background image

 

 

 

Spis treści: 

Prolog- str.2 

Rozdział 1- str. 4 

Rozdział 2- str. 16 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Prolog 

 

Ślub. Czy ktoś się spodziewał, że po półrocznej znajomości 
słynna agentka nieruchomości Bella Swan i prawnik 
Edward Cullen zdecydują się na ten poważny krok? Nikt 
się tego nie spodziewał. Prawdopodobnie oni sami jeszcze 
rok temu nie uwierzyliby, że tak będzie. No ale miłość 
przytrafia się niespodziewanie, a to była miłość od 
pierwszego wejrzenia. Wszyscy znajomi i rodzina, a 
szczególnie matka Edwarda, która nie cierpiała Belli, 
odradzali im ślub po tak krótkim okresie znajomości, ale 
oni nie słuchali. Wierzyli, że nic ich nie rozdzieli. Dlatego w 
tej chwili składają sobie przysięgę i święcie wierzą w to, że 
będą żyli razem "długo i szczęśliwie", nieświadomi faktu, 
że ich znajomi zakładają się o to jak długo będzie trwało 
ich małżeństwo. Po ceremonii państwo młodzi od razu 
wyjechali na tydzień na Hawaje, ponieważ praca nie 
pozwalała na dłużej, a goście spotkali się na obiedzie 
przygotowanym specjalnie dla nich. Każdy z nich był 
pewny, że to małżeństwo nie przetrwa. Pytanie tylko ile 
będzie trwało?? 

 

Rok później 

Edward 

No odbierz wreszcie ten telefon. 

background image

- Cześć, tu Isabella Cullen, nie mogę odebrać, więc zostaw 
wiadomość. Dzięki. 

Pip. 

-Cześć, to ja, twój mąż. No przynajmniej wedle prawa 
obowiązującego w Nowym Jorku. Dzwonię żeby się 
przywitać. Dziś mijają cztery miesiące odkąd jesteśmy w 
separacji. Może moglibyśmy się spotkać? Widziałem cię na 
okładce magazynu z nieruchomościami, wyglądałaś ślicznie. 
Teraz patrzysz na mnie z każdego kiosku. Bardzo cieszę się, 
że twoja firma stała się jedną z najważniejszych firm w 
mieście, jak mówi artykuł. Kupiłem pięć egzemplarzy tej 
gazety, także jeśli kiedykolwiek do siebie wrócimy, a ty 
zgubisz swój zawsze możesz na mnie liczyć. Zresztą nie 
dzwonie po to żeby ci o tym opowiadać. Chodzi o to, że jestem 
smutny, bardzo za tobą tęsknie i szczerze żałuje tego co 
zrobiłem. Byłbym bardzo szczęśliwy gdybyś odzwoniła, a 
jeszcze bardziej gdybyś zgodziła się na spotkanie. Mam 
nadzieje, że otrzymujesz wszystkie prezenty ode mnie. Wiem, 
że nie wszystkie są trafione. Szczególnie ta rzeźba z lodu, 
która się stopiła zanim przyszłaś do domu, bo posłaniec 
zostawił ją pod twoimi drzwiami, gdy cię nie było. Pozwę ich. 
Muszę kończyć, bo jestem w sądzie i za chwilę mam 
rozprawę. 

Boże jestem idiotą. Kto nagrywa taką długą wiadomość i 
mówi o tak nieistotnych rzeczach w wiadomości. Tylko 
idiota. Dlaczego za każdym razem gdy się jej nagrywam 
dostaję słowotoku? Odpowiedź jest prosta: Bo jestem 
idiotą.  

background image

Rozdział 1 

Bella 

 

Ohhh nareszcie udało mi się komuś wcisnąć to mieszkanie. 
Moja agencja miała duży problem z jego sprzedażą, 
pewnie dlatego, że jest beznadziejne. Jestem zdziwiona, że 
tej parze się podobało, no ale cóż z gustami się nie 
dyskutuje. Dobra, następne mieszkanie jest 10 min drogi 
stąd, a klienta mam dopiero za 30 minut, może wreszcie 
znajdę czas na kawę. Zadzwonię do mojej asystentki Alice 
i spytam, czy nie mam jakichś planów na ten czas. Alice 
odebrała po dwóch sygnałach: 

- Dzien dobry, tu Alice w czym mogę pomóc. 

- Cześć Alice, tu Bella. Sprzedałam to mieszkanie, więc 
nareszcie problem zniknął. 

- Świetnie! Powiem wszystkim, kamień spadnie im z serca. I 
znowu udowodniłaś, że jesteś najlepsza. 

- Tak, no cóż nie przesadzajmy. Dzwonie, bo mam 30 min 
czasu do następnego spotkania, masz coś dla mnie 
zaplanowane na ten czas? Jakieś telefony do wykonania, 
albo do odebrania?  

- Nie. Możesz iść na jakąś kawę. A tak w ogóle włączałaś już 
telefon prywatny? 

- Nie. 

background image

- Przygotuj się na wiadomość od swojego męża. Dzwonił ten 
jego asystent, czekaj nie pamiętam imienia, Jake? Jason? 

- Jasper 

- O no właśnie. Dzwonił i pytał czy otrzymałaś wiadomość od 
Pana Cullena, bo mąż się martwi, że nie odzwoniłaś. 

- Matko, mam nadzieje, że ta wiadomość będzie krótsza niż 
poprzednia.  

- Cóż odbierz ją i zrób coś żeby ten człowiek tu  nie dzwonił. 
Nie cierpie tego tam... 

- Jaspera 

-No właśnie. 

- Dobra. Odsłucham wiadomość, ale po pokazaniu 
apartamentu. Teraz idę szybko na kawę, bo zostało mi już 
niewiele czasu. Do widzenia Alice. 

- Do usłyszenia. 

Kochana Alice. Zginęłabym bez niej. Jest nie tylko świetną 
asystentką, ale też przyjaciółką. W sumie nie wiem czemu 
nie lubi Jaspera, mi się zawsze wydawało, że oni do siebie 
pasują. No ale patrząc na moje małżeństwo, moje 
przeczucia co do związków się nie spełniają, więc lepiej się 
nie będę wtrącać. Zamówiłam kawę i ruszyłam w stronę 
budynku gdzie mam spotkać sie z klientami. To jakieś 
francuskie małżeństwo, mam nadzieję, że mówią chodź 
trochę po angielsku, bo mój francuski nie jest dobry. Na 
takich rozważaniach minęła mi droga. Nim się 

background image

spostrzegłam stałam po apartamentowcem i szukałam 
wzrokiem swoich klientów, których widziałam na zdjęciu 
wcześniej. Stali kilka kroków ode mnie więc poszłam się 
przywitać. 

- Dzień dobry. 

- Dzień dobry-odpowiedziała kobieta- Strasznie się 
cieszymy, że pani już jest. Przepraszam, że mąż nie będzie za 
dużo mówił, on po prostu bardzo słabo mówi po angielsku. 

- Nic nie szkodzi. Jesteście gotowi? 

- Tak. 

- Więc proszę za mną. 

Dobrze, że kobieta zna angielski, moje prośby zostały 
wysłuchane. Teraz muszę sprzedać im ten apartament, co 
nie będzie trudne, ponieważ uważam, że jest piękny. 
Doszliśmy wreszcie do odpowiednich drzwi. 

-Zapraszam.- powiedziałam, gdy otworzyłam drzwi. 

I zaczęło się wychwalanie widoków z okna, oświetlenia 
pokoi i ich wielkości, podsuwanie wizji gdzie co postawić. 
Najprościej było mi zareklamować salon, w którym się 
zakochałam. Był ogromny i łączył klasyczną architekturę z 
subtelną elegancją. Kobieta zaczęła rozmawiać z mężem 
po francusku, wyłapałam słowo dziecko, niedługo i że jest 
w ciąży. Nie mogłam tego zignorować. 

- Jest pani w ciąży? To wymarzone miejsce dla rodziny z 
dzieckiem.  

background image

- A ile pani ma dzieci? 

Czułam, że padnie pytanie o rzecz, która boli mnie 
najbardziej. 

- Nie mam dzieci. Mój mąż i ja jesteśmy w separacji. Wiem 
co państwo myślą czas ucieka, ale zastanawiam się nad 
adopcją, muszę być optymistką, a nie dołować się. 

- Przykro mi. 

Po chwili rozmowy podpisali ze mną umowę. Mieli taki 
współczujący wzrok, że nie jestem pewna, czy podpisali ją, 
bo podobało im się mieszkanie czy dlatego, że mi 
współczuli. Po dokonaniu wszystkich formalności z ulgą 
wsiadłam do taksówki. Nie lubiłam współczującego 
spojrzenia. Wierzę, że uda mi się adoptować dziecko 
jestem już zarejestrowana w ośrodku adopcyjnym, to tylko 
kwestia czasu. Natomiast jeżeli chodzi o separacje nie 
wiem czy nie zakończy się rozwodem. Obecnie nie mogę 
patrzeć na mojego męża. A propos muszę wysłuchać jego 
wiadomość. Włączyłam telefon i zaczęłam odsłuchiwać 
wiadomość: " Cześć, to ja, twój mąż. No przynajmniej wedle 
prawa obowiązującego w Nowym Jorku. Dzwonię żeby się 
przywitać. Dziś mijają cztery miesiące odkąd jesteśmy w 
separacji. Może moglibyśmy się spotkać? Widziałem cię na 
okładce magazynu z nieruchomościami, wyglądałaś ślicznie. 
Teraz patrzysz na mnie z każdego kiosku. Bardzo cieszę się, 
że twoja firma stała się jedną z najważniejszych firm w 
mieście, jak mówi artykuł. Kupiłem pięć egzemplarzy tej 
gazety, także jeśli kiedykolwiek do siebie wrócimy, a ty 

background image

zgubisz swój zawsze możesz na mnie liczyć. Zresztą nie 
dzwonie po to żeby ci o tym opowiadać. Chodzi o to, że jestem 
smutny, bardzo za tobą tęsknie i szczerze żałuje tego co 
zrobiłem. Byłbym bardzo szczęśliwy gdybyś odzwoniła, a 
jeszcze bardziej gdybyś zgodziła się na spotkanie. Mam 
nadzieje, że otrzymujesz wszystkie prezenty ode mnie. Wiem, 
że nie wszystkie są trafione. Szczególnie ta rzeźba z lodu, 
która się stopiła zanim przyszłaś do domu, bo posłaniec 
zostawił ją pod twoimi drzwiami, gdy cię nie było. Pozwę ich. 
Muszę kończyć, bo jestem w sądzie i za chwilę mam 
rozprawę.". 

Jak zwykle długa wiadomość o wszystkim i o niczym. 
Kocham tego faceta, ale obecnie równie mocno go 
nienawidzę. Ale nie mam czasu się nad tym zastanawiać 
muszę jechać do biura, iść na kilka spotkań, a potem 
przygotować się na kolację na której mam przemówienie. 
To będzie długi dzień. 

 

Edward 

Ledwie wysiadłem z taksówki dopadł mnie mój asystent 
Jasper. 

- Dzień dobry panie Cullen. 

- Cześć Jasper.  

- Zdobyłem zeznania o które pan prosił. 

- Świetnie, a co z gwiazdą o której rozmawialiśmy? 

background image

- Może ją pan kupić i nazwać "Bella" za 75 dolarów. Dodają 
mapę nieba i certyfikat. 

- Chcę zrobić większe wrażenie. Mogę kupić gwiazdozbiór? 

- Nie wiem, ale może pan kupić czarną dziurę. 

- Nie jestem pewien czy na tym etapie związku to właściwe 
przesłanie.  

- Teraz mam spotkanie z klientem, tak? 

- Zgadza się. 

- Dobra, więc idę na nie szybko. A ty upewnij się, że będę 
mógł iść na kolacje wieczorem. 

- Gdzie? 

- Tam gdzie przemawia Bella, może uda mi się wyciągnąć ją 
na kolację. 

- Dobrze sprawdzę wszystko. 

- Dziękuje. Do zobaczenia. 

- Do widzenia. 

Jasper jest świetny w najbliższym czasie muszę dać mu 
podwyżkę. A teraz skupiamy się na pracy, muszę mieć 
wolny wieczór. 

 

Bella 

Kolacja na której przemawiam, jest charytatywną galą 
przeciwko rakowi piersi. Ponieważ w pracy byłam dłużej 

background image

niż planowałam, musiałam szybko wpaść do domu, wziąć 
prysznic, zrobić makijaż, uczesać się, przebrać w sukienkę 
i szybko pojechać żeby się nie spóźnić. Oczywiście 
posadzono mnie obok Jacoba Blacka, który zawsze 
przekazuje sporą sumkę dla naszej fundacji. Facet ma 
ok.60 lat i za każdym razem próbuje mnie poderwać. No 
ale cóż nic na to nie poradzę, mogę jedynie grzecznie acz 
stanowczo dać mu do zrozumienia, że nie jestem 
zainteresowana. Zjedliśmy przepyszną kolacje i deser, 
teraz czas na moją mowę. Musi ona być krótka i wesoła. 
Wyszłam na podium i zaczęłam mówić. 

- Dziękuje wszystkim z Narodowej Fundacji Raka Piersi. 
Obecność tutaj jest dla mnie zaszczytem. Dziękuje też 
Samowi, mojemu kelnerowi ze stolika nr 2 nie skończyłam 
jeszcze tego deseru-
 powiedziałam i wszyscy zaczęli się 
śmiać. Dobry luźny początek- Ta choroba zbiera swoje 
żniwo, ale mając większą wiedzę i środki, będziemy silniejsi 
niż kiedykolwiek wcześniej. Ale co to oznacza....- 
I wtedy 
zobaczyłam w tej sali mojego męża. Niezwykle przystojny 
w swoim garniturze patrzył tylko na mnie. Zaparło mi 
dech w piersiach i nie wiedziałam co powiedzieć.- 
Przepraszam, ughhh chodzi o to, że chcemy waszych 
pieniędzy- 
wybrnęłam żarcikiem. Idąc do stolika 
pomyślałam: Co on tu robi do cholery?  

 

Edward 

background image

Stała tam i przemawiała. Była piękna jak zwykle. 
Oczywiście zadałem sobie pytanie co mnie podkusiło. Była 
ubrana w czarną sukienkę, jej cudowne czekoladowe włosy 
opadały kaskadami na ramiona. Zaczęła żartem jak 
zawsze trafionym. Była niesamowita. I wtedy jej lśniące 
oczy w kolorze płynnej czekolady spojrzały na mnie. 
Zacięła się. Moja żona po raz pierwszy zacięła się 
przemawiając. Była bardzo zaskoczona. Czułem się winny 
temu, że się pomyliła, ale jak zwykle wybrnęła żartem. 
Patrzyłem jak z gracją wraca do stolika i jak grzecznie 
spławia Jacoba Blacka. To ja powinienem być przy niej i 
osłaniać ją przed nim. Kolacja zakończyła się i wszyscy 
zaczęli wychodzić. W końcu do mnie podeszła. 

- Cześć. Wspaniałe przemówienie. 

- Cześć dziękuje.- powiedziała kierując sie na zewnątrz. 
ruszyłem za nią.- 

- Wyglądasz przepięknie. 

- Wciąż nie rozumie po co przyszedłeś. 

- Cóż rak piersi, jestem przeciw. Chciałem porozmawiać. 
Obojętnie kiedy teraz, później, jutro, przy śniadaniu, 
obiedzie, podwieczorku, kolacji. 

- W porządku, rozumie. Chcesz rozmawiać.  

- Tak 

Rozglądnęła się po otoczeniu, ponieważ staliśmy już na 
zewnątrz i zawołała: 

background image

- Hej Alice.  

- Cześć Alice. 

- Dzień dobry panie Cullen.  

- Co robię jutro? 

- Lunch dla PETY. 

- Pewnie sałatka- wtrąciłem. Chciałem być zabawny ale 
chyba nie byłem, bo nikt się nie zaśmiał- A po lunchu? 

- Przepraszam- Wtrącił Jasper- Po lunchu ma pan 
telekonferencje.  

- A kolacja? 

- O 19 prezentacja mieszkania- powiedziała Alice. 

- A u nas kolacja z Panem Newtonem- powiedział Jasper. 

- Mam propozycję- powiedziała Bella- może będzie prościej 
jeżeli Jasper i Alice sami rozwiążą tę kwestie? 

- Świetny pomysł. 

- Przepraszamy- powiedziała Alice i pociągnęła Jaspera za 
sobą. 

- Jak tam mieszkanie?- zapytałem 

Świetnie. Bez kijów do golfa jest więcej miejsca. A jak tam 
hotel? 

- Przytulny. Nikt nie nastawia budzika 15 minut wcześniej 
niż zamierza wstać. 

background image

- A u mnie nikt nie włazi w buciorach do sypialni. Nie znosi 
brudu i zarazków z ulic. 

- A ja nie znajduje pod prysznicem zużytych maszynek do 
golenia. Choć mi tego brakuje. 

- Przepraszam- powiedziała Alice- Ja przesunę państwa 
York, a Jasper kolacje.  

- Jeśli..- zaczął Jasper, ale Alice brutalnie mu przerwała 

- Po prostu tu zrób.  

- Ok. To co u Daniela o 18? 

- Dobrze- odpowiedziała 

- Świetnie.  

- To cześć. 

- Dobrej nocy. 

Zgodziła się. Hura. Wsiadłem do limuzyny i pojechałem do 
hotelu. Dzisiaj prawdopodobnie wreszcie się wyśpię. 

 

Bella 

Dlaczego, dlaczego, dlaczego? Dlaczego zgodziłam się na ta 
kolację? Nie wiem. Po prostu gdy zobaczyłam nadzieje w 
jego oczach nie mogłam mu odmówić. Nie jestem pewna 
czy jestem gotowa na tą rozmowę. No ale teraz trudno. 
Zgodziłam się więc muszę iść. IDIOTKA!!!! 

 

background image

Alice 

Mam nadzieję, że cała sprawa z małżeństwem państwa 
Cullen się wyjaśni. Bella jest przygnębiona i pan Cullen też 
nie jest w najlepszej formie. To widać. Minusem tego 
wszystkiego jest to, że chcąc nie chcąc, muszę 
współpracować z tym całym Jasperem. Nie cierpię go. Jest 
nie zdecydowany i nie wygłasza swoich teorii na głos. Na 
dodatek jest nie pewny siebie. Chociażby próbując ustalić 
to spotkanie, najpierw zaproponował, że przełoży kolację, 
a potem nagle zaczął się wahać czy mu się uda. Co z tego, 
że z wyglądu jest bardzo przystojny, jak rozmawiając 
mruczy niepewnie pod nosem i wszędzie go trzeba ciągnąć 
za rękę inaczej robi wszystko zbyt wolno. Ehh dotarłam do 
domu. Idę spać, bo jutro od rana praca.  

Jasper 

Ehh może wreszcie sprawa małżeństwa państwa Cullen sie 
wyjaśni. Mam dość załatwiania głupich prezentów i 
sprawdzania czy można kupić to czy tamto. No błagam 
was ile można? Niestety jak by nie było muszę 
współpracować z tą Alice. Jest narwana i zbyt szybka. 
Owszem jest słodka z tym swoim wyglądem chochlika, ale 
kto wytrzymałby z taką zarozumiałą, pewną siebie jędzą. 
Wszędzie cię ciągnie, jakby minuta w tę czy w tę robiła 
różnicę, krzyczy gdy jesteś nie pewny czy uda ci się coś 
zrobić, lubi się rządzić i zawsze stawia na swoim. Ucina 
moje zdania w połowie zdaniami typu " Po prostu to 
zrób", "Nie masz wyjścia", "Masz to zrobić i koniec". No 
błagam, kim ona jest żeby mi rozkazywać, ale trudno 

background image

dzisiaj już mam ją z głowy. Niestety jutro ją spotkam i 
pewni znowu coś skrytykuje: albo moje tempo, albo mój 
ubiór, albo fryzurę, albo charakter. Już mam dość. No ale 
jestem już w domu, lepiej wezmę szybki prysznic i pójdę 
spać, jutro długi dzień przede mną. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Rozdział 2 

Bella 

Obudziłam się z dziwnym niepokojem. Nie wiedziałam o co 
chodzi, aż przypomniałam sobie, że dzisiaj jem kolację z 
Edwardem o 18. Nie jestem pewna czy jestem gotowa na 
rozmowę o tym co się stało, ale czy kiedykolwiek będę 
gotowa? Przez chwilę myślałam o tym żeby zadzwonić do 
niego i odwołać spotkanie, ale stwierdziłam, że muszę 
zmierzyć się z tym co mnie boli. Teraz jadę do agencji, 
przecież muszę pracować. 

Alice 

Bella przyszła do pracy cała podenerwowana. Wiedziałam, 
że chodzi o kolację z jej mężem. Ale na szczęście nie 
prosiła mnie bym ją przełożyła, muszą się z tym zmierzyć i 
wszystko naprawić albo się rozwieść. Po 4 godzinach 
patrzenia na jej nerwy, kazałam jej iść do domu, bo i tak 
na niczym nie mogła się skupić. Na szczęście posłuchała, a 
ja mogłam spokojnie pracować. Jedynym minusem tej 
kolacji jest to, że znowu spotkam się z Jasperem, chociaż 
kto wie, może być zabawnie, on w sumie sprawia, że się 
śmieje. Większość czasu z niego, ale to nic. 

Jasper 

Pan Cullen przyszedł dziś do kancelarii, ale kazałem mu 
iść do domu. Zaczęły mnie denerwować coraz to nowsze 
pomysły na prezenty. I tak udało mi się załatwić dla niego 

background image

Galaktykę, bo mnie męczył, że gwiazda to za mało. No 
błagam was nie po to chciałem tu pracować. Chyba po raz 
pierwszy podniosłem na niego głos, a on tak po prostu 
posłuchał. Mam nadzieję, że dogadają się na tej kolacji. 
Niestety oznacza to, że znowu będę musiał spotkać panią 
Wszystko Wiem Najlepiej, no ale trudno. 

Edward 

Ja, Edward Anthony Cullen zostałem dzisiaj wykopany ze 
swojego gabinetu, przez swojego cichego, opanowanego, 
posłusznego i bojaźliwego asystenta Jaspera Withlocka. 
Musiałem być naprawdę irytującym dupkiem dzisiaj, 
skoro on zdobył się na podniesienie głosu i na wykopanie 
mnie do domu. Cały dzień czekałem w nerwach do 
wieczora. Teraz siedzę w restauracji, jest 18 i się 
denerwuje, bo jeszcze jej nie ma. A co jeśli zmieniła 
zdanie? Czy wiem co chce jej powiedzieć? Jak się 
wytłumaczyć? No cóż, chcę uratować nasze małżeństwo, 
kocham ją ponad wszystko, więc muszę znaleźć sposób, by 
mi wybaczyła. Właśnie weszła piękna jak zwykle, z gracją 
podeszła do naszego stolika. Wstałem odsunąć jej krzesło: 

- Cześć. 

- Dobry wieczór. 

- Więc,....-powiedziałem siadając- dostałaś kwiat ode mnie? 
Wiem, że bardzo lubisz rośliny. Mam dla ciebie prezent. 
Nazwałem galaktykę imieniem "Bella"- powiedziałem, 
podając jej mapkę i potwierdzenie, ze to zrobiłem. 

background image

- Musisz przestać obdarowywać mnie ciągle prezentami! To 
dla mnie kłopotliwe. Nie ma tygodnia, ani dnia, żebym nie 
dostała od ciebie czegoś. 

- Cóż, w takim razie obiecuje, że przestanę. Jeszcze tylko 
jedna drobnostka... 

- Co to jest?- zapytała sięgając po kopertę. 

- Otwórz- patrzyłem jak otwiera kopertę i patrzy na mnie 
zszokowana. 

- Co to...? 

- Wiem, że zawsze chciałaś iść do terapeuty, a ja nie 
chciałem. Cóż, zmieniłem zdanie. Dr. Stanley to podobno 
świetna specjalistka od porad małżeńskich. 

- Znam Dr. Stanley. Znalazłam jej dwupoziomowy 
apartament.  

- Polecają ją Werberowie. 

- Angela i Ben? 

- Tak. 

- Wiesz ,że rozwiedli się rok temu? 

- Racja, ale uwielbiają Dr. Stanley, która podobno napisała 
książkę. 

- Tak, mit cudownego małżeństwa.- powiedziała kosztując 
sałatki, którą jej zamówiłem, nawet nie zauważyłem, że 
podali nam kolację. Zacząłem jeść i wróciłem do rozmowy, 

-Ale ty jesteś oczytana, brakuje mi tego. 

background image

- Książka obala mit oczekiwań wobec partnera i sugeruje 
trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość. Nakłania by zbytnio nie 
polegać na drugiej osobie. 

- Cudownie. 

-Moim zdaniem to strasznie przygnębiająca teoria, nie 
sądzisz? 

- Ależ tak, skoro tak twierdzisz. 

- Możesz przestać ciągle się ze mną zgadzać? 

- Jak sobie życzysz. 

- Skończyłeś już? 

-Tak. 

- Niestety muszę się zbierać. 

- Tak szybko? 

-Niestety. 

Wyszliśmy z restauracji, przed którą już czekali Jasper i 
Alice. 

-Więc? 

- Pokazuje dziś klientowi mieszkanie. Odbieram go na 
mieście. Może się przejdziemy? 

-Jasne. Jasper przespacerujemy się. 

- Przespacerujcie?- zapytał zszokowany Jasper. 

- Tak. 

background image

- Czy coś się stało? Wszystko w porządku?- zapytała Alice. 

- Wszystko jest ok- odpowiedziała Bella. 

Uszliśmy 5 min w ciszy i zaczęło padać: 

- Zaczyna padać- zagadałem. 

- Przespałeś się z inną- przeszła do nieprzyjemnych spraw. 

- Więc, nie chcesz rozmawiać o pogodzie. 

- Dobra niech będzie, duże zachmurzenie, 100 procentowa 
gwarancja opadów. Przespałeś się z inną!!!!!!! 

- Przepraszam, miałem mętlik w głowie, zachowałem się jak 
idiota, popełniłem okropny błąd. Kocham ciebie i tylko 
ciebie. A czy ty wciąż mnie kochasz? Choć trochę? 

- Nie wiem czy potrafię kochać choć trochę. 

- Mi to wystarczy. 

- Mi nie. Tak kocham cię. Mimo tego co zrobiłeś kocham cię 
jak wariatka, ale nie umie ci wybaczyć. Muszę lecieć.- i 
poszła, a ja za nią. 

- Dajmy szansę Dr. Stanley.- wtem stanęła zdziwiona. 

- Popatrz to mój klient- pobiegłem za jej wzrokiem i 
zobaczyłem faceta na balkonie.- Co on robi na tym deszczu 
bez parasola?  

- Co my robimy bez parasola?- powiedziałem gdyż byliśmy 
przemoczeni. 

- Panie Volturi?- krzyknęła. 

background image

I wtedy mężczyzna spadł z balkonu. Miał nóż wbity w 
plecy. Na balkon zaczął wychodzić morderca. Szybko 
zakryłem dłonią usta Belli, gdyż chciała zacząć krzyczeć i 
pociągnąłem ją za ciężarówkę. Kazałem jej być cicho. 
Facet rozglądał się. I wtedy ciężarówka odjechała. 
Morderca zaczął strzelać. Na szczęście umknęliśmy i 
złapaliśmy taksówkę. Stamtąd zadzwoniliśmy na policję.  
W ciągu 30 min przyjechały radiowozy, zabezpieczono 
miejsce zbrodni, zbadano kogo zabito i zaczęto z nami 
rozmawiać: 

- Zamordowany Aro Volturi był handlarzem broni. FBI 
chciało go aresztować, więc pomagał nam złapać tego 
człowieka- powiedział wyciągając zdjęcie- Damon Salvatore, 
sądzimy, że to on zlecił zabójstwo. Morderca może nas do 
niego doprowadzić. Będziecie świadkami, ale teraz 
najważniejsze jest wasze bezpieczeństwo.  

- Jak to bezpieczeństwo?- zapytała Bella. 

- Zabójca wciąż jest na wolności. 

- Przecież nie wie kim jesteśmy- powiedziała 

- Bello on bez problemu się dowie- powiedziałem. 

- Przydzielam państwu całodobową ochronę.  

- Nie mieszkamy razem. Jesteśmy w separacji- 
odpowiedziała. 

- Ja i żona korzystamy z porad- powiedział detektyw. 

- Czy u Dr. Stanley? 

background image

- Nie. Dobra koniec rozmowy. 

- Do wiedzenia. 

- Skontaktuje się z państwem jutro. Pani Cullen, to agent 
Sam Uley, będzie czuwać nad pani bezpieczeństwem- 
powiedział wskazując wysokiego, umięśnionego faceta, od 
którego aż biło doświadczenie. 

- Dobrze. 

- Mam zostań u ciebie na noc?- zapytałem 

- Nie mam dobrą opiekę. 

- Skoro tak uważasz. 

- Dobranoc- powiedziała i poszła do samochodu razem ze 
swoim ochroniarzem. 

- Panie Cullen to agent Seth Clearwater- wskazał małego, 
chudego faceta, ok.20 lat, który z pewnością nie miał 
doświadczenia. Popatrzyłem na faceta z wątpliwościami 
wypisanymi na twarzy- Jest pan w dobrych rękach- 
zapewniono mnie. 

- Z pewnością. Dobranoc. 

I poszedłem do samochodu za moim mini-ochraniarzem. 
To był długi dzień, więc gdy tylko znalazłem się w moim 
pokoju hotelowym, zasnąłem. 

Bella 

Gdy dojechałam do domu postanowiłam zmyć z siebie cały 
stres i trud całego dnia i tego wieczoru. Wzięłam piżamę, 

background image

ręcznik, puściłam wodę i weszłam pod prysznic. Zaczęłam 
rozmyślać. Kolacja była banalna. Znowu prezent, który 
zaimponował mi, ale to jest dla mnie niezręczne, wygląda 
tak jakby myślał, że może mnie przekupić. Gdy pokazał mi 
załatwioną wizytę u Dr. Stanley byłam zszokowana. 
Doceniłabym ten gest gdyby nie to, że Dr. Stanley jeszcze 
żadnego małżeństwa nie uratowała, wręcz przeciwnie 
jeszcze bardziej skłócała swoich pacjentów. Na dodatek 
zdenerwowało mnie to, że zgadzał się z każdą moją opinią. 
Potem jego tłumaczenie, gdy poruszyłam temat jego 
zdrady. Po raz setny powiedział mi, że żałuje, że popełnił 
błąd, ale nie powiedział dlaczego. Miał mętlik w głowie, ale 
nigdy nie powiedział dlaczego. Na dodatek wydarzenie, 
które przerwało tą rozmowę całkiem wyprowadziło mnie z 
równowagi. Zabójstwo mojego klienta. Świadomość faktu, 
że jestem świadkiem i ten morderca może mnie znaleźć, że 
moje  życie jest w niebezpieczeństwie przytłaczała mnie. 
Na dodatek obcy człowiek będzie ze mną dzień i noc, 
będzie ryzykował dla mnie życie w razie zagrożenia. Ciarki 
przechodziły mi po plecach. Może gdybyśmy wyszli z 
restauracji  5 lub 10 min później nic by się nie stało. 
Zaczęła lecieć zimna woda, więc szybko wyszłam spod 
prysznica i wytarłam się. Poszłam do łóżka i pomyślałam, 
że to nie będzie spokojna noc bez koszmarów. Zasnęłam 
wraz z tą myślą. 

Jasper 

Kolejne spotkanie państwa Cullen. Przyjechałem ok. 18.30 
limuzyną pod restaurację. Oczywiście Alice już tam była. 

background image

Zawołałem cześć, ale zbyła mnie kiwnięciem głowy. 
Zrobiła to na dodatek w sposób, którym dała mi znać iż 
dostałem od niej za dużo uwagi. Zawrzało we mnie. Co za 
arogancka, złośliwa, słodziutka kobieta. Czekaj, wróć czy 
ja pomyślałem słodziutka? Lecz się Withlock ty 
masochisto!! Zacząłem odpowiadać na maile Edwarda, 
zauważyłem że zaczęła robić to samo. Robiła to patrząc na 
mnie, jakby z pogarda, że piszę patrząc na klawiaturę. 
Postanowiłem się nie dać. Pisałem patrząc prosto w jej 
oczy. Zirytowana przyspieszyła więc zrobiłem to samo. W 
końcu skapitulowała, przegrywając nasz mały nieoficjalny 
pojedynek. Tak Jasper, masz to coś!! Wtedy wyszedł 
Edward i Bella. Powiedzieli nam, że idą na spacer. Oboje z 
Alice byliśmy w szoku. Oczywiście gdy odeszli trochę dalej 
ona powiedziała:  

- Coś musiałeś zrobić źle, skoro zachowują się tak 
nienaturalnie i idą na spacer- ponieważ byłem dzisiaj 
wyjątkowo zdenerwowany odpyskowałem jej. 

- A czemu to ja musiałem coś spieprzyć?! A może to ty, 
panno idealna coś spieprzyłaś?!  A poza tym skąd wiesz, że to 
źle, że idą na spacer?! A może to właśnie dobrze?! Może 
wyjaśnią sprawę swojego pieprzonego małżeństwa raz na 
zawsze?! Może stanie się coś czego ty nie zaplanujesz?! Może 
coś pójdzie nie po twojej myśli?! W każdym razie ja idę do 
domu. Dobranoc. 

- Dobranoc- odpowiedziała cicho, a ja spojrzałem na nią, bo 
nie dowierzałem, że mi odpowiedziała. Gdy popatrzyłem na 

background image

jej twarz, po raz pierwszy zobaczyłem, że patrzy na mnie z 
szacunkiem. 

 

Alice 

Coś nieprawdopodobnego. Jasper Withlock się 
zdenerwował i mi odpyskował. Pociągał mnie ten dzisiejszy 
Jasper. Pewny siebie, silny, przekonywujący, władczy. Gdy 
przypomniałam sobie jego niezdarność zobaczyłam, że to 
połączenie jest nawet seksowne. O jeju czy ja właśnie 
chwalę tego faceta. Al musisz iść spać, bo masz zwidy. I 
poszłam, po raz pierwszy śniłam o Jasperze. 

 

W tym samym czasie ulicami Nowego Jorku 
przemieszczał się mężczyzna. Myślał o 
parze, która przyłapała go na morderstwie. 
Planował jak ich zlikwidować i jak ich 
odnaleźć. Zadzwonił jego telefon. Dzwonił 
szef.  

- Załatwiłeś go? 

- Tak zrobione.- I wtedy zobaczył kobietę, 
która widziała jego czyn. Była w gazecie. 

background image

Nazywała się Isabella Cullen. Teraz zabicie 
jej będzie dziecinnie proste. 

- To co widzimy się jutro? O 10? 

- Jasne szefie nie ma problemu.  

I poszedł. Znalazł mieszkanie Isabelli. Ma 
ochronę całodobową. Już miał plan jak się 
do niej dostanie. Niestety musi poczekać do 
rana. Isabello Cullen uważaj na siebie.