background image

SUSAN MEIER 

 
 
 

Romantyczna komedia 

 
 
 
 

Merry Christmas, Daddy 

 
 
 
 
 

Tłumaczył: Tomasz Misiak 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 
Gdy  otworzyły  się  drzwi  windy,  Gabriel  Cayne  odniósł  wraŜenie,  Ŝe 

nieoczekiwanie  natknął  się  na  reklamę  damskich  dŜinsów.  Na  reklamę,  naleŜy 
dodać,  wyjątkowo  sugestywną,  a  to  ze  względu  na  idealny  wprost  kształt 
kobiecych pośladków, które były owymi dŜinsami... Osłonięte? No, powiedzmy, 
jeśli  takiego  określenia  moŜna  uŜyć  równieŜ  w  sytuacji,  kiedy  błękitny 
bawełniany materiał kusząco opina urocze wypukłości i bardziej je w związku z 
tym eksponuje, niŜ ukrywa. 

Równie  pięknej  kobiecej  pupy  Gabriel  Cayne  z  całą  pewnością  nie 

widział nigdy dotąd w swoim trzydziestoletnim Ŝyciu. Trudno się zatem dziwić, 
Ŝ

e  skwapliwie  korzystał z okazji i zachłannie  sycił  oczy  cudownym  widokiem. 

Dane mu było to czynić... cóŜ, niestety, przez najwyŜej trzy lub cztery sekundy. 

Albowiem  po  upływie  tego  krótkiego  czasu  właścicielka  błękitnych 

dŜinsów,  zajęta  zbieraniem  róŜnego  rodzaju  artykułów  spoŜywczych,  które 
wysypały jej się w windzie z pękniętej reklamówki, zdołała podnieść z podłogi i 
wrzucić do innej, nienaruszonej torby, ostatnią puszkę groszku, wyprostować się 
i zwrócić ku Gabrielowi twarz, zamiast... No właśnie! 

O  ile  odwrotną  stronę  medalu  zaskoczony  i  zdezorientowany  Gabriel 

Cayne  był  w  stanie  wyłącznie  podziwiać  w  niemym  zachwycie,  o  tyle  twarz 
natychmiast  rozpoznał.  NaleŜała  do  niejakiej  Kassandry  O’Hara,  dość  młodej 
jeszcze,  ale  sądząc  po  minie  –  konserwatywnej  i  niesłychanie  zasadniczej 
jasnowłosej dziewczyny, mieszkającej od kilku tygodni po sąsiedzku z dwiema 
równie zasadniczymi i konserwatywnymi współlokatorkami. 

Tę  swoją  marsową  minę  sąsiadka  prezentowała  zwłaszcza  wówczas, 

kiedy zgłaszała się do Gabriela z pretensjami, Ŝe słucha późnym wieczorem zbyt 
głośnej  muzyki  albo  urządza  zanadto  hałaśliwe,  całonocne  przyjęcia.  A 
poniewaŜ  zgłaszała  się  do  niego  z  owymi  pretensjami  z  ogromną 
częstotliwością, niecierpliwił się juŜ na sam jej widok. 

Dlatego  pewnie  nawet  nie  spostrzegł  dotąd,  Ŝe  przewraŜliwiona  na 

punkcie  nocnych  hałasów  sąsiadka  ma  śliczne  zielone  oczy,  o  ślicznych 
pośladkach juŜ nawet nie wspominając! 

Te swoje zielone oczy Kassandra O’Hara wzniosła na chwilę ku znacznie 

przewyŜszającemu  ją  wzrostem,  mierzącemu  metr  dziewięćdziesiąt  z  okładem, 
Gabrielowi  Cayne’owi,  gdy  rozpoznawszy  ją,  mruknął  bez  zbytniego 
entuzjazmu: 

– Dobry wieczór. 
– Dobry wieczór – odpowiedziała. 
I  natychmiast  skierowała  wzrok  w  dół,  ku  pechowym  zakupom,  które 

znów  zaczęły  się  jej  wysypywać  z  przepełnionej  torby  i  turlać  po  kamiennej 
podłodze hallu we wszystkich moŜliwych kierunkach. 

Kassandra nachyliła się, Ŝeby podnieść słoik z majonezem i po raz wtóry 

background image

mimowolnie  zaprezentowała  sąsiadowi  tę  ciasno  opiętą  błękitnymi  dŜinsami 
tylną  część  swojego  ciała,  o  której  estetycznych  walorach  miał  juŜ  okazję 
przekonać się przed chwilą. 

Chętnie  popatrzyłby  na  urocze  wypukłości,  uznał  jednak,  Ŝe  chcąc 

zachować  się  prawdziwie  po  dŜentelmeńsku,  powinien  raczej  pomóc  damie 
pozbierać rozsypane sprawunki, niŜ gapić się na jej... No właśnie! 

Rad nierad przykucnął więc i zaczął podnosić z podłogi niesforne puszki, 

słoiki  i  pudełka.  Zajęcie  było  trochę  niewygodne  dla  wysokiego  męŜczyzny, 
przyodzianego na dodatek w elegancki czarny garnitur i równie elegancki długi 
płaszcz typu trencz. 

Ubrana  w  dŜinsy  i  kusą  sportową  kurteczkę  Kassandra  O’Hara  radziła 

sobie  ze  zbieraniem  sprawunków  znacznie  lepiej.  Choć  Gabriel,  trzeba 
przyznać, równieŜ zgromadził spore naręcze wiktuałów. 

–  Pomogę  pani  zanieść  to  do  domu  –  oświadczył,  przyjmując  z  ulgą 

wyprostowaną pozycję. 

–  Dziękuję  –  odpowiedziała  i  uśmiechnęła  się  do  niego  chyba  po  raz 

pierwszy, odkąd mieli okazję zamieszkać po sąsiedzku. 

Zdołała jakimś cudem wydobyć z kieszeni kurtki klucz i otworzyć drzwi, 

nie gubiąc juŜ niczego. 

– Proszę za mną – rzuciła przez ramię i jako pierwsza przekroczyła próg. 
Gabriel  Cayne  posłusznie  ruszył  jej  śladem.  Poprowadziła  go  przez 

rozległy hall w stronę usytuowanej w głębi mieszkania kuchni. 

Zerkając  machinalnie  w  pootwierane  szeroko  drzwi  mijanych  po  drodze 

pomieszczeń,  Gabe  stwierdził  z  niejakim  zdziwieniem,  Ŝe  mieszkanie  jest 
urządzone gustownie i dość elegancko, jakkolwiek znacznie mniej wymyślnie i 
nowocześnie niŜ jego własny apartament. 

CóŜ,  nowoczesność  sporo  kosztuje,  ekstrawagancja  równieŜ,  a  ta 

dziewczyna  pewnie  dość  cienko  przędzie,  skoro  nie  moŜe  sobie  pozwolić  na 
swobodne  Ŝycie  w  pojedynkę,  tylko  musi  się  męczyć  z  jakimiś  tam 
współlokatorkami. Co innego ja! – pomyślał Gabe. 

Był  dziedzicem  pokaźnej  rodzinnej  fortuny  oraz  współwłaścicielem  i 

prezesem  zarządu  świetnie  prosperującej  rodzinnej  firmy,  a  właściwie  całej 
korporacji,  czyli  potęŜnie  rozgałęzionej  sieci  rozmaitych  przedsiębiorstw, 
działających  pod  wspólnym  szyldem  „Cayne  Enterprises”.  I  w  związku  z  tym 
mógł  pozwolić  sobie  na  wiele.  Między  innymi  na  samodzielny,  efektownie  i 
zbytkownie urządzony  apartament  w  ekskluzywnej  dzielnicy,  a  takŜe na  częste 
organizowanie  wystawnych,  tłumnych  i  hałaśliwych  przyjęć,  które  przeciągały 
się  zazwyczaj  do  białego  rana  i  do  tego  stopnia  przeszkadzały  sąsiadce,  Ŝe  juŜ 
dwukrotnie zdarzyło jej się wezwać z ich powodu policję. 

To było przykre dla Gabe’a, nie da się ukryć. 
Za  kaŜdym  razem  policjanci  przywoływali  biesiadników  do  porządku  i 

spisywali  protokół,  którego  kopię  otrzymywał  administrator.  Ten  z  kolei 
przekazywał  informację  o  nocnych  ekscesach  lokatora  i  jego  gości,  a  takŜe  o 

background image

policyjnej interwencji, właścicielowi budynku. 

Najgorsze  ze  wszystkiego  było  właśnie  to,  Ŝe  Gabriel  musiał  się  potem 

gęsto  tłumaczyć  przez  telefon  przed  rezydującym  w  odległej  Atlancie,  stolicy 
stanu  Georgia,  właścicielem  posesji,  którym  był...  jego  własny  ojciec,  Sam 
Cayne. 

Budynek naleŜał do rodziny Cayne’ów, niestety! 
I w związku z tym cała rodzina dowiadywała się natychmiast, Ŝe dorosły, 

trzydziestoletni Gabe znów zachował się jak niegrzeczny chłopiec. Cała rodzina 
Cayne’ów,  to  znaczy  matka,  ojciec,  a  takŜe  mieszkająca  wraz  z  rodzicami 
Gabe’a  w  Georgii  babcia  Emma,  seniorka  rodu,  od  kilku  miesięcy  cięŜko, 
nieuleczalnie chora. 

–  Gdzie  mam  połoŜyć  te  rzeczy?  –  Znalazłszy  się  juŜ  w  kuchni, 

urządzonej w całości na biało, Gabriel chciał jak najszybciej pozbyć się balastu, 
poŜegnać sąsiadkę i wrócić do siebie. 

–  Proszę  zostawić  wszystko  na  stole  i...  wielkie  dzięki  za  pomoc  – 

mruknęła Kassandra. 

Była  oczywiście  wdzięczna sąsiadowi, lecz  teraz  marzyła  jedynie  o tym, 

Ŝ

eby jak najszybciej sobie poszedł. Tego chłodnego i deszczowego grudniowego 

dnia absolutnie nie miała nastroju do prowadzenia towarzyskiej konwersacji. 

Poza tym nie chciała, by Gabriel Cayne zorientował się, Ŝe ona mieszka w 

naleŜącym  do  jego  rodziny  budynku  nie  tylko  z  dwiema  dorosłymi 
współlokatorkami,  ale  i  z  ośmiomiesięczną  córeczką  Candy,  którą  juŜ  za  parę 
minut  powinna  przywieźć  do  domu  opiekująca  się  nią  dorywczo  w  ciągu  dnia 
babcia Ginger O’Hara, matka Kassandry. 

Gdyby się tylko dowiedział, Ŝe to z powodu Candy robię mu wymówki i 

nasyłam  na  niego  policję,  kiedy  hałasuje  z  przyjaciółmi  po  nocach,  szybko 
pewnie  by  się  postarał,  Ŝeby  administracja  wymówiła  mieszkanie  mnie,  a  przy 
okazji wszystkim innym rodzicom małych dzieci, rozumowała Kassandra. Niech 
więc lepiej sobie wyobraŜa, Ŝe mieszkam tu tylko z dwiema współlokatorkami. 

Ech,  właściwie  to  juŜ  z  nimi  nie  mieszkam!  –  uzmysłowiła  sobie  z 

goryczą.  Jedna  właśnie  dzisiaj  się  wyniosła,  a  druga  przeprowadza  się  w 
przyszłym tygodniu do Bostonu. Miałyśmy opłacać czynsz we trzy, a teraz... 

–  Teraz  muszę  się  wziąć  za  układanie  tego  wszystkiego  –  stwierdziła 

Kassandra,  ocknąwszy  się  z  zamyślenia  i  spostrzegłszy,  Ŝe  Gabriel  Cayne 
poustawiał  juŜ  na  stole  puszki,  słoiki  i  pudełka  z  jej  wiktuałami.  –  Jeszcze  raz 
dziękuję za sąsiedzką pomoc – dodała. 

– Widzi pani, nie jestem wcale taki zły jako sąsiad – odezwał się z lekka 

ironicznym tonem Gabe. 

– Jak czasem! 
– Oj, sąsiadka chyba coś nie w humorze? 
–  Mam  powody,  proszę  pana!  –  wybuchnęła  Kassandra.  –  Samochód 

wysiadł  mi  dziś  rano  i  wymaga  holowania  do  warsztatu.  Jedna  z  moich 
współlokatorek, Janie, właśnie się wyniosła, a druga, Sandy, wyprowadza się w 

background image

przyszłym  tygodniu  do  Bostonu.  Mam  umowę  najmu  na  pół  roku,  a  nie  stać 
mnie na samodzielne opłacanie czynszu. Więc jeśli nie wygram w najbliŜszych 
dniach na loterii, stracę co najmniej jeden semestr w college’u, bo jak zapłacę za 
mieszkanie, to juŜ mi zabraknie na czesne. 

– Pani studiuje? 
–  Owszem.  A  Ŝeby  zarobić  na  utrzymanie  i  na  studia,  pracuję 

równocześnie jako kelnerka. 

– Mhm... To faktycznie przykra sprawa z tym czynszem i z tym czesnym 

– zafrasował się Gabe: – Ale proszę sobie na pocieszenie uświadomić – dodał – 
Ŝ

e nie pani jedna ma kłopoty. Inni teŜ! 

– Chyba nie mówi pan o sobie? 
– Proszę sobie wyobrazić, Ŝe tak. 
–  Ech,  nie  chce  mi  się  wierzyć!  –  westchnęła  Kassandra  i  machnęła 

lekcewaŜąco ręką. – CóŜ moŜe wprawić w kłopot kogoś takiego, jak pan? 

–  A  jednak  są  takie  sprawy,  proszę  pani  –  stwierdził  posępnie  Gabe.  – 

Otrzymałem  dzisiaj  smutną  wiadomość.  Moja  ukochana  babcia  jest  bardzo 
chora,  właściwie  umierająca.  Nowotwór!  Lekarze  nie  są  nawet  pewni,  czy 
babcia doŜyje do Nowego Roku. 

– To bardzo przykre. 
–  Ano  właśnie!  Jadę  na  BoŜe  Narodzenie  do  Georgii,  Ŝeby  się  jeszcze  z 

nią zobaczyć. 

– Pańska babcia mieszka aŜ w Georgii? – zainteresowała się Kassandra. 
– W tej chwili tak. I moi rodzice równieŜ. 
–  Więc  proszę  jechać  –  mruknęła  Kassandra,  nie  bardzo  wiedząc,  co 

powiedzieć. – Na szczęście juŜ mamy grudzień, BoŜe Narodzenie niedaleko. 

–  I  właśnie  w  tym  cały  problem,  proszę  pani!  JuŜ  grudzień,  BoŜe 

Narodzenie niedaleko, moja babcia umiera, a ja ciągle nie mam narzeczonej! 

Gabriel  Cayne  był  ogromnie  przejęty,  wypowiadając  te  słowa.  Jednak 

jego zupełnie nie przystająca do powagi sytuacji skarga na brak narzeczonej tak 
rozbawiła  Kassandrę,  Ŝe  musiała  mocno  przygryźć  wargi,  by  nie  wybuchnąć 
ś

miechem. 

– To wbrew pozorom wcale nie jest zabawne, proszę pani! – obruszył się, 

zauwaŜywszy  jej  reakcję.  –  Babcia  choruje  od  kilku  miesięcy.  Często 
rozmawiałem  z  nią  przez  telefon  i  nazmyślałem  jej  na  pocieszenie,  Ŝe 
ustatkowałem  się  ostatnio,  skończyłem  z  kawalerskimi  ekscesami  i  nawet 
zaręczyłem  z  pewną bardzo  miłą dziewczyną.  I  babcia  właśnie  dzisiaj do  mnie 
zadzwoniła, proszę pani. I powiedziała mi... – Gabriel zawahał się. 

– Tak? 
a Powiedziała mi, Ŝe przed śmiercią bardzo chciałaby ją poznać! 
Tragikomiczna osobista historia, opowiedziana ni stąd, ni zowąd przez nie 

zaprzyjaźnionego  ani  trochę,  wręcz  nie  lubianego  sąsiada,  wprawiła  Kassandrę 
w zakłopotanie. 

–  Naprawdę  nie  wiem,  co  mogłabym  powiedzieć...  poza  tym,  Ŝe  bardzo 

background image

panu współczuję – wykrztusiła. – Naprawdę nie wiem, w jaki sposób mogłabym 
panu pomóc. 

– Chyba tylko w taki, Ŝe pojechałaby pani ze mną na BoŜe Narodzenie do 

Georgii  i  poudawałaby  pani  przez  jakiś  czas  moją  narzeczoną!  –  palnął 
niespodziewanie Gabriel Cayne. 

Tym razem Kassandra O’Hara juŜ nie zdołała stłumić śmiechu. 
– Dobrze się pani śmiać! – mruknął. 
– Przepraszam, ale to pańska propozycja tak mnie rozśmieszyła. 
– Tak jakoś mi się wyrwało. 
– Spodziewam się, Ŝe nie mówił pan serio. 
– No, chyba nie – zgodził się Gabe. – ChociaŜ... – Zawahał się. 
– ChociaŜ, co? 
–  MoŜe  to  wcale  nie  jest  taki  najgorszy  pomysł?  –  zaczął  się  głośno 

zastanawiać.  –  Pani  ma  swoje  kłopoty,  ja  mam  swoje.  Moglibyśmy  sobie 
wzajemnie pomóc, przysługa za przysługę. 

– Nie! – wykrzyknęła Kassandra. 
–  Ale  dlaczego?  –  zdziwił  się  Gabe.  –  Ile  czasu  jeszcze  pani  zostało  do 

ukończenia studiów? 

– Trzy semestry, czyli półtora roku. 
– No więc ja pani proponuję trzy semestry darmowego mieszkania w tym 

budynku w zamian za trzy tygodnie świątecznego pobytu w Georgii w roli mojej 
narzeczonej. Czy to naprawdę taka zła cena? 

– Całkiem niezła, ale... 
– Ale co? 
– Ale nie wszystko moŜna kupić, proszę pana! – wybuchnęła Kassandra. 
Gabriel Cayne cięŜko westchnął i stwierdził: 
– Wiem, proszę pani. Nawet jeśli kiedyś tego nie wiedziałem, to juŜ teraz, 

niestety, wiem. Nie mogę na przykład kupić zdrowia dla mojej ukochanej babci, 
nawet  u  najlepszych  lekarzy  na  świecie.  Jednak  chciałbym  bardzo,  Ŝeby 
poŜegnała  się  z  tym  światem  spokojniejsza  o  moją  przyszłość.  Dlatego 
zaproponowałem  pani  tę  niewinną  maskaradę...  tę  transakcję.  To  całkowicie 
uczciwa propozycja. Proszę na mnie polegać! 

– Jak mogę na panu polegać, skoro prawie wcale pana nie znam? 
– TeŜ coś! – obruszył się Gabe. – PrzecieŜ mnie i moją rodzinę wszyscy 

znają  w  tym  mieście  i  w  całym  stanie  Pensylwania!  Zanim  moi  rodzice 
przenieśli  się  na  stare  lata  do  Georgii,  ze  względu  na  tamtejszy  ciepły  klimat, 
naleŜeli do najbardziej wpływowych i najszacowniejszych obywateli. 

– Wiem o tym, ale... 
– Proszę juŜ z łaski swojej nie mnoŜyć wątpliwości i zastrzeŜeń, tylko po 

prostu  spokojnie  się  zastanowić,  zgoda?  –  zaproponował  Gabriel,  nie  chcąc 
niepotrzebnie  przedłuŜać  dyskusji.  –  Ja  odlatuję  do  Georgii  prywatnym 
samolotem juŜ w najbliŜszy piątek, o drugiej po południu, Ŝ miejskiego lotniska. 
Jeśli się pani zdecyduje, proszę po prostu przyjechać. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 
Przyjedzie  czy  nie  przyjedzie?  –  zastanawiał  się  gorączkowo  Gabriel 

Cayne,  oczekując  na  lotnisku,  aŜ  ośmioosobowy  pasaŜerski  samolot  korporacji 
„Cayne Enterprises” zostanie zatankowany i podkołuje na pas startowy. 

Godzina druga po południu juŜ minęła, a Kassandry wciąŜ nie było widać. 
– CóŜ, pewnie stchórzyła – mruknął z cicha sam do siebie. 
Albo po prostu uznała mnie za wariata i zlekcewaŜyła propozycję, dodał 

po  chwili,  juŜ  w  myślach.  I  nawet  nie  wie,  co  traci!  –  zirytował  się.  Za  to  ja 
wiem,  niestety.  Tracę  szansę  na  sprawienie  ukochanej  babci  chociaŜ  odrobiny 
radości w ostatnich dniach jej Ŝycia! 

Kiedy  samolot  był  juŜ  gotowy  do  startu,  Gabriel  Cayne  rozejrzał  się  raz 

jeszcze i machnąwszy z rezygnacją ręką, rad nierad zajął miejsce na pokładzie. 

Usiadł  w  fotelu  i  spojrzał  na  zegarek.  Stwierdził,  Ŝe  jest  dokładnie 

czternasta dwadzieścia. 

–  DłuŜej  nie  czekamy  –  poinformował  swego  prywatnego  pilota,  Arta 

Oxforda. – Proszę startować! 

–  Tak  jest,  panie  Cayne!  JuŜ  zgłaszam  gotowość.  Wystartujemy,  gdy 

tylko wieŜa kontrolna wyda nam odpowiednie dyspozycje. 

Gabriel  otworzył  teczkę,  wyjął  z  niej  firmowe  papiery  i  zaczął  je 

machinalnie  przeglądać.  Prawdę  mówiąc,  nie  bardzo  mógł  się  skupić  na  treści 
dokumentów, ale wertując je, przynajmniej dawał jakieś zajęcie swoim trochę ze 
zdenerwowania rozbieganym oczom i lekko drŜącym rękom. 

Gabe przewracał kartkę po kartce. 
Minuta mijała po minucie. 
Samolot ciągle tkwił na lotnisku. 
Kiedy ponownie spojrzał na zegarek, była juŜ czternasta czterdzieści. 
– Co się dzieje, u licha! – mruknął i zerwawszy się z fotela, ruszył przez 

przedział pasaŜerski w stronę kabiny pilota. 

Nie  dotarł  jeszcze  do  drzwi,  gdy  Art  Oxford  wyjrzał  przez  nie  i 

zameldował: 

– Panie Cayne, wieŜa sygnalizuje, Ŝe nie moŜemy jeszcze startować. 
– Dlaczego? 
–  Podobno  w  budynku  dworca  lotniczego  zjawił  się  ktoś,  kto  się  upiera, 

Ŝ

e ma lecieć razem z nami. Jakaś młoda niewiasta. 

–  Do  licha!  –  obruszył  się  Gabe.  –  Ja  przecieŜ  uprzedzałem  lotnisko,  Ŝe 

być moŜe zgłosi się dziś o drugiej pewna dama. Podałem jej personalia. 

– Oni mówią, Ŝe zgłoszenie było, owszem, ale coś im się tam nie zgadza, 

panie Cayne – wyjaśnił pilot. – Dlatego proszą pana do hali odlotów. Osobiście! 

Gabe zaklął pod nosem i niezadowolony opuścił zaciszną kabinę. 
Smagany  gwałtownymi  podmuchami  zimnego  grudniowego  wiatru, 

przemaszerował przez płytę lotniska i energicznie wkroczył do budynku dworca. 

background image

Był zdecydowany najpierw porozstawiać po kątach pracowników lotniska 

za  niepotrzebną  biurokrację,  a  potem  ofuknąć  Kassandrę  za  blisko  trzy 
kwadranse spóźnienia i czym prędzej zabrać ją na pokład samolotu. 

Gdy jednak znalazł się w hali odlotów, stanął jak wryty i zaniemówił. 
Ujrzał  bowiem  Kassandrę...  z  dzieckiem  na  ręku!  Z  kilkumiesięcznym 

niemowlęciem,  ubranym  w  róŜowy,  ozdobiony  wizerunkiem  króliczka 
kombinezon z kapturkiem. 

Kassandra  miała  na  sobie  czarną  wełnianą  jesionkę  i  czarne,  lekko 

puchate 

nakrycie 

głowy, 

przypominające 

trochę 

czapkę-kominiarkę. 

Prezentowała  się  sympatycznie,  chociaŜ  nie  była  ani  tak  szczupła,  ani  tak 
wysoka,  ani  tak  elegancka,  jak  dziewczyny,  z  jakimi  Gabe  zazwyczaj  się 
spotykał. Ot, taka słodka i ciepła blondyneczka z dzidziusiem. 

Co  to  moŜe  być  za  dzieciak?  –  zainteresował  się  Gabe  i  ochłonąwszy  z 

pierwszego wraŜenia, podszedł bliŜej. 

Dzidziuś odwrócił główkę w jego stronę, wypluł na podłogę trzymanego 

dotychczas  w  buzi  smoka,  uśmiechnął  się  promiennie  od  ucha  do  ucha  i 
zaszczebiotał: 

– Ta... ta... 
Gabriel Cayne zmarszczył groźnie brwi i rozejrzał się nerwowo dookoła. 
Charlie  Byron,  pracownik  lotniska,  który  nie  od  dziś  znał  go  z  racji 

częstych słuŜbowych i prywatnych wojaŜy, zerkał z zaciekawieniem zza swego 
biurka i zawzięcie przygryzał wąsy, Ŝeby tylko jakoś stłumić cisnący mu się na 
usta ironiczny uśmiech. 

Do licha, nietrudno zgadnąć, co ten wąsacz sobie w tej chwili wyobraŜa! 

– pomyślał ze złością Gabe. 

A dzidziuś, jak to dzidziuś, zaczął z upodobaniem pokrzykiwać: 
– Ta – ta! Ta – ta – ta. 
Skonsternowany  Gabe  schylił  się  po  leŜący  na  podłodze  tuŜ  pod  jego 

nogami smoczek i podał go Kassandrze. A przy okazji syknął: 

– Czy mógłbym się od pani dowiedzieć, o co tu właściwie chodzi? 
– Chodzi o to, Ŝe mam ośmiomiesięczną córeczkę, Candy! – wyjaśniła ze 

stoickim  spokojem,  chowając  brudny  smoczek  do  kieszeni  płaszcza.  –  To 
właśnie  z  jej  powodu  tak  nieustępliwie  z  panem  walczyłam  o  przestrzeganie 
godzin ciszy nocnej w naszym domu. To znaczy, w pańskim domu – poprawiła 
się. 

– Nie wiedziałem, Ŝe pani ma dziecko – mruknął zdenerwowany Gabe. 
– Pan w ogóle mało o mnie wie. 
– Nie proponowałbym pani tego wyjazdu do Georgii, gdybym wiedział... 
– PrzecieŜ to będą pierwsze święta w Ŝyciu mojej Candy! To będzie nasze 

pierwsze  wspólne  BoŜe  Narodzenie!  –  Oburzona  Kassandra  przerwała 
Gabrielowi  w  pół  zdania.  –  Jak  mogłabym  je  spędzić  z  dala  od  mojej  małej? 
WyobraŜa pan sobie coś takiego? 

– Nie! – krzyknął Gabe. – I właśnie dlatego, gdybym wiedział... 

background image

– I właśnie dlatego Candy leci do Georgii razem ze mną! – przerwała ma 

Kassadra. – I z panem, oczywiście. 

– Powiedziałem juŜ pani wyraźnie, Ŝe nie! – obruszył się Gabe. 
– Kiedy? 
– Przed chwilą. 
– Przed chwilą pan przecieŜ powiedział, Ŝe n i e wyobraŜa sobie wyjazdu 

bez Candy! – odezwała się ze zdziwieniem Kassandra. 

–  Nie!  Widocznie  źle  mnie  pani  zrozumiała  –  sprostował  zirytowany 

Gabriel. – Przed chwilą powiedziałem, Ŝe n i e wyobraŜam sobie wyjazdu razem 
z nią. 

– A właściwie dlaczego? PrzecieŜ to takie słodziutkie maleństwo. 
– Do licha, czy pani ze mnie kpi, czy pani zupełnie zapomniała, jaką rolę 

dla pani przewidziałem? 

– Pamiętam doskonale: rolę pańskiej narzeczonej. 
– Właśnie. Ale nie narzeczonej z dzieckiem! 
– wykrzyknął Gabe. 
Gniewny, dramatyczny ton jego głosu bynajmniej nie przestraszył Candy. 

Przeciwnie,  chyba  się  jej  nawet  spodobał,  bo  zaczęła  zawzięcie  klaskać  w 
rączki. 

– Dlaczego ona bije mi brawo? – zdziwił się Gabe. 
– Wytresowała ją pani, czy co? 
–  Dzieci  się  nie  tresuje,  tylko  wychowuje,  proszę  pana  –  pouczyła  go  z 

godnością Kassandra. – A ona wcale nie bije panu brawa, tylko robi sobie „kosi-
kosi-łapci”. 

– Co sobie robi? 
–  Kosi-kosi-łapci!  –  powtórzyła  Kassandra,  starannie  i  dobitnie 

wymawiając kaŜdą sylabę egzotycznej dla Gabriela nazwy. 

– A co to jest? 
– Taka niemowlęca zabawa. Nie zna pan? 
–  Nie  bardzo.  JuŜ  dość  dawno  wyrosłem  z  pieluch,  więc  zdąŜyłem 

zapomnieć, jak się wtedy zabawiałem. A teraz zabawiam się całkiem inaczej. 

–  Wiem  coś  o  tym,  niestety.  Ale  w  jednym  jest  pan  ciągle  podobny  do 

niemowlaka. 

– Mianowicie? – zaciekawił się Gabe. 
– Kiedy pan nie śpi, to pan hałasuje po nocach! Zupełnie jak moja Candy 

– stwierdziła Kassandra i wybuchnęła głośnym śmiechem. 

–  Zzzabawne!  –  wycedził  przez  zaciśnięte  zęby  doprowadzony  do 

szewskiej  pasji  Gabe.  –  A  pani  za  to  hałasuje  na  lotnisku!  –  odciął  się 
Kassandrze. – Wszyscy się na nas gapią, jak na jakichś komediantów. 

–  PrzecieŜ  zaangaŜował  mnie  pan  do  odegrania  komedii  przed  pańskimi 

rodzicami i babcią! 

– Ale w duecie ze mną, a nie z tym małym szkrabem – Ten mały szkrab, 

to  moja  rodzona  córka.  Nie  zostawię  jej  samej  na  pierwsze  w  Ŝyciu  święta 

background image

BoŜego  Narodzenia.  Proszę  wybierać,  panie  Cayne:  albo  lecimy  d  Georgii 
razem,  albo  wcale!  –  Kassandra  postawiła  spraw  na  przysłowiowym  ostrzu 
noŜa. 

Candy znowu zaczęła klaskać w rączki. 
– Kosi-kosi-łapci, tak się nazywa to, co ten szkrab te: wyprawia. Zgadza 

się? – mruknął z cicha mocno zafrasowany Gabriel. 

– Tak. A dalszy ciąg pan zna? – zapytała Kassandra. 
– Nie. A jak to dalej idzie? 
– Kosi-kosi-łapci pójdziemy do babci, a od babci do taty, tam jest kiciuś 

kosmaty! 

Gabe westchnął głęboko. 
– Z babcią się zgadza – stwierdził. – Ale taty tego szkraba nie zamierzam 

udawać, nawet jeśli się zdecyduję zabrać do Georgii was obie: panią i Candy. 

– Jeśli się pan zdecyduje nas zabrać, proponuję przejście na ty. 
– Nnno, cóŜ... – zamyślił się Gabriel. – Niech ci będzie, Kassie! 
– Brawo, Gabe! Dokonałeś słusznego wyboru. – Rozradowana Kassandra 

O’Hara cmoknęła swojego fikcyjnego narzeczonego w policzek. 

– Tak bardzo ci zaleŜy na tym gratisowym mieszkaniu? 
– Piekielnie! A tobie na pokazaniu się u rodzinki z dziewczyną, a nawet 

od razu z dwiema? 

– Jak diabli! 
– No, to moŜemy dać sobie buzi. 
– Czemu nie? – mruknął Gabriel i cmoknął swoją fikcyjną narzeczoną w 

same usta. 

Pyszna  dziewczyna,  chociaŜ  zupełnie  nie  w  moim  typie  i  na  dodatek  z 

przychówkiem, pomyślał. Ale naprawdę pyszna! Gdyby nie ta cała Candy. 

– Gabe, podręczny bagaŜ mam tutaj, w torbie, ale rzeczy Candy są jeszcze 

w  taksówce!  –  wyrwała  go  z  rozmyślań  Kassandra  O’Hara.  –  Trzeba  to 
wszystko  przynieść  i  załadować  do  samolotu:  fotelik  samochodowy,  torbę  z 
pieluchami,  kojec,  chodzik,  huśtawkę,  składane  krzesełko,  spacerowy  wózek, 
nosidło. 

–  Wielkie  nieba!  –  wykrzyknął  Gabriel  i  złapał  się  za  głowę.  –  AŜ  tyle 

gratów dla jednego małego szkraba? 

– Zabrałam tylko to, co najpotrzebniejsze. 
– I pewnie przyjechałaś na lotnisko taksówką bagaŜową? 
– Zgadza się – przytaknęła Kassandra i wybuchnęła śmiechem. 
Zaaferowany  Gabriel  Cayne  rozejrzał  się  dookoła  w  poszukiwaniu 

bagaŜowego, ale Ŝadnego akurat w pobliŜu nie dostrzegł. 

– Chyba namówię tego wąsacza, co to gapi się na nas bez przerwy od iluś 

tam minut, Ŝeby łaskawie ruszył tyłek zza biurka i pomógł mi przetransportować 
cały ten kram Candy z taksówki do samolotu – stwierdził. 

Mniej więcej dziesięć minut później, po załadowaniu na pokład samolotu 

fotelika,  torby,  kojca,  chodzika,  huśtawki,  krzesełka,  wózka  i  nosidła,  Gabriel 

background image

Cayne mógł wydać Artowi Oxfordowi polecenie startu. 

PoniewaŜ  tym  razem  wieŜa  kontrolna  lotniska  nie  czyniła  juŜ  Ŝadnych 

przeszkód, maszyna wzbiła się wreszcie w powietrze. 

Gabe rozparł się wygodnie w swoim prezesowskim fotelu. 
Kassandra  O’Hara,  jego  fikcyjna narzeczona,  przysiadła  obok,  trzymając 

na kolanach swoją córeczkę Candy. 

– Mamama. Tatata – gaworzyło z zapałem maleństwo. 
Gabe  próbował  przeglądać  papiery,  ale  poniewaŜ  głośne  pokrzykiwanie 

Candy uniemoŜliwiało mu uwaŜne wczytanie się w ich treść, na przekór swoim 
długoletnim przyzwyczajeniom zrezygnował z pracy w czasie lotu. 

– Jak to jest? – spytał Kassandrę, spoglądając raz na nią, raz na malucha. 

– Kosi-kosi-łapci... 

–  ...lecimy  do  babci!  –  palnęła  w  odpowiedzi  z  trochę  bezczelnym 

uśmiechem. 

Rozradowana Candy zaczęła z zacięciem bić brawo. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 
Kiedy  po  kilkunastu  minutach  lotu  Candy  słodko  usnęła  w  ramionach 

mamy, Gabriel wrócił do swoich biznesowych papierów. 

Studiował je zawzięcie aŜ do końca półtoragodzinnej lotniczej podróŜy z 

Pensylwanii do Georgii, nie próbując zabawiać Kassandry rozmową i w gruncie 
rzeczy zupełnie nie zwracając uwagi na jej obecność. 

Gdy  juŜ  wysiedli  z  samolotu  na  lotnisku  w  Atlancie  i  zajęli  miejsca  w 

luksusowej  limuzynie,  która  miała  ich  zawieźć  do  rezydencji  państwa 
Cayne’ów, równieŜ sięgnął do teczki po dokumenty. 

–  Chwileczkę!  –  odezwała  się  wówczas  Kassandra,  nie  kryjąc 

zniecierpliwienia.  –  Powinniśmy  chyba  w  końcu  trochę  porozmawiać,  nie 
sądzisz? 

– O czym, na przykład? – spytał Gabe. 
– Powiedz raczej: o kim! – sprostowała. – W pierwszym rzędzie o tobie i 

o  twoich  najbliŜszych.  Powinnam  chyba  coś  niecoś  wiedzieć  o  rodzinie 
Cayne’ów, jeśli juŜ mam udawać twoją narzeczoną. 

– Sama się powoli rozpatrzysz w naszych rodzinnych układach, snucie w 

tej chwili jakichś tam opowieści nie ma sensu – stwierdził. – Zresztą, zabrakłoby 
nawet na to czasu, bo zaraz będziemy na miejscu. 

Istotnie, po paru zaledwie minutach jazdy samochód zatrzymał się przed 

okazałą  willą,  a  właściwie  stylowym  pałacykiem  o  nieskazitelnie  białych, 
połyskujących w słońcu ścianach. 

– To tu – mruknął Gabe. 
– Wspaniała rezydencja! 
– Ja osobiście nie gustuję w takiej architekturze. 
– O gustach trudno dyskutować – stwierdziła sentencjonalnie Kassandra. 
– Nie dyskutujmy więc, tylko wysiadajmy i wchodźmy do środka. 
Kiedy  Gabe  otworzył  przed  Kassandra  frontowe  drzwi  rodzinnej 

rezydencji  i  wprowadził  ją  do  głównego  hallu,  stanęła  zdumiona.  Wnętrze 
ś

wietliście białego budynku okazało się zaskakująco mroczne, chłodne i ponure. 

Drzwi do wszystkich pomieszczeń były szczelnie pozamykane. Absolutnie nikt 
nie czekał na gości. 

–  Zaprowadzę  cię  teraz  do  gościnnego  pokoju  na  piętrze  –  odezwał  się 

Gabe, zniŜając głos niemal do szeptu. – Będziesz mogła połoŜyć  małą, czy jak 
tam chcesz. 

Wspięli  się  schodami  na  górę.  Gabe  zostawił  Kassandrę  w  obszernym 

pokoju  z  duŜym,  podwójnym  łoŜem,  a  sam  wrócił  do  samochodu  po  rzeczy 
Candy. 

Ledwie wyszedł, drzwi pokoju otworzyły się. 
Stanęła  w  nich  niewysoka,  siwowłosa  starsza  pani  w  skromnej  szarej 

sukience.  Wsparta  na  laseczce,  dzierŜyła  pod  pachą  komplet  bielizny 

background image

pościelowej i ręczników. 

– Czy coś nie w porządku z młodym panem Cayne’em? – zapytała. 
–  Słucham?  –  odezwała  się  na  to  Kassandra,  zastanawiając  się 

gorączkowo, kim teŜ jej rozmówczyni moŜe być. 

– Pytałam, czy z panem Cayne’em jest moŜe coś nie w porządku. 
–  Ale  dlaczego?  –  wykrztusiła  Kassandra,  dochodząc  do  wniosku,  Ŝe 

starsza  pani  ze  stertą  prześcieradeł  i  ręczników  pod  pachą  to  pewnie  jakaś 
wieloletnia gosposia państwa Cayne’ów. 

– Dlaczego pytałam? 
– Właśnie. 
– A czy mogłam nie zapytać, kiedy wyskoczył stąd jak oparzony i gdzieś 

popędził? 

– Pan Cayne poszedł po rzeczy mojej małej. 
– Jakiej znów małej? 
– Nnno... mojej małej córeczki – wykrztusiła Kassandra i wskazała drŜącą 

lekko ręką na łóŜko, na którym leŜała rozespana Candy. 

Starsza pani podeszła bliŜej i przyjrzała się dziecku. 
–  Ach,  więc  to  tak!  –  stwierdziła,  nie  kryjąc  ironii.  –  Coś  niecoś  się 

pokomplikowało  w  bezproblemowym  kawalerskim  Ŝyciu  młodego  pana 
Cayne’a! 

Kassandra  była  trochę  zdziwiona,  Ŝe  gosposia  pozwala  sobie  na  taką 

bezceremonialność  w  stosunku  do  syna  swoich  chlebodawców.  Kładąc  jednak 
jej  poufały  sposób  wysławiania  się  na  karb  sędziwego  wieku  i  wieloletniego 
zapewne staŜu pracy u państwa Cayne’ów, wyjaśniła: 

– Pan Cayne nie spodziewał się, Ŝe zabiorę Candy ze sobą. Dlatego czuje 

się  moŜe  trochę...  hm...  przytłoczony.  PodróŜ  z  małym  dzieckiem  jest  zawsze 
dość  kłopotliwa,  trzeba  wziąć  sporo  bagaŜu:  fotelik,  chodzik,  huśtawkę, 
krzesełko, nosidło. Ale ja nie chciałam rozstawać się z córeczką na jej pierwsze 
w Ŝyciu święta BoŜego Narodzenia. 

– I słusznie, moje dziecko! – stwierdziła starsza pani. – BoŜe Narodzenie 

to  przecieŜ  taki  szczególny  czas,  w  którym  ludzie  powinni  się  gromadzić, 
łączyć,  a  nie  rozdzielać.  Zresztą,  jak  tu  się  rozstać  na  całe  święta  z  takim 
cudownym maleństwem? 

– Prawda? – ucieszyła się Kassandra. – Ale pan Cayne chyba nie uwaŜa, 

Ŝ

e Candy jest aŜ taka cudowna – dodała melancholijnie. 

– A to bęcwał! – palnęła starsza pani. Kassandra zaniemówiła. 
Starsza  pani  zostawiła  tymczasem  bieliznę  pościelową  w  pokoju  i 

przeszła  z  ręcznikami  do  przyległej  łazienki.  Po  chwili  stamtąd  wróciła  i 
zarządziła: 

– Teraz pani potrzyma swoje dziecko, a ja pościelę łóŜko! 
–  Nie,  proszę  raczej  usiąść  i  potrzymać  małą,  a  ja  pościelę  – 

zaproponowała Kassandra. 

– Gdyby mnie nogi nie bolały, nigdy nie zgodziłabym się na coś takiego, 

background image

ale poniewaŜ trochę mnie bolą, z ochotą przyjmuję pani propozycję. 

Starsza pani ulokowała się w fotelu. Kassandra podała jej Candy, a sama 

zajęła się łóŜkiem. 

Kołysząc lekko małą w ramionach, starsza pani zapytała: 
– Skąd pani pochodzi, moje dziecko? 
– Z Pensylwanii. 
– Pracuje pani z Gabe’em? 
– Nie. Tylko mieszkamy po sąsiedzku. 
–  Ach,  rozumiem!  –  Starsza  pani  uśmiechnęła  się  i  pokiwała  znacząco 

głową. 

Na całe szczęście ta sympatyczna staruszka nic nie rozumie! – pomyślała 

sobie  Kassandra.  –  Bo  gdyby  zorientowała  się,  Ŝe  odgrywamy  z  Gabe’em 
komedię... 

–  Komedia  z  tym  Gabe’em!  –  odezwała  się  starsza  pani.  –  Doczekał 

trzydziestki,  a  dopiero  po  raz  pierwszy  zjawił  się  w  domu  rodziców  ze  swoją 
sympatią. 

–  MoŜe  wcześniej  nie  interesował  się  kobietami?  –  zasugerowała 

Kassandra. 

– Z tego, co słyszałam, to interesował się aŜ za bardzo! Ale chyba się po 

prostu  wstydził  tych  wszystkich  rozpieszczonych,  nadętych  i  przemądrzałych 
damulek,  z  którymi  wcześniej  miewał  do  czynienia.  Jestem  stuprocentowo 
pewna,  Ŝe  Ŝadna  z  nich  nie  pomogłaby  starszej  kobiecie  w  ścieleniu  własnego 
łóŜka, tak jak pani robi to w tej chwili, moje dziecko! 

Kassandra uśmiechnęła się, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. 
Komplement starszej pani wprawił ją w zakłopotanie. Nie robiła przecieŜ 

niczego  szczególnego,  ścieląc  łóŜko  i  wyręczając  w  ten  sposób  osobę,  która 
według jej rozeznania powinna juŜ dawno korzystać z emerytury, a nie męczyć 
się na słuŜbie u państwa Cayne’ów. 

Swoją  drogą,  czy  oni  nie  widzą,  Ŝe  ta  kobieta  jest  zbyt  sędziwa  i 

schorowana, jak na gosposię? – zadała sobie w duchu pytanie. 

Nim  zdąŜyła  pomyśleć  nad  odpowiedzią,  drzwi  pokoju  otworzyły  się  na 

ościeŜ i stanął w nich Gabriel, obarczony kojcem i huśtawką Candy. 

–  Nie  rozumiem,  czy  jeden  mały  dzieciak  naprawdę  musi  mieć  aŜ  tyle 

gratów?  –  zaczął  zrzędliwie  narzekać  juŜ  od  progu,  ale  spostrzegłszy 
usadowioną w fotelu starszą panią, zmienił nagle ton i wykrzyknął radośnie: 

– Babcia Emma! 
Dowiedziawszy  się,  kim  jest  naprawdę  rzekoma  gosposia,  Kassandra  z 

wraŜenia aŜ przysiadła na łóŜku. A starsza pani Cayne ofuknęła wnuka: 

– Nie rozumiesz jeszcze wielu waŜnych rzeczy, młody człowieku! 
– Na przykład, czego? 
– Na przykład tego, Ŝe takie maleństwo – wskazała głową na Candy – nie 

powinno  dłuŜej  niŜ  kilka  godzin  dziennie  przebywać  z  dala  od  mamy.  A  ty 
podobno nie chciałeś zabrać tego ślicznego bobaska do nas na święta! 

background image

–  Ja?  Nie  chciałem?  –  Gabriel  Cayne,  trzydziestoletni  udziałowiec  i 

prezes  zarządu  korporacji  „Cayne  Enterprises”,  zaczął  się  tłumaczyć  przed 
babcią  niczym  przyłapany  na  jakimś  niecnym  postępku  sztubak.  –  Ja  chciałem 
tylko... – Zawahał się, szukając w myślach jakiejś prawdopodobnej wymówki. – 
Tylko  się  obawiałem,  Ŝe  obecność  małego  dziecka  w  domu  będzie  dla  ciebie 
męcząca i denerwująca – wyjaśnił. 

–  TeŜ  wymyśliłeś!  – oburzyła  się  starsza pani.  –  Czy  taki  słodki  aniołek 

mógłby  mi  w  czymkolwiek przeszkadzać?  Przyznaj  się  lepiej  bez bicia,  młody 
człowieku:  nie  chciało  ci  się  dźwigać  tego  całego  dziecięcego  ekwipunku, 
prawda? 

– Nnno... moŜe trochę – wykrztusił Gabe i poczerwieniał ze wstydu aŜ po 

same uszy. 

–  I  dlatego  robiłeś  niepotrzebne  wymówki  tej  uroczej  młodej  damie?  – 

Babcia wskazała na wciąŜ jeszcze oniemiałą i osłupiałą Kassandrę. 

– Nnno tttak, trochę robiłem. 
– A co w takim razie powinieneś zrobić teraz? 
– Prze... przeprosić – wyjąkał Gabe. 
–  Więc  na  co  jeszcze  czekasz?  Czy  moŜe  na  to,  Ŝebym  ci  dla  zachęty 

przetrzepała skórę moją laską? 

Gabriel  Cayne,  trzydziestoletni  udziałowiec  i  prezes  zarządu  korporacji 

„Cayne  Enterprises”,  nie  czekał  juŜ  na  nic,  tylko  czym  prędzej  wypręŜył  się 
przed  Kassandrą  na  baczność,  grzecznie  się  ukłonił  i  wypowiedział  z  powagą 
jedno krótkie, lecz jakŜe waŜkie słowo: 

– Przepraszam. 
–  No,  to  rozumiem!  –  Starsza  pani  nareszcie  była  w  pełni 

usatysfakcjonowana. –  Teraz  moŜesz  mi  juŜ  z  czystym  sumieniem  przedstawić 
swoją narzeczoną – poleciła wnukowi. 

Gabe  podał  oszołomionej  Kassandrze  rękę  i  pomógł  jej  wstać,  po  czym 

podprowadził ją przed oblicze seniorki rodu Cayne’ów. 

– To jest Kassandra O’Hara, babciu, moja narzeczona – oznajmił. 
–  Miło  mi  cię  poznać,  moje  dziecko  –  powiedziała  serdecznie  starsza 

dama. – Pozwolisz, Ŝe będę ci mówiła po imieniu? 

– Oczywiście, proszę pani! – skwapliwie zgodziła się Kassandra. 
–  MoŜesz  mi  się  śmiało  rewanŜować.  Jestem  Emmalee.  W  skrócie  po 

prostu Emma. MoŜesz mnie tak nazywać. 

– Dziękuję. 
– A teraz zabierz juŜ ode mnie swoje słodkie maleństwo, bo muszę wstać 

z tego fotela i maszerować do zajęć. 

– Tak, proszę pani. 
– Wcale nie tak! – obruszyła się babcia Emma. – Miałaś przecieŜ zwracać 

się do mnie po imieniu! 

– Tak, Emmo – poprawiła się Kassandra. – JuŜ biorę od ciebie małą. 
Posłusznie wzięła Candy na ręce. 

background image

Gabe z kolei podbiegł do babci, Ŝeby pomóc jej wstać. 
–  Nie  trzeba,  sama  sobie  poradzę,  młody  człowieku  –  stwierdziła, 

odmawiając skorzystania z pomocy. 

Wsparła się na lasce i podniosła się z fotela. Gdy dość dziarskim krokiem 

podeszła do drzwi, zatrzymała się w nich jeszcze na moment. 

–  Mam  nadzieję,  Gabe  –  zwróciła  się  do  wnuka  –  Ŝe  rozgościsz  się  w 

innym pokoju, a tutaj Kassandra będzie spała tylko z dzieckiem. 

– AleŜ oczywiście, babciu! Skoro dla Candy nie  ma osobnego pokoiku i 

skoro  ty  sobie  Ŝyczysz,  Ŝebyśmy,  przebywając  w  twoim  domu,  zachowali 
określone formy. 

–  A  Ŝyczę  sobie,  Ŝyczę!  –  oświadczyła  starsza  pani  Cayne.  –  No,  to  do 

miłego zobaczenia na kolacji – rzuciła jeszcze i z godnością wyszła. 

Gabe zamknął za nią drzwi. 
–  Uff!!!  –  odetchnął  z  ulgą.  –  Najgorsze  chyba  mamy  juŜ  za  sobą!  Na 

szczęście babcia Emma zaakceptowała ciebie i dziecko... 

– I na szczęście zabroniła nam nocować w jednym pokoju! – weszła mu w 

słowo Kassandra. 

Gabe uśmiechnął się i mruknął rozmarzony: 
–  Na  szczęście  będę  niedaleko.  –  Na  szczęście  twoja  energiczna  babcia 

teŜ! – sprowadziła go z nieba na ziemię Kassandra. 

 
Kiedy Gabriel zastukał w porze kolacji do drzwi pokoju Kassandry, zastał 

ją w kąpielowym szlafroku. 

– Dziewczyno, to ty jeszcze nie jesteś gotowa? – zdziwił się. 
– Wejdź i chwileczkę zaczekaj – poprosiła. – Brałam prysznic, za chwilę 

się  ubiorę.  Candy  spała  prawie  do  tej  pory,  nie  chciałam  się  kręcić  po  pokoju, 
Ŝ

eby jej za wcześnie nie zbudzić, sam rozumiesz. 

–  Rozumiem,  rozumiem  –  mruknął  Gabe,  choć  w  istocie,  przy  całej 

swojej rozległej wiedzy z róŜnych dziedzin, nie miał zielonego pojęcia o tym, w 
jakich godzinach kilkumiesięczne dziecko powinno spać w ciągu dnia i o jakiej 
porze moŜna je ewentualnie obudzić. 

– Tata. Tatata – zawołała Candy ze swego kojca na widok wchodzącego 

do pokoju męŜczyzny. 

– Poznaje cię! – zaŜartowała Kassandra. 
–  Nie  było  umowy,  Ŝe  będę  udawał  jej  ojca  –  przezornie  zastrzegł  się 

Gabe. 

–  UwaŜasz,  Ŝe  taka  rola  byłaby  dla  ciebie  za  trudna?  –  prowokacyjnie 

zapytała Kassandra. 

– W kaŜdym razie nie mieściłaby się w moim scenariuszu. Zgodnie z tym, 

co  nazmyślałem  babci  Emmie  przez  telefon,  spotykamy  się  mniej  więcej  od 
czterech miesięcy, a więc ojcostwo... hm... 

– Nie wchodzi w grę? 
 – Właśnie! 

background image

–  W  porządku.  Skoro  ustaliliśmy  juŜ  szczegóły  scenariusza,  moŜemy 

zejść  na  rodzinną  kolację  i  odegrać  następny  fragment  przedstawienia.  Zaraz 
będę gotowa, tylko się ubiorę. 

Kassandra weszła do łazienki. Gabriel postał chwilę bezczynnie na środku 

pokoju, po czym podszedł do kojca i odezwał się do małej: 

– Cześć, szkrabie! Jestem Gabe. 
– Tata! – donośnie i radośnie wykrzyknęła Candy. 
– Nie Ŝaden tata, tylko Gabe! 
– Gaga. 
–  To  juŜ  lepiej.  Chodź,  wezmę  cię  na  ręce,  Ŝebyś  się  do  mnie 

przyzwyczaiła. 

Candy bez oporów pozwoliła wyciągnąć się z kojca i podnieść wysoko do 

góry. Gabriel przemaszerował z nią przez pokój pod drzwi łazienki i zawołał z 
dumą do ukrytej za nimi Kassandry: 

– Wziąłem małą na ręce! 
– I co? – odkrzyknęła. 
– Nic. Trzymam ją. 
– A co ona na to? 
– TeŜ nic. To znaczy... Ech, do licha! 
– Co się stało? 
– Nic. Tylko właśnie mnie opluła. Napluła mi na rękaw marynarki. 
–  Widocznie  ślinka  jej  cieknie  na  tę  uroczystą  kolację  –  zakpiła 

Kassandra. 

– Na to wygląda – przytaknął z rezygnacją Gabriel. 
– Chyba wsadzę tę małą plujkę z powrotem do klatki, to znaczy do kojca. 
– Nie warto, Gabe. Ja juŜ wychodzę i zaraz ją od ciebie wezmę. 
Kassandra otworzyła drzwi łazienki. 
W  eleganckiej,  choć  prostej,  wieczorowej  sukience,  z  rozpuszczonymi 

jasnymi  włosami  i  z  lekkim,  subtelnym,  niemalŜe  niewidocznym  makijaŜem, 
wyglądała prześlicznie. 

– Nieźle! – ostroŜnie ujawnił jej swój podziw Gabe. 
– Ty teŜ niczego sobie – odpłaciła mu podobną monetą. 
– A tak naprawdę, to cudownie! 
– Wspaniale! 
– Oszałamiająco! 
– Bez zarzutu! 
– Stop. Koniec licytacji. 
–  Dlaczego?  Ja  dopiero  zaczynałam  się  rozkręcać  –  zaprotestowała 

Kassandra. 

– Pomyliłaś się, więc wypadłaś z gry. Nie prezentuję się bez zarzutu, bo 

moŜna mi zarzucić, Ŝe mam opluty rękaw – roześmiał się Gabe. 

– Racja. Twoje na wierzchu. W nagrodę moŜesz znieść małą na dół. 
– Mhm... Wszystko wskazuje na to, Ŝe zostałem zrobiony na szaro. 

background image

–  Chyba  przez  krawca,  który  ci  uszył  ten  elegancki  szary  garnitur!  – 

zakpiła Kassandra. 

– Tym razem twoje na wierzchu – przyznał. – Mamy remis. 
– Więc podzielmy się po równo obowiązkami. Ty znosisz małą na dół, a 

na czas oficjalnej prezentacji ja ją od ciebie zabieram. Zgoda? 

– Nnno... MoŜe być. 
 
Oficjalnej prezentacji wcale nie było. 
Rodzice  Gabriela  i  babcia  Emma  od  razu  rzucili  się  bowiem  na  wyścigi 

ku małej Candy i z miejsca zaczęli ją, kaŜde po swojemu, zabawiać. 

–  Oj,  bo  zanadto  ją  państwo  rozpieścicie  –  upomniała  ich  delikatnie 

Kassandra. 

Musiała się bardzo pilnować, by nie wybuchnąć śmiechem na widok dwu 

eleganckich  dam  i  dystyngowanego  dŜentelmena,  odgrywających  przed  jej 
ośmiomiesięczną córeczką coś w rodzaju komicznej pantomimy. 

–  PrzecieŜ  dziadkowie  właśnie  po  to  są,  Ŝeby  miał  kto  rozpieszczać 

wnuczęta! – stwierdził entuzjastycznym tonem ojciec Gabe’a. 

– A pradziadkowie tym bardziej! – dodała z werwą babcia Emma. 
Kiedy  w  końcu,  dzięki  usilnym  staraniom  Gabriela,  doszło  jednak  do 

prezentacji,  Kassandra  dowiedziała  się,  Ŝe  młodsza  pani  Cayne,  wysoka, 
szczupła  i  pełna  uroku  dama  po  pięćdziesiątce,  ma  na  imię  Loretta,  a  równieŜ 
pięćdziesięciokilkuletni, przystojny i ujmujący pan Cayne ma na imię Sam. 

Sam  poprosił  Kassandrę,  by  pozwoliła  mu  wziąć  na  chwilę  Candy  na 

ręce, a potem, zamiast zajmować miejsce za stołem, zaczął z nią tańczyć walca 
po pokoju. 

–  Posadź  tę  małą  ślicznotkę  w  jej  wysokim  foteliku  i  siadaj  z  nami  – 

poleciła mu Loretta. 

–  Usiądę,  ale  potrzymam  ją  jeszcze  trochę  na  kolanach.  I  tak  nie  będzie 

jadła przystawek, prawda, Kassandro? 

Kassandra skinęła głową. 
–  Ty  ją  potrzymasz  na  kolanach  przy  przystawkach,  ale  ja  ją  później 

pokarmię  głównym  daniem  –  zapowiedziała  męŜowi  pani  Cayne.  –  Dobrze, 
Kassandro? 

Kassandra skinęła głową. 
–  A  ja  ją  pokarmię  deserem!  –  zaofiarowała  się  babcia  Emma.  –  Zgoda, 

Kassandro? 

Kiedy  Kassandra  skinęła  głową  po  raz  trzeci,  Gabriel  wybuchnął 

ś

miechem. 

–  I  cóŜ  cię  tak  niesamowicie  ni  stąd,  ni  zowąd  rozbawiło,  młody 

człowieku? – zapytała go z lekką przyganą w głosie seniorka rodu. 

– Fakt, Ŝe moja rodzinką przepada za małymi szkrabami! – odpowiedział. 

– Nie miałem o tym pojęcia. 

–  Tym  bardziej  my  nie  mieliśmy  pojęcia,  Ŝe  ty  teŜ  lubisz  małe  dzieci, 

background image

szkrabie. 

– Ja juŜ od dawna jestem dorosły, babciu! – obruszył się Gabe. 
–  Jak  dla  kogo,  kochasiu!  I  zaleŜy,  w  jakiej  dziedzinie.  W  biznesie 

prawdopodobnie tak, ale na pewno nie w Ŝyciu osobistym. 

–  Babciu,  przecieŜ  wiesz,  Ŝe  właśnie  postanowiłem  się  ustatkować. 

Zaręczyliśmy się z Kassandrą... 

– Dzięki Bogu! Widocznie moje modlitwy zostały wysłuchane. 
– I moje równieŜ! – dodała Loretta. 
– Skoro juŜ jesteście zaręczeni – odezwał się na to Sam trochę nosowym 

głosem, poniewaŜ właśnie pozwolił Candy ciągnąć się dla zabawy za swój organ 
powonienia – to moŜe po prostu pobralibyście się w te święta? 

Gabriela tak zamurowało, Ŝe zdołał wykrzyknąć tylko jedno słowo: 
– Nie! 
Po czym bezradnie zamilkł, z braku argumentów. 
–  A  właściwie,  dlaczego  nie?  –  zapytała  podejrzliwym,  prokuratorskim 

tonem babcia Emma. 

Gabe zesztywniał. 
–  Bo  ja  mam  jeszcze  osiemnaście  miesięcy  nauki  przed  sobą!  Trzy 

semestry – wyjaśniła Kassandra, nie tracąc zimnej krwi. 

Gabe odetchnął z ulgą i rozluźnił się nieco. 
– Tak, Kassandra ma przed sobą jeszcze półtora roku studiów. To znaczy 

trzy  semestry  –  stwierdził  autorytatywnym  tonem  osoby  poinformowanej  bez 
porównania lepiej od reszty towarzystwa. 

– A co studiuje? – zainteresował się Sam. 
– Co studiuje? – wykrztusił Gabe, drętwiejąc po raz wtóry. 
–  Studiuję  pedagogikę  –  pośpieszyła  mu  na  ratunek  Kassandra.  –  Chcę 

zostać nauczycielką. 

–  Kassandra  wspaniale  sobie  radzi  z  małymi  dziećmi  –  skwapliwie 

dorzucił Gabe. 

–  Z  duŜymi  dziećmi  chyba  teŜ,  skoro  poradziła  sobie  nawet  z  tobą!  – 

mruknęła babcia Emma. 

Całe zgromadzone przy stole towarzystwo, nie wyłączając małej Candy, a 

nawet duŜego Gabriela, wybuchnęło gromkim śmiechem. 

– Czy wiesz, co ci powiem, młody człowieku? – zagadnęła wnuka starsza 

pani Cayne, nagle powaŜniejąc. 

– Ciekaw jestem. 
–  Jak  się  śmiejecie,  to  jesteście  z  Candy  kropka  w  kropkę  do  siebie 

podobni. 

– AleŜ, babciu! PrzecieŜ Candy nie jest moją córką – wyjaśnił Gabe. – Jak 

wiesz,  spotykamy  się  z  Kassandrą  dopiero  od  czterech  miesięcy,  tymczasem 
mała juŜ ma osiem. A przedtem musiało minąć mniej więcej dziewięć. 

–  Wiem!  Przekroczyłam  osiemdziesiątkę,  ale  jeszcze  pamiętam,  jak  to 

jest, młody człowieku, więc nie musisz mi tego aŜ tak dokładnie tłumaczyć! 

background image

– Całe szczęście! Tak czy inaczej, babciu, nie jestem ojcem Candy. 
– Ale moŜesz ją adoptować! – nie dawała za wygraną starsza pani. 
Gabe chwycił bardzo głęboki oddech. 
– Nnno... tttak... mogę – wykrztusił. 
– A chcesz? 
Gabe  spojrzał  pytająco  na  Kassandrę,  ale  poniewaŜ  z  oczywistych 

względów nie wyręczyła go tym razem w odpowiedzi, wzniósł oczy ku niebu i 
jęknął: 

– Wielki BoŜe, czy ja chcę? 
Po czym zdeklarował się desperackim tonem: 
– Oczywiście! 
– To bardzo dobrze – pochwaliła wnuka babcia Emma. – Dziecku trzeba 

zapewnić poczucie bezpieczeństwa, prawda, Kassandro? 

Kassandra uśmiechnęła się i skinęła głową. 
– A dla pełnego poczucia bezpieczeństwa trzeba teŜ dziecku dać nazwisko 

–  kontynuowała  starsza  pani.  –  Za  zgodą  matki,  oczywiście.  Czy  zgodzisz  się, 
Kassandro, Ŝeby Candy nosiła po waszym ślubie nazwisko Cayne, zamiast... 

Babcia Emma zawahała się w tym momencie. 
– O’Hara? – podpowiedziała jej Kassandra. 
– Właśnie! 
– Po ślubie tak. 
– Candy Cayne, jak to jedno z drugim wspaniale brzmi! – rozpromieniła 

się babcia. 

– I jakie zgrabne tworzy inicjały – dodała Loretta. 
– CC. Tak samo, jak Claudia Cardinale! – ucieszył się Sam. 
–  Albo  jak  Cindy  Crawford!  –  dodał  w  nagłym  przypływie  wisielczego 

humoru Gabe. 

–  Ja  pewnie  tego  nie  doczekam,  ale  juŜ  dziś  jestem  stuprocentowo 

przekonana,  Ŝe  nasza  Candy,  kiedy  dorośnie,  będzie  jeszcze  sławniejsza  i 
piękniejsza  od  obydwu  tych  sławnych  piękności  –  stwierdziła  z  przekonaniem 
babcia Emma, podsumowując rodzinną debatę. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 
PoniewaŜ po kolacji Loretta i Sam Cayne’owie zaproponowali, Ŝe zajmą 

się wieczorem małą Candy, a babcia Emma natychmiast dodała, Ŝe z największą 
przyjemnością  im  pomoŜe,  Gabriel,  niewiele  myśląc,  zaprosił  Kassandrę  do 
kina, na jakąś romantyczną komedię. 

– Nieźle nam idzie, prawda? – zagadnął ją, gdy po seansie wsiedli juŜ do 

samochodu. 

– Nie najgorzej, chociaŜ zdarzyło się kilka podbramkowych sytuacji. 
– Babcia w roli gosposi? 
– Na przykład. AŜ mnie zatkało, kiedy się zorientowałam, kim naprawdę 

jest ta starsza pani, która przyniosła mi pościel i ręczniki. 

–  A  mnie  zamurowało,  kiedy  ojciec  wpadł  na  pomysł  naszego  ślubu  i 

wyprawienia nam natychmiastowego wesela. 

– ZauwaŜyłam! Całe szczęście, Ŝe nas uratowały moje studia. 
– No i twój szybki refleks. Wybrnęłaś po prostu znakomicie! – pochwalił 

Kassandrę  Gabe.  –  Tylko  ja,  dureń,  nie  miałem  niestety  pojęcia,  co  właściwie 
studiujesz – dodał samokrytycznie. 

– Ty w ogóle bardzo mało o mnie wiesz, a ja o tobie. Chcąc na przyszłość 

uniknąć wpadki, powinniśmy chyba wymienić między sobą jakieś podstawowe 
informacje. 

–  TeŜ  tak  myślę  –  zgodził  się  Gabe.  –  Najlepiej  porozmawiajmy  zaraz, 

zanim wrócimy do domu. 

– W samochodzie? 
– Bez przesady. Jest tu niedaleko taka mała, spokojna kawiarenka. 
Podjechali  pod  skromny,  lecz  sympatycznie  prezentujący  się  z  zewnątrz 

lokalik,  weszli  do  środka,  usiedli  przy  ustronnie  usytuowanym  stoliku  i 
zamówili po małej kawie ze śmietanką. 

–  MoŜemy  spokojnie  porozmawiać,  do  domu  nie  musimy  się  śpieszyć  – 

stwierdził z uśmiechem Gabe. – Moi rodzice i babcia nawet nie zauwaŜą naszej 
dłuŜszej nieobecności, skoro mają Candy. Ten mały szkrab po prostu ich urzekł, 
od pierwszego wejrzenia! 

– Lubią dzieci? 
Gabe wzruszył ramionami i mruknął: 
– Szczerze mówiąc, nigdy dotąd się nad tym nie zastanawiałem, ale w tej 

chwili mam wraŜenie, Ŝe tak. 

–  Moi  rodzice  wprost  przepadają  za  Candy!  –  stwierdziła  z  dumą 

Kassandra.  –  I  sporo  mi  pomagają,  za  co  jestem  im  ogromnie  wdzięczna.  Bez 
tego nie poradziłabym sobie ze studiami i pracą. 

– To ty studiujesz, wychowujesz dziecko i jeszcze na dodatek pracujesz? 

– zdziwił się Gabriel. 

–  Nie  mam  wyjścia,  muszę  zarabiać  na  Ŝycie.  Pracuję  na  pół  etatu, 

background image

wieczorami. 

– Wieczorami? – Gabe był z lekka skonsternowany. 
–  Jako  kelnerka  –  uspokoiła  go  Kassandra.  –  W  lokaliku  mniej  więcej 

takim, jak ten. 

–  Niezła  jesteś,  skoro  sobie  z  tym  wszystkim  radzisz,  słowo  daję!  – 

Konsternacja przeszła u Gabriela w maskowany z trudem podziw. – Opowiedz 
mi o sobie coś więcej. Coś o Ŝyciu zaradnej kobiety. 

–  Ech!  –  lekcewaŜąco  machnęła  ręką.  –  Moje  Ŝycie  „zaradnej”,  jak 

powiadasz,  kobiety,  samotnej,  pracującej  i  studiującej  matki,  jest  prozaiczne  i 
monotonne.  Nie  robię  nic  wielkiego.  Nie  obracam  się  w  wielkim  świecie,  nie 
zarządzam wielką korporacją, nie załatwiam wielkich interesów. 

–  Ale  robisz  w  Ŝyciu  to,  co  chcesz  robić,  nie  działasz  wbrew  sobie, 

prawda? 

– No, raczej tak. 
– Raczej? 
– Zdecydowanie tak! – przyznała po chwilowym namyśle Kassandra. 
–  Brawo!  I  robisz  wszystko,  co  do  ciebie  naleŜy,  wypełniasz  wszelkie 

swoje obowiązki, domowe, słuŜbowe i tak dalej? 

– Bardzo się staram i jakoś mi się to udaje. 
– I dąŜysz konsekwentnie do celu, który chciałabyś w Ŝyciu osiągnąć? 
– W miarę konsekwentnie. 
–  W  takim  razie  jesteś  przesadnie  krytyczna,  bo  twoje  Ŝycie  to  coś 

naprawdę wielkiego i frapującego! – zawyrokował Gabriel. 

–  To  bardzo  miłe,  Ŝe  właśnie  ty  tak  uwaŜasz  –  uśmiechnęła  się  z 

satysfakcją  Kassandra.  –  ChociaŜ  w  porównaniu  z  twoim  Ŝyciem  wielkiego 
biznesmena, ta moja codzienna krzątanina to po prostu... Ech, szkoda mówić! – 
Machnęła ręką po raz wtóry. 

Po czym przełknęła odrobinę kawy i zaproponowała: 
– To moŜe teraz ty opowiesz mi coś o sobie, gruba rybo amerykańskiego 

biznesu? 

–  Wolałbym,  Ŝebyś  nazwała  mnie  rekinem,  bo  jestem  szczupły  i 

drapieŜny  –  Ŝartobliwie  zastrzegł  Gabe.  –  Ale  niech  będzie  –  zgodził  się.  – 
Streszczę  ci  mój  Ŝyciorys.  OtóŜ  rodzice  i  babcia  Emma  rozpieszczali  mnie, 
odkąd  tylko  sięgnę  pamięcią,  a  potem  nagle  przenieśli  się  z  Pensylwanii  do 
Georgii  i  zostawili  mi  na  głowie  cały  kram,  czyli  korporację  „Cayne 
Enterprises”. Inaczej mówiąc, wrzucili mnie na głęboką wodę. 

– 

Nie 

byłeś 

przygotowany 

do 

samodzielnego 

kierowania 

przedsiębiorstwem? 

–  Teoretycznie  byłem,  skoro  przez  sześć  lat  terminowałem  w  firmie  na 

róŜnych stanowiskach. 

– A praktycznie? 
–  Praktycznie,  to  przez  pierwszych  sześć  miesięcy  prezesowania 

nieustannie  dostawałem  po  nosie  od  zasiedziałych  w  „Cayne  Enterprises” 

background image

dyrektorów, kierowników działów, a nawet co poniektórych sekretarek. 

– A później? 
– Później wziąłem się w garść, wywaliłem z roboty trzech największych 

mądrali, postraszyłem całą resztę i teraz mam juŜ spokój. Wszystko idzie jak w 
zegarku. 

– Widzę, Ŝe mocny z ciebie gość! 
– Staram się. 
– Ale babci jednak trochę się boisz? 
– Ba! – roześmiał się Gabe. – PrzecieŜ sama widziałaś, Ŝe ciągle grozi mi 

laską!  Babcia  Emma  rządzi  całą  naszą  rodziną.  A  kto  rządzi  u  ciebie?  – 
zainteresował się. 

– Na pewno nie ja – odpowiedziała Kassandra. 
– Dlaczego? 
– Bo jestem najmłodsza z piątki dzieciaków, a więc ostatnia w kolejce do 

domowej władzy, po rodzicach i starszym rodzeństwie. Mam czterech braci. 

–  Nieźle!  –  z  podziwem  pokręcił  głową  Gabriel.  –  Jako  jedyna 

dziewczynka  wśród  czterech  starszych  chłopaków  teŜ  musiałaś  być  w  domu 
nieźle rozpieszczana, prawda? 

– Niestety, nie zawsze. Czasem dostawałam nieźle po głowie. I nie tylko 

– roześmiała się Kassandra. 

– Od braci? 
– I od nich, i w ogóle od Ŝycia. 
– Na przykład? 
– Na przykład po maturze nie mogłam iść od razu na studia, bo rodziców 

nie było stać na czesne. Więc musiałam najpierw trochę popracować na cały etat 
i uzbierać sobie jakieś oszczędności. 

– I co? 
– Pracowałam i oszczędzałam. 
– I w końcu znalazłaś się na wymarzonym uniwersytecie, na pedagogice? 
– Owszem. Tak właśnie ze mną było. 
– A jak było z Candy? – Gabe spytał otwarcie i bez specjalnych wstępów. 
Kassandra spojrzała na niego z ukosa. 
–  Jeśli  nie  chcesz,  to  moŜesz  mi  nie  opowiadać  tej  historii  –  mruknął 

lekko speszony. 

–  Opowiem,  czemu  nie!  Z  Jeffem,  ojcem  Candy,  chodziliśmy  przez całą 

szkołę  średnią.  Ale  co  innego  chodzić,  a  co  innego  zakładać  rodzinę,  prawda? 
Jeff  nie  okazał  się  wystarczająco  dojrzały  do  małŜeństwa  i  ojcostwa,  więc 
zniknął  z  mojego  Ŝycia  i  z  Ŝycia  Candy,  a  mnie  przypadła  w  udziale  rola 
samotnej matki. 

– CięŜko ci? 
–  Nie  powiem,  Ŝeby  było  lekko  –  dyplomatycznie  odpowiedziała 

Kassandra. – Czasem zdarzają się dość trudne chwile. 

– Na przykład? 

background image

– Na przykład, kiedy hałaśliwy sąsiad budzi mi dziecko w środku nocy i 

muszę siedzieć przy małej do bladego świtu, a zaraz rano pędzić na uczelnię na 
zajęcia! 

–  Ale  ja  przecieŜ  nic  nie  wiedziałem  o  istnieniu  Candy,  byłem 

przekonany, 

Ŝ

mieszkasz 

tylko 

tymi 

dwiema 

beznadziejnymi 

współlokatorkami! – zaczął się gęsto tłumaczyć Gabriel. 

–  I  tylko  to  cię  ratuje,  młody  człowieku,  bo  inaczej  byłbyś  u  mnie 

kompletnie przegrany – pół Ŝartem, pół serio stwierdziła Kassandra. 

– Młodym człowiekiem to ja mogę być dla babci Emmy, ale przecieŜ nie 

dla ciebie, moje dziecko – Gabriel podchwycił jej parodystyczny ton. 

– Ile masz lat? 
– Trzydzieści. A ty? 
– Dwadzieścia pięć. 
–  To  razem  mamy  przeszło  pół  wieku!  Roześmiali  się  oboje.  Kawiarnię 

opuścili w dobrych humorach i niezłej komitywie. 

–  Nieźle  nam  idzie,  prawda?  –  Gabriel  powtórzył  pytanie  zadane 

Kassandrze juŜ wcześniej, bezpośrednio po wyjściu z kina. 

– Niby z czym? 
– No, z tym naszym narzeczeństwem. 
– Z naszym fałszywym narzeczeństwem! – podkreśliła. 
– śeby trochę ładniej zabrzmiało, powiedzmy raczej, Ŝe fikcyjnym. Jak w 

powieści, jak w kinie. 

– Jak w komedii! 
– Jak w romantycznej komedii – uściślił Gabe. 
– No, niech juŜ będzie – zgodziła się Kassandra. Czuła się trochę dziwnie, 

siedząc obok Gabriela Cayne’a w jego samochodzie i wracając z nim z kina na 
nocleg w rezydencji jego rodziców. 

Tamto,  w  domu  państwa  Cayne’ów,  to  było  przedstawienie,  myślała 

sobie. A czym, u licha, było t o? To kino, ta kawiarnia, ta rozmowa o Ŝyciu? Czy 
to miała być randka, czy co? 

Poczuła  się  jeszcze  dziwniej,  kiedy  juŜ  dojechali  na  miejsce,  weszli  do 

domu i znaleźli się w hallu pierwszego piętra. 

Gabe podprowadził ją pod same drzwi jej pokoju. 
– Chyba muszę juŜ iść do siebie – mruknął. 
– Daleko masz? – zapytała, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. 
– Korytarzem do rozwidlenia i w lewo, a potem prosto do końca, ostatni 

pokój po prawej – wyjaśnił. 

Uśmiechnęła się niepewnie i szepnęła: 
–  Po  tym,  co  usłyszałam,  mam  wraŜenie,  Ŝe  znalazłam  się  w  jakimś 

labiryncie. 

– Bo to chyba jest jakiś labirynt. 
– Ten dom? 
– To całe Ŝycie. 

background image

– A dokąd on nas prowadzi? Gabriel milczał. 
Nie miał pojęcia, jak odpowiedzieć Kassandrze. 
Nie  wiedział  przecieŜ,  dokąd  prowadzi  ją  i  jego  Ŝyciowy  labirynt.  Nie 

wiedział nawet, czym powinni zakończyć ten dziwny wieczór, cały ten dziwny 
dzień. Wymianą ukłonów? Uściskiem dłoni? 

– Pocałuj ją! 
To  babcia  Emma,  usłyszawszy  odgłosy  z  korytarza,  wyjrzała  z  pokoju 

Kassandry, gdzie do tej pory czuwała nad śpiącą juŜ w najlepsze Candy i wydała 
wnukowi takie właśnie kategoryczne polecenie. 

– Skoro babcia kaŜe – mruknął Gabe, uśmiechając się figlarnie. 
Zetknęli się wargami na krótko, prawie przelotnie. Lecz mimo to... 
Ten  pocałunek,  i  cały  ten  dzień,  był  po  prostu...  oszałamiający! 

Oszałamiający, jak słowo daję! – powtarzał w myślach Gabriel Cayne, kiedy juŜ 
szedł na lekko chwiejnych z wraŜenia nogach korytarzem pierwszego piętra do 
rozwidlenia  i  w  lewo,  a  potem  prosto  do  końca,  w  stronę  ostatnich  drzwi  po 
prawej. 

Ten  pocałunek,  i  cały  ten  dzień,  był  po  prostu...  oszałamiający! 

Oszałamiający,  jak  dwa  razy  dwa  cztery  –  przyznawała  w  duchu  Kassandra 
O’Hara, kładąc się spać w gościnnym pokoju rezydencji Cayne’ów. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 
Nazajutrz  po  śniadaniu  babcia  Emma  zarządziła,  Ŝe  Gabriel  pojedzie  z 

nią, Lorettą, Kassandrą i Candy do centrum handlowego na wielkie świąteczne 
zakupy. 

– Nie mam chęci pałętać się przez pół dnia w tłoku od stoiska do stoiska! 

– próbował protestować. 

–  Trudno,  mój  drogi,  ktoś przecieŜ  musi pchać nam  wózek  – stwierdziła 

babcia. 

Zakupy  wyglądały  mniej  więcej  tak,  jak  to  sobie  Gabriel  ze  zgrozą 

wyobraŜał.  Panie  oglądały  setki  róŜnych  rzeczy  na  dziesiątkach  efektownie 
udekorowanych stoisk, a on szedł znudzony za nimi, pchając wózek, w którym 
stopniowo piętrzyła się coraz to pokaźniejsza sterta sprawunków. 

Nie interesowała go ani trochę świąteczna oferta handlowa. UwaŜał tylko, 

Ŝ

eby  nie  staranować  niechcący  jakiejś  kolejnej  piramidy  z  puszek  czy  pudełek 

albo  nie  potrącić  jakiegoś  plączącego  się  pomiędzy  stoiskami  malucha.  A 
maluchów było tego dnia w centrum handlowym całe mrowie, poniewaŜ właśnie 
tutaj mogły w przedświątecznym okresie spotkać „najprawdziwszego” Świętego 
Mikołaja z workiem prezentów. 

Candy  równieŜ  spotkała  się  z  Mikołajem.  Najpierw  trochę  się 

przestraszyła jego długiej siwej brody i czerwonej czapki, ale w końcu odwaŜyła 
się  nawet  pozować  do  fotografii  w  jego  towarzystwie,  oczywiście  z  mamą  i 
Gabe’em. 

Odbitki  były  gotowe  prawie  natychmiast,  trzy  sztuki,  w  formacie 

pocztówkowym. 

–  Dla  was,  dla  babci,  dla  mnie...  –  zaczęła  wyliczać  na  palcach  Loretta 

Cayne. – O BoŜe! PrzecieŜ przydałoby się jeszcze jedno zdjęcie – wykrzyknęła 
z przejęciem. 

– Dla Mikołaja? – zaŜartował Gabe. 
– Bez przesady! Na pamiątkę dla rodziców Kassandry, ma się rozumieć. 
–  No  tak,  na  pamiątkę  dla  moich  rodziców  –  mruknęła  Kassandra, 

gwałtownie się rumieniąc. 

–  Bezwarunkowo!  –  przytaknęła  babcia  Emma.  –  Musimy  zrobić  Candy 

dodatkową fotografię ze Świętym Mikołajem – zdecydowała. 

–  Ale  ten  Święty  Mikołaj  juŜ  chyba  skończył  pracę  i  poszedł  sobie  do 

domu! – jęknął Gabe. 

–  To  biegnij  i  poszukaj  jakiegoś  innego,  młody  człowieku  – 

podpowiedziała mu starsza pani. 

– Tylko nie to! – zaprotestował z rozpaczą. – Mam juŜ serdecznie dosyć 

całej tej bezsensownej bieganiny po sklepach. 

–  Zrobimy  inaczej  –  zawyrokowała  Loretta.  –  My  z  babcią  weźmiemy 

Candy i pójdziemy poszukać Świętego Mikołaja, a wy z Kassandrą odwiedzicie 

background image

w tym czasie Arnolda. 

– Na litość boską, jakiego znów Arnolda? – zdziwił się Gabriel. – MoŜe 

Schwarzeneggera? 

– Nie Schwarzeneggera, tylko Feinburga – wyjaśniła synowi pani Cayne. 

–  Twojego  przyjaciela  i  zarazem  właściciela  stoiska  jubilerskiego  w  naszym 
centrum  handlowym.  Przedstawisz  Arnolda  Kassandrze,  a  przy  okazji 
pooglądacie sobie biŜuterię. 

– Niby po co? 
–  Kpisz,  czy  o  drogę  pytasz,  młody  człowieku?  –  palnęła  babcia  Emma, 

nim  Loretta  zdąŜyła  odpowiedzieć.  –  A  zaręczynowy  pierścionek  dla 
Kassandry? 

– Nnno... tttak... zaręczynowy – wykrztusił Gabriel. – Tak, tak, chodźmy, 

pooglądamy sobie biŜuterię! 

Pociągnął Kassandrę za rękę, drugą ręką energicznie pchnął wózek. 
–  Chodźmy  stąd  jak  najprędzej,  zanim  strzelimy  jakąś  nową  gafę  – 

mruknął. – Zupełnie zapomniałem o zaręczynowym pierścionku! 

–  Tak  jak  ja  o  pamiątkowym  zdjęciu  dla  rodziców!  –  stwierdziła 

Kassandra  konspiratorskim  szeptem.  –  A  co  do  pierścionka  –  dodała  –  to 
powinnam  była  wziąć  jakiś  z  domu,  Ŝeby  cię  nie  naraŜać  na  niepotrzebny 
wydatek. 

–  Niepotrzebny,  ale  dla  zachowania  pozorów  absolutnie  konieczny!  – 

stwierdził Gabe. 

– No tak, dla zachowania pozorów... – powtórzyła Kassandra z zadumą. 
 
Z  zachowaniem  pozorów  na  szczęście  nie  ma  problemu,  myślała 

Kassandra, szykując się we wtorek rano na śniadanie. Mimo drobnych potknięć, 
udawanie pary narzeczonych wychodzi nam całkiem nieźle. Rodzice Gabe’a się 
cieszą, babcia równieŜ. 

Tylko,  czy  to  w  porządku  wobec  nich,  tak  udawać?  –  nasunęły  jej  się 

nagle  pewne  wątpliwości.  Czy  to  nie  jest  rodzaj  oszustwa?  Perfidnego 
oszustwa? PrzecieŜ za kilkanaście dni całe to przedstawienie będzie musiało się 
zakończyć. A babcia Emma powiada, Ŝe gdyby nie Candy, Ŝycie nie miałoby juŜ 
dla niej Ŝadnego uroku. Czy moŜna w ten sposób... 

– Czy moŜna? – Pytanie seniorki rodu Cayne’ów, która zajrzała do pokoju 

przez lekko uchylone drzwi, wytrąciło Kassandrę z rozmyślań. 

– Bardzo proszę. 
Babcia Emma weszła do środka. 
– Gotowe jesteście na śniadanie? – zapytała. 
– Candy całkiem, a ja mniej więcej. 
– Candy wygląda dziś bardzo szykownie – stwierdziła babcia. 
Kassandra roześmiała się i mruknęła: 
–  O  ile  moŜna  wyglądać  szykownie  w  wieku  ośmiu  miesięcy,  mając  na 

sobie troszkę za duŜy kaftanik i najzwyklejsze w świecie dŜinsy. 

background image

–  Gdybyś  wiedziała,  moje  dziecko,  ile  ja  za  te  dŜinsy  zapłaciłam,  nigdy 

nie  powiedziałabyś  o  nich,  Ŝe  są  najzwyklejsze  w  świecie!  –  obruszyła  się 
babcia. 

– Dlaczego są takie drogie? 
–  Bo  projektował  je...  hm...  nie  pamiętam  juŜ  nazwiska,  ale  ktoś  bardzo 

sławny. Za to się płaci. 

–  PrzecieŜ  spodnie  to  tylko  spodnie.  Czy  warto  je  przepłacać  tylko  ze 

względu na ich markę? 

–  Rozumując  logicznie,  najpewniej  nie  warto  –  pośpiesznie 

odpowiedziała  babcia.  –  Ale  czasem  moŜna  sobie  pozwolić  na  mały  kaprys, 
moje  dziecko,  na  jakąś  wariacką  maskaradę,  na  odrobinę  nieszkodliwego 
szaleństwa.  Nawet  jeśli  ma  się  juŜ  przeszło  osiemdziesiąt  łat  i  stoi  się  nad 
grobem, tak jak ja. A tym bardziej w twoim czy Gabe’a wieku! Błaznowanie to 
przecieŜ  nic  złego,  a  zdarza  się,  Ŝe  z  błazeństwa  robi  się  nie  wiadomo  kiedy 
całkiem powaŜna sprawa. 

Kassandra aŜ zdrętwiała, usłyszawszy te słowa. Nie była w stanie oprzeć 

się  wraŜeniu,  Ŝe  starsza  pani  czegoś  się  domyśla,  Ŝe  podejrzewa  ją  i  swojego 
wnuka o odgrywanie przedstawienia. 

Zerknęła kątem oka na seniorkę rodu Cayne’ów, usiłując zorientować się 

po jej minie, czy rzeczywiście mówi tylko o dŜinsowych spodenkach Candy, czy 
o czymś zupełnie innym. 

Babcia Emma uśmiechnęła się do niej. 
– Wezmę juŜ małą na dół – zaproponowała – a ty spokojnie się wyszykuj, 

moje dziecko. I pomyśl przez chwilę nad tym, co ci powiedziałam. 

Wzięła Candy na ręce i wyszła. 
Kassandra  błyskawicznie  doszła  do  wniosku,  Ŝe  zamiast  rozmyślać, 

powinna  raczej  działać.  Przede  wszystkim  postanowiła  porozmawiać  z 
Gabrielem. 

Wyskoczyła  ze  swego  pokoju.  Dobiegła  korytarzem  do  rozwidlenia, 

skręciła  w lewo, dopadła  do drzwi ostatniego  pokoju po  prawej.  Nie  chcąc, by 
ktoś ją zauwaŜył, bez pukania wsunęła się do środka. 

– Gabe, jesteś? – rzuciła półgłosem. 
– Jestem, jestem – odpowiedział Gabriel, wychylając się z łazienki. – JuŜ 

schodzisz  na  śniadanie?  To  miłe,  Ŝe  po  mnie  wpadłaś  po  drodze.  TeŜ  jestem 
gotów, więc chodźmy. 

–  Chwileczkę  –  powstrzymała  go  Kassandra.  –  Musimy  najpierw 

porozmawiać. 

Opowiedziała  mu  o  swojej  wymianie  zdań  z  babcią  Emmą.  Gabe 

wysłuchał uwaŜnie, pomyślał chwilę i stwierdził: 

– Myślę, Ŝe babcia miała jednak na myśli tylko te dŜinsy Calvina Kleina, 

które kupiła w sobotę dla Candy. 

– A jeśli nie? Masz jakiś pomysł na uwolnienie się od podejrzeń? 
–  Kupimy  ten  zaręczynowy  pierścionek  u  Arnolda  Feinburga.  DuŜy 

background image

brylant! Niech wszyscy z daleka widzą, co nosisz na palcu. 

–  DuŜy  brylant  duŜo  kosztuje,  Gabe,  więcej  niŜ  niemowlęce  dŜinsy 

Calvina Kleina. Co z nim zrobisz w Pensylwanii? Sprzedasz na aukcji? 

–  Nie  będę  musiał.  Po  prostu  oddam  go  dyskretnie  Arnoldowi  w 

odpowiednim czasie. 

– Warto mieć zaprzyjaźnionego jubilera – mruknęła Kassandra. 
–  No,  zwłaszcza,  jeśli  się  często  kupuje  rozmaite  błyskotki  dla  pięknych 

kobiet. 

Usłyszawszy  te  wypowiedziane  chełpliwym  tonem  słowa  Gabe’a, 

Kassandra, ku własnemu zdziwieniu, poczuła w sercu lekkie ukłucie zazdrości. 

– A ty kupowałeś? – spytała. 
–  Nie  powiem,  Ŝe  nie  –  odpowiedział.  –  Ale  zaręczynowy  brylant  będę 

kupował po raz pierwszy. 

– Nie zapominaj, Ŝe te zaręczyny są fikcyjne. 
–  Ale  ogłosimy  je  naprawdę  i  to  będzie  nasze  najpewniejsze  alibi!  – 

stwierdził Gabe. 

– Jak to, ogłosimy? PrzecieŜ wszyscy juŜ wiedzą. 
– Wszyscy? Na razie tylko trzy osoby! 
– Chyba nie masz zamiaru zawiadamiać moich rodziców i braci? 
Gabriel roześmiał się i wyjaśnił zdezorientowanej Kassandrze: 
– Ich nie, to chyba zrozumiałe! Ale przyjaciół i znajomych naszej rodziny 

moŜemy śmiało zawiadomić. Najlepsza okazja nadarzy się w najbliŜszą sobotę. 

– Dlaczego? 
– Bo akurat w tym dniu moi rodzice wydają doroczne boŜonarodzeniowe 

przyjęcie. 

– Czy to będzie jakaś duŜa impreza? – zainteresowała się Kassandra. 
–  Nie,  jak  na  moŜliwości  Cayne’ów  będzie  raczej  skromna,  kameralna. 

Na jakieś dwieście osób – pół Ŝartem, pół serio odpowiedział Gabriel. 

Kassandra złapała się za głowę. 
– Wielkie nieba! – jęknęła. – I ci wszyscy ludzie mieliby się dowiedzieć, 

Ŝ

e... 

–  A  czemu  nie!  –  przerwał  jej  Gabe.  –  Skoro  dzięki  temu  babcia  Emma 

będzie spokojniejsza. 

– No tak, skoro babcia... – mruknęła z rezygnacją Kassandra. 
Nie wysuwała juŜ Ŝadnych zastrzeŜeń. 
Doszła  do  wniosku,  Ŝe  przecieŜ  to  Gabriel  bierze  na  siebie  wszelkie 

ryzyko,  poniewaŜ  jest  szefem  i  reŜyserem  całego  przedsięwzięcia.  A  ona,  jako 
wykonawczyni  zleconej  przez  niego  roli,  nie  powinna  mu  się  sprzeciwiać  i 
torpedować jego pomysłów. 

Zeszli na dół, do pokoju jadalnego. 
–  Kassandro,  nakarmiliśmy  juŜ  Candy  owsianką  –  powiedziała  na 

powitanie Loretta. 

– A zaraz po śniadaniu będziemy razem z nią i babcią ubierali choinkę – 

background image

dodał Sam. 

– Chętnie się przyłączę! 
–  AleŜ,  kochanie  –  odezwał  się  Gabriel  –  nie  moŜesz  zajmować  się 

ubieraniem choinki, skoro... 

– A cóŜ ty znowu wymyślasz, młody człowieku? – przerwała  mu babcia 

Emma.  –  Dlaczego  Kassandra  nie  miałaby  ubierać  z  nami  choinki?  –  spytała 
podejrzliwie. 

–  Bo  musimy  wreszcie  wybrać  się  do  jubilera  po  pierścionek 

zaręczynowy. 

– No, chyba Ŝe tak! – z wyraźną ulgą stwierdziła starsza pani. 
– Jeśli nie macie nic przeciwko temu, to chcielibyśmy teŜ – dodał Gabe – 

ogłosić nasze zaręczyny podczas sobotniego przyjęcia. 

– Brawo! – wykrzyknął uradowany Sam. 
– JakŜe moglibyśmy mieć jakiekolwiek obiekcje, przecieŜ to dla nas sama 

radość! – załamującym się lekko ze wzruszenia głosem zawtórowała mu Loretta. 

– Bogu niech będą dzięki, Ŝe doŜyłam tej radosnej chwili! – powiedziała z 

przejęciem babcia Emma. 

Kassandra poczuła się w tym momencie jakoś nieswojo. 
Spojrzała na Gabe’a. Uśmiechał się, ale teŜ chyba było mu trochę głupio. 

Dlatego zapewne energicznie zaprotestował, gdy Sam oświadczył, Ŝe w związku 
z ogłoszeniem zaręczyn naleŜy się młodym jakiś porządny prezent. 

– A mnie naleŜy się nowa suknia! – stwierdziła Loretta Cayne. 
–  PrzecieŜ  sprawiłaś  juŜ  sobie,  kochanie,  jakąś  nową  kreację  na  nasze 

boŜonarodzeniowe przyjęcie – przypomniał jej mąŜ. 

–  Kreacja  odpowiednia  na  zwyczajne,  coroczne  przyjęcie  nie  nadaje  się 

na  taką  nadzwyczajną  okazję,  jaką  jest  ogłoszenie  zaręczyn  jedynego  syna!  – 
wyjaśniła mu z oburzeniem. 

– Słusznie! – poparła synową babcia Emma. – Ja teŜ będę musiała kupić 

sobie coś szczególnego. 

– To chyba ja teŜ – odezwała się trochę niepewnie Kassandra. 
–  Ma  się  rozumieć,  moje  dziecko!  –  Babcia  nie  miała  najmniejszych 

wątpliwości. – Jedź dzisiaj z Gabe’em po ten zaręczynowy pierścionek, a jutro 
pojedziesz razem z nami po suknię. 

–  Tylko  kto  zajmie  się  Candy,  jak  wszystkie  trzy  wybierzemy  się  po 

zakupy? – zafrasowała się Kassandra. 

–  Jak  to,  kto?  Gabriel!  –  zdecydowała  autorytatywnie  seniorka  rodu 

Cayne’ów. 

–  A  Sam  w  razie  czego  mu  pomoŜe!  –  dodała  z  figlarnym  uśmiechem 

Loretta. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 
Spośród  wielu  pierścionków  eksponowanych  w  gablotach  wystawowych 

sklepu  jubilerskiego  Arnolda  Feinburga,  Gabe  wybrał  najdroŜszy  i  najbardziej 
okazały, choć niekoniecznie najpiękniejszy. 

– Dlaczego wybrałeś właśnie ten? – zdziwiła się Kassandra. 
–  Bo  taki  właśnie  powinien  być  pierścionek  zaręczynowy  dla  mojej 

narzeczonej: duŜo złota i pokaźny brylant, co najmniej cztery karaty. 

–  Szczerze  mówiąc,  wolałabym  coś  subtelniejszego  i  chociaŜ  trochę 

lŜejszego. 

–  Przykro  mi,  Kassie,  ale  tu  nie  chodzi  o  twoje  upodobania  estetyczne, 

tylko o efekt. A efekt musi być piorunujący! 

–  Efekt  będzie  taki,  Ŝe  babcia  Emma  cię  wyśmieje  z  powodu  twojego 

kiepskiego gustu. 

– Nie wierzę. 
– Zapytaj Arnolda. 
PoniewaŜ  zaprzyjaźniony  z  całą  rodziną  Cayne’ów  jubiler,  nie  chcąc 

przeszkadzać parze narzeczonych w naradzie nad zaręczynowym pierścionkiem, 
dyskretnie się wycofał w głąb stoiska, Gabriel skinął na niego ręką. 

Arnold  Feinburg  pośpiesznie  podszedł  bliŜej  i  przywoławszy  na  twarz 

profesjonalny kupiecki uśmiech, zapytał: 

– W czym problem, Gabe? 
– W tym, Ŝe ja i ta młoda dama mocno się róŜnimy w ocenie gustu mojej 

babci Emmy. 

–  Potraktujcie  mnie  śmiało  jako  eksperta  –  zaproponował  jubiler.  –  Pani 

Emma  Cayne  jest  przecieŜ  nie  od  dziś  moją  stałą  klientką,  więc  doskonale 
wiem,  co  z  biŜuterii  ma  szansę  jej  się  spodobać,  a  co  absolutnie  nie  –  dodał 
gwoli wyjaśnienia. 

–  MoŜe  to?  –  Gabe  twardo  obstawał  przy  wybranym  przez  siebie 

masywnym pierścieniu. 

–  A  moŜe  raczej  to?  –  Kassandra  wskazała  na  jeden  z  tańszych,  lecz 

znacznie subtelniejszych pierścionków z jednokaratowym brylantem. 

–  Jako  kupiec  wolałbym  oczywiście  sprzedać  ten  droŜszy  wyrób  – 

odezwał  się  po  chwilowym  namyśle  Arnold  Feinburg  –  ale  jako  przyjaciel 
muszę  ci  szczerze  i  otwarcie  powiedzieć,  Gabe,  Ŝe  to  dama  twojego  serca  ma 
rację, a nie ty. Uwierz fachowcowi! 

–  Nie  uwierzę,  póki  na  własne  oczy  nie  zobaczę,  Ŝe  to  cacko  jest 

wystarczająco  efektowne  i  nadaje  się  dla  kobiety,  z  którą  się  zaręczam  i  którą 
zamierzam poślubić – upierał się Gabriel. 

–  No  więc  włóŜ  jej  to  cacko  na  palec!  –  zasugerował  Arnold.  –  Na  co 

właściwie czekasz? Na oklaski? 

Wyjął  pierścionek  z  gabloty  i  podał  go  Gabrielowi.  Ten  przyglądał  się 

background image

subtelnemu  złotniczemu  arcydziełku  przez  dłuŜszą  chwilę  bardzo  uwaŜnie,  a 
nawet  wręcz  podejrzliwie,  po  czym  ujął  prawą  dłoń  Kassandry  i  wsunął  jej 
pierścionek na serdeczny palec. 

Na  moment  zapomniał  o tym,  Ŝe  rozgrywająca  się  w  jubilerskim  sklepie 

scena  jest  tylko  kolejnym  epizodem  odgrywanej  przed  babcią  Emmą  i  całą 
rodziną  Cayne’ów  komedii.  Poczuł  w  głębi serca  coś  w  rodzaju  autentycznego 
wzruszenia.  I  niemal  natychmiast  rozzłościł  się  sam  na  siebie  za  ten 
niespodziewany objaw słabości. 

–  Ten  pierścionek  jest  naprawdę  cudowny!  –  szepnęła  z  przejęciem 

Kassandra. 

–  I  wygląda  wspaniale  na  pani  ślicznej  rączce  –  zawyrokował  ze 

znawstwem jubiler. 

–  No  więc  bierzemy  to  cacko  i  idziemy!  –  burknął  Gabriel.  Arnold 

Feinburg zerknął na niego z ukosa i zapytał: 

– Gniewasz się o to, Ŝe nie trzymałem twojej strony w sporze, czy moŜe o 

ten komplement, który przed chwilą powiedziałem twojej narzeczonej? 

– A jeśli o jedno i o drugie, to co mi powiesz? 
– Powiem ci, drogi przyjacielu, Ŝe nieszczęścia chodzą parami! 
Gabe rozchmurzył się i parsknął śmiechem. 
–  Wybaczam  ci  obydwa  popełnione  grzechy  –  stwierdził,  chichocząc.  – 

Rozbroiłeś mnie, stary! 

–  Zawsze  do  usług,  równieŜ  w  roli  sapera  –  odezwał  się  na  to  Arnold, 

nadal nie tracąc kontenansu. 

–  Ten  wasz  dialog  nadawałby  się  do  kabaretu  –  zauwaŜyła  z 

rozbawieniem Kassandra. 

– Dobrze wiedzieć, Ŝe jakby interesy nam nie poszły to moŜemy jeszcze 

zarabiać na Ŝycie jako duet komików – mruknął Gabriel. – Arnie i Gabe, jak to 
brzmi? 

– Co najmniej tak dobrze, jak Flip i Flap – oceniła Kassandra. 
PoŜegnali się z Arnoldem i wyszli z jego jubilerskiego sklepu. 
PoniewaŜ było  jeszcze  dość  wcześnie,  zdecydowali  się  pochodzić  trochę 

po  centrum  miasta.  Gabe,  korzystając  ze  wskazówek  Kassandry,  kupił 
gwiazdkowe upominki dla domowników. Na koniec zaprosił ją do kawiarni. 

– Ten dzisiejszy ranek był trochę nerwowy, ale teraz jestem juŜ zupełnie 

spokojna – odezwała się, gdy usiedli przy stoliku. – ChociaŜ nadal się boję, Ŝe 
mogę popełnić jakiś błąd. 

–  śebyś  czuła  się  pewniej,  to  ci  powiem,  Ŝe  nawet  gdybyśmy  zostali 

przedwcześnie  zdemaskowani  przez  babcię  lub  kogokolwiek  innego,  to  i  tak 
otrzymasz obiecane honorarium – oznajmił Gabriel. 

– Chcesz wyjść na filantropa w moich oczach? – spytała Kassandra. 
– Nie! Po prostu uwaŜam, Ŝe juŜ i tak dostatecznie duŜo dla mnie zrobiłaś, 

więc zasłuŜyłaś sobie na wynagrodzenie – stwierdził. 

Nie przyznał się przed Kassandra, ani nawet przed samym sobą, Ŝe w ten 

background image

sposób  stara  się  zademonstrować  nie  tyle  wdzięczność  czy  uznanie  dla  jej 
zasług, ile własną siłę i władzę. 

Po  powrocie  z  zakupów  do  domu  Kassandra  i  Gabriel  zastali  państwa 

Cayne’ów  zajętych  ubieraniem  choinki,  ze  względu  na  ciepły  klimat  stanu 
Georgia  oczywiście  sztucznej,  niemniej  jednak  do  złudzenia  przypominającej 
naturalną, i wyjątkowo okazałej. 

Loretta  i  Sam  stali  na  drabinkach,  a  babcia  Emma  dyktowała  im,  co  i 

gdzie mają ulokować na świątecznym drzewku, a równocześnie zabawiała małą 
Candy. 

– Udany mieliście dzień? – zapytała Loretta, odrywając się na moment od 

rozwieszania girland. 

– Jak najbardziej, mamo – odpowiedział Gabe. – Kassandra pomogła mi 

wybrać gwiazdkowe upominki. 

–  Och,  niesamowicie  wprost  jestem  ciekawa,  co  znajdę  w  tym  roku  pod 

choinką! – pół Ŝartem, pół serio odezwała się pani Cayne. 

–  Ja  teŜ!  –  wtrąciła  ze  śmiechem  babcia.  –  Ale  tymczasem  chciałabym, 

moi drodzy, Ŝeby na tej choince znalazło się jeszcze więcej ozdób. 

– Byleby nie za duŜo – mruknął Gabe. 
– Według mnie, mój kochany wnuku, na świątecznym drzewku powinno 

być  tyle  świecidełek,  ile  tylko  się  zmieści.  Tu  moŜna  sobie  pozwolić  nawet na 
przesadę.  Choinki  nie  obowiązuje  subtelność  w  doborze  biŜuterii.  Natomiast 
elegancką kobietę... zawsze – podkreśliła babcia. 

–  TeŜ  tak  uwaŜam  –  odezwała  się  Kassandra  i  rzuciła  Gabrielowi 

triumfujące spojrzenie. 

– Wspaniale, Ŝe się zgadzamy, moje dziecko! – rozpromieniła się babcia 

Emma.  –  Przy  doborze  kreacji  na  uroczystość  oficjalnego  ogłoszenia  waszych 
zaręczyn  teŜ  pewnie  nie  będziemy  się  sprzeczać.  Och,  ja  juŜ  się  cieszę  na  te 
jutrzejsze  zakupy!  Mam  nadzieję,  Kassandro,  Ŝe  nie  zmęczyłaś  się  za  bardzo 
tymi dzisiejszymi? 

– Zakupy nigdy mnie nie męczą. 
– To zupełnie tak samo, jak mnie! – odezwała się Loretta Cayne. 
– Za to Candy wygląda mi juŜ na zmęczoną, chociaŜ wcale nie chodziła 

po sklepach – zauwaŜyła Kassandra, zerkając na córeczkę. – Wezmę ją chyba na 
górę i połoŜę spać. 

– Sama ci ją za chwilę przyniosę – zaproponowała babcia. – Tymczasem 

niech  jeszcze  troszkę  z  nami  zostanie.  Zje  sobie  ciasteczko  i  oceni  ostateczny 
efekt przystrajania choinki. Zgoda? 

Kassandra  uśmiechnęła  się  i  skinęła  potakująco  głową,  po  czym  ruszyła 

na górę. 

Gabriel  wszedł  po  schodach  tuŜ  za  nią,  a  kiedy  otworzyła  drzwi  do 

swojego pokoju, zatrzymał się, zamiast iść dalej, korytarzem do rozwidlenia i w 
lewo... 

– O co chodzi, Gabe? – zapytała. 

background image

– Chciałbym z tobą pogadać. 
– Jakaś waŜna sprawa? 
– Raczej tak. 
– Więc mów, tylko się streszczaj, bo babcia Emma za chwilę tu będzie. 
Weszli do pokoju i zamknęli za sobą drzwi. 
– Powiem krótko – zaczął rozmowę Gabriel. – Chcę ci dać trochę forsy na 

te jutrzejsze zakupy. 

–  Nie  trzeba!  –  zaprotestowała  Kassandra.  –  Sukienka  to  nie  złoty 

pierścionek  z  brylantem,  więc  śmiało  mogę  ją  sobie  sprawić  z  własnych 
funduszy.  Właściwie  to  nawet  brakuje  mi  w  garderobie  czegoś  bardziej 
eleganckiego, wieczorowego, na specjalne okazje. 

– Kassie, elegancja sporo kosztuje... 
– Wiem! 
– ...a sklepy, w których moja mama i moja babcia robią zwykle zakupy, są 

wyjątkowo ekskluzywne i drogie! – dokończył Gabriel. 

–  No  cóŜ!  –  westchnęła  Kassandra.  –  MoŜe  w  moim  towarzystwie 

zdecydują się teŜ wstąpić gdzieś indziej niŜ zwykle? 

– Chyba nie powiesz, Ŝe na świąteczną wyprzedaŜ do supermarketu? 
– Kto wie? 
– Nie Ŝartuj sobie ze mnie, Kassie – zniecierpliwił się Gabriel. – Weź te 

pieniądze,  bardzo  cię  proszę.  –  Wydobył  z  portfela  kilka  studolarowych 
banknotów. 

– Nie wezmę! 
– Kładę ci je na komodzie. 
– Jeśli ich zaraz z powrotem nie zabierzesz, zrywam umowę i wracam do 

Pensylwanii. 

– Kassie! – syknął ostrzegawczo Gabe. 
– Zabierz z powrotem te pieniądze i wyjdź – wycedziła Kassandra. 
Przez  kilkanaście  długich  niczym  stulecia  sekund  stali  bez  ruchu  i  bez 

słowa naprzeciwko siebie, nawzajem mierząc się wzrokiem. 

AŜ  w  końcu  Gabriel  Cayne  z  cicha  zaklął,  wydobył  z  zanadrza  portfel  i 

schował  do  niego  wyłoŜone  na  komodę  studolarówki.  Skapitulował,  inaczej 
mówiąc. 

Nim zdąŜył wyjść, rozległo się pukanie do drzwi. 
–  Proszę  –  mruknęła  Kassandra,  niezbyt  zachęcającym  w  wyniku 

zdenerwowania tonem. 

Babcia Emma, z Candy na ręku, ostroŜnie zajrzała do pokoju. 
–  Och,  mam  wraŜenie,  Ŝe  chyba  zjawiłam  się  nie  w  porę  –  stwierdziła, 

spostrzegłszy posępne, marsowe miny obojga młodych. 

–  Nie,  nie,  skądŜe!  –  pośpiesznie  zaprzeczyła  Kassandra.  –  Mieliśmy 

wprawdzie  w  Gabe’em  małą  sprzeczkę,  ale  juŜ  właśnie  doszliśmy  do 
porozumienia. 

– A o co wam poszło? 

background image

– O pieniądze. Gabe się upierał, Ŝe zapłaci za moją suknię, ale ja wolę ją 

kupić sama. Cenię sobie własną niezaleŜność. 

–  I  masz  rację,  moje  dziecko!  NiezaleŜność  to  doprawdy  wspaniała 

rzecz... 

– Właśnie! – wykrzyknęła Kassandra, po raz drugi tego dnia z triumfem 

spoglądając na wyraźnie skonfundowanego Gabriela. 

– ...ale w rozsądnych granicach – dokończyła babcia. 
– Brawo! TeŜ tak uwaŜam! – Teraz z kolei Gabe wyprostował się dumnie 

i przywołał na twarz wyniosły uśmiech triumfu. 

–  Proponuję  uznać  spór  za  zakończony  remisem  –  odezwała  się 

łagodnym,  pojednawczym  tonem  seniorka  rodu  Cayne’ów.  –  I  proszę  obydwie 
strony sporu o małego całusa na zgodę! – zarządziła. 

Kassandra  i  Gabe,  chcąc  nie  chcąc,  podeszli  do  siebie  i  cmoknęli  się 

przelotnie ustami. 

–  Od  biedy  moŜe  być,  chociaŜ  spodziewałam  się  czegoś  bardziej 

wyrafinowanego – mruknęła babcia, wychodząc z pokoju. 

–  Przepraszam  cię,  Gabe,  ale  muszę  zająć  się  małą  –  odezwała  się 

Kassandra, gdy juŜ zostali sami. 

–  JuŜ  sobie  idę.  I  teŜ  cię  przepraszam,  Ŝe  tak  wyskoczyłem  z  tymi 

pieniędzmi na sukienkę. 

– Ja ich naprawdę nie chcę, Gabe. 
– Ale w razie czego pamiętaj, Ŝe zawsze moŜesz je ode mnie wziąć. 
– A ty pamiętaj, Ŝe ja sobie cenię nie tylko niezaleŜność, ale i dobry gust, 

więc  nawet  jeśli  kupię  sukienkę  na  wyprzedaŜy,  to  na  pewno  nie  będziesz  się 
musiał wstydzić narzeczonej przed gośćmi. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 
Siedząc  w  milczeniu  w  wygodnych  i  eleganckich  fotelach  w  jednym  z 

najbardziej  ekskluzywnych  w  całej  Atlancie  salonów  mody,  babcia  Emma  i 
Kassandra O’Hara czekały lekko znuŜone, aŜ Loretta Cayne przymierzy piątą z 
kolei suknię. 

–  Wy  często  się  kłócicie  z  Gabe’em?  –  odezwała  się  nieoczekiwanie 

starsza pani. 

Zatopiona  w  jakichś  tam  własnych  myślach  Kassandra  nie  zrozumiała 

zaskakującego pytania. 

– Słucham? – rzuciła. 
– Pytałam, czy często się z Gabe’em kłócicie, tak jak wczoraj? 
–  Kto  się  lubi,  ten  się  podobno  takŜe  czasem  czubi!  –  stwierdziła 

sentencjonalnie Kassandra, próbując obrócić całą sprawę w Ŝart. – PoniewaŜ tak 
się  składa,  Ŝe  róŜnimy  się  z  Gabrielem  pod  wieloma  względami,  musimy 
niekiedy trochę ze sobą powojować. 

–  Wzajemne  przyciąganie  się  przeciwieństw?  –  zasugerowała  babcia 

Emma. 

–  Coś  w  tym  rodzaju  –  przytaknęła  skwapliwie  Kassandra.  –  Szczerze 

mówiąc, to nawet poznaliśmy się dzięki paru sąsiedzkim awanturom. 

– Naprawdę? A o co się awanturowaliście, jeśli moŜna zapytać? 
–  Niezmiennie  o  to,  Ŝe  Gabe  urządzał  po  nocach  hałaśliwe  przyjęcia. 

Candy się budziła i... 

– No i co powiecie? – Loretta Cayne, wyłoniwszy się z przebieralni, Ŝeby 

zaprezentować  utrzymaną  w  kilku  odcieniach  róŜu  kreację,  przerwała  swoim 
pytaniem Kassandrze jej zwierzenia. 

– Powiemy, Ŝe tyłek ci zanadto sterczy w tym fasonie – palnęła prosto z 

mostu babcia Emma. – Przymierz jeszcze jakąś inną suknię, moŜe tę perłową. 

Loretta wróciła jak zmyta do przebieralni, z szóstą z kolei suknią w ręku, 

natomiast starsza pani z ochotą wróciła do przerwanej rozmowy. 

– Poszłaś do Gabe’a z pretensjami, Ŝe obudził ci małą? 
– zapytała Kassandrę. 
– Owszem. 
–  A  on  wpadł  w  zachwyt  na  twój  widok  i  od  razu  cię  zaprosił  na  to 

przyjęcie? 

– Nie, nie całkiem tak! – Odpowiedź była raczej wymijająca. 
– A jak? – nie dawała za wygraną babcia Emma. 
– Zakupy mi się kiedyś rozsypały... 
– To ciekawe! 
– ...i Gabriel pomógł mi je pozbierać – dokończyła Kassandra. 
–  Pomógł  ci  pozbierać  rozsypane  zakupy.  ToŜ  to  historia  jak  z 

klasycznego romansu! – zawyrokowała z entuzjazmem starsza pani. 

background image

– Raczej jak Ŝ romantycznej komedii. 
–  Niech  i  tak  będzie!  –  zgodziła  się  babcia.  –  NajwaŜniejsze,  Ŝe  się 

lubicie. 

– Właśnie. 
– A jak się czasem czubicie, to o co? 
Pytanie na tyle zaskoczyło Kassandrę swoją konkretnością, Ŝe na wszelki 

wypadek, Ŝeby się nie zaplątać w wyjaśnieniach, odpowiedziała oględnie: 

– O róŜne rzeczy. 
– Mniej więcej jakie? 
–  Nnno...  cóŜ  –  zająknęła  się  lekko  Kassandra  –  raczej  o  takie...  mniej 

istotne, mniej waŜne. 

–  Czy  to  znaczy,  Ŝe  w  najwaŜniejszych  sprawach  jesteście  w  gruncie 

rzeczy zgodni? – ciągnęła swoje indagacje babcia Emma. 

– Tak... raczej tak... w najwaŜniejszych. 
– A konkretnie w jakich? 
– Nnno... na przykład... – zawahała się Kassandra. 
–  Na  przykład  w  kwestii,  czy  powinnaś  doprowadzić  do  końca  swoje 

studia, czy dać sobie z nimi spokój? – podpowiedziała jej babcia. 

– Właśnie! Zgadzamy się, Ŝe powinnam bez względu na wszystko zrobić 

dyplom. 

– A co z Candy? 
–  Z  Candy?  –  Kassandra  nie  była  pewna,  o  co  w  tym  momencie  chodzi 

starszej pani. 

–  Ciekawa  jestem  –  wyjaśniła  babcia  –  czy  w  kwestii  metod 

wychowawczych  teŜ  jesteście  zgodni?  Czy  nie  wchodzicie  sobie  nawzajem  w 
paradę? 

– Nie, w Ŝadnym wypadku! Gabe całkowicie polega na moich metodach 

wychowawczych – odpowiedziała zgodnie z prawdą Kassandra. 

– To dobrze, bo on przecieŜ nie ma o dzieciach zielonego pojęcia. Byłam 

nawet  trochę  zaskoczona,  Ŝe  się  zgodził...  Ŝe  się  odwaŜył  zostać  dzisiejszego 
przedpołudnia z małą. No, ale ty pewnie go juŜ troszeczkę zdąŜyłaś przeszkolić 
w  podstawowych  pielęgnacyjnych  czynnościach,  skoro  się  spotykacie  od 
czterech miesięcy, prawda? 

– Tak, tak – skwapliwie przyświadczyła przyciśnięta do muru Kassandra. 
– Więc mam nadzieję... 
– Mam nadzieję, Ŝe teraz wszystko juŜ jest w porządku! – Loretta Cayne 

znów  wyłoniła  się  z  przebieralni,  tym  razem  w  kreacji  utrzymanej  w  kilku 
odcieniach srebrzysto-perłowej szarości. 

–  W  najlepszym,  kochanie,  w  najlepszym!  –  pochwaliła  synową  starsza 

pani. – Prawda, Kassandro? 

Kassandra machinalnie skinęła głową. 
W  istocie  nie  była  w  stanie  skoncentrować  się  na  fasonie  prezentowanej 

przez  Lorettę  sukni.  Całą  jej  uwagę  zaprzątała  bowiem  niepokojąca  myśl,  Ŝe 

background image

jeśliby  Gabriel  nieszczególnie sobie poradził z  samodzielną opieką  nad  Candy, 
to babcia Emma znowu mogłaby nabrać jakichś podejrzeń. 

 
Gabe ulokował się  z Candy  w  telewizyjnym  saloniku na  sofie. Zakładał, 

Ŝ

e  mała  posiedzi  sobie  przy  nim  i  grzecznie  poogląda  kreskówki,  a  on 

tymczasem spokojnie przejrzy kontrakt, przysłany mu do pilnej akceptacji przez 
jednego z kontrahentów. 

– śebyś się tylko nie spompowała na sofę! – przestrzegł małą. 
Na  wszelki  wypadek  sprawdził  jej  pieluszkę.  Była  sucha.  Wyjął  więc  z 

teczki swoje papiery i zaczął je paragraf po paragrafie przeglądać. 

Za  moment,  mając  wraŜenie,  Ŝe  Candy  podejrzanie się  wierci, sprawdził 

jej pieluszkę raz jeszcze. Alarm znowu okazał się fałszywy. 

Uspokojony wrócił do studiowania dokumentów. 
–  Si,  si,  siii  –  zaszczebiotała  po  chwili  jego  podopieczna.  Tym  razem 

pieluszka była mokra. 

– Ech, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! 
– mruknął Gabriel, ni to do Candy, ni to sam do siebie. 
– Zaraz zmienimy tę pieluchę, a potem przynajmniej będziemy juŜ mieli 

ś

więty spokój. 

Pieluszka  składała  się  z  dwu  warstw,  bawełnianej  i  foliowej  oraz  z 

przemyślnego  systemu  rzepów,  mocującego  całość  we  właściwym  miejscu. 
Gabe mozolnie pozapinał, co się dało, a Ŝeby sprawdzić, czy pielucha trzyma się 
naprawdę  dobrze,  ujął  Candy  pod  paszki,  podniósł  ją  w  górę  i  energicznie  nią 
potrząsnął. Wszystko było w najlepszym porządku. Wprawdzie folia znalazła się 
pod  spodem,  a  bawełna  na  zewnątrz,  ale  Gabe  nie  zwrócił  jakoś  uwagi  na  ten 
drobiazg. 

Wciągnął  małej  spodenki,  posadził  ją  sobie  na  kolanach  i  zajął  się 

kontraktem. 

–  Da,  da,  da!  –  zagulgotała  Candy  i  zaczęła  skubać  rączką  brzeg 

dokumentu. 

– Nie dam ci tego, bo jeszcze podrzesz – powiedział z powagą Gabe. – A 

to jest bardzo waŜne, wiesz? 

Candy energicznie pokręciła główką. 
–  Znaczy,  Ŝe  nie  wiesz,  tak?  –  mruknął  Gabriel.  –  No  więc  ja  ci  zaraz 

powiem,  szkrabie,  zaraz  ci  wszystko  dokładnie  wytłumaczę.  To  jest  kontrakt, 
bardzo  waŜny  kontrakt.  Prawnicy  mojego  kontrahenta  go  opracowali,  a  on  juŜ 
go  podpisał.  Jeśli  i  ja  złoŜę  na  nim  swój  podpis,  ten  kontrakt  zacznie  nas 
obowiązywać, jego i mnie, obydwie strony. Rozumiesz? 

Candy  uśmiechnęła  się  promiennie  i  pokiwała  główką.  Po  czym  znów 

spróbowała chwycić rączką dokument. 

– Nie wolno! – ofuknął ją Gabe. – To jest naprawdę waŜny kontrakt. 
– Koko. Kokoko! – zaczęła skandować Candy. 
–  No  właśnie,  koko,  fajnie,  Ŝe  zrozumiałaś,  o  co  chodzi,  mądra  z  ciebie 

background image

dziewczynka! – ucieszył się. – To ko-ko przyszło dzisiaj rano faksem z mojego 
biura,  a  ja  do  końca  dnia  muszę  to  koko  przeczytać,  podpisać  i  z  powrotem 
odesłać. TeŜ faksem. 

– Fafafa! 
– Tak, faksem. Ale mi tego nie szarp, mały szkrabie. 
 
Kassandra  była  mocno  zdenerwowana,  gdy  wraz  Lorettą  i  babcią  Emmą 

wróciła wreszcie z zakupów i weszła w progi rezydencji Cayne’ów. Postanowiła 
natychmiast sprawdzić, co się dzieje z Candy, szybko doprowadzić ją do jakiego 
takiego  porządku  i  zamaskować  w  ten  sposób  błędy  Gabriela,  przynajmniej  te 
najbardziej raŜące. 

– Pędzę od razu na górę, zobaczę, jak Gabe sobie po – radził w roli niani! 

– rzuciła w biegu i natychmiast skierowała się ku schodom. 

– Idę z tobą, moje dziecko – oznajmiła babcia Emma. – Zaczekaj! 
Kassandrze  nie  wypadało  uciekać  przed  starszą  panią,  choć,  prawdę 

mówiąc,  miała  na  to  ochotę.  Wspięły  się  razem  na  piętro,  zajrzały  do  pokoju. 
Nikogo w nim nie było. 

– MoŜe Gabe wziął małą do siebie? – postawiła hipotezę zdezorientowana 

Kassandra. 

Przeszły z babcią korytarzem do rozwidlenia, skręciły w lewo, dotarły do 

ostatnich drzwi po prawej stronie, uchyliły je. Pokój Gabriela równieŜ był pusty. 

– Są pewnie na dole, w telewizyjnym saloniku – domyśliła się babcia. 
Zeszły z powrotem na parter. 
W. telewizyjnym saloniku ukazała się ich zdumionym oczom następująca 

scena: 

Gabe leŜał na sofie, studiował kontrakt i przytrzymywał Candy stopami w 

taki  sposób,  Ŝeby  nie  mogła  mu  przeszkadzać.  A  Candy,  zupełnie  sobie  nie 
krzywdując, skubała rączkami i ząbkami... jego skarpetki! 

– Wielkie nieba, co się tutaj dzieje?! – wykrzyknęła babcia. 
– Nic szczególnego – odparł ze stoickim spokojem Gabe. – Ja zapoznaję 

się z dokumentami,  które dostałem dziś rano i  muszę pilnie odesłać faksem do 
firmy. A Candy się doskonale bawi. 

– Wystarczy juŜ tej zabawy! – stwierdziła gniewnym tonem seniorka rodu 

Cayne’ów i porwała małą na ręce. – A pieluszkę jej przynajmniej zmieniłeś? – 
spytała wnuka. 

–  Oczywiście,  babciu!  –  zapewnił  ją  Gabe,  podnosząc  się  z  sofy  i 

przyjmując siedzącą pozycję. – JuŜ dawno. 

– Dawno? I nie przyszło ci do głowy, Ŝe znowu moŜe mieć mokro? 
–  No,  jakoś  nie  –  zafrasował  się  Gabe.  –  Ale  nie  wołała!  –  dodał 

pośpiesznie. 

–  Nie  będziemy  czekać,  aŜ  zawoła,  tylko  zaraz  sprawdzimy  –  mruknęła 

babcia. 

Zajrzała Candy pod spodenki i wykrzyknęła za zgrozą: 

background image

– PrzecieŜ ten beznadziejny facet załoŜył jej pieluszkę ceratką do spodu! 
– Naprawdę? – jęknęła Kassandra. 
– A czy to źle? – zdziwił się Gabe. 
– To gorzej niŜ źle, młody człowieku! – ofuknęła go babcia. – Ale ja juŜ 

nie  będę  naprawiała  twoich  błędów,  bo  muszę  się  natychmiast  połoŜyć.  Weź 
małą,  z  łaski  swojej  –  zwróciła  się  do  Kassandry,  podając  jej  Candy.  –  I 
porządnie ją przewiń. 

Oburzona seniorka rodu Cayne’ów z godnością wyszła z pokoju. 
–  To  juŜ  koniec!  Trzeba  przeprosić  babcię  Emmę  i  powiedzieć  jej  całą 

prawdę – jęknęła Kassandra. 

–  Po  co?  Zastanów  się!  –  Gabe  starał  się  powściągnąć  jej  przedwczesne 

zapędy. 

– Przynajmniej po to, Ŝeby nas nie podejrzewała o przewinienie gorsze od 

tego, jakie naprawdę popełniliśmy. 

– A co takiego strasznego zrobiliśmy? 
– Oszukaliśmy ją. I całą twoją rodzinę. 
–  Jeśli  nawet  wprowadziliśmy  babcię  w  błąd,  to  tylko  dla  jej  własnego 

dobra. Chcieliśmy jej przecieŜ zrobić przyjemność. 

–  Ty  chciałeś!  –  uściśliła  Kassandra.  –  Ja  jestem  tylko  narzędziem  w 

twoim ręku. 

– Racja – przytaknął Gabe. – No więc chciałem zrobić babci przyjemność 

i z twoją pomocą zrobiłem. I nie będę jej tej przyjemności psuł, skoro nie jestem 
do końca pewien, Ŝe przejrzała naszą grę. 

– Co w takim razie zamierzasz robić? 
– Ratować sytuację. 
– Ale w jaki sposób? 
–  Trzeba  wymyślić  coś...  hm...  dramatycznego,  coś,  co  zrobiłoby  na 

wszystkich piorunujące wraŜenie – wyjaśnił swój punkt widzenia Gabriel. 

–  To  ty  sobie  myśl,  a  ja  tymczasem  pójdę  na  górę  i  połoŜę  małą  spać  – 

stwierdziła Kassandra. 

– Pójdę z tobą. Zaniosę Candy – zaofiarował się z pomocą. 
Wziął Candy na ręce. Objęła go mocno rączkami za szyję, i ufnie się do 

niego przytuliła. 

–  Lubi  mnie,  chociaŜ  załoŜyłem  jej  pieluszkę  na  opak  –  mruknął 

chełpliwym tonem Gabe. 

– Przyjmij do wiadomości, Ŝe jak jest śpiąca, to się tuli nawet do wałka od 

tapczanu – sprowadziła go z nieba na ziemię Kassandra. 

Weszli  na  piętro.  W  pokoju  Kassandra  zajęła  się  przewijaniem  małej  i 

przebieraniem  jej  w  piŜamkę.  A  Gabriel  w  tym  czasie  stał  oparty  o  ścianę  i 
intensywnie myślał. 

–  Wymyśliłeś  coś,  czy  idziemy  wyznać  babci  Emmie  całą  prawdę?  – 

spytała go Kassandra, gdy ułoŜyła juŜ Candy w łóŜeczku. 

Gabriel  Cayne  spojrzał  na  nią  w  milczeniu  półprzytomnym  wzrokiem 

background image

człowieka obudzonego nagle z głębokiego snu. Pomilczał jeszcze przez chwilę, 
a  potem  chwycił  bardzo  głęboki  oddech  i  odpowiedział  z  nie  ukrywanym 
triumfem: 

– Coś wymyśliłem! 
– Ale co? – zainteresowała się Kassandra. 
– Coś naprawdę rewelacyjnego. 
– Mianowicie? 
–  Coś,  co  uwolni  nas  w  radykalny  sposób  od  wszelkich  babcinych 

podejrzeń: ś I u b. Po prostu ślub! 

– Po prostu?! – wykrzyknęła zbulwersowana szaleńczym i niedorzecznym 

pomysłem Kassandra. – Jak to, po prostu? 

– Po prostu: weźmiemy ślub w te święta i niech się babcia cieszy. 
– Prawdziwy ślub? 
–  Niekoniecznie  –  odpowiedział  z  uśmiechem  Gabe.  –  Mam  kolegę 

pastora. MoŜe zgodzi się udzielić nam tego ślubu tak jakoś... hm... na niby? 

– Bardzo wątpię. 
– No, to mam teŜ kolegę aktora. Odegra rolę pastora i uda, Ŝe udziela nam 

ś

lubu.  Wszystko  pięknie  wyreŜyserujemy.  Drugiego  stycznia  wylecimy  z 

Georgii jako małŜeństwo, natomiast do Pensylwanii dolecimy znów jako dwoje 
zupełnie obcych sobie ludzi. Nie! – zreflektował się Gabe. – Po prostu jako para 
przyjaciół. 

– Raczej współwinowajców! 
– Daruj sobie to poczucie winy, Kassie. PrzecieŜ działamy w najlepszych 

intencjach.  Chcemy  sprawić  babci  radość.  Chcemy  jej  zafundować  coś  w 
rodzaju gwiazdkowego upominku. 

– A co jej powiesz na temat tego upominku, kiedy przylecisz do Georgii 

na Wielkanoc? 

Gabriel głęboko westchnął. A potem ściszonym, załamującym się z lekka 

głosem zaczął wyjaśniać: 

–  Przyjmij  do  wiadomości,  Kassie,  Ŝe  chociaŜ  babcia  Emma  stara  się 

trzymać  fason,  to  jest  śmiertelnie  chora  i  nie  ma  szans  doczekać  najbliŜszej 
Wielkanocy.  Dlatego  tak  bardzo  cię  proszę,  abyś  zgodziła  się  mi  pomóc  w 
umileniu jej tych ostatnich dni Ŝycia! 

Wzruszona do łez Kassandra opuściła nisko głowę i wyszeptała: 
– Niech będzie. Tylko zaangaŜuj aktora, a nie pastora. I obiecaj mi, Ŝe w 

odpowiednim momencie wyznasz prawdę swoim rodzicom. 

– Obiecuję! Skautowskie słowo honoru! Tylko... – Gabe zawahał się. 
– Tak? 
–  Tylko  ty  równieŜ  musisz  mi  parę  rzeczy  obiecać  w  związku  z  dalszą 

realizacją naszego planu. 

– Na przykład? 
– śe pozwolisz mi, oczywiście dla zachowania pozorów, trzymać cię przy 

ś

wiadkach za rękę. 

background image

– Niech będzie. I co jeszcze? 
– I jeszcze obejmować cię od czasu do czasu. 
– Zgoda. Czy to juŜ wszystko? 
– Nie całkiem. Wypada, Ŝebyśmy się częściej niŜ dotąd całowali. 
Kassandra  zarumieniła  się  i  zmieszała,  ale  przyznała  Gabrielowi  rację, 

stwierdzając: 

–  Faktycznie  wypada,  więc  trzeba  to  będzie  jakoś  ścierpieć.  Czy  to  juŜ 

koniec obietnic? 

– Nie! – pokręcił głową Gabe. – Musisz mi złoŜyć jeszcze jedną. 
– Jaką? – wykrztusiła w najwyŜszym stopniu zaniepokojona Kassandra. 
–  śe  mi  dokładnie  wytłumaczysz,  jak  to  się  robi...  no...  z  tymi 

pieluszkami. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 
–  Kochani,  obawiam  się,  Ŝe  trzeba  będzie  troszeczkę  zmodyfikować 

program  naszego  boŜonarodzeniowego  przyjęcia!  –  oznajmił  Gabriel  przy 
kolacji. 

– Jak to, zmodyfikować? – zdziwiła się Loretta. – Dlaczego? 
– Zdajesz sobie sprawę z tego, co mówisz? PrzecieŜ wszystko jest juŜ od 

dawna  w  najdrobniejszych  szczegółach  zaplanowane,  a  do  przyjęcia  zostało 
tylko parę dni! – wtrącił rzeczowym tonem Sam. 

– I podobno co nagle, to po diable! – mruknęła babcia Emma. 
Gabriel Cayne uśmiechnął się niepewnie. W milczeniu ujął siedzącą obok 

niego Kassandrę za drŜącą lekko ze zdenerwowania rękę. A potem odchrząknął i 
zaczął wyjaśniać najbliŜszym: 

– Posłuchajcie, kochani! Tak się złoŜyło, Ŝe postanowiliśmy się pobrać. 
–  To  jasne,  Ŝe  się  kiedyś  pobierzecie,  skoro  juŜ  jesteście  zaręczeni  – 

odezwała się Loretta. 

–  Tak,  mamo,  ale  my  z  Kassandrą  po  bardzo  wnikliwym  rozwaŜeniu 

wszystkich  za  i  przeciw  postanowiliśmy  pobrać  się  juŜ  w  te  święta  –  uściślił 
Gabe. 

–  Teraz?  Zaraz?  –  Podekscytowana  sensacyjną  wiadomością  pani  Cayne 

aŜ poderwała się z krzesła. 

– Właśnie! W to akurat BoŜe Narodzenie. Dlatego myślę, Ŝe trzeba będzie 

zmodyfikować program przyjęcia tak, Ŝeby moŜna było połączyć je z weselem. 

– Chcesz zaprosić więcej gości? 
– Przeciwnie! Chciałbym odwołać część zaproszeń Znaczną część. 
– Dlaczego? 
–  Bo  my  z  Kassandrą  nie  potrzebujemy  aŜ  dwóch  setek  świadków 

naszego ślubu. Jakieś... hm... pięćdziesiąt osób z powodzeniem wystarczy! 

–  AleŜ,  synu!  –  jęknęła  zdegustowana  Loretta.  –  Nasi  przyjaciele 

poczuliby się uraŜeni... 

– Czy moŜna mieć aŜ dwie setki prawdziwych przyjaciół? – przerwał jej 

Gabe. 

–  To  juŜ  zaleŜy  tylko  od  nastawienia  do  ludzi  i  do  świata,  młody 

człowieku  –  wtrąciła  się  babcia  Emma,  niej  ukrywając  swojej  irytacji.  –  A  w 
kwestii przyjęcia, to chciałabym ci z całą mocą uświadomić... 

–  No  właśnie,  w  kwestii  przyjęcia...  –  zawtórowała  starszej  pani 

zbulwersowana Loretta Cayne. 

–  Moim  zdaniem,  tradycyjne  w  tym  domu  przyjęcie  boŜonarodzeniowe 

powinno  się  odbyć  zgodnie  z  planem  w  najbliŜszą  sobotę,  bez  wprowadzania 
jakichkolwiek  zmian  na  liście  gości  –  zawyrokowała  autorytatywnym  tonem 
seniorka  rodu.  –  A  przyjęcie  weselne  wyprawimy  wam  troszkę  później,  na 
przykład... 

background image

– ...na przykład w Wigilię! – zasugerowała radosnym tonem Loretta. 
– W Wigilię? – zdziwił się Gabe. 
– Zaprosimy gości na dwudziestą trzecią trzydzieści, moi drodzy. – Pani 

Cayne  zaczęła  z  miejsca  snuć  konkretne  plany.  –  Ślub  weźmiecie  dokładnie  o 
północy,  a  więc  juŜ  w  pierwszy  dzień  świąt  BoŜego  Narodzenia.  Zaprosimy 
pastora do domu, oświetlimy salon wyłącznie białymi świecami, Ŝeby stworzyć 
odpowiedni nastrój... 

–  Czy  nie  moŜna  by  tego  wszystkiego  urządzić  trochę  mniej 

ekscentrycznie, bardziej zwyczajnie? 

–  AleŜ  oczywiście,  Ŝe  moŜna  zwyczajnie,  młody  człowieku!  Tylko,  czy 

warto? – zadała wnukowi niespodziewane pytanie babcia Emma. 

PoniewaŜ  Gabriel  w  zakłopotaniu  milczał,  Kassandra  rezolutnie 

odpowiedziała za niego: 

– Nie warto! Ślub jest w Ŝyciu czymś wyjątkowym, więc powinien mieć 

niebanalną oprawę. 

–  Brawo!  –  wykrzyknęła  uradowana  Loretta.  –  Dlatego  muszą  być 

wyłącznie białe świece... 

– ...i odpowiedni nastrój – dokończyła babcia. 
– Najlepiej zawczasu się w ten nastrój wprowadźmy i wypijmy szampana 

za pomyślność młodej pary! – zaproponował ze śmiechem Sam. 

 
Po  kolacji,  która  z  powodu  wyśmienitego  francuskiego  szampana  trwała 

zdecydowanie dłuŜej niŜ zwykle, babcia Emma udała się do swojego pokoju na 
spoczynek, a Loretta i Sam wzięli Candy na górę, Ŝeby połoŜyć ją do łóŜeczka i 
ukołysać do snu. 

– No, to moŜemy sobie pogratulować! – stwierdził z ogromną ulgą Gabe, 

gdy zostali juŜ z Kassandrą sami w jadalnym salonie na parterze. 

– Rychłego ślubu? – zapytała ironicznym tonem. 
– Nie kpij! – obruszył się. – Tego, Ŝe uratowaliśmy sytuację. 
– Mam nadzieję – mruknęła Kassandra. 
– A ja mam nie tylko nadzieję, ale po prostu absolutną pewność. 
– Optymista! 
– Czasem tak. Ale bywam teŜ bardzo sceptyczny w niektórych kwestiach. 
– Na przykład? 
– Na przykład w kwestii przesadnie udziwnionych uroczystości ślubnych. 

Północ...  białe  świece...  Dlaczego  mnie  nie  poparłaś,  kiedy  się  próbowałem 
sprzeciwić temu przedstawieniu? 

– Pomyślałam sobie, Ŝe jak juŜ bawić się w teatr, to na całego! 
–  TeŜ  racja  –  mruknął  pojednawczym  tonem.  –  Niech  juŜ  będą  nawet  te 

białe świece, byleby tylko wszystko się udało. 

– Będziemy musieli nad tym nieźle popracować – zauwaŜyła Kassandra. 
– Bez przesady. Moja matka wszystko przygotuje. PrzecieŜ ona aŜ się pali 

do tego! 

background image

– To prawda. Ale twoja matka nie wymyśli za nas pretekstu do rezygnacji 

z  zaproszenia  prawdziwego  pastora.  A  prawdziwy  pastor  moŜe  nam  udzielić, 
niestety, jedynie prawdziwy ślub. 

– Fakt! Trzeba będzie ułoŜyć jakąś historyjkę w związku z tym... 
– ...i nie tylko w związku z tym! – weszła Gabe’owi w słowo Kassandra. 

–  Pomyśl!  JuŜ  w  najbliŜszą  sobotę  dwie  setki  ludzi  dowiedzą  się  o  naszych 
zaręczynach  i  niedalekim  ślubie.  Ci  ludzie  podczas  przyjęcia  będą  nas 
wypytywać o najróŜniejsze rzeczy. 

– O co, na przykład? 
–  W  pierwszym  rzędzie  o  historię  naszej  znajomości.  Byłoby  wskazane, 

Ŝ

ebyśmy nie udzielali sprzecznych informacji. 

– Racja! Musimy się trzymać jakiejś jednej, wspólnej wersji... 
–  ...która  wymaga  wcześniejszego starannego opracowania – dokończyła 

Kassandra. – Poza tym – dodała – przyjaciele twojej rodziny zechcą teŜ pewnie 
dowiedzieć się czegoś więcej na mój temat, skoro zupełnie mnie nie znają. Będą 
cię o mnie pytać. 

– Spodziewam się. 
– PrzekaŜę ci przy okazji jeszcze parę szczegółów z mojego Ŝycia: imiona 

szkolnych koleŜanek, nazwiska profesorów z uczelni... 

– Tak zwane realia? 
– Właśnie. Powinieneś je znać. 
–  Postaram  się  dokładnie  zapamiętać  wszystko,  co  mi  opowiesz,  Kassie. 

Czy coś jeszcze powinienem wiedzieć, twoim zdaniem? 

Kassandra zmarszczyła lekko brwi i zmruŜyła oczy. 
–  Owszem  –  stwierdziła,  mierząc  Gabriela  przenikliwym  spojrzeniem.  – 

Powinieneś wiedzieć, dlaczego się we mnie zakochałeś. 

– To proste: bo jesteś piękna! – palnął bez chwili namysłu. 
Kassandra zarumieniła się i spuściła wzrok. 
– Zawstydzasz mnie – szepnęła. 
–  Zamiast  się  niepotrzebnie  wstydzić,  lepiej  pomyśl,  dlaczego  t  y 

zakochałaś  się  we  mnie  –  zaproponował  z  uśmiechem  Gabriel.  –  Pewnie 
dlatego,  Ŝe  jestem  bogaty,  przystojny  i  umiem  prawić  komplementy.  Czy 
trafiłem w sedno? 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 
Następnego dnia po śniadaniu Gabe wybrał się z ojcem na partyjkę golfa, 

a  Loretta  pojechała  załatwiać  jakieś  pilne  sprawy  związane  z  sobotnim 
przyjęciem. 

–  Wygląda  na  to,  moje  dziecko,  Ŝe  będziemy  musiały  dotrzymać  sobie 

nawzajem  towarzystwa  tego  przedpołudnia  –  zauwaŜyła  babcia  Emma.  –  Co  o 
tym myślisz? 

–  Myślę,  Ŝe  powinnyśmy  znaleźć  sobie  jakieś  miłe  zajęcie  i  spędzić  ten 

czas w sympatyczny sposób – odpowiedziała Kassandra. 

– Dyplomatka z ciebie! Masz moŜe jakieś konkretne propozycje? 
– Raczej na nie oczekuję. 
–  I  słusznie!  To  bardzo  dobrze  o  tobie  świadczy,  moje  dziecko,  Ŝe  jako 

młodsza  nie  próbujesz  mnie,  jako  starszej,  niczego  narzucać.  Wiesz,  co  ci 
zaproponuję?  Poprzeglądajmy  sobie  razem  magazyny  poświęcone  ślubom  i 
weselom.  Sprowadziłam  wszystkie,  jakie  są  aktualnie  w  sprzedaŜy,  jest  tego w 
salonie  telewizyjnym  cała  sterta.  MoŜe  natkniemy  się  na  coś  inspirującego,  na 
jakiś ciekawy pomysł? 

– Trudno przewidzieć, ale na wszelki wypadek chyba warto te magazyny 

przestudiować  –  zgodziła  się  Kassandra.  –  Ulokuję  Candy  w  kojcu  z  paroma 
ulubionymi zabawkami, nie powinna nam przeszkadzać. 

–  Och,  ona  jest  taka  słodka,  Ŝe  nawet  jak  w  czymś  przeszkadza,  to  nie 

sposób mieć jej tego za złe. Kochane maleństwo! 

Candy  bawiła  się  doskonale,  Kassandra  i  starsza  pani  Cayne  równieŜ. 

Przeglądały  czasopisma  i  wymieniały  opinie  o  wszystkim,  co  prezentowały 
zamieszczone  w  nich  liczne  kolorowe  zdjęcia:  od  fasonów  sukien  ślubnych  po 
wzory weselnej zastawy stołowej. 

– Podobają ci się takie talerze z wzorem w róŜyczki? – spytała w którymś 

momencie babcia Emma, spostrzegłszy fotografię stylowego serwisu. 

– Szczerze mówiąc, wydają mi się trochę zanadto staroświeckie. 
–  Widocznie  i  ja  jestem  staroświecka,  bo  nie  tak  dawno  kupiłam 

Gabe’owi  bardzo  podobny  komplet  naczyń  stołowych.  Nie  widziałaś  ich  u 
niego? 

–  Nie.  To  znaczy,  nie  wiem...  nie  pamiętam  –  zaczęła  się  plątać  w 

wyjaśnieniach skonsternowana Kassandra. 

– Nie jadaliście nigdy u niego? 
–  Nie.  Raczej  u  mnie,  ze  względu  na  Candy.  No  i  czasami  gdzieś  poza 

domem, w lokalu. 

–  A  dokąd  cię  zwykle  zapraszał?  –  nie  ustawała  w  indagacjach  starsza 

pani. 

–  To  zwykle  były...  nnno...  bardzo  róŜne  miejsca  –  wykrztusiła 

Kassandra. 

background image

– A gdzie ci się najbardziej podobało? 
Kassandra  pomyślała  z  przeraŜeniem,  Ŝe  powinna  chyba  wymienić 

taniutką  restaurację,  w  której  pracowała  dorywczo  jako  kelnerka,  z  tej  prostej 
przyczyny,  Ŝe  inne  znała  co  najwyŜej  z  nazwy,  więc  mogłaby  się  ostatecznie 
skompromitować,  gdyby  babcia  Emma  zaczęła  ją  wypytywać  o  szczegóły. 
Równocześnie jednak uzmysłowiła sobie, Ŝe ludzie pokroju Cayne’ów raczej nie 
odwiedzają tego typu lokali. Znalazła się więc w kropce i... zaniemówiła! 

– No, słucham cię, moje dziecko! – zniecierpliwiła się starsza pani. – Tak 

nam się doskonale gawędziło do tej pory, a teraz nagle zamilkłaś, jakbyś mowę 
straciła. 

– Tak. To znaczy, nie! Ja się po prostu zastanawiam, co odpowiedzieć, bo 

tyle było tych miejsc, tak często wyskakiwaliśmy sobie z Gabe’em tu i ówdzie. 

–  Wyskakiwaliście  sobie  często  tu  i  ówdzie?  –  obruszyła  się  babcia 

Emma. – A Candy? 

– Co, Candy? 
–  Z  kim  zostawała  Candy  w  takim  razie?  Chyba  nie  z  jakimiś 

przypadkowymi opiekunkami z agencji? 

– Nie, nie! Oczywiście, Ŝe nie z opiekunkami! – wykrzyknęła Kassandra. 
– Więc z kim? 
– Z moimi... nno... rodzicami. Albo z przyjaciółkami. 
– Z czyimi przyjaciółkami? 
–  TeŜ  moimi!  Mieszkają  ze  mną  dwie  koleŜanki  ze  studiów,  Janie  i 

Sandy... to znaczy, nie mieszkają. 

– To w końcu mieszkają czy nie? 
–  Nie!  Ale  mieszkały.  Wyprowadziły  się  dopiero  tuŜ  przed  świętami, 

Sandy  do  Bostonu,  a  Janie...  właściwie  nie  wiem  dokąd,  prawdopodobnie  do 
jakiegoś faceta. 

–  To  trochę  dziwne  –  zauwaŜyła  starsza  pani  –  Ŝe  Gabriel  nigdy  mi  nie 

wspominał  bodaj  słowem,  ani  w  listach,  ani  przez  telefon,  o  tych  twoich 
współlokatorkach. Jakby ich wcale nie znał. 

–  Znał,  znał,  tylko...  Tak  się  złoŜyło,  Ŝe  raczej  za  nimi  nie  przepadał  – 

stwierdziła zgodnie z prawdą Kassandra. – Więc moŜe dlatego. 

– No, moŜe, moŜe... – zgodziła się z wahaniem babcia Emma. – A o co to 

ja cię właściwie pytałam, moje dziecko, zanim odbiegłyśmy od tematu? 

Kassandra zaczęła się gorączkowo zastanawiać, czy przypomnieć starszej 

pani  postawione  przez  nią  kłopotliwe  pytanie,  czy  zaryzykować  i  zmyślić 
naprędce jakieś inne, bezpieczniejsze. Na szczęście nie musiała rozstrzygać tego 
dylematu, bo do pokoju niespodziewanie wszedł Gabe. 

– Tak szybko rozegraliście partię golfa? – zdziwiła się babcia. 
–  Rozpadało  się  i  musieliśmy  przerwać,  dlatego  jestem  wcześniej  – 

wyjaśnił. – Czy to źle? 

– To bardzo dobrze! – palnęła trochę niezręcznie Kassandra. 
–  Och,  chyba  cię  troszkę  zmęczyłam  moim  starczym  gadulstwem, 

background image

nieprawdaŜ? – mruknęła zgryźliwym z lekka tonem babcia Emma. 

I nim Kassandra zdąŜyła jej stwierdzeniu zaprzeczyć, dodała: 
–  Niech  więc  teraz  ten  młody  człowiek  dotrzymuje  ci  towarzystwa,  a  ja 

pójdę się połoŜyć. 

Starsza  pani  wyszła  z  pokoju.  Z  nadąsaną,  a  nawet  obraŜoną  miną,  jak 

wydawało się Kassandrze. 

– BoŜe, to wszystko było straszne! – jęknęła. 
– Ale co konkretnie? – spytał Gabe. 
– Cała ta moja rozmowa z babcią. 
– Czy przypadkiem powiedziałaś coś nie tak? 
– Po pierwsze, nie wiedziałam, Ŝe masz talerze w róŜyczki. 
Zaniepokojony katastroficznym wstępem Gabe najwyraźniej odetchnął w 

tym momencie i stwierdził z niefrasobliwym uśmiechem: 

–  To  jeszcze  nie  tragedia,  Kassie!  Nie  musiałaś  się  przecieŜ  u  mnie 

stołować i oglądać mojej zastawy. Mogliśmy jadać na mieście. 

– No właśnie! – mruknęła Kassandra, kiwając z rezygnacją głową. – TeŜ 

wpadłam na taki pomysł, tylko nie miałam pojęcia, jakie wymienić lokale, kiedy 
babcia zaczęła mnie o nie wypytywać. 

–  To  trzeba  było  powiedzieć,  Ŝe  na  posiłki  zapraszałaś  mnie  przewaŜnie 

do siebie! 

–  I  tak  zrobiłam,  ale...  –  PoniewaŜ  Kassandra  ze  zdenerwowania  była 

bliska płaczu, głos zaczął się jej załamywać. 

– Ale co? – niecierpliwił się Gabe. 
–  Ale  wtedy  wydało  się,  Ŝe  ty  wcale  nie  znałeś  moich  współlokatorek, 

Sandy i Janie. 

– PrzecieŜ je znałem... przynajmniej z widzenia... mogę to z ręką na sercu 

potwierdzić! 

–  Co  z  tego,  Ŝe  teraz  potwierdzisz,  skoro  wcześniej  nigdy  nie 

wspomniałeś  o  nich  babci,  ani  w  liście,  ani  przez  telefon?  –  wykrztusiła  z 
rezygnacją Kassandra i ukryła twarz w dłoniach. 

–  Myślisz,  Ŝe  ona  znowu  nabrała  jakichś  podejrzeń?  –  otwarcie  zapytał 

Gabe. 

–  Bardzo  się  tego  obawiam  –  szepnęła.  Gabriel,  nie  poddając  się 

przedwczesnej panice, podszedł do niej i lekko ją do siebie przytulił. 

–  Kassie,  nie  trzeba  się  bać  na  zapas!  –  odezwał  się  z  cicha  i  pogłaskał 

Kassandrę  delikatnie  po  złocistych  włosach.  –  Poobserwujemy  babcię  podczas 
obiadu  i  przekonamy  się,  czy  przypadkiem  nie  sprawdzi  się  to  stare  i  mądre 
przysłowie, które powiada, Ŝe strach ma zawsze wielkie oczy. 

 
Pokrzepiwszy  się  drzemką,  babcia  Emma  podczas  obiadu  sprawiała 

wraŜenie osoby całkowicie odpręŜonej, w pełni zadowolonej i jak najdalszej od 
jakichkolwiek  podejrzeń,  co  do  wnuka  i  jego  narzeczonej.  Patrząc  na  nią, 
Kassandra doszła do wniosku, Ŝe chyba jednak przesadziła z obawami. 

background image

Gabriel miał rację! – przyznała w duchu. CóŜ, zna babcię bez porównania 

lepiej niŜ ja. 

Dla  niej  seniorka  rodu  Cayne’ów  wciąŜ  jeszcze  była  dość  tajemniczą, 

zagadkową  osobą.  Szczególnie  zadziwiający,  wręcz  niepojęty  wydawał  się  jej 
spokój, jaki babcia Emma zachowywała w obliczu swojej nieuleczalnej choroby 
i bardzo bliskiej, wedle lekarskich prognoz, śmierci. 

Owszem, starsza pani kilkakrotnie w ciągu kaŜdego dnia odpoczywała w 

swoim  pokoju,  ale  poza  tym  zachowywała  się  tak,  jakby  zupełnie  nic  jej  nie 
dolegało. Krzątała się energicznie po domu, doglądała wszystkiego. I z ogromną 
ochotą zajmowała się Candy. 

Tego  dnia  podczas  obiadu  samodzielnie  nakarmiła  małą,  natomiast 

wieczorem  połoŜyła  ją  do  łóŜeczka.  Do  salonu,  w  którym  przy  szklaneczce 
brandy  i  pogawędce  siedziała  reszta  rodziny,  zeszła  dopiero  wówczas,  kiedy 
mogła oznajmić: 

–  Nasza  Candy  z  początku  troszeczkę  się  wierciła  i  marudziła,  ale  teraz 

juŜ śpi jak aniołek! 

–  Powinnam  sama  kłaść  tę  małą  wiercipiętę  –  zaczęła  się  sumitować 

Kassandra. 

–  Nie!  –  energicznie  zaoponowała  babcia.  –  Pozwól  mi  to  tymczasem 

robić  –  dodała  łagodniejszym  juŜ  tonem.  –  Ty  będziesz  ją  kładła  do  łóŜeczka 
jeszcze setki razy, a ja... 

Emma  Cayne  nagle  umilkła.  Loretta  i  Sam  wymienili  ukradkiem  pełne 

troski spojrzenia, Kassandra opuściła nisko głowę. 

Na  szczęście  Gabe  nie  stracił  kontenansu  i  opanował  dramatyczną 

sytuację, proponując: 

– Babciu, moŜe wybrałabyś się z nami do kina? 
– Z tobą i Kassandra? – oŜywiła się starsza pani. 
– Właśnie! 
– A nie będę wam w niczym przeszkadzała? 
– SkądŜe! Prawda, Kassie? 
– Oczywiście, Ŝe nie! – skwapliwie zgodziła się Kassandra. 
– A na co się wybieracie? – zainteresowała się babcia. Kassandra i Gabe 

jedno przez drugie pośpieszyli z wyjaśnieniami: 

– Na coś śmiesznego! 
– Na komedię! 
–  W  takim  razie  ja  juŜ  idę  po  płaszcz  –  oświadczyła  z  radosnym 

uśmiechem starsza pani Cayne. 

Po piętnastu minutach całą trójką wsiadali juŜ do samochodu. Kassandra 

chciała  ulokować  starszą  panią  na  przednim  siedzeniu,  obok  Gabe’a,  który 
prowadził,  babcia  jednak  uparła  się,  Ŝe  usiądzie  z  tyłu.  W  kinie  równieŜ 
postanowiła  zająć  miejsce  nie  obok,  ale  za  dwojgiem  młodych,  w  następnym 
rzędzie. 

– Miło mi będzie od czasu do czasu na was zerknąć – oświadczyła. 

background image

Kassandra  uzmysłowiła  sobie,  Ŝe  skoro  starsza  pani  będzie  miała  ich  na 

oku,  powinni  się  zachowywać  tak,  Ŝeby  nie  wzbudzić  jej  podejrzeń.  Oparła 
głowę na ramieniu Gabe’a. 

Zdziwił  się  w  pierwszej  chwili  i  nawet  próbował  się  odsunąć,  ale  za 

moment najwyraźniej pojął, o co chodzi i objął ją ramieniem. 

– Musimy uwaŜać! – szepnęła mu do ucha. 
Skinął głową na znak, Ŝe wszystko rozumie i przytulił ją trochę mocniej. 
– Jest nawet miło – mruknął. 
– Tylko bez przesady! – syknęła ostrzegawczo Kassandra. 
–  Tylko  bez  przesady,  moi  kochani,  bo  ja  wszystko  widzę  i  mogę  się 

zgorszyć! – niemal w tej samej chwili scenicznym szeptem odezwała się babcia 
Emma. 

Speszona Kassandra spróbowała uwolnić się z objęć Gabriela, on jednak 

chyba  na  serio  wszedł  w  rolę  amanta,  bo  nie  pozwolił  jej  na  to.  Nie  tracąc 
zimnej krwi, przytrzymał ją przy sobie i rzucił przez ramię do tyłu, w kierunku 
starszej pani: 

–  Nie  patrz  na  nas,  babciu,  tylko  na  ekran,  bo  tam  rozgrywa  się 

prawdziwa komedia! 

Tak się składa, Ŝe tutaj teŜ, pomyślała Kassandra. 
Do  końca  filmu  nie  była  pewna,  czy  nie  powinna  Ŝałować,  Ŝe  nie  jest 

inaczej, tak bowiem błogo i bezpiecznie czuła się w objęciach Gabe’a, Ŝe... 

Dwie  godziny  minęły  jej  niepostrzeŜenie,  niczym  chwila.  Starszej  pani 

czas spędzony w kinie teŜ chyba się nie dłuŜył, bo po seansie zaproponowała: 

–  Wejdźmy  jeszcze  gdzieś  na  pączki,  zamiast  wracać  od  razu  do  domu! 

Wieczór jest taki piękny. 

– Dlaczego akurat na pączki, babciu? – zainteresował się Gabe. 
–  Bo  twój  świętej  pamięci  dziadek,  młody  człowieku,  zabierał  mnie 

zawsze  na  pączki  po  seansie  w  tanie,  więc  jakoś  mi  się  jedno  z  drugim 
romantycznie kojarzy – wyjaśniła babcia Emma. 

I  uśmiechnęła  się  trochę  melancholijnie,  ni  to  do  wnuka,  ni  to  do 

własnych wspomnień. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 
–  Kiedy  juŜ  się  uporamy  z  dzisiejszym  przyjęciem,  będziemy  mogli  na 

serio zająć się przygotowaniami do wesela – stwierdziła Loretta przy sobotniej 
porannej kawie. 

PoniewaŜ  obydwaj  panowie  znajdowali  się  akurat  gdzieś  poza  domem, 

trzy  panie  –  Loretta  Cayne,  babcia  Emma  i  Kassandra  O’Hara  –  raczyły  się 
aromatycznym naparem we własnym, damskim gronie. 

– Gabe zdecydował się ostatecznie pójść ze mną na kompromis i pozwolił 

mi  zaprosić  dwa  razy  więcej  gości,  niŜ  się  godził  na  początku:  setkę  zamiast 
pięćdziesiątki  – kontynuowała  Loretta.  – Zestawiłam  juŜ  listę osób,  na których 
mi  najbardziej  zaleŜy.  A  czy  ty  nie  chciałabyś  przypadkiem  kogoś  zaprosić 
spośród swoich bliskich lub przyjaciół? – zwróciła się do Kassandry. 

Kassandra spodziewała się, Ŝe takie pytanie prędzej czy później padnie i 

miała juŜ z góry przygotowaną odpowiedź. Mimo wszystko jednak głos drŜał jej 
lekko ze zdenerwowania, kiedy mówiła: 

–  Wszyscy  moi  najbliŜsi  krewni  i  znajomi  mieszkają  w  Pensylwanii,  to 

zbyt  duŜa  odległość,  Ŝeby  decydować  się  tak  niespodziewanie  na  wyjazd  do 
Georgii, do tego w samo BoŜe Narodzenie. 

–  A  moŜe  chociaŜ  twoi  bracia  by  się  zjawili?  –  nie  dawała  za  wygraną 

Loretta. 

– To ona ma braci? – zainteresowała się milcząca dotąd babcia Emma. 
– Wspomniała mi przy jakiejś okazji, Ŝe ma aŜ czterech, prawda? 
–  Zgadza  się  –  potwierdziła  z  uśmiechem  Kassandra.  –  Razem  jest  nas 

piątka rodzeństwa. 

–  Bracia  powinni  przyjechać  na  ślub  jedynej  siostry!  –  stwierdziła 

autorytatywnym tonem starsza pani Cayne. 

– No tak, ale oni... Oni wszyscy są juŜ Ŝonaci, mają dzieci. Nie zostawią 

rodzin na same święta! – wykrztusiła Kassandra. 

–  Więc  moŜe  rodzice?  –  zasugerowała  Loretta.  Kassandra  zdawała sobie 

sprawę,  Ŝe  trudno  byłoby  jej  znaleźć  sensowny  pretekst  usprawiedliwiający 
nieobecność  kochających  rodziców  na  ślubie  jedynej  córki,  tak  więc  z  braku 
innego wyjścia z sytuacji skłamała, mówiąc: 

–  Rodziców  juŜ  zaprosiłam,  telefonicznie.  Przylecą  do  Atlanty 

dwudziestego trzeciego. 

Zakładała, Ŝe w ostatniej chwili wymyśli jakiś nagły kataklizm w rodzaju 

choroby,  wypadku  czy  zgoła  trzęsienia  ziemi  i  w  ten  sposób  zdoła  jakoś 
wytłumaczyć  państwu  Cayne’om,  dlaczego  państwo  O’Hara  jednak  nie  dotarli 
do Georgii. 

– Wspaniale, Ŝe twoi rodzice tu będą! – ucieszyła się babcia Emma. 
–  Kiedy  juŜ  uporamy  się  z  dzisiejszym  przyjęciem,  zastanowimy  się, 

który z pokoi gościnnych dla nich przygotować – stwierdziła Loretta. 

background image

 
Kiedy juŜ uporamy się z dzisiejszym przyjęciem... 
Perspektywa  oficjalnego  zaprezentowania  się  dwóm  setkom  gości 

państwa  Cayne’ów  w  roli  narzeczonej  Gabriela  była  tak  deprymująca,  Ŝe 
Kassandra zaczęła się w którymś momencie powaŜnie obawiać, czy w ogóle się 
z  tym  przyjęciem  upora,  czy  w  ostatniej  chwili  nie  stchórzy  i  nie  ukryje  się 
gdzieś w mysiej dziurze albo po prostu nie ucieknie. 

MoŜe  by  nawet  uciekła,  gdyby  miała  przy  sobie  dziecko.  Ale  poniewaŜ 

Candy spędzała weekend pod opieką pokojówki Cayne’ów, Isabelle, Kassandra 
nie  była  w  stanie  potajemnie  opuścić  rezydencji.  Została  więc,  jakkolwiek  z 
duszą na ramieniu. 

Kiedy  wieczorem  Gabriel  Cayne  zapukał  do  jej  pokoju,  miała  wraŜenie, 

Ŝ

e  nogi  i  ręce  jej  się  trzęsą,  serce  bije  jak  oszalałe,  a  Ŝołądek  podchodzi  aŜ  do 

gardła. 

–  Fatalnie  się  czuję!  –  poskarŜyła  się,  kiedy  juŜ  wszedł  do  środka  i 

zamknął za sobą drzwi. 

–  To  pewnie  trema  przed  wyjściem  na  scenę,  nic  więcej  –  stwierdził  ze 

stoickim spokojem Gabe. – Jako debiutantka masz prawo czuć się w tej chwili 
nieszczególnie.  Ale  muszę  ci  powiedzieć  na  osłodę,  Ŝe  wyglądasz  cudownie,  a 
twoja suknia jest po prostu królewska! 

Suknia była aksamitna, w kolorze mocno nasyconej purpury i pochodziła 

z gwiazdkowej wyprzedaŜy. 

Kassandra uśmiechnęła się i odrobinę odpręŜyła, mając Gabe’a przy sobie 

i słuchając jego komplementów. 

– Ty teŜ wspaniale się prezentujesz w smokingu – zrewanŜowała się. – A 

co do tej królewskiej, jak powiadasz, sukni, to kupiłam ją na przecenie. 

– Mówisz serio? 
– Najzupełniej – przytaknęła Kassandra. 
–  Nawet  bym  nie  pomyślał,  Ŝe  na  wyprzedaŜy  moŜna  znaleźć  coś  tak 

pięknego i eleganckiego! 

– Nigdy nie kupowałeś przecenionych rzeczy? 
–  Nigdy.  I  nigdy  dotąd  nie  znałem  nikogo,  kto  by  je  kupował  –  z 

rozbrajającą szczerością przyznał Gabe. 

– MoŜna powiedzieć, Ŝe dzięki mnie dokonałeś czegoś w rodzaju... hm... 

odkrycia – zauwaŜyła. 

– Tych odkryć było chyba nawet kilka. 
–  Słucham?  –  Kassandra  nie  zrozumiała  ostatnich  słów,  które  Gabe 

wypowiedział  tak  cicho,  jakby  rozmawiał  nie  z  nią,  ale  wyłącznie  z  własnymi 
myślami. 

– Mówiłem, Ŝe za kilka minut powinniśmy juŜ zejść na dół, Ŝeby zdąŜyć 

na powitanie pierwszych gości. 

– Jestem gotowa, chociaŜ ledwie Ŝywa ze strachu – stwierdziła Kassandra. 
 

background image

Na dole, w hallu, państwo Cayne’owie juŜ oczekiwali na gości. 
– Ślicznie wyglądasz! – wykrzyknął Sam na widok Kassandry. 
–  Jak  przystało  na  moją  narzeczoną,  prawda?  –  chełpliwym  tonem 

odezwał się na to Gabe. 

–  Kochani!  Państwo  Mankmyersowie,  państwo  Garlesksowie  i  państwo 

Bilaksowie  są  juŜ  w  salonie  –  poinformowała  młodych  scenicznym  szeptem 
Loretta. – Najlepiej od razu pójdźcie się z nimi przywitać... 

– ...bo to nasi najwcześniejsi i wyjątkowo waŜni goście! – wszedł Ŝonie w 

słowo pan Cayne. 

–  Garlesks  i  Bilaks  są  partnerami  Sama  w  interesach  dodała  Loretta, 

zwracając się bezpośrednio do Kassandry. 

– W interesach giełdowych! – uściślił Gabe. – Ojciec niby to przeszedł w 

stan  spoczynku  i  przekazał  wszystkie  bieŜące  sprawy  korporacji  „Cayne 
Enterprises” mnie, ale na giełdzie nadal lubi sobie pograć. 

–  W  ten  sposób  udowadniam  synowi,  Ŝe  jeszcze  nie  wypadłem  z  gry!  – 

stwierdził ze śmiechem Sam. 

– A kim są państwo Mankmyersowie? – zaciekawiła się Kassandra. 
– Właścicielami sieci sklepów z odzieŜą – odpowiedziała Loretta Cayne. 
–  Z  całkiem  niedrogą  odzieŜą,  jeśli  cię  to  interesuje  –  pozwolił  sobie  na 

zakamuflowaną złośliwość Gabriel. 

Kassandra  zignorowała  aluzję,  a  irytację  zatuszowała  uśmiechem. 

Ująwszy  Gabe’a  za  łokieć,  ścisnęła  go  wprawdzie  trochę  mocniej,  niŜ  to  było 
konieczne, ale równocześnie zaszczebiotała słodziutko: 

–  Kochanie,  chodźmy!  Przedstawisz  mnie  państwu  Mankmyersom, 

Garlesksom i Bilaksom. 

Przeszli  na  krótko  do  salonu,  a  potem  wrócili  do  hallu,  by  następnych 

gości  witać  juŜ  bezpośrednio  po  ich  wejściu  w  progi  rezydencji  Cayne’ów. 
Kassandra  wciąŜ  była  mocno  stremowana,  ale  w  roli  narzeczonej  Gabriela 
Cayne’a  radziła  sobie  całkiem  nieźle  i  robiła  na  wszystkich  jak  najlepsze 
wraŜenie. 

Podano  kolację,  a  kiedy  zgromadzeni  w  pokoju  jadalnym  biesiadnicy 

uporali się juŜ z ostatnim z długiej serii wymyślnych dań, w przyległym salonie 
telewizyjnym opróŜnionym na czas przyjęcia z mebli, zagrała orkiestra. 

–  Gabe,  powinniśmy  chyba  zatańczyć!  –  poinstruowała  „narzeczonego” 

Kassandra. 

–  Zatańczyć?  –  powtórzył  dziwnie  jakoś  zamyślony  Gabe.  –  No  tak, 

zatańczmy, oczywiście! – zreflektował się. – MoŜna cię prosić? 

Przeszli na parkiet. 
PoniewaŜ  muzycy  grali  coś  powolnego  i  nastrojowego,  Kassandra 

przytuliła się w tańcu dość mocno do Gabriela i oparła głowę na jego ramieniu. 

–  Będę  w  ten  sposób  bardziej  przekonująca  w  roli  zakochanej  kobiety  – 

szepnęła  –  a  przy  okazji  odrobinę  się  odpręŜę.  Podczas  powitań  umierałam  ze 
strachu, a przy kolacji siedziałam jak na szpilkach. 

background image

– Dlaczego? 
– Nigdy w Ŝyciu nie byłam na takim eleganckim przyjęciu, widziałam coś 

podobnego  tylko  w  telewizji.  Bałam  się,  Ŝe  coś  niepotrzebnie  palnę  albo  teŜ 
zrobię coś nie tak i wszystko zepsuję. 

– Zupełnie niepotrzebnie się tak bałaś – uspokoił ją Gabe. – Byłaś świetna 

i zrobiłaś, jak zauwaŜyłem, doskonałe wraŜenie. Na wszystkich, a juŜ zwłaszcza 
na panach! Co który wszedł, to wybałuszał na ciebie oczy. A przy kolacji prawie 
wszyscy zezowali w twoją stronę. 

–  CzyŜbyś  ty  był  trochę  zazdrosny?  –  zapytała  z  tłumionym  śmiechem 

Kassandra. 

– A czyŜbyś ty uwaŜała, Ŝe to źle? – odpowiedział pytaniem na jej pytanie 

Gabe. 

–  SkądŜe  znowu!  –  zaprzeczyła.  –  Moim  zdaniem  odrobina  męskiej 

zazdrości  dodaje  kobiecie  co  najmniej  tyle  samo  uroku,  co  odrobina  dobrych 
perfum. Oczywiście ani z zazdrością, ani z perfumami nie wolno przesadzić, to 
podstawowa zasada dobrego smaku. 

Orkiestra zagrała dość szybkiego walca. 
Kassandra i Gabriel zaczęli wirować w takt porywającej muzyki, musieli 

więc przerwać konwersację. Dopiero kiedy walc się skończył i nastąpiła krótka 
przerwa w tańcach, Gabe stwierdził pół Ŝartem, pół serio: 

– Zawróciłaś mi w głowie, Kassie! 
– To chyba raczej ten walc – zareplikowała. 
–  Tak czy  inaczej,  muszę  cię na  chwilę przeprosić i przemyć  w  łazience 

twarz zimną wodą. 

– Źle się czujesz? Denerwujesz się? – zapytała z niepokojem Kassandra. 
–  Nie,  nie! –  energicznie  zaprzeczył  Gabe.  –  Chciałbym  się  tylko trochę 

ochłodzić. 

–  Proszę  cię  bardzo,  idź.  Ja  tymczasem  spróbuję  się  ochłodzić 

szklaneczką zimnego ponczu. 

–  Więc  spotkamy  się  za  chwilę  w  pokoju  jadalnym  –  rzucił  Gabriel  na 

odchodnym. 

W  pokoju  jadalnym  Kassandra  spotkała  jednak  w  pierwszej  kolejności 

babcię Emmę. 

– Gdzie jest Gabe? – zapytała ją podejrzliwym tonem starsza pani. 
– W toalecie. 
– TeŜ coś! W toalecie! – oburzyła się babcia. – PrzecieŜ on nie powinien 

cię dzisiaj odstępować ani na krok. Za to mógłby zebrać się wreszcie na odwagę 
i ogłosić te wasze zaręczyny. 

– To nie wystarczy, Ŝe Gabriel przedstawił mnie wszystkim gościom jako 

swoją narzeczoną? – zdziwiła się Kassandra. 

– W Ŝadnym wypadku! Musi koniecznie wygłosić jakąś uroczystą mowę i 

włoŜyć  ci  przy  świadkach  na  palec  pierścionek  zaręczynowy.  A  gdzie  on 
właściwie jest? 

background image

– No, w toalecie. 
– Pytałam o pierścionek! 
–  Mam  go tutaj, przy  sobie  –  pośpiesznie wyjaśnił  Gabe, który  akurat  w 

tym  momencie  zjawił  się  w  pokoju  jadalnym  i  zdąŜył  usłyszeć  ostatnie  słowa 
babci Emmy. – Wkrótce będzie potrzebny, bo mniej więcej za piętnaście minut 
uroczyście ogłosimy nasze zaręczyny. 

– Cudownie! – ucieszyła się wyraźnie dotąd nachmurzona starsza pani. – 

To juŜ najwyŜszy czas! – dodała z promiennym uśmiechem. 

Kassandra uśmiechnęła się równieŜ, lecz tylko po aktorsku, na pokaz. W 

istocie  znowu  poczuła  się  ogromnie  stremowana,  wręcz  przeraŜona  tym,  Ŝe 
sprawy zaszły aŜ tak daleko. 

Kto wie, czy nie zbyt daleko? – pomyślała w rozterce. 
Z  zamyślenia  wyrwały  ją  dźwięki  muzyki  i  głos  obecnego  na  przyjęciu 

Arnolda Feinburga. Zaprzyjaźniony jubiler podszedł i zagadnął Gabriela: 

–  Czy  nie  posunę  się  zbyt  daleko,  jeśli  poproszę  twoją  narzeczoną  do 

tańca? 

–  Masz  ochotę,  Kassie?  –  spytał  Gabe.  Kassandra  machinalnie  skinęła 

głową. 

– To zatańczcie, a ja tymczasem pomyślę nad mową, z którą będę musiał 

za parę minut wystąpić, ogłaszając nasze zaręczyny. 

Kassandra i Arnold przeszli na parkiet. 
–  CóŜ,  rola  przyszłego  pana  młodego  wymaga  niemałych  poświęceń  – 

stwierdził  pół  Ŝartem,  pół  serio  jubiler.  –  Najpierw  trzeba  wybrać  pierścionek 
zaręczynowy, potem wygłosić orację. 

– Biedny Gabe! – westchnęła Kassandra. 
– Prawda? Zwłaszcza Ŝe to nie po raz pierwszy w Ŝyciu jest zmuszony się 

poświęcić – podkreślił Arnold. 

– Jak to? 
–  No,  przecieŜ  poświęcił  się  juŜ  dla  rodziny  i  firmy.  Chciał  zostać 

zawodowym  futbolistą,  przepowiadano  mu  wielką  sportową  karierę.  Ale  on 
wyrzekł  się  własnych  marzeń  i  po  śmierci  dziadka  zaczął  kierować  rodzinnym 
biznesem, czyli „Cayne Enterprises”. 

– Dlaczego właściwie on prowadzi firmę Cayne’ów, a nie jego ojciec? – 

zainteresowała  się  Kassandra.  –  Sam  Cayne  jest  przecieŜ  w  takim  wieku,  Ŝe 
mógłby z powodzeniem... 

–  Sam  Cayne  –  pośpieszył  z  wyjaśnieniem  Arnold  Feinburg,  nie 

pozwalając  jej  nawet  dokończyć  zdania  –  jest  powaŜnie  chory  na  serce,  więc 
musi się oszczędzać. Gabriel poświęcił się równieŜ dla ojca. 

– śe teŜ nie miałam pojęcia o tym wszystkim! 
–  Wcale  mnie  to  nie  dziwi.  Gabe  nie  jest  facetem,  który  uskarŜałby  się 

komukolwiek na własny los. 

– Nawet własnej narzeczonej? 
– Jak widać. 

background image

Taniec  się  skończył,  orkiestra  przestała  grać.  Arnold  Feinburg 

odprowadził Kassandrę do pokoju jadalnego. 

– Mówka gotowa? – rzucił w kierunku Gabriela. 
– Owszem, za chwilę ją usłyszysz. 
Gabe wstał z krzesła i wziął Kassandrę za rękę. 
Podeszli do Sama i Loretty, po czym całą czwórką skierowali się w stronę 

niewielkiej,  prowizorycznej  estrady,  wzniesionej  w  salonie  telewizyjnym 
specjalnie dla przygrywającego gościom do tańca zespołu muzycznego. 

Muzycy cofnęli się. 
. Państwo Cayne’owie oraz Kassandra i Gabriel stanęli pośrodku sceny, w 

pobliŜu mikrofonu. 

–  Panie  i  panowie!  Najmilsi  nasi  goście!  –  przemówił  Sam  Cayne 

drŜącym  ze  wzruszenia  głosem.  –  Nadeszła  najwaŜniejsza  chwila  dzisiejszego 
wieczoru, chwila, w której ten oto młody człowiek, mój syn, chciałby wam coś 
powiedzieć. Oddaję więc mu głos, a wy słuchajcie uwaŜnie! 

–  Drodzy  przyjaciele!  –  zaczął  Gabe.  –  Moja  narzeczona,  Kassandra 

O’Hara, nie chciała wierzyć, Ŝe będziemy nasze zaręczyny uroczyście ogłaszać 
ze  sceny.  Tym  bardziej  pewnie  się  zdziwi,  kiedy  za  chwilę  uroczyście,  na 
kolanach,  przy  was,  jako  świadkach,  poproszę  ją  o  rękę.  Tak  samo,  jak  mój 
ojciec  prosił  o  rękę  moją  mamę,  tak  samo,  jak  mój  świętej  pamięci  dziadek 
prosił o rękę moją babcię. 

Nim  do  przejętej  i  stremowanej  Kassandry  naprawdę  dotarł  sens  tych 

słów, Gabriel juŜ przed nią szarmancko przyklęknął na jedno kolano i zapytał: 

– Kassandro, czy chcesz zostać moją Ŝoną? Znieruchomiała i zaniemówiła 

z wraŜenia. Potrzebowała dłuŜszej chwili, Ŝeby uzmysłowić sobie, Ŝe cała scena 
jest  tylko  kolejnym  epizodem  komedii,  jaką  odgrywają  z  Gabrielem  przed 
publicznością,  która  do  tej  pory  składała  się  wyłącznie  z  członków  jego 
najbliŜszej rodziny, a teraz objęła równieŜ dwie setki gości państwa Cayne’ów, 
zgromadzonych na gwiazdkowym przyjęciu. Potrzebowała dłuŜszej chwili, Ŝeby 
odzyskać  głos,  zaczerpnąć  powietrza  i  wypowiedzieć  słowa  przewidziane  dla 
niej w scenariuszu przedstawienia: 

– Tak, chcę! 
Usłyszawszy twierdzącą odpowiedź, Gabriel Cayne ujął dłoń Kassandry i 

wsunął jej na serdeczny palec zaręczynowy pierścionek. A potem, wciąŜ jeszcze 
nie wstając z klęczek, szarmancko pocałował ją w rękę. 

BoŜe, to wszystko jest takie piękne, jak najpiękniejszy sen! – pomyślała w 

tym momencie Kassandra. AŜ szkoda, Ŝe całkowicie nieprawdziwe. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 
–  Czy  zechcesz  pokazać  mi  z  bliska  ten  pierścionek,  moje  dziecko?  – 

zapytała  babcia  Emma,  kiedy  drzwi  rezydencji  Cayne’ów  zamknęły  się  juŜ  za 
ostatnim z wychodzących po przyjęciu gości. 

– Oczywiście! – odpowiedziała Kassandra i wyciągnęła rękę w kierunku 

starszej pani. 

– Jest naprawdę piękny. 
– Sama go wybrałam. 
– Skoro tak, to masz doskonały gust – zawyrokowała babcia. 
–  Ja  właściwie  planowałem  kupić  coś  pokaźniejszego  –  wtrącił  się  do 

rozmowy Gabe. 

–  Całe  szczęście,  Ŝe  się  nie  upierałeś  przy  tych  swoich  planach  – 

stwierdziła  starsza  pani.  –  Bo  gdybyś  się  upierał,  to  pewnie  byś  przesadził.  A 
przesada  nie  jest  dobra  w  Ŝadnej  dziedzinie,  młody  człowieku,  nawet  jeśli 
wypływa z najlepszych chęci. 

–  Babciu,  czy  ty  przypadkiem  nie  powinnaś  leŜeć  juŜ  w  łóŜku  o  tak 

późnej porze? – zapytał Gabe, nagle zmieniając temat. 

Starsza pani machnęła lekcewaŜąco ręką. 
–  TeŜ  coś!  –  obruszyła  się.  –  Kto  by  się  kładł  do  łóŜka  w  czasie 

gwiazdkowego przyjęcia! 

– Gwiazdkowe przyjęcie juŜ się skończyło. 
–  Fakt!  –  przyznała  wnukowi  rację  babcia  Emma  i  smętnie  pokiwała 

głową.  –  Skończyło  się  nie  wiadomo  kiedy,  jak  wszystko,  co  przyjemne  w 
naszym Ŝyciu. 

–  LeŜenie  w  wygodnym  łóŜku  to  teŜ  całkiem  przyjemna  rzecz.  –  Gabe 

próbował dodać starszej pani otuchy. 

– Nie w kaŜdej sytuacji, młody człowieku. ChociaŜ w twojej na pewno! – 

dodała, puszczając do wnuka perskie oko. 

– Dlaczego akurat w mojej? Starsza pani wybuchnęła śmiechem. 
– Nie udawaj, Ŝe jesteś taki niedomyślny, mój drogi! 
–  stwierdziła.  –  PrzecieŜ  ty  będziesz  miał  do  towarzystwa  narzeczoną  – 

wyjaśniła, zerkając na skonfundowaną z lekka Kassandrę. 

– Co ty opowiadasz, babciu? – zdziwił się Gabriel. 
–  PrzecieŜ  to  właśnie  na  twoją  prośbę, kategoryczną  prośbę,  jeśli  moŜna 

się tak wyrazić, korzystamy podczas pobytu w tym domu z osobnych sypialni. 

–  Korzystaliście!  –  Starsza  pani  dobitnie  zaakcentowała  wypowiedziane 

słowo.  –  Ale  teraz,  po  oficjalnych  zaręczynach  i  na  kilka  zaledwie  dni  przed 
ś

lubem,  juŜ  nie  musicie korzystać.  Mimo  mojego podeszłego wieku nie  jestem 

aŜ tak konserwatywna, Ŝeby nadal od was tego wymagać. Bez przesady! 

– To my juŜ pójdziemy się połoŜyć, prawda, Kassie? 
–  palnął  Gabe,  po  czym  złapał  Kassandrę  za  rękę  i  pociągnął  ją 

background image

energicznie w kierunku schodów. 

– Bez przesady, po co ten wariacki pośpiech? – syknęła, wspinając się za 

nim na pierwsze piętro. 

Gabe pozwolił Kassandrze przystanąć i chwycić oddech dopiero na górze. 

I dopiero wówczas odpowiedział na jej pytanie: 

–  Musiałem  cię  szybko  odciągnąć  od  babci,  bo  nie  chciałem,  Ŝeby 

zauwaŜyła, jak bardzo się zawstydziłaś, kiedy wspaniałomyślnie zezwoliła nam 
na korzystanie ze wspólnej sypialni. Dostałaś nawet rumieńców, wiesz? 

– Wiem. To wszystko z zaskoczenia. 
– Domyślam się. 
– Ale, Gabe... przecieŜ my... – odezwała się niepewnie Kassandra. 
– Tak? 
– My chyba nie musimy... 
– Obawiam się, Ŝe jednak powinniśmy. 
– śe powinniśmy... razem? 
– Właśnie! 
– Ale dlaczego? 
–  Bo  inaczej  babcia  Emma  znów  moŜe  nabrać  jakichś  niepotrzebnych 

podejrzeń. 

– Prawda, moŜe – przyznała Kassandra i z rezygnacją pokiwała głową. – 

W takim razie, którą sypialnię wybieramy na dzisiejszą noc? – zapytała. 

–  Proponuję  moją  –  odpowiedział  po  krótkiej  chwili  namysłu  Gabe.  – 

Candy i tak śpi dzisiaj u Isabelle, więc nie musisz nad nią czuwać. A mój pokój 
jest  bardziej  ustronnie  usytuowany  od  twojego,  więc  będziemy  swobodniejsi, 
mniej naraŜeni na... hm... inwigilację ze strony babci Emmy. 

–  Chyba  masz  słuszność.  Zaczekaj  chwilę,  z  łaski  swojej,  wezmę  tylko 

parę niezbędnych rzeczy. 

Roztrzęsiona  Kassandra  wpadła  do  swojego  pokoju,  złapała  pustą 

podróŜną  torbę,  wrzuciła  do  niej  w  pośpiechu  piŜamę,  szczoteczkę  do  zębów, 
szczotkę  do  włosów,  parę  kosmetyków,  a  na  rano  zmianę  czystej  bielizny, 
koszulową  bluzkę  i  dŜinsy.  Potem,  rada  nierada,  powlokła  się  za  Gabrielem 
korytarzem  do  rozwidlenia  i  w  lewo,  i  dalej  prosto  do  końca,  aŜ  ku  ostatnim 
drzwiom po prawej. 

Po  wejściu  do  pokoju  postawiła  swoją  torbę  na krześle,  wydobyła  z  niej 

niezbędne  drobiazgi  i  natychmiast  schroniła  się  w  przyległej  łazience.  Wzięła 
prysznic,  starannie  umyła  zęby,  porządnie  wyszczotkowała  włosy.  PrzedłuŜała 
wieczorną  toaletę,  jak  mogła,  w  końcu  jednak,  nie  mając  juŜ  w  łazience 
absolutnie nic do zrobienia, była zmuszona ubrać się w piŜamę i wyjść. 

Gabe siedział na ustawionym przy oknie fotelu i czytał jakąś ksiąŜkę. Na 

widok Kassandry odłoŜył ją, wstał i bez słowa skierował się do łazienki. 

Przysiadła na zwolnionym przez niego miejscu. 
Pozostawiona  przez  Gabe’a  ksiąŜka  –  typowo  męska,  szpiegowska 

powieść  wojenna –  nie  zainteresowała  jej  ani trochę.  Zwrócił  natomiast  uwagę 

background image

Kassandry  przeszklony  regał,  pełen  najrozmaitszych  futbolowych  trofeów: 
pucharów, proporczyków, plakietek. 

Przypomniała  sobie  historię,  którą  opowiedział  jej  w  tańcu  Arnold 

Feinburg. Rezygnacja ze sportowej kariery w imię poświęcenia się dla rodziny, 
w imię odciąŜenia od nadmiaru pracy niedomagającego ojca, to było coś, co jej 
ogromnie  zaimponowało  i  pozwoliło  zobaczyć  Gabriela  Cayne’a  w  zupełnie 
innym niŜ dotychczas świetle. 

– Zgasić światło? 
Gabe  stał  w  otwartych  drzwiach  łazienki.  Miał  na  sobie  jedynie  krótkie 

piŜamowe  spodnie,  jego  muskularny,  po  męsku  owłosiony  tors  był  całkowicie 
odsłonięty. 

– Mógłbyś włoŜyć bluzę albo jakiś podkoszulek, zamiast od razu gasić – 

mruknęła w odpowiedzi Kassandra. 

– Zazwyczaj sypiam bez niczego, tylko ze względu na ciebie włoŜyłem te 

szorty. 

– CóŜ za poświęcenie! 
–  Prawda?  Poświęcę  się  jeszcze  bardziej  i  pozwolę  ci  wybrać  dowolną 

stronę łóŜka. 

– Wolę prawą. 
–  Więc  ja  kładę  się  z  lewej.  Ostatni  gasi  światło!  –  dodał  Gabe  i 

natychmiast wskoczył pod koc. 

– Wypadło na mnie? – rzuciła Kassandra. 
– Na to wygląda. 
– To zapal nocną lampkę, bo jak zgaszę, to do ciebie nie trafię. 
Gdy  Gabe  włączył  niewielkie,  boczne  światełko,  Kassandra  wstała  z 

fotela i wyłączyła duŜe górne światło. PoniewaŜ było jej jakoś niezręcznie kłaść 
się  tak  od  razu  na  jednym  posłaniu  z  półnagim,  atletycznie  zbudowanym  i 
piekielnie  atrakcyjnym  męŜczyzną,  przysiadła  najpierw  trochę  niepewnie  na 
skraju łóŜka. 

– Chcesz tak przesiedzieć do rana? – spytał Gabe. 
– Raczej nie, ale jakoś mi głupio kłaść się ni stąd, ni zowąd obok ciebie. 
– Tak nam wypadło ze scenariusza. 
– Niestety! – westchnęła Kassandra. 
– Czy naprawdę jestem aŜ taki straszny, Ŝe boisz się ze runą spać? 
Jesteś aŜ taki piękny, Ŝe się boję. Boję się, Ŝe się zapomnę. Albo... Ŝe się 

zakocham! 

Tak  właśnie  musiałaby  odpowiedzieć  Gabrielowi  Cayne’owi  na  jego 

Ŝ

artobliwe  pytanie  Kassandra  O’Hara,  jeśliby  chciała  mówić  powaŜnie  i 

szczerze,  pozostając  w  zgodzie  z  nieodpartym  odczuciem,  jakie  narzucała  jej 
kobieca  natura.  PoniewaŜ  wolała  jednak  zawierzyć  raczej  rozsądkowi,  niŜ 
instynktowi i emocjom, zdecydowała się przezornie zachować własne myśli dla 
siebie i milczeć. 

UłoŜyła się po prawej stronie łóŜka. Przymknęła oczy. 

background image

– Dobranoc, Gabe – mruknęła. 
– Dobranoc, Kassie. 
LeŜeli  sztywno  wyprostowani,  odwróceni  plecami  do  siebie,  kaŜde  po 

swojej stronie szerokiego posłania. Powoli mijała minuta za minutą. 

Kassandra,  zmęczona  nie  tylko  przyjęciem,  ale  i  związanymi  z  tym 

emocjami, usnęła dość szybko. Gabe natomiast długo leŜał z otwartymi oczyma. 
We  wpadającym  przez  okno  do  pokoju  srebrzystym  świetle  księŜyca  widział 
zarys oszklonego regału, na którego półkach połyskiwały sportowe trofea. 

Ze  względu  na  dobro  „Cayne  Enterprises”  i  kiepskie  zdrowie  ojca 

zrezygnowałem  kiedyś  z  futbolu,  rozmyślał.  Ze  względu  na  babcię 
zainscenizowałem  dzisiaj  fikcyjne  zaręczyny  i  leŜę  teraz  w  łóŜku  z  fikcyjną 
narzeczoną,  z  którą  za  kilka  dni  wezmę  fikcyjny  ślub.  A  co  zrobiłem...  i  co 
naprawdę  chciałbym  zrobić  w  przyszłości,  dla  siebie?  Czy  chciałbym,  na 
przykład, zakochać się? Do licha, a moŜe ja się juŜ zakochałem? 

Pytanie pozostało bez odpowiedzi, bo Gabriel w końcu usnął. 
 
Rano  obudził  się  pierwszy.  Natychmiast  po  cichutku  wstał  z  łóŜka  i 

przeszedł  do  łazienki,  Ŝeby  się  ogolić  i  wziąć  letni  prysznic.  Kiedy  wrócił  do 
pokoju po mniej więcej dwudziestu minutach, juŜ odświeŜony, ubrany w dŜinsy 
i sweter, Kassandra nadal spała. 

Spała słodko i spokojnie, sądząc po równym, głębokim oddechu i leciutko 

zaróŜowionych  policzkach.  Wykorzystując  fakt,  Ŝe  go  nie  widzi,  Gabriel 
przyjaźnie  i  czule  się  do  niej  uśmiechnął.  Śpiąca  Kassandra  wydała  mu  się 
uosobieniem  łagodności,  delikatności,  wdzięku.  Wydała  mu  się  piękna  i... 
bliska. 

– Och, Kassie! – wyszeptał ze wzruszeniem,  mimowolnie pochylając się 

nad nią. 

Natychmiast uniosła powieki i zdziwiona spojrzała mu prosto w oczy. 
– Czy coś się stało? – spytała z niepokojem. 
–  Nie!  Tylko  juŜ  pora  wstawać!  –  mruknął  zmieszany,  gwałtownie  się 

cofając i prostując. 

– Od dawna nie śpisz? 
– Od dobrych dwudziestu minut. 
– A która jest godzina? 
Gabe zerknął na zegarek i odpowiedział: 
– Ósma dziesięć. 
–  BoŜe!  Candy  pomyśli,  Ŝe  ją  porzuciłam!  –  wykrzyknęła  Kassandra  i 

pośpiesznie wyskoczyła z łóŜka. 

Natychmiast  wpadła  do  łazienki.  Kiedy  po  paru  minutach  wyskoczyła 

stamtąd, juŜ umyta, uczesana, ubrana w dŜinsy i koszulową bluzkę, oznajmiła z 
uśmiechem: 

– Jestem gotowa! 
–  Na  wszystko?  –  mruknął  Gabe,  mruŜąc  oczy.  Kassandra  nagle 

background image

spowaŜniała. 

– Na wszystko... co przewiduje nasz scenariusz – odparła Gabriel ani nie 

skomentował tej odpowiedzi, ani o nic więcej juŜ jej nie zapytał. W milczeniu, 
oboje  trochę  nachmurzeni,  zeszli  do  pokoju  jadalnego  na  śniadanie.  Ledwie 
usiedli za stołem, zjawiła się babcia Emma. 

–  Dobrze  się  wam  spało?  –  rzuciła  na  powitanie,  mierząc  ich  mocno 

zaciekawionym, a nawet cokolwiek podejrzliwym spojrzeniem. 

– Ja spałam świetnie – odpowiedziała Kassandra. 
– Ja równieŜ – zapewnił starszą panią Gabe. 
– A ja nieszczególnie – stwierdziła babcia Emma. 
– Jakieś dolegliwości? – zaniepokoił się Gabriel. 
–  A  moŜe  przemęczenie  wczorajszym  dniem,  pełnym  wraŜeń?  – 

zasugerowała Kassandra. 

– Silnych wraŜeń było wczoraj mnóstwo i trochę mnie to wszystko koniec 

końców  zmęczyło  –  przytaknęła  babcia  Emma.  –  Jednak  w  nocy  czułam  się 
całkiem dobrze, a nie spałam tylko dlatego, Ŝe rozmyślałam – wyjaśniła. 

– O czym? – zainteresował się Gabe. 
– No właśnie! O czym? – zawtórowała mu Kassandra. 
– O zasadach, jakie panują w tym domu – powiedziała starsza pani z dość 

tajemniczą miną. – Sama je tu wszystkim narzuciłam, wam równieŜ. 

–  Twój  dom,  twoje  zasady,  babciu!  Po  prostu  ty  rządzisz  –  wtrącił 

Gabriel. 

– Wiem. Tylko właśnie doszłam do wniosku, Ŝe czasami rządzę źle. 
– Źle? 
– Nnno... powiedzmy, Ŝe nie po nowemu – uściśliła starsza pani. 
– Konserwatywne rządy bywają całkiem niezłe – zauwaŜyła Kassandra. 
– Ale bywają teŜ fatalne, moje dziecko – zareplikowała babcia Emma. – 

Dlatego  warto  od  czasu  do  czasu  zastąpić  konserwatystów  na  przykład...  hm... 
liberałami! 

–  Kogo  chcesz  w  związku  z  tym  mianować  swoim  następcą,  babciu?  – 

spytał po trosze zaciekawiony, a po trosze rozbawiony Gabe. 

– Nikogo, młody człowieku. 
– Spodziewałem się, Ŝe nie zechcesz oddać władzy! 
– Ale zamierzam zmienić niektóre reguły gry. Dotyczące między innymi 

was obojga, moi państwo! – podkreśliła starsza pani. 

– Nas obojga? – zaniepokoiła się Kassandra. 
– Jak to, nas? – zawtórował jej Gabriel. – Co planujesz zrobić? 
–  Przeniosę  się  na  czas  waszej  wizyty  do  dotychczasowego  pokoju 

Kassandry i będę doglądała Candy, Ŝebyście wy mogli spokojnie spędzać noce u 
ciebie, Gabe. Tylko we dwoje! 

Gabriel,  który  omal  nie  udławił  się  kawą,  poczerwieniał  na  twarzy  i 

zaczął gwałtownie kaszleć. 

–  Spodziewałam  się,  Ŝe  ta  decyzja  zrobi  na  tobie  wraŜenie,  młody 

background image

człowieku! – stwierdziła z figlarnym uśmiechem babcia Emma. 

PoniewaŜ  Gabe  milczał,  a  właściwie  kaszlał,  Kassandra,  chcąc  w  jakiś 

sposób ratować sytuację, odwaŜyła się powiedzieć: 

– Candy jest czasami w nocy dość kłopotliwa, budzi się, popłakuje, jak to 

dziecko. 

–  Na  pewno  dam  sobie  radę  z  tym  twoim  maleństwem,  moje  dziecko! – 

zapewniła ją starsza pani. – A w ostateczności, jakbym sobie kiedyś nie mogła 
poradzić,  po  prostu  przyjdę  po  ciebie.  To  przecieŜ  całkiem  niedaleko: 
korytarzem do rozwidlenia i w lewo... 

–  ...i  dalej  prosto...  –  wszedł  babci  w  słowo  Gabriel,  który  zdołał  juŜ 

tymczasem odchrząknąć i odzyskać mowę. 

–  ...ostatnie  drzwi  po  prawej  –  w  przypływie  wisielczego  humoru 

uzupełniła wyliczankę Kassandra. 

– Amen! – Ostatnie słowo musiało oczywiście naleŜeć do starszej pani. 

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 
– Czy dzisiaj znów wybierasz prawą stronę łóŜka? – zapytał Gabe, który 

odbył wieczorną toaletę jako pierwszy i czekał na wyjście Kassandry z łazienki, 
siedząc w fotelu i czytając swoją szpiegowską powieść. 

– Jeśli mogę, to tak – odpowiedziała. 
Tym  razem  nie  miała  na  sobie  solidnej  pensjonarskiej  piŜamy,  tylko 

nocną  koszulkę,  równieŜ  wprawdzie  skromną,  całkowicie  nieprzejrzystą,  ale 
znacznie  lŜejszą  i  zdecydowanie  bardziej  uwypuklającą  powabne  kształty  jej 
kobiecego ciała. 

– Kładź się, gdzie chcesz, byle prędzej! – mruknął znad ksiąŜki Gabe. 
– Taki jesteś śpiący? 
– NiewaŜne. Kładź się i porządnie się nakryj! 
– PrzecieŜ jest ciepło. 
– Na razie jest ciepło, ale w nocy moŜe się zrobić chłodno! 
Kassandra nie przedłuŜała dyskusji, tylko posłusznie wsunęła się pod koc 

i  nakryła  się  nim  aŜ  po  szyję,  przesłaniając  wszystkie  swoje  wdzięki.  Gabe 
cięŜko westchnął, odłoŜył ksiąŜkę, wstał z fotela, zgasił górne światło i równieŜ 
się połoŜył. 

Znowu,  jak  poprzedniego  wieczora,  leŜeli  nienaturalnie  wyprostowani  i 

odwróceni  plecami  do  siebie  na  przeciwległych  skrajach  szerokiego  łoŜa. 
Znowu powoli mijała minuta za minutą. 

Minęło  tych  minut  co  najmniej  dwadzieścia,  a  Ŝadne  z  nich  nie  zdołało 

usnąć. 

– MoŜe na jutro zorganizujemy sobie na wieczór talię kart? – odezwał się 

w  końcu  zrezygnowany  Gabe,  zmieniając  pozycję  z  leŜącej  na  siedzącą  i 
zapalając nocną lampkę. – Będziemy grać aŜ do upadłego i aŜ pośniemy. 

–  Niezły  pomysł  –  mruknęła  Kassandra  i wysuwając się  częściowo spod 

koca, równieŜ przysiadła na łóŜku. 

Zerknął  na  nią  z  ukosa.  Lekka  nocna  koszulka  na  wąskich  ramiączkach 

całkowicie  odsłaniała  jej  kształtne  ramiona  i  tylko  symbolicznie  maskowała 
biust. 

Gabe pośpiesznie odwrócił głowę. Uświadomił sobie jasno i wyraźnie, Ŝe 

chcąc  zachować  jaki  taki  spokój  ducha  i...  ciała,  musi  patrzeć  prosto  przed 
siebie, na drzwi do łazienki, ewentualnie w lewo, na ścianę, ale absolutnie nie w 
prawo. 

–  Kassie,  skoro  dzisiaj  nie  mamy  kart  do  gry,  to  moŜe  porozmawiajmy, 

zgoda?  –  zaproponował.  –  Opowiedz  mi  na  przykład,  co  porabiałaś  przed 
południem, kiedy ja grałem z ojcem w golfa. 

Kassandra  zerknęła  z  ukosa  w  stronę  Gabriela.  PoniewaŜ  jego  szerokie, 

muskularne ramiona i atletyczne, męskie kształty jego bujnie owłosionego torsu 
zrobiły  na  niej  wraŜenie  nie  mniejsze  niŜ  poprzedniego  wieczoru,  zarumieniła 

background image

się  i  natychmiast  odwróciła  głowę.  Uzmysłowiła  sobie,  Ŝe  w  imię  zachowania 
spokoju  ducha  i  ciała  musi  całkowicie  zrezygnować  ze  spoglądania  w  lewo  i 
ograniczyć się do patrzenia w prawo, na ścianę, albo przed siebie, na drzwi do 
łazienki. 

– Co robiłam dzisiaj przed południem? – zaczęła się głośno zastanawiać. 

–  W  towarzystwie  twojej  mamy  i  babci  zajmowałam  się  przygotowaniami  do 
naszego wesela. 

– A konkretnie, co robiłyście? 
–  Podobnie  jak  wczoraj  wykłócałyśmy  się  z  dostawcami  wiktuałów  na 

weselny stół, wykłócałyśmy się z dostawcami kwiatów do przyozdobienia domu 
i wykłócałyśmy się nawzajem ze sobą. 

– I jak się zapowiada ostateczny efekt tych wszystkich... hm... dyskusji? 
–  Jeśli  tylko  nie  powpadamy  przedwcześnie  w  szał  i  nie  wymordujemy 

tych nieszczęsnych dostawców, przygotujemy wspaniałą uroczystość. 

– Jakie będzie menu? 
–  Jeszcze  dokładnie  nie  wiadomo,  bo  Emma  i  Loretta  zmieniają  decyzje 

co najmniej cztery razy dziennie. 

– A ty? 
–  PrzewaŜnie  dla  świętego  spokoju  im  przytakuję,  ale  czasem,  dla 

niepoznaki, trochę się sprzeciwiam. 

– I słusznie robisz! – pochwalił ją Gabriel. – Twoja obojętność  mogłaby 

wzbudzić niepotrzebne podejrzenia, zwłaszcza u babci Emmy. A co z kwiatami? 

– Są dwie wersje i raz bierze górę ta pierwsza, a raz ta druga. 
– Tak na zmianę? 
– Owszem. A zmiana następuje kilka razy dziennie. 
– Biedni kwiaciarze! 
– TeŜ im współczuję, choć nikt ich nie zmuszał do wyboru zawodu. 
–  TeŜ  prawda.  W  tej  pierwszej  wersji  jakie  rośliny  wchodzą  w  grę?  – 

zainteresował się Gabe. 

– Czerwone poinsecje i ostrokrzew paragwajski. 
– A w tej drugiej? 
– Białe poinsecje, białe róŜe i „tchnienie niemowlęcia”. 
– A cóŜ to takiego? 
– Pytasz o „tchnienie niemowlęcia”? 
– Właśnie. 
–  Roślina  ozdobna  uŜywana  do  kompozycji  artystycznych  suchych 

bukietów. 

– Wiesz moŜe, jak wygląda? 
– Ma wąskie listki i drobne białe kwiatki. 
– I naprawdę tak dziwacznie się nazywa? 
–  Tak  na  nią  mówią  kwiaciarze.  Nazwa  botaniczna  brzmi  podobno: 

łyszczec wiechowaty. 

– Jeszcze lepiej! A skąd to wiesz? 

background image

– Od kwiaciarzy. 
– Uczysz się przy kaŜdej okazji? 
– Jak na przyszłą nauczycielkę przystało – roześmiała się Kassandra. 
Przez  chwilę  oboje  milczeli.  W  końcu  Gabe,  nie  chcąc  kończyć  zbyt 

wcześnie rozmowy i znów borykać się z bezsennością, zapytał: 

– A co ze strojem? 
– Dla ciebie? 
– TeŜ coś! Myślę o twojej sukni. 
– Och, z tym są, niestety, największe problemy! – powiedziała z głębokim 

i cięŜkim westchnieniem. 

– Dlaczego? – zaniepokoił się Gabe. 
– Emma i Loretta nie są zadowolone z kreacji, którą sobie wybrałam. 
– Dlaczego? – powtórzył pytanie. 
– Właściwie, to nawet nie wiem. – Zdezorientowana Kassandra wzruszyła 

ramionami.  –  To  naprawdę  cudowna  biała  suknia.  Oddałam  ją  do  chemicznej 
pralni i teraz wygląda jak nowa! 

Zaszokowany  Gabriel  uniósł  brwi,  zmarszczył  czoło  i  przez  dobre  pół 

minuty  analizował  w  myślach  ostatnie  usłyszane  zdanie.  W  końcu  odwaŜył  się 
zapytać wprost: 

– Czy mam rozumieć, Ŝe ta biała suknia, w której zamierzasz wziąć ślub, 

nie jest nowa? 

– A czy myślisz, Ŝe ta czerwona suknia, w której wystąpiłam na przyjęciu 

i  którą  tak  się  wszyscy  zachwycali,  była  nowa?  –  pytaniem  na  pytanie 
odpowiedziała Kassandra. 

– A nie była? 
– Nie. 
– PrzecieŜ kupiłaś ją na wyprzedaŜy! 
–  Ale  na  wyprzedaŜy  uŜywanych  rzeczy.  Bogate  elegantki  z  reguły  nie 

wkładają  po  raz  drugi  tych  samych  wieczorowych  kreacji,  więc  chętnie  je 
sprzedają  za  ułamek  ceny  i  robią  sobie  w  szafie  miejsce  na  następne.  Ślubnej 
sukni tym bardziej nie wkłada się ponownie. 

– Nawet biorąc sobie drugiego męŜa? – zapytał ze śmiechem Gabriel. 
– Nawet, bo podobno to przynosi pecha! – odpowiedziała Kassandra. 
Znów nastąpiła dłuŜsza chwila milczenia. I znów Gabriel zatroszczył się o 

podtrzymanie rozmowy. 

– Ta twoja czerwona wieczorowa suknia... z wyprzedaŜy... – odezwał się 

z pewnym wahaniem. 

– Tak? 
– ...nie wyglądała gorzej... co tam, wyglądała znacznie lepiej niŜ kreacje 

innych pań kupione w piekielnie drogich, ekskluzywnych butikach. 

–  Miło  mi,  Ŝe  to  zauwaŜyłeś.  Widzisz,  waŜne,  Ŝeby  strój  odpowiednio 

dobrać,  a  nie,  Ŝeby  przepłacić.  Zresztą,  Podobno  –  stwierdziła  z  figlarnym 
uśmiechem Kassandra – to nie suknia zdobi człowieka. 

background image

– ...tylko człowiek zdobi suknię! – dokończył sentencję Gabriel, po czym, 

zerknąwszy przelotnie w zakazaną prawą stronę, dodał: – Święta racja, Kassie. 
Jeśli kobieta to... teŜ człowiek, oczywiście! 

Kassandra  spłonęła  rumieńcem  i  trochę  wyŜej  podciągnęła  koc,  który  w 

półsiedzącej pozycji okrywał ją zaledwie do talii. 

– Zimno ci? – zdziwił się Gabriel. 
– Sam mówiłeś, Ŝe zrobi się chłodno – mruknęła. 
– Fakt, chyba zaczęło się ochładzać. Więc moŜe juŜ nakryj się porządnie i 

ś

pij? 

– A ty? 
–  Ja  teŜ  spróbuję  usnąć.  A  co  do  tego  sporu  z  mamą  i  babcią  o  ślubną 

suknię... – zaczął Gabe. 

– Tak? 
– To nie poddawaj się. Bądź sobą! 
–  Spróbuję  –  zgodziła  się  Kassandra.  –  ChociaŜ  to  wcale  nie  jest  takie 

proste w mojej sytuacji – dodała z zabarwioną nutką goryczy zadumą. 

– Dlaczego? 
– Bo jeśli się gra komedię, to trzeba myśleć przede wszystkim o roli. 
– A o sobie? 
– O sobie pomyślę później, jak przedstawienie juŜ się skończy. Dobranoc. 
– Dobranoc, Kassie. 
Kassandra  wsunęła  się  pod  koc  i  ułoŜyła  na  lewym  boku,  plecami  do 

Gabriela,  który  ułoŜył  się  z  kolei  na  prawym  boku,  plecami  do  niej,  na 
przeciwległym skraju szerokiego łóŜka. 

TeŜ  będę  musiał  o  sobie  pomyśleć,  nie  zwlekając  przesadnie  długo, 

obiecał  sobie  w  duchu,  lecz  zanim  zdąŜył  cokolwiek  sprecyzować,  po  prostu 
usnął. 

 
Kassandra  równieŜ  usnęła  dość  szybko  i  spała  przez  całą  noc  nawet 

nieźle, jednak rano obudziła się w nie najlepszym nastroju. Przypomniała sobie 
wieczorną rozmowę z Gabrielem i doszła do wniosku, Ŝe zupełnie niepotrzebnie 
pozwoliła  mu  się  wplątać  w  tę  groteskową  komedię  z  fałszywym 
narzeczeństwem i fałszywym ślubem. 

Jeśli  zagram  jakoś  nie  tak  i  babcia  Emma  mnie  zdemaskuje,  będzie  źle. 

Ale  będzie  najgorzej  –  uzmysłowiła  sobie  z  rozdraŜnieniem  –  jeśli  za  mocno 
wczuję  się  w  rolę  i  sama  zacznę  Ŝałować,  Ŝe  to  wszystko  nie  dzieje  się 
naprawdę! 

BoŜe! – zaczęła się gorączkowo zastanawiać. – A jeśli juŜ jest mi trochę 

szkoda, Ŝe Gabriel tylko udawał, Ŝe prosi mnie o rękę i tylko na niby weźmie ze 
mną ślub? A jeśli juŜ Ŝałuję, Ŝe wolał mnie wynająć niŜ pokochać? 

Nie odpowiedziała sobie na to pytanie. Nie miała odwagi. Wstała z łóŜka i 

rzuciła  się  w  wir  zajęć.  Śniadanie  z  całą  rodziną,  zabawa  z  Candy,  udział  w 
kolejnej  zorganizowanej  przez  Lorettę  Cayne  i  babcię  Emmę  konferencji  z 

background image

dostawcami.  Tym  razem  chodziło  o  kolor  podawanych  na  weselny  stół 
ciasteczek. 

– Powinny być całkiem białe, tylko z lukrem – twierdziła z przekonaniem 

starsza pani. – śadnej czerni, Ŝadnej czekolady! 

Kassandra  machinalnie  kiwała  głową,  przytakując  wszelkim,  nawet 

całkowicie  przeciwstawnym  sugestiom  Emmy,  Loretty  i  zdezorientowanych 
dostawców.  Sama  natomiast  z  uporem  milczała  i  nie  zgłaszała  Ŝadnych 
własnych propozycji odnośnie weselnych ciasteczek. 

–  Czy  ty  moŜe  źle  się  dzisiaj  czujesz,  moje  dziecko?  –  zapytała  ją  z 

niepokojem babcia Emma, gdy konferencja wreszcie dobiegła końca i dostawcy 
sobie  poszli,  otrzymawszy  nie  całkiem  spójne,  ale  i  nie  całkiem  sprzeczne,  na 
szczęście, dyspozycje. 

– SkądŜe znowu, czuję się świetnie! – zapewniła Kassandra. 
– A taka jakaś jesteś nieswoja. 
– Na pewno tęsknisz za swoją rodziną, prawda, kochanie? – zasugerowała 

Loretta. 

Kassandra skwapliwie  chwyciła się  podsuniętej  jej  przez  matkę  Gabriela 

deski ratunku i potwierdziła: 

– No, moŜe trochę. 
–  To  biegnij  na  górę  i  zadzwoń  sobie  do  rodziców,  moje  dziecko  – 

zaproponowała  babcia  Emma.  –  Opowiesz  mamie  o  naszych  przygotowaniach 
do wesela i upewnisz się, czy jest juŜ gotowa do podróŜy do Georgii. 

–  Moja  mama  nie  moŜe  przyjechać  do  Georgii,  bo  ojciec  nabawił  się 

bronchitu  i  ona  za  nic  w  świecie  go  samego  nie  zostawi!  –  Kassandra  bez 
zająknięcia  powtórzyła  historyjkę,  jaką  wymyśliła  poprzedniego  dnia  dla 
usprawiedliwienia nieobecności swoich rodziców na ślubie. 

– Ach, prawda, prawda, przecieŜ mówiłaś – przypomniała sobie babcia. – 

Jaka szkoda! 

–  Po prostu pech! – wtrąciła  się  Loretta. –  Ale  zadzwoń tak  czy  inaczej, 

porozmawiaj sobie z mamą i pozdrów od nas chorego tatę. 

Nie  chcąc  wzbudzać  niepotrzebnych  podejrzeń,  Kassandra  nie  mogła  w 

tej  sytuacji  zrobić  nic  innego,  jak  tylko  wyjść  z  salonu  i  skierować  się  po 
schodach na górę. 

Weszła do gościnnego pokoju i dokładnie zamknęła za sobą drzwi. 
Nie zamierzała nigdzie dzwonić. 
Rodzice  wiedzieli,  Ŝe  jest  z  Candy  w  Atlancie,  w  stanie  Georgia,  dokąd 

zaprosił  ją  na  BoŜe  Narodzenie  sąsiad  milioner,  prezes  zarządu  korporacji 
„Cayne  Enterprises”  i  dziedzic  wielkiej  fortuny.  Wiedzieli  równieŜ,  Ŝe  ten 
ś

wiąteczny  wyjazd  wiąŜe  się  z  maskaradą,  jaką  Gabriel  Cayne  postanowił 

urządzić dla rodziny, prezentując najbliŜszym Kassandrę jako swoją narzeczoną. 
Wiedzieli ponadto, Ŝe całe przedsięwzięcie ma jej przynieść wymierne korzyści 
materialne. 

Kassandra  rozmawiała  z  nimi  poprzedniego  dnia.  Obawiała  się  dzwonić 

background image

znowu,  poniewaŜ  zdawała  sobie  sprawę,  Ŝe  zbyt  częste  telefony  mogłyby  ich 
niepotrzebnie  zaniepokoić.  Usiadła  więc  tylko  przy  aparacie,  na  wypadek, 
gdyby babci Emmie przyszło do głowy do niej zajrzeć. 

A  jeśli  babci  przyjdzie  do  głowy  podsłuchiwać  pod  drzwiami,  o  czym 

rozmawiam  przez  telefon?  –  pomyślała  w  pewnym  momencie.  Zorientuje  się 
wtedy, Ŝe nie rozmawiam w ogóle i zacznie podejrzewać nie wiadomo co. Więc 
moŜe lepiej zadzwonię. 

Wybrała  numer  kierunkowy  i  numer  domowego  telefonu  rodziców.  Nikt 

nie odbierał. 

Odczekała  chwilę  i  powtórzyła  całą  operację  jeszcze  raz.  Efekt  był 

identyczny. 

Przesiedziała więc w odosobnieniu jeszcze kilkanaście minut i wróciła na 

dół, do babci Emmy i Loretty. Nie przyznała się im oczywiście, Ŝe jej rodziców 
nie  było  w  domu.  Pan  O’Hara  nie  mógłby  przecieŜ  jak  gdyby  nigdy  nic 
spacerować sobie z bronchitem po mieście, w grudniu, w chłodnej Pensylwanii. 

Kassandra  bardzo  się  do  końca  dnia  pilnowała,  Ŝeby  maskować  swoje 

rozdraŜnienie  uśmiechem,  ale  nastrój  bynajmniej  się  jej  nie  poprawił.  Dlatego 
wieczorem,  kiedy  znalazła  się  sam  na  sam  z  Gabrielem  w  jego  sypialni,  nie 
miała  najmniejszej  ochoty  do  konwersacji  i  natychmiast  schroniła  się  w 
łazience. 

– Dobranoc! – rzuciła lakonicznie, kiedy juŜ wyszła, po czym połoŜyła się 

do łóŜka i mocno zacisnęła powieki, udając, Ŝe zasypia. 

– Dobranoc, Kassie – odpowiedział Gabe i poszedł wziąć prysznic. 
Kiedy  wrócił,  nie  połoŜył  się  po  swojej  stronie  posłania,  tylko  usiadł  w 

fotelu i zaczął czytać ksiąŜkę. Po chwili zamknął ją jednak i zapytał: 

– Masz moŜe jakieś problemy, Kassie? 
– Nie mam Ŝadnych! – odburknęła Kassandra, otwierając oczy. 
– Nawet z zaśnięciem? 
– Nawet. 
– A przecieŜ nie spałaś, tylko udawałaś! 
– Skąd wiesz? 
–  Poznałem  po  twoim  oddechu.  Kiedy  śpisz,  oddychasz  jakoś  inaczej, 

głębiej. No więc, w czym problem? – nie dawał za wygraną Gabe. 

– W niczym! 
– To mi o tym opowiedz. 
– O czym? 
– No, o tym niczym. 
– Daj mi spokój, Gabe! – zniecierpliwiła się Kassandra. – Przestań mnie 

wypytywać o problemy, których nie ma i kładź się, bo najwyŜsza pora spać. 

Gabe  nie  połoŜył  się  jednak,  tylko  przysiadł  na  skraju  łóŜka,  tuŜ  obok 

Kassandry. Ujął ją za rękę. 

–  Niestety,  nie  dam  ci  spokoju,  Kassie  –  oświadczył  z  determinacją  i 

powagą – dopóki się nie dowiem, co tak naprawdę cię gnębi. 

background image

Spojrzała mu w oczy i zorientowała się z ich wyrazu, Ŝe z całą pewnością 

nie ustąpi. Westchnęła więc głęboko i zaczęła mówić, nie ujawniając oczywiście 
całej, a tylko część – i to drobną część – prawdy. 

– Trochę się stęskniłam – mruknęła. 
– Za czym? 
– Za domem. 
– Za domem? – zdziwił się Gabe. 
–  Za  domem,  za  rodziną,  za  przyjaciółmi,  za  Pensylwanią.  Widzisz,  ty 

czujesz  się  w  tej  rezydencji  w  Atlancie,  w  Georgii,  jak  u  siebie,  masz  tu 
rodziców,  masz  tu  babcię,  masz  tu  przyjaciół.  Ą  ja  czuję  się  trochę  samotna, 
spędzając święta BoŜego Narodzenia tak daleko od najbliŜszych. 

– Masz przecieŜ Candy! 
– Candy jest jeszcze malutka, nie moŜna nawet z nią pogadać. 
–  No,  to  masz  mnie!  –  odezwał  się  Gabe  i  trochę  mocniej  ścisnął 

Kassandrę za rękę. 

Serce  zaczęło  jej  bić  w  znacznie  szybszym  niŜ  zazwyczaj  tempie, 

niepokojący  i  obezwładniający  zarazem  dreszcz  przebiegł  jej  po  plecach. 
Opanowała  się  jednak  i  ani  nie  odwzajemniając  uścisku,  ani  nie  wyrywając 
dłoni, odezwała się beznamiętnym tonem: 

– Ty jesteś przecieŜ tylko moim partnerem w interesach, Gabe. Ubiliśmy 

interes, zawarliśmy umowę i teraz ja muszę się z niej wywiązać, niezaleŜnie od 
tego, czy – tęsknię za domem, czy teŜ nie. Później, po powrocie do Pensylwanii, 
ty, jak się spodziewam, uregulujesz swoje zobowiązania wobec mnie i będziemy 
kwita. 

– I to wszystko? 
–  Tak  myślę.  ChociaŜ  ciągle  się  boję,  Ŝe  z  tej  naszej  intrygi  mogą 

wyniknąć jakieś nieprzewidziane konsekwencje. Sprawa jest taka ryzykowna! 

– Nie martw się na zapas, Kassie, ryzyko czasami się opłaca, zwłaszcza w 

interesach – stwierdził Gabe i cmoknął Kassandrę w rękę. 

– Co robisz! – syknęła speszona. 
– Nic złego, całuję cię tylko na dobranoc. 
– Nasza umowa nie przewidywała przecieŜ Ŝadnych pocałunków. 
–  MoŜemy  ją  uzupełnić  aneksem,  nawet  zaraz  –  skwapliwie 

zaproponował Gabriel. 

– Nie, lepiej śpijmy! – zaprotestowała. 
Gabe cięŜko westchnął, ale pokiwał potakująco głową i mruknął: 
– Niech ci będzie. Dobranoc, Kassie! 
– Dobranoc! – szepnęła Kassandra i mocno zacisnęła powieki. 
Słyszała, jak Gabriel kładzie się po swojej stronie łóŜka, jak przewraca się 

przez  jakiś  czas  z  boku  na  bok  na  posłaniu,  jak  w  końcu,  zasypiając,  oddycha 
coraz spokojniej i głębiej. 

Sama  nie  spała  dość  długo  tej  nocy.  LeŜała  w  ciemności  i  ciszy, 

zastanawiając  się,  jakie  ma  wobec  niej  intencje  fikcyjny  narzeczony  i  co 

background image

naprawdę na jej temat myśli. 

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY 

 
Kiedy  Gabriel  Cayne  obudził  się  nazajutrz  rano  po  dobrze  przespanej 

nocy,  pomyślał  sobie  nieoczekiwanie,  Ŝe  byłoby  całkiem  miło  budzić  się 
codziennie obok kobiety takiej właśnie, jak Kassandra. 

Takiej  czyli  jakiej?  –  zaczął  się  zastanawiać.  –  Jaka  właściwie  jest 

Kassandra O’Hara? 

Atrakcyjna? 
Piekielnie, 

choć 

ekstrawaganccy 

kreatorzy 

współczesnej 

mody 

zarzuciliby  jej  być  moŜe  nadmiar  kobiecych  krągłości,  przy  równoczesnym 
niedoborze wzrostu. 

Inteligentna? 
Bezsprzecznie,  inaczej  nie  utrzymałaby  się  na  studiach,  pracując  i 

wychowując małe dziecko. 

OdwaŜna? 
Trudno w to wątpić, skoro zdecydowała się na samotne macierzyństwo. 
Spontaniczna? 
Z  całą  pewnością,  skoro  nie  wahała  się  zgłaszać  na  policji,  Ŝe 

współwłaściciel budynku, w którym wynajmuje mieszkanie, urządza po nocach 
hałaśliwe przyjęcia i zakłóca spokój lokatorom. 

Taka  właśnie  jest  Kassandra  O’Hara:  kobieca,  mądra,  samodzielna, 

naturalna. 

Taka, czyli... zupełnie inna niŜ dziewczyny, z którymi do tej pory miałem 

do czynienia! – skonstatował Gabe ze zdziwieniem. 

Prezentowały  się  jak  modelki  z  okładek  ilustrowanych  magazynów,  ale 

nawet  w  przybliŜeniu  nie  elektryzowały  mnie  tak  jak  ona!  Poza  tym  były 
pretensjonalne,  rozpieszczone  i  w gruncie  rzeczy  ograniczone,  a  przy  bliŜszym 
poznaniu nieuchronnie rozczarowywały. 

Tymczasem Kassandra... 
Kassandra zaciekawia, imponuje, wzbudza sympatię, podnieca! 
–  Do  Ucha,  i  to  jeszcze  jak!  –  mruknął  Gabe,  uśmiechając  się  do 

własnych myśli, zdecydowanie frywolnych w tym momencie. 

Po  czym,  obawiając  się,  Ŝe  Kassandra  moŜe  podniecić  go  za  bardzo  i 

mimowolnie,  nawet  przez  sen,  sprowokować  do  jakiegoś  nieobyczajnego, 
niegodnego  dŜentelmena  wyskoku,  pośpiesznie  dźwignął  się  ze  wspólnego 
posłania, pobiegł do łazienki i wskoczył pod chłodny prysznic. 

 
–  Kassie,  pora  wstawać!  –  zawołał  raźno  i  wesolutko,  kiedy  umyty, 

ogolony, ubrany i nadal radośnie uśmiechnięty wrócił po kilkunastu minutach do 
sypialni. 

Rozespana Kassandra niezbyt chętnie otworzyła oczy. 
Przypomniawszy sobie swoje wieczorne rozmyślania, męczące, irytujące i 

background image

niestety bezowocne, szybko z powrotem przymknęła powieki. 

Miała chęć znowu usnąć, poniewaŜ we śnie – cokolwiek nieprzyzwoitym, 

trzeba  przyznać  –  męŜczyzna,  który  właśnie  zachęcał  ją  do  wstawania,  czyli 
Gabriel  Cayne,  robił  coś  zupełnie  innego:  starał  się  zaciągnąć  ją  do  łóŜka. 
Uwodził  ją,  nieco  oględniej  rzecz  ujmując.  Uwodził  ją  sympatycznie  i... 
skutecznie! 

–  Chcę  jeszcze  spać  –  mruknęła,  dodając  juŜ  w  myślach,  Ŝe  we  śnie 

wszystko było zdecydowanie prostsze i bardziej oczywiste niŜ na jawie. 

–  Kassie,  wstawaj!  –  nie  dawał  za  wygraną.  –  Powinniśmy  juŜ  zejść  na 

ś

niadanie. Babcia Emma nie toleruje spóźnień na wspólne posiłki! 

Wzmianka  o  apodyktycznej  seniorce  rodu  Cayne’ów  wystarczyła,  by 

skłonić  Kassandrę  do  natychmiastowego  zerwania  się  na  równe  nogi, 
błyskawicznego wykonania porannej toalety i zameldowania po kilku zaledwie 
minutach: 

– Jestem gotowa. 
– Wspaniale! – ucieszył się Gabe, który właśnie kończył ścielić łóŜko. 
Z atencją podał Kassandrze ramię, prowadząc ją na dół po schodach, a w 

drzwiach pokoju jadalnego szarmancko przepuścił ją przodem. 

Kassandra przekroczyła próg i... 
Stanęła w pół kroku jak wryta! 
Stwierdziła bowiem ze zdziwieniem i przeraŜeniem, Ŝe przy nakrytym do 

ś

niadania  stole,  obok  Emmy,  Loretty  i  Sama  Cayne’ów  oraz  ulokowanej  w 

wysokim dziecięcym krzesełku Candy, zasiada równieŜ Ginger O’Hara! 

– Mama? – wykrztusiła. 
– We własnej osobie – odpowiedziała Ginger. 
–  Niespodzianka!  –  wykrzyknęły  niemal  równocześnie  babcia  Emma  i 

Loretta, głusząc kąśliwy z lekka ton, jakim zwróciła się do córki pani O’Hara. 

– Kiedy przyleciałaś do Georgii? 
– Dzisiaj rano. 
– A ojciec? 
–  Został  w  Pensylwanii,  pod  opieką  twojego  brata  i  bratowej.  Jest 

niedysponowany,  przecieŜ  wiesz  –  pani  O’Hara  znacząco  zaakcentowała  to 
ostatnie słowo. – Biedaczysko! Na same święta nabawił się tego... no... 

– ...bronchitu? 
– Właśnie! 
– Jak tata się teraz czuje? 
– Dość dobrze, dzięki Bogu! Całkiem dobrze. Na oko nikt by nie poznał... 
– Czasem choroba przebiega bezobjawowo – przerwała matce Kassandra. 

– Co zalecił lekarz? 

– Kazał ojcu siedzieć w domu i pod Ŝadnym pozorem nigdzie się w święta 

nie ruszać. Dlatego przyleciałam sama tu, do Atlanty. 

– Nie lepiej było zostać z tatą? 
Pani O’Hara przecząco pokręciła głową. 

background image

–  O  nie,  córeczko!  –  stwierdziła  z  głębokim  przekonaniem.  –  Po 

wczorajszym  telefonie  od  starszej  pani  Cayne  doszłam  do  wniosku,  Ŝe 
koniecznie  muszę  być  teraz  przy  tobie i  Ŝe  muszę  z  tobą natychmiast pogadać, 
oczywiście nie przez telefon i najlepiej w cztery oczy. 

–  My  juŜ  właściwie skończyliśmy  śniadanie  – odezwała  się na  to babcia 

Emma – więc moŜecie tu zostać i spokojnie sobie porozmawiać. Loretta? 

– JuŜ się posiliłam. 
– Sam? 
– Właśnie zjadłem. – Gabe? 
– Zjem trochę później. 
– Chodźmy więc! – zarządziła starsza pani. 
Cała  czteroosobowa  rodzina  Cayne’ów  opuściła  jadalnię,  zabierając 

równieŜ małą Candy. Kassandra została sama z matką. 

–  Kassie,  co  to  wszystko  ma  znaczyć?  –  wybuchnęła  Ginger  O’Hara.  – 

Chciałaś skorzystać z zaproszenia sąsiada i wyjechać z nim na BoŜe Narodzenie 
do Georgii. Proszę bardzo, jesteś juŜ przecieŜ dorosła. Dałaś mu się namówić na 
odgrywanie przed jego rodziną jakiejś komedii. Twoja sprawa. Ale dlaczego ta 
starsza  dama,  ni  stąd,  ni  zowąd,  do  mnie  dzwoni  i  proponuje,  Ŝe  zapłaci  za 
wynajęcie prywatnej pielęgniarki dla twojego ojca? Dlaczego mi nagle wmawia, 
Ŝ

e mój Joe ma ten jakiś... no... 

– ...bronchit. 
– Właśnie. Joe ma bronchit, a ty masz ślub! Kompletne wariactwo. Tylko 

kto tu zwariował, ja się pytam? Ci tutaj państwo... 

– ...Cayne’owie. 
– Właśnie. Państwo Cayne’owie, z tą starszą panią na czele, czy moŜe ty, 

Kassie? A moŜe to ja dostałam nagle bzika i sama sobie wymyśliłam te brednie 
ze ślubem z tym jakimś... no... 

– ...bronchitem. 
– OtóŜ to! 
Pani  O’Hara  umilkła,  spoglądając  podejrzliwie  na  córkę  i  oczekując  na 

wyjaśnienia. 

Kassandra  przysiadła  na  krześle,  odkaszlnęła  nerwowo  i  odezwała  się  z 

cicha: 

–  Przede  wszystkim  jestem  ci  wdzięczna,  mamo,  Ŝe  nie  wygadałaś  się 

przed babcią Emmą, jak to naprawdę jest z tą chorobą ojca. 

– Nie jestem przecieŜ głupia, Kassie. Podejrzewałam, Ŝe ten... no... 
– ...bronchit. 
–  Właśnie!  Podejrzewałam,  Ŝe  ten  bronchit  jest  ci  potrzebny  jako  coś  w 

rodzaju alibi. 

–  Wymyśliłam  tę  chorobę  ojca,  Ŝeby  usprawiedliwić  przed  Cayne’ami 

waszą nieobecność na ślubie. 

– Na czyim ślubie? 
– No, na moim. 

background image

– Na twoim i... 
– ...Gabriela Cayne’a. 
– Kiedy się pobieracie? 
– W Wigilię. 
– Naprawdę? 
– Oczywiście, Ŝe nie! – ściszonym do szeptu głosem wyjaśniła Kassandra. 

– Ślub będzie na niby, mamo, udzieli go nam przebrany za pastora aktor. 

– Pytam, czy naprawdę w Wigilię, bo przecieŜ w ten dzień ślubów się nie 

bierze. 

– W Wigilię, ale o północy, więc juŜ właściwie w pierwszy dzień świąt. 
–  Ślub  o  północy?  Ty  chyba  bredzisz,  Kassie!  PrzecieŜ  w  Wigilię  o 

północy w kościele jest pasterka. 

– Ślub ma się odbyć tutaj, w rezydencji Cayne’ów. 
– Ślub w domu? – zdumiała się Ginger. – PrzecieŜ będzie niewaŜny! 
– I o to chodzi, mamo! Ślub ma być tylko na niby. 
– To niby po co? 
– śeby się babcia Emma ucieszyła. Bo ona strasznie się martwi, Ŝe Gabe 

się jeszcze do tej pory nie oŜenił i moŜe w końcu zostać starym kawalerem. 

– No i co z tego, Ŝe babcia się martwi? – zirytowała się Ginger. – Niech 

się martwi nadal! 

–  Cały  problem  w  tym,  Ŝe  nie  moŜe  martwić  się  zbyt  długo  –  mruknęła 

Kassandra. 

– Dlaczego? 
– Bo umiera. 
– Jak to, umiera? PrzecieŜ widzę, Ŝe Ŝyje i wszystkim tu rządzi! 
–  Ukrywa  swoje  dolegliwości,  jest  wyjątkowo  dzielna,  ale  bardzo 

powaŜnie  chora.  Lekarze  uwaŜają,  Ŝe  nie  poŜyje  juŜ  długo  po  Nowym  Roku. 
Ona  od  dawna  marzy  o  tym,  Ŝeby  Gabe  zechciał  się  wreszcie  ustatkować, 
załoŜyć rodzinę. Więc on zaangaŜował mnie do roli swojej narzeczonej. Według 
wstępnego  scenariusza  mieliśmy  się  tylko  zaręczyć,  ale  poniewaŜ  w  którymś 
momencie...  hm...  przestraszyliśmy  się,  Ŝe  starsza  pani  domyśla  się  w  tym 
wszystkim jakiegoś oszustwa, na wszelki wypadek postanowiliśmy wziąć ślub. 

– śeby zrobić przyjemność babci? 
– Właśnie. 
–  Istna  komedia!  Ale  co  ty  będziesz  z  tego  miała,  Kassie,  poza 

ś

wiątecznym wyjazdem do Georgii? 

– Bezpłatne mieszkanie do końca studiów. 
– Gdzie? 
– Tam, gdzie mieszkam do tej pory. Budynek naleŜy do Cayne’ów. 
– Cały? 
– śeby tylko ten jeden! – roześmiała się Kassandra. – Gabe mi obiecał... – 

Ten  twój  Gabe  to  chyba  największy  wariat  w  całym  tutejszym  towarzystwie  – 
stwierdziła  z  przekąsem  Ginger  O’Hara.  –  Ale  przystojny  wariat,  nie  da  się 

background image

ukryć, obłędnie przystojny! – dodała zdecydowanie juŜ pogodniejszym tonem. – 
Nawet się aŜ tak bardzo nie dziwię, Ŝe ci w głowie zawrócił, córeczko. 

 

background image

ROZDZIAŁ CZTERNASTY 

 
Kassandra nie zdobyła się na to, by otwarcie zaprzeczyć przypuszczeniom 

matki. 

Nie miała jednak równieŜ odwagi ich potwierdzić, toteŜ zastosowała unik 

i pod pretekstem, Ŝe musi zajrzeć do Candy i sprawdzić jej pieluszkę, wybiegła z 
jadalni. 

W salonie zastała Lorettę Cayne i babcię Emmę, ale bez dziecka. 
– Gdzie ona jest? – spytała z niepokojem. 
– Kto, kochanie? – odezwała się Loretta. 
– No, Candy. 
–  Gabriel  wziął  ją  na  górę,  do  gościnnego  pokoju,  Ŝeby  się  troszkę 

zdrzemnęła po śniadanku – pośpieszyła z wyjaśnieniem babcia Emma. 

Kassandra zrobiła w tył zwrot i biegiem ruszyła na piętro. Domyśliła się, 

Ŝ

e Gabe rozmyślnie schronił się w miejscu, w którym pod pretekstem opieki nad 

dzieckiem będą mogli zamienić na osobności kilka słów. 

Wpadła do gościnnego pokoju. 
Candy  leŜała  w  swoim  łóŜeczku,  machając  raźno  rączkami  i  nóŜkami,  a 

Gabriel siedział obok na krześle i wyśpiewywał coś w rodzaju kołysanki. 

– Co ty robisz, człowieku? – syknęła Kassandra. 
– Usypiam małą. 
–  Widzę,  Ŝe  raczej  budzisz  Candy  swoim  tubalnym  głosem.  Trzeba  jej 

zmienić pieluszkę i zostawić ją w spokoju, Ŝeby usnęła. 

–  Pieluszkę  juŜ  zmieniłem,  zgodnie  z  instrukcją.  MoŜesz  sprawdzić  – 

wyjaśnił  Gabe.  –  A  skoro  nie  trzeba  małej  śpiewać,  to  porozmawiajmy  – 
zaproponował. 

– O czym? 
– O naszych sprawach. 
–  Nasze  sprawy...  mocno  się  dzisiaj  skomplikowały,  Gabe  –  zauwaŜyła 

załamującym  się  z  emocji  głosem  Kassandra.  –  Twoja  babcia  sprowadziła  tu 
moją matkę. 

– To wiem. 
– A matka wzięła mnie od razu na spytki, przycisnęła do muru i... 
– I co? 
–  I  musiałam  jej  powiedzieć  całą  prawdę!  O  chorobie  twojej  babci,  o 

naszych  fikcyjnych  zaręczynach,  o  fikcyjnym  ślubie,  który  ma  się  odbyć  juŜ 
jutro. O wszystkim. 

– Do licha! – zirytował się Gabe. – Myślisz, Kassie, Ŝe ona nas wyda? 
– Myślę, Ŝe nie – uspokoiła go Kassandra. – A przynajmniej nie od razu – 

dodała po chwili zastanowienia. – Jak ją znam, to najpierw da nam trochę czasu, 
Ŝ

ebyśmy sami uporządkowali nasze sprawy. Jednak jeśli dojdzie do wniosku, Ŝe 

akcja toczy się w niewłaściwym kierunku, to z całą pewnością osobiście w nią 

background image

wkroczy i wtedy... 

–  Stop!  –  Gabriel  w  pół  zdania  przerwał  Kassandrze  jej  katastroficzny 

wywód. – Zatrzymajmy się w tym momencie, zgoda? 

– Dlaczego? 
– Bo widzę, Ŝe tu nie trzeba gadać, tylko działać. 
– Więc co mam robić? 
– Na razie nic. Spokojnie czekaj. Spotkamy się na kolacji! – odpowiedział 

Gabe i nim Kassandra zdąŜyła go o cokolwiek zapytać, zniknął. 

 
Pod  pretekstem,  Ŝe  nazajutrz,  ze  względu  na  ostatnie  przygotowania  do 

ś

lubu, nie  będzie  miała  czasu dla  dziecka,  Kassandra przez  większą  część  dnia 

zajmowała się Candy. Nikt jej w tym nie przeszkadzał, poniewaŜ Gabriel gdzieś 
przepadł, Sam zajmował się swoimi sprawami, a babcia Emma i Loretta zabrały 
Ginger na wspólne zakupy, lunch i przejaŜdŜkę po mieście. 

Wczesnym wieczorem Kassandra przebrała małą w piŜamkę i połoŜyła ją 

do łóŜeczka, a sama weszła do łazienki, Ŝeby dla odświeŜenia wziąć prysznic. 

ZdąŜyła się juŜ wprawdzie namydlić i spłukać, ale nie zdąŜyła się jeszcze 

wytrzeć  ręcznikiem,  gdy  ktoś  zastukał  do  drzwi.  Okryła  się  w  pośpiechu 
szlafrokiem i wybiegła z łazienki do pokoju, Ŝeby otworzyć, zanim stukanie się 
powtórzy i obudzi Candy. 

Myślała,  Ŝe  moŜe  to  matka  juŜ  wróciła  z  wycieczki  po  Atlancie  i 

postanowiła  do  niej  zajrzeć  przed  kolacją.  Gdy  uchyliła  drzwi,  ujrzała  w  nich 
jednak nie Ginger, tylko Gabriela. 

–  JuŜ  jesteś?  –  zdziwiła  się  na  jego  widok.  –  Mieliśmy  się  przecieŜ 

spotkać dopiero na kolacji. 

– Uporałem się ze wszystkim trochę szybciej, niŜ myślałem, więc jestem 

wcześniej – wyjaśnił. – Moglibyśmy pogadać? 

Kassandra pokręciła przecząco głową. 
– Nie moŜemy teraz rozmawiać, bo obudzimy małą – stwierdziła. 
– To chodźmy do mojego pokoju – zaproponował Gabriel. 
–  TeŜ  wymyśliłeś!  –  obruszyła  się  Kassandra.  –  Nie  widzisz,  Ŝe  jestem 

mokra? 

Zmierzył  ją  wzrokiem  tak  przenikliwym  i...  poŜądliwym,  Ŝe  aŜ  się  ze 

wstydu zarumieniła. 

–  No,  nie  patrz  tak!  –  mruknęła,  opuszczając  nisko  głowę.  –  Pewnie 

wyglądam w tym mokrym szlafroku jak jakieś czupiradło. 

– Raczej jak miss mokrego podkoszulka – sprostował z uśmiechem Gabe. 
Kassandra zarumieniła się jeszcze mocniej i jęknęła: 
– Nie pogrąŜaj mnie i przestań się wygłupiać! 
–  Wcale  się  nie  wygłupiam,  Kassie  –  zapewnił  ją,  nagle  powaŜniejąc.  – 

Naprawdę  musimy  porozmawiać,  i  to  zaraz.  Skoro  nie  moŜesz  wyjść,  to  Ŝeby 
nie obudzić Candy, wejdźmy po prostu do łazienki. 

Nim 

Kassandra 

zdąŜyła 

zaprotestować 

przeciwko 

takiemu 

background image

niekonwencjonalnemu  rozwiązaniu,  złapał  ją  za  rękę,  wciągnął  do 
przylegającego do pokoju pomieszczenia i zamknął za sobą drzwi. 

–  Tutaj  ani  my  nikomu  nie  będziemy  przeszkadzali,  ani  nikt  nam  nie 

przeszkodzi  w  rozmowie  – stwierdził,  całkiem  z  siebie  zadowolony.  –  No  i  ty, 
Kassie, będziesz mogła się spokojnie wytrzeć do sucha – dodał, robiąc figlarne 
perskie oko. 

–  Obejdzie  się!  –  syknęła  Kassandra,  krzyŜując  w  zakłopotaniu  ręce  na 

piersiach.  –  Co  właściwie  masz  mi  do  powiedzenia?  –  spytała  zasadniczym 
tonem. 

–  Na  razie  mam  ci  do  powiedzenia  tyle,  Ŝe  kiedy  wrócimy  do  domu,  do 

Pensylwanii, nie będę cię juŜ nigdy traktował tak, jak do tej pory – oświadczył z 
powagą Gabriel Cayne. 

–  Tylko  tyle?  –  wybuchnęła  głęboko  rozczarowana  Kassandra.  – 

Człowieku,  musiałeś  zniknąć  na  cały  dzień,  Ŝeby  dojść  do  wniosku,  Ŝe  po 
powrocie  z  Georgii  nie  będziesz  słuchał  po  nocach  głośnej  muzyki  i  urządzał 
hałaśliwych  libacji?  I  musiałeś  wparadować  za  mną  aŜ  do  łazienki,  Ŝeby  mi  o 
tym powiedzieć? PrzecieŜ prosiłam cię, Ŝebyś się nie wygłupiał! Więc lepiej juŜ 
sobie idź i pozwól mi się spokojnie ubrać. Spotkamy się na kolacji! 

 
Spotkali się i nawet obok siebie siedzieli, ale jeśli nie liczyć zdawkowych, 

grzecznościowych  uwag,  nie  rozmawiali  ze  sobą.  Bezpośrednio  po  kolacji, 
korzystając  z  wymówki,  Ŝe  pan  młody  nie  powinien  oglądać  panny  młodej  w 
noc poprzedzającą ślub, bo to przynosi pecha, Kassandra schroniła się w swoim 
pokoju. 

Natychmiast połoŜyła się do łóŜka i zgasiła światło, jednak nie spała przez 

całą noc. 

Wierciła  się  i  przewracała  na  posłaniu,  rozmyślając  o  tym,  co  ją  czeka 

nazajutrz.  Myślała  równieŜ  o  tym,  co  czeka  innych  uczestników  jutrzejszej 
ceremonii,  kiedy  w  bliŜszej  lub  dalszej  przyszłości  dowiedzą  się  prawdy. 
Zastanawiała się, co odczują oni wszyscy: Emma, Loretta, Sam, ich przyjaciele, 
przyjaciele Gabriela. 

Rozczarowanie? 
Zawód? 
A  moŜe  oburzenie  i  gniew,  Ŝe  zostali  wprowadzeni  w  błąd,  oszukani, 

okpieni? 

Czy  Gabe  miał  prawo  bawić  się  w  coś  takiego,  w  najlepszej  nawet 

intencji sprawienia  radości  cięŜko chorej babci? –  zadawała sobie  wielokrotnie 
to samo trudne pytanie. 

A  czy  ja  miałam  prawo,  nawet  w  trudnej  sytuacji  finansowej,  w  jakiej 

niespodziewanie  się  znalazłam  tuŜ  przed  świętami  BoŜego  Narodzenia, 
połakomić  się  na  zaproponowane  przez  niego  wynagrodzenie  i  zgodzić  się  na 
wzięcie udziału w tej zabawie? 

Udręczona wątpliwościami, usnęła dopiero o świcie. 

background image

PoniewaŜ  rano  ktoś  wszedł  po  cichutku  do  pokoju  i  zajął  się  Candy, 

przespała  nie  tylko  śniadanie,  ale  nawet  lunch.  Minęło  juŜ  południe,  nim 
wreszcie obudziła ją matka. 

– Wstawaj, Kassie! Mam ci coś waŜnego do powiedzenia! – oświadczyła, 

wkroczywszy do pokoju. 

–  Czy  coś  się  stało,  mamo?  –  zaniepokoiła  się  Kassandra,  natychmiast 

otwierając oczy. 

– A stało się, stało! Babcia Emma wysłała samolot do Pensylwanii! 
– Po co? 
– Zapytaj raczej, po kogo, córeczko – sprostowała Ginger. – Po Joe’go, po 

twojego  ojca!  Doszła  do  wniosku,  Ŝe  szybka  podróŜ  w  komfortowych 
warunkach nie powinna mu zaszkodzić na ten... no... 

– ...bronchit. 
–  Właśnie.  Więc  Ŝeby  zrobić  tobie  i  jemu  przyjemność,  –  zamówiła 

taksówkę,  powietrzną  taksówkę, która  podrzuci  ojca  z Pensylwanii do  Georgii, 
prosto na ten twój ślub! 

Podekscytowana  Ginger  O’Hara  umilkła,  zrzuciwszy  z  siebie  cięŜar 

sensacyjnej wiadomości. Kassandra uniosła się z posłania i przysiadła na skraju 
łóŜka. 

–  Tego  ślubu  nie  będzie,  mamo  –  oznajmiła  tonem  beznamiętnym  z 

pozoru, lecz w istocie nabrzmiałym desperacją i napięciem. 

Ginger  O’Hara  najpierw  zmierzyła  córkę  przenikliwym,  pełnym  troski 

spojrzeniem,  a  potem  usiadła  na  łóŜku  obok  niej,  przytuliła  ją  z  macierzyńską 
czułością do siebie i z zadumą szepnęła: 

– MoŜe to i lepiej, Kassie, kto wie. Bo niby po co ta cała komedia? 
–  Niepotrzebna,  mamo,  z  całą  pewnością  niepotrzebna!  –  stwierdziła  z 

determinacją,  choć  równieŜ  ze  łzami  w  oczach.  –  Dlatego  trzeba  ją  przerwać, 
choćby  w  ostatniej  chwili,  trzeba  ją  przerwać  choćby  dzisiaj,  póki  nie  jest 
jeszcze za późno! 

– Czy Gabriel teŜ tak uwaŜa? 
– Nie... nie sądzę. To znaczy... ja... nie wiem. 
– A czy o n wie, co t y zdecydowałaś w tej sprawie? – zapytała Ginger. 
Kassandra  pokręciła  przecząco  głową.  Głos  załamywał  się  jej  ze 

zdenerwowania i przejęcia, gdy tłumaczyła matce: 

–  Nie...  nie  wie.  Jeszcze  nie!  Ja...  ja  myślałam  o  tym  przez  całą  noc, 

mamo. Kiedy nad ranem usnęłam, ciągle nie wiedziałam, nie miałam pojęcia, co 
zrobić. Ale teraz juŜ wiem! Coś mnie w końcu oświeciło i podjęłam decyzję. I 
zaraz Gabe’owi o tym powiem. 

– Obawiam się, Ŝe będziesz musiała trochę zaczekać – mruknęła Ginger. 
– Dlaczego? 
– Bo Gabe’a nie ma w tej chwili w domu. 
– A gdzie jest? 
Matka wzruszyła ramionami i odpowiedziała: 

background image

–  Nie  wiem.  Nikt  chyba  nie  wie,  jego  najbliŜsi  teŜ.  Bąknął  tylko  przy 

ś

niadaniu,  Ŝe  ma  coś  waŜnego  do  załatwienia  i  moŜe  go  nie  być  przez  cały 

dzień, nawet na kolacji. I tyleśmy go widzieli! 

background image

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY 

 
O wpół do dziesiątej wieczorem Gabe’a wciąŜ jeszcze nie było w domu. 
Loretta i Sam Cayne’owie ani trochę się tym nie przejmowali i twierdzili 

z całkowitą ufnością, Ŝe ich syn wróci na czas. 

Jednak  Kassandra  nie  była  do  końca  pewna,  Ŝe  Gabe  stawi  się  na  swój 

fikcyjny ślub. 

MoŜe  w  końcu  przestraszył  się  tego,  co  wcześniej  sam  zaaranŜował?  – 

rozmyślała. MoŜe uznał, Ŝe skandal towarzyski, jakim niewątpliwie byłoby jego 
nagłe  zniknięcie  i  odwołanie  ślubu  w  ostatniej  chwili,  to  mniejsze  zło,  niŜ 
oszukiwanie  najbliŜszych,  odgrywanie  przed  nimi  komedii,  która  z  czasem 
mogłaby doprowadzić do rodzinnego dramatu? MoŜe zdecydował się oszczędzić 
najbliŜszym  wstrząsu,  jakim  musiałoby  być  dla  nich  poznanie  prawdy  o  jego 
fikcyjnym  małŜeństwie  i  w  związku  z  tym  dyplomatycznie  zrejterował  ze 
sceny? 

Tylko  dlaczego  mnie  na  niej  pozostawił,  samą,  na  pastwę  losu?  – 

zadawała  sobie  w  duchu  pytanie  Kassandra.  Co  ja  mam  teraz  robić? 
Zdemaskować się i powiedzieć Loretcie i Samowi całą prawdę? A moŜe grać do 
końca swoją rolę panny młodej i jakby nigdy nic przygotowywać się do ślubu? 

Zdezorientowana  i  pełna  wątpliwości,  zdecydowała  się  ostatecznie  na  to 

drugie  wyjście,  głównie  dlatego,  Ŝe  pod  pretekstem  przygotowań  do 
uroczystości mogła zejść z oczu rozanielonym państwu Cayne’om i schronić się 
razem  z  Candy  w  swoim  pokoju  na  piętrze.  Tu  nie  musiała  juŜ  udawać,  Ŝe  się 
cieszy,  tu  nie  musiała  juŜ  maskować  niepewności,  irytacji  i  rozgoryczenia 
wymuszonym uśmiechem. 

Ulokowała  małą  w  pełnym  zabawek  kojcu.  Sama  przysiadła  na  łóŜku. 

Przymknęła oczy, ukryła twarz w dłoniach. Raz jeszcze zaczęła się zastanawiać 
nad tym, co zrobił Gabriel i co ona powinna zrobić w zaistniałej sytuacji. 

Z  zamyślenia  wyrwała  ją  matka,  która  po  kilku  minutach  weszła 

dyskretnie do pokoju i zapytała półgłosem: 

– I co ty właściwie zamierzasz, córeczko? 
– Zamierzam przygotować się do ślubu – odpowiedziała Kassandra. 
– No, przecieŜ miało go nie być, miałaś to wszystko odwołać. 
– PrzecieŜ dobrze wiesz, mamo, Ŝe nie zdąŜyłam. Ale wszystko wskazuje 

na to, Ŝe ślubu i tak nie będzie. Pan młody zniknął bez śladu. 

– MoŜe zrozumiał, Ŝe cała ta komedia nie ma sensu? 
– MoŜe. Późno zrozumiał, nie da się ukryć. 
– Lepiej późno, niŜ wcale, córeczko – stwierdziła sentencjonalnie Ginger 

O’Hara. 

–  Tylko  dlaczego  mnie  nie  uprzedził,  Ŝe  przerywamy  przedstawienie  i 

schodzimy  ze  sceny?  –  wybuchnęła  Kassandra.  –  Wolałabym  sama  zawczasu 
stąd zniknąć, niŜ zostać i świecić teraz oczyma przed jego rodziną! 

background image

– MoŜe on chciał po prostu wziąć całą winę na siebie? ZauwaŜ, Ŝe skoro 

sam dał drapaka, a ciebie tutaj zostawił, zapewnił ci coś w rodzaju alibi. 

– Hm... Taki byłby z niego dŜentelmen, twoim zdaniem? 
– Nie jestem pewna, ale myślę, Ŝe wkrótce wszystko się okaŜe. Gabe jest 

ci winien jakieś wyjaśnienia, i coś tam jeszcze, zgodnie z waszą umową. 

–  Niepisaną  umową,  więc  zawsze  moŜe  się  wykręcić  od  złoŜonych 

obietnic. 

– Kto wie? – Ginger O’Hara trochę bezradnie wzruszyła ramionami. 
– MoŜe nawet wyrzucić mnie z mieszkania! 
– Nie jest to całkiem wykluczone, Kassie, ale nie przejmuj się! – Starając 

się  dodać  córce  otuchy,  Ginger  O’Hara  nabrała  nieoczekiwanie  ogromnej 
pewności  siebie.  –  PrzecieŜ  my  z  ojcem  zawsze  ci  pomoŜemy,  na  nas  moŜesz 
zawsze liczyć! 

–  Mamo,  jesteście  dla  mnie  tacy  dobrzy!  –  Kassandra  wzruszyła  się 

prawie do łez. 

– Bo cię kochamy, córeczko! Bo cię bardzo kochamy! 
–  Ja  teŜ  was  bardzo  kocham!  –  wyszeptała  z  przejęciem  Kassandra, 

ś

ciskając mocno matkę. 

A  kiedy  Ginger  zaraz  potem  wyszła,  Ŝeby  nie  wzbudzać  swoją  dłuŜszą 

nieobecnością w salonie jakichś niepotrzebnych podejrzeń, Kassandra przyznała 
się półgłosem przed sobą i przed Candy: 

– Kocham teŜ Gabe’a. Niestety, bez wzajemności. 
Minęło dobre pół godziny. 
Kassandra  wykąpała  w  tym  czasie  Candy  i  przebrała  ją  w  nowiutkie 

ś

wiąteczne  ubranko,  a  potem  znów  umieściła  ją  w  kojcu  i  sama  weszła  do 

wanny, Ŝeby się zrelaksować i odświeŜyć. 

Siedząc  z  przymkniętymi  oczyma  w  ciepłej  wodzie  i  pachnącej  pianie, 

usłyszała w pewnym momencie delikatne stukanie do drzwi łazienki. PoniewaŜ 
pomyślała, Ŝe to znowu matka albo moŜe babcia Emma, która przyzwyczaiła się 
zaglądać  do  Candy  i  w  związku  z  tym  dość  często  ostatnio  wchodziła  do 
gościnnego pokoju, powiedziała: 

– Proszę. 
A kiedy drzwi uchyliły się i ktoś wszedł do łazienki, dodała nie otwierając 

oczu: 

– Cudownie pachnie ta piana, prawda? 
–  Owszem.  I  na  szczęście  dokładnie  wszystko  zasłania,  bo  podobno  pan 

młody nie powinien oglądać panny młodej tuŜ przed ślubem! 

Usłyszawszy  głos  Gabriela,  skonfundowana  Kassandra  w  pierwszym 

odruchu miała ochotę ukryć się w gęstej, nieprzejrzystej pianie razem z głową. 
Ostatecznie jednak zanurzyła się tylko po podbródek i zapytała ze złością: 

– Kto ci pozwolił tu wchodzić, Gabe? 
– No, przecieŜ ty! Powiedziałaś „proszę”. 
– Bo pomyślałam, Ŝe to z pewnością moja matka albo babcia Emma. 

background image

–  A  ja  pomyślałem,  Ŝe  skoro  mówisz  „proszę”,  to  widocznie  na  mnie 

czekasz. 

– Czekałam przez cały dzień. Gdzie byłeś? 
–  Zaraz  ci  wszystko  wytłumaczę,  Kassie.  A  potem  spokojnie 

przygotujemy się do ślubu. 

–  Nie będzie  Ŝadnego  ślubu!  –  wybuchnęła  Kassandra.  –  Uświadomiłam 

sobie  jasno  i  wyraźnie  juŜ  rano,  Ŝe  odgrywanie  tej  Ŝałosnej  komedii  nie  mą 
sensu  i  zdecydowałam,  Ŝe  natychmiast  schodzę  ze  sceny!  Tylko  nie  miałam 
okazji ci o tym powiedzieć. 

– Wiem – mruknął Gabe. 
– Co wiesz? Czy wiesz chociaŜ, Ŝe zostawiłeś mnie tu samą na cały dzień 

w niepewności i wyjątkowo niezręcznej sytuacji? 

–  Wiem,  Ŝe  nie  warto  grać  komedii  –  wyjaśnił  ze  stoickim  spokojem 

Gabe. 

– Więc się zgadzamy w kwestii ślubu? 
– Nie. 
–  Jak  to,  nie?  –  Wyprowadzona  z  równowagi  beznamiętnym  tonem 

Gabriela, Kassandra do tego stopnia uniosła się gniewem i zapieniła złością, Ŝe 
omal nie uniosła się w wannie na równe nogi i nie wyskoczyła, niczym Wenus z 
piany morskiej, z kryjącej jej wdzięki pienistej kąpieli. 

– Bo ja uwaŜam, Ŝe ślub powinien się odbyć – stwierdził Gabe. – Tylko 

Ŝ

e nie na niby, ale naprawdę. 

– Nasz ślub? 
–  Właśnie!  Dlatego  jeździłem  przez  cały  dzień  po  Atlancie  i  okolicach i 

szukałem pastora, który miałby w dzisiejszą wigilijną noc trochę wolnego czasu 
i zgodziłby się nam go poświęcić. I dlatego proszę cię o rękę, Kassie! 

– Jak to... o rękę? PrzecieŜ ja... właśnie... siedzę w wannie – wykrztusiła 

oszołomiona Kassandra. 

– To nic nie szkodzi, Kassie, absolutnie nic – zapewnił ją z powagą Gabe. 

–  Siedź  sobie  w  wannie,  bylebyś  podała  mi  rękę  na  znak,  Ŝe  naprawdę  chcesz 
zostać moją Ŝoną. A ja juŜ potem tej twojej ręki nie puszczę – dodał z figlarnym 
uśmiechem – tylko pomogę ci wstać, Ŝebyś się czasem nie pośliznęła na mydle. 

Gabriel  uroczyście  przyklęknął  przy  wannie  na  jedno  kolano  i  zapytał 

Kassandrę trochę drŜącym ze wzruszenia głosem: 

– Czy chcesz, tak naprawdę, zostać moją Ŝoną, Kassie? 
Kassandra  podała  mu  mokrą  dłoń  i  juŜ  zamierzała  odpowiedzieć 

twierdząco, gdy lekko do tej pory uchylone drzwi otworzyły się nagle na ościeŜ. 

W progu łazienki stanęła mocno zbulwersowana babcia Emma i donośnie 

krzyknęła: 

– Jeszcze nie! 
– Jak to, nie? – jęknął Gabe. 
– Dlaczego nie? – bezgłośnym niemal szeptem zapytała Kassandra. 
–  Jeszcze  nie  –  powtórzyła  starsza  pani,  dobitnie  akcentując  to  pierwsze 

background image

słowo.  –  Nie  podejmujcie  Ŝadnych  ostatecznych  decyzji,  moje  dzieci,  póki  ja 
wam czegoś nie wyznam – poprosiła. 

Gabe  zmierzył  seniorkę  rodu  Cayne’ów  przenikliwym  spojrzeniem  i 

zapytał: 

– O co właściwie chodzi, babciu? 
– Czy coś się stało? – zawtórowała mu Kassandra. Starsza pani chwyciła 

głęboki oddech i wypowiedziała jedno jedyne słowo: 

– Kłamałam! 
Dopiero po dłuŜszej chwili pełnej napięcia ciszy chwyciła głęboki oddech 

po raz wtóry i dodała gwoli wyjaśnienia: 

–  Ja  wcale  nie  umieram!  Bałam  się  tylko,  moje  dzieci,  Ŝe  jeśli  nie 

zaalarmuję  Gabriela  zmyśloną  wiadomością  o  mojej  rychłej  śmierci,  to  nigdy 
nie przedstawi mi swojej narzeczonej. 

– Babciu, jak mogłaś w ten sposób?! – wykrzyknął zgorszony Gabe. 
–  A  jak  ty  mogłeś...  jak  wy  mogliście...  w  ten  sposób?  –  zareplikowała 

starsza pani. 

– To znaczy, w jaki? – próbował blefować Gabe. 
–  No,  przecieŜ  zaręczyliście  się  tylko  na  niby,  Ŝeby  sprawić  mi 

przyjemność. 

– Domyśliłaś się? – Gabe zdecydował się zagrać w otwarte karty. 
– Owszem. 
– A powiedziałaś rodzicom? 
– Jeszcze nie. 
–  To  juŜ  nie  musisz  im  mówić,  bo  my  właśnie  chcemy  się  zaręczyć  na 

serio. Prawda, Kassie? 

– Tak, właśnie chcemy się zaręczyć – odpowiedziała Kassandra. 
–  I  zaraz  potem,  zgodnie  z  planem,  jeszcze  dzisiejszej  wigilijnej  nocy, 

chcemy wziąć całkiem prawdziwy, najprawdziwszy ślub! Prawda, Kassie? 

– Tak, potem chcemy wziąć ślub. 
–  To  wy  się  chyba  naprawdę  kochacie,  moje  dzieci!  –  wykrzyknęła 

entuzjastycznym  tonem  uradowana  starsza  pani.  –  Prawda,  Kassie?  Prawda, 
Gabe? 

– Ma się rozumieć, babciu! – potwierdził Gabriel. 
– Oczywiście, Ŝe się kochamy! – zawtórowała mu Kassandra. 
– Skoro tak, to nie widzę juŜ Ŝadnych przeszkód, które stałyby na drodze 

waszemu małŜeństwu – stwierdziła autorytatywnie babcia Emma. 

– No, moŜe poza tą jedną... – odezwała się na to Kassandra. 
– Jaką? – przerwał jej zatrwoŜony Gabe. 
– Na litość boską, mów zaraz, moje dziecko! – wykrzyknęła babcia. 
Kassandra wybuchnęła śmiechem i dokończyła zdanie: 
– ...Ŝe ja wciąŜ jeszcze siedzę w wannie! 
 
Kassandra  O’Hara  zdąŜyła  wyjść  z  wanny  i  przygotować  się do ślubu,  a 

background image

jej  ojciec,  Joe  O’Hara,  zdąŜył  dolecieć  prywatnym  samolotem  korporacji 
„Cayne  Enterprises”  z  Pensylwanii  do  Atlanty  w  stanie  Georgią  Ŝeby 
poprowadzić córkę do ołtarza i oddać ją pod opiekę narzeczonemu. 

Wprawdzie odnaleziony przez Gabriela w ostatniej chwili i sprowadzony 

do  rezydencji  Cayne’ów  w  pośpiechu  pastor  najwyraźniej  nie  zdąŜył  się 
przyczesać,  ale  rozwichrzona  fryzura  duchownego  nie  podwaŜa  przecieŜ 
prawomocności jego poczynań. 

Ś

lub  się  odbył,  w  obecności  rodziców  panny  młodej,  rodziców  i  babci 

pana  młodego  oraz  stuosobowej  grupy  zaproszonych  gości.  A  zaraz  potem 
rozpoczęło się weselne przyjęcie. 

Było  zaplanowane  na  całą  noc,  ale  Gabriel  wyciągnął  dyskretnie 

Kassandrę z salonu do hallu juŜ mniej więcej po godzinie. 

– Dokąd mnie prowadzisz, męŜu? – zapytała. 
– Do samochodu. 
– A dokąd nim pojedziemy? 
–  W  podróŜ  poślubną.  To  znaczy,  najpierw  pojedziemy  samochodem  na 

lotnisko, a potem polecimy samolotem. 

– W wigilijną noc w rozkładzie lotów pewnie jest przerwa! – zauwaŜyła 

Kassandra. 

– To nic. Mamy własny samolot. 
– A co zrobimy z Candy? 
–  Prababcia,  dwie  babcie  i  dwaj  dziadkowie  zaopiekują  się  nią 

znakomicie przez kilka najbliŜszych dni. 

–  Ale  przecieŜ  nie  mamy  Ŝadnego  bagaŜu,  Ŝadnych  ubrań  –  mnoŜyła 

wątpliwości zaskoczona niespodziewanym obrotem spraw Kassandra. 

–  Czy  naprawdę  myślisz,  Ŝe  będą  nam  potrzebne  podczas  miodowego 

miesiąca? – spytał ją Gabe, uśmiechając się filuternie. 

– Hm... to zaleŜy, gdzie będziemy go spędzać. Jeśli na bezludnej wyspie... 
– Właśnie! 
– PrzecieŜ Ŝartuję. 
– Ale my naprawdę polecimy na wyspę. 
– Nie Ŝartuj! Na jaką? 
– Na tropikalną wyspę, która nie jest wprawdzie zupełnie bezludna, ale za 

to w całości naleŜy do rodziny. 

– Cała wyspa naleŜy do twojej rodziny? – zdziwiła się Kassandra. 
– Do naszej rodziny, skoro ty jesteś moja – poprawił ją Gabe. 
–  A  ty  mój,  juŜ  na  zawsze!  –  szepnęła  ze  wzruszeniem  Kassandra,  tuląc 

się do męŜa. 

–  Tak,  kochanie  –  potwierdził  z  czułością  Gabe,  obejmując  Ŝonę 

ramionami. – Na całą resztę długiego i szczęśliwego Ŝycia!