background image

 

 

Spotkanie Klubu poświęcone 60. rocznicy walki o Wilno 

 

W  dniu  7  lipca  2004  roku  w  sali  konferencyjnej  Instytutu  Pamięci  Narodowej  –  Komisji 
Ścigania  Zbrodni  przeciwko  Narodowi  Polskiemu  odbyła  się  kolejna  sesja  Klubu 

Historycznego  im.  gen.  Stefana  Roweckiego  „Grota”  poświęcona  operacji  „Ostra  Brama”  w 

60. rocznicę walki o Wilno, pt. „Przed Warszawą było Wilno...”.  

 

Oddziały wileńskie w operacji „Ostra Brama” 

Paweł Rokicki 

Atak  oddziałów  partyzanckich  Armii  Krajowej  na  Wilno  w  ramach  operacji  „Ostra 

Brama” nastąpił nocą z 6 na 7 lipca 1944 roku. Jednak zamiast pięciu przewidzianych 
planem  zgrupowań  bojowych,  które  miały  dokonać  koncentrycznego  uderzenia  ze 
wszystkich  stron  udział  w  szturmie  wzięły  jedynie  dwa  z  nich.  Nie  doszło  także  do 

wsparcia akcji od wewnątrz ze strony konspiracyjnego garnizonu Wilna. Wykonanie 
akcja „Ostra Brama” sprowadziło się więc do ataku jedynie na południowo-wschodnie 

przedmieścia  Wilna,  w  wykonaniu  zgrupowań  bojowych  pod  dowództwem  mjr 
Antoniego Olechnowicza „Pohoreckiego” i mjr Czesława Dębickiego „Jaremy”. Liczyły 
one  łącznie  około  3500  –  4000  tys.  żołnierzy,  z  czego  niemal  połowa  pochodziła  z 

Okręgu Nowogródzkiego. W skład tej grupy wchodziło 8 jednostek w sile batalionów 
(I,  III,  V  i  VI  batalion  77  pp  AK,  3,  8,  9  i  13  Brygada  AK),  oraz  cztery  mniejsze 
pododdziały  osłonowe  i  rozpoznawcze.  Były  one  dobrze  uzbrojone,  ale  prawie 

wyłącznie  w  podstawową  broń  piechoty.  Na  dowódcę  natarcia  zewnętrznego 
przewidziany był ppłk Adam Szydłowski „Poleszuk”, ale na skutek jego nieobecności 

w  krytycznym  dniu  faktycznym  dowódcą  operacji  stał  się  sam  ppłk.  Aleksander 
Krzyżanowski  „gen.  Wilk”  –  Komendant  połączonych  Okręgów  Wileńskiego  i 
Nowogródzkiego.  Z  powodu  braku  łączności  część  batalionów,  szczególnie  ze 

zgrupowania  mjr  „Pohoreckiego”  i  tak  walczyła  samodzielnie,  bez  styczności  z 
sąsiadami  i  dowództwem.  Rozciągnięte  w  tyraliery  oddziały,  posuwając  się 
wyznaczonymi  sektorami,  utworzyły  front  o  szerokości  kilku  kilometrów.  Impet 

uderzenia  zgrupowania  „Pohoreckiego”  został  w  dużej  części  wyhamowany  jeszcze 
przed  osiągnięciem  właściwej  linii  obrony  miasta.  Najsilniejsze  z  batalionów  -  3 

Brygada  Wileńska  i  III  batalion  77  pp  AK  wykrwawiły  się  w  bojach  na  przedpolu, 
wikłając się w walki z obozującymi pod miastem niemieckimi oddziałami frontowymi 
w Kolonii Kolejowej i we wsi Góry. Najdalej natarcie posunęło się na lewym odcinku 

na Hrybiszkach i Rossie, gdzie przejściowo opanowano część okopów zasadniczej linii 
obrony.  Po  kilku  godzinach  ciężkich  walk,  nastąpiło  załamanie  się  ataku  w  ogniu 
lotnictwa  i  artylerii  nieprzyjaciela.  Konsekwencją  był  ogólny  odwrót  nakazany  przez 

„gen. Wilka”. Na domiar tego, po południu 7 lipca, na skutek brutalnego zetknięcia się 
z  czołówką  wojsk  sowieckich  mjr  „Pohorecki”  rozwiązał  swoje  zgrupowanie, 

nakazując  dowódcom  batalionów  przejście  do  konspiracji.  Rozkaz  ten  częściowo 
został  wykonany.  Efektem  natarcia  w  nocy  z  6/7  lipca  były  duże  straty  w  zabitych  i 
rannych,  również  wśród  kadry  dowódczej,  oraz  utracenie  znacznej  części  potencjału 

bojowego  wojska,  które  do  końca  bitwy  o  Wilno  nie  wzięło  już  udziału  w  walkach. 
Przykładem  ilustrujących  kondycje  oddziałów  po  walce  może  być  jeden  z 
najliczniejszych – III batalion 77 pp AK. Ze słów dowódcy tego batalionu wynika, że 

spośród 511 żołnierzy z którymi ruszył do ataku, udało mu się zebrać po walce około 
280,  czyli  55%  stanu  wyjściowego

[i]

.  Zupełnym  wyjątkiem  wśród  atakujących  tego 

background image

 

 

dnia,  była  3  Brygada  por.  Gracjana  Fróga  „Szczerbca”,  która  mimo  iż  także  została 
zdziesiątkowana, wytrwała na placu boju na przedpolach Wilna. Pod wieczór 7 lipca 
dowódcy  udało  się  zgromadzić  około  100-150,  spośród  ponad  pół  tysiąca  swoich 

żołnierzy. Mimo tych strat w następnych dniach oddział „Szczerbca” ponawiał ataki, 
współdziałając  z  Armią  Czerwoną.  Systematycznie  odtwarzano  też  stan  osobowy 
poprzez  zbieranie  rozproszonych  w  dniu  natarcia  partyzantów  i  przyjmowanie 

miejscowych ochotników. 

Klasycznych  wątkiem  przy  rozważaniach  nad  akcją  „Ostra  Brama”  jest  sprawa 
absencji w dniu ataku i losy pozostałych zgrupowań bojowych, czyli zgrupowań kpt. 
Staniasława  Sędziaka  „Warty”,  rtm.  Zygmunta  Szendzielarza  „Łupaszki”,  mjr 

Mieczysława  Potockiego„Węgielnego”  oraz  kilku  dalszych  oddziałów,  w  tym 
najsilniejszej jednostki wileńskiej - 6 Brygady AK. Absencji spowodowanej bądź to na 
skutek  obiektywnej  niemożności  dotarcia  na  czas  pod  Wilno  z  powodu  spóźnionego 

otrzymania  rozkazów  o  przyspieszonym  terminie  natarcia,  bądź  też  jak  się 
przypuszcza  świadomej  rezygnacji.  To  ostatnie  zjawisko  jest  do  dziś  przedmiotem 

kontrowersji i rozbieżnych ocen wśród historyków. Sprawę pogorszył też rozgardiasz 
w planowaniu. Bowiem zamiast skoncentrować się na jednym przedsięwzięciu, czyli w 
tym przypadku na operacji „Ostra Brama” jednocześnie starano się realizować akcję 

„Burza”, a oddziały wileńskiego Kedywu  - 6 Brygada i OL  Bazy nadal oczekiwały na 
sygnał  do  dawno  już  nieaktualnej,  ale  nie  odwołanej  oficjalnie  akcji  „Roma”,  czyli 
dywersji na liniach kolejowych. W efekcie 6 Brygada, oraz zgrupowania kpt. „Warty” i 

rtm „Łupaszki” nie wzięły udziału w bitwie. Osobiście przypuszczam, iż ich absencja 
nie  był  decydująca  dla  losów  bitwy.  Możliwe,  że  przy  maksymalnym  skupieniu  sił 

osiągnięto by lokalne sukcesy, które ułatwiłyby Armii Czerwonej zajęcie miasta i być 
może skróceniu uległby ogólnego czas walki, ale o samodzielnym opanowaniu Wilna, 
co było głównym celem operacji nie mogło być mowy. Zatem ani efekt militarny ani 

propagandowy nie wzrósłby skokowo, natomiast pewnikiem szerszego zaangażowania 
się  w  walki  uliczne  byłyby  jeszcze  wyższe  straty  osobowe.  Najbardziej  rokującym 
miejscem do osiągnięcia lokalnego sukcesu była prawdopodobnie północna dzielnica 

Wilna,  którą  z  dużym  spóźnieniem,  rankiem  8  lipca  planowało  zaatakować 
wzmocnione zgrupowanie mjr „Węgielnego” w sile 5 brygad partyzanckich (1, 2, 4, 23 

i  36  Brygada).  Naprzeciw  stał  wówczas  wyjątkowo  mizerny  kordon  obrony 
niemieckiej, który jeszcze tego dnia rozpadł się pod naporem sowietów. Jednocześnie 
za  plecami  Niemców  skupiła  się  znaczna  część  garnizonu  miejskiego,  mogąca 

potencjalnie  wesprzeć  atak.  To  wyjątkowe  sprzężenie  korzystnych  okoliczności  nie 
zostało  jednak  skonsumowane  i  nie  dowiemy  się  już  na  ile  było  realne  do 
wykorzystania.  Major  „Węgielny”  podporządkował  się  bowiem  operacyjnie 

dowództwu sowieckiej 277 DP i rezygnując ze szturmu, w dniach 8-12 lipca operowało 
w odległości około 20 km na północ od Wilna, pełniąc rolę osłony właściwej bitwy. Z 

jednej strony zgrupowanie to bardzo dobrze zrealizowało wytyczne dotyczące wejścia 
w  relacje  sojusznicze  z  Armią  Czerwoną,  jednak  odbyło  się  to  kosztem  realizacji 
zasadniczego celu w postaci zaakcentowania roli żołnierza polskiego w walce o stolicę 

regionu  Wilno.  Ono  bowiem  było  głównym  obiektem  akcji  a  nie  gminna  wieś 
Mejszagoła, w okolicy której zgrupowanie spędziło najgorętsze dni bitwy. 

W ten sposób wysiłek AK w bitwie wileńskiej rozproszył się na kilku odosobnionych 
odcinkach,  z  których  najsilniej  związaną  z  właściwym  celem  akcji  wydaje  się  być 

walka  konspiracyjnego  garnizonu  miasta.  Nie  włączył  się  on  do  walki  w  sposób 
przewidywany przez twórców operacji „Ostra Brama” również z powodu spóźnionego 
przekazania rozkazu. Ale nawet w przypadku otrzymania go o czasie wątpliwe byłyby 

background image

 

 

efekty  ewentualnego  wystąpienia.  Nie  mogło  być  mowy  o  powstaniu  na  skalę 
porównywalną  z  Powstaniem  Warszawskim.  W  dyspozycji  komendanta  garnizonu 
miejskiego mjr  Leona  Koplewskiego „Skarbka”, było ogółem prawdopodobnie tysiąc 

kilkuset  ludzi.  Według  jego  słów  w  przededniu  walk  miało  ich  być  około  1200, 
skupionych w 20 plutonach po około 60 ludzi. Niestety dokładna liczebność „Dworu” 
i  rzeczywista  liczba  plutonów  wciąż  czeka  na  zweryfikowanie.  O  braku  zdolności 

bojowych  decydował  przede  wszystkim  deficyt  broni,  której  nie  miało  aż  90% 
żołnierzy  garnizonu.

[ii]

  Reasumując,  „Dwór”  mógł  sobie  wówczas  pozwolić  na 

uzbrojenie, w znacznej części w broń krótką i granaty jedynie kilka plutonów w całym 
mieście, pod warunkiem skomasowania broni. Oznaczało to możliwość prowadzenia 
bardzo  ograniczonych  działań,  głównie  sabotażu  i  pojedynczych  uderzeń  w  wybrane 

cele.  Poza  tym,  z  powodu  ewakuacji  większości  mieszkańców  miasta  i  ograniczenia 
ruchu ludności przez Niemców nie zdołano w wystarczającym stopniu skoncentrować 
oddziałów  do  walki.  Na  przykład  na  punk  zborny  dzielnicy  D  przed  walką  dotarło 

jedynie  około  30%  ludzi.

[iii]

  W  praktyce,  pierwsze  dni  walki  o  Wilno  garnizon,  a  w 

zasadzie  ta  jego  część  która  zdołała  się  zebrać,  spędził  ukryty  niewielkimi 

pododdziałami  na  melinach  –  punktach  wyczekiwania.  Znanych  jest  kilka 
przypadków  wykrycia  przez  Niemców  miejsc  koncentracji,  zakończonych  śmiercią 
polskich żołnierzy. Wśród prób działań zaczepnych podjętych w początkowym okresie 

wymienić należy nieudany, przeprowadzony 9 lipca atak na siedzibę policji litewskiej 
przy ul. Żeligowskiego 4, w wykonaniu dzielnicy D, oraz  akcję z 10 lipca, mająca na 
celu uwolnienie więźniów z więzienia na Łukiszkach, w której poległ dowódca ppor. 

Marian  Homulnicki  „Wiktor”  z  dzielnicy  B.  Czynnikiem  decydującym  o  udziale 
oddziałów miejskich AK w walce okazały postępy wojsk sowieckich. Ogniskiem walki 

AK stała się dzielnica Kalwaryjska, nad którą sowieci przejęli panowanie już 8 lipca. 
Odwrót Niemców uaktywnił rozlokowane w tej części miasta  pododdziału AK, które 
likwidowały patrole i obiekty nieprzyjaciela, m.in. zdobywając magazyny w koszarach 

wojskowych. Niezwłocznie też nawiązano współpracę z jednostkami Armii Czerwonej. 
Komendę nad znajdującymi się w tej części miasta oddziałami AK, w tym również nad 

licznymi  grupami  z  pozostałych  dzielnic  (szczególnie  z  dzielnicy  B)  sprawował 
dowódca  dzielnicy  A  kpt.  Bolesław  Zagórny  „Jan”  a  bezpośrednio  w  walkach 
zgrupowaniem  dowodził  jego  zastępca  por.  Władysław  Roszkowski  „Biały”. 

Zgrupowanie początkowo trzech, a później czterech plutonów, pod dowództwem por. 
„Białego”,  po  szybkim  zebraniu  ludzi  i  doposażeniu  się  w  zdobyczną  broń  wykazało 
dużą  aktywność  bojową  w  dniach  10-13  lipca.  Szczególnie  zacięte  walki  oddział 

prowadził  10  lipca  i  nocą  10/11  lipca,  uczestnicząc  przy  boku  Armii  Czerwonej  w 
sforsowaniu Wilji i walkach na terenie Śródmieścia i Starego Miasta. Najcięższą akcją, 

okupioną  stratami  było  zdobycie  niemieckiego  bunkra  dowodzenia  obroną  miasta 
przy  ul.  Subocz.  W  walkach  oddział  przedarł  się  przez  całe  miasto,  osiągając 
południowe przedmieścia za dworcem kolejowym. Później, aż do zakończenia walk w 

dniu  13  lipca  brał  udział  w  oczyszczaniu  miasta  z  Niemców.  Wraz  z  wdarciem  się 
sowietów  i  zgrupowania  „Białego”  do  Śródmieścia  nastąpiła  reaktywacja 
zamaskowanego tam oddziału dzielnicy D, który skutecznie tym razem ponowił atak 

na  komendę  policji  a  w  następnych  dniach  zdołał  opanować  niewielki  kwartał  ulic. 
Podobnie było na Zwierzyńcu, gdzie dowództwo nad zbiorczym oddziałem z różnych 

dzielnic  i  przejściowe  panowanie  na  ulicach  w  okresie  10-12  lipca  objął  gospodarz 
terenu  –  komendant  Rejonu  2  z  dzielnicy  B  rtm.  „Grom”.  Nastąpił  wówczas  efekt 
śnieżnej kuli. Wraz z postępem wojsk sowieckich odblokowane zostały kolejne grupy 

miejskie  i  pojedynczy  żołnierze,  którzy  następnie  z  łatwością  uzbrajali  się  w 
podejmowany z pobojowiska niemiecki sprzęt wojskowy. Jedynym zaś pododdziałem 
partyzanckim,  który  zapisał  się  w  walkach  wewnątrz  Wilna  był  pluton/kompania 

background image

 

 

ppor.  Romana  Żebryka  „Koraba”,  specjalnie  w  tym  celu  wysłany  do  miasta  przez 
dowódcę  1  Brygady  12  lipca.  Do  rangi  symbolu  urósł  zaś  epizod  przedarcia  się  w 
końcowych  godzinach  walk  i  zatknięcia  w  dniu  13  lipca,  przez  patrol  z  dzielnicy  D 

polskiej  flagi  na  baszcie  zamkowej,  niestety  nie  uszanowanej  później  przez 
czerwonoarmistów. Po zakończeniu walk nastąpiła koncentracja plutonów miejskich 
w  dzielnicy  kalwaryjskiej,  w  której  sowieci  oddali  komendę  placu  Armii  Krajowej. 

Utworzono  wówczas  zbiorczy  oddział  w  sile  batalionu,  skupiający  żołnierzy  ze 
wszystkich  wileńskich  dzielnic,  który  15  lipca  opuścił  miasto  i  udał  się  na  nakazaną 

przez Komendanta Okręgów koncentrację w rejonie Turgiel. W momencie wymarszu 
z miasta oddział ten liczył około 500 ludzi, dobrze dozbrojonych podczas walk, o dużo 
większym potencjale bojowym niż miał 6 lipca. 

Ostatnim  aktem  bitwy  wileńskiej  był  zaskakujący,  szczególnie  dla  Polaków  bój 
spotkaniowy zgrupowania mjr „Węgielnego” z przedzierającą się z okrążenia resztką 

niemieckiej  załogi  Wilna.  Podczas  przemarszu  w  rejon  koncentracji  zgrupowanie 
natknęło  się  o  świcie  13  lipca,  koło  Krawczun  i  Nowosiółek  na  silne  grupy  około  3 

tysięcy  Niemców.  Doszło  do  bitwy,  która  stała  się  jedną  z  największych  spośród 
stoczonych przez Armię Krajową. Zupełnie wyjątkową była okoliczność, że nie istniała 
wówczas  zasadnicza  dysproporcja  ani  w  liczebności,  ani  w  uzbrojeniu  obu  stron. 

Wynik starcia nie został definitywnie rozstrzygnięty. Niemcy zdołali zrealizować swój 
plan i ewakuować większość grupy za Wilję, pomimo ataku polskich partyzantów. Za 
sukces  żołnierzy  AK  należy  zaś  uznać  opanowanie  początkowego  kryzysu  jaki 

zarysował się po rozbiciu przez Niemców 1 Brygady oraz przejęcie inicjatywy w dalszej 
walce,  co  zaowocowało  wyeliminowaniem  kilkuset  żołnierzy  niemieckich  i 

ograniczeniem  rozmiarów  niemieckiej  ucieczki.  Straty  w  ludziach  były  duże  po  obu 
stronach.  Polaków  poległo  i  zaginęło  ponad  stu  a  dalszych  kilkudziesięciu  było 
rannych. 

Operacja  wileńska  obu  okręgów  Armii  Krajowej  zakończyła  się  ogólną  koncentracją 
oddziałów partyzanckich i zmobilizowanych rezerw z siatki konspiracyjnej w okolicy 

Turgiel.  Do  dnia  17  lipca  stawiło  się  tutaj  ponad  10  tysięcy  żołnierzy,  z  których 
rozpoczęto formowanie 19 Dywizji Piechoty i Wileńskiej Brygady Kawalerii, w ramach 

planu  Odtwarzania  Sił  Zbrojnych.  Jednocześnie  prowadzono  negocjacje  z 
dowództwem III Frontu Białoruskiego, mające na celu uzgodnienie wspólnej walki z 
Niemcami. Według ciągle jeszcze niepewnych szacunków Armia Krajowa straciła pod 

Wilnem ponad tysiąc zabitych i rannych żołnierzy. 

Decyzja o uczestniczeniu w walce o Wilno wydaje mi się być ze wszech miar słuszna. 

Jednak  koncepcja  realizacji  tego  zamiaru,  która  przybrała  formę  operacji  „Ostra 
Brama” wydaje mi się być dalece niedoskonała. Przyczyn jej militarnego załamania się 

upatrywałbym  po  pierwsze  w  obciążeniu  priorytetami  politycznymi,  co  wpłynęło  na 
przyjęcie  nieosiągalnego  celu  militarnego  i  złej  taktyki  prowadzenia  walki. 
Taktycznym  błędem  zdeterminowanym  przyczynami  politycznymi  był  sam  to  już 

wybór  kierunku  natarcia  nocą  6/7  lipca.  Z  południowo-wschodniej  strony  miasta 
spodziewano się nadejścia Armii Czerwonej, dlatego też za wszelka cenę dowództwu 
zależało na pokazaniu się w walce w tym miejscu. Tak się jednak składało, że obrona 

niemiecka  akurat  tutaj  była  najsilniejsza.  Przez  nieosiągalny  cel  militarny  mam  na 
myśli  obiektywnie  nierealny  w  ówczesnych  warunkach  pomysł  samodzielnego 

opanowania  Wilna,  nie  liczący  się  z  realiami,  a  szczególnie  z  niemieckimi  planami 
obrony  miasta.  Natomiast  zła  taktyka  przyjęta  przy  realizacji  akcji  najpełniej  da  się 
streścić  w  stwierdzeniu,  że  zbytnio  przejęto  styl  walki  regularnego  wojska,  zamiast 

background image

 

 

pozostać  przy  sprawdzonej  i  skutecznej  taktyce  stricte  partyzanckiej,  czyli 
prowadzenia  walki  nieregularnej,  obecnie  nazywanej  walką  asymetryczną. 
Paradoksalnie,  prawdopodobną  przyczyną  odejścia  od  taktyki  partyzanckiej  były  jej 

dotychczasowe  sukcesy.  Jeszcze  na  kilka  miesięcy  przed  lipcowym  przesileniem,  na 
przykład  w  początku  stycznia  1944  r.  nie  było  chyba  optymisty,  który  wyobrażałby 
sobie  możliwość  zorganizowania  takiej  operacji  wojskowej,  w  sytuacji  gdy  siły 

partyzanckie okręgu wileńskiego zamykały się ogólną liczbą około 300 partyzantów. 
Dopiero lawinowy rozrost oddziałów i narastająca z miesiąca na miesiąc przewaga w 

terenie  uzyskana  w  wojnie  partyzanckiej,  w  tym  błyskotliwe  rozgromienie  formacji 
Vietine Rinktine w maju 1944 roku pozwoliło na zakiełkowanie tak ambitnego, jak się 
okazało zbyt ambitnego pomysłu, jakim był atak na Wilno w celu jego samodzielnego 

opanowania.  Ale  akcja  na  taką  skalę,  nie  mogła  się  udać  oddziałom  partyzanckim, 
które  nie  mogły  być  równorzędnym  partnerem  dla  niemieckich  oddziałów 
frontowych.  Entuzjazm  i  zapał  do  walki  nie  mógł  zastąpić  realnych  braków.  O 

skazaniu na porażkę decydowały takie elementy sztuki wojennej jak brak sprawnego 
aparatu  dowodzenia  koniecznego  do  prowadzenia  operacji  na  taką  skalę,  tzn.  tak 

dużymi i rozproszonymi w terenie siłami. Łączność oparta na kurierach, jak pokazały 
lipcowe  wydarzenia  nie  mogła  wchodzić  w  grę,  bowiem  dynamizm  wydarzeń 
frontowych  był  zbyt  duży.  Wileńsko-nowogródzka  AK  nie  dysponowała  niestety 

niezbędną  w  takiej  sytuacji  łącznością  radiową.  Braki  w  uzbrojeniu 
przeciwpancernym  i  przeciwlotniczym  są  aż  nadto  oczywiste.  Sam  pomysł  ataku  na 
Wilno  narodził  się  zbyt  późno  i  nie  starczyło  czasu  na  niezbędne  przygotowanie  się 

walki, w tym rozpoznanie pola walki i dopracowanie samego planu. Do tej pory nikt 
nie szkolił partyzantów do walk miejskich, przeciwnie cała dotychczasowa działalność 

nakierowana  była  na  trenowanie  zadań  planowanych  w  ramach  akcji  „Burza”,  czyli 
ataku  z  zasadzek  na  wroga  na  liniach  komunikacyjne,  likwidacja  posterunków  i 
punktów  oparcia  policji.  Właśnie  akcja  „Burza”  skonstruowana  była  z  myślą  o 

wykorzystaniu  atutów  taktyki  partyzanckiej,  czyli  decydowania  o  czasie  i  miejscu 
akcji,  uderzania  w  warunkach  przewagi,  wykorzystaniu  warunków  naturalnych, 

zaskoczenia  i  niekonwencjonalnych  metod.  Natomiast  akcja  „Ostra  Brama”  była 
odejściem  zasadniczym  od  tego  stylu  walki.  Decydowano  się  bowiem  atakować 
przygotowanego  do  obrony  i  dysponującego  dużą  przewagą  techniczną  wroga,  w 

miejscu przez niego przygotowanym do walki, w stylu który dawał mu przewagę. Dla 
przykładu,  w  pojedynku  bokserskim  wygrywa  nie  silniejszy,  ten  kto  zdoła  narzucić 
przeciwnikowi  swój  styl.  Wyższy  i  silniejszy  zawodnik  dąży  do  walki  na  dystans,  a 

niższy do starcia w półdystansie. Tak i w szturmie na Wilno naturalnym powinno być 
jak  najbliższe  podejście  do  wroga,  ewentualne  przeniknięcie  przez  dziury  w  liniach 

obronnych  i  co  byłoby  najskuteczniejsze  zaatakowanie  możliwie  jak  najmocniej  od 
środka. Tak jak podczas walki o Warszawę, kiedy to atak nastąpił wewnątrz miasta i 
został  wyprowadzony  z  najbliższej  odległości,  z  kilkudziesięciu  metrów.  Od  razu 

doszło  do  bliskiego  zwarcia,  w  którym  częściowo  wytrącono  Niemcom  z  ręki  oręż 
przewagi technicznej. Natomiast Wilno próbowano zdobywać regularnym szturmem, 
skierowanym  na  polowe  umocnienia  wokół  miasta,  batalionami  rozwiniętymi  w 

tyraliery.  Wystawiono  się  przy  tym  na  ogień  zaporowy  z  karabinów  maszynowych, 
artylerii  i  lotnictwa.  Próbowano  co  prawda  ograniczyć  tę  przewagę  atakując  pod 

osłoną  nocy,  jednak  noc  7  lipca  była  krótka,  bo  to  zaledwie  dwa  tygodnie  po 
najkrótszej  nocy  w  roku.  Paradoksalnie,  siły  wewnątrz  miasta,  które  mogły  łatwiej 
zaskoczyć i  zaatakować wroga nie miały broni, a partyzanci, którzy nią  dysponowali 

nie mogli wedrzeć się do miasta. 

background image

 

 

W bitwach często  się zdarza, że wydarzenia idą  zupełnie  innym torem niż  zakładają 
stratedzy. Tak było i w przypadku operacji „Ostra brama”, której plan zdeterminował 
jedynie nieudane preludium udziału Armii Krajowej w walce o Wilno. Później fortuna 

wojenna  okazał  się  łaskawsza  i  przyniosła  umiarkowane,  a  w  końcowym  momencie 
nawet poważne sukcesy w walkach wewnątrz miasta i pod Nowosiółkami. Wśród nich 
podkreśliłbym  jeszcze  raz  symboliczne  dla  nas,  choć  tylko  chwilowe  oddanie  przez 

sowietów  komendy  placu  dla  dowódcy  Armii  Krajowej  w  północnej  części  miasta, 
będące  bez  wątpienia  odzwierciedleniem  wkładu  polskich  żołnierzy  w  zwycięstwo. 

Właśnie te dalsze sukcesy, będące bardziej wynikiem oddolnej inicjatywy dowódców i 
żołnierzy, ich bitności i silnej motywacji wewnętrznej przyczyniły się do poprawienia 
ogólnego  bilansu  dorobku  AK  w  bitwie  wileńskiej.  Nie  zrealizowały  się  w  stopniu 

oczekiwanym również rachuby obliczone na korzyści politycznych z wileńskiej bitwy. 
Bowiem mocarstwa alianckie, zarówno Rosja radziecka, jak też Wielka Brytania i USA 
przesądziły już o braku poparcia dla polskich aspiracji do Kresów. Dlatego też polskie 

działania  pod  Wilnem  nie  zrobiły  na  nich  pozytywnego  wrażenia,  wręcz  przeciwnie, 
na  premiera  Winstona  Churchilla  podziałały  irytująco.  Stąd  wynikła  między  innymi 

cenzura  medialna  w  Wielkiej  Brytanii  obejmująca  temat  naszych  walk  pod  Wilnem, 
przez którą nie mógł się skutecznie przebić głos polskiej opinii i która przyczyniła się 
do  umniejszenia  efektów  politycznych  polskiej  walki.

[iv]

  Przypuszczam,  że 

najważniejszym  sukcesem  politycznym  był  wydźwięk  na  użytek  krajowy,  scalający 
Naród wokół idei walki o nierozerwalność terytorialną Rzeczypospolitej. 

 
 

 

[i]

 protokół przesłuchania Bolesława Piaseckiego z 14.11.1944 r.; 

[ii]

 protokół przesłuchania Leona Koplewskiego vel Leona Poklewskiego-Salaka z 19 i 23.01.1945 w aktach sprawy 

przeciwko Władysławowi Zarzyckiemu i innym, Litewskie Archiwum Specjalne, sygn. 22 490/3; 

[iii]

 Jerzy Jensz, Polska flaga na Zamku Gedymina, 1989; 

[iv]

 Cenzurę odnoście walk Polaków o Kresy II RP wprowadzała instrukcja ministra informacji Brendana 

Brackena z gabinetu premiera Winstona Churchilla, Depesza gen. Kukiela do gen. Sosnkowskiego z 25 lipca 1944 
r. w Armia Krajowa w dokumentach 1939-1945, Tom III, str. 570-571; 

 

http://klub-generalagrota.pl/portal/kg/45/49/?poz=3&update=1