background image

Anne Eames

Gwiazdkowe szaleństwo

background image

Rozdział 1

Przyszedł w końcu piątek trzynastego. Trzeba przyznać, że Carrie przywitała go 

godnie.  Nie uczesana, bez narzeczonego i pracy. Czuła, że za chwilę zwymiotuje 
po  raz trzeci. I to  nie z powodu przeziębienia, które dopadło ją na początku tego 
feralnego  tygodnia,  a  raczej  butelki  taniego  wina,  którą  pozwoliła  sobie  wypić 
niemal w całości wczoraj wieczorem.

Chciało jej się wyć. Od początku podejrzewała, że będzie to fatalny tydzień, ale 

teraz  zyskała  już  pewność.  Z  dzisiejszej  perspektywy  poniedziałkowa  trwała 
wydawała się nawet jeszcze nie taka zła. Szkoda tylko, że wciąż straszyła tym, co 
zostało jej na głowie.

Zwlokła się z fotela i stanęła przed lustrem, żeby przyjrzeć się temu, co bardziej 

przypominało  biblijny  gorejący  krzak  niż  jej  dawne  włosy.  Z  drugiej  strony 
patrzyła na nią blada, nieszczęśliwa twarz z podkrążonymi oczami.

– Daj spokój, Carrie – powiedziała do siebie. – Weź się w garść. Nie czas teraz 

się użalać nad sobą.

Choć  trudno  w  to  uwierzyć,  ale  pomogło.  Przeszła  do  kuchni,  żeby  napić  się 

herbaty  i  zjeść  kawałek  chleba.  Miała  nadzieję,  że  uspokoi  to  jej  żołądek. 
Następnie,  z  kubkiem  w  ręku,  podeszła  do  okna,  chcąc  przyjrzeć  się  mgle  nad 
zatoką  Monterey,  rozciągającą  się  daleko  w  dole.  Czuła,  że  będzie  jej  brakować 
tego widoku, ale wiedziała też, że moment przeprowadzki zbliża się nieuchronnie. 
Niedługo nie będzie jej stać na to mieszkanie.

Wcześniej  myślała  nawet  o  pożyczce  od  Briana.  Oczywiście  niewielkiej,  tak 

żeby  wystarczyło  na  czynsz,  z  którym  zalegała.  Zwróciłaby  mu  wszystko,  gdy 
tylko  zaczęłaby  pracować.  No  tak,  Brian!  Kiedy  usłyszał,  o  co  jej  chodzi,  wyjął 
książeczkę  czekową  tym  swoim  charakterystycznym  gestem,  który  mówił: 
„wszystko mogę kupić”, i wypisał żądaną sumę.

Mruczał przy tym: „Kobiety, kobiety”, co doprowadziło Carrie do wściekłości. 

Dlatego natychmiast podarła czek na jego oczach, a następnie odesłała mu go wraz 
z pierścionkiem z diamentem, który jej wcześniej ofiarował.

To był błąd. Mogła przynajmniej zachować zaręczynowy pierścionek.
Telefon,  znajdujący  się  na  stoliku  obok  kanapy,  zadzwonił  niespodziewanie. 

Carrie aż podskoczyła. Przez moment zastanawiała się, czy to Brian, czy może jej 
gospodarz,  ale  uznała,  że  to  właściwie  wszystko  jedno.  Nie  miała  ochoty  na 
rozmowę zarówno z jednym, jak i z drugim.

Podniosła słuchawkę.
– Tak, słucham?
– Carrie? To ja, Brian.
Czy  koniecznie  musiał  się  przedstawiać?!  Znała  przecież  ten  głos,  który 

przyprawiał ją o mdłości.

– Brian? Jaki Brian?
– Nie wygłupiaj się, Carrie! Przecież wiem, że jestem ci potrzebny!

background image

– Potrzebny? – powtórzyła z goryczą.
– Oczywiście. Przecież jesteś bez forsy!
No  tak,  oto  cały  Brian.  Zawsze  taki  delikatny  i  romantyczny.  Dlaczego  nie 

mogła wcześniej dostrzec, że za wspaniałą sylwetką, inteligencją i obyciem kryje 
się kawał chama?

– Jakoś sobie poradzę – mruknęła do słuchawki.
Brian milczał przez chwilę, jakby szykował się do ostatecznego ataku.
–  Tak?  Zdaje  się,  że  twój  gospodarz  dał  ci  czas  do  końca  tygodnia  –

przypomniał jej. – Co zrobisz, jak nie znajdziesz pracy? Zresztą i tak musiałabyś 
czekać cały miesiąc na pierwszą pensję.

–  Dosyć,  Brian!  Nie  potrzebuję  ani  twoich  pieniędzy,  ani  dobrych  rad. 

Zachowaj je dla podwładnych – dodała złośliwie i odłożyła z trzaskiem słuchawkę.

Od  razu  też  włączyła  automatyczną  sekretarkę  i  ściszyła  sygnał  telefonu. 

Wzięła kubek z jeszcze ciepłą herbatą i usiadła na kanapie. Odruchowo sięgnęła po 
wczorajszą gazetę, której nie zdążyła przejrzeć.

– Boże! – jęknęła.
Na  pierwszej  stronie  znajdował  się  opis  jakiejś  lotniczej  katastrofy  wraz  ze 

zdjęciami.  Szybko  przerzuciła  kilka  stron  w  poszukiwaniu  dowcipów.  W  końcu 
znalazła  je,  ale  żaden  nie  wydał  jej  się  śmieszny.  Dopiero  kiedy  zerknęła  na 
ogłoszenia,  przypomniała  sobie  o  dzisiejszym  spotkaniu.  Miała  jeszcze  sporo 
czasu, żeby doprowadzić się do porządku. Jednak nie wierzyła, że załatwi sobie tę 
pracę.  Ogłoszenie  wydawało  się  wprost  idealne  dla  niej.  Wszystko  jej 
odpowiadało:  rodzaj  pracy,  wymagania  oraz  to,  że  będzie  głównie  rozliczana  z 
wyników, a nie z tego, ile czasu przesiedzi w biurze.

Carrie wstała wolno i omijając lustro, powlokła się do łazienki. Najwyższy czas 

się zbierać. Musi wziąć prysznic, najlepiej zimny, i zamaskować jakoś te cienie pod 
oczami.

Oczywiście najlepiej zrobiłby jej sen, ale na to nie miała już czasu.
Gdy  była  przy  drzwiach,  zauważyła,  że  zapaliła  się  lampka  automatycznej 

sekretarki. E tam, niech dzwoni, pomyślała. Ktokolwiek miałby to być.

Godzinę  później,  kiedy  wyszła  ze  swojego  wieżowca,  była  już  zupełnie  inną 

osobą.  Jej  włosy  błyszczały,  a  na  twarzy,  wbrew  wszystkiemu,  zakwitł  uśmiech. 
Ubrała  się  bardzo  starannie  i  raczej  konserwatywnie,  z  wyjątkiem  jedwabnego 
szalika  w  kolorach  wściekłej  zieleni  i  marchewki,  które  to  barwy  doskonale 
pasowały do jej oczu i włosów. Wiedziała, że czerń albo granat byłyby bardziej na 
miejscu, ale to jedwabne cudo zawsze przynosiło jej szczęście. Miała nadzieję, że 
tym razem też jej nie zawiedzie.

Bez trudu odnalazła swój stary, zżarty przez rdzę samochód.
–  Kochany  Woodie.  –  Carrie  czule  pogłaskała  maskę  wozu  i  bez  zazdrości 

spojrzała na inne, lśniące auta.

Silnik  zakaszlał  dychawicznie,  zanim  udało  się  go  zapalić.  Cóż,  musiał 

przypominać jej o swoim wieku. Zanim ruszyła, przejrzała się jeszcze w lusterku.

background image

– No tak, szalik – westchnęła.
Nie potrafiła ani ubierać się, ani rozsądnie zachowywać. Gdyby nie to, miałaby 

teraz czek od Briana i nie musiałaby się tak bardzo martwić o pracę.

Cóż, jej  przyszły pracodawca będzie to  musiał jakoś przełknąć.  Wiedziała,  że 

posiada  zarówno  odpowiednie  wykształcenie,  jak  i  paroletnie  doświadczenie.
Prędzej czy później znajdzie to, czego szuka.

Wyprowadziła samochód z parkingu i skręciła na ulicę.
Nie  musiała  się  spieszyć,  miała  jeszcze  sporo  czasu.  Poza  tym  wiedziała,  że 

stary Woodie nie lubi, żeby mu przyciskać gaz do dechy.

Po niecałej półgodzinie dotarła na miejsce i skręciła w stronę parkingu. Nagle 

ni stąd, ni zowąd pojawił się przed nią mercedes. Nacisnęła hamulec, ale już było 
za późno. Uderzyła w jego przód, lecz na szczęście pasy ją przytrzymały.  Gdyby 
miała coś w żołądku, pewnie by zwymiotowała.

Zapadła  cisza.  Carrie  zastanawiała  się,  czy  wszystkie  części  ciała  ma  nie 

uszkodzone, ale wiele wskazywało na to, że wyszła ż tego bez większych obrażeń. 
Tylko  co  z  Woodie’em?  Tamten  wielki  samochód,  przypominający  trochę  auto 
Briana, też się zatrzymał, ale pewnie nic mu się nie stało.

Ciekawe, pomyślała. Może tamten kierowca to też prawnik?
Wyskoczyła z wozu i pochyliła się, żeby sprawdzić rozmiary zniszczeń. No tak, 

fatalnie. Będzie musiała oddać staruszka do blacharza.

Kierowca drugiego  samochodu  też wysiadł  i  stanął obok. Przez chwilę  mogła 

podziwiać wyglansowaną skórę jego eleganckich butów.

Ani chybi, prawnik, pomyślała.
– No, niech pan zobaczy, co pan narobił – powiedziała, podnosząc się wolno. –

Cały  przód  do  wyklepania,  a  jeszcze  może  poszła  mi  chłodnica.  Przecież  to  ja 
miałam pierwszeństwo.

Dopiero teraz zobaczyła jego twarz. Był nieziemsko przystojny. Tak jak Brian. 

Tyle,  że  był  to  inny  rodzaj  urody.  Bardziej  tajemniczy  i  pociągający.  Carrie  nie 
znała wcześniej nikogo takiego.

– Tak,  tyle  tylko,  że ja  tam byłem  wcześniej  – powiedział gderliwym głosem 

mężczyzna i czar prysł.

– Zniszczył mi pan samochód!
Mężczyzna machnął ręką.
– Więcej zapłacę za naprawę tego wgniecenia – wskazał mercedesa – niż pani 

za remont generalny swojego rupiecia.

Carrie aż się zagotowała. Nie znosiła, kiedy ktoś wyrażał się źle o Woodie’em. 

Ten samochód służył jej wiele lat i był niezastąpionym kompanem.

Pomyślała,  że  zaraz  wybuchnie,  a  jednocześnie  zerknęła  na  zegarek  i 

stwierdziła, że nie ma już czasu. Prawdę mówiąc, była już o pięć minut spóźniona.

–  Dobrze,  niech  to  wyjaśnią  nasze  firmy  ubezpieczeniowe  –  powiedziała.  –

Proszę zostawić mi swój adres.

Wymienili  adresy  i  numery  polis,  a  następnie  Carrie  znalazła  miejsce  na 

parkingu. Odchodząc, raz jeszcze poklepała samochód po masce.

background image

–  Widzisz,  co  ci  zrobiono,  Woodie  –  powiedziała,  patrząc  na  rozbity  przód 

samochodu. – Żadnego szacunku dla starszych.

Była już o dziesięć minut spóźniona.
Po  wejściu do  budynku znalazła się  w wielkim trzypiętrowym atrium. Jedyną 

ozdobę tego wnętrza stanowiła rzeźba z brązu, poza tym nie było tu ani roślin, ani 
nawet  reprodukcji.  Carrie  podeszła  do  windy.  Sekretarka  powiedziała,  że  biuro 
znajduje się na trzecim piętrze, więc Carrie wcisnęła odpowiedni guzik.

Kiedy drzwi otworzyły się, zauważyła napis: „Cunningham Constructions”. W 

porządku. Zerknęła na zegarek. Piętnaście minut spóźnienia.

Nie miała nawet czasu, żeby się dobrze rozejrzeć, ale zarówno hol, jak i samo 

pomieszczenie były czyste i sterylne, pozbawione choćby odrobiny ciepła. Jednak
sekretarka  siedząca  za  czarnym  biurkiem  uśmiechnęła  się  sympatycznie,  kiedy 
Carrie do niej podeszła.

– Pani Sargent? – spytała.
– Tak, przepraszam za spóźnienie, ale... Sekretarka nie pozwoliła jej skończyć.
–  Nic  nie  szkodzi  –  powiedziała  uspokajająco.  –  Szef  i  tak  przyszedł  dopiero 

przed chwilą. Napije się pani kawy?

Carrie  chętnie  napiłaby  się  herbaty,  ale,  przy  jej  szczęściu,  na  pewno  by  ją 

rozlała.

– Nie, dziękuję – powiedziała, uśmiechając się do sekretarki.
– Dobrze, wobec tego sprawdzę, czy szef może już panią przyjąć.
Carrie  z  przyjemnością  odprowadziła  ją  wzrokiem.  Czyżby  to  już  koniec 

pecha? Ta praca mogła stać się punktem zwrotnym w jej życiu. Czuła, że zależy jej 
na niej coraz bardziej.

Po chwili sekretarka wróciła.
–  Proszę,  może  pani  wejść.  Szef  jest  dzisiaj  w  kiepskim  humorze  –  dodała 

ciszej. – Ale proszę się nie przejmować, to w sumie miły facet.

– Dziękuję.
Życzliwa dusza. To ważne, żeby trafić na kogoś takiego od razu na początku.
– Drugie drzwi na prawo. Zresztą jest na nich tabliczka.
Carrie ruszyła we wskazanym kierunku i po chwili odnalazła właściwe wejście. 

Kiedy zapukała, usłyszała przyjemny męski głos.

– Proszę.
Znowu przywołała na twarz uśmiech, nacisnęła klamkę i pchnęła drzwi. Mimo 

najlepszych chęci kąciki ust opadły jej jak u jakiejś postaci z kreskówki.

–  To  pani?!  Jak  mnie  pani  tu  wytropiła!  Proszę  skontaktować  się  z  moim 

zakładem ubezpieczeniowym.

Carrie zrobiła dobrą minę do złej gry i przesunęła się do przodu.
– Przyszłam tu w sprawie pracy – powiedziała i wyciągnęła do niego rękę.
Patrzył przez chwilę to na nią, to na wyciągniętą dłoń, ale w końcu przywitał się 

z Carrie.

– Pani Sargent? – spytał.

background image

–  Tak,  Carrie  Sargent.  Byłam  z  panem  umówiona.  Pewnie  najchętniej  by  jej 

odpowiedział,  że  już  nie  jest,  ale  spojrzał  na  nią  tylko  ironicznie.  Jego  wzrok 
zatrzymał się na dłużej na kolorowym szaliku.

– Zawsze się pani tak ubiera na podobne spotkania?
– spytał.
Carrie zacisnęła usta.
– A pan zwykle tak się zwraca do przyszłych pracowników?!
Mężczyzna  zgromił  ją  wzrokiem.  Myślała,  że  za  chwilę  krzyknie  albo  zrobi 

jeszcze coś gorszego, ale on nagle się uspokoił.

– Nie, do przyszłych pracowników tak się nie zwracam – powiedział spokojnie. 

– Myślę, że możemy uznać tę rozmowę za skończoną, pani...

– Sargent – podpowiedziała mu.
–  Właśnie,  pani  Sargent.  Niech  pani  znajdzie  sobie  innego  szefa,  żeby  mu 

rozbijać samochody.

Carrie uznała, że kontynuowanie tej rozmowy nie ma sensu. I tak nie dostanie 

pracy, a za moment powie pewnie coś, czego będzie żałować.

–  Cóż,  panie  Cunningham,  nie  powiem,  że  miło  było  pana  poznać,  ponieważ 

nigdy nie umiałam kłamać.

Co  rzekłszy,  obróciła  się  na  pięcie  i  wyszła.  Po  chwili  jednak  przypomniała 

sobie o samochodzie i zajrzała do środka.

–  I  niech  pan  się  cieszy,  że  nie  zawiadomiłam  policji  o  tym  wypadku! 

Zapłaciłby pan mandat!

Cash  z  przyjemnością  stwierdził,  że  właścicielka  niezwykłej,  marchewkowej 

fryzury opuściła jego biuro. Już się nawet zdążył odprężyć, kiedy ta kobieta znowu 
otworzyła na oścież drzwi do jego gabinetu – Co się stało? – spytał z gniewem.

Carrie  rzuciła  mu  pełne  wściekłości  spojrzenie.  Ten  facet  śmiał  jej  jeszcze 

zadawać podobne pytania!

–  Nie  mógłby  pan  poszukać  tutaj  jakiegoś  sznurka,  żebym  mogła  przywiązać 

zderzak w samochodzie? – spytała bez zbędnych wstępów. – Przecież to wszystko 
przez pana!

Pomyślał, że najchętniej związałby ją, a następnie sam zajął się jej zderzakami.
– I co? Wciąż szuka pani pracy? Tylko się skrzywiła.
– Chodzi o zderzak. Nie mogę odjechać.
Cash sięgnął po słuchawkę i wykręcił numer wewnętrzny do warsztatu.
– Sam? Mam tutaj jedną taką z odpadającym zderzakiem. Co? Weź któregoś z 

chłopaków i wyjrzyj na parking... Nie, łatwo ją poznasz. Wiesz, włosy w kolorze 
marchewki i kupa piegów... No, za parę minut.

Cash  z  przyjemnością  obserwował  piersi  Carrie.  Dziewczyna  chciała  coś 

powiedzieć, ale w końcu tylko tupnęła nogą i znowu wyszła z jego biura.

Cash usiadł wygodnie, oczekując następnej wizyty. Jednocześnie zadzwonił do 

sekretarki.

background image

– Tutaj są dokumenty pani Sargent – powiedział. – Możesz je spalić, a popiół 

rozrzucić na wietrze.

Peggie wyglądała na zdziwioną.
– O, myślałam, że zrobi na panu dobre wrażenie – stwierdziła. – Wyglądało na 

to, że będzie doskonała.

Cash chrząknął.
–  Rzeczywiście  zrobiła  na  mnie  wrażenie  –  powiedział.  –  Czy  masz  może 

papiery tej drugiej dziewczyny? Wiesz, tej bez doświadczenia.

Peg pokręciła bezradnie głową.
– Wszystko wyrzuciłam. Pani Sargent wydawała się najlepsza.
Cash  tylko  westchnął.  Dobra  dziewczyna  z  tej  Peg,  ale  zupełnie  nie  umie 

poradzić  sobie  ze  wszystkimi  obowiązkami.  Co  prawda,  uprzedzała  go  o  tym 
lojalnie, kiedy ją zatrudniał, ale czy mógł przypuszczać, że trzeba ładnych paru lat, 
żeby  sekretarka  nabrała  sprawności?  I  czy  może  sobie  pozwolić  na  zatrudnienie 
jeszcze jednej osoby tego rodzaju?

– Dobrze, dziękuję, Peg.
Peggie była już przy drzwiach, kiedy zatrzymał ją gestem.
– Wiesz co, zadzwoń do tego łowcy głów. Jak on się tam nazywał?
– Flutie. Dwayne Flutie.
–  Właśnie.  Nie  znoszę  wydawania  pieniędzy  na  tych  krwiopijców,  ale  tym 

razem chyba nie mamy wyboru.

Cash korzystał już z usług Flutie’ego i musiał przyznać, że pracownik, którego 

mu Flutie znalazł, był wyjątkowo dobry. Zwłaszcza w zestawieniu z innymi ludźmi 
z jego firmy.

Spojrzał  bezradnie  na  swoje  biurko  zasłane  papierami.  Absencje,  zwolnienia, 

zwolnienia, absencje. I co z tym robić? Znowu zagłębił się w dokumentach.

Nie chciał się przyznać nawet przed sobą, że to, iż Carrie nie wróciła, sprawiło 

mu pewną przykrość.

background image

Rozdział 2

Carrie  zajrzała  do  biura  ubezpieczeniowego,  gdzie  dowiedziała  się,  że  po 

pierwsze, trudno będzie znaleźć części do jej samochodu, a po drugie, ze względu 
na  zmiany  w  polisie,  których  sama  żądała,  będzie  musiała  zapłacić  dwieście 
pięćdziesiąt dolarów. W tej chwili nie miała nawet połowy tej sumy.

Przeklinając  swój  los.  pojechała  do  Carmel.  Straciła  niemal  pół  godziny, 

próbując  zaparkować  w  okolicach  pubu  M.  M.  Day.  Kiedy  w  końcu  znalazła 
miejsce, trzasnęła drzwiczkami samochodu i rozeźlona weszła do środka. Siadła na 
wysokim stołku i skrzyżowała ramiona. Gus zauważył ją niemal natychmiast.

– Carrie, kochanie, co dla ciebie?
Przez chwilę zastanawiała się nad stanem swojego żołądka.
– Kawa. Byle mocna.
Nie zaglądała tu prawie miesiąc i teraz czuła się winna, ponieważ przyszła od 

razu z prośbą. Spojrzała w zmęczone, otoczone zmarszczkami oczy Gusa.

– Jak leci? – spytała.
– Nie najgorzej – odparł, krzątając się jednocześnie przy ekspresie. – A jak twój 

tata? Jak sobie radzi w Maine?

– Powoli nabiera sił. No i twierdzi, że zdecydowanie woli wschód.
– Więc już nic mu nie grozi? – spytał Gus, stawiając przed nią wielką filiżankę..
– O, dzięki. Ma jeszcze trochę problemów z mówieniem, ale to nic poważnego.
Gus odetchnął z ulgą, a następnie spojrzał na nią bystro.
– Dzięki Bogu, że nie chodzi o Johna! – stwierdził. – Wobec tego powiedz, co 

cię gnębi.

– To aż tak widać? – zdziwiła się. – To nic poważnego.
– Zły dzień?
– Zły tydzień.
Gus tylko pokiwał głową.
– Przykro mi, Carrie. Nie wiem, dlaczego straciłaś pracę. John zawsze mówił, 

że byłaś doskonała. Szkoda, że musiał sprzedać firmę.

Jakiś klient skinął na niego i Gus powiedział, że zaraz wróci. Carrie rozejrzała 

się dokoła. Wszędzie na ścianach wisiały zdjęcia Clinta Eastwooda, niektóre z nich 
podpisane przez aktora. Carrie widziała go tu parę razy w otoczeniu rozanielonych 
kobiet. Teraz być może będzie miała okazję zbliżyć się do niego.

Też coś! Przecież nikt nie zwraca uwagi na kelnerki. A w każdym razie nie ktoś 

taki,  jak  Clint  Eastwood.  Poza  tym  będzie  tu  chyba  najstarsza.  Nie,  jest  jeszcze 
jedna, która też pewnie przekroczyła trzydziestkę.

Gus wyszedł zza baru i przysiadł się do niej. Następnie spojrzał na nią uważnie.
–  Widzę,  że  potrzebujesz  pomocy  –  powiedział  bez  długich  wstępów.  –

Obiecałem twojemu ojcu, że będę na ciebie uważał. Co mogę zrobić?

Poklepał ją przy rym delikatnie po ramieniu. Carrie poczuła się wzruszona tym 

gestem przyjaźni.

background image

–  Sama  nie  wiem  –  zaczęła  rwącym  się  głosem.  –  Myślałam,  że  może... 

będziesz potrzebował kelnerki. Oczywiście tylko na jakiś czas – dodała szybko.

Gus podrapał się w brodę i spojrzał na nią z powątpiewaniem.
– Oczywiście wiesz, że dawno tego nie robiłam, ale wszystko sobie przypomnę.
Ostatnio  pracowała  w  restauracji  jako  nastolatka,  kiedy  chciała  zarobić  na 

wakacyjny wyjazd.

– Mogę także pracować w nocy – dodała szybko. – W zasadzie każda pora jest 

dobra.

Gus chrząknął.
– Skoro masz kłopoty, to może chciałabyś się  przeprowadzić z  Monterey? Ze 

względu na czynsz – zauważył.

Carrie rozpromieniła się. Wiedziała już, że została przyjęta.
– Tak, będę musiała się przeprowadzić. I to szybko.
–  Wiesz,  mam  tutaj  na  górze  mały  pokoik  z  kuchnią.  W  łazience  jest  tylko 

prysznic, a nie ma wanny – poinformował ją.

Carrie nie mogła uwierzyć w swoje szczęście.
– Kiedy będę mogła się wprowadzić?
Gus znowu podrapał się po brodzie.
–  Choćby  dzisiaj  –  powiedział.  –  Tylko  muszę  znaleźć  kogoś,  kto  by  tam 

posprzątał.

Carrie machnęła ręką. Jednocześnie aż paliła się do działania.
– Dzięki, Gus! Sama mogę posprzątać. Ratujesz mi życie! Naprawdę. Będziesz 

musiał  odliczyć  czynsz  od  mojej  pensji  –  wyrzucała  z  siebie  słowa  z  szybkością 
karabinu maszynowego.

Gus podniósł ze śmiechem rękę.
– Stop! Stop! A z czego będziesz żyła? – spytał.
– No, choćby z napiwków.
Gus tylko pokiwał głową..
–  Tak,  jesteś  uparta  jak  twój  ojciec.  I  piękna  jak  mama,  niech  spoczywa  w 

pokoju  –  dodał  w  zamyśleniu.  –  No  co  tak  siedzisz  i  wycierasz  oczy?  Rusz  się! 
Musisz przecież się dzisiaj przeprowadzić!

W niedzielę wieczorem Carrie przemykała się już między stolikami, starając się 

nie przeszkadzać kibicom drużyny z San Francisco, która grała właśnie z Lwami z 
Detroit. Wygrywali faworyci, więc piwo i napiwki płynęły wartkim strumieniem.

Do tej pory miała tylko jeden wypadek. Tak się zdarzyło, że rozlała piwo akurat 

na  spodnie  tego  klienta,  który  czynił  jej  wcześniej  nieprzyzwoite  propozycje. 
Kibice rechotali, pokazując sobie wielką plamę.

– Zsikał się, Gary się zsikał.
Gus  wytłumaczył  rozwścieczonemu  mężczyźnie,  że  taca  z  piwem  jest  bardzo 

ciężka i że podobne rzeczy mogą się, niestety, zdarzać.

– Miałem już dość tego typka – powiedział do niej cicho, kiedy klient wyszedł. 

– Następnym razem weź lepiej coś gorącego.

background image

Carrie parsknęła śmiechem. Poczuła się teraz lekko i swobodnie. Zwłaszcza że 

nie wiedziała, czy Gus stanie jednak po jej stronie.

Gus zerknął na kogoś za jej plecami. Carrie odwróciła się, żeby sprawdzić, kto 

go  zainteresował.  W  rogu,  tuż  przy  oknie  siedział  młody  wymoczkowaty 
mężczyzna w garniturze od braci Brooks.

– Znasz go? – spytała Gusa.
–  Mhm.  Ostatnio  często  tu  bywa.  Zamawia  sałatkę  –  i  wodę  mineralną.  Nie 

byłoby  w  tym nic  złego, gdyby nie  to, że usta  mu się  nie  zamykają.  Wypytuje  o 
wszystko i wszystkich.

Carrie  jeszcze  raz  zerknęła  na  niskiego  mężczyznę.  Zupełnie  nie  pasował  do 

tego miejsca. Chociaż chyba nie czuł się tutaj najgorzej.

– Podejdź do niego – powiedział Gus. – Może uda ci się porozmawiać o operze.
Carrie  skinęła  głową.  Nie  miała  co  prawda ochoty  na  intelektualne rozmowy, 

ale mężczyzna wyglądał niegroźnie.

– Czym mogę służyć? – spytała.
Mężczyzna  uniósł  głowę  i  spojrzał  na  nią  głęboko  osadzonymi  oczami  w 

kolorze  orzechowym.  Z  bliska  zauważyła,  że  jego  blond  włosy  są  doskonale 
przycięte, chociaż już lekko przetłuszczone.

– Postanowiłem dzisiaj zaszaleć. Poproszę o zapiekaną rybę.
Carrie zagryzła wargi, żeby się nie roześmiać.
– A do picia? – spytała po chwili.
–  Cóż,  może  mrożoną  herbatę.  Najlepiej  jakąś  owocową  i  w  takiej  długiej, 

oszronionej szklance. Jest pani nowa, prawda? – zmienił nagle ton.

– Tak. Chcę tutaj trochę popracować, dopóki nie znajdę czegoś ciekawszego.
Zapisała zamówienie i już chciała odejść, kiedy mężczyzna chwycił ją za rękę.
– Proszę zaczekać.
Czyżby następny kandydat do oblania piwem? Nie, mężczyzna cofnął rękę i z 

kieszonki  garnituru  wyjął  wizytówkę,  którą  jej  podał.  Zaciekawiona  Carrie 
przeczytała nagłówek.

– Aa, łowca głów – powiedziała.
– Dwayne, Dwayne Flutie. Wolę, kiedy się mówi o mnie: doradca personalny.
Carrie nie miała co do tego żadnych wątpliwości.
– Zaraz przyniosę panu rybę.
Kiedy przyszła ze sztućcami, Flutie już trzymał w dłoni watermana, a na stole 

spoczywał niebiesko-czarny kwestionariusz.

– Proszę bardzo, niech pani usiądzie.
Carrie wzruszyła ramionami. Dlaczego nie? Może znajdzie dla niej coś równie 

ciekawego jak praca w Cunningham Constructions.  Przez chwilę zastanawiała się 
nawet,  czy  powiedzieć  Flutie’emu  o  tym,  co  zdarzyło  się  w  ostatni  piątek,  ale 
zdecydowała, że nie ma to sensu.

W poniedziałek rano, kiedy tylko Cash zobaczył Peggy, zaprosił ją gestem do 

swojego biura.

background image

– No i jak, Peggy? Już boję się pytać. Jest jakaś kandydatka?
Sekretarka  skinęła  głową,  chociaż  nie  wyglądała  na  specjalnie  z  siebie 

zadowoloną.

– Zrobiłam tak, jak pan kazał, panie Cunningham. Dwayne Flutie dzwonił już 

dzisiaj rano.

Cash spojrzał na sufit i westchnął ciężko.
– No dobrze, chyba nie mamy wyboru. Połącz mnie z nim.
– Tak jest, proszę pana.
Peggy  wyszła  najszybciej  jak  mogła  i  już  po  chwili  usłyszał  najpierw  sygnał 

interkomu, a potem głos sekretarki:

– Łączę rozmowę.
Cash podniósł słuchawkę.
Kiedy  odłożył  ją  pięć  minut  później,  wciąż  był  pod  wrażeniem  szybkości  i 

wydajności Flutie’ego. Dopiero kiedy przypomniał sobie o warunkach, na które się 
zgodził, zaklął cicho pod nosem. No cóż, nic za darmo. Za dobrych pracowników 
trzeba jednak płacić.

Spojrzał na zegarek. Do wieczora zostało jeszcze sporo godzin, a Cash nie mógł 

się doczekać spotkania z kobietą, której, jak to określił Flutie: „będzie potrzebował
bardziej niż prawej ręki”.

Cash  przyjechał  pod,  pub  M.  M.  Day  pięć  minut  przed  umówionym 

spotkaniem. Dokładnie o pół do siódmej wszedł do wnętrza i rozejrzał się dokoła. 
Nie  było  to  miejsce,  które  by  mu  jakoś  szczególnie  odpowiadało,  chociaż  tak 
naprawdę niewiele się tym przejmował.

Od  stolika  przy  oknie  pomachał  do  niego  Flutie.  Jednocześnie  kątem  oka 

zauważył rudowłosą kelnerkę, znikającą właśnie na zapleczu. Przypomniała mu się 
niemiła  sprawa  sprzed  paru  dni.  Na  szczęście,  nie  musiał  o  tym  długo  myśleć,
ponieważ już witał się z łowcą głów.

– Cieszę się, że pan przyszedł, panie Cunningham – powiedział Flutie. – Mam 

tutaj papiery, które powinny pana zainteresować.

Papiery?  Cash  starał  się  ukryć  rozczarowanie.  Wydawało  mu  się,  że  zobaczy 

dziś swoją przyszłą pracownicę.

– Świetnie. Chętnie je przejrzę.
– Może coś do picia? Cash pokręcił głową.
– Nie, na razie dziękuję.
Papiery, papiery, papiery. Przeglądał już tyle życiorysów i podań, że wszystkie 

wydawały  mu  się  jednakowe.  Starannie  wykonane,  odpowiednio  ubarwione,  ale 
bez jakiejś szczególnej wartości.

Cash  wiedział,  jak  sobie  z  tym  radzić.  Od  razu  przeszedł  do  doświadczeń 

zawodowych. I tu czekała go miła niespodzianka. Ta kobieta pięła się stopniowo, 
lecz uparcie po szczeblach kariery. W ciągu kilkunastu lat pracy przebyła naprawdę 
długą drogę. Cash znał nawet jedno z przedsiębiorstw, w którym pracowała.

–  Doskonale  –  powiedział,  kładąc  dłoń  na  życiorysie.  –  Czy  może  pan 

powiedzieć, kiedy będę mógł poznać tę osobę?

background image

Rozdział 3

Carrie  jeszcze  raz  przejrzała  się  w  lustrze,  a  następnie  zeszła  po  schodach  i 

weszła bocznym wejściem do pubu. Gus aż gwizdnął na jej widok.

–  Ho,  ho,  ale  się  wystroiłaś.  Jeśli  ten  gość  nie  dał  się  przekonać  twojemu 

życiorysowi, to na pewno nie odmówi najpiękniejszej dziewczynie w Carmel.

– Chcesz się mnie pozbyć, Gus – powiedziała, zerkając niepewnie w stronę sali.
Carrie była wyraźnie niespokojna. Może dlatego, że bardzo zależało jej na tej 

pracy,  a  może też po  trosze z  powodu  faktu,  że  jedyny nie  wygnieciony  kostium 
miała  już  na  sobie  w  ów  feralny  piątek.  Drżącą  ręką  poprawiła  szalik.  Czy 
naprawdę przynosi jej szczęście?

–  Wcale  nie  –  zarzekał  się  Gus.  –  Kto  będzie  oblewał  łobuzów  piwem?  Ten 

twój przyszły szef już tu jest. Przyjechał punktualnie.

–  Oni  zwykle  się  nie  spóźniają  –  powiedziała  Carrie,  bojąc  się  spytać,  jak 

wygląda i jakie robi wrażenie.

Zachowywała  się  w  tej  chwili  bardziej  jak  panna  młoda  niż  przyszła 

pracownica, ale też samo zdarzenie miało dla niej w tej chwili większe zdarzenie.

–  No,  powodzenia.  –  Gus  pchnął  ją  w  kierunku  sali,  widząc,  że  Flutie  daje 

umówione znaki.

Carrie podeszła do stolika. Nogi miała jak z waty. Jej przyszły szef siedział do 

niej tyłem. Flutie poderwał się ze swego miejsca, żeby ją powitać.

– Carrie, jak miło, że już jesteś. To jest Cash Cunningham.
– Pan?! – krzyknęła zaskoczona Carrie.
– Tak, ja – odpowiedział ponuro mężczyzna. – I moja polisa ubezpieczeniowa.
Zdezorientowany  Flutie  patrzył  to  na  Casha,  to  na  nią.  W  końcu  chrząknął, 

chcąc przerwać ciszę, która zapadła po ostatnich okrzykach.

–  Hm,  wygląda  na  to,  że  będziemy  mieli  pewne  problemy  –  powiedział.  –

Jednak mam nadzieję, że dojdziemy do porozumienia.

Cash spojrzał na niego tak, jakby był pluskwą albo plamą na jego najlepszym 

garniturze.

– Czy pan wie, co mi zrobiła ta piratka?!
Carrie aż się zagotowała.
–  Ja  panu?  To  pan  mi  rozwalił  samochód!  Wie  pan,  ile  czasu  będę  musiała 

czekać na części?

–  Na  pewno  krócej  niż  na  pracę  w  Cunningham  Constructions!  –  wybuchnął 

Cash. – Bo tej pani nigdy nie dostanie!

Carrie ujęła się pod boki.
–  Tak,  jakbym  bardzo  jej  potrzebowała  –  powiedziała  drwiąco.  –  Wolę 

pracować w kamieniołomach, niż mieć takiego szefa.

Dwayne zaklaskał w ręce.
–  Hej,  uspokójcie  się!  Oboje!  I  to  natychmiast!  Zachowujecie  się  jak  para 

szczeniaków.

background image

Spojrzeli  na  niego  trochę  zdziwieni.  Rzeczywiście,  mogło  to  tak  wyglądać. 

Carrie  zauważyła,  że  stojący  za  kontuarem  Gus  przygląda  się  tej  scenie  z 
niepokojem.

–  Dobrze  –  powiedział  Dwayne.  –  A  teraz  zaczniemy  wszystko  jeszcze  raz. 

Siadajcie.

Usiedli niechętnie. Dwayne wypił łyk wody mineralnej i spokojnie wytarł usta 

serwetką. Znów czuł się panem sytuacji.

–  Pani  Sargent,  pozwoli  pani,  że  przedstawię  Casha  Cunninghama.  Możecie 

sobie teraz uścisnąć dłonie.

Posłuchali  go  niechętnie.  Carrie  wyciągnęła  dłoń  w  kierunku  Casha  i  czekała 

chwilę. Do licha, był naprawdę przystojny. Jego mina wskazywała, że nie przywykł 
do  połajanek  ze  strony  kobiet,  a  raczej  wręcz  odwrotnie.  Carrie  jeszcze  przez 
chwilę  panowała  nad  sobą,  ale  w  końcu  cała  historia  wydała  jej  się  na  tyle 
groteskowa,  że  wybuchnęła  głośnym  śmiechem.  Cash  panował  nad  sobą  tylko 
chwilę dłużej, ale w końcu on też dał się uwieść komizmowi obecnej sytuacji.

Dwayne tylko się uśmiechnął.
– O, teraz jest dużo lepiej – powiedział. – Powinniśmy zapomnieć o przeszłości 

i porozmawiać o tym, co przed nami.

Wszyscy  natychmiast  spoważnieli.  Dwayne  ciągle  pełnił  rolę  mistrza 

ceremonii.

– Pani Sargent, może wyjaśni pani panu Cunninghamowi, dlaczego nie pracuje 

pani nadal w S & S Construction. To powinno wiele wyjaśnić.

Carrie skinęła głową.
–  Mój  ojciec  był  właścicielem  firmy.  W  zeszłym  roku  miał  wylew  krwi  do 

mózgu – powiedziała ze smutkiem. – A nowy właściciel powołał po prostu własny 
zarząd.

– Dlatego właśnie pani Sargent pracuje czasowo u przyjaciela rodziny i czeka 

na ciekawe propozycje – dokończył za nią Flutie.

– Następnie zwrócił się do Casha:
– Chciałbym, żeby opowiedział pan pani Sargent o Cunningham Construction, a 

także o jej przyszłych obowiązkach.

O  dziwo,  Cash  wykonał  polecenie.  Mówił  co  prawda  niezbyt  chętnie  i  bez 

cienia uśmiechu na twarzy, ale jednak mówił.

Carrie  słuchała  z  zainteresowaniem.  Powróciło  do  niej  to,  co  czuła,  kiedy 

pierwszy raz przeczytała o tej pracy. Wydawała się ona wprost dla niej wymarzona.

–  Doskonale  –  powiedział  Dwayne.  –  To  wcale  nie  było  takie  trudne.  Kiedy 

będzie pan mógł się spotkać z panią Sargent w swoim biurze?

Zapanowała cisza. Cash zmarszczył brwi i spojrzał nerwowo na zegarek.
– Hm, nie wiem – odparł niezbyt pewnie. – Musiałbym zerknąć do kalendarza.
Dwayne wyglądał na zdruzgotanego. Mimo to uśmiechnął się i powiedział:
– Dobrze, wobec tego zadzwonię jutro do pana i będziemy to mogli uzgodnić.
Wszyscy  troje  zrozumieli, że  rozmowa jest już  skończona.  Nie  było  sensu  jej 

przeciągać. Flutie wstał pierwszy, a za nim Carrie.

background image

– Dziękuję za pomoc – powiedziała do niego. Dwayne skinął głową.
– To ja dziękuję.
Cash stanął tuż obok. Carrie nie wiedziała, co powiedzieć. Sytuacja wydawała 

jej się nadzwyczaj krępująca. Jednak Cash pierwszy wyciągnął rękę, a kiedy podała 
mu swoją, przytrzymał ją dłużej, niż to było konieczne.

– No cóż, pani Sargent... – powiedział i urwał na chwilę. – Myślę, że było to 

bardzo interesujące spotkanie.

Było,  ale  się  skończyło,  pomyślała  Carrie.  No  cóż,  prędzej  czy  później  i  tak 

znajdzie dla siebie coś ciekawego. Nie trzeba upadać na duchu.

Dlaczego  jednak  czuła  się  tak  kiepsko?  Dlaczego  cios, który  otrzymała,  bolał 

tak bardzo?

– Co to znaczy, że nie możesz znaleźć Sama?! Spróbuj jeszcze raz! Może jest 

na  składowisku!  – Cash bezwiednie podniósł głos, chociaż wiedział, że nie może 
winić Peg za chaos panujący w firmie.

Peg pokręciła głową.
– Nie, nie. W ogóle nie ma go w zakładzie – wyjaśniła. – Jego żona dzwoniła 

parę minut temu z informacją, że się źle czuje.

– Znowu? Który to już raz w tym miesiącu?
Peg powiedziała, że zaraz sprawdzi, i zaczęła szukać teczki Sama w szafce, ale 

Cash powstrzymał ją gestem.

–  Nie,  daj  spokój.  To  nie  ma  sensu.  Jak  będę  chciał,  to  sam  sprawdzę  –

powiedział,  trąc  czoło.  –  Wiesz  co,  zadzwoń  lepiej  do  Flutie’ego.  Muszę  z  nim 
porozmawiać.

Zadzwonił telefon. Peggy rzuciła się w jego stronę niczym pantera.
– Cunningham Construction, słucham – rzuciła do słuchawki.
– Dzień dobry, Peg. Mówi Dwayne Flutie. Czy mogę prosić szefa?
–  Och,  jak  to  dobrze,  że  pan  telefonuje  –  ucieszyła  się  sekretarka.  –  Pan 

Cunningham właśnie kazał mi do pana dzwonić!

Cash  usiłował  dać  do  zrozumienia  Peg,  żeby  zachowywała  się  nieco  bardziej 

powściągliwie,  ale  były  to  daremne  wysiłki.  Rozpromieniona  Peg  wręczyła  mu 
słuchawkę. Pewnie nawet by nie wiedziała, o co szef ma do niej pretensje.

– Witam, panie Cunningham – powiedział Dwayne głosem cichym jak szelest 

dolarów. – Pańska sekretarka wspominała, że chce pan ze mną rozmawiać. Czyżby 
chodziło o nasze wczorajsze spotkanie w Carmel?

Cash  westchnął.  Z  powodu  Peg  inicjatywa  wymknęła  mu  się  z  rąk  i  nie  miał 

zamiaru tego ukrywać.

–  Tak,  chciałbym  z  nią  jak  najszybciej  porozmawiać  –  powiedział  zbolałym 

głosem.

– Obawiam się,  że będzie pan  musiał  poczekać, aż pani  Sargent będzie  miała 

wolny dzień. – Dwayne zastanawiał się przez chwilę. – To chyba będzie pojutrze.

Cash pokręcił głową. Nie mógł czekać tak długo.
–  Wobec tego  ja do  niej  pojadę  –  powiedział stanowczo. –  I to  jeszcze przed 

lunchem.

background image

Flutie zamyślił się na chwilę.
– Nie będę mógł tam dotrzeć tak szybko – powiedział ostrożnie.
Cash natychmiast domyślił się, o co mu chodzi.
– O szczegółach dotyczących pańskiego wynagrodzenia porozmawiamy później 

– powiedział. – Chodzi o pracę. Myślę, że pani Sargent doskonale się nadaje na to 
stanowisko.

Carrie odłożyła słuchawkę i spojrzała na stojącego obok Gusa.
–  Cunningham  chce  się  ze  mną  spotkać  –  powiedziała,  chcąc  zaspokoić  jego 

ciekawość. – Tutaj, o jedenastej.

Gus uśmiechnął się i pokiwał ze zrozumieniem głową.

– To  znaczy, że nie jest taki głupi. – Poklepał Carrie po ramieniu. – No cóż, 

wydaje mi się, że masz tę pracę.

Carrie nie była tego aż tak pewna. Z jednej strony cieszyła się z tego spotkania, 

ale z drugiej bała się, że Cash znowu ją zechce obrazić.

– I tak będę tu jeszcze pracować przez dwa tygodnie – rzuciła.
Gus, który właśnie chciał wyjść, stanął jak wryty.
–  Nic  podobnego.  Jeśli  zechce,  żebyś  zaczęła  od  jutra,  jutro  zaczynasz  nową 

pracę. I tak pracujesz więcej niż inne kelnerki.

Dlaczego  się  tego  nie  domyśliła?  Przecież  dwie  z  kelnerek  traktowały  ją 

szczególnie chłodno.

– Dlaczego mi nie powiedziałeś?!
Gus wzruszył ramionami.
–  Nie  przejmuj  się  –  powiedział. –  Te  dziewczyny  i  tak  zawsze  narzekały  na 

nadmiar pracy, więc spełniłem poniekąd ich życzenie.

Gus zaśmiał się. Carrie tylko pocałowała go  w policzek i pomknęła do pracy. 

Musiała  zrobić  wszystko  wcześniej,  ponieważ  nie  wiedziała,  jak  długo  potrwa 
rozmowa z Cashem.

Skończyła  pracę  dziesięć  minut  przed  jedenastą.  Następnie  Gus  wysłał  ją  na 

zaplecze, gdzie mogła chwilę odpocząć i przygotować się do spotkania.

Wyszła  na  salę  o  jedenastej.  Cunningham  już  tam  był.  Siedział  sam  przy 

pustym  stoliku  i  co  chwila  spoglądał  na  zegarek.  Był  w  tej  chwili  jedynym 
klientem.

Carrie  wciągnęła  głęboko  powietrze  i  podeszła  do  niego  niezbyt  pewnym 

krokiem.

– Dzień dobry – przywitała się. – Może napije się pan kawy?
Spojrzała na jego notatnik otwarty na nie zapisanej stronie.
–  Nie,  dziękuję,  już  piłem  –  powiedział.  –  Czy  naprawdę  możemy 

porozmawiać? – spytał. – Nie chciałbym, żeby miała pani z mojego powodu jakieś 
kłopoty.

Proszę, proszę, jaki delikatny!
–  Oczy  wiście  –  odparła  Carrie.  –  Rozmawiałam  z  szefem  i  nie  ma  nic 

przeciwko temu. Zresztą proszę spojrzeć dokoła. – Zatoczyła krąg ręką. – Cisza i 

background image

spokój. Nic się o tej porze nie dzieje.

Cash  wziął  długopis  w  dłoń.  Miał  piękne  palce.  Długie  i  cienkie,  ale  nie 

pozbawione  siły.  Próbowała  na  nie  nie  patrzeć,  ale  jakoś  same  przyciągały  jej 
wzrok.

– Pani życiorys jest naprawdę interesujący, a referencje świetne...
– Ale? – podrzuciła mu, wyczuwając wahanie.
– Czy interesuje panią ta praca?
Oszołomiona  Carrie  zamrugała  powiekami.  Więc  to  już?  Czyżby  otrzymała 

oficjalną propozycję pracy?

– A jakie warunki pan proponuje? – odpowiedziała pytaniem.
Cash  zaczął  pisać.  Teraz  już  bez  wyrzutów  mogła  obserwować  jego  piękne 

palce. Jednak to, co zostało napisane, okazało się znacznie mniej satysfakcjonujące.

–  Pierwszy  urlop  i  ubezpieczenie  po  roku  pracy  –  przeczytała  z 

niedowierzaniem. – Czy pan prowadzi zakład produkcyjny, czy karny?

Cash spojrzał na nią wilkiem.
–  A  czegóż  by  pani  chciała?  I  tak  większość  pracowników  jest  ciągle  na 

zwolnieniach lekarskich.

Carrie pokręciła głową.
–  Wcale  się  nie  dziwię  –  powiedziała.  –  Niech  mi  pan  powie,  co  mówią  na 

temat urlopu i  ubezpieczenia przepisy? Istnieje przecież w pana firmie regulamin 
wewnętrzny. Po minie Cunninghama zobaczyła, że po raz pierwszy o czymś takim 
słyszał.

– No a jak załatwiacie kwestie urlopów czy choćby sporów?
Wzruszył ramionami.
– To mój zakład i ja o wszystkim decyduję.
Przez  chwilę  milczeli  oboje.  Carrie  zaczynała  powoli  rozumieć,  dlaczego 

Cunninghamowi  tak  zależy  na  nowym  kierowniku  kadr.  Wiedziała  też,  że  jest  w 
stanie sprostać zadaniom, które przed nią stoją.

– Dobrze, czy może pani podać swoje warunki?
Sięgnęła po kartkę, którą jej podał, i po swój kelnerski ołówek. Przez chwilę się 

zastanawiała,  a  następnie  napisała  pod  spodem  to,  co  wydawało  jej  się 
najsensowniejsze.

– I co pan na to? – spytała, podsuwając mu kartkę.
Zastanawiał  się  przez  chwilę,  marszcząc  czoło.  Widać  było,  że  trudno  mu 

podjąć decyzję.

– W porządku – powiedział w końcu.
Carrie odetchnęła.
Cash wziął ze stolika kartkę, oddarł dolną część, złożył ją i następnie włożył do 

wewnętrznej kieszeni marynarki.

– Czy musi pani złożyć tutaj wypowiedzenie? – spytał oficjalnym tonem.
Pokręciła głową.
– Nie.
– Wobec tego, czy mogłaby pani zacząć pracę jutro o godzinie ósmej?

background image

Nie  przypuszczała,  że  coś  takiego  się  stanie.  Nastawiała  się  na  długie 

negocjacje i barierę niechęci. A tutaj proszę: jutro, ósma zero zero.

– Tak.
Cash wstał od stolika i wyciągnął do niej rękę.
– Wobec tego witam w Cunningham Construction – powiedział. – Myślę, że od 

tego momentu możemy sobie zacząć mówić po imieniu.

background image

Rozdział 4

W środę  rano Gus zatrzymał  swój samochód przed wejściem do  Cunningham 

Construction. Carrie przeciągnęła się i ucałowała jego nie ogolony policzek.

– Dzięki, Gus – powiedziała. – Sama nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.
– Powodzenia, mała. Powiedz jeszcze, o której cię odebrać.
Carrie pokręciła głową.
– Nie, dzięki. Jakoś sobie poradzę – powiedziała, wysiadając. – Opowiem ci o 

wszystkim wieczorem.

Gus skinął głową.
– Dobrze. Ale jakby ci był potrzebny kierowca, daj znać.
Pomachała mu jeszcze ręką, a następnie przeżegnała się, wzięła głęboki oddech 

i ruszyła przed siebie.

Znała  drogę.  Czekając  na  windę,  przyjrzała  się  z  zainteresowaniem  pustemu 

atrium,  a  następnie,  w  drodze  na  górę,  poprawiła  swój  czerwony  kostium.  W 
przestronnym holu już czekała na nią Peggy.

– Pani Sargent, tak się cieszę – powiedziała i mocno uścisnęła jej dłoń.
Carrie uśmiechnęła się  do niej,  wiedząc, że znalazła pierwszego sojusznika w 

Cunningham  Construction.  Miała  I  nadzieję,  że  będzie  ich  więcej.  I  –  Dziękuję, 
Peg. Cieszę się, że tu jestem. Myślę, że będzie lepiej, jeśli zaczniesz mi mówić po 
imieniu. Po prostu: Carrie.

Peggy nabrała powietrza w płuca.
–  Dobrze...  Carrie. Nie  masz  pojęcia,  jak  się  cieszę,  że  znaleźliśmy  kogoś  do 

pomocy. Zwłaszcza kogoś z twoim doświadczeniem.

Zadzwonił telefon i Peggy pobiegła, żeby go odebrać. Carrie obserwowała ją z 

zaciekawieniem. Widziała, że Peg nie męczy praca, którą wykonuje. Domyślała się 
też, że nie nabrała jeszcze złych sekretarskich przyzwyczajeń.

Z drugiej windy wyszedł właśnie Cash.
– A, Carrie. Cieszę się, że już jesteś. Przywitali się.
– Od czego zaczniemy?
Spojrzał na nią, a następnie skinął głową.
– Chodź. Pokażę ci.
Szedł szybko i Carrie z trudem za nim nadążała. Przeszli obok jego gabinetu, a 

następnie skręcili w prawo. Kiedy się zatrzymał, Carrie omal na niego nie wpadła. 
Tuż przed sobą miała jasne i przenikliwe oczy Casha.

– To będzie twoje biuro – powiedział.
Gdy  w  końcu  oderwała  od  niego  wzrok,  zauważyła  wielki  składany  stół  o 

barwie  jasnego  orzecha  i  osiem  składanych  krzeseł  bez  poręczy.  Podłogę 
pokrywała brzydka, brązowa wykładzina.

Carrie nie wiedziała, czego się spodziewać, ale z pewnością nie tego, co zastała. 

W każdym razie nie w tak wspaniałym budynku. Raz jeszcze okazało się, że piękne 
opakowanie zawiera dość tandetny produkt. Dobrze przynajmniej, że z okien tego 

background image

gabinetu może spoglądać na Pacyfik.

–  To  był  kiedyś  pokój  konferencyjny,  ale  teraz  korzystamy  z  innego 

pomieszczenia  –  poinformował  ją.  – Już  wydałem  dyspozycje  i  w  poniedziałek 
zainstalują  tu  telefon.  Jeśli  chodzi  o  inne  rzeczy,  to  musisz  przygotować  listę... 
Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że jesteśmy sąsiadami.

Cash zakłopotał się nagle, ale Carrie tylko pokręciła głową.
– Dobrze, chodźmy teraz do działu zaopatrzenia – powiedział, odchrząknąwszy.
– A komputer? – spytała.
Cash już się odwracał, ale zatrzymał się w pół ruchu. Spojrzał na nią tak, jakby 

zaproponowała mu podróż rakietą na Księżyc.

– Komputer?
Carrie westchnęła.
–  Będę  musiała  przecież  pisać  różne  pisma  i  tak  dalej.  Myślałam  też  o 

biuletynie  informacyjnym.  Dlatego  potrzebuję  komputera,  jakiejś  przyzwoitej 
drukarki i dobrego programu graficznego.

Cash podniósł rękę do góry.
– Zaraz, zaraz. Dostaniesz, oczywiście, papier, przybory do pisania i zszywacz. 

Potem pomyślimy o całej reszcie.

– Zanim zacznę pracować, muszę mieć biurko i ergonomiczne krzesło. Trzeba 

będzie stąd zabrać ten katafalk. – Wskazała stół.

Cash  wzniósł  oczy  ku  niebu,  ale  pozostawił  jej  słowa  bez  komentarza.  Być 

może znowu żałował tego, że zgodził się ją zatrudnić.

Przeszli  do  działu  zaopatrzenia.  Carrie  ze  zdziwieniem  zauważyła,  że 

stanowiska  pracy  są  oddzielone  przepierzeniami,  a  na  biurkach  pracowników  nie 
ma zdjęć rodzinnych czy bibelotów. W. ogóle zapomniano tu też o roślinach.

Carrie  coraz  bardziej  utwierdzała  się  w  swojej  opinii  na  temat  Casha.  Jest 

zimny jak lód i od swoich pracowników wymaga tego samego.

Kiedy  weszli  do  sporego  i  równie  pustego  jak  pozostałe  pokoju,  niewielka, 

starsza kobieta oderwała się od komputera i spojrzała na nich z zainteresowaniem.

–  To  jest  Carrie  Sargent  –  przedstawił  ją  Cunningham.  –  Nasza  nowa 

kierowniczka działu kadr. A to Fran Wilson.

Nie wymienił jej funkcji, ale Carrie domyśliła się, że Fran jest szefową działu.
–  Miło  panią  poznać  –  powiedziała  Fran,  wyciągając  dłoń  i  uśmiechając  się 

chłodno.

Carrie uścisnęła podaną rękę.
– Mam na imię Carrie – powiedziała.
Cash spojrzał na zegarek.
– No tak, na mnie już czas – zauważył. – Zostawię was teraz. Jeśli nie masz nic 

przeciwko temu, to dalsze sprawy możemy omówić w czasie lunchu – zwrócił się 
do Carrie.

Skinęła głową.
– Tak, oczywiście.

background image

Jednocześnie  pomyślała,  że  Flutie  popełnił  błąd,  sądząc,  że  będzie  mogła 

pracować dla kogoś takiego. Nie dosyć, że Cash Cunningham sam był formalistą, 
to  jeszcze  wymagał  tego  od  innych.  Jak  to  się  stało,  że  zaproponował  jej,  żeby 
przeszli na „ty”? Pewnie Flutie mu to doradził.

Fran  patrzyła  na  Carrie  i  jej  czerwony  kostium.  Sama  miała  na  sobie  szarą 

garsonkę  ze  spódnicą  sięgającą  za  kolana.  Ten  kolor  współgrał  z  jej  siwymi 
włosami.

Carrie  poczuła,  że  czekają  trudne  zadanie.  Usiadła  obok  starszej  pani  i 

uśmiechnęła się.

– Cóż, Fran – zaczęła. – Powiedz, czy masz w domu jakieś zwierzaki?

Cash  zmierzał  do  pokoju  Carrie,  mijając  szybko  kolejne  drzwi  biurowca. 

Rzadko  miał  okazję  do  uprawiania  sportu,  dlatego  nie  korzystał  z  windy  i  jeśli 
mógł,  to  wolał  chodzić  po  schodach.  Zastanawiał  się,  czy  nie  popełnił  błędu, 
umawiając  się  z  Carrie  na  lunch  pierwszego  dnia  jej  pracy.  To  oczywiste,  że 
później  będzie  miała  więcej  pytań.  Jednak  Cash  musiał  wyjechać  na  parę  dni,  a 
później mógł być jeszcze bardziej zajęty.

Zastanawiał  się  też,  czy  powinien przechodzić  z  Carrie  na  „ty”. Co  go  wtedy 

podkusiło? Jego pracownicy zwracali się do niego po nazwisku.

Otworzył  drzwi  do  biura  Carrie  i  stanął  jak  wryty.  Po  stole  nie  było  nawet 

śladu,  za  to  przy  oknie  stało  wielkie  dębowe  biurko,  a  na  nim  komputer,  który 
wydał mu się dziwnie znajomy. Zarumieniona Carrie stukała w jego klawiaturę.

– Co u licha... ?
–  Och,  Cash!  –  Dopiero  teraz  go  zauważyła.  –  Czy  to  nie  wspaniale? 

Znalazłyśmy z Fran to biurko w magazynie. Panowie z magazynu byli tak mili, że 
je tutaj przynieśli i zabrali stół.

– A komputer? – rzucił.
– To stary komputer Fran – wyjaśniła. – Już go nie potrzebuje, bo ma za małą 

pamięć.

Cash odetchnął. Przynajmniej udało mu się uniknąć wydatków.
–  Teraz  będę  tylko  potrzebowała  nowego  krzesła  –  powiedziała 

rozpromieniona.  –  Czyżby  już  nadszedł  czas  na  lunch?  Muszę  przyznać,  że 
porządnie zgłodniałam.

Ktoś  mógłby  pomyśleć,  że  pracuje  tu  od  dawna.  Wyglądała  na  zupełnie 

zadomowioną. To on stał tu trochę bezradnie, nie bardzo wiedząc, co dalej począć.

– Aha, pewnie chcesz zobaczyć pierwsze zarządzenia – przypomniała sobie. –

Będę je musiała wydrukować u Fran, bo nie mam tutaj drukarki.

– Może później – rzucił.
W końcu udało się wyciągnąć ją na posiłek. Mimo deklarowanego głodu, wciąż 

mówiła,  co  zmienić,  a  co  ulepszyć  w  przedsiębiorstwie.  Jego  przedsiębiorstwie! 
Cash nieustannie musiał sobie o tym przypominać.

Kiedy dotarli do Fish Hopper, Carrie zajęła się jedzeniem z równym zapałem, 

jak wcześniej pracą. Cash skorzystał z pierwszej okazji, żeby coś powiedzieć:

background image

–  To  świetnie,  że  zabrałaś  się  do  opracowania  przepisów,  mamy  jednak 

ważniejsze sprawy.

Przełknęła kęs, ale milczała. Kto by przypuszczał, że potrafi słuchać.
–  Ostatnio  mamy  sporo  problemów  ze  zwolnieniami  –  ciągnął.  –  Poziom 

absencji  jest  bardzo  wysoki.  Nie  mówię  już  o  morale  załogi.  Jak  sądzisz,  czy 
dałoby się coś z tym zrobić?

Oczy jej zabłysły. Odniósł wrażenie, że myślała już o tym wcześniej.
–  Wiem.  Fran  o  wszystkim  mi  powiedziała.  Prawdę  mówiąc,  mam  parę 

pomysłów.

Nie mogła wytrzymać, żeby się nimi nie podzielić.
Wspomniała nawet o wycieczkach do oceanarium dla wszystkich pracowników. 

Natomiast  Cashowi  chodziło  o  zdyscyplinowanie  załogi.  Z  niechęcią  myślał  o 
Flutie’em, który podesłał mu kogoś takiego.

W  drodze  powrotnej  Carrie  wciąż  gadała.  Na  szczęście  jazda  samochodem 

trwała  zaledwie  kilkanaście  minut.  Cash  parokrotnie  spoglądał  na  zegar,  żeby 
sprawdzić, jak długo jeszcze będzie musiał to znosić.

W  końcu,  kiedy  stanęli  przed  jego  gabinetem,  Carrie  spojrzała  na  niego 

badawczo.

– No i co o tym wszystkim myślisz?
Cash przede wszystkim myślał o tym, że boli go głowa. I że będzie go boleć za 

każdym razem, kiedy będzie spotykał Carrie. Jak to dobrze, że na przyszły tydzień 
zaplanował inspekcję budów.  A potem jeszcze  trochę  wytrzyma i  będzie mógł ją 
wyrzucić.

–  W  porządku,  możesz  zacząć  wydawać  biuletyn  –  powiedział,  żeby  coś 

powiedzieć.

Pomysł nie był wcale najgorszy i tańszy niż inne.
– A ergonomiczne krzesło?
– Tak, oczywiście możesz je kupić.
Jej następca albo następczyni i tak będzie go potrzebować.
–  Czy  coś  jeszcze?  –  spytał  zrezygnowanym  głosem  i  otworzył  drzwi  do 

gabinetu.

– Tylko jedna sprawa.
– Słucham?
– Myślę, że mogłabym wpłynąć na morale załogi w czasie twojej nieobecności. 

Mam parę ciekawych pomysłów. Obiecuję, że to nic kosztownego.

Patrzyła  na  niego  wielkimi  oczami  dziewczynki,  która  prosi  o  przejażdżkę 

kucykiem.  Teraz  zrozumiał,  dlaczego  uchodziły  jej  na  sucho  te  wszystkie 
ekstrawagancje. Ale jego na to nie weźmie.

Chciał ją zapytać, ile te „pomysły” będą kosztować.
– Dobrze, daję ci wolną rękę – powiedział z rezygnacją. Jeśli nie podskoczyła z 

radości,  to  pewnie  dlatego,  że  właśnie  podeszła  do  nich  Peggy  z  naręczem 
służbowej korespondencji.

– Do pana, szefie – powiedziała, przekazując mu wszystko.

background image

Cash mógł się nareszcie wycofać do swojego gabinetu. Zamknąć się na klucz, 

żeby w spokoju napić się kawy. Carrie chyba zrozumiała, że czas spotkania minął, 
ponieważ też zaczęła się wycofywać.

– Dzięki, Cash – rzuciła na odchodnym.
Cash spojrzał na Peggy.
– Zrób mi kawę – poprosił. – Tylko mocniejszą niż zwykle.
Rzucił  papiery  na  biurko  i  usiadł  w  swoim  fotelu.  Pomyślał,  że  wpuścił  do 

swojej miłej, spokojnej  firmy  prawdziwy huragan. Teraz trzeba uważać, żeby nie 
narobił szkód.

Jednak  wydawało  się,  że  opracowanie  przepisów  wewnętrznych  firmy  zajmie 

jej  trochę  czasu.  A  potem?  No  cóż,  ma  w  tej  chwili  i  tak  dosyć  kłopotów. 
Zdecyduje w swoim czasie.

Cash poczuł, że zesztywniały mu mięśnie karku, więc zaczął je rozmasowywać. 

Usłyszał ciche pukanie do  drzwi i  przestraszył się, że to  znowu Carrie. Może się 
nie  odzywać?  Bzdura,  przecież  ona  i  tak  wie,  że  szef  jest  u  siebie.  No  tak,  ale 
mógłby  powiedzieć,  że  był  bardzo  zajęty  i  nie  słyszał  albo  że  miał  coś  bardzo 
ważnego do zrobienia.

– Proszę.

Drzwi się otwarły i do gabinetu weszła Peggy z kawą.
–  Mam nadzieję,  że będzie  dobra,  szefie –  powiedziała i  spojrzała na  pokryte 

papierami biurko.

Cash westchnął.
– Wszystko mi jedno.

background image

Rozdział 5

– Gus, to ty? Nie przeszkadzam?
– Nic podobnego, Carrie – odpowiedział głos po drugiej stronie linii. – Jestem 

teraz wolny. Jak ci leci w tej nowej pracy?

– Świetnie! Widzisz, chciałam od ciebie wziąć numer telefonu do tego faceta od 

koszulek. Masz go gdzieś tam w notesie?

Gus odparł, że chyba tak i że zaraz go poszuka. Carrie czekała chwilę, a później 

znowu usłyszała jego głos:

– Już jest. Masz coś do pisania?
– Oczywiście.
Kiedy odłożyła słuchawkę, dostrzegła spojrzenie Fran.
– Twój chłopak? – spytała nieśmiało, wiedząc że to nie jej sprawa.
– Nie, nie, Gus to kumpel mojego ojca. Opiekuje się mną teraz. Dał mi nawet 

mieszkanie nad swoim pubem.

Fran wyglądała na lekko zbulwersowaną, więc Carrie zaraz dodała:
– To bardzo miłe miejsce. – Nagle coś przyszło jej do głowy. – Mogłabyś się 

wybrać tam na kolację. Będzie mi bardzo miło.

Fran starała się bronić, chociaż Carrie od razu zauważyła, że ma na to ochotę.
– Nie, nie. Nie chciałabym przeszkadzać.

–  Wcale  nie  będziesz  przeszkadzać.  Wręcz  przeciwnie,  bo  jestem  bez 

samochodu.

Fran nareszcie się poddała.
– No, skoro trzeba cię podwieźć...
Znowu  powróciły  do  listy  pracowników,  starając  się  ustalić,  ile  i  jakiej 

wielkości  koszulek  będą  potrzebowały.  Carrie  uważała,  że  i  tak  należy  kupić  ich 
więcej, żeby można było zmienić rozmiary i mieć w zapasie jeszcze kilka sztuk dla 
przyszłych pracowników.

– Nie wiem, czy to spodoba się panu Cunninghamowi – powiedziała w końcu 

Fran. – To przecież będzie kosztować kilkaset dolarów.

–  Zapewniam cię,  że te  pieniądze zwrócą  mu się  z  nawiązką. Powiedz  lepiej, 

jaki kolor ci najbardziej odpowiada.

Fran zastanawiała się przez chwilę.
– Niebieskie z różowymi napisami. Carrie chrząknęła.
– Ale co by na nie powiedzieli robotnicy z produkcji – zauważyła. – Ci faceci 

lubią zgrywać twardzieli i nie przepadają za różowym.

Fran uderzyła się dłonią w czoło.
– No jasne, że też o tym nie pomyślałam! Co wobec tego proponujesz?
Carrie zastanawiała się przez chwilę.
–  Koszulki  w kolorze burgunda  są naprawdę  ładne  – powiedziała w  końcu. –

Poza tym będą świetnie wyglądać wśród zielonych bożonarodzeniowych dekoracji.

background image

Fran  spuściła  głowę.  Carrie  spojrzała  na  nią,  nie  rozumiejąc,  co  się  dzieje. 

Czyżby nie odpowiadał jej kolor? A może nie lubiła świąt?

– O co chodzi, Fran? – spytała.
– Hm, nic, tylko... – urwała i spojrzała w bok.
– Tak?
– My nie mamy żadnych ozdób na Boże Narodzenie.
– Jak to? Stawiacie gołą choinkę? – zdziwiła się Carrie. Jednak Fran ponownie 

pokręciła głową.

– Nie, nie mamy żadnej choinki.
– Żartujesz!
Mina Fran wskazywała, że jest jak najdalsza od żartów. Carrie zrozumiała to od 

razu, ale nie miała zamiaru się z tym pogodzić.

– W tym roku będzie inaczej – powiedziała stanowczo.
Fran początkowo była przeciwna. Potem jednak wyobraziła sobie minę Casha, 

który  wróci  z  inspekcji  tuż  przed  Świętem  Dziękczynienia  i  zastanie  w  firmie 
bożonarodzeniowe drzewko.

– Dobrze – powiedziała ze śmiechem.
Carrie wstała ze swego miejsca przy komputerze.
–  Muszę  porozmawiać  z  robotnikami  –  stwierdziła.  –  Na  pewno  prowadzimy 

jakąś  budowę  na  terenie  z  iglakami.  Będziemy  potrzebowały  dużego  drzewka  i 
mnóstwa gałęzi.

Fran ani się spostrzegła, jak dała się wciągnąć w spisek. Co więcej, nie miała 

nic przeciwko temu.

Carrie  podeszła  do  windy,  czując,  że  jest  coraz  bardziej  podniecona.  Miała 

wrażenie,  jakby  pracowała  tutaj  od  lat.  Wiedziała,  że  czeka  ją  sporo  pracy,  ale 
przecież po to przyszła do tej firmy.

Pomyślała,  że  ludziom  przyjemniej  będzie  pracować  w  miejscu,  gdzie  jest 

choinka.  Pozostaje  jeszcze  sprawa  zdjęć  i  bibelotów.  Powinna  napisać  o  tym 
wszystkim w biuletynie, który pracownicy dostaną razem z pensją.

Tak, po powrocie Cash zastanie całkiem inną firmę. Już ona się o to postara.
W  środę  po  południu  Cash  wszedł  bocznymi  drzwiami  do  budynku  i  opuścił 

kołnierz płaszcza. Przez chwilę wahał się, a następnie podszedł do schodów. Starał 
się  wchodzić  spokojnie  i  miarowo.  Kiedy  znalazł  się  już  na  miejscu,  spojrzał  na 
zegarek.

Do licha, dziesięć sekund dłużej. Powinien bardziej dbać o kondycję. Może uda 

mu  się  znaleźć  trochę  czasu  na  basen  i  salę  gimnastyczną  między  Bożym 
Narodzeniem a Nowym Rokiem.

Zdjął  płaszcz,  przewiesił  go  przez  ramię  i  wszedł  do  holu.  Pod  nosem  nucił 

kolędę, którą, jak mu się wydawało, nagle usłyszał.

Stanął  i  zaczął  nasłuchiwać.  Nie,  to  nie  było  złudzenie.  Z  sufitu  dobiegały 

dźwięki kolędy. Cash używał dotąd radiowęzła jedynie po to, żeby kogoś wezwać 
lub  odnaleźć,  i  dlatego  puszczanie  muzyki  wydało  mu  się  zbędnym  nadużyciem. 
Nie musiał długo myśleć, by zrozumieć, kto za tym stoi.

background image

Musi pogadać z tą Carrie Sargent!
Szedł dalej, zaskoczony tym, że nie zastał Peggy na jej stałym miejscu. Nagle 

przypomniało  mu  się  jego  dzieciństwo,  świąteczna  radość,  życzenia  i  prezenty. 
Szybko jednak pozbył się tych wspomnień. Jak to możliwe, żeby ktoś był w stanie 
zrobić  to,  co  do  niego  należy,  przy  takiej  muzyce.  Przecież  to  przeszkadza  i 
rozprasza.

Bez pukania otworzył drzwi do biura Carrie. Jednak pokój był pusty. No, może 

niezupełnie pusty.  Na  podłodze  leżał kolorowy  dywanik,  w  kącie  stał fikus,  a  na 
ścianie wisiało zdjęcie Carrie z ojcem. Więc już zdążyła się tutaj zadomowić!

– Nie na długo – mruknął pod nosem i ruszył na dalsze poszukiwania.
Po  drodze  wstąpił  do  swojego  gabinetu  i  zostawił  tam  płaszcz.  Następnie  raz 

jeszcze zajrzał do holu w nadziei, że zastanie tam Peggy. Jednak dziewczyny nie 
było  na  miejscu  pracy,  za  to  zauważył,  że  włączyła  automatyczną  sekretarkę.  O 
trzeciej po południu! Ciekawe, kto jej na to pozwolił?

Postanowił  zajrzeć  do  Fran.  Odniósł  wrażenie,  że  Carrie  spodobała  jej  się  z 

jakichś dziwnych powodów. Wszedł do jej pokoju i znowu stanął jak osłupiały. Na 
oknie  przy  biurku  Fran  piętrzył  się  bluszcz,  a  przy  jej  komputerze  stało  zdjęcie 
wyfiokowanego pudla! Dalej było tak samo. Wystarczyło, że wyjechał na parę dni, 
a jego panie zamieniły biuro w buduar!

Będzie musiał z tym zrobić porządek!
Nagle  wydawało  mu  się,  że  usłyszał  odległe  śmiechy  i  głosy  dobiegające  z 

atrium. Mógł ich nie usłyszeć, wchodząc i  uciekając przed zimnym  wiatrem. Nie 
mógł się jednak spodziewać, że wszyscy pracownicy opuszczą swoje stanowiska. 
Czyżby uważali, że robota zrobi się za nich sama?

Tym razem poszedł od razu do windy, wszedł do środka i wcisnął guzik z cyfrą 

zero. Po chwili był już na dole. Teraz muzyka była jeszcze głośniejsza. Wszedł do 
atrium  i  stanął  oniemiały.  W  jego  centrum  stała  wielka  choinka,  wokół  której 
pląsało kilkanaście elfów w bordowych koszulkach z zielonymi napisami. Dopiero 
po chwili zrozumiał, że trwa proces ubierania choinki. Mężczyźni nie tańczyli, ale 
podawali sznury z lampkami, ozdoby i narzędzia.

Cash  przyjrzał  się  uważniej  koszulkom.  Po  lewej  stronie  miały  dwa  „C” 

umieszczone  do  siebie  „plecami”,  a  pośrodku  wyrastał  cyprys,  herb  Monterey. 
Musiał przyznać, że koszulki są wyjątkowo ładne.

Jeden  z  robotników  dostrzegł  go  przy  windzie  i  z  uśmiechem  ruszył  w  jego 

stronę. Bez pytania wyciągnął łapę, tak że Cash musiał ją uścisnąć.

–  Dziękuję,  panie  Cunningham  –  powiedział  robotnik.  –  To  najwspanialsze 

popołudnie, jakie tu spędziłem.

Cash robił wiele, żeby zmusić się do uśmiechu, ale nie wiedział, czy mu się to 

udało.

Nagle zauważył, że zmierza do niego Fran. Na jej widok pomyślał natychmiast: 

„zdrajczyni!”  Dlaczego  pozwoliła  na  te  wszystkie  ekstrawagancje?  Dlaczego  nie 
broniła dobrego imienia firmy? Co sobie teraz pomyślą ich klienci, kiedy zobaczą 
te  wszystkie  ozdóbki?  Cash  oczywiście  wiedział,  co:  że  mają  do  czynienia  z 

background image

nieodpowiedzialną firmą i że nie ma sensu robić z nimi interesów.

Fran  była już blisko. Cash  przyjrzał  się jej  raz jeszcze. Czy to możliwe,  żeby 

miała na sobie spodnie i to w dodatku w innym kolorze niż szary czy czarny? Cash 
nie mógł uwierzyć własnym oczom.

–  Witamy,  szefie  –  powiedziała.  –  Podobają  się  panu  moje  nowe  spodnie? 

Kupiłam je, żeby pasowały do koszulki.

–  Dziękujemy,  szefie  –  krzyknął  mężczyzna,  w  którym  Cash  z  trudem 

rozpoznał pracownika działu zbytu. – Dziękujemy za to wszystko.

– Za co oni mi właściwie dziękują? – spytał Fran, ale jej już przy nim nie było. 

Zobaczyła, że  coś się dzieje przy choince, i poszła pomóc,  nie czekając, aż na to 
pozwoli.

Pomyślał,  że  musi  jak  najszybciej  porozmawiać  z  Carrie.  Nie  było  sensu 

przekładać tej rozmowy na później. Tylko gdzie ona jest?

I wtedy ją dostrzegł.
Stała  na  szczycie  drabiny  z  wielką  gwiazdą  zrobioną  z  folii  aluminiowej  i 

starała  sieją  zaczepić  na  czubku  choinki.  Cashowi  aż  dech  zaparło  na  jej  widok. 
Nieco niżej znajdowała się Peggy, która trzymała Carrie za nogi.

Do  licha,  przecież  wynajął  Świętego  Mikołaja,  a  nie  szefową  kadr!  Co  go 

opętało?!

– Cash! – krzyknęła Carrie i pomachała mu ze szczytu drabiny.
Wszyscy odwrócili się i spojrzeli na niego.
– Czyż nie jest piękna!? – krzyknęła raz jeszcze i nie czekając na odpowiedź, 

zaczęła schodzić na dół za podnieconą Peg.

W końcu stanęła przed nim. Musiała chwilę odczekać, zanim zaczęła mówić.
–  Właśnie  mieliśmy  zapalić  światła.  –  Nagle  spostrzegła  obok  Fran,  więc 

zwróciła się do niej: – Nie sądzisz, że Cash powinien to zrobić?

Fran zerknęła niepewnie na szefa, a potem znowu na Carrie.
– Hm, jeśli tylko ma na to ochotę... Carrie znowu odwróciła się do niego.
– Masz ochotę?
Miał  ochotę  wziąć  ją  na  kolano  i  wyłoić  tę  dziewczynę  po  pupie.  Po  tej 

wspaniałej pupie, którą mógł podziwiać, gdy Carrie wieszała gwiazdę. Cash poczuł 
nagle, że jest podniecony, i spróbował pomyśleć o czymś innym.

A co z jego poleceniem, żeby nie wydawać pieniędzy na głupstwa?
Carrie jakby czytała w jego myślach.
–  Drzewko  dostaliśmy  za  darmo,  z...  –  zawiesiła  głos,  zastanawiając  się,  czy 

powiedzieć mu, skąd – z jednej budowy. Ozdoby i bombki przynieśliśmy z domu. 
Musiałam kupić tylko światełka.

Cash chrząknął.
– A co z koszulkami?
Carrie  spojrzała  mu  prosto  w  oczy.  Nie,  nie  próbowała  unikać 

odpowiedzialności.

– Nie mam jeszcze rachunku, ale mogę cię zapewnić, że były tanie. Dostaliśmy 

sporą zniżkę. Poza tym byłam pewna, że będziesz chciał, żeby wszyscy je nosili w 

background image

„luźne piątki” – dodała po chwili.

Spojrzał na nią, jakby spadła z księżyca.
– „Luźne piątki”? A co to za pomysł?!
–  Nie  słyszałeś  o  dniach  bez  krawata?  –  Teraz  z  kolei  ona  się  zdziwiła.  –

Zresztą uzgadniałam to z tobą. Chodziło przecież o coś, co by nic nie kosztowało, a 
podnosiło morale załogi. Ustaliliśmy więc, że piątki oraz dni przedświąteczne będą 
właśnie „luźne”. Już to nawet ogłosiłam w naszym wewnętrznym biuletynie.

Znowu  poczuł  się  tak,  jakby  to  nie  on  był  właścicielem  Cunningham 

Construction.  Czy  nikt  już  nie  będzie  z  nim  niczego  uzgadniał?  Carrie  powinna 
wiedzieć, kto tu jest szefem!

Ciekawe  jeszcze,  na  ile  dobre  są  pomysły  Carrie.  Cash  rozejrzał  się  dokoła. 

Jego  pracownicy  stali  zbici  w  luźną  gromadkę.  Wyglądali  niezbyt  pewnie.  Cash 
podszedł do Peg i wyjął z jej drżących dłoni wtyczkę.

Pracownicy  jakby  się  trochę  rozluźnili.  Czyżby  oczekiwali,  że  powie  Carrie, 

gdzie może sobie wsadzić tę wtyczkę?

Podszedł  do  ściany  i  włożył  wtyczkę  do  kontaktu.  Dziesiątki  światełek 

zatańczyły  na  zielonych  gałęziach.  Ludzie,  patrząc  na  to,  zaczęli  się  uśmiechać. 
Cash  zrobił  to  samo.  Nawet  nie  wiedział,  że  tak  bardzo  zależy  mu  na  własnych 
pracownikach. Przecież byli jego jedyną rodziną. Nie miał nikogo innego.

Odwrócił się do nich, żeby powiedzieć coś miłego.
–  No,  co  tak  patrzycie,  jak  sroka  w  gnat.  Na  dzisiaj  koniec  pracy.  Idźcie  do 

domu. Radosnych Świąt Dziękczynienia.

Odwrócił się i ze ściśniętym sercem ruszył w stronę windy. Już do niej wsiadał, 

kiedy nagle w sali wybuchło chóralne „Sto lat”.

Dobrze, że drzwi się za nim zamknęły i nikt nie widział jego miny. Cash dotarł 

do swego gabinetu i zwalił się na fotel.

Spojrzał  przez  okno.  Ocean  wydawał  się  zimny  i  daleki.  Taki  jak  on.  Cash 

zawsze  starał  się  budzić  respekt  w  swoich  pracownikach.  Jego  zdaniem  była  to 
najlepsza droga do pozyskania ich szacunku.

Teraz zaczynał mieć wątpliwości.
Przypomniał  sobie  inną  wzburzoną  wodę  i  ból  przeszywający  ciało.  To 

wówczas wszystko się załamało. A mogli być przecież tacy szczęśliwi.

Usłyszał ciche pukanie do drzwi.
– Proszę.
Do środka wsunęła się Carrie.
– Mogę wejść na chwilkę? – spytała.
– A o co chodzi? – odpowiedział pytaniem.
Nie  chciał,  żeby  zabrzmiało  ono  niegrzecznie,  ale  tak  jakoś  wyszło.  Ta 

dziewczyna nie chciała zostawić go w spokoju. Ciągle się czegoś czepiała.

– Po pierwsze, chciałam wyjaśnić sprawę tych koszulek.
Wskazał jej krzesło, a ona usiadła. Wyglądała na spiętą, nawet zdenerwowaną.
– Tak, słucham.

background image

– Podałam w biuletynie, że firma  funduje tylko jedną – koszulkę dla każdego 

pracownika, a dodatki, ewentualnie nowe koszulki, trzeba dokupić samemu. Więc
sam widzisz, że jest to jednorazowy wydatek.

– No tak, koszulki są bardzo ładne.
Po  co  to  powiedział?  Przecież  miał  ją  w  garści.  Carrie  uśmiechnęła  się  i 

rozluźniła.

– Właśnie. Miałam wrażenie, że logo wyszło naprawdę świetnie.
Skinął głową.
– Tak, tak. Oczywiście. A po drugie?
Pochylona Carrie natychmiast się wyprostowała, a uśmiech zniknął z jej warg.
– Chciałabym przyjść do pracy w piątek, kiedy nikogo tu nie będzie. Mogłabym 

skończyć opracowywanie przepisów wewnętrznych.

Cash  spojrzał  na  nią  ze  zdziwieniem.  Czyżby  zamierzała  go  prosić  o 

pozwolenie na dodatkową pracę? A może chciała się pochwalić?

– Dobrze – powiedział ostrożnie.
– Tyle, że nie mam klucza.
Nareszcie  zrozumiał,  o  co  jej  chodziło.  Tak,  klucz.  Cash  powierzał  go  tylko 

zaufanym pracownikom.  Lubił  sprawować  nad  wszystkim pieczę.  Dlaczego  więc 
sięgnął  teraz do  szuflady i  wyjął z  niej  niewielki  metalowy przedmiot?  Dlaczego 
podał go Carrie?

Ich ręce zetknęły się na chwilę. Coś jakby prąd elektryczny przebiegło po jego 

ciele.

– Dziękuję – szepnęła.
Chciał  odpowiedzieć  zdawkową  formułką,  ale  przez  moment  nie  potrafił 

wydobyć z siebie głosu.

– Czy masz jakieś plany na jutro? – spytała Carrie.
Spojrzał na nią ze zdziwieniem.
– Nie, raczej nie.
Pomyślał,  że  teraz  zaprosi  go  na  kolację  albo  do  kina.  Jednak  Carrie  tylko 

potrząsnęła grzywą miedzianych włosów.

– Wobec tego może spotkamy się w pracy – powiedziała. Cash pokiwał głową.
– Może.
Schowała klucze do torebki i zerknęła w stronę drzwi.
– No to do zobaczenia. I wesołych Świąt Dziękczynienia.
– Baw się dobrze – odpowiedział. Jednak Carrie nie było już w pokoju.

background image

Rozdział 6

Cash  wylał  resztki  swojej  kawy,  a  następnie  spojrzał  na  zegar.  Dochodziła 

jedenasta, a Carrie wciąż nie było w pracy. Może zmieniła zdanie i zdecydowała, 
że  jednak  nie  przyjedzie?  Postanowił  jeszcze  raz  włączyć  ekspres  i  przeszedł  do 
stanowiska Peggy. Przy okazji zajrzał do jednego z pokojów. Rośliny poustawiane 
na oknach i biurkach, a także zdjęcia najbliższych przydawały mu ciepła, to musiał 
przyznać.  Poza  tym  ze  zdziwieniem  stwierdził,  że  Carrie  rzeczywiście  udało  się 
wpłynąć  na  morale  załogi,  w  tak  wydawałoby  się  bezsensowny  sposób.  Tak 
przynajmniej wynikało z dokumentów, które dostał po powrocie.

Kiedy  wrócił  do  swojego  pokoju,  usłyszał  nagle  jakieś  dziwne  dźwięki 

dobiegające  zza  ściany.  Brzmiało  to  jak  pobrzękiwanie  szkła  i  miało  niewiele 
wspólnego z papierkową robotą.

Więc Carrie przyszła, pomyślał. Odsunął listy, którymi chciał się właśnie zająć, 

i przeszedł do pokoju obok. Drzwi były uchylone. Wystarczyło się tylko wychylić, 
żeby zajrzeć do środka. Cash nie wahał się ani chwili.

Carrie dostrzegła go natychmiast.
–  Cash!  –  krzyknęła  i  skoczyła  do  kąta,  zasłaniając  coś  własnym  ciałem.  –

Mia... miałam zajrzeć do ciebie, kiedy skończę.

Patrzył  na  nią  z  przyjemnością.  Była  zaskoczona  i  zawstydzona.  Kilka 

splątanych kosmyków zsunęło jej się na czoło, przez co wyglądała bardzo młodo, 
niemal dziewczęco. Cash zrobił krok do przodu.

Carrie cofnęła się, nie bardzo wiedząc, co robić.
– Nie wiedziałam, czy jadłeś wczoraj tradycyjną kolację, dlatego... dlatego...
Odsunęła  się,  żeby  pokazać  mu  to,  co  do  niedawna  starała  się  ukryć.  Na 

zasłanym  obrusem  stoliku  stał  wielki  pleciony  koszyk,  a  w  nim  różne  potrawy. 
Cash poczuł, że jest potwornie głodny. Od wczorajszej sałatki z tuńczykiem nic nie 
jadł, a kawa nie zabiła w nim apetytu.

–  To  wszystko  zostało  nam  po  wczorajszej  imprezie  –  wyjaśniła.  –  Mam 

nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, żeby się posilić?

Spojrzał  na  jej  uśmiechniętą  twarz.  Gdzieś  głęboko  w  oczach  czaiła  się 

niepewność.  Cash  podszedł  do  stolika  i  usiadł  na  małym  krzesełku.  Nie  miał 
pojęcia, że coś takiego może znaleźć się w jego biurze.

– Co będziemy jedli? – spytał.
Carrie odetchnęła z ulgą. Posłała mu promienny uśmiech i zaczęła wyciągać z 

koszyka różne smakołyki. Na pierwszy ogień poszedł indyk opakowany tak, żeby 
nie tracił ciepła, a za nim ziemniaki i sos.

– Szkoda, że nie ma tutaj mikrofalówki – powiedziała.
– Bardzo by się nam wszystkim przydała.
Już chciał ją spytać o cenę takiego urządzenia, ale się powstrzymał. Postanowił 

jednak  mieć  się  na  baczności.  Ta  kobieta  jest  naprawdę  niebezpieczna.  Chce  go 
„zmiękczyć”, żeby później mieć na niego większy wpływ.

background image

–  Nie  widzę  takiej  potrzeby  –  stwierdził  kategorycznym  tonem  i  Carrie  nie 

ciągnęła już dłużej tego tematu.

–  Poczęstuj  się  –  powiedziała,  podsuwając  mu  talerz  z  indykiem.  –  Sama 

pomagałam Gusowi w kuchni.  Jednak – muszę  samokrytycznie przyznać,  że mój 
tata jest lepszym kucharzem.

Mimo  tych  uwag  jedzenie  było  naprawdę  dobre  i  Cash  musiał  się 

powstrzymywać, żeby nie połknąć wszystkiego w ciągu paru minut. Nie pamiętał, 
kiedy ostatnio jadł tak dobry posiłek. Czy może raczej – nie chciał pamiętać.

Kiedy zjedli indyka z ziemniakami i sałatką, Carrie znowu sięgnęła do koszyka. 

Tym razem wydobyła z niego ciasto oraz pojemniczek z bitą śmietaną.

Cash poklepał się po brzuchu.
– O nie, nie mogę – powiedział. – Strasznie się objadłem.
Carrie pokiwała ze zrozumieniem głową.
– Ja też na razie nic nie przełknę – stwierdziła – ale wiesz co, przygotowałam w 

domu  wykaz  przepisów.  Chciałabym  teraz  wprowadzić  poprawki,  a  potem 
moglibyśmy je razem przejrzeć. Nie jest za późno?

Cash spojrzał na zegarek. Godzina zleciała mu jak z bicza trząsł.
– Nie, oczywiście, że nie – odparł, czując, że teraz najchętniej by się zdrzemnął. 

– Muszę jeszcze przejrzeć korespondencję, a potem możemy zająć się przepisami.

Uśmiechnęła się do niego.
– To świetnie.
Wzrok Casha padł na puste talerze.
– Hm, dziękuję za tak wspaniałą ucztę.
– Nie ma za co – odparła. – Zaczekaj na ciasto.
Cash skinął głową, westchnął, a następnie przeniósł się do swojego gabinetu.
Półtorej godziny później Carrie wpadła jak burza do jego gabinetu. Co prawda, 

zapukała, ale wcale nie czekała na odpowiedź. Podeszła do biurka i rzuciła szefowi 
pokaźnych rozmiarów skoroszyt. Cash wziął go do ręki.

– To  wygląda  dosyć  niepokojąco  –  stwierdził.  –  Może  przejrzę  wszystko  w 

domu i porozmawiamy o tym w poniedziałek.

Carrie potrząsnęła głową.
– I tak muszę tu jeszcze trochę zostać. Zaraz pokroję ciasto i dodam do niego 

bitej  śmietany.  Gdyby  coś  ci  się  rzuciło  w  oczy,  możemy  o  tym  pogadać  nawet 
teraz.

Widział,  że  jest  dumna ze  swoich dokonań i  że  chce  się  nimi  pochwalić.  Nie 

przeczytał co prawda, listów, ale też nie miał na to specjalnej ochoty. Raz jeszcze 
zważył skoroszyt w dłoni.

– To może zająć ze dwie godziny.
Za  oknem  rozległ  się  trzask  pioruna,  który  uderzył  w  wody  oceanu.  Chwilę 

później  zobaczyli  krople  deszczu  rozpryskujące  się  na  szybach.  Carrie  nie  miała 
dokąd się spieszyć, zwłaszcza że wciąż była bez samochodu.

– Nic nie szkodzi – powiedziała. – Nie ma pośpiechu.

background image

Wyszła,  zastanawiając  się,  dlaczego  jest  tak  zdenerwowana.  Robiła  przecież 

wszystko,  żeby  zadowolić  Casha,  ale  on  wciąż  podchodził  do  niej  z  rezerwą. 
Odnosiła wrażenie, że wcale nie uważa jej za dobrego pracownika, co zdarzyło się 
po raz pierwszy w czasie jej kariery zawodowej. Zawsze była dzieckiem szczęścia. 
Wszyscy ją hołubili. Wszyscy – z wyjątkiem Casha.

Pokroiła ciasto  i  zaniosła solidną porcję  do  drugiego  pokoju.  Cash  pogrążony 

był w lekturze, z jego twarzy trudno było wyczytać, czy jest zadowolony, czy nie. 
Podziękował jej tylko skinieniem głowy, więc ponownie wyszła.

Kiedy  znalazła  się  w  swoim  pokoju,  zaczęła  przyglądać  się  ekranowi 

komputera,  na  którym  pulsował  kursor.  W  zasadzie  miała  jeszcze  sporo  do 
zrobienia, ale trudno jej się było skupić. Myślała o Cashu. Ciekawe, czy był sam w 
czasie wczorajszych świąt. Ona przynajmniej miała Gusa. No i jeszcze zadzwonił 
tata, chociaż rozmawiać z nim, a czuć go obok, to były dwie zupełnie inne sprawy.

A Cash? Czy jest sam? I co się dzieje z jego rodziną? Przecież nie ma na biurku 

żadnego zdjęcia.

Nie  zastanawiała  się  nad  tym  długo.  Miała  jeszcze  do  opracowania  kilka 

projektów,  w  tym  parę  spraw  związanych  z  rodziną.  Uznała,  że  to  dobra  okazja, 
żeby się tym zająć. Zaczęła  więc stukać w klawisze komputera. Najpierw wolno, 
potem coraz szybciej.

Nawet nie zauważyła, kiedy nagle Cash pojawił się tuż przy niej. Chrząknął, a 

ona drgnęła gwałtownie.

– Dobrze, możemy porozmawiać – oznajmił niezbyt uprzejmym tonem.
Spojrzała  na  niego.  Miał  ponurą,  ściągniętą  twarz.  Co  tym  razem  się  mogło 

stać? Znowu mu się coś nie spodobało?

– Tutaj, czy w twoim gabinecie? – spytała.
Spojrzał na stolik, przy którym zjedli lunch i koszyk stojący obok.
– Wolałbym u siebie.
Carrie skinęła głową. Nie oglądając się, podszedł do drzwi, a ona sięgnęła po 

kopię dokumentu, leżącą na jej biurku, i szybko podążyła za nim.

Kiedy znaleźli się w jego gabinecie, nawet nie poprosił, żeby usiadła. Spojrzał 

na nią tylko i powiedział bez zbędnych wstępów:

– Rozdział piąty, paragraf siódmy.
Carrie usiadła i otworzyła swoją teczkę. Sprawnie wyszukała fragment, o który 

mu  chodziło.  Dotyczył  pomocy  udzielanej  przez  zakład  pracy,  w  wypadkach 
uzależnienia alkoholowego, narkotykowego, a także problemów rodzinnych. Więc 
o to mu chodziło! Znowu żałował pieniędzy!

– To może najpierw wyjaśnię – powiedziała Carrie.
– Proszę.
– Tego rodzaju pomoc to już standard w wypadku większości zakładów pracy. 

Zwróć uwagę na to, że w rozdziale piątym, w paragrafie szóstym...

–  Tak,  tak,  pamiętam  –  przerwał  jej.  –  Zabrania  się  pracy  pod  wpływem 

alkoholu i tak dalej. To, oczywiście, sensowny przepis. Ale jeśli ktoś już posunie 
się do czegoś takiego...

background image

–  To  mu  pomożemy.  –  Carrie  nie  pozostała  dłużna  szefowi.  –  Statystyki 

dowodzą, że bardziej opłaca się pomóc wartościowemu pracownikowi i zaskarbić 
sobie jego wdzięczność niż go wyrzucać. Jeśli chcesz, przygotuję ci odpowiednie 
materiały.

Cash uderzył pięścią w stół.
– Nie chcę żadnych materiałów. Nie interesuje mnie, czego dowodzą statystyki. 

Chciałem  ci  powiedzieć,  że  jeśli  ktoś  przyjdzie  do  pracy  pijany  albo  zaćpany,  to 
natychmiast znajdzie się na bruku.

Wstał  i  zaczął  przechadzać  się  tygrysim krokiem  po  pokoju.  Carrie  nigdy  nie 

widziała go tak wzburzonym. Nawet wtedy, kiedy się zderzyli.

– Ale, Cash!
Przystanął i rzucił jej niechętne spojrzenie.
– Żadnych „ale”! Nie będę miał litości dla tego rodzaju ludzi.
Carrie  zastanawiała  się,  co  powoduje  u  niego  tak  ostrą  reakcję.  Czy  przykre 

doświadczenia?  A  może  osobista  niechęć  do  narkotyków  i  alkoholu?  Nie  mogła 
jednak  długo  nad  tym  myśleć,  ponieważ  powinna  wyjaśnić  całą  sprawę.  Od  razu 
też wytoczyła najcięższe argumenty:

– A jeśli to będzie twój najlepszy majster lub kierownik?
– Bez wyjątku – odparł i podszedł do  swego biurka. – Poza tym znam  moich 

ludzi lepiej niż ty. Żaden z nich nie posunąłby się do czegoś takiego.

Aha, teraz bawił się w jasnowidza. Czy to możliwe, żeby ktoś tak naiwny mógł 

odnieść jakikolwiek sukces?

– Zdaje się, że nie jesteś przekonana – powiedział, pochylając się w jej stronę i 

patrząc Carrie prosto w oczy.

Wolałaby,  żeby  tego  nie  robił.  I  żeby  nie  przysuwał  się  tak  blisko  niej.  Tak 

blisko, że niemal czuła jego oddech na twarzy.

–  Powinnam  ci  chyba  powiedzieć  o  tym,  czego  dowiedziałam  się  od,  hm, 

prawnika  mojego  ojca  –  powiedziała  ostrożnie,  uznawszy,  że  nie  ma  sensu 
wymieniać nazwiska Briana. – Czy możemy o tym porozmawiać nie skacząc sobie 
do oczu?

Cash  zamrugał  powiekami,  a  następnie  opadł  na  swój  fotel.  Był  wyraźnie 

zaskoczony.  Czego  się  spodziewał?  Że  Carrie  zacznie  z  nim  walkę  wręcz  albo 
wyzwie na pojedynek?

– Dobrze. Słucham.
– O ile wiem, Cunningham Construction cierpi na brak pracowników.
Cash skinął głową.
– To prawda.
– Wyobraź sobie teraz, że ponad osiemdziesiąt procent firm, poza normalnym 

ubezpieczeniem, wykupuje dla swoich pracowników polisę związaną z problemami 
osobisty– mi. Wchodzą w to oczywiście kłopoty z narkotykami i alkoholem, ale nie 
tylko. Cash wzruszył ramionami.

– No i co z tego?

background image

Carrie  omal  nie  zgrzytnęła  zębami.  Ten  facet  miał  zaburzenia  w  kojarzeniu 

faktów.

– Dobrze, a wyobraź sobie teraz, że sam jesteś pracownikiem i masz do wyboru 

swoją firmę i taką, która wykupuje ci dodatkową polisę.

Cash  myślał  przez  chwilę.  Musiał  „przetrawić”  te  informacje,  a  następnie 

znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji. W końcu mrugnął do niej i wyszczerzył zęby 
w uśmiechu.

– Dobrze, możemy umieścić to w ofercie, a następnie nie wykupywać polisy i 

wywalać tych, którzy zaczynają pić – wyjaśnił uszczęśliwiony.

Carrie wzniosła oczy do nieba.
– I po paru miesiącach pójść z torbami – powiedziała.
– Co takiego?
– Prawo jest prawem. Po prostu musiałbyś wypłacić odszkodowania każdemu, 

kto by się o nie upomniał.

Cash milczał przez chwilę. Zmarszczył tylko brwi i nerwowo skubał brodę.
– O ile to podraża normalną polisę?
Carrie  odetchnęła  z  ulgą.  Więc  jednak  chodziło  mu  przede  wszystkim  o 

pieniądze. Podejrzewała go o to już od początku.

– Nie tak znowu dużo.
– Chcę wiedzieć, ile.
Carrie pokiwała głową na znak, że to rozumie.
– Dobrze, sprawdzę w paru firmach ubezpieczeniowych – powiedziała.
Cash nie wyglądał wcale na w pełni zadowolonego.
– W takim wypadku chciałbym mieć jeszcze jakąś możliwość sprawdzenia tych 

osób.

Carrie od razu zrozumiała, o co mu chodzi. Nie było to niczym nowym.
– Oczywiście w granicach zdrowego rozsądku – powiedziała. – Nie będziemy 

na nich nasyłać FBI.

Z miny Casha wywnioskowała, że najchętniej zrobiłby właśnie coś takiego.
– Poza tym chciałbym ich sprawdzać co jakiś czas – dodał po chwili.
Carrie pokręciła głową.
– To robi bardzo złe wrażenie. Od razu pokazujesz ludziom, że im nie ufasz. I 

jest to niesprawiedliwe w stosunku do tych, którzy cię do tej pory nie zawiedli –
wyjaśniała cierpliwie.

Cash  znowu  na  nią  spojrzał.  Odniosła  wrażenie,  że  najchętniej  zacząłby 

sprawdzanie  właśnie  od  niej.  Biedak!  Nie  mógłby  jej  wyrzucić  ani  za  picie 
alkoholu,  ani  za  branie  narkotyków.  Chyba  że  za  nie  uporządkowane  życie 
osobiste, chociaż, prawdę mówiąc, od czasu rozstania z Brianem przypominało ono 
zwierzątko pogrążone w śnie zimowym.

Carrie zdawała sobie sprawę z tego, że stanowi wyzwanie dla swego szefa. Nikt 

przed nią  nie  ośmielił się  zapewne  rozmawiać  z  nim w  ten  sposób.  No  cóż,  jeśli 
będzie chciał ją zwolnić, to zrobi to wcześniej czy później.

background image

Cash  wstał,  dając  w  ten  sposób  znak,  że  uważa  rozmowę  za  skończoną. 

Następnie podał jej dokument.

–  W  zasadzie  omówiliśmy  już  główne  punkty  –  powiedział.  –  Resztę  uwag 

znajdziesz wpisaną na marginesach. Jak to przejrzysz, będziesz to mogła napisać i 
wydrukować pisma.

Carrie  wyszła  i  przeszła  do  swego  pokoju.  Usiadła,  czując,  że  jest  zupełnie 

wyczerpana.  Patrzyła  przez  okno  na  wielkie  krople  deszczu  i  myślała  o  tym,  że 
jeszcze nie udało jej się odebrać samochodu.

Następnego  dnia  rano  wracała  do  pubu,  opatuliwszy  się  ciepłym  płaszczem. 

Nawet tu, w Kalifornii, zima potrafiła być dość nieprzyjemna. Miała nadzieję, że 
pomoże jeszcze Gusowi w przygotowaniu pubu na powitanie porannych gości.

W  warsztacie  nareszcie  czekała  na  nią  dobra  wiadomość.  Główny  mechanik 

powiedział,  że  Woodie  będzie  gotowy  na  poniedziałek.  Pomyśleć,  tyle  czekania! 
Gus będzie musiał podrzucić ją już tylko raz do pracy. Po tym wszystkim, co dla 
niej zrobił, postanowiła kupić mu coś szczególnego pod choinkę.

Otworzyła drzwi do pubu i natychmiast wyczuła zapach świeżo parzonej kawy. 

Weszła  do  wnętrza  i  stanęła  oniemiała  z  zachwytu.  Gwiazdkowa  dekoracja! 
Prawdziwa  gwiazdkowa  dekoracja.  Ze  światełkami,  bombkami  i  gałązkami 
jemioły. Gus musiał wczoraj siedzieć w pubie do późna w nocy.

Gus stał za barem. Podbiegła do niego i rzuciła mu się w ramiona.
– Och, Gus! Jak tu pięknie – zachwyciła się.
Gus poklepał ją przyjaźnie po plecach.
– To jak? Nie będziesz dzisiaj pracować? – spytał z uśmiechem.
Pokręciła głową.
– Nie. Na razie dam sobie z tym spokój. Nie wiem, czy warto.
Spojrzał na nią z niepokojem, ale nic nie powiedział. Sięgnął tylko po filiżankę 

i nalał jej kawy z ekspresu.

–  Dobrze  ci  zrobi  odrobina  lenistwa  –  powiedział.  –  Powinnaś  odpocząć. 

Słyszałem, że masz trochę problemów w pracy.

Carrie zajrzała mu w oczy.
– Słyszałeś? Ciekawe, od kogo?
Gus wyraźnie się zmieszał.
– To nie jest takie ważne – stwierdził. – W każdym razie źródło jest pewne.
– Och, Gus! Chyba nie chcesz powiedzieć, że spotykasz się z Fran?!
Jeszcze raz go uścisnęła, wiedząc nareszcie, co powinna mu kupić na gwiazdkę.

background image

Rozdział 7

Poniedziałek był znacznie lepszy niż jakikolwiek dzień Carrie w Cunningham 

Construction. Cash miał mnóstwo roboty, a i ona nie narzekała na jej brak, tak że 
nie  wchodzili  sobie  w  drogę.  Poza  tym  Cash  wydał  zgodę  na  druk  przepisów 
wewnętrznych  z  uwzględnieniem  naprawdę  niewielkich  zmian.  Carrie  nie  mogła 
się już doczekać jutrzejszego spotkania załogi, na którym miało nastąpić rozdanie 
materiałów wszystkim pracownikom.

Kiedy po skończonej pracy Carrie i Fran wyszły z biurowca, uderzył je w twarz 

niemiły podmuch wiatru. Jednak nawet to nie wpłynęło na ich dobry nastrój. Carrie 
miała teraz pojechać z Fran do warsztatu, żeby odebrać Woodie’ego, a potem miały 
obie  udać  się  na  obiad  do  pubu.  Carrie  już  cieszyła  się  na  myśl,  że  zasiądzie  za 
kierownicą ukochanego wozu.

Znalazłszy  się  w  samochodzie  Fran,  Carrie  zerknęła  na  koleżankę.  Fran  była 

starannie  umalowana,  jakby  spodziewała  się,  że  Gus  do  nich  dołączy,  chociaż 
Carrie nic jej o tym nie mówiła. Ruszyły. Fran lubiła ostrą jazdę.

– Ach, zapomniałam cię spytać, jak się udała kolacja w Dniu Dziękczynienia u 

siostrzenicy – zagadnęła Carrie. – Powiedz, jak było?

Fran zmarszczyła nos.
– No, na jedzenie nie mogłam narzekać – powiedziała z ociąganiem.
– Coś ci nie odpowiadało?
– Fran milczała przez chwilę.
– Nie, nic takiego. Po prostu Lucy ma męża mądralę. Chciałam obejrzeć mecz 

w telewizji, ale on kazał nam obejrzeć jakiś zagraniczny film z napisami. Komu by 
się chciało czytać?!

Carrie omal się nie roześmiała. Nie znała Fran od tej strony.
– Lubisz futbol? – spytała.
– Uwielbiam! Mój mąż był w drużynie, kiedy go poznałam. Myślę, że to mi się 

w  nim  najbardziej  spodobało:  te  wielkie, wypchane  ramiona i  wąskie  biodra!  To 
naprawdę robiło wrażenie!

Fran zawstydziła się trochę swojego wybuchu entuzjazmu i zerknęła niepewnie 

na Carrie, która tylko się do niej uśmiechnęła.

– Gus też lubi futbol.
Fran skinęła głową.
–  Wiem,  zaprosił  mnie  nawet  na  mecz  –  wyznała.  –  Mogłabym  sobie 

przypomnieć stare dobre czasy.

Więc to tak! Ta dwójka kontaktowała się za jej plecami. Carrie już od dawna 

podejrzewała, że coś wisi w powietrzu. Nie sądziła jednak, że sprawy zaszły już aż 
tak daleko.

Fran wysadziła ją przed bramą warsztatu.
– Zaczekam tu na ciebie – powiedziała.
Carrie potrząsnęła głową.

background image

–  Nie  ma  potrzeby  –  stwierdziła.  –  Poradzę  sobie.  Przecież  będę  już  miała 

samochód.

Fran wahała się jeszcze przez chwilę, ale w końcu skinęła głową i odjechała z 

piskiem  opon.  Carrie  jeszcze  przez  chwilę  patrzyła  za  nią.  Kto  by  się  po  niej 
spodziewał takiego temperamentu?!

We wtorek Carrie poczuła się niezbyt wyraźnie, kiedy tuż po wejściu do biura 

otrzymała wiadomość, że Cash czeka na nią w swoim gabinecie. Zerknęła tylko do 
lustra, poprawiła włosy i zapukała do jego drzwi.

– Proszę!
Weszła, nie bardzo wiedząc, dlaczego czuje się winna. Cash wskazał jej krzesło 

i od razu przeszedł do rzeczy.

–  Dostałem  zaproszenie  na  seminarium,  które  ma  się  odbyć  w  przyszłym 

tygodniu  w  San  Francisco  –  powiedział  i  odwrócił  się  w  stronę  okna.  –  Będzie 
trwało  od  poniedziałku  do  piątku  i  ma  być  poświęcone  problemom  kadrowym. 
Głównie  ubezpieczeniom  i  testom  alkoholowo-narkotykowym.  Pomyślałem,  że 
może zechcesz pojechać.

Carrie aż pochyliła się w jego stronę.
– Z prawdziwą przyjemnością!
–  Dobrze,  wobec  tego  poproszę  Peggy,  żeby  wysłała  nasze  zgłoszenia  i 

zarezerwowała pokoje.

Carrie  siedziała  jak  ogłuszona.  Nie  bardzo  wiedziała,  co  powiedzieć.  Czuła 

tylko mrowienie na karku i przyspieszone bicie swojego serca.

–  Uwielbiam  San  Francisco  –  powiedziała  słabym  głosem.  –  To  naprawdę 

niezwykłe miasto.

Cash skinął głową.
– Seminarium odbywa się w St. Francis.
Ta wiadomość również powinna ją ucieszyć, ale jakoś nie ucieszyła. St. Francis 

było pięknym i romantycznym miejscem, ale nie wyobrażała sobie, jak tam będzie 
się czuła, przebywając z Cashem.

– To świetnie – niemal szepnęła.
Cash wstał i podszedł do okna.
– To wszystko – powiedział. – Do zobaczenia na zebraniu. Pamiętaj, ó trzeciej.
Carrie  podniosła  się  z  krzesła  i  podeszła  do  drzwi  krokiem  skazańca.  Cash 

zerknął na nią raz jeszcze.

– Aha, jeszcze jedna sprawa. Dostaliśmy już oprawione zbiory przepisów. Są w 

pokoju konferencyjnym, jeśli masz ochotę na nie zerknąć.

– Dziękuję, Cash – powiedziała słabym głosem. Nie miała nawet siły naprawdę 

się ucieszyć.

– Nie ma za co. Pamiętaj, o trzeciej.

To wcale nie był dobry pomysł, pomyślał Cash, patrząc za wychodzącą Carrie. 

Po chwili jej smukła figura zniknęła za drzwiami. Wciąż pamiętał ją jeszcze stojącą 
w dżinsach na szczycie drabiny i ten obraz nie dawał mu spokoju.

background image

A teraz postanowił spędzić prawie tydzień z  właścicielką tej  figury w starym, 

romantycznym hotelu.  Carrie  wyczuła  chyba coś nienaturalnego, ponieważ  wcale 
nie wyglądała na zachwyconą tą perspektywą. Ale cóż, słowo się rzekło.

Odwrócił  się  w  stronę  okna  i  spojrzał  na  wzburzone  sztormem  wody  zatoki. 

Wiatr wiał już drugi dzień i morze było bardzo niespokojne. Cash sam nie wiedział, 
co bardziej go niepokoi. Czy ten żywioł za oknem, czy raczej to, co działo się we 
wnętrzu jego duszy.

Poza tym miał nieczyste sumienie. Wiedział, że tego rodzaju biurowe związki 

nie  prowadzą  do  niczego  dobrego.  Mogą  jedynie  pogorszyć  atmosferę  w  firmie. 
Znał  wielu  dyrektorów,  którzy  utrzymywali  intymne  kontakty  ze  swoimi 
sekretarkami.  Często  tłumaczyli  się  brakiem  czasu.  Jednak  zawsze  prowadziło  to 
do ogólnego rozprzężenia.

Cash  zatrudnił  kiedyś  sekretarkę,  która  siadała  w  mini  na  jego  biurku.  Była 

naprawdę dobra, lecz mimo to postanowił ją zwolnić. A teraz sam fundował sobie i 
Carrie niezwykle dwuznaczną sytuację.

Poza  tym  coś  jeszcze  nie  dawało  mu  spokoju.  A  mianowicie  wszystkie  te 

przypadki oskarżeń o molestowanie seksualne. Co prawda Carrie nie wyglądała na 
zagorzałą  zwolenniczkę  feminizmu,  ale  nie  była  też  kopciuszkiem,  który 
pozwalałby się wykorzystywać.

Cash usiadł za biurkiem. Chciał przejrzeć papiery przed zebraniem, ale myśl o 

Carrie nie dawała mu spokoju. Nie mógł się ani na chwilę uwolnić od jej obrazu.

Uderzył otwartą dłonią w poręcz fotela. Nie, nie będzie żadnych wyjątków! Nie 

może się  narażać na plotki!  Poza tym może  w ten sposób stracić  osobę, która od 
samego początku tak bardzo zaangażowała się w sprawy firmy. Cash mógł się nie 
zgadzać z Carrie, ale wiedział, że zatrudniając ją, zrobił dobry interes.

Wstał  i  zaczął  chodzić  po  pokoju.  Podjął  już  decyzję,  ale  coś  nie  dawało  mu 

spokoju. To dziwne, że tak dawno z nikim się nie umawiał. Jego ojciec mawiał, że 
kobiety  potrafią  zrujnować  mężczyznę.  No  tak,  matka  bez  przerwy  urządzała 
przyjęcia, na które zapraszała przyjaciółki. Jednak o ileż była szczęśliwsza od ojca! 
I zawsze uśmiechnięta!

Cash  przystanął  uderzony  nagłą  myślą.  Kiedy  to  ostatnio  się  uśmiechał?!  Ile 

tygodni,  miesięcy,  a  może  lat  temu?!  Nie,  nie  potrafił  się  już  cieszyć.  Starał  się 
wypełnić pracą pustkę, która nagle go otoczyła.

Resztę przedpołudnia spędził na rozmyślaniach. Nie miał siły pracować. Kiedy 

w końcu zadzwoniła do niego Peggy z informacją, że zbliża się trzecia, nie mógł w 
to uwierzyć. Spojrzał na zegarek i zaklął. Nie tylko nie zrobił tego, co powinien był 
zrobić, ale jeszcze nie przygotował się do zebrania.

Podziękował Peggy i sięgnął do biurka po fistaszki, które zawsze tam trzymał. 

Następnie  zaczął  przeglądać  notatki  dotyczące  dzisiejszego  zebrania.  Dobrze,  że 
przemyślał  wszystko  wcześniej,  inaczej  teraz  świeciłby  oczami  przed  swoimi 
ludźmi.

W końcu wziął notatki i wyszedł na korytarz. Nie wszyscy jeszcze zgromadzili 

się  w  sali  konferencyjnej.  Część  pracowników  wychodziła  ze  swoich  pokojów. 

background image

Cash wyprzedził ich i wszedł do sali.

Zapadła cisza. Cash przeszedł na swoje miejsce i zerknął w stronę Carrie i Peg, 

a także na stosik dokumentów przed nimi. Nagle poczuł się bardzo samotny.

– Hm, dzień dobry. Witam wszystkich – powiedział, czując, że coś tarasuje mu 

gardło.

Sala odpowiedziała zgodnym chórem:
– Dzień dobry.
Poczuł  się  nagle  jak  nauczyciel  w  szkole  z  zaostrzonym  rygorem.  Niemal 

wszyscy  wpatrywali  się  w  niego  uważnie,  co  powodowało,  że  czuł  się  jeszcze 
bardziej zażenowany. Cash przestąpił z nogi na nogę i spojrzał na notatki, których 
jeszcze nie zdążył rozłożyć na pulpicie.

Zaczął je rozkładać, a wtedy na sali podniósł się szmer. Tak, właśnie taki jak w 

szkole,  kiedy  srogi  nauczyciel  zajmuje  się  na  chwilę  czymś  innym.  Cash  ciekaw 
był, czy jego ludzie nie stroją sobie z niego w tej chwili żartów.

Zdecydowanym ruchem odsunął notatki.
– W zasadzie nie ma  potrzeby omawiać z wami tego wszystkiego. – Wskazał 

dokument,  który  Carrie  zatytułowała:  „Regulamin  Wewnętrzny  Cunningham 
Construction”. – Umiecie czytać i możecie się z tym sami zapoznać.

Tym  słowom  towarzyszyło  westchnienie  ulgi.  Cash  uniósł  rękę  i  natychmiast 

zapanowała cisza.

–  Większość  z  omawianych  tutaj  spraw  poruszałem  przy  różnych  okazjach, 

więc  nie  powinny  nikogo  zaskoczyć.  –  Cash  zrobił  efektowną  przerwę.  Czuł  się 
coraz lepiej w roli mówcy. – Jest jednak jedna rzecz wymagająca omówienia.

Spojrzał na swoich pracowników. Jedni wyglądali na zaciekawionych, inni na 

zaniepokojonych, ale nikt nie pozostał obojętny.

Zaczął mówić o sprawdzaniu nowych pracowników pod względem uzależnienia 

alkoholowego i narkotykowego. Ludzie uspokoili się trochę, świadomi tego, że ich 
to nie dotyczy. Jednak Cash wiedział, że to nie wszystko.

Znów  zrobił  przerwę,  a  następnie  zaczął  omawiać  kwestię  testowania  już 

zatrudnionych pracowników. Poczuł narastającą falę wrogości. Szybko wyjaśnił, że 
podobne testy będą stosowane tylko w uzasadnionych przypadkach i z pewnością 
nie obejmą całej załogi. To uspokoiło niektórych, ale Cash czuł, że coś niedobrego 
wisi  w  powietrzu.  Jego  ludzie  patrzyli  na  boki.  Ktoś  odkaszlnął,  ktoś  chrząknął, 
wszyscy jednak byli bardzo spięci.

Cash  spojrzał  na  Carrie.  Siedziała  ze  wzrokiem  wbitym  w  stos  regulaminów. 

Poczuł,  że  został  sam.  Zszedł  z  podium  i  zbliżył  się  do  ludzi.  Poczuł,  że  musi
powiedzieć to, co jak sądził, nigdy nie przejdzie mu przez gardło.

– Ci, którzy borykają się z tym problemem, powinni przyjść do mnie w ciągu 

paru najbliższych dni – zaczął.

–  Gwarantuję,  że  potraktuję  ich  z  szacunkiem  i  postaram  się  pomóc.  Jeśli 

wspólnymi siłami uporamy się z tym problemem, to nie ma mowy o zwolnieniu.

Cash  z  powrotem  wszedł  na  podium.  W  sali  panowała  wprost  niewiarygodna 

cisza.

background image

–  Uprzedzam  jednak,  że  nie  będzie  następnej  szansy  –  dodał  po  chwili.  –

Każdego, kto zostanie przyłapany na  pijaństwie albo braniu narkotyków, zwolnię 
bez wahania.

Przetoczył wzrokiem przez pierwsze rzędy zebranych. Czuł wrogość i wiedział, 

że  jeśli  w  tej  chwili  zakończy  zebranie,  to  następnego  dnia  część  ludzi  złoży 
wymówienia. Chciał powiedzieć coś cieplejszego, ale nie mógł. Stał tak i patrzył, 
aż w końcu poczuł czyjeś nieśmiałe dotknięcie. Spojrzał w bok.

– Czy mogę coś powiedzieć? – spytała Carrie.
Chciał  ją  wycałować  w  oba  policzki  i  zaproponować,  żeby  sama  dalej 

poprowadziła zebranie. On tymczasem zaszyłby się w swoim gabinecie.

–  Tak,  oczywiście.  Poznaliście  już  Carrie  Sargent,  naszą  nową  kierowniczkę 

działu  kadr  –  zwrócił  się  do  zebranych.  –  To  właśnie  ona  jest  autorką  tego 
regulaminu i z pewnością chętnie wyjaśni wszystkie wątpliwości.

Kiedy Carrie pojawiła się na podium, wiele osób zaczęło się uśmiechać. Teraz 

jednak uśmiechy znikły z ich twarzy. Jednak Carrie nie traciła ducha.

–  Myślę,  że  powinnam  wam  wszystkim  wyjaśnić,  o  co  chodzi  w  tym 

regulaminie.  Wiem,  że  może  on  rodzić  pewne  obawy,  ale  przecież  zupełnie 
niepotrzebnie.

Nagle  atmosfera  jakby  zelżała.  Parę  osób  poruszyło  się  na  swoich  krzesłach. 

Cash  poczuł,  że z niewiadomych  przyczyn jego  ludzie bardziej ufają  tej  kobiecie 
niż  jemu.  Tylko  dlaczego?  Przecież  niczego  jeszcze  nie  wyjaśniła,  a  już  zyskała 
sympatię.

– Pozwólcie, że od razu przejdę do sedna sprawy. Chodzi o alkohol i narkotyki. 

Wielu  z  was  pracuje  na  ciężkim  sprzęcie.  Zastanówcie  się,  czy  chcielibyście 
współdziałać z kimś będącym pod wpływem alkoholu albo narkotyków?

Było  to  pytanie  retoryczne,  ale  wiele  osób  wykrzyknęło:  „Nie,  ja  nie!”,  „Za 

żadną cenę!”, „Nic z tego!” Carrie uśmiechnęła się do zebranych i ciągnęła:

– No właśnie, to oczywiste. Nikt z nas nie chce narażać swego bezpieczeństwa.
Następnie przerwała i spojrzała na Casha. Wyczuł, że czeka na jego akceptację, 

dlatego  skinął  głową,  chociaż  naprawdę  nie  wiedział,  co  Carrie  ma  zamiar 
powiedzieć.  Chciał  jednak,  żeby  oczyściła  atmosferę  i  przywróciła  jego  ludziom 
poczucie bezpieczeństwa.

–  Przed  chwilą  Cash  zapraszał  do  siebie  tych  wszystkich,  którzy  mają 

problemy. Możecie przychodzić z każdą sprawą. Chciałabym jeszcze dorzucić do 
tego  parę  słów.  Otóż  naprawdę  jesteśmy  otwarci  na  wszystkie  wasze  problemy  i 
chcemy wam zapewnić pomoc, łącznie z pomocą medyczną.

Jeszcze  raz  zerknęła  na  Casha,  a  on  znowu  skinął  głową,  teraz  jednak  w 

kierunku sali.

–  Musicie  wiedzieć,  że  wszystkim  nam  zależy  na  was  –  ciągnęła  Carrie.  –

Zarówno jeśli chodzi o wasze bezpieczeństwo, jak i o was samych.

Powiedziała  to  tak  szczerze,  że  część  osób  zaczęła  nawet  klaskać.  Nikt  w 

każdym razie nie robił już ponurej miny. Carrie poprosiła wszystkich, żeby ustawili 
się w dwóch kolejkach. Ona i Peggy miały rozdawać regulaminy i zbierać podpisy 

background image

na liście.

Cash  poczuł,  że  jednak  nie  popełnił  błędu.  Carrie  była  naprawdę  cennym 

nabytkiem. Zwłaszcza kiedy chodziło o kontakty z ludźmi. Sam nie wiedział, jak to 
się działo. Miała przecież do zakomunikowania to samo co on. A jednak zrobiła to 
lepiej i prościej.

Wyszedł  z  sali  ze  ściśniętym  gardłem,  widząc  jeszcze,  jak  odprężeni, 

uśmiechnięci ludzie ustawiają się w długim ogonku.

Cash nie podejrzewał, że obietnica złożona w czasie zebrania spotka się z takim 

odzewem.  Już  następnego  dnia  rano  zaczęli  przychodzić  do  niego  ludzie  z 
problemami.  Część  z  nich  dotyczyła  usprawnienia  pracy,  jednak  zdarzały  się 
błahostki, na które normalnie nie traciłby czasu. Czuł jednak, że jego ludzie chcą z 
nim porozmawiać i że nie powinien im tego odmawiać.

Gdzieś  koło  pierwszej  zarządził  jednak  przerwę.  Poprosił  też  Peg,  żeby  ci, 

którzy chcą się z nim widzieć, wpisywali się na listę.

Następnie  zajrzał  do  pokoju  Carrie.  Nie  zdziwił  się  nawet,  widząc  ją  przy 

komputerze z kosmykami włosów zatkniętymi za uszy.

Carrie wyprostowała się, kiedy wszedł.
– Zdaje się, że czeka mnie reprymenda.
– Za co?
– Widziałam te tłumy przed twoimi drzwiami. Cash pokręcił głową.
– Nie będę ci nawet robił wymówek – stwierdził. – Ci ludzie po prostu chcieli 

ze mną pogadać.

– No, ale nie możesz przecież pracować – powiedziała.
– Zdaje się, że przed moim przyjściem było tu znacznie spokojniej.
–  Ale  teraz  nareszcie  widzę,  co  dzieje  się  w  mojej  firmie.  Dowiedziałem  się 

wielu ciekawych rzeczy. Do tej pory nie interesowałem się tym.

Cash  zastanawiał  się,  kiedy  ostatnio  przyznał  się  do  błędu.  Szukał  długo  w 

pamięci, ale nie odkrył niczego takiego.

–  Niektórzy  opowiadają  mi  o  nadużyciach  w  zakładzie  –  ciągnął.  –  Boją  się 

tylko wymieniać nazwiska. A może sami są w to zamieszani i chcą z tym skończyć. 
Inni mówią, że często nie mają pracy. Siedzą pół dnia, czekając na jakieś faktury 
czy  coś  takiego.  Nie  miałem  pojęcia,  że  mamy  tu  tak  straszny  bałagan.  Dlatego 
chciałbym przeznaczyć dodatkowe fundusze na ubezpieczenia. Mam wrażenie, że 
zadowoleni  ludzie  lepiej  pracują  –  zakończył.  Carrie  spojrzała  na  niego  jak  na 
ducha.

– Przecież mówiłeś, że nie mamy pieniędzy.
– Właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać. Musimy znaleźć pieniądze. Te 

dodatkowe ubezpieczenia nie są chyba takie drogie, prawda?

Carrie skinęła głową.
–  Tak,  oczywiście.  Mam  nawet  na  ten  temat  parę  broszur.  Ale  to  nakłada 

dodatkowe obowiązki na zakład pracy – dodała zaraz. – Widzisz, to w zasadzie nie 
są  ubezpieczenia  w  ścisłym  znaczeniu  tego  słowa.  Raczej  dodatkowe  fundusze 
pracownicze, z których można korzystać w razie potrzeby.

background image

Cash  machnął  ręką.  W  tej  chwili  wydawało  mu  się  to  mało  istotne.  Wiedział 

jedynie, że stanowi to dobre zabezpieczenie firmy.

– Muszę się wobec tego wszystkiego dowiedzieć – stwierdził. – Zjesz ze mną 

lunch w Carmel?

Poczuła, że patrzy na niego z otwartymi ustami i niezbyt mądrą miną. Mogła się 

spodziewać  wszystkiego,  ale  nie  takiego  zaproszenia.  Czyżby  oznaczało  to,  że 
pierwsze  lody  zostały  przełamane?  Być  może.  Musi  jednak  uważać.  Cash  jest 
jednak bardzo kostyczny w swoim podejściu do spraw związanych z pracą.

Carrie wciąż milczała.
– Nie masz chyba innych zobowiązań?
– Nie mam – odparła po chwili namysłu. – Możemy się tam wybrać.

background image

Rozdział 8

Carrie patrzyła ze zdziwieniem na swojego szefa. Czy to był ten sam Cash, czy 

może  jakaś  jego  inna  ulepszona  kopia?  Czy  to  możliwe,  żeby  zmienił  się  tak 
bardzo? I to pod wpływem zebrania i paru rozmów z ludźmi?

Carrie wiedziała, że jest to możliwe. Z przyjemnością spojrzała na siedzącego 

obok mężczyznę, który wyglądał jak bohater ze snu: miał wyraziste rysy i wygląd 
kogoś zdecydowanego i pewnego siebie.

Musiał zauważyć, że Carrie go obserwuje, ponieważ spytał:
– Coś nie w porządku?
– Nie, nic. Podziwiam krajobraz.
Poniekąd mówiła prawdę. Jeśli nawet nie krajobraz, to jego najbardziej istotną 

część.  Musiała  sobie  jednak  powiedzieć:  „dość!”  Przecież  była  tu  po  to,  żeby 
rozmawiać o pracy.

–  Chcesz  wiedzieć,  które  firmy  ubezpieczeniowe  uważam  za  najlepsze?  –

spytała.

–  Tak.  Zdaje  się,  że  powinienem  wrócić  do  czasów,  kiedy  studiowałem 

psychologię  –  powiedział  bardziej  do  siebie  niż  do  niej.  –  Nawet  nie 
przypuszczałem, że moi ludzie mają tyle problemów. Rozbite małżeństwa, kłopoty 
z dziećmi. Najpierw myślałem, że to nieważne, ale teraz zaczynam rozumieć, że to 
wpływa na ich pracę.

– Właśnie od tego jest to dodatkowe ubezpieczenie – wtrąciła pospiesznie.
Oderwał na chwilę wzrok od drogi.
– Myślałem, że chodzi tylko o alkohol i narkotyki.
Carrie otworzyła teczkę, którą wzięła z sobą. Cash nie mógł co prawda czytać, 

ale ona sama chciała odświeżyć sobie pamięć.

– Nie, o wszystkie problemy. Oczywiście, pieniądze nie załatwiają sprawy, ale 

mogą pomóc.

Ich oczy spotkały się na  chwilę,  a  samochodem lekko  zarzuciło. Cash szybko 

skoncentrował  się  na  prowadzeniu.  Jednak  to  jedno  spojrzenie  wystarczyło,  żeby 
Carrie  odkryła,  że  Cash  nie  myśli  już  ani  o  ubezpieczeniach,  ani  o  firmie.  Co 
gorsze, ona również myślała o czymś innym.

Zatrzymali się przed pubem Day. Carrie wrzuciła foldery do teczki i wysiadła z 

wozu.  Kiedy  znaleźli  się  w  środku,  pomachała  Gusowi  dłonią,  a  następnie 
skierowała się do upatrzonego stolika.

– Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie tutaj? – spytała przyciszonym głosem.
– I tutaj, i w ogóle – odparł Cash ze śmiechem, sadowiąc się na swoim miejscu.
A potem spojrzał jej w oczy i było w tym spojrzeniu coś tak intymnego, że aż 

się  zaczerwieniła.  To  spotkanie  bardziej  przypominało  randkę  niż  omawianie 
ważnych spraw związanych z pracą.

W tym momencie podszedł do nich uśmiechnięty od ucha do ucha Gus.
– Macie ochotę na lunch? – spytał.

background image

–  Nie,  przyjechaliśmy,  żeby cię  sprawdzić  – powiedziała przekornie Carrie.  –

Podobno  flirtujesz tutaj z  jakimiś –  paniami.  Ale  tak przy  okazji, to  chętnie bym 
zjadła zupę z owoców morza.

– Coś do picia?
– Niskokaloryczną kolę – odparła Carrie.
– Dla mnie to samo – dodał zaraz Cash.
Gus skinął głową na znak, że przyjął zamówienie.
– A co do flirtowania – dodał, patrząc na Carrie – to wiesz, że tego nie robię. 

Frannie mogłaby mi to mieć za złe!

Gus z godnością oddalił się od stolika, a Carrie parsknęła śmiechem. Cash nie 

potrafił ukryć zdziwienia.

– Co w tym śmiesznego? – spytał.
– Chodzi o Frannie – wyjaśniła.
– Frannie? Co za Frannie? Nie znam nikogo takiego.
Carrie przez chwilę zastanawiała się, czy wtajemniczyć Casha we wszystko, ale 

w końcu zdecydowała, że jest to prywatna sprawa Fran i Gusa. Zresztą po chwili 
pojawił się ten ostatni z sztućcami i kolą.

– Zupa zaraz będzie gotowa – oznajmił.
Wszyscy  mówili  „zupa”,  ale  w  rzeczywistości  był  to  rodzaj  kremu  o 

niepowtarzalnym smaku. Można się tym było najeść do syta.

–  To  świetnie  –  ucieszyła  się  Carrie.  Nie  mieli  przecież  zbyt  dużo  czasu.  –

Musimy być w pracy przed drugą.

Gus pochylił się w jej stronę.
– Jak wrócisz, to spytaj Frannie, czy ma plany na jutrzejszy wieczór – poprosił. 

– Wiesz, wymyśliłem dla nas coś bombowego.

Cash zamrugał tylko powiekami. Carrie, nie wiedzieć czemu, się spłoniła. Przez 

chwilę siedzieli w milczeniu. W końcu jednak stało się jasne, kim jest tajemnicza 
Frannie.

– To niemożliwe! – wykrzyknął Cash.
– A jednak.
Cash klepnął się w udo.
–  To  może  od  razu  powiesz  mi  wszystko,  co  powinienem  wiedzieć  o  moich 

pracownikach. Zdaje się, że jesteś zorientowana lepiej ode mnie.

Mówił to bez przekąsu i bez żalu. Rozumiał już, że ludzie po prostu ufają Carrie 

Sargent. Zresztą on sam powoli zaczynał poddawać się jej urokowi.

Gus postawił przed nimi dwie miski.
– Smacznego.
Pojawienie się jedzenia pozwoliło jej uniknąć odpowiedzi na to pytanie. Carrie 

nabrała na łyżkę gęstego płynu i czekała chwilę, aż ostygnie.

Oczywiście  Cash  powinien  wiedzieć  wszystko  o  swoich  pracownikach.  A 

ponieważ ona też u niego pracowała, siłą rzeczy powinien też wiedzieć coś o niej. 
Do tej pory nic nie mówiła o sobie. Jednak nikt nie oczekiwał tego od niej. Teraz, 
za jej sprawą, wiele się zmieniło. Może powinna... Poza tym jeszcze jedna sprawa 

background image

nie dawała jej spokoju. Te powtarzające się poniedziałkowe absencje.

Już  chciała  zacząć  mówić,  gdy  pusta  łyżka  omal  nie  wpadła  jej  do  zupy. 

Natychmiast odwróciła się tyłem do ściany i wtuliła w przepierzenie.

Za późno. Znajoma postać skierowała się już w ich stronę.
– Carrie, kochanie! Jak miło cię widzieć!
Brian już był przy niej. Najpierw usiłował ją przytulić, co było utrudnione przez 

to, że ona siedziała, a on  stał, a następnie pochylił się i pocałował ją w policzek. 
Dopiero teraz zwrócił uwagę na Casha. Przez chwilę wahał się, a potem wyciągnął 
do niego rękę.

– Nazywam się Brian Underwood. A pan?
Cash wstał i wyciągnął dłoń.
– Cash. Cash Cunningham – powiedział bez entuzjazmu.
Brian zaśmiał się.
– Cash and Carrie?! – wykrzyknął. – Nie żartujecie sobie ze mnie?
Carrie westchnęła i zrobiła pełną dezaprobaty minę.
–  To  spotkanie  robocze,  Brianie  –  poinformowała  byłego  narzeczonego.  –

Mamy parę ważnych spraw do omówienia.

Brian spojrzał na nią ze zdziwieniem.
– Aa, no proszę. Moja narzeczona lubi robić niespodzianki, panie Cunningham.
– Brianie, przecież nie...
– Nie powinienem ci przeszkadzać? – dokończył za nią. – Słusznie, kochanie. 

No  to  zrób  pa-pa  swojemu  misiaczkowi.  Pogadamy  później  –  dodał  z  groźbą  w 
głosie.

Wyciągnął rękę do Casha.
– Miło mi było pana poznać – powiedział z czarującym uśmiechem.
Jeśli  nawet  Carrie  kiedyś  wątpiła  w  prawdziwość  powiedzenia,  że  wszyscy 

prawnicy  to kłamcy, to  teraz uznała, że zna co najmniej jednego prawnika, który 
jest łgarzem do kwadratu.

Brian oddalił się od stolika.
– Cash, pozwól, że wyjaśnię – zaczęła.
Jednak Cash podniósł do góry rękę.
–  Nie  ma  takiej  potrzeby  –  stwierdził.  –  Chyba  że  chciałabyś  dodatkowe 

ubezpieczenie  od  natarczywości  narzeczonego.  Bo  ten  nie  wygląda  na  potulnego 
baranka.

Cash  poczuł,  że  zagalopował  się  zbyt  daleko,  i  skierował  rozmowę  na 

bezpieczniejsze tory. Starał się  jednak unikać  wzroku Carrie, a  z  kolei ona  miała 
kłopoty ze zjedzeniem znakomitej skądinąd zupy. W końcu zdecydowali, że muszą 
wracać.  Cash  zapłacił  i  wyszli  przed  pub.  Carrie  spojrzała  na  mercedesa.  Teraz 
przypomniała sobie, ze Brian miał takiego samego albo przynajmniej podobnego. 
W ogóle miała wrażenie, że wszyscy mężczyźni są tacy sami.

Dlaczego zatem czuła się tak kiepsko tylko z tego powodu, że jeden mężczyzna 

nie wiedział o tym, że drugi mężczyzna nie jest już jej narzeczonym?

background image

Cash z kwaśną miną otworzył przed nią drzwi samochodu. Następnie usiadł za 

kierownicą.

– Jedziemy!
Ruszyli  z  piskiem  opon.  Przez  większą  część  drogi  do  Monterey  jechali  nie 

odzywając się do siebie. W końcu Cash zdjął nogę z pedału gazu.

– Odniosłem wrażenie, że chciałaś mi coś powiedzieć, kiedy zapytałem o moich 

pracowników. Pamiętasz, zanim Gus jeszcze przyniósł nam zupę.

Do Ucha! Pamiętała, jasne, że pamiętała. Miała jednak nadzieję, że Cash o tym 

zapomniał. Oczywiście, nie będzie mu teraz opowiadać o sobie. Jednak czy w tej
chwili powinna poruszać sprawę Sama?

–  Widzisz,  na  pewnym  seminarium  tłumaczono  nam,  że  powtarzające  się 

poniedziałkowe  absencje  mogą  świadczyć  o  jakichś  poważnych  problemach. 
Człowiek ma wtedy opory przed zaczęciem pracy – dodała z nadzieją, że Cash nie 
domyśli się, że chodzi jej o Sama.

– Tak, pamiętam, że miałaś to na liście przewinień usprawiedliwiających testy 

narkotykowe  –  zauważył,  a  Carrie  przeklęła  w  myślach  jego  dobrą  pamięć.  –  O 
kogo konkretnie ci chodzi?

–  Mógłby  przynajmniej  sam  domyślić  się,  o  kogo  jej  chodzi!  Czuła  się  w  tej 

chwili jak podła donosicielka i milczała.

– Chcesz, żebym sam zgadł? – domyślił się Cash.
Jasne!  Przecież  mógł  przejrzeć  papiery  swoich  pracowników,  tak  jak  ona  to 

zrobiła.

– Najwięcej absencji ma Sam – powiedziała.
– Sam – powtórzył Cash. – A tak, pamiętam go.
–  Parę  razy  obserwowałam  go  przy  pracy  i  muszę  powiedzieć,  że  pracuje 

bardzo dokładnie, ale wolno.

Cash przesunął dłonią po twarzy, ale natychmiast położył ją na kierownicy.
– To chyba nic złego.
– Wiesz, czemu policja zatrzymuje wolno jadące samochody?
Pokręcił głową. W dalszym ciągu nie rozumiał, o co może chodzić tej kobiecie.
– Mnie zawsze zatrzymują, bo jeżdżę za szybko.
– Właśnie, dlatego, że nie pijesz przed wejściem do samochodu – stwierdziła. –

Nawet trochę pijani kierowcy muszą uważać w czasie jazdy.

Cash  zastanawiał  się  przez  chwilę.  Argumenty  Carrie  brzmiały  sensownie. 

Musiał przyznać, że wykazała wielką znajomość ludzkiej natury. On sam nigdy by 
nie doszedł do podobnych wniosków.

Carrie milczała, nie bardzo wiedząc, czy zrobiła źle, czy dobrze. Może powinna 

porozmawiać wcześniej z Samem? Miała jednak wrażenie, że Cash się zmienił i że 
podejmie  właściwą  decyzję.  Gdyby  tylko  nie  ten  epizod  z  Brianem!  Wyraźnie 
wytrącił ją z równowagi.

Nawet  nie  zauważyła,  jak  dojechali  na  miejsce.  Cash  zaparkował  przed 

biurowcem i przeszedł do tylnych drzwi. Carrie ruszyła za nim.

– Trochę sportu – powiedział, idąc po schodach.

background image

Szedł  tak  szybko,  że  z  trudem  za  nim  nadążała.  W  końcu  znaleźli  się  na 

właściwym piętrze.

– Dzisiaj mam przez cały dzień spotkania – powiedział, zatrzymawszy się przed 

recepcją. – Cała sprawa będzie musiała zaczekać do poniedziałku.

Co  za  cholerny  bubek!  pomyślał  Cash,  chodząc  tam  i  z  powrotem  po  swoim 

gabinecie.  Oczywiście,  chodziło mu o  Briana  Underwooda,  chociaż zdawał sobie 
sprawę z tego, że Carrie mogłaby po dzisiejszym spotkaniu powiedzieć to samo o 
nim.

– Underwood – powtórzył głośno.
Czy to możliwe, żeby miała takiego narzeczonego? Ta wiadomość powinna go 

ucieszyć. Znaczyło to, że nie ma nawet co myśleć o Carrie. Jednak jej obraz wciąż 
go  prześladował.  Wesołej,  roześmianej  Carrie  albo  Carrie  po  dziecięcemu 
poważnej  czy  też  zażenowanej,  zwłaszcza  wtedy,  gdy  po  wyjściu  z  samochodu 
rozmawiali jeszcze chwilę o przypadku Sama.

O Boże, żeby to tylko nie był Sam! pomyślał znowu. Pracował w firmie niemal 

od początku. W ciągu tych lat awansował parę razy i był teraz mistrzem zmiany. 
Mógł  też  zapomnieć  o  wyjazdach  w  teren  i  pracować  wyłącznie  w  warsztatach 
firmy.

Znowu  poczuł  się  opuszczony.  Przypomniał  mu  się  ojciec,  jego  usta,  które 

zbliżył do jego czoła, zanim wydarzyło się to wszystko.

Dlaczego jest taki samotny?
Wyszedł przed biurowiec. Wiatr, który uspokoił się w czasie dnia, znowu szalał 

po ulicach i podwórkach. Cash owinął się mocniej płaszczem.

Już  po  chwili  dotarł  do  samochodu  i  wsiadł  do  jego  przestronnego  wnętrza. 

Chciał  uciec  od  kłopotów  i  tego  wszystkiego,  co  wiązało  się  z  prowadzeniem 
firmy.

Czy na długo?

W poniedziałek rano myślał już tylko o Samie. To nie był jakiś tam pierwszy 

lepszy pracownik. Przez wiele lat Sam stanowił dla Casha symbol tego, co solidne. 
Bardzo  mu  pomógł  na  początku.  Później  też  nie  był  najgorszym  pracownikiem. 
Dałby Bóg, żeby Carrie się jednak myliła.

Do  pracy  dotarł  spóźniony.  Kiedy  wszedł  do  recepcji,  dochodziła  dziesiąta. 

Zdarzyło mu się to po raz pierwszy od wielu, wielu lat.

Natychmiast też podszedł do stanowiska Peggy.
– Dzień dobry, Peg.
– Dzień dobry, panie Cunningham.
– Chciałbym się teraz spotkać z Samem – powiedział. – Znajdź go i przyślij do 

mojego biura.

Nie czekając na odpowiedź, ruszył do swojego gabinetu i z ponurą miną zajął 

miejsce za biurkiem, powiesiwszy najpierw płaszcz na wieszaku.

background image

Nagle  usłyszał  ciche  pukanie  do  drzwi.  Czyżby  to  już  Sam?  Może  Carrie 

uprzedziła go, że będzie wezwany.

– Proszę.
Do pokoju wsunęła się Peg. Stanęła w progu, nie mając odwagi iść dalej.
– O co chodzi? Chodź bliżej.
Dopiero teraz zauważył, że ręce jej się trzęsą.
– Dzwoniłam właśnie do warsztatu i... i... – nie mogła z siebie wydusić już ani 

słowa.

– Tak, Peg?
–  Jack  powiedział,  że  powinien  pan  tam  przyjść.  Sam  –  się  skaleczył  i 

wrzeszczy jak opętany na Carrie – wyrzuciła z siebie sekretarka.

Cash wiedział już, o co chodzi. Wybiegł z gabinetu, zapominając o płaszczu, i 

pognał  do  warsztatu.  Zbiegł  po  schodach,  a  następnie  przebiegł  przez  pustawy 
dziedziniec  i  skierował  się  do  hangaru  z  blachy  falistej.  Po  chwili  już  był  przy 
drzwiach.

Gdy  je  otworzył,  jego  oczom  ukazał  się  niezwykły  widok.  Krew  tryskała  z 

lewego ramienia Sama, a blada Carrie stała ściskając w rękach chusteczkę do nosa i 
z przerażeniem patrzyła na stłuczoną butelkę w dłoni Sama.

background image

Rozdział 9

Wzrok  Carrie powędrował  w kierunku  Casha.  Widziała,  że coś  mówi,  ale  nie 

rozumiała słów. Tak, jakby miała sen pozbawiony dźwięku. Cash mówił jednak nie 
do niej, ale do Sama.

Podszedł  do  nich.  Zauważyła,  że  oczy  pociemniały  mu  z  gniewu.  Patrzył  na 

nich tak, jakby nie widział stłuczonej butelki, chociaż Carrie była pewna, że musiał 
ją zauważyć. Był całkowicie spokojny, co napawało ją zdumieniem.

Nagle odzyskała słuch.
– Sam, zdaje mi się, że miałeś  mały wypadek – powiedział Cash, podchodząc 

do nich jeszcze bliżej.

Sam skinął głową.
– Tak, pokaleczyłem się blachą – stwierdził.
Wyglądało na to, że zapomniał o butelce, którą trzymał w dłoni.
– Musisz pojechać do szpitala, żeby ci to zdezynfekowali i opatrzyli – ciągnął 

Cash. – Zdaje się, że nie obejdzie się bez szwów.

Sam  cofnął  się  trochę.  Jednocześnie  wyciągnął  uzbrojone  w  butelkę  ramię  w 

kierunku szefa.

– Nic z tego! – wykrzyknął. – Nie pojadę do tego cholernego szpitala! Nie będę

się poddawał żadnym cholernym testom!

Cash zrobił krok w jego kierunku. Wyciągnął też rękę w stronę Sama.
–  Daj  mi  tę  butelkę  –  powiedział.  –  Przecież  wiem,  że  nie  chciałbyś  zrobić 

nikomu nic złego.

Sam sprężył się cały na dźwięk tych słów i spojrzał wrogo na Casha. A potem 

rzucił  szybkie  spojrzenie  w  bok  i  machnął  potłuczoną  butelką  tuż  przed  nosem 
Carrie, która z trudem powstrzymała okrzyk.

– Nic nie wiesz! – krzyknął podniecony Sam. – Zawróciła ci w głowie! Zrobiła 

ci wodę z mózgu! To ona jest teraz tutaj szefem, a nie ty!

Carrie czuła, że nogi drżą pod nią. Sam stał tuż-tuż, a ona nie mogła się ruszyć. 

Powoli  zaczynali  się  wokół  nich  gromadzić  robotnicy,  więc  czuła  się  osaczona. 
Wydawało jej się, że niechęć Sama udziela się ludziom wokół.

Sam  zachwiał  się,  butelka  wypadła  mu  z  ręki  i  rozprysła  się  na  betonowej 

podłodze.

– Potrzebuję czegoś od bólu – powiedział, nie zauważywszy nawet tego, co się 

stało. Dopiero po chwili zauważył, że nie jest już uzbrojony.

Cash znów zbliżył się do niego.
– Chodź, Sam. Jedziemy do szpitala.
Sam  nie  protestował,  kiedy  szef  położył  dłoń  na  jego  ramieniu.  Dał  się 

poprowadzić  jak  dziecko,  które  nagle  zrozumiało,  że  opór  nie  ma  sensu.  Ludzie 
rozstąpili się przed nimi i Cash wyprowadził Sama na zewnątrz, nie zważając na to, 
że krew rannego pracownika brudzi mu spodnie. Pracownicy zaczęli rozchodzić się 
do swoich stanowisk.

background image

Carrie  poczuła,  że  opuściła  ją  cała  energia.  Nogi  miała  jak  z  waty  i  wciąż 

jeszcze  trzęsła  się  na  wspomnienie  tego,  co  się  stało.  Tuż  pod  jej  stopami  leżały 
odpadki szkła, a dalej stała otwarta szafka Sama, z której wyjął butelkę.

Podeszła  do  drzwi  wejściowych,  żeby  zaczerpnąć  trochę  powietrza.  Kiedy 

wyjrzała na zewnątrz, zobaczyła, jak Cash pomaga Samowi wsiąść do mercedesa. 
Któryś z robotników owinął mu ranę czystym ręcznikiem, ale niewiele to pomogło. 
Oczy  Carrie  i  Casha  spotkały  się  na  chwilę.  Jednak  Cash  szybko  się  odwrócił, 
chcąc  ukryć  swój  ból  i  smutek.  Zresztą  czas  naglił.  Sam  stracił  już  sporo  krwi  i 
powinien jak najszybciej znaleźć się w szpitalu.

Oczywiście plotki  szybko rozniosły się po zakładzie. Wszyscy, począwszy od 

biura,  a  kończąc  na  warsztatach,  wiedzieli  o  tym,  co  się  stało.  Nikt  jednak  nie 
cieszył się z klęski Sama. Wszyscy znali go tu od dawna i w najgorszym wypadku 
nie czuli do niego żadnej urazy.

Carrie  siedziała  przy  swoim  biurku  z  głową  ukrytą  w  dłoniach.  Jej 

pokrwawiona  bluzka,  którą  zaprała  zimną  wodą,  suszyła  się  w  łazience.  Carrie 
miała na sobie koszulkę z logo Cunningham Construction. Jej odsłonięte ramiona 
pokrywała gęsia skórka.

Wciąż myślała o tym, co się stało. Starała się prześledzić raz jeszcze przebieg 

wypadków. Dziś rano ktoś do niej zadzwonił.

–  Czy  może  pani  przyjść?  Jest  problem  z...  Samem  –  powiedział  nieznajomy 

mężczyzna.  –  My...  my  naprawdę  nie  czujemy  się  bezpieczni.  Trzeba  będzie 
poddać go testom, prawda? Zgodnie z regulaminem.

Casha  jeszcze  wtedy  nie  było  w  pracy.  Zebrała  siły  i  zeszła  na  dół, 

zastanawiając  się,  czy  dzwonił  do  niej  jakiś  osobisty  wróg  Sama,  czy  też 
rzeczywiście  któryś  z  zaniepokojonych  pracowników.  Słyszała  już  wcześniej,  że 
Sam cieszy się powszechnym uznaniem.

A potem wydarzyło się to.
Nagle usłyszała, że ktoś wszedł do pokoju i usiadł naprzeciwko. Nie podniosła 

jednak oczu.

– Jak się czujesz? – usłyszała głos Casha.
W odpowiedzi potrząsnęła głową. Nie chciała z nim rozmawiać. Nie miała nic 

do powiedzenia.

Cash  wstał,  obszedł  jej  biurko  i  przyklęknął  obok.  Następnie  oparł  dłonie  na 

poręczy fotela.

– Nic ci nie jest? – dobiegło do niej kolejne pytanie.
Pokręciła głową, a potem zerknęła w bok. Bała się, że zobaczy jego oczy. Te 

same smutne oczy, które widziała wcześniej na placyku. Nie wiedziała, czy uda jej 
się  wówczas  zapanować  nad  sobą.  A  co  by  się  stało,  gdyby  rzuciła  mu  się  w 
ramiona  i  zaczęła  płakać?  Na  pewno  nic  dobrego.  Bała  się  jego  dotyku,  jego 
bliskości, wszystkiego, co wykraczało poza sprawy zawodowe.

Cash podniósł jej brodę i zauważyła, że jego oczy znowu są jasne i pogodne.

background image

– T... tak mi przykro – wybąkała. – W teorii wszystko świetnie wyglądało, no i 

popatrz, co się porobiło.

Znowu spuściła oczy w obawie, że zacznie płakać. Cash pogładził ją delikatnie 

po ramieniu.

–  Nie  powinnaś  winić  siebie  za  to,  co  się  stało.  Prędzej  czy  później  sprawa 

wyszłaby na jaw – powiedział Cash.

– Oczywiście, lepiej, że stało się to wcześniej. To ja jestem winny wszystkiemu. 

Powinienem był poznać lepiej swoich ludzi.

Wstał i podszedł do okna.
–  Widzisz, popełniłem  błąd  –  ciągnął. – Chciałem  jak  najwięcej  zarobić, idąc 

choćby po trupach. No i teraz dopiero mam problem.

Odwrócił się w jej kierunku.
– Możemy zająć się tym teraz albo wrócić do tego jutro – zaproponował. – Jak 

wolisz?

Carrie  zastanawiała  się  przez  chwilę.  Czuła  się  wyczerpana,  ale  jednocześnie 

wiedziała, że będzie jej lepiej, kiedy zacznie coś robić.

– Od czego zaczniemy? – spytała.
Wyraźnie  ożywiony  Cash  podszedł  do  niej  i  położył  dłoń  na  jej  ramieniu. 

Chciała czuć jego dotyk, a jednocześnie znów bała się rozkleić.

– Zaczekaj chwilę, zaraz przyniosę ci kawy – powiedział i ruszył do drzwi. Po 

chwili zatrzymał się nagle. – Nie, zdaje się, że wolisz herbatę, prawda?

Dziwne, że to zauważył.
– Tak, nie. To znaczy w ogóle to tak – plątała się. – Ale teraz wolałabym się 

napić mocnej kawy.

Kiedy Cash poszedł po kawę, Carrie zajrzała do łazienki. Bluzka była jeszcze 

wilgotna.  Przemyła  twarz  zimną  wodą  i  usunęła  ostatnie  ślady  makijażu.  Nagle 
poczuła się nieco lepiej.

Kiedy wróciła do swojego pokoju, Cash już czekał na nią z kawą.
– Posłodzić? – spytał.
W odpowiedzi potrząsnęła głową.
– Będziemy musieli chyba zebrać radę pracowniczą? – zauważyła.
–  Jednak  wcześniej  powinniśmy  poinformować  wszystkich  o  dodatkowych 

ubezpieczeniach, jak również o funduszu zakładowym, który będziemy uruchamiać 
w podobnych przypadkach – powiedział Cash.

– Funduszu zakładowym? – powtórzyła ze zdziwieniem.
–  Postanowiłem  wygospodarować  trochę  pieniędzy  –  stwierdził  Cash.  –

Przecież i tak będziemy to sobie mogli odpisać od podatku, prawda?

Carrie z entuzjazmem parokrotnie skinęła głową.
–  Świetny  pomysł!  Oczywiście  będziesz  musiał  to  obgadać  z  głównym 

księgowym – zastrzegła się szybko. – Nie znam się na tym i nie wiem, ile można 
sobie odpisywać.

Cash machnął  ręką, jakby go to  w tej chwili niewiele obchodziło. Nalał sobie 

również kawy i, nie słodząc, wypił kilka łyków.

background image

– Powinniśmy też powiedzieć wszystkim o Samie – stwierdził ponuro.
Zapadła cisza. Carrie bała się odezwać czy choćby poruszyć.
– Może zaczniesz ode mnie – zaproponowała po chwili.
Spojrzała na niego żałośnie. Wcale nie chciała znać prawdy. Wołałaby przytulić 

się do Casha i posłuchać, jak mówi jej, że wszystko będzie dobrze.

Wiedziała jednak, że to  tylko mrzonki. Ostatecznie pracowała w Cunningham 

Construction jako szefowa działu kadr i musiała sobie jakoś radzić.

Cash zmarszczył brwi.
– Pierwszą część historii już znasz – zaczął. – Kiedy dojechaliśmy do szpitala, 

Sam się wściekł. Mówił, że nigdy więcej nie podpisze żadnego... – Cash zerknął na 
Carrie  i  stwierdził,  że  nie  powinien  cytować  soczystego  słownictwa  Sama  –
żadnego  dokumentu  pozwalającego  na  przeprowadzanie  narkotykowych  testów. 
Mogłem  go  sobie  wtedy  lepiej  obejrzeć.  Źrenice  miał  jak  szpilki.  W  ogóle  nie 
przypominał siebie. Moim zdaniem, nie potrzeba było żadnych testów.

– I co?
Cash wzruszył ramionami.
– Nic więcej – odparł. – Powiedział, że rezygnuje z pracy i tyle.
Carrie przesunęła dłonią po twarzy. Powoli zaczynała czuć zbawienne działanie 

kawy.

– Chcesz go zwolnić?
Ponowne wzruszenie ramion.
– A mam jakiś wybór? – odpowiedział pytaniem. – Sam nie zgodził się na testy. 

Według  regulaminu  powinienem  go  zwolnić.  Jeśli  tego  nie  zrobię,  będzie  to 
znaczyć, że mamy tutaj równych i równiejszych.

Carrie westchnęła ciężko.
–  Tak  mi  przykro,  Cash.  –  Gdy  tylko  wypowiedziała  te  słowa,  poczuła,  że 

brzmią  one  pusto.  Nie  wiedziała,  co  powiedzieć.  Przez  chwilę  siedzieli  w 
milczeniu, unikając spoglądania na siebie.

W końcu Cash uderzył dłonią w blat biurka.
–  Wiesz  co,  zbierz  wszystkich  w  pokoju  konferencyjnym.  Również  ludzi  z 

produkcji  –  powiedział,  wstając.  –  Im  wcześniej  będziemy  to  mieli  za  sobą,  tym 
lepiej.

Skinęła głową.
– Dobrze. Chciałabym jeszcze tylko zastanowić się trochę nad tą całą sprawą –

stwierdziła,  patrząc  na  blat  biurka.  –  Po  zebraniu  powinniśmy  chyba  zwolnić 
wszystkich do domu.

Zerknął na nią.
– Mogłabyś zostać dłużej?
– Tak, oczywiście.
Skinął głową i wyszedł z pokoju. Carrie zapadła się w swój fotel, myśląc o tym, 

skąd znajdzie siły, żeby przetrwać zebranie.

background image

Kiedy ostatni  pracownicy opuścili olbrzymi pokój konferencyjny, Cash usiadł 

na krześle obok Carrie.

–  Widziałaś  kiedyś  kogoś,  kto  by  wyglądał  tak  żałośnie?  –  spytał,  wskazując 

gestem na drzwi.

Carrie pokręciła głową.
–  Wszyscy  jesteśmy  przejęci  –  powiedziała.  –  Ale  mam  wrażenie,  że  dobrze 

poprowadziłeś to spotkanie. Nie chodziło przecież o to, żeby kogoś zastraszyć.

– Naprawdę tak myślisz?
Skinęła głową.
– Jeśli chcesz wiedzieć, to jestem zbyt wyczerpana, żeby kłamać.
– Wierzę.
Cash  w  swoim  wystąpieniu  skoncentrował  się  na  nowym  ubezpieczeniu  i 

funduszu zakładowym. Poinformował też wszystkich, że Sam zrezygnował z pracy, 
ale  nie  wyjaśnił,  z  jakiego  powodu.  Powiedział  również,  że  nie  będzie  mówił  o 
tym, co stało się w szpitalu. Sprawa była jeszcze zbyt świeża, żeby ją wywlekać na 
forum  publicznym.  Stwierdził  natomiast,  że  Sam  był  zawsze  doskonałym 
pracownikiem i że jego odejście to wielka strata dla zakładu.

Przez  chwilę  jeszcze  dyskutowali  szczegóły  odejścia  Sama.  Chodziło  między 

innymi o jego opinię i wysokość odprawy.

– Wystarczy na dzisiaj – stwierdził w końcu Cash. – Może zmienimy temat.
Carrie uśmiechnęła się blado.
– Może na jakiś przyjemniejszy – zaproponowała.
W odpowiedzi westchnął tylko.
–  Peggy  pytała  mnie  o  przyjęcie  wigilijne, ale  w  tej  sytuacji będziemy  chyba 

musieli z niego zrezygnować.

Carrie zaprotestowała gwałtownie.
– Nie, nie! Myślę, że właśnie tego nam trzeba! To zintegruje załogę!
Cash  przyglądał  jej  się  przez  chwilę,  ważąc  wszystkie  „za”  i  „przeciw”. 

Instynkt  podpowiadał  mu,  że  w tego  rodzaju  sprawach  można  polegać  na  zdaniu 
Carrie. Może uda jej się jakoś naprawić atmosferę w Cunningham Construction.

–  Dobrze.  Wobec  tego  będziesz  musiała  zaplanować  wszystko  przed  naszym 

środowym wyjazdem.

– To nic trudnego.
Cash spojrzał na nią, olśniony nagłą myślą.
–  Wiesz  co,  może  zorganizujemy  wigilię  u  mnie  w  domu  –  zaproponował.  –

Ludzie będą bardziej rozluźnieni.

Carrie,  co  prawda,  tak  nie  sądziła,  ale  skinęła  głową.  Odniosła  wrażenie,  że 

Cashowi bardzo na tym zależy. Może chciał zagłuszyć jakoś swoją samotność.

–  Dobrze,  zorganizuję  wszystko,  a  Peggy  będzie  tylko  musiała  zająć  się 

nadzorem.

Wstali  i  zaczęli  się  zbierać  do  wyjścia.  Carrie  nie  trzymała  się  jeszcze  zbyt 

pewnie na nogach. Raz nawet musiała się oprzeć o krzesło.

– Może odwiozę cię do domu – zaproponował Cash. Uśmiechnęła się do niego.

background image

– Poradzę sobie.
– Jesteś pewna?
– Tak, nic mi nie jest – stwierdziła. – Jestem trochę zmęczona, ale jak siądę za 

kółkiem, to się zmobilizuję.

Cash nie wyglądał na przekonanego, ale pozostawił to bez komentarza.
Pożegnali się i Carrie po raz ostatni zajrzała do łazienki. Bluzka była już sucha, 

ale Carrie nie miała ochoty się przebierać. Teraz, kiedy nikt nie mógł jej widzieć, 
włożyła żakiet na firmową koszulkę, a bluzkę wcisnęła do torebki. Czekała jeszcze 
przez chwilę, żeby Cash odjechał, a następnie wróciła do siebie po płaszcz.

Gdyby  Cash  spytał  raz  jeszcze,  czy  ją  odwieźć,  nie  potrafiłaby  oprzeć  się 

pokusie. Niestety, wiedziała aż nazbyt dobrze, czym to mogło grozić. Była o krok 
od  zakochania się w tym mężczyźnie,  który, jak to sobie musiała niejednokrotnie 
przypominać, był jej szefem.

Wyszła  na  parking,  odszukała  swój  samochód  i  pozwoliła,  żeby  Woodie 

odwiózł ją do domu.

background image

Rozdział 10

Wtorek  był,  jak  dotąd,  najspokojniejszym  dniem  w  karierze  Carrie  w 

Cunningham  Construction.  Uzyskawszy  zgodę  Casha,  puszczała  przez  głośniki 
kolędy z nadzieją, że rozweseli wszystkich. Zamiast tego podsycała chyba jednak 
ogólną melancholię. Kiedy to zauważyła, zrezygnowała z muzyki.

Wszyscy  tutaj  lubili  Sama.  Znali  go  od  dawna  i  wiedzieli,  że  potrafi  być 

oddanym  pracownikiem.  Poza  tym  wiadomo  było,  że  ma  rodzinę  i  że  nikt  nie 
chciałby stracić pracy tuż przed świętami.

W głębi  serca Carrie wiedziała, że nie ponosi winy za to, co się stało. Jednak 

wyczuwała wokół siebie atmosferę niechęci z powodu tego, co zaszło.

Wieczorem bez entuzjazmu spakowała walizkę na wyjazd. Spała źle i pojechała 

wcześniej  do  pracy.  Po  dotarciu  na  miejsce  włączyła  nawet  komputer,  żeby  coś 
zacząć robić, ale jakoś jej to nie wychodziło.

Cash zajrzał do niej po dziewiątej. Też nie wyglądał na wyspanego.
– Chciałbym wyjechać wcześniej – poinformował ją. – Kiedy skończysz?
Carrie  wyłączyła  komputer  i  sięgnęła  po  torebkę.  Nie  chciała  udawać,  że 

pracuje.

– Już skończyłam – stwierdziła.
Cash uśmiechnął się lekko.
– Dobrze, zaraz zejdę na dół. Zaczekaj przy swoim samochodzie.
W  drodze  do  wyjścia  zajrzała  do  toalety.  Usiłowała  nawet  poprawić  swoje 

rozwichrzone loki, ale nie na wiele się to zdało. Następnie zjechała windą na dół i 
zatrzymała  się  w  holu,  żeby  spojrzeć  na  choinkę.  Sama  zawiesiła  gwiazdę  na 
szczycie  z  nadzieją,  że  stanie  się  ona  symbolem  nowej  harmonii  i  ładu.  I  co  się 
stało? Przecież wszyscy byli tacy szczęśliwi. A teraz wystarczyło spojrzeć na ich 
zgnębione miny.

Ruszyła do wyjścia.
Nie, nie może się poddać. Skoro rozpoczęła swoją misję, to musi ją skończyć. 

Przecież wszędzie zdarzają się trudne sytuacje i trzeba sobie jakoś z nimi radzić.

Stanęła przy Woodie’em i niemal w tym samym momencie Cash zatrzymał się 

obok  swoim  mercedesem.  Otworzył  bagażnik  i  bez  słowa  wrzucił  do  niego  jej 
walizkę. Po chwili Carrie usiadła na miejscu obok kierowcy.

– Zdaje się, że mamy sporo czasu – zauważyła z uśmiechem.
Cash spojrzał na nią ze zdziwieniem.
– Mhm, to prawda. Masz jakieś propozycje?
Carrie skinęła głową.
– Może pojedziemy Seventeen Mile Drive – zaproponowała. – Dawno tamtędy 

nie jechałam.

Zapowiadał  się  chłodny,  ale  pogodny  dzień.  Mogli  więc  liczyć  na  wspaniałe 

widoki.  Droga  wokół  półwyspu  Monterey  była  oczywiście  dłuższa,  ale 
rekompensowała to pięknem krajobrazu.

background image

Cash  spojrzał  na  nią  z  powątpiewaniem,  ale  po  chwili  zgodził  się  na  ten 

wariant.

– To niezupełnie po drodze, ale niech będzie – powiedział.
Wyjechali  z  parkingu  i  już  po  kilkunastu  minutach  znaleźli  się  na  początku 

trasy. Carrie sięgnęła po torebkę i zaczęła szukać portmonetki.

– Zapłacę za wjazd – zaproponowała.
Cash powstrzymał ją gestem ręki.
–  Nie  wygłupiaj  się.  Nie  jestem  przecież  skąpcem  –  powiedział,  sięgając  po 

portfel.

Co  prawda wcześniej  sądziła, że jest inaczej, ale Carrie pozostawiła tę uwagę 

bez komentarza. Cash zapłacił. Strażnik zasalutował im, kiedy wjeżdżali, a Carrie 
natychmiast zajrzała do folderu, który od niego dostali.

–  Ciekawe,  co  uda  nam  się  zobaczyć  –  powiedziała  bardziej  do  siebie  niż 

Casha. – Nie możemy przecież tutaj spędzić całego dnia.

– Ty wybieraj. Ja mam to na co dzień.
Carrie aż odłożyła folder.
– Co takiego?! Czyżbyś tutaj mieszkał?! – wykrzyknęła z entuzjazmem.
– W każdym razie niedaleko. W Pacific Grove – dodał, widząc zdumienie w jej 

oczach. – Zresztą zaprosiłem tam wszystkich na przyjęcie za półtora tygodnia.

Teraz  sobie  o  tym  przypomniała.  Pomyślała  też,  że  wcale  nie  musi  czekać 

półtora tygodnia, żeby się napawać luksusem. Jeszcze dziś zjedzą kolację w jednej 
z najlepszych restauracji San Francisco. A potem Cash poprosi ją do tańca i... ona 
nie będzie umiała mu odmówić.

Serce ścisnęło się w niej na tę myśl. Poczuła, że się czerwieni. Bała się, że Cash 

za chwilę na nią spojrzy i odgadnie, o czym myśli. To wcale nie było takie trudne. 
Carrie przekonała się już o tym wiele razy.

Na  szczęście  przed  nimi  rozpościerała  się  dosyć  kręta  droga.  Cash  musiał 

uważać, ale jednocześnie czekał chyba na jej decyzję.

Carrie odłożyła folder.
–  Chciałabym  obejrzeć  Ptasią  i  Foczą  Skałę,  a  także  Samotny  Cyprys  –

powiedziała. – A potem może jeszcze znajdziemy czas na coś innego.

–  Wobec  tego  mamy  pierwszy  przystanek  –  stwierdził  Cash  i  skręcił  na 

pobocze.

Dopiero teraz Carrie zauważyła obie wysepki.  Na jednej z nich usadowiły się 

całymi gromadami foki, a także całe rodziny wydr, na drugiej zaś ptaki, które albo 
krążyły  nad  wodą,  albo  też  przelatywały  na  Foczą  Skałę,  przysiadały  na  niej,  a 
potem odlatywały, płoszone przez większe zwierzęta.

– Cudownie – zachwyciła się Carrie.
Trwali tak w tym miejscu przez dobry kwadrans, podziwiając piękno przyrody. 

W końcu Carrie orzekła, że mogą jechać dalej.

Dalsza droga pięła się w górę, a czasami opadała w dół. Mijali pola, na których 

pasły się całe stada saren i jeleni. Zwierzęta nie płoszyły się na widok samochodu, 
tak że cały czas mogli je obserwować. W końcu dojechali do następnego miejsca i 

background image

zdecydowali się wysiąść.

Wiał  dosyć  silny  wiatr  i  Carrie  otuliła  się  kurtką,  którą  wzięła  w  podróż. 

Skalista  ścieżka  wiodła  wprost  do  cyprysa,  który  stał  się  symbolem  całego 
półwyspu.  Jego  wizerunek  pojawiał  się  wszędzie  tam,  gdzie  była  mowa  o 
Monterey.

– To moje ulubione miejsce – szepnął Cash do ucha Carrie.
Drgnęła.  Poczuła  na  szyi  jego  ciepły  oddech  i  sytuacja  wydała  jej  się 

niedwuznacznie  intymna.  Carrie  chciała  się  odsunąć,  ale  Cash  przytrzymał  ją 
delikatnie. Tutaj trzeba było uważać. Skała była dość śliska, a tam na dole pienił się 
wzburzony ocean.

–  Ten  cyprys  ma  dwieście  pięćdziesiąt  lat  –  powiedział  już  nieco  głośniej, 

chociaż  ciągle  trzymał  się  blisko  niej.  –  Niektórzy  twierdzą,  że  nawet  pięćset. 
Wyobraź sobie, co mógłby nam opowiedzieć.

Carrie czuła, że znalazła się między młotem a kowadłem. Z jednej strony miała 

Casha, a z drugiej spienione wody.

– M... może powinniśmy już jechać – szepnęła. Na tyle cicho, że Cash jej nie 

usłyszał.

Spojrzała  w  jego  oczy  i  dojrzała  w  nich  głębię  większą  niż  głębia  oceanu. 

Poczuła też, że znacznie chętniej by się w niej zanurzyła, gdyby Cash tylko jej na 
to pozwolił.

– Może już pojedziemy – powtórzyła głośniej.
Trzy  dni  i  dwie  noce.  Miała  z  nim  spędzić  trzy  dni  i  dwie  noce.  To  znaczy, 

oczywiście w oddzielnych pokojach... Jednak czuła, że nawet jeśli Cash będzie się 
znajdował za grubą ścianą, jej i tak to będzie przeszkadzać.

Odsunęła  Casha  i  przeszła  do  samochodu.  Otworzyła  drzwiczki  i  wsiadła  do 

środka.  Zastanawiała  się,  co  dzieje  się  z  tym  Cashem,  który  kocha  cyprysy  i  w 
ogóle przyrodę, w pracy. Dlaczego jest taki nieczuły? Skąd w nim ten chłód, który 
chyba wszyscy czują?

Nie  potrafiła  odpowiedzieć  na  to  pytanie.  Obejrzała  się  za  siebie.  Widać  stąd 

było wiele pięknych domów, głównie willi, ale zdarzały się też domki rekreacyjne. 
W jednej z tych posiadłości mieszkał Cash.

Ten inny Cash.
Wrócili  już  na  autostradę. Cash  nie  powiedział  ani  słowa.  Miała  wrażenie,  że 

wciąż przebywa w swoim własnym świecie. Postanowiła więc mu nie przeszkadzać 
i zapadła się w wygodne siedzenie samochodu.

W Santa Cruz skręcili na wschód. Cash wciąż przyśpieszał, aż w końcu jechali 

z prędkością dwustu kilometrów na godzinę. Potem trochę zwolnił, kiedy skręcali 
w kierunku północnym, i znów przyspieszył.

Carrie  zastanawiała  się,  o  czym  Cash  może  myśleć.  Na  pewno  nie  o 

niebezpieczeństwach, które grożą przy takiej prędkości, chociaż droga przed nimi 
była  niemal  pusta.  Wiedziała,  że  martwi  się  z  powodu  Sama.  Jednak  to,  co  go 
dręczyło, wydawało się czymś więcej niż zmartwieniem. Najpierw Cash był jakiś 
cieplejszy  i  bardziej ludzki,  a  potem schował  się  w  sobie,  tak  jak  żółw  w  swojej 

background image

skorupie. I teraz wydawał jej się bardziej wrogi i odległy niż kiedykolwiek.

Przejechali obok wjazdu do Uniwersytetu Stanforda.
– Zdaje się, że tutaj studiowałeś – zauważyła, chcąc przerwać milczenie.
Skinął głową, ale nic nie odpowiedział.
Carrie dostrzegła właśnie pierwsze wagoniki kolejki San Francisco. Powitała je 

z uśmiechem. Uwielbiała to miasto i nie chciała, żeby Cash zepsuł jej wycieczkę.

Wkrótce  jednak  przyjechali  do  hotelu,  gdzie  miała  okazję  przekonać  się,  że 

wcale  nie  są  na  wycieczce.  Wręczono  im  programy  konferencji,  jak  również 
wskazano dwa luksusowe apartamenty. Oczywiście, znajdowały się obok siebie.

To będzie trudna sprawa. Naprawdę trudna sprawa, pomyślała.
Wyglądało jednak na to, że Cash nie podziela jej obaw.
Wręczył  jej  swoją  kartę  kredytową  z  poleceniem,  żeby  załatwiła  wszystkie 

formalności, a następnie przeszedł do  swojego pokoju, żeby zadzwonić. Umówili 
się  na  robocze  spotkanie  za  kwadrans  druga  przy  recepcji.  Carrie  zeszła  na  dół 
dokładnie o wyznaczonej porze.

Cash  spojrzał  na  burzę  rudych  włosów  i  pomyślał,  że  sam  siebie  postawił  w 

dwuznacznej sytuacji. Ciekawe, co mówią teraz o nich w biurze? Mógł przecież tu 
przyjechać sam! Zwłaszcza że to on, a nie Carrie, powinien dowiedzieć się czegoś 
nowego!

Cash  miał  wrażenie,  że  zapach  perfum  Carrie  wciąż  mu  towarzyszy.  Czuł  go 

tak  dokładnie  w  samochodzie,  a  nawet  na  otwartym  powietrzu,  przy  Samotnym 
Cyprysie, że teraz nie potrafił się pozbyć tej obsesji. Tak, obsesji! Ponieważ Carrie 
stawała się powoli jego obsesją. Chciał ją mieć przy sobie, pragnął wiedzieć, gdzie 
jest, a nawet posunął się do tego, żeby sprawdzić, kim jest Brian i czy rzeczywiście 
jest  jej  narzeczonym.  Okazało  się  to  zresztą  dużo  prostsze,  niż  się  spodziewał, 
ponieważ  Brian  należał  do  jego  klubu.  Był  prawnikiem,  zamieszanym  w  parę 
mętnych  spraw,  jak  stwierdził  jego  informator,  obecnie  bez  narzeczonej.  To 
ostatnie było oczywiście najważniejsze!

Przeszli  do  sali,  w  której  miał  się  odbyć  wykład  inauguracyjny.  Usiedli  obok 

siebie,  chociaż  Carrie  wysunęła  się  trochę  do  przodu,  jak  pilna  uczennica.  Cash 
miał początkowo problemy z koncentracją, ale potem zaczął słuchać mówcy.

Wykład  dotyczył  całości  problemów  kadrowych  w  ich  najogólniejszych 

aspektach.  Nie  musiał  niczego  notować,  ponieważ  przed  nim  leżała  teczka  z 
odbitymi na ksero informacjami. Każda z kartek nosiła oddzielny nagłówek:

rekrutacja, umowa o pracę, okres próbny, testowanie, motywowanie i tak dalej. 

Mówca wcale nie był nudny. Często robił przerwy i od czasu do czasu wtrącał jakiś 
dowcip dotyczący omawianej właśnie sprawy.

Wykład  skończył  się  dopiero  przed  piątą.  Cash  wyszedł  wraz  z  innymi 

uczestnikami konferencji.  W  holu  rozległy się dźwięki  harfy i  część  uczestników 
seminarium  podążyła  w  tamtą  stronę.  Cash  zdołał  zauważyć,  że  Carrie  z  żalem 
spojrzała  w  tamtym  kierunku.  Podszedł  do  windy  i  nacisnął  przycisk  ze  strzałką 
skierowaną  do  dołu. Zamierzał  zostawić notatki  w pokoju,  a następnie  trochę  się 

background image

przespacerować. Tuż za sobą poczuł zapach róż. Kiedy się odwrócił, stanął twarzą 
w twarz z Carrie.

– Na razie jesteś wolna – powiedział. – Chcę się trochę przejść.
Skinęła głową, że go rozumie, chociaż nic nie rozumiała. Przede wszystkim zaś 

tego, jak ciężko mu  było z nią wytrzymać i grać rolę dobrego szefa. Już chętniej 
rozebrałby ją i... Nie, lepiej nie myśleć.

– Mogę się przyłączyć?
Spojrzał na nią z niechęcią. Była uśmiechnięta i podekscytowana. Oczywiście z 

powodu wykładu.

–  Chciałem  się  przespacerować  dokoła  Union  Square,  a  potem  coś  zjeść  –

powiedział.

Wyglądała na zachwyconą.
– Znakomity pomysł!
Cóż  mógł  w  tej  sytuacji  zrobić?  Drzwi  windy  rozsunęły  się  przed  nimi 

bezszelestnie  i  weszli  do  środka.  Byli  tu  tylko  we  dwoje.  Cash  pomyślał,  że  coś 
tutaj jest nie w porządku, ale że on nie jest w stanie tego zmienić. Po chwili winda 
ruszyła na górę.

Carrie  z trudem nadążała  za  Cashem. Chętnie przystanęłaby tu  czy tam,  żeby 

obejrzeć  piękne,  świątecznie  przystrojone  witryny  sklepowe.  Jednak  Cash  wciąż 
part do przodu. Jak jakiś sportowiec, dla którego liczy się tylko wynik.

W  końcu  jednak  zwolnił  i  mogła  przyjrzeć  się  srebrnym  dzwonom 

zawieszonym  na  szczycie  jednego  ze  sklepów,  a  także  wspaniałej  choince 
znajdującej się w centralnym punkcie Union Square. Nigdy wcześniej nie była tu w 
czasie świąt i teraz doszła do wniosku, że był to błąd.

Kiedy  znaleźli  się  w  pobliżu  wejścia  do  hotelu,  Carrie  zauważyła  kolejny 

tramwaik, jedną z licznych atrakcji San Francisco.

–  A  może  byśmy  pojechali  nad  zatokę?  –  zaproponowała.  –  Moglibyśmy 

znaleźć restaurację z widokiem na ocean, a potem wybrać się na most Golden Gate.

Zobaczyła,  że  Cash  zesztywniał,  i  natychmiast  domyśliła  się,  jaka  będzie 

odpowiedź.

–  Wolę  zostać  tutaj  –  stwierdził.  –  Możemy  się  wybrać  do  Chinatown. 

Porządnie już zgłodniałem, a ty? – spytał, udając rozbawienie.

Carrie  jednak  nie  dała  się  oszukać.  Wiedziała,  że  Cash  z  jakichś  powodów 

unika  zatoki  i  chciała  je  poznać  jeszcze  tego  dnia.  Najwyższy  czas,  żeby 
dowiedzieć się czegoś o swoim szefie.

– Dobrze. Może być – odparła.
Przeszli  w  milczeniu  kilkaset  metrów.  Carrie  starała  się  powściągnąć  swoją 

ciekawość.  W  końcu  udało  im  się  znaleźć  przyjemną  restaurację  z,  jak  się 
wydawało, dobrym jedzeniem.

Mniej więcej w połowie posiłku Carrie odłożyła swoje pałeczki i spojrzała na 

Casha. Najwyższy czas na mały teścik.

– Cash.
Spojrzał na nią uważnie. Czyżby się domyślał, o co może jej chodzić? Nie, to 

background image

oczywiście niemożliwe.

– Tak, słucham.
– Powiedz, czy w czasie studiów mieszkałeś w kampusie, czy może gdzieś w 

mieście? – zadała pierwsze pytanie.

Cash również odłożył swoje pałeczki i wypił łyk zielonej herbaty.
–  Przez  pierwsze  lata  mieszkałem  na  terenie  uniwerku  –  powiedział  z  taką 

miną, jakby chciał jej dać znak, że przesłuchanie skończone.

Jednak Carrie nie miała zamiaru przyjąć tego do wiadomości.
– A co potem? – spytała, okraszając pytanie słodkim uśmiechem.
Cash usiadł wygodnie na swoim siedzeniu. Spojrzał tylko na leżącą przed nim 

na talerzu cielęcinę „pięć smaków”, jakby była ona dalekim wspomnieniem.

– A potem już nie mieszkałem.
– Więc co robiłeś?
– Wynajmowałem stryszek u pewnej staruszki. Zresztą niedaleko stąd, w Nob 

Hill. – Cash uśmiechnął się na to wspomnienie, a Carrie odetchnęła z ulgą. Może 
teraz pójdzie już lepiej.

– Właśnie tutaj wszystko się zaczęło – powiedział spokojnie. – Moja miłość do 

„starszych pań”.

Carrie  musiała  wyglądać  na  zaszokowaną,  ponieważ  Cash  roześmiał  się  na 

widok jej miny. Teraz on był zupełnie wyluzowany, a ona zaczęła się zastanawiać, 
czy powinna badać tak głęboko jego życie osobiste.

–  Nie  wiedziałaś?  –  śmiał  się  dalej  Cash.  –  Tak  właśnie  nazywają  tu  te  stare 

domy  w  stylu  wiktoriańskim.  Starsze  panie.  To  bardzo  dobra  nazwa,  ponieważ 
wszystkie  te  domy,  z  pozoru  tak  podobne,  są  inne  i  mają  własny  charakter  i 
temperament.

Carrie  musiała  mieć  w  dalszym  ciągu  niezbyt  mądrą  minę,  bo  Cash  już  bez 

dalszych oporów opowiedział jej dalszą część historii.

– Widzisz, wdowa, która wynajmowała mi stryszek, miała problemy finansowe 

i  tylko  dlatego  wpuściła  kogoś  do  swego  domu.  Poczułem  się  wyróżniony. 
Starałem się jej pomagać, dokonywać różnych napraw i tak dalej. Któreś wakacje 
poświęciłem  na  wyremontowanie  wnętrza  tego  domku,  oczywiście  w  zamian  za 
bezpłatne mieszkanie. A potem, nie uwierzysz, ale zamówienia posypały się jak z 
rękawa. A to coś reperowałem, a to wymieniałem, a to malowałem. Nie mogłem się 
wprost  od  tego  opędzić.  Prawdę  mówiąc,  wydałem  więcej  na  materiały,  niż 
zarobiłem,  ale  chyba  się  opłaciło.  To  była  miłość  mojego  życia.  Nigdy  tego  nie 
zapomnę.

– Co studiowałeś?
– Ekonomię. Chociaż wolałem architekturę.
Cash wypił parę łyków herbaty i spojrzał na Carrie. Stwierdził, że już nie jest 

głodny i że bardziej niż posiłek interesuje go siedząca naprzeciwko kobieta. Piękna 
kobieta, co sobie uświadomił już na początku ich znajomości.

– A jak to się stało, że założyłeś własną firmę? – spytała zaciekawiona.
Wzruszył ramionami.

background image

– To się stało właśnie wtedy. Mówiłem ci, nagle zaczęli się pojawiać sąsiedzi z 

prośbą, żebym zrobił to  lub owo. Agnes powiedziała, że powinienem spróbować. 
Potem  chciałem  mieć  czas  na  studia,  więc  podniosłem  ceny.  Nie  uwierzysz,  ale 
liczba  klientów się podwoiła.  Wciąż podbijałem ceny  i  ciągle zgłaszało  się coraz 
więcej ludzi. Pojawili się też inwestorzy,  którzy chcieli pożyczać mi pieniądze w 
zamian za udział w zyskach. Z trudem skończyłem studia i miałem już niewielką, 
ale bardzo znaną firmę. Wszystko, czego dotknąłem, zamieniałem w złoto.

– Jak król Midas – szepnęła i spojrzała na niego, uderzona naglą myślą. – Czy 

Cash to twoje prawdziwe imię?

Cash odwrócił głowę.
– Na imię mam Cass – odparł. – A to przezwisko...
– Pochodzi właśnie z tamtych czasów – dokończyła za niego.
Ciekawe, czy ktoś w Cunningham Construction zna prawdziwe imię Casha i w 

ogóle słyszał tę historię? I czy ktoś kojarzy cash – gotówkę z imieniem szefa?

– Jedynie Sam wie, jak było naprawdę. – Głos Casha zawtórował jej myślom.
Jednocześnie  Cash  spojrzał  na  nią  przenikliwie,  tak  że  zaparło  jej  dech  w 

piersiach. Im lepiej go poznawała, tym bardziej wydawał jej się fascynujący.

–  A...  a  czy  przed  studiami  mieszkałeś  w  San  Francisco?  –  zdołała  jeszcze 

zadać pytanie.

Uśmiechnął się i spojrzał jej prosto w oczy.
– Tak. Co jeszcze chciałabyś wiedzieć?
– W... wszystko – wyjąkała.
– Mieszkaliśmy w Pacific Hights – powiedział. – Ojciec był dentystą, a matka 

zajmowała się urządzaniem przyjęć, a potem już nie potrzebowała nawet tego, żeby 
się  upić.  Następnie  przyszły  narkotyki.  Ojciec  początkowo  jej  tego  bronił,  ale 
potem poszedł w jej ślady.

Cash  mówił  spokojnie,  ale  Carrie  nie  dała  się  zwieść  pozorom.  To  wszystko 

bardzo go bolało. Być może bardziej, niż sam przypuszczał.

Cash podniósł rękę i po  chwili pojawił się uśmiechnięty kelner o pucołowatej 

twarzy i skośnych oczach. Poprosili o rachunek i wkrótce wyszli.

–  Jeśli  chodzi  o  zatokę  – Carrie  zadrżała  na  dźwięk  jego  głosu  –  to  może 

przyłączysz się do kogoś, kto będzie tam jechał. Nie musisz czekać na mnie.

Przypomniała  sobie  plotki  zasłyszane  w  pracy  na  temat  zatopionej  łodzi. 

Czyżby to jego rodzice utopili się w zatoce? Po pijanemu? A może pod wpływem 
narkotyków? Carrie uznała, że nie należy teraz o to pytać.

Ruszyli w stronę hotelu. Teraz jednak wlekli się noga za nogą.
– W zasadzie też powinnam opowiedzieć ci coś o sobie – zaczęła.
–  Właśnie  –  zainteresował  się.  –  Wspominałaś  parę  razy  o  ojcu,  a  nigdy  o 

matce.

Carrie  przystanęła  nagle.  Nie  sądziła,  że  rozmowa  przybierze  właśnie  taki 

obrót. Jednak cóż, skoro sama się zgodziła...

Cash spojrzał na nią uważnie.
– Może wolałabyś jednak o tym nie mówić – wtrącił szybko.

background image

Carrie pokręciła głową.
– Mogę ci wszystko opowiedzieć, ale to  długa historia – uprzedziła. – Długa, 

ale piękna.

– Piękna? – zdziwił się.
– Tak, właśnie. A w pewnym sensie nawet cudowna.
Zatrzymali  się  przed  drzwiami  jej  pokoju.  Nawet  nie  zauważyli,  jak  szybko 

wrócili. Carrie przez chwilę zastanawiała się, co robić dalej, a następnie otworzyła 
drzwi.

– Wejdziesz?
Cash wahał się przez chwilę.
– Tylko na moment.
Weszli  do  środka  i  zdjęli  okrycia.  Następnie  Carrie  wskazała  mu  miejsce,  a 

sama usiadła obok. Wcale nie czuła obcości. Wręcz przeciwnie, Cash był jej coraz 
bliższy. Do tej pory nie sądziła nawet, że może być aż tak bliski.

Milczeli  przez  jakiś  czas.  Cash  nie  poganiał  jej.  W  końcu  zaczęła  swoją 

historię. Bez zbędnych wstępów przeszła do sedna:

– To był dobry chłopak – zaczęła, nie dbając o to, że Cash nie wie, o kim ona 

mówi.  –  Tyle  tylko,  że  miał  wtedy  zły  dzień.  Rodzice  powiedzieli  mu,  że  się 
rozwodzą,  więc  jechał  bardzo  szybko.  Policja  twierdziła,  że  z  prędkością  stu 
czterdziestu kilometrów. Miał zakrwawioną całą maskę.

Cash dopiero teraz zrozumiał, co się stało.
– To straszne – powiedział.
–  Tak,  to  było  potworne.  –  Skinęła  głową.  –  Steve  nigdy  nie  mógł  sobie 

darować tego, co się stało.

– Steve?
– Ten chłopak.
– Mówisz tak, jakby był przyjacielem rodziny – zauważył kąśliwie.
Carrie uśmiechnęła się do siebie. Znała już ten ton.
– Bo Steve jest przyjacielem rodziny – powiedziała. – Przynajmniej teraz.
Zdjęła  buty  i  skuliła  się  na  swoim  fotelu.  Czuła  się  już  bardzo  zmęczona 

dzisiejszym dniem. Cash wciąż milczał i patrzył na nią.

–  Widzisz,  na  początku  ojciec  po  prostu  oszalał  z  rozpaczy  –  kontynuowała 

swoją opowieść. – Biegał po całym domu i darł sobie włosy z głowy. Ale potem 
przyszli do nas rodzice Steve’a. Wiesz, miałam wtedy tylko pięć lat, ale wszystko 
dokładnie pamiętam.

– Pięć lat? – zdziwił się.
– Tak, to było dawno. Więc przyszli ci rodzice i ja otworzyłam drzwi, bo tata 

chyba  nie  słyszał  dzwonka  albo  nie  chciał  słyszeć.  Jak  tylko  ich  zobaczył,  zaraz 
zaczął krzyczeć, że to bezczelność i że nie powinni mu się pokazywać na oczy.

Carrie sięgnęła po chustkę i wytarła nos. Cash patrzył na nią badawczo.
– Wyrzucił ich?
Pokręciła przecząco głową.
–  Najpierw  rozpłakała  się  matka  Steve’a.  Potem  zupełnie  rozkleił  się  jego 

background image

ojciec. Mówił, że to wszystko jego wina i że powinni jego ukarać, a nie Steve’a. A 
potem  też  zaczął  płakać.  To  było  straszne.  Przez  cały  czas  stałam  w  kącie  w 
przedpokoju.

Wytarła  głośno nos  i  spojrzała za  okno. Cash  wstał i  podszedł do  niej.  Nagły 

dreszcz przeszył jej ciało, kiedy dotknął jej ramienia.

– Nie musisz już o tym opowiadać.
Spojrzała mu w oczy.
– Ale chcę. No więc tata się zmartwił i zaczął ich uspokajać. Powiedział, żeby 

weszli do środka. Zaczął z nimi rozmawiać, ale niewiele z tego rozumiałam. Poza 
tym, że tata jest naprawdę bardzo, bardzo dobry.

Cash ścisnął mocno jej ramię.
– Tak, masz rację.
Jednak to nie była jeszcze cała historia.
– Posłuchaj dalej. Steve miał zamiar wstąpić do seminarium. Wiesz, pochodził 

z  irlandzkiej  rodziny,  tak  jak  my.  I  właśnie  wtedy  rodzice  powiedzieli  mu  o 
rozwodzie, a także o tym, że nie mają już pieniędzy na jego dalszą edukację.

– I co się z nim stało?
– No więc po pierwsze, tata wycofał przeciwko niemu oskarżenie. A po drugie, 

po  jakimś czasie okazało się, że znalazły się  pieniądze na  edukację Steve’a. Tata 
załatwił  to  na  tyle  delikatnie,  że,  oczywiście,  wtedy niczego  się  nie  domyślałam. 
Nawet  kiedy  Steve  tyle  razy  przychodził,  żeby  dziękować  za  dobroć.  Dopiero 
później, kiedy miałam kilkanaście lat, przycisnęłam tatę i wszystko mi wyśpiewał.

Cash  był  poruszony. Do  tej  pory  myślał, że  tego  rodzaju historie  zdarzają się 

tylko w powieściach.

– I jak się to wszystko skończyło? – spytał po chwili milczenia.
Carrie uśmiechnęła się do niego.
– Steve jest szanowanym księdzem na Środkowym Zachodzie – powiedziała. –

Niedawno celebrował mszę z okazji pięćdziesiątej rocznicy ślubu rodziców.

Znowu zapadła cisza. Powoli przyzwyczajali się do niej i czuli się z nią coraz 

lepiej.

– Chciałbym kiedyś spotkać twego ojca – szepnął Cash.
– Tak, to dobry pomysł – stwierdziła.
I na pewno potrafiłby cię zrozumieć lepiej niż ja, dodała w myśli.
Carrie wstała ze swego miejsca i raz jeszcze wyjrzała za okno. Miasto tonęło w 

mroku.

–  Mamy  jutro  sporo  zajęć  –  zauważyła.  Cash  natychmiast  wstał  ze  swego 

miejsca.

– Tak, masz rację. Już pójdę.
Miała nadzieję, że nie weźmie jej tego za złe. Czuła, że gdyby został tu jeszcze 

dłużej,  mogłaby  go  poprosić,  żeby  został  aż  do  rana.  Czuła  się  przy  nim  coraz 
lepiej. Pociągał ją już nie tylko jako mężczyzna, ale i jako człowiek.

– Dobranoc, Carrie – powiedział na odchodnym.
– Dobranoc.

background image

Rozdział 11

Cash  wyszedł  z  hotelu  o  szóstej  rano  i  usiadł  na  jednej  z  ławek  na  Union 

Square.  Od  dwóch  godzin  nie  spał.  Wspomnienia  o  rodzicach  nie  dawały  mu 
spokoju.

Poza tym pojawił się jeszcze jeden problem: co zrobić z Carrie?
Jego  zasady  nie  pozwalały  mu  na  flirt  z  nią,  a  jednocześnie, po  wczorajszym 

dniu,  czuł,  że  łączy  ich  coś  więcej  niż  zwykła  służbowa  znajomość.  Wciąż 
pamiętał,  jak  pięknie  wyglądała  z  tym  dziewczęcym  wyrazem  ciekawości  na 
twarzy. I ta jej miłość do ojca. Tak, on też kiedyś to czuł...

Wstał i zaczął się przechadzać po placu. W końcu zatrzymał się i zaklął cicho. 

Powinien  pamiętać,  dlaczego  się  tu  znalazł.  Ostatecznie  ma  swoją  firmę  i 
pracowników,  którzy  na  niego  liczą.  Musi  się  wziąć  do  pracy,  zamiast  myśleć  o 
niebieskich migdałach!

O  piątej  Cash  wyszedł  z  sali  wykładowej  i  zaczął  szukać  wśród  tłumu 

wzburzonej  rudej  czupryny.  W  końcu  ją  znalazł.  Carrie  rozmawiała  o  czymś  z 
ożywieniem z paroma osobami. Cash nie widział jej od momentu, kiedy rozdzielili 
się, żeby wziąć udział w swoich seminariach.

Kiedy się do niej zbliżył, zauważył, że wszyscy traktują ją jak dobrą znajomą. 

Zadziwiające, jak  szybko zyskała sobie przyjaciół! Poczuł coś w  rodzaju dumy  z 
tego powodu, że jest jego pracownicą.

Kiedy  go  zobaczyła,  pożegnała  nowych  znajomych  i  natychmiast  do  niego 

podeszła.

– Tu jest naprawdę wspaniale! – To były jej pierwsze słowa.
Cash skinął głową.
–  Spotkałem  nawet  przedstawiciela  pewnej  firmy  ubezpieczeniowej,  która 

powinna nam pomóc – poinformował ją z dumną miną.

– Chodzi ci o Performance Consultants? – spytała.
Znowu poczuł się jak uczeń skarcony przez profesora.
To miała być wielka niespodzianka. No i proszę! Carrie od razu domyśliła się, o 

kogo chodzi!

– Tak. Ale muszę się jeszcze zastanowić nad ich ofertą – dodał szybko. – Może 

się  teraz  przespacerujemy?  Tylko  musimy  się  cieplej  ubrać.  Dzisiaj  jest  jeszcze 
chłodniej niż wczoraj.

Spacer nie był już tak szybki jak poprzedniego dnia. Cash starał się pamiętać o 

Carrie.  Co  jakiś  czas  przystawali  nawet  przed  wystawami,  żeby  przyjrzeć  się 
gwiazdkowym dekoracjom.

– Cieszę się, że zdecydowałeś się na Performance Consultants – powiedziała.
Chciał zaprzeczyć, ale stwierdził, że to nie ma sensu.
– Nie wiem, czy pomogą w wypadku już istniejących problemów – stwierdził, 

rozkładając ręce.

background image

– Oczywiście. Fundusz, bo to jest bardziej fundusz niż ubezpieczenie, zacznie 

działać w tydzień po podpisaniu umowy – wyjaśniła.

Cash wyglądał na zaskoczonego.
– Skąd to wiesz?
–  Rozmawiałam  z  Richem  w  czasie  lunchu  –  powiedziała  i  zaraz  dodała,

widząc  jego  minę:  –  Nie,  oczywiście  –  nie  zdradziłam  mu  żadnych  naszych 
tajemnic. Po prostu zadałam parę hipotetycznych pytań.

– Dziwne, że nie podpisałaś umowy – stwierdził cierpko. Carrie skrzywiła się 

jak skarcone dziecko. Wyglądała na obrażoną.

– To jasne, że nie mogę tego zrobić – stwierdziła sucho. – Decyzja należy do 

ciebie.

Cash uśmiechnął się pod nosem. Tak, decyzja należała do niego. Jeszcze tylko 

parę godzin z Carrie, lekka kolacja i będzie mógł zaszyć się w swoim pokoju.

Do kolacji zasiedli w zacisznej hotelowej restauracji. Cash specjalnie wziął ze 

sobą  ofertę  PC,  żeby  trzymać  się  tematów  związanych  z  pracą.  Nie  wątpił,  że 
Carrie przestudiowała ją wcześniej dokładnie.

I  nie  zawiódł  się.  Carrie  poinformowała  go  o  wszystkim,  uzupełniając  treść 

broszur wiadomościami wyciągniętymi od Richa.

Na koniec zamówili cappuccino i usiedli spokojnie, słuchając pianisty. To już 

było  wszystko.  Mógł  ją  teraz  odprowadzić  do  pokoju.  Przy  stoliku  pojawił  się 
kelner  i  spytał,  czy  mają  jeszcze  ochotę  na  kawę.  Carrie  spojrzała  na  Casha, 
czekając na decyzję.

– Tak, proszę – powiedział Cash.
Sam nie wiedział, jak to się stało, ale przesiedzieli przy stoliku jeszcze półtorej 

godziny. Rozmawiali o różnych sprawach. Trochę o jego rodzinie, a trochę o ojcu 
Carrie. W pewnym  momencie  Cash poczuł, że gotów jest opowiedzieć o tym, co 
się stało.

–  Chyba  powinniśmy  się  zbierać  –  stwierdziła  Carrie,  patrząc  na  zegarek.  –

Jutrzejsze zajęcia zaczynają się o pół do dziewiątej.

Cash przywołał kelnera, zapłacił i przeszedł z nią do pokoju. Carrie otworzyła 

drzwi.  Bała  się  spojrzeć  na  Casha.  Gdyby  to  zrobiła,  mogłaby  go  zaprosić  do 
siebie, a potem żałować tej decyzji.

– Dobranoc – powiedziała.
Cash oparł się plecami o ścianę.
–  Wiesz,  kiedyś  wybrałem  się  z  rodzicami  łódką  na  ocean.  To  było  wczesną 

wiosną – zaczął cicho.

Oboje  poczuli,  że  przekraczają  w  tym  momencie  pewną  granicę,  ale  w  tej 

chwili im to nie przeszkadzało. Nie myśleli o tym, co będzie za godzinę, za dzień 
czy za miesiąc.

– I co? – spytała.
– Sam nie wiem, jak to się stało, ale rodzice wzięli ze sobą alkohol i zaczęli pić. 

Matce nawet się nie dziwiłem, ale ojciec... Zaczęło się ściemniać.

background image

Cash wciąż opierał się plecami o ścianę. Gdyby nie to, z pewnością by upadł. 

Carrie chciała mu powiedzieć, że nie musi kończyć, ale wiedziała, że będzie lepiej, 
jeśli pozwoli mu się wygadać.

– Nurkowałem bardzo długo, ale nic nie mogłem zobaczyć – podjął Cash. – Oni 

byli  tak  pijani.  Tata  mniej,  ale  starał  się  ratować  mamę.  Później  popłynąłem  do 
nadbrzeża.  Byłem  strasznie  zmęczony.  Wyłowiono  ich  parę  dni  później.  Byli 
spleceni w uścisku.

Carrie objęła Casha i wprowadziła do swojego pokoju. Szedł za nią jak dziecko. 

Posadziła go na łóżku i zaczęła gładzić po ramieniu, a on ciągle mówił.

– Rozmawiałem dzisiaj z pewnym psychologiem – ciągnął Cash. – Mówił, że to 

przecież  choroba  i  takim  ludziom  należy  się  współczucie...  –  urwał  na  chwilę  i 
ukrył twarz w dłoniach. – Ale dopiero teraz w to uwierzyłem.

– Tak, rozumiem – powiedziała Carrie.
– Jej dłoń wciąż błądziła po jego ramieniu, kiedy tak siedzieli na białej pościeli.
–  Nie  mogę  dopuścić,  żeby  coś  takiego  się  powtórzyło  w  mojej  firmie  –

powiedział z mocą. – Przecież już mamy przykład Sama.

Pokiwała głową.
– Oczywiście.
I  nagle  pogładziła  jego  policzek.  Cash  spojrzał  na  nią  ze  zdziwieniem,  a  ona 

poczuła,  że  jest  bardzo  podniecona.  Serce  biło  jej  tak  mocno,  że  omal  nie 
wyskoczyło z piersi. Z nim chyba działo się to samo, gdyż zauważyła, że ręce drżą 
mu nienaturalnie.

Przez chwilę siedzieli jak skamieniali, bojąc się wykonać jakikolwiek ruch.
A  potem  rzucili  się  na  siebie  i  zaczęli  się  tulić  i  całować.  Coś  nagle  pękło 

między  nimi i  już  nie  byli  pracownikiem  i  pracodawcą, ale  mężczyzną i  kobietą. 
Carrie  czuła,  że  pragnie  Casha  ze  wszystkich  sił.  Nie  wiedziała  tylko,  jak  mu  to 
powiedzieć.

W pewnym momencie Cash odsunął ją od siebie. Myślała, że to już koniec, ale 

się  myliła.  Cash  rozpiął  guziki  jej  płaszcza,  zdjął  go  i  rzucił  na  fotel.  To  samo 
zrobił ze swoim.

Pierwsza  bariera  runęła.  Jedna  z  wielu.  Jednak.  teraz,  kiedy  patrzyła  w  oczy 

Casha, wiedziała, że pokonają je wszystkie.

Cash  wolno,  jakby  liczył  sekundy  i  chciał  je  wszystkie zachować  w  pamięci, 

zdjął  jej  sweter,  a  następnie  sięgnął  do  niewielkiego  zapięcia  biustonosza.  Z 
niezwykłą delikatnością zdjął go, a następnie jego długie palce, które miała okazję 
tyle razy podziwiać, sięgnęły koniuszków jej piersi.

Carrie  jęknęła  i  zaczęła  rozpinać  jego  koszulę.  Zdjęła  ją,  odrzuciła  na  fotel  i 

sięgnęła głębiej,  pod bieliznę. Poczuła twarde mięśnie brzucha. To  jej  jednak nie 
wystarczyło. Szybko zdjęła jego podkoszulek, a następnie sięgnęła do rozporka.

Po chwili spodnie Casha leżały na podłodze. Kiedy ich właściciel zdał sobie z 

tego sprawę, postanowił działać. Do zdjęcia pozostała już tylko spódnica Carrie, jej 
rajstopy i majteczki. I po chwili stali naprzeciwko siebie zupełnie nadzy jak dwoje 
niewinnych  dzieciaków.  Porównanie  było  może  o  tyle  nietrafne,  że  oboje  byli 

background image

bardzo podnieceni, z czego doskonale zdawali sobie sprawę.

Cash  wziął  Carrie  na  ręce  i  położył  na  pościeli.  Zaczął  ją  delikatnie  pieścić, 

jakby  był  rzeźbiarzem  podziwiającym  gładkość  marmuru.  Jednak  Carrie  była 
kobietą z krwi i kości. Serce biło jej coraz mocniej. Czuła wilgoć między udami. 
Wyciągnęła dłoń, chcąc dotrzeć do męskości Casha.

Aż jęknął, kiedy to poczuł. W tej chwili zupełnie zapomnieli o pracy i tym, kim 

są dla siebie. Pragnęli tylko się połączyć. I to jak najszybciej.

Kiedy w nią  wszedł, Carrie  krzyknęła dziko. Nie  sądziła, że będzie to aż taki 

wstrząs.  Ich ciała zaczęły wykonywać własny taniec na  białej hotelowej pościeli. 
To,  co  czuli,  nie  dawało  się  opisać  słowami.  Nie  byli  nawet  pewni,  czy  to 
rzeczywiście  czują,  raczej  byli  czystą  rozkoszą,  która  ogarnia  wszystko,  co  się 
znajdzie w jej zasięgu.

Nie  wiedzieli,  jak  długo  się  tak  kochali.  Pięć  minut?  Kwadrans?  A  może  pół 

godziny?  Nie  planowali,  tak  jak  doświadczeni  kochankowie,  jakichś  pozycji. 
Raczej przyjmowali to, co im przyniosła fantazja partnera. – Nawet nie sądzili, że 
mogą się tak doskonale uzupełniać. W końcu legli na wymiętej pościeli.

Nazywam się Carrie Sargent, pomyślała Carrie i stwierdziła, że już jest nieźle. 

Jej świadomość wracała gdzieś z daleka. Niczego więcej jednak nie była w stanie 
wymyślić  i  wkrótce  przytuliła  się  do  Casha.  Cash  przykrył  ich  dwoje  kołdrą. 
Pomyślał nawet, że warto by zamknąć drzwi na klucz, ale stwierdził, że skoro nie 
zrobili tego do tej pory, to może już tak zostać.

Leżeli obok siebie, wsłuchani we własne oddechy. Nigdy jeszcze nie czuli się 

tak  cudownie.  Nie  musieli  nawet  tego  sobie  mówić.  Chyba  po  raz  pierwszy 
rozumieli się bez słów. Zasnęli też niemal w tym samym czasie.

Carrie  obudziło  światło  słoneczne,  które  wpadało  do  pokoju  przez  nie 

zasłonięte  okno.  Najpierw  myślała,  że  jej  się  wszystko  przyśniło,  ale  kiedy 
rozejrzała się dokoła, nie miała już żadnych wątpliwości.

Wstała,  podeszła  do  okna  i  spojrzała  na  pusty  plac  przed  hotelem.  Dopiero 

wtedy  zrozumiała,  że  coś  w  pokoju  jest  nie  w  porządku.  Obejrzała  się  za  siebie. 
Nie, Cash nigdzie się nie ukrył. Nie było go też w łazience. Nigdzie go nie było! 
Carrie została sama w pokoju.

Może chciał jej zaoszczędzić rozczarowań? Może bał się spojrzeć jej w oczy? 

Carrie gubiła się w domysłach.

W pewnym momencie zobaczyła karteczkę na stoliku. Była pewna, że jej tam 

wcześniej nie położyła. To musiał być list od Casha. Ciekawe, czy miłosny?

Podeszła do stolika i przeczytała treść notatki: „Jeśli nie spotkamy się rano, to 

czekam w południe na parkingu”. Cholernie romantyczne! I nawet się nie podpisał, 
jakby wydawał dyspozycje swojej sekretarce.

Łzy  gniewu  popłynęły  po  policzkach  Carrie.  Dlaczego  w  ogóle  do  tego 

dopuściła? I dlaczego ośmieliła się myśleć, że to, co się wydarzyło wczoraj, mogło 
się stać początkiem czegoś nowego i niezwykłego?

Cash czekał na Carrie, bębniąc nerwowo palcami po kierownicy.
– No dobrze, wpakowałeś się w niezłą kabałę – powiedział do siebie.

background image

Potem  westchnął.  Jasne  postawienie  sprawy  jeszcze  niczego  nie  załatwiało. 

Teraz powinien pomyśleć, jak z tego wybrnąć.

Jednak nie mógł zbyt długo  myśleć, ponieważ w polu jego widzenia pojawiła 

się Carrie. Szła wolnym krokiem. Co jakiś czas rzucała gniewne spojrzenia dokoła. 
W końcu zauważyła jego mercedesa i ruszyła w tę stronę.

Nawet na niego nie spojrzała, kiedy wziął od niej walizkę. Burknęła tylko coś w 

odpowiedzi na jego powitanie, dając w ten sposób znać, że wcale nie uważa tego 
dnia za dobry.

Skręcili  w  Geary  Street.  Cash  starał  się  skoncentrować  na  jeździe  przez 

pagórkowate  uliczki.  Dopiero  kiedy  wyjechali  na  autostradę,  wyprostował  się 
nieco, gotów przyjąć wszelkie zarzuty.

Myślał,  że  uda  mu  sieje  odeprzeć.  Po  pierwsze,  należało  się  wystrzegać

romansów  w  jednej  firmie.  To  zawsze  rzutowało  na  jakość  pracy.  Po  drugie, 
szefowie  nie  powinni  się  wiązać  z  podwładnymi,  ponieważ  zawsze  stwarzało  to 
podejrzenia, że wykorzystali swoją pozycję.

Gdyby Carrie wiedziała, ile kosztowało go opuszczenie jej pokoju dzisiaj rano, 

z  pewnością  nie  siedziałaby  obok  taka  ponura.  Jednak  szefostwo  do  czegoś 
zobowiązuje.

–  No  i  cóż?  –  spytała  w  pewnym  momencie,  zerkając  w  bok,  co  zauważył 

kątem oka.

Cash zaczerpnął powietrza.
– Carrie... Naprawdę bardzo mi przykro – zaczął. Carrie potrząsnęła głową.
– O nie, tylko nie to!
– Wiem, że jesteś zła na mnie, i wcale się nie dziwię – ciągnął Cash.
Carrie założyła nogę na nogę i zaczęła przyglądać się swojej stopie.
–  Nie  o  to  chodzi  –  stwierdziła.  –  Powiedz  lepiej,  jak  mam  traktować 

wczorajszą noc.

Tak, on też się nad tym zastanawiał. Nigdy wcześniej nie doświadczył czegoś 

takiego.  Z  jednej  strony  odsłonił  swoją  słabość,  ale  z  drugiej  zyskał  poczucie 
jedności i mocy. Właśnie, jak potraktować wczorajszy wieczór? Wiedział tylko, że
potrzebuje Carrie. Że chce z nią być. Na zawsze.

Bzdura!
– Biorę pełną odpowiedzialność za to, co się stało – zadeklarował.
– To bardzo pięknie – powiedziała jadowitym głosem.
–  Carrie  –  zaczął  spokojnie  –  przecież  znasz  zasady.  Nawet  w  twoim 

regulaminie pisałaś o romansach w firmie. To przecież niedopuszczalne!

– Ja o tym napisałam? – Spojrzała na niego ze zdziwieniem. – Przecież to była 

twoja  zasada!  Ja  ją  tam  tylko  umieściłam  na  twoje  życzenie.  Zdarza  się,  że 
kierownictwo  firmy  w  ogóle  się  tym  nie  interesuje.  Trudno  uregulować  życie 
emocjonalne pracowników.

Teraz już wiedział.
– Regulamin to regulamin – rzucił. Carrie spojrzała na niego uważnie.

background image

– A właśnie! Dlaczego tak ci zależało właśnie na tej – klauzurze? Czyżby coś 

podobnego zdarzało się już wcześniej?

Cios  był  celny.  Cash  nacisnął  pedał  gazu  i  samochód  pomknął  jak  rakieta. 

Carrie opadła na siedzenie jak ścięty kwiat.

–  Nie  odpowiedziałeś  na  moje  pytanie  –  przypomniała  mu,  kiedy  już  trochę 

doszła do siebie.

Cash pokręcił głową.
– Nie. Muszę ci powiedzieć, że wczorajsza noc była dla mnie czymś naprawdę 

wyjątkowym. Czymś niezwykłym. I gdyby nie to, że... że razem pracujemy – głos 
mu się łamał.

Carrie  poczuła,  że  wyczerpały  jej  się  wszelkie  pokłady  złośliwości.  Teraz 

mogła  już  tylko  płakać.  Nie  chciała  jednak  tego  robić.  Nie  przy  kimś  takim  jak 
Cash, który przedkładał pracę nad uczucia.

– Wobec tego po prostu wracamy do pracy – stwierdziła, ale już bez goryczy.
Cash zamyślił się na chwilę.
– Hm, gdybym był po prostu pracownikiem, mógłbym zrezygnować z pracy, a 

wtedy...

Carrie nie pozwoliła mu skończyć. Zacisnęła dłonie w pięści i warknęła:
– Chcesz powiedzieć, że to ja mam zrezygnować z pracy?!
Spojrzał na nią zaskoczony.
–  Carrie!  Zapewniam  cię,  że  jesteś  moim  najlepszym  pracownikiem.  Mam 

zamiar wykorzystać wszystkie twoje możliwości. – Dopiero teraz zorientował się, 
że  popełnił  błąd  i  starał  się  go  naprawić.  –  Oczywiście,  chodzi  mi  tylko  o 
inteligencję i pracę. Nic więcej! Przecież mamy regulamin!

Carrie nie odezwała się już ani słowem aż do końca podróży. Kiedy w końcu 

przyjechali do biura, Cash zaparkował mercedesa przy Woodie’em. Pomógł nawet 
przenieść Carrie walizkę. Nie musiał mówić, że ma dzisiaj wolne. Carrie i tak nie 
wybierała się do pracy.

background image

Rozdział 12

Carrie wciągnęła na siebie koszulkę, włożyła dżinsy i przez chwilę zastanawiała 

się,  co  zrobić  z  włosami.  W  końcu  z  westchnieniem  weszła  do  łazienki,  gdzie 
wycisnęła  na  nie  resztkę  żelu,  a  następnie  jeszcze  trochę  pianki  do  modelowania 
fryzur. Bez efektu.

Skąd  więc  przypuszczenie,  że  uda  jej  się  zapanować  nad  własnym  życiem, 

skoro nie potrafiła nawet dojść do ładu ze swoimi włosami?!

Zeszła  na  dół  i  wejściem  od  kuchni  weszła  do  pubu.  Zajrzała  na  salę  i  już 

chciała się cofnąć. Na wysokim stołku przy barze siedziała Fran i gruchała sobie w 
najlepsze z Gusem.

–  Hej,  Carrie!  Chodź  tutaj!  –  krzyknęli  chórem.  Weszła  do  środka,  ale 

niechętnie.

– Wolisz kawę czy herbatę? – spytał ją Gus.
Carrie wyjrzała za okno. Paskudna pogoda nie nastrajała optymistycznie.
– W taki ranek poproszę o kawę – stwierdziła, sadowiąc się obok Fran. – Potem 

ci trochę pomogę.

Gus napełnił jej kubek i podsunął pojemnik ze śmietanką.
– A nie musisz przypadkiem zrobić zakupów? – spytał ją. – Przecież to sobota!
Carrie uśmiechnęła się do niego, a potem do Fran. Przyjemnie było widzieć ich 

razem. Tym przyjemniej, że jej życie uczuciowe praktycznie legło w gruzach.

– Jakoś sobie poradzę – rzuciła. Gus wyglądał na zdziwionego.
–  Co  się  stało?  Straciłaś  pracę?  –  spytał  ze  śmiechem.  Nie.  Jeszcze  nie.  Ale 

możliwe, że już niedługo będzie musiała wrócić do roli kelnerki.

Ten żart poważnie zaniepokoił Fran. Przyjaciółka wyciągnęła rękę i położyła ją 

na ramieniu Carrie.

– Mam nadzieję, że nie pokłóciłaś się z Cashem? – zapytała.
Gorzej.  Kochałam  się  z  nim,  pomyślała  Carrie.  Widząc  jednak  niepokój  w 

oczach obojga powiedziała:

–  Nie,  nie.  Wszystko  w  porządku.  Konferencja  była  naprawdę  ciekawa.  I  we 

wszystkim się zgadzaliśmy – dodała, przypomniawszy sobie kwestię ubezpieczeń.

Nawet w łóżku, dodała w myślach.
– To dobrze – stwierdził Gus. – Na razie, jak widzisz, nie mam dla ciebie pracy. 

Wobec  tego  może  dotrzymasz  towarzystwa  Frannie  –  powiedział,  podążając  w 
stronę nowo przybyłego klienta.

– Lubię, jak mówi do ciebie Frannie – stwierdziła Carrie.
– Często się ostatnio widujemy – powiedziała Fran, mocno się czerwieniąc.
Być  może  był  to  odpowiedni  moment,  żeby  ją  przycisnąć  i  dowiedzieć  się 

wszystkiego o związku z Gusem, Carrie jednak pomyślała, że jak zechcą, to sami 
jej wszystko powiedzą. Dlatego zdecydowała się na zmianę tematu.

– A jak tam w pracy? Czy może Sam dał o sobie znać?
Fran zastanawiała się przez chwilę, zanim odpowiedziała.

background image

– Nie, w ogóle nie daje znaku życia i wszyscy się o niego niepokoją. Atmosfera 

jest  bardzo  napięta.  Możemy  mieć  tylko  nadzieję,  że  Sam  zdecydował  się  na 
leczenie.

Jeżeli atmosfera już teraz jest napięta, to co się stanie, kiedy ona i Cash pokażą 

się  w  pracy?  Carrie  wolała  o  tym  nie  myśleć.  Chętnie  porozmawiałaby  z  Fran  o 
tym,  co  się  stało,  ale  wiedziała,  że  nie  jest  to  najlepsze  rozwiązanie.  Nagle 
okazałoby się, że zbyt wiele osób w pracy wie o wszystkim.

Pub  powoli  zaczął  się  zaludniać.  O  tej  porze  zapewne  przychodzili  ci,  którzy 

wybrali  się  na  zakupy  i  chcieli  się  teraz  czegoś  napić  lub  się  rozgrzać.  Jednak 
tłumów zmęczonych zakupowiczów należało się spodziewać nieco później.

– Zaczekaj, Fran. Włączę świąteczne światełka.
Zrobiła to i zaraz nastrój się jej poprawił. Nie dane jej jednak było dokończyć 

rozmowy, ponieważ Gus poprosił ją, żeby obsłużyła nowych gości.

– Przyszła koza do woza – rzuciła Carrie, przechodząc do stolika.
Carrie  zdołała jeszcze zauważyć, że Fran pocałowała  Gusa przed wyjściem,  a 

potem  rzuciła  się  w  wir  pracy.  Kelnerki,  które  wcześniej  jej  nie  znosiły,  teraz 
dziękowały  za  pomoc.  Carrie  miała  okazję  przypomnieć  sobie  stare  dobre  czasy. 
Dopiero  koło  trzeciej  Gus  zdołał  ją  zmusić  do  tego,  żeby  coś  zjadła,  a  potem 
wypchnął ją na zakupy.

Carrie wyszła na Ocean Avenue i rozejrzała się dokoła. Nie bardzo wiedziała, 

co robić. Nie była w świątecznym nastroju. Tłum ocierał się o nią. Ludzie szli we 
wszystkich możliwych kierunkach.

Gdzieś z daleka dobiegły do niej dźwięki kolęd. Pewnie z parku. Carrie ruszyła 

w tamtą stronę. Czuła się jeszcze gorzej niż wczoraj wieczorem. Ha, wczoraj mogła 
przynajmniej wziąć tabletkę nasenną i o niczym nie myśleć.

No tak, mężczyźni! Mężczyźni w jej życiu zawsze oznaczali kłopoty.
Kiedy w końcu dotarła do parku, nie bardzo wiedziała, co robić. Muzyka była 

tu głośniejsza i Carrie słuchała jej z przyjemnością. W końcu jednak przysiadła na 
jakiejś ławeczce.

Wreszcie,  kiedy  skończyła  się  kolejna  melodia,  Carrie  wstała  z  miejsca.  Nie, 

nie może się tak poddawać nastrojom. Jest przecież dorosła! Wiedziała, na co się 
decyduje, i musi teraz ponosić konsekwencje.

Automatycznie otrzepała płaszcz i ruszyła w stronę Carmel Plaża.

W poniedziałek rano Carrie starannie zamknęła za sobą drzwi do swego biura. 

Nigdy wcześniej nie wkładała w to tyle serca. Zdarzało się, że zostawiała je nawet 
nie domknięte.

No cóż, tylko przez jakiś czas, pomyślała.
Koło  dziesiątej  zadzwonił  Dwayne  Flutie  i  jej  rozpacz  jeszcze  się  pogłębiła. 

Niestety, nie mógł, jak na razie, znaleźć nikogo z kwalifikacjami Sama. Była to, jak 
się wyraził, kwestia dwóch, trzech tygodni, a może nawet i miesiąca. Ten „może i 
miesiąc” dobił ją zupełnie.

– A nie można szybciej? – spytała z rozpaczą.

background image

– No cóż, jest pewna możliwość... – Flutie zawiesił głos.
– Tak, tak. Słucham – powiedziała z nadzieją na jakieś dobre wieści.
– Znam kogoś, kto byłby dobry w takiej pracy – powiedział Flutie. – Ale ten 

człowiek  chciałby  albo  założyć  własną  firmę,  albo  stać  się  udziałowcem  już 
istniejącej. Co ty na to?

Carrie poczuła, że jej opadają skrzydła.
– Lepiej pogadaj o tym z Cashem – powiedziała, czując, że i tak nic z tego nie 

wyjdzie.

– A gdzie on jest?
Był za ścianą. Tyle że jeszcze się dzisiaj nie widzieli.
– Zaczekaj, zaraz cię z nim połączę.
– Dzięki, Carrie. To na razie. Dostałem zaproszenie na przyjęcie u Casha, to się 

tam  chyba  zobaczymy,  prawda?  –  spytał  Dwayne.  –  Byłaś  kiedyś  u  niego?  Ma 
wspaniały dom!

Carrie zupełnie zapomniała o tym przyjęciu. A odbędzie się ono już przecież za 

parę dni.

– Nie, nie byłam u Casha. Na razie, Dwayne.
Przełączyła go i z ulgą odłożyła słuchawkę. Najpierw pomyślała, że w ogóle nie 

pójdzie  na  to  przyjęcie.  Potem  jednak  stwierdziła, że  wszyscy zaczną  plotkować, 
jeśli się tam nie pokaże. Musi pójść.

Do licha, zaplątałam się w bezsensowną sprawę, pomyślała.
No tak, ten tydzień jakoś jeszcze można wytrzymać. Następny będzie krótki ze 

względu na święta. A potem? Carrie sięgnęła do szuflady po blankiety urlopowe. 
Pracowała  tu  jeszcze  zbyt  krótko,  żeby  prosić  o  urlop  płatny,  ale  zawsze  mogła 
wziąć tydzień bezpłatnego.

Wystarczyło tylko wstawić daty,  podać powód  i  się podpisać. Najwyżej  Cash 

odmówi. Carrie pisała, przypominając sobie, jak delikatne i miłe były jego dłonie. I 
jak ją wspaniale pieścił.

Jeśli zechce wyrzucić jej podanie do kosza, to niech je sobie wyrzuca. Chciała 

wziąć  urlop  między  świętami  a  Nowym  Rokiem.  Właśnie  wtedy  będzie  musiała 
zastanowić się nad swoją przyszłością.

Wiedziała już, że nie może pracować w Cunningham Construction. Nie chciała 

jednak  podejmować  pochopnych  decyzji.  Może  zwróci  się  znów  o  pomoc  do 
Dwayne’a.  Co  prawda  nie  będzie  pewnie  zachwycony  jej  nagłym  odejściem,  ale 
może znowu zechce na niej zarobić.

Wyszła z pokoju i zatrzymała się przed gabinetem Casha. Ze środka dobiegały 

dźwięki rozmowy. Postanowiła, że zaniesie mu podanie nieco później.

Cash odłożył słuchawkę i postukał ołówkiem o plan rozłożony na biurku. Jeśli 

Flutie  nie  mógł  znaleźć  nikogo  na  miejsce  Sama,  to  znaczyło,  że  nie  powinni 
nikogo szukać. Cash zastanawiał się przez chwilę, ale raz jeszcze stwierdził, że nie 
ma powodów, żeby sprzedawać część firmy komuś, kogo nie zna. Nawet jeśli jest 
to doskonały majster.

background image

Wstał i podszedł do okna. Lubił przez nie spoglądać.
Do  licha,  bał  się  tej  sytuacji  jeszcze  w  San  Francisco.  Początkowo  nawet 

wierzył, że ktoś się znajdzie, ale potem, kiedy jego wysiłki zawiodły i musiał się 
zwrócić do Flutie’ego, uznał, że sytuacja jest trudna.

Nagle  usłyszał  pukanie  do  drzwi.  Wiedział  doskonale,  kto  to  może  być. 

Przeszedł do swojego biurka i usiadł w fotelu.

– Proszę – powiedział, pochylając się nad jakimś przypadkowym dokumentem.
Drzwi się uchyliły i zobaczył rąbek czerwonej spódnicy.
– Proszę, usiądź – powiedział, pochylając się jeszcze bardziej. – O co chodzi?
W końcu musiał na nią spojrzeć i zauważył, że Carrie wpatruje się uporczywie 

w dokument, który ze sobą przyniosła.

Q Boże! Rezygnacja! Cash poczuł się jak ostatni śmieć. Carrie położyła przed 

nim  swoją  kartkę,  ale  nie  mógł  nic  odczytać,  ponieważ  litery  tańczyły  mu  przed 
oczami.

– Prośba o urlop. Bezpłatny – dodała szybko, jakby miało to jakieś znaczenie.
Cash  podpisał  tam,  gdzie,  jak  mu  się  wydawało,  powinien  złożyć  autograf. 

Sytuacja stawała się nie do wytrzymania.

– Posłuchaj, Carrie – zaczął. – Oboje jesteśmy dorośli i powinniśmy...
Przerwała mu ruchem ręki.
–  Powinniśmy  te  sprawy  zignorować  –  stwierdziła.  –  Nie  ma  sensu  do  tego 

wracać. Najlepiej będzie, jak oboje o tym zapomnimy.

Cash aż otworzył usta ze zdziwienia. Kto by podejrzewał, że Carrie wykaże tyle 

rozsądku? I to akurat teraz, kiedy on wcale nie miał ochoty o niczym zapominać.

– Masz rację – powiedział.
Siedzieli jeszcze przez chwilę w milczeniu.
– Czy masz coś do mnie? – spytała w końcu Carrie.
– Do ciebie! Ależ broń Boże!
– To znaczy... chodzi mi o jakieś sprawy.
– Sprawy? A tak, sprawy. – Cash szukał rozpaczliwie jakiegoś pomysłu. – No 

tak,  ubezpieczenia  są  załatwione.  Ale  czekaj!  Peg  mówiła,  że  jeszcze  nie 
potwierdziłaś swojego udziału w przyjęciu!

Spojrzała na niego lodowatym wzrokiem.
– Czy to znaczy, że nie jestem zaproszona?
– Ależ nie! Oczywiście, że jesteś. Chodzi tylko o to, żeby określić liczbę gości.
– Carrie skinęła głową.
– Dobrze, przyjdę – stwierdziła bez entuzjazmu. – Mogę już iść?
Od  kiedy to  prosiła o  pozwolenie, żeby zrobić  cokolwiek?  Znowu  wróciła do 

niego dawna myśl, żeby wziąć ją na kolano i wymierzyć karę. Myśl ta jednak od 
razu  nabrała  erotycznego  charakteru.  Zwłaszcza  że  znał  już  cudowne,  opływowe 
kształty jej pupy.

– Tak, oczywiście – rzucił, chcąc ukryć swoje zmieszanie.

background image

Rozdział 13

–  Dzięki,  że  zabraliście  mnie  ze  sobą  –  powiedziała  Carrie,  sadowiąc  się 

wygodnie na tylnym siedzeniu samochodu Gusa.

– Przecież cieszymy się, że jesteś z nami – powiedział Gus i włączył silnik.
Fran odwróciła się do Carrie i posłała jej jeden ze swoich milszych uśmiechów. 

Naprawdę  przyjemnie  było  na  nią  spojrzeć.  Wyładniała  i  zaczęła  się  inaczej 
ubierać. Już nie była taką szarą myszką jak kiedyś.

No tak, poza tym jechali teraz na przyjęcie. Nic dziwnego, że Fran ubrała się 

tak pięknie.

Carrie  spędziła  chyba  pół  dnia  przed  lustrem,  starając  się  na  przemian 

upiększyć lub oszpecić. W końcu stwierdziła, że to, jak się ubierze, i tak nie będzie 
miało  większego  znaczenia,  ponieważ  Cash  nie  zwróci  na  nią  uwagi.  Będzie 
przecież miał innych gości.

Podroż upłynęła im jak jedna chwilka. W końcu Gus wjechał na długi, wiodący 

w górę podjazd.

– To tutaj? – Carrie spojrzała w dół. W świetle zachodzącego słońca widać było 

jeszcze  wody  oceanu.  Unosiła  się  nad  nimi  mgła,  przydając  widokowi  posmaku 
tajemniczości.

– Tak, to tutaj – potwierdziła Fran.
Gus zaparkował na dużym podwórku między innymi samochodami, a następnie 

wysiadł i rozejrzał się dokoła.

– Fiu, fiu – zagwizdał na widok domu.
Carrie wygramoliła się z samochodu i spojrzała na jasno oświetlony dom. Była 

to  wspaniała  rezydencja  w  stylu  wiktoriańskim,  z  wielkim  wejściem  i  portalami. 
Musiała  mieć  chyba  ze  sto  lat,  ale  wyglądała  na  zupełnie  nową.  Carrie 
przypomniała sobie wszystko, co mówił Cash, i nawet się nie zdziwiła.

Wciągnęła do  płuc  świeże  powietrze o  zapachu morskiej  wody  i  spojrzawszy 

raz jeszcze na rezydencję Casha, ruszyła za Gusem i Fran. Minęli ogródek skalny i 
kilka cyprysów, zanim dotarli do schodów. Carrie weszła na ich szczyt i raz jeszcze 
obejrzała się za siebie. Nawet o tej porze roku widok był imponujący, a co dopiero 
w lecie przy krystalicznie czystym niebie!

– Carrie! No, chodź już – poganiał ją Gus.
Z westchnieniem weszła do środka za parą zakochanych. Myślała, że znajdą się 

teraz  w  jakimś  nowoczesnym  wnętrzu  z  drogimi  obrazami  abstrakcjonistów.  Nic 
podobnego! Dom stanowił wierną replikę „starszej pani” z dziewiętnastego wieku. 
Carrie  nie  wątpiła,  że  wszystkie  meble,  łącznie  z  fantazyjnym  wieszakiem,  są 
autentyczne.  Pokojówka,  która  ich  przywitała,  miała  na  sobie  biały, 
wykrochmalony  fartuszek  i  wyglądała trochę  jak  Mary  Poppins z  jej  dziecięcych 
wyobrażeń.

Przeszli  do  głównego  salonu,  gdzie  przy  oknie  ustawiono  choinkę.  Carrie 

ucieszyła  się  na  widok  pięknie  ubranego  drzewka.  „Mesjasz”  Haendla,  który 

background image

rozbrzmiewał w całym pomieszczeniu, sprawił, że dostała gęsiej skórki.

Podeszła bliżej do choinki, żeby przyjrzeć się zabawkom.
– Niektóre pochodzą z dziewiętnastowiecznych Niemiec – usłyszała głos z tyłu. 

Odwróciła  się  i  ujrzała  Dwayne’a  Flutie’ego.  –  Inne  są  angielskie,  a  kilka 
późniejszych chyba pochodzi z Francji.

Dwayne zbliżył palec do jednej z zabawek, ale jej nie dotknął.
– O, ta jest niemiecka – stwierdził. Carrie uśmiechnęła się do niego.
– To robi wrażenie.
–  Och!  –  Dwayne  machnął nonszalancko  ręką.  –  Sam  jestem  kimś  w  rodzaju

kolekcjonera.

–  Nie,  chodzi  mi  o  to,  że  Cashowi  zależy  na  tych  wszystkich  cackach  –

powiedziała i dopiero wtedy zrozumiała, że palnęła gafę.

Zaczerwieniła się i uniosła dłoń do ust. Jednak Dwayne nie obraził się, że nie 

doceniła go jako eksperta. Wziął ją pod rękę i poprowadził w róg pokoju.

–  Posłuchaj,  Carrie.  Dostałem  wczoraj  wiadomość,  że  mnie  szukałaś  –

powiedział, marszcząc brwi.

Carrie rozejrzała się ostrożnie dokoła. Jednak Flutie doskonale zatroszczył się o 

to, żeby nikt ich nie podsłuchiwał.

– Właśnie. Chciałam się z tobą umówić na rozmowę – powiedziała i zamilkła, 

ponieważ w drzwiach pojawił się pan domu.

Cash miał na sobie rozpinany z przodu łososiowy sweter i marszczone spodnie 

w  kolorze  khaki  i  wyglądał  jak  prawdziwy  szlachcic.  Witał  się  serdecznie  ze 
wszystkimi, każdemu poświęcając tyle czasu, ile było trzeba. Carrie śledziła każdy 
jego krok, nie widząc niepokoju w oczach Flutie’ego.

Czuła, że chce jej się płakać. Wiedziała, że jedyny sposób, żeby zabić chandrę, 

to zniknąć raz na zawsze z życia Casha.

– Nic ci nie jest, Carrie? – spytał niepewnie Flutie.
Carrie zamknęła na chwilę oczy.
– Nie, nic mi nie jest – odparła, próbując się uśmiechnąć. – Chciałabym z tobą 

porozmawiać. Ale nie teraz – dodała szybko. – Może w przyszłym tygodniu.

Dwayne  skinął  głową,  nie  usiłując  nawet  ukryć  rozczarowania.  Już  wiedział, 

czego  będzie  dotyczyła  rozmowa.  Było  mu  przykro,  ponieważ  stawiało  to  pod 
znakiem zapytania jego zawodowe kompetencje.

– Dobrze, Carrie. Dobrze.
Carrie  uciekła,  ponieważ  właśnie  zbliżał  się  do  nich  Cash.  Przez  chwilę 

rozmawiała  z  pracownikami  biura,  potem  zajęli  się  robotnikami  z  warsztatu. 
Zainicjowała nawet akcję „łączenie działów”, żeby wszyscy poznali się lepiej i nie 
przebywali  wyłącznie  w  swoich  grupach,  w  których  pracowali.  Na  przyjęciu 
pojawili  się  też  robotnicy, którzy pracowali na  kilku  budowach  na  terenie  całego 
stanu.  Wkrótce jednak Carrie poczuła, że ma tego  wszystkiego dosyć. Nie  mogła 
się pozbyć ciężaru, który jak zmora siadł jej na piersiach. Stwierdziła, że najwyższy 
czas wracać do domu.

Pozostał  tylko  jeden  mały  problem.  Mianowicie  nie  wzięła  ze  sobą 

background image

Woodie’ego.  Postanowiła  więc  zadzwonić  po  taksówkę.  Uchyliła  drzwi  na 
korytarz, pamiętając, że w holu znajduje się telefon. Cofnęła się jednak gwałtownie 
na  widok  Casha.  Powtórzyła  ten  sam  manewr  po  paru  chwilach  i  tym  razem 
zobaczyła tylko objętych Gusa i Fran.

– Wspaniałe przyjęcie, prawda? – zagadnęła ją Fran.
– Tak, wspaniałe.
– Chodź, napijesz się ponczu – powiedział Gus.
Cóż było robić? Carrie wróciła na salę. Zanim zdążyła napełnić swoją czarkę, 

zrobił to za nią wyfraczony kelner.

Po  chwili  stwierdziła,  że  jest  głodna,  i  zdecydowała  się  na  jedną  z  sałatek. 

Otaczały ją same przyjazne twarze i napięcie, które towarzyszyło jej od początku 
wieczoru, zaczęło ją powoli odpuszczać.

Nie bez znaczenia był też fakt, że w pobliżu nie zauważyła Casha.
Bała się jednak, że za chwilę pojawi się wśród gości. Postanowiła wykorzystać 

przypływ dobrego humoru i zwiedzić dom. Najpierw przeszła długim korytarzem 
do pomieszczenia, które okazało się biblioteką pełną oprawnych w skórę książek. 
Przy oknie stała tu trzymająca się za ręce para.

Carrie  wyszła  na  paluszkach  z  biblioteki  i  ruszyła  dalej.  Otworzyła  kolejne 

drzwi  i  znalazła  się  w  wielkiej  kuchni  pełnej  miedzianych  naczyń  i  wielkich 
stolnic. Krzątali się tutaj ludzie wynajęci przez Casha. Nie chcąc im przeszkadzać, 
Carrie przeszła do niewielkiej salki, w której można było odpocząć po posiłku albo 
wypić  kawę.  Usiadła  na  fotelu  i  wyjrzała  przez  okno.  Po  chwili  zauważyła  jakiś 
ruch w ogrodzie.

Ktoś  zapukał  do  zamkniętych  na  klucz  drzwi  balkonowych.  Carrie  wstała  i 

podeszła do nich. Kto to mógł być? Pewnie któryś z gości wybrał się na spacer i 
teraz  chciał  wrócić  w  ten  nietypowy  sposób.  Mógł  sobie  przejść  do  głównego 
wejścia, zamiast kogokolwiek niepokoić.

Wyjrzała  na  zewnątrz,  ale  zobaczyła  tylko  ciemną  sylwetkę  za  szybą. 

Przekręciła  klucz  w  drzwiach.  Mężczyzna  w  brązowym  płaszczu  wszedł  do 
wnętrza. W ręku trzymał dwa kwiaty.

Carrie aż krzyknęła ze strachu, kiedy go zobaczyła.
– Sam! Co ty tutaj robisz?!
Sam przesunął się w jej stronę, wyraźnie zmieszany.
–  Carrie?  Nie  myślałem,  że  tak  od  razu  cię  spotkam.  Przyszedłem... 

przyszedłem, żeby przeprosić – plątał się.

Carrie  zauważyła,  że  zachowuje  się  normalnie.  Nie  czuła  też  woni  alkoholu, 

chociaż, prawdę mówiąc, stała dosyć daleko od niego.

–  Proszę,  to  dla  ciebie.  –  Sam  wysunął  w  jej  stronę  przepiękną  poinsecję.  –

Wiem, że to ulubione kwiaty Casha – dodał po chwili.

Carrie  wahała  się,  czy  przyjąć  ofiarowany  jej  kwiat.  Ktoś  wpadł  do 

pomieszczenia i stanął u jej boku.

– Sam!!! – krzyknął Cash. – Nic ci nie jest? – zwrócił się do Carrie.

background image

Objął ją i przytulił, niezbyt pewny, czy nic złego się jej nie stało. Carrie tylko 

pokręciła  głową,  niezdolna  wydusić  z  siebie  choć  słowa.  Cashowi  znowu na  niej 
zależało. Znów była jego.

Sam stał i patrzył na nich z niepewną miną.
– Czego chcesz? – warknął Cash.
– Chciałem wrócić do pracy – powiedział Sam.
– Chyba żartujesz!
– Przysięgam, że już nie będę pić – powiedział żałosnym głosem Sam. – Od... 

od wtedy nawet nie zajrzałem do kieliszka.

Cash  spojrzał  na  niego,  a  potem  puścił  Carrie  i  zamknął  drzwi  do  kuchni. 

Następnie podszedł do Sama. Carrie bała się, że go uderzy.

– Przecież masz rodzinę! Dzieci! – powiedział Cash przez zaciśnięte zęby.
Carrie  wiedziała,  o  czym  myśli,  i  Cash  chyba  zdawał  sobie  z  tego  sprawę. 

Jednocześnie  zaczęły  do  nich  dobiegać  głośne  chóralne  śpiewy.  Główny  salon 
musiał znajdować się gdzieś blisko.

Cicha noc, święta noc.
– Przecież nie chciałem ich skrzywdzić! – bronił się Sam.
Pokój niesie ludziom wszem.
– A czego chciałeś?!
Ręce Sama zaczęły się trząść.
–  Po  prostu  miałem  problemy  w  domu  –  powiedział  drżącym  głosem.  –  Nie 

chciałem o nich mówić.

Cash pokręcił głową.
– Trudno, Sam. Musisz sobie z tym poradzić. Mnie przede wszystkim interesuje 

jakość twojej pracy.

A u żłóbka Matka Święta.
Carrie odetchnęła z ulgą. Cash przeczytał instrukcje z PC i teraz przytaczał je 

niemal dosłownie. Sam spuścił głowę w ekspiacyjnym geście.

– Przyznaję, że nawaliłem. Ale to się więcej nie powtórzy – dodał szybko.
Czuwa sama uśmiechnięta.
Carrie obserwowała Casha. Musiał teraz podjąć decyzję. Znowu bez problemu 

mogła zgadnąć, o czym myśli. Czy można mu zaufać? Czy można dać mu jeszcze 
jedną szansę? Rodzinne doświadczenia musiały ciążyć Cashowi jak młyńskie koło. 
Oboje, ona i Sam, w napięciu oczekiwali na werdykt.

Nad Dzieciątka snem.
– Dobrze, Sam. Czy zgodzisz się skorzystać z poradni antyalkoholowej?
Sam z radością skinął głową. Nad Dzieciątka snem.
– Jeśli tylko mi pozwolą.
– Pamiętaj, że będziesz poddawany testom. Również na narkotyki.
– Sam machnął ręką.
–  Wszystko  jedno!  Wszystko  jedno!  Tak  się  cieszę,  że  będę  mógł  wrócić  do 

pracy! – wykrzyknął.

background image

W  tym  momencie  przypomniał  sobie  o  trzymanych  w  prawej  dłoni  kwiatach. 

Wyciągnął je w stronę Carrie i Casha.

– Proszę, to dla was.
Zdziwiony  Cash  przyjął  obie  poinsecje  z  rąk  Sama.  Następnie  spojrzał  na 

Carrie.  Zrozumieli  się  bez  słów.  Oboje  uznali,  że  trzeba  teraz  zostawić  Sama. 
Wyszli więc do kuchni, a potem na korytarz.

– Carrie, musimy porozmawiać – powiedział Cash.
Serce  zabiło  jej  radośnie.  Nadzieja  znowu  do  niej  wróciła.  W  tym  momencie 

dopadli ich Gus i Fran, którzy chyba szukali ich już od jakiegoś czasu.

Gus wyglądał na szczególnie czymś przejętego.
–  Chodźcie!  Chodźcie!  Mamy  dla  was  niespodziankę!  Wielką  niespodziankę, 

prawda, Fran?!

background image

Rozdział 14

Carrie  przeciągnęła  się  rozkosznie  na  łóżku,  a  następnie  wciągnęła  poduszkę 

głębiej pod głowę. Była zmęczona, ale szczęśliwa.

– Co za dzień! – powiedziała do siebie.
Najpierw  ten  incydent  z  Samem  i,  oczywiście,  z  Cashem,  który  chciał  jej 

bronić,  a  potem  zaręczyny  Gusa  i  Fran!  To  doprawdy  niebywałe!  Pomyślała,  że 
teraz to już na pewno nie uda jej się zasnąć.

Szkoda,  że  nie  wzięła  ze  sobą  Woodie’ego.  Może  wtedy  udałoby  jej  się 

pogadać z Cashem.

– Pogadać – powtórzyła ironicznie.
Wstała  i  podeszła  do  okna  wychodzącego  na  Ocean  Avenue.  Tą  ulicą  rzadko 

przejeżdżały  teraz  samochody.  Miasto  spało.  Ona  też  by  pewnie  już  spała  –  w 
ramionach Casha. Nie ulegało wątpliwości, że poszliby razem do łóżka. Wiedziała, 
że oboje mają na to ochotę.

Tylko czy to by cokolwiek zmieniło?
Carrie  bała  się  myślenia  o  przyszłości.  Była  tylko  pewna,  że  chce  odejść  z 

pracy.  Do dzisiaj  myślała o  tym z  żalem  i  niechęcią, teraz jednak zrozumiała,  że 
otwiera  to  przed  nią  zupełnie  nowe  możliwości.  Może  właśnie  o  to  chodziło 
Cashowi,  tylko  nie  chciał  tego  powiedzieć?  Jeszcze  wczoraj  myślała,  że  jej  po 
prostu  nie  kocha,  ale  dzisiaj,  po  tym,  co  zobaczyła  w  pokoiku  obok  kuchni,  nie 
wątpiła już w jego uczucia.

Musi zatem złożyć wymówienie.
Carrie powtórzyła to zdanie parę razy w myślach, żeby dobrze je  zapamiętać. 

Jednak przy trzecim razie doznała olśnienia. Tupnęła bosą stopą w podłogę z desek 
i zachichotała. Tak! Dlaczego nie pomyślała o tym wcześniej?! Jutro, skoro świt, 
odwiedzi tego faceta z biura podróży, który zawsze siadał przy barze i namawiał ją 
i  Gusa na kupno jakichś biletów. Tym razem będzie potrzebowała tylko jednego. 
Wyleci jutro rano i wróci dopiero w poniedziałek wczesnym rankiem!

Carrie zaśmiała się raz jeszcze. Nie przerażały jej nawet koszty związane z tym 

przedsięwzięciem.  Później,  rzecz  jasna,  będzie  musiała  dotrzeć  do  biura  przed 
przyjściem  Casha.  Na  szczęście  podał  jej  kiedyś  szyfr  do  sejfu.  Liczyła,  że  jutro 
znajdzie tam potrzebne jej papiery. Oczywiście, wyjęcie ich w niedzielę nie będzie 
stanowiło  żadnego  problemu.  Trudniej  będzie  odłożyć  je  z  powrotem  w 
poniedziałek.

Carrie jednak lubiła ryzyko.
Położyła się z powrotem do łóżka, radośnie podniecona. Myślała, że także tym 

razem  nie  uda  jej  się  usnąć.  Jednak  okazało  się,  że  zmęczenie wzięło  górę  i  noc 
przytuliła ją do siebie tak mocno i z takim uczuciem jak niegdyś Cash. Przed snem 
zobaczyła jeszcze białą limuzynę i siebie w środku. A może to już był sen?

background image

Carrie zbiegła na dół w niedzielę rano i zajrzała do baru. Nie spodziewała się, 

że zastanie tam Gusa.

–  Och,  Gus!  Jestem  taka  szczęśliwa  –  krzyknęła,  widząc  go  ze  ściereczką,  i 

rzuciła się w mu w ramiona.

– Ja też, ja też. Ale składałaś mi już życzenia, jeśli mnie pamięć nie myli!
– Carrie cmoknęła go w policzek.
– To nic! Jeszcze raz! Czy ustaliliście już datę ślubu?
– spytała.
Gus  odsunął  ją  od  siebie  na  długość  ramienia  i  spojrzał  na  nią  z  prawdziwą 

sympatią.

– Cieszę się, że jesteś w lepszym nastroju – powiedział.
– Martwiłem się trochę o ciebie.
Carrie spojrzała na zegarek. Chciała jeszcze pójść do kościoła. Msza zaczynała 

się za dwadzieścia minut.

– I widzisz! Nie było powodu! Do widzenia. – Carrie zaczerwieniła się nieco i 

mimo zapowiedzi wciąż stała w miejscu.

– O co ci jeszcze chodzi? – spytał Gus.
– Chciałam powiedzieć, że dzisiaj nie będę nocować w domu, więc... więc nie 

przejmuj się mną.

Gus raz jeszcze przyjrzał się jej uważnie. Carrie odważnie spojrzała mu w oczy. 

Nie  znalazł  w  nich  chyba  nic,  co  by  go  zaniepokoiło,  ponieważ  tylko  pokiwał 
głową.

– No cóż, baw się dobrze – powiedział.
Carrie  zaczerwieniła  się  jeszcze  bardziej.  Nie  chciała  jednak  wdawać  się  w 

zawiłe wyjaśnienia. Raz jeszcze ucałowała policzek Gusa i wybiegła z baru.

Na zewnątrz powitał ją chłód i krople deszczu. Oczywiście nie wzięła ze sobą 

parasola.

W  poniedziałek  rano  Carrie  wygramoliła  się  z  samochodu  i  potarła  obolałe 

plecy.  Wbrew  najlepszym  chęciom  nie  udało  jej  się  przespać  w  samolocie.  Była 
zbyt podniecona, a także zachwycona tym, że wszystko poszło jak z płatka. Teraz 
tylko musi pójść do pracy.

Początkowo planowała wejść do biurowca bocznym wejściem po schodach, ale 

i tak zrobiło się dosyć późno, więc chyba po prostu uda, że właśnie przyjechała z 
domu.

Wjechała windą, przywitała się z Peg i weszła do  swojego pokoju. Wcześniej 

jednak  przystanęła przed  gabinetem Casha  i  stwierdziła,  że  wewnątrz  coś  się  już 
dzieje.

Nic nie szkodzi. Zwróci dokumenty nieco później.
Wypiła kawę, następnie wyszła do łazienki, gdzie umyła twarz zimną wodą, i 

dopiero wtedy poczuła, że może spotkać się z Fran. Intrygowało ją to, że Gus nie 
odpowiedział jej, kiedy spytała o termin ich ślubu.

background image

Podeszła  do  Fran  i  pozdrowiła  ją  serdecznie.  Kiedy  już  zakończyły  uściski, 

spytała o ślub. Fran wyraźnie się zmieszała.

– Obiecałam Gusowi, że nikomu nie powiem – stwierdziła Fran. – Ale przecież 

i tak muszę u ciebie złożyć podanie o urlop.

Z tymi słowy wyjęła z biurka kwestionariusz i podsunęła go Carrie.
–  Między  świętami  Bożego  Narodzenia  a  Nowym  Rokiem?!  –  Carrie  nie 

potrafiła ukryć zachwytu.

– Nie sądzisz, że to trochę za szybko? I mało poważnie, jak na ludzi w naszym 

wieku? – dopytywała się Fran.

–  Ależ  Fran! To  wspaniale! Oczywiście, zaraz  cię  wpiszę do  grafiku.  Prawdę 

mówiąc, Cash mógłby zamknąć tę budę – zatoczyła krąg ręką – bo i tak wszyscy 
biorą urlopy. Nie wiem, kto zostanie w pracy.

Fran wyglądała na zaniepokojoną.
– Myślisz, że Cash to zatwierdzi? Już zamówiliśmy pokoje. To jest... Fran się 

trochę zmieszała – jeden pokój.

Carrie spojrzała na nią badawczo.
– No dobrze, ale gdzie chcecie się pobrać? Obiecuję, że dochowam tajemnicy.
Fran zastanawiała się przez chwilę.
– W sylwestra. Nad jeziorem Tahoe – oświadczyła dumnie. Carrie poczuła się 

do  głębi  wzruszona.  Nie  oczekiwała  czegoś  takiego.  Takich  planów,  takiego 
romantyzmu. Nie sądziła, że Gus i Fran wpadną na tak cudowny pomysł.

– To wspaniale – powiedziała, całując Fran raz jeszcze. – A tak, swoją drogą, 

czy  masz  może  jakąś  granatową  kurtkę  lub  żakiet,  którą  mogłabym  od  ciebie 
pożyczyć?

Fran spojrzała na nią ze zdziwieniem.
– Tak, oczywiście.
– Będę ci bardzo wdzięczna.
Po  powrocie  do  biura  Carrie  tylko  symulowała  pracę.  Cały  czas  jednak 

nasłuchiwała. W końcu koło południa usłyszała, że Cash wychodzi i idzie w stronę 
windy. Dziwne, raczej rzadko z niej korzystał.

Carrie wymknęła  się ze swojego pokoju i zajrzała do recepcji. Winda właśnie 

ruszyła  w  dół,  a  Peggy  nie  było  na  swoim  miejscu.  Wspaniale!  Może  zwrócić 
dokumenty, nie budząc nawet najmniejszych podejrzeń.

Cash  wyszedł  z  restauracji  i  spojrzał  w  niebo.  Po  wczorajszym  deszczu 

zapowiadała się piękna pogoda. Wiatr już niemal rozgonił chmury.

Uznał to za dobry znak. Zarówno słońce, jak i Carrie pospołu wracali do jego 

życia. Niedługo będzie wolny jak ptak, a i zapewne równie szczęśliwy.

Kiedy  Flutie  po  raz  pierwszy  wspomniał  o  człowieku  skłonnym  wykupić 

Cunningham Construction, Cash w ogóle nie chciał o tym słyszeć. Potem powoli 
oswajał  się  z  tą  myślą,  a  kiedy  w  końcu poznał  tego  człowieka,  który  okazał  się 
zarówno  miły,  jak  i  kompetentny,  zdecydował,  że  tak  się  stanie.  Musiał  jeszcze 
tylko podpisać ostateczną wersję dokumentów.

background image

Cash  uśmiechnął  się  na  myśl  o  niespodziance,  jaką  zrobi  Carrie.  Chciał  jej 

powiedzieć  już  wcześniej,  ale  bał  się.  Teraz  będzie  to  wspaniały  gwiazdkowy 
prezent.  No  i  jeszcze  coś!  Nagła  myśl  przeszyła  jego  głowę.  Przecież  powinien 
kupić  Carrie  zaręczynowy  pierścionek.  Tylko  skąd  ma,  do  licha,  znać  jego 
rozmiar?

Gus!  No  tak,  Gus  na  pewno  będzie  wiedział.  A  w  każdym  razie  pozwoli  mu 

zajrzeć do biżuterii Carrie.

Cash  dotarł  do  pracy  we  wspaniałym  nastroju.  Wspiął  się  po  schodach, 

przeskakując po dwa stopnie, i od razu natknął się na Carrie, która kręciła się przy 
recepcji,  jakby  na  niego  czekała.  W  jej  oczach  dostrzegł  jakąś  niebezpieczną 
iskierkę, która po chwili zgasła.

– Och, Cash, dobrze, że jesteś – powiedziała. – Mam masę podań o urlopy.
Dobrze, znowu będą udawać szefa i podwładną. Wskazał jej ręką drogę.
– W zasadzie postanowiłem zamknąć firmę na okres między świętami Bożego 

Narodzenia  i  Nowym  Rokiem  –  poinformował  ją,  siadając  za  biurkiem.  –  I  tak 
mamy problemy z dostawcami. Pracowalibyśmy na pół gwizdka.

Dziwny  blask  znowu  rozbłysł  w  jej  oczach.  Jednocześnie  Carrie  uśmiechnęła 

się tajemniczo, jakby szykowała dla niego jakąś niespodziankę.

–  To  wspaniale!  –  powiedziała.  –  Aha,  mam  do  ciebie  prośbę.  Nie  planuj 

niczego na gwiazdkę i pierwszy dzień świąt.

Aha, niespodzianka! Cash uśmiechnął  się do  siebie. Pewnie wydaje jej się, że 

wymyśliła coś wystrzałowego.

Ciekawe, co zrobi, kiedy usłyszy, co on ma jej do powiedzenia?

Carrie postawiła tobół z prezentami na podłodze i westchnęła ciężko. Następnie 

spojrzała  na  maszynę  do  szycia.  Nie,  nie  teraz.  Cała  sprawa  może  zaczekać  do 
jutra.

Przesunęła prezenty pod okno, a następnie zdjęła żakiet i przeszła do łazienki. 

Kupiła już chyba wszystko, co miała kupić. Teraz chciała tylko spać.

W  łazience  rozebrała  się,  rozrzucając  rzeczy  dokoła.  Następnie  weszła  pod 

prysznic  i  odkręciła kurek.  Pisnęła, czując  zimny  bicz  na  ciele.  Woda powoli się 
ogrzała, a Carrie znowu wróciła do swoich marzeń.

Wielka biała limuzyna.
Kierowca  wyjedzie,  kiedy  oboje  skończą  już  dzień  pracy.  Właśnie  wtedy 

wręczy mu wymówienie. A potem siebie.

background image

Rozdział 15

W  Wigilię  Carrie  przyjechała  do  pracy  wcześnie.  Szybko  przeszła  na  górę  i 

wepchnęła nogą pod biurko swoją starą walizkę. Szybko przebiegła w myślach spis 
znajdujących  się  w  niej  przedmiotów:  granatowy  żakiet  i  nowa  granatowa 
spódnica, wymówienie w jednej kopercie, a pozostałe papiery w drugiej, przybory 
toaletowe,  łącznie  z  nową  golarką  i  szczoteczką  dla  Casha,  a  także  prezent.  To 
wszystko. Nie, chyba niczego nie zapomniała.

Zachichotała.  Ale  zrobi  mu  niespodziankę!  Postanowiła  jeszcze  przejrzeć 

papiery, żeby sprawdzić, czy niczego nie zaniedbała. Osoba, która przyjdzie tu po 
niej, zastanie idealny porządek.

Kiedy  już  wszystko  było  gotowe,  Carrie  zaczęła  się  kręcić  niespokojnie  po 

budynku. W pewnym momencie dostrzegła Fran, która też nie mogła sobie znaleźć 
miejsca. Zdaje się, że obie potrzebowały rozmowy.

– Zapakowałaś już wszystkie prezenty, Fran?
Przyjaciółka skinęła głową.
–  Na  początku  grudnia  –  powiedziała  z  rozbrajającym  uśmiechem.  –  Och, 

Carrie!  Nie  masz  pojęcia,  jak  się  boję!  Może  nawet  bardziej  niż  za  pierwszym 
razem!

Carrie  wzięła  ją  w  objęcia,  chociaż  jej  też  przydałoby  się  wsparcie.  Zaczęła 

mówić, że zna Gusa od dawna, że wspaniale się złożyło i że na pewno będą bardzo 
szczęśliwi.  Fran  właśnie  tego  było  trzeba.  Powoli  uspokajała  się  i  wracała  do 
normalnej kondycji.

– A, na wypadek gdybym się z wami już nie zobaczyła, życzę wam wesołych 

świąt – zakończyła Carrie.

Fran  także  złożyła  jej  życzenia.  Następnie  Carrie  ruszyła  do  swego  gabinetu. 

Zrobiło jej się smutno, że już tu nie wróci i nie spotka się z innymi pracownikami. 
Już  miała wejść  do  siebie,  ale  zajrzała  jeszcze przez  uchylone drzwi  do  gabinetu 
Casha i stwierdziła, że jest pusty. Wróciła do recepcji.

– Peg, nie wiesz, kiedy Cash będzie w pracy? – spytała.
–  Pan  Cunningham  jest  teraz  u  prawnika  –  poinformowała  ją  sekretarka.  –

Powiedział, że wróci dopiero po południu.

Peggy pochyliła się w stronę Carrie i zniżyła głos do szeptu:
– To chyba coś bardzo ważnego.
Carrie westchnęła ciężko. Miała nadzieję, że Cash wróci do czwartej. Przecież 

zaplanowała wszystko właśnie na czwartą!

O pół do trzeciej zaczęła przemierzać swój pokój jak pantera w klatce. Co z tym 

Cashem?  Co  się  w  ogóle  dzieje?  Przecież  nie  załatwia  się  ważnych  spraw  w 
Wigilię!

O  czwartej  zadzwoniła  do  niej  Peg  z  pytaniem,  czy  wie  coś  na  temat  białej 

limuzyny, która czeka przed biurowcem. Carrie odpowiedziała, że tak, i poprosiła, 
żeby  Peg  przekazała  kierowcy,  iż  musi  jeszcze  zaczekać.  Przy  okazji  spytała  o 

background image

Casha.

– Niestety, nie dzwonił – odparła Peg.
– Daj znać, jak tylko się pojawi – poprosiła ją Carrie i odłożyła słuchawkę.
Najwyższy  czas,  żeby  się  przebrać.  Jeśli  Cash  Cunningham  spóźni  się  na 

własny  ślub,  wyjdzie  chyba  sama  za  siebie!  Carrie  otworzyła  walizkę  i  wyjęła 
ciuchy.  Po  chwili  już  była  gotowa.  Podeszła  do  drzwi,  chcąc  sprawdzić,  co  się 
dzieje.

– O Boże, Cash! Gdzie byłeś?
Cash chciał właśnie zapukać do jej drzwi.
– Miałem bardzo ważną sprawę. Przepraszam, że przyszedłem tak późno.
Nagle przypomniała sobie limuzynę przed wejściem i na moment zabrakło jej 

tchu.

– Wjechałeś windą czy wszedłeś schodami?
– Schodami. Jakoś nie mam cierpliwości do tej windy – odparł, zdziwiony, że 

może to mieć jakiekolwiek znaczenie.

Carrie odetchnęła z ulgą. Jednocześnie spojrzała na Casha z czułością.
–  Dobrze,  że  już  wróciłeś  –  powiedziała.  –  Zaraz  ruszamy.  Mówiłam  ci,  że 

mam pewne plany.

Uśmiechnął  się  do  niej.  Dopiero  teraz  zauważył,  co  ma  na  sobie,  i  dotknął 

delikatnie materiału ubrania.

– Granatowy kostium? Nie sądziłem, że masz coś takiego.
Carrie pozostawiła to bez komentarza. Spojrzała na zegarek i stwierdziła, że nie 

mają ani chwili do stracenia.

– Jesteś gotowy? A więc ruszamy!
–  Chciałem  życzyć  wszystkim  wesołych  świąt,  ale  już  chyba  za  późno  –

stwierdził. – Nawet Peg już wyszła.

– Nie, chyba jest jeszcze ktoś gdzieś tutaj. No chodź. Idziemy.
Tym  razem  zjechali  windą,  ponieważ  Carrie  nie  miała  cierpliwości  do 

pokonywania schodów.  W holu  czekał na nich szofer w odpowiednim uniformie. 
Carrie podeszła do niego.

– Pani Sargent? – spytał.
– Carrie – powiedziała, wyciągając do niego dłoń. – A to jest Cash.
Szofer spojrzał na nich ze zdziwieniem.
– Naprawdę? Cash i Carrie?
Carrie  skinęła  głową  i  cała  trójka  wybuchnęła  śmiechem.  Następnie  szofer 

wskazał  im  drogę.  Cash  nie  zdążył  nawet  zapytać,  dokąd  jadą.  Po  chwili  już 
siedział w przestronnej limuzynie naprzeciwko Carrie. Kierowca znajdował się za 
specjalną przegrodą, którą mógł w razie czego otworzyć. Carrie wiedziała jednak, 
że tego nie zrobi.

– To bardzo miła niespodzianka – powiedział Cash, sadowiąc się wygodniej. –

Szczerze mówiąc, jest tu tak miło, że wszystko mi jedno, dokąd jadę.

Carrie pochyliła się do przodu i pocałowała go w policzek.
– To dobrze. Bo ci tego nie powiem.

background image

Cash spojrzał na nią podejrzliwie.
– Jeszcze jedna niespodzianka.
– Oj nie jedna, nie jedna – powiedziała tajemniczo Carrie.
Cash miał zdziwioną minę, ale o nic nie pytał. Czuł się szczęśliwy, że może być 

teraz z Carrie. Marzył o niej cały dzień, a teraz w końcu miał ją tuż obok. Wziął ją 
za rękę i zaczął pieścić. A potem, sam nie wiedział, jak to się stało, że zaczęli się 
całować. Ich pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Cash pieścił jej piersi 
przez  delikatny  biały  materiał,  a  potem  wyciągnął  rękę  niżej  i  uniósł  lekko 
spódnicę.

Zaskoczyło go to, że materiał był zupełnie nowy i że garsonka miała zupełnie 

inny fason niż modne ostatnio stroje.

Spojrzał w dół.
– Sama ją szyłaś, prawda? Carrie skinęła głową.
– Prawie przez pół dnia.
– Och, Carrie, Carrie! Co ja bym bez ciebie zrobił! Znowu zaczął ją pieścić i 

całować. Ich ciała przylgnęły do siebie i tak zastygły. Oboje czuli, że należą tylko 
do siebie i że tak będzie zawsze.

– Kocham cię, Carrie – szepnął Cash.
–  Ja  ciebie  też  –  odpowiedziała.  –  Na  zawsze.  Carrie  wiedziała,  że  znalazła 

mężczyznę swego życia.

Jednak czy nie czuła tego już wcześniej? Tyle tylko, że broniła się przed tym 

uczuciem. Teraz jednak postanowiła poddać mu się całkowicie.

Przez chwilę trwali tak przytuleni, a potem Cash przypomniał sobie o tym, że 

przecież można rozłożyć siedzenia. W takiej pozycji mógł lepiej pieścić Carrie. W 
tej  chwili  leżeli  półnadzy.  Carrie  pomyślała,  że  dobrze  by  było  się  przykryć,  i 
wyciągnęła z walizki olbrzymią chustę babci.

Cash pochylił się nad nią.
– Co tam masz? – spytał, zaglądając do walizki.
Carrie zasłoniła ją własnym roznegliżowanym ciałem.
– O, to mogę ci już pokazać – powiedziała, wyjmując wypowiedzenie.
Cash przeczytał je w milczeniu, a następnie pokręcił głową.
– Nie, nic z tego. Nie możesz odejść – stwierdził. – Mam wrażenie, że właśnie 

ty jesteś opiekuńczym duchem firmy.

Carrie spojrzała na niego z urazą i skrzyżowała ręce na piersiach.
– Więc co? Czy mam o tobie zapomnieć?
Odtrąciła jego rękę, kiedy chciał ją pogłaskać.
–  Zaczekaj.  Nie  bądź  w  gorącej  wodzie  kąpana  i  posłuchaj  mnie  choć  przez 

chwilę.  –  Zaczął  szukać  czegoś  w  kieszeniach  marynarki.  –  Ja  też  mam  coś  dla 
ciebie.

Wręczył  jej  jakiś  dokument.  Carrie  przyjęła  go  nieufnie,  a  następnie  zaczęła 

czytać.  Jej  mina  zmieniała  się  od  głębokiej  urazy, poprzez  niedowierzanie,  aż  do 
całkowitego osłupienia.

– Cash! Nie możesz sprzedać firmy! Przecież to dorobek całego twojego życia!

background image

Objął ją i pocałował namiętnie.
– Już nie.
– Ale co będziesz robił? Jak chcesz dalej żyć?
Cash roześmiał się.
–  Chyba  wrócę  do  moich  „starszych  pań”  –  powiedział.  –  To  zresztą  nie  ma 

większego znaczenia. Po tej sprzedaży będę całkowicie niezależny finansowo. Bez 
większych problemów mogę więc teraz założyć rodzinę.

– A planujesz coś takiego?
– Oczywiście! Czy zechcesz być moją żoną? Carrie westchnęła.
– No, chyba nie mam innego wyjścia.
Cash znowu sięgnął do kieszeni marynarki i tym razem wyjął z niej pudełeczko, 

które jej wręczył. Carrie otworzyła je i aż pisnęła z radości. W środku znajdował 
się wspaniały pierścionek z diamentem.

– Tylko czy będzie pasował?
Cash przypomniał sobie wyprawę z Gusem do jej pokoju.
– Na pewno. Mam dobre oko.
Włożyła pierścionek na palec i okazało się, że Cash ma rację. Pocałowała go, a 

potem jeszcze raz. Nawet nie zauważyła, jak znowu znaleźli się prawie nadzy pod 
wielkim szalem babci.

Chyba trochę się zdrzemnęli. Obudził ich głos szofera, który powiedział przez 

głośnik, że za piętnaście minut będą na miejscu.

Carrie  podziękowała  za  wiadomość.  Cash  przeciągnął  się  i  spojrzał  na  nią 

nieprzytomnym wzrokiem.

– Która godzina? Gdzie jesteśmy? – spytał.
– Czas na następną niespodziankę – powiedziała Carrie. – Musimy się szybko 

ogarnąć.

Po chwili siedzieli już na swoich miejscach, jakby nigdy nic nie zaszło. Carrie 

wyciągnęła z walizki płaską paczkę owiniętą kolorowym papierem.

–  Chciałam  ci  to dać  wcześniej, ale nie było okazji –  powiedziała,  podając ją 

Cashowi.

– Och dzięki, Carrie. Prezent dla ciebie czeka u nas w domu – powiedział.
Carrie wyciągnęła przed siebie dłoń z pierścionkiem.
– Nie wyobrażam sobie, żebym mogła dostać coś wspanialszego – stwierdziła.
Cash rozpakował swój prezent i aż gwizdnął na widok wspaniałego albumu o 

epoce  wiktoriańskiej.  Jak  ją  zapewnił  księgarz,  album  pochodził  aż  z  Anglii  i 
najlepiej oddawał atmosferę epoki.

– Wspaniały – powiedział Cash, kartkując go szybko.
– To jeszcze nie wszystko.
– Właśnie dojechaliśmy na miejsce – powiedział szofer.
– Przed nami tylko jeden samochód.
Cash chciał wyjrzeć przez zasłonięte okno, ale Carrie mu na to nie pozwoliła.
–  Dobrze,  wobec  tego  będę  zgadywał.  Jesteśmy w  restauracji dla  kierowców. 

To świetnie, bo jestem bardzo głodny.

background image

Carrie nie słuchała jego gadania.
–  Zaraz,  bo  zapomnę  –  powiedziała  i  sięgnęła  do  walizki,  z  której  wyjęła 

muszkę. Szybko zdjęła mu krawat i włożyła muchę.

– Co to wszystko... ?
– Już – rozległ się głos szofera i Cash nie mógł dokończyć swego pytania.
Carrie  wyjęła  jeszcze  jedną  kopertę  z  walizki  i  w  tym  momencie  szofer 

otworzył  drzwiczki.  Cash  usłyszał  „Love  Me  Tender”  w  wykonaniu  Presleya. 
Muzyka  narastała  i  stawała  się  coraz  głośniejsza.  Kiedy  wysiedli,  zauważył,  że 
znajdują się przed jasno oświetloną kaplicą, z której właśnie wychodzi jakaś para.

– Teraz my – powiedziała Carrie.
Nieco oszołomiony Cash ruszył przed siebie.
–  Ale  przecież  nie  mamy  żadnych  dokumentów,  niczego  nie 

przygotowywaliśmy – zaczął niezbyt pewnie.

Carrie potrząsnęła kopertą.
– Pomyślałam o wszystkim! – powiedziała z triumfem.
Dwaj świadkowie czekali na nich we wnętrzu kaplicy.
Cały  ceremoniał  zajął  piętnaście  minut  i  zaraz  po  nim  otrzymali  dokument 

stwierdzający, że zawarli ślub. Oboje, nieco oszołomieni, wrócili do samochodu, a 
szofer znowu otworzył im drzwiczki.

– Wszystkiego najlepszego – powiedział.
Odpowiedzieli  mu  uśmiechem.  Po  chwili  znaleźli  się  w  zacisznym  wnętrzu 

limuzyny i znowu połączyli się w namiętnym pocałunku. Kiedy w końcu oderwali 
się  od  siebie,  Carrie  sięgnęła  do  niewielkiej  lodówki  i  wyjęła  butelkę  wspaniale 
zamrożonego szampana.

– Byłaś bardzo pewna siebie – stwierdził Cash, otwierając butelkę szampana. –

A co byś zrobiła, gdybym nie chciał pojechać?

Co  by  zrobiła?  Jakoś nie  przyszło jej  to  do  głowy. Miała  wrażenie, że  czuwa 

nad nią Opatrzność i że wszystko musi ułożyć się dobrze. Przecież to była wigilia 
Bożego Narodzenia, czas, kiedy spełniają się marzenia.

– Jakoś o tym nie pomyślałam – przyznała.
Cash pocałował ją w policzek. Czuł, że teraz już nigdy nie będzie się nudzić. Z 

pewnością nie przy kimś takim jak Carrie.

– To dobrze – stwierdził.
Cash  otworzył  butelkę  szampana i  rozlał  musujący  płyn  do  kieliszków,  wziął 

oba i podał jeden z nich Carrie.

– Wesołych świąt – powiedział. – Naprawdę szczęśliwych i radosnych.