background image

Powrót do - polsko-tureckie wojny

 || 

Powrót do - Dział 

Artykułów

 || 

Powrót do - Strona Główna

 

Dyaryusz wideńskiej okazyji  

Jmci Pana Mikołaja na Dyakowicach Dyakowskiego  

podstolego latyczewskiego 

 

Diariusz medyczny z wyprawy wiedeńskiej z roku 1683 

 

po trzystu latach odtworzony przez Emila Bardysza  

Kraków 11 augusta 

 

Wojska  koronne  po  zakończeniu  koncentracji,  zgodnie  z 
nakazem  króla  Jana  III  Sobieskiego,  wymaszerowały  na 
Wiedeń.  Jedna  kolumna  pod  hetmanem  polnym  panem 
Mikołajem Sieniawskim poszła drogą na Cieszyn, druga i pod 
hetmanem 

wielkim 

panem 

Stanisławem 

Jabłonowskim 

ruszyła  na  Bytom  i  Tarnowskie  Góry.  W  obu  dywizjach 
dwadzieścia  siedem  tysięcy  Ŝołnierzy  i  tyleŜ  czeladzi.  Stan 
zdrowotny  ludzi  dobry.  Towarzyszy  im  i  kilkudziesięciu 
medyków,  chirurgów,  felczerów  i  cyrulików.  Prawie  połowa  z 
nich  po  raz  pierwszy  bierze  udział  v  wyprawie  wojennej. 
Zaopatrzenie w środki lecznicze, jak i materiały opatrunkowe 
zdeponowane  zostało  na  ich  taborowych.  Ciągnie  ich  za 
wojskiem około ośmiu tysięcy. Obok broni wiozą - jak zalecił 
Miłościwy  Pan  -  półroczny  zapas  prowiantu,  a  to  worki  i 
skrzynie  chleba,  jagieł,  słoniny,  boczku,  wędzonki,  grochu  i 
Są  i  napoje,  jak  piwo,  gorzałka  i  wino.  Niezapomniano 
równieŜ  o  obrokach.  Oprócz  tego  na  wozach  gromadzono 
wiele innego wojennego dobra.  

Tarnowskie Góry 21 augusta 

 

Król  Jegomość  zarządził  przegląd  dywizji.  Pochwalił  pułki  i 
chorągwie za naleŜyte wyekwipowanie, porządek, dyscyplinę i 
dobrą  kondycję.  Później  poŜegnał  się  z  odprowadzającą  go 
królową-małŜonką, która powróciła do Krakowa. Wtedy to na 
czele  wojska  wyruszył  w  stronę  stolicy  cesarskiej.  Obie 
dywizje  liczą  dwadzieścia  pięć  chorągwi  husarskich  i  lekkich 
oraz osiem brygad piechoty, tj. dwadzieścia pułków. Niemało 
teŜ  artylerii  i  własnej  inŜynierii.  W  kaŜdym  regimencie  są 
felczerzy.  Podlegają  im  cyrulicy  we  wszystkich  kompaniach. 
Miłościwy Pan na zdrowie wojska zawsze baczył. Jak to zwykł 
czynić, 

na 

wyprawę 

wyznaczył 

generalnego 

chirurga 

wojskowego.  

Gliwice 23 augusta 

 

Tempo  marszu  duŜe.  Monarcha  nasz  zanocował  w  klasztorze 
ojców  Reformatów.  Wstał  wczesnym  rankiem,  uskarŜając  się 
na drętwienie palców ręki. W nocy budziły go bóle wędrujące 
wzdłuŜ  kręgosłupa.  Suponuje,  Ŝe  to  pierwsze  objawy 
reumatyzmu. Dobiegła nas wiadomość, Ŝe królowa francuska 
równieŜ  zapadła  na  reumatyzm  i  febrę,  ale  czuje  się  juŜ 
lepiej.  Tymczasem  panu  pułkownikowi  Polanowskiemu, 
utrudzonemu  marszem,  nocy  poprzedniej  poszła  kilka  razy 
krew.  Powiadają,  Ŝe  na  krzyŜe  upadł  wczoraj.  Postanowił 
wrócić  do  domu.  Nie-  Ŝołnierska  decyzja.  Całe  wojsko 
bowiem  z  niecierpliwością  sposobi  się  na  spotkanie  z 
nieprzyjacielem.  Lekarstw  i  opatrunków  nie  wydaje  się  za 
wiele,  choć  wyasygnowano  sporo  środków  pienięŜnych. 
Dobrze,  Ŝe  w  kaŜdym  poczcie  i  w  kaŜdej  druŜynie  mają 

Page 1 of 14

Dyskurs

2008-04-07

http://www.osman.livenet.pl/diariusz.htm

background image

własne medykamenta i szarpie.  

Opawa 25 augusta 

 

Król Jegomość osobiście wiedzie dwadzieścia chorągwi lekkich 
i  kilkaset  dragonów.  Nakazał  przyspieszenia  w  pochodzie, 
poniewaŜ  pojutrze  chce  się  złączyć  z  kolumną  pana 
Sieniawskiego,  aby  w  końcu  sierpnia  dojść  do  Dunaju.  O 
zamiarze  tym  powiadomił  Ojca  Świętego.  U  Fanfanika  - 
starszego  syna  królewskiego  Jakuba  -  wystąpiła  bardzo 
rozległa  wysypka  "jako  po  największej  febrze".  Zupełnie  nie 
wiadomo  z  jakiego  powodu.  MoŜe  są  to  objawy  jakowejś 
alergii. Ciekawe, co by orzekł doctor Pecorini. Ale jeszcze nie 
dotarł  on  do  wojska.  Warto  zauwaŜyć,  Ŝe  Opawa  jest  czysto 
utrzymanym  miastem.  Wczoraj  Najjaśniejszy  Pan  z  grupą 
oficerów  złoŜył  wizytę  grafowi  Obersdorfowi  w  Raciborzu.  Z 
tego  tytułu  małŜonka  grafa  zaprosiła  do  zamku  najmniej 
trzydzieści  urodziwych  dam.  Gości  zabawiano  grą  w  karty,  a 
potem podejmowano obiadem.  

Prostków 27 augusta 

 

Król  Jegomość,  który  pod  Opawa  w  stodole  stanął, 
wizytowany przedwczoraj był przez damy okoliczne. Widok to 
niezwykły,  bo  damy  tutejsze  z  wielkiej  powabności  słyną. 
Dziś  popas  wypadł  nam  w  mieście  jeszcze  okazalszym  od 
Opawy. 

Ojcowie 

Jezuici 

wielki 

honor 

naszemu 

Najjaśniejszemu  Panu  czynią.  Nie  ma  końca  oracjom  i 
adorowaniu,  jakie  naszemu  monarsze  są  ze  wszech  miar 
naleŜne.  I  my  takŜe  mamy  z  tego  korzyści.  Ich  aptekarz 
obdarował nas ziołami przeróŜnymi, co na wszelkie rany mają 
być  przykładane.  Dostaliśmy  teŜ  kamionki  łoju  kozłowego, 
który  dla  piechoty  jest  dobrodziejstwem.  Dobrze  czyni  na 
otarcia  stóp  Ŝołnierskich.  Klasztorny  doctor  bardzo  go 
wszystkim  zaleca.  Szpiegowie  donoszą,  Ŝe  Turcy  i  Tatarzy 
wespół  z  wojskiem  węgierskim,  wszedłszy  w  Austrię,  wsie  i 
miasteczka palą i niemoŜebnie plądrują.  

Modfice 29 augusta 

 

Maszerujemy  bez  przeszkód  przez  góry  i  ziemie  przepiękne. 
Lecz na baczności trzeba się mieć zawsze. Panowie oficerowie 
bardzo o to zabiegają. Podjazdy nieprzyjaciela zapadły gdzieś 
bez  wieści.  Tu  i  ówdzie  moŜna  spotkać  tylko  uciekinierów 
przeraŜonych  niebywale.  Niektórzy  jakoby  od  zmysłów 
odchodzili. Wczoraj przybył do Króla Jegomości pan Hieronim 
Lubomirski, marszałek nadworny, który od czterech miesięcy 
trzytysięcznym  korpusem  jazdy  wspiera  wojska  austriackie. 
Opowiadał o księciu Lotaryńskim, Ŝe człowiek to mądry, choć 
melancholijny  i  niewielkiego  wzrostu.  Nosi  się  nad  wyraz 
niedbale,  ale  cnót  Ŝołnierskich  mu  nie  brakuje.  Austriacy 
podobno  dobrych  medyków  mają,  zwłaszcza:  chirurgów,  a 
specjalne wozy załadowane mieniem lekarskim.  

Heiligbron 31 augusta 

 

Ludzie  tu  nas  wszędzie  błogosławią.  KsiąŜę  Lotaryński  Karol, 
naczelny  dowódca  wojsk  cesarskich  i  generał  Starhemberg, 
komendant  Wiednia  czekają  podobno  na  nasze  wojska  z 
ogromną  niecierpliwością.  Słychać,  Ŝe  Turcy  są  niezwykle 
okrutni,  napierają  zajadle  i  to  coraz  bardziej.  Ich  zamiar 
wzięcia  Wiednia,  najpóźniej  w  czterdzieści  dni,  spalił  na 
panewce. A oblegają miasto juŜ od 14 lipca. Jeńcy zeznali, Ŝe 

Page 2 of 14

Dyskurs

2008-04-07

http://www.osman.livenet.pl/diariusz.htm

background image

w  obozie  tureckim  nikt  nie  przewiduje  odsieczy  oblęŜonym. 
Jak  się  zjawią  wojska  polskie,  to  najpewniej  zaskoczą  armię 
Wielkiego  Wezyra.  Niespodziewanie  przybył  do  naszego 
obozu  ksiąŜę  Lotaryński.  Na  twarzy  ma  on  znaczne  ślady  po 
przebytej  ospie.  Badawczo  przypatrywał  się  wojsku.  Gościa 
podejmował  w  swoim  namiocie  Król  Jegomość.  KsiąŜę,  jako 
człowiek niepijący, nie chciał innego wina krom mozelskiego z 
wodą.  Rozochociwszy  się  jednak,  pił  węgierskie,  i  to  obficie. 
Towarzyszący 

księciu 

pan 

Taff, 

początkowo 

bardzo 

powściągliwy,  upił  się  potem  równieŜ.  Miłościwy  Pan  w 
ostatnich  dniach  prowadził  wiele  narad  i  konferencji.  Prawie 
nie je i nie śpi. Nie omijają go róŜne zgryzoty. Ból w palcach 
utrzymuje  się  nadal.  UwaŜa,  Ŝe  przydałby  się  jakiś  sławny 
doctor. Na szczęście Fanfanik czuje się lepiej. Nadszedł list od 
królowej-małŜonki, która donosi o swym dobrym zdrowiu.  

Stettelsdorf 4 septembra 

 

O  medyku  Pecorinim  nie  ma  Ŝadnej  wiadomości.  Jako 
naczelny  chirurg  wojskowy  miał  się  stawić  w  Ołomuńcu.  Pan 
Polanowski,  mimo  perswazji  naszego  monarchy,  odjechał 
leczyć się albo umierać do Częstochowy. Król rzekł, Ŝe chory 
powinien  pozostać  na  leczeniu  u  ojców  Reformatów  w 
Gliwicach,  bliŜej  pola  walki,  aby  po  wyzdrowieniu  wrócić  do 
szeregów.  A  jeśli  ma  umrzeć,  to  tak  daleko  do  nieba  ze 
Śląska, jak i z głębi kraju. Pan starosta łucki spotkał chorego 
w  Częstochowie  na  mszy  świętej.  Płakał  on  i  narzekał  na 
swoje  nieszczęście.  W 

rzeczy  samej,  duŜo  w  tym 

hipochondrii,  która  potrafi  wielu  ludzi  odrzeć  ze  sławy  i 
reputacji. 

Monarcha 

nasz, 

który 

pod 

sześćdziesiątkę 

podchodzi,  czuje  się  nie  najlepiej.  Od  kilku  dni  nie  opuszcza 
go katar i ustawiczny ból potylicznej części głowy, zwłaszcza 
w  nocy.  Nie  pomaga  spanie  w  kaftaniku  i  w  ciepłym 
pawilonie.  Miłościwy  Pan  jest  przeziębiony,  a  ponadto  cierpi 
na  hypertensjum.  Dolegliwości,  jakie  odczuwa,  pogłębia 
niechybnie  nadmierna  tusza.  Wystąpiły  ulewne  deszcze. 
Drogi  przeistoczyły  się  w  haniebne  błota.  Ludzie  zaczynają 
wyraźnie  odczuwać  zmęczenie.  Mogą  wyniknąć  z  tego 
choroby.  Wozy  nasze  grzęzną  po  osie  i  zostają  po  drodze. 
Ogromne  trudności  z  futrowaniem  koni,  których  mamy 
kilkanaście  tysięcy.  W  okolicy  bowiem  ani  źdźbła  słomy  i 
siana.  Trzeba  korzystać  wyłącznie  z  zasobów  własnych. 
Turcy,  oblegając  Wiedeń  od  połowy  lipca,  ogołocili  tutejsze 
okolice  ze  wszystkiej  aprowizacji.  Ludność  opowiada  o 
wielkich  grabieŜach,  rozboju  i  okrucieństwie.  Na  szczęście 
sojusznicy zobowiązali się zaopatrzyć nas w Ŝywność i karmę 
dla koni w Lesie Wiedeńskim.  

Za Dunajem pod Tullnem 9 septembra 

 

Nareszcie  przybył  przedwczoraj  doctor  Pecorini.  Wydaje  się, 
Ŝe  to  prawy  i  układny  człowiek.  Przybył  w  samą  porę. 
Medyków na wojnie nigdy nie bywa za duŜo. Poprawił się stan 
zdrowia księdza Kamienieckiego, spowiednika królewskiego, o 
którego  niewymownie  frasował  się  osobiście  Miłościwy  Pan. 
Powiedział nawet, Ŝe nowina o lepszym zdrowiu duchownego 
ucieszyła  go,  jakoby  mu  kilka  tysięcy  ludzi  przybyło.  Dziś 
napisał  Król  Jegomość  juŜ  siódmy  list  do  małŜonki.  Prosił  w 
nim,  aby  nie  wstawała  zbyt  rano  i  zbyt  późno  nie  kładła  się 
spać,  "bo  jakieŜby  to  zdrowie  znieść  mogło".  I  dbała  o  nie 
królowa  jako  dla  naszego  pana  największy  skarb  w  świecie. 
Zaznaczył takŜe pięknie "...We mnie, jeśli lata juŜ nie grzeją, 
serce  jednak  i  umysł  zawsze  ciepły,  zawsze  gorący  i 
jednostajnie  kochający".  Kocha  Miłościwy  Pan  swoje  wojsko, 

Page 3 of 14

Dyskurs

2008-04-07

http://www.osman.livenet.pl/diariusz.htm

background image

dzieląc z Ŝołnierzami wszelkie trudy wojenne. Troszczy się nie 
tylko  o  kondycję  dowódców,  towarzystwa,  wszystkich 
zbrojnych,  ale  równieŜ  czeladzi.  Troska  ta  udziela  się  takŜe 
medykom.  Jest  wśród  nich  doctor  Anzelieri,  profesor 
Akademii Zamojskiej.  

Kahlenberg 12 septembra, trzecia w nocy 

 

Trudności  aprowizacyjne  ostro  dają  znać  o  sobie.  Nie  ma 
prowiantu ani dla ludzi - krom sucharów, ani paszy dla koni. 
Sojusznicy  nie  dotrzymali  zobowiązań  wobec  wojsk  polskich. 
Nie  zgromadzono  obiecanej  Ŝywności.  A  własny  prowiant 
zostawiliśmy  w  srogim  błocie  pod  Tullnem.  Grozi  głód.  Od 
dwóch  dni  nie  widzimy  jedzenia.  Konie  karmione  są  liśćmi. 
Mimo 

to 

Ŝołnierze 

bardzo 

ochotni. 

We 

wszystkich 

zgrupowaniach  panuje  doskoŹnały  nastrój,  znakomity  duch 
bojowy.  Obóz  turecki  widać  jak  na  dłoni.  Dym  tylko  zaściela 
Wiedeń.  JuŜ  dobę  wieje  potęŜny  wiatr.  Wojska  nasze 
nadciągnęły  w  komplecie.  Niechybne  rychłe  starcie  z 
nieprzyjacielem.  Przebyły  one  szybkim  marszem  około  stu 
pięćdziesięciu  mil,  dając  dowód  organizacji  świetnej  i 
wysokiego  ordynku.    Oddziały  cesarskie  i  posiłki  z  Niemiec 
liczą prawie czterdzieści tysięcy Ŝołnierzy. Z nimi jest wojsko 
pana  Lubomirskiego,  które  spisuje  się  przykładnie  i 
walecznie.  Całością  tych  sił  dowodzi  ksiąŜę  Karol  Lotaryński. 
Głównodowodzącym  wojsk  sprzymierzonych  juŜ  3  września 
wybrany  został  król  Polski  Jan  III  Sobieski.  Wojska  te 
posiadają  razem  sto  czterdzieści  dział.  Z  rekonesansów 
wiadomo, Ŝe Wielki Wezyr Kara Mustafa ma w dyspozycji sto 
dziesięć  tysięcy  uzbrojonych  i  wyszkolonych  Ŝołnierzy,  a 
takŜe mnogość  czeladzi. W aproszach otaczających oblegane 
miasto  potworzone  zostały  gniazda  cyrulików.  W  obozie 
tureckim  znajduje  się  ponad  dziesięć  tysięcy  rannych  i 
chorych,  poszkodowanych  podczas  przewlekłych  walk.  Jeńcy 
muzułmańscy  donoszą,  Ŝe  Wielki  Wezyr  otacza  ich  dobrą 
opieką.  Polecił  rannym  wypłacić  bakszysze  -  stosownie  do 
uszkodzeń ciała, jakich w bojach doznali. Przeznaczył dla nich 
ogromne  ilości  ryŜu,  łoju  i  chleba.  I  to  jeszcze  zeznają,  Ŝe 
chorych  im  przybywa.  MoŜna  mniemać,  Ŝe  pojawiły  się  tam 
choroby epidemiczne. Fakt to niepokojący, zwaŜywszy, Ŝe od 
zarazy  więcej  ginie  na  wojnach  Ŝołnierzy  niźli  od  oręŜa. 
Nieszczęście  nasze,  Ŝe  z  epidemiami  nie  bardzo  walczyć 
umiemy.  Wiadomo,  Ŝe  jako  zaraza  przechodzą  owe  choroby 
niepowstrzymanie  z  miejsca  na  miejsce.  Dotrą  snadnie  i  do 
naszych  hufców.  Dziś  rankiem  ruszamy  na  wroga.  Husarię 
Najjaśniejszy Pan sam poprowadzi. On to cały plan osobiście 
ułoŜył.  Doctor  Pecorini  jeszcze  wczoraj  nawoływał,  aby 
wszyscy  chirurgowie,  poczty  felczerskie  i  cyrulickie  na  duŜe 
straty  się  nastawiły.  Szkoda,  Ŝe  większość  naszych  wozów 
aptecznych  w  taborze  została.  Trzeba  je  będzie  rychło 
wszelkimi sposobami dostarczyć.  

Namioty wezyrskie 13 septembra 

 

Wielkie  zwycięstwo  i  sławę  narodowi  naszemu  dał  Pan  Bóg. 
Nieprzyjaciel,  zasławszy  pobojowisko  trupami,  ucieka  w 
konfuzji. Pole bitwy zalega ponad piętnaście tysięcy Ŝołnierzy 
Porty.  WraŜa  armia  rozbita  i  zdezorganizowana,  chociaŜ 
straty  nie  przekroczyły  piątej  części  jej  liczby.  Nieocenione 
dostatki  wpadły  w  nasze  ręce.  Wszystko  to  okupione  wszak 
wieloma 

ofiarami. 

Najjaśniejszego 

Pana 

naszego 

entuzjastycznie  powitał  Wiedeń,  "Salvatorem"  go  nazywając. 
Victoria  to  ogromna,  choć  naszych  zginęło  niemało. 
Sprzymierzeni  ponieśli  straty  w  wysokości  około  trzech 

Page 4 of 14

Dyskurs

2008-04-07

http://www.osman.livenet.pl/diariusz.htm

background image

tysięcy pięciuset zabitych i cięŜko rannych. Spośród poległych 
zbrojnych  około  tysiąca  trzystu  przypadło  na  Polaków. 
Niepowetowany to ubytek.  Wiele zacnej  szlachty złoŜyło swe 
głowy.  Padli  między  innymi:  dowódca  chorągwi  husarskiej 
pan  Potocki  i  pan  pułkownik  Modrzejewski.  Z  wojsk 
cudzoziemskich  zginęło  kilku  znacznych  oficerów.  Zabity 
został  ksiąŜę  de  Croy,  jego  brata  zaś  fatalnie  postrzelono. 
Dziś  okrutny  upał,  niemoŜliwe  gorąco,  jakoby  Ŝar  płynął  z 
nieba.  Wojsko  prawie  nie  je,  tylko  pije.  Czuć  juŜ  straszny 
fetor idący od trupów koni, bydła i wielbłądów. Rozchodzi się 
on  po  całym  froncie  niedawnego  boju,  który  w  linii  prostej 
sięgał jakowej ś półtorej mili. Wszędzie po zakończeniu walki 
patrole  królewskie  i  cesarskie  przystąpiły  do  poszukiwania 
rannych  umierających  i  chorych,  aby  udzielić  im  pomocy. 
Naliczono  ich  drugie  tyle,  co  zabitych.  Wielu  jeszcze 
niechybnie umrze w najbliŜszym  czasie. Mimo to wojsko  jest 
pełne  ukontentowania.  Generał  Kątski  -  dowódca  artylerii  - 
raportował Jegomości Królowi, Ŝe "...ochoty Ŝołdaków, którzy 
oślep  szli  jakby  do  tańca,  Turcy  wstrzymać  Ŝadną  miarą  nie 
mogli".  Wszędzie  juŜ  głośno,  Ŝe  do  odniesienia  zwycięstwa 
walnie  przyczynili  się  Polacy,  a  potęŜna  armia  osmańska, 
którą  Allach  miał  zawsze  w  swej  pieczy,  poniosła  klęskę  nie 
notowaną w dziejach.  

Obóz nad Dunajem trzy mile od Wiednia, 17 septembra 

 

Przedwczoraj  spotkał  się  nasz  król,  Jan  III,  z  cesarzem 
austriackim  Leopoldem  I.  Trwało  to  bardzo  krótko.  Cesarz 
zachował  się  bowiem  wyniośle.  Ostentacyjnie  nie  dostrzegał 
królewicza  Jakuba.  Najjaśniejszy  Pan  poczuł  się  mocno 
dotknięty.  Od  tego  widzenia  stosunki  z  Austriakami 
pogorszyły  się  gwałtownie.  Prowiantów  w  dalszym  ciągu  nie 
dostarczają,  choć  Ojciec  Święty  dał  na  nie  pieniądze,  to 
znaczy  na  sto  tysięcy  Ŝołnierzy  na  osiem  dni.  Bolesny  jest 
fakt,  Ŝe  nasi  ranni  i  chorzy  na  gnojach  leŜą.  Nie  moŜna 
uzyskać ani jednego statku, aby ich przewieźć do Preszburka. 
Nie  pozwalają  nam  chować  znaczniejszych  Ŝołnierzy  przy 
kościołach  w  mieście,  wskazując  pola  i  cmentarze  dalej 
połoŜone, 

pełne 

trupów 

pogańskich. 

Do 

zgłodniałych 

Ŝołnierzy,  garnących  się  do  miasta,  niedawni  sojusznicy 
otwierają  ogień.  Wielka  to  niewdzięczność.  Ksiądz  Hacki  - 
jezuita 

wyznaczony 

został 

do 

zbierania 

chorych, 

wykupowania 

ich 

gospod 

dostarczania 

statkiem 

wynajętym  do  Preszburka.  Tam  ma  być  baza  szpitalna  dla 
Ŝołnierzy  polskich,  a  ksiądz  Hacki  starszym  miasto,  Ŝeby 
odnajdywać rannych, chorych i zdrowych, a takŜe poszukiwać 
Ŝywności.  Los  zrządził,  Ŝe  nabraliśmy  sporo  poŜywienia  u 
nieprzyjaciela.  W  podobozie  janczarskim  pod  Wiedniem 
zajęliśmy  z  pięćdziesiąt  tysięcy  wozów  wypełnionych 
sucharami tureckimi. Gdyby nie obóz turecki, nie mielibyśmy 
obroków  dla  koni.  W  zdobycznych  trofeach  znaleziono  róŜne 
łaźnie,  wanny  i  miednice  do  mycia.  Mówią,  Ŝe  starszyzna 
turecka  na  czystość  zwracała  naleŜną  uwagę.  W  jej 
namiotach  znaleziono  apteczki  z  wonnymi  eliksirami, 
pachnące mydła, nalewki, srebrne naczynia do wody. Wielkie 
zainteresowanie  budzi  to  wszystko  wśród  naszych  adeptów 
sztuki  lekarskiej.  Kwatermistrze  nasi  napotkali  znaczne  ilości 
worków  z  ziarnem  kawowym.  OtóŜ,  moŜna  zeń  przyrządzać 
przedni  napój  na  pobudzenie  witalności.  Znaleziono  teŜ 
zapasy róŜnych bakalii oraz egzotycznych przypraw i korzeni. 
Dwumiesięczne  zmagania  oblęŜnicze  sułtańskim  pułkom  dały 
się  we  znaki.  Wojsko  dziesiątkowane  było  chorobami. 
Suponować  moŜna,  iŜ  medycy  Kara  Mustafy  -  a  byli  wśród 
nich  doświadczeni  i  wytrawni  -  nie  mieli  łatwego  Ŝycia. 
Opowiadają,  Ŝe  janczarowie  "...nie  bojąc  się  Allacha,  noce  i 

Page 5 of 14

Dyskurs

2008-04-07

http://www.osman.livenet.pl/diariusz.htm

background image

dnie  trawili  na  uciechach  z  ladacznicami,  na  sodomii,  na 
upijaniu się winem do nieprzytomności". Wnosić moŜna, Ŝe w 
obozie nieprzyjaciela panowało rozpręŜenie. Mnóstwo tam teŜ 
było 

przekupniów 

róŜnego 

autoramentu, 

handlujących 

wszelaką  materią,  nie  stroniących  od  grabieŜy  ludności 
tutejszej.  

Obóz nad Dunajem 18 septembra 

 

Pan  Pecorini,  biegły  w  sztuce  konsyliarz,  wielce  przydatny 
teraz, kiedy tak liczni potrzebują pomocy, uznaniu jego pracy 
i pilności król z własnego skarbca przydzielił mu dotacje, "aby 
tedy  tym  ochotniej  słuŜył  wojsku".  WszakŜe  ksiądz  Hacki, 
dysponujący funduszami księdza Nuntiusza, o panu Pecorinim 
nie  chce  wiedzieć,  bo  niby  nie  ma  go  w  rejestrze.  Czy  godzi 
się  to,  kiedy  najwaŜniejszy  los  rannych  i  chorych?  Prawie 
wszystka  starszyzna  zachorowała  na  dysenterię  i  inne 
choroby.  Zachorował  hetman  polny  pan  Sieniawski.  Jak  się 
przypuszcza rzecz nie leŜy w fruktach, bo tu ich nie ma, lecz 
w  srogim  znuŜeniu,  w  głodowaniu  i  w  gorącu  niebywałym. 
Ludzie  pięć,  a  nawet  sześć  dni  Ŝyli  tylko  piciem,  mało 
sypiając,  leŜąc  pod  gołym  niebem.  Dziś  w  nocy  zmarł 
porucznik Wilczkowski z chorągwi! starosty sandomierskiego. 
Na  dysenterię  chorował  zaledwie  cztery  dni.  Dogorywa  pan 
Grudziński, dowódca chorągwi pancernej. Na drodze naszego 
marszu  pełno  wszędzie  trupów.  Przy  jednej  z  przepraw 
połoŜono  id  blisko  dwa  tysiące.  Rozkładające  się  zwłoki 
powodują  wielki  fetor.  Poszła  wiadomość,  Ŝe  sojusznicy  po 
wzięciu obozu tureckiego wszystkich rannych "w jednej chwili 
wycięli  szablami".  Wydaje  się  to  być  moŜliwe  jako  wyraz 
zemsty,  zwłaszcza  Austriaków,  za  okrucieństwa  mahometan 
popełniane  na  ludności.  Sprawiła  to  pycha  Turków,  bo  choć 
przywiązywali  duŜe  znaczenie  do  ewakuacji  rannych  i 
chorych, zwłaszcza w sytuacji zagroŜenia, nie przewidzieli jej 
wszakŜe  w  bitwie  wiedeńskiej.  Wzięty  do  niewoli  cyrulik 
turecki  stwierdza,  Ŝe  opiekę  nad  rannymi  sprawuje  u  nich 
czeladź, 

ale 

rannym 

odesłanym 

głąb 

terytorium 

osmańskiego  udzielają  pomocy  doskonali  chirurdzy  "...  jako 
to  na  przykład  chirurg  chański  Dede  Masum,  niewolnik 
Tarkun  lub  Ałp  Ałaj,  którym  nikt  na  całym  świecie  dorównać 
nie jest w stanie".  

Pod Preszburkiem 19 septembra 

 

Wielu  Ŝołnierzy  koronnych  tak  zdrowych,  jak  i  chorych, 
pozostało  w  Wiedniu.  A  dyscyplina  w  regimentach  i 
chorągwiach  osłabła.  Pan  wojewoda  wołyński,  poczuwszy  się 
lepiej, dopiero dziś zamierza wodą wyruszyć z miasta. KsiąŜę 
Waldeck,  dowódca  frankoński,  zachorował  i  dla  lepszego 
powietrza  postanowił  oddalić  się  od  stolicy.  Najjaśniejszemu 
Panu 

dostała 

się 

cała 

apteka 

wezyrska 

znakomicie 

wyposaŜona.  Są  tam  olejki,  róŜne  balsamy,  Ŝywice,  leki 
specjalne  i  inne  cudowne  rzeczy  drogie  i  rzadkie.  Doctor 
Pecorini  nie  moŜe  się  im  nadziwić.  Znalazła  się  teŜ  pewna 
ryba,  którą  zowią  Stinka  Marna,  "ma  to  być  rzecz  dobra  dla 
zagrzania  spodniego  Ŝołądka".  Mamy  informacje,  Ŝe  lekarze 
tureccy edukację swoją i wszystką profesję pobierają z ksiąg 
Avicenny.  Nasza  medycyna  jest  od  Hipokratesa,  Galena  i 
innych luminarzy. Polakom nie brak i własnych prominentów, 
znanych  w  całej  Europie.  Godzi  się  choćby  wspomnieć 
Miechowitę  zwanego  polskim  -Hipokratesem,  Strusia  -
wybitnego  medyka  kilku  władców,  Oczkę  -  znakomitego 
specjalistę od "choroby dworskiej" oraz twórcę dzieł uczonych 
po  polsku  pisanych,  Schnebeergera  -  znawcę  higieny 

Page 6 of 14

Dyskurs

2008-04-07

http://www.osman.livenet.pl/diariusz.htm

background image

wojskowej  i  innych.  Szczególna  chwała  naleŜy  się  naszemu 
światłemu  monarsze  Stefanowi  Batoremu.  On  to  bowiem 
wielką  przykładał  wagę  do  sanitariatu  wojskowego,  dlatego 
teŜ  inne  państwa  na  nim  się  wzorowały.  W  otoczeniu 
monarchy  i  trzydziestu  lekarzy  bywało,  a  wśród  nich 
znamienity  chirurg  Buccella.  Mówią,  Ŝe  moŜna  przewidywać 
rychły  koniec  tej  kampanii.  Ale  jutro  przeprawiamy  się  po 
nowym  moście  przez  Dunaj,  aby  wejść  w  kraj,  gdzie 
poŜywienie  dla  koni  zapewnione  będzie.  Nieprzyjaciel 
uchodzi,  nigdzie  się  nie  zatrzymując.  Wszystko  porzuca, 
zostawiając  nawet ludzi  swoich  skazanych  na zagładę  w  tym 
złupionym  kraju.  Na  trasach  pochodu  wojsk  muzułmańskich 
setki  i  tysiące  padłych  koni  i  innych  zwierząt,  niechybnie 
jakowaś zaraza na nie nachodziła.  

Nad Dunajem naprzeciw Preszburka, 24 septembra 

 

Jeńcy  donieśli,  Ŝe  Wielki  Wezyr  polecił  udusić  paszę 
budzyńskiego  Ibrahima  -  człowieka  starego,  rannego  pod 
Wiedniem. Miał on za Ŝonę Polkę de domo Poniatowską. Kara 
Mustafa,  wielce  rozgniewany  z  racji  poniesionej  klęski,  kazał 
ściąć  jeszcze  kilku  innych  paszów  i  bejów.  Nieszczęście  i 
nasze  szeregi  dotyka.  W  regimentach  niemało  ludzi  poczęło 
mrzeć.  Jedni  z  odniesionych  ran,  drudzy  na  skutek 
nieszczęsnej 

dysenterii. 

Król 

Jegomość 

kilka 

czajek 

sprowadził  z  Wiednia  dla  celów  ewakuacyjnych.  Nie  masz  tu 
człowieka, tak z panów starszyzny, oficerów, jak i zbrojnych i 
czeladzi wolnych od tej plugawej choroby. Natomiast panowie 
hetmani  obaj  nieboŜęta  chorzy:  starszy  na  nogę,  drugi  na 
swoje  dolegliwości.  Z  powodu  postrzału  w  brzuch  umarł  pan 
pułkownik Asferus z pułku pana Sieniawskiego. Miłościwy Pan 
dotąd  z  łaski  boŜej  nie  zachorował.  Wczoraj  odebrał  list  od 
kardynała  Bonwizego.  Poza  komplementami  nie  ma  tam  ze 
strony  papieŜa  zainteresowania  ginącym  wojskiem  naszym. 
Po  zbrojnych  chodzą  głosy,  Ŝeśmy  niepotrzebnie  cesarza 
odsieczą  wspomogli:  "Niechby  ta  pycha...  do  szczętu 
wyginęła".  Ksiądz  Hacki  oprócz  medycznej  funkcji  spełnia 
równieŜ  obowiązki  dyplomatyczne.  Z  listem  Króla  Jegomości 
był  u  cesarza.  Niestety  "...powraca  próŜny,  juŜ  nie  tylko 
skutku, ale i nadziei".  

Na wyspie Szutt pod San Peter, 28 septembra 

 

Wczoraj  po  srogich  gorącach  spadł  ulewny  deszcz.  Pojawiła 
się  równieŜ  jakowaś  chyba  nowa  choroba.  Prawie  połowa 
wojska juŜ na nią zapadła. Jest to zaraza podobna powietrzu. 
Mówią,  Ŝe  to  gorączka  węgierska  -  niby  wewnętrzna  z 
krwawą dysenterią; daje wymioty, mdłości i dreszcze. Wraca 
się  ta  choroba  nawet  u  tych,  którzy  ozdrowieją.  Czyni 
ogromne  spustoszenie.  Gdyby  tak  trwać  miało,  jako  się 
zaczęło, nie trzeba by na nas i nieprzyjaciela. Onegdaj zmarł 
na tę paskudną chorobę pan Gałęzowski, podczaszy lubelski. 
I co  zdumiewające  -chodził  do ostatka, W Preszburku  zostali 
w bardzo złym stanie pan wojewoda kijowski, pan wojewoda 
wołyński, pan podskarbi teraźniejszy nadworny, pan starosta 
opoczyński,  pan  starosta  winnicki,  pan  starosta  horodelski. 
Pan  wojewoda  pomorski,  osłabiony  wielce,  takŜe  został  w 
Preszburku. W obozie chorują równieŜ panowie wojewodowie 
krakowski,  lubelski,  sandomierski.  W  dowodzeniu  Jegomość 
Król  nie  ma  się  juŜ  kim  posłuŜyć.  Ludzie  mrą  jak  muchy. 
Wielu  chorych  nawet  testamentu  sporządzić  nie  zdąŜy. 
Arcydobre są na tę chorobę jagody dereniowe i berberysowe, 
których  tu  na  wyspie  mnóstwo  się  znajduje.  Ciekawe, 
choroba ta pijanicom jakby mniej szkodzi. Z tej to przyczyny 

Page 7 of 14

Dyskurs

2008-04-07

http://www.osman.livenet.pl/diariusz.htm

background image

niektórzy felczerzy i cyrulicy szerzą opinię, Ŝe wino, gorzałka i 
piwo  zapobiegają  licznym  niedomogom.  Doctor  Pecorini 
powiada,  który  na  Węgrzech  przez  kilka  lat  przebywał,  Ŝe 
strach  i  zmartwienie  sprzyjają  zarazie.  Pan  wojewoda 
krakowski napisał wczoraj do Króla Jegomości, Ŝe choć czuje 
się  trochę  lepiej,  to  jednak  między  trupami  towarzystwa  i 
czeladzi  leŜąc,  przygnębiony  jest  wielce.  Najjaśniejszy  Pan 
frasuje  się  niepomiernie  cierpieniem  swoich  Ŝołnierzy.  Sam 
teŜ  lekarstwa  bierze  i  czuje  się  na  ogół  nieźle   chociaŜ 
poczynają  go  zęby  boleć.  Król  Jegomość  ani  chwili  nie 
odpoczywa.  Teraz  prowadzi oŜywioną  pocztę  dyplomatyczną. 
I  wielkie  przedsięwzięcia,  choć  nie  zawsze  skuteczne,  o 
wojsko  wykazuje.  Fanfanik  z  łaski  boŜej  wyzdrowiał  juŜ  z 
wysypki.  Twarz  jego  jest  teraz  zupełnie  inna.  Zachorował 
ksiąŜę  Bawarski,  a  jego  pierwszy  minister  umarł  z  powodu 
grasującej  choroby.  KsiąŜę  jest  mocno  Ŝałosny.  KsiąŜę 
Waldeck  wyznaczył  na  swoje  miejsce  nowego  dowódcę.  Być 
moŜe z obawy przed chorobą do wojska nie powraca. AŜ dziw 
bierze,  ile  wszelkiego  dobra  wojennego  zostawili  Turcy. 
Rejestr  amunicji,  którą  znaleziono  w  obozie,  jest  olbrzymi. 
Niewiarygodnie wielkie musiały być  koszty przygotowania tej 
wyprawy  wojennej.  Niezmierzone  teŜ  skarby  musiał  Wielki 
Wezyr  posiadać.  Rozebrane  one  zostały  przez  zdobywców. 
Nasi Ŝołnierze mają mnóstwo pasów diamentowych.  

Pod Komorą 5 octobra 

 

Król  Jegomość  skierował  pana  ZdŜańskiego  z  częścią 
zdobyczy  wojennych  do  kraju.  Wśród  nich  znajduje  się 
apteka  wezyrska.  Polecił  takŜe  zabrać  kilkunastu  jeńców. 
Ogromną troskę kierujemy na rannych i chorych. Wielu zaraz 
po  12  września  odsyłano  całymi  taborami  do  ojczyzny. 
Większość  poszkodowanych  podczas  bitwy,  jak  i  w  czasie 
dalszych  walk,  a  takŜe  liczni  chorzy  trafili  do  zgrupowania 
szpitalnego  księdza  Hackiego.  Tam  stosują  wykadzanie 
pomieszczeń  jałowcem,  piołunem,  a  nawet  pomarańczowymi 
skórkami.  Chorym  podają  środki  napotne,  wymiotne  i 
przeczyszczające.  Prawie  wszyscy  medycy  stosują  węgiel  z 
drzewa  palonego.  Nie  szczędzą  puszczania  krwi  i  stawiania 
baniek.  Leczą  teŜ  gorzałką,  choć  o  nią  juŜ  bardzo  trudno. 
Wielu  jednak  rannych  pozostało  w  swoich  oddziałach.  Ci, 
którzy  wracają  juŜ  do  zdrowia,  stopniowo  przybywają  z 
Preszburka:  jedni  do  macierzystych  chorągwi,  inni  prosto  do 
kraju.  

W marszu na Parkany 6 octobra 

 

Mimo wielkich medyków starań, choroby u nas nie ustają. W 
obozie  chorych  przybywa.  Ale  najczęściej  umierają  ci  co 
pozostali  w  Preszburku.  Pan  starosta  winnicki  poŜegnał  się 
juŜ  z  tym  światem.  Umarł  takŜe  zacny  ksiądz  Przyborowski, 
którego  pono  opium  zabiło.  Pan  wojewoda  wołyński 
przychodzi juŜ do siebie, coraz szybciej odzyskuje siły. Za to 
pan  Golański  znajduje  się  juŜ  prawie  na  śmiertelnej  pościeli. 
Nie  pomaga  nawet  driakiew,  która  posiada  aŜ  sześćdziesiąt 
cztery  róŜne  ingrediencje.  Odczuwamy  teraz  juŜ  niedobór 
wszystkiego:  bandaŜy,  lekarstw  i  środków  higienicznych. 
Obrona  przeciw  epidemii  w  tak  duŜym  wojsku  jest  nader 
skomplikowana. Nie mamy octu do zanurzania prześcieradeł, 
by  je  zarazy  pozbawić.  Brakuje  ziół  do  picia,  jak  i  do 
posypywania wnętrz namiotów i izb. W pocztach i druŜynach 
wyczerpały  się  zapasy  apteczek.  Trochę  ratują  nas  zdobycze 
na  nieprzyjacielu.  Doctor  Pecorini  z  tego  stanu  rzeczy  jest 
wielce  frasobliwy.  Z  własnych  juŜ  funduszy  od  kupców 

Page 8 of 14

Dyskurs

2008-04-07

http://www.osman.livenet.pl/diariusz.htm

background image

nabywa, co się da, byle ulŜyć w cierpieniach rannym i chorym 
ze starszyzny i prostym Ŝołnierzom.  

Mila od Granu 8 octobra 

 

Dzień  wczorajszy  nie  był  szczęśliwy.  Ponieśliśmy  cięŜką 
poraŜkę. Wojsko nasze starło się nieoczekiwanie z poganem. 
Naszych było mniej niŜ pięć tysięcy wobec prawie całej potęgi 
tureckiej. Poległa trzecia część polskich zbrojnych. Nie mogło 
być  mowy  o  wsparciu.  Odwody  były  zbyt  oddalone. 
Wytworzyło  się  niezwykłe  zamieszanie.  Jeden  drugiego  z 
konia  spychał,  jeden  przez  drugiego  padał.  Legło  wielu 
oficerów.  Zginął  dowódca  regimentu  pan  Denhoff,  wojewoda 
pomorski.  Znaleziono  go  z  odciętą  głową.  Poległ  takŜe 
porucznik  Siemianowski,  towarzysz  pancerny.  Nawet  sam 
Król Jegomość został poturbowany i ciało ma miejscami jako 
najczarniejsze sukno. Osłonił go jakiś rajtar, który zginął tego 
samego  dnia.  Pod  panem  starostą  sandomierskim  dwa  razy 
koń padał. Na szczęście uratowano go i wyszedł bez szwanku, 
stracił  jednak  sekretarza  Włocha.  Naliczyliśmy  teŜ  wielu 
rannych  i  potłuczonych.  Cyrulicy  i  chirurdzy  uwijają  się,  aby 
zmniejszyć  ich  cierpienia.  Rany  opatrują  teraz  czym  się  da, 
nasze  zapasy  juŜ  nie  istnieją.  Wojsko  zmaltretowane,  trochę 
zagubione,  ale  Ŝądne  odwetu.  Starszyzna  debatuje  nad 
przyczynami klęski. Zanosi się na nową bitwę. Król Jegomość 
nalega,  aby  odbyła  się  ona  jak  najszybciej.  Polecił  egzekwie 
za poległych w Krakowie odprawić.  

Pod Parkanami 10 octobra 

 

Radość  w  obozie  polskim  niebywała.  Wczoraj  odnieśliśmy 
zwycięstwo  większe  niŜ  pod  Wiedniem.  Miłościwemu  Panu 
Naszemu  jakby  ćwierć  wieku  ubyło.  Mimo  to  zasępiony.  śal 
mu  zwyczajnie  tych,  co  tę  victorię  Ŝyciem  lub  uszczerbkiem 
na zdrowiu przypłacili. Prawie wszyscy z otoczenia monarchy 
poginęli.  Murzyna  ścięli  Turcy  juŜ  jako  jeńca.  Węgrzynek, 
który  kilka  języków  znał,  teŜ  zginął.  Kałmuka  małego  wzięli 
Ŝywcem  i  potem  juŜ  w  obozie  tureckim  jakiś  Niemiec  ciął  go 
rapierem  przez  nos  i  przebił.  Cyrulik  twierdzi,  Ŝe  chyba 
wyŜyje.  Pan  Golański  niestety  umarł.  Nie  będzie  on  ostatni. 
Niektórzy  Ŝołnierze  i  oficerowie  niemoŜebnie  wymizerowani. 
Chorągiew królewicza Aleksandra juŜ pięćdziesiąt ludzi wraz z 
czeladzią  straciła.  Przysługa  oddana  cesarstwu  drogo  więc 
nas  kosztuje.  Krew  polska  polała  się  tu  obficie.  Straty 
naszych  sprzymierzeńców  są  o  wiele  mniejsze;  pod 
Parkanami  zginęło  ich  trzystu,  naszych  zaś  padło  około 
pięciuset. 

Poległ 

między 

innymi 

dzielny 

oficer 

pan 

Modrzewski,  wojski  halicki.  Ale  victoria  nie  tylko  zaciera 
poniesioną  trzy  dni  temu  poraŜkę.  Siły  wroga  rozgromiono 
ostatecznie.  Bitwa  zmieniła  się  w  rzeź.  Sprawujący 
dowodzenie  armią  turecką  Kara  Mehmed  ranny  uciekł  z  pola 
walki.  Klęska  Turków  była  druzgocąca.  Z  trzydziestu  sześciu 
tysięcy  Ŝołnierzy  ocalało  zaledwie  kilkuset  z  rannymi.  Na 
placu boju pozostało pięć tysięcy zabitych - wśród nich trzech 
paszów.  Kilka  tysięcy  utonęło  w  rzece.  "Od  krwi,  która 
spływała  do  Dunaju,  wody  jego  w  jednej  chwili  zmieniły  się 
do  niepoznaki".  Reszta  Ŝołnierzy  tureckich  -  z  dwoma 
paszami -dostała się do niewoli.  

Koło Strzyhomia 15 octobra 

 

Turcy  zabrali  ze  Strzyhomia  swoich  rannych  i  ewakuowali  w 
głąb kraju osmańskiego. Nadeszła wiadomość, Ŝe w Komorze 

Page 9 of 14

Dyskurs

2008-04-07

http://www.osman.livenet.pl/diariusz.htm

background image

prowianty mamy dostać. Chwalebna to wieść, bo wszystko tu 
dookoła  doszczętnie  splądrowane.  Medycy  mają  moc  roboty. 
Choroby  nie  ustają.  Ludzie  wyniszczeni.  Konie  poczęły 
masowo  zdychać,  osobliwie  w  tych  dniach,  kiedy  deszcze 
padają.  Kałmuczkowi  starania  cyrulika  nie  pomogły.  Umarł 
takŜe  Pan  Dąbrowski,  człowiek  bardzo  grzeczny  i  uczynny. 
Inni teŜ gotują się na tamtą stronę. Pan wojewoda wołyński z 
drugimi chorymi przybyli juŜ do wojska, lecz są jeszcze nader 
słabi. 

Pana 

Strzałkowskiego 

nieboraka 

na 

zawsze 

pozostawiono  w  Preszburku,  a  człowiek  był  nieuŹstraszony  i 
rycerski.  Wielka  to  szkoda  dla  całego  wojska.  Oficerów, 
Ŝołnierzy  i  czeladź  gęsto  chowamy,  bo  choroby  sieją  śmierć 
szeroko.  Przedziwne,  Ŝe  Niemcy,  którzy  bywali  daleko  słabsi 
niŜeli my, chorują nie tak często. Odczuwa się osobliwie głód 
chleba dla ludzi, bo mięsa i soli nie brakuje. Dochodzą głosy o 
rabunkach  i  poŜogach  po  wsiach.  Oneg-daj  trzech  hultajów 
spalono,  wczoraj  kilku  powieszono.  Wielu  Ŝołnierzy  jest  juŜ 
znuŜonych.  Daje  znać  o  sobiej,  stęsknienie  do  domu,  do 
pieca,  do  piwa.  Starszyzna  nasza  wróciła  juŜ  do  szeregów, 
chociaŜ  w  dalszym  ciągu  niedomagają  pan  wojewoda  ruski  i 
pan  wojewoda  wołyński.  Powiadali  tu  dzisiaj,  Ŝe  armia 
litewska,  która  w  sile  dziesięciu  tysięcy  ludzi  nie  wyruszyła 
wraz  z  wojskiem  koronnym  pod  Wiedeń,  4  października  do 
Słowacji wkroczyła, rozbiegła się po Orawie i kraj bezlitośnie 
pustoszy.  Złe  to  świadectwo  dla  panów  litewskich:  hetmana 
Sapiehy  i  hetmana  Ogińskiego.  Ich  niefortunne  i  przedziwne 
decyzje do konfliktu Polskę z Węgrami doprowadzają.  

Naprzeciw Strzyhomia 20 octobra 

 

Węgrzy głoszą, Ŝe w bitwie pod Parkanami zginęło piętnaście 
tysięcy wybornego wojska tureckiego, w tym pięciu paszów i 
szóstego rannego wywleczono z wody. Wielka to i historyczna 
zasługa  monarchy  polskiego  i  jego  walecznych  Ŝołnierzy. 
Teraz  juŜ  mniemać  moŜna,  Ŝe  kampania  tym  zwycięstwem 
przypieczętowana  została.  Nadchodzi  tedy  czas  wytchnienia. 
Król  Jegomość  przed  czterema  dniami  zaŜywał  jakowegoś 
lekarstwa, doznając po nim dolegliwości Ŝołądkowych. Bolę te 
minęły, ale wystąpiły juŜ po raz drugi. A lekarstwo było niby 
zwyczajne. Trudno zgadnąć, co to takiego. Ale nad zdrowiem 
królewskim czuwa doctor Pecorini. Bardzo on pilny i grzeczny. 
Monarcha  wielce  z  niego  kontent.  Rozeszła  się  wersja,  Ŝe 
wojska  sprzymierzonych  będą  się  juŜ  mogły  udać  na  leŜe 
zimowe.  Według  układów  oddziałom  polskim  przypadła  w 
udziale  wschodnia  Słowacja.  Sprzeciwia  się  temu  Thókóly, 
ksiąŜę  węgierski.  Tereny  te  bowiem  znajdują  się  w  jego 
władaniu.  

Koło Strzyhomia 22 octobra 

 

Nieprzyjaciel  przed  nami  ustępuje.  Kończy  się  tureckie 
panowanie  od  wieków  na  ziemiach  węgierskich  trwające. 
Miłościwy  Pan  o  zimie  dla  wojska  rozmyśla,  by  na  wiosnę 
mogło  być  w  dobrej  kondycji,  ale  i  o  tym,  by  efektu  trudów 
jego nie zatracić. Nierad jest Węgry opuszczać: "...odejść ich 
na  zimę,  zostawiwszy  chleb  komu  inszemu...  chleb,  który 
sobie  szablą  zakroili".  WaŜne  jest,  Ŝe  choć  nieprzyjaciel 
rozbity  i  wypędzony,  to  jakoweś  zagroŜenie  dalej  stanowi.  A 
zbrojnych polskich będzie miał zawsze w estymie.  

Pod Strzyhomiem 28 octobra 

 

Nieprzyjaciel  poddał  się  tej  nocy.  Twierdza  padła.  Imię 

Page 10 of 14

Dyskurs

2008-04-07

http://www.osman.livenet.pl/diariusz.htm

background image

Najjaśniejszego Pana naszego dokonało kolejnego dzieła. Król 
Jegomość  napisał  dziś  w  liście  do  królowej-małŜonki: 
"...myślę,  bieduję  się,  pracuję,  haruję  dla  conservatii  mojej 
ojczyzny". Za kilka dni wyruszamy na Seczany. Nie będzie to 
marsz  lekki  zwaŜywszy,  Ŝe  są  słoty  ustawiczne,  a  drogi  jak 
rozlewiska. 

Najbiedniejsza 

wtedy 

piechota. 

Grzęzną 

nieborakowie w owym błocie, Ŝe aŜ serce boli. Co gorsza, Ŝe 
wobec wrogości Thókólyego, drogi te oręŜem torować trzeba. 
Na  skutek  wielkiej  powodzi  część  mostu  na  Dunaju  została 
zniesiona.  

Pod Strzyhomiem 30 octobra 

 

Niepodobna,  i  to  chyba  cud  nad  cudami,  Ŝe  tak  znaczny 
zamek wzięliśmy bez walki. Najmniej cztery tysiące Ŝołnierzy 
i  dwóch  paszów  opuściło  go  dobrowolnie,  w  lęku  przed 
naszym  wojskiem.  W  Strzyhomiu  moŜna  zobaczyć  kilka 
bardzo ciekawych rarytasów. JuŜ sama góra, na której zamek 
stoi, zbudowana z rozmaitych marmurów, jakie są na Wawelu 
i  w  kaplicach  krakowskich.  Z  góry  tej  biją  osobliwe  źródła 
ciepłej  wody.  Powodują,  Ŝe  w  sadzawkach  Ŝaby  o  tej  porze 
rechoczą, jak u nas w maju. Tutejszy lekarz Turek chełpił się, 
Ŝe  dzięki  tej  wodzie  róŜnych  chorych  wyleczył.  Przyznać 
trzeba, Ŝe duŜa jest rozkosz takiej kąpieli zaŜywać. Mówią, Ŝe 
król  nasz  wonne  i  gorące  ablucje  wielce  sobie  ceni.  Dziś 
pewnie  nie  kąpiele  mu  w  głowie,  a  zachowanie  zwycięskiego 
szlaku,  oszczędzanie  krwi  polskiej  i  szczęśliwy  powrót  do 
granic ojczystych.  

Nad rzeką Ipol 5 novembra 

 

Po  ulewnym  deszczu  nastąpiły  nagłe  śniegi  i  mrozy.  Z  tej  to 
przyczyny  operacje  wojenne  zostały  wstrzymane.  Wojsku  i 
koniom  naleŜy  się  co  najmniej  kilka  dni  odpoczynku.  Dalsza 
droga  nie  będzie  łatwa.  Czekają  nas  rzeki  bez  mostów, 
szczególnie dla pułków pieszych trudne do przeprawy. Zwykle 
wtedy  chorych  pojawia  się  więcej,  a  jako  się  rzekło  z 
medykamentami jest juŜ zupełnie krucho. W Strzyhomiu nasi 
nabrali  tu  i  ówdzie  trochę  tutejszej  śliwowicy.  Dobroczynnie 
ona  działa  na  oziębienia  róŜnorakie.  Osobliwa  rzecz,  Ŝe 
Kozacy  na  wszelkie  gorączki  juŜ  od  dawna  wypijają  przed 
snem  miarkę  gorzałki  z  prochem  strzelniczym.  Zamiast 
prochu  uŜywają  niekiedy  i  popiołu.  I  to  lekarstwo  takŜe 
okazuje 

się 

skuteczne. 

Kupcy 

ormiańscy, 

którzy 

medykamenta  sprzedawali,  donieśli,  Ŝe  Kara  Mehmed  dwóch 
paszów, co ze Strzyhomia dobrowolnie z wojskiem wyszli, na 
śmierć przeznaczył.  

Pod Szecinem 11 novembra 

 

Wczoraj  szturmem  zdobyliśmy  Seczany.  Nie  trwał  on  długo. 
Straty  niewielkie.  Ostatnio  zginęło  ogółem  kilkunastu 
Kozaków  i  Ŝołnierzy.  Drugie  tyle  jest  rannych.  Ze  znacznych 
nie zabito nikogo. Tylko pan Lanckoroński, starosta stopnicki, 
postrzelony  został  w  nogę.  Opatrywał  go  felczer,  który 
stosuje  na  rany  napary  z  ziół  i  okłady  z  maści.  Cenne  dają 
rezultaty,  znane  od  dawna,  plastry  chleba  zmieszanego  ze 
śliną i pajęczyną. Przyspieszają gojenie i likwidują gangrenę. 
Kozacy,  którzy  takŜe  mają  swoich  cyrulików,  przykładają  na 
rany  odrobinę  ziemi  zmieszanej  równieŜ  ze  śliną.  Wyniki 
takowej  kuracji  ponoć  dobre.  Są  i  tacy,  którzy  rany 
przemywają moczem.  

Page 11 of 14

Dyskurs

2008-04-07

http://www.osman.livenet.pl/diariusz.htm

background image

Ryma Sombat 19 novembra 

 

Od  kilku  dni  świeci  słońce,  ale  chłód  panuje  przenikliwy. 
Dzisiejszy jest taki, jaki zwykł bywać u nas o Trzech Królach. 
W  niektórych  chorągwiach  i  kompaniach  zaczynają  narzekać 
na  odmroŜenia,  szczególnie  nóg  i  rąk.  Kilkunastu  jezdnych  z 
dywizji 

pana 

hetmana 

Jabłonowskiego 

policzki 

sobie 

odmroziło.  DuŜym  wzięciem  cieszą  się  teraz  maści  ziołowe, 
które na odmroŜenia są bardzo przednie. RóŜni przekupnie na 
handlu  medykamentami  niezły  interes  robią,  nade  wszystko 
obecnie,  kiedy  nasze  wojenne  sakwojaŜe  pustkami  juŜ 
świecą.  W  cenie  jest  sadło  niedźwiedzie,  niby  dobrze 
chroniące przed mroźnym powietrzem. A idziemy stale przez 
góry.  Powiadają,  Ŝe  w  tych  mniejszych,  które  rodzą  wina, 
duŜo  teŜ  złota,  srebra,  miedzi  i  innych  minerałów,  W 
większych  górach  ogromne  śniegi  i  niebosięŜne  lasy.  śeby 
tak za tymi górami była juŜ Polska.  

Pod Chaczem 21 novembra 

 

Pan  starosta  sandomierski  po  raz  kolejny  juŜ  zapadł.  Chory 
równieŜ 

pan 

wojewoda 

krakowski. 

Biedaczysko 

pan 

pułkownik  KoŜuchowski  młodszy  -  dziś  Ŝywota  dokończył. 
Kondycja  wojska  jest  nie  najlepsza  i  z  tego  teŜ  powodu 
chłody  są  dokuczliwe.  Thókóly  unika  porozumienia  z  naszym 
Królem 

Jegomościa. 

Utrudnia 

naszym 

oddziałom 

zakwaterowanie i odpoczynek na postojach.  

W pobliŜu Koszyc 27 novembra 

 

Przyjdzie  nam  stawać  i  koczować  pod  gołym  niebem.  Na 
skutek  mrozów  i  śniegu  kołka  wbić  w  ziemię  niepodobna. 
Trudno  więc  rozstawić  namioty.  Od  trzech  dni  idziemy  przez 
kraj  nam  nieprzyjazny.  Kilka  dni  temu  wojska  litewskie 
połączyły się z wojskami koronnymi. Ich Ŝołnierze są o wiele 
zdrowsi  i  mniej  utrudzeni.  Król  Jegomość  zwołał  radę 
wojenną.  Ustalono,  Ŝe  nie  będą  atakowane  silnie  umocnione 
twierdze.  Węgrzy  przed  wojskami  polskimi  zamknęli  swoje 
garnizony. Nie chcą nam udzielić najmniejszego wsparcia. Nie 
pomagają zabiegi poselskie.  

Pod Preszowem 6 decembra 

 

Strzelają  do  nas  w  kaŜdym  mieście  i  zza  kaŜdego  krzaka. 
Chorych pozostawionych po drodze okropnie mordują, gorzej 
niŜeli  Turcy.  Musimy  być  stale  czujni  jak  Ŝurawie.  Naród  tu 
niecnotliwy.  Zabito  nam  z  działa  kilku  starszych.  Inni  zostali 
ranni.  Znowu  więc  notujemy  straty.  Coraz  jest  trudniej  o 
miejsce dla rannego i chorego na wozie. śołnierze, zmęczeni, 
wykazują  zły  nastrój.  Starszyzna  i  oficerowie  takŜe 
narzekają.  Wojsko  pragnie  odpoczynku.  Dokucza  nam  głód. 
Choroby równieŜ nie maleją. Jutro będzie consilium nad tym, 
co  dalej  czynić.  Liczebność  wojsk  polskich  spadła  do 
szesnastu  tysięcy,  co  dowodzi,  Ŝe  straty  poniesione  w 
kampanii  są  znaczne.  Większość  tych  strat  pochłonęły 
choroby zaraźliwe i groźne.  

Niedaleko Lubowli 9 decembra 

 

Odstąpiliśmy od zdobywania Preszowa, by nie zniszczyć tego 
pięknego  miasta.  Wojsko  jest  przemarznięte  i  głodne. 
Brakuje  Ŝywności,  ciepłego  okrycia,  namiotów  i  wielu 

Page 12 of 14

Dyskurs

2008-04-07

http://www.osman.livenet.pl/diariusz.htm

background image

medykamentów.  Z  paszą  dla  koni  teŜ  nie  jest  najlepiej.  Na 
szczęście  ustały  okrutne  mrozy.  Całą  noc  lał  deszcz,  a  wody 
płyną  jak  na  wiosnę.  I  jeszcze  lepsza  nowina:  Ŝe  Lubowla 
poddała się po ostrzegawczym uderzeniu artylerii. W mieście 
znajdzie  chyba  schronienie  część  naszego  wojska,  które 
sposobi  się  juŜ,  aby  wrócić  do  kraju.  Armia  litewska  w 
okolicach Sabinowa rozłoŜyła się na leŜe zimowe.  

Lubowla 14 decembra 

 

Ocieplenie,  jak  niespodzianie  przyszło,  tak  prędko  minęło. 
Śnieg  zasypał  wszystkie  drogi.  Wróciła  zima.  W  mieście  o 
wszystko  jest  trudno.  Wojsko  strasznie  bieduje.  Prawie 
nigdzie  nie  moŜna  znaleźć  noclegu.  Tu  nowina  jedna  jest 
gorsza  od  drugiej.  Pomocy  nie  widać  znikąd.  Medycy  chodzą 
smutni,  jakoby  w  melancholii,  i  niekontenci.  Umarł  pan 
podskarbi nadworny. Doctor Pecorini czyni przeróŜne wysiłki, 
ale  ich  skutki  są  niewielkie.  Pan  wojewoda  wołyński  nie 
wytrzyma  chyba  trudów  wojennych.  Pozostał  stąd  o  milę. 
Pozostało  teŜ  wielu  innych.  I  nie  wiadomo,  ilu  ich  wróci  do 
swoich domów. Są wieści, Ŝe choroby nie opuszczają i obozu 
tureckiego.  Zmarł  tam  na  "palącą  gorączkę"  wybitny  ich 
uczony  Ibrahim  z  Tarbzonu,  sędzia  stambulski.  Wymarło 
równieŜ wiele starszyzny sułtańskiej. Zdarza się, Ŝe niektórzy 
Turcy  i  Tatarzy  do  polskiej  słuŜby  chcą  się  zaciągać.  Trafiło 
się  nawet  dwóch  cyrulików  z  Krymu  pochodzących.  Obaj  są 
dosyć zdatni i na zranieniach nieźle się znają. Król Jegomość 
nie  chce  zostawić  w  Słowacji  wojska  koronnego.  Wczoraj 
wyprawił pana inflanckiego z  listem do królowej-małŜonki i z 
prośbą,  aby  oczekiwała  nań  w  Nowym  Targu.  Robione  są 
pospieszne  przygotowania  -  mimo  braków  wozów  -  aby  jak 
najszybciej  stąd  wyjść,  chociaŜ  wybić  się  z  obfitych  śniegów 
jest prawie niemoŜliwe.  

W marszu 20 decembra 

 

Kilka dni temu wojska nasze z królem na czele, przedzierając 
się  przez  zasypane  śniegiem  górskie  drogi,  przekroczyły 
granicę  Rzeczypospolitej.  Weszliśmy  do  kraju  jako  armia 
znacznie  uszczuplona,  która  wszakŜe  pod  królem  Janem  III 
Sobieskim odniosła victorię nie notowaną w naszych dziejach. 
Światli  ludzie  mówią,  Ŝe  uchroniona  została  przed  zalewem 
potęgi tureckiej cała Europa. Dokonał tego monarcha mądry i 
dzielny,  król  polski,  i  jego  wojska.  W  Starym  Sączu,  ku 
ogólnej  radości,  na  Miłościwego  Pana  oczekiwała  królowa-
małŜonka.  Hetman  wielki  pan  Jabłonowski  odprawił  w 
Muszynie  koło  wojskowe,  przydzielając  poszczególnym 
pułkom  i  chorągwiom  zimowe  kwatery.  Niestety  nie  doszedł 
do  ojczyzny  hetman  polny  pan  Sieniawski.  15  grudnia  zmarł 
on  -  w  wieku  trzydziestu  ośmiu  lat  -  z  trudów  wojennych  w 
Lubowli.  Nie  powróciło  do  kraju  prawie  jedenaście  tysięcy 
zbrojnych,  nie  licząc  strat  poniesionych  przez  korpus  pana 
Lubomirskiego  walczący  u  boku  wojsk  cesarskich.  Z  dala  od 
ojczyzny,  niby  na  wiecznej  warcie,  pozostaną  ich  prochy. 
Spośród  tych  strat  tylko  część  wojska  poległa  od  broni 
przeciwnika,  część  została  po  drodze,  większość  natomiast 
zmogły choroby epidemiczne, czyli zarazy plugawe. I jedni, i 
drudzy  złoŜyli  swe  głowy  w  słuŜbie  narodu,  walcząc  z 
nieprzyjacielem,  który  nieraz  nasze  ziemie  niszczył  i 
pustoszył. Siła rannych kurować się będzie jeszcze w domach 
własnych i szpitalach Ŝołnierskich. Dochodzą słuchy, Ŝe Wielki 
Wezyr Kara Mustafa, który na leŜach zimowych w Belgradzie 
przebywał,  mocą  wyroku  sułtańskiego  Ŝycia  pozbawiony 
został.  

Page 13 of 14

Dyskurs

2008-04-07

http://www.osman.livenet.pl/diariusz.htm

background image

Kraków 23 decembra 

 

Wszędzie  witają  nas  uroczyście  i  z  wielką  atencją.  Wojska 
nasze  okryły  się  chwałą  po  wsze  czasy.  Starszyzna  i 
oficerowie  rozjeŜdŜają  się  do  swoich  rodzin,  Ŝeby  zdąŜyć  na 
Gwiazdkę. 

Większość 

braci 

medycznej, 

bogatsza 

doświadczenia wojenne, rozchodzi się na róŜne strony. Część 
pozostaje  przy  swoich  regimentach.  Wojsko  zajmuje  teraz 
wyznaczone  kwatery  zimowe  rozrzucone  w  róŜnych  rejonach 
kraju.  Król  pragnie,  aby  jak  najwięcej  oficerów  pozostało  z 
Ŝołnierzami. Wtedy porządek i gotowość do nowych rekrutacji 
będą 

lepsze. 

Armia 

nade 

wszystko 

potrzebna 

dla 

bezpieczeństwa 

państwa. 

Dziś 

po 

kilkumiesięcznym 

pochodzie  miłościwie  nam  panujący  król  Jan  III  Sobieski 
wjechał  triumfalnie  do  Krakowa.  Stolica  witała  sławnego 
twórcę  zwycięstwa  wiedeńskiego  biciem  we  wszystkie 
dzwony.  Do  strzemion  królewskich  tłumy  przypadały.  On  to 
przyniósł 

oręŜowi 

polskiemu 

ogromną 

chlubę, 

godną 

wiekopomnych zapisów. Imię jego głośnym echem płynie juŜ 
po  całej  Europie.  Oby  ta  wspaniała  victoria,  okupiona  tak 
pięknym  Ŝołnierskim  czynem,  ale  i  niemałymi  ofiarami, 
weszła po wsze czasy do wielkich tradycji narodowych Polski. 
I  niechaj  będzie  wiadome,  Ŝe  w  wyprawę  wiedeńską 
uczniowie  Eskulapa,  chociaŜ  nie  na  pierwszej  linii,  wnieśli 
przecieŜ swój wkład na pamięć zasługujący.  

Powrót do - polsko-tureckie wojny

 || 

Powrót do - Dział 

Artykułów

 || 

Powrót do - Strona Główna

 

Page 14 of 14

Dyskurs

2008-04-07

http://www.osman.livenet.pl/diariusz.htm