Postaw mnie! 
Nie  posłuchał,  więc  objęła  go  za  szyję  i  od  razu  poczuła  się  bezradna.  Najchętniej 

zostałaby w jego ramionach i pozwoliła mu rządzić nie tylko przez jeden dzień. 

– O, teraz mogę cię postawić – rzekł zasapany, gdy weszli do sypialni. 
PołoŜył  ją  na  łóŜku  i  pomógł  zdjąć  płaszcz  i  buty.  Rozejrzał  się  po  pokoju  innym 

okiem,  niŜ  gdy  był  tu  bezpośrednio  po  włamaniu.  Teraz  zauwaŜył,  Ŝe  łóŜko  jest  duŜe, 
małŜeńskie.  Dlaczego?  Samotnej  kobiecie  nie  jest  potrzebne  wielkie  łoŜe.  Ogarnęła  go 
zazdrość,  gdy  pomyślał,  Ŝe  widocznie  Angelica  nie  zawsze  sypia  sama.  Otrząsnął  się  z 

background image

niewłaściwych myśli i spojrzał na nią. Miała jakiś osobliwy wyraz twarzy. 

– Wracam na posterunek i na chwilę wskoczę do domu, a potem przyjeŜdŜam tutaj – 

oznajmił jakby nigdy nic. – Czy coś ci podać, zanim wyjdę? 

– Po co chcesz przyjechać? Poproszę o pomoc Marthę, jest bardzo uczynna. 
– Przenoszę się do ciebie. Koniec, kropka. – Nie! 
– Tak. 
– Nie moŜesz u mnie nocować, bo nie mam drugiej sypialni. 
– Będę spał w bawialni. 
– Nie zmieścisz się na kanapie. 
– ZłoŜę się w scyzoryk i jakoś zmieszczę. Na pewno nic nie potrzebujesz? 
– Nie. A ty nie potrzebujesz wracać, bo mam sąsiadów... 
– Angel, dajŜe spokój. Wziąłem zwolnienie na kilka dni. śałuję, Ŝe nie zostaliśmy w 

górach, bo tam nic by ci się nie stało. 

– Musiałam iść do pracy – powiedziała, chociaŜ nie to zadecydowało o powrocie. 
– Co miałaś w torbie? 
– Dlaczego się powtarzasz? 
– Bo chcę znaleźć klucz do zagadki. 
– Ach tak. Nie powinnam zapominać, jaki masz zawód. 
I  nie  powinna  zapominać,  Ŝe  kiedyś  odszedł,  a  teraz  jest  z  nią  jedynie  z  powodu 

grasującego  przestępcy.  Na  pewno  chciał  jak  najprędzej  zakończyć,  dochodzenie  i  znowu 
zniknąć. – Angel! 

–  Nie  krzycz,  bo  doskonalę  słyszę.  W  torbie  miałam  dziennik  obecności  moich 

studentów, kalendarzyk z planem, na cały semestr, szkic nowego artykułu oraz zaproszenie na 
uroczysty  podwieczorek  na  cześć  świeŜo  upieczonego  profesora  matematyki.  –  ZmruŜyła 
oczy,  aby  lepiej  sobie  przypomnieć,  co  jeszcze  było  w  torebce.  –  NajwaŜniejszy  plan,  a 
reszta... Niech się zastanowię... Jeszcze miałam listy, które dostałam w czwartek, ale których 
nie zdąŜyłam przeczytać. Przez ciebie, bo mnie poganiałeś! 

Jake zmarszczył brwi, niezadowolony. 
–  Nie  rozumiem,  komu  by  się  to  mogło  przydać.  Czy  artykuł  jest  o  jakiejś 

matematycznej rewelacji? 

–  Raczej  nie.  Chodzi  o  inne  zastosowanie  pewnego  twierdzenia,  o  którym  ostatnio 

duŜo się mówi. MoŜe liczyć się do mojego ewentualnego awansu, ale złodziejowi nic po nim. 

– Policjanci twierdzą, Ŝe kiepsko opisałaś napastnika. 
–  Niestety,  mają  rację.  ZauwaŜyłam,  Ŝe  był  wyŜszy  ode  mnie,  w  masce  na  twarzy, 

granatowej marynarce i ciemnych dŜinsach. Nic więcej nie pamiętam. 

– Jesteś inteligentną kobietą, więc zastanów się, czego rabuś u ciebie szuka. Masz czas 

do mojego powrotu. 

– Naprawdę poradzę sobie sama – zaoponowała, ale nader słabo. 
Jake pochylił się, odgarnął jej włosy z czoła i delikatnie pocałował. 
– Muszę wrócić. Chcę mieć pewność, Ŝe jesteś bezpieczna. Do zobaczenia, kochanie. 
Gdy została sama, starała się uspokoić i myśleć logicznie. Jej wysiłki na niewiele się 

zdały, poniewaŜ bała się kolejnego ataku, a jednocześnie obawiała Jake’a. Ceniła sobie dom 
między innymi dlatego, Ŝe nie wiązały się z nim Ŝadne wspomnienia. JeŜeli Jake pomieszka z 

background image

nią  kilka  dni,  a  potem  się  wyprowadzi,  znowu  zostanie  ze  wspomnieniami.  Westchnęła 
zrezygnowana  i  przymknęła  oczy.  Skoro  włamania  ich  związały,  nie  naleŜy  sprzeciwiać  się 
wyrokom losu. Lepiej się poddać i łudzić, Ŝe będzie dobrze. 

Przez  cały  dzień  przysypiała  i  się  budziła.  Słyszała,  Ŝe  Jake  wrócił  i  krząta  się  po 

domu, lecz nie miała siły go zawołać. Przewróciła się na drugi bok i spała nadal. 

Pod wieczór obudziła się głodna jak wilk. OstroŜnie usiadła i spuściła nogi. Syknęła, 

gdy poczuła pulsujący ból w kostce. Nie była pewna, czy dojdzie do łazienki. 

Jake widocznie coś usłyszał, bo zajrzał do sypialni. 
– Musisz wstać? Pomóc ci? 
– Jeśli łaska. Noga jednak mnie boli i wolałabym jej nie forsować. 
–  Grzeczna  pacjentka  powinna  słuchać  lekarza.  Nie  kazał  chodzić  przez  kilka  dni, 

prawda?  Więc  nie  chodź.  –  Bez  wysiłku  wziął  ją  na  ręce  i  zaniósł  do  łazienki.  –  Zawołaj, 
kiedy będziesz gotowa. 

Nie  zaniósł  jej  z  powrotem  do  łóŜka,  lecz  do  bawialni,  gdzie  ostroŜnie  połoŜył  na 

kanapie. Oznajmił, Ŝe poda obiad, który przygotował i nie czekając na odpowiedź, wyszedł do 
kuchni.  Pokój  wypełniała  romantyczna  muzyka  paliło  się  przyćmione  światło,  zasłony  były 
zaciągnięte. – Angelice zrobiło się Ŝal, Ŝe nie ma kominka. Wtedy czułaby się tak dobrze jak 
w, chacie w górach. Chwile, jakie tam spędziła, były niezapomniane. 

Jake przyniósł apetycznie pachnącą zapiekankę. Spróbowała i mlasnęła z zachwytu. 
– Pyszności. 
– Dziękuję za uznanie. 
–  Nie  wyobraŜałam  sobie  ciebie  jako  kucharza  –  mruknęła  z  pełnymi  ustami  –  a  tu 

taka niespodzianka. 

Wiedziała,  Ŝe  wielu  męŜczyzn  potrafi  gotować,  nawet  jej  bracia  umieli  coś  niecoś 

upitrasić. Jednak Jake’a nigdy nie kojarzyłam kuchnią. 

–  Jeśli  człowiek  nie  chce  umrzeć  z  głodu,  musi  jeść.  Myślałaś,  Ŝe  stołuję  się  w 

restauracji? 

Wzruszyła ramionami. Nigdy się nad tym nie zastanawiała, ale  gdy ze sobą chodzili, 

często bywali w lokalach. A przez ostatnich kilka dni sama gotowała. 

– Gdzie się nauczyłeś tej sztuki? 
–  W  domu.  Wuj  późno  wracał  z  pracy,  więc  juŜ  jako  dziecko  miałem  obowiązki 

kuchcika.  Najpierw  tylko  coś  podgotowywałem,  a  wuj  kończył,  ale  potem  sam  wszystko 
robiłem. 

– Mieszkałeś z wujem? 
Pamiętała,  Ŝe  był  jedynakiem  i  Ŝe  jego  rodzice  od  dawna  nie  Ŝyli.  Nie  wiedziała 

jednak, Ŝe wychowywał go wuj. 

– Tak. Od szóstego roku Ŝycia do studiów. 
– Byliście sami? 
– Tak. Wuj jakoś się nie oŜenił. 
Obserwowała  go  zaintrygowana,  poniewaŜ  dawniej  nigdy  nie  mówił  o  przeszłości. 

Przedtem  interesowała  ich  wyłącznie  teraźniejszość.  Teraźniejszość,  która  trwała  zaledwie 
kilka  miesięcy.  Angelice  starczyło  tego  czasu,  aby  się  zakochać,  ale  nie  zdąŜyła  niczego  się 
dowiedzieć o jego Ŝyciu. 

background image

– Opowiedz mi coś o tym okresie. 
–  Co  tu  opowiadać?  –  Lekko  wzruszył  ramionami.  –  Mieszkaliśmy  razem.  Wuj 

pracował, ja nauczyłem się gotować. 

– Często się widujecie? 
– Nie – odparł ze smutkiem. – Wuj zmarł, zanim skończyłem studia. 
– Twoja rodzina nie jest długowieczna. 
– Bo ja wiem... – Uśmiechnął się krzywo. – Wszyscy zmarli nagłą śmiercią. Rodzice 

zginęli  w  wypadku  samolotowym.  Wuj  był  policjantem,  ale  nie  zginął  na  słuŜbie.  Pomagał 
znajomym wstawiać okna, spadł z wysokiej drabiny i się zabił. 

– To pod jego wpływem zostałeś policjantem? 
– Tak. 
– Nie masz innych krewnych? 
Przecząco pokręcił głową i zmruŜył oczy, jak gdyby nie rozumiał, do czego zmierza. 
– Ja teŜ straciłam rodziców w wypadku, ale zostali mi bracia. A teraz doszła Charity i 

Christopher. 

– Bratowa i bratanek? 
– Tak. O, tam stoi ich ostatnie zdjęcie. – Zaśmiała się z cicha. – Rafe zachowuje się, 

jakby był pierwszym i jedynym ojcem na świecie. – Po chwili dodała: – Oczywiście szaleje 
na punkcie Ŝony. 

Zazdrościła bratu, Ŝe znalazł wielką miłość. Marzyła o podobnym uczuciu i związku, 

o tak kochającym męŜu. Kiedyś łudziła się, Ŝe będzie nim Jake. 

– Tobie nie dopisało szczęście w miłości, co? Drgnęła uraŜona, Ŝe kpi z niej w Ŝywe 

oczy. Nie powinien drwić i podkreślać, Ŝe jej nie kocha. Dumnie uniosła głowę. 

– Na to wygląda, ale nie wstydzę się moich uczuć. 
– Kochanie, wybacz mi. Widziała, Ŝe jest mu przykro. Nie był złym człowiekiem i nie 

jego wina, Ŝe nie mógł jej pokochać. Zjadła ostatni kawałek kurczaka i odsunęła talerz. 

– Dziękuję. Obiad wyjątkowo mi smakował. 
– Napijesz się kawy? – spytał, zabierając talerze. 
– Chętnie. W lodówce jest resztka rumu. Z przyjemnością napiję się kawy z rumem, a 

ty? 

– Ja teŜ. 
Przyniósł  tacę  z  filiŜankami.  Usiadł  na  kanapie  i  połoŜył  rękę  na  oparciu.  Po  chwili 

objął Angelicę i szepnął: 

– Anielę, gdybym tylko mógł, nieba bym ci przychylił. 
– Wiesz, co jest wybrukowane dobrymi chęciami? 
– Tak. Wiem i to, Ŝe nikogo nie moŜna zmusić do miłości – powiedział ze smutkiem. 

– Choćbyśmy nie wiem jak chcieli. 

Wypiła  łyk  gorącej  kawy,  licząc  na  to,  Ŝe  dzięki  niej  pozbędzie  się  uczucia 

przygnębienia. 

– MoŜe... – Nie dokończyła, lecz zmieniła temat, pytając: 
– Czy wiadomo coś więcej niŜ rano? 
– O facecie, który cię zaatakował nadal nic. Nikt go nie widział. Ale znaleziono twoją 

torbę w koszu na śmieci. Niestety, pustą. 

background image

–  Jak  dobrze,  Ŝe  się  znalazła!  –  zawołała  uradowana.  –  Dostałam  ją  od  Rafe’a  po 

obronie doktoratu. 

–  Przepytaliśmy  wiele  osób  w  bazie,  ale  większość  nic  nie  wiedziała  o  zleceniach, 

więc to nie oni. 

– Litości! Nie opowiadajcie wszystkim, co mi się przytrafiło. 
– Musimy pytać, bo inaczej nigdzie nie zajdziemy. 
–  Ale  zlecenia  od  lotników  to  tajemnica  i  przyrzekłam,  Ŝe  nikomu  nie  powiem  – 

powiedziała zmartwiona. – Czy to moŜe być ktoś z uczelni? 

–  Nie  sądzę.  Chyba  Ŝe  wynalazłaś  genialny  sposób  na  szybkie  tuczenie  bydła  i  jakiś 

farmer postanowił go wykraść. 

Wybuchnęła śmiechem i pokręciła głową. 
– Nie mogę odbierać chleba braciom, a poza tym nie znam się na hodowli bydła. Czy 

widziałeś choć raz z bliska stado krów? 

– Nie. Dla mnie mięso pochodzi ze sklepu, a nie od Ŝywych zwierząt. 
– Co za mieszczuch! Wstyd i hańba! 
Chętnie zaprosiłaby go i pokazała gospodarstwo. Była przekonana, Ŝe nawet przy całej 

swej  ignorancji  pasowałby  do  jej  braci.  Miał  w  sobie  coś,  co  wzbudza  szacunek  i  zaufanie. 
Tacy  ludzie  wiedzą,  co  sobą  reprezentują  i  co  potrafią.  Niestety,  na  ogół  lubią  teŜ  rządzić 
innymi. Ciekawe, jak wypadłoby jego pierwsze spotkanie z braćmi. 

– Teraz rozumiem, co mówiłaś o kominku – odezwał się Jake. – Jaka szkoda, Ŝe nie 

jesteśmy u mnie. 

PołoŜył nogi na stoliku i przyciągnął Angelicę do siebie. 
– Czy kupisz coś z tych rzeczy, które napisałam na kartce? 
–  Tak,  ale  pod  warunkiem,  Ŝe  ze  mną  pochodzisz  po  sklepach.  Nie  umiem  robić 

zakupów. 

– PrzecieŜ to nic trudnego. 
–  Jak  dla  kogo.  Co  na  przykład  rozumiesz  przez  obrazy?  Reprodukcje  mistrzów, 

abstrakcje czy zdjęcia? 

–  Chyba  najlepsze  byłyby  impresjonistyczne  pejzaŜe.  Popatrzył  na  reprodukcje 

Moneta na ścianie oraz zdjęcia na półce. 

– Wybierz sama. Chcę  mieć coś, co będzie mi przypominało twój dom. Coś ładnego 

dla oka. Jak ty sama. 

Pocałował ją w usta. Pocałunek miał smak kawy, brandy i czegoś nieuchwytnego, co 

kojarzyło się wyłącznie z nim. Westchnęła z rozkoszą i Ŝarliwie oddała pocałunek. 

Jake  obejmował  ją  jedną  ręką,  a  drugą  delikatnie  pieścił.  Całował  ją  tak,  jak  sobie 

wymarzyła. 

Przytuliła  się  mocno.  Chciała,  Ŝeby  byli  jednym  ciałem,  Ŝeby  stopili  się  w  jedno. 

Objęła go, zapominając o bolącej ręce i poddała się pieszczotom. 

Całował  ją  tak  zachłannie,  jak  gdyby  umierał  z  pragnienia,  a  ona  stanowiła  źródło 

wody. Jego ręce błądziły po jej ciele, wywołując tęsknotę i budząc coraz większe poŜądanie. 
Straciła poczucie rzeczywistości i miała wraŜenie, Ŝe unosi się do nieba. 

Była  gotowa  dać  mu  wszystko,  czego  zaŜąda,  ale  bała  się,  Ŝe  jemu  jak  zawsze 

wystarczą  same  pocałunki.  Namiętne,  gorące,  lecz  tylko  pocałunki.  Nigdy  nie  chciał  nic 

background image

więcej.  Bała  się,  Ŝe  któregoś  dnia  oszaleje  z  miłości  do  człowieka,  który  nie  moŜe  jej 
pokochać. 

Podświadomie  miała  do  niego  pretensję  nawet  o  owe  pocałunki.  Rozkoszowała  się 

nimi, a jednocześnie wiedziała, Ŝe tworzą barierę, którą Jake oddziela ją od innych męŜczyzn. 
Nie  wierzyła,  aby  ktokolwiek  potrafił  tak  całować,  więc  nikogo  innego  nie  będzie  mogła 
pokochać. I jeśli on ją porzuci, zostanie sama do końca Ŝycia. To niesprawiedliwość! 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 
Zbudził ją dzwoniący telefon. Nie otwierając oczu, sięgnęła po słuchawkę. 
– Słucham – powiedziała zaspanym głosem. 
– Dzień dobry. Jak się czujesz? 
Usiadła i otworzyła oczy. Pokój był zalany słońcem. 
– Która godzina? 
– Po dziesiątej. CzyŜbym cię obudził? Myślałem, Ŝe o tej porze dawno juŜ nie śpisz. 
– Normalnie nie. PrzecieŜ to skandal spać, gdy taka piękna pogoda. Gdzie jesteś? 
– Na posterunku. W drodze powrotnej wstąpię na uczelnię po listę wszystkich twoich 

studentów. Razem ją przestudiujemy i moŜe uda się wyłowić kogoś, kto miałby powód, Ŝeby 
zatruwać ci Ŝycie. 

– Chcesz dostać listę tych, którzy do mnie chodzili w ostatnim semestrze? 
– W ostatnim, przedostatnim i obecnym. Czy przeŜyjesz parę godzin beze mnie? 
– Na pewno, bo czuję się znacznie lepiej niŜ wczoraj. A jutro chcę jechać na zajęcia. 

Boli mnie noga, a nie głowa, więc nie ma sensu, Ŝeby mnie zastępowano. Mogę wykładać na 
siedząco. 

– Zobaczymy. 
– Nic nie zobaczymy, bo... 
OdłoŜył  słuchawkę,  nie  pozwalając  jej  dokończyć  zdania.  Chciała  powiedzieć,  Ŝe 

sama najlepiej wie, co moŜe, a czego nie moŜe. I jeśli postanowiła iść do pracy, to pójdzie. W 
gmachu  jest  winda,  więc  nie  musi  chodzić  po  schodach.  MoŜe  nawet  wypoŜyczyć  wózek 
inwalidzki i studenci zawiozą ją od windy do sali. 

Studenci?  Jake  nie  miał  do  nich  zaufania,  gdyŜ  podejrzewał,  Ŝe  wśród  nich  znajduje 

się judasz. Czego ów judasz chce i co jeszcze moŜe zrobić? 

Po  śniadaniu  przyszła  Martha.  Przyniosła  stos  kanapek  i  sałatkę  na  lunch  oraz  laskę, 

aby ułatwić Angelice chodzenie. Po dwunastej przyjechał Jake. 

Spotkali  się  przy  drzwiach  do  kuchni.  Angelica  była  dumna  z  tego,  Ŝe  chodzi  o 

własnych siłach, lecz Jake’a to nie zachwyciło.  Pocałował ją  w czoło i bez pytania wziął na 
ręce. Laska z hałasem spadła na podłogę. 

– Lekarz kazał ci oszczędzać nogę – mruknął z dezaprobatą. – Obiecałaś go słuchać i 

co? 

Posadził ją na krześle, a chorą nogę oparł na taborecie. 
– Jestem dorosła – syknęła rozgniewana. 
Miała pretensję o to, Ŝe potraktował ją tak, jakby popełniła przestępstwo. 
–  Więc  zachowuj  się  jak  człowiek  dorosły.  Czy  to  nasz  lunch?  –  spytał,  wskazując 

salaterkę  i  talerz  pełen  kanapek.  –  Tak,  Martha  przyniosła.  Wie,  Ŝe  nie  jestem  sama,  więc 
przygotowała jedzenia jak dla pułku. Widziała cię przez okno i uznała, Ŝe jesz za trzech. 

–  Przesada.  Ty  jesteś  za  szczupła,  więc  musisz  lepiej  się  odŜywiać.  Połowa  jest  dla 

ciebie. 

Powiesił marynarkę na oparciu krzesła, wyjął talerze z szafki i postawił na stole. 
– OdŜywiam się bardzo dobrze – burknęła. 

background image

– CzyŜby? Więc czemu ostatnio tak schudłaś? Usychałaś z miłości? 
– Jesteś paskudnie złośliwy. Nie wierzysz w miłość, więc myślisz, Ŝe jej w ogóle nie 

ma. 

–  Sama  jesteś  albo  złośliwa,  albo  mało  bystra.  UwaŜam,  Ŝe  nie  warto  umierać  z 

miłości. 

– Jestem tego samego zdania, czego najlepszym dowodem jest fakt, Ŝe Ŝyję. 
Jake rozparł się na krześle i przyglądał się jej z pobłaŜliwym uśmiechem. 
–  Bardzo  mnie  to  cieszy.  A  jak  teraz  urządzisz  sobie  Ŝycie?  Pogardliwie  skrzywiła 

nos. 

–  Nie  twoje  zmartwienie.  Niedawno  mówiłeś,  Ŝe  to  cię  nic  nie  obchodzi.  –  I  Ŝeby 

zmienić temat zapytała: – Dali ci listy? 

– Oczywiście. 
Wyciągnął z kieszeni marynarki długi wydruk komputerowy i rozłoŜył na stole. 
– Czy oni zwariowali? Nigdy nie miałam tylu studentów! 
– Przez trzy semestry trochę się tego towarzystwa uzbierało. 
–  Sprawdzanie  obecnych  studentów  chyba  mija  się  z  celem.  Skoro  pierwszego 

włamania  dokonano  w  okresie  BoŜego  Narodzenia,  nowi  słuchacze  powinni  być  poza 
podejrzeniami. 

–  Za  moich  czasów  było  nie  do  pomyślenia,  Ŝeby  student  włamał  się  do  domu 

profesorki. Do czego to doszło! – Przesunął listę w jej stronę. – Chcę, Ŝebyś mi powiedziała, 
co wiesz o kaŜdym z nich. 

Rzuciła okiem na listę słuchaczy sprzed roku i powiedziała: 
–  Napastnik  był  wyŜszy  ode  mnie,  więc  od  razu  moŜemy  wyeliminować  kobiety  i 

niskich męŜczyzn. 

– Racja. MoŜesz ich skreślać. 
UwaŜnie przeczytała listę i skreśliła nazwiska Wszystkich studentek i kilku studentów. 
– Jestem gotowa, ale po tych kanapkach mam pragnienie. MoŜe napijemy się kawy? 
– Dobrze. 
Jake poruszał się po kuchni, jak gdyby znał ją od dawna. Czekając na kawę, oparł się 

o szafkę i obrzucił Angelicę bacznym spojrzeniem. 

– Czy podczas czytania przyszło ci coś do głowy? 
– Nic, co mogłoby mieć związek z napadami. Nie mam pojęcia, czemu jakiś słuchacz 

miałby  włamać  się  do  mnie  do  domu  lub  do  samochodu.  Gdyby  to  było  przed  końcowymi 
egzaminami, podejrzewałabym zakusy na tematy. Ale po zaliczeniach? Wydaje mi się, Ŝe to 
nie sprawka studenta. 

– MoŜe i nie. 
–  Jake...  –  Spuściła  oczy  i  zaczęła  wodzić  palcem  po  stole.  –  Jak  wiesz,  mam 

zaproszenie  na  przyjęcie,  które  odbędzie  się  w  sobotę.  Chciałam  cię  prosić,  Ŝebyś  mi 
towarzyszył. Pójdziesz? 

Czekając na odpowiedź, wstrzymała oddech. Mijały sekundy, a Jake się nie odzywał. 

Ośmieliła się zerknąć na niego spod rzęs. Nie mogła nic wyczytać ani z jego zastygłej twarzy, 
ani z pociemniałych, niezgłębionych oczu. 

– Dlaczego? – zapytał chrapliwym głosem. 

background image

– Bardzo chciałabym iść z tobą. Odwrócił się i nalał kawy. 
– Jeśli do tego czasu nie znajdziemy przestępcy, to oczywiście pójdę – mruknął jakby 

niechętnie. – Wolę, Ŝebyś nie szła bez obstawy. 

Westchnęła  zawiedziona.  Przykro  się  jej  zrobiło,  Ŝe  stale  podkreśla,  iŜ  jest  z  nią 

wyłącznie z obowiązku. OkręŜną drogą dawał do zrozumienia, Ŝe po złapaniu przestępcy ich 
kontakty ustaną. 

– Trzeba się specjalnie wystroić? – zapytał, stawiając przed nią filiŜankę. 
– Nie. Wystarczy zwykły garnitur. 
– Boję się, Ŝe w takim utytułowanym towarzystwie nie będę miał nic do powiedzenia. 
–  Wcale  nie  musisz  się  odzywać  –  pocieszyła  go,  uśmiechając  się  zalotnie.  –  Jestem 

pewna,  Ŝe  wszystkie  kobiety  od  razu  stracą  głowę  na  twój  widok.  I  jedna  przez  drugą  będą 
starały  się  przynajmniej  postać  koło  ciebie.  A  męŜczyźni  z  zazdrości  zrobią  wszystko,  Ŝeby 
pokazać  się  z  najlepszej  strony.  –  ZauwaŜyła,  Ŝe  Jake  się  zaczerwienił,  więc  czym  prędzej 
spytała: – Zawieziesz mnie? Mógłbyś przyjechać przed siódmą i... 

– PrzecieŜ mieszkam tutaj. – Nie potrzebuję niańki! 
–  Tak  czy  owak  zostaję  do  soboty.  Zaprosiłbym  cię  do  siebie,  ale  tu  ładniej.  Chcesz 

się połoŜyć? 

– Nie. Nie mam zamiaru polegiwać i udawać, Ŝe jestem chora. Wystarczy, Ŝe wczoraj 

gniłam w łóŜku przez cały dzień. Człowiek ze zwichniętą nogą nie jest obłoŜnie chory. 

– Wobec tego nadal sprawdzamy listę. 
– Nie chce mi się. Naprawdę nie wierzę, Ŝe tym Ŝółtodziobom takie historie w głowie. 

Wolę Ŝadnego Ŝ nich nie podejrzewać. 

– Często jesteś taka marudna? 
– PrzecieŜ to przez ciebie – wybuchnęła, rzucając mu jadowite spojrzenie. – Dlaczego 

nie zostawisz mnie w spokoju? Idź sobie! 

Posłusznie  odstawił  filiŜankę  i  wziął  marynarkę.  Angelice  zamarło  serce  i  poniewaŜ 

wcale  nie  chciała,  by  odszedł.  Na  jawie  i  we  śnie  marzyła  o  tym,  Ŝe  zostanie  i  moŜe  ją 
pokocha. 

– Niedługo wrócę – rzucił na odchodnym. 
Uderzyła  pięścią  w  stół.  Nie  rozumiała,  dlaczego  się  złości,  skoro  Jake  zrobił  to,  co 

mu  kazała.  Kuśtykając,  posprzątała  ze  stołu  i  poszła  do  pokoju.  Wzięła  ksiąŜkę  i  opadła  na 
kanapę. 

Nie  miała  nastroju  do  niczego,  więc  przez  godzinę  przeczytała  zaledwie  pięć  stron. 

Myślami  błądziła  wokół  Jake’a  i  dlatego  kaŜdą  stronę  musiała  czytać  kilka  razy.  Gdy 
usłyszała odgłos otwieranych drzwi, natychmiast poczuła się, lepiej. 

Jake  zajrzał  do  –  pokoju  i  bez  słowa  poszedł  do  sypialni.  Wrócił  z  parą  wełnianych 

skarpet, które rzucił, na kanapę. 

– Wkładaj. Przyniosę płaszcz i wychodzimy. 
– Dokąd? – spytała, wykonując polecenie. 
–  Idziemy  po  zakupy.  WypoŜyczyłem  wózek  inwalidzki,  Ŝebyś  nie  przeforsowała 

nogi. 

– Nie chcę... 
– Oj, przestań gderać i się ubieraj. PomoŜesz mi wybrać rzeczy, które radziłaś kupić. 

background image

Nie  dała  po  sobie  poznać,  jak  bardzo  owa  perspektywa  ją  ucieszyła.  Robienie 

zakupów  było  lepsze  niŜ  bezczynne  siedzenie  w  domu.  Rada  była,  Ŝe  dopilnuje,  aby  Jake 
wybrał  dokładnie  to,  co  widziała  oczami  wyobraźni.  Posmutniała  trochę,  gdy  uświadomiła 
sobie, Ŝe przyczyni się do upiększenia jego domu, ale nie zobaczy efektu. 

Wjechali na szosę wiodącą da Cheyenne, więc zdziwiona zawołała: 
– Gdzie jedziesz? Wszystko mamy pod ręką u nas. 
– W Cheyenne jest więcej sklepów przystosowanych do wózków. 
– Mogłabym chodzić o lasce. 
– Nie. Lekarz powiedział, Ŝe przez dwa dni nie wolno, to nie wolno. 
–  Jake,  jesteś  przemiły.  Tyle  dla  mnie  robisz,  Ŝeby  urozmaicić  mi  czas.  Jak  ja  ci  się 

odwdzięczę? 

– Na przykład posłuszeństwem. 
–  Chętnie  będę  potulna  jak  baranek,  bylebyś  kazał  mi  robić  tylko  to,  co  chcę. 

Obiecuję, Ŝe przez dwie godziny nie będę marudzić. 

– Wytrzymasz? 
– Śmiesz wątpić? Wyobraź sobie, Ŝe potrafię być naprawdę miła. Udowodnić ci? 
Roześmiał się na widok determinacji na jej twarzy. W duchu uwaŜał, Ŝe Angelica jest 

urocza, nawet gdy marudzi. Ciekaw był, co według niej znaczy określenie „naprawdę miła”. 
Chętnie  przekonałby  się  o  tym  osobiście.  Dotrzymała  słowa  i  na  nic  nie kręciła  nosem,  lecz 

Ŝ

artowała  i  przekomarzała  się  z  nim.  Wiedziała  od  braci,  Ŝe  męŜczyźni  nie  lubią  robienia 

zakupów, więc postanowiła w miarę moŜności uprzyjemnić je Jake’owi. Chciała, aby dobrze 
wspominał tę wyprawę i pamiętał do końca Ŝycia. 

Jake początkowo krytykował kaŜdą, jej propozycję, więc mimo obietnicy złościła się. 

Prędko jednak zorientowała się, Ŝe on robi to z premedytacją. Od tej chwili prześcigali się w 
zbijaniu  propozycji  i  wymyślaniu  innych.  Ekspedientki  patrzyły  na  nich  z  pobłaŜliwą 
wyrozumiałością  i  nie  wtrącały  się  do  burzliwych  dyskusji.  Za  ich  plecami  Angelica  i  Jake 
wymieniali  porozumiewawcze  spojrzenia.  W  niedługim  czasie  kupili  prawie  wszystko,  co 
było na liście. Po wyjściu z ostatniego sklepu wybuchnęła śmiechem. – Jesteśmy okropni i nie 
wiadomo,  które  z  nas  gorsze.  Biedne  ekspedientki!  Nie  zazdroszczę  im,  jeŜeli  częściej  mają 
takich klientów jak my. Jake uśmiechnął się od ucha do ucha. 

– Taka ich praca i taki los. Ale nie dotrzymałaś słowa, moja pani. Miałaś być słodka i 

posłuszna i co? 

–  Widzę,  Ŝe  nie  doceniasz  moich  wysiłków.  Byłam  nad  wyraz  miła,  a  Ŝe  nie 

pozwoliłam ci kupić dywanika, to juŜ twoja wina. Kto wybiera takie szkaradzieństwo? 

–  Zapominasz,  Ŝe  to  mój  dom...  Wstąpimy  ma  kawę?  Skinęła  głową,  a  gdy  siedzieli 

przy stoliku, podjęła przerwany temat. 

–  Przyznaję,  Ŝe  dom  jest  twój,  ale  będziesz  zapraszał  gości,  prawda?  Chyba  nie 

chcesz, Ŝeby ich oczy bolały? 

Jake rozparł się na krześle, wyciągnął przed siebie nogi i patrzył na nią rozbawiony. 
– Goście mogą nosić ciemne okulary. Wiesz, emocje dodają ci wdzięku. Piękniejesz, 

gdy się złościsz. 

Zamilkła i wpatrywała się w niego oczami pełnymi podziwu dla jego męskiej urody. 

Był  tak  atrakcyjny,  Ŝe  chwilami  się  go  bała.  A  ściślej  mówiąc,  bała  się  uczuć,  jakie  w  niej 

background image

wzbudzał.  Teraz  serce  biło  jej  coraz  mocniej  i  jak  zwykle  miała  ochotę  rzucić  mu  się  w 
ramiona. Przypomniała sobie upojne pocałunki i bezwiednie oblizała wargi. 

Jake  spojrzał  na  jej  usta,  pochylił  się  i  dotknął  ich  palcem.  Po  czym  pocałował,  nie 

bacząc na otaczających ich ludzi. 

Angelicę  przeszył  dreszcz  od  stóp  do  głów  i  patrzyła  na  niego  jak  urzeczona. 

Wiedziała, Ŝe zdradza się z uczuciami, Ŝe jej oczy wyraŜają miłość, lecz nic na to nie mogła 
poradzie.  Sądziła,  Ŝe  Jake  od  dawna  o  tym  wie,  ale  to  nie  zmienia  sytuacji,  poniewaŜ  nie 
moŜe jej pokochać. 

–  Jesteś  niebezpieczna  –  szepnął  ledwo  dosłyszalnie.  –  Przy  tobie  trudno  nad  sobą 

panować. 

Kurczowo trzymała się poręczy wózka, aby nie objąć go za szyję i nie ukryć na jego 

piersi  spłonionych  policzków.  Nie  powinna  zapominać,  Ŝe  są  w  miejscu  publicznym,  gdzie 
naleŜy zachowywać się jak nakazuje przyzwoitości. – Czemu? – szepnęła. 

–  Bo  przychodzą  człowiekowi  do  głowy  myśli,  które  musi  odpędzać.  Budzisz 

pragnienia, których nie moŜna zaspokoić. 

Odsunął  się  i  odwrócił  wzrok.  Przez  chwilę  siedziała  z  rozchylonymi  ustami,  nie 

pojmując, o co mu chodzi. Potem spuściła głowę i cicho zapytała: 

–  Zjesz  moje  ciastko?  Odszedł  mi  apetyt.  W  duchu  dodała,  Ŝe  ma  ochotę  jedynie  na 

pocałunki  i  pieszczoty.  Chciała  jak  najprędzej  wrócić  do  domu,  gdzie  będą  sami.  – 
Rozmyśliłaś się? 

– Jedźmy do domu – poprosiła przytłumionym głosem. Długo wpatrywał się w nią bez 

słowa, po czym zadecydował: – Nie. Zostajemy. Jedz. 

Ciastko smakowało jak gąbka, ale posłusznie je zjadła, patrząc przez okno. Na dworze 

zrobiło się tak ponuro, jak w jej sercu. Poczuła się zmęczona. – Jutro idę do pracy. 

– Nie przesadzasz? 
– PrzecieŜ jestem zdrowa. Ale teraz chętnie odpocznę, a na – wet trochę się prześpię. 

MoŜemy wracać? 

Sen stanowił swoistą ucieczkę i zawsze pomagał odpędzić przygnębienie. 
– A co z obrazami? – zmartwił się Jake. 
– Kupimy innym razem. 
– Jak uwaŜasz. 
Po  powrocie  od  razu  się  połoŜyła  i  zasnęła.  Po  kolacji  znowu  wróciła  do  sypialni  i 

połoŜyła się do łóŜka z ksiąŜką, aby lekturą odpędzić myśli i marzenia o miłości. 

Rano  Jake  zawiózł  ją  na  uczelnię.  W  drodze  nie  zamienili  ani  słowa.  Angelica 

fizycznie  czuła  się  duŜo  lepiej,  poniewaŜ  ręka  prawie  wcale  nie  bolała,  a  noga  tylko  trochę 
dokuczała. 

– Odprowadzę cię do sali – zaproponował, gdy stanęli na parkingu. 
– Dziękuję. 
Głos jej lekko drŜał. Nie przyznała się, Ŝe ma duszę na ramieniu, mimo iŜ nie zabrała z 

sobą  nic,  co  mogłoby  skusić  złodzieja.  Zresztą,  na  wszelki  wypadek  wzięła  torbę  na  ramię. 
Zdawała sobie sprawę, Ŝe sporo wody upłynie, zanim całkowicie zapomni o napadzie. 

Jake  nie  tylko  ją  odprowadził,  ale  został  na  zajęciach  i  obserwował  studentów  oraz 

wykładowczynię. Po wyjściu ostatniego studenta, Angelica rzuciła ostro: 

background image

– Nie musisz na mnie czekać. Jakby nie zauwaŜył jej tonu. 
–  Szkoda,  Ŝe  nie  byłaś  moją  profesorką  na  studiach  –  rzekł  spokojnie.  –  Prowadzisz 

zajęcia  bardzo  ciekawie  i  człowiek  ma  wraŜenie,  Ŝe  matematyka  to  fascynująca  dziedzina 
nauki. 

– Bardzo lubię mój przedmiot – powiedziała chłodno. 
–  Widać  gołym  okiem.  Twoi  studenci  mają  szczęście,  chociaŜ  pewnie  o  tym  nie 

wiedzą. Spodobał mi się przykład z hodowlą bydła. 

–  Matematyka  ma  wiele  praktycznych  zastosowań,  ale  mało  kto  zdaje  sobie  z  tego 

sprawę. 

– Ty im pomagasz. 
Przyjęła komplement w milczeniu. 
– Nie powinienem się dziwić – dodał po namyśle – bo do wszystkiego podchodzisz z 

entuzjazmem. 

– śycie na ogół jest fascynujące, więc dlaczego tego nie okazywać? 
– Hm... niby tak. Coś nie widać następnych studentów. 
– Teraz mam okienko. Nie czekaj, szkoda twojego czasu. 
– Nie szkoda, jeśli chcę coś robić. 
Towarzyszył jej od początku do końca zajęć w środę i czwartek. Piątek miała wolny, 

ale  postanowiła  nadrobić  zaległości  papierkowe  i  po  raz  trzeci  naszkicować  plan.  Poprosiła 
więc Jake’a, aby ją zawiózł ha uczelnię i wrócił po kilku godzinach. Chciała pracować z dala 
od niego, gdyŜ jego obecność za bardzo ją rozpraszała. 

W  sobotę  zniknął  na  cały  dzień,  nie  mówiąc,  dokąd  idzie  i  kiedy  wróci.  Angelica 

krzątała się przed południem, a po lunchu połoŜyła, aby odpocząć przed przyjęciem. 

O wpół do siódmej skończyła toaletę. Włosy spięła za uszami i rozpuściła na ramiona. 

Ubrała się w wełnianą kremową suknię z niebieskim rzucikiem, podkreślającym kolor oczu. 
Niestety, nie mogła wystąpić w eleganckich pantoflach. Na prawą nogę włoŜyła sportowy but, 
a na lewą tylko skarpetkę. 

Jake przez cały dzień się nie odzywał, lecz była pewna, Ŝe nie zapomniał o przyjęciu. 

Rozsadzała  ją  duma,  Ŝe  po  dwóch  latach  znowu  wystąpi  w  towarzystwie  męŜczyzny.  I  to 
jakiego! 

Wyrwał  się  jej  okrzyk  zachwytu,  gdy  zobaczyła  go  w  ciemnoszarym  garniturze,  w 

którym wyglądał jak model z Ŝurnala. 

– Jesteś gotowa? – spytał od progu. Uśmiechnęła się, kuśtykając do drzwi. 
– Zdaje mi się, Ŝe wcale nie powinniśmy iść. 
– A to czemu? 
– Bo całkiem zaćmisz honorowego gościa i wszyscy o nim zapomną. 
– Nie będzie tak źle. – Musnął ustami jej wargi. – Ale moŜemy zostać, jeśli wolisz. 
Miała nieprzepartą ochotę zostać, iść z nim do sypialni i... Nie, jedna noc to za mało. 

Chciała znacznie więcej, ale skoro nie mogła dostać, nie weźmie nic. Chrząknęła speszona. 

– Wypada iść choćby dlatego, Ŝe kiedy sama zostanę profesorem, teŜ będę miała taką 

imprezę. I nie chcę być na niej sama. 

– Zaproś mnie, a nie będziesz. 
Pomógł jej włoŜyć płaszcz, ostatni raz pocałował i wyszli. 

background image

Na progu sali Jake zatrzymał się i omiótł zebranych czujnym spojrzeniem. 
– Przestań – mruknęła niezadowolona. – Wszędzie, gdziekolwiek jesteśmy, rozglądasz 

się, jakbyś szukał złoczyńców. To nieprzyjemne. 

–  Ale  dzięki  temu  czasem  unika  się  przykrości.  Nigdy  nie  wiadomo,  co  się  moŜe 

zdarzyć. Gdzie chcesz usiąść? 

– Tam, koło profesora Holcome’a, którego bardzo cenię. MoŜesz mnie z nim zostawić 

i iść się bawić. 

– Bawić się chcę tylko i wyłącznie z tobą. Co przynieść do picia? 
– Poproszę lampkę wina. 
Przyniósł  kieliszki  i  usiadł  na  poręczy  jej  fotela.  Nie  włączał  się  do  rozmowy,  która 

toczyła  się  głównie  wokół  spraw  związanych  z  uczelnią.  Angelica  zastanawiała  się,  czy 
słucha z zainteresowaniem, czy śmiertelnie się nudzi. 

–  ...dwa  błędy,  które  szybko  poprawiłem  –  mówił  Holcome.  –  Komputery  są  bardzo 

przydatne, ale ich dokładność zaleŜy od dokładności osób, które wprowadzają dane. 

– Dlaczego pan tak sądzi? 
– Porównałem komputerowy  arkusz ocen z moimi zapiskami i znalazłem dwa błędy. 

Stopnie  dwóch  studentów  były  przestawione.  RóŜnica  niewielka,  ale  dowód,  Ŝe  trzeba 
kontrolować maszynę. Czy pani teŜ sprawdza wszystko dwukrotnie? 

–  Na  ogół  tak,  chociaŜ  nigdy  nie  wykryłam  błędu.  Czy  juŜ  są  wyniki  z  ubiegłego 

semestru? 

– Tak. Przysłano mi w środę albo czwartek, więc sprawdziłem w sobotę. 
Angelica spojrzała na Jake’a z wyrzutem. 
– Ja nie zdąŜyłam, bo skradziono mi torbę. Miałam tam nie tylko korespondencję... 
–  Słyszałem  o  napadzie  i  bardzo  pani  współczuję.  W  sekretariacie  dostanie  pani 

duplikat. 

–  Ale  notatki  teŜ  mi  przepadły.  Podczas  włamania  do  gabinetu  zginęły  plany  zajęć, 

papiery  egzaminacyjne  i  stopnie.  Nie  przejęłam  się  tym  zbytnio,  bo  oddałam  arkusze  ocen 
duŜo wcześniej. 

–  Proszę  powiedzieć  mi  coś  o  systemie  oceniania  studentów  –  wtrącił  się  Jake.  – 

Państwo  wystawiają  oceny  i  arkusze  składają  w  sekretariacie  wydziału,  tak?  Potem  ktoś 
wprowadza je do komputera i przesyła wydruki do sprawdzenia? 

–  Tak  –  odparł  Holcome.  –  Nigdy  nie  zaszkodzi dwukrotne  przejrzenie  ocen.  Dzięki 

temu moŜna wyłapać pomyłki, jak w wypadku moich dwóch studentów. 

– Angel, czy zginęły ci stopnie z poprzedniego semestru? 
–  Tak.  I  te  z  ubiegłego  roku  teŜ,  ale  niewielka  strata,  skoro  wszystkie  wcześniej 

zaniosłam do sekretariatu. 

– Czy moŜna byłoby je zmienić? 
– Jakim sposobem? 
–  Są  juŜ  spryciarze,  którzy  potrafią  dostać  się  do  kaŜdego  komputera.  Czy  istnieje 

moŜliwość  zmiany  oceny  w  głównym  komputerze  wydziału?  MoŜe  ktoś  zrobił  wszystko, 

Ŝ

eby uniemoŜliwić porównanie stopni? 

– Mało prawdopodobne, ale chyba moŜliwe... – z wahaniem odparł Holcome. 
–  Angel,  jutro  weźmiesz  kopię  arkusza  ocen  i  porównasz  stopnie  z  tymi,  które 

background image

zapamiętałaś. Jeśli znajdziesz jakąś uderzającą róŜnicę, będziemy mieli punkt zaczepienia. 

– Zastanów się, co mówisz! Miałam stu pięćdziesięciu studentów i nie pamiętam ich 

stopni. 

– Mimo to warto przejrzeć. 
– To zadanie dla detektywa – powiedział Holcome. 
–  Ma  pan  przed  sobą  asa  wywiadu.  –  Angelica  nie  kryła  złości.  –  Chciałam 

przyjemnie  spędzić  wieczór,  a  popsuł  mi  humor.  Ciekawe,  czy  wszyscy  policjanci  są  tacy 
niemoŜliwi. 

– W kaŜdym zawodzie są blaski i cienie – filozoficznie zauwaŜył Jake. 
– Jutro masz wolne – rzuciła ze złością – więc dzisiaj mógłbyś się bawić. 
– AleŜ ja się setnie bawię – rzekł, kładąc jej rękę na karku. – Naprawdę. 
Odsunęła się zirytowana, Ŝe zaleca się do niej na oczach tylu znajomych. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 
– Kiedyś marzyłem o tym Ŝeby być detektywem. Pamiętam, Ŝe jako chłopiec... 
Angelica usilnie starała się słuchać z uwagą, lecz na próŜno. Nie mogła skupić się na 

opowiadaniu  Holcome’a,  gdyŜ  jej  myśli  zajmował  tylko  i  wyłącznie  Jake.  Zastanawiała  się, 
czy  warto  udawać,  Ŝe  nie  czuje  dotyku  jego  ręki,  ale  nie  umiała  przewidzieć  jaki  będzie 
skutek – czy ukochany odsunie się, czy przysunie jeszcze bliŜej. 

Jego  zachowanie  wciąŜ  od  nowa  ją  intrygowało.  Często  dawał  jej  wyraźnie  do 

zrozumienia, Ŝe w ogóle nie pragnie tego, co ona i Ŝe jest mu obojętna. Mimo to przytulał ją, 
całował  i  czule  pieścił.  Teraz  bawił  się  jej  lokami,  a  przy  tym  spokojnie  rozmawiał  z 
Holcome’em. Czy był z kamienia? 

Ucieszyła się, gdy zauwaŜyła, Ŝe podchodzi Susan Standford. Przedstawiła jej Jake’a. 

Susan wyciągnęła dłoń na powitanie, więc Jake musiał zdjąć rękę z ramienia Angeliki. 

–  Miło  mi  pana  poznać  –  powiedziała  Susan,  uśmiechając  się  uwodzicielsko.  – 

Zastanawialiśmy  się,  kto  będzie!  towarzyszył  Angelice.  Na  ogół  przychodziła  sama. 
Dowiedziałam się, Ŝe to pan zajmuje się śledztwem, więc przyszłam zaoferować swoją pomoc 
– Oczywiście, jeśli mogę się na coś przydać. 

Angelica, zirytowana, Ŝe Susan tak otwarcie uwodzi jej męŜczyznę, rzekła lodowatym 

tonem: 

– Wprowadzono cię w błąd, bo pan Morgan nie prowadzi śledztwa. Jest moim dobrym 

znajomym. 

Jake spojrzał na nią zdumiony i pokręcił głową. 
– Czy pani teŜ wykłada na wydziale matematyki? – zapytał przybyłą. 
–  Nie,  jestem  antropologiem.  –  Susan  błysnęła  zębami  w  uśmiechu  i  zwróciła  się  do 

Angeliki:  –  Przykro  mi,  Ŝe  masz  kłopoty  z  chodzeniem.  Czy  na  chwilę  odstąpisz  mi  swego 
znajomego? Chciałabym przedstawić go kilku osobom. Zaraz wrócimy. 

I  nie  czekając  na  odpowiedź,  wzięła  Jake’a  pod  rękę.  Angelica  opanowała  się 

najwyŜszym  wysiłkiem  woli.  Przypomniała  sobie,  Ŝe  Susan  ma  opinię  kobiety  uwodzącej 
męŜczyzn  na  prawo  i  lewo.  Sądziła,  Ŝe  jej  próby  nie  wzruszą  Jake’a,  ale  mimo  to  się 
zaniepokoiła. Poza tym nie była pewna, czy będzie się czuł swobodnie w obecności tylu osób 
z tytułami naukowymi. 

Po pewnym czasie wstała i wsparła się na lasce. 
–  Chętnie  rozprostuję  nogi.  Czy  moŜemy  się  przejść?  Zechce  mi  pan  towarzyszyć, 

profesorze? 

– Cała przyjemność po mojej stronie. 
Najpierw  złoŜyli  gratulacje  profesorowi  Sorensonowi,  a  potem  podeszli  do  grupy 

znajomych.  Angelica  nie  tyle  rozmawiała  z  nimi,  co  odpowiadała  na  pytania  dotyczące 
włamania i napadu. Ani słowem nie wspomniała o włamaniu do domu oraz samochodu. I bez 
tego dość było sensacji. 

Zorientowała się, Ŝe wszyscy, Susan Standford nie wyłączając, są przekonani, iŜ Jake 

prowadzi śledztwo i towarzyszy jej dla bezpieczeństwa. Musiała przyznać, Ŝe to logiczny tok 
rozumowania, poniewaŜ dotychczas przychodziła na róŜne imprezy sama. Westchnęła cięŜko, 

background image

gdy zaczęła się zastanawiać, czy przyprowadzając go, popełniła kolejny błąd. 

Przeprosiła  znajomych  i  powoli  podeszła  do  Jake’a,  który  stał  w  otoczeniu  osób,  z 

oŜywieniem omawiających najnowszy film. Uśmiechnął się i ją objął. 

– Jak pani się podobał film? – zapytał Jason Hunter. 
– Jeszcze go nie widziałam – odparła speszona. 
– MoŜemy zaraz jutro iść do kina – zaproponował Jake. 
– Pójdziesz drugi raz? 
– A co to szkodzi? Chętnie pójdę choćby dlatego, Ŝeby sprawdzić, czy pan Hunter ma 

rację, gdy mówi o aspektach społecznych w tym filmie. 

– Patrzcie państwo, zostałem posądzony o rozmijanie się z prawdą! – zawołał młody 

socjolog z udanym oburzeniem. 

–  Przepraszam,  ale  to  zawodowy  brak  zaufania.  Policjanci  mają  obowiązek  sami 

wszystko  sprawdzać  –  spokojnie  odparł  Jake.  Spojrzał  na  Angelicę  i  dodał:  –  Czas  na  nas, 
prawda? Miło mi było państwa poznać. Dobranoc. 

– Dokąd się tak spieszysz? Umówiłeś się na randkę, czy co? 
– rzuciła ironicznym tonem, gdy wyszli z sali. 
– Nie, ale widzę, Ŝe jesteś zmęczona. – Podał jej płaszcz. 
– Udał się wieczór? 
– Tak. Gdyby nie twoja nadopiekuńczość... 
– Ktoś musi cię pilnować. Gdyby ci zostawić wolną rękę, siedziałabyś tu do rana, a do 

zdrowia wróciła za rok. 

– Dziękuję panu doktorowi za diagnozę. 
– Zawsze musisz mieć taki cięty język? – spytał Ŝartobliwie i pocałunkiem zamknął jej 

usta. 

–  Opanuj  się!  –  krzyknęła  przeraŜona,  Ŝe  ktoś  ich  widział.  Przed  domem  Jake 

wyskoczył z samochodu i zanim zdąŜyła wystawić nogi, wziął ją na ręce. 

– Puść mnie! Mogę iść sama. Słyszysz?! 
– Słyszę, Ŝe krzyczysz i widzę, Ŝe jesteś zmęczona. Zaniosę cię. 
Postawił  ją  przy  drzwiach,  wziął  od  niej  klucz  i  otworzył  drzwi.  W  przedpokoju 

powiedział: 

–  Serdecznie  ci  dziękuję,  Ŝe  mnie  zaprosiłaś.  Z  przyjemnością  poznałem  twoich 

znajomych. 

– Czy nadal podejrzewasz, Ŝe ktoś z nich jest zamieszany w te kradzieŜe? 
Zdjęła płaszcz i oparła się o ścianę. Dopiero teraz poczuła, jak bardzo jest zmęczona. 
–  Nie.  Ale  rozmowa  z  profesorem  Holcome’em  podsunęła  mi  pomysł,  co  jeszcze 

mogę  zrobić.  W  poniedziałek  rano  wezmę  z  sekretariatu  arkusz  ocen  studentów,  których 
uczyłaś w ubiegłym semestrze i sprawdzimy, czy nie ma zmian. 

– Myślisz, Ŝe pamiętam wszystkie stopnie? 
–  Nawet  jeśli  teraz  nie  pamiętasz,  moŜe  ci  się  przypomną,  gdy  zobaczysz  nazwiska. 

Potrzebujesz czegoś ode mnie? Pomóc ci dojść do sypialni? 

– Nie, dziękuję. 
– PrzyjeŜdŜam po ciebie jutro o trzeciej. 
– Po co? 

background image

– Idziemy do kina. 
– Nie musisz się poświęcać. Mogę zaczekać, aŜ będzie na kasecie. 
– Zapomniałaś, Ŝe umówiliśmy się na randkę? I to przy świadkach! 
–  Ale  się  zabezpieczyłeś  –  powiedziała  rozbawiona.  –  No  dobrze,  niech  ci  będzie. 

Czekam o trzeciej. 

– Do Widzenia, aniele. 
Zawrócił  od  drzwi,  objął  ją  i  przytulił/Westchnęła  zachwycona  i  uniosła  głowę, 

podając  usta  do  pocałunku,  którego  się  spodziewała.  Nagle  poczuła,  Ŝe  Jake  rozpina  zamek 
sukni. 

– Zostaw! 
– Spokojnie. Chyba ci niezbyt wygodnie z bolącą ręką, prawda? – To mówiąc, odpiął 

jej stanik. – Trochę ci pomagam. 

Ogarnęło  ją  poŜądanie  i  miała  ochotę  zrzucić  suknię.  Kochała  Jake’a  od  dawna  i  tak 

bardzo pragnęła spędzić z nim noc. Spojrzała na niego oczami pełnymi blasku. 

– Kochanie, nie patrz tak na mnie. Jeszcze chwila, a zrobię coś... 
– MoŜe o to mi chodzi – szepnęła. 
Zarzuciła  mu  ręce  na  szyję  i  przywarła  do  niego  całym  ciałem.  Na  plecach  czuła 

chłód, na piersiach gorąco bijące od Jake’a. Uśmiechnęła się uszczęśliwiona, gdy połoŜył ręce 
na jej gołych plecach. Przyciągnęła jego głowę i pierwsza go pocałowała. 

Jęknął  głucho  i  objął  ją  tak  mocno,  Ŝe  zabrakło  jej  tchu.  Jego  muskularne  ciało 

stanowiło jedyną ostoję na świecie. PoŜądała go ze wszystkich sił, pragnęła miłości, ó której 
tak długo marzyła. Myślała, Ŝe chwila spełnienia jest blisko. 

Niestety,  Jake  ją  rozczarował.  Odsunął  się  i  wpatrzył  w  błękitne  oczy,  które 

obiecywały  rozkosz.  Widział,  Ŝe  jej  rozchylone  usta  są  spragnione  dalszych  pocałunków. 
Poczuł się, jakby dostał obuchem w głowę. 

– Najsłodsza, nie moŜemy... – wykrztusił przez ściśnięte gardło. 
–  MoŜemy,  moŜemy  –  powiedziała  gorącym,  szeptem,  wsuwając  palce  w  jego  gęstą 

czuprynę. 

– Nie pasuję do ciebie – wyrwało mu się z głębi duszy. – Twój brat miał rację. 
– Kto miał rację? – powtórzyła głucho. – Jaki brat? Co ty pleciesz? 
Odsunęła się i patrzyła z niedowierzaniem. Nie rozumiała, o czym on mówi. PrzecieŜ 

nie znał jej braci, nigdy ich nie widział. 

– NiewaŜne – mruknął, otwierając drzwi. – Będę jutro o trzeciej. 
– Zaczekaj! Czemu... 
– Dobranoc. 
Wyszedł,  zanim  zdąŜyła  dokończyć  pytanie.  Zorientowała  się,  Ŝe  zdradził  coś,  co 

chciał zachować w tajemnicy. Ale dlaczego? Nic nie rozumiała. I nie zrozumie. Jake zapewne 
nigdy  więcej  nie  zrzuci  maski.  Nazajutrz  pojadą  do  kina,  a  w  poniedziałek  przejrzą  arkusze 
ocen.  JeŜeli  będą  jakieś  rozbieŜności  w  ocenach.  Jake  pójdzie  tym  tropem.  W  przeciwnym 
razie przekaŜe dochodzenie Winstonowi. 

 
Jake  siedział  w  samochodzie,  wpatrzony  w  okna  sypialni,  aŜ  pogasły  światła. 

OdjeŜdŜając,  zastanawiał  się,  dlaczego  nie  przekazuje  sprawy  Pete’owi,  który  ze  wszystkim 

background image

doskonale sobie radzi. On zaś coraz gorzej radził sobie ze swymi uczuciami. 

 
Angelicę  opadły  dręczące  myśli.  Co  znaczyła  uwaga  o  bracie?  Którego  Jake  miał  na 

myśli?  Była  przekonana,  Ŝe  nie  zna  ani  Rafe’a,  ani  Kyle’a,  więc  tym  bardziej  postanowiła 
wyjaśnić nieporozumienie. 

Czuła  narastający  gniew.  Który  brat  powiedział  Jake’owi,  Ŝe  nie  jest  dla  niej? 

Dlaczego? Z jakiego powodu Jake się z nim zgodził? Pytania sypały się jak z rękawa, ale na 

Ŝ

adne nie umiała odpowiedzieć. 

Pójście  do  kina  w  towarzystwie  Jake’a  było  wydarzeniem,  do  którego 

przygotowywała się od rana. Długo nie mogła podjąć decyzji, co włoŜyć. W końcu ubrała się 
w obcisłe, czarne spodnie i luźny róŜowy sweter. Sweter był podniszczony, lecz pamiętała, Ŝe 
Jake’owi bardzo się podobał i dlatego gotowa była go nosić, aŜ się zupełnie podrze. 

Przyjechał  jak  zwykle  punktualnie.  Jeden  rzut  oka  na  jego  twarz  wystarczył,  aby 

zrozumiała,  Ŝe  niczego  się  nie  dowie.  Zrezygnowała  więc  z  zadawania  pytań,  które 
przygotowała. 

Jake pociągnął nosem i się uśmiechnął. 
– Pachniesz jak olejek róŜany. 
– Czy to karalne? – spytała pozornie swobodnym tonem. 
– Nie, róŜyczko. 
W  samochodzie  siedziała  szczęśliwa,  rozmarzona.  Po  wejściu  do  kina  humor  jej  się 

popsuł,  poniewaŜ  zauwaŜyła  Jasona  w  towarzystwie  młodej  kobiety.  Oboje  od  razu  do  nich 
podeszli. 

–  Dzień  dobry  –  powitał  ich  Hunter.  –  Pomyślałem,  Ŝe  obejrzymy  film  razem,  bo 

dzięki  temu  będę  mógł  zwrócić  panu  uwagę  na  te  aspekty,  o  których  wczoraj  mówiliśmy.  – 
Przedstawił  im  swoją  znajomą,  Lizę  Nesbet,  i  przekornie  uśmiechnięty  zwrócił  się  do 
Angeliki: – Powinnaś częściej brać zwolnienie. Nigdy tyle nie bywałaś, co od tego wypadku. 

Angelica wewnątrz się zagotowała, lecz na zewnątrz zachowała chłodne opanowanie. 

Była  zła,  Ŝe  musi  dzielić  się  Jakiem  z  innymi.  Od  poprzedniego  dnia  łudziła  się,  Ŝe  spędzą 
popołudnie, a moŜe wieczór we dwoje. Chciała jak najprędzej wyjaśnić, co kryło się za jego 
słowami o bracie. 

– Kupić kukurydzę i colę? – spytał Jake. – Nie zmienił ci się gust? 
Skinęła  głową  wzruszona,  Ŝe  po  dwóch  latach  pamięta,  co  lubiła.  CzyŜby  w  tym 

czasie  nie  spotykał  innych  kobiet?  Pamiętała  Diane,  z  którą  bawił  się  w  sylwestrową  noc  i 
uświadomiła  sobie,  Ŝe  ostatnio  mocno  ją  zaniedbuje.  Zbyt  wiele  czasu  spędzali  razem,  by 
mógł dotrzymywać towarzystwa jej rywalce. 

Pogasły  światła.  Film  okazał  się  bardzo  dobry,  a  komentarze  Jasona  trafne.  Liza  nie 

zawsze się z nimi zgadzała, lecz Angelica odniosła wraŜenie, Ŝe tych dwoje bardzo do siebie 
pasuje. Ciekawa była, czy w oczach innych ona i Jake teŜ tworzą dobraną parę. 

Mimo  ciemności  Jake  nie  wziął  jej  za  rękę,  ani  nie  objął.  Przysunęła  się  do  niego, 

pozornie dlatego, by łatwiej sięgać po kukurydzę, którą trzymał na kolanach. 

Po  seansie  Jason  zaproponował,  aby  wspólnie  zjedli  kolację.  Jake  zgodził  się 

podejrzanie chętnie i polecił restaurację nieopodal posterunku. 

– To nasz ulubiony lokal. Czy zaryzykują państwo towarzystwu policjantów? 

background image

Jego  zachowanie  znów  zaskoczyło  Angelicę,  poniewaŜ  jej  nigdy  tam  nie  zaprosił. 

Bywali w róŜnych restauracjach, oprócz tych, do których zachodzili policjanci. 

Na miejscu okazało się, Ŝe Jake jest znany i lubiany. Co chwila ktoś podchodził, aby 

się  z  nim  przywitać  i  zamienić  kilka  słów.  Dostawiano  krzesła  i  coraz  gęściej  obsiadano 
stolik.  Jason  i  Liza  rozmawiali  ze  wszystkimi  jak  starzy  znajomi  Angelica  prawie  się  nie 
odzywała przekonana, Ŝe Jake celowo odgradza się od niej. 

Między  innymi  przyszła  rudowłosa  piękność,  którą  Jake  przedstawił  jako  Diane 

Waters.  Angelica  nieprzyjaznym  okiem  patrzyła  na  uroczą,  roześmianą  kobietę.  Zgrzytała 
zębami ze złości i najchętniej uciekłaby do domu. Gdy napięcie stało się nie do wytrzymania, 
pociągnęła Jake’a za rękaw i powiedziała: 

– Boli mnie głowa. Czy mógłbyś mnie odwieźć i potem wrócić? 
– Zjedz coś, a zaraz poczujesz się lepiej. 
–  Tutejsza  obsługa  pozostawia  wiele  do  Ŝyczenia  –  powiedziała  Diane  z  ujmującym 

uśmiechem  –  ale  kuchnia  jest  wyśmienita.  –  Objęła  Jake’a.  –  Mój  drogi,  wieki  cię  nie 
widziałam. Gdzie się zaszyłeś? U siebie w górach? 

– Tak. WciąŜ jest sporo do zrobienia. 
– Kiedy mnie zaprosisz? 
Angelica nie mogła znieść ich prawie intymnej rozmowy, więc przeprosiła i wyszła na 

ulicę.  Rozejrzała  się  w  poszukiwaniu  budki  telefonicznej,  gdyŜ  chciała  wezwać  taksówkę. 
Gdyby nie chora noga, poszłaby do domu pieszo. 

–  Jasny  gwint!  Co  ty  wyrabiasz?!  –  krzyknął  Jake.  Schwycił  ją  za  ręce  i  do  bólu 

zacisnął palce. Patrzył na nią z pretensją. 

– Wracam do domu. Mówiłam ci, Ŝe boli mnie głowa. 
– Skutek objadania się kukurydzą, łakomczuchu. 
–  Patrzcie  go,  znalazła  się  niańka...  Chcę  iść  do  domu.  Wiedziała,  Ŝe  zachowuje  się 

ś

miesznie,  lecz  nic  na  to  nie  mogła  poradzić.  Pragnęła  uciec  od  znajomych  Jake’a, 

szczególnie od Diane. 

–  Nie  podobają  ci  się  moi  znajomi,  prawda?  Zbyt  pospolici  i  nie  umywają  się  do 

twoich profesorów, co? 

Nie przewidziała, Ŝe jej zachowanie moŜna w ten sposób zinterpretować. 
– Nieprawda! – zaprzeczyła zawstydzona. – Wcale tak nie 

jest. 

– Ale na to wygląda. Gdzie twoje dobre maniery? Nie stać cię na to, Ŝeby z nami coś 

zjeść?  Hunter  i  jego  dziewczyna  nie  gardzą  naszym  towarzystwem,  a  są  z  twojej  sfery. 
Rozmawiaj tylko z nimi. Nie musisz zniŜać się do poziomu innych. 

– Nie o to mi chodzi – szepnęła, spuszczając wzrok. 
–  Więc  o  co?  –  Ujął  ją  pod  brodę  i  zmusił,  by  spojrzała  mu  w  oczy.  –  No,  liczę,  Ŝe 

powiesz mi prawdę. 

– Wiem, Ŝe to okropne, ale... jestem zazdrosna. I wstyd mi – wyrzuciła jednym tchem. 
– Czyś ty rozum postradała? Zarumieniła się i nic nie odpowiedziała. 
– Dlaczego jesteś zazdrosna? I o kogo? Milczała coraz mocniej zaczerwieniona. 
– Czekam! 
– Nie wiem dlaczego, ale o Diane. 
Ze  wstydu  najchętniej  zapadłaby  się  pod  ziemię.  Nie  miała  odwagi  podnieść  oczu, 

background image

więc nie widziała, Ŝe Jake patrzy na nią osłupiałym wzrokiem. Zdawała sobie sprawę, Ŝe nie 
ma prawa do zazdrości i Ŝe nie moŜe zabronić mu spotykać się z kim chce i kiedy chce. Mimo 
to bolało ją serce o to, Ŝe spędził sylwestra z Diane i teraz tak ciepło z nią rozmawiał. Czuła 
się pokrzywdzona przez los, gdyŜ pokochała człowieka, któremu jest całkiem obojętna. 

–  Skarbie,  Diane  jest  tylko  znajomą  –  rzekł  Jake  ochrypłym  głosem.  –  Pracuje  na 

naszym posterunku i stąd ta znajomość. Nie masz powodu do zazdrości ani o nią, ani o Ŝadną 
inną kobietę. 

Otworzyły się drzwi, zza których doleciał gwar i śmiech. – Jake? Lepiej? 
– Tak. Zimne powietrze pomaga na ból głowy. Zaraz wracamy. 
– Podobno kelner juŜ idzie. 
– My teŜ. 
Drzwi się zamknęły. Po chwili milczenia Jake zapytał prawie szeptem: 
– Wracasz? 
– A mam inne wyjście? PrzecieŜ nie mogę pozwolić, Ŝebyś wyszedł na kłamczucha. 
Gdy  przyszli,  Diane  nie  było  juŜ  przy  stoliku.  Powoli  i  inni  zaczęli  odchodzić,  więc 

zostali tylko we czworo. Angelica odpręŜyła się i wieczór upłynął w miłej atmosferze. Jason i 
Liza  stanowili  uroczą  choć  komiczną  parę.  Jason  poskarŜył  się,  Ŝe  juŜ  trzykrotnie  się 
oświadczał, lecz za kaŜdym razem dostał kosza. Liza pogroziła mu palcem. 

Niebawem  panie  wyszły  do  toalety  i  tam  Liza  powiedziała:  –  Proszę  mnie  nie 

zdradzić, ale ja za nim szaleję. Tylko nie chcę wbijać go w dumę. Chyba będzie mnie więcej 
cenił, jeśli zbyt łatwo nie ulegnę jego prośbom, prawda? 

Angelica  przytaknęła,  chociaŜ  nie  pochwalała  takiego  postępowania.  Jej  zdaniem 

zakochani powinni szczerze wyznać sobie miłość. 

Po  skończonym  posiłku  ponownie  zaroiło  się  przy  stoliku.  Jason  wdał  się  w  zaŜartą 

dyskusję  na  tematy  społeczne  i  z  pasją  zbijał  argumenty  sceptycznych  policjantów.  Jake 
obserwował  Angelicę,  która  rozmawiała  z  porucznikiem  Burnsem,  artystą  amatorem.  Z 
oŜywieniem omawiali najnowszą wystawę malarstwa współczesnego. 

Wieczór skończył się bardzo późno. 
– Podobali mi się twoi znajomi – powiedziała, gdy szli do samochodu. 
– Cieszę się, bo mnie twoi bardzo przypadli do gustu. 
W milczeniu zajechali przed dom. Angelica spojrzała na Jake’a z napięciem i dopiero 

teraz zapytała: – Z którym bratem rozmawiałeś i o czym? 

– Zostawmy to, moja droga. – Niecierpliwie machnął ręką. – Nie warto odgrzebywać 

starych historii. Czy zdąŜysz na zajęcia, jeŜeli przyjadę o wpół do ósmej? 

– Nie zmieniaj tematu. Chcę wiedzieć, co się kryje za twoimi słowami. 
Pomagając jej wysiąść, rzekł ze smutkiem: – Człowiek nie zawsze dostaje to, o czym 

marzy. Daj mi klucze. Nie będziemy tu stać, bo zmarzniesz. 

– Wejdziesz? – spytała drŜącym głosem. 
–  Nie.  Jest  późno,  a  jutro  masz  zajęcia.  Do  widzenia.  Pogładził  ją  po  policzku  i 

odjechał. 

Weszła  do  domu,  dopiero,  gdy  zniknął  za  zakrętem.  Znała  Jake’a  nie  od  dziś  i 

wiedziała, Ŝe jest uparty jak kozioł. Mogłaby pytać go do rana, a nic by nie powiedział. 

– Nie to nie. – mruknęła pod nosem. – Potrafię się dowiedzieć bez ciebie. I tak dotrę 

background image

do sedna. 

Przysięgła sobie, Ŝe wydobędzie z braci, który z nim rozmawiał i co mu powiedział. 
Rano,  Jake  zawiózł  ją  na  uczelnię,  odprowadził  do  sali  i  poszedł  do  sekretariatu.  W 

południe zasiedli nad arkuszami ocen. 

–  Nic  nie  pamiętam.  Jak  babcię  kocham,  nic  a  nic  –  mruczała  co  chwila.  Nagle 

zamarła,  Ŝ  palcem  przy  kolejnym  nazwisku.  –  Oho,  tu  się  coś  nie  zgadza,  bo  Jim  Smithers 
powinien mieć piątkę. Doskonale pamiętam, Ŝe z ostatniego sprawdzianu dostał maksymalną 
liczbę punktów. A tu jest średnia ocena. 

– W której był grupie i kiedy miał zajęcia? 
–  W  grupie  A,  we  wtorki  i  czwartki.  Hmm...  to  teŜ  podejrzane.  Janey  Box  wypadła 

lepiej niŜ średnio. Coś podobnego! Tu cię mam! Peggy Albert oblała, a ma trójkę! Pamiętam, 
bo to niemiła historia. Dostaje stypendium, więc Ŝal mi było ją oblać, ale nie miałam wyjścia. 
Dziewczyna  przez  cały  semestr  leniuchowała  i  nie  zaliczyła  Ŝadnego  sprawdzianu.  Na 
egzaminie lepiej się spisała, ale to i tak za mało na zaliczenie. 

– Czyli z tego,  co pamiętasz, troje studentów ma inne oceny. Dwa stopnie są niŜsze, 

jeden wyŜszy, tak? Zmarszczyła czoło z wysiłku i przygryzła wargę. Usiłowała przypomnieć 
sobie więcej ocen. Bezskutecznie. 

– Nic więcej nie pamiętam. Gdzie są listy, które złoŜyłam w sekretariacie? 
–  Okazuje  się,  Ŝe  trzymają  je  tylko  przez  tydzień  po  wysłaniu  arkuszy  ocen  do 

weryfikacji – odparł z dezaprobatą w głosie. – Potem wyrzucają. 

– Szkoda, ale rozumiem ich, bo inaczej utonęliby w powodzi papierów. 
Jake wstał i wziął arkusze z biurka. – Dam je Pete’owi. Zabierzemy się do studentów z 

tej grupy. Trzeba zgłupieć, Ŝeby obniŜyć sobie stopień. 

–  Jimmy  jest  niŜszy  ode  mnie.  To  nie  on  na  mnie  napadł.  –  Natychmiast  cię 

zawiadomię, gdy coś wykryjemy. 

Odszedł  właściwie  bez  poŜegnania.  Zwiesiła  głowę,  ale  prędko  się  opanowałaś 

zadzwoniła do Rafe’a. Do wieczora chciała znać odpowiedz na dręczące pytania. 

Rafe  nie  umiał  jej  nic  powiedzieć,  więc  uznała,  Ŝe  to  sprawka  młodszego  brata. 

Wolała do niego nie dzwonić, lecz porozmawiać w cztery oczy. 

 
Słońce  chyliło  się  ku  zachodowi,  gdy  wyjechała  z  Laramie.  ZbliŜając  się  do 

rodzinnego domu, poczuła, jak bardzo się za nim stęskniła.  śałowała, Ŝe  do wakacji jeszcze 
kilka  długich  miesięcy.  Bardzo  lubiła  swą  pracę  zawodową,  ale  zajęcia  w  gospodarstwie 
wprost uwielbiała. 

Kyle’a  nie  zastała,  więc  otworzyła  drzwi  zapasowym  kluczem.  W  kuchni  skrzywiła 

się z niesmakiem na widok przeraŜającego bałaganu. Długoletnia  gospodyni musiała odejść, 
aby  zaopiekować  się  schorowaną  matką.  Jej  następczynie  zaś  nie  potrafiły  zagrzać  miejsca 
poniewaŜ  Kyle  nie  był  zbyt  miłym  gospodarzem.  A  pozostawiony  sam  sobie  nie  potrafił! 
utrzymać w domu porządku. 

Podwinęła rękawy i zabrała się do sprzątania. 
 
–  Angel!  Co  cię  sprowadza?  Czemu  mnie  nie  uprzedziłaś?  Kyle  uściskał  siostrę  i 

rozejrzał się po kuchni. Na jego zmizerowanej twarzy pojawił się błogi uśmiech. 

background image

– Ale wysprzątałaś! – Pociągnął nosem. – I chyba coś ugotowałaś. Tak się cieszę, Ŝe 

przyjechałaś. Co będziemy jedli? 

–  Pieczeń  wołową.  W  lodówce  znalazłam  tylko  ochłap  mięsa  i  nic  więcej.  ZdąŜysz 

zatrudnić następną gosposię, zanim padniesz z głodu? 

–  Nie  wiem.  Czy  to  moja  wina,  Ŝe  Ŝadna  nie  chce  zostać  dłuŜej?  ChociaŜ  trudno  się 

dziwić,  Ŝe  nie  uśmiecha  im  się  takie  odludzie.  Ale  jednak  mam  cichą  nadzieję,  Ŝe  znajdę 
chętną. Czemu zawdzięczam twoje odwiedziny? O, co się stało z twoją nogą? 

– To długa historia, więc opowiem ci przy kolacji. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 
Przygotowując  kolację,  wróciła  wspomnieniami  do  okresu  tuŜ  po  śmierci  rodziców. 

Wtedy więź między rodzeństwem była najsilniejsza. Ale i później, przez wiele lat, byli sobie 
bardzo bliscy. Teraz zaś bała się, Ŝe więzy zostaną zerwane i dlatego w głębi serca jeszcze się 
łudziła,  Ŝe  Kyle  nie  zrobił  nic  karygodnego.  Mimo  to  wolała  odwlec  decydującą  rozmowę  i 
najpierw spokojnie zjeść kolację. Opowiedziała, jak doszło do tego, Ŝe skręciła nogę. 

– Policja jest do kitu – wybuchnął Kyle. – Co za ślamazary! JuŜ dawno powinni łotra 

znaleźć. 

– Jest nadzieja, Ŝe wkrótce go złapią. 
–  I  ty  im  wierzysz,  biedna  dziewczyno?  W  domu  byłabyś  bezpieczniejsza  –  orzekł 

kategorycznym tonem. 

Jego troska o nią była  wzruszająca, a jednocześnie irytująca,  gdyŜ nadal traktował ją 

jak dziecko. 

– Dziękuję ci – powiedziała spokojnie – ale przecieŜ mam dom w Laramie. 
– Chodziło mi o to, Ŝebyś przeniosła się tutaj. 
– Wiem, mój drogi, ale jestem dorosła i samodzielna. Tam teŜ jestem bezpieczna. 
– Powinnaś mieć opiekę. 
Z  trudem  opanowała  rozdraŜnienie.  Często  zastanawiała  się,  dlaczego  męŜczyźni 

uwaŜają  ją  za  bezradną  istotę.  CzyŜby  w  jej  zachowaniu  było  coś,  co  dawało  im  podstawę, 
aby tak sądzić? 

– Mam opiekuna – powiedziała, oblewając się rumieńcem. 
– Kto to taki? Czy policja przydzieliła ci stróŜa? 
– Coś ty! To nie stróŜ. – Nerwowo splotła palce. – Właściwie... a, niewaŜne. MoŜe po 

kolei. 

– WyraŜaj się jaśniej, bo nic nie rozumiem. Nie patrząc na niego, powiedziała cicho: 
– Od dwóch lat nie mam Ŝadnego bliskiego człowieka. Kyle odchylił się na krześle i 

przymknął powieki. 

– Od dwóch lat? – powtórzył głucho. 
– A tak, od dwóch. Opowiedzieć ci, jak do tego doszło? – Pochyliła się, coraz bardziej 

zaczerwieniona. – Minęły dokładnie dwa lata, jeden miesiąc i dwadzieścia trzy dni. Ale po co 
liczyć? 

– Angel... 
– Ponad dwa lata temu poznałam wspaniałego męŜczyznę i oszalałam na jego punkcie. 

Od  pierwszego  wejrzenia  zakochałam  się  w  nim  bez  pamięci.  Byłam  pewna,  Ŝe  to  ta  jedna 
jedyna  miłość,  o  której  mówią  poeci.  Ani  przedtem,  ani  potem  nikt  nie  wzbudził  we  mnie 
takich uczuć. Krótko po ślubie Rafe’a i Charity pojechałam do nich na kilka dni. Po powrocie 
mój wymarzony długo nie dzwonił, więc ja się odezwałam, a on zbył mnie prawie szorstko. 

– Angel... 
– Nie przerywaj. Do dziś nie mam pojęcia, dlaczego przestaliśmy się widywać. Potem 

kręciło się koło mnie paru adoratorów, ale Ŝaden mi nie odpowiadał. Nudzili mnie i szkoda mi 
było  czasu  na  rozmowy  o  niczym.  Nie  szukałam  okazji,  Ŝeby  się  zakochać,  byle  zakochać. 

background image

Wiedziałam,  Ŝe  tylko  ten  jeden  jest  dla  mnie.  Kocham  Jake’a  Morgana  teraz  tak  samo,  jak 
kochałam go wtedy. I będę kochać do samej śmierci. 

– O BoŜe! – jęknął Kyle, zakrywając twarz. 
–  Długo  byłam  bardzo  nieszczęśliwa,  ale  Ŝycie  ma  swoje  prawa  i  wreszcie  się 

uspokoiłam.  Ale  wiesz  co,  mój  drogi?  Wczoraj  nabrałam  podejrzeń,  Ŝe  ty  maczałeś  w  tym 
palce i przyczyniłeś się do zerwania. 

Miała nerwy  napięte do  ostatnich granic i nie spuszczała oczu z brata. Dałaby wiele, 

byle się okazało, Ŝe jest niewinny i nie ingerował w jej sprawy. 

Kyle  głośno  przełknął  ślinę,  otworzył  usta,  ale  nie  wydobył  głosu.  Chrząknął  kilka 

razy i wreszcie wykrztusił ochrypłym głosem: 

– Chciałem dobrze. 
–  Dla  kogo?  Dla  mnie  na  pewno  nie,  więc  chyba  tylko  dla  siebie!  –  krzyknęła 

zrozpaczona. W jej oczach wezbrały łzy, poniewaŜ prysnęło złudzenie, Ŝe brat jest niewinny. 
– Przez dwa lata nadrabiałam miną, bo nie  chciałam, Ŝebyście się o mnie  martwili. Ale nikt 
nie wie, ile to mnie kosztowało. I nic nie mogłam zmienić. Teraz chcę się dowiedzieć prawdy. 
Co wtedy zrobiłeś? I po coś się wtrącał? Dlaczego działałeś za moimi plecami? 

–  Z  troski  o  ciebie,  dziecino.  Wiesz  chyba,  Ŝe  Ŝycie  policjanta  jest  bardzo 

niebezpieczne. 

– Co z tego? Lepiej się przyznaj, Ŝe nie chciałeś mieć szwagra w policji. 
–  Przysięgam,  Ŝe  naprawdę  chodziło  mi  o  twoje  dobro.  Wolałbym,  Ŝebyś  wyszła  za 

kogoś, o kogo nie będziesz musiała się martwić przez całe Ŝycie. 

–  Przyznaję,  Ŝe  jego  praca  jest  trochę  bardziej  niebezpieczna  niŜ  twoja,  ale  mogę 

wymienić  duŜo  innych  sto  razy  niebezpieczniejszych.  Nie  przesadzaj  z  tym  ryzykiem.  I 
zastanów się, jaki los mnie przez ciebie czeka? Koniecznie chcesz, Ŝebym usychała, czekając 
na  człowieka  z  ciepłą,  bezpieczną  posadką?  PrzecieŜ  taki  moŜe  w  ogóle  się  nie  zjawić,  i  co 
wtedy?  A  nawet  jeśli  znajdę,  to  czy  mam  go  trzymać  pod  pantoflem  i  nawet  nie  pozwolić 
jeździć samochodem? O samolocie juŜ nie wspomnę. Kyle, puknij się w czoło! I przyznaj się, 
co zrobiłeś. To, Ŝe mnie unieszczęśliwiłeś, wiemy oboje. 

Kyle zerwał się na równe nogi i podszedł do okna. 
– Nie popełniłem zbrodni. On teŜ jest winien. Gdyby cię naprawdę kochał, kazałby mi 

iść  do  wszystkich  diabłów  i  nadal  się  z  tobą  spotykał.  Ja  tylko  do  niego  zadzwoniłem  i 
przedstawiłem swój punkt widzenia. To wystarczyło. 

Robiło się jej niedobrze, ale mimo to zapytała: 
– Co powiedziałeś? Chcę dokładnie wiedzieć, jak przebiegła rozmowa. 
–  Powiedziałem  mu,  Ŝeby  się  od  ciebie  odczepił.  Nic  więcej.  –  Uderzył  pięścią  w 

parapet, odwrócił się i wbił w siostrę płonący wzrok. – Jesteś łatwowierna, bez trudu moŜna 
cię  nabrać  i  ktoś  musi  cię  pilnować.  Na  dodatek  jesteś  posaŜną  panną,  więc  chciałem  się 
upewnić, Ŝe on nie leci na twoje pieniądze. Policjanci marnie zarabiają... 

– Jesteś podły! – krzyknęła, łapiąc  go za  rękaw.  – To Ŝe Jeannie jest wyrachowana i 

chciała wyjść za ciebie dla majątku nie oznacza, Ŝe wszyscy są tacy sami. Twoja narzeczona 
leciała  na  pieniądze,  ale  to  nie  znaczy,  Ŝe  liczyły  się  dla  mojego  ukochanego.  Jak  śmiesz 
wtrącać się i rujnować mi Ŝycie? Niech cię piekło pochłonie! 

– Martwiłem się o ciebie i dlatego zadzwoniłem. 

background image

– Zbytek troski. Jestem dorosła i wystarczy, jeśli sama będę się o siebie martwić. Nie 

potrzebuję twojej ingerencji i nie Ŝyczę sobie, Ŝebyś wściubiał nos w moje sprawy. Nie masz 
do  tego  prawa!  Nigdy  ci  go  nie  dałam  i  nie  dam.  Nic  ci  do  tego,  z  kim,  kiedy  i  po  co  się 
spotykam. Kiedy to do ciebie dotrze? 

– Kochana, zrobiłem to wyłącznie dla twojego dobra. 
– Nie oszukuj siebie i mnie, Ŝe chodziło ci o moje dobro. Zrobiłeś to dla siebie. MoŜe 

z zazdrości? Nie mogłeś przeboleć, Ŝe Rafe i ja znaleźliśmy szczęście, a tobie się nie wiedzie? 
MoŜe nawet chciałeś się na kimś zemścić za Jeannie? Przyznaj się! 

W oczach Kyle’a zamigotały niebezpieczne błyski. 
–  Nie  mieszaj  w  to  Jeannie,  bo  nie  miała  z  tym  nic  wspólnego.  Myślałem,  Ŝe  Tom 

Bolton byłby dla ciebie odpowiednim męŜem. PrzecieŜ przyjaźniłaś się z nim. A ja wiem, Ŝe 
on nie goni za pieniędzmi. 

–  Chyba  zwariuję!  Czy  ty  masz  dobrze  w  głowie?  Z  Tomem  kolegowałam  się  w 

liceum  i  od  matury  go  nie  widziałam.  A  poza  tym  zapominasz  o  jednym,  mądralo.  Od  lat 
jestem  związana  z  uniwersytetem  i  ani  mi  w  głowie  zakopać  się  na  wsi.  –  Rzuciła  bratu 
spojrzenie pełne nienawiści i wycedziła przez zaciśnięte zęby: – Czy powiedziałeś Jake’owi, 

Ŝ

e mam kogoś innego? 

–  Niech  to  diabli!  Przyznaję,  Ŝe  uświadomiłem  faceta,  mówiąc,  Ŝe  jesteś  prawie 

zaręczona z człowiekiem, którego znasz ód lat. Powiedziałem, Ŝe z nim pewnie chcesz sobie 
poflirtować, ale Ŝe nie ma arii cienia szansy na małŜeństwo. 

–  Jak  mogłeś!  Wypluj  to  wszystko  i  powiedz,  Ŝe  to  nieprawda.  Milczysz?  Dobrze, 

więc zapamiętaj sobie raz na zawsze, Ŝe wara ci do mnie. Myślałam, Ŝe będę miała Oparcie w 
braciach, a tego się doczekałam. Nie chcę cię więcej Widzieć na oczy! Nie chcę cię Znać! 

Trzęsącymi się rękoma zdjęła kurtkę z wieszaka i z trudem włoŜyła. 
– Kochana, przepraszam cię, wybacz mi. Nie wiedziałem, Ŝe tak się zadurzyłaś. 
– Samo przepraszam nic wystarczy. Dlaczego nie zapytałeś, jaki jest mój stosunek do 

Jake’a?  Jesteś  zarozumiałym  osłem  i  myślisz,  Ŝe  wszystko  wiesz.  Nigdy  ci  nie  wybaczę, 
nigdy! Przez ciebie dwa lata byłam sama i nieszczęśliwa i moŜe taka zostanę do końca Ŝycia. 
Precz z moich oczu! 

Trzasnęła drzwiami i pobiegła do samochodu, nie zwaŜając na ból w nodze. Kyle teŜ 

wybiegł, coś wołając, lecz nie zwróciła na niego uwagi i odjechała na pełnym gazie. 

Bała się, Ŝe przeprawa z Jakiem będzie bardzo trudna i moŜe się nie pogodzą. Mimo to 

postanowiła  jechać  prosto  do  niego.  O  Kyle’u  na  razie  wolała  nie  myśleć.  Zacięła  się  i 
wątpiła, czy mu kiedykolwiek wybaczy. Nie była pewna, czy nawet za sto lat zdoła ochłonąć i 
przestanie mieć Ŝal, Ŝe tak srodze ją zawiódł. 

Po przyjeździe do domu, przesłuchała automatyczną sekretarkę. Jake prosił o telefon, 

więc natychmiast zadzwoniła, lecz go nie zastała. Westchnęła z ulgą. Wolała porozmawiać z 
nim  w  cztery  oczy,  a  nie  telefonicznie.  I  mieć  czas,  aby  zastanowić  się  jak  mu  przedstawić 
sprawę. 

Z  tego,  co  usłyszała  od  brata,  jedno  zdanie  przykro  dźwięczało  jej  w  uszach.  I 

dręczyło.  Kyle  zasiał  zwątpienie  w  jej  duszy,  gdy  powiedział,  Ŝe  gdyby  Jake  naprawdę  ją 
kochał,  nie  przestałby  się  z  nią  widywać.  Robiło  się  jej  słabo  na  myśl,  Ŝe  jest  w  tym  ziarno 
prawdy. Być moŜe Jake ani trochę jej nie kochał i dlatego odszedł. 

background image

Zadzwonił późno wieczorem i zapytał ostrym tonem, bez powitania: 
– Gdzie dzisiaj byłaś cały dzień? 
– Musiałam coś załatwić – odparła wymijająco. 
– Jeździłaś samochodem? Noga cię nie boli? 
– Nie. JuŜ chodzę bez laski, a w samochodzie w ogóle jej nie czuję. 
– Czyli doskonale radzisz sobie beze mnie i sama pojedziesz do pracy? 
– Tak. 
– Od której masz zajęcia? 
– Od dziesiątej, ale chcę jechać przed dziewiątą. 
– Aha. Wiesz, znaleźliśmy winnego. Jutro ci opowiem. 
– Ale... 
–  Do  jutra  –  rzucił  oschłym  tonem  i  odłoŜył  słuchawkę.  Pogroziła  pięścią  aparatowi 

telefonicznemu,  jak  gdyby  coś  zawinił.  Przeklinała  Jake’a  za  to,  Ŝe  przez  całą  noc,  zamiast 
spać, będzie się zastanawiała, kogo złapano. 

 
Podczas  zajęć  niespokojnie  spoglądała  na  drzwi,  ale  Jake  nie  przyszedł.  Zjawił  się 

dopiero około pierwszej. 

– Witaj – powiedziała uradowana. 
Serce zaczęło jej mocno bić, a ręce zwilgotniały. Wieczorem na pamięć nauczyła się 

tego, co chciała mu powiedzieć, lecz teraz miała w głowie zupełną pustkę. 

– Dzień dobry. Mogę wejść? 
– Po co pytasz? – zniecierpliwiła się. – Kogo znaleźliście? 
– Nazywa się Alan Dalton. Znasz go? – Chyba nie. 
– Nic dziwnego, bo to nie twój student. Ale chodzi z Peggy Albert i dla niej zmienił 

stopnie,  Ŝeby  nie  odebrano  jej  stypendium.  Bez  stypendium  nie  będzie  mogła  studiować  i 
temu chcieli zapobiec. 

Angelica zasępiła się. 
– Zaryzykował więzienie, byle się z nią nie rozstać? 
–  Na  to  wygląda.  Przyznał  się  do  wszystkiego.  –  Jake  smutno  pokiwał  głową.  – 

Studiuje elektronikę, więc wiedział, jak wejść do głównego komputera. 

– Wszystko dla dziewczyny... – Angelice wyrwało się westchnienie spod serca. – Nie 

musiałby się naraŜać, gdyby jego ukochana pilniej się uczyła. śal mi go. 

– A on Ŝałuje, Ŝe cię niechcący przewrócił. – Co z nim będzie? 
–  PrzekaŜemy  sprawę  do  sądu  i  rozprawa  odbędzie  się  za  kilka  miesięcy.  Chyba  ten 

smarkacz nie zmieni zeznań. Zniknął powód napadów, więc juŜ nie masz czego się bać. 

– Serdecznie ci dziękuję – powiedziała, uśmiechając się nieśmiało – Ŝe tyle dla mnie 

zrobiłeś. Tak prędko znalazłeś gagatka. 

– Spełniłem tylko swój obowiązek – rzekł, wstając. 
– Zostań jeszcze chwilę. Muszę z tobą pomówić. 
– O czym? 
– O moim bracie, Kyle’u. Wczoraj byłam u niego. Jake patrzył na nią bez zmruŜenia 

oka. 

– I co? 

background image

–  Powiedział,  Ŝe  rozmawialiście  dwa  lata  temu.  Wstała,  aby  nie  mieć  uczucia,  Ŝe 

patrzy na nią z góry. Jake zacisnął pięści, lecz się nie odezwał. – Do wczoraj nie wiedziałam, 
dlaczego wtedy przesiałeś się odzywać. Mnie było z tobą bardzo dobrze. 

Stanęła o krok od niego. 
–  Twój  brat  wyjaśnił,  jak  sprawy  stoją  i  musiałem  zgodzić  się  z  jego  argumentacją. 

Nas niewiele łączy. 

– Kłamiesz w Ŝywe oczy! Łączy nas najwaŜniejsze... 
Palcami musnęła jego policzek. Jake schwycił ją za rękę i szarpnął. 
–  To  by  wystarczyło  tylko  na  krótko  –  rzucił  ze  złością.  –  Musiałem  przyznać  rację 

twojemu  bratu,  bo  za  bardzo  się  róŜnimy.  Jestem  tylko  policjantem,  a  w  dodatku  nigdy  nie 
chciałem być nikim innym. Zarabiam nieźle, ale to pestka w porównaniu z tym, co dostajesz z 
domu. A jestem na tyle staroświecki, Ŝe chcę sam utrzymywać rodzinę. Nie uśmiecha mi się 

Ŝ

ycie na koszt bogatej Ŝony. No i przede wszystkim jest ten drugi. 

Drgnął  mu  mięsień  na  twarzy,  co  świadczyło,  Ŝe  nie  jest  tak  obojętny,  jak  mogła 

wnosić z jego głosu. 

–  Nic  się  nie  zgadza  –  zawołała.  –  Przysięgam!  Po  pierwsze,  nie  jestem  bogata. 

PrzecieŜ ci mówiłam, Ŝe na dom mogłam sobie  pozwolić tylko dzięki dodatkowej pracy. Po 
drugie,  wprawdzie  jestem  współwłaścicielką  farmy,  ale  cały  dochód  przeznaczamy  na  jej 
rozwój. A po trzeciej najwaŜniejsze, nie ma i nigdy nie było Ŝadnego innego męŜczyzny. Brat 
wyssał to sobie z palca. 

–  Mam  niebezpieczną  pracę  –  ciągnął  Jake  uparcie.  –  śony  kolegów  wciąŜ  drŜą  ze 

strachu o męŜów. To nie Ŝycie. 

– Jesteś gorszy niŜ Kyle i wcale się nie dziwię, Ŝe przyznałeś mu rację. Ale stuknij się 

w  głowę  i  pomyśl.  Samo  Ŝycie  jest  niebezpieczne,  bo  wszyscy  i  tak  prędzej  czy  później 
umieramy. Nasi rodzice zginęli w wypadku, więc i nam moŜe się to przytrafić. MoŜna zabić 
się  jak  twój  wuj  albo  zginąć  podczas  trzęsienia  ziemi.  śycie  nie  gwarantuje  Ŝadnego 
bezpieczeństwa. Za to ja daję ci gwarancję, Ŝe cię kocham. 

Jake wykrzywił usta w gorzkim uśmiechu. 
– Jesteś mi wdzięczna, bo ocaliłem ci Ŝycie. 
Tymi słowami tak ją rozzłościł, Ŝe pogroziła mu palcem. 
–  Coś  ci  powiem,  głuptasie.  Od  dwóch  lat  z  nikim  się  nie  umawiałam.  Chcesz 

wiedzieć, dlaczego? Bo nikt mi się nie podoba. Kochałam i kocham tylko ciebie. Jeśli ty mnie 
nie  kochasz,  to  trudno,  muszę  się  z  tym  pogodzić.  Ale  jeśli  masz  dla  mnie  choć  odrobinę 
cieplejszego uczucia, powiedz. Błagam. 

Jake zajrzał jej głęboko w oczy i pocałował w usta. Krótko. Delikatnie. 
–  NajdroŜsza,  ja  nie  jestem  dla  ciebie,  chociaŜ  bardzo  cię  pragnę.  Nie  wiem,  jak 

powinno  wyglądać  Ŝycie  rodzinne,  bo  wychowałem  się  u  boku  wuja.  Lepiej  nie  rzucać 
szczęścia na tak wątłą szalę. Posłuchaj brata. Na pewno zrobisz karierę naukową i znajdziesz 
męŜa, który będzie ci odpowiadał intelektualnie. 

Pocałował ją jeszcze raz i odwrócił się. 
Angelica zamarła i z rozpaczą w oczach patrzyła na ukochanego, który znowu ód niej 

odchodził.  Nie  wyznał  jej  miłości,  nie  powiedział  nic  o  uczuciach.  Przyznał  rację  jej  bratu  i 
odszedł. 

background image

PołoŜyła rękę na sercu, które chciało wyrwać się z piersi. Ostatnio łudziła się, Ŝe Jake 

choć trochę ją kocha. Okazywał jej tyle czułości i całował tak namiętnie, Ŝe uwierzyła, iŜ jest 
to dowód głębszych uczuć. 

Łzy cisnęły się jej do oczu, lecz musiała nad sobą panować. Przynajmniej na uczelni. 

Kiedy  wychodziła  z  uniwersytetu  po  zajęciach,  z  przyzwyczajenia  rozejrzała  się  w 
poszukiwaniu Jake’a. Nie było go nigdzie. 

Po  powrocie  do  domu,  gdy  się  rozbierała,  zadzwonił  telefon.  Automatycznie 

wyciągnęła  rękę  po  słuchawkę,  ale  się  rozmyśliła,  więc  włączyła  się  sekretarka.  Dzwonił 
Kyle. 

Zjadła  skromną  kolację,  pozmywała  naczynia  i  wcześnie  połoŜyła  się  spać.  Po 

dziewiątej zbudził ją telefon i tym razem odebrała. Dzwonił drugi brat. 

– Angel? 
– Tak. Dobry wieczór, Rafe. – powiedziała martwym głosem. 
– Dziecino, co się dzieje? 
– Nic. śycie spłatało mi figla i pogmatwało się. 
– To samo mówił Kyle. Dobrze się czujesz? 
– Fizycznie czy psychicznie? 
– I tak, i tak. 
– Noga jeszcze trochę mnie boli, ręka juŜ nie, a w głowie mam mętlik. Rozpacz! Jake 

mówi, Ŝe nie jest męŜem dla mnie. 

Otarła łzy spływające po policzkach. 
– Ma rację? – spytał Rafe. 
– Nie. Ale Kyle mu powiedział, Ŝe nie nadaje się dla mnie, a ten mu uwierzył i teraz 

przy tym obstaje. Pamiętasz tego muła, którego kiedyś mieliśmy? Wypisz, wymaluj Jake! Ale 
ja i tak go kocham. 

– A Kyle’a przeklęłaś i nie chcesz znać? – Dziwisz się? Najchętniej pasy bym z niego 

darła. Nie miał prawa się wtrącać. Jak mógł tak mi zmarnować Ŝycie? Nigdy mu nie daruję! 

–  Chciał  zadbać  o  młodszą  siostrę.  –  Jestem  tylko  o  dwa  lata  młodsza  i  w  naszym 

wieku  to  się  nie  liczy.  Nie  chcę  niczyjej  pomocy  i  opieki.  Chcę  tylko  miłości  Jake’a.  Przez 
dwa lata czułam się taka osamotniona. Praca to nie wszystko. Powiedz mi, dlaczego on mnie 
nie – kocha? – MoŜe... – Rafe nagle urwał. 

– Angelica? – odezwał się kobiecy głos. – Charity! 
– Rafe, idź do kuchni. Chcę rozmawiać bez świadków. Kochana, widzę, Ŝe twoi bracia 

się nie popisali. 

Angelica uśmiechnęła się mimo woli. 
– Ładnie to ujęłaś. Kyle zasłuŜył na stryczek, ale i Jake’a trzeba by powiesić za to, Ŝe 

się z tym despotą zgodził. 

– Obu nie powiesisz. I Kyle’owi z czasem przebaczysz, bo jednak co brat, to brat. Ale 

jak postąpisz z tym drugim? 

– Nie wiem. Powiedziałam mu, Ŝe go kocham, a on odszedł. 
– I rezygnujesz z niego? 
– A mam inne wyjście? 
–  MoŜe...  Przysięgnij,  Ŝe  mnie  nie  zdradzisz  przed  moim  panem  i  władcą,  a  coś  ci 

background image

powiem. 

– Przysięgam. 
– Nie uwierzysz, ale twój brat wmówił sobie, Ŝe wyszłam za niego z litości i nie chciał 

ze  mną  spać.  Co  zrobić  z  takim  uparciuchem?  Nie  pomagały  Ŝadne  tłumaczenia. 
Zapewniałam, Ŝe kocham go nad Ŝycie i świata poza nim nie widzę, ale on swoje. Dlatego tak 
się  ucieszyłam,  Ŝe  wtedy  przyjechaliście.  Zajęliście  pokoje  gościnne,  więc  mój  mąŜ  jak 
niepyszny musiał przyjść do mnie. 

–  Czyli  mam  zwabić Jake’a  do  domu  i  zaciągnąć  go  dc  łóŜka?  –  spytała  rozbawiona 

Angelica. 

Charity zaczęła chichotać. 
–  Niekoniecznie.  Jesteś  bystra,  więc  moŜe  wykombinujesz  coś  innego.  Tylko  nie 

pozwól, Ŝeby męŜczyźni tobą rządzili. PokaŜ im, co potrafisz. 

– Oho, juŜ mi coś przyszło do głowy. 
–  śyczę  ci  duŜo  pomysłów,  a  jeden  niech  będzie  genialny.  Trzymam  kciuki. 

Dobranoc. 

OdłoŜyła  słuchawkę  mocno  podniesiona  na  duchu.  Charity  miała  racje.  KaŜdy  jest 

kowalem swego losu i ona wykuje swój podług własnego gustu. 

Zaczęła  rozpatrywać  róŜne  warianty  rozwiązania  konfliktu.  Odrzucała  jeden  pomysł 

po  drugim,  aŜ  wreszcie  wpadła  na  doskonałe  wyjście.  Rozpatrzyła  je  na  wszystkie  strony  i 
uznała,  Ŝe  jest  idealne.  Nawet  przez  sekundę  nie  martwiła  się,  Ŝe  Jake  moŜe  być  innego 
zdania.  Uznała,  Ŝe  nadszedł  czas  uzmysłowić  mu,  iŜ  nie  tylko  on  ma  prawo  podejmować 
decyzje dotyczące ich obojga. 

Rano  zadzwoniła  do  Winstona.  Porozmawiała  o  sprawach  słuŜbowych  i  jakby 

niechcenia sprowadziła rozmowę na temat porucznika Morgana. 

– Ogromnie mi pomógł, ale mam wyrzuty sumienia, Ŝe poświęcił mi tyle czasu. Czy 

zostało mu jeszcze trochę wolnego? MoŜe wyjechał? 

– Nie. Wrócił do pracy, ale jest wściekły jak ranny niedźwiedź. Trudno będzie z nim 

wytrzymać do piątku. Mam nadzieję, Ŝe przez weekend odpocznie i poprawi mu się humor. – 
Cieszę się, Ŝe znaleźli panowie przestępcę i mogę juŜ spokojnie spać. Jeszcze raz dziękuję i 
do usłyszenia. 

Szelmowsko  uśmiechnięta  odłoŜyła  słuchawkę  i  starannie  opracowała  plan  działania. 

W  czwartek  pojechała  pod  kamienicę,  w  której  mieszkał  Jake,  aby  na  miejscu  dopracować 
szczegóły. W piątek rano zrobiła zakupy i zaopatrzyła się we wszystko, co przez podniebienie 
umila Ŝycie. 

Potem starannie wybrała najładniejsze bluzki i spódnice, jedną parę spodni, wygodne 

buty. Zapakowała dwie walizki. 

Najłatwiejszą  część  miała  za  sobą,  najtrudniejszą  przed  sobą.  Czuła  się 

podenerwowana, lecz zdecydowana na wszystko. 

Skończyła  z  uległością.  Wzięła  sprawy  w  swoje  ręce  i  postanowiła  doprowadzić  do 

zwycięskiego końca. 

Zaparkowała  w  bocznej  uliczce  i  spacerowym  krokiem  powoli  ruszyła  w  stronę 

kamienicy.  Na  szczęście  w  pobliŜu  nie  było  ludzi.  Podeszła  pod  okno  łazienki  Jake’a  i 
rozejrzała się. Nadal nikogo w zasięgu wzroku. Serce biło jej coraz mocniej. Denerwowała się 

background image

trochę,  lecz  nie  czuła  strachu.  Była  pewna,  Ŝe  nawet  jeśli  zostanie  przyłapana  na  gorącym 
uczynku, Jake nie poda sprawy do sądu. 

Przyciągnęła  pusty  pojemnik  na  śmieci,  wdrapała  się  na  niego  i  uchwyciła  parapetu. 

Nabrała w płuca powietrza, zacisnęła palce i podskoczyła. Podciągnęła się na parapet, mimo 

Ŝ

e  poczuła  przeraźliwy  ból  w  lewej  ręce.  Głowę  miała  juŜ  w  łazience,  ale  nogi  wisiały  na 

zewnątrz. 

Powoli wczołgała się do środka i stanęła koło wanny. Wyjrzała przez okno – na ulicy 

ani Ŝywej duszy. W oknach pobliskich domów teŜ nikogo nie zauwaŜyła. Uznała, Ŝe pierwszy 
etap się udał. Zadowolona z siebie uśmiechnęła się od ucha do ucha. 

Przeniesienie bagaŜu i zakupów z samochodu do domu zajęło jej kwadrans, tyle samo 

ułoŜenie  rzeczy  w  szafie.  Potem  połoŜyła  się  na  pięć  minut,  aby  odpocząć  i  zabrała  do 
przygotowania kolacji. 

Po  pewnym  czasie  usłyszała  odgłos  klucza  przekręcanego  w  zamku.  ZadrŜała  tak 

mocno,  Ŝe  niemal  upuściła  talerz,  ale  odwaŜnie  stanęła  na  progu  kuchni.  Jake  wolnym 
krokiem podszedł do niej i zapytał pozornie opanowanym głosem: 

– Jak się znalazłaś w moim mieszkaniu i co tu robisz? 
– Jak widzisz, szykuję kolację. 
Nie zwaŜając na zacięty wyraz jego twarzy, zarzuciła mu ręce na szyję. Miał chłodne, 

obojętne usta, lecz mimo to gorąco go pocałowała. Drgnął, jak gdyby chciał się odsunąć, ale 
po chwili ją objął i zaczął namiętnie całować. Wkrótce zabrakło im tchu, więc odsunęli się od 
siebie. 

– Co tu robisz? – powtórzył pytanie, tym razem drŜącym, pełnym uczucia głosem. 
– PrzecieŜ mówiłam, Ŝe kolację. 
– Jak się dostałaś do mieszkania? Uśmiechnęła się łobuzersko i zmruŜyła oczy. 
– Dla chcącego nie ma nic trudnego. Niech bystry detektyw się domyśli. 
– Weszłaś przez okno w łazience? 
– Tak. Za to, Ŝe szybko zgadłeś, dostaniesz najwyŜszą nagrodę: mnie. – Ucałowała go 

w czubek nosa. – Oraz kolację. Przygotowałam twoje ulubione dania. 

– Ale dlaczego tu jesteś? 
– Bo chciałam się z tobą spotkać. To po pierwsze. A po drugie, bo pomyślałam sobie, 

Ŝ

e naleŜy ci się porządna kolacja za to, Ŝe tak dzielnie wspierałeś mnie w potrzebie. 

– Nie musisz mi dziękować. 
– Ale chcę. Nie powtarzaj mi, Ŝe spełniłeś tylko swój obowiązek, bo juŜ to słyszałam. 

MoŜe nie tyle z wdzięczności, co z dobrego serca chciałam ci przygotować kolację? 

– Jestem zobowiązany. Później odwiozę cię do domu. 
–  Dom  znajduje  się  tam,  gdzie  jest  serce  człowieka,  więc  mój  jest  tam,  gdzie  ty.  I 

dlatego tu zostanę – powiedziała zdecydowanym tonem. 

– NiemoŜliwe. 
– A to czemu? JuŜ się przeniosłam z rzeczami. 
– Co takiego? – burknął zirytowany. 
– MoŜesz sprawdzić – powiedziała, drŜącą ręką wskazując sypialnię. 
Jake błyskawicznie poszedł i wrócił. Na jego twarzy malowała się wściekłość. 
– Do diabła! Pakuj się i zjeŜdŜaj stąd. 

background image

Angelica zdobyła się na uśmiech, mimo Ŝe cała dygotała ze strachu. 
–  Ani  myślę!  Mam  po  dziurki  w  nosie  tego,  Ŝe  inni  mną  rządzą.  Mam  dwadzieścia 

sześć lat i chyba najwyŜszy czas, Ŝebym sama o sobie decydowała. 

– Nie powtarzaj się, bo wiem, ile masz lat. Wiek nie ma nic do rzeczy. 
– Ale nie od rzeczy będzie, jeśli przypomnę, Ŝe  nie chcę słuchać niczyich rozkazów. 

Brat  chce  wybrać  mi  męŜa,  a  ukochany  decydować,  co  dla  mnie  dobre.  Dość  waszych 
rządów.  Sama  wiem  najlepiej,  czego  chcę  dla  własnego  dobra.  Zostaję  tu  na  noc,  i  to  nie 
jedną. 

Jake  długo  milczał,  bacznie  w  nią  wpatrzony.  Widział  upór  na  jej  twarzy  i 

determinację w całej postawie. 

– Mam niewiele pieniędzy – ostrzegł cichym głosem. 
– Ja teŜ. 
– Prawie nic nie wiem o Ŝyciu rodzinnym. 
– Ja chyba niewiele więcej poza tym, Ŝe męŜczyźni stanowczo za bardzo lubią rządzić. 

Instytucja rodziny jest stara jak świat, więc jakoś sobie ułoŜymy Ŝycie. 

– Pracuję w niebezpiecznym zawodzie. 
–  A  ja  nie?  JuŜ  zapomniałeś,  co  mi  się  ostatnio  przytrafiło?  Dybano  kiedyś  na  twój 

dobytek?  A  widzisz!  Raz  kozie  śmierć!  Postanowiłam  zaryzykować,  licząc  na  to,  Ŝe 
doczekasz emerytury i wtedy poŜyjemy spokojnie. 

– Czy wzięłaś pod uwagę fakt, Ŝe obracamy się w róŜnych kręgach? Wprawdzie mnie 

podobali się twoi znajomi, ale czy tobie moi? 

Zaczerwieniła się i zawstydzona odwróciła głowę. 
– Podobali mi się oprócz Diane. Zmusił ją, aby spojrzała mu w oczy. 
– Mówiłem ci, Ŝe między nami nic nie ma. 
–  Nie  przyszłam  tu,  Ŝeby  rozmawiać  o  twoich  dawnych  sympatiach  –  rzuciła 

gniewnie. – Nie po to wdrapałam się przez okno. 

– A po co? śeby mnie postawie przed faktem dokonanym? 
– Tak. Twoja wina, Ŝe nie miałam wyboru. Wbiłeś sobie do głowy, Ŝe wiesz, co jest 

dla mnie dobre i po raz drugi mnie zostawiłeś. A ja uwaŜam, Ŝe szczęściem dla mnie będzie 

Ŝ

ycie u twego boku, więc jestem tu. I zostanę! 

– Mogłabyś znaleźć lepszego męŜa. 
– Nie chce mi się szukać. 
–  No,  niech  ci  będzie.  –  Wreszcie  rozchmurzył  się  i  uśmiechnął.  –  Ale  pod  jednym 

warunkiem. 

Angelica nie posiadała się ze szczęścia. Jake się zgadza! Wygrała! Nic innego się nie 

liczyło. 

– Jakim warunkiem? Co znowu wymyśliłeś? – spytała niecierpliwie. 
–  Najpierw  weźmiemy  ślub,  a  dopiero  potem  zamieszkamy  razem  –  rzekł 

bezapelacyjnym tonem. 

Patrzyła na niego wielkimi oczami. Była tak zdumiona, Ŝe zaniemówiła. Tego się nie 

spodziewała. 

Przesunął czule palcem po jej ustach i dodał przytłumionym głosem: 
– Czekam na jedno twoje słowo. 

background image

– Dobrze – szepnęła ledwo dosłyszalnie. – Jesteś pewien, Ŝe tego chcesz? 
–  Tylko  tego  jestem  pewien.  Teraz  juŜ  mogę  ci  zdradzić,  Ŝe  miałem  zamiar 

oświadczyć się dwa lata temu, na Gwiazdkę. Chciałem, Ŝeby to wypadło romantycznie, więc 
starannie  obmyśliłem  bardzo  piękną  scenę.  A  tu  nagle  zjawił  się  twój  brat  i  powiedział,  Ŝe 
jesteś  prawie  zaręczona  innym.  Twierdził,  Ŝe  moŜesz  być  szczęśliwa  tylko  z  kimś,  kogo  od 
dawna znasz. Dał mi do zrozumienia, Ŝe posądza mnie o chęć oŜenku dla pieniędzy. I dodał, 

Ŝ

e  twoja  rodzina  nie  aprobuje  naszej  znajomości.  Wściekłem  się  i  uniosłem  honorem.  Ale 

teraz przyznaję rację tobie, kotku. Skoro wiesz, czego chcesz, nie mnie się sprzeciwiać. 

– Wiem, co chcę na początek – zawołała, rzucając mu się na szyję. 
Całował ją, szepcząc: 
–  Uwielbiam  cię  od  lat  i  kocham  do  szaleństwa,  chociaŜ  sporo  przez  ciebie 

wycierpiałem. I tak długo tęskniłem. 

– Mów, Ŝe kochasz mnie, powtarzaj mi to często... Jake roześmiał się gardłowo.. Objął 

ją mocno i przytulił. 

–  Nie  będziesz  się  ze  mnie  śmiać?  To  ci  powiem,  Ŝe  jeździłem  pod  twój  dom,  Ŝeby 

chociaŜ z daleka cię zobaczyć. Wiesz, nigdy więcej nie byłem w Fort Collins, bo nie chciałem 
tam iść beŜ ciebie. Tęskniłem za tobą, ale wstydziłem się wrócić. Teraz juŜ nigdy nie odejdę. 
Zawsze będziemy razem, choćby nasze Ŝycie miało okazać się najeŜone przeciwnościami. 

– Twoje słowa brzmią jak muzyka. Mów dalej – szeptała uszczęśliwiona. 
– Nigdy nie myślałem, Ŝe moŜna kogoś tak kochać i tak pragnąć.  
– Ja teŜ cię kocham i pragnę. Tylko ciebie. 
Zadzwonił minutnik, lecz nie od razu jego dźwięk dotarł do ich świadomości. 
– Mięso! – krzyknęła Angelica. 
– Po kolacji przewieziemy twoje rzeczy z powrotem. 
– Jak to? – spytała przeraŜona.. – Mówiłam, Ŝe zostaję. 
–  A  ja,  Ŝe  najpierw  weźmiemy  ślub.  Mówiłem  powaŜnie,  bo  nie  mam  ochoty  na 

wizytę twoich braciszków. 

– Tchórz cię obleciał? 
– Chyba tak. Wybuchnęła perlistym śmiechem. 
– Ty i tchórz! Dobre sobie. Kocham cię, kocham, kocham – zapewniała gorąco. 
– Ja ciebie teŜ. Niedługo przekonasz się, jak bardzo. Postawił na swoim i wieczorem 

przewieźli rzeczy do domu Angeliki. 

–  Czy  bardzo  jesteś  przywiązany  do  swojego  mieszkania?  –  spytała  niewinnie,  gdy 

wnieśli walizki – Czy ja wiem? Dlaczego pytasz? 

– Bo... mógłbyś... przenieść się do mnie. 
– MoŜe i mógłbym. 
– Ja mam w posagu dom w mieście, ty chatę w górach. 
– Licytacja, kto da więcej? 
– SkądŜe. Nie bardzo mam ochotę mieszkać w kamienicy, wolę dom. Ale jeśli ma na 

tym ucierpieć twoja męska duma, przeniosę się do klitki. 

–  Moja  duma  nie  ucierpi,  jeśli  czasowo  tu  zamieszkam.  Niedługo  i  tak  się 

przeprowadzimy. 

– Gdzie? Po co? 

background image

–  Do  większego  domu.  Ze  względu  na  dzieci.  Chcę  mieć  co  najmniej  pół  druŜyny 

futbolowej. 

–  Ojej,  aŜ  tyle?  To  lepiej  zajmijmy  się  tym  od  razu  –  powiedziała,  patrząc  na  niego 

uwodzicielsko. 

 
W  pięknej  białej  sukni  Angelica  wyglądała  jak  wymarzona  panna  młoda.  –  Dzisiaj 

wprost olśniewasz urodą – powiedziała Charity. 

– Dziękuję. NajwaŜniejszej Ŝeby Jake teŜ tak myślał. Wsłuchała się w szmer głosów i 

dźwięki  muzyki,  dobiegające  zza  drzwi.  Niebawem  stanie  przed  ołtarzem  i  oboje  z  Jakiem 
przysięgną sobie dozgonną miłość i wierność. Spełniało się jej największe marzenie, więc nie 
posiadała się ze szczęścia. 

– Jesteś gotowa? – szepnęła Charity. – Tak. 
W  tym  momencie  otworzyły  się  drzwi  i  weszli  obaj  bracia.  Angelica  spojrzała  na 

Kyle’a i oczy jej zalśniły wrogo. 

– A ty tu po co? – syknęła. 
–  Chcę  Ŝ  Rafe’em  poprowadzić  cię  do  ołtarza  –  odparł  Kyle  niepewnym  głosem.  – 

Musimy zastąpić ci ojca. 

Poczuła łzy, napływające do oczu. 
–  Siostrzyczko,  przecieŜ  ja  cię  kocham.  Naprawdę  –  dodał  wzruszony,  całując  ją 

serdecznie.  –  I  cieszę  się,  Ŝe  wszystko  dobrze  się  kończy,  mimo  mojego  niefortunnego 
wtrącania. 

Ucałowała obu braci, połykając łzy. 
– Przestań chlipać – rzekł Rafe z udaną srogością. – Goście  gotowi pomyśleć, Ŝe cię 

zmuszamy do tego małŜeństwa albo Ŝe czegoś Ŝałujesz. 

–  Taka  jestem  szczęśliwa  –  szepnęła.  –  Chcę,  Ŝeby  cały  świat  cieszył  się  razem  ze 

mną. 

–  Ja  się  cieszę  –  zapewnił  Kyle.  –  Ciekaw  jestem,  czy  mój  przyszły  szwagier  jeździ 

konno. 

– Skąd mam wiedzieć? W mieście to niepotrzebne. 
– Za to u mnie się przyda. Chyba przyjedziecie? 
– MoŜe, ale my teŜ mamy swoją chatę w górach. 
– Rozumiem. No, idziemy. 
Ujęła  obu  braci  pod  ramię.  Ufnie  szła  ku  wspólnej  przyszłości  z  Jakiem.  Od  dziś 

będzie Ŝoną porucznika Morgana – wspaniałego męŜczyzny i świetnego policjanta.