background image

Franciszkański Świat

    

    

ranciszkański

 

Ś

wiat

 

   

      CZASOPISMO MŁODYCH

 

 

 

       

Nr 3 (54) 2007 r.

www.franciszkanie.net

F

FŚwiat

     w tym numerze 

       znajdziesz m.in.:

  Kochaj mnie 

teraz!

Szczęście?

 Przymioty 

modlitwy

Małżowina

Wywiad z 

klerykiem

Listy z 

seminarium

background image

2

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

Dziękujemy wszystkim, którzy nas wsparli finansowo. „Franciszkański Świat” 

jest pismem darmowym, dlatego prosimy wszystkich, którzy mogą i pragną 

nam pomóc, o pomoc finansową. 

Za każdą złotówkę jesteśmy bardzo wdzięczni.

Numer naszego konta: 

 

5 020 4027 0000 702 033 699 

 

 

Dziękujemy

Od redakcji

Drodzy czytelnicy „Franciszkańskiego Świata”

Skończyły się wakacje i rozpoczyna się nowy rok szkolny, co może być u 

niejednego i niejednej przyczyną nieuzasadnionej radości lub zrozumia-

łego smutku :-). Przyjmijcie z naszej strony kolejny numer Franciszkań-

skiego Świata, wraz z życzeniami samych piątek w szkole. A gdyby zda-

rzyło się, że ktoś dostanie jedynkę, pamiętajcie „uczeń, bez jedynki, to jak 

żołnierz bez karabinu”, chociaż podobno na takie słowa jeden z uczniów 

odpowiedział „ ...ale na co żołnierzowi sześć karabinów?”

    _____________________________________________________

 

background image

3

Franciszkański Świat

W tym numerze 

znajdziesz:

Kochaj mnie teraz!.........................................................................4
Nikt nie powienien się gorszyć grzechem bliźniego........5
Niespokojne jest serce człowieka............................................6
Wolałabym nie mieć zespołu Downa.....................................8
Szczęście ?.....................................................................................0
Rozmowa z klerykiem...............................................................2
Zakochani z klasą........................................................................6
Listy z seminarium......................................................................20
Co to jest? - pielgrzymowanie................................................24
Małżowina.....................................................................................26
Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego.........................27
Teraz już zamykam oczy...........................................................30

background image

4

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

Kochaj mnie teraz!  

 

      

Znam  twoją  nędzę,  twoje 

zmagania, twoją słabość i choroby, 

twoje  przygnębienia  i  mimo  to 

mówię  Ci:  Daj  mi  swoje  serce 

kochaj  mnie  będąc  takim,  jakim 

jesteś teraz! Jeśli będziesz czekał, aż 

staniesz  się  aniołem,  by  powierzyć 

się miłości, nigdy nie będziesz Mnie 

kochał. Nawet jeśli często popadasz 

w  grzechy,  nawet  jeśli  jesteś  zbyt 

leniwy, aby coś w sobie zmienić. 

Kochaj mnie! 

Kochaj mnie teraz, bez względu na 

stan w jakim się znajdujesz; w zapale czy też w oschłości, w wierności 

czy w niewierności. Kochaj Mnie teraz. Pragnę miłości twojego biednego 

serca. Jeśli będziesz czekał, aż staniesz się doskonały, by Mnie pokochać, 

to nigdy nie będziesz Mnie kochał. Czyż nie mógłbym w jednej chwili 

powołać  z  nicości  tysięcy  świętych?  Czyż  nie  jestem  wszechmocny? 

Pragnę  jendak  wybrać  twoją  miłość.  Moje  dziecko  pozwól,  bym  Cię 

kochał. Chcę twego serca. Kocham Cię takiego jakim jesteś i pragnę byś 

teraz Mnie kochało! Pragnę ujrzeć jak z twojej biedy wypływa miłość. 

Kocham w tobie wszystko, aż po twoją słabość i pragnę, aby z twojego 

ubóstwa wznosił się stale ten krzyk: Panie, kocham Cię! Dla mnie liczy 

się śpiew twego serca.

 

Czy potrzebuję twojej władzy lub zdolności? Dziś stoję u dzwi 

twojego  serca  i  pukam  jak  żebrak.  Ja,  Pan  panów,  stoję  i  czekam; 

pośpiesz, by mi otworzyć. Nie mów wciąż o swoich grzechach. Tym co 

rani moje serce jest twój brak ufności! Chcę, abyś o mnie myślał dzień i 

noc. Pragnę, abyś czynił nawet nawet najmiejsze rzeczy z miłości. Kiedy 

trzeba ci będzie cierpieć, dam ci siłę, ale pamiętaj: kochaj Mnie teraz. 

Nie czekaj na to, aż staniesz się święty, by oddać się miłości, bo inaczej 

nigdy nie będziesz Mnie kochał.

background image

5

Franciszkański Świat

Nikt nie powinien się gorszyć 

grzechem bliźniego

 

Słudze Bożemu tylko jedno nie powinno się podobać: 

grzech.

 

I  jakikolwiek  grzech  jakaś  osoba  popełniłaby  i  z 

tego powodu sługa Boży niepokoiłby się i gniewał, ale nie z 

miłości, gromadzi sobie winę (por. Rz 2, 5). Ten sługa wiedzie 

życie prawe, wolne od przywiązań, który się nie denerwuje 

i  nie  gniewa  na  nikogo.

 

I  błogosławiony  jest  ten,  który  nic 

sobie nie zatrzymuje, oddając co jest cesarskiego, cesarzowi, 

a co jest Bożego, Bogu (Mt 22, 2).

                                                             (Napomnienia św. Franciszka, nr )

   Myśli św. Franciszka

background image

6

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

„Niespokojne jest serce 

człowieka,  dopóki  nie 

spocznie w Bogu”

 
 

Nie raz w moim życiu, 

często  nawet  nieświadomie, 

zastanawiałam 

się 

głębi  serca  nad  myślą  św. 

Augustyna - czy to prawda, 

czy naprawdę nie można żyć 

bez Boga?

 

 

Mimo  tego,  iż  wiele  razy, 

choć  tylko  po  części,  świadomość 

obecności  Boga  gdzieś  pozostawała 

zepchnięta, próbowałam żyć tak trochę 

na własną rękę, licząc tylko na własne 

siły  i  umiejętności,  stawiałam  wiele 

innych rzeczy na pierwszym miejscu, 

chociażby szkołę czy sport, czy własne 

potrzeby  i  zachcianki,  które  były 

uwidocznieniem  mojego  ego.  Kiedy 

coś się nie udawało, uciekałam sie do 

przyjemności, bo wydawało mi się, że 

one pomogą zapomnieć, zrelaksować 

się, wypełnią pustkę i smutek. Często 

też  zagłuszałam  to,  co  jest  w  moim 

sercu, zakładałam słuchawki na uszy 

i myślałam o tekstach piosenek, które 

lecą,  uważałam,  że  to  pozwoli  mi 

przejść przez problem, pokonać żal, czy 

kolejne  niepowodzenie.  Mimo  tego, 

że  Bóg  był  obecny  w  moim  życiu, 

a przynajmniej w świadomości i we 

wspomnieniach z przeszłości, kiedy 

to na samym początku Go spotkałam 

i wszystko wydawało mi się cudowne 

i  idealne,  to  tak  naprawdę  nie  było 

dla  Niego  prawdziwego  miejsca 

w  moim  sercu.  Była  modlitwa,  ale 

myśli  uciekały  gdzieś  indziej,  była 

Eucharystia, ale tak jakby Boga nie 

było.  Zapomniałam  chyba,  że  Bóg 

to  przyjaciel  i  tylko  życie  z  Nim, 

prawdziwe,  jak  z  przyjacielem, 

może  być  szczęściem  i  radością,  a 

nie  uciążliwością.  Tak  chyba  jest 

zawsze  i  wszędzie:  w  związkach, 

w  przyjaźni,  w  małżeństwie,  w 

zakonie, najpierw okres zauroczenia, 

zakochania,  a  potem  pozostaje 

decyzja, wierność i trwanie w ufności. 

Ja o tym najwidoczniej zapomniałam 

i  chciałam  spróbować  czegoś 

innego,  chociażby  nieświadomie, 

ale  zabrakło  mi  wytrwałości,  takiej 

prawdziwej  wytrwałości  serca  przy 

sercu,  tak  jak  przyjaciel  zostaje  z 

background image

7

Franciszkański Świat

przyjacielem. Została rutyna bez serca. 

Zapewniam  jednak,  że  to  wszystko 

czego  próbowałam,  stawianie  innych 

rzeczy  na  pierwszym  miejscu  wcale 

szczęścia  mi  nie  dawało,  wręcz 

przeciwnie  stawałam  się  jeszcze 

bardziej nieszczęśliwa i załamana.  

 

Wiem,  że  w  dzisiejszych 

czasach to może wydawać się trudne, 

żyć z Bogiem, mieć wartości, chodzić 

do  Kościoła,  rówieśnicy  często  się 

śmieją  z  tego  co  robię,  młodzież 

prowadzi  luźny  tryb  życia:  wszystko 

nam wolno, przecież to nie jest złe, ale 

zapewniam, że to tylko pozory. Szatan 

tak  właśnie  działa,  wmawia  nam,  że 

to nie jest złe, że to nic nie szkodzi, 

owszem,  ale  wtedy  kawałek  serca 

zabieramy  dla  siebie,  a  pomiędzy 

mną  i  Bogiem  zaczyna  powstawać 

mur,  potem  kolejna  pozornie  dobra 

sytuacja i w końcu nie wiemy już co 

dobre,  co  złe.  Ja  zorientowałam  się, 

że coś jest nie tak, kiedy moja dobra 

koleżanka, pewnego dnia w szkole tak 

zareagowała na mój widok: jak zwykle 

mina  zwieszona,  chodziło  o  to,  że 

zawsze kiedy mnie widzi, jestem albo 

smutna, albo zdenerwowana, albo mi 

się  coś  nie  udało  i  narzekam. Wtedy 

właśnie  uświadomiłam  sobie,  że 

kiedyś  byłam  radosna,  kiedyś  ciągle 

się  śmiałam.  A  co  teraz  się  stało, 

gdzie ta radość? Dotarło do mnie, że 

kiedyś  miałam  jeszcze  inne  życie, 

oprócz  szkoły  -  życie  z  Jezusem, 

które właśnie dawało mi to szczęście, 

a  teraz  liczyłam  tylko  na  siebie.  Nie 

jestem najlepsza w szkole, a w sercu 

miałam ciągle smutek, nie widziałam 

radości  i  nie  umiałam  się  cieszyć. 

Może  to  śmieszne,  ale  było  to  dla 

mnie  naprawdę  wielkie  odkrycie,  że 

w  moim  życiu  nie  było  radości,  nie 

było  innego  sensu,  który  dawałby 

mi  to  szczęście.  Zobaczcie  jakże 

pozornie normalna sytuacja, a jednak 

nie,  bo  to  owocem  Ducha  Świętego 

jest radość, a skoro jej nie ma to, co 

zrobiłam z Duchem Świętym, którego 

otrzymałam na bierzmowaniu? Jestem 

wdzięczna tej osobie, bo to pozwoliło 

mi na nowo odkryć inny sens mojego 

życia, który daje radość i pokój. Teraz 

wiem, że Jezus jest zawsze i nie tyle 

zabiera  trudne  sytuacje,  co  pozwala 

przejść przez nie z pokojem w sercu, 

z  miłością,  a  uwierzcie  mi  że  wtedy 

życie  jest  całkiem  inne.  Teraz  już 

wiem, że warto postawić na Jezusa w 

stu procentach. Jeśli tylko czujesz, że 

coś jest nie tak, to spróbuj przyjść do 

Niego i Mu o tym powiedzieć, nie masz 

nic do stracenia, zapewniam Cię, ja nic 

nie straciłam, a tylko zyskałam. Życie 

z Miłością i w Miłości to prawdziwy 

cud.

background image

8

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

Wolałbym nie mieć zespołu Downa.  

Wiesz, na co zdaniem Conrada powinniśmy 

cierpieć?... Na zespół geniuszy.

Kochani…

Chciałabym się z wami podzielić kilkoma przemyśleniami i doświadczeniami 

z  osobami  niepełnosprawnymi.  Należę  do  wspólnoty  ,,Wiara  i  światło” 

w  Poznaniu,  która  skupia  wokół  siebie  ludzi  niepełnosprawnych  i 

pełnosprawnych.  Razem  przeżywamy  Eucharystię,  spotykamy  się  na 

wspólnym świętowaniu, wyjeżdżamy na wakacje i w ten sposób dzielimy 

się sobą. My jako,,opiekunowie” dajemy poczucie bezpieczeństwa, opiekę 

naszym  słabszym  współbraciom,  siostrom  ze  wspólnoty,  a  w  zamian 

otrzymujemy,,wielką tajemnicę”, którą trudno opisać słowami….

,,Wielka tajemnica” taki tytuł nosi książka Lorna Landvika, z której pochodzi 

powyższy  cytat  i  która  zmobilizowała  mnie  do  podzielenia  się  kilkoma 

przemyśleniami na temat niepełnosprawności. Głównym bohaterem powieści 

jest  trzynastoletni  chłopiec  z  zespołem  Downa,  który  pokazuje  swojej  cioci, 

sławnej  aktorce,  inny  świat.  Świat,  w  którym  nie  rządzi  pieniądz,  uroda, 

sprawność  fizyczna  czy  umysłowa,  ale  miłość,  oddanie,  odpowiedzialność, 

prawdziwa przyjaźń, czy też wrażliwość na drugą osobę… i to jest właśnie ten 

geniusz, który zasłonięty jest niepełnosprawnością.

Książka ta stała mi się szczególnie bliska, bo opisuje trafnie świat, z który mam 

na co dzień do czynienia, 

ale  nie  zawsze  zdaję 

sobie sprawę z wartości, 

jakie  wnosi  w  moje 

życie  osoba  słabsza, 

n i e p e ł n o s p r a w n a …

Jezus 

ukochał 

s z c z e g ó l n i e 

l u d z i , , m a l u c z k i c h , 

ubogich”, którzy bardzo 

często  nie  pasują  do 

naszego  świata,  a  może 

właśnie  przez  to  ich 

serca  są  najbardziej 

background image

9

Franciszkański Świat

zdolne  do  kochania…  Dla  mnie 

żywym  przykładem  prawdziwej 

miłości jest moja przyjaciółka Magda, 

która  ma  porażenie  mózgowe  i  jest 

na  wózku.  Osoba  zawsze  radosna, 

uśmiechnięta,  która  każdego  potrafi 

pochwalić, pocieszyć. Niejednokrotnie 

zastanawiałam  się  skąd  w  niej  to 

źródło  wiecznej  radości,  ale  kiedy 

przyjrzałam  się  jej  rodzinie,  w 

której  jest  wiele  miłości,  akceptacji, 

zauważyłam,  że  Madzia  czerpie  z 

tego siłę i radość, którą zanosi innym. 

Jest  ona  świadectwem,  że  miłość 

jest  najpotężniejsza  i  niezastąpiona. 

Miłość  i  akceptacja  pozwalają 

człowiekowi  na  rozwój  i  piękne 

życie,  a  szczególnie  są  potrzebne 

osobom  słabszym.  Od  kiedy  Magdę 

zaczęłam  traktować  jak  przyjaciółkę, 

tzn. spotykałam się z nią jak miałam 

czas (nawet nieraz przeciągało się to 

na  nocne  rozmowy),  jak  miałyśmy 

trudniejsze dni chodziłyśmy na gorącą 

czekoladę,  razem  poszłyśmy  na  bal 

przebierańców  w  czasie  karnawału, 

no i w końcu niedawno wróciłyśmy z 

pielgrzymki pieszej do Częstochowy, 

Madzia zaczęła się bardzo rozwijać i 

być  dla  mnie  kimś  bardzo  ważnym, 

kto mnie przybliża do Pana Boga.

Kiedy założycielka naszej wspólnoty, 

Marie-Helene  Mathieu,  powiedziała 

słowa  na  konferencji  podczas 

tegorocznego zjazdu gnieźnieńskiego: 

,,Jeżeli  chcecie  być  blisko  Jezusa, 

zaprzyjaźnijcie  się  z  jedną  osobą 

niepełnosprawną”, 

nie 

bardzo  

rozumiałam      te  słowa…  a  dzisiaj 

próbuję tak żyć i faktycznie moje życie 

zyskało dodatkowy, Boży wymiar.

 

 

                  Asia

background image

0

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

Szczęście?

Przemierzałem  ziemię 

i  wędrowałem  po  niej  (Hi  1,7) 
–  mówi  szatan,  gdy  rozmawia 
z Bogiem.  Z  pewnością  znacie 
ten  fragment  biblijnej  Księgi 
Hioba,  kiedy  to  Pan  Bóg 
pozwala  diabłu  dotknąć  swego 
sługę  licznymi  nieszczęściami. 
Podobnie rzecz się ma z Faustem 
–  bohaterem  najważniejszego 
dzieła  Johanna  Wolfganga 
Goethego. 

Późno 

wprawdzie, 

ale  jednak  przeczytałam  to 
arcydzieło  światowej  literatury, 
które  niewątpliwie  skłania  do 
refleksji nad dążeniem człowieka 
do szczęścia i spełnienia, ale nie 
tylko, bowiem utwór ten zawiera 
w  sobie  wiele  głębokich  treści. 
Doktor  Faust,  renesansowy 
alchemik,  już  od  wieków 

fascynuje artystów. Początkowo jego historia stanowiła ostrzeżenie przed pragnieniami 
przekroczenia praw rządzących światem, dla spełnienia których bohater zawiera pakt z 
diabłem. Oświecenie jednak ocala Fausta od potępienia z racji jego przemożnej chęci 
dążenia  do  prawdy  i  rozwoju.  Tym  samym  tropem  idzie  Goethe,  czyniąc  tę postać 
reprezentantem całej ludzkości.

Mefistofeles, z którym Faust podpisał cyrograf, właściwie nie kusi człowieka 

w klasyczny sposób, raczej stara się stwarzać mu możliwości do tego, by spełniły się 
jego pragnienia. Nie osiąga jednak tego ani przez dostarczanie mu licznych rozrywek, 
ani  przez umożliwienie  romansu  z  Małgorzatą.  Na  nic  też  przyszło  przebywanie  na 

background image

Franciszkański Świat

cesarskim  dworze  i  poznawanie  świata, 
a  nawet  życie  u  boku  pięknej  Heleny 
(znamy  ją  z  mitu  o  wojnie  trojańskiej). 
Fiaskiem  skończyło  się  też  kreowanie 
przez  Fausta  nowego  świata.  Dlaczego? 
Czy tylko z tego powodu, iż - jak powiada 
Mefistofeles  o  swym  „podopiecznym”  -
Nic go nie zdoła podbić i nasycić? A może 
dlatego, że paradoksalnie to diabeł usiłuje 
sprawić, by człowiek znalazł się w stanie, 
w jakim trwają aniołowie przedstawieni na 
początku utworu – sławiący doskonałość 
stworzenia,  afirmujący  rzeczywistość  i 
Boży ład? Z pewnością tak, jednakże jest 
jeszcze jedna, główna przyczyna tego, że 
Faust  wciąż  nie  zdobywa  się  na okrzyk: 
Wstrzymaj  się  chwilo!  Ty  jesteś  tak 
piękną!
  Otóż  Faust  z  Mefistofelesem,  to 
Faust bez Boga.Czy nie nasuwają się nam 
od razu słowa św. Augustyna: Stworzyłeś 
nas  dla  siebie,  Panie,  i  niespokojne  jest 
nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie;
 
czy nie na tym właśnie tragedia Fausta (bo 
taki właśnie podtytuł – „Tragedia” – ma 
to  wybitne  dzieło)  polega?  I  chociaż  w 
ostatnim  akcie  duszę  bohatera  zabierają 
z  rąk  czartów  aniołowie,  to  jednak 
jego  ziemskie  życie  naznaczone  było 
ciągłym  nienasyceniem  i  niepokojem. 
Gdyby  jednak    został  on  potępiony, 
pesymistycznie  jawiłaby  się  wizja 
przyszłości  całej  ludzkości,  która  dąży 
do szczęścia. Warto jednak zauważyć, że 
Faust  tego  szczęścia  nie  osiąga.  Mimo 
tak  ogromnych  starań  i  Mefistofelesa,  i 

jego samego, mimo tego, że spełniają się 
wszystkie jego pragnienia i zachcianki… 
Nawet  możliwość  tworzenia  nowego 
świata,  w  którym  ma  panować  równość 
i  dobro,  nie  przynosi  ukojenia  (swoją 
drogą,  czy  w  historii  nie  mieliśmy  już 
przykładów złudnych usiłowań budowania 
powszechnej szczęśliwości bez Boga, czy 
nie taka była „idea” komunizmu?).

Myślę,  że  Faustowi  zabrakło 

cierpliwości i nadziei. Wszak Bóg mówi o 
nim: Ja go niebawem na światło wywiodę
On  jednak,  pełen  rozgoryczenia  i  swego 
rodzaju  zobojętnienia,  zgadza  się  oddać 
diabłu  swą  duszę,  a  kiedy  już  otwierają 
się  przed  nim  wcześniej  nieosiągalne 
możliwości,  uporczywie  chce  dosięgnąć 
tego, co jest udziałem jedynie Boga. Nie 
zważa  na  słowa  Mefistofelesa:  Zawsze 
zostaniesz,  czym  jesteś
.  Zawsze  będzie 
kimś,  kogo  ten  świat,  jakikolwiekby 
nie  był,  nie  zadowala.  I  tak  ten,  który 
jest  przedstawicielem  nas  wszystkich, 
ukazuje  nam  naszą  ludzką  kondycję 
–  nasze  ciągłe  dążenie  do  czegoś,  nasze 
rozgoryczenie. Dlatego warto  wyciągnąć 
wnioski i zrozumieć wreszcie, że choćby 
niemożliwe stało się możliwe, to i tak nie 
będziemy szczęśliwi bez Boga. 

Pokój  zostawiam  wam,  pokój 

mój daję wam. Nie tak, jak daje świat, Ja 
wam  daję
  (J  14,27).  Nikt  inny,  ani  nic 
innego Bożego pokoju – tego, który koi 
i uszczęśliwia nasze serca – dać nam nie 
jest w stanie.

 

 

Paulina

background image

2

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

Rozmowa z...

Br. Józefem Gibus, 

klerykiem 4 roku 

Wyższego Seminarium
Duchownego we 

Wronkach

Redakcja - Bracie Józefie, jak długo jesteś już zakonnikem?

br. Józef - Wstąpiłem do zakonu w listopadzie 2002 roku, w wieku 

18 lat.

Redakcja - Co Cię skłoniło do pójścia do zakonu?

br. Józef - Pewnego dnia przeczytałem „Dzienniczek” św. Faustyny 

i prównałem moje życie do jej życia. Zastanowiłem się wówczas, 

jak oceni Pan Bóg jej życie, a jak moje? I doszedłem do wniosku, 

że moje życie wypadnie blado w świetle jej życia. Ale było cośjesz-

cze. Zachwyciłem się również tą prostotą i bliskością jej przebywa-

nia z Bogiem. Szczególnie kiedy Jezus pozwolił jej oprzeć głowę 

na Jego ramieniu, kiedy była zmęczona.

Redakcja - I wówczas zdecydowałeś się wstąpić do Zakonu?

br. Józef - Tak, to był ten moment. 

Redakcja - I co dalej?

br. Józef - Wtedy myślałem już tylko o tym, jak to powiedzieć ro-

dzicom, gdyż byłem zdecydowany. Ostatecznie, żeby ich nie mar-

twić, powiedziałem im 2 lata przed wstąpieniem.

Redakcja - I przez te 2 lata nie przychodziły zwątpienia lub po-

kusy obrania innej drogi życiowej?

br. Józef - Nie.

Redakcja - A jak to wygląda dzisiaj? Czy jesteś zadowolony z 

podjętej decyzji?

background image

3

Franciszkański Świat

br.  Józef  -  Oczywiście,  tymbardziej,  że  ciągle  odkrywam  nowe 

piękne aspekty życia zakonnego. Przede wszystkim piękno życia 

wspólnotowego. Mam tu na myśli moich braci kursowych, z któ-

rymi  wspólnie  rozpocząłem  życie  zakonne.  Widzę  też,  że  nigdy 

przedtem nie byłem tak pogodny i radosny jak to miało i ma miejsce 

w zakonie. W zakonie bardzo mi się podoba także wiele innych rze-

czy, jak np. wspólne wędrowanie na pielgrzymce do Częstochowy 

jako  franciszkanin.  Często  jestem  pozytywnie  zaskoczony,  kiedy 

ludzie mówią z wielką szczerością o swoich osobistych sprawach, 

z tego względu, że noszę franciszkański habit itd. itp.

Redakcja - Co najbardziej chciałbyś robić jako kapłan?

br.  Józef  -  Jeszcze  nie  mam  jakiś  skonkretyzowanych  pragnień, 

tak jak mają to niektórzy współbracia, którzy np. już myślą o mi-

sjach. Obiecnie z wielkim pragnieniem oczekuje na spełnianie tych 

„zwykłych”  czynności kapłańskich, jakimi 

są:  sprawowanie  Mszy  św.,  odpuszczanie 

grzechów w sakramencie pokuty. 

 

Na dzień dzisiejszy również zaczy-

nam dostrzegać, że talenty jakimi obdarza 

Bóg człowieka (np. gra na gitarze, śpiew), 

pomagają  spotkać  się  z  drugim  człowie-

kiem. Niestety ja takich talentów w sobie 

nie dostrzegam.

Redakcja - Co chciałbyś powiedzieć dzi-

siejszemu młodemu człowiekowi?

br. Józef - Chociaż dzisiaj jest wiele poular-

nych dróg, które są nam oferowane i dają 

natychmiastową satysfakcję to jednak czę-

sto nie dają one tego wewnętrznego poczu-

cia, że postępuje się właściwie. Zauważy-

łem, że dopiero wtedy, gdy zaufałem Bogu 

i zacząłem żyć wg Jego przykazań, od tej 

pory nie doświadczyłem już tego co popu-

background image

4

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

larnie nazywamy „moralnym kacem”. Chodzi o to, że wcześniej 

mimo,  iż  robiłem  to,  na  co  miałem  ochotę,  później  odczuwałem 

niesmak, dlatego dzisiaj, zanim coś zrobię, pytam się wpierw sa-

mego siebie, czy to jest zgodne z wolą Boża, bo w tym znajduje 

radość i pokój.

Redakcja  -  Co  jest  dla  Ciebie  najtrudniejsze  w  życiu  zakon-

nym?

br. Józef - Obecnie praca magisterska, che che.

Redakcja - O co sprawia ci najwięcej radości?

br. Józef - Kiedy widzę ludzi, którzy działają przy klasztorze, ich 

pobożność, ich modlitwę ich autentyczne zaangażowanie w życie 

duchowe. Cieszę się kiedy widzę ludzi, którzy chcą z nami przeby-

wać, wspólnie się modlić czy wyjeżdżać razem do różnych miejsc. 

Cieszę się, kiedy widzę jak młodzież należącą do FRA, przychodzi 

do nas, żeby się z nami spotkać i wspólnie modlić.

Redakcja - Dziękuje za rozmowę.

background image

5

Franciszkański Świat

Jeśli pragniesz życie poświęcić Bogu i 

być franciszkaninem -

napisz do nas!!!

powolanie@franciszkanie.net 

lub

Centrum Powołaniowe Prowincji

o. Dawid Szulca

88-170 Pakość

tel. 0 52 35 18 424

Wszelkie potrzebne informacje można znaleźć na naszej stronie    

 

                            

                www.franciszkanie.net

background image

6

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

ZAKOCHANI  LUDZIE  

Z KLASĄ… :)

Czyli w poszukiwaniu 

miłości i klasy

Mieć  klasę…Określenie  może  trochę  już  dzisiaj  zapomniane. 

Często spotkać można je jeszcze tylko w ogłoszeniach typu „towarzyskie”: 

„Dojrzała, zadbana kobieta z klasą chętnie spotka się…” albo: „ Kulturalny 

pan pozna zgrabną panią z klasą…”. Jedni mówią, że kobieta z klasą to 

taka, która dba o elegancki wygląd i porusza się eksponując swe kobiece 

wdzięki. Inni, że to taka, która jest kulturalna w obyciu i potrafi odnaleźć 

się  w  każdej,  zwłaszcza  krępującej  sytuacji. Albo  że  to  taka,  która  ma 

arystokratyczny rodowód i głęboko wpojone zasady etykiety towarzyskiej. 

Jeszcze inni żartują, że kobieta z klasą to po prostu – nauczycielka. 

Bardzo spodobała mi się wypowiedź jednej z osób dyskutujących na 

tlenowym forum na temat: „Co znaczy być kobietą, mężczyzna z klasą?”, która 

określiła  „klasę”  mniej  więcej  jako  zbiór  takich  cech  w  człowieku,  które 

pozwalają  innym  subiektywnie 

poczuć  jego  wartość.  Te  cechy 

ujawniać  mają  się  m.in.  w  stylu 

zachowania,  postawach  wobec 

siebie,  innych,  świata.  Ważne 

podkreślenia jest to „subiektywne 

widzenie”  klasy  w  kimś  –  osoba 

o której ja mówię, że „ma klasę”, 

dla  ciebie  w  ogóle  może  jej  nie 

posiadać.

Trudno 

jest 

więc 

jednoznacznie określić, co znaczy 

mieć  klasę.  Ale  jeśli  weźmiemy 

pod  uwagę  aspekty  wewnętrzne, 

to osobę z klasą jednak bardziej 

niż 

atrakcyjny 

wizerunek 

background image

7

Franciszkański Świat

zewnętrzny cechuje wysoka kultura 

osobista.  Na  nią  składają  się  takie 

sposoby funkcjonowania w stosunkach 

międzyludzkich, 

które 

ułatwiają 

budowanie  pozytywnych  relacji, 

które  nie  zniechęcają  ludzi  do  niej,  a 

wręcz  odwrotnie.  Wysoka  kultura  w 

czyimś  zachowaniu  łączy  się  przede 

wszystkim  z  postawą  szacunku 

wobec  siebie  i  wobec  drugiego. 

A  kto  szanuje  innych,  jest  przez 

innych  szanowany.  Szacunek  budzi 

szacunek  –  np.  w  powierzchownym 

kontakcie  z  człowiekiem,  w  którym 

dostrzegamy wielki szacunek do ludzi 

i  świata,  nie  pozwolimy  sobie  raczej 

na  niewybredny  żarcik,  teksty  pełne 

„łaciny  podwórkowej”  czy  zbytnią 

poufałość  w  gestach  (no  chyba,  że 

my jesteśmy niekulturalni albo mamy 

kłopoty  z  panowaniem  nad  sobą). 

Inaczej  powiedzieć  można,  że  wobec 

takiej osoby trzymamy dystans.  

Dlaczego  warto  trzymać 

dystans?  Być  może  dlatego,  żeby  nie 

urazić osoby, którą szanujemy i może 

też,  aby  nie  ośmieszyć  siebie  –  nie 

wiemy  dobrze,  jak  zostanie  odebrane 

nasze  zachowanie.  Dystans  jest  nam 

potrzebny  do  dobrego  samopoczucia 

-  często  mówi  się:  „muszę  wyjechać, 

aby nabrać dystansu” - czyli odzyskać 

równowagę,  panowanie  nad  sytuacją, 

która  zaburzyła  nam  wewnętrzny 

porządek, pokój. Z dystansem związane 

są  także  granice,  które  posiada  każdy 

z  nas.  Zachowujemy  zewnętrzne 

(fizyczne)  i  wewnętrzne  (psychiczne) 

terytorium  wokół  siebie,  na  które  nie 

„wpuszczamy” wszystkich ludzi, chcąc 

chronić  nasze  dobre  samopoczucie 

wewnętrzne  przed  zachowaniem 

innych,  które  mogłoby  je  zaburzyć, 

np.  nie  tolerujemy  z  uśmiechem 

wypowiedzi, która nas rani czy obraża, 

nie  zgadzamy  się  na  intymny  dotyk 

obcej osoby. Jeśli mamy prawidłowo 

ukształtowane  te  granice  własnego 

„ja”, nie będziemy przekraczać też 

granic innych osób. Warto przyjrzeć 

się swoim granicom – na co pozwalam 

innym  osobom,  a  także  na  co 

pozwalam sobie wobec innych? Jeśli 

zachowuję w codziennych kontaktach 

z  różnymi  osobami  odpowiedni 

dystans fizyczny (w psychologii mówi 

się, że „bezpieczna odległość” między 

mną  a  rozmówcą,  który  nie  należy 

do  osób  bliskich  powinna  wynosić 

co  najmniej  metr  albo  odległość  o 

długości wyprostowanej ręki), a także 

psychiczny (nie zadaję zbyt osobistych 

pytań,  nie  obrażam),  to  jestem 

postrzegana  jako  osoba  taktowna, 

opanowana,  mająca  wyczucie  czy 

znająca umiar.

 

Odpowiedni  dystans  ważny 

jest  nie  tylko  w  stosunku  do  ludzi 

otaczających  nas  na  co  dzień  w 

szkole,  w  pracy,  we  wspólnocie  czy 

w  „paczce”,  ale  także  względem 

osób,  które  mimo,  że  są  dla  nas 

osobami  bliskimi,  znaczącymi,  może 

przyjaciółmi, swoje intymne terytorium 

mają „zarezerwowane” już dla kogoś 

innego:  dla  sympatii,  narzeczonego, 

małżonka,  Boga…  Nie  zatracanie 

dystansu,  nie  naruszanie  delikatnych 

granic w naszych relacjach, zwłaszcza 

w  relacji  osoba  świecka  -  duchowna 

background image

8

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

naprawdę świadczy o naszym szacunku, takcie, klasie… 

Jest jasne, że każdy z nas potrzebuje bliskiej osoby, która akceptuje i kocha 

mimo  wszystko,  zwłaszcza  wobec  silnie  odczuwanego  braku  takiego  kogoś. 

Jest  jasne,  że  stworzeni  jesteśmy  przez  Boga  z  miłości  i  do  miłości  (tylko 

dlaczego  tak  mało  w  to  wierzymy?).  Jasne  jest  także,  że  Bóg  uczynił  nas 

zdolnymi do takich uczuć jak zachwyt, fascynacja, zauroczenie czy zakochanie, 

które  w  swojej  naturze  są  pozytywne,  bo  pozwalają  rozwijać  się,  dojrzewać 

psychicznie i duchowo. Tylko dlaczego czasem „obiekt” tych naszych uczuć 

jest  jakby  „niewłaściwy”?  Czy  Bóg  tego  chce?  Co  robić  gdy  zdarzy  się,  że 

może nawet wbrew własnemu rozsądkowi obdarzę uczuciem osobę „zajętą”, 

żyjącą w małżeństwie, w celibacie?

 

Po  pierwsze,  warto  pamiętać,  że  Bóg  oprócz  zdolności  do  kochania 

obdarzył nas również wolnością i rozumem, aby właściwie z niej korzystać. 

Możemy sami o swoich wyborach decydować. Stwórca daje tylko pewne ramy 

(Dekalog), aby nasza bezgraniczna wolność (choć tu powinno się już mówić 

bardziej o swawoli, niż o wolności) nie zaczęła nas w końcu unieszczęśliwiać. 

Czasem  nawet  wbrew  sobie  trzeba  więc  pozostać  wiernym  tym  „ramom”, 

ufając,  że  Pan  ogarnie  to  swoją  łaską.  Po  drugie,  warto  pamiętać  o  ciągle 

aktualnym wezwaniu Jana Pawła II: „Musicie od siebie wymagać, choćby 

inni od was nie wymagali”. Wymagać od siebie to inaczej pracować nad sobą, 

nad swoimi emocjami, uczuciami, pożądaniem, nie dawać im kierować naszym 

zachowaniem. Przecież wszystko co naprawdę dobre (patrz: „markowe…”) 

sporo kosztuje. A dlaczego warto wymagać od siebie nawet jeśli nie wymaga 

background image

9

Franciszkański Świat

się tego od nas? Bo jeśli szukamy w życiu prawdziwej miłości, to praca nad 

sobą  i  kontrolowanie  „zachcianek”  czy  „uniesień”  może  pozwolić  nam  nie 

tylko odnaleźć taką piękną miłość, o której w swoim młodzieńczym idealizmie 

marzymy, ale przede wszystkim pozostać jej wiernym do końca, nie ulegając 

kolejnym zauroczeniom czy impulsom. Wyznacznikiem postawy miłości jest to, 

że pragnę bardziej dobra drugiej osoby, niż swego - nie chcę jej przeszkodzić, 

jeśli  Pan  ją  już  powołał  na  drogę  małżeństwa,  kapłaństwa...  Z  ratunkiem  w 

obliczu  zakochania  się  w  takiej  osobie  może  przyjść  modlitwa,  powierzenie 

tej całej sytuacji Bogu - Ojcu, do którego przychodzimy ze smutkiem, jak to 

dziecko chlipiąc, że czujemy się samotni, że przecież nie chcemy źle, chcemy 

tylko  kochać  i  być  kochanymi...  Możemy  także  starać  się  powierzać  się  tę 

osobę w modlitwie zawsze wtedy, kiedy „zaprząta” nam myśli - modlić się o 

wszystko,  co  jest  jej  potrzebne,  prosić  o  siły  dla  siebie,  o  przemienienie  tej 

trudnej  dla  nas  sytuacji  zgodnie  z  wolą  Bożą.  Może  ukojenie  i  światło  nie 

przyjdą  od  razu,  ale  jeśli tylko  będziemy  się  to  modlić  wytrwale  –  czy  Pan 

poda  nam  kamień  udręki  zamiast  chleba  pocieszenia?  Chcąc  zwyciężyć  w 

takiej  próbie,  trzeba  zaufać,  że  Pan  przyjdzie  z  pomocą,  a  ja  wyjdę  z  tego 

doświadczenia  umocniony.  Bardzo  ważne  jest  także,  aby  -  może  wbrew 

pragnieniu i tęsknocie - starać się nie inicjować kontaktów, nie prowokować, 

nie wysyłać smsów, maili, nie „zaczepiać” na gg, nie chodzić celowo w miejsca, 

w których można spotkać tę osobę i nie ciągnąć z nią płytkich rozmów w tonie 

„flirtującym”, pełnych kokietowania i dwuznaczności. To jest wielka praca nad 

sobą,  wyrabianie  w  sobie  poczucia  granic  i  uczenie  się  kontroli  impulsów  i 

emocji - umiejętności niezbędnych nam w życiu, w różnych, czasem trudnych, 

krępujących,  „ryzykownych”  sytuacjach  czy  kontaktach  -  aby  nie  „pakować 

się” w unieszczęśliwiające i raniące relacje. 

Warto od siebie wymagać. Wymagać nie tylko nabywania kolejnych 

umiejętności czy nawet samokontroli, ale wymagać też zaufania… By móc 

uwierzyć, że i ja jestem wart miłości, że Bóg naprawdę pragnie bym był 

szczęśliwy. By móc mieć nadzieję, że i mnie Bóg już dzisiaj przygotowuje 

do czegoś dobrego. By móc otworzyć się i dostrzec w odpowiednim czasie na 

swojej drodze osobę dobrą, wrażliwą, rozsądną, łagodną (która nie będzie 

„zajęta”  -  z  obrączką  na  palcu,  z  koloratką  czy  w  habicie…) A  uwierz, 

mimo tego, co zauważasz na co dzień w szkole i w pubach – takich osób 

jest wiele!

W  czasie  homilii  w  Sandomierzu  w  1999  roku  Jan  Paweł  II 

powiedział  młodym:  „Odwaga  wiary  wiele  kosztuje,  ale  wy  nie  możecie 

przegrać miłości!”. Zatem, nie możemy!

                                                                         Ewelina

background image

20

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

LISTY 

SEMINARIUM

„Człowiek wierzący, to człowiek, który się modli” Jan Paweł II

PRZYMIOTY MODLITWY

 

Podczas  zeszłorocznych  wakacji  dane  mi  było 

podróżować  autostopem  przez  prawie  pół  Polski.  Przez 

wiele  kilometrów  rozmawiałem  z  kierowcą  samochodu 

ciężarowego o tym, jaka powinna być nasza modlitwa, aby 

była wysłuchana przez Boga. Chciałbym się z Wami, Drodzy 

Czytelnicy, podzielić kilkoma przemyśleniami związanymi 

właśnie z przymiotami modlitwy. 

 

Na początku, aby dobrze wejść w to krótkie rozważanie 

proponuję zastanowić się, czym jest i skąd wypływa modlitwa 

człowieka? 

 

Św.  Teresa  od  Dzieciątka  Jezus  mówi: 

modlitwa  jest 

wzniesieniem serca, prostym spojrzeniem ku Niebu, okrzykiem 

wdzięczności i miłości, zarówno w cierpieniu jak i w radości.

Czym więc dla nas jest modlitwa?

Odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć w Katechizmie 

background image

2

Franciszkański Świat

Kościoła  Katolickiego,  który 

w  punkcie  2562  mówi, 

że  niezależnie  od  tego,  w 

jakim języku lub za pomocą 

jakich  gestów  modlimy  się, 

należy  pamiętać,  że  zawsze 

modli się cały człowiek. Aby 

jednak  dokładniej  określić 

miejsce,  z  którego  wypływa 

modlitwa,  musimy  odnieść 

się do Pisma Świętego, które 

mówi  niekiedy  o  duszy  lub 

o  duchu,  najczęściej  zaś  o 

sercu  (ponad  tysiąc  razy) 

jako miejscu gdzie „zaczyna 

się”  modlitwa.  Modlimy  się 

sercem. A zatem, jeśli jest ono 

daleko  od  Boga,  modlitwa 

pozostaje pusta. 

 

Czym 

więc 

jest 

modlitwa? 

znowu 

odnieśmy się do punktu 2564  

Katechizmu

którym 

czytamy, 

 

modlitwa 

chrześcijańska jest związkiem 

przymierza  między  Bogiem 

i  człowiekiem  w  Chrystusie. 

Jest  działaniem  Boga  i 

człowieka; 

wypływa 

Ducha  Świętego  i  z  nas,  jest 

skierowana  całkowicie  ku 

Ojcu, w zjednoczeniu z ludzką 

wolą Syna Bożego, który stał 

się człowiekiem. 

Przejdźmy 

teraz 

do  samych  przymiotów 

modlitwy. Możemy wyróżnić 

3 podstawowe, a mianowicie: 

pokorę,  ufność  i  wytrwałość. 

Spróbujmy 

je 

sobie 

przybliżyć.

background image

22

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

1.  POKORA

Zastanówmy się na początku, z jakiej pozycji mówimy 

do  Pana  w  czasie  naszej  modlitwy?  W  wyniosłości  naszej 

pychy i własnej woli czy też z głębokości wołamy do Pana (Ps. 

130,1) – jak mówi Psalmista, czyli z perspektywy pokornego 

i skruszonego serca? Mówi bowiem Pismo: Ten, kto się uniża, 

będzie wywyższony ( Łk 18, 9-14). 

Pierwszym  przymiotem  każdej  modlitwy  powinna 

być pokora. Dlaczego? Ponieważ, jak mówi św. Jakub, Pan, 

pysznym  się  sprzeciwia  a  pokornym  łaskę  daje.  Pysznych 

Bóg nie wysłuchuje, bo ich pycha jest jak gruby mur, którego 

głos  modlitwy  nie  może  przeniknąć.  Podczas  modlitwy, 

czyli  rozmowy  z  Panem,  muszę  pamiętać  o  tym,  z  Kim 

rozmawiam… Pamiętać o tym, że jestem niczym w porównaniu 

z Wszechmocnym Stwórcą, że wszystko, co mam, to od Niego 

dostałem. Wszystko! Nie mogę rozkazywać Bogu, prosić Go 

background image

23

Franciszkański Świat

o coś, co jest dobre tylko dla mnie. On zna nas lepiej niż my 

sami znamy siebie, On wie, co jest dla nas najlepsze i wie, o co 

będziemy Go prosić szybciej niż zaczniemy o tym mówić. 

Pan Jezus, Syn Boży, tak bardzo się uniżył, więc dlaczego 

ja nie mogę tego zrobić?

2.  UFNOŚĆ

W księdze Koheleta czytamy, że nie zdarzyło się jeszcze, 

by ktoś zaufał Panu i się zawiódł lub nie został wysłuchany. 

Trzeba jednak żeby ta ufność była silna i niezachwiana, abyśmy 

ani na chwilę nie wątpili w dobry skutek naszych próśb.

Chrystus Pan wielokrotnie mówi o potrzebie zaufania Bogu. 

Przy  tym  podaje  bardzo  prostą  i  zrozumiałą  motywację: 

„Ojciec wasz, wie, czego wam potrzeba” oraz „Ojciec da to, 

co dobre tym, którzy go proszą”, czy też: „O cokolwiek prosić 

będziecie,  da  wam”  (Mt  6,32;  7,11;  J  14,13).  Tekstów  jest 

wiele. W nich jest zawarta podstawowa treść: dziecko może 

i  powinno  zaufać  ojcu.  Człowiek  -  dziecko  Boże  powinien 

zaufać Bogu - Ojcu. 

Każdy  z  nas  czytał  w  Piśmie  Świętym  o Abrahamie. 

Jaką on miął ufność! Pan mu powiedział Idź do ziemi Kanaan, 

bo Ja ci ją daję. I poszedł. Jak bardzo ufał Pan, gdy w końcu 

doczekał się pierworodnego syna, Izaaka, Pan każe mu złożyć 

go w ofierze… I nawet w tym zaufał Panu!

Modlić  się  z  ufnością  –  wierzyć,  że  Pan  uczyni  tak, 

jak będzie dla nas najlepiej. Ufać, że Pan nas wysłucha bez 

względu na wszystko, bez względu na to, co się stanie, ufać to 

godzić się z wolą Pana.

C.D.N.                                       

   

 

 

 

 

 br. Witold

background image

24

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

 

W  takim  przekonaniu  żyłam 

dość  długo,  aż  do  zeszłego  roku.  Coraz 

silniej  chciałam  porwać  się  na  taką 

przygodę,  ale  brakowało  mi  odwagi. 

Zbyt  dużo  kombinowałam,  wymyślałam 

bezsensowne  powody,  dla  których 

warto  zrezygnować.  Nadeszły  wakacje 

i  świadomość  zbliżającej  się  matury. 

Pomyślałam,  że  warto  poprosić,  dać  coś 

z  siebie,  a  nie  żerować  jak  pasożyt  na 

Boskiej  bezinteresownej  łaskawości. 

Zabrzmiało  dumnie,  ale  kto  jak  nie 

młody człowiek jest zdolny do szalonych 

działań?  To  my  właśnie  mamy  ten 

przywilej, dlatego za namową znajomych, 

uległam.  Z  dziesięć  razy  zmieniałam 

decyzję,  ze  trzy  razy  się  pakowałam 

i  rozpakowywałam.  Wieczorem,  w 

przeddzień  wyjazdu,  zadzwoniłam  do 

koleżanki i powiadomiłam ją, że odwołuję 

wyjazd.  Jednak  około  godziny  23  tego 

samego dnia, byłam już spakowana.

 

Tak  właśnie  wylądowałam  w 

Brodnicy.  Bardzo  się  obawiałam,  ale 

chciałam  zaryzykować,  zawsze  przecież 

można wrócić. Każdy przekonywał mnie, 

że najgorsze są trzy pierwsze dni, potem 

”idzie z górki”. Bzdura! Tak nie jest. Trzy 

dni  przeszłam,  po  cichu  płacząc,  że  się 

zgodziłam na to szaleństwo. Bolały mnie 

nogi  i  wszystkie  mięśnie,  do  tego  padał 

           

Co to jest?  - Pielgrzymowanie!

 

Zawsze podziwiałam pielgrzymów i w zasadzie na zachwycie się kończyło. 

W  moim  przekonaniu  wędrówka  do  Częstochowy  była  czymś  absurdalnym. 

Przecież jak można tak po prostu iść tyle kilometrów przez tyle godzin w deszczu 

bądź  upale?  Trzeba  być  szaleńcem  albo  niesamowicie  sprawnym  człowiekiem. 

Stwierdziłam, że nigdy się nie odważę spróbować. Tymczasem, mój starszy brat, 

odbył już trzy piesze pielgrzymki z Brodnicy na Jasną Górę, a wcale nie należał 

do jakiś herosów i wracał do domu bez szwanku w pełni szczęścia. Lecz ja uparcie 

obstawałam przy swoim: „Nie, pielgrzymka to nie dla mnie. Ja bym w życiu tak 

daleko nie doszła...”

background image

25

Franciszkański Świat

deszcz i nie było gdzie suszyć ubrań. Czwartego dnia 

dotarło do mnie, jak niedorzeczne są te słowa: „po trzecim 

dniu jak z górki”. Było jeszcze gorzej. Uświadomiłam 

sobie, że przecież nogi nagle nie wyzdrowieją, a dystans 

się  cudownie  nie  zmniejszy!  Wpadłam  w  rozpacz, 

byłam zła, że mnie „oszukano”. Miało być tak pięknie, 

a tu co? Już decydowałam się na powrót, kiedy nagle 

obudziła się we mnie duma: „Jak to, wrócę do domu? 

Tak po prostu stchórzę, bo nie potrafię się poświęcić i 

dać z siebie więcej?” Postanowiłam wytrwać do końca. 

Dołączyłam  się  do  zespołu  i  ta  dodatkowa  aktywność 

pozwoliła  mi  zapomnieć  o  bólu.  Poranne  wstawanie 

było  równie  bolesne,  ale  z  czasem  nabierało  uroku. 

Zaczęłam  skupiać  się  na  przyjemnościach,  a  nie  na 

niewygodach.  Świeże  powietrze,  piękne  krajobrazy, 

serdeczni  ludzie,  którzy  kiwali  nam  i  dzielili  się 

jedzeniem,  rodziny  goszczące  i  proszące  o  modlitwę. 

Nigdy  nie  zapomnę  kobiety,  która  poczęstowała  nas 

obfitym obiadem i opowiedziała bardzo smutną historię 

swoich najbliższych. Płakała, prosząc nas o modlitwę. 

Wtedy  zrozumiałam,  po  co  tak  naprawdę  poszłam  na 

pielgrzymkę. Aby  wreszcie  być  narzędziem  w  rękach 

Boga,  dzielić  się  sobą  z  innymi.  Będąc  pielgrzymem 

masz czas na medytację, a przede wszystkim dla Boga, 

ukrytego  w  bliźnim.  Swoje  cierpienie  ofiarowujesz  za 

tych ludzi i cieszysz się ze swojej przydatności. Nic nie 

dodawało więcej sił jak śpiew, modlitwa, uśmiech ludzi 

i codzienna Msza. Szkoła, remiza strażacka, w których 

sprawowana była Eucharystia, nie odbiegały niczym od 

najbogatszych  bazylik.  Tu  spotykasz  Boga  żywego  w 

cierpiącym bliźnim, w braciach z ranami na stopach, w 

siostrach z obandażowanymi nogami. To wszystko jest 

piękne i niesamowite zarazem, bo widzisz, że ci ludzie 

przebywają  długie  kilometry,  gdyż  wierzą  w  potęgę 

modlitwy i poświęcenia. Codzienne śpiewanie Godzinek 

i różaniec, zbliżają do Maryi, aż w końcu doprowadzają  

pod sam cudowny obraz.

 

Nie  było  łatwo,  ale  nigdy  nie  jest.  Podczas 

pielgrzymowania 

zrozumiałam 

więcej, 

niż 

przypuszczałam; chcę iść jeszcze raz, tylko już bez 

narzekania.:)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kinga

background image

26

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

Na całe szczęście jeszcze nie jest 

tak chłodno. Bo wiecie, jak się zimno robi, 
to czuję się osaczone, no i tak niewygodnie 
jakoś. Czapka uciska. Nie lubię czapek, te 
z  daszkiem  bardziej  mnie  gniotą,  a  te  z 
pomponem co prawda otulają, ale kiepsko 
wtedy  słyszę.  Najgorzej  jak  przymrozi, 
całe jestem czerwone, zimne, zdrętwiałe. 
Jak ja nie znoszę zimy, po co taka zima 
jest?  Kiedyś  nawet  chciałem  ogłosić 
odlot  każdego  ucha  do  ciepłych  krajów, 
ale koledzy powiedzieli, że jestem chore. 
No już, zaraz chore. Chore to jestem jak 
wyjdę na ulicę. Już teraz rozumiem Misia 
Uszatka.    Normalnie  więdnę.  Co  to  się 
dzieje, że tyle przekleństw? To jakiś obłęd. 
Hm…,  żebym  choć  mógł  jakąś  selekcje 
dźwięków  zastosować,  a  tu  masz  babo 
placek.  I  to  nie  ważne  czy  chłopak,  czy 
dziewczyna. Teraz to chyba taka moda, bo 
zarówno dorośli jak i dzieci. Co tu zrobić? 
To jest chyba zaraźliwe, bo skoro dzieciaki 
klną, a szewcami nie są, w szkole tego na 
lekcjach nie uczą (choć nawiasem mówiąc 
i tam znajdą się tacy, którzy praktykują) 
to  pytanie,  gdzie  jest  przyczyna?  Gdzie 
epicentrum?  Czyżby  ogniska  domowe 
podtrzymywały  żar  wzajemnych  relacji 
podsycając  słowem  łąciną  pachnącym? 
No słuchaj, weź mi wytłumacz skąd to się 

bierze? I po co? No tak, z oszczędności. 
Po  co  używać  kilkudziesięciu  słów, 
skoro można w co drugie wstawić epitet? 
Wszystko  już  jasne,  Polacy  nie  gęsi…; 
sms’y kpią z ortografii, czytanie dogorywa 
przed  monitorem,  kaligrafia  leży  na 
intensywnej  terapii,  a  lekarze  strajkują. 
Jakby  epitety  zastrajkowały,  to  naród 
okazałby się niemy, ludzie młodzi to już 
chyba  szczególnie…  takie  narodowe  
starym  kinie
.  Pantomima.  Uuu…,  kartki 
poszły  w  ruch,  przemysł  papierniczy 
kwitnie,  tylko  zaraz,  zaraz…,  jak  to  się 
pisze?  Jak tu po polsku powiedzieć, że coś 
jest niesamowite, takie bardzo wyjątkowe, 
szczególne, coś co mi się podoba? Ej no, 
pomocy.  No,  nie  wiadomo  jak  to  się  po 
naszemu mówi, bo jak w szkole po polsku 
mówią to niby rozumieją, ale nie wszyscy. 
Tłumaczysz  raz,  drugi,  trzeci  i  chyba 
drogie dzieci… ten język jest jakiś dziwny, 
interpersonalnie 

niekomunikatywny. 

Wszystko  jest  dobrze  dopóki  epitet  jest 
pod ręką, ale jak kolegi zabraknie to yyy, 
eee,  półsłówkiem  coś  duka.  Mów  po 
polsku,  całym  zdaniem.  Nie  wie,  jak  to 
zrobić. A  możesz  mówić  kulturalnie,  na 
poziomie? Jak cię słyszą, tak cię piszą!

Głupie  ucho  co  się  dziwi. 

Sklapnięte. Te, ucho, po ci te ideały? Ideały 
są piękne, ale dla kogo? Nie wymyślaj, bo 
i tak cię nikt nie rozumie. Kultura, dobre 
sobie…,  wolne  żarty.  Zresztą  dobrze, 
zdradzasz się. Jaki jesteś, tak też gadasz.                          
                                     o. Leonard OFM

    

 Małżowina

background image

27

Franciszkański Świat

Prawdziwym  dobrem  jest  to,  co 

będzie  sprawiało,  że  będziesz  stawał  się 

lepszym człowiekiem. Dlatego samochód, 

czy  pieniądze  mogą  być  w  twoim  życiu 

dobrem, pod warunkiem, że pomagają ci 

one być lepszym człowiekiem, że dzięki 

tym  rzeczom  jako  człowiek  rozwijasz 

swoje zdolności dla dobra innych. 

Idąc dalej tą myślą, dochodzimy 

do stwierdzenia, że ktoś kto autentycznie 

kocha  siebie,  będzie  także  walczył 

z  grzechem,  bo  przecież  on  niszczy 

człowieka od wewnątrz. Niszczy nie tylko 

moją  relacje  z  Bogiem,  ale  także  relację 

do  mnie  samego.  Mówimy  wówczas  o 

niepokoju  jaki  człowiek  w  sobie  nosi, 

o  wyrzutach  sumienia.  Ktoś,  kto  kocha 

siebie  samego,  będzie  miał  troskę  o 

czystość swojego serca.

Co  to  ma  jednak  wspólnego  z 

Miłuj bliźniego swego...
 

 

 

 

...

jak siebie samego

W Piśmie św. czytamy takie zdanie: „miłość nie wyrządza 

zła bliźniemu” (Rz 13,10). Ale z pewnością możemy też powiedzieć, 

że prawdziwa miłość nie wyrządza zła również samemu sobie. Kto 

naprawdę kocha siebie, ten nie będzie czynił zła sobie samemu, 

ale będzie starał się dawać sobie tylko to, co jest dobre. Jednakże 

powstaje pytanie: cóż to jest to dobro? Przecież ktoś może myśleć 

sobie: „Dla mnie największe dobro, to: koledzy, samochód i kieszeń 

pełna pieniędzy. 

background image

28

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

przykazaniem  miłości  bliźniego?  Ma 

o  tyle,  że  dopiero  człowiek,  który  jest 

zdolny pokochać samego siebie, troszcząc 

się  o  to,  by  sobie  samemu  dawać  to,  co 

jest  dobre,  będzie  zdolny  dać  to  dobro 

także drugiemu.

Ponieważ  ludzie,  którzy  sami 

sobie  nie  potrafią  dać  tego,  co  jest 

prawdziwie  dobre,  nie  będą  potrafili 

dać  tego  drugiemu  człowiekowi.  Jak  to 

mówimy Z pustego i Salomon nie naleje

Nikt,  kto  kradnie  nie  będzie  chwalił 

uczciwego życia, ale będzie przekonywał 

innych, że życie jest ciężkie, że czasy się 

zmieniły  i  trzeba  „sobie  radzić”.  Nikt, 

kto  dla  powiększenia  swojego  majątku 

pracuje  w  niedziele,  nie  będzie  zachęcał 

do  uszanowania  i  świętowania  niedzieli. 

Ale  każdy  będzie  taką  miłością  kochał 

innych  ludzi,  jaką  kocha  siebie  samego. 

Dlatego ktoś, kto nie potrafi sobie samemu 

stawiać  wymagań,  jakie  stawia  nam 

prawdziwa miłość, nie będzie zdolny mieć 

autentycznej troski o drugiego człowieka. 

Począwszy 

od 

pierwszych 

rodziców,  człowiek  oferuje  swój  grzech 

drugiemu.  Ewa,  która  zgrzeszyła 

zrywając  zakazany  owoc  (Rdz  3),  co 

było  w  konsekwencji  brakiem  miłości 

do niej samej, gdyż sama sobie najwięcej 

tym  zaszkodziła,  natychmiast  podzieliła 

się  swoim  grzechem  z  Adamem.  Nie 

ostrzegła  go,  aby  nie  popełnił  zła,  jaki 

sama uczyniła, ale natychmiast namówiła 

go do tego samego.

Jest  to  warte  przemyślenia, 

ponieważ  w  tym  fragmencie  Pisma  św. 

łatwo  zauważamy,  jak  my,  przestając  

kochać siebie, przestajemy kochać innych. 

Ewa  nie  skrzywdziła  niczym  Adama, 

dopuki  nie  zraniła  samej  siebie,  łamiąc 

przykazanie  Boże.  Konsekwencją  jej 

grzechu  była  krzywda,  którą  wyrządziła 

Adamowi,  namawiając  go  do  zerwania 

zakazanego owocu. Kochamy innych taką 

miarą, jaką kochamy samych siebie!

 

Każdy  z  nas,  im  więcej  wkłada 

trudu  w  to,  aby  czynić  dobro  a  unikać 

zła,  tym  bardziej  będzie  zdolny  spełniać 

przykazanie miłości bliźniego. 

 

Natomiast każdy człowiek, który 

przyzwala w swoim życiu na zło w imię 

źle  rozumianej  wolności,  oddając  się 

lenistwu, nieuczciwości, nieczystości itd., 

tym samym będzie zarażał innych ludzi. 

 

Nie  zniechęcajmy  się  w 

czynienia  dobra,  bo  jak  mówi  św. 

Paweł:  „co  człowiek  sieje,  to  i  zbierać 

będzie”  (Gal  6,8),  oraz  „W  czynieniu 

dobrze  nie  ustawajmy,  bo  gdy  pora 

nadejdzie, będziemy zbierać plony, o ile 

w pracy nie ustaniemy. A zatem, dopóki 

mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim, 

a zwłaszcza naszym braciom w wierze” 

(Gal 5,10).

 

 

     o. Jakub OFM

background image

29

Franciszkański Świat

 

„Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: Rabbi, kiedy 

tu przybyłeś?” (J 6, 25)

 

Kiedy  tu  przybyłeś,  Panie?  Wkradłeś  się  tak  niepostrzeżenie.  Czułam  coś; 

czułam, ale nie wiedziałam, co się dzieje. Zastanawiałam się, aż wreszcie zaczęłam 

szukać. I odnalazłam.

 

Odnalazłam  Cię  na  przeciwległym  brzegu.  Po  drugiej  stronie.  Musiałam 

opuścić miejsce, w którym słyszałam tylko: „ja, ja, ja…”, w którym wszystko robiłam 

„dla mnie”. Odnalazłam Cię na zupełnie innym – przeciwległym brzegu.

 

I pytam: „Panie, kiedy tu przybyłeś?”. Kiedy wszedłeś do mojego serca? Pod 

osłoną nocy ducha kroczyłeś po morzu grzechów? Spotkałam Cię wtedy. Powiedziałeś, 

że nie muszę się bać, powiedziałaś: „To Ja jestem” (J 6, 20).

 

Nie poznałam Cię wtedy. Myślałam, że może jesteś wytworem mojej fantazji. 

Nie pasowałeś mi do mojego wcześniejszego wyobrażenia o Tobie. byłeś dla mnie nie 

osobą, ale raczej jakimś mało konkretnym bytem gdzieś w oddali. Dopiero teraz dociera 

do mnie to, co usłyszałam – JA JESTEM.

 

Kiedy  tu  przybyłeś?  Jak  udało  Ci  się  sprawić,  że  mimo Twoich  wymagań, 

mimo  koniecznego  ryzyka,  jakie  muszę  podjąć,  byś  nadal  tu  był 

taki jak teraz, jak to się stało, że mimo wszystko nie chcę, żebyś 

odchodził?

 

A  Ty,  czego  chcesz?  Tyle  razy  śpiewałam,  że  „Moim 

skarbem są ręce gotowe do pracy z Tobą i czyste serce”. 

 

Ręce  może  i  gotowe,  ale  czy  chętne?  Serce…  cóż,  z 

pewnością nie jest czyste. A jednak jesteś tu i możesz je oczyścić, 

możesz uczynić „wszystko nowe” (Ap 21, 5). 

 

Nie wiem, kiedy tu przybyłeś i jak. Nie wiem, czego ode 

mnie  chcesz,  bo  tak  naprawdę  nie  mam  nic.  Nie  wiem,  co  mam 

robić.

 

Ale…  zostań,  Panie.  Zostań,  bo  „Uwiodłeś  mnie,  Panie” 

(Jer 20, 7), a ja już się nie boję. Żądaj czego tylko chcesz, bylebyś 

został ze mną.

 

Proszę, zostań.   

 

Paulina

PRZECIWLEGŁY 

BRZEG

background image

30

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

Teraz już zamykam oczy

może ostatni raz

i tak każdego wieczoru

a Ty mój Panie

otwierasz mi je łaskawie

nim słońce wzejdzie

Dziękuję!

[...]

choć wiesz najlepiej

że pragnę w sercu

byś mi je otworzył

raz na zawsze

O. Tarsycjusz OFM

background image

3

Franciszkański Świat

Franciszkański  Świat  -  pismo  Franciszkańskiego  Duszpasterstwa  Młodzieży  prowin-

cji  św.  Franciszka  z  Asyżu.  Twórcami  są  bracia  i  ojcowie  z  Zakonu  Braci  Mniejszych  oraz  czy-

telnicy  Franciszkańskiego  Świata.  Adres  korespondecji:  Klasztor  Franciszkanów  ul.  Gar-

bary  22,  6-867  Poznań;  tel.  (0  6)  85  26  00;  e-mail:  franciszkanskiswiat@tlen.pl. 

Osobą 

odpowiedzialną 

za 

całokształt 

pisma 

jest 

o. 

Jakub 

Waszkowiak 

OFM

Redakcja  zastrzega  sobie  prawo  do  skracania  i  poprawiania  nadesłanych  materiałów.

- do użytku wewnętrznego -

Zapraszamy na naszą stronę internetową:   

           

www.franciszkanie.net

Ilustrujące „Franciszkański Świat” zdjęcia - jeśli nie są podpisane, to pozostają bez związku z 

treścią artykułów; nie odnoszą się do osób, sytuacji ani autorów tekstów. Są „przypadkowe”, 

pochodzą z archiwum redakcji lub od zaprzyjaźnionych osób. 

Na pierwszej stronie znajduje się zdjęcie br. Kordiana OFM.

Przypominamy, że zasadą prenumeraty „Franciszkańskiego Świata” jest wcześniejsze zgło-

szenie chęci jego otrzymywania. Można to uczynić listownie, telefonicznie lub pocztą elek-

troniczną.

Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki za-

daje sobie pod słońcem? (Koh 1,3) 

background image

32

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

                   

www.franciszkanie.net