background image

 
 

background image

 

 

 

 

background image

 

Dla Colleen

 

Utnij sobie język, zanim język utnie ci głowę.

 

(przysłowie cygańskie)

 

background image

 UCIECZKA Z MIEJSCA WYPADKU

 

 

 

Skłamałaś kiedyś, żeby ratować własną skórę? Może zrzuciłaś na 

brata wgniecenie karoserii mercedesa rodziców, żeby móc pójść na 
studniówkę? Może powiedziałaś nauczycielce matematyki, że nie 
ściągałaś w czasie egzaminów na zakończenie semestru, choć to ty 
ukradłaś klucz z odpowiedziami z jej biurka? Oczywiście zazwyczaj jesteś 
uczciwa. Ale w trudnych chwilach trzeba czasem sięgnąć po desperackie 
środki.
 

Cztery śliczne dziewczyny z Rosewood straszliwie nakłamały, żeby 

uniknąć kary. Raz nawet uciekły z miejsca wypadku, kilka kilometrów od 
swojej rodzinnej miejscowości. Chociaż dręczyły je wyrzuty sumienia, 
miały nadzieję, że nikt się o tym nie dowie.
 

Niestety, myliły się.

 

 

 

 

Pod koniec czerwca w Rosewood, bogatym, sielskim miasteczku 

w stanie Pensylwania, jakieś czterdzieści kilometrów od Filadelfii, od 
ośmiu dni padał deszcz i wszyscy mieli go już serdecznie dość. Idealnie 
utrzymane trawniki i rośliny wschodzące w ogródkach warzywnych 
pokryła gruba warstwa błota. Woda stała w piaszczystych zagłębieniach na 
polu golfowym, na boisku do bejsbolu należącym do lokalnej ligi 
i w sadzie brzoskwiniowym, gdzie już zaplanowano pierwszą letnią 
imprezę pod gołym niebem. Zrobione kredą na chodniku rysunki spłynęły 
razem z wodą do kanału, ogłoszenia o zaginionych psach całkiem 
rozmokły, deszcz zniszczył także zwiędły bukiet na grobie, w którym – jak 
się wszystkim wydawało – spoczęły prochy Alison DiLaurentis. 
Mieszkańcy miasta powtarzali, że taki potop źle wróży na resztę roku. 
Spencer Hastings, Aria Montgomery, Emily Fields i Hanna Marin też tak 
myślały, bo ostatnio przydarzyło im się tyle nieszczęść, że nie potrafiły 
sobie z nimi poradzić.
 

Choć wycieraczki w subaru Arii pracowały pełną parą, nie nadążały 

background image

ze zbieraniem deszczu z przedniej szyby. Aria wytężyła wzrok, patrząc 
przed siebie, kiedy jechała przez Reeds Lane, krętą drogę biegnącą wzdłuż 
gęstego, ciemnego lasu i strumienia Morrell – rwącego potoku, który 
w każdej chwili mógł wystąpić z brzegów. Choć za wzgórzem rozciągały 
się luksusowe osiedla, na tej drodze panowały egipskie ciemności, bo nie 
było tu ani jednej latarni.
 

Spencer pokazała na coś w oddali.

 

– To tam?

 

Aria nacisnęła na hamulec i o mało nie wjechała w znak ograniczenia 

prędkości. Emily, która wyglądała na straszliwie zmęczoną, bo właśnie 
zaczęła letnią szkołę na Uniwersytecie Temple, wyjrzała przez okno.
 

– Gdzie? Nic nie widzę.

 

– Widać światła nad potokiem.

 

Spencer już odpinała pas bezpieczeństwa i wysiadała z samochodu. 

Natychmiast przemokła do suchej nitki i przeklinała się w duchu za to, że 
nie włożyła czegoś grubszego niż koszulka na ramiączkach i sportowe 
szorty. Zanim przyjechała po nią Aria, trenowała na bieżni, przygotowując 
się do sezonu hokeja na trawie. Liczyła na to, że zostanie wcześniej 
przyjęta na studia do Princeton, bo ukończyła pięć rozszerzonych kursów 
z przedmiotów, które miała kontynuować w czasie szkoły letniej na 
Uniwersytecie Pensylwanii. Ale chciała też zostać gwiazdą szkolnej 
drużyny hokejowej, marzyły się jej bowiem sukcesy w każdej dziedzinie.
 

Spencer przechyliła się przez barierę i spojrzała w dół. Kiedy 

krzyknęła, Aria i Emily popatrzyły po sobie i natychmiast wysiadły z auta. 
Nasunęły kaptury na głowę i poszły za Spencer na brzeg potoku.
 

Nad rwącą wodą świeciło żółte światło reflektorów. Bmw kombi 

stało roztrzaskane o drzewo. Cały przód był zmiażdżony, poduszka 
powietrzna zwisała luźno po stronie pasażera, a silnik nadal pracował. 
Szkło z przedniej szyby rozsypało się na leśnej ściółce. Smród benzyny 
zagłuszył zapach błota i mokrych liści. Tuż przy reflektorach zauważyły 
szczupłą rudowłosą dziewczynę, która w oszołomieniu rozglądała się tak, 
jakby nie wiedziała, skąd się tutaj wzięła.
 

– Hanna! – zawołała Aria i zbiegła do niej po zboczu.

 

Hanna zadzwoniła do nich pół godziny temu w panice, twierdząc, że 

miała wypadek i potrzebuje ich pomocy.
 

– Nic ci się nie stało? – Emily dotknęła ramienia Hanny. Jej naga 

skóra była śliska od deszczu i pokryta drobinami szkła z rozbitej szyby.
 

– Chyba nie. – Hanna wytarła oczy. – Wszystko stało się tak szybko. 

Ten samochód zjawił się jak spod ziemi i zepchnął mnie z pasa. Ale nie 

background image

wiem, co z... nią.
 

Jej wzrok powędrował w stronę samochodu. Na siedzeniu pasażera 

siedziała bezwładnie dziewczyna z zamkniętymi oczami. Ani drgnęła. 
Miała czystą cerę, wysokie kości policzkowe, długie rzęsy, kształtne, pełne 
usta i mały pieprzyk na policzku.
 

– Kto to jest? – zapytała Spencer. Hanna nie wspominała, że jechała 

z pasażerką.
 

– Ma na imię Madison! – odparła Hanna, ścierając z policzka mokry 

listek. Musiała przekrzykiwać dudniący deszcz, niemal tak gwałtowny jak 
grad. – Spotkałam ją dziś wieczorem. To jej samochód. Upiła się, więc 
zaproponowałam, że ją podwiozę. Chyba mieszka gdzieś w okolicy. 
Prowadziła mnie, choć była kompletnie pijana. Nie poznajecie jej?
 

Dziewczyny pokręciły głowami w osłupieniu. Aria zmarszczyła 

czoło.
 

– Gdzie ją spotkałaś?

 

Hanna spuściła wzrok.

 

– W Cabana – przyznała się nieśmiało. – To taki bar przy South 

Street.
 

Dziewczyny spojrzały po sobie ze zdziwieniem. Hanna mogła wypić 

jednego cosmopolitana w czasie imprezy, ale nie należała do tych kobiet, 
które same upijały się w barach. Z drugiej strony przecież każda z nich 
miała powód, żeby trochę się rozluźnić. Przez cały zeszły rok torturowały 
je dwie prześladowczynie używające pseudonimu A. – najpierw Mona 
Vanderwaal, najlepsza przyjaciółka Hanny, a potem prawdziwa Alison 
DiLaurentis. Jakby tego było mało, musiały jeszcze ukrywać to, co się 
wydarzyło kilka miesięcy temu. Myślały, że Prawdziwa Ali zginęła 
w pożarze w górach Pocono, ale potem pojawiła się na Jamajce, żeby 
zabić je wszystkie. Dziewczyny spotkały się z nią na tarasie na dachu 
kurortu, a gdy Ali rzuciła się na Hannę, Aria zagrodziła jej drogę 
i zepchnęła ją za balustradę. Kiedy zbiegły na plażę, nie znalazły tam jej 
ciała. Wspomnienie o tym wydarzeniu nawiedzało je każdego dnia.
 

Hanna otworzyła drzwi po stronie pasażera.

 

– Zadzwoniłam po karetkę z jej telefonu. Wkrótce tu przyjedzie. 

Musicie mi pomóc przenieść ją na siedzenie kierowcy.
 

Emily zrobiła krok w tył i uniosła brwi.

 

– Chwileczkę. O czym ty mówisz?

 

– Hanno, nie możemy tego zrobić – powiedziała jednocześnie 

Spencer.
 

Hanna szeroko otworzyła oczy.

background image

 

– Słuchajcie, to nie moja wina. Nie jestem pijana, ale wypiłam dziś 

drinka. Jak zostanę tutaj i przyznam się, że to ja prowadziłam, na pewno 
mnie aresztują. Już raz uszła mi na sucho kradzież, a potem zniszczenie 
samochodu, ale tym razem mi nie darują.
 

W zeszłym roku Hanna po pijanemu ukradła auto swojego byłego 

chłopaka Seana Ackarda i wjechała nim w drzewo. Pan Ackard nie wniósł 
skargi do sądu, ale Hanna musiała odpokutować swój wybryk, pracując 
społecznie.
 

– Mogą mnie wsadzić za kratki – mówiła dalej Hanna. – Wiecie, co 

to oznacza? Zrujnuję kampanię taty, zanim jeszcze na dobre się zaczęła. – 
Ojciec Hanny startował w wyborach na stanowisko senatora. O jego 
kampanii już zaczynało być głośno w mediach. – Nie mogę znowu go 
zawieść.
 

Deszcz padał bez przerwy. Spencer zakaszlała zakłopotana. Aria 

przygryzła wargę, spoglądając na leżącą nieruchomo dziewczynę. Emily 
przestępowała z nogi na nogę.
 

– A jeśli coś jej się stało? I przenosząc ją, pogorszymy jej stan?

 

– I co zrobimy potem? – dodała Aria. – Zostawimy ją tutaj? Tak się 

nie robi.
 

Hanna patrzyła na nie z niedowierzaniem. Zacisnęła zęby i odwróciła 

się do dziewczyny siedzącej w samochodzie.
 

– Nie zostawiamy jej tu na zawsze. Nie sądzę, żeby była ranna. Po 

prostu upiła się do nieprzytomności. Ale jeśli nie chcecie mi pomóc, sama 
to zrobię.
 

Schyliła się i chwyciła dziewczynę pod pachami. Bezwładne ciało 

przechyliło się na bok jak ciężki worek mąki, ale nadal tkwiło w fotelu 
pasażera. Hanna, postękując, zaparła się nogami i jeszcze raz podniosła 
dziewczynę. Potem zaczęła ją przesuwać na siedzenie kierowcy.
 

– Nie rób tego tak – powiedziała Emily, podchodząc bliżej. – Trzeba 

usztywnić jej szyję, żeby nie uszkodzić kręgosłupa. Musimy znaleźć koc 
albo ręcznik, coś, co podtrzyma jej szyję.
 

Hanna oparła dziewczynę plecami o fotel i zajrzała na tylne 

siedzenie. Na podłodze leżał ręcznik. Chwyciła go, zrolowała i owinęła 
nim szyję dziewczyny jak szalikiem. Spojrzała w górę. Księżyc wyszedł 
zza chmury i na chwilę oświetlił drogę. Na ułamek sekundy las ożył. 
Drzewa kołysały się gwałtownie na wietrze. Kiedy błyskawica rozdarła 
niebo, wszystkie mogłyby przysiąc, że widziały cień przemykający nad 
brzegiem potoku. Może to jakieś zwierzę?
 

– Łatwiej nam będzie przenieść ją wokół samochodu, niż przesunąć 

background image

w środku – powiedziała Emily. – Han, chwyć ją pod pachami, a ja ją 
wezmę za nogi.
 

Spencer podeszła do nich.

 

– Ja ją chwycę w pasie.

 

Aria ostrożnie zajrzała do auta, a potem wzięła parasol z tylnego 

siedzenia.
 

– Chyba nie powinna być mokra.

 

Hanna z wdzięcznością spojrzała na przyjaciółki.

 

Hanna, Spencer i Emily wyciągnęły dziewczynę na zewnątrz, 

a potem powoli niosły ją wokół samochodu na siedzenie kierowcy. Aria 
trzymała parasol nad Madison, żeby nie spadła na nią ani kropla deszczu. 
W strugach ulewy prawie nic nie widziały i musiały mrugać co kilka 
sekund, żeby deszcz nie dostawał się do oczu.
 

I nagle, gdy były w połowie drogi, stało się nieszczęście. Spencer 

poślizgnęła się w błocie przypominającym ruchome piaski i puściła 
dziewczynę. Madison odchyliła się gwałtownie do tyłu i uderzyła głową 
w zderzak. Rozległ się trzask – być może gałęzi, a może łamanej kości. 
Emily próbowała jeszcze utrzymać cały ciężar ciała Madison, ale też się 
poślizgnęła, jeszcze mocniej popychając bezwładne ciało.
 

– Jezu! – krzyknęła Hanna. – Trzymajcie ją!

 

Arii trzęsły się ręce, kiedy próbowała utrzymać prosto parasol.

 

– Nic jej się nie stało?

 

– N-nie wiem – westchnęła Emily. Wbiła gniewny wzrok w Spencer. 

– Patrz, jak leziesz.
 

– Przecież nie chciałam się poślizgnąć! – Spencer wpatrywała się 

w twarz Madison. W głowie wciąż słyszała to trzaśnięcie. Czy szyja 
Madison przekrzywiła się pod nienaturalnym kątem?
 

W oddali rozległ się sygnał karetki. Dziewczyny spojrzały po sobie 

z przerażeniem, a potem przyspieszyły kroku. Aria otworzyła drzwi po 
stronie kierowcy. W stacyjce nadal był kluczyk, a lewy migacz pulsował 
miarowo. Hanna, Spencer i Emily odsunęły na bok poduszkę powietrzną 
i posadziły Madison na siedzeniu obitym jasną skórą. Jej ciało przesunęło 
się w lewo. Nadal miała zamknięte oczy i twarz pozbawioną wyrazu.
 

– Może powinnyśmy zostać? – jęknęła Emily.

 

– Nie! – krzyknęła Hanna. – A jeśli zrobiłyśmy jej krzywdę? Tylko 

się pogrążymy!
 

Syrena wyła coraz głośniej.

 

– Szybko!

 

Hanna wzięła swoją torebkę z tylnego siedzenia i zatrzasnęła drzwi 

background image

po stronie kierowcy. Spencer zamknęła drzwi po stronie pasażera. Wspięły 
się na wzgórze i wsiadły do samochodu Arii akurat w chwili, kiedy karetka 
wjechała na górę. Emily wsiadła do auta ostatnia.
 

– Jedź! – wrzasnęła Hanna.

 

Aria wcisnęła kluczyk do stacyjki swojego subaru i samochód, 

prychając, obudził się do życia. Szybko ruszyła i odjechała.
 

– O Boże, o Boże – łkała Emily.

 

– Szybciej – warknęła Spencer, patrząc przez tylną szybę na wirujące 

światła na dachu ambulansu. Dwóch sanitariuszy wyskoczyło z karetki 
i ostrożnie zeszło po zboczu wzgórza. – Nie mogą nas zobaczyć.
 

Hanna odwróciła się i spojrzała przez okno. Kłębiły się w niej 

sprzeczne uczucia. Na pewno odczuwała ulgę. Ale żal zaciskał się jej jak 
pętla wokół szyi. Czy przenosząc Madison, zrobiły jej krzywdę? Co tam 
właściwie się stało?
 

Powoli zaczęły opadać z niej emocje. Zasłoniła twarz dłońmi, czując, 

jak do oczu napływają jej łzy. Emily i Aria też się rozpłakały.
 

– Przestańcie, dziewczyny – warknęła Spencer, choć po jej 

policzkach także płynęły łzy. – Pogotowie się nią zajmie. Nic jej nie 
będzie.
 

– A jeśli coś jej się stało!? – zawołała Aria. – Jeżeli przez nas 

dostanie paraliżu?
 

– Chciałam jej tylko pomóc i odwieźć ją do domu! – jęknęła Hanna.

 

– Wiemy. – Emily ją przytuliła. – Wiemy.

 

Kiedy subaru jechało krętą drogą, wszystkie myślały o tym samym: 

„Na szczęście nikt się o tym nie dowie”. Żadna jednak nie ośmieliła się 
powiedzieć tego na głos. Wypadek zdarzył się z dala od głównej drogi. 
Uciekły z miejsca wypadku, zanim ktoś je zobaczył.
 

Były bezpieczne.

 

 

 

 

Dziewczyny niecierpliwie czekały na medialne doniesienia 

o wypadku. Już wyobrażały sobie te nagłówki: „SAMOCHÓD ZJECHAŁ 
ZE ZBOCZA PRZY REEDS LANE”. W artykułach pisano by o dużej 
ilości alkoholu we krwi dziewczyny za kierownicą i o zniszczeniu 
samochodu. Ale o czym jeszcze pisaliby dziennikarze? A jeśli Madison 
rzeczywiście została sparaliżowana? A jeśli pamiętała, że to nie ona 
prowadziła i że to dziewczyny ją przeniosły?
 

Cały następny dzień spędziły przed telewizorem, co chwila 

background image

sprawdzały w telefonach internetowe wiadomości i na wszelki wypadek 
nie wyłączały radia. Ale oczekiwane wieści nie nadeszły.
 

Minął dzień, potem kolejny. Nadal nic. Jakby wypadek nigdy się nie 

zdarzył. Trzeciego ranka Hanna wsiadła do samochodu i powoli pojechała 
na Reeds Lane, zastanawiając się, czy nie wymyśliła sobie tego 
wszystkiego. Ale nie, zobaczyła wgniecioną barierę ochronną. W błocie 
pozostały ślady kół. W lesie na ściółce widać było kilka odłamków szkła.
 

– Może jej rodzina tak się wstydziła tego, co się stało, że poprosiła 

policję, by nie nagłaśniano sprawy – zastanawiała się Spencer, kiedy 
Hanna zadzwoniła do niej, zaniepokojona brakiem wiadomości 
o wypadku. – Pamiętasz Nadine Rupert, koleżankę Melissy? Którejś nocy 
upiła się i wjechała samochodem w drzewo. Nic jej się nie stało, a rodzina 
ubłagała policję, żeby wypadek pozostał tajemnicą. Nadine przez miesiąc 
nie chodziła do szkoły, bo musiała iść na odwyk, ale wszystkim 
opowiadała, że była w sanatorium. Kiedyś jednak znowu się upiła 
i powiedziała Melissie całą prawdę.
 

– Chciałabym tylko wiedzieć, że nic jej się nie stało – szepnęła 

Hanna.
 

– Wiem – powiedziała Spencer zatroskanym głosem. – Zadzwońmy 

do szpitala.
 

Z drugiej linii zadzwoniły do szpitala, ale Hanna nie znała nazwiska 

Madison, więc pielęgniarki nie chciały udzielić jej żadnych informacji. 
Hanna rozłączyła się, patrząc w dal. Potem weszła na stronę internetową 
Uniwersytetu Pensylwanii, licząc na to, że znajdzie tam nazwisko 
Madison. Ale na drugim roku było tyle dziewczyn o tym imieniu, że nie 
dałaby rady sprawdzić wszystkich.
 

Czy poczułaby się lepiej, gdyby się przyznała do tego, co zrobiła? 

Przecież nawet gdyby wyjaśniła, że drugi samochód wyrósł jak spod ziemi 
i zepchnął ją z drogi, nikt by jej nie uwierzył. Uznaliby, że była równie 
pijana jak Madison. Policjanci nie doceniliby jej szczerości, tylko 
natychmiast wsadzili ją za kratki. Od razu by się domyślili, że Hanna nie 
mogła sama przenieść Madison i że musiała poprosić o pomoc 
przyjaciółki. One też miałyby kłopoty.
 

„Przestań o tym myśleć – skarciła się w duchu Hanna. – Jej rodzina 

chce to ukryć, a ty powinnaś wziąć z nich przykład”. Pojechała do centrum 
handlowego. Potem opalała się nad brzegiem basenu w klubie golfowym. 
Unikała swojej przyrodniej siostry Kate. Została druhną na weselu taty 
i Isabel, ubrana w ohydną zieloną sukienkę. Wreszcie uwolniła się od 
myśli o Madison i wypadku, które prześladowały ją w każdej sekundzie. 

background image

Przecież to nie ona go spowodowała i Madison najprawdopodobniej nic 
się nie stało. Zresztą i tak nie znała tej dziewczyny i była pewna, że nigdy 
więcej jej nie spotka.
 

Hanna nie wiedziała jednak, że Madison przyjaźniła się z osobą, 

którą wszystkie dobrze znały i która ich szczerze nienawidziła. Gdyby ta 
osoba się dowiedziała, co zrobiły, rozpętałaby piekło na ziemi. Zemściłaby 
się. Nie cofnęłaby się nawet przed torturami. Stałaby się kimś, kogo 
wszystkie cztery bały się najbardziej na świecie.
 

Nowym – i o wiele bardziej przerażającym – A.

 

background image

 1

 MIEJCIE SIĘ NA BACZNOŚCI, KŁAMCZUCHY

 

 

 

Pewnego wietrznego poranka pod koniec marca Spencer Hastings 

zajrzała do kufra vintage od Louisa Vuittona, leżącego na jej wielkim 
łóżku. Upchnęła w nim mnóstwo rzeczy na nadchodzący Rejs Ekologiczny 
Rosewood Day po Karaibach, czyli rodzaj zielonej szkoły, poświęconej 
głównie problemom ochrony środowiska. Ten kufer od dawna należał do 
rodziny i zawsze przynosił szczęście podróżnym. Kiedyś używała go 
Regina Hastings, praprababcia Spencer. Regina zarezerwowała bilet 
pierwszej klasy na „Titanica”, ale potem postanowiła zostać 
w Southampton jeszcze parę tygodni i popłynąć do Nowego Jorku 
następnym parowcem.
 

Kiedy Spencer rzuciła na stos ubrań kolejną tubkę kremu do 

opalania, jej telefon zadźwięczał. Na ekranie pojawiło się okienko 
z wiadomością od Reefera Fredericksa: „Hej, koleżanko, co porabiasz?”.
 

Spencer znalazła numer Reefera w kontaktach i wybrała go.

 

– Pakuję się na wycieczkę – powiedziała, kiedy tylko odebrał. – 

A ty?
 

– Próbuję zebrać wszystko w ostatniej chwili – odparł Reefer. – Ale 

jestem załamany. Nie mogę znaleźć kąpielówek.
 

– Błagam, nie ściemniaj – żartowała z niego Spencer, owijając 

kosmyk miodowozłotych włosów wokół palca. – Nigdy nie miałeś 
kąpielówek.
 

– Punkt dla ciebie – zaśmiał się Reefer. – Na serio nie mogę ich 

znaleźć.
 

Serce Spencer zabiło szybciej, gdy wyobraziła sobie Reefera 

w kąpielówkach. Nawet w podkoszulku wyglądał na świetnie 
zbudowanego. Jego szkoła też wybierała się w ten rejs, razem z kilkoma 
innymi prywatnymi szkołami ze stanów sąsiadujących z Pensylwanią.
 

Poznała Reefera kilka tygodni temu, w czasie kolacji dla osób 

przyjętych do Princeton podczas pierwszej rekrutacji. W pierwszej chwili 
wcale jej się nie spodobał jego hipisowsko-ćpuński styl. Ostatecznie 

background image

stwierdziła jednak, że spotkanie go było jedyną pozytywną konsekwencją 
tego katastrofalnego weekendu na kampusie, gdy poznała starszych od 
siebie studentów.
 

Od kiedy wróciła do Rosewood, często pisali do siebie SMS-y 

i dzwonili. Bardzo często. W czasie maratonu filmowego z serialem Dr. 
Who
 na BBC America dzwonili do siebie w czasie przerw na reklamy, 
żeby pogadać o przedziwnych kosmitach, antagonistach głównego 
bohatera. Spencer opowiedziała Reeferowi o zespole Mumford & Sons 
i spodobał mu się, a ona dzięki niemu poznała Grateful Dead, Phish i inne 
jamowe grupy. I zanim się obejrzała, była w nim zakochana po uszy. Był 
zabawny, inteligentny, a co najważniejsze, nic nie wytrącało go 
z równowagi. Każda rozmowa z nim działała na nią jak masaż gorącymi 
kamieniami – właśnie takiego faceta Spencer teraz potrzebowała.
 

Miała nadzieję, że w czasie rejsu zaiskrzy między nimi. Górny 

pokład statku wycieczkowego wydawał się idealną scenerią dla 
pierwszego pocałunku na tle zachodu słońca w tropikach. A może po raz 
pierwszy pocałują się pod wodą. Oboje zamierzali zapisać się na zajęcia 
z nurkowania. Może będą pływali wokół jaskraworóżowej rafy koralowej 
i nagle ich dłonie zetkną się pod wodą, a oni wypłyną na powierzchnię, 
ściągną maski i wtedy...
 

Reefer zakaszlał do słuchawki, a Spencer się zaczerwieniła, jakby 

wypowiedziała na głos swoje myśli. Właściwie nie była pewna, co Reefer 
o niej myślał. W Princeton trochę z nią flirtował, ale doskonale wiedziała, 
że tak samo traktuje wszystkie dziewczyny.
 

Nagle dostrzegła napis na ekranie telewizora: „ŚMIERĆ NA 

JAMAJCE. ROZPOCZYNA SIĘ ŚLEDZTWO W SPRAWIE 
ZAMORDOWANEJ DZIEWCZYNY”. Na ekranie pojawiło się zdjęcie 
znajomej blondynki, a pod nim nazwisko: „TABITHA CLARK”.
 

– Hm, Reefer, muszę lecieć – powiedziała nagle Spencer.

 

Na ekranie pojawił się siwowłosy mężczyzna o surowym spojrzeniu. 

U dołu ekranu widniał napis: „MICHAEL PAULSON, FBI”.
 

– Staramy się połączyć wszystkie elementy układanki, żeby poznać 

przyczynę śmierci panny Clark – powiedział zgromadzonym reporterom. – 
Jak się okazuje, panna Clark podróżowała po Jamajce sama, ale próbujemy 
się dowiedzieć, gdzie była w dniu śmierci i kogo spotkała.
 

Potem w wiadomościach nadano krótki reportaż na temat 

morderstwa w Fishtown. Radosne, kolorowe ubrania wakacyjne, równo 
poukładane w kufrze, nagle zaczęły wyglądać perwersyjnie 
i niedorzecznie. Uśmiechające się słoneczko na tubie z kremem do 

background image

opalania wydawało się drwić ze Spencer. Poczuła się idiotycznie, 
wyjeżdżając na wycieczkę w tropiki, tak jakby nic się nie stało. A przecież 
się stało. Zabiła z zimną krwią i policja mogła ją dopaść w każdej chwili.
 

Od kiedy Spencer i jej przyjaciółki uświadomiły sobie, że zabiły 

Tabithę Clark, a nie prawdziwą Alison DiLaurentis, jak im się początkowo 
zdawało, Spencer żyła w stanie ciągłego napięcia. Początkowo policja 
uważała, że Tabitha utonęła przypadkowo, ale teraz już wiedziała, że ją 
zamordowano. Zresztą, nie tylko policja tak uważała.
 

Dziewczyny wiedziały, że A. również zna prawdę.

 

Spencer nie miała pojęcia, kto nękał je jako A., niestrudzony 

prześladowca, który wysyłał im SMS-y i wiedział wszystko o ich życiu. 
Najpierw wydawało im się, że to Prawdziwa Ali, która mogła przeżyć 
upadek z tarasu hotelowego, a teraz je ścigała. Potem jednak policja 
zidentyfikowała zwłoki i okazało się, że to Tabitha Clark. Poza tym 
dziewczyny uznały, że Ali nie mogła przeżyć pożaru w Pocono. 
Wprawdzie nie znaleziono jej szczątków, lecz kiedy dom eksplodował, 
była wewnątrz. Wbrew temu, w co święcie wierzyła Emily, Ali nie mogła 
wyjść z domu.
 

Potem myślały, że A. to Kelsey Pierce, którą Spencer wrobiła 

w posiadanie narkotyków zeszłego lata. Podejrzewały ją nie tylko dlatego, 
że przez Spencer trafiła do poprawczaka – Kelsey, tak jak one, spędziła 
ferie wiosenne na Jamajce.
 

Ale znowu zabrnęły w ślepą uliczkę. Potem wydawało im się, że A. 

to Gayle Riggs, kobieta, której Emily obiecała oddać swoje dziecko, lecz 
nie dotrzymała przyrzeczenia. Okazało się, że Gayle to macocha Tabithy. 
Ta teoria również okazała się błędna, kiedy Gayle zginęła, zastrzelona na 
podjeździe przed swoim domem. Dziewczyny wpadły w jeszcze większą 
paranoję, bo były pewne, że zginęła z ręki Nowego A.
 

To je w równym stopniu zdumiało i przeraziło. Czy Gayle wiedziała 

coś, czego nie powinna? A może to Spencer i jej przyjaciółki miały zginąć 
z ręki A.? Ich prześladowca wiedział o nich wszystko. Dostały od niego 
nie tylko zdjęcia, na których rozmawiały z Tabithą w czasie kolacji, 
w wieczór jej śmierci, lecz także fotografie zmasakrowanego ciała 
leżącego na piasku. Wyglądało to tak, jakby ktoś czekał na plaży, 
zaczajony z aparatem, przewidując upadek, zanim się wydarzył. Miał 
miejsce jeszcze jeden dziwny zbieg okoliczności. Okazało się, że Tabitha 
była pacjentką Zacisza Addison-Stevens, szpitala dla umysłowo chorych, 
w tym samym czasie, kiedy była tam Prawdziwa Ali. Czy się przyjaźniły? 
Czy to dlatego na Jamajce Tabitha do złudzenia przypominała im Ali?

background image

 

Telefon Spencer zadźwięczał ponownie, aż podskoczyła ze strachu. 

Na ekranie pojawił się napis: „Aria”.
 

Spencer odebrała.

 

– Oglądasz wiadomości? – spytała.

 

– Tak. – W głosie Arii słychać było poruszenie. – Emily i Hanna też 

są na linii.
 

– Dziewczyny, i co my teraz zrobimy? – zapytała Hanna Marin 

wysokim głosem. – Powinnyśmy powiedzieć glinom, że byłyśmy wtedy 
w kurorcie, czy lepiej siedzieć cicho? Ale jak nic nie powiemy, a potem 
ktoś doniesie na policję, że spędziłyśmy tam ferie wiosenne, to będziemy 
wyglądały na winne, prawda?
 

– Uspokój się. – Spencer rzuciła okiem na telewizor.

 

Na ekranie pojawił się ojciec Tabithy i mąż Gayle w jednej osobie. 

Wyglądał na wykończonego. Nic dziwnego. W ciągu jednego roku 
zamordowano jego córkę i żonę.
 

– Może po prostu powinnyśmy zgłosić się na policję – powiedziała 

Aria.
 

– Zwariowałaś? – wyszeptała Emily.

 

– No dobra, może to ja powinnam się zgłosić – wycofała się Aria. – 

Przecież to ja ją popchnęłam, a to czyni mnie najbardziej winną.
 

– Bredzisz – odparła szybko Spencer, zniżając głos. – Wszystkie to 

zrobiłyśmy, nie tylko ty. I nikt nie idzie na policję, okej?
 

Kątem oka dostrzegła jakiś ruch przed domem, ale kiedy podeszła do 

okna, nie zauważyła niczego podejrzanego. Narzeczony jej mamy pan 
Pennythistle zaparkował swojego olbrzymiego SUV-a na podjeździe. 
Nowa lokatorka domu po przeciwnej stronie ulicy, niegdyś należącego do 
Cavanaughów, klęcząc, plewiła ogródek. Po lewej stronie Spencer 
zobaczyła okno dawnej sypialni Alison DiLaurentis. Kiedy Ali jeszcze tam 
mieszkała, różowe zasłony były zawsze rozsunięte. Nowa mieszkanka 
pokoju Maya St. Germain szczelnie zamykała drewniane okiennice.
 

Spencer usiadła na łóżku.

 

– Może to bez znaczenia, że policja się dowiedziała, że Tabithę 

zamordowano. I tak nie powiążą nas z jej śmiercią.
 

– Chyba że A. puści farbę – zauważyła Emily. – Kto wie, do czego 

ten ktoś jest zdolny. A. może nas oskarżyć nie tylko o zamordowanie 
Tabithy, lecz także o zabójstwo Gayle. Byłyśmy na miejscu zbrodni.
 

– Dostałyście jakieś wiadomości od A.? – zapytała Aria. – To 

dziwne, że się nie odzywa od pogrzebu Gayle.
 

Uroczystość odbyła się tydzień temu.

background image

 

– Ja nie – odparła Spencer.

 

– Ja też nie – powiedziała Emily.

 

– Założę się, że planuje kolejny atak. – W głosie Hanny słychać było 

zdenerwowanie.
 

– Musimy temu zapobiec – rzekła Spencer.

 

Hanna prychnęła.

 

– Niby jak?

 

Spencer podeszła do łóżka i nerwowo przesuwała palcem po złotym 

zapięciu kufra. Nie miała pojęcia, jak odpowiedzieć na to pytanie. Ten, kto 
podawał się za Nowego A., był najwyraźniej szaleńcem. Jak można 
przewidzieć kolejny krok wariata?
 

– Gayle została zamordowana przez A. – powiedziała Spencer po 

chwili. – Kiedy się dowiemy, kim jest A., możemy iść na policję.
 

– Jasne, a potem A. się na nas zemści i powie o nas glinom – 

zauważyła Hanna.
 

– Może policja nie uwierzy mordercy – rzekła Spencer.

 

– Ale przecież A. ma zdjęcia – syknęła Aria.

 

– Nie jesteśmy na nich tylko my – odparła Spencer. – Zresztą, jak 

poznamy prawdziwą tożsamość A., może znajdziemy je i skasujemy.
 

Aria westchnęła ciężko.

 

– Brzmi pięknie, gdybyśmy tylko były jak James Bond. Na razie nie 

wiemy nawet, kim jest A.
 

– Bardzo dobrze, że jedziemy na tę wycieczkę – powiedziała Hanna 

po chwili. – To nam da trochę czasu do namysłu.
 

– Naprawdę myślisz, że A. się od nas odczepi? – spytała 

z niedowierzaniem Aria.
 

Hanna wzięła głęboki oddech.

 

– Uważasz, że A. też z nami pojedzie?

 

– Mam nadzieję, że nie – powiedziała Aria. – Ale nie dałabym sobie 

za to uciąć ręki.
 

– Ja też nie – zgodziła się z nią Spencer.

 

Jej także przyszło do głowy, że A. dostanie się na pokład statku. Na 

samą myśl o tym, że będą uwięzione na środku oceanu z psychopatą, krew 
krzepła jej w żyłach.
 

– Jak się czujecie, wracając na Karaiby? – zapytała nerwowo Emily. 

– Mnie się wydaje, że to... przywoła niektóre wspomnienia.
 

Aria westchnęła ciężko.

 

– Przynajmniej nie jedziemy na Jamajkę – powiedziała Hanna.

 

Statek miał zacumować na St. Martin, w Puerto Rico i na 

background image

Bermudach.
 

Spencer zamknęła oczy i przypomniała sobie, ile radości sprawiła im 

początkowo zeszłoroczna wycieczka na Jamajkę. Chciały zostawić daleko 
za sobą Prawdziwą Ali, nienawistne wiadomości, które od niej dostawały, 
i pożar w domku w górach Pocono, który nieomal kosztował je życie. 
Spakowały bikini, podkoszulki i ten sam krem do opalania Neutrogena, 
który przed chwilą Spencer wrzuciła do kufra. W ich sercach zakiełkowała 
nadzieja. „Wszystko się skończyło – myślała wtedy. – Od teraz moje życie 
będzie wspaniałe”.
 

Spojrzała na budzik stojący na nocnym stoliku.

 

– Dziewczyny, dochodzi dziesiąta. Musimy kończyć.

 

Miały stawić się na przystani w Newark w stanie New Jersey tuż po 

dwunastej.
 

– Cholera – zaklęła Hanna.

 

– Do zobaczenia za chwilę – powiedziała Aria.

 

Wszystkie się rozłączyły. Spencer wrzuciła telefon do swojej 

płóciennej torby, zawiesiła ją na ramieniu i postawiła kufer na podstawce 
z kółkami. Kiedy stanęła w drzwiach, znów zauważyła jakiś ruch za 
oknem.
 

Podeszła do szyby i spojrzała na podwórze przed domem 

DiLaurentisów. W pierwszej chwili wydawało się jej, że wszystko 
wygląda normalnie. Nie zauważyła nikogo na kortach tenisowych 
wybudowanych na miejscu zrobionych do połowy fundamentów, 
w których robotnicy znaleźli ciało Courtney DiLaurentis. Drewniane 
okiennice w dawnej sypialni Ali nadal były zamknięte. Wielopoziomowy 
taras na tyłach domu, gdzie dziewczyny uwielbiały przesiadywać, 
plotkować i obgadywać chłopaków, został uprzątnięty z liści. Nagle coś 
dostrzegła: pośrodku podwórka DiLaurentisów leżało dziecinne koło 
ratunkowe w czerwono-białe pasy. Wyglądało jak wielki cukierek 
wieszany na choince. Wzdłuż krawędzi biegł napis wykonany czcionką jak 
ze starego manuskryptu albo z listu od piratów: „UMARLI NIE 
OPOWIADAJĄ HISTORII”.
 

Spencer poczuła gorycz w gardle. Choć w pobliżu nikogo nie było, 

nadal wydawało się jej, że to koło to wiadomość dla niej od A. Ten ktoś 
zdawał się mówić: „Lepiej dobrze się trzymaj tego koła, bo być może już 
wkrótce wylądujesz za burtą”.
 

background image

 2

 EMILY I JEJ MAŁA SYRENKA

 

 

 

Do przystani w Newark wiodła zwyczajna, dwupasmowa autostrada, 

wzdłuż której mieściły się kompleksy biurowe, stacje benzynowe 
i obskurne bary. Ale kiedy tata Emily Fields skręcił w lewo i dojechał do 
wybrzeża, niebo otworzyło się aż po horyzont, w powietrzu rozszedł się 
zapach soli, a olbrzymi statek wycieczkowy „Duma Mórz” wyrósł przed 
nimi jak gigantyczny, wielopoziomowy tort weselny.
 

– Fantastyczny – zachwyciła się Emily.

 

Statek miał kilkaset metrów długości i niezliczone okrągłe okienka 

w burcie. W broszurze informacyjnej Emily przeczytała, że na statku 
znajdował się teatr, kasyno, siłownia z dziewiętnastoma bieżniami, studio 
jogi, salon fryzjerski, spa, trzynaście restauracji, jedenaście barów, ściana 
do wspinaczki i basen ze sztuczną falą.
 

Pan Fields zatrzymał samochód na parkingu, przy wielkim namiocie 

z transparentem: „PASAŻEROWIE, ODPRAWA TUTAJ!”. W kolejce 
stało około trzydziestu uczniów liceum z walizkami i torbami. Kiedy pan 
Fields wyłączył silnik, siedział przez chwilę, patrząc przed siebie. Na 
niebie krążyły mewy. Dwie dziewczyny pisnęły radośnie na swój widok.
 

Emily chrząknęła, bo zrobiło się jej nieswojo.

 

– Dzięki, że mnie podrzuciłeś.

 

Pan Fields odwrócił się i wbił wzrok w Emily. Miał stalowe, 

lodowate spojrzenie, a dwie półkoliste bruzdy wokół jego ust wyglądały 
jak wielki nawias.
 

– Tato. – Emily poczuła skurcz żołądka. – Możemy porozmawiać?

 

Pan Fields zacisnął zęby i odwrócił wzrok. Pogłośnił radio. Przez 

drugą połowę drogi słuchali stacji z wiadomościami z Nowego Jorku. 
Teraz reporter opowiadał o kimś, kogo nazywano Nastoletnią Złodziejką 
i kto rano zbiegł z aresztu w New Jersey.
 

– Panna Katherine DeLong może być uzbrojona i niebezpieczna – 

mówił reporter. – A teraz pogoda...
 

Emily przyciszyła radio.

background image

 

– Tato?

 

Ale ojciec traktował ją jak powietrze. Emily drżała dolna warga. 

W zeszłym tygodniu nie wytrzymała i przyznała się rodzicom, że w czasie 
wakacji urodziła dziecko, które natychmiast oddała do adopcji. Pominęła 
kilka drastycznych szczegółów, jak choćby przyjęcie pieniędzy od Gayle 
Riggs, milionerki, która chciała kupić od niej dziecko. Nie wspomniała 
o tym, że kiedy zmieniła zdanie i oddała Gayle pieniądze, wiadomość o jej 
postępku dotarła do A. Opowiedziała im jednak wystarczająco dużo. 
Wyznała, że ukrywała się u Carolyn w akademiku w Filadelfii w czasie 
ostatniego trymestru, że chodziła do ginekologa w mieście i zapłaciła za 
cesarkę w szpitalu Jeffersona.
 

Mama Emily, słuchając całej historii, nawet nie mrugnęła okiem. 

Kiedy Emily skończyła, pani Fields napiła się herbaty i podziękowała 
córce za szczerość. A nawet zapytała ją, jak się czuje.
 

Emily kamień spadł z serca. Mama zachowywała się normalnie, 

całkiem w porządku!
 

– Jakoś daję sobie radę. Dziecko trafiło do świetnej rodziny. 

Widziałam je kilka dni temu. Dali jej na imię Violet. Teraz ma siedem 
miesięcy.
 

Nagle zadrżał mięsień w szczęce pani Fields.

 

– Siedem miesięcy?

 

– Tak – odparła Emily. – Uśmiecha się. I macha rączką. Bakerowie 

są wspaniałymi rodzicami.
 

Nagle, jak za naciśnięciem guzika, do mamy Emily dotarła groza 

sytuacji. Mimowolnie chwyciła dłoń męża, jakby stanęli na krze pośrodku 
rzeki. Pisnęła, zerwała się na równe nogi i pobiegła do łazienki.
 

Pan Fields siedział przez chwilę jak skamieniały. Potem spojrzał na 

Emily.
 

– Powiedziałaś, że twoja siostra też o tym wiedziała?

 

– Tak, ale błagam, nie wściekajcie się na nią – cicho poprosiła Emily.

 

Od tego dnia mama Emily prawie nie wychodziła ze swojego pokoju. 

Pan Fields zajmował się domem, gotował kolacje, robił pranie i podpisał 
zgodę na udział Emily w rejsie. Kiedy Emily próbowała porozmawiać 
z nim na temat swojego dziecka, milczał jak zaklęty. Z mamą z kolei nie 
było jak rozmawiać. Gdy tylko Emily próbowała się zbliżyć do sypialni 
rodziców, tata wyrastał jak spod ziemi, jak wściekły pies obronny, 
i odganiał ją.
 

Emily nie wiedziała, co robić. Wolałaby, żeby rodzice wysłali ją do 

poprawczaka albo do krewnych z Iowa, fanatyków religijnych, jak zrobili 

background image

kiedyś, gdy się na nią wściekli. Może nie powinna zdradzać rodzicom 
swojej tajemnicy, ale wolała, żeby dowiedzieli się o tym od niej, a nie od 
kogoś innego, na przykład od Nowego A. Policja w Rosewood też o tym 
wiedziała, podobnie jak Isaac, ojciec dziecka, a także pan Clark, mąż 
Gayle.
 

Co zdumiewające, wiadomość o dziecku wcale nie obiegła 

Rosewood Day, ale to nie miało dla Emily żadnego znaczenia. I tak czuła 
się jak wyklęta. Na dodatek dwa tygodnie temu była świadkiem zabójstwa, 
a teraz policja wszczęła śledztwo w sprawie Tabithy, więc ostatnio Emily 
z trudem nad sobą panowała. Poza tym w tej chwili mocniej niż 
kiedykolwiek była przekonana, że A. to Prawdziwa Ali, która przeżyła 
pożar w Pocono, wydostała się z domu i zamierzała się rozprawić 
z dawnymi przyjaciółkami raz na zawsze. Prawdziwa Ali wrobiła Kelsey 
Pierce i sprawiła, że Emily o mało jej nie zabiła w Kamieniołomach 
Topielca. Potem, gdy podejrzewały, że A. to Gayle, Gayle została 
zastrzelona. Emily zadrżała. Co miała teraz robić?
 

Wycie syreny statku wyrwało ją z zamyślenia.

 

– Chyba muszę iść – powiedziała cicho, znowu spoglądając na tatę. – 

Dzięki, że, hm, pozwoliliście mi pojechać, mimo wszystko.
 

Pan Fields napił się wody z butelki.

 

– Podziękuj nauczycielowi, który wytypował cię do stypendium. 

I ojcu Flemingowi. Ja uważam, że nigdzie nie powinnaś jechać.
 

Emily ściskała w dłoniach czapeczkę bejsbolową z emblematem 

Uniwersytetu Północnej Karoliny. Jej rodzice nie mieli pieniędzy, żeby 
wysyłać swoje dzieci na kosztowne wycieczki klasowe, ale Emily 
przyznano stypendium dzięki doskonałym wynikom z botaniki. Kiedy 
rodzice dowiedzieli się o dziecku, pan Fields poszedł do ojca Fleminga, 
ich powiernika i kapłana, żeby zapytać, czy powinni pozwolić córce na 
wyjazd. Ojciec Fleming poradził im, żeby się zgodzili, bo dzięki temu 
zyskają czas, by przemyśleć to, co się stało, i ustalić jakieś stanowisko.
 

Emily mogła tylko otworzyć drzwi, wziąć torby i pójść do namiotu, 

gdzie dokonywano odprawy. Ledwie uszła trzy kroki, a jej tata już włączył 
silnik i odjechał w kierunku autostrady, nie czekając nawet z innymi 
rodzicami, aż statek wypłynie z portu. Zacisnęła powieki, powstrzymując 
łzy.
 

Kiedy stanęła w kolejce, podszedł do niej dwudziestokilkuletni 

chłopak w czerwonych okularach przeciwsłonecznych w kształcie 
gwiazdek.
 

– Mam cię na oku! – powiedział, grożąc jej palcem.

background image

 

Emily stanęła przed oczami twarz Tabithy.

 

– C-co? – zapytała zachrypniętym głosem.

 

– Wyglądasz na dziewczynę, która skrycie uwielbia Cirque du Soleil! 

– Chłopak wyciągnął do niej rękę. – Mam na imię Jeremy. W tym 
tygodniu jestem kierownikiem tego rejsu. Może chciałabyś gościnnie 
wystąpić w premierowym przedstawieniu Cirque du Soleil dziś 
wieczorem? Chcemy godnie rozpocząć nasz ekologiczny rejs i dajemy 
przedstawienie na temat Matki Ziemi.
 

Kilka osób patrzyło na nich, uśmiechając się.

 

– Chyba jednak nie – wymamrotała Emily i ruszyła pospiesznie 

przed siebie.
 

Pokazała paszport dziewczynie kierującej odprawą i dostała klucz do 

kajuty, kupony na obiad, menu na każdy dzień oraz mapkę statku. 
Otrzymała też broszurę, w której opisano rozmaite lekcje, zajęcia, 
seminaria, spotkania grupowe i propozycje prac społecznych. Uczniowie 
mieli obowiązek wziąć udział w jednych punktowanych zajęciach i zgłosić 
się do pracy na rzecz społeczności: pomóc w sprzątaniu, gotowaniu, 
planowaniu imprez albo zająć się olbrzymim akwarium pełnym ryb 
należących do zagrożonych gatunków. O przydzieleniu do prac 
decydowała kolejność zgłoszeń. Emily jeszcze nie wiedziała, jakie zajęcia 
wybrać, więc szybko przebiegła wzrokiem listę. Były na niej takie 
pozycje, jak: „Bezpieczne badanie raf koralowych”, „Poszukiwanie 
zatopionego (eko)skarbu” i „Czyszczenie basenów pływowych z kajaka”. 
Wybrała kurs o nazwie „Obserwacja ptaków karaibskich”.
 

Wsiadła do windy, która miała ją zawieźć do kajuty. Zespół calypso 

grał głośno na górnym pokładzie, bas dudnił donośnie w ścianach. Kilka 
dziewczyn rozmawiało o jakimś fantastycznym barze na St. Martin, 
o którym słyszały wiele dobrego. Dwóch chłopaków rozmawiało 
o pływaniu na desce z żaglem w Puerto Rico. Wszyscy mieli na sobie 
szorty i japonki, choć na zewnątrz było tylko siedem stopni.
 

Emily zazdrościła im tego beztroskiego nastroju. Nie potrafiła 

zmusić się do uśmiechu. Myślała tylko o pustych oczach mamy, 
o karcącym spojrzeniu taty, o nienawiści w ich sercach. O agencie FBI 
w porannych wiadomościach. O zwłokach Gayle. O twarzy Tabithy, kiedy 
zdała sobie sprawę, że spada z tarasu. O A. czającym się w mroku 
z szyderczym uśmiechem i już knującym kolejną intrygę.
 

Pomyślała też o Ali, o Prawdziwej Ali i o Ich Ali. Przez cały czas 

Emily skrywała sekret. W górach Pocono dziewczyny uciekły z domu tuż 
przed eksplozją, a Prawdziwa Ali została w środku. Jej przyjaciółki nie 

background image

wiedziały jednak, że Emily zostawiła uchylone drzwi domku, żeby 
Prawdziwa Ali też mogła uciec. Powiedziała im, że zamknęła je na klucz. 
Lecz kiedy policja nie znalazła ciała Ali, Emily zrozumiała, że ich 
prześladowczyni wydostała się na zewnątrz i przeżyła.
 

Przez wiele, wiele miesięcy Emily miała nadzieję, że Prawdziwa Ali 

oprzytomnieje i przeprosi je za to, co im zrobiła jako A. Emily oczywiście 
od razu by jej wybaczyła. Przecież kochała Ali. Obie Ali. I całowała się 
z nimi obiema – z Ich Ali w domku na drzewie w siódmej klasie, 
a z Prawdziwą Ali w zeszłym roku.
 

To jednak się zdarzyło, zanim Prawdziwa Ali wciągnęła w swoje 

machinacje córkę Emily. W niektórych wiadomościach od A. znalazły się 
groźby pod adresem Violet. Dopiero wtedy Emily zdała sobie sprawę, że 
Prawdziwa Ali przekroczyła wszelkie granice. Prawdziwa Ali miała 
w nosie Emily i z pewnością nie zamierzała starać się o pojednanie. Była 
po prostu... zła. Niemal natychmiast cała nadzieja i miłość Emily 
wyparowały, pozostawiając w jej sercu wielką dziurę.
 

Rozległ się gong windy, a głos z automatu oznajmił, że znalazła się 

na tarasie widokowym. Grupka osób maszerowała do swoich pokojów 
długim korytarzem wyłożonym drogim dywanem. Emily nie chciała się 
z nimi tłoczyć, więc ruszyła w stronę rozsuwanych szklanych drzwi 
prowadzących na małe patio z widokiem na ocean. Wyszła na zewnątrz 
i wciągnęła do płuc zimne powietrze.
 

Nad jej głową krzyczały mewy. W oddali słychać było samochody 

jadące autostradą. Na falach unosiła się biała piana, a siedem pięter niżej 
kołysała się szalupa ratunkowa. Emily usłyszała, że ktoś kaszle, i się 
odwróciła. Dziewczyna o oliwkowej skórze i długich kasztanowych 
włosach stała po drugiej stronie tarasu. Miała ciemne okulary, białą 
sukienkę z dzianiny i baletki obszyte biało-różową wstążeczką.
 

Emily zaniemówiła. Dziewczyna wyglądała tak spokojnie 

i eterycznie, że równie dobrze mogłaby być duchem. Lecz nagle 
nieznajoma odwróciła się i uśmiechnęła.
 

– Hej.

 

– Och! – westchnęła Emily, robiąc krok w tył. – Przestraszyłaś mnie. 

Wzięłam cię za ducha.
 

Kąciki ust dziewczyny uniosły się.

 

– Często widujesz zjawy?

 

– Żadna nie wyglądała tak jak ty – palnęła Emily i natychmiast 

zamilkła. Dlaczego w ogóle to powiedziała?
 

Dziewczyna uniosła brwi. Potem podeszła do Emily. Z bliska widać 

background image

było dołeczki w jej policzkach. Jej hipnotyzujące zielone oczy błyszczały, 
a ona pachniała tak mocno jaśminem, że Emily trochę zakręciło się 
w głowie.
 

– Może jestem duchem – wyszeptała dziewczyna. – Albo syreną. 

Przecież jesteśmy na morzu.
 

Później dotknęła koniuszka nosa Emily, odwróciła się i zniknęła za 

rozsuwanymi drzwiami. Emily pozostała w obłoku jaśminowego zapachu 
z otwartymi ustami. Czuła mrowienie koniuszka nosa. Nie wiedziała, co 
się właśnie stało, ale na pewno jej się to podobało. Przez jedną ulotną 
sekundę ten duch – a może syrena, nie wiadomo – sprawił, że zapomniała 
o wszystkim, co złe w jej życiu.

background image

 3

 DOBRANA PARA ZAWSZE IDZIE NA KOMPROMIS

 

 

 

– Witamy na targach kursów i prac społecznych – powiedział do Arii 

Montgomery i jej chłopaka Noela Kahna jakiś facet o włosach w kolorze 
piasku, kiedy weszli do pokładowego kasyna. – Pewnie nie możecie 
uwierzyć, że tu jest tak fajnie!
 

– Hm, no faktycznie – powiedział Noel, spoglądając ostrożnie na 

faceta.
 

– Tu jest genialnie! – zachwycał się ich rozmówca.

 

Aria była prawie pewna, że jako sześciolatka miała takie same 

okulary w kształcie gwiazdek. Chłopak stał o wiele za blisko, kiedy z nimi 
rozmawiał.
 

– Mam na imię Jeremy. W tym tygodniu jestem kierownikiem rejsu – 

mówił dalej. – I będziemy się bawić, bawić, bawić! Oferujemy najlepsze 
przedstawienia na morzu i występy najśmieszniejszego komika Lou 
Wagabundy. Będziecie się śmiali i nauczycie się, jak uratować planetę! – 
Wprowadził ich do środka. – Przejdźcie się! Poznajcie nowych przyjaciół! 
I nie zapomnijcie się zapisać na jakieś zajęcia i prace społeczne!
 

Aria się rozejrzała. Wokół stało mnóstwo brzęczących fliperów, 

obitych zielonym filcem stolików do pokera i blackjacka oraz 
zakrzywiony marmurowy bar. Lecz za barem nie stała ani jedna butelka 
z alkoholem, na stolikach nie było też kart, a kiedy Noel nacisnął przycisk 
na jednym z fliperów, pojawiła się informacja: „SPRÓBUJ PÓŹNIEJ”.
 

Noel spojrzał na kobietę z obsługi rejsu, która była ubrana w biały 

kostium i miała usta pomalowane błyszczykiem.
 

– Można tu zagrać?

 

– Och, tak, ale tylko w te wieczory, kiedy otwieramy kasyno! – 

Twarz kobiety była bez wyrazu, jak u lalki Barbie. – Tylko że nie wygrywa 
się tu prawdziwych pieniędzy. Dostaje się takie śliczne żetony z malutkim 
delfinem, które można zabrać do domu na pamiątkę! Robią je kobiety 
z pewnego plemienia w RPA z wełny pochodzącej w stu procentach 
z recyklingu!

background image

 

Noel zmarszczył nos. Aria szturchnęła go w żebra.

 

– To chyba dobrze, że nie możemy używać prawdziwych pieniędzy? 

Pamiętasz, jak raz graliśmy w blackjacka i próbowałeś liczyć karty? 
Złoiłam ci skórę.
 

– Wcale nie – oburzył się Noel.

 

– Ależ tak!

 

– Cóż, domagam się rewanżu. Nawet jeśli mam grać żetonami 

z delfinem z recyklingu. – Kącik ust Noela powędrował do góry.
 

Aria uśmiechnęła się, cała szczęśliwa. Czuła się wspaniale, bo po raz 

kolejny nawiązała dobry kontakt z Noelem. Ostatnio często się kłócili, 
najpierw dlatego że Aria podejrzewała, że Noel zakochał się w Klaudii, 
Fince, która przyjechała do Ameryki w ramach szkolnej wymiany 
i mieszkała z rodziną Kahnów. Na szczęście Klaudia nie miała 
odpowiedniej wizy i nie mogła wyruszyć z nimi w rejs. Potem Aria 
odkryła sekret ojca Noela, co zrodziło jeszcze więcej problemów między 
nimi. Lecz w końcu się pogodzili i teraz układało im się wspaniale.
 

Weszli głębiej do kasyna, zaglądając na stanowiska oferujące 

rozmaite zajęcia w czasie rejsu. Proponowano tam piesze wycieczki, 
zwiedzanie muzeów w portowych miastach i obowiązkowe zajęcia na 
punkty, na przykład „Zainstaluj w samochodzie napęd kukurydziany”.
 

Noel nagle ścisnął ramię Arii.

 

– Nie masz nic przeciwko temu, że rano poszedłem na lekcję 

surfingu? – zapytał.
 

– Oczywiście, że nie – odparła Aria bardzo dojrzale.

 

Kilka godzin temu statek odbił od brzegu i Noel prawie natychmiast 

zostawił Arię, żeby popływać na desce z instruktorem, zawodowym 
surferem, w basenie ze sztuczną falą. Teraz cały pachniał chlorem i miał 
trochę zapuchnięte oczy, jak zawsze kiedy wracał z ciężkiego treningu.
 

– Daj spokój. Powiedz prawdę – nalegał Noel.

 

Aria westchnęła.

 

– No dobra, może byłam troszeczkę rozczarowana, że nie 

spędziliśmy pierwszych godzin rejsu razem. Szczególnie kiedy statek 
wypłynął z zatoki. Z głośników puścili wtedy Somewhere Over the 
Rainbow
! To było takie romantyczne i słodkie. Ale przecież spędzimy 
razem mnóstwo czasu.
 

– Oczywiście. – Noel objął dłońmi twarz Arii. – Wiesz, naprawdę 

bardzo się cieszę, że postanowiliśmy zawsze mówić sobie prawdę.
 

– Ja też – powiedziała Aria, ale zaczęła nerwowo obracać w palcach 

sznureczki przy swojej marynarskiej bluzce.

background image

 

Razem z Noelem próbowali być z sobą absolutnie szczerzy. Kiedy 

Aria nie chciała po raz kolejny oglądać Gry o tron na HBO, powiedziała 
o tym. Kiedy zaś Noel bardzo, ale to bardzo chciał jechać do McDonalda 
zamiast do jednej z ulubionych wegańskich restauracji Arii, nie krył się 
z tym.
 

To było bardzo wyzwalające, lecz Aria czasami czuła się jak 

oszustka, bo nadal nie wyjawiła mu żadnego ze swoich wielkich sekretów. 
Ani słowem nie wspomniała o tym, co się stało na Islandii zeszłego lata. 
Prawdę znała tylko jedna osoba. Noel nie wiedział też, że w mieście 
znowu grasuje A. ani że ona i jej przyjaciółki zrobiły coś strasznego na 
Jamajce.
 

Co gorsza, teraz uznano śmierć Tabithy za morderstwo i Noel nagle 

zainteresował się tą historią. Kilka dni temu, kiedy siedzieli w salonie 
w jego domu, na ekranie telewizora nagle pojawił się raport CNN na temat 
Tabithy. Noel zatrzymał obraz i przyjrzał się zdjęciu blondynki.
 

– Naprawdę wygląda znajomo – szepnął.

 

Aria szybko zmieniła kanał, ale czuła, że Noel usilnie próbuje sobie 

coś przypomnieć. Zauważył Tabithę w czasie wycieczki na Jamajkę. 
W każdej chwili mógł skojarzyć fakty. A gdyby to się stało, powiedziałby 
policji o wszystkim, co zapamiętał z wycieczki. Powiedziałby też, że Aria 
była z nim na Jamajce, a wtedy zostałaby wzięta w krzyżowy ogień pytań.
 

Kiedy rozmawiała przez telefon z dziewczynami, wspomniała o tym, 

co kłębiło się jej w głowie przez cały tydzień. Chciała sama pójść na 
policję. Z jednej strony poczułaby ulgę, nie musiałaby już niczego 
ukrywać. Z drugiej – jej życie ległoby w gruzach. Czy naprawdę tego 
chciała?
 

Miała nadzieję, że wykorzysta rejs, żeby dogłębnie się zastanowić 

nad tym pytaniem, ale martwiło ją śledztwo rozpoczęte przez policję. 
A jeśli policja rozwiąże zagadkę, zanim Aria podejmie decyzję? A jeśli A. 
dostarczy im jakiejś wskazówki, o której ani ona, ani jej przyjaciółki nie 
miały pojęcia? Aria wolałaby opowiedzieć swoją wersję zdarzeń, wolałaby 
sama podjąć tę decyzję, czuła jednak, że ma coraz mniej czasu.
 

Teraz minęli kilka stanowisk, na których można było zapisać się na 

warsztaty pisania noweli, zajęcia z garncarstwa i na ekowycieczkę 
sponsorowaną przez Greenpeace. Nagle Aria zauważyła znak z napisem: 
„POSZUKIWANIE SKARBÓW!”. Obok wisiały zdjęcia nastolatków 
idących po śladach, zjeżdżających po linie i wędrujących przez las 
tropikalny. „ODKRYJ WYSPĘ!”, głosił napis. „ZRÓB COŚ DLA 
ŚRODOWISKA! WYGRAJ WIELKĄ NAGRODĘ!”

background image

 

– Ale fajne.

 

Aria wzięła ulotkę. Pulchna blondynka z plakietką z imieniem 

„GRETCHEN” podeszła do niej z szerokim uśmiechem na piegowatej 
twarzy.
 

– Zainteresowana? – zapytała. – My podajemy wskazówki, które 

wyznaczają twoją trasę zwiedzania trzech wysp. Trzeba trochę poczytać, 
bo to zajęcia punktowane. Ale zapowiada się niezła zabawa.
 

– Brzmi wspaniale.

 

Aria już sobie wyobrażała, jak szuka wskazówek z Noelem i razem 

zwiedzają wyspę. Ale kiedy chciała go zapytać, co o tym myśli, zobaczyła, 
że Noel stoi przy sąsiednim stoliku i rozmawia z jakimś chłopakiem 
o skórze czerwonej od nadmiaru opalania. Nad głową spalonego słońcem 
chłopaka wisiał transparent z napisem: „ZOSTAŃ MISTRZEM 
SURFINGU W SIEDEM DNI”. Co zdumiewające, to też były zajęcia na 
punkty, odpowiednik wychowania fizycznego w czasie rejsu.
 

– Chłopie, jasne, że się zapisuję – powiedział podekscytowany Noel, 

chwytając pióro z kubka, na którym był narysowany surfer.
 

– Noel, zaczekaj. – Aria złapała go za ramię. – Popatrz, moglibyśmy 

razem świetnie się bawić. – Pokazała na transparent zapowiadający 
poszukiwanie skarbów.
 

Noel zmarszczył czoło.

 

– Lepiej posurfujmy.

 

Aria spojrzała na obsługującego stoisko chłopaka, który wyglądał na 

instruktora.
 

– Mogę wziąć udział w kursie, jeśli jestem nie najlepszym 

pływakiem?
 

Chłopak zmarszczył piegowaty nos.

 

– A umiesz pływać kraulem?

 

– Tylko pieskiem – odparła radośnie.

 

Tak naprawdę nigdy nie opanowała żadnego stylu pływania. Kiedy 

była mała, wolała poświęcać czas na inne zajęcia. Nawet skakanie z klifów 
na Jamajce napawało ją okropnym lękiem. Zawsze kazała Emily pływać 
nieopodal miejsca, w którym skakała, żeby w razie czego przyjaciółka 
mogła ruszyć jej na ratunek.
 

Instruktor spojrzał na nią sceptycznie.

 

– Surferzy muszą nieraz przepłynąć przez bardzo wysokie fale. 

Chyba nie dasz sobie rady.
 

Noel wyglądał na zrozpaczonego. Aria dotknęła jego ramienia.

 

– Weź udział w tym kursie.

background image

 

– Nie! – odparł szybko.

 

– Nie ma sprawy. – Aria ścisnęła jego dłoń. – Co z tego, że nie 

będziemy robić tego samego? Możemy zgłosić się do tych samych prac 
społecznych. Albo spotykać się między zajęciami.
 

– Na pewno? – W głosie Noela słychać było wahanie.

 

– No jasne. – Aria pocałowała go w czubek nosa. – Chcę, żebyśmy 

oboje świetnie się bawili.
 

Noel objął ją ramionami i podniósł w górę.

 

– Jesteś najsłodszą osobą na świecie.

 

Postawił ją na podłodze i przez chwilę Aria była w siódmym niebie. 

Ale nagle poczuła mrowienie na karku i zdała sobie sprawę, że ktoś na nią 
patrzy. Rozejrzała się w tłumie, spojrzała na stanowiska i migające 
automaty do gry. Nad pustym stolikiem zobaczyła transparent: „CHROŃ 
MORZE. OCAL PLANETĘ. ŻYJ PEŁNIĄ ŻYCIA”. Za nim poruszył się 
jakiś cień, a potem z trzaskiem zamknęły się drzwi oznaczone napisem: 
„TYLKO DLA PERSONELU”. Serce Arii biło jak szalone, gdy 
wpatrywała się w drzwi, czekając, że ten ktoś wróci do pomieszczenia.
 

Drzwi się nie otworzyły, lecz wśród brzęczenia automatów do gry, 

pokrzykiwań kierowników zajęć i rozmów wszystkich ludzi stłoczonych 
w pomieszczeniu rozległ się cichy, mrożący krew w żyłach chichot. Arii 
serce podeszło do gardła. Być może powinna zignorować ten śmiech, ale 
miała nieodparte wrażenie, że w pobliżu czai się ktoś bardzo jej 
nieprzyjazny.
 

.

 

background image

 4

 WITAJ, WSPÓŁLOKATORKO!

 

 

 

Nieco później, wieczorem, Hanna Marin siedziała ze swoim 

chłopakiem Mikiem Montgomerym na obitej pluszem kanapie we włoskiej 
restauracji Blask Księżyca, na górnym pokładzie statku. Nad ich głowami 
świeciły jasno gwiazdy, a lekka, pachnąca solą bryza od czasu do czasu 
gasiła rozstawione wszędzie świeczki. Kelnerzy lawirowali między 
stolikami, roznosząc wielkie sałatki z organicznych warzyw, pieczonego 
kurczaka w ziołach i najlepsze frytki z organicznych ziemniaków, jakie 
Hanna kiedykolwiek jadła. Zespół reggae grał piosenkę Boba Marleya, 
a muzycy mieli na sobie stroje w kwieciste wzory.
 

Kiedy piosenka dobiegła końca, za mikrofon chwycił kierownik 

rejsu. Hanna zaczęła go nazywać Straszny Jeremy, bo zawsze stawał 
bardzo blisko osoby, z którą rozmawiał, a z twarzy nigdy nie znikał mu 
uśmiech, tak jakby był wytatuowany.
 

– Fantastycznie grają, prawda? Ale jeśli uważasz, że masz większy 

talent, możesz pokazać swoje umiejętności w czasie naszej wersji Idola 
w niedzielę wieczorem! Już teraz zacznij pracować nad swoim występem! 
Pierwsza nagroda to skuter Vespa!
 

Mike założył ręce na piersi.

 

– Razem z Noelem zaśpiewamy piosenkę hiphopową.

 

Hanna popatrzyła na niego jak na wariata.

 

– Zamierzasz występować w konkursie talentów?

 

Mike wzruszył ramionami.

 

– Nie słyszałaś? Pierwsza nagroda to skuter. Razem z Noelem 

ułożyliśmy na Jamajce kilka czadowych zwrotek.
 

Hanna o mało nie udławiła się frytką. Nie miała najmniejszej ochoty 

na wspominanie Jamajki. A dziś jak na złość wszystko przypominało jej 
o tamtej fatalnej wycieczce: sztuczny truskawkowy zapach sprayu do 
opalania, marka soku pomarańczowego sprzedawanego w jednej 
z kawiarni i napis na podkoszulku jakiegoś chłopaka: „SZALEŃSTWO 
NA JAMAJCE!”. Za dwa dni miała się odbyć tematyczna impreza 

background image

jamajska, co było pozbawione sensu, bo wcale nie płynęli na Jamajkę.
 

Wzięła następną frytkę, postanawiając nie myśleć o Jamajce w czasie 

tej wycieczki. Ani o żadnym z tych cholernych wydarzeń, które ostatnio 
miały miejsce. Na przykład o tym, że w zeszłym tygodniu była świadkiem 
morderstwa. No tak, i jeszcze o tym, że to ona miała zginąć. I że policja 
o mało się nie dowiedziała, co zrobiły Tabicie. Co by się wtedy stało? Jej 
rodzinę rozerwano by na strzępy. Kampania wyborcza taty ległaby 
w gruzach. A Hanna resztę życia spędziłaby w więzieniu.
 

James Freed, przyjaciel Mike’a, stanął przy ich stoliku.

 

– Cześć, stary. – Usiadł na jednym z krzeseł. – Słyszałeś 

o dziewczynach z katolickiej szkoły, które tutaj przyjechały? Są BOMBA! 
– powiedział z zachwytem. – I ponoć lubią się dobrze zabawić.
 

– Cześć, James. – Hanna popatrzyła na niego wymownie, 

przypominając mu, że to ona jest dziewczyną Mike’a.
 

James obrzucił Hannę obojętnym spojrzeniem.

 

– Cześć – powiedział i zwrócił się znowu do Mike’a. – Na 

niektórych plażach na St. Martin można się opalać nago. Chcesz mi pomóc 
przekonać te katoliczki, żeby wybrały się z nami na wycieczkę?
 

– No jasne. – Mike o mało nie zaczął się ślinić.

 

Hanna uszczypnęła go w ramię.

 

– Po moim trupie!

 

– Przecież żartuję – powiedział Mike szybko i przysunął się do niej. 

– Chyba że masz ochotę na trójkąt.
 

Hanna znowu go uszczypnęła. Potem odrzuciła na plecy kosmyk 

rudobrązowych włosów i spojrzała na Jamesa.
 

– O jakich szkołach katolickich mówisz?

 

James znowu popatrzył na Hannę tak, jakby była jedną z natrętnych 

końskich much, które obsiadły statek, gdy wypływał z portu.
 

– Nie wiem. Villa... coś tam.

 

– Villa Louisa? – rzuciła Hanna.

 

– Chyba tak. – James zmrużył oczy. – A co, ty też chciałabyś je 

podglądać?
 

Hanna zacisnęła pięść tak mocno, że paznokcie wbiły się jej w dłoń.

 

– Bardzo śmieszne. – Dwa tygodnie temu odbiła Mike’a Colleen 

Bebris, dziewczynie, o której on teraz mówił jako o „jednej wielkiej 
pomyłce”. Niestety, cała szkoła za sprawą A. obejrzała kompromitujący 
Hannę filmik wideo, który pokazywał, jak próbowała znaleźć jakieś brudy 
na temat Colleen. Choć Mike zapomniał już o tym nagraniu, koledzy ze 
szkoły nie puścili tego w niepamięć. Dziewczyny z Rosewood Day 

background image

i z kilku innych prywatnych szkół, chichocząc, szturchały się łokciami, 
gdy Hanna wchodziła rano na pokład statku. Kiedy rano wybrała się na 
grupowe zajęcia na rowerach stacjonarnych, jakaś bynajmniej nie 
najszczuplejsza i nie najpiękniejsza dziewczyna ze szkoły kwakrów 
szybko postawiła butelkę z wodą na siodełku pustego roweru 
i powiedziała, że to miejsce jest zajęte. Hanna czuła się tak, jakby miała na 
plecach przyklejoną kartkę z napisem: „FRAJERKA” i nie zdawała sobie 
z tego sprawy.
 

Hanna słyszała o dziewczynach ze szkoły Villa Louisa, ale nigdy ich 

nie spotkała. W innych szkołach nazywano je Goryle z Villi. Paradowały 
po centrum handlowym King James w kraciastych swetrach 
i podkolanówkach, udając niesamowicie seksowne, niegrzeczne 
dziewczynki, i robiły maślane oczy do każdego wolnego (i zajętego) 
faceta. Wszystkie były szczupłymi blondynkami, a plotka głosiła, że 
posiadały spore rozeznanie w sprawach łóżkowych. Każdy miał na ten 
temat swoją teorię. Ponoć woda święcona, którą kazały im pić zakonnice, 
zawierała starożytny afrodyzjak. Nosiły mundurki dopasowane we 
właściwych miejscach. Wszystkie miały bardzo surowych rodziców, 
którzy zabraniali im nawet rozmawiać z chłopakami, i wszystkie wprost 
nie mogły się doczekać, żeby pogadać z jakimś facetem. Jak się okazało, 
Kate, przyrodnia siostra Hanny, znała kilka dziewczyn z tej szkoły. Ale 
Kate, zamiast pojechać na rejs, została w domu, żeby zrealizować projekt 
charytatywny ze swoim chłopakiem Seanem Ackardem.
 

– Hej! – Mike z podekscytowaniem szturchnął Hannę. – Może 

mieszkasz w jednej kajucie z dziewczyną ze szkoły Villa Louisa?
 

– Wtedy nigdy bym cię nie wpuściła do mojego pokoju – 

zażartowała Hanna.
 

Ale trochę ją to zmartwiło. W czasie rejsu każdemu wybierano 

współlokatora na chybił trafił. Jeremy chwalił się, że osobiście wyciąga 
nazwiska z kapelusza kapitana. Przed wejściem na statek nikt nie wiedział, 
z kim zamieszka w pokoju. Kiedy Hanna zostawiała rano bagaż w kajucie, 
nie spotkała swojej towarzyszki podróży.
 

Przerażała ją myśl, że może zamieszkać z Gorylem z Villi. Hanna nie 

zniosłaby tak ostrej konkurencji w swoim pokoju. I tak wydawało się jej, 
że stąpa po cienkim lodzie, zadając się ze stęsknionym popularności 
Mikiem, nie wspominając o wszystkich docinkach, którymi ją co chwila 
częstowano.
 

Mike i James zmienili temat. Już nie rozmawiali o dziewczynach 

z Villi, tylko o kilku kradzieżach, które zgłoszono od rana.

background image

 

– Nie giną iPady ani telefony komórkowe, tylko zupełnie 

bezwartościowe rzeczy, szampony albo skarpetki – powiedział James.
 

– Oj, stary, muszę chyba schować moje bokserki – zażartował Mike.

 

James wyciągnął piersiówkę z torby.

 

– Chcesz trochę? – zapytał, podając alkohol Mike’owi, ale nie 

Hannie.
 

Odkręcił nakrętkę i w powietrzu uniósł się zapach świeżo 

wyciśniętych limonek.
 

Hanna napawała się cytrusowym aromatem margarity. To był jeden 

z jej ulubionych zapachów, choć nie wąchała go od wieków. Nagle wróciło 
do niej wspomnienie ostatniego razu, kiedy go czuła. Wiązało się ono 
z jeszcze jednym sekretem, który skrywała i który dotyczył Madison 
i zeszłego lata.
 

Tamtego dnia brała udział w wiecu politycznym z udziałem 

wyborców popierających pana Marina. Kampania taty jeszcze nie nabrała 
rozpędu, ale musiał się spotykać z potencjalnymi sponsorami, żeby 
uścisnąć im rękę i prosić o wsparcie finansowe. Potem, kiedy tata poszedł 
na elegancką kolację do hotelu Four Seasons, Hanna wybrała się na spacer 
po South Street, żeby zgubić się w tłumie turystów. Choć była bardzo 
podekscytowana tym, że jej tata startuje w wyborach, tajemnica z ferii 
wiosennych bardzo jej ciążyła. A jeśli ktoś się o tym dowiedział?
 

Zauważyła, że ktoś się do niej uśmiecha z bocznej uliczki, 

i zobaczyła bardzo atrakcyjnego chłopaka przed barem The Cabana. 
Wyglądał na uroczego i słodkiego studenta, który od czasu do czasu lubi 
nieźle się zabawić.
 

– Teraz podają drinki za pół ceny – powiedział, pokazując na bar. – 

Chodź na happy hour.
 

– Hm, mam chłopaka – odparła szybko Hanna.

 

Jeden kącik ust chłopaka powędrował w górę.

 

– Jestem tu barmanem i właśnie mam przerwę. Nie próbowałem cię 

poderwać.
 

Hanna zajrzała do baru. To nie było miejsce w jej stylu – w oknie 

wisiał stary rozkład meczów drużyny bejsbolowej Phillies, przed drzwiami 
leżała wycieraczka w kształcie nagiej dziewczyny, a ze środka dochodził 
zapach stęchłego piwa i papierosów. Ale w tyle, w rogu, stała zabytkowa 
szafa grająca, z której dochodziły stare przeboje country. Hanna miała 
ochotę usiąść w ciemności i przez chwilę nie myśleć. Poza tym wyglądało 
to na miejsce, do którego nie mógł zawitać żaden pracownik kampanii taty, 
więc nie zostałaby tutaj przyłapana.

background image

 

Dlatego weszła do środka za chłopakiem. Kilkoro podchmielonych 

kobiet i mężczyzn piło piwo przy barze, a z tyłu dwóch facetów bez 
większego zaangażowania grało w lotki.
 

Barman, który zwabił ją do środka, zajął teraz miejsce za kontuarem.

 

– Tak w ogóle, to mam na imię Jackson – powiedział. – Co ci podać?

 

Hanna nie miała ochoty na alkohol, poprosiła jednak o margaritę. 

Kiedy wciągnęła słodki zapach syropu, ktoś zawołał z drugiego końca 
baru:
 

– Uważaj! To bardzo mocne.

 

To była szczupła dziewczyna, ledwie kilka lat starsza od Hanny, 

z wielkimi, niebieskimi oczami i wysokimi kośćmi policzkowymi. Miała 
posturę sportsmenki, dość szerokie ramiona, świeżo wypeelingowaną 
twarz i zawiązany wysoko blond kucyk. Skinęła głową w stronę drinka 
Hanny.
 

– Doprawdy, Jackson powinien cię ostrzec.

 

Hanna znowu polizała palce.

 

– Dzięki. Zapamiętam.

 

Dziewczyna wzięła swojego drinka, wstała i zajęła miejsce obok 

Hanny.
 

– Jest ładniutki.

 

Hanna wzruszyła ramionami.

 

– Wygląda jak członek osady kajakowej. Nie mój typ.

 

Dziewczyna sączyła swojego drinka.

 

– Rzucam ci wyzwanie. Zaproponuj mu, żeby wypił z nami szota.

 

– Chyba się nie skuszę – odparła szybko Hanna. Nie miała ochoty na 

imprezowanie.
 

Dziewczyna przekrzywiła głowę.

 

– Czyżby kogoś obleciał strach?

 

Hanna cała się spięła. Ali kiedyś rzucała wyzwania Hannie, Emily, 

Arii i Spencer, żeby robiły rzeczy, na które nie miały ochoty. A gdy 
odmówiły, nabijała się z nich, że się boją. Zawsze umiała sprawić, żeby 
poczuły się jak frajerki.
 

– No dobra.

 

Hanna przywołała Jacksona i zamówiła trzy szoty z sokiem 

cytrynowym, w tym jednego dla niego. Barman i dziewczyna wypili do 
dna, ale Hanna wylała swój alkohol na podłogę, kiedy odwrócili wzrok.
 

Dziewczyna niedbale otarła usta i posłała Hannie pełen podziwu 

uśmiech.
 

– Jak ci na imię?

background image

 

– Olivia – odparła Hanna, wymieniając pierwsze imię, które przyszło 

jej do głowy.
 

To było imię organizatorki ślubu jej taty i Isabel. Rozmawiała z nią 

wcześniej tego dnia.
 

– A ja jestem Madison. – Dziewczyna podniosła pusty kieliszek po 

szocie. – Zamierzam po raz ostatni się zabawić, zanim wrócę na uczelnię. 
Dostałam oficjalne ostrzeżenie od władz uniwersytetu za nadużywanie 
alkoholu i jak się zorientują, że wypiłam choć łyczek, to wpadną w szał. 
A ty gdzie się uczysz?
 

– W Temple.

 

Znowu zmyśliła tę odpowiedź na poczekaniu. W następnym 

tygodniu Emily zaczynała szkołę letnią na Uniwersytecie Temple.
 

Madison zadała Hannie jeszcze kilka pytań. Hanna powiedziała, że 

jest biegaczką przełajową, że chce być prawniczką i że mieszka 
w Yarmouth, które leżało niedaleko Rosewood. Tak dobrze się poczuła, 
gdy na chwilę mogła wejść w skórę kogoś innego. Ta fikcyjna Olivia nie 
miała dwóch przyjaciółek, które chciały ją zabić, na jej życie nie nastawała 
banda prześladowców. Prowadziła godne pozazdroszczenia, proste życie. 
Jedyne, co miała z nią wspólnego, to wycieczka do Rejkiawiku na Islandii, 
dokąd wybierała się wkrótce z Arią, Noelem i Mikiem.
 

– To tam można palić trawę na ulicy? – zapytała podekscytowana 

Madison.
 

Hanna pokręciła głową.

 

– Nie, to w Amsterdamie.

 

Madison wyglądała na rozczarowaną. Wyznała Hannie, że mieszka 

w okolicy, ale nie powiedziała dokładnie gdzie. Najpierw przekonywała, 
że się cieszy, że jesienią wraca do szkoły, ale z każdym kolejnym drinkiem 
jej entuzjazm wydawał się coraz bardziej wymuszony i udawany.
 

Po godzinie Madison zaczęła agresywnie flirtować z każdym 

facetem w barze, szczególnie z Jacksonem, który, jak twierdziła, robił 
zakupy w sklepie, gdzie pracowała. Wreszcie zaczęła bełkotać, rozrzucać 
rzeczy i rozlała na barze szóstego drinka. Kiedy Hanna pobiegła po 
serwetki, Jackson zebrał puste szklanki. Hanna chciała go prosić, żeby 
przestał podawać alkohol Madison, pijanej w sztok.
 

– Idziemy na małą przerwę, ale wkrótce wrócimy! – krzyknął 

perkusista do mikrofonu, wyrywając Hannę z krainy wspomnień.
 

Rozejrzała się. Talerz po frytkach stał pusty. James już poszedł, 

a Mike bawił się telefonem. Hanna zacisnęła zęby, wkurzona, że w ogóle 
myślała o Madison. Przecież przed chwilą postanowiła, że nie będzie 

background image

rozpamiętywać wszystkich okropnych wydarzeń z przeszłości.
 

– Nadal nie mam zasięgu – narzekał Mike, uderzając w klawiaturę. – 

Co będzie, jak przez całą wycieczkę go nie złapię?
 

– Załoga ostrzegała, że w czasie rejsu z zasięgiem bywa różnie – 

przypomniała mu Hanna. – Poza tym do czego ci teraz potrzebny telefon? 
Piszesz potajemnie SMS-y do dziewczyn z Villi?
 

– Nigdy – powiedział Mike, wstając z miejsca. – Idę rozpakować 

walizkę. Spotkamy się potem w twoim pokoju? – W jego oczach pojawił 
się zalotny błysk.
 

– Dobra, ale tylko pod warunkiem, że nie mieszkam z dziewczyną 

z Villi – odparła Hanna. – Dam ci znać.
 

Potem poszła do swojej kajuty, która mieściła się dwa pokłady niżej. 

Przeszła przez labirynt korytarzy. W drodze zauważyła Zeldę Millings, 
fajną dziewczynę z Doringbell Friends, która zawsze zjawiała się na 
przyjęciach u Noela Kahna.
 

– Hej, Zelda! – zawołała Hanna.

 

Zelda spojrzała na nią, prychnęła pogardliwie i udawała, że 

rozmawia przez telefon. Hanna rozejrzała się, przerażona, że ktoś to 
zauważył.
 

Kiedy wsunęła kartę magnetyczną do zamka i otworzyła drzwi, 

zobaczyła pokój w zupełnie innym stanie, niż gdy z niego wychodziła. 
Ktoś zapalił wyłączone przez nią wcześniej światła, a telewizor grał na 
cały regulator.
 

– Jest tu kto!? – zawołała ostrożnie Hanna, rozglądając się.

 

Ktoś położył walizkę na drugim łóżku. Na podłodze walała się para 

żółtych, obcisłych dżinsów. Na materacu leżał jedwabny szalik, kilka 
podkoszulków w rozmiarze XS i para espadryli. Hanna rozejrzała się po 
pokoju. Nie zauważyła nigdzie kraciastego mundurka z katolickiej szkoły. 
Doskonale.
 

– Jest tu kto? – powtórzyła, tym razem trochę bardziej radośnie.

 

W drzwiach na balkon stanęła jakaś postać.

 

– Hanna?

 

Hanna dopiero po chwili zobaczyła, że stoi przed nią dziewczyna 

o długich i chudych rękach i nogach, jasnych blond włosach i chłodnych, 
niebieskich oczach, spowita obłokiem perfum Kate Spade Twirl. Na taką 
niespodziankę Hanna nie była przygotowana.
 

– Och – westchnęła, bo zupełnie ją zatkało.

 

To nie była dziewczyna z Villi, tylko Naomi Zeigler.

 

Przygotowała się, że z ust Naomi padnie jakaś obelga pod adresem 

background image

Hanny, że jej rywalka zacznie ją wyśmiewać za podglądanie Colleen. Albo 
jęknie i wyjdzie z kajuty, rozczarowana, że wylądowała w jednym pokoju 
z Hanną, największą frajerką na całym statku.
 

Ale wbrew jej obawom na ustach Naomi pojawił się przyjazny 

uśmiech.
 

– Och, dzięki Bogu – powiedziała, oddychając z ulgą. – Tak się 

bałam, że utknę tu z kimś w typie Chassey Bledsoe! – Podeszła do Hanny 
i wzięła ją pod nerwowo podkurczone ramię. – Tak się cieszę, że tu jesteś 
– powiedziała radośnie. Ścisnęła ramię Hanny. – Muszę z kimś 
poimprezować. Co ty na to?
 

Hanna oblizała wargi. Miała ochotę zapytać Naomi, gdzie się 

podziewa jej najlepsza kumpelka Riley Wolfe, ale zdała sobie sprawę, że 
do tej pory nie zauważyła jej na statku. Może w ogóle nie wybrała się na 
wycieczkę.
 

Spojrzała na swoje odbicie w lustrze nad biurkiem. Brązowe włosy 

opadały jej luźno na plecy, pryszcze na czole nagle zniknęły, a jej ramiona 
wyglądały na szczupłe i kształtne, bynajmniej nie napompowane od 
ciągłego zajadania stresu. I choć była pewna, że Naomi się do niej 
przylepiła z braku innych przyjaciółek na pokładzie, nie pamiętała, kiedy 
ostatnio jakaś popularna dziewczyna błagała ją o dotrzymanie jej 
towarzystwa. A ta propozycja wydawała się jej tym bardziej atrakcyjna, że 
wszyscy wciąż plotkowali o jej szpiegowskich wyczynach. Z Naomi przy 
boku natychmiast mogła znowu zostać królową ula. A przecież tego od 
zawsze pragnęła.
 

„Jestem Hanna Marin i jestem fantastyczna”, mawiała, kiedy jeszcze 

przyjaźniła się z Moną. No dobra, może ostatnio nie czuła się aż tak 
fantastycznie, ale na pewno nadal tliła się w niej jakaś iskierka. Odwróciła 
się do Naomi i również ścisnęła jej ramię.
 

– Chodźmy na imprezę.

 
===LUIgTCVLIA5tAm9PeE52Q3RUMF8tQjZXPFMkRSlKMEkiEFA3
WjtSPhBzHHE=

background image

 5

 A SKORO JUŻ MOWA O DZIEWCZYNACH Z VILLI...

 

 

 

O dziesiątej wieczorem Emily stała na pokładzie o nazwie Fiesta 

obok Spencer, Arii i Hanny w czasie balu luau pod hasłem „Witamy 
w raju”. W pasażu handlowym wisiały girlandy pięknie pachnących 
kwiatów. W pomalowanych na jasne kolory donicach rosły palmy. Z sufitu 
świeciły różowe i żółte światła stroboskopowe. Panował tu taki tłok, że 
Emily już tysiąc razy ktoś podeptał stopy. W powietrzu unosił się zapach 
potu, a co kilka sekund rozbłyskał flesz aparatu fotograficznego.
 

– Wspaniale, że wszyscy tak świetnie się bawicie! – zawołał Jeremy 

ze sceny, kiedy DJ puścił piosenkę I’m Sexy and I Know It.
 

Kilka dziewczyn zakrzyknęło w odpowiedzi.

 

Emily patrzyła, jak ruszyły na parkiet, wypatrując wysokiej, 

ciemnowłosej dziewczyny o hipnotyzującym spojrzeniu, Dziewczyny 
Ducha, jak zaczęła ją nazywać. Od ich rozmowy na tarasie myślała tylko 
o niej. Czy wydarzyło się między nimi coś magicznego, czy może tylko to 
sobie wyobraziła? I dlaczego pozwoliła jej odejść, nie pytając nawet o jej 
imię?
 

Spencer, która również patrzyła na tłum, pokazała na stolik po 

drugiej stronie sali.
 

– Może macie ochotę na lody?

 

Patrzyła na ustawione w rogu stoisko, na którym sprzedawano lody. 

Było tam trochę mniej tłoczno niż w innych częściach sali, więc Emily 
i pozostałe dziewczyny poszły tam od razu.
 

Kiedy wzięły szklane pucharki i długie srebrne łyżeczki, Aria 

szturchnęła Emily, spoglądając na kogoś po drugiej stronie sali.
 

– To twoja współlokatorka? – zapytała.

 

Emily spojrzała na tańczący tłum. Przy jednym ze stolików 

królowała wysoka dziewczyna z brązowymi pasemkami w blond włosach, 
w obcisłej czarnej sukience i wysokich czarnych butach. Miała oczy 
w kolorze czekolady, obwiedzione grubą kreską i pomalowane cieniami, 
a jej czerwone usta wampa upodobniały ją trochę do Angeliny Jolie. 

background image

Srebrny krzyż na szyi nadawał jej wygląd świętej, która roztaczała wokół 
siebie nieodparty urok. Siedziało z nią kilka nadętych blondynek, a wokół 
nich tłoczyło się ośmiu facetów, bezwstydnie je podrywając.
 

Emily przewróciła oczami.

 

– Tak.

 

Hanna, która właśnie nabrała skromną porcję lodów waniliowych do 

pucharka, westchnęła.
 

– Mieszkasz w jednej kajucie z Erin Bang Bang?

 

Emily spojrzała na nią jak na wariatkę.

 

– Z kim?

 

– Erin Bang Bang. Ale tak ją nazywają tylko faceci. Chodzi do Villi, 

tej katolickiej szkoły, w której wszyscy mają obsesję na punkcie seksu.
 

– Dziś słyszałam plotkę o tej dziewczynie – powiedziała Spencer, 

zastanawiając się, czy wybrać posypkę czekoladową czy groszki 
w kolorach tęczy. – To ona rzuciła Justina Biebera, bo wydawał się jej 
nudny, prawda?
 

– Noel mi mówił, że ledwie weszła na pokład, już się całowała 

z pokładowym cukiernikiem – włączyła się Aria. – Na jej cześć od razu 
stworzył deser.
 

Hanna się skrzywiła.

 

– Wcale nie jest taka fajna.

 

Emily spojrzała na napisy na pojemnikach z lodami. Wszystkie 

nosiły nazwy godne ekologicznego rejsu, takie jak: „Wanilia bez 
konserwantów”, „Czekolada z czystych upraw”, „Organiczna truskawka” 
i „Ekoorzech łatwy do zgryzienia”. Potem jeszcze raz popatrzyła na Erin.
 

– Dziś po południu weszła do naszej kajuty na minutę, zmierzyła 

mnie spojrzeniem i wyszła – powiedziała z urazą w głosie. – Jakby miała 
pretensje, że musi mieszkać z taką sierotą jak ja.
 

– Ach, Em. – Hanna położyła jej dłoń na ramieniu. – To na pewno 

nie z twojego powodu.
 

– Ja bym chciała mieszkać z tobą – dodała Aria. – A utknęłam 

w jednym pokoju z dziewczyną, która zwariowała na punkcie tego 
konkursu talentów pod koniec wycieczki. Już pracuje nad piosenką, a ma 
okropny głos.
 

Emily uśmiechnęła się do dziewczyn, bo nagle poczuła się lepiej. To 

całe zamieszanie wywołane przez A. miało przynajmniej jeden pozytywny 
aspekt: na nowo zacieśniła więzy z przyjaciółkami.
 

Zbliżyły się do stolika Erin Bang Bang. Dziewczyna siedziała na 

kolanach wysokiego blondyna o wyglądzie rasowego surfera.

background image

 

– Co byś powiedział na odegranie później kilku scen z Titanica? – 

kusiła go głośno i słychać było, że jest już wstawiona.
 

Surfer otworzył szeroko oczy.

 

– A które sceny? „Jestem królem świata”? A może, jak Leo szkicuje 

nagą Kate?
 

– Które tylko chcesz – powiedziała Erin Bang Bang, przesuwając 

palcem po policzku chłopaka. – W twoim pokoju za godzinę?
 

Emily się odwróciła. Jej próba zaprzyjaźnienia się z nową 

współlokatorką spełzła na niczym. Z jakiegoś powodu wydawało się jej, że 
Erin jej unika nie tylko dlatego, że jest zwykłą zdzirą.
 

Spencer wzięła serwetkę ze stojaka.

 

– Zapomnij o niej, Em. Będziemy razem świetnie się bawić. – 

Pokazała na wiszący na ścianie plakat anonsujący konkurs talentów, na 
którym widniały sylwetki ludzi tańczących tak jak w reklamie iPoda. – 
A może razem wystąpimy?
 

Hanna przewróciła oczami.

 

– Czemu wszyscy dostali świra na punkcie tego konkursu? 

Myślałam, że przestaliśmy się interesować takimi bzdurami w okolicach 
czwartej klasy podstawówki.
 

– Daj spokój. – Aria lekko ją szturchnęła. – Możemy razem 

opracować jakąś choreografię.
 

– A może zatańczymy hula? – zaproponowała Emily, wyciskając na 

swoje lody bitą śmietanę. – Włożymy bikini i zrobimy sobie spódniczki 
z trawy.
 

– Świetny pomysł – powiedziała Spencer. – Wystąpisz z nami, czy 

tego chcesz, czy nie.
 

– Fantastycznie. – Hanna przewróciła oczami.

 

Z pucharkami pełnymi lodów przeszły przez tłum do stolika, który 

właśnie się zwolnił. Emily rozsiadła się na obitej pluszem kanapie 
i jeszcze raz rozejrzała się po wielkim pomieszczeniu. Ludzie opierali się 
o balustrady i tłoczyli przy barze. Kiedy zobaczyła skrawek białej 
sukienki, jej serce zabiło trochę szybciej. Dziewczyna Duch? Nagle 
z tłumu wyszła blondynka z włosami spiętymi w krótki kucyk i wielkim 
nosem. Emily zwiesiła głowę rozczarowana.
 

Zaczęła się nowa piosenka, a z głośników popłynął głos Jeremy’ego:

 

– To będzie ostatni numer wieczoru. Mam nadzieję, że świetnie się 

bawiliście, ale pora na sen, bo to najlepsze dla urody!
 

Spencer prychnęła i zasłoniła usta dłonią.

 

– Sen dla urody? Co za dziwak.

background image

 

– Nie wydaje się wam, że to jakiś zboczeniec? – wyszeptała Hanna. 

– Mogłabym przysiąc, że ktoś mnie obserwował przez cały dzień. A kiedy 
tylko się odwrócę, on gdzieś zawsze się kręci.
 

– Jesteś pewna, że to nie A.? – zapytała Aria.

 

– A. nie ma na tym statku – powiedziała z naciskiem Emily. – 

Przecież w czasie odprawy ochrona wszystkim sprawdzała dokumenty.
 

Aria uniosła brew.

 

– A skąd wiesz, czy A. nie ma dowodu osobistego? Hanna ma rację. 

Od kiedy tylko weszłam na pokład, czuję się... dziwnie. Jakby ktoś mnie 
obserwował z ukrycia i chował się, gdy tylko spojrzę w jego kierunku.
 

– Ale... – Emily urwała. Nawet nie chciała myśleć o tym, że gdzieś 

na pokładzie może się czaić A.
 

Rozejrzała się. Za rośliną w donicy przemknął jakiś cień, lecz kiedy 

Emily się odwróciła, żeby zobaczyć, kto to jest, nikogo nie zauważyła. 
James Freed szczerzył zęby do kilku dziewczyn z Pritchard. Phi Templeton 
niosła pucharek pełen lodów do swojego stolika.
 

Kiedy Beyoncé zaczęła śpiewać kolejną zwrotkę swojej piosenki, 

Jeremy chrząknął.
 

– Jeszcze jedno. Nie chcę psuć zabawy, ale z pokoi zginęło kilka 

rzeczy. Pamiętajcie, że nie tolerujemy takiego zachowania. Szanuj Ziemię 
i własność innych ludzi, to hasło znamy wszyscy.
 

Zora-Jean Jaffrey, kujonka z Rosewood Day, którą nazywano Z-J, 

zadzwoniła łyżeczką o pucharek po lodach przy stoliku obok.
 

– Ten złodziej zabrał moją kosmetyczkę! – powiedziała do swoich 

przyjaciółek. – Mama ją dla mnie wyszyła!
 

Kiedy piosenka się skończyła, zapalono światła. Wszyscy ruszyli do 

wyjścia. Spencer nachyliła się do przyjaciółek.
 

– Dziewczyny, jaki mamy plan? Co zrobimy z A.?

 

– Powinnyśmy jeszcze raz zebrać wszystkie wskazówki, które mogą 

nas doprowadzić do A. – Emily wzruszyła ramionami. – To jest ktoś, kto 
wie wszystko, był na Jamajce i w Rosewood. Mam wrażenie, że jesteśmy 
o krok od rozwiązania zagadki, tylko nie potrafimy poskładać do kupy 
wszystkich dowodów.
 

– Uważaj na słowa – powiedziała ostrożnie Aria. – Być może 

faktycznie A. śmieje nam się prosto w nos. Jak któraś z was zobaczy coś 
dziwnego, niech przyśle pozostałym SMS-a, dobra?
 

– No i może powinnyśmy też choć trochę się zabawić. – Spencer 

wytarła usta serwetką. – Nie miałyśmy chwili na złapanie oddechu, od 
kiedy znaleziono ciało Tabithy. Może teraz nadarzy się okazja.

background image

 

– Niezły pomysł – wyszeptała Aria. – Mam nadzieję, że uda mi się 

odprężyć.
 

Hanna wymamrotała pod nosem, że wybiera się na imprezę z Naomi 

Zeigler, swoją współlokatorką.
 

Kiedy Emily wyrzucała serwetkę do kosza, Aria dotknęła jej 

ramienia.
 

– Dasz sobie radę sama?

 

Emily wzruszyła ramionami.

 

– Nic mi nie będzie – powiedziała.

 

„Będę sama, ale poradzę sobie”, dodała w myślach.

 

– Jak będziesz chciała pogadać dziś wieczorem, to zadzwoń. 

Obiecujesz?
 

– Obiecuję. – Emily ją objęła. – Ty też, dobra?

 

– To dotyczy nas wszystkich – powiedziała Spencer.

 

Każda poszła w swoją stronę. Emily wsiadła do zatłoczonej windy 

i pojechała na Pokład Słoneczny. Kiedy winda zatrzymała się na jej 
piętrze, wysiadła i poszła korytarzem, przyglądając się tablicom na 
drzwiach, na których zapisano linki do zabawnych filmików na YouTube 
albo nabazgrano informacje dla kolegów, gdzie i kiedy mają przyjść na 
spotkanie. Gdy stanęła pod drzwiami swojej kajuty, zobaczyła na wiszącej 
na nich tablicy narysowanych kilka serduszek, a obok jedenaście 
wiadomości do Erin, każda podpisana przez innego faceta. Jakiś chłopak 
z dość długimi brązowymi włosami i haczykowatym nosem, w polo 
Lacoste gryzmolił coś, kiedy Emily podeszła. Odsunął się i patrzył, jak 
Emily wsuwa kartę do zamka, a potem wzruszył ramionami.
 

– Masz ochotę wyskoczyć gdzieś wieczorem? – zapytał po chwili.

 

– Hm, nie – odparła Emily, minęła go i zatrzasnęła za sobą drzwi.

 

Jej kajutę urządzono jak pokój dla dziecka, w stylu marynistycznym. 

Na łóżku leżała narzuta w biało-niebieskie pasy, ściany wyłożono 
boazerią, a klosze lamp i uchwyty szuflad w komodzie miały kształt 
kotwicy, miecznika i płaszczki. W łazience paliło się światło, wentylator 
szumiał, a na podłodze leżał błękitny ręcznik, którego Emily na pewno 
tam nie zostawiła. W powietrzu unosił się nieznajomy zapach perfum, a na 
łóżku Erin leżał podkoszulek. Jej współlokatorka najwyraźniej wyszła.
 

Emily położyła się na łóżku, zamknęła oczy i poczuła miarowy ruch 

statku przecinającego fale. Usłyszała delikatny szmer, ale uznała, że to 
chyba woda chlupocze o burtę. Ale jak to możliwe? Jej kajuta mieściła się 
osiem poziomów ponad wodą, bardzo wysoko.
 

Znowu usłyszała chlupot. Rozejrzała się. Nagle w pokoju 

background image

zapanowała dziwna cisza, jakby ktoś wyssał przez słomkę całe powietrze, 
a z nim wszystkie dźwięki. Odgłos dochodził z małej szafki w rogu, po 
stronie pokoju należącej do Erin.
 

Bum!

 

Emily zsunęła nogi na podłogę i wpatrywała się w drzwiczki. Coś 

desperacko drapało w nie od środka, jakby próbowało się wydostać. Nagle 
licznik w łazience zabrzęczał, a jedyne światło w pokoju zgasło, 
pogrążając pomieszczenie w mroku. Zrobiło się tak ciemno, że Emily nie 
widziała nic na wyciągnięcie ręki. Zaświtała jej okropna myśl. A jeśli 
dziewczyny miały rację? Jeśli na statku znalazła się Prawdziwa Ali, czyli 
A.?
 

Znowu rozległ się łomot i drapanie. Ktoś był w środku i próbował się 

wydostać. Emily pisnęła, zaciągnęła kotarę wokół łóżka i skuliła się pod 
ścianą. Nagle poczuła lekki zapach wanilii, który dochodził z drugiego 
końca pokoju. Mydła o takim zapachu zawsze używała Ali – Ich Ali 
i Prawdziwa Ali.
 

Emily drżącą ręką sięgnęła po telefon, gotowa wybrać numer do Arii, 

ale telefon wyślizgnął się jej, uderzył o podłogę i wpadł pod łóżko. Nagle 
rozległo się głośne, przeciągłe skrzypnięcie. Wyjrzała zza kotary 
i spojrzała na szafkę. W ciemności ledwie dostrzegła drzwi. Gałka 
w kształcie rozgwiazdy zaczęła się obracać, drzwi zaczęły się otwierać, 
a zamknięta w szafce osoba wydostała się na zewnątrz.
 

Emily jęknęła, odsunęła kotarę i rzuciła się w kierunku drzwi na 

korytarz, ale potknęła się o niedbale rzucony przez Erin but i jak długa 
padła na dywan. Podniosła się na czworakach, obejrzała za siebie 
i wrzasnęła. Drzwi do szafki były otwarte, a przed nią stał ktoś wzrostu 
i postury Ali i patrzył na nią.
 

– Nie zbliżaj się! – krzyknęła, czołgając się w kierunku drzwi. – 

Zadzwonię po ochronę!
 

– Błagam, nie! – zakrzyknęła tajemnicza postać.

 

– To wynoś się z mojego pokoju! – krzyczała Emily. – Natychmiast!

 

– Nie mogę!

 

Emily zamarła z dłonią na gałce. To był błagalny, desperacki krzyk, 

a nie groźba. Poza tym to nie był głos Ali.
 

– D-dlaczego? – wyjąkała.

 

– Bo weszłam na pokład nielegalnie! – odparła dziewczyna. – Nie 

mam dokąd pójść!
 

Emily zauważyła, że na dnie szafki leży mała pikowana 

kosmetyczka, którą oświetlało wąskie pasmo księżycowej poświaty. Na 

background image

boku było wyszyte imię: „Zora-Jean”.
 

– Nazywam się Jordan Richards – powiedziała dziewczyna. – 

Zakradłam się na ten statek, bo nie mam pieniędzy. Nie sądziłam, że mi się 
uda, ale gdy już się tu znalazłam, okazało się, że nie mam pokoju, no i...
 

Potem stanęła w świetle księżyca. Miała duże, zielone oczy, pełne 

usta i gęste, ciemne włosy podtrzymywane przez aksamitną opaskę, białą 
dzianinową sukienkę i baleriny obszyte jedwabną wstążeczką.
 

Emily westchnęła.

 

– To ty?

 

– Tak, to ja – odparła dziewczyna z niewyraźnym uśmiechem.

 

To była Dziewczyna Duch. Emily usiadła na łóżku i próbowała 

pozbierać myśli.
 

– Zakradłaś się na statek? – powtórzyła.

 

Dziewczyna Duch o imieniu Jordan pokiwała głową.

 

– Dziś rano. Chciałam wyruszyć w ten rejs, ale rodzice nie mieli 

pieniędzy. – Skrzywiła się. – A tak naprawdę, to nie chcieli wydawać na 
mnie pieniędzy. Nie jesteśmy z sobą bardzo blisko.
 

– No dobra – powiedziała powoli Emily. – Ale jak się tu znalazłaś?

 

Jordan oparła się o ścianę obok szafy.

 

– W czasie odprawy panował taki chaos, że pomyślałam sobie: „A 

gdybym tak po prostu weszła na pokład? Czy ktoś by to zauważył?”. I tak 
zrobiłam. Wtedy statek ruszył, a ja spanikowałam. Nie miałam paszportu. 
Ani żadnych rzeczy. Nie miałam pokoju. Nieźle wpadłam.
 

– Nie znasz na statku nikogo, kto by ci pomógł?

 

Jordan pokręciła głową.

 

– Właśnie przeprowadziłam się w okolice Filadelfii, kilka tygodni 

temu, więc nikogo tu jeszcze nie znam.
 

– Do której chodzisz szkoły?

 

– Do Ulster – powiedziała Jordan, patrząc nieobecnym wzrokiem 

przez okrągłe okno.
 

Kiedy Emily znowu spojrzała na kosmetyczkę Z-J, powiązała 

wszystkie fakty.
 

– To ty okradłaś kajuty?

 

Jordan spojrzała na nią nieśmiało.

 

– Mnóstwo osób zostawiło otwarte drzwi, kiedy tylko się 

wprowadziło – powiedziała. – Bez trudu się zakradłam i wyszłam. W taki 
sam sposób dostałam się do twojego pokoju. Kilka godzin tu posiedziałam 
i ucięłam sobie drzemkę. – Wzięła kosmetyczkę Z-J i kilka innych torebek 
z szafki. – Teraz już możesz odpoczywać. Przepraszam, że cię 

background image

przestraszyłam.
 

– Zaczekaj! – Emily złapała ją za ramię, zanim Jordan wyszła. – 

Chcesz tu zostać?
 

Jordan zamarła w pół kroku.

 

– Na noc?

 

– Może nawet... na dłużej niż jedną noc – wypaliła Emily. – Coś mi 

się wydaje, że moja współlokatorka nie będzie tu często nocowała. Jej 
łóżko stoi puste.
 

Jordan zmrużyła oczy.

 

– Czemu to robisz?

 

Emily przesunęła palcem po szwie na kołdrze. Sama się zdziwiła, że 

to zaproponowała, ale może to nie był taki zły pomysł. Nie tylko 
współczuła Jordan, ale także czuła się taka samotna w tym pokoju. Poza 
tym Emily nie potrafiła oderwać wzroku od wysokich kości policzkowych 
Jordan, jej zmysłowych ust, choć oczywiście niczego sobie nie 
wyobrażała. Dziewczyna podobała się jej czysto platonicznie.
 

Policzki Emily się zaczerwieniły i nagle się przestraszyła, że Jordan 

czyta jej w myślach.
 

– Nie możesz przecież spać na leżaku przy basenie. – Poklepała 

łóżko stojące obok. – Jest twoje, jeśli chcesz.
 

Jordan powoli pokiwała głową.

 

– Byłoby wspaniale, jeżeli jesteś pewna.

 

– Jestem pewna – odparła Emily, a potem tonem prawdziwej 

kumpelki dodała: – Współlokatorko.
 

Jordan patrzyła jej prosto w oczy.

 

– Współlokatorko – powtórzyła, jakby to było jakieś archaiczne 

słowo, którego nigdy w życiu nie słyszała. Nagle wstała, podeszła do 
Emily i uścisnęła ją. – Dziękuję ci bardzo. To wspaniały gest.
 

Emily stała sztywno, jakby kij połknęła, choć tak naprawdę miała 

ochotę wtulić twarz w szyję Jordan i wdychać słodki zapach jej skóry.
 

– Miło mi cię gościć – powiedziała.

 

A tak naprawdę, to chciałaby podziękować Jordan.

 

background image

 6

 WAGAROWICZKA SPENCER

 

 

 

Następnego ranka Spencer i jej współlokatorka Kirsten Cullen 

wyszły z kajuty i ruszyły w stronę windy. Z pokoi dochodził zapach 
szamponu, a z restauracji aromat smażonego bekonu, jajek i kawy. Czuć 
było także zapach kremu do opalania. Turkusowe niebo i granatowe morze 
rozciągały się za ogromnymi oknami na końcu korytarza, którego ściany 
były pokryte ulotkami przypominającymi, że należy już zapisywać się na 
konkurs talentów zaplanowany na sam koniec rejsu. Spencer zanotowała 
sobie w pamięci, żeby później zgłosić ich zespołowy występ w tańcu hula.
 

Kirsten wyciągnęła ręce nad głową i wydała niski, przeciągły jęk.

 

– Tak ci zazdroszczę, że nie miałaś choroby morskiej zeszłego 

wieczoru. Jestem wykończona. Nawet nie wiem, czy będę w stanie dziś 
nurkować!
 

Spencer żartobliwie ją szturchnęła.

 

– Jesteśmy na morzu. Nie ma lepszego miejsca na lekcje 

nurkowania.
 

Obie zapisały się na punktowane zajęcia z nurkowania z butlą 

i właśnie szły na pierwszą lekcję, która odbywała się w jednym z centrów 
fitness. Spencer bardzo się ucieszyła, kiedy się okazało, że losowo 
przydzielono do jej pokoju Kirsten, szczególnie kiedy usłyszała, z kim 
musiały mieszkać jej przyjaciółki. Spencer znała Kirsten z drużyny 
hokejowej i już nieraz mieszkały razem w czasie wyjazdowych meczów.
 

– Dziś będziemy tylko się zapoznawać, wypróbowywać sprzęt 

i uczyć się zasad bezpiecznego nurkowania – dodała Spencer, która 
oczywiście była doskonale poinformowana. – Mam to w małym palcu. – 
Spencer już w wieku czternastu lat zdobyła licencję płetwonurka. Mogłaby 
napisać książkę na temat zasad bezpiecznego nurkowania.
 

Kiedy wysiadły na najwyższym pokładzie, minęły jedną 

z restauracji, w której wycieczkowicze tłoczyli się przed ladą, nakładając 
na tace mnóstwo jedzenia. Dziewczyny szeptały przy stolikach, a kilka 
osób flirtowało i plotkowało przy barze espresso. Nagle Spencer 

background image

zauważyła stojącego tyłem wysokiego chłopaka, który oglądał wielkie 
akwarium.
 

– Reefer!? – zawołała, a głos troszkę jej się łamał.

 

Reefer się odwrócił. Jego twarz się rozpromieniła, kiedy zobaczył 

Spencer. Po raz pierwszy spotkali się na statku. Próbowali się 
skontaktować zeszłego wieczoru, ale Reefer, podobnie jak Kirsten, spędził 
wieczór w swojej kajucie, bo miał chorobę morską.
 

– Mogę cię odprowadzić na trening? – zapytał Reefer trochę 

nieśmiało.
 

– No jasne – powiedziała Spencer, próbując powściągnąć nieco swój 

uśmiech.
 

Spojrzała na Kirsten, żeby zobaczyć, czy ona nie ma nic przeciwko 

temu, ale jej koleżanka taktownie się oddaliła.
 

– Aha, mam dla ciebie niespodziankę. – Reefer wyciągnął zza 

pleców koktajl. – To dla ciebie. O smaku bananowo-papajowym.
 

– Mój ulubiony – powiedziała Spencer, zachwycona tym, że Reefer 

pamiętał, choć wspomniała o tym tylko raz, w czasie rozmowy 
telefonicznej.
 

Gdy brała szklankę od Reefera, ich dłonie się zetknęły. Spencer 

poczuła ciarki na plecach. Ukradkiem spojrzała na twarz Reefera, 
podziwiając zarys jego szczęki i bursztynowe oczy. Widziała go po raz 
pierwszy od ich spotkania w Princeton, kiedy zdała sobie sprawę, jak 
bardzo go lubi. Dlaczego nie pamiętała jego mocnych ramion i różowych, 
zmysłowych ust, które aż się prosiły o to, by je całować? Jak mogła 
przegapić te urocze piegi na jego policzkach? Nawet jego dredy, przetarte 
płócienne trampki i za duży batikowy podkoszulek wydawały się jej takie 
słodkie.
 

Założyła kosmyk włosów za ucho, czując, że czerwieni jej się kark.

 

– Hm, jak się czujesz? – powiedziała, żeby jakoś wypełnić ciszę. – 

Pewnie żałowałeś, że ominął cię bal powitalny.
 

Wczoraj miała ogromną ochotę zapukać do jego kajuty ze szklanką 

piwa imbirowego i aviomarinem, ale wydało jej się to nazbyt śmiałym 
posunięciem.
 

– Ach, już dobrze – powiedział Reefer, ruszając korytarzem 

w kierunku sali, w której odbywał się kurs nurkowania. – Oglądałem filmy 
w płatnej pokładowej telewizji. A ty nie chorowałaś? Statkiem 
niemiłosiernie kołysało.
 

Spencer pokręciła głową.

 

– Nigdy nie mam choroby morskiej. Przywykłam do pływania na 

background image

morzu.
 

– Szczęściara – westchnął Reefer. – Pewnie też nurkujesz nie od 

wczoraj?
 

Spencer pokiwała głową.

 

– Parę ładnych lat temu zdobyłam licencję. Mam nadzieję, że uda mi 

się wybrać na samotne nurkowanie, bez reszty grupy. Niespecjalnie lubię 
schodzić pod wodę w tłumie.
 

Reefer otworzył jej drzwi na klatkę schodową.

 

– A miałabyś coś przeciwko towarzystwu? Co prawda, mam licencję 

dopiero od roku, ale szybko się uczę, przysięgam. I założę się, że jesteś 
dobrą przewodniczką podwodną.
 

Spencer położyła palec na ustach, udając, że się zastanawia nad tą 

kwestią.
 

– A co, jeśli naprawdę chciałam ponurkować w samotności? Co 

dostanę w zamian za to, że zabiorę cię z sobą?
 

Reefer zatrzymał się na schodach, a w jego oczach pojawił się 

radosny błysk.
 

– Może mój ukochany podkoszulek z trasy koncertowej Grateful 

Dead w 1977 roku?
 

Spencer spojrzała na niego z niedowierzaniem.

 

– Ten, który kupiłeś na eBayu i który nadal pachnie trawą, choć 

wyprałeś go już tysiąc razy? Nie, dziękuję.
 

– Wcale nie pachnie trawą! – przekonywał ją Reefer. – Pachnie 

całkiem przyjemnie. Cały czas chodzę w nim do szkoły i nikt do tej pory 
się nie czepiał. Przysięgam.
 

Spencer w duchu zachwyciła się pomysłem, że włoży podkoszulek 

Reefera. To prawie tak, jakby... jakby był jej chłopakiem.
 

Dotarli pod drzwi centrum fitness Konik Morski, gdzie miały się 

odbyć pierwsze zajęcia z nurkowania. Orbitreki, przyrządy do ćwiczeń 
i bieżnie stały w rzędzie pod ścianą, a na matach rozstawiono jakieś 
trzydzieści leżaków. Kirsten siedziała w pierwszym rzędzie, piłując 
paznokcie. Kilka osób wzięło kawę i bajgle z tacy stojącej w kącie. Tim, 
instruktor, którego Spencer spotkała już poprzedniego dnia, w czasie targu 
zajęć, stał przed kilkoma kartonowymi pudłami i układał w nich butle 
z tlenem i stroje do nurkowania.
 

Spencer znowu popatrzyła na Reefera, czując przypływ euforii. 

Reefer też się do niej uśmiechał.
 

Nagle wpadła na genialny pomysł. Dotknęła ramienia Reefera.

 

– Ucieknijmy.

background image

 

Reefer otworzył szeroko oczy.

 

– Z zajęć?

 

– Przecież oboje potrafimy nurkować. Czemu nie?

 

Reefer zasłonił dłonią usta, udając zszokowanego.

 

– Czy naprawdę rozmawiam z dziewczyną, która co roku dostawała 

nagrodę za wzorową obecność?
 

Spencer wzruszyła ramionami.

 

– Jestem na wakacjach.

 

Już sobie to wyobrażała. Chwyciłaby Reefera za rękę i zaciągnęła go 

do jednego z barów na dolnym pokładzie, które na pewno stały puste tak 
wcześnie rano, i zaszyliby się przy stoliku w odległym kącie. Plotkowaliby 
o uczestnikach rejsu, planowaliby wycieczki po zajęciach z nurkowania, 
ich głowy zbliżałyby się do siebie, a potem...
 

– Raif? – powiedział ktoś stojący w sali.

 

Reefer się odwrócił. Uniósł brwi i zrobił krok w stronę drzwi.

 

– To ty! – krzyknęła z zachwytem dziewczyna. – O Boże!

 

– Ooo! – zawołał Reefer i objął ją.

 

Naprawdę ją objął. Spencer stała w drzwiach, czując się jak 

zapomniana zabawka, którą dziecko wyrzuciło przez okno w samochodzie.
 

Chrząknęła, trochę głośniej, niż powinna. Reefer się odwrócił, a jego 

dredy się zakołysały.
 

– Och, Spencer. Przepraszam. To...

 

– Naomi – powiedziała Spencer, gapiąc się na dziewczynę, która 

właśnie przed nią stanęła.
 

Ta popatrzyła na Spencer z góry, jakby chciała ją odstraszyć.

 

– Hej, Spencer – zaszczebiotała. – Ty też bierzesz lekcje 

nurkowania?
 

– Hm, tak – wymamrotała Spencer, spoglądając na palce Naomi, 

które muskały dłoń Reefera.
 

Spojrzała na drzwi, jakby chciała pójść na wagary bez niego.

 

Lecz nagle ten pomysł wydał się jej zupełnie niezabawny.

 

background image

 7

 WSPÓŁUDZIAŁ W ZBRODNI

 

 

 

Tego ranka Aria i jakieś trzydzieści osób stali w cieniu wielkiej 

różowej zjeżdżalni nad basenem, na górnym pokładzie statku, w napięciu 
czekając na początek wyprawy po ekologiczne skarby. W powietrzu 
rozchodził się zapach płynu do mycia drewnianych podłóg, korzennego 
dezodorantu i paliwa dla statków, które – jak twierdził kapitan – było 
w pełni ekologiczne, choć Aria w to wątpiła. Wszyscy się wachlowali, 
smarowali kremem z wysokim filtrem, żeby się osłonić przed bezlitosnym 
karaibskim słońcem, i z ożywieniem zastanawiali na głos, jakie to atrakcje 
dla nich przygotowano.
 

Wreszcie dziewczyna kierująca zajęciami wyłączyła telefon 

i zwróciła się do grupy.
 

– Witajcie! – zawołała, a na jej piegowatej twarzy pojawił się szeroki 

uśmiech. – Nazywam się Gretchen Vine, a was wszystkich czeka 
wspaniała przygoda. Wyobraźcie sobie, że ta wyprawa to taki wyścig jak 
w programie The Amazing Race. My dostarczymy wam wskazówek 
i gotówki, żebyście mogli dotrzeć do celu wyprawy, a pierwsza grupa, 
która rozwiąże wszystkie zagadki, wygra.
 

– Co wygra? – zapytała brunetka, której spod bluzki wystawały 

ramiączka bikini.
 

Gretchen uśmiechnęła się i pokazała dwa bony upominkowe do 

sklepu Apple, a wszyscy westchnęli.
 

– Każdy ma wartość tysiąca dolarów.

 

Potem Gretchen rozdała małe czerwone portfeliki z napisem: 

„WYPRAWA PO EKOLOGICZNE SKARBY”.
 

– Przechowujcie tutaj wszystkie wskazówki – poinstruowała grupę. – 

Pod koniec każdego dnia będziecie musieli mi pokazać, co znaleźliście.
 

– A urządzimy sobie biwak? I wycieczkę po trudnym terenie? 

Będziemy odgrywać role? – zapytał jakiś chłopiec.
 

Gretchen zmarszczyła czoło, obracając w palcach łańcuszek.

 

– Co wieczór musicie wracać na statek, w przeciwnym razie 

background image

wyślemy za wami ekipę poszukiwawczą. W czasie wędrówek pokonacie 
wiele kilometrów, ale z pewnością nie po trudnym terenie. I nie wiem, co 
rozumiesz przez odgrywanie ról? Możesz sprecyzować?
 

Chłopak o długich brązowych włosach i grubych brwiach, który 

zadał pytanie, machnął ręką.
 

– Nieważne.

 

Gretchen powiedziała, że będą musieli przeczesywać plaże, 

prowadzić poszukiwania na wydmach, wędrować przez las tropikalny 
i znaleźć drogę w miejskiej dżungli, żeby zdobyć informacje, które 
doprowadzą ich do upragnionej nagrody. Aria wymieniła kilka 
podekscytowanych spojrzeń ze stojącymi wokół niej osobami. Kilka par 
trzymało się za ręce i nagle poczuła przypływ tęsknoty. Może Noel 
zdecydowałby się na poszukiwanie skarbów, gdyby wiedział o nagrodzie.
 

– No dobrze, teraz proszę was, żebyście dobrali się w pary – 

powiedziała Gretchen po sprawdzeniu listy obecności.
 

Każdy znalazł sobie kogoś do pary, najczęściej jakiegoś znajomego. 

Aria się rozejrzała, ale wszyscy z Rosewood Day już mieli partnerów. 
Nawet jej współlokatorka, słodka, cicha dziewczyna o imieniu Sasha, 
która także się zapisała na poszukiwanie skarbów, znalazła sobie parę, 
podobną do niej kujonkę z innej szkoły. Kiedy coraz więcej osób się 
dogadywało, Aria nagle poczuła się zawstydzona. Wiele lat temu, kiedy 
uczniowie Rosewood Day tworzyli paczki w czasie wycieczek, dobierali 
się w pary w czasie warsztatów artystycznych albo dzielili na grupy 
w czasie projektów na literaturze, Arię, samotnicę i dziwaczkę, zazwyczaj 
wybierano jako ostatnią. „Czy to dlatego, że mam we włosach różowe 
pasemko? – zastanawiała się. – A może to z powodu wrodzonego 
frajerstwa, z którego wcześniej nie zdawałam sobie sprawy?”
 

– Kto nie ma partnera, proszę podnieść rękę – poprosiła Gretchen.

 

Aria nieśmiało uniosła dłoń kilka centymetrów w górę, podobnie jak 

kilka innych osób.
 

Gretchen połączyła ich w pary. Kiedy przyszła kolej na Arię, 

Gretchen pokazała na chłopaka, który zadał pytanie na temat biwaku 
i odgrywania ról.
 

– Chcecie razem pracować?

 

Chłopak popatrzył na Arię i wzruszył ramionami.

 

– W porządku. – Wyciągnął rękę do Arii. – Nazywam się Graham 

Pratt.
 

– Aria Montgomery.

 

Uśmiechnęła się do niego. Miał piękne orzechowe oczy, szare buty 

background image

Toms, znoszone szorty z Army Surplus i wyblakły podkoszulek, który na 
przodzie miał rysunek przypominający tarczę, a na rękawku – dziurkę.
 

– Czy my się skądś znamy? – zapytała Aria. Nie mogła sobie 

przypomnieć, gdzie go wcześniej spotkała. – Chodzisz do szkoły 
w okolicy Rosewood?
 

Graham uniósł brew.

 

– Nie, w Filadelfii. – Nagle się rozpromienił. – Zaraz. Należysz do 

TTA?
 

– A co to jest?

 

– Towarzystwo Twórczego Anachronizmu! – uśmiechnął się 

Graham.
 

Aria z trudem powstrzymała uśmiech. Jej kuzyn Stewart należał do 

TTA i bez przerwy o tym gadał. Ta organizacja przez okrągły rok 
urządzała Jarmark Renesansowy, w czasie którego uczestnicy odgrywali 
role w średniowiecznych kostiumach. W czasie takiej imprezy Stewart 
poznał swoją żonę. Ona grała kuchenną dziewkę, a on zbieracza zwłok, 
który w czasie zarazy układał ciała na drewnianym wózku.
 

– Hm, nie – odparła Aria po chwili. – Ale zawsze mi się wydawało, 

że to świetna zabawa – dodała dyplomatycznie.
 

– Powinnaś się do nas przyłączyć! – powiedział Graham 

podekscytowany. – Za miesiąc jest kolejne spotkanie, w Camden.
 

– Może pogadamy o tym później – odrzekła Aria. – Choć i tak mi się 

wydaje, że gdzieś już się spotkaliśmy. Byłeś może za granicą? Przez kilka 
lat mieszkałam na Islandii, ale podróżowałam też po Francji, Niemczech, 
Austrii, Holandii...
 

Graham pokręcił głową.

 

– Ostatni raz byłem w Europie z rodzicami, jak miałem sześć lat. Ale 

zeszłego lata wędrowałem z plecakiem po Chile.
 

– Pewnie świetnie się bawiłeś!

 

– To fakt – odparł Graham z tęsknotą w głosie. – Tam była 

konferencja TTA. Koronowaliśmy nowego króla. – Spojrzał 
z zaciekawieniem na Arię. – A jak było na Islandii?
 

– Magicznie – odparła z rozmarzeniem.

 

Kiedy jednak otworzyła usta, żeby wygłosić poetycki monolog 

wychwalający Islandię, przypomniała sobie przede wszystkim swoją 
ostatnią wycieczkę, razem z Noelem, Mikiem i Hanną. Wycieczkę, którą 
usilnie próbowała wymazać z pamięci.
 

Zapatrzyła się na drugi koniec statku. Kilka osób trenowało pływanie 

w basenie. Emily, która na ochotnika zgłosiła się jako ratownik, stała przy 

background image

brzegu, okręcając taśmę od gwizdka wokół palca. Aria w pierwszej chwili 
chciała jej pomachać, ale zobaczyła, że Emily jest pogrążona w myślach.
 

Aria spojrzała na Grahama.

 

– Już się nie mogę doczekać naszej wyprawy po skarby – 

powiedziała, zmieniając temat.
 

– Ja też – przytaknął Graham. – Mój kumpel obiecał się zapisać 

razem ze mną, ale w ostatniej chwili się wycofał.
 

– Ja próbowałam namówić mojego chłopaka, lecz on wolał zajęcia 

z surfingu – powiedziała. – Ale nie narzekam. On okropnie lubi surfing.
 

Graham pokiwał głową.

 

– Wydaje mi się, że moja dziewczyna też by nie chciała brać w tym 

udziału. Jej ulubione zajęcie to opalanie.
 

– Jest na statku?

 

Graham podrapał się w nos i wyglądał na zakłopotanego.

 

– Nie. No i... no cóż, właściwie już z sobą nie chodzimy, więc... – 

Urwał w pół zdania i usiadł na jednej z ławek ustawionych wokół basenu. 
– Ty pewnie mieszkasz niedaleko Filadelfii, co? Czy to znaczy, że jesteś 
snobką?
 

– Bynajmniej! – obruszyła się Aria. – Zazwyczaj czuję się tam 

zupełnie nie na miejscu. Tak jakby moje miejsce było zupełnie gdzie 
indziej.
 

– Ja tak samo czułem się w mieście, w którym kiedyś mieszkałem, 

na przedmieściach, w bardzo bogatej i nadętej dzielnicy. Ucieszyłem się, 
kiedy w zeszłym roku razem z rodziną przenieśliśmy się do Filadelfii.
 

– A gdzie wcześniej mieszkałeś?

 

– W Maplewood, w New Jersey.

 

– Maplewood? – zdziwiła się Aria.

 

Ze strony internetowej upamiętniającej Tabithę Clark dowiedziała 

się, że Tabitha chodziła do liceum w Maplewood.
 

Graham westchnął zrezygnowany.

 

– Niech zgadnę, śledzisz wiadomości na temat sprawy Tabithy 

Clark?
 

Aria poczuła się tak, jakby jej żołądek wypełnił się gorącym 

i musującym płynem, który zaraz miał eksplodować.
 

– Znałeś ją?

 

Graham wpatrywał się w dal, a jego błękitne oczy przygasły. I nagle, 

zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Aria przypomniała sobie, gdzie go 
wcześniej widziała. Na stronie upamiętniającej Tabithę zamieszczono 
filmik wideo ze studniówki, na którym Tabitha tańczyła z przystojnym 

background image

chłopakiem. Aria zauważyła jego nazwisko na ogłoszeniu zapowiadającym 
imprezę w pizzerii, połączoną z akcją charytatywną upamiętniającą 
Tabithę. Słyszała nawet jego głos w CNN, kiedy mówił o swoim ostatnim 
spotkaniu z Tabithą, na kilka miesięcy przed jej śmiercią.
 

Wszystkie te myśli przemknęły jej przez głowę w ułamku sekundy. 

I wtedy Graham podniósł na Arię załzawione oczy i powiedział właśnie to, 
czego się obawiała:
 

– Tak. Tabitha była moją dziewczyną.

 

background image

 8

 LICENCJA NA ZABIJANIE

 

 

 

Później, tego samego wieczoru, Hanna chwyciła Mike’a za rękę, 

kiedy wysiadali z windy na Pokładzie Palm.
 

– Dziewięćset siedem jest tam – szepnął, a potem skręcił w prawo, 

w długi korytarz.
 

Hanna poszła za nim, rzucając wyniosłe spojrzenie Phi Templeton, 

która z zaciekawieniem zatrzymała się przy drzwiach do swojej kajuty. 
Hanna i Mike szli właśnie na ściśle tajne, ekskluzywne przyjęcie 
w apartamencie Masona Byersa, na które zaproszono tylko wybrańców.
 

Minęli długie lustro, a Hanna spojrzała na swoje odbicie w nim. 

Bardzo starannie przygotowała się na przyjęcie. Jej świeżo opalona skóra 
promieniała, ciemnopomarańczowa sukienka z tiulu, kupiona w centrum 
handlowym King James, miękko opinała biodra, a sandałki na wysokich 
obcasach, kupione tuż przed wycieczką, sprawiały, że jej nogi wydawały 
się niebotycznie długie. Hannie nie przeszkadzało nawet to, że trochę ją 
cisnęły.
 

Mike zatrzymał się przed drzwiami na samym końcu korytarza.

 

– To tutaj.

 

Przez chwilę nasłuchiwali. Z wnętrza dochodziło dudnienie basu. 

Jakaś dziewczyna pisnęła, a kilku chłopaków się zaśmiało. Na korytarzu 
unosił się zapach alkoholu i papierosów.
 

Hanna przygryzła wargę.

 

– A jak przyłapie nas któryś opiekun? Nie chcę narobić sobie 

kłopotów.
 

Mike zmarszczył brwi.

 

– Od kiedy to się martwisz, że wpadniesz w tarapaty?

 

Hanna owinęła kosmyk idealnie zakręconych kasztanowych włosów 

wokół palca.
 

– Wolę się opalać, niż siedzieć w kozie, a pewnie takie kary stosują 

na tym statku. Wystarczy mi, że muszę pracować w lochu.
 

Hannie nie chciało się przed rejsem zapisywać na ochotnika na 

background image

zajęcia, więc na pokładzie przydzielono ją do pracy w administracji statku. 
Biuro mieściło się na najniższym poziomie statku i kierowała nim kobieta 
o imieniu Vera, która nosiła we włosach tysiąc maleńkich spinek i miała 
fioła na punkcie muzyki country. Hanna przez cały ranek wykonywała 
ogłupiające zajęcie, które polegało na wpisywaniu danych na temat tonażu 
statku. Vera udawała, że to takie fascynujące, że ten statek może pomieścić 
jeszcze prawie stu pasażerów poza tymi, którzy już znaleźli się na 
pokładzie. Hanna zajmowała się przede wszystkim sprawdzaniem 
w internecie, jak sprawić, by spódniczka z trawy wyglądała na niej 
seksownie, bo przecież miała ją włożyć pod koniec wycieczki w czasie 
konkursu talentów.
 

– Nie martw się – pocieszył ją Mike. – Mason przekupił opiekuna 

pilnującego na tym korytarzu, żeby się nie wtrącał. Nic się nie stanie.
 

Zapukał do drzwi, które otworzyły się ze skrzypieniem.

 

– Hasło? – zapytał ktoś ostrym tonem.

 

– Fliper – wyszeptał Mike.

 

Drzwi się otworzyły, a Hanna i Mike weszli do zatłoczonego 

apartamentu. Drzwi na taras stały otworem, a do środka napływało ciepłe, 
aromatyczne powietrze. Kilka osób opierało się o balustradę, inni siedzieli 
na leżakach. Na blacie kuchennym stały małe buteleczki z alkoholem, 
jakie zazwyczaj podaje się w samolotach, opróżniony do połowy dzbanek 
rumu, plastikowe kubki, precelki, orzeszki i M&M’sy z minibaru. Ze stacji 
dokującej iPoda wyła Rihanna, a kilka osób tańczyło na jednym z łóżek. 
W pokoju unosił się intensywny zapach perfum, potu i ekologicznego 
płynu do prania dywanów.
 

– Witamy na naszym wieczorku.

 

Mason podszedł do Hanny i Mike’a i podał im kubki pełne rumu 

z dietetyczną colą. Miał na sobie marynarkę od szkolnego mundurka, 
pasiasty krawat luźno zawiązany pod szyją i szorty w prążki, które Hannie 
wyglądały na bokserki.
 

Wzięła drinka, a potem wmieszała się w tłum. Na przyjęciu zjawiło 

się mnóstwo osób z Rosewood Day, a także ludzie z Doringbell Friends, 
Pritchard i Tate. Kilka blond seksbomb z liceum Villa Louisa piło szoty 
z Jamesem Freedem i chłopakami z drużyny lacrosse. Może to gorące, 
wilgotne powietrze, a może zapach kokosowego kremu do opalania, 
którego wszyscy używali, sprawiły, że Hanna nagle przypomniała sobie 
imprezy na Jamajce. A szczególnie tę huczną kolację, po której poznały 
Tabithę. Wszystkie siedziały przy stole, piły i świetnie się bawiły, kiedy 
Emily chwyciła jedną z nich za ramię. „To Ali”, powiedziała, pokazując na 

background image

stojącą u szczytu schodów Tabithę, która w żółtej sukience wyglądała 
zarazem przerażająco i znajomo...
 

Jezu. Dlaczego znowu o tym myślała? Chwyciła Mike’a za rękę.

 

– Idziemy tańczyć.

 

– Rozkaz, kapitanie – odparł Mike.

 

Weszli na parkiet i zaczęli tańczyć do piosenki Wiza Khalify. Hanna 

kręciła się w kółko jak tańczący derwisz, próbując odsunąć od siebie 
negatywne myśli. Po chwili z głośników popłynęła piosenka Lila Wayne’a, 
a potem wiązanka piosenek z najnowszego albumu Madonny. Kiedy ktoś 
włączył stare przeboje Nirvany, Hannie kręciło się już w głowie od tańca 
i czuła, jak opada z niej całe napięcie.
 

– Przyniosę coś do picia – powiedział Mike.

 

Hanna tylko pokiwała głową i wyszła na taras, gdzie kilka osób 

wpatrywało się w księżyc. Poczuła na nagim ramieniu dłoń i odwróciła 
się, myśląc, że to Mike. Stała przed nią Naomi. Hannę w jednej chwili 
owionął oszałamiający zapach jej owocowych perfum od Kate Spade.
 

Hanna rozpromieniała.

 

– Co słychać?

 

– Hej, koleżanko – odparła Naomi radośnie. – Miło cię widzieć.

 

Hanna się uśmiechnęła, ale nie odpowiedziała, bo nie chciała 

przedwcześnie okazywać entuzjazmu. Nadal ją dziwiło, dlaczego Naomi 
jest dla niej taka miła. Rozmawiały chwilę w czasie wczorajszego balu 
powitalnego i razem zjadły śniadanie, co natychmiast postawiło Hannę 
w dobrym świetle. Zaczęto traktować ją jak fajną dziewczynę, a kilka 
koleżanek przywitało się z nią w korytarzu. Naomi zapytała nawet, czy ma 
ochotę wspólnie się poopalać po południu, lecz Hanna musiała iść na 
warsztaty z projektowania biżuterii. Hanna jednak miała się na baczności. 
Spodziewała się, że Naomi może jej zrobić jakiś kawał, że ją zostawi na 
lodzie albo zaśmieje się jej w twarz, ale na razie świetnie się im układało. 
Może Naomi nareszcie przejrzała na oczy i stwierdziła, że Hanna jest 
w porządku.
 

– Nie wiem, jak dajesz radę tańczyć w takich butach. – Naomi 

pokazała na sandałki Hanny, z paseczkami, na wysokich obcasach. – Są 
bombowe. To z Salt and Pepper?
 

Hanna zamarła. Tak, rzeczywiście kupiła te buty w Salt and Pepper, 

ale ten butik mieścił się w otoczeniu drugorzędnych sklepów w centrum 
King James, więc doprawdy nie było się czym chwalić. Hanna robiła tam 
zakupy tylko dlatego, że sprzedawano tam podróbki znanych marek, i to 
takie, których nawet ekspert nie odróżniłby od oryginału.

background image

 

– Ach, mama mi je kupiła – wymamrotała. – Nawet nie wiem gdzie.

 

– Daj spokój – powiedziała Naomi, jakby przejrzała ją na wylot. – 

Widziałam je na wystawie. – Potem zbliżyła się i spojrzała na Hannę 
porozumiewawczo. – O mało sama ich nie kupiłam. Robię tam zakupy, 
w tajemnicy. To świetny sklep, ale gdyby ludzie się dowiedzieli, toby mnie 
wyśmiali. Patrz, ja też mam buty z Salt and Pepper.
 

Podniosła jedną stopę i pokazała różowe buciki na niskich obcasach. 

Faktycznie, Hanna widziała je na półce w Salt and Pepper.
 

– To naprawdę bardzo fajny sklep.

 

– Żartujesz? Najlepszy! – W oczach Naomi pojawił się błysk. – Ale 

nie możemy nikomu o tym powiedzieć. To będzie nasza mała tajemnica. 
W przeciwnym razie wszyscy zaczną tam kupować i nic dla nas nie 
zostanie.
 

– No pewnie – powiedziała Hanna, starając się przybrać wyniosły 

ton. W skrytości ducha cieszyła się, że coś ją łączy z Naomi.
 

– A już na pewno nie mów o tym Riley – dodała Naomi. – Ani twojej 

przyrodniej siostrze. Zrozumiano?
 

– Tak jest.

 

Hanna przesunęła palcem po brzegu plastikowego kubka, czując 

triumf. Naomi i Kate były najlepszymi przyjaciółkami, od kiedy Kate 
zaczęła chodzić do Rosewood Day. Hanna i Kate ostatnio zaczęły się 
dogadywać, a Kate przyznała się do kłótni z Naomi. Ale wedle niej to 
Naomi była wszystkiemu winna.
 

Naomi oparła łokcie na balustradzie i spojrzała na tłum gości.

 

– Zelda Millings wygląda fajnie w tej sukience na ramiączkach, nie 

sądzisz?
 

Hanna przyjrzała się stojącej w drugim końcu pokoju blondynce 

o jasnej cerze. Dzień wcześniej Zelda potraktowała ją jak powietrze.
 

– Ech – powiedziała, ciesząc się z okazji do rewanżu. – Pomniejsza 

jej piersi.
 

– To prawda. – Naomi z namysłem pokiwała głową. – Ale 

przynajmniej w tym kolorze nie wygląda jak albinoska.
 

– Pod koniec tygodnia będzie spalona od słońca. – Hanna już sobie 

to wyobrażała.
 

Naomi się skrzywiła.

 

– Zgadnij, kogo chętnie bym zobaczyła z poparzeniem słonecznym?

 

– Dziewczyny ze szkoły Villa Louisa? – odparła natychmiast Hanna.

 

– Tak! – zakrzyknęła Naomi, a potem dotknęła ramienia Hanny. – 

O Boże, ciebie też wkurzają?

background image

 

– I to jak. – Hanna poczuła satysfakcję. Świetnie się czuła, obgadując 

Goryle z Villi. – A słyszałaś, że Emily Fields mieszka w pokoju z Erin 
Bang Bang?
 

Naomi się skrzywiła.

 

– Ta jest najgorsza. Utknęłam w biurze administracji statku, bo nie 

chciało mi się szukać czegoś innego, a ona pracuje na mojej zmianie. Ta 
suka nie zamieniła ze mną dotąd ani słowa.
 

Hanna uniosła brwi.

 

– Zaraz, pracujesz w administracji? Ja też!

 

– Z Verą? – zapytała Naomi.

 

– O Boże, Vera! – zachichotała Hanna. – Czemu ona wszystkich 

katuje tymi łzawymi piosenkami o miłości?
 

– A te spinki? – dodała Naomi, powstrzymując śmiech. – Wygląda 

jak wielki pudel!
 

– Poza tym w tym biurze jakoś tak dziwnie śmierdzi. – Hanna zrobiła 

taką minę, jakby jej było niedobrze.
 

– Tak, mieszanka zapachu stóp, mokrego psa i starej baby – jęknęła 

Naomi.
 

– Ale mogło być gorzej – powiedziała Hanna. – Słyszałam, że 

niektórych spóźnialskich zapisano do sekcji sprzątającej statek. Muszą 
szorować męskie ubikacje.
 

– Fuj! – pisnęła Naomi.

 

Hanna uśmiechnęła się, popijając drinka. Czuła się lekka i wolna, 

jakby odkryła nową projektantkę ubrań, której dżinsy, podkoszulki 
i sukienki idealnie na niej leżą. Ta projektantka miała na imię Naomi. 
Poczuła się jeszcze lepiej, gdy spojrzała na Naomi, bo ona patrzyła na nią 
tak, jakby chciała powiedzieć: „Gdzie się podziewałaś przez całe moje 
życie?”.
 

Naomi przestąpiła z nogi na nogę.

 

– Już od jakiegoś czasu chciałam cię o coś zapytać. Szukałaś kiedyś 

pomocy, kiedy miałaś kłopoty... no wiesz. Z jedzeniem?
 

Hannę przeszył nieprzyjemny dreszcz. Milion lat temu, gdy Mona 

prześladowała ją jako A., zmusiła Hannę, by wyznała Naomi i Riley, że 
choruje na bulimię. Hanna popatrzyła na drzwi, myśląc o ucieczce.
 

– Pytam, bo znam kogoś, kto potrzebuje porady w tej sprawie – 

dodała Naomi, kiedy Hanna milczała.
 

Hanna uniosła brwi.

 

– Kto to?

 

Naomi spuściła wzrok.

background image

 

– Ja – wyszeptała.

 

Hanna o mało się nie zaśmiała.

 

– Masz bulimię? Akurat.

 

Naomi nosiła rozmiar trzydzieści dwa i Hanna chyba nigdy nie 

widziała jej w trakcie jedzenia.
 

Naomi zwiesiła głowę.

 

– Niestety, tak. Walczę z tym od lat, z lepszym lub gorszym 

skutkiem. Chciałam o tym z tobą pogadać, bo jesteś jedyną znajomą 
osobą, która też się zmagała z tym problemem. Nie bardzo mogę poruszać 
ten temat z Riley albo Kate.
 

– Ale ja już tego nie robię – powiedziała ostrożnie Hanna.

 

– Ja też nie. – Naomi przesunęła palcem po krawędzi szklanki. – Aż 

do zeszłego lata. Wydarzyło się coś niemiłego i znowu zaczęłam.
 

Hanna zamrugała.

 

– Bardzo mi przykro – powiedziała łagodnie, nadal nie wierząc 

własnym uszom.
 

Jednak Naomi wyglądała tak szczerze, jakby niczego nie ukrywała. 

Hanna miała ogromną ochotę porozmawiać o bulimii z kimś, kto też przez 
to przeszedł, lecz do tej pory nie spotkała nikogo, kto by się do tego 
przyznał.
 

– Jak będziesz kiedyś chciała o tym pogadać, wiesz, gdzie mnie 

znaleźć – powiedziała po chwili wahania. – Znam ten ból.
 

– Dzięki – szepnęła Naomi, wyciągnęła rękę i uścisnęła dłoń Hanny.

 

Rozsuwane drzwi znowu się otworzyły i stanął w nich Mason Byers. 

Miał zmierzwione włosy, a w klapie wpiętą odznakę policji z Rosewood.
 

– Moje panie, jestem porucznik Byers – powiedział pijackim głosem. 

– Czy mają panie już tyle lat, że wolno paniom pić alkohol?
 

– Oczywiście. – Naomi puściła do niego oko.

 

– Poproszę dowód osobisty – zażądał Mason.

 

W drzwiach pojawiła się głowa Mike’a.

 

– Mamy chęć na partyjkę rozbieranego pokera rozegranego talią 

złożoną z podrobionych dowodów osobistych. Chcecie zagrać? – 
Zamachał w powietrzu swoim fałszywym dowodem.
 

– Pokaż.

 

Hanna weszła do pokoju i wyrwała Mike’owi z dłoni dowód. 

Chwalił się ostatnio tą podróbką, ale jakoś nie chciał jej pokazać. Hanna 
się roześmiała. W dowodzie widniało nazwisko Quincy, Thomas Quincy, 
a zdjęcie przedstawiało blondyna ostrzyżonego na jeża, w okularach. 
Wedle opisu miał dwa metry wzrostu, prawie o dwadzieścia pięć 

background image

centymetrów więcej niż Mike. Hanna rzuciła dokument Mike’owi.
 

– Nikt nie uwierzy, że to ty!

 

Mike przycisnął dowód do piersi, a jego policzki zrobiły się 

czerwone.
 

– No dobra, mądralo, może zobaczymy twój?

 

Hanna sięgnęła do torebki i wyciągnęła swój fałszywy dowód 

osobisty, który kupiła przez internet i w którym było jej zdjęcie 
i prawdziwy rysopis. Mason też pokazał swoją fałszywkę, kupioną 
w Nowym Jorku. Pozostali goście rzucili swoje dowody na stos. Jedna 
dziewczyna miała bardzo wiarygodnie wyglądający japoński paszport, 
choć wcale nie była Japonką. Erin Bang Bang w swojej podróbce miała 
własne zdjęcie. Wyglądała na nim zachwycająco, jak modelka, i Hanna 
była pewna, że żaden ochroniarz ani barman nigdy by się nie pokwapił, 
żeby sprawdzać jej datę urodzenia. Co za suka.
 

– O, twoje wygląda fajnie – powiedział Mike do Naomi, kiedy 

dorzuciła swój dowód do talii. – Ta dziewczyna wygląda jak ty.
 

– Bo to moja kuzynka – wyjaśniła Naomi. Przez jej twarz przemknął 

jakiś dziwny cień. – Ona już go nie potrzebuje.
 

Hanna spojrzała na zdjęcie, a potem przyjrzała mu się jeszcze raz, 

uważniej. Tej twarzy nigdy nie zapomniała, choć wcześniej widziała ją 
tylko przez jeden wieczór. Wydawało się jej, że patrzy na nią duch.
 

Madison.

 

Hanna zrobiła krok w tył, potknęła się o walizkę i o mało nie upadła 

na tyłek. Kiedy złapała równowagę, ręce jej się trzęsły tak, że musiała je 
ukryć w fałdach sukienki. Nagle pokój wydał się jej gorący i ciasny. 
Wszyscy się na nią gapili, Naomi też.
 

– Hm, muszę...

 

Hanna, przeciskając się przez tłum, ruszyła w stronę drzwi. Pobiegła 

na koniec korytarza, z trudem łapiąc oddech. Nagle zauważyła oszklone 
drzwi prowadzące na niewielki taras na wolnym powietrzu. Rozsunęła je 
i wyszła na zewnątrz. Pochyliła się i oparła ręce na kolanach.
 

Madison była kuzynką Naomi. I co miała na myśli Naomi, mówiąc, 

że Madison już nie potrzebowała dowodu? Umarła?
 

Piip.

 

Odezwał się telefon Hanny. Wyciągnęła go z torebki, pewna, że pisze 

do niej Mike. Ale kiedy spojrzała na ekran, zobaczyła, że dostała nową 
wiadomość od anonimowego nadawcy.
 

– O, nie – wyszeptała, rozglądając się po ciemnym tarasie.

 

Spojrzała na ekran. Trzęsącym się palcem otworzyła SMS-a.

background image

 

Uważaj, kogo potrącasz, kryminalistko, szczególnie jeśli masz 

zamiar uciec z miejsca wypadku. Do zobaczenia na pokładzie Fiesta!
 

.

 

background image

 9

 ŚLICZNA PASAŻERKA NA GAPĘ

 

 

 

We wtorek wieczorem Emily i Jordan siedziały na łóżku w kajucie 

Emily. Wokół nich leżały rozrzucone puste opakowania po chipsach 
ziemniaczanych, które kupiły w automacie. Jordan przyrządziła bananowe 
daiquiri z alkoholi, które znalazła w minibarze. Z przenośnych głośników 
do iPoda płynął jeden z zestawów piosenek, których Emily słuchała 
w czasie treningów pływackich, a na ekranie telewizyjnym w tle włączony 
był kanał Discovery, jedyny, jaki tutaj nadawano poza CNN International, 
którego Jordan nienawidziła. Właśnie rozpoczął się program o parku 
Yosemite, ale dziewczyny go nie oglądały.
 

– No dobra, potrzebuję czasownika – powiedziała Emily, patrząc na 

książeczkę z grami słownymi, którą znalazła na dnie torby, gdzie zostawiła 
ją po dwudniowym wyjeździe na zawody pływackie.
 

– Hm, „całować” – powiedziała Jordan po chwili namysłu, wkładając 

do ust chipsa.
 

Emily wpisała słowo do rubryki.

 

– A teraz rzeczownik.

 

– Cycki – bez namysłu rzekła Jordan.

 

Emily odłożyła długopis i przyjrzała się słowom wybranym przez 

Jordan. „Seksownie”, „języczek”, „podrywać” i „zmysłowy”.
 

– Wiesz, że to gra dla dzieci? A nie porno?

 

– Cóż mogę powiedzieć? – uśmiechnęła się Jordan. – Zainspirował 

mnie hart ducha Erin Bang Bang. Nawet ja słyszałam plotki o tym, ilu 
facetów zaliczyła.
 

Emily przeszły ciarki.

 

– Za każdym razem, gdy ją widzę, jest z kimś innym.

 

Jordan spojrzała na drzwi.

 

– Jesteś pewna, że ona nie będzie miała nic przeciwko temu, żebym 

tutaj nocowała?
 

Emily wzruszyła ramionami.

 

– Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że ona tu nie wróci do końca 

background image

wycieczki. A nawet gdyby, to powiemy, że się pokłóciłaś ze swoją 
współlokatorką. Możesz nawet spać w moim łóżku, jeśli dzięki temu lepiej 
się poczujesz.
 

Kiedy to zaproponowała, jej policzki spurpurowiały, ale Jordan na 

pewno potraktowała to tylko jako propozycję złożoną przez dobrą 
koleżankę, prawda?
 

Jordan uśmiechnęła się do Emily z ulgą.

 

– Ratujesz mi życie, wiesz o tym?

 

Emily przewróciła oczami.

 

– Mówiłaś mi to już milion razy. – Znowu spojrzała na układany 

przez nie kalambur. – No dobra, teraz jakiś przysłówek.
 

– Lubieżnie – rzuciła natychmiast Jordan i obie wybuchły śmiechem.

 

Kiedy Emily wpisała to słowo, nagle poczuła zapach świeżo 

prażonej kukurydzy. Pewnie ktoś robił popcorn w mikrofalówce, w kuchni 
na końcu korytarza.
 

– To jeden z moich ulubionych zapachów – rzekła Emily 

rozmarzona.
 

– Mój też – powiedziała szybko Jordan, przyciskając do siebie 

poduszkę. – Masz jeszcze jakieś inne?
 

Emily zastanawiała się przez chwilę.

 

– Chyba gumowe piłki i benzyna. I zapach w sypialni mojej dawnej 

przyjaciółki.
 

– Alison? – zapytała Jordan.

 

Emily pokiwała głową. Zdążyła już opowiedzieć Jordan o Ali. Teraz, 

kiedy poznawała nowych przyjaciół, niemal od razu o tym wspominała. 
I tak prawie wszyscy oglądali Śliczną zabójczynię, paradokumentalny film 
o tym, co Ali im zrobiła.
 

– W czasie całonocnych imprez zakradałam się do jej sypialni – 

przyznała się z rumieńcem na twarzy. – Jej pokój pachniał kwiatami, 
pudrem i... nią.
 

– Naprawdę ją kochałaś, co?

 

Emily spuściła wzrok. Do tego również od razu przyznała się Jordan. 

Nie było sensu ukrywać, że interesują ją dziewczyny. Zwierzanie się 
nowej przyjaciółce przychodziło jej z łatwością, bo Jordan akceptowała 
każde słowo wychodzące z ust Emily. Uśmiechała się tylko łagodnie 
i mówiła, że nie ma nic przeciwko temu.
 

Emily chrząknęła i spojrzała na Jordan.

 

– Muszę cię o coś zapytać. Czy nie powinnaś zadzwonić do 

rodziców? Mam kartę do automatu telefonicznego, jak chcesz, to ci 

background image

pożyczę. Pewnie się zastanawiają, gdzie się podziewasz.
 

Jordan wzruszyła ramionami.

 

– Powiedziałam im, że zamieszkam u przyjaciółki. Na pewno nie 

będą mnie sprawdzać.
 

– Jesteś pewna? Przez cały tydzień?

 

– Przypuszczam, że nawet nie zauważą mojego zniknięcia. – Jordan 

poprawiła aksamitną opaskę na włosach. – Moich rodziców o wiele 
bardziej obchodzi ich własne życie. Dla mnie nie mają czasu. Poza tym nie 
jestem idealną córeczką, której zawsze pragnęli, więc pewnie najbardziej 
by się ucieszyli, gdybym zniknęła na zawsze.
 

Powiedziała to nonszalanckim tonem, a na koniec zaśmiała się 

sarkastycznie, lecz w jej głosie słychać było ból.
 

Emily zaczęła bazgrać na marginesie książeczki z kalamburami.

 

– Czasem mnie też się wydaje, że moi rodzice woleliby, żebym 

zniknęła.
 

Jordan podniosła wzrok i spojrzała na Emily, jakby czekała na dalszy 

ciąg.
 

– Narobiłam sobie trochę kłopotów, a oni się wściekli – odparła 

wymijająco Emily.
 

Owszem, powiedziała Jordan wiele o sobie, lecz nie zamierzała 

wtajemniczać jej w tę sprawę.
 

Nagle Jordan przysunęła twarz do jej twarzy. W powietrzu unosił się 

bardzo intensywny zapach jaśminu.
 

– Nie rozumiem, jak ktoś mógłby sobie życzyć, żebyś zniknęła – 

powiedziała prosto z mostu. – Choćbyś nie wiem co zrobiła.
 

Emily wstrzymała oddech, po raz pierwszy zauważając, że oczy 

Jordan mają kolor turmalinu. Potem jej telefon głośno zapikał kilka razy. 
Jęknęła, odwróciła się i spojrzała na ekran. Dostała wiadomość od Hanny.
 

„Na statku jest A. Spotkajmy się w barze hawajskim. Teraz”.

 

Emily przekręciła telefon, tak żeby Jordan nie mogła przeczytać 

wiadomości.
 

– Zaraz wrócę – wyszeptała i wybiegła z pokoju, zanim Jordan 

zdążyła zapytać, co się stało.

 

 

 

 

Dziesięć minut później Emily stała w barze, w którym podawano 

wymyślne egzotyczne koktajle z soków owocowych i rumu, a jednostajny 
deszcz bębnił w zadaszenie nad jej głową. Oczywiście na pokładzie było 

background image

pusto. Gdzieś z dołu dobiegały dźwięki newage’owej muzyki, bo w teatrze 
odbywało się właśnie wieczorne przedstawienie Cirque du Soleil.
 

Drzwi windy się otwarły i wysiadły z niej Spencer i Aria. Zobaczyły 

Emily i podbiegły do niej, osłaniając się przed deszczem.
 

Na klatce schodowej pokazała się Hanna w długiej letniej sukience, 

szpilkach i zupełnie niepasującej do reszty stroju za dużej, białej bluzie 
z kapturem, która sięgała do połowy uda. Miała dziki wzrok i bladą twarz. 
W prawej dłoni ściskała telefon.
 

– Ta suka w jakiś sposób weszła z nami na pokład – warknęła, kiedy 

tylko zbliżyła się do przyjaciółek.
 

Pokazała telefon dziewczynom. Emily wpatrywała się w wiadomość. 

„Uważaj, kogo potrącasz, kryminalistko, szczególnie jeśli masz zamiar 
uciec z miejsca wypadku. Do zobaczenia na pokładzie Fiesta!”
 

Aria zmrużyła oczy, czytając SMS-a.

 

– Potrącasz? Uciec z miejsca wypadku? O co chodzi?

 

– Czy to nie oczywiste? – powiedziała Hanna. – Wypadek na Reeds 

Lane. Tamta deszczowa noc. A. wie o wszystkim.
 

Emily z niedowierzaniem otworzyła usta. Noc wypadku Hanny 

wydawała jej się taka odległa. To się wydarzyło na początku lata, zanim 
jeszcze na nowo zaczął się ich koszmar. Ledwie kilka tygodni wcześniej 
dowiedziała się, że jest w ciąży, i chociaż gdy zadzwoniła Hanna, nadal 
mieszkała u siebie w domu, to w następnym tygodniu planowała 
przenosiny do Carolyn, ku zgrozie swej siostry. Kiedy Hanna zadzwoniła 
do Emily, ta właściwie jej odmówiła. Już wtedy miała wydatny brzuszek 
i bała się, że dziewczyny zorientują się w sytuacji. Dostatecznie trudno 
było jej ukrywać ciążę przed rodzicami. Mama skomentowała nawet to, że 
Emily w tamtym czasie często nosiła obszerne koszule.
 

Ale chwilę później poczuła się fatalnie. Hanna jej potrzebowała. 

A potem zadzwoniła Aria, mówiąc, że przyjedzie po nią, i Emily nie 
potrafiła powiedzieć „nie”. Nawet jeśli któraś zauważyła jej brzuch, żadna 
tego nie skomentowała. Wszystkie były zajęte ratowaniem Hanny.
 

Emily oparła się o bar.

 

– Skąd A. wie o tym wszystkim? – zapytała, spoglądając na Hannę.

 

Przecież wypadek zdarzył się na opustoszałej drodze, a one 

odjechały, zanim zjawiła się karetka. Nagle powróciły do niej wydarzenia 
tamtej nocy. Być może zraniły tę dziewczynę. A potem uciekły, jakby to 
był jakiś głupi kawał.
 

Hanna wodziła palcem po dużej świecy wyrzeźbionej w kształcie 

maski tiki, stojącej na stoliku.

background image

 

– Nie jestem pewna. Ale ta dziewczyna z samochodu, Madison, to, 

jak się okazuje, kuzynka Naomi Zeigler. Ostatnio zakumplowałam się 
z Naomi i najpierw wydawało mi się, że ona coś kombinuje, potem jednak 
doszłam do wniosku, że po prostu chce zacząć wszystko od nowa. Ale 
zobaczyłam jej fałszywy dowód osobisty, a w nim zdjęcie Madison.
 

Aria zmarszczyła brwi.

 

– I wydaje ci się, że Naomi była dla ciebie miła, bo jest A.?

 

– Sama nie wiem – odparła Hanna. – Jeśli nie jest, to A. na pewno 

wyjawi jej prawdę o wypadku. A wtedy Naomi na nas doniesie.
 

– Tak, jeśli wcześniej nie doniesie na nas A. – Spencer pokazała na 

telefon Hanny. – Właśnie zostałaś nazwana „kryminalistką”.
 

– Czy Naomi mówiła ci coś o wypadku? – zapytała Aria.

 

– Tak jakby – przyznała Hanna, spoglądając na Spencer. – 

Wspomniała, że zeszłego lata spotkało ją coś strasznego. I zrobiła taką 
dziwną minę, kiedy ktoś ją zapytał, czyje zdjęcie ma w fałszywym 
dowodzie. Powiedziała tylko: „Moja kuzynka już nie potrzebuje dowodu”.
 

– Jakby umarła? – westchnęła Spencer.

 

Emily szeroko otworzyła oczy.

 

– W wypadku?

 

– Nie mogła zginąć w tym wypadku. – Hanna spoglądała to 

w prawo, to w lewo. – Gdy przyjechałyście, wciąż oddychała.
 

– Tak? – Aria zmrużyła oczy. – Któraś z was to sprawdziła?

 

Emily popatrzyła na przyjaciółki.

 

– Nie pamiętam, czy to zrobiłyśmy.

 

– Ja też nie.

 

Spencer zzieleniała na twarzy.

 

– A jeśli ją zabiłyśmy w czasie przenoszenia? – Oparła się ciężko 

o metalowy słup podtrzymujący zadaszenie. – Upuściłam ją.
 

– Nie wyciągajmy pochopnych wniosków, Spencer – szybko 

uspokoiła ją Aria, choć ona też wyglądała tak, jakby zrobiło się jej 
niedobrze.
 

– Jak myślicie, skąd A. to wszystko wie? – zapytała Emily.

 

Hanna wzruszyła ramionami.

 

– Jeśli A. to Naomi, to mogła zobaczyć wypadek z domu. Jest 

położony na wzgórzu i widać z niego tamto miejsce. Nigdy wcześniej nie 
przyszło mi to do głowy.
 

– A może Madison przeżyła, zobaczyła dziewczynę grającą ciebie 

Ślicznej zabójczyni i powiązała wszystkie fakty – włączyła się Aria.
 

– Nie, Madison musiałaby się wcześniej zorientować – powiedziała 

background image

Hanna. – Jeśli Naomi to A., dowiedziała się o wszystkim zaraz po 
wypadku i zaczęła nas śledzić. Stąd wie o Gayle i Kelsey.
 

Emily w zamyśleniu pokiwała głową. Tamtego lata była w domu 

Gayle, która potem w kawiarni zaproponowała, że kupi jej dziecko. Jeśli 
Naomi ją śledziła, bez trudu zorientowała się, co jest grane.
 

Aria przesunęła dłońmi po twarzy.

 

– Nie jestem taka pewna, czy to ma sens, że Naomi to A. Skąd 

znałaby wszystkie sekrety, o których wie A.? Na przykład o Spencer i jej 
wpadce z narkotykami. Albo że Emily miała dziecko. Albo o Jamajce. To 
wszystko stało się przed wypadkiem Madison.
 

– Łatwo wyjaśnić, skąd wie, co nam się przydarzyło latem. Naomi 

mieszka w Rosewood. – Hanna otworzyła szeroko oczy. – Przyjaźni się 
z Kate i była u mnie w domu ze sto razy. Mogłaby wygrzebać tony 
brudów. O tak. – Pstryknęła palcami.
 

Spencer przygryzła wargę.

 

– Fakt, że Naomi często się koło nas kręciła, kiedy dostawałam od A. 

wiadomości na temat Kelsey. Grała jedną z wiedźm w Makbecie.
 

– I przyssała się do Klaudii. Przez jakiś czas dostawałam na jej temat 

mnóstwo SMS-ów od A. – dodała Aria z namysłem. – I była u Noela, 
kiedy dostałam od A. wiadomość na temat jego rodziny.
 

Wszystkie spojrzały na Emily, czekając, jaką informację o Naomi 

ona dołoży. Lecz Emily tylko wzruszyła ramionami.
 

– Nigdy z nią nie rozmawiałam.

 

– Była na pogrzebie Gayle, pamiętasz? – przypomniała jej Hanna. – 

Nie wydaje ci się to podejrzane?
 

Emily patrzyła na flagę powiewającą na maszcie nad ich głowami. 

Sama nie wiedziała, czy to dziwne, czy nie.
 

– Przecież w Rosewood mieszka mnóstwo ludzi i mógł nas 

podglądać ktoś inny. A ta historia z Jamajką nie ma sensu – wyszeptała. – 
Naomi tam nie było, zobaczyłybyśmy ją. Skąd miałaby się o tym 
dowiedzieć?
 

– Musi istnieć jakieś powiązanie – powiedziała Hanna. – Może tam 

była, ale jej nie zauważyłyśmy.
 

Spencer przebiegła palcami po klawiaturze telefonu.

 

– Nie, Naomi spędziła ferie wiosenne w St. Bart’s, tak napisała na 

swoim profilu na Facebooku.
 

– No dobra, może A. to dwie osoby. Jedna widziała, co się działo na 

Jamajce, a Naomi później nas dręczyła – zasugerowała Hanna.
 

Spencer zacisnęła powieki.

background image

 

– Boże. Głowa zaraz mi pęknie. Teraz mamy się jeszcze zastanawiać, 

kto może być drugim A.?
 

Emily wzięła głęboki oddech.

 

– Chyba mam pomysł.

 

Hanna zmierzyła ją wzrokiem.

 

– Niech zgadnę. Prawdziwa Ali?

 

– Tak, Ali – powiedziała cicho Emily.

 

Jeśli Jordan bez trudu przekradła się na statek, to niby czemu 

Prawdziwa Ali nie mogła zrobić tego samego.
 

Spojrzała przez ramię, przerażona, że Ali je obserwuje. Daleko nad 

morzem błysnęło się. W światłach połyskiwały kałuże. Na samą myśl, że 
mogłaby stanąć oko w oko z Ali na statku, dostała gęsiej skórki. Przecież 
tu było tyle miejsc, w których mogłaby się ukryć.
 

– Prawdziwa Ali nie żyje – oznajmiła Spencer tonem nieznoszącym 

sprzeciwu. – To musi być ktoś inny.
 

Aria chrząknęła.

 

– Mnie też się dziś przydarzyło coś dziwnego. – Wzięła głęboki 

oddech. – Pamiętacie, że zapisałam się na poszukiwanie skarbów? Moim 
partnerem został chłopak, który niedawno przeniósł się ze szkoły w New 
Jersey. Rozmawiałam z nim przez chwilę i okazało się, że znał Tabithę.
 

– Chyba żartujesz – powiedziała Hanna grobowym głosem.

 

Aria pokręciła głową.

 

– Co gorsza, on był jej chłopakiem.

 

– Co takiego? – pisnęła Hanna.

 

– Serio? – zdumiała się Spencer.

 

– Wiem. – Aria miała taką minę, jakby ją właśnie torturowano. – 

Chyba cały wszechświat sprzysiągł się przeciwko nam.
 

– Albo A. chce się zemścić – powiedziała Spencer. – A może ten 

chłopak to A.? Ma lepszy motyw niż Naomi albo Prawdziwa Ali. To 
prawdopodobne, że przyjechał wtedy na Jamajkę z Tabithą.
 

Aria przestępowała z nogi na nogę.

 

– No, nie wiem. Graham powiedział, że był w Chile zeszłego lata. 

Niby jak mógł być świadkiem wszystkich tych wydarzeń i jeszcze ukraść 
pieniądze ze skrzynki pocztowej Gayle? Chyba mogłabym jakoś to 
sprawdzić, kiedy następnym razem się z nim spotkam.
 

Spencer spojrzała na nią szeroko otwartymi oczami.

 

– Nie możesz się z nim spotykać! A jak coś ci się wypsnie? – 

Zamrugała. – Czy to znaczy, że na statku jest jeszcze ktoś, kto znał 
Tabithę? Tu może być mnóstwo jej przyjaciół, którzy wspólnie wysyłają 

background image

nam wiadomości, podpisując się jako A.!
 

Aria pokręciła głową.

 

– Nie, nie, Graham przeniósł się z dawnej szkoły Tabithy do liceum 

w Filadelfii. Nie ma tu żadnych jej przyjaciół.
 

– A ja i tak uważam, że Spencer ma rację – powiedziała Hanna. – 

Trzymaj się z dala od tego chłopaka. Wydaje mi się, że przez niego 
możesz niepotrzebnie wpaść w tarapaty.
 

Aria wyglądała na zirytowaną.

 

– Nie mogę przestać się do niego odzywać. Czułabym się strasznie.

 

– Dlaczego? – zapytała Spencer.

 

Aria wpatrywała się we własne dłonie.

 

– Naprawdę uważacie, że to wszystko ujdzie nam na sucho? To może 

być dla mnie ostatnia szansa, żeby zadośćuczynić komuś, z kim ona była 
związana, zanim pójdę do więzienia.
 

Spencer popatrzyła na nią jak na wariatkę.

 

– Zamierzasz powiedzieć mu prawdę?

 

Aria pokręciła głową.

 

– Nie. Ale czuję, że jestem mu coś winna. Chcę, żeby poczuł się 

trochę lepiej.
 

– Nic mu nie jesteś winna! – ryknęła Spencer. – Czujesz się tak tylko 

dlatego, że A. robi ci wodę z mózgu!
 

– To chyba tak samo dobry powód, jak każdy inny. – Aria bezradnie 

wzruszyła ramionami. – Dałyśmy się zapędzić w kozi róg! Nie wiem, co 
robić.
 

Wszystkie zamknęły oczy. Emily ogarnęła potężna fala strachu. Czy 

rzeczywiście dały się zapędzić w kozi róg? Co się stanie, gdy A. ujawni 
całą prawdę? Miały na sumieniu wiele grzechów, szczególnie jeśli 
Madison umarła. Nic nie ukryło się przed A.
 

Spencer chrząknęła.

 

– Słuchajcie, jak się dowiemy, kim jest A., ta osoba zostanie 

oskarżona o zabicie Gayle, a my się obronimy. – Spojrzała na Hannę. – 
Mieszkasz w pokoju z Naomi. Przeszukaj jej rzeczy. Zobacz, czy ma drugi 
telefon, tak jak kiedyś Mona. Albo włam się na jej konto mailowe 
i sprawdź, czy w pliku wysłanych wiadomości są jakieś podpisane jako A.
 

Hanna zaczęła obgryzać paznokieć.

 

– Naprawdę chcesz, żebym ot, tak grzebała w rzeczach A.? Już 

zapomniałaś o innych sprawkach A.? O zabójstwie Gayle? O tym, jak 
w twoim brownie znalazło się nagle LSD?
 

– Ale...

background image

 

Spencer chciała zaprotestować, lecz zamilkła. Po drugiej stronie 

pokładu zaskrzypiała jakaś luźna klepka w podłodze. Spencer chwyciła za 
ramię Emily, która wytężając wzrok, przerażona próbowała dostrzec, co 
czaiło się w ciemności. Przez chwilę w powietrzu unosił się zapach 
owocowych perfum, a potem zniknął. Później słyszała jedynie bicie swego 
serca.
 

Kiedy odezwał się telefon Hanny, wszystkie aż podskoczyły.

 

– To tylko Mike – powiedziała Hanna, spoglądając na ekran. – Chce, 

żebym dziś nocowała w jego pokoju.
 

– Zamierzasz spać u Mike’a? – Aria zrobiła zmartwioną minę. – 

Oboje możecie wpaść w tarapaty.
 

– Wolę wpaść w tarapaty, niż dać się zabić – rzuciła Hanna 

i pospiesznie odeszła, rozglądając się w ciemności, zanim zeszła na dół po 
schodach.
 

Po chwili Spencer spojrzała na dziewczyny i jęknęła z desperacją, 

a potem również odeszła. Zostały tylko Aria i Emily. Wyszły spod 
zadaszenia i spojrzały na siebie z przerażeniem.
 

– Powiedz mi, że to się nie dzieje naprawdę – wyszeptała Emily.

 

Aria starła krople deszczu z oczu.

 

– Nie mogę tak dłużej żyć, Em.

 

– Wiem. Ja też nie.

 

Daleko nad morzem niebo przecięła kolejna błyskawica. Emily 

podeszła do Arii i objęła ją ramieniem. Aria też się do niej przytuliła i stały 
tak przez kilka sekund, osłaniając się nawzajem przed rozszalałym 
żywiołem.
 

A może także przed A.

 

background image

 10

 SKOK NA GŁĘBOKĄ WODĘ

 

 

 

W środę rano Spencer stała na przystani w St. Martin. Statek 

wycieczkowy, który rankiem przybił do brzegów wyspy, zacumował 
w zatoce pośród o wiele mniejszych łodzi motorowych i promów. 
Wyglądał jak osiemnastolatek w tłumie pierwszoklasistów. Niebo miało 
różowo-szary kolor, w powietrzu unosił się zapach rozgrzanych słońcem 
chodników, a właściciele sklepów jubilerskich zdejmowali kraty z witryn 
i wywieszali tabliczki z napisami: „WYPRZEDAŻ DIAMENTÓW!” 
i „NAJLEPSZE CENY NA WYSPIE!”.
 

Jakieś dwadzieścia osób z zajęć nurkowania też stało na przystani, 

pospiesznie wkładając kombinezony i wybierając wypożyczony sprzęt do 
nurkowania. Kirsten rozsmarowała krem z filtrem na ramionach i podała 
tubkę Spencer.
 

– Naprawdę masz zamiar nurkować sama, z dala od grupy?

 

Spencer już otworzyła usta, żeby powiedzieć „tak”, ale się zawahała. 

Może jednak nie powinna oddalać się od grupy, jeśli A. czai się w pobliżu.
 

Rozglądała się po przystani, czując nerwowy skurcz żołądka. „A. jest 

z nami na statku”, myślała. Z jednej strony wydawało się jej to 
niemożliwe. Ale z drugiej – miało sens. Przecież ten ktoś śledził je 
wszędzie. To oczywiste, że A. jest tutaj i śledzi ich każdy krok.
 

– Dzień dobry, Spencer.

 

Za nią stał Reefer w kraciastych spodenkach do pływania, które 

odsłaniały jego muskularne nogi. Trzymał w dłoni parę płetw 
w odblaskowym, zielonym kolorze.
 

– Czy to nie piękny dzień? – dodała Naomi z uśmieszkiem, stojąc 

obok niego.
 

Zamiast ochronnego kombinezonu, jak każdy przyzwoity 

płetwonurek, miała na sobie skąpe bikini w metalicznym kolorze, które 
odsłaniało jej obfity biust. Kiedy zauważyła, jak Spencer mierzy ją 
wzrokiem od stóp do głów, zbliżyła się do Reefera, tak że prawie deptała 
mu po stopach.

background image

 

– Hej – przywitała się głucho Spencer, a potem odwróciła się do nich 

tyłem.
 

Od kiedy zaczęły się zajęcia z nurkowania, Reefer nie miał dla niej 

czasu. Poprzedniego wieczoru, tuż przed kolacją, dostała od niego 
uroczego SMS-a, w którym obiecał ją odszukać, lecz po kilku minutach 
przyszła kolejna wiadomość: „Przepraszam, Naomi chce pogadać, 
spotkamy się kiedy indziej”. Po kolacji, kiedy razem z Arią wałęsały się 
po pasażu handlowym, zauważyła Reefera z Naomi w kącie, a ich głowy 
zbliżały się do siebie niebezpiecznie blisko.
 

Schyliła się i podniosła butlę z tlenem. Kiedy zobaczyła swoje 

odbicie w chromowanej powierzchni, skrzywiła się. Jasnożółty 
kombinezon do nurkowania Body Glove podkreślał je poszarzałą cerę. 
Wieczorem była tak zmęczona, że nawet nie wzięła prysznica, więc jej 
włosy zwisały w tłustych, słonych strąkach. Z Naomi nie miała żadnych 
szans.
 

Przypomniała sobie, co Hanna powiedziała o Naomi. Czy to 

możliwe, że ona to A.? Nawet jeśli nie, to miała wiele powodów, by być na 
nie wściekła. Szczególnie jeśli dowiedziała się od A., co zrobiły jej 
kuzynce. Zeszłej nocy, kiedy Hanna dostała tę wiadomość, Spencer leżała 
w łóżku, myśląc o wypadku samochodowym na Reeds Lane. Nie mogła 
uwierzyć, że prawie o nim zapomniała.
 

Gdy odjechały z miejsca tego okropnego wypadku, nerwowo 

spojrzała na Hannę.
 

– A jak ta dziewczyna się obudzi i przypomni sobie, kim jesteś?

 

– Przedstawiłam się jej jako Olivia i powiedziałam, że mieszkam 

w Yarmouth – wymamrotała niewyraźnie Hanna.
 

– A jak zobaczy twoje zdjęcie w „People”?

 

Hanna gwałtownie odwróciła głowę i spojrzała za okno.

 

– Cóż, miejmy nadzieję, że tak się nie stanie.

 

Sądząc po tym, że policja nie zapukała do tej pory do drzwi Spencer 

i nie zadawała jej pytań, i że o tej historii nie donosiły wiadomości, 
Madison pewnie niczego nie pamiętała. Spencer miała nadzieję, że 
Madison była zbyt pijana, ale wciąż jakiś cichy głos w jej głowie szeptał, 
że powód mógł być zupełnie inny. Na zajęciach z pierwszej pomocy 
zawsze uczono, żeby pod żadnym pozorem nie ruszać osób, które uległy 
wypadkowi. A kiedy Spencer upuściła Madison, rozległo się to okropne 
chrupnięcie kości, które teraz Spencer słyszała w uszach, jakby odgrywane 
z zacinającej się płyty. Czuła, że jest najgorsza z wszystkich ludzi na 
świecie.

background image

 

Poczuła na sobie wzrok Naomi i przeszył ją dreszcz. Zorientowała 

się, że Reefer też się na nią gapi. Wyprostowała się i ruszyła w stronę busa. 
Reefer odłączył się od Naomi i poszedł za nią.
 

– Szukałem cię dziś rano przy akwarium – powiedział.

 

– Mhm – mruknęła Spencer, przygryzając policzek od środka.

 

– Myślałem, że to będzie nasz stały punkt spotkań.

 

– Postanowiłam wcześniej wstać – rzuciła Spencer, nie patrząc na 

Reefera.
 

– Spencer.

 

Reefer złapał ją za ramię, ale Spencer wyrwała mu się i szła przed 

siebie. Nawet nie przystanęła, żeby podnieść maskę do nurkowania, która 
wysunęła się jej z palców i upadła na chodnik. Reefer podniósł ją i pobiegł 
za Spencer.
 

– Spencer. Zatrzymaj się.

 

Spencer przewróciła oczami i stanęła.

 

Reefer patrzył na nią przepraszająco.

 

– Jesteś na mnie zła?

 

„Jestem na ciebie wściekła!”, miała ochotę krzyknąć Spencer. Ale 

wyjęła tylko maskę z dłoni Reefera i uśmiechnęła się sztywno.
 

– Nie.

 

Reefer spojrzał przez ramię na Naomi, która teraz rozmawiała 

z Timem.
 

– To tylko moja kumpelka. Spotkaliśmy się na imprezie w Princeton. 

Odwiedzała kampus.
 

Spencer zmarszczyła brwi. Naomi wybierała się do Princeton? 

Spencer nie wiedziała o tym.
 

– Zeszłej nocy prawie mnie porwała – wyszeptał Reefer. – Chciałem 

iść z tobą na kolację, ale ona zaciągnęła mnie do pasażu handlowego 
i opowiadała mi o jakichś problemach rodzinnych, przez które teraz 
przechodzi.
 

Spencer poczuła ukłucie.

 

– Rodzinne problemy? Jakie?

 

Śmierć kuzynki? Wypadek, którego sprawca zbiegł? A jeśli Naomi 

już się dowiedziała od A., co się naprawdę stało?
 

– Chodziło o jakąś rodzinną kłótnię, nie wiem. – Reefer wzruszył 

ramionami. – Nie chciałem zostawiać jej na lodzie. No dobra, nie będę 
ściemniał, wtedy w Princeton chodziło o coś więcej niż kumplowanie. Ale 
to już przeszłość. Teraz podoba mi się ktoś inny.
 

Spojrzał znacząco na Spencer. Choć miała ochotę pozostać 

background image

niewzruszona, jej gniew trochę stopniał.
 

Spencer próbowała nie patrzeć na Reefera, bo nie chciała mu zbyt 

łatwo wybaczyć. Wtedy Naomi podeszła do nich i położyła mu dłoń na 
ramieniu.
 

– Świetnie się z tobą bawiłam wczoraj wieczorem, Raif. Tak miło 

było znowu z tobą pogadać.
 

Spencer cała ścierpła, gdy Naomi nazwała go Raif, jakby łączyła ich 

jakaś szczególna więź. Reefer otworzył usta i już miał odpowiedzieć, 
kiedy Tim klasnął.
 

– No dobra, słuchajcie! Zanim zaczniemy po raz pierwszy nurkować, 

chcę, żeby wszyscy dobrali się w pary. Będziecie ubezpieczali swoich 
partnerów, kiedy zejdziecie pod wodę. Musicie wszyscy czuć się 
bezpiecznie.
 

Kiedy Spencer spojrzała na Reefera, Naomi już zaborczo położyła 

mu dłoń na ramieniu. Spencer się odsunęła. „No to po zawodach”, 
pomyślała. Ale nagle poczuła dłoń na plecach.
 

– Nie ma mowy. Jesteś ze mną.

 

Reefer posłał jej pełen nadziei uśmiech. Naomi stała za nim 

zszokowana. Kilka sekund później wzruszyła ramionami i śmiertelnie 
obrażona odsunęła się na bok.
 

– Oczywiście, jeśli nie masz nic przeciwko temu – dodał cicho 

Reefer. – Chcesz być ze mną w parze?
 

Spencer udawała, że się namyśla.

 

– Może. Ale i tak jesteś mi coś winien za to, że zostawiłeś mnie na 

lodzie wczoraj wieczorem.
 

– Może w takim razie dasz się zaprosić na kolację? – zapytał Reefer, 

biorąc ją pod ramię. – Gdzieś na wyspie. Nie wiem jak ty, ale ja mam już 
serdecznie dość frytek z organicznych batatów i czosnku, który dodają do 
wegetariańskich burgerów.
 

Spencer przez moment poczuła wyrzuty sumienia. Pomysł, by iść na 

randkę, gdy gdzieś w pobliżu czai się A., wydawał się jej czystym 
szaleństwem. Ale może powinna korzystać z tych ostatnich chwil 
wolności? Pewnie już nigdy nie nadarzy się jej taka okazja.
 

– Świetny pomysł – powiedziała.

 

Razem wsiedli do samochodu i zajęli miejsca obok siebie 

w środkowym rzędzie, a Naomi musiała zadowolić się siedzeniem z tyłu, 
obok sprzętu. Kiedy wyjechali z parkingu, zza chmur wyszło słońce. 
Spencer czuła na skórze jego cudowne ciepło. I po raz pierwszy od wielu 
tygodni na krótką chwilę spłynął na nią błogi spokój.

background image

 

background image

 11

 SWATY NA PLAŻY

 

 

 

Tego ranka Aria stała z Grahamem na rogu ulicy we francuskiej 

dzielnicy wyspy St. Martin. Rozklekotane autobusy przejeżdżały obok 
nich z zawrotną prędkością. Starzy, spaleni słońcem mężczyźni siedzieli 
w ogródkach kawiarnianych, popijając cappuccino. W oddali szumiały 
fale, a na pobliski parking zleciało się jakieś sto mew, walcząc 
o porzuconą torebkę z chipsami.
 

Aria wzięła głęboki oddech i popatrzyła na wskazówki, które 

powinny doprowadzić ich do skarbu. Miały formę wiersza i były 
przytwierdzone do dużego kawałka węgla.
 

– „Zrobisz ze mnie szafkę, tratwę oraz dżem” – przeczytał 

wskazówkę Graham. – „Chronię przed żółwiami, produkuję tlen!” – 
Spojrzał na Arię. – Masz jakiś pomysł?
 

Aria dotknęła węgla. Na palcach zostały jej czarne ślady.

 

– Co ma wspólnego kawałek węgla z dżemem?

 

Graham obracał w palcach sznurek od kaptura bluzy, która mocno 

pachniała kwiatowym płynem do zmiękczania tkanin.
 

– Może to roślina. Z jednej części powstaje węgiel, a na drugiej 

rosną jagody i można z nich zrobić dobry dżem.
 

– To ma sens! – uśmiechnęła się Aria. – Jak na to wpadłeś?

 

Graham wzruszył ramionami.

 

– W czasie spotkań TTA w lesie musimy się wykazywać 

przedsiębiorczością. Mogę się założyć, że część tego drzewa, którego 
szukamy, to ważny składnik prochu strzelniczego. – Uśmiechnął się 
z dumą. – W mojej jednostce zajmuję się amunicją.
 

Aria już chciała powiedzieć, że w średniowieczu na pewno nie istniał 

proch strzelniczy, ale ugryzła się w język. Rozejrzała się.
 

– Może jakiś mieszkaniec wyspy mógłby nam podpowiedzieć, 

z owoców którego drzewa robi się dżem?
 

Graham pokiwał głową, a potem ruszył po nierównym chodniku 

w stronę znaku, na którym, jak się wydawało Arii, było po francusku 

background image

napisane: „Pijalnia soków”. Zauważyła rycerza narysowanego na 
podkoszulku Grahama. Oprócz informacji o prochu musiała jeszcze 
wysłuchać długiego monologu o zaletach przenośnych ubikacji 
i gotowania w kotle w czasie biwaków Towarzystwa Twórczego 
Anachronizmu.
 

Wciąż nie mogła uwierzyć, że Graham chodził z Tabithą. Kiedy 

tylko Gretchen skończyła ich pierwsze spotkanie, Aria pobiegła do swojej 
kajuty i przejrzała stronę upamiętniającą Tabithę, szukając wpisów 
Grahama. Większość z nich była mglista i dość niewinna: „Spoczywaj 
w pokoju” albo „Tęsknimy za tobą, Tab”. Ale kiedy ojciec Tabithy mówił 
o zaniedbaniach kurortu, Graham się uaktywnił. Uważał, że personel 
Klifów nie powinien był podawać alkoholu nieletnim. A od kiedy 
w wiadomościach podano, że Tabitha nie zmarła z powodu alkoholu, we 
wpisach Grahama czuło się narastającą wściekłość. „Ktokolwiek to zrobił, 
policja go wytropi i złapie”.
 

Gdy Aria to przeczytała, wegetariańskie chili, które zjadła na kolację, 

podeszło jej do gardła. Zeszłej nocy śniło się jej, że znajduje Tabithę na 
plaży. Kiedy odwróciła jej bezwładne ciało, za nią stanął Graham.
 

„Aria? – wydawał się zdumiony. – Co ty tu robisz?” A potem twarz 

mu się zmieniła i było widać, że pojmuje, co się stało.
 

„To był wypadek! – zawołała Aria. – Ona sama stanęła na krawędzi, 

ja jej nawet nie musiałam popychać!”
 

W oczach Grahama pojawiły się łzy. A potem wyciągnął ręce, żeby 

ją udusić. I wtedy się obudziła.
 

Czuła, że musi coś zrobić dla Grahama. Owszem, jej przyjaciółki 

zgodnie twierdziły, że nie powinna się z nim spotykać, ale ona nie 
żartowała, kiedy zeszłego wieczoru mówiła o tym, że to dla niej jedyny 
sposób pozbycia się przytłaczającego poczucia winy. Gdyby 
zaprzyjaźniła się z Grahamem, gdyby on mógł się wypłakać na jej 
ramieniu i opowiedzieć o Tabicie – jeśli tego właśnie potrzebował – może 
Aria choć trochę zadośćuczyniłaby za to, co zrobiła.
 

Zadzwoniły dzwonki i z baru wyszedł Graham z triumfalną miną.

 

– Właściciel tego baru twierdzi, że świetny dżem można zrobić 

z kokoloby gronowej. Twierdzi też, że ta roślina służy czasem jako 
naturalna bariera przed żółwiami morskimi.
 

Aria uniosła brwi.

 

– Nigdy nie słyszałam o kokolobie gronowej.

 

Graham wyciągnął telefon, włączył wyszukiwarkę internetową 

i wpisał w Google nazwę „kokoloba gronowa”. Na ekranie pojawiło się 

background image

zdjęcie rozłożystego drzewa z gronami zielonych owoców podobnych do 
winogron.
 

– Największe skupisko drzew kokoloby znajduje się na 

południowym krańcu wyspy – przeczytał na głos.
 

– No to chyba musimy tam ruszać – zakomenderowała Aria, a potem 

odwróciła się i poszła chodnikiem w stronę oceanu.
 

Graham zamknął wyszukiwarkę internetową i włączył główne menu. 

Kiedy Aria zobaczyła, że jako tło ma ustawione zdjęcie Tabithy, krzyk 
uwiązł jej w gardle. Tabitha siedziała na kamiennym murku, w różowej 
bluzce i obcisłych dżinsach.
 

Aria odwróciła się, ale Graham zauważył, na co patrzyła.

 

– Och, to moja dziewczyna. Ta, która... no wiesz.

 

Aria pokiwała głową, przyglądając się znajomym blond włosom 

Tabithy, jej wielkim, niebieskim oczom i ledwie widocznym bliznom na 
szyi po poparzeniu w dzieciństwie.
 

– Jest, hm, bardzo ładna.

 

– Tak – westchnął ciężko Graham. – Była przepiękna. – Głos trochę 

mu się łamał.
 

Aria zatrzymała się na rogu ulic.

 

– Pewnie za nią tęsknisz?

 

Graham pokiwał głową.

 

– Ciężko mi... Dziwnie się czuję. Nie znam nikogo innego w naszym 

wieku, kto umarł. Trudno mi było się z tym pogodzić, co fatalnie o mnie 
świadczy, bo kiedy ona umarła, już z sobą nie chodziliśmy.
 

Minął ich pędzący samochód, a koniuszki włosów Arii poderwały się 

w górę.
 

– Nie?

 

On pokręcił głową.

 

– Chodziliśmy z sobą na początku liceum, ale mnie cały czas się 

wydawało, że ona tylko czeka na jakąś lepszą okazję. Gdy kiedyś 
zaprosiłem ją na szkolną imprezę, zareagowała takim zblazowaniem, jakby 
wolała pójść z kimś innym. – Kopnął kamyczek leżący na drodze. – Kiedy 
z sobą zerwaliśmy, okropnie jej nagadałem, wyzywałem ją od wariatek. 
Ale potem, gdy drugi raz wylądowała w szpitalu, czułem się jak ostatni 
kretyn.
 

– B-była w szpitalu? – zapytała Aria, udając zdumienie.

 

– Tak, przez wiele lat co chwila lądowała w szpitalu – odparł 

Graham, odsuwając się od krawędzi chodnika, żeby nie przejechał go 
rozpędzony skuter.

background image

 

– Dlaczego?

 

– Cierpiała na depresję. Miała mnóstwo problemów z rodziną.

 

Zza rogu nie wyjeżdżały już żadne samochody, więc przeszli przez 

ulicę.
 

– Odwiedzałeś ją? – zapytała Aria.

 

– Raz. – Skrzywił się. – Miejsce, w którym przebywała, z zewnątrz 

wyglądało pięknie i miało fantastyczne lobby, ale pokoje pacjentów robiły 
żałosne wrażenie.
 

– Aha – powiedziała Aria, starając się zachować neutralną minę. Od 

razu rozpoznała opis Zacisza Addison-Stevens. – Miała tam jakichś 
przyjaciół?
 

Graham przez chwilę wpatrywał się w niebo, zastanawiając się.

 

– Były tam dwie blondynki, które zachowywały się jak królowe ula. 

Kiedy odwiedziłem Tabithę, nie odstępowały nas na krok. Chyba mnie 
badały, jakby chciały ocenić, czy jestem godny rozmowy z nią.
 

Arię przeszły ciarki, choć gorące słońce świeciło prosto na jej głowę. 

Zastanawiała się, czy jedną z tych dziewczyn była Ali.
 

– Był tam też jakiś facet – mówił dalej Graham. – Widać było, że 

Tabitha mu się podoba. Z drugiego końca sali rzucał mi mordercze 
spojrzenia. – Zacisnął mocno zęby. – Ona chyba się z nim spotykała. 
Wszystkie dziewczyny uważały go za wielkiego przystojniaka.
 

Graham spojrzał na Arię.

 

– Mówię o niej jak o wariatce, ale ona była normalna i wspaniała. 

Wszyscy za nią szaleli. Nie wiem nawet, czemu mnie wybrała. – Znowu 
westchnął. – Rozmawiałem o tym z terapeutką. To ona mnie namówiła na 
tę wycieczkę. Twierdziła, że to mi pomoże przejść do porządku dziennego 
nad tym, co się stało, odciąć się od tego szaleństwa, które teraz 
zapanowało w Maplewood.
 

– Świetnie cię rozumiem.

 

Aria czuła takie mrowienie na skórze, że miała ochotę się podrapać. 

Co powiedziałby Graham, gdyby się dowiedział, że stoi obok morderczyni 
Tabithy?
 

Dotarli do publicznej plaży z niewielkim drewnianym molo. 

Znudzony mężczyzna stał pod pasiastym parasolem, sprzedając napoje 
chłodzące z lodówki. Na stanowisku dla ratowników siedziało dwóch 
opalonych chłopaków, obserwujących kilku pływaków. Po lewej stronie 
rosły gęste drzewa. Zielone, okrągłe owoce w gronach zwisały z gałęzi, 
a w powietrzu unosił się słodki, przyjemny zapach. Drzewa wyglądały 
dokładnie tak jak na zdjęciu, które Graham znalazł w internecie.

background image

 

Nad ich głowami kołysały się gęste liście. Aria wypatrzyła kopertę 

przytwierdzoną do pnia jednego z drzew. W prawym górnym rogu 
widniało logo statku wycieczkowego.
 

– Następna wskazówka! – wykrzyknęła.

 

Oderwała kopertę od pnia. W środku znalazła instrukcję, by po 

przeczytaniu włożyć liścik z powrotem do koperty, żeby mogli go znaleźć 
inni poszukiwacze, a pod spodem widniał link do strony internetowej, 
która miała ich zaprowadzić w następne miejsce.
 

Pokazała Grahamowi, co znalazła.

 

– Jesteśmy fantastyczni! Przybij piątkę!

 

Uniosła dłoń, a Graham w nią klasnął. Nagle jego wzrok 

powędrował w stronę plaży. Aria się odwróciła. Obok stanowiska 
ratowników stały dwie dziewczyny i smarowały nogi kremem do opalania.
 

– Coś się stało? – zapytała.

 

Graham włożył ręce do kieszeni i się odwrócił.

 

– Nie.

 

Aria przyjrzała mu się badawczo, a potem jeszcze raz spojrzała na 

dziewczyny. Jedna miała na nogach klapki Birkenstock, a jej długie, dziko 
rozwiane włosy powodowały, że wyglądała jak hipiska. Druga, 
z brązowymi włosami i kolczykiem w nosie, była krótko ostrzyżona. Aria 
poznała obie. Dziś rano, w czasie śniadania na statku, stały za nią 
w kolejce po gofry.
 

– Chodzą do twojej szkoły?

 

– Mhm – przytaknął Graham.

 

– Bardzo ładne.

 

Graham wyglądał tak, jakby łamano go kołem.

 

– Bardzo, ale co z tego?

 

– Nie masz ochoty umówić się z jedną z nich?

 

Graham prychnął.

 

– Akurat się zgodzą.

 

– Czemu nie?

 

Graham zaśmiał się ponuro.

 

– Szczerze? Nie umiem rozmawiać z dziewczynami. Szczególnie od 

kiedy Tabitha dała mi kosza. Poza tym, niby czemu miałyby się umówić 
z wieśniakiem, który udaje rycerza?
 

Aria stanęła pod znakiem zakazu parkowania podpisanym po 

francusku i spojrzała na Grahama.
 

– Wcale nie jesteś wieśniakiem! Spójrz na siebie! Jesteś przystojny, 

zabawny i inteligentny. Mnóstwo dziewczyn dałoby się pokroić, żeby móc 

background image

się z tobą umówić!
 

Graham się zaczerwienił.

 

– Wątpię.

 

Aria położyła dłonie na biodrach.

 

– A ja nie. Wiesz co? Udowodnię ci to. Z moją pomocą pod koniec 

tej wycieczki umówisz się z którąś z tych ślicznotek.
 

Graham poderwał głowę.

 

– Nie!

 

– Mówię serio! Która ci się podoba? Ta podobna do elfa, 

z kolczykiem w nosie, czy Panna Hipiska?
 

Graham zaśmiał się, słysząc te przezwiska.

 

– No dobra. Przyznaję, że podoba mi się Elf. Ma na imię Tori. Ale 

naprawdę, do niczego między nami nie dojdzie. Od dwóch miesięcy mi się 
podoba, tylko że nic z tego nie będzie.
 

– A rozmawiałeś z nią?

 

– Hm, nie. – Graham zanurzył stopę w piasku.

 

Aria jęknęła zniecierpliwiona.

 

– No to faktycznie sam zadbałeś o to, żeby nic się nie wydarzyło. Na 

moje oko to idealna dziewczyna dla ciebie. Idź i zaproponuj jej napój 
z tego straganu.
 

– Teraz? – spanikował Graham.

 

– Tak, teraz!

 

Arii ten pomysł bardzo się spodobał. Miała szansę zrobić coś 

dobrego dla Grahama i odpokutować za to, co uczyniła Tabicie. Wyrównać 
rachunki z wszechświatem. Poprawić swoją karmę.
 

Podeszła do stoiska z napojami i kupiła cztery oranżady, dwie dla 

siebie i Grahama i dwie dla nieznajomych dziewczyn.
 

– Teraz już nawet nie musisz niczego kupować. Po prostu idź do Elfa 

i Hipiski i zaproponuj im coś do picia. I zacznij z nimi rozmowę.
 

– Ale o czym?

 

– Nie wiem! – wykrzyknęła Aria, śmiejąc się głośno. – O francuskich 

napojach chłodzących! O czymkolwiek! No już, do dzieła!
 

Graham oblizał wargi. Ale po chwili wyraz udręczenia zniknął z jego 

twarzy, a on sam wydawał się wręcz podekscytowany.
 

– No dobra – powiedział wreszcie.

 

Brnąc w piasku, podszedł do dziewczyn z dwiema pękatymi 

butelkami. Gdy się zbliżył, one osłoniły oczy. Przyjęły od niego napoje 
i odkręciły butelki. Graham kucnął obok i powiedział coś do Elfa, a ona 
się zaśmiała.

background image

 

„Tak”, pomyślała Aria, pijąc oranżadę. Czuła się jak Kupidyn.

 

Nagle w jej torbie zadźwięczał telefon. Sięgnęła po niego. Dostała 

nową wiadomość. W okienku nadawcy widać było tylko bezładny ciąg 
cyfr i liter.
 

Po plecach przeszły jej ciarki. Dwoje wyraźnie zdezorientowanych 

turystów z saszetkami na biodrach wpatrywało się w mapę stojącą po 
drugiej strony ulicy biegnącej wzdłuż plaży. Piękna czarnoskóra kobieta 
w kwiecistym bikini rozłożyła ręcznik na piasku. Jakaś dziewczyna 
podeszła do stoiska z napojami i kupiła lemoniadę. Kiedy odchodziła, 
spojrzała Arii prosto w oczy. To była Naomi. Jej niebieskie oczy nawet nie 
mrugnęły. Na twarzy miała złośliwy uśmieszek, a w dłoni ściskała telefon.
 

Aria szybko się odwróciła i o mało nie wpadła pod rozpędzone auto. 

Potem spojrzała na ekran telefonu i otworzyła wiadomość.
 

Jak miło, że pomagasz mu wrócić do gry, Ario. Każdy czasem 

potrzebuje zdrowego kopa, prawda?
 

.

 

background image

 12

 DUETY

 

 

 

Później, po południu, kiedy skończył się kurs projektowania 

karaibskiej biżuterii, Hanna ciężko opadła na krzesło przy stoliku w bistro 
obok Mike’a i przeglądała duże, oprawione w skórę menu, przyniesione 
właśnie przez kelnerkę. Mike wciągnął powietrze do płuc i skrzywił się.
 

– Uch, coś tu śmierdzi kozią kupą. Chyba ja.

 

Hanna zachichotała.

 

– Tak się kończy praca na pokładowej organicznej farmie. – 

Oczywiście na statku znajdowały się kurniki, zagrody dla alpak i szklarnia 
i właśnie tam Mike zgłosił się na ochotnika do pracy. – Co cię podkusiło, 
żeby wybrać akurat to? – zapytała. – Trzeba było się zgłosić do pracy w 
siłowni.
 

Mike żałośnie pokręcił głową.

 

– Kiedy zobaczyłem w ulotce słowa „hydroponiczny” i „szklarnia”, 

myślałem, że hodują tutaj marihuanę. Nie wiedziałem, że będę musiał 
przez dwie godziny doić kozy. Nie wyobrażasz sobie, jak one śmierdzą.
 

Hanna szturchnęła go.

 

– Lepiej weź jeszcze jeden prysznic, śmierdzielu. W przeciwnym 

razie dzisiaj śpisz na podłodze.
 

Mike się poderwał.

 

– Czy to znaczy, że znowu nocujesz u mnie w pokoju?

 

Hanna nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w rozrysowaną na 

podłodze planszę do shuffleboarda.
 

– A mogę?

 

– Oczywiście! – powiedział z naciskiem Mike. – Co się dzieje, 

Hanno? Przecież tłoczenie się na pojedynczym łóżku nie jest w twoim 
stylu. Pokłóciłaś się z Naomi?
 

Hanna udawała, że jest zafascynowana kostkami lodu w swojej 

szklance, bo nie chciała spojrzeć Mike’owi prosto w oczy. Choć razem 
z Mikiem w łóżku było jej bardzo przytulnie, często przewracała się 
z boku na bok i potrzebowała dużo miejsca. Zeszłej nocy obudziła się 

background image

kilka razy na samej krawędzi łóżka. Poza tym w pokoju 
Mike’a śmierdziało mokrym psem, a jego współlokator, chłopak z Tate, 
pierdział przez sen.
 

– Chyba świetnie się dogadywałyście w czasie imprezy u Masona – 

dodał Mike.
 

Hanna skrzywiła się na wspomnienie chwili, w której zobaczyła 

zdjęcie w dowodzie osobistym Naomi.
 

– No, nie wiem.

 

Mike posmarował masłem kromkę chleba.

 

– Nie rozumiem was, dziewczyny, ani waszych głupich kłótni. 

Wiesz, co powinnyście zrobić z Naomi? Rozebrać się do bielizny i stoczyć 
walkę w błocie, a wkrótce zapomnicie o wszystkich waszych niesnaskach!
 

– A potem powinnyśmy się pewnie całować? – powiedziała Hanna 

bez ogródek.
 

Oczy Mike’a zabłysły.

 

– Tylko jeśli macie na to ochotę!

 

Hanna żartobliwie go uderzyła, a potem złożyła zamówienie 

u kelnerki. Wiedziała, że Mike czeka na lepsze wyjaśnienie, ale co mogła 
powiedzieć? „Boję się towarzystwa Naomi, bo rozbiłam samochód jej 
kuzynki i zostawiłam ją na pewną śmierć, a teraz martwię się, że Naomi 
właśnie się o tym dowiedziała, a może od dawna o tym wie i torturuje 
mnie jako A. Przepraszam, że do tej pory ci o tym nie powiedziałam!”
 

Naprawdę bardzo nie chciała, żeby Naomi okazała się Nowym A., 

szczególnie że tak dobrze im się rozmawiało w czasie imprezy. W jej 
towarzystwie czuła się tak swobodnie jak z przyjaciółką, której nie 
widziała całe lata. A co miała myśleć o wyznaniach Naomi, która rzekomo 
zmagała się z bulimią? Czy zmyśliła to tylko po to, żeby zyskać zaufanie 
Hanny i żeby mogła zrealizować swój diaboliczny plan?
 

Nie mogły wykluczyć, że Naomi to A., albo przynajmniej 

wspólniczka ich prześladowcy. Zdołałaby bez trudu poznać ich sekrety. 
Być może po to właśnie tak ekspresowo zaprzyjaźniła się z Kate. Mogła 
śledzić Hannę w czasie sesji z Patrickiem, który chciał umieścić 
w internecie jej nieco roznegliżowane zdjęcia. Naomi wzięła udział we 
flash mobie, kiedy Hanna spotkała Liama Wilkinsona, syna rywala 
politycznego jej ojca. Mogła wtedy zobaczyć, jak się całują w bocznej 
uliczce. A zbieranie kompromitujących informacji na temat Hanny, gdy 
ona śledziła Colleen, było bułką z masłem.
 

Naomi miała mnóstwo motywów. Ileż to morderczych spojrzeń 

Naomi i Riley posłały Hannie i jej przyjaciółkom, kiedy Ali zaprosiła je do 

background image

swojej nowej paczki? Ileż to razy Naomi próbowała skompromitować 
Hannę, choć jej się to nigdy nie udało? No dobra, trudno by było 
udowodnić, że była na Jamajce. Ale może działała w zmowie z kimś, kto 
wciągnął ją do Bandy A., kiedy umarła Madison. Gdyby Naomi wiedziała, 
że to Hanna siedziała wtedy za kierownicą i najprawdopodobniej zraniła 
Madison, przenosząc ją, a potem ją zostawiła, wtedy miałaby oczywisty 
powód do zemsty.
 

Ale przecież Hanna nie zaplanowała tamtego wypadku. Postąpiła jak 

dobra Samarytanka, odwożąc Madison do domu. Pod koniec wieczoru 
było oczywiste, że Madison nie jest w stanie prowadzić. Ledwie mówiła 
i o mało nie zasnęła na barze. Hanna spojrzała na Jacksona, barmana.
 

– Masz numer do radio taxi?

 

Jackson oparł łokieć na barze i zaśmiał się, jakby byli na imprezie 

w akademiku.
 

– Ale się nawaliła, co?

 

– Żadnych taksówek! – zapiała Madison. – Nic mi nie jest!

 

Okręciła wokół palca kluczyk na kółku, który zsunął się i spadł pod 

automat do gry w pokera. Kiedy Madison na czworaka go szukała, cały 
bar miał okazję obejrzeć jej różowe stringi.
 

– Dość tego – powiedziała Hanna, wyciągając banknot 

dwudziestodolarowy, żeby zapłacić rachunek Madison. Wzięła jej torebkę 
spod krzesła i pomogła jej się podnieść. – Odwiozę cię do domu, dobra? 
Gdzie mieszkasz?
 

– Ja mgę pryfdzić, Olivio – jęknęła Madison, używając imienia, 

którym Hanna się jej przedstawiła. – Ystem spełnie cześwa! Znaczy, 
cześba! Znaczy...
 

Wtedy zzieleniała, zgięła się wpół i zwymiotowała na swoje baleriny 

Coach. Wszyscy goście odsunęli się od niej z wyrazem obrzydzenia na 
twarzy. Jackson zmarszczył nos.
 

– Chodź – powiedziała Hanna, ciągnąc Madison za drzwi, zanim 

zdążyła znowu zwymiotować.
 

Kiedy wzięła kluczyki od Madison, poczuła lekki niepokój, bo sama 

też piła. Ale to było kilka godzin wcześniej i na pewno nie miała już 
alkoholu we krwi. Pomyślała, że pojedzie wolniej, niż pozwalają przepisy, 
żeby na pewno nie zatrzymała jej policja.
 

Teraz kilka dziewczyn podbiegło do burty, wyrywając Hannę 

z zamyślenia.
 

– Patrzcie, delfiny! – zawołała jedna z nich.

 

Mike wstał, żeby też je zobaczyć, ale Hanna została na miejscu, bo 

background image

wciąż miała mętlik w głowie. Była skłonna uwierzyć, że Naomi 
dowiedziała się, kto kierował samochodem jej kuzynki tamtej nocy. Chyba 
że Madison się obudziła i wszystko sobie przypomniała, co było raczej 
mało prawdopodobne, jeśli umarła. Może Naomi widziała wypadek 
z okien swojego nowego domu i zrobiła zdjęcie spomiędzy drzew? Ale to 
też nie miało sensu. Gdyby patrzyła, na pewno widziałaby, jak znikąd 
zjawia się samochód i wjeżdża w auto prowadzone przez Hannę.
 

– Tu jesteś!

 

Hanna podniosła głowę. Stała nad nią Naomi w zielonej obcisłej 

sukience od Diane von Furstenberg i sandałkach z rafii. Trzymała szklankę 
soku grejpfrutowego i jak zwykle pachniała perfumami Twirl od Kate 
Spade.
 

– Właśnie usłyszałam bombową plotkę na temat Erin Bang Bang – 

powiedziała Naomi konspiracyjnym tonem.
 

Hanna zamrugała, zbita z tropu nagłym pojawieniem się Naomi.

 

– Co takiego?

 

Naomi usiadła na miejscu Mike’a.

 

– Ponoć ktoś słyszał, jak rozmawia przez telefon z mamą. I wyobraź 

sobie, że udawała aniołka, twierdziła, że modli się każdego dnia, spędza 
czas z koleżankami z klasy i unika imprez i chłopaków. Niewiarygodne, co 
nie?
 

Hanna uważnie przyjrzała się Naomi. Uśmiechała się słodko, a w jej 

oczach pojawił się błysk. Wydawała się zupełnie niewinna, zupełnie nie 
przypominała złowrogiego mordercy. Lecz to pewnie była część jej 
intrygi, godnej A. Hanna jednak pamiętała o planie Spencer, która radziła 
jej, by zaskarbiła sobie zaufanie Naomi i dowiedziała się, czy A. to ona. 
Mogła udawać jej przyjaciółkę. Nagle to zadanie wydało się jej 
wykonalne. Może Hannie udałoby się dowiedzieć, co Naomi wie 
o wypadku Madison.
 

Uśmiechnęła się nieznacznie.

 

– Gdybyśmy tylko mogły upublicznić sprawki Erin, tak żeby Mama 

Bang Bang się o nich dowiedziała.
 

– Byłoby super – zachichotała Naomi, połykając przynętę.

 

Hanna odłożyła serwetkę.

 

– Widziałam ogłoszenie, że dziś jest karaoke. Chcesz się wybrać?

 

Naomi uniosła brew.

 

– Tylko jak zaśpiewasz ze mną w duecie. Nie cierpię śpiewać sama 

na karaoke.
 

– Nie ma sprawy!

background image

 

– Chodźmy już teraz – zaproponowała Naomi. – Mam dla nas 

idealną piosenkę.
 

Hanna wstała akurat w chwili, gdy do stolika wrócił Mike. Spojrzał 

na nią zdezorientowany, a ona tylko cmoknęła go w policzek.
 

– Do zobaczenia później – powiedziała lekko, a potem raźno odeszła.

 

Miała nadzieję, że nie zauważył, jak okropnie trzęsły się jej dłonie, 

kiedy szła za Naomi do windy.
 

Bar z karaoke znajdował się dwa poziomy niżej, a rzewne 

zawodzenie usłyszały tuż po wyjściu z windy. Z przodu sali znajdowało 
się niewielkie, słabo oświetlone podwyższenie, a przy małych okrągłych 
stolikach siedziało mnóstwo osób. Hanna zauważyła przystojnego, 
ciemnowłosego chłopaka, który siedział samotnie niedaleko łazienek. To 
był Graham, z którym Aria szukała skarbów. Aria pokazała Hannie jego 
zdjęcia ze strony upamiętniającej Tabithę Clark.
 

Graham popatrzył na Hannę, jakby poczuł na sobie jej spojrzenie. 

Nawet nie mrugnął. Hannę przeszył dreszcz i się odwróciła. Poszła za 
Naomi i zaczęła przeszukiwać katalogi z piosenkami, a serce cały czas 
waliło jej jak młotem. „Być może właśnie stoję obok A. – myślała. – Ta 
dziewczyna może wiedzieć o wszystkich okropnych rzeczach, które 
zrobiłam”.
 

Dostrzegła piosenkę California Gurls Katy Perry i chciała ją 

zaproponować, ale pomyślała, że to za bardzo obciachowe. Lecz nagle 
Naomi też pokazała na ten tytuł.
 

– Mogłybyśmy to zaśpiewać!

 

– Dobra.

 

Hanna zapisała tytuł obok ich nazwisk. Nie miała zamiaru wdawać 

się w dyskusje z A.
 

Usiadły przy stoliku i czekały na swoją kolej. Choć Hanna z nerwów 

cały czas przebierała nogami, udawała całkowity spokój, słuchając, jak 
grupa chłopaków ze szkoły w Ulster wyła jakąś metalową piosenkę, 
a potem trzy identycznie uczesane blondynki udawały Britney Spears. 
Naomi wyciągnęła telefon i choć Hanna umierała z ciekawości, co jej 
towarzyszka pisze, wbiła wzrok w szklankę z drinkiem, a jej serce biło 
bardzo mocno.
 

Naomi wrzuciła telefon z powrotem do torby.

 

– Czy ktoś mógłby nas obsłużyć? – westchnęła Naomi. – Mam 

straszną ochotę na drinka. Kłopoty z facetem to świetna okazja, żeby 
utopić smutki w alkoholu.
 

– Co się dzieje? – zapytała Hanna, opierając podbródek na trzęsącej 

background image

się dłoni.
 

Pierwsza zasada fałszywej przyjaźni brzmi przecież: zawsze udawaj, 

że troszczysz się o kłopoty fałszywej przyjaciółki z facetem.
 

Naomi westchnęła.

 

– Facet, który mi się podoba, woli Spencer.

 

Hanna napiła się wody, którą kelnerka przed nią postawiła, 

zdumiona, że Spencer nie wspomniała o tym, kiedy rozmawiały o A. 
zeszłego wieczoru.
 

– Ale kaszana – powiedziała, udając oburzenie.

 

– Straszliwa. – Naomi otworzyła szeroko oczy. – Nie masz na nią 

jakiegoś haka? No wiesz, coś, co by sprawiło, że on od niej ucieknie gdzie 
pieprz rośnie?
 

Hanna zakaszlała.

 

– O niczym takim mi nie wiadomo.

 

„No może poza tym, że kogoś zamordowała! – ryknął jakiś głos w jej 

głowie. – I że zeszłego lata ćpała, a potem wrobiła przyjaciółkę 
w posiadanie narkotyków. I pomogła mi przenieść twoją kuzynkę 
z siedzenia dla pasażera w samochodzie, który ja prowadziłam”.
 

Ale przecież jeśli Naomi była A., to wiedziała to wszystko.

 

– No co ty? Żartuję. – Naomi żartobliwie szturchnęła Hannę, bo 

pewnie zauważyła zakłopotanie na jej twarzy. Ścisnęła jej dłoń. – Masz 
wielkie szczęście, że jesteś z Mikiem.
 

– Tak – powiedziała Hanna, czując, jak się rozluźnia, i uśmiechając 

się na samą myśl o nim.
 

– O niebo lepszy niż Sean Ackard – dodała Naomi. – Wiesz, że ja też 

z nim chodziłam?
 

Hanna pokiwała głową.

 

– W pierwszej klasie liceum.

 

Naomi wyglądała na zdumioną.

 

– Jak to zapamiętałaś?

 

Hanna się zaśmiała.

 

– Przez wiele lat podkochiwałam się w Seanie. Wiedziałam 

o wszystkich jego dziewczynach. Ale kiedy w końcu z nim chodziłam, 
okazał się wielkim rozczarowaniem. Był taki... dobry.
 

– Mówisz o seksie? – Naomi przewróciła oczami. – On się nigdy nie 

zmienił. Byłam z nim na imprezie, na której co chwila jakaś para znikała, 
żeby się całować. A ja z Seanem siedziałam na kanapie i oglądałam jakiś 
durny film w telewizji, jakbyśmy byli rodzicami wszystkich pozostałych. 
Totalna żenada.

background image

 

– Co ta Kate w nim widzi? – zachichotała Hanna.

 

– Może lubi prawiczków – uśmiechnęła się zjadliwie Naomi. – 

Słyszałam, że dla niego przyłączyła się do Klubu Dziewic.
 

– Właściwie, to ja...

 

Hanna już miała opowiedzieć Naomi, że kilka tygodni temu 

widziała, jak Kate i Sean wychodzą razem ze spotkania Klubu Dziewic, 
w porę jednak ugryzła się w język. Kiedy przyłapała na tym swoją 
przyrodnią siostrę, była przecież z Liamem.
 

Ale jeśli Naomi była A., wiedziała również to.

 

Hanna wyprostowała się, nagle zdenerwowana.

 

– Wiesz co, jak naprawdę masz ochotę na drinka, to możemy 

wymknąć się na ląd w Puerto Rico i pójść do baru. Mam podrobiony 
dowód osobisty. A ty masz dowód swojej kuzynki, prawda?
 

Przez twarz Naomi przemknął jakiś dziwny cień.

 

– Tak.

 

– Przyjaźnicie się blisko?

 

Serce Hanny biło coraz mocniej. Czuła się idiotycznie, jakby się 

zupełnie odsłoniła. Naomi zaczęła obgryzać skórki przy paznokciach.
 

– Jak siostry. Ma na imię Madison. Chodziła do St. Agnes. A teraz 

jest na Uniwersytecie Penn State. A raczej, była.
 

Hanna poczuła skurcz żołądka.

 

– Umarła?

 

Przygotowała się na najgorszą odpowiedź. Albo na to, że Naomi 

zacznie krzyczeć, że wie o wszystkim i że życzy Hannie śmierci. Naomi 
wpatrywała się w Hannę przez dłuższą chwilę, prawie tak, jakby ją 
mierzyła wzrokiem. Ale nim zdążyła odpowiedzieć, z głośników 
popłynęły pierwsze dźwięki California Gurls, a na ekranie pojawiły się 
słowa piosenki. Naomi zerwała się na równe nogi.
 

– Boże, ależ ja potrafię psuć zabawę! Daj spokój. Zapomnijmy o tym 

i bawmy się.
 

Wyskoczyły na podest i chwyciły mikrofon. Lecz kiedy Hanna 

otworzyła usta, wydobył się z nich drżący, cienki głosik. Wyobrażała sobie 
Madison w łóżku szpitalnym, po wypadku, z okropną maską od respiratora 
na twarzy. Oczyma wyobraźni zobaczyła Naomi, ukochaną kuzynkę 
Madison, siedzącą u jej boku, zupełnie zdruzgotaną. Każdy zapałałby 
żądzą zemsty, gdyby się dowiedział, kto spowodował wypadek. Ale jak 
Naomi potrafiła udawać teraz tak wyluzowaną?
 

Rzuciła okiem na Naomi. Miała suche oczy, łzy zniknęły, a ona 

śpiewała radośnie do mikrofonu, jakby zostawiła za sobą cały ból. Kiedy 

background image

rozpoczął się wesoły refren, kilka osób na widowni zaśpiewało razem 
z nimi. Naomi śpiewała coraz głośniej. Spojrzała na Hannę i klepnęła ją 
w pośladek. Hanna nie mogła się nie uśmiechnąć.
 

Hanna odrzuciła głowę w tył i zaśpiewała głośniej. Jej głos tak 

dobrze współbrzmiał z głosem Naomi. Kiedy otworzyła oczy, Naomi 
chwyciła ją za ręce i okręciła wokół siebie. Poderwała jej spódniczkę, 
a Hanna chwyciła dwie fluorescencyjne rurki ze stolika obok i udawała, że 
na jej piersiach wybuchają fajerwerki. Tłum wiwatował. Gdy Hanna 
spojrzała na twarze widzów, nawet Graham się uśmiechał. Kiedy piosenka 
się skończyła, kilku facetów siedzących pod ścianą krzyczało: „Bis! Bis!”.
 

– Publiczność nas uwielbia! – zachichotała Hanna, kiedy schodziły 

ze sceny.
 

– Bo jesteśmy boskie! – Naomi wzięła ją pod ramię. – Powinnyśmy 

to wykonać w czasie konkursu talentów, nie sądzisz?
 

– Hm, jasne – powiedziała Hanna, przypominając sobie o obietnicy 

złożonej Spencer i przyjaciółkom, że wykona z nimi taniec hula. Lecz 
przecież nie mogła odmówić Naomi, dziewczynie, która mogła być A.
 

Nagle, gdy tylko wróciła na miejsce, zaświecił się ekran jej telefonu. 

Dostała nową wiadomość.
 

Naomi odwróciła się i rozmawiała z Ursulą Tippington, nie 

zwracając uwagi na Hannę. Hanna rzuciła okiem na leżący na stoliku 
telefon Naomi. Wystarczyło wyciągnąć rękę i chwycić go, ale wydawało 
się jej, że ma dłonie pełne piasku. Z trudem przełknęła ślinę i otworzyła 
wiadomość.
 

Raz Hanna Marin zaliczyła stłuczkę

 I zasłużyła na srogą nauczkę.
 Choć Hanna Marin uciekła jak tchórz,
 Ja wiem o wszystkim. I jestem tuż-tuż.
 
 

background image

 13

 UWAŻAJ, GDY PŁYNIESZ ŁODZIĄ ZE SZKLANYM DNEM

 

 

 

– Witamy w Puerto Rico! – zakrzyknął Jeremy przez megafon w 

czwartek rano. Powiedział to z przesadnym hiszpańskim akcentem, 
przeciągając „r”.
 

Emily widziała, jak mnóstwo osób macha chustkami do ludzi na 

brzegu. Z głośników popłynęła akustyczna, łzawa wersja Somewhere Over 
the Rainbow
 i wszyscy jęknęli. Tę samą piosenkę grano, kiedy wypływali 
z Newark, a potem następnego dnia na morzu, a potem, żeby zwołać 
wszystkich na kolację zeszłej nocy. To się robiło trochę nudne.
 

Emily usiadła na ławce, wdychając wilgotne powietrze. Jordan 

zostawiła jej liścik na nocnym stoliku: pisała, że poszła po kawę, i prosiła, 
żeby Emily do niej dołączyła. Kiedy zadzwonił jej telefon, myślała, że to 
Jordan, ale na ekranie pojawił się napis: „Hanna”.
 

– Mam też na linii Spencer i Arię – powiedziała Hanna, kiedy tylko 

Emily odebrała. – Właśnie spędziłam trochę czasu z Naomi. Ona chyba 
nas nie podejrzewa o udział w wypadku Madison, ale ktoś inny o tym wie. 
Dostałam na ten temat wiadomość od A.
 

– Dowiedziałaś się, czy Madison umarła? – zapytała Emily, a serce 

na chwilę przestało jej bić.
 

„Błagam, powiedz, że nie”, myślała. Gdyby ktoś jeszcze umarł z jej 

powodu, nie potrafiłaby sobie z tym poradzić. Dostatecznie przerażała ją 
sama świadomość, że być może Madison wcale nie upiła się do 
nieprzytomności, jak im się wszystkim wydawało. Jak ona, Emily, mogła 
uciec z miejsca wypadku, zostawiając na pastwę losu ranną niewinną 
dziewczynę? Wyobrażała sobie, jak policja odczytuje jej zarzuty, a twarze 
rodziców bledną. Pani Fields pewnie padłaby trupem i byłaby to kolejna 
osoba, którą Emily miałaby na sumieniu.
 

– Jeszcze nie wiem, czy umarła – przyznała Hanna. – Przerwano 

nam, nim zdążyłam się tego dowiedzieć, a jakoś nie potrafiłam jej 
przycisnąć, żeby mi powiedziała.
 

– Musisz spróbować się dowiedzieć, co się stało, Hanno – z 

background image

naciskiem powiedziała Aria. – Jeśli nie żyje albo została ranna, to bardzo 
prawdopodobne, że Naomi to A.
 

– Wiem, wiem. – Hanna była rozkojarzona. Westchnęła. – Ale mam 

mętlik w głowie. Naomi wydaje się taka spokojna i niewinna. Czy może 
być aż tak dobrą aktorką?
 

– Wczoraj dostałam wiadomość od A., a gdy podniosłam głowę, 

Naomi się na mnie gapiła – powiedziała Aria. – W tym SMS-ie znowu 
była mowa o policji. Musimy rozwiązać tę zagadkę i dorwać A., nim 
pójdziemy na dno.
 

– A wiecie, kto mnie wydaje się podejrzany? – zapytała Hanna. – 

Były chłopak Tabithy. Siedział sam w barze karaoke i chyba mnie 
obserwował.
 

– On nie jest A. – upierała się Aria.

 

– Jak możesz być tego taka pewna? – spytała Spencer. – To on był 

wczoraj z tobą, gdy dostałaś wiadomość od A.
 

– I niby skąd się dowiedział o wszystkich naszych sprawkach? – 

zapytała Aria. – Zeszłego lata był w Ameryce Południowej, przecież wam 
mówiłam.
 

– Tak twierdzi.

 

W słuchawce zapadła pełna napięcia cisza. Wreszcie Spencer 

westchnęła i powiedziała, że musi lecieć. Pozostałe dziewczyny się 
rozłączyły, ale obiecały sobie, że spotkają się później, żeby opracować 
choreografię na występ. Kiedy Emily się rozłączyła, mocno przygryzła 
gumę do żucia. Nie wierzyła, że Naomi to A., lecz pamiętała coś 
z zeszłego lata. Może jednak Naomi coś łączyło z tą sprawą. Po tym 
wypadku, kiedy Emily była w Filadelfii, pewnego wieczoru wracała do 
domu z restauracji, w której pracowała, pogrążona w rozmowie 
z Derrickiem, jej przyjacielem i kolegą z pracy. Opowiadała mu, jakim 
wstrząsem był dla niej powrót Prawdziwej Ali do Rosewood, a szczególnie 
ich pocałunek.
 

– Smuci cię to, że zginęła w pożarze? – zapytał Derrick.

 

– Tak jakby – powiedziała Emily, odwracając wzrok.

 

Nie mogła przecież powiedzieć Derrickowi, że Ali nie zginęła 

w pożarze, że uciekła, bo Emily zostawiła jej otwarte drzwi. Ali zginęła, 
kiedy Aria zepchnęła ją z tarasu na dachu jamajskiego kurortu. Nagle 
Emily przystanęła, bo dostrzegła kogoś po drugiej stronie ulicy. Przed 
witryną sklepu BCBG stała Naomi Zeigler.
 

– O Boże – jęknęła, ciągnąc Derricka za róg.

 

Odczekała, aż Naomi sobie pójdzie, a potem wydawało się jej, że nic 

background image

jej już nie grozi. A jeśli Naomi ją widziała?
 

Telefon Emily znowu zadźwięczał, wyrywając ją ze świata 

wspomnień. Na ekranie pojawił się napis: „Aria”.
 

– Co dziś robisz, Em? Może zjemy razem śniadanie?

 

Nagle Emily zobaczyła, że zza rogu wychodzi Jordan. Miała na sobie 

bermudy khaki i pożyczony od Emily błękitny podkoszulek. Jej długie 
ciemne włosy jak zawsze podtrzymywała aksamitna opaska.
 

– Yyy, nie mogę.

 

– Czemu? – zapytała Aria z troską w głosie. – Wszystko 

w porządku?
 

– Tak, jest dobrze – powiedziała Emily, ściszając głos. – Lepiej niż 

dobrze. – Spojrzała na Jordan, która szła w jej stronę, uśmiechnięta od 
ucha do ucha. – Poznałam fantastyczną nową przyjaciółkę.
 

– Och! – ucieszyła się Aria. – To fajnie. Przynajmniej na tej 

wycieczce dzieje się coś dobrego. Spotkam ją?
 

Emily przygryzła koniuszek oprawki okularów. Aria mogłaby nie 

pochwalać tego, że Emily chowa kogoś w swoim pokoju. I bez tego miały 
już dość kłopotów.
 

– Hm, dam ci znać – powiedziała tylko, po czym się rozłączyła.

 

Wrzuciła telefon do torby i uśmiechnęła się do Jordan.

 

– Co dziś robimy? – Szturchnęła ją żartobliwie. – Oby coś fajnego. 

Właśnie urywam się z obserwacji ptaków.
 

Jej instruktor obserwacji ptaków zaplanował wyprawę na plażę, ale 

gdyby przypominała ona poprzednią obserwację, Emily pewnie znowu tak 
by się wynudziła, że z trudem powstrzymałaby się przed zaśnięciem 
w czasie oglądania ptaków przez lornetkę. Nie potrafiła się zachwycić 
rybitwami i pelikanami.
 

Jordan wyciągnęła rękę, żeby pomóc wstać Emily.

 

– Schodzimy na ląd.

 

– Jesteś pewna, że opuszczenie statku to dobry pomysł? – zapytała 

z wahaniem Emily. – Nie chcę, żebyś wpakowała się w jakieś tarapaty.
 

Jordan uniosła rękę.

 

– Musimy zaszaleć! No już, idziemy, ślicznotko!

 

„Ślicznotko”. Jordan mówiła też do niej „laleczko”, „kochanie” 

i „słonko”. Maya St. Germain też kiedyś tak do niej mówiła i Emily 
musiała przyznać, że bardzo jej się to podobało. Od kiedy Emily poznała 
Jordan, jej fascynacja przerodziła się w całkowite zauroczenie. Każdej 
nocy przesiadywały razem, rozmawiając o życiu. W przeciwieństwie do 
Ali, Jordan nigdy nie wyśmiała Emily. Zaintrygowana, słuchała tylko 

background image

z uśmiechem, jakby siedziała przed najciekawszą osobą pod słońcem.
 

Zeszły na ląd po trapie i otuliło je parne powietrze Puerto Rico. 

Zachodzące słońce rzucało na wodę migotliwe refleksy. Minęły grupkę 
osób w podkoszulkach Ulster Prep, szkoły, do której chodziła Jordan.
 

– Chcesz się przywitać? – zapytała Emily.

 

Jordan spojrzała na nią zdziwiona.

 

– Z kim?

 

– Z...

 

Emily urwała. Już minęły grupkę z Ulster, spóźniła się.

 

– I co robimy? – zapytała. – Przejdziemy się po mieście? Usiądziemy 

w kawiarni i posłuchamy muzyki mariachi?
 

– Cierpliwości, robaczku.

 

Jordan uderzyła biodrem o biodro Emily, potem nagle skręciła 

w lewo i poszła w stronę drugiej przystani, pełnej rozpadających się 
jachtów i łodzi żaglowych. Szła wzdłuż przystani, jakby ją doskonale 
znała, i zatrzymała się przed dużą, prostokątną łodzią motorową, która 
łagodnie kołysała się na falach. Emily wydawało się, że słyszy, jak Jordan 
mruczy coś pod nosem, coś w stylu: „Ta może być”.
 

Skoczyła na pokład. Łódź zakołysała się mocniej pod jej ciężarem, 

a Jordan rozpostarła ręce, żeby złapać równowagę. Podeszła do kokpitu 
i spojrzała na pokrętła i guziki. Chwilę nimi manipulowała, aż wreszcie 
włączył się silnik.
 

– Na co czekasz!? – zawołała do Emily, przekrzykując ryk silnika. – 

Wchodzisz na pokład czy nie!?
 

Emily zamrugała.

 

– To twoja łódź?

 

Jordan się zaśmiała.

 

– Ależ skąd, głuptasie!

 

– W takim razie co ty wyprawiasz?

 

Jordan oparła się o ster.

 

– Ten, do kogo należy, nie pływał nią długo. – Pokazała na naklejkę 

na burcie. – Widzisz? Licencja już wygasła. Na burcie jest tona osadu. Tej 
łodzi nie czyszczono od lat. – Poklepała jedno z obitych skórą siedzeń. – 
Biedactwo. Tak bardzo byś chciała wypłynąć w morze, prawda?
 

Emily nie wierzyła własnym uszom.

 

– Ale możemy narobić sobie strasznych kłopotów! Myślałam, że nie 

chcesz, żeby cię złapano!
 

Jordan chwyciła czapkę kapitańską zawieszoną na kołku przy sterze 

i włożyła ją.

background image

 

– Nie warto żyć, jeśli przez cały czas się boisz.

 

Emily obejrzała się przez ramię, spodziewając się, że zobaczy cień 

A. znikający za zacumowaną w pobliżu żaglówką. Ale nikogo nie 
zauważyła. Na przystani pełnej łodzi była sama z Jordan, która miała 
świętą rację. Emily przez cały czas czegoś się bała. Już nie pamiętała, 
kiedy ostatni raz dobrze się bawiła.
 

Ostrożnie postawiła jedną stopę na pokładzie łodzi.

 

– Ale pojedziemy tylko na krótką przejażdżkę?

 

– No pewnie! – zakrzyknęła Jordan, pomagając Emily wejść na 

pokład.
 

Przytuliła ją i trzymała w ramionach przez dłuższą chwilę. Emily 

czuła mrowienie na skórze. Już sama obietnica, że jeszcze kiedyś zostanie 
tak przytulona, wystarczyła, by skłonić ją do złamania kilku zasad.
 

Jordan odwiązała cumę, zakręciła sterem i łódź wypłynęła na zatokę. 

Emily poczuła słony zapach bryzy, która rozwiała jej włosy. 
Błyskawicznie wyminęły statek wycieczkowy, a potem kilka żaglówek. 
Kiedy przepływały koło starego fortu na obrzeżach miasta, Emily 
spojrzała w dół i zobaczyła, że dno łodzi było zrobione ze szkła. Kilka 
centymetrów pod jej stopami pływały zwinne ryby, wciąż jeszcze 
widoczne w zachodzącym słońcu.
 

– O Boże! – Przycisnęła dłoń do szyby. – Jordan! Chodź, zobacz!

 

Jordan puściła ster i podeszła do Emily. Pod jej stopami przemykały 

tropikalne ryby. Oceaniczne rośliny falowały lekko.
 

– Przepiękne! – powiedziała z zachwytem.

 

– Nigdy czegoś takiego nie widziałam – westchnęła Emily. – Nawet 

nie potrzebujemy maski do nurkowania!
 

Przez kilka minut w zachwycie obserwowały wodę. Ale kiedy Emily 

wpatrywała się w morskie odmęty, stopniowo opuszczał ją wspaniały 
nastrój. Niecały rok temu to samo morze zabrało ciało Tabithy. Takie same 
ryby obojętnie przepływały obok jej ciała, jak świadkowie jego powolnego 
rozkładu. W jej włosach i uszach wodorosty zapuściły korzenie. Słona 
woda drążyła jej ciało powoli i metodycznie, póki nie zostały z niej nagie 
kości.
 

Z gardła Emily wydobył się zduszony jęk. Jordan się odwróciła.

 

– Coś się stało?

 

– Nie, wszystko gra – opanowała się Emily.

 

Jordan zbliżyła się do niej, otwierając szeroko swoje zielone oczy.

 

– Wcale nie. Boisz się, bo ukradłyśmy tę łódź?

 

Emily objęła się ramionami, ponieważ nagle przeszył ją zimny 

background image

dreszcz. „Boję się wszystkiego”, miała ochotę powiedzieć. Ale obawiała 
się, że gdy tylko otworzy usta, zdradzi wszystkie swoje sekrety. Nie mogła 
opowiedzieć Jordan o Tabicie. To było zbyt niebezpieczne.
 

– Cieszę się, że tu jesteśmy – powiedziała wreszcie. – Właśnie tego 

potrzebowałam. Wyrwać się na chwilę z mojego życia.
 

Jordan przekrzywiła głowę.

 

– Naprawdę masz kłopoty w domu, co?

 

Emily pokiwała głową, czując ucisk w gardle.

 

– Rodzice? – zgadywała Jordan. – Mówiłaś, że nie mogą na ciebie 

patrzeć.
 

Emily poczuła łzy w oczach i pokiwała głową.

 

– Nienawidzą mnie.

 

– A co się właściwie stało?

 

Emily przyjrzała się jej i wzięła głęboki wdech. Akurat tę tajemnicę 

mogła zdradzić.
 

– Dowiedzieli się, że zeszłego lata urodziłam dziecko. Jak im się 

przyznałam w zeszłym tygodniu, to wpadli w szał i przestali się do mnie 
odzywać.
 

Jordan zamrugała powoli.

 

– Urodziłaś dziecko?

 

Ostry ton tego pytania przyprawił Emily o dreszcze. Pewnie Jordan 

była zszokowana. Ale kiedy spojrzała na Jordan, ona patrzyła na nią 
z czułością i zrozumieniem. Jej mina zdawała się mówić: „No, dalej, 
słucham. I tak cię lubię”.
 

Słowa same popłynęły z jej ust. Opowiedziała jej o Gayle, a nawet 

o tym, jak złamała umowę i zostawiła dziecko na progu domu Bakerów.
 

– Kiedy Isaac się o tym dowiedział, stwierdziłam, że najwyższa pora 

powiedzieć także moim rodzicom. Wcześniej mieli ze mną na pieńku, ale 
teraz uznali, że przekroczyłam wszelkie granice. Wiem, że powinnam ich 
nienawidzić, ale tak bardzo za nimi tęsknię.
 

Przez łzy patrzyła na przepływającą obok nich rybę. Wszystko, co 

powiedziała, było bolesną prawdą. Przeszła wiele z rodziną, ale wydawało 
się jej, że zaczynają ją rozumieć. To, co zrobiła, na dobre zepsuło ich 
relacje.
 

Jordan przysunęła się i dotknęła dłoni Emily.

 

– Jesteś taka dzielna – powiedziała cicho. – Nie zdobyłabym się na 

coś takiego. Nie starczyłoby mi odwagi.
 

Emily otarła łzy.

 

– Było mi strasznie, strasznie ciężko.

background image

 

– Jak to jest? – zapytała Jordan z szeroko otwartymi oczami. – Zajść 

w ciążę? Urodzić? Przejść przez to... trzęsienie ziemi. Nie potrafię sobie 
nawet tego wyobrazić.
 

– To przerażające – odparła Emily. – Ale i wspaniałe. Najbardziej 

podobało mi się, jak czułam kopanie dziecka. Czasem w nocy kładłam 
dłoń na brzuchu i leżałam tak godzinami. Najpierw czujesz tylko lekki 
ruch w brzuchu. Ale potem, gdy dziecko rośnie, zaczyna mocniej kopać. 
To niezwykłe doświadczenie.
 

– Coś takiego – wyszeptała Jordan.

 

W oczach Emily znowu pojawiły się łzy i popatrzyła na Jordan 

z wdzięcznością.
 

– Wiesz, nikt nigdy mnie o to nie zapytał. Wszyscy tylko powtarzali 

mi, jakiego zamieszania narobiłam i jaka jestem okropna.
 

– Wcale nie jesteś okropna – powiedziała Jordan. – Jesteś wspaniała.

 

Emily spojrzała nieśmiało na Jordan.

 

– Ja uważam, że ty jesteś wspaniała.

 

Jordan dotknęła jednym palcem kolana Emily. Nie oderwała palca 

natychmiast, tylko przez chwilę dotykała Emily. Emily patrzyła na różowy, 
kształtny paznokieć Jordan, a potem przysunęła się do niej. Serce zabiło 
jej mocniej. Zanim się zorientowała, ich usta się zetknęły. Nos Emily 
wypełnił się oszałamiającym aromatem jaśminowych perfum. Przesunęła 
palcami po nagich ramionach Jordan. Miała skórę miękką jak płatki 
kwiatów.
 

Przywarły do siebie, chłonąc swój zapach, a potem oderwały się od 

siebie i patrzyły sobie w oczy.
 

– Ale ze mnie szczęściara – powiedziała z rozmarzeniem Jordan. – 

Miałam nadzieję, że to się stanie.
 

– To ja jestem szczęściarą – odparła Emily, kładąc głowę na kolanach 

Jordan i patrząc na chmury.
 

– Obie jesteśmy szczęściarami – poprawiła ją Jordan.

 

A potem włożyła Emily kapitańską czapkę i znowu otworzyła 

ramiona.
 

background image

 14

 NIEOCZEKIWANA KĄPIEL SPENCER

 

 

 

– Tu jesteście! – wykrzyknęła latynoska kelnerka, kładąc dużą tacę 

przed Spencer i Reeferem. – Menu degustacyjne, sześć rodzajów ceviche! 
Buen apetito!
 

Kiedy odeszła, kołysząc obfitymi biodrami, Spencer spojrzała na 

sześć miseczek.
 

– Nie wierzę, że mnie na to namówiłeś. Byłam na Karaibach już 

siedemnaście razy i do tej pory udało mi się uniknąć ceviche.
 

– Ach, dziewica, która nie tknęła ceviche! – Reefer podał jej widelec. 

– Dalej. Musisz spróbować. Zasmakuje ci.
 

Spencer spojrzała na niego z wahaniem. Był czwartkowy wieczór, 

a oni siedzieli w restauracji na wolnym powietrzu w Old San Juan. 
Otaczały ich palmy, na każdym stoliku obok wazonu pełnego tropikalnych 
kwiatów migotała świeca. Zespół grał radosną, dziką melodię, a pod sceną 
kilka par tańczyło salsę. Zmysłową atmosferę potęgował błękitny basen, 
którego woda migotała w oddali. Spencer widziała, jak dwie pary 
rozbierały się i w strojach kąpielowych wskakiwały do basenu, by tam 
skonsumować deser.
 

Tego dnia na statku w czasie zajęć z nurkowania oglądali film 

o Jacques’u Cousteau. Przez resztę popołudnia przygotowywała się do 
randki. Teraz blond włosy spływały jej na plecy, jej skóra promieniała po 
zabiegu kosmetycznym, a paznokcie miały czerwony kolor o odcieniu 
nazwanym „kocica”. Przeszukała szafę swoją i Kirsten i w końcu 
zdecydowała się na turkusową lnianą sukienkę bez ramiączek, która 
krzyczała: „Jestem boska, choć wcale się nie staram”. Kiedy tylko Reefer 
zobaczył ją w tej sukience, od razu powiedział, że to jego ulubiony kolor.
 

Po długim poszukiwaniu w internetowych przewodnikach po San 

Juan wybrała restaurację, która wydawała jej się najbardziej romantyczna. 
Wiele osób ze statku wpadło na ten sam pomysł. W kącie siedziały dwie 
pary z Tate. Po drugiej stronie ogródka Lanie Iler i Mason Byers jedli 
smażone zakąski. Naomi Zeigler, która siedziała niedaleko z kilkoma 

background image

dziewczynami z Rosewood Day, rzucała Spencer nienawistne spojrzenia, 
kiedy tylko zorientowała się, że jej rywalka siedzi przy stoliku z Reeferem. 
Spencer zacisnęła zęby, gdy zobaczyła, że Naomi ma na sobie taką samą 
turkusową sukienkę. Szpiegowała ją, gdy Spencer przygotowywała się do 
wyjścia?
 

Ale co tam, przecież to Spencer była na randce z Reeferem, prawda?

 

Ledwie to pomyślała, triumf zastąpiło nagłe przerażenie. Może 

Naomi ją śledziła, bo była A.?
 

Spencer odpędziła niepokój, wzięła widelec od Reefera i ostrożnie 

spróbowała ceviche. Najpierw uderzył ją ostry, kwaśny smak. Ale potem 
poczuła w ustach łagodny chłód.
 

– Nie takie złe – przyznała.

 

– Spróbuj tego z chili. – Reefer podsunął jej inną miseczkę. – 

Smakuje o niebo lepiej, gdy doda się świeżego chili, a nie suszonego. 
Kilka lat temu jadłem ceviche jak najęty. Próbuję sobie przypomnieć mój 
ulubiony przepis...
 

Wyciągnął telefon, wpisał coś do niego i podsunął go Spencer. Na 

ekranie pojawił się napis: „PRZEPISY REEFERA OD A DO Z”. 
Oczywiście, ceviche znajdowało się pod C. Spencer się zaśmiała.
 

– Aleś ty zorganizowany.

 

Reefer zakrył ekran dłonią, wyraźnie zażenowany. Lecz Spencer 

wcale się nie zdziwiła. Reefer trzymał zapasy marihuany w szafie 
z małymi, szczegółowo opisanymi szufladkami. Kiedy wcześniej otworzył 
portfel, żeby pokazać fałszywy dowód osobisty, miał wszystkie 
dokumenty ułożone w porządku alfabetycznym, od karty członkowskiej 
w Amerykańskim Towarzystwie Automobilowym do wizytówki Justina 
Zeisa, trenera personalnego.
 

– Lubię, kiedy wszystko ma swoje miejsce – przyznał. – Nie cierpię 

bałaganu. – Włożył do ust frytkę. – Jak widać, okropny ze mnie dziwak.
 

Spencer oparła się na łokciach.

 

– To dokładnie tak jak ja. Wszystkie banknoty w portfelu układam 

zgodnie z numerem seryjnym. Jeśli coś jest nie tak, wpadam w panikę.
 

Reefer uniósł brwi.

 

– Od jak dawna to robisz?

 

– Od kiedy dostałam pierwsze kieszonkowe. Wcześniej układałam 

zabawki na brzegu wanny wedle wielkości i koloru.
 

Reefer uśmiechnął się.

 

– Ja układałem moje budowle z klocków Lego wedle rozmiaru 

i tematu. I upierałem się, że sam będę prasował koszule do szkoły. Nie 

background image

cierpiałem, gdy moja mama to robiła.
 

– Ja nadal czasami prasuję swoje dżinsy – przyznała się Spencer 

i troszkę się zawstydziła.
 

Reefer się zaśmiał.

 

– Kiedy zacząłem się uczyć botaniki, mama dała mi stojak na 

przyprawy, żebym mógł na nim przechowywać nasiona. Potrafiłem 
obudzić się w środku nocy, żeby sprawdzić, czy ktoś nie poprzestawiał mi 
słoiczków.
 

Spencer wzięła frytkę i włożyła ją do ust.

 

– Błagałam ojca, żeby pozwolił mi poukładać swoje dokumenty. 

Uważał, że mam coś z głową.
 

– Byłabyś prawdziwym skarbem dla Klubu Ivy – zażartował Reefer. 

– Perfekcyjna sekretarka.
 

– Jaka szkoda, że ominie mnie to szczęście.

 

Spencer wpatrywała się ponurym wzrokiem w sól na krawędzi 

kieliszka z margaritą. Desperacko próbowała dostać się do Ivy, ale po 
katastrofalnej uczcie, na którą nieświadomie przyniosła brownie 
z narkotykami, wiedziała dobrze, że nigdy nie zostanie przyjęta.
 

Kiedy poczuła dużą, ciepłą dłoń Reefera na swojej dłoni, zdumiona 

podniosła wzrok.
 

– W Princeton o wiele lepiej będziesz się bawić, jeśli nie dołączysz 

do żadnego klubu – powiedział cicho. – Dopilnuję tego.
 

– Naprawdę? – Spencer się uśmiechnęła.

 

– Oczywiście. Zorganizujemy sobie mnóstwo rozrywek. Uwierz mi, 

potrafię się zabawić, i to o wiele lepiej niż ci sztywniacy z Ivy.
 

Serce Spencer biło coraz szybciej. Reefer powiedział „my”. Jakby 

mieli zostać parą. Całkiem na poważnie
 

Usłyszała dźwięk trąbki tuż przy uchu i się odwróciła. Zespół 

jazzowy stanął przy ich stoliku i grał im serenadę. Gitarzysta miarowo 
trącał struny. Perkusista potrząsał marakasami. Wokalista zaczął śpiewać. 
Spencer rozpoznała hiszpańską wersję I Only Have Eyes for You.
 

– Masz piękną dziewczynę – powiedział wokalista łamaną 

angielszczyzną z hiszpańskim akcentem między pierwszą a drugą zwrotką.
 

– Wiem – odparł Reefer, ostrożnie spoglądając na Spencer, jakby 

powiedział o jedno słowo za dużo.
 

Spencer uśmiechnęła się nieśmiało. „Dziewczynę”? Przymierzała to 

słowo jak sukienkę i było jej z nim bardzo do twarzy. Uśmiechnęła się 
jeszcze raz do Reefera i uścisnęła jego dłoń.
 

– Zrobić wam zdjęcie?

background image

 

Jak spod ziemi wyrosła przed nimi kelnerka z polaroidem. Spencer 

i Reefer przysunęli się do siebie i uśmiechnęli. Błysnął flesz, po czym 
z aparatu wysunęło się zdjęcie. Spencer wzięła je od kelnerki i położyła na 
stoliku, żeby wyschło. Reefer wstał i podał jej rękę.
 

– Chcesz zatańczyć?

 

– Tak – odparła natychmiast Spencer.

 

Wybrali miejsce na parkiecie tuż obok basenu, a Reefer objął 

Spencer.
 

– Nie sądziłam, że taki chłopak jak ty lubi tańczyć – szepnęła mu do 

ucha, gdy się kołysali.
 

Reefer cmoknął cicho.

 

– Powinnaś już wiedzieć, że nie należy nikogo osądzać po 

wyglądzie. Lubię tańczyć, szczególnie z właściwą osobą.
 

Serce Spencer waliło jak młotem, kiedy Reefer coraz bardziej się do 

niej przysuwał, aż wreszcie jego nos musnął jej policzek. Nerwowo 
przełknęła ślinę i też się do niego przytuliła. Kiedy ich usta się zetknęły, 
trębacz zagrał kilka wysokich nut. Spencer zamknęła oczy, czuła smak 
limonki, ceviche i soli. Przeszły ją ciarki.
 

Odsunęli się od siebie i uśmiechnęli. Reeferowi drgnął mięsień na 

twarzy. Nagle, pół sekundy później, jego wzrok powędrował w stronę 
kogoś, kto stał za Spencer.
 

– Odbijany?

 

Spencer zauważyła twarz Naomi o ostrych rysach. Naomi 

wpatrywała się czule w Reefera, przekrzywiając głowę i trzepocząc 
rzęsami.
 

Spencer się spięła i już miała powiedzieć: „Nie”. Ale zanim ona czy 

Reefer zdążyli się ruszyć, Naomi wepchnęła się między nich i chwyciła 
Reefera za ręce. Spencer stała, jakby wrosła w ziemię, a wtedy Naomi 
popchnęła ją biodrem. Spencer się zachwiała, potknęła się o wystający 
kamień i machając rękami, próbowała złapać równowagę. Tych kilka 
chwil w powietrzu wydawało się jej wiecznością, aż wreszcie z głośnym 
pluskiem wpadła do basenu. Woda dostała się jej do uszu. Spencer 
dotknęła dna basenu pośladkami, szybko się odbiła i wypłynęła na 
powierzchnię, wypluwając wodę.
 

Kiedy odgarnęła włosy z oczu, rozejrzała się. Muzyka nadal grała 

głośno. Kilka osób na parkiecie zatrzymało się i gapiło na nią. Kelnerzy 
zamarli z tacami w dłoniach. Reefer otworzył usta. Naomi wybałuszyła 
oczy. Po chwili podeszła do brzegu basenu.
 

– Mój Boże, Spencer, nic ci się nie stało!? – zapytała z udawaną 

background image

troską. – Powinnaś bardziej uważać!
 

Spencer miała ochotę złapać Naomi za kostkę i wciągnąć ją do wody, 

ale jej rywalka już się odwróciła i wróciła do Reefera, myśląc pewnie, że 
dalej będą tańczyć. Lecz Reefer odwrócił się do kelnera, który już biegł 
z ręcznikiem.
 

Spencer wyszła z basenu i pozwoliła, by Reefer otulił ją ręcznikiem.

 

– Jak to się stało? – zapytał, jakby nie rozumiejąc, co zaszło, i 

prowadził Spencer z powrotem do stolika. – Może nie powinniśmy byli 
tańczyć tak blisko basenu?
 

„To Naomi nie powinna tańczyć”, pomyślała Spencer z goryczą. 

W jej torbie zadźwięczał telefon. Schyliła się po niego. Dostała nową, 
anonimową wiadomość.
 

Rozejrzała się. Naomi wyglądała przez okno, z telefonem na 

kolanach. Na jej twarzy błąkał się podły uśmieszek, sugerujący, że skrywa 
jakiś smakowity sekret.
 

Spencer patrzyła, jak Naomi idzie do wyjścia z wysoko uniesioną 

głową, jakby wykonała dobrą robotę. Dopiero potem przeczytała 
wiadomość.
 

Będzie lepiej dla ciebie, Spencer, jeśli będziesz się trzymać od niego 

z daleka. W tym morzu możesz schwytać jeszcze niejedną rybę. A jak ja 
się do ciebie dobiorę, zaczniesz połów na więziennym spacerniku.
 
 

background image

 15

 OBRAZ WART TYSIĄCA SŁÓW

 

 

 

W piątek rano Aria i Noel stali w kambuzie statku przy oddzielnych 

stanowiskach. Próbując zrobić coś razem, zgłosili się na ochotnika do 
pomocy w kuchni, która wydawała organiczne posiłki z naturalnych 
składników. Nie spodziewali się jednak, że zostaną przydzieleni na 
śniadaniową zmianę, rozpoczynającą się o szóstej rano.
 

Aria zajrzała do miski Noela i zmarszczyła czoło.

 

– Chyba dodałeś za dużo mąki – szepnęła, ukradkiem zerkając na 

Bette, wysoką kierowniczkę kuchni.
 

Noel zmarszczył brwi i spojrzał na zalaminowany przepis leżący 

obok na blacie.
 

– Miałem dodać dwanaście filiżanek. I tak zrobiłem.

 

Aria zamieszała ciasto widelcem.

 

– Chyba powinno być rzadsze. Jest za gęste.

 

Noel zaśmiał się.

 

– Odezwała się ekspertka.

 

Połaskotał ją, a ona zdzieliła go rękawicą kuchenną. Musiała 

przyznać, że świetnie się bawiła, przygotowując wspólnie z nim śniadanie. 
Byli sami w kuchni, z radia dobiegała romantyczna melodia grana na 
gitarze, pachniało świeżością i czystością, w przeciwieństwie do parnego 
powietrza na zewnątrz. To prawda, Aria nie spodziewała się, że w kuchni 
będzie musiała się zajmować przede wszystkim mięsem. Przynosiła 
z zamrażarki tysiące plasterków bekonu z indyków z wolnego wybiegu, 
smażyła tłuste kiełbaski z mięsa krów karmionych trawą, a nawet 
podgrzewała zapiekankę zrobioną, jak jej się wydawało, ze świńskich 
ryjów, które zapewne także były organiczne. Ale i tak uważała, że to 
niewysoka cena za chwile spędzone z Noelem.
 

Noel dolał mleka do ciasta.

 

– Słuchaj, skoro już musimy tak wcześnie wstawać, może pójdziemy 

na spacer po plaży? Zaśpiewam ci ten rapowy numer, który wykonamy 
z Mikiem w czasie konkursu talentów w sobotę. – Szturchnął ją lekko.

background image

 

– Fantastycznie! – powiedziała Aria, zaraz jednak przygryzła wargę, 

bo coś sobie przypomniała. – Ale dziś nie mogę. Obiecałam Grahamowi, 
że zagram z nim w minigolfa.
 

– Och. – Noel wlepił wzrok w miskę. – To fajnie.

 

Aria wrzuciła na grill kolejną porcję bekonu. Mięso zaskwierczało.

 

– Naprawdę mi przykro. Gdybyś zaproponował to wcześniej, 

mogłabym przełożyć tamto spotkanie.
 

Zeszłego wieczoru zjedli kolację w towarzystwie dużej grupy 

kolegów. Prawie z sobą nie rozmawiali.
 

– Ależ nie ma sprawy – odparł Noel sztywno. – Spędzasz sporo 

czasu z tym Grahamem.
 

Aria zmarszczyła nos. „Z tym Grahamem”? Takich słów 

spodziewałaby się raczej po swojej mamie.
 

– Ale on mi się nie podoba. To jeden z tych, co to wkładają zbroję 

i biorą udział w turniejach rycerskich.
 

– Za to ty pewnie mu się podobasz?

 

Zaśmiała się.

 

– Na pewno nie. Tak naprawdę to próbuję go nakłonić, żeby pogadał 

z dziewczyną, która mu się podoba. Jego poprzednia dziewczyna zginęła, 
a on nie umie sam zacząć rozmowy z kimś obcym.
 

Noel podniósł głowę, wyraźnie zdumiony.

 

– Jak zginęła?

 

Aria przygryzła wnętrze policzka.

 

– Hm, tak naprawdę to nie wiem.

 

Tak samo powinna była odpowiedzieć swoim przyjaciółkom. Nie 

wbiłyby sobie do głów, że Graham to A. Poprzedniego wieczoru, przed 
kolacją, kiedy się spotkały, żeby przećwiczyć choreografię hula, Emily 
powiedziała Arii, że widziała, jak Graham czai się gdzieś w korytarzu. 
A Hanna, która przyszła na spotkanie, choć zamierzała wziąć udział 
w konkursie w parze z Naomi, zauważyła, że Graham najwyraźniej nie 
miał żadnych przyjaciół na statku, bo zawsze jadał posiłki zupełnie sam.
 

– A może bierze udział w tej wycieczce tylko po to, żeby nas 

śledzić?
 

– On nie jest A. – powtórzyła po raz kolejny Aria. – Przecież chodził 

z Tabithą bardzo dawno temu.
 

– No tak, ale sama mówiłaś, że on lubił ją bardziej niż ona jego – 

przypomniała jej Hanna. – Może ubzdurał sobie, że to jego wielka miłość. 
Może to jeden z tych wariatów, którzy tylko czekają, żeby się zemścić.
 

– Nawet go nie znacie – broniła go Aria.

background image

 

– Ty zresztą też – zauważyła Hanna.

 

Teraz Aria chrząknęła i spojrzała na Noela.

 

– Wydaje mi się, że muszę mu pomóc. Doskonale się bawię, grając 

swatkę.
 

Noel napił się kawy ze stojącego obok kubka.

 

– Świetnie, jeśli tylko nie zeswatasz go z sobą. Może go uwodzisz, 

choć sama o tym nie wiesz.
 

Bekon zaskwierczał głośno.

 

– Nie ufasz mi? – zapytała Aria.

 

– Oczywiście, że ci ufam – odparł szybko Noel. – Po prostu... Inaczej 

sobie wyobrażałem ten rejs. Nie sądziłem, że twoje ekologiczne 
poszukiwanie skarbów zajmie ci tyle czasu.
 

Aria wymierzyła w niego łopatkę.

 

– To ty nie chciałeś wziąć ze mną udziału w poszukiwaniu skarbów. 

Wolałeś surfować. A przecież wiedziałeś, że nie mogę ci towarzyszyć, bo 
nie umiem dobrze pływać. Ale i tak się na to zdecydowałeś.
 

– Pozwoliłaś mi!

 

– Bo rzeczywiście nie mam nic przeciwko temu. Bardzo się cieszę, 

że świetnie się bawisz. Ale nie obwiniaj mnie za to, że ja też się bawię.
 

Noel otworzył szeroko oczy.

 

– No dobra, już nic nie powiem. Dam ci święty spokój.

 

– No i dobrze – odparła hardo Aria.

 

Przewróciła plastry bekonu na drugą stronę. Noel mieszał ciasto tak 

gwałtownie i szybko, że z miski uniósł się obłok mąki, pokrywając jego 
twarz warstwą białego pyłu. Noel zamrugał. Wyglądał jak mim.
 

Aria nie mogła się powstrzymać od śmiechu. Noel też się zaśmiał. 

Pokręcił głową i lekko dotknął jej ramienia.
 

– Przepraszam, zachowałem się jak dupek.

 

– Nie, to ja przepraszam – powiedziała Aria, papierowym ręcznikiem 

ścierając mąkę z jego twarzy. – Nie chcę się kłócić. Mamy się dobrze 
bawić. Tylko nie bądź zazdrosny o Grahama. To ciebie kocham.
 

Noel wypluł trochę mąki.

 

– Oboje macie zainteresowania artystyczne. I pewnie wiele was 

łączy.
 

Aria otworzyła usta ze zdumienia. Nie wierzyła własnym uszom. 

Tyle razy czuła się w towarzystwie Noela jak Kopciuszek, bo on pochodził 
z bogatej rodziny, świetnie wyglądał i wszyscy go lubili. Czasem 
wydawało się jej, że znowu jest tamtą Arią dziwaczką z szóstej klasy, 
popychadłem Ali. A tym razem to on jej powiedział, że wydaje mu się, że 

background image

nie zasługuje na nią.
 

– Noel... – Dotknęła jego ramienia. – Pleciesz. Uwierz mi.

 

– No dobra – powiedział Noel po chwili. – Po prostu bardzo 

chciałem zabrać cię dziś na spacer, żeby dać ci to.
 

Wytarł dłonie z mąki i wyciągnął z kieszeni złoty łańcuszek ze 

starym, trochę porysowanym medalionem z wymyślnym zawijasem 
z przodu. Wisiorek wyglądał znajomo.
 

– Kupiłeś go w jednym z tych drogich sklepów jubilerskich w Old 

San Juan? – zapytała.
 

Noel pokręcił głową.

 

– Właściwie to znalazłem go na plaży w Puerto Rico, tam gdzie 

wczoraj surfowaliśmy. O mało na niego nie nadepnąłem. Jakby miał się 
dostać w moje ręce. Albo w twoje.
 

– To jak zaginiony skarb – szepnęła Aria, kiedy Noel zapinał jej 

łańcuszek na szyi.
 

Spojrzała na medalion. Z przodu zauważyła jakąś literę. I? J? Trudno 

było powiedzieć, bo prawie zupełnie się wytarła. Ten łańcuszek miał 
poprzednie życie, mógłby opowiedzieć niejedną historię.
 

– Nigdy go nie zdejmę – powiedziała Noelowi i przytuliła się do 

niego, nie dbając o to, że cała pobrudziła się mąką.
 

I nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko znowu 

było w porządku.

 

 

 

 

Godzinę później Aria i Graham stali na zielonym polu do minigolfa, 

które znajdowało się na statku. Niby mieli rozmawiać na temat następnej 
wskazówki w poszukiwaniu skarbów – trzeba było ustalić, która część 
statku została zbudowana z użyciem największej ilości materiałów 
z surowców wtórnych – ale tak naprawdę wpatrywali się w dziewczynę 
schyloną nad kołeczkiem na piłkę golfową pod dołkiem numer pięć. To 
była Tori. Miała na sobie długą spódnicę w stylu etno, wystrzępioną 
niebieską koszulkę, sandały z paseczkami wysadzanymi brylancikami 
i wąską srebrną bransoletkę, która Arii wydała się świadectwem 
artystycznej duszy. Tori lekko zakołysała kijem i delikatnie popchnęła 
niebieską piłeczkę w stronę otwartych ust klowna, ale nie trafiła. Piłka 
odbiła się od ogrodzenia i wróciła na pole.
 

– Popytałam tu i tam i dowiedziałam się, że Tori nie ma chłopaka – 

szepnęła Aria na ucho Grahamowi. – Masz szansę.

background image

 

Policzki Grahama się zaczerwieniły.

 

– Pytałaś o nią?

 

– Przecież jakoś musimy zdobyć informacje na jej temat. – Aria 

wzięła kij ze stojaka. – Idziemy. Zajmiemy pole tuż obok nich. A ty masz 
pochwalić ją z to, że świetnie wbija piłkę do dołka.
 

– Mówisz poważnie? – zaśmiał się Graham. – Przecież chyba z sześć 

razy nie trafiła do ust klowna.
 

Aria wlepiła w niego wzrok.

 

– Na jakim ty świecie żyjesz? Kiedy się flirtuje, to się kłamie! Masz 

się tak zachowywać, żeby dziewczyna poczuła się wspaniała i wyjątkowa! 
– Spojrzała na niego z politowaniem. – Ale z ciebie ciamajda!
 

– Pewnie się zastanawiasz, jak to możliwe, że kiedyś miałem 

dziewczynę? – droczył się Graham.
 

Aria tylko machnęła ręką, bo nie chciała rozmawiać o Tabicie.

 

– Świetnie ci poszło wczoraj na plaży. – Graham rozmawiał z Tori 

przez całe dziesięć minut, zanim się przestraszył i wrócił do Arii, 
twierdząc, że już mu się kończyły tematy do rozmowy. – Chyba jej się 
spodobałeś. Teraz musisz tylko przypieczętować zwycięstwo.
 

Podeszła do dołka, obok którego grała Tori. Mały wiatrak obracał się 

ze skrzypieniem. Trzeba było przebić piłkę na drugą stronę przez otwór 
w jego ścianach. Kiedy Aria wręczyła Grahamowi kij służący do 
wpychania piłki do dołka, jej towarzysz uśmiechnął się do niej 
z wdzięcznością.
 

– To bardzo miło z twojej strony, że mi pomagasz.

 

– Cieszę się, że mogę się na coś przydać – zaszczebiotała Aria, bo 

odzyskała pewność siebie.
 

Jak jej przyjaciółki mogły twierdzić, że Graham to A.? Nie dość, że 

nie miało to najmniejszego sensu, to jeszcze on był taki miły. Rano poszła 
po niego do jego pokoju, położonego w tym samym korytarzu co kajuta 
Noela, i zastała tam Grahama i jego współlokatora Carsona, jak 
zaśmiewali się, grając w grę wideo. Potem Graham nieśmiało podziękował 
pokojówce, która przyszła posprzątać ich pokój. Psychopatyczni zabójcy 
nie dogadują się chyba ze swoimi współlokatorami i nie dziękują obsłudze 
hotelowej, prawda?
 

Wreszcie Tori udało się wbić piłeczkę do ust klowna. Kiedy jej 

przyjaciółka zakrzyknęła radośnie, Aria popchnęła Grahama w ich 
kierunku.
 

– Świetne uderzenie, Tori! – powiedział trochę zbyt sztywno.

 

Tori się odwróciła, zmierzyła Grahama wzrokiem i uśmiechnęła się.

background image

 

– Cześć, Graham. – Potem spojrzała na swój kij. – Kłamiesz, gram 

jak noga.
 

– Na pewno lepiej ode mnie – powiedział Graham nieśmiało.

 

Tori się uśmiechnęła, a potem podeszła do kolejnego dołka. Graham 

odwrócił się do Arii z miną porzuconego szczeniaka.
 

– Widzisz? Jestem beznadziejny!

 

– Co ty mówisz? Świetnie ci idzie! – Aria wzięła swój kij, który 

oparła o wiatrak. – Idźmy za nimi, może nas zaproszą do wspólnej gry.
 

– To chyba będzie wyglądało na oczywisty podryw – wyszeptał 

Graham. – Nawet nie graliśmy na tym polu!
 

– No i co z tego? – Aria przesunęła palcami po głowie klauna, kiedy 

go mijali. – Przecież to tylko zabawa. – Przyglądała się, jak Tori kładzie 
piłkę na podstawce i bierze zamach. – Teraz musisz się dowiedzieć, co ją 
interesuje. I udawać, że to również twoja pasja.
 

Jeszcze raz go szturchnęła, a Graham podszedł do Tori. Poczekał, aż 

skończy uderzenie – jak zwykle nie trafiła nawet w pobliże dołka – 
a potem chrząknął.
 

– Lubisz jarmarki renesansowe?

 

Aria aż się skrzywiła. Miała ochotę natychmiast przerwać misję. 

Przecież nie kazała Grahamowi, żeby chwalił się swoim hobby. Lecz Tori 
się uśmiechnęła.
 

– Byłam tylko na jednym, ale bardzo mi się podobało. Dlaczego 

pytasz?
 

Graham też się uśmiechnął.

 

– Zauważyłem twoją bransoletkę i przyszło mi do głowy, że kupiłaś 

ją w czasie jarmarku niedaleko Filadelfii. Znam faceta, który sprzedaje 
tam własnoręcznie robioną srebrną biżuterię. Pracowałem kiedyś latem na 
straganie obok niego.
 

Tori przekroczyła niskie ogrodzenie między polem do golfa 

a tarasem i podeszła do Grahama.
 

– A co ty robisz na takich jarmarkach?

 

– Różne rzeczy, ale wtedy pomagałem pewnemu starszemu 

rzemieślnikowi przy produkcji lutni.
 

– Co to jest lutnia?

 

– To jakby mała gitara akustyczna, tylko o innym brzmieniu – 

wyjaśnił Graham. – Mam jedną taką na pokładzie. Chcę na niej zagrać 
piosenkę Death Cab for Cutie w czasie konkursu talentów.
 

Tori uniosła brew.

 

– Naprawdę?

background image

 

Graham już chciał odpowiedzieć, gdy nagle zadzwonił telefon Tori. 

Spojrzała na ekran i przewróciła oczami.
 

– To moja mama. – Podniosła telefon do ucha. – Dzwoni do mnie 

prawie codziennie, od początku rejsu.
 

Tori podeszła do małego wodospadu na polu numer dwanaście. 

Graham wyglądał na zdezorientowanego.
 

– I co teraz?

 

– Nic. – Aria zaprowadziła go z powrotem do środka klubu 

golfowego. – Teraz masz już o czym z nią rozmawiać, jak się spotkacie 
następnym razem. A twoje kolejne zadanie polega na tym, żeby zaprosić ją 
na randkę.
 

Twarz Grahama powoli rozjaśnił nieco nerwowy uśmiech.

 

– No dobra. – Chwycił Arię za ramię. – Co ja bym bez ciebie zrobił?

 

– Nie zapomnij zaprosić mnie na ślub.

 

Aria przyjaźnie poklepała go po ręce. Nagle zabrzęczał jej telefon. 

Z uśmiechem wyciągnęła go i spojrzała na ekran. Dostała dwa zdjęcia.
 

Poczuła mrowienie w koniuszkach palców i podniosła wzrok, bo 

czuła się tak, jakby ktoś ją obserwował. Za wiatrakiem mignął jakiś cień. 
Drzwi do klubu golfowego trzasnęły głośno. Coś się poruszyło za 
ogrodzeniem. Lecz kiedy Aria wytężyła wzrok, nie dostrzegła niczego 
podejrzanego.
 

Otworzyła wiadomość. Pierwsze zdjęcie pojawiło się na ekranie. 

Pokazał się na nim słynny taras na dachu kurortu Klify w całej okazałości. 
Na górze widać było pięć głów. Zdjęcie było trochę rozmazane, jednak 
Aria bez trudu rozpoznała samą siebie, z wyciągniętymi rękami. Tabitha 
stała obok niej, w żółtej sukience. Za chwilę miała spaść.
 

Kiedy Aria nacisnęła prawą strzałkę, pojawiło się następne zdjęcie, 

zrobione ułamek sekundy po pierwszym. Ukazywało moment, w którym 
Aria spycha z tarasu Tabithę. Ciało Tabithy zawisło w powietrzu, Aria zaś 
stała na dachu z dłońmi na biodrach. Wyglądała jak bezlitosna 
morderczyni.
 

– Aria? – Za nią stanął Graham. – Wszystko w porządku?

 

Aria podskoczyła i zakryła ekran dłonią.

 

– Ach, tak, w porządku – skłamała.

 

Uderzyła w klawiaturę, próbując skasować zdjęcia, ale z jakiegoś 

powodu nie chciały zniknąć. Kiedy tylko wchodziła do pliku 
z fotografiami, te dwie pojawiały się w samym środku. Serce biło jej jak 
szalone. Sama świadomość, że ma zdjęcia w telefonie, powodowała, że 
czuła się tak, jakby każdy jej ruch rejestrowała kamera. Musiała się ich 

background image

pozbyć.
 

Jej telefon znowu zapikał. Dostała kolejną wiadomość. Otworzyła ją.

 

A gdyby ktoś pokazał te fotki Grahamowi? I policji? Mogę to zrobić 

i zrobię.
 

background image

 16

 PO DRUGIEJ STRONIE PRZEPAŚCI

 

 

 

Tego popołudnia Emily i Jordan stały na szczycie klifu w lesie 

tropikalnym. Poniżej falowały gęste korony drzew, w ukrytej sadzawce 
rechotały żaby, a rozwieszona nad wąwozem lina powiewała na wietrze. 
Emily obserwowała, jak dwie osoby przed nią łapią za uchwyt 
przyczepiony do liny i odpychają się od skały. Przemknęły nad ziemią, 
pokrzykując i śmiejąc się, a potem bezpiecznie wylądowały po drugiej 
stronie wąwozu. Ale Emily wcale nie było do śmiechu. Wydawało się jej, 
że wpadła w śmiertelną pułapkę.
 

Podeszła do Jordan, która już nie mogła się doczekać jazdy na linie.

 

– Myślisz, że powinnyśmy?

 

Jordan zmarszczyła czoło.

 

– Chyba teraz nie stchórzysz? Od lat chciałam to zrobić.

 

– A jak lina się urwie?

 

Emily nerwowo spojrzała w dół, na głęboki jar. Instruktor 

powiedział, że ma co najmniej dwadzieścia metrów głębokości.
 

– To bardzo mocna lina. – Jordan uważnie przyjrzała się Emily. – 

Naprawdę się boisz, co?
 

Emily z trudem przełknęła ślinę.

 

– Miałam kiedyś przyjaciółkę, która była trochę szurnięta. W tym 

roku zabrała mnie do kamieniołomów, a tam się pokłóciłyśmy i przez 
chwilę mi się wydawało, że zepchnie mnie w dół. – Zamknęła oczy 
i przypomniała sobie tę okropną noc z Kelsey Pierce.
 

Jordan otworzyła szeroko oczy.

 

– Niewiarygodne.

 

– Oczywiście nic mi się nie stało – dodała szybko Emily. – Ani mojej 

przyjaciółce. Po prostu trochę to mną wstrząsnęło.
 

Nie chciała wdawać się w szczegóły i opowiadać, jak rok temu z tej 

samej skały spadła Mona Vanderwaal. Choć opowiedziała Jordan kilka 
podstawowych rzeczy o Ali i A., o szczegółach nie mówiła. I ani słowem 
nie wspomniała o Nowym A.

background image

 

– Uwierz mi, że nie zamierzam cię zepchnąć – powiedziała Jordan. – 

Umówmy się, że jeśli lina się zerwie, to skoczę za tobą w przepaść. Jak 
obie umrzemy, to przynajmniej razem zwiedzimy zaświaty.
 

– No dobra – wyszeptała Emily.

 

Chwyciła Jordan za rękę. Jordan rozejrzała się nerwowo, a potem 

ścisnęła dłoń Emily. Choć podczas przejażdżki łodzią poprzedniego dnia, 
gdy były sam na sam, całowały się kilka razy, to w miejscach publicznych 
zachowywały się z dystansem. Emily zastanawiała się dlaczego. Może 
sprawy potoczyły się zbyt szybko. A może Jordan martwiła się, co jej 
koledzy z Ulster powiedzą o jej nowej dziewczynie, bo właśnie tak 
myślała o niej Emily.
 

Jordan była po prostu idealna. Zeszłego wieczoru, po ich sekretnym 

rejsie motorówką, opowiedziały sobie szczerze o sobie i poruszyły tematy, 
na które Emily nie odważyła się dotąd z nikim rozmawiać. Jordan 
zwierzyła się jej, że miała kilka mało spektakularnych związków 
z chłopakami, a potem wplątała się w toksyczną relację z dziewczyną 
o imieniu Mackenzie. Kiedy Emily wypytywała ją o szczegóły, Jordan nie 
chciała powiedzieć nic więcej.
 

– To było zbyt bolesne – przyznała. – Właściwie nigdy wcześniej 

o niej nie mówiłam. Teraz wiesz o mnie więcej niż ktokolwiek inny.
 

Kolejny chłopak zjechał na linie, wydając jęk przerażenia, kiedy 

przefruwał nad wąwozem. Teraz przyszła kolej na Emily i Jordan.
 

– Gotowe? – zapytał instruktor.

 

Emily stała nieruchomo, jakby stopy wrosły jej w ziemię, ale Jordan 

pociągnęła ją za sobą.
 

– No jasne. – Chwyciła Emily za rękę i ścisnęła mocno. – Będę cię 

trzymać przez cały czas, obiecuję.
 

Roztrzęsiona Emily pozwoliła, by instruktor założył jej uprząż. 

Z trudem złapała uchwyt, bo dłonie bardzo jej się spociły.
 

Instruktor odliczył do trzech i krzyknął:

 

– Start!

 

Jordan skoczyła. Emily nie miała wyboru, musiała iść w jej ślady.

 

Czuła, że jej ciało spada w przepaść, i wrzasnęła. Ale nagle zdała 

sobie sprawę, że nie leci w dół, tylko w przód. Uprząż ją trzymała, 
a mechanizm prędko przesuwał się nad wąwozem. Wiatr rozwiał jej włosy. 
Pod sobą widziała leśne poszycie z tysiącem kwiatów w przepięknych 
barwach. Obok niej leciała Jordan, śmiejąc się. Emily uśmiechnęła się do 
niej w euforii.
 

Kilka sekund później wylądowały po drugiej stronie, ciężko dysząc. 

background image

Emily cała się trzęsła, kiedy instruktor rozpiął jej uprząż i pomógł zdjąć 
kask. Odwróciła się do Jordan. Kiedy się uśmiechnęła, czuła, że drżą jej 
wargi.
 

– Możemy jeszcze raz?

 

– No pewnie – odparła Jordan. – Wiedziałam, że ci się spodoba.

 

Jeszcze trzy razy przejechały na linie nad wąwozem. Kiedy wsiadły 

do jeepa, który miał je zawieźć z powrotem na statek, Emily spojrzała na 
telefon. Aria chciała się spotkać z nią i Spencer w świetlicy. Emily nie 
pytała dlaczego, uznała, że chcą przećwiczyć choreografię hula.
 

– Szkoda, że nie możesz wziąć udziału w konkursie talentów – 

westchnęła Emily, kładąc dłoń na ramieniu Jordan. – Hanna zrezygnowała, 
więc przydałaby nam się jeszcze jedna dziewczyna.
 

Nie powiedziała swoim przyjaciółkom o Jordan, choć może 

powinna. Czy oburzyłyby się, że Jordan jest pasażerką na gapę? Nawet 
sama Jordan niespecjalnie się tym przejmowała.
 

– Też bym chciała – westchnęła Jordan. – Ale wiesz, że nie mogę. 

Obejrzę wasz występ z widowni. A jak wygracie, to masz mnie przewieźć 
na swojej vespie.
 

– Jeśli wygramy – poprawiła ją Emily.

 

Na statku Jordan minęła strażnika razem z grupą pasażerów, żeby nie 

musiała pokazywać dowodu osobistego. Rozstały się przy windzie. Jordan 
powiedziała, że chce się zdrzemnąć, kiedy Emily pójdzie na spotkanie 
z Arią. Jordan nachyliła się, by pocałować Emily. Kiedy się od siebie 
odsunęły, Emily założyła Jordan za ucho kosmyk włosów.
 

– Wydawało mi się, że krępuje cię okazywanie mi uczuć 

w miejscach publicznych – powiedziała.
 

Jordan wzruszyła ramionami.

 

– To dla mnie nowość. Ale przy tobie nie muszę niczego ukrywać.

 

Pocałowała Emily jeszcze raz, a potem zniknęła w windzie. Emily 

poszła do świetlicy, podśpiewując salsę, którą słyszała w radiu w drodze 
powrotnej na statek. Kiedy minęła szereg luster w korytarzu, zaśmiała się. 
Miała nabrzmiałe, pełne wargi, a jej skóra zaróżowiła się od ostrego 
słońca. Nie pamiętała, kiedy ostatnio była tak szczęśliwa.
 

Skręciła do świetlicy i rozejrzała się po pomieszczeniu. Na żadnej 

z kanap nie dostrzegła Spencer ani Arii. Usiadła i popatrzyła na telewizor 
zawieszony na ścianie. W wiadomościach CNN pojawił się napis: 
„MŁODOCIANA ZŁODZIEJKA NADAL NA WOLNOŚCI”.
 

– Od rana podajemy wiadomości na temat osiemnastoletniej 

mieszkanki Nowego Jorku, znanej jako Młodociana Złodziejka, która trzy 

background image

dni temu uciekła z aresztu w Filadelfii – powiedział reporter.
 

Na ekranie pojawiła się grupka prawników wchodzących do 

budynku sądu.
 

– Katherine DeLong zasłynęła jako złodziejka prywatnych 

samolotów, drogich łodzi, motocykli i samochodów, którymi wyprawiała 
się na ekstrawaganckie przejażdżki – mówił głos z offu. – Ale w niedzielę 
rano strażnicy nie zastali jej w celi. Władze podejrzewają, że próbuje uciec 
z kraju. Jest bardzo groźna i jeśli ktoś ma informacje o miejscu jej 
pobytu...
 

Na ekranie pojawiło się zdjęcie Młodocianej Złodziejki. Emily 

zmrużyła oczy i uważnie mu się przyjrzała. To była... Jordan.
 

– Emily?

 

Emily podniosła wzrok. Stały nad nią Spencer i Aria ze 

spódniczkami z trawy, które zrobiły już wcześniej. Spoglądały to na 
telewizor, to na oniemiałą Emily, niczego nie rozumiejąc.
 

– Ja...

 

Emily urwała, bo nie wiedziała, co powiedzieć. Znowu spojrzała na 

telewizor. Teraz na ekranie pokazywano, jak Jordan wychodzi z budynku 
sądu w pomarańczowym kombinezonie więziennym. Następnie pokazano 
zdjęcie Jordan w spódniczce i butach do tenisa, z charakterystyczną 
jedwabną opaską na włosach. Na kolejnym filmie Jordan siedziała w sali 
sądowej, a prawnik szeptał jej coś do ucha. Na nadgarstkach miała lśniące 
kajdanki, a na kostkach nóg łańcuch.
 

Emily zawalił się cały świat. Zawrzał w niej nagły i gwałtowny 

gniew. Drżącymi dłońmi wzięła telefon i napisała wiadomość do Jordan: 
„Wiem, kim jesteś, oszustko. Nie chcę cię już nigdy widzieć. Wynoś się 
natychmiast z mojego pokoju”. Wysłała wiadomość i rozpłakała się.
 

– Emily? – zapytała Aria z troską w głosie. – Co się dzieje?

 

– Znasz tę dziewczynę? – Spencer pokazała na ekran.

 

Emily wydawało się, że ma usta pełne masła orzechowego.

 

– To moja nowa... ona... znam ją.

 

– O Boże – wyszeptała Aria. – To ta nowa przyjaciółka, którą 

poznałaś? Jest tu, na statku?
 

Emily pokiwała głową, bojąc się zdradzić więcej.

 

Piip.

 

Do oczu napłynęły jej łzy, spojrzała na telefon, przygotowując się 

psychicznie na odpowiedź Jordan. Ale kiedy spojrzała na ekran, zobaczyła, 
że dostała anonimową wiadomość.
 

Poczuła falę gorąca w klatce piersiowej. Rozejrzała się. W świetlicy 

background image

było pełno ludzi. Niektórzy siedzieli na kanapach i przy stolikach, a inni 
grali na stojącym w kącie fliperze ozdobionym sylwetkami Simpsonów. 
Wydawało się jej, że gdzieś za rogiem mignęła znajoma blondynka. Emily 
podniosła się i wyjrzała na korytarz, ale nikogo nie zobaczyła.
 

Przeczytała wiadomość.

 

Jaka piękna historia! Razem z panną Młodocianą Złodziejką możecie 

dzielić pryczę w więzieniu!
 
 

background image

 17

 PRZYJAŹŃ MA CIENIE I BLASKI

 

 

 

– „California Girls, ta da da da DA da da!” – śpiewały Naomi 

i Hanna, idąc wybrukowanym chodnikiem w Old San Juan tego samego 
dnia wieczorem.
 

Szły do klubu, do którego Naomi została zaproszona po południu, i 

po drodze postanowiły zrobić małą próbę przed występem w konkursie 
talentów. Przechodnie patrzyli na nie jak na wariatki.
 

– Musimy skądś wytrzasnąć niebieską i różową perukę – głośno 

myślała Naomi, przechodząc nad kratą kanału w swoich szpilkach. – Może 
w czasie ostatniego postoju znajdziemy jakiś sklep z kostiumami. A może 
pożyczymy peruki od Cirque du Soleil. – Uśmiechnęła się.
 

– Fajnie byłoby znaleźć faceta, który by wystąpił jako Snoop Dog – 

powiedziała Hanna, bo przypomniała sobie wideoklip do tej piosenki.
 

– O Boże, to byłby hit konkursu – pisnęła Naomi. A potem 

westchnęła. – Cholera, facet, w którym się zabujałam, przypomina 
Snoopa. Pali jednego skręta za drugim. Ale teraz chodzi ze Spencer i ze 
mną nie chce mieć nic wspólnego.
 

– Znajdziemy kogoś innego – powiedziała szybko Hanna, kiedy 

mijały zamknięty butik z manekinami w bikini na wystawie.
 

Nie miała zamiaru mieszać się do trójkąta miłosnego Spencer 

i Naomi, szczególnie jeśli Naomi była A. Tego jednak nadal nie była 
pewna.
 

Naomi od niechcenia założyła za ucho kosmyk włosów.

 

– Albo znajdę jakiś sposób, żeby go odzyskać.

 

Zanim Hanna zdążyła zapytać, co to ma znaczyć, skręciły w boczną 

uliczkę i stanęły przed wejściem do klubu. Zza drzwi dochodził miarowy 
rytm basu i dziki śmiech. Przed podwójnymi drzwiami bez żadnego szyldu 
stała kolejka świetnie ubranych osób. Kiedy Hanna i Naomi pokazały 
swoje zaproszenia dla VIP-ów, ochroniarz odpiął aksamitny sznur 
i wpuścił je do środka.
 

– Dzięki! – rzuciła radośnie Naomi, jakby znała go od lat.

background image

 

Hanna poszła za nią, czując na sobie zazdrosne spojrzenia 

wszystkich stojących w kolejce. Popatrzyła na swoje i Naomi odbicie 
w długim szeregu luster, którymi wyłożone były ściany korytarza. Razem 
wybierały stroje i obie miały na sobie sukienki ozdobione błyszczącymi 
kamykami, sandałki na szpilkach i odpowiednio dobraną biżuterię. Robiły 
makijaż, siedząc obok siebie – plotkowały o znajomych z rejsu, gdy 
nakładały podkład i malowały rzęsy tuszem.
 

Na końcu korytarza dotarły do wielkiego, kwadratowego, ciemnego 

pomieszczenia z długim barem z nierdzewnej stali z jednej strony 
i kilkoma stolikami naprzeciwko. W rogu DJ puszczał płyty, a pozostałą 
przestrzeń zajmował parkiet do tańca. Wokół nich wili się w tańcu 
chłopcy, jeden piękniejszy od drugiego, oraz dziewczyny. W sali unosił się 
zapach alkoholu, papierosów i kwiatów gardenii, stojących na każdym 
stoliku. Kiedy z głośników popłynęła rytmiczna salsa, Hanna bezwiednie 
zaczęła kołysać biodrami. Dotknęła ramienia Naomi.
 

– Tu jest bosko! – przekrzykiwała muzykę.

 

– Prawda? – uśmiechnęła się szeroko Naomi, idąc do baru. 

Zatrzepotała rzęsami i barman natychmiast do niej podszedł.
 

Naomi zamówiła dwa koktajle w intensywnie pomarańczowym 

kolorze i wręczyła jeden Hannie. Hanna napiła się troszkę. Nie chciała za 
bardzo się upić, żeby nie stracić czujności. Ludzie wszędzie tańczyli, 
w każdym kącie, nawet na stolikach. Wokół parkietu krążył fotograf 
z wielkim cyfrowym aparatem na szyi, czasem zatrzymywał się i robił 
zdjęcia tańczącym. Po chwili stanął przed Hanną i Naomi.
 

– Mogę wam zrobić zdjęcie? – zapytał.

 

– To zależy. – Naomi położyła dłoń na biodrze. – Do gazety?

 

– Do działu „Styl i moda” w gazecie „Hola” wydawanej w San Juan.

 

Hanna z podekscytowaniem spojrzała na Naomi. Zawsze chciała, 

żeby jej zdjęcie pojawiło się w takim dziale. Odstawiła szklankę na stolik 
i wzięła Naomi pod ramię. Fotograf robił im jedną fotkę za drugą. 
Najpierw Hanna spojrzała uwodzicielsko w obiektyw, a potem odrzuciła 
głowę w tył. Ale wiedziała, że nie powinna dać się ponieść. Nadal 
doskonale pamiętała tę okropną historię z Patrickiem.
 

– Cudownie – powiedział z zachwytem fotograf, kiedy skończył. 

Spojrzał na tłum kłębiący się za ich plecami. – Chyba macie już kilku 
fanów.
 

To była prawda. Mnóstwo facetów rzucało na nie zaciekawione 

spojrzenia z parkietu. Jednym z nich był ciemnowłosy student 
w obszernym podkoszulku i workowatych dżinsach. Kiedy ich wzrok się 

background image

spotkał, uniósł szklankę w górę z drugiej strony sali i przywołał je do 
siebie palcem. Hanna i Naomi szturchnęły się łokciami z uśmieszkiem.
 

– Jest słodki i dobrze o tym wie! – krzyknęła Hanna do ucha Naomi.

 

– Masz rację. Chodź, zatańczymy – powiedziała Naomi, chwytając 

Hannę za rękę i ciągnąc ją na parkiet.
 

Zaczęły się poruszać w szybkim rytmie latynoamerykańskiej 

piosenki i kiedy tylko mijał je fotograf z „Hola”, przybierały dla niego 
seksowną pozę. Gdy DJ puścił kolejną piosenkę, Naomi poklepała Hannę 
po ramieniu.
 

– Jak sądzisz, który facet jest tutaj najprzystojniejszy?

 

Hanna zaczęła wolniej tańczyć i rozejrzała się uważnie.

 

– Nie mogę się zdecydować, czy ten wyglądający jak Enrique 

Iglesias, czy tamten James Bond w kącie.
 

Naomi wytężyła wzrok i przyjrzała się Jamesowi Bondowi, który 

miał na sobie dopasowany garnitur, bardzo drogie lśniące buty i ray-bany.
 

– No co ty!? – krzyknęła Naomi. – On ma ze czterdzieści lat!

 

– Wcale nie – powiedziała Hanna, z aprobatą patrząc na szczupłą 

sylwetkę i gęste brwi faceta. – Wygląda na starszego, bo ma doskonały 
gust.
 

– Dałabym mu sześć punktów, no najwyżej siedem – zdecydowała 

Naomi, pijąc swój koktajl. – Ale temu dałabym dziesięć.
 

Pokazała słomką na blondyna stojącego przy barze. Wyglądał tak, że 

mógłby się znaleźć na okładce czasopisma dla surferów.
 

– Żartujesz? – Hanna zmarszczyła brwi. – Co najwyżej osiem.

 

– A ten? – Naomi przyjrzała się facetowi przy sąsiednim stoliku. 

Miał ogoloną głowę i seksowne kości policzkowe.
 

– Pięć – odrzekła Hanna bardzo głośno, czując narastającą pewność 

siebie. – Nie znoszę łysych.
 

– A ten? – Naomi pokazała na faceta, którego nos i ramiona były 

czerwone od słońca.
 

– Fuj! Jeden! – zawołała Hanna.

 

Kontynuowały tę zabawę, chodząc po sali, klepiąc chłopaków po 

ramieniu i wykrzykując im w twarz oceny, jak dobre wróżki, które nagle 
postradały zmysły. „Sześć!”, zawołały do chłopaka, który miał lekką 
nadwagę i gęste, lśniące włosy. „Dziewięć!”, krzyknęły do przystojniaka, 
który mógłby być modelem Abercrombie i tańczył bez koszulki. 
„Siedem!” „Cztery!” „Osiem i pół!” Najpierw faceci w klubie nie 
rozumieli, co one robią, ale szybko się połapali. Ci, którzy dostali osiem 
i więcej punktów, wyglądali na dumnych z siebie. Chłopak, któremu dały 

background image

sześć punktów, zmarszczył nos i burknął coś pod nosem, co brzmiało jak: 
„Suki”.
 

Ktoś chwycił Hannę za ramię, kiedy przechodziła obok stanowiska 

DJ-a.
 

– A mnie ile dałabyś punktów?

 

Zatrzymała się i przyjrzała chłopakowi. Miał tłuste włosy, wielkie 

nozdrza i podkoszulek z logo Chanel na piersi. Przypominał jej 
sprzedawcę ze stoiska Motoroli w centrum handlowym.
 

Odwróciła się do Naomi, która też przystanęła.

 

– Ali miała specjalne powiedzonko na takie okazje! – krzyknęła jej 

Hanna do ucha.
 

– Jakie? – zapytała Naomi.

 

– Tylko nie to!

 

Hanna odwróciła się i uciekła. Naomi wybuchła śmiechem i pobiegła 

za nią. Śmiały się tak, że ledwie łapały oddech. Wybiegły na taras, gdzie 
było znacznie chłodniej i ciszej. Naomi wytarła oczy.
 

– Chyba nigdy w życiu tak się nie uśmiałam.

 

– Widziałaś, jaką minę zrobił ten z tłustymi włosami, gdy 

krzyknęłam do niego: „Tylko nie to!”? – pisnęła Hanna. – Myślałam, że 
nas zabije.
 

Naomi opadła na krzesło.

 

– Często się tak bawiłaś z Ali, jak jeszcze żyła?

 

Hannie śmiech uwiązł w gardle i pokręciła głową.

 

– Nie tak dobrze.

 

– Gdy ja się z nią przyjaźniłam, nie grałyśmy w to – powiedziała 

Naomi. Nagle na jej twarzy pojawił się wyraz zakłopotania. – Pewnie 
dlatego, że to była inna Ali.
 

Hanna nagle się zasmuciła.

 

– Tak – przyznała, a potem sięgnęła po drinka, bo nie wiedziała, co 

powiedzieć.
 

Naomi okręciła bransoletkę wokół nadgarstka.

 

– Strasznie mi przykro z powodu tego, co się wam przydarzyło z Ali 

w Pocono. To wprost niewiarygodne.
 

– Dzięki – szepnęła niewyraźnie Hanna, a potem podniosła wzrok, 

bo coś sobie uświadomiła. – Zdziwiłaś się, gdy się dowiedziałaś, że to 
były dwie osoby? A ta, z którą się przyjaźniłyście, to morderczyni?
 

Naomi skubała paznokieć.

 

– No, w sumie tak, ale...

 

– Ale co?

background image

 

Naomi spojrzała na lampiony zwisające z sufitu.

 

– Wiesz co, to wszystko jest takie smutne. Czuję się jak ostatnia 

frajerka, bo czasem naprawdę za nią tęsknię.
 

– Wcale nie jesteś frajerką – powiedziała cicho Hanna.

 

Wcześniej nigdy nie pomyślała o tym, że Naomi także straciła Ali. 

Oczywiście, to nie była Ich Ali, ale jednak bliska jej osoba.
 

– Wiesz co? – Naomi przyjrzała się Hannie. – Naprawdę fajnie się 

z tobą rozmawia. Nie mogę się nadziwić.
 

– Sama się nie mogę nadziwić – powiedziała ostrożnie Hanna.

 

Naomi nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wiele znaczyło 

dla Hanny to, co właśnie usłyszała.
 

– Zdradziłam ci tajemnice, o których z nikim nie rozmawiałam – 

powiedziała Naomi, opierając się o balustradę.
 

– Tak? Na przykład o czym?

 

– Na przykład o bulimii – przypomniała jej Naomi. Światło padło na 

jej złote kolczyki, które zamigotały. – No i to teraz, o Ali.
 

– Wspominałaś też o swojej ulubionej kuzynce – powiedziała Hanna 

z coraz mocniej bijącym sercem. – Dziewczynie, która miała wypadek 
samochodowy.
 

Naomi zacisnęła usta.

 

– Tak. Madison. Nigdy o niej nie mówię.

 

– Ona... zginęła? – Hanna wstrzymała oddech.

 

Naomi pokręciła głową.

 

– Nie. Ale była w fatalnym stanie. Miała wiele złamań i przez parę 

dni nie wychodziła ze śpiączki. A potem musiała na nowo nauczyć się 
chodzić. Było nam wszystkim strasznie trudno. – Głos jej się łamał.
 

Hannie kamień spadł z serca. A więc Madison nie zginęła. Jednak 

zupełnie nieoczekiwanie wstrząsnęło nią to, co usłyszała. Teraz oczyma 
wyobraźni widziała Madison w czasie fizjoterapii, jak uczepiona 
balkonika z trudem próbuje zrobić następny krok.
 

Naomi odstawiła pustą szklankę na stolik i pociągnęła nosem.

 

– Ale, paradoksalnie, ten wypadek to było najlepsze, co mogło się 

przytrafić mojej kuzynce. Postawił ją do pionu. Wcześniej miała poważny 
problem z alkoholem, wolała pić, niż chodzić na zajęcia, piła, gdy tylko 
rano otworzyła oczy, pijana siadała za kółkiem i o mało się nie zabiła. To 
znaczy, fatalnie się stało, że skasowała samochód i musiała tyle 
wycierpieć, ale od tamtej pory nie tknęła alkoholu. Teraz jest o wiele 
szczęśliwsza.
 

– To... dobrze – powiedziała Hanna, próbując zapanować nad 

background image

drżącym głosem.
 

– Tak. – Naomi podniosła wzrok na Hannę i uśmiechnęła się tak 

szczerze, że serce Hanny się roztopiło. – To prawda.
 

Przez chwilę siedziały w ciszy, słuchając dudnienia basu 

dochodzącego z klubu. Nagle Hanna zapragnęła wyciągnąć ręce do Naomi 
i przytulić ją. Wszystkie jej obawy i lęki w jednej chwili rozwiały się jak 
dym. Podejrzenia względem Naomi okazały się bezpodstawne. Naomi nie 
była wściekła z powodu wypadku Madison. Była szczęśliwa, bo tamto 
wydarzenie zmieniło życie Madison na lepsze. Ten, kto prześladował je 
jako A., dowiedział się o Madison z innego źródła.
 

To było zdumiewająco wyzwalające uczucie. Teraz mogła bez obaw 

zaprzyjaźnić się z Naomi. Mogła zaufać każdemu jej słowu. Hanna wstała 
i podała Naomi rękę.
 

– Gotowa, żeby wrócić do środka i jeszcze chwilę pobawić się 

w tylko nie to?
 

Naomi spojrzała na nią i uśmiechnęła się.

 

– No jasne.

 

Dumnym krokiem weszły z powrotem do klubu, jakby do nich 

należał. „Już nie raz się pomyliłyśmy, biorąc kogoś za A.”, pomyślała 
Hanna i ścisnęła dłoń Naomi. Teraz też się pomyliły. „Na pewno A. chce, 
żebym podejrzewała Naomi i w ten sposób straciła potencjalną 
przyjaciółkę”. Hanna nie zamierzała do tego dopuścić. Nie tym razem.

 

 

 

 

– Ciii! – syknęła Naomi, kiedy kilka godzin później na chwiejnych 

nogach szły korytarzem do swojej kajuty. Wróciły na statek tuż przed ciszą 
nocną i przez chwilę udawało im się udawać trzeźwe, żeby oszukać 
strażników. – O mało nie przewróciłaś tej gaśnicy!
 

– Stanęła mi na drodze! – powiedziała przepraszającym tonem 

Hanna, a potem zachichotała.
 

Wisiała na plecach Naomi, gdy ta wsunęła kartę do zamka 

i otworzyła drzwi. Wtoczyły się do pokoju. Hanna musiała przytrzymać 
się drzwi do łazienki, żeby złapać równowagę.
 

– Jak tu pięknie pachnie! – zawołała, wdychając świeży zapach 

pudru dla niemowląt i perfum Twirl.
 

– Mogę pierwsza zająć łazienkę? – zapytała Naomi, chwytając za 

klamkę.
 

– No jasne – powiedziała Hanna, opadając na łóżko.

background image

 

Naomi zamknęła drzwi i z kranu popłynęła woda. Hanna przesunęła 

stopami po miękkim, jedwabistym prześcieradle, czując zmęczenie 
pomieszane z zadowoleniem.
 

Piip.

 

Otworzyła oczy. Ekran jej telefonu leżącego na stoliku przy łóżku nie 

zaświecił się. Spojrzała na otwarty laptop na łóżku Naomi. W okienku 
w rogu ekranu pojawiła się wiadomość: „Nowy e-mail od Madison 
Strickland”.
 

Odwróciła wzrok. I co z tego, że Naomi dostała wiadomość od 

Madison? Przecież jako kuzynki na pewno stale się kontaktowały.
 

Ale co jej szkodziło rzucić na niego okiem?

 

Hanna jeszcze raz spojrzała na drzwi do łazienki. Woda nadal 

szumiała pod prysznicem. Powoli zeszła z łóżka i na palcach podeszła do 
laptopa. Kiedy usiadła na łóżku Naomi, zaskrzypiały sprężyny 
w materacu. Po prawej stronie na pulpicie zauważyła dwa foldery 
zatytułowane „Zadania domowe” i „Dokumenty do Princeton”. Przejrzała 
je i zamknęła. Potem najechała strzałką na ikonkę Gmail. Wzięła głęboki 
wdech i kliknęła na niej dwukrotnie. Program otworzył się automatycznie 
na stronie ze skrzynką odbiorczą. Na ekranie pojawił się nowy e-mail od 
Madison. Cały wątek miał nagłówek: „Tamta noc”. Hanna wstrzymała 
oddech. Pierwsza wiadomość została przysłana na początku lipca, zeszłego 
lata.
 

Hanna otworzyła ten wątek i zjechała na dół ekranu, do pierwszej 

wiadomości z pierwszego lipca. „Nadal próbujesz sobie przypomnieć, kto 
był kierowcą?”, napisała Naomi do kuzynki. „Tak”, odpisała Madison tego 
samego dnia. „Chyba powoli sobie przypominam”. Potem, trzeciego lipca, 
Madison napisała kolejny e-mail: „Musimy pogadać w cztery oczy. Chyba 
wiem, kto mi to zrobił”. Piątego lipca Naomi napisała: „Odpowiedzą za to. 
Dopilnuję, żeby sprawiedliwości stało się zadość”. Potem przez dłuższy 
czas nie kontaktowały się z sobą, ale dziś Madison napisała: „Jestem 
dumna, że to dla mnie robisz”.
 

Hanna wylogowała się z konta Naomi, a kiedy podniosła wzrok, 

zobaczyła w lustrze swoją twarz. Nagle wytrzeźwiała. O kim pisała 
Naomi? Madison pewnie nie tylko przypomniała sobie, że Hanna 
kierowała jej samochodem, lecz także, że Aria, Spencer i Emily pomogły 
Hannie w ucieczce. Jeśli podzieliła się tą informacją z Naomi na początku 
lipca, Naomi miałaby mnóstwo czasu, żeby je śledzić i odkryć wszystkie 
ich sekrety. Co Madison miała na myśli, pisząc: „Jestem dumna, że to dla 
mnie robisz”?

background image

 

Serce waliło jej jak młotem. Pomyliła się. Znowu. Naomi była A. 

Miała na to niezbite dowody.
 

– Co robisz?

 

Naomi stała w drzwiach do łazienki w szlafroku. Hanna odeszła od 

jej łóżka.
 

– H-hej!

 

– Hej – wycedziła Naomi. Spoglądała to na Hannę, to na swój laptop. 

– Wszystko w porządku?
 

– Tak, szukałam tylko mojej maseczki do snu – powiedziała Hanna, 

udając, że szuka jej na łóżku Naomi, a potem na podłodze. Wydawało się 
jej, że Naomi słyszy bicie jej serca z drugiego końca pokoju.
 

Naomi podeszła do łóżka i usiadła. Przez chwilę w milczeniu 

wpatrywała się w Hannę. Przez ułamek sekundy jej twarz, oświetlona 
przez księżyc, wyglądała jak wilczy pysk, a kiedy się uśmiechnęła, jej 
zęby przypominały długie kły.
 

– Łazienka jest twoja – powiedziała wreszcie.

 

– Dzięki – odrzekła Hanna. – Ale położę się od razu.

 

Gdyby tylko mogła napisać do Mike’a i poprosić go, żeby znowu 

spał u niej. Wtedy jednak Naomi zorientowałaby się, że coś tu nie gra.
 

– No dobra. – Naomi nakryła się kołdrą. – Dobranoc, bestio!

 

– Dobranoc – odpowiedziała zachrypniętym głosem Hanna, kuląc się 

pod kołdrą i wiedząc, że do rana nie zmruży oka.

background image

 18

 JAK SOBIE Z TYM PORADZIĆ?

 

 

 

W sobotę rano Spencer czym prędzej pobiegła do salonu gier, 

w którym czekały jej przyjaciółki. Emily nerwowo przechadzała się przy 
pustych konsolach do gier wideo, takich jak Modern Warfare i Dance 
Dance Revolution
. Aria bębniła palcami o automat do rozmieniania 
pieniędzy. Hanna skubała nitkę wystającą z jej dżinsowych szortów, 
a kolorowe lampki flipera oświetlały jej twarz. Miała włosy w nieładzie 
i ciemne podkowy pod oczami. Rano przysłała wszystkim przyjaciółkom 
SMS-a z prośbą o spotkanie.
 

– Nie mam za wiele czasu – powiedziała Spencer, spoglądając na 

zegarek. Umówiła się z Reeferem w saunie o dziesiątej, a była za 
piętnaście dziesiąta.
 

– Wczoraj w nocy coś odkryłam – powiedziała Hanna wysokim, 

nerwowym głosem, jakby wypiła za dużo filiżanek kawy. – Przejrzałam e-
maile Naomi, tak jak mi kazałyście. Znalazłam jej korespondencję 
z Madison Strickland, dotyczącą wypadku. Jestem prawie pewna, że 
wiedzą, co zrobiłyśmy.
 

– Zaraz – przerwała jej zaskoczona Aria. – To Madison żyje?

 

– Naomi twierdzi, że przeżyła, ale była ciężko ranna – odrzekła 

Hanna. – Co więcej, mówiła, że podobno ten wypadek, paradoksalnie, 
wyszedł Madison na dobre. Ale to nieprawda, ich e-maile świadczą 
o czymś wprost przeciwnym.
 

Spencer zamknęła oczy i westchnęła ciężko. Jeszcze raz usłyszała 

w głowie trzask łamanej kości. To ona to zrobiła. Teraz lepiej rozumiała 
Arię, która miała wyrzuty sumienia z powodu Tabithy. Kiedy kogoś 
zepchnęło się z dachu albo upuściło, wszystko zaczyna wyglądać zupełnie 
inaczej.
 

– Wymieniła nas z nazwiska w tych wiadomościach?

 

– Nie, ale w jednym napisała: „Odpowiedzą za to”. Chyba chodzi 

o nas. Naomi pewnie wie, że maczałyśmy w tym palce. Napisała tego e-
maila piątego lipca, zanim oddałam pieniądze Gayle, zanim Spencer 

background image

doniosła na Kelsey, zanim wydarzyły się wszystkie nieszczęścia 
poprzedniego lata. Potem Naomi dostała jeszcze jedną wiadomość od 
Madison: „Jestem dumna, że to dla mnie robisz”.
 

Emily przesunęła dłonią po czole.

 

– No dobra, czyli teraz uważamy, że to Naomi jest A. Przynajmniej 

jedną z A.
 

– Na to wygląda. – Wydawało się, że każde słowo sprawia Hannie 

ból. – Udawała, że nic nie wie, ale chyba Naomi jest naprawdę doskonałą 
aktorką.
 

– Jeśli Naomi to A. albo jeśli współpracuje z A., to znaczy, że wie 

wszystko. – Aria wyciągnęła telefon i pokazała zdjęcia dziewczynom. – 
Patrzcie, co dostałam.
 

Wszystkie przyjrzały się rozmazanym zdjęciom kurortu Klify, które 

pokazały się na ekranie. U góry zdjęcia widać było pięć dziewczyn na 
tarasie na dachu. Blondynka stała niebezpiecznie blisko krawędzi. 
Brunetka wzrostu i postury Arii miała wyciągnięte ręce, jakby chciała 
popchnąć blondynkę. Jeśli ktoś znał kontekst tego wydarzenia, to wtedy to 
zdjęcie mogło sprawić, że resztę życia spędzą w więzieniu.
 

– Musisz to skasować! – Spencer wyrwała Arii telefon z ręki 

i zaczęła naciskać guziki.
 

– Ależ proszę, spróbuj. – Aria założyła ręce na piersi. – Coś się stało 

z moim oprogramowaniem, nie mogę niczego wymazać. Jak ktoś to 
zobaczy, na przykład Graham albo nasi opiekunowie na wycieczce, albo 
policja, to mamy przekichane.
 

Hanna gwałtownie podniosła głowę.

 

– Nadal spotykasz się z Grahamem?

 

Aria zamknęła oczy.

 

– On nie jest A.

 

– A jeśli Naomi mu powie, co zrobiłyśmy? – wyszeptała Spencer. – 

Może to ona przysłała ci te zdjęcia. Ten, kto z nią współpracuje, pewnie je 
zrobił i jej pokazał. A jeśli ona wspomni o twoich zdjęciach w telefonie, 
a on wpadnie w szał, będzie chciał się zemścić i zrobi ci krzywdę?
 

Aria przesunęła palcem po kieszonce w automacie, do której spadały 

drobne monety.
 

– On mi nie wygląda na kogoś takiego.

 

Hanna z trudem przełknęła ślinę.

 

– A co zrobimy z Naomi?

 

– I z wszystkimi, których podejrzewamy, że są A.? – dodała Aria.

 

– Zajmujmy się na razie jednym A. – Spencer oparła się o konsolę 

background image

gry wyścigowej Gran Turismo. – Czy mamy niezbite dowody na to, że 
Naomi to A.?
 

Hanna położyła palec na ustach.

 

– Spence, powiedziałaś, że widziałaś, jak ktoś ucieka z domu Gayle 

w tę noc, kiedy ją zamordowano. Uważasz, że to mogła być dziewczyna?
 

– Chyba tak – odparła niepewnie Spencer. – Ale nie widziałam jej 

twarzy.
 

Spojrzała na Hannę.

 

– A możesz jeszcze raz przeszukać komputer Naomi? Może 

znajdziesz tam coś, co powiąże ją ze śmiercią Gayle. Sprawdź, czy ma w 
swoim komputerze zdjęcia, które wysłała Arii. To by dowodziło, że A. to 
ona. Jak je znajdziesz, wykasuj. W przeciwnym razie wyśle je policji.
 

Hanna zacisnęła zęby.

 

– Przyłapała mnie, jak szperałam w jej laptopie. Nie chcę już nigdy 

wracać do mojego pokoju!
 

– Zakradnij się, jak jej nie będzie – podpowiedziała jej Aria.

 

– A jak już wysłała zdjęcia policji? – rzekła Hanna. – Nawet jeśli 

znajdziemy coś na temat Gayle, pomyślą, że podrzuciłyśmy to, żeby 
podważyć jej wiarygodność.
 

– Wątpię, żeby Naomi to zrobiła – powiedziała Aria. – Wtedy nie 

miałaby powodu, żeby nas nadal ścigać. Zresztą, wtedy policja już dawno 
by nas aresztowała.
 

Dziewczyny patrzyły na siebie w milczeniu. Hannie trzęsły się ręce. 

Emily w nieskończoność owijała wokół palca kosmyk włosów.
 

– O czym rozmawiacie, dziewczyny? – zagrzmiał ktoś za ich 

plecami. Podskoczyły i odwróciły się. W drzwiach stał Jeremy, z oczami 
ukrytymi za okularami w kształcie gwiazdek. Ciekawe, jak długo tam stał.
 

Aria zrobiła niewinną minę.

 

– A, o niczym – powiedziała, wkładając telefon z powrotem do 

kieszeni.
 

Dziewczyny zwiesiły głowy i pomaszerowały do wyjścia, kończąc 

tym samym swoje spotkanie. Jeremy obserwował je z dziwnym 
uśmiechem na twarzy. Kiedy mijała go Spencer, wcisnął jej coś w dłoń.
 

– Zostawiłaś to wczoraj wieczorem w restauracji. Przechowałem dla 

ciebie.
 

Spencer spojrzała na przedmiot w dłoni. Trzymała zdjęcie zrobione 

polaroidem przez kelnerkę w restauracji w Puerto Rico, gdy razem 
z Reeferem słuchali serenady w wykonaniu zespołu. Poczuła gorycz 
w gardle. Nie przypominała sobie, żeby Jeremy tam był.

background image

 

– Tak ślicznie razem wyglądacie – zaszczebiotał Jeremy. – To 

wspaniałe patrzeć, jak kwitnie młoda miłość.
 

Ale kiedy nasunął okulary głębiej na nos i zrobił w tył zwrot jak 

zawodowy żołnierz, Spencer obleciał strach. Reefer. Musiała natychmiast 
z nim zerwać.
 

Nie mogła przecież odbić chłopaka A.

 

 

 

 

Pięć minut później stała przed sauną. Drzwi były wykonane 

z boazerii ze spękanego drewna, które pociemniało od wilgoci i ze 
starości. Ze szpar sączyło się suche ciepło, a w powietrzu wisiał ciężki, 
cedrowy zapach, który zawsze przypominał Spencer o dziadku Hastingsie. 
Tak bardzo lubił saunę, że zbudował własną, w domu na Florydzie. Kiedyś 
weszła tam, gdy wygrzewał się w niej nago, i już nigdy więcej jej noga nie 
postała w tej części domu.
 

Wzięła głęboki oddech, poprawiła sznureczki bikini i otworzyła 

skrzypiące drzwi. W środku było tak gorąco, że od razu zaczęła się pocić. 
Jedyne światło w pomieszczeniu pochodziło od rozgrzanych do 
czerwoności węgli w rogu. Dostrzegła zarys sylwetki kogoś siedzącego na 
najniższym stopniu. Jego dredy zwisały luźno na ramiona, a wokół bioder 
miał owinięty ręcznik.
 

Poczuła skurcz żołądka. Wiedziała, że to będzie trudne.

 

– Co za wyszukane miejsce na spotkanie – powiedział zalotnie, 

wstając.
 

– Reefer, ja... – zaczęła, ale Reefer przytulił ją do siebie, a jego usta 

dotknęły jej szyi.
 

Spencer zamknęła oczy i westchnęła. Pachniał tak pięknie, cytryną 

i solą.
 

– Reefer, zaczekaj. – Spencer oderwała się od niego i wzięła głęboki 

wdech.
 

– Co się dzieje? – zapytał Reefer, ciężko oddychając. – Za gorąco? 

Chcesz się ochłodzić w basenie?
 

Spencer z trudem przełknęła ślinę.

 

– Tak, ale... Reefer, ja chyba już dalej tak nie mogę.

 

Reefer wpatrywał się w nią. Słychać było tylko cichutkie skrzypienie 

drewnianych desek pod wpływem gorąca.
 

– Dlaczego? – zapytał łamiącym się głosem.

 

Spencer otarła kroplę potu z czoła.

background image

 

– Chodzi o Naomi – powiedziała.

 

– Co się stało?

 

Usiadła na ławce i wpatrywała się w ciemność. Gdyby tylko mogła 

powiedzieć mu prawdę. „Ta dziewczyna chce mnie zabić. Już kiedyś 
kogoś zabiła. Nie wiem, do czego jest zdolna. A my jesteśmy na środku 
oceanu, nie mamy się gdzie ukryć, w pobliżu nie ma policji...”
 

Tego jednak nie mogła powiedzieć. Chrząknęła.

 

– Naprawdę jej się podobasz.

 

– Ale ona mi się nie podoba. – Reefer był zdezorientowany.

 

Spencer dotknęła strupa na kolanie i nagle podniosła wzrok, bo coś 

sobie uświadomiła.
 

– Powiedziałeś, że poznałeś Naomi na imprezie w Princeton. Kiedy 

to było?
 

– Kilka miesięcy temu, na długo przedtem, zanim my się poznaliśmy.

 

– Spotkałeś ją tylko raz?

 

Reefer zastanawiał się przez chwilę.

 

– Nie. Widziałem ją jeszcze w ten weekend, który ty spędziłaś 

w Klubie Ivy. Ale to było przelotne spotkanie, do niczego między nami nie 
doszło.
 

Spencer zamrugała ze zdumienia.

 

– Naomi była w Princeton w tamten weekend?

 

– Tak, a co?

 

Serce Spencer zaczęło galopować.

 

– A była na tym przyjęciu, w czasie którego wydarzył się... incydent 

z brownie?
 

Zamknęła oczy i przypomniała sobie dom na obrzeżach kampusu 

pełen studentów. Nie widziała Naomi, ale przecież nieźle się naćpała, 
a poza tym cały czas skupiała się na Harper i innych dziewczynach z Ivy.
 

– Nie, na innym. – Reefer zmarszczył brwi. – Przecież ci mówiłem. 

Jakie to ma znaczenie?
 

– Żadne – odparła cicho Spencer.

 

Kręciło jej się w głowie. Jeśli Naomi była w Princeton w ten sam 

weekend, kiedy odbyła się Uczta z Różnościami, to mogła dodać 
narkotyków do ciasta przyniesionego przez Spencer. Przecież Spencer 
słyszała ten wariacki chichot, kiedy stała na progu siedziby Ivy. 
I wydawało się jej, że widziała, jak w lesie znika jakaś blondynka, bardzo 
podobna do Naomi.
 

Całkiem możliwe, że to wypadek Hanny zapoczątkował tę serię 

wydarzeń. Spencer błagała Hannę, żeby do wszystkiego się przyznała. Po 

background image

wypadku na Jamajce nie potrzebowały kolejnego sekretu. Hanna pokręciła 
głową.
 

– Nie mogę tego zrobić tacie, to zrujnuje jego kampanię – 

powiedziała kilka dni później. Siedziały wtedy w Kuźni Słów, księgarni 
położonej niedaleko ich liceum.
 

– Ale to nawet nie twoja wina – rzekła Spencer, czując, jak drżą jej 

nogi. – To auto wjechało na ciebie pędem z przeciwka i nawet się nie 
zatrzymało.
 

– Tak mi się wydaje. – Hanna zamknęła oczy, jakby próbowała 

odtworzyć tę scenę w wyobraźni. – Ale w sumie nie jestem pewna. Może 
jechałam złym pasem. Padał ulewny deszcz, a droga była kręta, no i...
 

Urwała, chowając twarz w dłoniach. Przez chwilę w całym sklepie 

słychać było tylko muzykę klasyczną dobiegającą z głośników. Spencer 
spojrzała na swoją komórkę. Dostała wiadomość od Phineasa, przyjaciela, 
którego poznała w czasie szkoły letniej na Uniwersytecie Pensylwanii. 
Pytał ją, czy pójdzie z nim wieczorem na imprezę. Już miała mu odpisać, 
ale kiedy podniosła głowę, zobaczyła dziewczynę między regałami, która 
stała jak skamieniała z uniesioną głową. Zniknęła Spencer z oczu, zanim 
zdążyła jej się przyjrzeć, ale miała takie same blond włosy jak Naomi.
 

Teraz Spencer spojrzała nieśmiało na Reefera.

 

– Nie chcę, żeby ktokolwiek się teraz na mnie wściekał.

 

Reefer uniósł ręce w górę.

 

– Czy ulżyłoby ci, gdybym jej kazał, żeby dała sobie spokój?

 

– Nie rób tego! – powiedziała szybko Spencer. – Po prostu nie 

powinniśmy niczego zaczynać do końca tego rejsu.
 

Reefer wyglądał na zdruzgotanego.

 

– Naprawdę uważasz, że to najlepsze rozwiązanie?

 

– Tak.

 

Odsunęli się od siebie. Reefer odwrócił się od Spencer i poprawił 

ręcznik wokół bioder. Spencer nieopatrznie spojrzała na jego wilgotną 
skórę i jego napięte mięśnie na plecach. Żołądek podszedł jej do gardła. 
Jak za sprawą jakiejś niewidzialnej mocy przywarła do Reefera. On 
przycisnął ją do wyłożonej drewnem ściany i pocałował.
 

– Wiedziałem, że mi się nie oprzesz – zażartował.

 

Spencer zaśmiała się z zażenowaniem.

 

– No dobra, może jednak powinniśmy czasem się całować, ale póki 

nie zejdziemy na ląd, róbmy to na osobności.
 

– Jeśli mam się znaleźć na osobności z tobą, to jak najbardziej. – 

Otworzył drzwi. – Chodźmy do basenu. Zaraz skóra mi zejdzie od tego 

background image

gorąca.
 

Spencer niemrawo pokiwała głową.

 

– Ale jak zobaczymy Naomi, to wychodzimy.

 

– Umowa stoi.

 

Poszli wykafelkowanym korytarzem na basen. Po płytkiej stronie 

kilka osób urządziło sobie bitwę wodną, siedząc na plecach kolegów, 
a dziewczyny opalały się na leżakach nieopodal baru. Coś zaskrzypiało 
pod stopami Spencer i dopiero gdy była w powietrzu, zdała sobie sprawę, 
że się poślizgnęła. Upadła na kafelki, boleśnie tłukąc łokieć. Poczuła też 
piekielny ból w kostce.
 

– Au! – krzyknęła, zwijając się z bólu.

 

Reefer ukląkł obok niej.

 

– Nic ci się nie stało?

 

– Nie wiem. – Spencer dotknęła stopy. Już puchła.

 

– Na czym się poślizgnęłaś? – zapytał Reefer.

 

– Nie wiem.

 

Spencer rozejrzała się, ale nie zauważyła na korytarzu niczego, o co 

mogłaby się potknąć. Nagle poczuła znajomy zapach oliwki dla 
niemowląt. Kilkanaście centymetrów od miejsca, w którym się 
poślizgnęła, zauważyła lśniącą kałużę. Ale przecież właśnie tędy szła do 
sauny. Na pewno jeszcze kilka minut temu tej oleistej kałuży nie było na 
podłodze.
 

Poczuła, jak krew krzepnie jej w żyłach. Nagle w głębi korytarza 

rozległ się wysoki chichot. Kiedy Reefer pomógł Spencer wstać, 
zadzwonił jej telefon. Niezdarnie wyjęła go z torby i odczytała nową 
wiadomość.
 

Uważaj! Ja też mogę stracić grunt pod nogami i wtedy wszystko 

wygadam.
 

background image

 19

 PŁYWANIE TOPIELCEM

 

 

 

– Ario!? – zawołał Noel, stojąc przed pasiastym namiotem, w który 

mieściła się szatnia przy basenie. – Idziesz?
 

– Nie wiem – powiedziała Aria, przyglądając się sobie w fioletowym 

bikini, które kupiła specjalnie na wycieczkę za namową Hanny.
 

Tak bardzo zajęła się poszukiwaniem skarbów, że jeszcze go nie 

przymierzyła, a teraz czuła się zawstydzona. Nigdy wcześniej nie miała na 
sobie tak skąpego kostiumu. Miał wysoko wycięte stringi i głęboko 
wycięty stanik.
 

– Jak mam nauczyć cię pływać, jeśli nie wychodzisz z szatni? – 

zapytał Noel.
 

Było sobotnie popołudnie, a Aria i Noel po lunchu skończyli swoją 

zmianę w restauracji i wreszcie mogli spędzić trochę czasu razem. Kiedy 
Noel zaproponował, że pomoże Arii podciągnąć się w pływaniu, ona 
myślała, że jej chłopak żartuje.
 

– Nie znajdziesz lepszego nauczyciela, uwierz mi – przekonywał ją.

 

Wyszła z namiotu. W ciągu ostatniej godziny powietrze zrobiło się 

chłodne, a taras wokół basenu opustoszał. Nad jacuzzi unosiły się kłęby 
pary. Nadmuchiwane leżaki do pływania w basenie, deski do pływania 
i kolorowe rurki z pianki były poukładane w plastikowych koszach na 
tarasie. Ta nagła pustka ją zdziwiła. Rozgwiazdy, delfiny i ośmiornice, 
będące dekoracjami na balustradzie, wydawały się rozgniewane, a nie 
radosne.
 

Aria zdjęła ręcznik i rzuciła go na jeden z leżaków. Noel, ubrany 

w kwieciste szorty, wstrzymał oddech.
 

– Ale super wyglądasz.

 

– Ach, przestań – powiedziała Aria, uśmiechając się do siebie.

 

Stanęła na schodkach i weszła do basenu. Wsunęła do wody najpierw 

palce stóp, potem łydki, a potem całe nogi, aż do pasa. Zanurzyła głowę 
i po chwili wypłynęła na powierzchnię, prychając.
 

– Ale zimna!

background image

 

– Przyzwyczaisz się. – Noel podpłynął do niej. – Chodź tutaj – 

wyszeptał, chwytając ją w talii i przyciągając do siebie.
 

Aria oplotła nogi wokół jego pasa. Czuła się lekka i wolna. Całowali 

się długo, a chlorowana woda otulała ich ciała. Gdzieś w głębi statku 
rozległa się newage’owa muzyka Cirque du Soleil.
 

– Zobaczmy, jakim stylem pływasz – powiedział Noel, kiedy się od 

siebie oderwali.
 

– Tylko nie mów, że cię nie ostrzegałam.

 

Aria podpłynęła w stronę głębszej części basenu. Gdy przestała 

dotykać stopami dna, zaczęła wierzgać nogami i okładać wodę rękami. 
Potem popłynęła stylem, który Mike nazywał „pieskiem Arii”. Kiedy 
wreszcie dopłynęła do brzegu, odwróciła się. Noel wyglądał na 
przerażonego.
 

– Nigdy jako dziecko nie brałaś lekcji pływania?

 

Aria pokręciła głową.

 

– Mike uczył się pływać, ale mnie rodzice nie zmuszali. Zawsze 

wolałam rzeźbę albo zajęcia z aktorstwa, albo z tańca hiphopowego.
 

– No to musimy nauczyć cię podstaw – powiedział Noel. – Potrafisz 

unosić się na powierzchni wody, jak topielec?
 

Aria, słysząc to ostatnie słowo, aż się skrzywiła.

 

– Hm, nie.

 

Noel zaprowadził ją do płytkiej części basenu.

 

– Ta umiejętność może ci się przydać, jeśli kiedyś zostaniesz sama na 

środku morza.
 

Aria spojrzała na niego jak na wariata.

 

– Dzięki, ale nie mam tego w planach.

 

– Takich wydarzeń nie da się przewidzieć. – Noel położył dłonie na 

biodrach. – Połóż się na wodzie, twarzą w dół. Podtrzymam cię.
 

Aria wykonała jego polecenie. Czuła, jak Noel podtrzymuje ją 

w talii.
 

– Wyciągnij ramiona! – powiedział. – A teraz zupełnie się rozluźnij!

 

Czuła się dziwnie, kiedy nie próbowała ruszać rękami i nogami, żeby 

utrzymać się na powierzchni. Cały czas jej się wydawało, że zaraz zacznie 
tonąć. Ale po chwili rozluźniła się i otworzyła oczy pod wodą. Na dnie 
basenu zobaczyła kafelki w kształcie rombów i zarys stóp Noela.
 

Odwróciła głowę, żeby nabrać powietrza, i potem znowu ją 

zanurzyła. Czuła, że jej nogi i ręce są ciężkie, ale unoszą się na wodzie. 
Poczuła się zen, jakby faktycznie była nieżywa.
 

Oczyma wyobraźni zobaczyła bezwładne ciało Tabithy unoszone na 

background image

falach. Usłyszała głos: „Ty to zrobiłaś. Czeka cię za to kara”. Rozluźnienie 
nagle znikło. Zachłysnęła się i wynurzyła, prychając i patrząc na Noela, 
tak jakby mógł czytać w jej myślach.
 

– Co się stało!? – zawołał zdziwiony Noel. – Świetnie ci szło!

 

Aria wytarła oczy.

 

– Przestraszyłam się – wyjąkała. Nie skłamała.

 

Przez następną godzinę Aria uczyła się, jak unosić się na wodzie, 

poruszając nogami jak do kraula i żabki. Gorzej szło jej unoszenie się na 
plecach, choć początkowo nawet nieźle sobie radziła stylem grzbietowym. 
Kiedy słońce znowu wyszło, a na tarasie wokół basenu pojawiło się kilka 
osób, Aria była wyczerpana, ale zadowolona. Usiedli z Noelem w jacuzzi 
i wypili dzbanek lemoniady.
 

– Jesteś świetnym nauczycielem – pochwaliła Noela, całując go 

w policzek. – Tu jest tak romantycznie. Jesteśmy prawie nadzy, ty mnie 
trzymasz...
 

– Chcesz, żebyśmy regularnie tak pływali? – Noel napił się 

lemoniady. – Jak nauczysz się pływać, możemy razem surfować. 
Pokochasz to. Ten sport uzależnia.
 

– Chyba na razie nie powinnam się brać za surfing – powiedziała 

Aria, zamykając oczy i pozwalając, by bąbelki masowały jej nogi. – Ale 
oczywiście możemy się spotkać na jeszcze kilka lekcji.
 

– Może jeszcze dzisiaj? Mogę zrobić sobie przerwę w surfingu.

 

Aria otworzyła oczy. Noel miał tak łagodny wyraz twarzy, że nie 

potrafiła go zawieść.
 

– Nie mogę – powiedziała z żalem. – Muszę się spotkać 

z Grahamem.
 

– Och. – Noel miał rozczarowanie wypisane na twarzy. – No dobra.

 

– Przykro mi. – Noel się zasmucił i Aria naprawdę poczuła się 

fatalnie. – Tylko się przyjaźnimy.
 

– Wiem, wiem. Ale ty mu się podobasz. Facet zawsze widzi takie 

rzeczy.
 

– Nieprawda – odparła szybko Aria. – Już prawie umówił się na 

randkę z Tori. Wczoraj wieczorem wpadli na siebie w czasie kolacji, a ona 
zaprosiła go do swojego stolika, ale to się tak naprawdę nie liczy jako 
randka, bo nie było zaplanowane.
 

Noel się uśmiechnął.

 

– Naprawdę bawisz się w Kupidyna?

 

– No pewnie – odparła Aria. – Doskonale się czuję w tej roli. – 

I miała na myśli więcej, niż mogła powiedzieć na głos.

background image

 

Ktoś włączył radio, a z głośnika popłynęła piosenka Shakiry. 

Kelnerzy zaczęli otwierać bufet, a kilka osób już ustawiło się w kolejce. 
Noel wziął w palce medalion, który Aria miała na szyi.
 

– Cieszę się, że nadal go nosisz.

 

– To najpiękniejszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałam – 

wyszeptała Aria.
 

Noel puścił wisiorek, a Aria spojrzała na niego. Medalion wyglądał 

znajomo, ale nie mogła sobie przypomnieć, z czym jej się kojarzy.
 

Kątem oka zauważyła, że rozświetlił się ekran jej telefonu, leżącego 

obok ręcznika. Wyszła z jacuzzi i spojrzała na ekran. Dostała nową 
wiadomość.
 

Odwróciła się, żeby Noel nie mógł zobaczyć jej SMS-a. Kiedy go 

przeczytała, natychmiast nacisnęła „SKASUJ” i na szczęście tym razem 
udało jej się wymazać wiadomość. Ale wiedziała, że długo jej nie 
zapomni.
 

Błazenek jest w paski,

 A niszczuka w łatki.
 Zobaczysz go jeszcze,
 Gdy trafisz za kratki?
 

background image

 20

 CZASEM TRUDNO SIĘ OPRZEĆ

 

 

 

Godzinę później Emily stała z Arią i Spencer w odległym kącie na 

pokładzie spacerowym, w spódniczce z trawy na biodrach. Słuchała 
pierwszych taktów hawajskich dźwięków płynących z przenośnych 
głośników do iPoda. Po chwili zaczęła odliczać:
 

– Pięć, sześć, siedem, osiem...

 

Zaczęły z gracją poruszać wyciągniętymi rękami i kołysać biodrami. 

Po trzydziestu sekundach Aria zatrzymała się i popatrzyła na przyjaciółki.
 

– Na razie każda z nas macha rękami w innym kierunku – 

powiedziała. – Musimy poruszać nimi w rytmie, najpierw w prawo, potem 
w lewo.
 

– Robię, co mogę, zważywszy, że kostka boli mnie jak cholera. – 

Spencer podniosła lewą stopę owiniętą bandażem elastycznym. 
Powiedziała dziewczynom, że poślizgnęła się w kałuży oliwki.
 

– Poza tym mówiłyśmy, że dodamy do tego kaczy chód – 

przypomniała im Aria, zatrzymując piosenkę. – Czy któraś z was pamięta, 
jak to szło? Ali była w tym zdecydowanie najlepsza.
 

– Mam po dziurki w nosie Ali – wymamrotała Emily, zła jak osa.

 

Spencer i Aria spojrzały na nią.

 

– O co ci chodzi, Em? – zapytała Aria.

 

– O nic – odparła sztywno Emily, wygładzając spódniczkę z trawy. 

Źdźbło ukłuło ją w udo i skrzywiła się. – Czy tylko mnie się wydaje, że te 
spódnice to jakiś koszmar? – warknęła.
 

Spencer oparła się o balustradę ze zmartwioną miną.

 

– Wszystko w porządku?

 

Emily westchnęła.

 

– Po prostu nie mam nastroju, żeby występować w tym konkursie. 

Niby po co? – Włożyła japonki, nawet nie patrząc na przyjaciółki. – A. nas 
torturuje. Lada moment zacznie nas ścigać policja. Nie wydaje się wam, że 
udział w konkursie talentów to raczej niedorzeczny pomysł? Zamierzacie 
jeździć skuterem po więziennym spacerniku?

background image

 

– Robimy to, żeby trochę się rozerwać – powiedziała cicho Spencer.

 

– Coś się stało, Em? – dopytywała się Aria. – Chodzi o A.? Czy o tę 

dziewczynę, którą widziałaś wczoraj w telewizji? Naprawdę jest na statku?
 

Emily odwróciła wzrok, przygryzając wargę. Żałowała, że na oczach 

przyjaciółek wpadła w popłoch, widząc w CNN zdjęcie Młodocianej 
Złodziejki. Nie chciała wciągać ich w ten skandal.
 

– Wczoraj wysiadła – skłamała, choć może wcale aż tak bardzo nie 

rozminęła się z prawdą. Kiedy zeszłego wieczoru wróciła do pokoju, nie 
było w nim ani śladu po Jordan i od tamtej pory nie dała znaku życia. – 
Nie wracajmy już nigdy do tego tematu, dobra?
 

Zapadło długie, krępujące milczenie.

 

– No dobra – powiedziała wreszcie Spencer zatroskanym głosem.

 

– Świetnie – rzuciła zdawkowo Emily.

 

Ale kiedy zamknęła oczy, przypominał się jej reportaż z telewizji. 

Młodociana Złodziejka, Jordan, w pomarańczowym kombinezonie, 
prowadzona do więzienia.
 

W internecie znalazła mnóstwo linków ze szczegółami, których 

wolałaby nie znać. Jordan, która naprawdę nazywała się Katherine 
DeLong, a może jakoś inaczej, kto wie, nie pochodziła bynajmniej 
z ubogiej rodziny, jak powiedziała Emily. Jej bogaci rodzice mieszkali na 
obrzeżach Nowego Jorku. Na kilku zdjęciach widać było Jordan w czasie 
imprez na Manhattanie i na przyjęciach dla debiutantek w Hamptons. 
Kradła łodzie, samochody i samoloty – właściwie wszystko, co tylko 
napotkała na swojej drodze – od dwóch lat, podróżując po świecie 
i planując coraz bardziej spektakularne kradzieże. Złapano ją 
i aresztowano w okolicy Filadelfii jakiś miesiąc temu, kiedy jechała 
skradzionym ferrari, należącym do partnera z firmy prawniczej jej ojca. 
Teraz ścigało ją FBI.
 

W artykule opisywano ją jako oszustkę, która potrafi wmówić 

ludziom wszystko, byle tylko osiągnąć swój cel. Niektórzy dziennikarze 
nazywali ją socjopatką, Houdinim w spódnicy i „naciągaczką, pozbawioną 
szacunku dla własności prywatnej”. Wszyscy twierdzili, że Jordan nie 
kradła w jakimś konkretnym celu, lecz tylko dla zabawy.
 

Emily była załamana. Przy Jordan się odrodziła. Na kilka błogich 

godzin w jej świecie znowu pojawiło się coś dobrego. Ale jak mogła 
znowu nabrać się na kłamstwa? Czy Jordan w ogóle ją lubiła, czy tylko 
wykorzystywała jej dobroć i hojność, żeby móc się ukrywać? A gdyby 
Emily wpadła w tarapaty za współudział w kradzieży? Bała się, że A. już 
wkrótce wykorzysta te informacje przeciwko niej.

background image

 

Westchnęła i podniosła torbę z ławki, na której ją zostawiła.

 

– Wracam na chwilę do pokoju. Ale jutro będę gotowa do występu, 

obiecuję.
 

Powlokła się do windy. Spojrzała przez ramię. Aria i Spencer 

szeptały, pewnie zastanawiając się, czy powinny iść za nią. Cieszyła się, 
gdy w końcu dały jej spokój.
 

W windzie nie natknęła się na nikogo. Przeszła przez pusty korytarz 

do pokoju. Ale kiedy zobaczyła, że pod drzwiami ktoś siedzi, zamarła, 
a jej serce zaczęło mocno bić. To była Jordan.
 

Jordan zauważyła ją w tym samym momencie. Otworzyła usta 

i zaczęła wstawać.
 

– Emily!

 

Emily odwróciła się i ruszyła przed siebie. Spódniczka z trawy 

drapała jej uda.
 

– Emily! – zawołała znowu Jordan, biegnąc za nią. – Zaczekaj!

 

Emily w milczeniu szła przed siebie.

 

– Wiem, że jesteś wściekła! – wołała Jordan. – Przepraszam, że 

wcześniej ci o tym nie powiedziałam. Próbowałam, kilka razy, ale... nie 
wiedziałam jak.
 

– No cóż, teraz sprawa się rypła, prawda? – powiedziała opryskliwie 

Emily, otwierając ciężkie drzwi na klatkę schodową. Sama nie wiedziała, 
dokąd pójść. Wiedziała tylko, że musi stąd uciec.
 

– Więc to koniec? – Jordan łamał się głos. – Tak po prostu mnie 

zostawisz?
 

Emily przygryzła dolną wargę i wyszła na półpiętro. Spódniczka 

z trawy szeleściła głośno.
 

– Emily, błagam cię. Od dawna nie spotkałam kogoś tak 

wyjątkowego jak ty.
 

Emily zatrzymała się w pół kroku. Kiedy się odwróciła, zobaczyła 

Jordan zalaną łzami. Jej zadarty nos był czerwony od płaczu, a dłonie 
ściskały dół podkoszulka pożyczonego z szafy Emily. Bo Emily 
postanowiła być taka cholernie dobra i naiwna. Przed oczami stanęło jej 
zdjęcie Jordan z telewizji. „Odejdź”, namawiał ją jakiś głos w głowie.
 

Lecz doskonale wiedziała, co Jordan ma na myśli. Między nimi 

wydarzyło się coś wspaniałego. Z trudem przełknęła ślinę.
 

– Okłamałaś mnie! Nic o tobie nie wiem! Nawet nie znam twojego 

prawdziwego imienia!
 

– Wiem. Czuję się z tym fatalnie. Ale nie zrobiłam tego, żeby cię 

skrzywdzić. Chciałam cię chronić.

background image

 

Emily przesunęła palcem po rysie na ścianie.

 

– Naprawdę uciekłaś z więzienia?

 

– Tak – przyznała Jordan cicho.

 

– Dlaczego nie miałaś na sobie tego pomarańczowego kombinezonu, 

kiedy się po raz pierwszy spotkałyśmy?
 

– W areszcie tymczasowym można nosić zwykłe ubranie.

 

– A dlaczego wybrałaś imię Jordan?

 

– To moje drugie imię. – Jordan wbiła wzrok w podłogę. – 

A Richards to panieńskie nazwisko mojej mamy. To imię i to nazwisko 
zawsze mi się bardziej podobały.
 

– Po co kradłaś samoloty i samochody?

 

Jordan nie podnosiła wzroku.

 

– Namówiła mnie do tego najlepsza przyjaciółka. Razem to 

robiłyśmy.
 

Emily wlepiła w nią wzrok.

 

– Najlepsza przyjaciółka namówiła cię do kradzieży samolotu?

 

– To była Mackenzie, ta dziewczyna, o której ci opowiadałam. Wciąż 

stawiała przede mną wyzwania, kazała mi dokonywać większych i coraz 
bardziej niebezpiecznych kradzieży, tylko dlatego że cieszyła ją władza, 
jaką miała nade mną. W zamian za to obiecywała mi swoją miłość, ale to 
nie działa w ten sposób.
 

Emily podkurczyła palce u stóp. Ta historia brzmiała znajomo. Ali 

też ją tak traktowała.
 

– Zresztą, to Mackenzie doniosła na mnie na policję – mówiła dalej 

Jordan. – Mówiłam, że chcę przestać kraść, że to jakieś szaleństwo. Więc 
ona zadzwoniła po gliny.
 

Emily westchnęła.

 

– Miała przez to problemy?

 

Jordan pokręciła głową.

 

– Nie.

 

– Dlaczego? Przecież ona też kradła.

 

Jordan zacisnęła usta.

 

– Nie powiedziałam o tym policji. – Spojrzała nieśmiało na Emily. – 

Ale ze mnie frajerka, co?
 

Emily wpatrywała się w dużą szóstkę na ścianie klatki schodowej. 

Ona też kryła Ali. Przecież nawet wypuściła ją z płonącego domu 
w Pocono.
 

– Nie jesteś frajerką. Ale z tą dziewczyną wcale nie łączyła cię 

miłość. Ani nawet przyjaźń.

background image

 

– Wiem – odparła cicho Jordan. – Tylko że kiedy zdałam sobie z tego 

sprawę, było za późno. Dopiero teraz zrozumiałam, co to jest miłość.
 

Emily podniosła głowę. Nagle powietrze wydało jej się 

naelektryzowane. Jordan patrzyła jej tak głęboko w oczy, jakby chciała ją 
do siebie przyciągnąć. Przypomniało się jej, jak Jordan wzięła ją 
w ramiona na łodzi ze szklaną podłogą i zaakceptowała Emily taką, jaka 
jest. A potem pocałowała ją na oczach wszystkich przy windzie. 
Rozmawiały o wszystkim, śmiały się, a ich pocałunek wydawał się Emily 
taki autentyczny.
 

Powoli zeszła po schodach i stanęła przed Jordan. Kiedy wzięła 

Jordan za rękę, poczuła się tak, jakby wróciła do domu. Lecz nagle coś ją 
przeraziło.
 

– A jeśli ktoś jeszcze wie, że tu jesteś? – Przypomniała się jej 

wiadomość od A. „Jaka piękna historia! Razem z panną Młodocianą 
Złodziejką możecie dzielić pryczę w więzieniu!”
 

Jordan zrobiła przerażoną minę.

 

– Co masz na myśli?

 

Emily czuła ucisk w gardle.

 

– A jak ktoś cię rozpozna z telewizji... i sprawa wyjdzie na jaw?

 

– Bardzo dobrze się zakamuflowałam – zapewniła ją Jordan. – Nie 

sądzę, żeby ktoś mnie szukał na tym statku. Nie martw się.
 

– Ale... – Emily urwała, wyobrażając sobie, jak A. może 

wykorzystać taką informację. – A co zamierzasz zrobić, gdy rejs się 
skończy i zejdziemy na ląd? Złapią cię. Nie możesz uciekać 
w nieskończoność. Co się wtedy z nami stanie? Zobaczę cię jeszcze 
kiedyś?
 

Jordan przyciągnęła ją do siebie i zakołysała się lekko.

 

– Nie martw się – powiedziała kojącym głosem, głaszcząc Emily po 

plecach. – Wszystko będzie dobrze.
 

– Muszę się martwić! – zawołała Emily. – Musisz mieć jakiś plan! 

Musisz jakoś zadbać o swoje bezpieczeństwo!
 

Jordan uśmiechnęła się nieśmiało.

 

– Em, oczywiście, że mam plan!

 

Emily zamrugała.

 

– Jaki?

 

Jordan powoli wyprowadziła ją z klatki schodowej. Minęły 

zatłoczony pasaż handlowy i weszły do jednego z barów, z długimi, 
obitymi pluszem kanapami i długimi akwariami wzdłuż ścian. Oprócz nich 
w środku znajdował się tylko Jeremy, który opierał się o bar, rozmawiając 

background image

z jednym z barmanów.
 

Usiadły na jednej z kanap z tyłu, obok rozświetlonego bankomatu. 

Sekundowa wskazówka zegara ściennego w stylu art déco przemierzyła 
całą tarczę, zanim Jordan znowu się odezwała.
 

– Nigdy nie wrócę do Stanów – zaczęła mówić. – Masz rację, jak 

tylko postawię nogę na lądzie, aresztują mnie. Lecz jeśli zostanę za 
granicą, nic mi nie grozi. Gdy dopłyniemy na Bermudy, wsiądę do 
samolotu. Zamierzałam to zrobić w czasie pierwszego postoju w St. 
Martin, ale potem poznałam ciebie, no i... nie mogłam.
 

Emily otworzyła szeroko oczy.

 

– Dokąd chcesz jechać?

 

– Do Tajlandii. Wszystko obmyśliłam. Na Bermudach już na mnie 

czeka fałszywy paszport i bilet lotniczy.
 

Emily wyobraziła sobie mapę świata, próbując oszacować odległość 

między Rosewood i Tajlandią. To wyglądało tak, jakby Jordan leciała na 
Księżyc.
 

– A tam co zrobisz?

 

– Będę prowadzić wspaniałe życie – powiedziała Jordan z tęsknotą 

w głosie, ściskając w dłoni płócienną serwetkę leżącą na stoliku. – Tam 
jest wspaniale, Em. Piękne plaże, wspaniała kultura i można za grosze żyć 
jak król. Mogę utrzymywać się z lekcji angielskiego. Chcę, żebyś 
wyjechała ze mną.
 

Emily odchyliła się na oparcie pluszowej kanapy.

 

– Co takiego?

 

– Tylko pomyśl! – Siedząca naprzeciwko Jordan chwyciła Emily za 

rękę, o mało nie przewracając szklanki z wodą. – Zamieszkamy na plaży. 
Codziennie będziesz pływała w basenie. Możemy podróżować, przeżywać 
wspaniałe przygody, a ty uciekniesz od wszystkiego, czego tutaj 
nienawidzisz.
 

Jakiś chłopak, którego Emily nie rozpoznała, minął je i podszedł do 

bankomatu. Emily siedziała z zaciśniętymi ustami, póki sobie nie poszedł, 
a potem spojrzała błagalnie na Jordan.
 

– A jak będę chciała zobaczyć się z rodziną? Bilety lotnicze 

z Tajlandii są bardzo drogie.
 

– Już nigdy nie zobaczysz rodziny. Policja mogłaby się zorientować, 

że razem uciekłyśmy, i uznać cię za moją wspólniczkę. Gdybyś wróciła do 
Stanów, też by cię aresztowano.
 

Te słowa uderzyły ją jak obuchem w głowę. Już nigdy nie zobaczyć 

rodziny? Nigdy nie wrócić do Ameryki?

background image

 

Ale cóż takiego czekało ją w Ameryce? Rodzina, która jej 

nienawidziła? Przyszłość na uczelni, na którą bynajmniej nie czekała 
z utęsknieniem? Miała przyjaciółki, to fakt, ale one pewnie uciekłyby 
z Rosewood przy pierwszej nadarzającej się okazji. Oczywiście była też 
Violet, ale przecież nie mogła wymarzyć sobie dla niej lepszych rodziców 
niż Bakerowie.
 

Gdyby wyjechała, nie musiałaby się martwić śmiercią Tabithy. Nie 

obawiałaby się prześladowań ze strony A. i nie nawiedzałby jej już duch 
Ali ani żaden inny duch z przeszłości w Rosewood. Rodzinę pewnie 
ucieszyłoby jej zniknięcie. A Isaac nawet by tego nie zauważył. 
Uniwersytet Północnej Karoliny na pewno znalazłby kogoś na jej miejsce 
w drużynie pływackiej.
 

Spojrzała na wielkie, pełne nadziei oczy Jordan, jej rozchylone usta 

i uroczy pieprzyk obok brwi. Odnalazła tak wiele wspaniałych cech 
w jednej osobie, że nie mogła tak po prostu pozwolić jej odejść.
 

To byłby kolejny kardynalny błąd, a na to nie było ją stać.

background image

 21

 SEN HANNY

 

 

 

– No dalej, jeszcze dwa powtórzenia! – krzyczała instruktorka, która 

chyba chciała uchodzić za drugą Jillian Michaels. Stała w sali fitness przed 
ćwiczącymi, unosząc w górę dwie jasnoniebieskie hantle. – Ćwiczcie, 
choćby was bolało! Poczujcie, jak pieką was mięśnie!
 

Hanna miała ręce jak z gumy, ale i tak podniosła hantle tak wysoko, 

jak tylko potrafiła, pojękując z wysiłku. Kiedy spojrzała na siebie 
w lustrze, miała wyraz twarzy staruszki cierpiącej na zatwardzenie. 
Upuściła hantle na podłogę i westchnęła.
 

– Możecie sobie pogratulować! – krzyknęła instruktorka.

 

Kilka osób zaczęło niemrawo klaskać.

 

Hanna przewróciła się na matę. Było sobotnie popołudnie i od dwóch 

godzin ćwiczyła w siłowni. Zanim zaczęły się zajęcia „Rzeźba w siedem 
dni”, przez pół godziny truchtała na bieżni, a potem jeszcze przez 
dwadzieścia minut próbowała się rozluźnić na przyrządach do rozciągania. 
Ale to wcale nie pomogło jej zapomnieć o Naomi ani A., czy raczej 
o Naomi jako A.
 

Hanna przewiesiła ręcznik przez ramię i razem z wszystkimi 

uczestnikami zajęć ruszyła do drzwi. Lecz kiedy za szybą zobaczyła 
rozradowaną Naomi, zrobiła krok w tył.
 

– Cześć, supergwiazdo! – Naomi przywitała się radośnie, wchodząc 

do sali. Miała na sobie szorty z szarego weluru, białą koszulkę bez 
rękawów i adidasy New Balance. – Tak wcześnie wyszłaś dziś rano! Cały 
czas spędziłaś tutaj? Trzeba było mi powiedzieć, że idziesz na fitness, 
poszłabym z tobą!
 

– Ach, wpadłam na ten pomysł w ostatniej chwili – powiedziała 

Hanna, unikając wzroku Naomi, który wydawał się jej nazbyt przenikliwy.
 

Naomi wzięła Hannę pod rękę.

 

– Właśnie rozmawiałam z instruktorką pilatesu. Wygląda mi na 

superbabkę. Może zapiszemy się na indywidualne zajęcia na jutro?
 

– No jasne.

background image

 

Hanna ściskała w dłoniach ręcznik, zdenerwowana bliskością Naomi. 

Przed oczami stanął jej obraz martwego ciała Gayle na podjeździe przed 
domem. To była sprawka Naomi.
 

Naomi położyła dłonie na biodrach.

 

– Wkurzyłaś się na mnie?

 

– Ale skąd! – zapiała Hanna z miną niewiniątka.

 

– Jakoś dziwnie się zachowujesz – powiedziała Naomi, a w jej głosie 

wyraźnie było słychać urazę. – Traktujesz mnie, jakbym miała rzygi we 
włosach.
 

Hanna wzruszyła ramionami.

 

– Po prostu jestem zmęczona.

 

Wymamrotała pod nosem, że musi się czegoś napić, i szybko poszła 

w stronę kranu z wodą.
 

„Ona wie o wszystkim! – krzyczał głos w jej głowie. – Kłamie jak 

z nut. Wcale się nie cieszy, że jej kuzynka miała wypadek. Jest wściekła 
i ma ochotę kogoś ukarać”.
 

Kiedy się napiła, Naomi na nią czekała.

 

– Może chociaż zrobimy po południu próbę przed konkursem 

talentów?
 

Hanna poczuła się jak w pułapce. Na szczęście akurat w tej chwili 

zadzwonił telefon. To był tylko e-mail ze sklepu internetowego 
Shopbop.com, prezentujący hity sezonu, lecz Naomi tego nie wiedziała.
 

– Mike chce się ze mną spotkać. Twierdzi, że to pilne. A to pech.

 

Naomi spojrzała na nią podejrzliwie.

 

– Wciąż masz ochotę wystąpić ze mną?

 

– No jasne! – skłamała Hanna, w obawie o to, co Naomi powie, jeśli 

teraz jej odmówi. Posłała jej uśmiech, który miał mówić: „Przepraszam, 
jestem taka zajęta”. – Spotkamy się później, dobra?
 

Spuściła głowę i pognała w stronę klatki schodowej. Szybko poszła 

do pokoju, bo musiała natychmiast się przebrać. Bała się, że Naomi idzie 
za nią, ale nie zauważyła jej, kiedy dotarła do półpiętra.
 

Hanna otworzyła drzwi i weszła do kajuty. Choć wyszła stamtąd 

ledwie kilka godzin temu, czuła, że ten pokój już do niej nie należy. 
Walizka Naomi stała teraz zupełnie gdzie indziej. Na łóżku leżały inne 
ubrania, a krzesło stało pod oknem. Hanna rozejrzała się w poszukiwaniu 
laptopa Naomi, ale nigdzie go nie zauważyła. Pewnie jej współlokatorka 
postanowiła już nigdy nie zostawiać go na wierzchu.
 

Wyciągnęła się na chwilę na łóżku, bo wcale nie udawała przed 

Naomi w klubie fitness, że czuje się fatalnie. Położyła głowę na chłodnej, 

background image

miękkiej poduszce. Jej obolałe ręce rozluźniły się na wygodnym materacu. 
Jak miło było się przeciągnąć po tylu godzinach ćwiczeń. Cichy szum 
białych skrzydeł wiatraka koił ją i usypiał.
 

„Zamknę oczy tylko na minutkę”, pomyślała, oddychając coraz 

wolniej.
 

Ciemność otuliła ją jak ciężki koc.

 

 

 

 

Kiedy znowu otworzyła oczy, siedziała w bmw, którego nie 

rozpoznawała. Na lusterku wstecznym wisiał leśny odświeżacz powietrza 
w kształcie drzewka. Radio było nastawione na stację nadającą hip-hop.
 

Zmrużyła oczy i wyjrzała przez okno. Na zewnątrz padało. Otaczały 

ją wysokie budynki, a w oddali zauważyła rozświetlony neonowy szyld 
South Street Steaks.
 

Otworzyły się drzwi po stronie pasażera i ktoś usiadł obok niej.

 

– Naprawdę nie musisz – odezwał się znajomy bełkoczący głos. – 

Bez problemu mogę prowadzić.
 

Hanna ze zdumieniem zobaczyła obok siebie Madison. Miała 

zmierzwione blond włosy, czerwoną twarz i ten sam podkoszulek w paski, 
który miała na sobie tamtej nocy w barze. Hanna jeszcze raz się rozejrzała. 
To była właśnie tamta noc. Letnie powietrze. W oddechu Madison czuła 
ostry zapach alkoholu. W ustach miała jeszcze słonawy smak margarity.
 

Nagle ją oświeciło. Czy przeżywała ponownie tamten wieczór? Czy 

mogła zmienić bieg wydarzeń? Mogła wysiąść z samochodu, zatrzymać 
taksówkę dla Madison i wysłać ją do domu, żeby nie wplątać się w ten 
bałagan? Wtedy Naomi nie wściekłaby się na nie. Nigdy nie stałaby się A. 
Ten koszmar nigdy by się nie wydarzył.
 

Ale kiedy próbowała pociągnąć za klamkę, jej palce w ogóle się nie 

poruszyły. Nagle, wbrew sobie, poczuła, jak przekręca kluczyk w stacyjce 
i włącza silnik samochodu. Zanim się zorientowała, już wyjeżdżała na 
ruchliwą ulicę. „Stój!”, krzyczała do siebie w myślach, ale jej stopa 
naciskała na pedał gazu.
 

– Jedź na Siedemdziesiątą Szóstą West – wymamrotała Madison, 

pokazując na znak nad ich głowami.
 

Hanna próbowała skręcić w innym kierunku, ale bez skutku. 

Wyjechała na autostradę, tak samo jak za pierwszym razem.
 

Skupiła się na drodze, którą ledwie widziała w deszczu.

 

– Jedź Siedemdziesiątą Szóstą aż do Dwieście Drugiej – 

background image

poinstruowała ją Madison.
 

Wskazywała jej drogę do Rosewood.

 

– Gdzie dokładnie mieszkasz? – zapytała Hanna, choć teraz już znała 

adres Madison.
 

Madison zachichotała.

 

– Znienawidzisz mnie za to, ale nie pamiętam dokładnie. Rodzice 

kupili nowy dom, w zeszłym tygodniu, a ja wciąż zapominam adresu. Ale 
wydaje mi się, że trafię.
 

Nadjeżdżający z przeciwka samochód spowodował, że woda 

chlusnęła na przednią szybę. „Stań! – mówiła sobie w myślach Hanna. – 
Odczekaj chwilę, aż deszcz przestanie padać!” Ale ku swojej wściekłości 
nie potrafiła się zatrzymać.
 

Madison kazała się zawieźć na Reeds Lane. Hanna z bijącym sercem 

jechała krętą drogą, z narastającym przerażeniem czekając na to, co miało 
się stać. I nagle się stało. Jak spod ziemi wyrósł przed nią samochód i 
wjechał prosto na jej pas. Wrzasnęła i skręciła gwałtownie. Madison 
wydała dziwny jęk, a jej głowa uderzyła w oparcie fotela. Opony 
z piskiem ślizgały się po mokrej drodze i nim Hanna się obejrzała, 
samochód zjeżdżał po zboczu. Nacisnęła mocno na hamulce, a samochód 
z zablokowanymi kołami zarzucił kilka razy.
 

– Na pomoc! – krzyknęła.

 

Widziała, jak pędzą prosto na wielki dąb. Próbowała skręcić, ale było 

za późno. Rozległ się ogłuszający huk, a potem brzęk tłuczonego szkła. 
Hanna osłoniła twarz i czuła, jak uruchamia się poduszka powietrzna. Pas 
bezpieczeństwa wciął się w jej ramię i talię, a radio nadal grało. Silnik 
jeszcze powarkiwał. Gałąź przebiła przednią szybę. Wszędzie leżały 
odłamki szkła.
 

Hanna spojrzała w prawo. Madison siedziała z nienaturalnie 

przekrzywioną głową. Z nosa ciekła jej strużka krwi. Kiedy Hanna 
spojrzała w dół, krzyknęła ze strachu. Madison nie miała nóg. Była tylko 
korpusem.
 

– Madison? – wyszeptała Hanna drżącym głosem. Potrząsnęła 

Madison za ramię. – Madison?
 

Nagle Madison otworzyła oczy. Hanna odskoczyła. Madison miała 

czyste i jasne spojrzenie i wbiła w Hannę kamienny wzrok.
 

– Wcale nie masz na imię Olivia – powiedziała głosem ducha. – 

Tylko Hanna Marin. Wiem o tobie wszystko.
 

Hanna wybałuszyła oczy. Wyplątała się z poduszki powietrznej 

i próbowała wygramolić się z samochodu, ale Madison złapała ją za rękę. 

background image

Kiedy Hanna się odwróciła, patrzyła na nią nie Madison, tylko Ali.
 

– Cześć, Hanno! – Ali uśmiechnęła się szeroko. – Tęskniłaś za mną?

 

Hanna poderwała się na łóżku, dysząc ciężko. Była w cichym 

i spokojnym pokoju na statku. Kołdra była rozkopana, a Hanna ściskała 
poduszkę drżącymi palcami. Uszczypnęła się w koniuszek nosa 
i próbowała wymazać Ali ze swoich myśli, ale ten jej uśmiech był jak 
wypalony w jej mózgu.
 

– Wszystko w porządku?

 

Naomi siedziała na swoim łóżku, z zaciekawieniem przyglądając się 

Hannie. Hanna się poderwała.
 

– Jak długo tu siedzisz?

 

Naomi uśmiechnęła się, a jej wielkie, błękitne oczy wydawały się 

takie niewinne.
 

– Niezbyt długo. Naprawdę ścięło cię z nóg. Wygadywałaś straszne 

głupoty.
 

– Na przykład jakie?

 

Sen nadal krążył w jej głowie. A jeśli zawołała na głos imię 

Madison?
 

Naomi wzruszyła ramionami, ale nie odpowiedziała. Chwyciła 

Hannę za rękę i pociągnęła ją za sobą.
 

– Mam dla ciebie niespodziankę.

 

– Niespodziankę? – powtórzyła Hanna jak ciche echo.

 

Naomi wyciągnęła zza pleców plastikową torebkę i wyjęła z niej 

dwie peruki w neonowych kolorach.
 

– Zobacz, co znalazłam w jednym ze sklepów na głównym 

pokładzie! Są idealne do naszego jutrzejszego występu! – Założyła Hannie 
niebieską, a sama włożyła fioletową. – Chyba wiem, czemu się tak 
dziwnie zachowujesz. Masz tremę, prawda? Boisz się zaśpiewać przed 
takim tłumem? Ale pójdzie nam świetnie. Ja będę tuż obok. Nie stanie się 
nic złego, obiecuję. Chyba nie zrezygnujesz?
 

Owocowy zapach perfum Naomi nagle wydał się Hannie tak 

obezwładniający, że zrobiło się jej niedobrze. Spojrzała na swoją rękę. 
Naomi nadal ściskała jej nadgarstek, a w jej oczach pojawił się błysk. 
Wyglądała jak Madison. Hanna wyrwała się z jej uścisku.
 

– M-muszę lecieć.

 

Naomi zmarszczyła czoło.

 

– Dokąd?

 

Hanna wstała. Miała pustkę w głowie. Chciała jedynie dostać się do 

drzwi, jak najszybciej.

background image

 

– Coś mi wypadło – wyjąkała.

 

– A co z konkursem talentów?

 

Hanna tylko raz rzuciła okiem na Naomi, która patrzyła na nią 

z rozczarowaniem. Lecz Hanna wiedziała, że to tylko gra.
 

– Przepraszam – wyszeptała.

 

Otworzyła drzwi, wybiegła na korytarz i zatrzasnęła drzwi za sobą, 

zanim Naomi zdążyła za nią wybiec.
 

Gdy zbliżała się do windy, zauważyła swoje odbicie w lustrze 

w korytarzu. Miała na głowie przekrzywioną niebieską perukę od Naomi, 
połowa jej włosów stała dęba, a druga połowa spadała na czoło. Kiedy 
chciała je przeczesać, coś zaszeleściło i spadło na podłogę. Wyglądało jak 
rachunek. Z tyłu ktoś coś napisał niebieskim flamastrem. Kiedy Hanna się 
schyliła, żeby to przeczytać, serce jej zamarło.
 

Nie uciekniesz przed prawdą, kłamczucho. Dostaniesz to, na co 

zasłużyłaś.
 

.

 

background image

 22

 JAK SOBIE POŚCIELESZ...

 

 

 

Następnego ranka rozległo się głośne pukanie do drzwi kajuty 

Spencer.
 

– Spencer!? – zawołał Reefer. – Jesteś tam?

 

– Idź sobie – odparła zduszonym głosem. – Jestem chora.

 

– Co się stało? – zapytał Reefer z troską w głosie. – Mogę wejść? 

Proszę.
 

Spencer ukryła twarz w poduszce i jęknęła. Została w pokoju tak 

długo, jak tylko się dało. O świcie dostała wiadomości od Arii, Hanny 
i Emily, które informowały ją, że Hanna nie zdążyła zajrzeć do komputera 
Naomi i nie dotarła do żadnych informacji. Potem zadzwoniły Emily 
i Aria, pytając Spencer, czy chce jeszcze raz przećwiczyć układ 
choreograficzny przed konkursem. Występ miał się odbyć wieczorem, a im 
wciąż myliły się kroki. Kiedy powiedziała im, że źle się czuje, dały jej 
spokój, lecz Reefer nie dał za wygraną.
 

– Proszę, wpuść mnie – zaskamlał znowu.

 

Spencer westchnęła, wstała i pokuśtykała do drzwi, krzywiąc się, 

gdy stanęła na skręconej kostce. W korytarzu świeciło jasne światło, aż 
zmrużyła oczy. Reefer otworzył usta ze zdumienia, gdy ją zobaczył.
 

– Co ci się stało?

 

– A o co konkretnie pytasz? – Spencer się odwróciła. – Dlaczego 

śmierdzę rzygami? Czy dlaczego mam gumę we włosach?
 

– O wszystko!

 

Spencer spojrzała w swoje odbicie w lustrze w zalanym słońcem 

korytarzu i aż przeszły ją ciarki. Całą noc wymiotowała, bo zjadła na 
kolację zepsute krewetki. Tak jej się przynajmniej wydawało, choć inni 
jedli to samo i nikogo nawet nie bolał brzuch. Kiedy obudziła się rano, 
zobaczyła, że jej włosy ozdabia wielka guma do żucia. Trzeba by cudu, 
żeby ją wyplątać, nie obcinając włosów.
 

– Ktoś mi ją przykleił wczoraj wieczorem, gdy w pośpiechu 

wychodziłam z restauracji – powiedziała Spencer. – Odwróciłam się 

background image

i nagle miałam ją we włosach.
 

Reefer spojrzał na nią zaintrygowany.

 

– Widziałaś kto?

 

– Nie.

 

– Może żułaś gumę przed pójściem spać i zapomniałaś ją wypluć?

 

Spencer gwałtownie pokręciła głową.

 

– Nigdy nie żuję gumy przed snem.

 

Reefer podszedł do niej i objął ją w pasie.

 

– Może w ten sposób wszechświat mówi ci, że nie powinniśmy się 

kryć?
 

Spencer wyrwała się z jego objęć.

 

– Musimy się kryć.

 

– Nadal? – Reefer położył dłonie na biodrach.

 

– Mówiłam ci. To nie fair w stosunku do Naomi. Poza tym 

twierdziłeś, że nie masz nic przeciwko temu.
 

Reefer się zaśmiał.

 

– Nie sądziłem, że mówisz poważnie.

 

Przeczesał dłonią jej włosy, jakby w ogóle nie brzydził się gumy. 

Próbowała się opierać, ale Reefer pachniał kremem do opalania i chlorem. 
Po kilku sekundach ich usta się zetknęły. Położyli się na łóżku Spencer. 
Reefer miał skórę nagrzaną słońcem. Spencer zmieniła pozycję, żeby 
Reefer mógł ściągnąć koszulę przez głowę.
 

Trach.

 

Nagle łóżko się załamało. Podłoga zadudniła. Obrazek ze statkiem 

wiszący nad łóżkiem Spencer zakołysał się na gwoździu i spadł. Spencer 
zasłoniła głowę, a obrazek spadł na materac i pękł. Reefer zamrugał.
 

– Wiedziałem, że jestem dziki, ale żeby aż tak?

 

Spencer usiadła na dywanie i spojrzał na łóżko. Jego nogi rozjechały 

się we wszystkie strony, jakby nie dały rady udźwignąć materaca. Drewno 
nie było zmiażdżone ani odłamane, jak się spodziewała, ale oderwało się 
równo, jakby ktoś je przepiłował.
 

Spencer wstała i przyjrzała się gwoździowi, na którym wisiał 

obrazek nad jej łóżkiem. Ledwie się trzymał ściany, jakby zaraz miał spaść 
na ziemię. Ewidentnie ktoś go poluzował. Pierwszego wieczoru na statku 
morze było niespokojne i choć z półeczki w łazience w pokoju Spencer 
i Kirsten pospadały tubki z pastą do zębów, to meble i dekoracje nie 
ruszyły się ani na centymetr. Dziewczyny żartowały, że pewnie wszystko 
mocno przykręcono do podłogi i nic nie wisi na poluzowanym gwoździu.
 

Spencer poczuła mrowienie na całej skórze. Nagle jej umysłem 

background image

zawładnęła myśl, która dojrzewała w niej przez ostatnie dwadzieścia 
cztery godziny.
 

– Dość tego – oznajmiła. – Dłużej nie dam rady. Sprawy zaszły za 

daleko.
 

– O czym ty mówisz? – zapytał Reefer.

 

– Nic nie rozumiesz!? – zawołała Spencer łamiącym się głosem. – 

Poślizgnęłam się na podłodze, zatrułam jedzeniem, mam gumę we 
włosach, a teraz załamało się pode mną łóżko. To wszystko czyjaś 
sprawka!
 

Uśmiech zniknął z twarzy Reefera.

 

– Mówisz poważnie?

 

– Oczywiście

 

– Ale niby kto to robi? I dlaczego?

 

Wzięła głęboki wdech.

 

– To chyba oczywiste. Naomi!

 

Reefer popatrzył na nią szeroko otwartymi oczami.

 

– Daj spokój. Ona nie jest aż taką wariatką.

 

– Owszem, jest.

 

Spencer rozejrzała się nerwowo po kajucie.

 

– Nie uważasz, że ten telewizor stoi trochę za blisko krawędzi? – 

zapytała. Potem spojrzała na tacę z nietkniętym śniadaniem, zamówionym 
do pokoju, i ostrożnie powąchała ciastka. – Spróbujesz tego muffina, żeby 
sprawdzić, czy Naomi nie doprawiła go narkotykami?
 

Reefer patrzył na nią zdumiony.

 

– Spencer, gdyby były w nim narkotyki, to ja też byłbym na haju. 

Coś ci się pomyliło. Naomi nie próbuje namieszać ci w głowie.
 

– A właśnie że próbuje! – zawołała Spencer.

 

Podbiegła do szafy i zajrzała do środka, spodziewając się, że jej 

bagaż został tak ułożony, żeby spadł jej prosto na głowę. Podniosła do 
światła fiolkę ze swoimi lekami na alergię. Czy to te same niebieskie 
pigułki co zawsze? A jeśli Naomi zamieniła je na jakieś inne, być może 
niebezpieczne?
 

Reefer położył jej dłoń na ramieniu.

 

– Musisz się uspokoić. Nie możesz winić nikogo za swojego pecha. 

Wszystko, co się stało, stało się z twojego powodu.
 

Spencer poczuła, jak w gardle rośnie jej gula. Reefer nawet nie 

przeczuwał, jak bardzo miał rację. Może faktycznie to ona sama ściągnęła 
na siebie wszystkie nieszczęścia. Może to karma mściła się na niej za całe 
zło, które Spencer wyrządziła. Wrobiła Kelsey, pomogła Hannie 

background image

zatuszować wypadek Madison, zabiła Tabithę. Teraz wszechświat chciał ją 
za to ukarać.
 

Zamknęła na moment oczy i wróciła do rzeczywistości. Jaka karma? 

Przecież to A.! To A. nie spocznie, póki nie dopnie swego.
 

W jednej chwili Spencer zdała sobie sprawę z tego, co musi zrobić. 

Spojrzała na Reefera i poczuła ucisk w gardle.
 

– Musimy z sobą zerwać – powiedziała.

 

Reeferowi opadła szczęka.

 

– Co?

 

– Przykro mi – powiedziała bezbarwnym głosem. Wiedziała, że jeśli 

tylko spojrzy mu prosto w oczy, rozbeczy się, więc wlepiła wzrok w swoje 
dłonie. – To wszystko jedna wielka pomyłka.
 

– Naprawdę uważasz, że ona cię prześladuje?

 

– Tak.

 

– Pozwól mi z nią porozmawiać.

 

Spencer odwróciła wzrok.

 

– A nie możesz zrobić tego, o co cię proszę?

 

Reefer zrobił krok w tył, jakby go odepchnęła. Przez chwilę w jego 

oczach zalśniły łzy, ale zacisnął zęby, wziął głęboki wdech i odwrócił się.
 

– Dobrze – powiedział tonem pokonanego.

 

– Przepraszam! – zawołała za nim cicho Spencer.

 

Ale on już zatrzasnął za sobą drzwi.

background image

 23

 FATALNA POMYŁKA

 

 

 

Po południu Aria i Graham stali przed teatrem na najniższym 

pokładzie. Na jasnoniebieskich ścianach wisiały zdjęcia wykonawców 
z Cirque du Soleil, którzy wyglądali jak banda nawiedzonych świrów, 
z wybałuszonymi oczami, w zbyt obcisłych trykotach i z nienaturalnie 
długimi rękami i nogami. Na przeciwległej ścianie wisiały informacje na 
temat konkursu talentów, który miał się rozpocząć tego wieczoru 
o siódmej. Przed nim i po nim miały się odbyć przyjęcia.
 

Pozostała część ściany była zakryta przez dziwne hieroglify 

związane z Cirque du Soleil. Arię i Grahama przywiodła tu kolejna 
wskazówka, którą znaleźli w pojemniku na odpady w kuchni. Wedle 
instrukcji mieli odczytać hieroglify. Ale dla Arii te esy-floresy były 
pozbawione jakiegokolwiek sensu.
 

– Masz jakiś pomysł? – Aria usunęła się na bok, bo z teatru wyszła 

jedna z akrobatek, ze strusim piórem przytwierdzonym do głowy.
 

Kiedy rano składali raport Gretchen, ona powiedziała im, że wyszli 

na prowadzenie. Gdyby rozgryźli tę wskazówkę, karty upominkowe do 
sklepu Apple mieliby w kieszeni. Choć początkowo Arię wcale nie kusiła 
nagroda, to teraz przeglądała w wyobraźni asortyment sklepu, 
zastanawiając się, czy kupić białego iPada z olbrzymią pamięcią czy może 
laptopa MacBook Air.
 

– Postanowili utrudnić nam ostatnie zadanie. – Graham zmarszczył 

czoło, przyglądając się badawczo znaczkom na ścianie. – Ten jest jak 
chmura. – Pokazał na obrazek wyglądający jak obłoczek. – A ten 
przypomina dziewczynę spadającą z wysoka.
 

Arię przeszły ciarki. Jeśli spojrzało się na ten hieroglif pod kątem, to 

faktycznie wyglądał on jak ciało spadające z wysoka. Arii stanęło przed 
oczami zdjęcie Tabithy spadającej z tarasu. A potem przypomniała sobie 
ostatnią wiadomość od A.: „Zobaczysz go jeszcze, gdy trafisz za kratki?”.
 

Drzwi teatru otworzyły się i następna akrobatka wyszła na korytarz. 

Spojrzała na nich i uśmiechnęła się.

background image

 

– Podpowiedzieć wam?

 

Aria i Graham energicznie pokiwali głowami. Akrobatka zbliżyła się 

do nich.
 

– Widzicie ten rysunek, ten, który wygląda jak widelec? To litera 

„y”. A ten przypominający marchewkę to „ż”.
 

Aria jeszcze raz spojrzała na ścianę.

 

– Więc to kryptogram?

 

– Właśnie – powiedziała akrobatka, zrobiła piruet i odeszła.

 

Aria jeszcze raz przyjrzała się ścianie. Razem z Byronem co rano 

rozwiązywali kryptograficzne zagadki w „Gońcu Filadelfijskim”. Zawsze 
zawierały jakiś zaszyfrowany cytat. Trzeba było złamać szyfr i odczytać 
sensowne zdanie.
 

Kiedy sięgnęła do torebki po ołówek, poczuła pod palcami 

podstawkę pod piłeczkę golfową. Zabrała ją z pola do minigolfa kilka dni 
temu. Uderzyła się otwartą dłonią w czoło.
 

– Graham, ale ze mnie idiotka! Jak było na randce z Tori?

 

Poprzedniego popołudnia Graham przysłał jej SMS-a z informacją, 

że wybiera się na kolację z Tori. Ona zrobiła dla niego listę tematów, które 
może poruszyć, i dodała, że powinien odsunąć krzesło Tori, kiedy będzie 
siadała, i że nie może składać za nią zamówienia. Jak mogła zapomnieć?
 

Graham odsunął kosmyk włosów znad czoła.

 

– W porządku. – Pokazał na słowa, w których znajdował się rysunek 

widelca. – Jeśli to jest „y”, a to „ż”, to te dwa wyrazy to pewnie „żyj” 
i „życie” albo „życia”.
 

– Chyba tak. – Aria wpisała litery, a potem uzupełniła litery „c” i „i” 

w pozostałych wyrazach. Chrząknęła znacząco. – Tylko „w porządku”. 
A nie wspaniale?
 

– Może to słowo to „pełnią”?

 

Graham pokazał na sześcioliterowe słowo między dwoma 

odgadniętymi. Udawał, że nie słyszy Arii.
 

– Możliwe – powiedziała Aria.

 

Wpisała wyraz, a potem zamarła. Czy randka okazała się katastrofą? 

Może Graham bez przerwy gadał o TTA albo o swojej nieżyjącej 
przyjaciółce? A Tori wyszła po zjedzeniu przystawki?
 

Aria miała ogromną ochotę go zapytać, ale nagle w korytarzu 

zapadła krępująca cisza. Przez kilka minut wpatrywali się w hieroglify, 
dopisując kolejne litery do hasła. Po paru minutach mieli gotowe 
rozwiązanie. „Chroń morze. Ocal planetę. Żyj pełnią życia”.
 

– Pięknie. – Graham zrobił kwaśną minę. – Tylko co mamy teraz 

background image

z tym zrobić?
 

– Już gdzieś widziałam to hasło – powiedziała cicho Aria, zamykając 

oczy.
 

Po chwili sobie przypomniała: na transparencie w kasynie, 

pierwszego dnia rejsu. Zauważyła go, bo wtedy wydawało się jej, że 
w jego cieniu ktoś się czai.
 

– Chodź – powiedziała, chwytając Grahama za rękę.

 

W kasynie było ciemno i pusto, a automaty do gry brzęczały 

miarowo. Transparent nadal wisiał nad stolikiem. Aria podeszła i położyła 
dłonie na blacie. Kiedy przesunęła palcami pod blatem, natrafiła na 
kawałek kartonu. Kucnęła. W miejscu, w którym nogi były 
przytwierdzone do blatu, były przyklejone dwie koperty. Oderwała taśmę 
i podniosła je do światła. Na obu widniał napis: „Gratulacje!”.
 

Aria otworzyła pierwszą kopertę. Rzeczywiście w środku znajdował 

się kupon upominkowy do sklepu Apple. Pomachała nim do Grahama.
 

– Udało nam się!

 

Graham triumfalnie uniósł obie pięści w górę. Podniósł Arię i okręcił 

ją wokół siebie. Zaśmiała się, ale nie chciała się do niego przytulać, żeby 
czegoś sobie nie pomyślał. Kiedy odsunął się od niej, miał zaróżowione 
policzki.
 

– Powinniśmy to jakoś uczcić, nie sądzisz? – zapytał. – Może 

pójdziemy na obiad w restauracji na górnym pokładzie?
 

– Nie wiem...

 

Aria się zawahała. Chciała mu poradzić, żeby umówił się z Tori. 

Poza tym zamierzała zobaczyć się z Noelem. Ale Graham wyglądał na tak 
szczęśliwego. No i właśnie wygrali.
 

– No dobra – zdecydowała, wyciągając z jego ręki jedną z kopert. – 

Muszę się tylko odświeżyć.

 

 

 

 

Godzinę później Aria weszła po krętych schodach do Galileusza, 

małej restauracji na niewielkim tarasie na głównym pokładzie. Migotliwe 
lampki były rozwieszone wzdłuż balustrady i na fikusach w doniczkach. 
Przy stolikach siedziało kilka osób, w kącie stroił instrumenty zespół 
muzyczny, a na ścianach wisiały plakaty ogłaszające konkurs talentów. Na 
wszystkich widniał napis: „PIERWSZA NAGRODA: VESPA!”.
 

– Aria?

 

Gdy się odwróciła, stał za nią Graham, w niebieskiej koszuli 

background image

i czystych dżinsach. Gładko uczesał włosy, ogolił się i skropił wodą 
kolońską o drzewnym aromacie. Na widok Arii uśmiechnął się nerwowo.
 

– Ślicznie wyglądasz.

 

– Ach, w kółko chodzę w tej starej szmacie – powiedziała Aria, 

pokazując na swoją niebieską sukienkę maksi.
 

Graham podszedł do baru i zamówił dwa piwa imbirowe, a potem 

zaprowadził Arię do jednego z wysokich stolików przy balustradzie. Kiedy 
usiedli, zrobił chytrą minę, wyciągnął piersiówkę z tylnej kieszeni spodni 
i potrząsnął nią. W środku zachlupotał jakiś płyn.
 

– Co to jest? – wyszeptała Aria.

 

– Dzięki temu godnie uczcimy wygraną – powiedział Graham 

i zamilkł na chwilę. – Nie masz nic przeciwko?
 

Aria spojrzała na niego zdumiona, bo nie sądziła, że Graham pije 

alkohol. Przecież na stronie upamiętniającej Tabithę Clark tak ostro 
krytykował obsługę Klifów za to, że podawała nieletnim alkohol.
 

– Odrobina chyba nie zaszkodzi – powiedziała po chwili, a Graham 

nalał jej do szklanki alkohol o ostrym zapachu. Zakrztusiła się już po 
pierwszym łyku. – Ojej. – Ten napój miał chyba sto pięćdziesiąt procent 
alkoholu.
 

Graham wypił swoją porcję jednym haustem.

 

– Właśnie tego potrzebuję w tej chwili.

 

– Dlaczego? – Aria odsunęła swoją szklankę. – Myślałam, że trochę 

się rozluźniłeś po naszej wygranej. – Uniosła brew. – Masz tremę przed 
występem w konkursie? Ja uważam, że zagranie piosenki Death Cab na 
lutni to bombowy pomysł.
 

– Nie o to chodzi – wymamrotał Graham.

 

– Tori na pewno się spodoba – powiedziała z entuzjazmem Aria. – 

A skoro już przy tym jesteśmy, to musisz mi opowiedzieć, jak poszło na 
randce.
 

Graham wzruszył ramionami.

 

– Mówiłem ci. W porządku. Poszliśmy do restauracji na głównym 

pokładzie. Ona zjadła sushi, a ja burgera z indyka.
 

Aria zamrugała. Jeśli ktoś, opowiadając o randce, zaczyna od menu, 

to znaczy, że nie była bardzo udana.
 

– Nie zabrakło wam tematów do rozmowy?

 

– Chyba nie. – Graham podarł na drobne kawałeczki serwetkę, na 

której podano piwo imbirowe. – Szczerze mówiąc, to sam już nie wiem, 
czy Tori aż tak mi się podoba.
 

– A co się stało!? – zawołała Aria. – Mnie się wydawało, że świetnie 

background image

do siebie pasujecie! A ona na pewno jest tobą zainteresowana. – Odchyliła 
się na oparcie krzesła. – Boisz się polubić kogoś z powodu Tabithy?
 

– Na pewno się nie boję. Po prostu to nie jest dziewczyna dla mnie.

 

Graham podniósł szklankę i dopił drinka. Kostki lodu zagrzechotały 

o dno. Kiedy odstawił szklankę, przez dłuższą chwilę wpatrywał się 
w Arię, która nie wiedziała, co jest grane.
 

– Muszę ci coś powiedzieć. Od rana zbieram się na odwagę, żeby to 

z siebie wydusić.
 

Aria przekrzywiła głowę.

 

– O co ci chodzi? – spytała.

 

Graham nadal się w nią wpatrywał. Nagle Aria poskładała w głowie 

wszystkie elementy układanki. „Podobasz mu się. Facet widzi takie rzeczy. 
Może go uwodzisz, choć sama o tym nie wiesz”.
 

Przesunęła dłonie w prawo i o mało nie przewróciła szklanki.

 

– Nie musisz mi nic mówić – powiedziała, udając niefrasobliwy ton.

 

– Nie, naprawdę muszę...

 

– Dziś powinniśmy się tylko dobrze bawić – przerwała mu Aria, 

sięgając po drinka. Nagle picie alkoholu wydało się jej doskonałym 
pomysłem. – Świętujmy nasze zwycięstwo.
 

– Ale...

 

Graham urwał nagle, wpatrując się zdumionym wzrokiem w piersi 

Arii.
 

Spuściła wzrok, zastanawiając się, czy aby jej sukienka zbyt wiele 

nie odsłaniała.
 

– Morze jest dziś bardzo wzburzone – powiedziała, pokazując ręką 

na wysokie fale.
 

Ale Graham nie połknął tej przynęty. Pokazał na medalion na jej 

szyi.
 

– Skąd to masz?

 

Aria dotknęła wisiorka, nagle zawstydzona.

 

– Dostałam od chłopaka.

 

Graham błyskawicznie wyciągnął rękę, chwycił medalion 

i przyciągnął go do siebie. Łańcuszek wpił się Arii w kark i musiała 
schylić się do przodu. Ich usta prawie się zetknęły. Aria krzyknęła 
i odwróciła głowę, żeby uniemożliwić pocałunek, a potem wyrwała mu się 
tak gwałtownie, że o mało nie przewróciła stołka barowego.
 

Kiedy odzyskała równowagę, Graham znowu gapił się na nią, jakby 

nie miał zamiaru przepraszać za to, co zrobił. Aria chwyciła swoją torebkę, 
odwracając od niego wzrok.

background image

 

– Muszę już iść.

 

Graham też wstał.

 

– Ario, zaczekaj.

 

– Nawet nie próbuj. – Jej serce waliło jak młotem. Nagle całe to 

spotkanie wydało się jej niedorzeczne. – Pogadamy później, dobra?
 

Próbowała go wyminąć, ale Graham złapał ją za rękę. Znowu 

krzyknęła. Lecz kiedy spojrzała na niego, zobaczyła jego poważną, wręcz 
gniewną twarz.
 

– Mam ci coś do powiedzenia – powtórzył z naciskiem.

 

– To boli – powiedziała Aria drżącym głosem, patrząc, jak jego 

paznokcie wbijają się jej w skórę. Serce waliło jej w piersi.
 

Graham rozluźnił chwyt i nagle zrobił przerażoną minę. Aria szybko 

pobiegła na kręte schody i zaczęła niezdarnie schodzić w dół, tak szybko, 
jak tylko pozwalały jej na to buty na wysokich obcasach.
 

– Ario! – zawołał za nią Graham, ale ona się nie zatrzymała.

 

Dopiero kiedy dotarła na sam dół, spojrzała w górę. Graham stał na 

szczycie schodów, zmieszany. Miał szeroko otwarte, smutne oczy, a kąciki 
jego ust wykrzywiły się w dół.
 

Pobiegła przed siebie, czując wyrzuty sumienia. Czy faktycznie 

uwiodła Grahama? Czy on się w niej zakochał? Jak to możliwe, że aż tak 
się co do niego pomyliła?
 

Wydawało się jej, że na windę czeka całą wieczność. Raz po raz 

naciskała guzik, w obawie że Graham zechce wrócić i z nią porozmawiać. 
Nagle usłyszała dochodzące z oddali dźwięki fortepianu, który stał w 
korytarzu. Ktoś uparcie wydobywał z niego jeden wysoki ton. Arii 
przypomniała się ścieżka dźwiękowa z Psychozy.
 

Odwróciła się, bo chciała kazać temu komuś, żeby przestał, lecz na 

taborecie przed fortepianem nikt nie siedział. Rozejrzała się po pustym 
pomieszczeniu. Czy faktycznie to słyszała? Tak. W powietrzu nadal unosił 
się cichy dźwięk lekko drgającej struny. Ktoś naprawdę grał na tym 
fortepianie. A Aria doskonale wiedziała kto.
 

background image

 24

 CZEGOŚ TU BRAKUJE

 

 

 

– Witajcie na Bermudach! – zaszczebiotał Jeremy przez megafon po 

południu.
 

Z głośników popłynęły pierwsze takty Somewhere Over the Rainbow

Hanna nie pognała jednak na pokład, żeby stojąc przy balustradzie, 
machać do tłumu zebranego na przystani, choć zawsze to robiła, gdy 
przybijali do brzegu na kolejnych wyspach. Stała za regałem w bibliotece, 
wpatrując się w dwuskrzydłowe drzwi na końcu korytarza.
 

– Jak długo jeszcze zamierzasz tu tkwić? – zapytał siedzący obok 

niej Mike, opierając nogi o blat dębowego biurka i przeglądając jakiś stary 
numer magazynu sportowego poświęconego w całości kostiumom 
kąpielowym.
 

– Już mówiłam – szepnęła Hanna. – Póki Naomi nie wyjdzie z 

kajuty.
 

Mike spojrzał na nią znad czasopisma.

 

– Naprawdę nie możesz nawet na nią spojrzeć przez pięć sekund? Aż 

tak się jej boisz?
 

Hanna wbiła w niego wzrok.

 

– Możesz wyjść, kiedy tylko chcesz, przecież wiesz.

 

Kiedy Mike zapytał ją, co ma zamiar robić rano, odparła, że chce 

odwiedzić bibliotekę na jej piętrze. Mike zaproponował, że pójdzie z nią, 
lecz kiedy Hanna przez pół godziny gapiła się na drzwi do swojego pokoju 
i nawet nie spojrzała na żadną książkę, zdał sobie sprawę, co naprawdę 
robi.
 

– Mogłybyście zorganizować sobie walkę w błocie – powiedział 

Mike, przewracając kolejną stronę i przyglądając się następnej modelce 
w skąpym bikini.
 

– Dziękuję za propozycję – odrzekła Hanna. – Nie chcę się z nią 

teraz konfrontować. Przyłapała mnie, jak szperałam w jej komputerze, i się 
wściekła. Chcę wrócić do pokoju, jak jej tam nie będzie, to wszystko.
 

To była prawie prawda. Hanna nie chciała już dodawać, że chce 

background image

wrócić do pokoju, żeby jeszcze raz zajrzeć do komputera Naomi. I że 
Naomi pewnie była jeszcze bardziej wkurzona o to, że Hanna zostawiła ją 
na lodzie bez wyjaśnienia.
 

– Grzebałaś w jej rzeczach? – zapytał Mike. – Co w ciebie wstąpiło? 

Najpierw śledzisz Colleen, teraz Naomi...
 

– Mógłbyś przestać zadawać tyle pytań? – syknęła Hanna, czując 

narastającą desperację.
 

Mike odłożył czasopismo.

 

– Dobra. – Wstał i przeciągnął się. – Znajdę Noela i przećwiczymy 

naszą piosenkę na konkurs talentów. Zadzwoń, jak już skończysz zabawę 
w podglądaczkę.
 

Kiedy wyszedł z biblioteki, otworzyły się drzwi do pokoju Hanny 

i na korytarz wyszła Naomi, w białej sukience z dzianiny i niebieskich 
sandałkach. Na nadgarstkach miała kilka masywnych bransolet, a pod 
pachą niosła małą czerwoną torebkę.
 

Hanna wstrzymała oddech, kiedy Naomi mijała bibliotekę, i modliła 

się, żeby jej współlokatorka nie weszła do środka. Na szczęście poszła 
prosto. Kiedy tylko Naomi wsiadła do windy, Hanna zakradła się do ich 
pokoju. Gdy wchodziła do środka, zauważyła kogoś w korytarzu za 
rogiem i zamarła. To był Jeremy. Miał dłonie splecione z tyłu i gwizdał 
melodię Yankee Doodle Dandy.
 

Oparła się o ścianę i obleciał ją strach. Kiedy odezwał się gong 

windy, przyszła jej do głowy straszna myśl. A jeśli Naomi czegoś 
zapomniała i właśnie wraca do pokoju?
 

Czym prędzej pognała do biblioteki i zadzwoniła do Spencer.

 

– Tu Hanna – wyszeptała, kiedy tylko jej przyjaciółka odebrała. – 

Stoję przed moim pokojem i mam zamiar przeszukać komputer Naomi, ale 
nie chcę, żeby mnie przyłapała. Możesz mnie ubezpieczać?
 

Spencer jęknęła przeciągle.

 

– Wolę jej nie wkurzać jeszcze bardziej.

 

Hanna znowu spojrzała na windę. Miała nadzieję, że Naomi poszła 

gdzieś dalej niż tylko na zakupy do sklepu z pamiątkami jeden pokład 
niżej.
 

– Błagam, Spencer, to ci zajmie pięć minut. Musimy ją dopaść.

 

Spencer westchnęła przeciągle i rozłączyła się. Niecałą minutę 

później odezwał się gong windy, a ona wyszła na korytarz. Miała bladą 
twarz i zmierzwione włosy. Spencer zauważyła, że Hanna badawczo jej się 
przygląda.
 

– Przylepiła mi się guma do włosów. Ledwie mi się udało ją 

background image

wyciągnąć. – Potem pokazała ręką na korytarz. – Pospieszmy się.
 

Hanna weszła do pokoju. Łóżko Naomi było porządnie zaścielone, 

a jej ubrania złożone na sekretarzyku. Hanna rozejrzała się i wreszcie 
zauważyła laptop Naomi pod jej biurkiem. Serce zaczęło jej szybciej bić, 
kiedy go otworzyła. Natychmiast odszukała folder zatytułowany 
„Wakacje”. Otworzyła go, a potem kliknęła na pierwszą ikonkę. Pojawiło 
się to samo zdjęcie, które dostała Aria. Zadanie okazało się 
nadspodziewanie proste.
 

– O Boże – wyszeptała Hanna. – Są tutaj.

 

– Naprawdę? – Spencer podbiegła spod drzwi i spojrzała na ekran. – 

Jezu! Skasuj to!
 

– Już zaraz. – Hanna oznaczyła wszystkie zdjęcia i przeniosła je do 

kosza. – Idź do drzwi i sprawdź, czy ona nie idzie – rozkazała Spencer.
 

Spencer wykonała polecenie, lecz po kilku sekundach znowu 

wróciła. Zajrzała do łazienki Hanny.
 

– Ej, masz fajniejszy prysznic niż ja.

 

– Jak sądzisz, skąd Naomi wzięła te zdjęcia? – wyszeptała Hanna, 

jednocześnie odpowiadając: „Tak” na pytanie komputera, czy jest pewna, 
że chce skasować wybrane zdjęcia.
 

– Chyba już o tym rozmawiałyśmy. Pewnie dostała je od tego, kto 

jest drugim A.
 

– Wiesz, co to oznacza, jeśli ścigają nas dwie osoby? – Hanna 

wolałaby, żeby zdjęcia kasowały się szybciej. – To znaczy, że nienawidzi 
nas ktoś jeszcze. I że ten ktoś też ma zdjęcia. Ten ktoś widział, co się stało 
na Jamajce.
 

– Wiem – odparła Spencer grobowym tonem.

 

– Jak sądzisz, kto to może być?

 

– Hanno, gdybym wiedziała, to nie tkwiłabym po uszy w tym 

szambie! – krzyknęła z desperacją Spencer.
 

Hanna też nie wiedziała, ale zaczęła oswajać się z myślą, że A. to 

więcej niż jedna osoba, i była przerażona. Nawet gdyby przyłapały Naomi 
i udowodniły, że to ona zabiła Gayle, nie byłyby bezpieczne. Wspólnik A. 
dopadłby je i ukarał za wszystkie grzechy.
 

Wreszcie na ekranie pojawił się komunikat, że wszystkie zdjęcia 

zostały usunięte. Co za ulga!
 

– Jasna cholera! – zawołała Spencer. Wyszła z łazienki, trzymając 

butelkę oliwki dla dzieci, środek na przeczyszczenie i dużą paczkę gumy 
do żucia. – Zobacz, co znalazłam w torbie Naomi!
 

– Nie ruszaj jej rzeczy! – syknęła Hanna, zrywając się na równe 

background image

nogi.
 

– Nie widzisz? – Spencer pokazała buteleczki, które trzymała 

w dłoni. – To niezbity dowód na to, że to ona mnie prześladuje! Użyła 
środka na przeczyszczenie, żebym myślała, że się zatrułam. Rozlała 
oliwkę, żebym się poślizgnęła. A to – podniosła w górę paczkę gum – 
przykleiła mi do włosów!
 

– Spence, powinnaś pilnować drzwi! – Hanna zaprowadziła ją na 

korytarz.
 

Potem odłożyła rzeczy Naomi do łazienki i wróciła do komputera. 

Teraz, kiedy już skasowała zdjęcia, musiała znaleźć jakiś dowód na 
ciemne sprawki Naomi, który powiązałby ją z Gayle. Może jakiś e-mail? 
Otworzyła konto Gmail, w nadziei że znajdzie jakąś wiadomość podpisaną 
przez A. Może im się poszczęści i wpadną na trop wspólnika Naomi.
 

Lecz kiedy strona się załadowała, w skrzynce odbiorczej nie znalazła 

żadnych wiadomości. Marszcząc czoło, Hanna kliknęła na kilka innych 
folderów na tym serwerze, ale wszystkie były puste. Korespondencja 
Naomi z Madison zniknęła bez śladu, jakby nigdy nie istniała.
 

background image

 25

 ZAPOMNIJ O KŁOPOTACH I BAW SIĘ NA CAŁEGO

 

 

 

Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, oddech.

 

Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, oddech.

 

Emily dotarła do krawędzi basenu, zrobiła fikołka w wodzie 

i odepchnęła się, płynąc w drugą stronę. Jej ramiona rytmicznie przecinały 
wodę. Jej nogi pracowały z całych sił. W połowie toru musiała opłynąć 
rurę z pianki, a potem zabawkę, która wyglądała jak wielki penis. 
Właściwie o tej porze w basenie nie dało się pływać na czas. Mnóstwo 
osób taplało się w wodzie, korzystając ze słońca na Bermudach. Ale tylko 
pływając na czas, Emily potrafiła się skupić i myśleć, a tego właśnie teraz 
najbardziej potrzebowała. Nie odpowiedziała jeszcze Jordan, czy z nią 
ucieknie, a tymczasem Jeremy właśnie ogłosił, że dobijają do brzegu na 
Bermudach. Wkrótce będzie musiała podjąć decyzję.
 

Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, oddech.

 

Czy naprawdę potrafiłaby opuścić Rosewood na zawsze? Już nigdy 

nie zobaczyłaby rodziny. Czy to bezpieczne, podróżować po świecie 
w towarzystwie kryminalistki? A jeśli ktoś namierzy Jordan i zmusi ją do 
powrotu do Stanów? Co wtedy zrobi ona, Emily?
 

Wyobraziła sobie Tajlandię. Poprzedniego wieczoru obejrzała 

w internecie zdjęcia tamtejszych plaż i zwariowała. Przeczytała mnóstwo 
postów na temat tego kraju i z wszystkich wynikało, że to bardzo 
wyluzowany, czysty, tani i tolerancyjny kraj. „Nikogo nie obchodzi, co tu 
robisz”, napisał ktoś. „Możesz być sobą”, dodał ktoś inny. Przecież 
właśnie tego pragnęła Emily. Właśnie tego nigdy nie zapewniłoby jej 
Rosewood ani drużyna pływacka na Uniwersytecie Północnej Karoliny.
 

Budziłaby się każdego ranka obok Jordan. Chodziłyby na zakupy na 

tajskie targi, podróżowały do odległych, wspaniałych miejscowości 
i zwiedziły cały kraj. Mogłyby uczyć angielskiego, tak jak chciała Jordan.
 

Przed oczami stanęła jej surowa twarz mamy, a potem taty. Później 

pomyślała o Carolyn. Gdyby wyjechała do Tajlandii, musiałaby zostawić 
rodzinę. Chciała tylko, żeby ją kochali, a oni nie potrafili jej tego dać. 

background image

Może lepiej uciec od bólu. Może Jordan zastąpiłaby jej rodzinę.
 

Dopłynęła do końca toru i chwyciła krawędź basenu. Na jednym 

z leżaków zauważyła Hannę i przywołała ją.
 

Hanna, mimo opalenizny, wydawała się blada. Emily widziała, że 

wciąż jest wstrząśnięta tym, co odkryła – i czego nie odkryła – 
w komputerze Naomi.
 

– Co u ciebie? – zapytała Hanna.

 

Emily przesunęła dłonią po krawędzi basenu. Nie potrafiła spojrzeć 

Hannie w oczy.
 

– Co wiesz o Tajlandii?

 

Hanna zmarszczyła czoło.

 

– Słyszałam, że tam jest fajnie, a co?

 

Emily przygryzła wargę.

 

– A gdyby nadarzyła ci się okazja, żeby tam wyjechać i zostawić 

cały ten bałagan, zrobiłabyś to?
 

– No jasne – odparła z przekonaniem Hanna.

 

Nagle Emily poczuła, że jej umysł jest jasny i rozświetlony jak niebo 

na Bermudach. Wyszła z basenu i pobiegła po ręcznik.
 

Hanna poszła za nią.

 

– Zaczekaj. O co chodzi? Jedziesz do Tajlandii?

 

– Oczywiście, że nie – odparła szybko Emily, ale w jej głosie słychać 

było napięcie.
 

Hanna uniosła brwi.

 

– Emily. Co ty knujesz?

 

Emily odwróciła się i przez chwilę patrzyła na przyjaciółkę. Nagle 

przypomniała sobie wszystkie piżamowe imprezy u Ali, w czasie których 
ona i Hanna zasypiały jako ostatnie.
 

– Poszperajmy w albumach ze zdjęciami Ali – wyszeptała kiedyś 

Hanna i w świetle nocnej lampki przewracały strony jakiegoś starego 
albumu. – Na tym zdjęciu nie wygląda aż tak wspaniale – powiedziała 
Hanna, pokazując zdjęcie Ali z czwartej klasy albo Ali bez makijażu 
w bożonarodzeniowy poranek.
 

Choć Hanna desperacko szukała najgorszych zdjęć Ali, dobrze 

wiedziała, że Emily ogląda albumy, żeby zobaczyć Ali w najlepszym 
wydaniu. Dlatego od czasu do czasu pokazywała na fotografię, na której 
ich przyjaciółka wyglądała naprawdę ślicznie.
 

– Ona ma przepiękne oczy, prawda? – mówiła z tęsknotą w głosie. – 

Wygląda jak modelka – dodawała.
 

I robiła to tylko ze względu na Emily.

background image

 

Na wspomnienie tamtej nocy łzy napłynęły Emily do oczu. Tak 

bardzo tęskniłaby za swoimi przyjaciółkami.
 

– Niczego nie planuję – odparła, szybko odchodząc, zanim Hanna 

zdążyła ją zatrzymać.
 

Z głównego pokładu statku widać było przystań na Bermudach. Przy 

windach ustawił się już tłum gotowy do zejścia na ląd. Czy wśród nich 
była Jordan? Czy Emily jeszcze ją złapie?
 

Windy były zbyt zatłoczone, więc Emily na bosaka zbiegła trzy 

pokłady niżej, do swojego pokoju. Otworzyła drzwi i rozejrzała się, ale 
Jordan już wyszła. Gorączkowo włożyła przez głowę sukienkę frotté, 
wyjęła torbę spod łóżka i wrzuciła do niej swoje rzeczy. Zarzuciła bagaż 
na ramię i wyszła, przyłączając się do wszystkich, którzy właśnie schodzili 
na brzeg.
 

Zeszła po schodach i otworzyła drzwi prowadzące na pokład. Trap 

został opuszczony, a mnóstwo osób już czekało, żeby zejść z pokładu. 
Emily stała na palcach i wypatrywała czarnowłosej Jordan. Kiedy jej nie 
zauważyła, serce podeszło jej do gardła.
 

– Jordan!? – zawołała. – Jordan!? – A jeśli się z nią rozminie? Czy 

Jordan wyjedzie bez niej? – Jordan! – zawołała jeszcze raz.
 

– Emily?

 

Emily się odwróciła. Pod tablicą z napisem „WYJŚCIE” stała 

Jordan, w podkoszulku pożyczonym od Emily, w dżinsach, czapeczce 
bejsbolowej i ciemnych okularach.
 

Pod Emily ugięły się nogi. Jordan uśmiechnęła się promiennie, 

z wyraźną ulgą. Emily padła jej w ramiona.
 

– To znaczy, że jedziesz ze mną? – szepnęła Jordan do ucha Emily.

 

– Chyba tak.

 

Jordan zrobiła krok w tył i wyciągnęła telefon z torby.

 

– Będzie fantastycznie – powiedziała podekscytowana, z błyskiem 

w oku. – Obiecuję.
 

Wybrała numer i przystawiła telefon do ucha.

 

– Halo, Jasmine? Chcę zarezerwować dodatkowy bilet do Tajlandii. 

Na nazwisko Fields. Emily Fields. – Przeliterowała je powoli. – Zapłacę 
gotówką na lotnisku, dobrze?
 

Emily otworzyła usta, gotowa powiedzieć, że dołoży się do biletu, 

lecz nagle zdała sobie sprawę, że nie ma tyle pieniędzy. Nie wiedziała, 
skąd Jordan ma taką kwotę, ale chyba nie chciała tego wiedzieć.
 

Kolejka do trapu poruszała się powoli. Emily chwyciła Jordan za 

rękę, żeby nie zgubić jej w tłoku. Kiedy zbliżały się do wyjścia, Emily 

background image

widziała za drzwiami przystań. Słońce świeciło tak jasno, że musiała 
osłonić oczy. Kiedy przyszła ich kolej, Jordan pierwsza wyszła na pomost 
wiodący na brzeg. Emily poszła za nią, z bijącym sercem. Jordan 
zatrzymała się nagle w połowie pomostu. Emily wpadła na nią.
 

– Co się stało? – zapytała Emily.

 

Tłum mijał je, jak woda opływająca kamienie w potoku.

 

Jordan zbladła jak ściana. Wpatrywała się w wodę. Emily 

wyciągnęła szyję, żeby też na to popatrzeć. Tuż przy statku zacumowała 
łódź motorowa. Kilku bardzo poważnych mężczyzn w mundurach 
wychodziło z niej na brzeg. Jeden rozmawiał przez krótkofalówkę. Drugi 
miał chyba kaburę z pistoletem. Na burcie łodzi widniał emblemat FBI.
 

Emily zasłoniła usta dłonią. Jak sparaliżowana obserwowała agentów 

pospiesznie idących wzdłuż przystani w kierunku statku. Nagle usłyszała 
wyraźnie, jak jeden z nich mówi do krótkofalówki: „Katherine DeLong”.
 

Jordan odwróciła się i wbiła wzrok w Emily.

 

– To ty po nich zadzwoniłaś?

 

– Oczywiście, że nie! – zawołała Emily, otwierając szeroko oczy. – 

Wiesz, że nie zrobiłabym ci czegoś takiego!
 

– Wiem – przyznała. – Ale... nie rozumiem. Tylko ty wiesz, kim 

naprawdę jestem.
 

Żołądek Emily zacisnął się w supeł. Nie ona jedna znała prawdę. 

Ktoś dowiedział się o wszystkim już jakiś czas temu. Emily powinna była 
ostrzec Jordan zaraz po przeczytaniu pierwszej wiadomości od A., ale była 
zbyt samolubna.
 

Agent FBI tak szybko przemierzył przystań, że aż poczerwieniał. 

Jordan mocno chwyciła Emily za rękę.
 

– Chodź – wycedziła przez zęby. – Musimy im uciec.

 

Zaciągnęła Emily z powrotem na statek i razem wbiegły na klatkę 

schodową. Przeskakiwały po dwa schody, pędząc w górę. Emily z 
początku ciągnęła za sobą ciężką torbę, ale potem porzuciła ją na 
schodach, bo tylko utrudniała im ucieczkę. Wreszcie zatrzymały się na 
piątym pokładzie, na którym znajdował się teatr i kilka restauracji. Przy 
bufecie stała długa kolejka, a kilka osób składało zamówienia w barze 
kanapkowym.
 

Jordan pędem minęła kolejkę i skręciła za rogiem, biegnąc 

w kierunku kajut pierwszej klasy. Usłyszały za sobą jakiś łomot.
 

– Stać, natychmiast! – zakrzyknął ktoś.

 

Emily instynktownie zwolniła. Dwaj agenci wybiegli z klatki 

schodowej i pognali za Jordan. Wszyscy ludzie stojący w kolejce do 

background image

bufetu odwrócili się i gapili na pościg. Ktoś upuścił talerz. Jakaś 
dziewczyna wrzasnęła ze strachu.
 

Emily miała nogi jak z ołowiu. Wiedziała, że za kilka sekund agenci 

złapią Jordan. I ją też.
 

Spojrzała na Jordan i skarciła się w myślach za to, że w ogóle o tym 

pomyślała. Jordan uśmiechnęła się do niej ze smutkiem w oczach.
 

– Nie martw się – powiedziała cicho. – Odejdź. Udawaj, że nigdy 

wcześniej mnie nie widziałaś.
 

– Nie! – zawołała Emily, zawstydzona tym, że Jordan doskonale 

wyczuła, co przeszło jej przez głowę. – Nie zostawię cię tutaj!
 

Ale Jordan już podbiegła do balustrady.

 

– Panno DeLong, proszę się zatrzymać! – zawołał wyższy agent.

 

Jordan chwyciła się balustrady z determinacją w oczach. Miała dziki 

wyraz twarzy, jak osaczone zwierzę szukające drogi ucieczki. Wszyscy 
w kawiarni gapili się na nią. Nagle stanęła na balustradzie. Przez chwilę 
balansowała na krawędzi, wpatrując się w rozkołysane fale. Wtedy Emily 
zrozumiała, co Jordan chce zrobić.
 

– Nie! – krzyknęła, próbując złapać Jordan.

 

Ale było już za późno. Ciało Jordan zniknęło za barierką, a po kilku 

sekundach rozległ się plusk. Wszyscy podbiegli do balustrady. Turkusowe 
morze uderzało miarowo o burtę. Na powierzchni unosiły się wielkie 
wodorosty.
 

„Błagam cię, wypłyń na powierzchnię”, powtarzała w myślach 

Emily, szukając wzrokiem Jordan. Nie zobaczyła jej.
 

– Co się z nią stało? – zapytał ktoś za nią.

 

– To był skok z wysoka – powiedział ktoś. – Możliwe, że nie 

przeżyła.
 

Agenci już zbiegali po schodach do swojej łodzi. Emily ściskała 

kurczowo balustradę, wypatrując Jordan. Na wodzie unosiła się paskudna, 
brunatna piana. Z fal wyskoczyła ryba. Ale po Jordan nie było ani śladu.
 

Co najmniej setka osób stała przy balustradzie, czekając, aż Jordan 

się wynurzy. Emily miała ochotę na nich nawrzeszczeć, kazać im się 
odsunąć. Jak to się mogło stać? Kto mógł zawiadomić policję? Nagle ją 
oświeciło. Przecież tylko jedna osoba mogła zrobić coś takiego.
 

Jak na komendę odezwał się jej telefon. Emily wyciągnęła go 

z torebki i spojrzała na niego z gniewem. Wiedziała, że ta wiadomość 
rozzłości ją nie na żarty.
 

Ups! Czyżby mój telefon na policję wywołał falę nieprzewidzianych 

wypadków? Przepraszam, Em!

background image

 
 

background image

 26

 NA ZAKRĘCIE

 

 

 

Po południu, nadal z małym kawałkiem gumy we włosach i z obolałą 

kostką, Spencer siedziała w kutrze rybackim z pozostałymi uczestnikami 
kursu nurkowania. Płynęli w stronę kilku naturalnie uformowanych 
zatoczek w niezamieszkanej części wyspy. Skały wyglądały na śliskie 
i mokre, a przed nimi rozciągało się puste turkusowe morze. Miejsce było 
piękne, lecz dziwnie opustoszałe.
 

Tim wyłączył silnik.

 

– Na sam koniec zaplanowałem nurkowanie w najbardziej 

malowniczym miejscu. Rafa koralowa w tej zatoczce jest doskonale 
zachowana i idealnie zdrowa. Przyjrzyjcie się pływającym wokół nich 
ustniczkom. To ich ulubione miejsce. Wszyscy gotowi?
 

Uczestnicy kursu powiedzieli chórem „tak” i na polecenie Tima 

sprawdzili dokładnie, czy dobrze założyli maski i czy otworzyli butle 
z tlenem. Kiedy skończyli, Tim spojrzał na Spencer.
 

– Chcecie z Reeferem zejść pierwsi pod wodę?

 

Reefer. Spencer spojrzała niego. Siedział po drugiej stronie łodzi, 

obok Naomi, i celowo unikał wzroku Spencer. Nie odezwali się do siebie 
ani słowem, od kiedy Spencer z nim zerwała. Miała ochotę opuścić 
ostatnie zajęcia z nurkowania, ale to by oznaczało, że nie zaliczy kursu. 
I choć jej przyszłość w Princeton wydawała się zagwarantowana, nie miała 
ochoty dać A. okazji do ponownego zniweczenia jej planów.
 

A., czyli Naomi. Spencer wbiła w nią wzrok, gdy ta zaborczo 

trzymała Reefera za rękę. „Szczęśliwa? – cisnęło jej się na usta. – Dostałaś 
to, czego chciałaś. Jak zawsze”.
 

Ale nie powiedziała tego na głos, tylko posłała Timowi napięty 

uśmiech.
 

– A mogłabym nurkować z Kirsten?

 

Tim spojrzał na Kirsten, która siedziała obok swojej partnerki, 

dziewczyny o imieniu Jessica.
 

– Nie ma sprawy – powiedziała Jessica, a Kirsten wstała i wzięła 

background image

swoje płetwy.
 

– Proszę tylko, żebyście nie oddalały się od grupy, dobrze? – 

powiedział Tim, kiedy odsunął się, żeby dziewczyny mogły wskoczyć do 
wody. – Tutejsze prądy morskie bywają niebezpieczne. Nie chcę, żeby 
kogoś porwały.
 

Ktoś podniósł rękę z tyłu łodzi.

 

– Słyszałem, że w zatoczce nieopodal jest jeszcze fajniejsza rafa 

koralowa – powiedział krótkowłosy chłopak z kolczykiem w brwi. – 
Możemy tam też razem popłynąć?
 

– Zdecydowanie nie. – Tim zmarszczył brwi. – Rafy w tamtych 

zatoczkach są bardzo ostre i można się poważnie zranić. Poza tym tam jest 
bardzo głęboko i niebezpiecznie dla nowicjuszy. Nurkujcie tylko 
w miejscach, w których będę mógł was widzieć, dobrze?
 

Spencer westchnęła. To oznaczało, że musiała przez cały czas 

oglądać Reefera i Naomi.
 

Wzięła maskę do nurkowania z plastikowego pudła i założyła ją. 

Potem razem z Kirsten usiadły na burcie, odliczyły do trzech i tyłem 
wskoczyły do morza.
 

Gdy Spencer zapadała się coraz głębiej i głębiej, woda przyjemnie 

chłodziła jej skórę. Otworzyła oczy, zaczerpnęła powietrza i rozejrzała się. 
Wokół niej przemykały tropikalne ryby. Wodorosty przypominające 
smukłe palce tańczyły elegancko. Kilka metrów dalej zauważyła Kirsten 
i pomachała do niej. Kirsten pokazała na butlę Spencer i uniosła brwi. Jako 
partnerki miały się nawzajem pilnować. Ale Spencer pokręciła głową. 
Były w wodzie dopiero od kilku minut. Nie musiały jeszcze kontrolować 
sprzętu. Potrzebowała tylko paru chwil samotności. Zaczęła płynąć 
w stronę zatoczki, o której mówił chłopak na łodzi. Chciała sprawdzić, jak 
jest głęboka. Do diabła z zasadami.
 

Widziała, jak wszyscy zeskakują z łodzi do wody, włącznie z Naomi 

i Reeferem. Kiedy Tim się odwrócił, odpłynęła od grupy i przez kilka 
minut słyszała tylko swój własny, mechaniczny, miarowy oddech. Przed 
jej oczami unosiły się bąbelki powietrza. Obok przepłynęła ławica małych 
rybek w neonoworóżowym kolorze, a za nimi ruszyła żylasta płaszczka. 
Spencer popłynęła tak głęboko, że wreszcie zobaczyła rafę.
 

Kiedy się rozluźniła, nagle nawiedziło ją dawne wspomnienie. Na 

początku szóstej klasy, kiedy rodziny Hastingsów i DiLaurentisów 
zaprzyjaźniły się z sobą, wszyscy wyjechali razem na długi weekend do 
domów letniskowych w Longboat Key na Florydzie. Ali i Spencer brały 
udział w kursie nurkowania. Gdy szły po przystani, Ali szturchnęła ją 

background image

i pokazała na chłodną jak lód blondynkę prowadzącą grupę dziewczyn.
 

– Przez moment się bałam, że to Naomi Zeigler – wyszeptała. – Jej 

rodzina też ma tutaj willę.
 

Spencer spojrzała na Ali.

 

– Czemu przestałaś się z nią przyjaźnić?

 

– Pokłóciłyśmy się – odparła krótko Ali, poprawiając sznureczki 

bikini.
 

– O co? – zapytała Spencer.

 

Ali wzruszyła ramionami.

 

– Już ona wie, co zrobiła.

 

Nie powiedziała ani słowa więcej. Teraz Spencer wiedziała, że wtedy 

rozmawiała z Courtney, dziewczyną, która nigdy nie poznała Naomi. 
I nigdy się z nią nie pokłóciła. Naomi nie zrobiła jej nic złego.
 

A może jednak? Courtney mówiła o Naomi z takim chłodem, z taką 

nienawiścią. Tego nie potrafiłaby zagrać nawet najlepsza aktorka. Może 
zaraz po przyjeździe do Rosewood zorientowała się, że Naomi to 
niebezpieczna osoba? Może Spencer nie znała wszystkich szczegółów 
tamtej historii?
 

Nagle, kiedy przesunęła palcem po koralowcu, poczuła w głowie 

ostry ból. Odwróciła się, myśląc, że ktoś ją uderzył, ale w pobliżu nie było 
nikogo, nawet najmniejszej rybki. Zamknęła oczy, bo nagle zakręciło się 
jej w głowie. Kiedy próbowała zaczerpnąć powietrza, jej płuca się nie 
napełniły. Zeszła za głęboko? Dopadała ją choroba dekompresyjna?
 

Próbowała jeszcze raz nabrać powietrza, ale nie mogła oddychać. 

W panice usiłowała poprawić maskę do nurkowania. Może była 
nieszczelna w okolicy ust. Maska była jednak dobrze zamocowana, 
a Spencer nie mogła oddychać. Serce zaczęło jej mocno bić. Próbowała 
wypłynąć na powierzchnię, lecz jej ręce i nogi były ciężkie jak z ołowiu. 
Jeszcze raz sprawdziła wskaźnik poziomu tlenu. Butla była pełna. Spencer 
nie rozumiała, dlaczego nie może zaczerpnąć powietrza.
 

Kiedy bezskutecznie próbowała wziąć oddech, przyszła jej do głowy 

pewna myśl. Już słyszała o takich wypadkach. Można tak ustawić 
wskaźnik, żeby pokazywał właściwy poziom tlenu, choć butla jest pusta. I 
z pewnością to właśnie się stało. Wiedziała też, kto maczał w tym palce. A.
 

Spencer spojrzała w dal i zobaczyła Naomi razem z pozostałymi 

nurkami. Rozlanie oliwki i podpiłowanie nóg łóżka było dziecinną zabawą 
w porównaniu z tym numerem. Oczywiście Naomi nadal jej nienawidziła! 
I pomyśleć, że Spencer poczuła się bezpieczna, bo zerwała z Reeferem!
 

– Mmm! – zawołała, ale woda pochłonęła jej głos.

background image

 

Zobaczyła mroczki przed oczami. Wierzgała rękami i nogami, 

wołając cicho o pomoc, ale pozostali nurkowie byli za daleko, żeby ją 
zauważyć. Próbowała podpłynąć w górę, ale teraz poczuła płomienie 
w płucach. Potrzebowała powietrza.
 

– Mmm! – zawołała jeszcze raz, machając rękami.

 

Lecz wszyscy koledzy byli odwróceni do niej tyłem. Poczuła, jak 

oczy same jej się zamykają, głowa odchyla się do tyłu, a ciało robi się 
ciężkie. Pochłaniała ją ciemność, coraz mniej widziała. Jej noga uderzyła 
o skałę, ale Spencer nie mogła się ruszyć. Nie miała siły. Nadszedł koniec, 
a ona nie potrafiła się dalej bronić.
 

Spłynęło na nią ciepło i poddała się grawitacji. Już nie słyszała 

swojego oddechu. Poruszyła oczami, nie otwierając ich. Naraz zobaczyła, 
jak zbliża się do niej światło i wypełnia jej pole widzenia...
 

Nagle poczuła, jak powietrze wdziera się do jej płuc. Otworzyła 

oczy. Zakaszlała gwałtownie, a słona woda wypłynęła jej nosem. Czuła 
pieczenie w nozdrzach. Znowu leżała na pokładzie łodzi. Reefer siedział 
nad nią, miał mokre usta i patrzył na nią z ulgą.
 

– O Boże – westchnął. – Nic ci nie jest?

 

Spencer próbowała mówić, lecz tylko zakaszlała. Przewróciła się na 

bok i leżała tak, póki woda nie wypłynęła jej z uszu. Przez ułamek 
sekundy wydawało się jej, że Reefer ją całuje, że ich rozstanie tylko jej się 
przyśniło. Nagle jednak pamięć wróciła.
 

– Co... się stało? – zapytała schrypniętym głosem.

 

– Zaczęłaś tonąć – powiedział Reefer. – Zauważyłem to 

i wyciągnąłem cię na powierzchnię, a potem zrobiłem ci sztuczne 
oddychanie metodą usta-usta. Tim sprawdził twój wskaźnik. Nie miałaś 
tlenu w butli.
 

Poczuła ciarki na plecach. Rozejrzała się w tłumie, który otaczał ją 

na łodzi, i zobaczyła z tyłu Naomi, która spoglądała to na Spencer, to na 
Reefera. Tak mocno zacisnęła usta, że prawie nie było ich widać, a jej oczy 
zrobiły się duże i okrągłe. Wyglądała na wstrząśniętą, pewnie dlatego że 
Reefer pocieszał Spencer.
 

A może dlatego, że jej plan zabicia Spencer spalił na panewce.

background image

 27

 NIESPODZIANKA!

 

 

 

Kilka godzin później Aria przejrzała się w dużym lustrze niedaleko 

hali widowiskowej. Miała na sobie skąpe bikini, które wcześniej włożyła 
na pierwszą lekcję pływania z Noelem, spódniczkę z trawy, kilka nitek 
korali i sznurowane sandały. Jako ostatni akcent wsunęła za ucho kwiat.
 

Rozejrzała się w lobby sali teatralnej. Minęła ją dziewczyna ze 

sztalugami pod pachą. Kilka osób niosło futerały na instrumenty. Jeremy, 
jak zawsze w okularach w kształcie gwiazdek, przeszedł obok. Wyglądał 
na wyczerpanego. Dwóch mężczyzn w garniturach i kobieta w sukni 
balowej, zapewne sędziowie, szli za nim. Wszyscy rozmawiali 
z ożywieniem, w pomieszczeniu panowała odświętna atmosfera konkursu. 
Pod sufitem unosiły się setki balonów, a na podłodze widać było gwiazdy, 
jak w hollywoodzkiej Alei Sławy.
 

Dostrzegła Noela przed jednym z wejść do audytorium i o mało nie 

wybuchła śmiechem. Miał obszerny, lśniący dres i kilka łańcuchów na 
szyi. Podbiegła do niego.
 

– Wyglądasz bardziej jak nauczyciel WF-u niż raper!

 

Noel włożył czapeczkę bejsbolową na bakier i założył ręce na piersi, 

jak raper gangsta z krwi i kości.
 

– Tylko poczekaj, jak usłyszysz nasze rymy. Razem z Mikiem 

pokażemy wszystkim klasę.
 

– Kiedy wchodzicie? – zapytała Aria.

 

– O wpół do ósmej? A ty?

 

Aria sprawdziła w telefonie. Jak wszyscy uczestnicy, dostała plan 

całego konkursu.
 

– O siódmej – powiedziała. – Wydaje mi się, że występujemy jako 

jedne z pierwszych. – Dochodziło wpół do siódmej.
 

Noel wziął ją pod rękę.

 

– Chodźmy coś zjeść.

 

Weszli do audytorium i między rzędami krzeseł podeszli pod scenę, 

gdzie ustawiono bar i stoły z jedzeniem. Usunięto kilka rzędów krzeseł, a 

background image

w ich miejscu pojawił się prowizoryczny parkiet do tańca. Kiedy Noel 
i Aria mijali kilka dziewczyn ćwiczących choreografię cheerleaderek, Aria 
jeszcze raz wybrała numer telefonu Emily. Znowu włączyła się poczta 
głosowa. Już trzeci raz w ciągu kilku godzin bezskutecznie próbowała 
połączyć się z Emily. Przypomniał się jej raport telewizyjny, który 
widziała, wychodząc z pokoju. „MŁODOCIANA ZŁODZIEJKA 
WYSKAKUJE ZE STATKU PASAŻERSKIEGO NA BERMUDACH!”, 
krzyczał napis u dołu ekranu. „AGENCI FBI PRZESZUKUJĄ ZATOKĘ”. 
To wyjaśniało, dlaczego na przystani cumowały łodzie FBI, kiedy ostatnim 
razem Aria wyglądała przez okno. Najwyraźniej ta dziewczyna nie zeszła 
ze statku w poprzednim porcie, jak twierdziła Emily.
 

Kiedy Aria usłyszała sygnał poczty głosowej, nagrała wiadomość.

 

– Em, jestem na konkursie talentów. Mam nadzieję, że wszystko gra 

i nie zrezygnowałaś z występu. Zadzwoń, jak tylko odsłuchasz tę 
wiadomość.
 

Włożyła telefon do torebki, a potem spojrzała na rozgorączkowany 

tłum uczestników. Nie widziała w nim ani Spencer, ani Hanny.
 

Noel wziął pusty talerz i stanął w kolejce do stolików, na których 

ustawiono mnóstwo srebrnych pater z jedzeniem.
 

– Gdzie Graham?

 

Aria odwróciła wzrok, czując skurcz żołądka.

 

– Nie wiem.

 

Noel uniósł brwi.

 

– Myślałem, że się kumplujecie.

 

Aria wygładziła swoją spódniczkę z trawy.

 

– Poszukiwanie skarbów się skończyło. Chyba jednak nie łączyło nas 

aż tak wiele, jak nam się wydawało.
 

– A pomogłaś mu zdobyć tę dziewczynę, o której mówiłaś?

 

Czuła na sobie wzrok Noela, który chciał zrozumieć, co tak 

naprawdę Aria próbowała mu powiedzieć. Pewnie powinna powiedzieć 
mu prawdę, przecież zawarli układ, ale gdyby się dowiedział, że jakiś facet 
o mało nie chwycił jej za biust, pewnie trafiłby go szlag, a może nawet 
posunąłby się do rękoczynów. Lepiej, żeby myślał, że po prostu przestała 
interesować się Grahamem. Niestety, to kłamstwo było o wiele piękniejsze 
niż prawda. Nadal bolały ją mięśnie na karku po tym, jak Graham 
przyciągnął ją do siebie. Zobaczyła w wyobraźni jego rozgniewaną twarz, 
a jej żołądek się skurczył, gdy przypomniała sobie, jak gonił ją po 
schodach.
 

– Witam wszystkich imprezowiczów! – zawołał Jeremy ze sceny. Za 

background image

nim tłoczyło się kilku chłopaków w podkoszulkach z tras koncertowych 
i podartych dżinsach, ustawiając sprzęt. – Wiem, że jeszcze rozkładamy 
sprzęt, ale żeby wprowadzić was w dobry nastrój, przygotowałem dla was 
wielką niespodziankę. Dołączył do nas specjalny gość, żeby wykonać dla 
nas kilka piosenek na rozgrzewkę przed konkursem. Bez zbędnych 
wstępów proszę o oklaski dla... Wegańskiego Wschodu Słońca!
 

Aria pytająco spojrzała na Noela. Nigdy nie słyszała o tej grupie. 

Tłum zaklaskał niemrawo, wszyscy spoglądali po sobie zdezorientowani. 
Lecz kiedy czterej członkowie zespołu wyszli na scenę i zaczęli grać 
rockową wersje When I Come Around, wszyscy wzruszyli ramionami 
i zaczęli tańczyć.
 

Kolejka do bufetu stopniowo się zmniejszała i wreszcie Aria 

z Noelem napełnili talerze. Aria jeszcze kilka razy sprawdziła telefon, ale 
ani Spencer, ani Emily nie odpowiedziały. Impreza się rozkręcała, a tłum 
był coraz bardziej podekscytowany. Nagle obok Arii jak spod ziemi 
wyrosła jakaś dziewczyna i łokciem wytrąciła jej talerz z ręki. Kiedy Aria 
schyliła się po niego, poczuła, jak wykręca się jej kostka i po chwili leżała 
jak długa. Czuła, że się przewraca, ale nie mogła złapać równowagi, i 
w mgnieniu oka znalazła się na podłodze, z wegetariańskim makaronem 
we włosach. Nagle usłyszała brzęk. Wydawało się jej, że to widelec 
uderzył o posadzkę, ale kiedy podniosła głowę, zauważyła, że to jej 
medalion. Spadł na podłogę i otworzył się.
 

– Nic ci się nie stało? – zapytał Noel, wyciągając rękę, by pomóc 

Arii wstać.
 

– Nie – odparła Aria, zbierając jedzenie z podłogi i wrzucając je do 

najbliższego kubła na śmieci.
 

Przyjrzała się medalionowi. Na zdjęciu zobaczyła dwie 

uśmiechnięte, przytulone do siebie blondynki. Wytężyła wzrok i nagle 
uświadomiła sobie, że zna te dziewczyny. Ta po prawej miała okrągłą 
twarz, wielkie, niebieskie oczy i ledwie widoczną bliznę po oparzeniu na 
szyi. Tabitha.
 

Aria spojrzała na dziewczynę po lewej. Powoli jej wzrok przesuwał 

się po sercowatej twarzy, ogromnych niebieskich oczach. Zrobiła krok 
w tył. Nie. To niemożliwe.
 

Odsunęła medalion od siebie, ale i tak wydawało się jej, że 

dziewczyna ze zdjęcia jej się przygląda. Ten zjadliwy, triumfalny 
uśmieszek prześladował Arię przez lata. Krzyk uwiązł jej w gardle. Nagle 
poczuła, że nie może oddychać.
 

Ali.

background image

 

– Aria?

 

Podniosła wzrok i zamrugała. Kilka kroków od niej stał Noel 

i badawczo się jej przyglądał. Posłała mu napięty, nerwowy uśmiech 
i czym prędzej zamknęła medalion. Zameczek się zepsuł i medalion 
znowu się otworzył. Aria jeszcze raz popatrzyła na zdjęcie. Nie wierzyła 
własnym oczom. Na pewno jej umysł ją zwodził. Próbowała zamknąć 
medalion i znów spojrzała na jego wierzch. W mocnym świetle 
scenicznych reflektorów zobaczyła, że ta niewyraźna litera to nie I ani J, 
tylko T.
 

T jak Tabitha?

 

Nagle ją oświeciło. Z bijącym sercem wyciągnęła telefon, weszła na 

stronę upamiętniającą Tabithę Clark i na głównej stronie przyjrzała się 
zdjęciu. To na nim po raz pierwszy zobaczyła ten medalion. Miała go na 
szyi Tabitha tuż przed śmiercią.
 

Podniosła wisiorek.

 

– Tak właściwie, to gdzie go znalazłeś?

 

Noel spojrzał na nią zdezorientowany.

 

– Mówiłem ci, na plaży na St. Martin. Czemu pytasz?

 

Myśli Arii rozpierzchły się jak stado ptaków.

 

– To niemożliwe – wyszeptała.

 

To nie mógł być zbieg okoliczności. Czy Noel znalazł medalion 

podłożony przez A.? Poza tym zdjęcie świadczyło o tym, że Tabitha 
przyjaźniła się z Ali.
 

Chciała zrobić krok, ale nogi się pod nią uginały.

 

– Ario? – Noel dotknął jej ramienia. – Co się dzieje?

 

– Muszę... – powiedziała słabym głosem.

 

Chwiejnym krokiem ruszyła do wyjścia. Odezwał się jej telefon. To 

był Graham. Aria w panice odrzuciła rozmowę i wybrała numer Spencer. 
Dodzwoniła się jednak do poczty głosowej.
 

– Gdzie się podziewasz? – zapytała zniecierpliwionym głosem zaraz 

po sygnale. – Musimy pogadać.
 

Bała się powiedzieć więcej przez telefon, więc się rozłączyła 

i ruszyła przed siebie. Zadzwoniła do Emily, która również nie odebrała. 
Hanna też się nie odzywała. Przeszła między krzesłami na widowni, 
podbiegła do windy i kilka razy nacisnęła guzik przywołujący kabinę 
zmierzającą w górę.
 

– Ario?

 

Odwróciła się. Obok okna stał Graham i wpatrywał się w nią.

 

– Minęłaś mnie bez słowa – powiedział z irytacją. – Dlaczego nie 

background image

odebrałaś, jak dzwoniłem? Musimy porozmawiać.
 

– Ja...

 

Urwała i spojrzała na medalion w dłoni. Graham też na niego patrzył. 

Zmarszczył brwi. Zacisnął wargi i nagle wyciągnął rękę i dotknął jej 
nadgarstka. Westchnęła i zacisnęła palce, ale było za późno. Oczywiście 
Graham rozpoznał wisiorek należący kiedyś do jego dziewczyny. Pewnie 
już wcześniej go zauważył.
 

– M-mogę ci wszystko wyjaśnić – wyjąkała Aria.

 

Graham przeszywał ją wzrokiem.

 

– Naprawdę?

 

Miał czerwone policzki i wściekłe spojrzenie. Nagle zaświtała jej 

przerażająca myśl, która przysłoniła wszystkie inne: „On wie, co 
zrobiłam”.
 

To miało sens. Graham wcale nie chciał jej wyznać miłości, tylko 

skonfrontować się z morderczynią swojej dziewczyny.
 

Odwróciła się, desperacko szukając drogi ucieczki. W oddali jarzył 

się czerwony napis: „WYJŚCIE”.
 

– Ario! – zakrzyknął Graham, rzucając się w pogoń.

 

Chwycił ją za ramię i mocno je ścisnął. Jego palce parzyły ją jak 

rozgrzane żelazo. Krzyknęła i wyrwała mu się, popchnęła ciężkie drzwi 
i zeszła po schodach. Nigdy nie schodziła niżej niż na pokład z salą 
teatralną i nie znała zupełnie tej części statku. Zobaczyła drzwi z napisem: 
„ZAKAZ WSTĘPU”.
 

Słyszała kroki Grahama na półpiętrze.

 

– Ario, wracaj! – krzyczał.

 

Pomimo zakazu otworzyła drzwi do wielkiej i pustej maszynowni 

statku. Bojlery prychały. Klimatyzatory mruczały monotonnie. Pozostałe 
urządzenia grzechotały i posykiwały. Pomieszczenie oświetlały nieliczne 
lampy. Aria zobaczyła plątaninę długich korytarzy. Nie było tu żywej 
duszy.
 

Usłyszała, jak za jej plecami otwierają się drzwi.

 

– Ario! – zawołał Graham, a echo niosło jego głos.

 

Aria próbowała ukryć się za bojlerem, ale Graham ją dostrzegł 

i zaczął biec z czerwoną twarzą, ciężko dysząc i zaciskając zęby.
 

Odwróciła się, jakby chciała prosić kogoś o pomoc, ale przecież była 

tu sama jak palec. Desperacko szukała jakiejś kryjówki. Obok dziwnych 
maszyn podobnych do zmywarek zobaczyła drzwi z napisem: „DLA 
PERSONELU”. Podbiegła do nich i otworzyła je. W tym pomieszczeniu 
było mnóstwo rur, monitorów i następnych bojlerów. Panował tu 

background image

ogłuszający hałas, który przypominał jej warkot motocykla. Ktoś nacisnął 
klamkę, a Aria całym ciężarem ciała naparła na drzwi, próbując 
zablokować zamek. Po policzkach płynęły jej łzy przerażenia.
 

– Ario, do cholery, nie możesz ukrywać się w nieskończoność! – 

Graham walił pięścią w drzwi.
 

– Błagam! – skamlała Aria. – Idź sobie, proszę.

 

– Nigdzie nie pójdę, dopóki... – Silnik zakaszlał. Graham 

przekrzykiwał huk maszyn. – Muszę!... Muszę...
 

– Po prostu daj mi spokój! – łkała Aria. – Przepraszam, dobra? 

Przepraszam! Nie chciałam jej tego zrobić! Tak strasznie się bałam! 
Wszystkie się bałyśmy!
 

– Nie możesz... ja... on... i... – Głos wściekłego Grahama z trudem do 

niej docierał. Słyszała tylko pojedyncze słowa. – ... obserwować cię!
 

– Błagam, odejdź! – krzyczała Aria. – Powiedziałam, że 

przepraszam! Daj mi spokój!
 

– ... jest zdjęcie! – krzyczał dalej Graham. – ... obserwować cię!

 

Aria poczuła, jak krew ścina się jej w żyłach. Pewnie Graham miał 

na myśli zdjęcie, na którym Aria spycha Tabithę z tarasu. Może on zrobił 
to zdjęcie. I dlatego teraz próbował powiedzieć Arii, że ją obserwował.
 

W jej głowie kłębiły się myśli, których nie potrafiła uporządkować. 

A jeśli Graham miał fioła na punkcie Tabithy i nie pozwolił jej odejść, 
choć ona go rzuciła? Może pojechał za nią na Jamajkę, żeby odbudować 
ich związek. Może bez jej wiedzy robił jej zdjęcia i zaczaił się na plaży, 
żeby sfotografować Tabithę na tarasie, na dachu kurortu. Ale zamiast 
zobaczyć swoją byłą dziewczynę w otoczeniu nowych przyjaciółek, stał 
się świadkiem zabójstwa. A kiedy Tabitha spadła na piach, zrobił jej 
zdjęcie. I może to on zdjął jej medalion i podrzucił Noelowi. Tylko 
dlaczego nie poinformował od razu obsługi kurortu o wypadku? Może 
chciał sam się zemścić? No i... został A.
 

Aria zaczęła się trząść. Czy to możliwe? Nie słuchała ostrzeżeń 

przyjaciółek, nie wierzyła im, gdy twierdziły, że Graham ma motyw, a ona 
lojalnie stała za nim murem i go usprawiedliwiała. Tymczasem on 
naprawdę miał motyw. Być może po wypadku Madison skontaktował się 
z Naomi i uczynił z niej swoją wspólniczkę.
 

Mógł być mordercą, bezwzględnym prześladowcą. A teraz Aria była 

uwięziona w tym pomieszczeniu i od Grahama dzieliły ją tylko cienkie 
drzwi.
 

Graham z całych sił walił pięściami i kopał w drzwi. Aria zamknęła 

oczy, lecz wtedy zobaczyła przed sobą przerażoną twarz Tabithy 

background image

spadającej z dachu. Wyobraziła sobie jej martwe ciało na piasku, 
obmywane przez fale przypływu. Aria była potworem. Graham miał prawo 
się na nią wściekać. Nie zasłużyła jednak na karę, która spotkała ją za 
sprawą A.
 

Bum!

 

Aria krzyknęła i zakryła głowę. Huk rozległ się gdzieś blisko, a całe 

pomieszczenie wibrowało. Nad jej głową zamigotało światło, a wokół 
słyszała brzęk metalu. Wypuściła powietrze z płuc i popatrzyła przez 
palce. Czy coś wybuchło? W powietrzu unosił się swąd spalonego prochu 
i tlących się przewodów. Jak w czasie pokazu sztucznych ogni. A może 
eksplodowała bomba zrobiona domowym sposobem. Włączył się alarm 
przeciwpożarowy. Po minucie głośnik zachrobotał i rozległ się głos 
Jeremy’ego.
 

– Uwaga, uwaga! Musimy ewakuować wszystkich pasażerów! 

Proszę w spokoju udać się do łodzi ratunkowych!
 

Ewakuować? Serce Arii waliło jak młotem. Nie zamierzała nawet 

otworzyć drzwi.
 

Przekrzywiła głowę, nasłuchując, czy Graham znowu zacznie się 

dobijać. Minęło kilka sekund, minuta... Wreszcie Aria uchyliła drzwi. Nad 
jej głową paliło się oświetlenie alarmowe. Pomieszczenie wypełniało się 
gęstym dymem. Przewrócił się bojler. Na podłodze leżało mnóstwo 
metalowych odłamków. Zewsząd wydobywał się ciemny dym, a płomienie 
sięgały sufitu. Do eksplozji doszło właśnie tutaj.
 

Krzyknęła i otworzyła drzwi. Musiała się stąd wydostać. Rozejrzała 

się w poszukiwaniu Grahama, spodziewając się, że zaraz ją złapie. Ale 
kiedy próbowała dostrzec coś w gęstym dymie, zdała sobie sprawę, że 
Grahama tu nie ma.
 

background image

 28

 NAJPIERW KOBIETY I DZIECI

 

 

 

Emily szła w tłumie w stronę klatki schodowej, a dym parzył jej nos. 

Nad nią jarzyły się światła alarmowe. Niektórzy wykrzykiwali coś na 
temat dziwnej eksplozji, śmiali się histerycznie albo nerwowo żartowali, 
udając, że biorą udział w katastrofie „Titanica”. Chociaż pierwszego dnia 
rejsu odbyło się spotkanie dotyczące bezpieczeństwa na statku, nikt nie 
pamiętał, gdzie znajdują się szalupy ratunkowe.
 

– Uwaga, uwaga! – zakrzyknął Jeremy przez megafon. – Jeśli ktoś 

odłączy się od grupy, pamiętajcie, że punkt zborny znajduje się w hotelu 
Royal Arms w Hamilton na Bermudach.
 

Jeremy powtórzył tę informację jeszcze trzy razy. Kiedy Emily 

czekała w kolejce do schodów, spojrzała na niebo. Nad jej głową leciał 
samolot z lotniska na Bermudach, znajdującym się dziesięć minut drogi od 
miejsca, w którym teraz się znajdowali. Czy to tym samolotem miała 
polecieć z Jordan do Tajlandii? Wyobraziła sobie pasażerów w kabinie 
samolotu, stewardesy krążące między fotelami, zapach świeżo zaparzonej 
kawy unoszący się w powietrzu i dwa puste miejsca, które czekały na nią 
i na Jordan.
 

Kolejka ruszyła się trochę i kilka osób przeszło przez drzwi na klatkę 

schodową. Stojąca przed Emily dziewczyna z włosami zaplecionymi 
w warkoczyki szturchnęła swoją koleżankę.
 

– Słyszałam, że terroryści wysadzili w powietrze kafeterię.

 

– Nie, to zrobiło tych dwóch facetów, którzy brali udział w konkursie 

talentów – odparła jej przyjaciółka, robiąc mądrą minę. – Wiedzieli, że ich 
występ jest do bani, więc postanowili podłożyć bombę i ukraść skuter.
 

– Ale zmyślasz. – Dziewczyna z warkoczykami przewróciła oczami.

 

– A może to ta dziewczyna, która wyskoczyła za burtę – powiedział 

ktoś inny. – Chciała się zemścić na tym, kto doniósł na nią do FBI.
 

– Co za bzdury – powiedział ktoś inny z irytacją w głosie. – Ona nie 

wypłynęła. Na pewno nie żyje.
 

– Nie mogę uwierzyć, że przez cały rejs była z nami na statku. Jak 

background image

myślicie, kto ją wydał?
 

„Przestańcie o niej mówić!”, krzyczała w myślach Emily. Wszyscy 

traktowali Jordan jak pozbawioną skrupułów słynną przestępczynię i 
dziwaczkę, której postępowania nikt nie potrafił zrozumieć. „Lubi kawę 
z dużą ilością mleka – pomyślała. – Jest nieustraszona. To najwspanialsza 
dziewczyna, jaką kiedykolwiek spotkałam”.
 

Zamknęła oczy i wyobraziła sobie, jak ciało Jordan spada coraz niżej 

i niżej, na samo dno zatoki, tak jak ciało Tabithy. Miała ochotę gołymi 
rękami udusić A. Dlaczego ten ktoś nie chciał dać im spokoju? Dlaczego 
musiał zrujnować wszystko, całe ich życie?
 

Poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Za nią na schodach stała Aria 

w bikini i spódniczce z trawy, cała zlana potem. Obok stały Hanna 
i Spencer, ubrane zwyczajnie, ale spanikowane.
 

– Co się dzieje? – zapytała Emily.

 

Aria rozejrzała się uważnie w tłumie, a potem zaciągnęła Emily na 

puste półpiętro, gdzie panował półmrok i chłód. Wszyscy mijali je, jakby 
w ogóle ich nie zauważali.
 

– Popatrz.

 

Aria wyciągnęła z kieszeni okrągły złoty medalion, który nosiła na 

szyi przez cały tydzień, i zakołysała nim Emily przed oczami. Medalion 
się otworzył. Emily spojrzała na dwie dziewczyny na zdjęciu. Jedną z nich 
była Ali. Kiedy zdała sobie sprawę, kim jest ta druga, zrobiła krok w tył, 
skonsternowana.
 

– Czy to Tabitha? – wyszeptała.

 

– To był jej naszyjnik – powiedziała Aria. – Noel znalazł go na plaży, 

ale na zdjęciu w internecie Tabitha miała na szyi taki sam medalion.
 

Spencer w osłupieniu pokręciła głową.

 

– Założę się, że to Naomi podłożyła go Noelowi, żeby go znalazł 

i podarował Arii.
 

– A może to sprawka Grahama? – powiedziała Aria, nadal ciężko 

dysząc. Wyglądała tak, jakby zaraz miała się rozpłakać. – Tak strasznie się 
pomyliłam co do niego, dziewczyny. Najpierw wpatrywał się w ten 
medalion, jakby natychmiast go rozpoznał, a potem popatrzył na mnie tak, 
jakby wiedział, co zrobiłam. Uciekłam przed nim i zamknęłam się 
w maszynowni, ale on krzyczał na mnie przez drzwi. Przeprosiłam go za 
to, co zrobiłyśmy Tabicie, lecz on nie przestał walić w drzwi. Powiedział, 
że mnie obserwował, i wspomniał o zdjęciu. Wydaje mi się, że to on 
podłożył bombę. W czasie jednej z naszych rozmów wspomniał coś 
o prochu. Myślę, że potrafiłby wywołać dużą eksplozję.

background image

 

Spencer zasłoniła usta dłonią.

 

– Mogłaś zginąć!

 

– Wiem – powiedziała Aria, z trudem wydobywając głos ze 

ściśniętego gardła.
 

Emily cała się trzęsła.

 

– O którym zdjęciu on mówił?

 

– Nie wiem – odrzekła Aria. – Może o tym z Tabithą na plaży. Moim 

zdaniem on działa w zmowie z Naomi.
 

– O Boże. – Spencer zeszła jeden stopień niżej, jakby zakręciło się 

jej w głowie.
 

– Ale dlaczego Naomi albo Graham, albo ktoś jeszcze, podrzucił 

Noelowi ten medalion, żeby dostał się w ręce Arii? – zapytała Hanna.
 

– Bo to dowód, że zabiłyśmy Tabithę – powiedziała Spencer, 

podchodząc bliżej, żeby nie dosłyszał jej chłopiec właśnie zbiegający po 
schodach. – To łączy nas z nią i z wydarzeniami tamtego wieczoru. A. 
próbuje zgromadzić niepodważalne dowody przeciwko nam.
 

Emily oparła się o ścianę.

 

– Nie rozumiem. Po co A. kolejny hak na nas? Przecież obie osoby 

podające się za A. mają te dwa zdjęcia. Jedna z nich widziała nas, jak 
popełniałyśmy morderstwo. Po co A. dodatkowy dowód?
 

Spencer wzruszyła ramionami, a oświetlenie alarmowe rzucało 

czerwoną poświatę na jej twarz.
 

– Nie wiem. Ale wszędzie kręcą się agenci FBI szukający tej 

dziewczyny, która wyskoczyła za burtę. – Kiedy wypowiadała te słowa, 
patrzyła na Emily, a potem odwróciła od niej wzrok. – To idealny moment, 
żeby wyjawić naszą tajemnicę. W ciągu kilku godzin zostałybyśmy 
aresztowane, szczególnie gdyby znaleziono u którejś z nas ten medalion.
 

Hanna spojrzała na Arię.

 

– Gdzie jest Graham?

 

Aria zabębniła palcami w balustradę.

 

– Nie wiem. Zniknął zaraz po wybuchu.

 

Spencer zmarszczyła brwi.

 

– To dziwne, nie sądzicie?

 

Aria wzruszyła ramionami.

 

– Bardzo dobrze, że zniknął. Tak się bałam, że na mnie skoczy 

i zrobi mi krzywdę.
 

– Prawdopodobnie tak właśnie by zrobił. – Spencer objęła rękami 

kolana. – Oczywiście cieszę się, że nic ci nie jest, ale dlaczego nie 
zaczekał na ciebie, kiedy wybuchła bomba? Dlaczego wybiegł 

background image

z maszynowni?
 

Emily zastanawiała się przez chwilę, nieobecnym wzrokiem 

obserwując ludzi schodzących po schodach.
 

– Może źle obliczył moment wybuchu i musiał uciekać?

 

– A może Graham nie był pewien, czy wtedy na dachu to byłyśmy 

my? – zapytała Hanna i zakaszlała. – Te zdjęcia są trochę rozmazane. 
A gdy wybiegł z maszynowni, już miał dowód w kieszeni. I razem 
z Naomi chcą zawiadomić policję.
 

Spencer wstała, chwytając się balustrady.

 

– Ten medalion niewątpliwie łączy nas z miejscem zbrodni. Policja 

uzna, że zabrałyśmy go Tabicie tamtej nocy.
 

Hanna pokiwała głową.

 

– Musimy się go natychmiast pozbyć. Nie możemy dopuścić, żeby 

cokolwiek łączyło nas z Tabithą, szczególnie teraz, gdy na każdym kroku 
czyhają agenci FBI.
 

– Trzeba się go było pozbyć, jak tylko się zorientowałaś, co to jest – 

powiedziała Emily do Arii. – Dlaczego nie wyrzuciłaś go za burtę?
 

Aria wyglądała tak, jakby zaraz miała zemdleć. W świetle neonów na 

klatce schodowej jej jasna cera zrobiła się trupio blada.
 

– Zamroczyło mnie.

 

– Bardzo dobrze, że go nie wyrzuciłaś – powiedziała z naciskiem 

Hanna. – Zatokę przeszukuje milion policjantów. Któryś z nich mógłby go 
znaleźć. Wiele osób widziało ten medalion na twojej szyi, w mgnieniu oka 
połączą go z tobą, a potem A. dopilnuje, żeby połączyli go także z Tabithą. 
Musimy zniszczyć ten wisiorek, raz, a dobrze, żeby już nigdy nie 
powrócił. Musimy go czymś obciążyć, żeby poszedł na dno i żeby nikt go 
nie znalazł.
 

W głośnikach zatrzeszczało i dziewczyny spojrzały w górę. Jeremy 

ciężko dyszał do mikrofonu.
 

– Powtarzam, udajemy się do hotelu Royal Arms. Wysyłamy 

wszystkim e-mail, na wypadek gdybyście zapomnieli.
 

– Mam pomysł – powiedziała Spencer, gdy głos Jeremy’ego ucichł. – 

Niedaleko stąd jest zatoczka, w której można nurkować. Dziś po południu 
byłam tam z całą grupą. Okazało się, że tam jest bardzo głęboko. Może 
weźmiemy jedną z łodzi ratunkowych i popłyniemy tam? Zejdziemy na 
samo dno i tam zagrzebiemy medalion w rafie koralowej.
 

Emily otworzyła szeroko oczy.

 

– Ale nie przypisano nas do tej samej tratwy. Zresztą, na jednej 

szalupie mieści się więcej niż cztery osoby. A jeśli narazimy kogoś na 

background image

niebezpieczeństwo?
 

Spencer wzruszyła ramionami.

 

– Widziałaś, ile jest tratw na tym statku? Wystarczy i dla naszej 

czwórki.
 

– To prawda – powiedziała po namyśle Hanna. – Kiedy pracowałam 

w administracji statku, natknęłam się na dane dotyczące ładowności 
i liczby osób biorących udział w tym rejsie. Wydaje się, że na pokładzie 
jest prawdziwy tłum, ale w czasie regularnych rejsów mieści się tu sto 
osób więcej.
 

Aria z trudem przełknęła ślinę.

 

– Spencer, ja nie umiem pływać.

 

– Ale ja umiem – przypomniała jej Spencer. – Mam licencję 

płetwonurka. Zakopię medalion. Nawet nie musisz wyskakiwać z tratwy.
 

– A jak skończymy? – zapytała Aria. – Zostaniemy same na środku 

oceanu. Jak dotrzemy do pozostałych?
 

Spencer nie traciła entuzjazmu.

 

– Słyszałaś przecież, że mamy się spotkać w hotelu Royal Arms 

w Hamilton. Jakoś tam dotrzemy.
 

Hanna zerwała ze ściany odstający płatek farby.

 

– Ale to niebezpieczne, płynąć na własną rękę tratwą, szczególnie po 

nieznanych wodach, w odległym miejscu.
 

Spencer lekceważąco machnęła ręką.

 

– Byłam na Bermudach sześć razy z rodziną. Znam te wody.

 

– Wchodzę w to – zdecydowała Emily. – Ruszajmy.

 

– Ja też – powiedziała Aria.

 

Wszystkie spojrzały na Hannę, która niechętnie wzruszyła 

ramionami.
 

Przyłączyły się do tłumu zmierzającego na najniższy pokład. 

Zatrzymały się przy magazynie ze sprzętem do nurkowania i wyjęły 
z niego maskę, butlę z tlenem i płetwy. Drzwi do tratw ratunkowych 
zostały otwarte na oścież, a ich oczom ukazało się słońce zachodzące nad 
ciemnogranatowym oceanem. Wszyscy niezdarnie gramolili się do szalup, 
nie zwracając uwagi na to, gdzie ich przydzielono. Przyjaciele siadali 
razem. Pary tuliły się do siebie. Niektórzy trzymali jeszcze szklanki 
z napojami z imprezy poprzedzającej konkurs talentów. Wielu nadal miało 
na sobie sceniczne kostiumy, tak jak Aria.
 

– Chodźcie! – zakomenderowała Spencer, pokazując na pustą tratwę 

ratunkową na końcu korytarza.
 

Pobiegły do niej i wsiadły, kiedy pozostali członkowie załogi czuwali 

background image

nad ewakuacją innych łodzi. Emily kurczowo trzymała się gumowych 
krawędzi burty i patrzyła na rozciągającą się przed nią wielką zatokę. 
Wydawało się jej, że brzeg jest oddalony o wiele kilometrów. Po lewej 
stronie na falach kołysała się łódź FBI. Emily poczuła skurcz żołądka. 
Zapięły kamizelki ratunkowe, które trochę śmierdziały pleśnią. Kiedy 
bezpiecznie siedziały, Spencer pociągnęła za łańcuch, uruchamiając silnik. 
Nagle ktoś chwycił Emily za ramię.
 

– Znajdzie się jeszcze jedno miejsce?

 

Emily odwróciła się i westchnęła. Na pokładzie stała Naomi 

i wpatrywała się w nią.
 

– Ach... – pisnęła, ale nie ruszyła się z miejsca.

 

Naomi spoglądała to na Emily, to na Spencer, Arię i Hannę. 

Wszystkie były tak samo zszokowane. Kąciki ust Naomi wygięły się 
w dół, a jej twarz przybrała wyraz ogromnego niezadowolenia.
 

– Mogę się przyłączyć czy nie? – zapytała ostro.

 

– Przepraszam, Naomi. Nie ma miejsca. – Hanna chwyciła Spencer 

za ramię. – Ruszaj!
 

Spencer całą naprzód oderwała tratwę od statku, a Naomi o mało nie 

wpadła do wody. Emily potarła dłonią to miejsce na ramieniu, którego 
dotknęła Naomi. Czuła mrowienie na skórze.
 

– Hej! – zawołała za nimi Naomi. – Co, do diabła!?

 

– Nie odpowiadajcie jej – powiedziała Hanna cicho.

 

– Hej! – zawołała znowu Naomi, patrząc, jak Spencer kieruje tratwę 

w stronę przeciwną do brzegu. – Dokąd płyniecie? To zły kierunek!
 

Aria jęknęła cicho. Hanna wyglądała tak, jakby zaraz miała 

zwymiotować. Serce Emily galopowało. Spencer z zaciśniętymi zębami 
płynęła prosto do zatoczki. Po minucie odpłynęły tak daleko, że widziały 
statek w całej okazałości. Malutkie łodzie ratunkowe odpływały od jego 
burty. Na górnym pokładzie świeciły się czerwone światła alarmowe. 
Z okien wydobywał się czarny dym.
 

Emily spojrzała na ten pokład, na którym załoga statku kierowała 

uczestników rejsu do pozostałych łodzi. Naomi stała nadal z dłońmi na 
biodrach i wściekłym spojrzeniem. Emily patrzyła, jak Naomi robi się 
coraz mniejsza, coraz słabiej widoczna. Wreszcie zniknęła w narastającej 
ciemności.
 

background image

 29

 SOS

 

 

 

Po dwudziestu minutach dotarły do miejsca, w którym Spencer 

nurkowała z kolegami po południu. Słońce prawie już zaszło, a po niebie 
przemykały ostatnie refleksy fioletowego światła. Spencer skierowała 
tratwę do tej części zatoki, w której z wody wyrastały wielkie skały, 
naturalne klify pełne małych jaskini. Wszędzie rozrastały się rafy 
koralowe o ostrych rozgałęzieniach. Woda uderzała miarowo o śliskie, 
wysokie, porośnięte algami skały. Najbliższa jaskinia była głęboka 
i ciemna, wyglądała jak usta otwarte w gniewnym okrzyku.
 

Spencer wyłączyła silnik, założyła butlę z tlenem i płetwy. Po tym, 

jak nieomal utonęła, czuła się nieswojo. Trzy razy sprawdziła wskaźnik 
ilości tlenu. W tym sprzęcie Naomi na pewno nie grzebała przed ich 
zejściem z pokładu.
 

– Najgłębiej jest w tej jaskini. Zanurkuję sama, okej? Zostańcie tutaj.

 

– Upadłaś na głowę? – zapytała Emily. – Nie możesz popłynąć sama. 

Idę z tobą. Zostanę na powierzchni, gdy ty zanurkujesz.
 

– Ja też – powiedziała Hanna.

 

Aria otworzyła szeroko oczy.

 

– Nie zostawiajcie mnie tu! Idę z wami.

 

Spencer spojrzała na nią z troską.

 

– Dasz radę?

 

Aria zaciągnęła pasek kamizelki ratunkowej.

 

– Nic mi nie będzie. W końcu wszystkie tkwimy w tym po uszy.

 

– Będę blisko ciebie – obiecała Emily.

 

Dziewczyny przywiązały tratwę do wystającej skały i wskoczyły do 

chłodnej, pełnej alg wody. Przepłynęły przez wąski przesmyk i przedostały 
się do ciemnego, wirującego jeziorka. Kawałek dalej, w rozszerzającej się 
jaskini, woda była spokojniejsza i cieplejsza. Ale tam też panowała 
ciemność choć oko wykol. Spencer widziała tylko na kilka metrów. 
Niewiele więcej zobaczyła, kiedy włączyła latarkę do nurkowania, którą 
zabrała z magazynu na sprzęt. Wijące się, śliskie wodorosty oplatały jej 

background image

nogi jak węże. Z troską spojrzała na Arię, która unosiła się na wodzie 
w kamizelce ratunkowej. Wzięła od niej medalion.
 

– Życzcie mi szczęścia – powiedziała i zniknęła pod wodą.

 

Zeszła tak głęboko jak po południu. Tym razem jej sprzęt działał, 

tlen wypełnił jej płuca. Kiedy zeszła już dostatecznie głęboko, znalazła 
odstający fragment skały i cisnęła medalionem w głąb zatoki, wzniecając 
tuman piasku. Gdy piach opadł, wisiorek zniknął. Był ukryty. Oby na 
dobre.
 

Kiedy wypłynęła na powierzchnię, dziewczyny nadal unosiły się na 

wodzie. Panowało pełne napięcia milczenie. Spencer czuła, że jej 
przyjaciółki nie zamieniły z sobą ani słowa, kiedy ona była w wodzie. 
Hanna szczękała zębami. Aria dyszała ciężko. Emily spoglądała raz po raz 
w kierunku wybrzeża, które wydawało się odległe o dziesiątki kilometrów.
 

– Gotowe – powiedziała Spencer, ściągając maskę do nurkowania. – 

Wracajmy.
 

Przepłynęły przez przesmyk. Po zachodzie słońca woda w morzu 

zrobiła się jeszcze chłodniejsza, a Spencer nie mogła się doczekać, żeby 
wejść na tratwę i wrócić na ląd. Zmrużyła oczy i spojrzała na ostatnie 
promienie słońca dochodzące zza horyzontu. Granica między granatową 
wodą a ciemniejącym niebem stała się niemal niewidoczna. Słyszała tylko 
spokojny szum fal. Rozejrzała się w prawo i w lewo, zdezorientowana. 
Coś się zmieniło.
 

Emily przepłynęła przesmyk tuż za nią, potem Aria, a na końcu 

Hanna. Unosiły się na wodzie, rozglądając się w zdumieniu.
 

– Gdzie tratwa? – zapytała wreszcie Emily.

 

Spencer zamrugała. W jednej chwili odzyskała orientację 

w przestrzeni. W oddali dostrzegła statek. Zauważyła też podobną do palca 
skałę, przy której nurkowała po południu. Ale kiedy spojrzała na skalną 
wypustkę, do której przywiązały tratwę, zobaczyła tylko kawałek liny 
zanurzonej w wodzie. Pociągnęła za nią, czując, jak z głębiny unosi się na 
powierzchnię coś ciężkiego. Pod powierzchnią wody pojawił się silnik, 
a potem tratwa, która wyglądała teraz jak bezwładny strzęp, bo ktoś 
spuścił z niej powietrze.
 

Aria westchnęła. Emily i Hanna spojrzały na siebie w przerażeniu. 

Woda gwałtownie uderzała o skały. W powietrzu unosił się cichy, wysoki 
chichot.
 

Hanna pisnęła i popatrzyła na przyjaciółki pełnymi przerażenia, 

szeroko otwartymi oczami.
 

– Co się stało?

background image

 

– Ktoś przebił tratwę – powiedziała Spencer drżącym głosem.

 

Emily jęknęła.

 

– Czy to się dzieje naprawdę? Jak wrócimy na brzeg?

 

Patrzyły na siebie, a potem na ogromny dystans dzielący je od statku. 

Spencer odwróciła się i próbowała oszacować odległość do brzegu, który 
był jednak bardzo, bardzo daleko. Emily mogłaby go przepłynąć, lecz 
pływająca obok Aria z coraz większym trudem unosiła się na wodzie 
i ciężko dyszała, nawet w kamizelce ratunkowej.
 

– Powinnam była zostać na tratwie – powiedziała Aria, a woda 

wlewała się jej do ust. – To by się nie zdarzyło. Nie poszłaby na dno.
 

– Przestań – uspokoiła ją Spencer. – A gdybyś została na tratwie, ona 

zaczęła tonąć, a ty nie mogłabyś się z niej wydostać?
 

Aria patrzyła na gładkie klify.

 

– Jak to się stało, że coś przebiło tratwę? To chyba niemożliwe?

 

I nagle, jakby w odpowiedzi, znowu usłyszały wysoki chichot, który 

zdawał się wydobywać z głębi oceanu. To był mściwy, pełen satysfakcji 
śmiech, który mówił im: „I co teraz zrobicie, suki?”. Nagle Spencer 
zaświtała myśl.
 

– To Naomi – wyszeptała.

 

Widać było napięte mięśnie na szyi Arii. Hannie trząsł się 

podbródek. Emily drżącymi palcami założyła kosmyk włosów za ucho. 
Kiedy tylko Spencer wypowiedziała te słowa, wiedziała, że to prawda. 
Naomi widziała, jak schodzą z pokładu. Na pewno się domyśliła, co 
zamierzają zrobić, i jak przystało na A., dostrzegła znakomitą okazję do 
kolejnego numeru. Spencer oczyma wyobraźni widziała jutrzejsze 
nagłówki w gazetach: „Cztery śliczne dziewczyny urządziły sobie 
wycieczkę tratwą ratunkową w czasie ewakuacji statku. W wyniku 
przecieku wszystkie utonęły”.
 

Takie rzeczy pewnie zdarzały się nie raz. Gdyby zostały znalezione, 

ratownicy na pewno uznaliby ich utonięcie za wypadek, a nie za 
zabójstwo. Nikt nie poszedłby za kratki. To była zbrodnia doskonała.
 

Dziewczyny spojrzały po sobie z przerażeniem.

 

– Naomi zostawiła nas tutaj na pewną śmierć – wyszeptała Spencer. 

– Teraz mamy pewność, że działała w zmowie z Grahamem. Kiedy jego 
bomba nie zabiła Arii, postanowili wcielić w życie plan B.
 

Emily się rozpłakała.

 

– Co my teraz zrobimy? Nie chcę tak umierać!

 

– Na pomoc! – krzyczała Hanna, ale fale ją zagłuszyły.

 

– Nie powinnyśmy tu przypływać – łkała Emily.

background image

 

– To moja wina – mówiła Aria przez łzy. – Gdybym nie dostała tego 

medalionu, nie znalazłybyśmy się tutaj. A gdybym nie popchnęła Tabithy, 
nie wpadłybyśmy w takie tarapaty.
 

– Nie mów tak – powiedziała Spencer.

 

– Ale to prawda! – łkała Aria. – Tylko ja zasłużyłam sobie na zemstę 

A. Wy jesteście niewinne!
 

Spencer zobaczyła, jak głowa Arii znika pod falami. Wynurzyła się 

na moment, kaszląc, ale kolejna fala znowu ją przykryła. Bezradnie 
machała rękami i nogami. Miała przerażenie w oczach.
 

Emily chwyciła Arię w talii i wyciągnęła ją na powierzchnię.

 

– Uspokój się! – krzyknęła jej do ucha. – Panika to niepotrzebna 

strata energii.
 

– Jak mam nie panikować!? – zawołała Aria. – Nie widzisz, że to 

przeze mnie spotyka nas zasłużona kara, umrzemy na morzu, zatopione 
przez fale, jak Tabitha. A nawet jeśli przeżyjemy, to A. nas znajdzie 
i zgotuje nam jeszcze gorszy los.
 

– Nie mów tak – próbowała ją uciszyć Spencer. – Jeszcze 

dopadniemy A. Znajdziemy jakiś sposób.
 

Kiedy jednak obserwowała zapadający zmrok, zdała sobie sprawę, że 

Aria ma rację. Tutaj, na środku morza, czekała je okrutna śmierć, ale 
nawet gdyby przeżyły, z pewnością wpadłyby znowu w pułapkę A., i to 
znacznie gorszą. Jak Spencer miała żyć ze świadomością, że A. czai się za 
każdym rogiem i knuje plan zemsty?
 

Aria wytarła oczy.

 

– Jeśli przeżyjemy ten koszmar, idę na policję i opowiem, co 

zrobiłam na Jamajce.
 

Wszystkie gwałtownie odwróciły głowy i spojrzały na nią.

 

– Nie ma mowy – syknęła Spencer.

 

– Dłużej już tego nie zniosę! – Aria z desperacją machała rękami. – 

Nie widzicie, co tu jest grane? A. wykorzystuje nasze poczucie winy 
i strach, żeby nami manipulować, i nie przestanie, póki my nie położymy 
temu kresu! Tylko wtedy uwolnimy się od A., jeśli wyznamy prawdę. 
Wtedy szantażowanie nas straci sens.
 

Morze uspokoiło się na chwilę. Chmury dryfowały leniwie nad ich 

głowami, na moment przysłaniając zachodzące słońce. Hanna wytarła 
oczy pełne słonej wody. Spencer łykała łzy.
 

Emily chrząknęła.

 

– Może wszystkie powinnyśmy się przyznać – powiedziała.

 

– Nie możemy pozwolić, żebyś zrobiła to sama – dodała Hanna.

background image

 

– Zresztą, masz rację. – Fala uderzyła Spencer w lewy policzek. – 

Gdy się przyznamy, A. straci nad nami całą moc. W pewnym sensie 
uwolnimy się. Oczywiście wytoczą nam proces i cała nasza przyszłość 
stanie pod znakiem zapytania. Ale przynajmniej A. zniknie z naszego 
życia.
 

Aria z trudem przełknęła ślinę.

 

– Nie musicie przekreślać swojej przyszłości z powodu tego, co ja 

zrobiłam.
 

Spencer ze zniecierpliwieniem uniosła oczy do nieba.

 

– Ario, ostatni raz powtarzam, że wszystkie siedzimy w tym po uszy. 

I wszystkie musimy się przyznać. Nie pozwolimy, żebyś wzięła całą winę 
na siebie.
 

W jednej chwili, jak na komendę, podpłynęły do siebie i utworzyły 

krąg. Nagle poczuły się jak najlepsze przyjaciółki, niemal jak siostry.
 

Spencer dostrzegła coś w oddali.

 

– Co to?

 

Co jakiś czas na falach migała biała plama unoszącą się na wodzie.

 

Aria otworzyła usta ze zdumienia.

 

– To łódź!

 

Hanna machała rękami nad głową.

 

– Tutaj!

 

– Na pomoc! – darła się Emily.

 

Niski warkot silnika stopniowo zagłuszał ryczące, rozszalałe fale. 

Łódź płynęła prosto w ich stronę. Hanna zaśmiała się histerycznie.
 

– Widzą nas!

 

Łódź wpłynęła na grzbiet fali, a potem zsunęła się w dół. Wyglądała 

jak kuter rybacki, z sieciami podwieszonymi przy burcie i masztami 
unoszącymi się nad kadłubem. Sternik miał na głowie rybacki kapelusz 
khaki, nasunięty głęboko na oczy. Spencer zastanawiała się, czy to ktoś 
z obsługi rejsu.
 

– Łap! – zawołał ktoś.

 

W wodzie pojawiła się lina. Spencer próbowała ją złapać, ale kiedy 

po nią sięgała, Aria pociągnęła ją za stopę.
 

– Nie! – powiedziała cicho.

 

Spencer już miała zaprotestować, lecz nagle powędrowała wzrokiem 

za oczami Arii. Na pokładzie łodzi stała dziewczyna. Spencer zakręciło się 
w głowie.
 

Naomi.

 

– Łap! – powtórzyła Naomi.

background image

 

Zwinęła linę i jeszcze raz rzuciła ją, jak sieć rybacką. Kiedy żadna 

z dziewczyn nie chwyciła jej, Naomi zmrużyła oczy.
 

– Zwariowałyście? Chcecie utonąć?

 

– Spadaj! – krzyknęła Spencer, odwracając się w wodzie. – Musimy 

przed nią uciekać!
 

Ale nagle z łodzi dobiegł kolejny głos.

 

– Dziewczyny, pospieszcie się, błagam! Musimy zawieźć was 

w bezpieczne miejsce!
 

Spencer rozpoznała ten głos. Emily otworzyła usta ze zdumienia. 

Kiedy opadła fala, przy burcie pojawił się jakiś chłopak. Miał obcisłe 
różowe polo, lniane szorty i okulary w kształcie gwiazdek. Na jego twarzy 
malowało się zmartwienie i przerażenie.
 

– Jeremy? – powiedziała Spencer, bo nie wierzyła własnym oczom.

 

Przy burcie pojawiło się jeszcze kilka osób. Ta zdzira Erin, z którą 

Emily mieszkała w pokoju. Kirsten Cullen i Mike. Noel.
 

Były uratowane.

background image

 30

 DŁUGA DROGA NA BRZEG

 

 

 

– Chodźcie! – Jeremy wychylił się za burtę, wyciągając ramiona. – 

Wciągnę was na pokład.
 

Hanna spoglądała to na Jeremy’ego, to na Naomi, a potem na 

kapitana łodzi, który stał przy sterze z kapeluszem naciągniętym głęboko 
na oczy. Potem popatrzyła na ekipę ratunkową, składającą się ze 
znajomych i zupełnie obcych osób. Mike wyglądał tak, jakby za chwilę 
miał się rozpłakać. Blady jak ściana Noel Kahn pomagał Arii wejść na 
pokład.
 

Fala uderzyła Hannę w głowę i dziewczyna na chwilę zniknęła pod 

wodą. Choć nie miała ochoty znaleźć się w łodzi razem z Naomi, nie było 
innego wyjścia. Trzęsła się z zimna. Straciła czucie w rękach i nogach, 
a ze zmęczenia kręciło się jej w głowie.
 

Chwyciła linę, a Jeremy, Noel i jeszcze jacyś ludzie pomogli jej 

wejść na pokład. Ktoś zarzucił jej wielki ręcznik na ramiona, a ona 
siedziała przez chwilę, dysząc ciężko. Przy burcie kilka osób z trudem 
wciągało do łodzi Emily i Spencer.
 

Potem Jeremy stanął nad nimi z rękami na biodrach.

 

– Co wy sobie, do cholery, wyobrażałyście, kradnąc tratwę 

ratunkową i wypływając na pełne morze!? – krzyczał. Okulary w kształcie 
gwiazdek spadły mu z nosa, ale on się po nie nie schylił. – Czeka was za to 
sporo nieprzyjemności. Co macie na swoje usprawiedliwienie?
 

Dziewczyny spojrzały po sobie.

 

Spencer chrząknęła.

 

– W czasie nurkowania po południu zgubiłam coś w tej zatoczce. 

Rodzinną pamiątkę – powiedziała. – Myślałam, że skoro i tak statek jest 
ewakuowany, to możemy przypłynąć tu i jej poszukać.
 

Hanna spojrzała na nią, pełna uznania dla jej trzeźwości umysłu.

 

– Gdy dopłynęłyśmy do zatoczki, wyszłyśmy z tratwy ratunkowej 

i zaczęłyśmy szukać – ciągnęła Spencer. – Ale wtedy uszło z niej 
powietrze.

background image

 

Jeremy pokręcił głową.

 

– Niech wam się nie wydaje, że nie poinformuję o tym waszych 

rodziców. I waszej szkoły.
 

Hanna z trudem przełknęła ślinę, zdając sobie sprawę, że u Arii 

narasta zdenerwowanie. Lecz nagle poczuła ulgę. Co z tego, że Jeremy 
chciał na nie naskarżyć? Przecież i tak miały się przyznać, i to do 
morderstwa.
 

Motor zawarczał, a Jeremy polecił wszystkim, żeby zajęli swoje 

miejsca. Spencer, Aria i Emily usiadły z jednej strony. Noel szybko zajął 
wolne miejsce obok Arii, więc Hanna musiała usiąść na drugim końcu 
łodzi. Niestety, obok Naomi.
 

Usiadła, unikając wzroku Naomi. Ale ona cały czas patrzyła na 

Hannę.
 

– Wszystko w porządku? – zapytała oschle.

 

Hanna się odwróciła, wzruszając jednym ramieniem.

 

– Boże, mogłabyś mi chociaż podziękować – powiedziała ostro 

Naomi.
 

Hanna odwróciła się gwałtownie.

 

– Z-za co? – wyjąkała.

 

Naomi wyglądała na zdumioną.

 

– Choćby za to, że się wami zainteresowałam, kiedy jak ostatnie 

idiotki popłynęłyście w kierunku przeciwnym do lądu. I zorganizowałam 
pomoc, kiedy nie zobaczyłam was na brzegu. Naprawdę strasznie trudno 
się z tobą przyjaźnić.
 

Hanna założyła ręce na piersi.

 

– Nigdy nie chciałaś się ze mną przyjaźnić, Naomi. Wiem wszystko. 

To ty zatopiłaś naszą tratwę i zostawiłaś nas na środku oceanu. To sprawka 
twoja i Grahama.
 

– Kogo?

 

Hanna zaśmiała się pogardliwie.

 

– Tego faceta, z którym współpracujesz.

 

Naomi gapiła się na Hannę, jakby wyrosło jej na czole trzecie oko.

 

– Jezu, Hanno, no pewnie, że masz rację. Ja i jakiś tam Graham 

popłynęliśmy za wami naszą superszybką szpiegowską łodzią, ukradliśmy 
waszą tratwę i zostawiliśmy was na pewną śmierć. Oboje jesteśmy 
potworami.
 

„Tak, to prawda – pomyślała żałośnie Hanna, nadal trzęsąc się pod 

ręcznikiem. – Jesteście potworami i nazywacie się A.”
 

Ale zaskoczyło ją, że Naomi nie uśmiecha się zjadliwie. Nie wygląda 

background image

na rozbawioną. Nie patrzy na Hannę szeroko otwartymi oczami, jak ktoś, 
kto dał się przyłapać na gorącym uczynku, tylko kręci głową i patrzy na 
nią jak na wariatkę.
 

Hanna poczuła w ustach słony smak, a kiedy nabrała powietrza do 

płuc, odczuła pieczenie w klatce piersiowej. Było jej wszystko jedno, 
może ze zmęczenia, a może dlatego, że postanowiła się przyznać, co się 
stało z Tabithą. Kiedy popatrzyła na Naomi, poczuła przypływ odwagi.
 

– Wiem, że wiesz o wszystkim.

 

Naomi zmarszczyła brwi.

 

– O czym?

 

– Przecież wiesz – powiedziała Hanna z naciskiem. – Wiem, że ty 

wiesz, że to ja odwiozłam Madison do domu, gdy przydarzył się jej 
wypadek. Nie byłam pijana, ale nagle jak spod ziemi wyrosło przede mną 
auto i zepchnęło mnie z drogi. Wjechałam w drzewo. Wiem też, że ty 
wiesz, że przeniosłam Madison na fotel kierowcy i uciekłam, żeby uniknąć 
kłopotów. Domyśliłyście się tego z Madison, prawda?
 

Naomi trzymała bezwładne dłonie na kolanach i była blada jak 

ściana.
 

– Co takiego?

 

Hanna zaczerpnęła powietrza i popatrzyła na Jeremy’ego, który 

rozmawiał z kapitanem. Dlaczego Naomi wyglądała na tak zdumioną? 
Przecież jej korespondencja z Madison świadczyła o tym, że znały prawdę. 
Wiadomości, które przysyłała jako A., dowodziły, że wie o wszystkim. 
A teraz siedziała przed Hanną blada, z rozbieganym wzrokiem 
i trzęsącymi się rękami.
 

Poczuła się tak, jakby ktoś nagle otworzył jej umysł i postawił w nim 

wszystko do góry nogami. Czy to możliwe, że się pomyliła w stosunku do 
Naomi?
 

– Nie wiedziałaś? – zapytała Hanna.

 

Naomi powoli pokręciła głową. Hanna się odwróciła i patrzyła na 

księżyc nad głową, potem na nalepkę z licencją rybacką na burcie łodzi 
i na głupie okulary Jeremy’ego. Szukała stabilnego i pewnego podparcia. 
Jeśli Naomi nie wiedziała, że Hanna jechała wtedy z Madison, to nie miała 
powodu, żeby ścigać Hannę. A jeśli nie miała powodu, żeby ścigać Hannę, 
dlaczego została A.?
 

Lecz czy ona faktycznie była A.?

 

Hanna poczuła się tak, jakby ktoś właśnie jej oznajmił, że niebo jest 

zielone, a woda pomarańczowa. Spojrzała na Naomi. Wydawała się taka 
delikatna i bezbronna, jak w czasie karaoke albo wtedy w klubie, albo w 

background image

siłowni, kiedy błagała Hannę, żeby spędziła z nią trochę czasu. Po 
policzku spłynęła jej jedna łza. Przygryzała dolną wargę, aż zrobiła się 
czerwona i spuchnięta.
 

Hanna zasłoniła usta dłonią. Nagły przypływ poczucia winy 

przyprawił ją o mdłości.
 

– O Boże – wyszeptała. – Myślałam, że wiesz.

 

Naomi patrzyła na nią z wściekłością. Jej usta zamieniły się w cienką 

linię. Zaciskała i rozluźniała pięści, jakby chciała uderzyć Hannę. Ale po 
chwili zamknęła oczy i westchnęła.
 

– Nie, Hanno. Nie wiedziałam.

 

– Naprawdę mi przykro – wyszeptała Hanna.

 

Naomi wpatrywała się w nią.

 

– I myślisz, że to załatwia sprawę?

 

– Ale naprawdę mi przykro – powtórzyła z naciskiem Hanna. – 

Przecież nie chciałam, żeby to się stało. Madison ledwie się trzymała na 
nogach, gdy wychodziła z baru. Bałam się, że jak jej nie pomogę, zrobi 
sobie krzywdę. Sama powiedziałaś, że ten wypadek miał też pozytywne 
konsekwencje, że dzięki niemu Madison się opamiętała.
 

Naomi popatrzyła na Hannę z przerażeniem.

 

– Mój Boże, Hanno, wolałabym, żeby ten wypadek nigdy się nie 

zdarzył.
 

Hanna zamknęła oczy, bo nagle uświadomiła sobie, jakie głupstwo 

palnęła.
 

– Oczywiście – wyszeptała.

 

Naomi przycisnęła palce do skroni.

 

– Mam ochotę zadzwonić na policję i opowiedzieć im o wszystkim, 

jak tylko wrócimy do domu. Moja kuzynka uwielbiała grywać 
w weekendy w hokeja na trawie. Ale już nigdy tego nie zrobi. 
Najprawdopodobniej do końca życia będzie kulała. Całymi miesiącami 
musiała chodzić na bardzo trudną fizjoterapię, która kosztowała moją 
ciocię i wujka fortunę. To ty powinnaś za to zapłacić. Czy raczej twój 
bogaty tatuś.
 

Hanna otworzyła usta i natychmiast je zamknęła. Nie miała nic na 

swoją obronę. Mogła tylko przytaknąć Naomi.
 

– Wszyscy okropnie przeżyliśmy ten wypadek – syknęła Naomi, 

purpurowa na twarzy. – Przeżyliśmy koszmar, gdy nie było wiadomo, czy 
Madison przeżyje. A tobie się wydaje, że powiesz, że ci przykro, i sprawa 
załatwiona?
 

– Nie powinnam tego mówić. – Hanna zwiesiła głowę. – Jak chcesz, 

background image

możesz poinformować policję. I rodziców. I Madison. Zasługują na to, 
żeby poznać prawdę.
 

Naomi zacisnęła zęby i wpatrywała się w horyzont.

 

– Po prostu nie rozumiem, jak można zrobić coś takiego. A kiedy 

poznałaś prawdę i tak udawałaś moją przyjaciółkę, jakby nigdy nic!
 

– O tym, że Madison to twoja kuzynka, dowiedziałam się dopiero 

wtedy, gdy zobaczyłam twój fałszywy dowód osobisty – powiedziała 
Hanna. Po policzkach płynęły jej łzy. – Kiedy powiązałam wszystkie fakty, 
wpadłam w panikę. Wydawało mi się, że od dawna wiesz, co zrobiłam 
Madison, i dlatego byłaś dla mnie taka miła. Myślałam, że próbujesz się na 
mnie zemścić.
 

Naomi zaśmiała się gorzko.

 

– Byłam dla ciebie miła, bo chciałam się zaprzyjaźnić. Miałam po 

dziurki w nosie naszych głupich kłótni. – Patrzyła na Hannę 
z niedowierzaniem. – To dlatego zaglądałaś do mojego komputera, jak 
wróciłyśmy z klubu? Żeby się upewnić?
 

Hanna pokiwała głową z narastającym poczuciem winy.

 

– Byłam pewna, że wiesz o mnie i Madison. Czytałam wasze e-

maile. W jednym z nich napisałaś, że masz już na oku podejrzanego. 
Myślałam, że chodzi o mnie.
 

– I nie przyszło ci do głowy, że można o tym tak po prostu pogadać? 

Wyznać prawdę? – zapytała Naomi.
 

– To nie takie proste – wymamrotała Hanna. Przecież nie mogła 

powiedzieć Naomi o A.
 

– To ty umieściłaś te zdjęcia w moim komputerze?

 

Hanna uniosła brwi.

 

– Jakie zdjęcia?

 

Naomi zacisnęła pięści.

 

– W tajemniczy sposób na pulpicie mojego laptopa pojawił się nowy 

folder ze zdjęciami. Myślałam, że to jakiś wirus, więc ich nie oglądałam, 
ale gdy potem chciałam je skasować, okazało się, że zniknęły. Włamałaś 
się do mojego laptopa?
 

Hanna otworzyła usta, ale nie powiedziała ani słowa. Czy Naomi 

mówiła o ich zdjęciach z Jamajki? Ktoś je podrzucił do jej komputera?
 

– Przykro mi – powtórzyła, bo nie wiedziała, co powiedzieć.

 

Naomi uszczypnęła się w koniuszek nosa. Przez chwilę wpatrywała 

się w fale i nagle odwróciła się gwałtownie do Hanny.
 

– Dla jasności: nie wiedziałam, że ktoś jechał z Madison 

w samochodzie. Ona była wtedy tak pijana, że też nic nie pamięta. 

background image

W pamięci utkwił jej tylko rozbłysk reflektorów nadjeżdżającego 
z przeciwka samochodu tuż przed zderzeniem. To tego kogoś szukałyśmy, 
idiotko. A nie ciebie.
 

Hanna skrzywiła się.

 

– Pamiętam ten samochód – rzekła pokornie. – Na drodze nie było 

nikogo, w jednej sekundzie zjawiło się tamto auto i wjechało prosto na 
nas.
 

– Znalazłyśmy świadka – powiedziała z niechęcią Naomi. – Na 

wzgórzu, przy którym wydarzył się ten wypadek, mieszka pewna pani. 
Wtedy nie było jej w domu, ale na podjeździe ma zamontowaną kamerę, 
która zarejestrowała zderzenie. Obraz był rozmazany i nie widzieliśmy, że 
w samochodzie Madison siedziały dwie osoby. Na filmie widać, jak drugie 
auto próbuje zmusić bmw do zjechania z drogi. To wyglądało na działanie 
z premedytacją.
 

Serce Hanny zaczęło mocniej bić.

 

– Podejrzewacie, kto to mógł być?

 

– Mamy tylko fragment numerów rejestracyjnych. Policja pytała 

Madison, czy wie o kimś, kto nienawidzi jej tak bardzo, że chciałby ją 
skrzywdzić. Ale nikt nie przyszedł jej do głowy. Pewnie ciebie też 
powinnam o to zapytać.
 

Hanna poczuła ciarki na plecach. Sama chciałaby wiedzieć, kto na 

nią polował. Ale może właśnie w ten sposób osoba podająca się za A. 
dowiedziała się o wypadku. To ona kierowała drugim samochodem, 
zmuszając Hannę, by zjechała z drogi. Wtedy miała doskonały widok na 
to, co stało się później. Wystarczyło zatrzymać się za zakrętem, wyłączyć 
światła i patrzeć, jak Hanna wpada w panikę.
 

Łódź zwolniła, a ich oczom ukazał się port w Hamilton. Przyjaciółki 

Hanny, siedzące po drugiej stronie łodzi, niczego nie słyszały, ale 
nachyliły się do przodu i patrzyły na Hannę. Pewnie obserwowały jej 
rozmowę z Naomi, próbując się domyślić, co powiedziała ich przyjaciółka. 
Ona sama zastanawiała się, czy czytając mowę ciała Naomi, zorientowały 
się, że ona to nie A.
 

Hanna ponownie spojrzała na Naomi. Chciała jej wyjaśnić tyle 

rzeczy. Powinna jej podziękować, bo bez jej pomocy zginęłyby. Chciała jej 
wszystko wynagrodzić, choć nie miała pojęcia jak. Ale nie potrafiła 
powiedzieć tego na głos, wydawało się jej to nie na miejscu. Co innego, 
kiedy jej postępek pozostawał tajemnicą, a ją dręczyły wyrzuty sumienia. 
Co innego, kiedy zrozumiała, jak wiele osób skrzywdziła, zmieniając ich 
życie. Jej poczucie winy i wstyd rozrosły się do niewyobrażalnych 

background image

rozmiarów.
 

– Bardzo, bardzo mi przykro – wymamrotała jeszcze raz.

 

– No i bardzo dobrze – warknęła Naomi. Popatrzyła na Hannę ze 

wstrętem, ale po chwili wzruszyła ramionami. – Nie martw się, nikomu nie 
powiem. Będziesz jednak moją dłużniczką. Miejmy nadzieję, że dorwiemy 
tego, kto kierował drugim samochodem.
 

– Och. Dzięki.

 

Hannę zdumiała nagła wielkoduszność Naomi. Lecz ona tylko 

przewróciła oczami i się odwróciła.
 

Fala rozbiła się o burtę, pokrywając twarz Hanny drobnymi 

kropelkami. Dziewczyna odchyliła się na oparcie siedzenia, czując 
jednocześnie wstyd i żal. W jednej chwili zdała sobie sprawę, że na 
zawsze zniszczyła ziarenko ich przyjaźni, które właśnie zaczęło 
kiełkować. I to wyłącznie na własne życzenie. Powiedziała zbyt wiele. 
Zbyt wiele zniszczyła. Nie obawiała się, że Naomi znowu zacznie z niej 
szydzić na szkolnym korytarzu. Ale wiedziała też, że na pewno już nigdy 
nie usiądą przy jednym stoliku w szkolnej kafeterii. A. udało się zniszczyć 
kolejną przyjaźń.
 

Łódź przybiła do przystani i wszyscy wstali, żeby zejść na ląd.

 

– Chyba jestem ci winna jeszcze jedno wyjaśnienie – powiedziała 

Naomi szorstko, kiedy stanęły na przystani.
 

– Jakie? – zapytała Hanna.

 

Naomi założyła za ucho kosmyk włosów, które rozwiewał jej wiatr.

 

– Kiedyś zadzwoniła do mnie Ali, wtedy gdy wróciła do Rosewood 

jako Courtney. Opowiedziała mi o wszystkim. Że to ona jest prawdziwą 
Ali, którą na początku szóstej klasy zamknięto w szpitalu 
psychiatrycznym, bo siostra chciała zająć jej miejsce. I że to się stało 
z twojego powodu.
 

Hanna otworzyła szeroko oczy.

 

– Opowiadałaś o tym komuś jeszcze?

 

Naomi pokręciła głową.

 

– Myślałam, że się upiła, tak nieprawdopodobna wydawała mi się ta 

historia. A ona powtarzała: „Nienawidzę ich, Naomi, zrujnowały mi życie. 
I twoje też. Chyba są ci coś winne?”.
 

– Ty też tak uważasz? – zapytała Hanna.

 

Naomi wzruszyła ramionami.

 

– Fajnie było przyjaźnić się z Ali i naprawdę byłam wściekła, kiedy 

zostawiła mnie i Riley dla was. Ale z czasem zrozumiałam, że dobrze na 
tym wyszłam. Ali lubiła rządzić. I miała mnóstwo tajemnic.

background image

 

– Jakich?

 

Naomi popatrzyła na Hannę jak na wariatkę.

 

– Na przykład taką, że ma siostrę bliźniaczkę, o której nikt nie 

wiedział. – Zakaszlała cicho. – Ale wtedy, w zeszłym roku, powiedziała mi 
coś jeszcze przez telefon. „Dorwiemy te suki, Naomi. Zapłacą za to, co 
nam zrobiły”.
 

– O Boże – wyszeptała Hanna. Ali rzeczywiście je ukarała.

 

Spojrzała na Naomi.

 

– Szkoda, że wcześniej nam o tym nie powiedziałaś. Ani nie 

poinformowałaś nikogo.
 

Gdyby Naomi potraktowała serio groźbę Ali, dziewczyny nie 

spotkałby ten koszmar, który wydarzył się w Pocono. Gdyby Prawdziwą 
Ali wysłano do Zacisza – bo tak by się stało, gdyby ktoś uwierzył Naomi – 
nie wydarzyłaby się tragedia na Jamajce. Tabitha pozostałaby tylko 
zwariowaną przyjaciółką Ali z Zacisza, dziwnie się zachowującą pod 
wpływem Ali.
 

Hanna wyobraziła sobie, jak czas się cofa i wszystkie okropne 

wydarzenia, w których brały udział, rozwiewają się jak dym. Jakie życie 
by teraz prowadziła? Byłaby pewnie szczęśliwa i beztroska. Bez A. żyłoby 
się jej wspaniale.
 

Naomi miała chytry, mściwy wyraz twarzy, przypominała teraz tę 

dziewczynę, którą Hanna znała od lat i z którą zawsze rywalizowała.
 

– W takim razie jesteśmy kwita.

 

background image

 31

 SŁODKO-GORZKIE POJEDNANIE

 

 

 

Lobby hotelu Royal Arms urządzono w beżach i brązach 

i wyposażono w antyki oraz ohydne mosiężne lampy. Spencer czuła się 
tam jak w hotelu przy filadelfijskim lotnisku, a nie w Hamilton na 
Bermudach. Jedyną niezwykłą rzeczą w lobby było to, że w tej chwili 
tłoczyło się tam mnóstwo osób ewakuowanych ze statku. Na kanapach 
rozsiedli się chłopcy z Pritchard. Kilka osób z Rosewood Day siedziało 
w małej restauracji, w której na trzech telewizorach pokazywano mecz 
krykieta. Dziewczyny ze szkoły Villa Louisa opierały się o ladę recepcji, 
rozmawiając z rodzicami przez telefony komórkowe. Do wszystkich 
dzwonili ojcowie i matki, wściekli, że ich dzieci musiały z narażeniem 
życia uciekać ze statku na tratwach ratunkowych. Już krążyły plotki 
o planowanym pozwie sądowym. Mason Byers ogłosił, że jego tata 
właśnie wyleciał prywatnym samolotem na Bermudy, żeby go zabrać do 
domu. O wypadku donosiły nawet wiadomości. Przed meczem krykieta na 
ekranie telewizora pojawił się napis: „TRÓJKĄT BERMUDZKI”. Na 
nagraniu było widać, jak kilkadziesiąt malutkich szalup odpływa od 
płonącego statku. Niestety, podano też wiadomość o wypadku, który 
przydarzył się dziewczynom. Dziennikarze już zacierali ręce, kiedy 
dowiedzieli się, że na pokładzie znajdowały się Śliczne Kłamczuchy. 
Spencer dowiedziała się z wiadomości, że właściciele statku nadal się 
zastanawiają, czy nie pozwać dziewczyn za kradzież tratwy ratunkowej.
 

– Proszę wszystkich o uwagę! – zawołał Jeremy przez megafon, 

starając się zachować pogodny ton. – Ugaszono już pożar na statku, ale nie 
da się nim bezpiecznie płynąć, dlatego zarezerwowaliśmy dla wszystkich 
bilety lotnicze. Wrócicie do domu jutro albo pojutrze. Próbujemy znaleźć 
pokoje dla wszystkich tutaj, więc proszę się nie rozchodzić. 
W przeciwnym razie zostaniecie na Bermudach, póki nie przyjadą po was 
rodzice.
 

– Jakby nic gorszego nie mogło nam się przytrafić – mruknęła 

Spencer, przewracając oczami.

background image

 

Ona i jej przyjaciółki stały w bocznym korytarzu, obok kilku 

terminali z komputerami i automatów z jedzeniem, z oddali patrząc na cały 
ten chaos. Jeszcze nie otrząsnęły się na dobre po długiej kąpieli w zimnej 
wodzie. Nadal miały ręczniki owinięte wokół ramion i gęsią skórkę na 
rękach. Włosy prawie im wyschły, ale w loki Arii zaplątały się wodorosty. 
Emily trzymała w obu dłoniach filiżankę gorącej czekolady, a Hanna 
trzęsła się jak osika. Ale może to dlatego, że właśnie oznajmiła 
przyjaciółkom, że Naomi to nie A.
 

– Nie wiedziała, co zrobiłam Madison – mówiła dalej Hanna, kiedy 

Jeremy umilkł. – Poza tym to ona zorganizowała dla nas ekipę ratunkową. 
To oczywiste, że znowu dałyśmy się zwieść A.
 

Spencer pokiwała głową. Wcale jej to nie dziwiło. Kiedy tylko 

Naomi przybyła im na ratunek, wszystkie ich podejrzenia wydały się jej 
bezpodstawne. Nie mogła się nadziwić, z jaką łatwością A. udało się 
rzucić podejrzenie na Naomi. Dostawały SMS-y od A., kiedy ona kręciła 
się gdzieś w pobliżu. Hanna musiała z nią mieszkać w jednym pokoju, co 
z pewnością nie było czystym przypadkiem. Spencer zamknęła oczy.
 

– Ale przecież ten ktoś płynął z nami. Zatopienie naszej tratwy to 

sprawka A., prawda?
 

Aria pokiwała głową.

 

– Za wiele zbiegów okoliczności. To na pewno robota A. Został 

tylko Graham. Może on jest jedynym A.
 

– Nie rozumiem, jak Graham mógł śledzić nas do zatoczki, a my go 

nie zauważyłyśmy – powiedziała Emily. – Byłyśmy na pełnym morzu. 
Musiałby działać błyskawicznie. Przecież nie spędziłyśmy w tej zatoczce 
dużo czasu.
 

– Może podsłuchał naszą rozmowę przed zejściem do szalupy 

i popłynął tam wcześniej – zastanawiała się Hanna. – Już tam na nas 
czekał, gdy przypłynęłyśmy. Ukrył się w jednej z jaskiń.
 

Aria zmrużyła oczy.

 

– Chyba nie mógłby dostać się tam tak szybko, natychmiast po 

eksplozji. Ale dziś uwierzę we wszystko.
 

Spencer obracała srebrny pierścionek na palcu.

 

– Graham pewnie podsłuchiwał wszystkie nasze rozmowy 

w świetlicy. A nam się wydawało, że nic nam nie grozi, bo Naomi nie było 
w pobliżu.
 

– Widziałyście Grahama? – wyszeptała Hanna. – Może teraz też nas 

podsłuchuje.
 

Rozejrzały się ostrożnie. Spencer wpatrywała się w tłum stojący 

background image

w lobby. Przy recepcji Jennifer Feldman pisała coś na iPadzie. Lucas 
Beattie przechadzał się w lobby i robił zdjęcia do albumu rocznego. 
Nigdzie nie zauważyła Grahama.
 

– Ciekawe, jaki będzie jego następny ruch – powiedziała 

z niepokojem Spencer. – Myślicie, że jak tylko wrócimy do Stanów, od 
razu skontaktuje się z policją?
 

Aria się wyprostowała.

 

– Uważam, że same powinnyśmy się przyznać, a nie czekać na to, co 

zrobi Graham.
 

„Przyznać się”. Spencer wzięła głęboki oddech. Hanna i Emily były 

wyraźnie spięte. Widać było, że wszystkie rozważają obietnicę złożoną 
pośrodku oceanu. Emily skubała skórki przy paznokciach.
 

– Okropnie się boję, co się stanie, jak się przyznamy.

 

– Musimy zakończyć tę sprawę – powiedziała Aria. – Tam, 

w wodzie, doznałam oświecenia. Wolę oczyścić sumienie, niż żyć 
w kłamstwie. Nawet jeśli będę przez to cierpiała, nie dam rady przeżyć 
kolejnego dnia z tym brzemieniem.
 

Spencer pokiwała głową.

 

– Też tak myślę. Choć słowo „cierpieć” nie oddaje grozy sytuacji. 

Rozprawa może się ciągnąć całe lata. Możemy resztę życia spędzić za 
kratkami.
 

– A. też może nas nękać do końca życia – zauważyła Aria.

 

– Już nigdy nie zobaczymy naszych rodzin – powiedziała Hanna. – 

Wszyscy, których kochamy, znienawidzą nas.
 

Oczy Arii wypełniły się łzami.

 

– Wiem, ale powtarzam, że mogę wziąć na siebie całą winę i...

 

– Nie – zaprotestowały jednocześnie Spencer, Emily i Hanna.

 

Spencer ze ściśniętym gardłem dotknęła ramienia Arii.

 

– Masz rację. Musimy zakończyć tę sprawę i wyjawić prawdę. To 

jedyny sposób. Jestem za.
 

– Ja też – powiedziała Hanna po chwili, a Emily pokiwała głową.

 

Na moment zamilkły, słuchając odgłosów tłumu w lobby. Jeremy 

jeszcze raz ogłosił, że właśnie rezerwuje bilety lotnicze do Filadelfii i że 
wszyscy wrócą do domu w ciągu najbliższych dni. Spencer na samą myśl 
o powrocie ścisnął się żołądek. W Stanach ich życie zupełnie się zmieni. 
Gdyby tylko mogły na zawsze zostać na Bermudach.
 

Nagle w drzwiach stanął Reefer z rękami w kieszeniach.

 

– Możemy pogadać? – zapytał, spoglądając na Spencer.

 

Spencer popatrzyła na przyjaciółki, które tylko wzruszyły ramionami 

background image

i pokiwały głowami. Ostrożnie, z bijącym sercem podeszła do Reefera. 
Kiedy się zbliżyła, wziął ją w ramiona i mocno przytulił.
 

– Właśnie się dowiedziałem, co się stało – powiedział jej do ucha. – 

Nic ci nie jest? Co ci strzeliło do głowy, żeby płynąć do tej zatoczki?
 

Spencer stała wyprężona i spięta, rozglądając się w poszukiwaniu 

kogoś, kto mógł podsłuchiwać ich rozmowę. Nawet jeśli to nie Naomi 
była A., ktoś przysłał jej wiadomość, że nie powinna wiązać się 
z Reeferem.
 

Ale nagle przypomniała sobie, że przecież i tak wkrótce zamierzały 

się przyznać do zabicia Tabithy. Życie było za krótkie, żeby spędzić je bez 
Reefera.
 

– To długa historia – przyznała. – Ale nic mi się nie stało. To Naomi 

mnie uratowała. Więc chyba się pomyliłam, biorąc ją za wariatkę.
 

Reefer energicznie pokręcił głową.

 

– Nie Spencer, nie myliłaś się. Wszystko mi opowiedziała.

 

Spencer zmarszczyła czoło.

 

– Co?

 

– To ona cię dręczyła. – Jego głos zamienił się w szept. – Rozlała 

oliwkę na podłodze, podpiłowała łóżko, żeby się zawaliło pod twoim 
ciężarem. Nie zmyśliłaś sobie tego.
 

Spencer zamrugała z niedowierzaniem.

 

– Przyznała się do tego?

 

Reefer pokiwał głową.

 

– Właśnie z nią rozmawiałem. Najpierw powiedziała mi o tym, że 

was uratowała, ale potem przyznała się, że to wszystko jej sprawka. Chyba 
miała wyrzuty sumienia. Ja zresztą też, bo ci nie uwierzyłem. Możesz mi 
wybaczyć?
 

Spencer patrzyła na niego jak na wariata.

 

– To ja powinnam cię prosić o wybaczenie, to ja się zachowywałam 

jak wariatka. I ja z tobą zerwałam. Nie powinnam była tego robić.
 

Reefer przycisnął ją do siebie.

 

– Oczywiście, że ci wybaczam – wyszeptał. – Ale pokręcony rejs. 

Naomi cię dręczyła, ta uciekinierka wyskoczyła za burtę, no i ta eksplozja. 
Słyszałaś? Niewykluczone, że ktoś ją celowo wywołał.
 

Spencer z trudem przełknęła ślinę.

 

– Nie słyszałam o tym. – Miała nadzieję, że to zabrzmiało 

wiarygodnie.
 

Reefer pokiwał głową.

 

– Coś wybuchło w maszynowni. Podejrzewają któregoś pasażera.

background image

 

Spencer spuściła głowę, bojąc się, że jeśli spojrzy Reeferowi prosto 

w oczy, zdradzi się.
 

– Wiedzą, kto to zrobił? – zapytała.

 

Reefer wzruszył ramionami.

 

– Nie mam pojęcia. Próbują odtworzyć obraz z kamer z maszynowni, 

ale dwie zostały zniszczone. Słyszałem, że trzecia kamera zarejestrowała 
obecność dwóch osób, teraz załoga próbuje ustalić ich tożsamość.
 

Spencer spojrzała na Arię, która rozmawiała z Hanną i Emily. Była 

pewna, że te dwie osoby z nagrania to Aria... i Graham. Zamknęła na 
moment oczy i wyobraziła sobie, że Graham to A. Nawet go nie znały. 
Mścił się na nieznajomych? Jakim trzeba być wariatem, żeby śledzić 
i prześladować zabójczynie swojej dziewczyny, zamiast po prostu wyjawić 
prawdę policji?
 

Trzeba być takim wariatem jak A.

 

Spojrzała na Reefera, próbując odpędzić od siebie czarne myśli.

 

– Tak bardzo za tobą tęskniłam – wyznała.

 

– Ja za tobą też – powiedział Reefer i nachylił się, żeby pocałować ją 

w szyję.
 

Spencer odchyliła głowę, rozkoszując się tym doznaniem. Lecz nagle 

grupka turystów w podkoszulkach z flagą amerykańską weszła w tłum 
kłębiący się w lobby i Spencer wróciła do rzeczywistości. Jutro miały 
zadzwonić do FBI. Jak to będzie wyglądać? Najpierw zadzwonią, a potem 
spotkają się z śledczym i ze łzami w oczach złożą zeznanie? Wyobraziła 
sobie, jak jej rodzice zostają wezwani do więzienia, przed drzwiami kłębią 
się dziennikarze żądni sensacji, w wiadomościach znowu pojawią się 
nazwiska całej czwórki i wszyscy będą się na nie gapić. Co pomyśli sobie 
Reefer, gdy się o tym dowie.
 

Jęknęła cicho i jeszcze mocniej przywarła do Reefera. Gdy była 

mała, razem z Melissą bawiły się w grę śliczny książę: robiły listę 
wszystkich cech, które miał posiadać ich wymarzony kandydat na 
chłopaka. Z początku Spencer kopiowała wszystko, co napisała Melissa. 
Miał być wysoki, ciemnowłosy, przystojny, jeździć fajnym samochodem 
i mieć dobrą pracę. Ale potem uświadomiła sobie, że opisują po prostu 
swojego tatę. Nawet gdy wyobraziła sobie innego księcia z bajki, nigdy 
nie pomyślała, że mógłby pachnieć konopiami albo sypać jak z rękawa 
cytatami z nieznanych piosenek Grateful Dead. Lecz kiedy patrzyła na 
łagodną, przyjazną twarz Reefera, poczuła, jak wzbiera w niej przeczucie, 
że kiedyś przyjedzie po nią książę na białym rumaku, to samo, które 
towarzyszyło jej w czasie tamtej dziecięcej zabawy. Nigdy nie sądziła, że 

background image

zwiąże się z kimś takim jak Reefer, tymczasem okazało się, że to właśnie 
kogoś takiego potrzebowała najbardziej.
 

Ale czy on ją zechce, kiedy się dowie, co zrobiła?

 

background image

 32

 PROBLEM Z CHŁOPAKIEM

 

 

 

Choć firma organizująca ekologiczny rejs wyczarterowała samoloty, 

które miały przywieźć uczestników wycieczki do Filadelfii, trzeba było 
wrócić na statek i zabrać rzeczy z kajut. O siódmej rano w poniedziałek na 
przystani w Hamilton zacumowała łódź i wszyscy dostali godzinę na 
spakowanie się. Aria i Noel przeszli przez pomost prowadzący na 
przystań, a potem zajrzeli do sali teatralnej, nadal udekorowanej na 
konkurs talentów. Zrobiło im się smutno na widok balonów, girland 
i reflektorów. Nie uprzątnięto nawet jedzenia, choć teraz obsiadł je rój 
brzęczących much.
 

Noel pokazał na zaparkowany przy scenie skuter, który miał 

przypaść w udziale zwycięzcy.
 

– Ciekawe, kto go teraz dostanie?

 

– Pewnie nikt – szepnęła Aria.

 

Noel ponuro pokręcił głową.

 

– Co za koszmarny wieczór. – Wziął Arię za rękę. – Nie chce mi się 

wierzyć, że zgodziłaś się na tę wyprawę po zagubioną pamiątkę rodzinną 
Spencer. Mogłaś umrzeć.
 

Aria spuściła wzrok.

 

– Wydawało mi się, że to nic takiego. Nie przewidziałyśmy, że 

z tratwy zejdzie powietrze. To było szaleństwo.
 

– Mogłyście to wcześniej przemyśleć. – Noel objął dłońmi twarz 

Arii. – Kiedy Naomi powiedziała mi, że wypłynęłyście w stronę 
zachodzącego słońca i jeszcze nie wróciłyście, serce mi stanęło. Nie wiem, 
co bym bez ciebie zrobił.
 

– Nie dramatyzuj – szepnęła Aria, ale do oczu napłynęły jej łzy.

 

Wspomnienia tamtych przerażających chwil w wodzie nadal żyły 

w jej pamięci. Nadal nie mieściło się jej w głowie, że jednak Naomi to nie 
A. i że prześladował je tylko Graham. Bez trudu je śledził, czyhając na nie 
w ciemnych kątach. To on zabił Gayle i o mało nie spowodował śmierci 
Arii i jej przyjaciółek.

background image

 

Kiedy szli przez statek, czuli coraz wyraźniejszy swąd spalenizny. 

Noel zmarszczył nos.
 

– Paskudnie tu śmierdzi.

 

Gdy mijali kasyno, Noel spojrzał na stolik, nad którym nadal był 

transparent zapowiadający poszukiwanie skarbów.
 

– Rozmawiałaś z Grahamem po ewakuacji? – zapytał, krzywiąc się. 

– Dziwię się, że on nie pospieszył ci na pomoc.
 

Aria z trudem przełknęła ślinę na wspomnienie tych okropnych chwil 

w maszynowni. Spencer powiedziała jej, że udało się ocalić jedną z kamer. 
Sama nie wiedziała, czy to dobrze, czy źle. Z jednej strony, rejestracja 
mogłaby ułatwić identyfikację i złapanie Grahama. Z drugiej, kamera na 
pewno uchwyciła również Arię. Noel pewnie by ześwirował, gdyby się 
dowiedział, że jego dziewczyna o mało nie wyleciała w powietrze.
 

Otarła łzy i rozejrzała się wśród osób zmierzających do swoich 

pokoi. Na tym pokładzie mieścił się też pokój Grahama, ale jego tutaj nie 
było. Aria nigdzie go nie widziała. Szukała w tłumie w hotelowym lobby, 
w restauracjach i wokół hotelu, ale go nie znalazła. Lecz jeśli to on był A., 
umiał się ukryć w miejscu publicznym.
 

Aria wiedziała, że to wszystko i tak nie będzie miało żadnego 

znaczenia. Kiedy już wyjawią całą prawdę o śmierci Tabithy, Graham nie 
będzie mógł ich prześladować. Uwolnią się od niego.
 

– Ziemia do Arii.

 

Aż podskoczyła. Noel wpatrywał się w nią.

 

– Wszystko w porządku? – zapytał.

 

Aria próbowała się uśmiechnąć, ale kąciki jej ust nie chciały się 

unieść. Brutalna rzeczywistość uderzyła ją jak obuchem w głowę. Miały 
zamiar oddać się w ręce FBI. Powinna uprzedzić Noela. Przecież nie może 
się o tym dowiedzieć z głównego wydania wiadomości.
 

– Ja... – zaczęła mówić łamiącym się głosem.

 

Noel spojrzał na nią z troską.

 

– Co się stało? – zapytał łagodnie.

 

– Z-zrobiłam coś strasznego – wyszeptała Aria.

 

– Co? – Noel zbliżył się do niej. Albo nie dosłyszał, albo prosił ją, 

żeby powiedziała coś więcej.
 

Ktoś trzasnął drzwiami. Z innej łodzi zacumowanej w zatoce 

odezwał się przeszywający dźwięk syreny. Słowa cisnęły się Arii na usta, 
jakby koniecznie chciały zostać wypowiedziane.
 

– Ja...

 

Nagle zatrzeszczały głośniki, z których popłynął głos Jeremy’ego.

background image

 

– Zostało czterdzieści pięć minut! Proszę się szybko pakować!

 

Noel odwrócił się do Arii. Wpatrywał się w nią przez kilka chwil, 

czekając. Aria odwróciła wzrok.
 

– Nieważne – powiedziała.

 

Teraz nie miała siły, żeby mu wszystko wytłumaczyć. On przytulił ją 

mocno, a potem odsunął i dotknął jej obojczyka.
 

– Gdzie twój medalion?

 

Aria szukała w głowie jakiegoś zmyślonego wyjaśnienia.

 

– Chyba zgubiłam w wodzie. – Miała nadzieję, że to zabrzmiało 

wiarygodnie. – Pewnie chciał wrócić do morza.
 

Noel pokiwał powoli głową, ale nie przejął się za bardzo.

 

– Chyba lepiej, że ty straciłaś ten wisiorek, niż gdybym ja stracił 

ciebie.
 

Przytulił ją ostatni raz, a potem poszedł do swojego pokoju. Aria 

wsiadła do windy, bo jej pokój znajdował się dwa pokłady niżej. 
Wydawało się jej, że czuje napięcie każdego mięśnia. Być może przed 
chwilą Noel przytulił ją po raz ostatni. Czy przestanie się do niej odzywać, 
kiedy się dowie, że zamordowała Tabithę?
 

Nagle, kiedy otworzyły się drzwi, obok przeszedł mężczyzna 

w policyjnym mundurze, z uniesioną wysoko głową, patrząc prosto przed 
siebie. Aria nacisnęła szybko przycisk otwierający drzwi i wysiadła na 
pokładzie Noela. Policjant udał się do końca korytarza, a potem przeszedł 
przez otwarte drzwi po lewej stronie. Aria była prawie pewna, że tam 
mieścił się pokój Grahama. To chyba właśnie tam się z nim spotkała przed 
ich partyjką minigolfa. Wydawało się jej, że to się wydarzyło wieki temu.
 

Patrzyła, jak Noel podszedł do drzwi swojego pokoju, wsunął kartę 

do zamka i wszedł do środka. Wstrzymując oddech, poszła do końca 
korytarza. Minęła pokój Noela i podeszła pod drzwi, za którymi zniknął 
policjant. To na pewno był pokój Grahama. Aria rozpoznała nalepkę 
z rycerzem na tabliczce na drzwiach.
 

Zajrzała do środka, przygotowując się na spotkanie z Grahamem, 

lecz w środku zobaczyła tylko policjanta i Jeremy’ego. Stali obok siebie 
i gorączkowo o czymś rozprawiali.
 

– Jak długo był nieprzytomny? – zapytał policjant, stojąc z rękami na 

biodrach.
 

– Od ewakuacji – wyszeptał Jeremy. – Nie wiadomo jeszcze, jak 

bardzo ucierpiał. Lekarze nie powiedzieli mi zbyt wiele. Jego rodzina 
wkrótce się tu zjawi.
 

Aria nie wierzyła swoim uszom. Graham wylądował w szpitalu?

background image

 

Policjant się skrzywił.

 

– Utrata świadomości to dobra wymówka, żeby nie zeznawać, co? 

Na nagraniu z kamery widać jego i kogoś jeszcze. – Spojrzał na ekran 
telefonu. – W tej chwili ten chłopak ma się czego bać.
 

– Zidentyfikowali państwo tę drugą osobę? – zapytał Jeremy.

 

Aria wstrzymała oddech. Lecz policjant przestąpił z nogi na nogę 

i powiedział:
 

– Nadal nie potrafimy odtworzyć rysów twarzy tej drugiej osoby. 

Wydaje się nam jednak, że to mężczyzna.
 

Aria zmarszczyła brwi ze zdumienia. Przeczesała palcami długie 

włosy, a potem spojrzała na swoje smukłe, kobiece palce z paznokciami 
pomalowanymi na koralową czerwień z brokatem. Cóż, w przeszłości 
mylono ją z wieloma osobami, ale nigdy z mężczyzną.
 

Nagle policjant i Jeremy podnieśli głowy i ją zauważyli. Jeremy 

otworzył szeroko oczy. Policjant wyglądał groźnie.
 

– Słucham – warknął.

 

– Yyy, szukam Grahama – powiedziała Aria, zdumiona, że jej głos 

brzmiał tak słabo i nieśmiało. – Wiedzą panowie, gdzie on się podziewa?
 

Przez ułamek sekundy przez twarz Jeremy’ego przemknął jakiś cień, 

który natychmiast zniknął.
 

– Mieliście się szybko pakować.

 

W głowie Arii zapaliło się ostrzegawcze światełko.

 

– Czy Grahamowi... nic się nie stało? – zapytała pełnym napięcia 

głosem.
 

Jeremy zmarszczył czoło i podszedł do niej.

 

– Nie żartuję. Jeśli w ciągu pół godziny nie zabierzecie rzeczy 

z pokoi, nie będzie wam wolno po nie wrócić.
 

W jednej chwili wyostrzyły mu się rysy twarzy, przez co wydał się 

Arii starszy i bardzo groźny. Aria odwróciła się i szybko skierowała do 
windy. Chyba stała się świadkiem sceny, której nie powinna była widzieć. 
Poczuła się nieswojo, ale postanowiła nie zaprzątać sobie tym głowy. 
Odwróciła się i poszła przed siebie, byle jak najdalej od pokoju, który 
najprawdopodobniej należał do A.

background image

 33

 SPEŁNIONE ŻYCZENIE EMILY

 

 

 

Następnego dnia bus z lotniska zatrzymał się na podjeździe pod 

domem Emily. Bardzo uprzejmy kierowca, który przez całą drogę 
zanudzał dziewczynę, opowiadając o swoim szesnastoletnim synu, 
rzekomo idealnym dla niej, podszedł do bagażnika i wyciągnął z niego 
torby Emily.
 

– Chyba nikogo nie ma w domu. – Mrużąc oczy, spojrzał na 

kolonialny dom Fieldsów z niebieskim sidingiem.
 

W oknach nie paliło się światło, rolety były zaciągnięte, a na ganku 

walały się przywleczone przez wiatr liście i gałązki.
 

Emily wzruszyła ramionami. Tuż przed lądowaniem jej samolotu na 

lotnisku w Newark dostała zdawkowego SMS-a od taty, który nie mógł jej 
osobiście odebrać, więc zorganizował dla niej transport. Nawet się nie 
usprawiedliwił, więc Emily przypuszczała, że po prostu nie miał ochoty 
utknąć z nią na dwie godziny w samochodzie. Najwyraźniej miał w nosie 
to, że jego córka musiała uciekać z płonącego statku tratwą ratunkową.
 

Dała kierowcy jako napiwek ostatni banknot dwudziestodolarowy, 

jaki znalazła w portfelu, wstukała kod do bramy do garażu i patrzyła, jak 
drzwi powoli się podnoszą. Oczywiście oba samochody rodziców stały 
w środku. Obeszła je i otworzyła drzwi do domu.
 

W środku poczuła znajomy zapach, mieszankę trochę zwietrzałego 

potpourri, wybielacza i piżmowej wody kolońskiej taty. Czuła ucisk w 
gardle. Przez kilka godzin w czasie rejsu wydawało się jej, że już nigdy 
tutaj nie wróci. Po tym, co się stało, nie miała czasu przygotować się na 
powrót do normalnego życia.
 

Nagle poczuła, że jej nogi wrosły w ziemię. Wydawało się jej, że nie 

zniesie lodowatych spojrzeń rodziców i ich ciężkich westchnień. Nie 
zniesie ciężkiej ciszy, nabrzmiałej od ich rozczarowania, zamkniętych 
drzwi do sypialni mamy i tych okropnych kolacji z milczącym jak grób 
tatą. Wiedziała, że ich relacje pogorszą się jeszcze bardziej, gdy razem 
z przyjaciółkami wyzna całą prawdę.

background image

 

Stała w pralni, dotykając pralki. Mogła się odwrócić, wyjść i spędzić 

noc w hotelu. Jutro miały zadzwonić na policję, więc w ciągu dwudziestu 
czterech godzin znalazłaby się w areszcie. Mogła te kilka ostatnich godzin 
na wolności spędzić w jakimś spokojnym miejscu. Niby po co miała się 
męczyć w towarzystwie osób, które jej nienawidziły?
 

Odwróciła się ze ściśniętym gardłem. Wtedy z salonu dobiegł cichy, 

łagodny głos.
 

– Emily, to ty?

 

Zamarła. To była mama.

 

– Emily!? – zawołała znowu pani Fields.

 

Rozległy się kroki. Pani Fields stanęła w drzwiach salonu 

w różowym swetrze i dżinsach. Chyba dopiero co umyła włosy 
i umalowała się. A co jeszcze dziwniejsze, patrzyła na Emily z łagodnym 
uśmiechem. Emily lekko dotknęła policzka, upewniając się, czy aby nie 
śni.
 

– Cześć.

 

– Cześć, kochanie. – Pani Fields spojrzała na torby. – Pomóc ci?

 

Emily nie wierzyła własnym uszom. To były pierwsze słowa, które 

mama skierowała do niej od dwóch tygodni.
 

– Nie byłam pewna, czy chcecie, żebym wróciła do domu. – Emily 

zdziwiła się, że wypowiedziała te słowa na głos.
 

Pani Fields zacisnęła usta. Uniosła i opuściła ramiona. Przez chwilę 

Emily zobaczyła rozczarowanie kryjące się w zmarszczkach mamy i w jej 
podkrążonych oczach. „Oho, zaczyna się”, pomyślała. Czuła, że mama 
zaraz wybuchnie płaczem i zaszyje się w swoim pokoju.
 

Ale pani Fields zrobiła krok i wyciągnęła ręce. Emily nawet nie 

wiedziała, kiedy mama ją do siebie przytuliła, a ona stała sztywna, jakby 
kij połknęła, z rękami wzdłuż ciała, czekając na łzy mamy... albo na 
kolejne kazanie... albo na coś jeszcze gorszego. Ale mama tylko wtuliła 
twarz we włosy Emily i ciężko oddychała.
 

– Słyszałam, że na statku doszło do eksplozji – powiedziała pani 

Fields. – I że o mało nie utonęłyście na środku morza.
 

Emily spuściła wzrok.

 

– Przepraszam – rzekła pokornie.

 

– Dobrze, że nic ci się nie stało. – Pani Fields uścisnęła dłonie córki.

 

Emily spojrzała na nią.

 

– Naprawdę?

 

Pani Fields pokiwała głową.

 

– Kochanie, miałam mnóstwo czasu na przemyślenia. Jakoś sobie 

background image

z tym wszystkim poradzimy. Znajdziemy sposób, żeby znowu być rodziną.
 

Emily odsunęła się lekko i spojrzała na twarz mamy.

 

– No powiedz coś! – ponaglała ją pani Fields, wyraźnie 

zdenerwowana. – Przecież ty też tego chcesz, prawda?
 

– Oczywiście – wyjąkała Emily. – Ja po prostu... nigdy... ja. – Czuła, 

jak łzy napływają jej do oczu. – Myślałam, że nigdy mi nie wybaczycie – 
szepnęła i wybuchła płaczem.
 

Pani Fields znowu ją do siebie przytuliła.

 

– Pod twoją nieobecność odbyłam długą rozmowę z ojcem 

Flemingiem. Wiem, że za mało z sobą rozmawiamy o ważnych sprawach. 
Ale nie mogłam się pogodzić z tym, że ukrywałaś przede mną coś tak 
ważnego. Przez cały ten czas robiłam sobie wyrzuty. Wydawało mi się, że 
zawiodłam jako twoja matka.
 

– Nie mów tak – powiedziała Emily przez łzy. – To moja wina. 

Powinnam była wam powiedzieć. Ale byłam...
 

– ... przerażona – dokończyła za nią pani Fields. – Wiem. Carolyn 

nam powiedziała.
 

Emily zrobiła krok w tył.

 

– Rozmawiałaś o tym z Carolyn?

 

Pani Fields pokiwała głową.

 

– Ona też uważa, że cię zawiodła. Chce przyjechać do domu na długi 

weekend, żeby o tym wszystkim pogadać. Ta sprawa dotyczy nas 
wszystkich, Emily. Jeśli mamy kiedykolwiek naprawić nasze relacje, 
musimy wszyscy nad tym popracować. Nie sądzisz?
 

Emily patrzyła na mamę w osłupieniu.

 

– Tak – wyszeptała. – Ja też chcę znowu należeć do rodziny.

 

Emily się rozejrzała. W pralni stały kosze na bieliznę i butelki 

z detergentami, a na hakach wisiały stare bluzy. Nigdy nie spędzała wiele 
czasu w tym pomieszczeniu, a teraz nagle poczuła, że to jej ulubione 
miejsce pod słońcem. Rozciągnęły się przed nią wszystkie możliwości. 
Mogła odbudować relację ze starszą siostrą. Pogodzić się z mamą. Jeść 
zwyczajne kolacje i spędzać wakacje w rodzinnym gronie. Jak 
w normalnym domu. Postanowiła, że już nigdy ich nie okłamie i nie 
ucieknie od nich, gdy stanie przed jakimś problemem.
 

I wtedy przypomniała sobie o Tabicie. Na chwilę odepchnęła od 

siebie tę myśl, koncentrując się tylko i wyłącznie na rodzinie. Przez jeden 
dzień mogła cieszyć się taką rodziną, o jakiej zawsze marzyła. Drugi taki 
moment pewnie już nigdy nie nastąpi.
 

– Chodź – powiedziała pani Fields, podnosząc jedną z toreb 

background image

i taszcząc ją do kuchni. – Usiądź, zrobię ci herbatę, a ty opowiesz mi 
o wycieczce.
 

Emily poszła za mamą przez salon do kuchni i usiadła przy stole. 

Z ulgą patrzyła, jak pani Fields napełnia czajnik i stawia go na kuchence. 
Już miała zacząć opowieść o statku i wszystkich wyspach, które 
odwiedzili, gdy nagle dostrzegła kopertę z ekspresowym listem. Było na 
niej napisane: „Emily Fields”.
 

Podniosła ją.

 

– Co to jest?

 

Pani Fields spojrzała przez ramię i się uśmiechnęła.

 

– Nie wiem. Przyszedł rano.

 

Emily otworzyła kopertę i wyciągnęła pocztówkę. Kiedy zobaczyła 

na niej zdjęcie międzynarodowego lotniska na Bermudach, jej serce 
mocniej zabiło. Kartka nie była podpisana, ale Emily i tak wiedziała, kto ją 
przysłał. Przez chwilę wpatrywała się w datę: „3 kwietnia”. To było dwa 
dni temu, wtedy miała miejsce eksplozja na statku. Wyobraziła sobie 
Jordan wyskakującą za burtę z najwyższego pokładu statku, bąbelki 
w wodzie i łodzie FBI przeszukujące zatokę. Uśmiechnęła się do siebie. 
Jeszcze raz przeczytała wiadomość.
 

Emily, nic mi się nie stało. Nie jadę tam, gdzie planowałyśmy, ale 

w jeszcze fajniejsze miejsce. Któregoś dnia się odnajdziemy, obiecuję.
 

background image

 34

 PRAWDZIWA ZABAWA DOPIERO PRZED NAMI

 

 

 

Następnego ranka o ósmej, gdy rozległ się dzwonek do drzwi 

w domu Byrona, Aria zerwała się z kanapy. Była sama w domu. Byron 
poszedł do pracy, a Meredith zabrała małą Lolę do lekarza.
 

Aria wyjrzała przez szybę w drzwiach. Na ganku stały Hanna, 

Spencer i Emily z grobowymi minami.
 

– Dzięki, że przyszłyście – powiedziała cicho Aria, kiedy otworzyła 

drzwi.
 

Żadna nie odpowiedziała. Aria zaprowadziła je do saloniku 

w suterenie. Wszystkie trzy usiadły obok siebie na kanapie, twarzami 
w stronę telewizora. Przybrały bardzo grzeczne pozy i miały szkliste, 
zaczerwienione oczy, jak na pogrzebie.
 

– Jesteście pewne, że powinnyśmy to zrobić? – zapytała nagle 

Spencer.
 

Dziewczyny spojrzały po sobie.

 

– Ja nie chcę – wyszeptała Hanna.

 

– Ja też nie – powiedziała Emily. Gdy przełykała ślinę, widać było 

napięte mięśnie na jej szyi.
 

Aria przysiadła na oparciu fotela z mieszanymi uczuciami. Od kiedy 

się obudziła, czuła, że kończy się dla niej pewna epoka. Po raz ostatni 
obudziła się we własnym łóżku. Ostatni raz wyszorowała zęby w swojej 
łazience. Ostatni raz ucałowała Lolę bez nadzoru strażnika więziennego. 
Czy Meredith kiedykolwiek odwiedzi ją z Lolą w więzieniu? 
Prześladowało ją wspomnienie tamtego SMS-a od A.: „Zobaczysz go 
jeszcze, gdy trafisz za kratki?”.
 

Hanna obgryzała paznokcie. Emily wpatrywała się w kubek z kawą, 

który trzymała dłoniach, ale nie mogła jej przełknąć. A Spencer raz po raz 
brała ze stolika czasopismo, gapiła się na okładkę, a potem odkładała je.
 

– Może przydzielą do naszej sprawy łagodnego sędziego – 

powiedziała Emily. – Kogoś, kto zrozumie, jak bardzo się bałyśmy, że 
Prawdziwa Ali wróci i zrobi nam krzywdę.

background image

 

Spencer zaśmiała się głucho.

 

– Żaden sędzia tego nie kupi. Powiedzą, że przecież same 

widziałyśmy, jak Prawdziwa Ali umiera.
 

Emily wierciła się, jakby za chwilę miała wybuchnąć albo posikać 

się w spodnie.
 

– Może jednak sąd weźmie pod uwagę, że w czasie pożaru 

zostawiłam otwarte drzwi.
 

Dziewczyny wbiły w nią wzrok.

 

– Możesz powtórzyć? – powiedziała zdumiona Spencer.

 

Emily zasłoniła twarz dłońmi.

 

– Przepraszam. Nie mogłam jej tak zostawić, gdy leżała na podłodze. 

Nie wiem, czy się wydostała, ale zostawiłam drzwi otwarte.
 

– Ale przecież widziałam, jak zamykasz drzwi – powiedziała Hanna.

 

– Nie zamknęłam ich.

 

Aria wbiła wzrok w sufit, przywołując w pamięci te okropne, 

gorączkowe chwile na moment przed wybuchem. Mogłaby przysiąc, że na 
własne oczy widziała drzwi zamknięte na klucz. A może zmyśliła to sobie 
już po fakcie?
 

– O Boże, Emily – wyszeptała Spencer z szeroko otwartymi oczami.

 

Hanna przesunęła dłońmi po twarzy.

 

– Dlatego próbowałaś nas przekonać, że to Prawdziwa Ali nas teraz 

prześladuje?
 

– Chyba tak. – Emily obracała w palcach podstawkę pod kubek. – 

Zastanawiałam się nad tym i wydaje mi się, że to przemawia na naszą 
korzyść. Gdy opowiem, że zostawiłam otwarte drzwi, a potem bałam się, 
że Ali uciekła, może sędzia zrozumie, dlaczego wpadłyśmy w taką panikę 
na Jamajce.
 

– Albo weźmie nas za kompletne wariatki – warknęła Hanna.

 

Aria pokręciła głową.

 

– Trzeba nam było wcześniej o tym powiedzieć.

 

– Wiem. – Emily miała cierpiętniczą minę. – Przepraszam was. Ale 

co by to zmieniło? Tym łatwiej uwierzyłybyśmy, że Tabitha to Ali, która 
przyjechała za nami na Jamajkę.
 

– Albo poszłybyśmy na policję, zamiast brać sprawę w swoje ręce – 

powiedziała Aria.
 

– Ten koszmar by się nie wydarzył – dodała Spencer.

 

Emily skuliła się w sobie.

 

– Przepraszam.

 

– Wiesz, co to oznacza? – Aria przeczesała włosy palcami. – 

background image

Prawdziwa Ali mogła rzeczywiście wydostać się z pożaru! A. to być może 
ona!
 

– Właśnie o tym próbowałam was przekonać – broniła się Emily. – 

Ali to najbardziej prawdopodobna kandydatka. Tak blisko przyjaźniła się 
z Tabithą, że ta nosiła jej zdjęcie w medalionie. Może Ali była z nią na 
Jamajce i razem zaplanowały, że zepchną nas z tarasu, ale stało się inaczej. 
Ali czekała pewnie na dole, na plaży, i robiła zdjęcia. A kiedy jej plan 
spalił na panewce, postanowiła nas dręczyć.
 

– A co z Grahamem? – zapytała Spencer. – Mamy powody, żeby go 

podejrzewać. Poza tym on na pewno żyje.
 

Aria spojrzała na nie wystraszona.

 

– Myślałam, że to nie ma znaczenia, skoro postanowiłyśmy się 

przyznać, ale podsłuchałam wczoraj rozmowę Jeremy’ego z policjantem. 
Graham leży w szpitalu.
 

Hanna zmrużyła oczy.

 

– Dlaczego?

 

– Nie wiem. Może został ranny w wyniku eksplozji. Nie znam 

szczegółów.
 

– Co z tego, że Graham wylądował w szpitalu? – Spencer podniosła 

ręce do góry. – Kiedyś przecież wyjdzie. I wtedy opowie o wszystkim, co 
zrobiłyśmy.
 

– Dowiedziałam się jeszcze czegoś – powiedziała Aria. – To dziwne, 

ale policjant powiedział, że na nagraniu z kamery zidentyfikowano dwie 
osoby z maszynowni. Jedną był na pewno Graham. Nie ustalili tożsamości 
drugiej osoby, ale uważają, że to był facet.
 

Spencer spojrzała na nią badawczo.

 

– Ktoś jeszcze był tam z wami?

 

Aria pokręciła głową. Emily zabębniła palcami w stolik.

 

– Może to ty, ale kamera uchwyciła cię pod kątem. A może w tym 

samym czasie zabłąkał się tam jakiś pracownik statku.
 

– Możliwe – powiedziała powoli Aria.

 

Zamknęła oczy. Miała serdecznie dość tej rozmowy, ciągłego 

zastanawiania się, kim jest A. Chciała z tym skończyć.
 

– Musimy natychmiast powiedzieć policji o Tabicie – zdecydowała.

 

– No dobra – wyszeptała Emily, słysząc autorytarny ton Arii.

 

Spencer tylko pokiwała głową. Hanna przełknęła ślinę, ale potem 

skinęła głową w kierunku telefonu Arii.
 

– W porządku.

 

Aria czuła się jak naelektryzowana, jakby powoli odchodziła od 

background image

zmysłów. Wzięła telefon i znalazła numer do Michaela Paulsona, oficera 
FBI zajmującego się sprawą morderstwa. Numer zaczynał się od cyfr 
wskazujących na rejon Waszyngtonu. Gdy wybierała numer, jej palce 
bardzo mocno naciskały na klawisze. Wystukała ostatnią cyfrę i 
w słuchawce rozległ się sygnał. Po chwili odebrała sekretarka.
 

– Czy mogę rozmawiać z panem Michaelem Paulsonem? – zapytała 

Aria, włączając głośnik w telefonie.
 

– Mogę wiedzieć, kto mówi? – zapytała sekretarka znudzonym 

tonem.
 

Aria popatrzyła na przyjaciółki, a potem powiedziała do słuchawki:

 

– Mam informacje na temat śmierci Tabithy Clark.

 

Nastało pełne napięcia milczenie.

 

– Pan Paulson właśnie bierze udział w konferencji prasowej – 

powiedziała sekretarka po chwili. – Ale jeśli to coś ważnego, mogę do 
niego zadzwonić. Mogę dać pani znać, kiedy pan Paulson wróci do biura.
 

Aria się zgodziła. Z bijącym sercem odłożyła telefon na stolik. Co 

miała powiedzieć, kiedy zadzwoni do niej detektyw? W jakie miała ubrać 
to słowa? Wiedziała, że gdy tylko to zrobi, ich życie nieodwracalnie się 
zmieni. Czy naprawdę była na to gotowa?
 

Hanna wzięła pilota i włączyła telewizor.

 

– Nie zniosę tej ciszy – powiedziała.

 

Na ekranie pojawiła się reklama ciasteczek z lodami. Gapiły się na 

nią bezmyślnie. Arii wydawało się, że wszystkie rozmyślają nad tym 
samym. Już pewnie nigdy nie będą mogły pozwolić sobie na taki luksus 
jak jedzenie ciasteczek lodowych.
 

Reklama ciasteczek się skończyła i zaczęła się reklama samochodów 

ciężarowych Ford, a potem lokalnej pizzerii i towarzystwa 
ubezpieczeniowego. Następnie rozpoczęły się wiadomości. Pogodynka 
zapowiadała duże zachmurzenie, a jutro miał nadejść front wysokiego 
ciśnienia.
 

– Pora wyciągnąć z szafy szorty i podkoszulki! – zawołała. – Będzie 

bardzo ciepło!
 

– Jezu, czy ona musi być taka radosna? – warknęła Spencer, patrząc 

na ekran.
 

Emily z desperacją spojrzała na telefon.

 

– Dlaczego on nie oddzwania? Nie wie, jakie to ważne?

 

Hanna przycisnęła do piersi poduszkę.

 

– Nie zrelacjonowałam wam jeszcze w całości mojej wczorajszej 

rozmowy z Naomi. Powiedziała, że Prawdziwa Ali zadzwoniła do niej, 

background image

kiedy wróciła do Rosewood jako Courtney, i powiedziała jej o wszystkim.
 

Teraz dziewczyny patrzyły na nią.

 

– Co to znaczy „wszystko”? – zapytała Aria.

 

– Prawdę. Tak mi się wydaje. To, co napisała w liście, który wsunęła 

pod drzwiami wtedy, w Pocono. Ale Naomi jej nie uwierzyła. Uznała ją za 
wariatkę.
 

Spencer była zdumiona.

 

– Dlaczego Ali zdradziła jej taki sekret?

 

Hanna wzruszyła ramionami.

 

– Myślała, że Naomi weźmie jej stronę. Ali próbowała ją skaptować, 

tak jak skaptowała Monę i próbowała skaptować ciebie, Spencer. Ali 
powiedziała: „Dorwiemy te suki, Naomi”.
 

– „Dorwiemy”? – wtrąciła się Aria.

 

– Tak powiedziała. – Hanna spojrzała ze zdumieniem na Arię. – Co 

w tym dziwnego?
 

Aria założyła kosmyk włosów za ucho.

 

– Nie wiem. To zabrzmiało tak, jakby współpracowała z całym 

sztabem ludzi, którzy próbowali nas dorwać. Ale może się mylę.
 

Nagle Spencer, która patrzyła na ekran telefonu, podniosła głowę.

 

– Powiedziałaś, że Graham wylądował w szpitalu? Jak się okazuje, 

jest w śpiączce.
 

Pokazała im telefon. Nagłówek artykułu opublikowanego 

w internecie głosił: „OFIARA REJSU PO TRÓJKĄCIE 
BERMUDZKIM”. Aria przeczytała tekst: „Graham Pratt trafił do szpitala 
w wyniku obrażeń doznanych w czasie eksplozji na pokładzie statku 
»Duma Mórz«, w czasie ekologicznego rejsu. Lekarze w szpitalu na 
Bermudach twierdzą, że pomimo śpiączki stan pacjenta jest stabilny”.
 

– Ale numer – wyszeptała Aria z bijącym sercem.

 

W śpiączce? Został ranny w czasie wybuchu? Dlaczego więc nie 

zauważyła go, jak leżał nieprzytomny na podłodze w maszynowni?
 

Na ekranie pojawił się reporter, który relacjonując teraz jakiś 

wypadek samochodowy w pobliżu Conshohocken Curve, wyrwał Arię 
z zamyślenia. Aria wzięła pilota, bo chciała przełączyć program, kiedy 
nagle kamera pokazała znajomą twarz. Na ekranie pojawiła się Tabitha 
z błyskiem w oku i promiennym, zalotnym uśmiechem. Wyglądała tak, 
jakby skrywała jakiś sekret. Pod zdjęciem widniał napis: „NAJNOWSZE 
DONIESIENIA”.
 

Pilot wypadł Arii z dłoni na podłogę. Hanna chwyciła ją za ramię 

i ścisnęła.

background image

 

– Właśnie otrzymaliśmy najnowsze informacje w sprawie Tabithy 

Clark, nastolatki zamordowanej w zeszłym roku na Jamajce – powiedziała 
blond reporterka. – Lekarz sądowy skończył autopsję, której rezultaty 
okazały się zdumiewające. Więcej na ten temat wie Jennifer Rubenstein.
 

Emily zbladła.

 

– O Boże.

 

– No to mamy przechlapane – wyszeptała Spencer. – Na pewno 

powiedzą, że Tabithę zepchnięto.
 

Na ekranie pojawił się Michael Paulson, ten sam, do którego 

próbowały się dodzwonić. Stał przed lasem mikrofonów, obok mężczyzny 
w białym kitlu. Rozbłysły flesze.
 

– Po długim badaniu szczątków panny Clark – powiedział Paulson, 

robiąc krok do przodu – razem z zespołem doszliśmy do wniosku, że 
zmarła w wyniku urazów głowy. Czaszka nosiła ślady wielu uderzeń, 
zadanych najprawdopodobniej tępym przedmiotem.
 

Hanna, która zakrywała oczy dłońmi, popatrzyła przez palce.

 

– Zaraz. Co?

 

Aria nachyliła się do telewizora, pewna, że się przesłyszała.

 

– Została uderzona z niewielkiej odległości – mówił dalej Paulson. – 

To wszystkie informacje, które mogę w tej chwili zdradzić.
 

Reporterzy zasypali go pytaniami, lecz nagle jeden z asystentów 

Paulsena poklepał go po ramieniu i podsunął mu telefon. Paulson odsunął 
się na bok, powiedział kilka słów do asystenta, wziął od niego telefon 
i przystawił do ucha.
 

Gdy zadzwonił telefon Arii, wszystkie aż podskoczyły. Aria spojrzała 

na numer, który wyświetlił się na ekranie, ten sam, na który przed chwilą 
dzwoniła do Waszyngtonu. Paulson czekał, aż Aria odbierze.
 

Aria spojrzała na telefon, a potem na przyjaciółki i na telewizor. U 

dołu ekranu pojawił się napis: „TABITHA CLARK ZABITA 
UDERZENIEM W GŁOWĘ Z NIEWIELKIEJ ODLEGŁOŚCI”. Aria 
powoli wyciągnęła rękę i odrzuciła rozmowę. Telefon zamilkł. Na ekranie 
pojawiła się godzina i data połączenia.
 

Wyłączyła głos w telewizorze i popatrzyła na przyjaciółki. Czuła 

mrowienie w stopach. Wydawało się jej, że jej głowa odłączyła się od 
korpusu.
 

– Nie rozumiem – powiedziała drżącym głosem. – Dlaczego autopsja 

nie wykazała, że Tabitha spadła z dużej wysokości? Jeśli zadano jej cios 
z bliska tępym przedmiotem...
 

– ... to znaczy, że to nie my ją zabiłyśmy – dokończyła za nią Hanna. 

background image

– Nie umarła w wyniku upadku.
 

Aria zamrugała. Jej mózg pracował na zwolnionych obrotach.

 

– Czy... to znaczy... że ktoś inny ją zabił?

 

Na ekranie wyciszonego telewizora reporterzy zasypali pana Clarka 

tysiącem pytań. Aria próbowała się uśmiechnąć. Hanna wyciągnęła rękę 
i uścisnęła jej dłoń. Spencer i Emily objęły się i wybuchły płaczem.
 

Arię ogarnęły sprzeczne emocje. Czuła ulgę i uniesienie, ale zarazem 

paraliżujący strach. Ktoś inny zabił Tabithę. One były niewinne. Te słowa 
rozbrzmiewały w jej uszach jak najsłodsza muzyka.
 

A jednak ręce okropnie się jej trzęsły, a serce waliło jak młotem. 

O mały włos przyznałyby się do zbrodni, której nie popełniły. Mogły 
zrujnować sobie życie. Zniszczyć swoje związki. Chciały w ten sposób 
pozbyć się A., ale może właśnie na tym polegał plan ich prześladowcy. 
Być może Tabitha zginęła z ręki A.
 

– Dziewczyny, w takim razie Graham nie może być A. – powiedziała 

powoli. – Nie miał powodu, żeby wrobić nas w to morderstwo przed 
wycieczką na Jamajkę. To robi ktoś, kogo znamy od bardzo dawna.
 

Spojrzały po sobie z przerażeniem, bo zaświtała im w głowie ta sama 

myśl.
 

– Prawdziwa Ali – wyszeptała Spencer.

 

– To jedyna możliwość – szeptem dodała Hanna.

 

Nagle odezwał się telefon Arii. Najpierw myślała, że znowu dzwoni 

do niej detektyw, lecz na ekranie pojawiła się informacja, że dostała 
nowego SMS-a. Poczuła kamień w żołądku. Wszelkie jej podejrzenia 
wobec Grahama rozwiały się jak dym. Nie mógł wysłać wiadomości, bo 
przecież był w śpiączce. Potem zadzwoniły telefony Spencer i Hanny. 
Komórka Emily zabrzęczała wysokim tonem. Spojrzały po sobie i krew 
odpłynęła im z twarzy. Aria wzięła swój telefon i otworzyła wiadomość.
 

Zgadłyście, suki. To moja sprawka. A  wy jesteście następne 

w kolejce.
 

background image

 CO BĘDZIE DALEJ...

 

 

 

No i znowu mi się udało. A zabawa dopiero się zaczyna. Co z tego, 

że dziewczyny zostały wyłowione z topieli przez dzielną ekipę ratunkową? 
Nasze kłamczuchy prędzej czy później pójdą na dno. To tylko kwestia 
czasu.
 

Spencer troszkę się zmęczyła, uganiając się za Reeferem po całym 

statku. Być może na chwilę odzyskała jego względy, ale niestety miłość 
nie trwa wiecznie. Uwierzcie mi, bo wiem, co mówię: ich związek się 
rozpadnie, zanim oboje przestąpią próg Princeton.
 

Biedna Hanna, znowu przeze mnie straciła przyjaciółkę. Chyba nikt 

jej nie powiedział, że kto sieje wiatr, zbiera burzę. A skoro już jesteśmy 
przy tym temacie: podobno ktoś, kto brał udział w rejsie, trafi do kliniki 
leczenia poparzeń w Rosewood. A przecież nic tak nie uspokaja 
nieczystego sumienia, jak odrobina pracy społecznej!
 

Młodociana Złodziejka skradła serce Emily, a potem odpłynęła ku 

zachodzącemu słońcu, lecz przecież ta pocztówka to najlepszy dowód na 
to, że ich miłość ma jeszcze szansę. A może jednak nie? Przecież 
wszystkie drogi, jakimi podąża Emily, prowadzą ją z powrotem do Ali. 
A stara miłość nie rdzewieje...
 

Aria powinna się zatroszczyć, żeby razem z medalionem głęboko 

ukryć na dnie morza kilka innych sekretów. Jeśli wyjdą na jaw wydarzenia 
pewnej gwiaździstej, strasznej nocy na Islandii, nastąpi katastrofa znacznie 
poważniejsza niż pożar na statku.
 

Korzystajcie z pięknej pogody, póki jeszcze możecie. Opalenizna tak 

szybko blaknie w więzieniu.
 

Całusy!

 

background image

 PODZIĘKOWANIA

 

 

 

Bardzo dziękuję fantastycznemu zespołowi w Alloy Entertainment – 

Lanie Davis, Sarze Shandler, Joshowi Bankowi i Lesowi Morgensteinowi, 
którzy służyli mi nieocenioną pomocą w czasie pracy nad tą książką. 
Ostatnio moje życie pędzi jak szalone, ale praca z Wami to dla mnie 
ogromna przyjemność. To bardzo kształcące i zarazem zabawne 
doświadczenie. Niech podziękowania zechcą przyjąć także Kari 
Sutherland i Farrin Jacobs. Ta książka wiele zawdzięcza Waszym uwagom 
i podpowiedziom. Dziękuję także Kristin Marang, która zawsze dba o mój 
wizerunek w internecie, kiedy ja sama nie mam na to czasu.
 

Gorąco pozdrawiam moją rodzinę i przyjaciół: rodziców, moją 

siostrę Ali, naszego maleńkiego Kristiana oraz moje kuzynki i kuzynów: 
Kristen, Colleen, Briana, Grega i Ryana. Szczególnie ciepło pozdrawiam 
moją uroczą przyjaciółkę Colleen McGarry, z którą odgrywałam koncerty 
Led Zeppelin, szkicowałam oślizgłe jaszczurki, tańczyłam przez całą noc 
we własnoręcznie wydzierganych strojach, zabierałam nasze bardzo 
znudzone dzieci do ptaszarni i która czuwała nade mną, gdy przez całą noc 
wymiotowałam w hostelu w Galway. Nie mogłabym sobie wymarzyć 
lepszej przyjaciółki. Buziaki!
 

background image

 

Sara Shepard jako nastolatka chciała być gwiazdą oper mydlanych, 

projektantką klocków Lego lub genetykiem. Inspiracją bestsellerowych 
powieści z serii Pretty Little Liars oraz The Lying Game stały się jej 
wspomnienia z czasów szkolnych.

  

 

 

background image

 


Document Outline