background image

Budowanie marki osobistej. Jak to robi Michał Szafrański

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114

 

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114 

Budowanie marki osobistej. 


Jak to robi Michał Szafrański

 

http://MalaWielkaFirma.pl/marka-osobista-michal-szafranski 

Marek  Jankowski:  Gościem  podcastu  „Mała  Wielka  Firma”  jest  dziś  Michał  Szafrański,  człowiek  znany 
z  blogu 

jakoszczedzacpieniadze.pl

,  z  podcastu  „Więcej  niż  oszczędzanie  pieniędzy”,  a  poza  tym  –  jak 

znalazłem w wiarygodnych mediach – najpopularniejszy bloger finansowy w Polsce. 

Michał Szafrański: Jeden z najpopularniejszych, może w ten sposób. Dzień dobry. 

Dzień dobry, rozmawiamy o budowaniu marki osobistej, bo wybudowałeś taką markę, co tu dużo mówić. 

Udało się, dziękuję. 

Kiedy ostatnio wpisywałeś w Google’a „Michał Szafrański”? 

Dobre pytanie, pewnie ze 2 lata temu, jak szukałem, czy są jacyś inni Michałowie Szafrańscy, którzy coś robią 
w internecie – bo są. I rzeczywiście jest taki Michał Szafrański, który siedzi również w tematyce finansowej, 
Foreksem się zajmuje itd., właśnie mu robię reklamę w tej chwili. Tak się zastanawiałem, czy rzeczywiście on 
będzie tam wyżej czy niżej ode mnie. Chyba w tej chwili już jest niżej ode mnie. 

Chyba  już  tak.  Natomiast  nie  wiem,  czy  to  o  tym  mówisz,  bo  jest  człowiek,  który  ma  domenę 
michalszafranski.pl. 

Chyba to jest ta osoba. 

Internetowy księgowy. 

A  nie,  to  nie  to,  to  zdecydowanie  nie  to.  Ja  mam  domenę  michalszafranski.com,  ale  tak  naprawdę  z  niej 
w ogóle nie korzystam jeszcze. I internetowy księgowy to nie jest to, zdecydowanie. 

OK, czyli jeszcze inny Michał Szafrański. 

Widzisz, ilu nas jest? Mafia Szafrańskich opanowuje internet. 

Marka zrobiła się popularna. Ale przez 10 lat byłeś menedżerem w branży IT i to było coś zupełnie innego. 
Właściwie trudno znaleźć w tej chwili w internecie ślady po twojej poprzedniej działalności, chyba że sam 
wspominasz  te  czasy.  W  tej  chwili,  jeżeli  się  wpisze  „Michał  Szafrański”,  to  jest  jasne,  że  chodzi 
o  oszczędzanie  pieniędzy,  o  finanse  osobiste.  I  powiedz  mi:  czy  to  była  świadoma  decyzja,  czy  ty  od 

MalaWielkaFirma.pl

 1

background image

Budowanie marki osobistej. Jak to robi Michał Szafrański

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114

początku,  kiedy  wszedłeś  w  blogowanie,  w  podcastowanie,  wiedziałeś,  że  chcesz  wybudować  własną 
markę, taką właśnie? 

Ja  bym  to  podzielił  na  parę  etapów.  Prosta  odpowiedź  brzmi  „nie”.  Po  pierwsze,  blog  pojawił  się,  kiedy 
jeszcze pracowałem na etacie, w związku z tym to też nie było tak, że wiązałem z nim jakieś dalekosiężne 
plany. Raczej chodziło o to, żeby w ogóle sprawdzić, czy jestem w stanie być osobą, która systematycznie 
pisze,  ma  jakichkolwiek  czytelników,  zresztą  wielokrotnie  już  o  tym  mówiłem.  I  też  sprawdzić,  czy  to,  co 
piszę,  rzeczywiście  angażuje  innych,  czy  rzeczywiście  jest  prowadzony  jakiś  dialog  u  mnie  na  blogu,  czy 
czytelnicy w ogóle są zainteresowani tym, żeby treści, które tworzę, w jakikolwiek sposób uzupełniać. To był 
taki pierwszy etap, można powiedzieć: przecierania się. 

Czyli chodziło nie tyle o ciebie, ile o temat. 

Tak,  w  zasadzie  szukałem  walidacji,  potwierdzenia,  że  temat  związany  z  finansami  osobistymi,  który  jest 
wykładany przeze mnie, czyli to, w jaki sposób ja ten temat wykładam, w ogóle kogokolwiek interesuje. I to 
było pierwsze pół roku. Po tym pierwszym pół roku w zasadzie już dla mnie było oczywiste, że po pierwsze, 
potrafię systematycznie blogować, a po drugie, rzeczywiście wokół tych treści, które tworzę, gromadzą się 
jakieś osoby, które są nimi zainteresowane.  

I  wtedy  już,  po  tym  pierwszym  pół  roku,  to  było  coś  takiego,  że  chciałem  wybudować  pewną  markę 
w internecie. Nie nazywałem tego jeszcze marką osobistą, tylko po prostu zależało mi na tym, żeby mój blog, 
który  ma  temat:  jak  oszczędzać  pieniądze,  był  popularny.  Ale  jeżeli  spojrzysz  na  mojego  bloga,  to  tam 
praktycznie od samego początku jest moja twarz przyklejona przy logo. Jest moja twarz po prawej stronie, ta 
twarz  również  w  innych  miejscach  się  pojawia.  I  ja  tą  twarzą  operuję  jako  czymś,  co  jest  nierozerwalnie 
związane z tym blogiem. Doprowadziłem do tego, że mam taki biznes, którego nie jestem w stanie sprzedać, 
bo jest mocno związany z Michałem Szafrańskim. 

Stary, ty nie jesteś w stanie brody zapuścić. 

No właśnie. Gdzieś to przełączenie się w kierunku budowy świadomej budowy, marki osobistej nastąpiło, ale 
nie było jednego momentu. To było bardzo, bardzo stopniowe. 

Nie było jednego momentu, ale w pewnym momencie, chociaż to nie był jeden, zacząłeś świadomie iść 
w  tym  kierunku,  żeby  takie  skojarzenie  czy  skojarzenia  związane  z  twoją  osobą  budzić.  Widziałem 
niedawno  twoje  wystąpienie  na  konferencji,  na  której  zaprosiłeś  panie  na  scenę  i  poprosiłeś,  żeby 
powiedziały, co o tobie przekazałyby znajomym albo co usłyszały od znajomych na twój temat. Później 
wyświetliłeś  slajd  i  okazało  się,  że  to  się  w  bardzo  dużej  mierze  pokrywało,  czyli  marka,  którą 
wybudowałeś, jest zgodna z tym, czego od niej oczekujesz, jest zgodna z tym, co chcesz osiągnąć. 

Uczciwie mówiąc, na tej konferencji to było tak, że w zasadzie wywołałem panie i spodziewałem się, co one 
są w stanie o mnie powiedzieć, dlatego że już wiem, co udało mi się wybudować. Ja stosuję taką analogię: 
kiedy patrzysz na swoje inwestycje, to zawsze bardzo łatwo się ocenia swoje decyzje inwestycyjne, patrząc 
w  lewą  stronę  na  wykresie:  czy  podjąłem  dobrą  czy  złą  decyzję.  Jak  dzisiaj  patrzę  wstecz,  to  można 
powiedzieć, że jest to takie czytanie tego wykresu właśnie w lewą stronę, czyli: wiem, gdzie jestem, wiem, jak 
mnie inni odbierają, cieszę się, że odbierają mnie w taki sposób, w jaki ja bym chciał, żeby mnie odbierali. 
Część działań, które wykonywałem, to były działania, powiedziałbym, zamierzone i świadome budowanie 

MalaWielkaFirma.pl

 2

background image

Budowanie marki osobistej. Jak to robi Michał Szafrański

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114

marki,  ale  większość  –  i  tu  pewnie  rozczaruję  tych,  którzy  słuchają  w  tej  chwili  –  była  w  pewnym  sensie 
niezaplanowana. One były naturalne, gdzieś tam wypływały z tego, kim jestem.  

Cieszę  się  tylko  z  tego,  że  udało  mi  się  pomimo  bariery,  jaką  stwarza  internet.  Bo  internet  niewątpliwie 
stwarza taką barierę, że nie pozwala ci pokazać siebie w pełni, ze względu na to, że to nie jest takim medium, 
w którym siedzimy tak jak teraz przy stole, uśmiechamy się do siebie, rozmawiamy, widzimy swoją mimikę 
i swoje reakcje. W internecie tego nie widać, ja w internecie operuję przede wszystkim treścią. Podcast był 
drugim elementem, który pozwolił mi bardzo mocno zakomunikować moje emocje chociażby w stosunku 
do tematów, które poruszam, czyli przez dobór tematów, jak również sposób, w jaki o nich mówię. 

Samo brzmienie głosu… 

…tak, intonacja. 

Później ludzie spotykają cię i wiedzą, że to ty, nie muszą cię nawet widzieć, chociaż widzą cię na zdjęciach 
na blogu, słyszą cię w słuchawkach – i tak naprawdę cię znają. 

Dokładnie  tak.  Tak  że  gdzieś  tam  próbuję  to  przełamywać.  Komunikuję  się  bardzo  wielokanałowo,  czyli 
z jednej strony jest blog, z drugiej strony jest podcast, z trzeciej strony są wszystkie media społecznościowe. 
Są  jeszcze  spotkania  osobiste,  są  konferencje,  występy  w  TV,  w  radiu.  Więc  wszędzie  tam,  gdzie  się 
pojawiam, w jakiś sposób przekazuję strzępy informacji również o sobie, często nieświadomie. Wystarczy, że 
jestem kojarzony jako gość w bluzie, tak jest, że chodzę w bluzach z kapturem, w związku z czym pewnie 
gdybym  się  pojawił  w  garniturze,  to  wzbudziłbym  spore  zamieszanie.  Ale  to  też  jest  pewien  mój  styl, 
w  którym  jest  mi  po  prostu  wygodnie,  fajnie.  I  cieszę,  że  on  się  stał  również  elementem,  znakiem 
rozpoznawalnym mojej osoby. 

Mówiłeś o tym, że w dużej mierze to było niezaplanowane, ale z tego wynika, że jednak częściowo było. 
To jakie były takie elementy, że stwierdziłeś np.: „Muszę wzbudzać zaufanie, to zrobię to i tamto”? 

Na  początku  to  była  droga  na  skróty.  Wrócę  do  początków  bloga:  było  tak,  że  zacząłem  pisać  blog 
o  tematyce  finansowej.  Ja  sam  sobie  wtedy  zadawałem  takie  pytanie:  „No  dobra,  jaki  blog  o  tematyce 
finansowej ja chciałbym czytać?”. Chciałbym czytać taki blog, w przypadku którego wiem, kto go pisze, czyli 
czy pisze go osoba, która rzeczywiście ma coś mądrego do powiedzenia, czy PR-owiec z banku. Ogólnie czy 
pisze go facet, któremu coś się w życiu udało – czytaj: mogę się na nim wzorować – czy pisze to ktoś, kto jest 
dopiero na początku drogi i być może jego porady powinienem filtrować przez pryzmat tego, że jestem dużo 
starszy  i  mam  inny  zestaw  doświadczeń  życiowych.  Chciałem  swoim  czytelnikom  umożliwić  szybkie 
zidentyfikowanie, kim jestem.  

Ta  identyfikacja  następowała  również  w  ten  sposób,  że  publikowałem  na  blogu  informacje,  na  początku 
wyłącznie  nasze  koszty,  ale  już  po  kosztach  można  się  było  zorientować,  ile  tak  naprawdę  ta  rodzina 
Szafrańskich z grubsza zarabia, bo skoro ponosi takie koszty, to znaczy, że musi nieco zarabiać. Po drugie, 
raporty  kosztów  służyły  mi  również  do  tego,  żeby  filtrować  czytelników,  czyli  jeżeli  ktoś  po  przeczytaniu 
moich raportów kosztów stwierdzał: „Nie, no ten facet jest z innej planety niż ja, to po co ja mam go czytać?”, 
dla  mnie  to  było  OK,  to  znaczy  nie  chodziło  o  to  –  i  nadal  nie  chodzi  o  to  –  że  ja  koniecznie  muszę 
odpowiadać wszystkim. Nie. Ja chcę rozmawiać i komunikować się z tymi osobami, które uważają, że warto 

MalaWielkaFirma.pl

 3

background image

Budowanie marki osobistej. Jak to robi Michał Szafrański

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114

się ze mną komunikować. Nie mam ambicji dotarcia do wszystkich. Chciałbym, żeby 38 milionów Polaków 
czytało tego bloga, ale wiem, jakie są realia.  

Więc ja, budując markę osobistą, świadomie komunikuję również rzeczy niezwiązane z finansami osobistymi 
po to właśnie, żeby osobom, które są po drugiej stronie, łatwiej było zdecydować, czy im ze mną po drodze, 
czy nie. Akurat to robiłem świadomie.  

Świadomie  również  decydowałem,  jak  dużo  swojej,  nazwijmy  to:  prywatności,  oddaję  na  zewnątrz 
i  pokazuję  na  zewnątrz.  Ale  wiedziałem,  w  jakim  celu  to  robię.  To  nie  jest  tak,  że  pokazuję  wszystko, 
absolutnie nie. Mam parę takich zasad, którymi się kieruję. Przede wszystkim: nie pokazuję w internecie albo 
nie mówię w internecie tego, czego nie chciałbym powiedzieć publicznie, czyli jeżeli uznaję, że nie byłbym 
w  stanie  na  przykład  spotkać  się  z  tobą,  Marku,  i  powiedzieć  ci  prosto  w  twarz  czegoś  przykrego,  to  tego 
również nie powiem w internecie. I to jest taka zasada, która, myślę, bardzo często ratuje mi cztery litery.  

Kolejna  rzecz:  pomimo  że  w  życiu  normalnie,  standardowo,  jak  każdy,  od  czasu  do  czasu  puszczę  ostrą 
wiązankę i przekleństwa się posypią, to w internecie tego nie robię. Po prostu. Na blogu też tego nie robię, 
czyli dbam o to, żeby język był w miarę czysty.  

Kolejna rzecz, która jest dla mnie szczególnie ważna, to jest to, że choć jestem w miarę publiczny i pokazuję, 
co się u mnie dzieje, nie znaczy to, że to mi daje mandat do pokazywania tego, co się dzieje w mojej rodzinie, 
u  mojej  żony  czy  u  naszych  dzieci.  Tu  jestem  bardzo  zasadniczy  i  akurat  zdjęć  moich  dzieci  w  ogóle 
w internecie się nie znajdzie. Jest jedno zdjęcie, na którym mamy twarze zasłonięte chustkami – i to jest 
jedno  jedyne  zdjęcie  moich  dzieci  w  internecie,  więc  na  to  też  bardzo  mocno  zwracam  uwagę.  Dlaczego? 
Chciałbym, żeby to przesłanie również trafiało szerzej. Uważam, że OK, ja kontroluję swoje życie w pewnym 
sensie i przez to, co robię w sieci, również to życie potencjalnie sobie poprawię albo być może je spaprzę. 
Bo  wszystko,  co  robimy  w  sieci,  zostaje.  Ktoś  kiedyś  może  coś  wyciągnąć  na  Szafrańskiego,  że  Szafrański 
w jakiejś sytuacji w jakiś konkretny sposób się zachował. To jest coś, czego ja mam po prostu świadomość, 
i mówię: umieszczam w sieci to, co – jak uważam – może tam sobie swobodnie funkcjonować. Natomiast 
uważam,  że  w  przypadku  moich  dzieci  absolutnie  nie  mam  takiego  prawa,  dlatego  że  one  są  dopiero  na 
początku swojej drogi i dzisiaj nawet nie potrafię przewidzieć, jakie konsekwencje może mieć pokazywanie 
publiczne  czegoś  z  ich  dzisiejszego  życia.  Tak  że  tu  jestem  bardzo,  bardzo  restrykcyjny  i  też  uczę  swoje 
dzieciaki, że po prostu nigdy nie wiadomo, w jakim kontekście informacje, które one zamieszczają w sieci, 
będą wykorzystane, w związku z tym lepiej, żeby zachowywały się ostrożnie. 

Przypomniałeś mi zdjęcie, które kiedyś widziałem: mężczyzny-modela trzymającego na rękach niemowlę 
– to był syn tego człowieka. I ten syn prawdopodobnie podczas robienia zdjęć do tej sesji nie wytrzymał, 
był bez pieluchy, i zaczął na tatę sikać. Nie pamiętam, komu pokazywałem to zdjęcie, ale mówię: „Kurczę, 
jak  gość  mógł  takie  zdjęcie  pokazać  ludziom!”.  No  i  ta  druga  osoba  mówi:  „Kurczę,  świetne  zdjęcie! 
Uchwycony moment, relacja…”. 

Teoretycznie funkcja człowieka. Nic strasznego się nie stało. 

Tak,  relacja  ojca  z  dzieckiem.  On  tego  syna  przytula.  „No  synek  sika,  co  w  tym  złego?”  Ja  mówię: 
„To w tym złego, że jak ten chłopak będzie miał kilkanaście lat i to zdjęcie będzie krążyło po internecie, 
to koledzy w klasie go zjedzą po prostu”. 

MalaWielkaFirma.pl

 4

background image

Budowanie marki osobistej. Jak to robi Michał Szafrański

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114

Tak, kilkanaście lat albo i wcześniej, bo widzę i wiem, jak już dzisiaj dzieciaki w podstawówce odnoszą się do 
kompromitujących rzeczy, które znajdą na swoich kolegów i koleżanki. Niestety tak jest. 

I  jeszcze  element,  na  który  zwrócę  uwagę,  też  chcę  podkreślić.  Staram  się  nie  pokazywać  w  sieci 
w sytuacjach, których generalnie nie pochwalam, czyli np. bardzo zwracam uwagę, czy jesteś w stanie złapać 
mnie na jakimś kadrze z kieliszkiem w ręku, z jakimś alkoholem czy papierosem. Ja nie palę, pić – w domu 
jak najbardziej, ale niekoniecznie musi to być widoczne w sieci, bo nie uważam, żeby propagowanie tego 
miało jakikolwiek sens. Nie uważam tego za szczególnie wychowawcze itd. Moja prywatna opinia, ale tym się 
kieruję. 

Na szczęście udało mi się – właśnie dzięki takim prostym zasadom, które sobie kiedyś narzuciłem – paru 
takich zdjęć uniknąć i autentycznie w paru sytuacjach byłem złapany, że zerkam do torby, którą otrzymałem 
na konferencji, sięgam tam ręką i widzę, że tam jest jakaś butelka i ja tej butelki po prostu nie wyciągam. 
A na zdjęciu widzę, że mam torbę i rękę w środku. Nigdy nie wiadomo, jak się jest taką osobą, która gdzieś 
tam się pojawia i obiektywy przyciąga, w jakiej sytuacji nam zostanie zrobione zdjęcie, które jest niezgodne 
z tym, co uważamy, co sądzimy i co chcielibyśmy propagować o sobie i o świecie, który nas otacza. 

Jednym  z  narzędzi  do  budowania  marki  są  narzędzia  społecznościowe.  Ile  czasu  tam  spędzasz  i  czy 
twoim zdaniem dla ciebie jest to efektywnie wykorzystany czas? 

Bardzo trudne pytanie, bo należy rozdzielić czas, który spędzam w social mediach w związku z działalnością, 
którą  uprawiam,  czyli  propagowaniem  czy  marketingiem  treści,  które  zamieszczam  na  swoim  blogu, 
od  czasu,  który  spędzam  tam  totalnie  bezproduktywnie,  bo  konsumuję  i  przeglądam  jakieś  głupoty  albo 
po prostu konsumuję i przeglądam to, co wrzucili moi znajomi, bo się interesuję tym, co się u nich dzieje. 

Czasem trudno to rozdzielić. Wchodzisz w dobrych zamiarach, a tu nagle kot ze Shreka… 

Tak, bardzo trudno jest to rozdzielić. W tej chwili poświęcam dziennie, uczciwie mówiąc, pomiędzy półtorej 
godziny  a  dwie  godziny  na  social  media.  Widziałem  to  pytanie,  bo  mi  je  przysłałeś,  i  bardzo  się  nad  nim 
zastanawiałem.  Myślę,  że  połowę  tego  czasu  poświęcam  na  sprawy  blogowe  i  okołoblogowe,  a  połowa 
to  są  totalne  głupoty,  ale  zdarza  mi  się  również,  że  usiądę  wieczorem  z  telefonem  na  kanapie  i  kolejne 
2 godziny lecą zupełnie bez sensu, bo z kimś porozmawiam albo pokomentuję, albo coś zrobię.  

Nie  lubię  siebie  za  to,  mówiąc  zupełnie  wprost.  Myślę,  że  wiele  osób  również  czegoś  takiego  doświadcza. 
Chciałbym,  żeby  to  był  czas  przede  wszystkim  produktywny,  i  stosuję  różne  rozwiązania,  które  mi  w  tym 
pomagają,  tzn.  staram  się  tego  Facebooka  brutalnie  wręcz  wycinać.  W  momencie,  w  którym  pracuję, 
wylogowuję  się  z  Facebooka  –  bo  Facebook  trzyma  nas  zawsze  zalogowanych.  Stosuję  też  aplikację  Self-
control, która obcina mi dostęp do stron, które wskazałem jako niepożądane, i Facebook jest tam, Twitter 
jest  tam,  wszystkie  media  społecznościowe  tam  są.  Jeśli  chcę  się  skupić  na  pracy,  to  po  prostu  odcinam 
sobie dostęp do wszystkich serwisów społecznościowych. 

To jeżeli pół godziny, 45 minut spędzasz na promowaniu bloga w mediach społecznościowych, czy masz 
jakieś  zasady,  że  wrzucasz  posty  o  określonej  godzinie,  w  określonych  dniach,  one  mają  określoną 
długość, podajesz linki tylko do siebie, do innych serwisów – jak to wygląda? 

MalaWielkaFirma.pl

 5

background image

Budowanie marki osobistej. Jak to robi Michał Szafrański

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114

Mam kilka zasad, zaraz o nich powiem. Tylko od razu powiem, że uważam, że to, co ja dzisiaj robię w sieci, 
to  nie  jest  to,  co  chciałbym  robić  w  sieci.  Bo  chciałbym  robić  dużo  więcej  w  kontekście  marketingu 
w  mediach  społecznościowych,  ale  po  prostu  nie  mam  na  to  czasu.  Z  drugiej  strony  też  teoretycznie 
mógłbym skorzystać z pomocy innych osób, które mogłyby część tej komunikacji przejąć ode mnie według 
moich wytycznych, ale powiem szczerze, że bardzo trudno oddawać mi to w cudze ręce, dlatego że dla mnie 
to,  co  robię  w  sieciach  społecznościowych,  to  jest  również  komunikacja  z  moimi  czytelnikami  czy 
słuchaczami podcastów, więc chcę mieć taką komunikację i chcę się z niej czegoś dowiadywać, i chcę w niej 
uczestniczyć. Więc trudno mi się z niej wyłączyć. 

I teraz tak: jestem dzisiaj na Facebooku, na fanpage’u Jak Oszczędzać Pieniądze, jestem na swoim profilu 
prywatnym na Facebooku, jestem w Google+, jestem w LinkedIn, jestem na Twitterze, no i również jestem 
w Periscopie – pozdrawiamy wszystkich peryskopowiczów, którzy nas teraz oglądają. Więc w każdym z tych 
mediów stosuję nieco inną politykę publikowania treści, ale generalna zasada jest taka, że codziennie rano, 
gdzieś pomiędzy g. 9 a 11, staram się wrzucić informację o jakimś wpisie na moim blogu, i robię to dosyć 
systematycznie  w  tej  chwili.  Czyli  jeżeli  nawet  nie  ma  nowego  wpisu  na  blogu,  to  publikuję  informację 
o jakimś starym, popularnym wpisie, czyli przypominam starsze wpisy. 

A robisz to ręcznie czy masz jakieś narzędzie? 

Dwa  narzędzia  wykorzystuję  w  tej  chwili:  jedno  to  jest  Buffer,  drugie  to  jest  CoSchedule.  Ale  polecam 
CoSchedule  –  to  jest  rozszerzenie  do  WordPressa,  które  pozwala  w  samym  WordPressie,  czyli  platformie 
blogowej, mieć kalendarz wszystkich informacji, które publikujemy w social media. I tam sobie można łatwo 
drag  and  drop,  przenosić,  przeciągać,  inne  godziny  ustawiać.  Można  np.  w  łatwy  sposób  zrobić:  chcę 
promować ten konkretny post i chcę, żeby on się równolegle pojawił z taką samą treścią np. na Facebooku, 
na fanpage’u, na profilu prywatnym i jeszcze w LinkedIn. I to wszystko można sobie wyklikać raz, dwa, trzy. 
Fajne to jest też dlatego, że widzimy też wstecz kalendarz, czyli kiedy co publikowaliśmy.  

Oprócz  tego  używam  jeszcze  Excela  jako  uniwersalnego  narzędzia,  gdzie  sobie  robię  listę  swoich  wpisów 
na  blogu,  w  kolejnym  kolumnach  również  mam  podane,  kiedy  wpis  był  opublikowany,  kiedy  ostatnio 
go  promowałem  i  również  jest  informacja,  ile  on  ma  udostępnień  przed  kolejną  promocją  i  po  kolejnej 
promocji  treści.  Po  co  to  robię?  Żeby  widzieć,  które  z  treści  na  blogu  rzeczywiście  generują  najwięcej 
udostępnień, polubień, podań. 

Żrą… 

Żrą,  mówią  kolokwialnie.  I  to  mi  się  sprawdza.  Później,  jeżeli  te  same  treści  podaję  po  raz  kolejny, 
to  rzeczywiście  one  dominują  nad  tymi  innymi  słabszymi  –  słabszymi,  jeżeli  chodzi  o  polubienia, 
bo  to  niekoniecznie  są  treści  słabsze,  jeżeli  chodzi  o  merytorykę.  Po  prostu  niektóre  tematy  cieszą  się 
większą viralowością… 

Trafiają na podatny grunt. 

No  właśnie.  I  jeszcze  wracając  do  tych  treści:  staram  się  nie  wrzucać  informacji  o  starszych  artykułach 
częściej niż raz na kwartał. W tej chwili na blogu licznik wybił właśnie 300 wpisów napisanych przez ostatnie 
ponad  3  lata,  czyli  można  powiedzieć,  że  jest  wystarczająco  dużo  materiału,  żeby  codziennie  podawać 
w  ciągu  roku  link  do  starego  artykułu.  Oczywiście  nie  wszystkie  chcę  podawać,  bo  nie  wszystkie  artykuły 

MalaWielkaFirma.pl

 6

background image

Budowanie marki osobistej. Jak to robi Michał Szafrański

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114

uważam  za  świetne,  ale  powiedzmy,  że  75–100  artykułów  to  są  takie,  które  rzeczywiście  są  totalnymi 
evergreenami, czyli nie starzeją się. Te bardzo intensywnie promuję, z tym że nie częściej niż raz na kwartał. 

To bardzo rzadko. 

Rzadko,  prawda?  Ale  z  drugiej  strony  mogę  tak  robić,  bo  mam  bardzo  dużo  wpisów.  Robię  też  tak, 
że  promocja  jest  od  poniedziałku  do  piątku,  w  sobotę  w  zasadzie  niczego  nie  publikuję  w  mediach 
społecznościowych,  to  jest  taki  dzień  oddechu  trochę,  chyba  że  są  jakieś  specjalne  okazje,  to  wtedy 
poinformuję. W niedziele też staram się nie publikować, w niedzielę wieczorem wrzucam coś. Niedziela jest 
dla  mnie  najważniejszym  dniem,  jeśli  chodzi  o  ruch  na  Facebooku,  dlatego  że  bardzo  dużo  osób  właśnie 
wtedy siedzi przed komputerami i gotowa jest kliknąć, zareagować. 

Kolejna  zasada,  którą  stosuję:  rano  promuję  treści  z  bloga,  a  po  południu  i  w  ciągu  dnia  dzielę  się  tym, 
co  znalazłem  ciekawego  w  sieci,  albo  dzielę  się  czymś,  co  nie  uważam  za  wiodące  danego  dnia.  Jeszcze 
dodam jedną zasadę: co uważam za wiodące danego dnia? Na przykład jeżeli nagrywamy podcast 2 grudnia 
2015 r., za chwilę będą mikołajki, a w sobotę jest Świąteczny Stół Pajacyka – Pajacyk, inicjatywa Polskiej 
Akcji  Humanitarnej,  którą  wspieram,  to  wiadomo,  że  w  sobotę  opublikuję  informację  z  rana,  żeby  pójść 
do konkretnych restauracji, bo 10% z przychodów tego konkretnego dnia trafia do Pajacyka. Jeżeli wiem, 
że takie wydarzenia będą, to mogę z wyprzedzeniem planować. Jeżeli mam jakiś wpis, który jest związany 
z tym wydarzeniem, to dla mnie jest to wiodące wydarzenie danego dnia.  

Ale  jak  publikuję  nowy  wpis  na  blogu,  to  też  mam  taki  harmonogram.  Zaraz  po  premierze  wpisu  szybko 
we  wszystkich  social  media  pojawia  się  informacja,  że  coś  takiego  zostało  opublikowane,  a  na  Twitterze, 
ze względu na specyfikę Twittera, tego typu informacje powtarzam 2–3 razy tego samego dnia i powtarzam 
jeszcze  po  tygodniu,  i  jeszcze  po  2  tygodniach.  Te  informacje  powtórne  są  opublikowane  po  południu, 
dlatego że nigdy nie wiem, czy gdybym chciał je rano publikować, to czy mi się nie zazębią z tymi wiodącymi 
tematami.  Czyli  krótko  mówiąc:  planuję  tylko  te  wiodące  tematy,  a  reszta  jest  nieco  przypadkowo 
rozrzucona w zależności od tego, kiedy był dany wpis opublikowany. Czyli ja, już publikując wpis, staram się 
przewidzieć jego promocję na miesiąc czy 2 miesiące do przodu. 

Mówiłeś też o tym, że podajesz linki np. do różnych innych fajnych treści, które znalazłeś. Czy to są treści 
o  tematyce  związanej  z  finansami,  czyli  oszczędzanie  pieniędzy,  zarabianie  pieniędzy,  czy  to  są  rzeczy 
totalnie oderwane, rozśmieszające albo w ogóle głupkowate? 

Ośmieszające albo głupkowate – raczej nie. Nie staram się nabijać sobie ruchu na takich treściach. Staram 
się podawać to, co uważam, że może być interesujące dla moich czytelników. I co może być interesujące dla 
moich czytelników? Pamiętam tę reklamę z Van Dammem. Pamiętasz, jak Van Damme robił sznurek między 
dwiema ciężarówkami? Widzę pewną finezję i artyzm w tej reklamie, no to podzieliłem się moimi wrażeniami 
na temat tej reklamy. Tego typu treści również się pojawiają, ale one muszą w jakiś sposób mną szarpnąć 
i poruszyć. Czyli to jest coś takiego, co w pewnym sensie odsłania mnie i pokazuje moje emocje związane 
z interakcją, z jakąś treścią, którą w sieci znalazłem.  

Oczywiście większość rzeczy, które podaję, to są wpisy z blogów finansowych, to są ciekawe artykuły, które 
znalazłem  w  głównych,  mainstreamowych  mediach.  Dzisiaj  się  pojawiła  informacja  w  „Rzeczpospolitej”, 
że  jest  planowane  ozusowienie  przychodów  działalności  gospodarczych,  czyli  że  firmy  być  może  będą 
płaciły ZUS, który będzie uzależniony od ich przychodów, a nie minimalny.  

MalaWielkaFirma.pl

 7

background image

Budowanie marki osobistej. Jak to robi Michał Szafrański

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114

Rozmawialiśmy  o  tym,  że  przedsiębiorcy  nigdy  nie  pójdą  protestować  przed  Sejm,  ale  pomyślałem, 
że z twoim zasięgiem ty byś mógł skrzyknąć parę osób, żeby jednak się pofatygowały.  

Pewnie  tak,  pewnie  tak.  Więc  dzisiaj  w  pewnym  sensie  emocjonalnie  mną  to  szarpnęło,  przeczytałem 
to  i  bardzo  długi  wpis  popełniłem  na  Facebooku,  który  również  opublikowałem  na  fanpage’u.  Najpierw 
na prywatnym Facebooku, a później zdecydowałem, że to jednak powinno pójść szerzej, i wrzuciłem też na 
Jak Oszczędzać Pieniądze. To są takie sytuacje, z którymi wchodzę w interakcje, po prostu. Jeżeli coś mi się 
podoba – podaję. Jeżeli mi się nie podoba, to nie krytykuję tego, tylko przemilczam. Bo zasada, którą staram 
się kierować, to jednak jak najmniej krytyki, aczkolwiek też taki czysty nie jestem. Czasami igłę wsadzę.  

No,  trudno  przejść  przez  życie,  nie  krytykując  niczego.  Mówiłeś  o  tym,  że  na  twoim  blogu  –  co  zresztą 
widać  –  jest  twoja  twarz  i  przy  logo,  i  jest  zdjęcie.  Czy  nie  miałeś  takiej  bariery,  żeby  się  zacząć 
pokazywać? Bo chyba sporo ludzi ma w sobie wstyd, nieśmiałość, żeby swoim wizerunkiem operować. 

Ja byłem – albo nadal jestem, ale już mi łatwiej – introwertykiem. Było mi bardzo trudno wyjść publicznie 
i podejść do osób, z którymi nie mam żadnej relacji. I paradoksalnie internet jest dla mnie takim miejscem, 
które  pozwala  mi  te  relacje  budować.  Ja  traktowałem  internet  trochę  jako  sposób  na  pokonanie  takiej 
bariery, którą mam w życiu realnym. Kurczę, brzmi to trochę jak Second life albo coś w tym stylu… 

Ale, wiesz, myślę, że wielu ludzi tak ma. 

Ja myślę, że wielu osób to może dotyczyć, dokładnie. Tak że blog był dla mnie takim miejscem, gdzie chcę 
pokazywać  siebie  takim,  jaki  jestem,  dlatego  też  że  naoglądałem  się  amerykańskich  blogów,  mówiąc 
wprost, z których czerpałem – i nadal czerpię – bardzo dużą inspirację, gdzie widzę, że pokazywanie siebie 
wcale nie musi prowadzić do jakiegoś zmasowanego ataku hejtu, że generalnie to może być korzystne.  

Z drugiej strony mam też sporo doświadczeń biznesowych, podczas gdy całe życie mówiłem, że nie jestem 
sprzedawcą, bo nie chciałem być sprzedawcą, bo uważałem, że bycie sprzedawcą to jest coś uwłaczającego 
itd.  –  niektórzy  z  nas  mają  takie  przekonania.  A  jednocześnie  się  okazywało,  że  jestem  najlepszym  albo 
jednym z najlepszych salesów w firmie, chociaż uważałem, że nie sprzedaję. Bo ja nie sprzedawałem. Ja po 
prostu rozmawiałem z ludźmi na temat tego, czego oni potrzebują, i zastanawiałem się, w jaki sposób mogę 
tę potrzebę zaspokoić. 

Elementarz dobrego sprzedawcy. Tylko niewielu jest dobrych. 

I nic więcej, no właśnie. I wracając do doświadczeń, które z tamtych czasów wyniosłem, też się nauczyłem, 
że biznes robimy ogólnie z ludźmi, których lubimy, i że nie ma w tym nic złego. To jest naturalne: robimy 
biznes z tymi, których lubimy. Oczywiście jak nie prowadzi to do wypaczeń. Ale generalna zasada jest taka, 
że żeby zrobić z kimś biznes, to trzeba się lubić, bo inaczej to będzie na bardzo chybotliwych podstawach. 
W związku z tym musiałem dać się lubić w internecie. To nie jest tak, że ktoś mi powiedział, że tak musi być. 
Ja po prostu wierzę, że tak właśnie jest. Że jeżeli nie będę się dawał lubić, to ludzie nie będą do mnie wracać. 
A z drugiej strony zależy mi nam tym, żeby jak najwięcej osób mnie czytało. I to mówię zupełnie wprost, nie 
owijając  w  bawełnę,  dlatego  że  uważam,  że  mam  na  tyle  wartościowe  treści,  że  one  się  po  prostu  innym 
mogą przydać.  

MalaWielkaFirma.pl

 8

background image

Budowanie marki osobistej. Jak to robi Michał Szafrański

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114

I  jak  masz  trochę  tych  doświadczeń  życiowych  w  obszarach:  sprzedaż,  relacje  międzyludzkie  itd.,  itd., 
a jednocześnie bardzo trudno ci te relacje budować, bo jesteś taki introwertyk, to przekonujesz się, że jest 
prawdziwa wartość w tym, że się trochę odsłonisz i pozwolisz innym ludziom się polubić. I taką strategię 
przyjąłem, czyli uznałem, że się po prostu pokażę innym i inni sami zdecydują, czy to, kim jestem, im się 
podoba czy nie. No i tylko tyle. To się super sprawdza. 

Pytałeś,  czy  miałem  jakieś  obawy  z  tym  związane.  Miliard  obaw  miałem.  Sama  decyzja  o  publikowaniu 
raportów kosztów, która była ciężką decyzją… 

Jak publiczne zdjęcie majtek, no co tu dużo mówić… 

Tak,  jak  publiczne  zdjęcie  majtek.  Ale  zawsze  w  takich  sytuacjach  staram  się  zastanowić,  na  ile 
prawdopodobny  jest  scenariusz  strasznie  negatywny  związany  z  tym,  co  zrobiłem,  czyli  co  musiałoby  się 
wydarzyć, żebym uznał, że to była bardzo głupia decyzja. Oczywiście najczarniejsza wizja, że ktoś ci zrobi 
wjazd na chatę albo coś w tym stylu, mówiąc zupełnie wprost – na szczęście, odpukać, nic takiego się nie 
wydarzyło. Gdzieś tam moja wiara w to, że to może mieć dobre skutki, zamieniła się w rzeczywistość. I to jest 
najlepszy  dowód  na  to,  że  –  w  moim  przypadku  przynajmniej,  bo  nie  chcę  generalizować  –  warto  było 
to zrobić. Bo skróciło to dystans, bardzo ułatwiło poznanie mnie rzeczywiste. Z drugiej strony ja też nadal nie 
stwarzam  barier,  czyli  staram  się,  żeby  osoby,  które  mnie  czytają,  miały  łatwy  dostęp  do  mnie  i  mogły 
zweryfikować, jaki jestem naprawdę.  

Często dostaję maile typu: „Obserwuję cię od pół roku i wydawało mi się, że jesteś taki a taki i że to wszystko 
gra,  a  tak  naprawdę  to  chyba  nie  jest  naprawdę  gra”.  Ja  zawsze  odpowiadam:  „Ile  czasu  można  grać?”. 
Nie  uważam,  że  można  długofalowo  oszukiwać  ludzi  i  kreować  się  na  kogoś  innego,  niż  jesteś.  Po  prostu 
musisz być sobą. I to jest pytanie, czy w twoim jestestwie i sposobie bycia jest rzeczywiście to, że pokazujesz 
ludziom, jaki jesteś, i nie boisz się tego, łącznie z tym, że być może poniesiesz jakieś konsekwencje, ale nie 
boisz się, jesteś w tym odważny, czy nie. 

A jeżeli chodzi o pokazywanie siebie fizycznie, czyli pokazywanie swojej postaci, to ciągle masz opory, 
czy w tej chwili masz to na tyle przećwiczone, że jedziesz z automatu i wręcz sprawia ci to przyjemność? 

Ale ja nigdy nie miałem oporów przed pokazywaniem siebie, tylko po prostu nie miałem celu w tym, żeby 
to  robić.  Bo  to  są  dwie  różne  rzeczy.  Ani  nie  jestem  szczególnie  piękny,  ani  szczególnie  brzydki.  Nie  lubię 
siebie  wyłącznie  na  filmie  –  pewnie  za  chwilę  zapytasz  o  Periscope’a.  Ale  to  jest  odpowiedź  na  pytanie, 
dlaczego nie ma mnie nadal na YouTubie. Po pierwsze, YouTube to jest bardzo dużo pracy, bo jak na film to 
jest dużo więcej pracy, bo film to jednak trochę więcej pracy niż operowanie tekstem czy dźwiękiem – to jest 
również obraz, nad którym trzeba zapanować. A ja siebie na filmie po prostu nie lubię. I np. dla mnie dużą 
trudnością są występy w TV i dlatego nigdy nie występuję w nagrywanych setkach, czyli przyjedzie do mnie 
kamera, coś nakręcą i to później będzie gdzieś tam wyświetlane. Bo ja, wiedząc, że mam więcej niż jedno 
ujęcie, po prostu się denerwuję, za chwilę mówię: „To nagrajmy to jeszcze raz”, „Nagrajmy to jeszcze raz” 
i każda kolejna próba jest coraz gorsza. Raz to robiłem przy okazji premiery kursu „Pokonaj swoje długi”, bo 
wtedy robiliśmy materiał, który leciał do agencji, więc musiał być. Ale generalnie dla mnie to jest droga przez 
mękę. Jeżeli występuję na żywo w telewizji, to jest trochę inna para kaloszy, bo to jest tylko raz. I trudno – 
co będzie, to będzie. Ale też jest tak, że ja po prostu tego nie lubię. Głos – zupełnie co innego. Uwielbiam to. 
Tak jak teraz siedzimy i słyszę swój głos w słuchawkach i słyszę twój głos w słuchawkach, to jest zupełnie 

MalaWielkaFirma.pl

 9

background image

Budowanie marki osobistej. Jak to robi Michał Szafrański

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114

co innego. Poza tym rozmawiamy ze sobą, patrzymy sobie w oczy, więc to też jest normalna rozmowa przy 
mikrofonach.  

A jeżeli już mówimy o treści pisanej, to jest to bardzo łatwe dla mnie, dlatego że mam dość dużą łatwość 
pisania z jednej strony, z drugiej strony zawsze to mogę przeedytować, poprawić, zanim to puszczę w świat. 

O Periscope’a zaraz zapytam, natomiast jeszcze wracając do telewizji: czy myślisz, że gdybyś nie mieszkał 
w Warszawie, to osiągnąłbyś taką skalę rozpoznawalności, jaką osiągnąłeś? 

To jest bardzo trudne pytanie, bo rzeczywiście od urodzenia mieszkam w Warszawie i nawet nie próbowałem 
się  nad  tym  zastanawiać.  Powiem  tak:  udało  mi  zbudować  popularność  bloga,  zanim  masowo 
występowałem  w  telewizji.  Wszystkie  telewizje  dotarły  do  mnie  przez  bloga.  To  nie  jest  tak,  że  miałem 
jakiekolwiek  koneksje  albo  że  sam  pukałem  do  programów,  żeby  mnie  zaprosili.  Nie,  nie!  Od  samego 
początku  pamiętam,  że  był  jakiś  telefon  czy  mail  z  Polsatu,  i  to  było  moje  pierwsze  wystąpienie.  Ktoś 
z redakcji trafił na artykuł na blogu i treść go zainteresowała. Czyli mogę zaryzykować stwierdzenie, że nawet 
gdybym  mieszkał  gdzie  indziej,  to  ta  telewizja  też  by  do  mnie  dotarła,  dlatego  że  nie  szukała  po  miejscu 
zamieszkania, tylko w internecie, po treściach. 

Tylko  wiesz,  jak  jest  z  telewizją:  raz  może  by  do  ciebie  przyjechali,  ale  to  są  koszty,  kwestia  wysłania 
ludzi… 

Ale  wiesz  co,  telewizja  nigdy  nie  przyjeżdżała  do  mnie.  To  ja  jechałem  do  telewizji  –  występowałem 
w  programach  na  żywo.  I  od  początku  wiedziałem,  że  to  jest  właściwa  droga.  Ja  kiedyś  byłem 
dziennikarzem,  pracowałem  w  mediach  papierowych,  w  czasopismach  informatycznych,  komputerowych 
i znam warsztat. To było tak, że to ja jeździłem do telewizji. Byłem na ich zaproszenie. Oczywiście do mnie 
należała decyzja, czy pojadę, czy nie. Gdybym mieszkał dalej od Warszawy, byłoby mi trudniej.  

Ale  powiem  tak:  ten  pierwszy  występ  to  był  taki  strzał  adrenaliny,  że  ja  bym  po  prostu  zielone  góry 
przejechał do tej telewizji. Naprawdę! Tak że to jest kwestia tego, czy łapię pojawiające się okazyjne, czy nie. 
Oczywiście zamiast zająć to godzinę, zajęłoby mi pewnie cały dzień, żeby dostać się w tę i z powrotem, ale 
i tak bym wystąpił. Tak że na te pierwsze występy z całą pewnością przyjeżdżałbym. Co do kolejnych, to już 
w tej chwili jest tak, że mieszkając w Warszawie, bardzo często odmawiam zaproszeniom, które otrzymuję, 
bo autentycznie szkoda mi czasu. 

OK, wracając zatem do Periscope’a, bo dość dobrze wytłumaczyłeś różnicę między YouTube a Periscope – 
to jest jednak na żywo i nie ma zastanawiania się, montażu itd., itd. Ale czy masz tremę, kiedy włączasz 
kamerę i masz świadomość, że ileś tam osób cię obserwuje w tym momencie? 

Nie. Akurat w przypadku Periscope’a – absolutnie nie. To jest też tak, że im dłuższej działasz w internecie, 
im więcej wali w ciebie pozytywnych i negatywnych rzeczy – bo te negatywne też są, samo postawienie się 
na  świeczniku  powoduje,  że  różnych  ludzi  zaczynasz  przyciągać  i  różne  rzeczy  się  wokół  dzieją  –  myślę, 
że stopniowo do coraz większej liczby rzeczy się dystansujesz, a z drugiej strony ja mam gigantyczne w tej 
chwili poczucie… 

Własnej wartości? 

MalaWielkaFirma.pl

 10

background image

Budowanie marki osobistej. Jak to robi Michał Szafrański

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114

…własnej  wartości,  pewności  siebie  itd.  Ja  już  nie  muszę  niczego  nikomu  udowadniać,  więc  dla  mnie 
włączenie  kamery  w  telefonie  i  rozpoczęcie  rozmowy  z  peryskopowiczami,  którzy  są  po  drugiej  strony 
i mogą pisać – to też jest fajne, bo to nie jest gadanie do siebie, to nie jest komunikacja jednokierunkowa, 
otrzymuję  sprzężenie  zwrotne  natychmiast  praktycznie  i  mogę  reagować  –  to  jest  coś,  co,  uważam,  jest 
niesamowicie fajnym sposobem, znowu, pokazania trochę od kuchni, co robię, pokazania tego, jaki jestem 
naprawdę. I znowu – to jest naturalnie świetny filtr na oglądających: jeżeli komuś się nie podobasz, to on cię 
nie będzie oglądał, po prostu. 

Ale nie robisz żadnego makijażu, nie poprawiasz grzywki? 

Nie,  nie,  nie.  Grzywkę  trudno  mi  poprawić,  ja  jestem  kompletnie  łysy.  Ale  makijażu  nie  robię,  absolutnie! 
Wręcz  często  są  to  takie  sytuacje  totalnie  na  żywo.  Wczoraj  z  samochodu  nadawałem,  bo  otrzymałem 
telefon, i za chwilę chciałem się tym podzielić ze swoimi oglądającymi. Chciałem powiedzieć: czytelnikami, 
ale  to  już  nie  są  czytelnicy.  To  są  osoby,  które  oglądają.  I  to  jest  fajne.  Nie  mam  potrzeby  –  znowu  – 
przywdziewania maski czy innej skóry, czy przebierania się chociażby. Jestem, jaki jestem, po prostu. I tyle. 

Jeżeli  masz  najbardziej  efektywnie  dla  rozwoju  swojego  biznesu,  swojej  marki  osobistej  zaplanować 
czas,  to  czy  poświęcisz  go  na  pisanie  wpisu  na  bloga,  na  przygotowanie  do  występu  w  telewizji, 
na przygotowanie prezentacji na konferencję? Co najbardziej efektywnie dla ciebie działa? 

Znowu odpowiedź będzie się składała z dwóch członów. Pierwsza rzecz to jest taka, że dzisiaj bardzo mocno 
filtruję  mój  czas,  ponieważ  wielkość  zapotrzebowania  na  moją  osobę  jest  dużo  większa,  niż  ja  jestem 
w  stanie  obsłużyć.  I  myślę,  że  to  jest  taki  problem,  z  którym  styka  się  każdy,  kto  cieszy  się  jakąś  tam 
popularnością. Słyszałem takie świetne sformułowanie: im bardziej jesteś popularny, tym mniej musisz być 
dostępny. Stuprocentowo się pod tym podpisuję. Jest pewna granica maili, na które jesteś w stanie dziennie 
odpowiedzieć, jest pewna granica rozmów w sieciach społecznościowych, które jesteś w stanie prowadzić. 
No nie da się być wszędzie, być non stop i cały czas dostępnym. 

I to się również przekłada na pracę. Dzisiaj im większy sukces odnosisz, także od strony finansowej – a nie 
ukrywam, że całkiem dobrze dzisiaj zarabiam – tym bardziej szanujesz swój czas, bo wiesz, ile kosztuje cię 
godzina twojego czasu. I ja takie przeliczenia robię non stop – i tego uczę moich czytelników – bo to jest 
najlepszy  sposób  weryfikowania  swojej  wartości  netto,  weryfikowania  kosztu  swojego  czasu.  To  jest 
najlepszy sposób na to, żeby podejmować mądre decyzje w życiu w sensie takim, czy jakąś pracę opłaca się 
wykonać samodzielnie, czy być może komuś za nią zapłacić, bo to i tak będzie taniej dla ciebie.  

Więc dzisiaj jest tak, że rzeczywiście pisanie wpisów na blogu ze względu na to, że one są nieulotne, one żyją 
cały czas, będą jeszcze latami tam dostępne i latami będę mógł do nich kierować osoby, które będą chciały 
i poszukiwały konkretnej informacji na konkretny temat, to dzisiaj pisanie wpisów na blogu jest dla mnie 
najlepszym sposobem poświęcania mojego czasu. Największy zwrot z tego uzyskuję – jeżeli nie finansowy, 
to przynajmniej taki, który popaduje, że dużo osób do mnie dociera, czyta, wiele korzyści z tego wynika.  

Jeżeli mówimy o występach w telewizji, to to jest jednorazowy strzał. One są, bo niby są platformy, które 
to  przechowują,  ale  nikt  do  tego  nigdy  nie  wraca.  Charakter  tego  medium  jest  zupełnie  inny:  włączamy, 
oglądamy, zapominamy. Więc dla mnie TV to jest sposób na marketing, to nie jest sposób na dzielenie się 
treściami,  które  tworzę.  A  marketing  zawsze  jest  wtórny  do  tego,  co  jest  największą  wartością,  czyli 

MalaWielkaFirma.pl

 11

background image

Budowanie marki osobistej. Jak to robi Michał Szafrański

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114

do  tworzenia  treści  –  w  moim  przypadku.  Oczywiście  jedno  bez  drugiego  nie  istnieje.  Ja  mogę  tworzyć 
świetne treści i nic z tego nie będzie, jeśli nikt o nich nie będzie wiedział. Więc muszę umiejętnie balansować.  

Konferencja  to  jest,  uczciwie  mówiąc,  najgorszy  sposób  przeznaczenia  mojego  czasu  przeliczanego 
wyłącznie na liczbę głów, które zobaczyły to, co mówiłem. Dlatego próbuję – znowu – troszeczkę oszukiwać. 
Z  jednej  strony  robię  tak,  że  idę  na  konferencję,  na  której  jest  np.  150  czy  500  osób,  występuję,  ale 
jednocześnie próbuję zrobić Periscope’a, może kolejne kilkaset osób to zobaczy – jak nie dzisiaj, to zobaczy 
nagranie. A być może sam może nawet przyprowadzę swoją ekipę filmową, po to żeby to nakręciła, i potem 
wrzucę z tego film na YouTube’a i będzie można to oglądać. A z drugiej strony jest tak, że konferencje dają 
kontakt osobisty i coś takiego, że ktoś ci w cztery oczy opowie o sobie, o swoich problemach, trochę sugestii 
może  sprzedać  na  temat  twojej  działalności  itd.,  itd.  Więc  to  jest  takie  miejsce,  w  którym  można  zadać 
pytania i uzyskać konkretne odpowiedzi, czego ja nie mogę zrobić przez internet tak naprawdę. Bo, wiesz, 
czasami się uda, czasami się nie uda. 

No właśnie, bo internet też jest dwukierunkowy. 

Tak,  ale  to  nie  jest  taka  rozmowa  jak  rozmowa  twarzą  w  twarz.  To  jest  kwestia  ulotności  komunikacji  – 
w rozmowie w cztery oczy z kimś mogę mówić bardzo otwarcie i nie zastanawiać się nad tym, czy to gdzieś 
wypłynie, czy nie wypłynie, bo nawet jeżeli wypłynie w kręgu znajomych tej osoby, to jeszcze tragedii nie ma. 

To jest kolejny przekaz z ust do ust, poza tym zawsze zniekształcony. 

Tak. Poza tym zawsze jest kontekst. Jak rozmawiasz z kimś, to zawsze możesz nadać temu jakiś kontekst, 
operujesz też mimiką, ta komunikacja jest zupełnie inna. Ja to bardzo cenię, bo jak teraz mam spotkania 
z czytelnikami w całej Polsce i jeżdżę po różnych miastach, to rzeczywiście masę się dowiaduję, chociażby 
z  tego,  jakie  pytania  ludzie  zadają.  Czyli  jest  mój  występ,  a  potem  mamy  sesję  pytań,  która  trwa  nawet 
2 godziny. I z treści tych pytań ja się już bardzo dużo dowiaduję, jakie są potrzeby osób, które są po drugiej 
strony. Nie jest tak łatwo na bieżąco tego typu informacje zbierać przez internet. 

A zakładając, że byłbyś zupełnie odcięty od spotkań z ludźmi – z jakichkolwiek powodów – to myślisz, 
że potoczyłoby się tak, jak się stało, czyli osiągnąłbyś taką rozpoznawalność i taki sukces? Czy potrafiłbyś 
nawiązać taką wieź, jaką masz, z czytelnikami, tylko i wyłącznie korzystając z internetu? 

Myślę, że tak. Też się nad tym zastanawiałem, bo intuicyjna jest odpowiedź, że nie, że po prostu to robię, 
żeby wzmocnić te relacje. Prawda jest taka, że jak spojrzysz na liczby – liczby nie kłamią – to ja w trakcie 
mojego blogowania przez ostatnie 3 lata spotkałem się osobiście, na mniejszych lub większych występach, 
być  może  z  5000  osób.  Nie  było  tego  więcej.  I  pewnie  połowa  albo  3/4  z  tego  to  były  konferencje,  gdzie 
bardzo dużo osób siedziało na sali, więc jakby inna forma relacji. I teraz jest cykl spotkań, w którym weźmie 
udział 1900 osób w całej Polsce – od 200 do 500 osób na sali. I to jest kropla w porównaniu z liczbą osób, 
do której rzeczywiście docieram. 

Widziałem, że w tym roku dwa miliony ci stuknęły. 

Wiesz,  dwa  miliony  unikalnych  użytkowników  –  nie  wiadomo,  jak  to  liczyć,  niektórzy  powiedzą:  „OK,  jak 
wchodzisz  z  telefonu,  jak  wchodzisz  z  komputera,  to  w  zasadzie  powinieneś  być  liczony  jako  jeden 

MalaWielkaFirma.pl

 12

background image

Budowanie marki osobistej. Jak to robi Michał Szafrański

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114

użytkownik” itd., itd. Niemniej jednak liczba jest gigantyczna, ale jeśli ją podzielimy przez trzy, to też jest 
gigantyczna. Co miesiąc na blogu mam od 210 do 280 tysięcy użytkowników. Tak to wyglądało w tym roku.  

Więc zestawiając te liczby z liczbą 5000 osób, które zobaczyły mnie osobiście przez ostatnie 3 lata, to można 
powiedzieć, że można skreślić tę aktywność. Prawda jest taka, że nie wiadomo. Gdzieś tam jedno z drugim 
się przeplata, jedno drugie wzmaga. To, że ktoś spotkał mnie osobiście i zobaczył, że w życiu realnym jestem 
zbliżony  do  tego,  co  widać  na  blogu,  i  zaraz  powie  10  swoim  znajomym  o  tym,  że  ten  Szafrański 
to rzeczywiście taki fajny gość…  

Być może tak to działa, nie wiem. Trudno mi to zmierzyć, ale myślę, że internet byłby wystarczający, dlatego 
że dzisiaj w internecie – tak jak mówiłem – jedno to blog, drugie – to podcast, trzecie – to jest wideo, czwarta 
rzecz – mogą być jakieś webinary, które też dają namiastkę kontaktu z grupą, na bieżąco. Teoretycznie więc 
da się zbudować – i wydaje mi się, że nawet praktycznie da się zbudować – bez kontaktu osobistego taki 
popularny blog. 

A nie myślisz, że to jest tak, jak czasami się pojawiają pomysły, żeby wybory były elektroniczne, bo wtedy 
ludzie będą chętniej korzystać, bo to będzie łatwiejsze, i jest kontrargument taki, że to jednak jest na tyle 
doniosły  akt,  że  trzeba  się  wybrać  osobiście?  Czy  nie  myślisz,  że  jednak  publiczność  na  webinarach 
to są ludzie, którzy w tym czasie mogą sobie gotować kapustę, dłubać w nosie albo robić nie wiadomo 
co i to jest zupełnie nieporównywalne z kontaktem face-to-face

Ja  się  zgadzam,  że  to  jest  nieporównywalne  z  kontaktem  face-to-face.  Kwestia  jest  taka,  że  pytałeś  o  coś 
innego – czy da się zbudować bez tego kontaktu face-to-face. Uważam, że się da. Czy warto taki kontakt face-
to-face 
mieć? Owszem, że warto. Ja chciałbym, żeby go było jak najwięcej, tylko – znowu – to jest ta bariera 
czasu.  Jadę  jutro  do  Lublina  na  spotkanie,  to  muszę  wstać  rano,  wsiąść  w  samochód,  pojechać  do  tego 
Lublina, przygotować się, nadenerwować się przed występem, bo zawsze się denerwuję, później mam ten 
występ, mam sesję pytań i odpowiedzi, całość trwa 4 godziny, i kolejny dzień znowu poświęcę na powrót, bo 
po takich 4 godzinach spędzonych z ludźmi to ja wracam do hotelu i jedyne, o czym marzę, to żeby pójść 
spać.  Budzę  się  rano  i  kolejny  dzień  wyjęty.  I  teraz  jak  się  zastanowić  nad  tym,  że  robię  takich  spotkań 
5 w Polsce, to jest 10 dni wyjętych z kalendarza. Później zaczynasz się zastanawiać, co można było jeszcze 
w tym czasie zrobić, że np. przez te 10 dni mogłem napisać kolejnych świetnych 5 wpisów na bloga, które 
przeczytałoby nie, powiedzmy, 1800 osób, tylko kilkadziesiąt albo kilkaset tysięcy, i też by mogły skorzystać. 
Czyli – znowu – to nie jest takie łatwe, żeby podjąć dobrą decyzję. 

Ale w takim razie jeździsz na te spotkania, bo masz zobowiązania wobec partnera blogu, czy z jakiego 
powodu? 

Nie. Jeżdżę, bo chcę. To jest fajne po prostu. To jest fajne. I też mi baterie ładuje, nie oszukujmy się. 

Bo  myślę,  że  to  jest  taka  wartość  dodana,  że  to  jest  tak,  jak  mówisz:  ładowanie  baterii,  zupełnie  inny 
rodzaj energii, jaką odbierasz. 

Tak, tak, zdecydowanie. 

Kiedyś  słyszałem,  że  na  początku,  kiedy  startowałeś  z  blogiem,  szukałeś  dotarcia  do  innych  blogerów, 
influencerów – po co właściwie? 

MalaWielkaFirma.pl

 13

background image

Budowanie marki osobistej. Jak to robi Michał Szafrański

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114

To było tak, że, wiesz, budzisz się, otwierasz któregoś dnia oczy i mówisz: „Zrobię sobie blog” i robisz ten 
blog, mówisz sobie: no dobra, ale w jaki sposób mógłbym teraz spowodować, że ktoś mnie będzie czytał? 
Ja uważam, że w ogóle szczęśliwie się to u mnie potoczyło w tym sensie, że zaczynałem od razu w czasach, 
kiedy  Facebook  był,  i  grono  moich  znajomych  najbliższych,  których  miałem  wtedy  na  Facebooku,  to  byli 
pierwsi czytelnicy. I to się jakoś rozeszło. Oni zaczęli podawać dalej i to się rozeszło. 

Druga rzecz, że zbierałem od początku zapisy na newsletter, dzięki czemu łatwej mogłem dotrzeć do tych 
osób, które już u mnie były i na ten newsletter się zapisały. To były takie dwa pierwsze kroki. 

Ale  później  oczywiście  zaczyna  się  problem:  no  dobra,  są  jakieś  fajne  blogi  finansowe,  widzę,  że  ludzie 
je czytają, mojego nie czytają. Co mogę zrobić, żeby czytali? Więc próba dotarcia do tych osób z jednej strony 
po  to,  żeby  pokazać  im:  „Hello,  też  jestem  w  internecie,  też  mam  fajne  treści,  być  może  będziesz 
zainteresowany tym, żeby w jakiś sposób współpracować, pokazać, cokolwiek”.  

Miałem  wtedy  bardzo  duże  obawy  w  związku  z  tym.  Bo  zawsze  jest  takie  podejrzenie,  że  ktoś  chce  się 
przewieźć na twoich plecach, że jakiś mały tutaj powstaje i wskoczy temu większemu na plecy i dzięki temu 
zdobędzie  jego  czytelników.  Jest  takie  ryzyko  i  widzę,  że  bardzo  dużo  osób  tak  działa.  Ja  miałem  bardzo 
duże obawy i z jednej strony chciałem znaleźć się na radarze tych osób, które już coś znaczyły w internecie, 
a z drugiej strony miałem poważne obawy, że właśnie zostanę odebrany jako taki cwaniaczek, który próbuje 
komuś na plecy wskoczyć.  

Mogę publicznie mówić o relacji, którą mam ze Zbyszkiem Papińskim z bloga App Funds. Blog istnieje ho, ho, 
ho,  wiele  lat  już,  blog  o  tematyce  inwestycyjnej,  ale  również  związany  z  finansami  osobistymi.  Czekałem 
ponad rok, żeby do Zbyszka po prostu napisać maila z propozycją: „Spotkajmy się, porozmawiajmy, może 
jakoś się uda współpracować”. I zrobiłem to dopiero wtedy, kiedy byłem przekonany, że już zbliżyłem się do 
niego, jeżeli chodzi o wielkość ruchu na moim blogu. 

Że masz mu też coś do zaoferowania? 

Tak. Żeby miał szansę pomyśleć, że to będzie współpraca na zasadach partnerskich, że coś sobie nawzajem 
damy. No i wiesz, z tego później wynikł cykl Elementarz inwestora, który wspólnie na dwóch blogach przez 
rok  realizowaliśmy:  50  wpisów,  podcastów,  no  kawał  tytanicznej,  gigantycznej  roboty.  Ale  myślę,  że  m.in. 
dlatego mi się wtedy udało, że nie spaliłem tego kontaktu zbyt wcześnie.  

To jest duża trudność, bo z jednej strony chcemy, żeby inni nas zauważyli, żeby nas ponieśli gdzieś tam dalej, 
pomogli  w  jakiś  sposób,  a  drugiej  strony  musimy  uważać,  żeby  nie  wylać  dziecka  z  kąpielą.  I  teraz  – 
nawiązując do głównego tematu – to też jest element budowania marki osobistej: czy my jesteśmy gośćmi, 
którzy  idą  powolutku,  ale  systematycznie  do  przodu,  czy  takimi,  którzy  próbują  pójść  na  skróty.  Ja  się 
staram  szukać  jak  największych  skrótów  w  życiu,  ale  to  nie  znaczy,  że  chcę  chodzić  na  skróty,  tzn.  nie 
komplikuję sobie życia, ale jednocześnie bardzo zwracam uwagę na to, jaki może być potencjalnie odbiór 
mojej  osoby  przez  osoby,  z  którymi  chciałbym  współpracować.  I  to  jest  coś,  co  mi  parę  razy  w  życiu 
prawdopodobnie skórę uratowało, bo potrafiłem wyjść z siebie, stanąć obok i spojrzeć na siebie oraz swoje 
zachowanie z perspektywy osoby postronnej: czy ten Szafrański robi coś, co wygląda racjonalnie, czy nie. 

Amerykańscy blogerzy czy podcasterzy mają rzeczywiście bardzo często takie epizody, że zapraszają się 
nawzajem, polecają się, wspominają o sobie itd. Jak to wygląda z twojego punktu widzenia w Polsce? 

MalaWielkaFirma.pl

 14

background image

Budowanie marki osobistej. Jak to robi Michał Szafrański

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114

Czy nasz rynek tzw. „mediapreneurów”, czyli ludzi, którzy piszą blogi, podcastują albo nagrywają coś na 
YouTubie,  to  jest  ten  poziom,  na  którym  oni  już  nie  mają  obaw  związanych  ze  współpracą,  robią 
to chętnie, czy nadal każdy sobie rzepkę skrobie? 

Rozdzieliłbym chyba blogosferę od YouTube’a, bo wydaje mi się, że na YouTubie te kolaboracje, współprace 
– tzw. crossy, tak się to tam nazywa – funkcjonują pełnoprawnie i są fajną formą promocji poszczególnych 
osób krzyżowo, przynajmniej na tyle, na ile tę sferę obserwuję. Więc to mi się bardzo podoba, bo uważam, 
że to są takie sytuacje, w których 1 + 1 daje więcej niż 2 zazwyczaj. Więc to jest fajne, to jest fajne.  

Wydaje mi się, że w blogosferze jest tego mniej, aczkolwiek nie chciałbym generalizować, bo ja jestem trochę 
odludkiem.  Moja  tematyka  jest  dosyć  hermetyczną  tematyką  mimo  wszystko.  Jeżeli  spojrzymy  na  blogi 
stricte  finansowe,  to  rzeczywiście  taka  współpraca  jest.  Nawet  ostatnio  robiliśmy  taką  fajną  konferencję 
FinBlog – pierwszą konferencję blogerów finansowych, i tam nas było siedmiu razem z prowadzącym. Każdy 
miał swoją prezentację na konkretny temat, umówiliśmy się, jakie tematy będą, żeby były wartościowe dla 
czytelników, a jednocześnie żebyśmy się specjalnie nie pokrywali. I wyszło, uważam, fenomenalnie. Udało 
się  pokazać,  że  żadnych  podziałów  nie  ma,  że  mamy  wspólną  misję  edukacji  innych  osób  w  zakresie 
finansów osobistych tutaj w Polsce i ją po prostu realizujemy – każdy tak, jak potrafi najlepiej; być może 
na różnym poziomie, ale w każdym razie każdy wkłada coś do tego garnka. I to jest fajne. Myślę, że warto, 
żeby takich współprac było więcej. 

Jak patrzę na blogosferę amerykańską, to tam często – a szczególnie w podcastach – zapraszanie się jest 
związane z premierami produktów. Ktoś np. wypuszcza swoją książkę czy jakiś kurs i w związku z tym nagle 
go wszędzie pełno, bo wiadomo, że on wtedy jest bardziej dostępny dla innych, bo zależy mu na promocji, 
i ci inni też mogą skorzystać, bo zapraszając go, mogą go przepytać ze swojej perspektywy pod kątem tego, 
co  chcieliby  usłyszeć  ich  słuchacze.  I  to  jest  naturalny  mechanizm  promocji,  który  w  wydaniu  tych 
podcasterów  amerykańskich  funkcjonuje,  uważam,  dobrze.  Nie  widzę  tam  jakichś  praktyk,  które  byłyby 
totalnie godne potępienia, nie, wręcz przeciwnie – to brzmi naturalnie.  

Więc tak, czemu nie – uważam, że jeżeli w Polsce uda nam się doprowadzić, że w podcastingu też tak będzie, 
że  nawzajem  się  pozapraszamy…  Tylko  znowu:  często  jest  tak,  że  widzisz  –  dzisiaj  ty  mnie  zaprosiłeś 
w tematyce budowania marki osobistej, ja coś mam do powiedzenia na ten temat, bo coś tam się udało, 
w związku z tym to może być interesujące dla twoich słuchaczy. I teraz kwestia jest taka: OK, na jakie tematy 
ja  mogę  kogoś  do  siebie  zaprosić?  Bo  jeśli  ktoś  mówi  np.  o  technologiach  apple’owskich,  to  wiadomo, 
że nieszczególnie to jest kandydat do tego, żeby wystąpić w moim podcaście, chyba że uda mu się coś tam… 

Jak to! Jak zaoszczędzić na serwisie twojego komputera, wymieniając go na Maca (śmiech). 

No można, można z tej perspektywy. Ja po prostu staram się pokazywać interesujących ludzi czy z Polski, 
czy ze świata – i takich, i takich udaje mi się od czasu do czasu zaprosić. 

OK,  jest  taka  złota  rada  dla  wszystkich,  którzy  chcą  zaistnieć:  bądź  sobą.  Więc  powiedz  mi,  jaki  masz 
sposób na to, żeby być sobą? 

Być  sobą?  (śmiech).  Słuchaj,  no  po  prostu  być  sobą.  Inaczej  może:  znowu  wyjdę  od  strony  tych  social 
mediów szczęsnych-nieszczęsnych. Każde z nich ma jakąś swoją specyfikę. Dobrze jest pochylić się nad tym, 
żeby  tę  specyfikę  z  jednej  strony  zrozumieć,  a  z  drugiej  strony  –  dostosować  swój  sposób  komunikacji 

MalaWielkaFirma.pl

 15

background image

Budowanie marki osobistej. Jak to robi Michał Szafrański

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114

do tego, czym te social media są i w jaki sposób one wkomponowują się w to, co my robimy, co chcemy 
o sobie mówić i w jaki sposób chcemy się pokazywać.  

Dla mnie np. bardzo wygodne jest to, że takie media istnieją. Dlaczego? Bo mogę tam robić rzeczy, których 
nie robię na moim blogu, których nie chcę robić na moim blogu, bo nie chcę go zaśmiecać. Czyli na moim 
blogu pojawiają się, owszem, długie, merytoryczne treści, które przemyślałem, przeanalizowałem, opisałem, 
ale  nie  będę  tam  wrzucał  informacji,  że  tu  znalazłem  to,  tu  znalazłem  tamto,  a  to  jest  interesujące, 
a tu zwróćcie uwagę na tego nieszczęsnego Van Damme’a. No nie wrzucę tego na bloga finansowego.  

Więc jeżeli umiemy w ten sposób się odnaleźć w tych mediach, to będziemy potrafili jeszcze bardziej siebie 
pokazywać również przez to, co tam wrzucamy. I porada taka, którą mogę dać tym osobom, które chciałyby, 
a się boją, to jest taka, żeby po prostu próbować stopniowo się odsłaniać i czy to rzeczywiście się spotyka 
z  negatywnymi  konsekwencjami,  czy  nie.  Jeżeli  nie,  to  OK,  to  jeszcze  kawałek,  jeszcze  kawałek,  jeszcze 
kawałek.  

Ja chronię bardzo – tak jak mówiłem – swoją prywatność, taką rodzinną, ale bardzo dużo rzeczy pokazuję, 
jeżeli chodzi o moją osobę i mój sposób pracy, dlatego że uważam, że jedno to treści, które tworzę, a drugie 
to  zobaczenie  warsztatu  gościa,  który  robi  cokolwiek  –  mówiąc  o  mnie:  bloguję  czy  podcastuję.  Ale  tak 
naprawdę  jako  obserwator  kogoś,  do  kogo  mam  zaufanie,  kogo  lubię,  chciałbym  wiedzieć  o  nim  więcej, 
chciałbym  dowiedzieć  się  jak  najwięcej.  I  jeżeli  on  jest  mi  w  stanie  pokazywać  swój  warsztat,  pokazywać 
swoje  zaplecze…  Takie  głupie  rzeczy,  wiesz.  Kiedyś  pokazywaliśmy  z  Marcinem,  z  którym  kręciliśmy  kurs 
„Pokonaj  swoje  długi”,  jak  ustawiliśmy  nasz  aparat,  jak  oświetlenie  wyglądało,  jak  nasze  domowe  studio 
wyglądało – wtedy jesteśmy w stanie pokazać, że po pierwsze to nie musi być drogie, po drugie – da się to 
zrobić  chałupniczymi  totalnie  metodami,  nie  trzeba  mieć  nie  wiadomo  jakich  zdolności,  wszystko  da  się 
zrobić, tylko trzeba chcieć.  

W tym sensie to jest pokazywanie siebie: że ja nie tylko pokazuję efekt mojej pracy, ale również to, co się 
na tę pracę składa. I nagle się okazuje, że bardzo wiele osób zaczyna cię obserwować nie ze względu na to, 
co piszesz o finansach osobistych, tylko ze względu na to, jak pracujesz i co o swojej pracy mówisz. I to jest 
też  fenomenalne:  że  ja  jestem  w  stanie  dzisiaj  w  podcaście,  który  się  nazywa  Więcej  niż  oszczędzanie 
pieniędzy
, pokazywać tematy niezwiązane z finansami osobistymi albo wykraczające poza nie. Mogę mówić 
o  produktywności,  mogę  mówić  o  narzędziach,  jakich  używam,  mogę  pokazywać  ludzi,  z  którymi 
współpracuję  w  jakimś  obszarze,  mogę  mówić,  jak  zrobiłem  kampanię  PR-ową  do  czegoś  itd.,  itd. 
chałupniczymi  prostymi,  metodami.  Ty  akurat  masz  podcast,  w  którym  doskonale  opowiadasz  właśnie 
o niuansach związanych z prowadzeniem firmy… 

Dziękuję, dziękuję (śmiech). 

…których są tysiące i ludzi w tym kraju, którzy mają własne firmy, jest miliony w tej chwili, więc audytorium 
jest. Czyli nie ograniczamy się do tych treści, te treści nas do końca nie definiują. 

Wspominaliśmy  o  amerykańskich  vlogerach  i  podcasterach,  więc  zakończmy  tak  jak  oni:  gdzie  ludzie 
mogą cię znaleźć, jeżeli będą chcieli dowiedzieć się więcej (śmiech)? 

Po  pierwsze  bardzo  dziękuję  za  zaproszenie  do  twojego  podcastu.  Bardzo  dziękuję  wszystkim 
za  wysłuchanie,  bo  to  jest  kawał  roboty  wysłuchać  taki  odcinek,  który  ma  już  w  tej  chwili…  Łaa,  długo 

MalaWielkaFirma.pl

 16

background image

Budowanie marki osobistej. Jak to robi Michał Szafrański

Podcast Mała Wielka Firma – odc. 113 i 114

rozmawialiśmy, godzina prawie. Więc dzięki za wysłuchanie. Jeżeli ktoś chce mnie znaleźć, to może mnie 
znaleźć  na  stronie 

Jakoszczedzacpieniadze.pl

.  Można  również  znaleźć 

mój  podcast  w  iTunes

  –  wystarczy 

wpisać  „Więcej  niż  oszczędzanie  pieniędzy”,  również  w 

zakładce  „Podcast”

  na  blogu,  no  i  oczywiście 

zapraszam na Twittera: 

@szaffi

. Zapraszam do Periscope’a. 

Wbrew pozorom nie jest to Twitter żadnej szafiarki. 

Nie  jest  to  Twitter  żadnej  szafiarki,  dokładnie.  To  nick,  który  kiedyś  w  podstawówce  mi  nadano:  Szafran, 
a później: Szafi. I tak zostało. 

I ciągle działa. 

Dokładnie.  Osoby,  które  grają  w  Counter-Strike’a,  też  zapraszam  do  kontaktu,  można  mnie  spotkać 
na serwerach czasami.  

No pięknie! No dobrze, bardzo ci dziękuję za podzielenie się twoją przebogatą wiedzą. I powodzenia! 

Dzięki wielkie, Marku. Powodzenia, nawzajem!

MalaWielkaFirma.pl

 17