background image

Słowa matki wydawały jej się odległym złudzeniem. 

‘Nie schodź ze ścieżki.’ 

Rumiane  policzki  drgnęły  lekko,  gdy  rozkosznie  malinowe  usteczka  uformowały  się  w  przyjazny 
grymas. Uśmiech, który był odpowiedzią. Dziewczynki chwilę później nie było już w domu; nie zwróciła 
nawet uwagi na to jak zatroskana była wtedy jej matka. 

Ścieżka. Dziewczę nie rozglądało się zbytnio. Wbiegło w las, podążając radośnie drogą uformowaną z 
jasnego  żwiru,  który  przenikały    gdzieniegdzie  białe  drobiny.  Nie  zważała  na  hałas.  Echo  jej 
pośpiesznych kroków i jeszcze, tak bardzo, dziecięcy śmiech, którym witała całą okolicę. 

Jednak dookoła ścieżki rosły kwiaty.  

I dalej też rosły kwiaty. 

I dalej pewnie też. 

Jednak o tym dziewczynka nie mogła już wiedzieć. A chciała bardzo. I przecież… 

Przecież nic się nie stanie. 

Wyuczonym  ruchem  dłoni,  poprawiła  szkarłatny  fartuszek.  Odgarnęła  mahoniowe  włosy  z 
zaróżowionej twarzyczki i nie myśląc w wiele podbiegła do pierwszej, widocznej kępki kwiatów. Zbiegła 
ze ścieżki. A  kwiatków  było tak mało! Dookoła unosił się spokojny śpiew ptaków i delikatna melodia 

wiatru,  płynącego  między  koronami  drzew.  Podbiegła  do  następnej  kępki.  Kwiatki  zdawały  się  tu 
jeszcze  piękniejsze!  I  było  ich  jeszcze  mniej  niż  wcześniej.  Kilka  kolejnych  kroków  w  malutkich, 
drewnianych  trzewikach.  A  może  i  kilkanaście?  Nie  liczyła,  nie  mogła,  szum  drzew  nie  był  już  tak 

przyjemny. Objęła się rękoma, rozmasowując ramiona. Nagle zrobiło się chłodniej, a przestrzeń między 
pniami  poszczególnych  drzew  nie  była  już  tak  dobrze  zaznajomiona  z  promieniami  słońca.  Jeszcze 
tylko  kilka  kroków;  nie  obejrzała  się  na  ścieżkę.  Która  to  była  godzina?  Miała  być  u  babci  przed 
zachodem słońca. 

‘Przecież zdążę!’ skarciła się w myślach z iście dziecięcą manierą nadymania policzków. 

Głupota.  Po  cóż  zaprzątało  jej  to  głowę?  W  oddali  widziała  wszakże  kolejne  kwiaty.  Bez  chwili 

zastanowienia ruszyła w ich stronę. Ptaki już nie śpiewały. Może ona sama powinna? Cicho zagwizdała, 
starając  się  zaintonować  kołysankę,  którą  zawsze  śpiewała  jej  mama.  Nie  zwróciła  uwagi  jakim 
intruzem był dźwięk, który wydawała. Kwiatów było coraz mniej, może teraz, znajdzie aby jeden? Ten 
jeden najpiękniejszy. Ale… w takim zimnie? Mgła. Była tu mgła. Dziewczynka drgnęła lekko.  

‘Może nie powinnam tu być? Ale… tylko jeszcze jeden kwiat i wracam.’ 

Cichy trzask gałęzi. Jednak nie zwróciła na to uwagi. Odgarniała rękoma mgłę na boki, choć niewiele to 
pomagało.  Prowadziła  ją  nadzieja  i  ku  uldze  dziewczynki,  niedługo  zobaczyła  to  czego  pragnęła. 
Roślinkę skrząca się błękitem okalającym płatki. Uśmiechnęła się radośnie; a gdzieś rozległ się kolejny 
trzask gałęzi. Tym razem bliżej. 

Podbiegła do kwiatu, wyrywając go pośpiesznie i niedbale wrzucając do koszyka.  

Była taka szczęśliwa.  

‘Teraz mogę wracać!’  

A Wilk stał tuż za nią. 

Kwiecień 2012