background image

Stanisław  N

IEZABITOWSKI

,  Dzienniki 1695-1700,  opracował,  przy-

gotował  do  druku  i  wstępem  opatrzył  Alojzy  S

AJKOWSKI

,  Poznań 

1998, ss. 375, Wydawnictwo Naukowe UAM 

Praca  nad  edycją  Dzienników  Stanisława  Niezabitowskiego,  podczaszego  kali-

skiego i wieloletniego generalnego ekonoma dóbr radziwiłłowskich (zwanych póź-
niej neuburskimi), ma swoją historię liczącą zapewne ok. 20 lat; od dawna bowiem 
krążyły  już  wieści  o  pracach  Alojzego  Sajkowskiego  nad  tym  źródłem.  Że  warte 
jest ono wydania, nie ulegało wątpliwości, tak ze względu na walory informacyjne 
tyczące  się  bardzo  ważnego  okresu  dziejów  Wielkiego  Księstwa  Litewskiego  — 
dominacji  Sapiehów  i narastającego  konfliktu  miedzy  nimi  a  tzw.  republikanami, 
jak  i  „zwykłego”  życia  szlachty  województwa nowogródzkiego  (lecz  nie  tylko),  a 
zwłaszcza wspólnoty wyznania kalwińskiego zgrupowanej wokół Słucka. Wreszcie 
zaś, co A. Sajkowski dawno dostrzegł i  zasygnalizował, a obecnie swą edycją po-
twierdził, Dzienniki są kapitalnym źródłem do genealogii szlachty litewskiej, gdyż 

zanotowały daty śmierci i ślubów wielu jej przedstawicieli. Tego typu wagi źródeł 
dla terenów Wielkiego Księstwa nie mamy zbyt wiele i choć raczej przesadny jest 
sąd wydawcy, iż Dzienniki „ze źródeł pamiętnikarskich dotyczących historii i oby-

czajów ziemi litewsko-białoruskiej na schyłku XVII i początku XVIII w. są niewąt-
pliwie pozycją najcenniejszą” (s. 53), to  zapewne nie tylko recenzent z niecierpli-
wością od lat oczekiwał opublikowania wreszcie dobrej, krytycznej i wszechstron-
nie opracowanej ich edycji. Tym bardziej, iż A. Sajkowski  jak mało kto wydawał 
się być predysponowany do realizacji tego  zadania, jako wytrawny znawca epoki, 
ludzi kręgu Radziwiłłów birżańskich i źródeł ich dotyczących, jako autor kilku już 
pozycji poświęconych podczaszemu kaliskiemu

1

Dzienniki  trudno  jest  jednoznacznie  ocenić.  Zachowany  w  rękopisie  Biblioteki 

Narodowej (zbiory Biblioteki Ordynacji Zamojskiej) tom obejmuje lata 1682-1700 
i zapewne  rzeczywiście  mógł  być  trzecim  (jak  sugeruje  A.  Sajkowski,  biorąc  pod 
uwagę naklejkę z sygn. M 3) z rzędu, ale też nie ostatnim, co tylko potęguje żal, iż 
nie zachowały się pozostałe. Co więcej, nie jest oryginałem, lecz kopią stworzoną 
przez  kilka  osób,  tekstem  dość  niejednorodnym,  z  pewnością  odbiegającym  nie 
tylko  treścią,  lecz  i językiem  od  pierwowzoru.  W  recenzowanej  edycji  otrzymali-
śmy  jedynie  fragment  końcowy,  być  może  rzeczywiście  najbardziej  interesujący. 
O ile  jednak  argument  Wydawcy  o  wartości  źródłowej  wybranego  fragmentu  dla 
badania apogeum potęgi Sapiehów jest przekonujący, to gorzej ze znaczeniem prze-
kazu dla  badań  lingwistycznych  —  wydanie  owe  wartości  (raczej  z  czasów  kopi-
stów) w dużym stopniu likwiduje. Co zaś do zasad wydawniczych, to A. Sajkowski 
złożył propozycję, która być może warta jest rozważań teoretycznych w przyszło-

                                                   

1

 A. S

AJKOWSKI

Jakub Michałowski i Stanisław Niezabitowski — pamiętnikarze XVII wieku

Sprawozdania Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, t. 3 i 4, 1956; 

IDEM

Staropol-

skie nekrologii, w: Opuscula Casimiro Tymieniecki septuagenario dedicata, Poznań 1959, s. 

279-281; 

IDEM

,  Noce  i  dnie  podczaszego  kaliskiego,  w: 

IDEM

,  Od  Sierotki  do  Rybeńki.  W 

kręgu radziwiłłowskiego mecenatu, Poznań 1965, s. 115-132; 

IDEM

Niezabitowski Stanisław

PSB, t. 23, 1978, s. 101-102, nie wyliczam tu drobniejszych utworów tegoż, w których Nie-

zabitowski gra rolę głównego informatora lub bohatera. 

background image

ści, lecz dzisiaj budzić musi spore zastrzeżenia i smutek z powodu nie wykorzysta-
nej szansy na przybliżenie czytelnikowi realiów epoki, miejsc, wydarzeń i ludzi w 
nich uczestniczących. 

Książka składa się ze „Wstępu” (s. 9-65), tekstu Dzienników (69-302), „Aneksu” 

(305-325),  „Słowników”:  wyrazów  staropolskich,  wyrazów,  wyrażeń  i  zwrotów 
łacińskich  oraz  „Skorowidza  osób”  (347-375).  Wbrew  rozpowszechnionemu  zwy-
czajowi „Wstęp” nie jest jedynie przybliżeniem sylwetki (biogramem) autora i jego 
dzieła, przedstawieniem wartości i zasad edycji, lecz składa się aż z czterech części, 
stanowiących  dość  niezależne  eseje.  Najpierw  Sajkowski  przedstawił  losy  księż-
niczki  słuckiej  Zofii  Olelkowiczówny,  która  wniosła  ogromne  dziedzictwo  swego 
rodu w dom Radziwiłłów birżańskich. Szkoda jednak, iż nie uwzględnił tu (choćby 
w przypisie) podstawowego dla tematu opracowania Henryka Lulewicza

2

a wolał 

oprzeć  się  na  Adamie  Naruszewiczu  i  innych  dawnych  autorach.  Nie  ustrzegł  się 
przy tym pewnych uproszczeń i pomyłek w prezentowaniu dziejów dóbr słuckich za 
czasów  Bogusława  Radziwiłła,  jego  córki  Karoliny  Ludwiki  i po jej  śmierci.  Stu-
dium Jerzego Lesińskiego o tzw. dobrach neuburskich ukazało się, co prawda, nie-
dawno, lecz i przedtem można było skorzystać z kilku opracowań, a zresztą Dzien-

niki poszły do druku dopiero w lipcu 1998 r.

3

Trzeci esej dotyczy wreszcie samego autora Dzienników — Stanisława Niezabi-

towskiego, postaci dość niezwykłej w kręgu sług Radziwiłłów birżańskich i to nie z 
tego  powodu,  że  napisał  owe  dzieło.  Notabene  szkoda,  iż  Sajkowski  prezentując 
swego  bohatera, nie  wspomniał,  iż  linia,  z  której  się  wywodził,  nosiła  przydomek 
Przecław i niekiedy to jakby drugie imię używane było przez administratora słuc-
kiego.  Jego  ojcem  był  rzeczywiście  Mikołaj,  który  jednak  nigdy  nie  był  sędzią 

 

Jeśli jednak potrzeba zaprezentowania czytelnikom Dzienników losów dóbr słuc-

kich może być jeszcze usprawiedliwiona, to znacznie bardziej sztuczny wydaje się 
zabieg  dołączenia  drugiego  eseju  —  „W  kręgu  oficjalistów  księcia  Bogusława”. 
Celem  tekstu  było  przedstawienie  poprzedników  Niezabitowskiego  w  służbie  Ra-
dziwiłłów birżańskich (zwłaszcza księcia Bogusława), lecz wygląda on na sztucznie 
doczepiony, interesujący lecz nie niezbędny. Nie wszystkie z zaprezentowanych w 
nim osób pełniły bowiem rolę podobną do Niezabitowskiego i trudno tu o porówna-
nia, choć niewątpliwie kilka spostrzeżeń wydaje się cennych — np. sprawa polskie-
go otoczenia księcia. Nawiasem mówiąc, niekiedy dziwi brak informacji o ważnych 
osobach  z  kręgu  księcia  koniuszego,  np.  wydawca  pisze  o  „niejakim  Przyborow-
skim” (Sebastian), nie wie nic o pozostawionym przez  interesującego go Gabriela 
Hieronima Konarskiego (1641-1690) Pamiętniku, nie zna imienia jego przeciwnika 

na sejmie — Skolimowskiego (Jan Władysław, wojski drohicki). 

                                                   

2

 H. L

ULEWICZ

Walka Radziwiłłów z Chodkiewiczami o dziedzictwo słuckie, w: Miscellanea 

Historico-Archivistica, t. 3: Radziwiłłowie XVI-XVIII wieku: w kręgu polityki i kultury, War-

szawa 1989, s. 201-215. 

3

  Sapiehowie.  Materiały  historyczno-genealogiczne  i  majątkowe,  t.  2,  Petersburg  1891,  s. 

400-405; Z. A

NUSIK

, A. S

TROYNOWSKI

Radziwiłłowie w epoce saskiej. Zarys dziejów poli-

tycznych i majątkowych, „Acta Universitatis Lodziensis”, Folia Historica 33, Łódź 1989, s. 

29-58;  J. L

ESIŃSKI

,  Spory o  dobra neuburskie,  w:  Miscellanea  Historico-Archivistica,  t. 6, 

Warszawa 1996, s. 95-132; biogramy Radziwiłłów i Sapiehów w PSB. 

background image

ziemskim  bielskim

4

  —  należało  tę  informację  panegirysty  zdementować.  A.  Saj-

kowski, na podstawie głównie listów z kręgu radziwiłłowskiego, odtworzył podsta-
wowe  etapy  życia  Mikołaja  i Stanisława  Niezabitowskich,  lecz  przy  tym  ostatnim 
brak szerszej informacji o działalności publicznej — w powiecie, państwie i Jedno-
cie Litewskiej, zwłaszcza po 1700 r. oraz dat sprawowania funkcji — konstatacja, iż 
„kilkakrotnie  był  Niezabitowski  deputatem  do  trybunału  litewskiego”  (s.  42),  to 
zbyt mało. Tymczasem deputatem po raz pierwszy został bodaj w 1676 r. (stąd ma-
my jego listy wileńskie od 9 maja do połowy sierpnia — czego Sajkowski nie po-
wiązał  z  sobą),  a  następnie  w  1688,  1692  i  1715  r.  —  zawsze  z  Nowogródka.  O 
dziwo, w zasadzie — mimo dużej aktywności na sejmikach — nie posłował na sej-
my. Mamy odnotowany jedynie jego udział w antysapieżyńskich zjazdach (konwo-
kacjach) tzw. republikanów litewskich w Różanej i Wilnie w 1701 r. oraz w Wilnie 
w 1703 r. Jeszcze bardziej dziwi niesprawowanie funkcji dyrektora synodów i sesji 
prowincjonalnych Jednoty  Litewskiej,  choć  bez  wątpienia  Niezabitowski  uważany 
był  za jednego  z  jej  ważniejszych  członków.  Cieszył  się  też  dużym  uznaniem 
szlachty nowogródzkiej, która już 9 II 1699 wybrała go (doraźnie) na chorążego po 
usunięciu stronnika Sapiehów Michała Tyzenhauza i potwierdziła wybór ponownie 
7  II  1701;  urząd  ten  pełnił  zapewne do  1704  r.,  lecz  jeszcze  13  VI  1712  szlachta 
domagała się od niego zwrotu chorągwi

5

Wspomnieliśmy wyżej o nowej formule edycji tekstów pamiętnikarskich przed-

stawionej przez A. Sajkowskiego nie w teorii, lecz bez żadnego wyjaśnienia zasto-
sowanej od razu w praktyce. W samych zaś, bardzo krótkich. „Zasadach wydania” 
odwołał się Autor do Instrukcji wydawniczej z 1953 r. oraz Zasad wydawania tek-

stów staropolskich z 1955 r., obiecując zachowanie „w pewnych przypadkach wła-

. Wyraźny niedosyt pozostawia też prezen-

tacja  kręgu  rodzinnego  Niezabitowskiego.  gdyż  przy  specyficznej  zasadzie  obja-
śnień  tekstu  i  braku  tablicy  genealogicznej nie  zawsze  wiemy,  kto  z  kim  i  w  jaki 
sposób  był  powiązany,  co  jest  dość  istotne  dla  zrozumienia  narracji  (notabene  — 
interesujące,  iż  często  spotykany  na  kartach  Dzienników  podstoli  wendeński  Jan 

Dubrawski,  bodaj  nigdy  nie  jest  tytułowany  przez  Niezabitowskiego  szwagrem,  a 
przecież był mężem jego siostry Cecylii — występującej w Dziennikach, lecz nie w 

indeksie).  Już  tylko  dla  porządku  należy  wytknąć  Autorowi  curriculum  vitae  pa-

miętnikarza kilka drobnych pomyłek i niezrozumiałych braków. I tak dziwi brak w 
przypisie 46 (s. 35) ustaleń Tadeusza Wasilewskiego tyczących się biografii Bogu-
sława Radziwiłła, a także opracowań bitwy pod Prostkami. Nie mógł Niezabitowski 
w  1677  r.  dostać  „nakazu”  Stanisława  Karola  Radziwiłła,  podkanclerzego  litew-
skiego  (s. 41),  bo  takowego  wówczas  nie  było,  podobnie  jak  nie    istniał  Henryk 
Kłokocki, starosta rzeczycki (s. 43), a prawidłowa forma nazwiska żony Jana Nie-
zabitowskiego to Marianna Ottenhauzówna (Ottenhausen), a nie Otenauzówna. 

                                                   

4

 Urzędnicy podlascy XIV-XVIII wieku. Spisy, oprac. E. D

UBAS

-U

RWANOWICZ

, W. J

ARMO-

LIK

, M. K

ULECKI

, J. U

RWANOWICZ

, Kórnik 1994. 

5

 AGAD. Archiwum Radziwiłłów (dalej: AR) II 1623, 1869, 1899, 1904. 1909, 1996; Arch. 

Roskie, królewszczyzny nr 103; Arch. Tyzenhauzów. B-31 /121, k. 115v; BC. rkp. 567, nr 

3: LVIA, SA4718/I, k. 157-161, 217-232v; W. K

RIEGSEISEN

Ewangelicy polscy i litewscy w 

epoce  saskiej  (1696-1763).  Sytuacja  prawna,  organizacja  i  stosunki  międzywyznaniowe

Warszawa 1996, s.134. 

background image

ściwości języka i wymowy” typowych dla regionu (Nowogródczyzny). Nie należy 
jednak  zbytnio  temu  ufać,  bo  np.  wbrew  zapowiedzi  ani  oboczności  „wszyst-
ko”/„wszytko”, ani oryginalnej pisowni imion własnych, ani typowego rozchwiania 
repartycji końcówek, ani wreszcie oboczności zaimków „mnie” i „mię” nie zacho-
wano. Poprawiono zaś nie tylko wyraźne błędy tekstu, lecz aż nadto go uwspółcze-
śniono (np. na s. 83 jest „posłać wszystkich ludzi”, gdy w rękopisie „posłać ludzie 
wszytkie”),  zmieniając  niekiedy  nawet  formy  nazwiska,  brzmienie  słów  zwrotów 
(np. na s. 85 jest „jm. p. Sapieżynej wojewodziny wileńskiej”, gdy winno być „jejm. 
p. Sapieżynej wojewodzinej wileńskiej”, a jeśliby Wydawca chciał tekst unowocze-
śnić to tylko na „Sapieżyny wojewodziny wileńskiej”) etc. A. Sajkowski zaprezen-
tował nam coś dziwnego — najeżony błędami w odczycie tekst Dzienników, w za-

sadzie  bez  przypisów  tekstowych  i rzeczowych,  jedynie  niekiedy  z  objaśnieniami 
terminów i wydarzeń, lecz przy tym nie zawsze prawdziwymi lub potrzebnymi. A 
przecież  tekst  ów  jest  trudny  ze  względu  na  brak  znaków  przestankowych,  błędy 
kopistów, a także wymaga wielu objaśnień — osób, miejscowości, wydarzeń. Tym-
czasem w edycji przypisy tekstowe uznano za zbędne, a rolę przypisów rzeczowych 
miał pełnić rozszerzony indeks osób oraz słowniki wyrazów i zwrotów — jednak z 
powodu niedoskonałego  wykonania  ów  zamiar  się  nie  powiódł.  Zabrakło  w  ogóle 
indeksu i objaśnień nazw geograficznych (cenna jest za to dołączona mapa Wielkie-
go Księstwa). 

Podstawą  rzetelnego  wydania  źródła  jest,  jak  wiadomo,  jego  dobre  odczytanie, 

zrozumienie,  zapisanie  z  zachowaniem  pewnych  prawideł  i  objaśnienie  w  miarę 
potrzeb. Niby wszystko jasne, lecz wyraźnie przerosło możliwości Wydawcy. Tekst 
aż roi się od błędów w odczycie (nawet po kilkanaście na stronie), przy czym nie 
zawsze  można  zrozumieć,  dlaczego  odczytano  „kończyć  w  łasce  i  błogosławień-
stwie Twym ś., w pokoju dusznym i wiecznym” zamiast „kończyć w łasce, w bło-
gosławieństwie  Twym  ś[więtym]  (nawias  nie  jest  tu  potrzebny  —  AR),  pokoju 
dusznym  i  cielesnym”  (s.  69),  „konwersacją”  zamiast  „konferencyją”  i  „mrozu” 
miast „żoru” (s. 73), „Pokarmowaliśmy” zamiast „Pokarmiliśmy” (s. 74), „gotowe-
go” zamiast „jałowego” (s. 87). „P. Czarnowiecki po czopowe” zamiast „P. Czano-
wicki z Poczapowa” (s. 131) etc. Niekiedy błędy w odczytach prowadzą do zupeł-
nego wypaczenia sensu przekazu, jak powyższy z czopowym lub gdy np. pod datą 
11 XI 1695 mamy: „P. Marcina Kolędę odprawiłem w Zabłudowiu”, zamiast:  „Ś. 
Marcina. Kolędę odprawiłem w Zabłudowiu” (s. 97) czy „Przyjechał p. Wołk. Przy-
słan od jm. p. hetmana z pocztami kozackimi zaporoskimi w powrót za Dniepr. [...] 
Posłowie  kozaccy  zaporoscy  odjechali  z  Słucka  za  Dniepr  i  p.  Wołk  przysłan  od 
jmp.  p.  hetmana W.Ks.Lit.”  (s.  87).  Tekst  ten  zaś  winien  brzmieć:  „Przyjechał  p. 
Wołk,  przystaw  od  jmp.  hetmana  z  posłami  kozackimi  zaporoskimi  w  powrót  za 
Dniepr [s] [...] Posłowie kozaccy zaporoscy odjechali z Słucka za Dniepr i p. Wołk, 
przystaw, do jmp. hetmana WKsL”. Z innych tego typu zniekształceń mamy np. pod 
21 IX 1696: „sesyja hetmańska odprawowała się u ks. ks. jezuitów w Warszawie” i 
do tego przypis, iż chodzi tu o naradę u hetmana Kazimierza Sapiehy (s. 126), gdy 
tymczasem w rękopisie mowa jest o sesji litewskiej, a więc naradzie posłów sejmo-
wych z Wielkiego Księstwa Litewskiego, która następnego dnia zakończyła się „w 
wielu punktach o konfederacyjej [a nie jak chce A. Sajkowski — „o konferencyjej”] 

background image

ex  contra  clerum”.  Jeszcze  bardziej  wprowadza  w  błąd  zapis:  „Tego  dnia  jm.  p. 

Piotr Pac starosta żmudzki w Wilnie dokonał żywota. Denegata onemu communio 

sacra od niebacznego plebana wileńskiego dla zamknionych po zmroku kościołów 

per insolentiam cleri” (s. 106), gdy w rękopisie mowa o Wielonie na Żmudzi i ple-

banie wielońskim. Przekaz aż prosi się o komentarz, bo któż z czytelników będzie 
wiedział, dlaczego to Pacowi odmówiono komunii i co znaczy owa pycha księży? 
Piotr  Pac  za  spowodowanie  zaburzeń  na  sejmiku  żmudzkim  w  Rosieniach,  gdzie 
omal  nie  zabito  miejscowego  biskupa,  został  przez  tegoż  wyklęty,  a  gdy  nagle 
zmarł,  odmówiono  mu  pochówka.  Doszło  do  niego  dopiero  po  uzyskaniu  zgody 
papieża. 

A.  Sajkowski  nie  uznał  za  potrzebne  informować  (w  przypisach  tekstowych)  o 

błędnie  zapisanych  przez  kopistów  nazwiskach,  miejscowościach  i  różnych  sło-
wach, lecz najczęściej sam od razu je poprawiał na — niekiedy tylko jego zdaniem 
— właściwe (np. na s. 70 jest  „z p. Sienicką córką”, a w rękopisie  „z p. Lewicką 
córką”, na s. 74 „Wiązowicze”, a w rękopisie „Miazowicze”, na s. 99 Jest „Fehra”, 
a w rękopisie „Telera” — to przynajmniej poprawki prawidłowe, lecz na s. 75 jest 
„Lejc”, a w rękopisie „Lejtz”, na s. 79 jest „Poruczyn”, a w rękopisie „Boryszyn”, 
na s. 65 jest „p. Kotły”, a w rękopisie „p. Kosiły” — a przecież tu wersje rękopi-
śmienne są poprawne). Instrukcja wydawnicza pozwala na poprawianie tekstu przy 
ewidentnych lapsusach (w „Dziennikach” np. na s. 90 było „jartarski”, co Wydawca 
zamienił  na  „rajtarski”,  na  s.  125  było  „Niemen”  zmienione  na  „Narew”  etc.  — 
choć i takie poprawki budzą wątpliwości), lecz przecież trudno usprawiedliwić np. 
zamienianie  nazwiska  Domosławski  na  Domasławski,  Prependowski  na  Preben-
dowski,  Howerbek  na  Hoverbeck,  tytułu  falsgrabina  na falcgrafina,  nejburski  na 
neuburski. Formy „po tym” („potym”) na „potem”, „zajeźdcy” lub „zajeźdzych” na 
„zajezdni” i „zajezdnych”, a nawet Nieświż na Nieśwież, etc. Nie jestem wcale pe-
wien, czy właściwą formą rozwiązania skrótów „xcia”, „xciu”, „xciem” są zastoso-
wane przez Wydawcę — księcia, księciu, księciem, a nie książecia, książęciu i ksią-
żęciem. 

Ponadto wydaje się, iż A. Sajkowski nie zawsze właściwie rozumiał tekst i stąd 

błędnie stawiał znaki przestankowe. Np. przekaz pod 5 XII 1695 winien brzmieć: 
„I ten  dzień  zszedł  sine  effectu,  lubo  się  gromadnie  prawie  wszyscy  senatorowie 

zebrali  do  Marienvillu  [s],  tylko  w  sekretniejszej  u  Królowej  Jejm.  konferencyjej. 
Skłoniony jest jm. ks. biskup wileński (etc.)” (s. 99). Wydawca dał: „Zabawili się u 
mnie w noc. Do wieczora przyjechał potem jm. p. Stanisław Korsak cześnik nowo-
gródzki”  (s.  109),  gdy  ja  bym  zapisał:  „Zabawili  się  u  mnie  w  noc  do  wieczora. 
Przyjechał po tym jmp. Stanisław Korsak, czesznik nowogródzki”. Z kolei mamy: 
„Deszcz trwał. Cały dzień bywszy w zborze, bawiłem się potem pisaniem” (s. 114, 
20 V), gdy ja bym dał: „Deszcz trwał cały dzień. Bywszy w zborze bawiłem się po 
tym pisaniem”. Wreszcie tekst pod datą 4 IV 1696 odczytałem: „Od jmp. Tyszkie-
wicza i samej [= żony — AR, a nie „jmci samej”] przyjechał jmp. Jerzy Olędski z 
różnymi [nie: rocznymi!] propozycjami. Uwolniwszy się z Jatry jechałem na Zawie, 
złą  barzo  drogą,  stanęliśmy  przed  wieczorem  w  Nowogródku,  aleśmy  nie  zastali 
roczków dla [nie: do] zjechania ichm. pp. urzędników grodzkich. Zanocowaliśmy w 
Nowogródku po złej drodze” (s. 110). Jestem przekonany, iż ten odczyt i interpreta-

background image

cja tekstu (znaki przestankowe) są właściwe! Przykłady tego typu błędnych rozwią-
zań Wydawcy można jednak mnożyć, co nakazuje ostrożność w korzystaniu z nich. 

Ponadto w odczycie tekstu przez A. Sajkowsklego wielokrotnie zdarza się opusz-

czanie wyrazów, przy czym tylko częściowo z premedytacją (dotyczy to powtórzeń, 
np. w zapisie „Rano z Słucka jechałem [z Słucka] na Chrzanów” (s. 77), fragment w 
nawiasie jest tylko w rękopisie). I tak możemy dopisać słowa: wielkiego (po pod-
skarbiego —  s.  85, wiersz 27 od góry), na noc (przed „w Słucku”, s. 89, w. 5 od 
góry), rotmistrza (po p. Hammera — s. 91, w. 5 od dołu), Ten (przed Rok pod 1 I 
1696),  ichm.  (po:  i  inne  —  s.  102,  wiersz  12  od dołu),  ksiąg  (po czytaniem  —  s. 
104, wiersz 16 od góry), temu (między: błogosław dziecięciu — s. 110, pod 1 IV), 
koniom (między: Tam odpocząwszy, s. 112, 28 IV). ciepły (między: deszcz padał 
— s. 113, 3 V) etc. Odrębną kwestią jest opuszczanie tekstu z powodu jego braku 
lub niemożliwości odczytania, co Wydawca zaznacza w ten sam sposób przez [...]. 
Abstrahując  już  od  poprawności  takiego  zapisu  (aż  się  proszą  przypisy  tekstowe), 
niekiedy zdumienie budzi rzekoma trudność w odczycie. I tak np. pod 26 IV 1695 
mamy  wyraźnie  słowo  „Tartak”,  pod  26  VI  1695  „karczmy”  (ale  odnosi  się  do 
Uciechy), pod 24 IX 1695 „Holu” (lecz winno być Hola), 20 X tr. „Jaworem”, pod 4 
IX 1696 „chorąży” etc. 

Żeby lepiej zilustrować efekty wysiłku włożonego przez Wydawcę w odczytanie 

i objaśnienie tekstu posłużę się przykładem ze s. 109. I tak w wierszu 1 mamy „nik-
czemnymi” (R: nikczemnemi), w 2: „odbyłem” (R: odbiłem), „Potem” (R: po tym), 
w 2/3:  „czerwienickie”  (R:  czerniewieckie).  w  3:  „Sworotwie”  (R:  Sotorwie). 
„Sworotowskiego”  (R:  Swotorowskiego).  w  4/5:  „zastałem”  (R:  zostałem),  w  7: 
Komłachowszczyźnie  (R:  Kormachowsczyźnie).  w  8:  Potem  (R:  Potym),  w  10: 
„Przyszło mi się  z nim upić” (R: Przyszło mnie z  nim upić się), w 12/13: „Żydzi 
stwołowiccy i kosieńscy” (R: Żydzi stwołowickie i rosieński), w 21/22: „Odprawi-
łem  wyrostka  do  jm.  p.  Leszyńskiego  do  Słucka”  (R:  Odprawiłem  wyrostka  do 
Słucka jm. p. Leszyńskiego), w 24: „z Nowogródka. P. Płoński” (R: z Kozagródka. 
P. Połoński). w 26: „z Zawia” (R: z Zarwia), w 9 od dołu: „na konferencyjej i odje-
chał  do  Poczapowa”  (R:  na  konferencyjej  odjechał  do Poczopowa),  w  7  od  dołu: 
„dając jej córkę” (R: dał jej córkę), w 6 od dołu: „niech rośnie na chwałę Pana Boga 
i naszą pociechę” (R: niech roście na chwałę Pana Boga i naszo pocieche), w 4 od 
dołu:  „Rutowskich”  (R:  rentowskich),  w  3  od  dołu:  „Reutowszczyznę  dałem  p. 
Siemikrackiemu” (R: Rętowsczyznę dałem p. Siemikrockiemu), w 2 od dołu: „Sie-
mikrackiego” (R: Siemiokrackiego), w 1 od dołu: „potem” (R: po tym). Jak z tego 
widać  (specjalnie  zachowałem  dosłowny  zapis  fonetyczny),  na  tej  jednej  z  wielu 
stronie  występują  spore  różnice między  zapisem  kopisty  „Dzienników”  a  zapisem 
Wydawcy. Oczywiście, nie jest tak, że tylko ten drugi się mylił, gdyż w rzeczywi-
stości  formy:  Sworotwie,  Sworotowskiego.  z  Zawia.  do  Poczapowa  są  właściwe, 
tylko zniekształcone przez kopistę. Lecz tego z edycji się nie dowiadujemy. 

Po zaprezentowaniu problemów z tekstem przyjrzyjmy się sposobowi jego obja-

śnień, komentarzom i efektom realizacji założenia (domniemanego, bo brak o tym 
wzmianki  w zasadach  wydania),  że  rozszerzony  „Skorowidz  osób”  pozwoli  zała-
twić istotną kwestię nazbyt rozbudowanych przypisów. Wszystko jest tu poplątane, 
niejasne  —  źle  wykonane.  Wydaje  się,  iż  A.  Sajkowski  przypisy  (nieliczne)  zare-

background image

zerwował  dla  skomentowania  kwestii,  terminów  prawnych,  wydarzeń  —  lecz  nie 
osób i miejscowości. Te ostatnie w ogóle nie są objaśniane, co stwarza czytelnikowi 
problemy  z  ich  identyfikacją.  Już  na pierwszej  stronie  tekstu  mamy,  prócz  wyja-
śnienia  terminu  sąd  asesorski  (p.  1)  informację,  iż  gubernator  słucki  to  Abraham 
Bekier  (p.  2),  ale  brak  przypisu  do występującej  dalej  (pod  6  I  1695)  stolnikowej 
inflanckiej.  A  przecież  w  „Skorowidzu” nie ma hasła  „stolnikowa  inflancka”  zob. 
Ottenhauzowa Domicella z Brzuchańskich — Wydawca dał jednak hasło „Otenau-
zowa  Katarzyna  z  Olędzkich,  stolnikowa  inflancka”  z odesłaniem  do  tej  właśnie 
wzmianki z 6 I 1695. Najzupełniej zresztą błędnie! Żoną stolnika inflanckiego Ste-
fana Ottenhauza (dlaczego w indeksie są dwa hasła jego dotyczące?) była bowiem 
już w 1677 r. właśnie córka sędziego ziemskiego nowogródzkiego Hieronima Wła-
dysława Brzuchańskiego, która po jego śmierci w 1701 r. wyszła 29 I 1702 za pod-
czaszego  trockiego  Jana  Wota.  Co  więcej  Wydawca  w  indeksie  umieścił  jeszcze 
Otenauzową, stolnikową płocką, której w tekście w ogóle nie ma, a wyraźnie mowa 
o tejże inflanckiej! Notabene, owa Domicella była siostrą Deodata Brzuchańskiego, 
„bliżej  nieznanego”  (wg  A.  Sajkowskiego)  dominikanina  (s.  349).  Wreszcie  brak 
jest odniesienia do zawartej pod 6 I 1695 informacji, w której podstoli piński Otten-
hauz występuje  z synami — chodzi o Jana i Stefana. Podobnie jest  z zapisami (s. 
77)  o  córkach  i  synach  stolnikowej  smoleńskiej  Czyżowej  —  brak  wyjaśnienia, 
jakie były ich imiona. Idźmy dalej — na tejże s. 69 występuje jeszcze niejaki Estko, 
załatwiający  sprawy  księżnej  Ludwiki  Karoliny  Neuburskiej.  którego  Wydawca 
identyfikuje  jako  Jana,  cześnika  parnawsklego,  gdy  tymczasem  w  „Indeksie”  po 
Janie występuje Samuel Estko „dozorca spraw” tejże księżnej. Czy na pewno więc 
chodzi tu o wie osoby? Na s. 70 występuje panna Świbianka, o której rękę zabiegał 
Jażwiński — w „Skorowidzu” są obydwoje, oddzielnie, bez imion, a przecież już na 
s.  71  jest  informacja,  iż  Niezabitowski  sprawił  im  wesele,  a  pannie  na  imię  było 
Katarzyna!  Żeby  lepiej  zilustrować  jakość  objaśnień  osób  dodajmy  jeszcze,  iż  na 
tejże  s.  70  występują  panowie  Michałowski  i  Mentycki  w  ogóle  bez  odnośników, 
Jelnicki w „Skorowidzu” zrobił się Żelnickim, że nie wiemy np. o którego z Frąc-
kiewiczów Radzimińskich chodzi pod datą 3 V 1695, a Salmonowicza w „Skorowi-
dzu” brak. Takich niedokładności i braków można przytoczyć wiele, lecz ponieważ 
istotą  jest  tu  „Skorowidz  osób”,  zajmijmy  się  przede  wszystkim  nim.  Wart  tego 
chociażby dlatego, iż jest tworem bodaj jeszcze nie spotykanym w literaturze i sta-
nowi kolejną propozycję Wydawcy dla edytorów. Dla przykładu weźmy pierwsze 
hasło:  „Abrahamowicz  (14  XI  1696),  (Abramowicz)  Beniamin  h.  Jastrzębiec. 
Szlachta  osiadła m.in. na  Wileńszczyźnie  i  w  pow.  oszmiańskim.  Aleksander  Be-
niamin  A.  występujący  jako  cześnik  oszmiański  to  zapewne  identyczna  osoba”. 
Koniec. Kropka. W Dziennikach rzeczywiście pod 14 XI 1696 występuje Beniamin 

Abrahamowicz — dlaczego wiec wydawca najpierw już po nazwisku dał odsyłacz 
do tekstu (lecz w innych hasłach jest różnie), potem dopiero oboczną (właściwie zaś 
podstawową) formę nazwiska, imię z herbem (błędnym zresztą!), a także dlaczego 
rozwodzi się o rozrodzeniu tej rodziny etc. Prawdziwe jest tylko to, iż rzeczywiście 
mowa tu o owym późniejszym cześniku oszmiańskim, kalwiniście. Zauważmy przy 
okazji,  iż  Wydawca  przywołuje  nie  numery  stron,  lecz  datę  wystąpienia  osoby  w 
Dzienniku („Wstępu” ani „Aneksów” „Skorowidz osób” nie obejmuje!), ale w zasa-

background image

dzie tylko jedną (choć zdarzają się odstępstwa, gdy mamy dwie daty lub żadnej — 
zob. Bildziukiewicz, Kocieł) i to wcale nie zawsze pierwszą! Korzystający z indek-
su  powinien  brać  to  pod  uwagę,  lecz  Wydawca  nie  poinformował  o  tym!  Nawet 
więc jeśli w Dzienniku jakaś osoba jest wzmiankowana wielokrotnie, to ma w zasa-

dzie  tylko  jeden  odnośnik  —  komu  więc  taki  indeks  ma  służyć?  Z  pewnością nie 
historykowi  szukającemu  np.  informacji  do  hasła  dla  Polskiego  Słownika  Biogra-
ficznego, badającego losy jakiejś rodziny lub osoby — taki musi przeczytać całość 
Dziennika i samemu wyławiać interesujące go wzmianki. 

Na tym jednak nie koniec problemów. W zasadzie niemal każde hasło „Skorowi-

dza osób” wymaga poprawek lub uzupełnień — weźmy z brzegu tylko dwie pierw-
sze jego strony. I tak: „Adamowicz (28 I 1697) w końcu XVII w. występują (podpi-
sy  pod  elekcją  Augusta  II)  Hieronim  z  woj.  wileńskiego  i  Michał  z  woj.  nowo-
gródzkiego,  podówczas  miecznik  wołkowyski”.  Mamy  tu  do  czynienia  z  często 
stosowanym przez Wydawcę objaśnieniem, iż w tym czasie występują — i tu poda-
nych jest kilka imion. Cóż jednak z tego, mógłbym dodać do tych kilku jeszcze kil-
ku(nastu), lecz to wcale nie znaczy, iż w Dzienniku występuje któraś z tych osób. W 

wielu zresztą przypadkach potrafię stwierdzić, o kogo w tekście chodzi, a przeważ-
nie nie jest to osoba sugerowana przez Wydawcę. Szkoda zresztą, iż A. Sajkowski 
do identyfikacji osób nie skorzystał z dobrej pomocy w postaci abiuraty wojewódz-
twa nowogródzkiego z 1690 r.

6

                                                   

6

 AGAD, AR, Dz. VI, sygn. II-50. 

 Idźmy jednak dalej — właściwa forma nazwiska to 

Alexandrowicz, a nie Aleksandrowicz. Brak jest hasła Azarycz Teodor Bogusław, a 
on to (cześnik starodubowski, żonaty z Anną Korsakówną — nb. jego córka Feli-
cjanna była żoną horodniczego i podwojewodziego nowogródzkiego Samuela Kor-
saka) występuje pod datą 13 III 1697, a nie Jan Teodor (ten miał za żonę Katarzynę 
Eufrozynę Szemiotównę), wzmiankowany 8 VIII 1700. Przy haśle Baranowski — 
co mieli Tatarzy tegoż nazwiska (w tym rotmistrz Dawid) do posiadaczy Horynia, 
po co więc o nich pisać. Z całą pewnością Bedberg to Budberg. Dlaczego imiona 
Aszarda podane są w nawiasach, dlaczego miał być komendantem Słucka w 1688 r., 
skoro z Dzienników wynika, że został nim 12 V 1695 po Abrahamie Beckerze. Ten 

zaś występuje nie pod 23 V 1695, lecz 23 III tr. Jego żoną była Marianna Łyskow-
ska. Czy Michał Benkien ożenił się z Kopiejewiczówną, czy Kopijewiczówną (nb. 
forma nazwiska Kopiewicz nie jest najwłaściwsza)? Żaden Baron nie jest wzmian-
kowany 20 XII 1696. W Rosieniach 3 XII 1697 zabity został oberszterlejtnant Re-
inken  (Renkien),  a  nie  Benklen  —  nie  powinno  więc  być  takiego  hasła.  Dalej  — 
Bernicz ksiądz i opat, to z pewnością ta sama osoba, a chodzi tu o słynnego Augu-
styna, brata wymienionego wyżej Jana Teodora (zob. PSB 1. 465-466). Notabene w 
„Skorowidzu” jest też Bornicz, ksiądz kanonik — ewidentnie tenże Bernicz. Z kolei 
mamy  hasło  Bernowicz  z  datą  19  IX  1699,  tylko  pod  nią  w  Dziennikach  takiego 

nazwiska nie ma! Objaśnienie zaś: „występuje w pow. nowogródzkim jeszcze w 2 
poł. XVIII” wprowadza raczej w błąd. Bo kto? Tenże, nieznanego imienia Berno-
wicz? Komu jest potrzebny taki komentarz? Dalej mamy: „Białozor (12 V 1698) — 
Karol”, abstrahując od faktu, iż przyjętą formą tego nazwiska jest Białłozor, to mo-
że  istotne  byłoby  wyjaśnienie,  dlaczego  został  rozstrzelany?  Z  kolei  stolnik  rze-

background image

czycki Bielikowicz to Dawid Kazimierz. Nie wiadomo, dlaczego Błuś i Bocianow-
ski nie zasługiwali na żaden komentarza, a przy Boczuli i Boguckim jest „bliżej nie 
znany” (jeśli poprzedni byli znani, to czemu są bez imion?). Dlaczego jakiś anoni-
mowy  Bohusz  miałby  być  chorążym  lwowskim  Marcinem,  Bokiej  —  cześnikiem 
grodzieńskim Bogusławem, a Bronikowski — Andrzejem? Eberhard Fryderyk Ka-
zimierz  von der  Alten  Bockum  (Bokum),  to  nie  starosta  wileński  (takiego  urzędu 
nie było, błędnie odczytano formę właściwą — w tekście jest: starosta żośleński!), 
lecz  generał  major  armii  litewskiej,  żonaty  od  1667  r.  z  Elżbietą  Szemiotówną; 
trudno powiedzieć, czy pochodził z rodziny kurlandzkiej (jak chce Wydawca) czy 
inflanckiej, lecz sam był już obywatelem Wielkiego Księstwa, właścicielem dóbr w 
województwach trockim i wileńskim (Mejszagoły, Krasnej, Kurniszek) i na domiar 
nie  zmarł  wcale  (Niezabitowski  zapisał  mylną  pogłoskę)  29  IX  1696,  lecz  19  XI 
1700 z ran odniesionych pod Olkienikami. Dalej mamy Stanisława Borzobohatego z 
błędnym  objaśnieniem,  iż  to  poseł  na  sejm.  W  tekście  zaś  wyraźnie  jest,  iż  został 
posłem nowogródzkim na zjazd wileński („ad consilium generale Ks. Lit. Nobilita-

tis”),  zwołany  nielegalnie  przez  kasztelana  witebskiego  Michała  Kociełła  dla  roz-

prawy z Sapiehami. Przy Borzobohatym należało napisać, iż był podczaszym mści-
sławskim. Mamy trzy hasła tyczące Boufałów — dwóch księży (to zapewne ta sama 
osoba) i Rafała, lecz to przy księdzu dodano, iż „w latach 1687-1697 występuje z 
listami w Arch. Radz. Rafał Boufał”. Jak z tego widać, na dwóch jedynie stronach 
„Skorowidza” należy, poprawić tyle haseł, iż trudno uznać go za cenną pomoc przy 
korzystaniu z Dzienników. Dalej zaś nie jest wcale lepiej — niewystarczające obja-

śnienie  biskupa  Brzostowskiego,  błędny  zapis  nazwiska  Bułhak  (jest  Bułhakow) 
i jego  herbu  (w  zasadzie  herb  własny  lub  Syrokomla  odm.).  Jakiś  Cendziewicki 
Peretta  (efekt  błędnego  zrozumienia  tekstu)  zamiast  Ciundziewicki  i  Perotti,  nie 
istniejący  deputat  trybunalski  Chreptowicz,  Felkierzan  zamiast  Felkiersam,  Paweł 
Frąckiewicz nazywał się właściwie Paweł Jan Radzimiński Frąckiewicz, pochowa-
ny został 6 VIII 1703, a podstolim mozyrskim był od 15 I 1672; sędzia wojskowy 
Gąsiewski to nie osoba bliżej nie znana, lecz dobrze znany podstoli grodzieński Jan 
Franciszek Gosiewski; Giedroyciowa to oczywiście Katarzyna Piasecka, wdowa po 
Piotrze Janie Masklewiczu, a następnie Arnolfie Giedroyciu

7

                                                   

7

  A.  R

ACHUBA

,  Uwagi do genealogii  Maskiewiczów, w: Litwa  i jej sąsiedzi od XII  do XX 

wieku, red. O. B

ŁASZCZYK

 i A. K

IJAS

, Poznań 1994. s. 12. 

Głębocki to Aleksan-

der Michał; nie było nigdy podkomorzyny żmudzkiej Grabowskiej, a wzmiankowa-
na  31  VII  1700  to  Teodora  z Ogińskich  Grużewska,  wdowa  po  podkomorzym 
żmudzkim Janie; w ogóle nie wiadomo, co znaczy hasło Grabowska, podkomorzyna 
słucka,  gdy  brak  jest  do  niego  odesłania  źródłowego,  a  do  tego  nie  było  takiego 
urzędu; po co informacja o wymienionym wyżej Janie Grużewskim przy haśle Gru-
żewski,  stolnik  żmudzki,  skoro  chodzi  tu  o  Jakuba  Kazimierza  (a nie  Marcjana!); 
komu  potrzebna  informacja  przy  Grothuzie,  że  z  tej  rodziny  pochodził  surogator 
żmudzki  i  to  z  powołaniem na Pamiętniki  Matuszewicza.  Przecież  to  była  bardzo 

rozrodzona  rodzina,  która  już  w  XV  w.  przybyła  z  Westfalii  do Inflant  i  wydała 
setki rożnych znanych osób. Nie było rodziny Cieprzyńskich-Ciekawych (przy ha-
śle  Hołownina  z  Zawoja  —  nb.),  lecz  Cypryńskich-Ciekawych.  Dlaczego  są  dwa 

background image

hasła  Hołownia Stanisław,  skoro  odnoszą  się  do  tej  samej  osoby,  Po  co wydawca 
przy Horodyńskim, znanym z zerwania sejmu konwokacyjnego 1696 r. zastanawia 
się, czy to Łukasz, czy Kazimierz, skoro powszechnie wiadomo, iż był to ten pierw-
szy  —  poseł  czernihowski,  sługa  Ogińskich.  Powyższych  przykładów  wystarczy 
chyba, by ocenić wartość indeksu osobowego. 

Wróćmy  jednak  jeszcze  do  tekstu  Dzienników. Mówiliśmy  już,  iż  brak  tu  obja-

śnień wielu wymagających tego wydarzeń i osób,  a z istniejących część jest bała-
mutna,  błędna,  nie  wystarczająca  lub  zbędna.  I  tak  już  w  przypisie  6  (s.  74)  Wy-
dawca  niezbyt  precyzyjnie  obarcza  winą  za  zerwanie  sejmu  z  1695  r.  Sapiehów, 
choć równie zawinił król. W przyp. 11 (s. 78) słusznie sugeruje, iż „inskrypcje war-
szawskie”  dotyczą  testamentu  Bogusława  Radziwiłła  —  konkretnie  zaś  jego  sfał-
szowania przez chcącego przejąć spadek po nim krewnego z linii nieświeskiej Mi-
chała Kazimierza, co trudno nazwać „interpretacją”. Tymczasem gdy na s. 97 spra-
wa ta pojawia się znowu, to w przyp. 24 czytamy, iż to zapewne paszkwile dotyczą-
ce walk wewnętrznych na Litwie. W przyp. 12 (s. 79) Sajkowski słowo „ujęcie”, co 
oznacza  pozyskanie,  zjednanie  (w  tym  przypadku  marszałka  Trybunału  Słuszki), 
wyjaśnia jako odebranie opieki nad dobrami księżnej. Abstrahując od faktu, iż cho-
dzi  o  księżniczkę  (nie  księżnę),  to  wydarzenie  dotyczy  znanej  kwestii  przyznania 
przez  Trybunał  Litewski  opieki  nad nią Kazimierzowi  Sapieże.  Długi dość  przyp. 
13 (s. 81) wprowadza jedynie w błąd czytelnika, przekazując bałamutne wiadomo-
ści.  Wydawca  pomylił  się,  sądząc,  iż  pałac Władysławowski  to  zapewne  skrzydło 
Zamku (s. 101, przyp. 27), gdyż to pierwotna nazwa wystawionego przez Włady-
sława IV pałacu, bardziej znanego jako Kazimierzowski! Niezabitowski nie pomylił 
się, podając, iż car Iwan V zmarł 8 II 1696(s. 105, przyp. 2) — oczywiście, według 
nowego stylu. Terminu „przyznanie” (s. 110, przyp. 6) nie można tłumaczyć jako 
wyrażenie zgody, a potwierdzenie urzędowe czynności prawnej. Z całą pewnością 
„horodniczy”  to  nie urzędnik  pełniący  funkcję  starosty  grodowego  (s.  117,  przyp. 
8),  lecz  jedynie  dozorca  obwarowań  zamkowych.  Sesja  wojskowa  w  Grodnie  (s. 
123,  przyp.  13)  to  nie  zgromadzenie  delegatów  wysyłanych  przez  rokoszan  woj-
skowych, lecz najnormalniejsze (zaakceptowane prawnie] zgromadzenie delegatów 
i oficerów wojska, zwołane przez hetmana dla wyboru posłów na sejm. Podobnych 
pomyłek jest więcej. Szkoda, iż Wydawca nie objaśnił w pełni takich wydarzeń, jak 
ugoda brzeska (s. 134, przyp. 18), czemu służyły sejmiki gromniczne (s. 135, przyp. 
20),  koekwacja  praw  litewskich  (s.  152,  przyp.  11).  Wreszcie  za  zupełnie  zbędne 
uznać  należy  przypisy  14  (s. 124)  i  24  (s.  178).  Już  jedynie  dla  porządku  należy 
zwrócić  uwagę,  iż  Wydawca  nie  zawsze  zaznacza  braki  w  tekście,  fragmenty  te 
wypełniając zgodnie z własną wiedzą, a co gorsza niekiedy zaznacza braki teksto-
we,  których  nie  ma  w  rękopisie  (np.  pod  9  X  1695  dał  „p.  Kłokockiego  starosty 
[rzeczycki]ego”, gdy jest „p. Kłokockłego starosty Kłokockiego” [s] — ewidentne 
przepisanie się kopisty, lecz to wszystko! Pod 10 XI 1695 dał „zabłudo[wskich]”, a 
w tekście jest „zabłudowskich”. 

Na koniec krótko przyjrzyjmy się jeszcze dołączonemu do Dzienników „Anekso-

wi”. Ponieważ wydana ich część obejmuje tylko kilka lat z życia Niezabitowskiego, 
a zanotował on — jak mówiliśmy — wiele interesujących faktów istotnych dla ba-
dań genealogicznych i parlamentarnych, A. Sajkowski w „Aneksie” zamieścił wy-

background image

ciągi tyczące się owych dziedzin (Sejmiki, Wesela i Zgony) z lat 1682-1694. Sam 
pomysł, zważywszy na kształt edycji, był mym zdaniem słuszny, gdyż przynajmniej 
te informacje zostały udostępnione. Niestety, owe wypisy również skażone są tymiż 
wadami, co tekst główny. Błędne i niedokładne odczyty, zatracenie granicy miedzy 
tekstem  a dodatkiem  od Wydawcy,  wyrywanie  opisów  z  kontekstu,  często  równie 
interesującego, a wreszcie pominięcie niektórych informacji z owych trzech zakre-
sów, brak przypisów — wszystko to poważnie rzutuje na wartość całości i ponow-
nie wymaga ostrzeżenia badaczy przed bezkrytycznym korzystaniem z edycji. Le-
piej  jednak sięgnąć do rękopisu, w nim jest więcej danych i niekiedy zupełnie in-
nych, niż nam sugeruje A. Sajkowski. 

Podsumowując  więc, nie  jesteśmy w  stanie  wyrazić  radości  z ukazania  się  dru-

kiem  tak  długo  oczekiwanych  Dzienników  Stanisława  Niezabitowskiego.  Jest  to 

jedno  z gorszych  wydawnictw  źródłowych  ostatnich  lat,  dobitnie  wskazujące  na 
potrzebę  przemyślenia  przez  wszystkich  planujących  w  przyszłości  „coś  wydać”, 
czy  są  do  tego  rzeczywiście  przygotowani.  Obiegowa  opinia,  że  wydać  źródło  z 
czasów  nowożytnych  jest  zadaniem  łatwym,  winna  ulec  zmianie  na  przykładzie 
Dzienników  Niezabitowskiego.  Co gorsza,  wątpić  należy,  by  ktoś  w  najbliższych 

latach chciał przygotować rzeczywiście poprawną ich edycję, a przecież errata do 
obecnej zajęłaby co najmniej kilkadziesiąt stron druku. W sumie szkoda było wysił-
ku i czasu. Najbardziej przykro jest piszącemu te słowa. Absit dicto invidia

Andrzej Rachuba 

(Warszawa)