background image

 

background image

 

32 

 

 

 

     

Rozdział VII 

 

 

 

 

 

Następny tydzień minął w zamgleniu. Brałem udział w przymiarkach z Rosalyn 

w sklepie pani Fells, a salon był duszny, jak bar w którym byliśmy z Damonem. 

 

Próbowałem zapomnieć o Katherine, zostawiając okiennice zamknięte, żeby nie 

ulec pokusie i nie spojrzeć przez trawnik na wozownię i nie zmuszać do uśmiechu i 

machania Damonowi i Katherine, kiedy zwiedzali ogrody. Kiedyś wszedłem na 

poddasze, aby zobaczyć portret matki. Zastanawiałem się, jaką ma dla mnie radę.  

Miłość cierpliwa jest

, pamiętam, kiedy mówiła melodyjnym francuskim akcentem 

podczas czytania Biblii.  

Ta uwaga pocieszała mnie. Może miłość mogła przyjść do mnie i Rosalyn.  

 

Po tym, próbowałem pokochać Rosalyn, lub przynajmniej zbierać jakieś 

uczucia do niej. Wiedziałem, że za jej spokojem i jasnymi blond włosami, kryje się 

prosta, słodka dziewczyna, która stanie się kochaną żoną i matką.  

Nasze ostatnie wizyty nie były okropne. W rzeczywistości, Rosalyn miała wyjątkowo 

dobrą duszę.  

Dostała nowego psa, czarny lśniący zwierzak nazywał się Sadie, którym opiekowała 

się wszędzie, żeby jej nowego pupila nie spotkał taki sam los, co Penny. W pewnym 

momencie, kiedy Rosalyn spojrzała na mnie z uwielbieniem w oczach, pytając, czy 

wolałbym lilie lub gardenie na wesele, prawie poczułem coś do niej. Może to miało 

wystarczyć.  

 

Ojciec nie marnował czasu na planowanie nowych uroczystych przyjęć. Tym 

razem był to grill w naszym majątku i zaprosił wszystkich w promieniu 20 mil. 

Poznałem tylko garstkę młodych mężczyzn, ładne dziewczęta i żołnierzy 

konfederackich, którzy błądzili dookoła tak, jakby to była ich posiadłość.  

background image

 

33 

 

Kiedy byłem młodszy, uwielbiałem wieczorki w Veritas – zawsze były okazją 

do zbiegania do lodowatego stawu z przyjaciółmi, grania w chowanego na bagnie, 

przejażdżki konnej do Wickery Bridge, później odważyliśmy się zanurkować w 

zimnych głębinach Willow Creek.  

Teraz tylko życzyłem sobie, żeby to wszystko się skończyło i żebym mógł zostać sam 

w swoim pokoju.  

- Stefan, chcesz napić się ze mną whiskey? - zawołał Robert z prowizorycznego barku, 

wzniesionego na portyku.  

Jak sądzę po jego krzywym uśmiechu, stwierdziłem, że był już pijany. Podał mi 

szklankę i przysunął się do mnie.  

- Dość szybko, będą tu dookoła młodzi Salvatorowie. Możesz to sobie wyobrazić?- 

Machnął ręką na rozlegle pomieszczenia, jak gdyby chciał pokazać mi, jak dużo pokoi 

moja wymyślona rodzina miałaby, aby w nich dorastać.  

 

Marnie wirowałem moją whiskey, niezdolny do wyobrażenia sobie tego. 

- Więc sprawiłeś, że twój ojciec jest szczęśliwym człowiekiem. A Rosalyn szczęśliwą 

dziewczyną. - powiedział Robert.  

 

Podniósł szklankę w moją stronę po raz ostatni i poszedł porozmawiać z 

nadzorcą Lockwood’ów.  

 

Westchnąłem i usiadłem na huśtawce na werandzie, obserwując zabawę mającą 

miejsce dookoła mnie.  

Widziałem, że powinienem być szczęśliwy.  

Wiedziałem, że ojciec chciał dla mnie wszystkiego, co najlepsze.  

Wiedziałem, że tu nie stanie się nic złego z Rosalyn.  

 

Dlaczego więc te zaręczyny były, jak kara śmierci?  

 

Na trawniku, ludzie jedli, śmiali się i tańczyli, a prowizoryczny zespół 

stworzony przez moich przyjaciół z dzieciństwa Ethana Griffina, Briana Walsha i 

Matthew Harnetta grał wersję „The Bonnie Blue Flag.”  

Niebo było bezchmurne, a pogoda łagodna, z lekkim przymrozkiem w powietrzu, aby 

przypomnieć nam, że to dzieje się naprawdę.  

 

W oddali uczniowie kołysali się i wrzeszczeli w bramie. 

background image

 

34 

Wokół było tak dużo uciechy – dużo znaczącej dla mnie – i niesprawiającej wesołego 

łopotania serca w mojej klatce piersiowej.  

 

Tak, jak stałem, poszedłem w kierunku gabinetu ojca. Zamknąłem drzwi od 

gabinetu i odetchnąłem z ulgą. Tylko najmniejszy strumień słońca wpadał przez 

ciężkie zasłony adamaszku. Pokój był chłodny i czuć było dobrze naoliwioną skórę i 

stęchły zapach książek. Wyjąłem tomik sonetów Szekspira i otworzyłem na moim 

ulubionym wierszu.  

 

Szekspir uspokajał mnie, słowa działały kojąco na mój umysł i przypominały 

mi, że miłość i piękno były obecne na tym świecie.  

Być może doświadczanie poprzez sztukę byłoby wystarczające, aby mnie utrzymać.  

 

Usadowiłem się w skórzanym fotelu ojca w rogu i w roztargnieniu przebiegłem 

wzrokiem po cienkich, półprzezroczystych stronach. Nie jestem pewny ile tam 

siedziałem, pozwalając, żeby ten język wpływał na mnie, ale im więcej czytałem, tym 

czułem się spokojniejszy. 

- Co czytasz?  

Głos przestraszył mnie, a książka spadła z łoskotem z moich kolan.   

 

Katherine stała przed wejściem do gabinetu, ubrana w białą jedwabną sukienkę, 

podkreślającą każdy kształt jej ciała. Wszystkie inne kobiety, będące na przyjęciu, 

ubrane były w warstwy krynoliny i muślinu, a ich ciało ukryte było pod grubą warstwą 

materiału. Ale Katherine nie widziała ani szczypty zakłopotania przez jej 

wyeksponowane blade ramiona. Z przyzwoitością spojrzałem z oddali. 

- Dlaczego nie jesteś na przyjęciu? - zapytałem, schylając się, by podnieść książkę.  

Katherine zrobiła krok w moim kierunku.  

- Dlaczego ty nie jesteś na przyjęciu? Nie jesteś honorowym gościem? - przycupnęła 

na oparciu mojego krzesła.  

- Czytałaś Szekspira? - zapytałem, wskazując na otwartą książkę leżącą na moich 

kolanach. Była to słaba próba zmienienia rozmowy.  

Spotkałem dziewczynę znającą jego dzieła. Tylko wczoraj, Rosalyn przyznała się, że 

nie przeczytała żadnej książki w ciągu trzech lat, odkąd ukończyła akademie dla 

dziewcząt. Nawet w ostatnim tomie przeczytała jedynie uważnie rozdział o tym, jak 

być sumienną konfederacką żoną.  

background image

 

35 

- Szekspir - powtórzyła, jej akcent poszerzał słowo do trzech sylab. Był to osobliwy 

akcent, nigdy dotąd nie słyszałem go od innych ludzi z Atlanty.  

Machała nogami w tą i z powrotem, i zauważyłem, że nie ma ubranych pończoch. 

Odwróciłem od niej wzrok.  

- Mogłabym porównać cię do letniego dnia? – zacytowała. 

Podniosłem wzrok, zdumiony.  

-  Jesteś bardziej piękna i umiarkowana. – odpowiedziałem, kontynuując cytowanie.  

Moje serce galopowało w klatce piersiowej, a mój mózg odczuwał wszystko bardzo 

wolno, sprawiając niezwykłe wrażenie, że czułem się, jakbym śnił.  

Katherine wyszarpnęła książkę z moich kolan, zamykając ją ze spektakularnym 

hukiem.  

- Nie. - powiedziała stanowczo.  

- Ale to jest jak przejście do następnego wiersza. - Powiedziałem, zdenerwowany, że 

zmieniła zasady gry, którą myślałem, że zrozumiałem. 

- To jest, jak przejście do następnego wiersza dla pana Szekspira. Ja po prostu zadałam 

ci pytanie. Mogę porównać cię do letniego dnia?  

Czy jesteś godzien tego porównania, panie Salvatore?  

Czy potrzebujesz książki, żeby zdecydować? - zapytała Katherine. Odchrząknąłem, 

mój umysł przyspieszył. 

Damon powiedziałby coś dowcipnego, nawet bez zastanawiania się nad tym. Ale 

kiedy byłem z Katherine, czułem się jak uczeń, który chce zaimponować dziewczynie 

żabą złowioną w stawie.  

- Cóż, mogłabyś porównać mojego brata do letniego dnia. Spędzałaś z nim dużo czasu. 

- Zaczerwieniłem się i natychmiast chciałem odwołać te słowa. Zabrzmiałem w ten 

sposób zazdrośnie i małostkowo. 

- Może letni dzień z kilkoma burzami w oddali. - powiedziała Katherine, unosząc 

brwi.  

- Ale ty, Uczony Stefanie, jesteś inny niż Mroczny Damon. Albo… – Katherine 

odwróciła wzrok, z przelotnym i drżącym uśmiechem na twarzy.  

- Błyskotliwy Damon. 

background image

 

36 

- Ja także potrafię być błyskotliwy. - powiedziałem z irytacją, zanim zorientowałem 

się, co mówię. Potrząsnąłem głową, sfrustrowany. Jakby Katherine zmusiła mnie do 

mówienia bez zastanowienia. Była tak energiczna i pełna życia – mówiąc do niej, 

czułem się, jakbym był we śnie, gdzie nic, co powiedziałem nie będzie miało 

konsekwencji, ale wszystko, co powiedziałem, było ważne.  

- Dobrze, zatem muszę to zobaczyć, Stefanie. - powiedziała Katherine. Położyła swoja 

zimną rękę na moim przedramieniu.  

- Dane mi było poznać Damona, ale ledwo poznałam ciebie. To wielki wstyd, nie 

sądzisz? - spytała.  

 

W oddali, zespół zaczynał grać „I’m a Good Old Rebel.” 

Wiedziałem, że powinienem wyjść na zewnątrz i zapalić cygaro z panem 

Cartwright’em, zatańczyć pierwszego walca z Rosalyn, wznieść toast za moje miejsce 

w Mystic Falls. Ale zamiast tego pozostałem w skórzanym fotelu, chcąc zostać w 

bibliotece i wdychać zapach Katherine, na zawsze. 

- Może mogłabym poobserwować? - zapytała Katherine, nachylając się ku mnie. 

Niesforny, ciemny lok opadł na jej blade czoło. Musiałem użyć całej mojej siły, aby 

nie wziąć go z jej twarzy.  

- Nie sądzę, żeby podobało ci się to, co się teraz dzieje. Grill, zaręczyny… 

 

 Moje serce łomotało. Odszukałem brązowe oczy Katherine. W ciągu ostatnich 

tygodni, desperacko próbowałem ukryć swoje uczucia.  

Ale czy widziała mnie zatrzymującego się przy wozowni?  

Czy widziała mnie uciekającego na Mazzanotte od ich śmiechu do lasu, kiedy ona i 

Damon zwiedzali ogród? 

Czy jakoś udało jej się odczytać moje myśli?  

Katherine uśmiechnęła się smutno.  

- Nieszczęśliwy, słodki, wierny Stefan. Nie nauczyłeś się jeszcze, że zasady zostały 

stworzone po to, żeby je łamać? Nie możesz nikogo uszczęśliwić, swojego ojca, 

Rosalyn, Cartwrightów, jeśli sam nie będziesz szczęśliwy. 

 

Odchrząknąłem, boleśnie uświadamiając sobie, że kobieta, którą z nam od kilku 

tygodni zrozumiała mnie lepiej niż własny ojciec… i moja przyszła żona… 

kiedykolwiek.  

background image

 

37 

 

Katherine zsunęła się z krzesła rzuciła okiem na półki z książkami ojca. 

Spojrzała na grubą, obłożoną skórą książkę "Tajemnice Mystic Falls".  

Była to książka, której nigdy wcześniej nie widziałem.  

Uśmiech zabłysnął na jej zaróżowionych ustach i skinęła na mnie, abym dołączył do 

niej na kanapę ojca. Wiedziałem, że nie powinienem, ale jakby w transie wstałem i 

przeszedłem przez pokój. Usiadłem na chłodnej, pękniętej skórzanej poduszce obok  

niej i po prostu zrelaksowałem się.  

 

Poza tym, kto wiedział? Być może kilka chwil w jej towarzystwie byłoby 

ukojeniem, żeby przełamać moją melancholię.  

 

 

 

 

 

 

 *************************************************************************** 

 

 

 

Tłumaczenie rozdziału VII – Wiktoria z chomik

http://chomikuj.pl/Conceived__

 

Tłumaczenie – Monika z chomik

http://chomikuj.pl/monalisa00

 

Korygowała – Kasia z chomik

http://chomikuj.pl/Kasienkaaa7

  

 

Pozostałe rozdziały będę dodawać na  

http://chomikuj.pl/monalisa00/VAMPIRE+DIARIES/EBOOK+pl+-+Sefan%27s+Daries+-

T*c5*81UMACZNIE/TOM+I+-+The+Vampire+Diaries+-+Sefan%27s+Diaries+-+1+-

+Origins