background image

Przegląd Powszechny, Rok XLII, Tom 168, X-XI-XII, str. 70-79 
 
 

Choroba Europy współczesnej.

 

 
Nie  trzeba  być  nadzwyczajnym  pesymistą,  by  widzieć  i  odczuwać,  że  cywilizacja  ludzka  przeżywa  w 
czasach obecnych głęboki  i  groźny kryzys,  bo fakt  ten sam  się narzuca każdemu  obserwatorowi  obecnego 
życia  zbiorowego.  Pod  mianem  cywilizacji  ludzkiej  rozumiem  cywilizację  śródziemnomorską,  czyli 
europejską,  bo  ta  jedynie  posiada  wartość  ogólnoludzką,  inne  bowiem  cywilizacje  są  już  to  wtórne,  jak 
amerykańska,  mająca  swe  źródło  wyłącznie  w  europejskiej,  już  to  są  zamknięte  w  sobie  i  wyraźnego 
wpływu na bieg dziejów nie mają!, jak cywilizacje azjatyckie Indii, Chin i Japonii. Ta też, podstawowa dla 
całego  świata,  cywilizacja  europejska  przeżywa  w  czasach  obecnych  najgroźniejszy  kryzys,  zatracając 
jednocześnie coraz więcej swe dawne wpływy w innych częściach świata. 
 
Cywilizacja  ta,  która  przed  wojną  światową  postępowała  olbrzymimi  krokami  naprzód  przez  swe 
wzrastające  bogactwa  materialne,  nadzwyczajne  odkrycia  naukowe  i  techniczne  oraz  wzmagające  się 
wpływy  na  całej  kuli  ziemskiej,  obecnie  po  wojnie  nie  tylko,  jakby  się  załamała  i  zatrzymała  w  swym 
świetnym  pochodzie,  ale  nawet  jakby  się  zaczęła  cofać  wstecz  i  tracić  na  sile.  Czy  zjawisko  to  jest 
przejściowym,  jak było,  na przykład, po wojnie trzydziestoletniej,  i  cywilizacja rozpocznie na nowo swój 
triumfalny pochód, czy też w zjawisku tern tkwią groźne oznaki choroby, a nawet zbliżającej się śmierci? 
Jest to pytanie nadzwyczaj zawiłe, i na ten temat możnaby wypisać, nie wyczerpując go, całe tomy; obecnie 
chciałbym  tylko  przedstawić  niektóre  zasadnicze  wnioski,  o  ile  na  to  mogą  pozwolić  krótkie  ramy 
niewielkiego artykułu. 
 
Rzucając okiem wstecz na bieg dziejów cywilizacji śródziemnomorskiej i związanej z nią cywilizacji Azji 
przedniej,  musimy  stwierdzić  istnienie  od  zarania  tych  dziejów  dążności  do  zjednoczenia  całej  ówczesnej 
historycznej  i  kulturalnej  ludzkości  w  jedną  całość;  poczynając  od  monarchii:  babilońskiej,  asyryjskiej  i 
egipskiej  poprzez  coraz  to  więcej  uniwersalne  monarchie  perską  i  macedońską  dochodzimy  wreszcie  do 
imperium  rzymskiego,  które  urzeczywistniło  antyczny  ideał  uniwersalizmu  w  najwyższym  stopniu  i  przez 
swój  pokój  rzymski,  pax  rotnana,  zjednoczyło  wszystkie  ówczesne  historyczne  ludy  w  jedną  wielką 
kulturalną całość. Na fundamentach rzymskich powstaje nowy uniwersalizm chrześcijański, który dąży do 
zespolenia  w  jedną  duchową  całość  już  nie  tylko  wszystkich  ówczesnych  ludów  historycznych,  ale 
wszystkich członków rodzaju ludzkiego na całej kuli ziemskiej. Z rozkładającego się państwa rzymskiego 
powstają nowe państwa chrześcijańskie, romańsko-germańskie, które w myśl idei chrześcijańskiej mają być 
zespolone w cipifas Dei, państwo Boże na ziemi i ogarnąć wszystkie ludy na kuli ziemskiej pod duchowym 
zwierzchnictwem namiestników Chrystusa, papieży rzymskich. 
 
Wielcy  papieże  średniowiecza,  przystępując  do  urzeczywistnienia  tej  idei,  w  głębokim  zrozumieniu 
potrzeby  zjednoczenia  dla  świata,  dążą  konsekwentnie  do  ugruntowania  swej  supremacji  nad  władzą 
świecką, w następstwie czego wstępują z nią w tragiczny konflikt, który kończy się zwycięstwem władzy 
świeckiej.  Idea  uniwersalizmu  chrześcijańskiego,  idea  Cipifafis  Dei  na  ziemi,  która  osiągnęła  swój 
najwyższy  szczyt  w  wyprawach  krzyżowych,  ginie  w  ogniu  tej  walki,  i  od  tego  też  czasu,  właściwie, 
rozpoczyna  się  odrębna  historia  państw,  których  władcy,  będąc  jeszcze  prawowiernymi  chrześcijanami  w 
życiu  prywatnym,  wyrzekają  się  ostatecznie  urzeczywistnienia  idei  państwa  Bożego  na  ziemi.  Europa  po 
uniwersalizmie rzymskim i próbach uniwersalizmu chrześcijańskiego atomizuje się, rozpada się na części, 
które  już  nie  tylko  nie  tworzą,  jednej  społeczności  chrześcijańskiej,  ale  zaczynają  nawet  wrogo 
przeciwstawiać się jedna drugiej; lecz na ogół w masach panuje jeszcze światopogląd chrześcijański, który 
pozostaje  nadal  łącznikiem  między  narodami  i  państwami  Europy.  Reformacja  dopiero  zadaje  ostateczny 
cios  idei  uniwersalizmu  chrześcijańskiego  —  pomijam  tu  dawniejszy  rozłam  Kościołów  na  Zachodzie  i 
Wschodzie,  bo  fakt  ten  nie  osłabił,  ale  raczej  spotęgował  dążności  uniwersalne  Kościoła  zachodniego  — 
przypadający zaś na jej okres początek rozwoju astronomii i innych nauk przyrodniczych, skierowanych na 
fałszywe tory, podkopuje w Europie wreszcie i sam światopogląd chrześcijański, i z walk epoki reformacji 
Europa  wychodzi  ostatecznie  podzieloną  na  części,  w  których  interesy  dynastyczne  górują  nad  wszelkimi 
innymi. Idea jedności chrześcijańskiej nie zamiera zupełnie jedynie dzięki temu, że królowie uważają siebie 
za  władców  chrześcijańskich  z  łaski  Bożej;  ale  rewolucja  francuska  kładzie  kres.  i  tym  słabym  resztkom 

background image

dawniejszego uniwersalizmu chrześcijańskiego, próbując jednocześnie ze swej strony w osobie Napoleona 
urzeczywistnienia  idei  nowego  uniwersalizmu,  drogą  podboju  Europy  i  zorganizowania  jej  na  zasadach 
nowych idei rewolucyjnych. Czy wyprawy Napoleona do Rosji nie możnaby uważać za rezultat tej fatalnie 
ciążącej nad dziejami świata dążności do uniwersalizmu? 
 
Po  upadku  rewolucji  i  kongresie  wiedeńskim  Europa  konsoliduje  się  ostatecznie  w  szereg  odrębnych, 
potężnych  państw;  zakończeniem  tego  okresu  jest  utworzenie  niepodległych  Włoch  i  zjednoczonych 
Niemiec. Idea jedności chrześcijańskiej błąka się po kongresie wiedeńskim jeszcze jakiś czas na Wschodzie 
Europy,  gdzie  znajduje  swój  wyraz  w  świętym  przymierzu  trzech  monarchów,  ale  wkrótce  i  te  słabe 
przeżytki  zamierają,  i  Europa  przechodzi  zdecydowanie  i  ostatecznie  do  kultu  wyłącznego  egoizmu 
państwowego: każde państwo staje się fetyszem dla siebie i zasadniczo wrogiem każdego innego państwa. 
Na  miejsce  dawnej  idei  jedności  chrześcijańskiej  wstępuje  obecnie  zasada  równowagi  europejskiej,  która 
jest  sztucznie  podtrzymywana  systemem  sojuszów  i  pilnie  przestrzegana  przez  ówczesnych  dyplomatów, 
słusznie widzących w niej jedyną możliwość uniknięcia konfliktu europejskiego. Przebłyskiem dawnej idei 
łączności  narodów  chrześcijańskich  są  w  tej  epoce  tylko  rozmaite  konwencje  i  umowy  o  charakterze 
ogólnoludzkim,  oraz  tak  zwany  koncert  europejski,  który  występuje  bardzo  często  zgodnie  w  imię 
solidarności europejskiej w sprawach pozaeuropejskich oraz bliskiego Wschodu; w stosunkach zaś między 
samymi  państwami  europejskimi  panuje  w  tej  epoce  wszechwładnie  polityka  kłamstw,  fałszu,  obłudy  i 
szacherek wszelkiego rodzaju, które są uważane za szczyt rozumu politycznego. 
 
Wiek  XIX  jest  jednocześnie  epoką  wybujałego  rozkwitu  nacjonalizmu,  który  w  swych  krańcowych 
przejawach  jest  jeszcze  więcej  od  egoizmu  państwowego  wrogim  wszelkiej  idei  jedności  ogólnoludzkiej; 
fetyszem  tu  staje  się  już  nie  państwo,  jako  takie,  ale  naród,  uosobiony  w  państwie.  Te  dwie  siły,  egoizm 
państwowy  oraz  wybujały  nacjonalizm,  podkopywały  gmach  Europy  przedwojennej,  pozbawionej 
wszelkiego poczucia solidarności chrześcijańskiej oraz wszelkiego autorytetu ponadpaństwowego. Jedynym 
hamulcem  przed  rozpętaniem  wojny  był  strach  przed  niepewnością  jej  wyników  wobec  mniej  więcej 
równych  sił  obu  wrogich  obozów.  Wszystkie  więc  wielkie  państwa  zbroiły  się  na  wyścigi,  chcąc 
przewyższyć  lub  przynajmniej  dorównać  swym  wrogom;  próby  ograniczenia  zbrojeń  oraz  ustanowienia 
instytucji arbitrażu na konferencjach haskich nie doprowadziły do żadnych pozytywnych wyników; po czym 
nieunikniona  konsekwencja  zbrojnego  pokoju,  straszliwa  katastrofa  1914  r.,  nie  dała  już  długo  na  siebie 
czekać. 
 
I  cóż  przyniosła  ostatecznie  Europie  ta  niesłychana  w  dziejach  świata  wojna?  Nie  łudźmy  się;  pomijając, 
przypadkowo  wynikłe  ze  zbiegu  okoliczności,  zadośćuczynienie  sprawiedliwości  dziejowej,  jakiem  było 
odbudowanie Polski, wojna ta nie zmieniła w niczym ani światopoglądu, ani systemu polityki europejskiej, 
a jeżeli zmieniła, to tylko ku gorszemu. Hasło „każdy dla siebie” przenika po wojnie w spotęgowanej formie 
do  życia  klas  i  jednostek,  szowinizm  narodowy  miast  słabnąć  wzmaga  się,  państwa  powróciły  do 
dawniejszej  polityki  obłudy,  Szacherek  i  sojuszów,  za  pomocą  których  pragną  zaasekurować  siebie  od 
nowej  katastrofy,  nie  pomne  na  dawne  doświadczenie;  jednym  słowem,  po  wojnie  daje  się  bezwzględnie 
stwierdzić jeszcze groźniejszy zanik solidarności europejskiej i Europa zamienia się coraz więcej w szereg 
odrębnych podwórek, odgradzających się wzajemnie murem chińskim. Do pogorszenia sytuacji przyczynia 
się  w  znacznym  stopniu  bałkanizacja  Europy  środkowej  oraz  ostateczny  upadek  pierwiastka 
monarchicznego, który  — można być jego zwolennikiem lub wrogiem — był w każdym  razie ważką siłą 
organizacyjną  w  braku  innych  sił  jednoczących.  Jeżeli  zaś  doda  się  do  tego  ogólne  zubożenie,  które  w 
związku  z  bałkanizacja  Europy  środkowej  oraz  wyeliminowaniem  Rosji  z  obrotu  gospodarczego,  w 
ogromnej  mierze  utrudnia  odbudowę  gospodarczą  świata,  to  będziemy  mieli  wcale  nie  wesoły  obraz 
współczesnej Europy. 
 
Jedyną, zdaje się, dodatnią zdobyczą tej wojny, mogłoby być utworzenie Ligi Narodów, gdyby Liga ta była 
w  rzeczywistości  tym,  czym  w  zasadzie  być  powinna,  to  jest  wyrazicielką  i  organem  prawdziwego 
zjednoczenia  ludów  i  państw  świata.  Ale  czyż  już  te  kilka  lat,  które  upłynęły  od  czasu  jej  założenia,  nie 
wystarczy  w  zupełności  do  zrozumienia,  że  instytucja  ta,  która  od  samego  swego  początku  była  raczej 
wyrazem supremacji państw zwycięskich, niż wyrazem prawdziwych i szczerych dążności narodów świata 
do  jedności,  że  instytucja  ta  jest  tworem  martwo  urodzonym  i  nie  potrafi  przynieść  uspokojenia  i 
pokierować  losami  skołatanej  ludzkości?  Teza  ta  nie  potrzebuje,  zdaje  się,  specjalnego  uzasadnienia,  bo 

background image

wszyscy  się  na  nią  otwarcie  lub  w  głębi  duszy  zgadzają.  Tę  słabość  Ligi  rozumieją  wszyscy  politycy 
europejscy,  nip  więc  dziwnego,  że  państwa  Europy  szukają  po  dawnemu  oparcia  o  sojusze  i  pakty,  i  że 
wobec tego zasady polityki europejskiej nie uległy dzięki utworzeniu Ligi żadnym wyraźniejszym zmianom. 
W  każdym  razie  bez  względu  na  wszystkie  braki  Ligi,  utworzenie  te}  instytucji  jest  symptomatycznym  o 
tyle,  że  wykazuje  istnienie  na  świecie  zrozumienia,  chociaż  jeszcze  nie  dość  wyraźnego,  niezbędności 
stworzenia społeczności międzynarodowej, któraby była w stanie zabezpieczyć świat od nowych katastrof 
wojennych, utrwalić dalsze istnienie i rozwój naszej cywilizacji. 
 
Tak więc, jako wynik wojny, mamy nową formę uniwersalizmu, czyli zjednoczenia narodów świata — Ligę 
Narodów, ale zjednoczenie to istnieje raczej w teorii i dotychczas wyraźnych kształtów nie przyjmuje. Jako 
druga forma uniwersalizmu wysuwa się po wojnie na widownię dziejów trzecia międzynarodówka z Rosją 
Sowiecką na czele, czyli bolszewizm, który wyciąga otwarcie łapy po panowanie nad fofus orbis ferrarum 
celu  stworzenia  wszechświatowego  państwa,  zorganizowanego  na  zasadach  wręcz  przeciwnych 
chrześcijańskim,  jako  antyteza  średniowiecznego  Cyvitas  Dei.  Chrześcijaństwo  wyrwało  ongiś  duszę  z 
otchłani  pogaństwa  i  nadało  jej  wartość  bezwzględną  samą  w  sobie  —  bolszewizm  neguje  kategorycznie 
samo istnienie duszy ludzkiej, co w rezultacie musi doprowadzać do negacji wszelkich zasadniczych praw 
jednostki,  wypływających  z  uznania  bezwzględnej  wartości  jaźni  ludzkiej;  człowiek  staje  się  tu  tylko 
numerem  wpośród  milionów  również  bezwartościowych,  jak  on,  atomów.  Chrześcijaństwo  dąży  do 
stworzenia społeczności ludzi, jako dzieci jednego Boga, bolszewizm chce stworzyć społeczeństwo bydląt, 
karmiących się przy wspólnym żłobie. Chrześcijaństwo nie zaprzecza istnienia nierówności, bo takowe jest 
faktem,  ale  stawia  zasadę,  że  nierówności  te  nie  powinny  służyć  celom  egoistycznym,  ale  ogólnym; 
bolszewizm dąży do stworzenia sztucznej równości przez niesłychany despotyzm i gwałt nad ludzką naturą. 
I  tak  we  wszystkim  bolszewizm  Jest  wyraźnym  lub  ukrytym  zaprzeczeniem  chrześcijaństwa  i 
chrześcijańskiej idei państwa Bożego na ziemi. 
 
Jeżeli  poprzednio  nazwałem  Ligę  Narodów  raczej  teoretyczną  formą  nowego  uniwersalizmu,  to  o 
bolszewizmie,  który  znalazł  już  swe  zrealizowanie  na  przestrzeni  150-miljonowego  narodu,  powiedzieć 
tego,  niestety,  nie  można;  bolszewizm  ma  wyraźną  organizację,  wyraźne  hasła  i  niezłomne  dążności  do 
wyplenienia w Europie chrześcijaństwa oraz kultury rzymskiej, urobionej przez chrześcijaństwo, i założenia 
następnie  wszechświatowej  quasi-federacji  ludów  na  wzór  istniejącego  już  na  obszarach  dawnej  Rosji 
związku sowieckiego. Bolszewizm jest nadzwyczaj realną, groźną siłą, obecność której u siebie i wpływy na 
politykę  wewnętrzną  i  zewnętrzną  odczuwają  obecnie  w  mniejszym  lub  większym  stopniu  wszystkie 
państwa  świata;  jest  on  bez  wątpienia  embrionem  nowej  formy  uniwersalizmu,  która  zagraża  samym 
podwalinom  naszej  cywilizacji.  Że  obecna  reprezentantka  bolszewizmu  sama  siebie  otwarcie  uważa  za 
centrum przyszłego wszechświatowego państwa, dowodzi  najlepiej fakt samego usunięcia imienia Rosji z 
oficjalnej  nazwy  państwa  i  opieka,  którą  państwo  Sowietów  otacza  wszystkich  komunistów  świata  bez 
wzglądu na ich narodowość i obywatelstwo. 
 
A  pomimo  tych  groźnych  oznak  świat  cywilizowany  nie  docenia,  czy  też  rozmyślnie  zamyka  oczy  na 
niebezpieczeństwo  bolszewickie  i  nie  chce  zrozumieć,  że  tylko  konsolidacja  moralna  Europy  potrafi 
odwrócić  nadciągającą  katastrofę.  Wśród  sfer  kierowniczych  Europy  przeważa  na  ogół  pogląd,  że 
bolszewizm  jest  wytworem  specyficznie  rosyjskim,  i  że,  jako  taki,  jest  nie  do  pomyślenia  w  Europie,  a 
wobec  tego  do  zwalczania  go  potrzebne  są  najwyżej  środki  zewnętrzne,  w  postaci  nadzwyczajnych 
zarządzeń  przeciw  komunistom,  a  o  żadne  radykalne  zmiany  w  sferze  moralnej  w  celu  zwalczania 
komunizmu niema się co troszczyć. To też, wobec takiego poglądu, jesteśmy świadkami na każdym kroku, 
jak politycy, wielcy przemysłowcy, bankierzy i  inni  możni tego świata,  którym  najwięcej,  zdawałoby się, 
powinno zależeć na obaleniu bolszewizmu, i którzy w słowach wydają się najzaciętszymi jego wrogami, w 
praktyce postępują tak, jakby byli najgorliwszymi zwolennikami tego systemu i w głębi duszy życzyli mu 
rozwoju  i  powodzenia.  W  polityce  międzynarodowej  i  wewnętrznej,  w  stosunkach  między  klasami  i 
jednostkami  egoizm,  korupcja  i  brak  wszelkich  skrupułów,  święcą  niebywałe  triumfy.  Pomiędzy 
kierownikami naw państwowych na świecie, nikt prawdziwie i  szczerze  nie myśli o sanacji stosunków, o 
złagodzeniu nienawiści i waśni narodowych oraz klasowych, lecz się tworzy po dawnemu sojusze, uprawia 
się  politykę  chwili  bieżącej  i  szacherkę  polityczną  nie  w  mniejszym,  niż  przed  wojną  stopniu;  jednym 
słowem stan moralny Europy jest taki, że może raczej sprzyjać rozwojowi bolszewizmu niźli wywołać jego 
upadek. 

background image

 
Nic  też  dziwnego,  że  wobec  takiego  stanu  rzeczy  nie  może  być  mowy  o  stworzeniu  jednolitego  frontu 
narodów  cywilizowanych  przeciw  bolszewizmowi  i  przedstawicielce  takowego,  państwa  Sowietów; 
przeciwnie, państwa europejskie pragnęłyby ubiec jedno drugie w osiągnięciu korzyści ze stosunków z tym 
państwem.  W  rezultacie  tego  byliśmy  świadkami,  jak  najwięksi,  zdawałoby  się,  wrogowie  komunizmu, 
faszyści włoscy, pierwsi po Niemcach wyciągnęli swe ręce do zbroczonych krwią katów bolszewickich, a za 
ich przykładem poszły Anglia, Francja i inne państwa, zaiste w imię hasła pereaf mundus, fiat commercium. 
A bestia bolszewicka łasi się, obiecuje złote góry, a w międzyczasie gotuje rewolucje ludów Azji i Afryki 
przeciw Europie, szerzy  przez swe ambasady i  płatnych agentów idee komunizmu, przedajność i w ogóle 
wszelką zgniliznę moralną, by przygotować odpowiedni grunt dla swego przyszłego panowania, i czeka... 
Na  co?  Na  konflikt  zbrojny,  który  z  nieubłaganą  koniecznością  sił  przyrody  musi  w  niedługim  czasie 
wybuchnąć  w  Europie  takiej,  jaką  ona  jest  obecnie  i  jaką  ją  w  dalszym  ciągu  robią  skrajny  szowinizm 
narodowy,  egoizm  klasowy  i  polityka  jej  mężów  stanu,  zasadniczo  nieprzychylna  wszelkiej  idei 
uniwersalizmu  chrześcijańskiego,  oparta  na  krótkoterminowych  .  szacherkach  i  nie  mająca  żadnego 
wyraźnego  planu  przed  oczyma,  ale  zadowalająca  się  zasmarowywaniem,  bez  troski  o  fundamenta, 
groźnych rys, które się wciąż tworzą w starym gmachu Europy. A przecież niema chyba człowieka, głębiej 
patrzącego, któryby nie rozumiał, że nowy konflikt zbrojny w Europie wywołałby ostateczne rozprzężenie i 
upadek naszej cywilizacji, na trupie której mogłyby żerować tylko takie organizmy państwowe, jak obecne 
państwo Sowietów. 
 
To  też  wciąż  się  mówi  i  pisze  o  paktach  bezpieczeństwa  dla  uniknięcia  nowej  pożogi  wojennej,  ale 
doświadczenie uczy nas, że im się więcej mówi o zabezpieczeniu pokoju, tym bliższą jest wojna. Czy nie 
długo przed ostatnią wojną światową nie mieliśmy konferencji haskich? Bardzo więc jest możliwym, że i 
obecnie nowy konflikt zbrojny wewnątrz Europy nie długo da na siebie czekać, a wtedy armia czerwona, 
która, jako taka, nie ma, prawdopodobnie, zbyt wielkiej wartości i nie mogłaby stawić czoła żadnej dobrze 
zorganizowanej,  a  patriotycznej  armii  europejskiej,  że  armia  czerwona  stanie  się  na  gruzach  Europy  po 
nowej wojnie narzędziem do ufundowania systemu bolszewickiego na całym jej terytorium. 
 
Nie  łudźmy  się,  że  bolszewizm  wpierw  runie  w  samej  Rosji  Sowieckiej;  trzeba  sobie  wreszcie  otwarcie 
powiedzieć,  że  niema  obecnie  w  tym  nieszczęśliwym  kraju  żadnych  sił  realnych,  zdolnych  obalić  tego 
potwora.  Powinna  go  była  obalić  od  początku  i  mogła  to  uczynić  Europa,  gdyby  była  solidarną  i  gdyby 
prawdziwie tego chciała. Nie było,  niestety, w Europie męża stanu, który by na wzór Katona rzymskiego 
twierdził bez ustanku: ceterum censeo, bolszeviam delendam esse, i potrafił urzeczywistnić to w imię obrony 
wyższych  haseł  ludzkości.  Obecnie  na  interwencję  zbrojną  jest  już  za  późno,  gdy  ustrój  bolszewicki 
ufundował  się  już  w  dawnej  Rosji  na  dobre,  i  gdy  Rosja  Sowiecka  została  już  de  iure  uznaną  przez 
większość  państw  w  Europie.  Ale,  aby  zmora  bolszewicka  pierzchła  ze  świata,  aby  nieszczęśliwy  naród 
rosyjski odzyskał swe ludzkie oblicze, a Europa możliwość dalszego rozwoju, nie potrzeba obecnie żadnych 
wystąpień  zbrojnych  przeciw  Sowietom,  potrzebny  jest  tylko  nawrót  Europy  do  zgody  i  solidarności 
chrześcijańskiej, nawiązanie dawnych tradycji uniwersalizmu chrześcijańskiego i wyraźne przeciwstawienie 
zasad  chrześcijańskich  zasadom  bolszewickim,  czego,  niestety,  obecnie  niema;  wtedy  potwór  bolszewicki 
runie  sam  przez  się,  bo  nie  własna  siła  go  trzyma,  ale  demoralizacja  i  rozprzężenie  quasi  chrześcijańskiej 
Europy.  Tylko  kongres  narodów  europejskich,  ożywiony  szczerą  ideą  chrześcijańską  i  prawdziwym 
dążeniem  do  konsolidacji  stosunków  mógłby  wyprowadzić  Europę  z  tego  stanu  i  chaosu  niepewności,  w 
którym  ona  wciąż  przebywa  od  czasu  ukończenia  wielkiej  wojny.  Jeżeli  to  nie  nastąpi,  jeżeli  Europa  w 
dalszym  ciągu  będzie  areną  wzmagającego  się  szowinizmu  narodowego  i  walk  klasowych,  nie  pomogą 
żadne leki i kombinacje politycznych znachorów, i nieubłagana ręka dziejów wypisze dla niej w niedalekiej 
przyszłości swe groźne Mane, Tekel, Fares. 
 
Streszczam  swe  wywody:  Przyczyną  groźnej  choroby  Europy  współczesnej  jest  kompletny  zanik  idei 
uniwersalizmu  chrześcijańskiego;  wyłoniona  z  wielkiej  wojny,  jako  surogat  tej  idei,  Liga  Narodów,  jest 
tworem  martwo  urodzonym,  nie  zdolnym  do  rozwoju  i  kierowania  losami  skołatanej  ludzkości.  Na  świat 
nasuwa  się  groźna  i  ponura  forma  nowego  uniwersalizmu  w  postaci  bolszewizmu;  Europa,  rozdzierana 
walkami  klasowymi  i  antagonizmami  narodowościowymi  jest  de  facfo  bezsilną  w  walce  z  tą  hydrą, 
ponieważ  jej  uniwersalnym  destrukcyjnym  i  negatywnym  tendencjom  nie  może  przeciwstawić  żadnych 
uniwersalnych pozytywnych i  twórczych walorów. Zbliża się czas, w którym  Europa będzie musiała albo 

background image

wypowiedzieć  się  z  uniwersalizmem  chrześcijańskim,  albo  ulec  nieubłaganą  siłą  konieczności  dziejowej, 
wbrew wszelkim próbom oporu, supremacji nowego uniwersalizmu antychrześcijańskiego, tj. bolszewizmu. 
 
Adolf Kliszewicz.