background image

 

Vicki Lewis Thompson 

 

Ulubieniec kobiet 

 

background image

Rozdział 1 

 

Żyrandol rzucał dyskretny cień na elegancki salon, w którym czekała 

Sheila.  Oczy  jej  błyszczały,  serce  biło  przyspieszonym  rytmem.  Luke 

zatrzymał  wzrok  na  jej  piersiach,  których  kształt  rysował  się  wyraźnie 

pod czarną jedwabną suknią. 

Szybko przemierzył pokój i znalazł się obok niej. Wziął ją w ramiona. 

Jedwab zaszeleścił w zetknięciu Z szorstkim materiałem dżinsów. 

–  No  to  do  rzeczy  –  rzucił.  Nie  kochał  jej,  ale  nie  miało  to  żadnego 

znaczenia. – Wiesz, czego chcę – dodał z lekkim zniecierpliwieniem. 

– Nie mogę ci już tego dać! 

–  A  więc  będę  musiał  wziąć  sobie  sam.  –  Nie  zważając  na  jej  opór, 

przycisnął wargi do jej ust. 

 

– Cięcie! 

–  Meg  wzięła  głęboki  oddech  i  sięgnęła  po  słuchawkę.  Ręka  jej 

drżała,  gdy  wykręcała  numer  Didi.  Czekając,  aż  usłyszy  głos 

przyjaciółki,  wpatrywała  się  w  stos  plakatów  ułożonych  na  podłodze. 

Zapowiadały  festiwal,  który  miał  odbyć  się  w  Chandler  już  za  dwa 

tygodnie.  W  kącie  pokoju  leżała  sterta  podkoszulków  z  nadrukami 

wykonanymi  specjalnie  na  tę  okazję,  a  na  biurku  piętrzyły  się  foldery 

wymieniające  Meg  O’Brian  z  rady  Izby  Handlowej  jako  główną 

organizatorkę. 

Wreszcie Didi podniosła słuchawkę. Przyjaźniły się od trzeciej klasy 

background image

szkoły podstawowej. 

– Właśnie dzwonili z  telewizji.  – Meg od razu przeszła  do rzeczy.  – 

Wybrali mistrza ceremonii. 

– Tak? Kogo? 

– Luke’a Bannistera. 

– Niech to diabli! Powrót syna marnotrawnego. 

–  Zgadza  się.  Król  wyścigów  samochodowych  z  Arizona  Avenue. 

Facet, który ledwo się trzymał na nogach, kiedy występował w szkolnym 

musicalu, a na maturę przyszedł ubrany jak na piknik. 

– Wątpię, by wspominano o tym w jego życiorysach. Ale nie wpadaj 

w  panikę.  Wszystko  będzie  dobrze.  Uwierzyłabyś,  że  on  ma  swój 

lokalny fanklub? 

– Co? 

– Nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale należę do niego. 

– Ty? Niemożliwe! – zdziwiła się Meg. 

–  Wiem,  że  nie  oglądasz  oper  mydlanych,  ale  powinnaś  choć  raz 

zerknąć na „Labirynt uczuć”. Wierz mi, jeden odcinek z Lukiem w roli 

Dirka Kennedy’ego i też połkniesz haczyk. 

– Nie zamierzam połykać haczyka. Ja... 

– Na litość boską, Meg. Przecież ja żartuję – żachnęła się Didi. 

Może, pomyślała Meg, ale to nie tobie Luke złamał serce. 

–  Kiedy  przyjeżdża?  –  spytała  Didi.  –  Powinien  mieć  apartament  w 

hotelu San Marcos, a na lotnisko wyślę po niego samochód. 

background image

– Daj sobie spokój z tym apartamentem. Będzie mieszkał u brata. 

–  No  to  pewno  zakopali  topór  wojenny.  Na  kiedy  zamówić 

samochód? 

– Cóż... – Meg była wyraźnie zdenerwowana. – Z jakichś sobie tylko 

wiadomych powodów zażyczył sobie, żebym to ja po niego wyjechała. 

– Żartujesz! 

– Prawdopodobnie chce się pochwalić swoimi sukcesami. 

– To podobne do Luke’a, jakiego wszyscy znaliśmy i lubili. Uważaj, 

złotko. Jeśli spróbuje wzniecić w tobie żar namiętności, jesteś zgubiona. 

–  Nie  jestem  taka  głupia.  A  zresztą  nie  wierzę,  żeby  był  mną 

zainteresowany po latach przygód z tymi wszystkimi gwiazdkami. 

– Może i nie, ale uważaj. 

– Bądź spokojna. Skoro już rozmawiamy, chcę cię jeszcze zapytać o 

parę szczegółów naszej imprezy. 

Meg starała się nie myśleć o Luke’u, ale nie bardzo jej się to udawało. 

Nie widzieli się dziesięć lat, a ostatnie słowa, jakie zamienili, były raczej 

mało przyjemne. Jazda z lotniska na farmę Bannisterów może okazać się 

zbyt długa, jeśli Luke zacznie się chwalić swymi sukcesami. 

–  Posłuchaj,  Meg  –  powiedziała  Didi.  –  Właśnie  zaczyna  się  serial. 

Może  powinnaś  obejrzeć,  na  wypadek  gdyby  prasa  zadała  ci  jakieś 

pytanie na ten temat. 

– Hm... dobrze. – Meg poczuła ucisk w żołądku. Celowo unikała tego 

serialu,  uważając,  że  nie  ma  sensu  przywoływać  duchów  dawnych 

background image

namiętności. 

– Jesteś przypuszczalnie jedyną osobą w Chandler, która nie widziała 

ani  jednego  odcinka.  Lepiej  obejrzyj,  choćby  po  to,  żeby  rozpoznać 

Luke’a na lotnisku. 

–  Masz  rację.  To  na  razie,  Didi.  –  Nie  ma  mowy,  żeby  go  nie 

rozpoznała. Nieraz, w marzeniach, widziała jego oczy. Weszła do salonu 

i włączyła telewizor. 

Trafiła  akurat  na  scenę  między  dwiema  kobietami,  Sheilą  i  Daphne. 

Być może Luke w ogóle nie pojawi się w tym odcinku, pomyślała. 

Nagle  poczuła,  że  krew  napływa  jej  do  twarzy,  a  serce  bije  mocniej 

niż zwykle. To był on. 

Włosy miał nieco krótsze niż kiedyś, ale opadały mu na czoło tak jak 

dawniej.  Ubrany  był  w  dżinsy  i  dżinsową  koszulę.  Wpatrywał  się  w 

Sheilę.  Meg  zadrżała.  Pamiętała  to  uwodzicielskie  spojrzenie  jego 

błękitnych oczu. Aż nadto dobrze pamiętała. 

Podszedł  do  Sheili  i  wziął  ją  w  ramiona.  Kiedy  się  całowali,  Meg 

cofnęła  się  myślą  do  przeszłości.  Napisała  kiedyś  odę  do  pocałunków 

Luke’a,  a  potem  spaliła  kartkę  w  filiżance  do  herbaty.  Łzami  gasiła 

ogień. Nie czuła już bólu, ale rana po złamanym niegdyś sercu pozostała 

nie zagojona. 

 

W dwa tygodnie później Meg stała w poczekalni dworca lotniczego w 

Phoenix,  starając  się  zachować  zimną  krew.  Samolot  Luke’a  właśnie 

background image

wylądował.  Za  chwilę  będzie  musiała  stanąć  twarzą  w  twarz  z 

mężczyzną, który  zakłócał jej spokój  przez ostatnie dni.  Przyjechała  po 

niego,  tak  jak  sobie  tego  życzył,  chociaż  w  Chandler  trwały 

przygotowania do uroczystości powitalnej. 

Od  rana  była  w  podłym  nastroju.  Odrzuciła  kostium,  który  chciała 

włożyć,  i  zdecydowała  się  na  znoszone  dżinsy  i  zielony  sweter.  Luke 

prawdopodobnie  będzie  ubrany  według  najnowszej  hollywoodzkiej 

mody, ale ona nie zamierza się  dla niego stroić.  Kiedy  jej buntowniczy 

nastrój  jeszcze  się  wzmógł,  postanowiła,  że  pojedzie  na  lotnisko  swoją 

dwudziestoletnią  furgonetką,  a  nie  srebrnym  BMW,  które  kupili  z 

Danem  przed  dwoma  laty.  Pozwoli,  żeby  Luke  pochwalił  się  pierwszy 

swymi sukcesami, a dopiero później go zawstydzi. 

Drzwi  rękawa  otworzyły  się  i  pasażerowie  zaczęli  wychodzić.  Meg 

pilnie ich obserwowała, porównując każdego mężczyznę z tym, którego 

oglądała na ekranie telewizora przez ostatnie dwa tygodnie. W sekundzie 

obejrzała  wszystkie  odcinki  serialu,  szukając  czegoś,  co  mogłaby  w 

Luke’u znienawidzić. Rezultaty poszukiwań były mierne. Dirk Kennedy 

był  wprawdzie  mało  ciekawym  osobnikiem,  za  to  bardzo  seksownym. 

Oczywiście  była  w  tym  niewątpliwie  zasługa  charakteryzatorek  i 

projektantów  kostiumów.  W  rzeczywistości  na  pewno  nie  wyglądał  tak 

fascynująco. A już z całą pewnością nie mógł wyglądać lepiej. 

Kiedy  ujrzała  go  z  daleka  w  dopasowanych  dżinsach  i  obcisłym 

niebieskim  podkoszulku,  chwyciła  się najbliższego  krzesła.  Bała  się,  że 

background image

upadnie. Jeśli w szkole był  przystojny, to teraz wręcz olśniewający. Do 

diabła, zaklęła w duchu. 

Przez  ramię  przerzucił  torbę  podróżną,  w  ręce  trzymał  pokrowiec  z 

garniturami.  W  jasnym  świetle  poczekalni  wyraźnie  widziała  mocny 

zarys  szczęki,  usta  jak  wyrzeźbione,  wysoko  sklepione  kości 

policzkowe.  Z  całej  postaci  emanował  seks.  Meg  zauważyła 

towarzyszące mu spojrzenia podekscytowanych kobiet. Zdecydowała, że 

wyprowadzi go z dworca, zanim ktokolwiek go rozpozna. Możliwe, że i 

on tego chce. 

Pomachała  ręką  w  jego  kierunku.  Zauważył  ją  i  odpowiedział 

uśmiechem.  Zanim  się  zorientowali,  błysnął  flesz.  Luke’a  natychmiast 

otoczyła grupka ciekawskich. 

Kiedy  Meg  zastanawiała  się,  co  zrobić,  tłumek  zbliżył  się  w  jej 

kierunku.  Cofnęła  się  o  krok,  uświadamiając  sobie,  że  stoi  przy  niej 

Luke. 

–  Musisz  mi  wybaczyć,  ale  jestem  coś  winien  temu  miastu  i  nie 

chciałbym rozczarować ludzi, którzy na mnie czekają – powiedział. 

Ależ  on  się  musi  upajać  swoją  popularnością,  pomyślała.  Jego  głos 

stał  się  niższy  i  bardziej  głęboki  w  ciągu  minionych  dziesięciu  lat,  ale 

był  to  wciąż  ten  sam  głos,  który  szeptał  jej  słowa  miłości  w  tyle 

furgonetki. Ten sam głos, który później powiedział jej, że z nią zrywa. 

Postawił  torbę  na  ziemi  i  zaczął  rozdawać  autografy.  Zbliżyła  się 

jakaś dziewczyna z aparatem i zaczęła pstrykać jedno zdjęcie za drugim. 

background image

–  Dirk,  nie  boisz  się,  że  mąż  Sheili  wszystkiego  się  dowie?  – 

krzyknęła jakaś kobieta z tłumu. 

Meg przestraszyła się  w  pierwszej chwili,  zanim  sobie uświadomiła, 

że  kobieta  utożsamia  Luke’a  z  bohaterem  serialu,  który  ma  romans  z 

Sheilą za plecami jej męża. 

Luke nie wydawał się zbity z tropu. Uśmiechnął się. 

– Sheila i ja jesteśmy ostrożni. A poza tym jej mąż i  tak nie odrywa 

nosa  od  „Wall  Street  Journal”.  Myśli  tylko  o  pieniądzach  i  nie  ma  za 

grosz wyobraźni. Nigdy się nie domyśli. – Tłum roześmiał się, ale Meg 

nie podobała się ta arogancja na pokaz. – Wystarczy, muszę iść. 

 – Twarz Luke’a rozjaśnił ten sam uśmiech, który demonstrował przy 

każdej takiej okazji. – Czeka na mnie inna piękna kobieta – dorzucił. 

Meg aż podskoczyła. Jak może ją w to wciągać?! Jak śmie! Zebrani i 

dziewczyna z aparatem natychmiast skierowali na nią swoją uwagę. 

– Sheila będzie zazdrosna – zawołał ktoś. Błysnął flesz. Raz i drugi. 

–  Sheila  o  niczym  się  nie  dowie,  prawda?  –  Luke  zarzucił  torbę  na 

ramię, chwycił pokrowiec z ubraniami, a drugą ręką objął Meg. 

– Idziemy. Pospiesz się – przynaglił niecierpliwie. 

–  Mam  biec?  –  Meg  widziała  błyskający  flesz,  przyspieszyła  kroku. 

Jego dotyk był ten sam co kiedyś. Na– wet zapach był ten sam. Niczego 

nie uroniła z pamięci przez te dziesięć lat. 

–  Tak,  biec.  Wyobraźmy  sobie,  że  właśnie  ukradliśmy  kilka 

pomarańczy staremu Petersonowi. 

background image

– Zgoda. 

Błyskawicznie  wydostali  się  z  otaczającego  ich  tłumu  i  wpadli  do 

windy. Zjechali w dół, na parking. 

– Nie masz więcej bagażu? – zdziwiła się Meg. 

– Nie, to wystarczy. 

Meg zadyszała się trochę. Luke był w świetnej formie. 

– Chyba się starzeję – zażartowała. 

– Nie powiedziałbym. Wyglądasz znakomicie. 

Zaczerwieniła  się.  Była  wściekła.  Jest  doktorem  nauk  politycznych, 

piastuje  odpowiedzialne  stanowisko  w  mieście,  a  czerwieni  się  jak 

nastolatka. 

– Dzięki –  bąknęła i nagle uświadomiła sobie, że nie pamięta,  gdzie 

dokładnie zaparkowała. 

– Czym przyjechałaś? 

– Furgonetką. 

– Wspaniale. Wciąż jest zielona? 

–  Świeżo  pomalowana,  ale  wciąż  zielona.  –  Popatrzyła  w  jedną 

stronę, potem w drugą. 

– Nic się nie zmieniłaś – roześmiał się Luke. – Pamiętam, że zawsze 

szukałaś  samochodu  na  parkingu.  Czy  jesteśmy  na  właściwym 

poziomie? 

– Tak. 

– A więc chodźmy się rozejrzeć. 

background image

–  Pewnie  się  dziwisz,  jak  mogę  organizować  festiwal,  skoro  nie 

pamiętam, gdzie zaparkowałam. 

–  Wcale  się  nie  dziwię.  Zawsze  byłaś  dobrą  organizatorką.  Na  ogół 

miałaś tyle rzeczy na głowie, że nie mogłaś myśleć o takich głupstwach 

jak miejsce na parkingu. Czy on przypadkiem nie stoi tam? 

Meg podążyła wzrokiem za ręką Luke’a. 

– Oczywiście – ucieszyła się. 

–  Ileż  mi  to  przypomina.  –  Luke  objął  ją  w  talii.  –  Pamiętasz  tę 

romantyczną uwagę, że kolor twego samochodu harmonizuje z kolorem 

twoich oczu? 

– Nie za bardzo. – Meg umknęła wzrokiem w bok. Czyżby myślał, że 

się roześmieje? To było na ich pierwszej randce. Musiała prowadzić, bo 

jemu  zatrzymano  prawo  jazdy.  Powiedział,  że  kolor  furgonetki 

harmonizuje z jej oczami, a potem ją pocałował. Ten pocałunek obudził 

w niej pragnienia, których dotąd nie znała. 

–  To  było  na  naszej  pierwszej  randce  –  dodał,  jakby  starając  się 

pobudzić jej pamięć. 

–  Wielkie  nieba,  wieki  temu.  –  Meg  zmusiła  się  do  uśmiechu.  – 

Lepiej się pospieszmy. Komitet powitalny już czeka. 

–  Ten  strusi  festiwal  to  dla  mnie  coś  całkiem  nowego  –  zauważył 

Luke, gdy odjeżdżali z lotniska. – Rzeczywiście ściągnięcie aż dwieście 

tysięcy ludzi? 

– W zeszłym roku tak było. Nieźle zasilili kasę  miejską. Wpadliśmy 

background image

na ten pomysł, bo kiedyś był tutaj rynek strusich piór. 

–  Cóż,  czytałem  o  tym  w  materiałach  informacyjnych,  które  od  was 

dostałem. Ale nie bardzo mogę sobie wyobrazić wyścigi strusi. 

–  Są  tresowane.  Towarzystwo,  które  to  robi,  organizuje  również 

wyścigi  lam  i  wielbłądów.  A  my  przygotowujemy  bufet,  rozrywki, 

loterię, jak w czasie zabawy karnawałowej. 

–  Coś  podobnego!  Osobiście  wszystkiego  doglądasz?  Zawsze  byłaś 

taka dokładna. 

Meg  potrząsnęła  głową.  Była  zła.  Nie  sądziła,  że  będzie  wracał  do 

przeszłości. To może mieć niemiłe następstwa. 

–  Zdziwiłem  się,  co  za  zespół  wynajęłaś  na  sobotni  wieczór.  Same 

tuzy. Kiedyś dałbym wszystko, żeby z nimi zagrać. 

– A teraz tego nie zrobisz? 

– Właściwie nadal dużo bym dał, ale już dawno nie trzymałem w ręku 

gitary. Mam tak napięty harmonogram.... 

– Z pewnością – ucięła, nie chcąc znać bliższych szczegółów. 

Luke popatrzył w bok. Opuścił szybę i wychylił się z samochodu. 

–  Hej!  Spójrz  na  niebo.  I  powietrze  już  tu  nie  cuchnie  jak  stare 

skarpetki. Czyste, zdrowe powietrze. 

– Z wyjątkiem tych dni, kiedy oczyszczają bawełnę. 

–  Ach,  racja.  Wiesz,  niekiedy  mi  się  wydaje,  że  minęło  sto  lat  od 

czasu, jak mieszkałem w Chandler. Ale z drugiej strony, kiedy tak jadę z 

tobą tym gruchotem, wydaje mi się, że nigdy stąd nie wyjeżdżałem. 

background image

– Scena na lotnisku powinna cię przekonać, że wszystko się zmieniło. 

– To  ta fotoreporterka.  Musiała być  w samolocie. Myślę,  że dopiero 

zaczyna i że ja miałem być jej pierwszym sławnym człowiekiem. Dzięki 

Bogu,  że  za  nami  –  nie  jedzie.  Prawdopodobnie  musi  dopiero  wynająć 

samochód. Na pewno nie zna jeszcze wszystkich reporterskich sztuczek. 

– Rzucił okiem na deskę rozdzielczą. – Radio wciąż działa? 

– Tak. 

– Nastaw country. 

– Dobrze. – Aż tak się nie zmienił. Wciąż lubi tę muzykę. Przekręciła 

gałkę.  Usłyszała  piosenkarza,  który  śpiewał,  że  jest  szczęśliwy,  bo  nie 

wie,  jak  to  wszystko  się  skończy.  Uznała,  że  to  odpowiednie  motto  na 

najbliższe  pięć  dni.  Też  nie  chciała  wiedzieć,  jak  się  to  wszystko 

skończy. 

– Jesteś teraz panią Meg O’Brian – usłyszała głos Luke’a. 

– Zgadza się. – Znów zaczną się pytania, pomyślała. 

–  Domyślam  się,  że  znalazłaś  sobie  Irlandczyka.  Musi  to  cieszyć 

twoich ziomków. 

– Owszem. 

–  Ale  nie  nosisz  obrączki.  Czyżby  to  była  jakaś  feministyczna 

demonstracja? 

– Nie noszę obrączki, ponieważ Dan zginął dwa lata temu w wypadku 

samochodowym – wyjaśniła. 

– O Boże! Meg, tak mi przykro. 

background image

– Mnie również. 

– Czuję się jak idiota. W faksie napisano mi tylko, że Meg Hennessy 

O’Brian  organizuje  festiwal.  Myślałem,  że  masz  męża,  może  nawet 

dzieci...  Przepraszam  cię  za  moją  niewyparzoną  gębę.  Naprawdę  mi 

przykro. 

–  To  się  stało  dwa  lata  temu.  Ból  nie  jest  już  taki  –  dojmujący.  – 

Przerwała  na  chwilę.  –  Clint  nie  jest  widocznie  najlepszym  źródłem 

informacji. 

–  Nie.  Ale  to  nie  wyłącznie  jego  wina.  Miał  mi  za  złe,  że  nie 

przyjechałem na pogrzeb ojca zeszłego lata. 

– Wiele osób tego nie rozumiało. 

– A ty? 

Meg zawahała  się.  Nie  chciała być jego przyjacielem. W  końcu  i  on 

nim  nie  został,  zrywając  ich  znajomość.  Pamiętała  jednak,  jak  obrywał 

od Orville’a Bannistera. Być może jest jedyną osobą, która o tym wie. 

– Ja rozumiałam – powiedziała. 

–  To  dobrze  –  westchnął  i  wcisnął  się  w  siedzenie.  –  Chciałem 

przyjechać  ze  względu  na  Clinta,  ale  wydawało  mi  się,  że  nie 

wytrzymam  pogrzebu,  na  którym  każdy  będzie  wygłaszał  jakieś  puste 

słowa o ojcu. Clint i ja nigdy nie zgadzaliśmy się co do naszego starego. 

– Ale teraz zamieszkasz u Clinta. Musicie się pogodzić. 

– Postaram się. Zawiadomiono go o moim przyjeździe. 

– Nie zadzwoniłeś do niego? 

background image

–  Próbowałem,  ale  nie  udało  mi  się  go  zastać.  Pewno  spotyka  się  z 

jakąś kobietą. 

– Z Debbie Fry. 

–  Widzę,  że  Chandler  jest  nadal  małą  mieściną,  nawet  jeśli  liczba 

ludności świadczy o czymś innym – zaśmiał się Luke. 

– To dobre miasto, Luke. 

– A więc jesteś tutaj szczęśliwa. 

– Żebyś wiedział. 

– Rozumiem. Zawsze do niego należałaś. Ja natomiast nie pasowałem 

do tego miasta. Teraz widzę to jeszcze lepiej niż kiedyś. Doceniam jego 

dobre strony, ale nie mógłbym już tutaj mieszkać. Nigdy. 

Meg  nie  odpowiedziała.  Jego  stosunek  do  miasta,  które  kochała,  w 

którym  zamierzała  zostać  na  zawsze,  odczuła  niemal  jak  policzek.  Ale 

czegóż  mogła  się  spodziewać  po  wielkiej  gwieździe  w  rodzaju  Luke’a 

Bannistera?  Że  uczyni  Chandler  celem  swoich  weekendów? 

Najwidoczniej naoglądała się za dużo oper mydlanych. 

 

background image

Rozdział 2 

 

Wdowa.  Nieraz  wyobrażał  sobie,  że  Meg  jest  rozwiedziona  albo 

nieszczęśliwa  w  małżeństwie,  a  on  spieszy  jej  z  pomocą.  Nigdy 

naprawdę jej tego nie życzył. Biedna Meg. Było mu przykro, ale gdzieś 

w  głębi  duszy  czuł  zadowolenie,  że...  jest  wolna.  Niewątpliwie  Meg 

wciąż żywi do niego urazę, co jednak nie jest takie złe. Lepsza złość niż 

obojętność. 

Jechali  główną  ulicą  miasta.  Meg  opuściła  szybę.  Długie  włosy 

powiewały na wietrze. Pamiętał, że dawniej były prawie białe, ale teraz 

ściemniały, przybierając barwę prażonej kukurydzy, którą kiedyś tak się 

zajadali. 

Przed  przyjazdem  zastanawiał  się,  czy  nie  jest  gruba,  czy  nie  jest  w 

ciąży, czy czasami go nie zapomniała. Nic z tych rzeczy. Nie zapomniała 

go.  Wydawało  mu  się,  że  jest  taka  sama  jak  przed  dziesięcioma  laty, 

kiedy  zastanawiał  się,  czym  jest  miłość.  I  wtedy,  i  teraz  tą  miłością 

pozostała Meg. 

Uważnie  przypatrywał  się  jej  twarzy.  Wciąż  była  taka  jak  dawniej, 

otwarta,  czysta,  przypominała  modelki  z  katalogów,  ale  małżeństwo  i 

wdowieństwo  przydało  jej  tajemniczości.  Przed  dziesięcioma  laty 

myślał,  że  wie  o  niej  wszystko.  Teraz  wydawało  mu  się,  że  nie  wie 

prawie nic, i czuł się idiotycznie oszukany. 

– Wszystko pewnie się tu zmieniło – zaczął, przerywając milczenie. 

background image

–  Liczba  mieszkańców  miasta  wzrosła  pięciokrotnie,  od  czasu  jak 

wyjechałeś – poinformowała. 

Luke  nie  miał  co  prawda  na  myśli  Chandler,  ale  nie  sprostował 

nieporozumienia.  Przejeżdżali  teraz  obok  drogi,  którą  kiedyś  często 

razem  jeździli,  by  schronić  się  w  cieniu  wysmukłej  topoli.  Topola 

zniknęła, ale wspomnienie tamtych spotkań  sprawiało  mu ból  tak  samo 

dojmujący jak wtedy, gdy miał lat osiemnaście. 

Ależ  on  cierpiał  w  tamte  letnie  noce,  gdy  rozkładali  koc  w  tyle 

furgonetki,  pozwalając  sobie  na  wszelkie  możliwe  pieszczoty,  ale  nie 

posuwając się do końca. Kiedyś nawet wziął prezerwatywy, ale nie użył 

ich. W ostatniej chwili uznał, że muszą z tym zaczekać do ślubu. Była to 

jedna z niewielu decyzji w jego młodości, z których mógł być dumny. 

– Powinnam cię chyba przed czymś ostrzec – odezwała się Meg. 

– Słucham? 

– Zamiast wręczyć ci klucze do miasta, burmistrz chce ci podarować 

strusia. 

– Nie rozumiem? 

–  Młodego  strusia.  Bardzo  ładnego.  Jest  maskotką  tegorocznego 

festiwalu. 

– Coś podobnego, właśnie o tym zawsze marzyłem. 

– Nazywa się Dirk Kennedy, tak jak ty w serialu. 

– Teraz rozumiem. To pewnie dlatego, że tak dumnie stąpa. 

–  Owszem,  a  także  dlatego,  że  struś  samiec  ma  aż  trzy  samice 

background image

równocześnie.  Nasz  nie  jest  jeszcze  dorosły,  a  więc  nie  musisz  się 

martwić, że zacznie uganiać się za panienkami, by tak rzec. 

– Struś – uśmiechnął się Luke. – A co ja niby mam z nim robić? 

–  Pozować  do  zdjęcia,  a  także  uważać  na  jego  dziób.  Strusie 

uwielbiają dziobać wszystko, co błyszczące. 

–  Cóż,  nie  mam  na  sobie  nic  błysz....  –  spojrzał  w  dół  na  metalowy 

guzik przy spodniach. – Hm... 

– Może uroczystość powitalna będzie krótka – pocieszyła go Meg. 

–  Gwarantuję,  że  tak.  –  Kiedy  zbliżali  się  do  centrum,  otworzył 

szeroko oczy ze zdziwienia. – Boże, spójrz na to wszystko. 

–  To  Centrum  Bankowe  Rocky  Mountain.  Wiele  sklepów 

przebudowano,  by  dostosować  je  do  architektury  centrum  i  hotelu  San 

Marcos. 

Główną  ulicę,  Arizona  Avenue,  poszerzono,  zmieniając  w 

promenadę.  Były  tu  piękne  trawniki  i  fontanny.  Wzrok  Luke’a 

przyciągał jednak tłum zebrany przed pomalowanym na różowo nowym 

budynkiem banku. 

– Przyszli tu z mojego powodu? 

– Tak. 

I  wtedy  zobaczył  strusia.  Dirk  Kennedy  liczył  około  półtora  metra 

wzrostu.  Gdy  podjechali  bliżej,  dostrzegł  czarne  upierzenie  i  białe 

krótkie  pióra.  Musiał  ważyć  ze  sto  kilo.  Trzymał  go  na  smyczy  jakiś 

mężczyzna,  ale  Luke  ani  przez  chwilę  nie  wątpił,  że  struś  bez  trudu 

background image

mógłby mu się wyrwać. 

– Dobry Boże – jęknął. 

– Jest oswojony – wyjaśniła Meg. 

– Być może. Ale, ale, Meg, kim są ci ludzie? 

–  Uczniowie,  szczęśliwi,  że  mogli  wyrwać  się  ze  szkoły  na  twoje 

powitanie,  a  także  członkowie  fanklubu  Luke’a  Bannistera,  burmistrz  z 

żoną, 

przewodniczący 

Izby 

żoną 

członkowie 

komitetu 

organizacyjnego festiwalu, z których niejeden, jak ostatnio stwierdziłam, 

należy do twego fanklubu. 

–  Oczekiwałem,  że  będzie  parę  osób,  ale  taki  tłum  to  dla  mnie 

zaskoczenie. 

–  Nikt  nie  chciał  przeoczyć  twego  przyjazdu.  Nawiasem  mówiąc, 

przez  ostatnie  pięć  kilometrów  jedzie  za  nami  wynajęty  samochód. 

Domyślam  się,  że  jest  w  nim  twoja  gorliwa  fotoreporterka.  –  Meg 

zahamowała. Zespół szkolny zaintonował hymn szkoły w Chandler. 

Luke  odetchnął  głęboko.  Kto  to  kiedyś  powiedział,  że  nie  należy 

wracać  do  domu?  Możesz  jechać  dokąd  chcesz,  ale  musisz  być 

przygotowany  na  wszystko.  Bo  może  się  zdarzyć,  że  będą  na  ciebie 

czekać z potężnym strusiem. 

– W porządku, Meg. Zaczynamy. 

 

Meg  obserwowała,  jak  Luke  wkracza  do  akcji.  Wyskoczył  z 

furgonetki  z  promiennym uśmiechem,  machając  ręką do zebranych, jak 

background image

na gwiazdora przystało. Dawny  Luke, ten,  w którym się kochała, byłby 

ją błagał, żeby go stąd zabrała. Nowy Luke potrafił się znaleźć, a nawet 

wysłuchać  muzyki,  która  była  jazzową  przeróbką  głównego  motywu  z 

serialu. 

Nawet  zespół  muzyczny  nie był w stanie zagłuszyć  pisków członkiń 

fanklubu.  Meg  potoczyła  wzrokiem  po  tłumie  kobiet  powiewających 

transparentami  z  napisami  „Kochamy  cię,  Luke”  i  „Dirk  Kennedy  na 

prezydenta”. Niektórzy ludzie nie mają wstydu, pomyślała. 

Obserwowała, jak Didi i jej mąż Chuck zbliżają się do Luke’a niczym 

do  dawno  nie  widzianego  przyjaciela.  W  okresie,  gdy  spotykała  się  z 

Lukiem,  jej paczka, a  w niej  Didi  i  Chuck, zaakceptowała go. Kiedy ją 

rzucił,  odwrócili  się  od  niego,  ale  trudno  było  oczekiwać,  że  po 

dziesięciu  latach  też  nie  zechcą  mieć  z  nim  do  czynienia.  Nie 

spodziewała  się  tego,  ale  wolałaby,  żeby  Didi  okazywała  nieco  mniej 

entuzjazmu. 

Luke  wmieszał  się  w  tłum.  Podawał  rękę  mężczyznom,  przyjmował 

czerwone  róże  od  kobiet.  Wreszcie  podszedł  do  Joe  Randolpha,  który 

trzymał strusia. Obok stał burmistrz, Keith Garvey. Dał znak, by zespół 

przestał grać. Muzyka ucichła. 

–  Luke,  twoje  miasto  jest  z  ciebie  dumne  –  zaczął.  –  Doceniamy 

twoją  obecność  na  festiwalu  bardziej,  niż  jesteśmy  w  stanie  wyrazić.  – 

Kamerzysta  z  telewizji  podszedł  bliżej.  Burmistrz  uśmiechnął  się.  – 

Może to  będzie skromnym dowodem naszej wdzięczności.  Nazwaliśmy 

background image

maskotkę tegorocznej imprezy imieniem bohatera serialu. Trzymamy go 

na smyczy, bo jeśli będzie żyć tak jak jego imiennik, pobiegnie za każdą 

strusicą w promieniu pięćdziesięciu kilometrów. 

Zebrani wybuchnęli głośnym śmiechem. 

–  Niech  mi  będzie  wolno  przedstawić  –  kontynuował  burmistrz, 

wręczając smycz Luke’owi – Dirk Kennedy. 

–  Nie  pamiętam,  kiedy  byłem  tak  wzruszony  –  powiedział  Luke, 

ostrożnie ujmując smycz. – Chandler zajmuje w moim sercu szczególne 

miejsce – ciągnął. – Mam nadzieję... 

Struś  pochylił  głowę  i  zanim  Luke  zdążył  się  cofnąć,  chwycił  kilka 

róż,  po  czym  zaczął  je  spokojnie  przeżuwać.  Luke  w  pierwszej  chwili 

stracił głowę, ale szybko się opanował. 

–  Zawsze  myślałem,  że  struś  chowa  głowę  w  piasek,  nie  w  róże  – 

skwitował. 

Meg  skrzywiła  się  na  ten  banalny  żart,  ale  ludzie  byli  zachwyceni. 

Luke oddał smycz Randolphowi i spojrzał na Meg wzrokiem, w którym 

zawarte było błaganie, by już stąd pójść. Skinęła głową. Luke, machając 

ręką do zebranych, powoli wycofywał się do samochodu. 

– Jak wypadłem? – spytał, gdy skierowali się ku farmie Bannisterów. 

– Nieźle – stwierdziła krótko. 

Podążał  za  nimi  sznureczek  samochodów  i  wóz  telewizyjny.  Luke 

rzucił okiem w lusterko wsteczne. 

– To niewiarygodne – powiedział. 

background image

– Jesteś tu wielką atrakcją. 

–  Prawdę  mówiąc,  Meg,  jestem  trochę  zażenowany  tym  wszystkim. 

Kiedy  to  minie,  na  pewno  uznam,  że  to  zabawne  jak  cholera.  Wiesz, 

bałem się trochę tego przyjazdu. Najwyraźniej jednak martwiłem się bez 

powodu. 

– Czego się bałeś? – zaciekawiła się. 

–  Kiedy  stąd  wyjeżdżałem,  uważano  mnie  za  faceta,  który  niewiele 

jest wart. Bałem się, że tutejsi ludzie dadzą mi to odczuć i teraz. 

Nie mówił jak arogancki egocentryk, za jakiego go uważała. 

–  Sądząc  po  tym  powitaniu,  nie  masz  powodów  do  obaw  – 

zauważyła. 

– Twoich rodziców nie było, prawda? – spytał. 

– Nie. 

– Nie spodziewałem się, że przyjdą. Wciąż mieszkają obok Clinta? 

– Tak, ale chyba nie widują go zbyt często. 

– Spodziewam się. 

Minęli dom, w którym Meg dorastała. 

– Bardzo tu ładnie – zauważył. 

– Znasz tatę. Co pięć lat  malowanie,  niezależnie od tego, czy  trzeba, 

czy nie. A mama toczy swoją prywatną wojnę z chwastami. 

– Pamiętam. 

Meg  przypomniała  sobie  rozmowę  z  rodzicami  na  temat  przyjazdu 

Luke’a. 

background image

–  Nie  spędzaj  z  nim  za  dużo  czasu  –  ostrzegała  ją  matka.  –  Wiesz, 

jakie są te typy z Hollywood. 

– Jeśli chcesz być przewodniczącą Izby w następnej kadencji – mówił 

ojciec  bez  ogródek  –  dbaj  o  swoją  reputację.  I  tak  jako  kobieta,  i  to 

młoda,  masz  dostatecznie  wielu  przeciwników.  Jeśli  ludzie  zobaczą,  że 

zadajesz się z kimś takim jak Luke Bannister, stracisz wszelkie szanse. 

Meg zapewniła go, że nie ma najmniejszego zamiaru „zadawać się” z 

Lukiem i dodatkowo wbijać go w dumę. 

Dojechali  do  farmy  Bannisterów,  która  stanowiła  zaprzeczenie 

domostwa  Hennessych.  Matka  Luke’a  zmarła,  gdy  on  miał  lat 

jedenaście,  a  jego  brat  dziewięć.  Meg  pamiętała,  że  po  śmierci  matki 

Luke próbował pielęgnować grządki z kwiatami, ale pewnej nocy ojciec 

w  pijackim  szale,  spotęgowanym  rozpaczą  po  stracie  żony,  wszystkie 

zniszczył. Luke dał więc sobie spokój. 

Clint  czekał  na  ganku  z  puszką  piwa  w  ręku.  Luke  był  podobny  do 

ojca,  za  to  młodszy  brat  przypominał  matkę.  Miał  jasne  włosy  i  szare 

oczy. Meg zawsze myślała, że Clintowi oszczędzano lania, jakie obrywał 

Luke, ponieważ przypominał Orville’owi zmarłą żonę. 

Clint pociągnął piwa i zsunął z czoła kowbojski kapelusz. 

–  Najwyraźniej  przyjechała  mnie  odwiedzić  jakaś  sławna  osoba  – 

mruknął. 

– Zgadłeś. – Luke wyciągnął do niego rękę. – Jak leci, Clint? 

– W porządku. – Clint nie podał mu ręki. 

background image

Meg  była  niemile  zaskoczona.  Niezależnie  od  tego,  co  myślała  na 

temat Luke’a, nie aprobowała takiego zachowania. Kątem oka dostrzegła 

zbliżającą się fotoreporterkę. 

– Mam nadzieję, że nie będziesz miał nic przeciwko memu pobytowi 

tutaj przez parę dni – powiedział Luke. 

– Prawdę mówiąc, będę. 

Meg  ściągnęła  brwi.  Czyżby  Clint  chciał  zabronić  Luke’owi  wstępu 

do własnego domu? 

– Ach, tak. – Luke cofnął się o krok. 

– Mam robotę – burknął Clint. – W polu. – Błysnął flesz. – Widzisz 

to?  –  Clint  wyciągnął  rękę  w  kierunku  fotoreporterki.  –  Ludzie  robią 

zdjęcia,  całe  miasto  za  tobą  łazi.  Nie  będę  mógł  nic  zrobić,  jak  tutaj 

zamieszkasz. Radzę, żebyś sobie poszukał czego innego. 

– Dobrze. Idziemy. – Luke zwrócił się do Meg. 

– Dokąd? – spytała, całkowicie zbita z tropu. 

– W Chandler są przecież hotele i motele. Znajdę jakiś pokój. 

–  Skoro  tak  chcesz.  –  W  głosie  Meg  słychać  było  powątpiewanie. 

Miasto  było  pełne gości.  Wszystkie  miejsca  w  hotelach zarezerwowano 

na długo przed festiwalem. 

–  Pozwól,  że  zamienię  parę  słów  z  ludźmi  z  telewizji.  Wiem,  że 

chcieli nakręcić parę ujęć tutaj, w twoim domu. 

Idąc  w  kierunku  wozu  telewizyjnego,  martwiła  się,  że  nie  wszystko 

ułoży  się  tak,  jak  to  sobie  zaplanowała.  Widziała  wyraz  oczu  Clinta  – 

background image

typowe  spojrzenie  Bannisterów.  Jakakolwiek  dyskusja  nie  miała  sensu. 

Wynikłaby  z  tego  tylko  scysja,  a  nie  chciała,  aby  informacje  o 

rodzinnych konfliktach znalazły się w prasie. 

Wyjaśniła  ekipie  telewizyjnej,  że  filmowanie  braci  w  domu  trzeba 

będzie  przesunąć  na  później.  Wóz  telewizyjny  odjechał.  Odjechali 

również  mieszkańcy  Chandler,  którzy  podążyli  tutaj  za  nimi.  Została 

tylko dziewczyna z aparatem fotograficznym. 

Clint odwrócił się i wszedł do domu, a Luke wsiadł do furgonetki. 

– Znajdziemy jakiś automat telefoniczny i spróbujemy dowiedzieć się 

o wolne pokoje – zaproponowała Meg. 

– Dobrze. 

Po  czterdziestu  minutach  przypuszczenia  Meg  potwierdziły  się. 

Miejskie  hotele  były  pełne.  O  tym,  żeby  Luke  zatrzymał  się  u  jej 

rodziców,  nie  było  mowy.  Przyjaciele  Meg  mieli  własnych  gości. 

Wszystko wskazywało na to, że istnieje tylko jedna możliwość. Niezbyt 

odpowiednia. 

– Chodź, jedziemy do mnie – zdecydowała. 

– Mówisz to takim tonem, jakbyś szła na ścięcie. 

–  Ktoś  może  zechcieć  to  wykorzystać.  Zamierzam  ubiegać  się  o 

stanowisko  przewodniczącej  Izby  Handlowej  w  następnej  kadencji  i 

wolałabym nie dawać powodów do plotek. 

– Izby Handlowej? Czy nie masz własnej firmy? 

–  Dan  i  Chuck  byli  wspólnikami  w  komputerowej  firmie 

background image

konsultingowej.  Wciąż  mam  w  niej  udziały,  pomagam  też  w 

księgowości.  To  dla  mnie  świetny  układ,  skoro  zamierzam  zająć  się 

polityką. 

– A więc twoja matka miała rację. 

– Co masz na myśli? 

– Nie powiedziała ci o moim telefonie? – popatrzył na nią badawczo. 

– Jakim telefonie? Kiedy? 

– To nieważne. – Wzruszył ramionami, odwracając głowę. 

– Ej, zaczekaj! O jakim telefonie mówisz? 

– Kiedy dostałem rolę w serialu, chciałem... powiedzieć ci o tym. Nie 

oczekiwałem, że będziesz w domu, ale.... – Znowu wzruszył ramionami. 

Serce Meg zabiło  mocniej. A więc próbował się z nią skontaktować. 

Zaczęła gorączkowo myśleć. 

– Musiałam być wtedy na uniwersytecie. 

– Tak. Na politologii, jak powiedziała twoja matka. Miałaś ze swoim 

narzeczonym  wrócić  po  dyplomie  do  Chandler  i  zająć  się  polityką 

lokalną. 

Serce  waliło  jej  jak  młotem.  To  oczywiste,  że  matka  wspomniała  o 

Danie.  I  oczywiście  bez  trudu  zapomniała  powiedzieć  Meg  o  telefonie 

Luke’a.  Zastanowiła  się,  czy  jej  życie  wyglądałoby  dziś  inaczej,  gdyby 

Luke zastał ją wtedy w domu. 

– Nie zostawiłeś swego telefonu? 

–  Zostawiłem,  ale  skoro  nie  zadzwoniłaś,  pomyślałem...  cóż, 

background image

zrozumiałem to. 

– Nigdy nie przekazano mi tej wiadomości. 

– A gdyby ci przekazano? 

– Sama nie wiem... 

–  Wiesz,  znajdźmy  dla  mnie  pokój  gdzie  indziej  –  zaproponował.  – 

Nie chciałbym być odpowiedzialny za kres twojej tak obiecującej kariery 

politycznej. 

–  To  szlachetne  z  twojej  strony,  ale  nigdzie  nie  ma  nic  wolnego. 

Jesteś  naszym  honorowym  gościem,  Luke.  Nie  mogę  pozwolić,  żebyś 

spał na ławce w parku, a tak się składa, że mam pokój gościnny. 

–  A  więc  jeśli  chcesz  uniknąć  plotek,  lepiej  zgub  ją  po  drodze  – 

powiedział,  wskazując  na  błękitną  hondę,  która  stała  za  nimi,  czekając, 

aż ruszą. 

Meg zaklęła cicho. 

– Wciąż masz pod klapą silnik dużej mocy? – spytał. 

– Oczywiście, ale jeśli przegrzejesz mi silnik... 

– Bez obawy. Zamieńmy się miejscami. Poradzę sobie z tą hondą. 

 

background image

Rozdział 3 

 

Meg,  przesiadając  się  na  miejsce  obok  kierowcy,  rozważała,  jak 

powinna postąpić. Nie mogła już nie traktować wizyty Luke’a osobiście. 

Była  wstrząśnięta  faktem,  że  próbował  się  z  nią  skontaktować,  zanim 

wyszła  za  Dana.  Zadzwonił,  by  powiadomić  ją  o  swoim  sukcesie.  Nie 

zrobiłby  tego,  gdyby  nie  miał  zamiaru  ponownie  nawiązać  z  nią 

kontaktu. Co by zrobiła, gdyby chciał się z nią spotkać, gdyby zaprosił ją 

do Los Angeles? 

–  Uważaj  na  gliny  –  powiedział.  –  I  oczywiście  patrz,  co  z  hondą. 

Gdzie mieszkasz? 

Podała mu adres. 

– W porządku. Czeka nas długa droga. 

Te  słowa  znowu  obudziły  w  niej  wspomnienia.  To  był  ich  kod, 

którego używali wtedy, gdy zamierzali zatrzymać się gdzieś w drodze do 

domu.  Mówił:  „Czeka  nas  dziś  długa  droga  do  domu”,  i  już  jej  serce 

zaczynało  bić  przyspieszonym  rytmem,  bo  wiedziała,  że  za  chwilę 

weźmie  ją  w  ramiona.  Zastanawiała  się,  czy  wypowiadając  teraz  te 

słowa,  pamiętał,  jak  to  było  kiedyś.  Prawdopodobnie  nie.  Teraz  jest 

gwiazdorem z Hollywood i ma dziesiątki gorących randek. Luke wcisnął 

gaz. 

– Wciąż za nami – oznajmiła Meg, oglądając się za siebie. 

– Zgubię ją. – Luke dodał gazu. – Ten wóz jeszcze pokaże, co potrafi. 

background image

–  Nie  przypominam  sobie,  żebyś  kiedykolwiek  tak  jeździł.  –  Meg 

obserwowała  Luke’a.  Nie  czuła  strachu.  Przy  nim  zawsze  była  gotowa 

na  wszelkie  ryzyko.  Gdy  miała  szesnaście  lat,  jej  tęsknoty  były 

nieokreślone,  ale  silne.  Teraz  nadal  były  silne,  ale  już  nie  były 

nieokreślone. 

– Widzisz hondę? 

– Nie. 

–  Obserwuj  szosę.  Pojadę  okrężną  drogą.  To  dobrze,  że  ona nie  zna 

miasta.  Zdumiewające,  że  choć  tyle  się  tu  zmieniło,  pamiętam  każdą 

uliczkę. 

–  Jutro  prawdopodobnie  wszyscy  będą  mówić  o  tej  wariackiej 

jeździe. Każdy zna tę furgonetkę. 

– Powiesz, że ćwiczyłem przed kolejnym odcinkiem serialu. 

– Zawsze wykorzystujesz swoją sławę, żeby wybrnąć z sytuacji? 

– Tylko czasami. 

 

Clint pozostał w domu, dopóki nie odjechał ostatni samochód. Potem 

wziął  następną  puszkę  piwa  i  wrócił  na  ganek.  A  więc  jego  sławny 

braciszek  myślał,  że  wprowadzi  się  do  tego  domu  po  dziesięciu  latach. 

Być może wyobrażał sobie jakąś wzruszającą scenkę rodzinną. Ha! Nic z 

tego! 

Pociągnął długi łyk piwa i sięgnął pamięcią wstecz. Stanął  mu przed 

oczami  dzień,  w  którym  Luke  spakował  manatki  i  opuścił  dom, 

background image

pozostawiając  go  z  wiecznie  pijanym  ojcem  i  zaniedbaną  plantacją 

bawełny.  Luke  prawdopodobnie sądził, że wynagrodzi  mu to,  zrzekając 

się po śmierci starego swojej części plantacji na rzecz brata. Clint tak nie 

myślał. Oddałby wszystko za tak intratne zajęcie, jakie miał Luke. 

Następne  kilka  dni  upłynie  pod  znakiem  gwiazdora  telewizyjnego. 

Kiedyś  Clint  też  uważał,  że  Luke jest kimś wyjątkowym.  A  potem  brat 

wyrwał  się  do  słonecznej  Kalifornii  i  ktoś  zaproponował  mu  udział  w 

reklamach telewizyjnych. Staruszek był z tego taki cholernie dumny, że 

Clint nie mógł już tego znieść. Nigdy nie cenił jego pracy na plantacji. 

A  kiedy  ojciec  zmarł,  Luke  nawet  nie  zadał  sobie  trudu,  by 

przyjechać na  pogrzeb.  I  tak  Clint  stał się  właścicielem  farmy.  Ogarnął 

spojrzeniem rozciągające się przed nim pole. Prawdę mówiąc, miał teraz 

trochę czasu. Dopiero  w  przyszłym  tygodniu  zamierzał zacząć prace na 

plantacji.  Nie  miał  jednak  najmniejszej  ochoty  spędzać  tych  dni  ze 

swoim starszym bratem. 

Zauważył  zbliżający  się  ku  domowi  samochód,  błękitną  hondę.  W 

pierwszej chwili chciał ukryć się w domu i nie reagować na pukanie, ale 

nie mógł znieść myśli, że ktoś by go wypłoszył z własnego ganku. 

Osoba,  która  wysiadła  z  auta,  wydała  mu  się  znajoma.  Kiedy  to 

widział  kogoś  w  czapeczce  baseballowej  noszonej  daszkiem  do  tyłu? 

Ach,  tak.  To  ta  zwariowana  fanka,  która  robiła  zdjęcia.  Była  teraz  bez 

aparatu. Miała zgrabną sylwetkę, ale najwyraźniej nie przywiązywała do 

tego  wagi.  Nosiła  szorty  i  bluzę  o  trzy  numery  za  duże.  Ciemne  włosy 

background image

ukryła pod czapeczką, żuła gumę. 

–  Nie  ma  go  tu  –  powiedział  Clint,  gdy  podeszła  do  ganku.  –  Jeśli 

szukasz sensacji, musisz udać się gdzie indziej. 

–  Zgubiłam  go  –  oświadczyła.  –  Miałam  nadzieję,  że  może 

zainscenizowaliście to całe nieporozumienie i on tu wrócił. 

– Jak widać, nie. 

Dziewczyna najwyraźniej się wahała. 

– Do diabła, jak mi nie wierzysz, to sama sprawdź – zniecierpliwił się 

Clint.  –  Nie  mam  najmniejszej  ochoty,  żebyś  kręciła  się  tu  przez  całą 

noc.  Mógłbym  cię  jeszcze  przypadkowo  zastrzelić.  –  Dziewczyna 

zesztywniała. – Ile masz lat? – spytał. 

– To nie ma znaczenia. 

–  Chcesz  powiedzieć,  że  wystarczająco  dużo.  Napijesz  się  piwa?  – 

dodał,  gdy  odwróciła  się,  zamierzając  odejść.  –  Myślę,  że  jesteś  dość 

dorosła, żeby wypić. – Dziewczyna skinęła głową. – A więc siadaj. 

Clint  podał  jej  puszkę  piwa.  Nie  miał  pojęcia,  dlaczego  to  robi. 

Wiedział  tylko,  że  był  szczególnie  wyczulony  na  osoby,  którym 

wydawało  się,  że  wiatr  zawsze  wieje  im  w  oczy.  A  takie  właśnie 

wrażenie sprawiała dziewczyna. 

Uśmiechnęła się do niego, gdy podał jej piwo. 

–  Dzięki.  Byłam  taka  podniecona,  że  w  samolocie  niczego  nie 

zjadłam ani nie wypiłam. A później nie było już czasu. 

– Jak się nazywasz? – spytał Clint. 

background image

– Ansel Wiggins. Nadano mi imię po Anselu Adamsie, fotografiku. 

– Idziesz w jego ślady? 

– To nie takie proste. On był artystą. Ja tylko poluję na sławne osoby. 

– Lubisz to? 

– Tak. To jest jak gra. Próbujesz ich zaskoczyć, gdy najmniej się tego 

spodziewają. W Los  Angeles jestem w tym całkiem niezła, ale  tutaj nie 

znam okolicy. 

– Od kiedy to robisz? 

Schyliła głowę i mruknęła coś pod nosem. 

– Co? 

–  W  porządku,  pół  roku.  Jestem  nowa.  Nie  sprzedałam  jeszcze  ani 

jednego  zdjęcia,  ale  dostałam  cynk,  że  Luke  Bannister  może  podpisać 

kontrakt  na  film  fabularny.  Stałby  się  supergwiazdą.  Jeśli  uda  mi  się 

zrobić mu parę zdjęć, zdobędę majątek. 

– Nie rozumiem, dlaczego chciał cię zgubić. Myślałem, że chodziło o 

to, żeby jego cholerne zdjęcia znalazły się w gazetach. 

–  Ale  nie  moje.  Jego  agent  decyduje  o  tym,  które  zdjęcia  można 

publikować. Moje nie są wystarczająco dobre. 

– Ach, tak. 

– Dlaczego nie chciałeś, żeby Luke tu się zatrzymał? 

Clint popatrzył na dziewczynę. Miała ładną cerę. 

I  wcale  nie  była  tak  naiwna,  jak  początkowo  myślał.  Nie  było  to 

pytanie bezpodstawne. 

background image

– Nieważne. 

– Często cię odwiedza? 

–  Słuchaj,  Ansel,  może  jestem  prostym  farmerem,  ale  nie  jestem 

głupi. Przestań! 

–  Wcale  nie  uważam,  że  jesteś  głupi.  –  Wstała  i  przeciągnęła  się. 

Oddała mu puszkę po piwie. – Może ci się przydać. 

Powinien był pomalować dom. Kiedy Luke przyjechał, Clint spojrzał 

na dom jego oczami. Nie był to budujący widok. Do diabła z Lukiem. 

– Dzięki za piwo – rzuciła Ansel. – Muszę kupić mapę i zapoznać się 

z okolicą, zanim znów wyruszę na polowanie. 

Przez sekundę pomyślał, czyby  jej nie pomóc. Byłoby to zabawne, a 

na dodatek Luke by się wściekł. Ale nie, były rzeczy, na które nawet on 

by się nie zdobył. 

–  Udanego  polowania  –  zawołał,  gdy  dziewczyna  odwróciła  się  i 

poszła w kierunku samochodu. 

– Spokojna głowa, poradzę sobie. 

Zastanawiał  się,  czy  uda jej się  to, co  sobie zaplanowała.  Dobrze  by 

było. 

 

Luke  podjechał  pod  dom  Meg  i  zaparkował  za  srebrnym  BMW. 

Domyślił  się,  że  należy  do  niej.  A  jednak  na  lotnisko  przyjechała 

furgonetką. 

– Czy tutaj nie mieszkali czasem Whitleyowie? – spytał. 

background image

–  Przenieśli  się  do  Oregonu.  Kupiliśmy  dom  od  pośrednika,  ale  nie 

było nas stać na nabycie całej ziemi. Została podzielona na parcele. 

– Ładny – przyznał. 

– Miło mi. 

I  nie  różni  się  zbytnio  od  domu  Clinta,  pomyślał.  Tyle  że  ten  jest 

dobrze utrzymany. Mógł się domyślić, że Clint zechce się jak najszybciej 

pozbyć sławnego brata, ale nie przewidział, że będzie aż tak zawzięty, by 

odmówić mu dachu nad głową. Jutro pojedzie do niego jeszcze raz, żeby 

wyjaśnić sytuację. 

A  tymczasem  będzie  miał  dwuznaczną  przyjemność  nocowania  w 

domu Meg, w tym, który dzieliła kiedyś z  mężem.  Ileż to razy w ciągu 

minionych  dziesięciu  lat  wyobrażał  sobie  jej  dom?  Zbyt  wiele,  by  móc 

zliczyć. 

Usłyszał stuknięcie drzwiczek i zobaczył Meg wynoszącą jego rzeczy 

z furgonetki. 

– Zaczekaj, ja to zrobię – zawołał. 

– Pomyślałam, żebyśmy lepiej weszli do środka, zanim dziewczyna z 

hondy się tu zjawi. Rzeczywiście, nie wiem, po co wnoszę to do domu, 

skoro postawiłeś samochód z tyłu. Wpuszczę cię kuchennymi drzwiami. 

–  Potajemna  schadzka?  –  zaśmiał  się.  Meg  skrzywiła  się  z 

niesmakiem. – Wybacz. Przestawię wóz. 

Nie  był  to  żart  w  najlepszym  stylu,  musiał  to  przyznać.  Zaparkował 

furgonetkę  u  wejścia  do  garażu,  który  wyglądał,  jakby  nie  używano  go 

background image

od  wyprowadzki  Whitleyów.  Podbiegł  do  niego  brązowy  wyżeł.  Luke 

podrapał go za uszami. Oczywiście, że ona ma psa. Podniósł wzrok. Meg 

stała  w  otwartych  drzwiach  kuchni,  uśmiechając  się.  Złociste  włosy 

opadały jej na ramiona, tak jak lubił. Serce zabiło mu mocno. Potajemna 

schadzka,  a  jakże.  Pragnął  tego  samego,  o  czym  marzył  od  czasu,  gdy 

skończył sześć lat – poślubienia Meg Hennessy. 

 

W  chwili  gdy  przestępowała  próg  domu,  Meg  wiedziała  już,  że 

naiwnością było sądzić, iż wszystko się uda. Być może jutro znajdzie mu 

jakiś pokój. Musi to zrobić. 

– Przepraszam za to, co powiedziałem – odezwał się Luke. 

– Daj spokój. Przecież to był żart. – Meg otworzyła spiżarnię i wyjęła 

jedzenie dla Apacza. Wsypała trochę do miski. Ręce jej drżały. 

– Kiepski żart – przyznał. – Pozwól, pomogę ci. 

– Nie trzeba, już kończę – machnęła ręką. Serce waliło jej tak, jakby 

miała  za  sobą  długi  bieg.  –  Pokażę  ci  twój  pokój.  Weź  rzeczy. 

Zostawiłam je w salonie. 

– Dobrze. 

Poprowadziła  go  przez  dom,  starając  się  opanować  zdenerwowanie. 

W  końcu  znają  się  od  dziecka.  Nie  powinna  aż  tak  tego  przeżywać. 

Otworzyła drzwi pokoju gościnnego, w którym stało szerokie podwójne 

łóżko. 

– To tutaj. Łazienka jest po drugiej stronie korytarza. Zaraz przyniosę 

background image

pościel. 

– Czy to nie to samo łóżko, które stało w twoim pokoju, gdy byliśmy 

dziećmi? – spytał. 

– Owszem, tylko zmieniono materace. Masz niezłą pamięć. 

– Zależy do czego. Sam sobie poradzę. Nie chcę ci sprawiać kłopotu. 

– Żaden kłopot –  rzuciła, ale pomyślała sobie,  że ścielenie  łóżka dla 

niego może już być ponad jej siły. 

– Pozwól, Meg. Razem obleczemy pościel. 

Robili to tak,  jak gdyby  powtarzali  tę czynność  przez całe  lata. Meg 

drżała z emocji i zdenerwowania. 

– Pięknie pachnie – zachwycił się Luke. – Jestem pewien, że suszysz 

bieliznę na słońcu. 

–  Żebyś  wiedział.  –  Przypomniała  sobie,  jak  bardzo  Luke  jest 

wyczulony  na  zapachy.  Kiedy  się  spotykali,  kazał  jej  wypróbowywać 

dziesiątki  perfum,  by  w  końcu  zdecydować,  że  najbardziej  lubi  jej 

naturalny  zapach.  Od  tego  czasu  już  nigdy  nie  używała  perfum.  To 

głupie, pomyślała. Stanowczo za bardzo byłam pod jego wpływem. 

–  Od  wyjazdu  stąd  nie  spałem  w  pościeli  suszonej  na  słońcu  – 

zauważył.  Popatrzyli  sobie  w  oczy.  –  To  wspaniałomyślne  z  twojej 

strony,  że  pozwoliłaś  mi  zatrzymać  się  u  siebie.  Nie  nadużyję  twojej 

gościnności – dodał. 

– Oczywiście, że nie! – odparła szybko. 

Luke  położył  na  łóżku  poduszkę,  obok  drugą.  Zdawały  się  wręcz 

background image

zapraszać. I nagle Meg oblała fala gorąca. Tego uczucia nie doznała od 

długiego czasu. Opanowała się. Nie może się zdradzić z tym, że Luke ją 

pociąga, właśnie dlatego, że on na to liczy, zarozumiały egoista. 

–  Wydaje  się,  że  w  faksie  pisano  coś  o  kolacji  dziś  wieczór  – 

zauważył. 

– Masz rację. – Rzuciła okiem na zegarek. – Mamy jeszcze godzinę. 

Zapowiedziałam,  że  będziemy  w  San  Marcos  na  koktajlu  o  wpół  do 

szóstej, a muszę jeszcze odsłuchać sekretarkę. 

–  Nie  krępuj  się  mną.  Nie  chcę  ci  w  niczym  przeszkadzać  przez 

najbliższe kilka dni. 

Popatrzyła  na  niego  i  doszła  do  wniosku,  że  zdawał  sobie  sprawę  z 

wrażenia,  jakie  na  niej  wywiera.  Najwyraźniej  był  przyzwyczajony  do 

zachwytów kobiet. Do diabła, z nią na pewno mu się nie uda. 

– Nie pozwolę sobie przeszkadzać – roześmiała się, odwróciła i omal 

nie wpadła na ścianę. – Zobaczymy się za godzinę – rzuciła, wybiegając 

z pokoju. 

Zeszła  na  dół  do  gabinetu.  Włączyła  automatyczną  sekretarkę. 

Ostatnia  wiadomość  pochodziła  od  Didi.  Wyrażała  nadzieję,  że  Meg 

znalazła jakieś lokum dla Luke’a. 

–  Oczywiście,  że  znalazłam  –  wymamrotała  do  siebie.  –  Mam 

nadzieję,  że  nie  na  swoją  zgubę.  –  Weszła  do  sypialni  i  zatrzasnęła 

drzwi. 

Przygotowując  się  do  wyjścia,  rozpamiętywała  każdą  chwilę 

background image

spędzoną  z  Lukiem  od  momentu  jego  przyjazdu.  Nie  ulegało 

wątpliwości,  że  rozpalił  jej  krew  jak  nikt  ostatnimi  laty.  Nawet  tak 

zwyczajna  czynność  jak  ścielenie  łóżka  stawała  się  w  jego  obecności 

czymś niezwykłym. 

Ostatni raz była z nim w sypialni, gdy miała dziewięć, a on jedenaście 

lat.  Clint  zachorował  na  grypę  i  musiał  zostać  w  domu.  Ona  z  Lukiem 

grała  w  swoim  pokoju  w  domino,  ale  w  końcu  im  się  to  znudziło.  Nie 

bardzo  wiedzieli,  co  ze  sobą  zrobić,  aż  w  końcu  Luke  zaproponował, 

żeby  się  pocałowali  z  języczkiem.  Przedtem  już  ją  całował,  ale  tylko 

wargami, a to co innego. Nie spodobało jej się to nowe całowanie, kiedy 

miała dziewięć lat. Gdy skończyła szesnaście, polubiła je aż za bardzo. 

Jako dziewięciolatka, która nie ma żadnych tajemnic przed rodzicami, 

zrobiła  błąd  i  opowiedziała  o  wszystkim  matce,  a  ta  zabroniła  im 

przebywać  ze  sobą  sam  na  sam.  Uznała  Luke’a  za  „przedwcześnie 

rozbudzonego seksualnie”. 

Wtedy  Meg  nie  zwróciła  na  to  specjalnej  uwagi,  ale  gdy  weszła  w 

okres  dojrzewania,  przypomniała  sobie  to  stwierdzenie  i  Luke  stał  się 

bohaterem jej fantazji erotycznych. Kiedy wreszcie poprosił ją, żeby się 

z nim spotykała, myślała, że już jest w raju. Jej rodzice zareagowali na to 

nieco inaczej. 

Pozwalali  jej  jednak  widywać  się  z  Lukiem,  dopóki  wychodzili 

gdzieś w dwie pary, a spotkanie kończyło się o przyzwoitej porze. Tyle 

że  choć  wychodzili  we  czwórkę,  Luke  tak  to  zawsze  aranżował,  że  w 

background image

pewnym momencie zostawali sami. Teraz dopiero to sobie uświadomiła. 

W  czasie  tych  sam  na  sam  dowiedziała  się,  że  „seksualnie 

rozbudzony”  oznacza,  że  całował  ją  tak  jak  żaden  inny  chłopiec.  Jego 

pocałunki  rozpalały  ją  do  granic  wytrzymałości.  To  ona  pierwsza 

rozpięła  bluzkę,  ponieważ  jej  piersi  pragnęły  jego  dotyku,  i  to  ona 

poprowadziła  jego  dłoń  pod  rajstopy.  Pozwoliłaby  mu,  żeby  się  z  nią 

kochał,  i  wiedziała,  że  on  tego  pragnie.  Ale  każdego  wieczoru  Luke 

drżącymi  palcami  delikatnie  zapinał  jej  bluzkę,  całował  ją  w  usta  i 

odwoził do domu – wciąż jako dziewicę. Była beznadziejnie zakochana. 

Wreszcie  nadszedł  ten  dzień,  kiedy  oznajmił  jej  bez  ogródek,  że  nie 

będą się więcej spotykać. Jest dla niego za młoda, powiedział, za bardzo 

niedoświadczona. Potrzebuje dziewczyny w swoim wieku. 

Meg  wciąż  jeszcze  pamiętała  ból,  jaki  jej  sprawił  i  jaki  czuła  przez 

całe  tygodnie.  Straciła  siedem  kilogramów  i  o  mało  nie  zawaliła 

geometrii. Za każdym razem, gdy widziała Luke’a z którąś ze starszych 

dziewczyn, chciało jej się wyć. W końcu ból zmienił się w złość i kiedy 

Luke  opuszczał  miasto,  poprzysięgła  sobie,  że  nic  jej  nie  będzie 

obchodził, nawet gdyby w Kalifornii pochłonęło go trzęsienie ziemi. 

A  teraz  miał  spać  w  jej  domu,  ten  „rozbudzony  seksualnie” 

mężczyzna w wieku dwudziestu ośmiu lat, który nie jest już obiektem jej 

marzeń,  lecz  marzeń  tysięcy  kobiet.  A  jeśli  tak  doskonale  całował,  gdy 

miał lat osiemnaście, to jak musi to robić teraz? Meg odsunęła od siebie 

tę myśl. Nie będzie tego sprawdzać. 

background image

Rozdział 4 

 

Luke  włożył  na  biały  jedwabny  golf  kamizelkę  i  szarą  marynarkę. 

Wolałby  zostać  w  dżinsach  i  podkoszulku,  ale  jego  agent  do  ostatniej 

chwili  napominał  go,  żeby  dbał  o  swój  wizerunek.  Spodziewano  się 

przecież, że będzie roztaczał hollywoodzki blask, więc nie mógł zawieść 

tych oczekiwań. 

Wszedł  do  salonu.  Apacz  siedział  przy  kominku.  Luke  od  razu 

polubił  tego  psa.  Kiedyś  miał  własnego,  ale  ojciec  traktował  go  tak 

okropnie, że oddał go w końcu w inne ręce. Apacz zaczął się łasić i Luke 

pochylił się, żeby go pogłaskać. 

–  Lubisz  to,  prawda?  –  Zastanawiał  się,  kiedy  ostatnio  jego  samego 

potraktowano  z  prawdziwym  uczuciem.  Na  ogół  w  związkach  z 

kobietami chodziło głównie o seks. Od kiedy wcielił się w postać Dirka 

Kennedyego,  podejrzewał,  że  jego  dwie  ostatnie  partnerki  wyobrażały 

sobie, że idą do łóżka z bohaterem serialu, a nie z nim. Być  może tak i 

było.  Tylko  jednej  kobiecie  ufał  na  tyle,  by  przy  niej  być  sobą. 

Znajdowała  się  właśnie  na  dole  i  przygotowywała  do  wyjścia  wraz  z 

nim. 

Ktoś jednak niewłaściwie napisał ten scenariusz. Ambicje polityczne 

Meg  nie  pozwalały  wykorzystać  tego  weekendu  tak,  jakby  pragnął. 

Mogłoby to zaszkodzić jej karierze. Jeśli będzie się kierował uczuciami, 

jej  przyszłość  stanie  pod  znakiem  zapytania.  A  cóż  poza  tym  może  jej 

background image

zaoferować?  Jest związany z  Los  Angeles  i  nie  może  prosić, by  rzuciła 

wszystko,  co  dla  niej  ważne,  i  zmieniła  styl  życia  na  taki,  który 

przypuszczalnie wcale by  jej  nie  odpowiadał. Czy  po  to  ją  odnalazł,  by 

znów ją zostawić, jak przed dziesięciu laty? 

Meg  weszła  do  salonu  i  Luke  oniemiał.  Nie  jest  już  prostym 

chłopakiem  z  farmy.  Towarzyszył  kobietom,  które  robiły  zakupy  w 

najdroższych  sklepach,  pięknym  kobietom,  których  życie  sprowadzało 

się do dbania o swój wygląd. Na widok Meg aż wstał z podziwu. 

– No i jak? – spytała niepewnie. 

– Znakomicie – zapewnił. 

Miała  na  sobie  jasnozieloną  suknię  przypominającą  krojem  tuniki 

greckich  bogiń.  Szeroki  pasek  w  nieco  ciemniejszym  odcieniu 

znakomicie podkreślał jej talię i linię bioder. Upięła włosy w tyle głowy, 

przez co uwydatniał się delikatny owal twarzy. W uszach miała kolczyki 

z perełką, sznur pereł na szyi. 

– Naprawdę? Nie musisz prawić mi komplementów. – Meg wciąż nie 

była pewna swego wyglądu. 

– Nie uwierzyłabyś, gdybym powiedział prawdę. 

– Owszem, uwierzyłabym. Bywasz w wielkim świecie częściej niż ja, 

więc  polegam  na  twoim  zdaniu.  Jeśli  coś  jest  nie  tak,  mogę  jeszcze 

zmienić. 

Rzeczywiście  nie  zdawała  sobie  sprawy  z  wrażenia,  jakie  na  nim 

wywarła. 

background image

–  Będę  szczery  –  jesteś  najpiękniejszą  kobietą,  jaką  kiedykolwiek 

widziałem. 

– Bez przesady. Nie jestem głupia. Biorę płaszcz i wychodzimy. 

– Powiedziałem, że mi nie uwierzysz. 

–  Masz  rację.  Nie  wierzę  –  powtórzyła  ze  złością,  jak  gdyby 

podejrzewała, dlaczego prawi jej komplementy. – Oglądam transmisje z 

wręczenia Oscarów. Wiem, jak wyglądają gwiazdy filmowe. 

– Ja też. – Luke podał jej płaszcz. – Bijesz je na głowę. 

– Luke, nie schlebiaj mi, proszę. 

I  tak  by  nie  wygrał,  więc  już  nie  odpowiedział.  Odetchnął  głęboko, 

rozkoszując się jej zapachem, i na moment ujął ją za ramiona. 

Nie pamiętał, by kiedykolwiek tak się hamował jak w tej chwili. Nie 

musiał. Nieraz w życiu było mu ciężko, nieraz oberwał, ale jeśli chodzi o 

kobiety,  nie  miał  powodów  do  narzekań.  Zawsze  czekał  na  niego 

zachęcający uśmiech, spragnione ramiona. Teraz jednak po raz pierwszy 

bał się, że spotka się z odmową. 

 

Meg  odetchnęła  głęboko,  gdy  Luke  odsunął  się  od  niej.  Kiedy 

podawał  jej płaszcz,  przez  moment chciała  mu go wyrwać  z rąk.  Zdała 

sobie  jednak  sprawę,  że  wyglądałoby  to  głupio,  jakby  nie  potrafiła 

zachować się jak dama. Rzecz w tym, że gdy zbliżył się do niej, owiał ją 

zapach wody kolońskiej i poczuła na karku jego oddech. Gdy dotknął jej 

ramion, nogi się pod nią ugięły. 

background image

Bała się, że odwróci ją  ku sobie  i  pocałuje.  Wiedziała  dlaczego.  Był 

to kiedyś niemal rytuał. Kiedy wychodzili z kina albo z dyskoteki, Luke 

pomagał jej włożyć płaszcz,  odwracał ją do  siebie  i  całował,  jak gdyby 

jego usta mogły ochronić ją przed chłodem podobnie jak płaszcz. I chyba 

rzeczywiście chroniły. 

– Pojedziemy  BMW – oznajmiła, wyjmując z  torebki kluczyki. – W 

ten sposób twoja przyjaciółka z hondy może cię tak szybko nie znajdzie. 

– Myślę, że  mamy  ją z głowy aż do jutra. Później pewnie nie spuści 

mnie z oka. 

Luke  wyglądał  jak  gwiazdor  filmowy.  Dystans  między  nimi  zdawał 

się  powiększać,  ilekroć  uświadomiła  sobie,  że  on  nie  należy  już  do  jej 

świata. Włączyła silnik. 

–  Sądzę  jednak,  że  poradzę  sobie  z  tą  fotoreporterką.  Jestem 

przyzwyczajony, że mnie obserwują. 

– Naprawdę? 

– Tak. Ty chyba też. 

– Nie, ja nie i nie chciałabym... 

–  To  dlaczego  mamy  się  martwić,  że  mieszkam  u  ciebie?  Myślę 

jednak, że lepiej uważać, skoro zamierzasz robić karierę polityczną. : 

–  Nie  odpowiedziała.  Utrafił  w  sedno.  Za  nią  co  prawda  nie  jeżdżą 

fotoreporterzy,  ale  mogą  zacząć.  Ludzie  w  Chandler  wszystkim  się 

interesują. 

– Nie jesteś bardziej wolna niż ja, Meg. 

background image

– Masz rację. 

–  Wyobraźmy  sobie,  że  możemy  robić,  co  się  nam  podoba.  Na  co 

miałabyś ochotę? 

– Nie wiem – zająknęła się. Nie chciała sobie tego nawet wyobrażać. 

–  A  ja  wiem.  Wziąłbym  furgonetkę,  pojechał  w  jakieś  ustronne 

miejsce, rozpalił ognisko, piekł kiełbaski i popijał piwo. 

– Hm. 

– A później znalazłbym w radiu jakąś muzykę i potańczył. 

– Sam ze sobą? – zdumiała się. 

– Nie, gdybyś zgodziła się pojechać ze mną. 

Meg  przypomniała  sobie  ostrzeżenie  Didi.  Musi  przyjąć  strategię 

obronną. Wzięła głęboki oddech. 

–  Posłuchaj,  powinniśmy  sobie  coś  wyjaśnić.  Nie  jesteśmy  już 

nastolatkami.  –  Serce  waliło  jej  jak  młotem.  –  Ty  jesteś  wschodzącą 

gwiazdą  Hollywood,  a  ja  zamierzam  zrobić  karierę  polityczną  w 

Arizonie. Jeśli zostanę w Chandler i będę się starać, mam szanse znaleźć 

się  pewnego  dnia  w  administracji  stanowej.  I  nie  zamierzam  na  tym 

poprzestać. Może uda mi się wejść do Kongresu. 

– A co z Białym Domem? – roześmiał się Luke. 

– Śmiej się, śmiej, ale nigdy nic nie wiadomo. 

–  Nie  śmieję  się.  Uważam,  że  byłabyś  wspaniała.  Zawsze  potrafiłaś 

inspirować innych. 

–  A  ty  potrafisz  być  naturalny  na  ekranie.  Myślę,  że  oboje 

background image

znaleźliśmy swoje powołanie i możemy zajść tak wysoko, jak zechcemy. 

Nie należy pozwolić, żeby przeszkodziły nam w tym miłe wspomnienia. 

– Znakomite przemówienie. Będziesz dobrym politykiem. 

– Luke, ja tylko staram się.... 

– Wiem. – Spoważniał nagle. – I rozumiem, co chcesz powiedzieć. ; 

– Mam nadzieję. 

–  Możesz  mi  wierzyć  albo  nie,  ale  niedawno  doszedłem  do  tego 

samego wniosku. 

–  To  dobrze.  –  Jej  westchnienie  wyrażało  ulgę  i  rozczarowanie 

zarazem. 

– Czy powiemy komuś, gdzie się zatrzymałem? 

– Nienawidzę kłamstwa... – zawahała się – ale im mniej osób będzie 

wiedziało, tym lepiej. 

– A więc zostaw to mnie. Nie zapominaj, że jestem aktorem. 

Nie  zapomnę,  pomyślała.  Nie  musi  jej  tego  przypominać.  Luke 

Bannister  urodził  się,  by  uwodzić  kobiety,  i  czynił  to  mimo  woli,  bez 

zastanowienia. To, co ona uznała za zainteresowanie swoją osobą, może 

być jego zwyczajnym zachowaniem w stosunku do każdej kobiety, która 

znajdzie się w jego towarzystwie. 

Poczuła  się  nieswojo.  Może  nie  powinna  była  wygłaszać  tego 

przemówienia.  Luke  prawdopodobnie  chciał  po  prostu,  żeby  była  pod 

jego  urokiem  przez  te  kilka  dni.  Zapomni  o  niej,  gdy  tylko  spotka 

następną ofiarę. 

background image

 

Podczas przyjęcia w restauracji hotelu San Marcos Meg obserwowała 

Luke’a w akcji. Jako chłopiec przedostał się kiedyś ukradkiem, razem  z 

nią,  do  hotelowego  ogrodu.  Teraz  prezentował  się  doskonale  w  starym 

stylowym  wnętrzu,  wśród  gości  zasiadających  w  rattanowych  fotelach 

przy wytwornej porcelanowej zastawie. 

Bawił 

towarzystwo 

opowieściami 

ze 

stolicy 

przemysłu 

rozrywkowego. Dawał perfekcyjne przedstawienie i Meg była pewna, że 

było to właśnie przedstawienie. 

Kiedyś, gdy ze sobą chodzili, Luke zabrał ją na kolację do Serranos, 

restauracji  meksykańskiej.  Ile  razy  tamtędy  przechodziła,  wracała 

pamięcią  do  tych  dni.  Był  wtedy  znacznie  mniej  elokwentny  niż  teraz, 

nie tak pewny siebie. Wciąż jednak pamiętała, jak patrzył na nią tamtego 

dnia. Gdy dziś wygłaszała swoją  mowę, wpatrywał się  w  nią tak samo. 

Ręka jej drżała, gdy sięgnęła po szklankę z wodą. 

Przy  deserze  Didi  zagadnęła  o  Clinta  i  Luke  zachichotał,  opisując 

zachowanie brata. Meg mogła się założyć, że poczuł się dotknięty, ale za 

nic w świecie nie dałby tego po sobie poznać. Wyjaśnił, że znaleźli dla 

niego  lokum, ale nie  ujawnią adresu,  ponieważ  Luke  nie chciałby  mieć 

prasy  pod oknami. Tę historię trudno byłoby nawet uznać za kłamstwo, 

pomyślała z podziwem Meg. Luke mógłby zostać niezłym dyplomatą. 

Rozmowa  toczyła  się  teraz  wokół  ostatnich  przygotowań  do 

festiwalu.  Meg  czuła  na  sobie  spojrzenie  Luke’a,  gdy  objaśniała 

background image

szczegóły  i  odpowiadała  na  pytania.  Nie  ulegało  wątpliwości,  że  lubi 

wydawać polecenia. Lubi być w świetle reflektorów. 

Około  dziewiątej  goście  zaczęli  pomału  wstawać  od  stołu. 

Wymieniano uściski dłoni i ostatnie uprzejmości. Didi podeszła do Meg. 

– Widzisz? Czy to nie wspaniałe, że przyjechał? – szepnęła. 

– Wydaje się, że to był dobry wybór – zgodziła się Meg. 

–  Ludzie  na  długo  to  zapamiętają.  Będzie  to  dla  ciebie  świetna 

reklama. 

Meg skinęła głową. 

–  A  tak  na  marginesie,  doskonale  wyglądasz.  –  Didi  miała  lekkie 

skłonności do tycia, ale tak umiejętnie dobierała fasony i kolory sukien, 

by tuszowały zbędne kilogramy, a podkreślały kolor włosów i oczu. 

–  Dzięki  –  uśmiechnęła  się.  –  Ty  też.  Ale  o  co  chodziło  z  tym 

mieszkaniem Luke’a? Któż to zdecydował się przyjąć go na noc? 

Meg popatrzyła na nią znacząco, ale nie odpowiedziała. 

– No, no... – Didi uśmiechnęła się. 

– Może ławka w parku – zażartowała Meg. 

– Bądź ostrożna, kochanie. To uwodziciel. 

Meg spojrzała w głąb sali. Luke rozmawiał z burmistrzem. Po chwili 

uśmiechnął się do jego żony. Rzeczywiście umie czarować, pomyślała. 

Gdy  wreszcie  znaleźli  się  w  samochodzie,  oparł  się  wygodnie  i 

odetchnął głęboko. 

– No to z głowy. 

background image

– Wydajesz się zadowolony. 

– Bo jestem. 

– Wydawało mi się, że się dobrze bawiłeś. 

– Staram się nie okazywać zdenerwowania. 

– Zdenerwowałeś się? Daj spokój. 

– Niektórzy nie kochali mnie, kiedy byłem w szkole. Tylko czekałem, 

aż ktoś przypomni mi dawne czasy. 

–  A  więc  zabawiałeś  ich  historiami  z  Hollywood,  żeby  nie  przyszło 

im to do głowy. 

– Coś w tym rodzaju. 

– Mogę teraz stwierdzić, że jesteś świetnym aktorem. 

– A ty urodzoną organizatorką. Zaimponowałaś mi, Meg. 

–  Niezłe  z  nas  towarzystwo  wzajemnej  adoracji  –  roześmiała  się. 

Żałowała,  że  brakuje  jej  zawodowej  swobody  Luke’a.  Chciała  udawać, 

że jest rozluźniona, ale nerwy miała napięte do ostatnich granic. 

–  Nie  wracajmy  jeszcze  do  domu  –  zaproponował.  Tym  lepiej, 

pomyślała. 

– A dokąd chciałbyś pójść? 

–  Przede  wszystkim  do  naszej  dawnej  szkoły.  Jutro  nie  uda  mi  się 

spokojnie jej odwiedzić. 

–  Dobrze.  To  tam.  –  Odwróciła  się  w  kierunku  miasta  i  wskazała 

Arizona  Avenue.  –  Główny  budynek  pozostał  ten  sam,  ale  jest  wiele 

nowych.  Tuż  obok  szkoły  wzniesiono  miejski  ośrodek  kultury.  To 

background image

fantastyczne miejsce, Luke. 

– Widzę, że mam dobrego przewodnika. 

– Może to nie jest Hollywood, ale myślę, że nawet tobie się spodoba. 

Nasze  miasto  ma  przed  sobą  wspaniałą  przyszłość,  zapewniam  cię.  W 

ciągu następnych dziesięciu lat planujemy rozbudowę.... 

–  Nic  się  nie  zmieniłaś  –  przerwał  jej.  –  Jakbym  cię  słyszał,  kiedy 

byłaś  przewodniczącą  samorządu  i  wygłaszałaś  przemówienie  na  cześć 

szkoły. Byłaś taka... 

– Pełna wdzięku? Nie waż się mówić o mnie w ten sposób. 

– No cóż, jeśli wolisz, to powiem, że nie jesteś już pełna wdzięku. 

– W porządku. 

– A naprawdę jesteś cholernie piękna. 

Meg o mało nie przeoczyła uliczki, w której zamierzała zaparkować. 

–  Może  wysiądziemy  i  przespacerujemy  się  kawałek  – 

zaproponowała,  wyłączając  silnik.  Głęboko  zaczerpnęła  powietrza.  Już 

dwa  razy  w  ciągu  tego  wieczoru  powiedział  jej,  że  jest  piękna. 

Wystarczyło, by zawrócić w głowie nastolatce. Na szczęście nie jest już 

nastolatką i nie złapie się na lep czczych komplementów. 

Kiedy  szli  w  dół  ulicy,  włożyła  ręce  do  kieszeni.  Obcasy  stukały 

miarowo  na  płytach  chodnika.  Towarzyszył  im  jednostajny  szum  wody 

dochodzący z fontanny przed ośrodkiem kultury. 

–  Pierwsza  klasa,  Meg  –  stwierdził  z  podziwem  Luke,  patrząc  na 

budynek. 

background image

–  Powinieneś  zobaczyć  salę  widowiskową.  Fotele  obite  czerwonym 

aksamitem,  trzy  sceny.  Mogą  się  tu  odbywać  trzy  przedstawienia 

równocześnie. 

– Pamiętam, jak występowaliśmy na naszej szkolnej scenie. 

– A ja pamiętam, jak niepewnie trzymałeś na nogach. 

–  Musiałem  się  napić  dla  dodania  sobie  odwagi.  Nie  zdajesz  sobie 

sprawy, jaką miałem tremę. 

Meg  spojrzała  na  niego  ze  zdumieniem.  Kiedy  Luke  z  nią  zerwał, 

wygrał  konkurs  na  główną  rolę  w  szkolnym  musicalu.  Miał  potem 

przygodę ze swoją partnerką i od tego czasu Meg czuła do niej niechęć. 

– Nigdy bym nie pomyślała, że możesz mieć tremę. 

–  Na  szczęście  alkohol  przestał  działać,  zanim  przedstawienie  się 

skończyło,  i  przekonałem się,  że  kiedy jestem na  scenie, potrafię ukryć 

się  za  postacią,  którą  gram.  Gdybym  nie  zrobił  tego  odkrycia, 

prawdopodobnie  nadal  nocami  pomagałbym  w  knajpach,  a  za  dnia 

pływał na desce. 

–  Kiedy  jechałeś  do  Los  Angeles,  myślałeś  już  o  tym,  żeby  zostać 

aktorem? 

– Gdzieś tam kiełkowała we mnie ta myśl, ale nie bardzo wiedziałem, 

jak się do tego zabrać. A potem zdarzyła się druga najszczęśliwsza rzecz 

w moim życiu. Jeden z kompanów od surfingu dowiedział się, że szukają 

ludzi  do  filmów  reklamowych.  Miał  jakieś  kontakty,  załatwił  nam 

przesłuchanie i dostałem rolę. 

background image

– Co reklamowałeś? 

– Maść na świerzb. 

– A co było potem? – Meg roześmiała się mimo woli. 

– A później zdarzyła się trzecia najszczęśliwsza rzecz w moim życiu. 

Jeden ze scenarzystów serialu zobaczył tę reklamę i uznał, że nadaję się 

do roli jego bohatera. 

– Dirka Kennedy’ego. 

– Tak. 

– Wymieniłeś drugą i trzecią najszczęśliwszą rzecz w twoim życiu. A 

jaka była pierwsza? 

– Że mieszkałem na farmie obok ciebie – odparł po chwili wahania. 

Musiała  o  to  spytać.  Była  pewna,  że  odpowiedział  szczerze.  Ich 

wspomnienia  z  dzieciństwa  okazały  się  dla  niego  równie  cenne  jak  dla 

niej.  Coraz  trudniej  przychodziło  jej  wytrwać  w  postanowieniu,  by 

zachowywać się wobec Luke’a z rezerwą. 

Spojrzał w kierunku starego budynku szkoły. 

–  Przejdźmy  się  jeszcze.  –  Nic  się  nie  zmieniło  –  stwierdził,  stając 

przed  dwupiętrowym  budynkiem  z  potężnymi  kolumnami  i  szerokimi 

frontowymi schodami. 

– Wydaje mi się, że nie byłeś tutaj szczęśliwy. 

–  Nie,  ale  często  sam  sobie  byłem  winien.  Gdybym  kiedykolwiek 

miał dziecko, posłałbym je do takiej szkoły jak ta. 

– To daleko od Los Angeles. 

background image

– Nie da się ukryć. 

Czuła,  że  zmaga  się  ze  sobą,  że  dobre  wspomnienia  toczą  bój  ze 

złymi. Gdyby nawet zwyciężyły dobre, i tak ułożył już sobie życie gdzie 

indziej. Może kiedyś była dla niego kimś ważnym, ale wyprowadził się 

daleko od niej. 

– Chcesz zobaczyć resztę? – spytała. 

– Oczywiście. Czy ten stary dąb wciąż jeszcze stoi? 

– Pewno. 

– No to chodźmy tam. 

Meg  poprowadziła  go  na  tylny  dziedziniec,  gdzie  wznosił  się 

wspaniały  dąb.  Mimo  że  cały  teren  był  oświetlony,  pod  rozłożystą 

koroną drzewa panował mrok. 

– Niemało czasu spędziłem, czekając przy tym drzewie – rzucił Luke. 

– Ja też – odrzekła Meg, podchodząc do niego. Ten dąb był miejscem 

ich  spotkań  między  lekcjami  a  lunchem.  Każdego  dnia  tu  biegła,  ale 

jemu zawsze udawało się być pierwszym. Wciąż miała go przed oczami, 

jak  stoi  w  cieniu  drzewa,  w  dżinsach,  białym  podkoszulku,  ciemnych 

okularach,  otoczony  kumplami.  Gdy  tylko  się  zbliżała,  natychmiast 

zwracał się ku niej. 

Władze  szkolne  mogły  uważać  go  za  buntownika,  ale  wszystkie 

dziewczyny z ogólniaka szalały za nim. A że wybrał Meg, czuła się jak 

królowa.  Dziesięć  lat  później  znów  dawał  jej  odczuć  to  samo, 

zachowując się tak, jak gdyby nie rzucił jej bezceremonialnie przed laty. 

background image

Wręcz przeciwnie, sprawiał wrażenie, że to ona się go pozbyła. 

Podniosła głowę. Na niebie lśnił rożek księżyca. Przypomniała sobie 

piosenkę,  której  razem  z  Lukiem  słuchali  najczęściej:  „You  Werre 

Always  On  My  Mind”  Willie  Nelsona  o  nie  wykorzystanej  szansie  na 

miłość. 

Poczuła  łzy pod  powiekami.  Może nie powinna o to pytać, ale  musi 

wiedzieć – Co się stało, Luke? Wtedy, przed laty? 

– Proszono mnie, bym o tym nie mówił,  i  przyrzekłem, że nie będę. 

Teraz  patrzę  na  to,  co  się  wydarzyło,  innymi  oczami.  Postanowiłem 

przed przyjazdem tutaj, że złamię obietnicę, jeśli mnie o to poprosisz. 

– O co? – Serce podeszło jej do gardła. – Komu złożyłeś obietnicę? 

– Twemu ojcu. 

Miała niejasne przeczucie, że nie będzie zachwycona tym, co usłyszy, 

ale nie mogła się już wycofać, skoro sama zaczęła ten temat. 

– Powiedz, o co chodzi. 

–  Wydaje  mi  się,  że  ktoś  mu  doniósł  o  naszych  randkach  w 

samochodzie. 

Oblała  ją  fala  gorąca.  Kiedyś  ta  wiadomość  wprawiłaby  ją  w 

zakłopotanie,  teraz  wywołała  jedynie  żywe  wspomnienie  tamtych 

namiętnych nocy. 

–  Przyszedł  do  mnie  pewnego  popołudnia,  kiedy  ciebie  nie  było. 

Wyjaśnił, że bardzo się różnimy,  że ty masz wysokie aspiracje i chcesz 

kiedyś być kimś ważnym, a ja nie. Dał mi wyraźnie do zrozumienia, że 

background image

powinienem trzymać się od ciebie z daleka. 

–  Zerwałeś  ze  mną,  bo  mój  ojciec  ci  kazał?  –  Meg  nie  wierzyła 

własnym uszom. To nie było podobne do Luke’a, którego znała. 

–  Niezupełnie.  Wiedziałem,  że  twoi  rodzice  mnie  nie  lubią.  Słowa 

twego  ojca  nie  zaskoczyły  mnie.  Miał  w  zanadrzu  też  inne  argumenty. 

Widział Clinta – wychodzącego z zaplecza sklepu starego Bakera późną 

nocą  z  rękami  pełnymi  towaru.  Było  to,  zanim  Baker  zainstalował 

system  alarmowy.  Wiesz,  w  jakich  opałach  był  Clint.  Jeszcze  jedno 

zatrzymanie i wylądowałby w więzieniu. Obiecałem, że zrobię z Clintem 

porządek... i zerwę z tobą... jeśli twój ojciec nie powie, co widział. 

– Mój ojciec cię szantażował? – wykrztusiła z trudem Meg. 

– Myślę, że  można by to tak określić, ale dzisiaj nie winiłbym  go za 

bardzo.  Nie  byłem  odpowiedni  dla  ciebie,  ale  w  swoim  młodzieńczym 

zadufaniu nie dostrzegałem tego. 

– Ależ on wtrącił się w moje życie, w nasze życie! 

– Rodzicom  się wydaje,  że  niekiedy  mają  prawo  to  robić, zwłaszcza 

gdy myślą, że ich dzieci znajdują się w niebezpieczeństwie. 

–  Nie  mogę  uwierzyć,  że  mi  to  zrobił.  Przecież  to  nie  miało 

najmniejszego sensu. Nic mi nie groziło. Ja... 

– Groziło – zaoponował łagodnie. 

Meg  nagle  opuściła  wszelka  złość  na  Luke’a.  Wiedziała,  że  gdyby 

wziął ją teraz w ramiona, pozwoliłaby mu na wszystko. 

–  Wydaje  mi  się,  że  nie  straciłbym  głowy,  będąc  z  tobą,  ale  kto  to 

background image

wie? I nawet gdybyśmy się zabezpieczali, nie wiadomo, co by się stało. 

Twój  ojciec  bał  się,  że  jego  piękna,  inteligentna,  szesnastoletnia  córka 

przyjdzie do niego pewnego dnia i wyzna mu, że jest w ciąży. 

Patrzyła  mu  w  oczy,  serce  biło  jej  niespokojnie.  Jego  wyznanie 

zmieniło  wszystko.  Gdyby  teraz  jej  dotknął,  wyzwoliłby  wszystkie 

tłumione tęsknoty. 

Luke westchnął i przejechał palcami przez włosy. Wyglądał teraz jak 

chłopiec, którego znała przed laty. 

– Czuję się tak, jakbyśmy znaleźli się w punkcie wyjścia. 

Przełknęła ślinę, niezdolna wykrztusić z siebie choćby słowa. 

–  Ty  zamierzasz  robić  karierę  polityczną  –  kontynuował  –  a  ja, 

potencjalny  skandalista,  mogę  zniweczyć  twoje  szanse.  Będę  tu  tylko 

przez  weekend.  Oboje  wiemy,  że  nie  jestem  odpowiednim  mężczyzną 

dla ciebie, tak samo jak nie byłem przed dziesięciu laty. Popatrzył jej w 

oczy i zniżył głos. – Tyle że wciąż cię pragnę. 

Oblała ją fala gorąca. 

–  Rzecz  w  tym  –  ciągnął  –  że  nie  jestem  już  takim  egoistą,  jakim 

byłem w wieku osiemnastu lat. Nie zamierzam narażać na szwank twojej 

opinii  tylko  po  to,  by  dostać  to,  czego  chcę.  Gdyby  pojawił  się  tu  twój 

ojciec  i  powiedział  mi,  że  nie  pozwoli,  by  jakiś  typ  z  Hollywood 

pogmatwał ci życie dla dwóch dni rozrywki, przyznałbym mu rację. 

–  To  tym  właśnie  jesteś?  Typem  z  Hollywood?  –  Meg  podeszła 

bliżej, jakby poddana jakiejś sile przyciągania. 

background image

–  Tak.  Lubię  nastrój  podniecenia,  blask  reflektorów,  spojrzenia 

kobiet.  Nie  będę  cię  oszukiwał,  że  jest  inaczej.  Połknąłem  haczyk,  a  to 

znaczy,  że  za  nic  nie  wróciłbym  do  Chandler.  Ty  potrzebujesz 

właściciela farmy – lub szanowanego handlowca, kogoś, kto będzie się o 

ciebie troszczył. 

Meg  ogarnęła  nieodparta  potrzeba  dotknięcia  Luke’a.  Przejechała 

dłonią po kamizelce i poczuła gwałtowne uderzenia jego serca. 

– Oglądałam serial – powiedziała. – Jesteś taki naturalny na ekranie. – 

Poczuła nagle, jak obejmuje ją w pasie i delikatnie przyciąga do siebie. 

Zadrżała. 

–  Nie  przypuszczałem,  że  jesteś  wielbicielką  tego  serialu  – 

uśmiechnął się. 

–  Zdecydowałam  się  go  obejrzeć  ostatnio,  na  wypadek  gdyby 

dziennikarze mnie o to zagadnęli... 

–  Zachowaj  swoje  słowa  dla  wyborców,  panno  Hennessy.  –  Luke 

potarł delikatnie jej policzek. 

Tak  mało potrzebował, by ją pobudzić.  Była niemal zła na niego, że 

tak niewiele trudu sobie zadał. 

–  Co  ty  chcesz  powiedzieć?  –  obruszyła  się.  –  Że  ja  nie  opuszczam 

ani odcinka? Że muszę oglądać cię dzień po dniu? 

– A musisz? 

W  jakiś  niewyjaśniony  sposób  jej  ramiona  nagle  oplotły  jego  szyję. 

Wspięła się na palce, zbliżyła usta do jego ust. 

background image

– Teraz muszę. Zadowolony? 

– Jeśli o ciebie chodzi, nigdy nie dość zadowolenia – odrzekł. 

Czuła na twarzy jego oddech, czuła jego lekko napierające ciało. 

–  Może  w  tym  właśnie  tkwi  problem  –  wyszeptała.  –  Tak  długo 

byłam dla ciebie owocem  zakażanym,  że  wydaje  ci się,  że  jestem  kimś 

nadzwyczajnym, co wcale nie musi okazać się prawdą. 

– Być może. – Musnął wargami jej usta. 

Westchnęła. 

– Niewykluczone, że ty masz ten sam problem ze mną. Może byłabyś 

rozczarowana. 

– To prawdopodobne. Dotknął językiem jej warg. 

– Nie powinniśmy tego robić – szepnął. 

– Nie. 

Przyciągnął ją do siebie. Miał gorący oddech. 

– Odepchnij mnie. 

– Za chwilę. 

– Za późno – powiedział i przycisnął wargi do jej ust. 

To  był  właśnie  taki  pocałunek,  jaki  zapamiętała  sprzed  lat.  Nauczył 

ją,  jak  się  całować,  a  teraz  robił  to  jeszcze  lepiej.  Rozchyliła  wargi,  by 

poczuć  ciepło  jego  języka.  Odwzajemniając  mu  pocałunek,  wyrażała 

wszystkie swe długo tłumione tęsknoty i pragnienia. Ściągnął jej płaszcz 

z ramion. 

– Potrzebuję cię – wyszeptał między jednym a drugim pocałunkiem. 

background image

– Ja ciebie też. 

– Och, Meg. – Dotknął jej piersi, delikatnie pieścił sutki przez cienki 

materiał sukni. 

– Tak bardzo za tobą tęskniłam, Luke – wyznała, tuląc się do niego. 

Całował  jej  twarz  i  szyję,  wsunął  rękę  pod  jedwab  sukni.  Jęknęła  z 

rozkoszy.  Jego  czuły  szept  łączył  się  z  delikatnym  szumem  fontanny. 

Luke pieścił ją, a ona poddawała się tym pieszczotom tak jak przed laty. 

Świat wokół niej wirował. Tuliła się do niego, gładziła jego włosy, kark, 

przylgnęła  do  niego  całym  ciałem.  Tak  bardzo  tego  potrzebowała,  tak 

bardzo... 

Nagle  rozległ  się  pisk  hamulców.  Meg  zmartwiała.  Znaleźli  się  w 

świetle reflektorów. Policja. 

 

background image

Rozdział 5 

 
 

Luke zasłonił Meg, żeby nie padało na nią światło. 

–  Włóż  płaszcz  –  rzucił,  po  czym  odwrócił  się  w  kierunku 

policyjnego samochodu, przysłaniając oczy ręką. 

– Nie do wiary, czyżby to był Bobby Joe?! – zawołał. 

–  Luke?  Do  diabła,  myślałem,  że  to  jakieś  dzieciaki  się  zabawiają. 

Powiadomię centralę, że wszystko w porządku. 

–  Wysoki  policjant  wrócił  do  wozu  i  powiedział  coś  przez  walkie-

talkie. – Wybacz – zwrócił się z uśmiechem do Luke’a – ale patrolujemy 

tę okolicę, aby mieć pewność, że nikt tu nie rozrabia, tak jak myśmy to 

kiedyś robili. 

Meg zapięła płaszcz i poprawiła włosy. Miała nadzieję, że nie widać 

po niej tego, co się wydarzyło. 

–  Cześć,  Bobby  Joe  –  powiedziała.  –  Właśnie  odwiedzaliśmy  stare 

kąty. Nie chcieliśmy cię przestraszyć. 

– Ja też nie. – Bobby Joe przywitał się z Lukiem. 

– Kopę lat. 

– Nie da się ukryć – uśmiechnął się. – Wracam do domu po dziesięciu 

latach i zastaję Bobby Joe Harrisa wystrojonego w mundur gliny. 

– I kto to mówi! – Boby Joe roześmiał się i dotknął palcem kamizelki 

Luke’a. – Tobie też nic nie brakuje. 

– Cóż, wiele się zmieniło od czasu, kiedy włóczyliśmy się po mieście. 

background image

– Fakt. Mam dwoje dzieci. 

– I dają ci w kość tak samo jak ty dawałeś swoim starym, co? 

– Zaczynają. – Usłyszał trzask radia w samochodzie i odwrócił się. – 

Muszę  iść.  Fajnie, że cię spotkałem.  Będę  pracował  w  czasie  festiwalu, 

więc na pewno jeszcze się zobaczymy. 

– Na pewno. To na razie. – Kiedy Bob odszedł, Luke pochylił się do 

Meg. – Przepraszam cię. Co za dureń ze mnie. 

– To nie tylko twoja wina. Moja też. Boże, mam nadzieję, że nic nie 

widział. – Meg westchnęła. – A nawet jeśli nie widział, na pewno poznał 

po nas, co się tu działo. 

– Może. Ale zawsze umiał trzymać język za zębami. 

– Obyś miał rację. 

– Posłuchaj, jeśli cokolwiek na ten temat usłyszysz, powiesz, że to ja 

cię  tu  podstępnie  zwabiłem,  że  właśnie  usiłowałaś  się  wyrwać,  gdy 

nadjechał Bobby Joe. 

–  Luke!  Z  całą  pewnością  nic  takiego  nie  powiem.  Nikt  by  mi  nie 

uwierzył. Nie potrafię kłamać. 

– W takim razie –  Luke  popatrzył jej w oczy –  właśnie ustaliłaś,  co 

się wydarzy, a raczej, co się nie wydarzy, gdy wrócimy do domu. 

– Co przez to rozumiesz? 

– Widziałem, jak rozmawiałaś z Didi. Ona wie, że mieszkam u ciebie, 

prawda? 

– Domyśla się. 

background image

– Jeśli dobrze znam Didi, jutro zada parę istotnych pytań. 

– Chyba tak. 

– A więc nie mogę kochać się całą noc z kimś, kto nie umie kłamać, 

prawda? 

 

Logice  Luke’a  nie  sposób  było  cokolwiek  zarzucić.  Meg  musiała 

przyznać  mu  rację  –  wszystko,  co  się  zdarzy  między  nimi,  będzie 

wypisane na jej twarzy. Zastanawiała się nad tym, gdy znaleźli się już w 

domu.  Luke  spał  w  pokoju  gościnnym,  a  ona  stała  za  zamkniętymi 

drzwiami swojej sypialni. Biła się z myślami. 

Mogła zejść na dół i spędzić resztę nocy w jego ramionach. Byłyby to 

godziny  pełne  uniesień  i  obudziłaby  się  inną  kobietą.  Mogłaby  stać  się 

kobietą, która wyzbyła się wszelkiego poczucia odpowiedzialności. Luke 

wywierał  na  niej  ogromne  wrażenie.  Kto  wie,  czy  nie  zaniedbałaby 

swoich  obowiązków,  nie  zniweczyła  miesięcy  przygotowań,  a  wraz  z 

nimi nadziei na stanowisko przewodniczącej Izby. 

No  to  co?  Może  zrezygnować  z  ambicji  politycznych  i  pojechać  z 

Lukiem  do  Los  Angeles.  I  być  szczęśliwa  przez  parę  tygodni,  może 

miesięcy, zanim znów odezwie się w niej potrzeba naprawiania świata. 

Jedyną  szansę  zaspokojenia  swoich  ambicji  ma  tutaj,  w  Chandler, 

wśród  ludzi,  którzy  ją  znają.  Oni  mają  bilet  wstępu  do  jej  przyszłości  i 

oni  trzymają  dzisiejszej  nocy  klucze  do  jej  więzienia.  Opamiętaj  się, 

szepnęła  w  ciemności.  Musisz  wypocząć.  Sen  jednak  nie  nadchodził,  a 

background image

tęsknota za Lukiem jej nie opuszczała. 

 

Zaczynało  świtać.  Gdy  tylko  niebo  rozjaśniło  się,  Luke  szybko 

wciągnął dżinsy, podkoszulek i sztruksową kurtkę. W kuchni czekał już 

Apacz. 

–  Wybacz,  piesku.  Nie  mogę  cię  ze  sobą  zabrać.  Naprawdę  bym 

chciał. 

Zostawił Meg kartkę i ruszył w kierunku farmy Bannisterów. Musiał 

wyjaśnić  z  Clintem  pewne  sprawy  i  przekonać  go,  żeby  pozwolił  mu 

zatrzymać  się  w  rodzinnym  domu.  Nie  spędzi  następnej  nocy  pod 

jednym  dachem  z  Meg,  trzymając  się  od  niej  z  dala.  Nie  po  tym,  jak 

reagowała  na  jego  pieszczoty  na  szkolnym  dziedzińcu.  Pewne  sytuacje 

były dla mężczyzny nie do zniesienia, a jedną z nich było trzymanie się 

na dystans od upragnionej kobiety. 

Rozległo  się  pianie  koguta.  Nie  pamiętał  już,  kiedy  ostatni  raz  je 

słyszał.  Na  przewodach  telefonicznych  przysiadły  wróble,  obserwując 

jego  samotny bieg.  Luke zwolnił,  by  choć  przez chwilę porozkoszować 

się rześkim powietrzem poranka. Życie na wsi miało swoje dobre strony. 

Nie  bardzo  poznawał  okolicę.  Parę  starych  domostw  pozostało,  ale 

wokół  wyrastały  nowe  budynki,  sklepy,  zabudowania,  wtapiając  się  w 

pejzaż i zmieniając linię horyzontu. 

Jego  rodzinna  farma  pozostała  taka  sama,  tyle  że  szary  kolor 

budynków 

nieco 

wyblakł. 

Za 

to 

przed 

domem 

jaśniała 

background image

jaskrawoczerwona  ciężarówka.  Luke  wyobrażał  sobie,  ile  mogła 

kosztować,  ale  rozumiał,  dlaczego  Clint  ją  kupił.  W  dzieciństwie  jego 

ulubioną zabawką była czerwona ciężarówka. 

Luke  poczuł  nagle  tęsknotę  za  dawnymi  dobrymi  czasami,  gdy  żyła 

jeszcze  matka.  Wczesnym  rankiem  wybierał  jajka  z  kurnika,  a  matka 

smażyła  już bekon na dużej patelni.  W tamtych czasach ojciec pomagał 

przy  śniadaniu  i  podśpiewywał  piosenki,  które  nadawano  w  radiu, 

podczas  gdy  Clint  nakrywał  do  stołu.  Ojciec  był  muzykalny.  Luke 

niemal  już  o  tym  zapomniał.  Na  dziesiąte  urodziny  podarował  synowi 

gitarę i nauczył go pierwszych akordów. 

Luke’owi  nie  wydawało  się  to  wszystko  niczym  szczególnym  aż  do 

dnia,  kiedy  matka  wyznała  mu,  że  ma  raka.  Starali  się  zachowywać 

normalnie, ale okazało się to niemożliwe i wreszcie, gdy matka była zbyt 

słaba,  aby  móc  ustać  na  nogach,  przestali  cokolwiek  udawać.  Luke 

chciałby,  aby  ojciec  był  silniejszy,  ale  Orville  Bannister  potrzebował 

żony, by zachować równowagę ducha. Po jej śmierci załamał się. 

–  Nie  mamy  szczęścia,  synu  –  powtarzał,  wypijając  w  dniu  jej 

pogrzebu kolejne piwo. 

Kiedy  Luke’a  zmuszono  do  zerwania  z  Meg,  nie  był  właściwie 

zdziwiony,  że  do  tego  doszło.  Jego  ojciec  stracił  jedyną  kobietę,  jaką 

kiedykolwiek kochał, a teraz podobny los spotkał Luke’a. Bannisterowie 

nie mieli szczęścia w tych sprawach. 

Oczywiście Clintowi wcale nie wiodło się  lepiej. Debbie Fry  może i 

background image

była  ładną,  i  na  swój  sposób  miłą  dziewczyną,  ale  zbyt  zabawową,  nie 

nadawała się na żonę dla farmera. Była młodsza o siedem lat od Luke’a i 

o  pięć  od  Clinta,  niedawno  skończyła  dwadzieścia  jeden  lat.  Clint 

potrzebował kogoś bardziej dojrzałego, jeśli sam zamierzał kiedykolwiek 

dorosnąć. 

Luke  potrząsnął  głową.  Osądza  swego  młodszego  brata,  jakby  miał 

do  tego  jakiekolwiek  prawo.  Taka  postawa  na  pewno  nie  ułatwi  mu 

porozumienia z Clintem. 

Przeszedł  przez  podwórze.  Drewniane  schody  prowadzące  do 

bocznego wejścia skrzypiały. Nacisnął klamkę. Drzwi były otwarte. 

–  Clint?!  –  zawołał,  zaglądając  do  środka.  Odpowiedziało  mu 

milczenie. W kuchni piętrzyła się w zlewie sterta brudnych naczyń. 

– To ja, Luke! – zawołał ponownie. 

– Dobra! Dobra! Czego chcesz? – Clint wszedł do kuchni, bosy, bez 

koszuli, zapinając dżinsy. 

– Porozmawiać. 

–  Ciągniesz  za  sobą  całe  miasto?  –  spytał  Clint,  wyglądając  przez 

okno. 

– Nie, i przepraszam cię za wczoraj. Powinienem wiedzieć, że... 

– Och, zaskoczyli cię, tak? Co za skromność! 

– Clint, czy nie moglibyśmy przestać się kłócić i po prostu pogadać? 

Co byś powiedział na kawę? Zaparzę – zaproponował. 

– Nie w porę przyszedłeś. Nie jestem sam. 

background image

– Debbie? 

– Sprawdzasz mnie czy co? 

– Nie wiedziałem, że to tajemnica. 

– Clint? – W  drzwiach  stanęła Debbie.  Przecierała  –  oczy. Miała  na 

sobie jedną ze starych koszul Clinta i skąpe figi. – Usłyszałam, że ktoś tu 

jest. Co u ciebie, Luke? 

– Cześć, Debbie. – Luke musiał przyznać, że jego brat ma dobry gust. 

Długie,  zgrabne  nogi  i  burza  rudych  włosów  niejednego  mężczyznę 

wprawiłyby w podniecenie. Chciał zapytać, czy jej matka wie, że tu jest, 

ale  powstrzymał  się.  Dwudziestojednoletnia  dziewczyna  sama  może 

decydować o tym, czy chce spędzić noc z mężczyzną. 

– Może byś się ubrała – odezwał się Clint. 

– Jestem ubrana – odparowała. – Zaproponowałeś Luke’owi kawę? 

–  Nie  może  zostać.  Myślę,  że  ma  dzisiaj  od  cholery  zajęć,  prawda, 

Luke? 

– Muszę być na uroczystości otwarcia festiwalu – westchnął Luke. – 

Ale to później. Liczyłem, że będziemy mogli teraz... 

–  Clincie  Bannisterze,  mógłbyś  przynajmniej  poczęstować  swego 

brata  kawą.  –  Debbie  stała  pośrodku  kuchni,  z  rękami  na  biodrach,  w 

koszuli  rozchylonej  tak,  że  widać  jej  było  piersi.  –  Jaką  pijesz,  Luke? 

Czarną czy ze śmietanką i cukrem? 

Luke popatrzył na nią i dostrzegł w jej oczach błysk zainteresowania. 

Do diabła. Stara się go kokietować na oczach Clinta. 

background image

–  Właściwie  to  nie  bardzo  mam  ochotę  na  kawę.  Dokucza  mi  dziś 

żołądek.  Chciałem  tylko  omówić  z  Clintem  pewne  sprawy  rodzinne, 

więc jeśli pozwolisz... 

–  No  cóż,  dobrze.  –  Debbie  była  wyraźnie  rozczarowana.  –  Wezmę 

prysznic.  Muszę  zaraz  iść  do  pracy.  Jestem  kasjerką  w  banku  przy 

Valley National, więc jeśli byś potrzebował gotówki, wstąp, na pewno... 

– Debbie! – Clint spiorunował ją wzrokiem. 

– Po prostu staram się być uprzejma – ucięła i wyszła z kuchni. 

– Chyba jesteś zmęczony kobietami,  które rzucają się na ciebie przy 

lada okazji – powiedział Clint, gdy zostali sami. 

–  To  nie  ma  żadnego  znaczenia.  Po  prostu  utożsamiają  mnie  z 

facetem,  którego  gram,  i  wyobrażają  sobie,  że  jestem  inny  niż  w 

rzeczywistości. 

–  Nie  gadaj.  Rozmawiasz  ze  swoim  bratem,  któremu  zostawały 

odpady  po  tobie,  pamiętasz?  Myślę,  że  dziewczyny  spotykały  się  ze 

mną, bo po cichu liczyły, że w ten sposób uda im się poderwać ciebie. 

– Clint, nie chcę się z tobą kłócić. Na litość boską, Debbie nic a nic 

mnie nie obchodzi. 

– Za to tyją obchodzisz. Powinienem się tego domyślić, kiedy spytała 

mnie, gdzie się zatrzymałeś. – Clint podszedł do zlewu, wyciągnął kubek 

i nalał sobie wody. – Nic się nie zmieniło. 

– Dużo się zmieniło. Dawniej nie pałałeś do mnie nienawiścią. 

– A ty nigdy nie byłeś pozerem. 

background image

– Posłuchaj, wiem, że cały ten szum wokół mnie działa ci na nerwy. 

Ja też za tym nie przepadam, ale... 

– Kpisz sobie czy co? Jesteś dumny jak paw. 

–  Popularność  jest  częścią  mego  zawodu  –  wycedził  Luke  –  ale 

potrafię  się  kontrolować.  Śmieszna  jest  ta  –  rozmowa.  Pozostaliśmy 

tylko dwaj z rodziny i zamiast walczyć ze sobą, powinniśmy trzymać się 

razem. 

–  Trzymać  się  razem?  –  Clint  parsknął  śmiechem.  –  To  nie  ja 

wyniosłem  się  do  Kalifornii,  żeby  się  wylegiwać  na  plaży,  zostawiając 

brata z wiecznie pijanym starym. To nie ja żyję jak bogacz i upajam się 

sławą,  podczas  gdy  mój  brat  haruje  przy  bawełnie.  To  nie  ty  musisz 

targować się z kupcami i modlić, żeby cena bawełny nie poszła w dół. 

– Oddałem ci moją część farmy. To mało? 

–  O,  tak,  mój  wielki  bracie,  to  o  wiele  za  mało,  ale  daje  mi  prawo, 

żeby cię wyrzucić z kuchni. 

Luke  wiedział,  że  dalsza  dyskusja  nie  ma  sensu.  Jego  brat  widział 

tylko  jedną  stronę  medalu,  a  teraz,  gdy  jego  dziewczyna  śpiewa  pod 

prysznicem,  myśląc  przypuszczalnie  o  Luke’u,  nie  będzie  miał  ochoty 

spojrzeć na drugą. Luke odwrócił się w milczeniu i wyszedł. 

 

Meg obudziła się, gdy  trzasnęły drzwi.  Luke  poszedł, nie  mogła  mu 

tego mieć za złe. Sytuacja była nie do wytrzymania. 

Kiedy  Apacz  zaskrobał  do  drzwi,  narzuciła  szlafrok  i  poszła  do 

background image

kuchni  dać  mu  jeść.  Na  stole  zobaczyła  kartkę  od  Luke’a,  w  której 

informował ją, że wybrał się do brata i wróci, żeby się przygotować do 

uroczystości. 

A więc poszedł dogadać  się z  Clintem.  Nie  wziął samochodu. Miała 

nadzieję,  że  się  pogodzą.  Wtedy  Luke  mógłby  u  niego  zamieszkać,  co 

byłoby najlepsze, i dla niego, i dla niej. 

Wzięła  prysznic,  włożyła  czarne  dżinsy  i  podkoszulek  z 

festiwalowym  nadrukiem.  Wywiad  dla  telewizji  miała  o  jedenastej,  ale 

chciała  być  ubrana,  zanim  przyjdzie  Luke,  choć  wątpiła,  czy  ubranie 

ochroni ją przez dojmującym pożądaniem, jakie w niej budził. 

Nie była głodna, ale zmusiła się do wypicia soku i zjedzenia grzanki. 

O ósmej zaczęły się telefony. Ustaliła ostatnie szczegóły. A o dziesiątej 

wyruszyła do telewizji. 

Wywiad zaczął się bardzo dobrze. Meg podała harmonogram imprez 

towarzyszących i godziny wyścigów strusi. 

–  A  co  z  naszym  tegorocznym  mistrzem  ceremonii?  –  spytał 

dziennikarz. – Słyszałem, że mieszkanki Chandler są niezwykle przejęte 

wizytą Luke’a Bannistera. 

Meg poczuła, że robi się czerwona. Do diabła! 

–  To  zaszczyt  mieć  wśród  nas  kogoś  tak  sławnego,  kto  pochodzi  z 

naszego miasta – odparła z pozornym spokojem. 

– Pani też pochodzi z Chandler. – Dziennikarz uniósł brwi. – Proszę 

mi powiedzieć, czy Luke już dawniej miał opinię podrywacza? 

background image

– Luke to prawdziwy mężczyzna – odparła po chwili zastanowienia. 

–  Czekamy  więc  z  niecierpliwością  na  jego  udział  w  niedzielnej 

imprezie. 

Meg  wypadła  z  telewizji,  jakby  ją  ktoś  ścigał.  Musiała  zaczerpnąć 

powietrza  i  uspokoić  nerwy.  Czy  aby  ludzie  nie  zauważą,  że  zmieszała 

się  na  samą  wzmiankę  o  Luke’u?  Na  pewno  wielu  mieszkańców 

Chandler pamięta, że kiedyś się z nim spotykała. Musi być ostrożna, gdy 

pokażą się razem publicznie. 

Wracając  z  telewizji,  zatrzymała  się  obok  domu,  w  którym  spędziła 

pierwsze  osiemnaście  lat  swego  życia.  Miała  zostawić  rodzicom  dwa 

podkoszulki.  Obiecali,  że  pomogą  przy  organizacji  festiwalu.  Była 

wściekła, że wtrącili się w jej sprawy z Lukiem, ale nie zamierzała teraz 

poruszać tego tematu. Była zbyt zajęta swoimi obowiązkami. 

Weszła do domu tylnymi drzwiami, tak jak to zawsze robiła. 

– Mamo? – zawołała. 

Nora  Hennessy  siedziała  przy  stole  nad  talerzem  zupy  i  oglądała 

telewizję.  Była  niewysoką,  zadbaną  kobietą,  z  krótkimi  włosami  w 

kolorze miodu, które właśnie zaczynały lekko siwieć na skroniach. 

–  Wielkie  nieba!  Nie  spodziewałam  się  ciebie  w  takim  dniu!  – 

zawołała zdumiona na widok córki. 

–  Ja  tylko...  –  przerwała,  gdy  zorientowała  się,  co  matka  ogląda.  – 

„Labirynt uczuć”? – zdziwiła się. 

– To niezły serial – stwierdziła Nora. 

background image

– Myślałam, że nie lubisz oper mydlanych. 

– Cóż, oglądam tylko tę jedną. 

–  Nie  zamierzam  się  wtrącać,  ale  wygląda  na  to,  że  i  ty  jesteś 

wielbicielką Luke’a. 

– Tego bym nie powiedziała – oburzyła się Nora, a jej policzki stały 

się purpurowe. 

– Ale jesteś,  prawda?  Słyszałam, co  ludzie  mówią  o tym  serialu.  To 

Luke  ich przyciąga.  Ludzie, a  raczej  kobiety,  nie  oglądałyby  go, gdyby 

nie  miały  bzika  na  punkcie  Dirka  Kennedy’ego.  –  Meg  słyszała  głos 

Luke’a. Nic dziwnego. Był na ekranie prawie bez przerwy. 

– A jej matka patrzyła na niego, podobnie jak miliony innych kobiet. 

Nora podniosła się i wyłączyła telewizor. 

–  Nie  ma  nic  złego  w  oglądaniu  zmyślonych  historii.  Gorzej,  jeśli 

mieszasz je z prawdziwym życiem. 

–  Myślisz,  że  ja  to  robię?  To  dlatego  mi  nie  powiedziałaś,  że  Luke 

zadzwonił, jak tylko dostał rolę w serialu? 

– Usiądź. Naleję ci zupy. – Nora odzyskała zimną krew. 

Meg rzuciła podkoszulki na stół. 

– Nie mam teraz czasu, ale chciałabym, żebyś odpowiedziała na moje 

pytanie, zanim wyjdę. 

– Dobrze. – Nora spojrzała córce prosto w twarz. – Tak, bałam się, że 

zostawisz  Dana i pogonisz do  Hollywood.  Zawsze  byłaś pod wpływem 

Luke’a Bannistera, a my z ojcem staraliśmy się wybić ci to z głowy. 

background image

–  Toczyliście  z  nim  swoją  prywatną  wojnę  –  wycedziła  Meg  przez 

zęby. – Właśnie się dowiedziałam, że tata zmusił go szantażem, żeby ze 

mną zerwał. 

–  Oczywiście  Luke  ci  powiedział  coś  niecoś  –  zauważyła  Nora 

cierpko.  – Mam nadzieję, że  nie zamierza ponownie wkroczyć  w twoje 

życie? 

–  Czy  nigdy  nie  przyszło  ci  do  głowy,  że  może  byłabym  z  nim 

szczęśliwa? 

–  Nie.  Jeśli  spokojnie  się  nad  tym  zastanowisz,  przyznasz  mi  rację. 

Luke  wylądował  lepiej,  niż  się  z  ojcem  spodziewaliśmy,  ale  jego  styl 

życia  nie  jest  dla  ciebie.  Nie  nadajesz  się  do  wielkiego  świata,  tego 

całego  blichtru,  blasku,  świateł  reflektorów.  Poza  tym,  jak  sięgnę  – 

pamięcią, zawsze chciałaś zająć się działalnością polityczną. A powinnaś 

zacząć  właśnie  tu,  gdzie  się  wychowałaś  i  gdzie  masz  ustabilizowaną 

pozycję.  On  nie  zrezygnuje  z  Kalifornii,  a  jeśli  z  nim  pojedziesz, 

będziesz zaczynać od początku. 

Meg westchnęła głęboko. Trudno było nie przyznać matce racji. 

– Chcę tylko móc sama podejmować decyzje. 

–  Z  tonu,  jakim  mówisz,  można  wywnioskować,  że  wciąż  jeszcze 

możesz podjąć tę decyzję. 

– Lepiej już pójdę – stwierdziła Meg. 

– Nie rób głupstw, dziecko. On jest atrakcyjnym mężczyzną, ale jeśli 

stanie  między  tobą  a  twoimi  dążeniami,  jego  atrakcyjność  zblednie.  – 

background image

Meg spojrzała  matce w  oczy.  –  Kochamy cię, Meg.  Bóg dał nam  tylko 

jedno  dziecko,  a  więc  jesteś  dla  nas  wszystkim.  Od  chwili  twego 

urodzenia mieliśmy na uwadze wyłącznie twoje dobro. 

– Do zobaczenia, mamo. – Meg wybiegła i wskoczyła do samochodu. 

Nie chciała przedłużać tej przykrej rozmowy. Luke na pewno jest już w 

domu,  myślała.  Uroczystość  zaczyna  się  za  dwie  godziny.  Musi  się 

przygotować. 

Gdy wjechała na podwórze, Apacza nie było przed domem.  Luke na 

pewno  wrócił.  Otworzyła  frontowe  drzwi.  Usłyszała  szum  wody  w 

łazience  i  głos  Luke’a  nucącego  jakąś  melodię.  Apacz  leżał  w  salonie, 

wyraźnie zadowolony. 

– Dobrze ci, prawda? – powiedziała, drapiąc go za uchem.  

Problem w tym, że i jej było dobrze. Już w drodze do domu cieszyła 

się na myśl o  tym, że  Luke być może na nią czeka. Po raz pierwszy od 

blisko dwóch lat czuła się jak prawdziwa kobieta, pożądana, adorowana. 

Przyzwyczaiła się ostatnio myśleć o sobie w całkiem innych kategoriach, 

jako  o  wdowie,  kandydatce  do  kariery  politycznej,  kobiecie  interesu. 

Luke wszystko to zmienił jednym pocałunkiem. 

Nie  usłyszał,  jak  weszła.  Nucił  stary  przebój  Rolling  Stonesów  “I 

Can’t  Get  No  Satisfaction”.  Westchnęła.  Jej  też  nie  satysfakcjonowała 

cała  ta  sytuacja.  Weszła  do  kuchni  i  nalała  sobie  wody.  Na  stole 

zobaczyła torbę ze świeżo zerwanymi pomarańczami. 

Chyba  ich  nie  ukradł?  –  zaniepokoiła  się,  wracając  myślą  do 

background image

przeszłości.  Pachniały  tak  zachęcająco,  a  ona  była  taka  głodna,  że  nie 

zastanawiając się długo, sięgnęła po owoc i zaczęła ściągać skórkę. 

– Wydawało mi się, że ktoś tu jest – usłyszała nagle.  

Luke  stał  w  drzwiach,  wycierał  włosy.  Miał  na  sobie  najbardziej 

obcisłe  dżinsy,  jakie  kiedykolwiek  zdarzyło  jej  się  widzieć,  i  nic 

ponadto. 

 

background image

Rozdział 6 

 

– Masz na nie pozwolenie? – spytała. 

Luke zarzucił ręcznik na szyję i spojrzał na dżinsy. 

– Mój agent poradził, żebym je włożył – odparł. 

– Zapewnił ci też ochroniarza? 

– Daj spokój. To dobre dla nastolatek. Nikt nawet nie zwróci uwagi. 

–  Nie  byłabym  taka  pewna.  –  Przypomniała  sobie  słowa  matki.  On 

jest fascynującym  mężczyzną.  Matka nawet  w  części  nie wiedziała, jak 

bardzo  fascynującym.  Luke  jednak  nie  przejmował  się  swoim 

seksownym wyglądem, który być może stanowił tajemnicę jego sukcesu. 

Zachowywał się, jakby w ogóle nie zdawał sobie z tego sprawy. 

– Widzę, że znalazłaś pomarańcze. 

– Znalazłam. – Popatrzyła na niego badawczo. – Skąd je masz? 

– Z drzewa starego Petersona. 

– Luke! 

–  Cóż,  przechodziłem  obok,  zapukałem  do  drzwi  –  i  pogadałem  z 

Petersonową. Jej mąż zmarł parę lat temu. Przecież wiesz. 

Meg skinęła głową. Jak mogła stać tutaj obok tego seksownego faceta 

i nie rzucić mu się w ramiona? 

– Pani Petersonci je dała? 

– Zapracowałem na nie. Chciała, żeby jej okopać drzewko, i zrobiłem 

to za torbę pomarańczy. – Podszedł do stołu, wyjął jeden owoc i zaczął 

background image

go obierać ze skórki. – Wstąpiłem do niej, żeby przeprosić za to, że jako 

chłopiec kradłem im pomarańcze. 

– Przeprosiłeś i za mnie? 

– Niezupełnie. Powiedziałem, że nie miałaś o niczym pojęcia. 

–  Ach,  tak.  –  Meg  patrzyła,  jak  myje  pomarańcze.  Te  same  dłonie 

pieściły wczoraj jej piersi. Pragnęła, by znów jej dotknął. 

–  Zachowywała  się  tak,  jakby  nawet  nie  wiedziała,  że  już  tu  nie 

mieszkam  –  dodał.  –  Dobrze  mi  to  zrobi,  na  wypadek  gdyby  mi  woda 

sodowa miała uderzyć do głowy, jak mówią niektórzy. 

– Przecież nie jesteś zarozumiały. 

–  Powiedz  to  memu  bratu.  –  Włożył  do  ust  kawałek  pomarańczy.  – 

Wyborna. Zapamiętałem ten smak. 

– A jak poszło z Clintem? 

– No cóż... – Luke zawahał się. – Clint wyobraża sobie, że prowadzę 

wspaniałe życie w Kalifornii, podczas kiedy on haruje jak wół na farmie. 

Myślę,  że  zapomniał,  iż  musiałem  nauczyć  się  sam  sobie  radzić,  gdy 

tymczasem on pozostał w rodzinnym domu. Widzi jedynie, że jemu jest 

ciężko, a ja robię wspaniałą karierę. 

–  To  niedobrze  –  powiedziała  ze  smutkiem  Meg,  pochylając  się 

gwałtownie  nad  zlewem,  by  cząstka  pomarańczy  nie  wpadła  jej  za 

podkoszulek.  Nie  udało  się.  Luke  natychmiast  pospieszył  z  pomocą. 

Poczuła na piersi jego dłoń. 

– Przestań. – Chwyciła go za rękę. – Na litość boską, przestań. 

background image

Luke nie poruszył się. Niebieskie oczy zaszły mu mgłą. 

– Myślałem dziś o tobie bez przerwy – wyszeptał. 

 –  Gdy  szedłem  drogą,  którą  chodziliśmy  razem,  przyglądałem  się 

wszystkim  tym  miejscom,  w  których  się  spotykaliśmy.  Byłaś  ze  mną 

przez cały czas. 

Meg nie drgnęła. Nie była w stanie wydobyć z siebie głosu. 

Luke rozwarł dłoń i cząstka pomarańczy upadła na podłogę. Pogładził 

Meg po włosach i szyi. 

– Tak bardzo za tobą tęskniłem – westchnął. – Potrzebuję cię, Meg. – 

Zbliżył wargi do jej ust. 

Oparła  dłonie  o  jego  nagą  pierś.  Wdychała  znajomy  zapach 

pomieszany ze  świeżą wonią pomarańczy.  Ich  usta się  spotkały.  Objęła 

go  za  szyję.  Luke,  powtarzała  w  duchu  jego  imię.  Przyciągnął  ją  do 

siebie.  Poczuła  każdy  szczegół  jego  ciała.  Był  podniecony.  Jego 

pocałunki stały się gorętsze, coraz bardziej namiętne. 

–  Nie  miałem  zamiaru  tego  robić  –  powiedział,  z  trudem  odrywając 

się od niej. 

Otworzyła  oczy  i  oparła  się  o  stół.  Wysiłkiem  woli  utrzymywała 

równowagę. Nie mogła wydobyć z siebie głosu. Wreszcie powiedziała: 

– To również moja wina. I ja cię pragnę. 

–  Nie,  nie  pragniesz.  Może  teraz,  w  tym  momencie,  ale  później  byś 

tego  żałowała.  Nie  chcę  ci  przysporzyć  kłopotów,  Meg.  Naprawdę  nie 

chcę.  Próbowałem  przekonać  Clinta,  żeby  pozwolił  mi  u  siebie 

background image

zamieszkać,  ale  nawet  nie  raczył  mnie  wysłuchać.  A  jeśli  zostanę  tu 

jeszcze przez jedną noc, będziemy się kochać. Jestem tego pewny. 

–  Nie  zostaniesz  tutaj  –  odparła.  –  Dzwoniłam  dziś  rano  do  hotelu. 

Jest  dla  ciebie  pokój.  Przewieziemy  twoje  rzeczy,  jak  tylko  będziesz 

gotów. 

– To dobrze. To naprawdę dobrze. 

– Wolałabym tego nie robić, Luke. – Meg umknęła wzrokiem w bok. 

W jego oczach na moment rozbłysło pożądanie. 

–  To  słuszna  decyzja  –  przyznał  po  chwili.  –  Zaraz  się  spakuję  i 

zniknę z twego życia, póki jeszcze choć trochę nad sobą panuję. 

 

Pojechali  do  miasta BMW.  Luke pogodził  się już  z  myślą  o tym,  że 

znów stanie się obiektem fotoreporterów. 

–  W  hotelu  obiecano  mi,  że  nie  ujawnią  numeru  twojego  pokoju  – 

poinformowała  go Meg, wybierając okrężną drogę, by  ominąć skwer w 

środku  miasta.  –  Dopóki  uda  ci  się  powstrzymać  fotoreporterów,  a 

jestem  pewna,  że  obsługa  hotelowa  ci  w  tym  pomoże,  będziesz  miał 

trochę spokoju. 

–  To  naprawdę  nie  ma  znaczenia  –  odparł.  –  Od  tej  chwili  aż  do 

niedzieli i tak należę do publiczności. 

–  Zapewne.  –  W  jej  głosie  zabrzmiała  ironia.  Była  –  poirytowana. 

Luke  do  dżinsów  włożył  błękitną  koszulę  i  buty  z  cholewką.  Wyglądał 

znakomicie. Ogarnęła ją żądza posiadania. Podjechali pod hotel. 

background image

– Pomyśl, że i ty jesteś teraz osobą publiczną – zauważył. 

Ale to nie mnie będzie otaczał tłum, dodała w duchu. 

– Luke, chciałabym... – zaczęła. 

– Ejże. – Dotknął jej ramienia. – Masz swoje zajęcia. Rozumiem to. 

– Naprawdę? 

–  Dopóki  trzymamy  się  na  bezpieczną  odległość  –  powiedział, 

patrząc  jej  w  oczy.  –  Kiedy  biorę  cię  w  ramiona,  zmieniam  się  w 

samolubnego faceta, który chce tylko... 

–  Mogę  wziąć  pański  bagaż?  –  przerwał  mu  portier,  otwierając 

drzwiczki samochodu. 

– Oczywiście. Przedstawienie się zaczyna. 

Meg obserwowała Luke’a, gdy wchodził do holu, ściągając na siebie 

spojrzenia  kobiet.  Gdyby  tak  mogła  cofnąć  czas  o  dwadzieścia  cztery 

godziny. Inaczej wykorzystałaby chwile spędzone razem. 

 

Przez następną  godzinę działała  jak  automat,  myślami  błądząc  gdzie 

indziej. Odebrała walkie-talkie, które miało jej nieodłącznie towarzyszyć 

przez  najbliższe  parę  dni,  i  zieloną  bryczkę,  którą  mogła  swobodnie 

poruszać się po festiwalowym terenie. Sprawdziła jeszcze, czy wszystko 

zostało przygotowane jak należy, po czym udała się do hotelu po Luke’a. 

Zastała  go  w  holu  otoczonego  liczną  grupą  łowców  autografów. 

Przepychając  się  ku  niemu,  żałowała,  że  jego  agent  nie  zapewnił  mu 

ochrony.  Z  trudem  wyciągnęła  go  z  tłumu  i  wyprowadziła  przed  hotel. 

background image

Skinęła dłonią i wskazała mu miejsce obok siebie. 

–  Tu  Meg.  Wszystko  w  porządku  –  poinformowała  przez  walkie-

talkie. 

– Przypomina mi to bryczkę, którą jeździł Bobby Joe – roześmiał się 

Luke. – Nie będę twierdził, że jazda nie jest zabawna. 

– Masz rację, jest zabawna. 

Wszystko  już  było  zapięte  na  ostatni  guzik.  Sprzedawcy  rozstawili 

budki  z  prażoną  kukurydzą  i  elektryczne  grille,  między  nimi  umieścili 

się  lodziarze.  Na  straganach  z  pamiątkami  pobrzękiwały  na  wietrze 

dzwoneczki,  błyszczały  przeróżne  ozdoby,  piętrzyły  się  wyroby 

rzemieślnicze.  Przygotowano  serpentyny  i  fajerwerki,  by  uświetnić 

uroczystość  otwarcia  wyścigów  strusi  o  piątej,  a  rzędy  pluszowych 

zwierzaków czekały na zwycięzców rozmaitych konkursów. 

Meg  podjechała  pod  żółto-biały  namiot  dla  ważnych  osobistości 

rozstawiony  na  końcu  trasy  biegu strusi,  lam  i  wielbłądów. Trybuna  po 

przeciwnej  stronie  była  już  pełna,  a  ci,  którzy  nie  znaleźli  miejsca  na 

ławkach, obsiedli okoliczne trawniki. Członkowie obsługi roznosili piwo 

i inne napoje, z megafonów rozległy się dźwięki muzyki country. 

–  To  nie  lada  przedsięwzięcie  –  stwierdził  z  podziwem  Luke, 

wysiadając  z  bryczki.  Weszli  z  Meg  do  namiotu,  w  którym  miejscowi 

notable i członkowie Izby Handlowej raczyli się przy suto zastawionym 

bufecie. 

– Musi tak być. Jeśli festyn się nie uda, będziemy  przez cały rok się 

background image

szarpać, żeby zdobyć pieniądze na naszą działalność w mieście. 

– Obciążyli cię niezłą odpowiedzialnością. 

– Jeśli  ich  zawiodę,  niewykluczone że będę musiała opuścić  miasto. 

Chodź, zjemy coś, zanim będzie za późno. 

Wkrótce  straciła  Luke’a  z  oczu.  Otoczyli  go  ludzie,  którzy  chcieli 

choć  przez  chwilę  z  nim  porozmawiać.  Namiot  nie  był  wprawdzie 

miejscem ogólnie dostępnym, ale na zewnątrz Meg dostrzegła wścibską 

fotoreporterkę.  Dziewczyna  wciąż  miała  na  głowie  czapkę  odwróconą 

daszkiem  do  tyłu,  a  podkoszulek  zamieniła  na  bluzkę  z  długimi 

rękawami. 

Meg  obawiała  się,  że  dziewczyna  może  chyłkiem  wkraść  się  do 

namiotu.  Podeszła  do  Bobby’ego  Joe,  który  właśnie  nadjechał.  Był  bez 

munduru. Pomagał roznosić piwo i napoje, ale Meg wiedziała, że nigdy 

nie  zapomina  o  swoich  obowiązkach  służbowych.  Wskazała  mu 

fotoreporterkę. 

– Chciałabym mieć pewność, że ta kobieta z aparatem nie wejdzie do 

środka – powiedziała. 

– Zrobi się – zapewnił Bobby Joe. – Jak leci? 

– Wydaje się, że wszystko  w porządku. Co  do tej  wczorajszej  nocy, 

ja... 

– To twoja sprawa, Meg. 

– Nie napisałeś żadnej notatki? – spytała z niepokojem połączonym z 

ulgą. 

background image

– A  po co? Ty  i  Luke jesteście  moimi  przyjaciółmi. Nie  ma  o  czym 

mówić. 

– Dzięki, Bobby Joe. – Meg odetchnęła. 

– Nie ma sprawy. 

Wróciła  do  gości.  Nastrój  był  coraz  bardziej  odświętny.  Popełniła 

błąd, ale na szczęście  błąd ten odkrył ktoś  rozsądny  i  lojalny.  Nie  musi 

się więc obawiać o swoje dobre imię. 

W pewnym momencie właściciel strusi wyścigowych zajął miejsce na 

środku  areny  i  poprosił  zebranych  o  uwagę.  Meg  czekała  w  napięciu, 

wiedząc,  co  powie.  Zaczął  od  tego,  że  jest  szczęśliwy,  że  może  być 

wśród  tak  sympatycznych  mieszkańców  Chandler.  Po  krótkiej  pauzie 

mówił dalej. 

–  W  tym  roku  mamy  nowy  punkt  w  naszym  programie.  Izba 

Handlowa zorganizowała loterię, w której główną wygraną jest randka z 

naszym  mistrzem  ceremonii.  A  jest  nim  nie  kto  inny  jak  znany 

wszystkim gwiazdor serialu „Labirynt uczuć”, Luke Bannister! 

Rozległy się burzliwe oklaski, Luke wyszedł przed namiot i pomachał 

do zgromadzonych. 

–  Zwyciężczyni  otrzyma  tuzin  róż  i  zostanie  zawieziona  elegancką 

limuzyną do hotelu San Marcos, gdzie zje kolację z Lukiem w restauracji 

Nineteen-Twelve. 

A  teraz  poproszę  moją  asystentkę,  by  wylosowała  jedno  z  nazwisk 

spośród zgłoszeń znajdujących się w tej oto czasze. Zaraz się dowiemy, 

background image

której z pań dopisze szczęście. 

Meg wstrzymała oddech. Nie chciała, żeby ktokolwiek spotykał się z 

Lukiem. Nieważne, że loteria przysporzyła pieniędzy Izbie, nieważne, że 

będzie to dobra reklama dla Luke’a. 

–  Wygrała...  –  prowadzący  zawiesił  głos,  by  zwiększyć  efekt  – 

Debbie Fry! 

– Hura! – wykrzyknęła Debbie, wznosząc do góry ręce. 

–  Myślę,  że  jest  szczęśliwa  –  kontynuował  konferansjer.  –  A  teraz, 

panno  Fry,  proszę  przejść  do  namiotu  dla  VIP-ów  i  przedstawić  się. 

Luke  Bannister powinien się  dowiedzieć,  w  czyim  towarzystwie spędzi 

piątkowy wieczór. Mogę tylko powiedzieć, że szczęściarz z niego. 

Meg zmusiła się, by  podejść  do Debbie i złożyć jej  gratulacje.  Luke 

zbliżył  się  z  uśmiechem  i  oświadczył,  że  z  rozkoszą  będzie  jej 

towarzyszył  wieczorem.  Meg  podejrzewała,  że  znowu  gra,  ale  w  głębi 

serca poczuła ukłucie zazdrości. Nic nie mogła na to poradzić. 

Błysk  flesza!  Ostre  światło  oślepiło  ją  na  moment.  Zauważyła 

fotoreporterów. Miała nadzieję, że na jej twarzy nie odzwierciedlają się 

wszystkie  targające  nią  uczucia.  Już  sobie  wyobrażała  nagłówki  w 

gazetach:  „Dawna  dziewczyna  Bannistera  obserwuje  z  zazdrością,  jak 

uwodzi on następną kobietę”. Nie, chyba zwariowała. Fotoreporterzy nie 

na nią polowali. Po prostu znalazła się w polu ich widzenia. 

Zaczął  się  pierwszy  bieg.  Trzy  strusie  ciągnęły  małe  rydwany. 

Powożący mieli na sobie hełmy, jakie niegdyś nosili Rzymianie, i luźne 

background image

płaszcze. 

Tłum 

wiwatował. 

Meg 

obserwowała 

wyścig 

zainteresowaniem, ale kątem oka zerkała w kierunku Debbie i Luke’a. 

Na  szczęście  wezwano  ją  przez  walkie-talkie.  Podeszła  do  Luke’a  i 

poinformowała go, że musi na chwilę odjechać. 

 

Clint  przyjechał  po  Debbie  około  wpół  do  siódmej  wieczorem. 

Umówili się na terenie festiwalu, chociaż po porannej scenie nie było mu 

w  smak  znaleźć  się  z  Debbie  tam,  gdzie  mogli  spotkać  brata.  Wszyscy 

kumple  Clinta  zabierali  tego  wieczoru  swoje  żony  i  dziewczyny  na 

festyn,  a więc i Clint  musiał  to  zrobić.  Lepiej,  żeby  Luke  trzymał się  z 

dala od Debbie, i odwrotnie. 

Debbie  zajmowała  mały  domek  gościnny  za  domem  rodziców. 

Czekała  już  na  niego  na  ganku.  Podobało  mu  się,  że  zawsze  była 

punktualna.  Popatrzył  z  uznaniem  na  jej  obcisłe  zielone  dżinsy  i 

jaskraworóżową  bluzkę  związaną  w  pasie.  Wyglądała  piekielnie 

seksownie. Chłopaki będą mu dziś zazdrościć. 

Otworzył drzwiczki. Kiedy wsiadła, poczuł silny zapach perfum. 

– Pięknie pachniesz – powiedział. 

– Dzięki. – Debbie nie patrzyła na niego. 

– Nie pocałujesz mnie? 

– Ależ oczywiście. – Szybko musnęła wargami jego policzek. 

– Ejże. –  Clint  przyciągnął  ją  do siebie  i  pocałował  w  usta.  – To  co 

innego – stwierdził, zapuszczając silnik. 

background image

Na  ogół  była  w  samochodzie  bardzo  rozmowna,  ale  tym  razem 

milczała. 

– Coś się stało, kochanie? – zaniepokoił się. 

Rzuciła mu nerwowe spojrzenie. 

– Będzie lepiej, jak ci powiem – zdecydowała. – I tak się dowiesz. 

Zmartwiał. Był niemal pewien, że ma to coś wspólnego z Lukiem. 

– No więc mów. 

– Wygrałam główną nagrodę na loterii. 

– Jakiej loterii? – Nie miał pojęcia, o czym ona mówi. 

– Losowano randkę z twoim bratem. 

– Co? – Clint zjechał na pobocze i gwałtownie zahamował. – Kupiłaś 

los? 

– Dwadzieścia. 

Spuścił głowę. Oczywiście, kupiła dwadzieścia losów. Kogo on chce 

oszukać?  Przecież  chodzi  z  nim  tylko  dlatego,  że  jest  bratem  Luke’a 

Bannistera. A teraz Luke jest tutaj, więc on nie jest już potrzebny. 

–  To  tylko  jeden  wieczór  –  dodała  miękko,  łagodniejszym  tonem.  – 

W piątek. 

Clint  wyprostował się i  popatrzył przed siebie. Zamyślił się. Prawdę 

mówiąc, nie był zakochany w Debbie, ale podobała mu się i wszyscy w 

mieście uważali,  że jest jego  dziewczyną. Nie złamie  mu  serca, idąc na 

tę  randkę,  ale  ugodzi  jego  męską  ambicję.  Przeklęty  Luke.  Nie  mógł 

zostać tam, gdzie jego miejsce? 

background image

– Pójdziemy dzisiaj razem? – spytała niemal szeptem. 

– Pójdziemy, jasne. – Clint zapuścił motor. 

– Wściekły jesteś, co? 

– O, nie, to niepodobne do starego Clinta. 

– Meg poczuła się senna, ale nie mogła jeszcze pójść do domu. Była 

potrzebna  tutaj.  Od  chwili  otwarcia  festiwalu  prawie  nie  widziała 

Luke’a, w każdym razie nie na żywo. Mogła go natomiast podziwiać na 

ogromnym ekranie zawieszonym przed trybuną, na którym wyświetlano 

fragmenty serialu. 

Dojeżdżała właśnie do namiotu, gdy Luke wyrósł przed nią jak spod 

ziemi. Gwałtownie skręciła, by na niego nie najechać. 

– Zostaw tę bryczkę i chodź ze mną – powiedział. 

– Co się stało? 

– Muszę z tobą pomówić. Chodź. 

– Znowu ta reporterka? A może coś ze strusiem? 

–  Powiem  ci  na  diabelskim  kole.  To  jedyne  miejsce,  gdzie  możemy 

być sami. 

– Nie lubię diabelskiego koła, Luke. 

– Ze mną nie musisz się bać. 

– Będzie mi niedobrze. 

– Na pewno nie. Zaufaj mi – nalegał. 

Podeszli do kasy. 

– Patrzcie, to Dirk Kennedy – usłyszeli nagle czyjś głos. 

background image

–  W  rzeczy  samej.  –  Luke  posłał  jeden  ze  swych  dyżurnych 

uśmiechów.  Natychmiast  zaczęto  go  prosić  o  autograf.  –  Jak  wrócę  – 

obiecał. Wsiedli z Meg do wagonika. 

– To kiepski pomysł. – Meg poczuła ucisk w żołądku. 

– Świetny! 

Wagonik wzniósł się w górę. Zemdliło ją. 

– Och, Luke – jęknęła. 

– Wszystko będzie dobrze. – Ujął jej dłonie. – Popatrz na mnie. 

Od  razu  poczuła  się  lepiej.  Któż  mógłby  myśleć  o  czymś 

nieprzyjemnym, patrząc w te oczy koloru nieba nad Arizoną? 

– Widzisz – uśmiechnął się. – Wiedziałem, że nie będzie tak źle. 

I  wtedy  popełniła  błąd.  Spojrzała  w  dół.  Świat  zawirował  jej  przed 

oczami. 

– Boże – jęknęła. 

– Spójrz na mnie. 

Popatrzyła mu w oczy. To był jej talizman. 

– Cały czas patrz na mnie, a nie w dół – napominał. 

– Chyba mnie hipnotyzujesz. 

– Coś podobnego. Jeszcze nigdy tego nie robiłem. 

– To niesamowite, Luke – zaśmiała się. 

–  Och,  Meg,  co  ja  bym  dał...  –  westchnął.  –  Czas  zmienić  temat. 

Wziąłem cię tutaj, żeby się zastanowić, czy można coś zrobić z tą randką 

z Debbie. 

background image

– Zrobić? Dlaczego? Nie rozumiem. 

– Jest dziewczyną Clinta. 

–  Wiem,  ale  wygrała.  Widziałeś,  jaka  była  podekscytowana.  Nie 

wyobrażam sobie, żeby zrezygnowała. 

– Jesteś pewna? Bo ja sobie pomyślałem, że gdybyś jej dała te róże i 

zaproponowała  przejażdżkę  limuzyną  i  kolację  z  Clintem  zamiast  ze 

mną, wybralibyśmy kogoś na jej miejsce. Pokryłbym dodatkowe koszty. 

–  Spróbuję,  ale  widziałeś,  jak  się  ucieszyła.  Może  jest  dziewczyną 

Clinta, ale chce iść na kolację z tobą. 

– Do diabła. Wyobrażałem sobie nawet, że jakoś tak to załatwisz, że 

to ty pójdziesz ze mną na kolację. 

– Nic z tego. Wywieziono by mnie stąd na taczkach. 

– O, nie, bo wtedy ja bym przybył i ocalił cię, tak jak Lancelot ocalił 

Ginewrę, kiedy chcieli ją spalić na stosie. 

– Zawsze byłeś romantykiem. 

– Tak. Czy zdajesz sobie sprawę, że mamy już za sobą trzy okrążenia, 

a tobie nie jest niedobrze? 

– To dopiero jest romantyczne. 

– A teraz zatrzymaliśmy się na samej górze. Moje ulubione miejsce. 

– Nawet mi nie mów, gdzie jesteśmy. Nie chcę wiedzieć. – Meg nadal 

wpatrywała się w jego oczy. 

–  Jest  pewna  tradycja  związana  z  zatrzymywaniem  się  na  górze. 

Oczywiście ty jej nie znasz, bo nigdy nie jeździłaś na kole. 

background image

– Jeśli ma to coś wspólnego z pędzeniem jak wariat samochodem, to 

nie interesuje mnie taka tradycja. 

– To jedna. Ale jest i druga. – Ujął jej twarz w dłonie i pocałował w 

usta. Był to cudowny, delikatny pocałunek pełen słodyczy. – I jak ci się 

podoba? – spytał. 

– Jesteś szalony. 

– Całujmy się, dopóki nie ruszymy. Nikt nas tu nie zobaczy. 

– To niebezpieczne. 

– Owszem, jeśli rzucisz się na mnie i zaczniesz szarpać ubranie. Ale 

jeśli potrafisz się opanować, będzie cudownie. 

Roześmiała  się.  Lekko  rozchyliła  usta,  gdy  ją  całował.  Czuła  jego 

język.  Co  ja  najlepszego  robię,  pomyślała,  ale  nie  była  w  stanie  się 

powstrzymać. To wszystko było zbyt piękne. 

–  Może  byś  lepiej  spróbowała  popatrzeć  na  mnie  z  oburzeniem  – 

zaproponował. 

– Dlaczego? 

– Bo teraz wyglądasz jak kobieta, która chce się kochać. 

– Mylisz się. 

– Spójrz na mnie z niesmakiem. 

Meg  zmarszczyła  brwi,  po  czym  wybuchnęła  śmiechem.  Śmiała  się 

jeszcze, gdy wysiadali z wagonika i błysnął przed nimi flesz aparatu. 

 

background image

Rozdział 7 

 

– Muszę iść – oświadczyła Meg, wyrywając się Luke’owi. 

Gdy po chwili obejrzała się za siebie, zobaczyła otaczający go tłumek 

wielbicieli i fotoreporterów. Wsiadła  do swojej bryczki i skierowała się 

w  stronę  namiotu  organizatorów.  Po  drodze  rozglądała  się  za  Debbie. 

Koniecznie  chciała  z  nią  porozmawiać,  ale  okazało  się,  że  Debbie  już 

poszła do domu. Musi ją złapać rano w banku. Wątpiła jednak, by była 

skłonna zrezygnować z randki z gwiazdą. 

Przez  chwilę  zastanawiała  się,  czy  nie  zorganizować  spotkania  w 

czwórkę.  Clint  przyszedłby  z  Debbie,  a  Luke  z  nią.  Zupełnie  jak  za 

dawnych czasów, pomyślała, tyle że wtedy Debbie nie była dziewczyną 

Clinta.  Była  na  to  za  młoda.  Chodziła  jeszcze  do  szkoły  podstawowej. 

Teraz też jest za młoda. Meg nie mogła znieść myśli, że Luke będzie ją 

trzymał za rękę, obejmował. 

A  może  pocałuje  na  dobranoc?  Albo  posunie  się  dalej?  Nie,  to 

niemożliwe, nie powinna posądzać Luke’a o podobne zamiary. A jednak 

jest mężczyzną o gorącym temperamencie i nie ma żadnych zahamowań. 

 

Następnego  ranka  zastała  Luke’a  w  zwierzyńcu,  gdzie  młody  struś, 

Dirk  Kennedy,  stanowił  główną  atrakcję.  Wszyscy  chcieli  mieć  zdjęcie 

Luke’a  z  jego  filmowym  imiennikiem.  Luke  miał  na  sobie  równie 

obcisłe  dżinsy  jak  poprzedniego  dnia,  białą  koszulę  bez  kołnierzyka 

background image

rozpiętą  prawie  do  pasa  i  wysokie  do  kolan  skórzane  buty  opinające 

łydki.  Tajemniczości  dodawały  mu  ciemne  okulary.  Ktoś  dobrze 

wiedział, jaki strój mu wybrać. 

Meg zatrzymała się w pewnej odległości i zawołała go. Natychmiast 

do niej podbiegł. Zdjął okulary i uśmiechnął się. 

– Świetnie wyglądasz. I pachniesz nieco ładniej niż te zwierzaki. 

–  A  ty  wyglądasz  jak  prawdziwy  chłopak  z  farmy.  Właściwie 

należałoby dać ci coś do roboty. 

–  Nie  narzekam.  Dobrze  mi  tu.  Twój  widok  czyni  ten  dzień  jeszcze 

piękniejszym. 

–  Dzięki.  –  Spojrzała  w  jego  przepastne,  błękitne  oczy  i  omal  nie 

zapomniała, co chciała powiedzieć. 

– Potrzebujesz czegoś ode mnie? – spytał. Tak, pomyślała. 

– Byłam właśnie w banku –  odparła. –  Rozmawiałam z  Debbie. Nie 

zrezygnuje z randki. 

– To niedobrze – zasępił się Luke. 

–  Namawiałam  ją,  żeby  poszła  z  Clintem.  Od–  powiedziała,  że 

zastąpienie ciebie Clintem byłoby głupotą. 

–  Nie  wiem,  czego  ona  się  spodziewa.  Zamierzam  traktować  ją  jak 

młodszą siostrę. 

– Wątpię, czy tego od ciebie oczekuje. 

– Powinnaś wiedzieć,  że jeśli  nie  mogę mieć ciebie, nie chcę  żadnej 

innej. 

background image

Serce  Meg  zabiło  mocniej.  Jakże  lubiła  słuchać  takich  słów,  nawet 

jeśli nie bardzo w nie wierzyła. W niedzielę Luke wróci do Los Angeles 

i na pewno nie pozostanie długo samotny. 

–  No  cóż,  miejmy  nadzieję,  że  Debbie  miło  spędzi  czas  z  kimś,  kto 

będzie się zachowywał jak jej starszy brat. 

– Wygrała kolację w moim towarzystwie, nic więcej. 

– Wydajesz się zirytowany – zauważyła Meg. 

–  Widzisz,  co  czynią  z  mężczyzny  zawiedzione  nadzieje?  –  zaśmiał 

się cicho. – Myślę jednak, że jakoś sobie z tym poradzimy, Debbie, ja i 

mój  braciszek.  Wiem,  jakie  to  dla  ciebie  ważne.  Nie  chcę  niczego 

zepsuć.  –  Luke  popatrzył  na  dzieci  przechodzące  obok  z  watą  cukrową 

na patyku. 

–  Co  byś  powiedziała,  gdybyśmy  sobie  przypomnieli  dawne  czasy  i 

też skoczyli na watę? 

–  Dobry  pomysł,  ale  mam  jeszcze  masę  spraw  do  załatwienia. 

Nawiasem mówiąc, czy wiesz, że telewizja będzie was filmować? 

– W porządku. I dziękuję, że próbowałaś coś zmienić z tą randką. 

–  Głupstwo.  –  Meg  obserwowała  go,  gdy  odchodził,  –  ściągając  na 

siebie  spojrzenia  zebranych.  Rozumiała  to.  Na  nią  też  działał  z  jakąś 

magnetyczną siłą, ile razy znalazła się w jego pobliżu. 

 

Tego  wieczoru  Meg,  załatwiwszy  najpilniejsze  sprawy,  postanowiła 

pomóc trochę przy stoisku z piwem – było to najruchliwsze, najbardziej 

background image

uczęszczane  miejsce  przez  gości  festiwalu.  Miała  nadzieję,  że  dzięki 

temu zapomni o Luke’u i jego randce z Debbie. 

Było  tak  do  chwili,  gdy  ich  zobaczyła.  Luke  miał  na  sobie  ciemny 

garnitur  podkreślający  jego  szerokie  ramiona,  Debbie  suknię  ze 

srebrnych  łusek  połyskującą  przy  każdym  ruchu.  W  jednej  ręce  niosła 

bukiet  róż,  drugą  trzymała  Luke’a.  Pochylała  się  ku  niemu,  opierając 

policzek o jego ramię. 

Wokół  kręcili  się  fotoreporterzy  i  kamerzyści.  Debbie  pozowała  im 

do  zdjęć  niczym  początkująca  gwiazdka  filmowa.  Meg  niejasno  sobie 

przypominała, że Debbie marzyła o karierze aktorskiej. Teraz była więc 

w  swoim  żywiole.  Luke  na  lewo  i  prawo  rozdawał  uśmiechy,  ale  w 

pewnej chwili dostrzegła na jego twarzy wyraz znudzenia. 

Zmierzali  w  kierunku  pawilonu,  w  którym  występował  znany  na 

Południu  zespół  rockowy.  Prawie  znikli  już  z  oczu  Meg,  gdy  nagle 

wyrósł  przed  nimi  Clint.  Meg  porzuciła  stoisko  z  piwem  i  pobiegła. 

Obawiała  się  najgorszego.  Lada  moment  będzie  tu  telewizja.  Nie  może 

dopuścić do awantury. 

– Widzę, że przygruchałeś sobie słodką ślicznotkę, braciszku – zaczął 

Clint. 

–  Daj  spokój.  Debbie  i  ja  uczestniczymy  właśnie  w  programie 

dobroczynnym. 

– Tak. Ta mała potrafi być dobroczynna. 

– Jak śmiesz? – oburzyła się Debbie. Podniosła rękę. 

background image

–  Pozwól  mi  z  nim  pogadać.  –  Luke  odsunął  ją  na  bok.  –  Uważaj, 

braciszku  –  powiedział.  –  Debbie  to  fantastyczna  dziewczyna,  ale  jest 

tylko moją dobrą znajomą, niczym więcej. Nie psuj wszystkim zabawy. 

– Nie próbuj mnie pouczać. – Clint szturchnął go w ramię. – Jestem 

twoim  bratem.  Byłem  tu,  kiedy  tata  cię  tłukł,  bo  za  dużo  sobie 

pozwalałeś z dziewczynami z sąsiedztwa. Żadnej nie przepuściłeś. Znam 

cię. Ale Debbie jest moja. Trzymaj się od niej z daleka. 

– Nie jestem niczyja – zaprotestowała Debbie. 

Meg zauważyła zbliżającą się ekipę telewizyjną. 

Na chwilę znieruchomiała, nie mając pojęcia, jak postąpić.  

– Idź do domu i prześpij się, Clint – wycedził Luke przez zęby. 

– Pocałuj mnie gdzieś, chłoptasiu. 

Luke  zacisnął  pięści.  Meg  błyskawicznie  znalazła  się  przy  nim  i 

chwyciła go za ramię. 

– Daj spokój, proszę – wyszeptała. 

Popatrzył na nią. Oczy pałały mu gniewem. 

– Nie możesz zepsuć  festiwalu. Nie bij  się z  nim –  prosiła. Poczuła, 

że jego mięśnie rozluźniają się. – Dziękuję, Luke – rzuciła cicho. 

– Czyżby nasz kochaś miał pietra? – szydził Clint. 

– Nie chcę się bić – powiedział Luke. – Chodźmy, Debbie. – Podał jej 

rękę. 

– Ty sukinsynu! – wrzasnął Clint. – Wiem, czemu nie chcesz się bić. 

Boisz się, że załatwię ci tę śliczną buźkę! 

background image

Meg  wstrzymała  oddech.  Luke  z  trudem  się  opanowywał. 

Uśmiechnął  się  jednak  jak  gdyby  nigdy  nic  i  poprowadził  Debbie  w 

kierunku namiotu, w którym grał zespół muzyczny. 

Clint  chciał  iść  za  nimi,  ale  paru  przyjaciół  powstrzymało  go.  Meg 

odetchnęła.  Tego  by  jeszcze  brakowało  –  mistrz  ceremonii  z  podbitym 

okiem i złamanym nosem. 

– Czy pani Meg O’Brian? – usłyszała nagle obok siebie głos reportera 

telewizyjnego. 

Skinęła głową. 

–  Czy  to  przypadkiem  nie  Luke  Bannister  przed  chwilą  z  kimś  się 

kłócił? 

– Luke jest w drodze  na zabawę. Jeśli się  pan pospieszy,  jeszcze  go 

pan złapie. 

– Dobrze, dobrze, ale o co im poszło? 

– O nic. 

–  Cóż,  jeśli  tak  pani  mówi.  –  Reporter  wzruszył  ramionami.  – 

Chodźcie, chłopaki, kręcimy. 

 

Luke stał z Debbie obok estrady, słuchając zmysłowej piosenki, która 

przed  paru  miesiącami  znajdowała  się  na  pierwszym  miejscu  listy 

przebojów.  Kilka  par  tańczyło.  Debbie  zaproponowała,  żeby  zrobili  to 

samo,  ale  odmówił,  tłumacząc  się,  że  nie  jest  dobrym  tancerzem.  Z 

trudem  wytrzymywał  tę  sytuację.  Jeszcze  pół  godziny  i  będzie  po 

background image

wszystkim, pocieszył się w myślach. 

Kiedy przystał na pomysł „randki z Dirkiem”, sądził, że to nie będzie 

nic trudnego. Dziesiątkom kobiet towarzyszył przy podobnych okazjach. 

Tyle  że  wczoraj  trzymał  w  ramionach  Meg  i  teraz  dotyk  każdej  innej 

kobiety nieprzyjemnie drażnił mu skórę. Perfumy Debbie wydawały mu 

się zbyt intensywne, a jej głos zbyt piskliwy. Pragnął Meg. 

Zaczynał  rozumieć,  jak  to  wszystko  się  dzieje.  Przez  całe  lata  Meg 

była postacią z wyobraźni, wciąż pożądaną, ale nie przeszkadzała mu w 

nawiązywaniu  znajomości  z  innymi  kobietami.  Teraz  znów  stała  się 

kimś  realnym  i  już  żadna  kobieta  nie  będzie  w  stanie  jej  zastąpić.  Od 

kiedy  musiał  zrezygnować  z  Meg,  jego  życie  uczuciowe  pozostawiało 

wiele  do  życzenia.  Być  może  za  następne  dziesięć  lat  zdołałby 

zapomnieć ją na tyle, by naprawdę cieszyć się  innymi kobietami. Może 

tak, a może nie. 

– Jesteś cudowny, Luke. – Debbie przytuliła się do niego. 

– Jestem zwyczajnym facetem. 

– Zastanawiam się, czy tak jest. – Debbie wydawała się urażona. – Na 

ogół nie mam problemów z zachęceniem mężczyzny, by zrobił pierwszy 

krok, a ty jesteś przecież słynny ze swoich podbojów. O co więc chodzi? 

Nie podobam ci się? 

–  Podobasz  mi  się,  nawet  bardzo.  –  Zastanawiał  się,  co  ma 

powiedzieć.  Nawet  najmniejsza  wzmianka,  że  jest  ktoś  inny,  może 

skierować  podejrzenia  na  Meg.  Widziano  ich  razem  nieraz,  a  kto  wie, 

background image

czy Bobby Joe będzie trzymał język za zębami. 

– Nawet mnie nie pocałowałeś – powiedziała z wyrzutem. 

– Nie wiedziałem, że i to wchodzi w skład wygranej. 

– Może wchodzić. Jeśli chcesz... 

Jeszcze  tydzień  temu  przyjąłby  zaproszenie  tych  kuszących 

rozchylonych ust, ale minionej nocy całował Meg i wciąż jeszcze miał w 

pamięci smak tego pocałunku. Nie zamierzał mieszać go z innym. 

–  Przykro  mi,  Debbie,  ale  nie.  Może  powinnaś umówić  się  dzisiaj  z 

Clintem. 

– Clint jest w porządku, ale nie zamierza nic zrobić ze swoim życiem. 

Znalazł się w ślepej uliczce. Jeśli z nim zostanę, też tutaj ugrzęznę. 

–  O  to  ci  chodzi.  –  Powinien  wcześniej  zorientować  się,  w  czym 

rzecz. Zaoszczędziłoby to im obojgu dużo czasu. – Chcesz wiedzieć, czy 

pomogę ci nawiązać kontakty w Hollywood. 

– Ale skąd! – obruszyła się. – Po prostu chcę cię lepiej poznać, ale mi 

nie dajesz. 

–  Debbie,  nie  musisz  udawać.  Chętnie  ci  pomogę,  jeśli  tylko  będę 

mógł.  Jesteś  fotogeniczna.  Nie  mogę  ci  niczego  obiecać,  ale  spróbuję 

porozmawiać  z  paroma  osobami,  może  uda  mi  się  załatwić  ci  próbne 

zdjęcia do „Labiryntu uczuć. „ 

– Naprawdę? To by było cudownie. 

– Za to proszę cię, abyś powiedziała Clintowi, że między nami nic nie 

było, że prawdziwy ze mnie dżentelmen. 

background image

–  Czy  ja  wiem?  –  Debbie  zesztywniała  i  odwróciła  –  głowę.  – 

Niezbyt dobrze to o mnie świadczy, że nawet nie próbowałeś. 

– To powiedz, że miałem katar i bałaś się zarazić – westchnął. – Nie 

chcę, żeby Clint miał do mnie pretensje. 

– A więc pomożesz mi i nie będę musiała się z tobą przespać? 

– Wyobraź sobie. 

–  Nie  byłoby  to  takie  straszne,  gdybym  musiała.  Wszystkie 

przyjaciółki by mi zazdrościły. 

–  Pamiętaj,  że  co  innego  w  życiu,  a  co  innego  na  ekranie.  Jestem 

zwyczajnym facetem, już ci mówiłem. 

–  A  więc  te  wszystkie  opowieści,  które  o  tobie  słyszałam,  to 

nieprawda? 

–  Przesadzone.  Chodź,  poszukajmy  tego  dzieciaka,  który  miał 

potrzymać twoje kwiaty. 

W  ciągu  pół  godziny  Luke  odprowadził  Debbie  do  samochodu  i 

wrócił  do  hotelu.  Dzięki  Bogu  było  po  wszystkim.  Debbie  jest 

szczęśliwa, tylko Clint wciąż ma mu za złe. Luke miał nadzieję, że to się 

zmieni.  Nie  chciał  pogarszać  swoich  stosunków  z  bratem.  Przeciwnie, 

zamierzał coś zrobić, żeby się poprawiły. 

W  hotelu  zastał  wiadomość  od  agenta.  „Zdjęcia  próbne  w 

poniedziałek” – informował Henry Davis. 

Zdjęcia  próbne.  Wreszcie  będzie  miał  szansę  zagrać  w  filmie 

fabularnym. Może to oznaczać przełom w jego życiu zawodowym. 

background image

Chciał  o  tym  komuś  powiedzieć,  podzielić  się  swoją  radością,  ale  z 

kim? Mógł zadzwonić do paru przyjaciół w Los Angeles, ale większość 

sama  czekała  na  podobny  zwrot  w  karierze.  Trudno  byłoby  oczekiwać, 

że będą cieszyć się razem z nim. Clint nie wchodził w rachubę. Ale Meg 

tak.  Ona  zrozumie,  mimo  że  to  właśnie  jego  kariera  była  jedną  z 

przyczyn ich rozstania. 

Luke  przypomniał  sobie,  jak  kiedyś  wygrał  rower  w  jakimś 

konkursie.  Clint  był  zazdrosny,  ale  Meg  szalała  z  radości.  Później 

zdołała  jakoś  udobruchać  Clinta,  bo  przekonała  go,  że  też  coś  zyskał. 

Odziedziczył  po  Luke’u  jego  stary  rower,  a  Meg  pomogła  mu  go 

odnowić. Potrafiła być niezłą dyplomatką, pomyślał z uśmiechem. 

Kto wie, czy to nie ona będzie remedium na jego kłopoty z Clintem. 

Może jej uda się ich pogodzić. Podniósł słuchawkę i wykręcił jej numer. 

Nie zgłosiła się. Zostawił wiadomość na sekretarce, żeby oddzwoniła. 

Kiedy Meg wróciła do domu, od razu włączyła sekretarkę. Usłyszała 

głos  Luke’a.  Podał  numer  pokoju  i  poprosił,  żeby  zatelefonowała. 

Czyżby to było zaproszenie? 

Zastanawiała się, co zrobić. W końcu wykręciła numer. 

– To ja – powiedziała. 

– A to ja. 

– O co chodzi? 

– Wiesz, dzwonił mój agent. Mam w poniedziałek zdjęcia próbne do 

filmu. 

background image

–  Luke,  to  cudownie!  –  zawołała,  choć  z  mieszanymi  uczuciami. 

Luke  był  już  dla  niej  stracony.  Z  drugiej  strony  wiedziała,  jak  bardzo 

pragnął tej roli. – A przy okazji – dziękuję, że nie wdałeś się w awanturę 

z Clintem. Pewno nie chciałeś ryzykować przed zdjęciami próbnymi. 

–  Oczywiście.  Posłuchaj,  zadzwoniłem  do  ciebie  z  powodu  Clinta. 

Muszę  z  nim  pomówić,  a  dotychczas  nie  bardzo  miałem  okazję. 

Najpierw towarzyszył nam tłum, później była u niego Debbie. Myślę, że 

gdybyśmy  mogli  usiąść  w  jakimś  spokojnym  miejscu,  wszystko 

potoczyłoby się inaczej. 

– Być  może. – Meg nie była wcale  taka pewna. Miała  jeszcze  przed 

oczami wyraz twarzy Clinta. 

– Zawsze byłaś naszym dobrym duchem. Czy nie mogłabyś {lać mu 

jutro znać,  że  będę  sam w pokoju  po festynie? Może  wpadnie na piwo. 

Co o tym myślisz? 

–  Może  wpadnie.  –  Meg  nie  chciała  pozbawiać  Luke’a  złudzeń,  ale 

nie bardzo w to wierzyła. Clint może by i chciał pogodzić się z bratem, 

ale był tak uparty, że nigdy by się do tego nie przyznał. 

– Debbie  obiecała,  że  powie  Clintowi,  że nic  między nami nie  było. 

Może wtedy da się przekonać. 

– Może. – Meg poczuła osobistą satysfakcję po tym stwierdzeniu. – A 

jak było? 

– Z trudem wytrzymałem. 

–  Przykro  mi.  Nie,  wcale  nie  jest  mi  przykro.  Byłam  wściekła,  że 

background image

masz tę randkę. 

– Nie wiem, czy tak wściekła jak ja. 

Meg przymknęła oczy. Pragnęła Luke’a tak bardzo. 

– Meg? 

– Jestem... 

– Głupio się zachowuję, wiem. Nie możemy być razem i to dlatego. 

– A więc kończmy rozmowę i idź spać. 

– Brak mi cię, Meg. 

– Mnie ciebie też. – Meg powoli odłożyła słuchawkę i wbiła wzrok w 

telefon. A nuż Luke jeszcze raz zadzwoni, pomyślała z nadzieją. 

 

background image

Rozdział 8 

 

W  sobotę  o  wpół  do  dziesiątej  rano  Meg  wybrała  się  na  teren 

festiwalu,  by  sprawdzić,  czy  Didi  nie  ma  żadnych  problemów  z 

organizacją  zawodów.  Minęła  szkolny  zespól  muzyczny,  który  z 

zapałem  ćwiczył  przed  występem,  stragany  z  przekąskami,  doszła 

wreszcie  do  przystrojonego  wozu  drabiniastego  rodziców.  Zawsze 

przyjeżdżali  nim  na  paradę  kończącą  festiwal  strusi.  Matka  dla 

większego efektu wkładała pasiastą spódnicę i czepek. 

Meg  popatrzyła  na  swoje  białe  spodnie  i  blezer.  Z  okazji  parady 

ubrała się nieco bardziej elegancko. 

– Jakieś kłopoty? – zawołała na widok ojca mocującego się z uprzężą. 

–  Och,  wiesz,  jakie  to  wszystko  stare  –  odparła  matka.  –  Ojciec  nie 

może się zdecydować, czy sprzedać ten wóz, czy nie, dlatego nie kupuje 

nowej. 

–  Tato,  parada  zaczyna  się  za  dwadzieścia  minut  –  zwróciła  mu 

uwagę Meg. 

– Zdążę. Nora, przytrzymaj te konie – poprosił żonę. 

–  Zabrudzę  sobie  suknię  i  nic...  –  Nagle  jej  oczy  rozszerzyły  się. 

Patrzyła ponad głową Meg. – Witaj, Luke. 

Meg natychmiast się odwróciła. Wiedziała, że Luke gdzieś tutaj jest, 

ale  jeszcze  go  nie  widziała.  A  teraz stał  przed  nią  w  czarnej  jedwabnej 

koszuli  i  obcisłych  czarnych  dżinsach.  Nisko  na  czoło  nasunął  czarny 

background image

stetson. Wyglądał jak szatan i chyba jakiś szatański impuls przywiódł go 

tutaj, by zdenerwować jej rodziców swoją obecnością. 

– Witam, pani Hennessy. Przytrzymam konie. 

–  Dzięki,  Luke,  ale  masz  chyba  ważniejsze  zajęcia  –  powiedział 

ojciec  Meg.  –  Poza  tym  możesz  sobie  zniszczyć  ten  piękny  strój.  ,  – 

Proszę się nie martwić. Mam wolną chwilę. Zresztą, przecież to ja mam 

zacząć paradę, czyż nie? – uśmiechnął się. Meg spojrzała na matkę. Pani 

Hennessy  zaróżowiła  się.  Nie  wiadomo,  z  podniecenia  czy  z 

zakłopotania. 

Luke trzymał konie i mruczał coś do nich, głaszcząc je po grzywach. 

– Piękne – pochwalił. 

–  Dziękuję.  Powinienem  sprawić  im  przyzwoitą  uprząż  albo  pozbyć 

się ich, ale jakoś nie mogę podjąć decyzji – odrzekł Jack Hennessy. 

– Niekiedy trudno zrozumieć, o co panu naprawdę chodzi – zauważył 

Luke. 

Ojciec  Meg  nie  odpowiedział.  Pilnie  majstrował  przy  uprzęży. 

Obecność Luke’a najwyraźniej wprawiała go w zakłopotanie. 

–  No,  nareszcie  –  powiedział  z  ulgą.  –  Wszystko  w  porządku. 

Dziękuję za pomoc. – Wyciągnął rękę do Luke’a. 

Luke  uśmiechnął  się  i  puścił  cugle.  W  tym  momencie  błysnął  flesz. 

Młoda reporterka znów tu była. 

–  Cóż,  powinienem  się  domyślić,  że  to  było  na  pokaz  –  stwierdził 

Jack Hennessy, opuszczając rękę. – U nas, w Chandler, ludzie pomagają 

background image

sobie ze zwykłej życzliwości. 

–  Ależ,  tato!  Luke  nie  przytrzymał  tych  koni  dlatego,  żeby  go 

sfotografowano. Od kiedy przyjechał, unika tej kobiety jak ognia. 

– Daj spokój, Meg – odezwał się łagodnie Luke. – Lepiej już pójdę. – 

Wyjął z kieszeni czarne rękawice z frędzlami. – Parada zaraz się zacznie. 

– Tato, zachowałeś się nie fair – powiedziała Meg, gdy odszedł. 

–  Jestem  realistą.  Mówisz,  że  on  unika  fotoreporterów?  Człowiek, 

któremu  płacą  za  to,  że  staje  przed  kamerą?  Zaproponował,  że 

przytrzyma konie, bo wiedział, że jego wielbicielom będzie się podobało 

zdjęcie  w  czarnym  stroju przy czarnych koniach.  Nawet  ja  uważam,  że 

to bardzo efektowne. 

– Źle go oceniasz, tato. Zresztą zawsze tak było. 

–  Meg,  nie  czas  na  odgrzebywanie  przeszłości  –  wtrąciła  pani 

Hennessy. 

–  To  nie  ja  zaczęłam,  tylko  ojciec.  Był  niemiły  dla  Luke’a. 

Dowiedziałam  się,  jak  to  naprawdę  było,  tato.  Dlaczego  Luke  ze  mną 

zerwał. 

–  Nie  zamierzam  się  tłumaczyć  ani  tym  bardziej  przepraszać  – 

oburzył się ojciec. – Spójrz, co osiągnęłaś. 

–  Gdybym  w  odpowiednim  czasie  nie  interweniował,  lepiej  nie 

myśleć, co by z tobą było. To on ci o wszystkim powiedział, prawda? 

– Tak. I byłam wstrząśnięta, że posunąłeś się do szantażu. 

–  A  więc  bądź  wstrząśnięta.  Gdy  będziesz  miała  własne  dzieci, 

background image

zrozumiesz  to.  A  co  on  ci  teraz  opowiada?  Znowu  chce  wkraść  się  w 

twoje życie? 

– Jeśli  chcesz wiedzieć,  mówił,  że rozumie, dlaczego tak  postąpiłeś. 

Nie ma do ciebie żalu, tato, ale ty się nie zmieniłeś, prawda? 

–  Nie,  jeśli  chodzi  o  ciebie.  A  on  ma  u  mnie  złe  notowania.  I  nie 

obchodzi  mnie,  czy  kiedyś  otrzyma  Oscara.  Nie  jest  odpowiednim 

mężczyzną dla ciebie. Doskonale o tym wiesz. 

– Ojciec ma rację, kochanie – dodała matka. 

–  Akurat  ty  nie  powinnaś  tego  mówić,  zważywszy,  że...  –  zamilkła, 

widząc  niepokój na twarzy  matki. Jack Hennessy  najwyraźniej  nie miał 

pojęcia,  że  jego  żona  ogląda  „Labirynt  uczuć”.  Meg  postanowiła  nie 

ciągnąć dłużej tego tematu. – Mamo, rozumiem cię, ale dajmy już temu 

spokój – powiedziała i zobaczyła wyraz ulgi w oczach matki. 

Nigdy  nie  zastanawiała  się  nad  wzajemnymi  stosunkami  rodziców, 

ale  zdziwiło  ją,  że  mieli  przed sobą  sekrety, dotyczące zresztą  zupełnie 

błahych spraw. A więc i oni nie byli bez skazy. 

–  Muszę  już  iść.  Mam  jeszcze  z  Didi  parę  spraw  do  omówienia.  – 

Oddaliła się szybkim krokiem. 

–  Wszystko  wygląda  wspaniale  –  pochwaliła  przyjaciółkę,  która 

uwijała się przy stole organizatorów. 

– Zwłaszcza nasz mistrz ceremonii. Widziałaś, jakiego mu wynaleźli 

konia? 

– Konia? Myślałam, że będzie jechał wspaniałym kabrioletem. 

background image

–  Luke  chciał  konia.  Ktoś  przywiózł  araba  z  farmy  w  Scottsdale. 

Patrz, właśnie go dosiadł. 

Meg spojrzała i zaparło jej dech. Koń był czarny jak noc, miał lśniącą 

grzywę i ogon sięgający ziemi. Srebrzyste siodło połyskiwało w słońcu. 

Krój  koszuli  podkreślał  szerokie  ramiona  Luke’a,  pod  czarnym 

jedwabiem  rysowały  się  muskularne  plecy.  Prowadził  konia  pewnie  i 

ostrożnie zarazem. Kapelusz rzucał na jego twarz tajemniczy cień. 

– Widziałaś kiedyś kogoś bardziej seksownego? szepnęła Didi. 

Meg powoli potrząsnęła głową. Przed laty uważała, że jest głupia, iż 

uległa  czarowi  Luke’a  Bannistera.  Może  teraz  jest  głupia,  że  z  tym 

walczy. 

 

Reszta  dnia  minęła  szybko.  Sobota  zawsze  przyciągała  na  festiwal 

największą  publiczność.  Meg  nieustannie  przemierzała  bryczką  cały 

teren, by kontrolować, czy wszystko przebiega według planu. Była zajęta 

aż do zachodu słońca. 

Szukała  Clinta,  ale  nie  widziała  go  przez  cały  dzień.  Nic  dziwnego. 

Był  typowym  nocnym  markiem  i  zdecydowanie  lepiej  czuł  się 

wieczorem. Miała jednak nadzieję, że znajdzie go, zanim zacznie pić. 

Piętnaście  po  siódmej  weszła  do  pawilonu  tanecznego,  by  upewnić 

się, czy zespół country jest gotów do występu o wpół do ósmej. Zdziwiła 

się na widok Luke’a rozmawiającego z członkami zespołu. Podszedł do 

niej. 

background image

– Uwierzysz? Pozwolą, żebym zagrał z nimi parę kawałków. To moja 

życiowa szansa, Meg. 

– Świetnie – uśmiechnęła się. – Publiczność będzie zachwycona. 

– Przyjdź, wesprzesz mnie psychicznie, dobrze? Około ósmej. 

– Postaram się. Jeszcze nie znalazłam Clinta. 

–  Założę  się,  że  przyjdzie  na  koncert.  To  jeden  z  jego  ulubionych 

zespołów. 

Meg  przytaknęła.  Clint  przypuszczalnie  pojawi  się  i  zobaczy  swego 

starszego  brata  na  estradzie  w  świetle  reflektorów.  Nie  może  jednak 

namawiać Luke’a, żeby zrezygnował z występu. Tak się cieszy, że zagra 

z tym zespołem. 

– Powodzenia – uśmiechnęła się. – Co chcesz zagrać? 

–  Parę  prostych  kawałków.  Powiedziałem  im,  że  dawno  tego  nie 

robiłem, więc wybrali coś łatwego. 

– Na pewno świetnie ci pójdzie. – Meg wiedziała, że wystarczy, żeby 

stanął  na  scenie  z  gitarą,  a  damska  część  publiczności  oszaleje.  – 

Postaram się być o ósmej. 

Kiedy  przyszła  i  usiadła  na  wprost  sceny,  tłum  był  już  rozgrzany 

trwającym  od  pół  godziny  koncertem  ulubionego  zespołu.  Lider 

zapowiedział występ Luke’a. Gdy wyszedł na scenę w czarnej koszuli z 

gitarą  przerzuconą  przez  ramię,  zebrani  zawyli  z  radości.  Kiedy  się 

uśmiechnął, rozległ się pisk kobiet. Tego właśnie się spodziewała. 

Luke  stał  wprawdzie  w  tyle  sceny,  ale  Meg  widziała  tylko  jego. 

background image

Zapomniała o swojej roli organizatora festiwalu, zapomniała, że nie jest 

tutaj  sama.  Przez  osiem  minut,  kiedy  zespół  grał  dwa  utwory,  a  w 

przerwach żartował z Lukiem, Meg była kobietą absolutnie zakochaną. 

Po  drugiej  melodii,  nagrodzonej  gromkimi  oklaskami  i  okrzykami, 

Jeszcze,  Luke,  jeszcze!”,  Luke  oparł  gitarę  o  ścianę  w  rogu  sceny,  po 

czym  zniknął za kulisami. Meg miała nadzieję, że wróci, ale tak się nie 

stało. Lider zespołu zaczął opowiadać o nowym albumie i jasne było, że 

Luke  skończył  swój  występ.  Westchnęła.  Żałowała,  że  nie  wzięła  ze 

sobą kamery wideo. Miałaby go przynajmniej utrwalonego na taśmie. 

– Podobało ci się? – usłyszała niespodziewanie tuż obok głos Luke’a. 

– Bardzo. 

– To dobrze. Pozwól na sekundę. 

– O co chodzi? – Podniosła się z krzesła. 

–  Widziałem  coś,  co  też  powinnaś  zobaczyć.  –  Wziął  ją  za  rękę  i 

poprowadził  ku  sprzedawcy  wymachującemu  obręczami  emitującymi 

fosforyzujące światło. Kupił jedną z nich. 

– Nie ruszaj się. – Wetknął jej ją we włosy. Wyglądała jak w aureoli. 

– Wspaniale – zachwycił się. 

Spojrzała na niego rozbawiona. Dotknął delikatnie jej policzka. 

– Jesteś taka piękna. Zatańcz ze mną. 

– Zatańczyć? Ależ... 

– Posłuchaj. 

–  Meg  oniemiała.  Przysłoniła  dłonią  usta.  Rozległy  się  dźwięki 

background image

melodii „You Were Always On My Mind”. 

– Tylko raz – poprosił. Objął ją w pasie. Nie zaprotestowała. Dziesięć 

minionych  lat  rozpłynęło  się  w  niebycie,  a  oni  tańczyli  tak  samo  jak 

jeszcze w szkole, przytuleni do siebie, kołysząc się w takt muzyki. 

– Pamiętasz? – szepnął Luke. 

– Tak. – Meg przymknęła oczy. – Nie powinniśmy tego robić. 

– To nasza ostatnia szansa. 

– Wiem – powiedziała, ale były to tylko słowa, nic więcej. Nie może 

nastawiać się na nic więcej, nie powinna niczego więcej oczekiwać. 

Luke musnął wargami koniuszek jej ucha. 

–  Zawsze  uwielbiałem  z  tobą  tańczyć.  Czuję  się  tak,  jakbym  znowu 

miał osiemnaście lat. 

– Przykro mi, że ojciec tak cię potraktował – westchnęła. 

– Nie przejmuj się. To nie twoja wina. 

– Gdyby ta przeklęta reporterka się nie zjawiła... 

–  Rozmawiałem  z  nią  dzisiaj.  To  jeszcze  smarkula,  nie  ma 

doświadczenia. Tak dziwnie się nazywa. Ansel Wiggins. 

– Co jej powiedziałeś? 

– Chciała się  czegoś o  tobie  dowiedzieć. Powiedziałem,  że jesteśmy 

starymi przyjaciółmi, że wychowywaliśmy się jak brat z siostrą. 

– Uwierzyła? 

– Jeśli nie, to niech się nie nazywam aktorem. 

Meg  wiedziała,  że  powinna  odsunąć  się  od  Luke’a,  ale  nie  była  do 

background image

tego zdolna. 

– Nie tańczysz ze mną jak z siostrą – zauważyła. 

–  Teraz  jej  tutaj  nie  ma.  Powiedziała,  że  lubi  jazdę  konną,  więc 

załatwiłem  jej  na  dziś  wieczór  bilety.  Nawet  nie  wie,  że  grałem  z 

zespołem. 

– To ty ich poprosiłeś o tę piosenkę? 

– A jak myślisz? 

– Myślę, że diabeł w tobie siedzi. 

–  Ale  tańczę  z  aniołem.  –  Przycisnął  ją  mocniej.  –  Nie  bój  się.  To 

tylko taniec. Wiem, co robię. 

Na  całe  szczęście,  pomyślała,  boja  nie.  Oparła  głowę  na  jego 

ramieniu i marzyła o tym, by ta melodia nigdy się nie skończyła. 

Czuła oddech Luke’a, jego  zapach.  A  co  jeśli ona  wciąż jest w  jego 

pamięci, a on w jej, jak mówią słowa piosenki? 

– Dziękuję – szepnął Luke, gdy melodia dobiegła końca. Wypuścił ją 

z objęć. 

Podniosła ku niemu oczy pełne łez. 

– Nienawidzę tego wszystkiego. 

– Może pewnego dnia – powiedział z uśmiechem – kiedy będę już za 

stary  na  dobre  role,  a  ty  skończysz  ze  swoją  działalnością  w  Białym 

Domu, machniemy ręką na cały świat i uciekniemy razem gdzieś daleko. 

– To takie cholernie racjonalne! 

– Czyżbyś chciała zmienić zdanie co do spraw zasadniczych? 

background image

Chciałaby, ale wiedziała, że to byłby błąd. 

– Nie – oświadczyła zdecydowanie. Pobiegła do bryczki, by odjechać 

stąd,  zanim  się  rozpłacze.  Chciała,  żeby  Luke  podążył  za  nią,  ale 

oczywiście tego nie zrobił. Podjęła decyzję, a on ją uszanował. Jest tylko 

jedna  rzecz,  którą  może  mu  się  odwdzięczyć,  i  zrobi  to.  Odnajdzie 

Clinta. 

Zauważyła go na strzelnicy otoczonego grupką przyjaciół. Debbie nie 

było.  Nie  trafił  ani  razu,  mimo  że  miał  opinię  dobrego  strzelca. 

Najwyraźniej wypił już parę kolejek. 

Zawołała go. Odwrócił się do niej. 

– O, Meg, to ty. O co chodzi? – spytał. Czuć było od niego piwo. 

– Chcę cię prosić o przysługę. 

– Jasne – uśmiechnął się. Przez chwilę przypominał pełnego humoru 

chłopaka, jakim był przed laty. 

– Nie widujemy się często, Clint. 

– No nie. 

– Pamiętasz dawne dobre czasy, kiedy trzymaliśmy się razem – ty, ja 

i Luke? 

Uśmiech znikł z jego twarzy. 

–  Nie chcę  o  nim  mówić.  Nie  mogę  nawet  przyjść  na  koncert  mego 

ulubionego zespołu, żeby nie zobaczyć na scenie Luke’a. 

A  więc  był  na  koncercie.  Meg  zastanawiała  się,  czy  widział,  jak 

tańczyła z Lukiem. 

background image

– Luke martwi się o ciebie, Clint. I tęskni za tobą. 

– Daj spokój. Wszystko robi na pokaz. – Clint zbierał się do odejścia. 

– Zaczekaj, proszę. – Zastąpiła mu drogę. 

– Zostaw mnie, okay? 

–  Porozmawiaj  z  nim.  Jego  życie  też  nie  było  usłane  różami,  sam 

pojechał do Kalifornii, sam musiał zaczynać wszystko od początku. 

– Przestań, bo się rozpłaczę. Skończyłaś? 

–  Nie.  Obiecałam,  że  ci  przekażę  wiadomość.  –  Podeszła  bliżej  i 

wcisnęła  mu  w  rękę  kawałek  papieru.  –  Masz  tutaj  numer  pokoju 

Luke’a.  Prosi,  żebyś  wstąpił  do  niego  dziś  wieczór  po  festynie. 

Będziecie mogli spokojnie porozmawiać. 

– I popozować do zdjęć rodzinnych? Nie, dziękuję. 

–  Nikogo  tam  nie  będzie.  Tylko  wy  dwaj.  Nikt  nie  będzie  wiedział, 

gdzie  on  jest.  To  dla  was  szansa  po  tylu  latach.  Zgódź  się.  Clint.  Nie 

masz nikogo oprócz Lukea. Być może nigdy się całkiem nie pogodzicie, 

ale przynajmniej spróbujcie. 

– A niby po co? 

– Bo jesteście sobie potrzebni. Ty Luke’owi, a on tobie. 

– On niczego ode mnie nie potrzebuje. I ja nic od niego nie chcę. 

– Mimo to idź. Proszę cię. 

– Wybacz, ale nie mogę. – Odwrócił się gwałtownie i odszedł. 

Meg  bezradnie  opuściła  ręce.  Nie  sądziła,  by  Clint  zmienił  zdanie. 

Ale  a  nuż?  Na  razie  nie  powie  Luke’owi,  że  brat  odrzucił  jego 

background image

propozycję. 

 

Im dłużej Clint  myślał o tym,  co  mu  powiedziała Meg, tym  większa 

złość  go  ogarniała.  Wyobrażał  sobie  Luke’a  odpoczywającego  w 

apartamencie hotelowym, prawdopodobnie w jedwabnym szlafroku przy 

podanej do pokoju wytwornej kolacji. 

Spodziewał  się,  że  Clint  przyjdzie  i  przeprosi  go  za  swoje 

zachowanie. A wtedy, kiedy będzie prosił jego wysokość o wybaczenie, 

Luke  wezwie  fotoreporterów,  by  utrwalili  na  zdjęciach  braci 

trzymających siew serdecznym uścisku. 

Przez cały wieczór Clint nie  myślał o niczym innym. Popsuło mu to 

zabawę  na  festynie.  Nagle  mignęła  mu  w  tłumie  młoda  fotoreporterka. 

Jakże ona miała na imię? Aha, Ansel. 

– Hej, Ansel! – zawołał. 

– Cześć, Clint! – uśmiechnęła się do niego. 

– Jak idzie? 

–  Zrobiłam  masę  fotografii,  ale  pewno  nikt  za  nie  nie  zapłaci,  jeśli 

wiesz, co mam na myśli. 

–  A  więc  nie  zrobiłaś  zdjęcia  nagiego  Bannistera  w  rowie 

irygacyjnym albo dymającego kogoś na tylnym siedzeniu samochodu? 

– Niestety! Intuicja mi mówi, że coś go łączy zjedna z organizatorek 

festiwalu, ale nie udało mi się ich przyłapać. 

– Myślisz o Meg? 

background image

– Nawet jeśli jeszcze nic się nie wydarzyło, to na pewno oboje mają 

na  to  ochotę.  To  jest  jego  ostatnia  noc  w  Chandler  –  westchnęła  –  a 

zarazem moja ostatnia szansa na jakieś bombowe ujęcie. Wydałam masę 

forsy  na  tę  podróż.  Wątpię,  by  zdjęcia,  które  zrobiłam,  choć  w  części 

zdołały pokryć moje wydatki. 

Clint  zaczął  gorączkowo  myśleć.  Widział,  w  jaki  sposób  Meg 

przekonywała  Luke’a,  żeby  nie  wdawał  się  w  bójkę.  Obserwował,  jak 

tańczyli po występie Luke’a. Później przekazała mu wiadomość, że Luke 

chce się z nim zobaczyć. Coś musi między nimi być. Jeśli jednak ta mała 

ich  przyłapie,  może  to  się  dla  Meg  źle  skończyć.  A  Clint  zawsze  lubił 

Meg.  Z  wyjątkiem  tych  momentów,  kiedy  stawała  po  stronie  Luke’a,  a 

najczęściej  tak  było.  gdy  byli  jeszcze  dziećmi.  A  więc  jeśli  jest  na  tyle 

głupia, żeby zadawać się z jego bratem, to być może zasługuje na to, co 

może nastąpić. 

Wyjął z kieszeni karteczkę i wręczył Ansel. 

– Nie wiem, czy masz rację co do Meg i Luke’a, ale jeśli masz, to być 

może to ci się przyda. 

– Co to jest? 

– Dała mi Meg. Numer pokoju Luke’a w hotelu San Marcos. 

 

background image

Rozdział 9 

 

Meg  została  na  festynie  do  końca,  aby  wszystkiego  dopilnować. 

Kiedy  wracała  na  parking,  gdzie  rano  zostawiła  samochód,  myślała  o 

Luke’u  i  Clincie.  Liczyła  na  to,  że  są  razem.  Musiała  zmienić  zdanie, 

gdy zauważyła czerwoną ciężarówkę opuszczającą parking. Wybiegła na 

ulicę,  żeby  zobaczyć,  dokąd  się  skieruje.  Tak  jak  się  obawiała,  Clint 

skręcił  na  szosę  prowadzącą  za  miasto.  Jeśli  był  u  Luke’a,  to  rozmowa 

najwidoczniej się nie kleiła. 

A jeśli w ogóle nie poszedł do hotelu? Meg wyobraziła sobie Luke’a 

cierpliwie  czekającego  w  nadziei,  że  wreszcie  zdoła  porozumieć  się  ze 

swoim  upartym  bratem.  Liczył,  że  Meg  to  jakoś  załatwi,  a  ona  go 

zawiodła. 

Rozejrzała  się  po  opustoszałej  ulicy.  Nikt  nie  zauważy,  dokąd 

pójdzie. Ruszyła w kierunku hotelu. Jeśli spotka kogoś po drodze, może 

powiedzieć, że po coś wraca albo czegoś szuka. 

Poszła przez Arizona Avenue i spojrzała w prawo, tam, gdzie jeszcze 

parę  godzin  temu  na  estradzie  występował  Luke.  Nikogo  nie  było. 

Skręciła w prawo do San Marcos. Wejdzie bocznymi drzwiami, a gdyby 

ktoś  zapytał  ją,  co  tutaj  robi,  powie,  że  chce  się  czegoś  napić  i  trochę 

odpocząć.  Nikt  jednak  o  nic  nie  pytał.  Nie  zauważyła  też  żadnej 

znajomej twarzy. Przeszła przez pełne kwiatów hotelowe patio i skręciła 

w kierunku pokoi. 

background image

Wejdzie  tylko  na  moment,  żeby  opowiedzieć  mu  o  rozmowie  z 

Clintem.  Później  natychmiast  wróci  do  domu.  To  takie  proste.  W 

przeciwnym  razie  Luke byłby  skazany na wielogodzinne wyczekiwanie 

na brata, który być może nigdy się nie pojawi. 

Serce biło jej mocno, gdy wchodziła na zewnętrzne schody. Kogo ona 

chce  oszukać?  Przecież  robi  wszystko,  żeby  znaleźć  się  sam  na  sam  z 

Lukiem. Może to tłumaczyć nie wiadomo jak szlachetnymi pobudkami, 

ale tak naprawdę chodzi jej tylko o to, żeby być z nim, kiedy nikt o tym 

nie wie. 

Weszła  na  czwarte  piętro,  przystając  co  chwilę,  by  sprawdzić,  czy 

nikt  jej nie  obserwuje. Była sama.  Skrzywiła  się z  niesmakiem. Co ona 

tutaj robi? Ryzykuje niepotrzebnie. Nie, nie ma się czego bać. Wszyscy 

są już pogrążeni we śnie. Oczywiście zna parę osób z obsługi hotelowej, 

ale i oni poszli już do domów, a nie czają się po kątach, by ją przyłapać 

na jakichś sekretnych działaniach. 

Zostanie tylko pięć minut, nie więcej. To mogłoby być niebezpieczne. 

Nie  pozwoli  się  pocałować,  bo  będzie  zgubiona.  Ach,  jakżeby  tego 

pragnęła... 

Gdy podeszła pod drzwi, zabrakło jej tchu, a serce waliło jak młotem. 

Zapukała  delikatnie.  Cisza.  Zapukała  trochę  mocniej  i  rozejrzała  się  po 

korytarzu przekonana, że zaraz ktoś się zjawi i zapyta, co tutaj robi. Nic 

takiego nie nastąpiło. I nagle drzwi się otworzyły. Luke przyglądał się jej 

przez  dłuższą  chwilę,  po  czym  otworzył  szerzej  drzwi.  Weszła  bez 

background image

słowa. Szybko zamknął i przekręcił klucz w zamku. 

Obrzuciła  pokój  lękliwym  wzrokiem.  Przez  uchylone  drzwi  do 

sypialni zobaczyła rozścielone łóżko. Zadrżała. Luke wciąż jeszcze miał 

na  sobie  czarną  koszulę  i  dżinsy,  ale  ściągnął  buty,  a  koszulę  rozpiął 

niemal do pasa. 

Dotknęła językiem suchych warg. 

– Clint nie ... – zaczęła. 

–  Do  diabła  z  nim!  –  Luke  ujął  w  dłonie  jej  twarz.  –  Czy  ktoś  cię 

widział? – spytał. 

– Nie. 

– A więc nikt nie wie, że tu jesteś? – dodał z wyraźną ulgą. 

– Nikt. 

– Och, Meg – westchnął i potarł kciukiem jej policzek. 

– Ja tylko chciałam się dowiedzieć, czy był Clint. 

– Dziękuję za zainteresowanie. 

– Muszę już iść. 

– Nie sądzę. – Pochylił się nad nią, rozchylając usta. 

Jeśli  pozwolę,  żeby  mnie  pocałował,  przepadnę,  pomyślała.  Luke 

trzymał  ją  delikatnie,  lecz  zdecydowanie.  Jeden  pocałunek  i  wychodzi. 

To  będzie  ostatni  pocałunek  z  Lukiem  Bannisterem.  Może  sobie  na  to 

pozwolić... I nagle poczuła na ustach gorące wargi Luke’a. 

– Nie odchodź – wyszeptał między pocałunkami. 

Od  początku  nie  miała  najmniejszego  zamiaru  odchodzić. 

background image

Uświadomiła  to  sobie  teraz,  gdy  odwzajemniała  mu  pocałunek,  wtulała 

się w niego, obejmowała jego ramiona. 

– Nikt nie musi wiedzieć – szeptał. – To się nam należy. 

– Wiem tylko, że bardzo cię potrzebuję. 

– Jestem twój, Meg, zawsze byłem. – Popatrzył jej głęboko w oczy. – 

Boże, jaka ty jesteś piękna. – Chwycił ją na ręce i zaniósł do sypialni. 

–  Zaczekaj  chwilę.  –  Pocałował  ją  jeszcze  raz  i  poszedł  do  łazienki. 

Przyniósł prezerwatywy i położył je przy łóżku. 

– Tyś to zaplanował? – Meg zamarła. 

–  Nie,  ale  przeczuwałem,  że  możesz  tak  myśleć.  Mój  agent  nalega, 

żebym zabierał je w każdą podróż. 

– Używasz ich? – Poczuła silne ukłucie zazdrości. 

–  Czasami.  Gdy  czuję  się  szczególnie  samotny,  a  jakaś  dziewczyna 

jest wyjątkowo napalona na Dirka Kennedyego. Skłamałbym mówiąc, że 

nigdy  nie  miałem  przygody  na  jedną  noc,  ale  to  tylko  gra.  One  idą  do 

łóżka z Dirkiem, a ja z ... 

– Z kim, Luke? 

– To nie zawsze jest takie proste. Żadna z nich nie ma identycznego 

koloru włosów i tak samo niepokojących zielonych oczu. 

– A jednak robisz to. 

–  Jestem  tylko  człowiekiem.  –  Luke  ściągnął  jej  żakiet  z  ramion.  – 

Czy uwierzysz, że dokładnie pamiętam wgłębienie twego obojczyka? A 

gdybym dostał kawałek gliny, mógłbym nadać jej kształt twoich piersi. 

background image

– Nie powinieneś mnie zostawiać? 

– Musiałem. – Powolnym ruchem ściągnął z niej podkoszulek. – Czy 

wiesz, że nigdy nie widziałem cię w pełnym świetle?  Ale wyobrażałem 

to sobie. – Rozpiął jej biustonosz i rzucił na podłogę. 

– Widziałeś dziesiątki podobnych kobiet. 

– Ale to nie byłaś ty. – Spojrzał jej głęboko w oczy. 

– Nienawidzę ich. 

–  Nie  myśl  o  tym.  –  Zamknął  ją  w  ramionach.  –  Chcę  się  z  tobą 

kochać przez całą noc. Nie zaśniemy ani na minutę. Wykorzystam każdą 

chwilę,  by  cię  pieścić,  całować,  kochać.  Nie  myślmy  o  tym,  co  potem 

nastąpi. – Musnął wargami jej usta. – Pozwól mi, Meg. Od tak dawna cię 

pragnę. 

–  I  ja  ciebie,  Luke.  –  Meg  szarpnęła  na  nim  koszulę.  –  Marzyłam  o 

tym, żeby się z tobą kochać od dnia, kiedy dowiedziałam się, co kobieta i 

mężczyzna  robią  za  zamkniętymi  drzwiami  sypialni.  Jesteś  jedynym 

mężczyzną, którego kiedykolwiek pragnęłam. 

–  To  nieprawda.  –  Luke  rozpiął  jej  spodnie  i  zsunął  przez  biodra.  – 

Miałaś męża. 

– Na Boga, ile razy się z nim kochałam, myślałam o tobie. 

– Nie mogę znieść myśli, że robiłaś to z innym. 

–  Jak  możesz  tak  mówić?  –  Meg  nerwowo  manipulowała  przy  jego 

pasku. – Spałeś z całą masą kobiet. Jak myślisz, jak ja się czuję, widząc 

cię  na  ekranie  w  łóżku  z  którąś  z  nich?  To  dlatego  nie  oglądałam 

background image

twojego serialu! 

Luke delikatnie pchnął Meg na łóżko. 

–  Chcę,  żebyś  raz  na  zawsze  zapomniała  o  wszystkich  innych 

mężczyznach.  –  Jednym  ruchem  ściągnął  z  niej  figi.  –  Będę cię  kochał 

tak długo i tak gorąco, że ile razy pójdziesz do łóżka z innym, będziesz 

myślała o mnie. 

–  A  ja  będę  żądać  od  ciebie  więcej  niż  jakakolwiek  kobieta 

dotychczas. Dasz mi więcej, niż dałeś wszystkim innym. 

– Żaden mężczyzna nie da ci tego co ja. 

– Przestań. Nie  mogę  znieść  myśli,  że  masz takie doświadczenie, że 

miałeś tyle kobiet. 

– Nie było innych kobiet. One były tylko namiastką ciebie. – Pochylił 

się nad nią. – O Boże, Meg – jęknął, zagłębiając się w nią delikatnie. 

Popatrzyła na niego, szepcząc jego imię. 

–  Kocham  cię.  Zawsze  cię  kochałem  –  wyszeptał  schrypniętym 

głosem. 

– Ja też zawsze cię kochałam. 

– Tak! Tak! Powiedz to jeszcze! Krzycz! Mamy tylko tę noc. 

–  Nie.  –  Meg  wbiła  paznokcie  w  jego  plecy.  –  Mamy  całe  życie. 

Och... och! – krzyknęła, unosząc w górę biodra i przyciskając je z całej 

siły do bioder Luke’a. 

Nikt  nigdy  tak  jej  nie  kochał.  Luke  znał  wszystkie  tajniki  ciała 

kobiety, wiedział, co zrobić, by przeżyła prawdziwe uniesienie. 

background image

–  Jeszcze  nie  –  szepnął,  gdy  była  już  blisko  szczytu  rozkoszy, 

pokrywając jej piersi gorącymi pocałunkami. 

Wreszcie  zwolnił  nieco  rytm.  Bliska  spełnienia,  wykrzyknęła  jego 

imię. 

–  Spokojnie.  Nie  spiesz  się,  kochana.  Spokojnie.  –  Pochylił  głowę  i 

pieścił językiem czubki jej piersi. – Cudowny smak – zachwycił się. 

– Luke, nie wiem, co się ze mną dzieje. Co ty robisz? 

– O to chodzi, maleńka. Im dłużej to trwa, tym gwałtowniejszy będzie 

wybuch. 

– To nie fair. Potrafisz tak dużo, a ja... 

– Tęskniłem za tobą przez te wszystkie lata. Pragnąłem dać ci kiedyś 

wszystko, co mogę. – Kontrolował swoje ruchy z wytrawnością mistrza. 

– Teraz, Luke, proszę! – krzyknęła. – Teraz. 

Ruchy Luke’a stały się szybsze. 

Meg wyprężyła się. Oblała ją fala gorąca, poczuła rozkoszną niemoc, 

jakiej  nie  doznała  nigdy  przedtem.  Ogarnął  ją  następny  przypływ 

podniecenia. 

– Luke, co ty robisz! 

–  Kocham  cię  –  odrzekł,  wnikając  w  nią  głębiej  z  niecierpliwością, 

która  mówiła  jej,  że  teraz  chce  osiągnąć  szczyt  razem  z  nią.  Uniosła 

biodra. A kiedy nastąpił moment, na który oboje czekali, miała wrażenie, 

że  świat  się  zapada,  że  traci  świadomość  i  nigdy  już  nie  wróci  do 

rzeczywistości... 

background image

Luke  trzymał  ją  w  ramionach,  a  ona  delikatnie  głaskała  jego  szyję, 

piersi. 

– Nie przestawaj, proszę. 

– Uwielbiam cię dotykać. Zawsze uwielbiałam. 

– Marzyłem o dotyku twoich rąk... zawsze... wszędzie... marzyłem, że 

dotykasz  mnie  tam,  gdzie  nie  miałaś  odwagi  mnie  dotknąć,  kiedy  się 

spotykaliśmy. 

– A ja marzyłam, że się kochamy. 

– Tak się bałem, żeby cię nie rozczarować. 

– Nigdy w życiu nie byłam tak  zachwycona – zaśmiała się krótko. – 

Nie chcę nawet myśleć, jak się tego wszystkiego nauczyłeś. 

– A więc nie myśl o tym. Po prostu wiedz, że nie kochałem żadnej z 

tych kobiet. Kocham ciebie. 

– To wszystko jest takie skomplikowane – westchnęła. 

– Ale nie tej nocy. Nie zastanawiaj się, co będzie. Wiesz, co mam tu 

w pokoju? 

– Całą masę prezerwatyw. 

– Nie tylko. Mam wannę z biczami wodnymi i wodotryskiem. 

– To brzmi interesująco. 

– Owszem. Co byś powiedziała na szampana? 

– Czemu nie? Jeśli ma to być noc upadku, zacznijmy od razu. 

– Zaczekaj chwilę, znajdę szlafrok. 

– Dla mnie? – zawołała, gdy zniknął w łazience. 

background image

–  Nie,  tobie  nie  jest  potrzebny.  Przez  następne  parę  godzin  masz 

zakaz  wkładania  na  siebie  czegokolwiek,  ale  ktoś  musi  zamówić 

szampana. 

– Poproś o jeden kieliszek, żeby nie wzbudzać podejrzeń. 

–  Dobrze,  choć  na  pewno  nikt  by  się  nie  zdziwił.  W  końcu  jestem 

sławnym  aktorem  z  Hollywood.  Czyżbyś  nie  wiedziała,  że  w  San 

Marcos gościli tacy ludzie jak Clark Gable? 

– I Errol Flynn, i Gloria Swanson. A teraz ty. 

– Nie mogę się z nimi równać, ale mam opinię niezłe– go playboya. 

Mógłbym tu urządzić orgietkę i nikogo by to nie zdziwiło. 

– Jesteś playboyem? 

–  Nie.  –  Luke  podszedł  do  telefonu  i  wykręcił  numer  recepcji.  Meg 

stanęła  przy  nim  i  rozwiązała  szlafrok.  Dotknęła  go.  Przymknął  oczy. 

Zamówił szampana ochrypłym głosem i pociągnął ją na łóżko. 

– Ty czarownico, ty cudowna, rozpustna czarownico – powiedział. – 

Nie zdajesz sobie sprawy, że za chwilę będę musiał otworzyć drzwi? 

– Nie mogłam wytrzymać. 

–  Ja  też  nie.  –  Delikatnie  chwycił  zębami  jej  sutkę.  Jego  ręka 

wędrowała w dół brzucha. Meg jęknęła z podniecenia. 

– Wanna się przeleje. 

– Nie obchodzi mnie to. Rozległo się pukanie do drzwi. 

– Cholerny szampan. Pocałuj  mnie,  Meg. Pocałowała go,  a on  wziął 

ją na ręce i zaniósł do łazienki. Zanurzył w ciepłej, falującej wodzie. 

background image

– Zamoczyłeś rękawy – zauważyła. 

–  Mówiłem  ci,  że  po  takich  facetach  jak  ja  nie  ma  się  czego 

spodziewać. Zachowują się jak dzikusy. 

– Zaczynam się do nich przyzwyczajać. W każdym razie do jednego z 

nich. 

– Zaraz wracam. 

Meg  rozkoszowała  się  kąpielą.  Miała  wrażenie,  że  mogłaby  kochać 

się  z  Lukiem  bez  końca  i  nigdy  nie  miałaby  dość.  Był  jedynym 

mężczyzną,  który  potrafił  rozbudzić  w  niej  takie  pożądanie.  Nic 

dziwnego,  że  kobiety  tak  za  nim  szaleją.  Nic  dziwnego,  że  tak  się 

skończyło  ich  spotkanie  –  w  jego  ramionach,  w  jego  łóżku,  w  jego 

wannie. 

Luke wrócił z butelką szampana i jednym kieliszkiem. Nalał do pełna 

i  podał  Meg.  Piła  drobnymi  łyczkami  perlący  się  płyn.  Luke  odstawił 

butelkę  i  zrzucił  szlafrok.  Stał  przed  nią  nagi,  rozbudzony,  gotowy,  by 

znów ją kochać. Wyciągnęła ku niemu ramiona. 

– Chodź do mnie – powiedziała. 

 

background image

Rozdział 10 

 

Wzrok Luke’a wędrował od zaróżowionej twarzy Meg do piersi lekko 

wynurzających  się  z  wody.  Zielone  oczy  błyszczały  oczekiwaniem,  a 

czerwone, obrzmiałe od pocałunków usta uśmiechały się zachęcająco. 

Nie  mógł  kochać  się  z  nią  w  wannie.  Musiał  być  ostrożny,  chociaż 

pragnął  czegoś  więcej,  niż  mógł  otrzymać.  Z  chęcią  wyrzuciłby 

wszystkie prezerwatywy, chciał mieć świadomość, że Meg może zajść w 

ciążę.  Była  jedyną  kobietą,  która  budziła  w  nim  tęsknotę  za  dziećmi  i 

stabilizacją. 

Głupie  myśli.  Przecież  ona  nie  chce  mieć  teraz  dzieci,  a  może  nie 

chce  ich  w  ogóle.  Zresztą  cóż  byłby  z  niego  za  ojciec.  Tej  nocy  nie 

będzie  ryzykował,  ale  sprawi,  że  Meg  będzie  krzyczeć  i  wić  się  z 

rozkoszy,  a  to  i  jemu  da  satysfakcję.  Wszedł  do  wanny  i  usiadł 

naprzeciw niej. Podała mu kieliszek szampana. Wypił, napawając się tą 

chwilą, która zdawała się urzeczywistnieniem wszystkich jego marzeń. 

– Jeszcze? – spytała Meg. 

–  Później.  –  Postawił  kieliszek  na  brzegu  wanny.  Przyciągnął  ją  do 

siebie, rozchylając jej uda. Woda pieściła je delikatnie. 

– Przyjemnie? – uśmiechnął się. Skinęła głową. Pochylił siei dotknął 

jej ustami. 

– A teraz? 

–  O,  tak  –  westchnęła.  Przymknęła  oczy.  Pieścił  ją  coraz  goręcej. 

background image

Zadrżała, oparła głowę o brzeg wanny, zagryzła wargi. 

Patrzył  na  nią.  Mógł  tak  patrzeć  bez  końca.  Myślał  tylko  o  niej,  o 

tym, by uczynić ją szczęśliwą. Meg była bliska szczytu rozkoszy. 

– Teraz – szepnął – Teraz. 

– Luke! – krzyknęła. – Luke! Jesteś... diabłem! Uśmiechnął się. 

– Nie wiem, co ty ze mną robisz – powiedziała. 

– Opowiedz, co czujesz. 

– Czuję się... czuję się jak rozpustnica. 

– O to mi właśnie chodziło. 

– Myślałam, że będę zażenowana, ale tak nie jest. 

– No i całe szczęście. 

– A co z tobą? – spytała. 

– Jak to co ze mną? 

– Co ty czujesz? 

– Że mógłbym się z tobą kochać przez całe życie. 

– Tutaj, w wodzie? 

– Nie. 

– Dlaczego? 

– Bo tutaj nie mogę się zabezpieczyć. 

– Na pewno wiesz, że są inne sposoby. 

– Zaczęła go pieścić. Powoli tracił nad sobą kontrolę. Nie był pewien, 

co  miała  na  myśli,  ale  nie  wyglądała  na  naiwną.  Nie  było  czasu  na 

udawanie. 

background image

– Myślę, że są – zgodził się. 

– Usiądź tutaj – wskazała brzeg wanny. 

– Ale... – zawahał się. 

–  Zrób  to,  Luke.  Chcę,  żeby  tobie  też  było  dobrze.  Uczynił  to,  o  co 

prosiła.  Dolała  szampana.  Nie  wypiła  go  jednak.  Zanurzyła  palec  w 

perlistym  trunku  i  przeciągnęła  nim  po  czułym  miejscu  Luke’a.  Był 

podniecony. 

– Przyjemnie? – spytała. 

Skinął głową. Chciał, żeby zrobiła to jeszcze raz. I jeszcze. Zadrżał. 

– Meg, ja już nie mogę... – jęknął. 

Nie słuchała. Wiedziała, co robi, podczas gdy on coraz bardziej tracił 

kontrolę.  Ogarnęła  go  fala  niewypowiedzianej  rozkoszy.  Zadrżał, 

znieruchomiał, wykrzyknął w uniesieniu jej imię. 

Potem ześliznął się do wanny i wziął ją w ramiona. 

– To... to było fantastyczne – szepnął. 

– Miałam nadzieję, że tak będzie – ucieszyła się. 

–  Jak  na  kogoś,  kto  narzekał  na  brak  doświadczenia,  wykazałaś 

niezwykłą pomysłowość. Czy kiedykolwiek. .. 

– Z szampanem? Nigdy. Ale to chyba niezły pomysł. 

– O, tak. – Luke pocałował jej usta. – A teraz wracajmy do łóżka. 

– Idziemy spać? 

– Niekoniecznie. 

– Zaniósł ją do sypialni. 

background image

– Jesteś piękna – powiedział, pochylając się nad nią. 

Całował jej usta, ramiona, piersi. Gdy spojrzał w jej oczy, stwierdził, 

że  go  obserwuje.  Wzbudziło  to  w  nim  nową  falę  pożądania.  Założył 

prezerwatywę. Zaczęli poruszać się znanym sobie rytmem. Meg szeptała 

słowa, które rozpalały go jeszcze bardziej. 

Uniósł się nieco i nie wypuszczając jej z  objęć, ostrożnie przewrócił 

się na plecy. Z jej gestów odczytał przyzwolenie. Chwycił ją za pośladki, 

zaczęła delikatnie podnosić się i opadać. 

Poruszała  się  powoli,  a  on  nie  spuszczał  z  niej  oczu.  Mówił  jej,  jak 

bardzo  lubi  na  nią  patrzeć,  i  szeptał  podobne  słowa,  co  ona  jemu, 

opisując każdy szczegół jego ciała. 

Później,  kiedy  leżeli  już  obok  siebie,  pieszcząc  się  delikatnie,  wciąż 

jeszcze niesyci, spytał, co stało się z „aureolą”, którą dał jej na festynie. 

– Mam ją w kieszeni. Zdjęłam, kiedy zdecydowałam się tutaj przyjść. 

–  Daj  –  poprosił.  Zgasił  światło  i  umocował  obręcz  przy  łóżku.  – 

Nigdy  nie  zapomnę  tego  tańca  –  powiedział.  –  Tak  bardzo  cię  wtedy 

pragnąłem. 

– A teraz? 

– Nawet bardziej. 

– Jesteś nienasycony. 

– Masz coś przeciwko temu? 

– Nie. – Meg chętnie poddawała się jego pieszczotom. – Jak widzisz, 

mnie też ciągle za mało. 

background image

Przywarli  do  siebie.  I  znów  zaczęli  się  kochać,  jak  gdyby  nigdy  już 

nie miała się powtórzyć taka noc. 

‘„ Zegar był jej wrogiem. Ile razy zerknęła na tarczę połyskującą znad 

stolika, ogarniała ją złość. Wskazówki zdawały się pędzić z zatrważającą 

szybkością. 

Nigdy  w  życiu  z  nikim  tak  się  nie  kochała,  ale  to,  co  przeżyła  z 

Lukiem,  było  czymś  więcej  niż  tylko  zaspokojeniem  fizycznego 

pożądania. Spędzili cudowne chwile, wspominając przeszłość, śmiali się, 

żartowali,  pili  szampana. Dziwiło ją,  że  nie  była ani  trochę zmęczona  i 

uświadomiła  sobie,  że  miłość  jest  znacznie  silniejszym  środkiem 

pobudzającym niż kofeina. Miłość i rozpacz. Nie usnęła ani na sekundę, 

gdyż  wiedziała,  że  te  chwile  mogą  się  już  nigdy  nie  powtórzyć.  Musi 

nacieszyć się nimi na zapas, kto wie, czy nie na zawsze. 

Postanowiła  wyjść  z  hotelu  o  czwartej,  ale  gdy  zegar  uderzył  cztery 

razy, zawahała się. Wreszcie zaczęła się pomału ubierać, przerywając co 

chwilę  na  jeszcze  jeden  pocałunek,  jeszcze  jedną  pieszczotę,  jeszcze 

jedno  muśnięcie  jego  ust.  W  końcu  musiała  pogodzić  się  z  faktem,  że 

kiedyś  będzie  ten  ostatni  raz.  Luke  ubrał  się,  jak  gdyby  to  mogło  jej 

pomóc. 

Chciała, żeby poprosił, by z nim wyjechała, ale wiedziała, że tego nie 

zrobi. W głębi duszy czuła zresztą, że i tak nic by to nie dało. Jej miejsce 

jest tutaj, a jego tam. 

–  Nie  wiem,  czy  potrafię  to  zrobić  –  odezwała  się  wreszcie, 

background image

podchodząc do drzwi. 

– Na pewno. – Objął ją i pocałował w czoło. 

– Nie wiem, jak zdołam dziś spojrzeć na ciebie. Boję się, że wszystko 

będzie można wyczytać z mojej twarzy. • – Będę ci schodził z drogi. – 

Przytulił ją do siebie. 

–  A  co  dopiero  na  lotnisku.  –  Meg  wpadła  w  panik.  –  Mam  cię 

przecież odwieźć. 

– Może to zrobić kto inny. Choćby Chuck albo Didi. Ktokolwiek. 

– Masz rację. To by było ponad moje siły. 

–  Wiem.  A  ja  prawdopodobnie  nie  byłbym  w  stanie  wejść  do 

samolotu. 

– Och, Luke. Dlaczego nasze życie tak się głupio ułożyło? 

–  Nie  myśl  w  ten  sposób.  –  Potarł  kciukiem  jej  policzek.  – 

Spędziliśmy cudowną noc. Niektórzy przez całe  życie nie doświadczają 

czegoś podobnego. 

– Słaba pociecha. – Meg pociągnęła nosem i otarła oczy. 

– Meg. – Ujął jej twarz w dłonie. – Bądź uczciwa. Może chcesz mnie, 

ale  nie  chcesz  mego  stylu  życia.  Jestem  aktorem,  a  nie  plantatorem 

bawełny. 

– Może... może zrezygnowałabym z polityki. Może... 

– Nie mów tak. 

– Aleja cię kocham! 

–  Masz  w  życiu  dużo  więcej  do  zrobienia  niż  mnie  kochać  – 

background image

powiedział  z  czułością.  –  A  więc  idź  i  rób  to,  co  powinnaś.  Pewnego 

dnia zostaniesz prezydentem. Będę na ciebie głosował. 

– To dopiero początek – uśmiechnęła się blado. 

–  Już  późno.  Meg  –  przerwał  jej.  –  Pospiesz  się.  Na  razie  jeszcze 

nikogo tu nie ma, ale za chwilę zacznie się ruch. 

–  Okay.  –  Pogłaskała  go  po  policzku.  –  Kocham  cię,  Luke’u 

Bannisterze. 

–  I  ja  ciebie  kocham,  Meg  Hennessy.  A  teraz  otwieram  drzwi.  – 

Sięgnął do klamki. 

Meg zaczerpnęła powietrza. 

– Gotowa – oświadczyła. Ścisnęła jego dłoń i szybko się wymknęła. 

Tuż za progiem jednak zatrzymała się jak wryta. Stanęła twarzą w twarz 

z młodą fotoreporterką. Trzasnął flesz. Raz, drugi, trzeci. 

– Meg? – usłyszała za sobą głos Luke’a. 

Dziewczyna  przykucnęła,  cofnęła  się  o  krok  i  skierowała  aparat  na 

Luke’a.  Miał  na  sobie  tylko  dżinsy.  Zaklął  i  rzucił  się,  by  wyrwać  jej 

aparat. 

Dziewczyna zasłoniła się ramieniem. 

– Tylko mnie dotknij, a pożałujesz! 

– Do diabła! Oddaj ten aparat! 

Meg chwyciła go za ramię. 

– Nie, zostaw ją! Jeszcze ktoś usłyszy, a wtedy będzie jeszcze gorzej. 

– Zaskarżę hotel. Mieli nikomu nie podawać numeru pokoju. 

background image

–  Mylisz  się  –  roześmiała  się  fotoreporterką.  –  Twój  brat  mi 

powiedział. Najwidoczniej nie obchodzi go, co się z tobą stanie. 

–  Mój  brat?  –  Luke  gwałtownie  odwrócił  się  do  Meg.  –  Co  ja 

najlepszego  zrobiłem?  Poprosiłem  cię,  żebyś  mu  dała  numer  pokoju,  a 

on mnie zdradził. 

–  Przyszłam  tu  z  własnej  woli,  Luke  –  powiedziała  Meg.  –  I  sama 

sobie  jestem  winna  Jeśli  teraz  spokojnie  stąd  wyjdę,  może  ta  kobieta 

mnie  nie  zdradzi.  Ma,  co  chciała.  Jeśli  uda  nam  sieją  przekonać,  żeby 

trzymała  język  za  zębami  tylko  dzisiaj,  festiwal  szczęśliwie  dobiegnie 

końca. 

–  Z  nikim  nie  zamierzam  rozmawiać  –  oświadcz)  u  dziewczyna.  – 

Mówiąc szczerze, natychmiast wracam do Los Angeles, żeby opchnąć te 

zdjęcia. Jeśli dostaniesz rolę, będą warte o wiele więcej. 

– Ty dziwko. Odwołam zdjęcia próbne. 

–  Nie  zrobisz  tego.  –  Meg  popatrzyła  mu  prosto  w  twarz.  –  Może 

wszystko  jakoś  się  rozejdzie  po  kościach.  Może  nikt  nie  zechce  tych 

zdjęć. Chyba nie są aż tak atrakcyjne. Ale jeśli odwołasz zdjęcia próbne, 

nigdy ci tego nie wybaczę. Nigdy. 

– Lepiej już idź, Meg – powiedział Luke. – A ty spływaj ! – zwrócił 

się do fotoreporterki. – Już cię tu nie ma! 

Meg popatrzyła na niego po raz ostatni i ruszyła w kierunku schodów. 

Serce  jej  waliło,  czuła  ucisk  w  gardle.  Może  to  wszystko  dobrze  się 

skończy, pocieszała się. Może  zdjęcia nigdy sienie ukażą, a jeśli nawet, 

background image

może nikt ich nie zobaczy, w każdym razie do czasu wyborów do Izby. 

Może ta dziewczyna w pośpiechu sfuszerowała robotę. 

Gdy tylko opuściła hotel, zaczęła biec. Błyskawicznie znalazła się na 

parkingu.  Dopadła  do  samochodu  i  wyjęła  kluczyki.  Ręce  jej  drżały.  Z 

trudem trafiła w stacyjkę. Dopiero w domu rozpłakała się głośno. 

 

Luke  obserwował  ją  przez  okno,  dopóki  nie  upewnił  się,  że 

dziewczyna  za  nią  nie  idzie.  Zacisnął  pięści  z  wściekłości.  Zrujnował 

przyszłość  Meg.  Nigdy  sobie  tego  nie  wybaczy.  Gdyby  rezygnacja  ze 

zdjęć  próbnych  mogła  w  czymkolwiek  pomóc,  nie  wahałby  się  ani 

chwili.  Wiedział  jednak,  że  byłby to  tylko  nic nie znaczący gest.  Ansel 

Wiggins sprzeda swoje zdjęcia i tak, niezależnie od tego, czy on zagra w 

filmie fabularnym, czy pozostanie gwiazdą serialu. Różnica będzie tylko 

w cenie. 

Zastanowił  się  nad  tym,  co  się  stało.  Nigdy  by  nie  przypuszczał,  że 

jego  brat  zechce  zranić  go  aż  tak  bardzo.  Pomylił  się  co  do  niego.  Nie 

ocenił  właściwie  jego  gniewu,  zazdrości  i  –  niedojrzałości.  Podając 

Wiggins  numer  pokoju  Luke’a,  zachował  się  podle,  małodusznie,  ale 

przede wszystkim dziecinnie. 

I  w  tym  właśnie  tkwi  problem.  Clint  nigdy  tak  naprawdę  nie 

wydoroślał.  Co  gorsza,  nikt  tego  od  niego  nie  żądał.  W  szkole  zawsze 

krył  go  Luke,  a  potem  opiekę  nad  nim  roztaczał  ojciec.  Teraz,  gdy 

zabrakło ich obu, Clint zaniedbuje plantację, spędzając czas z kumplami 

background image

i rozbijając się czerwoną ciężarówką. 

Luke wszedł do sypialni. Wyciągnął podkoszulek i buty. Tym razem 

Clint posunął się za daleko. Żarty się skończyły. 

 

background image

Rozdział 11 

 

Luke  zabrał  się  do  Clinta  ciężarówką,  którą  dostarczano  towar  na 

pobliską  farmę.  Potem  musiał  jeszcze  przejść  około  kilometra.  Był  w 

podłym  nastroju.  Widok  zaniedbanego  domostwa  jeszcze  bardziej  go 

rozdrażnił. Było mu wstyd. Clint nie zasługuje na farmę, jeśli nie potrafi 

o nią zadbać. 

Wszedł  jak  zawsze  kuchennymi  drzwiami.  Nie  przypominał  sobie, 

kiedy  ostatni  raz  wchodził  frontowymi.  Nie  były  zamknięte  na  klucz. 

Nigdy tego nie robili. 

– Clint! – zawołał. 

Nie  czekał  na  odpowiedź.  Może  Clint  jest  w  łóżku  z  Debbie.  Nie 

obchodziło go to. Wpadł jak burza do sypialni, która kiedyś należała do 

rodziców. 

Clint  leżał  w  małżeńskim  łożu.  Wciąż  miał  na  sobie  dżinsy  i 

podkoszulek. Usiadł i przetarł oczy. 

– Boże, moja głowa – jęknął. 

– Wyskakuj z łóżka, braciszku – polecił Luke. 

– Co, u diabła... – Clint wpatrywał się w brata, jakby nie pojmował, 

co do niego mówi. Nagle twarz mu się rozjaśniła. – Przyłapała was, co? 

Myślę, że to... 

– Wyskakuj albo cię wyciągnę. 

–  Chcesz  się  bić,  braciszku?  –  Clint  przybrał  słodki  ton.  –  A  może 

background image

wciąż się boisz o swoją śliczną buźkę? 

– Chcę, żebyś mi odpowiedział na parę pytań. – Luke dyszał ciężko. – 

Jakim cholernym prawem naraziłeś na szwank karierę Meg? 

–  Nikt  jej  nie  kazał  iść  do  ciebie.  –  Clint  usunął  się  w  bok,  zajął 

pozycję  wyjściową.  Luke  zrobił  to  samo.  Przećwiczyli  to  przez  lata  w 

dziesiątkach bójek. 

– Nikt by o tym nie wiedział. 

–  Właśnie.  Dlatego  postanowiłem  wykorzystać  okazję.  Maleńki 

rewanż za to, jak mnie załatwiłeś. 

–  Załatwiłem  cię?  –  Luke  obserwował  bacznie  ręce  Clinta,  czekając 

na  jego  pierwszy  ruch.  –  Kto  stawał  w  twojej  obronie  przy  każdej 

okazji? Kto cię krył, kiedy okradłeś sklep? Kto wyjechał, zostawiając ci 

całą farmę? 

– A może ja wcale nie chcę być farmerem? 

– Wygląd domu na to wskazuje. Chętnie odkupię plantację. 

– Akurat. 

– A  niby  dlaczego  nie?  Czyż nie o  to  ci  chodzi?  O  górę pieniędzy i 

zero odpowiedzialności? Czyż nie to właśnie mam twoim zdaniem? 

– Pewno. Prężysz się przez cały dzień przed kamerami, podczas gdy 

ja tu haruję. 

–  A  więc  daj  sobie  spokój.  Lepiej  zajmę  się  tym  wszystkim, 

mieszkając w Los Angeles, niż ty, siedząc tutaj. 

–  Wolne  żarty.  Jesteś  teraz  miastowym  facetem.  Nie  odróżniasz  już 

background image

bawełny od zwykłej waty. 

Luke miał się na baczności. Za chwilę się zacznie. Nie uśmiechała mu 

się bójka, ale Clint najwyraźniej tego właśnie potrzebował. 

– Odróżniam, ty idioto, odróżniam, niech cię o to głowa nie boli. 

– Chcesz walczyć czy znowu dasz nogę, tak jak wczoraj? Co będzie z 

twoją śliczną buźką? 

–  Zaraz  się  przekonamy.  –  Krążyli  wokół  siebie,  szykując  się  do 

walki. 

– Czyżby? To dobra wiadomość. Nie mogę się wprost doczekać, żeby 

wytłuc z ciebie całe to gówno. 

Zaatakował.  Luke  cofnął  się  lekko  i  wymierzył  mu  cios  w  szczękę, 

ale  Clint  zręcznie  się  uchylił.  Jego  lewa  pięść  wylądowała  na  brodzie 

brata. Luke przygryzł sobie język i poczuł, że krwawi. 

–  Lepiej  się  poddaj.  –  Clint  tańczył  przed  nim  na  ugiętych  nogach 

niczym bokser na ringu. – Następnym razem złamię ci nos. 

Luke rzucił się na brata. Upadli na podłogę, tarzając się od ściany do 

ściany. Luke uderzył głową o nogę stołu, ale udało mu się jeszcze rozbić 

Clintowi  nos.  Triumfował  przez  chwilę,  widząc  krew  na  twarzy  brata, 

ale  już  w  następnej  sekundzie  poczuł,  że  krwawi  mu  warga.  Clint  nie 

pozostał dłużny. 

Mocowali  się  tak,  sapiąc  i  dysząc  ciężko.  Wreszcie  oderwali  się  od 

siebie. Wstali. I znów zajęli pozycje wyjściowe. 

– Ledwo stoisz. Poddaj się – zaproponował Luke. 

background image

– Ani myślę. – Clint zamierzył się do ciosu, ale brat uskoczył w bok. 

Straciwszy równowagę, Clint wyrżnął w ścianę z taką siłą, że na podłogę 

spadł obraz. Przez moment był zupełnie zamroczony. 

– Uważaj, co robisz – ostrzegł go Luke. 

–  Ty  uważaj.  Ja  jestem  zbyt  zajęty.  –  Chwycił  Luke’a  wpół  i 

przewrócił na ziemię, przykrywając go sobą. 

Luke usiłował się wyswobodzić, ale był unieruchomiony. 

– Złaź ze mnie – warknął. 

– Teraz nie. Mam przewagę. 

Ostatkiem  sił  Luke  zdołał  przetoczyć  się  na  bok,  potem  na  brzuch. 

Teraz Clint znalazł się pod spodem. 

– Do cholery – zaklął, usiłując się wydostać. – To ciężka praca. 

Luke mimo woli zachichotał. 

– Śmiejesz się czy krztusisz krwią? – spytał Clint. 

– Jedno i drugie. 

– Masz dość? 

– A ty? 

– Może. 

Luke  przewrócił  się  na  plecy  i  spojrzał  w  sufit.  Po  chwili  odwrócił 

głowę i popatrzył na Clinta. 

– Koszmarnie wyglądasz – zauważył. 

– Tobie  też nic nie brakuje – odwzajemnił się  Clint. –  Po cholerę to 

robiłeś? Będziesz posiniaczony jak diabli. 

background image

– To był jedyny sposób, żebyś zwrócił na mnie uwagę. 

– Nie będziesz mógł grać w tej twojej mydlanej operze przez Bóg wie 

ile dni... 

– Gorzej. Jutro mam zdjęcia próbne do filmu. 

–  – Dureń z ciebie. Nie jestem tego wart – odparł Clint z błyskiem w 

oku. 

– A ja myślę, że jesteś. 

Clint zamknął oczy. 

– A niech to szlag – wyszeptał. – Było bardzo kiepsko, gdy ta Ansel 

was nakryła? 

–  Cóż,  mogło  być  gorzej.  Szczęśliwie  mieliśmy  już  coś  niecoś  na 

sobie. 

– Pogadam z nią. Może uda mi się kupić te zdjęcia. 

– Za późno. Jest już w drodze do Los Angeles. Razem z filmem. 

– Cholera. Co mógłbym zrobić? 

– Mam wrażenie, że już ci przeszło. Skąd ta nagła zmiana? – zdziwił 

się Luke. 

Clint chciał się uśmiechnąć, ale zrobił tylko jakiś niewyraźny grymas. 

Za  bardzo  bolał  go  policzek  –  To  dlatego,  że  bardziej  zależało  ci  na 

wbiciu  mi  trochę  rozumu  do  głowy  niż  na  własnej  twarzy.  Oto  stary 

Luke, pomyślałem sobie. Taki, jakiego pamiętam. 

– Nigdy się nie zmieniłem. 

–  Ja  widziałem  to  inaczej.  Dziesięć  lat  temu  zabrałeś  się  stąd  i 

background image

przestałem cię obchodzić. 

–  Nie  uciekłem  od  ciebie,  tylko  od  naszego  starego.  Nie  mogłem 

znieść,  że  wszystkie  swoje  żale  wyładowywał  na  mnie,  a  z  tobą  się 

pieścił. 

– Pieścił? Harowałem jak wół! 

– Zgoda. Może to niewłaściwe słowo. Ale ciebie nie bił. Mnie mogło 

się  to  wtedy  wydawać  pieszczotą.  Nienawidziłem  go,  a  tobie 

zazdrościłem. Wciąż jeszcze słabo mi się robi na samą myśl o nim. 

–  Właściwie  wiedziałem  o  tym.  Nie  byłem  nawet  specjalnie 

zaskoczony, że nie przyjechałeś na pogrzeb. Choć oczywiście chciałem, 

żebyś przyjechał. 

– Ja też chciałem. – Luke odgarnął włosy z czoła. – Dziwne, ale mam 

wrażenie, że gdyby to było teraz, to przyjechałbym. 

– Jak to? 

Luke nie odpowiedział. Dotknął językiem rozciętej wargi. Przydałby 

się  kawałek  lodu,  ale  czy  to  wystarczy?  Jak  się  pokaże  na  zdjęciach 

próbnych z taką twarzą? 

–  Po  prostu  bym  przyjechał  –  powiedział  po  chwili.  Clint 

przypatrywał mu się bacznie. 

–  To  Meg,  prawda?  Zeszliście  się  z  powrotem.  Luke  powoli  skinął 

głową. 

– I co teraz? Wrócisz? 

–  Nie.  Lubię  swoją  pracę,  a  jej  nie  chcę  przeszkadzać  w  karierze 

background image

politycznej. 

– Jeśli to  ma być szlachetna mowa  o samopoświęceniu, nie obejdzie 

się bez kawy. 

Luke’a rozbawiła ta uwaga. Poszedł za bratem do kuchni. Tył głowy 

bolał go jak diabli. 

– Masz trochę lodu? – spytał. 

– Być może. – Clint wskazał na starą lodówkę. – Ta cholera wciąż się 

psuje. 

Luke znalazł w zamrażalniku pojemnik do połowy wypełniony lodem 

i parę starych hamburgerów. Wyjął lód. 

– Fatalnie to wszystko wygląda – zauważył. 

– Wiem. 

–  Naprawdę  tak  krucho  z  pieniędzmi?  –  Przyłożył  –  lód  do  rozbitej 

wargi,  resztę  podał  Clintowi.  Też  mu  się  przyda.  Policzek  puchł  w 

oczach. 

– Cóż, czasy są ciężkie. 

– Możesz sprzedać farmę. 

– Tobie? 

– Nie. Nie mówiłem tego poważnie. 

– Szkoda. Mówiąc szczerze, chciałbym, żebyś wziął swoją połowę z 

powrotem. 

– Czemu? 

– Miałbym kogoś, kto dbałby o to miejsce, z kim mógłbym pogadać, 

background image

kto pomógłby mi podjąć decyzję. 

Luke  słuchał  brata  ze  zdziwieniem.  Myślał,  że  Clint  będzie 

zadowolony,  że  jest  jedynym  właścicielem  farmy.  Tymczasem  uznał 

prezent od brata za widomy znak, że ten nie chce mieć nic wspólnego ani 

z farmą, ani z nim. 

–  Zgoda,  to  kiepski  pomysł  –  stwierdził  Clint  po  chwili.  –  Ty  nie 

chcesz zajmować się farmą, a ja... 

– Nie, to dobry pomysł. Wezmę z powrotem swoją część. 

– Naprawdę? Mówisz poważnie? – Popatrzył na brata z radością. 

–  Oczywiście.  Tyle  że  większość  spraw  będziemy  musieli  załatwiać 

telefonicznie.  Wiem,  jak  bardzo  nienawidzisz  tych  wszystkich  ludzi, 

którzy tu za mną ściągnęli. 

– Żaden problem. – Clint wzruszył ramionami. 

– Zgoda, chociaż nigdy niczego razem nie zrobimy. 

–  Mam  pomysł.  Możesz  przyjeżdżać  w  przebraniu.  W  końcu  jesteś 

aktorem,  prawda?  Przykleisz  wąsy,  włożysz  poduszkę  pod  koszulę,  na 

nos okulary. 

– Kto wie,  może to  i niezły pomysł.  – Luke wybiegł  już  myślami w 

przyszłość. Jeśli będzie mógł odwiedzać Clinta, to być może i Meg. Ale 

nie, nie ma sensu robić jej nadziei. Nie powinien nawet o tym myśleć. A 

jednak...  Zobaczymy.  Na  razie  musi  się  zastanowić,  jak  wybrnąć  z 

zaistniałej sytuacji. 

– A  więc  załatwione.  – Clint wyciągnął rękę do brata.  – Jesteś teraz 

background image

współwłaścicielem farmy Bannisterów. 

Uścisnęli  sobie  dłonie.  Na  moment  ich  spojrzenia  się  spotkały. 

Wreszcie  Luke  opuścił  rękę,  zanim  którykolwiek  z  nich  poczuł  się 

zakłopotany.  Rozejrzał  się  po  kuchni.  Zlew  był  wypełniony  brudnymi 

naczyniami. Wokół walały się puszki po piwie. 

– Pierwszą rzeczą, jaką razem zrobimy, będzie uporządkowanie tego 

miejsca – zaproponował. – Naprawdę wypiłeś całe to piwo? 

– Chyba tak. 

– Chcesz skończyć jak nasz stary? 

–  Myślałem  o  tym.  –  Clint  westchnął  i  umknął  wzrokiem  w  bok.  – 

Zwłaszcza po tym, co powiedziałem Debbie w piątek wieczorem. Nigdy 

bym jej tak nie potraktował, gdybym nie był wlany. 

– Też tak myślę. 

– Wczoraj ją przeprosiłem. Nie wiem, czy to cokolwiek zmieni. 

– Bądź dobrej myśli. 

– Ale później znów się zalałem i załatwiłem ciebie i Meg. 

– Racja. 

– Chyba muszę na jakiś czas przystopować. 

– Zgadza się. 

– I tak nie sprawia mi to już przyjemności. – Clint zamyślił się. – A 

co byś powiedział na śniadanie? Jestem cholernie dobrym kucharzem. 

– Chwała Bogu, że choć jeden z nas potrafi gotować. –  Luke poczuł 

ulgę.  Wiedział,  że  Clint  ma  silną  wolę.  Jeśli  postanowił,  że  przestanie 

background image

pić, zrobi to. 

–  Zaparzę  kawy  –  zaproponował  Luke.  –  W  czasie  śniadania 

zastanowimy się, jak pomóc Meg. 

– Zgoda. 

– Będzie jak za dawnych lat. 

– Jak za dawnych lat – uśmiechnął się Clint. 

 

Meg wypiła dwie kawy, odświeżyła się, wypuściła psa i o dziewiątej 

wyruszyła z domu. Impreza zaczynała się o dziesiątej, ale organizatorzy 

musieli  być  na  miejscu  wcześniej.  Nie  miała  ochoty  iść,  wolałaby 

czyścić schody szczoteczką do zębów, ale nie miała wyjścia. Może uda 

jej się trzymać z dala od wścibskiej Didi. 

Oczywiście  głos  Didi  był  pierwszym,  który  usłyszała  w  swoim 

walkie-talkie.  Zniknęło  gdzieś  pudło  z  programami  festynu.  Meg  nie 

pozostało  nic  innego  jak  udać  się  do  stoiska  informacyjnego. 

Postanowiła,  że  tak  czy  inaczej  przez  cały  czas  nie  zdejmie  ciemnych 

okularów. 

W informacji czekała zdenerwowana Didi. 

– Dzień dobry – zawołała do niej, wyskakując z bryczki. 

– Witaj. Co się stało? 

– Nic, dlaczego? – Meg uśmiechnęła się z najwyższym wysiłkiem. – 

Szukałaś w tym zielonym pudle? – spytała. – Chyba tam je widziałam. 

–  Jak  ty  wyglądasz?!  –  wykrzyknęła  Didi.  Meg  spojrzała  na  swoje 

background image

dżinsy i podkoszulek. 

– Jestem ubrana tak samo jak ty. 

– Nie chodzi mi o ubiór. Twoja twarz! Wyglądasz jak nieboszczyk. 

– Miałam nadzieję, że nikt się nie zorientuje – wyjąkała. 

–  W  czym?  –  Didi  zmartwiała.  –  O  Boże.  –  Didi  wskoczyła  do 

bryczki.  – Wsiadaj  – zawołała do Meg.  Odjechała kilkadziesiąt  metrów 

za pawilon. – A teraz mów. Co się stało? 

–  Coś  najgorszego.  –  Meg  zdjęła  okulary  i  przetarła  oczy. 

Opowiedziała  Didi  pokrótce  przebieg  wydarzeń,  nie  wdając  się  w 

szczegóły. Gdy skończyła, przyjaciółka objęła ją za szyję. 

–  Nie  rób  sobie  wyrzutów  –  tłumaczyła.  –  Wątpię,  by  jakakolwiek 

kobieta  zachowała  się  inaczej  w  podobnych  okolicznościach.  I  nikt  nic 

nie będzie wiedział, z wyjątkiem tego padalca Clinta Bannistera. Chętnie 

skręciłabym mu kark. 

–  Jeśli  sprawa  się  wyda,  mogę  się  pożegnać  ze  stanowiskiem 

przewodniczącej  Izby  –  chlipnęła  Meg.  –  I  z  moimi  planami 

kandydowania do Kongresu. 

– Może nie będzie tak źle – pocieszyła ją Didi. 

– Wiesz, jak to jest. – Meg potrząsnęła głową. – Takie rzeczy zawsze 

wychodzą  na  jaw,  i  to  na  ogół  w  najmniej  odpowiednim  momencie. 

Jestem  pewna,  że  ta  dziewczyna  sprzeda  zdjęcia.  Jeśli  Luke  dostanie 

rolę,  –  będą  warte  jeszcze  więcej.  Mam  tylko  nadzieję,  że  mieszkańcy 

Chandler  ich  nie  zobaczą,  w  każdym  razie  do  czasu  wyborów.  – 

background image

Pociągnęła nosem. – Oczywiście mogą mnie wyrzucić potem. To byłoby 

jeszcze gorsze. Może powinnam w ogóle zrezygnować. 

–  W  żadnym  wypadku.  Potrzebujemy  cię  na  tym  stanowisku  i  nie 

możemy dopuścić, by jedna błaha sprawa... 

– Jedna poważna sprawa, Didi. 

–  W  porządku,  by  jedna  poważna  sprawa  powstrzymała  cię  przed 

kandydowaniem. A teraz musisz ogłosić, że męczy cię alergia, i dlatego 

tak okropnie wyglądasz. 

– Nigdy nie miałam alergii. 

–  A  teraz  masz.  To  się  zdarza.  I  druga  sprawa.  Porozmawiaj  z 

Lukiem,  zanim  wyjedzie, i spytaj,  czy  może wstrzymać publikację tych 

zdjęć.  Na  pewno  ma  jakieś  znajomości  w  Los  Angeles,  a  nawet  w 

Nowym  Jorku.  Może,  jeśli  zgodzi  się  na  jakiś  specjalny  wywiad  albo 

będzie pozował komuś na rozkładówkę... 

– Didi! Nie mogę go o to prosić! 

– To ja to zrobię! 

– Nie!  Porozmawiam  z nim.  Obiecuję. –  Meg  była przerażona  samą 

myślą o ponownej rozmowie z Lukiem, ale wiedziała, że Didi ma rację. 

Może  Luke  zdoła  coś  zrobić,  oczywiście  coś,  co  nie  uwłaczałoby  jego 

honorowi. 

–  A  więc  załatwione.  I  trzecia  sprawa.  Z  wyjątkiem  tej  jednej 

rozmowy  trzymaj  się  z  dala  od  Luke’a  Bannistera.  Chyba  że  chcesz 

zmienić  wszystkie  swoje  plany  życiowe.  –  Didi  bacznie  przyjrzała  się 

background image

Meg. 

– Nie. 

– Zrozumiałabym. 

–  Myślałam  o  tym  bez  przerwy  od  chwili,  kiedy  rozstaliśmy  się,  i 

zawsze  dochodziłam  do  tego  samego  wniosku.  Polityka  fascynowała 

mnie od  szkolnych  czasów. To moje  powołanie, Didi, nigdy bym  sobie 

nie wybaczyła, gdybym z niej zrezygnowała. 

– Zatem nie możesz zrezygnować. 

–  Poza  tym,  Luke  straciłby  dla  mnie  szacunek,  gdybym  wszystko 

rzuciła i wyjechała  z nim do  Los  Angeles. Jedną z cech, którą we mnie 

podziwia, jest wierność sprawom, w które wierzę. Szanuje mnie za to, że 

chcę się  zająć polityką.  Nie byłabym  tą  osobą, którą kocha,  gdybym  ze 

wszystkiego zrezygnowała. 

– A co z nim? Wróci tutaj? 

Meg potrząsnęła głową. 

– Nawet bym tego  nie chciała. Jest  tak  zafascynowany  tym,  co robi. 

Byłoby zbrodnią zrobić z niego z powrotem chłopaka z farmy. 

– Masz rację – westchnęła Didi. – Gotowa? 

– Tak. 

–  A  więc  poszukajmy  tych  folderów.  Myślę,  że  Luke  nie  zjawi  się 

przed dziesiątą. 

 

background image

Rozdział 12 

 

Parę minut po dziesiątej  Meg  podjechała  do zwierzyńca, gdzie  Luke 

miał pozować do zdjęć ze strusiem. Usiłowała zachować spokój, ale nie 

bardzo  jej  się  to  udawało.  Jak  mogła  być  opanowana,  skoro  za  chwilę 

miała  stanąć  twarzą  w  twarz  z  mężczyzną,  z  którym  kochała  się  przez 

całą noc i którego prawdopodobnie już nigdy nie zobaczy? 

Luke  rozdawał  autografy.  Stał  tyłem  do  niej.  Miał  na  sobie  obcisłe 

błękitne  dżinsy,  białą  koszulę  i  kapelusz  kowbojski.  Oczy  zaszły  jej 

łzami, gdy z czułością pochyli! się ku małej dziewczynce. Zawsze lubił 

dzieci.  Zapomniała  o  tym.  Dawno  temu  marzyła,  żeby  mieć  z  nim 

dziecko. 

Kiedy  odwrócił  się  do  niej,  zmartwiała,  Dolna  warga  opuchnięta, 

prawe  oko  na  wpół  zamknięte  i  obrzmiałe,  wzdłuż  policzka  głębokie 

zadrapanie. 

– Luke, na Boga! Co się stało? 

– Szkoda, że nie widzisz tego drugiego – usiłował się uśmiechnąć. 

– Biłeś się z Clintem, co? 

–  Tak  naprawdę,  to  ja  go  biłem.  I  zwyciężyłem  –  powiedział  Clint, 

który właśnie nadszedł z dwoma kubkami coli. – Chcesz? – spytał. 

–  Nie,  dziękuję.  –  Meg  patrzyła  ze  zdumieniem  na  braci. 

Zachowywali się jak najlepsi przyjaciele. 

– To ja wypiję. Albo potrzymam chwilę przy policzku. Dobrze mi to 

background image

zrobi. 

– Sama nie wiem, który z was gorzej wygląda. 

– On – odpowiedzieli  równocześnie,  wskazując  jeden na drugiego.  I 

roześmiali się jak na komendę. 

Meg była kompletnie zbita z tropu. Nigdy nie zrozumie mężczyzn. 

–  Cóż,  pewno  jesteście  z  siebie  bardzo  dumni  –  zauważyła.  – 

Zwłaszcza ty, Luke. A co ze zdjęciami próbnymi? 

– Może odegram scenę walki albo tuż po walce. 

– Nie wydajesz się specjalnie przejęty. 

– Bo nie jestem. 

– Bo nie jest – potwierdził Clint. – Nawiasem mówiąc, powinnaś być 

dla  niego  trochę  milsza,  Meg.  To  dla  ciebie  narażał  swoją  buźkę  – 

zachichotał. 

– Mam nadzieję, że to nieprawda – zawahała się Meg. 

– Nie – mrugnął do niej Luke. – Potrzebowałem tego. Czuje się teraz 

o wiele lepiej. 

–  Świetnie.  Po  prostu  świetnie.  A  ja  myślałam,  że  wreszcie 

wydorośleliście. Co to wszystko ma znaczyć? 

Luke zerknął na Clinta. 

– Skąd my to znamy? – roześmiał się. 

– Coś mi się zdaje, że już to parę razy słyszałem. I zawsze robi przy 

tym taką ważną minę, prawda? 

– Przestańcie wreszcie – zirytowała się Meg. 

background image

–  Już  dobrze,  nie  martw  się  –  uspokoił  ją  Luke.  –  Mogą  zmienić 

termin  tych  zdjęć,  jeśli  naprawdę  im  na  mnie  zależy.  A  poza  tym, 

charakteryzatorka potrafi zdziałać cuda. 

– Mam nadzieję – westchnęła Meg. 

– Wszystko będzie dobrze. 

–  Słuchaj,  rozmawiałam  z  Didi  –  powiedziała,  przypominając  sobie 

nagle,  po  co  przyszła.  –  Pytała,  czy  możesz  jakoś  nakłonić  tę 

fotoreporterkę, żeby nie publikowała zdjęć. 

– Spróbuję. 

–  A  jeśli  to  się  nie  uda  –  włączył  się  Clint  –  i  zdjęcia  się  ukażą, 

załatwię ze znajomym kolporterem, żeby zatrzymał te czasopisma aż do 

czasu wyborów. Nikt ich tutaj nie zobaczy. 

– A potem i tak mnie wyrzucą. 

– Nie sądzę, Meg. – Luke potrząsnął głową. – Cieszysz się w mieście 

dużym poparciem. 

–  Nie  martw  się.  –  Clint  objął  ją  i  potrząsnął  delikatnie.  –  Jakoś  to 

załatwimy.  Pamiętasz  byka?  Czyż  nie  uratowaliśmy  się  przed 

nacierającym bykiem? 

– A pamiętacie,  jak znaleźliśmy tę na wpół  martwą kurę i ... –  Luke 

przerwał, bo dwie nastolatki poprosiły go o autograf. 

– Lepiej już pójdę – powiedziała Meg. 

– Zaczekaj. – Podpisał i ustawił się z dziewczętami do zdjęcia na tle 

strusia. 

background image

– Co się stało z twoją twarzą? – spytała jedna z nastolatek. 

–  To  te  drzwi  wahadłowe  –  wyjaśnił  Luke.  –  On  wchodził,  ja 

wychodziłem. 

– Tak, uważajcie na te drzwi. I wam może się coś takiego przytrafić – 

dodał Clint. 

Meg  uśmiechnęła  się.  Niezależnie  od  tego,  co  będzie,  Luke  i  Clint 

znów są braćmi. I to ona się do tego przyczyniła, choć w dość pokrętny 

sposób.  Kątem  oka  dostrzegła  następną  grupkę  łowców  autografów. 

Zresztą i tak nie  może stać  tu  w nieskończoność.  Jeszcze  ludzie  zaczną 

gadać. 

– Naprawdę już muszę iść – oznajmiła. 

– Zadzwonię do ciebie – powiedział Luke. 

– Nie wiem, czy to dobry pomysł. Myślę, że rozmowa telefoniczna... 

to znaczy... 

– Masz rację. To kiepski pomysł – przyznał. 

– Chciałabym wiedzieć, czy dostałeś tę rolę. 

– Clint ci powie. Dam mu znać. 

– Okay. 

– Pożegnaj ode mnie Apacza. 

– Na pewno. 

– Uważaj na siebie. 

–  Ty  też.  –  Patrzyła  na  niego,  dopóki  łzy  nie  napłynęły  jej  do  oczu. 

Odwróciła się i odeszła pospiesznie, nie oglądając się za siebie. 

background image

 

Czas  do  godziny  czwartej  po  południu,  kiedy  to  odlatywał  samolot 

Luke’a, był dla Meg istną męczarnią. Bez przerwy o nim myślała i kilka 

razy musiała sobie przypominać, dlaczego nie powinna odprowadzać go 

na  lotnisko.  Ilekroć  łzy  napływały  jej  do  oczu,  uciekała  się  do 

podsuniętego  jej  przez  Didi  wyjaśnienia.  Po  prostu  miała  katar 

alergiczny. 

Wreszcie Luke wyjechał. Festiwal trwał, odbywały się wyścigi strusi, 

muzyka  grała,  sprzedawcy  starali  się  za  wszelką  cenę  pozbyć  reszty 

towarów,  ale  Meg  cała  ta  impreza  wydała  się  teraz  pusta  i  bez  życia. 

Nagle  ogarnęło  ją  zmęczenie.  Na  szczęście  wszyscy  to  rozumieli. 

Zewsząd  zbierała  gratulacje  za  znakomitą  organizację.  Niektórzy 

twierdzili  nawet, że ten festiwal należał  do najbardziej  udanych.  Nawet 

bójka i pogodzenie się braci Bannisterów uznano za dodatkową atrakcję. 

Meg  zaczęła  się  zastanawiać,  czy  noc  spędzona  z  Lukiem  to  aby  nie 

wytwór jej wyobraźni. 

I  nagle,  jakby  dla  zaprzeczenia  temu,  podeszła  Didi,  zajrzała  jej 

głęboko w oczy i poklepała po ramieniu. 

– Jakoś to przeżyjesz – szepnęła. 

Meg wcale nie była tego taka pewna. 

 

Z  pomocą  Didi  przetrwała  jakoś  następne  dwa  tygodnie.  Didi  miała 

organizować festiwal w następnym roku, a więc poświęciła dużo czasu, 

background image

by  wprowadzić  ją  w  przyszłe  obowiązki.  Była  zadowolona,  że  ma 

zajęcie i ze pracuje właśnie z przyjaciółką, która doskonale rozumiała jej 

stan  psychiczny.  Wiele  czasu  spędzała  również  w  swojej  firmie 

konsultingowej. 

Najgorsze  były  wieczory.  Chodziła  z  Apaczem  na  długie  spacery, 

żeby  móc  zasnąć.  Wdychała  świeże  powietrze  wieczoru  i  zapach 

drzewek cytrynowych, podziwiała wschodzący księżyc. A jednak wciąż 

czuła się nieszczęśliwa. 

W  każdy  weekend  zasiadała  przed  telewizorem,  by  obejrzeć 

„Labirynt uczuć”. Widok Luke’a na ekranie wzmagał tylko jej tęsknotę. 

Nie  była  jednak  w  stanie  z  tego  zrezygnować.  Luke  najwidoczniej  nie 

dostał roli w filmie, bo Clint nie zadzwonił. W każdym razie jeszcze nie 

zadzwonił. Powinna go poprosić, żeby dał jej znać, ale jakoś nie przyszło 

jej to do głowy. 

Od  czasu  festiwalu  nie  widziała  się  z  rodzicami.  Kiedy  matka 

zaprosiła ją na obiad, Meg przyjęła zaproszenie, a potem przez cały czas 

męczyła  się,  prowadząc  nic  nie  znaczące  rozmowy  o  sąsiadach  i 

najnowszych wydarzeniach w mieście, gdy tymczasem jej myśli krążyły 

nieustannie  wokół  tych  nieszczęsnych  zdjęć  z  Lukiem.  Niestety  w 

rodzicach  nie  znajdzie  oparcia.  Przestrzegali  ją  przecież,  żeby  trzymała 

się od niego z daleka. 

Przed  deserem  ojciec  odchrząknął,  co  było  widomym  znakiem,  że 

zamierza powiedzieć coś ważnego. Meg zmartwiała. 

background image

– Widziałem się dzisiaj z Clintem – zaczął. – Luke podobno wziął  z 

powrotem swoją część farmy. 

– Czy to znaczy, że chce tu zamieszkać? – spytała Meg z najwyższym 

zdumieniem. 

Jack Hennessy spojrzał na córkę ze zdziwieniem. 

– Nie sądzę. Chodzi o to,  że teraz Clint będzie  miał  z  kim omawiać 

swoje plany i problemy. Luke będzie kimś w rodzaju cichego wspólnika. 

Myślę,  że  Clint  tego  potrzebuje.  Jest  jeszcze  za  młody,  żeby  samemu 

ponosić odpowiedzialność za farmę. 

–  Zapewne  –  Meg  starała  się  ukryć  rozczarowanie.  Oczywiście,  że 

Luke nie osiedli się w Chandler. Wyraźnie jej to powiedział. 

– Teraz, kiedy się o tym dowiedziałem – kontynuował pan Hennessy 

–  myślę,  że  źle  oceniłem  Luke’a.  I  chcę,  żebyś  o  tym  wiedziała. 

Zachowywał  się  bez  zarzutu.  Nawet  ta  bójka  z  bratem  obróciła  się  w 

końcu na dobre. Clint zaczął odnawiać dom. To chyba wpływ Luke’a. 

–  Szkoda,  że  nie  możesz  jemu  tego  powiedzieć  –  zauważyła  Meg. 

Gdybyż  ojciec  wiedział,  jakie  to  było  „zachowanie  bez  zarzutu”, 

pomyślała. 

– Powiem mu, gdy tylko nadarzy się okazja, w co wątpię. Bo niby z 

jakiego powodu miałbym się znaleźć w otoczeniu gwiazdora filmowego? 

–  Przerwał  na  chwilę  i  spojrzał  na  córkę.  –  To  wszystko  nie  zmienia 

jednak  mego  zdania  na  wasz  temat.  Nadal  uważam,  że  on  nie  jest  dla 

ciebie odpowiednim mężczyzną. Nigdy nie był i nie będzie. 

background image

–  Przestań,  Jack  –  wtrąciła  się  pani  Hennessy.  –  Miałeś  tylko 

powiedzieć Meg, że Luke przejął swoją część farmy. 

– Chciałem porozmawiać z Meg nie tylko o Luke’u. – Pan Hennessy 

poczuł się urażony. – Chciałem pogratulować jej organizacji festiwalu. 

– Tak, tak – przyznała pani Hennessy. – Wszyscy cię podziwiali. 

–  Sprawdziłaś  się.  Jeśli  tak  dalej  pójdzie,  na  pewno  zostaniesz 

przewodniczącą  Izby.  Osiągniesz  to,  czego  pragniesz  –  podsumował 

ojciec. 

–  Meg  przez  moment  wahała  się,  czy  nie  powiedzieć  rodzicom  o 

zdjęciach.  Nie  chciała  ich  jednak  niepokoić.  A  nuż  Luke’owi  uda  się 

przekonać  dziewczynę,  żeby  ich  nie  publikowała.  Może  nawet  już  to 

zrobił. 

 

Agent  Luke’a,  Henry  Davis,  przesunął  termin  zdjęć  próbnych. 

Autorzy  serialu  wymyślili  na  poczekaniu  historię  tłumaczącą  jego 

wygląd.  Wreszcie  Luke  poprosił  Henry’ego,  żeby  pomógł  mu  załatwić 

sprawę z Ansel Wiggins. Ten natychmiast wyszukał jej numer telefonu. 

Gdy Luke wykręcił numer, odezwała się automatyczna sekretarka. W tle 

słychać  było  głosy  zwierząt.  „Ansel  Wiggins  bawi  na  safari  z  księciem 

Karolem.  Asystentka  przekaże  jej  wiadomość.  Proszę  zostawić  swoje 

nazwisko i numer telefonu”. 

Luke  nie  miał  najmniejszego  zamiaru  tego  robić.  Gotowa  sprzedać 

jego prywatny numer, tak jak zdjęcia. W końcu jednak podał go. 

background image

Kiedy w ciągu dwóch dni nie otrzymał żadnej wiadomości, zadzwonił 

po raz drugi. Informacja na sekretarce była już inna. Na tle starej muzyki 

ludowej  głos  informował:  „Ansel Wiggins  bawi  z Shirley MacLaine  na 

uroczystości poświęconej pierwszym osadnikom. Proszę zostawić swoje 

nazwisko, numer telefonu i znak zodiaku”. 

Luke  podał  numer  domowy  i  służbowy,  zaznaczając,  że  sprawa  jest 

pilna. Zadzwoniła o północy. 

–  Przepraszam,  że  o  tej  porze  –  powiedziała  –  ale  jestem  nocnym 

markiem i tracę poczucie czasu. 

– Możemy się spotkać? 

– Oczywiście. Teraz? 

– Dobrze – odparł, choć wcale nie było mu to w smak. 

W pół godziny potem zjawił się w całodobowej kawiarni. Ansel żuła 

gumę  i  studiowała  menu.  Miała  na  sobie  szerokie  szorty,  rozciągnięty 

podkoszulek i czapeczkę besabellową daszkiem do tyłu. 

– Wybrałam melbę. Co dla ciebie? – spytała. 

– Kawa – odparł.  – Przepraszam, że  tak cię potraktowałem wtedy w 

hotelu, ale ta kobieta jest moją bliską przyjaciółką. 

– Domyślam się. 

– Powiem krótko: chcę mieć te zdjęcia i negatywy. Zapłacę za nie, ile 

zechcesz. 

– Jestem pewna, że zapłacisz. Co się stało z twoją twarzą? 

– Nieważne. Ile chcesz? 

background image

– Nic. 

– Jak to? 

– Ponieważ już je sprzedałam. Dostałam zaliczkę, a kiedy otrzymasz 

tę rolę w filmie, wezmę resztę. 

–  Do  diabła!  Czy  ty  sobie  nie  zdajesz  sprawy,  że  możesz  zniszczyć 

czyjąś  karierę?  Wyglądasz  na  feministkę.  Nie  chcesz,  żeby  kobiety 

zajmowały wysokie stanowiska? 

–  Owszem.  Chcę.  Dlatego  sprzedałam  te  zdjęcia.  Muszę  myśleć  o 

sobie. 

– Ale robisz to czyimś kosztem. 

– Wolnego,  panie Bannister. A  jeśli  otrzymasz  tę rolę, nie  będzie to 

czyimś kosztem? Chyba nie jesteś jedynym aktorem w mieście, który się 

o nią ubiega. 

– Strata jednej roli nie oznacza jeszcze końca kariery. 

– Skąd ta pewność? A może dla kogoś to ostatnia szansa? Skąd wiesz, 

czy  jeśli  jakiś  facet  nie  dostanie  roli  w  tym  filmie,  nie  będzie  musiał 

zostać  sprzedawcą  używanych  samochodów  w  Dallas?  Znasz  dobrze 

życie. 

Twoja przyjaciółka też to zapewne wie. 

Luke  zdał  sobie  sprawę  z  beznadziejności  swoich  wysiłków.  Nie 

zdoła zapobiec publikacji zdjęć. Co ma zrobić, żeby Meg nie zetknęła się 

z tym, z czym on się styka na co dzień? On jest już przyzwyczajony, ona 

nie. 

background image

– Komu je sprzedałaś? 

Zbyt była z siebie dumna, żeby mu nie powiedzieć. Wymieniła tytuł 

jednego  z  najbardziej  znanych  pism  nowojorskich  o  szerokim  zasięgu. 

Luke  rzucił  pieniądze  na  stół  i  wyszedł.  Musi  zacząć  działać. 

Natychmiast.  Oni  na  pewno  wykorzystają  te  zdjęcia,  nawet  jeśli  nie 

dostanie roli w filmie. Meg będzie mieć kłopoty. 

 

background image

Rozdział 13 

 

Pierwszego  kwietnia  wieczorem  ktoś  zapukał  do  drzwi  Meg. 

Spojrzała  przez  wizjer.  Zobaczyła  tęgiego  mężczyznę  z  brodą,  w 

okularach o grubych szkłach. Miał na sobie flanelową koszulę i wytarte 

dżinsy, pod ręką trzymał opasły katalog. 

Pewno  jakiś  domokrążca.  Chwyciła  Apacza  za  obrożę  i  uchyliła 

drzwi. 

– Słucham? – spytała. 

– Przysłał mnie pani sąsiad, Clint Bannister – powie dział mężczyzna. 

Miał niezbyt sympatyczny głos. – Mówił, że mogą panią zainteresować 

katalogi sadzonek. 

–  Przykro  mi,  ale  w  tym  roku  nie  będę  niczego  sadzić.  Nie  mam 

czasu. Zresztą i tak już na to za późno – odparła. 

, – Mam też katalog roślin doniczkowych. – Mężczyzna nie dawał za 

wygraną. 

–  Spokój,  Apacz!  –  upomniała  psa,  który  merdał  ogonem  i 

popiskiwał.  Meg  zawsze  uważała  go  za  dobrego  stróża,  ale  teraz 

ogarnęły ją wątpliwości. 

– To może mógłbym poprosić panią o szklankę wody. 

– Chwileczkę. – Meg zostawiła Apacza przy drzwiach, a sama poszła 

do kuchni zadzwonić do Clinta. Potwierdził, że przysłał tego mężczyznę 

i zasugerował, żeby jednak coś u niego zamówiła. 

background image

Meg wróciła do przedpokoju, zastanawiając się, co zrobić. Znała już 

te chwyty ze szklanką wody. Gdy tylko facet znajdzie się w domu, zaraz 

zacznie  jej  wciskać do ręki  katalogi.  A  może  jednak  powinna  zamówić 

parę  sadzonek?  Clint  to  zrobił.  Najwyraźniej  zaczyna  dbać  o 

gospodarstwo. 

–  Dobrze.  Proszę  wejść  –  powiedziała.  –  Zaraz  przyniosę  wodę.  – 

Zamknęła  drzwi  i  ruszyła  do  kuchni.  Odwróciwszy  na  moment  głowę, 

zobaczyła, że Apacz liże mężczyznę po ręce. Co się stało temu psu? 

Kiedy wróciła do salonu, mężczyzna zachowywał się jak u siebie. Nie 

zdjął  wprawdzie  czapki,  ale  rozsiadł  się  wygodnie  na  kanapie.  Meg  od 

razu  pożałowała,  że  go  wpuściła.  Trudno  będzie  się  go  pozbyć, 

pomyślała. Apacz najwyraźniej postradał zmysły, bo oparł łeb na kolanie 

przybysza. 

– Pańska woda – oznajmiła chłodno. 

Mężczyzna postawił szklankę na stoliczku i popatrzył na Meg. 

– Naprawdę nie potrzebuję sadzonek – powtórzyła Meg. – I nie mam 

czasu na rozmowy. 

– To może zainteresuje panią nowa maść na świerzb. 

– Meg cofnęła się o krok. Serce zabiło jej mocniej. Bacznie przyjrzała 

się mężczyźnie. Jego twarzy, dłoniom. Zmartwiała. 

Mężczyzna  zdjął  okulary,  potem  czapkę.  Wyjął  brązowe  szkła 

kontaktowe, wreszcie odkleił brodę. 

– O Boże! – jęknęła. 

background image

–  Prima  aprilis!  –  roześmiał  się  Luke.  –  Pomyślałem  sobie,  że 

sprawdzę, czy mnie poznasz. Jeśli nie, to nie pozna mnie nikt. 

– Luke! – wykrzyknęła Meg i rzuciła mu się na szyję. 

– Poczekaj, wyjmę jeszcze brzuch – roześmiał się. 

– Co z filmem? Jak zdjęcia próbne? – dopytywała się niecierpliwie. 

–  Dirk  Kennedy  nie  żyje.  W  przyszłym  tygodniu  zaczynam  kręcić 

„Niepokonanego”. Jest tylko jeden problem... 

– To znaczy, że dostałeś tę rolę? 

– Tak, ale obawiam się, że... 

– Luke, to cudownie! – Meg ucałowała go serdecznie. – Opowiedz mi 

wszystko. 

–  To  romans  historyczny  osadzony  w  realiach  osiemnastego  wieku, 

według powieści Helen Goodwin. Pewna dziewczyna zachodzi ze mną w 

ciążę,  ale  zanim  zdążę  się  z  nią  ożenić,  porywają  mnie  Indianie. 

Uciekam  z  niewoli  akurat  na  czas,  by  uratować  ją  i  dziecko  przed 

napadem. 

– Brzmi nieźle. – Meg zaczęła rozpinać mu koszulę. 

–  Och,  Meg,  mam  nadzieję,  że  wiesz,  co  robisz.  –  W  głosie  Luke’a 

brzmiało pożądanie. 

–  Zapraszam  domokrążcę  do  własnej  sypialni.  I  nie  mów  mi,  że  nie 

chcesz się tam znaleźć. 

– O niczym innym nie marzę. 

–  To  chodź  ze  mną.  –  Meg  zaprowadziła  go  do  pokoju  i  zamknęła 

background image

drzwi. 

Obserwowała, jak się rozbiera. Przypominała sobie, kiedy ostatni raz 

byli  ze  sobą  sam  na  sam.  I  wszystko  to,  co  potem  nastąpiło.  Oblała  ją 

fala gorąca. 

Może  później  będzie  jej  jeszcze  trudniej.  Ale  teraz  on  jest  tutaj,  w 

sypialni, gdzie przez  ostatnie dwa tygodnie marzyła o nim każdej nocy. 

Nie może go odprawić. Nie teraz. 

Luke ściągnął koszulę, luźne dżinsy opadły mu z bioder. Podeszła do 

niego i zarzuciła mu ręce na szyję. 

– Och, Meg, tak mi cię brakowało – szepnął. 

– Mnie też. Nie myślałam, że będę mogła znów cię dotykać. 

Luke ściągnął z niej bluzkę. 

– Tak bardzo cię pragnę – szepnął. 

–  Pocałuj  mnie,  Luke.  –  Meg  wspięła  się  na  palce.  –  Pocałuj  mnie 

mocno. 

Luke zerwał z niej szorty i majteczki. Chwycił ją na ręce i zaniósł do 

łóżka. Całował jej szyję, ramiona, piersi. 

– Tęskniłem za tobą, bardzo, bardzo, bardzo – szeptał między jednym 

a drugim pocałunkiem. 

– Kochaj mnie, Luke. Kochaj – prosiła. 

Kochał ją tak, jak tego pragnęła. Był delikatny i męski zarazem, czuły 

i  namiętny.  Sprawiał,  że  pożądanie  wzrastało  w  niej  z  każdym  jego 

ruchem, aż wreszcie osiągnęła szczyt miłosnej ekstazy. 

background image

Leżeli teraz przytuleni, słuchając bicia swoich serc. 

Luke  oparł  się  na  łokciu  i  obserwował  jej  twarz.  Uśmiechał  się,  ale 

oczy miał poważne. 

– O co chodzi? – spytała. – Chciałeś mi coś powiedzieć. 

– Wolałbym nie psuć tak cudownego nastroju. 

W tym momencie domyśliła się. 

– Nie udało ci się wstrzymać publikacji zdjęć, prawda? 

–  Rozmawiałem  z  paroma  osobami  w  Nowym  Jorku.  Kiepsko  to 

wygląda.  Jeśli  dowiedzą  się,  że  dostałem  tę  rolę,  zdjęcia  będą  warte 

jeszcze więcej. 

– Taki jest show-biznes. 

– Kiedy są wybory do Izby? 

– W trzecią środę kwietnia. 

– Spróbuję jakoś opóźnić ich publikację. 

– Pamiętasz, co mówił Clint. Zna kogoś w kolportażu. 

–  Już  z  nim  rozmawiał.  Zrobi,  co  będzie  mógł.  Wściekły  jestem,  że 

tak się to wszystko skończyło. 

– Daj spokój. To nie twoja wina. Ja nie żałuję ani minuty spędzonej z 

tobą. 

–  Ja  też  nie.  Zaryzykowałem  i  przyszedłem  tu  dzisiaj.  Musiałem  cię 

zobaczyć. 

– Jak długo zostaniesz? 

– Jutro wyjeżdżam. Spędzę popołudnie z Clintem. 

background image

– Ale noc należy do mnie. 

– Ja należę do ciebie. 

– A więc Dirka już nie ma? – Meg wróciła do poprzedniego tematu. 

– Tak, zaginął gdzieś w Trójkącie Bermudzkim. 

– Sheila będzie niepocieszona. 

– Trudno. 

– W scenach łóżkowych byliście bardzo przekonujący – zauważyła z 

przekąsem Meg. – Byłeś taki namiętny. 

– Tak jak teraz? – Luke lekko ugryzł ją w szyję. 

– Owszem. 

– To było zupełnie co innego. 

– Skąd mogę wiedzieć... 

– Zaczekaj, pokażę ci, jak to się robi. – Poszedł do łazienki i wrócił w 

skąpych,  obcisłych  slipkach.  –  Przede  wszystkim  mam  na  sobie  coś 

takiego. 

– A co ma na sobie Sheila? 

–  Przezroczyste  body.  Wygląda  jakby  była  naga,  ale  tak  nie  jest. 

Wszystko jest sprawą kamery. 

– Skoro tak mówisz. – W głosie Meg słychać było powątpiewanie. 

– W porządku, wyobraźmy sobie, że masz na sobie body. Ja ułożę się 

tak,  że  będę  cię  częściowo  zakrywał.  Kamera  ukaże  tylko  fragmenty 

ciała. 

– A jak się czujesz, leżąc tak przy Sheili? 

background image

– Myślę o swojej roli. 

– Powiedzmy. 

–  No  dobrze,  większość  facetów  byłaby  zachwycona,  trzymając  w 

objęciach  zgrabną  dziewczynę,  ale  są  i  ciemne  strony  tej  sytuacji. 

Gdybyś była Sheila, miałabyś na sobie tonę makijażu. 

– Mam się wymalować? 

–  Nie.  My  tylko  udajemy.  Ty  masz  włosy  spryskane  lakierem,  na 

twarzy  puder  i  szminkę,  wokół  stoi  cała  ekipa  filmowa,  świecą 

reflektory. Słychać szum kamer. 

–  Trudno  o  mniej  intymne  warunki.  Co  chwila  ktoś  spryskuje  nas 

wodą. 

– Wodą? 

– Żebyśmy wyglądali na spoconych i zmęczonych. Na szczęście nam 

niczego takiego nie trzeba. 

– A co się dzieje potem? 

– Patrzę w twoje oczy i mówię słowa swojej roli. 

– Powiedz. Bądź Dirkiem Kennedym. 

– Dobrze. 

Luke  skupił  się  przez  moment.  Rysy  mu  stężały.  Meg  zobaczyła 

przed sobą zupełnie innego mężczyznę. Ten Dirk Kennedy nie wyglądał 

sympatycznie. 

– Ściągnęłaś mnie do swego łóżka, Sheilo. Nie myśl, że teraz możesz 

mnie powstrzymać. 

background image

– Nie chcę cię powstrzymać. 

– Wydaje mi się, że chcesz, żeby twój mąż się o nas dowiedział. 

– Nie chcę! Przysięgam! 

– Słyszałem, że kpisz sobie z niego. 

– Nie – szepnęła, pragnąc, by ją pocałował. 

–  Owszem,  i  zapłacisz  za  to,  moja  droga.  –  Pocałował  ją  brutalnie, 

niemal z nienawiścią. 

Meg odwzajemniła pocałunek. Przywarła do niego całym ciałem. Był 

podniecony. Poczuła jednak dzielący ich kawałeczek materiału. 

– Chcesz mnie? – spytał. 

– Tak! 

– To proś, ty diablico! 

– Proszę, Dirk... proszę. 

– A co dla mnie zrobisz, jeśli sprawię ci rozkosz? 

– Wszystko, co zechcesz – wykrzyknęła. 

Pieścił ją, całował, była coraz bardziej rozgorączkowana. Pragnęła go 

czuć w sobie. 

– Załatwisz mi tę działkę? – spytał. 

– O to chodzi? O ten kawałek ziemi? 

– Między innymi. 

– Bierz, co chcesz. Weź całą. 

– Z przyjemnością. – Jego wargi wędrowały po ciele Meg, ale slipki 

nie pozwalały mu na nic więcej. Jęknęła. 

background image

– Jeszcze ci mało? – spytał. 

– Dobrze wiesz, że tak. 

– Tego nie ma w scenariuszu. 

– No to improwizujmy – zaproponowała. 

–  Jesteś  wymagającą  kochanką,  Sheilo.  Muszę  mieć  tę  działkę.  Jest 

moja? 

– Spróbuję... załatwić. 

– To nie wystarczy. Jest moja? 

– Tak! 

–  To  dobrze,  Sheilo.  Bardzo  dobrze.  A  teraz  myśl  o  sobie.  –  Luke 

pieścił  ją  tak  namiętnie,  że  przeżyła  chwile  uniesienia,  jakich  nie 

doświadczyła  nigdy  przedtem.  Krzyknęła,  przez  jej  ciało  przeszedł 

dreszcz. 

–  Powiedz,  że  z  Sheilą  tak  nie  jest  –  odezwała  się  po  chwili,  gdy 

opadło z niej całe napięcie. 

– Oczywiście, że nie. 

– Ale czasem... założę się, że jesteś podniecony. 

– Niekiedy. 

– Och, Luke, nie powinnam cię prosić, żebyś mi pokazał taką scenę. 

Teraz będzie mi jeszcze trudniej. 

– Cicho, nic nie mów. – Szybko ściągnął slipki. – – Tam tylko udaję, 

tu wszystko dzieje się naprawdę. Kocham cię, kocham tylko ciebie. 

 

background image

Gdy zaczęło świtać,  Luke  zaczął się  ubierać.  Meg  też chciała wstać, 

ale ją zatrzymał. 

– Zostań. Będę sobie myślał, że leżysz tutaj i śnisz o mnie. 

– Zawsze to robię. Luke, co z nami będzie? 

– Nie wiem. – Wciągnął spodnie i sięgnął po koszulę. – Myślałem, że 

mogę  być  z  dala  od  ciebie,  ale  po  dwóch  tygodniach  już  tu  jestem,  w 

przebraniu, po to, żeby być z tobą. 

– Tata mówił, że wziąłeś z powrotem swoją część farmy. 

– Tak. Właściwie to  Clint wpadł na pomysł, że  mogę tu przyjeżdżać 

w  przebraniu,  żeby  obgadać  z  nim  różne  sprawy,  a  nie  ściągać  przy 

okazji tłumu. Oczywiście, kiedy już tutaj jestem, nie mogę trzymać się z 

dala od ciebie. 

– Cóż, jeśli ten pomysł zda egzamin... 

–  Tym  razem  się  udało.  A  gdyby  ktoś  zauważył  samochód  przed 

twoim  domem,  możesz  spokojnie  powiedzieć,  że  odwiedziła  cię  jakaś 

dawna koleżanka z uczelni. Ale na dłuższą metę nie uda się tego ciągnąć, 

Meg. Ileż można mieć przyjaciółek... 

– No to ja zacznę jeździć do Los Angeles. 

– To też będzie podejrzane. 

– Nie wyobrażam sobie życia  bez  ciebie. Nie  mogłam  sobie znaleźć 

miejsca po twoim wyjeździe. 

– I ja. 

–  Jesteśmy  dwojgiem  dorosłych,  inteligentnych  ludzi.  Nie  możemy 

background image

znaleźć jakiegoś wyjścia z tej sytuacji? 

– My prawdopodobnie tak, ale co by powiedziano w Chandler? 

– Do diabła z Chandler! 

– Nie mów tak. Wiem, że tak nie myślisz. 

–  Kiedy  zobaczą  tutaj  te  zdjęcia,  być  może  decyzja  zapadnie  bez 

mego udziału – stwierdziła Meg. – Przyjmiesz mnie, jeśli wyrzucą mnie 

z Chandler? 

– Jak poprosisz... – uśmiechnął się. 

–  Nie  chcę,  żebyś  jechał.  Przygotuję  ci  śniadanie.  Nigdy  tego  nie 

robiłam. 

Luke ujął jej dłonie i całował każdy palec po kolei. 

–  A  śniadanie  zmieni  się  w  obiad,  obiad  w  kolację,  a  w  przerwach 

będziemy się kochać i nie wyjadę stąd nigdy. 

Meg westchnęła. 

– Idź już – powiedziała. – Szybko. Dłużej tego nie zniosę. 

 

background image

Rozdział 14 

 

Przez  następne  parę  dni  Meg  bacznie  przypatrywała  się  każdemu 

obcemu mężczyźnie. A nuż okaże się, że któryś z nich to Luke. Jeśli raz 

przyjechał w przebraniu, może to zrobić ponownie. Wiedziała jednak, że 

jest  w  Los  Angeles,  że  przygotowuje  się  do  pierwszych  zdjęć  do 

„Niepokonanego”.  Musiał  uczyć  się  roli,  przymierzać  kostiumy.  I 

spotykać z partnerką. Meg starała się o tym nie myśleć. Przekonał ją, że 

w scenach erotycznych  w  serialach aktorzy nie występowali  nago.  A w 

filmach fabularnych? 

Nie  miała  prawa  być  zazdrosna.  Nie  miała  prawa  do  niczego,  co 

łączyło się z Lukiem Bannisterem. Wierzyła, że znów go zobaczy. Może 

nawet znów się będą kochać, ale ich przyszłość będzie się składała tylko 

z  kradzionych  chwil  między  długimi  okresami  rozłąki.  Meg  nie 

odpowiadała taka wizja. Kiedyś by  się z  tym  nie  pogodziła.  Teraz była 

gotowa  zadowolić  się  nawet  taką  namiastką.  Nie  była  w  stanie  wyrzec 

się Luke’a. 

Dzień  wyborów  przewodniczącego  Izby  był  coraz  bliższy.  Wszyscy 

byli  niemal  pewni  jej  zwycięstwa.  Meg  wiedziała  jednak,  że  gdyby 

wybuchł  skandal,  natychmiast  znajdzie  się  kontrkandydat,  a  jej  klęska 

będzie ostateczna. Na dzień przed zebraniem rady zadzwonił Clint. 

– Zdjęcia się ukazały – oznajmił. Meg zmartwiała. 

– Jesteś pewien? 

background image

– Dzwonił mój kumpel z kolportażu. 

–  Nie  do  wiary.  Co  za  nieszczęsny  zbieg  okoliczności.  Jutro  mamy 

zebranie. 

– Wiem, ale mogło być gorzej. Mój kumpel załatwił, że przetrzymają 

tę gazetę jeszcze dwa dni. Dłużej nie dałby rady, a więc i tak dobrze, że 

nie ukazały się wcześniej. 

– Może masz rację. Twój kolega czytał artykuł? 

–  Powiedział  tylko,  że  wydrukowano  go  na  pierwszej  stronie.  Nie 

mógł długo rozmawiać. 

– Clint, dzięki za pomoc. 

–  Przynajmniej  tyle  mogłem  zrobić.  Przecież  to  w  końcu  głównie 

moja wina. 

– I moja. 

– Cóż, kobiety zawsze lgnęły do Luke’a. 

– I z tym muszę się jakoś pogodzić. 

–  Coś  ci  powiem,  Meg.  On  nigdy  nie  traktował  nikogo  poważnie. 

Nigdy. Nawet nie pamięta kobiet, z którymi spotykał się w Los Angeles. 

To chyba twoja zasługa, że o wszystkim zapomniał. 

– Oby tak się stało. 

– Kiedy był tutaj ostatnio, cały czas mówił o tobie. 

– Z trudem zdołałem go nakłonić, żeby zainteresował się farmą. 

– Dzięki, Clint. – Meg uśmiechnęła się. 

– Chciałbym, żebyście byli ze sobą. 

background image

Nie odpowiedziała. Cóż mogła rzec w tej sytuacji? 

–  To  na  razie.  Wracam  do  roboty.  Zadzwoń,  gdybyś  czegoś 

potrzebowała. 

– Na pewno. 

Meg  odłożyła  słuchawkę.  Wszystko  przebiegało  tak,  jak  się  tego 

spodziewała.  Clint  załatwił,  żeby  gazeta  ukazała  się  po  wyborach.  Im 

dłużej  o  tym  myślała,  tym  bardziej  wydawało  jej  się  to  niedorzeczne. 

Wpatrywała  się w telefon. Nerwy  zaczęły odmawiać jej  posłuszeństwa. 

Sięgnęła po słuchawkę i wykręciła numer Clinta. 

– To ty, Meg? Właśnie wychodziłem. O co chodzi? 

– Wiem, że to brzmi dziwnie, ale zadzwoń do tego kolegi i powiedz 

mu, żeby rozwiózł gazetę. 

– Co? 

– Wiem, że zadałeś sobie wiele trudu, ale uważam, że nie powinnam 

nikogo oszukiwać. 

–  Nie  wygaduj  głupstw,  Meg!  To  jakbyś  przechodziła  goła  pod 

drutem kolczastym. Czy ty nic nie rozumiesz, dziewczyno? 

– Najwidoczniej – westchnęła – ale tak musi być. Jeśli nie chcesz sam 

tego zrobić, podaj mi numer tego faceta. 

– Nie, nie. Zadzwonię do niego. Tyle że jestem temu przeciwny. Luke 

powiedziałby to samo. 

–  Doceniam  wasze  wysiłki,  ale  muszę  wiedzieć,  na  czym  stoję. 

Sekrety nie są w moim stylu. Powinnam uświadomić to sobie wcześniej. 

background image

– Chryste, Luke uprzedzał, że jesteś idealistką. Byłem gotów wykupić 

wszystkie  tutejsze  egzemplarze  i  dać  je  na  przemiał,  ale  Luke 

powiedział, że nigdy byś na to nie pozwoliła. 

– I miał rację. 

–  Słuchaj,  pewno  będziesz  jutro  potrzebowała  wsparcia  i  czegoś 

mocniejszego. Chętnie ci służę. 

– Dzięki, Clint. A więc do zobaczenia. 

Meg  odłożyła  słuchawkę  i  oparła  się  o  biurko.  Klęska  i 

kompromitacja.  Pojutrze  nikt  w  Chandler  nie  będzie  patrzył  na  nią  tak 

jak dotychczas. 

Zadzwoniła  do  Didi.  Przyjaciółka  próbowała  przemówić  jej  do 

rozsądku, ale na próżno. 

–  Chcesz  może  wpaść  wieczorem?  –  spytała.  –  Zrobię  spaghetti, 

napijemy się wina. Nie powinnaś być sama. 

– Nie będę sama. Postanowiłam pójść do rodziców i powiedzieć im o 

wszystkim. 

– O Boże – jęknęła Didi. 

– Tak będzie uczciwie. 

– Uczciwie! To słowo trzeba ci będzie chyba wyryć na nagrobku. Nie 

wiem, czy jest druga osoba, która nadawałaby się na przewodniczącego 

Izby lepiej niż ty. 

– Myślę, że pojutrze nie będę już miała takiej dobrej opinii. 

 

background image

Meg wybrała się do rodziców po kolacji. Nie chciała psuć im nastroju 

przy posiłku. Zapukała do drzwi. Były otwarte. 

– Mamo, tato! – zawołała. 

–  Tu  jestem!  –  usłyszała  głos  pani  Hennessy  z  salonu.  Rodzice 

oglądali telewizję. 

– Powinnaś to obejrzeć, bardzo zabawne, Meggie – powiedział ojciec. 

Od  dawna  tak  się  do  niej  nie  zwracał.  Zastanawiała  się,  czy  chce  w 

ten  sposób  przywrócić  ich  serdeczne  stosunki.  Jack  Hennessy  siedział 

wygodnie w skórzanym fotelu, odprężony, pogodny. Matka miała przed , 

sobą stos koszul, w których brakowało guzików. 

–  Co  za  miła  niespodzianka,  Meg  –  powiedziała.  Siadaj  tutaj. 

Obejrzymy razem program. 

Meg  usiadła,  czując  się  jak  intruz,  który  ma  zakłócić  spokojny, 

rodzinny wieczór. 

–  Przepraszam,  że  przeszkadzam  –  zaczęła  –  ale  muszę  wam 

powiedzieć coś ważnego. 

–  Tak?  –  Ojciec  zwrócił  na  nią  wzrok.  Uśmiechał  się,  ale  na  widok 

wyrazu jej twarzy spoważniał. – Co się stało? 

– Możemy wyłączyć telewizor? – spytała. 

– Oczywiście. 

Meg  popatrzyła  na  matkę.  Pani  Hennessy  zdjęła  okulary  i  utkwiła 

wzrok  w  córce.  Atmosfera  nagle  stała  się  napięta.  Byłoby  jej  łatwiej, 

gdyby  miała  siostrę  albo  brata.  Może  nie  czułaby  aż  takiego  ciężaru 

background image

odpowiedzialności wobec rodziców. 

Głęboko zaczerpnęła powietrza. 

–  Muszę  was  uprzedzić  o  czymś,  co  może  się  zdarzyć  jutro  – 

powiedziała. – Jutro pojawi się w kioskach to pismo nowojorskie. Wiem, 

że  go  nie  czytacie,  ale  ktoś  może  wam  powiedzieć.  Tam  będą  moje 

zdjęcia. 

– Czy to ma coś wspólnego z festiwalem? – Matka była przerażona. 

– Nie. Z Lukiem. 

–  Widziałem  wszędzie  tę  przeklętą  fotografkę  –  zirytował  się  Jack 

Hennessy. – Co ona takiego wykombinowała? Umieściła twoją głowę na 

czyimś  tułowiu?  Zaskarżę  ją.  Oto  co  zrobię.  Nie  martw  się,  Meg.  Nikt 

nie uwierzy... 

– To prawdziwe zdjęcia, tato. Przyłapała mnie, kiedy o czwartej rano 

wychodziłam z pokoju Luke’a. 

Rodzice milczeli. Nie byli w stanie wydobyć z siebie głosu – Czekała 

na korytarzu. Sfotografowała mnie, a potem Luke’a w samych dżinsach. 

Luke podpisał kontrakt  na film fabularny.  Będzie teraz jeszcze  bardziej 

znany.  Myślę,  że  w  artykule  opisano  jego  przygodę  z  organizatorką 

festiwalu w Chandler. I to będzie prawda. 

–  Czy...  czy  Luke  nie  mógł  tego  wstrzymać?  –  wydusił  ojciec  z 

najwyższym trudem. 

– Próbował, ale ona nie chciała zmienić zdania. Po raz pierwszy udało 

jej się zrobić takie zdjęcia. Nie miała zamiaru rezygnować z tej szansy. 

background image

– To znaczy, że wszyscy, nie tylko w Chandler, zobaczą te zdjęcia? – 

Pani Hennessy była przerażona. 

–  Obawiam  się,  że  tak,  mamo.  Przykro  mi.  Naprawdę.  Tak  bardzo 

zależało  wam  na  mojej  przyszłości,  miałam  wam  przynieść  zaszczyt, 

ostrzegaliście mnie przed Lukiem. A teraz czeka was takie upokorzenie. 

Nie zasługujecie na to. 

–  A  co  z  twoim  stanowiskiem?  –  Jack  Hennessy  był  roztrzęsiony, 

drżały mu ręce. 

– Myślę, że mnie nie wybiorą. Do południa prawdopodobnie wszyscy 

już będą wiedzieli o tych zdjęciach. 

– Czy ta cholerna gazeta musi ukazać się właśnie teraz? Żeby ciebie 

zniszczyć? 

– Nie.  Luke starał się wstrzymać publikację, ale na dłuższą metę nie 

byłoby  to  możliwe.  Clint  załatwił  z  ludźmi  z  kolportażu,  żeby  nie 

puszczali jej jeszcze do sprzedaży, ale nie zgodziłam się. 

–  To  zadzwoń  do  niego  jeszcze  raz  –  zirytował  się  ojciec.  –  Tak 

będzie najlepiej. To rozsądny plan. 

–  Nie,  Jack  –  zaoponowała  pani  Hennessy.  –  Meg  nie  chce  niczego 

zatajać. Lepiej, żeby sprawa była jasna przed wyborami. 

– Gdybym  ja  dorwał tego  Bannistera!  – pieklił się  Jack  Hennessy.  – 

Zwabił cię do hotelu. A ja myślałem, że on się zmienił. Nie zmienił się! 

Nic a nic! 

– Tato, nie tak było. Luke wcale nie prosił, żebym do niego przyszła. 

background image

Nawet się mnie nie spodziewał. To moja wina, nie jego. 

– Zawsze go broniłaś! 

– A ty nigdy go nie rozumiałeś – uniosła się Meg. – Wiesz, że ojciec 

bił go przez te wszystkie lata po śmierci matki? Nie, na pewno nie masz 

o tym pojęcia, bo  on się nigdy nie skarżył. Chyba jestem  jedyną osobą, 

która o tym wiedziała. Luke mógł ci się wydać niewiele wart, ale w głębi 

duszy  był  bardziej  wrażliwy,  niż  się  nam  wydaje.  To,  jak  zdołał 

pokierować swoim życiem, zakrawa na cud. I ja... i ja go bardzo kocham. 

–  Co  ty  powiedziałaś?  –  Ojciec  popatrzył  na  nią  z  najwyższym 

zdumieniem. 

–  Powiedziałam,  że  go  kocham.  Miałam  szczerą  ochotę  wyjechać  z 

nim do Los Angeles, ale przekonał mnie, żebym tego nie robiła. Wierzy, 

że moją przyszłością jest polityka i nie chce mi przeszkadzać. 

– A więc zamiast tego rujnuje twoją przyszłość? 

– Nie on! To moja wina! Dlaczego nie złościsz się na mnie? 

– Nie mógłbym się na ciebie złościć. Nie rozumiesz? 

– Ale to ja sprawiłam ci ból. Tobie i mamie. 

– Nie przejmuj się nami. 

–  Ojciec  ma  rację  –  Pani  Hennessy  objęła  córkę.  –  Cokolwiek  się 

jutro stanie, jesteśmy z tobą. Świat się przecież nie zawali.  A  jeśli przy 

okazji pozbędziemy się paru fałszywych przyjaciół, tym lepiej. 

– Myślałam, że będziecie zdruzgotani – powiedziała niepewnie Meg. 

– Więc nie znasz nas tak dobrze, jak ci się wydawało. 

background image

– Tylko o ciebie się martwimy, Meggie – dodał ojciec. – Wiemy, jak 

bardzo zależało ci na tym stanowisku. A jeśli ta historia stanie się znana, 

wszystko może przepaść. 

– Trudno. Wezmę się w garść i spróbuję innym razem. 

– Do diabła, Meg Hennessy tak łatwo się nie poddaje – skwitował  z 

dumą ojciec. 

– I wy też nie. 

 

Meg  uznała,  że  zdoła  przetrwać  zebranie  rady,  tylko  jeśli  nie 

przeczyta  artykułu  i  z  nikim  nie  będzie  na  ten  temat  rozmawiać.  Przed 

snem wyłączyła telefon. Następnego dnia, o wpół do dwunastej, ubrana 

w  elegancki  kostium  wsiadła  do  swego  BMW  i  pojechała  do  Chops 

Restaurant,  gdzie  w  sali  konferencyjnej  odbywały  się  comiesięczne 

zebrania rady. 

Szła  przez  restaurację  z  wysoko  podniesioną  głową,  udając,  że  nie 

widzi  spojrzeń,  jakimi  ją  obrzucano,  i  nie  słyszy  komentarzy  na  swój 

temat.  Wygląda  na  zdezorientowaną...  seksowna...  zdumiewające...  kto 

by powiedział. .. – dobiegały ją urywki zdań. 

Wszyscy  już  wiedzą.  Członkowie  rady  zapewne  też.  Ale  czyż  nie 

tego  właśnie  chciała?  Z  trudem  się  powstrzymała,  żeby  nie  uciec. 

Przecież nie  musi  tego wszystkiego znosić. Może wsiąść w samochód i 

pojechać  gdzieś  daleko,  daleko  od  Chandler.  Luke  powiedział,  że  ją 

przyjmie.  Nie, nie wolno  jej  tego  zrobić.  Musi udowodnić  samej sobie, 

background image

że potrafi stawić czoło sytuacji. 

Weszła do sali konferencyjnej. Zastała tam już wszystkich osiemnastu 

członków  rady,  a  także  przedstawicieli  prasy,  władz  miejskich  i  władz 

okręgowych. Prawdopodobnie zebrali się wcześniej, żeby wybrać innego 

kandydata.  Procedura  była  prosta.  Najpierw  zostanie  zgłoszona  jej 

kandydatura,  a  później  padnie  nazwisko  z  sali.  Jeszcze  nigdy  nie 

wybrano nikogo zgłoszonego przez salę, ale rym razem na pewno tak się 

stanie. 

Na jej widok zapadło milczenie. Zmusiła się do uśmiechu. Patrzyła na 

jedyną  przyjazną  sobie  osobę,  Didi.  Przyjaciółka  uśmiechnęła  się,  by 

dodać  jej  odwagi.  Stoły  ustawiono  w  podkowę.  Na  szczycie  siedział 

aktualny  przewodniczący  i  dyrektor  administracyjny.  Meg  zajęła  swoje 

miejsce. 

Ralph  Handley  otworzył  zebranie  i  podał  porządek  dzienny.  Meg 

usiłowała się skoncentrować na omawianych problemach, ale nie była w 

stanie. Rozejrzała się wokół i zauważyła ukryte pod teczkami i wystające 

z aktówek gazety. To zapewne to, pomyślała z rozpaczą. 

Najchętniej  wyszłaby  na  dwór,  do  ogrodu  rozpościerającego  się  za 

oknami 

restauracji, 

gdzie 

ogrodnik 

właśnie 

strzygł 

trawnik. 

Przypomniała  sobie  słowa  matki.  W  końcu  świat  się  nie  zawali,  jeśli 

przepadnie  w  głosowaniu.  Myślała  o  tych  wszystkich  ludziach,  których 

nic  a  nic  nie  obchodzi,  co  dzieje  się  w  tej  sali.  I  nie  ma  to  na  nich 

żadnego  wpływu.  Robią  interesy,  rodzą  dzieci,  cieszą  się  urlopami. 

background image

Choćby  taki  Luke.  Niezależnie  od  tego,  co  się  stanie,  będzie  gwiazdą 

znaną na całym świecie. Cieszyła ją ta myśl, mimo że właśnie jego sława 

była tym, co ich dzieliło. 

Wyrwał  ją  z  zamyślenia  głos  Ralpha,  który  zapowiedział  następny 

punkt porządku dziennego. Usłyszała, jak zgłasza jej kandydaturę i prosi, 

by  podano  nazwisko  kontrkandydata.  Zaraz  będzie  po  wszystkim, 

pomyślała  z  ulgą.  Wybiorą  kogoś  innego,  ktoś  inny  zostanie 

przewodniczącym. Nie padło żadne nazwisko. 

Rozejrzała  się  po  zebranych.  Koledzy  z  rady  patrzyli  na  nią  z 

zaciekawieniem, ale nie potępiająco. 

–  Skoro  nie  ma  innych  kandydatów  –  powiedział  Ralph  – 

rozpoczynamy głosowanie nad kandydaturą Meg Hennessy O’Brian. Kto 

jest za? 

Wszystkie ręce podniosły się w górę. 

– Kto przeciw? Nie widzę. 

– Kto się wstrzymał? • 

– Ja się wstrzymuję – powiedziała Meg. 

–  Gratuluję  –  uśmiechnął  się  do  niej  Ralph.  –  Jesteś  nowym 

przewodniczącym elektem. 

To niemożliwe, pomyślała. Ja chyba śnię. 

– Nie rozumiem – zdumiała się.. – A ten reportaż? 

–  Reportaż?  –  roześmiał  się  Ralph.  –  Myślę,  że  większość  z  nas 

uważa go za kapitalny. To w sumie niezła reklama dla naszego festiwalu. 

background image

Rozdział 15 

 

Kapitalny? Reklama dla festiwalu? 

Meg  wciąż  nie  mogła  ochłonąć  ze  zdumienia.  Czyżby  członkowie 

Izby  Handlowej  w  Chandler  uznali  jej  nocne  wyczyny  w  San  Marcos 

za”kapitalne”? Popatrzyła pytająco na Didi. 

– Czytałaś? – spytała szeptem przyjaciółka. Meg potrząsnęła głową. 

– Możemy zrobić krótką przerwę? – spytała Didi. Ralph wyglądał na 

zaskoczonego, ale skinął głową. 

Anna Cruz, która siedziała obok Meg, nachyliła się do niej. 

–  Mówiąc  szczerze,  uważam,  że  przepuściłaś  wspaniałą  okazję  – 

powiedziała, puszczając do niej oko. 

– Nie bardzo rozumiem, co chcesz... 

– Chodź ze mną, kochanie. – Didi wzięła Meg za rękę. 

Wyszły na korytarz. Didi podsunęła Meg egzemplarz pisma. 

Na  jednym  zdjęciu  Meg  z  włosami  w  nieładzie  i  zakłopotanym 

wyrazem  twarzy,  na  drugim  Luke  wypadający  z  pokoju  w  samych 

dżinsach. Meg rzuciła okiem na nagłówek. „Klęska pierwszego amanta!” 

Zerknęła ku Didi. 

– Czytaj dalej – powiedziała przyjaciółka. 

 

Luke  Bannister,  zdobywca  serc  niewieścich  w  serialu  „Labirynt 

uczuć”  i gwiazda filmu  „Niepokonany”, przyznaje,  że nie udało  mu się 

background image

nic wskórać ze swoją miłością z czasów szkolnych Meg O’Brian, którą 

spotkał w swoim rodzinnym mieście Chandler w Arizonie na dorocznym 

festynie  strusi.  „Próbowałem  uwieść  swoją  dawną  dziewczynę,  ale 

najwyraźniej  nie  zrobiłem  na  niej  wrażenia”  –  powiedział.  „Chyba  nie 

jestem aż tak atrakcyjnym amantem, jakby się wydawało”. 

Meg  O’Brian  była  organizatorką  festynu.  Bannister  poprosił  ją,  by 

traktowała  go  ze  specjalnymi  względami  przynależnymi  gwiazdorowi, 

ale  ona  odprawiła  go  z  kwitkiem.  „Przyszła  do  mego  pokoju,  żeby 

przedyskutować  pewne  sprawy  organizacyjne  i  nie  miała  zamiaru 

zmieniać  spotkania  służbowego  w  prywatne”  –  powiedział  Bannister.  , 

Jeśli tak dalej pójdzie, moja sława kochanka legnie w gruzach”. 

 

–  Ależ,  Didi,  to  wszystko  nieprawda.  –  Meg  trzęsły  się  ręce,  gdy 

składała gazetę. 

–  Wiedziałam,  że  tak  zareagujesz.  Luke  dla  ciebie  zrobił  z  siebie 

błazna, a ty chcesz zniweczyć jego wysiłki, nazywając go kłamcą? Co za 

szczególna wdzięczność! 

– Bo to jest kłamstwo! 

– Tylko to mógł zrobić, by ci pomóc. Zrozum. 

– Ludzie naprawdę uwierzyli, że nic między nami nie było? 

–  Jedni  tak,  inni  nie,  ale  nawet  ci,  którzy  nie  uwierzyli,  są  pod 

wrażeniem tego, co zrobił Luke. Chętnie zapomną o całej sprawie. 

– Didi, nie wiem, co powiedzieć. 

background image

–  Nic.  Po  prostu  przemilcz  to.  Myśl  o  przyszłości.  Naprawdę 

uważasz,  że  twoja  potajemna  wizyta  w  San  Marcos  mogłaby  ci 

przeszkodzić w karierze politycznej? 

– Chyba nie. 

–  A  więc  daj  już  spokój.  Czas  wracać  na  zebranie,  pani 

przewodnicząca. 

Meg poszła na  salę.  Prawdę  mówiąc,  Luke ją uratował.  Zbyt  dobrze 

ją znał, żeby zdradzić swój plan. Wiedział, że by się nie zgodziła. 

Do  końca  zebrania  rozmyślała  nad  tym,  jak  postąpił  Luke. 

Zdecydował  się  poświęcić  swoją  dumę,  narazić  na  kpiny  środowiska. 

Uczynił to dla niej. Wyobrażała już sobie komentarze pod jego adresem. 

Nawet  gdyby  teraz  zaprzeczyła  wersji  Luke’a,  prawdopodobnie  nikt 

by  jej  nie  uwierzył.  Mężczyźni  zwykli  chełpić  się  swymi  podbojami,  a 

nie  porażkami.  Większość  mężczyzn,  ale  nie  Luke.  Nie  mężczyzna, 

którego kocha. 

Po zebraniu pojechała do kiosku i kupiła nowojorskie pismo. Rodzice 

na pewno go jeszcze nie widzieli. Powiedzieli, że nie zamierzają brudzić 

sobie  rąk  takim  brukowcem  ani  rozmawiać  z  kimkolwiek  na  ten  temat. 

Prawdopodobnie byli tak samo nieświadomi jak ona. 

Podjeżdżając  pod  dom  rodziców,  zobaczyła  matkę  w  ogrodzie. 

Przycinała krzewy. Meg podała jej gazetę. Nora Hennessy popatrzyła na 

nagłówek,  ale  nic  nie  powiedziała.  Dopiero  po  chwili  zwróciła  się  do 

córki. 

background image

– Co to ma znaczyć? – spytała. 

– Luke kłamał, żeby mnie ochronić. 

Matka pobiegła do kuchni po okulary. Uważnie przeczytała artykuł. 

– A więc co wydarzyło się na zebraniu? – zagadnęła córkę. 

– Wybrano mnie na przewodniczącą. 

– Powiedziałaś im, że to wszystko nieprawda? 

– Nie. 

– Dzięki Bogu. – Nora Hennessy odetchnęła z ulgą. – Jesteś niekiedy 

przerażająco uczciwa. Bałam się, że powiesz prawdę. 

– Chciałam, ale Didi mnie powstrzymała. 

– Zadzwonię do ojca. 

Meg czekała cierpliwie. 

–  Powiedział,  że  to  wspaniale  i  że  zachowałaś  się  rozsądnie  – 

oznajmiła pani Hennessy. 

–  Jadę  do  Clinta  –  powiedziała  Meg.  –  Zaprosił  mnie  na  piwo  po 

zebraniu, żeby mnie pocieszyć. Myślę, że też o niczym nie wiedział. 

– Zaczekaj chwilę, muszę ci coś powiedzieć – zatrzymała ją matka. – 

Kiedyś  cię  ostrzegałam,  żebyś  odróżniała  świat  fantazji  od 

rzeczywistości. Prawdę mówiąc, nie mam zbyt dużego doświadczenia z 

mężczyznami.  Nie  –  zdawałam  sobie  sprawy,  że  są  mężczyźni,  którzy 

potrafią fantazję zmienić w rzeczywistość. 

– Tak, mamo, są. 

 

background image

Przed  farmą  Bannisterów  Meg  zauważyła  limuzynę  stojącą  obok 

ciężarówki  Clinta.  Może  to  któryś  z  jego  przyjaciół,  wmawiała  sobie, 

starając  się  zachować  spokój.  Luke  nie  miałby  czasu  zjawić  się  dziś  w 

Chandler. 

Zatrzymała samochód, wzięła gazetę i skierowała się do kuchennych 

drzwi.  Była  zdenerwowana.  Już  na  ganku  usłyszała  głosy.  On  tam  był. 

Mężczyzna, z którym chciałaby spędzić życie. Mężczyzna, którego mieć 

nie może. Musi być twarda, musi odesłać go do Los Angeles, okazać mu 

wdzięczność,  ale  odesłać.  Może  kiedyś  znów  się  spotkają,  a  może  nie. 

Musi się z tym pogodzić. Musi być silna. 

Zapukała do drzwi. Na progu stanął Clint. 

–  Długo  jechałaś  –  zauważył.  –  Kiedy  skończyło  się  zebranie? 

Godzinę temu? – zawołał w stronę kuchni. 

– Mniej więcej – odparł Luke. – Zdążyłem już spłukać z siebie całą tę 

trawę. 

Meg  pchnęła  drzwi.  Luke  siedział  przy  stole.  Miał  na  sobie  stary 

podkoszulek i wyblakłe dżinsy. Trzymał szklankę coli. 

– To ty byłeś tym ogrodnikiem? – zdziwiła się. 

–  Niezły  pomysł,  prawda?  Obserwowałem  cię  w  czasie  zebrania, 

strzygąc trawę w ogrodzie. 

– Nie do wiary. 

– Owszem. Zastanawiałem się, jak by tu podsłuchać, co się dzieje na 

zebraniu,  i  wtedy  zobaczyłem  tych  –  dwóch  chłopaków  w  ogrodzie. 

background image

Dałem  im  parę  groszy  i  pożyczyli  mi  na  godzinę  swój  sprzęt. 

Wystarczyło, żeby się dowiedzieć, że cię wybrali. Gratuluję. 

– Przecież miałeś dzisiaj zdjęcia? 

– Poprosiłem o wolny dzień. Jutro wracam do swoich zajęć. 

– A więc już wiesz o tym? – Meg pokazała Clintowi artykuł. 

–  Teraz  tak.  Jeszcze  dziś  rano  nie  miałem  o  niczym  pojęcia. 

Dzwoniłem do ciebie, ale nikt się nie zgłaszał. 

– Wyłączyłam telefon. Wiesz, mało brakowało, a powiedziałabym, że 

to wszystko nieprawda. 

– To do ciebie podobne – stwierdził Luke. – Ale zaryzykowałem. 

– Luke, ludzie pomyślą, że jesteś do niczego. 

– Cóż, nikt nie jest doskonały. 

– Nie powinieneś tego robić, ty szalony, niepoczytalny, kochany... 

– Może to i było szaleństwo, ale opłaciło się. 

– Nie wiem, jak ci się odwdzięczę. 

–  Myślę,  że  znajdziesz  jakiś  sposób.  –  Luke  podszedł  do  niej.  – 

Kobiety z wdzięczności są gotowe na wiele. 

– Zrobię wszystko, co zechcesz. 

– To brzmi zupełnie jak kwestia z serialu. Mówisz poważnie? 

–  Tak.  –  Meg  nie  sądziła,  by  ją  o  to  poprosił,  ale  była  gotowa 

zrezygnować z kariery i pójść z nim na koniec świata. 

– Wyjdź za mnie. 

– Co? – Chyba się przesłyszała, nie oczekiwała takiej propozycji. 

background image

– Czemu się dziwisz? Przecież powiedziałaś, że zrobisz wszystko. 

Meg z  trudem przełknęła ślinę.  Oczywiście, że chce za niego  wyjść. 

Niech się dzieje, co chce. 

– Jutro im powiem, że nie mogę przyjąć stanowiska przewodniczącej. 

– Chwileczkę. O czym ty mówisz? – przerwał jej Luke. 

– Nie mogę być przewodniczącą Izby, mieszkając w Los Angeles. 

– Nie musisz mieszkać w Los Angeles. 

– Jak to? 

–  Posłuchaj.  Powiedziałaś,  że  dwoje  inteligentnych  ludzi  zawsze 

znajdzie  jakiś  sposób.  Kręcenie  filmów  fabularnych  to  coś  zupełnie 

innego niż praca przy serialach telewizyjnych. Debrze mi zapłacą. Mogę 

mieć  dużo  wolnego  czasu  między  jednym  a  drugim  filmem. 

Niewykluczone, że będę kręcił film gdzieś w pobliżu. 

Meg patrzyła na niego, z trudem nadążając za tokiem jego myśli. 

–  I  jeszcze  jedno  –  powiedział  Luke.  –  Nie  chcieliśmy,  żeby  ludzie 

wiedzieli, że coś nas łączyło w czasie festiwalu, ale jeśli się pobierzemy, 

nie  wyobrażam  sobie,  żeby  to  mogło  ci  zaszkodzić.  Zwłaszcza  teraz, 

kiedy wszyscy myślą, że jestem do niczego w łóżku. 

– Nie zamierzam zmieniać tego przekonania – roześmiała się Meg. 

–  Czyżby?  A  ja  sądziłem,  że  jesteś  ostatnią  osobą,  –  która  potrafi 

dochować tajemnicy. – Luke przyciągnął ją do siebie. 

–  Przekonałam  się,  że  drobne  sekrety  nieraz  bardzo  w  życiu 

pomagają. Tylko ja będę wiedzieć, jaki z ciebie seksowny facet. 

background image

– Wciąż jeszcze nie powiedziałaś „tak”. 

– Tak. 

Luke odetchnął z ulgą. Popatrzył jej głęboko w oczy. 

– To będzie szalone życie – stwierdził. 

– Mam nadzieję. – Wspięła się na palce i ujęła w dłonie jego twarz. – 

Pocałuj mnie, pierwszy amancie. 

Luke  pochylił  się  nad  nią,  a  ich  usta  spotkały  się  w  namiętnym 

pocałunku. Tak jak to bywa w filmach.