background image

Tumithak i  Spadek Starożytnych

By Charles R. Tanner

Tłumaczenie kameleon61

WSTĘP

 
Trzy tysiące lat temu, pierwszy człowiek wyłonił się z wnętrza Ziemi i przeciwstawiał się dominującej rasie 
Szelków. Wojna między tymi dwoma gatunkami, która nastąpiła później unicestwiła tę dziwna nieziemską 
cywilizacje .Dziś jednak, po wiekach, nauka i archeologia są na takim poziomie że możemy  odtworzyć 
legendy o pierwszych ludziach którzy walczyli z tymi bestiami. Już teraz wielu czytelników może przeczytać 
wersje starej legendy "Tumithak z Podziemnych Korytarzy," o pierwszym człowieku który przeciwstawił się 
dominacji Szelków.  O pierwszej podróży  na powierzchnię, i podboju miasta Kaymak, już powiedziano.
 Teraz po przerwie przechodzimy do innej historii.  Po wydarzeniach związanych ze zdobyciem Szem 
legendy są  pełne magii i cudów, dlatego  autor uważał, że najlepiej będzie jak pominie  historię podboju 
innych miast. Na początku Loorianie i ich sojusznicy podbili  ich w sześć, w jaki sposób, możemy tylko 
powiedzieć, że nie wiemy. Więcej niż prawdopodobne,jest  że wykorzystali tą samej broń, którą użyli do 
podbicia miasta Szem. W połączeniu z naturalnym elementem zaskoczenia, najcenniejszej "broni" w tych 
dni. 
         Opowiedzenie  historii o tej kampanii teraz stało się możliwe. Czytelnik musi sobie wyobrazić, że 
minęło pięć lat  od podboju miasta Kaymak, a  Tumithak włada imperium o powierzchni  dawnych terenów 
Minnesoty.

 

background image

 
ROZDZIAŁ I - Porwanie
 
 Jak okiem sięgnąć, dziwne budynki miasta rozciągały się na wszystkie strony.  Budynki te nie były wielkimi 
kamiennymi konstrukcjami Złotego Wieku , ani  metalowymi wieżami  Szelków, ani nawet potężnymi 
budowlami z tworzyw sztucznych naszego obecnego świata. Nie, te budynki były ciekawymi hybrydami z 
tego co zostało po zniszczeniu miasta Szelków i z tego co ludzie znali ze świata podziemnego. Przez wieki 
mieszkali w długich,  podziemnych korytarzach a co bardziej naturalne, gdy przyszli do życia na powierzchni, 
symulowali, w jak największym stopniu, sposób życia, który znali. Gdy upadły wieże Szelków zostały one 
rozebrane,a ich ogromne, metalowe ściany pocięte na płyty. Z nich zbudowano długie,  niskie budynki, 
mierzące około piętnastu metrów wysokości i tyle samo szerokości. Wnętrza miały tak długie jak ich stare 
korytarze. Niektóre z największych miał nawet boczne odgałęzienia, przypominając trochę współczesne 
ulice. Lud, który po  nich chodził   znacznie różnił się od tego, który dziesięć lat wcześniej,  pogrążony był w 
strachu ,wiele mil pod powierzchnią.  Starszym osobom trudno było wytrzymać ogromne zmiany w  stylu 
życia, większość więc nadal mieszkała w korytarzach, choć nie tak już głęboko pod ziemią.  Młodsi dumnie 
stąpali ulicami, wiedząc że mają lepszą broń od Szelków. Nie odczuwali strachu i niepokoju związanego z 
kolejnymi wyprawami przeciw bestiom.
     Pewnego dnia pod koniec zimy, nieznany człowiek, ubrany w grubą szatę  biegł ze strachem w oczach 
jedną z ulic, w kierunku centrum miasta. Dwa razy został zatrzymany przez przechodniów, którzy próbowali 
dowiedzieć się, o co chodzi, ale za każdym razem mamrotał coś niezrozumiale, wskazując na zachód. 
Podbiegł w końcu do  budynku w który mieszczą się biura administracyjne miasta, ale przy wejściu został 
zatrzymany przez strażników. Próbował wejść na siłę  ale żołnierze przyparli go do ściany  i powiadomili 
swego przełożonego.  Gdy  przybył, zdyszany posłaniec odzyskał kontrolę nad sobą i udało mu się wyjaśnić 
przynajmniej część wiadomości. Oficer straży wyciszony  słuchał podekscytowany. Chwilę później wszyscy 
trzej biegli w dół budynku do głównego biura. Doszli do drzwi z symbolem  głowy Szelka . Funkcjonariusz 
zapukał, sekretarz odpowiedział i po chwili zwłoki, weszli.
 W  pokoju  przy biurku siedział  młody energiczny mężczyzna koło trzydziestki ,choć miał już całkiem sporo 
siwych włosów zmieszanych z rudymi. Nosił  złotą opaskę wokół głowy,ubrany w  niebieską tunikę i kurtkę 
przerzuconą teraz przez  oparcie krzesła.  Zmarszczki na czole świadczyły o nadmiarze  obowiązków, z 
którymi musiał borykać się sam. Oficer otworzył usta by przemówić ale posłaniec już rzucił się do biurka.
-Yofric uciekł! Porwał naszą Panią i jej syna! Poleciał na zachód! Wziął numer„37-emkę”.
Człowiek zza biurka spojrzał pytająco na oficera. Posłaniec wykrzyczał słowa niezrozumiale na jednym 
oddechu. Jego słuchacz nie pojął sensu . Oficer, prawie tak samo podekscytowany,  próbował wyjaśniać
-Mój Panie -Yofric ukradł machinę latającą, porwał Tholure i jej syna. Jest w drodze na zachód. Przez 
moment Tumithak z Loor stał  oszołomiony. Potem blady drżąc z gniewu i niepokoju,odwrócił się i zaczął 
wydawać rozkazy.
 -Przygotuj statek  numer „21” do podjęcia natychmiastowych działań, Luramo - rzucił do oficera. 
-Zamontuj wielki dezintegrator i długi miotacz ognia z oświetleniem. Znajdź Nikadura i Datto i powiedz im 
żeby przyszli tu natychmiast - rzucił do strażników.
- Znajdź  Kiletloka  i Domnika przyprowadź ich do mnie -
- Posłańcu dziękuje Ci wracaj do domu -
Wylecieli jakby się paliło.  Tumithak niecierpliwie chodził tam i z powrotem. Potem przywołał strażników.
-Dawajcie moją broń. Krótki miecz i miotacz ognia. Trzy plecaki z żywnością oraz apteczkę.
-Wyślijcie wiadomość do Luramy że na pokładzie „21” muszą być dodatkowe energopręty -
Mężczyzna wybiegł wykonać rozkaz. Kiletlok był pierwszy na miejscu. Mężczyzna, tak wysoki i tak szczupły, 
że musiał być innej rasy . I  była to prawda, bo Kiletlok był Mogiem , rasą wyhodowaną przez Szelków w 
czasie inwazji. Wyszkoleni do polowania na mieszkańców korytarzy, przez dwa tysiące lat intensywnej 
hodowli upodobnili się do  ludzkiego odpowiednika chartów. Kiletlok  urodził się w Kaymak i jako dorosły 
mężczyzna zaczął służyć Thumitakowi po tragicznych wydarzeniach opisanych we wcześniejszej historii. 
Loorianin wyszedł z Kiletlokiem.
 -Yofric porwał Tholure i mojego syna - warknął 
- Masz rację boję się. Moje wiara w ludzi zasłoniła mi jego prawdziwy obraz. Kiletlok potrząsnął głową i 
zmarszczył czoło i powiedział.
 -Podejrzewałem go że był Mogiem -
 -Przyznaję - powiedział Tumithak – Jego włosy mnie zmyliły były oczywiście farbowane. Zawsze był 
wdzięczny i lojalny od kiedy znalazłem go, zamarzniętego  w śniegu. 
 -Wysłali go właśnie w tym celu i wiedzieli że to zrobi - stwierdził Mog
 -Masz rację. Moja żona i syn  będą prawdopodobnie ich zakładnikami. Szkoda że cię nie posłuchałem, 
jesienią ubiegłego roku.  Ale to już przeszłość.
-Poleciał na zachód. Pomyśl gdzie, Kiletloku? -Kiletlok zamyślił się.
-Może do Kuch-klaki mój Panie , albo do Knek-hept . Nie ,bardziej prawdopodobne jednak że do Kuch-klaki.
  Weszli porucznicy Tumithak, Nikadur i Datto, już wiedzieli. Thumitak zaczął nie dając im możliwości 
powitania go.

background image

 -Wy dwaj będziecie musieli przejąć kierowanie miastem. Ja  ścigam  Yofrica dopadnę go i zabije. Uwolnię 
moją żonę i syna choćbym miał spalić wszystkich Szelków .
Żołnierz wysłany przez Thumitaka wrócił z bronią , zapiął mu miecz i miotacz ognia. 
 - Przyjaciele, ty Nikadurze, będziesz odpowiedzialny za sprawy cywilne. A ty , Datto,  zajmiesz się obroną 
miasta i wojną z Szelkami.  Nie wiem, jak długo mnie nie będzie, ale pewnego dnia, powrócę z moja żoną i 
synem. Przysięgam !
 -Kiletloku będę potrzebował twojej pomocy i  wiedzy na temat  Szelków -
 Pośpiesznie wyszli  z budynku udając się w kierunku lotniska. Tu spotkali sługę Domnika . Był o stopę 
niższy niż jego kapitan , szczupły ,że same kości było widać. Jego skóra miała ciekawy niebieski odcień , a 
jego głowa otulona była warstwami  bandaży. Domnik był jednym z dzikich z Ciemnych Korytarzach,  jego 
przodkowie, mieszkali w wiecznej ciemności, żyli wieki, nie widząc światła dziennego. Mieli więc oczy bardzo 
wrażliwe na  światło .Nie do zniesienia było  dla nich światło słoneczne lub księżyca. Tak więc, choć Domnik 
mieszkał na Powierzchni , jego zmysł słuchu jak u nietoperza i wrażliwość na zmiany temperatury pozwalały 
mu  egzystować na równi z widzącymi. Pośpieszył za Thumitakiem i Kiletlokiem na lotnisko. Wsiedli 
natychmiast do machiny latającej i wystartowali udając się na zachód. Lecielii przez ponad godzinę a 
Tumitak opowiedział  Domnikowi co się wydarzyło.  Kiletlok ciągle obserwował  horyzont  w nadziei ujrzenia 
zdradzieckiego Moga.  Pan Miasta i Korytarzy wiedział, że porywacz będzie musiał przelecieć przynajmniej 
trzy razy tyle, co jego terytorium, aby dotrzeć do najbliższego miasta Szelków więc zapewne poleciał na 
zachód , by szybciej dotrzeć do Kuch-klaki . Wtem Kiletlok wydał dziki okrzyk, i wskazał na mały punkcik na 
horyzoncie.
 - To z pewnością „37-emka”-  eksplodował Tumithak  -Żaden inny statek  w całym kraju nie leciał by z taką 
prędkością . 
Nie było sensu gonić Moga. Skierowali  dziób statku bezpośrednio na porywacza. I powoli  odległość między 
dwoma maszynami malała. Tumithak i Kiletlok obserwowali kiedy ich statek będzie w zasięgu ich ognia. Nie 
zauważyli reakcji Domnika a on był coraz bardziej niespokojny.
 -Spójrz na prawo, Panie . Wyczuwam inny statek-
 Tumithak obrócił się natychmiast, ale ostrzeżenie Domnika nadeszło zbyt późno. Maszyna była praktycznie 
w zasięgu miotaczy wroga i choć Loorianin skoczył natychmiast do dezintegratora było za późno. Promień 
miotacza uderzył w  amunicje nastąpił wybuch gorąca rozprzestrzeniający się w kabinie.
 
 
 ROZDZIAŁ II  - Inna rasa
 
 Niezrażony tym, Tumithak strzelił w silnik statku nieprzyjaciela . Już z zadowoleniem oglądał jak spadają z 
wybuchającym łoskotem gdy fala uderzeniowa uszkodziła ich własne skrzydło. Lewe skrzydło nie działało a 
„37 -emka” zaczęła spadać. Na szczęście nie było lepszego lotnika w całym kraju niż Kiletlok.  Udało mu się 
jakoś ustabilizować maszynę w powietrzu, a następnie znalazł miejsce z dala od drzew i bezpiecznie 
wylądował. Wszyscy trzej  byli trochę posiniaczeni, ale  zwichnięć lub złamań kości nie było. Było to 
terytorium Szelków, tego byli pewni dlatego zniszczenie dezintegratora było sprawą pierwszorzędna. 
Dezintegrator odkryty męczeńską śmiercią Zar-Emo, kapłana Tainów, miał zdolność  uwalniania całej energii 
zgromadzonej w energoprętach.  Tak długo, jak tylko ludzie posiadali tę tajną broń, mieli przewagę nad 
Szelkami. Gdyby zdobyli ją wrogowie przyszłość byłaby straszna .
  Rozebrali dezintegrator całkowicie, jak to tylko było możliwe.  Domnik zasugerował by części zakopać 
osobno w kilku miejscach z dala od siebie.  Nie było praktycznie żadnej szansy, żeby Szelkowie znaleźli je 
wszystkie  i złożyli do kupy . Następnie po demontażu z miotaczami ognia ,wyruszyli do rozbitego statku 
Szelków. Nie było daleko. Zbliżyli się szybko zastanawiając się czy Szelkowie na pokładzie są martwi. Nie 
było jednak żadnych oznak życia.
-Domnik- powiedział Tumitak -Czy twoje uszy  słyszą coś we wraku?
 Domnik dał znak do milczenia, a oni  wstrzymali oddech. Przekrzywił głowę na bok a jego cały umysł 
skoncentrował się na słuchaniu.
 -Ktoś oddycha- oznajmił po chwili -Ciężko, świszcząco  jak przestraszony człowiek nie jak Szelk.
 Tumithak i Kiletlok mrugnęli niepewnie.
-Myślisz , że to więźniowie- zapytał. Kiletlok wzruszył ramionami. 
-Być może . Najlepiej, jak sami to  stwierdzimy - odparł i śmiało pchnął drzwi do kabiny.
  Tumithak spodziewał się wielkiego podmuchu ciepła z wnętrza statku ale było normalnie. Ze zdziwieniem 
przywitali natomiast to co tam zastali. Stanowisko pilotów było kompletnie zniszczone. Dwa ciała Szelków 
leżały kompletnie zmiażdżone i spalone , a w końcu kabiny odkryli poobijanego wciąż żyjącego człowieka. 
Był to ogromny, gruby człowiek, tak wielki i tak okrągły, że Tumithak poznał go  od razu. To  był Esteta. Jego 
rozmiar zdradził go zanim zauważył jego rzadkie złote włosy , zwisającą brodę oraz  rozdarte  potargane 
jedwabne szaty. Tumithak pierwszy raz spotkał Estetów, podczas  swojej historycznej wyprawy z Dolnych 
Korytarzy  Loor na Powierzchnie, przed dziesięciu laty.  Grubi i głupi zajmujący się dekadencką sztuką 
oszukiwani przez Szelków. Esteci byli niczym więcej jak bydłem ubojowym  hodowanym dla mięsa i krwi. 
Zazwyczaj byli trzymani w ekskluzywnych lochach , chociaż jeden lub dwa miasta, które Tumithak podbił 

background image

miały  Estetów na Powierzchni. Esteta ukrył twarz w szatach, histerycznie płacząc na widok przybyszów. 
Tumithak dał mu pogardliwego kopa w zad i kazał wstać.  Kiletlok chwycił go za grube  ramię i przytrzymał 
na nogach.
 -Dokąd poleciał statek?- spytał skąpo Tumithak.  Gruby nie odpowiadał był spanikowany.  Tumithak zadał 
jeszcze parę pytań ale Esteta nie był wstanie odpowiedzieć. W geście obrzydzenia, Pan Szem i Kaymak 
odwrócił się z zamiarem opuszczenia statku. Mog odepchnął grubasa powalając go na ziemię. Reakcja 
Estety była zaskakująca.
-Nie zostawiaj mnie- zajęczał przeraźliwie ze strachu-   Proszę, nie zostawiaj mnie! -
 Tumithak warknął z niesmakiem, ale  jego umysł analizował i zastanawiał się, czy stwór nie mógłby się do 
czegoś przydać.  Przecież Kiletlok, jeden z najbardziej zaufanych wojowników Tumithaka był Mogiem, który 
był niezastąpiony a kiedyś ścigał ludzi. Teraz jest wiernym i cenionym pomocnikiem od prawie pięciu lat. 
Może grubas nie będzie aż tak bezwartościowy . Zwrócił się do Domnika.
-Zabierz go i sprawdź czy można go uciszyć-myśli Tumithaka biegły teraz do żony i syna .
-Trzeba iść szybko jak tylko nogi dadzą ponieść-myślał -a w tle słyszał kojący głos Domnika starającego 
uspokoić histeryczny płacz Estety. Wypadek maszyny zdarzył się popołudniu dlatego ciemność dogonił ich w 
lesie kilka kilometrów na zachód od miejsca katastrofy. Wieczór był chłodny, a Esteta, dzwonił zębami nim 
noc się zaczęła. Doświadczenie  przywódcy, nauczyło go do rozwagi. Kazał zatrzymać się na noc.  Zebrali 
stos kijów i podpalili ogniem z miotacza i zasiedli do posiłku . Kilka suchych herbatników , jedzenie bez 
smaku z koncentratu, jaki nieśli ze sobą. Spokojny głos Domnika  uciszył skutecznie buczenie Estety. Tylko 
od czasu do czasu ten się dławił.
 -Nazywam się Lornathusia-  powiedział w końcu  na przesłuchaniu Tumithaka.  Ale kiedy Tumithak 
próbował się dowiedzieć, skąd przybył, napotkał na ścianę milczenia . Korytarze  Estetów w których się 
urodzili były dla nich całym światem,  a  legendy o cudach Powierzchni, gdzie mieszkał Święty Szelk były dla 
nich wiarą w lepsze jutro.
 -Całe moje życie- jęknął -to kult naszego Świętego Pana.  Byłem synem rzeźbiarza i szedłem w jego ślady. 
Osiem lat temu ojca wezwano na Powierzchnię. Obiecał mi, że jak będę dobrze pracował dołączę do niego 
szybko a potem rozejrzał się z lękiem.
- Ale to tutaj nie wiem co to jest. Ja tego nie rozumiem-wyszeptał
- Uczono mnie, jak wszystkie dzieci mojego narodu, że miasta są ogromne, pałace Szelków są  piękne jak 
marzenia . Kiedy wczoraj nadeszła wiadomość że mamy być w transporcie na Powierzchnie byłem 
szczęśliwy .Kiedy wyszliśmy z lochów na Powierzchnie,  widząc dziwne wieże z metalu ,trochę byliśmy 
zaskoczeni. 
 -A potem !- omal nie krzyknął z rozpaczy. Domnik znów uspokajał grubasa. Kiedy był gotowy, aby znów 
mówić, Tumithak uprzedził go.
- Dobrze, wiemy co się stało dalej tłuszczu -powiedział-
- Szelkowie  zabili twoich towarzyszy , upuścili im krew i przygotowali  ich do  spożycia . Ale dlaczego 
oszczędzili Ciebie? Lornathusia wpadł w histeryczny płacz.
-Nie wiem . Ja nic nie wiem. Nic. Gdzie są wspaniałe pałace o których mnie uczono? Gdzie są moi bracia , 
ojciec i  przodkowie, o których myślałam,  że żyją tu szczęśliwie?  Gdzie jest Święty Szelk którego czczą 
nasze dzieła? Kim są te złe bestie  które zabijają i pożerają ludzi.? Kim jesteście wy co zabijacie  Szelków ?
Och, mój świat jest całkowicie  zniszczony  a ja jestem zagubiony w korytarzach demonów i szaleństwie.
Ukrył twarz w ramionach, ale Tumithak, gestem, nakazał mu słuchać.
 -Słuchaj. Może nie jestem malarzem i rzeźbiarzem ale jestem człowiekiem i przyjacielem wszystkich ludzi.
 -Szelkowie,  zabili twoich ludzi którzy są teraz martwi w rozbitym statku-
- Słuchaj mnie teraz uważnie. Jestem Tumithak Pan Loor , Yakry i wszystkich Dolnych korytarzy. Jestem 
wodze miasta  Szem i opiekunem Tainów , zdobywcą Kaymaku i sześciu innych miast. W ośmiu miastach na 
Powierzchni, zamieszkanych przez ludzi, nazywają mnie Panem i Wodzem-
 Domnik siedział ze skrzyżowanymi nogami na zimnej ziemi,  uważnie słuchając słów Pana . Kiletlok, którzy 
słyszał już tą historie co najmniej kilkanaście razy, i znał ją  prawie na pamięć, ale słuchał z szacunkiem.
  Mówił o swoim dzieciństwie spędzonym w głęboko ukrytych lochach i korytarzach Loor,  powiedział o 
znalezieniu starożytnej księgi, która dała mu pierwsze pojęcia o tym, że ludzie kiedyś rządzili Powierzchnią i 
walczyli z Szelkami.  Opowiedział jak odbył długą podróż na Powierzchnię by zabić pierwszego Szelka i jak 
zrealizował swoje marzenie. Opowiedział, jak jego ludzie wybrali go wodzem a on poprowadził ich na wojnę 
z Szelkami zdobywając miasto po mieście , rozszerzając swoje terytorium. Opowiadał o dezintegratorach 
broni skonstruowanej przez ludzi dającej im przewagę. Niewiadamo czy Lornathusia zrozumiał wszystko 
,choć mówili tym samym językiem ale wychowani byli w innych warunkach. Tumitak zaproponował mu 
przyłączenie się do niego ,ten chętnie zgodził się przyrzekając mu służbę . W ten sposób zdobył nowego 
zwolennika.
 
 
  ROZDZIAŁ III - Nocna Bestia
 
 Tumithak zdał sobie sprawę, że jego przyjaciele potrzebują odpoczynku. Kazał im się położyć i odpocząć. 

background image

Sam siedział zadumany w ciemnościach, myśląc o  żonie i synku .Wyczerpany Tumithak zasnął głęboko 
zmęczony przeżyciami ostatnich parunastu godzin. Nagle coś delikatnie dotknęło jego plecaka w którym miał 
żywność i leki .  Z ostrym krzykiem wstał , istota, która go dotknęła  była czworonożnym cieniem, który 
skoczył ze skowytem z powrotem w gęsty las. Krzyk Tumithaka, w połączeniu ze skowytem zwierzęcia, 
wystarczył, by postawić Kiletloka natychmiast na nogi.  Obudził się również Domnik. Tumithak stał, wpatrując 
się w cień, próbując przebić mrok.  Kiletlok  zwrócił lufę miotacza i trzymał  w pogotowiu.  Domnik wciągał 
nosem powietrze i niecierpliwie słuchał. Po chwili usiadł trochę zdziwiony i zaczął jęczeć i podrabiając 
odgłosy szczekania.  Tumithak obniżył swoją broń i patrzył na niego ze zdziwieniem, gdy nagle mały 
człowiek zerwał się i skoczył w kierunku w którym uciekło tajemnicze stworzenie. Kiletlok spojrzał na swego 
pana z zakłopotaniem.
-A  tego co opętało ?-zapytał
  Tumithak wytężył słuch, starając się usłyszeć, co dzieje się w lesie. Przypomniał sobie stare czasy gdy 
dawno temu, gdy po raz pierwszy prowadził  Loorian i Yakran z najgłębszych lochów i korytarzy. Spotkał na 
drodze na powierzchnie, niewidome dzikie czworonożne stworzenia, będące sojusznikami Szelków, 
nazywane dzikimi psami.  Zdał sobie sprawę, że zwierzę, które zbliżył się do niego to właśnie mogło być 
ono.
 -Wraca- powiedział nagle Kiletlok .
 -To oni? -Tumithak bystro spojrzał na Moga. Słyszał odległy ruch w lesie. Później, ukazał się w Domnik niósł 
ogromną chudą ,płową bestię ,najwyraźniej nie przerażony.
 -To  pies przywódca- powiedział- moi ludzie kiedyś też takie mieli .Od wieków żyły wspólnie z nami w 
ciemnościach.  Głód go zmusił do  desperackiej próby zdobycia posiłku.
Tumithak spojrzał na stworzenia pogardliwie.  Wyglądało żałośnie z obszarpanymi uszami , raną na jednym 
boku z jakiejś niedawnej bitwy i żebrami prześwitującymi spod  skóry. Gdy jednak Loorianin  zajrzał głęboko 
w jego oczy pogarda uschła i stopniała w sekundzie.  Oczy istoty  były duże, ciemne, i pełny wyrazu. 
Wydawały się błagać o jakąkolwiek pomoc. Tumithak odwrócił spojrzenie  od psa i powiedział do Domnika. 
 - Ta istota  mówi  oczami zamiast swoim językiem – powiedział- nie wiem czy ma jakąkolwiek  wartość- 
- Proszę zabierz go Panie-  odpowiedział mały  człowiek – A obiecuje ci, że  umrze za Ciebie w zamian za 
jedzenie i sporadyczne słowo pochwały. Zabierz go a nigdy tego nie pożałujesz- 
Popatrzył z nadzieją na Pana Loor. To było wielkie wydarzenie, które nastąpiło w życiu Domnika od wielu lat. 
A kiedy Tumithak dał swoją zgodę, szary człowiek padł na  kolana i uścisnął  szyje istoty przy wyciu i 
gruchaniu ,Tumithak był pewny, że Domnik rozmawiał z bestią w jej własnym języku. 
 Domnik zaczął wyciągać coś z paczki  i przed zdumionymi oczami Tumithaka, zaczął karmić istotę . Dał jej 
znaczną część swego przydziału. Przesiedzieli kilka godzin a  Domnik opowiedział historię o rzadkiej 
lojalności i inteligencji istot . Gdy pojawiły się pierwsze ślady świtu , Tumithak i jego towarzysze zaczęli 
kontynuować swoją podróż na zachód. 
 Przed popołudniem przebyli jakieś dziesięć mil i stawali się bardziej ostrożni,  wiedzieli, że są już niedaleko 
miasta Szelków.  Ale to nie efektów ponieważ Szelkowie uprzedzeni przez Yofrica zdążyli już zastawić 
pułapkę. Mog, gdy tylko przybył do Kuch-klaki, zrelacjonował bitwę, którą zobaczył w oddali. Szelkowie i 
Mogowie  przygotowali zasadzkę kilka mil na wschód od miasta. Okrążyli ich klekocząc i gwiżdżąc zaciskali 
powoli pierścień a potem rzucili się na nich ze wszystkich stron. Tumithak i Kiletlok chwycili miotacze  i 
zaczęli beznadziejną obronę. Esteta, jak można się było spodziewać zakwiczał i rzucił się na ziemię  i drżał 
jak olbrzymia masa galarety . Pies warknął groźnie i już chciał skoczyć do przodu, jeżąc się ze złości. Bez 
wątpienia, rzuciłby się na wroga i umarłby bezużytecznie pod ogniem miotaczy gdyby Domnik nie położył 
swojej ręki na jego szyi i uspokoił go. Działanie Szelków było dziwne. Tumitak znał zwykłą metoda ataku 
,teraz, jednakże, po raz pierwszy, zobaczył Szelków i  Mogów, walczących ostrożnie. Nie rzucali się do 
przodu, choć mieli przewagę  ale szukali ochrony drzew i kamieni. Jeszcze dziwniejszy, było to że starali się 
uniknąć sprawiania im bólu . On i Kiletlok bronili siebie i swych towarzyszy  mężnie. Roztrzaskiwali drzewa 
za którymi kryli się napastnicy i palili na popiół. 
 -Oni nie próbują  nas zabić, Panie,?- Kiletlok wymamrotał zdziwionym tonem -Coś planują -
Tumitak przyłapał jednego z Szelków na wymachiwaniu nad swoją głową ciekawą bronią, która składała się, 
z metalowej kuli na długim sznurze. Wysłał podmuch ognia w tę stronę patrząc z zadowoleniem na zwęglone 
i palące się ciało Szelka.  Wcześniej  zobaczył jednak  czym ten machał a potem usłyszał krzyk  Kiletloka 
oplątanego tym długim sznurem . Tuzin Szelków rzucił się na ludzi  machając i rzucając sznurami.  Tumithak 
walczył ze  sznurami owijającymi jego ciało. Na próżno próbował przeciąć je ogniem z miotacza , wydawały 
się być zrobionym z jakiegoś włókna twardego jak kamień.  Rzeczywiście utkane były z azbestu.  Cała grupa 
szybko znalazł się w rękach Szelków. Mogowie działali według precyzyjnego rozkazu. Ostrożnie spętali 
więźniów ,nawet psa który ich pogryzł. Ktoś rozkazał im dostarczyć jeńców całych i zdrowych .Mogowie 
wiedli ich przez lasy do miasta Kuch-klak. 
         Kuch-klak było średniej wielkości miastem, prawdopodobnie mające populację trzydziestu może 
czterdziestu tysięcy mieszkańców.  Kilka mil kwadratowych metalowych wież rosnących pod szalonymi 
kątami,  połączonymi linami, z ubogą  roślinnością na ziemi. Pośrodku stała wieża gubernatora  ,służąca jako 
rodzaj budynku administracyjnego. Gubernator został poinformowany o przybyciu jeńców i zszedł w dół po 
labiryncie lin. Klekocząc rozkazał rozwiązać ich, następnie odczekał kilka chwil by doszli do siebie. Tumithak 

background image

leżał przez moment odzyskując siły a potem wstał wolno.  Mogowie szarpnęli innych by również wstali. 
Wtedy Szelk przemówił w ludzkiej mowie brzęcząc i klekocząc. 
-Ty jesteś Tumitak człowiek który zatriumfował nad sześcioma Miastami? -
Oczy Tumitaka obserwowały pomieszczenie, nie opuszczając niczego. Jego ciało było spięte, gotowe 
natychmiast skorzystać z najmniejszej szansy  ucieczki. 
- Jestem wodzem ludzi , którzy powstaną przeciwko Tobie obrzydliwy pająku- rzekł 
 Gubernator  beznamiętnie wzruszył ramionami.
-Jeśli jesteś wodzem pewnie wiesz co się stało z twoją rodziną- twarz Tumitaka pobladła.
-Lepiej dla was żeby im  nic nie było-
Szelk uśmiechnął  zaciskając wargi.
-Nie interesujemy się twoją żoną i dzieckiem, byli tylko przynętą. Jesteś zakładnikiem, którego pragnęliśmy 
złapać. Yofrica wysłałem by cię szpiegował , mówi że ludzie uwielbiają cię jak Boga. Więc Cię uwięzimy i 
zagrozimy twoją śmiercią chyba że  twoi ludzie wrócą do korytarzy z których przyszli! 
Tumithak prychnął.
-Wybiorą innego wodza i będą walczyć dalej. Myślisz, że ludzie przestaną ponieważ ich wódz zginął. -
Patrzał na Szelka śmiało, ale w swym sercu miał wątpliwości. Nie był pewny, czy jego ludzie kontynuowaliby 
jego dzieło.  Chytry stary Szelk nie dał się oszukać. Zachichotał brzęcząc i wymówił kilka słów do swojej 
grupy.
-Naiwny jesteś ale bardzo ważny wśród ludzi - Shelk  wzruszył ramionami.
-Wysłać ich do więzienia . Żonę i syna wyślij  do  Yofrica  zasługuje na jakąś  nagrodę- 
Ta ostatnia uwaga, rozzłościła Tumithaka. Wyrwał się dwóm Mogom i skoczył nieuzbrojony na gubernatora. 
Mogowie i Shelkowie rzucili się na niego i ponownie związali. Razem z jego towarzyszami powiedli ich 
labiryntem miasta prosto do więzienia. Więzienie było to dołem, mającym pięćdziesiąt stóp  średnicy i tyle 
samo głębokości.  Połyskujące ściany świadczyły o tym że został zrobiony dezintegratorem .Na dole na 
gliniastej glebie  wyrosły krzaki ciernia będące ich jedynym schronieniem.  Mog zapiął linę pod  ramionami 
Tumitaka i spuścić go do dołu.  Następnie, jeden za drugim, zrobił  to samo  z innymi . Potem rozkazał im 
rzucić liny. Gdy tego nie zrobili użył miotacza i je spalił . Nie były zrobione z azbestu dlatego szybko spłonęły. 
Mogowie odeszli.
 
ROZDZIAŁ IV -  Tumithak uwięziony

Gdy  ostatni Szelk zniknął z oczu Tumitak zaczął staranne badanie dołu. Z Kiletlokiem, omówił ich kłopotliwe 
położenie i możliwości ucieczki.  Nawet Domnik i Lornathus włączyli się do rozmowy w nadziei, że któryś z 
nich na coś wpadnie. Rozmawiali jakieś dziesięć minut gdy któryś z Szelków uniósł swoją głowę ponad 
brzegiem dołu i przyjrzał się im krytycznie. Stał przez chwile zanim się przekonał, że wszystko jest w 
porządku. Odszedł w końcu ale inny wrócił za dwadzieścia minut  kontrolując ponownie dół. Sytuacja 
wydawała się kiepska a prostota miejsca uniemożliwiła ucieczkę. Dni mijały a niepokój Tumithaka przerodził 
się w gniew.  
W szósty dzień przyszło rozwiązanie. Dręczyli swoje mózgi na próżno by znaleźć jakąś drogę ucieczki i 
niechętnie spoglądali  w górę, na strome ściany. Rozwiązanie pokazał im pies który dostawał więcej jedzenia 
niż potrzebował. W charakterystycznej, psiej modzie, chował  nadmiar jedzenia wykopując dołek. W pewnym 
momencie stał się szalenie podniecony i zaczął szukać  entuzjastycznie przy glebie, jęcząc i szczekając na 
przemian wzywając ludzi by mu pomogli.  Domnik i  Lornathus, pośpieszyli zobaczyć co odkrył. Po chwili 
Domnik był również podniecony jak jego zwierzę. Stanął przed Tumithakiem  czekając na pozwolenie. 
Tumithak przytaknął.
 -Dziura, panie! - wyjąkał- Nasz pies znalazł głęboką dziurę a za nią korytarz. 
Tumithak  uradowany odkryciem miał już pędzić w miejsce znalezione przez psa gdy zdał sobie sprawę, że 
zaraz nastąpi czas kontroli. 
-Odciągnij tę bestię od dziury , Domnik!  -rozkazał. Domnik zawołał psa po imieniu.
 -Kuzco! - pies  podniósł głowę i zajęczał w skardze, Domnik zawołał ponownie i pies zostawił dziurę. Kiedy 
strażnik przybył i spuścił wzrok do dołu, cała grupa leniuchowała .
 To był mały dół, o średnicy siedmiu cali , szczęśliwym trafem znajdująca  pod jednym z postrzępionych 
krzaków ciernia.  Dziura rozszerzała się ku dołowi. Rzucili kamień w dół, głuchy odgłos odezwał się po 
chwili . Tumithak zmarszczył brwi. 
- Niezbyt głęboka - powiedział, z jakimś żalem. Możemy ją poszerzyć a potem spróbować się opuścić.
Wzięli się do pracy i po wyjęciu kilku garści ziemi, stwierdzili, że spokojniej można opuścić się w dół .Widać 
było mnóstwo pustej przestrzeni . Skończyli powiększać dziurę gdy Tumithak ogłosił.
- Nadchodzi  czas  kontroli strażników musimy uważać -
Gruby Lornathusia, miał najwięcej misternie tkanych ubrań więc wzięto od niego trochę luźnych szat i drąc je 
zrobiono kwadratowe nakrycie dziury. Zakryto ją szybko  gałązkami z krzaka ciernia, i rozrzucono trochę 
ziemi. Po czym wszyscy pospieszyli  z powrotem na swoje miejsca, a kiedy strażnik nadszedł skontrolować 
więźniów byli  oni zajęci niewinną rozmową. Pomiędzy nieustannymi kontrolami skończyli w końcu 
powiększać dziurę . 

background image

- Opuścimy cię  Kiletloku, głową w dół jesteś najwyższy, może coś zobaczysz.
- Tam jest korytarz! Mamy niewiarygodne szczęście, gdyby wykopali dół głębiej ,pewnie by się na niego 
natknęli.
- Moglibyśmy zrobić ze swojej  garderoby  liny -rzekł Tumitak -Może nawet ten korytarz prowadzi na 
Powierzchnie. 
-Ale jak, Pan Tumithak, uniemożliwimy Szelkom pogoń ? Ruszą za nami z miotaczami. 
To był poważny problem, rzeczywiście. Bez broni i światła, na pewno daleko nie zajdą a ścigać ich będą 
wszyscy Szelkowie .Trzeba w jakiś sposób opóźnić pościg.  Wtedy, z najbardziej niespodziewanego źródła, 
przybył pomysł.
- Myślę, że mogę pomóc w ucieczce -powiedziana Lornathusia. 
 Trzy pary oczu patrzało na niego ze zdziwieniem. Wszyscy o nim już zapomnieli . Rzadko oferował 
jakąkolwiek propozycję.
- Myślisz, że możesz oszukać Szelków?  Tumithak zapytał, niepewnie. 
 -Mam taką nadzieję - odpowiedział  Esthetta
-Cała sztuka, Panie, jest, w pewnym sensie, oszukiwaniem. Realiści próbują kopiować naturę sztucznie, 
impresjoniści próbują udawać uczucia i nastroje. Ja mam zdolność oddawania rzeczywistości  w rzeźbie i 
formowaniu martwej materii do kształtu i wyglądu żywych istot.  Mógłbym zbudować z ziemi i gliny leżącej 
wokół , formy przypominające nas we śnie. Tumithak był niepewny. Przez wieki, w korytarzach w których żyli 
jego przodkowie  pojęcie sztuki zostało zapomniane, i początkowo  pomysł Lornatiusa wydawał mu się być 
absurdalnym. Potem przypomniał sobie  posągi, które zobaczył w Holach Estetów w górnej części  korytarzy 
i stał się bardziej zaciekawiony. 
 -Dziś wieczorem, po tym jak słońce zajdzie - ogłosił -  zrealizujemy twój plan , nie mamy nic do stracenia. 
Wszyscy będzie dłużnikami twojej sztuki, jeśli uda nam się uciec.
 Zostało tylko czekać  a południe w końcu się skończyło i zaszła noc. Ponieważ zrobiło się zimno czterech 
ludzi i pies przytulili się do siebie, by było cieplej. Strażnik podszedł do dołu, poświecił w dół oglądając 
więźniów ,uspokojony w końcu, obrócił się i odszedł.
-Kto pierwszy wejdzie, Panie?- 
Zdecydowali o opuszczeniu Domnika. Tumithak był  pewny że  nie będzie żadnego niebezpieczeństwa  w 
korytarzu. Niewidomy był najmniejszy i mógł najłatwiej się prześlizgnąć przez otwór. Esteta pracował nad 
rzeźba która miała  go zastąpić. 
 -Trzeba będzie na nią założyć jakieś ubrania – pomyślał Lornathusia. 
Tumithak i Kiletlok zaczęli  związywać liny z  własnej garderoby . Zostawili Estete ,który  po omacku zbierał 
ziemie i glinę. Po kilku minutach  wrócili, patrząc w zdumieniu na dzieło  powstałe pod pękatymi rękami 
Lornathusia. Akurat zdążyli bo strażnik machnął swoim światłem w dół dołu, ale zobaczył tylko nieruchomo 
śpiące cztery postacie .  Następnie opuścili psa . Kuzco był zdenerwowany odkąd Domnik zniknął, i obawiali 
się, że jakieś jego niespodziewane działanie może ich zdradzić.  Kiletlok podążył zaraz za psem. Zostali 
Lornathusia  i Tumithak choć dla oczu Szelków cała grupa wciąż była pogrążona we śnie. Lornathusia zaczął 
pracować teraz jak szatan. Przez następne dwadzieścia minut musiał uformować dwie postacie. Gdy 
skończył Tumitak z trudem opuścił go do dziury następnie już chciał zejść sam gdy zobaczył, jak promień 
oświetla brzeg dołu. Rzucił się pod krzak ciernia i przylgnął do ziemi  błagając w duchu by go nie zobaczyli. 
Światło omiotło zbocze ściany naprzeciw niego, zakołysało się tam i z powrotem w poprzek podłogi parę 
razy , po czym stanęło na grupie  uformowanych postaci . Na moment  zawahało się . Szelk upewniał się, że 
wszyscy są na miejscu. Nie zauważył  krzaku ciernia, pod którym przykucnął Tumitak. Po chwili odszedł a 
Tumitak  wydał z siebie westchnienie ulgi. Nie marnując więcej czasu dołączył do swoich towarzyszy. 
Korytarz był w środku całkowicie ciemny. Kiletlok i Lornathusia siedzieli cicho na podłodze i odezwali się 
dopiero wtedy gdy Tumitak opuścił się  dół.
-Gdzie jest Domnik ?  zapytał Loorianin, próbując na próżno skupić oczy na czymś w gęstej ciemności. 
Kiletlokiem wstrząsnął ostry śmiech. 
 -Gdzie on jest ?-  odpowiedział- Chyba jest wszędzie. Pobiegł mrucząc coś do siebie chichocząc i 
obwąchując wszystko.
-Czuje się jak w domu - wyjaśnił Tumitak . Urodził się w ciemnych korytarzach. Myślę, że po raz pierwszy od 
wiele lat jest szczęśliwy. 
Wtem gdzieś z boku odezwał się coraz głośniejszy głos Domnika.
 -Cudowny ten korytarz, Panie. Jest wiele mieszkań na dole ale wszystkie wydają się być opuszczone. 
Najdziwniejsze ,że  wyjście z korytarzy wydaje się być gdzieś w dole .Lekki ciągu powietrza, czuć z dołu 
korytarza.
 Tumithak upewnił się że Domnik ma rację. Dał rozkaz do ruszenia wzdłuż korytarza. Domnik zasugerował, 
żeby  trzymali się za ręce a on będzie prowadzić . Ciemność uścisnęła całą trójkę,udzieliło im się uczucie 
daremności i depresji. Szary człowiek przejął przywództwo grupy. Trzy pary oczu spoglądało ciągle na 
czarnoskórego w nadziei na dostrzeżenie jakiegoś pęknięcia w przytłaczającej ciemności. Domnik  wciąż 
raportował o sytuacji trzymają ręce na ich ramionach. Nareszcie, po godzinach  wolnego marszu  ujrzeli 
blask daleko ,w dole korytarza. Kiletlok krzyknął, radośnie.
 -Jesteśmy na zewnątrz!   Inni jednak dostrzegając jarzące się talerze, które rozświetlały korytarze nie 

background image

podzielili jego nadziei. Przeszli do korytarza gdzie światła wciąż świeciły. Domnik z żalem założył na oczy 
swoje bandaże . Pośpieszyli się do przodu z nową nadzieją zwiększającą się wprost proporcjonalnie ze 
wzrostem światła. Spodziewali się, że znaleźć ludzi  ale niestety się rozczarowali. Przeszli milę albo więcej 
wzdłuż oświetlonego korytarza bez ujrzenia żywej duszy. Następnie Tumithak zaczął przetrząsać siedziby 
wzdłuż korytarza. Stwierdził, że były oświetlone, były w nich meble ale patyna wieków  odłożona na nich 
świadczyła że nie były używane od dawna.  Niepokojące uczucie owładnęło Loorianinem, przypomniała mu 
się długa droga korytarzami na Powierzchnie i ujrzenie swojego pierwszego Szelka. Tumithak zauważył że w 
wielu  mieszkaniach, układały się stosy z kurzu i kalcytu . Jedna ze stert ujawniła pół tuzina ludzkich zębów . 
-Te stosy kurzu – powiedział wskazując. To pozostałości po mieszkańcach tego korytarza. Coś zabiło ich 
dawno temu, tak dawno  że ich kości skruszyły się do postaci kurzu.
- Ci ludzie  nie wiedzieli nic o nauce Szelków -myślał -o miotaczach i dezintegratorach .  Byli przesądni i 
wierzyli w czary i  duchy. Inteligentne bestie najechały ten korytarz i zabiły wszystkich mieszkańców. 
Podeszli do poprzecznego korytarza i po chwili  Tumithak zatrzymał się ze zdziwieniem obok tablicy na 
ścianie. Dla innych  była to jedynie dziwna ozdoba ale Tumithak  bez problemu odczytał ją.
- Maszyny spożywcze - rzekł zdziwiony. To napisali moi ludzie . Skąd oni się tu wzięli w tym dalekim 
korytarzu. Niemal sto lat przed przybyciem Szelków, rasa ludzka miała jeden język którym pisano w 
wszystkich korytarzach.  Prawdziwy cud czekał jednak na nich gdy gdy weszli do pomieszczeń gdzie stały 
maszyny. Przed nimi były sterty zwęglonego kurzu ,tyle pozostało z ludzi , którzy je obsługiwali . Tumithak 
zaczął sprawdzać maszyny produkujące żywność gdyż stawali się coraz bardziej głodni .Jedzenie było 
niezbędne w dalszej podróży. Stwierdził z radością, że maszyny mają  paliwo i minerały niezbędne do 
produkcji żywności. Uruchomił maszynę i  zadowoleniu usłyszał  warkot silnika  który wskazał, że maszyna 
jest na chodzie. Ale moment później,warkot ustał i maszyna się zatrzymała. Tumithak zmarszczył brwi i 
zaczął dokładniejsze badanie. Podziękował swoim gwiazdom, że jego ojciec był producentem żywności  i 
zmuszał Tumithaka by uczył się tego zawodu. Znał dobrze budowę  maszyn (pomimo że nie wiedział 
zupełnie o chemicznej stronie produktów), mimo to po jakimś czas doszedł do tego co było nie tak.  Maszyna 
zatrzymała się ponieważ brakowało siarki. Kamienie na których pracowała były przeważnie fosforanami, i 
zapomniano wydobyć z nich siarkę. Ludzie tego korytarza prawdopodobnie zapomnieli sztukę czytania i nie 
potrafili wprawić jej w ruch. Produkcja jedzenia stała się w tamtych czasach religijnym obrzędem a nauka za 
czasem zanikała. Stopniowo zapominali technikę produkcji żywności która zależała całkowicie od nich. 
Maszyny działały jeżeli dostarczyło im się niezbędne produkty. Pewnie nadszedł dzień gdy maszyny 
przewierciły się całkowicie przez siarczek i kamienie siarczanu i stanęły na żyłach fosforanu. Wtedy  się 
zatrzymały i trzeba je było przenieść do innych obszarów bogatych w siarkę. Zasoby żywności malały wolno 
a ludzie umierali modląc się, wokół maszyn. Tumitak i jego towarzysze szukali aż w końcu znaleźli kamienie 
siarczanu w bocznych korytarza  i dostarczyli je maszynom. Po wyprodukowaniu sześcianów spożywczych 
zaczęli je pakować i tak dobrze przygotowani byli gotowi do dalszej podróży.. Domnik wciąż nalegał by iść 
dalej w dół korytarza. Szli  przez kilka godzin aż  talerze światła na suficie zaczęły matowieć . Co jakiś czas, 
wpadliby na jeden na drugiego. Po godzinie w końcu, półmrok stał się ciemnością i byli zmuszeni do wzięcia 
się za ręce i zaufać Domnikowi kolejny raz. Szli dalej cicho po ciemku a co jakiś czas gdy Domnik  naprężał 
się i ściskał rękę Tumithaka. W końcu zatrzymał się i wyszeptał do ucha Tumithaka.
 -Tam obok nas ktoś jest, Panie- powiedział łagodnie. Słyszę oddychanie  poniżej korytarza.
- Co to może być? -zapytał Tumithak 
-Trzyma się blisko ściany-odpowiedział niewidomy- Porusza się bardzo  ostrożnie,na dwóch nogach. Dziwne 
ma chyba dwa pyski i robi nimi głębokie oddechy. . Domnik zaczął interpretować jego ruchy . 
-  Przestało się poruszać – szepnął. Wie że jesteśmy i schowało się  w jednym z tych pomieszczeń. Minuty 
mijały, a Domnik nadstawiał swe nietoperze ucho . Usłyszał ciężkie , stłumione oddychanie. 
-Ta istota boi się nas i umknęła do tego mieszkania.
- Zostawmy ją w spokoju i chodźmy dalej- zasugerował przestraszony Lornathusia.  Pokazali swoją pogardę 
z jego tchórzostwa  ignorując go,  zaczęli iść do przodu. Podeszli do drzwi gdzie tajemnicza istota się  ukryła 
ostrożnie ,nie mieli żadnego zamiaru pozwalać jakiemuś dziwnemu potworowi zaskoczyć ich. Żadna  istota 
nie wyskoczyła do przodu , ale za to wyraźne słuchać było  szloch. Tumithak i Kitetok zatrzymali się 
zdziwieni  jakąś niepewnością w dźwięku. Domnik, którego życie opierał się na dźwiękach wydał 
niewiarygodny krzyk i gwałtownie wbiegł w drzwi mieszkania. Tylko Lornathusia przykucnął jęcząc oparty o 
daleką ścianę korytarza. Domnik i Tumithak wpadli w pośpiechu w drzwi  a światło rozbłysło na ich twarzach. 
W tym momencie rozległ się kobiecy krzyk.  Domnik zapłakał.
 -Pani nasza pani !
 Tumithak pognał do przodu i chwycił żonę w ramiona.  Tholura śmiała się i płakała ,a  ich mały synek 
obudzony hałasem, patrzył na nich z radosnym zaskoczeniem. 
 
ROZDZIAŁ V  - Spadek Starożytnych 
 
Przez następne piętnaście minut wywiązała się między nimi chaotyczna rozmowa. Tholura chciała  naraz 
opowiedzieć o wszystkich swoich  przygodach, które ją spotkały  od chwili porwania przez  Yofrica. Krótko 
mówiąc: była trzymana przez Szelków jako przynęta na Tumithaka a następnie  wysłana do  Moga, Yofrica. 

background image

Był on pewnego rodzaju mieszańcem, Moga czystej krwi i  jakiejś innej  rasy. Z tego też powodu  oszukał 
Tumithaka który myślał że jest on człowiekiem korytarzy . Sprowadził Tholure i jej syna do siebie  i 
postanowił starać się o jej względy.  Kobietę napełniała  nienawiść do Szelka. Przy pomocy udawanej 
życzliwości do kolegi Yofrica ,nakłoniła tamtego by pomógł jej w ucieczce . Pewnej nocy gdy Yofric  załatwiał 
sprawy dla gubernatora daleko od miasta, przyniósł jej światło i paczkę jedzenia. Potem zaprowadził Tholure 
z synem do jaskini na wzgórzu, mile za miastem. 
 -Tu cię opuszczę – powiedział-  Muszę być na miejscu gdy Yofric wróci nad ranem. Niebezpiecznie byłoby 
gdybyś próbowała przemierzyć te lasy, są pełne  Szelków i Mogów. To wejście do korytarzy, spróbuj znaleźć 
inne wyjście z niego to jedyna twoja szansa ucieczki . Jeśli ci się nie uda trudno, powiedziałeś, że śmierć jest 
lepsza niż niewola u Yofrica.  Tholura wzięła światło , torebkę z jedzeniem i weszła do jaskini. Po ćwierć mili, 
doszła do olbrzymiej studni  ze schodami wyciętymi w jej ścianach .
 -Nigdy nie widziałam takich  schodów- opowiadała Tumithakowi. Wiły się stromo w dół . Musiałem iść niemal 
godzinę aż doszłam do korytarza na dole. Ten również był  niezwykły , zamiast domów był pełen wielkich 
półek wypełnionych księgami. Półki przykrywały każdą ścianę a ksiąg było tyle że  przez sto lat nie 
zliczyłabym wszystkich -Tholura  mówiąc to karmiła synka . 
Przy wzmiance o księgach,  Tumithakowi zaświeciły się oczy.
-Mogłabyś zaprowadzić mnie do miejsca gdzie je zobaczyłaś ?- .-Być  możemy woluminy te są  wielkiej 
wartości. Księgi są cudowną rzeczą. Jedna z nich zaprowadziła mnie do mojej pierwszej przygody i 
uzmysłowiła, że ludzie mogą walczyć z Szelkami.
Tholura zapewniła go, że miejsce gdzie znalazła księgi jest niedaleko. 
 - Zbadałam korytarze  ale nigdy nie pozwoliłam sobie odejść za daleko. Wiedziałam, że gdy się zgubie 
mogę umrzeć z głodu .
 Kilka minut później weszli do długiej sali gdzie ciągnęły się półki skalne. 
 Tumithak zdał sobie sprawę, że  księgi te były stare, niewiarygodnie stare, jeszcze z przed  Inwazji. Ich 
strony wykonane były z wąskich tafli jakiegoś wytrzymałego metalu, który trwał przez wieki a mimo to 
zaczynał korodować na brzegach. Takich stron jeszcze nie widział. Musiały zostać wydrukowane przez 
przodków, którzy żyli na Powierzchni i walczyli ze Szelkami . Ironia była to że mieszkańcy tego korytarza, 
zapomnieli sztuki czytania i pisania. Ostatecznie, ponieśli  śmierć głodową a tajemnica ich ocalenia była 
dosłownie na wyciągnięcie ręki. Wiedza dostępna w księgach była zrozumiała tylko dla wielkich umysłów 
Złotego Trzydziestego wieku ery przed inwazją! Oczywiście, Tumithak nie uświadomił sobie tego od razu. 
Rzeczywiście, po godzinie przeglądanie woluminów  zrezygnował z  próby odnalezienia jakiejkolwiek książki, 
która zwiększyłaby jego wiedzę o ludziach. A to z tej prostej przyczyny , że wpadł niestety, na dział o 
matematyce wyższej. Po chwili, słyszał  okrzyk radości  Lornathusia. Esteta znalazł półkę z paroma tomami 
ksiąg o pięknych oprawach . W środku były kolorowe ilustracje które spowodowały jego przyśpieszony puls. 
 Tumithak rzucił okiem na ilustracje a następnie, zaciekawiony, zaczął czytać podpis. Książka ta była 
tekstem o podstawach astronomii, z ilustracjami  mgławic, planet i satelity.  Przedstawiała cudowne 
teleskopy Złotego Wieku.  Po trzecim woluminie zwiększającym  zawiłość pomysłów Tumitak zrobił przerwę 
by ochłonąć zdumienie. Podniósł swoją głowę i zauważył że Tholura i jego syn śpią,a  Domnik i Kiletlok 
siedzą po turecku pod drzwiami pilnują wejścia. Lornathusia dalej chłonął  ilustracje z innej księgi. Głowa 
Loorianina pękała od nagromadzonych myśli, z których tylko trochę rozumiał. Jego umysł był pełen podziwu 
a, co ważniejsze, miał pragnienie by uczyć się więcej z podstaw wszechświata. 
Grupa pozostała w bibliotece przez kilka dni podczas których Tumithak przeszukał i posortował stopniowo 
informacje które go najbardziej interesowały. Zrobił kilka paczek z księgami, które zabrali ze sobą. Ruszyli na 
w górę po niekończących się schodach którymi mieli nadzieje dojść na wolność. Często przystawali na 
odpoczynek . Pies był niespokojny,  Lornathusia, ze swoją ogromną wagą, zmęczony musiał zatrzymywać 
się częściej , również Tumitak któremu ciążyły księgi . W końcu doszli do szczytu. Pies był zdenerwowany a 
Domnik uspokajał  szepcząc coś do ucha. Szary człowiek był pewien, że Shelkowie są albo byli niedawno w 
korytarzu.  Grupa niepewnie wyszła ze schodów,  nie używając światła . Nagle zaskoczeni zostali 
zaatakowani przez grupę Szelków i Mogów którzy wyskoczyli na nich z ukrycia z wyciem klekocząc.
Nieuzbrojona grupa nie mogła stawić oporu.  Kuzco, był największym problem do wroga, gryzł ,drapał i 
warczał nie dając się podejść. Jednak w końcu został położony, przez Mogów i spętany. Było tam dwóch 
Szelków którzy zachęcali  Mogów krzykami i gwizdkami do walki .Jego uwaga została jednak przyciągnięta 
przez jednego z  Mogów, który  pozornie różnił się od innych, był nim Yofric! Trudno opisać uczucie jakie 
ogarnęło w tym momencie Tumitaka .Walczył pomiędzy rozpaczą i nienawiścią do tej istoty która wydała go 
dwukrotnie w ręce Szelków. Cenne księgi, musiały zostać przy wejściu do jaskini. Po walce poprowadzili ich 
w górę w kierunku Powierzchni. Yofric, w nadmiarze złośliwości  chodzić wzdłuż obok Tumithak poniżał go 
rekompensując sobie swój kompleks niższości i groził co mu z nim zrobi najwyższy Gubernator Kuch-klak , 
gdy będą już na miejscu
-Ty  dziki człowieku myślałeś że jesteś taki cwany i zdołasz uciec mnie Yofricowi , co ?- uśmiechnął się 
szyderczo.
- Myślałeś , jestem wielki Tumithak i każdy musi się kłaniać przede mną. Ale ja, Yofric, wyciągnąłem cię z 
twojej dziury, zrobiłem to raz, a teraz ponownie. Wziąłem twoją żonę i syna, i zabiorę  jeszcze raz  z 
nienawiści do ciebie!  

background image

Kontynuowali  drogę a w oczach Tumitaka tlił się blask gniewu . Nie zauważał pogardy  Szelka który 
popatrzył na niego a było to dla niego apogeum zwycięstwa. Podeszli do otworu jaskini i wyszli na światło. 
Skądś daleko w drzewach, Tumithak usłyszał krzyk, był to krzyk człowieka. Szelkowie byli zaniepokojeni. 
Krzyk  powtórzył się a ktoś odpowiedział z przeciwległej części lasu. 
- Wychodzą z jaskini. Na nich! 
Mogowie wyciągnęli zza pasów baty i oszczepy, które były ich tradycyjnymi orężem.  A Szelkowie swoje 
miotacze ognia . Ale było za późno, Shelkowie już padali zwęgleni ogniem z miotaczy w rękach ludzi, którzy 
nagle pojawili się zza kamieni i drzew . Byli to czarnoskórzy wojownicy  Tumithaka , który dostrzegł ich z a 
radością . Kraylingowie, pod wodzą Mutassy i Otaro, składający przysięgę wierności Tumithakowi jedni z 
najlepszych wojowników. Trzeba przyznać szczerze że Mogowie walczyli mężnie. Jeden z nich nawet przejął 
miotacz z ręki  zmarłego Szalka i próbował go użyć . Ale nigdy nie trzymał takiej broni wcześniej, więc mało 
mu  pomogła. W ciągu dziesięciu minut walka zakończyła się, Shelkowie nie żyli, a Mogowie zostali 
schwytani przez Kraylingów . Razem z nimi skrępowali Tumitaka i jego grupę ponieważ nie znali z widzenia 
wielkiego Pana. Następnie zabrali ich do wodza,  Mutassa  oczywiście, rozwiązała Tumithak i innych z 
przeprosinami. Tumithak śmiejąc się uciszył go. 
-Wszystko zostanie wybaczone jeśli  odpowiesz na moje pytania -
- Co robisz tu, i jakie są twoje plany? Czy przyszedłeś mnie ocalić ?  
 -Panie, to była ostatnia myśl która zrodziła się w naszych głowach . Gdy zostawiłeś nas, w Szem, 
czekaliśmy wiele dni na  wiadomości od ciebie. Wtedy przebył Mog, nieuzbrojony ,niosąc białą tkaninę, 
przywiązaną do kija. Ta  tkanina, oznaczał, że nie chce walczyć, ale  rozmawiać. Powiedział nam, że 
Shelkowie schwytali cię i zabiją chyba że wszyscy wrócimy pod ziemię . Powiedział nam, że pojmali również 
żonę i twojego syna, i  zabiją chyba że zdradzimy im tajemnicę dezintegratorów. 
- I co im odpowiedziałeś, Mutasso? 
 -Mog wracał do Kuch-klaki dopiero następnego dnia. Wyszliśmy wcześniej by sprawdzić czy nie stała ci się 
żadna krzywda . Tumithak wpatrywał się w niego, niedowierzający. 
- Mutassa!  To znaczy, że poszedłeś do Kuch-klaki przeciwstawić się im?  
Krayling  był strapiony.
- Wybacz mi Panie ! Jeśli bym wiedziałem, że żyjesz mogłem zacząć działać inaczej. Gdybym jednak 
uwierzył Shelkowi  myślałbym tylko z zemście.
 Tumithak śmiał się z niezmąconej radości.  Dziesięć lata,  niósł ciężar, odpowiedzialności za ocalenie 
ludzkości. Teraz miał  nadzieję że inni znajdą moc do walki , zanim umrze. Byli wojskiem, wydajną, 
uporządkowana armia ludzi, zdeterminowaną do wali z  Szelkami pomimo , że sądzili, że Tumithak nie żyje. 
Pan Loor śmiał się cały czas. 
- Mutassa – powiedział. Daj mi silnych ludzi o sporych ramionach, których masz ze sobą  . Wyślij ich do 
korytarzy po paczki z księgami które tam znajdą. Daj rozkaz natarciu na Kuch-klak, wszystkim co mamy. A i 
sprowadź mi tu Yofrica.  Zamierzam podbić Kuch-klak, Mutassa, ale najpierw  zabije Yofrica gołymi rękami.
 I zrobił to.
 W księgach Tholura odkryła, jak mogli  projektować więcej broni i budować nową przeciwko Szelkom. 
Zaczęli również z czasem przywracać wiedzę humanistyczną, naukę i  sztukę.
                                                                    

                                                                          Koniec 

                                     Copyright przez Rodzinę Charles R. Tanner 2008