background image

 

 

Laura Wright 

 

Małżeństwo na rok 

 

Skandale w wyższych sferach 02  

 

Tytuł oryginału: Front Page Engagement 

 

 

 

 

 

 

background image

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Trent  Tanford  zmiął  w  dłoniach  kartkę  papieru  i  wrzucił  ją  do  kosza 

stojącego tuż obok jego biurka. Śmieszne! Przeciągnął się i usiadł wygodnie w 

skórzanym  fotelu.  Nie  czuł  już  ani  złości,  ani palącego  przygnębienia.  Chciał 

jedynie  znowu  wrócić  do  pracy  i  na  razie  tylko  to  się  liczyło.  Miał  już 

serdecznie dosyć wysłuchiwania narzekań ojca. 

Pragnął diametralnie zmienić swoje życie. Wreszcie, w wieku trzydziestu 

jeden  lat,  zdołał  zrozumieć,  na  czym  tak  naprawdę  mu  zależy,  zarówno  w 

życiu prywatnym, jak i w pracy. Już kilka lat pracował w mediach; jego rodzi-

na  zgromadziła  pokaźny  pakiet  gazet  i  czasopism  wydawanych  regularnie  od 

długiego czasu. 

Na  jego  biurko  wpełzł  pierwszy  promień  słońca.  Podniósł  oczy  i  przez 

przeszklony sufit spojrzał w niebo. Rodził się kolejny sierpniowy upalny dzień. 

Nie tracąc czasu, przysunął bliżej siebie kilka kontraktów i wziął do ręki 

pióro. Czas wziąć się do pracy. 

– Dzień dobry, panie Tanford. 

Trent  uniósł  głowę.  W  drzwiach  stała  jedna  z  nowo  zatrudnionych 

pracownic.  W  zeszłym  roku  dopiero  co  skończyła  studia  w  Nowym  Jorku,  a 

już z zapałem pięła się po szczeblach kariery. 

– Wpół do siódmej. Doceniam pani pilność. 

– Dziękuję – uśmiechnęła się, odrzuciła burzę rudych włosów na plecy i 

wyszła z gabinetu. 

Trent znowu zagłębił się w dokumentach, choć jego myśli błądziły wokół 

nowej  pracownicy.  Była  bardzo  ładna  i  pewnie  w  innych  okolicznościach 

chętnie by się z nią umówił. W pracy obowiązywały jednak inne zasady. Poza 

tym  była  dla  niego  zbyt  młoda...  Choć  musiał  przyznać,  że  ten  jej  rdzawy 

background image

 

odcień włosów bardzo go pociągał. Poprzedniego wieczoru umówił się właśnie 

z jedną rudą. Może nie była tak mądra jak ta kobieta, która dopiero co zniknęła 

mu  z  oczu,  ale  na  pewno  równie  ładna.  Parsknął  śmiechem  na  wspomnienie 

poważnej  miny  dziewczyny,  która  z  żarem  w  głosie  zapewniała,  że  Mirt 

Romney,  polityk  z  ramienia  Partii  Republikańskiej,  jest  tak  naprawdę 

zawodowym graczem w bejsbol. Och, uwielbiał kobiety! Uwielbiał sposób, w 

jaki  się  śmiały,  chodziły,  pachniały.  Każda  jest inna, ale  wszystkie  wierzą,  że 

go  w  sobie  rozkochają  i  usidlą.  Trent  od  lat  trzymał  się  pewnej  zasady: 

umawiał  się  z  jedną kobietą  tylko  przez  cztery  tygodnie,  a  następnie  zrywał  i 

usuwał się, by wpaść w ramiona innej. 

Wciąż  nie  mógł  się  nadziwić  naiwności  kobiet.  Niby  wykształcone, 

mądre,  a  jak  zwietrzą  dobrą partię, tracą  głowę  i  zdrowy  rozsądek.  Nigdy  nie 

zwiąże się na dłużej. Takie życie, jakie prowadzi, jest niezmiernie ekscytujące i 

atrakcyjne. Czego chcieć więcej? 

Nie  uważał  się  za  nieczułego  drania.  Każdą  swoją  kolejną  dziewczynę 

ostrzegał,  że  ich  związek  nie  potrwa  długo.  Miesiąc  to  idealny  okres,  aby  się 

lepiej poznać, ale za bardzo nie przyzwyczaić. Nie miał zamiaru nikogo ranić. I 

nie  miało  to  związku  z  urodą  czy  inteligencją  tych  kobiet.  Po  prostu  tak 

postępował.  Nie  wiedział,  jak nazwać  to  zjawisko.  Zasada?  Pewna  umowa na 

czas określony? Chciał wyciągać z życia wszystko co najlepsze. 

Nie marzył o kobietach. Dążył tylko do jednego: gdy jego ojciec odejdzie 

na emeryturę, chciał zasiąść na stanowisku prezesa spółki rodzinnej AMS. 

Niestety,  ku  jego  utrapieniu,  ojciec  był  bardzo  trudnym  człowiekiem  o 

mocno  kontrowersyjnych  poglądach  na  życie.  Uważał,  że  żona  i  dzieci 

sprawią,  że  jego  syn  będzie  silniejszy  i  będzie  wiódł  bardziej  ustabilizowane, 

bezpieczne  życie.  James  Tanford  był  pewien,  że  tylko  odpowiedzialność  za 

rodzinę  jest  w  stanie  sprostać  takiemu  zadaniu,  jakim  jest  prowadzenie 

RS

background image

 

potężnej medialnej machiny. Wychowany w latach pięćdziesiątych wierzył, że 

żona będzie strażniczką domowego ogniska, a mąż będzie się mógł zająć tylko 

swoją pozycją zawodową. 

Trent nie miał zamiaru zakładać rodziny. Z biegiem lat James z pewnym 

smutkiem  obserwował  krótkotrwałe  związki  syna,  wciąż  mając  nadzieję  na 

ułożoną, odpowiedzialną synową, o czym regularnie Trentowi przypominał  w 

bardzo oryginalny sposób – z iście zegarmistrzowską precyzją naklejał synowi 

karteczki  na  monitorze  komputera  informujące,  że  dopóki  nie  będzie  miał 

własnej rodziny, nie zasiądzie na fotelu prezesa AMS. 

Trent jeszcze raz rzucił okiem na zmiętą przed kilkoma minutami kartkę. 

Wciąż miał nadzieję, że ojciec zapomni o swoich groźbach. Niestety, na razie 

nic  tego  nie  zapowiadało.  Coraz  częściej  też  widywał  na  okładkach  tanich 

gazet  swoją  twarz  okraszoną  dramatycznymi  pytaniami,  kiedy  się  wreszcie 

ożeni.  Może  to  śmieszne,  ale  czuł  się  osaczony.  Wszechobecna  presja  na 

zakładanie  rodziny  coraz  bardziej  go  denerwowała.  Im  bardziej  uciekał  od 

ożenku,  tym  bardziej  wizja  milionów  dolarów  ojca  się  oddalała.  Cóż  robić, 

trzeba się ożenić! 

Westchnął  ciężko  i  jeszcze  raz  się  nachylił  nad  koszem.  Z  samego  dna 

wyciągnął  list.  Szantaż  z  wydrukowanym  numerem  konta  w  banku  na 

Kajmanach.  Same  kłopoty.  Kolejny  raz  przebiegł  wzrokiem  po  anonimie i  po 

chwili z powrotem wrzucił go do kosza. 

Nowojorskie  knajpki  i  restauracje  w  niedzielne  przedpołudnie  tętniły 

życiem.  Były  idealnym  miejscem  na  relaks  dla  tysięcy  mieszkańców 

Manhattanu,  którzy  tutaj  spędzali  ostatnie  chwile  wolności  przed 

poniedziałkowym powrotem do biurowców i dzwoniących ciągle telefonów. 

Carrie Gray z okna apartamentu obserwowała ulicę szczelnie wypełnioną 

ludźmi.  Zwykle  jadała  na  lunch  coś  słodkiego  lub  bagietkę  z  dodatkami. 

RS

background image

 

Dzisiejszego  dnia  zupełnie  nie  miała  czasu  na  samodzielne  przygotowanie 

posiłku.  Dobrze,  że  zdołała  zebrać  swoje  długie,  brązowe  włosy  w  wysoko 

zawiązany  koński  ogon.  Całkowicie  zapomniała  o  włożeniu  soczewek 

kontaktowych.  Mrugała  teraz  zawzięcie,  starając  się  pozbyć  mgły  przed 

oczami. 

Prawie  całą  noc  opracowywała  logo  firmy,  które  miała  złożyć  na 

konkurs.  Wciąż  śledziła  wszystkie  rekrutacje  na  wakaty  w  studiach  grafiki 

komputerowej. 

Wczesnym rankiem obudziła ją kolejna dziewczyna chcąca się załapać do 

„zastępu Trenta". 

Trent  Tanford  był  wysokim,  ciemnowłosym,  bardzo  przystojnym 

mężczyzną,  olśniewającym  kobiety  niebieskim  blaskiem  swoich  oczu.  Był  jej 

sąsiadem. Co rusz dobijały się do niego jakieś kobiety. To właśnie one tworzy-

ły  ów  „zastęp".  Carrie  wymyśliła  tę  żartobliwą  nazwę,  a  jej  dwie  bliskie 

koleżanki, Amanda Crawford i Julia Prentice, podchwyciły ten pomysł. Carrie 

miała już szczerze dosyć irytującego sąsiada. 

Sam fakt zapraszania przez niego gości zupełnie jej nie interesował. Mógł 

przecież  gościć,  kogo  tylko  chciał,  ale  niektóre  z  jego  przyjaciółek  miały 

problem  z  przyswajaniem  prostych  informacji.  Nie  mogły  zrozumieć,  że 

apartamenty  12B  i  12C  to  nie  to  samo.  Carrie  była  notorycznie  budzona  o 

najróżniejszych porach nocy i musiała wyjaśniać, że Trent tu nie mieszka. 

–  Przepraszamy  za  spóźnienie!  –  zgodnie  krzyknęły  dwie  śliczne 

blondynki,  wbiegając  do  pokoju  i  zasiadając  do  okrągłego,  przeszklonego 

stolika. 

–  To  ja  was  przepraszam,  ale  zupełnie  zapomniałam  o  poczęstunku...  – 

wyjąkała  zaskoczona  Carrie.  Wyleciało  jej  z  głowy,  że  zaprosiła  przyjaciółki 

na lunch. 

RS

background image

 

–  Nie  przejmuj  się.  Przyniosłyśmy  pączki  –  zawołała  ze  śmiechem 

Amanda. 

– Moje dziecko zamawia te z lukrem – dodała Julia, czule głaszcząc się 

po  zaokrąglonym  brzuchu.  Zanim,  całkiem  niedawno,  przeprowadziła  się  do 

męża, Maksa Rollanda, mieszkała razem z Amandą. 

Carrie patrzyła na przyjaciółki. Wyglądały niemal identycznie, obie były 

wysokimi atrakcyjnymi blondynkami, pochodziły z wysokich sfer i skończyły 

prestiżowe kierunki na uniwersytecie. No i zawsze wyglądały niemal idealnie. 

Carrie  wolała  nie  myśleć  o  swoim  niedbałym  kucyku  na  czubku  głowy. 

Zdawała  sobie  sprawę,  że  odstaje  wyglądem  od  przyjaciółek.  Brązowe  włosy 

za  nic  nie  chciały  się  układać  w  idealne  pukle,  zielone  oczy  nie  patrzyły  tak 

uwodzicielsko, a na jej dużym biuście opinały się wszystkie bluzki. Do swoich 

pełnych  bioder  Carrie  też  miała  zastrzeżenia,  ale  mimo  to  dobrze  się  czuła  w 

swoim  ciele.  Kochała  długie  sukienki,  wręcz  nienawidziła  tych  wszystkich 

kostiumów, spódniczek przed kolano i żakietów. Uważała się za ładną, ale nie 

miała  śmiałości  porównywać  się  do  pięknych  przyjaciółek.  Ani  Julia,  ani 

Amanda  nie  zwracały  uwagi  na  odmienny  styl  Carrie  i  jej  oryginalny  sposób 

bycia. Były przyjaciółkami i tylko to się liczyło. 

–  Miałam  zrobić  tartę  z  kurczakiem  i  sałatkę  z  rokietty...  –  westchnęła, 

wciąż lekko zawstydzona. – Naprawdę kompletnie wypadło mi to z głowy. Te 

noce mnie wykończą. 

–  Carrie,  przestań  już  o  tym  mówić.  Miałaś  ciężką  noc?  Randka?  – 

spytała Amanda, patrząc z uwagą. 

–  Ja?  Randka?  –  powtórzyła  ze  śmiechem  Carrie,  jakby  było  to 

najdziwniejsze  słowo,  jakie  kiedykolwiek  słyszała.  Już  nie  pamiętała,  kiedy 

ostatni  raz  się  z  kimś  spotkała.  Niedługo  minie  rok  od  czasu,  gdy  lekarze 

postawili diagnozę mamie... 

RS

background image

 

– Pozwól, że zgadnę... Ktoś zapukał do twoich drzwi o jakiejś nieludzkiej 

porze? – spytała Julia, zerkając znad parującej filiżanki. 

– Przecież nie była na randce – zauważyła trzeźwo  Amanda, grzebiąc w 

pudle z ciastkami. 

–  Nie  mówię  o  mężczyźnie,  tylko  o  jakiejś  zabłąkanej  dziewoi, 

nieumiejącej poprawnie odczytać numeru mieszkania. 

– Och, nie. Znowu najazd którejś z członkiń „zastępu Trenta"? – spytała 

Amanda. 

Carrie bez słowa pokiwała głową i rzuciła się na kanapę. 

– Blondynka? 

– Tym razem ruda. 

– Przynajmniej koleś nie faworyzuje żadnego koloru włosów – parsknęła 

śmiechem Amanda. 

–  Carrie,  to  zakrawa  na  paranoję  –  powiedziała  Julia  poważnie.  – 

Powinnaś iść wyjaśnić z nim tę sytuację. 

– Wiem – wyjąkała Carrie. Naprawdę miała taki zamiar, ale zawsze coś 

jej stawało na drodze. 

–  Albo  chociaż  nakleić  na drzwiach kartkę  z  informacją,  że  on  tutaj  nie 

mieszka – wtrąciła Amanda. 

–  Mówiłaś,  że  jeśli  choć  raz  znowu  cię  któraś  obudzi,  to  pójdziesz  – 

bezlitośnie przypomniała Julia. 

– Wiem, wiem – powiedziała cicho Carrie. Wstydziła się swojego braku 

zdecydowania  w  tej  kwestii.  –  Powinnam  z  nim  już  wcześniej  porozmawiać, 

ale  ten  facet...  Trent  Tanford...  jest  zbyt  przystojny.  Czuję  się  jak  w  liceum, 

gdy  na  niego  patrzę.  Ten  sam  typ  zakochanego  w  sobie  sportowca, 

opędzającego  się  od  tabunów  dziewczyn.  Ja  też  się  kiedyś  kochałam  w  takim 

chłopaku. 

RS

background image

 

–  Trent  przypomina  ci  chłopaka,  w  którym  się  kochałaś  sto  lat  temu?  – 

spytała sceptycznie Julia, unosząc wysoko brwi. 

– Nie... Chodzi mi tylko o to, że będę się głupio czuła, mówiąc mu o tym. 

–  Carrie,  masz  do  przejścia  tylko  korytarz.  Wystarczy  zapukać, 

powiedzieć,  że  nie  życzysz  sobie  nocnych  wizyt  jego  panienek,  i  wrócić  do 

domu. 

– Tak, Julio, wiem. 

–  Ja  też  się  kochałam  w  takim  chłopaku...  –  stwierdziła  rozmarzona 

Amanda,  uśmiechając  się  do  siebie.  Zupełnie  nie  słuchała  rozmowy 

przyjaciółek. – Nie był sportowcem, ale fanem motoryzacji. Do tej pory zapach 

oleju działa na mnie niesamowicie podniecająco. 

Carrie  i  Julia  z  dziwnymi  wyrazami  twarzy  obserwowały  przez  chwilę 

Amandę, a następnie wybuchły śmiechem. 

– Ten mój nigdy mnie nie zauważał... Pomijając chwile, gdy wyśmiewał 

się z mojego trądziku – zawołała Carrie, ocierając łzy śmiechu. 

–  Skarbie,  tacy  szkolni  podrywacze  kończą  w  budkach  z  hamburgerami 

przy autostradzie. 

– Właściwie to ciągle zajmuje się futbolem. Mieszka w Indianapolis. 

– Więc na pewno jest brzydki – wykrztusiła Julia. 

–  Nie  sądzę  –  rzuciła  z  przekąsem  Carrie.  –  Tacy  faceci  jak  on  i  Trent 

nigdy nie słyszą odmowy od kobiety. Nie rozumiem. Co jest w nich takiego, że 

kobiety tracą głowę? Aroganckie bubki, którym zależy tylko na dobrym seksie. 

–  Pomyślmy...  Trent  jest  wysoki,  przystojny  i  nieprzyzwoicie  bogaty. 

Masz rację, co te babki w nim widzą? – ironizowała Julia. 

– Ideał dla niemal każdej kobiety – zakończyła Amanda. 

– Pytam poważnie. 

RS

background image

 

–  A  my  poważnie  odpowiadamy  –  skwitowała  Julia,  wzruszając 

ramionami. – Dla niektórych kobiet wygląd i pieniądze są najważniejsze. 

Sącząc  kawę,  Carrie  rozważała  słowa  przyjaciółek  i  z  każdą  chwilą 

utwierdzała  się  w  przekonaniu,  że  jest  zbyt  naiwna.  Teoretycznie  rozumiała 

realia  dzisiejszego  świata,  ale  sama  przed  sobą  nie  umiała  zrozumieć  praw, 

którymi  rządzą  się  związki  damsko–męskie.  Może  wygląd  i  pieniądze  się 

liczyły,  ale  przecież  nie  były  najważniejsze.  Carrie  wiedziała,  że  to  tylko 

złudzenia  szczęśliwego  życia.  Czy  pieniądze  przytulą  w  potrzebie,  powiedzą 

miłe  słowo  wieczorem  po  ciężkim  dniu  pracy?  Na  pewno  też  nie  zastąpią 

wspomnień w drugim stadium alzheimera. 

Carrie  mocno  zacisnęła  usta.  Nie  miała  zamiaru  poruszać  w  rozmowie 

tych  bolesnych  stron  swojego  życia.  Zamiast  tego  poszła  do  kuchni 

przygotować więcej kawy. 

Godzinę później Carrie pożegnała przyjaciółki. Serdecznie się uściskały, 

przyrzekając  sobie  wkrótce  ponownie  się  spotkać,  może  nawet  w  kolejnym 

tygodniu. Carrie już zamykała drzwi, gdy Julia nagle włożyła głowę w szparę. 

–  Twoja  gazeta.  –  Podała  jej  „New  York  Post".  Carrie  mechanicznie 

wzięła czasopismo. 

–  To  nie  moja.  Ja  prenumeruję  „Timesa".  –  Spojrzała  na  karteczkę  z 

nazwiskiem, przyklejoną nad tytułem. 

– Czyżby to dla pana Tanforda? 

–  Niewiarygodne.  –  Carrie  potrząsnęła  głową.  –  Nie  dość,  że  muszę 

znosić wesołe panienki na rauszu, to jeszcze do tego błądzącego listonosza. 

– Chyba teraz już naprawdę nie masz wyboru – stwierdziła Amanda. 

– Musisz to załatwić – dokończyła Julia. 

Carrie pokiwała głową, patrząc, jak przyjaciółki wchodzą do windy. 

RS

background image

 

Trent  dopiero  co  zrzucił  buty  i  wyjął  z  uszu  słuchawki  swojego  iPoda, 

gdy usłyszał ciche pukanie do drzwi. 

– Chwileczkę – krzyknął, wyciszając muzykę. 

Gdy otworzył drzwi, zobaczył niską, drobną kobietę. 

Wyglądała  na  dwadzieścia  kilka  lat.  Miała  na  sobie  długą,  zwiewną 

sukienkę  w  jakieś  hippisowskie  wzory,  a  na  nosie  wielkie  okulary  w 

szylkretowej  oprawie.  Brązowe  włosy  zebrała  w  koński  ogon.  Trent  okiem 

znawcy zauważył, że miała bardzo przyjemne krągłości. 

– Cześć – pozdrowił ją przyjaźnie. Kilkakrotnie widział ją w budynku. 

– Witam – odpowiedziała, patrząc na niego bez cienia życzliwości. 

– Chyba się znamy z widzenia, prawda? – zagaił. 

– Proszę – powiedziała zimno, podając mu gazetę. 

– To moje?  

– Tak. 

Trent patrzył w nią jak urzeczony. Widywał o wiele piękniejsze kobiety, 

ale w tej było coś interesującego. Sposób, w jaki poruszała ustami, przyprawiał 

go o dreszcze. Wciąż nie rozumiał, po co do niego przyszła. Skądś ją znał, ale 

nie potrafił sobie dokładnie przypomnieć skąd. 

– Pani jest roznosicielką gazet? – zapytał, odbierając gazetę. 

–Nie. 

–  To  dobrze.  –  Uśmiechnął  się.  –  Bo  jest  już  druga  po  południu  i 

musiałbym panią zwolnić za niepunktualność. 

– To niezbyt miłe z pańskiej strony. 

– Cóż, wygląda na to, że nie jestem miły. 

– Dobrze wiedzieć. 

– Mieszka pani w tym budynku? 

RS

background image

 

10 

Starała  się  uśmiechnąć,  ale  tylko  dziwny  grymas  wykrzywił  jej  twarz. 

Zamknęła oczy i kilka razy głęboko odetchnęła, starając się uspokoić. 

– Tak, na tym samym piętrze – wydusiła w końcu. 

– To świetnie, bardzo mi miło. Dlaczego moja gazeta trafiła do pani? 

– Podejrzewam, że przez pomyłkę. Jak zawsze. 

 Mocno  zaciskała  usta.  Wyglądało,  że  boi  się  powiedzieć  coś  więcej, 

choć ma na to wielką ochotę. 

– Jak zawsze? – powtórzył, nie doczekawszy się rozwinięcia tej kwestii. 

–  Gazeta  to  nie  jedyna  rzecz,  która  nie  może  do  pana  trafić...  panie 

Tanford. 

Mało  która  kobieta  rozmawiała  z  nim  tak  oficjalnie.  Pracownice  biura 

zawsze wymawiały jego nazwisko z szacunkiem, a ta jakby z odrazą i wyraźną 

niechęcią.  Przez  chwilę  zastanawiał  się  gorączkowo,  czym  jej  zawinił.  Nagle 

wszystkie elementy tajemniczej układanki idealnie ułożyły się w jego umyśle. 

Te rzeczy, które nie mogą do niego trafić, to... jego przyjaciółki. Założył  ręce 

na piersi i spytał retorycznie: 

– Pani mieszka pod dwanaście B? 

– Jak widać – burknęła, wpatrując się w niego zmrużonymi oczami. 

–  Więc  pani  i  Sebastian  Stone...  –  zaczął  zaciekawiony.  W  końcu  był 

mężczyzną, a ta kobieta była całkiem atrakcyjna. 

– Opiekuję się tylko jego apartamentem. 

Jej  zielone  oczy  ciskały  błyskawice.  Trent  musiał  przyznać,  że  była 

interesująca.  Spotykając  się  z  kobietami,  widział  w  ich  wzroku  raczej  żar 

pożądania, a nie jawną niechęć. 

Nie  była  w  jego  typie,  ale  chciałby  się  z  nią  spotkać  na  nieco  innym 

gruncie. 

RS

background image

 

11 

–  Dziękuję  za  gazetę  i... przepraszam  za  te  wszystkie  nocne  wizyty.  Już 

wcześniej powinienem się domyślić i przyjść panią przeprosić. 

– Powinien pan. 

– Naprawdę byłem bardzo zajęty i... 

– Jak niemal każdy w tym mieście, panie Tanford. 

– Tak, ma pani rację. Jeszcze raz przepraszam. Dołożę wszelkich starań, 

aby  moi  goście  trafiali  prosto  do  mnie,  nie  budząc  przy  tym  sąsiadów.  Jeśli 

ktoś znowu do pani zajrzy, proszę przyjść i skopać mi... 

– To nie jest zabawne – zauważyła cicho. 

– Oczywiście, że nie. 

– Pan sobie stroi ze mnie żarty. 

–  Zapewniam,  że  budzenie  pani  w  środku  nocy  przez  moich  gości  nie 

zaliczam  do  kategorii  żartu  –  powiedział  poważnie,  bezwiednie  prostując 

plecy. 

– Świetnie. 

– No, chyba że jest ważny powód. 

Trent  z  lekkim  rozbawieniem  obserwował  jej  nerwową  reakcję. 

Wyglądała, jakby miała ochotę go uderzyć. 

– Mam nadzieję, że jeszcze dzisiaj się pan tym zajmie. 

–  Muszę  panią  rozczarować,  ale  dzisiaj  nie  mam  randki  –  stwierdził  ze 

spokojem w głosie. 

– Może rozda pan swoim przyjaciółkom jakąś mapę, żeby mieć pewność, 

że  na  pewno  trafią.  –  Zawiesiła  na chwilę  głos,  ale  zaraz  złośliwie  dodała:  – 

Choć to i tak pewnie na nic się nie zda. Nie wyglądają na osoby, które potrafią 

rozróżniać kierunki. 

Teraz wiedział już na pewno. Podobała mu się. 

– Czyżby? – zapytał z miłym uśmiechem. 

RS

background image

 

12 

– Byłam zmuszona rozmawiać z jedną z nich. 

–  Cóż  mogę  powiedzieć?  Mądre  dziewczyny  nie  zadają  się  z  takimi 

facetami jak ja. 

– Tak, jasne – mruknęła, wpatrując się w czubki swoich butów. 

– Przepraszam, nie dosłyszałem. – Doskonale zrozumiał, co powiedziała, 

ale widok jej ruszających się warg działał na niego podniecająco. 

– Nic nie mówiłam. Przepraszam, muszę już iść.  

Skinęła głową i odeszła korytarzem. 

– Jeszcze raz dziękuję – krzyknął za nią. 

– Proszę się nie spodziewać, że powiem „proszę bardzo". 

– Chwileczkę, niech pani poczeka! 

– Tak? – spytała, odwracając się. 

– Czy mam do pani mówić Dwanaście B? 

Tym razem naprawdę się uśmiechnęła. I musiał przyznać, że ślicznie. 

– Jeśli chce pan, żebym zareagowała, to nie. 

– Jak ma pani na imię? – spytał z uśmiechem. 

– Nazywam się Carrie Gray. 

– Jesteś bardzo mądra, Carrie Gray. 

– Dziękuję. 

Obserwował,  jak  odchodzi.  Nie  umiał  jej  rozgryźć.  Z  jednej  strony  była 

dzielną  kobietą,  walczącą  o  swoją  niezależność,  ale  z  drugiej...  jej  niewinny 

uśmiech  przypominał  mu  twarz  szczęśliwego  dziecka.  Była  bardzo  ładna  i 

seksowna  w  ten  dziewczęcy,  skromny  sposób.  Nie  epatowała  kobiecością  i 

seksapilem.  Była  po  prostu  sobą,  zwykłą  dziewczyną  z  sąsiedztwa.  Z  żalem 

zauważył,  że  była  dla  niego  zbyt  mądra.  To  nie  tak,  że  nie  lubił  mądrych 

kobiet.  Chciał  się  zająć  tylko  pracą,  więc  w  tym  momencie  życia  preferował 

RS

background image

 

13 

głośne,  niezbyt  rozgarnięte  towarzystwo.  Miesiąc  związku  i  ucieczka  w  inne 

ramiona. 

Wrócił  do  swojego  apartamentu,  rozsiadł  się  wygodnie  na  kanapie,  a na 

kolanach rozłożył gazetę, którą dopiero co dostarczyła mu urocza sąsiadeczka. 

Rzucił okiem na aktualności, a potem na sport. Już miał rzucić zmięty papier w 

kąt, gdy zauważył... siebie. 

– Cholera! – wymamrotał. 

Pół  strony  poświęconej  rozrywce  zajmowała  fotografia  przedstawiająca 

jego  z  Marie  Endicott,  kobietą,  z  którą  się  spotkał  kilka  razy.  Miesiąc  temu 

skoczyła z dachu budynku, w którym oboje mieszkali. „Czy samobójczyni tuż 

przed śmiercią uprawiała seks z playboyem z AMS?" 

Trentowi zrobiło się gorąco. Szybko podszedł do biurka i połączył się ze 

swoją  skrzynką  mejlową.  Tak  jak  podejrzewał,  wypchana  była  listami 

dziennikarzy proszących o komentarze i wywiady. 

– Cholera – powtórzył. 

Dziesięć  minut  później  zadzwonił  telefon.  Oficer  policji  zaprosił  go  na 

innego rodzaju wywiad... Na przesłuchanie na najbliższy posterunek. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

14 

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Gdy  Trent  skończył  czternaście  lat,  całkowicie  zmienił  swoje  życie.  Ze 

szkolnego prymusa stał się chuliganem. Jego wiecznie nieobecni, zapracowani 

rodzice przestali się liczyć i nawet ukochana nadopiekuńcza niania nie umiała 

na  niego  wpłynąć.  Przez  blisko  trzy  lata  włóczył  się  nocami  po  mieście  z 

chłopakami  o  wątpliwej  reputacji,  wszem  i  wobec  ogłaszając  swój  brak 

przywiązania do dóbr materialnych, niszcząc stojące przy ulicach samochody i 

skrzynki  na  listy.  Niedługo  później  znalazł  się  na  posterunku  policji.  James 

Tanford,  wezwany  w  sprawie  rozbojów  syna,  był  jednocześnie  załamany  i 

wściekły.  Trent  doskonale  pamiętał  wykład  o  odpowiedzialności  i  zdrowym 

rozsądku, którego wysłuchał od ojca. Nigdy w życiu się tak nie wstydził. 

Tamte lata minęły bezpowrotnie. Kiedy Trent wszedł na posterunek, czuł 

się  pewny  siebie,  nie  miał  absolutnie  nic  do  ukrycia.  Niemniej  jednak 

towarzyszył mu adwokat. 

– Dziękujemy za tak szybkie przybycie, panie Tanford. 

– Nie ma sprawy. 

Nikt nie chce spędzać niedzielnego popołudnia na policji, ale Trent czuł, 

że to jego obowiązek. Naprawdę lubił Marie Endicott. Nie było między  nimi 

żadnego uczucia, ale była miłą dziewczyną i był pewien, że gdyby tylko mógł 

jej pomóc, zrobiłby to bez wahania. 

Zaproszono  go  do  pokoju  przesłuchań,  gdzie  usiadł  razem  ze  swoim 

prawnikiem  Evanem  Wallace'em  przy  kwadratowym,  skromnym  stoliku.  W 

oczy świeciła im lampa, w blasku której ściany wyglądały upiornie. 

Detektyw  Arnold  McGray  zajął  miejsce  naprzeciwko.  Był  to  chudy 

mężczyzna  z  wyblakłymi  zielonymi  oczami.  Trent  od  razu  wiedział,  że 

detektyw patrzy na niego z niechęcią i nie uwierzy w żadne jego słowo. 

RS

background image

 

15 

–  Czy  to  pan  wysłał  to  zdjęcie?  –  zapytał,  pokazując  na  gazetę,  którą 

Trent czytał wcześniej. 

–Nie. 

– Spotykał się pan z Marie Endicott? 

 –Tak. 

– Jak długo? 

– Kilka razy. 

– Proszę odpowiadać dokładnie. 

– Dwa – powiedział Trent po chwili zastanowienia. 

– Kiedy skończył się państwa związek? 

– Nigdy się nawet nie zaczął. 

– Dlaczego? Nie była panem zainteresowana? 

– Wzajemnie nie byliśmy sobą zainteresowani. 

–  Więc  pana  odrzuciła?  Taki  podrywacz  musiał  się  nieźle  wkurzyć  – 

ironizował detektyw. 

–  Te  insynuacje  są  śmieszne!  Pan  Tanford  spotkał  się  ze  zmarłą  tylko 

dwa razy – wtrącił Wallace. 

–  Spokojnie,  Wallace  –  ukrócił  go  Trent.  –  Pozwólmy  pracować  panu 

McGrayowi. 

–  Jest  pan  przyzwyczajony  do  spotykania  się  z  kobietami,  które  tylko 

marzą  o  związku  z  panem,  panie  Tanford  –  stwierdził  detektyw,  badawczo 

wpatrując się w Trenta. 

– To pytanie czy stwierdzenie? 

– Tacy jak pan niezbyt dobrze przyjmują porażki. 

–  Powtarzam,  że  nie  mieliśmy  ze  sobą  nic  wspólnego.  Żadne  z  nas  nie 

było emocjonalnie zaangażowane w tę znajomość – zaakcentował Trent. 

– Skąd ta pewność? 

RS

background image

 

16 

–  Rozmawialiśmy  o  tym  podczas  naszej  drugiej,  a  zarazem  ostatniej 

randki.  Marie  powiedziała,  że  chciałaby  się  związać  z  jakimś  normalnym 

facetem, a nie z karierowiczem. 

Detektyw zadał jeszcze kilkanaście pytań, dociekliwie pytając o miejsce 

tych dwóch spotkań, poruszane tematy i stosunki ich łączące. Co rusz Wallace 

przerywał  rozmowę,  akcentując,  że  jego  klient  nie  jest  podejrzany  i  nie  po-

winien być tak traktowany. 

W  końcu  detektyw  się  poddał.  Wiedział,  że  nie  usłyszy  takich 

odpowiedzi, na jakie liczył. Znudzonym głosem zapytał o sprawę, która w tym 

momencie najbardziej Trenta interesowała. 

– Dostaje pan jakieś pogróżki? 

 –Tak. 

– Słucham? Nic nie mówiłeś... – wyjąkał zszokowany Wallace. Od kilku 

minut zawzięcie pisał coś na swoim laptopie. 

– Dostałem list. 

– Proszę jaśniej – powiedział znudzony detektyw. 

– Kilka dni temu dostałem list. Jakiś człowiek chce, abym przelał na jego 

konto milion dolarów. Jeśli tego nie zrobię, ogłosi jakiś mój wstydliwy sekret z 

młodości. 

– Jak pan myśli, co to może być? 

Wallace rzucił Trentowi krótkie, ostrzegawcze spojrzenie. Nie chciał, aby 

jego klient powiedział coś; co może mu później zaszkodzić. 

Trent bezbłędnie odczytał przerażoną minę adwokata, ale nie miał nic do 

ukrycia. 

–  Nie  mam pojęcia.  Myślałem,  że  to  głupi  żart,  i  wyrzuciłem  ten  list do 

kosza. 

– A co teraz pan o tym myśli? 

RS

background image

 

17 

–  Myślę,  że  ktoś  chce,  żebym  był  zamieszany  w  sprawę,  którą 

prowadzicie. 

Detektyw wstał zza stołu, przeprosił ich i wyszedł z pokoju. Wallace już 

chciał  coś  powiedzieć,  ale  rozmyślił  się  i  zamknął  usta.  Wciąż  nie  był 

zadowolony z tej nagłej szczerości Trenta. 

Nagle  zadźwięczała  komórka.  Trent  nie  miał  zamiaru  odbierać,  ale  gdy 

tylko zobaczył, kto dzwoni, potulnie podniósł słuchawkę do ucha. 

– Trent, w co ty się znowu wpakowałeś? 

No tak, ojciec już o wszystkim wiedział. Trent odwrócił się do adwokata, 

który  właśnie  chował  komputer  do  czarnej,  skórzanej  torby.  Musi  w  końcu 

zatrudnić  własnego  adwokata.  Wallace  pracował  przede  wszystkim dla  firmy, 

więc jego bezpośrednim przełożonym był James Tanford. 

– Witaj, James – powiedział. Nie używał słowa „ojciec" od piętnastu lat. 

Nigdy też nie nazwał go „tatą". 

–  Dlaczego  do  mnie  nie  zadzwoniłeś?  Chyba  przysługuje  ci  prawo  do 

telefonu! 

–  Przede  wszystkim  nie  jestem  aresztowany  ani  nawet  o  nic  oskarżony. 

Zaproszono mnie tylko na przesłuchanie. 

– Chodzi o tę kobietę, z którą się widywałeś, tak? 

–  Chodzi  o  kobietę,  z  którą  widziałem  się  tylko  dwa  razy  –  sprostował 

Trent. 

–  Przypominam,  że  ta  kobieta  niedawno  zmarła  w  niewyjaśnionych 

okolicznościach. A teraz wasze wspólne zdjęcie jest w każdej gazecie. 

Trent  nie  miał  zamiaru  tłumaczyć,  że  to  zdjęcie  jest  wynikiem 

nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. 

– Po co tak naprawdę dzwonisz? – zapytał szorstko Trent. 

– Chcę zapytać, jak możesz być tak beztroski i nieodpowiedzialny. 

RS

background image

 

18 

– Spotkałem się dwa razy z kobietą, która popełniła samobójstwo. Gdzie 

tu widzisz beztroskę? 

–  Po  prostu  nie  mam  ochoty  słuchać  o  skandalach  wywołanych  przez 

członków naszej rodziny – odrzekł ostro zdenerwowany James. 

– Ja także – wymamrotał przez zaciśnięte zęby Trent. – Coś jeszcze? 

Próbował  zachować  spokój,  ale  było  to  trudne.  Mimo  że  spotkał  się  z 

Marie zaledwie dwa razy, jej śmierć bardzo nim wstrząsnęła. Zimny głos ojca 

działał mu na nerwy. 

– Zmień ton. Nie da się z tobą nawet normalnie rozmawiać, Trent. 

– W tym się zgadzamy. 

– Musisz podjąć decyzję. Masz dwadzieścia cztery godziny. 

Trent  miał  ochotę  odłożyć  słuchawkę  bez  słowa,  ale  resztką  siły  woli 

starał się uspokoić. Kiedy, do cholery, przyjdzie wreszcie ten detektyw?! 

– Ultimatum i szantaże nie działają na mnie. 

– Ten jeden raz podziałają. Twój wybór. Możesz mieć wszystko albo nic 

– zaakcentował James. 

Trent  wyprostował  się  gwałtownie.  Czyżby  przyszła  chwila,  której  się 

obawiał  już  od  kilku  lat?  Miał  serdecznie  dość  dzisiejszego  dnia.  Najpierw 

detektyw  sugeruje,  że  to  on  zepchnął  Marie,  a  teraz  ojciec  i  jego  dziwaczne 

pogróżki. No i jeszcze ten anonim. 

– Tylko jedna rzecz może uratować dobre imię naszej rodziny i reputację 

firmy. – Słowa starszego pana sączyły się powoli niczym trucizna rozlewająca 

się w krwi Trenta. 

– Co? Zwolnisz mnie? – zakpił Trent. 

– Nie. Musisz się ożenić. 

– Chyba żartujesz – prychnął. 

– Wyprawimy wam piękne, tradycyjne wesele. 

RS

background image

 

19 

– James, komu wyprawimy? – wysyczał Trent. – Mnie? Sam mam stanąć 

przed ołtarzem i sobie samemu przysięgać wierność i miłość? 

– To już twój problem. Chłopcze, nie pozwolę ci zniszczyć wszystkiego, 

na co pracowałem przez długie lata. Sytuacja nie może się nam wymknąć spod 

kontroli. Nasi klienci na pewno wiedzą już o twojej sprawie, a ja nie pozwolę 

im odejść. – Zawiesił na chwilę głos, ale zaraz dodał z mocą: – Jeśli zależy ci 

na  AMS  choć  w  połowie  tak,  jak  twierdzisz,  zrobisz  wszystko,  aby  nas 

ratować.  Przez  wiele  lat  robiłeś,  co  chciałeś,  ale  ten  czas  się  skończył. 

Zostaniesz  w  firmie  i  niedługo  zajmiesz  fotel  prezesa,  ale  do  końca  tygodnia 

masz się ożenić. 

– Zostanę prezesem, bo jestem cholernie dobry w tym, co robię. Dobrze o 

tym wiesz – krzyknął Trent. 

–  W  tym  momencie  nie  interesują  mnie  twoje  zasługi.  Cholera  jasna, 

Trent, naprawdę nic cię nie obchodzi dobre imię naszej rodziny?! 

– Na pewno chcesz usłyszeć odpowiedź? 

– Powiem krótko. Jutro ogłaszasz zaręczyny i dostajesz w ręce dokument 

zatwierdzający twój awans. 

Trenta opanowała furia. Gdyby teraz ojciec stanął przed nim, sam bałby 

się swoich reakcji. Przed oczami widział tylko mgłę  wściekłości. Miał ochotę 

rzucić telefonem o ścianę i wrzeszczeć do utraty tchu. 

–  Ach,  jeszcze  coś,  chłopcze.  Twoja  narzeczona  nie  może  być  w  typie 

kobiet,  z  którymi  się  do  tej  pory  spotykałeś.  Żadnych  silikonowych  piersi  i 

implantów  pośladków.  To  nie  materiał  na  żonę,  tylko  na  dobrą  zabawę.  Ta 

dziewczyna nie musi być zamożna, ma być za to mądra i mieć klasę. 

– Do widzenia, James. 

W  chwili,  gdy  wciskał  przycisk  kończący  rozmowę,  do  pokoju 

przesłuchań wszedł detektyw McGray. 

RS

background image

 

20 

– Nie wspominał pan o swojej burzliwej młodości –stwierdził detektyw z 

nieodgadnionym wyrazem twarzy. 

– Nie pytał pan o to. 

–  Przeszłość  pana  Tanforda  nie  należy  do  przedmiotu  śledztwa  – 

podkreślił Wallace. 

– Dobrze, co chce pan wiedzieć? – spytał zmęczonym głosem Trent. 

– Nie był pan grzecznym chłopcem, prawda? 

– Może i nie byłem grzecznym chłopcem, ale też nie byłem kryminalistą. 

Spoglądali  na  siebie  bez  słowa.  Trent  czuł,  że  detektyw  zastanawia  się 

nad  skończeniem  przesłuchania.  W  końcu  i  tak  niczego  nowego  się  nie 

dowiedział.  McGray  odchylił  się  na  swoim  krześle,  założył  ręce  za  głowę  i 

uśmiechnął się trochę złośliwie. 

– Nie tylko pan otrzymał taki list. 

– Nie? – powtórzył zdziwiony Trent. 

–  Nie.  Ktoś  jeszcze  w  budynku,  w  którym  pan  mieszka, dostał podobny 

anonim. 

– I pewnie nie powie mi pan kto. 

–  To  nieważne.  Ważne  jest,  aby  powiedział  mi  pan  wszystko  o 

okolicznościach dostarczenia tego listu... 

Dochodziła  już  piąta,  a  Carrie  stała  na  rogu  ulicy,  starając  się  złapać 

taksówkę.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  to  niepotrzebny  wydatek,  ale  było  jej 

zimno  i  bardzo  się  spieszyła.  Musiała  się  jak  najszybciej  dostać  do  mamy  i 

zwolnić  opiekunkę,  a  wcześniej  jeszcze  zapłacić  jej  za  nadgodziny.  Carrie 

obiecała  jej  dzisiaj  wolne  popołudnie  i  nie  wyobrażała  sobie,  żeby  mogła  nie 

dotrzymać obietnicy. 

Wreszcie  z  piskiem  opon  przed  chodnikiem  zatrzymał  się  samochód. 

Jednym  susem  wskoczyła  do  środka  i  podała  adres  mamy.  Sto  razy  prosiła 

RS

background image

 

21 

matkę,  aby  zamieszkała  z  nią  w  apartamencie  Sebastiana  Stone'a.  Niestety, 

mama  uwielbiała  swoją  kawalerkę  i  ani  myślała  ją  opuszczać.  Rachel  Gray 

zawsze  powtarzała,  że  umarłaby  z  dala  od  domu  i  swoich  rzeczy.  Carrie  nie 

zamierzała dalej drążyć tego tematu. 

Jedynym wyjściem było ułatwienie życia mamie tak bardzo, jak to tylko 

możliwe. 

Carrie otworzyła drzwi wejściowe swoim kluczem. Jak zwykle pierwszą 

rzeczą,  którą  zobaczyła,  były  artystyczne  malunki  na  ścianach  wykonane 

własnoręcznie  przez  mamę.  Sztuka  była  jednym  z  powodów,  dla  których 

dwadzieścia lat temu przeprowadziły się do Nowego Jorku. 

Przez  prawie  piętnaście  lat  Rachel  Gray  robiła  karierę  w  branży 

artystycznej.  Ale  gdy  przestała  malować,  pieniądze  się  skończyły.  Czasami 

ktoś kupił jakiś pojedynczy obraz, więc musiały bardzo ostrożnie obchodzić się 

z oszczędnościami. 

Carrie  przywitała  się  z  Wandą  gotującą  właśnie  kolację  dla  Rachel,  a 

potem weszła do sypialni. Wyglądała tak, jak pamiętała ją z dzieciństwa. Stare 

lampy,  ciemnobrązowe  antyki,  oprawione  w  ramki  zdjęcia,  półki  wypełnione 

książkami  i  parę  abstrakcyjnych  obrazów  na  ścianach,  niektóre  jej  autorstwa, 

inne  namalowane  przez  jej  przyjaciół.  Na  środku  pokoju  stało  wielkie, 

królewskie lustro z mosiężną ramą. 

Carrie  ostrożnie  usiadła  obok  matki  i  spojrzała  na  jej  drobne  dłonie 

splecione  na  kolanach.  Zawsze  była  szczupła,  ale  teraz  wyglądała  wręcz 

niezdrowo.  Długie  włosy  opadały  strąkami  wokół  pociągłej,  bladej  twarzy. 

Carrie zamknęła oczy. Kiedyś mama wyglądała zupełnie inaczej. Gdy wracała 

ze  szkoły,  już  na  klatce  schodowej  słyszała  dźwięki  Depeche  Mode,  a 

otwierając  drzwi,  widziała  mamę  w  pobrudzonym  farbą  ubraniu  malującą 

RS

background image

 

22 

obrazy.  Za  każdym  razem  gdy  przyjeżdżała  do  mieszkania  mamy, 

potrzebowała chwili, aby się przyzwyczaić do nowej rzeczywistości. 

– Wyglądasz jak moja córka – powiedziała cicho Rachel, wpatrując się w 

twarz Carrie. 

– Jestem twoją córką. 

– Jak masz na imię? 

– Carrie. 

– To tak jak ta mała dziewczynka z „Domku na prerii... 

– Tak. To właśnie po niej mam imię. 

– To miło – uśmiechnęła się Rachel. 

– Też tak myślę. 

– Chce mi się pić. 

– Coś ci przyniosę. Zaraz wracam. 

Carrie  wyszła  z  pokoju.  Zawsze,  gdy  patrzyła  na  mamę,  chciało  jej  się 

płakać. To niesprawiedliwe, że ta kobieta, tak pełna życia, była skazana na tak 

ciężki  los.  To  wszystko  było  bardzo  niesprawiedliwe!  Carrie  mocno  zagryzła 

wargi.  Gdy  pierwszy  raz  matka  jej  nie  poznała,  uciekła  do  łazienki  i  tam 

rozdzierająco szlochała przez prawie godzinę. Żadna córka nie powinna czegoś 

takiego doświadczać. 

Nie  wszystkie  wizyty  wyglądały  tak  przygnębiająco.  Czasami  Rachel 

poznawała córkę i można z nią było rozmawiać normalnie, jak za dawnych lat, 

–  Proszę.  –  Carrie  podała  matce  herbatę,  dbając  o  to,  aby  na  jej  ustach 

pojawił się życzliwy uśmiech. 

– Nie chcę tego. 

– Uwielbiasz mrożoną herbatę – powiedziała łagodnie Carry. 

– Naprawdę? – spytała matka z zafrasowanym wyrazem twarzy. 

RS

background image

 

23 

Gdy zobaczyła, że Carrie kiwa głową, ostrożnie wzięła szklankę w swoje 

blade ręce.  

– Kim jesteś? – spytała po kilku chwilach. 

– Jestem Carrie, twoja córka. 

–  Dobrze.  –  Rachel  wypiła  łyk  herbaty.  –  Poczytasz  mi?  Niektóre  dni 

były  okropne  i  to  był  właśnie  ten  dzień.  Carrie  bez  słowa  wzięła  leżącą  na 

stoliku  książkę  i  zaczęła  czytać.  Czytała,  póki  mama  nie  zjadła  kolacji  i  nie 

zasnęła.  Gdy  jednak  parę  godzin  później  Carrie  opuściła  to  mieszkanie,  nie 

pamiętała ani jednego słowa. 

Minęła  dziewiąta,  gdy  przemoczony  Trent  wszedł  wreszcie  do  windy. 

Deszcz  lał  od  dobrych  kilkudziesięciu  minut.  Co  prawda  opuścił  posterunek 

kilka  godzin  temu,  ale  pojechał  jeszcze  na  kolację.  Musiał  przemyśleć  słowa 

ojca. 

Gdy drzwi windy już się zamykały, ktoś z drugiej strony włożył srebrną 

końcówkę parasola, powodując zatrzymanie. Drzwi znowu się otworzyły. 

– Cześć, Dwanaście B – Trent zagadnął wchodzącą kobietę. 

– Cześć – odpowiedziała równie cicho, uśmiechając się smutno. 

– Wszystko w porządku? 

– Jasne. 

Trent  z  rozbawieniem  obserwował,  jak  próbuje  wysuszyć  włosy 

papierową  chusteczką.  Jakaś  czuła  struna  natury  Trenta  zagrała  w  jego  sercu. 

Miał  ochotę  wziąć  tę  zmartwioną  drobną  dziewczynę  w  ramiona  i  tulić,  póki 

nie  odzyska  dobrego  nastroju.  Może  taki  czuły  uścisk  polepszyłby  humor  i 

jemu? 

– Przepraszam – wyszeptał, opierając się o ścianę windy. 

– Za co? – spytała zaskoczona. 

– Nazwałem cię Dwanaście B. Myślałem, że to zabawne. 

RS

background image

 

24 

– Nie przejmuj się. Po prostu mam ciężki dzień. 

– Praca? 

– Nie, sprawy osobiste. 

– Facet? 

– Nie. Po prostu sprawy  osobiste – odpowiedziała z lekkim uśmiechem, 

błąkającym się na jej pełnych wargach. 

Trent włożył ręce w kieszenie. Skoro nie ma problemu z mężczyzną, to z 

kim w takim razie? A właściwie to co go obchodzi jakaś sąsiadka? 

– Nie chciałem ci zrobić przykrości. Chciałem się jakoś rozweselić. 

– Też miałeś ciężki dzień? 

– Niestety. 

Carrie  wciąż  czuła  się  kompletnie  rozbita  po  wizycie  u  mamy.  Było  jej 

zimno  i  czuła,  jak  po  jej  plecach  zimną  strużką  ścieka  woda.  Spojrzała  spod 

przymkniętych  powiek  na  Trenta.  On  też  był  zmoknięty,  ale  i  tak  wyglądał 

idealnie jak zawsze. Starała się na niego otwarcie nie gapić, ale było to trudne. 

Mokre  kosmyki  włosów  zawadiacko  ułożyły  mu  się  nad  czołem.  Wyglądał 

nawet  lepiej  niż  w  czasie  pierwszego  spotkania.  Jak  to  możliwe,  że  ona  naj-

chętniej schowałaby się w mysią dziurę i nie wychodziła, póki nie wyschnie, a 

ten Tanford mógłby od razu iść na okładkę ekskluzywnego magazynu? 

Już  miała  zapytać,  co  się  stało,  że  jest  taki  przygnębiony,  ale  się 

rozmyśliła. W końcu prawie się nie znali i nie chciała wyjść na wścibską. Poza 

tym miała aż nadto własnych problemów i nie chciała brać na swoje barki trosk 

innych osób. 

Gdy  wreszcie  stalowe  drzwi  windy  się  rozsunęły,  Carrie  pomachała  mu 

przyjaźnie  i  pomaszerowała  w  kierunku  swoich  drzwi.  Czuła,  że  idzie  tuż  za 

nią. 

– Może wpadniesz do mnie na jakiegoś drinka czy kieliszek wina? 

RS

background image

 

25 

– Nie, dzięki – wydusiła, nawet się nie odwracając. 

– Wydaje mi się, że dzisiaj żadne z nas nie powinno być samo. 

Fakt,  wizja  samotnego  wieczoru  w  wielkim  mieszkaniu  nie  napawała 

Carrie optymizmem. Wiedziała jednak, że alkohol nie rozwiąże jej problemów. 

Miała  zamiar  użalać  się  nad  sobą,  jedząc  łyżeczką  wielkie  lody  czekoladowe 

wprost  z  pudełka.  Nie  miała  stałej  pracy,  stan  mamy  już  się  nie  poprawi,  nie 

miała  własnego  mieszkania...  Dzisiaj  miała  naprawdę  wiele  powodów  do 

narzekań. 

Stojąc  przed  drzwiami,  zebrała  w  sobie  dość  siły,  aby  odwrócić  się  do 

Trenta i z wymuszonym uśmiechem życzyć mu dobrej nocy. 

– Poczekaj chwilę! – krzyknął, dobiegając do niej. 

– Słucham? 

–  Nie  wiem.  –  Patrzył  na  nią  bezbronnym  wzrokiem.  –  Może  chociaż 

porozmawiajmy. 

– Naprawdę nie mam ochoty... 

– To może gdzieś wyjdziemy? Na co masz ochotę? – pytał z zapałem. 

– Tak szczerze mówiąc to na nic. 

– Nie wierzę – rzucił. 

–  Słuchaj,  nie  chcę  być  niemiła,  ale  już  mam  plany  na  ten  wieczór. 

Najpierw  gorący  prysznic,  potem  wylegiwanie  się  na  kanapie  z  kubełkiem 

lodów.  A  jeśli  wciąż  będzie  mi  smutno,  zjem  całą  paczkę  chipsów!  – 

wykrzyczała. –Aha. 

– Świetnie, że się rozumiemy. Teraz  przepraszam, ale jestem zmęczona, 

jest mi zimno i... 

 –I co? 

–I nic! Do zobaczenia, Trent. 

RS

background image

 

26 

Już wchodziła do środka, gdy złapał ją za rękę. Carrie stanęła jak rażona 

piorunem, wsłuchując się w szaleńcze bicie swojego serca. Miała wrażenie, że 

brakuje  jej  tchu.  Trent  odwrócił  ją  do  siebie  i  przytulił  do  swojej  szerokiej 

klatki piersiowej. Przestraszona Carrie otworzyła szeroko oczy, wsłuchując się 

w jego oddech. Bała się drgnąć, aby  nie przerwać tej magicznej chwili. Oparł 

podbródek  o  jej  głowę  i  tak  trwali  w  ciszy.  Carrie  czekała,  co  będzie  dalej. 

Przeprosi  ją  za  ten  uścisk,  czy  uda,  że  nic  takiego  nie  miało  miejsca?  Czuła 

jego  dłoń  na  swoich  włosach,  bawił  się  kosmykami,  nawijając  je  na  palce. 

Pochylił  się  i  delikatnie  musnął  ustami koniuszek jej  ucha.  Carrie  poczuła,  że 

ucho  zaczyna  się  robić  szkarłatne.  Było  jej  gorąco  i  czuła  w  środku  dziwne 

mrowienie.  Oblizała  spierzchnięte  wargi.  Powoli  podniosła  głowę  i  spojrzała 

mu w oczy. Stanęła na palcach i lekko rozchyliła usta, jakby zapraszając go do 

środka. Jego pocałunek był słodki. Czując jego ręce na swojej talii, poczuła się 

tak  bezpieczna  jak  jeszcze  nigdy  dotąd.  Nie  pamiętała,  żeby  ktokolwiek  ją 

kiedyś tak całował. Niespiesznie badali wzajemnie swoje wargi. Carrie wplotła 

palce w jego włosy, starając się jeszcze bardziej do niego przytulić. Jego dłoń 

wślizgnęła  się  pod  jej  koszulkę,  delikatnie  głaszcząc  brzuch.  Carrie  drżała  z 

ekscytacji. Po chwili położyła dłoń na jego palcach i nakierowała je na mostek. 

Chciała, aby poczuł, jak szybko bije jej serce. 

– Chcesz wejść do środka? – spytała bez tchu.  

–Tak 

Uśmiechnęła się. 

– Ale nie mogę – dokończył cicho. 

Słysząc to, poczuła, że spada na skraj rozpaczy. Przez moment przestała 

oddychać. Ciężko przełknęła ślinę i spojrzała na niego. 

Trent  uparcie  starał  się  na  nią  nie  patrzeć.  Zacisnął  mocno  szczęki  i 

wyswobodził swoją dłoń. 

RS

background image

 

27 

– Muszę już iść. 

– Słucham? 

– Muszę iść. 

Carrie  nie  miała  siły  oponować.  Stała  bez  ruchu,  nazywając  się  w 

myślach kretynką. Czego się spodziewała? 

– Proszę bardzo – odpowiedziała opryskliwie. – Idiota. 

Weszła  do  apartamentu.  Nie  zamierzała  pokazywać  swojej  złości,  ale  to 

było silniejsze od niej. Głośno trzasnęła drzwiami. Nie miała ochoty dłużej go 

oglądać. 

Stanęła w przedpokoju, głęboko oddychając dla uspokojenia. 

Zachowała  się  głupio,  ale  to  przecież  nie  koniec  świata.  Pocałowała 

przystojnego  faceta.  Cóż  z  tego!  Przecież  ludzie  się  ciągle  całują,  może  nie 

ona,  ale  na  pewno  ktoś  gdzieś  w  tym  mieście  tak  robi.  Przecież  jeden 

pocałunek to nie zobowiązanie na całe życie. Może i wywarł na niej wrażenie, 

ale tylko dlatego, że jest samotna ostatnimi czasy i chyba powinna się zacząć z 

kimś spotykać. 

W  każdym  razie  nie  zamierzała  się  już  dłużej  zajmować  Trentem 

Tanfordem. 

Jak  na  zawołanie  ktoś  zapukał  do  drzwi.  Carrie  obróciła  się  na  pięcie, 

przywołała na twarz obojętny uśmiech i otworzyła. 

– Tak? – spytała, patrząc na niego wyczekująco. 

Nawet sama przed sobą wstydziła się przyznać, że jedyne, o czym  w tej 

chwili  marzy,  to  kontynuowanie  pocałunku. Miała  wrażenie,  że  traci  kontrolę 

nad swoim ciałem. Resztką silnej woli utrzymała się w ryzach. 

– Przyszedłeś po więcej? 

– Nawet ja nie jestem takim dupkiem – odpowiedział z błąkającym się na 

ustach lekkim uśmiechem. 

RS

background image

 

28 

– Skoro tak twierdzisz. 

– Słuchaj, miałem dzisiaj naprawdę ciężki dzień – powiedział ugodowo. 

– Już to mówiłeś. 

– Przepraszam. 

– Przeprosiny przyjęte – powiedziała cicho, dziwiąc się sobie w duchu, że 

naprawdę tak myśli. 

– Czy mogę coś dla ciebie zrobić? 

– Dziękuję, ale mam wszystko, czego aktualnie potrzebuję. 

– Lody i chipsy? 

– Ale to żałośnie zabrzmiało – uśmiechnęła się mimowolnie. 

– Naprawdę chcę coś dla ciebie zrobić. 

– Naprawdę nie musisz. Nie czuj się zobowiązany, tylko dlatego, że... 

– Przestań – przerwał jej delikatnie, patrząc jej prosto w oczy. 

Carrie  oparła  się  plecami  o  ścianę.  Był  zbyt  przystojny,  zbyt  wysoki  i 

zbyt muskularny. Nie mogła patrzeć na niego obojętnie. I te jego oczy... 

–Naprawdę  cię  lubię  –  znowu  się  odezwał.  –  Jesteś  piękną  kobietą,  ale 

patrzę  na  ciebie  nie  tylko  przez  pryzmat  cielesności.  Chciałbym  się  kiedyś  z 

tobą spotkać. Pewnie wiesz, jaką mam reputację, ale liczę, że jestem dla ciebie 

w jakiś sposób interesujący. 

– Co masz na myśli? 

– Umów się ze mną – odrzekł po prostu. 

– Kiedy? 

– W piątek wieczorem. 

– Na randkę? – spytała, starając się zachować spokojny wyraz twarzy. 

– Siódma trzydzieści. 

– Trent, ja chyba nie jestem w twoim typie. 

RS

background image

 

29 

–  Może  właśnie  to  ty  jesteś  w  moim  typie.  Piękna  i  mądra,  chyba  tego 

szukam. 

– W takim razie dobrze – stwierdziła z uśmiechem, który nieco przygasł, 

gdy sobie uświadomiła, że w ten wieczór wcześniej będzie u mamy. – Możemy 

się spotkać gdzieś na mieście? 

– Jasne. Co powiesz na kościół Lexington? 

– Chcesz się spotkać w kościele?! 

– Muszę ci coś powiedzieć. 

– Boże, jesteś księdzem – powiedziała przerażona. 

– Nie. – Uśmiechnął się. – Ale powinienem cię o coś spytać. 

Carrie nie miała pojęcia, o co mu chodzi. Zaczęła się powoli wycofywać 

w kierunku łazienki. Czyżby Trent Tanford był jakimś szaleńcem? 

– Carrie Dwanaście B Gray? 

 –Tak... 

–  To  zabrzmi  dziwnie,  ale  trudno.  Znamy  się  dopiero  jeden  dzień,  ale 

czuję, że jesteś tą jedyną – stwierdził, klękając przed nią. 

Carrie zamarła. Przestała myśleć i czuć, mogła tylko patrzeć. 

– Wyjdziesz za mnie? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

30 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Nie  była  w  stanie  znaleźć  żadnego  słowa,  które  odzwierciedlałoby  jej 

uczucia  w  tej  chwili.  Nie  była  ani  zaskoczona,  ani  przerażona.  Nie  potrafiła 

powiedzieć, jak się czuje. 

Nagle  przypomniała  sobie  sytuację  sprzed  lat.  Raz  popularny  chłopak, 

Stuart  Kaplan,  zaprosił  ją  na  randkę.  Carrie  była  przekonana,  że  ją  lubi,  a  on 

tylko założył się z kolegami, że wplącze gumę balonową w jej włosy. Nigdy w 

życiu jej tak nie upokorzono. 

– Już dawno wyrosłam ze szczeniackich dowcipów –stwierdziła twardo. 

– Co ty mówisz? 

– Powinieneś już iść do domu. 

– Carrie, proszę, porozmawiajmy. 

– Nie! – prawie krzyknęła. 

– Proszę, daj mi wytłumaczyć. Znalazłem się w bardzo trudnej sytuacji. I 

wiedz, że naprawdę bardzo cię lubię – jąkał się zmieszany. 

– Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj – wysyczała i wypchnąwszy go za 

drzwi, zamknęła je z hukiem. 

Nie wiedząc nawet, co robi, poszła prosto do kuchni i wyjęła lody. 

Nagle  zatęskniła  za  osobą,  do  której  mogłaby  się  przytulić  w  trudnych 

chwilach. 

–  W  Nowym  Jorku  krąży  więcej  plotek  niż  much  w  stajni,  gdzie  moja 

siostra trenuje jazdę konną. A w tym biurze to już szczególnie... 

Trent spojrzał na Danny'ego, piegowatego sprzedawcę kanapek. Pracował 

w  AMS  od  kilku  lat.  Trent  nie  pamiętał,  aby  Danny  kiedykolwiek  chorował. 

Zawsze  był  na  miejscu.  Trent  czasami  łapał  się  na  tym,  że  traktuje  go  jak 

młodszego brata. Brata, którego nigdy nie miał. 

RS

background image

 

31 

Nikt w biurze nie wiedział, że to Trent opłaca studia Danny'ego. Dzieciak 

miał potencjał i Trent wiedział, że któregoś dnia będzie świetnym prawnikiem. 

– Nie mam czasu zajmować się plotkami, Dan. Dobrze o tym wiesz. 

Danny  wślizgnął  się  do  gabinetu  Trenta  i  ostrożnie  zamknął  za  sobą 

drzwi. 

– Nawet jeśli dotyczą ciebie? 

– Dokładnie. 

–  Niech  ci  będzie,  ale  chyba  mam  prawo  czuć  się  zaproszony  na  twój 

ślub? 

– Danny, nie masz nic do roboty? – spytał znudzonym głosem Trent. 

– Nie bardzo, szczerze mówiąc. 

– A jakieś kanapki do rozniesienia? 

– Więc kim ona jest? – drążył z szerokim uśmiechem Danny. 

Trent nie odpowiedział. 

– Modelka czy aktorka? 

–  Danny,  skoro  nie  masz  nic  do  roboty,  to  może  idź  się  czegoś  poucz. 

Niedługo egzaminy. 

–  Nie  martw  się,  całe  prawo  karne  mam  w  małym  palcu.  Naprawdę  nie 

mogę uwierzyć, że się wreszcie żenisz! 

– Miłego dnia, Dan. 

–  Dobra,  dobra,  już  sobie  idę.  'A  tak  nawiasem  mówiąc,  co  tak 

studiujesz? Wzory zaproszeń ślubnych? 

– Danny! – jęknął zrozpaczony Trent. 

– Już mnie nie ma – krzyknął jeszcze chłopak i wybiegł z biura. 

Trent  westchnął  ciężko  i  na powrót  zagłębił  się  w  lekturze  dokumentów 

dostarczonych mu tego ranka. „Carrie Claudette Gray – przeczytał nagłówek – 

początkująca  graficzka  komputerowa,  aktualnie  zamieszkująca  apartament 

RS

background image

 

32 

księcia,  świetna  uczennica  i  jeszcze  lepsza  studentka.  Mama  artystka,  tata 

nieznany. Żadnych narzeczonych ani mężów". 

Interesujące, pomyślał Trent. 

Była dobrą dziewczyną, choć gołym okiem widać było, że nie opływa w 

luksusy  –  zajmuje  cudze  mieszkanie,  ostatnia  stała  praca  kilka  lat  temu  w 

muzeum, zaciągnięty kredyt studencki. 

Nagle  odłożył  wszystkie  dokumenty,  zamknął  oczy  i  odchylił  się  w 

swoim  fotelu.  Czy  naprawdę  jest  gotowy  na  małżeństwo?  Już  raz  był  tego 

bliski, jeden głupi incydent przed dwudziestym rokiem życia. 

Podczas  studiów  poznał  kobietę,  którą  uważał  za  miłość  swojego  życia. 

Miała  dwadzieścia  pięć  lat,  była  atrakcyjna i  chciała  jak najszybciej  wyjść  za 

mąż i urodzić dziecko. Zakochany Trent od razu się oświadczył. Tydzień przed 

ślubem zadzwoniła do niego i beztrosko obwieściła, że właśnie jest w podróży 

poślubnej  z  innym.  Nawet  nie  przeprosiła.  Powiedziała  tylko,  że  tamten 

zapewni jej lepsze życie. 

Przez rok Trent nawet nie spojrzał na inną. Potem doszedł do wniosku, że 

małżeństwo to nic innego jak umowa biznesowa. 

Więc,  spytał  siebie  w  myślach,  czy  jest  gotowy  na  zawarcie  takiej 

umowy?  Tak,  musi  być  gotowy,  bo  prezesostwo  AMS  jest  tego  warte.  Poza 

tym  Carrie  jest  ładna  i  dobrze  całuje.  Powoli  podniósł  słuchawkę  telefonu  i 

wybrał numer ojca. Poinformował  go o swoim rychłym ślubie i nawet się nie 

żegnając, opuścił słuchawkę na widełki. 

Teraz musi tylko przekonać pannę młodą. 

Kawiarnia  mieściła  się  na  parterze  wieżowca,  w  którym  mieszkał. 

Wczesnym rankiem i w porze lunchu roiło się w niej od ludzi. 

Gdy  tylko  Trent  wszedł  do  niej,  od  razu  zobaczył  Carrie  siedzącą  w 

odległym  kącie  sali  i  rozmawiającą  z  Elizabeth  Wellington.  Elizabeth 

RS

background image

 

33 

mieszkała  w  penthousie  razem  ze  swoim  mężem,  Reedem,  z  którym  Trent 

kilka  razy  grał  w  piłkę.  Nie  znał  ich  zbyt  dobrze,  ale  wyglądali  na  zgodne  i 

szczęśliwe małżeństwo. 

Gdy Trent doszedł do stolika, zobaczył, że na policzkach Elizabeth wciąż 

błyszczą łzy. Przypadkiem usłyszał strzęp rozmowy. 

– Mówiłam mu to już ze sto razy, ale do Reeda zupełnie nic nie dociera. 

Nagle Elizabeth zobaczyła Trenta i gwałtownie zamilkła. Powiedziała coś 

do  Carrie,  złapała  torebkę  i  szybkim  krokiem  opuściła  kawiarnię.  Gdy  mijała 

Trenta, nawet na niego nie spojrzała. 

Carrie odwróciła się, założyła ręce na piersiach i sceptycznym wzrokiem 

obrzuciła zdumionego Trenta. 

–  Trent  Tanford,  mężczyzna,  od  którego  uciekają  wszystkie  kobiety  na 

Manhattanie. 

– O, kurczę. 

–  Przyszedłeś  tu  na  kawę  czy  wystraszyć  innych  klientów?  –  spytała, 

sącząc cappuccino. 

–  Przyszedłem  cię  przeprosić  –  powiedział  wprost,  siadając  na  krześle 

zwolnionym przez Elizabeth. 

– Nie musisz, już o wszystkim zapomniałam. 

– Naprawdę? 

– Nie. 

Nie mógł się nie roześmiać. 

– Co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła? 

– Niech ci będzie, przeprosiny przyjęte – w końcu dała za wygraną. 

Kąciki jego ust powędrowały kilka milimetrów w górę. Naprawdę bardzo 

ją  lubił.  Było  w  niej  coś  interesującego,  nie  potrafił  tego  zdefiniować,  ale  nie 

mógł się oprzeć wrażeniu, że jest wyjątkową osobą. 

RS

background image

 

34 

– Posłuchaj – zaczął. – Co do tej propozycji małżeństwa. .. 

– Nie ma o czym mówić. Udawajmy, że nic nie proponowałeś. 

– Ale zaproponowałem i to jest wciąż aktualne. Jedyne, co bym zmienił, 

to sposób, w jaki cię o tym poinformowałem. 

Zanim zdążyła coś powiedzieć, zaczął się szybko tłumaczyć. 

– Potrzebuję twojej pomocy. Jestem bardzo bliski zdobycia tego, o czym 

zawsze  marzyłem.  Mogę  być  prezesem  spółki  rodzinnej.  Jedyny  warunek  to 

mój rychły ślub. 

–  Wychodzę!  –  Carrie  włożyła  marynarką,  złapała  torebkę  i  już  chciała 

wybiec, gdy Trent złapał ją za rękę. 

– Proszę, daj mi skończyć! 

– Potrzebujesz pomocy psychiatry! – krzyknęła, wyrywając się. 

– Może, ale nie dlatego. Carrie! – zawołał. Już szła w kierunku windy. – 

Chcę z tobą tylko porozmawiać. 

Carrie  stała  przy  drzwiach,  uparcie  wpatrując  się  w  srebrne  drzwi. 

Spojrzała na niego ostro, wzrokiem nakazując milczenie. 

– Carrie... 

–  Słuchaj,  zakochany  w  sobie  snobie,  nie  możesz  mieć  wszystkiego,  co 

tylko ci się zamarzy – wysyczała. – Jestem pewna, że w tym wielkim mieście 

znajdziesz sobie idealną kandydatkę na żonę, ale mnie sobie odpuść! 

Oboje weszli do windy. 

– Czego jeszcze ode mnie chcesz?! 

–  Lubię  cię.  Naprawdę  cię  lubię  –  zapewnił  z  uśmiechem  i  zatrzymał 

windę między piętrami. 

– Wypuść mnie stąd albo zacznę krzyczeć. 

– Znam twoją ciężką sytuację. 

– Jaką sytuację? 

RS

background image

 

35 

– Finansową. 

– Słucham?! 

– Musiałem to zrobić. 

– Kazałeś mnie sprawdzić?! – wściekła się. 

– Będziesz moją żoną, więc chciałem poznać twoje pochodzenie. 

– Nie będę twoją żoną – wykrzyczała. – Jesteś nienormalny. Po co ja w 

ogóle przychodziłam do ciebie z tą gazetą?! 

– Będziemy tworzyć świetną parę. Potrzebuję kogoś takiego jak ty. Mam 

dość wyblakłych kobiet bez charakteru. 

– Jesteś chory – parsknęła, potrząsając głową. 

Nie patrząc na niego, wcisnęła przycisk odblokowujący windę. 

–  Wyjdź  za  mnie,  Carrie  –  poprosił.  –  Po  roku  małżeństwa  weźmiemy 

rozwód,  spłacę  twoje  długi  i  jeszcze  dostaniesz  parę  tysięcy  dolarów  na  miłe 

rozpoczęcie nowego życia. 

Drzwi windy cicho się rozsunęły. 

– Jestem pewien, że potrzebujesz tych pieniędzy. 

– Do widzenia, Trent – powiedziała cicho, wychodząc. 

– Kupię ci mieszkanie! – zawołał jeszcze za nią.  

Zignorowała go, spiesząc do swoich drzwi. 

–  Będziesz  miała  pieniądze,  dzięki  którym  pomożesz  jakiejś 

potrzebującej osobie. 

Zatrzymała  się  w  połowie  korytarza,  zbierając  myśli.  Przez  całą  minutę 

stała  bez  ruchu.  Nagle  jednak  potrząsnęła  głową  i  szybko  otworzyła  drzwi, 

czym prędzej znikając w azylu mieszkania. 

 

 

 

RS

background image

 

36 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Rachel  Gray  była  wspaniałą  matką.  Mogła  liczyć  tylko  na  siebie,  co 

czyniło  z  niej  nad  wyraz  silną  kobietę.  Pracowała  dniami  i  nocami,  aby 

wyżywić siebie i córkę. Fakt, wiele czasu poświęcała też malowaniu, ale Carrie 

nigdy  nie  czuła  się  niekochana  czy  odepchnięta.  Rachel  zawsze  znalazła 

sposób,  aby  córka  mogła  w  pełni  uczestniczyć  w  jej  barwnym  życiu.  Carrie 

mieszała  farby,  czyściła  pędzle.  Niby  nic  wielkiego,  ale  czuła,  że  pomaga.  A 

gdy  Rachel  nie  pracowała,  całe  dnie  spędzała  z  Carrie,  bawiąc  się  i  figlując, 

jakby  obie  były  małymi  dziewczynkami.  Kiedyś  udekorowały  wszystkie 

drzewa  na  ulicy  papierem  toaletowym,  bawiąc  się,  że  Gwiazdka  tym  razem 

przypadła na środek lata. 

Carrie uśmiechnęła się do siebie, stojąc sama w korytarzu. Zawsze będzie 

dumna ze swojej mamy, z jej odwagi i uśmiechu. Choroba nic tu nie zmieni. 

Ale czy Rachel byłaby dumna z córki, która poważnie myśli o sprzedaniu 

swojej dumy i honoru? 

Carrie  westchnęła  ciężko.  Wszystko  się  zmieniło,  od  czasu  kiedy  była 

dzieckiem. Rachel zarabiała na życie, robiąc to, co kocha. Teraz jej niska renta 

nie  starczała  na  wszystkie  potrzeby.  Carrie  musiała  płacić  za  opiekunkę  i 

pokrywać większą część rachunków. 

Szybkim  krokiem  przeszła  do  sypialni.  Musiała  zdjąć  z  siebie  swój 

najlepszy  kostium.  To  jedyna  rzecz  w  jej  szafie,  która  się  nadawała  do 

włożenia na rozmowy kwalifikacyjne, których ostatnio Carrie odbywała sporo, 

niestety z miernym skutkiem. Zbyt małe doświadczenie. Słyszała to piąty raz w 

tym  miesiącu.  Jak  miała  zdobyć  doświadczenie,  skoro  nikt  nie  chciał  jej  dać 

szansy?  Miała  talent  i  wiele  chęci  do  pracy.  Pretendowała  do  wysokich 

stanowisk, gdyż desperacko potrzebowała pieniędzy. 

RS

background image

 

37 

Bez  tchu  opadła  na  łóżko.  Zsunęła  buty  i  zarzuciła  ręce  nad  głową.  Nie 

ma mowy, nie zgodzi się na propozycję Trenta. Jakim trzeba być człowiekiem, 

żeby  coś  tak  pięknego  jak  małżeństwo  sprowadzać  do  realiów  umowy  bi-

znesowej? 

Nawet nie chodzi mu o seks. 

Choć może miał na myśli także pożycie cielesne? Po takich mężczyznach 

jak Trent Tanford można się spodziewać prawie wszystkiego. 

Musiała  przyznać,  że  jego  powierzchowność  robiła  wrażenie. 

Mimowolnie  wyobraziła go sobie  w  swoim łóżku. Wiedziała już, jak całuje, i 

musiała przyznać, że od tamtej pory wciąż miała ochotę na coś więcej. 

Musiała  wziąć  się  w  garść  i  sama  zarabiać  na  potrzeby  mamy,  a  nie 

sprzedawać  się  za  pieniądze.  Czułaby  się  niemal  jak  prostytutka.  Zbyt 

szanowała  samą  siebie,  żeby  coś  takiego  robić,  ale  z  drugiej  strony,  czy 

sytuacja  aby  tego  nie  wymaga?  Powinna  zapewnić  mamie  jak  najlepsze 

warunki,  a  nie  było  jej  na  to  stać.  Mogłaby  przyjąć  jakąkolwiek  pracę,  aby 

zdobywać doświadczenie, a jednocześnie nie martwić się o pieniądze. 

Te niewesołe rozważania przerwał dźwięk telefonu. 

Carrie była niemal pewna, że to Trent. Ale to nie był on. 

–  Cześć,  Tesso.  –  Carrie  przywitała  się  radośnie  z  osobistą  asystentką 

księcia Sebastiana. – Jak się miewasz? 

–  Świetnie,  dziękuję.  Mam  dla  ciebie  wiadomości.  Książę  niedługo 

wraca. 

– Wszystko u niego w porządku? 

– No... jakoś leci – odpowiedziała Tessa. 

Carrie  od  razu  nabrała  podejrzeń.  Tessa  była  przemiłą  dziewczyną, 

zupełnie nieskłonną do plotkowania, więc skąd ten niepewny ton w jej głosie? 

– Tesso? 

RS

background image

 

38 

– Mamy mały problem – przyznała w końcu. 

– Ale z Sebastianem wszystko w porządku? 

– Znasz księcia. Gdy interesy nie idą po jego myśli, staje się trudny. 

– Tak, wiem. 

Sebastian  Stone  był  dobrym  człowiekiem,  ale  także  wymagającym 

szefem, który nie umiał ukryć swoich humorów przed pracownikami. 

–  Zadzwonię  do  ciebie  kilka  dni  przed  jego  wylotem  i  dowiem  się,  czy 

twój pokój w Mercerze jest ciągle zabukowany. 

Kiedy  Sebastian  Stone  przylatywał  do  Nowego  Jorku,  Carrie 

przeprowadzała  się na pewien  czas do  hotelu.  Za każdym  razem  zastanawiała 

się, czy powinna wrócić do matki. Niestety, mieszkanie Rachel było malutkie i 

nie chciała zabierać przestrzeni Wandzie. 

– Wiesz, jak długo książę zatrzyma się w mieście? 

– Przykro mi, ale nie. 

– No trudno. Dzięki za informację, Tesso. 

Carrie  odłożyła  telefon.  Przez  chwilę  siedziała  bez  ruchu,  głęboko  o 

czymś  myśląc.  Nagle  otrząsnęła  się  i  szybko  wyjęła  z  szuflady  nocnej  szafki 

kartkę  papieru  i  ołówek.  Drżącą  dłonią  napisała  krótką  notatkę.  Wzięła  ją  ze 

sobą i wyszła z apartamentu. Nie była w stanie powiedzieć mu tego wprost. Na 

pewno  by  stchórzyła.  Skradała  się  przez  korytarz,  pilnując,  aby  żaden  z 

mieszkańców  nie  pojawił  się  w  promieniu  jej  wzroku.  Gdy  znalazła  się  pod 

jego drzwiami, ukucnęła i wsunęła list przez szparę. 

Dokładnie  o  siódmej  rano  drzwi  kawiarni  otworzyły  się  i  wszedł  przez 

nie  Trent.  Od  razu  ją  wypatrzył  wśród  tłumu  czekających  na  poranną  kawę  i 

rogalika.  Siedziała  przy  małym  stoliku,  obok  łazienki,  łapczywie  pijąc  kawę  i 

przygryzając  wargi.  Wyglądała  na  bardzo  zdenerwowaną.  Ciekawe,  dlaczego 

RS

background image

 

39 

chciała  się  z  nim  dzisiaj  spotkać?  W  liście  nie  napisała,  że  przyjmuje  jego 

ofertę. Zawarta była jedynie prośba o spotkanie. 

Czyżby  miała  zamiar  się  zgodzić?  Wczoraj  prawie  całkowicie  stracił 

nadzieję na polubowne załatwienie tej sprawy. 

Miał  ochotę  zwycięsko  się  uśmiechnąć.  Czuł,  jakby  już  do  niego 

należała,  i  musiał  przyznać,  że  bardzo  mu  się  podobało  to  uczucie.  Była  inna 

niż  reszta  kobiet.  Musiał  sobie  w  duchu  powtarzać,  że  jest  tutaj  tylko  w 

sprawie  AMS,  a  nie  jej.  Ona  się  nie  liczyła.  Owszem,  Carrie  była  ładna  i 

mądra,  ale  co  z  tego.  Nie  szukał  żony,  tylko  partnera  w  interesie,  zwanym 

przez wielu małżeństwem. 

–  Czy  mogę  zamówić  kawę  i  liczyć,  że  wypiję  ją  całą  w  miłym 

towarzystwie? – spytał, podchodząc do stolika. 

– Przyjmuję twoją propozycję – oświadczyła pewnie. 

– Propozycję? – powtórzył zdziwiony, choć doskonale wiedział, co ma na 

myśli. 

– Małżeństwa na rok. 

– Dobrze. 

– Dobrze – powtórzyła. 

Trent  przeprosił  ją  na  chwilę  i  poszedł  do  baru  zamówić  kawę.  Gdy 

wrócił,  wyglądała  na  tak  samo  zdenerwowaną  jak  kilka  minut  temu.  Trent 

próbował zachować spokój, ale chciało mu się krzyczeć z radości. Była jego i 

to na cały rok. Na dodatek AMS będzie jego już na zawsze. 

Obserwował  Carrie  bez  słowa.  Dzisiaj  nie  włożyła  okularów,  więc  jej 

drobna  twarz  wyglądała  na  jeszcze  mniejszą.  Miała  na  sobie  dżinsy  i  obcisły 

czarny  sweterek.  Starał  się  nie  patrzeć  na  jej  krągłe  kształty.  Na  wszystko 

przyjdzie  pora.  Pod  jego  taksującym  spojrzeniem  oblała  się  rumieńcem  i 

odrzuciła włosy z twarzy. 

RS

background image

 

40 

Trent  zdołał  oderwać  wzrok  od  zawstydzonej  Carrie,  dopiero  gdy 

przyniesiono mu kawę. 

– Carrie, wiem, że zasugerowałem, że to małżeństwo jest jedynie umową 

biznesową, ale musisz  wiedzieć, że uważam cię za bardzo atrakcyjną kobietę. 

Chciałbym cię znowu pocałować, ale nie wiem, czy ty też tego chcesz. 

– Nie chcę – odpowiedziała szybko. 

Jej  odpowiedź  ugodziła  nieco  męską  dumę  Trenta,  ale  nie  dał  tego  po 

sobie poznać. 

– Dobrze, uszanuję to. 

– Świetnie. Jestem w stanie zrozumieć, że masz potrzeby... 

– Jakie? 

–  Seksualne  –  wyszeptała  ze  wstydem,  jakby  byli  w  kościele,  a  nie  w 

kawiarni. 

–  Oczywiście,  mam  –  odpowiedział,  starając  się  zapanować  nad 

śmiechem. Była urocza. 

– Musisz sobie kogoś znaleźć do... tych rzeczy. 

– Dziękuję. 

Pokiwała szybko głową. 

Trent nie był idiotą. Widział, jak Carrie skręca się pod jego spojrzeniem. 

Lubiła go, był tego pewien. 

–  Z  moich  doświadczeń  wynika,  że  kobiety  niezbyt  chętnie  dzielą  się 

swoimi mężami – zauważył niewinnie. 

– Możliwe – odparła obojętnie. – Ale ty nie będziesz moim prawdziwym 

mężem. 

Trent zacisnął zęby. Mogła być nieco bardziej subtelna. 

– Dziękuję ci za to pozwolenie na spotykanie się z innymi kobietami, ale 

obawiam się, że ja ci nie pozwolę robić tego samego. 

RS

background image

 

41 

– Co proszę? – zapytała, gwałtownie unosząc głowę. –Nie pozwolisz? 

– Właśnie. 

– Nie będziesz mi nic zakazywał. 

– Myślałem, że zawarliśmy układ. 

–  Zawarliśmy.  Małżeństwo  zawiązane  na  rok.  Ale  nie  możesz  dokładać 

nowych zasad w każdej chwili, jak ci się coś przypomni. 

–  Romanse  zaszkodzą  naszej  reputacji.  Poza  tym...  –spojrzał  na  nią 

poważnie – przyrzekam ci, że nie złamię przysięgi. 

–  Sugerujesz,  że  przez  ten  rok  nie  będziesz  miał  żadnej  przyjaciółki?  – 

uściśliła, nie wierząc własnym uszom. 

– Tak. Przez ten rok będę się spotykał wyłącznie z moją żoną. 

Gdy  Carrie  usłyszała  te  słowa,  gwałtownie  wciągnęła  powietrze.  Nigdy 

nie myślała, że wyjdzie za mąż dla pieniędzy i z rozsądku. 

– Więc naprawdę uważasz, że wytrzymasz cały rok w celibacie? Pomyśl, 

to aż trzysta sześćdziesiąt nocy... 

Nie. Wcale tak nie uważał, szczególnie że jego żoną będzie kobieta, która 

od  kilku  dni  zajmuje  jego  myśli.  Przez  rok  będą  się  mijać  w  jednym 

mieszkaniu, jeść przy jednym stole, czytać te same gazety. 

Uśmiechnął się szatańsko i podniósł filiżankę do ust. 

Carrie  od  dziecka  marzyła  o  białej  sukni,  tiulowym  welonie  i  idealnym 

pierścionku zaręczynowym. Teraz tego zabrakło i to na jej wyraźne życzenie. 

Pobrali  się  następnej  soboty  w  Pałacu  Ślubów.  Nawet  Carrie  musiała 

przyznać, że wygląd okolicy zapierał dech w piersiach. Towarzyszyło im tylko 

kilku  gości.  Zabrakło  obrączek,  radosnego  oczekiwania,  a  przede  wszystkim 

miłości.  Szybko  złożyli  podpisy  na  dokumentach  ślubnych.  Ojciec  Trenta 

musiał  mieć  pewność,  że  syn  go  nie  oszuka.  W  siedzibie  AMS  już  leżało 

wypowiedzenie Jamesa. 

RS

background image

 

42 

Carrie  miała  na  sobie  krótką,  beżową  sukienkę,  wybraną  przez  stylistkę 

Tanfordów.  Uczesano  ją  i  umalowano.  Bezwolnie  poddawała  się  tym 

upiększającym  zabiegom.  Miała  wrażenie,  że  to  nie  jest  jej  prawdziwy  ślub, 

więc co to szkodziło? 

Carrie  nie  zaprosiła  nikogo.  Kiedy  ta  cała  farsa  już  się  skończy, 

wytłumaczy  wszystko  przyjaciołom.  Już  się  obawiała  pytań  „dlaczego?".  Co 

ma powiedzieć? 

Punktualnie  o  szesnastej  stanęli  obok  siebie.  Trent  wyglądał 

rewelacyjnie. Czarny, obcisły garnitur pokazywał, jak bardzo jest przystojny i 

wysoki.  Z  rodzicami  Trenta  za  plecami  szybko  przyrzekli  sobie  miłość  i 

wierność.  James  i  jego  żona  cieszyli  się  z  takiego  obrotu  sprawy,  choć  nie 

umieli  tego  okazać.  Uśmiechali  się  życzliwie  do  Carrie,  która  z  bólem  serca 

zauważyła, że nawet nie uścisnęli Trenta. W końcu to był dzień jego ślubu. 

Po  ślubie  zaproszono  gości  na  uroczysty  obiad.  Carrie  nie  mogła 

przełknąć  ani  kęsa.  Czuła  się  najbardziej  samotną  osobą  na  świecie.  Nawet 

tańcząc ten jeden jedyny taniec z Trentem, przełykała szybko ślinę, starając się 

nie rozpłakać. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

43 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Carrie  spędziła  swoją  noc  poślubną  w  najbardziej  prozaiczny  sposób  – 

pakowała  wszystkie  swoje  rzeczy.  Wcześniej  zadzwoniła  do  Tessy, 

informując,  że  na  jakiś  czas  wyprowadza  się  z  mieszkania księcia,  ale  będzie 

go doglądać tak jak zawsze. 

– Gotowa? 

Carrie  uniosła  głowę.  Trent  stał  uśmiechnięty  w  drzwiach.  Nie  miał  już 

na  sobie  garnituru,  tylko  wytarte  dżinsy  i  czarny  podkoszulek.  Bez  słowa 

pokiwała  głową.  Trent  wziął  obie  walizki  i  wyszedł  na  korytarz.  Ona  stała 

jeszcze chwilę, rozglądając się po mieszkaniu, które stało się jej domem. 

Idąc do mieszkania Trenta, Carrie poczuła, jak nogi się pod nią uginają. 

Obawiała się, że zaraz zemdleje. Opuszczała swój bezpieczny azyl i wchodziła 

w paszczę lwa. 

Apartament  Trenta  miał  niemal  identyczny  rozkład  jak  księcia,  ale 

wystrój  wnętrza  był  zupełnie  inny.  Stalowe  ramki,  wysmakowane  grafiki  na 

ścianach  i  czarne  skórzane  kanapy  były  bardzo  eleganckie,  choć  sprawiały 

wrażenie  wystawy  ze  sklepu  meblowego,  a  nie  domu,  w  którym  się  miło 

spędza  czas.  W  salonie  nad  marmurkowym  kominkiem  zawieszony  był 

ogromny  telewizor.  Carrie  powoli  obchodziła  każdy  kąt,  zachwycając  się  w 

duchu elektronicznymi gadżetami Trenta. Miał nawet fotel do masażu! 

Idąc  do  swojej  sypialni,  zajrzała  także  do  kuchni.  Była  widna  i  jasna, 

choć  wyglądała  na  zupełnie  nieużywaną.  Szafki  były  sterylnie  białe.  Carrie 

położyła dłoń na chłodnym blacie. Tak jak myślała, żadnych okruszków. Miała 

ochotę zajrzeć do lodówki, ale zabrakło jej odwagi. 

Trent  zaniósł  jej  walizki  do  sporej  sypialni  na  końcu  korytarza.  Powoli 

weszła  do  sypialni,  modląc  się,  aby  była  choć  trochę  bardziej  przytulna  niż 

RS

background image

 

44 

salon.  Ściany  miały  kolor  piasku,  a  na  środku  stało  duże  nowoczesne  łóżko 

przykryte  białą  narzutą.  Po  obu  stronach  łóżka  stały  małe  szafeczki  z 

niedużymi  lampkami  do  czytania.  Na  parapecie  w  okrągłym  wazoniku  Trent 

postawił  krótkie  różyczki,  ciasno  ze  sobą  splecione.  Musiała  przyznać,  że 

bardzo jej się tu podobało. 

–Tutaj mieścił się mój gabinet, ale myślę, że tobie bardziej przyda się ten 

pokój – wyjaśnił Trent, stojąc w drzwiach i obserwując Carrie. 

– Dziękuję – odrzekła. 

– Nie ma sprawy. 

– Przepraszam, że zabrałam ci gabinet – uśmiechnęła się, podchodząc do 

niego bliżej. 

– Jeśli masz z tym jakiś problem, mogę cię przenieść do swojej sypialni, 

a tu znowu wstawimy biurko z komputerem. 

– Dziękuję, ale nie skorzystam. 

Musiała przyznać, że Trent umiał być czarujący, miał łobuzerski wdzięk 

nastoletniego  chłopca.  Było  jej  naprawdę  miło,  że  przeznaczył  dla  niej  ten 

pokój i dołożył wszelkich starań, żeby się tu dobrze czuła. Wiedziała, co ma na 

myśli, zapraszając ją do swojej sypialni. Musiała odmówić i tak właśnie będzie 

robić przez  cały  rok.  Nie  może  pozwolić,  aby  wkradły  się  między  nich  jakieś 

emocje. To tylko taka umowa, i to na rok. 

–  Masz  swoją  własną  łazienkę.  –  Trent  wskazał  na  białe  drzwi,  ukryte 

pod  czarno–białymi  zdjęciami  pokazującymi  panoramę  Nowego  Jorku.  – 

Przyniosłem ci czyste ręczniki i poprosiłem Hannę, moją pomoc domową, aby 

zaopatrzyła cię w te wszystkie... kobiece sprawy. 

– Kobiece sprawy? 

RS

background image

 

45 

– Hm... – zaczął, ale po chwili roześmiał się na głos. –Nie mam pojęcia. 

Jesteś moim pierwszym gościem, który będzie tak długo, i to dla mnie też jest 

stresujące. 

– Tak, jasne. 

– Możesz nie wierzyć, ale tak jest. 

–  A  te  dziewczyny,  który  nachodziły  mnie  o  najdziwniejszych  porach 

dnia i nocy to były akwizytorki? 

–  Tak,  zapraszałem  do  siebie  kobiety  –  powiedział  ostro.  –  Ale  żadna  z 

nich nie zatrzymywała się tutaj dłużej niż kilka godzin. 

– Przynajmniej jesteś szczery – wydusiła Carrie. 

– Żyłem dokładnie tak, jak chciałem. Teraz podjąłem inne zobowiązania i 

tego się trzymajmy. 

– Dobrze, rozumiem – odpowiedziała obojętnie. 

– Nie, nie rozumiesz. Nie mam zamiaru niczego przed tobą ukrywać. To 

małżeństwo będzie trwać dłużej niż kilka godzin i chcę, żebyś  wiedziała, kim 

jestem i jak się zachowywałem jeszcze całkiem niedawno. 

– Więc nie zostawały na dłużej, bo to zbyt zobowiązujące? Jadanie razem 

śniadań czy wspólny prysznic? – spytała, patrząc na niego uważnie. 

– Dokładnie. 

Podszedł  do  niej  szybkim  krokiem  i  pocałował  w  czoło.  Dotyk  jego  ust 

był  niemal  paraliżujący.  Wargi  miał  miękkie  i  jakby  aksamitne.  Czuła  jego 

oddech na swoich włosach. 

– Muszę się rozpakować – przypomniała cicho. 

–  Tak,  oczywiście  –  odpowiedział  tak  samo  cicho.  Cofnął  się  o  krok. 

Spoglądali na siebie z żarem w oczach. 

Jeden  krótki  moment  dotyku  spowodował,  że  Carrie  zapomniała  o  całej 

przeprowadzonej  rozmowie.  Mnogość  jego  doświadczeń  z  kobietami  była 

RS

background image

 

46 

imponująca,  a  ona  przecież  nie  miała  zamiaru  być  kolejną  jego  zdobyczą.  Z 

ironią zauważyła, że wystarczy, że jest jego żoną. 

– To wszystko to... jakieś szaleństwo – szepnęła, kręcąc głową. 

– Małżeństwo czy to, jak na siebie działamy? 

– I to, i to. 

– Chyba zawsze byłaś grzeczną dziewczynką, prawda, Carrie? – spytał z 

uśmiechem. 

– Tak. Nigdy nie robiłam takich szalonych rzeczy. 

– Więc wszystko przed nami. – Mrugnął do niej wesoło, a zanim zdążyła 

zaprzeczyć, dodał szybko: – Postaram się ugotować jakąś kolację. 

Miała  ochotę  się  zgodzić,  ale  musiała  przemyśleć  wiele  spraw,  ułożyć 

plan na dalsze miesiące. Pokręciła odmownie głową. 

– Jestem naprawdę zmęczona. To był bardzo długi dzień. 

Wyglądał  na  zawiedzionego,  ale  jej  nie  przekonywał.  Zamiast  tego 

pożyczył jej dobrej nocy i cicho zamknął za sobą drzwi. 

Znowu była sama. 

Cały wieczór spędziła, stojąc przy oknie, obserwując ruch uliczny w dole 

i zastanawiając się, co przyniesie nowy dzień. 

To był tylko sen. 

Nie  chciała  się  budzić  i  zakończyć  go  w  takim  momencie.  Ostatnie,  co 

pamiętała,  to  jego  usta  na  swoich  piersiach.  Nawet  teraz  czuła  jego  słodki 

ciężar, napięte mięśnie i gorący oddech na brzuchu. 

– Carrie? 

Wciąż słyszała jego gruby głos. 

– Carrie? 

Gwałtownie usiadła na łóżku. Rozejrzała się zdziwiona. Dopiero co się z 

nim  kochała,  a  teraz  stoi  kompletnie  ubrany  przy  drzwiach  i  patrzy  na  nią 

RS

background image

 

47 

oczekująco.  Przetarła  oczy  i  jeszcze  raz  na  niego  spojrzała.  Miał  na  sobie 

elegancki granatowy garnitur, białą koszulę i krawat w prążki. 

– Która godzina? 

–  Siódma.  Przepraszam,  że  cię  już  obudziłem,  ale  nie  chciałem 

wychodzić  bez  pożegnania.  Myślałem,  że  nie  będziesz  się  czuła  zbyt 

komfortowo, budząc się sama w obcym mieszkaniu. 

– Tak, masz rację. Dzięki. – Uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością. 

Mrugała  szybko,  chcąc  się  pozbyć  natrętnego  obrazu  nagiego  Trenta 

sprzed  oczu.  Bardzo  łatwo  wyobraziła  go  sobie  bez  ubrania,  zbyt  łatwo.  Gdy 

tylko przymknął drzwi, poszła do łazienki i umyła twarz lodowatą wodą. Musi 

wrócić do rzeczywistości! 

Nawet  nie  chciała  myśleć,  co  by  czuła,  gdyby  jej  marzenia  senne  się 

ziściły.  Poprzedniego  wieczoru  obiecała  sobie,  że  się  nie  zaangażuje 

emocjonalnie. Minęło dopiero kilka godzin, a jak się zachowuje?! 

Wiążąc  włosy  w  koński  ogon,  podążyła  do  kuchni.  Trent  już  pewnie 

wyszedł. 

Zaskoczona stanęła w progu. 

Na  stole  stała  filiżanka  kawy,  a  obok  talerzyk  z  tostami  i  kilkoma 

owocami.  Trent  stał  oparty  o  lodówkę  z  rękami  skrzyżowanymi  na  piersiach, 

przyglądając się z rozbawieniem jej reakcji. 

– To mi wygląda na śniadanie – rzuciła z wyzwaniem. 

– Jak najbardziej. 

– A co z twoimi zasadami? 

– To wszystko, o czym wczoraj rozmawialiśmy, nie odnosi się do nas. 

–  Bardzo  się  starasz,  prawda?  –  spytała,  zasiadając  za  stołem  i 

obserwując go z uśmiechem. 

RS

background image

 

48 

Nie mogła nic poradzić na to, że  w dziwny sposób czuła się szczęśliwa. 

Miło było tak siedzieć razem z nim w kuchni i gawędzić. 

– Co masz na myśli? 

– Chcesz być dobrym mężem. 

– Cóż, zawsze starałem się być najlepszy w tym, co robię. 

–  Na  pewno  dobrze  ci  wychodzi  goszczenie  mnie  tutaj.  Wychodzisz  już 

do pracy? – spytała, nagle zmieniając temat. 

– Czemu pytasz? 

– Wzięłam sobie do serca to, co powiedziałeś o tych szalonych rzeczach. 

–  Tak?  –  Podniósł  jedną  brew  do  góry,  obserwując  ją  z  lekkim 

uśmiechem. 

–  Myślę,  że  nadszedł  czas,  żebym  trochę  odpuściła  z  wizerunkiem 

grzecznej panienki. 

– Co zamierzasz? 

Carrie uniosła soczystą jagodę do ust i lekko ją nagryzła, pozwalając, by 

słodki sok osiadł jej na ustach. 

Trent  od  razu  podszedł  i  oparł  się  przedramionami  o  stół.  Ich  twarze 

dzieliło tylko kilka centymetrów. Trent przysunął sobie bliżej talerzyk i zaczął 

delikatnie wkładać jej owoce do ust. 

Gdy jagody się skończyły, uśmiechnęli się porozumiewawczo do siebie. 

– Dzięki – powiedziała. – To było bardzo miłe. 

–  Pamiętasz,  co  ci  powiedziałem  w  kawiarni?  Ja  naprawdę  czuję,  że 

jesteś tą jedyną. 

Carrie  patrzyła  na  niego  bez  słowa.  Miała  wrażenie,  że  serce  zaraz  jej 

wyskoczy z piersi. Nie mogła uwierzyć, że ten wytrawny podrywacz może być 

tak  miły  i  troskliwy.  A  teraz  jeszcze  te  słowa...  Chciała  coś  powiedzieć,  ale 

RS

background image

 

49 

zabrakło  jej  tchu  w  gardle,  bo  właśnie  się  nad  nią  nachylił  i  pocałował  ją  w 

słodkie od soku usta. 

– Jesteś tą jedyną. Okej? 

– Tak – wymamrotała. 

Po chwili delikatnie odsunął się od niej. 

– Muszę iść. 

Pokiwała  głową,  czując,  że  nie  jest  w  stanie  się  odezwać.  Cała  drżała, 

miała wrażenie, że jeszcze chwila, a rozpadnie się na kawałki. 

– Zjemy razem kolację? – spytał. 

– Ugotuję coś pysznego... i tym razem ja cię nakarmię. 

– Jesteś jednak szaloną kobietą, Carrie Tanford. 

 Poczuła się, jakby wokół jej serca ktoś nałożył stalową obręcz i ścisnął z 

całej  siły.  Carrie  Tanford.  Nie  brzmiało  to  dobrze,  ale  jednak  desperacko 

chciała, aby znowu ją tak nazwał. 

– Wrócę koło ósmej. 

Na  pewno  zauważył  jej  reakcję,  ale  postanowił  tego  nie  komentować. 

Gdy  wyszedł,  Carrie  ruszyła  z  powrotem  do  łóżka.  Obiecała  sobie,  że  do 

niczego w tym małżeństwie nie dojdzie, a teraz pragnęła go jak nigdy nikogo. 

Trent zdobył świat. 

Punktualnie  o  dwunastej  James  Tanford  ogłosił  swoje  przejście  na 

emeryturę.  Członkowie  zarządu  popatrzyli  na  siebie  w  milczeniu.  Trent 

przyglądał  się  ich  reakcjom  z  nieodgadnionym  wyrazem  twarzy.  Gdy  James 

ogłosił  syna  swoim  następcą,  nikt  nie  wyglądał  na  zdziwionego.  Wszyscy 

zdawali sobie sprawę, że prędzej czy później tak się stanie. 

Jednak dla Trenta były to najwspanialsze słowa, jakie usłyszał w życiu. 

Po  wystąpieniu  ojca  nowy  prezes  szybko  nakreślił  swój  plan  biznesowy 

na  najbliższe  miesiące.  Zapewnił  zebranych,  że  zamierza  kontynuować  linię 

RS

background image

 

50 

firmy i wszyscy pozostaną na swoich stanowiskach. Jedyne, co zmieni, to tem-

po rozwoju. Zapowiedział, że z końcem roku AMS będzie  wiodącą spółką na 

rynku medialnym. 

Po  siódmej  był  wykończony  i  marzył  tylko  o  jednym:  by  wrócić  do 

domu, do żony. 

Ze zwycięskim uśmiechem na twarzy wyszedł z siedziby AMS. Wieczór 

był wyjątkowo gorący. 

– Dobry wieczór, panie Tanford. 

Michael, jego kierowca, otworzył mu drzwi firmowej limuzyny. 

– Bardzo dobry. 

– Cieszę się, proszę pana. 

Trent  usiadł  na  tylnym  siedzeniu  samochodu.  Naprzeciwko  niego 

siedziała Carrie. 

– Cześć. 

Uśmiechała  się do niego  w  ten  uroczy  sposób,  od którego  robiło  mu  się 

gorąco.  Wyglądała  jakoś  inaczej.  Gdzieś  znikły  jej  dżinsy  i  hippisowskie 

szerokie bluzki. Teraz miała na sobie czerwoną, obcisłą sukienkę odkrywającą 

zarówno  nogi,  jak  i  ramiona.  Trent  już  wcześniej  podejrzewał,  że  ma  ładną 

figurę,  ale  nawet  nie  śmiał  marzyć  o  takich  wspaniałościach.  Nie  mógł 

oderwać wzroku od srebrnych sandałków na obcasie pokazujących jej zgrabne 

kostki  i  zadbane  stopy.  Opalone  długie  nogi  trzymała  złączone,  nie  dając  mu 

szansy  dojrzeć  choć  skrawka bielizny,  o  której  fantazjował,  od  kiedy  ją  tylko 

zobaczył. Miał ochotę rzucić się na nią i położyć na oparciu kanapy, bawić się 

jej włosami i całować do utraty tchu. 

– Nie chcesz wiedzieć, dlaczego tu jestem? – spytała. 

– Tak, oczywiście – wyszeptał, ledwo artykułując słowa. 

– Pomyślałam, że zabiorę cię na kolację, aby uczcić twój sukces. 

RS

background image

 

51 

Trent  wcale  nie  słuchał,  co  Carrie  mówi.  Bardziej  zainteresowany  był 

taksowaniem  jej  sylwetki.  Wyglądała  tak  pięknie.  Na  twarzy  miała  jedynie 

lekki  makijaż,  dzięki  czemu  wyglądała  świeżo  i  dziewczęco.  Długie  włosy 

puściła luźno na ramiona. 

– Dzisiaj twój wielki dzień. 

– Słucham? – wymamrotał, wciąż pożerając ją wzrokiem. 

–  Z  tego  co  wiem,  dzisiaj  miałeś  dostać  awans.  Pamiętasz?  –  spytała 

rozbawiona. – Stanowisko, o którym marzyłeś latami. 

–  Tak,  tak,  oczywiście.  Przepraszam,  zamyśliłem  się.  Jestem  tylko...  – 

zawiesił głos, nie wiedząc co powiedzieć. Przecież nie obwieści jej, że wygląda 

tak pięknie, że wszystko inne przestało się liczyć. Nawet prezesostwo AMS nie 

podziałało tak na jego wyobraźnię. – Zaskoczony – dokończył, uśmiechając się 

niewinnie. 

– Michael, czy możesz nas zabrać do Babbo? – spytała szofera. 

– Oczywiście, proszę pani. 

–  Jeszcze  kilka  dni  temu  byłam  panną  –  zauważyła,  przyglądając  się 

Trentowi. 

–  Wyglądasz  oszałamiająco  –  wydukał  wreszcie.  Carrie  zarumieniła  się 

aż po cebulki włosów. 

– Dziękuję, to bardzo miłe z twojej strony – wyszeptała z zawstydzeniem. 

Trent  wolał  nie  myśleć  o  tym,  że  mają  spać  dzisiaj  w  jednym  domu. 

Podejrzewał, że nawet nie zmruży oka, marząc, aby być w jej sypialni. Och, to 

wszystko stawało się takie trudne! Po co  w ogóle  obiecywał,  że jej nawet nie 

dotknie? Jest kompletnym palantem! 

– Cieszę się, że pomyślałaś o tym wszystkim. 

– Chciałabym, żebyśmy się postarali być przyjaciółmi. 

RS

background image

 

52 

Słowa  Carrie  nie  bardzo  mu  się  spodobały,  choć  wiedział,  że  ma  rację. 

Nie  powinien  czynić  sobie  nadziei,  ale  co  zrobić,  gdy  obok  niego  siedzi  taka 

kobieta, w dodatku jego żona, a on nie może jej nawet dotknąć. Jednocześnie 

tak daleka i tak bliska. 

Gdy podjechali pod drzwi restauracji, zatrzymał ją na chwilę. 

–  Wiesz,  że  w  tym  momencie  wkraczasz  do  mojego  świata?  Jutro 

zobaczysz  się  na  okładkach  co  najmniej kilku  gazet.  Będą chcieli  wszystko  o 

tobie  wiedzieć.  A  zresztą,  kto  ich  może  winić?  –  zakończył  z  uśmiechem, 

pomagając jej wysiąść z auta. 

Trzymając  się  za  ręce,  weszli  do  najlepszej  włoskiej  restauracji  na 

Manhattanie. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

53 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Było już kilka minut po dziesiątej. Niecałe trzydzieści minut temu wrócili 

z kolacji. Trent od razu poszedł pod prysznic, a Carrie usiadła przy kuchennym 

stole,  oglądając  najświeższe  wydanie  gazety  z  ogłoszeniami  i  porównując 

wymagania rekrutacyjne ze swoim życiorysem. 

Po chwili do kuchni wkroczył Trent. Carrie spojrzała na niego, po czym 

szybko  opuściła  wzrok  na  gazetę.  Miał  na  sobie  jedynie  dżinsy!  Przez  chwilę 

widziała  jego  gładki  tors,  na  którym  lśniły  pojedyncze  krople  wody.  Nie 

powinna na to patrzeć. Jak teraz uśnie? 

– Co robisz? – spytał, grzebiąc w lodówce. 

– Przeglądam ogłoszenia o pracę. Chyba muszę poprawić swoje CV. 

– Pomóc ci? 

–  Nie,  dzięki.  Po  prostu  muszę  zmienić  układ  ramki  zawierającej 

doświadczenie zawodowe. 

– Pokaż. 

Podała mu kartkę. Trent usiadł naprzeciwko i zaczął czytać jej życiorys. 

– Jestem zdeterminowana, by dostać jak najlepszą pracę w branży grafiki 

komputerowej – wyrecytowała, jakby była na prawdziwej rozmowie w sprawie 

pracy.  –  Oczywiście  praca  biurowa  jest  dla  mnie  odpowiednia,  ale  docelowo 

chciałabym się samodzielnie zajmować dużymi projektami. Chcę się uczyć od 

najlepszych. 

– Wiem, co musisz zmienić – zawyrokował, podając jej pismo. 

– Co? 

– Nazwisko. 

– Proszę? 

RS

background image

 

54 

–  Zmień  nazwisko  na  Tanford.  Nie  będziesz  miała  problemu  ze 

znalezieniem dobrej pracy. 

– Nie mogę tego zrobić – odpowiedziała ostro. 

– Dlaczego nie? 

– Chcę zdobyć dobrą pracę dzięki własnym kwalifikacjom. 

–  Carrie,  pracodawcy  nie  interesują  twoje  kwalifikacje  –  tłumaczył 

cierpliwie. – Zdajesz sobie sprawę, ilu ludzi szuka pracy w Nowym Jorku? 

– Myślę, że wielu. 

–  Tysiące  –  odpowiedział,  wyjmując  z  lodówki  piwo  i  otwierając  je  z 

sykiem. – Nikt nie przeczyta twojego życiorysu, jeśli nie zwrócisz ich uwagi na 

pewien ważny fakt. 

– Czyli nazwisko Tanford – skończyła. 

– Właśnie. 

– Nie tylko ty w tym mieście nazywasz się Tanford. 

– Ale tylko ty nazywasz się Carrie Tanford. Wszyscy w mieście wiedzą, 

z kim się ożeniłem. 

–  Nie  wiem  –  odpowiedziała  cicho,  wpatrując  się  w  swoje  panieńskie 

nazwisko na życiorysie. 

– To nie jest złe nazwisko. 

– Nie, nie jest złe. Po prostu... 

Nie  wiedziała,  jak  to  wytłumaczyć.  To  nie  było  jej  nazwisko.  Poza  tym 

mieli  być  małżeństwem  tylko  przez  rok.  Co  potem?  Wróci  do  swojego 

nazwiska? To wszystko było zbyt skomplikowane. Zresztą teraz już wszystko, 

co było związane z Trentem, było skomplikowane. 

–Najpierw zdobądź pracę, a potem pokażesz swoje kwalifikacje. 

– Ja naprawdę długo się uczyłam i nie chcę dostać pracy tylko dlatego, że 

noszę twoje nazwisko – poskarżyła się. 

RS

background image

 

55 

– Carrie, takie są realia. 

Uśmiechnęła  się  nieśmiało.  Miała  wrażenie,  że  szybko  zostaną  dobrymi 

przyjaciółmi. Powoli zaczynali się dogadywać i to sprawiało, że czuła się coraz 

bardziej bezpieczna. Niestety, erotyczne przyciąganie także się nasilało. Carrie 

od pierwszego spotkania starała się w sobie stłamsić to niebezpieczne uczucie, 

ale niestety nie umiała. 

– Mogę? – spytała, popijając jego piwo. 

Spojrzała na nagłówek swojego życiorysu. Tak, teraz nazywała się Carrie 

Tanford.  W  końcu  dlaczego  miałaby  się  tego  wstydzić?  Nawet  jeśli  dostanie 

pracę  po  znajomości,  zrobi  wszystko,  aby  pokazać,  jak  dobrym  jest 

pracownikiem. 

– Chyba masz rację. Zmienię nazwisko. 

– Dobra decyzja. 

Trent  przechylił  się  nad  stołem  i  pocałował  ją.  Pocałunek  był  długi, 

ciepły  i  bardzo  przyjemny.  Carrie  zakręciło  się  w  głowie,  niemal  słyszała 

swoją pulsującą w żyłach krew. Gdy tylko jej dotykał, czuła się niewymownie 

szczęśliwa.  Tak  było  i  tym  razem.  Całkowicie  straciła  głowę  i  wszystkie 

przyrzeczenia,  że  nie  pozwoli  na  kontakt  fizyczny  między  nimi,  uleciały 

niczym za dotknięciem magicznej różdżki. Gdy ją całował, nic innego się nie 

liczyło. Świat po prostu przestawał istnieć. 

Carrie  dała  się  porwać  namiętności.  Ich  języki  tańczyły  pełen  erotyzmu 

taniec. Carrie uniosła dłoń i delikatnie głaskała jego świeżo ogolony policzek. 

Pachniał wodą kolońską i była pewna, że już zawsze będzie rozpoznawała ten 

zapach. Zapach mężczyzny. 

Coś  w  jej  głowie  cichutko  szeptało,  że  źle  robi  i  na  pewno  będzie  tego 

żałowała, ale teraz jej to nie interesowało. Chciała korzystać z życia, w którym 

coraz częściej widziała Trenta. 

RS

background image

 

56 

Niemal  w  tym  samym  momencie  unieśli  się  ze  swoich  siedzeń,  by  po 

chwili  tulić  się  i  dotykać.  Czuła  jego  ciepłe  ręce  pod  swoją  koszulką,  ale  nie 

miała siły oponować. Poza tym pieszczota sprawiała jej radość i przyjemność. 

Czuła,  że  on  także  jest  podniecony.  Gdy  dotknął  jej  piersi,  jęknęła 

mimowolnie.  Palcami  zataczał  kręgi  wokół  sutków.  Carrie  przerwała 

pocałunek i głośno oddychając, patrzyła mu w oczy. 

Tak bardzo go pragnęła. Chciała, żeby zerwał z niej czerwoną sukienkę i 

położył choćby na kuchennym stole. Była gotowa na wszystko. 

Oboje  usłyszeli  pukanie  do  drzwi.  Magia  chwili  umknęła  w  jednej 

sekundzie.  Trent  niechętnie  wyciągnął  ręce  spod  jej  sukienki  i  starał  się  nie 

patrzeć, gdy Carrie szybko poprawiała ubranie. 

–  Jest  już  jedenasta  –  powiedziała,  zerkając  na  zegarek.  Gdy  wyszli  na 

korytarz, usłyszeli szczekanie psa sąsiadów i podniesiony damski głos. 

– Mam nadzieję, że to nie Vivian Vannick–Smythe –stwierdziła Carrie. 

–  Zaraz  wracam  –  wymruczał  i  podszedł  do  drzwi.  Carrie  wróciła  do 

kuchni i usiadła ciężko przy stole. 

Musiała zebrać myśli. Na razie nie wiedziała, czy zacząć besztać siebie w 

duchu, czy raczej sobie gratulować. 

korytarza 

dochodziły 

odgłosy 

gwałtownej 

wymiany 

zdań. 

Zaciekawiona wyszła zobaczyć, co się dzieje. Trent właśnie zamykał drzwi. 

– Przeszłość zastukała nam do drzwi – powiedział tajemniczo. 

– Trent, proszę! – krzyczała kobieta za drzwiami. 

–  Przepraszam  cię  za  to  –  tłumaczył  się  gorączkowo  Trent,  patrząc 

żałośnie na Carrie. – Nie wiem, jak się tu dostała. Widziała nas w Babbo i ma z 

tym jakiś problem. 

Pokręcił jeszcze raz głową i otworzył drzwi. 

– Madeline, idź do domu. 

RS

background image

 

57 

Wysoka, piękna kobieta potrząsnęła burzą rudych loków. 

 –Nie. 

– Zamówię ci taksówkę. 

– Nie chcę żadnej taksówki – wysyczała. – Chcę, żebyś mi wytłumaczył, 

jak mogłeś przyprowadzić do Babbo takie małe, zapuszczone coś i nazwać to 

żoną! 

Carrie krew uderzyła do głowy. Nie była małym, zapuszczonym czymś. 

Przepchnęła się przed Trenta. 

– Carrie, nie – błagał ją. 

– Nie przejmuj się. Chyba musimy sobie coś z panią wyjaśnić. – Wyszła 

na korytarz, stając oko w oko z rudą kobietą. Rywalka była o dobre piętnaście 

centymetrów  od  niej  wyższa,  co  sprawiło,  że  Carrie  musiała  unieść  głowę, 

żeby jej się przyjrzeć. 

– Cześć, Madeline. 

Kobieta obrzuciła ją nienawistnym, ale i zaskoczonym spojrzeniem. 

– Ach, więc jest z nami także twoja słodka żoneczka. 

– Owszem – odpowiedziała Carrie spokojnie. – Ale to ty wypiłaś dzisiaj 

za  dużo  i  o  jedenastej  w  nocy  nachodzisz  mężczyznę,  który  najwyraźniej  nie 

ma ochoty z tobą rozmawiać. Przemyśl to. 

Idealne  łuki  brwi  rudowłosej  połączyły  się  ze  sobą,  nadając  jej  twarzy 

nieprzyjemny wyraz. 

–  Czy  to  nie  wygląda  na  desperację?  Spójrz  na  siebie,  jesteś  piękną 

kobietą, a poniżasz się. 

– Tak, chyba masz rację – wybąkała blada Madeline. 

–  Jedź  do  domu,  weź  kąpiel  i  idź  spać,  a  jutro  zaczniesz  nowe  życie.  – 

Carrie  dotknęła  jej  ramienia  w  geście  przyjaźni.  –  Kochana,  jesteśmy  na 

Manhattanie. Na każdym rogu czeka przystojny, wolny milioner. 

RS

background image

 

58 

– Masz rację, tak, masz rację. Dziękuję ci...? 

– Carrie. 

– Dzięki, Carrie. 

– Zamówić ci taksówkę? 

– Nie, recepcjonista mi zamówi. Uwielbia mnie... Czasami żałuję, że jest 

tylko recepcjonistą. – Roześmiała się. 

– Wiem. Dobranoc. 

Gdy  zamknęła  drzwi  i  odwróciła  się  do  Trenta,  wpatrywał  się  w  nią  z 

otwartymi ustami i z wyrazem kompletnego osłupienia na twarzy. 

– Nie mogę uwierzyć – powiedziała. 

– Wiem. Naprawdę, bardzo cię przepraszam. 

– Nie mogę uwierzyć, że chociaż jedna z twoich byłych panienek umiała 

tutaj trafić bez drogowskazu. 

Przez  chwilę  patrzył  na  nią  kompletnie  wytrącony  z  równowagi,  aby  w 

końcu wybuchnąć śmiechem. Po minucie Carrie podeszła do  Trenta, położyła 

dłoń na jego ramieniu i uśmiechnęła się czule. 

– Dobranoc, mój mężu. 

– Poczekaj.  

– Tak? 

Przez chwilę wyglądał, jakby chciał skończyć to, co zaczęli w kuchni, ale 

nie wiedział, jak naprawić nastrój po wizycie swojej byłej dziewczyny. 

Carrie uśmiechnęła się i odmownie potrząsnęła głową. 

– Dobrze. – Rozczarowany próbował się uśmiechnąć. 

– Jeszcze raz dobranoc. 

– Carrie?  

–Tak? 

RS

background image

 

59 

–  Kiedy  mówiłaś  o  tym  przystojnym  milionerze,  to  mnie  miałaś  na 

myśli? – zapytał z lekko uniesioną jedną brwią. 

– Dobranoc, Trent – powiedziała, wślizgując się do swojego pokoju. 

–  Dostałam  pracę!  –  krzyknęła  Carrie  kilka  dni  później,  biegnąc  do 

kuchni. – Właśnie do mnie zadzwonili! 

Trent był w kuchni, przygotowywał kolację. 

– Gratuluję! – Uśmiechnął się, zawijając sushi. 

– Dziękuję. 

Omiotła  go  spojrzeniem.  Codziennie  po  pracy  zrzucał  garnitur  i 

przebierał  się  w  wygodne  ubrania.  Dzisiaj  miał  na  sobie  dżinsy  i  sprany 

bladoniebieski  podkoszulek,  a  na  stopach  japonki.  Carrie  zauważyła,  że 

koszulka  musiała  się  skurczyć  w  praniu, bo  dokładnie  opinała  wszystkie  jego 

mięśnie ramion i pleców. 

– Więc kto cię zatrudnił? – spytał, wyjmując białe wino i dwa kieliszki. 

– Ebett i Gregg. 

– Super. Twoje zdrowie! – ogłosił, podnosząc w górę kieliszek. 

–  Dlaczego  w  ogóle  nie  jesteś  zdziwiony?  –  spytała,  patrząc  na  niego 

podejrzliwie. 

– Zmieniłaś nazwisko na Tanford? 

 –Tak. 

–  Więc  dlaczego  mam  być  zdziwiony?  Byliby  idiotami,  gdyby  cię  nie 

przyjęli. 

– Ale z ciebie mądrala. 

– Cóż,  taki  już  jestem. –  Roześmiał się  srebrzyście,  kładąc  dłonie  na  jej 

talii i delikatnie przyciągając ją ku sobie. 

– Naprawdę? – spytała z ironią. – Nawet sekretarka nazywa cię mądralą? 

– Jakbyś zgadła... 

RS

background image

 

60 

–  Więc  gdy  sekretarka  łączy  do  ciebie  rozmowę,  to  mówi:  „Telefon  do 

pana, panie Mądralo" – kontynuowała z niewinną minką. 

–  A  ja  chyba  ciebie powinienem  nazwać  mądralą –  wyszeptał  prosto  do 

jej ucha. – Idź się przebierz. 

–  Po  co?  –  spytała, chłonąc całą  sobą  jego  zapach.  Uwielbiała,  gdy  byli 

tak blisko siebie. 

–Idź. 

Wzruszyła  ramionami,  ale  posłusznie  obróciła  się  na  pięcie  i  poszła  do 

swojego  pokoju.  Czuła,  że  Trent  podąża  za  nią  jak  cień.  Stojąc  przed  szafą, 

jeszcze raz na niego spojrzała. Trent uśmiechnął się szeroko i kiwnął głową. 

– O, cholera! 

– Bardzo interesująca reakcja – zachichotał. – Ale, szczerze mówiąc, nie 

takiej oczekiwałem. 

Każdy  centymetr  jej  szafy  wypełniały  ubrania,  apaszki,  torebki,  paski  i 

buty. Carrie nieśmiało wyciągnęła dłoń i dotknęła jedwabnej sukni od Chanel. 

– Czy ty wykupiłeś cały sklep? 

– No nie cały, ale większą jego część – odpowiedział skromnie. 

– Wiedziałeś o tej pracy! – zawołała nagle, gwałtownie odwracając się do 

niego. 

– Dzwonili tu kilka godzin temu. 

– Kupiłeś to wszystko w kilka godzin? 

– Jak masz pieniądze i nazywasz się Tanford, to naprawdę nic trudnego. 

Carrie  bez  tchu  usiadła  na  łóżku.  Oczywiście,  gest  Trenta  był  bardzo 

miły,  ale  znowu  poczuła  irytujące  ukłucie  w  sercu.  To  nie  był  jej  świat. 

Niemniej jednak powinna mu podziękować. 

–  Trent,  to  naprawdę  bardzo  miłe  z  twojej  strony.  Nikt  nigdy  nie  zrobił 

mi takiego prezentu i wierz mi... 

RS

background image

 

61 

– Carrie, ja zrobiłem to także dla siebie. 

– Słucham? 

– Jesteśmy teraz na świeczniku. Musimy bywać w pewnych miejscach, a 

twoje stare ubrania są niezbyt odpowiednie. 

–  No  pewnie,  że  nie  pasują  do  twojego  snobistycznego  światka  – 

odpowiedziała  złośliwie.  –  Dobra,  zrozumiałam.  Wcześniej  ubierałam  się  jak 

zwariowana hippiska. 

– Poza tym potrzebujesz eleganckich ubrań do pracy. 

Carrie podeszła go uścisnąć. Nie miało to mieć podtekstów erotycznych, 

ale Trent bez skrępowania zaczął ją przytulać. Carrie zdawała sobie sprawę, że 

te jego uściski stają się coraz częstsze i nie umiała jasno powiedzieć, czy ją to 

uszczęśliwia, czy wręcz przeciwnie. 

– Nie należę do kobiet, które odmawiają prezentów, choć skrycie o nich 

marzą. 

–Nie? 

– Dziękuję – odpowiedziała z uśmiechem i pocałowała go lekko w kącik 

ust. 

–  Bardzo  proszę.  A  teraz  pozwól,  że  dokończę  kolację,  zanim  wypijesz 

jeszcze więcej wina i rzucisz się na mnie w niecnych zamiarach – zażartował. 

– Nie martw się, nie rzucę się – zaszczebiotała rozpromieniona. 

– To nawet już pomarzyć nie wolno? 

– Panie Tanford, pani Davis na linii. 

Trent  nie  podniósł  głowy.  Przygotowywał  się  do  ważnego  spotkania  i 

nawet dobrze nie usłyszał nazwiska. 

– Niech zostawi wiadomość. 

– Mówi, że to bardzo ważne, proszę pana. 

RS

background image

 

62 

–  Tak,  dla  każdego  jego  sprawa  jest  najważniejsza  –warknął.  –  Niech 

zostawi wiadomość. 

– Powiedziała, że to chodzi o pańską teściową. 

– Przecież ja nie mam... – zaczął, ale nagle zdał sobie sprawę, że owszem 

ma. – Dobrze, połącz ją. 

– Proszę bardzo. 

–  Tu  mówi  Trent  Tanford  –  zaczął,  zastanawiając  się,  dlaczego  matka 

Carrie  do  niego  dzwoni.  Nic  prawie  o  niej  nie  wiedział.  Carrie  powiedziała 

tylko, że jest artystką i mieszka na Manhattanie. 

–  Panie  Tanford  –  zaskrzeczał  w  słuchawce  głos  starszej  kobiety.  – 

Nazywam się Wanda Davis i jestem opiekunką pani Gray. 

– Opiekunką? 

– Mamy tutaj mały problem. 

– Jaki problem? – powtórzył Trent. 

– Czy wie pan, gdzie jest Carrie? 

– W pracy. Co się stało? 

–  Kilka  razy  dzwoniłam  na  jej  komórkę  i  do  domu,  ale  nikt  nie 

odpowiada.  Pani  Gray  wpadła  w  szał  i  tylko  Carrie  potrafi  ją  uspokoić. 

Naprawdę nie chciałabym być zmuszona do wezwania karetki. 

– Pani Gray jest chora? 

– No, tak, przecież ma... – Wanda zawiesiła głos. – Pan nic nie wie? 

Przez  chwilę  Trent  rozmyślał  o  umówionych  spotkaniach,  stosie 

dokumentów  do  podpisania  i  kilku  ważnych  telefonach,  które  powinien 

bezzwłocznie wykonać. 

– Proszę nie wzywać karetki. Jaki to adres? 

 

 

RS

background image

 

63 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Kiedy  Carrie  dostała  się  wreszcie  do  mieszkania  mamy,  była  bliska 

rozstroju nerwowego. Miała ważne spotkanie z nowymi klientami i szef kazał 

im wszystkim wyłączyć telefony komórkowe. Nigdy więcej tego nie zrobi! 

Po  spotkaniu,  gdy  wracała  już  do  swojego  biurka,  wysłuchała  pięć 

rozpaczliwych  wiadomości  nagranych  przez  Wandę.  Poinformowała 

sekretarkę, że musi pilnie wyjść w sprawie rodzinnej. 

Gdy tylko Carrie otworzyła drzwi, zobaczyła siedzącą na kanapie Wandę. 

– Wanda? Co się stało? – spytała roztrzęsionym głosem Carrie. 

Gdy Wanda ujrzała Carrie, od razu na jej twarzy pojawił się wyraz ulgi. 

– Nie mam pojęcia. Mówiła o twoim ojcu. 

– O Boże – jęknęła Carrie. 

–  Niejednokrotnie  już  o  nim  wspominała,  ale  nic  się  nie  działo 

strasznego.  Myślałam,  że  tak  będzie  i  tym  razem.  Gotowałam  zupę,  kiedy 

zaczęła  płakać.  Krzyczała,  że  musi  iść  znaleźć  twojego  ojca,  musi  mu  coś 

powiedzieć. 

– Och, nie. 

– Chciała wyjść z mieszkania. Złapałam ją przy drzwiach. 

Carrie poczuła, jak coś w jej brzuchu zaciska się w ciasny supeł. Mama 

od pół roku nie chciała wyjść z domu. 

– Nigdy nie  widziałam jej w takim stanie. Nie odbierałaś telefonu, więc 

zadzwoniłam do twojego męża. 

Trent  nie  miał  pojęcia  o  chorobie  mamy.  Nie  chciała  mu  o  tym  mówić. 

Gdyby byli przyjaciółmi, to co innego... Zastanawiała się czasem, czy mu nie 

powiedzieć, ale nie miała na tyle odwagi.... 

– Przyszedł pół godziny temu. 

RS

background image

 

64 

Carrie gwałtownie uniosła głowę. Trent tu był? 

– Nie wiem, jak to zrobił, ale w ciągu jednej minuty uspokoił Rachel. 

Carrie poszła do pokoju mamy. Czuła się jak lunatyk. 

Mama spała jak dziecko. Carrie z radością zauważyła, że Grace uśmiecha 

się przez sen. Obok łóżka, na krześle, na którym zwykła siadać, siedział Trent 

z  książką  w  dłoni.  Gdy  tylko  usłyszał  Carrie,  położył  palec  na  ustach, 

nakazując ciszę. 

– Dopiero co zasnęła – wyszeptał. 

Carrie  cicho  podeszła  do  niego,  położyła  dłonie  na  jego  ramionach  i  ze 

smutkiem patrzyła na matkę. 

– Już wszystko w porządku? 

– Tak. Koniecznie chciała wyjść z domu, żeby odszukać twojego tatę. 

Carrie  napłynęły  łzy  do  oczu.  Bardzo  chciała  wytłumaczyć  mamie,  że 

ojciec  zostawił  ich  bardzo  dawno  temu  i  jest  im  o  wiele  lepiej  bez  niego. 

Niestety,  Rachel  coraz  częściej  myliła  przeszłość  z  teraźniejszością.  Nie 

kojarzyła  twarzy,  nie  umiała  sobie  przypomnieć  o  ważnych  wydarzeniach. 

Tamte  smutne,  dawne  wydarzenia  były  dla  niej  dniem  powszednim.  Carrie 

wolałaby sama cierpieć katusze, niż widzieć matkę w tym stanie. 

– Jak ją uspokoiłeś? 

– Zapewniłem ją, że go znajdę. 

– Trent, nie... 

– Muszę to zrobić. Obiecałem. 

– Rozumiem. – Carrie pokiwała głową. 

– Pytała, kim jestem – powiedział nagle Trent, patrząc Carrie w oczy. – 

Powiedziałem, że twoim mężem. 

– Co ona na to? 

RS

background image

 

65 

–  Na początku nie kojarzyła,  kim  jesteś,  ale  zanim  zasnęła,  spojrzała  na 

moją twarz i powiedziała, że jestem mężem jej Carrie. 

Carrie  mimowolnie  ścisnęła  jego  ramiona.  Nie  mogła  uwierzyć,  że  jest 

tutaj i pomaga jej przejść przez te wszystkie straszne dla niej chwile. 

– Co czytasz? – spytała, starając się ukryć wzruszenie. 

– „Rozważną i romantyczną". 

– Romans? 

–  Twoja  mama  powiedziała,  że  to  jedna  z  jej  ulubionych  książek.  Gdy 

zacząłem  jej  czytać,  od  razu  zasnęła.  Cóż,  jak  na  romans  nie  jest  wcale  taka 

zła. 

–  Cieszę  się,  że  Jane  Austen  zdobyła  twoje  uznanie.  Spojrzał  na  nią 

przenikliwie, przymykając oczy. 

– Co tam? 

– Przypominasz mi Elizabeth Bennet. Ona też jest taką mądralą. 

– Tak, jest. – Carrie roześmiała się cicho. 

–  Słuchaj,  jeśli  chcesz,  to  wróć  do  pracy.  Zajmę  się  twoją  mamą,  nie 

musisz się martwić. 

– Nie. 

– Dlaczego nie? To twój pierwszy tydzień w tej pracy. 

– Muszą to zrozumieć – zakomunikowała twardo. 

– Ale nie zrozumieją. Wyleją cię. 

Carrie  wiedziała,  że  Trent  ma  rację.  Nie  mogła  jednak  zostawić  mamy 

samej. 

– Ja zostaję – oznajmił tak poważnie, że aż się cofnęła. Nigdy nie patrzył 

na nią takim twardym wzrokiem. 

– Ty też masz pracę – zauważyła nieśmiało. 

RS

background image

 

66 

–  Skarbie,  jestem  prezesem.  Mogę  robić,  co  tylko  chcę.  W  całej  mojej 

karierze opuściłem zaledwie trzy dni pracy. Czwarty jestem w stanie poświęcić 

w całości twojej mamie. 

– Trent, nie mogę. 

– Do zobaczenia w domu. 

Carrie nie mogła się poruszyć. Nie mogła zrozumieć, że Trent zachowuje 

się jak... mąż. 

– Jeśli tylko się pogorszy... – zaczęła. 

– To od razu do ciebie zadzwonię – zapewnił. 

Carrie  zdawała  sobie  sprawę,  że  nie  może  lekceważyć  pracy,  bo  dzięki 

niej  zabezpieczy  finansowo  mamę.  Jeszcze  raz  ścisnęła  mocno  Trenta  za 

ramiona. 

– Będę tutaj przed szóstą. 

– Jasne. Uciekaj już! – Pomachał jej i otworzył książkę. 

– Muszę się dowiedzieć, z kim będzie pan Darcy! 

Carrie uśmiechnęła się do jego pleców, rzuciła okiem na matkę i opuściła 

pokój. 

Trent  leżał  w  łóżku,  przeglądając  życiorysy  i  podania  kandydatów  na 

wakat  w  firmie,  gdy  usłyszał  otwierające  się  drzwi  do  mieszkania.  Rzucił 

okiem na budzik na stoliku nocnym. Było już dobrze po jedenastej. Gdy koło 

szóstej  przyjechała  Carrie,  chciał  jeszcze  z  nimi  zostać,  ale  kategorycznie 

stwierdziła, że on też musi odpocząć. 

Słyszał,  jak  wchodzi  do  swojego  pokoju  i  otwiera  szafę.  Gdy  po  kilku 

minutach  dźwięki  ucichły,  był  pewien,  że  leży  już  w  łóżku.  W  końcu  miała 

dziś ciężki dzień. 

Zaczął  czytać  kolejny  życiorys.  Wślizgnęła  się  do  jego  pokoju. 

Zdziwiony  spojrzał  na  nią.  . . i   w   sekundzie  stracił  głowę.  Miała  na  sobie 

RS

background image

 

67 

jedynie beżową koszulkę nocną, którą zresztą sam wybierał.  Włosy zebrała w 

kok  nad  karkiem.  Trent  zauważył,  że  nie  ma  już  na  twarzy  śladu  makijażu. 

Przeniósł  wzrok  na  jej  ciężkie,  pełne  piersi.  Połyskujący  materiał  ledwie  je 

skrywał. 

– Trent – powiedziała miękko. 

– Przestań! 

–  Co  się  stało?  –  Zamarła  w  pół  drogi,  przerażona  jego  zimnym  tonem 

głosu. 

– Nie przychodź do mnie w takich strojach! 

– Dlaczego? 

– Dobrze wiesz dlaczego! 

Jej  słodkie  usta  rozciągnęły  się  w  uśmiechu.  Podciągnęła  koszulkę  do 

góry. Teraz może biust miała zakryty, ale za to odsłoniła całe nogi. 

–  Carrie,  mówię  poważnie  –  powiedział  groźnie,  starając  się  tak  ułożyć 

kołdrę,  aby  nie  było  widać  zaokrąglenia,  które  pojawiło  się  wraz  z  jej 

nadejściem. – Jeśli nie wyjdziesz w ciągu pięciu sekund, nie ręczę za siebie. 

Jej zielone oczy zalśniły w półmroku. Nie poruszyła się nawet o milimetr. 

– Raz – zaczął, siadając na łóżku. – Dwa.  

Wciąż się nie ruszała. 

– Trzy. 

Zrobiła krok w kierunku łóżka. 

– Cztery. 

Nie  powiedział  pięć.  Nie  zdążył.  Już  stał  obok  Carrie  i  trzymał  ją  w 

ramionach. Jego usta niemal miażdżyły jej wargi. Położył ją na łóżku. Tarzali 

się  na  nim,  całując  i  pieszcząc.  Gdy  przez  chwilę  była  akurat  na  górze,  prze-

rwała pocałunek i spojrzała na niego dziko. Była jego. 

RS

background image

 

68 

Bez  chwili  zastanowienia  przewrócił  ją  na  plecy.  Ogarnęło  go  dzikie 

pożądanie.  Chciał  ją  całować,  pieścić,  lizać.  Wejść  w  nią  i  nigdy  nie 

wychodzić.  Obsypywał  jej  szyję  pocałunkami,  słuchając  cudownych  jęków  i 

westchnień.  Carrie  odchyliła  głowę,  dając  mu  większe  pole  do  manewru. 

Przylgnął  ustami  do  jej  gardła.  Poruszyła  się  pod  nim.  Gdy  poczuł  jej 

napierające biodra, miał ochotę krzyczeć z radości. Bez słów pokazywała mu, 

że  jest  gotowa  na  to,  co  się  miało  stać.  Wiedzieli  o  tym  oboje  już  od  kilku 

tygodni. Potrzebowali jedynie iskry, która podpali lont. 

Trent  chciał  działać  powoli.  Miał  nadzieję  odkryć  i  pocałować  każdy 

milimetr jej ciała. 

Carrie czuła, że jej wszystkie mięśnie drżą w oczekiwaniu na jego dotyk. 

Było jej duszno i zimno zarazem. Już teraz było jej tak cudownie, że bała się 

marzyć, co się stanie, gdy dojdzie do czegoś więcej. 

Trent  całował  płatki  jej  uszu,  szepcząc  czułe  słowa  i  jednocześnie 

pieszcząc jej piersi. Carrie wplotła palce w jego włosy. 

– Pocałuj mnie – poprosiła. 

– Carrie – wyszeptał, głaszcząc ją. 

Spełnił  jej  prośbę,  delikatnie  przytulając  ją  do  siebie.  Miał  wrażenie,  że 

są zespoleni i że wszystko wokół nich przestało się liczyć. 

Carrie  oplotła  go  nogami  w  pasie,  wodząc  dłońmi  po  jego  barkach  i 

plecach.  Gdy  skończyli  się  całować,  zaczęła  pieścić  delikatnie  jego  twarz, 

zupełnie się nie spiesząc. Nie kochała się już prawie od dwóch lat. Wtedy seks 

był  zwyczajny.  Teraz  te  chwile  z  Trentem  były  inne.  Pełne  czułości  i  magii 

intymności. Nie chodziło jej tylko o seks, chciała być po prostu bliżej niego. 

Trent zdawał się czytać w jej myślach, dotykał jej ciała w taki sposób, że 

wariowała z rozkoszy, choć wciąż czekała na więcej. Chciała mieć go w sobie 

RS

background image

 

69 

teraz,  zaraz!  Wiedziała,  że  on  także  tego  pragnie.  Te  jego  ukradkowe 

spojrzenia, lekkie dotknięcia, za każdym razem, gdy byli blisko siebie. 

Laura Wright 

Była taka szczęśliwa! 

Powoli  zaczął  ją  rozbierać.  Zsunął  ramiączka  atłasowej  koszulki, 

muskając  przy  tym  jej  ramiona.  Wzrok  Trenta  zapłonął  pożądaniem,  gdy 

zobaczył jej duże piersi zwieńczone różowymi niczym pąki róż sutkami. Carrie 

wygięła  się,  jeszcze  bardziej  eksponując  swoje  walory.  Wtuliła  twarz  w 

poduszkę przesiąkniętą jego zapachem. Trent pochylił się i wziął w usta sutek. 

Delikatnie go ssał, drażniąc językiem. 

Piersi  Carrie  zawsze  były  wrażliwe  na  dotyk,  więc  ta  pieszczota  zrobiła 

na  niej  ogromne  wrażenie.  Podczas  gdy  usta  Trenta  zajmowały  się  jednym 

sutkiem, drugi obracał w palcach. Carrie miała wrażenie, że za chwilę oszaleje. 

Złapała Trenta za głowę i lekko odciągnęła od swojego biustu. Ich gorące 

spojrzenia się spotkały, co zaowocowało kolejnym pocałunkiem. 

–  Carrie...  –  wyszeptał,  kładąc  dłoń  na  jej  łonie.  –  Kochanie,  jesteś  już 

gotowa. Powiedz mi, czego chcesz. 

– Ciebie – jęknęła, patrząc z pożądaniem w jego oczy. 

Uniósł  się  na  łokciach  i  delektował  się  widokiem  jej  cudownych 

krągłości. W najśmielszych snach nie przypuszczał, że będzie aż tak pragnął tej 

dziewczyny.  Całując  jej  brzuch,  zsunął  z  niej  figi  i  czym  prędzej  ściągnął 

swoje bokserki, w których było mu coraz ciaśniej. 

Gładził  jej  uda,  rozsuwając  coraz  bardziej  kolana.  Przycisnął  swój 

członek  do  jej  mokrego  łona,  napawając  się  gorącem.  Carrie,  czując  ucisk, 

wypchnęła biodra do przodu i mocno go do siebie przytuliła. Szybkim ruchem 

wszedł w nią. Pasowali do siebie idealnie. 

RS

background image

 

70 

Zaczął  się  poruszać.  Carrie  rozchyliła  usta  i  uśmiechnęła  się  szatańsko. 

Przewróciła  go  na  plecy  i  usiadła  na  nim  okrakiem.  Nie  odrywając  od  niego 

oczu, zaczęła się bawić swoimi sutkami i ugniatać piersi. 

– Ty diablico – wyszeptał i zrzucił ją z siebie. Teraz on chciał być górą! 

Natarł na nią mocnymi ruchami, nic zważając na to, że prawie krzyczy z 

rozkoszy i wbija paznokcie w jego plecy. 

– Tak, tak! – jęczała, unosząc biodra coraz wyżej, jakby czekając na jego 

pchnięcia. 

Szybko  zgrali  swoje  ruchy.  Carrie  oplotła  nogami  jego  biodra,  a  ręce 

mocno zacisnęła na szyi.  

Poruszali się do momentu, na który  czekali od pierwszej chwili, gdy się 

poznali.  Carrie  krzyknęła  rozdzierająco,  nie  ruszając  się  przez  dobrych  kilka 

chwil. Oczy miała przymknięte, usta otwarte. Trent nie mógł się napatrzeć na 

słodki  wyraz  jej  twarzy.  Dla  niego  też  w  tym  momencie  otworzyły  się  drzwi 

raju. 

Przez  kilka  minut  żadne  z  nich  nie  było  w  stanie  wydusić  słowa. 

Obejmowali się tylko, ciężko oddychając. 

Carrie czuła się cudownie zrelaksowana i bezpieczna jak jeszcze nigdy z 

nikim. Nie wiedziała, czy to za sprawą seksu, czy pod wpływem myśli, że leży 

w  ramionach  swojego  męża.  A  może  oba  te  czynniki  zadecydowały  o  jej  ba-

jecznym samopoczuciu? 

Odwróciła  się  do  niego,  chcąc  mu  zajrzeć  w  oczy.  Zastanawiała  się 

gorączkowo, co Trent myśli o całej tej sytuacji. Niestety, oczy miał zamknięte, 

a  twarz  spokojną  jak  dziecko.  Delikatnie  pocałowała  koniuszek  jego  nosa  i 

miękkie wargi. 

– Co tam, kobieto? – zawołał, naśladując Tarzana. –Znowu jesteś chętna 

na małe igraszki ze swoim zwierzakiem? 

RS

background image

 

71 

Roześmiała się, głaszcząc go po policzku. 

–  Podoba  ci  się  tak  na  dziko?  Muszę  to  zapamiętać  –  wymruczał  ze 

szczęściem wypisanym na twarzy. 

– Lubię cię. 

Przez  chwilę  żałowała,  że  to  powiedziała. Chyba nie  powinna się  aż tak 

odsłaniać. Trent i tak za dużo o niej wie. 

– Co się stało? Coś nie tak? – zapytał, patrząc na jej nagle spiętą twarz. 

Potrząsnęła głową, starając się przywołać wesoły wyraz twarzy. 

– Na pewno? Wyglądasz na smutną. Martwisz się o mamę? 

–  Nie  w  tym  momencie.  Wolę  myśleć  o  tym,  jak  szlachetnie  się  dzisiaj 

zachowałeś wobec mnie i mojej mamy. 

– Jesteś moją żoną – odpowiedział, wzruszając ramionami. 

– Dziękuję. 

Przez  chwilę  nic  nie  mówił,  jakby  zbierając  myśli.  Gdy  w  końcu  się 

odezwał, jego głos brzmiał cicho i trochę smutno. 

– Dlaczego mi nic nie powiedziałaś? 

– Przecież opowiadałam ci o mamie. 

– Tak, ale tylko to, że była wziętą artystką. 

–  Nie  wiem.  Przez  chwilę  miałam  taki  zamiar,  ale  nie  wiedziałam...  – 

Carrie zacisnęła mocno wargi. 

– Carrie, to alzheimer. Bardzo poważna sprawa. 

– Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. 

– Kochanie, nie pouczam cię – zauważył miękko. – Po prostu chcę się o 

ciebie  troszczyć.  Gdybym  wiedział,  już  wcześniej  starałbym  się  jakoś  ci 

pomóc. 

Przytuliła się do niego. Może i był playboyem, seryjnie uwodzącym byłe 

modelki, ale dla niej był oparciem i przyjacielem. Musiała to przyznać. 

RS

background image

 

72 

– Hej – powiedział, głaszcząc jej nagie plecy. 

 –Tak? 

– Mogę cię jeszcze o coś zapytać? 

– Pewnie. 

– O co chodzi w sprawie twojego ojca? 

Poczuł, jak wszystkie mięśnie Carrie zesztywniały, ale nie odrzuciła jego 

uścisku. 

– A co? – spytała, udając obojętność. 

– Dlaczego nie powiedziałaś, że was zostawił? Wyglądało na to, że mama 

kilka razy odzyskała świadomość w czasie odwiedzin Trenta. 

–  Nie  opowiadałam  ci  o  moich  rodzicach,  bo  to  zbyt  osobiste  tematy  – 

zbyła go oschle. 

– Zbyt osobiste? 

–  Nasze  małżeństwo  miało  być  tylko  umową  biznesową.  Nie  myślałam, 

że zaczniemy się zbliżać do siebie w jakikolwiek sposób. 

– Ale tak się stało. Carrie, spójrz na mnie – nakazał, a gdy wlepiła wzrok 

w jego twarz, poprosił: – Opowiedz mi o wszystkim. 

– Nie wiem, czy mogę. 

– Dlaczego nie? 

– Przyrzekliśmy sobie znajomość tylko na rok. Nie jesteśmy normalnym 

małżeństwem,  które  dzieli  się  swoimi  tajemnicami  i  układa  plany  na 

przyszłość. To wszystko jest wspaniałe, ale nie potrwa długo. Moje uczucia się 

nie liczą. 

– Jakie twoje uczucia? 

Potrząsnęła  głową.  Nie  mogła  mu  powiedzieć,  że  właśnie  się  w  nim 

zakochuje. No, chyba że on by zadeklarował to samo, a wiedziała, że tego nie 

zrobi. 

RS

background image

 

73 

– Nie wiem, czy mogę ci zaufać. 

– Carrie... 

Nie  skończył  zdania,  bo  koło  łóżka  rozdzwonił  się  nagle  telefon.  Przez 

chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. 

– Odbierz. Może to coś ważnego. 

Trent  sięgnął  po  komórkę.  Carrie  naciągnęła  na  siebie  kołdrę,  słuchając 

półsłówek rzucanych przez Trenta. 

– Muszę iść – rzucił, odkładając telefon na stolik. 

– Już prawie północ. 

– Wiem. 

– Wszystko w porządku? 

– Tak. Niczym się nie martw – powiedział, wkładając koszulę i dżinsy. 

– A ty mi ufasz? 

Zauważyła,  że  zamarł,  ale  po  chwili  się  uspokoił,  podszedł  do  łóżka, 

szybko ją pocałował i zaproponował, żeby zajęła jego sypialnię. 

Carrie nie wiedziała co odpowiedzieć. Ten rok dopiero się zaczął. Każde 

z nich chciało czegoś, czego to drugie bało się dać – zaufania. Teraz jednak, po 

tej nocy, wszystko się zmieniło. I może zaufanie będzie najlepszym dowodem 

tej zmiany. 

– Dobrze, zostanę tu – odpowiedziała, patrząc, jak wychodzi z pokoju. 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

74 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

– Mam nadzieję, że ma pan dobry powód, aby mnie tu ściągać w środku 

nocy. 

W  klaustrofobicznym  pokoju  z  odrapanymi  ścianami,  za  małym 

biurkiem,  siedział  detektyw  McGray.  Gdy  usłyszał  Trenta,  podniósł  głowę  i 

zaprosił gestem, aby usiadł. Trent przyszedł ze swoim adwokatem. 

–  Nie  mam  zamiaru  zabierać  panu  cennego  czasu.  Podejrzewam,  że 

wolałby go pan spędzić z uroczą małżonką. 

– Więc czego pan chce? 

– Chcę coś panu pokazać. 

Detektyw  popchnął  w  kierunku  Trenta  kartkę  papieru.  Po  chwili  Trent  i 

Jerry Devlin czytali wiadomość. 

– Czy ten anonim, który pan dostał jakiś czas temu, wyglądał podobnie? 

Trent przebiegł wzrokiem po kartce. 

Milion dolarów. 

Konto bankowe na Kajmanach. Tydzień na zrealizowanie przelewu. 

Trent  spojrzał  w  dół  kartki,  ale  była  zasłonięta  czarną  taśmą,  więc  nie 

mógł  się  zorientować,  jak  nadawca  się  podpisał.  Na  kartce  nie  było  także 

nazwiska adresata. 

– Tak. Ta wiadomość była identyczna. 

–  Świetnie.  Dziękuję  za  przybycie.  To  wszystko  –  odpowiedział 

detektyw. 

– To wszystko? 

–  Chcieliśmy  się  tylko  dowiedzieć,  czy  tamten  list  może  mieć  coś 

wspólnego z tym. Ten był pierwszy. – Detektyw wskazał na kartkę. 

RS

background image

 

75 

– Więc dlaczego nie pokazał mi go pan wtedy? W środku dnia?! – Trent 

nieświadomie podniósł głos. 

– Uważaliśmy, że nie jest to potrzebne. 

–  Ale  w  środku  nocy  w  środku  tygodnia  jest  jak  najbardziej  potrzebne, 

prawda? 

–  Panie  Tanford,  proszę  się  uspokoić  –  wtrącił  się  adwokat,  kładąc 

uspokajająco dłoń na ramieniu Trenta. 

–  Właśnie,  po  co  się  pan  tak  unosi?  –  Detektyw  urwał  nagle,  patrząc  w 

szybę za plecami gości. – Przepraszam na minutę. 

–  Jasne,  poczekamy,  mamy  przecież  całą  noc  –  ironizował  Trent.  –  To 

śmieszne! 

–  Proszę  się  nie  denerwować.  Nie  polepszy  to  naszej  sytuacji.  Nie 

chcemy,  aby  do  prasy  wyciekło,  że  prezes  AMS  nie  chce  współpracować  z 

policją – tłumaczył adwokat. 

– Chyba masz rację. 

–  Proszę  pozwolić,  abym  to  ja  rozmawiał  z  detektywem  w  pańskim 

imieniu. Naprawdę, proszę się postarać nie tracić panowania nad sobą. 

– Dobry pomysł – zgodził się Trent. 

Adwokat wyszedł na poszukiwanie detektywa. Kilka minut później drzwi 

do biura się uchyliły. Wszedł blady na twarzy mężczyzna przed pięćdziesiątką. 

– Trent? Jak się masz? 

Kapitan  policji,  wieloletni  przyjaciel  rodziny  Tanfordów,  podał  dłoń 

Trentowi. 

– Dobrze, Mike, dzięki. 

–  Przepraszam,  że  wyciągnęliśmy  cię  z  łóżka,  ale  było  to  naprawdę 

konieczne. 

– Skoro tak twierdzisz... 

RS

background image

 

76 

–  Sprawa  wcale  nie  posuwa  się naprzód,  a  opinia publiczna  wywiera  na 

nas naciski. Coś ci powiem, ale mam nadzieję, że to nigdzie nie wycieknie... 

– Jasne, mów śmiało. – Trent pokiwał głową. 

– Wydaje nam się, że Marie Endicott wcale nie popełniła samobójstwa – 

powiedział cicho Mike. 

– Co? Jak to nie?! 

– Tego ci już nie mogę zdradzić. Pozdrów rodziców. 

– Jasne. 

– No i gratuluję ożenku. Nigdy nie myślałem, że dożyję tego dnia. Musi 

być wyjątkowa. 

– Jest – szczerze odpowiedział Trent, choć nie miał zamiaru opowiadać o 

Carrie.  Nigdy  nie  plotkował  o  kobietach,  z  którymi  się  spotykał,  więc  tym 

bardziej nie będzie mówił o swojej żonie. 

Uścisnęli sobie dłonie, a minutę po tym, jak kapitan opuścił biuro, weszli 

do niego detektyw z adwokatem Trenta. McGray nawet nie usiadł. 

– Proszę za mną – polecił. 

Wyprowadził  ich  z  biura  i  zostawił  przed  drzwiami  wyjściowymi  z 

posterunku. 

– Dziękuję za przybycie.  Gdyby obecność pani Tanford była  wymagana 

dla rozwoju śledztwa, dam panu znać. 

Trent zamarł, nie wiedząc, czy wierzyć własnym uszom. 

– Czego  pan chce  od  mojej  żony?  –  wysyczał,  patrząc  z  wyzwaniem  na 

detektywa. 

– Pan Tanford ma na myśli, że... – zaczął adwokat. 

– Nie, Jerry! Chcę tylko powiedzieć, że moja żona nie ma z tą sprawą nic 

wspólnego i nie życzę sobie, żeby była w to zamieszana. 

RS

background image

 

77 

–  Nigdy  nic  nie  wiadomo,  choć  oczywiście  wierzę  panu  –  odrzekł 

obojętnie detektyw. 

– Nie chcę, żeby była traktowana w taki sposób jak ja. 

–  Jeśli  nie  będzie  takiej  potrzeby,  pańska  żona  nie  będzie  musiała  tu 

przyjeżdżać. Ale mam nadzieję, że jeśli znowu przyjdzie do pana jakiś anonim, 

tym razem go zobaczymy – odciął się detektyw. 

Dwie  minuty  później  byli  już  na  zewnątrz.  Znużony  Trent  zasiadł  na 

tylnym  siedzeniu  czekającej  już  taksówki  i  potarł  zmęczone  oczy.  Nie  mógł 

uwierzyć,  że  zostawił  swoją  nagą  żoną  w  łóżku,  żeby  tutaj  przyjechać.  Strata 

czasu. 

Gdy  mijali  roziskrzone  ulice,  pełne  roześmianych  turystów,  zdał  sobie 

sprawę,  że  chyba  po  raz  pierwszy  w  życiu  wraca  do  domu...  Do  domu,  w 

którym ktoś na niego czeka. Ta myśl uderzyła w jakąś strunę jego duszy, której 

do tej pory nie zdążył poznać. 

Dwadzieścia minut później cicho wślizgnął się do łóżka. W całym pokoju 

unosił  się  zapach  jej  perfum  i...  miłości.  Z  rozkoszą  wciągnął  powietrze. 

Widząc śpiącą Carrie, pomyślał, że teraz tylko ona wystarczy mu do szczęścia. 

Miał  zamiar  wtulić  się  w  nią  i  przespać  resztę  nocy,  ale  z  chwilą,  gdy  jej 

dotknął, poruszyła się. 

– Hej – wyszeptała. 

– Hej – odpowiedział, całując ją w szyję. 

– Wszystko w porządku? 

 –Tak. 

– Powiesz mi, gdzie byłeś? 

– Nie dzisiaj. 

– Dobrze. Ale na pewno... 

– Tak, wszystko w porządku. Przyrzekam. 

RS

background image

 

78 

Po chwili znowu spała. Trent także usnął. Po kilku godzinach obudził się, 

czując jej słodkie pocałunki na szyi. Dzień rozpoczęli miłością. 

– Muszę się wam do czegoś przyznać. 

Kilka dni później Carrie siedziała w gabinecie kosmetycznym, trzymając 

stopy  w  misce  z  gorącą  wodą  z  płatkami  mydlanymi.  Towarzyszyły  jej 

przyjaciółki.  Amanda  ostatnio  bardzo  intensywnie  pracowała  nad  przyjęciem, 

które  miało  się  odbyć  w  ich  wieżowcu.  Julia  zaś  dopiero  wróciła  z 

kilkunastodniowego  wypoczynku  na  Bermudach.  Obie  nie  miały  pojęcia,  co 

się wydarzyło u Carrie w ciągu kilku ostatnich tygodni. 

– Czy to ma coś wspólnego z tym, że nie odpisałaś na żaden mój mejl? – 

spytała podejrzliwie Julia, gładząc swój powiększający się brzuch. 

– Mniej więcej. 

– Nawiasem mówiąc, nie wierzę, że miałaś czas i ochotę pisać do kogoś 

wiadomości. Bermudy cię nie zauroczyły? – spytała Amanda, próbując wybrać 

odcień lakieru. – Byłaś w podróży poślubnej! 

– No to co? 

– Powinnaś robić to, co się robi w czasie podróży poślubnych. 

–  Jestem  w  zaawansowanej  ciąży  i  zwykłe  dla  was  rzeczy  sprawiają  mi 

trudność – zauważyła niewinnie Julia. 

–  No  już  nie  udawaj,  że...  –  zaczęła  Amanda,  ale  nie  dane  jej  było 

skończyć zdania. 

– Wyszłam za mąż za Trenta Tanforda. 

Zarówno  Julia,  jak  i  Amanda  zapomniały,  o  czym  przed  chwilą 

rozmawiały.  Obie,  nie  potrafiąc  wydusić  ani  słowa,  patrzyły  na  Carrie,  jakby 

postradała zmysły. 

–Co? 

– Wyszłam za mąż za Trenta Tanforda, mojego sąsiada. 

RS

background image

 

79 

–  Carrie,  wiemy,  kto  to  jest  –  wydukała  w  końcu  Julia,  patrząc  z 

niedowierzaniem na przyjaciółkę i czekając, aż coś wyjaśni. 

– Dlaczego? – spytała Amanda. 

– Zakochałam się w nim. 

– Kiedy? – spytała ostro Julia, węsząc podstęp. 

Carrie głośno westchnęła. Spodziewała się, że Julia będzie drążyć temat, 

nie  ze  złośliwości  czy  wścibstwa,  ale  z  troski.  Problem  w  tym,  że  Carrie 

nikomu  nie  chciała  opowiadać  o  szczegółach  umowy,  którą  zawarli.  Nie 

umiała  się  przyznać,  że  wyszła  za  mąż  za  mężczyznę,  którego  w  momencie 

ślubu nie kochała. 

Nikt nie musi wiedzieć, dlaczego małżeństwo zostało zawarte. 

–  Posłuchaj  –  powiedziała  do  Julii.  –  Wiem,  że  to  brzmi  dziwnie,  ale 

kocham tego człowieka. 

Teraz. Kocha go teraz. I tylko to się liczy. 

Słodki,  delikatny  dreszcz  przebiegł  Carrie  po  plecach.  Nie  skłamała. 

Naprawdę go kocha. 

Spojrzała  na  obie  przyjaciółki,  które  wciąż  przypatrywały  jej  się  z 

mieszaniną zdziwienia i strachu. 

–Miałam  nadzieję  usłyszeć  gratulacje  –  powiedziała  Carrie,  biorąc 

przyjaciółki  za  ręce.  –  A  myślałyście,  że  zaprosiłam  was  tutaj,  bo  was  lubię? 

Chciałam, żebyście mi przebaczyły ten ślub w sekrecie – zażartowała. 

– Myślisz, że się wykpisz masażem stóp? – spytała Julia, patrząc dziwnie. 

– To o to chodzi? 

–  Jestem  w  stanie  ci  przebaczyć  –  stwierdziła  obojętnie  Amanda, 

częstując się czekoladowym ciastkiem z patery. 

– Zdrajczyni – wysyczała Julia. 

RS

background image

 

80 

Przez  kilka  minut  siedziały  w  swoich  fotelach,  nie  odzywając  się  do 

siebie. Carrie miała wrażenie, że cisza dzwoni jej w uszach. 

– Więc jak ci się podoba życie mężatki? – wydusiła w końcu z wysiłkiem 

Julia. 

– Akurat ty to powinnaś wiedzieć – odpowiedziała za Carrie Amanda. 

– Chciałabym wiedzieć, jak to jest być żoną Trenta Tanforda. 

– Hmm... Ekscytująco. 

– Dziwny dobór słownictwa – zauważyła Julia. 

–  W  jaki  sposób  ekscytująco?  –  spytała  z  nieodgadnionym  uśmiechem 

Amanda. 

–  Jest  naprawdę  wspaniały  i  troskliwy.  Traktuje  mnie  jak  królową.  Nie 

oczekiwałam tak wiele. 

To  akurat  była  prawda.  Oczekiwała  mijania  się  w  korytarzu  bez  słowa, 

dzielenia bezosobowej jadalni i kuchni. Nie przypuszczała, że  wszystko może 

się tak zmienić. 

Przez  chwilę  zastanawiała  się,  co  Trent  myśli  o  ich  małżeństwie.  Czy 

myśli  tak  samo  ciepło  o  niej  jak  ona  o  nim?  Czy  zwierza  się  komuś  z  ich 

wzajemnych relacji? 

– Ale dlaczego tak szybko zdecydowałaś się na ślub? Rozumiem, że się 

zakochałaś,  ale  po  co  od  razu  ślub?  –spytała  Julia.  –  Czy  to  coś  zmieniło 

między wami? 

– Może masz rację, że bardzo szybko zdecydowaliśmy się iść do ołtarza. 

Ale  z drugiej strony na co czekać, skoro  wiedziałam, że to ten jedyny. Wciąż 

się dziwię, że taki facet tak długo był sam. 

– Rozumiem – stwierdziła Julia, kiwając głową. 

–  Po  prostu  bądź  ostrożna,  Carrie  –  dodała  Amanda,  błyskając 

spojrzeniem swoich zielonych oczu. 

RS

background image

 

81 

– Dlaczego to mówisz? 

– Nie łudź się, że zmienisz charakter faceta po ślubie. 

– Nie myślę – odpowiedziała nieco zbyt ostro Carrie. 

– Nie gniewaj się na mnie, że to mówię. Chcemy, żebyś była szczęśliwa. 

Ja  sama...  –  zaczęła,  choć  nie  dokończyła  zdania,  zacisnęła  tylko  zęby, 

zmagając się z myślami. 

–  Co  masz  na  myśli?  –  spytała  Carrie,  patrząc  porozumiewawczo  na 

Julię. 

Amanda była  bardzo  otwartą  i  życzliwą  osobą,  choć nie  lubiła  mówić  o 

sobie. Dziewczyny prawie nic nie wiedziały o jej przeszłości. 

I  tym  razem  Amanda  nie  miała  zamiaru  się  zwierzać.  Wzruszyła 

ramionami  i  uśmiechnęła  się  przepraszająco.  Jej  wzrok  błądził  gdzieś  ponad 

głowami Carrie i Julii. Wyglądała, jakby miała coś do ukrycia. 

–  Może  naprawdę  Trent  czekał  na  tę  jedyną  i  okazałaś  się  nią  ty  – 

powiedziała  Julia,  nagle  zmieniając  temat.  Nie  miała  serca  dłużej  gnębić 

Amandy. 

–  Tak  mi  się  wydaje  –  potwierdziła  Carrie,  modląc  się  w  duchu,  aby  to 

była prawda. 

–  Czuję  się  jak  swatka.  To  ja  cię  przecież  namówiłam,  żebyś  poszła  do 

niego z awanturą. 

–  Och,  przepraszam.  Nie  zapominaj,  że  ja  także  to  Carrie  doradzałam! 

Jak zwykle, zgarniasz wszystkie hołdy! –oburzyła się Amanda. 

–  Dobrze,  moje  panie,  przestańmy  się  kłócić.  Umówmy  się,  że  obie 

jesteście  matkami  założycielkami  mojego  małżeństwa.  Tym  samym  bardzo 

wam dziękuję, Julio i Amando. Gdyby nie wy, zapewne wciąż byłabym panną 

na wydaniu. 

– Bardzo proszę, Carrie – odpowiedziała z uśmiechem Amanda. 

RS

background image

 

82 

–  A  tak  w  ogóle,  to  życzymy  ci  szczęścia  na  nowej  drodze  życia  – 

zakończyła Julia. 

– Więc wybaczysz mi, że nie odpisywałam na twoje mejle? 

–  Tak,  tak,  jasne  –  odpowiedziała  nieuważnie  Julia,  napawając  się 

masażem stóp wykonywanym przez Jeanne Marie. 

Carrie i Amanda roześmiały się, a następnie same głęboko się rozparły w 

swoich fotelach i czekały cierpliwie na swoją kolej. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

83 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Negocjacje  z  ważnymi  klientami  od  zawsze  należały  do  obowiązków 

Trenta. Zwykle robił to sam, ale teraz zmienił tę zasadę. Z bólem serca musiał 

przyznać ojcu rację. Mężczyzna z obrączką na palcu i mądrą żoną u boku wiele 

zyskuje.  Gdy  był  radosnym  singlem,  niejeden  starszy  klient  zarzucał  mu 

nieprofesjonalizm i brak zaangażowania. 

Na tę imprezę wynajęto całą restauracją w samym centrum miasta. Trent 

miał  nadzieję,  że  zdobędzie  tego  wieczoru  nowych  znajomych,  mogących 

pomóc w awansie firmy na pierwsze stanowisko w branży medialnej. 

Rodzice  wyjechali  z  kraju,  więc  to  Trent  i  jego  żona  mieli  przejąć 

pałeczkę  gospodarzy.  Trent  co  rusz  obserwował  Carrie  lawirującą  między 

eleganckimi  kobietami,  zabawiającą  ich  rozmową  i  zapraszającą  do  bufetu. 

Wyglądała nieziemsko w bladoróżowej sukni bez ramiączek, opiętej na biuście 

i spływającej kaskadami materiału aż do kostek. Włosy miała luźno spięte, a na 

twarzy  delikatny  makijaż.  Wyglądała  zarówno  niesamowicie  elegancko,  jak  i 

dziewczęco  w  ten  swój  ujmujący  sposób.  Krzątała  się  między  kelnerami, 

wydając polecenia i uśmiechając się do każdej osoby. 

Kilka  dni  temu  złapał  się na  myśli,  że  Carrie  idealnie  się  wtapia  w  jego 

życie.  Przyzwyczaił  się  do  niej  u  swego  boku.  Musiał  się  sam  przed  sobą 

przyznać,  że  uczucie  do  niej  przybiera  na  sile.  Na  początku  była  to  tylko 

sympatia,  teraz,  gdy  byli  ze  sobą  blisko,  przerodziło  się  to  w  coś  większego, 

czego nie miał śmiałości nazwać. 

Za  każdym  razem,  gdy  na  nią  spoglądał,  miał  ochotę  opuścić  to  całe 

towarzystwo, jechać z nią do domu, zjeść kolację i położyć się do łóżka. 

RS

background image

 

84 

Trent widział, jakie uroda Carrie wzbudza reakcje pośród panów, i wcale 

mu  się  to  nie  podobało.  Szczerze  mówiąc,  szalał  z  zazdrości,  patrząc,  jak 

śliskie spojrzenia niektórych podchmielonych facetów ocierają się o Carrie. 

– Nigdy nie byłem zazdrosny, Tanford. 

Trent  odwrócił  wzrok  od  Carrie  i  spojrzał  na  niskiego  człowieka,  który 

przyjaźnie  klepał  go  po  plecach.  Alan  Down  był  dyrektorem  i  menadżerem 

jednej z filii AMS w Los Angeles. Przyjaźnił się z Jamesem od wielu lat. 

–  Nigdy  nie  byłem  zazdrosny  aż  do  dzisiejszego  wieczoru.  Twoja  żona 

błyszczy niczym gwiazda – uzupełnił, uśmiechając się życzliwie. 

– Cóż, jestem szczęściarzem. 

– Dokładnie. I nie zmarnuj tego. 

– Nie ma już czego marnować. Jest moją żoną. 

–  Nigdy  nie  masz  gwarancji,  Trent.  Dbaj  o  nią...  Moja  była  żona  i  jej 

aktualny  kochanek  mieszkają  w  moim  domu  na  Tahiti,  a  ja  zasypiam  z 

dokumentami w dłoni. 

Trent  spojrzał  na  niego  poważnie.  Czy  gdyby  się  nie  ożenił,  jego  życie 

przypominałoby  życie  Alana?  Chociaż  za  rok  będzie  takie  samo.  Samotne 

poranki,  samotne  wieczory  i  tylko  te  panienki  wpadające  raz  na  jakiś  czas. 

Trent  nie  wiedział  co  ma  odpowiedzieć  na  tak  odważną  wypowiedź.  W 

interesach  nie  mówiło  się  o  życiu  osobistym,  a  na  zdawkowe  pytania  „co 

słychać?"  odpowiadało  się  jeszcze  bardziej  zdawkowo  „w  porządku".  Alan 

zmienił  nagle  temat,  jakby  rozumiejąc  zakłopotanie  Trenta.  Po  chwili 

niezobowiązującej  rozmowy  podszedł  do  grupki  ludzi  rozmawiających  z 

ożywieniem o nowym programie publicystycznym. 

Pod  koniec  wieczoru,  gdy  goście  zaczęli  wychodzić,  Trentowi  wreszcie 

udało się porozmawiać choć chwilę z Carrie. 

– Zmęczona? – zapytał, delikatnie obejmując ją w talii. 

RS

background image

 

85 

– Bardzo. 

Grzecznie  pożegnali  resztę  gości  i  zamknęli  za  nimi  drzwi.  Serdecznie 

podziękowali  kelnerom  za  pomoc  i  sami  zaczęli  się  zbierać.  Gdy  wyszli  na 

zewnątrz, limuzyna już czekała. Trent otworzył drzwi i wpuścił Carrie do środ-

ka. Po chwili sam wślizgnął się na siedzenie obok i zatrzasnął drzwi. 

–  Muszę  to  powiedzieć.  Wiem,  że  ci  wszyscy  ludzie  to  twoi  biznesowi 

partnerzy, ale dzisiejszy wieczór był... 

– Nudny – zakończył za nią z wyrozumiałym uśmiechem. 

– Bingo. 

– Każdy z nas ma gorsze momenty. 

–  Nie  chodzi  mi  o  ludzi,  to  znaczy...  Większość  z  nich  była  naprawdę 

bardzo miła, ale niektórzy. 

– Niech zgadnę, Daniel Embry? – zapytał z przekąsem. 

– Tak. Król nudy. Ponad czterdzieści minut opowiadał mi o wędkarstwie 

muchowym. Nie miałam pojęcia, o co mu chodzi. 

– A Megan Frost? 

– Ona nie była taka najgorsza. Przynajmniej mówiła o kosmetykach, a nie 

o wędkach – zażartowała Carrie, masując sobie skronie. 

– A kim był ten facet, którego przyprowadziła? 

– A on był akurat zabawny. Początkujący aktor, który liczył, że w tłumie 

gości znajdzie jakiegoś reżysera. Wciąż poprawiał włosy. Bałam się patrzeć na 

jego dłonie, pewnie cały ten żel świecił mu na palcach. 

– No ale przyznaj, że miał świetny tatuaż! – zawołał ze śmiechem. 

Carrie  szybko  mu  zawtórowała  i  przez  kilka  chwil  zanosili  się  wesołym 

śmiechem. 

– Byłaś wspaniała – pochwalił Trent, przytulając ją do siebie i całując w 

czubek nosa. 

RS

background image

 

86 

– Dziękuję. 

– Naprawdę. 

–  Wykonywałam  tylko  swój  obowiązek  –  powiedziała  obojętnie, 

wzruszając ramionami. 

–  A  moim  obowiązkiem  jest  pokazanie  ci,  jak  bardzo  jestem  ci 

wdzięczny. 

– Doprawdy? 

Trent podniósł słuchawkę telefonu zamontowanego w oparciu fotela. 

– Przepraszam? 

– Tak, panie Tanford? – Szofer od razu zareagował. 

– Proszę trzy razy okrążyć park, zanim zawieziesz nas do domu, dobrze? 

– Zgodnie z życzeniem. 

Trent odłożył słuchawkę i napotkał zdziwione spojrzenie Carrie. 

– Trzy razy? Co pan planuje, panie Tanford? 

Trent włączył radio. Nie chciał, żeby jakieś uliczne hałasy przerwały ich 

prywatność. 

Zdjął marynarkę i uklęknął przy jej stopach. 

– Co robisz? – zapytała, lustrując go spojrzeniem zielonych oczu. 

– Cały dzień na obcasach – odparł, zdejmując jej sandałki. 

Zaczął  masować  jej  stopy.  Carrie  jęknęła,  ułożyła  się  wygodnie  na 

skórzanej kanapie, odchyliła głowę do tyłu i zamknęła oczy. Trent obserwował 

ją  pociemniałym  z  pożądania  wzrokiem.  Patrząc  na  nią,  nie  mógł  się  oprzeć 

wrażeniu,  że  decyzja  o  ślubie  była  najlepszym  pomysłem,  na  jaki  wpadł  w 

całym  swoim  życiu.  Przez  ostatnie  tygodnie  był  najszczęśliwszym 

człowiekiem  na  świecie.  Z  Carrie  u  boku  cały  świat  wyglądał  inaczej.  Była 

jego: była jego żoną, jego sercem. 

Dzięki niej przestał być egoistą skaczącym z kwiatka na kwiatek. 

RS

background image

 

87 

Gdy  już  wymasował  jej  stopy,  przeniósł  się  dalej,  na  szczupłe  kostki  i 

smukłe  łydki.  Serce  Carrie  zaczęło  bić  szybciej.  Obserwowała  go  spod 

półprzymkniętych  powiek.  Uśmiechnęła  się,  jakby  zachęcając  go  do  dalszych 

ruchów. Podwinął sukienkę aż do bioder i pieścił jej uda, aż w końcu czubkami 

palców dotknął jej najwrażliwszego miejsca. Po chwili zsunął z niej figi. 

Trent ledwie mógł oddychać. Widząc jej wilgotne usta i roznamiętnione 

spojrzenie,  miał  ochotę  rzucić  się  na  nią.  Wiedział  jednak,  że  tym  razem 

inaczej to rozegra. Zaprowadzi ją na skraj rozkoszy. 

Jego ruchliwe palce wślizgnęły się w jej gorące wnętrze. Carrie jęknęła i 

lekko  uniosła  biodra.  Na  chwilę  przestał  jej  dotykać,  patrząc,  jak  szeroko 

otwiera oczy i przypatruje mu się przerażona. 

– Co się stało? 

– Nic. Jesteś taka piękna i taka wilgotna. 

–  To  przez  ciebie.  Sposób,  w  jaki  mnie  dotykasz,  tak  na  mnie  działa  – 

odpowiedziała szeptem. 

Trent poczuł, że to właśnie ta chwila. Jej spojrzenie i widok rozchylonych 

ust sprawiły, że coś w jego sercu drgnęło. 

–  Jesteś  moja,  Carrie  –  powiedział  bez  tchu.  –  Nikt  nigdy  już  cię  nie 

dotknie. Rozumiesz? 

Carrie  usłyszała  te  słowa,  ale  nawet  ich nie  zrozumiała,  bo  w  chwilę  po 

ich wypowiedzeniu Trent rozsunął jej uda i zaczął ją całować. Wszystko inne 

przestało się liczyć: był tylko Trent i jego dotyk. 

Nagle  poczuła,  że  zbliża  się  koniec.  Na  moment  przestała  oddychać  i 

myśleć.  Wszystko  wokół  rozpłynęło  się  jak  we  mgle.  Krzyknęła,  napinając 

wszystkie mięśnie. Było jej tak dobrze... Za chwilę opadła na skórzaną kanapę, 

dysząc  ciężko.  Gdy  w  końcu  otworzyła  oczy,  zobaczyła  uśmiechniętego 

Trenta, który podniósł się z klęczek i przytulił ją czule. 

RS

background image

 

88 

Gdy weszli do domu, wciąż chichotali niczym para nastolatków, dotykali 

się i całowali. Nawet w windzie nie mogli oderwać od siebie rąk 

Oboje  zdawali  sobie  sprawę,  że  to  tylko  początek  atrakcji  dzisiejszego 

wieczoru.  Carrie  już  rozumiała  te  kobiety,  które  odwiedzały  Trenta  w  ciągu 

nocy. Nie była wcale zazdrosna. Wiedziała, że przeszłość już się nie liczy, bo 

nastały nowe, ekscytujące czasy. 

Był niewiarygodny. 

I był jej. 

Zaczerwieniła się na myśl, jak bardzo wstydziła się wyjść z limuzyny. Co 

prawda,  prawie  wszystkie  światła  w  budynku  były  zgaszone,  ale  bała  się,  że 

spotka kogoś po drodze, a jej rozszalały oddech i rumieńce na twarzy zdradzą, 

co  przed  chwilą  robiła,  a  właściwie  co  jej  robiono.  Gdy  w  końcu  Trent 

przekonał  ją,  żeby  wyszła,  od  razu  spotkali  Vivian  Vannick–Smythe,  która 

miała  zamiar  wyprowadzić  na  wieczorny  spacer  swoje  ubrane  w  różowe 

sweterki pieski. Gdy Carrie i Trent natknęli się na sąsiadkę, stała przy recepcji 

i w najlepsze gawędziła  z Henrym Brownem, nowym portierem. Carrie miała 

ochotę przemknąć szybko pod ścianą, żeby nikt jej nie zobaczył, ale stukające 

po marmurze obcasy przykuły uwagę Vivian. 

– Cześć – przywitał się Trent. 

–  Cześć,  Trent  –  odpowiedziała  ostro  starsza  kobieta,  ciągnąc  pieski  w 

kierunku wyjścia. Carrie od razu zauważyła jej przerażony wyraz twarzy. 

– Coś się stało? – spytała Carrie. 

–  Nie  mam  pojęcia.  Zwykle  nie  uciekała  na  mój  widok.  –  Wzruszył 

ramionami. 

Gdy  tylko  Trent  wcisnął  przycisk  z  numerem  piętra,  Carrie  zaczęła  go 

całować. Chciała jak najszybciej znaleźć się w łóżku i tym razem to ona będzie 

RS

background image

 

89 

go dotykała i smakowała. Bez ceregieli przyparł ją do ściany i uniósł lekko, tak 

że oplotła nogami jego biodra. 

Całowali się zapamiętale. 

–  Zamierzam  kochać  się  z  tobą  aż  do  świtu  –  wyszeptała  namiętnie 

wprost do jego ucha. 

–  Więc  cały  jutrzejszy  dzień  będę  miał  na  sobie  najpiękniejszy  zapach, 

twój zapach – odparł, patrząc jej w oczy. 

Carrie  uśmiechnęła  się.  Miała  wrażenie,  że  żadna  inna  kobieta  nie 

usłyszała od niego takich słów. Przecież był tylko jej. 

Jej skóra płonęła pod dotykiem jego czułych palców. 

Intymną  chwilę  przerwał  dźwięk  zatrzymującej  się  windy.  Carrie  lekko 

go  odepchnęła,  stanęła na drżących nogach i  starała  się  doprowadzić  do  ładu. 

W korytarzu nikogo nie spotkali, więc zanim dotarli do drzwi apartamentu, 

Trent  nie  miał  już  krawata  i  marynarki,  a  Carrie  przytrzymywała 

sukienkę. 

Ledwie otworzyli drzwi, rozdzwonił się telefon Trenta. 

– Nie odbieraj – szepnęła, zrywając z niego koszulę. 

– Nie mam najmniejszego zamiaru – odparł, pieszcząc jej piersi. 

Carrie postanowiła przejąć kontrolę  nad sytuacją. Miała na niego  wielką 

ochotę.  Popchnęła  go  na  kanapę  i  usiadła  na  nim,  szybko  pozbywając  się 

sukienki. 

Tym  razem  zadzwonił  telefon  domowy  stojący  na  stoliku,  tuż  przy 

kanapie. Żadne z nich nie zwróciło na to uwagi. Carrie ześlizgnęła się między 

kolana  Trenta i  zębami  odsunęła  suwak  jego  spodni.  Oboje  oddychali  ciężko, 

patrząc sobie w oczy. 

– Panie Tanford, tu mówi detektyw McGray. 

Oboje spojrzeli na telefon, gdy odezwała się automatyczna sekretarka. 

RS

background image

 

90 

–  Zostawił  pan  na  posterunku  swojego  laptopa.  Gdy  będzie  go  pan 

odbierał,  proszę  do  mnie  zajrzeć.  Mam  jeszcze  kilka  pytań  dotyczących  tego 

anonimu i pańskiego... czasu spędzonego z panną Endicott. 

Gdy  detektyw  się  wyłączył,  Carrie  odsunęła  się  o  pół  metra  i  zakryła 

sukienką swoją nagość. 

– Kim jest ten człowiek? – spytała poważnie. 

– Nikim szczególnym – odpowiedział z roztargnieniem Trent, starając się 

złapać ją za ręce i przyciągnąć do siebie. 

Ale Carrie odsunęła się jeszcze dalej. 

– Czy on mówił o Marie Endicott? 

– Tak – potwierdził udręczony Trent, rozumiejąc, że nici z przyjemnego 

wieczoru. 

– Tamtej nocy byłeś na posterunku, tak? 

– Carrie, wszystko ci wytłumaczę. 

– Przesłuchiwali cię w sprawie jej śmierci?! 

 –Tak, ale... 

–Ona  przecież  popełniła  samobójstwo  –  krzyknęła  Carrie  cienkim 

głosem. Była przerażona. 

– Policja nie jest już tego pewna. 

– Co?! O mój Boże. Jesteś podejrzany? 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

91 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

– Carrie, co najmniej połowa mieszkańców naszego domu była wzywana 

na  posterunek,  żeby  odpowiedzieć  na  parę  pytań  dotyczących  Marie  – 

tłumaczył Trent spokojnie. 

Szczerze mówiąc, bardzo mu się nie podobała reakcja Carrie. Wyglądała, 

jakby w sekundę mogła uwierzyć w najgorsze. 

– Mnie nie przesłuchiwano – odpowiedziała szybko. 

– Może jej nie znałaś? 

– A ty znałeś – zaczęła podejrzliwie. 

– Owszem. 

– Umawiałeś się z nią? 

–  Carrie,  to  były  tylko  dwie  nic  nieznaczące  randki  –powiedział  ostrym 

tonem. Miał już doprawdy dość tłumaczenia się z czegoś, czego nie popełnił. 

–  Gdyby  to  naprawdę  nic  nie  znaczyło,  policja  nie  wzywałaby  cię  w 

środku nocy. O co im chodziło? 

Trent  zaczął  się  niecierpliwić.  Po  co  Carrie  drąży  ten  temat?  Sprawa  z 

Marie  zupełnie  jej  nie  dotyczy.  Dlaczego  kobiety  wszystko  komplikują?  Miał 

wrażenie,  że  i  tak cokolwiek  powie,  będzie  się  czuł  przez  nią  oskarżony.  Tak 

jak przez policję. 

– Musieli mnie przesłuchać. Pytali, czy nie przypominam sobie żadnych 

powodów, dla których mogła odebrać sobie życie. 

– I co? 

– Nic – odpowiedział, patrząc jej w oczy. 

Carrie  zwiesiła  głowę,  jakby  się  nad  czymś  zastanawiając.  Trent 

cierpliwie czekał, wiedząc, że zaraz usłyszy jakieś pytanie. 

RS

background image

 

92 

– Mam wrażenie, że nie mówisz mi wszystkiego – powiedziała w końcu, 

lekko przygryzając wargi. 

– Nie muszę ci się tłumaczyć – powiedział, wstając z kanapy. 

– Poczekaj chwilę. Myślisz, że to nie było samobójstwo? 

– Dobranoc, Carrie. 

– Nie zamierzasz chyba tak skończyć tej rozmowy?! 

– To nie rozmowa, ale przesłuchanie – stwierdził oschle. –Powinieneś się 

już do tego przyzwyczaić – wymamrotała ze złością. 

–  Jak  możesz?!  –  krzyknął  zdenerwowany,  wpatrując  się  w  nią 

zaskoczony. – Jesteś... 

– Niby jaka? – wysyczała. 

– Zachowujesz się jak... 

– Jak żona. 

–  Nie,  jak  osoba,  która  postradała  zmysły  –  wypalił,  patrząc  na  nią  z 

nieodgadnionym wyrazem twarzy. 

Carrie spuściła głowę, przez chwilę nic nie mówiąc. Trent stał z rękami w 

kieszeniach i czekał na jakiś ruch z jej strony. Gdy w końcu podniosła głowę, 

zobaczył łzy w jej oczach. 

–  Tak,  masz  rację,  postradałam  zmysły  –  wyrzuciła  zmęczonym, 

wypranym  z  emocji  głosem.  –  Przez  chwilę  myślałam,  że  jesteśmy 

prawdziwym małżeństwem, w którym ludzie sobie wzajemnie ufają i zwierzają 

się sobie z takich spraw. 

–  Czy  mówiąc  o  tych  sprawach,  masz  na  myśli  także  historię  swojego 

ojca? Albo chorobę twojej matki? 

– Jestem zmęczona – powiedziała cicho, uciekając do swojej sypialni. 

– Ja także – stwierdził, mówiąc sam do siebie. 

RS

background image

 

93 

Carrie siedziała na brzegu łóżka, czując się jak dwulatka w piaskownicy. 

Sama chce korzystać z zabawek innych dzieci, nie dając nic w zamian. 

Nigdy  w życiu nikogo nie potraktowała tak podle jak Trenta parę minut 

temu. Okazała mu całkowity brak zrozumienia i tolerancji. 

Trent  mówił  prawdę,  rzeczywiście  postradała  zmysły.  Przez  miłość. 

Gdyby  nie  to  uczucie  szarpiące  duszą  i  rządzące  sercem,  zachowywałaby  się 

normalnie. Szalała z niepokoju o Trenta. 

Żądała, aby powiedział jej prawdę, ale tak naprawdę wcale nie była taka 

pewna,  czy  chce  ją  usłyszeć.  Przez  głowę  przemknęła  jej  okropna  myśl. 

Najlepiej dla  wszystkich byłoby,  gdyby  zrobił  coś  tak  głupiego,  że  musiałaby 

go zostawić. 

Westchnęła, kryjąc zarumienioną ze wstydu twarz w dłoniach. O czym w 

ogóle  myśli?  Zachowuje  się  jak  jej  ojciec.  Wymyśla  wymówki,  żeby  go 

zostawić, zanim to on zostawi ją na lodzie. 

Słyszała,  że  włączył  telewizor.  Krzyki  kibiców  sportowych  rozeszły  się 

po domu. 

Carrie starała się uspokoić. Jest dorosła i powinna sama załatwiać swoje 

sprawy w najbardziej cywilizowany sposób. Pójdzie z nim porozmawiać. 

Złapała  jeszcze  szczotkę  do  włosów  oraz  parę  bawełnianych  majtek  i 

wyszła z pokoju. 

Trent siedział w salonie ze wzrokiem utkwionym w telewizorze. 

Carrie  zatrzymała  się  w  drzwiach  niezdecydowana.  Cicho  podeszła  do 

kanapy, zawiesiła majtki na szczotce i pomachała mu przed oczami. 

Od razu się odwrócił. 

– Czy to twój perwersyjny sposób na zgodę? 

– Jeśli to sprawi, że nie będziesz się na mnie gniewał, to tak. 

– Siadaj – poprosił spokojnie, klepiąc miejsce koło siebie. 

RS

background image

 

94 

Gdy Carrie okrążała kanapę, Trent wyłączył telewizor. 

– Mogę zacząć? – spytała. 

– Jasne. 

– Przepraszam. 

– Ja też – powiedział, biorąc jej dłoń, choć tak naprawdę uważał, że w tej 

sytuacji w ogóle nie zawinił. 

– Nie powinnam była tak histerycznie zareagować. Uwierz mi, że nigdy 

do nikogo tak nie mówiłam... 

– Nie przejmuj się – uspokoił ją miękkim głosem. 

–  Miałam  dziewięć  lat,  gdy  ojciec  od  nas  odszedł.  Chciałabym  ci 

powiedzieć, że odszedł niespodziewanie, ale to nieprawda. Ostrzegał nas, że to 

zrobi.  Nie  wiem,  może  po  prostu  nigdy  nie  chciał  być  ojcem.  Zawsze 

powtarzał, że któregoś dnia odejdzie i nie położy mnie do łóżka, nie będzie się 

ze  mną  bawił  czy  uczył  mnie  puszczać  latawce.  I  tak  się  stało:  pewnego  dnia 

zniknął.  –  Zamilkła  na  chwilę,  czując  na  swojej  dłoni  uścisk  Trenta,  który 

dodał jej odwagi. – Przez  wiele  lat bałam się chłopców. Miałam wrażenie, że 

gdy  tylko  się  zaangażuję,  to  chłopak  i  tak  mnie  zostawi.  Nigdy  nie  byłam  w 

długim  związku.  Zawsze  sama  zostawiałam  faceta,  zanim  zdążyłam  się 

bardziej zaangażować. Trochę to poplątane. – Uśmiechnęła się. 

– Rozumiem, o czym mówisz. 

–  Też  się  broniłeś  przed  stałymi  związkami?  –  zapytała,  obserwując  go 

spod półprzymkniętych powiek. 

– Tak, ale z zupełnie innych powodów. 

Carrie pokiwała głową, ale nie naciskała, żeby mówił dalej. Teraz ona się 

spowiada. 

– Nie mówiłam ci o moim ojcu, bo nie umiem ci w pełni zaufać. 

RS

background image

 

95 

–  Rozumiem.  Szanuję  to  –  odpowiedział  wyrozumiale,  podnosząc  jej 

dłoń do ust. 

– Chciałabym ci zaufać. 

– Ja też tego chcę. 

– Chciałabym ci zaufać, ponieważ... 

Zamilkła. Miała ochotę wypowiedzieć te dwa słowa, których nie usłyszał 

od niej dotąd  żaden  mężczyzna.  Bała  się.  Przyszedł  jednak czas na  spowiedź. 

Nie będzie nic przed nim kryć. 

– Chciałabym ci zaufać, ponieważ cię kocham. 

Czekała na jego reakcję. Trent patrzył na nią bez żadnego wyrazu. Gdy w 

końcu  otworzył  usta,  aby  coś  powiedzieć,  Carrie  położyła  palec  na  jego 

wargach. 

– Proszę, nie mów nic. Nie odpowiadaj na to, co powiedziałam. Po prostu 

chciałam być z tobą szczera. 

–  Dobrze.  Zostawmy  to  –  wymamrotał,  po  czym  zaakcentował:  –  Na 

razie. Możesz być pewna, że prędzej czy później wrócimy do tej rozmowy. 

Carrie pokiwała głową. 

– Teraz moja kolej. Kilka miesięcy temu umówiłem się z Marie Endicott. 

Była  miłą,  zabawną  dziewczyną.  Niestety,  nie  mieliśmy  ze  sobą  nic 

wspólnego,  więc  po  drugiej  randce  zgodnie  stwierdziliśmy,  że  na  tym 

zakończymy  naszą  znajomość.  Kilka  razy  spotkałem  ją  w  naszym  budynku.  I 

tyle. Potem usłyszałem w wiadomościach, że popełniła samobójstwo. 

Kilka razy odetchnął. 

–  Parę  tygodni  temu  dostałem  anonim.  Ktoś  chce  wyłudzić  ode  mnie 

milion  dolarów,  jeśli  nie  przeleję  tych  pieniędzy  na  podane  konto  na 

Kajmanach,  wypłyną  do  mediów  jakieś  brudy  z  mojej  przeszłości.  Dopiero 

teraz zrozumiałem, że chodzi o moją znajomość z Marie. Niemniej myślałem, 

RS

background image

 

96 

że  to  tylko  jakiś  głupi  żart,  i  wywaliłem  list  do  kosza.  Gdy  byłem  po  raz 

pierwszy  na  policji,  wspomniałem,  że  dostałem  anonim.  Powiedzieli,  że  ktoś 

jeszcze z naszego budynku dostał taki sam. 

– Kto? 

–  Nie  wiem.  Ostatnim  razem  wezwali  mnie,  żeby  mi  pokazać  ten  drugi 

anonim. Chcieli wiedzieć, czy jest taki sam jak ten mój. 

–I był? 

–  Tak,  choć  zasłonili  tę  część  z  szantażem,  więc  nie  jestem  pewny,  czy 

ten człowiek żądał tego samego. 

– Nie mogę uwierzyć. Takie rzeczy znam tylko z filmów sensacyjnych... 

Carrie  zastanawiała  się,  czy  Julia  i  Amanda  wiedzą  o  tych  anonimach. 

Najchętniej  ostrzegłaby  je  przed  szantażystą,  ale  wiedziała,  że  powinna 

milczeć. To był problem Trenta i nie powinna rozpowiadać o tym sąsiadkom. 

–  Jeszcze  jedno.  Gdy  byłem  na  posterunku,  podszedł  do  mnie  stary 

przyjaciel  mojej  rodziny,  kapitan  policji,  i  to  on  właśnie  powiedział  mi  w 

sekrecie,  że  odchodzą  od  podejrzenia  samobójstwa.  Niestety,  nie  zdradził  mi 

żadnych szczegółów. 

– Ojej – zapiszczała cienko Carrie. 

– Właśnie. 

– Więc to wszystko? 

– Wszystko – zapewnił, po czym uniósł jej brodę i ucałował w usta. 

– Czy to była nasza pierwsza kłótnia? – spytała ze śmiechem, siadając mu 

na kolanach i obejmując za szyję. 

–  Chyba  tak.  Wiesz,  co  myślę?  –  spytał,  głaszcząc  jej  szyję.  – 

Powinniśmy sobie jakoś wynagrodzić te chwile przykrości... 

– Co masz na myśli? – spytała kokieteryjnie. 

– To, co zaczęliśmy jakąś godzinę temu... Ale nie tutaj. 

RS

background image

 

97 

– A gdzie? 

Posadził ją na kanapie, a sam wybiegł z apartamentu, by po chwili wołać 

do niej z korytarza. 

– Gdzie chcesz iść? – spytała, stając przy windzie. 

–  Windą  do  samego  raju  –  wyszeptał,  wprowadzając  ją  do  ciasnego 

pomieszczenia wyłożonego lustrami. 

– A co z innymi mieszkańcami? Nie będą mogli skorzystać z... 

Trent  zamknął  jej  usta  pocałunkiem.  Ledwo  winda  zdążyła  ruszyć,  gdy 

Trent wcisnął przycisk awaryjnego zatrzymania. 

– Ale co będzie, gdy... – urwała, gdy dotknął jej piersi i wyswobodził je z 

sukienki. 

– Szybko się z tym uwiniemy – wychrypiał i zaczął pieścić językiem jej 

nabrzmiałe sutki. 

– Byle nie za szybko! – jęknęła, zamykając oczy. 

Dziesięć  minut  później  portier  Henry  Brown  uspokajał  zirytowanych 

mieszkańców,  zapewniając ich,  że  winda na  pewno  za  chwilę  ruszy.  Stało  się 

to po kolejnych pięciu minutach. 

Carrie  spojrzała  na  zegarek  i  zaklęła  w  duchu.  Było  już  po  szóstej, 

powinna  się  zbierać!  Wyłączyła  komputer,  uporządkowała  dokumenty  i czym 

prędzej opuściła biuro. Wszystko układało się wprost idealnie. W pracy szybko 

zyskała  renomę  profesjonalistki.  Krzyknęła  radośnie  „do  widzenia"  kolegom, 

pracoholikom, wciąż wpatrzonym w migoczące monitory, i nacisnęła przycisk 

windy. 

Była  taka  szczęśliwa.  Wymarzona  praca,  wymarzony  mężczyzna.  Trent, 

jej mąż i kochanek. 

Wchodząc  do  windy,  mimowolnie  zachichotała  na  wspomnienie 

ubiegłego  wieczoru.  Wczoraj  powiedziała  mu,  że  go  kocha.  Teraz  nie  miała 

RS

background image

 

98 

przed  nim  już  żadnych  tajemnic.  Starała  się  nie  zawracać  sobie  głowy 

możliwymi  skutkami  tej  rozmowy.  Czas  pokaże,  czy  dobrze  zrobiła.  A  nawet 

jeśli  źle,  to  nikt nie  odbierze  jej  tych  chwil  szczęścia.  Już na  zawsze  zapisały 

się w jej sercu. Dobrze, że nie dała mu odpowiedzieć. Na tym etapie wolała się 

oszukiwać, że coś do niej czuje, niż usłyszeć przykrą prawdę. 

Wyszła z budynku i głęboko odetchnęła rześkim powietrzem. Niemal od 

razu  udało  jej  się  złapać  taksówkę.  Dzisiaj  musi  być  mój  szczęśliwy  dzień, 

pomyślała. 

Patrząc  przez  okno  samochodu,  wciąż  rozpamiętywała  namiętne  chwile 

spędzone z Trentem. Ciekawe, co by jej wczoraj odpowiedział, gdyby mu nie 

przerwała. Może udawałby, że nic się nie stało? A może powiedziałby, że jest 

mu  naprawdę  miło  i  ma  nadzieję,  że  zostaną  serdecznymi  przyjaciółmi?  W 

końcu mieli układ, choć i tak już wielokrotnie złamany. 

Gdy taksówka zatrzymała się przed domem mamy, Carrie podziękowała i 

dała  kierowcy  sowity  napiwek.  Szybko  wbiegła  po  schodach  i  weszła  do 

mieszkania. 

Wanda stała przy kuchennych szafkach, układając w nich naczynia. Gdy 

tylko usłyszała otwierające się drzwi, obróciła się, z uśmiechem witając Carrie. 

– Cześć. 

– Cześć, Wando. Jak mama się dzisiaj czuje? –Wszystko pod kontrolą – 

odpowiedziała pogodnie 

Wanda. 

Carrie  czasami  żałowała,  że  nie  mieszka  z  mamą,  choć  wiedziała,  że 

Rachel ma zapewnioną najlepszą opiekę. Musiała zarobić na opłacenie Wandy 

i  godne  życie  mamy.  Carrie  starała  się  odwiedzać  mamę  tak  często,  jak tylko 

się  dało.  Czasami,  gdy  matka  jej  nie  poznawała,  przyjemność  stawała  się 

przykrością,  ale  wiedziała,  że  powinna  odpłacić  mamie  za  ogrom  miłości, 

RS

background image

 

99 

której zaznała przez całe swoje życie. Gdy stan mamy pogorszył się na tyle, że 

ktoś musiał nad nią czuwać cały dzień, Wanda zgodziła się przeprowadzić do 

Rachel. Carrie czuła się o wiele spokojniejsza, gdy była w pracy czy z Trentem 

i wiedziała, że mama znajduje się pod dobrą opieką. 

– Może zamówimy sobie jakąś kolację? – zaproponowała Carrie. 

– Jedzenie już do nas jedzie – odpowiedziała Wanda, rozkładając talerze. 

– Świetnie. A co zamówiłaś? 

– Niczego nie zamawiałam. 

– Jak to? – spytała Carrie, marszcząc brwi. 

–  Kolacja  jest  przywożona  punktualnie  o  siódmej  każdego  wieczoru  – 

odpowiedziała niewinnie Wanda. 

– Chyba nie rozumiem... 

– Pan Tanford zamówił tę usługę. Powiedział, że mam dosyć roboty przy 

Rachel  i  nie  powinnam  sobie  zaprzątać  głowy  gotowaniem.  Mówiłam,  że  nie 

ma takiej potrzeby, ale mocno nalegał. 

– Kiedy to zrobił? 

– Był tu kilka dni temu w przerwie na obiad. 

– Nic mi o tym nie mówił – wydusiła mocno zaskoczona Carrie. 

– Może chciał ci zrobić niespodziankę? 

– No to mu się udało. 

Trent tu był? W przerwie na lunch? Carrie nie mogła uwierzyć własnym 

uszom. Ciekawe, dlaczego nic nie powiedział. 

Przez  chwilę  poczuła  się  oszukana,  ale  odepchnęła  od  siebie  tę  myśl. 

Pewnie  zapomniał  jej  o  tym  wspomnieć.  Liczy  się  to,  że  troszczył  się  o  jej 

mamę. 

–  Jak  chcesz,  to  zajrzyj  do  mamy.  Wzięła  dzisiaj  długą  kąpiel  i  teraz 

odpoczywa. 

RS

background image

 

100 

– Dzięki. 

Carrie  przeszła  przez  krótki  korytarz  i  uchyliła  drzwi  do  pokoju. 

Pierwszym, co zobaczyła, była twarz jej matki. Blada, lecz wciąż piękna. 

– Cześć, mamo – szepnęła, podchodząc do łóżka. 

– Carrie? 

Oczy  Carrie  wypełniły  się  łzami.  Momenty,  kiedy  mama  ją  poznawała, 

były takie rzadkie. Carrie cieszyła się każdym z nich. 

Usiadła na krześle obok łóżka i pogłaskała Rachel po dłoni. 

–  Mój  mąż  zamówił  dla  nas  kolację.  Wolałabyś  zjeść  przy  stole,  czy 

może chcesz coś obejrzeć? 

– Carrie, kochanie? 

– Tak, mamo? 

– Boli mnie... 

– Gdzie? Pokaż mi – poprosiła Carrie, czując, jak mocno bije jej serce. 

Rachel wskazała na swoje serce. 

– Bardzo cię boli? – spytała, czując narastającą panikę. 

– To dlatego, że twój ojciec odszedł. 

– Wiem, mamo – powiedziała smutno Carrie. – Nie martw się tym, to już 

przeszłość. 

– Odszedł przeze mnie. 

–  Nie  myśl  teraz  o  tym.  –  Gdzieś  w  korytarzu  zadźwięczał  dzwonek.  – 

Przywieźli kolację. Może będzie to pieczywo czosnkowe, które tak lubisz. 

Rachel nagle złapała ramię córki tak mocno, że aż pobielały jej palce. 

– Musimy teraz o tym porozmawiać. Póki mogę zebrać myśli. 

Carrie,  widząc  cień  szalonej  desperacji  na  twarzy  mamy,  zbladła.  Nie 

chciała, aby przypominała sobie smutne wydarzenia z przeszłości. 

– Dobrze – przystała jednak. 

RS

background image

 

101 

Być  może  jest  to  ostatni  moment,  w  którym  mama  będzie  w  stanie 

wszystko  jasno  powiedzieć.  Widocznie  potrzebuje  oczyszczenia.  Carrie 

powinna tego wysłuchać. 

– Ja mu kazałam odejść. 

Carrie zamarła, wpatrując się w udręczone oczy matki. 

– Miałam już dość tych jego gróźb. Poza tym ty bardzo przeżywałaś jego 

słowa.  Gdy  któregoś  dnia  znowu  zaczął  mówić,  że  kiedyś  odejdzie, 

powiedziałam mu, żeby poszedł sobie właśnie w tym momencie. Zrobił to. 

– Mamo, cieszę się, że to zrobiłaś – powiedziała miękko Carrie. 

– Nawet się z tobą nie pożegnał! Nigdy sobie tego nie wybaczę. 

– Zawsze marzyłam, żeby odszedł. 

– Co ty, dziecko, mówisz? 

–  Codziennie  wieczorem  po  modlitwie  prosiłam  Boga,  żeby  ojciec 

odszedł i przestał nas straszyć. Tego dnia, kiedy okazało się, że go już nie ma, 

poczułam  ulgę.  Ucieszyłam  się,  że  mogę  zacząć  nowe  życie.  Oczywiście, 

tęskniłam  za  nim,  ale  ciągle  uważam,  że  było  nam  lepiej,  gdy  byłyśmy  tylko 

we dwie... Rozumiesz mnie? – spytała Carrie bez tchu. 

– Oczywiście, kochanie. 

Do  pokoju  weszła  Wanda,  niosąc  tacę  z  jedzeniem.  Carrie  uśmiechnęła 

się na widok pyszności na talerzu. Trent uczynił życie Wandy nieco lżejszym. 

Był dobrym, myślącym człowiekiem. 

Jadły posiłek i uśmiechały się do siebie. Wanda, wiedząc, że Rachel jest 

tego  dnia  w  dobrym  nastroju,  postanowiła,  że  obie  z  Carrie  dotrzymają  jej 

towarzystwa. 

– Może obejrzymy jakiś film? – zaproponowała Rachel, nakładając sobie 

na talerz dokładkę makaronu. 

– Chętnie – odpowiedziała z uśmiechem Carrie. 

RS

background image

 

102 

– Może „Przeminęło z wiatrem"? 

Carrie  wybuchła  śmiechem,  ale  posłusznie  przyniosła  z  regału  płytę  z 

tym filmem. 

–  Wando,  muszę  cię  ostrzec.  Mama  jest  szaleńczo  zakochana  w  Clarku 

Gable'u i przez całe trzy godziny będzie mówiła, że to ideał mężczyzny. 

– Przeżyję. – Wanda uśmiechnęła się do Rachel. 

–  Nie  ma  już  takich  mężczyzn  –  westchnęła  mama  Carrie,  wyrównując 

swoją kołdrę. – Trzy godziny z Clarkiem przelecą w mgnieniu oka. 

Po trzech godzinach Rachel smacznie spała, Wanda myła się w łazience, 

a Carrie cichutko zatrzasnęła za sobą drzwi i popędziła do Trenta. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

103 

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 

Trent obudził się i spojrzał na drugą stronę łóżka. Carrie spała spokojnie, 

przytulona do poduszki. Uśmiechnął się do siebie. 

Wschodzące  słońce  rysowało  na  nagich plecach  Carrie  świetlane  smugi. 

Zapowiadał się kolejny, upalny dzień. 

Trent  przeciągnął  się  i  ułożył  bliżej  Carrie.  Wpatrywał  się  w  nią  z 

czułością,  dziękując  losowi,  że  postawił  mu  na  drodze  tak  cudowną  kobietę. 

Gdyby nie ona, to wszystko, całe jego bogactwo i pozycja, nie miałyby sensu. 

Uwielbiał,  gdy  była  blisko  niego  i  gdy  mógł  ją  rozpieszczać  swoją  pomocą  i 

małymi prezentami. Wiedział, że zrobi wszystko, aby tylko była szczęśliwa. 

Pochylił głowę i pocałował ją  w ramię. Nie powinien jej budzić, ale nie 

mógł  się  powstrzymać.  Chciał  ją  ciągle  całować  i  dotykać  jej,  chciał  czuć 

Carrie blisko siebie. Nie umiał już inaczej. 

Jej  powieki  powoli  się  uniosły.  Przez  chwilę  zdezorientowana  mrugała 

szybko,  starając  się  sobie  uzmysłowić,  gdzie  się  znajduje.  Gdy  zobaczyła 

Trenta, uśmiechnęła się, a jej oczy zabłysły w półmroku sypialni. 

– Dzień dobry – wymruczała cichutko, odwracając się do niego. 

– Dobrze spałaś? – zapytał.  

Pokiwała głową. 

– Dziękuję ci – powiedziała nagle poważnie. 

– Za co? 

– Byłam wczoraj u mamy i akurat trafiłam na kolację. 

– No i? 

– Nie żartuj. Wiem, że to ty je zamawiasz. 

RS

background image

 

104 

– Chcę, żeby twoja mama miała wszystko co najlepsze. Skoro Wanda nie 

musi  już  gotować,  ma  więcej  czasu  na  dotrzymywanie  jej  towarzystwa.  Och, 

zapomniałem ci o czymś powiedzieć! 

–  O  czym?  –  spytała  leniwie,  układając  się  jeszcze  wygodniej  w  jego 

ramionach. 

–  Wpadłem  któregoś  dnia  odwiedzić  twoją  mamę.  Nie  chciałem  ci 

mówić, żebyś się nie martwiła. 

– Jak to? – spytała czujnie, opierając się na łokciu. 

–  Zaczęłaś  nową  pracę  i  nie  masz  tyle  czasu  co  wcześniej.  Nie  chcę, 

żebyś  czuła  jakąkolwiek  presję,  ale  chciałbym  zapytać,  czy  nie  masz  nic 

przeciwko temu, żebym do niej wpadał czasami? 

– Żartujesz? Tyle dla nas robisz i pytasz mnie o pozwolenie? Wpadaj do 

niej, kiedy chcesz. Jesteś jedną z niewielu osób, w których towarzystwie mama 

czuje się dobrze, więc musiałabym być szalona, żeby ci tego zakazać. 

– To raczej ja jestem szalony! – zawołał, łapiąc ją za nadgarstki i całując 

w czoło. – Szalony na twoim punkcie! 

– Ja też... Trent, chcę być z tobą. 

– To świetnie, bo ja też chcę być z tobą – odpowiedział z uśmiechem. 

–  Mnie  nie  chodzi  tylko  o  ten  rok...  –  zawiesiła  głos,  jakby  zbierając 

myśli. – Nie umiem przeprowadzać takich rozmów! 

– Mów dalej – poprosił. 

–  Ja...  chcę,  żeby  to  wszystko  trwało.  Ty,  całe  to  nasze  małżeństwo  i 

wszystko wokół. 

Patrzyła  na  niego  z  dziwnym  ogniem  w  oczach.  Trent  bał  się 

odwzajemnić  jej  spojrzenie  z  taką  samą  intensywnością.  Nie  mógł  się  zmusić 

do mówienia. Nie potrafił nawet powiedzieć, jak się czuje. 

– Widzę, że jesteś zaskoczony. 

RS

background image

 

105 

– Trochę. 

–  Teraz  nie  wiesz,  jak  mi  delikatnie  powiedzieć,  że  zawarliśmy  umowę 

tylko  na  rok.  Potem  powiesz,  że  oczywiście  mnie  lubisz,  ale  nie  chcesz  się 

wiązać i... 

– Carrie, przestań. 

– Idę pod prysznic – oznajmiła, starając się wyswobodzić z jego ramion. 

– Poczekaj. Porozmawiajmy – poprosił, mocno ją trzymając. 

– Skoro chcesz. – Wzruszyła ramionami, spoglądając w sufit. 

– Powiedz mi jeszcze raz, czego chcesz. 

–  Po  co?  Żeby  usłyszeć,  że  nic  z  tego  nie  będzie?  Ale  skoro  chcesz 

usłyszeć prawdę, proszę bardzo. Uważam, że świetnie do siebie pasujemy. Nie 

chcę się wiązać z nikim innym. Ani teraz, ani nigdy. To chciałeś usłyszeć?! – 

zakończyła nerwowo. 

– Dobrze – odpowiedział, nawijając sobie jej włosy na palec. 

–  Dobrze?  –  powtórzyła  cicho,  ale  zamknął  jej  usta  pocałunkiem  i 

przewrócił ją na plecy. 

Około  piętnastej  posłaniec  zapukał  do  gabinetu  Carrie.  Przyniósł  bukiet 

pięknych  różowych  peonii.  Carrie  ostrożnie  umieściła  kwiaty  na  biurku. 

Wyglądały  jak  z  obrazka.  Powoli  otworzyła  karteczkę  przytwierdzoną  do 

jednej z łodyżek. 

Spotkajmy  się  o  dziewiętnastej  na  Piątej  Alei,  pod  numerem  727. 

Rozpoznasz mnie po niebieskim pudełku. 

Carrie uśmiechnęła się do siebie. Wiedziała, że to wiadomość od Trenta, 

a mimo to nie mogła się doczekać wyjścia z biura. 

Gdy sprawdzała na mapie, jak ma dojechać, poczuła dreszcze na plecach. 

Spojrzała  na  zegarek  i  jęknęła  ze  zgrozą,  uświadamiając  sobie,  że  zostały 

jeszcze cztery godziny do spotkania. 

RS

background image

 

106 

Kilka  godzin  później  szła  niespiesznie,  oglądając  witryny.  Urwała  się 

wcześniej  z  pracy  i  pojechała  do domu,  żeby  się  przebrać.  Trent  już  z  daleka 

widział jej białą sukienkę na ramiączkach i diabelnie seksowne czarne szpilki. 

Widział, jak Carrie dochodzi do wskazanego adresu i zaskoczona patrzy 

w  górę na podane godziny  otwarcia. Trent  wiedział, że  ekspedient dopiero co 

zamknął drzwi dla klientów. Czasami zadziwiała go myśl, że prawie wszystko 

można  kupić.  Nawet  słynny  na  cały  świat  sklep  z  ekskluzywną  biżuterią.  Z 

uśmiechem patrzył, jak elegancki strażnik podchodzi do Carrie i otwiera przed 

nią drzwi. 

Gdy w końcu stanęła przed Trentem, zdziwiona wyszeptała: 

– Czy to legalne? 

– Oczywiście – parsknął śmiechem. 

– Co my tu robimy? 

– Widziałaś taki film „Śniadanie u Tiffanyego"? 

 –Tak. 

– Więc to będzie kolacja u Tiffany'ego. 

– Mówisz poważnie? 

Uśmiechnął się w odpowiedzi i szarmancko nadstawił ramię, prowadząc 

do  głównej  sali,  gdzie  czekał  na nich  nakryty  stolik.  W  całym  pomieszczeniu 

płonęły świece, a gdzieniegdzie rozstawiono bukiety peonii. 

–  Nie  mogę  uwierzyć,  że  będziemy  jedli  tutaj  kolację,  otoczeni  przez 

klejnoty... 

– Potem zrobimy drobne zakupy. 

Carrie  zmarszczyła  brwi,  przypatrując  mu  się  ciekawie.  Była  pewna,  że 

coś kombinował. 

– Chyba nadszedł już najwyższy czas... 

– Na co? – spytała podejrzliwie. 

RS

background image

 

107 

– Spójrz na swój palec. 

Carrie podniosła obie dłonie i przypatrywała im się przez chwilę. 

– Na który dokładnie? 

– Na ten, na którym powinna błyszczeć ślubna obrączka. 

– Ty też nie nosisz obrączki. 

–  Zawsze  twierdziłem,  że  nawet  jeśli  się  ożenię,  nie  dam  sobie  założyć 

kajdanek – zażartował. 

– Ciekawy sposób widzenia. Teraz też tak twierdzisz? 

– Teraz chciałbym, żebyśmy wybrali sobie piękny komplet obrączek. 

– Jak sobie życzysz – odpowiedziała, uśmiechając się szeroko. 

W  międzyczasie  obok  stolika  ustawił  się  kelner,  więc  Trent  odsunął  dla 

Carrie  krzesło  i  gestem  zaprosił,  by  usiadła.  Sam  zajął  miejsce  naprzeciwko. 

Spoglądali na siebie w blasku świec. 

Kelner zdecydowanym gestem zdjął srebrne pokrywy z ich talerzy. 

– Pizza? – wydusiła zaskoczona. 

– Myślałem, że lubisz pizzę... 

– Uwielbiam, ale skąd ten pomysł? 

– Pizza i Tiffany. Nowy Jork w pełnej krasie. 

Zajadali  się  pachnącym  ciastem  i  rozmawiali.  O  wszystkim:  o  pracy,  o 

podróżach,  o  rodzinie.  Trent  się  jej  nawet  zaczął  zwierzać  ze  stosunków 

panujących  między  jego  rodzicami.  Napomknął  też  o  swoich  występkach  z 

młodzieńczych  lat.  Była  wdzięcznym  słuchaczem,  nie  pouczała  go,  a  jedynie 

słuchała, czasami wtrącając jakieś półsłówka. 

Później to Carrie przejęła inicjatywę i zaczęła opowiadać o swoim życiu 

z  szaloną  mamą  –  utalentowaną  malarką.  W  połowie  rozmowy  zadźwięczała 

komórka Trenta. 

– Przepraszam – rzucił, czytając wiadomość. 

RS

background image

 

108 

– Wszystko w porządku? 

–  Nic  się  nie  stało.  Jeden  z  moich  asystentów  chce  mieć  jutro  dzień 

wolny. 

– To ilu masz tych asystentów? – spytała z przekąsem. 

– Czterech. 

– Ojej, to... robi wrażenie. 

–  Wiem,  że  to  brzmi  dziwnie,  ale  wszyscy  są  mi  potrzebni.  Od  kiedy 

zostałem  prezesem,  zakres  obowiązków  znacznie  mi  się  zwiększył.  Sam  nie 

dawałem sobie ze wszystkim rady i musiałem zatrudnić jeszcze dwie osoby. 

– Które nie mogą sobie bez ciebie poradzić? 

– Rozumiem, że możesz być zła, ale muszę być pod telefonem. 

– Podejrzewam, że to dla ciebie uciążliwe. Wyłączasz czasami telefon? 

–  Rzadko  –  uśmiechnął  się  przepraszająco.  –  Ale  teraz  jestem  tylko  do 

twojej dyspozycji. 

–  Wiem  i  dziękuję  z  całego  serca.  Nie  mogę  uwierzyć,  że  udało  ci  się 

zaaranżować to wszystko. 

– Carrie, jesteś szczęśliwa? 

– Bardzo. Przebywanie z tobą zawsze mnie uszczęśliwia. A teraz, proszę, 

podaj mi sos. 

– Zamierzasz patrzeć na to całą noc? 

– Nie nazywaj jej tak! 

Trent  wybuchł  śmiechem.  Od  kilku  chwil  zamiast  czytać  książkę, 

obserwował  leżącą  na  łóżku  Carrie,  która  zakochanym  wzrokiem  wpatrywała 

się w swój pierścionek. 

– To ona? 

– Tak i właśnie w tej chwili ranisz jej uczucia! 

RS

background image

 

109 

–  Jesteś  najbardziej  zwariowaną  kobietą,  jaką  znam,  ale  uwielbiam 

sprawiać ci przyjemność i widzieć cię w takim dobrym humorze. 

Teraz  na  jej  palcu  lśniła  zarówno  ślubna  obrączka,  jak  i  pierścionek 

zaręczynowy,  którego  przedtem  nie  dostała.  Nie  mogła  oderwać  oczu  od 

swojej dłoni. 

– Podoba ci się obrączka? – spytała filuternie, zerkając na jego dłoń. 

– Jasne. Tylko wybacz, ale nie będą z nią gadał. 

–  No  coś  ty,  będzie  jej  przykro  –  zaśmiała  się  wesoło,  czołgając  się  po 

łóżku w jego kierunku. – Teraz jesteśmy już prawdziwym małżeństwem! 

– Tak, a kobieta, z którą się ożeniłem, rozmawia z własną dłonią. 

–  Kochaj  się  ze  mną  –  zażądała,  podnosząc  się  i  patrząc  na  niego 

wyczekująco. 

– Twoja obrączka będzie na nas patrzeć. 

– Nie przejmuj się nią – wymruczała Carrie. – Powiedziała, że lubi sobie 

popatrzeć na takie rzeczy. 

– A to świntuszka – wyszeptał i w końcu ją pocałował. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

110 

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 

Trent  wyszedł  z  komisariatu  policji  ze  swoim  laptopem  w  ręku.  Kiwnął 

głową  na  pożegnanie  adwokatowi  i  wsiadł  do  taksówki.  Jak  mógł  się 

spodziewać,  detektyw  McGray  nie  odmówił  sobie  kilku  pytań.  Jedno  go 

zaskoczyło.  Spytał  Trenta,  czy  anonim,  który  dostał,  przyszedł  na  adres  biura 

czy mieszkania i jak wyglądała papeteria, na której został napisany. 

Trent,  wytężając  pamięć,  starał  się  odpowiedzieć  jak  najdokładniej,  ale 

McGray  nie  wyglądał  na  usatysfakcjonowanego.  Najwidoczniej  policja  nie 

radziła sobie z tym śledztwem. 

Trent  postanowił  nie  zawracać  sobie  dłużej  głowy  tą  sprawą.  Miał  za 

sobą  dzień  ciężkiej  pracy  w  biurze,  a  teraz  czekała  go  jeszcze  kolacja 

służbowa.  Liczył,  że  Carrie  dotrzyma  mu  towarzystwa  tego  wieczoru,  ale 

obiecała już Wandzie wolny wieczór i miała zamiar posiedzieć z mamą. 

Wolał, żeby dzisiaj była z nim, szczególnie że jednym z gości na kolacji 

będzie jego ojciec. Chciał mu pokazać, jak wspaniale ułożył sobie życie i jaką 

ma cudowną żonę. 

Niemniej  jednak  zobaczą  się  dzisiaj  późnym  wieczorem  i  razem  zjedzą 

jutrzejsze śniadanie. 

Tuż  przed  ósmą  kierowca  zaparkował  przed  hiszpańską  restaurację 

Pacheco.  Trent  wręczył  mu  pieniądze  za  usługę,  podziękował  i  czym  prędzej 

wszedł do środka. 

Kilkanaście godzin później, w porze lunchu, dwie kobiety siedziały przy 

okrągłym stoliku, popijając kawę i zajadając ciastka. 

– Spójrz na tego faceta. 

Drobna  blondynka  podała  ciemnowłosej  towarzyszce  gazetę,  wskazując 

palcem na zdjęcie. 

RS

background image

 

111 

–  Przystojniak!  A  widziałaś  tę  dziewczynę  obok?  Jest  taka  piękna  – 

dodała  szatynka  depresyjnym  tonem.  –  Musi  być  jakąś  modelką  czy  inną 

aktorką. Nigdy w życiu nie uda mi się zdobyć takiego faceta. 

–  Żadnej  normalnie  wyglądającej  kobiecie  się  nie  uda  –  dodała 

blondynka. 

–  Pewnie  masz  rację.  Tacy  przystojniacy  przechodzą  obok  zwykłych 

kobiet,  nawet  ich  nie  zauważając...  Dobra,  musimy  wracać  do  pracy!  – 

krzyknęła szatynka, spoglądając na zegarek. 

Po chwili już ich nie było. 

Carrie,  powoli  sącząc  swoją  kawę,  obserwowała  je,  póki  nie  zniknęły  z 

pola  widzenia.  Przysłuchiwała  się  ich  rozmowie.  Sama  niedawno tak  mówiła, 

oglądając się za jakimś przystojnym, bogatym mężczyzną. Kiedy została żoną 

takiego  właśnie  człowieka,  jej  życie  i  światopogląd  na  pewne  sprawy  uległy 

diametralnej zmianie. Teraz dziękowała losowi, że tamto bezbarwne życie już 

się skończyło. 

W drodze do  wyjścia podeszła jeszcze do nieuprzątniętego stolika obok. 

Sama przed sobą musiała przyznać, że babska ciekawość wzięła nad nią górę i 

po  prostu  musiała  zobaczyć  zdjęcie  tego  bóstwa.  Gdy  spojrzała  na  fotografię, 

poczuła,  że  brakuje  jej  tchu.  Z  gazety  uśmiechali  się  do  niej  jej  mąż  i  piękna 

blondynka.  Ramię  Trenta  oplatało  jej  szczupłą  kibić.  Wyglądało  na  to,  że 

właśnie całował ją w policzek... 

Szybko  przebiegła  oczami  krótki  artykuł.  Rozpaczliwie  chciała  znaleźć 

odpowiedź,  dlaczego  Trent  ściska  jakąś  kobietę.  Przecież  musiał  być  jakiś 

powód!  Nie  mogła  uwierzyć,  że  mógłby  ją  zdradzać,  podczas  gdy  ona 

dotrzymywała towarzystwa śmiertelnie chorej matce. 

RS

background image

 

112 

Wczoraj  wieczorem  w  restauracji  Pacheco  młody  prezes  AMS,  Trent 

Tanford,  został  przyłapany  na  czułym  tête–à––tête  z  pewna  tajemniczą 

nieznajomą. 

Carrie  poczuła,  jak usuwa  się  grunt  spod jej  stóp.  Próbowała  odepchnąć 

irytujące  uczucie  zazdrości,  ale  nie  była  w  stanie  oczyścić  umysłu.  Tysiące 

myśli przelatywały jej przez głowę, powodując nieznośny ból. 

Przyjrzała  się  twarzy  blondynki.  Wyglądała  znajomo  i  Carrie  mogłaby 

przysiąc, że już gdzieś ją widziała. 

Czy była osobą publiczną, jakąś modelką, aktorką? 

Poczuła na plecach zimny dreszcz przerażenia. W jej umyśle pojawił się 

obraz...  Tajemnicza  blondynka  przestała  być  zagadką.  To  była  jedna  z  kobiet 

szukających Trenta w mieszkaniu Sebastiana. 

Spokojnym gestem położyła gazetę na stoliku i wyszła z kawiarni. 

Dlaczego  pozwoliła  sobie  zakochać  się  w  Trencie?  Dlaczego  złamała 

warunki umowy? Cholera! 

Zeszłego wieczoru, gdy pytała Trenta, jak poszło spotkanie, odpowiedział 

„dobrze".  Jasne.  W  świetle  nowych  faktów  można  wręcz  powiedzieć,  że 

bardzo dobrze. 

Niemal usłyszała słowa Amandy wypowiedziane kilka tygodni temu. Nie 

zmienisz charakteru faceta po ślubie... 

Wsiadła  do  windy  i  mechanicznie  nacisnęła  przycisk.  Starała  się  nie 

myśleć  o  tym,  co  robili  w  tej  windzie  zaledwie  przed  tygodniem.  Otworzyła 

drzwi swoim kluczem i chwilę stała niezdecydowana. Musi się przeprowadzić 

do  mamy.  Nie  ma mowy,  żeby  została  tutaj  choć jedną chwilę  dłużej.  Nie  po 

tym, co zobaczyła w tej obrzydliwej plotkarskiej gazecie. 

Może  i  ją  kupił,  ale  nie  pozwoli,  aby  ją  zdradzał.  Skoro  przyrzekł 

lojalność i wierność, to teraz tego od niego oczekiwała. 

RS

background image

 

113 

Szybko spakowała swoje rzeczy, po czym usiadła przy biurku i wyjęła z 

szuflady  kartkę  papieru  i  długopis.  Przez  chwilę  pytała  się  w  duchu,  czy  na 

pewno postępuje racjonalnie... 

Ta kobieta zapukała do niej w środku nocy, szukając Trenta. A on nigdy 

nie  zaprzeczył,  że  sypiał  z  tymi  dziewczynami.  To  nie  mógł  być  zbieg 

okoliczności! 

To koniec. 

Szybko napisała kilka słów, wzięła swoje bagaże i wyszła, zatrzasnąwszy 

za sobą drzwi, a klucze zostawiwszy na wieszaku. 

Miał wreszcie szansę stworzyć prawdziwą rodzinę. To w pewnym sensie 

zasługa jego ojca. 

Miesiąc  temu  zrobiłby  wszystko  dla  firmy.  Teraz  cały  jego  świat  kręcił 

się wokół Carrie. Zaczął nieśmiało myśleć o powiększeniu rodziny. 

Z  uśmiechem  wyszedł  z  windy,  niosąc  papierową  torbę  wypełnioną  po 

brzegi  jedzeniem  z  tajskiej  restauracji.  Nie  miał  pewności,  czy  Carrie  lubi 

orientalną kuchnię, ale miał nadzieję, że chociaż spróbuje. Potem może obejrzą 

razem  jakiś  film,  a potem  wezmą  wspólnie  kąpiel.  Przez  kilka  dni  prawie  nie 

wychodził z pracy i chciał jej to dzisiaj wynagrodzić. 

W  drugiej  ręce  niósł  butelkę  wina.  Był  prawie  pewien,  że  widziała 

dzisiejszą  gazetę  i  boczy  się  na  niego.  Od  południa  nie  odebrała  żadnego 

telefonu. 

Wiedział, że to jego wina. Nie ostrzegł jej. Widział tego fotografa, ale był 

zbyt zajęty rozmowami z kontrahentami. 

– Kochanie, wróciłem! – krzyknął, otwierając drzwi. 

Cisza  mocno  go  zaskoczyła.  Przeszedł  przez  wszystkie  pomieszczenia, 

ale nigdzie jej nie było. 

RS

background image

 

114 

Może jeszcze była w pracy albo pojechała do mamy? Podszedł do biurka 

i złapał za telefon, gdy nagle zobaczył kopertę ze swoim imieniem napisanym 

na środku. 

Spodziewając się najgorszego, drżącymi dłońmi otworzył kopertę i przez 

kilka  minut  wpatrywał  się  w  list.  Gdy  w  końcu  zrozumiał,  co  Carrie  zrobiła, 

złość targnęła nim tak potężnie, że zmiął kartkę i odrzucił ją daleko za siebie. 

Tak, widziała zdjęcie, ale nie pozwoliła mu wyjaśnić tej sytuacji, tylko uciekła. 

Zachowała się jak jej ojciec. 

Jej słowa nic nie znaczyły. Nie ufała mu i uciekła z podkulonym ogonem 

w  pierwszej  kryzysowej  sytuacji.  Nawet  nie  miała  w  sobie  tyle  odwagi,  żeby 

stanąć naprzeciwko niego i powiedzieć, że odchodzi. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

115 

ROZDZIAŁ TRZYNASTY 

 

Po  czterech  dniach  mieszkania  z  mamą  Carrie  otrzymała  list.  Trent 

napisał,  że  zostawi  dla  niej  jakieś  papiery  w  swoim  biurze.  Napisał  też,  w 

jakich godzinach będzie w pracy. 

Carrie,  czytając  tę  wiadomość,  zagryzła  wargę  aż  do  krwi.  Nawet  nie 

chce  jej  zobaczyć...  Te  kilka  dni  były  najgorszymi  w  całym  jej  życiu.  Bardzo 

za nim tęskniła, ale on, jak widać, szybko poradził sobie z jej brakiem. 

List  był  napisany  na  komputerze,  nawet  nie  zadał  sobie  trudu,  aby  go 

napisać ręcznie. 

Ciekawe,  co  miał  na  myśli,  pisząc  „papiery".  Czyżby  chciał  wystąpić  o 

rozwód? 

Gorzko  pomyślała,  że  pewnie  spieszy  mu  się  do  blondynki  ze  zdjęcia. 

Znowu  będzie kawalerem,  tym  razem  z  odzysku,  wolnym  jak ptak,  mogącym 

zmieniać partnerki jak rękawiczki. Może nawet ta kobieta już się wprowadziła 

do  jego  apartamentu?  Carrie  czuła  stalową  obręcz  coraz  bardziej  zaciskającą 

się  wokół  jej  torturowanego  serca.  Straciła  nie  tylko  kochanka,  straciła  też 

przyjaciela... i męża. 

Szybkim  ruchem  dłoni  otarła  z  policzka  zdradziecką  samotną  łzę. 

Zachowa  godność,  nie  będzie  się  narzucała  mężczyźnie,  który  jej  nie  kocha  i 

dla  którego  nic  nie  znaczy.  Musi  załatwić  tę  sprawę  jak  najszybciej.  Jeszcze 

dzisiaj odbierze te papiery. 

– Co chcesz na lunch? 

– Nic, dzięki – odpowiedział sucho Trent, wciąż przeglądając papiery. 

Danny  nawet  się  nie  poruszył.  Po  prostu  stał  w  drzwiach  i  spokojnym 

wzrokiem obserwował szefa. 

– Nie chcę być niemiły, ale wychodzę na obiad. Poza tym jestem zajęty. 

RS

background image

 

116 

– Umówiłeś się z żoną? 

– Nie! To nie twoja sprawa, z kim jadam obiady. 

– Jasne. 

Trent podniósł w końcu głowę, i spojrzał na piegowatego chłopaka, który 

bardzo ciężko pracował, aby osiągnąć sukces w życiu. 

– Danny, o co chodzi? 

– Muszę cię o coś zapytać. 

– Pytaj, byle szybko. Mam dzisiaj masę roboty. 

– Załóżmy, że zmieniłem się w pracoholika, który nie opuszcza biura aż 

do  późnej  nocy,  a  potem  stawia  się  już  o  świcie...  Martwiłbyś  się  o  mnie?  – 

zapytał Danny, ostrożnie zamykając za sobą drzwi i podchodząc do Trenta. 

– Uważałbym, że masz w tym jakiś cel, i życzyłbym ci powodzenia. 

– Ale skoro bym przesiadywał tylko w biurze, a... 

– Nie mam czasu na takie bzdety! – podniósł głos Trent. 

– Trent, ostatnio byłeś najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Co się 

stało, skąd ta zmiana? 

– Wolałbym, żebyś nie mówił do mnie po imieniu. 

–  Dobrze,  panie  Tanford.  Już  wychodzę  z  pańskiego  gabinetu,  ale  chcę 

powiedzieć  jeszcze  jedno.  –  Trent  podniósł  oczy  do  sufitu,  kręcąc  ze  złości 

głową.  –  Gdy  zaproponowałeś,  że  będziesz  płacił  za  moją  edukację,  moja 

rodzina bardzo się temu sprzeciwiała. 

– Dlaczego? 

–  Twierdzili,  że  nie  powinno  się  przyjmować  takiej  pomocy  od 

całkowicie obcych osób, ale ja im powiedziałem, że dla mnie jesteś jak brat, a 

rodzina to nie tylko więzy krwi. 

– Danny, proszę, powiedz wprost, o co chodzi. 

RS

background image

 

117 

– Może nie masz takiej rodziny, o jakiej marzyłeś, będąc dzieckiem, ale 

teraz masz dla kogo żyć. Ona jest twoją rodziną. 

– Skończ z tym. Wracaj do pracy. 

Gdy  tylko  drzwi  za  Dannym  się  zamknęły,  Trent  odsunął  raport  i  ukrył 

twarz  w  dłoniach.  Próbował  powstrzymać  natrętne  myśli  piętrzące  się  w  jego 

głowie.  Oczywiście,  chciał  stworzyć  z  Carrie  rodzinę.  Mieć  prawdziwy  dom, 

żonę, dzieci. 

Niestety,  nie  miał  rodziny,  będąc  dzieckiem,  nie  miał  jej,  będąc 

nastolatkiem  i  teraz  też  na  nic  takiego  się  nie  zanosiło.  Widocznie 

przeznaczone mu było życie w samotności. 

Kobieta, której oddał serce, wyrzuciła je na śmietnik. 

Nagle  w  jego  głowie  pojawiło  się  pytanie.  Już  kilkakrotnie  je  sobie 

zadawał,  ale  nie  był  na  tyle  uczciwy,  żeby  umieć  na  nie  odpowiedzieć.  Jeśli 

teraz  to  zrobi  szczerze,  może  zrozumie,  że  w  pewien  sposób  był 

odpowiedzialny za jej ucieczkę. 

Tak,  Carrie  przeżyła  w  dzieciństwie  traumę,  a  on  jak  jej  pomógł  się 

zmierzyć  z  dawnymi  lękami?  Nie  był  też  z  nią  do  końca  szczery...  Zataił 

wizytę na policji. 

Może  sam  spowodował  to,  że  jej  lęki  znowu  powróciły?  Zaangażowała 

się  w  ten  związek.  Nie  umiał  sobie  odpowiedzieć  na  setki  pytań,  głucho 

huczących mu w głowie. Gdy przypomniał sobie uśmiech Carrie, wiedział, że 

nigdy nie będzie w stanie związać się z inną. 

Kobieta  za  biurkiem  poprosiła  Carrie  o  chwilę  cierpliwości.  Carrie 

skinęła  głową  i  usiadła  w  miękkim  fotelu  przy  stoliku  dla  gości.  Najchętniej 

uciekłaby  stąd  tak  szybko,  jak  to  możliwe,  ale  obiecała  sobie,  że  nie  da  się 

sprowokować. Odbierze te papiery i wyjdzie z wysoko podniesioną głową. 

RS

background image

 

118 

Jedno  skrzydło  drzwi  do  gabinetu  Trenta  było  otwarte.  Carrie  odchyliła 

głowę  do  tyłu  i...  poczuła,  że  traci  grunt  pod  nogami.  Blondynka  ze  zdjęcia! 

Była tutaj, w gabinecie Trenta! 

Sekretarka właśnie odbierała od niej pęk kolorowych balonów. 

Carrie  zerwała  się  na  równe  nogi,  które  same  zaprowadziły  ją  do 

rozmawiających kobiet. Czuła, że furia szarpie całą jej duszą. 

–  Ty...  –  wysyczała,  wpatrując  się  z  nienawiścią  w  piękną  twarz 

nieznajomej. 

–  Pani  Tanford?  –  Sekretarka  Trenta  wyglądała  na  zaniepokojoną.  – 

Proszę chwileczkę poczekać, dobrze? 

–  Pani  Tanford?  –  spytała  z  uśmiechem  blondynka.  –Witam  serdecznie. 

Jestem jedną z asystentek Trenta. Chyba nie miałyśmy okazji się poznać. 

– Poznałyśmy się – wycedziła Carrie. Asystentka. Niezłe kłamstwo. 

– Naprawdę? – spytała kobieta, marszcząc czoło. 

– Tak. To pani zrujnowała moje małżeństwo.  

Sekretarka  Trenta  aż  otworzyła  usta  ze  zdumienia,  a  blondynka 

wyglądała na nieco skołowaną. 

– Pani mnie chyba z kimś myli – zaczęła ostrożnie. 

–  Czyżby?  To  nie  pani  obściskuje  się  z  moim  mężem  na  zdjęciach  w 

gazetach? 

– Nie, nie. To wcale nie tak wyglądało! 

– Jasne... 

–  W  restauracji  było  bardzo  głośno  i  Trent  kazał  mi  jechać  do  biura  po 

papiery, których zapomniał wziąć z biurka. 

– Cóż, mogłabym w to uwierzyć, gdyby nie to, że szukała pani Trenta u 

mnie w środku nocy! 

– Kilka tygodni temu, prawda?  

RS

background image

 

119 

– Tak. 

– Szukałam pana Tanforda. 

Carrie  westchnęła.  Najwidoczniej  kobieta  była  tak  głupia,  na  jaką 

wyglądała. 

– Przecież właśnie to powiedziałam. 

–  Pani  mnie  nie  zrozumiała.  Byłam  asystentką pana  Jamesa  Tanforda, a 

on wtedy omawiał z Trentem jakieś ważne sprawy w jego mieszkaniu. Wezwał 

mnie,  żebym  towarzyszyła  w  rozmowach.  Jeszcze  raz  panią  przepraszam  za 

tamto najście. Na korytarzu było ciemno... 

Carrie  poczuła  żar  na  policzkach.  Czyżby  popełniła  największy  błąd 

swojego życia? Miała wrażenie, że spada w przepaść. 

–  Lauren,  chodź!  Wszyscy  już  czekają!  –  Z  jednej  z  sal  wysunęła  się 

kobieta i zawołała blondynkę. 

–  Trent  pozwolił  mi  urządzić  małe  przyjęcie  z  okazji  mojego  ślubu  i 

ciąży – powiedziała uśmiechnięta Lauren, głaszcząc się po płaskim brzuchu. – 

Kiedy pan Tanford przeszedł na emeryturę, myślałam, że zostanę zwolniona w 

trybie natychmiastowym, szczególnie że wyszłam za mąż i zaszłam w ciążę. 

Carrie  rozpaczliwie  starała  się  nie  zemdleć.  Kolana  trzęsły  jej  się  tak 

mocno, że bała się, że zaraz upadnie. 

– Trent obiecał, że mnie nie zwolni i stanowisko będzie na mnie czekało, 

póki  nie  odchowam  trochę  dziecka.  Mój  mąż  jeszcze  studiuje  i  bez  tej  pracy 

naprawdę  byłoby  nam  ciężko  stanąć  na  nogi  –  kontynuowała  z  przejęciem 

Lauren. 

– Jestem idiotką, głupią, zazdrosną idiotką – wyszeptała Carrie. 

– Każda z nas jest – powiedziała sekretarka, klepiąc Carrie po ramieniu. 

– Przepraszam... 

– Nie przejmuj się – poradziła z życzliwym uśmiechem Lauren. 

RS

background image

 

120 

– Zachowałam się okropnie. Oczekujesz ode mnie jakiegoś superprezentu 

dla dziecka? Polisy na życie, samochodu, nowego domu... 

–  Jesteś  zabawna.  Nic  dziwnego,  że  Trent  leciał  do  ciebie  jak  na 

skrzydłach – odrzekła radośnie Lauren. 

Carrie myślała, że już nie może się czuć gorzej, ale tak się właśnie stało. 

Chciała stąd uciec jak najprędzej. 

– Trent zostawił dla mnie jakieś dokumenty? – spytała sekretarkę. 

– Tak, leżą na biurku. Przynieść? 

– Nie, dzięki, sama po nie pójdę. 

Jeszcze  raz  przeprosiła  Lauren  i  szybkim  krokiem  weszła  do  gabinetu 

Trenta.  Stała przez  chwilę,  opierając się  plecami  o  zamknięte  drzwi  i  starając 

się  uspokoić  i  zebrać  myśli.  W  końcu  rozejrzała  się  po  gabinecie.  Nigdy 

wcześniej tu nie była. 

Patrząc  na  rzeczy  Trenta,  czuła,  że  coraz  głębiej  zapada  się  w  otchłań. 

Tak bardzo pragnęła go  znowu zobaczyć, przytulić się do niego, słuchać jego 

głosu... Wszystko to zmarnowała. Nie zasługiwała na jego wybaczenie. Nie po 

tym, jak się zachowała. 

Podeszła  do  biurka,  gdzie  leżała  koperta.  Tym  razem  ręcznie  napisał  jej 

imię.  Wiedziała,  co  w  niej  jest.  Papiery  rozwodowe.  Miała  ochotę  zmiąć 

kopertę, nawet tego nie oglądając. 

W końcu jednak wyjęła je i zaczęła czytać. 

Chciał  jej  dać  wszystko,  co  wcześniej  zaoferował.  Nie  mogła  tego 

przyjąć. Nie dbała o pieniądze. Chciała tylko jego. 

Przewróciła stronę. Trent miał zamiar płacić za leczenie Rachel i opiekę 

nad nią do końca jej życia. Nie mogła już tego wytrzymać. Łzy spadały na jej 

drżące dłonie trzymające dokumenty. 

Zostawiła wszystko na biurku i wyszła z biura. Nie mogła tego podpisać. 

RS

background image

 

121 

ROZDZIAŁ CZTERNASTY 

 

–  O  co  jej  chodzi?  Chce  więcej  pieniędzy?  –  Trent  wpatrywał  się  w 

swojego prawnika z dziwnym wyrazem twarzy, jakby zaciekawienia, ale także 

oburzenia. 

– Nic z tych rzeczy. Niczego od pana nie chce. 

– Niemożliwe. 

– Powiedziała, że nie podpisze żadnego dokumentu, póki nie wycofa pan 

propozycji wsparcia finansowego. 

– Nie zrobię tego! 

–  Dlaczego?  Puścić  żonę  z  torbami  to  marzenie  każdego  rozwodnika  – 

obwieścił z uśmiechem Devlin, wpatrując się w swojego klienta. 

– To nie marzenie, tylko koszmar, Jerry. Tydzień temu wszystko było jak 

w bajce. Miałem szczęśliwe małżeństwo, żona mnie kochała, ja... 

– A pan co? 

Trent tylko pokręcił głową, odwracając wzrok do okna. 

– Co pan chce zrobić, panie Tanford? 

–  Chcę  to  skończyć  –  powiedział  twardo  Trent,  wstając  z  fotela  i 

zapinając marynarkę. 

–  Właśnie  w  tym  chcę  panu  pomóc.  To  małżeństwo  już  niedługo 

przestanie istnieć. 

– Nie. Jerry. Chcę skończyć tylko tę rozmowę, bo mam zamiar uratować 

moje małżeństwo. 

Carrie nerwowo przestępowała z nogi na nogę. Gdy zadzwoniła do niego 

z propozycją spotkania, czuła, że Trent ma ochotę odmówić, ale spytał tylko o 

godzinę  i  miejsce.  Od  kilku  dni  zbierała  w  sobie  siłę  do  przeprowadzenia  tej 

RS

background image

 

122 

rozmowy.  Powie  mu  wszystko,  a  on  zrobi  z  tym  to,  co  będzie  uważał  za 

stosowne. 

– Wybrałaś oryginalne miejsce. 

Słysząc  jego  głos,  na  chwilę  zapomniała  o  wszystkim  złym,  a  jej  serce 

przepełniła  radość.  Nie  potrafiła  wyrazić,  jak  bardzo  za  nim  tęskniła.  Jak 

zwykle  wyglądał  cudownie. Miała  ochotę  wtulić  się  w  tę  jego  białą  koszulę  i 

prosić o wybaczenie. 

– Myślałam,  że  lubisz  pizzę  –  powiedziała niedbałym  tonem,  otwierając 

drzwi do pizzerii. 

– Carrie, o co chodzi? Nie chcesz pójść na ugodę? 

– Powiedziałam, że podpiszę te papiery, jeśli zmienimy pewne warunki. 

– Mam w nosie papiery. Po prostu chcę wiedzieć, dlaczego nie pozwolisz 

sobie pomóc? 

Carrie odetchnęła głęboko. Jak miała mu wytłumaczyć całą tę zawikłaną 

sytuację? Tak bardzo chciałaby cofnąć czas. 

– Dlaczego chcesz mi pomóc? To miał być układ bez zobowiązań. 

– Nie mogę cię zostawić na lodzie – obruszył się, zdziwiony, że w ogóle 

pyta o takie rzeczy. 

– Dlaczego? 

– Nie jestem taki. 

– Tak po prostu? – spytała ironicznie, podnosząc do góry brwi. 

– O co ci chodzi? 

Przepuścili  jakąś  parę  wchodzącą  do  pizzerii.  Wciąż  stali  w  przejściu, 

przeszkadzając w ruchu, więc wyszli na ulicę. 

– A może chcesz się opiekować mną i moją mamą, bo mnie kochasz? 

– Carrie... 

RS

background image

 

123 

– Kochasz mnie tak samo mocno jak ja ciebie. Nie chcesz tak naprawdę 

tego rozwodu, ale uraziłam twoją dumę. Zraniłam cię i strasznie tego żałuję. 

– Dlaczego mnie tu zaprosiłaś? 

– Wiem o tobie tylko to, że lubisz pizzę. 

– Co? 

–  Nasz  związek  w  dużej  mierze  sprowadzał  się  do  życia  intymnego. 

Oczywiście,  zaprzyjaźniliśmy  się,  ale  tak  naprawdę  nie  znamy  swoich 

sekretów,  historii  życia.  Zaczęliśmy  od  małżeństwa,  zapominając kompletnie, 

że musimy się dogłębnie poznać, żeby to wszystko jakoś utrzymać. Nie wiem, 

co  cię  ukształtowało  i  sprawiło,  że  jesteś  tym  człowiekiem,  którego  kocham. 

Nie  mogłam  ci  do  końca  zaufać,  bo  cię  dobrze  nie  znałam.  Dlatego 

zareagowałam  tak  histerycznie.  Jeśli  podzielimy  się  swoimi  sekretami, 

poznamy się lepiej i nabierzemy do siebie pełnego zaufania.  

– Za moim życiem nie stoi żadna wielka historia – wtrącił miękko.  

– Kocham cię i chcę wiedzieć o wszystkim, co jest z tobą związane. 

– Ja też ciebie kocham. 

Łzy przesłoniły jej Trenta, ulicę i wszystko wokół. Tak długo czekała na 

te słowa, a kiedy wreszcie do niej dotarły, nie wiedziała, jak się zachować. 

– Świetnie – wydusiła w końcu. – Chcę ci zaoferować nową umowę. 

– Nową umowę? 

– Tak. Oferuję ci moją miłość, uczciwość i wierność oraz to, że podzielę 

się z tobą wszystkimi moimi sekretami i ciemnymi kartami w życiorysie. 

Trent powoli wziął ją w ramiona i przytulił. 

– A co ja mogę ci zaoferować? 

– To samo – odpowiedziała cicho, słuchając tak znajomego bicia serca. 

RS

background image

 

124 

–  Przepraszam,  że  nie  powiedziałem  ci  o  tym  śledztwie  i  o  zdjęciu  w 

gazecie.  Ojciec  całe  życie  utwierdzał  mnie  w  przekonaniu,  że  jestem  winny 

całemu złu tego świata. Nie mogłem ryzykować, że cię stracę. 

– Rozumiem. 

– Nie mogłem sobie na to pozwolić, bo się w tobie zakochałem. 

– Zapomnij o tym. Dzisiaj zaczynamy wszystko od nowa. Lepiej przyjmij 

moją ofertę. Podzielimy się swoją przeszłością i zaczniemy budować wspólną 

przyszłość – poprosiła cicho, podnosząc na niego wzrok. 

– Carrie, tak bardzo cię kocham. 

– Ja ciebie też. 

Pocałował  ją.  W  jego  oczach  była  obietnica  nowego  życia  i  wspólnej 

świetlanej przyszłości. 

– Wyjdziesz za mnie... jeszcze raz? 

– Tak. 

– Ale tym razem weźmiemy ślub w kościele, dobrze? 

– Tak. 

Znowu się pocałowali, namiętnie i żarliwie. 

– Nie jesteś głodna? – spytał nagle. – Mieliśmy iść na pizzę. 

–  Jestem  bardzo  głodna.  Mam  ochotę  na  pizzę,  na  ciebie,  a  przede 

wszystkim  mam  ochotę  posłuchać  wszystkich  historyjek  z  czasów  twojego 

dzieciństwa i młodości. 

–  Więc  może  najpierw  pójdziemy  coś  przegryźć,  a  potem  wszystko  ci 

opowiem. 

– Jasne – odpowiedziała z uśmiechem, przytulając się do niego. 

Trzymając się za ręce, wstąpili na nową drogę. 

RS


Document Outline