background image

 

„KTO WZNIECA WIATR - ZBIERA HURAGAN” 

 

LAODYCEA 

– OSTATNI KOŚCIÓŁ NA ZIEMI 

 
 

Joe Crews 

 
 

 
 
 
Spis treści

 

1.  Laodycja — świeckie powiązania ...................... 2 
2. Wątpliwości co do nauk ................................... . 6 
3. Małe początki przenikania światowości ........... .9 
4. Nowa Teologia i przesiew ............................... 11 

    5. Nie ma czasu na 

lekkie traktowanie życia ........ 13 

6. 

Odstępstwo i upadek przychodzą 

niezauważalnie i w przebraniu ....................... 18 

7. „Nowa Teologia" atakuje ................................. 19 
8.  Walka szatana przeciwko doskonałości .......... 21 
9.  Uczciwość wobec naszych błędów ................... 23 

 

10.  Czas na bezpośrednie świadectwo ................. 27 
11.  Bojaźliwi i beztroscy zostaną przesiani .............. 30 
 
 

 
 
 

Tytuł oryginału: Reaping the Whirlwind  
 
Wydane przez: Amazing Facts.  
 
Inc. P.O.Box 680 Frederick Mary land 21701,USA 
 
 

background image

 

1Laodycea 

— świeckie powiązania 

Czy stanąłeś kiedykolwiek w obliczu dylematu? 
 
Od pewnego czasu znajduję się właśnie w sytuacji wymagającej trudnego wyboru, Od trzydziestu ośmiu lat 

głoszę ludziom cudowne poselstwo i zapraszam ich do  wzięcia udziału  w radościach rodziny  Chrystusowej. 
Żadna  praca  nie  jest  bardziej  radosna  i  bardziej  wdzięczna,  Przez  ostatnie  dwadzieścia  lat,  cały  mój  czas 
poświęciłem pracy  misyjnej. Za  łaską  Bożą,  w  wyniku publicznych  wykładów,  każdego  roku  zdecydowało  się 
stanąć po stronie Pana dwieście dusz. Było dla mnie wielką radością widzieć, jak Duch Święty zmienił serca 
tych,  których  przyprowadził  na  owe  publiczne  wykłady.  Tysiące  innych  podjęło  tę  samą  decyzję  za 
pośrednictwem  literatury,  radia  i  telewizji  stowarzyszenia  „Amazing  Facts".  Mam  nadzieję,  że  pracę  tę 
będę mógł wykonywać aż do przyjścia Jezusa Chrystusa. 

 
Pozwólcie jednak, że powrócę do mego dylematu. Zastanawiam się, co mogę i muszę uczynić dla tych, 

którzy  należą  do  ostatniego  zboru? Większa  część  mojej  pracy  ukierunkowana  jest na  publiczne  wykłady 
ewangelizacyjne 

i  pozyskiwanie  nowych  dusz  dla  prawdy.  Tylko  jedną,  z  trzydziestu  sześciu  napisanych 

przeze  mnie  książek,  kieruję  zwłaszcza  do  Adwentystów  Dnia  Siódmego.  Wszystkie  pozostałe  są 
napis

ane  do  świata,  aby  dowiedział  się  o  naszych  wielkich  naukach  i  zapoznał  się  z  mocnym,  proroczym 

poselstwem, 

które  jest  dla nas  tak  cenne.  Tę  pozycję  napisałem  jednak  dla tych,  którzy  już  są  w  zborze  i 

przyznają się do niego, co ja także uważam za przywilej. 

 
Moje  wykłady  ewangelizacyjne  przyprowadziły  mnie  do  setek  zborów,  gdzie  miałem  okazję 

zaprzyjaźnienia się z tysiącami wierzących, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Kanadzie. Były to 
dla  mnie radosne i cieszące serce przeżycia. Dzięki temu z pierwszej ręki mogłem poznać wiele duchowych 
problemów, z którymi walczyli członkowie miejscowych zborów, aby je przezwyciężyć. Moje serce jest z nimi. 
Nie ma bowiem lepszego ludu w świecie jak ów, który należy do proroczego zboru ostatnich dni. Żadna inna 
grupa 

ludzi  nie  jest  też  przez  diabła  tak  bardzo  znienawidzona.  Jest  on  wobec  nich  naprawdę 

wściekły, gdyż zachowują Przykazania i mają wiarę Jezusa. 

 

Mimo,  że  Objawienie  określa nasz  zbór  jako  „ostatni”,  to  nadaje  mu  jeszcze  inną  nazwę.  Ostatni  zbór 

przed  przyjściem  Jezusa  określony  został  znamienną  nazwą  „Laodycea".  Nigdy  nie  zapieraliśmy  się 
naszego 

historycznego powiązania z powołanym przez Boga ludem opisanym w Objawieniu. A jednak nie 

byliśmy skłonni przyjąć i zastosować do siebie rad opisanych tam  przez apostoła Jana.  Opisuje on zbór 
laodycejski  jako 

szczególne  pomieszanie  cielesności  i  doczesności  z  uduchowieniem.  Poprzez  swoją 

gotowość na różne ustępstwa i kompromisy, ewidentnie zaślepiony, wydaje się całkowicie niezdolnym do 
poznania prawdziwej natury swojego 

letniego i wywołującego nudności stanu: 

 

„Znam  uczynki  twoje,  żeś  ani  zimny,  ani  gorący.  Obyś  był  zimny  albo  gorący!  A  tak,  żeś  letni,  a  nie 

gorący ani zimny, wypluję cię z ust moich. Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego 
nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły, radzę ci, abyś nabył u 
mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś się wzbogacił i abyś przyodział szaty białe, aby nie wystąpiła na 
jaw han

iebna nagość twoja, oraz maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał." 

Obj.3,15-18. 

 
Jak bardzo 

powinniśmy być szczęśliwi, iż mamy to Boskie proroctwo o szczególnych pułapkach diabelskich, 

które  zastawił  na  nas  w  tych  końcowych  czasach!  Zostaliśmy  przed  nimi  nie  tylko  ostrzeżeni,  ale  mamy 
także zapewnienie, iż Pan da nam Boskie lekarstwo na zaradzenie temu stanowi, potencjalnie śmiertelnemu. 
Pan 

zaleca  nam  przyjąć  maść  leczącą  oczy,  oraz  białą  szatę,  aby  została  przykryta  nasza  haniebna 

nagość,  a  także  złota,  abyśmy  mogli  wyjść  z  naszej  nędzy.  Innymi  słowy:  Żaden  z  nas  nie  musi 
pozostać letnim laodycejczykiem. Wierny Świadek mówi:  

 

„Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam; bądź tedy gorliwy i upamiętaj się. Oto stoję u drzwi i kołaczę; 

jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną." 

Obj .3,19-20.

 

 

To, co najbardziej zadziwia mnie w tych wierszach to fakt, że Pan Bóg miłuje zbór laodycejski mimo, iż 

jest  nim  bardzo  rozczarowany  i  z  rozdartym  sercem  patrzy  na  jego  niewierność.  Usilnie  prosi  go,  aby  się 
nawrócił i przyjął wszystkie Jego lekarstwa, potrzebne do uleczenia wymienionych ułomności. W jasnych i 
prostych słowach mówi: 

„Pokutuj, otwórz Mi drzwi, abym mógł wejść do twojego serca."

 

 

background image

 

Oto recepta i lekarstwo niezbędne do całkowitego uzdrowienia. Gdy ktoś przyjmie do serca Chrystusa, 

przyjmie wraz z Nim Jego sprawiedliwość, wiarę i Ducha Świętego. Ci, którzy są nieszczęśliwi, biedni, ślepi i 
nadzy, 

przeżywają zwycięskie doświadczenia, które doprowadzą ich w końcu do zajęcia miejsca na tronie 

po prawicy 

Ojca. Cóż za wspaniały widok na przyszłość! 

 

Z

wróćcie uwagę, że poselstwo do Laodycei jest wezwaniem do pokuty i do otwarcia drzwi serca Jezusowi. 

Zatem 

„nawróć się i otwórz Jezusowi drzwi"! 

 
Dlaczego musimy pokutować? Jest sprawą oczywistą, że ci, którzy znajdują się w tym paraliżującym stanie, 

w ogóle nie wiedzą, że grzeszą. Oni myślą, że są bogaci, i że niczego nie potrzebują. Letnia woda wywołuje 
nudności i zniechęcenie. Laodycejczyk jest ślepy i nie widzi swego rozpaczliwego i beznadziejnego stanu 

„i nie 

wie,  że  w  rzeczywistości  jest  nieszczęśliwy,  godny  politowania,  biedny,  ślepy  i  nagi"

.  To  jest 

prawdziwym  problemem 

laodycejczyka.  On  naprawdę  nie  widzi!  I  w  tym  zeświecczonym  stanie  tragedią 

jest, 

iż  nie  zdaje  sobie  sprawy  z  własnej  nędzy.  Lubi  wygody  i  zadowala  się  tym.  Powierzchowne, 

ogólnikowe i oklepane kazania przechodzą się przez uszy laodycejczyka, nie wywierając na nim żadnego 
wrażenia.  Publikowane  są  książki  i  artykuły  traktujące  o  palącej  potrzebie  pokuty  za  niewłaściwe  czyny  i 
zachowania,  do 

których  Pan  czuje  wstręt.  A  jednak  stan  ten  coraz  bardziej  się  pogłębia.  Dlaczego? 

Dlaczego nie przyjmuje się tego poselstwa? 
 

Analizowałem  wiele  apeli  pojawiających  się  w  naszych  publikacjach.  Apele  te  przedstawia  się  w 

przepiękny  sposób.  Kiedy  jednak  zacząłem  głębiej  i  wnikliwiej  je badać to odkryłem, że żadne z nich nie 
pokazuje wyraźnie, za co mamy pokutować. W końcu stało się dla mnie jasne, dlaczego wywołują one tak 
mały oddźwięk. Wezwania nakłaniające do odwrócenia się od grzechu dlatego nie wywołują żadnej reakcji u 
laodycejczyków, ponieważ są oni po prostu ślepi! Nie są w stanie rozpoznać grzech. Tego rodzaju bliżej 
nieokreślone wyrażenia, jak „grzechy", nie są przyjmowane na serio. Grzech musi im być zatem wyjaśniony i 
opisany. Z

byt często wychodzimy z założenia, że to Duch Święty przejmie za nas nauczanie szczegółów, jeśli 

tylko zatroszczymy 

się o ogólne apele. 

 

Gdy  za

cząłem  zgłębiać  pisma  Ducha  Proroctwa  odkryłem,  że  zawierają  one  poważną  naganę  pod 

adresem tych, którzy nie głoszą odważnie i zdecydowanie jasnego świadectwa i nie nazywają grzechów po 
imieniu.  Dopiero  z  nich 

zrozumiałem,  że  w  tym  ostatnim  czasie  próby,  Pan  Bóg  polega  na  stróżach  i 

oczekuje od nich, iż nadadzą tak wyraźny ton ostrzeżeniom, że nawet ślepy i usypiający laodycejczyk nie 
będzie mógł zignorować tego poselstwa. Kiedy lud jest na wpół uśpiony, potrzeba większego wysiłku, aby nim 
potrząsnąć  i  przywołać  go  do  rzeczywistości.  Jak  dalece  poważny  jest  stan  laodycejski?  Jak  ważna  jest 
praca mająca na celu obudzenie uśpionych świętych? Siostra White pisze: 

 

„Świadectwo Wiernego Świadka nawet w połowie nie spotkało się z uznaniem. Uroczyste świadectwo, od 

którego  zawisł  los  Kościoła,  zostało  przez  wielu  zlekceważone,  jeśli  nie  całkowicie  wzgardzone. 
Świadectwo  to  musi  spowodować  głęboką  skruchę  i  wszyscy,  którzy  je  szczerze  przyjmą,  będą  według 
niego 

postępować i zostaną przepławieni." 

1T. 181, lub 1SK.49. 

 

Na  pewno  nie  potrzebujemy  mocniejszych  słów  niż  powyższe,  abyśmy  się  przekonali  o  konieczności 

właściwego zrozumienia tego poselstwa. Potrzeba ponawiania apeli: 

„Wołaj na całe gardło, nie powściągaj 

się,  nazywaj  grzech  po  imieniu"

—  ukazuje  nam,  że  zborowi  musi  być  przedstawione  bardzo  konkretne 

świadectwo.  Co  oznacza  „nazwanie  grzechu  po  imieniu"?  Czy  oznacza  to  odważne  i  zdecydowane 
wyjaśnianie, że np. cudzołóstwo jest grzechem, albo że kradzież jest grzechem? 

 

Gdyby tak się rzecz miała, wówczas każdy adwentystyczny kaznodzieja na całym świecie, w całej naszej 

adwentowej historii, wszem i  wobec,  wiernie 

głosiłby poselstwo do Laodycei. Jednak nie na tym to tylko 

polega.  Dlatego 

właśnie  siostra  White  oświadcza,  że  za  jej  dni  takich  kaznodziejów  było 

„naprawdę 

niewielu" (5T.300)

. Czy dzisiaj jest pod tym 

względem lepiej? Czy dzisiaj we wszystkich zborach głoszone 

jest owo 

‘bezpośrednie świadectwo’? Jeżeli tak, to dlaczego dotychczas nie nastał przesiew? Siostra White 

mówi: 

 

„Pytałam  się  o  znaczenie  tego  przesiewu,  które  widziałam,  i  pokazano  mi,  że  wywołane  ono  zostało 

dobitnym  świadectwem  wiernego  świadka  do zboru  w  Laodycei.  Rzecz  ta  wywrze  wpływ  na  serce  tego, 
który ją przyjmie i doprowadzi do tego, że cel swój wysoko postawi i będzie głosił czystą prawdę. Niektórzy 
nie będą mogli znieść tego dobitnego świadectwa. Przeciwstawią się mu i tym właśnie wywołają przesiew 
wśród ludu Bożego."
 

DW.234. 

background image

 

 

Zastanówmy  się  chwilę.  Nikt  w  zborze  nie  wystąpi  przeciwko  kaznodziei,  który  piętnuje  cudzołóstwo, 

kłamstwo i przestępowanie sabatu jako grzech. Nikt tego nie uczyni. Każdy w zborze będzie oczekiwał, że 
stróżowie w kazaniach będą piętnowali takie postępowanie, jednoznacznie nazywając je grzechem. 

 

Czy  w takiej sytuacji nie jest klarowne

, że przyczyną wielu protestów przeciwko dobitnemu świadectwu 

poselstwa do Laodycei jest nie tylko nazywanie grzechu po imieniu, 

ale także bezpośrednie powiązanie go z 

tymi w zborze

, którzy go popełniają? Służebnica Pańska napisała: 

 

„Pragną, aby głoszono im łagodne słowa. A kiedy mówi się o złym postępowaniu członków skarżą się, że 

jest to 

okrutne postępowanie i współczują oraz sympatyzują z tymi, którzy czynią zło ... Pozwólcie prawdzie 

ciąć.  Zostało  mi  pokazane,  dlaczego  kaznodziejowie  nie  odnoszą  sukcesów  —  bo  mają  strach  przed 
ranieniem uczuć, bo obawiają się, by nie okazali się nieuprzejmi, i w ten sposób zaniżają standard prawdy i 
ukrywają jej najlepsze właściwości." 

Spiritual Gifts t.2.str.284-285.

 

 

Prawdziwe  poselstwo  laodycejskie  będzie  odważnie  potępiało  grzechy  zarówno  członków,  jak  i 

kościelnych  instytucji. 

„Jeżeli  zło,  które  wywołuje  niezadowolenie  Boże,  nie  będzie  sprostowane  przez 

członków, wtedy cały kościół poniesie za to odpowiedzialność." 

RH.23.12.1890.

 

 
„Ach,  jeżeli  kiedykolwiek  świątynia  na  ziemi  potrzebowała  koniecznego  oczyszczenia,  to potrzebują  go 

właśnie  teraz  instytucje  w  Battle  Creek!  Czy  nie  chcecie  w  najgłębszej  pokorze  szukać  Boga,  aby  móc 
przekazać  poselstwo  do  Laodycei  wyraźnym  i  zdecydowanym głoszeniem?  Gdzie  są  stróżowie  Boży,  którzy 
mają  widzieć  niebezpieczeństwo  i  przekazać  ostrzeżenie?  Możecie  być  pewni,  że pod natchnieniem Ducha 
Świętego  z  ludzkich  ust  rozlegną  się  słowa:  >

Krzycz  na  całe  gardło,  nie  przestawaj!  ...  Wytknij  mojemu 

ludowi jego 

przestępstwa i domowi Jakuba jego grzechy

.<„ 

TM.296.

 

 

„Jan  Chrzciciel  otwarcie  ganił  grzechy  ludzi,  zarówno  tych  z  niskich  warstw  społecznych,  jak  i  tych 

zajmujących  najwyższe  stanowiska.  Głosił  prawdę  przed  królami  i  książętami  bez  względu  na  to, czy  go 
chcieli  słuchać,  czy  też  odrzucali  jego  poselstwo.  Mówił  do  nich  osobiście  i  dosadnie.  Ganił  faryzeuszy  z 
Sanhedrynu,  bo  ich  religia  polegała  tylko  na  formie,  a  nie  na  czystej  sprawiedliwości  i  dobrowolnym 
posłuszeństwie... Rozmawiał z Herodem odnośnie jego związku z Herodiadą i powiedział mu: >

Nie wolno ci 

jej  mieć

<...  To 

poselstwo,  które  posiadamy,  musi  być  tak  samo  bezpośrednio  głoszone,  jak  poselstwo 

Jana. On ganił królów za ich bezprawie, on też zganił cudzołóstwo Heroda." 

2SM.149-151.

 

 

Nie mam wątpliwości, że dla niektórych niniejsze słowa będą nieprzyjemne. Im jednak chcę przypomnieć, 

że  nikt  jeszcze  nie  powiedział,  że  poselstwo  do  Laodycei  jest  przyjemne.  Gdyby  można  je  było  tak 
wygładzić  i  wysubtelnić,  aby  podobało  się  wszystkim,  wówczas  nie  byłoby  już  ono  bezpośrednim 
świadectwem do Laodycei. Słowo prorocze mówi: „

Niektórzy przeciwstawią się mu." 

 

Czy oznacza to

, że prawdziwe poselstwo Boże na nasz czas wywoła rozdwojenie? Tak. Działanie (tego 

rodzaju) poselstwa, które jest tak bardzo bezpośrednie, faktycznie wywoła podział pomiędzy powszechnie 
znanym ludem Bożym. Zwróćmy proszę uwagę na następujące słowa: 

 

„To badawcze i przenikające świadectwo Ducha Bożego oddzieli od Izraela tych, którzy nieustannie walczyli 

przeciwko  środkom  danym  przez  Boga,  aby  mogły  one  ochronić  zbór  przed  zniszczeniem,  Zło  musi  być 
nazwane złem. Godne ubolewania grzechy muszą zostać nazwane swoim właściwym imieniem." 

5T.676.

 

 

Lecz oto ponownie stanąłem  w  obliczu  mojego  dylematu. Jak ktoś, kto  ma  na tyle odwagi, aby mówić w 

kościele o określonych grzechach, może uniknąć oskarżenia o to, że godzi  w kościół i  jego  jedność? Jest 
wielu  stra

żników  z  zewnątrz,  (a  niektórzy  są  także  wewnątrz),  którzy  cały  swój  czas  poświęcają  na 

zwalczanie  braci  i  kierownictwa  kościoła.  Prawdziwe  poselstwo  do  Laodycei  musi  być  rzecz  jasna  głoszone 
wewnątrz kościoła, a nie poza nim. Czy jednak nie będzie ono niemile przyjęte i przez wielu odrzucone? Nikt 
nie lubi,  gdy 

wskazuje  mu  się na  jego  grzechy. Zarówno  zbory,  jak i członkowie, są  w równym stopniu, 

uczuleni na napominanie. Czy to, że wyszukałem tak wielu artykułów o „bezpośrednim świadectwie", może 
świadczyć iż mnie samemu go brak? Poselstwo to musi jednak zostać przekazane, grzechy muszą zostać 
ujawnione

, a wszystko to musi się dziać w miłości i wierności. 

 

Modlę  się  o  tą  szczególnie  realną  sprawę.  Im  więcej  myślę  o  niej,  tym  bardziej  przekonany  jestem  o 

konieczności  jej  głoszenia.  Tak  jak  każdy  inny  sumienny  kaznodzieja,  mogę  wyraźnie  rozpoznać  ten 

background image

 

szkodliwy problem letni

ości zboru laodycejskiego. Zbór ten nie jest całkowicie zeświecczony, gdyż w takim 

wypadku byłby zimny, ani też nie jest całkowicie w Chrystusie, bo byłby gorący. Jest to pewnego rodzaju 
mieszanina 

— wielorakie i połowiczne związki, które wytworzyły atmosferę oziębienia i obojętności. 

 
Czy  w  ogóle  powinienem  podjąć  się  napisania  książki,  która  ujawniłaby  pełny rozmiar kompromisu ze 

światem?  Odczułem,  że  Pan  Bóg  pokazał  mi  główne  symptomy  i  tragiczne  następstwa  tego  swoistego 
fenomenu, z którym zapoznało się już wielu Adwentystów Dnia Siódmego, a którym jest kryzys kreślany jako 
„Nowa Teologia".  Pociągnęła ona  za  sobą  zarówno laikat,  jak i kaznodziejów.  Moją  największą  troską  jest 
przy tym, by moi koledzy z grona 

kaznodziejów — a większość z nich to wierni i Bogu poświęceni kaznodzieje 

—  nie  potraktowali  mojego  frontalnego  wystąpienia  jako  skryty  i  podstępny  atak  przeciwko  nim.  Nie 
chciałbym też, aby umiłowana przeze mnie społeczność zborowa niewłaściwie pojęła moje zdecydowane i 
mocne słowa, których użycie w niniejszym opracowaniu uważam za konieczne, aby móc obudzić śpiący zbór. 

 
Tak więc, miły bracie i miła siostro, zanim przejdziesz do kolejnych rozdziałów tego opracowania, proszę 

cię, postaw się w moim położeniu, bo nie z własnej woli podejmuję to zadanie, lecz wierzę, że nałożył je na 
mnie  Pan  Bóg.  Miłuję  moją  społeczność,  jej  członków  i  jej  kierownictwo.  Jest  ona  na  drodze  do  Królestwa 
Bożego; jest ona ulubieńcem Boga i przedmiotem Jego najwyższej troski i miłości na ziemi. 

 
Chciałbym  tu  wyraźnie  podkreślić,  że  nic  z  moich  ograniczonych,  ludzkich  słów  nie  powinno  być  w  ten 

sposób  zrozumiane,  aby  w  jakiś  sposób  poniżało,  czy  zniesławiało  ową  społeczność.  Dlatego  modlę  się, 
abyś  po  przeczytaniu  tego  opracowania  bardziej  aniżeli  przedtem  miłował  zbór  ostatków,  a  nienawidził 
grzech, który odłącza nas od naszego ukochanego Zbawiciela. 

 

Mimo, że naszą uwagę kierować będziemy na letniość i kompromisy zboru, istnieją dwa fakty, których nie 

wolno nam przeoczyć. 

 

Po pierwsze. 

Społeczność ta jest związkiem — stowarzyszeniem, i cokolwiek dotyczy jakiejś jednej jej części, 

szkodzić może także innym jej częściom. 

 

Po  drugie. 

Musimy  nauczyć  się  odpowiedniego  spojrzenia  na  problem  laodycejski  jako  na  pewną 

część  wielkiego,  diabelskiego,  światowego  programu,  którego  głównym  zadaniem  jest  zniszczenie 
ostatniego  zboru.  Jest 

wiele obustronnych przyczyn i skutków, które działają  w delikatnej,  duchowej  tkance 

ciała zborowego. 

 
W następnym rozdziale, w świetle globalnego planu i celu szatana, będę usiłował przeanalizować różne 

wydarzenia, które rozwinęły się w społeczności adwentowej. Zauważymy, że szatan usiłuje w pewnej części tej 
społeczności  wytworzyć  określone  okoliczności,  aby  móc  później  przeprowadzić  swój  plan  przeciwko  całej 
społeczności. Zastanowimy się,  jaką dalekosiężną strategię  rozwija po to, aby stopniowo podminowywać i 
osłabiać  fundamenty  prawdy.  Zgroza  przejmuje  człowieka  widząc,  jakich  manipulacji  się  podjął,  aby  wywołać 
wszystkie te okoliczności i osiągnąć przez nie swój cel. Nie  ma  wątpliwości co  do  tego,  że  on  podejmie  się 
wszelkich wysiłków, aby osłabić Prawdę, w czym zresztą odniósł  już pewien sukces. Wiedzmy  jednak, że 
wszystkie  moce 

piekielne nie mogą zdobyć przewagi nad zborem żywego Boga. Zbór jest nie tylko  stałą 

kontynuacją  swojej  nazwy;  jest  on  proroczym  ruchem  przeznaczonym  do  ponownego  odbudowania 
„porzuconej na ziemię i zdeptanej prawdy"; on też nie może zawieść i nie zawiedzie. Nawet, kiedy rozpalony do 
bia

łości ogień diabelskich ataków spadnie na zbór i wydawać się będzie, że się załamie, to on jednak nie 

upadnie. Wszystko to przetrwa 

i zwycięży. A wszyscy, którzy w tym czasie przesiewania i próby pozostaną 

wierni, będą triumfować jako zbór. 

 

Moją modlitwą jest, abyśmy przez zdemaskowanie planów szatana, zostali przygotowani na nadchodzące 

wydarzenia i abyśmy mogli poznać i uniknąć tych okropnych pułapek, które zostały już poustawiane na 
naszej drodze 

i będą jeszcze stawiane. 

 

 

 

background image

 

2. Wątpliwości co do nauk

 

Zastanawiałeś  się kiedyś nad  tym,  dlaczego  w  ostatnich  czasach  w  zborze  jest  tak  wiele  wątpliwości  i 

sporów  co  do  nauki  adwentowej?  Dlaczego  tak  wielu  kaznodziejów  porzuciło  wiarę  po  tym,  jak  zaczęli 
walczyć  z  nauką  o  świątyni,  o  Zakonie  i  o  Duchu  Proroctwa?  Niektóre  ze  zborów  są  dzisiaj 
zdziesiątkowane,  gdyż  wielkie  grupy  wierzących  wycofały  się  z  areny  adwentyzmu,  aby  założyć  tak 
zwane „Koleżeńskie Kościoły", w których panują liberalne zasady wyznania. Inni znowu przyłączyli się do 
wielkich,  powszechnie z

nanych, a zachowujących niedzielę kościołów, w których nauka i zasady biblijne są 

całkowicie lekceważone. 

 
Argumenty, które owi „Neo-Adwentyści" wysuwają przeciwko  historycznym filarom adwentyzmu, są 

te same, które były już używane w 1947 roku, kiedy to kończyłem studia w seminarium teologicznym. Teraz 
ponownie 

muszę występować przeciwko tym stereotypowym zarzutom „ewangelicznych" przeciwników, którzy 

zajadle  przeszkadzali  podczas  moich  publicznych 

wykładów  ewangelizacyjnych.  Zazwyczaj  bywałem 

publicznie wzywany przez   

kaznodziejów tzw. „Zboru Chrystusa" do oficjalnych dyskusji na takie tematy, jak 

Sabat, Świątynia i Duch Proroctwa. Czasami, nawet w czasie prowadzonych przeze mnie wykładów, podnosili 
głos usiłując przedstawić swoje poglądy.  Mimo to, nie było  ani  jednego  Adwentysty Dnia Siódmego, i to 
nawet tego najsłabszego w zborze, który by został przez nich zwiedziony. 

 

W tamtych czasach było niewielu odstępców od wiary, a jeżeli już byli, to nie z powodu  wątpliwości w 

nasze  poselstwo.  Wówczas,  przez  wiele  lat  nie  spotkałem  ani  jednego  byłego  Adwentysty  Dnia 
Siódmego,  który  by  przyłączył  się  do  innego  „kościoła".  Jeżeli  jacyś  członkowie  opuścili  zbór,  to  było  to 
spowodowane  przyciągającą  siłą  pożądliwości  ciała,  świata,  albo  diabła,  ale  nigdy  dlatego,  że  utracili 
wiarę w naszą naukę. 

 
Tą wielką zagadkową sprawą jest odpowiedź na pytanie: Dlaczego dzisiaj,  między  naszymi  członkami, 

panuje 

tak  wiele  emocji  na  temat  różnych,  męczących  problemów  dotyczących  nauk,  które  nikomu  nie 

zaszkodziły  przed  czterdziestu  paru  laty?  Odpowiedź  na  to  pytanie  znalazłem  w  szeregu  godnych  uwagi 
tekstach  biblijnych.  Pismo  Święte  jednoznacznie  opisuje  przyczynę,  z  powodu  której  wątpi  się  w  różne 
nasze  nauki;  potwier

dza  ją  także  Duch  Proroctwa.  Apostoł  Jan,  umiłowany  uczeń  Chrystusa,  wyraźnie 

odpowiada na to pytanie: 

 

„Oni są ze świata; dlatego mówią, jak świat mówi, i świat ich słucha. My jesteśmy z Boga; kto zna Boga 

słucha nas, kto nie jest z Boga, nie słucha nas. 

Po tym poznajemy ducha prawdy i ducha fałszu." 

1 Jan 4,5-

6.

 

Te 

słowa  potwierdzają  fakt,  że  ci,  którzy dostosowują  się  do  świata, nie  są  zdolni  odróżnić  prawdy  od 

fałszu.  Ta  subtelna  zdolność  odróżnienia  fałszu  od  prawdy  uzależniona  jest  od  naszego  (całkowitego) 
odłączenia się od świata. 

 
Apostoł Paweł dowodzi tego samego w liście do Rzym. 12,2: 
 

„A  nie  upodobniajcie  się  do  tego  świata,  ale  przemieńcie  się  przez  odnowienie  umysłu  swego, 

abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonale." 

 

Ten sam tekst w tłumaczeniu Kazimierza Romaniuka brzmi następująco: 
 

„I nie postępujcie według wzorów tego świata, lecz starajcie się o przemianę waszych myśli, żebyście mogli 

zrozumieć, czego Bóg od was chce — co jest dobre, co miłe Bogu i co prawdziwie doskonałe."  

 
Proszę, zwróćcie uwagę, że istnieją mocne zasady Pisma Świętego, które wymagają odłączenia się od 

świata, aby móc przez to zrozumieć wolę Bożą i Jego rady. 

 

W liście do 1 Kor.2,12 ap. Paweł pisze: 
 

"A  myśmy  otrzymali  nie  ducha  świata,  lecz  Ducha,  który  jest  z  Boga,  abyśmy  wiedzieli,  czym  nas  Bóg 

łaskawie obdarzył.

 

Czy  potrafisz  prześledzić  te  wspaniałe  ścieżki  prawdy,  jakie  zostały  dotychczas  wyłożone  w  tych 

background image

 

wszystkich tekstach? Jeżeli posiadamy ducha tego świata, nie jesteśmy zdolni pojąć Boskich prawd. Te 
dwie  sprawy  są  z  sobą  sprzeczne.  One  nie  dają  się  pogodzić.  Do  tej  Boskiej  zasady  Pan  Jezus  dodał 
jeszcze jedną podsumowującą myśl: 

 

„Jeśli kto chce pełnić wolę jego, ten pozna, czy ta nauka jest z Boga, czy też Ja sam mówię od siebie." 

Jan 7,17. 

 

Tutaj 

nasz  Mistrz  stwierdza,  że  chcąc  pełnić  wole  Bożą,  musimy  rozpoznać  Jego  naukę.  Co  to 

znaczy „pełnić Jego wolę"? Jan pisze:  

 

„Nie miłujcie świata ani tych rzeczy, które są na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca... i 

świat przemija wraz z pożądliwością swoją; ale kto pełni wolę Bożą, trwa na wieki." 

1 Jan 2,15-17.

 

 

Nikt nie może pominąć faktu, że Jan identyfikuje tych, którzy pełnią wolę Bożą z tymi, którzy nie miłują 

świata. Jezus mówi, że jest to jedyna droga, na której można poznać i odróżnić, czy dana nauka jest prawdą, 
czy nie. 

Czy  ten  istotny  związek,  jaki  zachodzi  pomiędzy  przyczyną  a  skutkiem  został  potwierdzony  przez 

pisma s. White? Pisze ona: 

 

„Umysły  wielu  zostały  tak  zaciemnione  i  pomieszane  ze  światowymi  zwyczajami,  światowymi 

praktykami i światowymi wpływami, że wszelka moc do odróżnienia pomiędzy światłem a ciemnością, prawdą 
i fałszem wydaje się być zniszczona." 

5T.62.

 

 
Zdania  te  nabierają  nowego  znaczenia  w  świetle  obecnego  rozwoju  teologicznych nauk wewnątrz 

zborów. Według Biblii, zawsze pojawiać się będą równocześnie dwa fakty, czyli kompromis ze światem 
oraz 

niepewność w naukach. To prowadzi nas do bardzo interesującego pytania. Czy oba te czynniki w 

ostatnich latach, są zauważalne w społeczności Adwentystów Dnia Siódmego? Czy mamy powody, aby 
wierzyć, że stopniowy proces dopasowywania się do świata, może w naszych szeregach przyśpieszyć — 
obecny już wśród nas — kryzys „Nowej Teologii"? 

 
Nikt  nie  może  zaprzeczyć,  że  z  powodu  wtargnięcia  do  naszych  szeregów  światowości,  nastąpiło 

osłabienie  naszego  tradycyjnego  postępowania.  Z  powodu  śmiercionośnego  wpływu  telewizji, 
adwenty

styczny  styl  życia  został  poważnie  okaleczony  i  zagrożony.  Praktyki,  które  w  przeszłości  były  w 

adwentyźmie nie do przyjęcia i nie były tolerowane, dzisiaj nie są już nawet poddawane w wątpliwość, i nie 
stanowią  o  wierności  wobec  zasad  wiary.  W  wielu  wypadkach,  zbory  nie  poczyniły  żadnych  oficjalnych 
zmian,  co  do  swojego  stanowiska  w  tej  sprawie;  standard

y  życia  Bożego  zostały  zaniżone  i  niemal 

całkowicie zanikają. Co prawda, pozostały one nadal w naszych oficjalnych publikacjach, ale procentowo, 
z roku na rok jest coraz mniej 

kaznodziejów, urzędników w Zarządach i ewangelistów, którzy występując 

przed  zborem 

—  otwarcie  o  tym  mówią.  Wyraźnie  widocznym  faktem  jest,  że  w  zakresie  ubioru, 

odżywiania,  dziesięciny,  oglądania  filmów,  picia  kawy,  sposobu  święcenia  sabatu,  a  nawet  rozwodów 
nastąpiło u nas daleko idące rozprzężenie. Znam bardzo dobrze argumenty, którymi posługujemy się, 
aby 

usprawiedliwić  staczanie  się  i  pociąg  do  świata.  Mówi  się  nam,  że  „społeczeństwo,  w  którym 

przyszło nam żyć, znajduje się na drodze przemian i my też musimy dopasować nasz styl życia do świata, 
chcąc dotrzeć do osób z naszego otoczenia". 

 

Jest rzeczą oczywistą, że w otaczającej nas kulturze, zaszły ogromne zmiany i musimy dopasować nasze 

metody przekazywania poselstwa do obecnej 

rzeczywistości. Jednak, z mego wewnętrznego przekonania 

wiem, że pewne rzeczy nigdy nie mogą zostać zmienione. Obawiam się, że w imię postępu zrezygnujemy, 
lub ujmiemy nieco z prawd, z których Pan Bóg nigdy nie zrezygnował i nigdy nie zamierzał tego uczynić. 

 

Kiedy widzę młodzież adwentową jak uczęszcza do teatrów, a rodzice oglądają w tym samym czasie 

nieprzyzwoite filmy; kiedy widzę w naszych zborach siostry przyozdobione różną biżuterią, ubrane w modne 
i  krzykliwe  suknie;  kiedy  słyszę  z  podium  rytmy  babilońskiej  muzyki,  kiedy  widzę  u  Adwentystów  Dnia 
Siódmego  szerzące  się  rozwody,  podobnie  jak  w  świecie,  wówczas  nazywaj  to  jak  chcesz,  ale  nie  mów 
proszę, że to jest postęp. 

 

Jest  smutną  prawdą  to,  że  my  jako  zbór,  staliśmy  się  tak  obojętni  i  tolerancyjni  wobec  owego 

zeświecczenia  wewnątrz  naszej  organizacji,  że  dosłownie  kwestionujemy  adwentystyczne  zasady, 
których przez tak wiele lat broniliśmy. Zamiast poddać ten stan wnikliwej i krytycznej analizie w naszych 

background image

 

oficjalnych  publikacjach,  pomijamy  go,  przez  co  zasiewamy  nasienie 

wątpliwości  co  do  prawdziwości 

naszych nauk. 

 
Narastający  stale  wpływ  otępiających  i  niszczących  ostrość  historycznych  prawd  w  artykułach  i 

kazaniach, 

i  przedstawianie  w  nich  odbiegających  od  norm  przekonań  dotyczących  naszej  wiary 

spowodowały, że wślizgujące się do zborów kompromisy przybrały galopujący wymiar. Nieszczęściem jest, 
że  młodzież  —  będąca  pod  silnym  naciskiem  pójścia  na  różne  kompromisy  i  potrzebująca  szczególnych 
zachęceń,  aby  mogła  stać  zdecydowanie  i  mocno  w  prawdzie  —  znalazła  się  pod  wpływem  wielu 
liberalnych poglądów. Jednakże bez względu na to w jaki sposób i gdzie, widać wyraźnie, jak obecnie owe 
diabelskie wpływy wdzierają się do każdego zrębu życia zborowego. 

 
Jaki będzie rezultat wszystkich tych rzeczy dziejących się w zborach? Za przyczyną szybko postępują 

skutki. Zasialiśmy wiatr i teraz zbieramy burzę. Z powodu zadziwiającego braku odwagi do postawienia tamy 
tym  rzeczom  i 

mocnego  trzymania  się  norm  chrześcijańskiego  życia,  rozwodniliśmy  nasze  wspaniałe 

zasady, które stanowiły dotąd o naszej odrębności i sile. Poważnym następstwem tego miłosnego związku 
z

e  światem  jest  przytępienie  naszej  duchowej  siły.  Nastał  czas  żniwa  i  teraz  zbieramy  burzę,  która 

dokonała ogromnego wyłomu w naszych umiłowanych zborach. Zniszczyła dużo więcej ponad to, do czego 
jesteśmy  w  stanie  się  przyznać.  A  nie  jest  to  jeszcze  koniec.  Jeżeli  nie  zdobędziemy  się  bowiem  na 
odwagę powrotu do granic, które ustanowił Bóg, to owo spustoszenie będzie coraz gwałtowniej narastać. 
Natchnione  Słowo  mówi  nam,  że  w  miarę  dostosowywania  się  do  świata,  będziemy  coraz  bardziej 
niezdolni  do  poznawania  prawdy.  Tym  samym  otwieramy  drzwi  dla 

wątpliwości  względem  nauk 

odnoszących się do prawdy i wszelkim niepewnościom w wierze. 

 

Czy to się  już stało?  No cóż, przecież dobrze wiemy, że tak. Niektóre nasze  zbory zostały zarażone 

„Nową  Teologią"  w  takim  samym  stopniu,  w  jakim  są  zarażone  światowością.  Nikt  nie  powinien  być 
zaskoczony  stwierdzeniem

,  że  obecnie  w  zborze  oba  te  zjawiska  spokojnie  wswpółistnieją  obok  siebie;  i 

będą  one  tam  wciąż  zakotwiczone,  aż  przesiew  je  rozwiąże.  Siostra  White  wciąż  i  wciąż  opisuje 
niewyobrażalny  wprost  spadek  liczby  członków  między  innymi  w  wyniku  prześladowania.  Gdybyś 
przeglądał  jej  wypowiedzi  na  temat  przyczyn  powstania  tego  problemu,  to  zwróć  proszę  uwagę  na 
następujące,  szokujące  wypowiedzi, i  to  w  całym  ich  kontekście. W  każdym  dobrze  znanym  wywodzie, 
określa opuszczenie społeczności jako rezultat „dopasowania się” zboru do świata lub „połączenie się” z nim. 

 

   

„Nie  odległy  jest  czas,  kiedy  zostanie  poddana  próbie  każda  dusza.  Święcenie  fałszywego 

sabatu będzie napierało na nas. Dojdzie do zmagań między przykazaniami Boga i przykazaniami ludzi. Ci, 
którzy krok za krokiem poddali się żądaniom świata i dostosowali się do jego zwyczajów, raczej ulegną 
jego potędze niż wybiorą pośmiewiska, zniewagi, groźby, więzienie i śmierć. W tym czasie złoto zostanie 
oddzielone od  żużlu.  Prawdziwa pobożność wyraźnie różnić się będzie od udawanej i powierzchownej. 
Wiele 

gwiazd,  podziwianych  z  powodu  swej  świetności,  skończy  w  ciemności.  Ci,  którzy  przyodziali 

ozdobne szaty świątynne, ale nie przyoblekli na siebie sprawiedliwości Chrystusa, ukażą się we wstydzie i 
hańbie swej własnej nagości."

 PK. 105 lub 116. (popr. w/g oryg.) 

 

   

"Na  zakończenie  chciałabym  powiedzieć,  że  żyjemy  w  najbardziej  poważnych  czasach.  W 

ostatnim  widzeniu  jakie  otrzymałam,  ukazano  mi  przerażający  fakt,  że  tylko  mała  część  tych,  którzy 
obecnie wyznają prawdę,  zostanie przez  nią uświęcona  i  zbawiona. Wielu wyniesie  siebie ponad prostotę 
dzieła. Oni dopasują się do świata, będą miłować bożki, przez co staną się duchowo martwi."

 1T.608-609. 

 

„W  miarę  zbliżania  się  prześladowań,  wielu  z  tych  którzy  twierdzą,  iż  wierzą  w  Poselstwo  Trzeciego 

Anioła lecz nie są uświęceni przez posłuszeństwo wobec Prawdy, zmieni swe zapatrywania i przyłączy się 
do szeregów nieprzyjaciela. Przez połączenie się ze światem i podzielanie jego ducha dojdą do tego, że 
na  wszystko  patrzeć  będą  z  punktu  widzenia  świata,  a  gdy  nadejdzie  próba  wybiorą  drogę  łatwiejszą, 
bardziej popularną. Ludzie zdolni, mili w obejściu, którzy cieszyli się Prawdą, będą używać swoich zdolności 
do oszukiwania i zwodzenia innych; staną się najgorszymi wrogami swoich braci. Gdy zachowujący sobotę 
zostaną  wezwani  przed  sądy,  aby  zdać  sprawę  ze  swojej  wiary,  odstępcy  staną  się  aktywnymi 
narzędziami  szatana.  Oczernią  i  oskarżą  wiernych  Bogu  składając  fałszywe  zeznania  i  insynuacje,  aby 
wrogo 

usposobić do nich sędziów."

WB.470-471 lub 439.(popr. wg oryg

inału.) 

 

 

„Pracę, której Kościół nie wykonał w czasie pokoju i pomyślności, będzie musiał wykonać w pełnych grozy 

próbach, w najbardziej niesprzyjających i zniechęcających okolicznościach. Przystosowanie się do świata 
zagłuszyło teraz ostrzegawcze poselstwo i cofnęło je, później będzie ono szerzone w obliczu najsroższego 

background image

 

oporu nieprzyjaciół wiary. W tym czasie grupa ludzi konserwatywnych, powierzchownie myślących, a których 
wpływ ustawicznie powstrzymywał postęp tej pracy, wyrzeknie się wiary i stanie po stronie 
zaprzysiężonych wrogów Chrystusa, do których już i tak od dłuższego czasu należeli w duchu. Wtedy ci 
odszczepieńcy z zawziętą wrogością czynić będą wszystko, co w ich mocy, żeby dawniejszych swych braci 
uciskać, szkalować i wzbudzać niechęć przeciwko nim. Ten dzień jest tuż przed nami."

 5T.463, lub 2SK.105." 

 

  

"Ci, którzy jednoczą się ze światem - przyjmują charakter świata i przygotowują się na przyjęcie 

piętna  bestii.  Ci,  którzy  nie  ufają  sobie,  którzy  upokarzają  się  przed  Bogiem  i  oczyszczają  swoje  dusze 
przez posłuszeństwo prawdzie - przyjmują niebiański charakter i przygotowują się na otrzymanie pieczęci 
Bożej na swoje czoła."

 5T.216; 2SK.43-44.

 

 

Wid

ać tutaj skutek pewnego programu, który dosłownie podkopuje i niszczy życie zboru. Słowa proroka 

pokazują  nam,  że  ostatecznym  rezultatem  wiązania  się  ze  światem  będzie  utrata  wiary  i  to,  że  „ogromna 
część" członków całkowicie porzuci swą wiarę. To, co teraz objawia się w kroplach, zamieni się  w  wielką 
powódź  odchodzenia  od  zboru.  Duchowe  wątpliwości,  zamieszanie  w  naukach  prawdy  oraz 
odstępstwa,  doprowadzą  do  zburzenia  muru  dzielącego  zbór  od  świata.  Czy  w  tej  sytuacji  jesteśmy  w 
stanie  po

jąć  tę  zdecydowaną  Prawdę,  która  stale  przewija  się  przez  całe  Pismo  Święte  i  pisma  Ducha 

Proroctwa?  Musimy  być  naprawdę  ślepi,  jeżeli  tego  nie  zauważamy  i  nie  widzimy  celu  tych  wypowiedzi. 
Przytoczone tu przykłady są tylko małym zbiorem z setek tych, które jeszcze mogłyby być zacytowane. 

 

W

yjawienie  tej  wielkiej  liczby  członków  porzucających  wiarę  jest  prawdopodobnie  najbardziej 

szokującym elementem owych natchnionych  wypowiedzi. Niestety, większość wierzących faktycznie 
porzuci wiarę i święcenie sabatu. Czyż nie jest to szokujące? Zastanówmy się zatem, jaki jest plan szatana, 
aby tego rodzaju zamach stanu mógł przeprowadzić w zborze? 

 
 
3. Małe początki przenikania światowości

 

Następstwa światowości w zborach są bardzo wyraźnie opisane przez Słowo Boże i Ducha Proroctwa. 

Szatan  rozpoczął  wprowadzanie  światowości  przez  stosowanie  wyrafinowanych  kompromisów,  które  w 
zdecydowany 

sposób  atakują  linie  graniczne  u  tych,  którzy  zaniedbują  osobiste  studiowanie 

natchnionych  ksiąg.  Kiedy  zawoalowane  odchylenia  coraz  bardziej imają się członków, to jednocześnie 
powoli otwierają się wrota dla przystosowania się i współpracy ze światem. 

 
Siostra White pisze:  
 

„Zmiana w jego [zboru] stanie duchowym przyszła stopniowo i prawie niezauważalnie. Kiedy zbór zaczął 

poszukiwać pochwał  i przyjaźni świata, jego wiara zmalała, gorliwość ostygła, a jego poświęcenie ustąpiło 
martwemu formalizmowi. Każdy krok w stronę świata był krokiem oddalającym go od Boga."

 5T.240. 

 
Dlatego, że owe zmiany zawsze ocierały się o ramy nauk prawdy, kaznodzieje z obawy, by nie zostali 

uznani  za  legalistów  i  krytykantów,  niechętnie  wypowiadali  się  na  temat  tych  spornych  problemów.  Aby 
zapewnić sobie milczenie „stróżów na murach", szatan wymyślił szczególnie perfidne taktyczne posunięcie, 
a mianowicie, a

by każdy kaznodzieja protestujący przeciwko temu stanowi rzeczy uznany został za wroga 

usprawiedliwienia z wiary. 

 
Szatan 

z  wielką  przebiegłością  wpływa  na  święcących  sabat,  podsuwając  im  powykręcane,  fałszywe 

zrozumienie,  jakoby  każde  akcentowanie  (wiernego)  posłuszeństwa  było  legalizmem.  Wielu  wierzących 
kaznodziejów  zaprzestało  w  ogóle  głosić  o  uświęceniu.  W  kazaniach  poświęconych  święceniu  sabatu 
również nastąpiła dziwna zmiana. 

 
Liczba kazań na temat odpowiedzialności i posłuszeństwa chrześcijanina wobec Zakonu stale maleje. W 

krótkim  czasie,  ten  sam  Zakon,  który  jest  kopią  charakteru  Jezusa  Chrystusa  uznany  zostaje  za  wroga 
usprawiedliwienia z wiary. Niektórzy z wiodących teologów adwentowych, poczęli zaprzeczać powszechnej 
biblijnej definicji, że 

„grzech jest przestępstwem Zakonu"

głosząc, że grzech wcale nie jest przestępstwem 

Zakonu,  lecz  „przestępstwem  pewnego  rodzaju  stosunku  lub  związku".  Ta  sprytna  gra  słów,  zawierająca 
część  prawdy i część fałszu,  doprowadziła  wielu do tego,  że poczęli lekko  traktować to, 

„co Jest  święte  i 

background image

10 

 

sprawiedliwe  i  dobre"

 

(Rzym.7,12).  Chrześcijanie,  którzy  jeszcze  wierzą,  że  posłuszeństwo  jest  konieczne  i 

możliwe,  gani  się  jako  tych,  którzy  ukierunkowani  są  „na  pełnienie  uczynków"  —  co  określa  się  ładnie 
brzmiącym i upiększającym wyrażeniem — „zbawienie z uczynków". 

 
Po  wielu  dyskusjach,  owa  liberalna  teologia  uznała  usprawiedliwienie  oraz  krzyż  za  jedynie  istotną 

zawartość swoich kazań, nie uznając równocześnie  stosownego do tego posłuszeństwa, które  w równym 
stopniu  wymagane 

jest przez Ewangelię. W tej sytuacji powszechnie głosi się, że Chrystus uczynił  dla  nas 

wszystko,  był  za  nas  także  doskonale  posłuszny,  a  nam  pozostaje  tylko  wierzyć  i  miłować.  Taki  to 
właśnie stan rozwinął się w zborze laodycejskim, co w obrazowy sposób opisała siostra White: 

 

„Życie  religijne  oznacza  przede  wszystkim  trudności  i  wymaga  samozaparcia. Dziś wszystko stało 

się łatwe. Dlaczego? Bo ci, którzy uznają się za lud Boży poszli na kompromis z mocami ciemności. Musimy 
powrócić do zdecydowanego świadectwa. Droga do nieba nie jest dzisiaj łatwiejsza, niż za czasów Zbawiciela. 
Wszystkie  nasze  grzechy  muszą  zostać  usunięte.  Każda  umiłowana  słabostka,  która  szkodzi  naszemu 
religijnemu życiu musi być usunięta." 

5T.222.

 

 
Ta 

powyższa rada nie jest zgodna z presją wywieraną przez „Nową Teologię", która kładzie nacisk na tzw. 

„usprawiedliwienie  przez  wiarę".  Młodzi  adwentyści  przestrzegani  są,  aby  nie  myśleli  zbyt  wiele  o  swoich 
grzechach, a zwłaszcza, aby nie usiłowali je przezwyciężać. Są pouczani, że im więcej będą się przyglądali 
swoim 

duchowym  niedomaganiom,  tym  więcej  będą  kuszeni  do  budowania  na  uczynkach,  starając  się 

być  posłusznym  Zakonowi.  Jest  sprawą  bardzo  oczywistą,  że  tego  rodzaju  program  jest  faktycznym 
zaprzeczeniem prawdziwej 

Ewangelii. Nie dziwmy się zatem, że w świetle tej popularnej lecz trującej nauki 

o  „taniej  łasce",  wielu  kaznodziejów  boi  się  zabierać  głos  przeciwko  temu  podstępnemu  wkradaniu  się 
światowych elementów do zboru. 

 
Czy zauważyłeś, w jaki sposób zakłada się fundament, aby  wprowadzić wątpliwe praktyki do zboru? Kto 

pragnie  zniszczenia 

wpływu  wywieranego  przez  prawdziwe  narzędzia,  mające  na  celu  wprowadzenie 

ożywienia w zborze? Wielu oświadcza, że po raz pierwszy doznali prawdziwego nawrócenia i uniknęli przez 
to  więzów  legalizmu.  Jednakże  dziwnym  sposobem  wielu  z  tych,  którzy  poruszają  się  na  emocjonalnych 
wyżynach owej „nowej wolności", coraz więcej i bardziej występuje przeciwko tym, którzy bardzo ubolewają 
nad  przedstawionym  po

wyżej  obniżaniem  miary  wartości  duchowej.  Podnoszą  oni  ogromną  wrzawę 

przeciwko każdemu programowi, mającemu na celu reformę i zmianę sposobu życia. Dla nich pachnie to 
"uczynkami", godzi w ich styl l ub w rytm ulubionej przez nich muzyki. Od tego czasu 

— a każdy się z tym 

zgodzi 

— prawda o usprawiedliwieniu z wiary, która w przeszłości była powszechnie zaniechana, teraz stała 

się dla nich nową, wzbudzającą sensację „prawdą" — lekko i szybko przyjmowaną. Każdy,  który poruszy 
problem 

narastającej  nieustannie  światowości  w  zborze,  zostaje  od  razu  uciszony  określeniami  — 

„legalizm"  lub  „legalista".  Na  skutek  tych  „mało  znaczących  zmian",  pojawiło  się  nowoczesne,  tolerancyjne 
nastawienie, w i tak już znacznie okrojonym, adwentowym stylu życia. 

 
Kiedy coraz bardziej i skuteczniej 

przyzwyczajono umysły ludu Bożego do tego, że można oglądać 

„kontrolowane" programy telewizyjne, „umiarkowanie" malować się, oglądać „dobre" filmy, pić słabą kawę 
kofeinową, nosić „umiarkowane" stroje kąpielowe, a w „uzasadnionych" przypadkach można się (nawet) 
rozwodzić itp., wtedy również i na tej bazie, rozpoczęło rozwijać się przepowiedziane zamieszanie w naukach  
wiary. 

 
Szatan,  wykorzystał  ten  sprzyjający  mu  klimat w  celu  wprowadzenia  wątpliwości odnośnie wielkich filarów 

prawdy  ostatniego  zboru. 

Wykorzystując  sferę  „rozumu"  niektórych  światowo  usposobionych  teologów, 

przypuścił  skomasowany  atak  przeciwko  wierze  każdego  poszczególnego  Adwentysty  Dnia  Siódmego, 
znajdującego  się  w  naszym  ruchu.  Atak  ten  zaskoczył  wielu,  ponieważ  tylko  niektórzy  wiedzieli,  że  główny 
oszczerca  prawdziwej  wiary 

—  wyjdzie  z  naszych  szeregów.  Już  na  długo  przedtem  poznano  się  na  jego 

wiarołomstwie. Poglądy Desmonda Forda zostały przyjęte przez setki młodych  studentów,  którzy  podziwiali  go 
będąc urzeczeni jego osobowością i zachwycając się jego zdecydowanymi wypowiedziami. 

 

 

background image

11 

 

4. „Nowa Teologia" i przesiew

 

Żadna grupa członków nie jest oszczędzona przed tym niszczącym wpływem  „Nowej  Teologii",  która 

ukradkiem  podkopała  k i l k a   fundamentalnych  nauk  historycznego  zboru.  Na  drodze  dostosowywania 
się do świata, szatan pogmatwał umysły tysiącom tych, których przekonania były już wcześniej zniszczone 
duchem kompromisu. Zamieszanie i upadek postępują nadal. Poważny proces przesiewu wyplewi wielu tych, 
których serca nie zdecydowały  się  stanąć  odważnie  po  stronie  prawdy.  Ta  największa  próba  stoi  jednak 
jeszcze  przed  nami.  Dotychczas  nie  stwierdziliśmy  nic  takiego,  co  mogło  by  być  porównane  z  tym 
poważnym  kryzysem,  podczas  którego  większość  opuści  nas.  Wówczas  wydawać  się  będzie,  że  cała 
społeczność adwentowa upadnie i nie będzie mogła się zespolić; jednak prawdziwi chrześcijanie stać będą 
mocno i niewzruszenie,  podczas gdy plewy 

będą oddzielane od pszenicy. 

 
Gdzie nastąpi ów wielki przesiew? Siostra White pisze:  
 

„Wiele  gwiazd,  które  podziwialiśmy  z  powodu  ich  jasności,  odejdą  w  ciemność.  Plewy,  jak  chmura 

zostaną  uniesione  wiatrem,  nawet  z  tych  miejsc,  na  których  widzieliśmy  tylko  pełne  wspaniałej  pszenicy 
gumna."
 

5T.81. 

 
Cóż  za  dramatyczny  opis  nadchodzącego  przesiewu!  Będzie  on  wymagał  od  nas  zdecydowanego  i 

głębokiego  poświęcenia.  Nikt  z  nas  nie  musi  należeć  do  owej  unoszonej  wiatrem  chmury  plew.  Z  tego 
widać,  jak  wielką koniecznością jest dla nas to, abyśmy  całkowicie ukryli się w Chrystusie, i abyśmy 
zapragnęli stałej jego obecności. Tylko Duch Święty może przygotować nas na ten okropny czas próby. 
Nikomu z nas nie wolno być uzależnionym duchowo od  jakiegokolwiek innego człowieka, i aby od niego 
otrzymywać duchową moc, czy niezbędną prawość charakteru. 

 
Prawdę musimy znać sami dla siebie na tyle, aby umieć sprawdzić każde kazanie za pomocą Słowa 

Bożego. Stale musimy pielęgnować osobistą łączność z Chrystusem, który jedynie ma być źródłem 
naszej wiary w  

codziennym życiu. 

 
Teraz  jest  czas 

—  ten  jedyny  czas,  który  mamy  —  aby  napełnić  umysł  drogocennymi radami  Słowa 

Bożego. Wszystkie nasze nauki i doświadczenia naszego życia, muszą być ugruntowane, przede wszystkim 
na tym, czego 

nauczyliśmy się z osobistego studium Słowa Bożego, a nie tylko na tym, co było głoszone 

w zborze. S

ą co prawda wierzący kaznodzieje, którzy ostrzegawczemu poselstwu nadają właściwy ton, 

ale  wielu  jest  też  takich,  którzy  płyną  razem  z  laodycejską  większością.  Jesteśmy  ostrzeżeni,  że  fałszywe 
„nauki" będą głoszone z mównic naszych własnych zborów!  

 
Zastanów się nad tym natchnionym stwierdzeniem: 
 

„Niepoświęceni kaznodzieje zajmują stanowiska przeciwne Bogu. Jednym tchem wysławiają Chrystusa i 

bożka tego świata... Wielu będzie stało za naszymi mównicami, mając w rękach pochodnie fałszywych 
proroctw, o

dpalonych od piekielnej pochodni diabła." 

TM.409-410.

 

 

W  tym  samym  czasie,  w  jakim  te 

błędne  nauki  będą  stanowczo  propagowane,  Pan  Bóg  powoła 

obrońców, którzy z nie mniejszą odwagą głosić będą  prawdziwe  nauki.  Z  nieustraszoną  gorliwością,  owi 
wierni  słudzy  Chrystusa  zwalczać  będą  każde  wypaczanie  prawdy,  bez  względu  na  to,  czy  przychodzi 
ono  z  wysokich,  czy  też  niskich  stanowisk.  Będzie  to  otwarte  i  obiektywne  objawianie  fałszu  w  mocy 
Ducha 

Świętego, i ono właśnie spowoduje przesiew.  

 
Kim  będą  ci  mężowie,  których  Pan  Bóg  użyje  do  ogłoszenia  niesfałszowanego  świadectwa,  i 

którzy przyspieszą oddzielenie plew od pszenicy? Odpowiedź na to daje nam służebnica Pańska: 

 

„Ci,  którzy  tak  bardzo  hołdowali  >fałszywej  i  rozreklamowanej  nauce<  nie  będą  przywódcami.  Ci,  którzy 

zawierzyli intelektowi, geniuszowi, czy talentowi, 

nie będą stać na czele szeregów i grup. Oni nie trzymali się 

światłości i nie kroczyli w jej świetle. Tym, którzy okazali się niewierni, nie będzie powierzona trzoda. W tym 
ostatnim,  uroczystym  dziele,  nie  będą  zaangażowani  wielcy  mężowie,  bowiem  oni  uważają  siebie  za 
samowystarczalnych i niezależnych od Boga, i dlatego Pan nie może ich użyć. Pan ma swoje wierne sługi, 
którzy w czasie przesiewu i próby ujawnią się i zostaną zauważeni." 

5T.80. 

 

background image

12 

 

 

„Będzie powoływać mężów od pługa i innych zajęć, aby duszom stojącym na krawędzi przepaści podać 

ostatnie poselstwo ostrzeżenia." 

9T.170.

 

 

„Gdy nadejdzie czas, i [Trójanielskie Poselstwo] będzie miało być głoszone  z wielką mocą, Pan będzie 

działać przez skromne narzędzia, kierując umysłami tych, którzy postanowili Mu służyć. Pracownicy zostaną 
raczej uzdolnieni przez namaszczenie Duchem Świętym, niż przez szkolenie w naukowych  instytucjach. 
Ludzie wiary i modlitwy p

obudzani będą do gorliwego głoszenia słów powierzonych im przez Boga. Grzechy 

Babilonu zostaną objawione." 

WB.469 lub 438. (popr. wg oryg

inału.) 

 

„Pan pobudzi zwykłych ludzi, mężów i niewiasty, którzy wykonają Jego dzieło, tak jak przed wiekami 

powołał pokornych rybaków, aby stali się Jego  uczniami."

 Unabridged Loma Linda Messagees str.83. 

 

Istnieje  bardzo  istotny 

powód,  dla  którego  ostatnie  ostrzegawcze  Boże  poselstwo  nazwane  jest 

„Poselstwem Eliasza". To nieustraszone wyjawienie ostatnich zwiedzeń szatana, musi zostać dokonane 
przez wierzących, którzy przejdą zwycięsko przez próby i przesiew. Tak,  jak  starotestamentalny  prorok 
Eliasz  odważnie  występował  przeciwko  kompromisom  z  pogańskimi  czcicielami  słońca,  tak  samo 
współczesne  poselstwo  Eliasza  odsłoni  podstępne  dzieło  agentów  szatana,  którzy  pogański  dzień  słońca 
zespoili z (prawdziwym) chrześcijańskim dniem odpocznienia. Tak, jak Jan Chrzciciel obrazował dzieło Eliasza 
w swoim czasie, kiedy odważnie wystąpił przeciwko niewłaściwemu związkowi Heroda — tak też „ostatki" 
zajmą zdecydowane stanowisko przeciwko grzechowi wraz z jego wszystkimi ohydnymi odmianami. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

13 

 

5. Nie ma czasu na lekkie 

traktowanie życia

 

Jestem  niemile  zaskoczony  i  zaniepokojony  z  powodu  wzrastającej  tendencji  do  rozwadniania 

prawdy. Niektórzy adwentowi ewangeliści powodowani obawą, że ich słuchacze mogliby być zgorszeni, nie 
głoszą  więcej  na  temat  piętna  bestii.  Ta  ekumeniczna  postawa,  aby  nie  godzić  w  jedność 
(chrześcijańską), rozszerzyła swój wpływ na wielu wyznawców Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. 

 
Nam nie wolno i nie mamy prawa milczeć na temat wielkich, spornych spraw tego ostatniego konfliktu. 

Miłość i subtelność są konieczne, jednakże poselstwo musi być ogłoszone. Miliony muszą usłyszeć 
prawdę  wypowiedzianą  w  taki  sposób,  aby  nie  było  niedomówień.  Czasami  wydaje  się,  że  im  większe 
posiadamy wykształcenie, tym bardziej boimy się stanąć w obronie zasad prawdy. Czy jest możliwe, że na 
nasze stanowisko wobec 

prawdy może mieć wpływ dobre wychowanie i wykształcenie? Wierzę, że i na to 

pytanie Pan Bóg dał nam odpowiedź. Oto ona: 

 

„Szatan  obmyślił  taki  stan  rzeczy,  za  pomocą  którego  chce  przeciwstawić  się  ogłoszeniu  Poselstwa 

Trzeciego anioła. Musimy wystrzegać się jego planów i metod. Nie wolno nam obniżać znaczenia prawdy, 
ani  łagodzić  mocy  poselstwa,  przeznaczonego  na  czas  obecny.  Poselstwu  Trzeciego  Anioła  musi  być 
dodana  większa  moc,  ono  musi  być  niewzruszone.  Osiemnasty  rozdział  Objawienia  przedstawia  nam 
doniosłość głoszenia tej prawdy  i dodaje,  że  prawda ta nie będzie głoszona  w ograniczony sposób, ale 
odważnie  i  z  mocą  ...  Głosząc  Poselstwo  Trzeciego  Anioła,  czyniono  to  częstokroć  w  sposób 
niezrozumia

ły i niewyraźnie; nie przedstawiano je jasno i dobitnie i nie tak, jak powinno się je głosić."

 Ew. 

156.(popr. w/g oryg

inału.) 

 

„Ludzie  użyją  wszelkich  środków,  aby  pomiędzy  Adwentystami  a  tymi,  którzy  przestrzegają  pierwszy 

dzień tygodnia, uczynić jak najmniej widoczną różnicę. Przedstawiono mi grupę, noszącą imię Adwentyści 
Dnia Siódmego, która radziła, aby sztandar albo znak, który czyni nas szczególnym i wyróżniającym się 
ludem  nie  przedstawiać  w  tak  wyrazisty  sposób;  bowiem  —  tak  twierdzili  —  nie  jest  to  najlepsza  metoda 
zapewnia

jąca sukces naszym instytucjom."

6T. 144. 

 
Czy  wpadliśmy  w tę pułapkę, iż  staliśmy się  już tak zinstytucjonalizowani,  że  oficjalne  stosunki  z  innymi 

stały się dla nas ważniejsze niż publiczne przedstawianie prawdy? Na to, że tak się właśniestało, istnieją 
dowody. Programy 

opracowane przez „Amazing Facts"' („Zdumiewające Fakty"), przygotowane do nadawania 

przez środki masowego przekazu, zostały odrzucone przez cztery adwentystyczne zrzeszenia radiowe i uznane 
za niewłaściwe z powodu zbyt zdecydowanego i zbyt jawnie przedstawianego poselstwa ostrzeżenia. Teraz 
tylko dwie stacje radiowe nadają poselstwo radiowe „Amazing Facts". Pozwolę sobie zacytować pisemną 
decyzję  kierownictwa  owego  „Radiowego  Zrzeszenia",  które  odmówiło  nadawania  programu  „Amazing 
Facts" i 

rozwiązało z nimi umowę, cytuję:  

 
„Istnieje  wiele  powodów,  które  przemawiają  za  decyzją  skreślenia  Waszego  programu;  jednak 

decydującym  jest  to,  że  Wasz  program  jest  nie  do  pogodzenia  z  naszym  delikatnym  i  życzliwym 
programem." 

„Na  początku  wyobrażaliśmy  sobie,  że  tematyka  Waszego  programu  nie  będzie  tak  bardzo 

bezpośrednia,  jak  to  ma  miejsce.  To  Wasze  zbyt  mocne  podkreślanie  zasad  i  zdecydowane 
stanowisko  odnośnie  Sobotnio-niedzielnego  problemu  nie  zgadza  się  za  bardzo  z  treścią  i  motywami 
naszej 

pracy... Ten  atak na  styl  życia naszych  sąsiadów  i przyjaciół  za pośrednictwem naszych  radiostacji, 

uważamy za nie do przyjęcia." 

„Zatem, nie jesteśmy w stanie nadal nadawać Waszego programu... Co prawda jesteśmy pewni, że w 

znacznej mierze spełnia on pozytywną rolę, jednakże nie pasuje do naszego stylu." 

„My usiłujemy dotrzeć do słuchacza ze świata. Natomiast Wasz program ma w sobie nazbyt religijny 

podtekst." 

 
Korespondencja ta jest dramatycznym dowodem na to, że siostra White miała rację przestrzegając nas, 

aby  głosząc  nasze  ostrzegawcze  poselstwo  na  czas  końca  nie  występować  zbyt  łagodnie  i  niepewnie. 
Dzisiaj nie  ma czasu na łagodne głoszenie, „na bawienie" słuchaczy. Pan Bóg udostępnił nam środki do 
obwieszczenia  Prawdy  na  nasz  czas,  a  my 

właśnie  boimy  się  je  przekazywać.  Radiostacje  „Babilonu" 

umożliwiają  nam  wprawdzie  korzystanie  ze  swego  sprzętu,  jednak  Wydawnictwu  „Amazing  Facts" 
odpowiedzino

, że za żadną cenę nie będzie mogło wykupić prawa do nadawania swego programu w tych 

czterech Radiostacjach, które znajdują się w posiadaniu i używane są przez Adwentystów Dnia Siódmego. 

background image

14 

 

Jeżeli  już  dzisiaj  boimy  się  we  właściwy  i  zdecydowany  sposób  zająć  i  ogłosić  nasze  stanowisko,  to  co 
będzie wówczas, gdy staniemy w obliczu wydania wyroku śmierci?! 

 

Porównajmy  powyższą  opinię  ówczesnego  adwentystycznego  Radiokomitetu  z  wypowiedzią  siostry 

White opisującą służbę Jana Chrzciciela: 

 

„Wielu  z  tych,  którzy  przyznają  się,  że  wierzą  prawdzie,  kiedy  będą  mieli  wyrazić  swoje  faktyczne 

zapatrywanie, powiedzą: Czy koniecznie musimy tak wyraźnie mówić? Z równym powodzeniem mogą się 
pytać,  dlaczego  Jan  Chrzciciel  musiał  powiedzieć  do  faryzeuszy; 

>Plemię  żmijowe,  kto  was  ostrzegł  przed 

przyszłym  gniewem?<

 

Czy  musiał  narazić  się  na  gniew  Heroda  gdy  mu  powiedział,  że  nieprawnie 

postępuje żyjąc  z  żoną brata? Przez swoją  zdecydowaną i jasną wypowiedź utracił swoje życie."

 G W. 

149. 

 
W  związku  ze  przybliżającym  się  kryzysem,  podczas  którego  poselstwo  ostrzeżenia  urośnie  do 

„głośnego wołania", daną mamy następującą obietnicę:  

 

„...w godzinie największego niebezpieczeństwa, Bóg Eliasza powoła ludzi, aby nieśli poselstwo, które nie 

może być uciszone... rozlegnie się głos surowej nagany. Mężowie powołani przez  Boga śmiało potępią 
związek Kościoła ze światem."

 PK. 115 lub 104. 

 
Czy  w 

obecnej  dobie  lud  Boży  potrzebuje  ostrzeżenia  przed  n i e   akceptowanym  przez  Boga 

łączeniem się zboru ze światem? Stwierdziliśmy powyżej, że bezpośrednią przyczyną tego rodzaju trendu są 
błędy  „Nowej  Teologii".  Niektórzy  adwentystyczni  kaznodzieje  obawiają  się,  że  pouczające  tematy  i  
poselstwa  reformy, 

czy  też  tematy  o  uświęceniu,  mogą  być  w  sposób  zdecydowy  i  niemiłosierny 

krytykowane. 

 
Przez to, że będą wzywać lud do porzucenia światowego stylu życia, zostaną okrzyczani jako głosiciele 

usprawiedliwienia z uczynków. Czy Pan Bóg ma coś do powiedzenia owym „stróżom", którzy lękają się 
ostrzec lud przed popełnianiem znanych nam grzechów? Oto Jego wypowiedź: 

 

„Ta świętoszkowata religia, która lekko traktuje grzech, stale kładąc nacisk na miłość Boga do grzesznika, 

pozwala grzesznikowi uwierzyć, że Pan Bóg zbawi go, nawet wówczas, gdy nadal będzie grzeszył. To jest 
droga,  po  której  kroczy  wielu  uznających  się  za  wierzących  obecnej  prawdzie...  Dlatego  trzeba  wytężyć 
każdy nerw ducha i mięśni, aby opuścić świat, jego przyzwyczajenia, jego praktyki i jego styl."

 3SM.155. 

 
Siostra  White,  pod  bezpośrednim  wpływem  Ducha  Świętego  zapisała  tysiące  stronic  pełnych  rad  i 

ostrzeżeń  na  temat  tej  jakże  poważnej  skłonności  do  zaniżania  standardu  prawdy.  Obciążona 
poważnym  brzemieniem  ostrzegania  i  napominania  nie  kierowała  się  tym,  że  może  przez  to  zranić  
czyjeś uczucia. Powiedziała: 

 

„Brat  E.  sugerował  mi,  że  ludowi  będzie  znacznie  przyjemniej,  gdy  będę  mu  mówiła  (nieco)  mniej  o 

obowiązkach, a  więcej o miłości Jezusa. Ja jednak  chcę mówić tak, jak mi nakazuje Duch Pański. Pan wie 
najlepiej czego potrzebuje lud!"

 3SM.64. 

 

„Zbór  otrzymał  ostrzeżenie  za  ostrzeżeniem.  Obowiązki  ludu  Bożego  i  czyhające  nań  zagrożenia 

zostały  wyraźnie  objawione.  Jednak  element  światowości  okazał  się  dla  nich  zbyt  silny.  Zwyczaje, 
praktyki  i  wzorce  tego 

świata  odprowadzające  dusze  od  Boga,  mimo  wszelkich  ostrzeżeń  i  błagań  Ducha 

Świętego,  na  przełomie  wielu  lat  zaskarbiły  sobie  taki  grunt,  że  w  końcu  ich  własne  postępowanie,  na 
podstawie ich własnej oceny, uznali za właściwe, a głos Ducha Świętego z ledwością mogli dosłyszeć.

 5T. 

103. 

 

Dlaczego  dzisiaj  w  naszych  zborach  tak  mało  słychać  o  tych  niebezpieczeństwach?  Jeżeli  siła 

przyciągająca nas do świata przed stu laty była tak mocna, to co dzisiaj napisałby prorok o żałosnym stanie 
tych rzeczy? 

 
Mogę wam powiedzieć, dlaczego na ten temat panuje dzisiaj grobowa cisza. Szatan podsunął fałszywą 

teo

rię, zbudowaną na odległej przeszłości, że to legalizm jest tym wielkim problemem w dzisiejszym zborze 

adwentowym. Nikt nie może zaprzeczyć, że tak jest, uważam jednak, że jest to mała rzecz w porównaniu z 
niedbałością i gnuśnością. Rzadko trafić można na prawdziwego, fanatycznie usposobionego legalistę, za 

background image

15 

 

to prawie w ogóle nie można znaleźć zboru, gdzie by nie było protektora owej niezwykle liberalnej „Nowej 
Teologii". Potrzebą dzisiejszych czasów jest przeciwstawienie się propagowaniu tzw. „taniej łaski". Nie ma 
żadnych dowodów na to, że nasza współczesna społeczność adwentowa cierpi z powodu nazbyt 
mocnego 

podkreślania zasad uświęcenia. Ile środków stoi do naszej dyspozycji, za pośrednictwem 

których odważyłby się podnieść na odpowiedni poziom podupadłe zasady zborowe? Praktycznie nie ma 
żadnych. Nasze zbory zawalone są książkami o wierze, usprawiedliwieniu, miłości i pojednaniu. Lecz pytam 
się: dlaczego nie jest w nich poruszana tematyka uświęcenia będącego owocem prawdziwego 
usprawiedliwienia? 

Odpowiedź jest dwukierunkowa. Jedną z nich jest ta, że prawdopodobnie większość 

naszych „pisarzy" i wydawców wychodzi z założenia, iż adwentyści są i tak ukierunkowani w stronę uczynków, 
a druga, że wielu innych boi się, aby nie zostali określeni jako legaliści. Pomiędzy nimi znajduje się nasz lud, 
któremu zdecydowanie brakuje prawdziwie adwentystycznych kazań na temat zwycięstwa nad grzechem i 
praktycznej pobożności. 

 
Ile  książek  napisanych  zostało  przede  wszystkim  po  to,  aby  zwalczać  ten  ogromny  napływ  pełen 

zwodniczej  światowości  do  zborów?  Gdybyśmy  problem  ten  zechcieli  zestawić  z  uwagą,  jaką  tematowi 
temu  poświęca  literatura  Ducha Proroctwa, wówczas  mielibyśmy na ten temat wiele książek. Jeśli chcesz 
ujrzeć  efekt  praktycznego  zaniedbania  ostrzeżeń  i  rad  w  tym  zakresie,  to  przyjrzyj  się  wielkim  zebraniom 
[konferencjom] Adwentystów Dnia Siódmego, na jakie napotkasz. Wolny czas spędzany na spotkaniach jest 
dobrą  okazją  na  dokonanie  spostrzeżeń.  I,  co zauważysz?  Aczkolwiek  jest  to  religijne  spotkanie,  z  wielką 
trudnością uda ci się dostrzec większą różnicę pomiędzy zachowaniem się uczestników takiego zebrania, 
a ludźmi tłoczącymi się na babilońskich ulicach. 

      
     Na pewnym campowym 

zgromadzeniu dla młodzieży, przemawiała jedna z matek chrześcijanek i przy 

tej okazji wyraziła obawę, czy jej niepełnoletnia córka, która ubiera się w bardzo krótkie i obcisłe spodenki, 
postępuje właściwie. Owa  matka była krótko po chrzcie, a jej  małżonek komunistą i w ogóle nie wierzył  w 
Boga. Powodem tych obaw był właśnie ów niewierzący małżonek, który wyrażał gwałtowny sprzeciw wobec 
prowokującego  ubioru  swej  córki.  Matka  była  mocno  speszona,  gdy  duchowi  przywódcy  jej  nowego 
kościoła,  nie  dostrzegali  u  jej  córki  naruszenia  granic  przyzwoitości,  które  tak  jasno  dostrzegał  jej 
niewierzący  małżonek.  Czy  ta  duchowa  ślepota,  wynikająca  z  dostosowania  się  do  świata  wymaga 
jeszcze  komentarza?!  Nasza  ślepota  wzrośnie  jeszcze  bardziej,  jeśli  to,  co  uważamy  za  fałszywe  albo 
niewłaściwe, nadal będziemy tolerować. 

 
Jeszcze przed niewielu laty, oddział ochotniczej misji przy Generalnej Konferencji zajmował wyraźne 

stanowisko wobec mieszanej kąpieli aktywu młodzieży. Nie tylko, że zmieniła się obecnie owa norma dla 
młodzieży,  ale  wspólne  kąpiele  praktykowane  są  również  przez  całe  zbory,  a  nawet  przez  grupy 
kaznodziejów. Niewielu kaznodziejów  pojmuje,  że takie postępowanie  jest niestosowne i sprzeczne z ich 
świętym powołaniem... 

 
Widzimy tutaj alarmujące wdzieranie się i rozprzestrzenianie światowości w naszych zborach. Tak bardzo 

przyzwyczailiśmy się do światowego postępowania, że nie zauważamy już naszych odchyleń od zasad 
prawdy. 

Natomiast ci, którzy je widzą, uznawani są często za fanatyków lub mówi się, że są kierowani złym 

duchem.  A  przecież  łatwo  można  zrozumieć,  dlaczego  oni  się oburzają i  wysuwają  takie  „nietaktowne" 
zarzuty. Mimo to stróżowie, na których złożona jest owa odpowiedzialność, sami muszą umieć stanąć w 
obliczu  tego  niebezpieczeństwa.  Nie  zostaliśmy  zatrudnieni  do  pospolitej  pracy.  Prawda  musi  być 
powiedziana bez względu na to, czy jest przyjemna, czy nie. Jak długo tylko mówimy prawdę w sposób 
budujący, pomagając ludziom odnaleźć drogę do harmonii z ideałami Bożymi — nie musimy się bać ludzi, 
ani tego, co o nas powiedzą! 

 
Najpoważniejszym problemem w tym wszystkim jest to, że nieustający kompromis, u większości naszego 

ludu, uczynił ich niezdolnymi do odróżnienia prawdy od fałszu. W tej sytuacji nie dziwmy się, że wystąpią oni 
przeciwko dziełu reformacji w zborze i poprą to słowami: „Nie widzę niczego złego w moim postępowaniu." 
Żaden stan nie jest bardziej beznadziejny jak ten. Tylko Duch Święty może otworzyć oczy tym, którzy w ogóle 
nie wiedzą, że są ślepi. Gdyby tylko mogli poznać swoją potrzebę, swoje grzechy i swoją ślepotę, wówczas 
mogliby  szukać  na  to  lekarstwa.  Lecz  niestety,  stale  słyszy  się  owe  smutne  słowa:  „Nie  widzę...  nie 
widzę..." Uwikłanie się naszego ludu w sprawy tego świata, w wielu zborach adwentowych doprowadziło do 
porzucenia  godzin 

modlitewnych. Lud Boży jest tak mocno powiązany ze swoim zawodem, pracą, domem i 

innymi materialnymi sprawami tego świata, że brak mu czasu na jakiekolwiek spotkanie zborowe w ciągu 
tygodnia,  włącznie  z  godziną  modlitwy.  Nabożeństwa  młodzieżowe  w  wielu  naszych  zborach,  stały  się 
reliktem  przeszłości.  Co  prawda  sprawozdawczość  zborowa  przepełniona  jest  informacjami  o  aktywności 

background image

16 

 

członków w tygodniu, lecz jest ona głównie natury socjalnej. Z przykrością trzeba stwierdzić, że w codziennym 
studiowaniu  Biblii 

i spotkaniach  modlitewnych  udział bierze bardzo  mała cząstka tej ogromnie  długiej listy 

ogółu członków. Na bazie pełnej niejasności owej „interesującej aktywności", często określa się sukces zboru. 
Główna zasada w tym wszystkim polega na tym, aby możliwie każdy został w coś wciągnięty, tylko że w co 
wciągnięty? 

 
Z  całą  pewnością  nie  oznacza  to  ewangelizowania  lub  zdobywania  dusz.  Na  parę  tygodni  przed 

pisaniem  niniejszej  pozycji  zauważyłem,  jak  co  wieczór,  grupa  około  pięćdziesięciu  wiernych  członków 
zbierała się w sali zborowej z wielką grupą ludzi ze świata. Stawiałem sobie pytanie, gdzie było pozostałych 
750  członków  zboru,  którzy  także  mieli  uczestniczyć  w  tych  spotkaniach? W  tej  sytuacji  łatwiej  mogłem 
zrozumieć, dlaczego z programu skreślono co-środowe zebrania modlitewne. Dlaczego nasi członkowie nie 
mogą zrozumieć powagi życia w czasie sądu? Zachowanie się starotestamentalnego Izraela w wielkim dniu 
pojednania, powinno być także dzisiaj dla zachowujących sabat lekcją poglądową. 

 
Jakie było to zachowanie? Byli oni przepełnieni troską o to, czy każdy znany im grzech został wyznany i 

czy dostąpią pojednania. Z napiętą uwagą wsłuchiwali  się  w  dźwięk  dzwoneczków  znajdujących  się 
na  szatach 

najwyższego kapłana, któremu w duchu i w wierze towarzyszyli do  Najświętszego, gdzie 

wstawiał  się  za  nimi.  My  również  musimy  dokładnie  tak  samo  postępować  w  czasie  ostatecznego  dzieła 
pojednawczego,  jakie  dokonuje 

się  w  niebiańskiej  świątyni,  towarzysząc  w  wierze  naszemu 

błogosławionemu Najwyższemu Kapłanowi, gdy w Najświętszym stawia się za nami. Każdego dnia musimy 
zdawać  sobie  sprawę  z  tego,  że  ni e  jesteśmy  jakąś  tam  społecznością.  Zbór  ten  otrzymał  od  Boga 
zadanie,  aby  naprawić  podwaliny  prawdy,  które  zostały  zburzone  i  zakończyć  owo  wielkie  dzieło 
reformacji, które rozpoczęło się już przed setkami lat. 

 
Największą tragedią, jaka kiedykolwiek może wydarzyć się, jest porzucenie naszej proroczej misji i powolne 

wpadanie w znaną nam letniość, stan, któremu ulegał dotychczas każdy poprzedzający nas ruch religijny. To 
nie musi u nas zaistnieć, a jednak widzimy, że ma to miejsce! Żadnemu z nas nie są nieznane owe subtelne 
przemiany, które wciskają się do naszych zborów, zarządów i instytucji. Z płaczem i gorliwością modliliśmy 
się, aby nas to nie pochłonęło. Mimo to wiemy, na podstawie głębokiego przekonania, że tak jest. Zawsze, 
kiedy 

zaniedbujemy rozważanie Słowa Bożego i modlitwę, kiedy pomijamy okazje  złożenia świadectwa — 

udaremniamy plan Boży, jaki ma On wobec nas. 

 
Każdy  zbór  Adwentystów  Dnia  Siódmego  powinien  być  dobrze  rojącym  się  ulem  ewangelizacyjnej 

aktywności. Nie zostaliśmy powołani do tego wstrząsającego poselstwa, aby uczynić sobie przyjemny kącik 
i w nim cicho siedzieć. Pradawne tajemnice owego wielkiego boju zostały nam objawione po to, abyśmy je 
przekazywali  drugim.  Każdy  nowy  członek  tej  wspaniałej  wiary  jest  od  razu  wyposażany  w  moc  Ducha 
Świętego, aby stać się świadkiem sprawy Bożej. W równym stopniu mężczyźni, jak i niewiasty muszą pojąć i 
zrozumieć zadanie i powołanie Boże, by mogli rozpocząć osobistą służbę w dziele pojednania. Do tego nie 
jest  konieczne  wkładanie  rąk  i  otrzymanie  pisemnego  uwierzytelnienia.  Oczywiście,  nie  wszyscy  muszą 
pracować tak samo, gdyż każdy ma jakiś dar, przez który może być użyty w zdobywaniu dusz dla prawdy. 

 
Nie  ma  lepiej  działającego  lekarstwa  przeciw  laodycejskiemu  duchowi,  jak  ewangelizacja,  studiowanie 

Słowa  Bożego  i  osobista  praca  misyjna.  Wielu  z  nas  oczekuje  jakiegoś  szczególnego  uczuciowego 
doświadczenia,  jako  znaku,  że  teraz  powinni  włączyć  się  w  jakiś  program  misyjny.  Ale  przecież  mamy 
obietnicę wylania Ducha Świętego i to powinno nam wystarczyć. Ducha Świętego otrzymujemy przez wiarę, 
a  nie  przez  uczucia.  Tylko  ci,  którzy  w  wierze  rozpoczną  pracę  w dziele  Bożym  otrzymają późny  deszcz  i 
będą mieli udział w głośnym wołaniu. 

 

„W  wielu  miejscach  poświęceni  mężowie  i  niewiasty  udzielają  światła  rozjaśniającego  innym  drogę 

zbawienia, które otrzymali przez Chrystusa. A jeśli pozwolą dalej świecić swemu światłu, jak czynili to ci, 
którzy  w dniu pięćdziesiątnicy otrzymali chrzest Ducha Świętego, otrzymają jeszcze więcej Jego mocy. W 
ten sposób ziemia oświecona zostanie chwałą Bożą.

 DA.38 lub 34. 

 
Przypomnijcie sobie proszę, że celem chrztu Ducha Świętego jest  uczynienie nas świadkami (Dz. Ap. 

1,8).  Ap.  Paweł  wyjaśnia,  że  obietnicę  Ducha  Świętego  otrzymujemy  przez  wiarę.  Gal.3,14.  W  jaki  sposób 
okazujemy  naszą  wiarę? 

„Wiara  bez  uczynków  martwa  jest."

  Jak.2,26.  Zatem,  kiedy  faktycznie  wierzymy, 

posiadamy obiecaną moc do złożenia świadectwa. Nasze  postępowanie będzie mieć swoje źródło w 
wierze. Innymi słowy, będziemy czynić wszystko, co możemy, aby złożyć świadectwo bez względu na to, 
czy - odczu

wamy w sobie moc, czy nie. Siostra White pisze, że w miarę rozwijania się tego dzieła, przybywało 

background image

17 

 

coraz  więcej  i  więcej  mocy  Ducha  Bożego.  Potem  wyjaśnia,  że: 

„w  ten  sposób  ziemia  zostanie  oświecona 

wspaniałością i chwałą Bożą."

 

 
Czyż  nie  jest  to  wzniosła  myśl?  Ci,  którzy  nie  mają  doświadczenia  w  zdobywaniu  dusz,  w  ogóle  nie 

wiedzieliby, co mają począć z ową mocą, kiedy nadejdzie. Tylko ci, którzy w mocy wczesnego deszczu już coś 
uczynili, będą zdolni do przyjęcia późnego deszczu i do wydania głośnego wołania. Nie zostanie uratowany 
nikt, kto nie będzie miał udziału w dziele pieczętowania. Tak więc nie dziwi fakt, że szatan pragnie zająć 
zbór ostatków wszelkimi możliwymi sprawami, byle tylko nie pracą na rzecz zdobywania dusz. W tym celu 
użyje  wszelkich  oszałamiających  i  przyciągających  atrakcji  świata,  aby  przeciętnego  członka  zboru 
odprowadzić od tego dzieła, które ma przygotować go na przemienienie. 

 
Bolesną sprawą jest to, że widzimy duchowy paraliż u wielu wierzących chrześcijan w tym kryzysowym 

czasie.  Wyraźne  świadectwa,  które  powinny  brzmieć  donośnie  jak  trąba,  zostają  coraz  bardziej 
wyciszane,  podczas  gdy 

przenikanie  światowych  wpływów  do  zborów  postępuje  stale  naprzód.  Nawet 

ludzie z poza zboru stwierdzają, że to ma miejsce. 

 
W  czasopiśmie  „Christianity  Today"  z  października  1984  r.  była  Adwentystka  Dnia  Siódmego 

opisuje  zmiany  w  zapatrywaniach  „sabatystów  starego  typu"  —  jak  ich  określiła  —  a  polegające  na 
przeobrażeniu  różnych  poglądów.  Dowodzą  oni, pisze  dalej,  że  „sabat  jest  pieczęcią  żywego  Boga, a 
czczenie  niedzieli  jest  piętnem  bestii".  Dalej  stwierdza:  „Na  razie  jest  to  jeszcze  oficjalna  linia 
Adwentystów...  ale  widać  u  nich  brak  zapału  i  ciepła,  a  nie  wykluczone,  że  już  wkrótce  w 
adwentystycznych  kręgach  usłyszysz  całkiem  nowe  pojęcia."  Potem  opisuje  dwóch  dobrze  znanych 
adwentystycznych 

teologów, którzy co prawda jeszcze głoszą o sabacie, ale nacisk kładą bardziej na sposób 

(święcenia) tego dnia, aniżeli na jego umiejscowienie w tygodniu, w odróżnieniu od tych, którzy straszą ludzi 
losem  tych,  którzy  nie  zachowują  sabatu  tak,  jak  to  czynią  adwentyści.  Interesującą  rzeczą  jest  to,  że 
przedstawianie stanowiska odnośnie sabatu i piętna bestii jest dobrze pojmowane przez tych, którzy nie 
są  członkami  społeczności  adwentowej.  Równie  interesującym  jest  to,  co  Joan  Craven  [tzn.  ta  była 
adwentystka]  mówi  w  owym  popularnym,  protestanckim  czasopiśmie.  Stwierdza  mianowicie,  że 
adwentyści  coraz  mniej  zajmują  się  tym  szczególnym  dniem  tygodnia,  który  święcą.  Czyżby  była  to 
przygrywka do 

owego strasznego odstępstwa w czasie końca, który przepowiedziała siostra White? Aby 

przepowiednia  ta  wypełniła  się,  nasz  lud  z  pewnością  musiałby  zostać  tak  zaprogramowany,  aby 
wymagania  Zakonu  i  Sabatu 

— siódmego dnia tygodnia — zaczął uważać  za coraz  mniej  ważne.  Pani 

Craven zauważyła, że nasi teolodzy zajmują czołowe stanowiska odnośnie zaniżania wartości sabatu. 

 
Trend,  który  Pani  Craven  opisuje  otwarcie  w  swoim  niepospolitym  artykule  jest  dokładnie  taki sam,  jaki 

prezentujemy  przez  nasze  pojednawcze  zachowanie 

względem  papiestwa;  przez  stałe  przyjmowanie  od 

rządu  pomocy  finansowej  dla  różnych  naszych  instytucji;  przez  nasze  nieprzerwane  dialogi  ze  Światową 
Radą Kościołów; przez nasze ciągoty do wyświęcania kobiet i całkowite pomijanie ważności proroctw o 
reformacji i o antychryście. 

 

 

 

 

 

 

 

background image

18 

 

6. Odstępstwo i upadek

 

przychodzą 

niezauważalnie

 

i w przebraniu

 

Pozwólcie,  że  bliżej  określę  cel  podstępnych  ataków  szatana  na  fundamentalne prawdy zboru 

ostatków.  Wykazaliśmy  i  opisaliśmy  jego  chytry  plan  stopniowego  opanowania  i  wywierania  swojego 
wpływu  na  istotne  nauki  prawdy  adwentowej.  Wykazaliśmy,  jak  różnego  rodzaju  niepozorne 
wydawałoby  się  niedopatrzenia,  urastają  powoli  w  coraz  większe  odchylenia  od  naszych  historycznych 
zasad. Ta Boska zasada 

— przyczyny i skutku — od razu wkracza do akcji ukazując wątpliwości i zamęt w 

prawdziwych naukach. 

Szatan, upewniwszy się, że posiada w zanadrzu arcydzieło zwiedzenia, czeka tylko, 

aż  odpowiednia  liczba ludu  Bożego  -  przez  dopasowanie  się  do  świata  -  zostanie na tyle uśpiona, by 
mógł wówczas pojawić się (jako syn zatracenia). I tak właśnie Desmond Ford i Walter Rea, pojawiwszy się 
niemal  równocześnie  na  scenie,  stosując  stare  i  oklepane  zarzuty,  zaczęli  siać  wątpliwości  w  umysłach 
Adwentystów Dnia Siódmego. 

 
Jedynie patrząc z bliska w samo sedno, pełnej fałszu „Nowej Teologii", możemy zrozumieć tę bardzo 

zwodniczą  strategię  szatana.  Niemal  wszystkie  jego  ataki  skierowane  są  w  Zakon  Boży.  Nawet  gdyby 
niektórzy Adwentyści Dnia Siódmego obawiali się o tym mówić, to prawdziwym punktem spornym —   w 
tym wielkim sporze wieków — jest Zakon Boży i to w tym aspekcie, czy da się go zachować, czy też nie. 

   
    

Szatan wie lepiej od nas, że w tym ostatnim konflikcie, rozchodzić się będzie o naszą wierność względem 

Zakonu Bożego. Wszystko, co teraz może uczynić — to osłabić i zdyskredytować Zakon w oczach 
Adwentystów Dnia Siódmego, a to będzie właśnie jego największą zwodniczą sztuką. Z pozostałymi 
chrześcijanami nie ma większych problemów, gdyż ich nauki, już dawno odrzuciły całkowite wypełnianie 
dziesięciu przykazań Bożych; jednakże w stosunku do adwentystów użyć musi najbardziej 
zwodniczych metod

, chcąc doprowadzić ich do lekkiego traktowania Zakonu. 

Korzenie walki o zachowanie Zakonu sięgają daleko wstecz, aż do anioła Lucyfera. Ten buntujący się anioł 
postanowił użyć wszelkich sposobów (do walki) przeciwko Bogu, usiłując dowieść już w niebie, że Zakon 
jest za srogi i 

nie może być zachowany. Te nieprawdziwe oskarżenia przedstawione zostały przed całym 

wszechświatem i zakończyły się niemałym „sukcesem", gdyż aż jedna trzecia aniołów została przekonana, że 
Lucyfer ma rację. Od tego czasu, aż do dziś, władze dobra i zła uwikłane są w gigantyczną walkę, w celu 
wyja

śnienia podniesionych przez Lucyfera owych kwestii spornych. 

 
Pan  Bóg  ułożył  plan  zbawienia,  na  mocy  którego  Jego  prawość  i  godność  zostanie  potwierdzona,  a 

Jego  imię  oczyszczone  od  oskarżeń  jakoby  Zakon  nie  mógł  być  zachowywany.  Około  sześć  tysięcy  lat 
przeznaczonych zostało na to, aby uformowany  został  taki lud, który będzie żył bez grzechu.  Gdyby na 
podstawie 

tego Bożego planu nie dało się doprowadzić ludzi do ich  pierwotnego stanu posłuszeństwa 

wobec Zakonu, od którego odstąpili, wówczas argumenty szatana zostałyby utrzymane w mocy. Z drugiej 
jednak 

strony, gdyby Pan Bóg był w stanie zaprezentować taki lud, który, w najbardziej niesprzyjających 

okolicznościach  wywołanych  przez  szatana,  jest  doskonale  posłuszny  Zakonowi,  to  wówczas  charakter 
Boży  po  wieczne  czasy  zostałby  usprawiedliwiony  przed  nie  upadłymi  światami.  Wtedy  Uniwersum 
byłoby  na  zawsze  zabezpieczone  przed  dalszym  nieposłuszeństwem,  gdyż  żywe  świadectwo 
zbawionych  ostatków,  będzie  —  po  wieczne  czasy  —  nieustannym  dowodem  świadczącym  o 
sprawiedliwości Bożej w traktowaniu swoich stworzeń. 

Czy  widzicie  teraz,  jak 

ważną  sprawą  dla  szatana  jest  doprowadzenie  ludzi  do  grzeszenia?  Czy 

dostrzegacie także, dlaczego ostatki z potomstwa niewiasty, to jest ci, którzy zachowują przykazania Boże i 
mają Ducha Proroctwa są specjalnym celem gniewu smoka? (por. Obj. 12,17). Czegokolwiek nie podjąłby się 
szatan przeciwko świętemu i wiernemu ludowi Bożemu, zawsze zmierzać to będzie do podważenia zaufania 
do Zakonu. Każdym sposobem dążyć będzie do tego, aby lud Boży lekko traktował Zakon, a na grzech 
patrzył z pobłażaniem, i  że gdyby ich  życie od  tego  zależało,  to  obraliby  raczej  nieposłuszeństwo,  niż 
utratę życia. W zaciekłych atakach przeciwko Zakonowi, szatan widzi swoją ostatnią szansę udaremnienia 
Planu Bożego, mającego na celu doprowadzenie Swojego ludu do doskonałości. 

 
Czy  pojmujemy  teraz

,  że  zawsze,  a  w  szczególności  obecnie,  szatan  przygotowuje ataki przeciwko 

tym, którzy zachowują sabat? Nie dziwmy się, że wymyślił najbardziej wyrafinowany plan, polegający na 
powolnym 

wślizgiwaniu się światowych zwyczajów do zboru. On zna bardzo dobrze tę biblijną zasadę, i wie, 

że w wyniku wtargnięcia światowości do zborów, wśród członków szybko powstaną zamieszania i wątpliwości 
wobec  nauk.  Dlatego 

też  poczynił  troskliwe  przygotowania,  aby  tę  sprytną  ideę  walki  przeciw  Zakonowi, 

wprowadzić do zborów przez swoich rzeczników, którzy mają w nich wielkie wpływy. 

background image

19 

 

7. „Nowa Teologia" atakuje

 

Pierwszy  istotny  fałsz  wywodzi  się  ze  starej,  augustiańskiej  nauki  o  grzechu  dziedzicznym 

(pierworodnym). Przez przypisanie wszystkim potomkom Adama grzechu 

przyjęto, że żadne dziecko, rodząc się 

nie tylko z obciążeniami odziedziczonej winy, lecz także z powodu odziedziczenia szczególnie zdeprawowanej 
natury 

—  nigdy  nie  będzie  mogło  zaprzestać  grzeszyć.  W  ten  sposób  został  położony fundament pod 

naukę,  że  przestępstwo  Zakonu  jest  jedynie  skutkiem  nieodpowiedzialnych  genów  i  hormonów.  To  jest 
pierwszy cios wymierzony 

przeciwko Zakonowi Bożemu. 

 
To  pierwsze  odchylenie  umożliwiło  wprowadzenie  następnego  wypaczenia  prawdy.  Skoro  wszyscy 

potomkowie  Adama  odziedziczy

li  jego  winę,  wówczas  Jezus  również  stał  się  winowajcą,  gdy  tylko  się 

narodził. Tak oczywiście nie było, bowiem Jezus – gdyby był grzesznikiem - nie mógłby nikogo uratować. 
Kościół katolicki poczynił zatem w odniesieniu do tego problemu pewne kroki zaradcze i wymyślił naukę o 
niepokalanym poczęciu, które miało odseparować grzech Adama od Marii. W tej sytuacji współcześni teolodzy 
przyjęli po prostu stare, protestanckie przedstawianie katolickiego poglądu i ogłosili, że Jezus urodził się w 
rzeczywistości z naturą Adama jeszcze sprzed upadku w grzech, a nie z naturą Adama po upadku, czyli z 
naturą Abrahama lub Dawida. 

 
Jest to nie tylko niezgodne z wieloma  wypowiedziami biblijnymi, ale odbiera 

potomkom  Adama nadzieję na 

przezwyciężenie  swoich  grzechów.  Tym  samym  odebrano  ludziom  zachęcający  przykład  doskonałego 
posłuszeństwa  i  przeniesiono  go  do  „obcej"  natury,  która  każdemu  narodzonemu  człowiekowi  po  upadku 
Adama, 

jest całkowicie obca.  Gdyby  Jezus  nie odważył  się spojrzeć  w oczy pokusom upadłego człowieka z 

jego naturą, to w jaki sposób śmiertelnik mógłby osiągnąć zwycięstwo nad owymi pokusami? Tego rodzaju 
nauka 

potwierdzałaby tylko twierdzenie szatana, że przykazania Boże są zbyt trudne, aby je  można było w 

jakikolwiek sposób zachować. To jest drugi cios wymierzony przeciwko Zakonowi Bożemu. 

 
Jak 

się  mają  oba  wyżej  wymienione  wypaczenia  do  dalszych  ataków  „Nowej  Teologii"  przeciwko 

Zakonowi?  Mimo,  że  teologia  ta  dziwnym  sposobem  przedstawia  Jezusa  w  naturze,  która  całkowicie 
oddzielona  jest  od  potrzeb 

ludzkości, „profesorowie" tego „nowego światła" dowodzą, że  Chrystus był  w 

stanie, po

przez swoją pojednawczą śmierć na krzyżu, udzielić grzesznikowi wszystkich zasług swojego 

doskona

łego  życia,  włącznie  ze  swoim  posłuszeństwem.  Pozornie  wygląda  to  na  dobrą  teologię,  ale 

proszę przyjrzyj się temu bliżej. 

 
Wyznawcy  „Nowej  Teologii”  zaliczone  nam  zasługi  Chrystusa  nazywają  „usprawiedliwieniem  z  wiary", 

jednakże uświęcenie, dziwnym i dobrze przemyślanym sposobem, wykreślone zostało z tego pakietu łask. 
Twierdzi się, że posłuszeństwo jako wymóg zbawienia, jest całkowicie odłączone, przyjęcie zaś przypisanych 
nam 

usprawiedliwiających  zasług  jest  jedynym  wymaganym  warunkiem,  aby  móc  wejść  do  Królestwa 

Bożego. Tak więc, posłuszeństwo wobec Zakonu Bożego w dziele zbawienia zostało odstawione na boczny 
tor. To jest trzeci cios 

wymierzony przeciwko Zakonowi Bożemu. 

 
Według nauki tzw. „Nowej Teologii, w aspekcie zaliczonej sprawiedliwości, pojednawcza śmierć Chrystusa na 

krzyżu jest uważana za końcowe i ostateczne dzieło potrzebne do zbawienia. Chrystus uczynił dla nas 
wszystko, włącznie z doskonałym posłuszeństwem. To wszystko zostaje nam zaliczone, jeżeli tylko 
przyjmujemy to wiarą.     

 
C

zy śmierć Chrystusa zakończyła dzieło pojednawcze na rzecz przestępcy? Nie. Chrystus jest doskonałą 

ofiarą.  Ofiarowanie  się  Baranka  bez  skazy,  było  dokonane  raz  na  zawsze,  ale  na  tym  nie  kończyło  się 
ostateczne  pojednanie, 

bowiem  musiało  jeszcze  nastąpić  pokropienie  krwią  w  Najświętszym,  a  potem 

ostateczne  usunięcie  grzechów.  List  do  Hebrajczyków  dowodzi  niezbicie,  że  Jezus  wrócił  z  ziemi  do 
świątyni  niebiańskiej,  aby  tam  służyć  swoją  własną  krwią,  i  przez  to  wypełnić  symboliczną  służbę,  która 
wykonywana była w drugim przedziale świątyni ziemskiej. Co obejmowała ta służba? Dlaczego musiała być 
koniecznie przeprowadzona? W czym Jezus przewyższał tę służbę, która miała miejsce w ziemskiej świątyni? 

 
Po  pierwsze 

—  ziemska  służba  mogła  udzielić  przebaczenia  grzechów,  ale  nigdy  nie  udzielała  siły  do 

przeciwstawienia  się  mu.  Ofiary  baranków  i  kóz  nikogo  nie  mogły  uczynić  doskonałym:

 

„Albowiem  zakon, 

zawierając  w  sobie  tylko  cień  przyszłych  dóbr...  nie  może  w  żadnym  razie  przez  te  same  ofiary, 
nieprzerwanie składane rok w rok, przywieść do doskonałości tych, którzy z nimi przychodzą."
 

Hebr. 10,1. 

 

background image

20 

 

Po drugie 

— Paweł oświadcza, że prawdziwy Arcykapłan w świątyni niebiańskiej usuwa grzechy i czyni 

ludzi doskonałymi: 

„Albowiem jedną ofiarą uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy są uświęceni." 

Hebr. 

10,14. 

 
Właśnie w tym (dziele) objawiona została konieczność arcykapłańskiej służby Jezusa w niebie. Ona jest 

wymagana i konieczna w celu usunięcia grzechów z niebiańskich ksiąg oraz z życia wierzącego. "Nowa 
Teologia" 

twierdzi,  że  pojednanie  na  krzyżu  zakończyło  wszystko,  i  że  obecnie  całoroczna  służba,  jaką 

sprawuje Chrystus, ten prawdziwy Arcykapłan w niebiańskiej świątyni — nie ma już żadnego zastosowania. 
Teologia ta zaprzecza w istocie 

obu tym faktom, to jest konieczności uświęcenia wierzącego i istnieniu środka, 

dzięki  któremu  ofiarowane  jest  owo  uświęcenie,  czy  doskonałość.  Przez  odrzucenie  służby  Chrystusa  w 
obu przedziałach niebiańskiej świątyni, „Nowa Teologia" odwraca naszą uwagę od tego wzniosłego miejsca, 
w  którym  umieszczony został Zakon  w skrzyni  przymierza, i od znajdującego  się nad nią Tronu  Łaski.  Tak 
więc,  nic  dziwnego,  że  nauka  ta,  nie  uwzględnia  uświęcenia  w  życiu  opierającym  się  na  samym 
usprawiedliwieniu przez wiarę. Przez tę naukę Zakon, w tym wielkim planie zbawienia jest bagatelizowany. 
To jest 

czwarty cios wymierzony przeciwko Zakonowi Bożemu. 

 
A  jak  się  ma  sprawa  z  doskonałością,  którą  otrzymują  czciciele  świątyni  niebiańskiej?  Większość 

„Nowych Teologów" zaprzecza nauce o całkowitym zwycięstwie nad grzechem w ludzkiej naturze. Dla nich, 
grzech pojawia się równocześnie z „narodzeniem się". Twierdzą, że grzech przeniknął całkowicie każde ludzkie 
ciało  i  ducha,  i  zostanie  usunięty  dopiero  przez  przemienienie  przy  powtórnym  przyjściu  Chrystusa.  Na 
podstawie  tego  punktu  widzenia, 

łatwo  pojąć,  dlaczego  uświęcenie,  albo  doskonałość  musiała  zostać 

odrzu

cona. Gdyby nie było możliwe przezwyciężenie wszystkich grzechów, wtedy byłoby sprawą oczywistą, że 

Pan Bóg musiałby zaakceptować te grzechy, których człowiek nie jest w stanie przezwyciężyć. Proszę mi 
jednak  powiedzieć,  ile  i  jakie  grzechy  należą  do  tej  kategorii?  Czy  każdej  osobie  pozostawiona  została 
możliwość odróżnienia, których grzechów nie może przezwyciężyć w mocy Chrystusa? Jak może być ktoś 
pewny, że nie przezwycięży u siebie jakiegoś grzechu, który z pomocą trochę większej wiary i osobistego 
wysiłku mógłby zostać przezwyciężony? 

 
Faktem jest, że nie znajdziemy w Biblii ani jednej wzmianki, która mówiłaby nam, że ktoś dopuszczając się 

pewnych określonych grzechów może ich więcej nie popełniać i może je przezwyciężyć, a inny rodzaj czy 
rangę  grzechów  które  popełnia,  musi  jedynie  zmniejszyć,  gdyż  zaprzestanie  ich  jest  dla  niego 
niemożliwością. Jezus powiedział do niewiasty złapanej na cudzołóstwie: „

Idź, a nie grzesz więcej!"

 Nie 

powiedział  jej, że powinna trochę mniej grzeszyć. Jeżeli wierzę, że są pewne grzechy, których nie mogę 
przezwyciężyć,  z  całą  pewnością  nie  będę  tracił  czasu  na  podejmowanie  z  nimi walki o usunięcie ich z 
mojego  życia.  Czy  nie  widzisz  jak  niebezpieczną  sprawą  jest  dojście  do  takiego  wniosku,  że  nie  każdy 
grzech
 

może  być  przezwyciężony  w  mocy  Bożej?  Czy  nie  dostrzegasz,  że  staniesz  się  wówczas 

tolerancyjny  wobec  grzechu  i  będziesz  zwodził  samego  siebie,  wierząc,  że  Pan  Bóg  zaakceptuje  twoje 
położenie.  Jakże  łatwym  rozwiązaniem  dla  mojej  biednej,  ludzkiej  duszy  będzie  wówczas  to,  żeby  każdy 
grzech,  którego  nie  chcę  porzucić,  mogę  zaliczyć  do  tych,  które  „nie  mogą  być  przezwyciężone"!  Tylko 
pozornie  logiczną  rzeczą  jest  przyjęcie  poglądu,  że  Pan  może  i  chce  mi  dać  zwycięstwo  nad  pewnymi 
grzechami 

— być może nad tymi, które nie są zbyt głęboko zakorzenione we mnie — lecz nie może, lub nie 

chce  mnie  uwolnić  Ód  innych.  Tego  rodzaju  pogląd  jest  obcy  Słowu  Bożemu.  Biblia  zdecydowanie 
stwierdza,  że  każdy  grzech  można  przezwyciężyć  i  dlatego  powinniśmy  bezwzględnie  przyjąć 
proponowane nam nad nim zwycięstwo. Ten przewrotny pogląd, że dzieci Boże będą musiały grzeszyć i żyć 
w  grzechu 

aż  do  przyjścia  Chrystusa,  jest  nie  tylko  zaparciem  się  Słowa  Bożego,  lecz  także  głosem 

popierającym odwieczne diabelskie kłamstwo. To jest piątym ciosem wymierzonym przeciwko Zakonowi 
Bożemu.
 

 

 

 

 

background image

21 

 

8. Walka szatana przeciwko 

doskonałości

 

Czy  szatan  cieszy  się,  gdy  chrześcijanie  prowadzą  życie  nieustannego  grzeszenia?  Możecie  być 

pewn

i, że tak. Czy jest się tolerancyjnym wobec grzechu, kiedy się wierzy, że nie można go pokonać? Bez 

wątpienia! Czy nie jest sprawą ogromnie niebezpieczną dla Adwentystów Dnia Siódmego  stać  po stronie 
oskarżeń szatana, że Zakonu nie da się zachować? W rzeczywistości  graniczy  to  z  duchową  zdradą  i  jest 
bluźnierstwem przeciwko Bogu. 

 
Pozwólcie  mi  zatem  wyjaśnić,  dlaczego  ta  „nauka"  występująca  przeciwko  doskonałości  charakteru  jest 

śmiertelnym  zagrożeniem  dla  zboru  ostatków.  Duch  Proroctwa  stale  nam  przypomina,  iż  zapieczętowani 
będą tylko ci, którzy przeżyją „przesiew" i będą mieć udział w „głośnym wołaniu"; a warunkiem otrzymania 
deszczu wieczornego i u

czestniczenia w głośnym wołaniu jest przezwyciężenie każdego grzechu. 

 
Jest to naprawdę wielki sukces szatana, gdy może Adwentystów Dnia Siódmego opętać zwiedzeniem, 

że  grzechu  nie  da  się  w  pełni  przezwyciężyć.  Przez  przyjęcie  tego  wielkiego  kłamstwa  pozbawiamy  się 
możliwości  zbawienia,  gdyż  w  tym  czasie  wszyscy  ci,  którzy  nie  otrzymają  deszczu  wieczornego,  sami 
sobie przygotowali wieczne zatracenie

. Zastanów się nad następującymi, doniosłymi stwierdzeniami: 

 

„Ci, którzy nie zawiodą w żadnym punkcie, zniosą każdą próbę i  zwyciężą, bez względu na cenę za 

jaką przyjęli radę Wiernego Świadka i otrzymali późny deszcz..." 

1T. 187; por. 1 SK..52.

 

 
„Dziś  macie  stać  się  naczyniami  oczyszczonymi,  macie  być  gotowi  na  przyjęcie  niebiańskiego  deszczu, 

późnego deszczu. Deszcz późny spadnie, a błogosławieństwo Boże sprawi, że każda dusza oczyści się od 
wszelkiego skalania."
 

Ew.456. 

 
„Żaden z nas nie otrzyma nigdy pieczęci Bożej, jeżeli na naszych charakterach będzie choćby jedna 

skaza  czy  plama.  Nam  pozostawiono 

usunięcie  wad  charakteru,  oczyszczenie  świątyni  duszy  z 

wszelkiego 

zanieczyszczenia. Potem spadnie na nas późny deszcz tak, jak spadł wczesny na uczniów  w 

dniu Zielonych Świąt." 

5T.214, lub 2SK.42. 

 

„Ukazano mi, że jeżeli lud Boży nie uczyni żadnego wysiłku ze swej strony, lecz będzie czekał, aż spłynie na 

niego pokrzepienie, które ma usunąć wszystkie jego złe uczynki i naprawi błędy; jeżeli będzie polegał na tym, 
że to go oczyści z nieczystości ciała i ducha, i przysposobi do uczestnictwa w głośnym wołaniu trzeciego anioła, 
wówczas  zostanie  znaleziony  lekkim.  To  pokrzepienie  lub  Moc  Boża  przyjdzie  tylko  na  tych,  którzy 
przygotowali  się  na  wykonanie  tego  dzieła  Bożego,  którego  Bóg  od  nich  wymaga,  a  mianowicie 
oczyszczenie się od wszelkiej nieczystości ciała i ducha, doskonaląc świętość w bojaźni Bożej."
 

1T.619. 

 

Jakże  może  adwentysta  —  chrześcijanin,  w  świetle  tych  bardzo  wyraźnych  wypowiedzi,  zaprzeczyć 

m

ożliwości  przezwyciężenia  wszystkich  grzechów?  Nikt  nie  może  zostać  zapieczętowany,  jeżeli  nie 

doświadczył w swoim życiu rozwijającego się uświęcenia. 

 
Wielu przeoczyło fakt, że w usprawiedliwieniu przez wiarę istnieją dwa stany, które musi znać i posiąść 

każdy  zwycięzca.  Jednym  z  nich  jest  usprawiedliwienie,  które  dotyczy  uwolnienia  od  kary  śmierci 
przez 

przebaczenie  przeszłych  grzechów.  Ten  ogromny  dar  jest  ugruntowany  na  fakcie,  że  Jezus  żył 

życiem doskonałym i wziął na siebie nasze winy, aby przez śmierć ponieść za nas karę. Jeśli tylko wykażemy 
się  odpowiednią  wiarą  w  Jezusa  —  naszego  osobistego  Zbawiciela  —  daruje  nam  to  wszystko,  co  dla 
naszego dobra uczynił. On traktuje nas tak, jak gdybyśmy zawsze żyli doskonałym życiem i patrzy na nas 
tak, jak gdybyśmy nigdy nie zgrzeszyli. On zalicza nam swoją śmierć na krzyżu przez to, że uwalnia nas od 
każdego  potępienia, albo inaczej — od kary za nasze przeszłe grzechy. To przeniesienie winy i grzechu na 
Siebie  (Jezusa)  jest  serc

em  wielkiego  planu  zbawienia.  Nikt  nie  może  być  bez  niego  zbawiony,  nikt  też  nie 

może go osiągnąć innym sposobem, czy za pomocą innego środka, jak tylko przez wiarę. Pismo Święte mówi: 

„Gdy zaś kto nie spełnia uczynków, ale wierzy w tego, który usprawiedliwia bezbożnego, wiarę jego poczytuje 
mu się za sprawiedliwość."
 

Rzym.5,4.

 

 
Zwróć uwagę, że pierwszym warunkiem otrzymania usprawiedliwienia przez wiarę  jest uważanie siebie za 

bezbożnego — za grzesznika. Ci, którym wydaje się, że muszą coś dobrego uczynić, aby lepiej wyglądać, 
zanim podejmą się szukania usprawiedliwienia, burzą po prostu jedyne podwaliny do otrzymania go. Nadal 
znajdują się w beznadziejnie sprzecznym stanie w stosunku do tego, co mówi Biblia, (to jest) ośmielają się 

background image

22 

 

wyciągać osobiste zasługi z daru, który został im całkowicie i bez jakichkolwiek zasług z ich strony darowany. 
Im  mniej grzesznym czuje się jakiś człowiek, tym mniej jest zdolny do polegania  w  najprostszej  wierze  na 
obietnicach Bożych. W doświadczeniu  usprawiedliwienia nie mogą mieć udziału żadne osobiste 
zasługi. Usprawiedliwienie następuje jedynie przez wiarę. 

 
Jednak drugim i równie ważnym etapem usprawiedliwienia przez wiarę jest uświęcenie. Dynamiczna moc 

Ewangelii  uwalnia  nas  nie  tylko  od  kary  za  grzech,  ale  także  od  grzeszenia.  Upadek  Adama  w  grzech 
spowodował dwa okropne problemy i to zarówno dla niego, jak i dla jego potomków. Po pierwsze sprowadził 
śmierć  na  całą  ludzkość,  a  po  drugie  tak  osłabił  moralną  naturę  człowieka,  że  ten  już  więcej  nie  mógł 
przestać grzeszyć. Te dwa tragiczne następstwa zostały usunięte przez chwalebne zwycięstwo drugiego 
Adama. 

 
Ten pierwszy problem został rozwiązany przez zaliczenie sprawiedliwości Jezusa przy usprawiedliwieniu 

człowieka. Przez niego został usunięty wyrok śmierci i wcześniej popełnione grzechy. 

 
Tutaj jednak musimy rozwiązać jeszcze inny problem. Jak może zostać  odnowiona  natura  moralna, 

aby  mogła  sprzeciwić  się  grzechowi  i  przezwyciężyć  go?  Plan  zbawienia  nie  troszczy  się  tylko  o 
częściowe  uwolnienie  od  następstw  grzechu.  Przez  uświęcenie  grzesznikowi  udzielona  zostaje 
sprawiedliwość Jezusa oraz możliwość pełnego zwycięstwa nad każdą odziedziczoną lub nabytą słabością. 
Przez wiarę w pełne mocy obietnice Pisma Świętego może zostać zdławiony każdy grzech, i w ten sposób w 
mocy 

deszczu wieczornego dusza może zostać przygotowana na zapieczętowanie. 

 
Tylko ci adwentyści, którzy przyswoili sobie zarówno usprawiedliwienie, jak i uświęcenie będą brali udział 

w wydaniu głośnego wołania. Nasienie niewiasty wszystkim potomkom Adama dało moc i siłę nie po to, aby 
nadal 

grzeszyli, ale po to by „stali się synami Bożymi". Kto grzeszy jest synem diabła. 

 
Są  cynicy  w  naszych  zborach,  którzy  twierdzą,  że  z  powodu  laodycejskiego  stanu,  jaki  ogarnął  zbór  nie 

może  na  nich  spocząć  błogosławieństwo  Boże.  W  związku  z  tym,  w  proteście  przeciwko  duchowemu 
upadkowi i odstępstwu od zasad — odłączyli się od zboru. Tego rodzaju postępowania nie mogę uważać za 
właściwe. Niedawno otrzymałem list od pewnego, wyświęconego kaznodziei zboru ADS. Wydawał się 
poważnie  zgorszony  tym,  iż  nadal  usiłuję  kierować  ludzi  do  tak  „totalnie  upadłego  i  odstępującego  od 
prawd"  zboru. 

Zacytował  wiele  wypowiedzi  s.  White,  aby  pokazać  mi,  że  zbór  znajduje  się  w  powrotnej 

drodze  do  Egiptu,  że  znajduje  się  na  morzu  wątpliwości,  bez  mapy  i  kompasu.  Znam  te,  jak  i  inne  tego 
rodzaju cytaty. Siostra White 

opisując ten smutny stan laodycejski istniejący na każdej płaszczyźnie życia i 

organizacji  kościoła,  gani,  błaga  i  płacze  nad  nim  z  powodu  pójścia  na  kompromis  ze  światem.  Musimy 
jednak przyznać, że nie opuściła tej społeczności, ani też nie nazwała ją Babilonem. Mimo, że karcąc używa 
wobec  nie

j  szokujących  słów  —  nigdy  nie  daje  do  zrozumienia,  że  owi  skarceni  i  wierni  członkowie 

znajdujący  się  wewnątrz  ostatniego  zboru  —  powinni  opuścić  tę  społeczność,  bez  względu  na  to  jak 
niezwykle ważne byłyby to powody. Nieustannie pisze, że słabi, światowi i niespolegliwi zostaną przesiani 
po to, aby w ostatecznym dziele 

Pan Bóg mógł posiąść czysty lud: 

 

„Badawcze  i  przenikliwe  świadectwo  Ducha  Bożego  oddzieli  od  Izraela  tych, którzy wciąż walczyli  ze 

środkami, jakie Bóg przeznaczył, aby odsunąć zepsucie od  zboru. Zło musi zostać nazwane złem. Godne 
ubolewania  grzechy 

muszą  zostać  nazwane  swoim  właściwym  imieniem...  Zrozumiałe  i  bezpośrednie 

świadectwo musi odżyć w zborze, gdyż inaczej klątwa Boża spadnie na Jego lud tak pewnie, jak to było w 
przy

padku starożytnego Izraela z powodu jego grzechów." 

5T.676. 

 

 

 

 

 

background image

23 

 

9. Uczciwość wobec naszych błędów

 

W

ielkim błędem byłoby ignorowanie skruchy za popełnione grzechy, podczas gdy przyjmowana jest ona 

przez wielu w zborze. Chowanie głowy w piasek jest żenującym zachowaniem. Ostrzegawczy głos musi 
być dobrze słyszalny i podany w świetle wszystko przenikającej prawdy. Ponieważ dotyczy tych, którzy 
zostali oślepieni przez szatana, musi być przekazany z  miłością i taktem. Jest jeszcze wciąż wierna grupa 
osób, która nie da się odwieść od zasad prawdy. 

 

„Zaczyn  pobożności  nie  utracił  całkowicie  swej  mocy.  W  czasie  kiedy  zborowi  zagraża  największe 

niebezpieczeństwo  i  zniechęcenie, niewielka gromadka stojąca w świetle Bożym, będzie błagać Boga  i 
wołać, widząc okropność dziejącą się na ziemi. Modlitwy swe będą zanosić szczególnie za Kościół, gdyż 
członkowie tej społeczności żyją na sposób świata i jego zwyczajów."
 

2SK.39. 

 

W

ypowiedź ta jest typowa dla wielu z  tych, którzy uważają, że siostra White zidentyfikowała ich jako „małą 

grupkę" wewnątrz ostatniego zboru, a oni odrzucają tę „gorszą" resztkę w zborze, „gdyż członkowie owej 
społeczności żyją na modłę tego świata i jego zwyczajów". Musimy jednak przyznać, że z wypowiedzi tej 
wynika jasno i niedwuznacznie, że ta „mała grupka" znajduje się wewnątrz ostatniego zboru, a widząc jego 
duchowe bankructwo 

zajmuje w nim zdecydowane stanowisko wobec światowych naleciałości. 

 

Dzisiaj  Pan  Bóg  szuka  takich  osób,  które  są  twarde  jak  krzemień  wobec  grzechu  i  wszystkich  jego 

następstw. (Izaj.50,7). Jakie to szczęście, że nie sprzeciwiamy się Jego cudownej łasce. Każdy z nas ma 
prawo,  i  to  akurat 

teraz,  stawić  do  dyspozycji  Bożej  i  Jego  poselstwa  wszystkie  swoje  zdolności.  On  nie 

wzywa nas do połowicznej służby. Nie ma pokoju w sercu tego, który Bogu oddał się tylko połowicznie. 

 
Co  ma  wspólnego  prawda  z  błędem?  Pan  Bóg  pragnie,  aby  Jego  zbór  w  każdej  sytuacji  dawał 

jednoznaczne świadectwo o prawdziwej nauce i życiu. Zbór  ten  jest  nie tylko  prawdziwym  zborem,  że 
pasuje  do 

szczególnych ram historycznych i profetycznych.  Pozostanie on prawdziwym  zborem  do  końca, 

jeżeli będzie głosił i żył w pełnej harmonii ze świadectwem Ducha Bożego. Nie możemy otrzymać uświęcenia 
jedynie  na  zasadzie  naszej 

przynależności  do  prawdziwego  zboru.  Nasza  pewność  zależy  od  naszego 

związku  z  Chrystusem,  który  wzbudzi  w  nas  posłuszeństwo  wiary.  Nieokiełznana  duchowa  pycha 
zrujnowała  stary  Izrael,  ona  też  może  stać  się  z  łatwością  w  prosty  sposób  pułapką  dla  dzisiejszych 
Adwentystów Dnia Siódmego. 

 
Siostra White uczuliła wierną „małą grupkę" znajdującą się wewnątrz zboru ostatków na pewne sprawy, a 

mianowicie:  

 
P

łacząc i wzdychając nad  obrzydliwościami dziejącymi się w świecie mają zanosić szczególne modlitwy za 

Kościół,  gdyż  członkowie  tej  społeczności  żyją  na  sposób  świata  i  według  jego  zwyczajów  ...  W  tym 
czasie, gdy Jego gniew objawi  się  w sądach,  pokorni  i  oddani naśladowcy Chrystusa będą się różnili od 
reszty  świata  udręką  swych  dusz,  która  wyrażać  się  będzie  w  płaczu  i  narzekaniu,  w  naganach  i 
przestrogach.  Podczas  gdy  inni  będą  próbowali  okryć  płaszczem  pieniące  się  zło  i  usprawiedliwiać 
panującą wszędzie wielką niegodziwość, ci, którzy gorliwie bronią honoru Boga i miłują bliźnich, nie będą 
mieli spokoju, 

mając skrupuły, by uzyskać dla siebie jakiekolwiek względy." 

5T.210: patrz 2SK.39. 

 

Ach,  jaka  wielka  odpowiedzialność  spoczywa  na  stróżach  będących  na  murach!  Jakże  poważnie  i 

gorliwie powinniśmy się modlić i studiować natchnione Słowo, aby móc należeć do tej małej grupki, która 
jest  zmartwiona 

grzechami  zboru.  Czy  nie  dostrzegamy  jak  w  miarę  zbliżania  się  czasu  pieczętowania 

coraz bardziej  wypełnia się  to, o  czym  pisała  na ten  temat  s. White?  Jeżeli  pragniemy  zapobiec  temu 
ogromnemu wpływowi różnych kompromisów, musimy codziennie prosić o Ducha Bożego, aby wzmocnił 
nasz  rozum  przed  otaczającym  nas  stale  tego  rodzaju  zwiedzeniem.  Kto  z  nas  przygotowany  jest  na  tę 
krytyczną sytuację? 

 
Jako jeden ze stróżów na murze jestem odpowiedzialny przed Bogiem za te dusze, które nie ostrzegłem 

przed zbliżającym się nieprzyjacielem. Ogarnia mnie ból serca, gdy widzę, co nas czeka i jak mało mogę w 
tym kierunku uczynić. Co trzeba uczynić, aby nasz zbór z powrotem doprowadzić do tego stanu, który w 
tak  zdecydowany  i  wyra

źny  sposób  opisany  jest  w  natchnionych  radach  Słowa  Bożego  i  Ducha 

Proroctwa? 

 

background image

24 

 

Praca medyczna 

weszła na drogę, przed którą od lat byliśmy ostrzegani. Kiedy administracyjne zarządzanie 

naszymi  instytucjami  zabrano  z  rąk  kościoła  i  przekazano  je  kierownictwu  wysoko  opłacanych  specjalistów 
medycznych,  otwarto 

przez  to  wrota  dla  kompromisu.  Ten  nowy  porządek  rzeczy  przyśpieszył  bieg 

rywalizacji o to, kto jest lepszy i kto przyciągnie większą ilość pacjentów. Nigdy i nigdzie Pan Bóg nie polecił 
nam  budować  tego  rodzaju  instytucji,  które  miałyby  być  oparte  na  takiej  organizacji.  Nieustannie  jesteśmy 
przestrzegani,  aby  nie  konkurować  ze  światem.  Natchnione  Słowo  radzi  nam,  abyśmy  budowali  małe, 
lokalne sanatoria, w których naucza się i przestrzega zasad prawdziwej reformy zdrowia. To jest poselstwo 
Boże skierowane do nas przez s. White. Jak możemy wytłumaczyć się z pożyczek opiewających na miliony 
dolarów  zainwestowanych  w  budowanie  ogromnych  instytucji  medyczno-chirurgicznych,  które  stoją  w 
sprzeczności z wyraźnymi wskazaniami Bożymi? 

 
Rady  natchnionego  Słowa  przeciwko  stosowaniu  określonych  lekarstw  są  oficjalnie  lekceważone.  W 

większości naszych wielkich szpitali i centrów medycznych, leczenie chorób i chorych niewiele różni się od 
met

od  świata.  Ostatnie  moje  dwa  wykłady  ewangelizacyjne  przeprowadzałem  w  wielkich  miastach,  gdzie 

znajdują  się  nasze  dwa  ogromne  kompleksy  szpitalne.  Często  jadałem  w  restauracjach  tych  ogromnych 
instytucji. Wyobraźcie sobie mój  szok i zmartwienie, gdy widziałem jak w tych adwentowych instytucjach i 
restauracjach podaje się mięso. Każdego dnia musiałem dokładnie wypytywać obsługę, czy podane potrawy 
jarskie nie zawierają mięsa. 

 
W jednej z owych restauracji nie podawano co prawda 

mięsa, ale w jadalni stały za to wielkie automaty do 

podawania  kawy.  W  sabat,  zarówno  goście,  jak  i  pracownicy  instytucji  płacili  obsłudze  za  podawane 
potrawy, a 

automatyczne kasy brzęczały wydawanym bilonem tak samo w sabat, jak i w innym dniu. Chociaż 

sa

m  posiadałem  kartę  obiadową  z  przykrością  patrzyłem,  jak  mimo  sabatu  interes  kręcił  się  na  całego. 

Przypomniało  mi się, że jeszcze przed laty w  naszych restauracjach nikt nie mógł spożyć czegokolwiek w 
sabat, nie mając wykupionej wcześniej karty obiadowej. W sabat nie było żadnego obrotu pieniędzmi. 

 
Boleję również nad tym, gdy widzę pracę naszych zarządów i instytucji szkoleniowo-wychowawczych. 

Wiem,  jak bardzo uczuleni są nasi  wychowawcy i wykładowcy na chociażby najmniejszą krytykę; muszę 
jednak 

zwrócić waszą uwagę na pewną wypowiedź Dr. Wintona Beavena  zamieszczoną w „Adventist 

Review"  z  dnia  27.09.1984,  w  której  stwierdza:  „Około  40-45%  studentów  adwentystycznych  instytutów 
naukowych w 

Północnej Ameryce pije piwo, wino, lub inne napoje alkoholowe." Na pewno niektórzy odrzucą 

tę  opinię,  ale  czy  ktoś  może  być  lepiej  poinformowany  o  tego  rodzaju  sytuacji  panującej  w  naszym 
szkolnictwie? Dr. Beaven od wielu 

lat jest uznanym autorytetem w dziedzinie narkotyków i dane te ogłosił na 

spotkaniu w Instytucie Badań Alkoholizmu i Narkotynizmu przy Andrews Uniwersity. 

 
Wiem,  że  mamy  także  małą  grupkę  najlepszych  wykładowców  i  wychowawców  na  świecie  — 

mężczyzn i kobiet, którzy całkowicie poświęcili się pracy nad rozwojem charakteru naszej młodzieży. Jednak 
ich  możliwości  często  ograniczane  są  różnymi  administracyjnymi  zarządzeniami,  rodzicielskimi  wpływami,  a 
także wpływami różnych nieodpowiedzialnych młodych ludzi. Adwentystyczni nauczyciele zasłużyli na wielki 
szacunek i uznanie za podjęcie się tego, tak trudnego zadania. 

 
W tej naszej długiej wędrówce, zagubiliśmy gdzieś jednak te wspaniałe ideały, a przez to wiele zasad i 

zarządzeń, które zabezpieczały i strzegły dotąd nasze Wychowawcze Instytuty. 

 
Jeżeli  opisane  w  „Adventist  Review",  a  panujące  ostatnimi  laty  w  naszych  Instytutach  stosunki  się  nie 

zmienią,  wówczas  połowa  studentów  będzie  się  kwalifikowała  do  wydalenia.  Ich  dalszy  pobyt  w  tych 
Instytutach  będzie  dramatycznym  dowodem  na  to,  że  nie  można  tam  przestrzegać  większości 
podstawowych  zasad  chrześcijańskich.  Jeżeli  ustalenia  Dr.  Beavena  są  prawdziwe,  to  jesteśmy  na 
„najlepszej" drodze do dopasowania naszych zasad i stylu życia do laodycejskiego stanu i dostosowywania 
się  do  owej  pełnej  pobłażliwości  generacji.  Czyż  nasi  wychowawcy  nie  widzą,  co  rozgrywa  się  przed  ich 
oczyma? 

 
Zamiast  podjąć  dyscyplinarne  środki  zaradcze  wobec  studentów  spożywających alkohol, niektóre 

Instytuty  opracowały  i  wprowadziły  w  życie  odpowiednie  programy  rehabilitacyjne  wobec  osób 
uzależnionych od  alkoholu. Plan sam  w sobie dobry, ale równolegle z tym na każdym  adwentowym 
Uniwersytecie,  musi  powstać  istotny  program  zdyscyplinowanego  i  właściwego  prowadzenia  stylu 
życia. 

 
Czy owe tolerancyjne podejście do spożywania alkoholu nie rozprzestrzenia się na inne dziedziny naszego 

background image

25 

 

adwentowego  stylu  życia?  Spójrzmy  na  ilość  rozwodów,  które  mają  miejsce  w  zborze.  Ilość  rozwodów 
dorównuje nieomal średniej w świecie. Zwróć uwagę na zmieniający się stosunek do takich problemów, jak 
chodzenie do kina, usuwanie ciąży i homoseksualizm. 

 
Nasze  biblijno-

historyczne  stanowiska  są  zręcznie  neutralizowane  przez  „naukowe"  traktaty,  które  w 

większości  opierają się na bardzo ogólnikowych,  bazujących  na  uczucia  apelach  o  równości,  braterstwie, 
uczciwości  i  sprawiedliwości.  Niewątpliwie  takt  i  delikatne  postępowanie  jest  tu  konieczne,  jednak  jeszcze 
większą naszą potrzebą jest zachowanie stałości w jasno ustalonych i natchnionych zasadach, które od 
125 lat dobrze nam służyły! 

 
Mi

imo powszechnie panującego kompromisu zbór nasz jest nadal ostatnim zborem  Bożym, zdążającym 

do Królestwa Bożego. Wielu jego członków, kaznodziejów i urzędników zostanie przesianych, lecz zbór 
uwolniony od tego balastu stanie się czysty i bezkompromisowy. Światowe postępowanie i wygodnictwo 
będą nieznane wśród uduchownionych ostatków. Charakteryzować ich będzie natomiast głośne wołanie! 

 

„Dni  oczyszczenia  zboru  zbliżają  się  szybko.  Bóg  będzie  miał  czysty  i  wiemy  lud.  W  potężnym 

przesiewanie

, który wkrótce nastąpi, lepiej będziemy mogli ocenić siłę Izraela. Znaki pokazują, że blisko jest 

czas, w którym Pan ujawni, iż Jego wiejadło znajduje się w Jego ręku i dokładnie oczyści swoje klepisko."

 

(Mat.3,12). 5T.80. 

 

„Szatan będzie dokonywał cudów, aby zwodzić. Wykorzysta do tego swą największą moc. Wydawać się 

będzie, że zbór upadnie, jednak tak się nie stanie. Przetrwa a grzesznicy na Syjonie zostaną przesiani... Jest to 
straszliwa  próba...  Ostatki,  które  oczyściły  swoje  dusze  przez  posłuszeństwo  prawdzie,  przez  ten 
oczyszczający proces nabiorą sił ..."

 7ABC.911. 

 

„Pytałam o znaczenie tego przesiewu, które widziałam i pokazano mi, że wywołane ono zostało dobitnym 

świadectwem wiernego świadka do zboru  Laodycei ...  Niektórzy nie będą mogli  znieść tego określonego 
świadectwa. Przeciwstawią mu się i tym właśnie wywołają przesiewanie wśród ludu Bożego."

 DW.234. 

 
Zastanówmy się, czy nie weszliśmy już w okres przesiewania zboru, zarówno na płaszczyźnie nauk, jak i 

postępowania? Jakaż odpowiedzialność spoczywa na każdym z nas, a szczególnie na tych, którzy stoją na 
czele  dzieła  w  różnych  zjednoczeniach  i  instytucjach!  Nikomu  nie  wolno stawiać  zapory  między ludem,  a 
duchem ożywienia i reformacji. Żadna część zorganizowanego dzieła nie ma prawa stawiać kamieni obrazy 
na drodze do uświęcenia. 

 
Niektórzy  stoją  na  stanowisku,  że  byłoby  lepiej,  gdyby  artykuły  wzbudzające sensacje i atakujące 

nasze  historyczne  prawdy  - 

ukazujące  się  w  naszych  czasopismach  dla  młodzieży  -  były  po  prostu 

ignorowane. Uważają, że lepiej jest zachować całkowity spokój i nic nie mówić, podczas gdy naukowcy w 
naszych wyższych uczelniach publikują swoje poglądy kwestionujące 6000 lat historii istnienia ziemi. Czy 
jest to jednak właściwy sposób postępowania? Czy poselstwo wiernego świadka spełni swoje zadanie, 
gdy  będziemy  naśladować  taką linię postępowania? Wezwanie do  pokuty,  to  zdecydowane  odejście  od 
stanu  Laodycei  i  od  tego  pożałowania  godnego  grzechu,  popełnianego  przez  kierownictwo.  Chęć 
doprowadzenia Zboru do tego, aby 

milczał i akceptował przedstawianie fałszywych prawd adwentowych jest 

przecież ogromną nieprawością. Nauczyciele, kaznodzieje czy też urzędnicy, którzy stale zajmują się tego 
rodzaju  praktykami  i  wprowadzają  je  do  zborów,  nie  spowodują  w  nich  ożywienia  i  reformacji.  Te  praktyki 
również nie wzbudzą zaufania do tych, którzy zostali wybrani, aby czuwać nad dziełem Bożym. 

 
A  oto  wypowiedzi 

dwóch  ówczesnych  przewodniczących  Generalnej  Konferencji  zdecydowanie 

ostrzeg

ających przed duchem kompromisu, jaki już za ich czasów pojawiał się w zborach: 

 
„Jestem bardzo  zaniepokojony kierunkiem kształcenia i wychowania, jaki  przybiera nasze dzieło. Jestem 

zszokowany coraz bardziej oczywistym faktem, 

że w porównaniu z minionymi latami, w sprawach wykształcenia 

i wychowania 

pracowników coraz częściej pytamy się świata, zamiast Boga." C.H.Watson, RH.21.11.1935. 

 
„Nadszedł  czas,  w  którym  musi  dojść  do  głębokiej  reformacji.  To,  czego  potrzebujemy  dzisiaj,  to 

ożywionego ludu z nową duchową siłą; potrzebujemy zreformowanego zboru, który odwróciłby się od świata 
... gdyż do  zborów  wtargnęła  obojętność  i  opieszałość. To  jest  stan godny ubolewania."
 J. L. McElhany, 
RH.3.12.1936. 

 

background image

26 

 

W  tym 

samym  roku  wydawca  „Review"  wystosował  apel  o  przywrócenie  prostego  i  wyraźnego 

świadectwa w zborach: 

 
„Jeżeli nasze serca osłabną, a język zaniemówi, jeżeli zaniedbamy wdrażanie pełnej rady Bożej poprzez to, 

że nie będziemy ganić grzechów w zborach - bez względu na to, kto jest w te grzechy uwikłany - wówczas 
utracimy  swój  autorytet  w  sprawach  wiary,  a  Pan  powoła  z  naszych  szeregów  innych,  aby  zajęli  nasze 
miejsca."
 F.M. Wilcox, RH. 1.06.1936. 

 
Tego  rodzaju  wyznania  niektórych  z  kierownictwa  naszej  społeczności  są  dzisiaj  prawie  nieznane. 

Urzędnicy,  pracownicy,  czy  członkowie  zrażają  się,  kiedy  na  forum  publicznym  ujawnia  się  ich 
niedociągnięcia. Są to jednak owe właściwe apele, które wstrząsają sercami naszych członków i uświadamiają 
im ich osobiste braki. Nic tak szybko nie wzbudzi zaufania do kierownictwa naszego ruchu, jak ich szczere i 
otwarte  przyznanie  się  do  ewidentnych  błędów  oraz  publiczne  zobowiązanie  się,  przez  łaskę  Bożą,  do 
przywrócenia dawnego porządku Bożego.

background image

27 

 

10. Czas na bezpośrednie świadectwo

 

Nie  ma  wątpliwości,  że  dla  każdego  Adwentysty  Dnia  Siódmego  nastał  najwyższy czas, aby  poznać  w 

końcu grzechy Laodycei takie, jak: światowość, pycha i tym podobne, i przyłączył się do tych, którzy protestują 
przeciwko  tej 

—  przyprawiającej  o  mdłości  —  mieszaninie  ciała  i  ducha.  Kaznodzieje  i  członkowie  zboru 

muszą głosić prawdziwe poselstwo do Laodycei, muszą też być przygotowani na to, że przy jego głoszeniu 
b

ędą krytykowani. Co prawda istnieje tysiące radosnych i przyjemnych tematów, ale czas posunął się już 

zbyt daleko

, aby nadal mówić tylko o przyjemnie brzmiących dla uszu rzeczach. Śpiący członkowie zborów 

nie potrzebują żadnych letargicznych słów. Nastał bowiem czas na poselstwo przebudzenia. 

 
Jeżeli będzie się wam wydawać, że Jan Chrzciciel był zbyt twardy i zbyt ostry w przekazywaniu swojego 

poselstwa,  to  i  wy  także  wystąpicie  przeciwko  owym  poselstwom,  które  Pan  Bóg  przekazał  wierzącym 
członkom, aby je dzisiaj głosili. Czy Jan Chrzciciel był zbyt ostry, kiedy skrytykował Heroda za jego nieprawy 
związek z Herodiadą? Jeżeli uważamy, że tak, to powinniśmy być jeszcze ostrzejsi od Jana. Proszę zwróćmy 
uwagę na następującą wypowiedź: 

 

„W tym strasznym czasie, tuż przed powtórnym przyjściem Chrystusa, wierni Boży nauczyciele będą musieli 

złożyć jeszcze ostrzejsze świadectwo, niż to, które głosił Jan Chrzciciel. Leży przed nami odpowiedzialne i 
ważne zadanie; i ci, którzy przemawiają słodko i przyjemnie, nie zostaną uznani przez Boga za Jego pasterzy. 
Czeka ich straszny los."

 1 T.321. 

 

Czy  obecne  kierownictwo  religijne  zajmie  jeszcze  bardziej  zdecydowane  stanowisko  wobec 

udzielanych  napomnień  aniżeli  to,  które  było  nagłaśniane  za  dni  Jana  Chrzciciela?  Z  całą  pewnością 
oczekiwać należy tych samych wykroczeń u tych, którzy posiedli wygodnego i faryzejskiego ducha Laodycei. 
Powiedzą zapewne — jak ktoś może w ogóle odważyć się oskarżać prawdziwy zbór o  niegodne  czyny lub 
odstępstwo"? 

 

„W starożytności, kiedy Eliasz został posłany przez Boga z poselstwem do ludu, oni wcale nie chcieli zważać 

na te ostrzeżenia. Mieli o nim opinię, że jest  zbyt srogi i  zbyt ostry. Uważali, że chyba musiał stracić rozum, 
skoro oskarża ich — wybrany lud Boży — o to, że są grzesznikami i dowodzi, że ich okropne przestępstwa 
nie  ujdą  przed  sądem  Bożym.  Szatan  i  jego  aniołowie  nieustannie  walczą  z  tymi,  którzy  przekazują 
ostrzegawcze poselstwo i ganią grzechy. Niepoświęcone osoby połączą się z nieprzyjacielem dusz, aby dzieło 
wiernych sług Bożych jak najbardziej utrudnić."

 3T.261. 

 
W  dniach  ostatecznej  próby  i  podjęcia  decyzji,  duch  bojaźni  nie  może  mieć  miejsca  w 

odpowiedzialnej  służbie  kaznodziejów  i  pracowników.  Nie  należy  do  troskliwości  uspokajanie  tych, 
którzy śpią na Syjonie. Nieraz pragniemy być bardzo mili, dobrzy i pełni miłości, tak jak Heli, zapominając 
przy tym, że tego rodzaju postępowanie prowadzi w konsekwencji do tego, co spotkało Helego! O postaci 
tej 

można powiedzieć wiele dobrego, jednak bał się on zająć oficjalne, publiczne i bezkompromisowe 

stanowisko wobec grzechu. 

 

„Heli był łagodny, miły i uprzejmy, i był szczerze zainteresowany służbą i pomyślnością Bożego dzieła. Był 

człowiekiem posiadającym moc w modlitwie. Nigdy  nie  buntował  się  przeciwko  Słowu  Bożemu.  Niestety 
miał również ułomności. Jego charakter nie był bowiem na tyle stanowczy, by zganić grzech i przeprowadzić 
sąd nad grzesznikiem. Nie polegał na Bogu w takim stopniu, by wierzyć iż zachowa Izraela w czystości. Do 
swojej wiary nie dodawał odwagi  i mocy  [Bożej], aby we właściwym czasie,  i  w odpowiednim miejscu 
powiedzieć  zdecydowanie  „nie",  i  nazwać  grzech  po  imieniu,  a  sprawiedliwość  —  sprawiedliwością. 
Dźwięk  ostrzegawczej  trąby  musi  brzmieć  wyraźnie.  Żyjemy  w  straszliwie  bezbożnym  czasie.  Wielbienie 
Boga  zostanie  wypaczone,  jeżeli  na  usiłujących  stanowiskach  nie  znajdą  się  zdecydowanie  czujni 
stróże."

 4T.517. 

 

Czy Pan Bóg nie pociągnie do odpowiedzialności wielu miłych i uprzejmych kaznodziejów, którzy nie mają 

odwagi wskazać na grzech i zganić go? 

 

„Jeżeli  zło  pojawia  się  pomiędzy  ludem  Bożym,  a  słudzy  Boży  zachowują  się  wobec  tego  obojętnie, 

wówczas jednoznacznie popierają i usprawiedliwiają grzesznika,  i  są  tak  samo  winni  jak  on;  toteż  na 
pewno  spotka  ich 

niezadowolenie  Boże,  gdyż  w  ten  sposób  stają  się  współwinowajcami  owych 

grzeszników." 

3T.265-266.

 

background image

28 

 

 

„W zborze musi być jasne i szczere świadectwo, w przeciwnym razie przekleństwo spadnie na lud 

tak pewnie, jak spadło na stary Izrael z powodu jego grzechów. Jeżeli kierownictwo kościoła zlekceważy 
pilne wnikanie w grzechy, 

które wywołują niezadowolenie Boże wobec całego ciała zborowego, 

wówczas staje się ono za nie odpowiedzialne." 

3T.269.

  

         

„Ci, którzy nie mają dość odwagi, aby napiętnować zło i nie czynią gorliwych wysiłków w kierunku 

oczyszczenia rodziny i ko

ścioła Bożego, będą pociągnięci do odpowiedzialności za zło, będące rezultatem 

z

aniedbania obowiązków

My również będziemy odpowiadać za zło, któremu mogliśmy zapobiec, 

wykorzystując naszą władzę rodzicielską, czy kaznodziejską. Będziemy za to odpowiadać jak za własne 
winy."
 

PP.555 lub 443-444.

 

 

 

 

Szatan, planując swoje ostanie, desperackie wysiłki w celu zburzenia  zaufania  zboru  ostatków do 

Zakonu, 

doszedł do wniosku, że najlepiej będzie, jeżeli uda mu się wprowadzić do zboru niepoświęconych 

kaznodziejów  i  nienawróconych  członków.  Jeżeli  zastanowimy  się  nad  powiązaniami  zachodzącymi  w 
tym  wielkim,  trwającym  od  tysięcy  lat  boju,  łatwo  zrozumiemy,  że  będzie  on  usiłował  zastosować, 
właśnie tego rodzaju podstępną i dalekosiężną strategię. 

 

I  dlatego,  że  żyjemy  faktycznie  w  końcowym  stadium  tego  dramatu,  staniemy  się  mimowolnie 

obserwatorami  tej  diabelskiej  strategii.  Właśnie  teraz  wywiera  on  wszelkiego  rodzaju  wpływy,  aby 
osłabić  tych,  którzy  zachowują  przykazania  Boże.  Widzimy  teraz,  jak  zbiega  się  wiele  wydarzeń,  które 
dotychczas nie były rozumiane. Uważano je wprawdzie za uciążliwe, ale nie mające w zasadzie większego 
znaczenia.  Teraz  raptem  rozumiemy, 

że wszystkie one mają jakiś wspólny związek ze sobą i są osobiście 

sterowane 

właśnie przez tego wielkiego wroga sprawy Bożej. 

 
Przyjrzyj  się  dokładnie  zadziwiającemu  porządkowi,  z  jakim  rozpoczynają  się  rozwijać  różne  układy. 

Rozwój  niektórych  wydarzeń  w  zborach  objawia  się początkowo w  maleńkich cząstkach wielkiego modelu, 
który szybko zmierza do swego wypełnienia. Temu wszystkiemu szatan nada w przyszłości swój sens. Kto 
mógłby  na  przykład  lepiej  obmyślić  (taki  plan),  aby  duchowe  zasady  zboru  rozwodnić  przez  powolne 
wprowadzanie  kompromisu  ze  światem?  Równolegle szatan spotęguje u wielu obawę przed fanatyzmem i 
legalizmem, 

aby mógł przez to wprowadzić radykalną zmianę rozpowszechniając takie poglądy, jak „tania 

łaska", „pełne pojednanie na  krzyżu" i „odejście od  uświęcenia", które okrzyknął mianem „perfekcjonizmu". 
Niektórzy kaznodzieje z przyjemnością zaakceptowali ten trend i właśnie tym duchu zaczęli chrzcić ludzi w 
ogóle  nie  nawróconych  i  nie  mogących  wykazać  się  owocami  posłuszeństwa.  Pod  wpływem  tych 
nienawróconych  i  światowo  ukierunkowanych  członków,  zbór  nie  był  przygotowany  na  to  wielce 
kontrowersyjne zderzenie 

— z przybierającą na sile — „Nową Teologią", a zwłaszcza wtedy, gdy owe idee 

były co tydzień propagowane przez wielu młodych obrońców tej zwodniczej nauki. Moje serce zwraca się 
do  setek  tych,  którzy  napisali  mi  o  swych  wysiłkach  w  celu  oparcia  się  temu  niemiłosiernemu  napływowi 
odstępstwa.  Widzieli  oni  wyraźnie,  jak  stopniowo  odstępowano  od  drogocennych  zasad;  szukali 
poparcia  w  swojej  samotnej  walce  o  to,  aby  nasze  wytyczne  dotyczące  wiary  utrzymać  na  właściwym 
poziomie. Moja rada jest zawsze jedna i ta sama. 

Pozostańcie w zborze, i szczególnie przez modlitwę i 

studium  natchnionego 

Słowa,  pozostańcie  w  ścisłej  łączności  z  naszym  Panem  Jezusem  Chrystusem. 

Bądźcie pewni, że stoicie na zdrowym fundamencie historycznej prawdy, i pod żadnym pozorem nie idźcie 
na żaden kompromis!
 Jakie będzie faktyczne rozwiązanie problemów, które dzisiaj spotykamy w zborze? 
Ogólną  i  jedyną  odpowiedzią  na  to  jest  pewność,  że  problem  ten  rozwiąże  wielki  przesiew.  Jednakże 
osobistym rozwiązaniem tych problemów jest duchowy związek z Chrystusem. Nikt z nas nie jest w stanie 
wyobrazić sobie wymiaru zjednoczonej opozycji szatana wymierzonej przeciwko świętym. On wypuści na nich 
dosłownie cały arsenał zła, jaki ma do swojej dyspozycji. Wszystko, co może być potrząśnięte i przesiane, 
przeleci przez sita. 

 
Wielkie  miasta  będą  ośrodkami  gwałtu  i  zagrożenia.  Nie  będzie  tam  bezpiecznego  miejsca  dla 

zachowujących sabat. Otrzymaliśmy ostrzeżenia, aby opuszczać wielkie metropolie i szukać schronienia w 
małych wioskach. Pieniądze i posiadłości staną się pułapką dla tych, którzy długo zwlekali z oddaniem ich 
na dzieło  Boże. Rzeczywista ułuda bogactw  stanie się  jawna, gdy  miliony  adwentystycznych  dolarów 
zostanie zmiecionych wraz ze 

zbliżającym się ekonomicznym i gospodarczym krachem. 

 
Ci, którzy swoje życie i posiadłości położyli na Bożym ołtarzu, nie będą odczuwali strachu przed ostatnimi 

wydarzeniami. Przez codzienną, wytrwałą modlitwę i studiowanie natchnionego Słowa przygotowali się na 
ostatnią, burzliwą walkę — Armagedon. Kiedy walka ta wejdzie w ostateczną fazę, każdy człowiek stanie się 

background image

29 

 

obiektem  ostrej  walki  po

między  Chrystusem  a  szatanem.  Pewność  i  bezpieczeństwo  będzie  udziałem 

jedynie tych, którzy się przygotowali. Ci, którzy rozwinęli w sobie przychylne nastawienie do świata — nie 
ostoją się w tej próbie. 

Boże wezwanie do Laodycei jest wezwaniem do pokuty, do  zdecydowanego trzymania się wiary, 

miłości,  sprawiedliwości  Chrystusa  i  Ducha  Świętego.  Nadzieja  i  obietnice  są  dane  każdej  duszy, 
chcącej  współpracować  z tymi  Potęgami,  które  Pan Bóg  przeznaczył  dla naszego uświęcenia. Tak,  jak 
dawniej  Daniel,  zanim  zostaniemy  przygotowani  na 

spojrzenie  prosto  w  oczy  samemu  wyrokowi  śmierci, 

musimy być już wcześniej wierni w małych rzeczach. Przez rozwinięcie w sobie niezłomnej wierności w obliczu 
wszelkich okoliczności, dusza zostanie wzmocniona, przez co zwycięstwo będzie zapewnione. 

 

W  jakim  stanie  znajdujesz  się  dzisiaj?  Oczekujesz  jeszcze  na  dalsze  znaki,  potwierdzające,  że  koniec 

wszystkiego jest tuż u drzwi? Zapytaj siebie, jakie dzieło łaski musi dokonać się w twoim życiu, abyś został 
przygotowany na 

przyjście Pańskie? Jeśli co najmniej jednej godziny dziennie nie poświęcasz na studiowanie 

natchnionego Słowa i na modlitwę, jak usprawiedliwisz owo zaniedbanie? Na to, co chcemy czynić, zawsze 
znajdujemy  czas.  Wywołanie  fałszywej  pewności  u  tych,  którzy  posiadają  tylko  pozory  doświadczeń  jest 
ulubionym zwiedzeniem diabelskim. 

 

Szukaj Pana teraz, dopóki można Go jeszcze znaleźć. Swój codzienny program zajęć ustalaj zawsze tak, 

abyś mógł znaleźć w nim czas na modlitwę i studiowanie Słowa Bożego. Dzięki konsekwentnej i właściwie 
przemyślanej decyzji stawiającej Boga na pierwszym miejscu w twoim życiu, pojawi się u ciebie niezwykła 
duchowa dyscyplina. 

 

 

„Jeżeli podporządkujemy się Chrystusowi, nasze serca złączą się z Jego sercem, nasza wola scali się z 

Jego  wolą,  nasza  świadomość  stanie  się  Jego  świadomością,  nasze  myśli  będą  zachwycone  tylko  Nim; 
będziemy żyć Jego życiem. To oznacza przyodzianie się szatą Jego sprawiedliwości."

  PCh.204.  (popr.wg 

oryg.) 

 
Cóż za wspaniałe możliwości przed nami! Nieustanne oddawanie Bogu całego naszego jestestwa, wywołuje 

rzeczywiste złączenie się z Nim. Gdy będziemy dążyć do tego doświadczenia, więcej niż do czegokolwiek 
innego  w  świecie,  na  pewno  stanie  się  ono  naszym  udziałem.  A  dążność  ta  wzrasta  proporcjonalnie  do 
czasu, jaki poświęcamy na przebywanie w Jego obecności. 

 
Przyjemna  woń  takiego  związku  napełni  nasze  życie  niewypowiedzianą  radością.  Kiedy  dasz 

pierwszeństwo  studiowaniu  Słowa  Bożego,  będzie  temu  towarzyszyć  ożywienie  i  to  tak  samo,  jak  opadom 
deszczu towarzyszy wzrost. 

 

„Jeżeli  Pana  będziemy  mieć  stale  przed  sobą  i  ku  Niemu  wznosić  serca  pełne  dziękczynienia  i 

uwielbienia,  nasze  życie  religijne  będzie  stale  żywe  i  mocne.  Nasze  modlitwy  przyjmą  formę  rozmowy  z 
Bogiem,  jak  z  zaufanym 

przyjacielem,  osobiście  objawiającym  nam  Swoje  tajemnice.  Jakże  często 

przeżywać  będziemy  przyjemną  i  pełną  radości  świadomość  obecności  Jezusa.  Jakże  często  nasze  serca 
gorzeć  będą,  gdy  przyciągać  nas  będzie  do  Siebie,  chcąc  obcować  z  nami  tak,  jak  kiedyś  z  Enochem."

 

PCh.80. (popr. wg oryg.) 

 

 

 

 

 

 

background image

30 

 

11. Bojaźliwi i beztroscy zostaną przesiani

 

Doświadczenie  Gedeona  dowodzi,  że  Pan  Bóg  nie  zdaje  się  na  wielkie  liczby,  aby  zakończyć  swoje 

dzieło. Trzydziesto dwu tysięczna armia rozpadła się praktycznie, gdy  wszyscy bojaźliwi rozpierzchli się do 
domów. Gedeon musiał czuć się niemalże zdruzgotany, gdy widział jak dwadzieścia dwa tysiące żołnierzy 
opuszcza  naraz  szeregi  armii.  Nie  widział  możliwości  pokonania  nieprzyjaciela z pozostałymi dziesięcioma 
tysiącami żołnierzy. Pan Bóg uważał  jednak, iż nadal  jest ich  zbyt  wielu i dlatego poddał ich  jeszcze  jednej 
próbie. W drodze na pole walki zatrzymali się na chwilę przy jakimś strumieniu, aby się napić wody. Wszyscy, 
z  wyjątkiem  trzystu  żołnierzy  beztrosko  uklękli,  aby  się  jej  napić,  nie  zważając  na  stojącego  opodal 
nieprzyjaciela.  Pozostała  grupa trzystu żołnierzy był czujniejsza: 

„I rzekł Pan do Gedeona: Przez  tych  trzystu 

mężów, którzy chłeptali wodę, wybawię was i wydam Midiańczyków w twoje ręce; cała zaś reszta ludu niech 
idzie, każdy do swojej miejscowości." 

Sędz.7,7. 

 

Dobrze znamy tę historię, a także wielkie zwycięstwo, które zostało osiągnięte przez małą garstkę 
ludu Bożego. Z trąbami, pochodniami i dzbanami zmietli wprost z powierzchni ziemi całą potężną 
armię Midiańczyków. 

 
Jaka  nauka  płynie  z  tego  dzisiaj  dla  nas,  którzy  żyjemy  przed  ostateczną  walką  wyzwoleńczą?  W 

doświadczeniu Gedeona widzimy wspaniałą analogię. Będziemy literalnymi ostatkami (z resztki) i zostaniemy 
przesiani dokładnie tak samo, jak armia Gedeona. Tą szczególną nauką dla nas jest to, że Pan Bóg w tej 
ostatecznej, stojącej tuż przed nami walce, nie może użyć ani bojaźliwych, ani beztroskich, Przytoczyliśmy 
niezaprzeczalne  dowody  na  to,  że  Pan  Bóg  potrzebuje  odważnych  naśladowców,  takich  którzy 
przeciwko  grzechowi  wyst

ąpią z odwagą  Eliasza i Jana Chrzciciela. Ci, którzy wydadzą Głośny  Zew  w 

mocy  późnego  deszczu,  nie  będą  się  bać  tego,  co  mogą  im  uczynić  ludzie.  Oni  obnażą  grzechy 
Babilonu  i  będą  głosić  zdecydowane  i  bezpośrednie  świadectwo  do  śpiącej  Laodycei.  Oni  nadadzą 
trąbie  wyraźny  ton.  Czy  w  owym  dniu  walki,  beztroscy  będą  mogli  należeć  do  grona  świętych 
zapieczętowanych?  Nie.  Przeczą  temu  wszelkie  dowody.  Naszymi największymi nieprzyjaciółmi nie 
są Midianici; naszym wrogiem jest świat: 
 

„Wiarołomni, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem, to wrogość wobec Boga? Jeśli więc kto chce być 
przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga." 

 Czy 

naprawdę  uważamy  za  możliwe,  iż  w  czasie  głośnego  wołania  będziemy  mogli  zostać 

zapieczętowani mimo, iż staramy się przypodobać światu? Nie, nigdy! Ci, którzy beztrosko idą kompromisy 
ze  światem,  staną  się  ofiarami  fałszywych  nauk,  gdyż  ich  zdolność  do  rozpoznawania  i  odróżniania 
prawdy  od  błędu  zostanie  zniwelowana.  Właśnie  teraz  w  zborze  ostatków  ma  miejsce  test  Gedeona  i 
właśnie  teraz  rozpoczął  się  wymarsz  do  walki.  Kiedy  szczere  i  bezpośrednie  świadectwo  Wiernego 
Świadka  zostanie  przedstawione  zborowi  Adwentystów  Dnia  Siódmego,  bojaźliwi  i  beztroscy  zmuszeni 
będą do objawienia swej rzeczywistej postawy. Poselstwo to nie zostanie przedstawione zborowi przez 
ludzi 

z  zewnątrz,  lecz  osoby  ze  zboru,  i  to  przez  tych,  którzy  narzekają  i  płaczą  nad  złymi  rzeczami 

dziejącymi się wśród społeczności zborowej. 

 
Nie zapomnijmy przy tym, że zwycięstwo owych trzystu Gedeończyków nie zostało odniesione w 

oparciu o liczebność, czy ich bojowe wyposażenie. Mieli oni ze sobą tylko w dwie rzeczy — pochodnie w 
dzbankach i trąby. Została nam tutaj udzielona ważna wskazówka potrzebna do odniesienia zwycięstwa 
przez 

„Ostatki". Pochodnia z oliwą przedstawia Ducha Świętego w mocy późnego deszczu, który spadnie tylko 

na tych, którzy będą całkowicie posłuszni, i ci jedynie zostaną zapieczętowani. Trąba natomiast 
symbolizuje ów nieustraszony, ostrzegawczy krzyk, skierowany przeciwko laodycejskiej światowości i 
kompromisom

. Być może przyrównanie owych trzystu do trzydziestu dwóch tysięcy jest wzorem 

wskazującym na "małą garstkę", która opisana została przez siostrę White? To byli ci, którzy nie zaparli się 
sabatu i nie 

zjednoczyli się z opozycją (Patrz: 1 T.l08). 

 

 
Czy  zorganizowany  zbór  skłonny  będzie  przyjąć  wezwanie  do  pokuty  i  przyznać  się,  a  także  wyrzec 

odstępstwa,  które  pojawiło  się  w  jego  szeregach?  W  1888  roku  zbór  nie  chciał  przyjąć  tego  samego 
poselstwa, które zostało określone przez Ducha Proroctwa jako „początek wylania późnego deszczu”, bo 
takim było rzeczywiście. Zdajemy sobie sprawę z tego, że wcale nie jest rzeczą łatwą wznieść się na wyższy 
poziom duchowego 

życia. Każda lekcja płynąca z przeszłości uczy nas tego, że każda „spadająca kropla 

wody  jest  częścią  wodospadu".  Teraz  jednak  ten  zapowiedziany  stan  wydarzeń  zostanie  przerwany  i 

background image

31 

 

zmieniony.  Będzie  to  straszliwe  i  wstrząsające  cięcie,  i  wydawać  się  będzie,  że  istnienie  zboru  zostanie 
zagrożone. Wszystko  wskazywać  będzie  na  całkowity  upadek,  a  jednak  prawdziwy  zbór  nie  upadnie.  Duch 
Boży  udzieli  siły  do  wyraźnego  oddzielenia  się.  Nikt  nie  może  przewidzieć,  jak  bardzo  to  przeżycie  będzie 
bolesne.  Jak  już  stwierdziliśmy,  Pan  Bóg  wybierze  wielu  spośród  prostego  i  skromnego  ludu,  aby 
zastąpić  nimi  najbardziej  błyszczące  światła,  które  w  końcu  zgasną.  Wówczas  dzieło  zostanie  szybko 
zakończone  przez  tych,  którzy  uzależnili  się  jedynie  od  mocy  Ducha  Świętego,  a  nie  od  wykształcenia  w 
teologiczno naukowych ośrodkach. (Patrz: BW.469 lub 688 lub 438). 

 
Każdy  z  nas  stoi  dzisiaj  w  obliczu  tego  dramatycznego  pytania  —  czy  będziemy  należeć  do  tej 

szczególnej, małej grupy, która przyjmie laodycejskie poselstwo wzywające do pokuty i reformacji? Mimo, że 
wielu odrzuciło owo poselstwo głoszone  już  w 1888 roku, Pan pyta  — czy  jesteśmy  już dzisiaj gotowi z 
pokorą przyjąć to gorące wezwanie do pokuty? Czy też może zgadzamy się na bankructwo naszych zasad? 
Czy  martwi nas napływ  światowości do zborów?  Jakie  nastawienie  jest  w  twoim  sercu?  Czy  z  radością 
przyjmujesz to wezwanie 

do gruntownego oczyszczenia i głębszego uświęcenia swego życia? 

 

„Jeżeli  ci,  którzy  uważają  się  za  członków  ludu  Bożego  odkryją,  że  ich  serca  przeciwstawiają  się  temu 

prostemu dziełu — jeśli nie chcą być wypluci z ust Pana — powinni dojść do przekonania, że muszą więcej 
pracować  nad  sobą,  aby  zwyciężyć  słabości  ...  Ci,  którzy  w  każdym  punkcie  przetrzymają  wszelkie  próby 
przezwyciężając wszystko bez względu na cenę, i przyjmą radę Wiernego Świadka otrzymają  pokrzepienie 
późnego deszczu i będą przygotowani na przemienienie." 

1T. 187. 

 

   

"Kościół znajduje się w stanie laodycejskim. Nie ma w nim obecności Bożej... To okropna rzecz wykluczyć 

Chrystusa z Jego własnej świątyni! Jakaż to strata dla kościoła! Nasz Zbawiciel posyła swoich posłów, aby 
zanieśli Jego ludowi świadectwo... ale wielu odrzuca Go i nie chce przyjąć bojąc się, że On będzie dla nich 
zbyt  kosztownym  gościem...  Boją  się,  że  może  od  nich  zbyt  wiele  wymagać.  Z  tego  powodu  Jezus  z 
Nazaretu musi ich pominąć. Pragnie  podarować  im  najlepsze  błogosławieństwa  i  łaskę,  ale  oni  Go 
odrzucają."

 Brown Leaflet Series, Education, Nr.6.1898. 

 

„Poselstwo do Laodycei jest pełne zachęty, gdyż upadający kościół może jeszcze nabyć złoto wiary i 

miłości,  i  przyjąć  białą  szatę  sprawiedliwości  Chrystusa,  aby  móc  zakryć  wstyd  swojej  nagości.  Ci, 
k

tórych  cechuje  rozdwojenie,  a  połowicznym  sercem  usiłują  służyć  Bogu  i  mamonie,  mogą  jeszcze 

osiągnąć  czystość  serca  i  motywów  swego  postępowania.  Mogą  jeszcze  wyprać  szaty  swego 
charakteru w krwi Baranka, by stały się białe."

 RH.20.04.1894; 7ABC.966. 

 

„Grzech  starożytnego Izraela  polegał na lekceważeniu  wyraźnej woli  Bożej  i  na  chodzeniu  własnymi 

drogami,  na które  sprowadziło  ich  własne  nieuświęcone serce. Współczesny Izrael szybko podąża 
jego śladami, a niezadowolenie Pana, spadnie na nich niezawodnie."

 5T.94. 

 
Zwraca

jcie proszę uwagę na fakt, że pomiędzy starotestamentowym Izraelem a jego współczesnym 

odpowiednikiem istnieje zadziwiająca analogia Jesteśmy ostrzegani przed straszliwym niebezpieczeństwem 
przyjęcia tej samej linii postępowania, co naród izraelski, który będąc ludem Bożym zajął kluczowe 
stanowisko w odrzuceniu Boga. Wszystko to zostało napisane 

„ku przestrodze dla nas, którzy znaleźliśmy się 

u kresu wieków"

. 1 Kor. 10, 11. Pan 

Bóg nieustannie wzywał Izraelitów, aby odłączyli się od okolicznych 

narodów i nie szli na jakikolwiek kompromis z kultem Baala. Powiedział im wyraźnie: 

„Lud mój jest jako 

trzoda owiec straconych, pasterze ich zawiedli ich w błąd, po górach rozegnali ich; z góry na pagórek 
chodziły, zapomniawszy legowiska swego." 

Jer.50,6.BG. 

 
Jak łatwo zauważyć, prorok opisuje ubolewanie Boże nad mizernym stanem swojego ludu oraz nad tym, 

że daremnie szuka miejsca odpoczynku. Zostali zaprowadzeni — przez swoich własnych pasterzy — na 
obce ścieżki. Dlatego Pan Bóg wzywa ich przez proroka Jeremiasza: 

„Tak mówi Pan: Przystańcie na drogach 

i patrzcie, pytajcie się o odwieczne ścieżki, która to jest droga do dobrego i chodźcie nią, a znajdziecie 
odpoczynek dla waszej duszy! Lecz oni odpowiedzieli: Nie 

pójdziemy."

 Jer. 6, 16. 

 
Jeżeli  dzisiejszy  Izrael  nie  nawróci  się  do  starych  „filarów  granicznych"  prawdy  i  nie  naprawi 

odwiecznych  ścieżek  —  tej  drogi  do  dobrego  —  wówczas  nigdy  nie  znajdzie  miejsca  odpoczynku  dla 
własnej duszy. 

 
Podsumowując możemy stwierdzić, że zamieszanie w naukach naszej społeczności jest w znacznej 

mierze wynikiem kompromisu ze światem. Kompromis ten został spowodowany laodycejską letniością, 

background image

32 

 

powiększającą się szybko z powodu zaniedbania osobistej łączności z Chrystusem. Każde ogniwo  w 
tym  łańcuchu  odstępstwa  prowadzi  nas  z  powrotem  do  tego  podstawowego  problemu,  jakim 
jest  brak  modlitwy  i  studiowani a 

natchnionego  Słowa  oraz  brak  w  naszym  życiu  Jezusa, 

któremu nie poświęcamy ani należnego czasu, ani pierwszego miejsca w naszym życiu. W ten sposób 
proponowane Laodycei lekarstwo 

— to jest złoto, biała szata i maść na wzrok — są najważniejszymi 

częściami składowymi w prawdziwie osobistym życiu religijnym. Duch Święty, wiara i sprawiedliwość 
Jezusa 

powodują osobiste ożywienie, które doprowadzi do wielkiego oczyszczenia i udoskonalenia zboru 

tak „na górze" jak i „na dole". 

 
Cóż  za  wspaniała  perspektywa!  Pan  Bóg  pragnie  mieć  lud,  który  będzie  doskonale  odbijał  obraz 

Jezusa.  Poselstwo  prowadzące  do  zakończenia  tego  dzieła,  nastanie  we  wspaniały  i  triumfujący  sposób. 
Wszystkie moce piekielne 

nie przemogą zboru, który ugruntowany jest na skale wiecznych prawd. Z tego 

tygla  pełnego  niedbalstwa,  zdrady  i  prześladowania,  Pan  Bóg  wyprowadzi  wierne  ostatki,  które  obronią  i 
usprawiedliwią Jego charakter przed całym Uniwersum. 

 
Będą tacy, których nie zniechęci wiarołomstwo innych, lecz jeszcze bardziej umocni w ich postanowieniach. 

Będą  tą  wierną  grupą,  która  zamiast  na  ludzi  patrzeć  będzie  na  Chrystusa.  Nigdy  nie  zmienią  swego 
przekonania  po  to, 

aby przypodobać się większości. Nie zmienią okrętu, mimo że ten będzie się chwiał i 

drżał. Będą wierni, dokładni i skrupulatni jak igła magnetyczna; ich sumienia nie ugną się ani pod naporem 
burzliwych wiatrów kompromisu, ani przed usypiającymi naukami. 

 
Czy swoją wiarą możesz dojrzeć siebie, jak razem z owym wspaniałym orszakiem, stoisz nad szklanym 

morzem? Oby Pan Bóg dopomógł nam w tym, abyśmy należeli do tych drogocennych ostatków.